Page 1

#15 11

eń 20 Stycz

roku w branży Podsumowanie wywiadzie wydawniczej w wskim z Łuk aszem G

ołębie


Co w numerze: WYWIAD

ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI

Wywiad z ŁUKASZEM GOŁĘBIEWSKIM, znanym konsultantem branży wydawniczej, właścicielem firmy Biblioteka Analiz, pisarzem i ideowym punkrockowcem.

16

16

17

| nr 15 styczeń 2012 r.

| nr 15 styczeń 2012 r.

NEWSY 6

Książki warte słuchania 32

Subiektywny przegląd nowości książkowych 8

Gdyby Harry potter urodził się w Polsce 40

Hity wydawców na rok 2012 10

Męska rzecz, Damskie sprawy 46

Wywiad Łukasz Gołębiewski Book is dead?

dziecięce zaczytanie 54 16

Recenzje

67

Audiobooki

32

HITY WYDAWCÓW NA ROK

Jaką książkę ostatnio słuchałeś? Takie pytanie będziemy mogli zadać coraz częściej. I chociaż możliwość słuchania książek nie jest niczym nowym, to nigdy dotąd nie było to tak łatwe.

A

udiobook, czyli po prostu książka do słuchania - kolejne angielskie słowo, które zadomawia się w naszym języku. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu taka forma przekazu literatury kojarzona była głównie z lekturami szkolnymi lub bajkami dla dzieci, choć były także specjalnie przygotowywane nagrania dla osób niewidomych lub mających trudności z czytaniem. Współcześnie książki do słuchania to często nowości literatury powszechnej, dobrze przeczytane powieści, bestsellery z najwyższej półki, a także z rozmachem zrealizowane dźwiękowe superprodukcje. Na szczęście wciąż nie zapomina się o dzieciach i bajki nadal sprzedają się bardzo dobrze. Współczesna beletrystyka i bajki to jednak nie wszystko. W wersji do słuchania bez trudu można znaleźć szeroką ofertę literatury klasycznej, zarówno polskiej, jak i światowej, poezję, literaturę historyczną, literaturę faktu, dokumenty, reportaże, przewodniki, biografie, poradniki, materiały edukacyjne, do nauki języków obcych, rozrywkę taką, jak kabarety, a nawet bieżące wydania niektórych tygodników. Brak chyba jedynie komiksów.

KSIĄŻKI WARTE SŁUCHANIA 32 | nr 15 styczeń 2012 r.

Szeroki zakres dostępnej literatury audio rodzi pytanie „co wybrać?”, ale wcześniej nasuwa się także refleksja „dlaczego warto sięgać po książki audio?”. Na to drugie pytanie odpowiedzi i wskazówek starają się udzielać sami wydawcy. Ich opinia jest zgodna i możliwa do streszczenia w jednym, krótkim zdaniu: książki można słuchać wszędzie. To z pewnością kolejny znak naszych czasów, jesteśmy zagonieni, w wiecznym pośpiechu, bez chwili wytchnienia, by sięgnąć po książkę do czytania. Pomimo pewnego przerysowania racją jest, że słuchać książki możemy niemal wszędzie: prowadząc samochód, podczas pracy w ogrodzie lub gotowania i innych, codziennych, domowych czynności, w podróży, w trakcie aktywności fizycz-

istotą nie z tego świata. Jej ciało pokrywają blizny i tatuaże, jej włosy mają jaskrawoniebieską barwę, zna wiele języków, wciąż rysuje podobizny potworów... Pewnego zimowego dnia zostaje uwikłana w okrutną wojnę między nieziemskimi stworzeniami. Zakazana miłość, poszukiwanie tożsamości, walka i tajemnica.

PAMIĘĆ PRZETRWANIA. NAZISTOWSKI OBÓZ PRACY OCZAMI WIĘŹNIÓW

P

oniżej lista książek, z którymi wydawcy wiążą szczególnie duże nadzieje w nadchodzącym roku, a raczej, jak można się zorientować po zapowiedzianych datach, jego pierwszej połowy.

Christopher R. Browning

WSZYSCY MAMY TAJEMNICE Harlan Coben

Wydawnictwo Albatros Premiera: maj 2012

Agent sportowy Myron Bolitar po raz kolejny rozwiązuje tajemniczą zagadkę. Tym razem poszukuje rockmana Lexa. Muzyk, podejrzewając żonę o zdradę, ucieka zostawiając ją w stanie błogosławionym tuż przed porodem. Poszukiwania są nadspodziewanie owocne – oprócz Lexa detektyw amator odnajduje (choć wcale nie szuka) żonę swojego tajemniczego, młodszego brata oraz ich nastoletniego syna Mickeya. Rodzinne sekrety, problemy osobiste i wstęp do nowej serii thrillerów Harlana Cobena. Dla fanów pozycja obowiązkowa. 10 | nr 15 styczeń 2012 r.

JULIAN ASSANGE – CZŁOWIEK, KTÓRY ROZPĘTAŁ ERĘ WIKILEAKS Carsten Göring, Kathrin Nord

Wydawnictwo Buchmann Premiera: luty 2012

CÓRKA DYMU I KOŚCI Taylor Laini

Wydawnictwo Amber Premiera: styczeń 2012 Siedemnastoletnia Karou, utalentowana plastyczka nie wie, czy jest człowiekiem, czy

Julian Assange. W oczach przeciwników groźny haker, zdrajca ujawniający tajne dokumetny, oskarżony o gwałt i poszukiwany przez Interpol przestępca. Dla zwolenników ideolog, demaskator korupcji i zakłamania w sferach rządowych. Książka o kontrowersyjnym Australijczyku, twórcy portalu Wikileaks, pojawi się w księgarniach już w lutym.

Wydawnictwo Czarne Premiera: 30 stycznia 2011 Amerykański historyk Christopher R. Browning drobiazgowo analizuje opowieści dwustu dziewięćdziesięciu dwóch osób ocalałych z likwidacji wierzbnickiego getta 27 października 1942 roku. Z trudnej, bo opartej na wspomnieniach, rekonstrukcji wydarzeń wyłania się przejmujący obraz życia więźniów. Inspiracją dla książki był proces emerytowanego policjanta Walthera Beckera w 1978 roku w Hamburgu. Mężczyzna oskarżony o udział w likwidacji getta w Wierzbniku, mimo obciążających zeznań kilkudziesięciu żydowskich świadków, został uniewinniony.

NOWA ZIEMIA

Julianna Baggott Seria Świat po wybuchu. Tom 1. Wydawnictwo Literacki Egmont Premiera: maj 2012

Pełna napięcia i zwrotów akcji opowieść o dwójce nastolatków dorastających w post-apokaliptycznym św i e c i e p o d z i e l o n y m n a mieszkańców Kopuły – Czystych oraz tych, którzy żyją poza Kopułą, najczęściej mutantów. Z chwilą ukończenia szesnastu lat Pressia musi stawić się w Kopule, ma zostać żołnierzem. Musi odbyć obowiązkowe badania i modyfikacje genetyczne. Osiemnastoletni Partridge, adept Akademii, syn wpływowego polityka, marzy o ucieczce z Kopuły.

10

11 | nr 15 styczeń 2012 r.

nych, w tym nawet pływania – współczesna technika to wszystko nam ułatwia. Wreszcie możemy być po prostu zmęczeni po całym dniu, co uniemożliwi skupienie się podczas czytania, a nie przeszkodzi w słuchaniu książki, co samo w sobie może stanowić przyjemność i relaks. Audiobooki to kolejna forma przyswajania literatury i obcowania z nią, dla wielu osób lżejsza i łatwiejsza, gdyż słuchanie stanowi swego rodzaju dodatkową rozrywkę. Słuchacz otrzymuje gotową interpretację utworu, coraz częściej wspartą specjalną oprawą muzyczną, ubarwioną efektami dźwiękowymi ilustrującymi wydarzenia, najczęściej czytaną przez jednego aktora lub lektora, ale nierzadko realizowaną w posta33

| nr 15 styczeń 2012 r.

3 | nr 15 styczeń 2012 r.

RECENZJE

Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich 68 | 13 rzeczy, które nie mają sensu 70 | Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów 72 | Joker 74 | Kartki z pamiętnika młodej mężatki 78 | Krabat 80 | Czas zmierzchu 82 | Thorgal. Louve: Raissa 84 | Oficerowie i dżentelmeni. Życie prywatne i służbowe kawalerzystów Drugiej Rzeczpospolitej 88 | Poczet Królowych Polskich 90 | Rakietowe szlaki 3 92 | Sorry 94 | Strażnik kłamstw 96 | Przenośne drzwi 98 | Ziemia, powietrze, ogień i... budyń 98 | Śniło ci się 98 | Uwikłanie 100 | Wezwanie Ziemi 102 | Zemsta jest kobietą 104 | 1Q84, tom 3 106 | Życie towarzyskie w PRL 108 | Gej w 66 114 | Królewska krew. Wieża elfów 116 | Słownik gatunków i zjawisk filmowych 118 | Ojciec 120 | Pamiętnik 67 wielkim mieście 110 | Steve Jobs 112 | Kamienna Ćma Blumki 122 | Nim zapadnie noc 126 | Po Syberii | nr 15 styczeń z2012 r. | nr 15 styczeń 2012 r. 128 | Rakietowe Szlaki 2 130 | Dziewczyna, która pływała delfinami 132 | Czysta jak łza 134 | Władca Pierścieni 136

67


#15 eń Stycz

2011

Literadar jest wydawany przez: Porta Capena Sp. z o.o. ul. Świdnicka 19/315, 50-066 Wrocław Wydawca: Adam Błażowski Redaktor naczelny: Piotr Stankiewicz piotr.stankiewicz@literadar.pl tel. 535 215 200 Współpracownicy: Robert Ciombor, Tomasz Chmielik, Piotr Chojnacki, Monika Gielarek, Marta Gulińska, Waldemar Jagodziński, Przemysław Klaman, Marcin Kłak, Iwona Kosmal, Joanna Marczuk, Marek Mydel, Grzegorz Nowak, Marek Piwoński, Ewa Popielarz, Maciej Reputakowski, Maciej Sabat, Natalia Szpak, Dorota Tukaj, Michał Paweł Urbaniak, Tymoteusz Wronka

PR i kontakty z wydawcami. Dział książek dla dzieci: Sylwia Skulimowska sylwia.skulimowska@literadar.pl tel. 792 291 281 Newsy i nowości książkowe: Dawid Sznajder dawid.sznajder@literadar.pl Korekta: Marta Świerczyńska – kierownik zespołu korektorskiego korekta@literadar.pl Projekt graficzny i skład: Mateusz Janusz (Studio DTP Hussars Creation) Okładka: Fot. Archiwum Łukasza Gołębiewskiego

Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, jednocześnie zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i poprawek w nadesłanych materiałach.


fot. Mateusz Janusz

Editorial J

ak nauczał Krzysztof Kononowicz, zimową porą architekci szykują plany budowy dróg. Poza tym dzieci mają ferie, ci, którzy zdążyli zmienić opony, spokój, ci którzy nie zdążyli, emocje. Osobiście chyba wciąż jestem dzieckiem, bo zawsze kiedy kończy się okres świąteczny i zaczyna styczniowy syf, gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl – jeszcze tylko miesiąc. Naprawdę. Ferie były dla mnie zawsze feerią doznań czytelniczych. Po świętach zwykle miałem sporo kasy, którą w styczniu przepuszczałem na książki. Nigdy nie byłem na zimowisku, okres ten kojarzył mi się raczej z lenistwem w domu przed telewizorem lub z książką na łóżku z herbatą, zwykle w domu moich Dziadków. Czasem wyjeżdżałem do ciotki do Żywca, gdzie, choć było egzotycznie, zimowo, całe miasto pachniało palonym węglem i drewnem, z grubsza robiłem to samo. Z czasem niestety tę feryjną sielankę zakłóciły zmiany hormonalne, jakie zachodziły w moim młodym organizmie. Część czasu, który dotąd poświęcałem w całości ulubionym rozrywkom, musiałem przeznaczyć na randki z dziewczynami. Co by nie mówić, ferie stanowiły doskonałą do nich okazję, szczególnie, że gdy zimno, człowiek chętniej się przytula. Temat ten przywołuję między innymi dlatego, że zdarzyło mi się ostatnio wracać ze stolicy autobusem pełnym gimnazjalistów jadących na ferie do (a jakże) Zakopanego. Uświadomiło mi to boleśnie, że ja ferii nie

mam i miał nie będę już nigdy. Przed nimi zaś okres, którego im z całego serca zazdroszczę. W Literadarze zaś jak zwykle mnóstwo propozycji, czym wypełnić czytelniczą nudę i ferie, jeśli ktoś znajduje się w tej grupie szczęśliwców. Ponadto wywiad z Łukaszem Gołębiewskim, analitykiem i konsultantem branży wydawniczej oraz pisarzem, stanowiący próbę podsumowania dziwnego dla książek roku, ale też spojrzenia w nadchodzącą przyszłość. Czeka nas sporo zmian. Odsyłam do wywiadu, który gorąco polecam. Oprócz tego artykuł Roberta Ciombora przybliżający coraz bardziej popularne zjawisko, jakim są książki audio. Jak się okazuje, na razie to nie e-booki, a właśnie audiobooki dzierżą w Polsce palmę pierwszeństwa na torze zmian w nawykach czytelniczych. Na koniec anegdota. Jadę tym wspomnianym autobusem i rozmawiam z dwiema gimnazjalistkami. Pytam, jak klasyfikacja etc. W pewnym momencie pada nazwa przedmiotu – PO (wiadomo: wyposażenie schronu, tłumica, maski przeciwgazowe). Mówię (tytułem ciekawostki): „Pamiętam, w liceum PO miałem z majorem czerwonych beretów”. Dziewczęta patrzą na mnie bez wyraźnego zrozumienia, po czym jedna rezolutnie wypala: „A my mamy z Kwiatkowską”. Polecam się i oczywiście Literadar Piotr Stankiewicz

5 | nr 15 styczeń 2012 r.


NEWSY

Najgorszy rok dla książki

2012 rokiem Janusza Korczaka

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej jednogłośnie podjął 16 września 2011 roku uchwałę ustanawiającą rok 2012 Rokiem Janusza Korczaka. Inicjatywę w tej sprawie zgłosił Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Wniosek Rzecznika poparła sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu, wielu ministrów i organizacje pozarządowe. W 2012 roku będziemy obchodzić 70. rocznicę śmierci Janusza Korczaka i 100. rocznicę założenia przez niego Domu Sierot, który mieścił się przy ulicy Krochmalnej w Warszawie. W opinii Rzecznika Praw Dziecka to doskonała okazja, by o jednym z najwybitniejszym Polaków – i jego dziedzictwie – przypomnieć całemu światu. „Powinniśmy pamiętać, że Stary Doktor, jak nazywano Korczaka, był jednym z pierwszych głosicieli prawdy o tym, że dziecko jest autonomiczną osobą, która posiada własną godność, zainteresowania, potrzeby i prawa” – zauważa Marek Michalak. „Nie byłoby Konwencji o Prawach Dziecka, gdyby nie jego działalność i myśli. Korczak zauważył w dziecku człowieka, walczył o podmiotowość dziecka. Zostawił wiele dobrych wskazówek, warto o nich przypominać. Zostawił jasny przekaz: dzieci należy traktować poważnie” – wyjaśnia Rzecznik Praw Dziecka. Wydarzenia związane z obchodami Roku Janusza Korczaka można znaleźć na stronie BRPD oraz na Facebooku. 6 | nr 15 styczeń 2012 r.

Zdarzały się wcześniej lata, w których sprzedaż książek spadała, ale były to nieznaczne wahania, związane bardziej z brakiem wielkich bestsellerów niż złą koniunkturą. W 2009 roku sprzedaż spadła o 1,7 proc., w 2006 o 3,3 proc., w 2002 o 1 proc. Wszystkie pozostałe lata cechował wzrost. Rentowność wydawniczego biznesu sięgała średnio 15-17 proc. i właściwie nie było w tym segmencie żadnych upadłości. Tymczasem 2011 rok przyniósł likwidację dwóch zasłużonych oficyn – Wiedzy Powszechnej i Wydawnictw Naukowo-Technicznych, a kilka innych, takich jak choćby Państwowy Instytut Wydawniczy, jest na granicy bankructwa. Znikają nie tylko kolejne księgarnie, ale i hurtownie, w tym jedna z największych specjalizujących się w podręcznikach szkolnych – Wkra. Całość tekstu Łukasza Gołębiewskiego na stronie rp.pl, a w tym numerze Literadaru obszerny wywiad z autorem.


Spotkania Klubu z Kawą nad Książką Zmarł Josef Škvorecký

Czeski pisarz zmarł w wieku 87 lat. W Polsce znany był m.in. z powieści Lwiątko. Pisarz mieszkał w Kanadzie, do której uciekł po sowieckiej interwencji w Czechosłowacji w roku 1968. Aktywnie walczył przeciw komunizmowi, publikując dzieła dysydenckich pisarzy. Škvorecký był laureatem wielu międzynarodowych nagród, w 1982 roku nominowano go do Literackiej Nagrody Nobla. Przez wiele lat pisarz wykładał też literaturę na Uniwersytecie w Toronto.

Wiedźmin – wieczór z gwiazdami audiobooka

17 stycznia 2012 w warszawskiej księgarni Traffic Club o godzinie 19.00 odbyło się spotkanie z gwiazdami, które wzięły udział w nagraniu audiobooka „Wiedźmin”, m.in. z Anną Dereszowską, Krzysztofem Banaszykiem, Sławomirem Packiem, Beatą Sadowską, Jackiem Braciakiem, Marcinem Bosakiem, Dorotą Segdą, Marią Pakulnis, Henrykiem Talarem, Wiktorem Zborowskim i Marianem Opanią. Po wielkim sukcesie książki i gry komputerowej „Witcher” (prawie 2 miliony sprzedanych egzemplarzy) czas na audiobooki. Premiera odbyła się w listopadzie 2011 roku. Zostały zrealizowane dwa pierwsze zbiory opowiadań, będące wstępem do Sagi o Wiedźminie, Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia. Każdy tom składa się z dwóch płyt CD. W tym spektakularnym słuchowisku wzięło udział ponad sześćdziesiąt gwiazd polskiej sceny. 7 | nr 15 styczeń 2012 r.

Warszawa Książka: „Mag” John Fowles Data spotkania: 12.02.2012 r., godz. 16:00 Osoba kontaktowa: Aga, miastoslow@miastoslow.pl Gdańsk Książka: „Marzenia i tajemnice” Danuta Wałęsa Data spotkania: 29.01.2012 r., godz.16:00 Miejsce: Fikcja Cafe, ul. Grunwaldzka 99/101 Gdańsk Osoba kontaktowa: Dominika, dominika.wendykowska@miastoslow.pl Sosnowiec Książka: „Sługa boży” Jacek Piekara Data spotkania: 05.02.2012 r., godz. 16:00 Miejsce spotkania: Muza Art Cafe Osoba kontaktowa: Tomasz Pawlik, tomasz.pawlik@miastoslow.pl Wrocław Książka: „Zabić drozda” Nelle Harper Lee Data spotkania: 15.02.2012 r., godz. 16.00 Osoba kontaktowa: Kasia, katarzyna.radawiec@miastoslow.pl


Dawid Sznajder

Subiektywny przegląd nowości książkowych

Subiektywny przegląd nowości książkowych

Thomas Enger Letarg Dziennikarz norweskiej gazety internetowej, wraca do pracy po wypadku i długiej rehabilitacji. Planuje pomału nadrabiać zaległości, ale rzeczywistość pisze inny scenariusz. W stołecznym parku znaleziono zwłoki młodej dziewczyny. Ofiara została ukamienowana i zakopana. Pierwszym podejrzanym staje się jej chłopak, z pochodzenia Pakistańczyk, gdyż morderstwo przypomina karę za cudzołóstwo wymierzoną według muzułmańskiego prawa szariatu. Letarg to pierwsza z sześciu planowanych powieści o przygodach dziennikarza Henniga Juula. Wkrótce po opublikowaniu stała się bestsellerem w Norwegii i Danii, prawa do niej sprzedano do piętnastu krajów, a norweska wytwórnia filmowa 4½ wykupiła prawo do ekranizacji wszystkich sześciu kryminałów. Czyżby szykował się sukces na miarę cyklu Millenium?

Józef Hen Szóste najmłodsze i inne opowiadania Zbiór opowiadań zapowiedziany w wywiadzie z pisarzem w 11 numerze Literadaru. Wybór otwierają głośne opowiadania Krzyż walecznych, Bokser i śmierć oraz Kłopot z psem, z których najstarsze powstało w 1948 roku, kończą zaś nowe, niepublikowane w tomach utwory, w tym znakomite opowiadanie tytułowe z roku 2011.

Yasmina Reza Rzeź. Bóg mordu Doskonała sztuka, wyjątkowo zgodnie uznana przez publiczność i krytykę za najlepszy tekst Yasminy Rezy, francuskiej aktorki i dramatopisarki. Z pozoru niewinne spotkanie dwóch małżeństw w sprawie bójki ich synów stopniowo odsłania dramatyczne napięcia, przeradzając się w otwarty konflikt, który prowadzi do nieoczekiwanego finału. W 2011 roku sztukę, w gwiazdorskiej obsadzie, zekranizował Roman Polański. 8 | nr 15 styczeń 2012 r.

Peter Toohey Historia nudy Trzy tysiące lat dziejów nudy, jej tradycje i formy: od znudzonych Greków i Rzymian do współczesnych społeczeństw konsumpcyjnych. Wiele osób traktuje nudę z pogardą, twierdząc, że dotyczy ona jedynie jednostek niedojrzałych, leniwych, bezczynnych lub mało inteligentnych, lecz zdaniem autora nuda jest najzwyklejszą, a jednocześnie fascynującą częścią ludzkiej egzystencji. Jest stanem konstruktywnym i przynosi ludzkości wiele korzyści. Na pewno czytanie o nudzie pomoże nudę zwalczyć.

David Livingstone Smith Najbardziej niebezpieczne ze zwierząt: Natura ludzka i przyczyny wojen Autor nie jest historykiem wojskowości, nawet nie służył nigdy w wojsku ani nie był na wojnie. Natomiast od lat zajmuje się filozofią, psychologią, kognitywistyką i ewolucjonizmem i znajomość tych wła-


śnie obszarów ludzkiej wiedzy pozwala mu sformułować rozwiązanie zagadki pochodzenia wojny odmienne od tych, jakie proponowano dotychczas. Jak twierdzi – i przekonująco dowodzi Smith – korzeni wojny trzeba szukać w naturze ludzkiej. Najbardziej niebezpieczne ze zwierząt to podróż przez historię naszego gatunku, również tę najodleglejszą, mierzoną czasem ewolucyjnym, i przez historię toczonych przez nas wojen. Jak się przekonujemy, to, czy posługiwaliśmy się w nich łukiem i toporem, czy bezzałogowymi samolotami, nie jest najważniejsze. Ważniejsze jest to, co mamy w głowach. Właśnie studia nad unikatowością ludzkiego umysłu (i ewolucyjnego dziedzictwa) pozwalają Smithowi wskazać, gdzie szukać źródeł horroru, który towarzyszy ludzkiej rasie od samego jej zarania i który sprawia, że sami jesteśmy swoim najgorszym wrogiem.

Już wkrótce nowa strona Literadaru! www.literadar.pl

ZAPRASZAMY! 9 | nr 15 styczeń 2012 r.


HITY WYDAWCÓW NA ROK

P

oniżej lista książek, z którymi wydawcy wiążą szczególnie duże nadzieje w nadchodzącym roku, a raczej, jak można się zorientować po zapowiedzianych datach, jego pierwszej połowy.

WSZYSCY MAMY TAJEMNICE Harlan Coben

Wydawnictwo Albatros Premiera: maj 2012

Agent sportowy Myron Bolitar po raz kolejny rozwiązuje tajemniczą zagadkę. Tym razem poszukuje rockmana Lexa. Muzyk, podejrzewając żonę o zdradę, ucieka zostawiając ją w stanie błogosławionym tuż przed porodem. Poszukiwania są nadspodziewanie owocne – oprócz Lexa detektyw amator odnajduje (choć wcale nie szuka) żonę swojego tajemniczego, młodszego brata oraz ich nastoletniego syna Mickeya. Rodzinne sekrety, problemy osobiste i wstęp do nowej serii thrillerów Harlana Cobena. Dla fanów pozycja obowiązkowa. 10 | nr 15 styczeń 2012 r.

CÓRKA DYMU I KOŚCI Taylor Laini

Wydawnictwo Amber Premiera: styczeń 2012 Siedemnastoletnia Karou, utalentowana plastyczka nie wie, czy jest człowiekiem, czy


istotą nie z tego świata. Jej ciało pokrywają blizny i tatuaże, jej włosy mają jaskrawoniebieską barwę, zna wiele języków, wciąż rysuje podobizny potworów... Pewnego zimowego dnia zostaje uwikłana w okrutną wojnę między nieziemskimi stworzeniami. Zakazana miłość, poszukiwanie tożsamości, walka i tajemnica.

PAMIĘĆ PRZETRWANIA. NAZISTOWSKI OBÓZ PRACY OCZAMI WIĘŹNIÓW

Christopher R. Browning

JULIAN ASSANGE – CZŁOWIEK, KTÓRY ROZPĘTAŁ ERĘ WIKILEAKS Carsten Göring, Kathrin Nord

Wydawnictwo Buchmann Premiera: luty 2012 Julian Assange. W oczach przeciwników groźny haker, zdrajca ujawniający tajne dokumetny, oskarżony o gwałt i poszukiwany przez Interpol przestępca. Dla zwolenników ideolog, demaskator korupcji i zakłamania w sferach rządowych. Książka o kontrowersyjnym Australijczyku, twórcy portalu Wikileaks, pojawi się w księgarniach już w lutym.

Wydawnictwo Czarne Premiera: 30 stycznia 2011 Amerykański historyk Christopher R. Browning drobiazgowo analizuje opowieści dwustu dziewięćdziesięciu dwóch osób ocalałych z likwidacji wierzbnickiego getta 27 października 1942 roku. Z trudnej, bo opartej na wspomnieniach, rekonstrukcji wydarzeń wyłania się przejmujący obraz życia więźniów. Inspiracją dla książki był proces emerytowanego policjanta Walthera Beckera w 1978 roku w Hamburgu. Mężczyzna oskarżony o udział w likwidacji getta w Wierzbniku, mimo obciążających zeznań kilkudziesięciu żydowskich świadków, został uniewinniony. 11 | nr 15 styczeń 2012 r.

NOWA ZIEMIA

Julianna Baggott Seria Świat po wybuchu. Tom 1. Wydawnictwo Literacki Egmont Premiera: maj 2012

Pełna napięcia i zwrotów akcji opowieść o dwójce nastolatków dorastających w post-apokaliptycznym ś wi eci e p odz i elonym na mieszkańców Kopuły – Czystych oraz tych, którzy żyją poza Kopułą, najczęściej mutantów. Z chwilą ukończenia szesnastu lat Pressia musi stawić się w Kopule, ma zostać żołnierzem. Musi odbyć obowiązkowe badania i modyfikacje genetyczne. Osiemnastoletni Partridge, adept Akademii, syn wpływowego polityka, marzy o ucieczce z Kopuły.


DZIWNA SPRAWA SKACZĄCEGO JACKA Mark Hodder Cykl: Burton & Swinburne

Wydawnictwo Fabryka Słów Premiera: 10 lutego 2012 Dziewiętnastowieczny Londyn w zaskakującym steampunkowym przebraniu: nie ma królowej Wiktorii, na tronie zasiada król Albert, a po ulicach poruszają się dziwaczne stwory i maszyny. Trwa epoka pary i eugeniki. W tej niesamowitej scenerii Mark Hodder doprowadza do konfrontacji dwóch słynnych postaci, legendarnego Spring Heeled Jacka, przez niektórych utożsamianego z Kubą Rozpruwaczem lub przybyszem z obcej planety, oraz Sir Richarda Francisa Burtona, znanego z kart historii brytyjskiego żołnierza, podróżnika, dyplomaty, pisarza i tłumacza.

NA KRAŃCU ŚWIATA. NAJSŁYNNIEJSZA WYPRAWA NA BIEGUN POŁUDNIOWY Wydawnictwo Zysk i S-ka Premiera: marzec 2012 The Worst Journey In the World tak w oryginale zatytułował swoje wspomnienia z wyprawy na Biegun Północny w latach 1910-1913 jej najmłodszy uczestnik Apsley Cherry-Garrard. Niebezpieczną i dramatyczną ekspedycją w najmroźniejsze miejsce na Ziemi kierował kapitan Robert Scott. Podróżnicy, walcząc o przetrwanie, zmagali się ze śnieżycami, kruchym, zdradliwym lodem i wielotygodniowymi ciemnościami. Na liście stu najlepszych książek podróżniczych opublikowanej przez National Geographic Adventure Na krańcu świata zajęło pierwsze miejsce. 12 | nr 15 styczeń 2012 r.

SMOK GRIAULE

Lucius Shepard Seria Uczta Wyobraźni Wydawnictwo Mag Premiera: styczeń 2012

Seria Uczta Wyobraźni rozpieszcza czytelników znakomitymi, oryginalnymi powieściami o nieprzewidywalnej fabule. W ostatnich dniach stycznia w jednym szeregu z tak uznanymi pozycjami jak Trojka czy Nakręcana Dziewczyna/Pompa numer sześć stanie wyjątkowa książka Smok Griaule Luciusa Sheparda. Zbiór fantastycznych opowiadań o mitycznym smoku władającym ludzkimi umysłami oraz o jego wrogu, Człowieku artyście, który przez dziesięciolecia usiłuje pomalować, a tym samym zgładzić, mierzącego sześć tysięcy stóp długości Griaule. Oprócz publikowanych dotąd nowelek w książce pojawia się nowe opowiadanie Sheparda Czaszka.


BRAK OKŁADKI

SPRAWA REMBRANDTA Daniel Silva

Wydawnictwo Muza Premiera: styczeń 2012 Odnalezienie portretu Rembranta staje się początkiem nowej niebezpiecznej misji Gabriela Allona. Tym razem usiłujący unikać kłopotów konserwator dzieł sztuki, w przeszłości as izraelskiego wywiadu, tropi złodzieja cennego obrazu. Morderstwo, groźna tajemnica i pościg za nieuchwytnym przestępcą – kolejna wciągająca powieść jednego z najpopularniejszych pisarzy thrillerów szpiegowskich.

RÓŻA Z WOLSKICH Małgorzata Gutowska-Adamczyk Seria Podróż do miasta świateł, cz. 1.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia Premiera: październik 2012 Małgorzata Gutowska-Adamczyk autorka bestsellerowego cyklu Cukiernia pod Amorem zabiera czytelników w nostalgiczną podróż w czasie do Paryża okresu belle epoque. Czytelnicy poznają burzliwą historę rudowłosej Róży z Wolskich – malarki, skandalistki i... księżnej Rose de Vallenord. Serię zaplanowano na dwa tomy.

13 | nr 15 styczeń 2012 r.

ZANIM ZASNĘ S. J. Watson

Wydawnictwo Sonia Draga Premiera: kwiecień 2012 Christine po wypadku utraciła zdolność zapamiętywania. Odbicie własnej twarzy w lustrze jest dla niej zupełnie obce, podobnie jak mąż, przy boku którego codziennie się budzi. W takim stanie trwa od dwudziestu lat. Powoli Christine dowiaduje się sama o sobie nowych rzeczy. Odkrywa, że w tajemnicy przed mężem leczy się u neurochirurga, że prowadzi pamiętnik i że ma też wspomnienia, o których milczy jej mąż. Pierwsza powieść S. J. Watsona zadebiutowała na liście The New York Timesa na siódmej pozycji (dotąd z brytyjskich pisarzy udało się to tylko J. K. Rowling). Prawa do ekranizacji thrillera wykupił już Ridley Scott


tuły. Jakie? O tym zdecydują sami zainteresowani. Wydawnictwo Zielona Sowa zorganizowało konkurs na imiona dla głównych bohaterów obu książeczek: ciekawskiego szczeniaczka i szarego kotka, którzy zupełnie niechcący popadli w duże tarapaty.

WYWIAD Z HISTORIĄ

THE RESCUED PUPPY

Oriana Fallaci Wydawnictwo Świat Książki Premiera: luty 2012

Zbiór wywiadów bezkompromisowej Oriany Fallaci z lat siedemdziesiątych. Szereg dociekliwych pytań z ust dziennikarki usłyszeli wtedy między innymi: amerykański sekretarz stanu Henry Kissinger, premier Izraela Golda Meir, lider palestyński Jasir Arafat, kanclerz Niemiec Willy Brandt, premier Indii Indira Gandhi i cesarz Etiopii Hajle Sellasje. Włoska premiera Wywiadu z historią miała miejsce w 1974 roku. Znana i szeroko komentowana książka do polskich czytelników trafia po raz pierwszy.

TAJNY DZIENNIK Miron Białoszewski

Wydawnictwo Znak Premiera: luty 2012

SMUDGE THE STOLEN KITTEN

Holly Webb Seria: Zaopiekuj się mną Wydawnictwo Zielona Sowa Premiera: marzec 2012

Książeczki dla sympatyków wzruszających i pokrzepiających historii o przyjaźni dzieci i zwierząt. W marcu lubiana przez młodszych czytelników seria Zaopiekuj się mną wzbogaci się o dwa kolejne ty14 | nr 15 styczeń 2012 r.

Miron Białoszewski przygląda się sobie i światu. Opisuje wszystko i wszystkich. Szczerze opowiada o swojej codzienności, o chorobie, o życiu w peerelowskiej Warszawie, o samotności. Pisze o życiu prywatnym, towarzyskim i erotycznym. Osobisty ton wyznań sprawił, że publikacja Tajnego dziennika stała się możliwa dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety.


15 | nr 15 styczeń 2012 r.


16 | nr 15 styczeń 2012 r.


WYWIAD

łukasz gołębiewski

Wywiad z Łukaszem Gołębiewskim, znanym konsultantem branży wydawniczej, właścicielem firmy Biblioteka Analiz, pisarzem i ideowym punkrockowcem.

