Page 1


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 4


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 1


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 2

Redakcja: Ma∏gorzata Skowroƒska Fotografie: str. 3, str. 16 – archiwum rodzinne Augustyƒskich; ok∏adka, str. 5, str. 6 – Sylwia Nikko Biernacka / Machina Fotografika

Wybór fotografii: Sylwia Nikko Biernacka Korekta: Ma∏gorzata Biernacka Projekt ok∏adki: Magdalena Koziak / ARTCARDS Sk∏ad: Renata Surowiec Koordynatorka projektu: Sylwia Jod∏owska / Stowarzyszenie „U Siemachy”

Wydawca: Fundacja Rozwoju Spo∏ecznego DEMOS

Patronat: Muzeum Powstania Warszawskiego

© Copyright by Jadwiga Latoszyƒska ISBN 978-83-928-122-1-0 Kraków 2009

Druk: Drukarnia i Wydawnictwo PLATAN Ksià˝ka zosta∏a wydrukowana na papierze: Munken Print Cream 15 115 g/m2 firmy Arctic Paper


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 3


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 4


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 5

WST¢P Do ràk Czytelników oddajemy ksià˝k´, która stanowi brakujàce ogniwo w powojennej historii Polski. Wglàd w skrz´tnie ukrywane przez lata wydarzenia uzyskujemy dzi´ki dwóm wyjàtkowym postaciom. Pierwszà z nich jest Zygmunt Augustyƒski – redaktor naczelny „Gazety Ludowej”, jedynego niezale˝nego ogólnopolskiego dziennika, ukazujàcego si´ po wojnie; drugà profesor W∏adys∏aw Bartoszewski – ostatni ˝yjàcy cz∏onek tamtej redakcji. Obaj w nadzwyczajny sposób po∏àczyli dziennikarski kunszt z politycznym zaanga˝owaniem. Okazjà do wznowienia wspomnieƒ redaktora Zygmunta Augustyƒskiego jest, przypadajàca 26 sierpnia 2009 r., 50. rocznica jego Êmierci. Wspomnienia te majà wcià˝ ogromne znaczenie i si∏´. Dla mnie tak˝e szczególny wymiar osobisty. ks. Andrzej Augustyƒski

5


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 6

Prof. W∏adys∏aw Bartoszewski ˚o∏nierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, dziennikarz i pisarz. Urodzi∏ si´ 19 lutego 1922 r. w Warszawie. W 1940 r. zatrzymany w ∏apance na ˚oliborzu, trafi∏ do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (numer obozowy 4427). Dzi´ki staraniom PCK zosta∏ zwolniony w 1941 r. Dzia∏a∏ m.in. w Radzie Pomocy ˚ydom „˚egota”. W czasie okupacji pracowa∏ jako sekretarz redakcji katolickiego miesi´cznika „Prawda” i redaktor naczelny katolickiego miesi´cznika „Prawda M∏odych”. Walczy∏ w Powstaniu Warszawskim. W 1946 r. zaanga˝owa∏ si´ w dzia∏alnoÊç opozycyjnego wobec komunistów PSL – pracowa∏ w redakcji „Gazety Ludowej” wydawanej przez stronnictwo. Dwukrotnie aresztowany pod zarzutem szpiegostwa i skazany w maju 1952 r. na osiem lat wi´zienia. W marcu 1955 r. zosta∏ uznany za nies∏usznie skazanego. W latach 50. pracowa∏ m.in. w tygodniku „Stolica” i „Tygodniku Powszechnym”. W 1980 r. podpisa∏ list intelektualistów do strajkujàcych robotników; wstàpi∏ te˝ do NSZZ „SolidarnoÊç”. W latach 1990–1995 by∏ ambasadorem Polski w Austrii, nast´pnie szefem MSZ. Ponownie by∏ ministrem spraw zagranicznych w latach 2000–2001. Od 2007 r. pe∏nomocnik premiera Donalda Tuska ds. dialogu mi´dzynarodowego.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 7

GAZETA Z BO˚EJ ¸ASKI – rozmowa z prof. W∏adys∏awem Bartoszewskim

Ma∏gorzata Skowroƒska, ks. Andrzej Augustyƒski: – Jest Pan ostatnim ˝yjàcym dziennikarzem „Gazety Ludowej”. Niewiele osób dziÊ wie, ˝e po wojnie wydawany by∏ taki dziennik... Prof. W∏adys∏aw Bartoszewski: – Wszyscy pami´tamy zas∏ugi „Tygodnika Powszechnego” w dziennikarskiej walce o suwerennoÊç Polski. Powsta∏o wiele prac i artyku∏ów na ten temat. „Tygodnik” by∏ pismem dla ludzi z wykszta∏ceniem co najmniej Êrednim. Drukowali teksty znakomitych profesorów, dzia∏aczy katolickich. Wszyscy to wiedzà. Niewielu jednak wie, ˝e by∏a ogólnopolska gazeta codzienna, która te˝ walczy∏a o suwerennoÊç, ale by∏a czytana przez wszystkich. Od rolnika, rzemieÊlnika po lekarza i profesora. „Gazeta Ludowa” mia∏a podtytu∏ „Pismo codzienne dla wszystkich”. I tak by∏o. To zas∏uga Zygmunta Augustyƒskiego, redaktora naczelnego „GL”. 26 sierpnia mija 50 lat od jego Êmierci. Augustyƒski zaczà∏ tworzyç dziennik na polecenie Stanis∏awa Miko∏ajczyka. „GL” mia∏a byç gazetà ówczesnego Polskiego Stronnictwa Ludowego. W swoich wspomnieniach redaktor naczelny pisze jednak, ˝e nie by∏a to partyjna tuba. Czy to mo˝liwe, ˝eby partyjny dziennik by∏ wolny od nacisków polityków? – Trzeba przywo∏aç kontekst. PSL Miko∏ajczyka to by∏a jedyna polska partia, która sta∏a na stanowisku suwerennej Rzeczypospolitej w dobrych stosunkach ze Zwiàzkiem Sowieckim, Amerykà i Anglià. Wszyscy rozumieliÊmy, ˝e Miko∏ajczyk przyjecha∏

7


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 8

z upowa˝nienia Churchilla i z jego poparciem. Inna sprawa, ˝e – jak si´ póêniej okaza∏o – wszyscy, ∏àcznie z Miko∏ajczykiem, przecenialiÊmy to poparcie. Ci ludzie, którym Miko∏ajczyk powierzy∏ tworzenie „GL”, byli motywowani spo∏ecznie. Nikt nie by∏ na us∏ugach partii, bo PSL by∏ wtedy traktowany jako ruch spo∏eczny sprzeciwiajàcy si´ oddaniu Polski pod rzàdy Zwiàzku Radzieckiego. Przy ludowym programie, który – jak to si´ dziÊ mówi – stanowi∏ lini´ gazety, Augustyƒski dba∏ o to, by nie ucierpia∏a dziennikarska obiektywnoÊç. „GL” nie walczy∏a o interesy jednej partii, ale o poszerzenie swobód demokratycznych i idea∏ów oficjalnie og∏oszonych w Karcie Atlantyckiej w 1941 r. DziÊ gazeta wydawana jako organ partyjny mia∏aby wàskie grono czytelników, nie mówiàc ju˝ o tym, ˝e nie by∏aby postrzegana jako rzetelna. – Nie w tamtej Polsce. Nikt wtedy nie uwa˝a∏, ˝e PSL to partia. PSL to byliÊmy my: rolnicy, kupcy, rzemieÊlnicy, ziemianie, profesorowie, lekarze, in˝ynierowie. Miko∏ajczyk chcia∏ ratowaç, co si´ da, i myÊmy te˝ tak myÊleli. Nikt z kierownictwa gazety nie uwa˝a∏ wtedy tego kraju za demokracj´, ale robiliÊmy, co si´ da, ˝eby poszerzaç swobody demokratyczne. Jak Pan trafi∏ do „Gazety Ludowej”? – Zna∏ mnie jeszcze z czasów okupacji bliski wspó∏pracownik Augustyƒskiego, sekretarz redakcji, W∏adys∏aw Dunin-Wàsowicz. Prac´ zaproponowa∏ mi jednak dzia∏acz ludowy Stefan Korboƒski. Co prawda póêniej ze wzgl´dów taktycznych mówi∏em bezpiece, ˝e do pracy w „GL” namówi∏ mnie Tadeusz Rek [prawnik, publicysta, dzia∏acz ruchu ludowego, usuni´ty z PSL jako przeciwnik Miko∏ajczyka, wiceminister sprawiedliwoÊci w okresie stalinowskim – przyp. red.]. Wiedzia∏em, ˝e Rek jest „zaufanym”

8


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 9

komunistów. Pozna∏em go w czasie wojny w Radzie Pomocy ˚ydom „˚egota” przy charytatywnej robocie ratowania ludzi. Poza tym mój ojciec by∏ ch∏opskim synem, inteligentem w pierwszym pokoleniu. Pracowa∏ w Narodowym Banku Polskim z Wincentym Bryjà, wybitnym dzia∏aczem ruchu ludowego z Ma∏opolski. Dobrze si´ rozumieli, polubili, mieli wspólnot´ doÊwiadczeƒ zawodowych i spo∏ecznych. Kiedy chcia∏em dostaç si´ do „GL” jako jedynej codziennej gazety niezale˝nej od komuny i uczciwej, poprosi∏em ojca, ˝eby wspomnia∏ o mnie Bryi. Taka rekomendacja by∏a wtedy potrzebna, ˝eby unikaç agentów. Zaczà∏em prac´ 1 lutego 1946 r. Gazeta wychodzi∏a wtedy ledwie trzy miesiàce. Nie traktowa∏em tej pracy jedynie jako zarobkowej. Zresztà dziennikarze „GL” dostawali w skór´ za to, gdzie pracowali. ByliÊmy gorzej uposa˝eni ni˝ koledzy z innych gazet, nie mieliÊmy ˝adnych przywilejów. No mo˝e poza sto∏ówkà. By∏a tania i dobra, bo ˝ywnoÊç przywozili ch∏opi z powiatu warszawskiego. Pami´ta Pan swój pierwszy artyku∏? – Moje pierwsze artyku∏y dotyczy∏y historii okupacji. W po∏owie lutego opublikowa∏em tekst pod tytu∏em Tajny komplet w ˚oliborzu. Tragiczna karta w dziejach nauki podziemnej. Augustyƒski puÊci∏ te˝ moje dwie rozmowy ze Stefanem Korboƒskim dotyczàce dzia∏aƒ konspiracji polskiej ratujàcej ˚ydów. To by∏o niezwykle wa˝ne, ˝eby do publicznej wiadomoÊci przedosta∏a si´ informacja, ˝e w porozumieniu z rzàdem polskim w Londynie prowadzona by∏a akcja informowania Êwiata i ratowania ˚ydów. Cenzurze trudno by∏o coÊ zrobiç, bo Korboƒski by∏ prezesem warszawskiego PSL, a ja by∏em Êwiadkiem ratowania ˚ydów. WykorzystaliÊmy to ofensywnie, ˝eby pokazaç polskà postaw´ demokratycznà i humanitarnà, niezale˝nà od partyjnego nastawienia komunistów.

9


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 10

„Gazeta Ludowa” by∏a nowoczesnym dziennikiem. Strony kobiece, specjalne dodatki okolicznoÊciowe... – Augustyƒski mia∏ niezwyk∏e wyczucie i wiedzia∏, jak oddzia∏ywaç na opini´ publicznà. Z tym trzeba si´ urodziç. On by∏ dziennikarzem z bo˝ej ∏aski. Dos∏ownie. Mia∏ niezwyk∏e upodobanie do tytu∏ów. Wiedzia∏, jak publicystycznie wykorzystaç rocznice. W 1946 r. mogliÊmy wreszcie uczciç Powstanie Warszawskie. WczeÊniej nie by∏o niezale˝nej gazety. Augustyƒski by∏ bardzo wyczulony na temat Powstania – straci∏ w nim syna i synowà. On ˝y∏ z pi´tnem tej tragedii. Pozwoli∏ nam pisaç o Powstaniu w duchu niepodleg∏oÊciowym, nie by∏o ograniczeƒ. By∏em autorem wi´kszoÊci tekstów w tym powstaniowym dodatku. Numer by∏ powi´kszony, a artyku∏y, jak na tamte realia, ogromne. Napisa∏em miedzy innymi dwukolumnowy tekst pod tytu∏em Bitwa o wolnà stolic´ – czasami „Wyborcza” drukuje tyle Michnika. DawaliÊmy te˝ przez 60 dni kronik´ Powstania Warszawskiego. Redakcyjne pomys∏y drukowania powstaƒczej kroniki – jak wspomina Augustyƒski – denerwowa∏y cenzur´. Dlaczego? – KomuniÊci ingerowali i wycinali bardzo du˝o. T´pili Powstanie, które nie by∏o na r´k´ Zwiàzkowi Radzieckiemu. Sowieci pozostawili Powstanie wbrew strategicznym racjom bez opieki. MyÊmy o tym wiedzieli – nie tylko starsi redaktorzy, ale te˝ takie m∏odziki, jak ja. DziÊ wiadomo, ˝e gdyby Rosjanie uderzyli wtedy na Warszaw´, to w OÊwi´cimiu zgin´∏oby pó∏ miliona ludzi mniej. W sierpniu i wrzeÊniu pad∏o 400 tysi´cy ˚ydów w´gierskich! A Sowieci byli nad Wis∏à. Mogli dokonaç ofensywy, bo Niemcy byli w kompletnym odwrocie, Êwiadectwa niemieckie to potwierdzajà. Genera∏ Hans Guderian pisze, ˝e nie rozumie, dlaczego Sowieci nie poszli dalej. Pisze, ˝e przejà∏ front w lipcu w stanie zupe∏nego rozk∏adu.

10


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 11

„Gazeta Ludowa” jako jedyna informowa∏a o rocznicy Powstania Warszawskiego? – Nie, ale inne gazety robi∏y to w limitowany sposób. Najcz´Êciej dawali wspomnienia jakiejÊ kobiety, która straci∏a ca∏à rodzin´, a sama prze˝y∏a tragedi´. Teza by∏a taka: „pokazujemy Powstanie jako katastrof´ spowodowanà przez dowództwo, które w ch´ci przej´cia w∏adzy, wbrew woli narodu, prowadzi∏o lud nad rzeê”. I dawali fotografie ludzi p∏aczàcych nad grobami. Mój Bo˝e, nieszcz´Êcia by∏y autentyczne. Przecie˝ zgin´∏o w tym Powstaniu jakieÊ 180 tysi´cy ludzi cywilnych, którzy nie mieli nawet broni w r´ku. Chcia∏em napisaç tekst o Powstaniu do „Dziennika Ludowego” wydawanego przez lubelskie Stronnictwo Ludowe. Redaktorem tam by∏ Rek. Mówi´, ˝e mo˝e coÊ o Powstaniu napiszemy, a on na to: „To mo˝e napiszcie o zbrodniach niemieckich”. Czyli zbrodnie tak, ale bohaterstwo, walka o suwerennoÊç – nie. Na tej samej zasadzie w latach ucisku KoÊcio∏a mo˝na by∏o napisaç, ˝e gestapo zamordowa∏o zakonnic´ czy ksi´dza, mo˝na by∏o to wydrukowaç, ale jak ju˝ chcia∏o si´ napisaç o bohaterstwie jakiegoÊ duchownego, wkracza∏a cenzura. To podejÊcie by∏o planowe i przemyÊlane. Chodzi∏o o groz´ i definiowanie wroga. Nie daj Bo˝e, ˝eby pokazaç coÊ konstruktywnego, co zach´ca∏oby do dzia∏ania. Nie wolno by∏o gloryfikowaç walki o niepodleg∏oÊç. To by∏o niebezpieczne. Niebezpieczne by∏o te˝ relacjonowanie procesów politycznych, a jednak to robiliÊcie. – To by∏a decyzja redaktora naczelnego, zapewne konsultowana z kierownictwem redakcji. RelacjonowaliÊmy proces harcerskiej m∏odzie˝y akademickiej, który odbywa∏ si´ w wi´zieniu mokotowskim w maju 1946 r. Augustyƒski dowiedzia∏ si´, ˝e znam niektórych oskar˝onych. Prosi∏, ˝ebym napisa∏ o procesie.

11


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 12

Za∏atwiono dla mnie, co nie by∏o takie proste, przepustk´ do wi´zienia. Sàdzono 13 studentów. ˚adne pismo nie dawa∏o mów obroƒców, a myÊmy je puszczali. Cenzura to ci´∏a, ale Augustyƒski nie dawa∏ za wygranà. Zawsze przemyci∏ par´ zdaƒ. To by∏o Êwiadomym aktem woli, bo ci ludzie byli z pokolenia jego syna. Byli polskimi patriotami, którzy uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim. Kto decydowa∏, jakie teksty pojawià si´ na pierwszej stronie dziennika? – Redaktor Augustyƒski. Zawsze by∏y to tematy polityczne. Takie czasy. Dziennikarze nie mogli si´ wy˝yç, bo komuniÊci ograniczali papier. MogliÊmy drukowaç 8 stron, rzadko 12, a zdarza∏o si´, ˝e tylko 6. Spróbujcie wydrukowaç codziennà gazet´ z og∏oszeniami, sportem, kulturà, sprawami spo∏ecznymi i partyjnymi na 8 stronach. Gazeta mia∏a ograniczony nak∏ad. Sprzedawana by∏a po cenach paskarskich z przebiciem nawet 20-krotnym. Tego towaru nie by∏o po dwóch godzinach. Gazet´ rozchwytywano bardziej ni˝ zagraniczne kosmetyczne czy bieliêniane produkty kobiece. A jak wyglàda∏a redakcyjna „kuchnia” w „Gazecie Ludowej”? – Nad codziennà pracà w „GL” czuwa∏ sekretarz redakcji, Dunin-Wàsowicz. Przydziela∏ nam tematy, wysy∏a∏ na konferencje prasowe. Kiedy si´ wraca∏o, mówi∏: „Napiszcie 25 wierszy”. OddawaliÊmy teksty, a on potem przychodzi∏ i mówi∏: „Obejrzyjcie, skróci∏em troch´” i by∏o ju˝ 15 wierszy. Nikt nie Êmia∏ jednak oponowaç. Wychowano nas w kulcie starszych. Nie by∏o takiego màdrzenia si´. Nigdy si´ tak nie màdrzy∏em, jak mój syn do mnie. Mowy nie by∏o. W niektórych domach ojca si´ wcià˝ w r´k´ ca∏owa∏o. U mnie ju˝ nie, ale pami´tam taki obyczaj.

12


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 13

Z cenzurà nie mieliÊcie ∏atwo... – W tamtych czasach nie mia∏em jeszcze rodziny. Przesiadywa∏em w redakcji i w naszej drukarni na Ho˝ej. Spotyka∏em tam Augustyƒskiego, który do póênej nocy czuwa∏ nad sk∏adem „GL”. Cz´sto wysy∏a∏ mnie do cenzury, która mieÊci∏a si´ niedaleko, na Koszykowej. Szefem cenzury by∏ Tadeusz Zab∏udowski, dzia∏acz komunistyczny, inteligent. Zab∏udowski pyta∏: „Panie redaktorze, czy to byç musi?”. Ja mu na to: „Czy pan oczekuje, panie dyrektorze, ˝e powiem, ˝e nie musi?”. Takie to by∏y rozmowy, choç cenzura ci´∏a nas ostro. W lutym 1946 r. przyszed∏ Pan do „Gazety Ludowej”, a wiosnà wstàpi∏ Pan do PSL. Dziennikarz z legitymacjà partyjnà? – Wychowany by∏em w dwóch prywatnych szko∏ach katolickich. Wierzy∏em i wierz´ w bo˝y plan, którego nie musz´ rozumieç, ale on jakiÊ jest. Je˝eli Bóg da∏, ˝e prze˝y∏em okupacj´, OÊwi´cim, Powstanie nie draÊni´ty nawet, musia∏em z tego wyciàgnàç wnioski, ˝e wolà bo˝à by∏o utrzymaç mnie przy ˝yciu. Nie mia∏em wyrobionych politycznie rodziców, ale wiedzia∏em, ˝e trzeba walczyç o suwerennoÊç Polski. Mia∏em swojà prywatnà motywacj´: robi´, co umiem. Tyle kontekstu duchowego. Teraz polityczny: przyje˝d˝a by∏y premier rzàdu w Londynie, Polak wychowany w ruchu ludowym. Nie przys∏ano go z Moskwy w samolocie. PSL by∏o zorganizowanà grupà, a ja potrzebowa∏em oparcia. Zaczà∏em prac´ dziennikarskà w „GL” i nikt nie wymaga∏ ode mnie wstàpienia do PSL. Kilka razy zapytano mnie, czy jako dziennikarz nie pojecha∏bym na spotkania z ludêmi i nie opowiedzia∏ historii ruchu ludowego. JeêdziliÊmy jeepem z demobilu, którego Miko∏ajczykowi dali Amerykanie. W koƒcu zdecydowa∏em si´ wstàpiç do Stronnictwa. We wrzeÊniu 1946 r. powo∏ano mnie do zarzàdu partii Warszawa-ÂródmieÊcie.

13


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 14

Czy wzmocni∏a si´ Pana rola w gazecie? – JeÊli tak, to w obcià˝eniach. Nie by∏o ˝adnych preferencji. 13 listopada 1946 r. wezwa∏ mnie prezes sto∏ecznego PSL, Stefan Korboƒski. Us∏ysza∏em: „Kolego, trzeba si´ organizowaç. B´dà wybory 19 stycznia 1947 r. Chcia∏bym, ˝ebyÊcie zaj´li si´ propagandà przedwyborczà Warszawa-ÂródmieÊcie”. Zgodzi∏em si´, ale pod warunkiem, ˝e redakcja dowie si´, jakie mam zadania. Od tej rozmowy na wolnoÊci by∏em jeszcze 48 godzin. WczeÊniej aresztowano Zygmunta Augustyƒskiego. – ByliÊmy pod ciÊnieniem. W gronie dziennikarskim siadaliÊmy i rozmawialiÊmy. ByliÊmy przygotowani na kolejne aresztowania. Na ka˝dego z nas próbowano znaleêç haka. Mnie bezpieka chcia∏a wmanewrowaç w powiàzania z WiN. Mia∏em tam dawnych kolegów, ale nie by∏em w WiN-ie. Próbowano te˝ ze mnie wydusiç krytyczne zdanie o stosunkach w redakcji. Pytano mnie o tajne grupy. Ja na to: „W ka˝dej redakcji jest grupa kierownicza podejmujàca decyzje. W «G∏osie Ludu» te˝ tak jest”. Czemu tak ma∏o mówi si´ o „Gazecie Ludowej” i roli, jakà odegra∏a? – Szkoda, ˝e tak si´ sta∏o. Dopiero w 2007 r. ukaza∏a si´ pierwsza publikacja naukowa na ten temat. Nikt nie zajà∏ si´ te˝ biografià Zygmunta Augustyƒskiego, a on sam nie dokoƒczy∏ ju˝ swoich wspomnieƒ. To by∏a bardzo nowoczesna gazeta z wizjonerskim naczelnym. Dla nas, m∏odych dziennikarzy z „GL”, Augustyƒski by∏ alfà i omegà. Wtedy by∏a taka solidarnoÊç ludzka, ˝e ja jà prze˝y∏em ponownie dopiero w 1980 r. – wtedy, gdy utworzono NSZZ „SolidarnoÊç”. Ca∏a dzia∏alnoÊç PSL Miko∏ajczyka i to, co pisaliÊmy w „GL”, przyczyni∏o si´ do opóênienia kolektywizacji wsi. Niezawis∏y PSL skoƒczy∏ si´ jesienià 1947 r., gdy w∏adz´ przyj´li ludzie zale˝ni od komunistów. Augustyƒski

14


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 15

i ja siedzieliÊmy w wi´zieniu. Zaproponowano mi wyjÊcie w zamian za akt solidarnoÊci z lewicà PSL. Komunie zale˝a∏o na aktach odejÊcia z ruchu ludowego. Pokaza∏em im gest Kozakiewicza. Najwa˝niejszy by∏ przyk∏ad, jaki da∏a „Gazeta Ludowa”: ˝e nie trzeba si´ baç. Rozmawiali: Ma∏gorzata Skowroƒska i ks. Andrzej Augustyƒski.

Ma∏gorzata Skowroƒska – psycholog i filozof, dziennikarka „Gazety Wyborczej” od 2000 r., autorka publikacji na temat KoÊcio∏a i religii, pisze tak˝e o sprawach spo∏ecznych i historii. Ks. Andrzej Augustyƒski – nale˝y do Zgromadzenia Misji Êw. Wincentego a Paulo, dzia∏alnoÊç spo∏ecznà rozpoczà∏ w poczàtkach lat 80. jako wolontariusz w domu dziecka w Krakowie. Aktualnie kieruje Stowarzyszeniem „U Siemachy” – jednà z najwi´kszych organizacji po˝ytku publicznego, pomagajàcà dzieciom. Pe∏ni funkcj´ pe∏nomocnika prezydenta Krakowa ds. m∏odzie˝y. Jest laureatem nagrody im. ks. Józefa Tischnera i cz∏onkiem Ashoki – ogólnoÊwiatowej organizacji skupiajàcej przedsi´biorców spo∏ecznych. Wspólnie z ojcem – Kazimierzem Augustyƒskim, bratankiem red. Zygmunta Augustyƒskiego – zbudowa∏ oÊrodek wakacyjny dla dzieci w Odporyszowie ko∏o Tarnowa w majàtku rodzinnym, w którym urodzi∏ si´ Zygmunt Augustyƒski. OÊrodek zarzàdzany jest przez Fundacj´ Rozwoju Spo∏ecznego DEMOS, wydawc´ ksià˝ki Dziennikarstwo i polityka.

