Issuu on Google+

1


„Lubuszanin.org.pl”

SPIS TREŒCI „Lubuszanin” nr 2(2) kwiecieñ 2008

Piotr Fr¹czak Mówiæ w czyimœ imieniu .............. 3 Marcin Florkowski Psychologia rzecznictwa .............. 5 Barbara Klimek, Szymon Osowski Obywatelskie prawo do wiedzy ..... 8 Zespó³ Lubuszanina Ja, urzêdnik ............................... 10 Daniel Lewandowski W Holandii nie ma Pani Lusi ...... 13 Sylwia Malcher-Nowak Przychodzi pacjent do dziennikarza .......................... 15 S³awomir Grelewicz Biurwa te¿ cz³owiek .....................16 Artur Matyszczyk Bo ja ju¿ taka jestem .................. 18

Wydawca: Lubuskie Centrum Aktywizacji i Wsparcia „Verte” Adres wydawnictwa i redakcji: ul. Ciesielska 1, 65-059 Zielona Góra, tel.: 068 453 24 77, fax: 068 459 33 36, www.verte.org.pl, www.lubuszanin.org.pl, e-mail: biuro@verte.org.pl, lubuszanin@verte.org.pl Redaktor naczelny: Jakub Sakrajda Sekretarz redakcji: Paulina Szatarska Sk³ad: Mamert Janion Drukarnia: DEM-DRUK, ul. 3 Maja 3, 68-300 Lubsko

nr 2(2) kwiecieñ 2008

T Y T U £ E M

W S T Ê P U

„Kawusia na bok!” – Jakub Sakrajda

Kawusia na bok! Jakub Sakrajda Jakiœ rok lub nawet dwa lata temu Verte wystartowa³o w jednym z ministerialnych konkursów, w ramach którego – jak to bywa zwykle – nie przydzielano œrodków na zrealizowanie konkretnych zadañ, lecz oceniano projekty ju¿ przeprowadzone. Mowa o tzw. dobrych praktykach. Przygotowaliœmy opis projektu, materia³ filmowy i fotograficzny, zebraliœmy pozytywne opinie jego uczestników. Nasze przedsiêwziêcie by³o nowatorskie, dobrze zrealizowane, pierwsze w województwie i jedno z pierwszych w kraju. Byliœmy wiêc pewni, ¿e mo¿e miejsca na podium nie zajmiemy, ale wyró¿nienie to ju¿ na pewno jest nasze. I co? I nic. – Projekt zosta³ bardzo wysoko oceniony przez komisjê. Niestety, zawa¿y³a druzgoc¹ca opinia instytucji, która przyzna³a wam œrodki – us³yszeliœmy w ministerstwie po opublikowaniu listy laureatów. Jak to? Dlaczego? - zastanawialiœmy siê. Oczywiœcie, instytucja ta mia³a prawo do swojej opinii, o ile by³a ona zgodna z prawd¹. Ale czy wtedy nie powinna by³a ona poinformowaæ nas wczeœniej, jeœli mia³a jakiekolwiek zastrze¿enia? Czy nie w naszym wspólnym interesie jest, by realizator projektu otrzymywa³ od instytucji nadzoruj¹cej informacje zwrotne, gdy ta uwa¿a, ¿e w projekcie dzieje siê coœ nie tak? Takie pytania zadawaliœmy sobie, konstruuj¹c pismo do instytucji z proœb¹ o udostêpnienie nam sporz¹dzonej na potrzeby konkursu opinii. Tym bardziej ¿e do tego czasu nie otrzymaliœmy ani jednego s³owa, ani jednego pisma, ani nie by³o nawet ¿adnego gestu czy sygna³u, ¿e coœ mo¿e byæ nie tak. OdpowiedŸ na pismo przysz³a doœæ szybko. Odmowna. Sporz¹dziliœmy kolejne, tym razem powo³uj¹c siê ju¿ na Ustawê o dostêpie do informacji publicznej. Kolejna odmowa. Dalej nie szliœmy, bo zosta³ jedynie s¹d, a szkoda nam by³o energii na zdobywanie informacji, która nie by³aby dla nas wiele warta, gdy¿ od samego pocz¹tku tej afery byliœmy przekonani, ¿e

2

sporna opinia nie by³a obiektywna, a w ca³ej sprawie du¿¹ rolê odegra³y sprawy pozamerytoryczne, ³¹cznie z emocjami. Dla nas wniosek z takiego zachowania by³ w³aœciwie jeden: instytucja nie chce pokazaæ tej opinii, bo w niej nak³ama³a, co by³oby ³atwe do podwa¿enia, gdyby opinia ta zosta³a nam przekazana. Zosta³a prawdopodobnie sporz¹dzona w jednym celu, by zaszkodziæ projektowi. Ale by³ i dodatkowy skutek: przy okazji zaszkodzono równie¿ ca³emu województwu, bo w ogólnopolskim konkursie nie wyró¿niono ¿adnej inicjatywy z lubuskiego, a nasza mia³a du¿e szanse. O historii tej opowiadam dlatego, ¿e by³o to nasze pierwsze zetkniêcie z Ustaw¹ o dostêpie do informacji publicznej. Choæ nieudane w sumie, bo niczego nie osi¹gnêliœmy, a interwencjê obieca³y wtedy nawet tzw. najwy¿sze czynniki w województwie, to spowodowa³o, ¿e bli¿ej przyjrzeliœmy siê sprawom zwi¹zanym z dostêpem do informacji publicznej, stosowaniem Ustawy o dostêpie do informacji, jakoœci¹ urzêdniczej pracy, monitorowaniem poczynañ wszelkiego rodzaju administracji. Efektem naszego zaanga¿owania w tê tematykê jest projekt Lubuszanin.org.pl i zaplanowane w nim dzia³ania: wydawanie gazety obywatelskiej Lubuszanin, prowadzenie portalu lubuszanin.org.pl, organizowanie debat obywatelskich oraz szkoleñ z zakresu rzecznictwa. Dziœ oddajemy w Pañstwa rêce drugi numer Lubuszanina (pierwszy przygotowany by³ wspólnie z Gazet¹ Lubusk¹ – dostêpny jest w wersji elektronicznej na stronie lubuszanin.org.pl). A w nim m.in. podstawowe informacje o rzecznictwie i przewodnik po Ustawie o dostêpie do informacji publicznej, a tak¿e s¹d nad grzechami administracji. Urzêdnicy, poczytajcie o sobie! Dla bezpieczeñstwa: kawusia na bok, bo grozi zach³yœniêciem.


„Lubuszanin.org.pl”

M O ¯ N A

B Y Æ

nr 2(2) kwiecieñ 2008

R Z E C Z N I K I E M

D O B R E J

L U B

Z £ E J

S P R A W Y

„Mówiæ w czyimœ imieniu” – Piotr Fr¹czak

Mówiæ

w czyimœ imieniu Piotr Fr¹czak

R

zecznictwo to jedna z podstawowych, poza œwiadczeniem us³ug spo³ecznych, funkcja dzia³ania organizacji pozarz¹dowych. Jest to w istocie po prostu wystêpowanie w imieniu kogoœ lub czegoœ.

Mo¿na wiêc byæ rzecznikiem grupy, której siê jest cz³onkiem, ale mo¿na te¿ wypowiadaæ siê w imieniu innych (np. s³abszych, niepe³nosprawnych, niepe³noletnich). Rzecznictwo nie musi byæ tylko reprezentowaniem konkretnych ludzi. Czêsto jest siê rzecznikiem pewnej sprawy lub wystêpuje siê w imiê pewnych wartoœci. Dzia³alnoœci¹ rzecznicz¹ bêdzie wiêc równie¿ obrona interesów zwierz¹t lub nawet poszczególnych ich gatunków, a tak¿e promowanie pewnych idei. Mo¿na byæ rzecznikiem dobrej lub z³ej sprawy. Mo¿na stawiaæ w³asny interes nad interesem publicznym. Rzecznictwo jest wiêc tylko narzêdziem, które mo¿e byæ wykorzystane w bardzo ró¿ny sposób. Dzia³alnoœæ rzecznicza mo¿e byæ bardzo szeroka. Od dzia³añ edukacyjnych na rzecz zmiany spo³ecznego nastawienia, a¿ po wp³ywanie na w³adzê i zmianê konkretnych decyzji. Szczególnie te ostatnie metody budz¹ pewne kontrowersje. Dlaczego bowiem zorganizowani obywatele chc¹ wp³ywaæ na podejmowanie decyzji organów, które ze swej istoty powo³ane zosta³y do reprezentowania ca³ej spo³ecznoœci? Jakim prawem grupa obywateli chce wp³ywaæ na decyzje demokratycznie wybranych przedstawicieli? To czysty lobbing - powiedz¹ niektórzy ze zgorszeniem. A przecie¿ lobbing sam w sobie nie jest z³y, je¿eli jest prowadzony w sposób etyczny; nie tylko, ¿e nie musi byæ przeciwnikiem demokracji, a wrêcz znacznie j¹ wspomaga. WyobraŸmy sobie idealn¹ sytuacjê - radni musz¹ zadecydowaæ o lokalizacji lotniska w okolicy. Znaj¹ tylko ogólne potrzeby z tym zwi¹zane, maj¹ swoje preferencje. A tu nagle ekolodzy przedstawiaj¹ im raport na temat konfliktu lotniska ze

szlakami wêdrówek ptaków, lokalni w³aœciciele prezentuj¹ analizê dotycz¹c¹ efektów ekonomicznych nowej inwestycji dla s¹siadów, a inwestor prezentuje potencjalne zyski dla ca³ej wspólnoty. To trzy darmowe ekspertyzy, które nie obci¹¿aj¹ bud¿etu miasta, a jednoczeœnie

3

pozwalaj¹ lepiej zobaczyæ wady i zalety planowanego przedsiêwziêcia. Czy jednak jest to wystarczaj¹cy argument, aby daæ pomiêdzy wyborami ludziom prawo do zabierania g³osu, wp³ywania na decyzje legalnie funkcjonuj¹cych w³adz? To uzurpacja - stwierdz¹ niektórzy. I mieliby racjê, gdyby nie kilka tez, które w coraz wiêkszym stopniu uznawane s¹ za aksjomaty w funkcjonowaniu w³adzy publicznej.


„Lubuszanin.org.pl”

M O ¯ N A

B Y Æ

nr 2(2) kwiecieñ 2008

R Z E C Z N I K I E M

D O B R E J

L U B

Z £ E J

S P R A W Y

„Mówiæ w czyimœ imieniu” – Piotr Fr¹czak

Piotr Fr¹czak Pracownik Fundacji Rozwoju Spo³eczeñstwa Obywatelskiego, cz³onek zarz¹du Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarz¹dowych i Komitetu Koordynacyjnego

Narodowe Strategiczne Ramy Odniesienia.

Po pierwsze, w³adza nie ma monopolu na racjê. Demokratycznie wybrani przedstawiciele nie musz¹ znaæ siê na wszystkim. Zostali wybrani raczej z powodu swoich zalet osobistych i posiadania wizji rozwoju spo³ecznoœci, a nie kompetencji w ka¿dym mo¿liwym temacie. Ka¿dy nowy problem, który nie by³ przedmiotem debaty w kampanii wyborczej i nie by³ elementem programu wyborczego, warto by³oby skonsultowaæ ze swoimi wyborcami. Ale to nie wszystko, to Rzecznictwo a dialog obywatelski Czy obywatele maj¹ prawo uczestniczyæ bezpoœrednio w sprawowaniu w³adzy? Coraz czêœciej i coraz powszechniej przyznaje siê, ¿e nie tylko jest to mo¿liwe, ale równie¿ w wielu przypadkach konieczne. Nie chodzi tylko o fakt, ¿e udzia³ obywateli jest sam w sobie wartoœci¹ i jednoczeœnie mo¿e byæ remedium na coraz bardziej widoczne deficyty demokracji przedstawicielskiej. Zwraca siê bowiem uwagê, ¿e praktyczne stosowanie zasady “nic o nas bez nas” oznacza w istocie zwiêkszon¹ skutecznoœæ podejmowanych decyzji, które dziêki uwzglêdnieniu potrzeb obywateli i ich akceptacji dla rozwi¹zañ, w których podjêciu uczestniczyli, mog¹ byæ ³atwiej i oszczêdniej wprowadzanie w ¿ycie. Wp³yw obywateli na podejmowane przez w³adzê decyzje (i to na wszystkich szczeblach, od wspólnoty lokalnej zaczynaj¹c, a na Komisji Europejskiej koñcz¹c) jest równie zró¿nicowany, jak przy próbach zmiany prawa (które zreszt¹ mo¿na traktowaæ jako specyficzn¹, systemow¹ metodê wp³ywania na sposób podejmowania decyzji przez w³adzê wykonawcz¹). Przede

Je¿eli celem jest dobro mieszkañców, warto ich spytaæ, co za takie dobro uwa¿aj¹.

tylko aksjologiczny wymiar demokracji. Ale jest te¿ wymiar utylitarny. W krajach rozwiniêtej demokracji ju¿ dawno stwierdzono, ¿e obywatele maj¹ swoje zdanie. To nie dzieci w przedszkolu. Inwestycje wbrew ich woli, dzia³ania niezgodne z ich potrzebami najczêœciej koñcz¹ siê pora¿k¹, a pr zynajmniej znacznym zwiêkszeniem kosztów. Ogólnie wiadomo, ¿e per saldo op³aca siê przeprowadziæ kosztowne konsultacje ni¿ naraziæ siê na protesty, wstr zymanie czy wrêcz zatrzymanie budowy hipermarketu (a zdarza³y siê takie sytuacje) i ponoszenie z tego tytu³u kosztów. Nie da siê w demokracji zarz¹dzaæ ludŸmi wbrew ich woli.

wszystkim mo¿emy kontrolowaæ podejmowane decyzje, a w sytuacjach, gdy s¹ one niezgodne z prawem lub uderzaj¹ bezpoœrednio w interes poszczególnych grup, podejmowaæ próby ich uniewa¿nienia lub zmiany. Mamy te¿ potencjalnie ca³y system konsultacji, w których w³adza pyta obywateli lub ich reprezentantów (partnerzy spo³eczno-ekonomiczni) o zdanie na temat planowanych zmian. W niektórych zaœ przypadkach dochodzimy do sytuacji, gdy partnerzy spo³eczno-ekonomiczni w³¹czani s¹ w proces podejmowania decyzji.