17 | nr 15 styczeń 2012 r.


Literadar: Jaki był rok 2011 dla branży wydawniczej? Łukasz Gołębiewski: Można powiedzieć, że był najgorszy od czasów zniesienia cenzury i limitów na papier. Jeszcze nigdy nie było tak dużego spadku sprzedaży książek. Wyniósł on, według wstępnych szacunków, co najmniej 8%. Ponadto towarzyszył mu znaczący wzrost cen książek, wynoszący około 12%, a VAT na książki wyniósł 5%, czyli widzimy, że ceny książek wzrosły znacznie powyżej podatku VAT.

a dla księgarstwa. Pojawiły się alternatywne kanały dystrybucji i sprzedaż książek w tamtym okresie cały czas rosła, tyle że nie poprzez księgarnie. Cały czas obserwowaliśmy wzrost, choć księgarze go nie dostrzegali. Dlatego zawsze byli oni grupą tworzącą ferment, powtarzającą, jak mało się czyta i kupuje książek. Na naszych oczach upadają kolejne wydawnictwa. W 2011 roku upadły Wydawnictwa Naukowo-Techniczne i Wiedza Powszechna, obydwa były reliktami poprzedniej epoki, tak jak bliski bankructwa Państwowy Instytut Wydawniczy. Te firmy powinny były być dawno temu sprywatyzowane, zrestrukturyzowane. Prywatne wydawnictwa, choćby niszowe, radzą sobie – fakt, że często z trudnościami – często dzięki pasji ich właścicieli, czasem ze stratą, czasem z minimalnym zyskiem. Patrząc z perspektywy lat na przeobrażenia rynku, pamiętajmy, że pojawiły się zachodnie wydawnictwa zajmujące się przygotowywaniem słowników czy podręczników do nauki języków obcych. Mimo wszystko mamy coraz większy wybór tytułów.

Jaka jest w takim razie przyczyna dekoniunktury? VAT? Pazerność wydawców? Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka i VAT nie jest jedyną, choć przyszedł w najgorszym możliwym momencie – gdy przed książką stają zupełnie nowe wyzwania, choćby digitalizacja, która rewolucjonizuje ten rynek. Badania pokazują, że czytelnictwo od wielu lat spada i wrażliwość inteligencji na wzrost cen książek jest znacząca. Mówi się, że od lat dziewięćdziesiątych wydawcy ubrdali sobie, że cały czas funkcjonują w warunkach kryzysu. Lata dziewięćdziesiąte nie były kryzysem dla wydawców,

W 2011 roku widać było mniej nowych tytułów. To prawda, ale pamiętajmy, że rynek książki jest tylko częściowo rynkiem nowości. W dużej mierze to rynek tzw. „evergreenów”, tytułów wielokrotnie wznawianych, pozostających cały czas w ofercie. Tacy autorzy jak Hemingway, Faulkner czy Miłosz zawsze powinni być na półkach księgarskich. Dodruki sprzed 2011 roku miały 18

| nr 15 styczeń 2012 r.


WYWIAD

łukasz gołębiewski

A te, które się sprzedawały, ukazały się pod koniec roku. W dużej mierze tak. Jednak nie było takich wydarzeń, czy społecznych debat wokół książki, jak w latach poprzednich. Zwłaszcza dotyczy to beletrystyki, dla której, można powiedzieć, był to rok zupełnie stracony. Nie było żadnych ważnych premier, a te książki, które osiągały najwyższą sprzedaż stanowiły dodruki z lat poprzednich albo książki fantasy, jak George R. R. Martin. Ale nie oszukujmy się, Martin to nie jest literatura, którą by się interesowała krytyka, wokół której byłby jakiś szum w mediach. Ma swoich wiernych odbiorców, ale w wymiarze debaty publicznej o książkach, tego typu literatura nigdy nie

stawkę 0%, a nowe wydania 5%. Spowodowało to ogromne zamieszanie. Księgarze nie chcieli brać tych nowych dodruków, gdyż mieszały się rekordy w programach obsługujących sprzedaż, trzeba było przemetkować wszystkie ceny, przeprowadzić remanenty itd. W efekcie sprzedaż do maja 2011 roku funkcjonowała bardzo słabo. Kolejnym powodem niskiej sprzedaży była decyzja wydawców o zmniejszeniu liczby wydawanych nowości. Wiele książek zaplanowanych na 2011 rok wypadło z oferty i prawdopodobnie ukaże się w tym roku, co daje nadzieję, że 2012 będzie trochę lepszy. W gruncie rzeczy było bardzo niewiele książek, które by się sprzedały w wyraźnie wysokich nakładach. 19

| nr 15 styczeń 2012 r.


funkcjonowała i nie funkcjonuje. Zresztą nawet tego nie potrzebuje.

w sposób nielegalny. Z mojego punktu widzenia jest to złodziejstwo, a z punktu widzenia kultury szkodnictwo, bo choć dostęp jest szerszy, to kultura nie przetrwa, jeśli twórcy nie będą wynagradzani.

Czyli najbardziej po uszach dostała beletrystyka? Między innymi. Również – i to kolejny rok z rzędu – publikacje referencyjne, czyli encyklopedie i słowniki. W świetle badań przeprowadzonych kilka lat temu przez „Nature”, porównujących Wikipedię z Britannicą, która notabene zbankrutowała, w Wikipedii jest o 4% więcej błędów, jednak Wikipedia poprawia je w ciągu miesiąca, a Britannica czeka dwa lata na nowe wydanie papierowe. Brockhaus, najstarsza po Laroussie encyklopedia europejska, także zbankrutowała w 2010 roku. Podsumowując, rynek encyklopedii i słowników papierowych się w zasadzie skończył.

A czy nie jest tak, że ci sami ludzie, którzy teraz czytają książki ściągane z sieci, za kilka lat, będąc już wykształciuchami, zaczną je kupować? Niezależnie od społecznej roli dostępności do bezpłatnych treści, z biznesowego punktu widzenia nie ma wątpliwości, że nie można rozdawać za darmo czegoś, czego wytworzenie dużo kosztuje, chyba że ma się inne źródła dochodu. Być może za kilka lat dojdzie do sytuacji, w której wszystkie treści będą darmowe, a koszty poniosą na przykład providerzy telefonii komórkowych, którzy wezmą na siebie honoraria autorów książek publikowanych w ten sposób. Nie może to jednak być model finansowy typu Chomikuj.pl.

Rozumiem, że niedługo na półkach naszych rodaków Kopalińskiego zastąpią wazony? Owszem. Mało tego, lada moment znikną także wydania klasyki w formie papierowej. Może kupujemy jeszcze takie pozycje po to, żeby sobie ładnie umeblować regał. Równie dobrze można by tam wstawić atrapy, gdyż do tych książek się nie zagląda.

Rozmawiałem z pewnym znanym w branży wydawniczej konsultantem, który stwierdził, że książki w Polsce są za tanie. Co pan o tym sądzi? Znam tę tezę Jacka (Jacek Włodarczyk, właściciel firmy Book Media Research – przyp. red.) i się z nią nie zgadzam. Powtarza ją od dwudziestu lat i faktycznie, dwie dekady temu książki były za tanie, ale do dziś zdążyły trzykrotnie zdrożeć i aktualne ceny są porównywalne do tych w innych krajach, odpowiednio do zarobków inteligencji. W Polsce ceny książek pozostają na poziomie dającym wydawcy oraz księgarzowi w miarę godziwy zarobek. Z drugiej

Czytelnictwo przeniesie się do Internetu, w którym treść dość powszechnie jest uważana za darmową? Zastanówmy się, za co możemy oczekiwać od czytelnika pieniędzy w Internecie? Tylko za treść, do której obowiązują prawa autorskie. Oczywiście, istnieją różne platformy pozwalające pozyskać skany książek 20

| nr 15 styczeń 2012 r.


21 | nr 15 styczeń 2012 r.


Jest pan entuzjastą digitalizacji i e-booków? Nie jestem entuzjastą, raczej realistą. Czytam książki na papierze, ale zdaję sobie sprawę, że papier nie ma szans przetrwać również z ekonomicznego punktu widzenia. Można oczywiście mówić o przyjemności korzystania z książki papierowej – zapach farby drukarskiej, szelest kartek, można ją postawić na półce, ale książka cyfrowa daje nam dodatkowe elementy, np. wewnątrztekstowe przeszukiwanie treści i szybkie lokalizowanie cytatów. W czasach przeglądarek internetowych chcemy z takiej funkcji korzystać. Nie wyobrażamy sobie, że mielibyśmy pójść do biblioteki i wertować dzieła w poszukiwaniu jednej frazy.

strony ogromnie wzrosła podaż taniej książki, co widać na przykładzie ubiegłego roku. Ten trend hamował wydawanie nowych pozycji, gdyż czytelnicy zamiast kupować w drogich księgarniach szli na tanią książkę, gdzie mieli do wyboru 20-30 tysięcy różnych tytułów, w tym bardzo wartościowych, dostępnych już za 10 złotych. Czy uważa pan, że powinna powstać regulacja zakazująca sprzedaży książek poniżej określonej ceny? Pewne regulacje byłyby na miejscu, ustawa o książkach jest nam potrzebna. Jej podstawowym założeniem winno być wprowadzenie obowiązku nadruku ceny na okładce przez wydawcę. Obecnie księgarz może przylepić własną metkę, co prowadzi do dezorientacji wśród klientów, którzy nie są w stanie oszacować wartości danego tytułu. Oczywiście, dalej należałoby pozostawić pole dla kilkunastoprocentowych promocji i obniżek cen, ale nie mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której książka schodzi za kwotę zbliżającą się do kosztów wydruku.

Jednak, o ile wiem, e-booki nie są edytowalne, pozwalają na swobodne manipulowanie tekstem? Zgadza się i jest to nieszczęście, niemniej mamy obecnie okres przejściowy. Za kilka lat nikt nie będzie wykorzystywał zabezpieczeń na plikach, zniechęcających do korzystania. Kto jest winien temu, że książki cyfrowe obciążono 23% VAT? Winne jest, moim zdaniem, Ministerstwo Finansów. Interpretuje sprzedaż książki drogą elektroniczną jako usługę, stąd stawka 23% VAT. To interpretacja absurdalna, lecz zgodna z przepisami UE. Wydaje mi się, że jeszcze w tym roku się to zmieni, ponieważ ten temat jest szeroko dyskutowany na forum UE. Biorąc pod uwagę, że obecna stawka sprzyja piractwu, nie ma żadnego społecznego ani fiskalnego

W USA mieli się niesprzedane książki. Owszem, ale również tam wydawcy się wściekają na politykę firmy Amazon, sprzedającej książki w zasadzie po kosztach zakupu. U nas podobna sytuacja ma miejsce z bestsellerami, ponieważ sieci supermarketów sprzedają tytuły za połowę ceny księgarnianej. To polityka szczególnie irytująca dla księgarza, który nie może sobie pozwolić na tak wysoki rabat. 22

| nr 15 styczeń 2012 r.


WYWIAD

23 | nr 15 styczeń 2012 r.

łukasz gołębiewski


interesu w tym, aby podtrzymać obecną stawkę VAT. W ogóle obciążanie podatkiem VAT książek nie ma w skali budżetu żadnego znaczenia, bo pamiętajmy, że wartość rocznej sprzedaży książek jest mniejsza niż roczny obrót pojedynczej spółki PKN Orlen. Książki są bardzo ważne z punktu widzenia nauki, oświaty i kultury, ale z punktu widzenia biznesowego czy podatkowego stanowią absolutny margines. Nie oszukujmy się, że ta branża odgrywa jakąkolwiek gospodarczą rolę.

milionów złotych do rynku beletrystyki, który w całości był wart około trzysta milionów. Fabrykami bestsellerów są z pewnością: Znak – absolutny lider, Albatros, Wydawnictwo Literackie, Prószyński i Spółka oraz Świat Książki. Oprócz tego Rebis, Zysk i S-ka, Amber, ostatnimi laty Czarna Owca czy W.A.B., w zeszłym roku przejęte przez Empik. Co ciekawe, bardzo mały wydawca może odnieść sukces, w gruncie rzeczy nie dysponując ani kapitałem, ani doświadczeniem redaktorskim, ani jakąkolwiek „backlistą” (już wydanymi, funkcjonującymi na rynku tytułami – przyp. red.). Przykładem może być wydawnictwo Drzewo Babel. Jego właścicielka, Basia Stępień, pojechała do Paryża. Tam na targach książki poznała Paulo Coelho, zapragnęła wydawać jego książki i dzięki Alchemikowi odniosła wielki sukces. Drugim przykładem jest Świat według Clarksona, bestseller firmy Insignis. Właściwie każdego roku można znaleźć kolejną osobę, która znikąd pojawia się w tej branży i nagle jej się z czymś udaje. Przecież Harry’ego Pottera wydało małe wydawnictwo Media Rodzina, a nie Znak, czy inna wielka firma. Musierowicz jest w maleńkim wydawnictwie Akapit Press, Chmielewska w wydawnictwie Klin, Sapkowski w wydawnictwie Nova. Często ci autorzy, którzy się znakomicie sprzedają, są związani z bardzo małymi oficynami, budując ich pozycję. Bez nich te firmy praktycznie by nie funkcjonowały. To pokazuje dużą atrakcyjność branży. Jeżeli ma się szczęście, „nos wydawniczy”, nawet bez dużego kapitału można wejść na rynek i odnieść sukces.

Kto robi w Polsce biznes na książkach? Dwie grupy wydawców. Pierwsza to wydawnictwa specjalizujące się w podręcznikach szkolnych, bo dzieci muszą kupić podręczniki. Druga to wydawcy publikacji fachowych, dostarczających treści na przykład prawnikom – to bardzo wdzięczna grupa, bo cały czas zmieniają się ustawy, trzeba im zapewnić nowe książki i oni te książki kupują. A co z beletrystyką? Czy może pan wskazać prężnych i dobrze zarabiających wydawców? Jeśli chodzi o beletrystykę, to bardzo specyficzny i nieprzewidywalny obszar rynku. Znając populację uczniów, można przewidzieć, ile w danym roku sprzeda się podręczników, natomiast trudniej ustalić, ile zejdzie książek Grocholi, nie wspominając już o książce debiutanta, nawet odpowiednio zareklamowanego. Rynek książki właściwie kształtują bestsellery. W latach sprzedaży serii Harry Potter jeden tytuł potrafił dołożyć 25-30 24

| nr 15 styczeń 2012 r.


Szymon Bogacz, Anna Dominiczak, Grzegorz Filip, Przemek Gulda, Marcin Kowalczyk, Daniel Koziarski, Marta Marchow, Matylda Puchacz, Sylwia Skorstad, Dorota Stachura, Michał Paweł Urbaniak, Aleksandra Żurek oraz Elżbieta Adamiak

INSTYTUT ROZWOJU KULTURY ALTERNATYWNEJ

IRKA www.irka.com.pl

Zemsta może być różnorodna, nieprzewidywalna, trudno określić jej zasięg i siłę. Trudno także przewidzieć konsekwencje odwetu. A o nich głównie myśli się po dotarciu do ostatniej kropki większości opowiadań. Przede wszystkim jednak te dwanaście tekstów to obraz opresji zamienianej w kolejną opresję. Zaciera się granica między winą a karą, a niekiedy nawet bywa tak, że zostaje odwrócona kolejność. 25 Jarosław Czechowicz, krytycznym okiem | nr 15 styczeń 2012 r.

www.jankawydawnictwo.pl


A tego „nosa” da się nauczyć czy to jest dar? (śmiech) Podręczniki dotyczące rynku wydawniczego twierdzą, że w 80% to dar i oczywiście dużo szczęścia.

i wtedy okresowo dana książka może nie być dostępna. Nie chodzi tylko o fachowość kupców – choć są tam zatrudniani wysokiej klasy specjaliści – wydawcy sami bardzo dbają o to, by ich książki trafiły do Empiku. Wiadomo, jaką sławą cieszy się Empik: firmy, która źle płaci i ma siłę, aby dyktować warunki. Empik zachowuje się tak, jak duże sieci hipermarketów, np. warunkując wystawienie książek na półce od opłacenia drogich reklam w gazetce lub ekspozycji, dyktując wysokość rabatów czy wymuszając czasową wyłączność na dany tytuł. Taka postawa denerwuje tak wydawców, jak i innych księgarzy, tracących klientów na rzecz Empiku. Mimo tego niezadowolenia z silnej pozycji firmy na rynku nigdy się nie zdarzyło, aby wydawcy solidarnie przeciwko niej wystąpili.

Wracając do podsumowania roku. Zawierucha wokół Empiku była istotna czy to raczej rozdmuchana sprawa? Empik odgrywa niesłychanie ważną rolę, zwłaszcza jeśli chodzi o sprzedaż literatury pięknej. Dzięki sieci ponad stu księgarń w całej Polsce nie tylko sprzedaje dużą część, bo około 20% wszystkich nakładów, ale jednocześnie kreuje w jakiejś mierze gusta i buduje popularność książek. Tytuły, które się dobrze sprzedają w Empiku, automatycznie zaczynają się dobrze sprzedawać gdzie indziej dlatego, że wszyscy podglądają „Top 10” Empiku. Książki, które znajdują się na ich liście od razu są zamawiane przez hipermarkety, bo kupcy w hipermarketach mają dużo gorsze rozeznanie w rynku książki. Wystarczy jednak, że popatrzą, co schodzi w Empiku, i od razu wiedzą, iż prawdopodobnie te książki u nich też będą się dobrze sprzedawać. Dziennikarze też przedrukowują listy bestsellerów Empiku. Jeśli książka dobrze się tam sprzedaje, to w zasadzie sygnał dla czytelników, że warto po tę książkę sięgnąć.

W 2011 roku Empik przejął trzy wydawnictwa: W.A.B., Buchmanna i Wilgę. To ważna zmiana? Oczywiście tak, choć bardzo trudno jest teraz oceniać, co z tego dalej wyjdzie. Teoretycznie można patrzeć na to jak na zagrożenie, najbardziej atrakcyjne miejsca sprzedażowe w salonach Empiku być może zajmą książki wydawców należących do firmy. A trzeba pamiętać, że umiejscowienie książki ma znaczenie. ***

A czy są jakieś przeboje, które w Empiku leżą, a gdzie indziej sprzedają się doskonale? Jeżeli chodzi o literaturę piękną to w gruncie rzeczy takich nie ma, chyba że Empik pokłóci się z którymś z wydawców

Dlaczego krytyka nie interesuje się poczytną beletrystyką? Krytyka interesuje się książkami z górnej półki, ponieważ krytycy sami są z górnej półki. 26

| nr 15 styczeń 2012 r.


WYWIAD

Ale to krytycy najpierw decydują, które książki trafiają na górną półkę, kierując gusta ambitnych czytelników na określone, niekoniecznie wartościowe tytuły. Krytycy na całym świecie zadzierają nosa. Jest pewien gatunek literatury, który – z góry wiadomo – będzie się cieszył ich zainteresowaniem.

łukasz gołębiewski

wykształcenie polonistyczne, pewna kultura związana z edukacją uniwersytecką, ma wpływ na późniejsze gusta krytyków. Natomiast dzisiaj sytuacja jest trochę inna. W porównaniu do głosów samych czytelników krytyka literacka ma bardzo nieduży wpływ na sprzedaż książek. Dużo bardziej liczą się wypowiedzi na BiblioNETce, Merlinie czy stronie Empiku. Może w Polsce zmiana roli krytyki nie jest jeszcze tak odczuwalna, jak na Zachodzie, ale jeśli spojrzymy np. na Amazon.com, posiadający niebywale bogatą bazę recenzji pisanych przez klientów niebędących fachowymi krytykami, zdamy sobie sprawę, że to ich opinie decydują o sprzedaży, a nie to, czy książkę opisano na prestiżowych łamach New York Times Books Review. Zmiany w mediach postawiły nas

Dlaczego w takim razie nie ma rozpoznawalnych krytyków interesujących się popularnymi, łatwymi w odbiorze pozycjami i autorami? Po pierwsze dlatego, że nie licząc fantastyki, do niedawna nie funkcjonowały media udostępniające łamy krytyce zainteresowanej lżejszą literaturą. Poza tym

27 | nr 15 styczeń 2012 r.


w punkcie, w którym nikt nie czyta już sążnistych recenzji czy analiz krytyczno-literackich, sięgając do komentarzy pojawiających się na portalach pokroju BiblioNETki.

przeskoczy Empiku, szczycącego się dużą siecią sprzedaży oraz punktami odbioru we wszystkich większych miastach. Jakie jeszcze wyzwania, poza Amazonem, czekają branżę wydawniczą w 2012? Największe wyzwanie to z pewnością digitalizacja i spadek atrakcyjności – zwłaszcza cenowej – książki drukowanej. Jednak aby e-booki wyparły książkę tradycyjną, potrzebne jest tanie, a najlepiej bezpłatne urządzenie do czytania.

Wspomniał pan Amazon. Godot jednak nadchodzi? Tak naprawdę nie wiadomo. Jeśli Amazon ma wejść na polski rynek, to na pewno nie wejdzie sam, tylko kogoś kupi, np. Merlina, którego nie zdołał kupić Empik, lecz summa summarum niewiele się zmieni. Nie wydaje mi się, żeby Amazon stanowił realne zagrożenie dla już funkcjonujących, silnych sprzedawców. Amazon wchodziłby jako trzeci gracz i trudno by mu było odebrać klientów pozostałym dwóm. A nawet gdyby odebrał, dla przeciętnego czytelnika nie ma znaczenia, czy książka przychodzi do niego z Merlina, czy z Amazonu – grunt, by przyszła szybko i w dobrym stanie. Nawet walcząc jakością obsługi, Amazon nie

A który czytnik wygra? Moim zdaniem nie wygrają czytniki typu Kindle, ale tablety, a największe szanse ma Apple. Ta firma potrafi produkować fajne gadżety i zdobywać sympatię użytkowników. Moda na urządzenia Apple’a oraz interesujący design mają tutaj decydujące znaczenie, choć nie wiadomo, jak będzie po śmierci Steve’a Jobsa. 28

| nr 15 styczeń 2012 r.


WYWIAD

Co z audiobookami? Ich popularność wzrosła w ostatnich latach dzięki rozwojowi telefonii komórkowej. Powoduje to, że słuchanie audiobooków stało się niezwykle wygodne. A wracając do czytania na ekranie – urządzenia oferowane obecnie dają duży komfort lektury. Pytanie, czy sprzęt typu iPad oraz inne tablety będą oferowane przez operatorów sieci komórkowych na warunkach atrakcyjnych abonamentowo dla czytelników. Myślę, że na Gwiazdkę 2012 ludzie będą się masowo zaopatrywać w tablety.

łukasz gołębiewski

A dla kogo pan pisze? Piszę dla młodych, zbuntowanych ludzi, niezależnie od płci, choć tworząc mam na myśli głównie piękne dziewczyny. (śmiech) W każdym razie na pewno nie dla pań w sanatoriach. Dla punków też? Czytając pańskie książki, odniosłem wrażenie, że raczej ociera się pan tylko o te klimaty. Jak pracujący w mieście syn, który przyjeżdża na kilka dni do rodziny na wsi. W końcu prowadzi pan firmę, jest konsultantem, robi biznes. Mało punkowo, w garniturze. Może trochę tak jest, choć garnituru w ogóle nie mam. Wydaje mi się, że jeśli człowiek wie, co chce robić w życiu, i robi to rzetelnie, może sobie pozwolić nawet na ekstrawagancję określonego stroju czy konkretnych poglądów. Z drugiej strony, jakkolwiek mało punkowo to zabrzmi, na taki luksus trzeba sobie zapracować. Jeśli mając dziewiętnaście lat, zdecydujesz, że masz wszystko gdzieś, świat odpłaci ci tym samym.

*** Pisze pan powieści dla zbuntowanej młodzieży, jednak wydaje się, że ma cokolwiek lekceważący stosunek do swojej twórczości? Twórczość literacka cały czas mnie bawi. Przyjemnie jest spędzać kilka tygodni w roku w świecie wyobraźni. Jednak ten stan nie może trwać przez dwanaście miesięcy. Potem muszę zająć się zarabianiem na życie. Nie oznacza to jednak, że nie traktuję serio moich czytelników. Prowadzę dla nich bloga, widuję na spotkaniach autorskich, odpisuję na wszystkie listy i generalnie staram się pisać książki, które mają szanse ich zainteresować.

Rodzice tych dziewczyn (pana czytelniczek) powinni być panu wdzięczni? One zamiast giganta, tłamszenia się po pijaku w piwnicy z byle kim, kirania, sznitowania i szlajania po Polsce, mają erzac w postaci pana książek. Nie jestem pewien. Myślę, że jedno drugiego nie wyklucza. W każdym razie nie mam misji pedagogicznej, nie chcę poprawiać świata, wyznaję zasadę, że każdy odpowiada za własny los, i ta wolność, robienie

Gdybyśmy sobie zadali trud zaklasyfikowania gatunkowego pańskich powieści to... …pewnie byśmy powiedzieli, że to powieści obyczajowe, z elementami erotyki i punk rockową playlistą w tle. 29

| nr 15 styczeń 2012 r.


pod sceną w pogo pięćdziesięciolatkowie pocili się obok nastolatków. Ja mam lat czterdzieści, mam gdzieś tam poczucie, że przekroczyłem „smugę cienia”, ale nie czuję z tego powodu dyskomfortu. Czy w swoich powieściach, na przykład w Xenna – moja miłość, puszcza pan oko do czytelnika, sugerując lekki wątek autobiograficzny? Faktycznie, moje powieści są pisane w pierwszej osobie, mocno sugerując, że ich bohater to autor, choć niekonieczne tak jest. Akurat Xenna, którą czytelnicy lubią najbardziej, jest już książką dla mnie obcą, w takim sensie, że pisałem ją dawno. Dziś ani bym jej nie popełnił, ani nie ma już we mnie tych emocji, które targają bohaterem powieści – tak naprawdę nawet go nie lubię. Najwyżej ze swoich książek cenię Melanże z żyletką, choć oczywiście szanuję preferencje moich odbiorców. Na każdym z moich spotkań autorskich to właśnie Xenna stanowi większość sprzedanych egzemplarzy. Muszę się z tym pogodzić, bo w końcu to moje dzieło.

głupstw jest wielkim darem, jaki nam dał Pan Bóg. Czy ma pan jeszcze przyjaciół z młodości – punków, czy może wszyscy się stoczyli, a pan miał po prostu szczęście? Jeżdżę na prawie wszystkie większe imprezy punkrockowe w kraju, stąd mam dużo przyjaciół punków, którzy są ode mnie młodsi. Ludzie w moim wieku na pewno rzadziej punkami, po prostu zajęli się czymś innym. Może raz do roku pójdą z sentymentu na koncert Dezertera… Ale na pewno nie jestem jakimś dinozaurem, ostatnio na koncercie grupy TZN Xenna w Warszawie myślę, że średnia wieku była chrystusowa, jakieś trzydzieści trzy lata,

Jak wyglądają te spotkania autorskie? Kto na nie przychodzi? Bardzo różnie, zależy gdzie się odbywają. Lubię spotkania w bibliotekach, bo przychodzą ludzie, którzy naprawdę interesują się literaturą. Nie lubię spotkań w księgarniach czy na targach, bo przychodzą głównie przypadkowi łowcy autografów, nie ma bliskiego kontaktu. Ze spotkaniami w klubach, zwykle połączonymi z koncertami, jest różnie. Z jednej strony przychodzą ciekawi ludzie i jest pełna sala, 30

| nr 15 styczeń 2012 r.


WYWIAD

z drugiej jest świadomość, że 80% osób przyszło na koncert i niecierpliwie czeka, kiedy ten facet skończy gadać, a w ekstremalnych sytuacjach słyszę: „kurwa mać, punka grać”. Nie peszy mnie to, bo rozumiem tych ludzi, niemniej nie sprzyja to rozmowie o książce.

łukasz gołębiewski

ski był mi bliski literacko. Gdybym miał szukać porównań, skłaniałbym się raczej ku Philiphowi Rothowi. Uwielbiam także Nabokova, który mistrzowsko obrazuje świat, choć z nim trudno mi się porównywać. W Bukowskim tak naprawdę brakuje emocji, a moje książki są ich pełne – jakkolwiek to emocje negatywne.

Łukasza Gołębiewskiego porównuje się czasem do Charlesa Bukowskiego. Pana to cieszy? Z jednej strony tak, gdyż ten pisarz – nie będąc autorem bestsellerów – ma, tak samo jak ja, wierną grupę czytelników. Można nawet powiedzieć, że to ta sama grupa. Jednak nie uważam, żeby Bukow-

Występuje w nich dziwna kontaminacja liryki z obsceną. Chyba dlatego, że bardzo lubię kontrasty. Obscenę trochę też. Niedawno skończyłem niezapowiadaną do tej pory książkę Bandyci Rodriguez, która ma się ukazać w roku 2013. Mimo że znalazło się w niej niewiele scen erotycznych, czy jawnie obscenicznych, sam fakt, że bohaterami uczyniłem bliźnięta – dziewczynę i chłopaka żyjących ze sobą – już jest obsceną trudną do wytrzymania kulturowo. Kazirodztwo to w końcu coś prawie tak nieakceptowanego jak pedofilia. Takie pisarstwo to nisza czy też mierzy pan w czytelniczy sukces podlany sosem skandalu? Chyba ani jedno, ani drugie. Mam krąg dość wiernych czytelników i właściwie piszę głównie z myślą o nich, choć zdarzają mi się odstępstwa, choćby najnowsza powieść historyczna Krzyk kwezala. Pisarz – może poza najwybitniejszymi – szybko staje się niewolnikiem swoich czytelników, pisze z myślą, żeby ich nie rozczarować. A skandale? Na pewno nie szkodzą w promocji książki, zwracają uwagę mediów, tyle że skandal w żaden sposób nie wyznacza jakości literatury. 31

| nr 15 styczeń 2012 r.


Jakiej książki ostatnio słuchałeś? Takie pytanie będziemy mogli zadawać coraz częściej. I chociaż możliwość słuchania książek nie jest niczym nowym, to nigdy dotąd nie było to tak łatwe.

Książki warte słuchania 32 | nr 15 styczeń 2012 r.


Audiobooki

A

udiobook, czyli po prostu książka do słuchania – kolejne angielskie słowo, które zadomawia się w naszym języku. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu taka forma przekazu literatury kojarzona była głównie z lekturami szkolnymi lub bajkami dla dzieci, choć były także specjalnie przygotowywane nagrania dla osób niewidomych lub mających trudności z czytaniem. Współcześnie książki do słuchania to często nowości literatury powszechnej, dobrze przeczytane powieści, bestsellery z najwyższej półki, a także z rozmachem zrealizowane dźwiękowe superprodukcje. Na szczęście wciąż nie zapomina się o dzieciach i bajki nadal sprzedają się bardzo dobrze. Współczesna beletrystyka i bajki to jednak nie wszystko. W wersji do słuchania bez trudu można znaleźć szeroką ofertę literatury klasycznej, zarówno polskiej, jak i światowej, poezję, literaturę historyczną, literaturę faktu, dokumenty, reportaże, przewodniki, biografie, poradniki, materiały edukacyjne, do nauki języków obcych, rozrywkę taką, jak kabarety, a nawet bieżące wydania niektórych tygodników. Brak chyba jedynie komiksów.

Szeroki zakres dostępnej literatury audio rodzi pytanie „co wybrać?”, ale wcześniej nasuwa się także refleksja „dlaczego warto sięgać po książki audio?”. Na to drugie pytanie odpowiedzi i wskazówek starają się udzielać sami wydawcy. Ich opinia jest zgodna i możliwa do streszczenia w jednym, krótkim zdaniu: książki można słuchać wszędzie. To z pewnością kolejny znak naszych czasów, jesteśmy zagonieni, w wiecznym pośpiechu, bez chwili wytchnienia, by sięgnąć po książkę do czytania. Pomimo pewnego przerysowania racją jest, że słuchać książki możemy niemal wszędzie: prowadząc samochód, podczas pracy w ogrodzie lub gotowania i innych, codziennych, domowych czynności, w podróży, w trakcie aktywności fizycz-

nych, w tym nawet pływania – współczesna technika to wszystko nam ułatwia. Wreszcie możemy być po prostu zmęczeni po całym dniu, co uniemożliwi skupienie się podczas czytania, a nie przeszkodzi w słuchaniu książki, co samo w sobie może stanowić przyjemność i relaks. Audiobooki to kolejna forma przyswajania literatury i obcowania z nią, dla wielu osób lżejsza i łatwiejsza, gdyż słuchanie stanowi swego rodzaju dodatkową rozrywkę. Słuchacz otrzymuje gotową interpretację utworu, coraz częściej wspartą specjalną oprawą muzyczną, ubarwioną efektami dźwiękowymi ilustrującymi wydarzenia, najczęściej czytaną przez jednego aktora lub lektora, ale nierzadko realizowaną w posta33

| nr 15 styczeń 2012 r.