15


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 16

Red. Zygmunt Augustyƒski Urodzi∏ si´ 4 paêdziernika 1890 r. jako najm∏odsze spoÊród dziesi´ciorga dzieci wójta gminy Odporyszów, Wojciecha Augustyƒskiego. Ju˝ jako 17-latek pisa∏ do „Przyjaciela Ludu”. Studiowa∏ prawo na UJ, nauk´ dokoƒczy∏ w Berlinie. Pracowa∏ m.in. w krakowskiej „Gazecie Powszechnej”, „G∏osie Narodu”, „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. W 1917 r. o˝eni∏ si´ z Eugenià Bartenbach i przeprowadzi∏ si´ do Warszawy. By∏ twórcà pierwszej sto∏ecznej gazety, ukazujàcej si´ w poniedzia∏ek. Nie tylko zorganizowa∏ redakcj´ „Gazety Poniedzia∏kowej”, ale te˝ redagowa∏ teksty i drukowa∏ pismo w swojej drukarni. By∏ redaktorem naczelnym „Expressu Porannego”, wspó∏tworzy∏ agencj´ informacyjnà „Press”. Pracowa∏ te˝ w „Kurierze Polskim”. Zak∏ada∏ Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. W czasie okupacji konspiracyjnie pracowa∏ w Departamencie Informacji i Propagandy przy Delegaturze Rzàdu RP na Kraj. Z dzia∏alnoÊci warszawskiej Rady G∏ównej Opiekuƒczej w czasie Powstania i po nim opracowa∏ sprawozdanie, z którym przyjecha∏ do Krakowa do abp. Adama Sapiehy. W 1945 r. w∏adze PSL powierzy∏y mu zorganizowanie „Gazety Ludowej”. Bezpieka aresztowa∏a go jesienià 1946 r. Po pokazowym procesie skazano go na 15 lat wi´zienia, 5 lat utraty praw publicznych, obywatelskich i honorowych oraz konfiskat´ mienia. Na poczàtku 1955 r. ze wzgl´du na z∏y stan zdrowia wyszed∏ z wi´zienia. Jego niedokoƒczone wspomnenia z czasów „Gazety Ludowej” ukaza∏y si´ w ksià˝ce pt. Zawi∏e koleje przeznaczenia. Zmar∏ 26 sierpnia 1959 r. w Warszawie. Pochowano go na cmentarzu na Bródnie. W 1991 r. odby∏ si´ proces rehabilitacyjny, który ca∏kowicie go uniewinni∏.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 17

I MIESIÑCE WALKI

Do Warszawy wróci∏em wiosnà 1945 roku. Wielu radzi∏o mi jechaç z rodzinà na Wybrze˝e, na Zachód, na Âlàsk… Moje mieszkanie przy ul. Marsza∏kowskiej 51 zosta∏o spalone przez Niemców jesienià 1944 roku, ju˝ po kapitulacji stolicy. By∏em bezdomny i w∏aÊciwie postàpi∏em wbrew rozsàdkowi. Decyzja odbudowania Warszawy i utrzymania jej stolicà kraju wydawa∏a si´ szaleƒstwem i szaleƒstwem wydawa∏ si´ powrót. A jednak… Zastanawia∏em si´ nad si∏à, która kaza∏a ludziom wracaç do tej martwej pustyni, do tych tragicznych ruin i mieszkaç w piwnicach i resztkach ocala∏ych murów. Wróci∏em i ja. Tu by∏o moje miejsce. Rodzin´ umieÊci∏em pod Warszawà, a sam troch´ doje˝d˝a∏em, a troch´ tu∏a∏em si´, nocujàc u znajomych, i musia∏em sp´dzaç noce w warunkach nieraz bardzo ci´˝kich i prymitywnych. Latem 1945 roku w∏adze Polskiego Stronnictwa Ludowego zaproponowa∏y zorganizowanie dziennika mnie i Kazimierzowi Banachowi, który w latach okupacji niemieckiej zwiàzany by∏ z prasà podziemnà Ruchu Oporu Ch∏opskiego oraz z Batalionami Ch∏opskimi. Dziennikarstwo by∏o mojà pasjà, a polityka – ˝ywio∏em. Nie mog∏em i nie chcia∏em staç na uboczu wtedy, gdy mia∏a si´ stoczyç walka o przysz∏y kszta∏t Polski. Nie mog∏em i nie chcia∏em odmówiç…

17


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 18

Polityka ˝ywio∏em

Punktem wyjÊciowym dla kierownictwa PSL w jego taktyce politycznej by∏o porozumienie zawarte w Moskwie w czerwcu 1945 roku. Porozumienie to, z ramienia póêniejszego PSL, zawarli Miko∏ajczyk i Kiernik. Ten ostatni w zast´pstwie chorego Witosa. W Moskwie ustalono warunki wspó∏dzia∏ania Stronnictwa Ludowego z partiami marksistowskimi i zdecydowano o utworzeniu koalicyjnego Rzàdu JednoÊci Narodowej. W czasie czerwcowych narad w Moskwie utrzymywa∏o si´ przekonanie, ˝e lubelskie SL, pozbawione wi´kszych wp∏ywów na wsi i w narodzie, uzna przewag´ i przywództwo tego ruchu ludowego, którego personifikacjà byli Witos, Rataj, Miko∏ajczyk; ˝e zatem odda si´ pod kierownictwo rzeczywistych przywódców wsi, o wypróbowanym patriotyzmie i twardym charakterze; ˝e dzia∏aç b´dzie jedno Stronnictwo Ludowe. Dlatego te˝ ustalono w Moskwie, ˝e jednà trzecià stanowisk w rzàdzie koalicyjnym, we wszystkich instytucjach i w∏adzach paƒstwowych, zarówno w kraju jak i zagranicà, obejmà kandydaci desygnowani przez SL. Krajowa Rada Narodowa mia∏a byç rozszerzona, a SL mia∏o w niej otrzymaç jednà trzecià mandatów. Ustalono powo∏anie Wincentego Witosa do Prezydium KRN jako pierwszego wiceprezydenta. Niezale˝nie od tego, zgodzono si´ powo∏aç spoza SL Stanis∏awa Grabskiego na trzeciego wiceprezydenta KRN. W rzàdzie koalicyjnym zasiadaç mia∏o szeÊciu ministrów z ramienia SL, przy czym ustalono, ˝e stronnictwo obsadzi swoimi kandydatami jedno stanowisko wicepremiera oraz resorty: administracji publicznej, rolnictwa i reform rolnych, oÊwiaty, poczty i telegrafu, kultury i sztuki oraz zdrowia. Poza tym obsadziç mia∏o

18


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 19

jednà trzecià stanowisk wiceministrów w resortach przez siebie wybranych. Tak˝e w dyplomacji, w s∏u˝bie konsularnej i we w∏adzach administracyjnych wszystkich instancji mieli zasiadaç kandydaci SL w jednej trzeciej cz´Êci ogó∏u odnoÊnych stanowisk. Stronnictwu Ludowemu przypaÊç mia∏y ponadto: prezesura Najwy˝szej Izby Kontroli, prezesury Paƒstwowego Banku Rolnego i Centrali Kas Spó∏dzielni Rolniczych oraz wiceprezesury w Narodowym Banku Polskim, Banku Spo∏em, Banku Komunalnym i Powszechnym Zak∏adzie Ubezpieczeƒ Wzajemnych. Odpowiedni udzia∏ (jedna trzecia) ustalony by∏ dla SL w zarzàdach: Centralnego Zwiàzku Gospodarczego Spo∏em, Centralnego Zwiàzku Rewizyjnego Spó∏dzielni oraz w innych paƒstwowych, wzgl´dnie rzàdowych i samorzàdowych, instytucjach finansowych, gospodarczych i kulturalnych. Na koniec uzgodniono w porozumieniu moskiewskim, ˝e SL weêmie udzia∏ w spó∏dzielni wydawniczej Czytelnik i otrzyma odpowiedni przydzia∏ papieru na cele wydawnicze. Z treÊci umowy moskiewskiej widaç, ˝e komuniÊci i ich satelici zatrzymali w swoich r´kach kluczowe pozycje w rzàdzie, a mianowicie stanowisko premiera oraz resorty bezpieczeƒstwa publicznego, finansów, obrony narodowej i przemys∏u. Niemniej jednak pozycja SL by∏aby w rzàdzie doÊç silna, gdyby warunki porozumienia by∏y przez komunistów dotrzymane. Ale komuniÊci nie myÊleli dzieliç si´ w∏adzà z ludowcami. Ci byli potrzebni tylko do wykonywania rozmaitych poleceƒ, jak na przyk∏ad wyciskanie ze wsi dostaw obowiàzkowych i innych Êwiadczeƒ publicznych oraz ponoszenie odpowiedzialnoÊci za rzàdy sprawowane przez komunistów. W lipcu 1945 roku osiàgni´te zosta∏o porozumienie mi´dzy lubelskim SL a ruchem ludowym, reprezentowanym wówczas przez Miko∏ajczyka i innych, co do po∏àczenia si´ w jedno stronnictwo. Z ramienia lubelskiego SL umow´ zawar∏a i podpisa∏a specjalna delegacja partyjna pod przewodnictwem Baƒczyka. Niestety

19


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 20

komuniÊci ulokowani w SL oraz komuniÊci z PPR storpedowali porozumienie ludowców. Maczali w tym palce Bierut, Gomu∏ka i Osóbka-Morawski, a nad nimi górowa∏ wielkorzàdca rosyjski w Polsce, ambasador Lebiediew. Ten ostatni zna∏ Miko∏ajczyka z Londynu, a nasi komuniÊci ju˝ po kilku tygodniach istnienia Rzàdu JednoÊci Narodowej spostrzegli, ˝e Miko∏ajczyk nie nale˝y do ludzi ∏atwych, gotowych pos∏usznie s∏uchaç i s∏u˝yç, ale ˝e ma ambicj´ wspó∏kierowania paƒstwem i wspó∏decydowania o sprawach publicznych. Komunistom zdà˝ajàcym do dyktatury proletariatu, czyli w rzeczywistoÊci do dyktatury oligarchii komunistycznej, musia∏ byç wielce nie na r´k´ polityk starajàcy si´ zachowaç niezale˝noÊç myÊlenia i dzia∏ania. Umowa zawarta mi´dzy ludowcami dwóch od∏amów zosta∏a wi´c storpedowana. Miko∏ajczyk i inni dzia∏acze ruchu ludowego zmuszeni zostali w lecie 1945 roku do za∏o˝enia w∏asnego stronnictwa, które przybra∏o nazw´: Polskie Stronnictwo Ludowe. Majàc g∏ównà baz´ politycznà na wsi, PSL sta∏o si´ z miejsca stronnictwem ogólnonarodowym. Wielu, bardzo wielu Polaków nale˝àcych do miejskich warstw spo∏ecznych zg∏osi∏o przystàpienie do PSL, z nim ∏àczy∏o swoje nadzieje i pragnienia. Ku zdumieniu komunistów PSL zacz´∏o od razu sprawowaç „rzàd dusz” w narodzie polskim i sta∏o si´ ostojà moralnà dla milionów obywateli. Lubelskie SL sta∏o si´ kar∏em politycznym i ca∏kowitym satelità komunistycznym. WieÊ odpad∏a niemal ca∏kowicie od tego ugrupowania. Ch∏opi szli masami. Ca∏e terenowe organizacje SL z rozwini´tymi sztandarami przechodzi∏y do PSL. Ruch by∏ ogromny. Podobnie w miastach: inteligenci, mieszczanie, rzemieÊlnicy, kupcy i robotnicy zg∏aszali si´ na cz∏onków PSL, widzàc w nim stronnictwo spo∏ecznie umiarkowane, politycznie trzeêwe, patriotyczne, dalekie od marksizmu i komunistycznych eksperymentów. Tote˝ w miastach, tak˝e w Warszawie, powstawa∏y ko∏a PSL.

20


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 21

Lubelskie partie patrzy∏y zezem na organizacyjnà dzia∏alnoÊç PSL w miastach. KomuniÊci i socjaliÊci chcieli widzieç w PSL stronnictwo klasowo ch∏opskie. Przedstawiali takie zapatrywania w swoich gazetach, a nawet posy∏ali bojówki partyjne przeciwko naszym organizacjom terenowym, jak to mia∏o miejsce na przyk∏ad na Grochowie w Warszawie, gdzie bojówka komunistyczna chcia∏a rozbiç zgromadzenie PSL. W tej sytuacji oczywiÊcie z miejsca pomyÊlano o w∏asnej prasie codziennej i tygodniowej.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 22

Pismo codzienne dla wszystkich

Do pracy przystàpi∏em z zapa∏em i radoÊcià, którà oceniç mo˝e tylko ten, kto po latach przymusowej bezczynnoÊci wraca do czynnego ˝ycia. KtoÊ ze znajomych skierowa∏ mnie do mieszkajàcych wówczas przy ul. Âniadeckich 6 paƒstwa Drochockich, których mieszkanie wraz z meblami szcz´Êliwie ocala∏o. Dom mia∏ spalony dach, kuchnia i schody kuchenne by∏y zniszczone, ale schody frontowe i ca∏y front du˝ej kamienicy by∏ zdatny do u˝ytku, tote˝ powróci∏o do niej wielu lokatorów. Zamieszka∏em tam, a brak szyb w moim pokoju uda∏o si´ szybko zlikwidowaç. Mieszkanie Drochockich zamieni∏o si´ w ko∏choz. Oprócz nich i mnie zamieszkali tam paƒstwo Wróblewscy oraz robotnicza rodzina Gawiƒskich. Mimo tego zag´szczenia mieszkaƒców stosunki sàsiedzkie by∏y ca∏kiem znoÊne. W∏adze ówczesne og∏osi∏y dzielnic´ Êródmiejskà Warszawy dzielnicà rzàdowà, a wi´c takà, w której mogli osiedlaç si´ cz∏onkowie rzàdu i stronnictw politycznych oraz pracownicy urz´dów i instytucji paƒstwowych. Od pewnej daty na zamieszkanie w tej cz´Êci stolicy trzeba by∏o mieç specjalne zezwolenie Miejskiego Wydzia∏u Kwaterunkowego. Dla mnie PSL wystara∏o si´ o takie zezwolenie doÊç póêno, post factum, bo dopiero 21 listopada 1945 roku, ale i przedtem mieszka∏em tam spokojnie, nienagabywany przez nikogo. Pisemne zlecenie od PSL organizowania pisma codziennego oraz zapewnienie, ˝e sprawa zezwolenia na zamieszkanie w dzielnicy rzàdowej jest w toku za∏atwiania, a potem legitymacja redaktora „Gazety Ludowej” – dzia∏a∏y uspokajajàco na wszelkich gorliwców. PSL zaleci∏o równie˝ za∏o˝enie telefonu w moim pokoju i tak si´ sta∏o.

22


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 23

Po˝ytek z tego telefonu by∏ jednak wàtpliwy, poniewa˝ ciàgle powtarza∏y si´ uszkodzenia i tylko niekiedy mog∏em z niego korzystaç. OkolicznoÊcià ∏agodzàcà dla mechaników telefonicznych niech b´dzie stwierdzenie, ˝e linia prowadzàca do mnie by∏a prowizoryczna i wisia∏a w powietrzu, wzgl´dnie opiera∏a si´ na ruinach sàsiednich kamienic. Rozpoczà∏em wi´c swoje urz´dowanie jako tako urzàdzony. W wydziale prasowym Ministerstwa Propagandy zetknà∏em si´ z kierownikiem tego wydzia∏u, Antonim Bidà, by∏ym dziennikarzem warszawskim, przedwojennym komunistà. Kilka lat przed wojnà zosta∏ on referentem prasowym w ratuszu warszawskim i jako redaktor miejskiego dziennika urz´dowego przetrwa∏ lata okupacji. Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski pospieszy∏ Bida do s∏u˝by u swoich, czyli u komunistów. Od niego w∏aÊnie dowiedzia∏em si´, ˝e na pierwszà wieÊç o tym, ˝e Miko∏ajczyk montuje PSL i przyst´puje do organizowania w∏asnej prasy, lubelskie SL postanowi∏o go uprzedziç i przystàpiç do wydawania w∏asnego pisma codziennego. RzeczywiÊcie, w lecie 1945 roku pojawi∏ si´ w Warszawie „Dziennik Ludowy”, którego redaktorem naczelnym zosta∏ Tadeusz Rek. Sprzedawano ten dziennik w kolporta˝u ulicznym, jako organ Miko∏ajczyka, aby zwabiç nabywców. PopularnoÊç Miko∏ajczyka by∏a w owych miesiàcach ogromna i próbowali na niej ˝erowaç kolporterzy „Dziennika Ludowego”, a mo˝e i ktoÊ wi´cej. By∏a to niewàtpliwie robota dywersyjna, zmierzajàca do tego, a˝eby utrudniç drog´ rzeczywistej prasie PSL. Pami´tam, jak pewnego letniego dnia 1945 roku Miko∏ajczyk przyjecha∏ samochodem z Poznania i wysiad∏ przed hotelem Polonia przy Alejach Jerozolimskich w towarzystwie by∏ego ministra emigracyjnego, Banaczyka. Podlecieli do nich ch∏opcy z „Dziennika Ludowego”, wo∏ajàc: „«Dziennik Ludowy», pismo Miko∏ajczyka!”.

23


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 24

Miko∏ajczyk zwróci∏ si´ wtedy do mnie o przyspieszenie prac nad montowaniem gazety. W ówczesnych jednak warunkach warszawskich i przy widocznej nie˝yczliwoÊci w∏adz komunistycznych zorganizowanie pisma nie by∏o ∏atwe. Ówczesny premier, Edward Osóbka-Morawski, wystawia∏ nam wprawdzie pisane niebieskim o∏ówkiem karteczki w rodzaju: „Polecam przydzieliç PSL drukarni´ gazetowà” albo: „Polecam dostarczyç PSL papieru rotacyjnego”. Karteczki te jednak nie odnosi∏y skutku, a nawet wywo∏ywa∏y u niektórych drwiny. Nareszcie 4 listopada 1945 roku wyszed∏ 1 numer „Gazety Ludowej”. Podtytu∏ brzmia∏: „Pismo codzienne dla wszystkich”. Musia∏em w∏aÊnie o ten podtytu∏, który by∏ moim pomys∏em, stoczyç upartà i wytrwa∏à walk´ na terenie PSL. Wielu domaga∏o si´ napisu: „Pismo codzienne PSL” – i sprzeciwia∏o si´ wyrazom „dla wszystkich”. Argumentowa∏em, ˝e w∏aÊnie nale˝y je utrzymaç, a˝eby w ten sposób podkreÊliç, ˝e „Gazeta Ludowa” jest pismem przeznaczonym dla wszystkich Polaków w mieÊcie i na wsi, bez wzgl´du na ich stan i pochodzenie. Wroga prasa („Robotnik”, „G∏os Ludu”) pozwala∏a sobie na nikczemne dowcipy z powodu okreÊlenia „dla wszystkich”, ale mnie to bynajmniej nie porusza∏o. Wiedzia∏em bowiem, ˝e komuniÊci i wspó∏dzia∏ajàcy z nimi socjaliÊci chcieliby zamknàç „Gazet´ Ludowà” w op∏otkach wsi, sobie zostawiajàc miasta. Tymczasem „Gazeta Ludowa” – pismo codzienne dla wszystkich – by∏a czytana w miastach i wsiach przez mieszczan, ch∏opów, robotników i inteligentów. Przez wszystkich, którzy chcieli Polski naprawd´ wolnej i niepodleg∏ej. Zaraz w pierwszym numerze og∏osi∏em zasady ideologiczne, którymi kierowaç si´ b´dzie gazeta w swojej dzia∏alnoÊci, sk∏ad Komitetu Redakcyjnego, do którego weszli: Kazimierz Banach – przewodniczàcy, Zygmunt Augustyƒski – redaktor polityczny, Jerzy Wiewiórski – redaktor techniczny, oraz pe∏ny sk∏ad redakcji: Henryk B∏oƒski, Wac∏aw CieÊlak, Krystyna Czerwijowska,

24


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 25

Tadeusz Garczyƒski, Witold Gie∏˝yƒski, Adam Jezierski, Marian Krzesaj, Andrzej LeÊniewski, Stefan Michalski, Tadeusz Opio∏a, Henryk Piekarniak, Lech Pietrzak, Stefan Âliwiƒski, Anna Âwietliƒska, Jan Szydluk, Teofil Syga, Tadeusz Unkiewicz, W∏adys∏aw Wàsowicz, Jerzy Wiewiórski, Jan Zaraƒski. Uczyni∏em tak dlatego, i˝ uwa˝a∏em, ˝e nale˝a∏o nam w „Gazecie Ludowej” zerwaç z anonimowoÊcià prasy komunistycznej i kryptokomunistycznej i ˝e redakcja pierwszego po zakoƒczeniu okupacji niemieckiej rdzennie polskiego pisma codziennego w stolicy powinna dzia∏aç jawnie, walczyç z otwartà przy∏bicà, nie robiç tajemnicy z nazwisk swoich wspó∏pracowników, nie unikaç odpowiedzialnoÊci wobec spo∏eczeƒstwa. W artykule redakcyjnym Do Wszystkich zawarte zosta∏o nasze credo, którego zobowiàzywaliÊmy si´ broniç odwa˝nie i nieust´pliwie: 1. Ca∏kowita niepodleg∏oÊç i suwerennoÊç Rzeczpospolitej. 2. Demokratyczna Polska Ludowa zapewniajàca obywatelom podstawowe swobody i torujàca najszerszym rzeszom drog´ do dobrobytu. 3. Odrodzenie moralne narodu i odbudowa stanowiska Polski w Êwiecie. 4. Deklaracja nieodzownej przyjaêni ze Zwiàzkiem Radzieckim, ale i z demokratycznymi paƒstwami Zachodu, opartej na zasadzie równoÊci moralnej. 5. Zapowiedê bezkompromisowej walki przeciwko wrogom wolnoÊci, praw i swobód obywatelskich.

25


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 26

Nad trumnà Witosa

W historii prasy nie zdarzy∏o si´ bodaj nigdy, a˝eby pierwszy numer nowo za∏o˝onej gazety wyszed∏ w ˝a∏obie, a tak by∏o z „Gazetà Ludowà”, 31 paêdziernika umar∏ bowiem Wincenty Witos i „Gazeta Ludowa” pierwszy swój numer poÊwi´ci∏a zmar∏emu przywódcy ruchu ludowego. W ca∏ym kraju powsta∏o wielkie poruszenie na wieÊç o zgonie Witosa, cz∏owieka na miar´ historycznà, premiera Rzàdu Obrony Narodowej, tu∏acza politycznego. Garbaty los sprawi∏, ˝e Witos – który marzy∏ o dzienniku PSL i le˝àc w szpitalu oo. Bonifratrów w Krakowie niecierpliwi∏ si´, ˝e tak d∏ugo trwajà przygotowania organizacyjne do wydania codziennego pisma – nie doczeka∏ si´ jego ukazania. Pierwszy numer „Gazety Ludowej” ukaza∏ si´ w ˝a∏obnej obwódce z kreskowà podobiznà Witosa. Artyku∏ wst´pny nosi∏ tytu∏ Nad trumnà Wincentego Witosa, by∏ mojego pióra i by∏ przeze mnie podpisany pe∏nym imieniem i nazwiskiem. Z Wincentym Witosem ∏àczy∏a mnie bli˝sza znajomoÊç i rozmaite prze˝ycia na przestrzeni lat. Jego wewn´trzna si∏a, niezale˝noÊç myÊlenia, rozum polityczny i niezachwiany patriotyzm sprawi∏y, ˝e w ró˝nych okresach ˝ycia narodu wiàzane by∏y z nim powszechne nadzieje. Tak by∏o w 1920 roku, gdy bolszewicy szli na Warszaw´. Tak by∏o w 1923 roku, kiedy stanà∏ na czele Rzàdu Wi´kszoÊci Polskiej, tak by∏o w 1926 roku. Niestety cz´Êç si∏ politycznych, zarówno prawicy, jak i lewicy, nie mog∏a pogodziç si´ z tym, ˝e zwyk∏y ch∏op zajà∏ naczelne miejsce w rzàdzie. W walce o w∏adz´ stosowane by∏y metody nieodpowiedzialne, karygodne, rozsadzajàce paƒstwo. W rezultacie Witos musia∏ odejÊç. Nie na tym koniec.

26


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 27

Pierwszy numer „Gazety Ludowej” ukaza∏ si´ 4 listopada 1945 roku.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 28

Po przewrocie majowym by∏o uwi´zienie, proces, emigracja, oszczerstwa i kalumnie. Mimo ˝e odsuni´ty by∏ przez wiele lat od ˝ycia politycznego kraju, nadzieje milionów Polaków kierowa∏y si´ ku jego osobie i zmar∏ jako niekwestionowany wódz narodu. ˚ycie przyzna∏o mu s∏usznoÊç i zmusi∏o wielu jego przeciwników do uznania jego wielkoÊci i autorytetu. Jego Êmierç by∏a niepowetowanà stratà i na ostatniej ziemskiej drodze towarzyszy∏a Witosowi ˝a∏oba milionów. Zostawi∏ Witos Polskie Stronnictwo Ludowe w ˝ywio∏owym rozmachu organizacyjnym, ch∏opów zdeterminowanych i pe∏nych odwagi, inne warstwy ludnoÊci zapatrzone w wieÊ przebudzonà, Êwiadomà swoich celów, swojej si∏y i swojej odpowiedzialnoÊci za Polsk´. Witos przez ca∏e swoje ˝ycie, przy ka˝dej sposobnoÊci poucza∏ ch∏opów, ˝e kto chce mieç prawa, ten musi wziàç na siebie obowiàzki. Wielokrotnie dowodzi∏ im, ˝e obcià˝a ich odpowiedzialnoÊç za paƒstwo i uchylaç si´ od niej nie mogà, a dawno ju˝, bo w roku 1922, og∏osi∏ nast´pujàce trzy zasady polityki ludowej: 1. Pierwsza i najÊwi´tsza – utrzymanie niepodleg∏oÊci paƒstwa i jego pot´gi. 2. Dà˝enie do wprowadzenia w ca∏ej pe∏ni demokratycznego ustroju. 3. Sta∏a i trwa∏a obrona praw obywatelskich i swoich ludowych interesów. Wskazania te, wypowiedziane przed laty, jakà˝ majà aktualnoÊç, jak˝e ˝ywe sà dziÊ. WielkoÊç Witosa przemawia z tych sformu∏owaƒ prostych, zawierajàcych w sobie polityczne pos∏annictwo ch∏opów. WartoÊcià ogromnej donios∏oÊci dla narodu jest to, ˝e dzia∏alnoÊç polityczna Witosa, jak zresztà ca∏y ruch ludowy w Polsce, jest kwiatem czysto polskiego ducha i owocem polskiej ziemi.

28


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 29

Nie ma w programie i celach ludowców ˝adnych obcych teoryjek i nalecia∏oÊci, nie ma màdroÊci obcych magów, jest tylko polska myÊl polityczna zrodzona z polskiej potrzeby. Byç mo˝e, ˝e to w∏aÊnie w ruchu ludowym czyni sobie bliskimi miliony ludzi. W smutne, listopadowe dni polskiej jesieni sk∏ada∏ naród do mogi∏y, na wiejskim cmentarzu w Wierzchos∏awicach, wielkiego syna naszej ziemi. Takie by∏o jego ˝yczenie, by spoczàç wÊród braci ch∏opów, dla których przez ca∏e ˝ycie pracowa∏, walczy∏ i cierpia∏. Obudzi∏ w ch∏opach poczucie si∏y i powierzy∏ im sztandar demokratycznej Polski.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 30

Redakcyjna kuchnia

W spisie naszych pracowników, og∏oszonym w pierwszym numerze gazety, nie by∏o nazwiska Jana Stankiewicza, przedwojennego redaktora „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” w Krakowie. Stankiewicz zg∏osi∏ si´ do mnie kilka tygodni po ukazaniu si´ „Gazety Ludowej” i na mój wniosek zosta∏ przez wydawnictwo zaanga˝owany. Zrobi∏em go swoim drugim zast´pcà – pierwszym by∏ Witold Gie∏˝yƒski. Wi´kszoÊç cz∏onków redakcji zosta∏a zaproszona do wspó∏pracy przeze mnie i zaakceptowana przez wydawc´, czyli przez w∏adze PSL. Natomiast pojawienie si´ redaktora Jerzego Wiewiórskiego w sk∏adzie redakcyjnym i do tego w Komitecie Redakcyjnym by∏o dzie∏em Kazimierza Banacha. Wiewiórski by∏ przed wojnà cz∏onkiem, a bodaj nawet przez jakiÊ czas sekretarzem redakcji sanacyjnego „Kuriera Porannego” i z politycznym ruchem ludowym nie mia∏ nic wspólnego. Znali si´ natomiast z Banachem, „Kurier Poranny” bowiem przeznacza∏ w tamtych czasach ca∏à kolumn´ dla sanacyjnej organizacji m∏odzie˝y wiejskiej „Siew”, której Banach by∏ wtedy przodujàcym cz∏onkiem. Zaraz te˝ w pierwszych rozmowach na temat gazety wymieni∏ on nazwisko Wiewiórskiego jako swojego kandydata na wa˝niejszà pozycj´ w redakcji. Niektóre nasze narady redakcyjne odbywa∏y si´ w mieszkaniu Wiewiórskiego przy ul. Mokotowskiej. W warunkach zburzonej i spalonej Warszawy kwestia mieszkania by∏a kapitalnej wagi, a mieszkanie Wiewiórskiego szcz´Êliwie ocala∏o. Zrozumia∏em, ˝e Banachowi na osobie Wiewiórskiego szczególnie zale˝y, wi´c zaproponowa∏em powo∏anie go do Komitetu Redakcyjnego w charakterze redaktora technicznego, co Banach

30


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 31

zaakceptowa∏. By∏o dla mnie jasne, ˝e Banach chce mieç w redakcji swojego cz∏owieka, a˝eby mnie w razie potrzeby móg∏ majoryzowaç. Do tego nie dosz∏o, poniewa˝ kierowa∏em „Gazetà Ludowà” szcz´Êliwie i zdoby∏em dla niej w krótkim czasie wielkà popularnoÊç i poczytnoÊç. Oprócz Wiewiórskiego jeszcze dwaj inni dziennikarze zostali wprowadzeni do redakcji nie przeze mnie. Byli to Andrzej LeÊniewski i Jan Zaraƒski. Wprowadzi∏ ich, za mojà zgodà i wiedzà, Banach na ˝yczenie Miko∏ajczyka, który zaczà∏ si´ coraz pilniej interesowaç gazetà. Ze wzgl´du na powszechny nap∏yw ˚ydów-komunistów, których wielu by∏o na us∏ugach UB, oraz ze wzgl´du na opanowanie przez nich wa˝niejszych stanowisk i dziedzin ˝ycia politycznego i spo∏ecznego, postara∏em si´ o to, ˝eby sk∏ad redakcyjny naszej gazety by∏ czysto polski. Nie by∏em nigdy i nie jestem antysemità. Uwa˝a∏em i uwa˝am, ˝e ˚ydzi mogà i powinni u nas ˝yç i pracowaç, ale nie mogà nami rzàdziç. W redakcji „Gazety Ludowej” nie by∏ zatrudniony ani jeden ˝ydowski dziennikarz. By∏ co prawda w naszym sk∏adzie redakcyjnym jeden dziennikarz ˝ydowskiego pochodzenia – lwowianin, ale ten dawno zerwa∏ z ˝ydowskim Êrodowiskiem, ˝ydowskà kulturà, religià i obyczajami, a ca∏e jego post´powanie i sposób bycia nosi∏y znamiona polskie. Dodajmy, ˝e nie by∏o u nas w tym okresie ani jednego szpicla – konfidenta UB. Banach, który utrzymywa∏ zawsze dyskretne kontakty z komunistami, mówi∏ do mnie: – Majà nam za z∏e, ˝e nie ma u nas ani jednego ˚yda. Mówià, ˝e po hitlerowskim ludobójstwie dokonanym na ˚ydach powinien byç u nas choçby jeden ˝ydowski dziennikarz, jako przejaw naszego antyrasizmu. – Oni tak mówià, bo im tak wypada, ale im chodzi o to, ˝e nie majà u nas konfidentów – zauwa˝y∏em w odpowiedzi.

