Page 1

Pa m i Ä™ t n i k Wa l e n t e g o G a b ry s i a k a Pisanie na temat sztuki i nie tylko. Lata 1955-1986


Pamiętnik Walentego Gabrysiaka, suplement do wystawy „Malarstwo i grafika” w Galerii STALOWA w Warszawie, maj - czerwiec 2017. Galeria STALOWA Stalowa 26, 03-426 Warszawa

Fotografie: Konrad Kwas, Jadwiga Rubis, archiwum prywatne Identyfikacja wizualna: Politański Design, Łódź Projekt graficzny, przygotowanie do druku: Konrad Kwas

www.stalowa.art.pl www.sklep.stalowa.art.pl www.aukcje.stalowa.art.pl

Wydawca: Galeria STALOWA

Właściciel: Krzysztof Fabijański

Okładka: Walenty Gabrysiak, „Krew dla zieleni”, 1988, olej na płótnie

Redakcja tekstów i wybór fotografii: Magdalena Heltman-Ossowska

Copyrights: © 2017 Galeria STALOWA & autorzy Druk i oprawa : Spanton

Galeria STALOWA jest członkiem Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich (SAiMP), CINOA

Patronat medialny


Słowo wstępu Sprawy dziejące się na obrazie, jak kolor, forma nie były dziełem przypadku. Poprzedzały je

staranne studia oparte na geometrii, elementach fizyki. W swoim pamiętniku wyjaśnia poję-

cia ekspresji, dynamiki, ruchu i zasad wprowadzenia ich do malarstwa. Wyjaśnia, w jaki sposób osiągnąć zamierzony efekt, posługując się płaszczyznami, rodzajami kolorów i ich wzajemnym

oddziaływaniem. Przyrównując malarstwo do muzyki, widział w kolorze niskie basy i wysokie soprany, prowadzące do poetycznej harmonii. Muzyka Gabrysiaka nie jest agresywna i tym różni się od malarstwa, którego ekspresję wyraża przy pomocy chaosu czy niezgodności działania. Jak mało kto umiał posługiwać się kolorem, jego kompozycją na płótnie.

Pamiętnik obejmuje lata od 1955 do 1986. Na przestrzeni tych 30 lat zmieniała się historia Polski jej ustroje polityczne. Zmieniało się także malarstwo. Daje temu wyraz w swoich poglądach na sztukę.

M H-O

1


Wa le k 27.V. 1990 Niektóre stwierdzenia dzisiaj (‘86 r.) mnie śmieszą, a przede wszystkim są co najmniej „podejrzane”, może źle się wyraziłem. Wolę zamienić słowo „podejrzane” na „zbyt kategoryczne”. Kiedy się czyta, co zostało napisane na temat sztuki przez autora, to w wielu przypadkach trzeba stwierdzić, jak trudno jest wyrazić nie tylko sprawy trudne, lecz i proste w języku ojczystym! A WSTYD. 14. X I . 55 Właściwie to już dawno pragnąłem zacząć notować swoje spostrzeżenia-zdobycze i „odkrycia” na temat malarstwa, aby po pierwsze nie stać się analfabetą wtórnym, gdyż pisać nie lubię o rzeczach nie dotyczących malarstwa, a pisać o malarstwie bez obawy, że się śmiertelnika nie zanudza to sprawa zgoła ryzykowna, po wtóre obserwować po pewnym czasie rozwój swej myśli, zmiany, odchylenia, jak i z niezwiązanego procesu samego tworzenia. Sądzę, że przeglądanie tych zapisków pozwoli mi wyrastać, tak jak konfrontacja swoich najpierwszych „płócien-korzeni” pozwoli mi się indywidualnie rozwijać. Muszę siebie przestrzec przed swoistym rozumieniem pewnych terminów i wyrazów w pewnych ugrupowaniach czasowych. Czasem bowiem używam pewnego wyrażenia, rozumiejąc przez nie niezupełnie to samo, jakie mu się przywiązuje faktycznie w słowniku, ale niech notatki te nie zapowiadają aż tak ważkich spraw, gdyż tylko dla swej niezmienności potocznie pisanie jest nasze. A więc do rzeczy. Jednak ponieważ nic jeszcze nie napisałem, co mogłoby dotyczyć tematu, przeto skorzystam ze swobody i pozwolę sobie napisać tu coś zgoła od rzeczy.

2

Zauważyłem, że w naturze, a w ogóle w życiu, rzeczy dzieją się jakoś seryjnie, np. gdy siedzę o zmroku i patrzę na pobliską ulicę pod Wawelem, światła palą się z rzadka - nagle i prawie równocześnie zapalają się żarówki w kilku mieszkaniach (w innych domach). Obserwuję to nie po raz pierwszy i nie tylko na tamtej ulicy, dziwne co? Może to świadczy, że życie we wszystkich swych przejawach schematyzuje się? Jestem zdania, że Léger bardzo schematycznie traktuje ludzi, ale ci ludzie-schematy tworzą tu nieco zgoła nieschematyczną kompozycje. Bardzo solidaryzuję się z powiedzeniem Picassa, że wszystko jest do zrobienia, do powtórzenia zaś nic. Picasso mimo swych czasem bardzo dziwnych prac jest