Kontrola Nies³ychanie wa¿na jest rola organizacji pozarz¹dowych jako tzw. watch dogów, u nas nazywanych organizacjami stra¿niczymi lub kontrolnymi. Ich zadaniem jest pilnowanie, aby œrodki publiczne nie by³y marnowane, by administracja przestrzega³a prawa, a przede wszystkim, by obywatele mieli mo¿liwoœæ patrzenia w³adzy na rêce. Bez systematycznego monitoringu dzia³añ w³adzy oraz dobrych narzêdzi badania jakoœci dzia³añ administracji, trudno jest skutecznie wp³ywaæ na proces podejmo-

wania decyzji. Wydaje siê, ¿e mimo pewnych sukcesów, np. przyk³adów monitorowana funduszy dla organizacji pozarz¹dowych, czy powstaniu sieci organizacji stra¿niczych wiele jest tu jeszcze do zrobienia. Wydaje siê ¿e systematyczna walka o jakoœæ procedur stosowanych w ramach Funduszu Inicjatyw Obywatelskich jest tego dobitnym przyk³adem.

Konsultacje Sektor organizacji pozarz¹dowych w coraz wiêkszym stopniu bierze udzia³ nie tylko w konsultowaniu propozycji aktów prawnych, ale tak¿e w wypracowywaniu dokumentów strategicznych (prace nad Narodowym Planem Rozwoju, a nastêpnie nad Narodowymi Strategicznymi Ramami Odniesienia). Uczestniczy równie¿ w tworzeniu ró¿nego rodzaju dokumentów, które znacz¹co wp³ywaæ bêd¹ na sposób dystrybucji funduszy unijnych. Konsultacje spo³eczne, a co za tym idzie udzia³ organizacji pozarz¹dowych nie tylko w realizacji polityk, ale tak¿e ich wypracowaniu, w coraz wiêkszym stopniu bêdzie stawa³ siê standardem sprawowania w³adzy.

4

Ale przecie¿ jest i po trzecie. To nie tylko koszty rz¹dzenia wbrew woli mieszkañców s¹ tu argumentem. Od dawna ju¿ wiadomo, ¿e to nie tylko obiektywne warunki decyduj¹ o zadowoleniu z ¿ycia. O samopoczuciu decyduje, pr zynajmniej czêœciowo subiektywna, ocena jakoœci ¿ycia. Nie mo¿na zadowoliæ mieszkañców nie pytaj¹c ich, czego by chcieli. Bo mo¿e wol¹ ciszê ni¿ gwa³towny rozwój gospodarczy, bezpieczeñstwo ni¿ zyski z masowej turystyki. Je¿eli celem jest dobro mieszkañców, warto ich spytaæ, co za takie dobro uwa¿aj¹. Nie wiem, czy uda³o mi siê przekonaæ (szczególnie decydentów) do tego, ¿e we wspó³czesnym zarz¹dzaniu konsultacje s¹ czymœ naturalnym i niezbêdnym. Oczywiœcie jedni bêd¹ próbowali nimi trochê manipulowaæ, inni bêd¹ czuæ siê rozczarowani brakiem wystarczaj¹cego zainteresowania mieszkañców ich w³asnymi sprawami, ale nie zmienia to faktu, ¿e musimy je braæ pod uwagê. I tu wchodz¹ na scenê organizacje rzecznicze. Bo choæ niektórzy z radnych lub z administracji mog¹ uwa¿aæ je za wrogów, za „m¹ciwodów”, to i tak wczeœniej czy póŸniej stwierdz¹, ¿e ze zorganizowanymi obywatelami rozmawia siê ³atwiej ni¿ z ka¿dym mieszkañcem osobno. Znane s¹ przyk³ady - choæby likwidacji targowisk - gdzie zorganizowani kupcy potrafili doprowadziæ dla satysfakcjonuj¹cych obie strony rozwi¹zañ. W innym wypadku stra¿ miejska si³¹ likwidowa³a bazar i nikt nie czu³ siê usatysfakcjonowany. Nie jest oczywiœcie tak, ¿e rzecznictwo organizacji pozarz¹dowych wobec w³adz i administracji, a w tym wobec w³adz i administracji szczebla lokalnego to droga us³ana ró¿ami. To ci¹g³y proces uczenia siê, wzajemnego doskonalenia. Kto kogo reprezentuje, kto ma prawo w czyim imieniu wystêpowaæ? Jak godziæ sprzeczne interesy, jak rozwi¹zywaæ konkretne problemy nie za cenê klêski jednej ze stron, a za cenê kompromisów, nawet trudnych? Rzecznictwo jest politycznym procesem wypracowywania rozwi¹zañ. A organizacje rzecznicze to miejsce, gdzie ten proces dokonuje siê ³atwiej.


„Lubuszanin.org.pl”

N I E

K A ¯ D Y

nr 2(2) kwiecieñ 2008

U M I E

S I Ê

B R O N I Æ

„Psychologia rzecznictwa” – Marcin Florkowski

Psychologia rzecznictwa Marcin Florkowski

L

udzie potrzebuj¹ rzecznika miêdzy innymi dlatego, ¿e wielu z nas boi siê wystêpowaæ na forum publicznym. Uwa¿a, ¿e nie zas³uguje na prawa lub wstydzi siê walczyæ o swoje. Dlaczego tak siê dzieje?

Rzecznictwo jest pojêciem prawnym - przyjê³o siê u¿ywanie terminu ombudsman, pochodz¹cego z jêzyka szwedzkiego (ombudsman - rzecznik). Szwecja jako pierwszy kraj powo³a³a tego typu in-

stytucjê w 1809 r. Dzisiaj w krajach demokratycznych instytucja rzecznika jest powszechnie przyjêta, a najbardziej znanym rzecznikiem jest Rzecznik Praw Obywatelskich. Istnieje jednak równie¿

5

Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego, Rzecznik Praw Dziecka itp. Ombudsman jako urzêdnik ma s³u¿yæ obywatelom pomoc¹ prawn¹ i instytucjonaln¹. Oczywistym powodem powo³ania takiej instytucji jest fakt, ¿e obywatele (pacjenci, klienci itp.) mog¹ nie znaæ swoich praw i nie wiedzieæ, jak nale¿y do-


„Lubuszanin.org.pl”

N I E

K A ¯ D Y

nr 2(2) kwiecieñ 2008

U M I E

S I Ê

B R O N I Æ

„Psychologia rzecznictwa” – Marcin Florkowski

obaw¹ przed byciem Ÿle ocenionym przez innych. Przy bardzo nasilonej fobii cz³owiek unika wszelkich sytuacji spo³ecznych, nawet kontaktów z najbli¿szymi.

Marcin Florkowski Ukoñczy³ studia psychologiczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz piêcioletni¹ szko³ê psychoterapii psychodynamicznej w Krakowie. Od 2003 r. doktor psychologii. Pracuje jako wyk³adowca na Uniwersytecie Zielonogórskim oraz diagnosta –

terapeuta w Poradni PsychologicznoPedagogicznej. Pisze artyku³y popularnonaukowe z zakresu psychologii.

magaæ siê ich egzekwowania. Mog¹ te¿ potrzebowaæ prawnego wsparcia i pomocy. Jednak powo³anie do ¿ycia rzecznika ma tak¿e swoje uzasadnienie psychologiczne, poniewa¿ obywatele nie zawsze potrafi¹ i nie zawsze chc¹ wystêpowaæ w obronie swoich praw. Jakie s¹ psychologiczne przeszkody w bronieniu siebie i korzystaniu z praw, które cz³owiekowi przys³uguj¹?

Lêk spo³eczny Mê¿czyzna czterdziestopiêcioletni: Jestem skrzypkiem. Gram od wielu lat w du¿ych orkiestrach i mam za sob¹ wiele wystêpów solowych. Mimo lat treningu, wielu sukcesów (mogê nieskromnie powiedzieæ, ¿e w krêgach muzycznych uwa¿a siê mnie za wirtuoza) zawsze, gdy wychodzê na scenê, dr¿ê. Dawniej tak¿e wymiotowa³em przed wystêpami, raz mia³em bardzo silne uczucie, ¿e zaraz stracê przytomnoœæ. Teraz przed wystêpem boli mnie brzuch i bardzo silnie siê pocê. Prze¿ywam te¿ szalenie przykre uczucia. Wiem, ¿e nie mam powodów siê baæ. Wielu wybitnych artystów prze¿ywa tremê przed wystêpem, ale lata treningu sprawiaj¹, ¿e trema znika. Ja prze¿ywam lêk od ponad dwudziestu lat wystêpowania. Wydaje mi siê, ¿e nigdy nie nadejdzie dzieñ, w którym stanê na scenie przed pe³n¹ sal¹ i bêdê spokojny. Skrzypek - wirtuoz cierpi na niezbyt nasilon¹ fobiê spo³eczn¹ (o charakterze specyficznym - czyli ujawniaj¹c¹ siê tylko w okreœlonych warunkach, a nie w ka¿dej sytuacji spo³ecznej). Prawie 13% ludzi w jakimœ okresie ¿ycia doœwiadcza tej fobii i jest ona jednym z najczêœciej diagnozowanych zaburzeñ psychicznych obok depresji. Fobia spo³eczna objawia siê nie tyle lêkiem pr zed ludŸmi, co

Wiêkszoœæ ludzi doznaje ³agodnych objawów tej fobii. Obawa pojawia siê na przyk³ad wtedy, gdy trzeba zabraæ g³os na wywiadówce swojego dziecka, wyg³osiæ referat przed publicznoœci¹ lub np. wyst¹piæ przed s¹dem. Dlaczego tak siê dzieje? I kiedy fobia siê nasila? Psychologowie odkryli tu bardzo interesuj¹ce zjawiska. Jednym z powodów pr ze¿ywania lêku i wstydu w sytuacjach spo³ecznych jest konstrukcja osobowoœci. Ka¿dy cz³owiek posiada tak zwane „ja realne” przekonanie o tym, jakim naprawdê jest cz³owiekiem (np. „jestem zapominalski”). Jednoczeœnie ka¿dy posiada równie¿ tak zwane „ja powinnoœciowe” przekonanie o tym, jaki powinien byæ (np. „powinienem zawsze sp³acaæ swoje d³ugi”). U niektórych ludzi te dwie struktury wiedzy („ja powinnoœciowe” i „ja realne”) zawieraj¹ bardzo odmienne treœci (np. myœlê, ¿e jestem skromny, ale s¹dzê, ¿e powinienem umieæ siê chwaliæ). Im wiêksza jest rozbie¿noœæ miêdzy „ja realnym” a „ja powinnoœciowym”, tym silniejsze uczucia wstydu, wycofania i lêku spo³ecznego. Psychologowie odkryli w dodatku, ¿e te uczucia nie uaktywniaj¹ siê w ka¿dej sytuacji, ale przede wszystkim wtedy, gdy cz³owiek zdaje sobie sprawê z tego, ¿e jest obiektem obserwacji innych ludzi (jest to tak zwana sytuacja autokoncentracji uwagi). Wtedy w³aœnie uzmys³awiamy sobie, ¿e nie jesteœmy tacy, jacy (w naszym w³asnym mniemaniu) powinniœmy byæ. Koncentracjê uwagi na w³asnej osobie mo¿e wywo³aæ np. kamera (lub aparat fotograficzny). Gdy jesteœmy filmowani (lub fotografowani), koncentrujemy uwagê na w³asnej osobie, zdajemy sobie sprawê, ¿e inni nas „widz¹” i wtedy ró¿nica miêdzy „ja realnym” i „ja powinnoœciowym” staje siê bardzo wyrazista w naszym umyœle. A to skutkuje pojawieniem siê uczuæ lêku spo³ecznego i wstydu. Przy niewielkim nasileniu tych uczuæ mamy trudnoœæ w swobodnym zachowaniu siê przed kamer¹, gdy owe uczucia s¹ silne, powoduj¹, ¿e unikamy kamer, albo zachowujemy siê przed nimi bardzo sztucznie - np. jesteœmy strasznie sztywni. Podobn¹ jak kamera moc posiada równie¿ staniêcie przed audytorium (im wiêksze, tym silniejszy lêk) oraz przed

