Page 1

Numer 138 Kwiecień 2013 ISSN 1506-1714

SGH

Niezależny Miesięcznik Studentów

Krótka historia bluesa Jeśli nie znasz bluesa, nie ma sensu chywać za gitarę i grać rock’n’rolla albo pop - Keith Richards

UW

www.magiel.waw.pl

Fenomen seriali? This is Mad, Man! Dexter, Draper, House i przyjaciele.

Wielki ranking wódek W imię nauki poświęciliśmy własne wątroby. Którą wódkę warto pić, a od której należy się trzymać z daleka?


ARTYKUŁ SPONSOROWANY

listopad 2012


spis treści / Matka Olka.

22

30

49

59

Koniec, Kurde!

Krótka historia bluesa

Wielki Ranking Wódek

Szewczenko w Polsce

a Uczelnia

d Muzyka

o Sport

g W subiektywie

06

„Nie chcę, żeby studenci wierzyli m i n a s ł o w o” 08 Say hello to corpo! 0 8 D a w n yc h w s p o m n i e ń c z a r 0 9 E c h a a r t y k u ł u St o l a t i c o da l ej ? 10 P r a k t y k i i w o l o n t a r i a t A I E S E C 10 D o r a d z t w o z a w o d o we 1 1 I Ty m o ż e s z z o s t a ć b o h a t e r e m

30 32 33

b Organizacje

h Teatr

12

K a l e n d a r z w yd a r z e ń

14

F e n o m e n s e r i a l i ? T h i s i s M a d, M a n !

c Polityka i Gospodarka 21 22 24 25 26

Tu r b u l e n c je L O T- u K o n i e c , K u rd e ! K o l ejn a w y s p a w p o t r z a s k u Zgrillowane spo łeczeństwo Z g łową w chmurach

f Książka 34 35 36

38 40

8 Temat Numeru

K r ó t k a h i s t o r i a b lu e s a Z m i k s o w a n y ja z z , Recenzje

Wspomnienie po poecie Kw i e c i e ń - m i e s i ą c k s i ą z k i Recenzje

Stowarzyszenie Akademickie Magpress

Prezes Zarządu:

Dominika Basaj dominika.basaj@magiel.waw.pl Adres Redakcji i Wydawcy:

al. Niepodległości 162, pok.64 02-554 Warszawa tel. (022) 564 97 57

Ostatnia prosta przed play-offami Zatańczymy?

k Po godzinach 48 49

Mobilny kącik W i e l k i R a n k i n g Wó d e k

m Turystyka 50

S e k r e t y A us t r a l i i

i Człowiek z Pasją

„Tu i t e r a z” Recenzje

51

Znalazłbym szefa na SGH

42 44

59

Big boys on the road T h e r e’s n o g o o d s h a r k s?

S z e wc z e n k o w P o ls c e

p Czarno na Białym 62

N a s z e ż yc i e t o j e d e n w i e l k i k o l a ż

q Felieton 65 66

R e k l a m o we H a l l o we e n Autostrada

r Kto jest Kim? 67

I l o n a To m a s z e w s k a /J a k u b K e r l i n

t Trzy po Trzy 68

e Film

Ta n i e s k l e p y !

u Rozrywka 69

Rozrywka

v Do góry nogami 70

Karolina Pierzchała Z-ca Redaktor Naczelnej: Magdalena Gansel, Aleksandra Wilczak Redaktor Prowadzący: Szymon Czerwonka Organizacje: Michał Wrona Uczelnia: Anna Grochala Polityka i Gospodarka: Robert Szklarz Człowiek z pasją: Jakub Warnieło, Wojciech Adamczyk Felieton: Karol Serena Film: Emil Marinkow Muzyka: Adrian Szorc Teatr: Dominika Makarewicz Książka: Milena Buszkiewicz Warszawa: Dominika Basaj Sport: Anastazja Dębowska Turystyka: Marta Maślak Redaktor Naczelna:

Wydawca:

46 47

Elżbieta Nycz Kto jest Kim: Monika Sikorra Rozrywka: Marlena Tępińska Po godzinach: Szymon Czerwonka Czarno na Białym: Adela Kuczyńska W Subiektywie: Bohdan Ilasz Do Góry Nogami: Redaktor Nieodpowiedzialny Korekta: Urszula Stelmach Dział foto: Ewa Przedpełska Dyrektor Artystyczny: Ewa Widenka Dział Księgowy: Katarzyna Kopycka Dział Promocji i Reklamy: Jakub Warnieło Dział WWW: Aleksander Reszka 3po3:

Współpraca: Robert Bańburski, Bartek Bartosik, Marcin Bator, Tomasz Bielak, Jacek Bisiński, Adam Dąbrowski, Anna Drwięga, Mariusz Dudek, Piotr Dziadosz, Agata Frydrych, Anita Gadomska, Małgorzata Gawlik, Paulina Głogowska, Natalia Góral, Katarzyna

Grabos, Jerzy Gut-Mostowy, Michał Irmiński, Damian Iwanowski, Maciej Jabłoński, Anna Kalinowska, Piotr Kawczyński, Anastazja Kiryna, Ada Kolczyńska, Karol Kopańko, Kuba Kopryk, Magdalena Kosecka, Bartosz Kosiński, Wojciech Kuczek, Bartosz Lada, Weronika Łopieńska, Magda Malec, Kasia Matuszek, Piotr Filip Micuła, Oskar Miller, Kamil Mucha, Zuzanna Napiórkowska, Tomasz Nisztuk, Konrad Obidoski, Danisz Okulicz, Kama Olasek, Bartosz Olesiński, Kamil Osiecki, Krzysztof Pawlak, Grzegorz Piasecki, Arleta Piłat, Piotr Piłat, Paula Pogorzelska, Adam Przedpełski, Michał Puchała, Aleksander Pudłowski, Mateusz Radecki, Patrick Radecki, Marika Roda, Paweł Ropiak, Janusz Roszkiewicz, Wojciech Sabat, Agata Serocka, Maciej Simm, Magdalena Skrodzka, Aleksander Stelmaszczyk, Ewa Stempniowska, Mieto Strzelecki, Alicja Sukiennik, Magdalena Szprądowska, Kacper Szyndlarewicz, Melania Śmigielska, Przemysław Terlecki, Mikołaj Tchorzewski, Maria Toczyńska, Kuba Torenc, Michał Wiaderek, Katarzyna Wilk, Rafał Wyszyński, Michał Zajdel, Piotr Zawiślak, Paulina Żelazowska, Andrzej Żurawski Redakcja zastrzega sobie prawo do przeredagowania i skracania niezamówionych

Do góry nogami

tekstów. Tekst niezamówiony może nie zostać opublikowany na łamach NMS MAGIEL. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczonych reklam.

Artykuły, ogłoszenia i inne materiały do wydania kwietniowego prosimy przesyłać e-mailem lub dostarczyć do siedziby Redakcji do 19. kwietnia. Druk pokrywają w całości sponsorzy i reklamdawcy. Nakład: 7000 egzemplarzy Okładka: Ewa Widenka Makieta pisma: Maciej Simm, Olga Świątecka współpraca: Maciej Szczygielski

Kontakt do członków redakcji w formacie: imie.nazwisko@magiel.waw.pl Jesteś zainteresowany współpracą? Napisz na: rekrutacja@magiel.waw.pl

kwiecień 2013


/ wstępniak Beczka śmiechu

Serialowa rewolucja K A R O L I N A P I E R ZC H A Ł A REDAK TOR NACZELNA

hyba właśnie przegapiłam rewolucję. Nie wiem, kiedy to się dokładnie wydarzyło, ani co było momentem przełomowym. Nagle okazało się, że wszyscy już wszystko wiedzą i są częścią nowego nurtu. A ja zatrzymałam się na Magdzie M. Kiedyś było łatwiej. Do wyboru były dwa seriale, a na kolejny odcinek z utęsknieniem i odrobiną ekscytacji wyczekiwało się cały tydzień. Tylko po to, żeby przez czterdzieści pięć minut zanurzyć się w innym, cudzym świecie, czasem lepszym, innym razem – niekoniecznie? A potem ludzie zaczęli mówić it’s gonna be legendary, plotkować o życiu Meredith i zastanawiać się, co będzie dalej z Lostami. Kim u diabła jest Meredith? I dlaczego każdy zna jej matkę? W ten niezwykle prosty sposób samodzielnie wykluczyłam się z pewnego kręgu kulturowego, który pochłania coraz więcej ludzi. Najpierw, zwyczajnie nie oglądałam seriali, a kiedy stwierdziłam, że może jednak warto, okazało się, że jest ich nieskończenie wiele, o kolejnych sezonach nie wspominając, i chyba nie mam już szans tego nadrobić. Kiedy ci wszyscy ludzie mają na to czas? Oglądanie serialu na telefonie albo podczas rozmowy na Facebooku, cały sezon w ciągu jednego dnia

C

W ten niezwykle prosty sposób samodzielnie wykluczyłam się z pewnego kręgu kulturowego, który po-

rys. Mateusz Rażniewski

chłania coraz więcej ludzi.

– kompletnie nie jestem w stanie tego zrozumieć. Z drugiej strony, w serialach musi być coś niezmiernie kuszącego, skoro ich budżety coraz częściej mogą zawstydzić duże produkcje filmowe, a znani i cenieni reżyserzy podejmują się kręcenia odcinków pilotażowych. Jeżeli, podobnie jak ja, czujecie się zgubieni w temacie albo chcecie poznać garść ciekawostek dotyczących seriali z całego świata, serdecznie polecam Temat Numeru. Jeżeli wieczorową porą w piątek tuż przed imprezą staniecie przed odwiecznym wyborem, który trunek wysokoprocentowy zakupić, nie martwcie się. Redakcja MAGLA postanowiła Was wyręczyć i samodzielnie przeprowadziła badania dotyczące preferencji konsumenckich studentów w tym zakresie. Zaskakujących rezultatów szukajcie na stronie numer 49. Z kolei na niedzielny wieczór MAGIEL przygotował coś idealnego dla melomanów. Wybierzcie któreś z polecanych chillowych kawałków, podkręćcie regulatory głośności i błogo odpłyńcie w daleki świat Stanów Zjednoczonych Ameryki lat dwudziestych dzięki Krótkiej historii bluesa. Jednak jeśli zdarzyłoby się, że wciąż nie bylibyście do końca zrelaksowani, to może tak serial dla rozrywki? Tylko uwaga, to podobno bardzo wciąga. Xoxo. 0

04-05


Aktualności 20-lecie Chóru SGH

Dla wielu chórzystów ten koncert był spełnieniem marzeń. Dla nas był on niezwykłą podróżą po dorobku artystycznym studentów, których połączyła wspólna pasja. Obecnym, jak i przyszłym członkom Chóru Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie Redakcja MAGLA życzy dalszych sukcesów! FOTOGRAFIE:

TO M A S Z B I E L A K

kwiecień 2013

fot. Tomasz Bielak

aktualności /


/ wywiad z Prodziekanem Studium Licencjackiego - dr Piotrem Maszczykiem Jak myślisz, Lewy się w końcu przełamie, grając w reprezentacji? Chyba opłatkiem

„Nie chcę, żeby studenci wierzyli mi na słowo” O pracy Prodziekana, autorytetach oraz miłości do reprezentacji Brazylii opowiada dr Piotr Maszczyk, trzykrotny laureat Inspiracji Roku – nagrody dla najbardziej inspirującego wykładowcy oraz Prodziekan Studium Licencjackiego. a n a s ta z ja d ę b ow s k a , a n a s ta z ja k i ry n a

MAGIEL: Został Pan wybrany przez studentów Studium Licencjackiego Inspiracją Roku już po raz

trzeci. Co dla Pana znaczy ponowne otrzymanie tego wyróżnienia?

DR PIOTR MASZCZYK: Po pierwsze, jest to dla mnie ogromny zaszczyt, bo otrzyma-

łem najpopularniejszą nagrodę studencką na SGH. Po drugie, jest to oczywiście wielka przyjemność. Świadomość, że studenci wysoko oceniają moje zajęcia, że są one dla nich inspirujące, jest olbrzymią frajdą. Nie ukrywam, że jest mi bardzo miło. Dodatkowo, warto zwrócić uwagę, że Nagrody MAGLA są w chwili obecnej (dopóki trwają prace nad stworzeniem systemu kompleksowej ewaluacji zajęć na naszej Uczelni) jedynym systemem oceny atrakcyjności wykładów, oczywiście, nie licząc wyborów studenckich.

Jak się Pan czuje, pełniąc funkcję Prodziekana? Czy ma to duże znaczenie, że zajmuje się Pan akurat pierwszym rokiem i wymianami? Nie lubię i nie chcę robić z siebie męczennika, więc nie będę narzekał i żalił się, jakież to ciężkie zadania mam do wypełnienia. Szczególnie, że do bycia Prodziekanem Studium Licencjackiego nikt mnie przecież nie zmuszał. Skądinąd, wydaje mi się, że mój zakres obowiązków nie jest jakoś szczególnie obciążający. Myślę, że spośród wszystkich Prodziekanów ja mam najlepiej, bo studenci pierwszego roku nie zdążyli jeszcze nasiąknąć postawą, na którą tak często skarżą się wykładowcy (również w MAGLU), czyli podejściem „mnie się należy”. Traktują studia poważnie i starają się nie mieć problemów, które zmuszałyby ich do wizyty (czasem nieuniknionej) na dziekańskim dyżurze. Niestety, często bywa tak, że im dłuższy staż studenta na uczelni, tym gorzej. Muszę również podkreślić, że wszystkie Panie zatrudnione w  DSL (a  przede wszystkim te z  nich, które zajmują się obszarami znajdującymi się w moim zakresie odpowiedzialności) są tak pomocne, że pełnienie funkcji Prodziekana może stać się prawdziwą przyjemnością. Jednakże nie ma co ukrywać, że wykładowca może sobie czasami pozwolić na takie rzeczy, które Prodziekanowi już nie uchodzą. Dziekan powinien mieć zdecydowanie pryncypialny stosunek do regulaminu studiów. Na forum studenckim znalazł się kiedyś wpis, w którym jeden ze studentów określił mój stosunek do rzeczywistości jako „zdystansowany”. To jest prawda, bardzo często lubiłem

06-07

i  lubię powtarzać w  kontekście różnego rodzaju problemów, że to...”tylko praca”. Nie ma sensu zbyt poważnie traktować niektórych problemów, przecież mają one to do siebie, że niekiedy rozwiązują się same. Niemniej, w kontekście pełnienia funkcji Dziekana ten stosunek do rzeczywistości musi być znacznie mniej „zdystansowany”. Najtrudniejsza jest umiejętność odróżnienia studentów, którzy naprawdę mają ciężką sytuację i spowodowane obiektywnymi czynnikami problemy ze studiami, od tych, którzy chcą po prostu uzyskać nienależne im przywileje. Zatem można tutaj popełnić dwa rodzaje błędów, które mogą mieć negatywne konsekwencje dla studentów – obcesowo i bardzo formalnie potraktować kogoś, kto ma autentycznie trudną sytuację i najzwyczajniej w świecie skrzywdzić taką osobę. Z drugiej strony, można obdarzyć przywilejem (przedłużeniem sesji lub prawem do przeniesienia się do innego wykładowcy) kogoś, kto postępuje nieuczciwie. Choćby dlatego, że zwolnienie lekarskie, które ma uzasadnić brak możliwości przystąpienia do egzaminu w sesji, jest... powiedzmy budzące poważne wątpliwości. To krzywdzi nie tylko tych, którzy starają się postępować uczciwie (bo stawia ich w  gorszej sytuacji), ale też tych, którym się wydaje, że przez całe życie można przejść posługując się takimi nieetycznymi metodami. Ale oczywiście to tylko złudzenie, bo bardzo szybko okaże się, że Dziekan może mieć dobre serce i  można go naciągnąć i  coś załatwić. Szef w pracy już taki łatwowierny nie będzie i  wtedy konsekwencje oszustwa będą znacznie poważniejsze. Studia to czas, kiedy można i  należy nauczyć się odpowiedzialności za swoje wybory i  podejmowane decyzje, nawet, a  może wręcz szczególnie wtedy, gdy jest to bolesna odpowiedzialność. Jak lubią mawiać ekonomiści: w długim okresie to się na pewno opłaci, nawet jeżeli w krótkim bywa bolesne.

A może w pewnym sensie studenci są także inspiracją dla Pana?

fot. Jana Woronowska

r o z m aw i a ły:

Tak, oczywiście, studenci są dla mnie nieustannym źródłem inspiracji. Zapytano mnie kiedyś przy okazji wywiadu udzielanego MAGLOWI, co bym robił, gdybym nie był wykładowcą. Powiedziałem, że zapewne byłbym aktorem. Artyści występujący przed „żywą”


wywiad z Prodziekanem Studium Licencjackiego - dr Piotrem Maszczykiem /

publicznością bardzo dużo uwagi poświęcają na nawiązanie interakcji z widzami. W pracy wykładowcy jest w gruncie rzeczy tak samo. Podczas zajęć staramy się przecież prowadzić dialog ze studentami, nawet jeśli słychać głównie wykładowcę. Trudno jest tym samym inspirować ludzi, którzy nie są ciekawi innych poglądów, wydaje im się, że już wszystko wiedzą i nie chcą się niczego nauczyć. Z drugiej strony, studenci mogą stworzyć na zajęciach tak fantastyczną atmosferę, że nawet ktoś tak przeciętny jak ja może osiągnąć wspaniałe rezultaty. Jednak jeśli taka interakcja się nie pojawi, to nawet najlepszy wykładowca na świecie osiągnie wyniki co najwyżej przeciętne.

Poza inspirowaniem studentów, bardzo ważny dla wykładowców jest również autorytet. Czy profesorowie wciąż potrafią go utrzymać i jak ważne jest to w codziennym życiu akademickim?

nie jest bardzo trudny, ale też nie jest super prosty. Według mnie dr Maszczyk to dobry wybór. Jak widać, studenci naprawdę Pana lubią. Jak się Pan odnosi do takiego typu wypowiedzi? Rozróżnijmy dwie kwestie. Pierwsza to relacja „student – wykładowca”, w ramach której muszą oczywiście obowiązywać pewne formy i wykładowcy mogą, a nawet powinni, domagać się zachowania zasad, nazywanych dawniej „kindersztubą”. Odkąd Pan Rusinek mocą swojego autorytetu zabronił rozpoczynania maili słowem Witam, studenci potrafią dokonywać prawdziwych cudów stylistycznych (np. rozpoczynać list słowami Doktorze Maszczyku), zamiast po prostu napisać Szanowny Panie. Powinniśmy też zwracać studentom uwagę, jeśli spóźniają się na wykład, bądź swoim zachowaniem przeszkadzają wykładowcy i kolegom. Nie możemy jednak nakazać im posługiwania się na forum internetowym sformalizowanym językiem. Dopóki nie pojawiają się tam wulgaryzmy czy opinie zniesławiające wszystko jest w porządku. Cóż, jeśli studenci piszą o mnie dobrze… to niech piszą.

Cały czas czekam na osoby, które nie będą się zgadzać, z tym co mówię i będą potrafiły w przemyślany sposób ze mną polemizować.

Na kwestię autorytetów można spojrzeć na dwa różne sposoby. Niektóre osoby, które aspirują do bycia wzorem wymagają tego, żeby ich słowa były zawsze przyjmowane bezkrytycznie. I taka postawa – nieco paradoksalnie – znajduje poklask ludzi poszukujących takiego typu autorytetu, którego poglądy można bezkrytycznie powielać. Bez trudu można wskazać takie osoby w mediach czy życiu publicznym. Ja postrzegam osobę aspirującą do bycia autorytetem jako kogoś, kto stara się pobudzać innych do samodzielnego myślenia, kto inspiruje do pracy intelektualnej. I tak właśnie rozumiem rolę wykładowcy na uczelni. Nie chcę, żeby studenci wierzyli mi na słowo. Cały czas czekam na osoby, które nie będą zgadzać się z tym, co mówię i będą potrafiły w przemyślany sposób ze mną polemizować. Wykładowca musi pobudzać do myślenia. Nie wyobrażam sobie gorszego wykładu niż taki, na którym studentowi zostaje podyktowane to, czego musi się nauczyć „od A do Z”. Tego typu studia zamieniłyby się w upiorny i męczący koszmar. Za kluczowy element wykładu w znacznie większym stopniu uważam wywołanie krytycznej postawy wobec przekazywanych informacji, niż mechaniczne przyswojenie tychże przez studentów. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że na pierwszym semestrze studenci nie są jeszcze w pełni dojrzali intelektualnie, ale im szybciej zaczniemy w nich tę dojrzałość kształtować, tym lepiej dla nich. W końcu mamy na to jedynie sześć semestrów.

Czy można powiedzieć, że w dzisiejszych czasach rola autorytetu spada? Nie sądzę. Pewnie coraz mniej jest osób pełniących funkcję „uniwersalnego autorytetu”, obejmującego wszystkie lub prawie wszystkie obszary życia, w taki sposób, jak czynią to rodzice wobec dzieci. Ale funkcje autorytetu przejmują postacie w dużej mierze anonimowe lub wykreowane. Często jest przecież tak, że nawet osoby, które zdecydowanie podkreślają to, że nie uznają autorytetów, bezkrytycznie powielają opinie pojawiające się na forach internetowych lub różnego rodzaju blogach. I tym samym dają sobą manipulować. Nie uważam zatem, że rola autorytetów maleje, przeciwnie, raczej obawiam się, że jesteśmy świadkami narastającego zjawiska manipulowania opinią publiczną, której w mniejszym lub większym stopniu udaje się narzucić pewien zestaw poglądów nadużywając hasła odrzucania autorytetów. Klasycznym przykładem takiego zjawiska jest najpopularniejszy portal społecznościowy, w którym funkcjonuje fenomen „lajków”. Im ich więcej, tym ciekawsza wydaje się informacja lub zjawisko. Bardzo często prowadzi to do tego, że krytyczna i nonkonformistyczna opinia traci na znaczeniu, przytłoczona wyimaginowanym zdaniem ogółu.

Mówiąc o serwisach społecznościowych, chcielibyśmy przytoczyć cytat z forum „esgieha.pl”, który przedstawia opinię studenta na Pana temat: Mikro i Makro z Maszczykiem. Sympatyczny koleś. Opcja rozsądna. Połączysz z ćwiczeniami u Karbowskiego i ogarniasz temat. Egzamin

Z Pańskiego CV można się dowiedzieć, iż pracował Pan w Ministerstwie Finansów oraz w sektorze przedsiębiorstw. Jak może Pan to porównać do pracy na Uczelni? Te obszary aktywności są nieporównywalne, całkowicie odmienne, choć w pewnym sensie komplementarne wobec siebie. Praca na stanowisku Radcy Ministra dawała szansę na niezbędną empiryczną weryfikację teoretycznej wiedzy, która dominuje w życiu uniwersyteckim. Między innymi dlatego, dopóki było to możliwe, starałem się łączyć pracę na Uczelni z zatrudnieniem w sektorze publicznym, najpierw w Ministerstwie Finansów, a później w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Aktywności tych nie dało się dłużej pogodzić, gdy zgodziłem się pełnić funkcję Prodziekana. Praca urzędnika wymaga skrupulatności i  dokładności, terminowej realizacji zadań i umiejętności podporządkowania się wizji politycznej narzuconej przez partię aktualnie rządzącą. Natomiast w pracy naukowo-dydaktycznej niezbędna jest niezależność myślenia, nonkonformizm i  szczypta intelektualnego szaleństwa. Nieskromnie powiem, że (nie tylko w mojej opinii) udawało mi się te cechy dość dobrze z sobą łączyć. Bardzo sobie cenię ten urzędniczy etap mojej zawodowej kariery

Odejdźmy może od tematów powiązanych z Uczelnią. Wiemy również, że interesuje się Pan piłką nożną. Której drużynie Pan kibicuje? Moją niezmienną miłością od najmłodszych lat jest reprezentacja Brazylii. Wstyd się przyznać, ale jeszcze w 1998 roku, kiedy reprezentacja tego kraju przegrała w finale Mistrzostw Świata z Francją, gorzko opłakiwałem tę porażkę. Na szczęście już za cztery lata mogłem sobie ten smutek powetować, kiedy Cafu - kapitan reprezentacji Canarinhos wzniósł w geście triumfu mistrzowski puchar, po kapitalnym zwycięstwie 2:0 w finałowym meczu z reprezentacją Niemiec. Wierzę, że na Mistrzostwach Świata w Brazylii w 2014 roku będę przeżywał równie miłe chwile. Jeśli zaś chodzi o piłkę klubową, to konsekwentnie kibicuję tym drużynom, w których grają Brazylijczycy.

To może na koniec chciałby Pan jeszcze skierować do studentów jakieś inspirujące słowa? Nie wiem czy, będą inspirujące, ale mogę spróbować. Uważam, że studenci nie powinni marnować czasu. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinni się wyłącznie pilnie uczyć. Mam na myśli to, że warto aktywnie wykorzystywać czas studiów. Chodzi mi o bardzo różne rodzaje aktywności: artystyczne, intelektualne, społeczne, towarzyskie etc. Studia, okres, na który zapracowali swoją ciężką pracą, jest szansą na aktywne, inspirujące intelektualnie i twórcze rozwijanie swoich zainteresowań i pasji, które powinny stać się bazą i fundamentem ich przyszłości. Życzę im, aby tak właśnie było. 0

kwiecień 2013


/ przedsiębiorczość indywidualna / Wokół SGH. Domy - ludzie - zdarzenia.

Say hello to corpo! Student SGH bezrobocie zna co najwyżej z wykładu z makroekonomii, a jego zaradność jest już niemal legendarna. Dlaczego jednak nie przekłada się to na promowanie idei przedsiębiorczości indywidualnej na naszej Uczelni? tekst:

da m i a n i wa n ow s k i

odczas rozmów toczonych w  murach naszej Uczelni można zauważyć pewną ciekawą tendencję. Prawie zawsze, prędzej czy później, poruszony zostaje temat pod tytułem „własna firma”. Na wzmiankę o tym najczęściej otrzymywanymi odpowiedziami są pochwały tej idei i deklaracje założenia własnej działalności gospodarczej. Pomijając, często wątpliwą, trafność pomysłów mających być źródłem dochodów przyszłego prezesa, kolejnym stałym punktem podobnych dyskusji jest argument o chwilowym braku czasu.

P

Nie mam czasu! Po sesji, zaliczeniu roku, zdaniu kolejnego egzaminu, biznesplan wejdzie w fazę realizacji z wielkim impetem. Dziwnym trafem pomysłodawca odkrywa jednak, że po jednym egzaminie następują kolejne, a poniedziałek jest początkiem każdego tygodnia, uparcie powtarzając się dokładnie co siedem dni. Można odnieść wrażenie, iż dopiero w obliczu trzęsienia ziemi, w którym Uczelnia uległaby zniszczeniu, imperium Zuckerberga przeszłoby do historii, a żywioł ocaliłby tylko naszego przedsiębiorcze-

go ducha, nastąpiłby wreszcie ten idealny moment na zostanie własnym szefem. Bez żadnego „ale”, bez innych planów wiecznie oddalających moment rozpoczęcia pracy na własny rachunek. Abstrahując jednak od wyżej wspomnianych szczegółów, sama idea wzbudza wśród żaków Wielkiej Różowej pozytywne emocje. Jak w  takim razie można wytłumaczyć fakt, iż przez ponad 20 lat działalności wolnego ruchu studenckiego nie pojawiło się do tej pory żadne większe wydarzenie promujące przedsiębiorczość indywidualną na SGH? Rzesze organizacji tworzą masę projektów zapełniających coraz to węższe nisze, podczas gdy tak szerokie pole tematyczne pozostaje niezagospodarowane. Taki stan rzeczy jest co najmniej intrygujący.

Kubki, podkładki... Czyżby winne temu były korporacje uprawiające employer branding w  niczym nieskrępowany sposób? Czy też ostrze krytyki należy skierować raczej w stronę Uczelni bezrefleksyjnie pozwalającej na coraz bardziej groteskowe praktyki ze strony potencjalnych pracodawców? Owoce i czekolado-

wa fontanna już nikogo nie zaskakują. Ciekawe, co nowego zaoferują nam spece od marketingu w najbliższym czasie. Front walki o  wyzwolenie niemal mitycznej przedsiębiorczości studentów SGH nie jest jednak z góry skazany na porażkę. Od czasu do czasu w murach Wielkiej Różowej goszczą projekty promujące prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Porównując jednak liczbę uczestników takich przedsięwzięć z  najbardziej popularnymi projektami, należy zaryzykować stwierdzenie, iż do zakończenia tej potyczki pozostało jeszcze dużo czasu.

I jeszcze więcej długopisów Takie eventy tworzą zdrową przeciwwagę dla działań wielkich firm, tak bardzo widocznych w życiu codziennym Uczelni, jednak jest ich wciąż zbyt mało. Praca w  międzynarodowym przedsiębiorstwie nie jest jedyną możliwą drogą po ukończeniu najstarszej uczelni ekonomicznej w Polsce. Należy o tym pamiętać i możliwie często walczyć z zawładnięciem umysłów przez korpokubki i kolorowe długopisy. 0

Dawnych wspomnień czar

W lutym bieżącego roku ukazała się książka kustosza dyplomowanego w Bibliotece Szkoły Głównej Handlowej pt.: WOKÓŁ SGH. Domy – ludzie – zdarzenia. tekst:

m ag da le n a ko s ec k a

kazuje ona ponad dwadzieścia historii budynków - domów i  willi znajdujących się w bliższym i dalszym sąsiedztwie obecnego kampusu SGH. Opowieści te są przekazywane z perspektywy mieszkańców oraz ich pierwszych właścicieli. Autor książki, Paweł Tanewski, pragnął ukazać losy właśnie tej części międzywojennej Warszawy oraz zwrócić uwagę na rolę, jaką odegrała nasza Uczelnia, jak również ludzie z nią związani w rozbudowywaniu i zagospodarowaniu tego obszaru. W połowie lat 20. ubiegłego wieku ówczesna Wyższa Szkoła Handlowa przeniosła się z  wy-

U

08-09

najmowanych pomieszczeń w  centrum miasta na peryferyjny wówczas (chociaż dzisiaj ciężko w  to uwierzyć) Mokotów. Dzięki Rektorowi Bolesławowi Miklaszewskiemu WSH zakupiła rozległą parcelę przy ulicy Rakowieckiej po niezwykle okazyjnej cenie, gdzie w  1925 roku powstał Budynek A. Władzom Uczelni udało się również wywalczyć przeprowadzenie linii tramwajowych biegnących ulicą Rakowiecką z ulicy Puławskiej. Dziś również można zobaczyć ślady przeszłości w postaci wciąż czynnej pętli tramwajowej, na której niegdyś tramwaje kończyły bieg.

Ta książka to napisany w narracyjny sposób przewodnik po losach ludzi, którzy tworzyli początkową historię dzielnicy. Mimo że przez lata wojny, odbudowy miasta i transformacji ustrojowej wiele się zmieniło, ludzie ci wpłynęli swoim życiem nie tylko na ówczesny, ale również na obecny wygląd ważnej dziś warszawskiej dzielnicy, jaką jest Mokotów. W lekturę książki powinien zagłębić się każdy, kto czuje się nieco bardziej związany z  tą okolicą oraz którego interesują losy Warszawy i  chciałby lepiej poznać jej zakamarki. Powinien po nią także sięgnąć ten, kto, choćby w myślach, ma ochotę przespacerować się uliczkami międzywojennej stolicy. 0


Stowarzyszenie Absolwentów SGH - ciąg dalszy /

Echa artykułu Sto lat i co dalej? Mogłoby się wydawać, że członkowie Stowarzyszenia Absolwentów SGH z aprobatą zareagują na apel o ożywienie działalności tej organizacji. Okazuje się, że nie jest to jednak tak oczywiste. tekst:

s t efa n z awa dz k i

rtykuł Sto lat i  co dalej? zamieszczony w  marcowym numerze MAGLA wywołał małą burzę. Szczególnie dotknięty poczuł się Prezes Stowarzyszenia Absolwentów, pan Piotr Wachowiak, który na spotkaniu zarządu tej organizacji odmówił jej autorowi prawa do krytyki jako osobnikowi, który – w przeciwieństwie do Prezesa – nie zrobił nic dobrego dla Stowarzyszenia.

A Jak to było

nęło… poświęciła przesiąkniętym nostalgią wspomnieniom o czasach PRL. W latach 50. i 60., dzięki świetnej koniunkturze finansowej, banki rzekomo wspierały Stowarzyszenie (warto jednak zauważyć, że taka sytuacja miała miejsce także przed wojną), a Uczelnia niezwykle dbała o zdrowie studentów. Dalej dowiadujemy się, że zmienili się współcześni studenci i absolwenci SGH. Z jednej strony nie wymagają już takiej opieki, jak ci z powojennych roczników, z drugiej zaś – ich start w dorosłość, poszukiwanie dobrej pracy i robienie kariery są obiektywnie bardzo trudne. Zarząd poświęca tym sprawom wiele uwagi i pracy, starając się, aby strategia Stowarzyszenia jak najbardziej odpowiadała oczekiwaniom ab-

Historia lubi się powtarzać Prawie 5 lat temu, w listopadzie 2008 roku, Stowarzyszenie, używające jeszcze starej nazwy „Stowarzyszenia Wychowanków SGH”, szumnie ogłosiło nową strategię rozwoju, która miała być przełomem w reanimacji tej organizacji. O ile wiadomo, autorką lub współautorką tej strategii była ówczesna sekretarz Stowarzyszenia, pani Eliza ChilimoniukPrzeździecka. Zorientowawszy się, że ta, wówczas już 95-letnia organizacja, nie jest w najlepszym stanie i nie rokuje poprawy, szybko wycofała się z aktywnej działalności. Miało być tak pięknie, a pozostały tylko niezrealizowane plany. Można się obawiać, że historia się powtórzy. Być może ponownie skończy się jedynie na koncercie życzeń, bo projektów - wobec zerowego potencjału Stowarzyszenia - nie będzie komu, ani za co realizować. Zwłaszcza, gdy z góry odrzuca się możliwość współpracy z Klubem Absolwentów, który zapewne już w krótkim czasie zyska kilka tysięcy uczestników i z pewnością okrzepnie organizacyjnie.

fot. Panek

Artykuł mógł rzeczywiście naruszyć autorytet Prezesa jako osoby reprezentującej absolwentów na posiedzeniach Senatu, gdyż przedstawił Stowarzyszenie w niezbyt korzystnym świetle. Porównanie tej organizacji do niedawno powołanego Klubu Absolwentów, do którego w ciągu roku akces zgłosiło tysiąc młodych absolwentów, mogło również wypaść niezbyt korzystnie. Równie niewłaściwe było przywoływanie przykładu, jak żywo działało Stowarzyszenie w  latach międzywojennych, licząc niewielu mniej członków niż łączna liczba studentów tej małej wówczas uczelni. Pamiętajmy, że były to jednak inne czasy. Pogodzić się z rzeczywistością…? W sukurs Prezesowi przyszła pani WiTo kolejne już spotkanie zarządu zaceprezes Krystyna Lewkowicz, domakończyło się niemiłym zgrzytem. Wigając się przykładnego ukarania autoceprezes Stowarzyszenia, pan Jan Ryra. Zarząd postanowił odpowiedzieć na bak, wystąpił z  zaskakująco prostą ten artykuł publikacjami na łamach „Ga- Jak potoczą się dalsze losy Stowarzyszenia Absolwentów SGH? propozycją: pogodzić się z  rzeczywizety SGH” i  ustalił dyrektywy dla austością i  przekształcić Stowarzyszenie torów: żadnego przypominania o  przedwojennej solwentów SGH, a co za tym idzie, inspirowała ich do w  klub absolwentów-seniorów przy Uniwersytecie III Wieku SGH. Jego program dostosować działalności, o krytycznych uwagach na temat dziaktywnego działania po ukończeniu Szkoły. do potrzeb grupy emerytów, którzy do niego siejszej kondycji Stowarzyszenia nie wspominając, Artykuł kończy się apelem do czytelników, aby byli oni uprzejmi wesprzeć swoimi koncepcjami podobnie jak i  brak postulowania porozumienia wstąpią, a  zadania, które powinna realizować z  Klubem Absolwentów (bo to nie jest żadna ori wiedzą prace nad kształtowaniem przyszłości orprawdziwa organizacja absolwencka, przekazać ganizacja!). Pożądane natomiast byłoby wyliczenie aktywnym zawodowo uczestnikom szybko rozganizacji i  przesyłali na adres mailowy sekretadziałań, którymi można by się ewentualnie zająć wijającego się Klubu Absolwentów. Dobrze, że na rza Stowarzyszenia (bartosz.majewski@sgh.waw.pl) zebranie przyszła nieliczna grupa osób - nieobecwłasne pomysły, mogące wzbogacić treść prograi ogłoszenie – wzorem inkryminowanego artykułu na była m.in. pani Wiceprezes Krystyna Lewkomu na najbliższe lata. Obiecuję oczywiście prze– apelu do czytelników, aby wzbogacili ogłoszoną wicz. Zapewne to uratowało pana Rybaka przed kazać panu Bartoszowi Majewskiemu wszystkie listę postulowanych działań o nowe pomysły. tym, co spotkało autora poprzedniego artykułu propozycje, otrzymane po podobnej prośbie, którą kończył się poprzedni tak krytykowany artykuł Dobra mina do złej gry - przed wnioskiem o ukaranie go za działanie na na temat Stowarzyszenia Absolwentów SGH. Projekt pierwszej z  proponowanych „Gazecie szkodę Stowarzyszenia. 0 SGH” publikacji zaprezentowano na kolejnym zebraniu zarządu. Był to piękny kawałek polskiej Redakcja MAGLA nie ponosi odpowiedzialności za treści zawarte w powyższym artykule. Tekst został opuprozy napisany przez panią Krystynę Lewkowicz, blikowany na prośbę autora, który nie jest członkiem Redakcji NMS MAGIEL. która połowę artykułu zatytułowanego Sto lat mi-

kwiecień 2013


/ praktyki zawodowe / doradztwo zawodowe

Praktyki i wolontariat AIESEC Niewątpliwie jednym z haseł najmocniej kojarzonym z AIESEC – największą międzynarodową organizacją studencką –są wymiany zagraniczne. W tym roku po raz kolejny możesz mieć okazję, by wyjechać do egzotycznych krajów i przy okazji zdobyć doświadczenie. tekst:

Ja n Ja ku b Z yg mu n tow s k i Praktyki przeznaczone są dla studentów po trzecim roku studiów oraz absolwentów SL. Dzielą się one na cztery dziedziny: Marketing, Business Administration, IT oraz Education. Odbywają się zarówno w małych i średnich przedsiębiorstwach, jak również w międzynarodowych korporacjach.

uż w kwietniu rozpocznie się rekrutacja do programu Global Talents, w ramach którego można spędzić kilka tygodni na zagranicznej praktyce. Oferta jest naprawdę bogata i obejmuje państwa Azji, Europy, Afryki i Ameryki Południowej. Jest to z pewnością szansa zdobycia bezcennego doświadczenia i poznania innej kultury, co potwierdzają wypowiedzi osób, które wzięły udział w tym programie.

J

Global Citizen

Global Talents Jedną z nich jest Kasia, studentka z Warszawy. Podsumowując swój wyjazd do Tanzanii, stwierdziła: Spędzenie tych kilku tygodni we Wschodniej Afryce pozwoliło mi lepiej zrozumieć obecne problemy społeczne. Poprzez organizację szkoleń nauczy-

łam się, jak wielki wpływ może mieć jedna osoba na losy tych ludzi. I mogę z całym sercem powiedzieć, że od kilku tygodni moja perspektywa postrzegania świata się zmieniła. Teraz rozumiem, dlaczego mówiono mi, iż będzie to „life-changing experience”.

Poza programem praktyk, AIESEC prowadzi projekt Global Citizen, czyli wyjazdy na wolontariat. Skierowany jest on do maturzystów oraz studentów wszystkich lat i kierunków. Oferowane rodzaje wolontariatów podzielone są na trzy koszyki: World Issue, Management i Culture. Chcesz wyjechać na wakacje? Aplikuj w dniach 1-21 kwietnia. Szczegóły i  aplikacje na www.globaltalents.pl oraz www.globalcitizen.pl. 0

Doradztwo zawodowe

Studenci Wielkiej Różowej mogą skorzystać z pomocy doradców zawodowych, którzy swoją siedzibę mają w Biurze ds. Absolwentów SGH. Dzięki rozwojowi serwisu internetowego Kariera SGH informacja ta szybko się rozprzestrzenia. tekst:

m a r i k a r o da

elem doradztwa zawodowego jest przede wszystkim pomoc studentom i  absolwentom (do roku od ukończenia studiów) w  wyznaczeniu przyszłej ścieżki kariery zawodowej, jak również w odkryciu ich mocnych stron oraz tych cech, nad którymi trzeba jeszcze popracować. Działalność doradców skupia się na dwóch głównych, przedstawionych poniżej obszarach.

C

Testy i konsultacje Pierwszym z nich są profesjonalne testy psychologiczne oraz indywidualne konsultacje, na które rejestrować się można poprzez serwis Kariera SGH. Uczestnicy mają do rozwiązania dwa rodzaje testów – inteligencji oraz osobowości. Dowiedzieć się z nich mogą, jakie są ich predyspozycje, cechy osobowości

10-11

oraz w jakim obszarze będą się najlepiej realizować. Dokładne omówienie rezultatów następuje podczas indywidualnych konsultacji. Jest to też dobry sposób, aby się przekonać, czy własne wyobrażenie o sobie jest prawdziwe. Biuro ds. Absolwentów prowadzi także odbywające się raz w miesiącu warsztaty. W tym roku do współpracy zostały zaproszone firmy zewnętrzne. Z doświadczenia ich pracowników studenci SGH mogą korzystać podczas większości spotkań, których tematyka koncentruje się wokół zagadnień takich jak rekrutacja, autoprezentacja czy assessment centre.

Porady Kolejnym z obszarów działalności doradców zawodowych są porady bieżące. Tematyka takich spo-

tkań obejmuje głównie zagadnienia związane z rynkiem pracy: rekrutację, dokumenty aplikacyjne czy wybór ścieżki kariery. Zdarza się również, iż zahacza o porady psychologiczne, ponieważ doradcy zawodowi pracujący na naszej Uczelni są z wykształcenia psychologami. Na takie spotkanie można się umówić telefonicznie lub drogą mailową.

