Issuu on Google+

Nr 24/2012 grudzień 2012 - ISSN 1508-1877 - www.nowaczeladz.pl Z okazji Świąt Bożego Narodzenia składam najserdeczniejsze życzenia. Wielu radosnych chwil pełnych uśmiechu i życzliwości, niosących odpoczynek i magię rodzinnego ciepła. Życzę spełnienia marzeń w nadchodzącym Nowym Roku, by był to rok obfitujący w osobiste doznania, spełnił zamierzenia oraz przyniósł wiele satysfakcji z własnych dokonań.

C

H

I

MAREK MROZOWSKI

B

E

Zdrowych, spokojnych, spędzonych w ciepłej, serdecznej rodzinnej atmosferze Świąt Bożego Narodzenia oraz nadziei na lepszy nadchodzący 2013 rok wszystkim Mieszkańcom Czeladzi życzą MAŁGORZATA HANDZLIK Poseł do Parlamentu Europejskiego BEATA MAŁECKA-LIBERA Poseł RP JAROSŁAW PIĘTA Poseł RP ZBIGNIEW MERES Senator RP

l

o

C

p

m

A n

ZRZUTKA NA MIlIONERA

C

W numerze: NA PÓłMETKU

Minęły już dwa lata obecnej kadencji władz samorządowych. Warto dokonać pewnego podsumowania dotychczasowej działalności. Czytaj str. 3

MIAł BYĆ DOM KUlTURY...

W 2009 r. właściciel kina „Uciecha” obwieścił, że budynek ma być remontowany, ale sprawę blokuje ówczesny burmistrz. Minęły 3 lata, co się zmieniło i czy kino wreszcie odżyje? Czytaj str. 5.

WOJOWNIK TAŃCA

Rozmowa z Krzysztofem Kozakiem, czeladzianinem zwyciężcą programu Got To Dance. Czytaj str. 6.

INfRASTRUKTURA CZYlI OBIECANKI

zytając Konstytucję i wydane na jej podstawie prawo samorządowe można odnieść wrażenie, że wszelkie istotne dla społeczności lokalnej sprawy leżą w gestii naszych wybrańców - burmistrza i radnych. To dość powszechne mniemanie nie zawsze sprawdza się w praktyce. Co pe-

nią bieżącego roku, woła o pomstę do nieba. Jednym słowem, arogancja władzy sięgnęła zenitu. Otóż, pewien lokalny biznesmen, zwany z racji swego wyjątkowego wpływu na panią burmistrz nadburmistrzem, postanowił podnieść wartość swego majątku ulokowanego w nieruchomo-

wien czas słyszymy o mniejszych lub większych przekrętach, które jakby zadawały kłam istocie państwa demokratycznego. Niestety, te niezdrowe praktyki nie omijają również naszego miasta. Przykłady można mnożyć, ale to co się stało jesie-

działki podzielić, uzbroić i sprzedać drobnym ciułaczom, aby mogli sobie pobudować upragnione domki. Dla ludzi przedsiębiorczych droga od pomysłu do przemysłu jest krótka i prosta. Ani się nie obejrzeliśmy, a w szczerym polu pojawili się geodeci. Nadburmistrz osobiście nadzorował podziały gruntu, aby jak najmniej terenu zmarnowało się na jakieś tam drogi, czy trasy dla mediów. Geodeci spięli się i zadanie wykonali ekspresowo. Już po kilkunastu dniach projekt podziału trafił na biurko kierownika Wydziału Nieruchomości w Urzędzie Miasta. Cóż z tego, skoro pani kierownik zaczęła wybrzydzać, wytykając niezgodności z obowiązującym prawem. Nie po to jednak nadburmistrz sfinansował kampanię wyborczą pani burmistrz i nie po to do urzędu wsadził swojego zięcia, żeby jakiś tam gryzipiórek wstrzymał jego ambitne plany. W nowym podejściu już nie było problemów, a pani kierownik? No cóż, rachu-ciachu i zasiliła grono bezrobotnych. O tak zwane opłaty adiacenckie, czyli należne gminie pieniądze za podniesienie wartości nieruchomości, ściach. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Przecież nasz nadburmistrz nie musiał się martwić. Pani to normalne, że milionerzy inwestują i zarabiają. burmistrz nie naliczyła ich, bo po co? Taką już mają naturę. Cóż jednak robić, gdy w nieNo ale kto kupi działki hen, hen daleko od ruchomościach zastój? Okazuje się, że dla nasze- szosy? I ten problem udało się rozwiązać. go nadburmistrza to żaden problem. Wystarczy Ciąg dalszy na str. 2

Teresa Kosmala, w swoim programie wyborczym złożyła mieszkańcom wiele obietnic, pora na kolejne rozliczenia pani burmistrz. Czytaj str. 7.

1


Ciąg dalszy ze str. 1 Po cóż w końcu jest gminna spółka wodociągowa? W marcu bieżącego roku pani burmistrz zarekomendowała Radzie Miejskiej wieloletni plan rozwoju i modernizacji urządzeń wodociągowych. Pod pozycją nr 12 znalazło się zadanie ujmujące budowę wodociągu w dziewiczym terenie będącym w dyspozycji nadburmistrza. Całe zadanie wyceniono na kwotę 700.000 zł. Radni nie zrozumieli jednak intencji władz miejskich i w swej złośliwości wykreślili z planu uzbrojenie nowych prywatnych działek budowlanych. Nie po to jednak nadburmistrz mozolił się i trudził przy kampani wyborczej, wypożyczając do celów operacyjnych własnego zięcia, żeby jakaś tam zgraja wstrzymała jego ambitne plany. Oczywiście, za te pieniądze, można by rozpocząć budowę kanalizacji na Starych Piaskach czy Dolnej Węgrodzie,

albo zrealizować kanalizację w dwustu procentach w rejonie targowiska, ale po co? Zadowolenie nadburmistrza jest przecież najważniejsze. Nie ma się zatem co dziwić, że spółka natychmiast zleciła projekt i zaczęła przygotowywać się do jego realizacji. Pozostał, co prawda jeszcze jeden mały problem, wejście w prywatny teren. Spółka zapewniła nadburmistrzowi należną, śmieszną kwotę 15.000 zł, za tak zwaną służebność gruntową i już mogła bez przeszkód poprawić humor wszystkim zainteresowanym. Dzisiaj spółka realizuje swoją najważniejszą inwestycję pod czujnym nadzorem nadburmistrza. Dzięki przychylności władz miejskich, przedsiębiorca sporo zyska na koślawo rozumianym partnerstwie publiczno-prywatnym. Już dziś otrzymał kasę za służebność, ale to tak na przysłowiowe waciki. Generalnie wartość jego pięcio-

KRONIKA SĄDOWA

kolei katowicki Sąd Okręgowy ostatecznie listopada ogłoszone zostało postanowie14 nie Sądu Rejonowego w Katowicach w Zprzywrócił do pracy zwolnioną w skandaliczsprawie Teresy Wąsowicz przeciwko Kamilowi ny sposób kierownik Wydziału Nieruchomości Kowalikowi. W zasadzie radny wyszedł z tego starcia obronną ręką. Sąd nie dopatrzył się bowiem naruszenia dóbr osobistych pani Teresy. Przypomnijmy, że powódkę dotknęło określenie przez radnego żony jej bratanka mianem bratanicy. Między innymi, za ten lapsus językowy pani Teresa żądała zadośćuczynienia w kwocie 10.000 zł. Niestety, nie udało się jej do tego przekonać Sądu. Szkoda jednak, że nie jest ona tak wyczulona na słowa w przeciwnych sytuacjach, gdy wytacza znacznie cięższe działa wobec drugiej strony barykady. Po otrzymaniu uzasadnienia radny zdecyduje czy złożyć apelację.