6

sêdzi¹ na sali s¹dowej. Dlatego czêœæ osób odczuwa nieprzeparty opór przed takimi sytuacjami. Rzecznik w takiej sytuacji staje siê instytucj¹ zbawienn¹. Na marginesie warto dodaæ, ¿e czêœæ osób posiada „nawykow¹ autokoncentracjê uwagi” (w ich umyœle œwiadomoœci ró¿nic miêdzy „ja realnym” i „ja powinnoœciowym” jest ci¹gle nasilona). Taki stan jest przykry i sprawia, ¿e próbuje siê od niego uciekaæ. Mo¿na to osi¹gn¹æ np. przez wykonywanie czynnoœci na³ogowych - bardzo d³ugie granie na komputerze, upijanie siê itp. Z powodu ró¿nic miêdzy „ja realnym” a „ja powinnoœciowym” niektórzy ludzie odczuwaj¹ silny opór przed bronieniem w³asnej osoby, ale nie maj¹ ju¿ ¿adnych oporów przed tym, by stan¹æ w obronie praw innych ludzi. Jeœli „ja powinnoœciowe” zawiera treœci, które mówi¹, ¿e „nale¿y broniæ innych” i jednoczeœnie „nale¿y nadstawiaæ drugi policzek”, to bronienie innych jest dopuszczalne, zaœ samoobrona zakazana i rodzi przykre emocje.

Masochizm i asertywnoœæ Inn¹ przyczyn¹ oporu przed bronieniem swoich praw s¹ sk³onnoœci masochistyczne i nieumiejêtnoœæ asertywnego dzia³ania. Wyra¿enia te brzmi¹ bardzo klinicznie, ale psychologowie s¹ przekonani, ¿e rysy masochizmu (i sadyzmu) posiadaj¹ wszyscy ludzie w mniejszym lub wiêkszym stopniu. Jest to zwi¹zane z rozwojem osobowoœci cz³owieka. W pewnym wieku dziecko odkrywa, ¿e posiada woln¹ wolê i mo¿e robiæ to, na co ma ochotê. To „objawienie” ma miejsce wtedy, gdy dziecko uczy siê chodziæ i zaczyna samo sterowaæ swoim cia³em, a nie, jak do tej pory, tylko le¿y w ³ó¿eczku i „jest skazane” na wolê innych ludzi. Odkrycie wolnej woli wi¹¿e siê z oszo³omieniem i eufori¹. Jednak rodzice mog¹ prze¿ywaæ obawy o dziecko, które zaczyna robiæ, co chce i staraj¹ siê pohamowaæ jego aktywnoœæ. Jeœli presja rodziców jest nadmierna, spowoduje, ¿e ca³kowicie podporz¹dkuj¹ oni sobie malucha i z³ami¹ jego woln¹ wolê. Pozbawienie wolnej woli pozostawi niezatarte œlady. Psychologowie nazwali to „rysem masochistycznym” lub „charakterem masochistycznym”, poniewa¿ osoby takie nie s¹ zdolne do bronienia siebie i robienia rzeczy po swojemu.


„Lubuszanin.org.pl”

N I E

K A ¯ D Y

nr 2(2) kwiecieñ 2008

U M I E

S I Ê

B R O N I Æ

„Psychologia rzecznictwa” – Marcin Florkowski

Wydaj¹ siê nadmiernie uleg³e, bierne i pozwalaj¹, aby inni robili im krzywdê. Tacy ludzie s¹ podporz¹dkowani i mog¹ latami tkwiæ w sytuacjach dla siebie niekorzystnych, nie zmieniaj¹c ich. W tym sensie posiadaj¹ sk³onnoœci masochistyczne.

Ekstrawertyk bêdzie siê lepiej sprawdzaæ w roli rzecznika ni¿ introwertyk, miêdzy innymi ze wzglêdu na koniecznoœæ tworzenia i utrzymywania wielu kontaktów spo³ecznych, w czym ekstrawertycy s¹ zdecydowanie bardziej sprawni. Dobry rzecznik powinien byæ tak¿e zrówn o wa¿ony i dojrza³y pod wzglêdem emocji.

Jeœli mamy rys m a s o c h i s t y c z n y, bardzo ³atwo jest nas wykorzystaæ, oszukaæ lub zmusiæ do robienia rzeczy, których nie chcemy. Po prostu nie umiemy korzystaæ z wolnej woli i robiæ tego, na co mamy ochotê. Nie potrafimy siê broniæ, nawet jeœli jesteœmy upokarzani, poni¿ani lub wyzyskiwani. Dla takich osób instytucja rzecznika mo¿e okazaæ siê nieoceniona, poniewa¿ cz³owiek o osobowoœci masochistycznej prawie nigdy nie staje w obronie swoich praw. Gdzieœ w g³êbi duszy uwa¿a, ¿e ¿ycie mo¿e byæ tylko cierpieniem i trzeba pokornie znosiæ trudne sytuacje, bowiem i tak nie ma z nich wyjœcia.

Wyuczona bezradnoœæ W pewnym eksperymencie (przeprowadzonym przez Martina Seligmana) doros³e psy poddawane by³y wstrz¹som elektrycznym, których nie mog³y w ¿aden sposób unikn¹æ. Okaza³o siê, ¿e zwierzêta te utraci³y zdolnoœæ uczenia siê. Gdy nastêpnie znalaz³y siê w nowej sytuacji, w której z ³atwoœci¹ mog³yby unikn¹æ wstrz¹su elektrycznego, to mimo bólu pozostawa³y bierne. Zaprzestawa³y prób poradzenia sobie z t¹ sytuacj¹ i nie mog³y siê nauczyæ, ¿e ³atwo mo¿na unikn¹æ

bólu. Sta³y siê pasywne. Psychologowie nazwali to zjawisko wyuczon¹ bezradnoœci¹.

Doroœli ludzie czêsto przechodz¹ tak zwany trening bezradnoœci. Jeœli na czymœ nam bardzo zale¿y, czynimy wysi³ki, aby to osi¹gn¹æ, ale spe³zaj¹ one na niczym, to na d³u¿sz¹ metê uczymy siê, ¿e „nie ma sensu próbowaæ”. Doskona³ym pr zyk³adem jest tu palacz, który wielokrotnie próbowa³ rzuciæ palenie, ale mu siê to nie uda³o („Rzucenie palenia? Nic prostszego, setki razy to robi³em”). Owe nieudane próby pozostawiaj¹ œlad w osobowoœci doros³ego cz³owieka mog¹ zniechêcaæ do jakichkolwiek wysi³ków (nie tylko zwi¹zanych z np. rzuceniem palenia). Skutkuje to postaw¹ „po co próbowaæ. To i tak nie ma sensu. I tak siê nie uda”. Jest to prawdziwy, g³êboki pesymizm, trudny do prze³amania, bowiem wydaje siê, ¿e jest on jedynie odbiciem faktycznych doœwiadczeñ. Ludzie, którzy przeszli trening bezradnoœci, bêd¹ biernie przygl¹daæ siê niesprawiedliwoœci, bêd¹ apatycznie znosiæ niekorzystne sytuacje i nie umiej¹ broniæ swoich praw. S¹ trochê jak dzieci pozbawione opieki, które potrzebuj¹ wsparcia i pomocy. W ¿yciu spo³ecznym bez rzecznika takie osoby nie daj¹ sobie rady. Byæ mo¿e najbardziej wymowny jest tu przyk³ad pacjentów szpitali psychiatrycznych, z któr ych znaczna czêœæ cierpi na „wyuczon¹ bezradnoœæ”. Bez rzecznika Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego s¹ oni zupe³nie pozbawieni zdolnoœci dbania o w³asne przywileje.

7

Rzecznika swoich praw potrzebuj¹ grupy spo³eczne, które s¹ najbardziej bezradne. To pacjenci, dzieci, pracownicy itp. Bez wsparcia instytucji, która dba³aby o ich przywileje, te grupy s¹ prawnie upoœledzone. Ich prawa mog³yby byæ zupe³nie bezkarnie pogwa³cone, bo tacy ludzie nie potrafi¹ siê broniæ.

Idea³ rzecznika Czy ka¿dy mo¿e zostaæ rzecznikiem? Idealna osoba na takim stanowisku powinna mieæ zainteresowania spo³eczne, interesowaæ siê ludŸmi. Bez tego podstawowego atrybutu trudno wyobraziæ sobie dobrego rzecznika. Ekstrawertyk bêdzie siê te¿ lepiej sprawdzaæ w roli rzecznika ni¿ introwertyk, miêdzy innymi ze wzglêdu na koniecznoœæ tworzenia i utrzymywania wielu kontaktów spo³ecznych, w czym ekstrawertycy s¹ zdecydowanie bardziej sprawni. Dobry rzecznik powinien byæ tak¿e zrównowa¿ony i dojrza³y pod wzglêdem emocji, bowiem nara¿ony bêdzie na wiele stresuj¹cych sytuacji, w których zachowanie ch³odnego nastawienia mo¿e byæ kluczem do obiektywnego spojrzenia na problem. Wra¿liwoœæ spo³eczna i zainteresowanie sprawami ludzi jest wa¿nym elementem pracy w roli rzecznika. Takie cechy osobowoœci maj¹ jednak swoje koszty. Wra¿liwe osoby, które kontaktuj¹ siê z wieloma ludŸmi, prze¿ywaj¹cymi stres i silne emocje „zara¿aj¹ siê” tymi afektami. Zaœ d³ugotrwa³e pobudzenie emocjonalne szybko wypala zawodowo. W pracy rzecznika (a tak¿e lekarza, psychiatry, psychologa, nauczyciela itp.) polega to na utracie wra¿liwoœci na innych ludzi i ich problemy oraz dehumanizacji kontaktów z innymi (tak zwan¹ znieczulic¹). Pojawia siê tu paradoks – najszybciej zaczynaj¹ dehumanizowaæ innych osoby, które s¹ najbardziej wra¿liwe na ludzk¹ krzywdê. Wypalenie prowadzi do utraty wyczucia na ludzkie problemy. Mo¿e siê ono jednak tak¿e objawiaæ zbyt œcis³ym, œlepym „trzymaniem siê prawa” i rzecznikowaniem w imieniu ludzi, którzy sobie tego w ogóle nie ¿ycz¹, wbrew ich woli. Wydaje siê wiêc, ¿e idealny rzecznik powinien posiadaæ przeciêtn¹ wra¿liwoœæ, a tak¿e umieæ dobrze radziæ sobie ze stresem emocjonalnym (np. poprzez relaks i umiejêtnoœæ odpoczywania) oraz mieæ zdolnoœæ dystansowania siê od sytuacji, jednak w taki sposób, by nie traciæ wra¿liwoœci na ludzkie problemy.


„Lubuszanin.org.pl”

nr 2(2) kwiecieñ 2008

PRZEWODNIK PO USTAWIE O DOSTÊPIE DO INFORMACJI PUBLICZNEJ „Obywatelskie prawo do wiedzy” – Barbara Klimek, Szymon Osowski

Obywatelskie

prawo do wiedzy Barbara Klimek Klimek,, Szymon Osowski

P

rawo dostêpu do informacji publicznej jest jednym z mniej znanych praw cz³owieka. Skuteczna realizacja tego prawa zapewnia sprawne i przejrzyste dzia³anie struktur demokratycznego pañstwa na ka¿dym poziomie. Sposób, w jaki jest ono stosowane, ma realny wp³yw na nasze codzienne ¿ycie. Prawo to, okreœlone w artykule 61 Konstytucji RP, jest istotne zarówno z indywidualnego, jak i systemowego punktu widzenia. W Polsce kwestie zwi¹zane z dostêpem do informacji publicznej reguluje Ustawa o dostêpie do informacji publicznej z dnia 6 wrzeœnia 2001 roku.