Zaplanuj swoją karierę Na pewno są wśród nas osoby, które widzą swoją karierę zawodową niezbyt wyraźnie. Nie mają sprecyzowanych planów albo też zwyczajnie obawiają się przyszłej pracy i chciałyby pogłębić wiedzę na swój temat. Wszystkich ich odsyłamy zatem do internetowego serwisu Kariera SGH oraz do Biura ds. Absolwentów, które mieści się w Budynku G w pokojach 132-135.0


I Ty możesz zostać bohaterem/

I ty możesz zostać bohaterem Nie żyjemy już w czasach wojny, nie musimy umierać za naszych przyjaciół, rodzinę czy naród. Każdego dnia możemy jednak uratować życie kogoś innego. d o m i n i k a m a k a r e w i c z, m a r i k a r o da

W

Kilka bezcennych minut Właśnie do tych, którzy nie interesowali się do tej pory tym rodzajem pomocy chorym na nowotwór krwi (a jest on diagnozowany w Polsce co godzinę!) skierowane są akcje przeprowadzane m.in. przez Fundację DKMS. Jedną z nich – organizowaną wraz z Rotaract Warszawa Śródmieście - jest „Dzień Dawcy Szpiku na SGH”, który odbył się 5 marca 2013 roku na naszej Uczelni. Tego dnia wszyscy studenci i wykładowcy mo-

gli dowiedzieć się szczegółów na temat rejestracji do Bazy Dawców Komórek Macierzystych i przebiegu zabiegów. Mogą także, co najważniejsze, przyłączyć się do tej niezwykłej inicjatywy poprzez rejestrację. Trwa ona tylko kilka minut i  polega na przeprowadzeniu wstępnego wywiadu medycznego, wypełnieniu formularza z danymi osobowymi oraz pobraniu 4 ml krwi. W  wyniku akcji, do ponad 293 000 potencjalnych dawców szpiku zarejestrowanych w DKMS Polska, dołączyło 112 nowych osób. Inicjatywą zachęcającą studentów SGH do pomocy innym jest także regularnie organizowana przez NZS - Wampiriada. Wyda-

fot. materiały Rotaract Warszawa Śródmieście

okół rejestracji potencjalnych dawców szpiku, a  przede wszystkim odnośnie samego procesu jego oddawania, narosło mitów. Tym, co najprawdopodobniej najbardziej powstrzymuje zainteresowanych przed rejestracją w bazie dawców, jest obawa przed pobieraniem szpiku kostnego z kręgosłupa i komplikacjami z  tym związanymi. Jest ona nieuzasadniona, ponieważ stosowane są tylko dwie metody przeszczepu komórek macierzystych: jedna z nich polega na pobraniu ich z krwi obwodowej, druga – na pobraniu szpiku kostnego z kości biodrowej. Niestety, pomimo powszechnego dostępu do tych informacji, wiele osób ma cały czas wątpliwości dotyczące rejestracji.

rzenie, podczas którego chętni studenci mogą honorowo oddać krew, jest systematycznie przeprowadzane na uczelniach wyższych w całej Polsce, w tym również w Szkole Głównej Handlowej.

Wampiry nie tylko w Zmierzchu

fot. materiały Rotaract Warszawa Śródmieście

tekst:

Organizacja Wampiriady obejmuje pozyskanie partnerów i patronów medialnych oraz szeroką promocję, dzięki czemu z edycji na edycję krwiodawców jest coraz więcej. Podczas ostatniej akcji w  SGH liczba osób gotowych oddać krew była wyższa o 50 proc. w stosunku do poprzedniej – swoją chęć wyraziło 140 osób, z czego 95 rzeczywiście ją oddało. Większość stanowili studenci, ale inicjatywa ta przyciąga również osoby spoza Uczelni. Statystyki te są niezmiernie satysfakcjonujące. Oby tak dalej! Z racji rosnącego zainteresowania Wampiriadą, najbliższa, 15. edycja, trwać będzie aż trzy dni i  odbędzie się już 12, 15 i  16 kwietnia w SGH. W  tym czasie szukajcie informacji o  akcji na Auli Spadochronowej oraz w  krwiobusie za Budynkiem F w  godzinach 9.30-14.30. Do udziału w  Wampiriadzie szczególnie zachęca NZS SGH - oprócz oczywistej satysfakcji z możliwości pomocy innym możecie wygrać wiele wartościowych nagród! 0

kwiecień 2013


/ kalendarz wydarzeń Jest 3 w nocy, zaraz ucieknie mi ostatnie metro, nie mam czasu na beton.

Kalendarz wydarzeń kwiecień 2013

813 15 7— 12 11 1 - 16 M A - 14— Z S P — Za D o m - 25 Allia 5 — B Oks Deadl NZ — G — SS IEL S G H pisy Kon Au ritis Wa K l u nce S K N fordz ine n GH na A k c y Wys m f h e a b t p r k jny awa enc zap iriad Inw uto c y j B a d a ich Poli j A i e a noś sto s v a s ń bbe sto y do M ed itka h In Zag cią nad p Ch r y a v c i Hou Tur ran a e Kon S A s alla S K tme tud niej N icz s e SAP nge nyc Spra kuren e n u nt t Deb h w at

British-Polish Investment Alliance

Wampiriada

Autostop Challange

Po ogromnym sukcesie jesiennej edycji Wam-

Wybierz się z nami na majówkę życia!

Najnowsza inicjatywa Klubu Inwestora. Pro-

piriady NZS po raz kolejny gorąco zaprasza do

1 – 5 maja to dni, które musisz zapisać sobie

jekt organizowany jest przy wsparciu najbardziej

wykorzystania okazji do oddania krwi bez ko-

w kalendarzu - Zrzeszenie Studentów

prestiżowych środowisk biznesowych. Celem jest

nieczności ruszania się z SGH! Widząc Wasze

organizuje imprezę autostopową dla studentów

nawiązanie trwałej współpracy polsko-brytyjskiej,

zainteresowanie akcją zdecydowaliśmy o wydłu-

warszawskich uczelni, podczas której będzie-

której odzwierciedleniem ma być platforma kon-

żeniu jej do trzech dni. Szukajcie nas na Auli Spa-

my podróżowali wzdłuż i wszerz kraju. Podró-

taktowa pomiędzy polskimi i brytyjskimi studen-

dochronowej i w krwiobusie za Budynkiem F już

żuj przez miasta Polski i wykonuj niecodzienne

tami oraz pracodawcami. BPIA składa się z 2 części.

12, 15 i 16 kwietnia. Będziemy na Was czekać od

zadania, za które otrzymasz punkty, wg których

I część projektu odbyła się w dniach 1 – 8 marca

9.30 do 14.30. Obiecujemy Wam mnóstwo satys-

wyłonimy zwycięzców rajdu. Weź udział w orga-

i stanowiła wizytę 25 polskich studentów w Lon-

fakcji z pomagania innym, wiele wartościowych

nizowanych przez nas zwariowanych konkursach

dynie i Oksfordzie. Delegacja wzięła udział w Polish

nagród i dużo świetnych konkursów! Przelejcie

(m.in. treasure hunting, gra miejska w Krakowie),

Economic and Business Forum 2013 w LSE, a także

z nami krew! Więcej informacji: facebook.com/

a 4 maja baw się razem z nami na Półwyspie Hel-

w spotkaniach z przedstawicielami instytucji takich

wampiriada.sgh.

skim. Rajd zakończy Wielki Wyścig Hel-Warszawa.

Polskich

jak JP Morgan, Merrill Lynch, Nomura, Bloomberg,

Zapisy startują 15 kwietnia! Więcej informacji:

Deloitte czy Google. Natomiast II część projektu

www.autostopchallenge.zspsgh.pl.

to konferencja organizowana w Warszawie, poświęcona bankowości inwestycyjnej, start-up’om oraz fuzjom i przejęciom. Weźmie w niej udział 25 osobowa delegacja studentów z Wielkiej Brytanii oraz polscy studeci z największych uczelni ekonomicznych w kraju. Więcej informacji: www.b-pia.com.

Informacja Koordynujesz projekt? Organizujesz konferencję albo event? Możemy Ci pomóc dotrzeć do społeczności studenckiej SGH oraz UW. Napisz do nas, krótko (do 700 znaków ze spacjami) przedstawiając swoją inicjatywę. Na pewno zaproponujemy Ci miejsce w kalendarzu wydarzeń. W MAGLU za kontakt z organizacjami odpowiada Michał Wrona. Aby dowiedzieć się więcej, napisz: patronaty@magiel.waw.pl. Teksty przesłane inną drogą mogą nie zostać opublikowane. Deadline na notki do następnego numeru: 20.04.2013r.

ASAP do vitkAca! Czy poza murami ASP jest równie łatwo

Konferencja Media Student

spotkać utalentowanych młodych ludzi,

Już wkrótce w dniach 13-14 kwietnia 2013

którzy zapełniają jej korytarze? Gdzie moż-

roku w Szkole Głównej Handlowej oraz w MiTo

na zobaczyć prace studentek i  studentów,

przy ulicy Waryńskiego 28, odbędzie się IX Ogól-

na co dzień mierzących się z  materią twór-

nopolska Konferencja Media Student. Wszystkie

czą? Aby ułatwić spragnionym spotkanie

osoby zainteresowane mediami, studiujące na

z efektami pracy młodych zdolnych, Dom Au-

kierunkach dziennikarskich lub pokrewnych oraz

kcyjny Abbey House zaprasza na wystawę,

związane z mediami studenckimi serdecznie za-

która odbędzie się w  galerii w  Domu Mody

praszamy na dwudniowy cykl paneli dyskusyjnych

vitkAc przy ulicy Brackiej 9 (Galeria DAAH,

oraz warsztatów, prowadzonych przez czołowych

4 piętro). Między 11 a  25 kwietnia będzie

przedstawicieli polskich mediów. Uczestnictwo w

można zobaczyć wyselekcjonowane prace

konferencji jest bezpłatne. Wstęp na panele dys-

studentów i  studentek warszawskiej ASP.

kusyjne jest wolny, zaś rejestracja na warsztaty

Miejsce na wystawie otrzymały osoby wy-

ruszy na początku kwietnia. Więcej informacji na

brane w  konkursie vitkAc ASAP przepro-

temat konferencji na naszej stronie

wadzonym w  grupie decydującej o  sukcesie

www.mediastudent.org. Przyjdź, nawet jeśli nie jesteś

artysty, czyli wśród publiczności. Tego nie

dziennikarzem!

można przegapić!

EKOstudent 2013 Już niedługo prawdziwa wiosna zapuka do drzwi naszej uczelni – Gmach Główny SGH pokryje się zielenią, na korytarzach porwie nas zapach świeżych ziół, a śpiew ptaków ukoi nerwy pomiędzy kolejnymi wykładami. Nadchodzi bowiem VII edycja najbardziej zielonego projektu Warszawy – w dniach 7-10 maja EKOstudent ma do zaproponowania nie tylko doznania metafizyczne! Zapraszamy także na warsztaty EKOgotowania oraz EKOsportu, zachęcamy do udziału w EKOloterii z mnóstwem EKOnagród. Mamy do zaoferowania świetnie zorganizowane pod względem merytorycznym i tematycznym wykłady – nie zabraknie też odrobiny odpowiedzialnej społecznie praktyki. Więcej EKOinfomacji: www.ekostudent.zspsgh.pl.

12-13


15 Foc 19 — K l u us on b In F w e orex s tor

a

21 19 Inte 28 — Muz 20 — r K y n k o MA a G I E a a B nfere Z S P S tiona izne ncj G H L l We a s ek

Focus on Forex

23 -

SKN

Roz

wo

Wa r sa w

23 -

25 —

26 —

26 -

28 N e g — Th fere ocj e W n ark j u O feren ato ars a t y cja C i i Japo aw s o b cja l k o K n i ud C r ult i i Neg i s t Stu ury o e g o dy otia m put Jap Day tion ońs ing s Rou kie j nd

24 —

Kon

SKN

Gos

pod

XV

Dni

International Week Warsaw 2013

SKN

Inf

Kon

orm

SKN

The Warsaw Negotiation Round

Chcesz zacząć inwestować, ale nie wiesz

International Week Warsaw 2013 to między-

Studenci najlepszych uczelni biznesowych

jak? A może poszukujesz możliwości udosko-

narodowy program wymiany studenckiej, w  który

i prawniczych z całego świata przyjeżdżają do

nalenia własnych strategii? Focus on Forex to

zaangażowani są przedstawiciele najbardziej pre-

Warszawy, by walczyć o tytuł międzynarodowego

cykl warsztatów i szkoleń, których celem jest

stiżowych ekonomicznych uczelni świata. W  ciągu

mistrza negocjacji. W tym roku Warszawa już po

praktyczna nauka inwestowania na rynku Forex

tygodniowego pobytu w  Polsce uczestnicy pro-

raz czwarty zamieni się w prawdziwy tygiel nego-

oraz promowanie wiedzy o rynkach walutowych.

jektu przekonają się jak dynamicznie rozwijającym

cjacyjny, a to za sprawą unikatowego i niezwykle

Zdobywane informacje wykorzystuj w grze in-

i otwartym na innowacje krajem jest Polska. Organi-

prestiżowego wydarzenia, jakim stał się Między-

westycyjnej – do wygrania nagrody rzeczowe

zatorzy przewidzieli szereg spotkań z ludźmi świa-

narodowy Turniej Negocjacyjny The Warsaw Ne-

oraz konta z realnymi pieniędzmi. Dodatkowo

ta biznesu, company visit , nie zapominając również

gotiation Round. Jednym z pierwszych gości spe-

weź udział w podsumowującym teście wiedzy

o rozrywkach w postaci Boat Party, Silent Disco czy

cjalnych, który potwierdził swoje uczestnictwo w

i wygraj praktyki w DM BOŚ SA. Warsztaty

turnieju kartingowego, na które zapraszają wszyst-

turnieju jest Tim Cullen- case ekspert z Said Busi-

i szkolenia odbędą się w dniach 15 – 19 kwiet-

kich zainteresowanych studentów SGH. Więcej

ness School z Oxford University. Więcej informacji:

nia w SGH. Więcej informacji na stronie: www.

www.iww.zspsgh.pl oraz facebook. pl/iwwarsaw.

www.warsawnegotiationround.pl

focusonforex.pl.

Konferencja Muzyka a Biznes

informacji:

Konferencja Cloud Computing

Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 19-

Już 26 kwietnia odbędzie się na naszej Uczelni Konferencja Cloud Computing organizowana przez Studenc-

20 kwietnia w klubie Sztuki&Sztuczki przy ul.

kie Koło Naukowe Informatyki. Celem konferencji jest przybliżenie studentom SGH modelu przetwarzania

Szpitalnej 8a. Muzyka a Biznes to wydarzenie

w chmurze. Jeśli chcesz dowiedzieć się, czym jest Cloud Computing, który został uznany przez Unię Euro-

skupiające najważniejszych przedstawicieli show

pejską za jedną z najważniejszych technologii dla konkurencyjności i innowacyjności Europy – serdecznie

biznesu, czołowych muzyków, dziennikarzy mu-

zapraszamy. Więcej informacji: www.cloud.skni.org.

zycznych oraz rzesze słuchaczy. Cykl spotkań, który w tym roku odbędzie się po raz siódmy, obejmuje szerokie spektrum zagadnień dotyczą-

XV Dni Japonii

cych rynku muzycznego. Słuchacze uczestniczą

Organizowane w  murach SGH już po raz piętnasty Dni Japonii mają na celu popularyzację Japonii

też, wspólnie z gośćmi, w żywiołowych dysku-

i  przybliżenie studentom kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. W  tegorocznej trzydniowej edycji uczestnicy

sjach związanych z muzyką i zjawiskami jej tow-

zapoznają się z  polsko-japońskimi stosunkami gospodarczymi, obecną sytuacją ekonomiczną w  Japo-

rzyszącymi. Udział w konferencji jest bezpłatny.

nii oraz jej przyszłą polityką energetyczną na panelach prowadzonych m.in. przez naszych gości z  Am-

Szczegółowe informacje dostępne są na stronie:

basady, która objęła wydarzenie patronatem honorowym. Nie zabraknie również tematów takich jak

http://www.mab.art.pl.

tradycyjne gry japońskie, sushi, furoshiki czy cyberpunk, z  których warsztaty i  wykłady poprowadzą studenci japonistyki UW oraz nasi znakomici goście. Bądźcie z  nami na bieżąco na Facebooku oraz na:

www.sknjaponia.wordpress.com!

Study Days Study Days jest to dwudniowa konferencja poświęcona technikom zapamiętywania

Akademia Liderów Rynku Kapitałowego

Turniej Debat Oksfordzkich

Chcesz rozpocząć swoją przygodę w świecie

Zapraszamy wszystkich chętnych do wzięcia

czytaniu

finansów? Nie czekaj - zgłoś się do VIII edycji Aka-

udziału w IV TDO organizowanym przez SKN Badań

(speed reading), mapom myśli (mind mapping),

demii Liderów Rynku Kapitałowego i zostań jednym

nad Konkurencyjnością i  SKN Spraw Zagranicz-

efektywnej nauce, technikom koncentracji

z 30 stypendystów! ALRK to dwa tygodnie warsz-

nych. To rozbudowany turniej, w którym 16 drużyn

czy myśleniu wizualnemu. Podczas trwania pro-

tatów i case studies, dwumiesięczny, płatny staż

zmierzy się, prowadząc debaty na aktualne i cieka-

jektu dowiesz się m.in. jak skutecznie przygo-

w wybranej firmie partnerskiej, a także możliwość

we tematy. Cały cykl zakończy się wielkim finałem

tować się do egzaminu, szybko przyswoić nowe

stania się częścią wyjątkowej społeczności ALRK

16 maja. Zapisy do 7 kwietnia. Aktualne informacje:

słówka z języka obcego i podchodzić do nauki

Alumni. Aplikuj do 5 maja: www.alrk.paga.org.pl.

facebook.com/TurniejDebatOksfordzkich.

(mnemotechnikom),

szybkiemu

w codziennym życiu.

kwiecień 2013


/ seriale

Seriale

Skoro ambitna twórczość nie sprzedaje się jako dodatek do popcornu i coli, to znalazła ona sobie nowy azyl pod rozłożystymi skrzydłami stacji telewizyjnych, nie lękających się inwestowania dużych funduszy w nowatorskie projekty. Czyżby blask kinematografii przygasł, by w pełnej krasie odrodzić się na małym ekranie?

TIME LINE 14-15

C O N T E N T:

1960 O tym jak serial wygrał wybory, a ksiądz stał się turystyczną atrakcją, czyli najważniejsze wydarzenia, które ukształtowały serialową rzeczywistość, liczby, które zadziwiły statystyków i produkcje, które trzeba znać. TEKST A RT YKUŁU:

M I E TO S T R Z E L EC K I A N N A G R O C H A L A P I O T R Z AW I Ś L AK K A R O L KO PA Ń KO

PLEMNICZKI I INNE GRAFICZKI:

TO M A S Z B I E L A K

1969

Wyobraźcie sobie lata 60., Nowy Jork. Wyobraźcie sobie początki kultury masowej, złote czasy muzyki, narkotyków i papierosów. Czasy tak klimatyczne, że odpłynąwszy w te wyobrażenia, nie chce już wam się wracać. Na szczęście nie musicie mieć wcale bujnej wyobraźni, wystarczy przenieść się do światy, który wskrzeszony został w Mad Men. Klimat, klimat, klimat. Nie polecane osobom rzucającym palenie.


349 Zombi zostało zabitych w Walking Dead, z czego po jednym przy pomocy kosy i piłki golfowej, a aż 13 przy wykorzystaniu rury

ollywoodzcy twórcy nie mają za grosz litości dla widza, serwując nam wciąż i wciąż te same, dobrze znane historie, w coraz to nowych odsłonach. Kolejne dawki sequeli czy prequeli, choć niezwykle imponujące, stają się coraz bardziej ciężkostrawne. Ileż razy można oglądać tę samą dwugodzinpodzielonych na ną opowieść, podczas gdy zmienia się sezony produkcjach, „tylko” obsada, epoka lub wymiar? Oczywiście skutecznie podbijająjesteśmy jak najdalej od zwiastowania powszechcych serca widzów. Co ciekawnego upadku kinematografii, jednakże niekiesze z naszych przypadłości medy trudno oprzeć się wrażeniu, że scenarzystom dycznych leczy Doktor House, najbardziej kasowych produkcji pomału kończą a operują nas Chirurdzy. Śmiejemy się pomysły. Okazuje się jednak, że dosię z Przyjaciółmi, a Seks uprawiamy skonałym remedium na ten filmow wielkim mieście. Jeśli przyjdzie czas wy marazm są seriale! Skoro ambitna Grę, walka idzie jedynie o tron. A na twórczość nie sprzedaje się jako gdy najdzie nas ochota, by snuć Teododatek do popcornu i coli, to Liczba pozycji w największym rie, to Wielkiego Podrywu. Ploteczki? znalazła ona sobie nowy azyl pod serialowym kalendarzu myepisodes.com Tylko z Plotkarą. Trawka? Pewnie, z rozłożystymi skrzydłami stacji teNancy Botwin. Na koniec zaś wskakulewizyjnych, nie lękających się inwejemy W Garnitury, by udać się do House of stowania dużych funduszy w nowatorCards i niczym Dexter wymierzać sprawiedliskie projekty. Czyżby blask kinematografii przygasł, by w pełnej krasie odrodzić się na małym ekranie? Stwierdzenie, że seriale ogląKilka miesięcy przed emisją pilota, sitcom zodają wszyscy, nie będzie odstał pokazany testowej publiczności, która oceniła go na krywcze. W końcu już 41/100 punktów. Słownie, został scharakteryzowany, jako „słaby”. Senasze babki wzruszały rial nie tylko mógł w ogóle nie być wyemitowany, ale też pójść pod innym się nad losem niewintytułem. Zamiast o Friendsach moglibyśmy teraz pisać o Six of One, Across the nej Niewolnicy IsauHall czy Insomnia Cafe. ry. Mowa tu jednak nie o rozwlekłych operach mydlanych, których liczba odcinków nierzadko dochodzi do kilku tysięcy, ale o współczesnych, zgrabnie

H

ponad

125

101

Najdłuższą soap operą jest Guiding Light, która doczekała się 15 762 odcinków 8IV

1994

Podczas

Jak to możliwe, że serial, w którym więk-

drugiej

tury

świeciło piękne słońce, a jedynym o czym marzyli Rosjanie był wyjazd na podmiejską daczę. Mieszczanie byli

anem i został zdjęty po jednym sezonie? David

naturalną grupą wyborców kandydującego na druga kadencję prezydenta

Hasselhoff tez zadał sobie to pytanie i razem

Jelcyna. Obawiając się niskiej frekwencji wśród swoich wyborców prezydent

z współproducentami postanowił wykupić od NBC prawa do serialu. Efekt? Do 1995 r. Słonecz-

ny Patrol był przetłumaczony na 15 języków, pokazywany w 144 krajach i został najpopularniejszym serialem w historii.

1997

wybrów prezydenckich nad Rosją

szość czasu antenowego zajmują piersi Pameli Anderson nie odniósł sukcesu za oce-

1996

21X

pr ly ge ze po n t z r w ka ko a sm n a i tó w

1990

XFi le Sc ul A s

1989

S Tw ein fe ie in ld rć La P ur ea La y Pa ks lm w er & Or de r Fr ie nd s

1984

wość. Cóż, czy aby tylko jesteśmy Gotowi na wszystko? Ofiar Tak naprawdę moma na żemy w pełni skupić Razy sumieniu się na tym, co oglązginął Dexter damy, jedynie przez Kenny w South godzinę. NiewątpliPark wym atutem seriali jest zatem możliwość wprowadzenia wielowątkowej fabuły, by faktycznie zaintrygować widza, nie zanudzając go przy tym na śmierć. Zwykle, każdy z czterdziestominutowych odcinków jest zamkniętą całością, będąc jednocześnie częścią misternej sezonowej układanki. O dwudziestominutowych odcinkach seriali komediowych, które można obejrzeć w „przerwie na papierosa”, nie wspominając. Konstrukcja seriali pozwala nam codziennie dawkować sobie fabularną pigułkę, nie rezygnując przy tym zarówno z jakości opowiadanej nam historii, jak i samej jej formy. Jest jeszcze jeden aspekt, którego nie sposób pominąć – serial pomieści wszelkie współczesne przemiany czy rewolucje naszej obyczajowości. Producenci nie muszą już nakładać na scenariusz dwugodzinnych kajdan. Oswobodzona tym samym akcja może toczyć się godzinami, pomału poruszając różne aspekty tego samego zagadnieClooney wybrany na nia i naświetlając panajseksowniejszego lący problem z każmężczyznę świata wg dej możliwej strony. 1 People

ER

11531

Śm

e o a i e h . i e ?

seriale /

zdecydował się na genialny ruch. Nie było wtedy w Rosji popularniejszego serialu od brazylijskiej soap opery Tropikanka. Dlatego urzędujący prezydent wymusił na telewizji przesunięcie trzygodzinnego finału sezonu na dzień wyborów, tak by Rosjanie nie wyjechali na pozbawione telewizorów działki. Koniec końców frekwencja wyniosła blisko 70%, a Jelcyn został wybrany na drugą kadencję.

kwiecień 2013


/ seriale

30%

Stworów, w tym 133 wampirów unicestwiła Buffy

215

Więcej turystów odwiedza Sandomierz odkąd wyemitowano pierwszy odcinek Ojca Mateusza

Os

ób zabił Jack Ba uer W serialach proceduralnych każdy odcinek toczy się dwu268 torowo – akcja oscyluje wokół rozwikłania danego przypadku cje. medycznego czy zagadki kryminalnej, Okazuje się jednak, że Hollydorównywać tym „blockbusterowym”. nie pomijając przy tym losów głównych woodzki flirt z małym ekranem nie W tworzenie seriali coraz częściej angażują się bohaterów. W efekcie powstają obrajest jedynie wytworem ostatnich lat, ale jego kouznani twórcy mający na swoich kontach niejednezy uznawane niekiedy za portret danego rzenie sięgają znacznie głębiej. Już na początku go Oscara, jak chociażby dwukrotny laureat Nagropokolenia. Poczynając od Dynastii, a na lat 90. David Lynch wraz z Markiem Frostem dy Akademii Filmowej Ang Lee, który wyreżyseruPlotkarze kończąc. Z kolei Seks w wielje dla stacji FX pilotażowy odcinek serialu Tyrant. kim mieście uznawany jest za głos obyTelewizje są wspaniałym miejscem dla ludzi, taczajowego wyemancypowania płci pięknej. kich jak ja, którzy czerpią radość z tworzenia mateCóż, przy odpowiednim budżecie dostajemy Warto zobaczyć: riałów, które Hollywood uważa za nudziarskie – tak formę niemalże doskonałą. Seriale skandynawskie nową sytuację opisuje Neil Jordan, twórca Wywiadu No właśnie, do tego dochodzi jeszcze kwestia buz wampirem czy Ondine, obecnie zajmuje się przygodżetu, który, poczynając od kultowej już serii ZaguBroen (Most nad Sundem) towaniami do kolejnego sezonu Rodzibieni, znacznie wzrósł, pozwalając na stworzeØrnen: En krimi-odyssé (Orzeł) ny Borgiów dla HBO. Jego słowa nia prawdziwego kina na małym ekranie. Wg Millennium doskonale oddają funkcję, jaką raportu ameryWszystko zaczęło się w 2004 roku, kiekańskiego Instytutu RA ND seriale zaczęły pełnić w naszej dy to po olbrzymim sukcesie komerForbrydelsen kobiety w wieku 12-17 lat, które świadomości - z roli zwykłych cyjnym tego serialu, ujawniono koszt oglądały Sex and the City i inne „zapchajdziur” telewizyjseriale zawierające “treści nacechoprodukcji dwuczęściowego pilota, Lost wane seksualnie” charakteryzują nej ramówki, stały który pochłonął, bagatela, 14 miliosię ponad dwukrotnie większym było pierwszą serialową megaprodukcją z się jej głównym nów dolarów. Wtedy wydawało się to prawdopodobieństwem ogromną promocją i rozbuchanym budżetem. Nakęcenie saatutem emitozajścia w ciąże. bajońską sumą zarezerwowaną jedynie mego tylko pilota pochłonęło 14 milionów dolarów, a w poszukiwaniu wanym w prime dla „Fabryki Snów”, dziś takie liczby już odpowiednich plenerów twórcy serialu plan zdjęciowy przenieśli na Hawaje. Trudno sobie wyobrazić czy seriale, jako gatunek filmowy byłyby dziś w tym time. Skoro Hollynikogo nie dziwią, a producenci walczą o znamiejscu, gdyby nie historia opowiadająca o losach 48 pasażerów samolotu, który wood produkuje powtarzalne nazwiska uzupełniające obsady aktorskie, kusząc rozbił się na wyspie kryjącej bardzo wiele niespodzianek. ność, to telewizje z otwartyje wysokimi gażami. Tak było np. z Jane Fondą, któmi ramionami przyjmują ra zagości w obsadzie serialu Newsroom. Nic dziwinnowanego zatem, że Hollywoodzkie tuzy prześcigają się w coraz to efektowniejszych produkcjach, nic nie robiąc sobie z faktu, iż amerykańska gawiedź obejrzy efekty ich pracy w kablówce, nie płacąc nawet za bilet do kina. Serialowe budżety zaczynają zaś powoli

Wyrażenie D’OH wpisane do Oxford English Dictionary

Blood i Vampire Dairies. Jednak początek boomu na ten gatunek stworów należy przypisać Buffy. Tytułowa postać nie jest jednak krwiożerczą bestią mające miłosne rozterki lub pustą lalą, bez mimiki twarzy pokroju dziewczyny z sagi Twilight. Buffy to silna, twardo stąpająca po ziemi nastolatka, która ma błahe zadanie ratowania świata, czyli zabijania bogu ducha winnych wampirów. Serial zarówno dla popkultury jak i odtwórczyni głównej roli - Sarah Michelle Gellar - przełomowy.

16-17

CSI

W epizodzie n It Hits the Fa dł o pa IT SH sł owo edno śr , zy ra 2 16 co 8 sekund

i

jego

spin-offy

2004 st

ro

Lo s fa t

lo tu 81 5

2003

Ka

ta

2002

6XI

uc h 2 n u bo 4 kl m e a by rn ej

Obecnie najbardziej popu-

larne serialowe wampiry to te znane z True

20VI

yb

and ty x e Ci S the

os Sopran

2001

W

1999

Si x F Un ee Va de t r Ep m B i zo p u ff i d On w r ce f e y M orm Sl th or i a e e, e m y w u er ith s F ica Ba eelinlu Br n g ot d h of Th er s e W ir e

1998

regularnie

przyciągały 70 milionów Amerykanów przed odbiorniki telewizorów. Ogromna popularność serialu stała się wręcz realnym problemem dla prokuratorów. Orzekające w sądzie ławy przysięgłych, oczekiwały pełnej analizy technicznej znanej z serialu, co poskutkowało znacznym

wzrostem

dochodzenia

kosztów

nawet

najprostszych sprawach.

w


seriale /

11:02h

Średni czas spędzany przez użytkowników Netflixa na oglądaniu zawartości serwisu

Warto zobaczyć:

Seriale komediowe

śnie on odpowiada za całokształt i stworzyli kultową już dzisiaj pozycję – pakontinuum historii opowiadanej przez kilka sezomiętne Miasteczko Twin Peaks. Twórcom serialu How I Met Your Mother nów. udało się inteligentnie wykpić klasyczne Big Bang Theory Za oceanem od jakiegoś czasu wyelementy soap operas (jak np. InvitaNew Girl znaczona była wyraźna granica potion to love - sztampowy tasiemiec, między twórcami a dystrybutoraśledzony przez niektórych borial z miejsca podbił serca internautów. House of mi. Zaszczepiając to stwierdzenie haterów serialu), umiejętnie łąCards to pionierski projekt, mający w dużej mierze na serialowy grunt, możemy począc ze sobą wątek kryminalny Seriali anulowano w latach za zadanie uzmysłowienie korpulentnym telewizyjwiedzieć, że ten kto finansował z zawiłym życiem prywatnym 2011-2012 w trakcie lub po emisji pierwszego nym bossom potęgi nowych platform udostępniaprodukcję sezonu, z wyjątkiem mieszkańców sennego miasteczka. sezonu nia treści. A za „Domem z kart” stoją nazwiska znakontraktu, zwykle miał niewieW serialu pojawił się nawet wątek ne praktycznie każdemu kinomaniakowi. Zagranie le wspólnego z dystrybutorem. Jedparanormalny i elementy oniryczne, nak dzisiaj możemy obserwować w branży obecne również we współczesnych progłównej roli w tym thrillerze politycznym przypaznaczące zmiany. I tak HBO – prawdziwy telewidukcjach. To wszystko sprawiło, że miliony widło w udziale Kevinowi Spacey, którego pamiętna zyjny potentat - wchodzi na rynek cyfrowej dysdzów z zapartym tchem czekały tylko, by dowierola w American Beauty na zawsze zapisała się w hitrybucji wraz ze swoją usługą GO, a z drudzieć się, kto zabił Laurę Palmer. storii. Z kolei na stołku reżyserskim zasiadł sam Dagiej strony Netflix z roli pośrednika Wielkie nazwiska tworzące obecnie vid Fincher, znany z Siedem czy Ciekawego przyprzekształca się w serialowego dena potrzeby małego ekranu można padku Benjamina Buttona. Przed udostępnieniem miurga. Zapowiada to interesuby wymieniać bez końca. Są wśród serialu można było mieć uzasadnione obawy, jak jącą konfrontację medialnych ginich Martin Scorsese (Boardwalk ta dwójka, znana głównie z wielkiego ekranu, pogantów, którzy jeszcze niedawno Empire), Michael Mann (Luck) czy radzi sobie na jego mniejszym odpowiedniku, jedTyle razy pobrano przez torrenty żyli w symbiozie. Sam Raimi, twórca tegorocznego nak efekt końcowy onieśmielił widzów i krytyków Grę o Tron, co uczyniło z niej najNetflix jest największą wypohitu Oz Wielki i Potężny, który zafilmowych. Dość powiedzieć, że w kilkanaście dni częściej piracony w ten sposób serial w 2012 roku życzalnią filmów na świecie, do debiutuje w świecie seriali obrazem po premierze już co piąty widz Netflixa obejrzał której zasobów można uzyskać doRake. Jednak specyfika tych produkcji wszystkie 13 odcinków! stęp opłacając miesięczny abonament powoduje, że osoba zasiadająca na reżyCo ciekawe, szefowie serwisu postanowili (7.99 $). Wykorzystanie możliwości, jaserskim stołku zmienia się przy każdym kolejnym zrezygnować ze 1 kie dają nowoczesne technologie epizodzie. Warto zaznaczyć, że w przypadku seriaokazało się strzałem w dzieli pozycja scenarzysty jest o wiele istotniejsza, niż Coś dla wielbicieli House of Cards, którzy zafascynowani amerykańską produkcją pominęli równie siątkę. W lutym tego roku w przypadku produkcji z dużego ekranu. To władobrą propozycję z naszego krajowego podwórka. Wyreżyserowane przez platforma odpowiadała za Agnieszkę Holland, pierwsze polskie political fiction udowodniło, że polską telewizję 30 proc. ruchu internetostać na dobre seriale wykraczające poza temat policyjnych dochodzeń. Niestety, Ekipa Warto zobaczyć: wego w całych Stanach jest także przykładem, że polski widz nie koniecznie poznaje się na tym co dobreZjednoczonych, a Netflix pomimo pozytywnych opinii swoim pierwszym autorkrytykow serial nie spotkał skim serialem, House of się ze szczególnym Pitbull Paradoks Cards, ma szansę zrewozainteresowaniem Glina Czas Honoru lucjonizować rynek mewidowni i po pierwszym Krew z krwi Głęboka woda dialny. sezonie zakończył Oficer Bez tajemnic Opowiadający o losach swój żywot. kongresmena Underwooda se-

68%

4,28 miliona

Seriale polskie

nd er

8V

17XII

23V

19IX

2007

13IX

5XI

P

W al

ar r z y eb A la lice

Ba t Ga tle la sta ct r ic De a H s ou pe se ra w te i Po fes M g

2006

M ri CS ic s I i k hae io n il k l om Sc B a ofie r w ld e u c s p ó z ak ie ł w br ka i at Za H z ę ź n em Fo i a ga o x m dk u Ri i a s ve k zo u e r De s t len M xt aj ia er e H .D ro o . za z w us bi ja ią e’a za br s w na a t oj D a eg e -I o x ce r t Tr odz er uc on Pi ot M k e r w a K i l go le yj g ra eż d dż a a Ce do M W n t US . yb ra A uc ln z h eg bo Je Ko o m ns r by i ta at ch nt om o y Tu ow rs ej ki zo st Ek na aje ip pr w y a em br Ko ie a ny n ra w st a RP yb n ra t y ny Tu St na rs ra pr ki z jk em os i e t a je ra RP

2005

3X

Dr. House czyli Sherlock medycyny. Trochę aspołeczny, trochę chamski, niesamowicie inteligentny mistrz ciętej riposty. Kto oglądając ten serial nie my-

Jeden z czarniejszych

okresów

Piękny serial o pięknych ludziach. Od Magdy

M zaczęły się słodkie seriale TVN, w których

dla

fanów

seriali

w historii. Prawie wszystkie stacje (poza HBO) były zmuszone skrócić swoje produkcje.

ślał sobie, że on

jedynym problemem klasy średniej jest życie

jest trochę takim

uczuciowe, a wszyscy mają wymarzoną

którzy zarządzali oczywiście większych wpływów.

Housem, a jego

pracę. Do tego bonus, czyli Warszawa,

m. in. ze sprzedaży płyt DVD. Szacunki strat dla

najlepszy jaciel

przywczutym

Wilsonem?

która jawi się, jako miasto wprost ze snów, ze swoim romantycznie nieśmiertelnym

Mostem

Świętokrzyskim.

Wszystko za sprawą ok. 12 tys. scenarzystów,

branży wahają się między 380 mln a 2,1 mld dolarów.

kwiecień 2013


Myślicie, że te fanpage powstałyby, gdyby nie serial opowiadający o losach obrzydliwie i

pięknych

(Serena

<mniam>)

nastolatków z nowojorskiego Upper East Side? Dużo miłości, seksu, pojawiających się i znikających członków rodziny, imprez, a przede wszystkim intryg.

18-19

of g’ s

La

of

nd Th in r g on es

H ou se

2013

t w Ga a m o Ki e n Bi

1I

er th Lu ys

er

Murzyna, równie błyskotliwego śledcze-

ii

niaków z odznaką. Jest za to genialny Idris Elba, grający wielkiego, czarnego

Ia L M Pil Ab Do n u ar o Em Bo Re t tin t s a be wn ed h r a er p e i S i d a y to co l u r w z a bij r rs w e w a e s re n lk a Z o e e ż

jest brudny, ostry, nie ma w nim pięknych pań detektyw ani przystoj-

go, co niebezpiecznego obywatela, który toczy wciągające, psychologiczne pojedynki nie tylko z przestępcami, ale również

19 IX

z

z samym sobą.

Ilu to już było Sherlocków? Ten, którego proponuje nam BBC z pewnością należy do czołówki.

8 VII

Nie jest łatwo na nowo zinterpretować historię, którą słyszeliśmy już tyle razy. Jednak nas legendarna opowieść, tym razem pozbawiona charakterystycznej otoczki XIX wiecznego Londynu przekonuje. Watson, jako wracjący z Afganistanu lekarz wojenny i główny bohater szalejący ze smartphonem dla konserwatystów przywiązanych do oryginału mogą wydawać sie zbyt nowatorscy. Ale choć zmienia się rzeczywistość, w której działa detektywistyczna para, to sedno sprawy- słynna dedukcja, pozostało niezmienione. 15V

7XII

2009

Br ea W k

to au

Spotted: Plac Zbawiciela. Spotted: BUW.

bogatych

20 I

Policyjnych seriali są dziesiątki, ten jednak jest wyjątkowy. Luther

14V

23IX

p na om a rk ni lte in ot ejs r W g yk z h B ów e g i t o e a J e pr po d ss od z n Le Th e P uc aj ga in en e km ta liz e I a an ho c j W a a m m os a o ek ł ż r su eń d Je al st r n w ch em e m y T K a yc h a C o na la p lifo w r r m n t w a k so G nii ot ad r z n ea or p y z u r y z er pa śm a e s ro cji ł k ą t w i e zb - P po i s i ja ol l s i ę Do ją o n k i c e ej 2 go z e 11 0 1 w m m 1r o il i k py on u ów sp Gl ł Gr mu al rze ee ay zyk bumdan ’s ą z s ów o e M ŚmAna rialuz od ier t er ć G om n eorg y ad Cam F e’ a op e a t u ro m ją n i i w M ly ie i d z t n tc h i e a m e ll w s cz ką yn kę

bu Ton se y n m do s w st g ł a je ow ę

NY

Sk i

Gi r do l ca

ra

si p

w

na

Go s

re

Se

2008

17XII

18IX

27 V

sp Sh S ot er he y k lo r a ck lo M p or ie c ia r w k rt s eg z y o ra

znanego z telewizji modelu one week, one episode i oddali w ręce fanów cały pierwszy sezon za jednym zamachem. Można dyskutować, czy była to słuszna decyzja, spowodowała bowiem skrócenie tzw. „marketingowego buzzu” do około tygodnia. Jeśli pozbawieni jesteśmy cotygodniowej premiery, to ekscytacja osiąga swój punkt kulminacyjny tylko w jednym, początkowym momencie, zamiast narastać stopniowo wraz ze zbliżaniem się do finału serii. Mimo to, House of Cards przebojem wdarł się na listy popularności wszelkich rankingów, a także zdobył uznanie krytyków w serialowym świecie coraz bardziej upodabniającym się do blockbusterów (vide Spartakus). Można pokusić się o nazwanie tego obrazu „Serialem 2.0”łączy on w sobie kluczowe i najlepsze cechy telewizyjnych odpowiedników wraz z internetowymi udogodnieniami. Jego sukces potwierdza ponadto stanowisko Netflixa, który zapowiedział dalsze inwestycje w autorskie produkcje. Wygląda więc na to, że 100 mln $ wydane na produkcję protoplasty zwróciły się w tempie ekspresowym. I nic w tym dziwnego w świecie, w którym coraz więcej widzów, zniesmaczonych telewizyjnymi ramówkami, rezygnuje z posiadania odbiornika, dostrzegając korzyści z samodzielnego wybierania interesujących materiałów w sieci. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach latach możemy być świadkami postępującej specjalizacji twórców zarówno seriali, jak i filmów, a w rezultacie staną się one zupełnie autonomiczne. Filmy pozostaną rozrywką na 2-3 godziny, z których zapamiętamy kilka kluczowych momentów, a seriale będą nam towarzyszyły na co dzień, pożerając mnóstwo czasu, ale też pozwalając nam na zżycie się z ulubionymi bohaterami i przeżywanie ich wzlotów i upadków. Popularność seriali doskonale świadczy o odbiorcach kultury. Skoro coraz częściej porzucamy przepełnione akcją filmy sensacyjne na rzecz bardziej wyrafinowanych i skomplikowanych historii opowiadanych w serialach, to kultura masowa zdaje się skręcać w pożądanym przez wszystkich kierunku. 0

H ie om rć Is e sy la nd

Futurama Salad Fingers

Śm

Family Guy Beavis and Butthead

2011

Kreskówki

@kasia97 ZAJEBISTE!!! 10/10 BuZiAcZki! @braceyourself KTO ZANIŻYŁ OCENĘ SERIALU?!!!!!!! @danieloo Dodam tylko tyle. Pierwszy odcinek zaciekawił mnie tak, że mam ochotę aż przeczytać książkę. @misiekaleksander Zaczynam ogladac sezon 1 gry o tron, widzialem juz w nim: sex brata z siostra ,karmienie 10-letniego chlopca piersia przez matke, wzmianke o sexie z trupami mlodych kobiet, czy będzie seks ze zwierzętami? @filipek Nigdy nie lubiłem fantasy. Do czasu Gry o Tron

2010

Warto zobaczyć:

Ca rd s

/ seriale

Breaking Bad czyli poradnik małego producenta metamfetaminy. Historia nieporadnego nauczyciela, który w obliczu śmiertelnej choroby zaczął wspinać się po drabice kryminalnej kariery, produkując najlepsze narkotyki w całym Nowym Meksyku. Wbrew pozorom życie głównego bohatera nie sielanka, a serial to nie komedia. Takiego dramatu telewizja wcześniej nie widziała i może jeszcze długo nie widzieć.