Zakład Nagrań i Wydawnictw Związku Niewidomych (obecnie Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych) jest najstarszą w Polsce firmą zajmującą się nagrywaniem audiobooków. Od lat 50. ubiegłego wieku książki mówione, bo tak nazywano takie nagrania, były tworzone z myślą o osobach niewidomych. Profesjonalnie rejestrowane nagrania książek, czytanych przez uznanych lektorów, pozwoliły zgromadzić wydawnictwu blisko sześć tysięcy tytułów literatury pięknej, popularnonaukowej i fachowej. Książki mówione oferowane są głównie wyspecjalizowanym bibliotekom, aby w ten sposób umożliwić osobom niewidomym dostęp do literatury. Od tak wielu lat gromadzone zbiory zawierają zarówno książki nagrane na kasetach magnetofonowych (jeden tutuł może obejmować od kilku do ponad dwudziestu kaset), jak i powszechnie używane już płyty CD/DVD oraz nowoczesne formy plikowych nagrań cyfrowych. Profesjonalne studia nagraniowe Wydawnictwa PZN współpracującego z innymi wydawcami audiobooków wciąż dostarczają nowe, powszechnie dostępne książki do słuchania.

ci słuchowiska z kilku- lub nawet kilkudziesięcioosobową obsadą. I nie sposób uniknąć i przemilczeć w tym miejscu najpoważniejszego zarzutu stawianego audiobookom, że ta gotowa, dostarczana słuchaczowi interpretacja nie pozwala na własną. Co jednak dla jednych jawi się jako wada, dla innych stać się może największą zaletą, a czasem wręcz dodatkową korzyścią. Taki bonus to przykładowo interpretacja samego autora. Swoje książki czytają dla nas: Bogusław Wołoszański, Marek Krajewski, Jarosław Kret, Jerzy Stuhr, Michał Witkowski i wielu innych pisarzy. Gdy mowa o wadach książek do słuchania, wspomnieć można wypowiedź znanego polskiego pisarza (nie zdradzę kogo), który skrytykował tę formę jako stratę czasu: „Książkę można przeczytać samemu o wiele szybciej, niż potrzeba czasu na wysłuchanie już nagranej”. Nie ma sensu polemizować z tym stwierdzeniem, gdyż w większości przypadków jest ono prawdziwe. Książki do słuchania to od kilku godzin nagrań przy opowiadaniach, poprzez kilkanaście do kilkudziesięciu godzin przy obszerniejszych dziełach. Są też pozycje, takie jak Sienkiewiczowska Trylogia, których czas nagrań przekracza sto godzin. Jednak strata lub wykorzystanie czasu to przede wszystkim kwestia efektywności jego zagospodarowania – pamiętajmy, że słuchać możemy w trakcie innych czynności. Co jeszcze jest wymieniane jako wada audiobooków? Głównie kłopoty techniczne przy ich odtwarzaniu, dlatego warto zapoznać się z możliwościami współczesnej techniki, aby wiedzieć, jak najwygodniej słuchać książek. Tradycyjnie audiobooki były wydawane (i są nadal) w postaci płyt CD z nagraniami w formacie audio lub mp3 (oczywiście kasety magnetofonowe to już zabytek). Do ich słuchania wystarczy odtwarzacz, można wykorzystać także komputer. Istnieje również szeroka oferta urządzeń pozwalających słuchać nagrań nawet w zwykłym odbiorniku radiowym, np. w samochodzie. Płyta CD to wciąż najpopularniejsza forma sprzedaży książek audio, czasem ze względu na przywiązanie do jej 34 | nr 15 styczeń 2012 r.


Audiobooki

fizycznej formy, a czasem właśnie z uwagi na bariery techniczne. Jak jednak odpowiada, zapytany o to Marcin Beme (Audioteka.pl), jeden z największych wydawców audiobooków w formie cyfrowej do zakupu i pobrania w Internecie: „CD to przeszłość... i mimo że nadal 70% rynku to sprzedaż na CD, to zanim nie wystartowała Audioteka, było to prawie 100%”. Potwierdzają to także inni wydawcy, coraz częściej oferujący możliwość pobrania plików, które następnie są odtwarzane na przykład w telefonach komórkowych. Aby w pełni cieszyć się ze słuchania, pliki przygotowywane bywają w różnych formach: od słabszej jakości aż po jakość studyjną, od zwykłych formatów mp3 aż po specjalne formaty dla konkretnych typów telefonów, od pojedynczych plików aż do wielu, kilkuminutowych części. Zdecydowanie sprzyja to przerwaniu w dowolnym momencie i powrocie do ostatnio słuchanego fragmentu. Aby zapewnić sobie tę możliwość, najlepiej zaopatrzyć się w odtwarzacz mp3, który posiada funkcję zapamiętania ostatnio słuchanej ścieżki dźwiękowej. Jednak najwygodniejszym i najbardziej wspierającym rozwój audiobooków sposobem jest wykorzystanie nowoczesnych telefonów komórkowych, tzw. smartfonów, oraz specjalnie dla nich przygotowanych aplikacji, jak np. polska „audioteka” czy angielska „audible”.

Gdzie i jak kupić książki do słuchania? Podobnie jak zwykłe książki, znajdziemy je w księgarniach, ale zdecydowanie łatwiej i wygodniej kupować audiobooki przez Internet. Wypada wspomnieć, że dostępna jest szeroka oferta darmowych książek do słuchania, oczywiście publikowanych zgodnie z prawem, które należą do domeny publicznej i stanowią swego rodzaju skarbiec kultury. W ramach projektu „Wolne Lektury” (Wolnelektury.pl) można znaleźć nagrania lektur szkolnych fundacji Nowoczesna Polska, zrobione często przez znanych aktorów, takich jak Danuta Stenka czy Jan Peszek. Podobne zasoby, zawierające tysiące darmowych książek do słuchania, dostępne są także w innych językach. Z oczywistych względów bardziej interesujące są jednak

35 | nr 15 styczeń 2012 r.


Popularni

wydania audio literatury współczesnej i szeroka oferta pozycji do słuchania z aktualnej oferty wydawniczej. Obecnie wiele książek ukazuje się niemal jednocześnie w wersji papierowej, cyfrowej i do słuchania, jak choćby jeden z ostatnich bestsellerów wydawniczych, czyli biografia Steve’a Jobsa napisana przez Waltera Isaacsona. Dlaczego to taki wyjątkowy przykład? Ponieważ producent wersji audio tej książki, którym jest Audioteka, zanotował w swoim serwisie, w ciągu pierwszych godzin sprzedaży, liczbę pobrań na poziomie dwóch książek na minutę. Sprzedaż audiobooków wnet będzie więc mogła mierzyć się z wynikami sprzedaży książek w wersji drukowanej, co stanowi potwierdzenie szybkiego rozwoju tego segmentu rynku.

Krzysztof Gosztyła

aktor filmowy i dubbingowy Millenium Stieg Larsson Narrenturm (narrator) Andrzej Sapkowski Wiedźmin (narrator) Andrzej Sapkowski

Roch Siemianowski

aktor filmowy i dubbingowy, nagrywa dla osób niewidomych www.ru2012.pl Marcin Ciszewski Krzyżacka zawierucha Jacek Komuda Piaski Armagedonu Vladimir Wolff

Anna Dereszowska

aktorka teatralna, filmowa i dubbingowa Saga Zmierzch Stephenie Meyer Igrzyska śmierci Suzanne Collins Wiedźmin (Yennefer) Andrzej Sapkowski

Książki audio dostępne są w wielu serwisach internetowych i nie sposób wymienić wszystkich. Przykładowe to: Audioteka. pl, Audiobook.pl, Storybox.pl, Nexto.pl, Ksiazkiaudio.pl, Dosluchania.pl, Empik. pl, Merlin.pl, Audible.com. Serwisy zapewniają sprzedaż plików, które można ściągnąć zaraz po dokonaniu zapłaty, ale też płyty CD. Należy nadmienić, że ściągane pliki nagrań najczęściej są odpowiednio zabezpieczane w celu ochrony praw autorskich, co jednak zupełnie nie wpływa na ich jakość. Po raz kolejny warto zwrócić uwagę na wygodę użytkowania plików nagrań bezpośrednio na smartfonie. Zainstalowana odpowiednia aplikacja, np. wspominana już audioteka, pozwala słuchać nagrania tuż po 36

| nr 15 styczeń 2012 r.


Audiobooki

lektorzy

rozpoczęciu ściągania pliku, automatycznie pobierając kolejne części, dzięki czemu nie tracimy czasu, czekając na pobranie całości, niejednokrotnie bardzo dużej. Na uwagę zasługuje także jedno z haseł serwisu Audioteka.pl: „Bądź dumny ze swojej półki”. Każdy klient otrzymuje w serwisie swoją własną, wirtualną półkę, gdzie zapamiętane i zgromadzone są wszystkie zakupione przez niego w tym serwisie książki audio. Nie ma więc potrzeby samodzielnego przechowywania i archiwizowania dużej liczby plików. Dostęp do tej półki będziemy mieli zawsze i w każdej chwili możemy ponownie ściągnąć zakupiony przez nas wcześniej plik, a także z dumą spojrzeć na naszą kolekcję.

Jarosław Łukomski

lektor filmowy Steve Jobs Walter Isaacson

Krzysztof Banaszyk

aktor teatralny, filmowy i dubbingowy Wiedźmin (Geralt) Andrzej Sapkowski www.1939.com.pl Marcin Ciszewski Mróz Marcin Ciszewski

Ksawery Jasieński

spiker, lektor telewizyjny i radiowy, nagrał ponad 500 audiobooków Wojna i pokój Lew Tołstoj Chłopi Władysław Reymont

Krzysztof Globisz

aktor teatralny i filmowy Trylogia Henryk Sienkiewicz

37 | nr 15 styczeń 2012 r.


Po tak znacznej porcji szczegółów technicznych pora wrócić do pytania „co wybrać?”, a raczej „jak wybierać?”. Oczywiście, w wyborze książki do słuchania należy się kierować własnymi zainteresowaniami i potrzebami, ale jest coś, co odróżnia wybór książki do czytania od wyboru książki do słuchania. Jak zostało już wspomniane wcześniej, istotną cechą audiobooka jest interpretacja tekstu, w czym kluczową rolę odgrywa osoba czytająca. Często do czytania książki i nagrania

Dlatego też do czytania zatrudnia się równie często profesjonalnych lektorów. Ich głos szybko staje się dla nas rozpoznawalny i chętnie sięgamy po kolejne interpretacje lektorów, takich jak Krzysztof Gosztyła, Roch Siemianowski czy Ksawery Jasieński. O czytanie swoich książek bywają także proszeni sami autorzy, o czym już zostało wspomniane. Kolejną formą wzbogacającą odbiór książek są ich realizacje w postaci słuchowisk, czasem kilkuosobowych, jak np. wiele wydanych po-

Oto, jak Marcin Beme komentuje wysoką pozycję superprodukcji na listach bestsellerów: „Superprodukcje to zdecydowanie konie pociągowe rynku audiobooków. Audioteka będzie wydawać jedną lub maksymalnie dwie takie produkcje rocznie, to wielkie wydarzenie i wielki budżet. Superprodukcje mamy zaplanowane do 2014 roku”. Te plany, jak już wiadomo, to między innymi realizacja Gry o Tron George’a Martina, której wydanie przewidywane jest w pierwszym kwartale 2012 roku. „Realizacja takich superprodukcji to wspomniany budżet oraz setki godzin studyjnej pracy wielu osób, dzięki którym słuchacze mogą czerpać przyjemność z niezwykłego teatru słów, muzyki i dźwięków” – dodaje.

jej wersji audio zapraszani są znani aktorzy. Dzięki temu można znaleźć wspaniałe interpretacje literatury klasycznej lub współczesnej w wykonaniu tak wybitnych polskich aktorów, jak Krzysztof Globisz barwnie odtwarzający Trylogię Sienkiewicza czy Anna Dereszowska grająca swym głosem w powieściach Suzanne Collins. Jednak praca aktora na scenie różni się od pracy podczas nagrania studyjnego, przez co nie każdy aktor wykaże wystarczającą ilość ekspresji i entuzjazmu, aby uwieść słuchacza i umilić odbiór tekstu.

wieści Joanny Chmielewskiej, aż po wielkie superprodukcje jak Narrenturm Andrzeja Sapkowskiego, w realizacji którego wzięło udział aż stu dwunastu aktorów. Która forma, który lektor lub który aktor odpowiada nam podczas słuchania, możemy sprawdzić jeszcze przed decyzją o zakupie książki. Wszystkie serwisy internetowe pozwalają wysłuchać krótkiego fragmentu książki, dając możliwość zapoznania się z jej interpretacją, niektóre udostępniają do ściągnięcia wręcz całe rozdziały wybranych pozycji. 38

| nr 15 styczeń 2012 r.


Audiobooki

Przy wyborze książki do słuchania można kierować się także zamieszczanymi w wielu serwisach listami bestsellerów. Jakie pozycje tam królują? Najczęściej sensacja, kryminał, fantastyka lub literatura klasyczna. Przykładowo, w serwisie Audioteka. pl najlepiej sprzedające się tytuły audio to: superprodukcje Narrenturm i Wiedźmin, kryminały Stiega Larssona, powieści sensacyjne Marcina Ciszewskiego, ale także historyczna literatura faktu Bogusława Wołoszańskiego. Listy bestsellerów to nie jedyna możliwość sprawdzenia popularności książek do słuchania. Od kilku lat serwis Nexto.pl organizuje konkurs na Książkę Audio Roku. Jego wyniki za rok 2010 ogłoszono w listopadzie 2011 roku, podczas Targów Książki w Krakowie. Nagrody przyznawane są w kilku kategoriach, także w kategorii ogólnej głosowania internautów, więc warto zapoznać się z ideą, zasadami i wynikami w serwisie Ksiazkaaudioroku.pl, zwłaszcza że konkurs cieszy się zainteresowaniem zarówno wydawców i mediów, jak i wszystkich osób związanych z rynkiem książek do słuchania w Polsce.

to bardzo trudno uśredniać. Nasza najnowsza superprodukcja, z pełnym podziałem na role, z muzyką i efektami dźwiękowymi zajmie nam prawie pięć miesięcy nagrań”. Obecnie w sprzedaży dostępnych jest kilka tysięcy tytułów książek do słuchania, a rynek ten w Polsce to szacunkowo tylko 0,5% rynku książek. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na świecie, gdzie rynek audiobooków to ponad 10% rynku wydawniczego. W Europie przodują pod tym względem Niemcy i Wielka Brytania. Jednak Polska rozwija się w tym zakresie bardzo dynamicznie. Firma Audioteka w roku 2009 zaserwowała pięćdziesiąt tysięcy audiobooków, w 2010 sto tysięcy, a w 2011 przekroczyła trzysta tysięcy pobranych plików. Na wzór polskiego serwisu Audioteka rozpoczęła udostępnianie książek audio w Czechach, gdzie planuje osiągnąć sprzedaż kilkudziesięciu tysięcy książek rocznie, a kolejne planowane wdrożenia to Węgry, Rumunia, a następnie Skandynawia i Niemcy. Rozwój i popularność książek do słuchania staje się faktem. W samych Niemczech szacuje się, że książek słucha cztery miliony osób, a według badań Instytutu Goethego liczba ta ma wzrosnąć w roku 2015 do dziesięciu milionów. Ile osób w Polsce słucha książek? Z wyników sprzedaży należy sądzić, że coraz więcej. Może w każdym z nas wciąż drzemie dziecko, które lubi, kiedy ktoś czyta mu bajki, a teraz ma możliwość słuchania nie tylko bajek, ale też „dorosłej” literatury. Dajmy więc szansę porwać się głosowi ulubionego lektora i bądźmy dumni z naszej biblioteki audiobooków. Robert Ciombor

Jakie są inne plany rozwoju rynku książek do słuchania? Zapytani o to dystrybutorzy mówią o rozwoju technicznej strony sprzedaży, czyli coraz szerszej dostępności nagrań w postaci plików do bezpośredniego ściągania, a także o ciągłym poszerzaniu oferty tematycznej. Coraz więcej wydawnictw realizuje wersje audio swoich książek, zarówno samodzielnie, jak również zlecając nagrania. Takim zewnętrznym producentem jest choćby Audioteka.pl. „Czas przygotowania to około 3-4 tygodnie”, informuje jej właściciel, Marcin Beme, i dodaje: „...ale 39

| nr 15 styczeń 2012 r.


Gdyby Harry potter urodził się w polsce

40 | nr 15 styczeń 2012 r.


Felix, Net i Nika

Ż

adnego latania na miotle, różdżek czy zaklęć. Tylko umiejętności, wiedza i spryt, plus mocna przyjaźń i duuużo techniki. Częste porównywanie Felixa, Neta i Niki do bohaterów J. K. Rowling nie mają większego sensu. To nie ta bajka. To nie Harry Potter. Trio – ich dwóch, ona jedna – to motyw stary jak świat (i jak ten zwrot). Przygody nastolatków, szkoła, pierwsze porywy serc to także typowe tematy młodzieżowych książek. Bohaterowie powołani do życia przez Rafała Kosika to nie kopia trójki przyjaciół z Hogwartu. Nie czarują, więc nie czarujmy – komu robot w literaturze zawadza, kto się boi buntu maszyn, ten „feliksów” nie polubi.

Ona zjawia się sama. Przychodzi w najbardziej niespodziewanych momentach.” Można zaryzykować stwierdzenie, że Felix, Net i Nika od pierwszych stron pierwszego tomu, nieprzerwanie, przez wszystkie strony każdej części cyklu są wręcz prześladowani przez Wielką Przygodę (czyli bezlitośnie pomysłowego autora). W szkole odkrywają duchy z czasów II wojny światowej, poluje na nich olbrzymia, żarłoczna rosiczka tygrysia, otwierają sekretne drzwi, których nie ma. Nie próżnują też poza murami szkoły: tropią Gang Niewidzialnych Ludzi, ratują Warszawę przed uderzeniem rakiety, walczą z programem sztucznej inteligencji

Zaczyna się klasycznie, pierwszy września, nowa szkoła, nowi znajomi. Trzynastoletni Felix zaprzyjaźnia się z rudowłosą Niką i Netem, mistrzem ciętych ripost, któremu nieznane jest znaczenie słów umiar i takt. Szary, stuletni budynek gimnazjum im. Stefana Kuszmińskiego działa przygnębiająco, a szkolny apel usypia. Jednak, jak powiedział kiedyś ekspert od zagadek Tomasz N.N., znany szerzej jako Pan Samochodzik, „przygody nie trzeba szukać.

Więcej informacji o Rafale Kosiku w wywiadzie Raczej nie napiszę fantasy na stronach pierwszego numeru Literadaru.

41 | nr 15 styczeń 2012 r.


W serii nakładem wydawnictwa Powergraph ukazały się: Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi (2004) Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa (2005) Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów (2006) Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności (2007) Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek (2008) Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia (2009) Felix, Net i Nika oraz Trzecia Kuzynka (2009) Felix, Net i Nika oraz Bunt Maszyn (2011) Felix, Net i Nika oraz Świat Zero (listopad 2011)

Mortenem, we śnie i na jawie. Gdy zmęczeni marzą już tylko o spokojnym wakacyjnym lenistwie, wtedy niczym po otwarciu puszki Pandory, wpadają w największe tarapaty: chaotyczne podróże w czasie, niezidentyfikowane latatalerze, zmiennokształtne domy pułapki. Tak, to gimnazjaliści z ciężkim bagażem doświadczeń. Dlaczego oni? Nie ma lekko, na kogoś przygoda trafić musi. Jak mawia Net, „życie nie jest usłane chipsami”. Trójka przyjaciół dostrzega rzeczy, które innym umykają. Nika ma przeczucia, a Felix dosłownie musi obejrzeć każdą maszynę i wcisnąć każdy przycisk. Kłopoty to ich specjalność, ale czy może być inaczej? Felix, podobnie jak jego tata jest


Felix, Net i Nika

ków. Widok wszystkich części cyklu raczej przywodzi na myśl żmudny maraton czytelniczy. A jednak seria ma rzesze fanów, książki są rozchwytywane i wielokrotnie wznawiane, w bibliotekach trzeba wpisywać się na listę oczekujących. Sekret popularności książek Kosika tkwi w tym, że „feliksy” czyta się jak filmowe scenariusze pełne akcji i dialogów. Dodajmy - zabawnych i błyskotliwych dialogów. Żonglerka słowem, dowcip sytuacyjny i złośliwe komentarze Neta... otwieramy książkę i nie ma nas, czytamy..., całą noc czytamy. Nikomu nie byłoby do śmiechu gdyby zabrakło wyrazistych, z charakteru zupełnie do siebie niepasujących bohaterów. Racjonalny i systematyczny Felix, dzień

świetnym konstruktorem i wynalazcą, matematyczno-informatyczna wiedza Neta już teraz jest co najmniej na poziomie uniwersyteckim, a w Nice drzemią (i czasem się budzą) zdolności telekinezy. Rafał Kosik stworzył superpaczkę. Ich główną siłą są wyuczone umiejętności, a nie proste czary mary. Dziewięć ciężkich tomów, każdy liczący niemal pięćset stron, nie przypomina książek adresowanych do nastolat-


obserwacje zajmują w niej ważne miejsce. W końcu nie samymi robotami science fiction żyje. „Opisywanie rzeczywistości, jaką jest, mnie nie interesuje. Zostawiam to kronikarzom” wyjaśnia Rafał Kosik na swojej stronie internetowej. Akcja całej serii tylko z pozoru ma miejsce we współczesnej Warszawie. Autor dodał do niej kilka elementow fantastycznych. Rodzice chłopców pracują w owianym tajemnicą Instytucie Badań Nadzwyczajnych, w którym wszystko jest co najmniej top secret. W podziemiach stolicy kryje

w dzień zapobiegliwie dźwigający ze sobą plecak pełen rozmaitych narzędzi (podobnie jak sam autor w realu). Net, tchórzliwy maruda, zazdrośnik i leń. Nika, kręgosłup moralny paczki, nad wiek samodzielna i zaradna, a przy tym zamknięta w sobie i uczuciowa. Między nimi musi iskrzyć – i dlatego jest wesoło. Fabułę ożywia też satyryczne spojrzenie autora na funkcjonowanie polskiej szkoły. Drwina dosięga również ztabloidyzowane media, eurobiurokrację z wszechobecnymi normami, egocentrycznych polityków-awanturników i ogłupiającą machinę wyborczą. Akcja cyklu jest poprowadzona wielowątkowo, a społeczno – obyczajowe


się Podwarszawa, a zapomniane kanały zamieszkują prastare istoty, które tylko z wyglądu przypominają jeszcze ludzi, a równowagi między jawą, a snem strzeże zagadkowy Zegarmistrz. Młodzieży się podoba. Seria ma to, co z ich punktu widzenia wydaje się najistotniejsze: szybką akcję, mocnych bohaterów i dużo humoru. Nie mniej ważne są osobiste perypetie Felixa, Neta i Niki, i nie chodzi tu tylko o szybszą pracę mięśnia sercowego na widok płci przeciwnej. Autor oprócz głównej osi akcji (rakieta spadająca na stolicę, powstanie robotów itp.) wzbogaca każdy tom o rozbudowany wątek obyczajowy. Czytelnik (najczęściej z rozbawieniem) obserwuje sytuacje w rodzinach głównych bohaterów. Poruszane są także tematy poważne, takie jak śmierć i narodziny, utrata pracy, małżeńskie kłótnie czy osierocenie. Jak zauważył jednak Paweł Dunin-Wąsowicz na łamach Polityki (Liberalni gimnazjalni, 1.02.2010) pomijany jest temat wiary i religii. Sukces serii ułatwiła sytuacja na rynku wydawniczym. Dawniej nastolatkowie z wypiekami na twarzy śledzili losy Pana Samochodzika, zaczytywali się w Bahdaju czy Niziurskim. Wybór był duży. Dziś polska literatura młodzieżowa, a zwłaszcza fantastyka dla chłopców, nie oferuje zbyt wielu interesujących tytułów. Prawdziwej konkurencji jak na razie brak. Na 2012 rok zapowiedziana jest premiera filmu Felix, Net i Nika oraz Teore-

tycznie Możliwa Katastrofa. Internauci komentują obsadę filmu, na przemian chwalą i krytykują projekt okładki najnowszego tomu (Felix, Net i Nika oraz Świat Zero). Popularnością cieszy się blog Manfreda (program AI stworzony przez Neta i jego tatę). Powstają fan cluby i strony internetowe poświęcone przygodom trójki gimnazjalistów. Długaśne kolejki po autograf pisarza to już standard. Rafał Kosik w rubryce zawód obok grafika, pracownika agencji reklamowej, wydawcy i pisarza, może śmiało wpisać nową profesję - kreator mody... na czytanie. Sylwia Skulimowska


Męska rzecz, Damskie sprawy czyli płciowe dyskusje o książkach toczą Dorota Tukaj i Michał Urbaniak

46 | nr 15 styczeń 2012 r.


Męska rzecz

47 | nr 15 styczeń 2012 r.

damskie sprawy


Męska rzecz

damskie sprawy

Kiedy kilka lat temu czytałam monografię Janion (Wampir – biografia symboliczna), byłam pod wrażeniem, że aż tyle dzieł z wampirami w roli głównej udało się autorce wytropić. Tymczasem dopiero teraz możemy mówić o prawdziwej eksplozji wampiryzmu w kulturze!

Jak to co? Przecież Naznaczona to kolejna wersja baśni o młodym człowieku, który w swoim środowisku czuje się nieszczęśliwy bądź jest odtrącany i nagle dostaje wielką szansę. Czytając ją, miałem nieodparte skojarzenia z Harrym Potterem. Mały czarodziej z cyklu Rowling również został wyrwany z ludzkiego świata, był wyjątkowy, predestynowany do wielkich czynów, a jego blizna na czole – podobnie jak oryginalne znamię Zoey – budziła prawdziwą sensację.

Tylko, czy to są jeszcze stare dobre wampiry z wystającymi kłami? Nie – te, które budziły grozę samym wyglądem i zachowaniem, już odchodzą do literackiego lamusa. Dzisiejsze wampiry są „zhumanizowane”, chodzą do szkoły, pracują, wychowują dzieci… no chyba że akurat mają chętkę na krwistego drinka.

Zresztą na tym podobieństwa się nie kończą. Dom Nocy – podobnie jak Hogwart – jest miejscem szczególnym, będącym po trosze kopią i antytezą tego, co młodzi adepci znają ze swojego dotychczasowego życia. Szkoła z zamkniętym internatem, zwykła uczniowska codzienność z paplaniem o ciuchach albo o meczach, flirtowaniem, rywalizacją o pozycję towarzyską, a równocześnie element niesamowitości: nocne godziny nauki, charakter nauczanych przedmiotów, niezwykłość obrzędów.

No i najważniejsze: możliwa jest miłość między przedstawicielami świata wampirów i ludzi. Biorąc pod uwagę poczytność wampirycznych sag wśród niewiast, zwłaszcza tych młodszych, jest to najwyraźniej jakieś wyjątkowo pociągające uczucie.

Ot, współczesne mezalianse… No i w Naznaczonej – znów podobnie jak w powieściach Rowling – czymś bodaj najbardziej gloryfikowanym jest przyjaźń. Zoey zawsze może liczyć na grupkę oddanych przyjaciół. I to jest coś, co naprawdę w tej powieści urzeka, sprawia, że pomimo całej mroczności, pozostaje na swój sposób ciepła.

Usiłując zgłębić to zjawisko, przeczytałam najpierw sławetny Zmierzch – lepiej nie pytaj o wrażenia! – a teraz Naznaczoną (pierwszą część wampirzej sagi Dom Nocy autorstwa P. C. Cast oraz Kristin Cast). No i dalej nie bardzo rozumiem, co tak przyciąga młode czytelniczki. 48

| nr 15 styczeń 2012 r.


A tu, cóż, bywa jeszcze nudniej, choć z drugiej strony chyba stanowi to całkiem realną próbkę mentalności przeciętnych amerykańskich licealistów... Sama mama Cast mogłaby się narazić na zarzut, że za słabo zna młodzież, ale córka, niewiele starsza od swoich bohaterów, pewnie dobrze pamięta rozmowy i zachowania szkolnych kolegów.

Trzeba też powiedzieć, że świat wykreowany przez panie Cast jest stosunkowo oryginalny. To nie jest tak, jak w Zmierzchu, że wampiry żyją sobie między zwykłymi ludźmi, kamuflując się najbardziej jak się da i dekonspirując się tylko w razie niekorzystnych zbiegów okoliczności; tu świat wampirów jest jawny i choć u zwykłych ludzi budzi strach lub odrazę (kolejna analogia do Rowling!), w rzeczywistości przeznaczony jest tylko dla wybranych. Ktoś, kto zostanie wampirem, będzie piękniał, subtelniał, rozwijał talenty. No i nie będzie krwiożerczą bestią jak pobratymcy Cullenów w cyklu Meyer, bo tu i inicjacja jest bezkrwawa – zamiast ukąszenia ozdobny tatuaż na czole – i dalsza egzystencja opiera się na kontrolowanym krwiodawstwie, a nie na napadaniu na bezbronnych. Można dać się uwieść...

Tylko że bohaterowie tak naprawdę przedstawiają siebie jedynie poprzez niezbyt lotne pogaduszki. A szkoda, bo przyjaciele młodej adeptki stanowią galerię naprawdę ciekawych postaci. Paniom Cast najwyraźniej nie chciało się jej rozbudować. Może autorki nie powinny oddawać głosu Zoey, która do zbyt dobrych gawędziarek nie należy. To bardzo ogranicza i spłyca całą powieść.

Ha, kiedy to właśnie Zoey jest tą postacią wybraną i od początku nie ma wątpliwości, że cała akcja będzie się wokół niej obracać! Narrator zewnętrzny z założenia zachowuje pewien dystans, więc myślę, że autorki (podobnie zresztą jak Meyer w Zmierzchu) świadomie wybrały narrację pierwszoosobową jako pozwalającą czytelniczkom lepiej identyfikować się z bohaterką.

Problem w tym, że opis tego świata zajmuje bardzo mało miejsca w Naznaczonej. Więcej tu warstwy dialogicznej, a szkoda, bo rzeczywistość wampirów wydaje się fascynująca. W każdym razie jest ciekawsza niż banalne, dość infantylne rozmówki grupki nastolatków.

No, niestety, te scenki z życia codziennego są najsłabszą stroną większości, jeśli nie wszystkich powieści dark fantasy dla młodych czytelników. Nawet u Rowling robi się nudnawo, gdy czytamy, kto kogo zaprasza albo nie zaprasza na bal, kto z kim tańczy albo nie tańczy i dlaczego...

Tylko, czy one chciałyby się z kimś takim identyfikować? Zoey może i jest wybrana, ale jednocześnie wydaje się dość infantylna. Poza tym czytelniczki nie znają bohaterki sprzed przemiany, a koleje jej wcześniejszego życia zostają ledwie zasy49

| nr 15 styczeń 2012 r.


Męska rzecz

damskie sprawy

gnalizowane – i to jest spory mankament Naznaczonej. Przez to zatraca się rozdźwięk między Zoey-zwyczajną nastolatką, a Zoey-wybraną. Co jest temu winne? Lenistwo autorek?

powiedziane na temat relacji w rodzinach adeptów i stosunku Ludzi Wiary do społeczności wampirów. Podejrzewam, że i w następnych będzie można coś interesującego wyłapać…

Lenistwo nie, raczej wybiórcze podejście do tematu. Wybiórcze, bo uwarunkowane stosunkiem samej Zoey do tego, co ma zostawić za sobą. Spójrz, jak wygląda w jej oczach rodzina: starsza siostra – „zepsuta wredna puszczalska, z którą spała przynajmniej połowa drużyny futbolowej”, młodszy brat – „podobny do trolla”, czyli pewnie tępy i grubiański, matka ignorująca potrzeby własne i dzieci, byle tylko przypodobać się mężowi, dzięki któremu wszyscy mają „zapewnioną bezpieczną jasną przyszłość” i wreszcie ojczym, antypatyczny bigot, uwielbiający „rozgrywać kartę starszego i frymarczyć Bogiem”. Wystarczy zobaczyć reakcję tych dwojga na przemianę Zoey, żeby zrozumieć, dlaczego nie chce o tym zbyt wiele opowiadać...

Tylko, czy czytelnikowi starczy cierpliwości na kolejne części? Jednak Naznaczona to nie Harry Potter, na którego punkcie oszaleli nie tylko młodzi odbiorcy. Cykl Rowling odwoływał się do takich gatunków literatury popularnej jak powieść przygodowa, powieść inicjacyjna, horror, fantastyka czy nawet kryminał. Autorki Naznaczonej miejscami wybierają jednak banalną, przesłodzoną stylistykę romansową, co zwyczajnie irytuje i dla niektórych może być niestrawne. Nie dość, że bohaterka jest wyjątkowa, to jeszcze jej wybranek (najprzystojniejszy w Domu Nocy, a jakże!) ma wygląd supermana!

A to akurat nic dziwnego, bo zdaje się, że wśród wampirów nie ma miejsca na osoby brzydkie, niezgrabne, z defektami. Ci przeciętnie urodziwi z biegiem czasu ładnieją, a jeśli już się przypadkiem zdarzy ktoś całkiem niewydarzony, jak nieszczęsny Eliot, „jego organizm odrzuca Przemianę” i ginie w męczarniach.

Cóż, na krytyce rodziny fabuła mogłaby sporo zyskać, tymczasem jest to jedynie zasygnalizowane, nie tylko zresztą w przypadku Zoey (na wieść o naznaczeniu Damiena, homoseksualnego przyjaciela dziewczyny, jego rodzice odetchnęli z ulgą). Wracając do głównej bohaterki – zauważ, że czytelnik nawet nie poznaje tego rodzeństwa, na które ona tak narzeka.

I tu znów niestety mamy ukłon w stronę romansowej konwencji – tylko piękni mają szansę na szczęście.

To prawda, choć w tomie II i III (Zdradzona i Wybrana) nieco więcej zostaje 50

| nr 15 styczeń 2012 r.


I podobnie jak bywa w normalnych romansach, również tu sceny miłosne są nieznośnie cukierkowe i – bądźmy szczerzy – lekko kiczowate. Cała powieść na tym traci. „ Z ustami na moim przegubie znów zajrzał mi w oczy, a wtedy dreszcz pożądania przeszył moje ciało. (…) Połaskotał mnie językiem, wzmagając dreszcze”. Zamiast tych dreszczy wystarczyłby jeden porządny pocałunek, a zaoszczędzone miejsce można by poświęcić na szersze wprowadzenie w funkcjonowanie świata wampirów.

Zresztą panie Cast odważnie krytykują nie tylko tradycyjny model rodziny, ale i dewocję – ojczym Zoey, przodownik wiary chrześcijańskiej, jest człowiekiem tępym i bezmyślnym. Zostaje mu przeciwstawiona dobrotliwa, mądra babcia dziewczyny, praktykująca indiańskie obrzędy. Szkoda, że wszystko jest powierzchowne i opowiedziane w skrócie.

Tym bardziej że w kreacji świata wampirów też widać pewne luki. Nie wiadomo, w jaki sposób dorosłe wampiry funkcjonują w świecie normalnych ludzi, nierozpoznane mimo rzucających się w oczy tatuaży na twarzach. Ani dlaczego „selekcjoner” wybierający spośród tysięcy nastolatków osoby nadające się na wampiry myli się tak często, że „przeciętnie jedno na dziesięcioro nie przeżywa Przemiany”.