Agnieszkę Nowak. Sąd podzielił w tym przypadku stanowisko niższej instancji. Pani Agnieszka zapowiada teraz proces o odszkodowanie za kilkumiesięczne pozostawanie bez pracy oraz o dyskryminację. dalszym ciągu macierzysty komitet wyborczy pani Teresy Kosmali nie przeprosił pana Marka Mrozowskiego za pomówienia. Wyrok w tej sprawie jest prawomocny od dwóch lat, ale osoby odpowiedzialne za publikację mają to głęboko w nosie. Dla przypomnienia zamieszczamy orzeczone sądownie przeprosiny. Może to w końcu skłoni otoczenie pani Burmistrz do działania?

W

W S P R AW I E N E P OT Y Z M U

dniu 14.11.2012 r. zapadł wyrok w sprawie W jaką o naruszenie dóbr osobistych wytoczyła mi Teresa Wąsowicz. Obwieściła o tym kilka godzin po ogłoszeniu orzeczenia. Zapomniała uczciwie dodać, że w toku rozprawy Sąd Okręgowy w Katowicach nakłaniał ją do zawarcia ugody - bezskutecznie. Ja do ugody byłem przygotowany. Cóż… Sąd w wyroku nakazał mi przeproszenie Pani wiceburmistrz w prasie i na mojej stronie internetowej. Tyle, że to można było przecież załatwić zawartą przed Sądem ugodą. Pani wiceburmistrz

wolała wyrok. Cóż… Nie godziłem się natomiast na jedno - przyznanie, że moje twierdzenia można uznać za naruszające dobra osobiste pani wiceburmistrz. Sąd Okręgowy w Katowicach w swym wyroku tę część jej powództwa oddalił. Oddalił też wszystkie pozostałe jej roszczenia. Nie obciążono mnie kosztami procesu. O tym, pani wiceburmistrz już jednak nie napisała. Być może dlatego, że nie było jej na ogłoszeniu orzeczenia. Cóż… może nie do końca wierzyła w siłę swoich argumentów? Wyrok zapadł. Nie jest prawomocny. Wystąpię

NEGOCJATOR edukacj ę A

Nie dla inwestycji w

becne władze z wielkim uniesieniem przedO stawiają jaką to opieką otaczają oświatę i jak bardzo dbają o placówki edukacyjne. Chwa-

lą się też, że udało się nie zlikwidować żadnej szkoły czy przedszkola. Zaiste są to wielkie zasługi dla rozwoju edukacji Czeladzi. Porównaliśmy inwestycje w edukację. Za czasów burmistrza Marka Mrozowskiego najwięcej wydano w roku 2006 – 5,6 mln. zł, zaś burmistrz Teresa Kosmala wraz z burmistrzem ds. społecznych Teresą Wąsowicz na te cele w latach 20112012 przeznaczyły około 100 tys. zł. Jeżeli w 2006 roku wydatki inwestycyjne stanowiły 23,4 % wszystkich wydatków oświatowych, a w 2010 – 8,2 %, to w 2011 już jedynie – 0,2 %. Poczynione w oświacie „oszczędności” odnoszą się prawie w całości do inwestycji nie zaś do wydatków bieżących czy płac, przy czym skala braku inwestycji jest zatrważająca. Całe szczęście że w poprzedniej kadencji władze zdążyły wyremontować większość placówek, ale co z tymi których nie remontowano w latach 2002-2010? AW

2

ndrzej Ś., główny doradca i światowej sławy negocjator, absolwent Oxfordu i Wyższej Szkoły Rolniczej w Rzeszowie, doświadczenie zdobywał na całym świecie, nie dał szans specjalistom ds. sprzedaży Turonu i wynegocjował cenę energii w pakiecie o 7% niższą. Czteroletnia córka pana Tomka z Kielc, w imieniu swego taty, wynegocjowała to samo. Polacy są najlepszymi negocjatorami na świecie. Oto jakie stawki wynegocjowały inne miasta: Piekary Śląskie zaoszczędzą w 2013 r. 42% na wydatkach na energię elektryczną w stosunku do 2012 r. Zabrze – 23%, Mysłowice - 18%, Siemianowice Śląskie i Wyry – 16%, Dąbrowa Górnicza – 11%. Katowice zakupią energię na 2013 r. za cenę o 7,34% niższą niż w 2012 r. Sosnowiec zaoszczędzi ok. 470 tys. zł. Jest to ponad 5 % W skali innych miast są to mniejsze oszczędności, ale należy pamiętać, że Sosnowiec już od kilku lat kupował energię dla wszystkich jednostek w jednym przetargu. W stosunku do 2009 roku oszczędności sięgają 1,5 mln. zł. AW

hektarowej nieruchomości, na naszych oczach, wzrasta o około 30%, co w przeliczeniu może oznaczać gdzieś około 2.000.000 zł! To, że gmina do tej pory zaniechała partycypacji w tej kwocie z tytułu opłat adiacenckich i to, że spółka musi się ratować kredytem bankowym, dla naszych władz wydaje się problemem mało istotnym. Przecież luki budżetowej nie pokrywają z własnej kieszeni. Sama inwestycja też ich nie obciąża, bo doliczona została do ceny wody. W końcu warto poświęcić głupie 70 gr doliczone do każdego metra sześciennego, czy jak kto woli 22 zł na głowę, by zaspokoić apetyt i pomóc lokalnemu biznesowi w trudnych czasach. Mimo próby kontaktu, niestety właściciel działek nie chciał porozmawiać z nami i udzielić nam odpowiedzi na kilka ważnych pytań. Krzysztof Majewski

Jako Komitet Wyborczy Wyborców „Przyszłość Czeladzi” przepraszamy pana Marka Mrozowskiego, kandydata na burmistrza miasta Czeladzi za rozpowszechnienie nieprawdziwych informacji na łamach publikacji „Przyszłość Czeladzi” w wydaniu z listopada 2010 roku, w artykule „Pełna lista kandydatów na burmistrza Czeladzi”, obraźliwych i godzących w jego dobre imię. o jego pisemne uzasadnienie. Gdy tylko się z nim zapoznam podejmę decyzję o ewentualnej apelacji. Przy tym wszystkim nachodzi mnie jedna konstatacja. Skoro Teresa Wąsowicz uzyskała mocą wyroku to co mogła uzyskać drogą ugody, to tak naprawdę nie chodziło jej o przeprosiny. Chodziło o to, by móc posługując się wyrokiem wszem i wobec oznajmić, że w Czeladzi nie ma nepotyzmu. No bo gdyby był to przecież wyrok byłby inny! A jak to jest rzeczywiście z tym nepotyzmem w mieście, to wszyscy mogą ocenić sami. Oceniajcie, tylko - proszę - dyskretnie! Inaczej i Wam pani wiceburmistrz zagrozi pozwem. Bo przecież nepotyzmu w Czeladzi nie ma… Kamil Kowalik

O szcz ę dzają na

niepe ł nosprawnyc h

dzieciac h

e wrześniu br. władze Czeladzi zdecydowaW ły o likwidacji 2 z 4 kursów busu wożącego niepełnosprawne dzieci do szkół specjalnych. Po-

wód – oczywiście oszczędności. Dzieci spędzają poza domem ponad 10 godzin. Spowodowane jest to tym, że muszą czekać na transport w placówkach. Wcześniej cztery kursy zapewniały odpowiednie skrócenie czasu przebywania poza domem, teraz pojawia się duży problem. Rodzice dzieci mówią o prawdziwym skandalu. - Oczekuję od Urzędu Miasta tego, aby wzięto pod uwagę to, co rodzice przegłosowali, jednogłośnie na zebraniach – rozdzielenie kursów. Wszystkie ćwiczenia rehabilitacyjne specjaliści zalecają do robienia w domu. Jednak po tylu godzinach poza nim dzieci są zmęczone – mówi pani Agnieszka Furtak, matka jednego z dzieci. Władze miasta nie zgadzają się z taką argumentacją, gdyż muszą „racjonalnie dysponować środkami”. Mimo zapowiedzi szukania kompromisu na razie nic się w tej kwestii nie zmieniło. Czy warto szukać oszczędności kosztem niepełnosprawnych dzieci? AW