Po co nam informacja? Jedynie pozornie prawo dostêpu do informacji publicznej jest czymœ abstrakcyjnym, nieprzek³adaj¹cym siê na codzienne ¿ycie. Mo¿na mno¿yæ przyk³ady tego, jak utrudnianie realizacji prawa do informacji publicznej wp³ywa na jakoœæ i komfort ¿ycia ka¿dego z nas. Mo¿emy przeanalizowaæ chocia¿by przyk³ad pana Pytalskiego, ¿yj¹cego w niewielkiej, malowniczo po³o¿onej miejscowoœci, któr¹ charakteryzuje jednolita zabudowa, typowa dla miejscowoœci górskich. Jego niepokój wzbudza³y budynki powstaj¹ce w strefie œcis³ej ochrony konserwatorskiej „A”, znacznie odbiegaj¹ce architektonicznie od pozosta³ych nieruchomoœci. Pan Pytalski, maj¹c pewnoœæ, ¿e coœ w tej sytuacji musi byæ niezgodne z prawem, z³o¿y³ wniosek do Wojewódzkiego Oddzia³u S³u¿by Ochrony Zabytków, w którym pyta³, czy przedstawiony na do³¹czonym zdjêciu budynek jest zgodny z dokumentacj¹, w której zosta³ zatwierdzony jego ostateczny kszta³t. W odpowiedzi urzêdu pan Pytalski, zgodnie ze swoimi przypuszczeniami, otrzyma³ informacjê, ¿e zatwierdzony plan, wed³ug którego budynek powstawa³, ró¿ni siê od tego, co mo¿na zobaczyæ w rzeczywistoœci. WOSOZ przekaza³ sprawê do powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w celu zbadania zgodnoœci realizacji inwestycji z wydanym pozwoleniem. G³êboko zainteresowany tym, jak to siê dzieje, ¿e w jego otoczeniu budowane s¹ domy, które nie odpowiadaj¹ ustalonym warunkom, pan Pytalski z³o¿y³ wnio-

sek o udostêpnienie dokumentacji prowadzonego postêpowania wyjaœniaj¹cego. Na to pismo pan Pytalski otrzyma³ odpowiedŸ odmown¹. Bez podania przyczyny, niezgodnie z przepisami obowi¹zuj¹cej ustawy o dostêpie do informacji publicznej panu Pytalskiemu odmówiono dostêpu do ¿¹danej informacji publicznej. W zwi¹zku z tym ponowi³ on swoje ¿¹danie w pisemnym wniosku. Historia pana Pytalskiego ci¹gnê³a siê jeszcze d³ugo, dotar³a do Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, a w koñcu do Prokuratury Rejonowej. Sprawa s¹dowa wci¹¿ jest w toku, pan Pytalski cierpliwie czeka na jej rozstrzygniêcie. Powy¿sza historia pokazuje sytuacjê, w której realny problem spowodowa³ z³o¿enie zapytania o informacjê publiczn¹. Informacja na pierwszym etapie zosta³a udzielona, kiedy jednak nasz bohater zechcia³ poznaæ faktyczne przyczyny pojawienia siê problemu, kolejna porcja informacji nie zosta³a mu ju¿ udostêpniona. Brak dostêpu do informacji publicznej w wielu kwestiach powoduje, ¿e nie mo¿emy mieæ wp³ywu na rzeczywistoœæ, która nas otacza, ¿e nie mo¿emy zapobiec ³amaniu prawa, z którego zdajemy sobie sprawê. W tym opisanym przypadku wiedza o tym, kto odpowiada za sytuacjê, której wynikiem jest trwa³e oszpecenie miejscowoœci, mog³aby powstrzymaæ kontynuowanie tego procederu. Mo¿e zdarzyæ siê i tak, ¿e ju¿ sam fakt zainteresowania siê przez kogoœ spraw¹ spowoduje, ¿e osoby ³ami¹ce prawo przestan¹ czuæ siê bezkarne i zmieni¹ swoje postêpowanie.

8

Zbêdna zw³oka Obowi¹zuj¹ca ustawa o dostêpie do informacji publicznej w niektórych punktach nie jest jednoznaczna, co przy nazbyt dos³ownym, niekiedy bezrefleksyjnym jej stosowaniu prowadzi do utrudnieñ w skutecznym realizowaniu prawa do informacji. Z czego wynika takie podejœcie, trudno jest jednoznacznie stwierdziæ. Doskona³ym tego przyk³adem, jest wykorzystywanie maksymalnego ustawowego terminu 14 dni, przys³uguj¹cego na udostêpnienie informacji publicznej w przypadku z³o¿enia wniosku z takim ¿¹daniem. Ustawa w artykule 13 stanowi, ¿e: Udost��pnianie informacji publicznej na wniosek nastêpuje bez zbêdnej zw³oki, nie póŸniej jednak ni¿ w terminie 14 dni od dnia z³o¿enia wniosku(...). Samo nasuwa siê tutaj pytanie - co dok³adnie oznacza okreœlenie „bez zbêdnej zw³oki”? Jak interpretowaæ mo¿na nagminne wykorzystywanie w pe³ni 14 dni przewidzianych w ustawie? Czy te 14 dni jest rzeczywiœcie zawsze niezbêdne? Nawet je¿eli chodzi jedynie o dokument, który trzeba wyj¹æ z segregatora i wykonaæ jego kserokopiê?

Wnioski ustne Równie¿ artyku³ 10 ustawy, który jednoznacznie wskazuje najszybszy sposób udostêpniania informacji publicznej, jest regularnie nieprawid³owo interpretowany. Przepis ten daje mo¿liwoœæ udzielania informacji publicznej na wniosek ustny. Z regu³y osoby, które pojawiaj¹ siê w urzêdzie z ustnym zapytaniem dotycz¹cym informacji publicznej, s¹ proszone o dostarczenie pisemnego wniosku w tej sprawie. Takie ¿¹danie jest w œwietle przepisów ustawy bezzasadne. Jest w niej jasno napisane, ¿e Informacja publiczna, która mo¿e byæ niezw³ocznie udostêpniona, jest udostêpniana w formie ustnej lub pisemnej bez pisemnego wniosku. Udzielanie informacji


„Lubuszanin.org.pl”

nr 2(2) kwiecieñ 2008

PRZEWODNIK PO USTAWIE O DOSTÊPIE DO INFORMACJI PUBLICZNEJ „Obywatelskie prawo do wiedzy” – Barbara Klimek, Szymon Osowski

publicznej jedynie na wniosek pisemny powoduje wiêksz¹ formalizacjê ca³ego procesu, jak równie¿ go wyd³u¿a - najszybsz¹ i najskuteczniejsz¹ procedur¹ w wielu przypadkach mog³oby byæ udzielenie ustnej odpowiedzi na ustne zapytanie. Ponadto wymaganie napisania wniosku pozwala na zbieranie danych osobowych osób sk³adaj¹cych wnioski pisemne o udostêpnienie informacji publicznej. Dane te s¹ czêsto przechowywane przez podmiot, do którego kierowane s¹ wnioski pisemne. W przypadku, gdy po naszym ustnym zapytaniu zostajemy poproszeni o dostarczenie wniosku na piœmie, zawsze warto sporz¹dziæ na ten temat notatkê i nak³oniæ danego urzêdnika do jej podpisania. Notatkê mo¿na przed³o¿yæ w kancelarii urzêdu. Spowoduje to, ¿e zostawimy namacalny œlad ³amania przepisów, a jeœli bêdzie wiele takich œladów, byæ mo¿e w przysz³oœci równie¿ w tej kwestii nast¹pi zmiana.

BIP - niewykorzystany potencja³ Jednym z argumentów podnoszonych przez niektórych samorz¹dowców jest ten, ¿e gdyby ka¿dy mieszkaniec chcia³ przychodziæ regularnie z zapytaniami dotycz¹cymi informacji publicznej, to praca urzêdu zosta³aby praktycznie zablokowana. Doskona³ym rozwi¹zaniem tego problemu jest Biuletyn Informacji Publicznej, do prowadzenia którego obowi¹zane s¹ w³adze publiczne oraz podmioty wykonuj¹ce zadania publiczne. Dziêki BIPom do informacji publicznej dostêp mo¿e mieæ ka¿dy w swoim w³asnym domu, w dowolnym momencie. Oczywiœcie mo¿na powiedzieæ, ¿e nie ka¿dy ma regularny dostêp do Internetu, ¿e wiele osób mo¿e siê czuæ zagubionymi u¿ywaj¹c nowoczesnych technik komunikacji, jednak w³aœnie ten sposób przekazywania informacji staje siê coraz bardziej popularny i powszechny. Regularne i pe³ne uzupe³nianie internetowego BIPu le¿y wiêc w interesie zarówno mieszkañców, którzy chc¹ pozyskaæ informacjê, jak i podmiotu, który informacjê obowi¹zany jest przedstawiæ. Z niezrozumia³ych powodów jednak prowadzenie BIPu jest zaniedbywane. Po pierwsze, BIPy nie s¹ uzupe³niane w wystarczaj¹cym stopniu, przez co czêsto nie zawieraj¹ one nawet podstawowych informacji o dzia³alnoœci danej instytucji. Poza tym bardzo czêsto nawet jeœli BIP nie „œwieci pustkami”, to brakuje w nim najistotniejszych danych dotycz¹cych zamieszczonych dokumentów, na przyk³ad nie okreœla siê osoby, która jest autorem danej informacji, b¹dŸ osoby, która tê informacjê umieœci³a w Biuletynie. Kolejnym istotnym elementem, o którym instytucje publiczne zapominaj¹, jest okreœlanie czasu wytworzenia danej informacji oraz

czasu jej udostêpnienia na stronie BIP. Te dwie informacje s¹ szczególnie istotne z punktu widzenia kontroli przestrzegania procedur przez pracowników instytucji wytwarzaj¹cej informacjê.

Op³aty Kolejnym czêstym nadu¿yciem, o którym nale¿y tu wspomnieæ, jest wymaganie od osób wnioskuj¹cych o informacjê op³at, czêsto bardzo zawy¿onych. W myœl ustawy (art. 7, ust. 2) dostêp do informacji publicznej jest bezp³atny, chyba ¿e podmiot jej udzielaj¹cy ponosi, udzielaj¹c informacjê publiczn¹, dodatkowe koszty. W zwi¹zku z tym op³atê zazwyczaj t³umaczy siê koniecznoœci¹ wykonania kserokopii, b¹dŸ te¿ cen¹ noœnika na którym informacja jest przekazywana (np. p³yta CD). Zdarza siê, ¿e ustalona cena za jedn¹ stronê kserokopii dokumentu jest tak wysoka, ¿e wielu osobom uniemo¿liwia uzyskanie danej informacji. Tutaj warto powróciæ do kwestii Biuletynu Informacji Publicznej - prawid³owe prowadzenie BIPów rozwi¹za³oby równoczeœnie problem op³at wymaganych za udzielenie informacji publicznej, poniewa¿ informacja publiczna by³aby ogólnodostêpna. Co bardzo istotne, korzystanie z prawa do informacji publicznej wcale nie musi oznaczaæ tropienia afer i ³apania z³oczyñców na gor¹cym uczynku. Jest to prawo cz³owieka, nale¿ne ka¿dej jednostce ¿yj¹cej w demoCo robiæ, jeœli spotka nas odmowa udzielenia informacji publicznej? Odmowa dostêpu do informacji publicznej mo¿e nast¹piæ z kilku powodów. Wy³¹czenie jawnoœci informacji publicznej mo¿e wynikaæ z przyczyn okreœlonych przepisami prawa ochrony danych osobowych czy prawa do prywatnoœci. Ponadto informacja pozostanie niejawna ze wzglêdu na ochronê tajemnicy pañstwowej, s³u¿bowej, skarbowej, statystycznej itp. Nale¿y zwróciæ uwagê, ¿e informacja mo¿e byæ nieujawniona zarówno w ca³oœci, jak i tylko w czêœci. Na przyk³ad, je¿eli tylko czêœæ ¿¹danej przez nas informacji powinna zgodnie z przepisami prawa pozostaæ niejawna to nie mo¿na odmówiæ nam dostêpu do pozosta³ej, jawnej czêœci informacji. Odmowa dostêpu do informacji publicznej musi byæ udzielona w formie decyzji administracyjnej.

Barbara Klimek Koordynatorka projektu „Jawnoœæ przeciw korupcji. Rozwój Pozarz¹dowego Centrum Dostêpu do Informacji Publicznej” realizowanego przez Stowarzyszenie

Szymon Osowski Koordynator i prawnik w projekcie „Jawnoœæ przeciw korupcji. Rozwój Pozarz¹dowego Centrum Dostêpu do Informacji Publicznej”.

kratycznym pañstwie. Jego sprawna realizacja, z jednej strony wzmacnia pañstwo i demokratyczne instytucje, z drugiej realnie podnosi jakoœæ ¿ycia i poziom mo¿liwego wp³ywu ka¿dego cz³owieka na otaczaj¹c¹ go rzeczywistoœæ. Prawo do informacji powinno byæ traktowane przez obie strony, zarówno obywateli zainteresowanych pozyskaniem informacji, jak i urzêdników i urzêdniczki jej udzielaj¹cych, jako rzecz zwyk³a, codzienna, normalna, a nie novum, które budzi niepokój.