31


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 32

Ukazanie si´ „Gazety Ludowej” i nasza postawa wywo∏a∏a pewien niepokój, a nawet wyraênà irytacj´ w prasie marksistowskiej. Czytelnicy natomiast przyj´li nasze pismo z przychylnym zainteresowaniem. „Gazeta Ludowa” przemówi∏a do ludzi innym j´zykiem ani˝eli prasa komunistyczna i satelicka. Spo∏eczeƒstwo dojrza∏o w niej odmiennà treÊç, nowe tony, nowe barwy i wyczu∏o polskiego ducha, wolnego od obcych nalecia∏oÊci. MyÊli polskie p∏yn´∏y ze szpalt do polskich serc, wi´c znalaz∏y w nich ˝yczliwe przyj´cie i serdeczny odzew. Redakcja i administracja „Gazety Ludowej” mieÊci∏y si´ razem z centralà PSL w budynku samorzàdowym przy Alejach Jerozolimskich 85. Drukarnia natomiast istnia∏a przy ul. Ho˝ej 48, w parterowej oficynie, cudem ocala∏ej w dzia∏aniach powstaƒczych. MieliÊmy tam trzy linotypy, kilka peda∏ów i maszyn p∏askich oraz nowoczesnà matrycowni´. Maszyny rotacyjnej i giserni nie by∏o. DrukowaliÊmy naszà gazet´ w zak∏adach drukarskich przy ul. Marsza∏kowskiej 3/5, zabranych przez Czytelnika. Tam te˝ robiono odlewy z naszych matryc. By∏o to ogromne utrudnienie w pracy i w wielu wypadkach, przy licznych przeszkodach cenzuralnych, tylko wysi∏kom i poÊwi´ceniu wszystkich naszych pracowników zawdzi´czaç musimy, ˝e nasza gazeta wychodzi∏a w druku bez nadmiernych opóênieƒ. Warunki pracy w drukarni na Ho˝ej by∏y prymitywne i bardzo ci´˝kie. W czasie okupacji niemieckiej drukarnia ta pracowa∏a dla prasy i literatury podziemnej, a wszyscy jej ówczeÊni pracownicy byli ofiarnymi ˝o∏nierzami Polski Walczàcej. Tak˝e w czasie Powstania drukarnia na Ho˝ej stanowi∏a wybitnà placówk´ prasowà. Po wkroczeniu Sowietów i ukoƒczeniu dzia∏aƒ wojennych zawis∏a nad drukarnià groêba upaƒstwowienia i wyw∏aszczenia. Wtedy PSL kupi∏o drukarni´ i zagwarantowa∏o w∏aÊcicielom zatrudnienie w administracji zak∏adu.

32


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 33

Pewnego razu zapytany by∏em w G∏ównym Urz´dzie Kontroli Prasy: – Jak doszliÊcie do drukarni na Ho˝ej? Odpowiedzia∏em ze Êmiechem: – Starym kapitalistycznym zwyczajem. KupiliÊmy jà. Rozmowy tej nie podtrzymano, bowiem odpowiedê moja by∏a pot´pieniem metody ekspropriacji, która w systemie komunistycznym stanowi zasad´. Trudno by∏o pracowaç w naszej drukarni. W ma∏ym kantorku mieÊci∏ si´ telefon i maszyna do pisania. Jeden z redaktorów wisia∏ na telefonie, a maszynistka wystukiwa∏a bie˝àcy materia∏ redakcyjny. Skromna przestrzeƒ pokoiku zmniejszona by∏a ponadto o drewniane schody prowadzàce na poddasze. Tam w ma∏ej izdebce mieszka∏a pracownica drukarni. Nie by∏o ∏atwo w tych warunkach prowadziç w kantorku prac´ redakcyjnà. Znaczna cz´Êç materia∏u przygotowywana by∏a za dnia w biurach redakcji przy Alejach Jerozolimskich, ale telegramy, ostatnie wiadomoÊci z kraju i ze Êwiata oraz aktualny serwis polityczny trzeba by∏o redagowaç na miejscu, w drukarni – tym bardziej, ˝e ani na telefon, ani na komunikacj´ miejskà nie mo˝na by∏o w tamtych czasach liczyç. Na jesieni i póêniej, w zimie, dodatkowà plagà w naszej pracy by∏o cz´ste psucie si´ sieci elektrycznej w okolicach ul. Ho˝ej. Przerwy w dop∏ywie pràdu do maszyn i do lamp trwa∏y nieraz do szeÊciu godzin. Wp∏ywa∏o to fatalnie na rytm naszej pracy i powodowa∏o opóênianie si´ wydania gazety oraz zmniejszanie jej obj´toÊci. Co kilka dni musieliÊmy informowaç czytelników o przerwach w dostawie pràdu i usprawiedliwiaç si´, a ile nas to kosztowa∏o nerwów, ile wymaga∏o od nas wszystkich cierpliwoÊci i optymizmu, któ˝ to zliczy i oszacuje. AlarmowaliÊmy oczywiÊcie Pogotowie Elektrowni Warszawskiej, które przybywa∏o i za ka˝dym razem wyciàga∏o r´k´ po napiwek. DawaliÊmy zazwyczaj kilkaset

33


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 34

ówczesnych z∏otych. Nadprogramowe te wydatki powtarza∏y si´ tak cz´sto, ˝e sta∏y si´ powa˝nà pozycjà w bie˝àcym bud˝ecie. Administracja nasza zapowiedzia∏a jednego dnia, ˝e ju˝ wi´cej napiwków za napraw´ sieci elektrycznej p∏aciç nie b´dzie. Decyzja ta zbieg∏a si´ widocznie z gruntowniejszym remontem transformatora na Ho˝ej, gdy˝ awarie przesta∏y zdarzaç si´ tak cz´sto. W ówczesnych warunkach lokalowych mojà prac´ redakcyjnà wykonywaç musia∏em w zecerni. Na drewnianej desce, opartej z jednej strony na parapecie okna, z drugiej na stole metrampa˝a, pisa∏em artyku∏y polityczne i kwalifikowa∏em do druku przedk∏adany mi materia∏ redakcyjny. Przede mnà pracowa∏y linotypy, obok mnie kr´cili si´ metrampa˝ i preser, a z ty∏u warcza∏ kalander. Nie przeszkadza∏o mi to jednak w myÊleniu i pisaniu. Czu∏em si´ dobrze w atmosferze farby drukarskiej, a wieloletnie przyzwyczajenie pozwala∏o mi wy∏àczyç si´ myÊlowo z ca∏ego otoczenia, nie s∏yszeç stukotu drukarskiego i pracowaç normalnie. ˚a∏owa∏em bardzo, ˝e nie mieliÊmy wówczas mo˝liwoÊci dokonania zdj´ç filmowych, a˝eby w ka˝dej chwili, tak˝e i w przysz∏oÊci, mo˝na by∏o obrazowo i wiernie poinformowaç spo∏eczeƒstwo, w jakich niezwyk∏ych i ci´˝kich warunkach technicznych i lokalowych redagowana by∏a „Gazeta Ludowa”, która w∏aÊnie w owym czasie sprawowa∏a „rzàd dusz” w naszym kraju. Mówi∏em te˝ do otoczenia: „Ci, którzy po nas przyjdà, nawet poj´cia mieç nie b´dà o tym, w jakich warunkach w poczàtkach swego istnienia redagowana by∏a «Gazeta Ludowa». A szkoda”.

34


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 35

Cenzura – byczek PPR

Od poczàtku powstania PSL komuniÊci rozpocz´li intrygi, a nast´pnie podj´li otwartà walk´ przeciwko stronnictwu. Jednym z jej przejawów by∏a walka z prasà stronnictwa, a zw∏aszcza z „Gazetà Ludowà”. Istotnà rol´ w tej walce odgrywa∏a cenzura. Cenzura prasowa istnieje tak dawno, jak istniejà gazety. Wszystkie rzàdy na Êwiecie kontrolujà i cenzurujà pras´, a robià to tym skwapliwiej, im wi´ksze jest znaczenie i rola gazet, a im mniej liberalizmu zachowa∏o si´ w metodach rzàdzenia. Stosowane sà w praktyce dwa rodzaje cenzury: prewencyjna i represyjna. Cenzura prewencyjna sprawia, ˝e gazety nie mogà pojawiç si´ w druku z bia∏ymi plamami, ale od poczàtku do koƒca muszà byç zape∏nione tekstem ocenzurowanym i do druku dozwolonym. Ka˝dà kolumn´ gazety w postaci gotowej do matrycowania i do druku trzeba przedk∏adaç cenzorowi. Ten czyta tytu∏y i tekst, rozwa˝a techniczne podejÊcie redakcji, orientuje si´, do jakiego artyku∏u gazeta przywiàzuje szczególne znaczenie, i stosownie do tego operuje o∏ówkiem cenzorskim. Ka˝de s∏owo, ka˝de zdanie i ka˝dy ust´p skreÊlony przez cenzora musi byç zastàpiony tekstem dozwolonym. Wskutek tego cz´sto kolumna bywa posy∏ana do cenzury po kilka razy, zanim uzyska stempel „Dozwolone do druku” i zanim mo˝e byç skierowana do matrycowania, giserni i na maszyn´ rotacyjnà. Przy cenzurze prewencyjnej spo∏eczeƒstwo nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, ˝e cenzura istnieje i dzia∏a, gdy˝ w gazecie nie ma Êladu hasania cenzorów. Tymczasem redakcja jest nieraz um´czona zatargami z cenzurà, przerabianiem i zmienianiem tekstu, prze∏amywaniem gotowych ju˝ kolumn i takim manewrowaniem artyku∏ami i notatkami, a˝eby w gazecie nie powsta∏o nigdzie puste miejsce. Dlatego te˝ przy cenzurze prewencyjnej

35


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 36

wyjÊcie gazety z druku nadmiernie si´ opóênia, co nara˝a wydawnictwo na straty materialne, a redakcja pracowaç musi z wielkim zapasem artyku∏ów i notatek, a˝eby w ka˝dej chwili móc uzupe∏niç skonfiskowane przez cenzur´ ust´py. Czasami artyku∏y sà tak bardzo o∏ówkiem cenzorskim pokiereszowane, ˝e trzeba je przerabiaç, a nawet na nowo pisaç i na nowo sk∏adaç. Ró˝ne sà udr´ki cenzury prewencyjnej. W krajach zachodnich cenzura prewencyjna stosowana jest tylko w czasie wojen lub zamieszek domowych. Jest to o tyle s∏uszne, ˝e paƒstwo znajdujàce si´ w stanie wojny pilnie strzec musi swoich tajemnic wojskowych, gospodarczych i technicznych. Przy najlepszej zaÊ nawet woli i poczuciu odpowiedzialnoÊci redakcja mo˝e zamieÊciç nieopatrznie jakàÊ pozornie niewinnà notatk´, która mog∏aby wyrzàdziç szkod´ paƒstwu, a przynieÊç po˝ytek nieprzyjacielowi. W czasach pokojowych stosowana jest zazwyczaj cenzura represyjna. Polega ona na tym, ˝e redakcja pierwsze wydrukowane gazety musi przed∏o˝yç cenzurze. JeÊli cenzor zarzàdzi konfiskat´ jakiegoÊ artyku∏u, ust´pu czy notatki, redakcja wstrzymuje bieg maszyny, zmienia pierwszà stron´, zamieszcza na niej nadruk „Po konfiskacie nak∏ad drugi”, a ust´py skonfiskowane usuwa rylcem z o∏owianej p∏aty, przez co powstajà w gazecie bia∏e plamy. Wszyscy widzà i wiedzà, ˝e gazeta pad∏a ofiarà cenzora. Cenzura represyjna mo˝e byç równie˝ po∏àczona z powa˝nymi stratami dla wydawnictwa, jeÊli w∏adze administracyjne przejawiajà wobec gazety wyraênie z∏à wol´. Wówczas opóêniajà zawiadomienie redakcji o konfiskacie i wkraczajà do akcji dopiero wtedy, gdy nak∏ad jest wydrukowany, wys∏any i rozwieziony do punktów sprzeda˝y. Tam posterunki policyjne czyhajà i zabierajà wszystkie egzemplarze. W takich wypadkach musi si´ druk gazety prowadziç na nowo, co pociàga za sobà wysokie koszty dodatkowe i znacznie opóênia wyjÊcie dziennika. Z∏a wola cenzorów wyst´powa∏a niekiedy w Polsce przedwojennej za rzàdów sanacyjnych.

36


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 37

W zasadzie godzimy si´ wszyscy, ˝e musi byç kontrola paƒstwa nad tak donios∏ym i wa˝nym instrumentem informacji, propagandy i oddzia∏ywania na umys∏y ludzkie, jak prasa. Brak wszelkiej kontroli i wszelkiego hamulca móg∏by sprowadziç zwyrodnienie prasy, ale opinia dziennikarzy i wydawców opowiada si´ za cenzurà represyjnà, a przeciw cenzurze prewencyjnej. Kto nie interesuje si´ bli˝ej dziejami dziennikarstwa w Polsce, ten nie wie, ˝e cenzura prewencyjna zosta∏a wprowadzona na naszych ziemiach po raz pierwszy po zwyci´stwie Targowicy w XVIII wieku. W∏adze komunistyczne wprowadzi∏y jà w Lublinie w 1944 roku, a nast´pnie w Warszawie i w ca∏ym kraju w roku 1945. G∏ówny Urzàd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk by∏ do lata 1946 roku dzia∏em Urz´du Bezpieczeƒstwa Paƒstwa. By∏o coÊ bezprzyk∏adnego i poni˝ajàcego w tym bezceremonialnym i upokarzajàcym powiàzaniu cenzury prasowej z policjà, do tego z policjà takiego autoramentu, jak zbrodnicza bezpieka. Zachodzi∏em nieraz do cenzury, która mieÊci∏a si´ w latach 1945–1946 na ul. Koszykowej. Rozmawia∏em wielokrotnie z szefem tej instytucji, Zab∏udowskim, widzia∏em wi´kszoÊç jej pracowników. Powtarzam: nie by∏em nigdy i nie jestem antysemità, ale nagromadzenie ˚ydów w tym urz´dzie przera˝a∏o mnie. CoÊ z bó˝nicy i coÊ z chederu tam si´ t∏uk∏o. Skorzysta∏em z kolejnego przyjazdu do Warszawy ambasadora polskiego w Rzymie, profesora Stanis∏awa Kota, i w rozmowie o stosunkach prasowych w Polsce zwróci∏em mu uwag´ na niedopuszczalnoÊç faktu, a˝eby cenzura by∏a komórkà UB, aby przygniatajàca wi´kszoÊç jej pracowników rekrutowa∏a si´ z ˚ydów. Kot podzieli∏ mojà opini´ i w rozmowie z premierem Osóbkà-Morawskim wskaza∏ na niew∏aÊciwoÊç takiego stanu rzeczy, przy czym podkreÊli∏ z∏e wra˝enie, jakie to wywo∏uje za granicà. W rezultacie, chocia˝ po doÊç d∏ugim czasie, przy∏àczono G∏ówny

37


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 38

Urzàd Kontroli Prasy do Prezydium Rady Ministrów, a liczba pracowników ˝ydowskich zosta∏a zmniejszona. Utarczki „Gazety Ludowej” z cenzurà odbywa∏y si´ ka˝dego dnia i ka˝dej nocy. Mo˝na by o tym napisaç bardzo wiele. Figle cenzury by∏y nieraz rozbrajajàce. Na przyk∏ad w numerze 17 „Gazety Ludowej” z 1945 roku cenzura skonfiskowa∏a taki ust´p: „Nie by∏o wÊród nas ˝adnego Quislinga, Degrelle'a, Pétaina”. Na zapytanie redaktora dy˝urnego, z jakiej przyczyny konfiskuje to zdanie, pad∏a odpowiedê: „By∏ przecie˝ Kowalski, który siedzia∏ w Berlinie”. W innym numerze gazety zosta∏ skonfiskowany urywek przemówienia, jakie Witos wyg∏osi∏ do ch∏opów przed wielu laty. Witos powiedzia∏ wówczas: „Bierzcie czynny udzia∏ we wszystkich dziedzinach ˝ycia paƒstwowego, nie pchajcie si´ jednak na urz´dy i stanowiska, które przekraczajà wasze si∏y”. Cenzura widocznie uwa˝a∏a, ˝e ju˝ samo przypomnienie zdrowego i rozsàdnego wezwania Witosa mo˝e byç pociskiem wymierzonym w has∏o tak zwanego awansu spo∏ecznego, którym marksiÊci szermowali przez wiele lat. Realizowanie tego chwytu propagandowego narazi∏o kraj na rozliczne straty i rozczarowania w gospodarce narodowej. Niezwyk∏à wÊród czytelników uciech´ wywo∏a∏a notatka zamieszczona w tym czasie w jednym z numerów naszej gazety pod tytu∏em Byczek PPR w Sierpcu. Mia∏a ona brzmienie nast´pujàce: „JesteÊmy w posiadaniu dokumentu Êwiadczàcego o nadu˝yciu. Jest to zaÊwiadczenie rekwizycyjne komitetu PPR, wypisane na nazwisko Józefa Ziembickiego, zamieszka∏ego we wsi Glinki, gmina Stawiszyn, powiat sierpecki, o nast´pujàcej treÊci:

Pokwitowanie Niniejszym kwitujemy odbiór byczka (roczniaka) dla Komitetu Powiatowego Partii Robotniczej na kurs polowych. Sierpc, dnia 21.10.1945 roku, sekretarz: J. Wiórkowski

38


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 39

By∏a równie˝ piecz´ç z napisem: «Powiatowy Komitet PPR w Sierpcu». Przypuszczamy, ˝e byczek nie by∏ wzi´ty na kurs polityczno-wychowawczy ani jako s∏uchacz, ani jako wyk∏adowca. Sàdzimy, ˝e byczek by∏ przeznaczony na skonsumowanie dla aktywu PPR zgromadzonego na kursie. Pytamy, jakim prawem PPR w Sierpcu nak∏ada rekwizycje i prosimy o zarzàdzenia, które zlikwidujà ten brzydki proceder. Panu Zi´bickiemu musi PPR zap∏aciç za byczka cen´ rynkowà”. OtrzymaliÊmy wówczas z Warszawy i z kraju mnóstwo listów z gratulacjami za przyj´cie zdecydowanego stanowiska wobec samowoli pepeerowców. Notatka ta by∏a kilka dni z rz´du zatrzymywana przez cenzur´ pod pozorem sprawdzania informacji. Cenzorzy rozumieli, ˝e incydent z byczkiem zdziera zas∏on´ nietykalnoÊci z nadu˝yç i bezprawia. Mówiono w cenzurze: „Po co drukujecie o tym byczku? PowinniÊcie zawiadomiç «gór´» PPR, a nie publikowaç w gazecie”. Perswazje te jednak na mnie nie dzia∏a∏y. Co dzieƒ ponawia∏em notatk´, nadajàc jej tylko skromniejszà form´ i ∏agodzàc komentarz. W koƒcu cenzura musia∏a ustàpiç. Na poczàtku stycznia 1946 roku zg∏osi∏ si´ do mnie do redakcji nieznajomy oficer wy˝szego stopnia z Wroc∏awia, wr´czy∏ mi kilka egzemplarzy „Naprzodu DolnoÊlàskiego”, organu PPS na tym terenie, i objaÊni∏: – By∏ we Wroc∏awiu na Êwi´ta Bo˝ego Narodzenia premier Osóbka-Morwski. Przemawia∏ w gronie przyjació∏ i towarzyszy partyjnych. Jego wypowiedzi sà tak interesujàce, ˝e przywioz∏em je „Gazecie Ludowej”. Mo˝e redakcja z nich skorzysta. Wydrukowa∏ je dos∏ownie „Naprzód DolnoÊlàski”. Rzuci∏em okiem na pismo socjalistyczne z Wroc∏awia i uzna∏em, ˝e prowincjonalne wynurzenia premiera zas∏ugujà na to, a˝eby w skromnych wyjàtkach spopularyzowaç je w stolicy. W „Gazecie Ludowej” powtórzy∏em wi´c niektóre „z∏ote myÊli” premiera. Oto one:

39


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 40

„W czasie zwiedzania historycznego wroc∏awskiego ratusza, znajdujàcego si´ obecnie w rekonstrukcji, towarzysz premier na widok ma∏ej, ponurej komnaty po∏o˝onej obok du˝ej sali posiedzeƒ Rady Miejskiej stwierdzi∏ ˝artobliwie, ˝e musia∏a to byç zapewne cela, w której za∏atwiano si´ ze zbyt opornà opozycjà”. Na specjalnie zwo∏anym do Wroc∏awia zebraniu aktywu PPS z ca∏ego województwa Osóbka-Morawski informowa∏, ˝e UB nie ma prawa aresztowaç cz∏onka partii bez powiadomienia w∏adz partyjnych o tym zamiarze. Tylko przy∏apanie na goràcym uczynku daje prawo bezpiece do aresztowania partyjniaka. „Je˝eli zaÊ – mówi∏ premier – nie ma obawy, ˝e ten cz∏owiek ucieknie, zarzuty muszà byç przedstawione partii i dopiero po usuni´ciu go z partii przez sàd partyjny sprawa mo˝e zostaç oddana w r´ce bezpieczeƒstwa. Je˝eli nast´puje aresztowanie cz∏onka partii bez uprzedniego udowodnienia mu winy, jest to przest´pstwo, gdy˝ jest to niezgodne z ustawami paƒstwowymi i dzieje si´ wbrew woli rzàdu. Sprawa musi byç czysta. Partia broniàca nieuczciwych cz∏onków niewiele na tym skorzysta. Je˝eli jednak zostaje aresztowany uczciwy cz∏onek PPS – bez wzgl´du na to, czy jest cz∏onkiem starym, czy dopiero wstàpi∏ – jest to przest´pstwo i nazwisko aresztujàcego powinno byç og∏oszone w prasie, a od w∏adz wy˝szych nale˝y ˝àdaç usuni´cia go”. „Najwi´kszym wrogiem demokracji – wywodzi∏ dalej Osóbka-Morawski – jest sklepikarz, drobnomieszczanin, dorobkiewicz. To najwi´ksze ko∏tuƒstwo. Nawet pepeesowiec, który by∏ dobrym socjalistà, po dorobieniu si´ majàtku w sklepie te˝ stanie si´ ko∏tunem, zatraci idea∏y socjalistyczne. Tworzyç trzeba jak najwi´cej uspo∏ecznionej gospodarki, która gwarantuje demokracj´. Nie trzeba dopuszczaç do w∏adzy, która opiera si´ na Êrodkach materialnych. Im bardziej uspo∏ecznimy naszà gospodark´, tym wi´cej w∏adzy b´dzie w naszych r´kach. Dà˝eniem naszym jest ograniczenie przedsi´biorstw prywatnych”.

40


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 41

Jednak na przyk∏ad dà˝enie do upaƒstwowienia m∏ynów i piekarni nazwa∏ Osóbka-Morawski „najwi´kszym b∏´dem” i wyrazi∏ przekonanie, ˝e „paƒstwo nie powinno zajmowaç si´ handlem, ca∏y przemys∏ spo˝ywczy powinien znajdowaç si´ w r´kach spó∏dzielni i piekarnie powinny byç spó∏dzielcze lub miejskie, nigdy paƒstwowe”. Nasz komentarz do tych wypowiedzi by∏ nast´pujàcy: „W tym czasie m∏yny zosta∏y upaƒstwowione wbrew opinii pana premiera. Niemniej wszystkie enuncjacje, jakie przytoczyliÊmy, sà bardzo interesujàce i informujà o wielu kwestiach, nie tylko bie˝àcych. Okazuje si´, ˝e jest po˝yteczne, gdy szef rzàdu wyje˝d˝a z Warszawy na Êwi´ta i w gronie ciekawych i natarczywych aktywistów odpowiada na stawiane pytania i objaÊnia partyjne i rzàdowe drogi polityczne”. Poniewa˝ by∏y to cytaty z „Naprzodu”, cenzura puÊci∏a. Wra˝enie po naszym artykule w ko∏ach politycznych Warszawy by∏o bardzo du˝e. Przede wszystkim zapieni∏ si´ z gniewu sam Osóbka-Morawski, poniewa˝ uwa˝a∏ si´ za oÊmieszonego. Jeszcze bodaj tego samego dnia skar˝y∏ si´ Miko∏ajczykowi, który powiedzia∏ potem do mnie: „Osóbka-Morawski by∏ niepohamowany w irytacji i zgrzyta∏ na «Gazet´ Ludowà», ale to nie szkodzi”. Zdarzy∏o si´, i˝ w dwa dni póêniej uda∏em si´ do Prezydium Rady Ministrów, w∏aÊnie do Osóbki-Morawskiego, wraz z kilku innymi redaktorami dzienników warszawskich w sprawach zawodowych. Premier przywita∏ mnie z wielkim rozdra˝nieniem: – Ostatnich przyjació∏ tracicie przez takie artyku∏y. – Przecie˝ cytaty by∏y wzi´te z wroc∏awskiego dziennika partyjnego – odrzek∏em. – Tamten redaktor dostanie za swoje, chocia˝ na prowincji trzeba niejedno wybaczyç, ale pan redaguje wielki dziennik w stolicy i od pana musi si´ du˝o wymagaç.

41


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 42

Nasza rozmowa zakoƒczy∏a si´ tym, ˝e Osóbka-Morawski postanowi∏ zapraszaç od czasu do czasu redaktorów dzienników warszawskich do „salonów” prezydialnych dla nawiàzania i podtrzymania stosunków osobistych. T∏umaczy∏em mu bowiem, ˝e takie kontakty najlepiej zapobiegajà osobistym wycieczkom prasowym. Tego samego dnia wieczorem nades∏a∏a mi cenzura specjalne oÊwiadczenie premiera z ˝àdaniem natychmiastowego wydrukowania i zamieszczenia na czo∏owym miejscu w „Gazecie Ludowej”. OÊwiadczenie to wydrukowaç musia∏em, poniewa˝ cenzor oznajmi∏, ˝e gazeta nie b´dzie si´ ukazywaç tak d∏ugo, dopóki list Osóbki nie b´dzie zamieszczony. Nie chcia∏em tak skrajnego konfliktu i zamieÊci∏em na pierwszej stronie u góry nast´pujàce pismo: Kilkakrotnie stwierdziliÊmy fakty przekr´cania lub wypaczania treÊci przemówieƒ prezydenta KRN, prezesa Rady Ministrów i cz∏onków rzàdu. Niektóre fakty mia∏y nawet charakter wybitnie z∏oÊliwy. Taki fakt mia∏ miejsce ze streszczeniem mego przemówienia, wydrukowanym w „Naprzodzie Âlàskim”, a przedrukowanym ze z∏oÊliwymi komentarzami w „Gazecie Ludowej”. Swego czasu wyda∏em prasie instrukcj´, ˝e przemówienia czy streszczenia przemówieƒ prezydenta KRN, cz∏onków Prezydium KRN i cz∏onków rzàdu nie mogà byç w prasie zamieszczane bez uzyskania aprobaty osób zainteresowanych. Poniewa˝ niektóre organa prasowe nie stosujà si´ do wspomnianej instrukcji, nak∏adam obowiàzek dopilnowania tego na organy kontroli prasy. Zechce obywatel dyrektor udzieliç tym razem surowego upomnienia odpowiedzialnym redaktorom wspomnianych pism – „Naprzodu DolnoÊlàskiego” i „Gazety Ludowej”. Prezes Rady Ministrów /-/ Edward Osóbka-Morawski.