„Wypad pederasto” na spotkaniu z Macierewiczem Foto: serwis You Tube

listopadzie tego roku na spotkanie z mieszW kańcami Czeladzi przybył poseł PIS Antoni Macierewicz, organizatorem był będziński Klub

Gazety Polskiej. Spotkanie przebiegało w spokojnej atmosferze, dopóki młody człowiek nie zadał pytania, które rozsierdziło przybyłych, a także cześć organizatorów spotkania. - Siadaj gówniarzu – krzyczał do młodego człowieka starszy pan z brodą, po czym uderzył zadającego pytania. Następnie wyrwał mu mikrofon. Z opresji i agresywnego tłumu wyciągnął młodzieńca dopiero sam Macierewicz. Kiedy jeden z prowadzących spotkanie zauważył, że wszystko filmuje kamera, próbował odepchnąć, a następnie wyrzucić z sali operatora. - Wypadaj stąd pedarasto – krzyknął, po chwili dodając jeszcze niecenzuralne – bo gó…! Na spotkaniu obecni byli także, siedzący w pierwszym rzędzie, obok najbardziej agresywnych uczestników, włodarze miasta w osobie pani burmistrz Teresy Kosmali i jej doradcy Andrzeja Świątka (oboje dawniej PIS). Mimo sytuacji do jakiej doszło, żadne z nich nie interweniowało. Niestety, w takim towarzystwie i atmosferze obracają się osoby sprawujące władzę w Czeladzi. Pani burmistrz wstyd! WM

NA PÓŁMETKU

czyli połowa kadencji samorządu

C

zas ma to do siebie, że biegnie nie oglądając się na nas, ani przez chwilę. Dzięki tej przypadłości minęły już dwa lata obecnej kadencji władz samorządowych. Najwidoczniej najbardziej zainteresowani nie dostrzegli tego faktu i zachowują się, jakby dopiero wszystko miało się zacząć. Oczywiście jeszcze nie pora na jakieś głębsze podsumowania, ale pewne spostrzeżenia warte są odnotowania. Zacznijmy od szczebla powiatowego. Tutaj władzę dzierży koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej wraz z przystawkami ukrywająca się pod dumną nazwą Wspólny Powiat. Naszym powiatem zarządza pięcioosobowy zarząd, w którym aż cztery osoby są na etacie. Warto nadmienić, że poprzednio na etacie było jedynie dwóch członków: starosta i jego zastępca. Niestety dokładnie nie wiadomo, dlaczego etatowanie wzrosło aż o 100%. Niektórzy sądzą, że wynika to z ambitnych planów pracy zarządu. Są też jednak tacy, którzy twierdzą, że to jedynie wynik koalicyjnej arytmetyki. Największy klub radnych Platformy Obywatelskiej nie ma przedstawicieli ani we władzach wykonawczych, ani nawet w Prezydium Rady i sprowadzony został do roli biernego obserwatora. Choć koszty utrzymania kierownictwa znacząco wzrosły, nie przekłada się to jednak na jakość pracy. W zasadzie trudno powiedzieć, cóż takiego planuje się do wykonania w najbliższych latach. Na razie wiadomo, że będzie mniej środków na drogi powiatowe, i że istotnie ograniczona została oferta edukacyjna. Napływają też niepokojące informacje dotyczące przyszłości czeladzkiego Ośrodka Integracyjnego „Ostoja”. W najważniejszej sprawie, tej dotyczącej przyszłości służby zdrowia, wieloetatowy Zarząd Powiatu ma mgliste pomysły, by nie powiedzieć, że nie ma o tym pojęcia. Dla odmiany w Czeladzi większość w Radzie Miejskiej posiada Koalicyjny Klub Radnych Platformy Obywatelskiej. Początkowo PO podjęła współpracę z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Teoretycznie był to bardzo dobry przykład dla innych samorządów. Tak odmienne ugrupowania łączą się dla wspólnej pracy dla miasta. Cóż z tego jednak, skoro międzypartyjny flirt należy

już do przeszłości. Burmistrzem jest osoba spoza obu ugrupowań, którą oficjalnie wspiera jedynie jeden radny. Takie spolaryzowanie obu ośrodków decyzyjnych przekłada się na bieżącą pracę. Rada chciałaby dalszego rozwoju miasta, nowych inwestycji i realizacji przyjętych wcześniej programów. Pani burmistrz ma diametralnie odmienne zdanie w tej kwestii. Bardziej interesują ją sprawy przyziemne - poprostu brak jej wizji miasta. Oczywiście oficjalnie chciałaby zmienić Czeladź, ale na jej drodze stoją „obiektywne” przeszkody: Rada Miejska, brak pieniędzy i, zdaniem pani burmistrz, niekompetentni urzędnicy. Brak zaufania do tych ostatnich spowodował pojawienie się nowej struktury działającej trochę jakby pomimo Urzędu Miasta. Obok pani burmistrz, w jej skład wchodzą: dwaj zastępcy (poprzednio był jeden), zespół doradców i asystentów (wcześniej takowego nie było), wybrani urzędnicy oraz doradca-biznesmen określany pieszczotliwie nadburmistrzem. Biurokratyczna dwuwładza przejawia się sporą bezwładnością decyzyjną, czyli bałaganem. Niestety, wygląda na to, że nowe zadania przerosły możliwości pani burmistrz i po prostu sobie nie radzi. Jeszcze do niedawna podobnie było w Wojkowicach, ale tam Rada Miejska wzięła sprawy w swoje ręce i dotychczasowy burmistrz został usunięty w drodze referendum. Choć dwóch straconych lat nikt już nie odda, ale przynajmniej jest szansa na odwrócenie niekorzystnych tendencji i nowe otwarcie. Obserwując dotychczasowe działania najważniejszych organów samorządowych można mieć obawy o jakość sprawowanej władzy. Wydaje się, że zarówno pan starosta jak i pani burmistrz, zapomnieli o swych przedwyborczych obietnicach. Wszyscy wypłynęli na krytyce swych poprzedników. Wszyscy mieli znakomite recepty i pomysły. Wszyscy deklarowali nowy styl pracy. I co? Wygląda na to, że jest gorzej i drożej. Co zaskakujące, żaden z wymienionych funkcjonariuszy nie przedstawił do tej pory jakiegokolwiek planu działania, czy choćby ogólnej wizji na przyszłość. Oczywiście jest jeszcze czas na zmianę, ale warunek jest jeden - trzeba tej zmiany chcieć. Krzysztof Majewski

A uto d l a stra ż aków

dzięki radnym PO zeszłym roku podczas głosowania buW dżetu na rok 2012, koalicyjny klub radnych Platformy Obywatelskiej zdecydował o

przekazaniu dotacji w wysokości 380 tys. zł, na zakup nowego wozu bojowego dla strażaków,

mimo, że wcześniej środki takie nie były przewidziane przez władze miasta. W listopadzie br. czeladzkiej OSP przekazano ciężki ratowniczo-gaśniczy wóz bojowy marki Mercedes-Benz Atego 1629 AF GCBA 4,4/32. Wóż bojowy posiada działko wodno-pianowe, linię szybkiego natarcia oraz zdalnie sterowany maszt oświetleniowy, napęd 4x4 oraz zbiornik wody o pojemności 4400l. Nowy sprzęt znacznie ułatwi naszym ochotnikom pracę. KM