• datê wydania, • oznaczenie strony lub stron, • podanie podstawy prawnej, na której oparto decyzjê, • rozstrzygniêcie, • uzasadnienie faktyczne i prawne, • pouczenie, czy i w jakim trybie s³u¿y od decyzji odwo³anie, • podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska s³u¿bowego osoby upowa¿nionej do wydania decyzji. • decyzja, w stosunku do której mo¿e byæ wniesione powództwo do s¹du powszechnego lub skarga do s¹du administracyjnego, powinna zawieraæ ponadto pouczenie o dopuszczalnoœci wniesienia powództwa lub skargi. • imiona, nazwiska i funkcje osób, które zajê³y stanowisko w toku postêpowania o udostêpnienie informacji, • oznaczenie podmiotów, ze wzglêdu na których chronioNale¿y zwróciæ uwagê, ¿e decyzja ne dobra ( np. prywatnoœæ taka musi zawsze zawieraæ nastêosoby fizycznej lub tajemnipuj¹ce elementy: cê przedsiêbiorcy), wydano decyzjê o odmowie udostêp• oznaczenie instytucji, która j¹ nienia informacji. wyda³a,

9

Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich.

Je¿eli w decyzji: • rozstrzygniêcie nie jest pe³ne (np. pomija czêœæ wniosku), • brakuje pouczenia o prawie do odwo³ania albo o prawie z³o¿enia skargi do WSA lub powództwa do s¹du powszechnego, • powy¿sze pouczenie jest nieprawid³owe, wtedy sk³adamy w ci¹gu 14 dni kalendarzowych ¿¹danie uzupe³nienia (lub sprostowania) decyzji w tych kwestiach, (art. 111 § 1 Kodeksu postêpowania administracyjnego). Odwo³anie wnosi siê w terminie 14 dni kalendarzowych do organu wy¿szego stopnia (II instancji) za poœrednictwem tej instytucji, która wyda³a niekorzystn¹ dla nas decyzjê. Mo¿e siê zdarzyæ, ¿e dana instytucja nie posiada organu wy¿szego stopnia, wtedy zwracamy siê do instytucji, która decydowa³a w naszej sprawie o ponowne rozpatrzenie wniosku. W obydwu przypadkach rozstrzygniêcie nastêpuje w formie decyzji ostatecznej. Wiêcej informacji: http://www.informacjapubliczna.org.pl, www.watchdog.org.pl.


„Lubuszanin.org.pl”

S I E D E M

G R Z E C H Ó W

nr 2(2) kwiecieñ 2008

A D M I N I S T R A C J I

P U B L I C Z N E J

„Ja, urzêdnik” – Zespó³ Lubuszanina

Ja, urzêdnik Zespó³ Lubuszanina

W

izerunek urzêdnika powoli siê zmienia i coraz czêœciej za³atwiamy sprawy w sposób mi³y i z kompetentn¹ osob¹. S¹ ju¿ urzêdy, w których k³adzie siê na to szczególny nacisk. Bycie w Europie zobowi¹zuje, ale do zachodnich standardów jeszcze nam daleko. Wci¹¿ mo¿na spotkaæ wójta, który po nocnym powrocie z delegacji, spóŸni siê - i to sporo - na poranne spotkanie z inwestorem. Bo musi siê wyspaæ…

Tak, ta historia zdarzy³a siê naprawdê i to w naszym województwie. Wójt, bombardowany telefonami z gminy, przyszed³ wreszcie na spotkanie, ale co najmniej godzinê zagranicznym przedsiêbiorc¹ musieli zaj¹æ siê inni urzêdnicy. A gmina podobno poszukuje inwestorów, bezrobocie wysokie, bieda... Wyj¹tkowo traktuje siê pr zedsiêbiorców w Nowej Soli. Na decyzjê o wydaniu warunków zabudowy czekaj¹ tylko tydzieñ, a miejski urzêdnik sam za³atwia za nich wszystkie dokumenty. Biega z teczk¹ pod pach¹ po nowosolskich instytucjach, bo listowne za³atwianie pozwoleñ trwa³oby o wiele d³u¿ej. To br zmi jak opowieœæ nie z polskiej bajki. Efekt? W Nowej Soli powstaje fabryka za fabryk¹. A problemem nie jest tu ju¿ brak pracy, ale brak pracowników. Wystarczy³o, ¿e urzêdnicy wczuli siê w rolê przedsiêbiorcy. W wiêkszoœci urzêdów tak szybko sprawy nie da siê za³atwiæ. Bo cech¹ pracowników administracji jest:

1. Opiesza³oœæ Oto przyk³ad. Ci, któr zy stawiali dom, wiedz¹, ile trwa zdobycie wszystkich dokumentów na budowê. Podró¿ po urzêdach, pukanie od drzwi do drzwi to szeœæ miesiêcy do dwóch lat wyciêtych z ¿yciorysu. W tym czasie mogliby ju¿ zamieszkaæ w swoim nowym lokum. Przyk³ad z inwestorami w Nowej Soli pokazuje, ¿e jednak mo¿na za³atwiaæ takie sprawy szybciej, ¿e czêsto zale¿y to od dobrej woli urzêdników i sprawnej obs³ugi, nie od przepisów, którymi naj-

czêœciej siê zas³aniaj¹. Ka¿dy ma ustawowe, zwykle 14 do 30 dni na odpowiedŸ… Na pierwsze pismo, drugie, trzecie… I tak czas p³ynie, nasze sprawy tocz¹ siê powoli… Od urzêdniczej kawy do kawy... – To jak paniusie biurwy, kawusia? - z ironi¹ zwyk³a mawiaæ codziennie rano moja kole¿anka do znajomych z wydzia³u, kiedy zaczê³a pracowaæ w urzêdzie. I choæ wiêkszoœæ z nas w³aœnie kaw¹ zaczyna dzieñ w pracy, to powiedzenie pasuje idealnie do tej grupy zawodowej. Do tego ciasteczka, no i plotki… W urzêdach plotkuje siê bardzo.

2. Plotkarstwo – od (nazywaj¹c rzecz po imieniu) obgadywania nie s¹ wolni nawet niektórzy w³odarze miast. ¯ywo interesuj¹ siê (w czasie pracy) ¿yciem prywatnym nie tylko pracowników, ale i mieszkañców. I tu wójt gminy Wilkowyje z popularnego serialu „Ranczo” nie jest odosobnionym przypadkiem. WyobraŸ sobie, ¿e przeprowadzasz siê do ma³ej miejscowoœci. Niby nikt ciê tu nie zna. – Idziesz do gminy zameldowaæ siê, a tam wszyscy o tobie wiedz¹. Z kim

10

sypiasz, co wczeœniej robi³eœ, ¿e ¿yjesz jak bezbo¿nik… – opowiada jeden z mieszkañców województwa. M³oda urzêdniczka, z krótkim sta¿em w urzêdzie, w dodatku spoza gminy, w której pracuje, dowiedzia³a siê kiedyœ od radnej: – Biedna taka jesteœ? Wiemy, wiemy, mówili mi w ratuszu, ¿e nie jest ci ³atwo. Sama córeczkê wychowujesz... Tyle ¿e radna... pomyli³a pracownice.

3. Biurokracja... Tak, urzêdnicy to biurokraci. Formularze, wnioski, podania… Nie jest win¹ samorz¹dowców, ¿e musz¹ trzymaæ siê absurdalnych przepisów, ale ich dobra wola i zaanga¿owanie mog¹ sprawiæ cuda. Pewna znajoma chcia³a za³o¿yæ w³asn¹ firmê. Zaczê³a siê droga przez urzêdnicz¹ mêkê… Urz¹d pracy. Chcia³a dostaæ dotacjê. Stosy papierów, wielokrotne bieganie do urzêdu, potem czekanie na decyzjê komisji… W sumie prawie trzy miesi¹ce. Zak³adanie firmy: gmina, skarbówka, ZUS, znowu urz¹d pracy, gmina, starostwo, gmina, ksiêgowa. Dziesi¹tki litrów benzyny, niezliczona iloœæ telefonów, ner w y, setki formular zy... Brakuje piecz¹tki, podpisu, nie ma za³¹cznika… B³¹dzenie w g¹szczu pr zepisów… I papier zyska, pap ierzyska...

Zak³adanie firmy: gmina, skarbówka, ZUS, urz¹d pracy, gmina, starostwo, gmina, ksiêgowa. I papierzyska, papierzyska...

W dodatku ur zêdnicy uzurpuj¹ sobie prawo do jedynej i s³usznej interpretacji prawa.


„Lubuszanin.org.pl”

S I E D E M

G R Z E C H Ó W

nr 2(2) kwiecieñ 2008

A D M I N I S T R A C J I

P U B L I C Z N E J

„Ja, urzêdnik” – Zespó³ Lubuszanina

Bo s¹:

4. Nieomylni Tu przyk³ad z zak³adaniem dzia³alnoœci gospodarczej. Zdarzy³o siê to w po³udniowej czêœci województwa. Obecnie w³aœciciel firmy budowlanej tak wspomina pocz¹tki: – Chcia³em zaj¹æ siê budowlank¹. Ale równie¿ prowadziæ przy tym dzia³alnoœæ wydawnicz¹ – podkreœla.

chcia³ wydawaæ gazetê, to przyjdzie tu i doda nowy wpis. – Zg³upia³em wtedy – opowiada przedsiêbiorca. – Czy to nie moja sprawa, co bêdê wykonywa³? Dziwi³em siê, oczywiœcie po cichu. ¯eby sobie nie zaszkodziæ. Czy urzêdnik mo¿e zabroniæ mi robiæ to, co lubiê? No, ale to on jest panem… Wiêc ja - uszy po sobie i myœlê: przecie¿ dopiero debiutujê i pewnie

– G³ównie budowlank¹.

baba ma racjê. Bez sensu, ale zrobi³em, jak kaza³a. I wróci³em do domu. Zadzwoni³em do kolegi, doœwiadczonego prywaciarza, ¿eby siê poradziæ. On na to, ¿e co j¹ to obchodzi! ¯e ka¿dy kolejny wpis i rozszerzenie dzia³alnoœci bêdzie mnie kosztowa³o 50 z³! Na nastêpny dzieñ wróciliœmy razem do urzêdu. Kolega siê wœciek³, kobieta siê obrazi³a, ale w koñcu zniszczy³a wczeœniejsze dokumenty i powiedzia³a: – Pan se wpisze, co pan chce!

– No to pan tak wpisze, te numery, co dotycz¹ zajêæ budowlanych. A jak bêdzie

Jej zachowanie jak nic pasuje do kolejnych urzêdniczych grzechów. A s¹ to:

Gminna urzêdniczka zajmuj¹ca siê rejestrem gospodarczym, poda³a ksi¹¿kê. Z niej musia³ wypisaæ numery, które odpowiada³yby wykonywanym przez niego w przysz³oœci zajêciom. Wypisa³. Urzêdniczka czyta, czyta: – Co mi pan da³! Malowanie œcian, wydawanie czasopism... Spis na dwie kartki. Mo¿e ca³¹ ksi¹¿kê przepisze!? – drwi³a przy innych wspó³pracownikach. – W koñcu czym siê pan bêdzie zajmowa³?

11

5. Nieuprzejmoœæ i poczucie w³adzy – Wiêkszoœci z nich wci¹¿ wydaje siê, ¿e s¹ pêpkiem gminy czy powiatu – t³umaczy kole¿anka, która pracowa³a w urzêdzie. Agnieszka opowiada: – Chcia³am siê zameldowaæ w Zielonej Górze. Posz³am po druczek. Urzêdniczka

nie chcia³a mi go daæ, dopóki nie powiem, przy jakiej ulicy mieszkam. Inna by³a bezrobotna. Zadzwoni³a do urzêdu pracy: – A co pani do mnie z tym dzwoni! – us³ysza³a. W³adza potrafi te¿ uderzyæ niektórym do g³owy. Na pocz¹tku s¹ wyrozumiali i uprzejmi, potem pewniejsi siebie, wiedz¹ ju¿, na co mog¹ sobie pozwoliæ: Taki przyk³ad: przyjechali do Ciebie goœcie z zagranicy. Oprowadzasz ich po okolicy, chwalisz siê wszystkim, co dzieje siê w mieœcie (niewielkim i zaniedbanym). Oni s¹


„Lubuszanin.org.pl”

S I E D E M

G R Z E C H Ó W

nr 2(2) kwiecieñ 2008

A D M I N I S T R A C J I

P U B L I C Z N E J

„Ja, urzêdnik” – Zespó³ Lubuszanina

zachwyceni, chc¹ wiedzieæ jeszcze wiêcej. Sk¹d wzi¹æ materia³y. To proste! Przecie¿ jest wydzia³ promocji, a w nim ulotki, materia³y, informatory… No to w ur zêdzie opowiadasz ca³¹ historiê o swoich przyjacio³ach np. z Francji, prosisz o ulotki (akurat stoisz przy stercie materia³ów reklamowych œwie¿o przywiezionych z drukarni) i s³yszysz: – W punkcie informacji mo¿na kupiæ to, co pani¹ interesuje. My nie rozdajemy ulotek. Do widzenia.