42


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 43

Pismo to skierowane by∏o do dyrektora GUKPPiW, a przys∏ane 10 stycznia 1946 roku. Nie mogàc sobie poradziç z manewrami cenzury, nak∏oni∏em w∏adze PSL, a˝eby metody konfiskowania uczyniç przedmiotem za˝alenia i dyskusji w G∏ównej Komisji Porozumiewawczej Stronnictw Politycznych. Komisja ta, utworzona w 1945 roku, mia∏a ∏agodziç tarcia mi´dzy partiami i utrzymywaç „jednoÊç narodowà”. ZebraliÊmy bogaty materia∏ ilustrujàcy praktyki cenzury wobec „Gazety Ludowej”. Wiosnà 1946 roku nasze za˝alenie by∏o dyskutowane przez Komisj´. Obradom przewodniczy∏ wiceprezydent KRN, Szwalbe z PPS; ponadto parti´ t´ reprezentowa∏ Cyrankiewicz. Z ramienia PPR uczestniczyli w posiedzeniach Berman i Zambrowski, z PSL – Miko∏ajczyk, Baƒczyk, Wójcik i ja, z lubelskiego SL – doktor Putek i inni. By∏ te˝ obecny kierownik cenzury, doktor Zab∏udowski. Komisja odby∏a dwa posiedzenia poÊwi´cone naszemu za˝aleniu. W rezultacie przedstawienia naszych dowodów i argumentów cenzura pofolgowa∏a. Przez krótki okres redakcja „Gazety Ludowej” mog∏a odetchnàç swobodniej i przemawiaç do spo∏eczeƒstwa wolniejszym j´zykiem. Niestety nied∏ugo. Ju˝ po kilkunastu dniach brutalne praktyki cenzury ponowi∏y si´. By∏o jasne, ˝e walka o wolnoÊç prasy rozstrzygnie si´ razem z walkà o wolnoÊç ca∏ego narodu. Miko∏ajczyk powtarza∏ nieraz z przekonaniem: „WolnoÊci w Polsce b´dziemy mieç tyle, ile jej sobie sami wywalczymy”. Próbowa∏em nawet dróg goÊcinnoÊci, a˝eby rozluêniç p´ta cenzury. Na pró˝no. Folga trwa∏a kilka dni i znowu wraca∏a obro˝a. Zmaltretowany dokuczliwoÊciami cenzury, czasami odk∏ada∏em pióro i chcia∏em rezygnowaç z pisania, ale wtedy przychodzili do mnie koledzy redakcyjni i mówili: „Nie ust´puj. Wiesz dobrze, ˝e ca∏y kraj czeka na «Gazet´ Ludowà» i na to, co napiszesz”. Najcz´Êciej przemawia∏ tak do mnie mój drugi, obok Gie∏˝yƒskiego,

43


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 44

zast´pca, redaktor Jan Stankiewicz, z którym ∏àczy∏y mnie d∏ugie lata znajomoÊci i przyjaêni. Ulegajàc perswazjom kolegów i przyjació∏, si´ga∏em znowu po pióro. Mord´ga z cenzurà by∏a jednak coraz ci´˝sza. Cenzura stawa∏a si´ coraz bardziej nieust´pliwa. W kilku kompletach gromadziliÊmy skonfiskowane kolumny „Gazety Ludowej”. Jeden taki komplet znajdowa∏ si´ w mieszkaniu Miko∏ajczyka. Pewnego dnia, wiosnà 1946 roku, zasta∏em u niego by∏ego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Herberta Hoovera, który z zainteresowaniem oglàda∏ konfiskaty i ch´tnie s∏ucha∏ objaÊnieƒ, co i w jakich okolicznoÊciach pad∏o ofiarà cenzury. Hoover przyjecha∏ do Europy jako przedstawiciel UNRRA, która to instytucja amerykaƒska nios∏a pomoc narodom zniszczonym przez dzia∏ania wojenne. W czasie pobytu w Warszawie z∏o˝y∏ wizyt´ Miko∏ajczykowi i zwróci∏ uwag´ na bardzo gruby komplet skonfiskowanych numerów „Gazety Ludowej”. Z pewnoÊcià nie odniós∏ dobrego wra˝enia o wolnoÊci prasy w Polsce i o praktykach cenzury.

44


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 45

Naczelny pod nadzorem

Sekretariat Naczelny PSL wyda∏ na jesieni 1945 roku zarzàdzenie wewn´trzne, a˝eby pracownicy centrali stronnictwa nie obcià˝ali Miko∏ajczyka zb´dnymi odwiedzinami i a˝eby bie˝àce sprawy przedk∏adali za poÊrednictwem sekretariatu. Wyjàtek stanowi∏a redakcja „Gazety Ludowej”. By∏o to konieczne, a˝eby pismo codzienne mia∏o szybki, bezpoÊredni i sta∏y kontakt z prezesem. Zazwyczaj utrzymywa∏em ten kontakt ja sam, bo tego ˝yczy∏ sobie Miko∏ajczyk. Nieraz jednak, gdy by∏em pilnie zaj´ty w godzinach nocnych, kierowa∏em do niego swego zast´pc´, redaktora Witolda Gie∏˝yƒskiego, a czasem nawet, gdy posy∏a∏em jakiÊ artyku∏ do aprobaty, pos∏ugiwa∏em si´ m∏odszymi kolegami. Moja wspó∏praca z Miko∏ajczykiem uk∏ada∏a si´ jak najlepiej. Rozumia∏ on znaczenie prasy i wiedzia∏, jak pot´˝nà bronià w r´kach stronnictwa jest poczytny i odwa˝ny dziennik. Moje kontakty z Miko∏ajczykiem sta∏y si´ niebawem codzienne, a raczej conocne, poniewa˝ dziennik sk∏adany by∏ i drukowany w nocy i bodaj co noc trzeba mi by∏o porozumiewaç si´ z prezesem PSL w aktualnych sprawach politycznych. BezpoÊrednie i tak liczne spotkania i rozmowy prowadzone w cztery oczy na ró˝ne, najbardziej poufne tematy, pozwoli∏y mi poznaç bli˝ej Stanis∏awa Miko∏ajczyka, jego charakter i jego wartoÊç jako przywódcy politycznego. Nie ukrywa∏em tego wówczas, a i teraz, w 12 lat póêniej, z ca∏ym poczuciem odpowiedzialnoÊci pisz´, ˝e uwa˝a∏em i uwa˝am Miko∏ajczyka za polityka wysokiej klasy i wielkich walorów. W ciàgu d∏ugiej pracy dziennikarskiej widzia∏em wielu polityków i dzia∏aczy spo∏ecznych. Wydaje mi si´, ˝e nieobce mi sà kryteria oceny ludzi tej kategorii ˝ycia publicznego. Miko∏ajczyka ceni∏em i ceni´

45


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 46

Stanis∏aw Miko∏ajczyk (fot. z archiwum CAF/PAP)


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 47

jako dzia∏acza bieg∏ego w ujmowaniu sytuacji i wyciàganiu z niej realnych wniosków, jako polityka oddanego ludowi i narodowi polskiemu. Tote˝ z wielkà ulgà, a nawet z radoÊcià, przyjà∏em jesienià 1947 roku w wi´zieniu mokotowskim w Warszawie wiadomoÊç o ucieczce Miko∏ajczyka z Polski. Zdarzenia w latach 1945–1946 potoczy∏y si´ tak, ˝e Komitet Redakcyjny „Gazety Ludowej” nie zebra∏ si´ ani razu, natomiast Banach czasami do mnie zachodzi∏ i powtarza∏: „W niczym panu nie przeszkadzam”. Nie wiedzia∏em wówczas, co znaczà te s∏owa. DziÊ sàdz´, ˝e Banach przygotowywa∏ w ten sposób dla siebie alibi wobec UB i komunistów oraz przerzuca∏ ca∏à odpowiedzialnoÊç za „Gazet´ Ludowà” na mojà osob´. Z czasem zakoƒczy∏ si´ tak˝e formalny ˝ywot Komitetu Redakcyjnego i ja powo∏any zosta∏em na stanowisko redaktora naczelnego. Zmienione zosta∏y odnoÊne napisy, chocia˝ z du˝ym opóênieniem. Mnie do tej zmiany si´ nie spieszy∏o, poniewa˝ dawa∏a mi ona tylko formalnie t´ funkcj´, która faktycznie od pierwszego numeru gazety by∏a moim udzia∏em. Natomiast na zmian´ napisów nalega∏ Banach. Widocznie spieszy∏ si´, ˝eby bezpieka nie mia∏a do niego pretensji za mojà dzia∏alnoÊç. Niemniej jednak dopiero w czerwcu 1946 roku zniknà∏ z „Gazety Ludowej” napis o Komitecie Redakcyjnym, a pojawi∏ si´ napis: „Redaktor naczelny – Zygmunt Augustyƒski”. Do faktycznej odpowiedzialnoÊci za gazet´ do∏àczy∏a si´ odtàd tak˝e odpowiedzialnoÊç formalna. Wszystko sta∏o si´ jasne. Najwy˝szym zwierzchnikiem „Gazety Ludowej” z ramienia PSL zosta∏ Miko∏ajczyk. Nasza wspó∏praca by∏a Êwietna. Cechowa∏a jà wzajemna, rzetelna lojalnoÊç oraz szybka i zgodna ocena aktualnych zdarzeƒ. Nigdy bodaj nie dosz∏o mi´dzy nami nie tylko do kontrowersji i rozbie˝noÊci, ale nawet do dyskusji na bie˝àce tematy polityczne.

47


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 48

Natomiast ró˝ni pod wzgl´dem nastawienia politycznego ludzie grupujàcy si´ w PSL rozpocz´li kampani´ przeciwko mnie ju˝ po kilku tygodniach istnienia „Gazety Ludowej”. Na Miko∏ajczyka nie Êmiano napadaç, wi´c w rozmaitych okolicznoÊciach zaciekle miotano si´ na redakcj´, czyli na mnie, chocia˝ doÊç d∏ugo nie wymieniano mojego nazwiska. Niewiele sobie z tego robi∏em, ale wiedzia∏em, ˝e razem z Miko∏ajczykiem albo padn´, albo wygram kampani´ o losy PSL i o losy kraju. Pierwszym bodaj cz∏owiekiem, który zaczà∏ prowadziç przeciwko mnie intrygi podjazdowe, by∏ Tadeusz Rek. Cz∏owiek ten ju˝ przed wojnà by∏ figurà dokuczliwà dla ówczesnych w∏adz Stronnictwa Ludowego. Marsza∏ek Rataj cz´sto skar˝y∏ si´ na z∏oÊliwe zachowanie Reka, który niemal na ka˝dym posiedzeniu Komitetu Wykonawczego SL ni stàd, ni zowàd zabiera∏ g∏os i stawia∏ pytanie: „Prosz´ o wyjaÊnienie, jaki jest stosunek prezydium stronnictwa do frontu Morges?”. Rek pyta∏ bez wzgl´du na to, jakie zagadnienia by∏y tematem obrad. Marsza∏kowi Ratajowi by∏y te pytania bardzo nie na r´k´, tym bardziej, ˝e „front Morges” faktycznie nigdy nie istnia∏. Ju˝ jednak sama ta nazwa budzi∏a niepokój w sanacyjnym obozie. Witos by∏ w owych czasach na emigracji, Paderewski przebywa∏ w swojej posiad∏oÊci w Morges w Szwajcarii, w kraju dyskretnie dzia∏a∏ genera∏ Sikorski, który, r´kami g∏ównie Karola Popiela i Feliksa M∏ynarskiego, zmontowa∏ Stronnictwo Pracy. Zacz´to wtedy plotkowaç w Warszawie o „froncie Morges”, czyli o porozumieniu i wspó∏dzia∏aniu centrowych ugrupowaƒ politycznych przeciwstawiajàcych si´ rzàdom sanacyjnym. Owszem, jakieÊ luêne wspó∏dzia∏anie tych stronnictw, którego promotorem by∏ Sikorski, niewàtpliwie istnia∏o, ale istnienie zorganizowanego „frontu Morges” nale˝a∏o do legend ówczesnego ja∏owego ˝ycia politycznego w Polsce. Tadeusz Rek by∏ z zawodu adwokatem. W czasie okupacji niemieckiej przebywa∏ jakiÊ czas w obozie koncentracyjnym,

48


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 49

a w roku 1944 pojawi∏ si´ w województwie lubelskim, gdzie zosta∏ uwi´ziony przez UB. Po rocznym czy nawet d∏u˝szym pobycie w wi´zieniu na zamku w Lublinie zosta∏ zwolniony na interwencj´ Stanis∏awa Baƒczyka, jednego z ówczesnych przywódców lubelskiego Stronnictwa Ludowego. W wi´zieniu, jak mówiono, zawar∏ Rek bli˝szà znajomoÊç z Józefem Ró˝aƒskim, jednym z kierowników bezpieki. Na jesieni 1945 roku grupa osób z lubelskiego SL, ze Stanis∏awem Baƒczykiem na czele, zg∏osi∏a si´ do ministra doktora W∏adys∏awa Kiernika z proÊbà o przyj´cie do PSL. Nale˝eli do niej oprócz Reka: Boles∏aw Âcibiorek, Bronis∏aw Drzewiecki, Edward Bertold, Józef Kom˝a, Micha∏ R´kas i Kazimierz Iwanowski. Miko∏ajczyk by∏ wtedy w Ameryce. Porozumienie grupy Baƒczyka z ministrem Kiernikiem zawarte zosta∏o, jak to og∏oszono, w Wierzchos∏awicach u grobu Wincentego Witosa. Ja sam wita∏em przybyszów na ∏amach „Gazety Ludowej” i dawa∏em wyraz radoÊci, ˝e przy∏àczyli si´ do nas. 13 i 14 listopada 1945 roku, wcià˝ pod nieobecnoÊç Miko∏ajczyka, panowie ci wzi´li udzia∏ w posiedzeniu NKW PSL i zaj´li powa˝ne pozycje w stronnictwie. Baƒczyk zosta∏ wiceprezesem, Âcibiorek sekretarzem naczelnym, Drzewiecki cz∏onkiem prezydium, a Bertold, Kom˝a i R´kas cz∏onkami NKW. Oddzielnie, niejako na w∏asnà r´k´, zg∏osili akces do PSL Andrzej Witos i in˝ynier Kapeliƒski, kierownik Ministerstwa Poczt i Telegrafów. Niestety czterech z nich, a mianowicie: Bertold, Rek, Iwanowski i Drzewiecki, okaza∏o si´ po prostu koniem trojaƒskim komunistycznego re˝imu w ludowych szeregach. Trudno powiedzieç, co zrobi∏by i jakie stanowisko zajà∏by w czasach ci´˝kiej niedoli dla PSL Boles∏aw Âcibiorek. Zosta∏ on bowiem dnia 5 grudnia zamordowany w tajemniczych okolicznoÊciach, w swoim mieszkaniu w ¸odzi, zanim zdà˝y∏ objàç prac´ w sekretariacie PSL.

49


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 50

Zdarzenia zmierzajàce do rozsadzenia PSL mia∏y jednak dopiero nadejÊç; tymczasem zaÊ wszystko jeszcze kszta∏towa∏o si´ sielankowo. Sielanka trwa∏a krótko. Najpierw Rek próbowa∏ ataku na mnie i chcia∏ zaw∏adnàç „Gazetà Ludowà”. Podrzuca∏ mi ró˝ne notatki, skierowane g∏ównie przeciwko ksi´˝om, ale ich do druku nie dawa∏em. Konszachtujàc po cichu z Banachem, który jednak w tej sprawie nie wyszed∏ z rezerwy, Rek stawa∏ si´ natarczywy. Domaga∏ si´ wr´cz stanowiska w redakcji oraz pisa∏ pryncypialne teksty Êwiatopoglàdowe. One równie˝ mi nie odpowiada∏y. Niektóre z nich – mo˝liwe do strawienia – drukowa∏em, inne zatrzymywa∏em i przekazywa∏em Banachowi, jako przewodniczàcemu KR, dla porozumienia si´ z autorem. W koƒcu zaproponowa∏em Rekowi obj´cie dzia∏u telegramów w naszej gazecie, ale okaza∏o si´, ˝e o pracy dziennikarskiej nie ma poj´cia, ˝e nale˝y do tych ludzi, którzy napisali kiedyÊ to i owo i od razu uwa˝ajà si´ za dziennikarzy, ba! za redaktorów! Tymczasem zawód dziennikarski wymaga wieloletnich studiów i usilnej pracy, przy wrodzonych zdolnoÊciach. Opracowane przez niego telegramy musia∏em odrzucaç i przekazywaç kolegom do ponownego opracowania. Po kilku próbnych wieczorach sam zrezygnowa∏ z tej pracy, t∏umaczàc si´, ˝e mieszka pod Warszawà i nie mo˝e pracowaç w godzinach wieczornych i nocnych. By∏em zadowolony z takiego obrotu sprawy. Rek cz´sto zachodzi∏ do mnie, zagadywa∏ i próbowa∏ straszyç. – Dlaczego prowadzi pan „Gazet´ Ludowà” po linii opozycji? Dlaczego zajmuje pan nieprzychylne stanowisko w stosunku do rzeczywistoÊci politycznej? – Gazeta nie jest moja – odpowiada∏em. – Jest organem PSL. Wszystko, co w niej robi´ i pisz´, jest uzgodnione z naczelnymi w∏adzami stronnictwa. – A czy nie myÊli pan – ciàgnà∏ Rek – ˝e Miko∏ajczyk w razie niebezpieczeƒstwa mo˝e uciec za granic´, a pan tu zostanie i b´dzie musia∏ odpowiadaç?

50


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 51

– Na razie jest tak, jak jest – ucina∏em rozmow´ – a jak b´dzie póêniej, to zobaczymy. Rozmowy tej nie powtórzy∏em Miko∏ajczykowi, ale na weso∏o opowiedzia∏em jà pracownikowi centrali PSL, Janowi Decowi. Ten mi powiedzia∏: „Rek jest agentem Ró˝aƒskiego, który cz´sto do niego zaje˝d˝a samochodem”. WyjaÊnienie Deca by∏o dla mnie rewelacjà. Innymi oczami zaczà∏em patrzeç na Reka, na jego rol´ w PSL i ca∏ym ˝yciu publicznym. Zadawa∏em sobie pytanie, czy wie o tym wiceprezes Baƒczyk, który razem z nim przyszed∏ do nas z lubelskiego SL, a który teraz faworyzowa∏ i popiera∏ go. Na posiedzeniu Prezydium NKW naszego stronnictwa, na którym zosta∏em mianowany naczelnym redaktorem „Gazety Ludowej”, Baƒczyk wysunà∏ kandydatur´ Reka na to odpowiedzialne stanowisko, a kiedy ten przepad∏, zg∏osi∏ do protoko∏u votum separatum mojej nominacji. Nic wi´c dziwnego, ˝e zadawa∏em sobie pytanie, czy Baƒczyk wie, kim jest Rek i co o nim ludzie myÊlà, i mówià. W kilka miesi´cy póêniej wyjaÊni∏o si´, ˝e Baƒczykowi najwidoczniej nie by∏a znana „przyjaꃔ Reka z Ró˝aƒskim, albowiem ich drogi rozesz∏y si´. Rek wystàpi∏ ze stronnictwa, a Baƒczyk wytrwa∏ w jego szeregach do gorzkiego koƒca. Na temat votum separatum Baƒczyka przeciw mojej nominacji rozmawia∏em z Miko∏ajczykiem. Powiedzia∏em mu, ˝e nie chc´ byç przyczynà jakichkolwiek trudnoÊci na terenie stronnictwa i gotów jestem nie przyjàç tej nominacji, o którà zresztà nie zabiega∏em i która nie jest mi do szcz´Êcia potrzebna. Miko∏ajczyk odpowiedzia∏, ˝e przypuszcza, i˝ votum separatum Baƒczyka mo˝e staç si´ ewentualnie pretekstem do roz∏amu w stronnictwie, a mo˝e nawet dlatego zosta∏o zg∏oszone; ˝ebym nic sobie z tego nie robi∏, gdy˝ naczelnym redaktorem gazety musz´ pozostaç, poniewa˝ jestem tu bardzo potrzebny. Podzi´kowa∏em Miko∏ajczykowi za zaufanie do mojej osoby. Przypuszczenia Miko∏ajczyka

51


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 52

co do zamierzeƒ Baƒczyka okaza∏y si´ na szcz´Êcie nies∏uszne. Votum separatum, wymierzone przeciwko mnie, okaza∏o si´ z czasem nieudanà próbà obrony kandydatury Reka. Prostolinijny Baƒczyk nie wiedzia∏, kim jest Rek i do czego zmierza. Dopiero dalsza przysz∏oÊç mia∏a mu otworzyç oczy.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 53

Walka piórem

PopularnoÊç „Gazety Ludowej” ros∏a z dnia na dzieƒ. Powodzenie by∏o coraz wi´ksze. Tymczasem w∏adze ograniczy∏y rosnàcy nak∏ad gazety do 70 tysi´cy w dni powszednie i 80 tysi´cy w niedziele i Êwi´ta. Przy maszynie rotacyjnej w drukami na ul. Marsza∏kowskiej 3/5 czuwano, a˝eby nak∏ad nie przekroczy∏ wyznaczonej normy, a zapotrzebowanie na naszà gazet´ w kraju stale ros∏o. Rezultat by∏ taki, ˝e za pojedynczy numer w cenie dwóch, a póêniej trzech z∏otych p∏acono przeci´tnie dziesi´ç z∏otych, a w szczególnych okolicznoÊciach nawet 20. Sam by∏em Êwiadkiem, jak w pociàgu EKD sprzedawcy nie wahali si´ ˝àdaç 20 z∏otych za egzemplarz i ludzie p∏acili. Fakt pobierania przez sprzedawców paskarskich cen za „Gazet´ Ludowà” sta∏ si´ nawet przedmiotem z∏oÊliwych uwag na posiedzeniu KRN w kwietniu 1946 roku. Pose∏ Józef Cyrankiewicz, ówczesny sekretarz generalny PPS, poÊwi´ci∏ wówczas nieco uwagi „Gazecie Ludowej”, mówiàc mi´dzy innymi: „Sprzedaje si´ jà codziennie dla reakcyjnego drobiu. Oni sobie ju˝ potrafià wyczytaç to, co jest tam dla nich. Potrafià to co trzeba wydziobaç nawet spomi´dzy wierszy. Pan redaktor Augustyƒski dobrze wie, ile si´ trzeba napracowaç, aby za t´ przygotowanà straw´ braç na wolnym rynku po osiem z∏otych [g∏os z sali: «po dziesi´ç!»]. Potania∏a!” Wydawnictwo pobiera∏o naturalnie normalnà hurtowà cen´ – niezas∏u˝one zyski ciàgn´li sprzedawcy. By∏ to objaw dla gazety i dla stronnictwa ze wszech miar szkodliwy. RozumieliÊmy, ˝e powinna byç sprzedawana po normalnej cenie i docieraç wsz´dzie. Tymczasem nak∏ad by∏ ograniczony, zabiegi o jego podwy˝szenie

53


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 54

KomuniÊci ograniczali nak∏ad „Gazety Ludowej”, choç ta cieszy∏a si´ ogromnà popularnoÊcià. W rezultacie za numer w cenie dwóch z∏otych sprzedawcy ˝àdali dziesi´ciu, a nawet dwudziestu z∏otych. Na zdj´ciu kolporterzy przy Spó∏dzielni Wydawniczej Czytelnik (fot. Stanis∏aw Dàbrowiecki z archiwum PAP).


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 55

nie dawa∏y wyniku, a zapotrzebowanie by∏o ogromne. Dzia∏a∏o wi´c ˝elazne prawo popytu i poda˝y. Równie˝ ujemnym nast´pstwem „paskarskiej” ceny na rynku by∏y zabiegi placówek organizacyjnych stronnictwa w niektórych miastach wojewódzkich, a˝eby w ich r´ce oddaç kolporta˝ gazety na ich terenie. By∏em temu przeciwny ze wzgl´dów zasadniczych, a tak˝e obawia∏em si´, ˝e z czasem, a mo˝e i od zaraz, zacznà te organizacje pobieraç wy˝szà cen´ za egzemplarz, co mog∏oby mieç konsekwencje szkodliwe tak˝e od strony politycznej. O ile mi wiadomo, bodaj w ˝adnym wypadku wydawnictwo nie przekaza∏o kolporta˝u placówkom stronnictwa. Spo∏eczeƒstwo natomiast chwyci∏o si´ oryginalnej broni. Ze wszystkich stron kraju zacz´to nadsy∏aç nam pieniàdze na prenumerat´. Codziennie nap∏ywa∏y dziesiàtki, a nawet setki zamówieƒ, których oczywiÊcie nie mogliÊmy zrealizowaç. Chcia∏em og∏osiç, aby nam przedp∏at nie przysy∏ano, ale cenzura nie pozwoli∏a wydrukowaç tego og∏oszenia. Wydawnictwo musia∏o zaanga˝owaç cztery pracownice, które ca∏e dnie robocze wype∏nia∏y przekazy pocztowe w celu odsy∏ania przysy∏anych na prenumerat´ pieni´dzy. Sytuacja stawa∏a si´ przykra równie˝ w samym stronnictwie. Bud˝et swój i drukarskie plany inwestycyjne opar∏o PSL mi´dzy innymi na dochodach z naszego dziennika. Dochody te jednak nie wystarcza∏y i nie by∏o nadziei na ich zwi´kszenie. Wp∏ywy z og∏oszeƒ by∏y pokaêne, ale oczywiÊcie nie mog∏y dorównaç tym dochodom, jakie da∏oby zwi´kszenie nak∏adu pisma. Mia∏o to ró˝ne ujemne nast´pstwa i dla samej redakcji. Reprezentanci finansowej strony wydawnictwa uznali, ˝e w tej sytuacji ulepszenia redakcyjne nie sà potrzebne i zacz´li skàpiç pieni´dzy na wydatki majàce na celu urozmaicenie treÊci gazety. Niech´tnie godzono si´ na podwy˝k´ poborów cz∏onków redakcji i przyznawano jà w zasadzie tylko wówczas, gdy nakazywa∏a to umowa zbiorowa.