3


JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE

zas płynie szybko i nadeszła już pora na pierwC sze przedwyborcze ruchy. Jednym z obowiązków nałożonych na Radę Miejską jest ustalenie

okręgów wyborczych, w których będziemy wybierać nowych radnych już za dwa lata. Trzeba w tym miejscu dodać, że w roku 2014 wybory odbędą się według nowych zasad. W miejsce list wyborczych z wieloma ugrupowaniami i kandydatami pojawią się listy składające się jedynie z kilku nazwisk. Ułatwi to z pewnością wybór właściwego reprezentanta, a także zapewni lepszy kontakt wyborców z Radą Miejską. Nowe zasady wyborów stawiają na reprezentację wydzielonych części miasta we władzach lokalnych. W takich warunkach wzrośnie odpowiedzialność radnych wobec wyborców. Zmniejszy się natomiast zależność od różnej maści ugrupowań. Wprowadzając Kodeks wyborczy, nasz parlament odpowiedział na szereg postulatów, płynących również z Czeladzi, reformując tak aby, obywatele byli bardziej zaangażowani w sprawy lokalnej społeczności, żeby każdy, kto widzi potrzebę jej służenia miał szansę to robić, bez oglądania się na partyjnych bossów. Na październikowej sesji

przedstawione zostały dwa projekty podziału Czeladzi na 21 okręgów wyborczych. Pierwszy, to projekt pani burmistrz, który nie został zaakceptowany. Drugi, klubu radnych Platformy Obywatelskiej, zyskał on uznanie radnych i stanowi osnowę nowych wyborów. Średnia liczba mieszkańców w okręgu wyniesie 1.547. Najmniejszy z okręgów obejmuje 1.311 mieszkańców, a najliczniejszy - 1.925. W każdym okręgu wybrany zostanie jeden radny. Na marginesie należy dodać, że wybory burmistrza, do rad powiatów i sejmików odbywać się będą na dotychczasowych zasadach. Kamil Kowalik

Zaciemnione miasto

ieszkańcy sporo mówią o panujących od M dłuższego czasu ciemnościach na czeladzkich ulicach. Sprawę poruszyli zbulwersowani kierowcy, ale i piesi mieszkańcy Czeladzi. Powodem skrócenia czasu włączenia oświe-

Kradzież z udziałem związkowców?

listopadzie br. miasto obiegła wiadomość, W że w jednej z miejskich jednostek samorządowych – Miejskim Zarządzie Gospodarki Komu-

nalnej, doszło do kradzieży paliwa dokonanej przez pracowników. - Policja prowadzi w tej sprawie postępowanie. W chwili obecnej zarzuty postawiono jednej osobie, jest to pracownik fizyczny miejskiej jednostki. Pracownika zatrzymano z 10 litrami paliwa. Sprawdzane są kolejne wątki sprawy – mówi asp. Paweł Łotocki, rzecznik prasowy będzińskiej Policji.

Jakiś czas temu zauważono, że pojazd (zamiatarka) który powinny spalać około 60 litrów na 100 km, przy obsłudze jednego z pracowników MZGK spalał około 95 litrów, czyli ponad 50% więcej od przewidywa-

4

nej normy. Po zmianie obsługi pojazdu zużycie paliwa cudownie wracało do poziomu 60 litrów. Wniosek nasuwał się sam, ale jednoznacznych dowodów było brak. 9 listopada po zatankowaniu pojazdów jeden z nich zamiast w wyznaczone miejsce udał się do parku Alfred. Po zlokalizowaniu auta systemem GPS, wysłano po niego jednego z pracowników, aby sprawdził dlaczego pojazd jest w innym miejscu niż być powinien. Na miejscu zauważył on traktor MZGK oraz dwóch pracowników, a w krzakach ukryte dwa pięciolitrowe kanistry z paliwem w workach. Natychmiast wezwano Policję, która zatrzymała dwóch pracowników, jednemu z nich Rafałowi C., będącemu jednocześnie szefem związku NSZZ Solidarność, postawiono zarzut kradzieży. Policja zabezpieczyła także dowody w postaci kanistrów i telefonów komórkowych, w których znajdowały się np. smsy świadczące o działaniach sprawców. Natychmiast obaj pracownicy zostali zwolnieni z pracy w trybie art. 52 kodeksu pracy tj. dyscyplinarnie. W odpowiedzi, do sprawy włączyły się także związki zawodowe stając w obronie zwolnionych za kradzież pracowników. - Sprawa na pewno nie jest jasna i jednoznaczna. Decyzja o zwolnieniu na podstawie art. 52 jest pochopna. Jestem z tymi związkowcami w stałym kontakcie. Jeżeli w MZGK, mieli już od poprzedniego roku informacje, że kogoś obserwują i nagle 9 listopada, taka akcja z Policją, to uważam, że pracodawca nie zachował się w porządku. Jeśli dochodziło do jakiegoś nieprawidłowego dysponowania paliwem, to pracodawca powinien wezwać pracownika i zwrócić mu uwagę w postaci nagany czy w inny sposób, żeby go zdyscyplinować – twierdzi Hanna Szotowska, szefowa czeladzkiego NSZZ Solidarność. Jak widać i w tym przypadku punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z jednej strony zdecydowana reakcja pracodawcy. Z drugiej, podważający fakty związkowcy. Wątpliwości tych drugich zdają się podzielać władze miejskie. Dla nich dowody zabezpieczone przez Policję nie mają znaczenia. Jeśli wierzyć krążącym pogłoskom, to niebawem zwolnieni związkowcy wrócą do pracy, a pożegna się z nią – dyrektor. Niewiarygodne? A to się jeszcze okaże. AW

tlenia mają być, podobno oszczędności w czeladzkim magistracie. - Strach wyjść na ulicę w godzinach wieczornych, panują tu prawdziwe egipskie ciemności, kierowcy nie widzą zbliżających się do przejścia pieszych. Czy oni czekają na jakiś poważny wypadek, żeby dotarło do nich jakie zagrożenie powodują – mówi pani Bożena z Piasków. Władze twierdzą, że na skróceniu czasu oświetlenia ulic i chodników oszczędzają 60 tys. zł rocznie. Nie zdają sobie, chyba jednak sprawy jakie takimi decyzjami powodują zagrożenie dla bezpieczeństwa czeladzian. - Sytuacja jest naprawdę niebezpieczna, mało że nie widać nierówności i dziur w drodze, ale przede wszystkim nie widać też zbliżających się do ulicy przechodniów. Prędzej czy później dojdzie w mieście do tragedii – oburza się pan Grzegorz, kierowca z 30 letnim stażem. Mieszkańcy alarmują o coraz częściej powtarzających się kolizjach drogowych, zwłaszcza w godzinach porannych i popołudniowych, kiedy ludzie jadą do pracy lub z niej wracają. Podczas gdy ruch jest największy ulice pogrążone są w mroku. Na zakończenie warto wskazać, że koszty utrzymania licznego grona doradców obecnej pani burmistrz rocznie sięgają ponad 270 tys. zł, jak to się ma do oszczędności na oświetleniu ulic? Czy liczne grono ekspertów pani Kosmali jest ważniejsze niż bezpieczeństwo mieszkańców? WM


MIAŁ BYĆ DOM KULTURY, BĘDZIE MARKET?

2009 r. pan Stefan, współwłaściciel budynku W dawnego kina „Uciecha”, obwieścił wszem i wobec, iż budynek ma zostać wyremontowany.