Tym bardziej że panie Cast potrafią być zdumiewająco przekonujące. O teorii pochodzenia wampirów dzieci uczą się w szkole, są odwołania do autentycznych mitologii i wzmianki o pracach naukowych. Sama struktura tej rzeczywistości też została gruntownie przemyślana i jest ukłonem w stronę płci piękniejszej. Panie u władzy, panowie w roli obrońców i – w domyśle – posłusznych małżonków. Jako kobiecie musiało ci się spodobać to odwrócenie ról!

Może na te i inne pytania znajdziemy odpowiedź w którejś z dalszych części cyklu. Tylko, czy warto po nie sięgać? Bo przecież Naznaczona chyba nie ma szans wejść do klasyki literatury młodzieżowej.

Zgadłeś! No, bo chyba lepsza taka struktura, niż ta, w której obronie tak zażarcie występuje ojczym i zastraszona matka Zoey! Mężczyzna jako pan i władca, decydujący o wszystkim – bo to przecież on zarabia na rodzinę – i kobieta pokornie czekająca w domu, żeby podać mu kapcie i zaprosić do stołu z trzydaniowym obiadem!

Mimo tego, że fabuła zawiera coś więcej niż detaliczną relację z kilkuletniego romansu zakończonego ślubem, świat wampirów jest ciekawszy, a narracja znacznie mniej przegadana niż w Zmierzchu? Gdybym miała wybrać jedną z tych sag, byłby to jednak Dom Nocy… 51

| nr 15 styczeń 2012 r.


52 | nr 15 styczeń 2012 r.


zencie Mikołajkowym Najbliższym” (ortografia oryginalna). Ciekawe zjawisko!

No i przyszło nam omawiać kawał prawdziwie męskiej prozy! Kto wie, może za jakiś czas pojawi się u Krzysztofa Schechtela?

Męska proza, której entuzjastyczne recenzje piszą głównie anonimowe osoby płci żeńskiej, i to chyba dość młode, biorąc pod uwagę treść tekstów zamieszczonych na stronie wydawcy! „Książka jest dobrą rozrywką i ciekawym materiałem dydaktycznym, ponieważ doskonale przystosowuje nas do zaistniałej sytuacji. Czytelne opisy pozostałości po przyrodzie, potwornie uderzają w nasz obraz o jej pięknie”, „trafiła się niezła perła, kupię ją w pre-

53 | nr 15 styczeń 2012 r.


dziecięce zaczytanie

dziecięce z 54 | nr 15 styczeń 2012 r.


fot. shutterstock.com

zaczytanie 55 | nr 15 styczeń 2012 r.


dziecięce zaczytanie

REKRUCITW! O

NIEBEZPIECZEŃS CZAI SIĘ WSZĘDZIE B

formacja dla wybranych. Formacja służąca społeczeństwu i przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi. Stalowe nerwy, odporność na stres, praca w nieprzyjaznym hałaśliwym środowisku, całodobowe nastawienie się na potrzeby drugiej osoby, dyspozycyjność, szybkie reagowanie, niesamowicie podzielna uwaga, mocny chwyt, pomysłowość, równowaga emocjonalna, dobra kondycja fizyczna, małe zapotrzebowanie na sen... Rekruci, powtórze jeszcze raz: niebepieczeństwo czai się wszędzie. Schody, koralik na podłodze, szkiełko na drodze, ruchliwa ulica, podejrzanie sympatyczny obcy na placu zabaw, czworonożny pupilek bez smyczy i kagańca, rowerzyści, zabawki wymyślane przez bezdzietnych, Internet i telewizja, ogień i woda, środki chemiczne, ostre kanty, baterie, kontakty, noże, nożyczki, patyczki, kamyczki, rodzeństwo i... wy sami. Mission impossible? Dacie radę. Miejcie oczy szeroko otwarte. Przydaje się poczucie humoru, bo to misja niemal dożywotnia, bez wyna-

ez żartów, krótko i na temat. Rekruci! Jeśli wydawało się wam, że w naszej formacji unikniecie stresu, bólu i wyrzeczeń jesteście w błędzie. Jeśli marzyliście o rodzinnej sielance, smacznych obiadkach i spokojnych wieczorach... jesteście w wiekim błędzie. Wycofać się nie możecie – za dziewięć miesięcy poznacie co to pot i łzy. Wstąpiliście do służby! Nasza jednostka, choć nieumundurowana i nieuzbrojona, jest jednostką elitarną. Zawsze o tym pamiętajcie. Zwłaszcza o czwartej rano, gdy trzeba wstać i wykonać rozkazy: przewinąć, nakarmić, utulić. Na czym polega wasza misja? Kochać, chronić, wychować! Niebezpieczeństwo czai się wszędzie. Bądźcie czujni. Nie słuchajcie bajek o tym, że wasi podopieczni będą tylko jeść i spać. Nie wierzcie, że gdy podrosną wystarczy im dać zabawkę/ pieniądze i już będziecie mieć czas dla siebie. To plotki siejące zniszczenie w naszych szeregach! Jesteście Rodzicami! To 56

| nr 15 styczeń 2012 r.


grodzenia, wręcz wolontariat na rzecz społeczeństwa. Urlop? Kombinujcie. Wcześniejsza emerytura? Zapomnijcie. Efekty uboczne? Gwarantowane. Plusy? Są, odkryjecie je sami.

pływać. Wtedy szybko muszę schodzi z roweru, siadam na kamieniu, na trawie, albo w rowie wyciągam zeszyt z plecaka i zapisuję pomysł” – wyznaje Joanna Krzyżanek w wywiadzie ośmioletniej Ani Liszyńskiej, młodzutkiej redaktorce Czasudzieci.pl. Czy to książeczka o przygodach Cecylki Knedelek czy Karolka, który został Papieżem, pomysłów autorce nie brakuje. Ten bezcenny w pisarskim rzemiośle talent w pełni wykorzystuje w serii Poradniczek Gabrysi i Kajtka. W trzecim tomiku dwójka młodych przyjaciół poznaje zasady ruchu drogowego. Czy o znakach drogowych i przejściu dla pieszych można pisać wesoło, a nawet wesoło i ciekawie? Można. Autorka wsparta zabawnymi ilustracjami Zenona Wiewiurki z humorem opowiada o pasiastej zebrze na ulicy, kamizelce odblaskowej i o nieprzebieganiu przez ulicę (nawet gdy po drugiej stronie właśnie rozdają za darmo pyszne lody). W praktyczne wiadomości wplecione są propozycje zabaw manualnych: szycie gałgankowej maskotki, pieczenie słodkiej zebry czy pięknie pachnących ciasteczek imbirowych (remedium na chorobę lokomocyjną). Z Gabrysią Gałką dzieci dowiedzą się, jak dbać o rower. Z Kajtkiem Kurkiem poznają sposoby ochrony przed zdecydowanie mało przyjaznymi czworonogami. Na końcu książeczki autorka w przekornym stylu przedstawia antysavoir-vivre dla maluchów.

Uwaga Rodzice! Bądźcie ostrożni, przykładajcie się do służby, by po latach na wytęsknionej emeryturze nie brzmieć jak źle zaprogramowana maszyna: nie rób tego, nie wolno, nie mam czasu, nie teraz, musisz, powinieneś, zrób to, wiem, co mówię, mam rację... Uważajcie na siebie, Rekruci.

Bezpieczeństwo i wychowanie. Poradniczek Gabrysi i Kajtka Joanna Krzyżanek Rec. Sylwia Skulimowska „Pomysły są takimi psotnikami, które pojawiają się wtedy, kiedy chcą. Czasami siedzę przez pół godziny przy stole i żaden nie przychodzi mi do głowy. Czasami wsiadam na rower i jadę na spacer, i nagle pojawia się gąska, która uczy się

Poradniczek Gabrysi i Kajtka to dużo praktycznych wskazówek, dużo kolorów, szczegółów i wzorów, dużo uśmiechów, zarówno podczas czytania, jak i oglądania. 57

| nr 15 styczeń 2012 r.


dziecięce zaczytanie

Choć z ilustracjami może być różnie. Zawadiacka, beztroska kreska Zenona Wiewiurki nie każdemu czytelnikowi się spodoba.

Olech i Maciej Wojtyszko, tworząc serię książeczek o dwóch zuchwałych i zawsze uśmiechniętych braciach.

Tytuł: Bezpieczeństwo i wychowanie Autor: Joanna Krzyżanek Ilustrator: Zenon Wiewiurka Wydawnictwo Święty Wojciech, 2011 Liczba stron: 64 Seria: Poradniczek Gabrysi i Kajtka. T. 3 Cena: 22 zł Twarda oprawa

Maciej Wojtyszko, znany z bujnej wyobraźni i dowcipnego języka autor m.in. zbioru historyjek Bromba i inni, napisał opowiadanie zatytułowane Bolek i Lolek. Straszne skutki oglądania telewizji. Pierwszy „straszny” skutek ujawnia się już na samym początku. Chłopcy kłócą się o to, co będą oglądać – doskonale znamy ten obrazek ze swoich domów. I jeśli nawet tę kłótnię można by zrzucić na karby zwykłego droczenia się rodzeństwa, to tego, co dzieje się dalej, nie sposób już tak łatwo usprawiedliwić. Ktoś dzwoni do drzwi mieszkania. Dzwoni i znika. A przecież nie od dziś wiadomo, że „jeżeli ktoś nie chce być zauważony i znika, zanim się go zobaczy, to wiadomo, że ma jakieś złe zamiary. Tak przynajmniej zdarza się w filmach i serialach telewizyjnych”... Coraz bardziej przerażeni chłopcy na kolejny dźwięk dzwonka chowają się w szafie, drżąc z niepokoju. I jest im tylko troszkę wstyd, kiedy okazuje się, że Prześladowca, którego sobie wymyślili, wcale nie był taki „potworny”.

Bolek i Lolek. Straszne skutki oglądania telewizji Maciej Wojtyszko Rec. Ewa Popielarz

Przerażenie chłopców i narastającą atmosferę grozy potęgują ilustracje, których autorką jest Monika Cichocka. Na każdej stronie, w rogu kartki, czai się szczerzący zęby smok albo co najmniej jego cień.

Wskrzesić Bolka i Lolka po kilkudziesięciu latach? A do tego włożyć im w usta słowa, choć w znanej kreskówce nigdy nie wypowiedzieli ani jednego? Brzmi karkołomnie. Takiego zadania podjęli się jednak, z inicjatywy wydawnictwa Znak, Joanna

Nie ma chyba na świecie dziecka, które choć raz nie obudziło się w nocy z płaczem lub nie krzyknęło na widok dziwnego kształtu na ścianie. W dobie wszechobecnej 58

| nr 15 styczeń 2012 r.


telewizji i Internetu, kiedy straszne obrazy wręcz bombardują wyobraźnię maluchów, uświadomienie im, w jaki sposób odróżnić prawdę od fikcji, jest sprawą nie do przecenienia. Nie każdy jest w końcu tak szybki jak Człowiek-Torpeda, potrafiący jednym susem uciec ścigającemu go dinozaurowi.

interesująca, miejscami zabawna. Zgodnie z tytułem autorka kładzie nacisk na edukację. Wykorzystując perypetie rodzeństwa Majki i Tomka Odolańskich, przedstawia młodym czytelnikom czyhające na nich zagrożenia i pułapki. Ileż niebezpieczeństw czai się w naszych niby przyjaznych, domowych czterech kątach. Środki chemiczne, rtęć w termometrze, leki... Kuchnia „straszy ostrymi nożami”, w łazience mieszkają „trujące detergenty”, a w pokoju można „utonąć w bałaganie”. Jak przetrwać w tej wrogiej krainie? Warto przestrzegać spisanych przez autorkę dziesięciu przykazań, jak być bezpiecznym w domu. Znajomość znaków BHP i numerów alarmowych także zwiększy nasze szanse. A gdy już wyjdziemy z domu i wybierzemy się na przykład w góry? Wysokie szczyty, nieprzewidywalna aura... Lepiej zawczasu poznać dziesięć przykazań górskiego turysty, zapisać telefony GOPR-u i TOPR-u oraz dowiedzieć się, co tak naprawdę powinno znaleźć się w plecaku podróżnika. Wiedza o oznakowaniu szlaków też się przyda. W każdej książeczce zamieszczono (do wycięcia) Legitymację Klubu Bystrych Dzieciaków i zakładkę do książki.

Tytuł: Bolek i Lolek. Straszne skutki oglądania telewizji Autor: Maciej Wojtyszko Ilustrator: Monika Cichocka Wydawnictwo Znak emotikon, 2011 Liczba stron: 32 Cena: 13,90 zł Twarda oprawa

Bezpieczni w domu Bezpieczni w górach Justyna Święcicka Rec. Sylwia Skulimowska

Równie wnikliwie i prewencyjnie opisane są w serii żywioły ogienia i wody. O ich nieokiełznanej naturze dzieci mogą pocztać w książeczkach Bezpieczni nad wodą oraz Ostrożnie z ogniem.

Barwy krzyczą: weź mnie do ręki, przeczytaj mnie, jestem taka ciekawa. I to prawda. Książki z serii Akademia Bezpiecznego Dziecka ilustruje z rozmachem i fantazją Olga Reszelska. Dynamiczne, kontrastowe rysunki przyciągają uwagę (zwłaszcza w tomie Bezpieczni w domu). Fabuła jest

Tytuł:Bezpieczni w domu Bezpieczni w górach Autor: Justyna Święcicka Ilustrator: Olga Reszelska 59

| nr 15 styczeń 2012 r.


dziecięce zaczytanie

Wydawnictwo Wilga, 2010 Liczba stron: 24 Seria: Akademia Bezpiecznego Dziecka. Majka i Tomek. Cena: 9 zł

czynka oczywiście obraża się na Rapera. Dopiero strata komputera otrzeźwia Krzysia. Tylko jak odzyskać przyjaźń Julci? Fiński duet, Sinikka i Tiina Nopola (właściwie kwartet, dodając dwójkę ilustratorów), w komiczny, przerysowany sposób opowiada o możliwości uzależnienia się od komputera. W galerii postaci wyróżnia się ciocia Wanda, zupełnie pozbawiona rodzicielskich i wychowawczych talentów oraz jej wierny przyjaciel, sąsiad Górski. Przygody Krzysia i opiekującej się nim cioci są zabawne (zwłaszcza niezamierzone porywanie obcej babci z parku). Jednak to kipiące humorem rysunki, są tym, co wyróżnia tę książkę i czyni ją wyjątkową. Intensywne kolory, dowcip kryjący się w szczegółach i detalach, korzystanie z czarno-białych komiksowych kadrów, wszystko to sprawia, że czasem losy bohaterów śledzimy uważniej na ilustracjach niż w tekście.

Krzysio Raper i szalony komputer Sinikka Nopola, Tiina Nopola Rec. Sylwia Skulimowska

Gdyby jednak autorzy choć raz zająknęliby się, że komputer to nie tylko gry...

Krzysio Raper już nie rapuje. Owszem, ma do tego talent i smykałkę, ale właśnie wpadł w sidła „szalonego komputera”. Od kiedy dostał od swojej cioci Wandy to „straszne urządzenie”, ten „głupi komputer”, interesują go wyłącznie gry komputerowe. Zamyka się w swoim pokoju, zapomina o istnieniu mydła i grzebienia, hoduje fryzurę a’la Beethoven i zajada się pizzą. Gdy do jego pokoju nasyconego wonią nadpsutej pizzy i przepoconych skarpetek wpada intruz ze świata zewnętrznego, koleżaka Julcia Motylek, Krzysio ćwiczy na niej podpatrzone w grze ciosy zapaśnicze. Poobijana dziew-

Tytuł: Krzysio Raper i szalony komputer Autor: Sinikka i Tiina Nopola Ilustratorzy: Aino Havukainen, Sami Toivonen Wydawnictwo Kojro, 2009 Liczba stron: 112 Cena: 30,00 zł Twarda oprawa

60 | nr 15 styczeń 2012 r.


mysłem. Przygoda Amelii może skłonić dzieci do korzystania z Internetu z większą ostrożnością. Wirtualnego nieprzyjaciela czyta się szybko i przyjemnie. Pozytywny odbiór książeczka zawdzięcza głównie miłej dla oka, estetycznej i dopracowanej szacie graficznej. Twarda oprawa, graficzne ozdobienie paginacji stron, ładny papier i oczywiście pobudzające wyobraźnię ilustracje sprawiają, że po prostu chce się przeczytać dzieciom tę historię. A sam tekst? Walory edukacyjne przeważają nad rozrywkowymi. Jest ciekawie, ale nie przypalimy obiadu, czytając dziecku o przygodach Amelii.

Wirtualny nieprzyjaciel Katarzyna Wojtas Rec. Sylwia Skulimowska

Tytuł: Wirtualny nieprzyjaciel Autor: Katarzyna Wojtas Ilustrator: Andrzej Krawczak Wydawnictwo Sztuka i Wiedza Liczba stron: 70 Seria: Błękitny laptop Cena: 19,90 zł Twarda oprawa

Ilustracje Andrzeja Krawczaka zaciekawiają i namawiają najmłodszych do odkrycia, kim jest ta urocza, błękitnooka dziewczynka z okładki. Autorka, Katarzyna Wojtas, szybko uchyla rąbka tajemnicy. To Amelia, ośmioletnia dziewczynka, która chce się bawić i mieć przyjaciół. Niestety, jest królewną. Od rana do wieczora zewsząd słyszy: tego ci nie wolno, to niebezpieczne, musimy cię chronić. Osamotniona królewna, pozbawiona przez nadopiekuńczych rodziców kontaktu z rówieśnikami znajduje sobie przyjaciół przez Internet. Po pierwszej euforii, szybko okazuje się, jak niebezpieczne mogą być wirtualne znajomości, zwłaszcza gdy ukrywa się je w tajemnicy przed rodzicami. Mariaż świata baśni i problemów świata współczesnego jest ciekawym po61

| nr 15 styczeń 2012 r.


dziecięce zaczytanie

fascynowanuje? Właściwa akcja zaczyna się, gdy Anabella wraz z mamusią przychodzą na bal do Domu Naprzeciwko. W tym momencie wszelka realność zostaje zawieszona, uruchamia się świat fantazji, gdzie bohaterka tkwi razem z czytelnikiem aż do ostatniej kropki. Trudno mówić tu o jakiejkolwiek zwartej fabule, wszystko jest zupełnie nieprzewidywalne. Anabella wchodzi w kolejne nierzeczywiste światy, spotyka kolejne dziwne postaci (syreny, księżniczki-łabędzie, Białego Królika, Deszczowego Chłopca itp.), wytrwale szuka swojej nagle zgubionej matki, stara się ocenić, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Trudno domyślić się, jak ta historia się kończy, bo nie rządzi się prawami logiki wszystko jest zanurzone w mrocznej, onirycznej przestrzeni (wspaniale dopełnionej przez monochromatyczne, niepokojące ilustracje). Beszczyńska ujawnia niezwykłą fantazję i potrafi uwieść od pierwszych stron.

Jajko księżyca Zofia Beszczyńska Rec. Michał Paweł Urbaniak Ocena: 5 Książka Jajko księżyca Zofii Beszczyńskiej nie należy do tych, które można opisać w kilku prostych zdaniach. Jest tak niejednoznaczna, tak zaskakująca, że po prostu nie daje się zaszufladkować, nie pozwala na uogólnienia. Narratorką jest prawie dwunastoletnia Anabella. Świat, który kreuje w swojej opowieści, z początku wydaje się całkiem realistyczny: mieszka z mamusią, oddaje się marzeniom, znosi uszczypliwości ze strony innych dzieci, cieszy się na nadchodzące wakacje. A jednak już w początek tej opowieści, w całkiem zwyczajne realia wkrada się niepokojący ton: dlaczego dziewczynka jest praktycznie pozbawiona opieki? Do kogo należy niezwykły Dom Naprzeciwko, którym narratorka tak się

Trudno w przypadku Jajka księżyca mówić o wartościach stricte dydaktycznych, to powieść zbyt oderwana od realiów. Mimo wszystko dzięki zapoznaniu się z niezwykłymi przygodami Anabelli dziecko pobudzi swoją wyobraźnię i otworzy się na rozmaite emocje (na przykład strach), co jest ogromnym plusem. Jednak – nieco paradoksalnie – największym atutem tej książki pozostaje to, co jest w stanie dostrzec jedynie dorosły (i oczytany) odbiorca – bogactwo odniesień literackich. Można odnaleźć ślady inspiracji cyklem o Narnii Lewisa, otwarte nawiązania do Alicji w Kra62

| nr 15 styczeń 2012 r.


inie Czarów Carrolla, ale również stylistykę mrożącego krew w żyłach horroru rodem z opowiadań Stefana Grabińskiego, klaustrofobiczność charakterystyczną dla Kafki czy magię wziętą z prozy Schulza. To wszystko sprawia, że książka Zofii Beszczyńskiej stanowi świetną i inspirującą rozrywkę zarówno dla młodszego, jak i starszego czytelnika. Jajko księżyca bezsprzecznie ma szansę wejść do szeregu dzieł wybitnych, pierwotnie przeznaczonych dla dzieci, a czytanych z pasją przez dorosłych. Tytuł: Jajko księżyca Autorka: Zofia Beszczyńska Ilustrator: Natalia Talarek Wydawnictwo Akapit Press, 2011 Stron: 168 Cena: 20,00

Dar totemów. Baśnie indiańskie. Rec. Marta Gulińska Magiczny świat baśni wciąga najmłodszych czytelników, inspiruje, bawi, ale także uczy. Opowieści o szamanach, duchach przodków i dzielnych indiańskich bohaterach to tematy, które zachwycą niejednego małego odbiorcę. Indianie całe bogactwo otaczającego świata tłumaczyli za pomocą baśni. Zjawiska zachodzące w przyrodzie to efekt działalności dobrych i złych duchów oraz zwierząt o niezwykłej mocy. Dar totemów to książka czeskiego autora, mieszcząca w sobie trzydzieści dwie baśnie, zaczerpnięte z przekazów różnych plemion indiańskich. Przy każdej opowieści znajduje się nazwa szczepu, z którego pochodzi dany tekst. Na końcu książki znaleźć można mapkę, ilustrującą obszar, na którym żyły konkretne plemiona. Całości dopełnia posłowie, które wyjaśnia trudniejsze 63 | nr 15 styczeń 2012 r.


dziecięce zaczytanie

pojęcia występujące w publikacji i przybliża specyfikę kultury Indian.

celtyckich, afrykańskich i norweskich. Wierzenia ludzi tak odmiennych kulturowo od nas to fascynująca propozycja dla młodych czytelników nie tylko na długie zimowe wieczory.

Dar totemów opatrzono soczyście kolorowymi ilustracjami, które pasują do stylu książki. Język baśni jest tu bowiem niezwykle prosty i bezpośredni. Próżno szukać w tej publikacji rozbudowanej i kwiecistej narracji. Dominują tu raczej proste dialogi i niezbyt obszerne opisy, które zadowolą raczej tylko najmłodszego odbiorcę.

Tytuł: Dar totemów. Baśnie indiańskie Autor: Vladimir Hulpach Ilustrator: Josef Kremláček Tłumaczenie: Martyna M. Lemańczyk, Lenka Vítová Wydawnictwo: Media Rodzina, 2011 Liczba stron: 416 Cena: 49,00 Oprawa twarda

Wydawnictwo Media Rodzina oferuje kolekcję pięciu zbiorów opowiadań pochodzących z różnych kultur. Obok baśni indiańskich są także tomy baśni chińskich,

64 | nr 15 styczeń 2012 r.


POD LUPĄ Ocena: 5

Ocena: 6

Ocena: 4,5

Ocena: 3,5

Ocena: 4

Ocena: 5

Ocena: 4

DLA DZIECI W WIEKU:

4+

4-6

4+

5+

5+

10+

5+

BAWI

!!

!!

!

!!

!

-

!!

UCZY

!!!

!!!

!!!

!

!!

!

!!

CIESZY OKO SZATA GRAFICZNA

!!

!!!

!!!

!!!

!!

!!!

!!

Z KRAINY FANTAZJI

-

-

-

-

-

Z ŻYCIA WZIĘTE AUTOR O CODZIENNOŚCI

-

-

AUTOR BAJKI OPOWIADA

-

-

-

-

-

DODATKOWE ATRAKCJE NIETYPOWE DEKORACJE

-

-

-

-

-

-

DOROSŁY TEŻ POLUBI

!

!!

!

!!

!

!!!

!

65

| nr 15 styczeń 2012 r.


Recen

Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich 68 | 13 rzeczy, które nie mają sensu 70 | Gorączka. W św zmierzchu 82 | Thorgal. Louve: Raissa 84 | Oficerowie i dżentelmeni. Życie prywatne i służbowe kawalerzys kłamstw 96 | Przenośne drzwi 98 | Ziemia, powietrze, ogień i... budyń 98 | Śniło ci się 98 | Uwikłanie 100 66 114 | Królewska krew. Wieża elfów 116 | Słownik g wielkim mieście 110 | Steve Jobs 112 | Kamienna Ćma | nr 15 styczeń z2012 r. 128 | Rakietowe Szlaki 2 130 | Dziewczyna, która pływała delfinami 132 | Czysta jak łza 134 | Władca Pi


enzje

wiecie poszukiwaczy skarbów 72 | Joker 74 | Kartki z pamiętnika młodej mężatki 78 | Krabat 80 | Czas stów Drugiej Rzeczpospolitej 88 | Poczet Królowych Polskich 90 | Rakietowe szlaki 3 92 | Sorry 94 | Strażnik 0 | Wezwanie Ziemi 102 | Zemsta jest kobietą 104 | 1Q84, tom 3 106 | Życie towarzyskie w PRL 108 | Gej w 67 gatunków i zjawisk filmowych 118 | Ojciec 120 | Pamiętnik Blumki 122 | Nim zapadnie noc 126 | Po Syberii | nr 15 styczeń 2012 r. ierścieni 136


Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich Mikey Walsh

Tytuł: Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich Autor: Mikey Walsh Tłumaczenie: Teresa Tomczyńska Wydawnictwo: PWN 2011 Stron: 280 Cena: 34,90 zł

Autor książki Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich nie podpisał się własnym nazwiskiem – „pożyczył” personalia od głównego bohatera. Obawa przed zemstą tych, których opisuje w tej autobiograficznej powieści, okazała się zbyt duża. Takie posunięcia bywają podejrzane. Czy to pseudonimowanie wynika z realnego strachu, czy stanowi tani chwyt reklamowy?

Jest to historia Mikeya Walsha dorastającego w Anglii w konserwatywnym romskim środowisku. Chłopiec w swojej opowieści przybliża specyfikę kultury cygańskiej, związane z nią obrzędy, zwyczaje, święta, systemy wartości, sposoby zachowań i zagadnienia światopoglądowe, nierzadko rozwiewając stereotypy (warto pochwalić przy tym wydawnictwo PWN za wzboga-

68 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

cenie książki o rzetelne przypisy, wyjaśniające kwestie niejasne dla polskiego czytelnika). Jednak nie jest to powieść mająca za cel przybliżenie nieznanej w gruncie rzeczy kultury. Środowisko narratora jest przedstawione jako niezbędne tło właściwej historii – trudnego dorastania. Bohatera od najmłodszych lat wychowuje się na boksera: ma przynieść chwałę całej rodzinie, pokonując kolejnych przeciwników na ringu. Jednak to okrutne wychowanie; Mikey jest codziennie maltretowany fizycznie, dręczony i poniżany psychicznie przez sadystycznego ojca. Wrażliwy i delikatny chłopiec nie umie sprostać wymaganiom człowieka, którego w gruncie rzeczy kocha. Jako dziecko pozostaje bezradny wobec okrucieństwa Franka Walsha. Nie ma pojęcia, co przyniesie nowy dzień: kolejne kopniaki, ciężkie ciosy, wyzwiska, wyrzucenie ukochanych zabawek czy zmuszanie do oglądania przerażającego horroru. Nikt nie potrafi mu pomóc, ani bezsilna, współcierpiąca matka, ani rodzeństwo również padające ofiarą sadystycznych metod wychowawczych głowy rodziny, ani inni członkowie cygańskiej wspólnoty, spuszczający na wszystko zasłonę sąsiedzkiego milczenia. Czy Mikey kiedykolwiek będzie umiał wyrwać się spod twardych cygańskich praw i bezlitosnych ojcowskich pięści? Czy w końcu odnajdzie w życiu szczęście? Cygański chłopiec… stanowi przykład takiej prozy, która zwyczajnie boli. Mikey Walsh umiejętnie przedstawia sposób myślenia i postępowania dziecka, które z jednej strony pragnie miłości i zrozumienia, a z drugiej ciągle musi chronić się przed przemocą. Autor gra na emocjach czytelnika przy użyciu bardzo prostych środków – zestawia zwyczaj-

ne dziecięce widzenie świata (poznawanie rzeczywistości, pierwsze zabawy, przyjaźnie, konflikty, psikusy, oczekiwania i potrzeby) z czystą, rodzinną patologią. Miesza sceny całkiem szczęśliwe (choć zazwyczaj i tak dalekie od idylliczności) z frenetycznymi opisami kolejnych okrucieństw, jakich bohater doświadcza nie tylko ze strony ojca, i robi to naprawdę ogromne wrażenie. Znaczący wydaje się podtytuł tej autobiografii – z jednej strony Mikey nie umie odnaleźć się w swoim „naturalnym” środowisku, przepełnionym rygorystycznymi, konserwatywnymi zasadami. Z drugiej zaś nie potrafi z niego uciec. W gruncie rzeczy nawet gdyby porzucił tabor cygański, nie byłby w stanie wyprzeć się swojej cygańskiej krwi i wpojonego mu systemu wartości. Innymi słowy, opuszczenie nieprzyjaznego środowiska nie musi się równać zyskaniu spokoju i szczęścia. Narrator sam twierdzi, że o ile można wyrwać dziecko Cyganom, o tyle nie można wyrwać Cygana z dziecka. Można napisać o Cygańskim chłopcu…, że to dobra książka. Postaci są wyraziste i przekonujące pod kątem psychologicznym, sama opowieść wciąga i zaskakuje, brak tu dłużyzn, konstrukcja również pozostaje bez zarzutu. Dodatkowym atutem na pewno jest przedstawienie w zasadzie nienowej tematyki na tle dość egzotycznej na gruncie polskim kultury. Jednak czy wobec takiej literatury można stosować podobne miary? Może łatwiej – i nieco uczciwiej – napisać, że ta historia po prostu poraża, bo pozostawia czytelnika zwyczajnie bezradnego wobec przedstawionego w niej okrucieństwa. I może właśnie w tym, a nie we wszystkich dodatkowych, czysto artystycznych plusach, tkwi jej siła. 69

| nr 15 styczeń 2012 r.


13 rzeczy, które nie mają sensu Michael Brooks

Tytuł: 13 rzeczy, które nie mają sensu Autor: Michael Brooks Tłumacz: Monika Apps Wydawnictwo: Literackie 2011 Liczba stron: 376 Cena: 34,90 zł

Przeciętny człowiek rzadko zastanawia się nad tym, czym jest wszechświat, jak jest zbudowany, jakie rządzą nim prawa. Szczegółowa wiedza na ten temat nie jest mu do niczego potrzebna, a podstawowe informacje uzyskał w okresie swojej szkolnej edukacji. Jest świadom tego, że badacze dokonują codziennie no-

wych odkryć naukowych i wciąż się o czymś dowiadują, ale myśli, że skoro nie słychać o tym w mediach, to widocznie nie wpłyną one na jego życie. A co, jeśli istnieją odkrycia odbierające popularnym teoriom rację bytu? 13 rzeczy, które nie mają sensu w świetle znanych nam praw fizyki, biologii i innych nauk przyrodni-

70 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

czych przedstawia w swojej książce doktor fizyki kwantowej, wykładowca, dziennikarz i pisarz w jednym – Michael Brooks. Autor w każdym z trzynastu rozdziałów porusza inną anomalię, która stanowi problem i wyzwanie dla współczesnej nauki. Najwięcej miejsca, zgodnie ze swoim wykształceniem, poświęca fizyce i badaniom wszechświata, ale interesuje się też między innymi gigantycznym wirusem, zjawiskiem śmierci i homeopatią. Książka została napisana tak, że nie trzeba jej czytać w całości, spokojnie można opuścić to, co wyda się nieinteresujące, chociaż nie warto. Każdy z poruszonych tematów poszerza horyzonty i każdy jest zwyczajnie ciekawy. Brooks traktuje świat nauki z dużym dystansem, co sprawia, że nie raz i nie dwa czytelnicy się uśmiechną podczas lektury. Humor i lekkość stylu sprawiają, że tekst czyta się nader łatwo – niestety jednak nie zawsze. Niemal w każdym rozdziale następuje taki moment, kiedy można się zgubić w gąszczu licznych nazwisk i mniej lub bardziej istotnych odkryć. Problem nie leży bynajmniej w zbyt naukowym języku – autor pisze zrozumiale, a wszystkie trudne pojęcia tłumaczy tak, aby mogli go zrozumieć także humaniści. Momentami zawodzi jednak tok narracji. Opowieść wciąga jak dobry kryminał, ale czasami brak jej widocznej – może tylko dla laika - logiki. Autor zmienia tematy, przeskakuje z wątku na wątek, nie zawsze ze zrozumiałych przyczyn. Zainteresowawszy danym zagadnieniem i wzbudziwszy chęć dogłębnego z nim zapoznania, gotów nagle skończyć rozdział. Na tylnej okładce znajduje się fragment recenzji Williama Leitha z Daily Telegraph,

z którym trudno się nie zgodzić: „każdy poczuje się mądrzejszy po jej przeczytaniu”. Po lekturze 13 rzeczy… czytelnik będzie bogatszy o wiedzę z wielu różnych dziedzin, ale przede wszystkim będzie wiedział, czego jeszcze nie odkryto i z czym nauka będzie musiała się uporać w najbliższych dziesięcioleciach. Anomalie, którymi zajmuje się Brooks, przez lata ignorowane przez uczonych już niedługo zmuszą ich do opracowania nowych teorii. Autor wierzy, że mimo tego, że „naukowcom niełatwo (...) przyznać, że utknęli”, to „stagnacja oznacza, że za chwilę dokona się wielki krok, a to, co pozornie nie ma sensu, może okazać się najważniejsze”. I może to my będziemy tego świadkami? *** Niestety, w książce znajduje się przynajmniej jeden błąd, najprawdopodobniej popełniony przez tłumacza. W rozdziale poświęconym zagadce życia, we fragmencie opisującym jedno z doświadczeń znajduje się takie oto zdanie: „Cząsteczki mydła zbudowane są z trójglicerydów, czyli po prostu z tłuszczu (...)”. Tymczasem mydło jest mieszaniną soli kwasów tłuszczowych. Różnica niewielka, sens wypowiedzi został zachowany, ale błąd pozostaje błędem. Niech będzie ostrzeżeniem, żeby nie traktować tej pozycji jak podręcznika.