55


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 56

Ludzie krótkowzroczni, którzy nigdy nie mieli do czynienia z pismem codziennym i z jego koniecznoÊciami, zaczynali powoli, ale systematycznie niwelowaç walory gazety. Miko∏ajczyk, któremu o tym mówi∏em, okazywa∏ zrozumienie dla potrzeb dziennika i nieraz poleci∏ pozytywnie za∏atwiç to i owo. Na zbiorowych konferencjach, które co jakiÊ czas urzàdza∏em z kolegami redakcyjnymi, wyra˝a∏em przekonanie, ˝e ca∏a nasza gazeta musi byç przepojona duchem walki. ˚adna dziedzina ˝ycia zbiorowego nie mo˝e i nie powinna byç nam oboj´tna. Jedno powinniÊmy chwaliç, drugie krytykowaç i zwalczaç, a zawsze kierowaç si´ dojrza∏oÊcià obywatelskà ludzi wolnych i jawnym interesem spo∏ecznym. Nie tylko polityk´ i gospodark´, ale tak˝e ˝ycie kulturalne i oÊwiatowe, codzienne warunki bytowe ludnoÊci, nawet sport powinniÊmy naÊwietlaç bojowo. Ostrzega∏em przy tym pracowników redakcji, ˝e tak w∏aÊnie redagowane pismo mo˝e w komunistycznym systemie naraziç ich na przeÊladowania: „Kto z was – mówi∏em – nie czuje si´ na si∏ach, kto si´ l´ka, niech odejdzie. Nikt z tych, co zostanà, nie b´dzie mia∏ im tego za z∏e”. Nikt nie odszed∏. Przeciwnie – byli w redakcji koledzy, którzy dobrze rozumieli moje intencje i w których mia∏em dzielnych pomocników. Na przyk∏ad zajmujàcy si´ w naszej gazecie dzia∏em kulturalnym literat, Stanis∏aw Dzikowski, przejawia∏ w owych czasach dusz´ Êmia∏à, uzbrojonà w dobre pióro. Podobnie redaktor dzia∏u gospodarczego, Roman Wojciechowski, i inni. Nic wi´c dziwnego, ˝e wielokrotnie „Gazeta Ludowa” bulwersowa∏a Êrodowisko naszych przeciwników politycznych, tym bardziej, ˝e znajdowa∏a poparcie i oddêwi´k w spo∏eczeƒstwie. Mobilizowa∏o to jeszcze bardziej komunistów do walki, w której nie przebierali w Êrodkach. Uruchomili wielkà machin´ ucisku i terroru, a˝eby has∏em prasowym, odezwami, uchwa∏ami na ró˝nych zebraniach, wiecach i masówkach, podkopywaniem

56


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 57

zwartoÊci organizacyjnej stronnictwa, zuchwa∏oÊcià bezpieki oddzia∏ywaç na spo∏eczeƒstwo, na nasze stronnictwo i kruszyç opór. Podjà∏em codziennà walk´ z napaÊciami przeciwników. Na ∏amach naszej gazety pojawi∏y si´ liczne artyku∏y mojego pióra poÊwi´cone polemice z komunistami. Poczàtkowo podpisywa∏em je znakiem równoÊci w nawiasie (=). Póêniej niektóre artyku∏y i notatki podpisywa∏em wyrazem „Naro˝ny” albo znakiem „n-y”, a˝eby wyglàda∏o, ˝e w naszej redakcji jest nie tylko jeden publicysta polemiczny. Z czasem niektórych artyku∏ów nie podpisywa∏em wcale. W ten sposób znalaz∏em si´ w samym centrum walki o demokracj´, o praworzàdnoÊç, o przysz∏oÊç Polski. Rozpoczà∏ si´ w moim ˝yciu okres intensywnego dzia∏ania, w który zaanga˝owa∏em wszystkie si∏y i mo˝liwoÊci, a który zaprowadzi∏ mnie i wiele innych osób do wi´zienia.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 58

Nie wódz, lecz s∏uga

Pierwszym przejawem wrogiego stosunku komunistów do PSL by∏o niedotrzymanie porozumienia moskiewskiego z czerwca 1945 roku. Zasada „równi z równymi” zosta∏a podeptana. Cz∏onkowie naszego stronnictwa nie tylko nie byli powo∏ywani do wspó∏rzàdzenia paƒstwem, nie tylko nie byli dopuszczani do pracy w administracji, w samorzàdzie, w ogniwach ˝ycia spo∏ecznego i gospodarczego, ale przeciwnie – zwalniani byli z pracy w tych placówkach. Cz∏onkowie PSL w terenie przeÊladowani byli przez bezpiek´ jako „reakcjoniÊci i wrogowie demokracji”. KomuniÊci mniemali, ˝e masy zorganizowane w PSL b´dà ich pos∏usznym i Êlepym narz´dziem. Sta∏o si´ inaczej, wi´c chwycili si´ metod mÊciwoÊci i walki. Byli pod rosyjskà opiekà, mieli w swoich r´kach policj´, bezpiek´, wojsko. Wielki aparat ucisku paƒstwowego sta∏ do ich dyspozycji. Walka by∏a nierówna, tym wi´ksza wi´c czeÊç i chwa∏a nale˝y si´ tym kierownikom PSL, którzy wytrwali do gorzkiego koƒca i zachowali polskà twarz. Wiara w dotrzymywanie umów przez komunistów zosta∏a poderwana. Ani kierownictwo, ani cz∏onkowie PSL nie mogli ufaç ich przyrzeczeniom i zobowiàzaniom. Wzgl´dy na zagranic´ zmusza∏y jednak przywódców komunistycznych do przeprowadzenia wyborów. Chcieli si´ utrzymaç przy w∏adzy przez wciàgni´cie PSL do bloku wyborczego. Satelicka PPS podj´∏a si´ roli poÊrednika. Pierwsze rozmowy na ten temat odby∏y si´ ju˝ w grudniu 1945 roku. PSL za˝àda∏o wówczas odroczenia pertraktacji ze wzgl´du na majàcy si´ wkrótce odbyç kongres stronnictwa. Kongres ten odby∏ si´ w dniach 19–20 stycznia 1946 roku. Stanis∏aw Miko∏ajczyk zosta∏ wówczas wybrany na prezesa

58


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 59

stronnictwa. Kiedy wÊród powszechnego entuzjazmu zabra∏ g∏os, a˝eby podzi´kowaç za wybór i zaufanie, z bocznego korytarza sali pad∏ nagle gromki okrzyk: „Niech ˝yje wódz!”. Ruchowi ludowemu zawsze obce by∏y teoryjki „wodzowskie”, wi´c okrzyk ten nie zosta∏ podj´ty przez kongres, a Miko∏ajczyk odrzuci∏ go z miejsca, wo∏ajàc z trybuny: „Nie wódz, lecz s∏uga!”. Wydawa∏o mi si´ wówczas, ˝e dobrze b´dzie ze wzgl´dów taktycznych nie podkreÊlaç prowokacji zawartej w okrzyku: „Niech ˝yje wódz!”. Dlatego te˝ w komentarzu umieszczonym w „Gazecie Ludowej” wybi∏em na pierwszy plan szybkà i twardà odpowiedê Miko∏ajczyka, a nawet u˝y∏em jej za g∏ówny tytu∏. Kongres uchwali∏ jednomyÊlnie ˝àdanie likwidacji Ministerstwa Bezpieczeƒstwa Publicznego oraz w powzi´tych uchwa∏ach da∏ wyraz przekonaniu, ˝e sytuacja wewn´trzna naszego kraju zmusza do tego, a˝eby po wyborach utrzymany zosta∏ rzàd koalicyjny, w którym reprezentowane by∏yby co najmniej trzy g∏ówne stronnictwa: PSL, PPR i PPS. Kongres upowa˝ni∏ równie˝ NKW stronnictwa do przeprowadzenia rozmów z partiami marksistowskimi na temat taktyki wyborczej, ordynacji wyborczej, terminu wyborów oraz programu wspó∏pracy stronnictw rzàdu koalicyjnego na dalekà przysz∏oÊç. W uchwale kongresu powiedziano, ˝e wybory powinny odbyç si´ jak najwczeÊniej i w spokojnej atmosferze. W rozmowach o blok wyborczy, wznowionych po kongresie, przedstawiciele PSL wskazali tak˝e na t´ uchwa∏´ kongresu, która mówi∏a o koniecznoÊci usuni´cia przyczyn os∏abiajàcych wspó∏prac´ stronnictw politycznych, podcinajàcych zaufanie oraz budzàcych poczucie krzywdy i niezadowolenie w szeregach PSL. Przyczyny te powinny byç natychmiast usuni´te po to, aby rozmowom o blok wyborczy mog∏a towarzyszyç w∏aÊciwa atmosfera i wiara w dotrzymywanie zawartych umów.

59


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 60

Jest jasne, ˝e mówiàc to, przedstawiciele PSL domagali si´ dotrzymania postanowieƒ umowy moskiewskiej. ˚àdali, aby porozumienie dokona∏o si´ przed ewentualnym zawarciem bloku wyborczego. Otrzymali odpowiedê: „Najpierw blok wyborczy, a potem wykonanie umowy moskiewskiej”. Innymi s∏owy, za˝àdano kapitulacji, zdania si´ na ich dobrà wol´. Zrozumia∏e wi´c jest, ˝e rozmowy o blok musia∏y zakoƒczyç si´ fiaskiem. ˚adne argumenty nie odnosi∏y skutku. MarksiÊci byli twardzi i stosowali w pertraktacjach starà komunistycznà metod´: „Mówcie im zawsze naszà prawd´, powtarzajcie im stale naszà prawd´, nie ust´pujcie ani na krok”. No i nie ust´powali. Na którejÊ naradzie Miko∏ajczyk oÊwiadczy∏, ˝e PSL pójdzie na blok wyborczy wtedy, gdy otrzyma 75 procent mandatów poselskich. – Jak to? – krzykn´li komuniÊci i socjaliÊci. – PSL chce a˝ 75 procent mandatów! – Nie samo PSL – odpar∏ spokojnie Miko∏ajczyk. – PSL i SL. Pertraktacje zosta∏y zerwane, wybory zawis∏y w powietrzu. PSL nie chcia∏o pójÊç na stawiane warunki, poniewa˝ nie chcia∏o iÊç pod komend´ agentów Moskwy i zaprzepaÊciç patriotycznego dorobku ruchu ludowego w Polsce. MarksiÊci ca∏e zagadnienie zwulgaryzowali i sprowadzili nikczemnie do liczby mandatów sejmowych, jakiej domaga∏o si´ stronnictwo. „Oni ˝àdajà 75 procent mandatów w sejmie!”– tym frazesem operowano w prasie, na „wielkich” zgromadzeniach w warszawskiej Romie oraz na niezliczonych zebraniach aktywistów partyjnych w ca∏ym kraju. Uruchomiono bezpiek´ oraz ca∏y aparat terroru, który – zw∏aszcza na prowincji – mia∏ szerzyç i szerzy∏ postrach. Tymczasem kwestia bloku wyborczego si´ga∏a g∏´boko w spraw´ polskà, zahacza∏a o niedawnà przesz∏oÊç i wybiega∏a daleko w przysz∏oÊç narodowà. Nie o 75 procent mandatów dla politycznej reprezentacji wsi toczy∏a si´ walka, ale o przysz∏oÊç

60


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 61

Polski, o niezawis∏oÊç i suwerennoÊç paƒstwowà. Nie chcieliÊmy supremacji rosyjskiej nad Polskà. ˚àdanie 75 procent mandatów dla wsi, jako reprezentacji ogromnej wi´kszoÊci narodu, zosta∏o u˝yte jako has∏o propagandowe do szczucia przeciwko PSL i „Gazecie Ludowej”. ˚àdanie nale˝ytej reprezentacji w KRN okreÊlone zosta∏o jako „tylko gonitwa za mandatami i posadami”, co pos∏u˝y∏o aktywistom i agitatorom do obraêliwych ataków na PSL i do podburzania przeciwko nam. KomuniÊci proponowali dla PSL, SL, PPR i PPS równo po 20 procent mandatów sejmowych, a dla SD i SP po 10 procent. G∏ównym obowiàzkiem nowo wybranego sejmu mia∏o byç uchwalenie konstytucji paƒstwa polskiego. Jest jasne, ˝e – akceptujàc te propozycje – PSL by∏oby ca∏kiem zmajoryzowane i pozbawi∏oby si´ wszelkiego istotnego wp∏ywu na postanowienia konstytucji. Zaufanie, jakim spo∏eczeƒstwo obdarzy∏o stronnictwo, by∏oby oczywiÊcie pogrzebane i zaprzepaszczone. 22 lutego 1946 roku przedstawiciele PSL z∏o˝yli reprezentatom PPR i PPS na piÊmie warunki i propozycje dotyczàce bloku wyborczego. Pismo wa˝ne, okreÊlajàce jasno i zdecydowanie stanowisko partii. W piÊmie tym wykazano z∏à wol´ strony przeciwnej, niedotrzymywanie umów, odsuwanie peeselowców od wszelkiego wglàdu i wp∏ywu na bieg prac Prezydium KRN. Zwrócono uwag´ na zagadnienie atmosfery i potrzeb´ zaistnienia faktów, które stanowi∏yby podstaw´ zaufania i pewnà gwarancj´ wiarygodnoÊci; na niew∏aÊciwy stosunek do obywateli oraz coraz gorsze warunki bezpieczeƒstwa w wielu okolicach kraju. Wskazano, ˝e przyczyn takiego zaostrzenia stosunków, które wymaga udzia∏u wojska, specjalnych oddzia∏ów Korpusu Bezpieczeƒstwa i wojsk pancernych, nie mo˝na szukaç tylko w obcych agenturach i bandach rabunkowych. Muszà one tkwiç g∏´biej i tylko zwi´kszonymi represjami

61


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 62

tego si´ nie rozwià˝e; atmosfera polityczna w kraju zale˝na jest w du˝ej mierze od polityki w∏adz i dyscypliny partyjnej, a wydaje si´, ˝e cz´sto jest ona màcona przez wystàpienia odgórne, za którymi dopiero idà – ju˝ nieobliczalne – wystàpienia w terenie. Zwrócono te˝ uwag´ na znaczenie przeprowadzenia wolnych i nieskr´powanych wyborów, które stanà si´ czynnikiem stabilizacji i spokoju w kraju. Domagano si´ mi´dzy innymi: „usprawnienia administracji paƒstwowej, likwidacji Ministerstwa Aprowizacji, Ministerstwa Propagandy i Informacji oraz Ministerstwa Bezpieczeƒstwa Publicznego. ˚àdano podporzàdkowania w∏adz bezpieczeƒstwa w terenie wojewodom i starostom”. Propozycje te zosta∏y odrzucone. Rozpocz´∏a si´ brutalna, oszczercza kampania przeciwko PSL. Taka by∏a odpowiedê komunistów i ich satelitów, chocia˝ zarzàd stronnictwa w swym piÊmie nie zatrzaskiwa∏ drzwi i pozostawia∏ furtk´ otwartà dla dalszych pertraktacji. Trzeba powiedzieç, ˝e system komunistyczny ˝yje i istnieje tylko przez terror i dyktatur´. Kompromis polityczny i gospodarczy zwiastuje mu nieuchronnie Êmierç. Komunizm l´ka si´, a˝eby nie by∏ dobity r´kami obywateli, których mia∏ uszcz´Êliwiç, a którym odebra∏ wolnoÊç i obywatelskie swobody, których ujarzmia∏ gwa∏tem i bezprawiem. Zatrzyma∏em si´ d∏u˝ej nad kwestià bloku wyborczego. Uwa˝a∏em to za konieczne, poniewa˝ pami´ç ludzka bywa zawodna, a umys∏y ∏atwo ulegajà propagandzie ha∏aÊliwej, bezczelnej i bezkarnej. Przytaczane fakty stawiajà we w∏aÊciwym Êwietle walk´ PSL przeciw supremacji komunistycznej w Polsce. By∏a to walka nierówna, zakoƒczona przegranà i wieloletnimi cierpieniami dzia∏aczy PSL w komunistycznych wi´zieniach, ale walka ta okry∏a chwa∏à polski ruch ludowy, a nazwiska nieustraszonych i ofiarnych ludzi wpisa∏a do wielowiekowej ksi´gi martyrologii narodu polskiego.

62


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 63

Komu przeszkadza∏o PSL?

˚àdanie likwidacji UB, uchwalone przez kongres PSL, a przyj´te z uznaniem przez ca∏y naród, sta∏o si´ dla komunistów dodatkowym bodêcem do zaostrzenia walki przeciwko naszemu stronnictwu, czyli – jak mówili frazesem „dialektycznej propagandy” – do wzmo˝enia czujnoÊci rewolucyjnej. Za pierwszy krok na tej drodze uwa˝aç nale˝y projekt utworzenia Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, ujawniony przez przywódc´ PPR, Romana Zambrowskiego, na zebraniu aktywu PPR w ¸odzi w drugiej po∏owie lutego 1946 roku. By∏o jasne, ˝e komuniÊci zmierzajà do tego, a˝eby ludzi ∏atwowiernych zaprzàc do „ochotniczej” roboty szpiclowskiej, a˝eby tysiàce ch∏opów i robotników przemieniç w donosicieli i konfidentów, zwiàzaç ich z re˝imem przez pe∏nienie funkcji haƒbiàcych. „Gazeta Ludowa” opowiedzia∏a si´ z miejsca przeciwko tworzeniu ORMO. By∏em w∏aÊnie na wsi pod Warszawà, gdy dotar∏ do mnie numer „G∏osu Ludu”, w którym wydrukowane by∏o przemówienie Zambrowskiego ze szpiclowskim projektem. Napisa∏em od r´ki artyku∏ informujàcy o planach policyjnych PPR i wypowiadajàcy si´ przeciwko tym planom. Artyku∏ zawioz∏a do Warszawy moja córka Maria, podówczas studentka SGH, i dor´czy∏a do redakcji. W za∏àczonej notatce prosi∏em Gie∏˝yƒskiego, a˝eby przed oddaniem artyku∏u do druku porozumia∏ si´ z Miko∏ajczykiem, czy akceptuje on stanowisko zaj´te przeze mnie wobec ORMO. Gdy nast´pnego dnia przyjecha∏em do Warszawy, dowiedzia∏em si´ z radoÊcià, ˝e Miko∏ajczyk aprobowa∏ bez zastrze˝eƒ mojà decyzj´. W „Gazecie Ludowej” wydrukowany by∏ mój artyku∏, pokiereszowany wprawdzie przez cenzur´, ale nie pozostawiajàcy wàtpliwoÊci co do postawy PSL. W rzeczywistoÊci bowiem

63


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 64

realizacja ORMO musia∏aby sprowadziç na kraj prawdziwy paroksyzm nienawiÊci i walk bratobójczych. Odrzucenie przez PSL stanowczo i bez zw∏oki projektu zap´dzenia „ochotniczo” obywateli po miastach i wsiach do wywiadowczej s∏u˝by policyjnej wywo∏a∏o konsternacj´ w obozie marksistowskim. W „G∏osie Ludu” komunistyczny publicysta A. Kubacki oskar˝y∏ nas, ˝e pot´piajàc ten projekt, wyst´pujemy w obronie band terrorystycznych, sugerujàc przy tym, ˝e obroƒcy bandytyzmu siedzà w PSL doÊç wysoko. WyjaÊniç nale˝y, ˝e w systemie komunistycznym tak zwana Milicja Obywatelska stanowi∏a kryminalne i porzàdkowe rami´ policji politycznej, powiàzane z nià przez wspólnà w∏adz´ i wspólne kierownictwo naczelne, czyli Ministerstwo Bezpieczeƒstwa Publicznego. Ka˝de zdarzenie i ka˝dy wypadek, jaki dociera∏ do MO, a nosi∏ w sobie jakikolwiek posmak polityczny, by∏ meldowany bezpiece. Zatem wszyscy, którzy wspó∏dzia∏ali z MO nie w przest´pstwach czysto kryminalnych, stawali si´ wspólnikami UB, który by∏ oczywiÊcie tylko polskà filià moskiewskiego NKWD. Ostrzec Polaków przed takà „ochotniczà” s∏u˝bà policyjnà by∏o naszym obowiàzkiem. W opinii publicznej na wsi i w mieÊcie projekt Zambrowskiego zosta∏ pogrzebany. Zambrowski, który zaprezentowa∏ si´ teraz jako kandydat na kapelmistrza nowej orkiestry politycznej, nie zrezygnowa∏ oczywiÊcie ze swojego pomys∏u. ORMO stworzono, ale w jego szeregach znaleêli si´ tylko komuniÊci albo wykolejeƒcy i przest´pcy kryminalni. Masy ch∏opskie i robotnicze, ostrze˝one przez PSL, pozosta∏y z rezerwà wobec ca∏ej imprezy, o której mo˝na te˝ by∏o od razu powiedzieç, ˝e si´ nie uda∏a. Odrzucajàc ORMO, PSL wymierzy∏o cios w wiàzad∏a komunistycznego re˝imu, tote˝ walka przeciwko nam przybiera∏a na sile. Ton w tej walce nadawa∏ sam Gomu∏ka. Ile razy komuniÊci chcieli wymierzyç cios w PSL, tyle razy zwo∏ywali wiec do Romy. W marcu 1946 roku by∏o ich a˝ trzy.

64


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 65

Na pierwszym wiecu 1 marca Gomu∏ka potrzàsnà∏ „rewelacjami”. Uruchomi∏ dokumenty i uczyni∏ Miko∏ajczyka odpowiedzialnym za Powstanie Warszawskie i za zburzenie Warszawy. Piszàc o tym wystàpieniu podkreÊli∏em, ˝e: „nic w tym nie znaleêliÊmy ani nowego, ani rewelacyjnego. Pan wicepremier Miko∏ajczyk oÊwiadczy∏ jeszcze w 1944 roku, w czasie walk w Warszawie, jako premier rzàdu polskiego na emigracji, ˝e bierze na siebie za Powstanie ca∏kowità odpowiedzialnoÊç”. 22 i 23 marca PPS zwo∏a∏a do Romy zjazd „ch∏opów-socjalistów”. Skàd si´ wzi´li ch∏opi-socjaliÊci? Otó˝ widzàc wp∏ywy i post´py organizacyjne PSL wÊród ludnoÊci miast, partie lubelskie podj´∏y ze swej strony wypraw´ na wieÊ. Wyprawa ta sta∏a si´ szczególnie ha∏aÊliwa wiosnà 1946 roku, kiedy okaza∏o si´, ˝e PSL nie pójdzie pod komend´ komunistów. Najpierw ruszy∏a na wieÊ „aktywna i dynamiczna” PPR. W jej Êlady posz∏a nieco spóêniona PPS. Ta ostatnia partia mia∏a na polskiej wsi pewne tradycje organizacyjne, g∏ównie mi´dzy fornalami. Po drugiej wojnie Êwiatowej liczba fornali w Polsce zmniejszy∏a si´ wskutek wydziedziczenia w∏aÊcicieli ziemskich i rozparcelowania majàtków. Utrzymali si´ oni w majàtkach przej´tych przez paƒstwo. Do fornali w∏aÊnie i innej biedoty wiejskiej próbowa∏y dotrzeç teraz i póêniej obie partie marksistowskie. Na tym drugim zjeêdzie g∏ównym mówcà by∏ premier Osóbka-Morawski. Nie ˝a∏owa∏ ataków na PSL. Zaczà∏ od Powstania Waszawskiego i od „winy” Miko∏ajczyka, nawiàzujàc tym do wystàpienia Gomu∏ki: „Oni zamiast milczeç – mówi∏ – Êmià wypisywaç w «Gazecie Ludowej», ˝e to nic wielkiego, ˝e Miko∏ajczyk si´ nie zapiera, ˝e przyczyni∏ si´ do zburzenia Warszawy, bo on ju˝ dawno powiedzia∏, ˝e bierze na siebie odpowiedzialnoÊç za Powstanie”. Gdy te s∏owa pad∏y z trybuny, na sali rozleg∏y si´ pojedyncze okrzyki: „Zamknàç Miko∏ajczyka! Zdrajców przed trybuna∏!”.

65


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 66

Potem nastàpi∏o oskar˝enie PSL o wspó∏dzia∏anie z podziemiem oraz taka gromka zapowiedê pana Osóbki-Morawskiego: „A dziÊ widzimy, co si´ dzieje w bia∏ostockim, rzeszowskim lub lubelskim. Jak to kulami rozprawiajà si´ z nami. Jak rozprawiajà si´ od czasu, gdy powsta∏ Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. I dla tych panów ma byç demokracja? I oni krzyczà, gdy si´ ich wsadza do wi´zienia! B´dziemy jeszcze wi´cej takich ludzi wsadzaç do krymina∏u”. A dalej: „ JeÊli istnieje taki ba∏agan w ruchu ludowym, jeÊli niektórzy ludowcy nie chcà wsiadaç do naszego tramwaju, jeÊli przetrzymujà na swoim podwórku wszystkie elementy reakcyjne, to my musimy wziàç si´ za porzàdek na wsi. My, PPS!”. Jasne i dla wszystkich zrozumia∏e pogró˝ki. Równie˝ w marcu zwo∏ano do Warszawy zjazd Zwiàzku Samopomocy Ch∏opskiej. Wed∏ug jednolitej recepty moskiewskiej, we wszystkich krajach Europy Ârodkowej i Wschodniej zacz´to tworzyç takie zwiàzki. Czym by∏a i do czego zmierza∏a ta organizacja, nikt dok∏adnie nie wiedzia∏. Kursowa∏y wprawdzie po wsi specjalne broszurki propagandowe o Samopomocy Ch∏opskiej, ale z nich nie mo˝na si´ by∏o zbyt wiele dowiedzieç, tyle by∏o tam Êwiadomie fa∏szywej propagandy, obliczonej na ukrycie prawdy i rzeczywistych celów komunistycznych na wsi. Obserwatorzy swoi i obcy okreÊlali Zwiàzek Samopomocy Ch∏opskiej jako zwiàzek zawodowy ch∏opów. OczywiÊcie mia∏ odegraç wyznaczonà sobie rol´ dopiero wtedy, gdy ch∏opi z drobnych kapitalistów i posiadaczy przemienieni b´dà w go∏ych proletariuszy, a zatem gdy tak zwane spó∏dzielnie produkcyjne zapanujà na wsi ca∏kowicie albo w przygniatajàcej wi´kszoÊci. Tymczasem jedynym konkretnym przejawem istnienia tego zwiàzku by∏y nieÊmia∏e próby zak∏adania na wsi Gminnych Spó∏dzielni Samopomoc Ch∏opska. Póêniej potworzono je terrorem. W planach komunistycznych by∏y wyraêne ró˝nice mi´dzy strukturà

66


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 67

Zwiàzku SCh a strukturà Spó∏dzielni SCh. Do zwiàzku brano ochotnie wszelkà biedot´ wiejskà, mniej ochotnie brano „Êredniaków”, a zamo˝niejszych gospodarzy przyjmowano tylko wtedy, gdy przemawia∏y za tym jakieÊ wzgl´dy lokalne lub osobiste. Natomiast w spó∏dzielniach widziano ch´tnie ch∏opów ró˝nej zamo˝noÊci, inteligentów, nawet ksi´˝y, o ile ci nie deklarowali si´ zbyt zdecydowanie jako przeciwnicy komunizmu. Kiedy przyglàda∏em si´ z bliska Zwiàzkowi SCh, odnosi∏em wra˝enie, ˝e ma to byç – mówiàc obrazowo – „zielony kapelusik z czerwonym piórkiem”, czyli wiejska organizacja komunistyczna. Stanowisko PSL wobec Zwiàzku SCh by∏o doÊç niewyraêne i niejednolite. Nie by∏o jasnej wskazówki, ˝eby do tej organizacji nie wst´powaç albo ˝eby jà zwalczaç. Nie by∏o te˝ polecenia, ˝eby do niej gromadnie wst´powaç i przez to jà opanowaç. Rezultatem tej niejasnoÊci taktycznej by∏a spora gmatwanina w terenie. Na jednych obszarach kraju cz∏onkowie PSL trzymali si´ od niej z daleka, a nawet jà zwalczali, na innych sporo peeselowców do niej nale˝a∏o. Z tego te˝ powodu starannie dobierano kandydatów na zjazd, a nawet dokonano wielu nadu˝yç, przewa˝nie r´koma bezpieki. Delegatów z kilku powiatów Ma∏opolski przemocà zawrócono z drogi pod pretekstem, ˝e ich wybór dokonany by∏ nieformalnie. WiadomoÊci te przywieêli do Warszawy ci, którym uda∏o si´ wymknàç z sieci zastawionych przez bezpiek´. Na ka˝dym kroku ujawnia∏ si´ tenor, bezprawie i gwa∏t. KomuniÊci za to byli pewni, ˝e na zjeêdzie panujà niepodzielnie. WrogoÊç komunistów do PSL i do Miko∏ajczyka przejawi∏a si´ zaraz na poczàtku zjazdu. WÊród przemówieƒ powitalnych przewidziane by∏o równie˝ przemówienie Miko∏ajczyka jako ministra rolnictwa. Siedzia∏em przy stole stenografów, gdy na trybun´ wszed∏ Miko∏ajczyk. Tu˝ za mnà, w pierwszym rz´dzie krzese∏, siedzia∏ Bierut ze swojà sekretarkà Górskà, Gomu∏ka i inni przywódcy komunistyczni. Sala by∏a zape∏niona, a galerie

67


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 68

i boczne korytarze pe∏ne by∏y przeró˝nych typów, wÊród których rozeznaç mo˝na by∏o agentów i funkcjonariuszy bezpieki, a jak mi si´ zdawa∏o, równie˝ NKWD. Z chwilà gdy Miko∏ajczyk chcia∏ przemówiç, rozpocz´∏a si´ burzliwa, wroga demonstracja. Z wszystkich stron wo∏ano i skandowano: „Miko∏ajczyk do Londynu!”. Najbardziej hucza∏y galerie i boczne korytarze. Najmniej wrogich okrzyków pada∏o z sali zaj´tej przez delegatów. By∏o jasne, ˝e demonstracja zorganizowana zosta∏a przez komunistów i UB. Na galerii widzia∏em jakiegoÊ brodacza w okularach, o bladej twarzy, który nami´tnie wykrzykiwa∏: „Do Lon-dy-nu! Do Lon-dy-nu!” – i miota∏ si´ jak oparzony. Wspominam o nim dlatego, ˝e w kilka lat póêniej, w 1951 roku, zobaczy∏em go znowu, gdy jako cz∏onek specjalnej komisji wszed∏ z kilku innymi osobami do mojej samotnej celi w wi´zieniu we Wronkach. Tam widzia∏em w nim w∏aÊnie przedstawiciela NKWD. W tym charakterze musia∏ on demonstrowaç równie˝ w Romie przeciwko Miko∏ajczykowi. Przewodniczàcy zjazdu, niejaki Janusz z rzeszowskiego, znany jako pszczelarz i jako agent komunistyczny na wsi, niby to dzwoni∏ o spokój, robi∏ rozmaite gesty majàce niby uspokoiç nami´tnoÊci, ale równoczeÊnie uÊmiecha∏ si´, drwiàcy wzrok kierowa∏ na stojàcego na trybunie Miko∏ajczyka i od czasu do czasu zerka∏ na punkt bliskiej galerii. Tam zapewne znajdowa∏ si´ g∏ówny organizator „gniewu ludu” i stamtàd czerpa∏ Janusz dla siebie wskazówki. Demonstracja trwa∏a ju˝ dobrà chwil´, a na sali zacz´∏y si´ mno˝yç protesty przeciw demonstrantom. Grozi∏a nowa awantura, która mog∏a mieç ró˝ne nast´pstwa. Obserwowa∏em zachowanie si´ Bieruta. Przez ca∏y czas uÊmiecha∏ si´ z∏oÊliwie i nie ukrywa∏ zadowolenia. – Niech wie, z czym igra – szepta∏ do sekretarki, ale pani Górska radzi∏a mu inaczej: – Idê na trybun´ i uspokój demonstrantów. Znów b´dzie krzyk za granicà.