7. Brak wyobraŸni i dobrej woli Absurdy i oderwane od rzeczywistoœci decyzje urzêdników mo¿na mno¿yæ. Wiêkszoœæ z nich przecie¿ wydaje postanowienia zza biurka. ¯yj¹cej bez œlubu parze urodzi³a siê córeczka. Fakt narodzin tr zeba by³o zg³osiæ do urzêdu stanu cywilnego. I to do 14 dni. W nowym mieœcie mieszkaj¹ nied³ugo, nie maj¹ tu ani znajomych, ani rodziny. No to pójdzie tata, mama musi zostaæ z chor ym maleñstwem. Dopiero wysz³y ze szpitala, s¹ komplikacje. Ojciec wraca, sprawy nie za³atwi³. Musz¹ siê stawiæ razem i to równoczeœnie. Przez telefon t³umacz¹, ¿e to niemo¿liwe. Urzêdniczka nie ustêpuje. Niebawem termin zg³oszenia mija, bêd¹ konsekwencje. W koñcu z dzieckiem zostaj¹... panie z firmy, w której pracuje matka. Przera¿one, niedoœwiadczone. Ale wyjœcia nie ma. Takie s¹ przepisy. Ale wystarczy³oby te¿ trochê wyrozumia³oœci i dobrej woli. I mo¿e wiêcej wyobraŸni. Albo zdaniem pani z urzêdu - œlub.... Inna opowieœæ: miêdzy kamienicami, na bardzo w¹skiej (bez pobocza, chodnika) uliczce w centrum jeŸdzi³y samochody. Mieszkañcy prosili urzêdników: mo¿e dojœæ do tragedii, dziecko wybiegnie, mat-

S¹ urzêdnicy mili, ¿yczliwi, uœmiechniêci, kompetentni, pomocni, wyrozumiali. Ale to powinna byæ norma, wiêc chyba o nich nie trzeba pisaæ.

Po znajomoœci pewnie by³o by ci ³atwiej, tak jak Kasi, która studiuje w Gor zowie Wlkp.: – Dwie mamy moich kole¿anek to urzêdniczki. Kseruj¹ nam w pracy ksi¹¿ki… Na potêgê.

6. Niekompetencja Z tym spotykamy siê najczêœciej. Co rusz media donosz¹ o zaniedbaniach urzêdników. Wiêkszoœæ z nich przecie¿ wydaje postanowienia zza biurka. Przyk³ad na czasie. Uczniowie Gimnazjum nr 2 w Zielonej Górze od wrzeœnia tego roku mieli korzystaæ z nowiusieñkiej sali gimnastycznej. Budynek jest ju¿ w surowym stanie, a tymczasem okaza³o siê, ¿e w bud¿ecie miasta brakuje 2 milionów na dokoñczenie obiektu…

12

ka idzie z wózkiem, a tu szalej¹ m³odzi. Ju¿ by³y potr¹cenia. Prosili o blokadê na uliczce. Prosili, chodzili. W koñcu, po publikacji w prasie, w ich imieniu do urzêdników zwróci³ siê Instytut Spraw Obywatelskich z £odzi i Stowarzyszenie Obywatel. Kolejne media zrobi³y szum, i wreszcie urzêdnicy zajêli siê spraw¹.

Takie przyk³ady mo¿na mno¿yæ Oczywiœcie nie wolno o pracownikach administracji mówiæ tylko Ÿle. Wiele spraw zosta³o te¿ za³atwionych „od rêki” i szybko. S¹ urzêdnicy mili, ¿yczliwi, uœmiechniêci, kompetentni, pomocni, wyrozumiali. Ale to powinna byæ norma, wiêc chyba o nich nie trzeba pisaæ. Nie jest te¿ tajemnic¹, ¿e urzêdy cierpi¹ na brak specjalistów. Takim trzeba zap³aciæ, a pensje s¹ niskie i jeszcze obowi¹zuj¹ szczeble kariery administracyjnej. Jeœli przychodz¹ m³odzi i ambitni, te¿ pracuj¹ krótko. Byleby zdobyæ doœwiadczenie i ju¿ zmieniaj¹ pracê. I jeszcze: mamy zbiurokratyzowane pañstwo, a pracownicy administracji musz¹ trzymaæ siê prawa. To kolejny problem, którym zaj¹³ siê pose³ Palikot i jego komisja. Ale bywa ¿e przed petentem urzêdnicy zas³aniaj¹ siê przepisami jak tarcz¹. I zapominaj¹ dla kogo pracuj¹. Ale i my, petenci nie jesteœmy bez winy. Uprzedzeni do urzêdników, zapominamy, ¿e to te¿ ludzie. Czêsto wchodzimy do instytucji zniecierpliwieni, pe³ni pretensji i roszczeñ. A kultura obowi¹zuje obydwie strony. Powy¿szy artyku³ jest prac¹ zbiorow¹ zespo³u Lubuszanina.


„Lubuszanin.org.pl”

nr 2(2) kwiecieñ 2008

T O N I E C U D . U R Z Ê D N I K M O ¯ E B Y Æ R Ó W N O C Z E Œ N I E I U P R Z E J M Y, I K O M P E T E N T N Y „W Holandii nie ma pani Lusi” – Daniel Lewandowski

W Holandii

nie ma pani Lusi Daniel Lewandowski

W

yjazd na sta³e z Polski mo¿e byæ nie lada prze¿yciem. Szczególnie wyjazd do kraju, w którym jêzykiem urzêdowym jest tak „popularny” jêzyk jak niderlandzki. Dotychczas prze¿y³em w Holandii 8 lat i... jakoœ uda³o mi siê w ka¿dym urzêdzie wszystko za³atwiæ, mimo braku znajomoœci tego jêzyka. To chyba ewenement w skali œwiatowej, ¿eby ¿ycie w kraju, dla którego jêzyk angielski jest jêzykiem obcym, by³o tak ³atwe dla ludzi pos³uguj¹cych siê tylko nim. To mo¿e uœwiadomiæ pierwsz¹ niezaprzeczaln¹ zaletê systemu urzêdniczego Królestwa Niderlandów (zwanego potocznie Holandi¹) - rzadko mo¿na spotkaæ urzêdnika, który nie pos³ugiwa³by siê w stopniu zaawansowanym jêzykiem angielskim. Ma³o tego, nie stroi fochów, gdy pojawia siê petent niew³adaj¹cy niderlandzkim. P³ynnie przejdzie na angielski, czasami nawet przeprosi, ¿e nie wyczu³, ¿e ma do czynienia z obcokrajowcem (sic!) i wyt³umaczy sprawy w tym jêzyku. Oczywiœcie pisma urzêdowe nadal s¹ pisane w jêzyku holenderskim, ale nie wymagajmy od tego sympatycznego kraju za wiele...

Pocz¹tek zachêcaj¹cy. Chcia³bym dodaæ gdzieœ ³y¿kê dziegciu, ale nijak siê nie da. Okazuje siê, ¿e has³a w stylu „urzêdnik jest dla petenta” tutaj zachowuje prawdziwoœæ. Nie spotka³em siê jeszcze z przypadkiem niechêci, braku czasu, celowego utrudniania za³atwienia sprawy czy zwyczajnym chamstwem urzêdnika. Nie wiem, czy to sprawa mentalnoœci czy podejœcia do obowi¹zków. Na pewno to, co wyró¿nia Holendrów to ich poszanowanie dla prawa. Prawo jest jasne i nie daje urzêdnikowi mo¿liwoœci dowolnej jego interpretacji. To urzêdnik s³u¿y obywatelom i ma im pomóc, jak najszybciej za³atwiæ

Daniel Lewandowski Pochodzi ze Starego Kisielina ko³o Zielonej Góry. Od 8 lat jest zwi¹zany z Uniwersytetem Technicznym w Delft (Holandia), gdzie otrzyma³ tytu³ magistra. Obecnie koñczy doktorat z matematyki

stosowanej. Pracuje jako programista na tej samej uczelni.

ich sprawy. Nie ma miejsca na uznaniowe stosowanie prawa, jak to czêsto ma miejsce, niestety, w Polsce. Nie spotka siê te¿ nieœmiertelnej „pani Lusi” popijaj¹cej kawê miedzy pogaduszkami ze wspó³pracownicami, podczas gdy za drzwiami czekaj¹ piekl¹cy siê petenci. Po prostu nie maj¹ jak tego zrobiæ, poniewa¿ urzêdnicy pracuj¹ w boksach oddzielonych od siebie jedynie cienkimi œciankami. Ludzie czekaj¹cy na za³atwienie sprawy widz¹ ich, jak na d³oni z wielkich poczekalni. Jest to zapewne jeden z przejawów mentalnoœci holenderskiej, wed³ug której okien nie zas³ania siê firanami. Ka¿dy ma mo¿liwoœæ „wgl¹du” w ¿ycie innych ludzi, co wcale nie oznacza, ze Holendrzy z tej mo¿liwoœci korzystaj¹.

Na spokój petenta w urzêdzie na pewno ma wp³yw jeszcze jeden banalny wynalazek: system numerowanych karteczek przyznawanych kolejno przychodz¹cym petentom. Nie ma wciskania siê w kolejkê, k³ótni o to, ¿e ktoœ sobie zamówi³ miejsce, proszenia o trzymanie miejsca „bo on tylko na chwilê wyskoczy na miasto”. Obecnie bez niego nie uœwiadczymy ju¿ tak¿e takich miejsc jak np. apteki czy przychodnie. Dodatkow¹ zalet¹ tego systemu jest tak¿e mo¿liwoœæ dok³adnego rozliczenia urzêdników z wykonanej pracy (obs³u¿onych petentów). Wiêksze upowszechnienie tego wynalazku w Polsce jest pewnie tylko kwesti¹ czasu, a petenci Urzêdu Miejskiego w Zielonej Gorze ju¿ maj¹ mo¿liwoœæ skorzystania z jego dobrodziejstw. Jeszcze tylko t¹ „pani¹ Lusiê” na emeryturê... Podstawowym wyposa¿eniem ka¿dego Holendra jest podrêczny kalendarzyk, bo na ka¿de spotkanie trzeba byæ umówionym. Wszelkie spotkania z np. urzêdami imigracyjnymi s¹ precyzyjnie zaplanowane. Broñ Bo¿e przyjœæ na spotkanie bez wymaganych dokumentów dok³adnie opisanych w liœcie, jaki otrzymamy przed spotkaniem. Natomiast pomniejsze sprawy w ur zêdach miejskich za³atwiane s¹ na bie¿¹co, gdzie op³aty ur zêdowe mo¿na natychmiast uiœciæ, korzystaj¹c z karty bankomatowej. Obecnie coraz wiêcej rzeczy mo¿na za³a-

Nie spotka siê te¿ nieœmiertelnej „pani Lusi” popijaj¹cej kawê miedzy pogaduszkami ze wspó³pracownicami, podczas gdy za drzwiami czekaj¹ piekl¹cy siê petenci.