Jednak jego działania są skutecznie niweczone i blokowane przez burmistrza Czeladzi Marka Mrozowskiego. Pan Stefan podnosił, iż budynek nie ma należytego dostępu do drogi publicznej. Inwestora wspierała w tych działaniach ówczesna radna opozycji Teresa Kosmala oraz zjednoczony chór internautów. Jak informowały władze Czeladzi w 2009 r. nieruchomość położona przy ul. 1go Maja 28, dawne kino „Uciecha”, posiada dostęp do drogi publicznej, gdyż działka gminna w ewidencji gruntów figuruje jako droga. Działka nr 4 (plac przed kinem) jest urządzona i stanowi drogę dojazdową do przedmiotowego budynku. Mimo takiego stanowiska pan Stefan uważał, że dostęp do budynku jest ograniczony. Właściciel podtrzymywał opinię, iż jedynym hamulcem remontu był burmistrz Mrozowski: - Kłopot polega na tym, że moje próby wyremontowania kina spełzają na niczym. Od dwóch lat koresponduję z obecnym włodarzem miasta i nie mogę nic wskórać. W Czeladzi można zorganizować wiele ciekawych wydarzeń. Na piętrze, w głównej sali, będą odbywać się imprezy: kabarety, koncerty, spotkania z ciekawymi ludźmi, spotkania mieszkańców i kursy tańca. Niezależnie od tego sala będzie udostępniana na wesela. Natomiast na strychu będą pokoje gościnne lub biura - właściciel jasno deklarował swoje plany, co do przyszłości budynku. Z planami tymi kolidowała nieco oferta wystawiona w portalu allegro.pl dotycząca sprzedaży budynku za kwotę 2,5 mln zł, ale na to nikt jakby nie zwracał uwagi. W grudniu 2010 r. zmieniły się władze Czeladzi. Na fotelu burmistrz zasiadła pani Teresa Kosmala wspierana wydatnie finansowo w kampanii przez pana Stefana. Wydawało się, że wszelkie sprawy związane z „blokowaniem” remontu zniknęły definitywnie wraz z odejściem Mrozowskiego i nastaniem nowej przychylniejszej panu Stefanowi ekipy. Niestety, pomimo upływu dwóch lat kadencji pani Kosmali, w temacie budynku kina nic się nie zmieniło. Jak stał opuszczony i zaniedbany, tak nadal stoi, a oznak remontu nie widać. W poprzedniej kadencji, sprawa była jasna - to Mrozowski blokował inwestycję. Kto zatem blokuje ją teraz? - Przetarg na sprzedaż kina należy unieważnić, gdyż inwestor (pan Stefan) nie dokonał tam żad-

Z D A N I E M INTERNAUTÓW w w w. c z e l a d z - f o r u m . c o m . p l oraz w w w. fo r u m . c ze l a d z . o rg. p l

nych remontów – mówił na jednej z sesji Rady Miejskiej poprzedniej kadencji radny Andrzej Świątek, a dzisiaj doradca pani burmistrz. Tę inicjatywę byłego radnego wsparła obecna Rada Miejska podejmując 31 marca 2011 r. uchwałę w sprawie wszczęcia procedur prawnych zmierzających do wyegzekwowania od właścicieli działki nr 3/3 k.m. 21 zabudowanej budynkiem byłego kina, warunków jej sprzedaży. Jednak o działaniach podjętych przez panią Kosmalę oraz inicjatora pomysłu, a obecnego doradcę, nic nie wiadomo. Najprawdopodobniej nie kiwnęli nawet palcem. W maju bieżącego roku, niezadowolona z poczynań pani burmistrz, Rada Miejska ograniczyła jej możliwość ustanawiania służebności gruntowych. Nieoczekiwanie uchwała radnych wywołała błyskawiczne działanie zarówno właścicieli kina jak i pani burmistrz. Następnego dnia po decyzji pan Stefan złożył wniosek o ustanowienie służebności przejazdu na palcu Konstytucji 3 Maja. Pani burmistrz wniosek rozpatrzyła w ekspresowym tempie w ciągu miesiąca dokonała wyceny, wniosek rozpatrzyła pozytywnie i stanęła do aktu notarialnego. Zapewne na szybkość jej działania nie miało zupełnie wpływu to, że pan Stefan był głównym sponsorem jej kampanii i że jego były stanie służebność drogową, a nie będzie chciał z tym budynkiem nic zrobić to odkryję jego złe zamiary i będę jego wrogiem? Przemysław Szałański

@ Tak się zastanawiam...komu w UM tak naprawdę zależy na tym, żeby budynek kina się rozsypał? oto kilka głosów internautów. Cie- I dlaczego? I komu przeszkadza to, że ktoś ma kawe, co dzisiaj sądzą o panu Ste- dobre chęci i dąży do tego, żeby kino uratować? fanie, jego ambitnych obietnicach i Hmm...Czy tak trudno urzędnikom czasami pokazać ludzką twarz? Nie mogą sami wymyśleć(!) poplecznikach? czegoś mądrego i zrobić tak, żeby wszyscy byli @ Jeśli budynek nie ma zapewnionego prawnie zadowoleni? Czy to już jest ponad ich siły? dojazdu to nikt go nie kupi, a jest bardzo praw- Anula dopodobne, że gdyby obecny właściciel miał zapewnioną drogę dojazdową, to wyremonto- @ Pamiętasz przysłowiowego psa ogrodnika? wałby budynek. Sam nie może to drugiemu też nie pozwoli. A Apolonia przecież tak niewiele potrzeba. Poza tym, deklaracje co do przyszłości Uciechy mamy na piśmie, i @ Z tego co się dzisiaj nieoficjalnie dowiedzia- to nie jednym a teraz już nawet i na ekranie. Niby łem, to Pan Stefan Gos jest zainteresowany w nic ale wyszedł by na niepoważnego mówiąc najdalszym ciągu tym budynku zrobić coś w ro- łagodniej gdyby się z tego nie wywiązał. dzaju ośrodka kultury - tylko problemy robi mu Virgo miasto. Burmistrz Panu Gosowi przeszkadza w wielu inwestycjach i blokuje m.in. budowę @ Ja coraz bardziej zaczynam się skłaniać, że to nowego osiedla. Robi mu po prostu na złość. początek czyjejś (opozycyjnej) kampanii wyborPomyśleliście o tym, że jak na moją prośbę do- czej. Jestem dumna, że mieszkam w Czeladzi, w

A

zięć jest odpowiedzialnym za sprawy nieruchomości jej zastępcą. Dość powiedzieć, że w innych tego typu przypadkach sprawy toczą się znacznie wolniej, by nie powiedzieć, iż się wyjątkowo ślimaczą. Niejako w tle owego przyśpieszenia pojawiła się informacja, że kino ma być sprzedane. Nie ma tam być realizowany tak bogaty program naświetlany wcześniej przez pana Stefana, ale do zabytkowego obiektu wprowadzić ma się dyskont typu Netto czy Biedronka. Sprawa trafiła do mediów. Osobiście trudno mi uwierzyć, aby pan Stefan tak obrzydliwie oszukał mieszkańców. Próbowałem zatem wyjaśnić całe zamieszanie u źródła. Niestety, nie udało mi się tego dokonać. Pozostaje mi zatem zadać publicznie pytanie - panie Stefanie, kiedy zgodnie z pana obietnicami kino … „będzie cieszyło, grzmiało i huczało”? Wojciech Maćkowski PS. Wypowiedzi pochodzą z gazetki Przyszłość Czeladzi grudzień 2009/ styczeń 2010. mieście w którym w końcu się coś dzieje, gdzie się inwestuje. I żeby pochwalić nie potrzebuję stołka ani radnego ani urzędnika. Wam nic nie pasuje! Wszystko jest źle, nie tak, źle się projektuje, źle się planuje, uchwały są na tak, inne na nie, są błędy na stronie www - a to takie istotne, że ... - o geniusze!!! chyba lepiej wymienić, co Wam pasuje (nie wiem czy jest coś takiego), będzie szybciej, ale widocznie tylko tyle potraficie - ganić innych, że coś robią! Jessi @ Burmistrz łże jak pies! Opalski Maciej @ Dla przypomnienia biznesman Stefan G. obiecał odnowę kina i przeznaczenie go na działalność kulturalną, najpierw podobno utrudniał mu były burmistrz, potem radni, teraz ma już wszystko co chciał i kino można remontować. Co najważniejsze ma też kupca na teren pod budowę markietu. Ale będzie Uciecha - po pachy. Piękny Roman @ Zaskakujące jest też milczenie pani Burmistrz. O ile mnie wzrok nie myli, to dalej na kinie widnieje jej baner reklamowy. Dobrze, żeby wyborcy to pamietali. madera

5


W O J O W N I K T A Ń C A rozmowa z krzysztofem kozakiem zwycięzcą „Got to dance”