68


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 69

W tym samym bodaj momencie podniós∏ si´ Gomu∏ka i skierowa∏ ku trybunie. Zanim Gomu∏ka wszed∏ na podium, Miko∏ajczyk opuÊci∏ trybun´, rezygnujàc z przemówienia. Demonstracja usta∏a, a na sali zapanowa∏a konsternacja. Nastàpi∏o szybkie porozumienie mi´dzy Miko∏ajczykiem a zasiadajàcym w prezydium zjazdu Tadeuszem Nowakiem, dzia∏aczem PSL z Wielkopolski i pos∏em do KRN. Nowak oznajmi∏ zjazdowi, ˝e Miko∏ajczyk opuszcza sal´ obrad i wzywa delegatów, którzy nie aprobujà tego rodzaju metod, aby uczynili to samo. Tak si´ sta∏o, ˝e blisko tysiàc delegatów powsta∏o z krzese∏ i skierowa∏o si´ ku wyjÊciu. Tak liczna secesja zwa˝y∏a nastroje organizatorów awantury. SecesjoniÊci zaÊ ruszyli pochodem pod sàsiadujàcà z Romà ówczesnà siedzib´ Ministerstwa Rolnictwa, skàd przemówi∏ do nich Miko∏ajczyk. Nast´pnie udano si´ do siedziby centrali PSL przy Alejach Jerozolimskich, gdzie secesjoniÊci w liczbie 984 osób uchwalili i podpisali deklaracj´ pi´tnujàcà demonstracj´ komunistycznà w Romie.KomuniÊci niby okazywali wielkie zadowolenie ze swego sukcesu na zjeêdzie ZSCh, ale w sercach i umys∏ach rozsàdniejszych mi´dzy nimi ludzi zasiane zosta∏o ziarno niepewnoÊci. Bo jak˝e to? W twierdzy komunistycznej na wsi, strze˝onej przez bezpiek´ i omijanej przez PSL, znalaz∏o si´ blisko tysiàc delegatów spoÊród trzech tysi´cy uczestników zjazdu, którzy nie zawahali si´ zadeklarowaç manifestacyjnie swego poparcia dla Miko∏ajczyka i PSL i to pomimo terroru bezpieki, pomimo dobierania delegatów pod kàtem ich partyjnego nastawienia. Huczek by∏ w kraju du˝y i niema∏y sm´tek wÊród komunistów. Ca∏a ich nadzieja koncentrowa∏a si´ w bezpiece i obcej protekcji.

69


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 70

Akcja prowokacja

Niektóre chwyty w kampanii przeciwko PSL opisuj´ tutaj, aby zorientowaç czytelników w rozmiarach nagonki i jej brutalnoÊci. W prasie, na wiecach, zebraniach w Warszawie i na prowincji aktywiÊci ró˝nej maÊci i ró˝nego poziomu umys∏owego i moralnego obrzucali nas bezkarnie b∏otem i obelgami: „PSL jest parawanem reakcji!”, „PSL proteguje bandytów i szabrowników!”, „Rozwiàzaç PSL!”. Kierownik wojewódzkiego UB w ¸odzi, pu∏kownik Moczar, na zebraniu aktywistów PPR i PPS powiedzia∏ w swoim przemówieniu: „Organizacja PSL w Polsce stalà si´ oazà dla wszystkich Êciganych szakali, które uciekajà pod parasol PSL po to, by uniknàç ciosów aparatu demokratycznego rzàdu polskiego”. Wiele wystàpieƒ mia∏o charakter wr´cz denuncjatorski. Do rz´du takich wystàpieƒ musimy zaliczyç artykulik „G∏osu Ludu” z lutego 1946 roku pod tytu∏em Liczyli – czy si´ przeliczyli. Mo˝emy w nim przeczytaç: „Polityka tytu∏owa «Gazety Ludowej» zas∏uguje niewàtpliwie na specjalne studium. Technika tytu∏owa, rozmieszczanie depesz, nag∏ówki nad depeszami – to w «Gazecie Ludowej» niemal arcydzie∏a, podobnie jak odpowiedzi redakcji. Niby nic, niby niewinne, a jak˝e kokieteryjne mruganie oczkiem pod adresem wszelkiej «rozparcelowanej publiczki» – rozumiem, ach rozumiem twój ból. Czasami jednak ta polityka przestaje byç finezyjna. Staje si´ zbyt wyraêna, zbyt przejrzysta, ˝e a˝… nieprzyzwoita. Dwa dni temu PAP rozes∏a∏a wiadomoÊç o znalezieniu w dzienniku Franka notatki o kontaktach mi´dzy NSZ a hitlerowskim szpiegiem, niejakim majorem Beckiem. Depesza PAP koƒczy si´ s∏owami: «Ciekawa ta notatka stanowi niezbity dowód wspó∏pracy NSZ z administracjà niemieckà».

70


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 71

Czy wiecie, jaki tytu∏ daje tej notatce «Gazeta Ludowa»? Niemcy rachowali na wspó∏dzia∏anie z NSZ. Zwróçcie uwag´ – Niemcy rachowali. A NSZ? NSZ oczwiÊcie nie mo˝e odpowiadaç za to, na co rachowali Niemcy. Mo˝e rachowali nies∏usznie? Czy˝by mi´dzy panami z «Gazety Ludowej» a bandytami z NSZ zosta∏ zawarty niepisany, mo˝e nawet niewypowiedziany pakt: «Wy b´dziecie nas agitacjà i kulà popieraç przy wyborach, a my za to b´dziemy was wybielaç przed narodem»? Czy˝ artykulik w «Gazecie Ludowej» by∏by ju˝ zaliczkà na wykonanie tego paktu?”. Jaka˝ to ordynarna denuncjacja! Jaki˝ bezczelny apel do bezpieki! Przyk∏ady mo˝na by mno˝yç. Z wypowiedzi komunistycznych by∏o widoczne, ˝e chciano usidliç PSL i oskar˝yç o wspó∏dzia∏anie z „terrorystycznym podziemiem”. Na prowincji podejmowano ró˝norodne akcje przeciw PSL. Do naszych organizacji terenowych nasy∏ano prowokatorów, którzy mieli za zadanie kompromitowaç stronnictwo i w ten sposób daç UB podstawy do „wkraczania”. Wojewódzka Rada Narodowa w Bia∏ymstoku wystosowa∏a na wiosn´ 1946 roku do KRN w Warszawie memoria∏ oskar˝ajàcy PSL o antypaƒstwowà dzia∏alnoÊç. „PSL na naszym terenie – pisano mi´dzy innymi w memoriale – dzia∏a na wpó∏ konspiracyjnie. Istniejà ko∏a terenowe we wsiach, gdzie najsilniej przejawia si´ bandytyzm. Kierownictwo PSL Êwiadomie sabotuje akcj´ Êwiadczeƒ rzeczowych. Cz∏onkowie PSL nie tylko nie zdajà kontyngentów, ale publicznie na zjazdach i zebraniach wyst´pujà przeciwko ich zdawaniu. PSL ÊciÊle wspó∏pracuje z bandami, starajàc si´ indywidualnym terrorem usunàç swoich przeciwników politycznych – dzia∏aczy demokratycznych – i przyczynia si´ do dezorganizacji ˝ycia politycznego i gospodarczego województwa”.

71


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 72

W województwie zaÊ gdaƒskim zosta∏a w marcu rozrzucona odezwa, adresowana do obywateli powiatu Miastko, w której g∏oszono: „W ostatnim miesiàcu na terenie naszego powiatu wzmog∏a si´ zbrodnicza dzia∏alnoÊç elementów reakcyjnych, ukrywajàcych si´ w szeregach PSL, zmierzajàcych do opanowania gospodarczego i politycznego ˝ycia oraz wzniecania bratobójczych walk”. Po tym wst´pie umieszczono list´ tych „elementów”, które „wpad∏y ju˝ w karzàce r´ce demokratycznej sprawiedliwoÊci”. Odezwa koƒczy∏a si´ nast´pujàcym apelem: „Obywatele! DziÊ w∏aÊnie najwy˝szy czas, aby Êciàgnàç mask´ z oblicza reakcji grupujàcej si´ w szeregach PSL i pragnàcej powrotu do paƒszczyzny i faszyzmu. Surowe przepisy praw demokratycznej Polski nie uznajà apelacji ani prawa ∏aski dla bandy z∏odziei i przest´pców wykazujàcych si´ przynale˝noÊcià do PSL! To sà owi reprezentanci woli ludu, domagajàcy si´ 75 procent mandatów w sejmie”. W innych stronach Polski dzia∏ano podobnie. W tym czasie og∏oszono komunikat prasowy o zwo∏aniu Rady Naczelnej PPS na 31 marca dla omówienia sprawy wyborów do sejmu. W komunikacie tym pos∏u˝ono si´ s∏owami obraêliwymi dla PSL. Zuchwa∏y ust´p brzmia∏: „G∏ównym przedmiotem obrad b´dà sprawy zwiàzane z sytuacjà, jaka si´ wytworzy∏a wskutek warcholskiego stanowiska NKW PSL w zwiàzku z zerwaniem przez PSL pertraktacji na temat bloku wyborczego szeÊciu stronnictw”. By∏ to sygna∏ do podj´cia regularnej przedwyborczej walki. Jednym z inicjatorów zorganizowanej akcji majàcej na celu os∏abienie PSL by∏ wiceprezydent KRN, Stanis∏aw Szwalbe. W rozmowie z socjalistycznà agencjà prasowà wskaza∏ Szwalbe na mo˝liwoÊç poró˝nienia organizacji terenowych PSL z kierownictwem stronnictwa i oznajmi∏, ˝e nale˝y „popieraç wspó∏dzia∏anie poszczególnych organizacji PSL w terenie ze stronnictwami idàcymi w bloku wyborczym”. OÊwiadczenie Szwalbego

72


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 73

by∏o nie tylko potwierdzeniem zjawisk, które mo˝na by∏o obserwowaç od d∏u˝szego czasu na ró˝nych terenach, ale równie˝ zach´tà do kontynuowania rozbijackiej roboty w stronnictwie. Ró˝nymi drogami i kana∏ami, zazwyczaj haniebnymi, prowadzono akcj´ zmierzajàcà do „pozyskania organizacji lokalnych PSL dla najszerszego bloku wyborczego”. Wiemy wszyscy, ˝e kampania wyborcza jest zawsze próbà charakterów, ale czy tylko w PSL? Wiele energii, pomys∏owoÊci i nacisku zu˝yto na prowincji na rozluênienie spoistoÊci organizacyjnej, na zastraszanie, na kupowanie obietnicami. Zmuszono niejednego terenowego dzia∏acza PSL do zadeklarowania, ˝e jest za blokiem wyborczym. Nie by∏o bodaj dnia, a˝eby prasa „zblokowana” nie drukowa∏a, ˝e gdzieÊ, w jakiejÊ miejscowoÊci, zazwyczaj doÊç odleg∏ej, jakaÊ lokalna komórka PSL opowiada si´ za blokiem wyborczym, wr´cz brata si´ z PPR. Na ogó∏ jednak postawa ch∏opów i terenowych dzia∏aczy by∏a godna podziwu i szacunku. Nawet tacy, którzy w chwili s∏aboÊci zachwiali si´, wracali z powrotem do stronnictwa i zapewniali kierownictwo PSL o swojej wiernoÊci i woli wytrwania. W rzeczywistoÊci z podziwem patrzyliÊmy na postaw´ naszych ludzi na prowincji. Tam szala∏ terror bezpieki i nacisk partyjny, a jednak si∏a moralna, si∏a ducha bra∏a gór´. Do wszystkich oskar˝eƒ i zarzutów, jakie nam w owym czasie stawiano, usi∏owano dodaç oczywiÊcie podejrzenie o porozumiewanie si´ z zagranicà i kontakty z obcymi rzàdami. Te oszczerstwa zdo∏aliÊmy na razie uciszyç, poniewa˝ wydarzy∏o si´, ˝e delegaci komunistów greckich jeêdzili do Moskwy i tam szukali pomocy dla prowadzonej przez siebie wojny domowej w swojej ojczyênie. Prasa PPR pisa∏a o tej podró˝y greckiej z widocznà satysfakcjà i aprobatà i nie uznawa∏a tego za zdrad´. Przypomnienie tego faktu sprawi∏o, ˝e komuniÊci zostawili chwilowo w spokoju PSL na tym dra˝liwym odcinku.

73


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 74

Gwa∏townoÊç ataków na PSL tej wiosny znakomicie ujà∏ wiceprezes stronnictwa, Stanis∏aw Baƒczyk, w przemówieniu wyg∏oszonym na kwietniowej sesji KRN, mówiàc: „Bodaj nigdy w Polsce nie by∏o tak strasznych i brutalnych, tak zak∏amanych i perfidnych walk partyjnych, jak obecnie. Staczamy si´ gdzieÊ na b∏´dne i zak∏amane drogi, wiedzeni czy spychani przez partie robotniczo-marksistowskie. Drogi te wiodà do dyktatury proletariatu, do przemocy, do ucisku jednej klasy nad innymi klasami. W dalszej konsekwencji prowadzi to do totalizmu, do monopartyjnoÊci, a to ju˝ jest dalekie od demokracji. W kampanii o blok wyborczy wy∏adowano olbrzymi zapas nienawiÊci. Szczuto jednych przeciw drugim. Zmarnowano olbrzymie zapasy energii spo∏ecznej”. OczywiÊcie, broniliÊmy si´. CzyniliÊmy jednak wysi∏ki, aby nie opuszczaç platformy przyzwoitoÊci polemicznej i politycznej kultury. Na 2 marca zwo∏ano do Warszawy wspólne posiedzenie NKW i prezesów wojewódzkich PSL. Na zebraniu tym podj´to nast´pujàcà uchwa∏´: „Naczelny Komitet Wykonawczy wzywa wszystkich cz∏onków PSL do przestrzegania umiaru i poziomu godnego ch∏opa polskiego w odpieraniu ataków i wymianie zdaƒ w walce politycznej. Patriotyczne, jak zawsze, stanowisko paƒstwowe, pozytywny stosunek do rzàdu, prawda, s∏usznoÊç, umiar i unikanie niepotrzebnych walk partyjnych muszà cechowaç ka˝dego cz∏onka PSL w jego pracy obywatelskiej i politycznej”.

74


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 75

Na Zmartwychwstanie bijà dzwony

„Gazeta Ludowa” znajdowa∏a si´ w nieustajàcej walce na ka˝dym polu ˝ycia publicznego. Obserwowani i pilnowani przez policj´ oraz pras´ komunistycznà, atakowani przy tym pod ka˝dym pretekstem, robiliÊmy wysi∏ki, aby przeciwników naszych przywo∏ywaç do porzàdku i zmuszaç do odpowiedzialnoÊci za to, co mówià i za to, co piszà. Krytyk marksistowski Jan Kott, który nie unika∏ tematów niezwiàzanych z literaturà, w artykule o penicylinie napisa∏: „Pan Zag∏oba o ˝adnych bakteriach nie s∏ysza∏, mikroskopu nie zna∏ i grzybka penicilium nie widzia∏, ale kiedy mu Bohun pana Wo∏odyjowskiego posieka∏, kaza∏ co rychlej chleb z paj´czynà zagniataç i do rany przyk∏adaç. By∏ to sposób od wieków znany i wypróbowanej skutecznoÊci…”. Wymaga∏o to oczywiÊcie repliki. W „Gazecie Ludowej” z 12 marca ukaza∏ si´ artyku∏ pod tytu∏em Poprawiony Sienkiewicz, w którym autor napisa∏ mi´dzy innymi: „Znakomite odkrycie obywatela Kotta, zamieszczone w popularnym tygodniku «Przekrój», wywo∏a∏o przede wszystkim oburzenie wÊród m∏odzie˝y. Bo jak˝e˝ to? Bohun posieka∏ pana Wo∏odyjowskiego, ma∏ego rycerza, szermierza nad szermierze? Albo wi´c obywatel Kott si´ pomyli∏, albo uwa˝a∏, ˝e Sienkiewicz niew∏aÊciwie t´ spraw´ ujà∏. Reakcyjny Wo∏odyjowski powinien byç zwyci´˝ony przez kozaka Bohuna. ˚yjemy przecie˝ w epoce poprawek historycznych. W wydanych ostatnio Krzy˝akach nie brak pewnych poprawek, na co skar˝y∏ si´ ju˝ profesor U∏aszyn na ∏amach «Kuênicy». Widaç obywatel Kott przygotowuje si´ poma∏u do zrewidowania wydania Trylogii”. W tydzieƒ póêniej komunistyczny „G∏os Ludu” zajà∏ si´ Poprawionym Sienkiewiczem w notatce Szyd∏o z worka. Mo˝na w niej

75


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 76

by∏o przeczytaç, ˝e aluzja dotyczàca pana Wo∏odyjowskiego i Bohuna jest „zbyt przejrzysta, a˝eby czytelnicy «Gazety Ludowej» (spod «wiadomego znaku») jej nie zrozumieli. W takich w∏aÊnie mimowolnych wypowiedziach ujawnia si´ w∏aÊciwy stosunek «Gazety Ludowej» i PSL do podstawowych zagadnieƒ naszego ˝ycia paƒstwowego, stosunek zupe∏nie odmienny od tego, jaki wynika∏by z oficjalnych oÊwiadczeƒ przywódców PSL. Przecie˝ redaktorzy «Gazety Ludowej» zdawali sobie chyba spraw´ z tego, jakà radoÊç to uk∏ucie przyjaêni polsko-radzieckiej wywo∏a w ko∏ach ich czytelników”. W tej odpowiedzi kryje si´ niczym nieuzasadnione oszczerstwo i zwyk∏a denuncjacja. Z kolei artyku∏ z okazji Âwiàt Wielkanocnych, zamieszczony w „Gazecie Ludowej”, wywo∏a∏ istnà burz´ w szklance wody. Napisa∏ go ekonomista, Stefan Buczkowski, który od czasu do czasu pisa∏ do naszej gazety Êwietne artyku∏y pod pseudonimem „Piotr Dàbrowa”. Artyku∏ pojawi∏ si´ pod tytu∏em: Na Zmartwychwstanie bijà dzwony. Zawiera∏ biblijne motto rozwa˝aƒ, zaczerpni´te z ewangelii Êw. Mateusza: „Nie mniemajcie, ˝ebym przyszed∏ dawaç pokój na ziemi. Nie przyszed∏em dawaç pokoju, ale miecz”. Autor wyszed∏ z za∏o˝enia, ˝e wiek ateuszowski wyda∏ nowego wroga w postaci doktryn odmawiajàcych prymatu duchowi i okreÊlajàcych cz∏owieka jako zwierz´ produkujàce narz´dzia lub wy˝szy gatunek ma∏py; ˝e ostatnia wojna by∏a w swojej istocie ideologicznej wielkà rozprawà chrzeÊcijaƒstwa z ateistycznym materializmem, który obna˝y∏ w pe∏ni swe oblicze i postawi∏ przed ludzkoÊcià perspektyw´ nawrotu do najgorszego barbarzyƒstwa; ˝e doktryny wszczepione w miliony ludzi nie dajà si´ tak ∏atwo wyt´piç; ˝e walka ideologiczna nie jest bynajmniej zakoƒczona. „Tym, którzy chcà widzieç Chrystusa cichym i pokornym – pisze autor – przeciwstawiamy Chrystusa walczàcego i triumfujàcego, wspierajàcego ka˝dy odruch buntu przeciwko nieprawoÊci i krzywdzie. Nie przyszed∏em dawaç pokoju, ale miecz –

76


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 77

powiedzia∏ Chrystus. Te s∏owa nale˝y mieç na uwadze w dniu Zmartwychwstania roku 1946 i niech one krzepià w tych smutnych czasach dobijania si´ do prawdziwego pokoju”. Jako pierwsza przypuÊci∏a na nas szturm „Rzeczpospolita”, uchodzàca za pó∏oficjalny organ rzàdowy, w napastliwym artykule pod tytu∏em Wilcze k∏y pewnego baranka. Autor stwierdzi∏ w zakoƒczeniu, ˝e „atakujàc ateistyczny materializm, «Gazeta Ludowa» uderza tym samym w ruch robotniczy”. Posunà∏ si´ nawet do twierdzenia, ˝e uznaliÊmy tym samym ruch robotniczy za wroga numer jeden. Za „Rzeczpospolità” posz∏y oczywiÊcie tak˝e inne pisma. Na kwietniowej sesji KRN liczni mówcy nie omieszkali wypowiadaç si´ na temat Êwiàtecznego artyku∏u w „Gazecie Ludowej”. Zenon Kliszko uzna∏, ˝e jest on „proklamowaniem krucjaty antydemokratycznej przeciwko partiom robotniczym z si∏ami faszystowskiego podziemia”. Ze szczególnie nami´tnym i gwa∏townym atakiem wystàpi∏ wiceminister oÊwiaty, W∏adys∏aw Bieƒkowski. Ten komunistyczny aktywista by∏ tak pewny siebie i tak zuchwa∏y, ˝e oÊmieli∏ si´ porównaç „Gazet´ Ludowà” z hitlerowskim „Völkischer Beobachter”. Prawi∏ te˝ o „bagnie”, w które jakoby „stoczy∏o si´ PSL”. Szef cenzury mia∏ widocznie przykroÊci z powodu nieskonfiskowania tego artyku∏u, poniewa˝ w czasie sesji KRN powiedzia∏ do mnie: „Nie spodziewa∏em si´ takiej reakcji. MyÊla∏em sobie – artyku∏ Êwiàteczny, oparty na motywach religijnych, wi´c lepiej go nie ruszaç. Móg∏ byç zarzut, ˝e cenzura wkracza w sprawy wyznaniowe”. Zab∏udowskiego utwierdzi∏em w przekonaniu, ˝e dobrze zrobi∏. Stanis∏aw Miko∏ajczyk zaskoczony by∏ atakami zwiàzanymi z artyku∏em wielkanocnym. Na Êwi´ta wyjecha∏ do Wielkopolski i nie czyta∏ Êwiàtecznego numeru. Pyta∏ mnie wi´c, co to by∏o, ˝e artyku∏ obudzi∏ tyle nami´tnoÊci. WyjaÊni∏em, ˝e tekst by∏ dobry

77


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 78

i potrzebny, a z∏oÊç przeciwników najlepiej Êwiadczy o tym, ˝e nasze „pociski” by∏y wymierzone celnie i trafi∏y dobrze. Atakowano nas tak˝e z zagranicy. Prasa angielska przysy∏a∏a korespondentów o ró˝nej moralnoÊci zawodowej i obywatelskiej. Byli wÊród nich dziennikarze reprezentujàcy z godnoÊcià czystoÊç i niezale˝noÊç prasy brytyjskiej, ale byli równie˝ ludzie przedajni. W roku 1945 przyjecha∏ do Polski, jako korespondent wp∏ywowego dziennika „Manchester Guardian”, niejaki pan Cang. Urodzony w Polsce, gdzieÊ za Bugiem, w rodzinie ˝ydowskiej, pow´drowa∏ w m∏odoÊci do Anglii, nauczy∏ si´ j´zyka, zdoby∏ odpowiednià wiedz´ i zaczà∏ pracowaç w dziennikarstwie. Liberalny „Manchester Guardian” wys∏a∏ go jeszcze przed wojnà do Warszawy, która w tamtych czasach by∏a wa˝nà stolicà na wschodzie Europy. Na wschód od Polski le˝a∏a ju˝ Rosja komunistyczna, izolujàca si´ od reszty Êwiata. Wojna wymiot∏a Canga z Polski do Anglii, a kiedy skoƒczy∏y si´ dzia∏ania wojenne, zjawi∏ si´ znów w naszym kraju. Oprócz dziennika „Manchester Guardian” reprezentowa∏ teraz tak˝e londyƒskiego „Timesa”, jedno z najbardziej wp∏ywowych i powa˝nych pism codziennych na Êwiecie. By∏ zatem Cang godnym uwagi korespondentem prasy zagranicznej w Warszawie. Spotka∏em si´ z nim w styczniu 1946 roku w sali Romy na kongresie PSL. Powiedzia∏ mi wtedy, ˝e ma pretensj´ do Miko∏ajczyka o to, ˝e ten w swoim przemówieniu na kongresie nie wspomnia∏ o wymordowaniu ˚ydów w Polsce przez Hitlera, nie wyrazi∏ wspó∏czucia dla narodu ˝ydowskiego i nie pot´pi∏ tej zbrodni. Nie wypowiedzia∏em ˝adnej opinii w tej kwestii, a Cang dorzuci∏: „Nie daruj´ tego Miko∏ajczykowi”. PomyÊla∏em, ˝e przemówi∏o jego pochodzenie i poczucie solidarnoÊci z rodakami, ale ˝e z czasem przyjdzie u niego do g∏osu rozsàdek. Tymczasem mÊciwoÊç Canga okaza∏a si´ trwa∏a. Jego raporty wysy∏ane do Anglii by∏y, mimo pozorów obiektywnoÊci, jednostronnie

78


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 79

tendencyjne, dla PSL i Miko∏ajczyka wyraênie nieprzyjazne, odbiegajàce od rzeczywistoÊci i uczciwoÊci informacyjnej. Po kwietniowej sesji Cang donosi∏: „Pan Miko∏ajczyk i jego stronnictwo przesz∏o do jawnej opozycji i wstrzyma∏o si´ od g∏osowania za wnioskiem zaufania dla rzàdu, zaproponowanym przez pi´ç innych partii, gdy zaproponowano tegoroczny bud˝et. Nie wiadomo, czy pan Miko∏ajczyk opuÊci gabinet, ale w ko∏ach politycznych sàdzi si´, ˝e jego pozycja w rzàdzie jest raczej nie do utrzymania na d∏u˝ej. Wydawa∏ si´ on bardzo osamotnionà postacià podczas debaty Rady i jego przejÊcie do jawnej opozycji na pewno utrudni dalszà wspó∏prac´ i kontynuacj´ Rzàdu JednoÊci Narodowej”. Czytelnicy, czytajàc migawki z kwietniowej sesji na dalszych kartach tej ksià˝ki, sami ocenià tendencyjnoÊç tej depeszy. W kilka tygodni póêniej przeprowadzi∏ Cang wywiad z Tadeuszem Rekiem (kiedy dokona∏o si´ rozbicie we w∏adzach PSL), przesy∏ajàc do Londynu wr´cz fa∏szywe informacje. Donosi∏, ˝e Rek by∏ towarzyszem Miko∏ajczyka sprzed wojny, co by∏o niezgodne z prawdà; ˝e g∏ównà przyczynà roz∏amu w PSL sà „ró˝nice w stanowisku wobec ZSRR i przymierza polsko-radzieckiego”, podczas gdy PSL zawsze uznawa∏o koniecznoÊç tego sojuszu i na wszystkich zjazdach, zebraniach i wiecach uzasadnia∏o racj´ stanu tkwiàcà w dobrych stosunkach polsko-radzieckich. Mówiono mi póêniej, ˝e ambasador angielski w Warszawie, Cavendisch Bendick, zainteresowa∏ si´ dzia∏alnoÊcià Canga i spowodowa∏, ˝e „Times” zrzek∏ si´ jego us∏ug prasowych. Wyda∏o mi si´ to prawdopodobne.