realistą, w ogóle to twórca, który działa na samych granicach czy krawędziach, malarz-żongler. Takie zdanie urodziło się u mnie, zdaje się pod wpływem ilości jego prac jak i różnorodności. Ciekaw bardzo jestem, gdy tu coś nie coś zostanie napisane i w najgłębszym zaufaniu przeczytane kiedykolwiek wobec kogoś, ile będzie protestów i zastrzeżeń, przypominam sobie bowiem, że gdy mój przyjaciel czytał swoje zapiski, że zawsze byłem w opozycji, może dlatego, że robił z tego traktat. Od kilku miesięcy męczy mnie pytanie, dlaczego malować to a nie tamto, jednak coraz bardziej kwestia ta się wyjaśnia wewnątrz mnie. Przekonałem się, że tworzenie to właściwie między innymi kwestia wyboru, który z kolei uzależniony jest od dojrzewania biologiczno -przyrodniczego człowieka. Sprawa treści znajduje się w nas, nie można więc treści zastępować tematem. Treścią formalną (o takiej treści tu myślę) jest to, że np. znajdę odpowiednią formę dla wyrażenia czegoś, o co mi w danym obrazowaniu chodzi - poprzez metaforę-skojarzenie itd. Nie może tu więc być mowy o treści literackiej, która prawie zawsze stawała się przyczyną (jak przypomina historia) upadku samej sztuki - Dawid, Delacroix, dopóki nie zaczęli malować Napoleona (sztuki oficjalnej) byli twórcami. Są jednak i sporadyczne wypadki zaprzeczające jakoby wysuniętej powyżej tezie (Velázquez, Goya), ale tych było mniej. Naoczne przeżycia dowiodły (na szeregu generacji), że na siłę robiony realizm cofnął tylko sztukę naszą metodą do tyłu po to, by rozpoczynać na nowo. Nowa sztuka musi się narodzić z czegoś, nie można jej robić ex katedra, muszą ją poprzedzić doświadczenia, jak zresztą we wszystkich dziedzinach, ażeby to mogło nastąpić musi być swoboda twórcza, pisarzowi czy malarzowi powinno się wydrukować czy pokazać wszystko, co godne uwagi (w sensie twórczym). Czy sztuka dlatego, że jest sztuką, nie ma w sobie pierwiastka nauki? Otóż staję na stanowisku, że w sztuce jest dużo z nauki, choćby to, że porządkuje obraz w swej logice i strukturze formalnej. Określiłbym to jako konsekwencje logicznego czucia. W procesie twórczym jak w żadnym innym, zdarzają się przypadki, z których należy zrezygnować dla ogólnej koncepcji, lecz nie przekreślać ich, a traktować jako stymulatory. Jednak wszystko cokolwiek się na temat malarstwa napisze, zdaje się być wielce śmiesznym, a najbardziej to, które ma posmak jakiegoś twierdzenia. Z tego wniosek, że sztuka jest problemem (a raczej jej prawidła) bardzo nieuchwytnym, trudnym do definiowania. Zresztą po co


staram się definiować, mam robić zapiski raczej, które mi pozwolą iść naprzód! No tak, ale przecież to wszystko łączy się ze sobą nierozerwalnie. A właściwie przed kim się tłumaczę?! Po prostu dlatego piszę, gdyż od kilku dni jestem dosłownie sam, a pisanie to zastępuje mi również rozmowę z kimś. Zdawało mi się, że samotność jest moim najlepszym towarzyszem, jednak tak zupełnie nie jest. Człowiek nie zawsze lubi być sam. Malarstwo najbardziej kojarzę z muzyką, widzę w obrazie niskie tony „basy” i wysokie „soprany” błękitów zielonych, poprzez tony szarych bieli i czerwieni. Jednak to jest jak gdyby jeden etap widzenia - prowadząca do poetycznej harmonii estetyka. Zjawisk ekspresyjnych nie kojarzę już w tym stopniu z muzyką, a widzę poprzez atakujące formy - jakieś zębato-palczaste. Wynika to chyba stąd, że muzyka działa raczej jako zespół form harmonijnych, rzadziej jako dysharmonia, zaś ekspresję wyraziłbym raczej przy pomocy jakiegoś w pewnym sensie chaosu, niezgodności działania. Jednak zdaję sobie sprawę, że zgodność działania w pewnym określonym kierunku może potęgować siłę działania i to raczej jestem skłonny nazwać ekspresją, tamto zaś raczej ruchem. Takie mam skojarzenia swoje dotyczące tych zagadnień. Wiem jednak, że znaczenia tu mogą być odwrócone, wiem również, że coś w pewnym wypadku może być dynamiczne, lecz nie ekspresyjne, gdyż to są dwie różne rzeczy. Chciałbym to sobie dobrze ustawić. To się tak zdarza nie raz, gdy różnym wyrazom przypisuje się takie same pojęcia. W encyklopedii prawdopodobnie znalazłbym takie tłumaczenie: ekspresja = siła wyrazu dynamika = jak sama nazwa wskazuje - siła ruch = przeciwieństwo do bezruchu Obrazowo przedstawiłbym te pojęcia następująco: Ekspresja jako coś, co się wyzwala z wnętrza, jak gdyby tego nie można było poruszyć bez konsekwencji wybuchu, bez pęknięcia płaszczyzny, jest to jak gdyby siła - pełna powagi. Dynamika w mojej wyobraźni ściśle, zda mi się bryłą, która powstała na skutek obrotu trójkąta, jest stożkiem, którego ramiona poprzez szybki obrót (siłę odśrodkową) zostały wygięte.

Stop! Zaczynam teoretyzować, a do tego nie powołałem swojego zeszytu. Postanawiam pisać tylko wówczas, gdy równolegle powstawać będą prace malarskie.

15. X I . 55 Stwierdzam u siebie, że malowanie z natury, a co za tym idzie formy naturalistyczne, nie daje mi możliwości wyżycia się. Dopiero czuję się malarzem, gdy uda mi się transponować elementy bardzo daleko. Chętnie widzę świat według swoich form. Najwięcej radości tworzenia dają mi rysunki-szkice kompozycyjne robione z wyobraźni przy udziale kojarzenia i metafory. Chcę

w przyszłości namalować według powyższych szkiców obrazy, poprzedzone oczywiście wieloma wariantami (FUGA). Jednym z usiłowań malarstwa jest walka z nudą, stąd częste zwracanie się do form oderwanych. Nic dziwnego, malować wieczność i widzieć zjawiska, jak w XIX w., to nic bardziej godnego pożałowania. 16. X I . 55 Byłem dziś na wystawie „Grupy Kantora”. Wystawa mnie nie zbudowała ani uwiodła, jednak jest kilka prac ciekawych o dużej dozie intrygi. Kantor powtarza się w układach kompozycyjnych, jednak w ogólnej linii jest może najbardziej poszukującym siebie. Można tu, nie wiem który raz odwołać się do swobody twórczej, która

3


może dać jedynie jakieś wyniki, w nowych zdobyczach formalnych. Każde dzieło przeżyte będzie w jakiś sposób działało realistycznie. 16. X I . 55 W dalszym ciągu robię szkice do fugi = BACH i dochodzę już nie do przekonania, lecz samej pewności, że temat porzuca środki formalne, w dawnej mierze.

padku o ile te są o kolorze …..………*). Nadmiar jakby tych mocno zabarwionych płaszczyzn przeskakuje do drugiej płaszczyzny szarej, zupełnie jak w przypadku iskry elektrycznej ( +) dąży do ( -). Połączenia w takich przypadkach bywają bardzo szlachetne i subtelne. Biorąc to pod uwagę, w komponowaniu kolorem trzeba by na skrajach obrazu zestawić barwy np. nieb (+) czerw