PLAY_NA_KARTE_BEDNAREK_MAGIEL_OK.pdf 1 2013-03-13 14:33:12

C

M

Y

CM

MY

CY

CMY

K

Mam ofertę Lubię to! z Internetem, który płynie bez końca! Kamil Bednarek przeszedł na luzie do Play, bo lubi, gdy Internet w jego smartfonie płynie i płynie bez końca, tak jak jego muzyka. Ty też polubisz ofertę Play na Kartę Lubię to! dzięki której, po każdym doładowaniu, masz Internet w smartfonie bez limitu za 0 złotych, bez opłat i kodów! Nic dziwnego, że 7 na 10 osób przenoszących numer wybiera Play. Szczegóły na www.play.pl Najszybciej rozwijająca się sieć w Polsce.

Po wyczerpaniu pakietu danych przyznanego po doładowaniu prędkość krajowej transmisji danych zostanie istotnie ograniczona. W 2012 r. średnio ponad 70% konsumentów przenoszących numer wybrało Play. Szczegóły na www.play.pl


Najlepsze pomysły powstają, kiedy pracujesz w zespole! Czym różni się praca w marketingu Mondelez International od pracy w innych firmach?

Mondelez International oferuje marketingowcom dużą pomoc -jest tu na przykład osobny dzial, który pilnuje, żeby projekt przebiegał zgodnie z planem i który odpowiada za kontakt z fabrykami. W innych firmach sama musialam się tym zajmować. W Mondelez International mogę skupić się na pracy koncepcyjnej i strategicznej. To ogromny komfort.

Jaki jest dla ciebie najbardziej fascynujący moment powstawania reklamy?

Zdecydowanie jest to spotkanie z reżyserem. Pracujesz nad koncepcją od dwóch miesięcy. Znasz na pamięć każdy szczegól, a tu nagle ktoś z zewnątrz opowiada twoją reklamę w taki sposób, że czujesz się zaskoczona, mówi np. tu popatrzmy pod takim kątem, a tu zrobimy zbliżenie. l te detale sprawiają, że historia nabiera życia.

W jak dużym zespole pracujesz?

W moim zespole są trzy dziewczyny. Jesteśmy bardzo zgrane, bardzo lubię razem z nimi pracować. Czasami w ramach pracy spotykamy się u którejś z nas w domu i robimy burzę mózgów. Taka zmiana otoczenia pozytywnie wplywa na kreatywność. Fajnie, że firma daje nam taką możliwość. Jak wygląda kręcenie reklamy od kuchni?

Na początku przygotowuję brief dla agencji - oczywiście tworzę go na podstawie strategicznych założeń, które wypracowal mój zespól. Staram się, żeby spotkanie z agencją było ciekawe i inspirujące. W dużej korporacji każdy pomysł musi być akceptowany przez wiele osób - dzial PR, dział prawny, szefów regionalnych i lokalnych; jest to stresujący proces dla marketera i warto sobie przygotować dobre argumenty.

Czym się zajmujesz, oprócz pracy nad reklamami?

Czasem organizuję akcje promocyjne dla pracowników. Na przyklad na wiosnę, kiedy wprowadzaliśmy limitowany smak Prince Polo, każdy otrzyma! doniczkę, w której mógł posadzić roślinkę - taki zielony znak. Natomiast w ramach marki Halls sponsorujemy wewnętrzne drużyny sportowe lub udział w maratonach - komunikacja Halls opiera się na wyzwaniach, więc doskonale pasuje do sportu. Są też akcje nieoficjalne, które budują dobrą atmosferę. Kiedy odchodził poprzedni szef marketingu, zrobiliśmy mu niespodziankę i nagraliśmy piosenkę stworzoną przez pracowników specjalnie dla niego. Bardzo sympatyczne to wyszlo. Jaki jest Twój typowy dzień pracy?

Co się dzieje, kiedy koncepcja jest już gotowa?

Wybieramy dom produkcyjny, który przedstawi najlepsze warunki realizacji oraz zaproponuje korzystną ofertę cenową. Następnie spotykamy się z reżyserem, kostiumologiem, osobą odpowiedzialną za wybór miejsca realizacji i przez 3-4 godziny próbujemy dograć szczególy. Wybieramy aktorów, przymierzamy, czy pasują na nich stroje i robimy próbną sesję zdjęciową. Kręcenie materialu zajmuje od 1 do 3 dni i jest dosyć żmudne. Caly proces to ścisła wspólpraca z agencją kreatywną. Po obejrzeniu pierwszych zdjęć, następuje proces dodawania animacji itp. Kiedy mamy już gotową reklamę, najpierw robimy premierę dla pracowników, zamieszczając ją w intranecie. Zawsze ciekawi mnie, jaki będzie odbiór reklamy, czy odbiorcy dostrzegą pewne szczególy. Niestety nie każda reklama się podoba.

Zaczynam bardzo wcześnie, bo już o 7 rano. Zależało mi na tym, żeby wychodzić z biura po 15, a pracodawca jest elastyczny jeśli chodzi o godziny pracy. Poza tym między 7 a 9 jest bardzo spokojnie i mogę intensywnie popracować. Oczywiście, wyznaję zasadę, że najlepsze pomysly powstają, kiedy nie siedzi się samotnie w kącie, więc chętnie rozmawiam z ludźmi, szukając inspiracji. Czasem pracuję w domu, zwlaszcza kiedy potrzebuję ciszy i spokoju, żeby dopracować szczególy raportu, prezentacji itp.

Kasia, Group Brand Manager w Mondelez International

www.enJOYmdlz.pl

.. - •• • L...

beMta

TOSSIMO

ct~il

tt(i!.l<i.e

l."b~

~

giJil ~


tarapaty Polskich Linii Lotniczych / “Dziewczyny zgasiły w domu światła. (...). Jest ciemno i fajnie” @premiertusk #yolo

Turbulencje LOT-u Żeby zostać milionerem, najpierw trzeba być miliarderem, a potem założyć linie lotnicze – tym zdaniem Richard Branson, twórca imperium Virgin oraz właściciel trzech linii lotniczych, idealnie podsumował sytuację panującą od kilku lat na rynku transportu powietrznego. Jego słowa okazały się idealnym opisem sytuacji naszego narodowego przewoźnika. t e k s t:

M a rc i n b ato r

istoria Polskich Linii Lotniczych LOT sięga roku 1920, kiedy to zainaugurowano istnienie pierwszego połączenia lotniczego z  Warszawy. Prawdziwym przełomem była jednak końcówka lat 80. XX wieku, gdy to podjęto decyzję o  zakupie szerokokadłubowych Boeingów 767. LOT stał się wówczas jedynym przewoźnikiem w  Europie Środkowo-Wschodniej, który dysponował amerykańskimi samolotami. Decyzja ta, choć niezwykle ryzykowna, pozwoliła spółce operować na najdalszych, a więc na najbardziej rentownych trasach. Nikt nie przypuszczał wówczas, że LOT, będący w komunistycznej Polsce oazą nowoczesności i otwarcia na Zachód, znajdzie się kiedykolwiek w trudnej sytuacji. Już w  czasie transformacji ustrojowej kolejne zarządy spółki nie mogły poradzić sobie z restrukturyzacją skostniałego molocha. Firma z  roku na rok notowała coraz gorsze wyniki finansowe. Z  zaistniałą sytuacją desperacko próbował walczyć Skarb Państwa, większościowy udziałowiec spółki. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że częściej chodziło o  zapewnienie intratnych posad partyjnym sojusznikom niż o rzeczywiste rozwiązanie problemu. Za komentarz może posłużyć tu fakt, że spółka od połowy 2003 roku była zarządzana przez dziesięciu prezesów. Jak nietrudno policzyć, średnia długość kadencji wynosiła… 11 miesięcy. Nie było więc mowy o próbie zbudowania sensownego planu restrukturyzacji, nie mówiąc już o jego przeprowadzeniu.

H

Czy leci z nami pilot? To pytanie zadaje sobie chyba każdy, kto choć trochę uważniej obserwował sytuację polskiego przewoźnika. Częste zmiany zarządu nie tylko nie sprzyjały poprawie sytuacji firmy, ale uniemożliwiały także sprawne kierowanie bieżącą działalnością. Jednymi z  najbardziej znanych przykładów wynikających z  tego stanu rzeczy były niekorzystne kontrakty na zakup paliwa. Zawierane w czasie, gdy na rynku panowały wysokie ceny, stanowiły istotne obciążenie w momencie, gdy surowiec taniał. Kolejnym nonsensem było wytworzenie wewnętrznej konkurencji. PLL LOT dysponuje bo-

wiem 38 proc. udziałów w Eurolocie (resztę posiada Skarb Państwa), który chcąc wymknąć się z  sideł spółki-matki, postawił w  ostatnim czasie na dynamiczny rozwój. Dochodzi przez to do absurdów, kiedy to na przykład obie spółki w odstępie 45 minut wysyłają samoloty na tej samej trasie. Trzeba jednak dodać, że sprawne zarządzanie LOT-em utrudniają także aktywne związki zawodowe, które w spółce zajmują wyjątkowo silną pozycję. Już kilka razy wstrzymały zwolnienia, wywalczyły również zdecydowanie krótszy, niż wymagają tego przepisy, czas pracy personelu latającego. Wszystko to wiąże się z podniesieniem kosztów działalności, co w  momencie fali upadłości na rynku przewozów lotniczych nie wróży niczego dobrego.

Mayday, mayday Przez pewien czas wydawało się, że po gwałtownym pikowaniu udało r ys. Agn iesz ka P się ustaor z y ck a bilizować lot. Wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2011 roku wykazały 123 mln zł zysku netto, czym ochoczo chwalił się ówczesny prezes, Marcin Piróg. Wszelkie wątpliwości rozwiewała jednak dokładniejsza lektura raportu finansowego. Wynikało z  niej, że LOT na swojej podstawowej działalności, czyli na lataniu, stracił 120 mln zł. Skąd zatem tak znaczna różnica w  porównaniu z  zyskiem? Odpowiedź jest bardzo prosta. W owym czasie firma prowadziła szeroko zakrojoną wyprzedaż majątku. Sprzedane zostały stare samoloty, nieruchomości, firma cateringowa oraz spółka zajmująca się obsługą naziemną samolotów. Pod młotek poszła nawet siedziba, którą LOT obecnie wynajmuje. Niemniej jednak nie tylko to miało stanowić kroplówkę

dla przedsiębiorstwa. Niektórzy przedstawiciele środowiska lotniczego twierdzą, że ostatnio przyznana pomoc publiczna w wysokości 1 mld złotych nie była jedynym zastrzykiem z  budżetu, jaki LOT otrzymał. Według nich rozpoczęty przez rząd niedługo po katastrofie w  Smoleńsku czarter dwóch Embraerów za kwotę 25 mln zł rocznie to nic innego, jak przemycanie gotówki na konta spółki.

Gdzie wylądujemy? Na to pytanie chyba nikt nie zna dziś odpowiedzi. Nowy zarząd spółki gorączkowo stara się ratować jej sytuację finansową, likwidowane są nieopłacalne połączenia lokalne, a  na ich miejsce wprowadza się loty transkontynentalne. Zdania na temat tych zmian są w świecie lotnictwa podzielone. Jedni mówią o  nieuchronnej upadłości, inni widzą drugą szansę w zmianie modelu działalności i  utworzeniu z  LOT-u  typowej linii low cost, operującej jedynie na trasach europejskich. Najbardziej prawdopodobna jest jednak gruntowna restrukturyzacja (o z n a c z a j ą ca zwolnienia grupowe oraz r e d u k cje wynagrodzeń wszystkich pozostałych pracowników o 25 proc.) oraz orientacja na wschód. Proces zmian w t ym kierunku został już bowiem zapoczątkowany i, w kontekście przyznania pomocy publicznejw wysokości 1 mld zł, wydaje się mieć szanse na powodzenie. Pozostaje mieć nadzieję, że w trudnych czasach przewoźnikiem nie wstrząsną już żadne niespodziewane turbulencje. 0

kwiecień 2013


Koniec, Kurde!

fot. Kurdistan Photo CC

/ pokój w Kurdystanie

Okrzyk zdziwienia z pewnością pojawiłby się na ustach tych, którzy obserwują niedawne postępy w drodze ku zakończeniu konfliktu turecko-kurdyjskiego. Dopiero co po obu stronach ginęli ludzie, zdarzały się zamachy terrorystyczne. Dzisiaj problem wydaje się być bliżej pokojowego rozwiązania niż kiedykolwiek. t e k s t:

b a r to s z l a da

kurdyjskie święto Nowego Roku, 21 marca, z ust więzionego lidera walki przeciwko państwu tureckiemu, Abdullaha Öcalana, padła deklaracja zawieszenia broni. Nie jest to pierwszy taki przypadek w historii – poprzednie albo nie spotykały się z  akceptacją części bojowników, bądź też były torpedowane przez samych Turków. Tym razem wezwanie stanowi jednak kontynuację zbliżenia pomiędzy Kurdami a  rządem Recepa Tayyipa Erdoğana, który szuka sojuszników dla swojego projektu nowej konstytucji i jest gotów na daleko idące ustępstwa wobec Kurdów. Ten największy na świecie nieposiadający własnego państwa naród, z 15 milionami przedstawicieli w samej Turcji, przez dziesięciolecia nie miał nad Bosforem łatwego życia. Jak do tego doszło?

W

Łagodni Osmanie Jeszcze na początku XX wieku obszary wschodniej Anatolii stanowiły istną mozaikę kulturową. Obok Turków i Kurdów mieszkała tam ponadmilionowa populacja Ormian, spora grupa Greków oraz nieliczni przedstawiciele innych narodów i  grup etnicznych. Przez stulecia, pod rządami

22-23

wielu kolejnych sułtanów, a nawet jeszcze wcześniejszych zarządców tych ziem, zróżnicowanie to nie wydawało się stanowić większego problemu. Kurdowie, obecni na tych terenach od dawna, usytuowani byli pomiędzy dwoma potęgami – Imperium Osmańskim oraz Persami, sprzyjając raz jednym, raz drugim. – Kurdom częściej było bliżej do sunnickich Turków – mówi prof. Dariusz Kołodziejczyk, historyk z  Uniwersytetu Warszawskiego, zajmujący się m.in. dziejami Turcji. – Linia konfliktu nie przebiegała zatem wzdłuż kwestii etnicznych, lecz religijnych. Sunnicki Kurd mógł korzystać z tych samych praw co sunnicki Turek. Szyici z kolei mogli być prześladowani jednakowo bez względu na swoje pochodzenie. Dozwolone były także małżeństwa mieszane. Ci, którzy chcieli, mogli więc bez problemu integrować się z resztą społeczeństwa.

Republika i zmiany Gdy Europę zaraz po I wojnie światowej owładnęła mania tworzenia państw narodowych, dogorywające Imperium Osmańskie traciło kolejne połacie swojego ogromnego terytorium, sięgającego w  1900 roku od Bośni po dzisiejsze Jor-

danię, Kuwejt, a  nawet Libię. W  1923 r., kiedy to powstała Republika Turecka, dla wielu jej mieszkańców sytuacja ta stanowiła istne novum. Po eksterminacji Ormian na wschodzie, pogromach Greków w Stambule i Izmirze, utracie Bałkan oraz powrocie Turków mieszkających w odleglejszych prowincjach dawnego Imperium, Turcja stała się krajem względnie jednolitym etnicznie (przynajmniej w porównaniu z jakimkolwiek wcześniejszym okresem w  jej historii). Dla potwierdzenia bogatej kulturowo historii kraju prof. Kołodziejczyk przywołuje anegdotę z tureckich uczelni, na której tylko jeden z dwudziestu zapytanych studentów miał wszystkie cztery prababki Turczynki. Jedno z założeń kemalizmu, oficjalnie obowiązującej ideologii państwowej stworzonej przez bohatera wojny wyzwoleńczej i pierwszego premiera republiki – Mustafę Kemala Atatürka – stanowił nacjonalizm. Należy przy tym pamiętać, że termin ten ma nieco inne znaczenie niż jest to przyjęte w Polsce. Tutaj chodziło bowiem o zespolenie ideowe i tożsamościowe wszystkich mieszkańców nowopowstałego państwa. Jak zauważa dr Adam Balcer ze Studium Europy Wschodniej UW, na-


pokój w Kurdystanie /

Niepokorni O  ile rzesze Kurdów skorzystały z  okazji do zdobycia edukacji i awansu społecznego stworzonej przez bogacącą się Turcję, o tyle wielu możliwości te otworzyły oczy na kwestie związane z  tradycją i  kulturą ich narodu. Dlatego też to właśnie w środowisku akademickim, a nie w górzystych, słabo zaludnionych i ubogich terenach na wschodzie, powstał poważny ruch kurdyjski. W  1974 r. w  Ankarze założona została grupa kurdyjskich ekstremistów, przekształcona cztery lata później w Partię Pracujących Kurdystanu (PKK). Było to ugrupowanie o wyraźnym rodowodzie marksistowskim, którego głównym celem było wyzwolenie Kurdystanu. Nie ukrywało ono gotowości do podjęcia walki zbrojnej i  działań terrorystycznych. Założycielem oraz pierwszym liderem partii był wspomniany już Öcalan. Organizacja ta do dziś zresztą uznawana jest za terrorystyczną przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Już na początku lat 80. rozpoczął się, ze względów bezpieczeństwa głównie na terenie Syrii, Iraku i  Libanu, werbunek oraz szkolenie kurdyj-

gi czas odmawiano wielu praw, co potwierdziło orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Od paru miesięcy jego sytuacja ulega jednak znacznej poprawie. Zezwala mu się na więcej wizyt członków rodziny i prawników, a premier Erdoğan wysłał do niego w grudniu negocjatora. Właśnie od niedawna dochodzi do wielu wydarzeń prowadzących z coraz większą pewnością do pojednania. Ustalony wstępnie harmonogram zakończenia konfliktu wydaje się być naprawdę napięty. Już 24 stycznia br. turecki parlament zezwolił na posługiwanie się językiem kurdyjskim w  sądzie, co jest naprawdę dużym ustępstwem ze strony władz. W zamian za to rebelianci mają wycofać się z  Turcji, a  następnie złożyć broń. Te działania doprowadzą z kolei do dalszego rozszerzenia praw Kurdów, przykładowo do wzmocnienia ich pozycji w  administracji lokalnej. Öcalan zrezygnował już z żądań niepodległości, autonomii czy Krwawy bilans chociaż ustanowienia federacji, wiedząc, że są one po prostu nierealne. Tym bardziej, że walka za Gdy w  lutym 1999 r. w  Nairobi po wspólnej wszelką cenę cieszy się obecnie naprawdę nikłym akcji CIA, tureckich służb specjalnych oraz izrapoparciem. Niejako dla potwierdzenia dobrych elskiego Mossadu schwytano ukrywającego się chęci, PKK przed paroma tygodniami uwolniła przez lata w Syrii Öcalana, już po paru miesiącach jego kurdyjscy towarzysze ogłosili jednostronw  północnym Iraku ośmiu tureckich zakładne zawieszenie broni. Trwało ono niestety tylko ników przetrzymywanych w  górach od około do 2004 roku, kiedy to dwóch lat. wznowione zostały dziaNierealne jest jednak łania zbrojne, tym razem mimo wszystko całkowiskierowane już niemal te ułaskawienie i  uwolwyłącznie przeciwko tunienie Öcalana. Adam reckiej armii. Dopiero na Balcer uważa, że w  najpoczątku bieżącego roku lepszym razie kara zowalki zaczęły stopniowo stanie mu zamieniona wygasać. na areszt domowy. On sam na pewno zdaje soŚmierć w  działaniach wojennych poniosło pobie sprawę z  tego, że nic nad sześć tysięcy żołniewięcej nie wchodzi w grę. rzy tureckich oraz blisko Tego samego zdania jest pięć razy więcej rebelianDariusz Kołodziejczyk, tów. Jak to często bywa, który mówi, że taka deistnieje wiele szacunków cyzja spotkałaby się przede dotyczących liczby cywszystkim z  gwałtowną wilnych ofiar konflikreakcją tysięcy matek tutu turecko-kurdyjskiego. Abdullah Öcalan – kurdyjski wróg numer reckich poborowych, którzy zginęli na wojnie. jeden Turcji Z  pewnością należy je jednak liczyć w  dziesiątTak czy inaczej, jeden kach tysięcy. Apogeum Öcalan wiosny nie czyni. Najważniejsze są teraz szersze działania zmierzająmiało miejsce w  latach 1991 – 1995, ale nawet w, wydawałoby się, cichym i  spokojnym roku ce w kierunku pokoju. Wiele zmian już się dokona2012, zginęło ponad stu żołnierzy i około pięciuło – powstały publiczne telewizja i radio nadające set walczących po stronie PKK. przez 24 godziny na dobę po kurdyjsku; język ten jest norm-alnie wykładany na uczelniach, można Dobre dziś, lepsze jutro? także uczyć się go jako dodatkowego w liceach. Takie kroki nie zastąpią może symbolicznych deklaLidera PKK niemal natychmiastowo skazano racji padających ze szczytów władzy, ale stanowią na karę śmierci, chociaż później, po uchwaleniu świetne fundamenty pod szczęśliwe zakończenie. zakazu jej wykonywania, wyrok zamieniono na dożywocie. Osadzonemu pierwotnie przez dłuA tego życzy sobie chyba cała Turcja. 0 skich oddziałów zbrojnych pod sztandarem PKK. 21 marca 1984 r., w  kurdyjskie święto Nowego Roku, partyzanci ruszyli do walki. Ich celem byli nie tylko tureccy urzędnicy, ale też ci spośród ich pobratymców, którzy stali na straży dawnego, zbliżonego do feudalizmu, ustroju. Poza tym krwawo mszczono się na „zdrajcach” – opłacanych przez rząd ochotnikach mających zwalczać radykałów. Turecka armia niestety nie pozostawała dłużna. Palono wsie oskarżane o współpracę i sprzyjanie PKK – aż trzy tysiące z nich zostało wymazanych z  mapy. Częstokroć rozmaitymi torturami próbowano wymuszać zeznania dotyczące kryjówek i planów partyzantów. Brutalne zachowanie żołnierzy skierowało sympatię lokalnej ludności w dużym stopniu w stronę PKK, której członkowie często mienili się jedynymi obrońcami biednych rodaków.

fot. Halil Uysal CC

wet dzisiaj tureckie skrajnie prawicowe, rasistowskie ruchy mówią o tym, że rasa jest cechą wyłącznie kulturowo-społeczną, a nie etniczną czy antropologiczną. Dodaje też, że nie jest to konflikt między dwoma grupami etnicznymi, lecz między rządem w Ankarze a jedną z nich. Stąd rola w konflikcie samych Turków jako ogółu nie powinna być oceniana negatywnie, nawet jeżeli władzom w  docinkach czasem wtórowały media. Głównym narzędziem w  walce z  aspiracjami Kurdów było rugowanie ich języka ze wszystkich obszarów przestrzeni publicznej. Zakazywano śpiewania tradycyjnych pieśni ludowych, zamykano dwujęzyczne czasopisma. Dekret z 1982 roku zabronił nawet używania do rozprzestrzeniania idei języka innego niż pierwszy język oficjalny każdego z krajów uznawanych przez Republikę Turecką. Znamienny jest fakt, że żadna z regulacji nie używała słowa „kurdyjski” czy „Kurd” – zwykle udawano, że są to deklaracje uniwersalne bądź wspominano po prostu o „wschodzie kraju”. Dla wszystkich tych, którzy akceptowali używanie języka tureckiego w sferze publicznej i nie dążyli do jakiejkolwiek szerszej autonomii dla Kurdystanu, mimo wszystko niewiele się zmieniło. Integracji sprzyjała coraz bardziej dynamiczna migracja ubogiej ludności Anatolii do największych miast Turcji – dziś Kurdem jest chociażby co piąty mieszkaniec 15-milionowego Stambułu, co zresztą odzwierciedla proporcje w  tym 75-milionowym kraju. Szacuje się też, że, z racji na sporą liczbę małżeństw mieszanych, już jedna czwarta Kurdów ma w rodzinie przynajmniej jednego Turka.

kwiecień 2013


/ przyczyny kryzysu na Cyprze

Kolejna wyspa w potrzasku Po Grecji, Irlandii, Portugalii i Hiszpanii kolejne państwo strefy euro zwróciło się o międzynarodową pomoc finansową. Tym razem widmo bankructwa padło na Cypr. Każdy z krajów przeżywał swoją tragedię, która doprowadziła go nad krawędź przepaści. Jaka była tragedia Wyspy Afrodyty? t e k s t:

Robert Szklarz

ypr jest krajem pod wieloma względami podobnym do Grecji, przede wszystkim jeżeli chodzi o język i kulturę. W ostatnim czasie analogie zaczęły sięgać także problemów gospodarczych, które w obu przypadkach przypisuje się lekkomyślnej i rozrzutnej polityce gospodarczej za pożyczki z Unii Europejskiej. Są to wnioski zbyt daleko posunięte, a problemy wynikały tutaj z zupełnie innych przesłanek. Kryzys grecki należy tu traktować nie jako wzór, ale bezpośrednią przyczynę.

C

Spłacanie długów

Banki w odwrocie Około 9 proc. PKB Cypru tworzą usługi finansowe, a system bankowy stał się potężną maszyną, przez którą przepływały miliardy euro z całej Unii Europejskiej, a także z Rosji. Tworzenie dobrobytu na obrotach pieniędzmi było możliwe dzięki wyjątkowo niskim podatkom, które kusiły przedsiębiorców, również z  Polski, do rejestrowania swoich firm właśnie tam. Dlatego gotówka płynęła na wyspę szerokim strumieniem i odrobinę tylko mniejszym wypływała. Nie jest to jakiś wyjątkowy model gospodarczy – od wielu lat z powodzeniem stosuje go chociażby Luksemburg. Jednak system finansowy Cypru był przez lata bardzo blisko powiązany z greckim sektorem bankowym, za co przyszło mu zapłacić utratą stabilności. Wraz z  wybuchem kryzysu nagle zobowiązania warte miliardy euro, które greccy obywatele zaciągnęli w  cypryjskich bankach oraz udziały w greckich instytucjach finan-

dane: IMF World Economic Outlook

W pierwszej kolejności należy obalić mit, jakoby Cypr, wykorzystując tani pieniądz do rozwoju ponad stan, zadłużał się w stopniu nadmiernym. W  rzeczywistości miała miejsce sytuacja wręcz przeciwna, bowiem kraj ten zmniejszył swoje zadłużenie sektora publicznego między przystąpieniem do Unii Europejskiej w  2004 roku a  krachem w 2008 roku o 22 punkty procentowe. Dla porównania zadłużenie Grecji w tym samym czasie wzrosło z 98,86 proc. do 112,62 proc., a więc o prawie 14 punktów procentowych. Świadczy to o skrajnie odmiennym sposobie prowadzenia polityki gospodarczej oraz fakcie, że przed upadkiem banku Lehman Brothers cypryjski sektor publiczny cechował się wyjątkowo dobrą kondycją.

Także po wybuchu kryzysu ciężko zarzucić jej jakieś większe problemy. Recesja skończyła się wraz z rokiem 2009, po którym kraj powrócił na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Okupił to niestety zwiększeniem długu publicznego, który w 2011 roku powrócił do poziomu sprzed siedmiu lat. Kłopoty miały się jednak dopiero zacząć.

24-25

sowych, stały się nic nie warte. Prawdziwe problemy zaczęły się, gdy postanowiono zrestrukturyzować dług publiczny Grecji. W  pierwszej połowie 2012 roku wartość nominalna obligacji pozostających w  rękach prywatnych została obcięta o 75 proc. Banki cypryjskie chętnie inwestowały w papiery skarbowe Hellady, więc decyzja ta spowodowała w systemie bankowym straty o wartości 4,2 mld euro. To był cios dla tego kraju, jak powiedział cypryjski minister finansów Wasos Sziarlis: Cypryjska gospodarka, zasilana prężenie działającym sektorem rynku nieruchomości i usług, nie wpadłaby w poważne tarapaty, w których obecnie się znajduje, gdyby nie decyzja o wprowadzeniu PSI (Private sector involvment – zaangażowanie kapitału prywatnego w restrukturyzację długu – przyp. red.).

Wyspiarskie podobieństwa Jak więc widać, upadającemu Cyprowi bliżej niż do Grecji jest do Islandii, gdzie także podstawową przyczyną problemów był niewypłacalny sektor bankowy, ale poza tym gospodarka była w zupełnie przyzwoitej kondycji. Coraz trudniej radzące sobie banki wpędziły gospodarkę w ogromne kłopoty i  konieczne stało się ich dokapitalizowanie z pieniędzy podatników. Tych niestety na Cyprze jest za mało, więc konieczne stało się sięgnięcie do kieszeni pozostałych mieszkańców Unii Europejskiej. Z  pomocą przyszła, jak w  przypadku pozostałych bankrutów strefy euro, tzw. „Trojka”, czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny i  Komisja Europejska. Jest to dokładnie to samo ciało decyzyjne, które odpowiada za restrukturyzację długu Grecji, czyli podstawową przyczynę niedostatecznej kapitalizacji banków cypryjskich. W  momencie zamykania niniejszego numeru MAGLA problem Cypru wciąż nie jest rozwiązany. Zgromadzenie Narodowe odrzuciło propozycje „Trojki” zakładające m.in. pozyskanie części środków na tę operację z prywatnych kont. Sprawę dodatkowo utrudnia ogromne zaangażowanie na wyspie kapitału rosyjskiego. Cokolwiek się jednak nie stanie, kolejny kraj dołącza do grona państw, odnośnie których najważniejsze decyzje zapadają daleko od ich stolic. 0


Włochy po wyborach /

Zgrillowane społeczeństwo Zakończone 25 lutego wybory parlamentarne we Włoszech ziściły chyba najgorszy z przewidywanych scenariuszy. Brak zdecydowanej większości w Izbie Deputowanych będzie skutkował politycznym impasem, na którym skorzystają tylko powstały z martwych Silvio Berlusconi oraz nowe niepokorne dziecko włoskiego populizmu – Beppe Grillo. do m i n i k a j ę dr z e j c z y k

wycięstwo w  wyborach odniósł sojusz Włochy Wspólne Dobro, na czele z Partią Demokratyczną (PD) Piera Luigi Bersaniego. Jednak gdyby nie konstytucyjny mechanizm premii, przyznawanej zwycięskiej partii w postaci tylu miejsc w parlamencie, ile potrzebuje, by zajmować ich połowę, Izba Deputowanych rozdrobniłaby się w stopniu praktycznie uniemożliwiającym prowadzenie jakiejkolwiek polityki. Problem w tym, że nawet konstytucyjna większość PD nie gwarantuje stabilności rządów – do przeprowadzenia większych reform partia będzie musiała szukać wsparcia u innych formacji. Prawdopodobnie Włochy czeka zatem okres krótkotrwałych koalicji, tworzonych ad hoc przy poszczególnych głosowaniach, oraz kłótni będących na porządku dziennym.

Z

Trudne układy Do największych przegranych tych wyborów z pewnością należy Mario Monti, poprzedni premier techniczny, którego polityce Włosi powiedzieli jasne basta i obdarzyli poparciem zaledwie 10,5 proc. Ale jego niepowodzenie to nie tylko klęska włoskich intelektualistów i  przedsiębiorców – to przede wszystkim porażka Europy forsującej program oszczędności budżetowych. Paradoksalnie jednak, partia Montiego to w  tej chwili jedyne liczące się ugrupowanie w Izbie Deputowanych, z którym centrolewicowa Partia Demokratyczna może znaleźć wspólny język. Oczywiście nie spodoba się to wyborcom, których w  trakcie kampanii Demokraci kusili zmniejszeniem oszczędności i  „naprawą” destrukcyjnej polityki poprzedniego premiera. Role się jednak odwróciły i  nowe władze w starciu z włoskim deficytem budżetowym będą zmuszone, jeśli nie do kontynuowania polityki poprzedniego rządu technicznego, to przynajmniej do wypracowania rozwiązań pośrednich. A  do tego wsparcie Montiego może się okazać niezbędne.

Zarobić na alimenty Można sobie wyobrazić, co na taki alians powiedziałby Silvio Berlusconi, stanowiący w  tej chwili drugą siłę we włoskim parlamencie. Wza-

jemna wrogość Partii DemoWyniki wyborów parlamentarkratycznej i  byłego premienych we Włoszech ra oraz różnice programowe uniemożliwiają jakąkolwiek W ł och y W sp ó l n e pozosta ł e współpracę pomiędzy nim z M o n tim dla W ł och D obro 2 9 , 5 4 proc . 5 , 25 proc . a  nowym rządem. Paraliż 1 0, 5 4 proc . włoskiej polityki działa na korzyść Berlusconiego, który kolejne porażki lewicowej władzy będzie mógł pokazywać w swoich mediach w kategoriach sojuszu komunistów z  europejskim establishmentem. A  nawet jeśli rządowi coś się jednak uda, uzna że to Unia (Niemcy) narzuca Wło- sojusz pi ę ciu L ud W ol n o ś ci chom swoją politykę. gwiazdek 25,55 proc . 2 9 , 13 proc . Jakkolwiek by się nie działo, Berlusconi zawsze wyjdzie na swoje. Jego popularność wśród Włochów zasłem Oddajcie politykę 30-latkom (sam ma na karku 60-kę) oraz szeregiem innych antypostulatów dziwia już nie tylko Europejczyków, ale i samych – sprzeciwem wobec oszczędności budżetowych, mieszkańców Italii, według których popiera go korupcji czy postępującej integracji europejskiej. głównie zaludnione Południe. Zorganizowana Właściwie ciężko wyłuskać coś konkretnego przestępczość, niski poziom edukacji, wysokie bezrobocie – to wszystko sprawia, że mieszkańz jego programu, poza hasłami proekologicznymi, cy są podatni na wpływy populistycznych haseł z którymi wiąże się też symbolika pięciu gwiazdek (oznaczających wodę, rozwój, łączność, ruch Ludu Wolności. Ale jest w tym wszystkim jeszcze coś głębszego – Berlusconi jest odbiciem zaśrodowiskowy i zrównoważony transport). chowanych na Południu stereotypów i  marzeń Bez pieniędzy czy szerokiego dostępu do me– prostoty słownictwa, pozycji, kobiet, luksudiów ruch Grillo nie jest w stanie przetrwać posu i  pieniędzy. Podczas gdy Monti zabiera penlitycznie polegając tylko i wyłącznie na krytyce sje, w zawiły sposób tłumacząc kolejne reformy, zastanej rzeczywistości, zwłaszcza, że wejście do parlamentu daje temu ugrupowaniu konkretne Berlusconi mówi o sędziach ze swojego procesu możliwości jej zmiany. Marginalizacja to ryzyko, rozwodowego komunistki i  feministki. I  nikomu nie przeszkadza, że podczas rządów Berlusconiez  którym mierzą się wszystkie partie radykalne go właściwie wzbogacił się tylko on sam, dzięwchodzące w skład establishmentu. W przypadki czemu może dzisiaj płacić żonie wielotysięczku większości kończy się to porażką i skazaniem ne alimenty. na polityczną wegetację. Grillo ma pewne szanse, choć niewielkie, by to zmienić. To sygnał rosnącego kryzysu włoskiej polityZgrillowani komedią ki – brak rozsądnej opcji politycznej, korupcja, Może Berlusconi byłby tylko (albo aż) pewnym ewenementem w  europejskiej polityce, apatia polityczna i  niezadowolenie społeczeńgdyby nie to, że Włosi, wbrew wszelkim przestwa z elity rządzącej stanowią pożywkę dla powidywaniom, tłumnie poparli także Sojusz Piępulistów. Oznaką tego jest zresztą niska frekwenciu Gwiazdek Beppe Grillo, który zdobył aż cja wyborcza. To, jak długo jeszcze Włosi będą 25,5 proc. wszystkich głosów. Były aktor i  kochcieli żyć w tym zamienniku prawdziwej polityki, zależy tylko od nich samych. 0 mik, założyciel Sojuszu, szedł do wyborów z ha-

fot. Elena Torre CC, Agencia Brasil CC, Gianfranco Galvano CC, FriendsofEurope CC

t e k s t:

kwiecień 2013


/ Cloud computing

Z głową w chmurach Cloud computing jest technologią, która uczyniła dostęp do usług informatycznych tak łatwym jak nigdy przedtem. Dzięki swoim niezaprzeczalnym zaletom, takim jak niezawodność, bezpieczeństwo oraz wydajność, stał się odpowiedzią świata IT na potrzeby biznesu. Pytanie tylko: czy jest to trafna odpowiedź? t e k s t:

Paw e ł K u b i t

omimo że cloud computing jest uznawany za jedną z  najważniejszych technologii dla rozwoju konkurencyjności oraz innowacyjności biznesu, wiele osób wciąż nie ma pojęcia, czym ta „mistyczna chmura” tak naprawdę jest. Myślę, że definicji jest wiele, począwszy od takiej w ujęciu technologicznym, że jest to moc obliczeniowa do wynajęcia, po definicję, że jest to po prostu model biznesowy, w  którym świadczone są pewne usługi – wyjaśnia Jarosław Sokolnicki, Business Development Manager w firmie Microsoft. Dla zobrazowania tego pojęcia warto posłużyć się także przykładem. Wyobraźmy sobie dużą firmę, dla której nieopłacalny jest zakup i utrzymywanie własnych serwerów, które tylko przez kilka godzin w miesiącu wykorzystuje się na 100 proc. ich możliwości. Znacznie bardziej ekonomiczny jest outsourcing tej usługi do firmy zewnętrznej i „wypożyczanie” mocy obliczeniowej tylko wtedy, kiedy jej rzeczywiście potrzebujemy. Najczęściej porównuje się tę sytuację do zużycia energii elektrycznej – jeśli włączymy światło, licznik „idzie do przodu”, gdy natomiast je zgasimy – nie płacimy nic.

P

z czasem ekonomia skali powoduje, że dane rozwiązanie staje się coraz tańsze. Zyskuje na tym przede wszystkim biznes, jako że niezwykle wzrasta efektywność – mówi Jarosław Sokolnicki. Dzisiaj każdy liczy pieniądze, czyli cała koncepcja opiera się na prostym rachunku ekonomicznym – tak jest najnormalniej w świecie taniej – dodaje.

r ys

. AG

ZK NIE S

A BA

R TO

SI A K

Koszty, a potem koszty To nie koniec podobieństw cloudu do energii elektrycznej. Na rynku oferowana jest na przykład forma abonamentowa, w której dostawcy są w stanie zaoferować nam w każdym momencie możliwość uzyskania dodatkowej usługi, dokładnie takiej, jakiej potrzebujemy. Po prostu płacę i mam. W przypadku cloud computing mamy do czynienia z  taką sytuacją, że duzi dostawcy zbudowali duże infrastruktury i dzięki temu są w stanie zoptymalizować swoje koszty. Mogą oni zatem zaoferować całą usługę lepiej i taniej niż w przypadku, gdyby użytkownik zrobiłby to samodzielnie – kontynuuje Jarosław Sokolnicki. Plusem takiego rozwiązania jest również szybkość jego dostarczenia. Oczywiście, aby dojść do obecnego poziomu, potrzebny był przede wszystkim czas na wypracowanie odpowiednich technologii. Na pewnym etapie możemy zaobserwować, że wszystko tak działa – najpierw coś jest drogie, ale

26-27

Ciągle pozostaje jednak bardzo ważne pytanie – co z bezpieczeństwem? Czy po latach wydawania ogromnych pieniędzy na sprzęt czy zabezpieczenia należy zapomnieć o  tych środkach i tak po prostu przejść do „chmury”? Kiedy dwa lata temu poszedłem do klienta, to pierwsze pytanie brzmiało: bezpieczeństwo. Gdy byłem wczoraj, już nikt o  to nie zapytał. Na pewno w  momencie pojawienia się clouda była to rewolucja – „Co? Ja mam gdzieś wynosić moje dane”? Pojawiało się całe mnóstwo pytań. Na zasadzie właśnie, kto będzie odpowiedzialny, gdzie te regulacje. W  przypadku cloud computing najpierw była to zwykła umowa, następnie pojawiały się odpowiednie certyfikaty i  standardy. To wszystko postępuje – mówi Jarosław Sokolnicki. W tym przypadku również mamy do czynienia z przewagą usług dostarczanych przez dużych dostawców. Najczęściej posiadają oni bowiem systemy certyfikowanych zabezpieczeń o jakich wiele firm może tylko pomarzyć. Co za tym idzie, dane w  „chmurze” są lepiej chronione niż na prywatnych serwerach.

Kto zyska, kto straci? Prawo i bezpieczeństwo Cloud computing jest z całą pewnością innowacją, która wprowadza wiele zmian do biznesu. Jednak jak każda nowość, pociąga za sobą również sporo wątpliwości. Pierwszą z nich jest pytanie odnośnie regulacji prawnych. Z pomocą przychodzi czas. Im wynalazek jest dłużej na rynku, tym więcej ludzi się do niego przekonuje, pojawiają się coraz to bardziej precyzyjne przepisy prawne oraz coraz pewniejsze rozwiązania. Legislacja prawna nigdy nie wyprzedza trendów. Kiedyś wiele osób mówiło: „Ja bym to wziął, ale nie mogę, bo mi prawo nie pozwala”. W efekcie dopiero w późniejszej fazie pojawiają się nowe regulacje, które umożliwiają korzystanie z usługi. To wszystko wymaga jednak czasu – wyjaśnia pracownik Microsoft.