- Rok temu nie spodziewałeś się takich sukcesów, a tu nagle dzwonią różne media, przyjeżdżają robić wywiady, jak to odbierasz? - Jestem szczęśliwy, ale trochę inaczej, nie zmieni mnie to, zawstydzam się gdy ktoś do mnie podchodzi i prosi o autograf, nie czuję się sławny. - Kiedy wcześniej oglądałeś takie programy myślałeś, że kiedyś, Ty będziesz ich zwycięzcą? - Od małego było to moim marzeniem, zawsze w szkole podstawowej, tylko tam scena i taniec i Michael Jackson - mój idol, miałem 4 albo 5 lat kiedy tata kupił płytę Jacksona. Nikt mnie nie uczył, stawałem przed lustrem, czuję to po prostu sam z siebie. - Czy z Twoją choroba trudno jest żyć? - Wiadomo jak się w Polsce traktuje chorych na stwardnienie rozsiane (SM). To jest eutanazja, niewidoczność - kwalifikacje, czy się nadaję na leki, czy nie jestem za stary. Koszt miesięcznej terapii to 8 tys. zł. - Jak dowiedziałeś się o chorobie? - W 2004 r. byłem w Anglii, źle się poczułem. Pracowałem w budownictwie. Kiedy schylałem się po głowie przechodziły mi prądy, ręka mi sztywniała. Zrobili rezonans magnetyczny, lekarz powiedział żebym wziął chemię, bo nie ruszę ręką, w 2 miesiące miałem 4 zrzuty chemioterapii. Znajomi się składali żebym mógł tam jeździć, ta choroba atakuje wszystko. - Taniec to jest walka z chorobą, to ruch. Pomaga w sensie terapeutycznym? - Tak to jest sposób walki, ruch przede wszystkim, pomaga w sensie psychicznym. Jestem szczęśliwy gdy uda mi się zrobić taki ruch jak chce mój umysł. - Sam występ był formą terapii? - Zrobiłem dla innych chorych ludzi, powiedziałem na castingu, że chcę zatańczyć dla tych co by bardzo chcieli, ale nie mogą. Każdy mój taniec to była prośba żeby nam chorym na SM dali szansę, spełnić marzenie. Poznałem w sanatorium ludzi którzy mają hobby: rysują, haftują, śpiewają, piszą wiersze. Po prostu w człowieku otwiera się coś o czym wcześniej się nie wiedziało. Ja nauczyłem się grać na gitarze, bo miałem problemu z lewą ręką, znajomy uczył mnie chwytów. - Co robisz żeby opierać się chorobie, żeby z nią walczyć? - Teraz będę chodził na judo do Szkoły Podstawowej nr 4 w Będzinie. Muszę się ruszać. Chciałbym być w dobrej kondycji ruchowej, to będzie dla mnie trening, przed tym jak będę musiał gdzieś zatańczy. - Od kiedy tańczysz? - W podstawówce nauczyciele mówili mojej mamie, że mam takie fajne ruchy, jak naśladowałem Michaela to nie wierzyli. Miałem 11 lat jak uczyłem tańczyć moich rówieśników, jeździłem na różne zawody szkolne i nigdy nie przegrałem. - Jesteś urodzonym zwycięzcą? - W konkursach tanecznych nigdy nie przegrałem. Wszyscy mówią, że mam dobre poczucie rytmu. Zdarzało się, że obcy ludzie bili mi brawo kiedy tańczyłem, te opinie był dla mnie cenne. Jestem samoukiem - możesz mi pokazać artystę - ja sobie chwile popatrzę i mogę go naśladować, jestem niewolnikiem dźwięku. Słyszę jakiś dźwięk i mogę wymyślić do niego ruch. - Obrałeś sobie następny cel? - Chcę napisać książkę - autobiografię. Wydaje mi się że nikt nie będzie na mnie stawiał, bo ja mogę 3 razy pod rząd zatańczyć, a nie 90 minut. Chciałbym uczyć dzieci, zrobić taką grupę i do takiego programu ją przygotować, tylko żeby nie mówiły kto je uczył. To było moje marzenie jak oglądałem Michaela, chciałem wejść na scenę tak jak on i zrobić show i to jest niesamowite. Możecie mi puścić, teraz jego utwór, a ja

6

od razu wstaję zatańczyć. - Słyszałem w programie, że niektóre ruchy zrobiłeś tak jak on? - To jest mój idol, ale również Freddy Mercury, był chory, a potrafił wyjść na scenę i śpiewać. Elvis Presley, Robin Gib, Whitney Houston, Robbie Williams - niesamowity gościu, jemu nic na szczęście się nie stało. Z polskich to Rysiu z Dżemu, lubię jego utwory śpiewać, grać na gitarze. - Jakie są Twoje dalsze plany artystyczne? - Jestem samotnikiem, lubię marzyć, jest mi trochę smutno, bo moje marzenie się spełniło, a innych nie spełniają się, podobno jak człowiek nie marzy to umiera. Na pewno chciałbym gdzieś wystąpić dla dzieci. Moja koleżanka z podstawówki Asia ma bardzo chorą córkę - potrzebuje aparatu do oddychania. Powiedziałem Asi, że jak wygram ten program to pomogę. Asia się rozpłakała i powiedziała, że nic nie przyjmie, bo ona wie, że też jestem chory, ale ja jej po prostu dam parę złotych, bo jej się to przyda, a i ja będę szczęśliwy. - Masz jeszcze jakieś ukryte talenty? - Kabaret też umiem zrobić, występowałem amatorsko w szkole, parodiuję głosem polityków np. Wałęsę. (mówi głosem Lecha Wałęsy). I też myślałem kiedyś o kabarecie amatorskim, ale to jest trudne, bo trzeba z kimś robić. - Jakie masz hobby? - Lubię grać na gitarze, kiedyś lubiłem się bić. (śmiech). Marcin mój kolega mnie uczył w klubie, jest niesamowicie wysportowany. Grałem w piłkę - broniłem. Lubię też rysowanie. Poza tym mam w domu dużo pracy, muszę sobie drzewa narąbać, jestem szczęśliwy, że jeszcze mogę to zrobić. - Trudno było Cię wyciągnąć na mikołajkowy koncert? - Nie. Lubię się pośmiać. Mieszkam z dziewczyną i jej synem, tworzymy rodzinę, ona też jest moim lekiem. Nie chciałbym być sam, lubię pomarzyć, marzenia się spełniają. Mam chorą mamę jej też chcę pomóc. - Jak długo mieszkasz w Czeladzi?

- Od 2 lat, wcześniej mieszkałem w Będzinie na Ksawerze. Jeździłem do Czeladzi, bo tam była moja babcia. Urodziłem się w Dąbrowie Górniczej. - Jak Ci się podoba Czeladź jako miasto? - Powiem tak, ci ludzie, ta młodzież która mnie nie znała przed programem, podchodziła pytała czy pomóc narąbać drewna. Chłopaki są fajne teraz też pytają czy mogą pomóc. - Odbierasz sygnały sympatii? - Czasami ktoś się do mnie przytuli, ludzie są szczęśliwi, że mnie się udało, że ktoś od nich się w świecie pokazał. Dziś mi pani powiedziała, że jest w Czeladzi tylu utalentowanych ludzi i wreszcie będzie słychać o mieście. - Czy chciałbyś wystąpić w Czeladzi? - Oczywiście, mogę w Czeladzi, mogę w Będzinie. W Będzinie w starostwie bardzo dobrze mnie przyjęli. Teraz też jestem szczęśliwy, że mogę tu z wami siedzieć, to są dla mnie wyrazy uznania. Dziękuje wam. - Gdybyś mógł zaplanować sobie przyszłość artystyczną to co byś robił? - Chciałbym uczyć tańczyć chorych albo dzieci, np. charytatywnie dla chorych dzieci w szkołach. Wiadomo, że niektóre dzieci pochodzą z rodzin uboższych. Chciałbym wystąpić na Dniach Czeladzi czy innej imprezie w mieście. Gdyby było możliwe iść za ciosem, ale muszę mieć menadżera który będzie to organizował. W maju mam wystąpić w Teatrze w Będzinie na Dzień Mamy. W szkole na Mikołajki, bo tam chodzi syn mojej Agniesi. - Czego można ci życzyć? - Żebym tańczył i miał z tego radość, dodatkowo żeby można było z tego żyć. Najbardziej chciałbym uczyć tańca, przy tym – nie chcę być materialistą, ale też trochę zarabiać. Jeżeli udało mi się wygrać taki show, to chciałbym na pewno gdzieś występować. Dla mnie oklaski to lek. - Dziękujemy za rozmowę. - Dzięki.