Malarstwo realizmu socjalistycznego nie spełni swego posłannictwa, aby wyrazić dynamiczną ze wszech miar epokę, mam tu na myśli socrealizm dawnej grupy plastyków, których to obrazy do niedawna były uważane za WZORCOWE, ze względu na roześmiane twarze, które są niechybnym dowodem, że u nas „marzenia stały się faktem” i do zrobienia nic już nie mamy, został człowiek ze swym iście niedzielnym uśmiechem, pokazany przy pomocy formy XIX w. My młodzi plastycy musimy się bić przede wszystkim o nowe środki plastyczne, które nam pozwolą wyrazić treść!!! Szkice, które robię są na razie komponowane zbyt linearnie, jednak po przestudiowaniu pewnych obiektów (raczej instrumentów) przed naturą, będę komponował na zasadzie brył, aby je rozwinąć na płaszczyźnie. Lubię kolorową płaszczyznę obrazu (lecz coraz mniej barwną) potraktowaną dekoracyjne. Dziś byłem na filmie „Zdobycie Everestu” i skłaniam głowę przed potęgą natury, jednak jak na co dzień to zbyt wielkie wydarzenie. Myślę jednak, że aby wyrazić to wszystko plastycznie, pomieścić i pokazać na obrazie te tak pełne realistycznej prawdy bohaterskie wydarzenie, trzeba by z konieczności obrać formę w każdym bądź razie nierealistyczną. Kompozycje tego pokroju przy użyciu formy realnej są śmieszne, pełne patosu, pompatyczne i groteskowe nawet czasem. Jednak jakieś inne w pewnym sensie oderwane układy, mają wyższość.

(-) aby uzyskać ruch koloru lub w takim przypadku trzeba użyć koloru tego samego i powtórzyć go rytmicznie 2- lub 3-krotnie.

2 2 . X I . 55 O KOLORYSTYC E

4

Przekonałem się, że płaszczyzny które są pokryte mocnym kolorem, „napięte” kolorystycznie mają koloru jakby nadmiar - silnie działają na otoczenie, zabarwiając je na płaszczyzny koloru uzupełniającego (jednak w przy-

Płaszczyzna szara, gdy po lewej stronie sąsiaduje z innym kolorem niż z prawej, powinna być większa aniżeli w opisanych powyżej przypadkach, aby mogły się pomieścić w niej wpływy jednej barwy i drugiej. *

słowa nieodczytane z rękopisu


Te jednak sposoby nie pozwalają osiągać spodziewanych efektów, lepiej jest gdy wówczas płaszczyzna szara jest tłem, w które jest wpisana jak gdyby tylko barwa natężona-akcenty, wówczas szarość również się zabarwia (uzupełnia). Obrazy o najwykwintniejszych zestawieniach i działaniu estetycznym. Płaszczyzny pokryte kolorem o tym samym promieniu muszą być dobrze wyczute pod względem wielkości powierzchni (masy), aby mogły się stać bardzo harmonijnymi. Wiadomo bowiem, że plamy ciemne się zmniejszają optycznie, a jasne poszerzają (opasłe niewiasty mając to na uwadze noszą się w ciemnych strojach) KOLOR Z F ORM Ą Jeśli chodzi o obrazy „w gamie”, to odkrycia moje idą pod kątem dominanty jednego koloru, np. forma czerwień – zieleń, nie zaś od najsilniejszej (dwie zielenie o tym samym promieniu, a różne co do temperatury raczej nie) poprzez wszystkie szarości. Są to oczywiście niezdarne i nieścisłe schematy!!! W odniesieniu do rytmów. Deformacje, jeżeli są robione poprzez tylko wrażliwość malarza, będą bogate. 8. I I I . 56 Rzeczywiście miał rację Picasso mówiąc: „W gruncie rzeczy jest tylko miłość. Jakakolwiek.” Tak ona właśnie jest rodzicielką wielkiej wspaniałej twórczości. Słucham właśnie recytacji wierszy przez radio -„Nasza szkapa”, „ Romantyczność”, „Deszcz” Gałczyńskiego, utwór o Esterce i Ghecie. Recytowane wiersze genialnie były wyrażone i poruszyły mnie do głębi. Czuję jak bardzo kocham cały świat i zawsze się tak u mnie dzieje, kiedy tylko spotkam coś albo natknę na momenty szlachetne czy ważne. Podobne uczucia towarzyszyły mi, gdym tydzień temu oglądał obrazki Nikifora w Warszawie. Nie pamiętam żadnej wystawy czy salonu, który pod względem przeżycia mógłby się równać ze wspomnianą wystawą w „SARPIE”. Tak, Nikifor to kryształowy artysta-malarz.

Maluję Wawel z okna, ale chcę namalować w ogóle Stary Kraków i odruchy w nim nowoczesności. P.S mieszkałem wówczas na ul. Zwierzynieckiej 22 i stąd doskonale na przestrzał widziałem Wawel. Sądzę, że prawdziwe dzieło powstaje ze skromności środków, można to sformować następująco: „Najprostszymi środkami wyrazić jak najwięcej”. 17. I I I . 56 Zauważyłem, że płaszczyzny jasne i dość czyste, w sąsiedztwie ciemnym świecą. Najlepiej ten fosforujący kolor osiąga się, gdy w otoczeniu ciemnych niebieskości postawi się płaszczyznę silnie rozbielonego bliskiego koloru. Czasem wystarczy zamiast sąsiedztwa ciemnych plam, po prostu ciemny kontur o dużej grubości. Te świecące płaszczyzny czynią wrażenie światła odbitego, świetnie więc można ich użyć jako refleksów. Kiedyś w czasie studiów podświadomie wywołałem takie zjawisko kolorystyczne, malując w pejzażu cielaka, ściśle mówiąc ogon, następnym zaś razem twarz jednego z modeli. Szalenie podobał mi się auto-portret Cezanne’a, który od strony, gdzie ma twarz w cieniu, podał refleks - wykorzystał tę właściwość zestawienia kolorystycznego. Często dyskutując, rozważaliśmy w gronie kolegów, dlaczego np. w naturze, mimo wielości elementów-przedmiotów, nie powstają bruzdy czy dysharmonia (choć dysharmonie istnieją czasem, szczególnie jednak, gdy człowiek swym tworem nie dorówna w tym miejscu naturze). Otóż wiadomo, wpływa na to różnorodność materiałów, łagodzenie, czyli sprowadzenie do jakiegoś wspólnego mianownika przez kolor powietrza-atmosferę, ale przede wszystkim nieskończoność planów - iluzja. Odległości w wybitnym stopniu przyczyniają się do tego, że w naturze elementy się porządkują. Równowaga osiągana prze takie same wielkości płaszczyzn (np. niebieski i czerwony) prowadzi do nudy. Trzeba się starać malować tak, aby wielkość płaszczyzny jednej zastąpić większą intensywnością płaszczyzny mniejszej (dlatego to kontur spełnia najczęściej ten kontrast w sensie intensywności czy graficzności). O stosunku decyduje tu wrażliwość …. oka malarza i w ogóle wyczucie i nastawienie - koncepcja. 5