71 | nr 15 styczeń 2012 r.


Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów Tomek Michniewicz

Tytuł: Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów Autor: Tomek Michniewicz Wydawnictwo: Otwarte 2011 Liczba stron: 380 Cena: 39,90 zł

Zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili, gdybyście stanęli przed szansą zdobycia bogactwa: ot tak, od ręki – trzeba byłoby tylko odrobinę zaryzykować, może nieco nagiąć prawo, mieć łut szczęścia. Czy oparlibyście się pokusie? Czy dotrzymalibyście umów? Czy perspektywa posiadania olbrzymich

sum nie zmieniłaby was, nie ukazała wewnętrznego demona? Tomek Michniewicz w Gorączce. W świecie poszukiwaczy skarbów opisuje ludzi, którzy właśnie czegoś takiego doświadczyli. Jedni pozostali sobą, inni stoczyli się na dno, nie potrafiąc opanować żądzy. Doświadczył tego również sam autor i zdał relację.

72 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

Warto zaznaczyć, że Michniewicz nie ogranicza definicji poszukiwacza skarbów wyłącznie do archetypicznego archeologa w zawadiackim kapeluszu, ale rozumie pod tym mianem każdego człowieka, który za swój cel obrał szybkie wzbogacenie się. Stąd też obok nurków przeszukujących podwodne wraki przedstawia górników z południa Afryki, tropiciela starych kopalń złota z Nowego Meksyku, ale także szulerów (i zwykłych hazardzistów) z Las Vegas, a nawet kłusowników i przemytników kości słoniowej z Afryki. Wszystkich tych ludzi łączy jedno: doświadczyli tytułowej gorączki, trudnej lub wręcz niemożliwej do opanowania żądzy, wizji bogactwa i chwały. Tylko nieliczni z nich faktycznie osiągnęli swój cel, większość spędziła lata na żmudnych poszukiwaniach i kolejnych rozczarowaniach. Jednakże wytrwałość i wiara w marzenia sprawiły, że niektórzy odnieśli sukces. Autor Samsary skrupulatnie relacjonuje emocje towarzyszące jednym i drugim, nieporównywalne z niczym innym drżenie serca na widok błysku złota w morskich odmętach czy rozbicia puli w kasynie. Gorączkę można podzielić na dwie części: pierwsza to wyprawa przez Stany Zjednoczone, w której raz po raz Michniewicz spotyka ludzi opanowanych przez (metaforyczną) żądzę złota… a przynajmniej takich, którzy co najmniej raz w życiu się z nią zetknęli. Druga część, stanowiąca sprawozdanie z wyprawy po południowo-wschodniej Afryce, jest znacznie bardziej podróżnicza, więcej miejsca poświęcone zostało krajom i panującym w nich realiom niż poszukiwaczom skarbów. Kontrast między obiema częściami jest tym wyraźniejszy,

że zestawione są dwa światy: Stany Zjednoczone, gdzie poszukiwanie skarbów może być wręcz traktowane jak fanaberia, oraz kraje afrykańskie, gdzie definicja bogactwa jest zupełnie inna. Szczególnie obraz życia mieszkańców RPA i sąsiednich państw jest przygnębiający. Przygody autor godne są najlepszej powieści awanturniczej. Oczywiście kluczowe miejsce zajmują poszukiwania skarbów, ale czasami – szczególnie w drugiej części powieści – spychane są na dalszy plan przez spotkania z interesującymi ludźmi, a nawet próby namierzenia i pochwycenia handlarzy kością słoniową. Wydarzeń, które opisuje Michniewicz, starczyłoby niektórym na niejedno życie, a przecież jest to zapis zaledwie dwóch wypraw. Nierzadko trudno uwierzyć, że opisywane sytuacje miały naprawdę miejsce, ale podróżnik ręczy, iż są w pełni prawdziwe, bez konfabulacji i koloryzowania. Michniewicz ma bardzo lekkie pióro. Choć po Gorączce nie należy spodziewać się literackich uniesień, to jednak sposób w jaki jest ona napisana sprawia, że ciężko się od niej oderwać. Dynamiczne opisy, liczne dialogi oraz ciekawa treść sprawiają, że kolejne kartki przewraca się błyskawicznie. Gdy do tego dodać liczne zdjęcia i dodatkowe informacje wzbogacające treść, to w efekcie otrzymujemy książkę ze wszech miar interesującą, szczególnie dla czytelników darzących sentymentem przygody Tomka Wilmowskiego. Michniewiczowi, w formie reportażu, udało się oddać ducha powieści Alfreda Szklarskiego. To chyba najlepsza rekomendacja, a jednocześnie wskazówka dla potencjalnych czytelników. 73

| nr 15 styczeń 2012 r.


Joker Scenariusz: Brian Azzarello Rysunki Lee Bermejo

Tytuł: Joker Scenariusz: Brian Azzarello Rysunki: Lee Bermejo Wydawnictwo: Egmont 2011 Ilość stron: 128

Nie ma co owijać w bawełnę – Joker jest świetny. Od początku do samiutkiego końca. Hicior, i tyle. Za oceanem ukazał się parę chwil po filmie Christophera Nolana Mroczny rycerz i, z racji graficznego podobieństwa obu Jokerów, został uznany bądź za swoistą kontynuację filmu, bądź za materiał promocyjny. U nas komiks

pojawił się po trzech latach i paradoksalnie to opóźnienie powinno mu się przysłużyć – film zdążył już się przetrawić i raczej nie zakłóci odbioru dzieła Azzarello i Bermejo. Oto przed nami brama szpitala psychiatrycznego w Arkham. Stoi w niej nikt inny, jak tylko elegant we fioletowym garniturze, wiecznie

74 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

uśmiechnięty świr. Joker wychodzi z Arkham Asylum i powraca, by po raz kolejny objąć władzę nad Gotham. Nie będzie to łatwe – kiedy Joker zniknął, kontrolę nad miastem objęli pomniejsi kryminaliści i gangsterzy. Króla Uśmiechu czeka długa droga na szczyt. Problem w tym, że Azzarello to porządny rzemieślnik. Tworzy niezłą historię o Jokerze i Batmanie, sprytnie wkłada ją w usta jednej z postaci drugiego planu. Ale to nadal tylko poprawna, wypracowana fabuła. Brak jej błysku prawdziwego geniuszu, brak tego, co uczyniło niegdyś Zabójczy żart najlepszym komiksem o Jokerze. Motywy, którymi kieruje się nasz ukochany przystojniak, są banalne i prostackie – kasa, zemsta, obsesja na punkcie Nietoperza. Nie mamy szans na zagłębienie się w psychikę bohaterów, głównie dlatego, że są płascy i jednowymiarowi. Kolejną rzeczą, jakiej można się przy Jokerze czepić to nasycenie kolorów. Polskie wydanie (jak to zwykle bywa) jest skopane – ciemne i brzydkie. Wystarczy wygooglać okładkę oryginału i spojrzeć na to, co wykonała rodzima drukarnia. W środku też nie jest najlepiej, po raz kolejny mamy „jakoś” zamiast

„jakość”. Zapewne większość czytelników, z racji nieznajomości amerykańskiego wydania, nie zorientuje się, że została wydymana, ale u co bardziej kumatych niesmak pozostaje. Mimo tych ewidentnych wad Joker jest świetny! Brak głębokiego rysu psychologicznego i banalna motywacja bohatera są zakryte świetnymi dialogami. Rewelacyjne są nowe wersje znanych przestępców 75

| nr 15 styczeń 2012 r.


– Croc to wielki, brutalny gangster z chorobą skóry. Pingwin jest obleśnym, odpychającym oszustem finansowym. Two-face jest szalonym bossem podziemia, paranoikiem, który nie wierzy sam sobie. Samo miasto, przestawione z wielkim rozmachem, to prawdziwe, mroczne Gotham, uwspółcześnione od czasów genialnej wizji Burtona, ale wciąż wierne komiksowemu kanonowi. Na dodatek, jak na historię z Batmanem, szczęśliwie mało tu Batmana i jego patosu. Nietoperz pojawia się dopiero w finale historii, żeby wszystko wyprostować i doprowadzić do pozytywnego zakończenia. Wizualnie (mimo wszystko) album to prawdziwa perła. Rysunki są naprawdę dobre, rewelacyjnie oddają sens opowieści. Postaci Jokera i jego gangsterów są niezwykle sugestywne i otwierają wiele pól do interpretacji. Wiele tu zmian kadrowania, niecodziennych ujęć i perspektyw. Bremejo zrobił kawał świetnej roboty, zasługuje na wielkie pochwały. Do tego jakość wydania – twarda oprawa, kredowy papier – palce lizać. Kto jeszcze nie ma, niech szybko biegnie do sklepu. Doświadczenie uczy, że perełki z Klubu Świata Komiksu zbyt długo nie szukają nabywców. Z pewnością Joker zniknie z oferty błyskawicznie i dołączy do białych kruków, którymi komiksowi spekulanci obracają na portalach aukcyjnych. 76 | nr 15 styczeń 2012 r.


77 | nr 15 styczeń 2012 r.


Kartki z pamiętnika młodej mężatki Magdalena Samozwaniec

Tytuł: Kartki z pamiętnika młodej mężatki Autor: Magdalena Samozwaniec Wydawnictwo: W.A.B. 2011 Liczba stron: 110 Cena: 29,90 zł Oprawa twarda

Czy kogoś mogą jeszcze zainteresować wydarzenia, które miały miejsce prawie dziewięćdziesiąt lat temu? Wydawnictwo W.A.B. uznało, że tak, i kilka miesięcy temu wznowiło Kartki z pamiętnika młodej mężatki Magdaleny Samozwaniec (znanej czytelnikom głównie jako autorka Na ustach grzechu, czyli parodii

Trędowatej, czy biograficznej Marii i Magdaleny). Ta niewielka objętościowo książeczka po raz pierwszy została napisana i opublikowana w 1926 roku. Nakład rozszedł się błyskawicznie i jeszcze w tym samym roku pojawiło się drugie wydanie, w którym – obok utworu tytułowego – znalazło się jeszcze opowiadanie

78 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

Trudności z doktorem. Ówczesną popularność dzieła da się łatwo wyjaśnić: Społeczeństwo potrzebowało jakieś reakcji na przewrót majowy, skomentowania tego, co się wydarzyło, a spod ironicznego pióra Samozwaniec ten komentarz wyszedł nie tylko trafny, ale i żartobliwy. Kartki z pamiętnika młodej mężatki to fragment fikcyjnego pamiętnika młodej Polki, mieszkającej we Francji i przebywającej z wizytą w Warszawie w maju 1926 roku, w przededniu i podczas przewrotu majowego. Naiwna Mimi nie rozumie rozgrywających się wydarzeń i tłumaczy własną niewiedzę pozostawaniem na stałe poza granicami kraju. Można jednak przypuszczać, że nie tylko osoby z zewnątrz miały trudności ze zorientowaniem się w tym, co się działo, i że również mieszkańcy stolicy w znakomitej większości nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, czego byli świadkami. Narratorka nie tylko opisuje zastaną w Warszawie sytuację polityczną, ale niemal co chwilę wyraża także zdziwienie i konfuzję, zaś pamiętnik – mimo lekkiej i momentami wręcz dziecinnej formy – odzwierciedla odczucia dużej części społeczeństwa oraz stanowi świetną satyrę na ówczesne wydarzenia. Choć zarówno od powstania utworu, jak i od opisywanych w nim faktów minęło już wiele lat, książkę czyta się dobrze i szybko, a niejeden czytelnik z pewnością doceni pisarskie umiejętności Samozwaniec, jej zmysł wnikliwej obserwacji i ponadczasowy humor. Autorce udało się przedstawić jedno z poważniejszych wydarzeń naszej historii bez grama patosu, za to z dużą dozą dowcipu i elementów komediowych. Rów-

nocześnie temat nie uległ przez to spłyceniu, a w treści Samozwaniec przemyciła wiele informacji nie tylko o wyglądzie samego przewrotu, ale i o mentalności polskiego społeczeństwa. W zależności od nastroju i podejścia utwór można traktować jako lekką humoreskę lub oryginalnie opowiedzianą lekcję historii. Na pochwałę zasługuje bardzo staranne wydanie. Tekst Kartek z pamiętnika młodej mężatki wzbogacony został licznymi czarno-białymi zdjęciami: część przedstawia autorkę, część Warszawę w maju 1926 roku. Jeśli zaś ktoś ma obawy, czy jego wiedza historyczna wystarczy do czerpania przyjemności z lektury i wyłapania wszystkich niuansów, może je porzucić. Jan Wróbel w Posłowiu w przystępny sposób przybliża historyczne tło i kulisy przewrotu majowego, a całość dopełnia szczegółowa Chronologia wypadków majowych w Warszawie. Do całości nijak nie pasuje za to króciutkie opowiadanie Trudności z doktorem. Samo w sobie jest oczywiście bardzo zabawne, ale jego umieszczenie w książce może wywołać pewną konsternację. Nie jest to jednak duża niedogodność i z pewnością nie przeszkodzi ona w docenieniu zarówno tekstu tytułowego utworu, jak i jego oprawy przygotowanej przez wydawcę.

79 | nr 15 styczeń 2012 r.


Krabat Otfried Preussler

Tytuł: Krabat Autor: Otfried Preussler Ilustrator: Katarzyna Bajerowicz Tłumacz: Krzysztof Radziwiłł, Janina Zeltzer Wydawnictwo: Bona 2011 Liczba stron: 350 Cena: 34,90 zł

Opowieść o uczniu, który prześciga swego mistrza umiejętnościami i staje z nim do pojedynku, aby odzyskać wolność, ma wiele wersji. Mogłoby się wydawać, że Otfried Preussler, sięgnąwszy po łużycką baśń o czeladniku maga, stworzy kolejną wariację na ten temat. Nic bardziej mylnego – na szczęście.

Czternastoletni sierota Krabat, błąkający się po Łużycach, żeby zarobić parę groszy, ma dziwne sny: słyszy w nich wezwanie, by zjawić się w młynie na Koźlim Brodzie. Miejsce otoczone jest złą sławą, gdyż gospodarzy w nim dziwny młynarz, który okazuje się potężnym czarnoksiężnikiem. Co wieczór zmienia swych

80 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

dwunastu czeladników w kruki i odczytuje im zaklęcia ze starej księgi. Mają w ten sposób uczyć się magii. W dzień chłopcy ciężko pracują przy mieleniu ziarna na mąkę, a od czasu do czasu Mistrz wysyła ich z jakimś zadaniem. Sztuką, którą wszyscy muszą opanować, jest zmienianie się w zwierzęta, sprzedawane następnie na pobliskich jarmarkach. Preussler pogłębia baśniową materię, nadaje fabule dodatkowe wymiary, aby stworzyć historię uniwersalną. Służy temu przede wszystkim skupienie się na głównym bohaterze. Krabat, zadowolony, że ma dach nad głową i obfitą, ciepłą strawę, początkowo nie bardzo rozumie, gdzie się znalazł i co się odbywa we młynie. Nie przeszkadza mu dzienna harówka, w jakiś tajemniczy sposób łagodzona, nie przeszkadza nocna nauka magii. Wkrótce jednak przez to syte znużenie zaczynają docierać do chłopaka niepokojące sygnały. Nocne wizyty tajemniczego gościa, dla którego uruchamia się nieczynny zwykle mlewnik, odłamki kości znajdowane w maszynie, dziwna pokora Mistrza wobec przybysza, mroczne rytuały w noc przed Wielkanocą. Podczas nocnego czuwania poznaje historię Tondy, jednego z uczniów, który kochał się w Urszuli. Wybranka zginęła, gdyż miłość nie jest tolerowana przez Mistrza. Przyjaźń z Tondą pomaga Krabatowi się odnaleźć w nowym otoczeniu, ale i otwiera mu oczy na wiele spraw – przede wszystkim na to, że magia, chociaż atrakcyjna, wymaga zaparcia się siebie, rezygnacji z przyjaźni i miłości. Krabat nie miałby nic przeciwko zostaniu najpotężniejszym czarnoksiężnikiem świata, ale niespodziewanie zakochuje się w wiejskiej

dziewczynie. To zaś grozi jemu samemu i ukochanej Kantorce śmiertelnym niebezpieczeństwem. Chłopiec, który niespostrzeżenie stał się młodym mężczyzną, musi przygotować się na pojedynek o wszystko – swoją wolność, prawo do miłości i, przede wszystkim, życie. Książka Preusslera jest pełna grozy, początkowo ledwo uświadamianej, odczuwanej podskórnie przez Krabata i czytelników. Podkreślają ją senne koszmary nawiedzające chłopaka (i czarno-biała oprawa graficzna, ze wszechobecnym motywem kruków). Wraz z bohaterem zgłębiamy mroczne sekrety starego młyna z jego duszną atmosferą, od której z rzadka można odetchnąć. Służą temu epizody ze sprzedażą na targu ucznia zamienionego w zwierzę czy też rozprawa z werbownikami, którym czeladnicy gotują niezwykłe przyjęcie. Żyjąc wśród lęku i ciągłej obserwacji, Krabat z ulgą wymyka się do lasu lub na łąkę, by z zieleni chłonąć siłę do czekającej go walki. Siły daje mu też miłość do Kantorki. Otfried Preussler udowodnił, że można przekuć ludową baśń w dzieło fantastyczne najwyższej próby. Krabat trzyma w napięciu do samego końca, nie brak w nim scen rodem z powieści grozy i magicznych popisów, ale równocześnie jest to historia o dojrzewaniu, przyjaźni i miłości, o walce dobra ze złem. Na wyróżnienie zasługuje wielkiej urody język, lekko nasycony gwarą, zapomnianymi terminami młynarskimi i wojskowymi. Młody bohater stanie się zapewne bliski swoim rówieśnikom, ale niekłamaną przyjemność z lektury będą też czerpać starsi czytelnicy. 81

| nr 15 styczeń 2012 r.


Czas zmierzchu Dmitry Glukhovsky

Tytuł:Czas zmierzchu Autor: Dmitry Glukhovsky Wydawnictwo: Insignis 2011 Liczba stron: 400

Bywa tak, że aktor wpada w pułapkę jednej roli. Z różnych powodów już na zawsze będzie utożsamiany z jedną i tylko jedną kreacją. Dla przykładu: bracia Mroczek nigdy nie zagrają Hamleta lub Romea (głównie dlatego, że są braćmi Mroczek), Mark Hamill pozostanie Lukiem Skywalkerem,

a Macaulay Culkin do końca życia będzie sam w domu. A teraz przytrafiło się to Dymitrijowi Głuchowskiemu, który chyba do końca świata będzie w Polsce sprzedawany jako autor Metra 2033. Jasne, to świetna książka i niewątpliwie zasługuje na wszystkie pozytywne oceny, jakimi się ją opatruje, ale na postapoka-

82 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

liptycznych wizjach Glukhovsky się nie kończy. Na szczęście krakowska oficyna Insignis zrobiła czytelnikom dobrze i wydała kolejną powieść rosyjskiego pisarza. Należy mieć nadzieję, że uda się jej zdjąć z Głuchowskiego brzemię, które nałożył sobie swym mocnym debiutem. Nowa powieść doskonale udowadnia, że wszelkie metki, jakimi opatrzono autora, należy wyrzucić do kosza. Nie ma w Czasie zmierzchu ani kawałka Metra, ani jednego powtórzonego wątku, postaci czy myśli. Jedyne, co łączy powieści, to zdecydowanie talent literacki autora i umiejętność tworzenia ciężkiej, dusznej atmosfery. Ciemno i zimno jest za oknem, kiedy Dymitr, tłumacz w okolicach trzydziestki (zupełnym zbiegiem okoliczności jego imię, wiek i profesja pokrywają się z danymi autora powieści), zasiada do przekładu pewnego starego tekstu – wspomnień hiszpańskiego oficera. Wydarzenia z życia głównego bohatera i opowieść o konkwistadorach penetrujących złowrogą dżunglę Jukatanu splatają się w niezwykłą historię, pełną dziwacznych i mistycznych wydarzeń. Autor doskonale radzi sobie z prowadzeniem dwutorowej fabuły, przeskoki z XVI do XXI wieku – i z powrotem – zawsze mają miejsce w najbardziej pasjonujących momentach. Cliffhanger goni tu cliffhangera, napięcie stopniowane jest z mistrzostwem godnym Hitchcocka. Czytelnik nieustannie staje się przedmiotem finezyjnej manipulacji, Głuchowski wtłacza weń nastroje i odczucia z łatwością kucharza, nadziewającego kaczkę jabłkami. Jak za pstryknięciem palcami zmienia się ton powieści, od dusznej, gorączkowej zgrozy przez ciemność zimnej

pustki moskiewskich ulic po ciepły krąg światła żółtej żarówki, z aromatem świeżo parzonej herbaty w tle. Zdecydowanie i z całą odpowiedzialnością należy stwierdzić, że jest to świetnie napisana powieść. Może znajdzie się ktoś, komu Czas zmierzchu nie przypadnie do gustu. Nie ma co winić takich odszczepieńców, wszak gust każdy ma własny. Największe szanse na to mają czytelnicy, którzy o lekturze tekstu decydują na podstawie okładkowych blurbów i marketingowych hasełek. Bo o czym informuje nas okładka? Ano, że to nowa powieść autora Metra (jak wiemy, Metra tu ani na lekarstwo), że to odpowiedź na Dana Browna (w takim razie również na Józefa Ignacego Kraszewskiego, w końcu powieść, jakby nie patrzeć, z historią w tle), że jeśli Głuchowski nie jest nowym Gogolem (skąd im się Gogol zaplątał – nie do rozszyfrowania), to na pewno jest rosyjskim Stephenem Kingiem (tylko dlatego, że to powieść grozy?). Nie od dziś wiadomo, że tylna strona okładki należy zwykle do upośledzonych intelektualnie marketingowców, ale tym razem karesy wołają o pomstę do nieba. Z prostego powodu – robią krzywdę świetnej książce. Rada jest prosta: brać Czas zmierzchu i czarnym sprejem zamalowywać tył okładki. W księgarniach, magazynach, bibliotekach i na straganach. Na wszelki wypadek w domowych egzemplarzach również. A poza tym – czytać Glukhovsky’ego koniecznie!

83 | nr 15 styczeń 2012 r.


Thorgal. Louve: Raissa Scenariusz: Yann le Pennetier Rysunki: Roman Surżenko

Thorgal. Louve: Raissa Scenariusz: Yann le Pennetier Rysunki: Roman Surżenko Wydawca: Egmont Polska Stron: 48 Format: A4, oprawa: miękka druk: kolorowy Cena: 22,99 zł

Gdy Jean Van Hamme ostatecznie porzucił pisanie scenariuszy do cyklu o Thorgalu, było oczywiste, że wydawnictwo Lombard nie uzna tego za znak od Boga i nie odetnie sobie źródła stałego dochodu. Grzegorz Rosiński zaprosił zatem do współpracy Yvesa Sente, z którym stworzyli świetną Zemstę hrabiego Skarbka.

Szybko okazało się, że nie wystarczy zmienić scenarzysty, by tchnąć w tytuł nowego ducha. Komiksy o Jolanie były klasycznym odcinaniem kuponów. Paradoksalnie, pierwszy tom serii pobocznej o barwnej Kriss de Valnor pokazał, że w zakurzonym cyklu drzemie jeszcze potencjał. Wy-

84 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

starczyło dać Sente nieco luzu i nowego rysownika, a efekty były przynajmniej obiecujące. To pozwalało żywić nadzieję, że powierzony duetowi Yann le Pennetier – Roman Surżenko drugi spin-off, z Louve, córką Thorgala w roli głównej, obroni się jako samodzielny projekt. Niestety na próżno. Już „późny” Van Hamme kręcił się w kółko, powielając kserówki swoich najlepszych pomysłów. Pennetier, być może naciskany przy wydawcę lub czuwającego nad wszystkim Rosińskiego, nawet nie próbuje udawać, że ma jakikolwiek autorski pomysł. Podczas gdy Thorgal znowu szwenda się po świecie (tym razem w poszukiwaniu nieślubnego syna), Louve i Aaricia przeżywają trudne chwile. W społeczności wikingów traktowane są jak obce, spotykają je liczne nieprzyjemności. Nic dziwnego, że co chwila wzdychają za Thorgalem, powtarzając jak mantrę; „Thorgalu, tak cię potrzebuję!”. Jest to o tyle irytujące, że Aaricia była swego czasu jedną z ciekawszych kobiecych postaci komiksowych, stanowiącą prawdziwą partnerkę dla swojego męża (np. w albumach Alinoe czy uważanym powszechnie za najlepszy – Wilczycy). O ile Jolan i Kriss de Valnor byli bohaterami ukształtowanymi, o tyle Louve była

niemalże czystą kartą (pomijając tom Arachnea). Niestety, jedyny pomysł na przygody rozumiejącej mowę zwierząt dziewczynki polega na skrzyżowaniu fabuł Gwiezdnego dziecka i Tarczy Thora. Resztę miejsca zajmują nawiązania do starych epizodów, które zapewne mają przypominać, że to wciąż uniwersum Thorgala. Jednakże prowadzenie akcji na plaży „gdzie znaleziono Thorgala” lub spotkanie z wilczycą, „której matka rodziła w jaskini razem z Aaricią” zalatuje telenowelowością na poziomie Mody na sukces. Brakuje tylko pomnika 85

| nr 15 styczeń 2012 r.


z napisem „Tutaj mały Thorgal po raz pierwszy strzelił z łuku”. Pomijając album o Kriss de Valnor, podstawowy problem z nowymi odsłonami Thorgala wciąż pozostaje ten sam – bohaterami komiksu są dzieci. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że autorzy nie potrafią pogodzić tradycyjnego dorosłego charakteru serii z tabu i ograniczeniami wynikającymi z nieletności pierwszoplanowych postaci. Niemal zupełna nietykalność cielesna bohaterów sprawia, że ich przygody nie budzą żywych emocji, są bezpłciowe i przewidywalne. Może Jolan i Louve po prostu muszą dorosnąć? Zanim do tego dojdzie, czytelnicy są skazani na jeszcze parę lat nudnych historyjek o dojrzewających dzieciakach, które w rzeczywistości po Harrym Potterze wydają się zupełnie nie przystawać do obecnej epoki. Aby nie pastwić się nad upadającymi legendami, oddajmy sprawiedliwość przynajmniej jednemu artyście. Roman Surżenko to już drugi rysownik, który musiał wejść w o kilka numerów za duże buty Grzegorza Rosińskiego. Stylistyka, w jakiej utrzymano Louve, odbiega od obecnego stylu Rosińskiego, który możemy podziwiać w głównej serii. Utrzymuje się jednak w tych realistycznych, malarskich ramach, będących wizytówką tytułu. Surżenko, jak

na zawodowca przystało, sumiennie wywiązał się z powierzonego zadania. Na niewiele się to zdało, gdyż marnej historii nic nie było w stanie uratować. Wygląda na to, że cień Rosińskiego mniej ciąży nowym twórcom rozwijającym uniwersum Thorgala niż bagaż kilkudziesięciu tomów, wśród których znalazło się przynajmniej kilkanaście wybitnych scenariuszy Jeana Van Hamme’a. W czasach kryzysu kruszec jest jednak w cenie, więc nikt nie uśmierci kury znoszącej złote jajka. Nawet jeśli ostatnio przeważnie wypadają jej zbuki. 86

| nr 15 styczeń 2012 r.


OcEnIaM FiLmY WyGrYwAm NaGrOdY 87

| nr 15 styczeń 2012 r.


Oficerowie i dżentelmeni. Życie prywatne i służbowe kawalerzystów Drugiej Rzeczypospolitej Piotr Jaźwiński

Tytuł: Oficerowie i dżentelmeni. Życie prywatne i służbowe kawalerzystów Drugiej Rzeczpospolitej Autor: Piotr Jaźwiński Wydawnictwo: Instytut wydawniczy Erica 2011 Liczba stron: 374 Cena: 39,90 zł

Wieniawa wjeżdżający na białym koniu do Adrii, słynne „skończyły się żarty, zaczęły się schody”, „chłopcy malowani, sami wybierani”, na których popatrują zza ściany niebogie dziewczęta. Najlepsza i najpiękniejsza kawaleria świata. Młodzi porucznicy stukający swoimi nieskazitelnymi oficerkami, z ukłonem proszący piękne

damy do mazura. Skojarzenia, które ciągną się za hasłem „kawalerzysta w sercach Polaków”, to zadziwiający kalejdoskop obrazów Kossaka, propagandowych bzdur z czasów PRL-u, nostalgicznych tęsknot za minioną epoką czy wreszcie dowcipów, anegdot, żurawiejek i pieśni wojskowych. W kraju, gdzie każdy przecież wie,

88 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

kto to był ułan, Piotr Jaźwiński pokusił się o stworzenie kompendium kawaleryjskiej II RP, będącego jednocześnie próbą weryfikacji mitu narodowego. Autor przybliżył nam etos formacji, podstawy jej tradycji i barw (w zdecydowanej większości wywodzących się z czasów Księstwa Warszawskiego), ale też kompetentnie przedstawił strukturę organizacyjną jednostek kawaleryjskich wraz ze zmianami w okresie międzywojnia. Dodał do tego ogromną ilość ciekawostek, podanych lekko i bez przytłaczania szczegółami. Przykładowo przytoczył przeciekawą, acz kuriozalną w obliczu nadchodzących wydarzeń września 1939 roku, dyskusję z „Przeglądu Kawaleryjskiego” o używaniu lancy w szarży i jej wyższości nad pistoletem. Jednak najsilniejszą stroną tego opracowania jest spojrzenie na korpus oficerski jako zjawisko społeczne i kulturowe. Poznajemy je zarówno od strony procesu szkolenia młodych kadr i zajęć służbowych, jak też obowiązków towarzyskich (nierzadko wymagających, bardziej uciążliwych niźli przyjemnych). Wszystko oparte o solidną pracę źródłową – pamiętniki, listy, dokumenty wewnętrzne. Sposób doboru materiałów narzucił książce siłą rzeczy styl gawędziarski, nasycony mniej lub bardziej frywolnymi anegdotami i opowiastkami. Nie mogło zabraknąć też pełnego zestawu pułkowych żurawiejek. Jednocześnie obraz, który się rysuje, jest pełen paradoksów. Jednostki zlepione z nieprzepadających za sobą oficerów dawnej armii carskiej i habsburskiej, borykające się z wieloma problemami organizacyjnymi i aprowizacyjnymi, a jednak tworzące sprawny mechanizm bojowy

o wysokim morale. Przy tym środowisko przekonane o swojej wyższości względem innych formacji i par excellence grupujące elitę kraju. Czuć przy tym, że autor jest nie tylko pasjonatem tematu, ale wręcz kocha kawalerię przedwojenną. Możliwe, że bez tego jego dzieło byłoby tylko zbiorem suchych zestawień. Jednak ten osobisty stosunek czasami rzutuje na prezentowany temat. Nieraz, analizując zapiski z epoki, autor dokonuje entuzjastycznych interpretacji mających świadczyć na korzyść różnych aspektów kawaleryjskiego życia i formacji, podczas gdy realnie oceniając, sądy te nie zawsze są uprawnione. Możemy jednak być mu wdzięczni za przybliżenie tego, kim właściwie był oficer kawalerii. Czy był tylko bon-vivantem i bawidamkiem pijącym po świt, czy raczej wcieleniem nieskazitelnej postawy patriotycznej? Dzięki tej książce każdy będzie mógł ocenić sam. Wydaje się jednak uprawnioną teza, że najwyższy egzamin bojowy ta formacja zdała świetnie. Przecież w czasie wojny obronnej jednostki kawalerii dokonywały cudów męstwa, niemożliwych bez swych doskonale wyćwiczonych i zaangażowanych oficerów. A wyrwy po przedwojennym korpusie oficerskim wojsko polskie nie odrobiło bo dziś dzień.

89 | nr 15 styczeń 2012 r.


Poczet królowych polskich Marcin Szczygielski

Tytuł: Poczet królowych polskich Autor: Marcin Szczygielski Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy „Latarnik” 2011 Stron: 524 Cena: 42,90 Oprawa twarda

Marcin Szczygielski jest dziś kojarzony przede wszystkim z polską literaturą mniejszości seksualnych. Czy słusznie? I tak, i nie. Powieściowy cykl Kroniki nierówności, który zapewnił mu ogromną popularność, w odważny sposób prezentuje problemy współczesnych osób homoseksualnych w polskim społeczeństwie.