79


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 80

Naród oceni

Definitywne rozbicie pertraktacji o zawarcie bloku wyborczego przyj´te zosta∏o z uczuciem ulgi przez szerokie rzesze spo∏eczeƒstwa po miastach i wsiach. Nap∏ywa∏y do nas listy ze wszystkich naszych ziem. Pisali ró˝ni ludzie w rozmaity sposób, ale treÊç by∏a zawsze ta sama: „JesteÊmy ca∏à duszà z Wami i przeciw blokowi wyborczemu… Trzymajcie si´, a ca∏y Êwiat jest i b´dzie z Wami… GdybyÊcie poszli we wspólnym bloku, historia by Wam tego nigdy nie mog∏a wybaczyç… Darzymy dalej najwi´kszym zaufaniem wicepremiera Miko∏ajczyka i PSL”. Ch∏opi sk∏adali wr´cz podzi´kowania, ˝e w∏adze PSL usun´∏y z ich sumieƒ i serc problem ewentualnej rozterki mi´dzy dyscyplinà organizacyjnà a uczuciami, poniewa˝ sà przeciwni blokowi wyborczemu. Z listów tych, z postawy szerokich warstw narodu czerpaliÊmy otuch´ do dalszej walki i do odpierania ataków. Tymczasem komuniÊci, nie mogàc dojÊç do porozumienia w sprawie bloku wyborczego, zastosowali nowà taktyk´. Postanowili, wbrew zobowiàzaniu danemu w Poczdamie, przesunàç wybory w przysz∏oÊç na razie nieokreÊlonà, a tymczasem zatrudniç spo∏eczeƒstwo w tak zwanym referendum, zwanym te˝ szumnie „ludowym”, i mieç dla wielkich mocarstw argument, dlaczego wybory sejmowe na razie odbyç si´ nie mogà. To by∏ cel jawny, a cel ukryty by∏ ten, a˝eby przy referendum wypróbowaç metod´ fa∏szowania wyników g∏osowania na wielkà skal´. KomuniÊci liczyli, ˝e o wyniki referendum ˝adne obce mocarstwo nie b´dzie si´ upominaç, gdy˝ nie sà to przecie˝ wybory, które w myÊl zaleceƒ Ja∏ty i Poczdamu powinny byç wolne i nieskr´powane.

80


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 81

W umys∏ach ludzi Zachodu nawet przez chwil´ nie powsta∏o przypuszczenie i podejrzenie, ˝e pozornie wolne i nieskr´powane wybory mogà byç cynicznie i ∏ajdacko sfa∏szowane; ˝e mo˝na naród bezkarnie obrabowaç, podeptaç jego wol´ i godnoÊç, zabiç w nim wiar´ i zaufanie. Na 26 kwietnia zwo∏ano sesj´ KRN, która trwa∏a trzy dni i w czasie której przeprowadzono uchwa∏´ o referendum. Wyznaczono je na 30 czerwca 1946 roku. Spo∏eczeƒstwo w g∏osowaniu ludowym mia∏o odpowiedzieç na trzy pytania: 1. Czy jesteÊ za zniesieniem senatu? 2. Czy chcesz utrwalenia w przysz∏ej konstytucji ustroju gospodarczego wprowadzonego przez reform´ rolnà i unarodowienia podstawowych ga∏´zi gospodarki narodowej przy zachowaniu ustawowych uprawnieƒ inicjatywy prywatnej? 3. Czy chcesz utrwalenia naszych granic na Ba∏tyku, Odrze i Nysie ¸u˝yckiej? Partie lubelskie agitowa∏y za tym, a˝eby na te trzy pytania odpowiedzieç „tak”. Na sesji tej dosz∏o te˝ do porozumienia w sprawie utworzenia bloku wyborczego mi´dzy pi´cioma partiami – PPR, PPS, SD, SL i PR. Sukcesem komunistów by∏o przystàpienie do bloku Partii Pracy. Sesja ta sta∏a si´ równie˝ jednà wielkà napaÊcià na PSL. Przez ca∏e trzy dni obrad atakowano PSL i „Gazet´ Ludowà” z trybuny tej namiastki parlamentu. Nie by∏y to oderwane epizody lub przelotne incydenty. To by∏a metoda i system. Je˝eli si´gnàç do porównaƒ wojennych, by∏ to „ogieƒ huraganowy”. By∏o przy tym oboj´tne, nad czym aktualnie radzono – nad exposé premiera, nad bud˝etem czy nad politykà zagranicznà. Ka˝da sprawa i ka˝da okazja by∏a dobra, a˝eby z trybuny wypowiadaç obelgi, zniewagi i zarzuty pod adresem PSL.

81


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 82

DziesiĂ ty zjazd KRN (fot. z archiwum CAF/PAP)


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 83

Niektórzy mówcy „wy˝ywali si´” w nami´tnych napaÊciach, nieokie∏znanych gestach, krewkich okrzykach i mocnych s∏owach. Galerie, korytarze i boczne przejÊcia zape∏nione by∏y widzami komunistycznymi i funkcjonariuszami UB. Mi´dzy tymi ostatnimi by∏o du˝o oficerów, funkcjonariuszy MBP, którzy godzinami przys∏uchiwali si´ obradom i zachowywali si´ z du˝à pewnoÊcià siebie. Przez ca∏y czas tej sesji by∏em na sali Romy i obserwowa∏em przebieg zdarzeƒ. Stara∏em si´ byç wsz´dzie, s∏yszeç i widzieç wszystko. W pewnym momencie wypad∏o mi przedostaç si´ przez t∏um oficerów bezpieki zgromadzonych w przejÊciu pod balkonami. Kiedy wszed∏em mi´dzy nich, zosta∏em osaczony ze wszystkich stron i tak mocno ÊciÊni´ty, ˝e odczu∏em fizyczny ból. Pojà∏em wrogoÊç tych ludzi wobec mnie i powiedzia∏em g∏oÊno: – Prosz´ mnie przepuÊciç. Nie jestem tu dla przyjemnoÊci, ale z obowiàzku. – My te˝ jesteÊmy tu z obowiàzku – us∏ysza∏em w odpowiedzi. – Wojsko nale˝y do koszar, a nie do polityki – odpar∏em. – Prosz´ mnie przepuÊciç. KtoÊ da∏ jakieÊ znaki, t∏um ubeków rozstàpi∏ si´ i mog∏em swobodnie przejÊç. – Chcia∏bym go dostaç w swoje r´ce – us∏ysza∏em pogró˝k´ za sobà. By∏em pewny, ˝e s∏owa te odnoszà si´ do mnie i bezpieka ostrzy z´by na mojà osob´. W takiej atmosferze nienawiÊci i wrogoÊci odbywa∏a si´ kwietniowa sesja KRN. Tote˝ ju˝ drugiego dnia obrad odczytana zosta∏a z trybuny nast´pujàca deklaracja klubu poselskiego PSL: „Klub PSL stwierdziç musi, ˝e g∏ównie dzi´ki przepojonemu nienawiÊcià, a podyktowanemu partyjnymi wzgl´dami stanowisku PPR, obecna sesja – podobnie jak poprzednia – wyzyskana zosta∏a do przeprowadzenia obel˝ywej i oszczerczej kampanii przeciwko PSL, jego przywódcom i cz∏onkom.

83


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 84

Miejsce rzeczowych rozpraw nad powa˝nymi zagadnieniami paƒstwowymi zaj´∏y ordynarne napaÊci na PSL, w których roi∏o si´ od zdrajców, oszustów, szulerów, obcych agentów. Nale˝y ubolewaç z powodu takiego obni˝enia poziomu walki politycznej. Jest ono smutnym Êwiadectwem metod, jakimi pos∏uguje si´ PPR, roszczàca sobie prawo do kierowania ˝yciem publicznym paƒstwa. Trzeba zarazem stwierdziç, ˝e metody te nie sà w stanie ani zastraszyç, ani odwieÊç PSL od dalszej pracy, majàcej na celu wy∏àcznie dobro ludu i paƒstwa polskiego. PSL pot´pia∏o zawsze i pot´pia wszelkie próby rozstrzygania spraw paƒstwowych si∏à fizycznà i terrorem, z którejkolwiek by pochodzi∏y strony – i dlatego pot´pia jak najostrzej istnienie wszelkiego rodzaju band i bojówek politycznych czy pospolitych. T´pimy i t´piç b´dziemy wszelkie sprzeczne z tà zasadà objawy w szeregach w∏asnej organizacji, ale protestujemy przeciwko generalizowaniu i nadu˝ywaniu takich przypadków do przeÊladowania PSL – co jest tym bardziej ra˝àce, ˝e jak wynika z oÊwiadczeƒ ministra bezpieczeƒstwa i premiera rzàdu na dzisiejszym posiedzeniu, objawy takie i wypadki zachodzà tak˝e w innych partiach, a nawet w samym korpusie bezpieczeƒstwa. Sàd o naszej s∏u˝bie dla narodu i paƒstwa pozostawiamy narodowi samemu, który wyrok winien wydaç w czystych, swobodnych i pod gwarancjà prawa odbytych wyborach. Dlatego w odpowiedzi na obelgi i oszczerstwa, raz jeszcze ˝àdamy przeprowadzenia jak najszybciej wyborów do sejmu”. Deklaracja PSL przysz∏a nieoczekiwanie i uczyni∏a wielkie wra˝enie. Na ∏awach „zblokowanych” partii powita∏y jà okrzyki gwa∏towne i niepohamowane. Innej reakcji z tej strony nie nale˝a∏o oczekiwaç. Nie przeszkodzi∏o to zresztà w dalszych atakach na PSL. Oto kilka przyk∏adów wystàpieƒ przeciwko naszemu stronnictwu. Józef Cyrankiewicz, dowcipny, bystry i obdarzony zaletami dalekowidza, dostrzeg∏ w PSL „ark´ Noego”, w której stronnictwo

84


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 85

„chce przewieêç przez powojenny, antyfaszystowski potop wszystkie przedwrzeÊniowe okazy, w dodatku nieraz wi´cej ni˝ po jednym egzemplarzu. W samej «Gazecie Ludowej» jest tego wi´cej”. Odwa˝ny aktywista PPS bawi∏ Rad´ cytatami z nielegalnych poematów, w których g∏ówne role grajà czarownice i wicepremier Miko∏ajczyk. Skoƒczywszy z „leÊnà poezjà”, zaatakowa∏ pos∏a Baƒczyka, oburzajàc si´, ˝e ten cytowa∏ angielskie wypowiedzi o Polsce jako paƒstwie policyjnym. W∏adys∏aw Sokorski, zasiadajàcy w KRN w charakterze przedstawiciela zwiàzków zawodowych, okaza∏ si´ tak˝e bojowcem z powo∏ania, bowiem na sesj´ wprowadzi∏ karabin, mówiàc: „Cz∏owiek pracy nie tylko potrafi pracowaç i budowaç paƒstwo, lecz gdy trzeba, a ju˝ po temu czas najwy˝szy, potrafi wziàç karabin i w szeregach MO razem z wojskiem, razem z bezpieczeƒstwem rozprawiç si´ raz na zawsze z reakcjà w lesie”. Zadziwiajàce to wynurzenie pad∏o z trybuny KRN i przyj´te zosta∏o – jak notuje stenograficzny protokó∏ – „d∏ugotrwa∏ymi oklaskami i okrzykami «brawo»”. Ten˝e sam „bojowiec z powo∏ania” w innym miejscu swego przemówienia opowiada∏, ˝e fabryki i kopalnie krzyczà: „Wyrzuciç Miko∏ajczyka i Kiernika”. Znowu w protokóle stenograficznym zanotowano: „D∏ugotrwa∏e oklaski. G∏osy na lewicy: «Wyrzuciç, wyrzuciç!»”. Sekretarz generalny SL, Korzycki – zwrócony do ∏aw rzàdowych – powiedzia∏: „A mo˝e nie beznadziejnym b´dzie zawo∏anie pod adresem wicepremiera Miko∏ajczyka: porzuç dom Kaina, gdy sprawiedliwy brat Abel wzywa ci´ do budowy wspólnej ojczyzny”. MieliÊmy ochot´ zapytaç pana sekretarza Korzyckiego, kogo uwa˝a za „sprawiedliwego Abla” w naszym kraju. Na tej˝e sesji pose∏ Kliszko z PPR zg∏osi∏ w imieniu pi´ciu partii politycznych nast´pujàcy wniosek: „Po wys∏uchaniu exposé premiera Rzàdu JednoÊci Narodowej i po wys∏uchaniu dyskusji,

85


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 86

Krajowa Rada Narodowa wyra˝a votum zaufania rzàdowi, który w trudnych warunkach powojennych ma za sobà powa˝ne osiàgni´cia, mimo braku wewn´trznej spoistoÊci wywo∏anego postawà Polskiego Stronnictwa Ludowego”. Prezes klubu poselskiego PSL, Za∏´ski, zabiega∏ o rozbicie wniosku na dwie cz´Êci. Sprzeciwiono si´ temu. W g∏osowaniu wniosek Kliszki przyj´ty zosta∏ wi´kszoÊcià partii „zblokowanych” – czterdziestu szeÊciu pos∏ów PSL wstrzyma∏o si´ od g∏osowania. Wynik powitano okrzykami: „Izolacja! Izolacja!”. Wyraz ten, przez wszystkie przypadki odmieniany i na wszystkie tony wygrywany, mia∏ biec po kraju, rzucaç postrach, stanowiç byç mo˝e punkt kulminacyjny wojny nerwów prowadzonej od miesi´cy przeciw PSL. Przy tak bardzo wrogim nastawieniu marksistów pos∏owie stronnictwa przejawiaç musieli niema∏o odwagi cywilnej i czujnego pogotowia. Klub poselski PSL wykaza∏ pe∏nà dojrza∏oÊç politycznà, wielki umiar, du˝o zimnej krwi i godnà podziwu zwartoÊç organizacyjnà.

86


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 87

Angielska choroba

Sesja KRN skoƒczy∏a si´, ale nie skoƒczy∏a si´ walka przeciwko PSL. Miko∏ajczykowi gro˝ono procesem o wywo∏anie Powstania i zburzenie Warszawy. Napisa∏em wówczas artyku∏ w obronie warszawskiego zrywu i jego roli dla narodu polskiego. Przekonywa∏em, ˝e nikt z tych, którzy w Powstaniu stracili swoich najbli˝szych oraz kulturalny i materialny dorobek swój i swoich przodków, nie chce procesu. Kobiety w rozpaczy, m´˝czyêni w ˝a∏obie, ludnoÊç Warszawy zap´dzona do obozów niemieckich i wygnana na tu∏aczk´ i niedol´ – przechowujà w duszy myÊl o tygodniach wolnoÊci, niepodleg∏oÊci i jednoÊci, jakie wszystkim da∏o Powstanie. Artyku∏ uleg∏ konfiskacie, ale w jakiÊ czas póêniej Osóbka-Morawski oÊwiadczy∏, ˝e na proces jest jeszcze za wczeÊnie, ˝e nastroje i uczucia ludnoÊci tworzà atmosfer´ nieprzychylnà dla jego pomys∏odawców. Skonfiskowany artyku∏ „Gazety Ludowej” by∏ na pewno znany Osóbce-Morawskiemu, albowiem w owym czasie musieliÊmy przedk∏adaç cenzurze po kilkanaÊcie odbitek ka˝dej kolumny. Jest jasne, ˝e odbitki w tak du˝ej iloÊci przeznaczone by∏y dla „góry” rzàdowej i partyjnej, a zapewne równie˝ i dla ambasady sowieckiej. Skoro groêba procesu za Powstanie sta∏a si´ nieaktualna, uderzono w PSL z innej strony. Na akademii pierwszomajowej w Romie, 30 kwietnia, Gomu∏ka przypomnia∏, ˝e konferencja trzech wielkich mocarstw na Krymie postanowi∏a, i˝ tylko partie demokratyczne majà prawo bez ograniczeƒ dzia∏aç w Polsce legalnie. Po s∏owach Gomu∏ki wzniesiono na sali okrzyki: „Rozwiàzaç PSL!”.

87


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 88

Józef Cyrankiewicz oznajmi∏, ˝e obchody pierwszomajowe tego roku b´dà w Polsce manifestacjà na rzecz has∏a „W∏adzy z ràk nie oddamy!”. 1 maja 1946 roku wyprowadzili marksiÊci na ulice Warszawy wielotysi´czne t∏umy. Pozganiali pracowników z fabryk, przedsi´biorstw, urz´dów, m∏odzie˝ i dzieci ze szkó∏, nape∏nili miasto czerwienià, okrzykami i wrzawà nienawiÊci. Has∏a PPR obejmowa∏y a˝ 40 „niech ˝yje” i „precz”. Na liÊcie tej znajdowa∏y si´ takie „precze”: „Nie damy rozbiç jednoÊci robotniczo-ch∏opskiej! Precz z rozbijackà politykà przywódców PSL!”, „Nie damy rozbiç jednoÊci narodu w wyborach! Precz z rozbijaczami z PSL!”, „W szeregach PSL dzia∏a NSZ. Precz z protektorami bandytów!”. Kiedy og∏oszono owe 40 „niech ˝yje” i precz”, przytoczy∏em w „Gazecie Ludowej” najbardziej soczyste zawo∏ania PPR i doda∏em, ˝e nie jest dla nas straszna wrzawa. Nie przera˝ajà nas okrzyki. S∏uchamy ich ze spokojem, albowiem ju˝ od starego, Êlepego Homera dowiedzieliÊmy si´, ˝e wojacy ró˝nych narodów i plemion bardzo cz´sto wrzawà, wrogimi okrzykami i obelgami dodajà sobie otuchy i podniecajà swoje serca na widok nieprzyjaciela. Do PPR pasowaç mo˝e takie „wspomnienie homeryckie”, poniewa˝ w haÊle numer czterdzieÊci nazywajà siebie partià bojowników. Krótko mówiàc, Êwi´to pierwszomajowe w Warszawie i ca∏ym kraju odby∏o si´ pod has∏em walki z PSL. Niesiono i wieziono liczne karykatury, kuk∏y, malowid∏a i transparenty. By∏ Churchill, w którego usta w∏o˝ono luf´ armatnià. Ciàgnà∏ on za sobà hiszpaƒskiego genera∏a Franco i genera∏a Andersa. Anders przedstawiony by∏ jako Êmierç jadàca na oÊle z napisem „Wyr˝niemy 100 tysi´cy, a reszt´ weêmiemy za mord´”. By∏y karykatury Fischera, Greisera, NSZ i napisy antyniemieckie. Najwi´cej jednak by∏o karykatur i hase∏ majàcych znies∏awiç oraz pogn´biç PSL i jego prezesa. Jedna z kukie∏ przedstawiajàcych Miko∏ajczyka mia∏a

88


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 89

rachityczne nogi, napis nad g∏owà: „angielska choroba”, a na brzuchu: „Gazeta Ludowa”. Inna przedstawia∏a go siedzàcego na dwóch sto∏kach, a obok grupka z miejska ubranych ch∏opów i napis: „Na dwóch sto∏kach siedzisz i dokàd nas wiedziesz?”. By∏o wiele transparentów z wrogimi i oszczerczymi napisami w odniesieniu do PSL. Wznoszono wrogie okrzyki, skandowano: „Mi-ko-∏aj-czyk do Lon-dy-nu!”. Warszawska publicznoÊç by∏a oburzona kuk∏ami wicepremiera Miko∏ajczyka. Wrogich okrzyków przeciwko niemu nie podejmowno, samorzutnie wo∏ajàc: „Niech ˝yje Miko∏ajczyk!”. Z postawy ludnoÊci Warszawy zanotowaç nale˝y fakt znamienny. Oto 2 maja, a wi´c dzieƒ po obchodach, mieliÊmy w redakcji „Gazety Ludowej” odwiedziny kobiet i m´˝czyzn ró˝nych sfer, w tym tak˝e z warstwy robotniczej. Ich myÊli i uczucia by∏y zgodne w pot´pieniu „atrakcji” pierwszomajowych. A wÊród tych, którzy sk∏adali nam wyrazy oburzenia i protestu, byli tacy, którzy w pochodzie uczestniczyli z przekonania. Byli to starzy pepeesowcy, wypróbowani bojownicy praw robotników i ca∏ego Êwiata pracy. Obchody pierwszomajowe zosta∏y szybko „przykryte” Êwi´tem narodowym 3 Maja, które tego roku by∏o przez polskie spo∏eczeƒstwo szczególnie uroczyÊcie obchodzone. W niektórych miastach, na przyk∏ad w Krakowie, Katowicach czy Bytomiu, dosz∏o do demonstracji i zajÊç ulicznych przeciw rzàdom komunistycznym. M∏odzie˝ uniwersytecka wystàpi∏a na ulice, dosz∏o do starç z milicjà i bezpiekà, by∏y aresztowania. Oskar˝ono PSL o wspó∏udzia∏ w tych demonstracjach, o os∏anianie manifestantów. Swoim zwyczajem zwo∏ywano masówki i zebrania, na których podejmowano uchwa∏y przeciwko demonstrantom i naturalnie przeciw PSL. Ówczesny wojewoda Êlàsko-dàbrowski, a póêniejszy przewodniczàcy Rady Paƒstwa, Aleksander Zawadzki, zwo∏a∏ w Katowicach na dzieƒ 8 maja posiedzenie Wojewódzkiej Rady Narodowej,

89


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 90

na którym oÊwiadczy∏, ˝e win´ za incydenty trzeciomajowe ponoszà przede wszystkim ci cz∏onkowie PSL, którzy uprawiajà agitacj´ antypaƒstwowà i antyrzàdowà, zatracajàc charakter legalnej opozycji. Rada Wojewódzka g∏osami cz∏onków PPR, PPS, SL, SD oraz Okr´gowej Komisji Zwiàzków Zawodowych uchwali∏a deklaracj´, w której g∏osi∏a: „Grupy faszystowskich prowokatorów spod znaku NSZ i WiN wyzyska∏y zamieszanie, spowodowane przez nieodpowiedzialnà taktyk´ poszczególnych dzia∏aczy PSL, do awantur antypaƒstwowych, a w poszczególnych wypadkach równie˝ antyradzieckich; w wi´kszoÊci wypadków faszystowscy bojówkarze i prowokatorzy skupiali si´ wokó∏ legalnych grup PSL, bez ˝adnego przeciwdzia∏ania, a cz´sto przy wyraênym poparciu ze strony niektórych przedstawicieli tego stronnictwa, którzy staczajà si´ ze stanowiska opozycjonistów na stanowiska antypaƒstwowych wspólników i protektorów faszystowskiego podziemia”. By∏a w deklaracji katowickiej mowa o elementach reakcyjnych, które wykorzystujà legalny szyld PSL dla nielegalnej, prowokacyjnej i antypaƒstwowej roboty, by∏o ostrze˝enie przed konsekwencjami polityki milczàcego wspó∏dzia∏ania z faszystowskim podziemiem, by∏o powo∏anie si´ na konferencj´ krymskà oraz oÊwiadczenie, ˝e w Polsce Ludowej prawa demokratyczne przys∏ugujà i b´dà przys∏ugiwaç tylko stronnictwom demokratyczym, antyfaszystowskim. Na zakoƒczenie mówi∏a o prowokacjach nowoczesnej Targowicy, która próbuje rozbijaç jednoÊç naszego narodu i powaÊniç nas z wielkim sojusznikiem radzieckim. Wreszcie uchwalono, aby domagaç si´ energicznej akcji oczyszczenia Êlàskich szkó∏ Êrednich i wy˝szych ze zdemoralizowanych i zafa∏szowanych elementów – zarówno wÊród studentów, jak i wÊród nauczycieli. Jest jasne, ˝e m∏odzie˝ akademicka i szkolna, która odegra∏a najwa˝niejszà rol´ w demonstracjach trzeciomajowych w 1946 roku, szuka∏a oparcia moralnego u swoich rodziców, a ci byli na pewno w przewa˝ajàcej mierze cz∏onkami lub sympatykami PSL.

90


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 91

Do kogó˝ w koƒcu ta m∏odzie˝ mia∏a iÊç? Sama struktura polityczna owych czasów czyni∏a to stronnictwo ucieczkà dla wszystkich, którzy bronili si´ przed socjalizmem w obcym wydaniu. DoÊwiadczy∏em tego owej wiosny. Nie pami´tam ju˝ dzisiaj daty, ale gdzieÊ w∏aÊnie w tym czasie, po zajÊciach trzeciomajowych, dosz∏o do wzburzenia umys∏ów wÊród m∏odzie˝y uczelni warszawskich. Grozi∏ wybuch strajku na Uniwersytecie Warszawskim. W∏adze rzàdowe zapowiedzia∏y, ˝e w razie strajku zamknà uczelni´ i zarzàdzà nowe wpisy. Nie ulega∏o wàtpliwoÊci, ˝e pogró˝ka ta nie by∏aby go∏os∏owna i ˝e najbardziej aktywni studenci byliby pozbawieni mo˝noÊci studiowania, a bezpieka zataƒczy∏aby z nimi po swojemu. Wówczas w∏aÊnie do mnie, jako redaktora „Gazety Ludowej”, zg∏osi∏a si´ delegacja m∏odzie˝y akademickiej: student i studentka, proszàc o wskazówk´ i rad´. – Co m∏odzie˝ ma robiç? Strajkowaç czy zachowaç spokój i uczyç si´? – pytali. Delegacji poradzi∏em, aby wp∏yn´∏a uspokajajàco na swoje kole˝anki i swoich kolegów. – Nie wolno strajkowaç teraz – mówi∏em. – Po tylu latach okupacji niemieckiej otwarte zosta∏y szko∏y i uczelnie, wi´c nale˝y korzystaç z tej wielkiej szansy, nadrobiç stracony czas i uczyç si´. Strajk m∏odzie˝y nic nie da. Kraj stoi na progu odbudowy i pilnie potrzebuje fachowców w ka˝dej dziedzinie ˝ycia. Koƒczcie szko∏y, idêcie do pracy. WyjaÊni∏em im, ˝e spokój na uczelniach, jak zresztà w ca∏ym kraju, jest nam potrzebny tak˝e z uwagi na sytuacj´ zagranicznà. Rosja jest pilnie zainteresowana w tym, a˝eby w Polsce panowa∏ spokój. – Jak to Rosja? Dlaczego Rosja? Przecie˝ w Polsce Rosji nie ma – pyta∏ mnie natarczywie m∏ody cz∏owiek uczestniczàcy w delegacji. – Rosji w Polsce nie ma – odpar∏em stanowczo – ale Rosja ma swoje wojska na zachód od Polski, okupuje znaczne przestrzenie

91


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 92

Niemiec i musi mieç spokojne zaplecze polskie. Przez Polsk´ wiodà szlaki komunikacyjne z Rosji do Niemiec, przez nasz kraj idà transporty wojskowe, wi´c jest proste, ˝e w interesie Rosji le˝y, a˝eby u nas nie by∏o zamieszek. Jeszcze raz radz´ uczyç si´. Mówi´ to jako ojciec i jako redaktor „Gazety Ludowej”. Studentka powiedzia∏a, ˝e zna∏a mojego syna, J´drzeja, który zginà∏ na Starym MieÊcie w Powstaniu. Nawiàza∏o to jakàÊ bli˝szà niç w naszej rozmowie. – Ja sama – mówi∏a – mam z∏o˝yç koƒcowe egzaminy i chc´ wziàç si´ do pracy. – Tak trzeba – powiedzia∏em. – Niech m∏odzie˝ si´ uczy i nie miesza si´ do walki politycznej. Ta walka musi byç i b´dzie rozegrana na innej p∏aszczyênie ani˝eli szko∏y. Na koniec ostrzegam, ˝e w∏adze nie cofnà si´ przed represjami. Mogà byç niepotrzebne i bolesne ofiary, a ofiar mamy dosyç. Taki mniej wi´cej przebieg mia∏a rozmowa z delegacjà m∏odzie˝y w redakcji „Gazety Ludowej”. Do strajku na Uniwersytecie Warszawskim nie dosz∏o. M∏odzie˝ nie przerwa∏a nauki. Nie wiem, w jakim stopniu moje rady wp∏yn´∏y na jej decyzj´, ale za to z ca∏à pewnoÊcià wiem, ˝e ta moja rozmowa, ˝e wszystko co do delegacji m∏odzie˝y mówi∏em, by∏o znane w Ministerstwie OÊwiaty i – co wi´cej – w Ministerstwie Bezpieczeƒstwa Publicznego. Kto z∏o˝y∏ raport bezpiece? Rozmowa odby∏a si´ w gronie trzech osób.