29.V. 56 Współczesne malarstwo to sprawa wielkiej syntezy - skrótów, metafor, kontrastów. Dlatego nie może tu być mowy o podporządkowaniu się naturze, a wprost przeciwnie, natura podporządkowana być musi obrazowi. Rasowy kolorysta winien stawiać obok plamy szarej jej dopełnienie, ale już nie szare. Obraz w ten sposób malowany staje się jędrny o silnych napięciach, inaczej powierzchnia staje się idealna i co za tym idzie, nudna (obrazy starych pryków-tylko estetów). Nie może to być oczywiście pojęte jako schemat, takowego bowiem w sztuce nie ma!!! Rola natury w procesie twórczym bywa fragmentaryczna i jednorazowa. Obraz jako końcowe stadium procesu twórczego, nie może więc być „przeniesieniem natury”, lecz powstając przy współudziale wielu reakcji staje najczęściej w opozycji do niej. Nie można go przeto porównywać z naturą, a miarą jego wartości staje się siła organizująca. 27.V. 56 Między innymi chodzi o to, aby twórczość była odkrywcza. Otóż w związku z tym śmiem twierdzić, że warunkiem tego jest malowanie współczesnych przejawów życia. Malując stare prawdy - znane już historyczne sprawy, trudno malarzowi być współczesnym- jest to rola dla historyków. P.S. Miałem wówczas na myśli same realia, które dyktuje natura-matka. Lecz to niekoniecznie jest prawda. Dziwacznym mnie wydaje się fakt, że wszystkie niemal dzieła to przewaga pierwiastka dramatycznego - dramat to właściwie głęboko pojęty konflikt, a więc sprawy, z którymi się walczy. Obraz więc staje się potrzebny jako pewnego rodzaju narzędzie walki. Dlatego realizm socjalistyczny chcąc widzieć ludzi - zadowolonych, optymistycznych „kazał” ich malować śmiejących się, co przede wszystkim nie mogło być prawdą, stworzyło ohydny banał i przeszkodziło w osiągnięciu jakichkolwiek rezultatów na polu plastyki i w ogóle sztuki.

6

Skoro „największym osiągnięciem i marzeniem współczesnych ludzi jest podobno ustrój socjalistyczny” (a taki został wprowadzony) sztuce pozostał „jeden wielki optymizm”, ale nie może to oznaczać braku konfliktów. Sprawa bez sprzeczności bowiem to żadna sprawa dla twórcy.

20.V. 57 Dążeniem malarstwa nowoczesnego musi być stworzenie obrazu samoistnego - niezależnego, dzieła, które powiększy świadomość ludzi o nowe wartości (zaiste wielkie słowa - 20.10.1990). W moim pojęciu malarstwo niezupełnie stało się sztuką wyzwoloną, gdyż nie zdołało przezwyciężyć chęci odmalowywania natury. Sprawy treści przedmiotów, które mają swoje znaczenie - przeznaczenie wprowadzone do obrazu, czynią malarstwo dłużnym w stosunku do literatury i natury. Chcę tworzyć obrazy niezależne od natury, posiadające własną autonomię (PROSZĘ BARDZO 20.10.1999) Twórca nie powinien schodzić do rzędu tłumacza zjawisk i prawd już istniejących, ale przy współudziale intuicji tworzyć nowe wartości. Nie ilustrować!


10. IX . 58 P O M YS ŁY Założyć całe płótno kolorem czerwonym i bliskim czerwieni (………….) cała formacja jasna-olej. To przetrzeć temp. ciemne …………………………. 18. I I I . 59 Dlaczego ludzie patrząc na dzieła sztuki szukają w nich tylko odpowiedzi? Przecież sztuka stawia przede wszystkim pytania! Chciałbym stworzyć sztukę, która prowokowałaby przyszłe zdarzenia, a nie tylko je przeczuwała. 28. I I .61

w ich wnętrzu. Malarz może się zmieniać, o ile jest „żywym” artystą, proponując nowe rozwiązania formalne i treści, nie tracąc przy tym indywidualnego wyrazu. 197 2 Tak bardzo chciałoby się pomalować niebo na niebiesko, byłaby to sztuka nie lada. W Z W I Ą Z KU Z P OW Y Ż S Z Y M Pomysł:

niebieski

Proporcje koloru dla firmamentu nieba, który trzeba pomalować, aby przywrócić pierwotną czystość. Próbny kolor nieboskłonu o zachodzie słońca.

P I S Z Ę P O D ŁU G I E J P R Z E RW I E Interesuje mnie ruch, a właściwie moment przed ruchem - ruchem, który widzę jako przetaczanie się form, ich przemieszczanie się.

Autor nie stroni od pracy i gdy tylko zdobędzie odpowiedni sprzęt, zabiera się ochoczo do dzieła

Moim zamiarem jest wyrażać wszystko to, co zjawia się w miejscach, gdzie światu pękają szwy.