Jednak Szczygielski ma w swoim dorobku również szereg innego rodzaju powieści, niepowiązanych bezpośrednio z nurtem literatury gejowskiej (na przykład chick litową dylogię Les Farfocles, książki przeznaczone dla młodzieży: Omega i Za niebieskimi drzwiami, a także horror Czarny młyn, czy nawet poradnik Kuchnia

90 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

na ciężkie czasy). Podejmowanie tak różnorodnej tematyki czy wchodzenie w ramy rozmaitych form powieściowych nie tylko chroni Szczygielskiego przed literackimi łatkami, ale pokazuje jego wszechstronność i talent pisarski. Potwierdzeniem tego talentu – a także sporym zaskoczeniem dla czytelnika – jest również Poczet królowych polskich. W tej powieści, jak to często u Szczygielskiego bywa, ścierają się ze sobą dwie osoby. Tym razem to ekscentryczna, tajemnicza staruszka z fascynującą przeszłością i Magda Król – jej wnuczka, współczesna kobieta sukcesu. Bohaterka poznaje swoją babkę zupełnie nieoczekiwanie: po śmierci matki przejmuje obowiązek odwiedzania starszej pani w domu opieki. Słuchając pełnej niejasności i tajemnic historii życia babki, niegdyś słynnej, zaginionej aktorki, Magda zastanawia się nad własnym pochodzeniem, stara się ogarnąć rodzinne sekrety, a także próbuje poukładać sobie na nowo życie. O ile wcześniejsze literackie dokonania Szczygielskiego dawały się łatwo przyporządkować pod względem gatunkowym, o tyle jego najnowsza powieść nie podlega tak łatwej klasyfikacji. Trudno wyrokować, czy Poczet królowych polskich stanowi fascynującą sagę rodzinną, czy też jest wariacją na temat alternatywnych losów Iny Benity (aktorki, która zginęła podczas II wojny światowej), czy wreszcie thrillerem psychologicznym. Powieść stanowi świetną realizację każdego z wymienionych gatunków. Szczygielski rzucając swoje bohaterki na tło współczesnych im czasów, dba o szczegóły (świat przedwojennego kina,

współczesny wyścig szczurów), co czyni te historie niezwykle barwnymi. Obie kobiety są postaciami pełnowymiarowymi, fascynującymi zarówno pod względem biograficznym, jak i psychologicznym. Ina podczas opowiadania testuje cierpliwość wnuczki (i czytelnika) niczym Szeherezada. Poczet królowych polskich – bez względu na swoje przypisanie gatunkowe – pozostaje po prostu dobrą, wciągającą książką. Poprzez tę powieść autor Berka po raz kolejny udowadnia, że nie jest pisarzem łatwo ulegającym schematom. Sprawdzenie swego pióra w nowej konwencji nie tylko świadczy o twórczej odwadze, ale również potwierdza talent Szczygielskiego, tym bardziej że wychodzi on z tej literackiej potyczki zwycięsko.

91 | nr 15 styczeń 2012 r.


Polter poleca

Rakietowe szlaki 3

Rakietowe szlaki 3 to już kolejna odsłona legendarnej serii fantastyki, reaktywowana przez Wojtka Sedeńkę oraz Lecha Jęczmyka. Pierwotnie koncentrowała się ona na wyborze najlepszych tekstów science fiction, a współcześni redaktorzy poszerzyli nieco te kryteria, co tylko dodało antologii dodatkowego smaku. Para-

doksalnie, większość tekstów w antologii ma charakter antropocentryczny, koncentruje się na człowieku, jego możliwościach i słabościach. Redaktorzy odeszli nieco od science fiction, wplatając do almanachu inne rodzaje fantastyki – i to się im udało, choć sporo opowiadań można by uznać za mainstreamowe.

92 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

Teksty zawarte w tym tomie, często zapożyczają z fantastyki naukowej jedynie scenografię: Shambleau Catherine L. Moore rozgrywa się w dalekiej przyszłości na odległej planecie, ale to reinterpretacja jednego z greckich mitów i opowieść o ludzkich namiętnościach. Powolne życie Michaela Swanwicka traktuje o eksploracji nowego świata, ale głównym wątkiem są zmiany społeczne i postępująca globalizacja. Natomiast Aleja Potępienia Rogera Zelaznego, której akcja dzieje się w postapokaliptycznej scenerii, to klasyczna, świetnie napisana historia wolnego jeźdźca (i złego człowieka) mającego szansę ocalić ludzkość. Nareszcie John Varley w Naciśnij Enter zastanawia się nad ciągle aktualnym problemem science fiction: czy Sztuczna Inteligencja może powstać samoistnie? Rozważa także postępującą, czasem przerażającą, globalizację, technicyzację oraz wszechmoc informatyki. Dzień przed rewolucją Ursuli K. Le Guin to tekst o podstarzałej anarchistce, spoglądającej i oceniającej, co stało się z ideami, które głosiła – potraktowana symbolicznie bohaterka pojmuje, że społeczeństwo tak naprawdę nie rozumie zmian ani jej przesłania. Gorzki i refleksyjny utwór. Ray Bradbury w Małym mordercy ukazuje w fascynujący i przerażający sposób to, że dziecko nie zawsze jest tym, na co wygląda. Przyspieszenie Michaela Bishopa przedstawia świat, w którym ludzie zostali, przez jakąś nieznaną siłę, losowo rozrzuceni po świecie i próbują odnaleźć na nowo swoje miejsce. Ten utwór próbuje dociec, co tak naprawdę nas określa, co świadczy o naszej tożsamości i jak wielka jest ludzka zdolność do adaptacji. U Clifforda D. Simaka w Grocie Tańczących Jeleni na warsztat wzięto kwestię nie-

śmiertelności i olbrzymiej samotności z jaką taki osobnik musi się stykać. Bardzo melancholijny tekst. Chyba najwszechstronniejszym opowiadaniem w antologii jest Umrzeć w Bangkoku Dana Simmonsa – traktuje o wojnie, miłości, przyjaźni, namiętnościach i o ludzkim spełnieniu, a wszystko to w orientalnej scenerii. Jednak najbardziej poruszającym i najlepszym tekstem w tych Rakietowych szlakach jest polski utwór – Kara większa Marka S. Huberatha – osadzony w klaustrofobicznej scenerii obozu koncentracyjnego, omawia kwestie m.in. aborcji, potępienia i zbawienia z odrobiną czarnego humoru. Niesamowita proza. W antologii znalazło się również kilka lżejszych opowiadań – Finn O’Donnevan w Bezgłośnych pistolecie kpi z nieustającego wyścigu zbrojeń, wierząc, że człowiek wróci kiedyś do korzeni. Kraina wielkich koni R. A. Lafferty’ego w humorystyczny sposób wyjaśnia genezę powstania Cyganów – świetny pomysł i dobre wykonanie. A Alan Dean Foster w Polacy to ludzie łagodni w przewrotny sposób ukazuje nasze państwo jako dominujące imperium, decydujące o kształcie całego świata – niech żyje monarchia konstytucyjna! Bez względu na przynależność gatunkową Rakietowe szlaki to kolejna odsłona świetnej prozy, zarówno językowo, jak i konceptualnie – wyraziste, zapadające teksty, z którymi powinien zapoznać się każdy fan fantastyki. A ci, którzy tego rodzaju literatury nie lubią, niech też spróbują poczytać – to najzwyczajniej w świecie dobra literatura. Bartek Łopatka Redaktor naczelny działu książkowego serwisu polter.pl 93

| nr 15 styczeń 2012 r.


Sorry Zoran Drvenkar

Tytuł: Sorry Autor: Zoran Drvenkar Tłumaczenie: Bartłomiej Szymkowski Wydawnictwo: TELBIT 2011 Liczba stron: 399 Cena: 39,90 zł

Zoran Drvenkar, niemiecki pisarz chorwackiego pochodzenia, debiutował w 1998 roku powieścią dla młodzieży Niemand so stark wie wir (Nikt tak silny, jak my). Od tamtego czasu jego pisarski dorobek sukcesywnie się powiększa, lecz na język polski zostało przetłumaczone dopiero Sorry, wydane w Niemczech w 2009 roku

i przeznaczone już dla dorosłego czytelnika. Angielskie słowo „sorry” stało się bardzo popularne, ale choć ludzie szafują nim na lewo i prawo, to zazwyczaj nie idzie za tym szczera chęć przeprosin, co oczywiście niemal zawsze dostrzega druga strona. Współczesny człowiek nie potrafi przepra-

94 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

szać; w związku z tym trudno też mówić o prawdziwym pojednaniu, przebaczeniu czy zwyczajnym zaprzestaniu gniewania się. Konflikty zostają jedynie przyklepane lub zamiecione pod dywan, by przy okazji porządków znów pobrudzić pozornie czyste relacje pomiędzy dwiema osobami. To bardzo delikatna i drażliwa sfera stosunków międzyludzkich, w zasadzie nienadająca się na przedmiot działalności biznesowej. A jednak znajduje się ktoś, kto z przepraszania potrafi uczynić całkiem dobry biznes – młody berlińczyk, który z trójką swoich przyjaciół zakłada firmę specjalizującą się w przepraszaniu za pieniądze. Trzeba przyznać, że są w tym dobrzy – zlecenia się mnożą, rachunek bankowy rośnie. Idylla zostaje jednak przerwana, gdy nowy klient zleca przeproszenie zamordowanej przez siebie kobiety. Jak się później okazuje, to nie koniec jego żądań. W przeciwieństwie do wielu innych thrillerów, gdzie pierwsze skrzypce grają głównie tajni agenci i których akcja rozgrywa się w świecie wielkiej polityki, fabuła utworu Drvenkara ogniskuje się na naprawdę zwykłych ludziach i ich problemach. Na pierwszym planie znajduje się oczywiście morderstwo, to na nim skupia się uwaga bohaterów i czytelników, ale im dalej w książkę, tym coraz silniejsze wrażenie, że to nie wątek sensacyjny jest tu najważniejszy. Wydaje się, że autor chciał poprzez swoją powieść zwrócić uwagę przede wszystkim na zagubienie i samotność współczesnego człowieka. Już sam pomysł stworzenia firmy przepraszającej za innych jest kuriozalny i choć w pierwszym momencie może śmieszyć, to uświadamia równocze-

śnie, że coś jest nie tak ze społeczeństwem, które traci zdolność przepraszania (i żałowania) za wyrządzone komuś przykrości. Ponadto bohaterowie utworu Drvenkara to młodzi ludzie, którzy nie do końca potrafią wkroczyć w dorosłość, miotają się między różnymi drogami, szukają tej właściwej, podejmują błędne decyzje i wciąż wracają do punktu wyjścia. Z pewnością niejeden czytelnik odnajdzie w tych postaciach część siebie. Ogromną zaletą Sorry jest jej świeżość – zarówno jeśli chodzi o pomysł, jak i wykonanie. Pisarz bawi się formą i do wielowarstwowej zagadki dodaje kilku narratorów i przeskoki w czasie. Dzięki temu czytelnik z jednej strony wciąga się w powieść, a z drugiej może samodzielnie próbować znaleźć rozwiązanie – jeśli się uważnie wczytać, dostrzec można subtelne wskazówki pozostawiane przez autora. Ilość wątków nieco przytłacza na początku, ale z czasem wszystko zaczyna się układać w logiczną, bardzo dobrze napisaną całość. Po książkę zdecydowanie warto sięgnąć – przyjemność z lektury odniosą zarówno miłośnicy sensacji, jak i tematyki obyczajowej. Równocześnie pozostaje mieć nadzieję, że autorowi nie zabraknie podobnie oryginalnych pomysłów na kolejne książki i zostaną one przetłumaczone na język polski.

95 | nr 15 styczeń 2012 r.


Strażnik kłamstw Steve Martini

Tytuł: Strażnik kłamstw Autor: Steve Martini Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś Wydawnictwo: Sonia Draga 2011 Liczba stron: 496 Cena: 36,00 zł

Wszyscy miłośnicy dobrej sensacji powinni teraz głęboko wstrzymać oddech. Oto przed Wami kolejna na naszym rynku książka Steve’a Martiniego, jednego z najbardziej poczytnych autorów thrillerów prawniczych. Dzieła tego guru sensacji utrzymują się na listach bestsellerów przez długie tygodnie i sprzedają się w ogrom-

nych nakładach. Nic dziwnego, skoro pomimo wieloletniej obecności na rynku wydawniczym jego książki nie przestają zaskakiwać i wciąż mają wiele do zaproponowania nie tylko koneserom gatunku. Martini zasłynął swoim debiutanckim dziełem z 1992 roku – Niezbity dowód, w którym powołał do życia amerykańskiego

96 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

prawnika Paula Madrianiego. Do tej postaci autor powraca w Strażniku kłamstw – dziesiątym już tomie o jego przygodach. Warto zaznaczyć, że to dziewiąta książka z tej serii wydana po polsku, jednak dziesiąta w kolejności (polski czytelnik wciąż czeka na przetłumaczenie tomu dziewiątego – Shadows of Power). „W czasie wojny prawda jest tak cenna, że zawsze powinien chronić jej strażnik kłamstw” – ten cytat Winstona Churchilla rozpoczyna powieść Martina i jednocześnie rozwija jej tytuł. Właśnie wokół wojennych tajemnic i pozostałości dawnych konfliktów kręci się fabuła powieści. A dzieje się tu naprawdę wiele: mamy brawurowe morderstwo już na pierwszych stronach powieści, wątek terrorystyczny i uciekinierów z więzienia Guantanamo, rosyjskiego oficera żyjącego dawnymi czasami oraz zaginioną broń jądrową z czasów kryzysu rakietowego. Słowem, prawdziwie wybuchowa mieszanka. Autor nie pozwala odetchnąć czytelnikowi nawet na chwilę, praktycznie od pierwszych minut lektury wciągając w wir intryg wielkiej polityki, szpiegowskich rozgrywek i zmagań terrorystów. Wszyscy znamy już nieco ograny motyw wielkich Stanów Zjednoczonych, które stają w obliczu zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. Tak też jest i tym razem, jednak w żadnym wypadku nie można posądzać Martiniego o wtórność. Gdzie więc w tym całym galimatiasie miejsce dla prawnika? Madriani podejmuje się obrony młodej latynoskiej dziewczyny, która zostaje oskarżona o popełnienie morderstwa. Szybko się jednak okazuje, że prawnik wpakował się w prawdziwą kabałę, z której nie będzie

mu łatwo się wydostać. Wraz z przyszłością Ameryki, na włosku bowiem wisieć będzie również życie głównego bohatera. Niemal pięćset stron powieści wypełnionych jest akcją po same brzegi. Autor jest prawdziwym mistrzem, który potrafi zręcznie lawirować pomiędzy opisami galopującego śledztwa, krwawych porachunków karteli narkotykowych w krajach Ameryki Łacińskiej i szpiegowskiej rozgrywki na szczytach tajnych agencji rządu amerykańskiego. Co więcej, nie sposób znaleźć luki w misternie utkanej pajęczynie tajemnic i zwrotów akcji, a śledzenie zmagań prawnika i prokuratora jest równie pasjonujące jak rozpaczliwe poszukiwanie zaginionej, tykającej bomby atomowej. Miłośnikom tego typu prozy nie trzeba polecać Steve’a Martiniego – wszak stawiany on jest na równi z Johnem Grishamem. Można się jednak zastanawiać, czy tasiemcowy cykl powieści o Paulu Madrianim jest w stanie utrzymać stale wysoki poziom. W tym miejscu wszelkie wątpliwości powinny zostać rozwiane – Strażnik kłamstw to po prostu lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników powieści sensacyjnej i dobrej lektury.

97 | nr 15 styczeń 2012 r.


Przenośne drzwi

Śniło ci się

Tom Holt

Tom Holt

Ziemia, powietrze, ogień i... budyń Tytuł: Przenośne drzwi Autor: Tom Holt Tłumacz: Tomasz Wilusz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2009 Liczba stron: 320 Cena: 29,90 zł Tytuł: Śniło ci się Autor: Tom Holt Tłumacz: Tomasz Wilusz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2010 Liczba stron: 392 Cena: 34 zł Tytuł: Ziemia, powietrze, ogień i... budyń Autor: Tom Holt Tłumacz: Tomasz Wilusz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011 Liczba stron: 410 Cena: 35 zł

Tom Holt Paul Carpenter jest nieudacznikiem, a mimo to niespodziewanie dostaje pracę w szanowanej firmie z tradycjami. Co prawda, pojęcia nie ma, czym ta się zajmuje ani co on sam mógłby w niej robić, ale jeść trzeba, rodzice odcięli pępowinę i wynieśli się na Florydę, by pędzić słodki żywot emerytów pod palmami. Paul zaczyna biurową egzystencję od porządkowania jakichś niezrozumiałych papierów, od których ma ataki ziewania. I tylko ukradkowe spojrzenia na koleżankę

z pokoju ratują go od śmierci z nudów. Fajtłapę wykorzystuje się jako bohatera powieści w dwóch wypadkach: gdy chce się podbudować samopoczucie czytelnika i pokazać mu, że inni mają gorzej, nieustannie ślizgając się na skórkach od bananów, albo gdy niezdara ma odkryć w sobie nieznane talenty i moce, w efekcie czego przekształcić się w superbohatera. No, może po prostu w bohatera. Tom Holt wybrał ten drugi wariant i Carpenter w pierwszym tomie cyklu,

98 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

Przenośnych drzwiach, odkrywa po pierwsze tajemnice firmy J. W. Wells & Co, a po drugie wykazuje uzdolnienia w tak egzotycznych dziedzinach jak wyszukiwanie złóż boksytów na fotografiach lotniczych. Niemalże mimochodem udaje mu się zdjąć zaklęcie z jednego ze wspólników firmy, uwolnić z magicznej pułapki dwóch mężczyzn i zakochać ze wzajemnością w Sophie, koleżance z pokoju. Śniło ci się to kontynuacja biurowych przygód Paula. Po okresie sielanki Sophie znienacka przenosi się do hollywoodzkiej filii biura (przy okazji zrywając ich związek), Carpenter trafia na praktyki do działu zwalczania szkodników (co oznacza między innymi smoki), a równocześnie musi pomagać w kasie, co wiąże się z wizytami w niepokojącym Banku Umarłych. Powoli się przyzwyczaja, mniej drażnią go już nawet umizgi matki jednego z szefów, ciężarnej goblinicy. Niepokój budzi jedynie hrabina Judy di Castel’Bianco, odpowiedzialna za kontakty z show-biznesem. Niepokój jest podskórny i wiąże się być może z dziwnymi snami, jakie coraz częściej przytrafiają się Paulowi. Z każdą stroną jednak napięcie rośnie i Carpenter znienacka zmuszony jest robić rzeczy, które wcale mu się nie podobają, ale które robić musi. Po trosze walcząc z losem, a po trosze się mu poddając, staje do walki z inwazją elfów na nasz świat. Holt wykorzystuje schematy z powieści gatunku heroic fantasy w jednym celu – by je wykpić. Jednym z pierwszych osiągnięć bohatera w dziedzinie zwalczania szkodników jest zabicie wiwerny, na której przypadkiem siada. W książce widać też wyraźnie wpływy Terry’ego Pratchetta – przede wszystkim realia świata elfów są jakby żywcem przeniesione z Panów i dam, choć mocno przerysowane. Styl pisarski i humor również przypominają Świat Dysku,

jednak też są bardziej karykaturą niż naśladownictwem. W każdym razie mamy do czynienia ze sprawnie napisaną, humorystyczną powieścią, od której trudno się oderwać. Nie każdemu mogą się podobać pokrętne, intertekstualne dialogi z karkołomnymi porównaniami i kwiecistymi wyrażeniami, z pewnością jednak znajdą swoich wielbicieli. Równocześnie mogą podnieść się głosy niesmaku z powodu tak ewidentnego igrania z pierwowzorem. Gorzej jest z Ziemią, powietrzem, ogniem i... budyniem, gdyż powieściowa materia jest grząska i lepka niczym tytułowy budyń, magiczny wynalazek firmy J. W. Wells & Co, piąty żywioł wszechświata. Wraz z Paulem z bliżej niesprecyzowanych powodów błąkamy się po różnych wymiarach, obserwujemy coraz większą dezorientację bohatera i wraz z nim też czujemy się zdezorientowani. Carpenter kontynuuje praktyki w kolejnym dziale, wykonuje na pozór nonsensowne polecenia, z Sophie nieszczególnie mu się układa i jeszcze na dodatek co chwila ktoś go zabija, a wizyty w krainie umarłych nie należą przecież do przyjemności. Akcja ciągnie się niemiłosiernie i utrzymanie orientacji w wydarzeniach wymaga sporego skupienia. Nawet kiedy wydaje się, że nastąpił finał i z grubsza wyjaśnia się powód międzywymiarowego zamieszania, autor serwuje nam przeraźliwie długie i detaliczne wyjaśnienie wszystkich niuansów fabuły. To zdecydowanie najmniej udany z wydanych dotąd po polsku tomów, jego zakończenie jednak pozostawia Paula w momencie interesującym z punktu widzenia dalszego rozwoju cyklu. Na kontynuację warto czekać, gdyż może wnieść coś nowego do zgranego schematu biurowych przygód Carpentera. 99

| nr 15 styczeń 2012 r.


Uwikłanie Zygmunt Miłoszewski

Tytuł: Uwikłanie Autor: Zygmunt Miłoszewski Wydawnictwo: W.A.B. 2011 Liczba stron: 323 Cena: 36,90 zł

Zygmunt Miłoszewski należy do tych pisarzy, którzy zyskali status międzynarodowej literackiej gwiazdy. Jego książki zostały przetłumaczone na języki: ukraiński, niemiecki, niderlandzki i angielski, przygotowane są przekłady na chorwacki, czeski i rosyjski, a powieściowy debiut – horror Domofon – niebawem doczeka się ekranizacji. Jednak za najlepszą książkę

Miłoszewskiego uznaje się Uwikłanie – thriller, który został przeniesiony na kinowy ekran z udziałem takich sław jak Maja Ostaszewska, Danuta Stenka, Olgierd Łukaszewicz, Andrzej Seweryn czy Krzysztof Globisz. Warszawski prokurator Teodor Szacki prowadzi śledztwo w sprawie makabrycznego morderstwa. Henryka Telaka, pacjenta poddanego kontro-

100 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

wersyjnej terapii ustawień, znaleziono z rożnem wbitym w oko. Czy jego nagła śmierć mogła mieć związek z silnymi, destruktywnymi emocjami, jakie wytworzyły się w trakcie trwania terapii u pozostałych pacjentów? Szacki, zagłębiając się w tę zagmatwaną sprawę, odkrywa, że jej korzenie sięgają wiele lat wstecz… Miłoszowskiemu trudno odmówić talentu, być może dlatego, że umiejętnie wzoruje się na mistrzach gatunku. W Uwikłaniu zwraca uwagę oryginalny pomysł i zagmatwana intryga rodem z najlepszych powieści Agathy Christie. Mnożą się tropy, poszlaki prowadzą donikąd, świadkowie ukrywają prawdę, a czytelnikowi trudno się oderwać. Wszystko (jak to w dobrych kryminałach) wyjaśnia się dopiero na ostatnich stronach, a samo zakończenie jest naprawdę zaskakujące. Ponadto ta powieść zasługuje na uwagę również przez sposób odwzorowania rzeczywistości: szczegółowo opisana Warszawa stanowi doskonałe dopełnienie dla Uwikłania. To miasto – mroczne, nieprzyjazne i pełne brudnych tajemnic – staje się właściwie symbolem całej Polski, skłóconej, ogarniętej chaosem, pełnej absurdów (co symbolizują streszczenia wiadomości, otwierające każdy rozdział). Sposób kreacji miejsca akcji, jak i postaci niezłomnego, choć obarczonego własnymi problemami detektywa (w tym przypadku prokuratora) jest charakterystyczny dla czarnych kryminałów Chandlera, i to nawiązanie świetnie się Miłoszowskiemu udaje. Uwikłanie pozostaje również bardzo dobre pod względem technicznym – autor stopniuje napięcie, nie pozwala sobie na zbędne dłużyzny (nawet liczne opisy stolicy wydają się

zasadne, nie rozbijają suspensu), a oprócz tego nie uderza w czytelnika nadmiarem frenetycznych scen, skupiając się raczej na kreacji odpowiedniej atmosfery i umiejętnym obrazowaniu emocji bohaterów. Niestety, nie udało się uniknąć wszystkich pułapek czyhających na autorów powieści sensacyjnych. Obarczenie Szackiego problemami niepowiązanymi ze śledztwem było dobrym posunięciem, bo uwiarygodniało tę postać. Natomiast wprowadzenie wątku romansowego nie tylko stanowi zbędne nadużycie wobec konwencji, ale zwyczajnie psuje całość. Flirt pomiędzy Szackim a dziennikarką Moniką, jakkolwiek powiązany z osobistymi problemami prokuratora, niepotrzebnie zaburza, a nawet trywializuje akcję i znacznie obniża poziom, również pod kątem czysto literackim. Monika jest bohaterką bezbarwną i – co chyba nie było zamierzone – dość infantylną, a jej obecności nie da się wytłumaczyć kryminalną intrygą, gdyż kobieta prawie się nie angażuje w dochodzenie. Osobną kwestią pozostaje samo trzecie wydanie Uwikłania, będące ukłonem w stronę głośnej ekranizacji. Nie od dziś wiadomo, że książki opatrzone filmową okładką sprzedają się lepiej, również w tym przypadku postaci Danuty Stenki czy Andrzeja Seweryna mogą stanowić pewną zachętę dla czytelnika. Natomiast de facto książka reklamuje film, który odbiegł tak daleko od pierwowzoru, że głównemu bohaterowi zmieniono płeć – i jest to w gruncie rzeczy komiczna wpadka wydawnicza. Jednak nie oceniajmy książki po okładce. Uwikłanie (pomimo nielicznych niedociągnięć) stanowi bardzo dobry kryminał, po który warto sięgnąć. 101

| nr 15 styczeń 2012 r.


Wezwanie Ziemi Orson Scott Card

Tytuł: Wezwanie Ziemi Autor: Orson Scott Card Tłumaczenie: Edward Szmigiel Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2011 Liczba stron: 281 Cena: 32 zł

Religia ma ogromne znaczenie w życiu milionów ludzi. Także pisarzy, w tym niewątpliwie zaś Orsona Scotta Carda. Od dzieciństwa członek Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (którego członków powszechniej nazywa się Mormonami), swoją religijność niejednokrotnie przemycał w różny

sposób w swoich powieściach, z nie mniej różnym skutkiem. Wezwanie Ziemi jest drugim tomem pięcioksięgowego cyklu Powrót do domu, stworzonego przez Carda w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, bezpośrednią kontynuacją jego pierwszej części – Pamięci Ziemi. Wezwanie... podejmuje losy

102 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

w większości tych samych bohaterów, mieszkańców planety Harmonia, która została ponad czterdzieści milionów lat wcześniej skolonizowana przez osadników ze zniszczonej przez samą ludzkość Ziemi. Aby uniknąć bolesnej powtórki, założyciele kolonii wyposażyli ją w obdarzoną sztuczną inteligencją Nadduszę monitorującą za pomocą systemu satelitów rozwój cywilizacji Harmonii, żeby nie dopuścić do wynalezienia technologii, które umożliwiłyby prowadzenie wojen globalnych, zagrażających swą skalą populacji. Z powodów opisanych w pierwszym tomie cyklu, bez którego znajomości nie ma po co rozpoczynać czytania recenzowanej pozycji, system ten po czterdziestu milionach lat działa nieco mniej sprawnie. Bohaterowie Wezwania... otrzymują od Nadduszy informacje, polecenia, a czasem nawet zakazy, zmierzające do tego, by wspólnie zrealizować jej zamiary. Rzecz jasna, różnie się do tychże poleceń i zakazów odnoszą. Ich dylematy i różnice w zapatrywaniach na plany Nadduszy, konflikty i ich rozstrzyganie są osią fabuły. Cała zaś akcja sprowadza się do wielkiej zbiorowej przypowieści o ludziach poddawanych testom – ambicji, lojalności, miłości, wreszcie wiary. Tu na jaw wychodzi największa słabość książki, wynikająca z odgórnego założenia całego cyklu. Jest on bowiem ni mniej, ni więcej, tylko fabularną, fantastyczną wariacją na temat Księgi Nefiego (pierwszej z wielu części Księgi Mormona), świętej księgi kościoła, do którego należy Card, na równi z Biblią stanowiącej źródło wiary Mormonów. Stąd charakter fabuły Wezwania..., będącego po prostu parafrazą opowieści o testach, jakim

„Pan” poddaje swych wybrańców, jak oni z tych testów wychodzą, wreszcie jak, chcąc czy nie chcąc, spełniają w końcu „Jego” wolę. Bohaterowie w zasadzie nie mają nic do powiedzenia. Jedyne, co od nich zależy, to jak będą się czuli z narzuconym im losem i jak go przyjmą. Akcja i tak potoczy się wedle woli lokalnego demiurga. Choć – i to trzeba przyznać – nie tylko niego. Nie znaczy to, że zabrakło w książce miejsca dla typowych dla autora rozważań o moralnej kondycji człowieka, poprowadzonych we frapujący sposób, który stał się już wizytówką Carda, a zmuszający do pytań stawianych samemu sobie. I styl, i język są nienaganne, uprzyjemniają lekturę i wydatnie pomagają we wciągnięciu się w akcję i przemyślenia bohaterów. Pozwalają przełknąć jednowymiarową fabułę i mimo tego czytać z przyjemnością. Wiele książek powstało pod wpływem religijnych przemyśleń ich autorów. Wiele znaczących dzieł i arcydzieł podejmowało w mniej lub bardziej alegoryczny sposób kwestie będące przedmiotem świętych ksiąg wiary różnych religii, co nierzadko wychodziło im na dobre. Porównując Wezwanie... nawet z innymi pozycjami tego samego autora, wydaje się jednak, że w tym akurat przypadku niestety pomysł nie okazał się najlepszy. Nieco mniej dosłowne odnoszenie się do własnych przekonań w innych książkach wychodziło mu znacznie lepiej.

103 | nr 15 styczeń 2012 r.


Zemsta jest kobietą

Tytuł: Zemsta jest kobietą Autor: Szymon Bogacz, Anna Dominiczak, Grzegorz Filip, Przemek Gulda, Marcin Kowalczyk, Daniel Koziarski, Marta Marchow, Matylda Puchacz, Sylwia Skorstad, Dorota Stachura, Michał P. Urbaniak, Aleksandra Żurek (red. Jan i Janina Koźbiel) Wydawnictwo: JanKa 2011 Liczba stron: 288 Cena: 31,50 zł

Zemsta jest kobietą… Na konkurs pod tym hasłem napłynęło blisko sto pięćdziesiąt opowiadań, które miały odpowiedzieć na podświadomie wyłaniające się z tematu pytanie, czy zemsta w wydaniu kobiecym jest czymś innym niż ta dokonywana przez mężczyzn, a może jest wyłącznie damską specjalnością? Na zdrowy

rozsądek należałoby się spodziewać, że panowie będą się chcieli literacko odegrać na płci przeciwnej, przypisując jej szczególną mściwość, zaś panie będą dowodziły, że jeśli nawet, czynią to przynajmniej z większą subtelnością. Nie trzeba dużej przenikliwości, by odgadnąć, że takie założenie okaże się jednak nie do końca prawdziwe.

104 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

Kristin z Nagiej Szymona Bogacza, Zelda z Granicy starości Marcina Kowalczyka i bezimienna przestępczyni z Prywatnego aktu oskarżenia Daniela Koziarskiego to w rzeczy samej istne demony mściwości; zaaranżowane przez nie akty zemsty, gdyby w ogóle można było przyjąć ich realność (w co w przypadku dwóch ostatnich opowiadań można poważnie powątpiewać, zważywszy na sarkastyczny ton narracji), kwalifikowałyby się hurtem do podręcznika psychopatologii. Ale już w Przyjaciołach Michała Urbaniaka rzecz nie wygląda tak prosto: tutaj do zemsty dąży i Biceps, i Andżela, a na ostateczny efekt tych zmagań rzutuje tylko fakt, że trzecia osoba wmieszana w sprawę ma osobowość bardziej skrzywioną, niż oboje mścicieli in spe. A w przypadku bohaterek Dziennika Julii Grzegorza Filipa i Stu dni lata Przemka Guldy trudno w ogóle mówić o zemście. Celina, niedoceniana artystka, nie ma przecież najmniejszego zamiaru odgrywać się na swoich bliskich, bo ci hołubią ją bez względu na to, czy odnosi sukces, czy nie – ona po prostu chce wykorzystać swoje pięć minut; to tylko egoizm i krótkowzroczność, nie mściwość… Anonimowa dziewczyna z opowiadania Guldy to już właściwie przeciwny biegun: gdzież temu nieszczęśliwemu stworzeniu, na chwilę tylko wyrwanemu ze szponów depresji, do demonicznej Nemezis...? Podobnie rzecz się ma z Marią z Seweryna Aleksandry Żurek i Joanną z Malarza Anny Dominiczak: jedna rozlicza się z przeszłością – raczej w ramach autoterapii niż zemsty na nieżyjącym od dawna mężu – druga zaś próbuje sobie zadośćuczynić za stratę matki i samotność u boku mężczyzny poślubionego głównie z rozsądku.

Najbliższe naszej definicji wyrafinowanej zemsty są sytuacje opisane w Primadonnie Marty Marchow, gdzie geneza problemu tkwi w patologicznej relacji mistrz – uczeń, oraz w Mgle Matyldy Puchacz (zdradzenie tu fabuły tego króciutkiego, lecz wstrząsającego tekstu, znacznie osłabiłoby wrażenie, niech więc pozostanie tajemnicą). I choć jako ostatecznego podsumowania można by użyć cytatu z Oczu wieprza, gorzkiego, demaskatorskiego opowiadania Doroty Stachury: „Zemsta jest jak kobieta. Czasem z klasą, subtelna, a czasem prostacka, rodem z magla”, prawda jest znacznie bardziej skomplikowana. I ciekawsza. Zemsta to tylko jeden z przejawów trwałych lub przejściowych chorób osobowości, jakich całkiem udany zarys przedstawia nam jedenaścioro spośród dwanaściorga autorów (najsłabszy w całej antologii, choć technicznie niezły, Dzień, którego nie było Sylwii Skorstad – gatunkowo balansujący na pograniczu SF i horroru – niczego podobnego nie zawiera, a jego przesłanie pozostaje zagadką). A siedmioro z nich zasługuje na dodatkowe wyróżnienia: Dominiczak, Filip, Gulda, Stachura i Żurek za świetne kreacje psychologiczne postaci, Urbaniak za sprawne balansowanie na granicy między fascynacją i obrzydzeniem przy portretowaniu swoich młodocianych bohaterów, Puchacz za umiejętność wyrażenia ogromnej dawki emocji przy oszczędnym gospodarowaniu słowami. Czy rzeczywiście Zemsta jest kobietą, czy nie, pomysł wydania antologii to strzał w dziesiątkę; dzięki niej czytelnik zapamięta nazwiska młodych prozaików, za których twórczością warto się będzie w przyszłości rozejrzeć. 105

| nr 15 styczeń 2012 r.