Jeżeli wymyślimy jakąś innowację, na której zyska i odbiorca, i dostawca, to możemy powiedzieć, że są tylko wygrani. To musi być takie win-win, czyli ma przynosić sukces obu stronom, bo tylko wtedy ma szanse powodzenia. Oczywiście wszędzie może się pojawić jakiś przegrany, jednak to nie cloud jest tego powodem – stwierdza ekspert. Mamy tutaj do czynienia z  żelaznymi zasadami wolnego rynku. Wygrywa ten, kto sprawniej i  szybciej dostarcza daną usługę, a jednym z głównych wyznaczników sukcesu są koszty. Ponadto liczy się również funkcjonalność. Działy informatyczne odpowiadają za wdrażanie technologii, która pomaga  podnieść wydajność w organizacji. Biznes zyskuje na tym, że firma podnosi swoją efektywność i robi to mniejszym kosztem, na czym zyskują zarówno dostawca, jak i odbiorca tego typu usług. Cloud computing ma zatem bardzo solidne podstawy biznesowe, żeby się rozwijać – podsumowuje ekspert. 0


gwarancje dla młodzieży /

Brukselskie déjà vu Kiedy nieco ponad dwie dekady temu rozpadał się Związek Radziecki, wydawało się, że model gospodarczy, w którym każdy ma zagwarantowaną pracę, został w Europie ostatecznie pogrzebany. Nic bardziej mylnego,. Pokazuje to niedawny pomysł Komisji Europejskiej na zwalczenie problemu ogromnej skali bezrobocia wśród młodych. To m a s z D ow b a j

nia Europejska jest instytucją, której prawodawstwo już od dłuższego czasu wzbudza kontrowersje. Swego czasu olbrzymią popularność zdobywały dowcipy o regulacjach prawnych dotyczących krzywizny banana, dopuszczalnego położenia drabiny czy odpowiednich pozycji kur mających stać w klatce pazurami do przodu. Tym, co poza absurdalnością reguł cechuje prawo europejskie, jest paniczne wręcz skupianie się na bezpieczeństwie przy coraz częstszym ograniczaniu swobody i odpowiedzialności obywateli. Ostatnio tego typu inicjatywy nasilają się – po propozycji limitu dopuszczalnej prędkości do 30 kilometrów na godzinę w terenie zabudowanym, Komisja Europejska wpadła na rewolucyjny pomysł walki z bezrobociem, który niefortunnie kojarzy się z centralnie planowaną gospodarką.

U

Lekarstwo groźniejsze od choroby Nowe regulacje europejskiego prawa pracy, zamieszczone w tzw. Pakiecie na rzecz Zatrudnienia Młodych (Youth Employment Package), zostały zaproponowane przez unijnego Komisarza ds. Zatrudnienia, Spraw Społecznych i Włączenia Społecznego, Węgra László Andora, a następnie zaakceptowane przez Komisję Europejską i poparte przez Parlament Europejski poprzez specjalną rezolucję. Projekt zakłada nakazanie państwom członkowskim zagwarantowanie zatrudnienia, szkolenia, lub stażu absolwentom szkół średnich i wyższych, którzy nie ukończyli 25. roku życia, maksymalnie cztery miesiące po ukończeniu przez nich szkoły lub utraty pracy. Sposób wywiązania się z tego zobowiązania został pozostawiony w gestii państw członkowskich, nie są również przewidywane kary za niewypełnienie obowiązku. Pomysł ma być finansowany ze środków zrestrukturyzowanego Europejskiego Funduszu Społecznego, do którego z kolei potrzebne środki miałyby być kierowane z funduszy strukturalnych i funduszy spójności przy współudziale państw członkowskich. Przytoczony projekt jest próbą odpowiedzi na problem dramatycznego bezrobocia wśród młodych Europejczyków. Jest on głównie skierowany do państw południowych, które osiągają w tym aspekcie re-

kordowe wyniki spośród członków Unii, wynoszące nawet ponad 50 proc. pozbawionych zatrudnienia wśród osób poniżej 25. roku życia. Według danych Eurostatu liczba młodych bezrobotnych wynosi około 5,68 miliona na terenie całej Unii, co stanowi ponad 23,4 proc. zainteresowanych podjęciem pracy należących do tej grupy wiekowej.

7,5 mln

tylu Europejczyków pomiędzy 18. a 25. rokiem życia należy do tzw. grupy NEET (not in education, emtrudnionych, nieuczęszczających do szkoły i nieodbywających szkoleń.

ilości pracy osób na początku ścieżki zawodowej, tego typu propozycje spowodują jedynie wzrost obciążeń podatkowych, a więc kosztów przedsiębiorstw, na skutek czego bezrobocie wzrośnie jeszcze bardziej. „Umowy śmieciowe” to kwestia także warta wspomnienia, zwłaszcza że szczególnie mocno dotyka ona naszego kraju. Ze względu na rosnące koszty pracy coraz większa liczba przedsiębiorców oferuje młodym ludziom tylko formę zatrudnienia tego typu, pozbawioną części kosztów związanych ze składkami ubezpieczeniowymi i płatnymi urlopami. W Polsce odsetek zatrudnionych na umowy śmieciowe sięga nawet 44 proc. wśród mężczyzn do 30. roku życia. Z drugiej strony jednak należałoby postawić sobie pytanie, czy praca na tego typu umowach nie jest lepsza od pozostawania na bezrobociu i pobierania zasiłków.

Praca z gospodarki, nie z gwarancji

ployment, or training), czyli niezafot. Clementine Gallot CC

t e k s t:

Socjalizm nie działa Co ciekawe, debatujący nad tą kwestią nie chcą, lub nie potrafią zauważyć, że główną przyczyną takiego stanu rzeczy są akcyzowe wręcz obciążenia fiskalne pracy. Do tego dochodzą nadmierne regulacje i przywileje związane z przynależnością zawodową lub społeczną, a także kosztowne systemy ubezpieczeń społecznych. Wszystko to sprawia, że dla pracodawcy zatrudnianie staje się znacznie droższe niż wynikałoby to z pensji pracownika. Tym samym okazuje się, że organy państwowe podejmują coraz bardziej dramatyczne środki walki z dolegliwością, której są źródłem – cytując Ronalda Reagana – Rząd nie jest lekarstwem z tej prostej przyczyny, że to on stanowi problem. Skoro w obecnej sytuacji rynek nie wchłania tak wielkiej

Brak sankcji za niewprowadzanie w życie postanowień rezolucji każe przypuszczać, że w najbliższym czasie program „Gwarancje dla Młodych” niewiele zmieni. Jednak przy odpowiedniej woli politycznej mogą zostać wprowadzone regulacje naprawdę mocno uderzające w gospodarkę. Przeciwko zrealizowaniu takiego scenariusza przemawiają pojawiające się wśród przedstawicieli unijnej klasy politycznej nieliczne głosy rozsądku. Nie dotyczy to tylko osób o wolnorynkowych poglądach gospodarczych, zgromadzonych głównie w ugrupowaniu Europa Wolności i Demokracji, ale także polityków kojarzonych głównie z lewicowym spojrzeniem na ekonomię, co potwierdzają choćby słowa Nadii Hirsch z Porozumienia Liberałów i Demokratów – Nie chcemy utraty całego pokolenia, ale musimy powiedzieć, że gwarancje dla młodzieży nie mogą oznaczać gwarancji miejsc pracy, bo te tworzy gospodarka. 0

Masz uwagi do autora? A może chcesz napisać swój tekst? Zapraszamy do kontaktu! pig@magiel.waw.pl kwiecień 2013


/ Global Citizen AIESEC-u

Global Citizen - owocne wakacje Choć dopiero kwiecień to warto myśleć już o wakacjach. Mimo natłoku zajęć i pędu do bycia „korpo” powinniśmy znaleźć też chwilę dla siebie. Chwilę, podczas której można byłoby poświęcić czas na coś równie ważnego, jak zdobywanie wiedzy – na samorozwój. Ciekawą opcją do zrealizowania tych ambitnych planów wydaje się być program Global Citizen. R O Z M AW I A Ł :

DA N I E L K R A S I Ń S K I

MAGIEL: Global Citizen- jak opisałabyś to w kilku słowach? AGATA KRAWIEC, WICEPREZYDENT DS. MARKETINGU AIESEC SGH: Global Citizen jest to przede

wszystkim szansa dla młodych ludzi na poznanie siebie i innych. Międzynarodowy program wolontariatu umożliwia zdobycie cennych doświadczeń i wspomnień na całe życie. Jest to okazja na sprawdzenie swoich umiejętności w trudnych warunkach, na poznawanie obcych kultur i ciekawych ludzi.

Global Citizen dzieli się na Culture, Management i World Issue. Czym tak naprawdę różnią się od siebie podane produkty? Taki podział ma ułatwić decyzję aplikantów, którzy często dopytują się, co takiego można robić podczas wolontariatu z AIESEC. Oczywiście, aplikując na wybrany podprogram, można później wyjechać na projekt o innej tematyce, ale deklarując swoje zainteresowanie np. obszarem Management, aplikujący udziela nam informacji, jakie oferty najbardziej go interesują i jakie propozycje możemy mu podsyłać. Culture jest programem praktyk dla ludzi zainteresowanych odkrywaniem i dzieleniem się swoją kulturą. Management skupia się na rozwijaniu umiejętności związanych z następującymi obszarami: marketing, zarządzanie oraz prowadzenie szkoleń i warsztatów. Ostatni produkt, World Issues odpowiada na natomiast problemy, z którymi zmaga się świat takie jak prawa człowieka, środowisko czy ekologia.

Wyjazdy do tak odległych zakątków świata, jak np. Kenia wiążą się z dużym ryzykiem , w jaki sposób dbacie o bezpieczeństwo uczestników? Uczestnicy wyjeżdżając zawsze kierują się do konkretnego Komitetu Lokalnego AIESEC, a nie do kraju, w którym zostają pozostawieni sami sobie. Cały program jest obsługiwany przez jedną organizację, tylko dwie strony – wychodząca i przychodząca są rozdzielone pomiędzy nasze jednostki. Łatwo to wytłumaczyć na przykładzie naszego komitetu- z jednej strony studenci wyjeżdżają z SGH do innych krajów na wolontariaty i praktyki, z drugiej zaś mamy bardzo dużo projektów, w których przyjmujemy praktykantów i wolontariuszy działających na terenie Warszawy. Członkowie AIESEC zawsze służą pomocą i wsparciem, poza tym jest szereg instytucji zajmujących się ubezpieczeniami młodych podróżujących, tak żeby zapewnić im bezpieczeństwo w każdym zakątku świata.

Dlaczego lepiej wziąć udział w Global Citizen, niż wyjechać np. na Erazmusa? Nie ujmowałabym tego w kategoriach lepiej lub gorzej, ponieważ są to dwa zupełnie różne programy. Jedyne, co może je potencjalnie łączyć to wyjazd z kraju, ale w ten sam sposób możemy porównywać Global Citizen i wakacje z rodzicami Erazmus jest programem wymiany studenckiej w Europie. Wyjeżdzający spędzają semestr lub dwa na uczelni w innym kraju wiodąc standardowe życie studenckie. Global Citizen to program, w którym wolontariusz bierze udział przez 6 tygodni (czasem trochę dłużej) i uczestniczy on w jakimś projekcie, a nie uczęszcza na wykłady. Może on wyjechać do 113 krajów na świecie. Za granicą pomaga społeczności lokalnej, uczy języka lub dzieli się wiedzą o kulturze swojego kraju. Bardzo dużo osób wyjeżdża i na Erazmusa i na nasze wolontariaty. Myślę, że jest to związane z wyjątkowym zamiłowaniem do podróżowania i dużą zdolnością do adaptacji w nowym środowisku. Podsumowując – polecałabym i jeden, i drugi program, ponieważ oba, na różny sposób, przyczyniają się do rozwoju młodego człowieka.

28-29

Wolontariusze biorący udział w programie oprócz tego, że muszą zapłacić określoną kwotę (400 zł + koszty transportu), są zmuszeni do znaczącego obniżenia komfortu swojego życia, w takim razie w jaki sposób mogą oni czerpać przyjemność z wyjazdu? Jeśli ktoś chce wyjechać na komfortowe wakacje, może skorzystać z oferty licznych biur podróży. Jeśli zaś ktoś chce pomagać innym i przyczynić się do rozwoju krajów i społeczności, które są nękane licznymi problemami, o których my często nawet nie zdajemy sobie sprawy, myślę, że jest on w stanie poświęcić się i wytrzymać bez klimatyzacji i hotelowego basenu. Nie ukrywamy, że wolontariat nie jest dla każdego i nie obiecujemy również luksusów. A odnośnie opłat, naprawdę jesteśmy organizacją konkurencyjną i ciężko znaleźć lepsze oferty wolontariatów studenckich.

Możesz opisać największe trudności w organizacji tego projektu, interesujące sytuacje, jakie profity dla Ciebie osobiście daje udział w organizacji Global Citizen? Dla mnie największą trudnością jest regularny kontakt z uczestnikami, którzy piszą do nas na wszelkie możliwe sposoby i czasami ciężko jest nadać temu procesowy kształt. Dlatego też powstał program Global Citizen i platforma do aplikacji i komunikacji pomiędzy organizatorami i uczestnikami. Byłam jedną z osób planujących z poziomu narodowego wprowadzenie tej nowej marki i uważam, że będzie to duży krok do przodu, ku poprawie przede wszystkim jakości naszego produktu, jako że jest to rozwiązanie holistyczne, zamykające wszystkie formalności w okresie 21 dni i w jednym „wirtualnym” miejscu.

Na pewno miałaś okazję kontaktu z osobami, które wróciły już z wolontariatu, jakie są ich opinie? Przeróżne. Każdy indywidualnie przeżywa tego typu przygodę, ale większość jest bardzo zadowolona i już planuje kolejne wyjazdy. Wiele osób doznaje szoku kulturowego i jeszcze przez długi czas ma o czym opowiadać podczas imprez i spotkań ze znajomymi. Ponadto wszyscy zgodnie powtarzają: Na pewno będę pamiętał ten wyjazd przez całe życie. Zdarza się, że wyjeżdżający są tak zachwyceni nowym krajem, że nie wracają do Polski.

Jak zachęciłabyś studentów do wzięcia udziału? Podczas każdej promocji zachęcamy studentów do wzięcia udziału w programie podkreślając, że wyjazd taki może być niesamowitą przygodą i że dzięki nam mogą naprawdę poznać kulturę kraju, do którego wyjeżdżają. Global Citizen jest programem umożliwiającym wszechstronny rozwój. Jest to szczególnie ważne zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy opinia społeczna często twierdzi, że młodzi ludzie zatracają się w konsumpcyjnym stylu życia – setki wolontariuszy AIESEC przeczą temu stwierdzeniu i pokazują lepsze oblicze młodzieży. Oblicze kolejnego pokolenia, które chce świadomie kształtować przyszłość i mieć realny wpływ na otaczający je świat. 0

Na wyjazd wakacyjny można aplikować przez platformy: www.globalcitizen.pl oraz www.globaltalents.pl. Zgłoszenia na wolontariat można nadsyłać do 14 kwietnia, a na praktyki do 21 kwietnia.


kultura / Get on the squirrel, sugar there’ man, s noyou’ time re the to explain. answer

Trochę

Kultury

Polecamy: 30 MUZYKA Krótka historia bluesa Muzyczny powrót do przeszłości

42 FILM Big boys on the road Dlaczego wszyscy mężczyźni oglądają Top Gear?

Trudne sprawy M ac i e j S i mm

cena 1. On – właściciel dużego przedsiębiorstwa. Ona – nowoczesna pani domu. Małżeństwo po czterdziestce z dwójką dzieci w tle. On – koszula w kratę, duży brzuch, wąs i okulary. Pobudka o świcie, czarna kawa i kolacja późnym wieczorem. Ona – długie blond włosy, drogie perfumy, markowe ubrania. Do tego obowiązkowo siłownia i fitness, a popołudniu lunch z koleżankami i pokaz mody. Od roku żyją w separacji. On znalazł sobie inną. Wyprowadził się, choć nadal utrzymuje całą rodzinę. Ona, skrzywdzona i samotna, zaciekle walczy o utrzymanie swojej pozycji w towarzystwie. Już nie jest tak łatwo, jak gdy stała u boku biznesmena. Jego firma jest w trudnej sytuacji. On przestaje spełniać jej wszystkie zachcianki. Musi sprzedać dom. Ona nie może się z tym pogodzić. Żyje w innym świecie. Takim, do którego wstęp mają tylko kobiety z wyższych sfer. W końcu przychodzi komornik, biorą rozwód. Ona dostaje nakaz eksmisji. Cięcie! Scena 2. Codziennie przed 14:00 Janusz stara się być już w domu. Wszystko załatwione, można wygodnie usiąść przed telewizorem. Zaczyna od Trudnych Spraw. Potem są Wydarzenia i Interwencja. Janusz lubi oglądać życie innych. To takie proste. Oczywiste. Jego żona właśnie kończy przygotowywać kolację. On zje w towarzystwie Detektywa Malanowskiego. Ona przysiądzie się na

S

Zaczyna od „Trudnych Spraw”. Potem są „Wydarzenia” i „Interwencja”. Janusz lubi oglądać życie innych. To takie proste.

kanapie. Początkowo niechętnie. Już nawet nie liczy na jego uwagę. Kurtuazyjnie uśmiechnie się w reakcji na jego szyderczy śmiech podczas Dlaczego Ja?. Potem położą się spać. Niby razem, a jednak osobno. Cięcie! Scena 3. Dopijam ostatni łyk kawy. Siedzę skulony w kącie kawiarni i ukradkiem zza ekranu laptopa obserwuję ludzi. Właśnie kończę pisać ten felieton. Śmieję się z grupki dzieciaków siedzących we czwórkę nad jednym piwem. Gościu pod ścianą nerwowo zerka na zegarek sącząc sok jabłkowy. Chyba znowu go wystawiła. Śmieję się z człowieka zaglądającego przez szybę. Już chciał wejść do środka, ale coś go odwiodło z powrotem. Nagle delikatna muzyka gwałtownie się zatrzymuje. Rozlega się ich gromki śmiech. Twarze wszystkich zwrócone są w moja stronę. Cięcie! Scena 4. Podobno, gdzieś daleko, jakieś 50 tysięcy kilometrów nad naszymi głowami mieści się całkiem przyzwoity hotel. Gości przy drzwiach wita biało odziany kamerdyner. Pokoje są bardzo przytulne. Prowadzą do nich długie, jasne korytarze. Gdzieś na dwudziestym szóstym, a może dwudziestym siódmym piętrze, jest jeden pokój, w którym mieszka szef hotelu. Widok z okien tego pokoju jest niesamowity. Obejmuje całą ziemię. Ale na daremno możesz pukać do drzwi. Tylko jak przystawisz ucho – usłyszysz głęboki, basowy śmiech. Cięcie! 0

kwiecień 2013

fot. Maria Toczyńska

35 KSIĄŻKA Kwiecień – miesiąc książki Rozmowa z Arturem Wolskim, założycielem Grupy Entropia Słowa


/ blues blues blues “Blues is easy to play, but hard to feel” Jimi Hendrix

Krótka historia bluesa lu Suits? Ha, nie są to bynajmniej rzeczone garnitury. Jest to coś czego ciężko spodziewać się po ludziach tego pokroju – miłość do muzyki, która opowiada o zmartwieniach odległych od obu tych panów - bluesa. T E K S T: T E K S T:

A d ria n S zorc M I E TO S T R Z E L EC K I

róba odnalezienia korzeni tej osnutej obecnie tajemnicą muzyki nie jest prosta. Ustna tradycja charakterystycznych śpiewów wiązana jest jednakowoż głównie z kulturą zachodniej Afryki i środowiskiem niewolniczym Stanów Zjednoczonych w XIX wieku. Wskazuje na to ważna rola instrumentów strunowych (np. banjo, na którym grało się, zanim gitary stały się modne), czy też rola poety-śpiewaka w tamtejszym społeczeństwie. Bezpośrednim poprzednikiem bluesa wydają się być tzw. worksongs i field hollers – proste, rytmiczne pieśni śpiewane przez czarnoskórych niewolników na polach bądź przy brzegach Missisipi. Rytmiczne nucenie przy zrywaniu bawełny nie dość, że ułatwiało pracę, to również zwiększało jej efektywność, popychając do pracy co leniwszych robotników. Murzyn, który śpiewa, jest dobrym murzynem. – tak wg Francois Postifa wyglądał światopogląd ówczesnych strażników nadzorujących plantacje.

P

Dzieciństwo Jak wyglądała codzienność ówczesnych niewolników żyjących na terenie tzw. The Black Belt (od wschodnich terenów Teksasu, przez Luizjanę, Missisipi i Alabamę, aż po Karolinę Południową i Północną)? Mieszkali oni w skleconych z byle czego lepiankach stawianych blisko pól – miejsca, gdzie spędzali całe dnie, pracując. Warunki do życia prezentowały się fatalnie: wielodzietność, cudzołóstwo (ciemnoskórzy nie mogli brać ślubów) i przede wszystkim pijaństwo. Alkohol z przemytu był tani, ale prym

30-31

wiódł tzw. Moonshine – wyrabiany ze zboża samogon zwany często duszą bluesa. Już Ma Rainey w 1923 r. śpiewa o nim Moonshine Blues. To, że blues stał się dominującą muzyką wśród czarnej mniejszości, nie znaczyło bynajmniej, że można go było usłyszeć inaczej niż na żywo. Dopiero w latach dwudziestych zaczęto zdawać sobie sprawę z potencjału tej muzyki, a śpiewaczki takie jak Ma Rainey (zwana matką bluesa) czy Bessie Smith zdobyły popularność. Występując w trupach artystycznych wędrujących przez południe Stanów Zjednoczonych przyciągały swoimi magicznymi głosami szerokie rzesze słuchaczy, a nagrania przy akompaniamencie muzyków takich jak Louis Armstrong sprzedawały się w tysiącach egzemplarzy.

Missisipi Delta Blues Opowiadając o bluesie nie sposób nie wspomnieć o delcie Missisipi. Dlaczego akurat ona? W Memphis znajdowało się regionalne centrum nagrań, gdzie wędrowni artyści przyjeżdżali nagrywać swoje piosenki, do tego trzeba dodać działalność Henrego Speira, lokalnego łowcy talentów, a także bogate zróżnicowanie kultur mieszających się akurat w tym regionie. Pierwszym przedstawicielem bluesa Delty jest niewątpliwie Charles Patton, o którym wiadomo mniej więcej tyle, że prowadził życie prawdziwego bluesmana grając co dnia w innej plantacji za kawałek chleba i dach nad głową. Co ciekawe, jak na taki styl życia pozostawił po sobie zadziwiająco wiele nagrań. Zaś gdy zmarł w 1934 r., pałeczkę króla Delty przejął Son House. To, co przykuwa ucho słuchając House’a, to jego

niezwykły, niski głos, który przenikając do nas po prawie stu latach od momentu nagrania sprawia, że dostajemy gęsiej skórki. Po docenieniu tych dwóch wielkich muzyków pozostaje już tylko powiedzieć, że ich główna zasługa to jednak powołanie do życia Roberta Johnsona, ucznia Hous’a, który od początku kariery jest podejrzewany o zaprzedanie swej duszy diabłu w zamian za niezwykły talent gry na gitarze. Muzyczna spuścizna Johnsona każe podejrzewać, że coś w tym może być, jednak inspirację następnych pokoleń muzyków i pozostawienie za sobą takich skarbów jak Sweet Home Chicago przypiszmy jednak Robertowi. Niestety wszystko, co pozostawił za sobą, było efektem jedynie dwóch sesji nagraniowych (w 1936 i 1937 r.), gdyż następnej nie dożył, otruty w wieku dwudziestu siedmiu lat przez zazdrosnego męża w 1938. Właśnie dlatego historia zapamiętała go nie tylko dzięki muzyce, ale również jako archetyp bluesmana – skazanego na zagładę geniusza, zabitego młodo przez demony burzliwego życia, które prowadził. Inne ważne nazwiska związane z deltą Missisipi to: Fred McDowell, Tommy Johnson oraz Skip James.

Urbanizacja Tymczasem w Stanach Zjednoczonych zapanowała Wielka Depresja (szacuje się, że sprzedaż płyt w 1932 r. stanowiła ok. 5 proc. sprzedaży z 1927 r.). Końca dobiegła w ten sposób również era regionalizacji bluesa, skupionego wokół mniejszych lokalnych ośrodków. Nastał czas wielkich aglomeracji takich jak St. Louis czy przede wszystkim Chicago. Muzyka stała się zwierciadłem sytuacji imigran-

Fotografia: Heinrich Klaffs, CC

Co łączy najważniejszego człowieka świata – Baracka Obamę z archetypem korposukcesu, Harvey Specterem z seria-


tu też blues /

Echa wojny Druga wojna światowa odcisnęła swoje piętno na całym ówczesnym świecie, nie oszczędzając niczego, łącznie z bluesem. Tak się jakoś złożyło, że utracił on swą wcześniejszą popularność. Nie przeszkodziło to objawianiu się nowych talentów takich jak Lightnin’ Hopkins, pochodzący z Houston w Teksasie – hazardzista, egocentryk, a przy tym znakomity gitarzysta i poeta grający w charakterystyczny dla swoich stron sposób. Następną ważną postacią, która reprezentowała z kolei deltę Missisipi jeśli chodzi o muzyczne dziedzictwo i Detroit jeśli chodzi o geograficzne, jest John Lee Hooker. Pomimo że styl, który reprezentował, był już zupełnym anachronizmem, Boogie Chillen jego autorstwa stało się jednym z pierwszych powojennych hitów.

Słodki dom Chicago Blues chicagowski zaczyna się (i w pewien sposób również kończy) od jednego człowieka – Muddy Waters, bo o nim mowa, w sposób oczywisty inspirował muzyków od Chucka Berrego do Rolling Stonesów (ich nazwa pochodzi zresztą od jednej z jego pierwszych piosenek). W jego zespole grali m.in. Little Walter (wirtuoz harmonijki ustnej), Jimmy Rogers, Otis Spann czy James Cotton (wszyscy warci sprawdzenia!). Ponadto dzięki Muddy’emu powstał charakterystyczny bluesowy skład zespołu, na który składają się dwie gitary, pianino, bas, perkusja oraz harmonijka i/lub dęciaki. Pisząc o tym, że Waters jest królem bluesa ery Chicago, należy pamiętać, że jest on również gitarzystą pochodzącym z Missisipi, którego głównymi inspiracjami są wspomniani wcześniej Son House i Robert Johnson. Nie należy również zapominać o kimś, kto w tym samym czasie bez ogródek stwierdził: I’m the king, I’m the king, I done tole you all, I’m the king of the blues. Tym kimś jest Howlin’ Wolf, o którym

mówi się, że był personifikacją duszy bluesa. I chociaż jego muzyka była bluesowo klasyczna, to nikt nie wykonywał jej tak jak on. Na scenie zawsze był w centrum uwagi, grając i śpiewając w unikalnym stylu właściwym jedynie sobie. Na marginesie wspomnę jeszcze tylko o Sonnym Boyu Williamsonie II, który wprowadził Wolfa w świat harmonijki ustnej, a twórczość jego samego również powinno się znać.

B jak król Skoro już jesteśmy w temacie królów, pozostaje jeszcze postać, której zawdzięczamy to, jak blues brzmi dzisiaj. B.B. King. To jego charakterystyczna gitara przychodzi dziś na myśl, gdy myślimy o tej muzyce. To ten styl inspiruje współczesnych muzyków. Przypadek B.B jest o tyle ciekawy, że ten urodzony w 1925 r. w (a jakże) Missisipi muzyk sam do perfekcji opanował czerpanie tego, co najlepsze od innych, i tworzenie w ten sposób własnego niepowtarzalnego dziedzictwa. Duży wpływ na to ma początek jego kariery związanej z muzyką – praca w usytuowanym w Memphis radiu. Jako jego główne inspiracje można wymienić T-Bone Walkera (uważany za najbardziej niedocenionego bluesmana historii), ale również szerokie spektrum innych artystów, takich jak Frank Sinatra, Count Basie czy Nat King Cole. B.B. wziął to wszystko i dzięki swemu talentowi stworzył dźwięk, na którym gry na gitarze uczył się będzie np. Eric Clapton. Aha, Buddy Guy, wydając swoją pierwszą płytę, bał się pozwu ze strony B.B. Kinga oskarżającego o plagiat. Upiekło mu się, a teraz też jest legendą.

Bielszy odcień bluesa Nie ma chyba innej muzyki tak ściśle powiązanej z kolorem skóry, jak blues. Jego etniczność

– jako nieodłącznego produktu kultury czarnych, narzuca również jej pierwszeństwo. Wielu ekspertów utrzymuje, że nawet w warstwie stricte instrumentalnej biali nie powinni parać się jego wykonywaniem, gdyż to nie ich filiżanka herbaty. Zostawiając na boku ten po części usprawiedliwiony szowinizm kulturowy, przedstawię paru muzyków, bez których świat (również bluesa) byłby gorszym miejscem. Aby jednak tego dokonać znów cofnę się do początku lat 60., gdzie wśród zniecierpliwionej miałkością muzyki mainstreamowej białej młodzieży pojawia się The Paul Butterfield Blues Band, a potem wykonawcy tacy jak Grateful Dead, Canned Heat, The Allman Brothers czy Janis Joplin, którzy łączą tradycję bluesową z soulem czy psychodelią. Niedługo potem popularność zyskują ludzie instytucje pokroju Erica Claptona, Stevie Ray Vaughana czy Johna Mayera (który być może nie jest typowym bluesmanem, ale wspólnych występów z B.B. Kingiem czy Buddym Guyem niejeden hejter może pozazdrościć).

Na koniec Bluesa warto słuchać. Chociaż sam póki co odwlekam moment, gdy na dobre odpłynę słuchając kilkudziesięcioletnich nagrań do czasu, gdy będzie mnie stać na dobry gramofon. Póki co pozostaje cieszyć się bogatymi zasobami Spotify i czasem obejrzeć The Blues Brothers Johna Landisa czy O Brother, where art. Thou? braci Coen. Poza tym serdecznie polecam wszystkich wymienionych w powyższej historii artystów – każda postać, która się tu pojawiła, z pewnością na to zasłużyła. Naprawdę, zamiast słuchać smętnych popłuczyn popkultury, którymi raczy nas teraz przemysł muzyczny, wróćmy do czasów, gdy muzyka znaczyła coś więcej. 0

Fotografia: H. Tees, CC

tów w mieście. Ludzie oczekiwali też czegoś więcej niż osobistego biadolenia. Śpiewak musiał tam nie tylko jasno i zwięźle wyrażać wspólne problemy, lecz w jakimś sensie próbować poddawać je analizie i wyciągać wnioski (Charles Keil). Właśnie w Chicago swój sklep miał pan Lester Melrose, który pomiędzy 1934 r. i 1951 r. praktycznie rządził przemysłem bluesowym. Jego bliskie więzi z królami bluesa tamtych lat doprowadziły do tego, że nagrywał on 90 proc. rzeczy wypuszczanych przez wytwórnie Columbia i RCA. Najważniejsi z owych królów to: Tampa Red (gitarzysta), Big Macao (największy obok Otisa Spanna bluesowy pianista), Big Bill Broonzy (również pianista), czy John Lee „Sonny Boy” Williamson (pierwsza gwiazda grająca na harmonijce). Właśnie ci artyści szczególnie naznaczyli scenę bluesową tamtych lat, dając podstawy tego, co powstało potem jako styl chicagowski.

Plantator ze swoimi zbieraczami bawełny, West Point, Missisippi, 1908r. kwiecień 2013


/ starenowe hity

Fot.: Tengilorg, CC

Zmiksowany jazz, czyli po co tworzyć, skoro można przetworzyć. T E K S T:

Kon r a d ob i dosk i

statnimi czasy wielu artystów zabrało się za jazz. W ciągu ostatnich kilku lat różni wykonawcy zdobyli popularność, fanów, a także zaskarbili sobie przychylność krytyków (chociaż jak wiemy, zdanie tych ostatnich wcale nie musi interesować wziętych muzyków). Mowa tu oczywiście o rodzaju, który w mediach został określony jako „future-jazz”, charakteryzujący się użyciem brzmień elektronicznych i większą ilością improwizacji całego zespołu. Rozwój tego nurtu wyodrębnił zróżnicowane podejścia i sposoby tworzenia, ale wszystkie można wrzucić do worka z etykietą „nu-jazz”, to znaczy połączenie klasycznej formy z elementami zupełnie odrębnych stylów.

O

Od początku Jeśli przyjrzymy się historii, sięgającej raptem, a może aż sto lat wstecz, zobaczymy, że jazz rozwija się przez cały ten okres. Powstał przez zlanie się etnicznej muzyki czarnoskórych niewolników z elementami pieśni i psalmów religijnych wywodzących się z Europy, a także z muzyką rozrywkową. Wszystko to spotkało się na gruncie amerykańskim, zostało nazwane w 1916 roku hałasem – „jass”, a później rozwinięte przez pierwszych wykonawców takich jak Louis Armstrong, Scott Joplin czy Joe „King” Olivier. Od lat trzydziestych była to najczęściej wykonywana muzyka na świecie, której popularność przyćmiły dopiero początki rock n’ rolla i pierwszego króla popu, Elvisa Presley’a. Niemniej jednak, różne jazzowe style jak bepop, cool jazz, hard bop i w końcu free jazz ciągle były obecne na estradach. Po osiągnięciu tak luźnego kształtu jak free jazz, główny gatunek podzielił się na mnóstwo nowoczesnych, drobnych pod – gatunków. Skąd ta obecna popularność mainstreamowa? Jej źródła doszukiwać się można w dzisiejszym nacisku na indywidualizację jednostki oraz znacznie

32-33

większej przystępności formy jaką mają współczesne gatunki nawiązujące do jazzu. Wielu „nonkonformistów” zaczęło się nim interesować z powodu niewielkiego udziału w kulturze masowej i domniemanej elitarności. Artyści zaczęli tworzyć muzykę składającą się z odpowiednich harmonii oraz odpowiednio stylizowaną. Natomiast często brakuje w niej niebanalnych melodii. Na pewno nie znajdziemy tam połamanych i ambitnych wartości rytmicznych, ale wyraźny beat. Do muzyki trzeba wszak tańczyć, lub chociaż się kiwać, żeby miała szansę pojawić się w klubach i zyskać szersze grono słuchaczy. Nie jest to negatywna ocena, ale wyraźne wytknięcie popkulturze odarcia klasycznego jazzu z właściwej mu złożoności. Chociaż kto wie, może dzięki temu wiele osób zainteresuje się jazzem jako takim?

Taneczna teraźniejszość Dzisiejsi twórcy czerpią z dawnych wzorców pełnymi garściami. Niektórzy zupełnie bez skrupułów wykorzystują stare piosenki w całości, tylko je miksując. Niektórzy wnoszą sporo od siebie, chociaż podstawa muzyczna jest ta sama. Przykładem godnym wspomnienia może być projekt Mononome. Każdy utwór jest złożeniem najróżniejszych fragmentów dawnej twórczości, do której nikt już nie posiada praw autorskich oraz dodanych przez autora mocnych rytmów na perkusji i klimatycznych linii basowych. Mieszanka, która wyszła z takich składników brzmi naprawdę rewelacyjnie i warto znaleźć ją na portalu YouTube, ponieważ nie doczekała się jeszcze wersji albumowej, chociaż domniemać można, że to tylko kwestia czasu. Słucha się doskonale, chociaż jeśli jesteś fanem aktywnego słuchania muzyki, możesz się zawieść przez monotonny minimalizm i niewielkie zróżnicowanie utworów. Są też artyści, którzy czują się zupełnie swobodnie w dwudziestym pierwszym wieku, ale wracają

do korzeni gatunku i wychodzi im to zadziwiająco dobrze. Istnieje grupa, która odniosła międzynarodowy sukces swoją płytą Tonight Josephine, stylizowaną na szalone lata trzydzieste i czterdzieste. Tape Five, bo tak nazywa się ta formacja, nie używa w swoich swingowych dziełach elementów brzmień dawnych idoli, a raczej inspiruje się nimi, by pisać melodie z nieco bardziej nowoczesnym „feelem”. Kompozytor i producent Martin Strathausen korzysta z talentów szerokiej rzeszy muzyków i jeszcze szerszej wokalistów, żeby tworzyć ten sam klimat bez powtarzania schematów i nie zanudzając słuchaczy. Wreszcie, są twórcy, którzy komponują zupełnie nowoczesną wersję jazzu, który świetnie nadaje się na imprezy i koncerty, gdzie ludzie przychodzą się przede wszystkim bawić i tańczyć. Bardzo popularnym artystą jest obecnie Parov Stelar, a dokładnie Marcus Füreder, Austriak tworzący nowoczesną muzykę elektroniczną, która opiera się właśnie na podstawach jazzowych, inspiracjach zaczerpniętych z pierwszej połowy dwudziestego wieku.

Co dalej? Każdy wspomniany wykonawca i styl bez cienia wątpliwości zasługuje na swoją popularność i sukces, jaki osiągnął. Ale czy nie warto pomyśleć, co dzieje się przez to z klasycznym jazzem, który jest nieporównywalnie bardziej wymagającą i wartościową muzyką? Tomasz Łosowski, jeden z najwybitniejszych polskich perkusistów jazzowych, powiedział kiedyś w wywiadzie, że jeśli raz nie zagra koncertu, to niemal nie ma co dać dzieciom jeść. Wiadomo, że muzyka jest produktem rynkowym i wygra tylko ta, która zdobędzie wystarczająco dużą rzeszę fanów płacących za koncerty i płyty. Można mieć tylko nadzieję, że nowoczesna odsłona tego gatunku zainspiruje ludzi do zagłębienia się w klasyczny jazz i jego początki. 0


Nie da się ukryć, że w ostatnich latach płyty zespołów

tane przez sporadyczne eksperymentalne trzaski, Counting

tagowanych jako lo-fi pojawiały się na rynku muzycznym jak

również każe przypuszczać, że cała płyta okaże się sukcesem.

grzyby po deszczu. Zdawać by się mogło, że w tej materii po-

Niestety tak się nie dzieje. O ile w poprzednich utworach wokal

wiedziano, czy może raczej wyśpiewano, już wszystko.

śnie irytujący. Na szczęście to tylko chwilowy spadek formy,

Arthur Ashin, ukrywający się pod pseudonimem Autre ne

bo w następującym Ego Free Sex Free Autre ne Veut raczy nas

Veut, nagrywając swoją drugą płytę Anxiety. Tytuł jest ade-

nie tylko ciekawą aranżacją, ale także dużą ekspresyjnością

kwatny – cały krążek nasycony jest obawami i niepokojem,

i melodramatycznym śpiewem. Kolejne utwory są raczej spo-

czy to wyrażonym bezpośrednio poprzez teksty, czy też za

kojnymi i stonowanymi melodiami, jak np. A Lie czy Gonna Die.

pomocą oprawy muzycznej. Dokonania Ashina muzyczni eksperci klasyfikowali jako

Software

syntezę R&B i synthpopu. Nie da się zaprzeczyć, że siłą Au-

Promises) słucha się go z przyjemnością. Dużą w tym zasługę

tre ne Veut jest niesamowity ładunek emocji towarzyszący

ma jego różnorodność – słuchając Anxiety można zarówno od-

od początku do końca płyty. Anxiety otwiera znakomite Play

dać się zadumie, jak i potupać rytmicznie nóżką. Opowiadając

by Play, które ma szanse stać się jednym z najlepszych singli

o minionych miłościach, lękach i stracie bliskich, Ashinowi uda-

roku. Klimatyczne chórki i chwytliwa melodia powodują, że

ło się nagrać album bardzo osobisty i autentyczny, a przez to

utwór ten nuci się pod nosem przez cały dzień.

niezwykle wzruszający, a to już niemałe osiągnięcie.

Kolejne, niezwykle udane, acz trochę chaotyczne i poharaLubię skandynawską muzykę. Owiana pewną mgłą ta-

a efekty elektroniczne subtelnie wyważone. Woman nie jest po

jemniczości, której dziś tak bardzo brakuje w popkulturo-

prostu płytą, to zarówno psychiczne, jak i fizyczne przeżycie,

wym kiczu, pozwala na całkowite zanurzenie się w zupełnie

pełne seksualnego napięcia i olbrzymiej energii, która odsłania

innym wymiarze. Dlatego, kiedy po raz pierwszy usłyszałam

się wraz z wgryzaniem się w kolejne kompozycje. Teksty, choć

Rhye, pomyślałam, że na pewno mają jakiś związek z daleką

proste, obrazują istotę romantycznej przygody i są doskonale

północą.

dopasowane do muzyki. Rhye dokładnie wie gdzie postawić

W pewnym sensie, miałam rację. Bo choć grupę tworzą dwaj

kropkę, a gdzie przecinek, gdzie zwolnić, a gdzie w ogóle za-

panowie z Los Angeles, Mike Milosh i Robin Hannibal, to właśnie

milknąć, po to, by słuchacz mógł zrozumieć istotę melodii

w Kopenhadze zaczął się ich związek. Początkowo tajemniczy

leniwie wypływającej z Woman. Dystans i napięcie budowane

zespół z wokalem, do złudzenia przypominającym kobiecy,

od pierwszego do ostatniego utworu są jak magnes – wabią

wszystkie karty ujawnił dopiero kilka miesięcy po debiutanc-

i odpychają jednocześnie. Chcemy poznać tę Kobietę, obawiając

kim singlu Open. Tak narodził się Woman, neo-soulowy album,

się jednak, co z tego spotkania wyniknie.

idealny dla miłośników Sade czy The xx, ale przede wszystkim dla tych, którzy w muzyce cenią sobie intymność.

Pewnie zabrzmię dość ordynarnie, kiedy stwierdzę, że zakochałam się w Woman, ale przecież ten album jest właśnie

Woman jest esencją kobiety w pełnym tego słowa znacze-

o miłości. Pokazując cały wachlarz emocjonalnych uniesień

niu. Każdy z dziesięciu utworów potrafi wzruszyć i rozkochać,

w minimalistyczny sposób, udowadnia trywialną prawdę

ale też zaintrygować i wzbudzić fascynację. Tego albumu nie

– największe szczęście jest najprostsze do zdobycia. A Rhye

da się ocenić kryteriami dostępnymi w słownikach. Nie sposób

powstali właśnie po to, żeby nam to szczęście dać – osnute

bowiem w słowach oddać atmosferę, jaka wytwarza się w cza-

pewnym niedopowiedzeniem i pożądaniem. Aż nie chce się

DA G M A R A R O D E

xxxxy

wierzyć, że Panowie nie są z Islandii.

Milosha. Każdy dźwięk zdaje się być dokładnie przemyślanym,

ocena:

sie 40 minut, kiedy wręcz wtulamy się w hipnotyczny wokal

O.S.T.R. & Hades HAOS

Asfalt Records

Anxiety to materiał solidny, konsekwentny i wbrew pozorom bardzo przemyślany. Mimo słabszych momentów (jak np.

A G ATA S E R O C K A

xxxxy

Autre Ne Veut Anxiety

Ashina był intrygujący, tak w Promises jego falset jest niezno-

Niewątpliwie innego zdania jest 30-letni nowojorczyk

ocena:

x x x yz

ocena:

recenzje/

Rhye Woman

Republic Records

Na ulicach zapanował haos. Jak donosi wytwórnia Asfalt-

się Killing Skillz, Drumlinaz i oczywiście sam Ostrowski. Bity

płyta, która wyszła jej nakładem 26 lutego bieżącego roku,

są naprawdę świetne - brzmią jak amerykańskie. Wystarczy

już w pre-orderze osiągnęła status złotej. Przypadek? Nie do

chociażby posłuchać Ona i Ja, Mam Dość czy Powstrzymać Cię.

końca. Kolaboracja świeżości z długoletnim doświadczeniem

Drugi tytuł szczególnie zapadł mi w pamięć, gdyż brzmi jak pro-

zazwyczaj prowadzi do ciekawych wyników. Współpraca

dukcja DJ-a Premiera, z tym że cuty pochodzą od Haema i Keb-

weterana polskiej sceny O.S.T.R-a i solowego nowicjusza Ha-

sa. Ostry, aby jednak przypomnieć nam o rodzimych projektach,

desa o której mowa, wnosi coś spektakularnego do naszych

wrzuca zabawne skity pochodzące z polskich bajek i filmów.

słuchawek. Z jednym małym wyjątkiem – nie ma tu przesady.