Dwie plansze z cyklu próba zatrzymania czasu

1968 Właściwie to temat jest środkiem, wokół którego wyrasta obraz, to pomaga utrzymywać, rozwijać wokół siebie pewną jednorodność, a ściślej mówiąc konsekwencje. Jest równo oddalony tak od treści jak i formy. 1969 pa ź dz i e r n i k Coraz wyraźniej spostrzegam olbrzymie kontrasty-przeskoki, dotyczące i mieszczące się w tej samej całości. Pod tym względem obrazy moje wracają do prawdy o bogactwie zjawisk. Obrazy zrobione przy użyciu tych samych elementów, to plansze działające tylko przez swą mechaniczną powtarzalność. Sądzę, że sztuka musi mieć głębsze wniknięcia. Bywa, malarze robią prze wiele lat obrazy nie tyle podobne, ale właściwie takie same. To zazwyczaj jest pewnym chwytem propagującym ich twórczość (aby być zauważonym). Myślę tu o powielaniu siebie. Świadczyć to może tylko o jednym - niezmienności koncepcji i skostnieniu. Są jednak malarze, którzy pracując nad tym samym zagadnieniem, rozwijają swoja twórczość dopóty, dopóki nie wypowiedzą wszystkiego co leży

czerwony

1. Klepsydry część górna 2. Klepsydry część dolna Ro k 197 7 w r z e s i e ń Ponieważ ktoś pisząc o kimś wypowiada się jak osoba nie zawsze dostateczne zaangażowana, chcę o swojej twórczości do katalogu wystawy swoich prac napisać sam słów kilka. D O S P OT K A Ń K R A KOW S K I C H 7 7 Ideałem niektórych artystów jest tworzenie dzieł doskonałych - skończonych. Na taką twórczość czeka konsument bierny. Moim celem natomiast jest zaktywizowanie odbiorcy poprzez swoje aforystyczne prace zawierające myśl niedokończoną, do pełnego zaangażowania w dociekaniu przyczyn rzeczy. DO K ATA LOG U W YS T W Y I N DY W I D UA LN EJ w K R A K . M . P. i K M ały Rynek 7 7 Jakie dziwne bywają powroty prac z wystaw. Mimo, iż może to wydawać się czystą metafizyką, odbieram niemalże zmysłowo zmiany, które w nich zachodzą. 7


Jedne zdają się być pełne blasku, zdobywają nowe rejony znaczenia, inne natomiast wracają jak „zbite psy”. Zadaję sobie jako autor pytanie, co stało się z powracającymi obrazami które nie hodowane w atmosferze pracowni, wróciły odmienione, mimo że nie naruszono ich materialnej struktury. Sądzę, że tak jak ludzie z chwilą wejścia w świat sztuki odczuwają, że zmienia się dla nich wszystko - wkraczają w jakiś inny czas i inną przestrzeń niż ta, w której przebywali dotychczas, tak dzieła sztuki przeniesione w inne środowisko w kontaktach z różnymi osobowościami nabierają innych znaczeń i nowych wartości. Ro k 1981 m a j Świat coraz bardziej pogrąża się w zdobywaniu tzw. dóbr materialnych - spraw, które dają natychmiastowe wymierne efekty. Swoją twórczością chce zwrócić uwagę na obszary, które w człowieku leżą coraz bardziej odłogiem. Są to obszary wyobraźni i marzeń, bez których społeczeństwo staje się zbiorowiskiem robotów, różniących się od nich tylko aktami fizjologicznymi. Ro k 1981 c z e rwi e c Zaczynam prace startując jak gdyby przy pomocy tradycyjnych paliw, stąd bywa, że nie „wynosi” zawsze człowieka wysoko. Jeśli jednak uda się człowiekowi wyrwać na bezpieczną odległość od „przy ziemi”, jest możliwe zaopatrzyć się w nowe, które pozwalają na inne osiągi. Stad moje prace pozbawione są cech całkowitej jednolitości tzw. elementów z „jednej rodziny”. Ro k 1982 st yc z e ń Dobrze mi się pracuje, gdy równocześnie prowadzę dwa obrazy. Istnieje między nimi jak gdyby dialog, w który moja rola polega miedzi innymi na znajdywaniu zrozumiałych dla obu słów-znaczeń. Jeśli prowadzę więcej niż dwie prace równocześnie, wkrada się zazwyczaj dyskusyjny bałagan - gadulstwo.

8

Sztuka jest formą-forma jest sztuką (ten aforyzm mógł wyjść tylko od samego obrazu). Gdy słucham jak i o czym tzw. twórcy potrafią mówić gładko, a co istotnie w swej specjalności (malarstwie) reprezentują, twierdzić przychodzi, że od mowy do dzieła, droga nie tylko daleką jest, lecz, że ta pierwsza służy najczęściej za parawan dla drugiej. Smutno i dlatego nie tylko gadać się nie chce, ale i pisać, szczególnie obecnie, gdy tylko słowa, słowa, te same utarte slogany zapełniają biały papier i zastępują działanie.

D o str . z datą 2 2 . 11 . 55 Wspomniałem, czy usiłowałem opisać oddziaływanie mocnych kolorów na sąsiedztwo. W tym przypadku chodziło mi o dwa kontrastujące ze sobą (mocne) kolory, między którymi szarość spełnia role pola wyładowań (iskrzenie). 19. I V.83 Kiedy robię projekty - może lepiej to odpowiada szkicom lub rzeczywiście odwrotnie, męczę je choć są tak bardzo małe no i stąd bezbronne, doprowadzam je czasem do pewnego stadium, które kwalifikuje się tylko do przeniesienia. Lecz jak wiadomo jest to bezowocne i dlatego może są, a raczej pozostają tylko zapomnieniem - asumptem do pracy, która mając korzenie w tychże początkach, chce być realizowaną. Nie jestem pewien czy „realizowana” koncepcja skacze pod niebiosa z tej właśnie okazji. 12 .8 3 Ilekroć pomyślę o małym miasteczku, w którym się nie zrodziłem, lecz przeżyłem lata najmłodsze, tylekroć przychodzą mi do głowy pomysły o napisaniu o tym zagubionym przez Boga i ludzi miejscu. W moim pojęciu jednak nienapisana książka wywiera też wielki wpływ na tych którzy tam żyli, że po prostu, nie zawsze trzeba robić wszystko, ażeby tamte obrazy żyły. Trzeba czasem coś - kogoś pogrzebać. Choć tak bardzo by się nie chciało, ale to sprawa marzycielstwa i marzycieli. Malując ………………. tego obrazu dzieciństwa. Jestem przekonany, że dla tych, którzy znaliby miejsce moich „początków” zobaczywszy moje obrazy przyznaliby mi rację i poczuliby się w tej maleńkiej krainie. 2 3. I . 198 4 Trudno traktować to, co się pisze o sztuce dosłownie, tym bardziej, gdy się pisze do kogoś w sensie wyjaśnień czy porad. Nie ma panaceum na nic, tym bardziej nie ma go dla sztuki. Te kilka słów napisałem do mojej bratowej Wery, która z amatorstwa trudni się plastyką. Oto one: Jakiekolwiek poczynania na niwie sztuki czynisz, nie staraj się o to przede wszystkim, aby przenosić wiernie to co widzą tylko oczy, ale to co mówi - dyktuje ”wnętrze”.