1Q84, tom 3 Haruki Murakami

Tytuł: 1Q84, tom 3 Autor: Haruki Murakami Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott Wydawnictwo: Muza 2011 Liczba stron: 510 Cena: 44,99 zł

Bez wątpienia trzeci, ostatni już tom „dzieła życia” Murakamiego był jedną z najbardziej wyczekiwanych premier wydawniczych roku 2011. Czytelnicy, pozostawieni w stanie nieokreślonego napięcia po lekturze drugiej części 1Q84, czuli, że oto w literaturze dzieje się coś wielkiego, że powstaje świeża i niebanalna

powieść na miarę XXI wieku. Zuchwały pogląd, że jest to arcydzieło, które można co najwyżej doszlifować i w ostatnim tomie wznieść się na wyżyny geniuszu, zostaje jednak brutalnie obalony. Na początku lektury cieszy wzbogacenie formy powieści – między znane historie Tengo i Aomame

106 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

autor wplata nowego bohatera. Samotny Ushikawa, były prawnik będący na bakier z prawem, pojawił się już w drugim tomie, jednak jego wątek wydawał się mało istotny i urwał się, zanim zdążył na dobre się rozwinąć. Tu wnosi powiew świeżości, stwarza szansę na kolejny zaskakujący zwrot akcji, ale i zmusza do zastanowienia. Po co ten zabieg? Otóż – nie wiadomo. Trzeba przyznać, że Murakami pisze po prostu pięknie w sensie czysto technicznym, jego styl, dobór słów i sposób opisywania rzeczywistości zachowują wszystkie swoje najlepsze, iście mistrzowskie cechy znane z poprzednich publikacji (ukłony dla tłumaczki, która potrafi świetnie oddać wszystkie walory jego literackiego języka). Niestety, choć przykro to mówić, wydaje się, że tym razem pisze o niczym. Pochłonięty lekturą czytelnik, meandrując w krętym potoku kolejnych wątków, tajemnic, zagadek, czeka na ich rozwiązanie i ma nadzieję, że okaże się ono prawdziwą wisienką na torcie. Niesamowite, jak kilka, zdaje się, nie do końca przemyślanych, błahych i jakby zaczerpniętych wprost z hollywoodzkiej szkoły happy endu rozdziałów potrafi zepsuć więcej niż dobre wrażenie budowane przez niemal tysiąc czterysta stron powieści. Można odnieść wrażenie, że Murakamiego przerosła jego własna wizja, że przeraził go geniusz własnego dzieła i mimo szczerych chęci nie był w stanie go udźwignąć. Wszak pomysł był świetny: koronkowo opisana alternatywna rzeczywistość z dwoma księżycami, niebanalna historia miłosna dwójki fascynujących bohaterów, wszystko to utrzymane w atmosferze grozy i tajemnicy wprowadzanej przez tajemniczych Little

People... A jednak wydaje się, że nie był t o t a l n y , nie spełnił najważniejszego z wymagań stawianych z reguły utworom kreującym nowe światy – miał dziury. Kilka jego zasadniczych elementów pozostało niewyjaśnionych i można by to tłumaczyć celowym niedopowiedzeniem, pozostawieniem czytelnikom otwartej możliwości interpretacji, gdyby nie dziwne wrażenie, że autor dokądś się spieszy. „Kiedy zrobi się widno, odejdziesz stąd. Zanim wyjście zostanie zablokowane” – mówi do Tengo pozornie nieznacząca dla biegu wydarzeń pielęgniarka Kumi Adachi. Może Murakami pisząc obawiał się nadchodzącego świtu i zablokowania wyjścia (czytaj: nieubłaganego terminu narzuconego przez wydawcę)? I jeszcze jedna sprawa, choć drobna, to jednak momentami denerwująca. Japoński pisarz staje się coraz bardziej sentencjonalny – na kartach trzeciego tomu spotykamy niezliczone wręcz ilości autorskich aforyzmów, których znajomością można się co prawda pochwalić znajomym, ale nie wniosą do rozmowy wiele treści. Oczywiście, zdarzają się perełki, takie jak niesamowicie trafne zdanie: „Jestem prostym systemem o skomplikowanych detalach”, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Może i warto poświęcić chwilę ostatniej odsłonie trylogii, tym bardziej że będzie to faktycznie chwila, bo powieść czyta się szybko i lekko. Świat roku 1Q84, chociaż niespójny, fascynuje i wciąga. Można się w nim zagubić, można się w nim odnaleźć, trudno jednak przejść wobec niego obojętnie.

107 | nr 15 styczeń 2012 r.


Życie towarzyskie w PRL Cezary Prasek

Tytuł: Życie towarzyskie w PRL Autor: Cezary Pasek Wydawnictwo: Bellona, 2011 Liczba stron: 240 Cena: 25 zł

Jeżeli autor nie poprzestaje na jednej książce na dany temat i pisze jej kontynuację, wydaje się, że muszą to być dzieła co najmniej dobre. Niestety, czasem pomysł okazuje się nietrafiony, pisarz się wypala, brakuje talentu albo szereg innych czynników wpływa na fakt, że do rąk zaciekawionego czytelnika trafia wydawnictwo – mówiąc najdelikatniej – nie najwyższych lotów.

Cezary Prasek za przedmiot swoich ostatnich książek-wspomnień przyjął życie kulturalne w Polsce w czasach komunizmu. O ile Złota młodzież PRL została przyjęta z entuzjazmem, o tyle książce Życie towarzyskie w PRL nie da się już wywróżyć podobnego sukcesu. W czasach, które opisuje, autor był nastolatkiem, wchodził w dorosłość. Nic więc dziwnego, że jawią mu się w jasnych

108 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

barwach. A jednak trochę żal, że zagubił się gdzieś po drodze klimat owej wszechobecnej „presji politycznej”, o której pisze wydawca w recenzji okładkowej. Nie chodzi o epatowanie sensacją i skandalem, ale o zabarwienie obrazu nieco innymi, kontrastowymi, ciemniejszymi kolorami. Po lekturze książki Cezarego Praska można odnieść wrażenie, że życie towarzyskie w PRL-u ograniczało się do dwóch aspektów: kawy (tudzież innych napojów, niekiedy wysokoprocentowych) i muzyki. Tej ostatniej jest we wspomnieniach autora aż nadto. Książka rozpoczyna się od opisu wiejskich potańcówek, by przejść do historii o zabawach tanecznych w miastach, do muzyki na lodowiskach, w szkołach, na festiwalach, w radiu… Nawet okładka przedstawia schematyczne rysunki saksofonów. Padają znane nazwiska, tytuły piosenek, nazwy tańców – wygląda na to, że muzyka była kluczowym elementem kultury młodzieży, której przyszło żyć w czasach stalinowskich. Żeby być do końca uczciwym, trzeba dodać, że autorowi zdarza się zahaczyć również o inne tematy. Pisze co nieco o kinie, o radiu, o wakacjach nad morzem. Wszędzie jednak gra muzyka, a młodzież ostatecznie i tak trafia do kawiarni. Rozdział o obiecującym tytule „Wakacje” rozpoczyna się jeszcze bardziej obiecującym zdaniem: „Teoretycznie od kawiarni można było odetchnąć w czasie wakacji”. Ale właśnie – jedynie teoretycznie. Szybko okazuje się, że ten fragment książki jest po prostu charakterystyką… kawiarni nadmorskich. Życie towarzyskie w PRL wpisuje się w chlubną tradycję książek wspomnieniowych, do których zaliczyć można takie

sztandarowe pozycje jak chociażby Znasz-li ten kraj? Tadeusza Boya-Żeleńskiego czy Dziennik 1954 Leopolda Tyrmanda. Do tego ostatniego Prasek zresztą nawiązuje kilkakrotnie, jako że również pisze głównie o Warszawie. Ciężko jednak dziennikarzowi i doktorowi socjologii wspiąć się na wyżyny pisarstwa, na których przebywają wymienieni autorzy. Nie można mu jednak tego wyrzucać, gdyż nawet do tych wyżyn nie pretenduje. Zabrakło jednak w jego wspomnieniach elementu, który wynagrodziłby czytelnikowi niedostatki swady literackiej – mianowicie za mało w książce Praska życia samego w sobie. Jest tu sporo faktów, niekiedy nawet niezwykle interesujących, jest obszerna bibliografia, do której autor się odwołuje. Czyni to z książki doskonałą socjologiczną analizę czasów PRL-u, przyćmiewając jednak aspekt czysto ludzki. Cezary Prasek żył w czasach, które opisuje, chciałoby się więc, żeby obraz przez niego nakreślony miał więcej cech gawędy niż naukowej analizy. Więcej anegdot i życiowych historii dodałoby Życiu towarzyskiemu w PRL sporo kolorytu i dynamiki. Mimo tak wielu krytycznych uwag nie da się wspomnień Cezarego Praska ocenić jednoznacznie negatywnie. Jednego nie można autorowi odmówić: z kart książki aż kipi pasja i radość, jaką dają wspomnienia tych jakże już odległych dni. I choć teoretycznie żyjemy w „lepszych” czasach, wydaje się, że autor dałby wiele, by móc wrócić choć na chwilę do lat 50. czy 60. XX wieku. Wtedy również – mimo wszystko – ludzie byli (lub co najmniej bywali) szczęśliwi. Obyśmy wszyscy mogli tak wspominać czasy swojej młodości. 109

| nr 15 styczeń 2012 r.


Gej w wielkim mieście Mikołaj Milcke

Tytuł: Gej w wielkim mieście Autor: Mikołaj Milcke Wydawnictwo: Dobra Literatura 2011 Liczba stron: 385 Cena: 34,90 zł

Po Bierkach Szczygielskigo i Siedmiu szklankach Zych przyszła kolej na Geja w wielkim mieście. I choć trudno, patrząc na tytuł, nie mieć skojarzeń z serialem o seksie w wielkim mieście, to już na początku trzeba zauważyć, że w przeciwieństwie do jego bohaterek tytułowy gej nie podrywa kolejnych zwolenników męskiej

miłości i nie przeżywa niezliczonych orgazmów w Warszawie. Mikołaj Milcke swojemu bohaterowi nie nadaje imienia, co być może niektórym utrudni jego identyfikację. Z kolei proces ten ułatwi bez wątpienia pierwszoosobowa narracja, dzięki której przeżycia głównego bohatera, jego myśli i uczucia poznajemy bez-

110 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

pośrednio z relacji samego zainteresowanego. A jest nim chłopak z małego miasteczka, który przyjeżdża na studia do Warszawy. Jako początkujący student przeżywa tu mnóstwo przygód: począwszy od wynajęcia pokoju, poprzez zawieranie nowych znajomości na uczelni, skończywszy na perypetiach miłosnych. Na okładce czytamy, że „z nieśmiałego i pełnego marzeń chłopca nasz bohater przeistacza się w dojrzałego mężczyznę”. Jednak w rzeczywistości poznajemy pewnego siebie, ironicznego chłopaka z zasadami, który od czasów liceum wie, czego chce i jak to osiągnąć. Ma także konkretne wyobrażenie dotyczące związku, a zwłaszcza podstaw, na których ma się on opierać. Kłamstwo niszczy wszystko – ta naczelna zasada doprowadza do rozpadu pierwszego związku bohatera. I ma niebagatelny wpływ na jego dalsze życie. Po pierwszym niepowodzeniu miłosnym chłopak niemal całkowicie zapomina o wcześniejszych ideałach i, co gorsza, o własnej dumie, by w obawie przed samotnością rozpocząć kolejny związek. Założywszy klapki na oczy, wbrew radom przyjaciół i pomimo kolejnych dowodów przemawiających przeciwko nowemu partnerowi, chłopak z uporem brnie w związek. Milcke ukazuje jedynie skromny wycinek świata homoseksualistów, widziany oczami jednego geja, który ma pecha poznać ten świat z różnymi jego cieniami i blaskami. Uroki związku sprawiające radość po pewnym czasie okazują się przekleństwem spędzającym sen z powiek. Brak wiary w samego siebie i poszukiwanie szczęścia za wszelką cenę nie prowadzą do niczego dobrego, podobnie jak brak umie-

jętności wybaczania i idealizowanie innych. Historia opowiada jednak nie tylko o przygodach miłosnych. Te stanowią niejako tło dla kolorowego studenckiego życia. Chłopak w gruncie rzeczy mówi o swoich dotychczasowych doświadczeniach: o relacjach z przyjaciółmi, o problemach w szkole, o trudnościach z ojcem nieakceptującym jego odmienności seksualnej, o niełatwych relacjach z bratem, o trudnej macierzyńskiej miłości. Ironiczny sposób bycia głównego bohatera i (miejscami trzymająca w napięciu) szeroka paleta barwnych przygód, które w większości przypadków mogłyby przydarzyć się każdemu bez względu na orientację seksualną, sprawiają, że Geja w wielkim mieście czyta się szybko i z zainteresowaniem, pomimo iż nie jest to literatura wysokich lotów, a opowiedziane historie niejeden homoseksualista zna z autopsji. Tytuł jest nieco zwodniczy, gdyż pozwala myśleć, że powieść koncentruje się na bujnym gejowskim życiu, jakie można wieść w stolicy. W rzeczywistości jest to opowieść młodego chłopaka o smutkach i radościach bycia gejem w różnych okresach życia.

111 | nr 15 styczeń 2012 r.


Steve Jobs Walter Isaacson

Tytuł: Steve Jobs Autor: Walter Isaacson Tłumaczenie: Przemysław Bieliński, Michał Strąkow Wydawnictwo: Insignis Media 2011 Wydanie książkowe: Liczba stron: 732 Cena: 54,99 zł Wydanie audio: Audioteka.pl Czyta: Jarosław Łukomski Czas trwania: 23 godz. 28 min. Cena: 45,99 zł

Biografia wizjonera XXI wieku – taki tytuł powinna nosić ta książka, a zatytułowana jest po prostu Steve Jobs. Człowiek, którego nazwiska może nie zapamiętali wszyscy ludzie na świecie, ale którego wizje i produkty zna każdy. Komputery Apple, Macintosh, pierwsze komputerowe filmy animowane, jak Toy Story, odtwarzacz muzyki iPod, sklep z muzyką iTunes, telefon iPhone, tablet iPad. Te wszystkie produkty narodziły się w głowie jednego człowieka i zafascynowały miliony innych. Biografia, jako opis historii życia i dokonań znanego człowieka, mogłaby się ograniczać do podania faktów i dat.

Na szczęście ta napisana przez Waltera Isaacsona taka nie jest. To fascynująca opowieść skupiająca się na ukazaniu charakteru człowieka, który wzbudzał wiele kontrowersji, jednak osiągał swój cel. Steve Jobs jest określany wielokrotnie w tej książce jako nieuprzejmy, okrutny, nieprzyjazny, despotyczny, niezrównoważony, ale jednocześnie cechy te nie przeszkadzają w przedstawieniu go jako wspaniałego człowieka. Taka była bowiem prawdziwa, dwoista natura Jobsa. Steve Jobs to nie tylko zwykła biografia, chociaż znajdziemy w niej typowe rozdziały mówiące o tym kto, gdzie, z kim, kiedy i jak się poznał oraz kto

112 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

nie. Warto podkreślić pracę tłumaczy podczas przygotowywania polskiego wydania biografii. Walter Isaacson nie unika cytatów i określeń pochodzących wprost z jego rozmów z Jobsem lub jego przeciwnikami, a wszyscy oni najwyraźniej nie przebierali w słowach. Tłumaczenie w pełni zachowuje ten charakter, nie stroniąc od ostrych, czasami wręcz wulgarnych słów i dzięki temu jeszcze bardziej przybliża czytelnikowi osoby i atmosferę otaczającą Steve’a Jobsa. Równocześnie z tradycyjnym wydaniem papierowym ukazała się w Polsce wersja audio, bardzo dobrze zinterpretowana przez lektora Jarosława Łukomskiego, dzięki czemu biografii tej słucha się jak dobrej powieści. Zarzucić można lektorowi od strony merytorycznej jedynie złe odczytanie nazwy systemu operacyjnego komputerów Mac OS X, jest to jednak drobiazg. Co najciekawsze, w pierwszych dniach dystrybucji wersja audio dorównywała sprzedażą wydaniu tradycyjnemu. Sprzedaż biografii człowieka, który stworzył iPoda i iPhona, słuchanej właśnie na tych urządzeniach to najwspanialszy hołd dla ich twórcy. Jedynym mankamentem wydania audio, jeśli można na to narzekać, jest brak ilustracji zawartych w wydaniu papierowym. Nie ma ich i tam również za wiele, a dobrze jest spojrzeć nie tylko na osobę młodego Steve’a, czy na jego rodzinę, ale także na historyczne już, pierwsze komputery. W trakcie czytania lub słuchania warto więc odszukać w Internecie więcej zdjęć, warto obejrzeć oryginalne wystąpienia Jobsa czy reklamę o nazwie 1984, o której tyle razy wspomina się w biografii. Może to wszystko, czego brakuje teraz w tradycyjnej książce, już niedługo – za sprawą kolejnych wizjonerów – znajdzie się w książkach przyszłości.

kogo lubił lub nie. Nie jest to też zwykła, aczkolwiek bardzo barwna, opowieść o życiu, której przykładem mogą być pierwsze rozdziały opisujące młodość Steve’a. Historyjka o buntowniczym chłopaku, niestroniącym od narkotyków i innych używek, uparcie dążącym do celu, miotającym się między zafascynowaniem techniką i wolnym bytem artystycznej duszy, z trudem akceptowanym przez otoczenie, a jednak wyrastającym na największego wizjonera i kreatora przyszłości, to wprost gotowy materiał na scenariusz filmowy. Ale ta książka to także coś więcej, to historia powstawania i kształtowania się ery komputerowej, jakiej jesteśmy na bieżąco świadkami. Steve Jobs, chociaż nie był wynalazcą, wprowadził technikę komputerową do naszego codziennego życia. Jego wizja nie pokrywała się z tą, propagowaną przez Billa Gatesa, kolejną postać świata komputerowego, dlatego też na kartach książki wielokrotnie znajdziemy opisy wzajemnych relacji tych dwóch osobowości. Walter Isaacson przygotował i napisał tę biografię tak, aby można było spojrzeć na Steve’a Jobsa także oczami wielu innych ludzi, którzy go znali. Często przedstawiane i cytowane są opinie jego znajomych, współpracowników, przyjaciół, ale także i wrogów, choć jeszcze częściej zawarte są bezpośrednie komentarze i słowa samego Jobsa. Książka nigdy nie została przez niego samego autoryzowana, nigdy tego nie chciał i niestety nigdy też nie zdążył jej przeczytać. Miał jednak ogromne zaufanie do pisarza, które udziela się z kart książki również czytelnikowi. A wcale nie znajdziemy tam jednoznacznej oceny osobowości Jobsa, bardzo w swym charakterze kontrowersyjnej. Po zakończeniu lektury wciąż można się zastanawiać, czy była to postać godna naśladowania, czy też 113

| nr 15 styczeń 2012 r.


Kamienna Ćma Paweł Matuszek

Tytuł: Kamienna Ćma Autor: Paweł Matuszek Wydawnictwo: Mag 2011 Liczba stron: 258 Cena: 35,00 zł Oprawa: twarda

Paweł Matuszek znany był do niedawna przede wszystkim jako redaktor naczelny pism fantastycznych (wpierw w „Nowej Fantastyce”, a obecnie w polskiej edycji „Fantasy & Science Fiction”), chociaż zdarzało mu się publikować również opowiadania pod pseudonimem. Teraz, sygnując już własnym nazwiskiem,

zadebiutował powieścią…, a raczej książką, pod wieloma względami wymykającą się prostym klasyfikacjom, w której nie tylko treść, ale i forma przekazu jest istotna. Podczas lektury Kamiennej Ćmy pierwsze, co zwraca uwagę, to bogactwo świata przedstawionego. Od samego początku wręcz roi się w niej

114 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

od fantastycznych wizji, dziwnych istot, tajemniczych artefaktów. Jednocześnie autor nie ułatwia czytelnikowi zadania: nie wprowadza go łagodnie w świat, niczego też nie tłumaczy. W rezultacie odbiorca, podobnie jak będący głównym bohaterem Beddeos, powoli odkrywa otaczającą go rzeczywistość, odsłania kolejne zasłony ułudy i dopasowuje elementy układanki. W warstwie fabularnej, mimo bogactwa tła, książka Matuszka nie należy do skomplikowanych. To nie przygody bohatera stanowią jej sedno, a raczej to, co za nimi stoi. Nie bez powodu wyżej wspomniana została kwestia odkrywania rzeczywistości przez Beddeosa: zdzieranie kolejnych warstw w postrzeganiu świata, odkrywanie własnego ja i roli do spełnienia, jest kluczową sprawą w Kamiennej Ćmie, która dzięki temu okazuje się po części opowieścią inicjacyjną i wyrazem podejrzliwości wobec aksjomatów otaczającej nas rzeczywistości. Ze strony na stronę elementy te zyskują coraz bardziej na znaczeniu, odsuwając w cień wizję świata, wykorzystując utylitarnie jej bogate szczegóły na potrzeby transformacji Beddeosa. Jednocześnie należy zaznaczyć, że Matuszek nie serwuje niczego wprost i stara się nie podążać za schematami fabularnymi, przez co wiele pozostaje w sferze domysłów i indywidualnych interpretacji. Treść utworu uwypukla strona edytorska powieści, mająca być w odautorskim założeniu sposobem na ukazanie własnych wizji, sprawieniem, że książka przemawia do czytelnika nie tylko tekstem, ale też stroną wizualną. Sam Matuszek używa na to terminu „Lopterus Press”. W Kamiennej Ćmie przejawia się to na kilka sposobów,

poprzez nietypowe złożenie tekstu, różnymi czcionkami (w zależności która postać się wypowiada, a nawet sposobem, w jaki użyto ilustracji – w tym przypadku mniej więcej w połowie znajduje się kilkudziesięciostronicowy fragment składający się niemal z samych szkiców okraszonych zdaniami baśni, będącej kluczem do interpretacji utworu). W połączeniu z twardą oprawą sprawia to, że strona wizualna książki prezentuje się intrygująco, chociaż niekoniecznie w pełni realizuje założenia autora. On sam twierdzi, że zwykły czytelnik nie dostrzeże w jego powieści osiemdziesięciu procent zawartego w niej przekazu, czyniąc z niej pozycję dość hermetyczną. Cóż, nie można wykluczyć, że Matuszek ma rację: w takim wypadku uwaga ta tyczy się również wyżej podpisanego, gdyż Kamienna Ćma zdaje się utworem o dość klarownym przekazie, którego nie przesłaniają – poza początkowymi fragmentami – dekoracje. Mariaż sztafażu fantastycznego i filozoficznego zacięcia wypada nieźle, ale nie niesie za sobą głębszych doznań natury estetycznej, emocjonalnej i intelektualnej. W efekcie jest to pozycja interesująca pod niektórymi względami, ale nie można jej obwołać dziełem wybitnym. Niemniej, z pewnością jest to próba nowatorskiego w polskiej fantastyce podejścia do pisania, co samo w sobie stanowi pewną wartość i pozwala z niejakimi nadziejami wyczekiwać Onikronosa – następnej książki Matuszka opartej na tych samych założeniach powieści konceptualnej.

115 | nr 15 styczeń 2012 r.


Królewska krew. Wieża elfów Michael J.Sullivan

Tytuł: Królewska krew. Wieża elfów Autor: Michael J.Sullivan Tłumaczenie: Edward Marek Szmigiel Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2011 Liczba stron: 736 Cena: 45 zł

Czytelnik, dla którego wzorzec dobrej literatury wyznaczają dzieła niekwestionowanych asów gatunku, bywa zwykle w kłopocie, gdy ma wybrać coś spośród nowości. Niby sporo jest pozycji gorąco rekomendowanych przez wydawców i dobrze ocenianych przez recenzentów, a gdy przychodzi co do czego, nic nie dorównuje tym

pierwszym wielkim fascynacjom. No, ale co ma począć miłośnik fantasy, jeśli spadkobiercy Tolkiena wyciągnęli już z kufrów wszystkie zapomniane manuskrypty, Sapkowski i sędziwa Le Guin przerzucili się na powieści historyczne, a Martin zbyt długo każe czekać na kolejne części swojej sagi? Od czasu do czasu musi jednak się-

116 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

gnąć po dzieło jakiegoś nieznanego dotąd autora. Na przykład Michaela Sullivana, twórcy cyklu Odkrycia Riyrii, który to cykl w ojczyźnie autora w ciągu zaledwie trzech lat wielokrotnie znalazł się na rozmaitych listach „top” i „best”, a jego ostatni tom, zapowiedziany na styczeń 2012, należy do powieści najbardziej wyczekiwanych przez rodzimych fanów. Królewska krew. Wieża elfów to jednotomowe wydanie dwóch pierwszych części tego cyklu, stanowiącego połączenie epickiej fantasy i powieści awanturniczej. Już same postacie głównych bohaterów – nierozłącznego duetu, który przybrał sobie elfickie miano Riyria – zapowiadają, że nie będzie banalnie. Bo Royce i Hadrian to ani niewinni młodzieniaszkowie, predestynowani do roli zbawców świata (a jeśli nawet, z początku nic tego nie zapowiada), ani rycerze z zasadami, niestrudzenie tropiący i zwalczający wszelkie zło. To tylko najemni złodzieje, zdolni dwa razy ukraść ten sam przedmiot, inkasując stosowną opłatę od obu właścicieli. Zupełny brak skrupułów. Ale to by było zbyt proste, i dlatego, kiedy kolejne zlecenia wpędzają ich w solidne opały, a przy okazji stawiają na ich drodze ludzi autentycznie skrzywdzonych, para rzezimieszków potrafi się wykazać altruizmem i poczuciem honoru, jakiego próżno by szukać u co poniektórych arystokratów i duchownych... A w dodatku każdy z nich kryje w sobie jakąś tajemnicę, której tylko niewielka część zostanie ujawniona, nim Riyria wyplącze się z zamieszania wokół sukcesji tronu w Avrynie i zakończy misję ratowania mieszkańców pewnej odległej wioski przed magicznym potworem. Takie stopniowe odsłanianie

przeszłości i odkrywanie coraz to innych cech osobowości bohaterów wydaje się rozwiązaniem znacznie lepszym, niż wykładanie wszystkich kart na stół już na samym początku powieści – i za to drugi punkt dla Sullivana. Trzeci za konstrukcję samej akcji, w której pewne fakty wydają się jasne jak słońce, po czym autor wyciąga z zanadrza dodatkowy element, zmuszający czytelnika do zmiany spojrzenia na daną sprawę. Czwarty – za dynamikę; przez ponad siedemset stron nie wywołać u czytelnika znużenia, to już osiągnięcie! Piąty za to, że prócz Hadriana i Royce’a przez scenę wydarzeń przewija się kilka innych ciekawych postaci: młody król Alric, w krótkim czasie dojrzewający z bezradnego i nieco rozpuszczonego dzieciaka w całkiem rozumnego władcę; krasnolud Magnus, wydający się początkowo niemal wcieleniem zła, lecz później demonstrujący i pozytywne strony swej natury; Thrace i Theron, wzruszające uosobienie trudnych relacji w rodzinie, no i oczywiście zagadkowy mag Esrahaddon, który pewnie jeszcze niejeden raz nas zaskoczy…Szósty za racjonalną proporcję pomiędzy elementami magicznymi i realnymi. A minusy? Niewielkie: brak w polskim wydaniu mapki przedstawiającej scenę wydarzeń, kilka drobnych potknięć w tłumaczeniu i odrobinę zbyt naciągane wytłumaczenie tego, co Magnus zrobił z wieżą Aristy (bez użycia magii, w tak krótkim czasie?). Jeśli więc nawet Sullivan nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii fantasy, to z pewnością znajdzie sporo zwolenników (zwłaszcza jeśli i następne części sagi okażą się tak udane), i nie będzie to zasługą wyłącznie sprytnego marketingu. 117

| nr 15 styczeń 2012 r.


Słownik gatunków i zjawisk filmowych Bartłomiej Paszylk

Tytuł: Słownik gatunków i zjawisk filmowych Autor: Bartłomiej Paszylk Wydawnictwo: Park Edukacja 2010 Liczba stron: 256 Cena: 41 zł

Wszyscy pamiętamy słynne twierdzenie Forresta Gumpa (a raczej jego mamy) o życiu jako pudełku czekoladek. I tak jak większość chwytliwych aforyzmów, i ten znajduje zastosowanie w różnych sytuacjach i dziedzinach. Gdyby czekoladkami uczynić filmy, to z pewnością takim pudełkiem byłaby książka Bartłomie-

ja Paszylka. Jego Słownik gatunków i zjawisk filmowych będzie przede wszystkim ogromnie miłym zaskoczeniem dla czytelnika. Pozycja ta ma ewidentne braki, o których na wstępie trzeba lojalnie uprzedzić. Nie ma w niej nudnej wyliczanki kolejnych tytułów i gatunków lub filmoznawczego bełkotu,

118 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

sugerującego w dodatku, że nie zrozumieliśmy znakomitej większości obejrzanych dotychczas filmów. Kto tego oczekuje od takich publikacji, lepiej niech od razu zaprenumeruje magazyn „Kino” i nie zawraca sobie głowy tym, co wypisuje autor. Bo zamiast akademickich wyżyn, otrzymujemy radosną i bardzo wnikliwą podróż przez kino, zarówno mainstreamowe, jak i jego obrzeża, a nawet bezdroża, na które byśmy pewnie nie trafili bez przewodnika, jakim zgodził się być dla nas Bartek Paszylk. Dodajmy, że z roli tej wywiązuje się z pasją i znawstwem okolicy. Już okładka sugeruje niezłą i urozmaiconą jazdę – Angelina Jolie w outficie Lary Croft, kadry z filmów Altmana, Tarantino czy Tima Burtona. Zaskoczenie, jakie towarzyszy lekturze, jest związane przede wszystkim z mimowolną konstatacją, jak wielu filmów jeszcze nie znamy. Nawet dobrze obeznany miłośnik X muzy z pewnością odnajdzie tu tytuły, które lub to mu umknęły, lub to z braku czasu zawsze były na liście „do obejrzenia”. Co jednak najważniejsze, autor poszedł znacznie dalej. Pozostając przy czekoladkowym porównaniu, nie dość, że nazwał i opisał najciekawsze, często niezmiernie egzotyczne smaki, to dodatkowo ze swadą i kronikarską pieczołowitością przybliżył sylwetki ważnych cukierników. To oni swoim talentem przyczynili się do tej różnorodności, z którą możemy obcować, a z pomocą niniejszej książki, z powodzeniem też porządkować. Bo też podstawową intencją autora była próba dostrzeżenia i nazwania pewnych charakterystycznych prawidłowości funkcjonujących we współczesnej sztuce filmowej.

Nie łudźmy się jednak, że znajdziemy tu wszystkie filmy i gatunki filmowe. Wybór, jakiego dokonał autor, jest dość jasny i klarowny od samego początku. Jego kryteria przybliża nam dodatkowo we wstępie: „Kiedy (…) wkraczamy w strefę gatunków nowszych i mniej rozpowszechnionych, często pojawiają się problemy. Tym bardziej, że w wielu przypadkach nazwy tych gatunków nie mają odpowiedników w języku polskim”. Czym zatem jest kamp, exploitation, rape and revenge czy swojsko brzmiące kino kanibalistyczne? Odpowiedź oczywiście w książce. Jednego z pewnością możemy być pewni: nie będziemy się w trakcie lektury nudzić, niejednokrotnie zaś będziemy żałować, że nie mamy możliwości natychmiast obejrzeć omawianych filmów i zweryfikować tez autora. Ma on bowiem odwagę na nowo definiować pewne zjawiska i inaczej niż tradycyjnie przyjęto, przyporządkowywać poszczególne obrazy. Z pewnością sprawi to, że spojrzymy również nieco inaczej na dobrze znane nam tytuły. W najgorszym zaś wypadku, nawet jeśli uznamy, że zaproponowana optyka do nas nie przemawia, Słownik gatunków… stanowić może doskonały podręcznik dla blagierów, pragnących brylować w towarzystwie doskonałą znajomością różnorodnych filmów i trendów we współczesnym kinie, które niekoniecznie składa się z samych Ridleyów Scottów i Bruce’ów Willisów.

119 | nr 15 styczeń 2012 r.