13


„Lubuszanin.org.pl”

nr 2(2) kwiecieñ 2008

T O N I E C U D . U R Z Ê D N I K M O ¯ E B Y Æ R Ó W N O C Z E Œ N I E I U P R Z E J M Y, I K O M P E T E N T N Y „W Holandii nie ma pani Lusi” – Daniel Lewandowski

twiæ, nie wychodz¹c w ogóle z domu, dziêki dobrodziejstwu Internetu i upowszechnianiu sie podpisu elektronicznego. Chcesz rozliczyæ roczne podatki? Œci¹gnij program (dostêpny dla Windows, Linux i MacOS), wype³nij, od razu poznasz kwotê zwrotu lub niedop³aty, i wyœlij z poziomu programu wszystkie dane do urzêdu podatkowego. Co jest charakterystyczne dla holederskiego systemu podatkowego, to fakt, ¿e mo¿esz rozliczaæ siê z podatków z osob¹, z któr¹ nie jest siê zamê¿n¹. Wystarczy mieszkaæ pod tym samym adresem przez wiêksz¹ czêœæ roku. Mo¿e parê dygresji na temat samych Holendrów i ich filozofii ¿ycia. Ta „moralnie zdegenerowana” nacja, jak j¹ sobie czêsto wyobra¿aj¹ Polacy, to ludzie bardzo pragmatyczni. Miêkkie narkotyki? Zdrowsze ni¿ alkohol, a pañstwo przynajmniej œci¹gnie za to podatki. Prostytucja? Istnia³aby bez przyzwolenia rz¹du, a tak przynajmniej kobiety s¹ ubezpieczone i odprowadzaj¹ podatki. Dozwolona eutanazja, aborcja, zwi¹zki homoseksualne s¹ tylko odzwierciedleniem sposobu myœlenia, mówi¹cego, ¿e dopóki mi nie szkodzisz, mo¿esz robiæ, co chcesz. To „mi” odnosi siê jednak nie tylko do osoby, ale tak¿e do wspólnej w³asnoœci czy œrodowiska. Niech uwa¿a wiêc ten, który myœli, ¿e Holandia to kraj nieskoñczonej wolnoœci. Koñcz¹ siê juz czasy dzielnic „czerwonych latarni”, idzie nowe. Nadu¿ywanie wolnoœci wymusi³o zmianê postrzegania pewnych rzeczy i jeœli obywatele nie potrafi¹ siê samokontrolowaæ, to zrobi to za nich rz¹d. St¹d z Amsterdamu znikn¹ kobiety „nienajciê¿szych” obyczajów, a z nimi dealerzy ciê¿kich narkotyków. Ten holenderski system dzia³a³by zgrabnie, gdyby dostosowali siê do niego wszyscy obywatele kraju. Niestety, z naprawdê ogromnego wsparcia socjalnego dla obywateli (zasi³ki na dzieci, praktycznie darmowe studia, rozwiniêty system mieszkalnictwa socjalnego dofinansowywanego przez rz¹d), którego nie powstydzi³by siê PRL, korzystaj¹ w przewa¿aj¹cej czêœci imigranci z krajów arabskich i afrykañskich, nie wykazuj¹c przy tym zainteresowania odp³aceniem siê w postaci podatków. Z³e doœwiadczenia w po³¹czeniu z codziennymi obrazkami z przedmieœæ Hagi, Rotterdamu czy Amsterdamu powoduj¹ u Holendrów odruch obronny, gdy widz¹ obecnie zalew swojego kraju przez przybyszy z Polski. Holandia jednak nie takie rzeczy ju¿ prze¿y³a, swoj¹ mrówcz¹ prac¹ wydzieraj¹c codziennie morzu ten kawa³ek Europy. Tysi¹ce pomp w ka¿dej sekundzie przepompowuj¹ wodê przez system tam z powrotem do morza, aby w ogóle móc istnieæ. WyobraŸmy sobie, co

Proste instrukcje i przejrzyste prawo. W Holandii ani urzêdnik, ani obywatel nie musi zastanawiaæ siê nad interpretacj¹ przepisu. ten kraj móg³by osi¹gn¹æ, gdyby lwiej czêœci jego bud¿etu nie poch³ania³y wydatki na samo zapewnienie swojego bytu. Wracaj¹c do g³ównego w¹tku, oczywiœcie biurokracja zawsze chce udowodniæ, ¿e jej istnienie jest konieczne. St¹d zasypywanie obywateli bzdurnymi ulotkami, zawiadomieniami, wezwaniami, itp. W tej materii Holandia wypada na porównywalnym poziomie do Polski. W jednym wznieœli siê jednak na wy¿yny. Chodzi mianowicie o iloœæ informacji, jakie holenderska biurokracja posiada o

14

swoich obywatelach. W dobie informatyzacji nie mamy zbytnio wp³ywu na to, jak te informacje s¹ przekazywane miêdzy instytucjami. St¹d byæ mo¿e, kiedy chcia³em telefonicznie uaktywniæ kablówkê w swoim mieszkaniu, pani z firmy telekomunikacyjnej zapyta³a tylko o mój adres i po sekundzie spyta³a, czy nazywam siê Lewandowski. Dane mia³a oczywiœcie z bazy danych urzêdu miejskiego. To jest jednak temat na osobn¹ opowieœæ. Delft, Holandia


„Lubuszanin.org.pl”

M E D I A

nr 2(2) kwiecieñ 2008

K O N T R A

U R Z ¥ D

„Przychodzi pacjent do dziennikarza…” – Sylwia Malcher-Nowak

Przychodzi pacjent do dziennikarza… Sylwia Malcher -Nowak Malcher-Nowak …czyli kto winny: lekarz czy urzêdnik Funduszu? Otó¿ odpowiedŸ na to pytanie, a raczej treœæ materia³u pope³nionego przez dziennikarza, mo¿e byæ ró¿na, w zale¿noœci od kilku okolicznoœci i czynników. Po pierwsze - od sposobu, w jaki swoj¹ sprawê przedstawi³ pacjent. Po drugie - od tego, na ile relacja pacjenta by³a zgodna z faktami. Po trzecie - od uczciwoœci dziennikarza. I wreszcie po czwarte - od dociekliwoœci redaktora, a przede wszystkim jego wiedzy. Bo system opieki zdrowotnej w naszym kraju jest, niestety, doœæ zawi³y. A jeœli do tego dodaæ za ma³o pieniêdzy w systemie (czytaj - na leczenie), strajki w s³u¿bie zdrowia, coraz powszechniejsz¹ znieczulicê w œrodowisku medycznym oraz zwyczajowe ju¿ zwalanie winy za ca³e z³o w s³u¿bie zdrowia na Fundusz i jego pracowników, trudno siê dziwiæ, ¿e skarg pacjentów przybywa. Media s¹ bowiem dla wielu z nich ostatni¹ desk¹ ratunku. Pytanie tylko, czy dziennikarzowi bêdzie siê chcia³o dochodziæ prawdy, czy po prostu z czystej wygody zwali winê na: niekompetentnych, nie¿yczliwych, bezdusznych i bior¹cych pensje za nic, urzêdasów. Oto kilka przyk³adów. Sprawa jedna, ale jak¿e ró¿ne, dwie relacje w mediach. Sprawa nr 1: Lekarz za¿¹da³ od matki samotnie wychowuj¹cej niepe³nosprawne dziecko, utrzymuj¹cej siê z zasi³ków, 50 z³ za zaœwiadczenie do Zak³adu Ubezpieczeñ Spo³ecznych. Mia³ do tego prawo, o czym urzêdnik Funduszu poinformowa³ zajmuj¹cego siê spraw¹ dziennikarza. Co jednak wa¿ne, po interwencji urzêdnika, lekarz odst¹pi³ od ¿¹dania (rozmowa wygl¹da³a mniej wiêcej tak: „Panie doktorze, b¹dŸ pan cz³owiekiem…”) Dziennikarz nr 1 pisze: Skandal! Zdaniem Funduszu, lekarze mog¹ ¿¹daæ od pacjentów haraczu. Dziennikarz nr 2 pisze: Po interwencji pracownika NFZ lekarz odpuœci³… Sprawa nr 2: Szpital przestaje przyjmowaæ pacjentów w jednej z poradni. Pacjenci s¹

za³amani, a od dyrekcji szpitala s³ysz¹, ¿e prowadzenie tej poradni siê nie op³aca, bo Fundusz o po³owê obci¹³ na ni¹ kontrakt. Jest to ewidentna nieprawda. Jednak… Dziennikarz nr 1 pisze: Pacjenci bez opieki! Fundusz nie chce podpisaæ wy¿szego kontraktu. Dziennikarz nr 2 (po wys³uchaniu wyjaœnieñ) pisze: Poradnia nieczynna. Okazuje siê, ¿e nie ma kto w niej leczyæ, bo lekarze siê pozwalniali. Sprawa nr 3: Do gazety zg³asza siê pacjent i skar¿y siê, ¿e musi czekaæ na sztuczn¹ szczêkê cztery lata. Taka jest kolejka do protetyka! Protetyk wyjaœnia dziennikarzowi, ¿e to wynik limitów narzuconych przez Fundusz. Nie dodaje jednak, ¿e nieœwiadomy pacjent mo¿e protezê zrobiæ tak¿e w ka¿dym gabinecie stomatologicznym, a nie tylko u protetyka z II stopniem specjalizacji. I tam nie bêdzie czekaæ wcale. Dziennikarz nr 1 pisze: Pacjenci w Lubuskiem musz¹ czekaæ cztery lata na sztuczn¹ szczêkê. Ich wykonywaniem zajmuje siê tylko 10 gabinetów w województwie. Dziennikarz nr 2 pisze: Chcesz od razu mieæ za darmo protezê? Pamiêtaj, ¿e mo¿esz j¹ zrobiæ w ka¿dym ze 120 gabinetów stomatologicznych, które maj¹ umowê z Funduszem. Oczywiœcie, mimo tych przyk³adów, trudno nie zgodziæ siê z opini¹, ¿e urzêdy s¹ zbiurokratyzowane. Papiery goni¹ papiery, a urzêdnicy jak Zawisza stoj¹ na stra¿y ustaw, zarz¹dzeñ, rozporz¹dzeñ… Stoj¹, bo musz¹. Taka ich rola. Po to te wszystkie przepisy (mniej lub bardziej przemyœlane) spisano, by siê ich trzymaæ. I to, ¿e kobiety przed piêædziesi¹tk¹ nie mog¹ zrobiæ mammografii bez skierowania, naprawdê nie wynika z „bzdurnych wymys³ów” urzêdników, tylko œcis³ych wskazañ medycznych najtê¿szych g³ów w tej dziedzinie.

15

Sylwia Malcher -Nowak By³a dziennikarka, obecnie rzecznik prasowy lubuskiego NFZ.

Sêk w tym, ¿e wielu pacjentów generalnie nie interesuje, dlaczego na operacjê zaæmy musz¹ czekaæ ponad rok. Oni „p³acili sk³adki przez kilkadziesi¹t lat”, wiêc teraz czuj¹ siê oszukani. Przychodz¹ wiêc do urzêdnika i te swoje ¿¹dania wyk³adaj¹ kawa na ³awê. Nie pomaga t³umaczenie, ¿e ma³o jest szpitali, które tê operacjê wykonuj¹, a chorzy sami sztucznie wyd³u¿aj¹ kolejki, zapisuj¹c siê do kilku jednoczeœnie. Bez wzglêdu jednak na to, jak urzêdnik bêdzie chcia³ pomóc petentowi, zawsze znajdzie siê taki, który pomagaæ innym nie ma zamiaru. Znajdzie siê te¿ petent, który zamiast grzecznie zapytaæ, zacznie od obra¿ania urzêdnika, czym doprowadzi go do szewskiej pasji. Bo wszyscy jesteœmy ludŸmi. Czarne owce znajd¹ siê wszêdzie. Wœród urzêdników tacy, co maj¹ siê za Bogów. Wœród obywateli tacy, co uwa¿aj¹, ¿e mog¹ obra¿aæ tych w urzêdach, bo p³ac¹ podatki i sk³adki, wiêc daj¹ im pracê. Ba! Mo¿e zdarzyæ siê i tak, ¿e urzêdnik… wkurzy innego urzêdnika. Przyk³ad? Niedawno w jednej z gmin zapyta³am, czy mo¿e do nich przyjechaæ mammobus, by kobiety mog³y zrobiæ darmowe badania. – Nie widzê takiej potrzeby – us³ysza³am. – Mammograf jest przecie¿ w szpitalu, kilkanaœcie kilometrów st¹d… Niewa¿ne, ¿e do szpitala trzeba dojechaæ. ¯e w niejednym domu nie ma na chleb, o bilecie na PKS nie wspomnê. Powiem szczerze - jestem teraz urzêdnikiem, ale nawet mnie ta odpowiedŸ zwali³a z nóg. A¿ bojê siê pomyœleæ, jak ta pani rozmawia… ze „zwyk³ymi” petentami.


„Lubuszanin.org.pl”

G £ U P O T A

J E S T

M A T K ¥

nr 2(2) kwiecieñ 2008

N I E

T Y L K O

U R Z Ê D N I K A

„Biurwa te¿ cz³owiek” – S³awomir Grelewicz

Biurwa

te¿ cz³owiek S³awomir Grelewicz

U

rzêdnicy bywaj¹: niekompetentni, opryskliwi, nierzetelni, przeci¹gaj¹ terminy, s¹ nieelastyczni, doœæ têpi, zas³aniaj¹ siê przepisami, nie chce im siê myœleæ, petentów traktuj¹ jak ostatnie z³o, ¿¹daj¹ miliona bzdurnych papierków itp., itd.

Zakaz wstêpu dla g³upoty i niekompetencji powinien obowi¹zywaæ bez wzglêdu na to, czy mamy do czynienia z urzêdem, czy z prywatn¹ firm¹.