Wtedy praca staje się subiektywna a nie obiektywna. Zbytni obiektywizm prowadzi do poprawności, ta zaś po prostu do nudy, a wiadomo nuda to śmierć sztuki. Człowiek, gdy patrzy na naturę, jej nieporównane bogactwo staje zachwycony, a jednocześnie bezradny wobec tego ogromu. Po prostu namalować tego wszystkiego niepodobna, stąd konieczność wyboru-syntezy, eliminacja rzeczy mniej ważnych, aby wyrazić to, co się chce. Zauważyłaś zapewne, że zbyt wiele elementów w obrazie osłabia go, natomiast synteza czyni jego działanie o wiele silniejszym. A więc powstaje problem wyboru. I tu przekonujemy się jakie to trudne. Jestem zdania, że naturę trzeba zostawić w spokoju, ona po prostu już jest! Zostawiając jej rolę inspiratora czy prowokatora. Znalezienie ostatecznego i trafnego wyrazu (a więc odrzucenie elementów niepotrzebnych dla danego dzieła) nazwałbym formą. N . H . K r a ków 3. I V.8 4 Byliśmy wczoraj na koncercie p. Mazurka w Krzysztoforach. Muzyka Jego (elektroakustyczna) zrobiła na mnie duże wrażenie, nie tylko swą ciekawą strukturą, lecz przede wszystkim wielką różnorodnością barw. Jest to kompozytor o wielce ruchliwej wyobraźni muzycznej, nie gardzący efektami dźwiękowymi, którymi darzy nas przyroda. One właśnie były jak gdyby łącznikami miedzy odbiorcą, a dźwiękami wydobytymi przy pomocy syntetyzatorów. Człowiek dzisiejszy nie jest jeszcze na szczęście „rurą metalową” i takie pośrednictwo cieszy. Wracaliśmy z żoną do domu, a była dopiero godz. 20.30 (czasu letniego tzn. 19.30), a Kraków, miasto nie tylko ludzie - prawie milionowe, ongiś gwarne, żyjące nocą, prawie puste-wymarłe. Co za przygnębiające wrażenie!!! To już nie jest życie, a mniej niż wegetacja, co obecnie przeżywają ludzie, którzy usiłują robić coś więcej niż stać w kolejkach, jeść, itd. Znajomi przestali się odwiedzać, a włamania są coraz częstszymi odwiedzinami nieproszonych gości. Życie artysty staje się nie do zniesienia. 8. I V.8 4 Mimo że unikam wernisaży czy otwarć wystaw, bywa, że względy tzw. towarzyskie powodują uczestnictwo w nich. Taka wyprawa miała miejsce wczoraj na wystawę Julka Jończyka w Krzysztoforach. Podziwiałem wielką pracowitość autora, jego pomysły, które oscylowały w głównej swej wymowie wokół własnego ciała rozświetlonego różnego kształtu neonami. Było też wiele łamigłówek, które tłumaczył Julek. Jednak warunkiem

nośności takich pomysłów jest ich pierworodność, czego nie o wszystkich eksponatach dałoby się powiedzieć. Właściwie wystawy tego rodzaju mają to do siebie, że nie wzruszają, a to chyba jest wielki mankament. Dziś to jest 8.IV.84. Ma imieniny mama mojej Ewy. Zaraz zadzwonimy do Kielc. Mama Ewy jest w wieku 81 lat. Dużo czy mało? Oczywiście jest to bardzo mały kawal życia biorąc pod uwagę długowieczność w ZSRR!!!!? Ale gdy weźmie się pod uwagę anioły, którym pióra już wypadają po 30stce, to nie źle. Chce przy tej okazji wspomnieć i o tym. 27.V.8 4 Napisałem to na kopercie listu z Łodzi i to, co napisanym było, świadczy o tym niewątpliwie, że strasznie mi się nudziło. Oto ONE pisanie! Te dni są tak długie, a jednak nie dają się ZROLOWAĆ i wziąć na jutro, czy może na pojutrze. Lecz za tak odległy czas nie biorę odpowiedzialności. Być może obróci się to w prawdę na zasadzie KOPERNIKA. 27.V.8 4 Wracam jednak do sztuki. Dlaczego jest tak bardzo trudna? Między innymi może dlatego, że każde dotkniecie pędzla tak bardzo dużo znaczy. W t y m sa m y m d n i u t z n . 27.05.8 4 W rzeczy samej mało piszę o samym malarstwie. Może dlatego, że malarstwo jest sztuką i to niewątpliwie największą i najtrudniejszą zarazem. Wspomnę tu o obrazach, które maluję (teraz się mówi robię). Są to niewielkiego formatu prace, lecz w kompozycji są dobre. Chcę, aby drugi był nie tylko wersją pierwszego, lecz jak gdyby jego cieniem, lecz nie w znaczeniu formalnym, lecz prawie że rzeczywistym, tzn., że można go postawić za pierwszym. Byłoby to wrażenie działań panoramicznych. Lecz prace nie są jeszcze skończone. Sam chcę składać owoc tego pomysłu. Jakże nie lubię takiego truizmu jak powyżej, lecz może jeszcze bardziej tego, które jest zbyt naiwne.

9


27.V.8 4 I jeszcze dziś i znowu piszę. Jestem pod wpływem poezji, którą otrzymałem z „audycji radiowej”. Chcę tu stwierdzić bez premedytacji, że sztuką i tylko sztuką jest malarstwo, poezja i muzyka. Reszta tzw. sztuk, to jak wszyscy wiedzą, to odtwórstwo - dotykanie zbyt dosłownie rzeczywistości - realia i pieniądze. To ostatnie to po prostu nie sztuka, bo nie ma skrzydeł-nie wznosi się. Wielu artystów żyje ze sztuki, a nie dla niej. UWAGA! To co napisałem powyżej (z tą samą datą 27.V.84) nie może być brane pod uwagę poważnie, gdyż umysł i ręka były pod wpływem czerwonego wina. Na dowód prawdy składam tu mój podpis. P.S Przymrużmy oko na malarza, który miał chwile słabości i przechwałek K r a ków 29.05.8 4 Sztuka prawdziwie wielka, nie kieruje się ani względami natury politycznej ani upodobaniami odbiorców ani modą. Role raczej winny być odwrócone niż jak chcą uzurpatorzy. Może to za dużo powiedziane, ale żywię nadzieje, że gdyby ci, co kierują państwami częściej nawiązywali kontakt ze sztuką, wpływy jej rodziłyby o wiele lepsze owoce. K r a ków 14.V I I I .8 4 Coraz mniej mówi się o malarstwie, a już szczególnie u nas w Krakowie. Nie ma obecnie prawie żadnego krytyka, który zabierałby głos na ten temat. Czyż wszystko musi kończyć się w tych latach ażeby powstało nowe? Przecież tak nigdy być nie może. Nie tylko epoki, ale i lata oddają sobie pałeczki w tej wiecznej sztafecie, a obecnie wygląda tak, jakby WSZYSTKO (nawet pozytywy) miały zginać dając miejsce gorszemu. W obronie wiec obrazu - tej klasycznej wypowiedzi malarskiej, słów kilka od siebie. Twórczość malarska według mnie, to obraz, który stworzony jest bez pomocy tzw. modelu. Za model uważam nie tylko to wszystko, co można objąć fizycznie, czy dojrzeć oczyma, lecz i to wszystko, co składa się na realia np. fakty historyczne, atmosfera zdarzeń, literatura itd.