Jeśli chodzi o warstwę liryczną, Panowie po prostu wymia-

Często w tego typu projektach artyści przesadzają z pomy-

tają. Hades ze swoim energicznym i kwadratowym flow rozwi-

słowością i dlatego wielu fanów nie do końca akceptuje ich

nął się pod okiem mentora, jakim jest Ostry. Obydwaj rzucają

nowy koncept. Tu natomiast widać, że Ostry i Hamas nale-

pełne przemyśleń wersy, czasem klnąc jak szewcy, aby w pełni

życie oddali szacunek nam, słuchaczom, pozostając sobą.

oddać emocje i buntować się przeciwko realiom dzisiejszego

Myślę, że pomysł stworzenia HAOS–u nie był spontaniczną

zepsutego świata i powodując regularny bonkers w naszych

decyzją, a wynikiem paruletnich rozmów i przemyśleń. Oby-

mózgach. Tematyka może czasem oklepana, jak chociażby

dwaj Panowie połączyli swoje charakterystyczne style, dając

nawiązanie do starego Nowego Jorku czy porównanie Hip-

nam mieszankę wybuchową.

Hopu do kobiety, jednak robią to na swój sposób, a to się ceni.

Na płycie z Hadesem O.S.T.R. chce ewidentnie wynieść brzmienie polskiego rapu na nowy poziom. Produkcją zajęli

12 kwietnia koncert w 1500m2. Czy Wy też tam będziecie?

PAT R I C K R A D E C K I

kwiecień 2013


/ Jacek Kaczmarski Pół kilo szmaty poproszę.

Wspomnienie po poecie Tłumacz no się teraz, poeto, że nie miałeś na myśli tego, tylko coś innego! (z rozmowy z M. Spychalskim pt: Zrozumiałem, że jestem na zachodzie, „Brulion” 1999) Sebastian Makaruk

acek Kaczmarski, urodzony 22 marca 1957 roku w Warszawie, był twórcą niesłychanie utalentowanym, złożonym, o wysokim poczuciu artystycznej estetyki. Był poetą estradowym, mimo towarzyszącej mu ascetycznej aranżacji muzycznej (gitara) i  często skomplikowanym wierszom niedającym się rozszyfrować bez obszernej w  danej dziedzinie wiedzy. A  dziedzin tych w  kręgu zainteresowań Kaczmarskiego było kilka, każda z nich przemierzona przez artystę wzdłuż i  wszerz. Jednak wrażliwość i  specyficzny odbiór sztuki nie wzięły się znikąd. Kaczmarski już jako kilkuletni chłopiec porozumiewał się ze swoimi rodzicami krótkimi wierszami, w których dzielił się z nimi doznaniami dnia powszedniego i dziecięcymi przemyśleniami. Działo się tak dlatego, że wychowywany był przez dziadków, którzy zostali obarczeni opieką nad wnukiem, a rodzice – artyści – nie znajdując czasu na tak poważny obowiązek, jedynie odwiedzali swoją pociechę. Choć nie popisali się na polu wychowawczym, to poniekąd „odpokutowali” to zaniedbanie opiekując się artystycznym kształceniem syna. Ojciec – malarz – był dla niego pierwszym „recenzentem i redaktorem” tekstów, z matką natomiast pozostawał „blisko w sprawach sztuki”. Anna Trojanowska-Kaczmarska opisywała obserwowanego przez siebie małego Jacka, co pozwalało jej snuć różnorakie wnioski dotyczące koncepcji o potrzebie spontanicznej działalności plastycznej dzieci, czym się zajmowała. Bezprecedensowy „barter” chyba przyczynił się do napędzenia machiny twórczej, która wydała na świat ponad 600 piosenek autorskich, a także kilka książek, wśród których Autoportret z kanalią w tle zajmuje miejsce honorowe. Machina ta mknęła twórczą ścieżką aż do nocy z 9 na 10 kwietnia 2004 roku, kiedy to – pozostawiwszy bogaty dorobek – po walce z  okrutną chorobą przestała pracować już bezpowrotnie.

J

Heros okradziony z pieśni Historia Murów, najbardziej znanego utworu Jacka Kaczmarskiego, jest materiałem na książkę. Powieści co prawda brak, ale istnieje opowiadanie, które znaleźć można w  publikacji pod tytułem Zostały jeszcze pieśni… Tam też Filip Łobodziński (jeden z autorów) zawarł tekst Moja osobista historia murów, który wspaniale rozwija i pokazuje czytelnikowi istotę przewrotności, czyli tego, co pokrótce te-

34-35

raz opiszę. Kataloński bard, Lluís Llach, w proteście wobec reżimu generała Franco, napisał pieśń wyzwoleńczą o tytule Pal (1968). Pieśń, którą w przełomowym momencie (rok 1969) Katalończycy wykonali za swojego barda, na którego cenzor nałożył zakaz wykonywania utworu za zbyt antysystemowe słowa. Do muzyki przyczepić się nie było jak (bo o co?), toteż wściekły tłum śpiewał, a ich bard grał i łzawo spoglądał na rozpalonych ludzi. Rozwście-

fot. Paweł Plenzner, CC

T e k st:

czony cenzor nie upilnował sprawy, a  na dobitkę otrzymał kilka lat później inny utwór tego samego twórcy (Cisza) ze słowami: Bo to dzięki wam cisza w słowa się zmienia. Niezwykłą katalońską historię wziął na warsztat, dzięki pomocy znajomym na Wydziale Iberystyki Uniwersytetu Warszawskiego, młody warszawski poeta i  fan Włodzimierza Wysockiego – Jacek Kaczmarski. Polak, będąc wychowywanym przez dziadka – zaangażowanego komunistę, odczuwał rodzaj strachu do ruchu masowego, który miewał miejsce na koncertach Llacha. Swoje odczucia opisał w utworze Mury wchodzącym w skład programu o tej samej nazwie, przygotowanego finalnie w 1979 roku w Teatrze Na Rozdrożu. Spektakl wykonywał razem z Przemysławem Gintrowskim i  Zbigniewem Łapińskim. Publika zawsze pełna, brakowało miejsc. Mury kończą

się bezwzględnie dla śpiewaka – bohatera piosenki. Okradziony przez tłum z  pieśni, zostaje sam. A mury rosną, rosną, rosną…

Prawdziwy Kaczmarski To ciekawa postać, ale jakby stale zamglona, przygnieciona poczuciem własnego niespełnienia, rozdarta między narodową powinnością, a tęsknotą za jej przekroczeniem. (…) Oczekiwanie odbiorców wpychało go w jedną rolę, piewcy „Solidarności”, który miał zagrzewać do walki i krzepić serca. (…) I on trzepotał się w tej matni, marząc o artystycznym dystansie, a fakt, że był adorowany, jeszcze to utrudniał. Ten cytat Bronisława Wildsteina (rozmowa-rzeka pt.: Niepokorny), który znał się z poetą, najlepiej oddaje tragizm tej postaci. Bo cóż z  tego, że można napisać fantastyczną pieśń, jak Ballada wrześniowa, kiedy pisze się ją nie do końca z własnej woli? Cóż z tego, że jest się znanym, ale nie z tego, z czego być znanym się powinno…? Jacek Kaczmarski oczywiście był za młodu buntownikiem, a biografia autorstwa Krzysztofa Gajdy (To moja droga) obfituje w cytaty z donosów i raportów na autora Źródła. Aparat komunistyczny bladł, kiedy widział, jak ten młody i silny chłopak gra Obławę czy Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego trwożąc słuchaczy krzykiem, a  przede wszystkim przekazem. Zresztą Kaczmarski ponoć nie przebierał w słowach i na koncertach zdarzało mu się zrugać komunistyczny system poza artystycznymi metaforami, co skrupulatnie odnotowywali agenci bywający w jego pobliżu.

Historia, malarstwo, religia Wszystkie wyżej wymienione rozdziały są ważne w twórczości Jacka Kaczmarskiego. Trudno cokolwiek napisać o piosenkach odnoszących się do obrazów Vermeera, Starego Testamentu czy całej tradycji sarmackiej – na ten temat powstały książki, eseje, prace doktorskie. Traktują one w pewien sposób o  tym, jak głęboko i  namiętnie zaangażowany był Kaczmarski w wiele dziedzin wiedzy i sztuki. Jednym z moich faworytów wśród tego rodzaju utworów jest wiersz Mistrz Hieronimus van Aeken na podstawie obrazu Holendra Hieronima Boscha, a dotyczy on wyobrażeń o ukochanym przez wyzwolone społeczeństwa chaosie zwanym wolnością, który ma gwarantować wolność od zasad, od nakazów wiary, od samych siebie wreszcie. 0


wywiad z Arturem Wolskim /

Kwiecień - miesiąc książki Skoro wiosna, ciepło, przyjemnie to warto usiąść na ławce z ulubioną książką, a przy okazji kogoś poderwać... Z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich wywiadu dla MAGLA udzielił Artur Wolski, założyciel Grupy Entropia Słowa i miłośnik oraz promotor czytelnictwa. R ozmawia ł a : M I L ENA BU S Z K IE W I C Z MAGIEL: Arturze, opowiedz proszę o najnowszym projekcie. ARTUR WOLSKI: Czyli o  Książce na podryw? To jest

ki. Tym samym pokazali, że literatura faktycznie jest ważnym elementem w budowaniu sympatycznej relacji: przyjaźni, koleżeństwa czy wręcz tej miłosnej, pełnej namiętności. Poświęciliśmy temu wiele pracy i wysiłku. Zarówno Entropia Słowa, Audioteka, ale i Ambasadorzy Słowa wykonali porządnie swoją pracę. Naprawdę podziwiam, że udało się nam to wszystko spiąć, nagrać, zdobyć prawa itd. Rzeczywiście dobre rzeczy nie mogą powstawać w ciągu pięciu minut, to jest trochę jak z procesem zakochiwania. Zakochujemy się natychmiast, natomiast bycie w związku trwa nieustannie.

taki pomysł, który zrodził się dość dawno. Spotkaliśmy się kiedyś z  Marcinem Beme i  doszliśmy do wniosku, że trzeba byłoby wymyśleć jakiś nowy pomysł na promocję audiobooków, książek, kina... Wstępna idea była taka, żeby ludzie mówili, jaka jest ich ulubiona książka, ale takich rankingów jest sporo. Wtedy wróciłem z Lizbony i tam chodziłem z książką Fernanda Pessoa pod pachą i... zaczepiały mnie ładne dziewczyny. Pomyślałem: kurczę, to jest coś fajnego. Spacerowałem mając tego Pessoa, który jest dla nich bogiem, a oni stawiali mi kawę - i mężczyźni i kobiety... Pomyślałem, żebyśmy przenieśli to na grunt polski i pokazali, że książka jest fajnym powodem, przedmiotem do zaczepki. Przecież wysyłamy sygnały – jak jesteśmy ubrani, kobiety – jak są umalowane, jakie mają torebki czy buty, mężczyźni – jaki mają sprzęt elektroniczny, jaki samochód. To wszystko są sygnały, które działają także na nasze feromony... Dlaczego książka nie miałaby w tym uczestniczyć i być takim dyskretnym pośrednikiem między dwojgiem ludzi? Powiedziałem Marcinowi, że porozmawiam z kilkoma znanymi osobami o projekcie i jeśli się spodoba, to spróbujemy to zrobić wspólnie. Jak uda się do niego zaprosić 5, 10 osobowości – będzie super. Okazało się, że tych osób zaczęło się przyłączać, przyłączać i przyłączać... tak dużo, że na koniec zamknęliśmy się w  40 chętnych. Nazwaliśmy ich Ambasadorami Słowa. Zgodzili się wybrać wyjątkowy tytuł, przyjechali do studia Audioteki, by nagrać fragmenty lub całość książ-

Kto bierze w tym udział? Powiedziałeś, że ludzi jest tak dużo.

fot. materiały prasowe

Różnorodni ludzie i różnorodne książki... Naprawdę, niektóre wybory mnie zaskakiwały. Kiedy zadzwoniłem do Wojciecha Fibaka, on powiedział od razu: (niektórzy bardzo długo podejmowali decyzje, a niektórzy mówili natychmiast) Pan Tadeusz. W ogóle to mnie zdziwiło, że można Panem Tadeuszem podrywać. Wracając do dygresji o  Fernando Pessoa, gdybym miał zaproponować komuś z zagranicy literaturę najwyższych lotów, zaproponowałbym coś z twórczości Mickiewicza. Adam nie jest u nas tak samo popularny i szanowany jak jego portugalski kolega, ale jest to największy według mnie pisarz w dziejach Polski. Nikt przed nim, ani po nim tak nie pisał, w takiej ilości, z taką pasją. Może to jest klucz. I  Fibak wiedział dokładnie, co chce przeczytać. Roztkliwiła mnie wiadomość, którą Michał Urbaniak powiedział mi podczas rozmowy telefonicznej: to może bym przeczytał Winnetou. To

fot. materiały prasowe

Wyśmienite osobistości. Bartek Topa, Ania Próchniak, Zbyszek Zamachowski, Marysia Sadowska, Agata Passent, Małgosia Zajączkowska, Joanna Kulig, Wojtek Fibak, Mirosław Hermaszewski, Przemysław Babiarz, Michał Urbaniak, Krzysztof Ziemiec, Dorota Warakomska... Tych osób jest mnóstwo. Odjechane towarzystwo, bardzo różnorodne wiekowo, zawodowo... Wszystkich ich łączy jedna rzecz – lubią czytać. Łączy ich miłość do książki, dlatego ten projekt jest jednocześnie i wyczerpujący, i tak energetyczny. z kolei powrót do dziecięcych wspomnień. Więc pomyślałem sobie, że to także jest dobry pomysł. Podryw na Karola Maya. Dorota Miśkiewicz mówiła, że gdy była młodziutka, to czytała namiętnie Cierpienia młodego Wertera. I znowu mi się przypomniało, że ja zawsze lubiłem ponurą literaturę. A przecież młodzież oprócz otwartości i krzykliwości ma w sobie tę mroczną, smutną naturę. Michał Piróg wybrał Ptaśka, Przemek Babiarz – Ogniem i mieczem. Małgosia Zajączkowska wytypowała Wyznania Gejszy, Kasia Żak – Madame. Wybory są bardzo, bardzo różne.

Jakie projekty jeszcze szykujesz? Przede wszystkim cały dochód z  tej akcji będzie przeznaczony na jedną z  bibliotek szpitala dziecięcego. Wszystko to dzięki życzliwości wydawnictw, Audioteki, aktorów, gwiazd, które zgodziły się zupełnie za darmo oddać swój czas, zaangażowanie i talent na rzecz akcji Książka na podryw. 1

kwiecień 2013


/ wywiad z Arturem Wolskim / recenzje

Kolejne przedsięwzięcie... W związku z 50-leciem Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu przygotowujemy wystawę i projekcję na budynkach miasta kilkudziesięciu autografów najważniejszych tekstów polskiej piosenki. Osiecka, Młynarski, Dutkiewicz, Kora, Zabłocki, Rahim, Vienio, Bartosiewicz – chcielibyśmy ich twórczość pokazać inaczej, a przy okazji nagrać ich teksty recytowane, tak jak się czyta poezję, przez uznanych aktorów, m.in. Łukasza Simlata czy Dominikę Kluźniak. Od dwóch czy trzech lat zbieram teksty piosenek napisane ręcznie.

Akcja nazywa się 50/50, bo dobra piosenka składa się w 50 proc. z tekstu, a w 50 proc. z muzyki. Tym razem w Opolu skupimy się nie tylko na muzyce, ale przede wszystkim na tekście. Chciałbym, może w urodziny Agnieszki Osieckiej, nagrać 100 tekstów zinterpretowanych przez 100 aktorów. Ten pomysł cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Teksty przeczytają m.in. Borys Szyc, Iza Kuna, Anna Próchniak, Wojtek Solarz. Mam nadzieję, że ten projekt zrealizujemy wspólnie z Fundacją Okularnicy oraz z Audioteką.

W promowaniu literatury często jesteśmy poważni. Dlatego uważam, że potrzebne są akcje takie jak nasze: połączone z zabawą, lekkie, niezobowiązujące. Bardzo mi zależy na tym, żeby po książki sięgali też młodzi, oni przecież są przyszłością narodu! Wpływają na to, jaka będzie Polska, jaki będzie świat za 10, 15, 50 lat. To moja, nasza inwestycja, nasza najcenniejsza polisa na przyszłość. Czuję, że moja starość będzie dzięki temu pogodna, jak bohatera mojej książki na podryw Niezwykłe przygody Tomasza F. 0

Krótkie formy mistrza powieści Robert Bolaño jest ostatnio jednym z naj-

pozycja godna polecenia szczególnie tym,

bardziej mainstreamowych pisarzy. Boom

którzy z  autorem jeszcze się nie spotka-

ślone ręką Chilijczyka wielokrotnie prowa-

na książki nieżyjącego już Chilijczyka

li – krótkie historie spisane przez Bolaño

dzą ze sobą grę, a  ich zagmatwane losy

zaczął się ponownie pod koniec zeszłego

stanowią bowiem esencję jego twórczości.

i  odmienne charaktery powodują, że nie

roku, po wydaniu w  Polsce jego ostatniej

Gawędziarski styl, w jakim przedstawia ga-

są w stanie porozumieć się ze sobą. Tutaj

powieści 2666. To opus magnum swoją

lerię postaci zamieszkujących jego utwory

nawet niewinne z pozoru rozmowy telefo-

objętością (ponad 1000 stron) mogło

sprawia, iż narrator jawi się czytelnikowi

niczne pomiędzy romansującą parą mogą

odstraszyć czytelnika nieznającego wcze-

jako ktoś znajomy, opowiadający zasłysza-

skończyć się morderstwem, jak to dzieje

śniejszych utworów artysty. Ci z  nich,

ne gdzieś historie. Niektóre z tych opowie-

się w  opowiadaniu tytułowym. Warto też

którzy uprzednio zapoznali się z  twór-

ści wydają się mieć charakter autobiogra-

zwrócić uwagę na otwierające tom Sensini,

czością Bolaño (genialni Dzicy detektywi),

ficzny (gdy w tekście pojawia się niejaki B.

za które pisarz dostał nagrodę miasta San

na pewno nie zawahali się zainwestować

czy postać o  podobnie brzmiącym nazwi-

Sebastian. Całość czyta się doskonale i,

pieniędzy i czasu w to monstrualne dzieło.

sku - Belano), inne zaś przedstawiają pe-

choć to tylko opowiadania, to treść w nich

Wydawnictwo Muza, wychodząc naprzeciw

rypetie życiowych wyrzutków (np. aktorki

zawarta mogłaby stać się materiałem na

oczekiwaniom miłośników latynoamery-

porno robiącej karierę w Hollywood, żołnie-

niejedną obszerną powieść (co także zna-

kańskiego pisarza, wydało w tym roku tom

rza hiszpańskiego walczącego na froncie

mienne dla twórczości Bolaño).

jego opowiadań, Rozmowy telefoniczne. To

wschodnim czy członka mafii czytającego

Marek Grajek

xxxxz

ocena:

tylko powieści Bułhakowa). Postacie skre-

Rozmowy telefoniczne. Opowiadania Robert Bolaño Wydawnictwo Muza 29,99 zł

xxxxy

ocena:

Biografia dwuznaczna

Zmiany

Mo Yan Wydawnictwo W.A.B 24,90 zł

36-37

Zmiany są reklamowane jako jedyna auto-

ich wspólnymi przeżyciami wydarzenia-

dzieła, ale i osobowość. W Zmianach moż-

biograficzna powieść Mo Yana. Nie jest ona

mi. Przewijają się tam elementy inicja-

na dostrzec ciekawy dystans do wyż-

jednak głosem w dyskusji, jaka rozpętała

cyjne, komentarze do świata chińskiej

szego wykształcenia; główny bohater

się po przyznaniu mu literackiego Nobla.

prowincji i świata, w którym egalitaryzm

zdobywa je przez przypadek, nie zawsze

Książka opowiada historię pragnącego

nie zawsze jest wcielonym. Zarys fabuły

dzięki odpowiednim staraniom. Boha-

wiedzy młodego człowieka, który zostaje

nie jest tu niezbędny, bo w książce cho-

ter-autor traf ia na wyższą uczelnię po

wydalony ze szkoły, ale przywiązanie do

dzi o  coś innego. Czytając opowieść Mo

pięciu klasach podstawówki; wskazuje

miejsca utrudnia mu przyjęcie porażki.

Yana na myśl przychodzą Zniewolony

to z jednej strony na jego geniusz, z dru-

Po różnych perypetiach życiowych trafia

umysł i  Rodzinna Europa Czesława Miło-

giej natomiast – na nieprzystawalność

do wojska, gdzie dzięki swojej błyskotli-

sza. Te pozycje rzucają nowe światło na

efektu do zasług. Nabiera to nowego

wości, zostaje doceniony jako nauczyciel.

interpretację książki chińskiego autora.

znaczenia w kontekście historii samego

To bowiem wojsko uświadomiło mu, że

Polski noblista otwarcie stwierdza, że

bohatera. Bo czy to jest historia auto-

jego szkoła podstawowa była jedną z naj-

gdyby nie socjalizm, nie byłby tym, kim

ra? Trudno stwierdzić to jednoznacznie.

lepszych w  regionie, a, wbrew pozorom,

jest, rzeczywistość ludowa dała mu

Mo Yan stworzył opowieść pozornie

niepełne wykształcenie dało mu szansę

nowe życie – literackie i polityczne. Gdy-

prostą, jednak niosącą w  sobie obraz

awansu społecznego i  podjęcia studiów.

by podobnie spojrzeć na Zmiany, zoba-

zmian w  Chinach. Komentuje ten świat

Książkę tworzy kilku opowiadających:

czyć można wiele analogii między dwoma

świadomie, a  zarazem pokazuje uniwer-

mamy tu głównego, autorskiego narra-

autorami – jedną z nich jest z pewnością

salizm konfliktu, jaki toczą intelektualiści

tora. Pojawiają się też jego przyjaciele,

wpływ ustroju społeczno-politycznego

z ustrojem ludowym.

którzy opowiadają historie związane ze

kraju, w którym tworzyli, nie tylko na ich

B a r t osz R a d u ch a


recenzje / nowości wydawnicze /

wytrawny sommelier alpagi, i  Jezus Maria

i  tęsknoty. Bogatym - bo to zawsze miło

Corcoran, wielki humanista. I  jeszcze może

poczytać o ludziach podobnych nam samym

Tortilla Flat nigdy nie było... Wręcz prze-

Pirat, bogaty jeśli nie towarzystwem sfory

- hojnym, wdzięcznym i  szczodrym, jakby

ciwnie, Tortilla Flat stało zawsze, tak jak za

psów pomniejszych ras, to depozytem na

stworzonym na obraz i podobieństwo Gerar-

Dannym zawsze stali jego przyjaciele, a  za

rzecz św. Franciszka, przechowywanym to

da Depardieu. A także tym biedniejszym - bo

przyjaciółmi - święty Franciszek, opiekun

pod ziemią w lesie, to pod bacznym i niespo-

to wydanie, opatrzone naprawdę piękną, gu-

ubogich i  ptaków. Zwłaszcza tych niebie-

kojnym okiem przyjaciół. Bogaty byłby też

stowną okładką (co wciąż jest rzadkością na

skich. Bo kimże innym są Danny, który przy-

Wielki Joe Portugalczyk, nad którego nie było

rynku wydawniczym), charakterystyczną dla

siągł opiekować się słabymi oraz Pilon, stoik

człowieka z większym stażem w miejscowym

całego cyklu powieści Steinbecka ukazują-

i epikurejczyk zarazem, jeśli już nie stroniący

więzieniu, gdyby tylko Pilon nie ukradł mu

cych się nakładem wydawnictwa Prószyński

od przyjemności, to tylko po to, by nie spra-

spodni... Komuż zatem warto polecić to dobo-

S-ka, pokrywa się w cenie z połówką dobrej

wić przykrości swym biedniejszym braciom?

rowe towarzystwo? Na pewno kobietom - by

czystej. Czyż można komuś nie polecać ta-

Biedniejszym, bo czyż istnieli paisanos rów-

za przykładem czarującej i urokliwej Słodkiej

kiego zakupu? Chyba tylko samemu Pilonowi,

nie bogaci jak Pilon, którego beztroską mą-

Megiery potrafiły docenić prezent w postaci

który grzechem okrzyknąłby wydawanie

drością z  rzadka wstrząsały potrzeby inne

sprzętu gospodarstwa domowego. Mężczy-

pieniędzy na coś, czego po otwarciu nie

niż współbiesiadnictwo, lub Danny, właściciel

znom - by mierząc palcami wysokość od szyj-

można wypić, a  po zamknięciu - wyrzucić

dwóch drewnianych ruder na przedmieściach

ki drugiego gąsiorka wiedzieli, gdzie kończy

(z pamięci).

Monterey? Bodaj tylko ich kompani - Pablo,

się czarna rozpacz, a  zaczyna pieśń śmierci

Pat r yk A n szyc

xxxxz

Tak naprawdę to Tortilla Flat w Monterey chyba nigdy się nie stało. Nie dlatego, że

ocena:

Fiat Tortilla Flat!

Tortilla Flat

John Steinbeck Wydawnictwo Prószyński i S-ka 29,00 zł

xxxxx

ocena:

Nowy człowiek w nowym świecie

Dzieciństwo Jezusa

John Maxwell Coetzee Wydawnictwo Znak 39,90 zł

Rzadko się zdarza, by polski przekład

gdy świat wokół nich rozpada się na kawałki.

już nie pozwala, by zmyć z  siebie daw-

ukazał się zaledwie jedenaście dni po

Najnowsza powieść doskonale wpisuje się

ne

światowej premierze. Są jednak książki,

w powyższą charakterystykę. Krótkie zda-

Coetzeego

z  których wydaniem nie można zwlekać.

nia, wartkie dialogi i oszczędne a zarazem

wana historia przedstawiająca proces

Niewątpliwie Dzieciństwo Jezusa jako

precyzyjne opisy wprowadzają uczucie dy-

samopoznania, skonstruowany na cią-

powieść noblisty, dwukrotnego laureata

stansu i wycofania. Niebywałe uchwycenie

głej negatywnej weryfikacji osobistych

Nagrody Bookera i  jednego z  najważniej-

monotonii życia i wszechobecna atmosfera

przekonań

szych pisarzy na świecie zasługuje na

powolności powieści Coetzeego w  przy-

w  prosty sposób powierzchowne osądy

wyjątkowe traktowanie. J. M. Coetzee

padku Dzieciństwa Jezusa przełamane są

mogą być niwelowane a  tym samym, jak

także w  naszym kraju cieszy się ogrom-

obecnością obdarzonego wyjątkową inte-

płynny i  niestabilny jest ogląd rzeczywi-

nym zainteresowaniem, niech poświadczy

ligencją dziecka, kilkuletniego Davida. Ten

stości. Niczym przywoływany wielokrot-

o  tym chociażby 11. tom Przewodnika

niezwykły chłopiec mimo bierności staje

nie bohater ulubionej książki Davida – Don

Krytyki Politycznej. Autor w  jednym

się zarazem protagonistą, jak i  osią całej

Quixote – postaci noblisty walczą ze złu-

z  wywiadów powiedział: Każdy czytelnik

fabuły, której główne elementy oparte są

dzeniami, których świadomość ma tylko

dostrzega w  moich książkach ponurość

o  koncepcję rodziny sztucznie wykre-

czytelnik. Czy książka opowiada historię

i rozpacz. Nie czytam ich w ten sposób. Wi-

owanej, której każdy element funkcjonuje

Jezusa? Niezupełnie. Z  pewnością jednak

dzę siebie, jako pisarza komiksów, książek

jedynie na zasadzie umowności. Ten fał-

stanowi doskonały punkt wyjścia do roz-

o zwykłych ludziach, którzy próbują wieść

szywy byt w  miarę ewolucji okazuje się

ważań na temat tożsamości i egzystencji.

zwykłe, nudne i szczęśliwe życie, podczas

jednak silnie scalającym tworem, który

M i l e n a B u szk i e w i cz

uczuciowe to

przywiązania.

Powieść

filozoficznie

ugrunto-

bohaterów.

Pokazuje,

jak

Nowości wydawnicze kwiecień 2013 Kapitalizm. Nieznany ideał

Szubienicznik

Pępowina

Ayn Rand Wydawnictwo Zysk i S-ka 39,90 zł

Jacek Piekara Wydawnictwo Otwarte 39,90 zł

Majgull Axelsson Wydawnictwo W.A.B. 39,90 zł

kwiecień 2013


/ wywiad z członkami Teatru SGH Let it snow

O tym, czym jest pasja do aktorstwa i jak może się przydać w życiu, opowiadają Milena Dąbrowska i Łukasz Kucharski - cżłonkowie Teatru Scena Główna Handlowa, który w tym roku obchodzi 5-lecie swojego istnienia. R O Z M AW I A Ł A :

A n n a G r o cha l a

MAGIEL: Wydaje się, że studia ekonomiczne nie idą w parze

z  zainteresowaniem sztuką. Jak często zatem przeciętny student SGH (jeżeli w ogóle) chodzi do teatru? MILENA DĄBROWSKA: Przypuszczam, że czasem chodzi. Mamy przecież liczne akcje np. Samorządu czy NZS-u  związane z  rozdawaniem lub możliwością wygrania wejściówek itp. – to wszystko wskazuje na to, że studenci jednak są zainteresowani teatrem. Nie wiem natomiast, jak SGH wypada w porównaniu z innymi uczelniami. Mówi się oczywiście, że studia ekonomiczne nie muszą iść w parze z zainteresowaniem kulturą, mam jednak wrażenie, że jest to po prostu kwestia samego poziomu, a niekoniecznie typu wykształcenia.

Jak to jest prowadzić działalność artystyczną w SGH? Załóżmy, że w międzyczasie trwają przygotowania do kolejnego Maratonu Firm Konsultingowych, a Wy w tym czasie ćwiczycie dykcję przed lustrem? M.D..: Na początku naszej działalności faktycznie

mieliśmy wiele warsztatów z dykcji, emisji głosu czy odgrywania różnych etiud. W tej chwili doskonalimy swój warsztat przy okazji pracy nad kolejnymi spektaklami. Podejście do warsztatu i ogólnie do teatru jest też różne w zależności od poszczególnych członków Teatru. Mamy osoby, które faktycznie chcą się zajmować sztuką, które przyszły do Teatru, gdyż je fascynuje. A zdarzają się też tacy, którzy pojawili się, „bo coś trzeba robić”. Teatr wymaga dużo czasu i  pracy, a  także poświęceń. Ten wysiłek nie zawsze od razu przynosi efekty, jak choćby praca nad rolą. Jeśli chodzi o  samo tworzenie spektakli, to nasza działalność zdecydowanie różni się od innych esgiehowych organizacji. Nie zapominajmy jednak, że strona organizacyjna też jest szalenie ważna i  potrzebna, bo nie wystawimy spektaklu, jeżeli nie będziemy mieć miejsca, przygotowanych umów, odpowiednich rekwizytów. Trzeba też zadbać o  próby i  organizację spektakli. ŁUKASZ KUCHARSKI: Nie wyobrażam sobie zajmować się przez całe życie, czy nawet przez miesiąc lub po prostu dzień, jedną rzeczą. Osobiście mam dość szerokie zainteresowania. To powoduje, że w życiu jest po prostu ciekawiej. Gdy wychodzę na sce-

38-39

nę, mogę się poczuć zupełnie innym człowiekiem. Trzeba przecież zbudować swoją rolę, a na scenie myśli się dużo intensywniej niż w życiu. Do tego dochodzą jeszcze próby, które też mają swój klimat. Poza tym, my z Mileną jesteśmy członkami Teatru od momentu jego powstania, więc bardzo długo. Lubię spotkać się od czasu do czasu z tymi ludźmi, pośmiać się i przy okazji zrobić coś fajnego. M.D.: Dla mnie niesamowite w teatrze i też w próbach jest takie skupienie na „tu i teraz”. Myśli nigdzie nie uciekają, tylko w danym momencie jestem w danym miejscu. W życiu uciekamy często myślą do przodu. Każdy spektakl to wyjątkowe wydarzenie. Dla porównania, gdy na przykład kręcimy film, to mamy na niego wpływ tylko w momencie powstawania, a podczas spektakli jest cały czas bezpośredni kontakt z  publicznością. Każdy spektakl jest niepowtarzalny, gdyż za każdym razem mamy inne współdziałanie z widownią. I to jest właśnie takie magiczne.

ale coś „naszego”. Ja próbuję być po prostu sobą. M.D.: Wydaje mi się, że każdą rolę trzeba „przetrawić” w siebie. Jeżeli mamy coś pokazać, to nasze ciało i nasza psychika są materiałem, na którym budujemy. Jedno i drugie podejście są ze sobą powiązane – jeśli stworzymy już jakąś kreację, to ten nasz materiał się tego nauczy. Później być może nie będzie już trzeba przeżywać takich emocji, żeby uzyskać ten sam efekt. Kiedy graliśmy Opowieści o zwyczajnym szaleństwie, to po premierze spektaklu miałam wrażenie, iż zaraz się położę i już nie ruszę, bo byłam tak wyczerpana zarówno fizycznie, jak i  psychicznie. To była emocjonalna masakra. Natomiast później, gdy nauczyłam się już reakcji odpowiednich dla roli, to nie musiałam ponownie wywoływać u  siebie aż takich emocji, żeby to samo uzyskać. Możemy tworzyć na bazie cech, które już mamy, lub na ich opozycji. Także jedno przenika się z drugim – budujemy na sobie, bo po prostu siebie mamy.

Współcześnie możemy mówić o dwóch sposobach gry w teatrze. Mamy tę starą szkołę aktorską, reprezentowaną w świetny sposób choćby przez Janusza Gajosa, gdy aktor wychodzi na scenę i po prostu odgrywa swoją rolę. Mamy też Warlikowskiego, który chce, by aktor nie tylko odgrywał, ale też czuł swoją rolę, zespalając się z nią w pewnym sensie na scenie. Które podejście jest Wam bliższe?

A jak traktujecie swoją działalność teatralną? Bardziej jako hobby i oderwanie od rzeczywistości, czy są też może wśród Was osoby, które podchodzą to tego bardziej profesjonalnie, żeby nie powiedzieć zawodowo? Chodzicie np. na castingi, a może próbowaliście się dostać na studia aktorskie?

Ł.K.: Myślę, że jest to pewne uogólnienie, gdyż

obie drogi prowadzą do tego samego, czyli do kreacji roli na scenie. Jest to na pewno indywidualna sprawa każdego aktora, a  jak się to opisze, to już inna historia. Z punktu widzenia naszego umysłu nie ma różnicy, w  jaki sposób do tego podejdziemy. Czy wyjdziemy na scenę i sobie to wszystko wyobrazimy, czy też poczujemy to i sami się w pewnym sensie zmienimy. To tylko droga do uzyskania określonego efektu, który powinien być po prostu osiągnięty dobrze. Dla mnie ważne jest to, by zapamiętać pewne proste reakcje wykonywane w życiu codziennym. Jak mawia nasz reżyser: na scenie nie pokazujemy jak powinno być, ale pokazujemy, jak jest. Chodzi zatem o  to, by pokazać na scenie naturalność, by to nie było coś „udawanego”,

Ł.K.: Z  jednej strony jest to niewątpliwie moja

pasja. Nie wyobrażam sobie bez niej swojego życia na ten moment i  na pewno będę do niej wracał. Aczkolwiek nie wiążę swojego życia z  teatrem pod względem materialnym. Kiedyś zdarzało mi się chodzić na castingi, jednak jest to bardzo specyficzne środowisko, w  które trzeba się „wgryźć”. To jest temat - rzeka. Niezależne jednak od tego, co się będzie robić w życiu, to takie umiejętności, wynikające z samej gry aktorskiej, przydają się. Pierwszym z brzegu przykładem może być polityka. Mowa ciała polityków bywa po prostu koszmarna, o dykcji nie wspominając. Podobnie jest w sytuacjach choćby biznesowych, gdy managerowie nie potrafią się zachować podczas przemówień, czy w  momencie przekazywania nawet najprostszych informacji. Takie umiejętności, jak kontrola nad własnym ciałem czy wymowa, są wbrew pozorom bardzo przydatne.

fot. Archwiwum Teatru SGH

„Tu i teraz”


wywiad z członkami Teatru SGH / repertuar kwiecień /

M.D.: Jeszcze podczas studiów na zajęciach miałam wygłosić prezentację. Jako że bardzo długo tego nie robiłam, było to dla mnie z  początku bardzo stresujące. Nagle jednak zorientowałam się, że grałam przecież przed stuosobową publicznością, więc dlaczego miałabym się bać wystąpienia przed dwudziestoma osobami? Prezentacja okazała się bardzo udana, a słuchacze dziwili się, z jaką swobodą byłam w stanie ją wygłosić. Poza tym, że teatr jest moją pasją i także nie wyobrażam sobie teraz bez tego życia (chociaż studia już skończyłam), to okazuje się, że ma to także zastosowanie w codziennym życiu. Gra aktorska wyrabia też w człowieku zupełnie inną wrażliwość.

Jak przebiega proces pozyskania nowych członków? Czy przeprowadzacie zwyczajną rekrutację? M.D.: Zwykle co roku przeprowadzamy rekru-

tację. W  tym roku jednak jej nie robiliśmy, gdyż okazało się, że mamy bardzo wielu członków jeszcze z  poprzednich lat. Być może jednak, przy przygotowaniach do kolejnego spektaklu będziemy potrzebować kilku osób i wtedy przeprowadzimy dodatkową rekrutację. Wszelkie informacje na ten temat będą zamieszczone na naszym fanpage’u  na Facebooku oraz na naszej stronie internetowej, która właśnie powstaje. W  samych przesłuchaniach biorą udział aktorzy oraz nasz reżyser. Sprawdzamy zwykle dykcję i  podstawowe umiejętności odegrania najprostszych scenek. Czasem prosimy o  przygotowanie własnego tekstu lub przeczytanie danego fragmentu. Liczy się energia i chęć działania, ale pewne umiejętności techniczne są, oczywiście, także istotne. Zdarzali się wśród nas nawet obcokrajowcy, więc nikogo nie przekreślamy. Rozważamy też, jakiego typu osoby akurat potrzebujemy – z  charakteru czy z  wyglądu. Jest bardzo wiele decydujących czynników.

Jak wiele czasu pochłania Wam działalność związana z teatrem? M.D.: Cóż, mnie raczej sporo. Pomijając już same

próby, to szczególnie praca związana z  organizacją jest absorbująca: ustalanie terminów prób, organizacja miejsc, gdzie wystawiamy spektakle, a także dogranie wszystkich szczegółów. No i  oczywiście przygotowania do roli oraz zebranie choćby wszystkich potrzebnych rekwizytów, które np. w  przypadku poprzedniego spektaklu mogą okazać się trudne do zdobycia. W tej działalności pojawiają się często rzeczy, które bardzo trudno przewidzieć. Obecnie natomiast szczególnie pochłania nas organizacja obchodów 5-lecia naszego Teatru.

Co przygotowaliście zatem dla widzów z okazji 5-lecia istnienia Teatru SGH? M.D.: 5-lecie będziemy obchodzić już w  kwiet-

niu przez 3 dni. Rozpoczniemy 16 kwietnia od spektaklu W bagażniku, jakim jest życie. Będziemy go grali w Klubie DGW przy Alei Niepodległości, koło Budynku C. Na spektakl będą obowiązywały bezpłatne wejściówki, do odebrania u nas. Ta sztuka jest dla nas szczególna, gdyż dostaliśmy za nią w  ubiegłym roku dwie nagrody: dla najlepszej aktorki za rolę Piosenkarki – nagrodę tę otrzymała Julia Majsa – na II Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Studenckich, oraz nagrodę dla najlepszego spektaklu na X Grudniowym Akademickim Przeglądzie Artystycznym. 17 kwietnia odbędą się mistrzowskie warsztaty teatralne i  warsztaty teatru tańca. Mistrzowskie warsztaty teatralne zostaną poprowadzone przez Adama Sajnuka, wybitnego warszawskiego reżysera i aktora, założyciela i dyrektora Teatru Konsekwentnego, zdobywcy nagrody Feliksa za reżyserię głośnego spektaklu Kompleks Portnoya. Warsztaty teatru tańca poprowadzone zostaną przez Dariusza Lewandowskiego, który jest aktorem, tancerzem i  choreografem i  występował m.in. w  legendarnym musicalu Metro, a  pomagał nam między innymi przy aranżacji scen ruchowych. Warsztaty będą otwarte dla studentów SGH po uprzednich zapisach (ze względu na ograniczoną ilość miejsc). Wszelkie informacje na ten temat pojawią się również na naszym fanpage’u  i  stronie internetowej (www.teatrsgh.pl). Na koniec, czyli 18 kwietnia, zagramy na Auli Spadochronowej. Jest to miejsce, w  którym wystawiliśmy nasz pierwszy spektakl. Tym razem przygotowujemy dla widzów pewną niespodziankę, której szczegółów na razie nie możemy jeszcze zdradzić. Zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie.

Repertuar*

warszawskich teatrów: Kwiecień 2013

TEATR WIELKI-OPERA NARODOWA Lady Sarashina

TEATR POWSZECHNY Sex, drugs, Rock & Roll

Zbrodnia i kara

Dzień Walentego

Marzenie Nataszy

Klara

Kieszonkowy atlas kobiet

Wariat i zakonnica Lokomotywa

Gdzie radość, tam cnota

TEATR CAPITOL Klimakterium ... i już Gwiazda i ja Wielka przygoda małej księżniczki

Dwie połówki pomarańczy Kabaret Moralnego Niepokoju Szwedzki stół

TEATR SYRENA Jesienne manewry

One i my

Śpiewnik Pana W.

Klub Hipochondryków

Hallo Szpicbródka

Moja Nina

Trener Życia

TEATR STUDIO

Na koniec opowiedzcie nam jeszcze o Waszych planach na przyszłość. W  jakim kierunku będzie zmierzał Teatr Scena Główna Handlowa?