PRZYSZłOŚĆ CZElADZI WEDłUG TERESY KOSMAlI

INfRASTRUKTURA czyli obiecanki cacanki

eresa Kosmala idąc do wyborów posługiwała Tstwem się bezprzykładną krytyką poprzednika, kłami długą listą obietnic. Mijają właśnie dwa

lata od wyborów. Krytyka okazała się bezpodstawna, kłamstwa powoli wychodzą na światło dzienne, a obietnice… No właśnie, co z obietnicami? Czy są realizowane? Zastanówmy się tym razem nad infrastrukturą. O ile w poprzednich kadencjach samorządu wiele zrobiono w zakresie modernizacji i rozwoju infrastruktury komunalnej, to minione dwa lata, delikatnie mówiąc nie należą do udanych. W zasadzie wyhamowany został proces inwestycyjny. Kontynuowano jedynie niewielkie inwestycje rozpoczęte w poprzedniej kadencji, a o nowych, coś mało słychać. Naczelnym zadaniem, jakie postawiła przed sobą Teresa Kosmala, było rozwiązanie problemu kanalizacji ściekowej pozostałej po kopalni węgla kamiennego. Należy domniemywać, że kandydatka miała na myśli Stare Piaski. No i co? I nic. Dokończono rozpoczętą przez poprzednika ul. Francuską i na tym koniec. Nawet nie planuje się robienia czegokolwiek. I pomyśleć, że ta część miasta udzieliła jej największego poparcia. Warto zatem przypomnieć pani Burmistrz, że za pięć lat gmina musi uporządkować całkowicie gospodarkę wodno-ściekową. Kto zatem odpowie za opóźnienia, gdy pani Kosmala przejdzie już do historii? Odpowiedź jest prosta - następca. Rozwijając proinwestycyjną myśl, pani Kosmala obiecała nowe inwestycje drogowe, wodnokanalizacyjne, ciepłownicze, projektowane tylko w porozumieniu z mieszkańcami. I cóż tu można powiedzieć. Do tej pory nie udało się jej zbudować niczego, czego nie rozpoczął poprzednik. Czy to ul. Gdańska, realizowana w ramach Gospodarczej Bramy Śląska, czy to ul. Letnia - zrealizowana w zasadzie przez inwestora prywatnego, nie powstały w wyniku dalekowzrocznej polityki pani burmistrz Teresy Kosmali. Choć i tak dobrze, że w ogóle powstały, gdyż w pewnym momencie wydawały się zagrożone. Za to dzięki podsycaniu niepokojów wśród mieszkańców ul. Staropogoń-

skiej opóźniła się co najmniej o dwa lata realizacja ciepłociągu zapewniającego tańsze ciepło dla Nowego Miasta i Zarzecza. Zapewne mieszkańcy tych dzielnic będą mieli we wdzięcznej pamięci ten cenny wkład pani burmistrz w zwiększone wydatki wszystkich budżetów domowych. To co nie udało się na Starych Piaskach, udało się za to zrobić na prywatnych terenach sponsora kampanii wyborczej 2010 r. w rejonie ul. Pustej i Małobądzkiej. Po lekkim namyśle kandydatka odważnie zadeklarowała - dość zaskakiwania wywłaszczeniami. I na tym poletku jej polityka poległa. Nie dość, że nie wstrzymała wywłaszczeń w rejonie ul. Staropogońskiej, Gdańskiej czy „Piłsudskiego”, to na dodatek nie zabezpieczyła dość środków na wypłatę odszkodowań. W tym miejscu jednak zaskoczyła, ale o to raczej jej nie chodziło. Niezwykle ważnym punktem programu wyborczego pani Teresy Kosmali stały się funkcjonalne nawierzchnie chodników i ulic - przyjazne dla pieszych i kierowców - mamy XXI wiek, dodawała. Niestety, najwyraźniej obietnice sprzed dwóch lat uległy zapomnieniu. Mała być wymiana kostki na Rynku, miał być nowy chodnik przy ul. 3go Kwietnia, miało być więcej parkingów, … a wyszło, jak zawsze. Jedynie kontrowersyjny wjazd do Biedronki przy ul. Nowopogońskiej, ale i to była inwestycja prywatna. Cóż zatem się udało? Bóg raczy wiedzieć. Może i coś się udało, ale z pewnością nie w Czeladzi. Śmiałym postulatem wyborczym był odpowiedni system zachęt dla prywatnych właścicieli kamienic (Rynek), ulg i bonusów dla przedsiębiorców. Zapewne śmiałość tego projektu i błyskawiczne wdrożenie sprawiły, że jakoś nikt go nie zauważył. Zamiast zachęt - podwyżki podatków. Może się mylę, ale według mnie podwyżki podatków mają się nijak do zachęt. Dobrą zachętą mogłyby być obniżki czynszów komunalnych lokali użytkowych, ale jakoś ten bodziec też umknął mojej uwadze. Za to na wspomnianym Rynku, jak szybko powstał pub, tak szybko został zamknięty. To taki skromny efekt populistycznej

becne władze miasta nie rozpieszczają mieszO kańców miasta ilością inwestycji, ale nawet te już obiecywane gdzieś zniknęły. W zeszłym roku wiceburmistrz ds. komunalnych obiecywał działania w temacie schodów przez urzędem: „W tej chwili powstaje koncepcja nowych schodów i będzie ona realizowana już w przyszłym roku. (2012 - przypis redakcji) Innymi słowy, schody przed urzędem już wkrótce będą nie tylko bez-

wiedź z 2011 r. - przypis redakcji) - tych obiektów nie ma w budżecie miasta nawet na lata przyszłe.

Foto: schody przed UM

Foto: kamienica Rynek 26

GDZIE SĄ TE INWESTYC JE?

pseudopolityki gospodarczej pani Kosmali. Co ciekawe, nawet obiecana toaleta na Piaskach (poza tą opisywaną w numerze 22 Nowej Czeladzi), jakoś nie może doczekać się życiodajnego dotyku władającej gminną kasą. Cóż zatem nowego, w szeroko rozumianej gospodarce komunalnej, udało się zdziałać. Otóż na jednym polu udało się coś zmienić. To finanse gminnych podmiotów realizujących zadania w tym zakresie. Zakład Budynków Komunalnych ograniczył front remontowy do poziomu bliskiego zeru. Czeladzkie Towarzystwo Budownictwa Społecznego, co prawda kontynuuje proces termomodernizacji, ale odstąpiło od programu uciepłownienia. Jakoś ciągnie jeszcze na kredytach, ale to też już nie za długo. O Miejskim Zarządzie Gospodarki Komunalnej lepiej nie mówić. Pieniędzy brakuje już na wszystko. Największym osiągnięciem jest jednak doprowadzenie do załamania się finansów Zakładu Inżynierii Komunalnej. Przed dwoma latami ZIK generował około 2,5 mln zł rocznie, które przeznaczane były na inwestycje. Obecnie, pożycza pieniądze na wypłatę i bieżącą działalność, co oczywiście nie przeszkadza kontynuować na własny koszt robót na prywatnych działkach budowlanych. Paranoja? Nie, to populistyczne rządy Przyszłości Czeladzi. Reasumując, wniosek nasuwa się sam. Pani Teresa Kosmala nie realizuje swego programu wyborczego. Co więcej, pani burmistrz nie zrobiła dotąd niczego, aby to zmienić. Dlaczego? Bo Teresa Kosmala idąc do wyborów posługiwała się bezprzykładną krytyką poprzednika, kłamstwem i długą listą obietnic. Adam Woźniak

pieczne, ale piękne i przyjazne mieszkańcom.” Tymczasem schody jak były ruiną, tak dalej pozostają, a piękne... były tylko obietnice. Podobnie sprawa wygląda z dwiema kamienicami na Rynku. Od zewnątrz wymalowane, ale od wnętrza prawdziwe slumsy. Ten sam wiceburmistrz obiecywał: „Kolejne prace zaplanowane są do realizacji w przyszłych latach, ponieważ wymagają dużych nakładów finansowych.” (wypo-