10

Malarz korzystający z powyższych jest dłużnikiem, którego nie będzie stać na oddanie zapożyczeń. Tym

samym obraz zbudowany na takich fundamentach jest w najlepszym wypadku jego dziełem połowiczym, gdyż tworzenie to akt, który wzbogacać winien ludzkość o nowe wartości, a więc malarz przez swe dzieło wyraża swoje marzenia, wizje, symbolikę i to wszystko, co jest niepowtarzalne - poprzez organizację formalną. 15.08.8 4 Nuda zżera sztukę, a sztuka (oczywiście) nie da się jaj pożreć, po prostu dlatego, że jest sztuką! (…….pod podwojami sztuki) 15. 12 .8 4 Zakończyło się 10 Międzynarodowe Biennale Grafiki, a właściwie 9-te, gdyż to właśnie wypadło z rytmu, z powodu stanu WOJENNEGO!!! Tak STANU WOJENNEGO w Polsce !!! Było co oglądać, lecz tym razem jakoś bez objawień. Mówi się, że grafika najszybciej „zmienia skórę”. Jest to prawdą to powiedzenie, lecz dodać trzeba, że zmienia skórę, jeżeli malarstwo coś przed tym zaproponowało. Malarze w dużym stopniu oddali się różnego rodzaju działaniom para artystycznym, stąd nie wydobyto „na światło dzienne” malarstwa, które wstrząsnęłoby posadami świata, choć nigdy takiej roli sobie nie przypisywało (nawet w okresie Wielkich Mistrzów). Jestem przekonany, że wiele się „zapisuje na płótnach” i w tym okresie pozornego spokoju. Grafika tylko w Polsce zdobyła taką pozycję, świat traktuje grafikę jako fragment działalności Malarzy i Rzeźbiarzy i słusznie. A jak doprawdy wygląda obraz Polskiej Grafiki, można się przekonać - przepraszam - rozczarować, oglądając wystawę; Konrad Szednicki, wśród Przyjaciół i Uczniów. Żałosna impreza! A biorą udział same Naj. Nazwiska w Polsce. K r a ków 2 .01 .85 Maluję ostatnio cykl obrazów, których dominantę stanowi wielka, centralnie wpisana forma na tle gładko położonym kolorze z zastosowaniem, jak to nazywam „ucieczek koloru”, tzn. pas koloru rozpoczyna się w tonacji ciemnej, by przejść w rozjaśnienie, lub na odwrót. W środku tej formy (dominanty) rodzi się, czy rozkwita forma embrionu, potraktowana „MALARSKO”. Przy pomocy takich obrazów chcę przypomnieć odwieczną zasadę dążenia do równowagi wszystkich układów tak w miko- jak i makro świecie i to, że chłodny rozum jest


jałowy bez uczucia! Ten cykl obrazów zresztą, ma swój początek b. dawno, chyba od początku mej drogi twórczej. Rozpoczęło się od prac w których ta „wielka forma” doznawała pęknięć. Pęknięcia te tworzyły jak gdyby niezabliźnione rany. Następną fazą tego długiego cyklu, to zjawienie się powiedziałbym pewnych zdarzeń, gdyż pęknięcia te były po prostu „WZIERNIAMI”, przez które można było widzieć inne, kontrastujące wielce tak pod względem formy, jak i treści głównej obrazu, fragment (bywa to w rzeczy wistości). Wiele też obrazów nazwałem „WZIERNIAMI”. Lecz ten wątek zauważam dobitnie teraz przede wszystkim, kiedy mam już pewien przegląd swej twórczej drogi i stąd rozpisałem się tak rozlegle. 5.01 .85 Byliśmy wczoraj w Teatrze Starym na „Zbrodni i Karze” Dostojewskiego w reż. Wajdy. Przedstawienie doskonałe. Kreację stworzył Radziwłowicz (Raskolnikow). Stuhr w Porfirym był może zbyt zewnętrzny, za to oprawa i całe to wnętrze Starego Teatru to wprost trafione w samo sedno. Zachwatowicz bowiem zrobiła wnętrza ze starych okien i drzwi wziętych chyba wprost z rewaloryzowanych kamienic krakowskich (oszczędność środków absolutnie, przy maksymalnej funkcjonalności, poczucie atmosfery tamtych czasów). Pomogła jej w tym sama sala „Mała” Teatru, gdyż z powodu remontu ściany, sufit pełne łat, dziur i autentycznie wiszących instalacji, włączyły się doskonale, a raczej zostały zaborczo włączone do oprawy scenicznej. W tej sztuce Wajda doskonale uwypuklił problem, który Dostojewski postawił. Otóż wydaje mi się, że plątanina rozmyślań nad sprawą słuszności pewnych czynów u Raskolnikowa znajduje oczyszczenie w zbrodni, a nie jak zazwyczaj bywa, zbrodnia szuka oczyszczenia w karze czy pokucie. Fiodor, jest (ale przede wszystkim był) moim ulubionym pisarzem, jednak doznałem już przesytu tą literaturą. Cała bowiem (z małymi wyjątkami) literatura D. to ten sam problem odwieczny, nędza, chamstwo, złodziejstwo, co gorsza nic się w tym gatunku nie zmienia. Mam w swym zbiorze książek … prawie twórczość tego wspaniałego sensata. Wracając do sztuki „Zbrodni i Kary”, podkreślić pragnę jeszcze jeden według mnie plus tego przedstawienia, otóż pozbawione były dosłowności, jednoznaczności,