Rachatłukum

Filozofia po góralsku

Wichrowe Wzgórza

Biesiada u Hrabiny Kotłubaj

Czarnobylska modlitwa Goła baba

Juliusz Cezar - The MET: Live in HD

Sąd Ostateczny

Ł.K.: Mamy kilka pomysłów, ale na pew-

no po zakończeniu obchodów 5-lecia bierzemy się ostro do pracy nad nowym spektaklem. M.D.: Kierunek rozwoju jest też oczywiście zależny od przyszłych członków Teatru. Mamy w teatrze naturalną rotację i każdy, kto do nas przychodzi, ma swoją własną fajną energię, ale też nowe pomysły. I  każdy nasz spektakl jest inny od poprzedniego. Ale cieszy nas to, że wszystkie mają jakąś wspólną nutę. Ciężko mi określić, na czym to dokładnie polega. Ale pamiętam, jak jedna z naszych byłych aktorek po obejrzeniu spektaklu W bagażniku, jakim jest życie, stwierdziła, że „jest w domu”. Poczuła ten klimat, mimo tego, że już z nami nie występuje. Mam nadzieję, że ten klimat przetrwa.

Święto wiosny

Qudsja Zaher

Wszystkie uwagi, skargi, zażalenia przyjmujemy na adres teatr@magiel.waw.pl

*

Redakcja zastrzega sobie prawo do skrócenia repertuarów.

Dziękuję Wam bardzo za rozmowę. Życzę powodzenia i do zobaczenia na 5-leciu! 0

kwiecień 2013


/ repertuar kwiecień / recenzje

Repertuar*

warszawskich teatrów:

Być jak Sherlock Holmes

Kwiecień 2013

być obserwatorem i wejść w rolę Sherlocka Holmesa? Świetną okazją na sprawdzenie swoich umiejętności detektywistycznych jest niewątpliwie wzięcie udziału w  sztuce Szalone nożyczki w  reżyserii Mar-

Kabaretto

Kolacja dla głupca

Sceny niemalże małżeńskie

Ja, Feuerbach

WARSZAWSKA OPERA KAMERALNA Żywot rozpustnika

Udręka życia

Siodło Pegaza

Miłość na Krymie

Śluby panieńskie

Mewa

Kobieta z zapałkami

W mrocznym mrocznym domu

Księżniczka na opak wywrócona

w miesiącu już od ponad trzynastu lat. Bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki w dniu otwarcia rezerwacji. Sala wypełnia się zawsze po brzegi, ze schodami a ich spontaniczne reakcje i komentarze dodają pikanterii całemu przedstawieniu. Wisienką na torcie jest zaś dbałość o  każdy szczegół, dzięki czemu sztuka trzyma w napięciu do ostatniej minuty. Wady? Spektakl początkowo może się dłużyć, ale

Łysa śpiewaczka

Pożegnania

aspektów. Szalone nożyczki wystawiane są kilka razy

włącznie. Przerysowani bohaterowie śmieszą do łez,

Reż. Marcin Sławiński Te a t r Kw a d r a t S p e k t a k l e : 13 , 14 i 3 0 k w i e t n i a

TEATR NARODOWY

Bezimiennie dzieło

O  wysokiej klasie tej sztuki świadczyć może kilka

Szalone nożyczki

Koncert pasyjny (Kościół św. Jacka)

Der Kaiser von Atlantis

biernie w fotelu, lecz angażuje się w śledztwo, a nawet decyduje, kto jest winny.

fot. materiały teatru

Merylin Mongoł

Sen nocy letniej

cina Sławińskiego. Podczas spektaklu widz nie siedzi

xxxxy

Siła przyzwyczajenia

ocena:

TEATR ATENEUM

Taniec «Delhi» Sprawa

warto przeczekać. Sama historia wydaje się zupełnie niepozorna. Jak co dzień, do spokojnego salonu fryKtóż nie oglądał choćby jednego odcinka takich

zjerskiego mieszczącego się w kamienicy pod miesz-

seriali jak CSI. Kryminalne zagadki Las Vegas , De-

kaniem słynnej pianistki Izabeli Richter przychodzą

tektyw Monk , Kryminalni czy nawet Ojciec Mateusz ?

klienci. Jedni – żeby się ostrzyc, drudzy – by poplot-

Któż nie pochylał się nad stronami książek Agathy

kować, inni zaś – by zabić. Kto zginął? Kto popełnił

Christie, Simona Becketta bądź Harlana Cobena? Któż

zbrodnię? Jaki miał motyw? Odpowiedzi znajdziesz

nie snuł domysłów i  podejrzeń dotyczących spraw-

w Teatrze Kwadrat, Sherlocku.

cy zbrodni? Może nadszedł już czas, żeby przestać

JUSTYNA PŁAWSKA

TEATR NA WOLI Madame

Klasyka nie wymaga ulepszania

Kamasutra Kabaret na koniec świata

Komedia w  reżyserii Waldemara Śmigasiewicza łączy

TR WARSZAWA

w  sobie klasykę i  nowoczesność, co w  przypadku znakomitych dzieł może przynieść fatalne skutki. Miało być T.E.O.R.E.M.A.T.

satyrycznie i  niekonwencjonalnie, a  już na wstępie sztuki

Młody Stalin

Cudotwórca

Jezus Chrystus Zbawiciel

Kto zabił Alonę Iwanowną?

Chciałbyś pisać o teatrze? A może podzielić się komentarzem?

ocena:

TEATR DRAMATYCZNY

towarzyszą nam rozpraszające uwagę widza odgłosy, które stale przewijają się podczas całego spektaklu. Postacie Klary (Zof ia Zborowska) i  Wacława (Michał Piela) są przerysowane, odbiegające w  znacznym stopniu od pierwofot. Bartosz Warzecha

Wiarołomni

xxxzz

Nietoperz

Zemsta Reż. Waldemar Śmigasiewicz O c h Te a t r Spektakle: 21 i 22 kwietnia

wzorów. Wyzwolona i  zbyt chłopięca Klara oraz Wacław, który poprzez swoje infantylne zachowanie nie daje odczuć widzowi, że wywodzi się ze szlachty, nie należą do najmocniejszych stron przedstawienia. Na wielkie uznanie zasługuje za to kunszt aktorski Artura Barcisia (Papkin) i Cezarego Żaka (Cześnik) – ich duet ratuje cały spektakl. Obaj uprawiają aktorstwo starszego pokolenia polegające na „wykrzyczeniu” swoich kwestii, co ożywia akcję. Niestety, reszta aktorów tworzy jedynie bezbarwne tło.

Zapraszamy do kontaktu: teatr@magiel.waw.pl

40-41

Pomimo wymienionych wyżej niedoskonałości, spektakl Duma, chora ambicja, kłótliwość są znanymi wszystkim

warto zobaczyć. Dzięki temu sami przekonamy się, czy od-

przywarami narodu polskiego. Ich ironiczny obraz rewela-

powiada nam przedstawiony przez reżysera sposób na uno-

cyjnie ukazuje Zemsta A. Fredry, której fabuły chyba nie ma

wocześnienie tak klasycznego dzieła, jakim jest Zemsta .

potrzeby opisywać.

KASIA SITEK


19-20 kwietnia Sztuki&Sztuczki ul. Szpitalna 8a

www.mab.art.pl


/ Top Gear Podwodna bąBELKA

fot : materiały prasowe

Big boys on the road

Chyba nikomu nie trzeba przybliżać tego, czym jest Top Gear [TG] – najpopularniejszy program motoryzacyjny na świecie. Nawet największy ignorant/ignorantka kojarzy, z czym to się je. A jeśli nie wie, to powinien się wstydzić i zastanowić nad sobą, bowiem, przynajmniej w męskim towarzystwie, powiedzenie, że nie zna się Clarksona, Hammonda, Maya i Stiga jest jak przyznanie się do bliskich kontaktów ze zwierzętami – nawet jeśli tak jest, to po prostu się o tym nie wspomina. T E K S T:

E M I L M A R I N KOW

staliwszy platformę dyskusji, przejdę do rzeczy. Co czyni bycie prezenterem Top Geara najlepszą pracę na świecie i jaki ma to związek z niesłabnącą popularnością tego programu (najczęściej „piracony” show na torrentach)? W marcu 2013, w niezmienionym od dziesięciu lat składzie osobowym, zakończył się 19-ty sezon TG. Trudno odpowiedzieć na pytanie co sprawia, że utrzymanie świeżości i dobrej formy udało się brytyjskim chłopakom lepiej niż każde z ich programowych wyzwań. Samo nasuwa się często padające w audycji pytanie – how hard can it be? O ile w przypadku zdarzeń, które później mają miejsce na ekranie, odpowiedzią bynajmniej nie jest very. Recepta na sukces jest czynnikowo prosta, ale – jak to w przypadku recept – diablo trudna do osiągnięcia w rzeczywistości.

U

Im dziwniej, tym lepiej Nie byłoby tego, co Niemcy dumnie i dźwięcznie nazywają Erfolg, gdyby nie wyjątkowo absurdalne, ale w dziwny sposób działające, połączenie trzech kompletnie różniących się od siebie osobowo-

42-43

ści (Stiga nie liczę, bowiem some say he doesn’t really exist). Clarkson jest samcem alfa, który lubi najpierw mówić, potem myśleć. Jego fobią jest praca manualna, sądzi zatem, że krzykiem da się wszystko naprawić. May żyje mentalnie w latach 50. XX w. Lubi czyścić motocykl tamponami, odczuwa przyjemne swędzenie w okolicach członka kiedy jeździ świetnym samochodem (ma to pewnie związek z jego domniemanym homoseksualizmem) oraz w wolnym czasie buduje łódź podwodną z klocków Lego. Hammond to krypto-Amerykanin, który wiedzie szczęśliwe życie z żoną i dziećmi w wiejskim zamku w Walii. Jakiś czasu temu zatrzymał się na wieku 36 lat, słynie też z wybielania zębów, wymyślnych strojów i fryzur oraz, ostatnio, z farbowania włosów.

Szorstka przyjaźń Panowie, mimo że z pozoru życzą sobie śmierci, tyfusa i innych plag, w gruncie rzeczy lubią się i dopełniają. Nawet wzajemne obrażanie się ma właściwości scalające te na niby autonomiczne postaci. Wyzywanie się od konusów, orangutanów i „kochających inaczej” jest na porządku dziennym.

Ile w tym działania pod publiczkę, a ile szczerości – nigdy się nie dowiemy. Serce jednak podpowiada, że to, co mówią, mówią na serio. Na podbudowanie tezy o prawdziwości ich słów można odwołać się do naszego życia. Trójka z Top Geara jest po prostu grupą dobrych kumpli. Niech ktoś więc mi powie, czy właśnie nie tak zachowują się w stosunku do siebie wszyscy przyjaciele? Rzucanie mięsem, wyśmiewanie się, robienie sobie na złość – tak właśnie w praktyce wygląda najciekawsza strona znajomości. Prezenterzy TG hołdują tej praktyce i hasłu „bycie miłym jest przereklamowane”.

Who hasn’t been offended yet? Zaryzykuję stwierdzenie, iż większość młodych ludzi miała styczność z humorem Top Geara po raz pierwszy w stacji TVN Turbo. Ci sami ludzie przekonali się później, iż sączenie brytyjskiego dowcipu za pośrednictwem lektora porównać można do oddychania przez torebkę foliową czy bycia wegetarianinem – it’s not a real deal. Czym zatem jest to słynne poczucie humoru rodem ze Zjednoczonego Królestwa? To konglomerat mniej lub bardziej


Top Gear /

stoi jeden z najbogatszych koncernów medialnych na świecie. Ale i tutaj czuć ogólną atmosferę całego przedsięwzięcia: producenci starają się jak najbardziej pokazać, że u nich Clarkson, May i Hammond taryfy ulgowej nie mają, w związku z tym robią im na złość. Nic jednak nie dorówna pomysłowości, z jaką prezenterzy starają się nawzajem sabotować wspólne wojaże. W porównaniu z nimi typowe zniszczenia stadionowe w czasie zamieszek to amatorszczyzna. Po wandalizmie ich poznasz. Gwoli ścisłości dodam, iż samookaleczenie aut (w i tak już marnym stanie) oraz nieudolna próba polepszenia ich właściwości świadczy o tym, że panowie mają we krwi destrukcję i przemożną chęć utrudnienia sobie życia. Jednocześnie każdy Special ze złomami w roli głównej uruchamia zarówno w widzu, jak i wśród uczestników wypraw, nutkę nostalgii i rzecz jasna przypomina o siedmiolatku drzemiącym w każdym facecie, takim, który lubi biegać po mieście z kumplami i okazjonalnie robić sobie krzywdę spadając z drzewa. Challenges mają jeszcze prostszą receptę na sukces. Wystarczy pomyśleć o czymś najbardziej absurdalnym, czymś, co siedzi w zapomnianych

Zróbmy coś głupiego i bądźmy w tym dobrzy Zdaniem wielu, najważniejszą częścią składową programu Top Gear, oprócz rzecz jasna palenia gumy i bawienia się jak dziecko na konsoli superszybkim samochodem, są wszystkim dobrze znane Challenges i Specials. Bez nich tożsamość TG nie tyle byłaby niepełna, co by nie istniała. Prawdę mówiąc, to bezgranicznie zaskakujące, w jaki sposób od dziesięciu lat mają pomysły na przyciągnięcie widza. W przypadku Specials scenariusz jest niezwykle prosty. Polecenie producentów brzmi: kupcie samochody do określonej ceny i pojedźcie nimi w zapomniane przez Boga, Allaha, Buddę, Krysznę i Wielkiego Jastrzębia miejsce. Tam dostaniecie wskazówki, co robić dalej. Niezależnie od tego, czy były to Stany Zjednoczone, Afryka, Wietnam, Boliwia, Bliski Wschód czy Indie, chłopaki tworzą wokół siebie atmosferę niezwykłego heroizmu swoich poczynań. W gruncie rzeczy nie powinni się niczego bać, wszak za nimi

bilnych domów? Chłopakom udało się także zbudować absolutnie najgorszy, najbrzydszy i najmniej praktyczny samochód elektryczny. Ot, taki prztyczek w nos eko-faszysto-entuzjastom. W ich mniemaniu rozwiązali także problem małej ilości pługów śnieżnych w Wielkiej Brytanii, przerabiając do tego celu kombajn. Nieistotne było dla nich to, że ten kreatywny wytwór prawdopodobnie zabiłby w przeciągu minuty wszystkich spotkanych na swojej drodze. Zwracając im honor dodam, że niekiedy podejmowali naprawdę istotne problemy – jaki jest odpowiedni samochód dla siedemnastolatka, ile TIR-a możesz mieć za 5000 funtów oraz czy jest możliwe kupienie Alfy Romeo za 1000 funtów lub mniej, nie niszcząc sobie przy tym życia.

Dzieciństwo jako czas przeszły niedokonany Niestety, ze względu na ograniczone miejsce w MAGLU, dotknąć można tylko wierzchołka tego, co proponuje nam, oglądającym, program Top Gear. A proponuje to, co sprawia, że dorośli faceci zachowują się jak dzieci. Jest telewizyjnym przełożeniem głębokich pragnień o niedorastaniu i zatrzymaniu się w mentalnym rozwoju na poziomie wciąż en-

fot : materiały prasowe

wyrafinowanych żartów ze wszystkiego, co panom Brytyjczykom wyda się godne wspomnienia. Może to być szyderstwo z innych nacji, celebrytów, polityków, ekoszaleńców, samochodów i przede wszystkim z siebie. Właściwie trudno jest wymienić taką rzecz, która nie byłaby przez trio wzięta na warsztat i solidnie zbesztana. Zatem homoseksualiści, Niemcy, Rumuni, Polacy, Meksykanie, Amerykanie, Australijczycy, Albańczycy, muzułmanie, ekolodzy, kierowcy przyczep kempingowych i TIR-ów, feministki – to tylko wierzchołek góry lodowej grup, które w jakiś sposób mogły poczuć się dotknięte niewybrednymi komentarzami prezenterów. Z braku poprawności politycznej Top Gear uczynił sobie credo i w głębokim poważaniu ma to, co współcześnie uznaje się za „możliwe do wyśmiania” i „niemożliwe do wyśmiania”. Chłopaki z TG robią rzecz podwójnie ważną. Po pierwsze, co oczywiste, nas rozśmieszają. Po drugie, pokazują, że we współczesnym świecie można mówić, co się chce i tylko nieliczni, wyjątkowo przewrażliwieni, mają coś przeciwko temu. W przypadku szyderstwa z innych narodów interweniowali głównie ambasadorzy, jakże słusznie zresztą uzasadniając sens istnienia swojego zawodu. Jak chociażby w przypadku ambasadora Meksyku, któremu po serii żartów z meksykańskiego samochodu Clarkson zagrał na ambicji, twierdząc, że będzie on i tak zbyt leniwy, żeby podjąć jakiekolwiek działanie. Leniwy jednak nie był i wyraził swoją dezaprobatę. Tak samo jak muzułmanie, którzy oburzyli się na to, że trio przebrało się w burki podczas kręcenia odcinka świątecznego na Bliskim Wschodzie. Nie sposób nie wspomnieć o polskim akcencie podczas kręcenia reklamy oszczędnej wersji Volkswagena Scirocco, w której na końcu pada zdanie – Volkswagen Scirocco: From Berlin to Warsaw in one tank. Funny, isn’t it?

Top Gear Vietnam Special czeluściach umysłu, i wprowadzić to w życie. A przynajmniej spróbować. Nie bez kozery przed większością Wyzwań stawiane jest wcześniej wymienione pytanie – how hard can it be? Być może, ale tylko być może, kiedyś udało im się wykonać plan od A do Z. Niemniej jednak porażki czy wręcz katastrofy występowały w przeważającej liczbie. Nie pozostawia żadnych wątpliwości fakt, że pomysły na Challenges, tak niewyobrażalnie głupie, są konstruowane w taki sposób, aby trio jak najbardziej się upokorzyło, stworzyło dużo problemów, ale przede wszystkim dobrze się bawiło. I my, widzowie, przy okazji. Bo jak może nie bawić ambitna (ambitious but rubbish) próba zasadzenia ziarna, z którego ma wyrosnąć ekologiczne paliwo przy pomocy kupionych chwilę wcześniej traktorów albo wyzwanie polegające na zbudowaniu mo-

tuzjastycznie podchodzącego do życia kilkulatka. Mówiąc krótko, oferuje nam wycinek z życia Piotrusia Pana. Przenosi samochody z plakatów i albumów na tor i międzynarodowe szosy. Sprawia wrażenie, iż dziecięce marzenia o zbudowaniu domku na drzewie były zbyt poważne. Nie bez kozery Jeremy Clarkson powiedział, że ma najlepsze zajęcie na świecie – świetnie się przy tym bawi i do tego mu za to płacą. Żyć nie umierać. Panowie Brytyjczycy sprawnie oszukują ten okropny etap w życiu, który nazywamy dorosłością czy dojrzałością, bezczelnie i otwarcie śmiejąc mu się w twarz. I za to należy ich uwielbiać, dziękować, ale im też po prostu zazdrościć. A także dojść do smutnego wniosku, że nigdy, ale to nigdy, nie będziemy mieli tyle radości z pracy co Jeremy Clarkson, James May i Richard Hammond. And on that bombshell, it’s time to end. 0

kwiecień 2013


There’s no good sharks? Już niebawem podczas festiwalu w Cannes, w obecności znakomitych artystów, setek ludzi w garniturach i w atmosferze kulturalnego święta, twarz Ryana Goslinga rozbijana będzie przez adeptów tajskiego boksu na krwawy pulpet. Wszystko polane sosem gorzko-krwawym, pięknie zapakowane, pachnące, pyszne i sycące. Takie danie, miejmy nadzieję, zaserwuje widzom niejaki Nicolas Winding Refn, enfant bardzo terrible europejskiego kina. T E K S T:

B A R T E K B A R TO S I K

efn, rocznik 1970, to Duńczyk z urodzenia, który większość swojej młodości spędził w Stanach Zjednoczonych. Brawurowo dąży do miana najbardziej wyrazistego europejskiego reżysera, a przecież w samej ojczystej Danii ma silną konkurencję w postaci choćby Larsa von Triera i Thomasa Vinterberga. W odróżnieniu jednak od wymienionych twórców, autor Bronsona nie ogranicza się w żaden sposób wytycznymi manifestu Dogmy 95, w każdym swoim filmie poszukując nowych rozwiązań formalnych i narracyjnych. Nie zawsze jednak takie dążenie do oryginalności podyktowane było artystyczną wizją, często stały za nim kwestie czysto ekonomiczne.

R

Magik niskiego budżetu Jednak tym, co czyni z Refna twórcę wyjątkowego, jest sposób, w jaki radzi sobie z finansowymi problemami, przekuwając materiał, który wydaje się być skazany na los pół-amatorskiej produkcji w dzieło sztuki wizualnej. To właśnie dzięki oszczędnościom jego debiutancki Pusher zyskał niepowtarzalny, surowy, reporterski styl, gdyż zrezygnowano w nim ze ścieżki dźwiękowej, a wiele ujęć kręcono z ręki. To dzięki niewielkiemu budżetowi niedostatki w scenografii i efektach specjalnych w Valhalla Rising zamaskowane zostały przez mroczny, jakby nadrealny filtr nałożony na obiektyw kamery. Komiksowość i groteska przemocy z Drive również wynikają z faktu, że ekipa nie miała pieniędzy na profesjonalne efekty specjalne, więc krew zrobiona została metodą cyfrową. Genialne pudrowanie wszystkich niedostatków nie jest jedyną zaletą Refna, jeśli chodzi o stronę formalną jego filmów.

44-45

Inteligentnie łączy teledyskowy montaż z leniwymi, powolnymi ujęciami, oniryczny nastrój przeplata się z orgią przemocy. Nawet, gdy na ekranie niewiele się dzieje, Duńczyk potrafi trzymać widza w napięciu samym sposobem filmowania bohaterów.

słoneczne Los Angeles, aż po dziką krainę gdzieś na północy, gdzie germańskie wierzenia i podróż w głąb siebie mieszają się z dźwiękiem łamanych kończyn. Na przestrzeni dziesięciu lat Refn z estety przekształcił się w filmowego erudytę.

Stylowy koktajl

Ostatnią z charakterystycznych dla autora składowych jest specyficzna konstrukcja bohaterów. Pierwsze skrzypce w jego filmach grają ludzie będący wydestylowanymi ekstraktami z męskości, w najróżniejszych (stereotypowych) jej odmianach. Jest narwany zabijaka (Bronson), jest bezwzględny wojownik (Valhalla Rising), wrażliwy twardziel (Drive) lub amoralny gangster (Pusher). Co ciekawe, bohaterowie u Refna nie są dynamiczni, pod koniec filmu pozostają w głębi takimi, jakimi ich poznaliśmy. Pomimo że w większości przypadków obcujemy z szumowinami, ich bezczelność, czy właśnie ta „męskość” sprawia, że widz z nimi sympatyzuje, a często im nawet zazdrości.

Gdyby spróbować przyrównać merytoryczną zawartość filmów Refna do dzieł innych reżyserów, wypadałoby określić go jako unikatową mieszankę Tarantino, Jarmuscha i Sergia Leone. Gdyby porównać go do każdego z tych reżyserów z osobna, punktów wspólnych nie znalazłoby się wiele. Z drugiej jednak strony niesamowicie brutalne, popkulturowe historie żywcem przeniesione z kart marnych czytadeł (jak u Tarantino), opowiadające o stającym naprzeciw wszystkim samotniku (Leone) osadzone w beznadziejnym, nieczułym, brudnym świecie, gdzie szary jest najżywszym z kolorów, a bohater ma nieskończenie małe szanse „wygrać życie” (tu kłania się Jarmusch), mają w sobie coś, co automatycznie nasuwa skojarzenia właśnie z powyżej wymienionymi twórcami. Kolejnym ze wspólnych mianowników Refna i Tarantino jest eksploatowanie przez obu reżyserów motywu zemsty. U autora Bronsona przybiera ona formę gangsterskich porachunków (trylogia Pusher), zemsty na oprawcach (Valhalla Rising) lub własnoręcznie wymierzanej sprawiedliwości (Drive). Pomimo pewnych stałych elementów reżyserowi udaje się ze swobodą poruszać w obrębie skrajnie różnych światów, od mrocznego półświatka kopenhaskiej mafii, przez więzienne mury,

Czysty testosteron

Dobry rekin Pytanie z tytułu, będące cytatem z Drive, odnieść można do protagonistów reżysera, równie dobrze jednak pasuje do samego twórcy, który trzyma w sobie cząstkę każdego ze swoich bohaterów. Sam zresztą boryka się ze zbyt gorącym temperamentem (został wyrzucony z uczelni za... ciśnięcie biurkiem o ścianę w trakcie zajęć). Chciałoby się powiedzieć, że Duńczyk powoli staje się „grubą rybą”, jednak określenie rekin jakoś bardziej do niego pasuje. Refn jest cholernie dobrym rekinem.0

fot : materiały prasowe

/ Nicolas Winding Refn


styl życia / Co będzie, jak się kogoś przestraszy? Łabędzie

życia

Sprawdzamy, co piszczy w świecie NBA

49 PO GODZINACH Wielki Ranking Wódek W imię nauki poświęcamy własne wątroby i szukamy najlepszej wódki 50 TURYSTYKA Sekrety Australii .Nie tylko kangury i misie koala

Wszyscy jesteśmy idiotami Robert Szklarz

S z e f dz i a ł u P o l i t y k a i G o sp o d a r k a

ubimy myśleć o nas jako o jednostkach ponadprzeciętnych, ludziach lepiej poinformowanych i w ogóle mądrzejszych od tej całej szarej masy. Kluczowym słowem jest tutaj ponadprzeciętny, czyli znajdujący się w tej lepszej połówce społeczeństwa. Na społeczeństwo ogółem patrzymy jak na rzeszę głupców, która gdzieś tam sobie żyje, ale tak naprawdę o niczym nie ma pojęcia. Co ciekawe, kogo byśmy nie spytali, to praktycznie wszyscy są na ten temat podobnego zdania. Większość uważa, że większość to idioci. Gdzie więc jest ta gorsza połówka narodu, od której wszyscy są lepsi? Nie ma grupy społecznej, która lepiej by obrazowała to zjawisko niż kierowcy. Według badania Portret polskiego kierowcy, przeprowadzonego przez PZU, aż 80 proc. Polaków prowadzących samochody uważa swoje umiejętności za ponadprzeciętne, narzekając przy tym okrutnie na pozostałych użytkowników dróg. Skoro wszyscy jeżdżą tak dobrze, to gdzie są ci ludzie, od których jeżdżą lepiej? We własnym samochodzie każdy jest nieomylny i niech się strzegą wszyscy za szybami, którzy mają czelność mieć inne zdanie! Niestety nie jest prawdą, że za kierownicą jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż na co dzień. Nie

L

Większość uważa, że większość to idioci. Gdzie więc jest ta gorsza połówka narodu, od której wszyscy są lepsi?

od dziś wiadomo, że jesteśmy społeczeństwem złożonym z jednostek potrafiących się wypowiedzieć na każdy temat i we wszystkich będących niezwykłymi specjalistami. Mając tak ogromną wiarę we własną nieomylność, jest nam niezwykle łatwo budować własną wartość na pogardzie. I to niezależnie od grupy społecznej. W tym samym banku kasjer będzie kpił z klientów i ich kiepskiego zrozumienia tematu, podczas gdy osoby po drugiej stronie okienka będą widziały w nim złodzieja w białym kołnierzyku. Specjalistyczna wiedza daje tutaj dużo pola do pogardy. Ile razy, studencie ekonomii, uważałeś się za lepszego, myśląc o społeczeństwie, które w tym temacie nie ma nic do powiedzenia? Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ta szara masa nie pozostaje dłużna i ma o studentach ekonomii wcale nie lepsze zdanie. Albert Einstein miał kiedyś powiedzieć, że każdy jest geniuszem. Ale jeśli zaczniesz oceniać rybę pod względem jej zdolności wspinania się na drzewa, to przez całe życie będzie myślała, że jest głupia. Słowa te działają jednak w dwie strony i może się okazać, że w istocie wszyscy jesteśmy idiotami. Jeśli jednak zaczniesz oceniać świat względem swoich zdolności i poglądów, to przez całe życie będziesz myślał, że jesteś geniuszem. 0

kwiecień 2013

fot. Zuzanna Napiórkowska

Styl

Polecamy: 46 SPORT Ostatnia prosta przed play-offami


SPORT

/ koszykarskie emocje

Czy znajdzie się prawdziwy rywal dla Miami Heats?

Ostatnia prosta przed play-offami Ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że obecny sezon najlepszej ligi koszykarskiej świata posiada dwa oblicza: z jednej strony ekscytujące i trzymające w napięciu, a z drugiej delikatnie przewidywalne. To, której strony NBA doświadczymy, zależy od tego, na jaką konferencję zwrócimy naszą uwagę. T E K S T:

NORBERT GIZA

ez wątpienia spośród wszystkich drużyn z poszczególnych konferencji (czyli elementów systemu organizacji NBA, które grupują drużyny według orientacyjnego położenia geograficznego) najbardziej bogate w utalentowanych zawodników są te z zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Kluby, które już w sezonie 2011/2012 były respektowane w całej lidze, w większości skorzystały z dobrodziejstw okienka transferowego i jeszcze bardziej przybrały na sile, dzięki czemu tabela wypełniła się zespołami o równie wielkim potencjale.

B

Najlepsi z najlepszych Odzwierciedlenie tego znajdziemy w zestawieniu drużyn po pięciu miesiącach rozgrywek. Pierwszą pozycję zajmują San Antonio Spurs, prowadzeni przez rozgrywającego znakomity sezon Francuza Tony’ego Parkera oraz legendarnego już trenera Gregga Popovicha. Wraz z zespołem z Teksasu na czele stoi Oklahoma City Thunder, która przed All-Star Weekend wytransferowała swojego superstrzelca Jamesa Hardena. Wbrew wszelkim obawom fanów Oklahomy jest on wyśmienicie zastępowany przez Kevina Martina, który skutecznie dostarcza punkty z ławki. Warto zaznaczyć, że bardzo blisko wymienionej dwójki trzymają się kluby z Memphis, Denver, jak i Clippersi z Los Angeles. Pierwsi,

czyli Grizzlies, którzy przez wiele lat opierali swoją grę na tym samym trzonie zawodników, w tym sezonie postanowili zaskoczyć fanów koszykówki i oddać swoją gwiazdę – Rudy’ego Gaya ze względu na jego słabą dyspozycję – tragiczne 40 proc. skuteczności z pola – oraz stosunkowo wysoki kontrakt. Bardzo drużynową i przyjemną dla oka koszykówkę prezentują gracze Nuggets, którzy wzmocnili swoją ofensywę jednym z najbardziej atletycznych graczy – Andre Iguodalą. O zespołowości ich gry świadczy fakt, że aż 9 zawodników notuje średnio 8 i więcej punktów na mecz! Godna podziwu jest również gra Clippersów, którzy, jak w poprzednich sezonach, zachwycają nas swoimi efektownymi wsadami. Ci, którzy nie widzieli alley-oopa (rodzaj zagrania w koszykówce) DeAndre Jordana czy cudownej akcji Crawford-Griffin, proszeni są o jak najszybsze obejrzenie klipu w Internecie!

Napięcie wzrasta Zjeżdżając powoli w dół tabeli, można łatwo zauważyć, jak ekscytująca będzie walka o play-offy, ponieważ blisko siebie plasują się drużyny: Warriors, Rockets, Lakers, Jazz, Dallas oraz Portland. Osoby, które przed rozpoczęciem sezonu obstawiły, że mistrzostwo NBA zdobędą „Jeziorowcy”, mogły równie dobrze zainwestować majątek w Amber Gold, ponieważ nikt już nie spodziewa się ich triumfu w ewentualnej fazie pucharowej. Pomimo spektakularnych transferów, jak Dwight Howard czy dwukrotny MVP ligi i dawny kumpel naszego człowieka, Marcina Gortata – Steve Nash, Lakersi zaliczyli tragiczny początek sezonu, a ciężko się oprzeć wrażeniu, że całą grę ciągnie jedynie ich lider, Kobe Bryant.

fot. Scott Mecum, cc

Na wybrzeżu wschodnim

Lakersi wydają się być nie do zwyciężenia

46-47 magiel

Nadmiar emocji fanom NBA jednak nie grozi, gdyż na wschodzie sytuacja jest tak nudna, jak tylko mogła być. Tutaj niezaprzeczalnie dzielą i rządzą koszykarze

Miami Heat, którzy w trakcie pisania artykułu nabijają sobie serię dwudziestu czterech wygranych pojedynków z rzędu (ciekawe, czy im się to nie nudzi). Nikogo też nie dziwi fakt, że obecnie najlepszy gracz ligi, LeBron James, rozgrywa kolejny wyśmienity sezon, a w jego grze widać nie tylko niesamowity talent, ale także dojrzałość i dyscyplinę, o czym świadczy znakomita selekcja rzutowa. Miały się tu znaleźć również informacje o rywalach koszykarzy z Florydy, jednak... takich nie ma. Pierwsze i drugie miejsce dzieli dosłownie przepaść, bowiem jest to różnica aż dwunastu wygranych spotkań! Mimo to warto pochwalić drużyny z czołówki: Indianę Pacers – za najlepszą defensywę w lidze, co oczywiście będzie miało wielką wagę w meczach play-off, New York Knicks – za dużą poprawę gry w stosunku do roku poprzedniego, nawet bez Amare’a Stoudemire’a, oraz Brooklyn Nets – za znakomite posunięcia na rynku transferowym, takie jak ściągnięcie Joego Johnsona.

Nie tylko dobre wieści Na miejscu 5. i 6. znajdują się najbardziej pechowe drużyny roku, czyli Chicago Bulls, którzy cały sezon grali bez najmłodszego MVP wszechczasów – Derrica Rose’a, i Boston Celtics, których od 2009 roku prześladuje fatum kontuzji, dotykając w najważniejszych momentach kluczowych graczy. Pomimo heroicznej walki z Heat w zeszłorocznych Finałach Konferencji, a następnie wielkiej przebudowy zespołu i ogromnych nadziei, najlepszy podający NBA, Rajon Rondo, zerwał więzadło krzyżowe, a tydzień później to samo przytrafiło się Leandro Barbossie. Los nie sprzyjał również znakomiciecie zapowiadającyemu się rookie Jaredowi Sullingerowi. Zaczyna się okres, kiedy naprawdę warto zacząć zarywać noce dla oglądania NBA, jako że to już ostatnia prosta przed play-offami. Wystarczy tylko wybrać odpowiedni mecz i cieszyć oczy najlepszą ligą świata, bo już w maju powinniśmy poznać drużyny, które będą walczyć o mistrzostwo! 0


taniec latynoamerykański /

SPORT

Zatańczymy? Porywający rytm bębnów i marakasów, gorąca atmosfera, znużone tańcem pary...Tak, wciąż jesteśmy w Warszawie. Salsa zdobywa serca i umysły coraz większej liczby osób. Niewątpliwie świadczą o tym przepełnione parkiety dzięsiątek imprez latynoskich. T E K S T:

j u l iana s ze wc z u k

Największy w Europie festiwal bachaty i innych popularnych tańców z kręgu afrolatino Bachaturo będzie rozkręcać Warszawę pod koniec sierpnia. Na uczestników czekają liczne warsztaty, imprezy i światowej klasy pokazy. W tym roku startuje również IX edycja wydarzenia znanego jako Warsaw Salsa Festival. To wydarzenie zdobyło już renomę na całym świecie, zaskarbiając sobie sympatię fanów wszelkich stylów tanecznych. Najlepsi artyści, uczestnicy przyjeżdżający do Warszawy z całej Europy (i nie tylko), intensywne warsztaty oraz imprezy do białego rana – to wszystko będzie miało miejsce w Warszawie już w dniach 8 – 10 listopada 2013.

ostatnich latach popularność tańców latynoamerykańskich w Polsce znacznie wzrosła. Dla większości wielbicieli tańca stał się on nierozerwalną częścią życia. Warszawa oferuje całą paletę zajęć, różnorodnych warsztatów, festiwali oraz imprez, na których można wyćwiczyć ruchy, a zarazem poznać wielu innych miłośników tego rodzaju zabaw. Warto trochę bliżej przyjrzeć się tej „tańczącej” części Warszawy...

W

Porozmawiajmy o tańcu

Idziemy na imprezę? W Warszawie nie brakuje miejsc, do których można udać się na imprezę latino. W niektórych klubach, takich jak Hulakula czy Salsa Libre, imprezy są często poprzedzane darmowym kursem tańca. Prawie nigdy nie ogranicza się ich do jednego tańca lub stylu, zatem każdy znajdzie coś dla siebie. Zjawiskiem niezwykłym są imprezy uliczne. Od maja, w każdą słoneczną niedzielę, wszyscy chętni zatańczyć do gorących kubańskich rytmów spotykają się pod Kolumną Zygmunta, na Ruedę de Casino. Ten styl tańca polega na wymienianiu się partnerkami podczas wykonywania dość zabawnych figur podstawowych w kole. Na imprezach latynoskich panuje swoista atmosfera. Parkiet, który łączy w pary ludzi o różnym wieku, zawodzie i pochodzeniu, staje się miejscem niemalże magicznym. Trudno jest nawet zmierzyć tę dawkę pozytywnej energii i przeżyć, których dostarcza taka impreza. Gorąca muzyka, pełne zapału pary – nikt nie pozostanie obojętny. Mimo woli zaczynasz poruszać się w takt muzyki i oddawać się tańcu. Kto wie, może dla niektórych po jakimś czasie taniec stanie się nie tylko dobrym sposobem na spędzenie wieczoru, ale i stylem życia – pełnym energii i emocjonalnych przeżyć? 0 fot. Thatdancei, cc

Współczesna moda na muzykę i taniec latynoski rozpoczęła się w latach 30. XX wieku z rozwojem radia i filmu, kiedy to „biała” publiczność zachwyciła się naturalnością i prostotą innych kultur. Pod koniec XX wieku muzyczna kultura latino stała się powszechną formą zabawy w świecie rozrywki. Tańce latynoskie cechują się zwykle wyrazistą muzyką, zmysłowością i dynamiką. Najważniejsza w tej sztuce jest płynna, ponętna praca bioder jak i całego ciała. Dwoje tańczących ludzi powinno tworzyć jedną całość, a ich harmonijne ruchy całkowicie ze sobą współgrać. Salsa – taniec, który niewątpliwie cieszy się ogromną popularnością, wywodzi się z Wysp Karaibskich, a w późniejszym okresie był bardzo popularny na Kubie. Łączy Taniec latynoamerykański rodzi się z emocji ona elementy różnych gatunków muzyczba. Taniec ten cechuje się nadzwyczajnie bliskim nych i kroki wielu tańców. Popularność na cakontaktem między partnerami i prowadzeniem łym świecie salsa niewątpliwie zawdzięcza swojej przypominającym nieco tango. emocjonalności i ekspresywności. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że istnieje tak dużo różnych jej odmian. Warszawa stolicą kultury latynoskiej Nie mniej popularna jest bachata – muzyka Conajmniej trzy razy w roku Warszawa staje i taniec z Dominikany, który chyba najczęściej się prawdziwą stolicą kultury latynoskiej. Odobok marengue towarzyszy salsie na imprezach bywają się tu bowiem największe w Europie latynoskich. Spośród innych karaibskich rodzafestiwale tańca latynoskiego, w których biorą jów tańca bachata wyróżnia się niezwykłą zmyudział znakomici tancerze z całego świata. słowością. Jednym z nich jest Warsaw Kizomba Festival Coraz większe grono zwolenników przyciąga – pierwszy tego typu event w Europie Środkorównież tak zwane „angolske tango” – kizomwej. 5 kwietnia startuje 4. edycja festiwalu.

kwiecień 2013


PO GODZINACH / skrót multimedialny/ mobilne aplikacje Redakcja bardzo żałuje, że ranking wódek nie zawiera więcej pozycji, ale testerzy nie dali rady już ich wypić

Skrót multimedialny

Mobilny kącik T E kst i zdj ę cia :

A r l e ta p i ł at

Galaxy S IV Samsung oficjalnie zapowiedział wprowadzenie na rynek nowego smartfona z serii Galaxy. Ma być pod wszelkimi względami jeszcze lepszy od Galaxy S III. Nawet jego wyświetlacz, zgodnie z Apple’owską modą, będzie o 0,2 cala większy. Poza tym ekran zostanie wyposażony w rozdzielczość Full HD (1920x1080 pikseli), aparat będzie miał 13 megapikseli, a pamięć wewnętrzna urządzenia ma wynosić – w zależności od wersji – 16, 32 lub 64 GB, z możliwością dodatkowego poszerzenia przy wykorzystaniu gniazda kart microSD. Działający pod kontrolą Andorida 4.2.2 smartfon ma kosztować w Europie w dniu premiery około 599 euro.

Dymisja w EA Prezes Electronic Arts, jednego z największych wydawców i producentów gier elektronicznych na świecie, John Riccitiello, złożył dymisję i od 30 marca przestał pełnić swoją funkcję. Piastował on tę posadę od 2007 roku. W  tym czasie EA dotknęły różne problemy finansowe, a wartość akcji firmy spadła. Jako powód swojej rezygnacji były prezes podał właśnie kiepskie wyniki finansowe i  niemożność spełnienia prognoz na cały rok fiskalny. Jego obowiązki przejął tymczasowo poprzedni prezes, Larry Probst.

Martwa wyspa Już 23 kwietnia premierę będzie miała kontynuacja niezwykle udanej i wysoko ocenianej gry Dead Island . Następczyni, o  pełnej nazwie Dead Island Raptide , zabierze gracza na kolejną opanowaną przez zombie tropikalną wyspę. W trakcie rozgrywki będzie można pokierować znanymi z  pierwowzoru bohaterami i  poznać ich dalsze losy. Producenci zapewniają, że graczy znów czeka niezapomniana przygoda.

Porządki Google Google postanowiło rozprawić się z  aplikacjami związanymi z blokowaniem reklam. Nie miało litości dla nikogo – zarówno popularne, jak i  mało znane aplikacje zostały usunięte z Google Play. Na szczęście użytkownicy starszych od 4.2.2 wersji Androida wciąż mogą pobierać aplikacje metodą okrężną, tzn. bezpośrednio ze stron producentów.

48-49

Chicks

Tap the Frog: Doodle

Lemingi wróciły! Wbrew pozorom, zdanie to nie odnosi się do bieżącej sytuacji politycznej w Polsce, ale do rynku programów na smartfony i tablety. A wszystko za sprawą powstania kilku aplikacji mobilnych inspirowanych kultową serią gier komputerowych Lemmings. Jedna z nich, Chicks, utrzymuje nas w  klimacie minionych świąt. Jej bohaterowie łudząco przypominają lemingi zarówno pod względem poziomu inteligencji, jak i skłonności samobójczych. Jedyną różnicę stanowi ich wygląd – są żółtymi kurczakami. W  Chicks odnajdziemy różnorodne sprzęty i  urządzenia, które mają umożliwić naszym kurczakom szczęśliwy powrót do kurnika. Choć sama koncepcja brzmi zachęcająco, gra sprawia miejscami wrażenie niedopracowanej. Szczególnie irytujące i kłopotliwe jest sterowanie na mniejszych ekranach. Chicks nadrabia za to humorem i  kusi wyzwaniem w postaci 25 poziomów.