Kolejna obietnica bez żadnego pokrycia. O większych inwestycjach nie ma nawet co mówić. Dziwi tylko, że pan wiceburmistrz za pozwoleniem swojej szefowaj tak łatwo rzuca na wiatr kolejne obietnice, ale może własnie od niej uczył się w kampanii wyborczej składania obietnic bez żadnego pokrycia w rzeczywistości. Gdzie są zatem obiecane inwestycje? WM

7


GOSPODARCZA BRAMA ŚlĄSK A oncepcja Gospodarczej Bramy Śląska (Wschodnia Strefa EkoK nomiczna) powstała z początkiem roku 1995 z inicjatywy W kilku słowach: ówczesnego zastępcy burmistrza Marka Mrozowskiego. Zarząd

Miasta podchwycił pomysł, który po realizacji miał stać się alternatywą dla dogorywającej już kopalni Saturn. Dość szybko zlecono koncepcję, której założenia w zasadzie nie zmieniły się do dzisiaj. Pozyskano pierwsze środki unijne na budowę wodociągu łączącego ul. Będzińską z ujęciem głębinowym na Piaskach. Zintensyfikowano proces komunalizacji gruntów, a także wkroczono aktywnie na rynek nieruchomości wykupując ziemię od Agencji Własności Rolnej oraz właścicieli prywatnych. Nawiasem mówiąc, służby miejskie konkurowały na tym polu z inwestorami prywatnymi, którzy dzisiaj zarabiają na realizacji idei GBS. Rozpoczęły się też łowy na inwestorów docelowych. Intensywne działania służb miejskich przyniosły korzystne efekty dość szybko, bo już w czerwcu 1996, kiedy doszło do transakcji stulecia (46 mln zł.), czyli sprzedaży terenu pod hipermarket M1. Zaledwie w ciągu roku wybudowano wtedy największą w Polsce placówkę handlową. Dalej sprawy potoczyły się szybciej. Głównie na koszt inwestorów uzbrojono teren i tym samym zachęcono do stopniowego rozrostu strefy i zwiększania zatrudnienia. Dość powiedzieć, że obecnie zatrudnienie w tym rejonie sięga 2.500 osób, czyli więcej niż na kopalni Saturn. Kolejnym impulsem rozwoju było przystąpienie do realizacji koncepcji szerszego projektu obejmującego kilka miast Zagłębia. Do porozumienia w tej sprawie doszło pod koniec roku 2006, ale dopiero w 2010 roku miasto było gotowe do kolejnego kroku. Oczywiście okres ten nie został zmarnowany. Wykorzystano go na projektowanie oraz pozyskanie środków unijnych. Ostatecznie w połowie 2010 roku roboty zostały rozpoczęte, a zakończone już w obecnej kadencji samorządu. Choć Gospodarcza Brama Śląska istnieje zaledwie kilkanaście lat, to już dziś sanowi ona o potencjale gospodarczym i powodzeniu Czeladzi. Nie oznacza to jednak, że wszyscy to zauważają i doceniają. Zdarzają się głosy krytyki, choć trzeba mieć świadomość, że z czasem będą zanikać. Tak to już jest z wkraczaniem na nowe nieznane terytoria. Jedno jest pewne. Dziś trudno sobie wyobrazić Czeladź bez Centrum Handlowego M1 i wszystkiego co wokół niego powstało. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że bez GBS nie byłoby historycznego i jednocześnie nowoczesnego miasta, miasta o ogromnych możliwościach. Krzysztof Majewski

lipcu 2012 roku powstał Społeczny Komitet Odbudowy Muru Opo- MUREM ZA MUREM W rowego przy Kościele św. Stanisława w Czeladzi.

złonkiem komitetu może zostać każda osoba C chcąca działać na rzecz Komitetu i akceptująca jego Akt Organizacyjny.

Komitet prowadzi sprzedaż cegiełek o wartości 20, 50, 100 zł., które można nabyć w Czeladzi przy ul. Bytomskiej 47 oraz Rynek 16, a także podczas koncertów w Muzeum Saturn w Czeladzi. Kontakt w sprawie sprzedaży cegiełek oraz wszystkich spraw dotyczących Komitetu pod nr telefonów 606 635 899 oraz 601 310 447. Komitet zbiera również dobrowolne wpłaty na rzecz odbudowy muru na konto w Banku Pocztowym:

Nr konta:

90 1320 1999 2337 6913 2000 0001

Przewodniczący Komitetu Jan Powałka

ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI NA:

8

www.czeladz-forum.com.pl

Pan Paweł, mieszkaniec Węgrody Chylę czoła przed wszystkimi tymi, którzy potrafili zagospodarować tak duży obszar, w tak krótkim czasie. Doskonale pamiętam, jak sprzedano teren pod M1. Ile było szumu, a o Czeladzi mówiła cała Polska. Pieniędzy tych nie zmarnowano, ale zainwestowano w infrastrukturę. To się chwali. Pani Jadwiga, pracownik butiku w M1. Sprawa jest prosta. Nie byłoby M1, nie miałabym pracy. Pracuję tu już siedem lat i widzę ilu ludzi do Czeladzi przyjeżdża - z całego Śląska, a nawet i z zagranicy. Pan Krzysztof, student. W ubiegłym roku zatrudniłem się czasowo u Buderusa. Miałem okazję codziennie podpatrywać postęp robót. To trzeba mieć czuja, żeby przewidzieć przyszłe potrzeby inwestorów. Dobrze, że miasto zdecydowało się na tak wielką inwestycję. Szacun. Pani Wanda, niegdyś mieszkanka Czeladzi, a dziś Górek Małobądzkich. Rzadko teraz bywam w Czeladzi, a jedynymi miejscami, do których przyjeżdżam jest cmentarz i M1. Ciekawe zestawienie? Prawda? Cieszę się, że moje rodzinne miasto się rozwija. Jak chodziłam do szkoły, to koleżanki się śmiały, że nie mamy dworca. Teraz ja się czasami z nich śmieję, że nie mają M1. Pan Zdzisław, były górnik. Co to wszystko jest warte? Jak była kopalnia, to utrzymywała wszystko: szkoły, przedszkola, kluby sportowe,… A te koncerny niczym się nie przejmują. Ludzi wyzyskują - widziałem w telewizji, jak kobiety na kasach pracują. A co oni robią w tych budach? Tam chyba nikogo nie ma. Sam nie wiem. Pani Maryla, mieszkanka Bytomia. Przyjechałam po odbiór towaru do Huhtamaki. Czasami jestem w Czeladzi, czasami w M1, no i po kubki i talerzyki. Podoba mi się, że ktoś pomyślał o zagospodarowaniu nieużytków. Widzę, że są też nowe tereny inwestycyjne. Powiem, że Czeladź mnie zaskakuje.

PlATfORMA SAMORZĄDOWA

NOWA CZElADŹ ISSN 1508-1877 Rejestr Dzienników i Czasopism pozycja Pr 2475 www.nowaczeladz.pl email: nowaczeladz@gmail.com Redaktor naczelny: Wojciech Maćkowski Nakład: 7000 egz. Druk: Polskapresse Sp. z o.o. ul. Baczyńskiego 25 A 41-203 Sosnowiec


Nowa Czeladź Nr 24