nawet gestów. Uważam, że jednoznaczne poczynania w sztuce to wyeliminowanie wartości, jakie są przywiązane wyobraźni. K r a ków 12 . I I .85 Czytam książki ”popularne” Bogdana Żurawskiego „CHUFU czyli o gigantomanii dawnych”. Zdumiewa na nowo problem, choć większość faktów jest mi znana. Jeszcze raz, a właściwie przede wszystkim na przykładzie gigantycznych dzieł, jakimi są piramidy, można stwierdzić, jak ważna jest ta druga strona ludzkiej natury-wierzenia-marzenia-abstrakcja tzn. strona DUCHOWA. Ludzie mimo, że za pracę dostają wynagrodzenie, nie zawsze spełniają jej ochoczo, jeżeli jednak problem dotyczy wartości duchowych pracują z zapałem i to przeważnie bez wynagrodzenia!! Może lepszym przykładem pracy „dla idei” są nasze czasy, nie tamte odległe. K r a ków 6.V.85 Przestrzeń w obrazie wyznaczają plany, które „uciekają” w głąb obrazu. Jest to tradycyjne przedstawienie tego, co malarz chce umieścić na płótnie i w ten sposób „robi miejsce” dla BOHATERA. Malarstwo tzw. „na zderzenie” plam koloru, jest bliskie dekoracji i dziś wydaje mi się również zagadnieniem, które zostało wyczerpane przez kolorystów. Moje więc działania zmierzają do tego, ażeby plan pierwszy był wyczuwany przed płótnem, drugi na samej jego powierzchni, trzeci w głębi obrazu. U mnie proste walczy z okrągłymi, treść chce być przed formą, a forma przed treścią. Zastanawiam się czy tak być musi. To pytanie jest wciąż aktualne i dopiero kiedy „staję przed płótnem”, stwierdzam, że te sprzeczności, a może lepiej określić je jako współzawodniczenie są głównym powodem malarskiego działania i nie chodzi o ich pogodzenie, lecz stworzenie w obrazie sfer w których będą na siebie działały najsilniej. K r a ków 2 4.V I I .85 Przeczytałem przed chwilą artykuł-reportaż z rozmowy z Morawią. Ten pisarz ma rację mówiąc, że „Malarstwo powinno być tylko oglądane, bardzo dużo oglądane. Wraz z oglądaniem przychodzi i zrozumienie tej sztuki”. W każdym razie pisanie o sztuce przez większość krytyków u nas w taki sposób, że jest wyczuwalna wprost nienawiść do niej, nie tylko nie wyjaśnia niczego, lecz jest agitacją przeciw samej sztuce.

11


K r 2 2 .V I I .86 Przypomniało mi się coś, co czytałem dawno, mianowicie wypowiedź mieszkańców BALLI „My nie mamy sztuki, wszystko robimy jak umiemy najlepiej” Wyczytałem to w książce McLuhana pt. „ Wybór pism”. Jest to (powiedzenie) według mnie, najwyższe objawienie prostoty pięknej. Istotnie, gdyby sięgnąć do źródła, stara SZTUKA, musielibyśmy, prawdopodobnie otrzeć się o słowo SZTUCZNY. Tak, bo w wielu przypadkach jest w sztuce wiele wymyślonego, wypływającego ze źródła, którym jest wyobraźnia twórcy, który żyje już w innej epoce, nasyconej tyloma mega-zdarzeniami nie tylko w dziedzinie sztuki.

12

P.S Być może słowo sztuczny powstało ze słowa sztuka i nabrało pejoratywnego znaczenia w zetknięciu z życiem? Tak jak kiedyś mówiono o kimś „sportowy” czyli wesoły, bo sport rzeczywiście w swym początkowym stadium, był zabawą, rozrywką, radością.

Dalszy ciąg pisania w zeszycie nr. 2* Cytując zapiski z pamiętnika Walentego Gabrysiaka zachowaliśmy oryginalną pisownię. * zeszyt drugi nieodnaleziony


13


14


15


fot. archiwum prywatne

Walenty Gabrysiak Urodzony 11 lutego 1920 r. w Goli w Wielkopolsce. Malarz i grafik. W latach 1949-1954 Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowniach prof. Fryderyka Pautscha, prof. Adama Marczyńskiego i prof. Wacława Taranczewskiego. Dyplom zdobył w 1956 roku w pracowni malarstwa monumentalnego prof. Taranczewskiego. W 1965 roku został stypendystą rządu belgijskiego w École Nationale Superieure d’Architecture et des Arts Décoratifs de la Cambre. Od 1954 do 1960 roku współpracował z prof. Taranczewskim. Pracował przy projektach malarstwa ściennego, np. sgraffito na ratuszu przy pl. Wolnica w Krakowie. Zaprojektował i zrealizował mozaikę w Karczowie k. Opola (współpraca z Ewą Buczyńską). W 1956 roku w Warszawie zaprezentował pierwsze monotypie o tematyce sportowej wykonane z okazji Konkursu Olimpijskiego. W 1958 roku uczestniczył w organizacji Galerii Sztuki Nowoczesnej w Nowej Hucie. W latach 70. był przewodniczącym Rady Artystycznej Sekcji Malarstwa Zarządu Okręgu ZPAP w Krakowie. Zmarł 13 stycznia 2013 roku.

16

Ważniejsze nagrody artystyczne: I nagroda w Konkursie na Najlepszą Grafikę Miesiąca – Kraków 1961; wyróżnienie na II Biennale Grafiki – Kraków 1962; II Nagroda na III Biennale Grafiki – Kraków 1964; Nagroda I stopnia na ogólnopolskiej wystawie „Człowiek – Praca – Środowisko” – Warszawa 1971; Nagroda Towarzystwa Kultury za malarstwo – Szczecin 1972; srebrny medal w Zespole Krakowa na Międzynarodowym Salonie – Paryż 1972; II Nagroda „Sport w sztuce” – Katowice 1976. Prace w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu, Rolnictwa w Szreniawie oraz Muzeum Sztuki w Łodzi, Biblioteki Narodowej w Warszawie, Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy, Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Muzeum w Chorzowie, Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, Muzeum Lubelskiego w Lublinie, Państwowego Muzeum na Majdanku, Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze i Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie oraz w zbiorach prywatnych i muzealnych za granicą w Belgi (m.in. BIbliothèque Royale Albert I w Brukseli), Holandii, Niemczech, Szwecji, USA i we Włoszech.


Pamiętnik Walentego Gabrysiaka  

Suplement do wystawy „Malarstwo i grafika” w Galerii STALOWA w Warszawie, maj - czerwiec 2017.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you