Gra dobrze znana użytkownikom iOS zawitała wreszcie do Google Play. Już od pierwszych chwil po jej uruchomieniu staje się jasne, dlaczego cieszy się ona tak dużą popularnością w sklepie Apple. Po pierwsze, kolorowa i przyjemna dla oka grafika przypomina kreskówki znane z dzieciństwa. Po drugie, równie urocza jest główna bohaterka gry – mała, zielona żabka. Co ciekawe, Tap The Frog to tak naprawdę seria mniejszych gier zręcznościowo-logicznych. W każdej z nich mamy do wykonania inne zadanie, za które otrzymujemy wirtualną żabią walutę. Tę ostatnią możemy wykorzystać do odblokowania kolejnych poziomów lub zakupu akcesoriów dla naszej małej bohaterki. Dodatkową motywację zapewniają gwiazdki, które określają, jak dobrze poradziliśmy sobie z danym wyzwaniem. To wszystko sprawia, iż mimo prostych założeń, gra jest niezwykle wciągająca i zachęca do pobijania własnych rekordów. Szybkie i zręczne palce będą w niej niepodważalnym atutem.

BaekPunyo Games dostępność: Android

Playmous dostępność: Android, iOS

Tangram HD

Kolejny powrót do przeszłości, ale tym razem bardzo zamierzchłej. Aplikacja Tangram HD jest bowiem oparta na zasadach gry znanej już w starożytnych Chinach. Do Europy tangramy dotarły dopiero na początku XIX w., zyskując, nota bene, sporą popularność. Cel gry jest prosty – ułożenie siedmiu części zwanych tanami tak, by utworzyły zadany wzór. Wszystkie elementy muszą zostać wykorzystane i żadne z nich nie mogą na siebie nachodzić. W grze Tangram HD dostaniemy do ułożenia ponad 500 różnych wzorów podzielonych na kilka kategorii. Liczba wyzwań, w połączeniu z rosnącym poziomem trudności, zapewni użytkownikom wiele godzin dobrej zabawy. Co ważne, gra stanowi również intelektualne wyzwanie dla naszego mózgu. Poprawia m.in. zdolności przestrzenne oraz umiejętności logicznego myślenia. Tangram HD stanowi więc świetny przykład połączenia przyjemnego z pożytecznym.

Pocket Storm (H.Jin) dostępność: Android

Magnifier

Wśród mobilnych aplikacji można odnaleźć kilka, które w  sprytny sposób pozwalają mmapps mobile zwiększyć funkcjonalność aparatów wbudodostępność: Android wanych w urządzenia mobilne. Jedną z nich jest Magnifier, który, jak wskazuje jego nazwa, zamienia telefon lub tablet w lupę. Program jest bardzo prosty w budowie i obsłudze. W jego ustawieniach odnajdziemy regulację jasności i zbliżenia oraz włącznik lampy błyskowej – szczególnie przydatny przy gorszym oświetleniu. W  razie potrzeby otrzymany obraz można szybko obrócić lub zamienić na negatyw. Magnifier zawiera reklamy, ale nie są one bardzo uciążliwe i nie przeszkadzają w swobodnym użytkowaniu. Z kolei niewątpliwą zaletą aplikacji jest to, że zajmuje bardzo mało miejsca w pamięci telefonu.


ranking wódek

PO GODZINACH

Wielki Ranking Wódek

Z pewnością większość studentów stała już przed tym problemem. Jest sobota wieczór, za chwilę zaczyna się domówka, a na regale w monopolowym tyle butelek… Którą z nich wybrać? MAGIEL postanowił rozwiązać ten problem raz na zawsze i sprawdzić, która wódka smakuje studentom najbardziej. T E skt:

R e da kcja M AG L A

ocni koneserzy oraz przygodni smakosze od dawien dawna spierali się, który to spośród wszelkich trunków znaczonych znamiennym 40% na etykiecie jest najsmaczniejszy. Ile osób, tyle opinii, a  każda kolejna spośród nich była zupełnie inna od wcześniejszej. By owe spory rozstrzygnąć raz na zawsze, postanowiono sporządzić listę najpopularniejszych marek czystej wódki, a  następnie rozpocząć staranne eksperymenty mające ponad wszelką wątpliwość wytypować tę „najdoskonalszą”. Sprawdzenie, która marka wódki jest najlepsza, wymagało przeprowadzenia testów w starannie przygotowanych warunkach. Przede wszystkim konieczne było znalezienie odpowiedniej liczby testerów, reprezentujących jak najbardziej zróżnicowane grupy studentów. W  skład gremium oceniającego weszli reprezentanci obu płci oraz wszystkich roczników zarówno Studium Magisterskiego, jak i  Licencjackiego. Wywodzili się oni z  trzech największych warszawskich uczelni – Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Warszawskiego oraz Politechniki Warszawskiej – łącznie było to 19 osób. Dzięki takiemu zróżnicowaniu możliwe stało się znalezienie napitku, który możliwie najlepiej trafiał w gusta jak najszerszej grupy osób.

N

Trunki były rozlewane w  osobnym pomieszczeniu tak, aby żaden z  testerów nie miał możliwości zauważenia, który rodzaj alkoholu jest w  danym momencie degustowany. Kolejność ich podawania była całkowicie losowa i  ujawniona dopiero po zakończeniu prób. W  ten sposób uniknięto podczas wystawiania oceny sugerowania się marką wódki i jej ceną, możliwe stało się więc skupienie na tym, co najistotniejsze, czyli na zapachu wódki, jej smaku i posmaku, jaki zostawiała. Uwzględniając te czynniki, każdy recenzent miał następnie za zadanie wystawienie oceny w skali 1 – 10 (gdzie 1 było oceną najniższą, a  10 najwyższą) oraz zostawienie krótkiego komentarza opisującego doznania smakowe towarzyszące degustacji. Wyniki zostały następnie zebrane i, po obliczeniu średniej, wyłoniono zwycięzcę rankingu. Najwyższą średnią uzyskał Sobieski, który co prawda nie dostał najwyższych ocen – najwięksi zwolennicy ocenili go na 8, jednak zebrał on zdecydowanie najmniej ocen negatywnych. Naszego zwycięzcę doskonałym opisem uraczył jeden z recenzentów: Wódka śniadaniowa, lekkostrawna, prześlizgująca się przez początkową część układu pokarmowego z łatwością tak wielką, jak dryfowanie

Waldemara Pawlaka prze te wszystkie koalicje III RP. Tuż za nim uplasowała się Luksusowa, co było ogromnym zaskoczeniem dla tworzących niniejszy ranking. Charakteryzował ją umiarkowanie mocny, kwaśny zapach, daleki jednak od woni dworca centralnego. Smak intensywny, ale poprawny. Pierwszą trójkę zamknęła Finlandia, która od razu została rozpoznana przez koneserów. Nie spotkała się jednak z dużym entuzjazmem doświadczonych smakoszy: Delikatność, tylko tyle i aż tyle! Jednak czy jest to wartość najwyższa? Wszakże pijąc wódkę chcemy pić wódkę, a nie tylko wprawić się w stan upojenia . Największym rozczarowaniem spośród testowanych trunków okazała się Wyborowa, która zajęła drugie miejsce od końca, a opinie na jej temat były niemal jednoznaczne: Zapach nie wróży szczególnych wrażeń smakowych, dalsze etapy testu tylko to potwierdzają. Do tego pozostawia fatalny posmak . Trafiła jednak w gusta jednego z testerów, który był nią wyjątkowo zachwycony, wystawiając ocenę 9/10. Zestawienie zamknął zaś Stock, jednak komentarze na jego temat nie nadają się do publikacji w MAGLU. Na zdrowie! 0

6

2

ilustracja: Wojciech Kuczek

4

Oceny wystawiane w skali 1-10 dały parę zaskakujących wyników, które mogą wpłynąć na zmianę preferencji kupowanych trunków kwiecień 2013


/ po drugiej stronie globu Bita śmietana musi mieć dużo siniaków

Sekrety Australii Aspekty finansowe to główny powód migracji ludzi do Australii, aż 60 proc. przyjezdnych ubiega się o wizę, która daje możliwość pracy na miejscu. Jeśli wydaje się wam, że nie istnieje miejsce, gdzie pieniądze „leżą na ulicy” – czas odwiedzić to państwo. TEKST i FOTOGRAFIE:

Justine Marielle

ajmniejszy kontynent świata – już samo to stwierdzenie sprawia, że większość z nas ma ochotę wsiąść do samolotu i poznać ten tajemniczy kraj. Niestety ogromna odległość, związane z nią koszty podróży oraz restrykcyjne wymogi wizowe skutecznie przywrócą nas do rzeczywistości. Jednak marzyć nikt nam nie zabroni – wybierzcie się z MAGLEM w podróż palcem po mapie.

N

two i  szybko zarobionych pieniędzy. Oczywiście, tego rodzaju przyzwolenie na imigrację do Australii – ziemi obiecanej otrzymują tylko dobrze sytuowani, młodzi „turyści” z wyselekcjonowanych przez australijskie wymogi wizowe krajów. Pomimo ostrych restrykcji w ostatnich latach coraz więcej osób osiedla się w tym kraju na stałe, głównie imigranci z Chin, Wietnamu, Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii i Indii.

Początek ludzkości W Australii fascynuje nie tylko natura czy endogeniczny ekosystem, ale również kultura, religia i historia Aborygenów. Kiedyś mieszkali oni niezależnie od siebie, w małych plemionach, różniących się od siebie kulturą, językiem i wierzeniami. Obecnie znajdziemy ich głównie w dużych miastach, a precyzyjniej w slumsach wielkich australijskich metropolii. Jednak według badań niektórych antropologów – przynajmniej australijskich – byli pierwszymi ludźmi na Ziemi i to oni „wywędrowali” do Polinezji, by następnie dać początek naszym afrykańskim przodkom. Zamieszkiwali Australię od około 50 tys. lat, będąc w  stanie przetrwać w  trudnych warunkach klimatycznych, wykorzystując do tego niewiele więcej niż przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiedzę na temat naturalnego środowiska kontynentu i  tego, jak z  nim najlepiej współgrać. Przed kolonizacją istniało w  Australii prawdopodobnie co najmniej 250 różnych języków i 700 dialektów. Niestety, dzisiaj główną pozostałością po rdzennych mieszkańcach jest tradycyjny instrument zwany „didjeridu”, bardzo popularny w kraju oraz obrazy sprzedawane w licznych galeriach.

Grosz do grosza… Niewiele jest krajów, w  których tak łatwo przychodzi znalezienie dorywczej pracy i  dorobienie się „kokosów”, które po ewentualnym powrocie do ojczyzny wystarczą na dostatnie życie przynajmniej przez kilka lat. To wyjaśnia ogromną liczbę europejskich podróżnych na tak zwanych wizach „work and holiday”, spakowanych w  plecak, oczekujących kangurów, pełnego słońca (uwaga na dziurę ozonową nad Australią!) i  zabawy, ale przede wszystkim ła-

50-51

pomyślna sytuacja ekonomiczna krainy kangurów i szybki wzrost gospodarczy w tym kraju są głównie pochodną występowania licznych surowców naturalnych wydobywanych na ogromną skalę. Niekoniecznie z uwzględnieniem skutków środowiskowych czy społecznych.

Wodny raj Australia może pochwalić się również niesamowitymi, zapierającymi dech w piersiach plażami. Co więcej, większość z nich jest zazwyczaj dziewiczo czysta, nietknięta przez dobrze nam znane masy turystów wylegujących się na słońcu, którzy zalewają europejskie kurorty. Australia to też idealne miejsce na surfing, kitesurfing, nurkowanie i inne sporty wodne. To stąd najbliżej do Wielkiej Rafy Koralowej – co skutecznie wykorzystują australijskie firmy trudniące się organizacją wycieczek dla nurków i innych osób szukających wrażeń.

Nowa kultura Przyjaźń dla wybranych Nietrudno jest pokochać Australię od przysłowiowego „pierwszego wejrzenia”. Ludzie sprawiają wrażenie przyjaznych, pomocnych oraz bardzo uprzejmych, aczkolwiek zazwyczaj ta pozorna przyjaźń ogranicza się do osób tego samego koloru skóry – niechęć do imigrantów z Afryki i Azji jest tu na porządku dziennym. Australijczycy, jak powszechnie wiadomo, są potomkami białych kolonizatorów, a ściślej mówiąc kryminalistów zesłanych z Wielkiej Brytanii przed paroma wiekami oraz innych białych ludzi, którzy osiedlali się na tym kontynencie w  późniejszym okresie. W  historii kolonizacji Australii znajdziemy wiele zbrodni przeciw jej rdzennym mieszkańcom Aborygenom, pochodzącym z wielu różnorodnych plemion. Rasizm w stosunku do ludzi o innym kolorze skóry jest spowodowany głównie popularnym przekonaniem, że jedyny powód, dla którego ktokolwiek z  Azji czy Afryki przybył do Australii, to zagrabianie obywatelom ich „ciężko zarobionych” pieniędzy przez nadużywanie pomocy socjalnej. Racjonalnie myśląc, dobrobyt, wyjątkowo

Kulturę białych Australijczyków opisuje doskonale popularna koszulka sprzedawana w wielu sklepach z pamiątkami z napisem: „This is Australia. We eat meat, drink bear and speak fu**ing English”. Niestety, główny nurt “kulturalny” dzisiejszej krainy kangurów ogranicza się do leżenia pod słońcem, licznych BBQ z niemałą ilością alkoholu, jak również, a nawet koniecznie zakupie ogromnego domu na przedmieściach i  samochodu z  napędem na cztery kola. W  tej krainie „mlekiem i miodem płynącej”, gdzie wszystko przychodzi dość łatwo, ludziom żyje się bezpiecznie oraz wygodnie, często łatwo jest zapomnieć o  tym, że istnieje świat za oceanem, bieda, wojna i  inne problemy. Jednak czy takie postawy i obojętność kogoś jeszcze w dzisiejszych czasach dziwią? Czas zakończyć te rozważania i  namówić do odwiedzenia tego ogromnego kraju-kontynentu. Nie zapominajcie przy tym o sumieniu i  rozsądku. Aha, kangurów karmić nie wolno - oczywiście, jak już spotkacie te żywe, bo niestety częstszym widokiem są zwierzęta, które zginęły pod kołami samochodów – tak, tych z napędem na cztery koła. 0


Michał Pełka/

Znalazłbym

fot.: SSBC

szefa na SGH

Bieganie z finką po lesie? Dla jednych będzie to świetny sposób na spędzenie wakacji, a dla innych dawno zapomniana, niepoważna zabawa. Tymczasem Skauci Świętego Bernarda z Clairvaux, harcerze – pielgrzymi, jak sami siebie określają, wymykają się utartym schematom. Wyruszyli w wędrówkę drogą zaczynającą się od wychowania, a na jej końcu upatrują szczęścia. O skautach mówi ich założyciel – Michał Pełka. r o z m aw i a ł :

A l e k s a n d e r s t e l m a s zc z y k

MAGIEL: Czy rozpoczynając w 2008 r. pierwszą wędrówkę Skautów Św. Bernarda z Clairvaux

spodziewałeś się, że zaledwie pięć lat później proszony będziesz o udzielenie wywiadu?

MICHAŁ PEŁKA: Gdy zakładałem skauting to naprawdę nie spodziewałem się niczego.

Co więcej: gdybym wiedział, jak wiele będę musiał zrobić, zapewnie nawet nie próbowałbym zakładać.

Czyżby kosztowało to tak wiele wysiłku? Niezupełnie. Ciężarem jest odpowiedzialność, bo jeśli pracuje się z ludźmi, to jest się za nich odpowiedzialnym. Na dodatek nie mogę wynagrodzić ich pieniędzmi ani zaszczytami, a jednak, jako przywódca, muszę im coś dać – coś z siebie. Nie mogę powiedzieć: mam tego dosyć, więc odchodzę. Wręcz przeciwnie – muszę zachowywać się tak, aby można mnie było nazwać wzorem. Jeden ze skautów zasłużonych dla ruchu we Francji, Michel Menu, napisał tekst, który dobrze wyjaśnia, czym jest odpowiedzialność: jeśli brzemię zbyt ci ciąży, pomyśl o tych, którzy są za tobą. Jeśli zwolnisz, oni się zatrzymają. Jeśli się zatrzymasz, oni się położą. Jeśli osłabniesz, oni się załamią. Lecz zakończenie mówi, że jeśli będziesz szedł naprzód, to oni będą biec. Innymi słowy: muszę być silny, bo jeśli ja będę mieć problem, to co z tymi, którzy mi zaufają? Jeśli kogoś, kto zaangażował się społecznie zawiedzie ten, komu zaufał, to może to – dosłownie – zniszczyć czyjeś życie. Ludzie oddają serce, by potem przekonać się, że ktoś ich porzucił albo wykorzystał. Przytrafiło się to kilku inicjatywom w Polsce, a skutki były bardzo złe – ludzie, którzy mogliby robić coś dobrego dla innych, rezygnują i interesują się tylko sobą.

Tymczasem Twoja rola polega na formowaniu szefów? Tak, czyli dorosłych ludzi – wszyscy nasi szefowie są pełnoletni. To sprawia trudności, ponieważ nie mogę ich formować w sposób taki, jak trzynastoletniego skauta. Szefów traktować należy jak dorosłych, a nie jak dzieci, a więc znów dochodzimy do kwestii odpowiedzialności. Poza tym nie można przekazać czegoś, czego się nie ma. Dlatego musiałem się bardzo wiele dowiedzieć i wciąż muszę się kształcić, by uczyć innych. Nasze spotkania polegają między innymi na wspólnym omawianiu pozycji książkowych i wymienianiu doświadczeń tak, aby w pracy z wilczkami osiągnąć właściwy efekt wychowawczy.

Efekt wychowawczy? Skauting to metoda wychowania komplementarna do dorastania w rodzinie. Jej celem jest wykształcenie poważnych, odpowiedzialnych mężczyzn i kobiet. SBBC jest akurat organizacją męską.

Dlaczego? Przecież z braku koedukacji zrezygnowano w szkolnictwie już dawno temu. Mimo to rozdzielenie chłopców i dziewcząt pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi pedagogicznych. W niektórych przypadkach nie da się wychowywać dzieci obojga płci jednocześnie.Prosty przykład: jeżeli organizujemy w lesie grę, w której mamy grupę osób w wieku piętnastu i szesnastu lat, to wiadomo, że chłopcy będę silniejsi, więc rywalizacja między zastępami nie będzie miała sensu.

Być może, jednak w nowoczesnym świecie kobiety i mężczyźni spotykają się wszędzie – w życiu prywatnym i zawodowym. Jaki jest więc sens wychowywania ich oddzielnie? 1

kwiecień 2013


/Michał Pełka

Wiadomo, że jeśli pójdziemy na bazar, to spotkamy tam ludzi obojga płci. Pamiętajmy jednak, że w  ramach skautingu nie mówimy o  wychowaniu do życia w  społeczeństwie pod każdym względem – jesteśmy przecież komplementarni do rodziny. Chcemy kształcić ludzi odpowiedzialnych, a odpowiedzialna kobieta jest różna od odpowiedzialnego mężczyzny. Biorą pod uwagę klasyczne wychowanie, klasyczną filozofię i zdrowy rozsądek oczywiście. Kobieta jest determinowana choćby przez swoją funkcję bycia matką, a mężczyzna - ojcem.

Skauting stworzony został przed wojną, kobiety są obecnie aktywne zawodowo na męskich stanowiskach, może więc pora na zmianę retoryki? Unowocześnienie metody? To całkowicie błędne rozumowanie. Skauting był nowoczesny od samego początku. Baden-Powell początkowo stworzył go dla chłopców, szybko jednak stwierdził, że dokładnie ta sama metoda jest możliwa do zaadaptowania dla dziewcząt. Mimo to chłopcy nie przestają być chłopcami, a dziewczęta dziewczętami. Na tym polega piękno metody, która na dodatek ciągle działa tak samo skutecznie. Weźmy za przykład gałąź zieloną, czyli chłopców w wieku 12-17 lat, i wyobraźmy sobie drużyny męską i żeńską. Jeśli chodzi o kwestie zasadnicze, to zasady wychowania są dla obu grup takie same – te same obozy, namioty, węzły. Tak jak jednak bierzemy pod uwagę, że metodę należy stosować różnie do dzieci z różnych grup wiekowych, tak samo powinniśmy zauważyć, że dotyczy to grup męskich i żeńskich. Nie mamy żadnych problemów z tym rozdzieleniem. Rodzice są zadowoleni, dzieci też.

Kto może zostać szefem? Szef musi być pełnoletni, a więc gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność. Oczywiście nie zostanie nim nikt, kto nie ma talentu pedagogicznego. Z tym talentem jest jak ze śpiewaniem – duża część populacji nie nauczyła się śpiewać lub wmówiła sobie, że nie umie. Tymczasem większość nadaje się zarówno do bycia opiekunem, jak i do śpiewania. Mamy szkolenia wewnętrzne, a moi szefowie dobrze sobie radzą. Znają osobiście każdego chłopca, mogą powiedzieć rodzicom o jego mocnych stronach, a także znaleźć sposób, aby wady przekuć na zalety. Tak osobiste podejście do podopiecznych wymaga wysłania za każdym razem odpowiedniej libczy zastępowych, czyli dwóch lub trzech szefów na kilkunastu chłopców.

Działacie na zasadzie wolontariatu? Oczywiście – angażujemy się społecznie i nagle okazuje się, że mamy efekt dźwigni, bo rezultaty są większe niż włożona praca. Czasami jestem zachwycony gdy ktoś, kogo uważałem za osobę nieodpowiednią na szefa, okazuje się odpowiedzialny, bardzo się stara, czyli jest zupełnie inny, niż przypuszczałem. Warto pamiętać, że na zostanie liderem nigdy nie jest za późno. Ja sam zostałem skautem, mając ponad dwadzieścia lat, wstąpiłem do skautingu we Francji. Datę złożenia przyrzeczenia na górze Hochgrat świętuję do dziś. Wiek nie ma znaczenia, chodzi natomiast o pewnego ducha odpowiedzialności i poczucia wspólnoty, w której można coś zrobić. Bo skauting jest tak naprawdę narzędziem, które może pomóc ludziom, także dorosłym, stać się lepszymi.

W pewnych aspektach mło-

Nie widzisz więc problemu w  tym, że czasy się zmieniają? Coraz częściej dochodzi przecież do przenikania i zanikania ról. Niektórzy widzą w tym „rozwój społeczeństwa”.

dzież na pewno dorasta prędzej. Jednak nie do bycia odpowie-

Ależ tak, widzę problem. To kłopot wielu kobiet, że brakuje mężczyzn, jest za to coraz więcej chłopców. Kobiety powinny popierać skauting – trzeba wychowywać prawdziwych mężczyzn, bo tych jest za mało. Wydaje się, że społeczeństwo się rozwija, jednak nikt nie udowodnił, że idzie w dobrym kierunku, podobnie jak gospodarka, która po znajdowaniu się na ścieżce pozornego wzrostu nagle okazuje się bankrutem. My, skauci, zmierzamy w  kierunku znanym od dawna, wypróbowanym przez doświadczenie i tradycję. Jeśli ktoś mimo wszystko nie chce iść z nami – nie ma problemu.

Czym różni się SSBC od pozostałych polskich organizacji harcerskich? Choćby od tych najbardziej znanych jak ZHP (Związek Harcerstwa Polskiego), ZHR (Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej) i Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza?

Przede wszystkim staramy się być wierni skautingowi klasycznemu, co odróżnia nas od ZHP, a także częściowo od ZHR, które mocno zmodyfikowały metodę Baden-Powella. Ponadto używamy, zaaprobowanej przez Baden-Powella, katolickiej modyfikacji jego metody, dokonanej w czasie I wojny światowej przez jezuitę o. Jakuba Sevin, czyli tzw. metody skautingu katolickiego. Zasady skautingu katolickiego mogą być interpretowane na różne sposoby bez wykrzywiania ich założeń –posługujemy się tą samą, co inne organizacje skautingu katolickiego, metodą pochodzącą od o. Sevin, mamy podobnie brzmiące przyrzeczenia, ale w wielu szczegółach dotyczących konkretnych– w ramach metody – wyborów pedagogicznych różnimy się od siebie. Mimo to należy podkreślić, że i tak przez szacunek dla innych uznaje się ważność przyrzeczeń poszczególnych organizacji.

dzialnymi mężczyznami i kobie-

tami, a tego chcemy.

Jak wiele osób chce iść z Wami? Wszystkich osób jest około pięćdziesięciu, włączając w to zarówno szefów-wędrowników, jak i dzieci (wilczki, skauci). Mamy obecnie cztery jednostki: klan wędrowników, skautów, gromadę wilczków w Sękocinie pod Warszawą oraz drugą gromadę wilczkową na warszawskiej Woli.

A jak wyglądały początki? Zaczynaliśmy skromnie. Na pierwszej wędrówce byłem z trzema chłopakami. To było w grudniu 2008 r. Zaczynaliśmy we trzech, później było więcej i więcej. Na początku sam szukałem ludzi, pomagali mi znajomi. Obecnie sami przychodzą. Jest to dla mnie mała lekcja, bo skoro pewne osoby przyszły, choć nikt im nie kazał, nikt im nie płacił, a ja – tak naprawdę – mogę zaoferować im tylko znój, łzy i pot, to znaczy, że metoda działa. Ludzie chcą to robić. Po moich wędrownikach widzę, że skauting, a szerzej – wolontariat, jest potrzebny.

Co zadecydowało o sukcesie? Sądzę, że to Opatrzność. Pewne rzeczy się dzieją. Nagle okazuje się, że konkretną osobę się spotyka. Wiem, że gdy patrzy się z perspektywy, to założenie organizacji skautingu wygląda na prawie niemożliwe do zrobienia. Jednak to, co jest, zostało zrobione. Wciąż zgłaszają się do mnie nowe osoby, ostatnio przyjęliśmy kolejnych wędrowników, wśród najstarszych mamy już piętnaście osób.

52-53

Co Was wyróżnia na tle innych? Stawiamy na klasyczny system zastępowy, polegający na wzajemnym kształtowaniu się starszych i  młodszych skautów. We współczesnym harcerstwie to niemalże niemożliwe, dokonano tam bowiem podziału gałęzi zielonej na dwie części. Klasycznie byłoby 12-17 lat, ale granicę wyznaczono w  okolicach czternastego roku życia. Problem polega na tym, że niewielu 13-14 -latków jest w stanie być dobrymi szefami zastępu. Potrzeba kogoś starszego, ale starszych już nie ma, bo piętnastolatki przechodzą do kolejnej grupy. W młodszej części mamy więc zastępy bez szefów, a w starszej nie są już potrzebni, bo piętnastolatki są zbyt mocno ukształtowane. Starsi niekoniecznie chcą biegać po lesie z finkami. Nasz sposób na starszych – pochodzący od Baden-Powella – to pozwolenie im na wzięcie odpowiedzialności za młodszych. To uczy odpowiedzialności, bo widzą, że opieka daje rezultaty. A młodszy uczy się od starszego, mamy więc synergię.

Na waszym profilu napisane jest „Skauting katolicki jest najlepszą metodą samowychowania młodych”. Co znaczy „samowychowanie”? Przecież osoby zrzeszone są w zastępie, razem z szefem...


Michał Pełka/

Tak. Podam taki przykład. Wilczki są najmłodsze, a  trudno wymagać od np. ośmiolatka, żeby się sam wychowywał. Mimo wszystko możemy pomóc mu w zrobieniu kroku w dobrym kierunku. W gromadzie przy św. Klemensie nauczono chłopców kilku węzłów i dano im sznurki na własność. A oni, wiemy o tym, bo rodzice są z tego bardzo zadowoleni, ćwiczą te węzły, choć nikt im nie kazał. Wystarczyło dać im wzór i narzędzia, a wtedy okazało się, że są sami w stanie je wykorzystać. Nie działa to tak, że dostają pracę domową, którą przestaną odrabiać, kiedy tylko spuścimy ich z  oka. Pracują sami, a  w  ten sposób uczą się wytrwałości, cierpliwości i paru innych rzeczy, a także kształtowania swojego charakteru. I  tym się zajmujemy: kształtujemy charaktery.

Zdawałoby się, że w dobie specjalizacji, gdzie od gimnazjum dobiera się przedmioty, które mają prowadzić wzdłuż wyznaczonej ścieżki, ludzie dojrzewają szybciej. Czy wciąż należy wychowywać kilkunastoletnich chłopców? W pewnych aspektach młodzież na pewno dorasta prędzej. Jednak nie do bycia odpowiedzialnymi mężczyznami i kobietami, a tego chcemy.

Skauting ma pięć celów. Wymieniliście je na waszej stronie: zdrowie; sprawność fizyczna; zmysł praktyczny; kształcenie charakteru; zmysł służby; Bóg. Zwłaszcza służba brzmi nienowocześnie, kojarzy się z posłuszeństwem oficerskim. Nigdy nie patrzyłem na służbę skautów przez pryzmat militarny. To jest służba dla innych. Dla tych, którzy są dookoła nas. Stąd obowiązkiem skauta jest wykonać codziennie dobry uczynek.

Czy jednak militaryzm nie jest częścią skautingu? To harcerstwo wykształciło Szare Szeregi, które podczas wojny dokonały godnych podziwu osiągnięć. Trudno sobie wyobrazić podobny zryw dzisiaj, choćby z tego powodu, że młodzież nie ćwiczy się w strzelectwie. Militaryzm częścią skautingu? Baden-Powell tak nie uważał, a był wojskowym. Pojawia się pytanie, czy militarne metody są najlepszym sposobem wychowania człowieka. Moja odpowiedź brzmi: nie. Chodzi o to, że nie chcemy uczyć chłopców strzelać, tylko wychować ich tak, żeby każdy z nich mógł przewodzić. Nauczyć się strzelać jest łatwo, ale nauczyć się być dobrym człowiekiem – trudno.

Dlaczego zdecydowałeś się na założenie SSBC, a więc na poświęcenie czasu i kariery? Bo taki jest mój obowiązek. Wobec Boga, a więc także wobec ludzi. Człowiek żyje w społeczeństwie, a z tego wynikają obowiązki. Każdy ma swoją rolę, albo i wiele ról. Słowo „mężczyzna” nie wyczerpuje człowieka, który jest jeszcze chociażby ojcem, synem, bratem, czyimś sąsiadem, pracownikiem i przyjacielem. Grup w społeczności, w której się żyje, jest mnóstwo. Częścią życia są obowiązki wobec tych grup.

To, co mówisz, brzmi pięknie, trudno jednak ocenić, czy trafi do studentów SGH czy UW. My, młodzi, marzymy najczęściej o pieniądzach, prestiżu i tytułach. Można by spojrzeć na Ciebie jak na sympatycznego wariata, o którym miło przeczytać tekst, ale którego śladem nie warto podążać. Ktoś mógłby powiedzieć, że gromada wilczkowa jest niepraktyczna, bo nie uczy niczego, co przyda się w przyszłym życiu zawodowym dziecka. Jak napisał Arystoteles: mały błąd na początku wielkim jest na końcu. Wszystko to kwestia założeń. Jeśli ktoś uważa, że kariera jest najważniejsza, to niewiele rzeczy można zrobić, by go przekonać. Ja uważam, że dobrze jest 1

kwiecień 2013


/Michał Pełka

robić rzeczy dobre. To daje mi satysfakcję, bo wiem, że odkładam swój skarb w  sercach ludzkich i  niebie – nie muszę wszystkiego przekładać na pieniądze. Jeśli ktoś jest ateistą, to może mieć z tym problem, bo nie będzie mieć żadnej dalszej perspektywy. Anegdota: setki lat temu żył Jordan z  Saksonii. Studiował bodajże w  Paryżu. Pewnego razu wzbudził zainteresowanie dominikanina, który zaczął zadawać ambitnemu studentowi pytania o  jego plany na przyszłość. A student podawał je po kolei. Zamierza skończyć studia i pracować w jakimś miejscu. A potem w innym. A później? To. A jeszcze później? Tamto. W końcu rozmówcy doszli do momentu, w którym Jordan powiedział: a później umrę. I w tym momencie zrozumiał, że elementem kształtującym jego życie jest śmierć. Wstąpił do dominikanów i  został drugim generałem po św. Dominiku. Rzeczywiście w pewnym momencie kariera może wydawać się najważniejsza, później jednak okazuje się, że szczęście leży gdzie indziej, niż się pierwotnie wydawało. A  leży ono w  drugim człowieku. Jednak nie należy rozumieć tego zbyt humanistycznie, bo nie tylko w człowieku. Ostatecznie celem i szczęściem jest dla nas Bóg. On jest najwyżej. Przez te wszystkie stopnie drabiny, które stanowią zasady skautów, podchodzi się do Boga, to On jest naszym celem. Wyszło patetycznie, mam rację?

Niezupełnie. Teraz brzmi to dość przekonująco. Może ktoś przeczyta i pomyśli podobnie, choćby jakiś student. W końcu mamy różne wydziały i kierunki… praktyczne i teoretyczne. Paradoksalnie, pewnie lepiej dogadałbym się z ludźmi z SGH niż z filozofii. SGH zachęca do działania, być może nawet bardziej formuje niż uczy. To nie przypadek, że macie prężnie działające Soli Deo. Nie chciałbym źle mówić o filoMagiel kwieceń.pdf 1 2013-03-21 09:25:00

zofach, jednak często poddają się oni relatywizmowi. Łatwiej czasem porozmawiać z kimś, kto ceni konkret, ma jakiś cel, choćby była to kariera. Prawdę mówiąc, nie widzę tutaj problemu.

Znalazłbyś szefa na SGH? Myślę, że tak. Przecież znalazłem szefów na różnych uczelniach. Choćby z Politechniki Warszawskiej, a z Uniwersytetu mamy studentów Archeologii i MISMaP-u, a także Prawa, które zresztą sam studiowałem.

Od 2008 r. minęło pięć lat. Co za kolejne pięć? Plany na przyszłość? Nie ma sensu planować dokładnie. Oczywiście, mam pewien zarys, biorę jednak pod uwagę Opatrzność. Trudno mi powiedzieć, co będzie za pięć lat. Gdybyś zadał mi to pytanie w 2008 r., to nie opisałbym dzisiejszej sytuacji. Na pewno nie należy mówić o liczbach, ponieważ ważna jest dla nas jakość, nie ilość. Dlatego decydujemy się na rozwój naturalny. W sierpniu dostałem mail od ośmioletniego dziecka, które chciało zostać wilczkiem w miejscu, gdzie nie mieliśmy nikogo. Znalazłem więc szefa, szybko dobrałem mu przybocznego i teraz rozwija się nowa gromada. To bardzo ludzkie, nieplanistyczne podejście.

Powiedz jeszcze, skąd pomysł na nazwę? Dlaczego Skauci Świętego Bernarda z Clairvaux? To wspaniała postać, którą osobiście bardzo cenię. Był to człowiek modlitwy, wielki kontemplatyk, a tych w Kościele brakuje. SSBC to też unikatowa w skali polskiej nazwa, dzięki której nie sposób pomylić nas z jakąkolwiek inną organizacją. I ostatecznie – skrót jest ładny, prawda? 0


Zawsze pyszne śniadania i domowe obiady – przez cały tydzień od 900 rano!

Zapraszamy codz iennie od 9 0 0 do 23 0 0 Plac Inwalidów 10 01-552 Warszawa www.zywiciel.pl


PROGRAM PRAKTYK I STAŻY

Praca przez dużo P Wiemy, po czym rozpoznać dobrą pracę. Dobra praca to praca przez dużo P: prestiżowa, perspektywiczna, dla pasjonatów, no i z pensją, rzecz jasna. I te, i inne P znajdziesz w PZU. Zapraszamy.

pzu.pl


varia / Paula Pogorzelska photography!

Na

koniec

Polecamy: 59 W SUBIEKTYWIE Szewczenko w Polsce

Jak żyją dzisiaj potomkowie ukraińskich przesiedleńców?

62 CZARNO NA BIAŁYM Nasze życie to jeden wielki kolaż 70 DGN Do góry nogami Świeża porcja hejtu prosto z uczelni

O nowym papieżu wiemy już wszystko... Ja k u b wa r n i e ło S Z E F DZ I A Ł U C Z Ł O W I E K Z PA S J Ą

iemy, że w dzień po wyborze na Biskupa Rzymu zjadł śniadanie. Wiemy, że zjadł też obiad, i to nawet w towarzystwie prezydenta Argentyny. Wiemy, że zadzwonił do argentyńskiego kioskarza, u którego ma wykupioną prenumeratę, aby anulować swoje zamówienie. Wiemy, że w odróżnieniu od innych kardynałów zapłacił za hotel, w którym przebywał podczas konklawe. Wiemy, że nie chce nosić czerwonych butów, które podobno mają stać się hitem kolekcji wiosna-lato najlepszych światowych butików. Wiemy też, że Franciszek I to wielki fan piłki nożnej, a piłkarze jego ulubionego klubu będą od teraz występować z podobizną papieża na koszulkach. Wiemy, że albo miał coś wspólnego z juntą, albo nie miał. Wiemy, że ma jedno płuco, a w jego sercu była niegdyś piękna Argentynka, która nie omieszkała pochwalić się tym na łamach większości łacińskich gazet. Z sercem problemy mogą mieć jego ochroniarze, bo wiemy, że przez niestosowanie się do żadnych zasad bezpieczeństwa może doprowa-

W

Wiemy, że zadzwonił do argentyńskiego kioskarza, u którego ma wykupioną prenumeratę, aby anulować swoje zamówienie.

dzać ich do granic załamania nerwowego. Wiemy, że za młodu do pracy dojeżdżał metrem, ale nie pogardzi też helikopterem. Przypadł do gustu kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi, bo wiemy, że ojciec papieża, podobnie jak ojciec polskiego dostojnika kościelnego, był kolejarzem. Wiemy również, że „Tygodnik Kibica” wyliczył, że jest pierwszym następcą św. Piotra spoza Europy od 1272 lat. To nie wszystko, co wiemy o Franciszku. Wiemy, że prymitywna szefowa poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, Ewa Wójciak, nazwała Go ch**** , ale reżyser Nie kłam kochanie , Piotr Wereśniak, jest bardzo zadowolony z tego wyboru. Niestety, polska komedia nie jest ulubionym filmem Franciszka, bo wiemy, że najbardziej lubi duński obraz Gabriela Axla Uczta Babette z 1987 r. O nowym Papieżu wiemy już naprawdę wszystko. Teraz przyszedł czas czekać na kolejne konklawe i kolejną naukę płynącą dla nas – katolików ze Stolicy Piotrowej. 0

kwiecień 2013

fot. Paula Pogorzelska

Rozmawiamy z Nestowem Sakaczbią


Share the moment. Youth HotSpots in Germany Must Sees Shopping Bars & Cafés Festivals & Events www.germany.travel/youth

Ściągnij aplikację! Twoje top miejsca i bezpłatny dostęp do Wi-Fi gdy jesteś w drodze. Aplikacja dostępna od marca 2013.

© Getty Images

Nightlife


Mniejszość ukraińska w Polsce /

Szewczenko

Potomkowie wysiedlonych w akcji „Wisła” czują się Ukraińcami. Mimo planów komunistycznego rządu nie ulegli całkowitej asymilacji, a kultura ukraińska, w zupełnie innym politycznym klimacie, kwitnie na Ziemiach Odzyskanych. T e k s t:

B o h da n I l a s z

mentarz w Węgorzewie. Drzewa bez koron, z gałęziami uciętymi tuż przy pniu prawie nie rzucają cienia w dzień, a w nocy dodają miejscu upiornego charakteru. Na tym cmentarzu, tak jak na wielu na Mazurach, doskonale widać ślady obecności ludności ukraińskiej. Na wielu nagrobkach napisy wyryto cyrylicą, a i wiele z tych łacińskich zupełnie nie brzmi polsko. Na takich cmentarzach leżą świadkowie historii. Powoli wymiera pokolenie ludzi, którzy nie urodzili się na tej ziemi, ale daleko na południu. Ludzi, którzy są ostatnimi świadkami powojennych przesiedleń. Mowa o akcji o kryptonimie „Wisła”, która do dziś dzieli historyków polskich i ukraińskich, a której wynikiem było przesiedlenie w 1947 roku tysięcy Ukraińców na Ziemie Odzyskane. Tam mieli zostać poddani asymilacji. Potomkowie wysiedlonych nadal żyją na

C

Mazurach, Pomorzu i Dolnym Śląsku. Już nie asymilacja, a promowanie wielonarodowości jest obowiązującą zasadą. Kwitnie ukraińska kultura, działają szkoły, zespoły pieśni i tańca, grupy teatralne, powstają coraz to nowe festiwale. Młodzi ludzie wyjeżdżający na studia, najczęściej do Trójmiasta, pamiętają o swoich korzeniach. To właśnie o nich jest ten reportaż.

W Domiwce Gdańsk, ulica Aksamitna. Do Domiwki, świetlicy Związku Ukranców w Polsce, wchodzimy od podwórka. Jest zimno, trwają marcowe mrozy. Obdrapane, pokryte szpetnym grafitti ściany nie robią dobrego wrażenia. Rzeczywiście, nie najlepiej to wygląda, ale w środku jest wszystko odremontowane! – zapewniają mnie moi przewodnicy. Siedzimy przy stołach ustawionych w podkowę. Na jednym jej końcu – starsi, na dru-

gim – młodzież. Młodzi Ukraińcy przyprowadzili znajomych ze studiów. Ci ostatni, choć nie mają ukraińskich korzeni, czują się w Domiwce bardzo dobrze. Co jakiś czas padają tylko pytania takie jak: Ale jak to, z babcią tylko po ukraińsku? – Tak, tylko po ukraińsku. – I z rodzicami też? – Tak, z rodzicami też. Nie mogą się temu nadziwić. W tle gra skoczna folkowa muzyka. Stoły przykryto papierowym obrusem – zabawa zabawą, ale następnego dnia musi być porządek. Pilnuje tego pani Ela. Siedzimy i dyskutujemy. Młodzi rozmawiają o ukraińskich imprezach, o Jarmarku (ukraiński festiwal rockowy w Trójmieście), o rekolekcjach w górach. Plotkują (czy ten chłopak Anki to swój czy nie swój?), umawiają się na wakacyjne wyjazdy. Nie wiem, o czym mówią starsi, nie wypada słuchać. Zwykle przychodzi sama młodzież, dzisiaj jest trochę drętwo – żali się Toma. Gdy na Domiwce bawią się moi znajomi, zdarza 1

kwiecień 2013

fot. Ewa Widenka

w Polsce


/ Mniejszość ukraińska w Polsce

nam się tańczyć do białego rana. Rzeczywiście, tego wieczoru jest bardziej jak na weselu czy komunii – do czasu, gdy wychodzi większość starszych, zabierając ze sobą dzieciarnię z sąsiedniego pomieszczenia. Wtedy ktoś podkręca muzykę i młodzi ruszają do tańca. Tańczy się tylko parami, kroki nie są łatwe. Podskoki, obroty, mieszanka folkloru z dyskoteką. Chłopak, który dobrze tańczy, od razu staję się dobrą partią; podobnie jest z dziewczynami. Można tak siedzieć całą noc i obserwować wirujące pary. Najbardziej doświadczeni potrafią kręcić obrót za obrotem, aż patrzącemu zakręci się w głowie – ale im nie, oni lecą dalej. Ten taniec to jakby projekcja ukraińskiej duszy. Wesołej, beztroskiej, skorej do zabawy, do ruchu, do wyzwalania jakiejś niepojętej energii w tańcu i muzyce. Ale też melancholijnej i zranionej, co słychać w ludowych pieśniach. Muzyka ucichła, czas na śpiewy. Każdy zna słowa, każdy zna melodię. Polscy Ukraińcy potrafią godzinami siedzieć przy ognisku i niestrudzenie nucić ludowe melodie. Oglądam filmiki nagrane na Watrze w Żdyni, w górach, łemkowskim zjeździe, na który tłumnie przybywają także Ukraińcy. W wielkim namiocie setka osób zwrócona w kierunku kapeli. Kapeli, która powstała spontanicznie, po prostu nagle pojawiły się dwa akordeony, gitara i skrzypce. Nastrój jest wybitnie biesiadny, ale czuć więź między tymi ludźmi, więź spowodowaną tym, że muzyka porusza w nich wszystkich te same struny. Słowa tych pieśni mówią o wszystkim co ważne w życiu prostych ludzi. Najczęściej o miłości do czarnowłosych dziewcząt – zazwyczaj nieszczęśliwej lub mocno skomplikowanej – Czemuś nie przyszedł, gdy wstał księżyc, ja na ciebie czekałam. Ale są też pieśni powstańcze i patriotyczne, przy których wszyscy poważnieją. Powiał stepowy wiatr, trawa się pochyliła, padł w boju młody chłopiec, dziewczyna zatęskniła. Te w większości zarezerwowane są na nieco inne okazje niż dzisiejsza tańcuwalna zabawa. Na to wszystko patrzą ze ściany dwaj wielcy twórcy ukraińskiego narodu – Taras Szewczenko i Iwan Franko. Ich portrety dominują w wystroju pomieszczenia. Franko ostatnio nam upadł, ma takie małe wgniecenie na dole ramy. Dobrze, że to nie był Szewczenko, on jest ważniejszy! – zażartował któryś z młodych.