Ojciec Karol Arentowicz

Tytuł: Ojciec Autor: Karol Arentowicz Wydawnictwo: IMG Partner 2011 Liczba stron: 98 Cena: 22 zł

Otwierając książkę zatytułowaną w ten sposób, można by się spodziewać albo poradnika, jak być dobrym ojcem, albo zwierzeń autora na temat swojego ojca bądź własnego ojcostwa. W gruncie rzeczy dostajemy wszystkiego po trochu, a nawet nieco więcej, bo jest też i krótka wycieczka po meandrach historii, w której

uczestniczy dość dziwna kompania w składzie: Bóg, Jezus, św. Józef, Hitler i Stalin. Zamierzeniem autora było napisanie książki o roli ojca w życiu dziecka. Pomysł udało się zrealizować częściowo. Zamiast wzorcowych przykładów czytelnikowi zostają przedstawione zasadniczo antyprzykłady. Bóg

120 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

okazuje się dla swych wyznawców wymagającym i surowym ojcem, Hitler i Stalin przez swych ojców byli nie bici, ale wręcz systematycznie nękani. Jedynym pozytywnym przykładem wydaje się św. Józef, choć o nim akurat za dużo się nie dowiemy, gdyż autor bardziej spekuluje na jego temat, niż przedstawia konkretne fakty poparte rzeczowymi przykładami. Zadziwiająco w tym korowodzie postaci historycznych wypada Jezus. O ile bowiem Bóg i Józef zostają scharakteryzowani jako ojcowie (pierwszy raczej ogólnie jako ojciec narodu wybranego, drugi jako faktyczny ojciec Jezusa), o tyle Hitler i Stalin zostają ukazani jako ofiary tatusiów tyranów. Natomiast opowiadając dzieje Jezusa, autor nie wspomina w żaden sposób ani o wpływie Boga, ani Józefa na charakter dorastającego Zbawiciela. Co prawda, spekulacje dotyczące sposobu wychowania Jezusa przez Józefa i istniejącej między nimi więzi ojcowsko-synowskiej pojawiają się we fragmencie poświęconym Józefowi, jednak obszerny fragment relacjonujący działalność Syna Bożego zdaje się pozbawiony jakiegokolwiek uzasadnienia. Zgodnie z tezą postawioną w książce, gdyby nie zły ojciec, być może nie doszłoby do największych katastrof w historii ludzkości. Teza to niewątpliwie śmiała. Próba jej udowodnienia przynosi bardzo ciekawe wyniki. W gruncie rzeczy jednak trudno się z nią zgodzić i nie dojść do wniosku, że wpływ ojca na dalsze życie Hitlera i Stalina został jednak mocno przeceniony. W ogóle autor przypisuje ojcom zbyt wielką rolę w procesie wychowania potomstwa, jakby zapominając, że dziecko wychowują nie tylko rodzice i inni krewni, ale także oto-

czenie, w którym ono przebywa (szkoła, przyjaciele, znajomi). Najciekawszy jest ostatni rozdział, który przypomina spowiedź ojca zastanawiającego się, czy dobrze wywiązał się z rodzicielskich obowiązków. Nie po raz pierwszy okazuje się, że błędy popełnione w młodości łatwiej dostrzec z perspektywy czasu. Aż chce się rzec: gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła... Wyznania autora na temat wychowywania własnej córki, radości i smutków z nim związanych oraz popełnionych błędów mogą dostarczyć wielu cennych informacji pedagogicznych zwłaszcza młodym rodzicom, nie tylko ojcom. I choć rady te nie wykraczają poza ramy mądrości ludowej, warto sobie o nich od czasu do czasu przypomnieć w trosce o siebie i własne dziecko.

121 | nr 15 styczeń 2012 r.


Pamiętnik Blumki Iwona Chmielewska

Tytuł: Pamiętnik Blumki Autor: Iwona Chmielewska Ilustrator: Iwona Chmielewska Wydawnictwo: Media Rodzina 2011 Liczba stron: 64 Cena: 39 zł Oprawa twarda

Rok 2012 został ogłoszony Rokiem Janusza Korczaka. Wybitny pedagog i pisarz popadł w ostatnich latach w zapomnienie, i taka forma uczczenia go, a przy okazji przypomnienia twórczości i poglądów, wydaje się bardzo potrzebna. Już ukazała się znakomita biografia autorstwa Joanny Olczak-Ronikier, pokazująca

Starego Doktora w nowym świetle. Znacznie gorzej przedstawia się możliwość przybliżenia jego poglądów i sylwetki dzieciom, tak aby nie popaść w pomnikowość i zadęcie oraz trafić do małych czytelników. Zadanie takie wzięła na siebie Iwona Chmielewska i – to należy napisać od razu – wywiązała się z niego

122 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

doskonale. Pomysł jest prosty: do dzieci o Korczaku musi mówić dziecko, używając najprostszych słów, pojęć dostępnych jego rówieśnikom. Przemawiać musi nie tylko tekst, ale i cała jego oprawa. W ten sposób powstał pamiętnik Blumki, dziewczynki wychowującej się w Domu Sierot. To zaledwie kilkanaście zdań, ale układają się one w historię samej Blumki, kilkorga z jej koleżanek i kolegów. Ukazują też reguły, jakie wprowadził wśród swoich podopiecznych Korczak, i w ogóle jego podstawowe zasady wychowawcze. Pamiętnik Blumki zaczyna się od zdjęcia: Korczak i dwanaścioro dzieci. O każdym z nich Blumka pisze kilka zdań – na pozór prostych i banalnych, ale tworzących celne, zwięzłe charakterystyki – poznajemy ich główne cechy, jakiś epizod z dotychczasowego życia. Jest wiecznie głodny Zygmuś, który wypuścił na wolność rybkę kupioną

za zapracowane przez siebie pieniądze. Reginka, która straciła włosy podczas tyfusu i najpiękniej opowiada różne historie. Mały Kocyk, który dzielnie nosił węgiel w nocniku, stolarz Abramek, dzika Hanna, krawiecki talent Aron. Jest też Blumka, która chciałaby zostać wychowawczynią, i Korczak – centralna postać tego małego, dziecięcego światka. Nie wielki pisarz, pedagog i społecznik, ale „nasz Pan Doktor”. To on ustala zasady i to on uczy dzieci czyścić buty i szanować zwierzęta, pozwala hałasować i twierdzi, że dzieci są tak samo ważne jak dorośli. Dba o sprawiedliwość, nie pozwala bić wychowanków, zapewnia im prawo do własnych sekretów i prawdy. Warstwa tekstowa jest zrozumiała dla starszych dzieci, natomiast towarzyszące jej świetne ilustracje, utrzymane nieco w stylistyce lat trzydziestych, staną się w pełni jasne dopiero dzięki wyjaśnieniom dorosłych. 123

| nr 15 styczeń 2012 r.


Na pozór są to proste obrazki z życia Domu Sierot, między innymi zabawy, pomoc w pracach domowych, codzienność: jazda na sankach i schnące na kaloryferze rękawiczki, gimnastyka, muzykowanie, podlewanie kwiatów, ścielenie łóżek. Tylko oko dorosłego dostrzeże drugą warstwę kryjącą się w ilustracjach. Nigdzie nie pada ani słowo o tym, że Korczak i jego podopieczni byli Żydami, w obrazki jednak wplecione zostały żydowskie motywy: szyba pęknięta w kształt gwiazdy Dawida, krojony przez krawca biały materiał z charakterystycznymi niebieskimi pasami na brzegach, wyklejona z pasków papieru menora. Również zakończenie historii Blumki ukrywa się w ilustracjach. Ostatnie strony jej pamiętnika zajmuje kilka słówek z pierwszej lekcji niemieckiego i wagon towarowy – symbole bardziej przejmujące w tej formie, niż gdyby losy Korczaka i dzieci wyraziły zdania. Warto też zwrócić uwagę na sposób przedstawienia samego Pana Doktora – widać, że jest dzieciom bliski, że go kochają i mają do niego zaufanie. Wiesza on pranie, pastuje buty, opatruje rany, chodzi w kwiecistym fartuchu, ma na uszach kolczyki z wiśni i odpoczywa z papierosem na leżaku. Ale także przytula, rozmawia z wychowawcami, sypie ptakom ziarno, które układa się w gwiazdę Dawida, i wreszcie łapie się za głowę, gdy podopieczni zbyt się rozbrykają. Iwona Chmielewska dokonała rzeczy, która wydawała się wręcz niemożliwa – w genialnym skrócie przedstawiła Sta-

rego Doktora, jego zasady wychowawcze i pracę w Domu Sierot tak, że stały się one zrozumiałe dla współczesnych dzieci. Nie używa przy tym wielkich słów, a jedynie tych najprostszych, a czego nie napisała, to dopełniła rysunkiem. Całość składa się na przejmującą opowieść, pełną ciepła, lecz równocześnie podszytą (chociaż pewnie tylko dla dorosłych, którzy znają zakończenie tej opowieści) poczuciem przemijania, bolesną pewnością, że ten mały świat wkrótce legnie w gruzach. Pamiętnik Blumki słusznie doczekał się już nagrody głównej Polskiej Sekcji IBBY jako Książka Roku 2011 w kategorii Książka obrazkowa oraz wyróżnienia literackiego. Pozostaje mieć nadzieję, że nie jest to ostatni laur dla książki i autorki, lecz przede wszystkim liczyć na to, że dzięki tej publikacji najmłodsi czytelnicy zostaną wprowadzeni w świat prawd i zasad stworzonych przez Janusza Korczaka oraz poznają bliżej życie swych rówieśników z odległej epoki. To książka mądra, wzruszająca i piękna, lektura obowiązkowa dla dzieci i ich rodziców, materiał do przemyśleń i rozmów, rozwijania wrażliwości i wiedzy o przeszłości. 124

| nr 15 styczeń 2012 r.


125 | nr 15 styczeń 2012 r.


Nim zapadnie noc Michael Cunningham

Tytuł: Nim zapadnie noc Autor: Michael Cunningham Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski Wydawnictwo: Rebis 2011 Liczba stron: 272 Cena: 33,90 zł Okładka twarda

„Flaki i nuda”, „non stop głupie i nic nie wnoszące”, pisane „męczącą i pretensjonalną manierą” czy „świetnie skomponowana” „ambitna proza”, która „ma duszę i jest magiczna”? Czytelnik, któremu przed rozpoczęciem lektury zachce się zapoznać z recenzjami zamieszczonymi na blogach, stronach księgarni interneto-

wych i portali czytelniczych, będzie w nie lada kłopocie. Komu uwierzyć i które argumenty potraktować na serio? Ktoś, kto już zna i lubi prozę Cunninghama, pewnie nie da się odstraszyć stwierdzeniami w rodzaju: „zniecheca poprzez swoja madralkowatosc, a jezykowo odstrasza zadufaniem w sobie i odstreczajaca

126 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

klasycznoscia” (pisownia oryg. – przyp. D. T.), tylko sam sięgnie po książkę, by ocenić, w jakim stopniu spełni ona jego oczekiwania. Ale co począć z czytelnikiem, który dopiero ma przeżyć swoje pierwsze doświadczenie z prozą tego autora? Na początek powiedzmy, że mowa będzie o kilku dniach z życia małżeństwa czterdziestoparolatków z nowojorskiej socjety. Peter prowadzi galerię sztuki, a jego praca to nieustanny kompromis między własnym poczuciem estetyki a preferencjami klientów. Rebecca jest redaktorką niskonakładowego magazynu kulturalnego. Mają satysfakcjonujące dochody, ładnie urządzone mieszkanie w dobrej dzielnicy i... siebie nawzajem (choć temu „mieniu” daleko do ekstatycznego cieszenia się każdą chwilą spędzoną z drugą osobą, to raczej rodzaj spokojnej i nudnawej symbiozy). Tylko tyle, bo dwudziestoletnia córka demonstruje swoją niezależność w sposób tyleż wyrazisty, co bolesny i powodujący raz u jednego, raz u drugiego z rodziców ataki poczucia winy. I nagle w tę dość monotonną codzienność, pełną zdawkowych pogaduszek, strzela piorun: u Harrisów pragnie się zatrzymać młodszy brat Rebeki, Ethan zwany Myłkiem, istna zakała rodziny (żadnych studiów! żadnej pracy! podejrzane towarzystwo i narkotyki!), który deklaruje zamiar „zajęcia się czymś związanym ze sztuką”. Młodzian przybywa; Peter zgrzyta zębami, bo Myłek wbrew zapewnieniom Rebeki wcale nie zerwał z ćpaniem, a równocześnie... ze zgrozą spostrzega, że śliczny i beztroski chłopak budzi w nim uczucia zgoła inne od opiekuńczych. Czy można po tylu latach zmienić orientację seksual-

ną? I co w takim razie będzie z małżeństwem? Ale wiedzieć, w czym rzecz, to za mało; sama fabuła to tylko szkielet, na którym można zbudować konstrukcję niechlujną, grubo ciosaną i kostropatą albo kunsztowną, spójną, wielowymiarową. Podejrzewanie Cunninghama o to pierwsze nie znajduje żadnego uzasadnienia w dotychczasowej jego twórczości, a ta powieść jest jednym z najdobitniejszych dowodów, że potrafi on nawet stosunkowo banalną historię naszpikować znaczeniami i ubrać w wysmakowaną szatę. Zaliczenie jej do kategorii romansu gejowskiego byłoby karygodnym uproszczeniem – w gruncie rzeczy nie chodzi o to, czy z tej dziwnej relacji między mężczyzną w średnim wieku a chłopakiem niewiele starszym od jego córki coś (i co?) wyniknie. Nim zapadnie noc to opowieść o gubieniu i poszukiwaniu samego siebie, o wpływie dziecięcych urazów i fascynacji na późniejsze wybory, o rozdźwięku między tym, czego chcemy i tym, co powinniśmy, o umiejętności rozmawiania ze sobą (albo raczej o skutkach jej braku), o krytycznym momencie, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że może nie zdąży naprawić wszystkiego, co zepsuł... Świetnej technice narracji, płynnie oscylującej między monologiem wewnętrznym Petera i komentarzem narratora, nie zaszkodził nawet czas teraźniejszy; nie można też wiele zarzucić ani językowi, równie płynnie przechodzącemu od potoczności do poetyczności, ani kompozycji. Wypadałoby wszystkim miłośnikom prozy obyczajowej życzyć takich „flaków i nudy”!

127 | nr 15 styczeń 2012 r.


Po Syberii Colin Thubron

Tytuł: Po Syberii Autor: Colin Thubron Tłumaczenie: Dorota Kozińska Wydawnictwo: Czarne 2011 Liczba stron: 380 Cena: 38,00 zł

Syberia, szczególnie w naszym kraju, ma wiele znaczeń. Nie jest to tylko olbrzymia kraina położona w azjatyckiej części Rosji, ale także miejsce zsyłki naszych rodaków. To również obszar, na którym zginęły miliony ludzi, a jego nazwa nadal u niektórych wywołuje ciarki na plecach. Jaka jest jednak Syberia na-

prawdę? Na ile jej obraz w Polsce jest uwarunkowany historią i emocjami? W zrozumieniu tego pomoże lektura Po Syberii Colina Thubrona, świetnego reportażu z wyprawy po syberyjskich bezdrożach. Opis tej wyprawy ma wymiar nie tylko geograficzny, ale – a może przede wszystkim – historycz-

128 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

ny i obyczajowy. Książka rozpoczyna się u bram Syberii, w Jekaterynburgu, gdzie została zamordowana carska rodzina. Jest to symboliczne otwarcie. Dalsza podróż to zagłębianie się w bezdroża Syberii, ale też poznawanie historii tego obszaru, aż do upadku komunizmu i nastania nowego, kapitalistycznego rozdziału w historii Rosji. Stosunkowo niewiele miejsca poświęcono Syberii z czasów panowania Romanowów; to sowieckie czasy stanowią główną oś opowieści. Podróżując samochodami, statkami, samolotami czy wreszcie słynną koleją transsyberyjską, pisarz odwiedził zarówno najważniejsze miasta, jak i rozrzucone po wiecznej zmarzlinie niewielkie osady. Stał na gruzach wielkich kombinatów przemysłowych, wszedł do niedziałających już kopalni, dumał na cmentarzach pozostałych po łagrach. Mało jest w Po Syberii piękna i radości; znacznie więcej smutku i entropii. Sednem książki nie są jednakże opisy tego, co autor spotkał na swojej drodze, ale rozmowy z napotkanymi osobami. Nieważne, czy to bezdomny wędrujący pomiędzy syberyjskimi miastami, dawna więźniarka czy profesor – każdy taki dialog wnosi coś do budowanej przez Thurbona wizji, zwiększa wiedzę czytelnika. Obraz, jaki się wyłania, jest więcej niż przygnębiający. Niemal bez wyjątku mieszkańcy Syberii to ludzie złamani. Porzuceni przez państwo, osieroceni przez komunizm, niepotrafiący odnaleźć się w nowych realiach. Przegrali swoje życie, nie mają perspektyw, kurczowo trzymają się przeszłości, gdy przyszłość wkracza do ich domostw. Nie jest więc zaskakujące, że książka jest utrzymana w ciężkiej, by nie powiedzieć

przygnębiającej, atmosferze. Niebagatelna w tym zasługa umiejętności pisarskich autora, który potrafi świetnie oddać gorzki nastrój. Podkreślają to dodatkowo odautorskie komentarze, refleksje i odczucia. Wyłania się więc obraz Syberii jako krainy pozostawionej samej sobie, gdzie niewiele jest rzeczy mogących przynieść radość. Obecnie często można natrafić na liczne problemy z wyludnianiem się znacznych obszarów Rosji, Po Syberii pomaga zrozumieć, dlaczego się tak dzieje. Thubron był na Syberii w latach dziewięćdziesiątych, ale inercja pewnych procesów spowodowała, że był świadkiem przemian, które w europejskiej części Rosji zaszły znacznie szybciej, tuż po upadku ZSRR. Ta fascynująca kraina (i zamieszkujący ją ludzie ) od tego czasu się zmieniła, chociaż jej nowy obraz jeszcze się w pełni nie objawił. Niemniej to właśnie procesy zaobserwowane i opisane przez brytyjskiego pisarza spowodowały obecną sytuację. Można co prawda założyć, że gdzieś pośród tajgi nadal żyją tacy ludzie, jak opisani w reportażu, tyle że jest ich coraz mniej. Wymierają, a z nimi umiera dawna Syberia. Co narodzi się w jej miejsce? Okaże się w przyszłości; oby wtedy też pojawił się ktoś taki jak Thubron, by to opisać.

129 | nr 15 styczeń 2012 r.


Rakietowe szlaki 2 Antologia, wybór Lech Jęczmyk

Tytuł: Rakietowe szlaki 2 Autor: Antologia, wybór Lech Jęczmyk Wydawnictwo: Solaris 2011 Liczba Stron: 468 Cena: 52,40 zł Oprawa Twarda

Pierwszy tom Rakietowych Szlaków bardzo wysoko postawił poprzeczkę dla kolejnych czterech. Fakt ten sprawia, że, sięgając po drugi wolumin, można mieć bardzo wysokie wymagania. Najważniejszą rzeczą w antologii jest dobór opowiadań. W drugim tomie Rakietowych szlaków, tak samo jak w poprzednim, wyboru

dokonał Lech Jęczmyk. Wśród autorów znaleźć możemy całą plejadę gwiazd takich jak Brian W. Aldiss, Roger Zelazny, Ursula K. le Guin czy Marek S. Huberath. Zdawałoby się, że nagromadzenie tak znakomitych twórców powinno zapewnić produkt najwyższej jakości. Jednak po lekturze widać pewne braki. Przede wszystkim

130 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

trudno jest znaleźć jakiś motyw przewodni tego tomu. Opowiadania prezentują wysoki poziom (niektóre są wręcz wybitne), ale zbiór jako całość nie zapada w pamięć tak mocno jak pierwszy tom. W książce oprócz opowiadań po prostu dobrych znalazło się kilka takich, obok których nie można przejść obojętnie. Pierwszym z nich jest Pchacz Johna Varleya. Autor dowodzi w nim, że czytelnika można zadowolić opowiadaniem wywołującym wewnętrzny opór. Każda kolejna linijka wręcz woła by przestać czytać, a kiedy wreszcie zbliża się puenta odbiorca zaczyna rozumieć, że nie miał racji, że dał się wyprowadzić autorowi w pole. Z kolei Dymitr Bilenkin w pozycji Jego Mars konfrontuje nas z tym, jak ludzie zmieniają dzikie rejony i jak wiele romantyzmu traci się jadąc na zwykłe wycieczki. Jednak perłą Rakietowych szlaków 2 jest opowiadanie, którym w latach osiemdziesiątych zadebiutował Marek S. Huberath – Wrócieeś Sneogg, wiedziaam… Porusza ono tak wiele rozmaitych tematów, że trudno opisać je w kilku zdaniach. Jest to zarówno historia o miłości, jak i o upadku człowieczeństwa. To piękna opowieść o ludzkiej woli przetrwania i nieludzkim okrucieństwie. Z pewnością warto się z nią zapoznać. W każdym z pozostałych osiemnastu opowiadań także można znaleźć coś dla siebie. Jednak to te trzy są najciekawsze. Każde z opowiadań poprzedzone jest krótką notą wprowadzającą i nieco dłuższym (ale wciąż lakonicznym) opisem twórcy. W wypadku antologii będącej przekrojem przez historię gatunku jest to zrozumiałe i pożądane. Niestety, część

z owych notek poprzedzających omawiane historie zdradza nieco za dużo z ich treści i tym samym umniejsza nieco przyjemność płynącą z czytania. Koniec tomu wypełniony został Krótką historią Science Fiction, w której Wojtek Sedeńko przybliża początki fantastyki naukowej. Jest to niewątpliwie wielki plus drugiego tomu i zarazem jego przewaga nad poprzednim. Żałować można jedynie, że jest to tylko „krótka historia”. Jednak nic straconego – kolejny tom zawiera kontynuację. Rakietowe szlaki 2 stanowią osobną całość i mogą być bez problemu czytane jako pojedyncza książka. Pomimo tego w ocenie trudno jest uciec od porównywania ich z pierwszym tomem. Niestety w takiej konfrontacji początek cyklu wypada korzystniej. Nie znaczy to jednak, że po drugi tom nie warto sięgać. Jest on niewątpliwie bardzo dobry i dostarczy wielu przyjemnych chwil, materiałów do przemyśleń, a także wyciśnie łzy śmiechu. Wszak SF jest gatunkiem nie stroniącym od wątków komediowych.

131 | nr 15 styczeń 2012 r.


Dziewczyna, która pływała z delfinami Sabina Berman

Tytuł: Dziewczyna, która pływała z delfinami Autor: Sabina Berman Tłumacz: Małgorzata Moś Wydawnictwo: Znak 2011 Cena: 29,90zł Liczba stron: 232

Od czasu do czasu na rynku czytelniczym, wśród rutyny wydawanych obecnie powieści obyczajowych, pojawiają się książki nieco inne, różniące się od pozostałych tematem, sposobem jego ujęcia lub stylem. Tytuły te, dzięki swojej wyjątkowości, wzbudzają szczególne zainteresowanie czytelników, powodując niemałe

zamieszanie i osiągając dużą popularność. W tym sensie taką „inną” książką jest powieść Sabiny Berman Dziewczyna, która pływała z delfinami. Kiedy Isabelle Nieto przybywa do Mazatlan, żeby przejąć pozostawioną jej w spadku przetwórnię tuńczyka, na miejscu zastaje kilkuletnie upo-

132 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

śledzone dziecko, ze zdiagnozowanym autyzmem. Dziewczynka nie ma imienia, nie mówi, całe dnie spędza siedząc w piwnicy lub pływając w morzu. Isabelle decyduje się zaopiekować Karen, bo takie imię daje dziecku. Postanawia też zrobić wszystko, żeby jak najlepiej przygotować ją do dorosłego życia. Dziewczynka w krótkim czasie uczy się mówić i czytać, trafia do szkoły, a później na studia. Karen jednak zdecydowanie różni się od swoich rówieśników, zachowuje się w dziwnie, nie potrafi też nawiązywać kontaktu z ludźmi. Jej wyjątkowość polega też na tym, że jest wybitnie uzdolniona, ma doskonałą pamięć, wyjątkową zdolność koncentracji i myślenia przestrzennego. To wszystko nie wyjaśnia, dlaczego książka ta jest inna niż reszta. Owszem, wybrany przez autorkę temat, historia upośledzonego dziecka, można uznać za wyjątkowy i poruszający. Na szczęście Berman nie ulega pokusie i nie tworzy łzawej historii, co można jej poczytać za plus. Inność powieści wynika przede wszystkim z osoby narratora, którym jest Karen, czyli osoba chora na autyzm. Siłą rzeczy jej sposób widzenia świata, myślenia czy wypowiedzi jest inny. Powoduje to, że historia opowiedziana jest prostym i lapidarnym językiem, bez nadmiernego patosu i przesady. Karen nie używa metafor, nie potrafi też fantazjować, jest bezpośrednia i zawsze mówi to, co myśli. Niestety, z tego samego powodu czyni to książkę miejscami nudną, a przemyślenia dziewczyny są często naiwne i banalne (szczególnie te dotyczące Darwina i Kartezjusza). Z drugiej strony, ich prostota jest też okazją do poruszenia ważkich tematów,

na przykład ujawnienia obłudy osób działających na rzecz bezstresowego zabijania zwierząt i bezsensownych akcji organizacji ekologicznych. Zresztą autorka nie jest w tych dwóch zagadnieniach zbyt odkrywcza. Większość ludzi wie, że zwierzęta nierzadko zabijane są w okrutny i bezmyślny sposób, a akcje organizowane przez ekologów dla ochrony zwierząt bywają szkodliwe. Konfuzję budzi natomiast tytuł, który bardzo dobrze brzmi i przyciąga uwagę, ale jednocześnie jest niezgodny z treścią książki. Delfiny prawie wcale w niej nie występują, a już na pewno Karen z nimi nie pływa. Tytuł jest na pewno dobrym wabikiem, bo zwierzęta te uważane są za bardzo sympatyczne i inteligentne. Prawda jest niestety taka, że towarzyszami podwodnych eskapad głównej bohaterki są tuńczyki, a to brzmi już zdecydowanie śmiesznie. Podobnie jest z zamieszczonym na tylnej okładce krótkim streszczeniem, tworzącym z gruntu fałszywe wyobrażenie o głównej bohaterce powieści. Z kolei porównanie do Forresta Gumpa wydaje się słuszne. W obu książkach główni bohaterowie to opóźnieni umysłowo ludzie, którzy osiągają sukces i zarabiają mnóstwo pieniędzy tylko dzięki swojej odmienności, prostolinijności i pomysłowości. Znają swoją wartość, wiedzą, co dla nich ważne, i nie ulegają wpływom innych, co przynosi im same korzyści. Szkoda tylko, że życie tak naprawdę wcale nie jest takie lekkie i proste.

133 | nr 15 styczeń 2012 r.


Czysta jak łza Charlaine Harris

Tytuł: Czysta jak łza Autor: Charlaine Harris Tłumaczenie: Rafał Śmietana Wydawnictwo: Znak 2011 Liczba stron: 264 Cena: 32,90 zł

Nazwisko Charlaine Harris na okładce przyciąga zwłaszcza fanów serii o Sookie Stackhouse, na podstawie której powstał bijący rekordy popularności serial HBO Czysta krew. Jednak książki o kelnerce z małego miasteczka, zakochującej się w wampirze nie były literackim debiutem autorki. Przed ich napisaniem Harris miała już

na koncie między innymi serię kryminalną o Lily Bard, która, pewnie ze względu na sukces późniejszych dzieł, trafiła niedawno do polskich księgarń. Czy jednak nazwisko znanego autora jest gwarancją, że każda jego książka będzie dobra, jest kwestią sporną. Lily Bard od pewnego czasu mieszka w małej miejscowości

134 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

o uroczej nazwie Shakespeare, gdzie próbuje zacząć życie od nowa po traumatycznych przeżyciach sprzed kilku lat. Pracuje jako sprzątaczka, a wolny czas spędza głównie na unikaniu ludzi, trenowaniu karate i nocnych spacerach. Pewnej nocy, podczas jednego z takich samotnych wypadów, znajduje w parku zwłoki właściciela bloku, w którym sprząta, Pardona Albee. Co gorsza, odkrywa, że ciało mężczyzny zostało owinięte w jej worek na śmieci, a do parku trafiło przy pomocy jej własnego wózka. Wszystko to sprawia, że Lily nie zawiadamia od razu policji, żeby nie zostać wmieszaną w sprawę, ale robi to dopiero po ukryciu dowodów, które mogłyby świadczyć przeciw niej. Jednocześnie jej zawód sprawia, że przez przypadek natrafia na poszlaki, które mogą pomóc złapać mordercę. W końcu kosze na śmieci kryją wiele tajemnic i odpowiedzi na różne pytania. Jeśli Czysta jak łza jest kryminałem, to, niestety, kiepskim. Za mało tu kryminału właśnie, za dużo emocji i psychiki głównej bohaterki. Wątek poszukiwania mordercy jest potraktowany trochę po macoszemu. Czasami czytelnik całkiem zapomina o zagadce, podczas gdy kryminał powinien trzymać w ciągłym napięciu i niepewności. Tutaj natomiast, zamiast na zbrodni, autorka skupia się na szczegółowych opisach strojów głównej bohaterki, jej odczuć i emocji albo pracy. Sprzątanie opisuje bardzo dokładnie, podaje nawet nazwy środków, których używa Lily. Z czasem czytelnik zaczyna zastanawiać się bardziej nad jej tygodniowych grafikiem i tym, gdzie teraz będzie sprzątać, niż nad rozwiązaniem zagadki morderstwa. Dużo jest tu również zdarzeń,

które z powodzeniem można by pominąć. Niewiele wnoszą do akcji i przysłaniają te momenty, które przybliżają do rozwiązania. Bardziej jest to więc powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym w tle. Ten zaś nie jest szczególnie interesujący czy zaskakujący, brak też stopniowania napięcia. Co prawda, trzeba przyznać, że rozwiązanie nie jest oczywiste, gdyż niemal każdy mieszkaniec bloku ofiary miał mniej lub bardziej przekonywający motyw, by popełnić zbrodnię, przez co do ostatniego momentu czytelnik nie wie, kto zabił. Jednak ostatecznie zakończenie trochę rozczarowuje, a całość nie porywa. Bohaterowie powieści również nie zachwycają. Choć są dobrze i szczegółowo opisani, zamiast wzbudzać sympatię, irytują. Nawet Lily, postać pozytywna, silna, będąca przykładem, że można się pozbierać nawet po największym koszmarze, nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Nie można jej jednak odmówić pewnego uroku wynikającego z niecodziennej umiejętności pakowania się w najróżniejsze kłopoty. Cała reszta, zwłaszcza mieszkańcy bloku, to typowa sąsiedzka mieszanka. Harris dobrze opisuje stosunki panujące we wspólnym domu, małe wojny czy nieporozumienia. Są to jednak postaci w większości płytkie i stereotypowe. Plus należy się za lekkie pióro i barwny, żywy język, dzięki któremu mimo wszystkich wad, książkę tę połyka się w jeden wieczór. Jest to więc dobra propozycja dla tych, którzy chcą po prostu miło spędzić czas przy lekturze, ale nie oczekują śledzenia akcji z zapartym tchem ani kryminalnej zagadki wbijającej w fotel. 135

| nr 15 styczeń 2012 r.


KUP NA

Władca Pierścieni

Władcy Pierścieni czy Hobbita nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Są to pozycje przełomowe dla historii literatury, na których wychowały się całe pokolenia czytelników. Fenomen twórczości Tolkiena polega między innymi na skali recepcji jego dzieł – sięgają po nie zarówno młodsi, jak i starsi czytelnicy. Nie powinno za-

tem nikogo dziwić, że Peter Jackson postanowił nakręcić swoją wersję Tolkienowskiej trylogii – do której niedługo dołączy również i Hobbit – tworząc w ten sposób kino familijne, będące w stanie dotrzeć do odbiorcy w niemalże każdym wieku. Rynek gier planszowych, karcianych, bitewnych i komputerowych

136 | nr 15 styczeń 2012 r.


RECENZJE

również nie pozostaje w tyle pod względem adaptacji twórczości Tolkiena do swoich własnych potrzeb. Niedawno miała miejsce premiera gry komputerowej Władca Pierścieni: Wojna na Północy (która została przez graczy przyjęta dość chłodno), natomiast w planszówkowym świecie pojawiła się druga edycja War of the Ring, gigantycznej gry planszowej przeznaczonej dla fanów strategicznego podejścia do wydarzeń znanych z kart powieści (któż dzisiaj pamięta jeszcze Wojnę o Pierścień wydaną przez wydawnictwo Encore?). Najciekawszą z propozycji związanych ze Śródziemiem wydaje się jednak kolekcjonerska kooperacyjna gra karciana Władca Pierścieni. Czym są kolekcjonerskie gry karciane? W skrócie, są to gry, w których gracze sami konstruują swoje talie, wybierając doń karty spośród pewnej dostępnej ich puli. Oczywiście taka formuła to prawdziwa maszyna do zarabiania pieniędzy, ponieważ karty nabywa się w losowo pakowanych zestawach, więc zebranie wszystkich wzorów jest zazwyczaj dość kosztowne. Na tej zasadzie funkcjonuje chociażby Magic the Gathering, najbardziej znana gra tego typu. Wariacją na temat tradycyjnego formatu kolekcjonerskiego jest LCG, czyli living card game („żywa gra karciana”), wprowadzona przez wydawnictwo Fantasy Flight Games oraz zastosowana właśnie we Władcy Pierścieni. To propozycja zupełnie odmiennego sposobu nabywania kart – w comiesięcznie wydawanych zestawach, w których otrzymuje się wszystkie dostępne wzory. Jest to więc format o wiele tańszy i o wiele uczciwszy wobec nabywców, ponieważ zestawy nie zawierają dziesiątek bezużytecznych kart,

z czego słynie chociażby wspomniany już wcześniej Magic the Gathering. Podstawowym atutem gry karcianej Władca Pierścieni jest jej kooperacyjny charakter. Podczas zabawy gracze używają skonstruowanych przez siebie talii, próbując zrealizować wybrany scenariusz. Wersja podstawowa gry zawiera trzy takie scenariusze, a każde kolejne rozszerzenie zapewnia następny. W przypadku kolekcjonerskich gier karcianych brak rywalizacji pomiędzy uczestnikami zabawy jest czymś praktycznie niespotykanym, a sama gra ustawia poprzeczkę trudności na dość wysokim poziomie. Dodatkowo za każdym razem można próbować pokonać scenariusz za pomocą całkowicie inaczej skonstruowanej talii, co również wydłuża żywotność tego tytułu. Wszystkich fanów prozy Tolkiena z pewnością ucieszą ilustracje zdobiące karty, które wykonane zostały z niezwykłą dbałością o szczegóły i przedstawiają znane z kart powieści postaci zgodnie z książkowym pierwowzorem, nie ulegając modzie „zgodności z filmową adaptacją”. Karty zostały również okraszone dużą ilością cytatów zaczerpniętych z kanonicznego tłumaczenia dokonanego przez Marię Skibniewską. Z pewnością warto tę grę posiadać, chociażby dla samych walorów estetycznych, ale z pewnością dostarczy ona również wielu godzin wspaniałej rozrywki.

137 | nr 15 styczeń 2012 r.


138 | nr 15 styczeń 2012 r.

Literadar nr 15  

Elektroniczny magazyn o książkach. Artykuły, wywiady, recenzje, wczesne polecanie nowości wydawniczych. Literadar jest wydawany przez portal...

Advertisement