16

Zastanówmy siê, czy aby tylko urzêdników charakteryzuj¹ powy¿sze cechy. Na pocz¹tek kilka scenek z ¿ycia: Scenka 1. Sklep meblowy. Zachcia³o siê nam (mnie i ma³¿once) zakupiæ stó³ do pokoju. Wybraliœmy du¿y, drewniany w piêknej ciemnoczer wonej tonacji, a przede wszystkim taki, do którego mo¿na dostawiæ krzes³a i w wygodnej, wyprostowanej pozycji zjeœæ posi³ek. Mi³y pan z obs³ugi zachwala produkt i uczciwie informuje, i¿ na taki stó³ trzeba poczekaæ 5-6 tygodni. Có¿ robiæ, tym bardziej ¿e skoro nie mieliœmy sto³u przez 30 lat, wiêc kilka kolejnych tygodni mo¿emy poczekaæ. Wp³acamy zaliczkê i zbroimy siê w cierpliwoœæ. Za ma³o jednak tej amunicji. Stó³ dociera do nas po 13 tygodniach. Wszelkie terminy diabli wziêli, nas o ma³o tak¿e. Scenka 2. Sklep komputerowy. Kupujê komputer. Niby wszystko proste. Pan sprzedawca bardzo sprawnie przyjmuje zamówienie, sugeruje, zwraca uwagê, doradza. Wybór dokonany. Zadowolony opuszczam sklep z obietnic¹ kontaktu telefonicznego w momencie, gdy komputer bêdzie gotowy do odbioru. I rzeczywiœcie tak siê dzieje. Sprzêt zostaje dostarczony do mieszkania, kwitujê odbiór, p³acê i ¿egnam ciep³o przedstawiciela sklepu. Wiara w uczciwoœæ sprzedaj¹cego leg³a w gruzach, gdy okazuje siê, ¿e specyfikacja sprzêtu odbiega od tego, co otrzymujê w rzeczywistoœci. - To drobiazg, który wkrótce zostanie usuniêty, z tym nie ma ¿adnego problemu. Dosta³ Pan to samo, tylko inne, mo¿e nawet lepsze - us³ysza³em póŸniej w sklepie. Drobiazg, bagatelka. W 40 proc. otrzyma³em nie to, na co siê umawia³em. Gdyby nie programy diagnozuj¹ce zawartoœæ wnêtrza maszyny, zapewne do dziœ ¿y³bym w przekonaniu, ¿e to, co na fakturze, mam równie¿ w komputerze.


„Lubuszanin.org.pl”

G £ U P O T A

J E S T

M A T K ¥

nr 2(2) kwiecieñ 2008

N I E

T Y L K O

U R Z Ê D N I K A

„Biurwa te¿ cz³owiek” – S³awomir Grelewicz

Scenka 3. Jedna z ogólnopolskich organizacji pozarz¹dowych uruchomi³a infoliniê z myœl¹ o osobach niepe³nosprawnych. Dokonujê tzw. zakupu kontrolowanego. W trakcie rozmowy telefonicznej dowiadujê siê, o czym nie wiedzia³em, ¿e bariery w komunikowaniu siê i komunikacyjne to samo, a turnusy rehabilitacyjne dla osób niepe³nosprawnych finansowane s¹ przez (o zgrozo!) powiatowe centra urzêdów pracy. A je¿eli chcia³bym zatrudniæ siê u pracodawcy, to najlepiej, gdy za³atwiê sobie grupê inwalidzk¹ „noooo tak¹, jak to by³o....œredni¹, umiarkowan¹ znaczy siê...” Na pytanie, gdzie mo¿na j¹ sobie „za³atwiæ”, dowiadujê siê, ¿e w ZUS. Pomieszanie z popl¹taniem. Scenka 4. Rozmowa z dziennikarzem. Zadaje du¿o pytañ zwi¹zanych z dofinansowaniem pracodawców zatrudniaj¹cych osoby niepe³nosprawne. Rozmowa by³a nagrywana. Chyba za du¿o pytañ, chyba za ma³o czasu na wys³uchanie materia³u, bo artyku³, który siê póŸniej ukaza³ w ma³ej czêœci bazowa³ na faktach. Ca³a moc s³ów skierowana zosta³a na wywo³anie emocji. Negatywnych. Bo przecie¿ taki artyku³ znacznie ciekawej siê czyta. Na postawione pytanie o przyczyny, otrzymujê doœæ niegrzeczn¹ odpowiedŸ, ¿e to przecie¿ on jest dziennikarzem i lepiej wie, jak nale¿y pisaæ. Bez komentarza. Scenka 5. Gabinet lekarski. Umówiona wczeœniej wizyta na godzinê 16:00. Wchodzê o 17:15. Na delikatn¹ sugestiê, i¿ pod gabinetem jest jeszcze 5 pacjentów, a pani doktor koñczy o 18, uzyskujê jak¿e buduj¹c¹ odpowiedŸ - sami sobie winni, mogli nie wpuszczaæ tych bez numerków. Fakt,

mogli, gdyby wiedzieli, a Pani doktor czemu przyjmowa³a? Scenka 6. Bank. O nie, wybaczcie ju¿ doœæ tych scenek... Podobnych sytuacji mo¿na mno¿yæ bez liku i spodziewam siê, ¿e ka¿dy z nas ma ich w swojej pamiêci niema³o. Oczywiœcie zachowania innych w ¿adnej mierze nie usprawiedliwiaj¹ nas samych. Nas, pracowników administracji pañstwowej i samorz¹dowej, kolokwialnie okreœlanych jako urzêdników. Ktoœ kiedyœ rzuci³ mi jako argument, ¿e „my, biurwy” utrzymywani jesteœmy z jego podatków. Zapomnia³ jednak, ¿e kupuj¹c produkty i us³ugi jego firmy za „moje” pieni¹dze tak¿e czêsto nie otrzymujê tego, za co p³acê, a przynoszê mu przecie¿ przychód. „Urzêdnik” jest reprezentantem instytucji, w której zosta³ zatrudniony. Dzia³alnoœæ tych instytucji regulowana jest przez wiele przepisów, ró¿nej rangi ustaw, rozporz¹dzeñ, zarz¹dzeñ, regulaminów, uchwa³, okólników, a tak¿e, coraz czêœciej, przez wdra¿ane systemy zarz¹dzania jakoœci¹. Oznacza to, ¿e czynnoœci podejmowane przez „urzêdnika” s¹ œciœle okreœlone, a jakiekolwiek odstêpstwo od narzuconych norm spotkaæ siê mo¿e z przykrymi dla niego konsekwencjami np. dyscyplinarnymi. Z drugiej strony pojawia siê klient ze swoimi potrzebami. Niekiedy wykazuje zdziwienie, gdy musi zwróciæ siê o coœ pisemnie. Podanie, wniosek, kwestionariusz? A po co? Czasami strachem napawa go œwiadomoœæ, i¿ musi skleciæ kilka zdañ z ¿¹daniem czy te¿, poprawniej bêdzie brzmia³o, proœb¹ okreœlonego zachowania siê instytucji w swojej spra-

17

wie. Czasami nie rozumie, ¿e musi poczekaæ na za³atwienie swojej sprawy, bo przecie¿ to mo¿na „od rêki”, bo przecie¿ on widzi, ¿e „paniusia” w tej chwili nie ma nic innego do roboty, wiêc mog³aby ³askawie wzi¹æ swoje „4 litery w garœæ” i wydaæ mu to, po co przyszed³. I czasami byæ mo¿e ma racjê, ale nie zawsze. Bo to, co wygl¹da na tak oczywiste i ³atwe do zrealizowania, w konfrontacji z przepisami prawa i procedurami zachowañ wskazuje niezbicie, i¿ poœpiech jest wskazany jedynie przy ³apaniu pche³. Oczywiœcie istnieje szereg przypadków, gdy przez niekompetencjê, niezrozumienie czy te¿ niechêæ osoby zza biurka wywo³ano wiele ¿yciowych tragedii, wiele spraw sta³o siê jeszcze bardziej skomplikowanymi, a inne ci¹gn¹ siê latami, bo jakoœ nikt nie potrafi ich rozstrzygn¹æ. Lecz zastanówmy siê, ile z tych mro¿¹cych krew w ¿y³ach spraw dotyczy nas samych? Czy nie jest jednak tak, ¿e na podstawie pojedynczych przypadków wyci¹gamy wnioski o wszystkich? Czy to, ¿e pewien urzêdnik by³ wobec nas nieuprzejmy, a jego kwaœna mina wyraŸnie wskazywa³a na niechêtny stosunek do wnoszonej przez nas sprawy oznacza, ¿e kontakt z ka¿dym innym urzêdnikiem bêdzie przebiega³ podobnie? Myœlê, ¿e nie. Chcia³bym zwróciæ uwagê, i¿ wymienione na wstêpie niniejszego artyku³u „cnoty” nie nale¿y przypisywaæ okreœlonej grupie zawodowej. To cechy, które przynale¿ne s¹ nam ludziom, niezale¿nie od zawodu, który wykonujemy. Autor jest pracownikiem Lubuskiego Oddzia³u Pañstwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepe³nosprawnych.


„Lubuszanin.org.pl”

S Y L W E T K A

nr 2(2) kwiecieñ 2008

„ L U B U S Z A N I N A ”

„Bo ja ju¿ taka jestem” – Artur Matyszczyk

Bo ja ju¿

taka jestem Artur Matyszczyk – Wyrzucaj¹ mnie drzwiami, pcham siê oknami. A¿ sprawy dla ludzi nie za³atwiê – mówi so³tyska Gostchorza. Niezwyk³a Polka 2007 roku, laureatka konkursu Lubuszanin Roku „Gazety Lubuskiej”.

Najpier w pozby³a Najpierw siê œmieci – Bo ja taka jestem. W urzêdzie ju¿ mnie znaj¹. Czasem drzwiami wyrzucaj¹, to ja siê pcham oknami. A¿ sprawy dla ludzi nie za³atwiê – opowiada Ewa Klepczyñska. FOT. ARTUR MATYSZCZYK

Gostchorze, to niewielka wieœ pod Krosnem Odrz. To st¹d w³aœnie rozpoœciera siê jeden z najpiêkniejszych widoków na dolinê Odry. Ale wioska ostatnio sta³a siê s³awna nie tylko ze wzglêdu na walory widokowe i przyrodnicze. Gostchorze zas³ynê³o dziêki swojej so³tysce.

Ze œwieczk¹ w rêku szukaæ wiêkszej spo³eczniczki. Lista jej zas³ug jest wyj¹tkowo d³uga. Zaczê³o siê od tego, ¿e Klepczyñska pozby³a siê œmieci, które we wsi zalega³y przez lata. – Z tego wszystkiego najbardziej siê cieszê, ¿e m³odzi za mn¹ poszli. Bo ich ciê¿ko do pracy zagoniæ. A mnie siê jednak uda³o – z rumieñcem na twarzy opowiada so³tyska, która w Gostchorzu mieszka od piêciu lat. Jak ju¿ œmieci siê pozby³a, wraz z mê¿em zabra³a siê za tworzenie... teatru. Uda³o siê. Choæ na pocz¹tku wielu, s³ysz¹c o pomyœle, puka³o siê w niedowier zaniem w czo³o. A jednak, kobieta wskrzesi³a œredniowieczne tradycje. Wraz z gronem mieszkañców, których zapali³a do dzia³ania, skutecznie zrekonstruowa³a gród, który kiedyœ by³ we wsi. Potem zachêci³a ludzi do grania w spektaklach. Kilka przedstawieñ podczas lokalnych festynów odbi³o siê szerokim echem w ca³ej okolicy. – Na pierwszym, mimo z³ej pogody, zebra³o siê prawie pó³ tysi¹ca ludzi. Wszyscy byli zachwyceni – raduje siê Klepczyñska. Co ciekawe jednak na teatrze nie poprzesta³a.

A¿ wreszcie go wyci¹gnêli To w³aœnie w g³ównej mierze dziêki niej we wsi stan¹³ jedyny w powiecie kroœnieñskim pomnik Jana Paw³a II. I to nie koniec. W tym samym czasie na swoje miejsce wróci³y pozosta³oœci pomnika upamiêtniaj¹cego ¿o³nierzy niemieckich walcz¹cych w I wojnie œwiatowej. Ca³oœæ w latach 70. mieszkañcy wrzucili do Odry. A¿ 35 lat piaskowiec przele¿a³ w rzece. – A¿ wreszcie myœmy go wyci¹gnêli. Jak? Zwo³a³am ch³opaków. Za pomoc¹ traktora przytaszczyliœmy pami¹tkowy kamieñ na swoje miejsce – dodaje Niezwyk³a Polka 2007 roku, laureatka konkursu Lubuszanin Roku „Gazety Lubuskiej”. Z Odr¹ wi¹¿e siê jeszcze jedno jej przedsiêwziêcie. So³tyska rekonstruuje Dom Barkarza. Znaj¹c zapa³, z jakim Klepczyñska zabiera siê za realizowanie swoich celów, mo¿na byæ pewnym, ¿e stanie on w Gostchorzu. Bo jak ju¿ coœ robiæ, to do koñca. A mo¿na, nawet w ma³ej miejscowoœci. Trzeba tylko chcieæ - koñczy z uœmiechem. – Ta wielka kotwica bêdzie jedn¹ z atrakcji Domu Barkarza – mówi Ewa Klepczyñska.

18

Autor jest dziennikarzem „Gazety Lubuskiej”.


19


20


Lubuszanin nr 02