Mówić po swojemu O tych dwóch każde ukraińskie dziecko dowiaduje się już w szkole podstawowej. Polskie

60-61

prawodawstwo przewiduje obowiązek organizowania w placówkach oświatowych lekcji języka ojczystego i religii. Większość korzysta z tej możliwości, choć dodatkowe kilka godzin zajęć w tygodniu to spore obciążenie. Szczególnie, że często trzy godziny ukraińskiego odbywają się po siedmiu standardowych lekcjach. Ale o tym, że ridna mowa ( język ojczysty) jest najważniejsza, dzieci wiedzą od rodziców i dziadków. Borys, obecnie student, wspomina, że jako małe dziecko najpierw mówił tylko po ukraińsku – polski opanował, bo miał pójść do przedszkola. Z dziadkami zupełnie nie rozmawiam po polsku. Nawet jeśli jest z nami ktoś obcy. Z rodzicami także sta-

Sofija urodziła się w Polsce, ale jest Ukrainką, ma co do tego absolutną pewność ramy się używać ukraińskiego, ale nie zawsze to wychodzi. Z rówieśnikami jest już większy kłopot – po prostu dużo łatwiej mówić po polsku – opowiada. Ewa, też już na studiach w wielkim mieście, chodziła do ukraińskiej szkoły odkąd skończyła pięć lat. Nigdy nie żałowała takiej decyzji rodziców. W jej miasteczku działa podstawówka i gimnazjum z ukraińskim językiem nauczania, Ewa jest absolwentką obu tych placówek. Jak wspomina, za jej czasów łączna liczba uczniów nie przekroczyła nigdy 120. Nie wszyscy byliśmy z ukraińskich rodzin, niektóre polskie dzieci przychodziły do nas i chętnie poznawały nasza kulturę – dodaje. Nie miała w zasadzie kontaktu z dziećmi z innych szkół. Obracając się w kręgu ukraińskich rówiesników, Ewa i jej siostra nie uniknęły przykrości gdzie indziej. Pamiętam, że dzieci z osiedla były wredne i często wołały do mnie i mojej siostry „Ukrainki”, a takie zachowanie nie miało miejsca aż do momentu, w którym poszłyśmy do szkoły. Nie poszła do ukraińskiego liceum w sąsiednim mieście, czego żałuje. W polskim liceum nie miała żadnych problemów z powodu swojej narodowości, której w żaden sposób nie ukrywała, a wręcz była z niej dumna. Dziś regularnie odwiedza Domiwkę w Gdańsku. Właśnie tam powstała jakiś czas temu grupa teatralna Nawpaky, czyli po prostu: na odwrót. Zawsze chcieliśmy mieć teatr, brakowało tylko profesjonalnej kadry – mówi Ania, studentka filologii, biorąca udział w przedsięwzięciu. Teraz są i chęci, i możli-

wości. Nawpaky wystawia kilka sztuk ukraińskich autorów. W repertuarze mają zarówno przedstawienia komediowe, jak i śmiertelnie poważne. To najfajniejsza rzecz, jaka mnie spotkała w Gdańsku. Ćwiczymy pod okiem profesjonalistki i czasem mocno nam się dostaje, ale warto – najważniejsze, że podobamy się publiczności i wciąż dostajemy nowe zaproszenia. Jeśli chodzi o tożsamość i o to, kim jesteśmy jako Ukraińcy, to ten teatr bardzo mi pomaga. To bardzo ważne – mówi Ania.

Trudne pytania Sofija urodziła się w Polsce, ale jest Ukrainką, ma co do tego absolutną pewność. Jej chłopak jest Polakiem. Rodzice nie do końca akceptują ten wybór. Bardzo go lubią, jedyny problem to jego narodowość. Gdyby był Ukraińcem, daliby nam swoje błogosławieństwo, mogłabym nawet za niego wyjść. Często rozmawiamy o korzeniach, o tym jakie to ważne, by dzieci były wychowane w tej samej kulturze, by znały ukraiński i chodziły do cerkwi, a nie do kościoła. Ja i mój chłopak jesteśmy w tej kwestii bardzo stanowczy – nikt nie chciałby ustąpić. Bardzo go kocham, ale przecież to też jest ważne. Dwie różne wiary, dwa różne obrządki, dwa języki, dwie kultury – jak to pogodzić bez strat dla którejś ze stron? Przed takimi problemami stają młodzi Ukraińcy wychowani w Polsce. Znają wiele historii wojennych i tych z akcji „Wisłą”, opowiedzianych im, oczywiście w języku ojczystym, przez dziadków. Wszyscy bracia mojego dziadka należeli do UPA, to część historii mojej rodziny – mówi Borys. Pewnego razu przydarzyła mi się zabawna ale i smutna historia. Rozmawiałem na imprezie z pewną dziewczyną. Nie wiadomo dlaczego zeszliśmy na tematy historii. Okazało się, że nasi dziadkowie walczyli po przeciwnych stronach w tym samym konf likcie. Rozmowa na tym się zakończyła, przynajmniej tamtego dnia. To smutne jak historia potrafi dzielić nawet dziś. Z jednej strony zawsze mówię, że jestem Ukraińcem – kontynuuje mój rozmówca. Z drugiej – pojawiają się codzienne pytania: przecież Polsce zawdzięczam praktycznie wszystko, co w życiu osiągnąłem. Czuję się obywatelem tego kraju, czuję, że mam tu jakiś dług. W meczu Polska-Ukraina kibicowałem jednak tym drugim – dodaje ze śmiechem. To dobrze, że dziś to już nie problem przyznać, że jest się Ukraińcem, w przeciwieństwie do czasów moich dziadków czy nawet rodziców, już po przesiedleniach. ENEJ wylansował nawet przed dwoma laty hit śpiewany całkowicie po ukraińsku. To cieszy!0


Media Student –2013 –


/ Nestow Sakaczbia

Nasze życie

Superświnia

to jeden wielki kolaż

„Najmniejszy czyn spontanicznego tworzenia stanowi świat bardziej złożony i bardziej odkrywczy niż jakakolwiek metafizyka” Antonin Artaud R O Z M AW I A Ł A :

A DA KU c Z Y Ń S K A

KOL A ŻE:

N E S TOW S A K AC Z B I A

M A G I E L : Opowiesz mi coś o swoich nożyczkach? N E S T O W S A K A C Z B I A : Jeśli chodzi o nożyczki, to wciąż szukam tych „mo-

Wciąż za mało... Najchętniej w ogóle bym się z nimi nie rozstawał, ale ta cholerna walka o ogień nie daje o sobie zapomnieć…

był pierwszym takim “na poważnie”. Sześć lat, bo jest całkiem spory w porównaniu z innymi (100x70 cm), ale również dlatego, że w chwili, gdy go zaczynałem, moja kolekcja wycinków dopiero zaczynała się tworzyć. Były chwile, w których myślałem, że go nie ukończę. I to z przyczyn ode mnie niezależnych – po jakichś dwóch latach od momentu przyklejenia pierwszego elementu, zmuszony byłem go ratować, bo moi sprytni rodzice, oszołomieni wielką ilością grzybów rosnących dookoła domu, postanowili wykorzystać go jako podstawkę do ich suszenia. Co prawda, był przykryty kilkoma arkuszami szarego papieru, ale to jednak zbyt słaba ochrona delikatnej kolarskiej materii przed tak zmasowanym atakiem wilgoci. Nie dość, że porobiły się zacieki, to na domiar złego puścił klej (jeden z tych w sztyfcie marnej jakości). Porobiły się bąble, które musiałem leczyć zastrzykami. Plamy pozakrywałem nowymi elementami no i brnąłem w niego dalej… Zacząłem go wyklejać w roku 2003, a skończyłem w roku 2009. Jest inny niż wszystkie pozostałe.

Czy masz swój jeden ulubiony kolaż?

Czym się różni od pozostałych poza rozmiarem?

Największy sentyment mam do kolażu, co zwie się nadkwasota . Praca nad nim zajęła mi (z przerwami) sześć lat. I to w sumie on

Różni się tym, że można się w nim utopić. To taki mój kolarski patchwork. Swoisty chaos uporządkowany. 1

ich”. Aktualnie operuję fryzjerskimi. Zaczynałem od takich zwykłych ruskich z bazaru. Sprawowały się dobrze, ale do czasu. Precyzyjne wycinanie ma to do siebie, że czym mniejsze elementy, tym i pole manewru coraz mniejsze, i niektóre nożyczki strzępią papier, gdy obraca się nimi w trakcie cięcia. A ja jestem raczej pedantem w tej kwestii, więc dlatego wciąż szukam... Precyzyjne wycinanie jest dla mnie zajęciem kontemplacyjnym (spowalnia mi się oddech, obniża ciśnienie, a myślenie jaśnieje) i gdyby tylko nie te odciski, które czasem robią się na kciuku od nożyczek, to skory byłbym twierdzić, że wnosi w moje życie samo dobro.

Jak dużo czasu spędzasz z nożyczkami?

62-63


Nestow Sakaczbia /

dwunastu o trzynastej kwecieĹ&#x201E; 2013


/ Nestow Sakaczbia

Od czego wszystko się zaczęło?  

Czy masz ulubione czasopismo, z którego czerpiesz materiały do kolaży?

Oczywiście od słowa. A dokładniej od dwóch słów. Pewnego dnia roku 1999 wziąłem i pociąłem swoje imię i nazwisko. I z tych pojedynczych liter powstał Nestow Sakaczbia. Może nie powstał, a raczej został poczęty. Choć może powinienem powiedzieć „został pocięty”.

Ciężkie pytanie. Nie wiem, od czego zacząć… „Gala”, „SHOW”, „Party”, „Viva!” – tego syfu jest najwięcej („mało zdjęć, więcej odpadów”). „National Geographic” ma spory potencjał jeśli chodzi o ilość wykorzystywanego materiału... Chyba jednak nie mam jednego ulubionego. Wszystkim jestem wdzięczny (bo same do mnie przychodzą). Istotna jest jakość papieru, ale nie do tego stopnia, by na dzień dobry odrzucać wszystkie gorszego sortu.

W swoich pracach wykorzystujesz „elementy napotkane”. W którym momencie zaczyna się sztuka? Twoja sztuka. Nasze życie to jeden wielki kolaż. A ja nie wierzę w przypadki. Korzystam z tego, co trafia w moje dłonie. Nie spinam się, że nie mogę zrobić czegoś, bo coś tam (bo „brakuje mi kwiatka do tego kożucha!”). Staram się wyrazić (a jest to skutek silnej i wciąż niedookreślonej potrzeby wewnętrznej) poprzez „narzędzia”, które są mi akurat dostępne. A że w pewnym momencie mego życia miałem na wyciągnięcie ręki stertę gazet, nożyczki i klej w sztyfcie, postanowiłem zrobić z nich użytek i wszedłem w ten dziwny i jakże obcy mi papierowy świat kolorowych obrazków. I z czasem wchodziłem coraz bardziej i bardziej. I dziś znalazłem się już prawie cały po drugiej stronie tego lustra.

sex machine

64-65

warunki brzegowe

Od czego zaczynasz pracę nad kolażem? Najpierw jest ucho wewnętrzne. Ucho wyczulone na podszepty intuicji. W skrócie wygląda to tak: siadasz na dywanie, bierzesz do ręki gazetę i lecisz! Strona za stroną. I jak wpada ci coś w oko, to po prostu wyrywasz albo wycinasz z grubsza i odkładasz na bok. Później to wszystko układa się samo. Ty jesteś jedynie narzędziem.

W niektórych Twoich pracach jest dużo bólu, krzyku, krwi... To wszystko jest w tych gazetach. Ja tylko wyciągam to na wierzch. Dlatego lustro… 0


doroczna batalia o 1% podatku / Forever is our today, but who waits forever anyway?

Reklamowe Halloween Da m i a n I wa n ow s k i dyby opisując nasz kraj ograniczyć się tylko i wyłącznie do użycia zmysłu wzroku, można by było zaryzykować twierdzenie, iż jest to państwo zamieszkałe w większości przez ludzi pozbawionych elementarnego poczucia estetyki. Każdego dnia jesteśmy bombardowani przykładami potwierdzającymi taki stan rzeczy. I tak, fascynacje pracowników spółdzielni mieszkaniowych pastelowymi kolorami znajdują swoje odbicie w ocieplaniu zarówno wizerunku, jak i konstrukcji bloków z wielkiej płyty. Polska szkoła designu, nieodłącznie powiązana z kultem meblościanek oraz wszechobecnej boazerii, nadaje każdemu lokum indywidualny charakter. Wrażliwość artystyczna przejawiająca się w fotografiach ślubnych urzeka pomysłowością oraz dobraną scenerią. Podobne przykłady ukazujące wysublimowany gust przeciętnego Polaka można mnożyć w nieskończoność. Dobitnym symbolem tego stanu rzeczy jest sposób zagospodarowania Placu Defilad. Lukę po halach Kupieckich Domów Towarowych zapełnił barak zaplecza budowy drugiej linii metra oraz świecący jak chińska zabawka diabelski młyn. Wprawdzie oba obiekty postawione są jako tymczasowe, jednak nie ma co się obawiać braku kolejnych inwestycji podobnego pokroju. Równie interesujące spostrzeżenia budzi estetyka rodzimej reklamy oraz działania osób mających za zadanie rozpoznać i wstrzelić się w gusta Polaków. Dżingiel z reklamy Calgonu i panie obdarzone obfitym biustem promujące usługi wulkanizacyjne wrosły już na stałe w świadomość każdego z nas. Istnieją jednak pewne granice szkodliwej ingerencji reklamy w przestrzeń publiczną. Nie znajdziemy na sklepowych półkach produktów w „zajebiście niskiej cenie” (podobne próby były ostro oprotestowane), a biusty dam kauczukowego królestwa zawsze będą czymś choć odrobinę zakryte. Niestety, wyjątek potwierdza regułę. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Już od kilku lat przy rozliczaniu PIT-ów, korzystając ze wspaniałomyślności Ministerstwa Finansów, każdy z płatników ma możliwość przekazania 1 proc. podatku na działalność organizacji pożytku publicznego. Abstrahując od merytorycznego sen-

G

su pomysłu oraz, często wątpliwych, priorytetów owych podmiotów i tego, na co właściwie darowizny są wydatkowane, sytuacja ta przyczynia się do degradowania przestrzeni publicznej z zatrważająco mocnym nasileniem. Najbardziej jest to widoczne, z wiadomych względów, w kwietniu każdego roku. Corocznym hitem bijącym granice dobrego smaku są billboardy hospicjów pokazujące dzieci z zamkniętymi oczami podłączone do aparatury medycznej. Przekaz jest prosty – ukazane na nich postaci mają zostać odebrane jako umierające lub nawet martwe. To przerażające, że istnieje społeczne przyzwolenie na tego typu praktyki. Widok nieżyjącego człowieka powinien wywoływać poruszenie dalece silniejsze niż agresywne reklamy. Tak jednak nie jest i można się tylko domyślać czy wynika to z anestetyzacji, czyli narastającego otępienia na bodźce estetyczne, czy też jest to skutkiem wypaczeń w systemie wartości przeciętnego zjadacza chleba. W tegorocznej krucjacie o jeden procent pewna fundacja, mająca na celu dbałość o stan uzębienia najmłodszych, podniosła poprzeczkę brzydoty jeszcze wyżej. Zdecydowała się ona bowiem na wyświetlanie spotów w środkach komunikacji miejskiej składających się z realistycznych zdjęć spróchniałych zębów znanych z licealnych podręczników do biologii. Tym samym zapach wydzielany przez miłośników codziennej degustacji napojów alkoholowych utracił miano czynnika najbardziej umilającego podróżowanie żółto-czerwonymi pojazdami. Nie bądźmy obojętni na to, jak się komunikujemy. Często sposób przekazu informacji jest równie ważny co zawartość. Szczególnie dobrze obrazują to kwestie tak delikatne jak dobroczynność. W kraju nad Wisłą zagrożenie przerostem formy nad treścią w debacie publicznej jeszcze długo nie powinno być zagrożeniem. Pojęcie estetyki nie ogranicza się do sztuk plastycznych, muzyki czy designu. Kształtowanie otoczenia w odpowiedni sposób również należy do tego zaliczyć. Trzeba nam jednak pewnej dojrzałości do tego, żeby wysunąć nos spoza szklanej kuli własnej prywatności i stwierdzić, że kształt otoczenia w którym żyjemy ma znaczenie. 0

Często sposób przekazu informacji jest równie ważny co zawartość. Szczególnie dobrze obrazują to kwestie tak delikatne jak dobroczynność.

kwiecień 2013


/ opowiadanie

Autostrada J e r z y M ac i e j ow i c z ychodził z pracy. Jak zwykle musiał zostać dłużej i jak zwykle to on kończył całą robotę. Jak zawsze, jak co dzień, jak za każdym razem. Powoli miał tego dosyć. Gdy wyszedł z budynku, zobaczył, że oczywiście nikogo już nie było. Wyobrażał sobie, jak to musi wyglądać z daleka. 16:00, zaczyna robić się ciemno, w biurowcu zapalają się światła. 17:00, powoli gasną. Morze ludzi wycieka przez frontowe drzwi i rozlewa się na parkingi, przystanki, chodniki. O 18:00 kolejna, mniejsza już fala. Wreszcie pojedynczo wychodzą niedobitki, aż w całym budynku świeci się tylko jedno okno. Dopiero na samym końcu przychodzi czas na niego. Jasne, jego okno jest niemal na samej górze, prawie na szczycie całej tej drabiny, ale tylko prawie. A przecież gdyby nie on, cały ten bajzel poszedłby z dymem. Na zewnątrz, jak to często w takie dni bywa, lało jak z cebra, a on oczywiście nie wziął parasola. I jak zwykle w takie dni samochód był na samym końcu parkingu. Nawet nie biegł. Przecież i tak będzie przemoczony. Znowu będzie trzeba czyścić dywaniki z błota – pomyślał, gdy usiadł za kierownicą. Siedział przez chwilę bez ruchu, potem zapalił papierosa i powoli ruszył w stronę domu. Po kilkuset metrach uświadomił sobie, że nie włączył radia. Leciał długi post-rockowy kawałek. Momentami, przez uderzające w samochód krople deszczu, nie słyszał przesterowanych gitar. Sam nie wiedział, dlaczego właściwie wybrał dłuższą drogę do domu, prowadzącą przez niedokończoną jeszcze autostradę. Gdy zjechał ze ślimaka, mocno dodał gazu. Mało racjonalnie. Mówili mu już dawno, że powinien zmienić samochód. Z jego stanowiskiem, dochodami, to po prostu nie wypada – mówili, ale on nie chciał słuchać. Wolał kupić żonie zdecydowanie za drogi pierścionek, ot tak, bez okazji, albo zabrać dziecko na objazd po najfajniejszych parkach rozrywki Europy.

W

Przed oczami przesunęło mu się całe życie. Dziwnie się uśmiechnął. Mógłby je wtedy skończyć - pomyślał. Bez tej cholernej pracy, bez stresów, zadowolony z tego, co zrobił.

66-67

Prędkościomierz szybko dobił do 120 km/h, ale on dalej przyspieszał. Deszcz coraz głośniej walił w szyby, ale i gitary były coraz głośniejsze. Na krótkie chwile, gdy przejeżdżał pod wiaduktami, deszcz ustawał, by potem uderzyć ze zdwojoną siłą. Pod drugim takim wiaduktem zobaczył swoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa. Grał z tatą w piłkę. Prędkościomierz pokazywał 150 km/h. Dalej trzymał nogę na gazie. Kolejny wiadukt. Chwilowa cisza, zobaczył ten trochę żenujący, ale jakże cudowny moment, kiedy to poznał swoją przyszłą żonę. Deszcz wciąż z ogłuszającym hukiem walił w szyby. 170, z każdą kroplą pojawiało się nowe wspomnienie. Zupełnie ze sobą niepowiązane, bez jakiegokolwiek porządku. Kropla uderzyła w dach. Skończył studia. Kolejna rozbiła się o szybę. Rzuciła go pierwsza dziewczyna. Następna; dostał wymarzoną, jak mu się wtedy wydawało, pracę, kap; wziął ślub, kap; umarł ojciec. Myśli pojawiają się już same, bez kropli. Te tworzą jedynie wszechogarniający huk. 180, urodziła mu się córka, wyśmiali go przed tablicą w podstawówce, 195, deszcz zdawał się coraz głośniejszy, wygrał konkurs plastyczny w gimnazjum, zrobił ten mały amatorski wernisaż pod pseudonimem, z którego był taki dumny, kupił dom. Znak, za 300 m skończy się droga, ale nie zwolnił. Przed oczami przesunęło mu się całe życie. Dziwnie się uśmiechnął. Mógłby je wtedy skończyć – pomyślał. Bez tej cholernej pracy, bez stresów, zadowolony z tego, co zrobił. Cały czas nie zdjął nogi z gazu, w głośnikach rozbrzmiewają ostatnie nuty piosenki. Rzuca przemoczone palto na wieszak. Na palcach idzie do pokoju córki, patrzy na nią przez dłuższą chwilę w świetle z korytarza. Oczy chowają się w cieniu, nie widać jego wyrazu twarzy. Idzie do żony. Ona już dawno śpi. Cicho wślizguje się pod kołdrę i całuje ją w kark. Ona mamrocze: ależ ty zimny. Mocno ją przytula i zasypia. Szczęśliwy. 0


/Ilona Tomaszewska / Jakub Kerlin/

Kto jest Kim? Ilona Tomaszewska Adiunkt w Zakładzie

Ryzyka i Ubezpieczeń

W i e k: 37 M i e j s c e U r o dz e n i a : Puławy T y t u ł N au kow y: doktor P r o wa dzo n y P r z e d m i o t: ubezpieczenia, bankowość H o b by: wspinaczka wysokogórska i narciarstwo N a j w i ę k s z a z a l e ta : lubię ludzi N a j w i ę k s z a wa da : jestem niecierpliwa O s o b a p o dz i w i a n a : kilka osób znajdzie się na pewno U lu b i o n y f i l m : trudno wybrać jeden, jednak Imię Róży to film, który zapadł mi mocno w pamięci

U lu b i o n a K s i ą ż k a :

tytuł, który mam ciągle w głowie to Granice Wytrzy-

Jakub Kerlin Doktorant w Zakładzie Rynku Usług Finansowych

W i e k: 24 m i e j s c e u r o dz e n i a : Bytów (urokliwe miasteczko na Kaszubach) T y t u ł N au kow y: magister (niedługo x2) P r owa dzo n y P r z e d m i o t: bankowość H o b by: uprawa sadu ekologicznego, wędkarstwo karpiowe, pływanie długodystansowe

Największa zaleta: spokój – mówią znajomi N a j w i ę k s z a wa da : bywam mentalnym dziadkiem ;-) Osoba podziwiana: moi rodzice U l u b i o n y F i l m : Pulp Fiction U lu b i o n a K s i ą ż k a : Źródło A.Rand i Chłopi W.Reymonta (druga pozycja

małości

to nie żart!)

U lu b i o n a g a z e ta : dzisiaj już takiej nie ma U lu b i o n y a r t y s ta : jest ich wielu, ale Patricia Kaas, to moja „miłość” od nie-

U lu b i o n a g a z e ta : Gazeta Wyborcza U lu b i o n y a r t y s ta : Grzegorz Ciechowski U lu b i o n a p o s tać z f i l m u /k s i ą ż k i : Wiedźmin - Geralt z Rivii N a j w i ę k s z y s u kc e s : już na wyciągnięcie ręki N i e s p e ł n i o n e m a r z e n i e : bycie kierowcą policyjnego radiowozu Ż yc i ow e m o tto : Per aspera ad astra, czyli przez trudy do gwiazd

mal 20 lat…

U lu b i o n a p o s tać z f i l m u /k s i ą ż k i : nie ma takiej postaci N a j w i ę k s z y s u kc e s: zdobycie dwóch czterotysięczników, choć wierzę, że wspinaczka na wyższe góry jeszcze przede mną

Niespełnione marzenie:

przebiec maraton, ostatnio zainspirował mnie

Marathon du Médoc

Dlaczego wybrał Pan karierę nauczyciela akademickiego?

Dlaczego wybrała Pani karierę nauczyciela akademickiego?

Spotkania ze studentami sprawiają mi frajdę. Lubię przekazywać wiedzę i patrzeć jak ten wysiłek procentuje. Kiedy nadarzyła się sposobność prowadzenia zajęć, nie wahałem się ani chwili.

Ż yc i ow e m o tto : jutro jest nowy dzień

Ponieważ uwielbiam dydaktykę i pracę ze studentami. Przekazanie studentom tego, co się wie (szczególnie, gdy wiedzę teoretyczną można połączyć z doświadczeniami praktycznymi) jest naprawdę inspirujące.

Co Pana razi u studentów?

Postawa roszczeniowa i arogancja.

Bardzo cenię naszych studentów za to, że są wyjątkowi i niezależni. Czasami brakuje im zaangażowania i chęci do pracy, ale wszystko to jest do przezwyciężenia za sprawą pozytywnych impulsów od wykładowcy.

Najciekawszy kwiatek z egzaminu?

Najciekawszy kwiatek z egzaminu?

Jeden ze studentów na egzaminie wpisał, że nazywam się Cyrankiewicz. Inna historia: na kolokwium z ubezpieczeń należało odnieść się do zasady proporcji i wysokości odszkodowania. Konkluzja studenta była taka, że tak naprawdę nieważne, ile powinno wynosić odszkodowanie, gdyż zakład ubezpieczeń i tak zrobi, co chce – ubezpieczyciel ma zawsze rację.

Pisemny komentarz studenta: Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale znam na inne… i w tym miejscu student napisał swoje pytanie i na nie odpowiedział.

Co Panią razi u studentów?

Co należy zmienić w SGH? Przede wszystkim stworzyć nam, wykładowcom, lepsze warunki pracy dydaktyczno-naukowej, od środków na badania po warunki lokalowe. Ponadto, ale to już jest problem wychodzący poza ramy SGH, wrócić do jednolitych studiów pięcioletnich.

Jaką radę dałaby Pani studentom? Niech pamiętają, że okres bycia studentem trwa bardzo krótko, dlatego niech czerpią z tego okresu jak najwięcej, by mieć co wspominać. Potem będzie tylko ciężej.

Co należy zmienić w SGH? Należy zmienić podejście. Zmieniać SGH na lepsze każdy powinien zacząć od siebie: solidniej się uczyć, ciekawiej wykładać, sprawniej zarządzać. Po prostu dawać z siebie więcej i oczekiwać tego samego od wszystkich w SGH.

Jaką radę dałby Pan studentom? 1. Angażujcie się w studiowanie i bądźcie aktywni – odkryjecie morze możliwości. 2. Wybierajcie dobrych wykładowców – otworzą Wam oczy. 3. Zastanówcie się już teraz, co lubicie w życiu robić – a potem to róbcie, jak mawiał pewien klasyk…

kwiecień 2013


/ Dyskonta Szefowa działu hula na nartach i nie ma komu składać!

Tanie sklepy!

fot. mateirały prasowe

Odkąd stworzono Biedronkę, Lidla i Tesco obraz studentów rodem z Lalki (biednych i głodnych) zmienił się drastycznie. Dzięki tym sklepom polscy żakowie mogą żyć niczym młodzi bogowie, zawsze stać ich na chleb, piwo i co najważniejsze – jabłko. Postanowiliśmy krytycznym okiem spojrzeć na jakość produktów oferowanych przez te sklepy, oraz ocenić komfort robienia zakupów.

Rogeiro

Agata

Ganselka

fot. mateirały prasowe

fot. mateirały prasowe

OCENA: 88877

OCENA: 88887

OCENA: 88777

Nietrudno w tydzień przepuścić większość pieniędzy,

Łączenie przymiotników „światowy” i „tani” Lidl opano-

W Tesco czas się zatrzymał i wszystko wygląda tak samo,

które trzynastego każdego miesiąca dostajesz na wy-

wał do perfekcji. Barolo za 30 złotych, perfumy DKNY za

jak dziesięć lat temu. Ciabatta potwierdziła moje podejrze-

stawne życie w stolicy od swoich ciężko harujących na

mniej niż stówkę – takie cuda oferuje niemiecki dyskont

nia, że część tamtejszego asortymentu również smakuje,

prowincji rodziców. Warto wtedy na jakiś czas zapomnieć

spragnionym zachodniego hajlajfu Polakom. Co prawda nie

jakby miała dziesięć lat. Ze względu na to, że musiałam

o powiślańskich śniadaniach i mokotowskich burgerach,

skusiłam się na takie luksusy, za to spokojnie mogę polecić

jeszcze zjeść jabłko, poczułam się tym faktem zaniepoko-

i udać się do „Biedry”. Tamtejsze piwo malinowe jest co

wcale niezłe pieczywo. Nie jestem do końca przekonana

jona. Na szczęście sprawiało wrażenie świeżego i pewnie

prawda malinowe tylko z nazwy; ciężko również polubić

w odchudzające właściwości bułki fitness, ale zjadłam ją ze

takie było, skoro piszę ten tekst. Z tej przygody wynio-

się z biedronkową pełnoziarnistą bułeczką po tylu brun-

smakiem i cichą nadzieją, że zbędne kilogramy zgubią się

słam jednak ważną lekcję: moda na vintage też ma swoje

chach w Charlotte. Na pocieszenie zostaje jednak smacz-

same. Przegryzłam ją słodkim jabłkiem i popiłam lidlowym

granice. Dlatego w kwestii piwa postawiłam na bezpieczny

ne jabłko i trochę hajsu na ciuchy z COS-a.

odpowiednikiem Desperadosa. Lecker!

mainstream, czyli hit minionego lata – Somersby.

OCENA: 88887

OCENA: 88888

OCENA: 88877

Biedronka, ach, Biedronka! Marketing marketingiem,

Niby dyskont jak dyskont i trochę wstyd do niego cho-

Generalnie Tesco jest OK i sprzedaje ładne kartki wa-

ale twórca tego chwytliwego hasła wiedział, co mówi.

dzić, ale czasami pozwala ubogiemu studentowi poczuć

lentynkowe (pamiętajcie na przyszły rok!), ale w tym

Niejeden samotny studenciak nie wyobraża sobie życia

się jak prawdziwy pan. Tygodnie tematyczne to super

rankingu niestety musi ustąpić Lidlowi i Biedrze. Ani nie

bez „biedrowych” frykasów. Poza tym od razu można

opcja, bo dzięki temu można za kilka srebrnych monet

ma jakiegoś fajnego logo ( jak Biedronka), ani żadnych

spełnić patriotyczny obowiązek i uspokoić sumienie

z orzełkiem zmienić swoje nawyki żywieniowe ze scha-

tanich, acz superluksusowych produktów ( jak Lidl). Ma

kupując polskie produkty i wspierając krajową go-

bowego i pierogów na wykwintne frutti di mare albo

co najwyżej śmieszne reklamy, ale marna to pociecha

spodarkę. Jedyną wadą „Biedry” jest to, że nie można

dżem z maliny moroszki. A jak ktoś nie lubi liczi i innych

dla osoby, która nie ma telewizora.

płacić kartą, ale kto by się tym przejmował przy TYLU

dziwnie brzmiących nazw, to zawsze jest też gama pol-

zaletach?

skich domowych produktów. Co tam park czy autobus nocny – Lidl w okolicy to jest mega sprawa!

OCENA: 88877

OCENA: 88888

OCENA: 87777

Codziennie niskie ceny. Kto nie wyśpiewał tego sobie

A tutaj mamy jak z Volkswagenem. Niemiecka jakość

Jako utrzymanek mamusi postanowiłem kierować się

w głowie podczas czytania? Okazuje się, że slogan ten

i niezawodność. Wchodząc do sklepu wita nas przy-

przy tych zakupach zasadą „za hajs matki baluj”. Mój

ma w sobie dużo prawdy, ponieważ to właśnie w Bie-

jemny zapach świeżo upieczonego pieczywa, gdzie

wybór padł na dobre, markowe piwo, croissanta i zielo-

dronce wydałem najmniej pieniędzy. Mógł mieć wpływ na

pobieramy do koszyka jeszcze ciepłego croissanta.

ne „plastikowe” jabłuszka z importu. Tesco zaskoczyło

to jednak fakt, że markowego piwa to tutaj tyle, co kot

Za chwilę naszym oczom ukazuje się wystarczająco

mnie bardzo szeroką gamą browarów do wyboru, stąd

napłakał. Pieczywa było do wyboru trochę więcej, lecz

szeroka paleta owoców (chyba najlepsze jabłko z tych

zdecydowałem się na Grolscha. Idąc jednak do owo-

dział owoców raczej bez szału. Zaopatrując się w piwo

3 wypróbowanych). Na koniec dział piwny. Wybór może

ców i pieczywa nie znalazłem tam nic szczególnego.

o elitarnej nazwie V.I.P. oraz pozostałe produkty udałem

i nie jest powalający, jednak promocja na Paulanera za

Dodając spory bałagan w sklepie i długie czekanie

się do kasy gdzie, o dziwo, BRAK TERMINALI DO PŁACENIA

3,33 zł daje zdecydowaną pozycję lidera sklepom Lidl

w kasie (pomimo niewielkiej kolejki) Tesco zdecydowa-

KARTĄ. Nie ładnie Jeronimo, nie ładnie.

w tym zestawieniu.

nie przegrywa w tym zestawieniu.

68-69 magiel


Trzęsienie z roku 1956 trwało 49 sekund lub miało siłę 8.8. Trzęsienie z roku 1938 nie miało siły 8.2. Trzęsienie o sile 8.3 wystąpiło 12 lat przed trzęsieniem na wyspie Wyseyld. Trzęsienie na Garenii trwało 84 sekundy. Trzęsienie ziemi na wyspie Belok nie trwało dokładnie 52 sekund. Trzęsienie o sile 8.1 wystąpiło 18 lat przed trzęsieniem, które trwało 99 sekund. Trzęsienie o sile 8.3 wystąpiło na wyspie Delest lub na wyspie Garenia. Trzęsienie ziemi z epicentrum na Wyseyld nie trwało dokład nie 52 sekund. Spośród trzęsienia na wyspie Wyseyld i trzęsienia trwającego 84 sekundy, jedno miało miejsce w 1956, a drugie miało siłę 8.1. Trzęsienie ziemi o epicentrum na Belok wystąpiło 18 lat przed tym o sile 8.8.

Zagadki

1.Włożyć ją po przekątnej do paczki o wymiarach 2 na 2 metry. 2. W trzecim. Lwy najprawdopodobniej nie żyją.

3. Bo był dzień. 4. River

4. What can run but never walks, has a mouth but never talks, has a head but never weeps, has a bed but never sleeps?

3. Czarny pies stoi w samym sercu dzielnicy miasta pomalowanej na czarno. Żadne z ulicznych świateł nie działa z powodu uszkodzenia spowodowanego przez burzę. Samochód z zepsutymi światłami jedzie w kierunku psa, ale skręca na czas, unikając zderzenia. Skąd kierowca wiedział, że przed nim znajdował się pies?

Sudoku

Trudne

2. Skazany na śmierć morderca może wybrać jedno z trzech pomieszczeń. W pierwszym szaleje pożar, drugi pełen jest zabójców z naładowanymi pistoletami, w trzecim są lwy, które nie jadły od trzech lat. W którym pomieszczeniu będzie dla mordercy najbezpieczniej?

1. James zamówił wędkę za 3.56$. Niestety, James to Eskimos żyjący w odległej części Grenlandii, a tamtejsze prawo importowe zabrania wwozu paczek większych niż 2 metry. Zamówiona wędka ma 2 metry i 20 centymetrów. Jak można ją wysłać, aby nie łamać prawa importowego, jeśli James wolałby dostać przesyłkę w jednym kawałku?

1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10.

Łamigłówka Wyznacz rok, czas trwania i siłę w skali Richtera każdego z trzęsień ziemi, pamiętając, że każdemu atrybutowi przyporządkować można dokładnie jedno epicentrum.

Humor w poziomie

Średnie Szatańskie


Do Góry Nogaminawet w Jajku,

odbywał się Maraton Firm Konsultingowych że , tym o y zem pis nie e erz W tym num ek z Mikro I, o tym, że Samorząd run wa ma o neg icz nom Eko tu Tes o tym, że zwycięzca Wielkiego się w kwietniu. nawałowy w tym roku odbędzie Kar Bal go cze dla tym o ani al, rozdaje szm PR ZY GO TO WA Ł:

LN Y RE DA KT OR NI EO DP OW IE DZ IA

przygotowania tudenci SGH w ramach zyli na siłowrus k kty pra ych do wa kac yjn i, która ofesiec ch nie jednej z popula rny jąc cią gle Ma . tów den stu dla ruje specja lne zniżki bęw myślach, iż tak i karnet ich dzie już niedługo czę ścią ma wy w ego jaln soc pak ietu żą rzonej firmie, dzielnie prę zy mięśnie na atla sie i pierws uroraz w życiu korzystają z porku podstawowego korpos Nietu – squasha. Redaktor sobie odpowiedzia lny próbuje iwonatomiast wyobrazić zdz ów, alc byw h łyc sta ne twa rze ko którzy cią gle słyszą naz wis iaaw tan zas i ski Przybyciń tego ją się, dlaczego nie znają ekultur yst y i co to za urz ądz nie do ćwiczenia te swapy.

S

lce o strony dla swojej czę to sam MAGIEL . W wa per do się ją eka uci w ałó ści magazynu szefowie dzi gotin rke ma nawet badań sonalnych wycieczek, a iż ich dział jest czy tany h, cyc ają rdz wie pot wych y nie zdają chętniej niż inny. Biedac tylko jedie tac czy że y, sobie spraw ną stronę... czelniana wieść niesie, iż jedna z korporacji, będąca ma rzeniem pasjonaości, potów audytów i rachunkow metodę stawiła na niesta nda rdową ow ym lam rek łem has Z rek rutacji. przy biurprzyjdź na praktyki, może mą ż... inku czeka Twój przyszły cowników pra formuje, że 1 proc. życioweo jeg swo ie firm znajduje w no – nie jed go partnera. Pewne jest o wejzeg rws pie od ć łoś będzie to mi ółozeg szc na rzenia, lecz poprzedzo m nie dze aw spr , OT SW wą ana lizą yaud nym ład wy płacalności i dok i. ośc tem osobow

U

miesiącu zeszłym kolejną wa rtą uwagi produkcje wy puścitudenci Wielk iej RóżoNiekę Ety na jdę pó ło SGH TV. Redaktor nie raz wej powszechnie zna ni , że „E, odpowiedzia lny przyznaje h są ze swoich rozległyc ze ” nie sta nie się w strojeniu sobie żartów nic się to , ują sie zajm ne ni biz rów- w zainteresowań – jed studentów nie mają sobie e audytem, a pry watni fepro ką yw ykr prz pod nych – kohun rac ich pasjonuje sjonalnego prograwość, inni parają się zaję iluz yli orz mu stw rządza niem firmą, a ich na miarę Davida hobby to robienie ana Po Copperfielda. ę wd pra Na . lizy SWOT dziewięciu długich szerok ie hor yzonty pociu tar , minutach kazuje jednak jedna ze sera, krojeniu boczstudentek reprezentują ku, rozbija niu jajek boe, aci Sen w cych nas i wylewania śmietawiem już zanim wybra cal Pas wy Ho ny SG żkę ście ną icz ła ekonom pok azuje nam talerz edukacji, rea lizowa ła się ma ego sam pełen w swoim hobby jak im jest karonu, do którego omj że wy m aktorstwo. Choć w jej skr oją karierę pozio sw ij dodatk iem są jedyoln tyZw ją inu dom nej filmografii nie dwa wsadzone na koh nic z en jed to e, zow nis e tuł y niec liście bazyli. Bra kuj anleri Ga o tu ość - mowa jpowinna kojarzyć większ tylko zna nego z wcześnie tę owiedzia lny przyjmuje robiznesu. Ag odp Nie tera zen tor pre dak ów Re h. film kac szych i Pan i jeśl – em entuzjazm wiadomość z niekry tym ią w iośc kul i otn łon obr ą ods tak lny ni zia zel ied Uc eda ktor Nieodpow Senator wykazuje się na cza sopisma. Jeśli jak w filmie, to raz na zasy powstawa nia naszego wyszukiwaniu sponsorów rej któ ją, zac ani acje o złym sta nie fiorg że inf dotąd myśleliście, możemy pożegnać orm e wsz to , tów den Samorz ąd Stu nansow ym SGH. 0 najbardziej nie lubimy jest e - tak naprawdę jest dzi błę nym om ogr w e byliści

W

R

666

S


Adres lokalu - ul. Patriotów 125

- Plac Bankowy (Metro Ratusz Arsenał) paw. 03


Praca

dla studentów i absolwentów 13 lat na rynku Międzynarodowe projekty Doradztwo dla sektora finansowego Główne biuro: ul. Wiśniowa 40

Dołącz do nas! www.sollers.pl/career


Numer 138 (SGH) (kwiecień 2013)  

Niezależny Miesięcznik Studentów "MAGIEL"

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you