92


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 93

W oczekiwaniu na prawd´

Pogró˝ki kierowane przeciwko PSL zaczyna∏y si´ sprawdzaç. 12 maja wydany zosta∏ komunikat bezpieki o zawieszeniu dzia∏alnoÊci PSL w powiatach W∏oszczowa w województwie kieleckim i Grójec w województwie warszawskim. Komunikat oznajmia∏, ˝e UB: „ujawni∏ liczne fakty wspó∏pracy zarzàdów powiatowych i gminnych PSL z NSZ i WiN oraz ˝e dokonane rewizje dostarczy∏y dodatkowych dowodów obcià˝ajàcych w postaci nielegalnej literatury, broni palnej, min, granatów itp. Posiadacze ich zostali aresztowani i oddani do dyspozycji w∏adz sàdowych”. Uda∏em si´ do Miko∏ajczyka, a˝eby omówiç form´ naszej reakcji na to uderzenie. Organizacje PSL w powiatach Grójec i W∏oszczowa by∏y doÊç silne i przejawia∏y du˝à aktywnoÊç, wi´c one w∏aÊnie pad∏y jako pierwsze ofiarà terroru. Miko∏ajczyk wr´czy∏ mi gotowy, napisany przez siebie artyku∏: Czekamy na prawd´ – Procesy sàdowe wyÊwietlà tajemnic´ wydarzeƒ w powiatach Grójec i W∏oszczowa, który wydrukowany zosta∏ w „Gazecie Ludowej” w numerze 132 z 14 maja 1946 roku. W artykule tym pisa∏: „Kilka tygodni temu prezesowi powiatowemu PSL w Grójcu, panu Szewczykowi, «G∏os Ludu» uczyni∏ zarzut, jakoby na komisji mi´dzypartyjnej mia∏ oÊwiadczyç: «Tylko do wyborów si´ z wami cackamy, a po wyborach was sp∏awimy. Po prostu dostaniecie w czap´ i koniec». Trzeba lojalnie przyznaç, ˝e 29 marca komisja mi´dzypartyjna, w obecnoÊci cz∏onków PPR, PPS, PSL Wici, ZNP i Gminnego Komitetu Opieki Spo∏ecznej sprostowa∏a to k∏amstwo. Okaza∏o si´ bowiem, ˝e na argumenty prezesa Szewczyka, i˝ wicepremier Miko∏ajczyk kilkakrotnie oÊwiadczy∏, ˝e i po wyborach

93


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 94

musi byç w Polsce rzàd koalicyjny, cz∏onek PPR, Konstanty Pietruszyn wyrazi∏ si´ tymi s∏owami: «Do wyborów b´dziecie nam obiecywali, a po wyborach dacie nam w czap´ i koniec». Mimo naprawd´ ci´˝kich warunków PSL w powiecie grójeckim rozwija∏o si´ bardzo intensywnie, tak, ˝e organa bezpieczeƒstwa w dniu rewizji zasta∏y w lokalu PSL kartotek´ ze spisem przesz∏o 4800 cz∏onków, w tym 4600 ze wsi, a oko∏o 200 z miast. Sk∏ad spo∏eczny wykazuje 88 procent ch∏opów, 10 procent robotników i bezrolnych, 2 procent inteligencji. Ci´˝kie ˝ycie organizacji PSL w powiecie grójeckim uwidoczni∏o si´ tak˝e w tym, ˝e wielu dzia∏aczy ludowych by∏o terroryzowanych i napadanych przez NSZ za przynale˝noÊç do PSL i dzia∏alnoÊç politycznà. Pobici przez te grupy byli: Piotr Jakubczyk z Wilczego Targu, Franciszek ˚ó∏cik, Stanis∏aw Skorupski, Józef Lipiƒski z Ma∏ej Wsi, a Wac∏aw Krzy˝anowski, zagro˝ony pobiciem, musia∏ uciekaç ze swego domostwa (z Lipin). Obecnie ca∏a organizacja PSL w powiecie Grójec zosta∏a oskar˝ona o wspó∏dzia∏anie z terrorystycznym podziemiem, kolporta˝ nielegalnej literatury, przechowywanie broni palnej, min, granatów. Sàdzimy, ˝e rych∏y proces publiczny wyÊwietli prawd´ i pozwoli rozpoznaç i oceniç wartoÊç tych zarzutów. Znamy ju˝ cz´Êç materia∏ów, które przed∏o˝one na procesie, na pewno w innym Êwietle przedstawià ca∏oÊç sprawy. Dzisiaj mo˝emy ju˝ stwierdziç, ˝e nieprawdà jest, jakoby u prezesa zarzàdu gminnego PSL w Jasieƒcu, Miko∏ajczyka, znaleziono 27 min. Natomiast prawdà jest, ˝e by∏y to zapalniki do min i znaleziono je u syna jego lokatora, nie majàcego nic wspólnego z PSL. Przyglàdamy si´ arkuszom rzekomo nielegalnych wydawnictw, które okazujà si´ rozkazami rozwiàzujàcymi AK i zawieszajàcymi jej dzia∏alnoÊç. Zobaczymy anonimowà ulotk´, skierowanà przeciwko paƒstwu, jednà jedynà, znalezionà w sekretariacie

94


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 95

powiatowym PSL. Oka˝e si´ ona wierszem nades∏anym do sekretariatu przez poczt´, jak to si´ dzieje w Warszawie i w ca∏ym kraju. Co si´ tyczy powiatu W∏oszczowa, to wiadomo jest, ˝e wiceprezes Boles∏aw Skóra, ukrywajàcy si´ rzekomo przed w∏adzami jako przywódca grupy terrorystycznej, by∏ kilka miesi´cy temu aresztowany. Dzia∏acz ten jako lojalny obywatel zwolniony zosta∏ z wi´zienia i uwolniony od zarzutów, po czym na terenie powiatu pracowa∏ zupe∏nie legalnie. Za wiedzà w∏adz przeprowadzi∏ si´ Skóra na tereny zachodnie, gdzie ˝yje i pracuje. W interesie paƒstwa, w∏adz bezpieczeƒstwa i PSL le˝y najwczeÊniejsze przeprowadzenie procesów sàdowych, z których spo∏eczeƒstwo b´dzie si´ mog∏o dowiedzieç ca∏ej prawdy”. Jak widaç, ˝ywe by∏y jeszcze w owym czasie z∏udzenia co do komunistycznej sprawiedliwoÊci. 15 maja cz∏onkowie Prezydium PSL udali si´ do premiera Osóbki-Morawskiego i z∏o˝yli na jego r´ce protest przeciw zawieszeniu dzia∏alnoÊci PSL w powiatach Grójec i W∏oszczowa. Tak˝e na posiedzeniu Rady Ministrów cz∏onkowie rzàdu z ramienia PSL protestowali przeciwko represjom policyjnym stosowanym wobec stronnictwa. Rada Ministrów jednak wi´kszoÊcià g∏osów zaakceptowa∏a decyzj´ UB. ZrozumieliÊmy, ˝e uderzenie w nasze dwa powiaty jest poczàtkiem zemsty i nale˝y oczekiwaç dalszych ciosów. RzeczywiÊcie, nied∏ugo póêniej, 5 czerwca, MBP obwieÊci∏o, ˝e zawieszona zosta∏a dzia∏alnoÊç PSL w dalszych czterech powiatach: Augustów, Suwa∏ki, Pu∏tusk i Szczecinek. Jako przyczyn´ bezpieka poda∏a, ˝e organizacje PSL w wymienionych rejonach prowadzi∏y dzia∏alnoÊç wymierzonà przeciw Rzàdowi JednoÊci Narodowej i mia∏y na celu obalenie ustroju demokratycznego, przez co zagra˝a∏y bezpieczeƒstwu i porzàdkowi publicznemu. W komunikacie podano dalej, ˝e ujawniono

95


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 96

Êcis∏à wspó∏prac´ wspomnianych organizacji z bandami terrorystycznymi NSZ i WiN. Ta sama wi´c Êpiewka. Rozwiàzania kó∏ stronnictwa w tych czterech powiatach dokonano po uchwale Rady Naczelnej PSL w sprawie referendum. Rada obradowa∏a w Warszawie przez dwa dni – 26 i 27 maja – i postanowi∏a, ˝e cz∏onkowie PSL w g∏osowaniu ludowym, wyznaczonym na 30 czerwca, odpowiedzieç majà na drugie i trzecie pytanie „tak”, a na pierwsze „nie”. W uzasadnieniu uchwa∏y podniesiono to, ˝e wobec PSL stosowane sà ró˝ne dyskryminacje, i˝ stronnictwu uniemo˝liwia si´ normalnà dzia∏alnoÊç propagandowà i organizacyjnà przez rozwiàzywanie jego placówek terenowych. Ponadto wypowiedzi oficjalnych osób dajà podstaw´ do przyj´cia, ˝e wynik referendum chcà stronnictwa „zblokowane” uwa˝aç za wyraz zaufania do ich metod rzàdzenia. PSL nie godzi si´ z tymi metodami, wi´c – tak˝e i dlatego – g∏osowaç b´dzie „nie” na pierwsze pytanie referendum. Artyku∏ o rozwiàzaniu kó∏ PSL w powiatach Grójec i W∏oszczowa wydrukowany zosta∏ w „Gazecie Ludowej” 14 maja, a ja w dwa dni póêniej zosta∏em „zaproszony” do MBP na ul. Koszykowà. Pojecha∏em tam 17 maja w po∏udnie. Na bramie zosta∏em doÊç lekko przepuszczony przez stra˝ujàcych ubowców i uda∏em si´ przez podwórze do g∏ównego gmachu, po∏o˝onego wzd∏u˝ Alei Ujazdowskich. Mia∏em iÊç na piàte pi´tro. Gdy na parterze klatki schodowej medytowa∏em, jak dostaç si´ tak wysoko po schodach i nie forsowaç serca, podszed∏ do mnie jakiÊ cywilny funkcjonariusz UB i grzecznie zapyta∏, czego szukam i dokàd id´. – Jestem wezwany do departamentu politycznego na piàtym pi´trze – objaÊni∏em. – To mo˝e pan jechaç windà. Ja tam jad´ – us∏ysza∏em. W ten sposób szybko i bez trudu znalaz∏em si´ na piàtym pi´trze. Nie pami´tam ju˝ dzisiaj numeru drzwi, do których mia∏em

96


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 97

zapukaç, ale oczywiÊcie zrobi∏em to energicznie i z pewnoÊcià siebie.W pokoju ∏adnym i widnym, z oknami na Park Ujazdowski, siedzia∏y dwie panienki, które przyj´∏y mnie z pewnym zdziwieniem dla Êmia∏oÊci mojego zachowania. Powiedzia∏em im kim jestem, objaÊni∏em, ˝e zosta∏em wezwany w∏aÊnie tutaj i nie wiem, o co chodzi. Zainteresowanie panienek mojà osobà wzros∏o. Jedna z nich posz∏a do pokoju obok. Po chwili wróci∏a i z przygaszonym uÊmiechem powiedzia∏a: – Obywatel naczelnik pana prosi. Wszed∏em do wskazanego pokoju, gdzie za biurkiem, w cywilnym ubraniu siedzia∏ niem∏ody ju˝ m´˝czyzna o du˝ych blond wàsach, troskliwie piel´gnowanych. Mia∏em wra˝enie, ˝e wàsy te mia∏y utrudniaç rozeznanie jego ˝ydowskiego pochodzenia. Przed nim na biurku le˝a∏a „Gazeta Ludowa”. Po wyjaÊnieniach wst´pnych oznajmi∏: – Mam przed sobà numer „Gazety Ludowej” z 14 maja z artyku∏em o Grójcu i W∏oszczowie. Czy pan jest autorem tego artyku∏u? – Nie, ale ja za artyku∏ ten, jak i za ca∏à gazet´, ponosz´ odpowiedzialnoÊç. – My zaÊ chcielibyÊmy wiedzieç, kto jest jego autorem. B´dziemy mieç do niego pilne zapytania. Prosz´ mi powiedzieç, kto ten artyku∏ napisa∏? Zorientowa∏em si´, ˝e bezpieka widocznie dowiedzia∏a si´ jakàÊ drogà, i˝ jego autorem jest Miko∏ajczyk, ale chce mieç moje oÊwiadczenie w tej sprawie. Dopiero moje zeznanie by∏oby dla UB podstawà do zaczepienia Miko∏ajczyka. Mo˝e jeszcze nie na drodze formalnego Êledztwa, ale na przyk∏ad przez ha∏as w prasie. Odpar∏em wi´c: – Autor artyku∏u jest mi znany, ale nazwiska jego nie mog´ ujawniç, poniewa˝ obowiàzuje mnie tajemnica redakcyjna. Prawo to, a jak pan woli, przywilej ten nie zosta∏ w Polsce skasowany.

97


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 98

Obowiàzuje tak˝e teraz i sàdz´, ˝e Ministerstwo Bezpieczeƒstwa Publicznego b´dzie go respektowaç. – My szukamy zbrodniarza – us∏ysza∏em w odpowiedzi – a wy piszecie, ˝e przeniós∏ si´ na ziemie zachodnie i tam normalnie ˝yje i pracuje. – O kogo chodzi? – zapyta∏em. – O Boles∏awa Skór´. Jest przez nas Êcigany od kilku miesi´cy jako przest´pca. – Ja Boles∏awa Skóry nie znam i nigdy go na oczy nie widzia∏em. Nie wiem te˝, co robi i gdzie przebywa. – Nie wàtpi´ w to, ale pan nie chce podaç nazwiska autora artyku∏u. Ten musia∏by nam o Skórze bli˝ej opowiedzieç. – Powiedzia∏em ju˝, ˝e obowiàzuje mnie tajemnica, której naruszyç mi nie wolno. – PSL, jako stronnictwo wchodzàce w sk∏ad rzàdu, powinno nam pomagaç w zwalczaniu reakcji i podziemia, a wy bronicie i zas∏aniacie przest´pców. Po tej doÊç cierpko i niemal groênie wypowiedzianej opinii funkcjonariusz UB oczyÊci∏ z papierów swoje biurko, zastuka∏ do drzwi sàsiedniego pokoju i zostawi∏ mnie na jakiÊ czas samego. Majowy dzieƒ tonà∏ w s∏oƒcu, by∏o pi´knie, a ja z mieszanymi uczuciami patrzy∏em przez okno na Êwie˝à zieleƒ w Parku Ujazdowskim. Niespokojny by∏em o to, jaki obrót przyjmie dalsza rozmowa w bezpiece. Odetchnà∏em wi´c z ulgà, gdy po powrocie do pokoju ubowiec oznajmi∏: – Musimy spisaç protokó∏. W zeznaniu moim zosta∏ szczególnie podkreÊlony ten moment, ˝e zas∏aniajàc si´ tajemnicà redakcyjnà, odmówi∏em ujawnienia nazwiska autora artyku∏u. Jednak atmosfera w pokoju by∏a ju˝ mniej napi´ta. W czasie pisania protoko∏u mówiliÊmy o ró˝nych drobiazgach, nawet o pogodzie. Da∏em kilkakrotnie wyraz radoÊci i zadowolenia z tego powodu, ˝e Urzàd Bezpieczeƒstwa

98


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 99

uzna∏ prawo tajemnicy redakcyjnej. Kiedy protokó∏ by∏ skoƒczony, znienacka zapyta∏em: – Pan wie, kim jestem. Prosz´ mi ze swej strony powiedzieç, jak pan si´ nazywa? Ubowiec by∏ wyraênie zaskoczony, zawaha∏ si´, ale po chwili powiedzia∏: – Nazywam si´ Piasecki. Wiedzia∏em, ˝e k∏amie, wi´c ˝eby go tym bardziej sk∏opotaç, pyta∏em dalej: – Z których Piaseckich pan pochodzi? Z poznaƒskich czy warszawskich? Ubowiec spojrza∏ na mnie ze zdumieniem i wykrztusi∏: – Pochodz´ z ∏ódzkich Piaseckich. Swawolny uÊmiech przebieg∏ przez moje usta. Zmieni∏em temat i zapyta∏em: – Mo˝e pan mi powie, jaki jest do pana telefon? Gdyby zasz∏a potrzeba, wiedzia∏bym, jak do pana dzwoniç. – Chcia∏by pan do mnie telefonowaç? – widocznie dziwi∏ si´ ubowiec. – Dlaczego nie? JeÊli by∏aby potrzeba, dzwoni∏bym. – Mo˝e pan telefonowaç do naszej centrali. Gdy pan powie, ˝e chce rozmawiaç z Piaseckim, oni ju˝ pana ze mnà po∏àczà. Rzecz jasna, ˝e nie mia∏em zamiaru telefonowaç, ale jego zak∏opotanie bawi∏o mnie. Wyszed∏em na korytarz rozweselony. Na gór´ jecha∏em windà, na dó∏ trzeba by∏o schodziç pieszo. W wielkim gmachu, w którym by∏em po raz pierwszy, zmyli∏em drog´ i nagle stanà∏em oko w oko z sowieckim ˝o∏nierzem uzbrojonym w karabin. – Zdies nielzia! – zawo∏a∏ do mnie po rosyjsku i kaza∏ mi iÊç w przeciwnà stron´. Pojà∏em, ˝e w budynku tym rezyduje sowieckie NKWD i bezpieka polska jest tylko przed∏u˝onym ramieniem bezpieki

99


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 100

rosyjskiej. Zatem ka˝dy ubowiec polski jest w gruncie rzeczy agentem obcego paƒstwa. RadoÊç uciek∏a ze mnie, a serce ogarnà∏ niepokój. Jakby niejasne przeczucie tego, co spotkaç mnie mia∏o na jesieni tego roku. Kilka razy legitymowany, wydosta∏em si´ wreszcie z twierdzy UB na ulic´. RozmyÊla∏em o prze˝yciach minionej godziny. Z przebiegu rozmowy i z natarczywoÊci pytaƒ wnioskowa∏em, ˝e UB wie, i˝ Miko∏ajczyk jest autorem artyku∏u. Zadawa∏em sobie pytanie skàd, przez kogo, jakà drogà ta informacja przedosta∏a si´ do bezpieki. W maju tego roku by∏em pewien, ˝e w redakcji naszej gazety nie ma konfidenta. Podobnie w drukarni na Ho˝ej. Przysz∏o mi na myÊl, ˝e najbardziej zbli˝one do prawdy b´dzie przypuszczenie, i˝ informatorem UB by∏ któryÊ z „ochroniarzy” przydzielonych Miko∏ajczykowi, jak si´ mówi∏o, „dla osobistego bezpieczeƒstwa”.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 101

Awantura o pierwszà stron´

Na 17 i 18 maja zwo∏ana zosta∏a do Warszawy konferencja redaktorów prasy PSL z ca∏ego kraju. Pierwszego dnia nie mog∏em od samego rana wziàç udzia∏u w tej konferencji, poniewa˝ w∏aÊnie na ten dzieƒ by∏em wezwany do MBP. Po powrocie z bezpieki zaszed∏em tam, chocia˝ nasza gazeta by∏a reprezentowana przez mojego pierwszego zast´pc´, redaktora Gie∏˝yƒskiego. Zasta∏em tam stan pewnego podniecenia. Przemawia∏ Gie∏˝yƒski, broniàc „Gazety Ludowej” przed jakimiÊ zarzutami, i dowodzi∏, ˝e PSL mo˝e i powinno byç stronnictwem ogólnonarodowym, co jednak nie ma i nie mo˝e mieç nic wspólnego z kierunkiem politycznym, reprezentowanym w dawniejszych latach przez narodowà demokracj´. Moje przybycie na narad´ pobudzi∏o niektórych uczestników do ponownego zabrania g∏osu. Redaktor krakowskiego „Piasta”, Karol Buczek, postawi∏ naszej gazecie zarzut, ˝e systematycznie zwalcza projekt udzia∏u PSL w bloku wyborczym i nie zostawia ˝adnej furtki dla takiej ewentualnoÊci. Oznajmi∏ przy tym, ˝e jest zwolennikiem przystàpienia do bloku. Nast´pnie przemówi∏ Wac∏aw Schajer, który wstàpi∏ do PSL mimo komunistycznych przekonaƒ, próbowa∏ rozwijaç intensywnà dzia∏alnoÊç, a nawet naprzykrza∏ mi si´ w redakcji, ofiarowujàc swojà „bezinteresownà wspó∏prac´”. Otó˝ Schajer dojrza∏, ˝e w „Gazecie Ludowej” pierwsza i druga strona redagowane sà bez planu. – Dalsze strony, owszem – mówi∏ Schajer – sà opracowywane redakcyjnie. To widaç. Natomiast zw∏aszcza pierwsza strona wyglàda tak, jakby o nià nikt si´ nie troszczy∏, jakby by∏a dzie∏em przypadku.

101


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 102

Schajera mia∏em dosyç na przestrzeni ostatnich tygodni, wi´c przerwa∏em jego przemówienie okrzykiem: – Protestuj´ przeciwko takiej krytyce. Tak mo˝e mówiç tylko analfabeta dziennikarski! Schajer by∏ najwidoczniej zaskoczony mojà silnà reakcjà, gdy˝ dotychczas mia∏ do czynienia ze mnà jako cz∏owiekiem ∏agodnym i uÊmiechni´tym. Postawi∏em mu pytanie: – Czy ma pan jakieÊ konkretne zarzuty pod naszym adresem? – Nie. – No to uczestnikom konferencji obowiàzany jestem wyjaÊniç „przypadkowoÊç” pierwszej i drugiej strony naszej gazety. Krytykujàc, nie bierze si´ pod uwag´, ˝e w Polsce dzia∏a cenzura prewencyjna, kierowana i wykonywana przez partyjnych komunistów. Artyku∏y i notatki polityczne, pisane zazwyczaj w ostatnich godzinach nocy, przeznaczone sà na frontowe kolumny. Tutaj w∏aÊnie dochodzi do g∏osu cenzura. Artyku∏y ulegajà zniekszta∏ceniu, a nieraz konfiskowane sà w ca∏oÊci. To powoduje cz´stà, nieuniknionà przypadkowoÊç gazety. Dalszych ataków na nas nie by∏o, wi´c zawiadomi∏em zebranych, ˝e w rozmowie ze mnà bezpieka uzna∏a prawo tajemnicy redakcyjnej. ObjaÊni∏em, na czym polega znaczenie takiego stanowiska UB i doda∏em: – Jest to sukces dla ca∏ej prasy polskiej, a przede wszystkim dla prasy PSL. To oznajmiwszy, opuÊci∏em konferencj´. W lecie 1946 roku Schajer wyjecha∏ do Pary˝a jako cz∏onek delegacji polskiej na konferencj´ UNESCO, mi´dzynarodowej organizacji dla spraw oÊwiaty i kultury. Po powrocie zaprosi∏ mnie na kaw´ do jakiegoÊ lokalu przy ul. Mokotowskiej. By∏a to Êwie˝o otwarta kawiarnia, w której bywali w owym czasie dziennikarze warszawscy. Mo˝na by∏o wnosiç, ˝e by∏a to jedna z melin urzàdzona za wiedzà i wolà bezpieki, a zapewne i przy jej

102


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 103

pomocy, jako placówka obserwacji i wywiadu politycznego. Nigdy nie by∏em tam ani przedtem, ani potem. Schajer zapewne by∏ sta∏ym bywalcem tej kawiarni, poniewa˝ jego stosunek do podajàcej kelnerki by∏ wielce poufa∏y. Przy kawie Schajer opowiada∏ mi o swoich wra˝eniach paryskich, a nast´pnie przeszed∏ do spraw politycznych. – Za granicà – mówi∏ – utrzymuje si´ w ko∏ach polskich przekonanie, ˝e PSL powinno iÊç do wyborów sejmowych w bloku z partiami marksistowskimi. Tak˝e ludzie zbli˝eni do ruchu ludowego, np. minister ¸adoÊ, zajmujà takie stanowisko. Chc´ przedstawiç te zapatrywania prezesowi Miko∏ajczykowi i prosz´ pana, aby pan mi to umo˝liwi∏. – Miko∏ajczykowi – odrzek∏em – mog´ przedstawiç paƒskie ˝yczenie, ale nie wiem, czy i kiedy zechce pana przyjàç. Jest teraz bardzo zaj´ty. Miko∏ajczykowi powiedzia∏em przy najbli˝szym spotkaniu o ˝yczeniu Schajera i doda∏em, ˝e nie mam zaufania do tego cz∏owieka. – Nie przyjm´ go – odrzek∏ Miko∏ajczyk – a pana prosz´, ˝eby si´ pan wi´cej nie zajmowa∏ tà sprawà. W kilka tygodni póêniej, po powrocie z Kopenhagi, gdzie prezes jeêdzi∏ na konferencj´ mi´dzynarodowej organizacji FAO, mówi∏ mi, ˝e rozmawia∏ z ¸adosiem i nieprawdà jest twierdzenie Schajera, jakoby ten by∏ zwolennikiem przystàpienia do bloku wyborczego.

103


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 104

Pan Augustyƒski kaszle

Mniej wi´cej w po∏owie maja, na proÊb´ skarbnika PSL i pos∏a do KRN, Wincentego Bryi, wyjecha∏em z nim na powiatowy zjazd PSL do P∏ocka. „Niech mi pan pomo˝e – mówi∏ do mnie. – Nie mam doÊwiadczenia w odbywaniu zjazdów i jest mi to potrzebne. Niech pan jedzie ze mnà”. Bryj´ zna∏em z lat przedwojennych jako dzia∏acza Zrzeszenia Inteligencji Ludowej i Przyjació∏ Wsi w Warszawie. Pojecha∏em wi´c do P∏ocka. Starej, uroczej stolicy Mazowsza nie widzia∏em dawno. Z przyjemnoÊcià stwierdzi∏em, ˝e P∏ock rozwinà∏ si´, wy∏adnia∏, ˝e jest miastem czysto utrzymanym i kilkuletnie panowanie niemieckie nie pozostawi∏o tutaj widocznych Êladów germanizacyjnych. PrzyjechaliÊmy nieco spóênieni i gdy samochód nasz zajecha∏ przed du˝e, reprezentacyjne kino, odbywajàcy si´ w nim zjazd by∏ w pe∏nym toku. Gdy weszliÊmy na sal´, przemawia∏ w∏aÊnie prezes powiatowy stronnictwa, adwokat Lutyƒski. Sala zape∏niona po brzegi. Tak˝e galerie by∏y pe∏ne – ch∏opi, inteligencja, robotnicy i mieszczanie. By∏o du˝o kobiet ze wsi i z miasta. By∏a m∏odzie˝. Prezes Lutyƒski przerwa∏ swoje przemówienie i powita∏ nas. UstaliliÊmy, ˝e pierwszy przemówi Bryja. Zjazd nabra∏ ˝ycia i rumieƒców ju˝ w czasie jego przemówienia. Temperatura na sali podnios∏a si´ znakomicie. Gdy przemówi∏em ja, publicznoÊç zacz´∏a goràco i burzliwie reagowaç, prawdopodobnie dlatego, ˝e moje przemówienie by∏o bardziej dynamiczne i bojowe. Oklaskom nie by∏o koƒca, a w pewnej chwili zosta∏em obrzucony kwiatami, ca∏ymi bukietami kwiatów, niczym primadonna w teatrze. Zjazd trwa∏ jeszcze, gdy za kulisy przyszed∏ starosta p∏ocki, Dobieszak, i zaczà∏ robiç nam wymówki z powodu wystàpienia:

104


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 105

– Panowie, wzburzyliÊcie mi powiat, a jego pacyfikacja tyle mnie kosztowa∏a. W dalszych s∏owach Dobieszak doÊç chaotycznie i niejasno, ale jednak grozi∏ mi aresztowaniem, czyli – jak mówi∏ – „zatrzymaniem”. Bryj´ broni∏a legitymacja poselska. Odpowiedzia∏em krótko i ostro: – Spróbuj pan. Bardzo by pan tego musia∏ ˝a∏owaç. Po zjeêdzie zjedliÊmy w P∏ocku, w szerszym gronie, skromny obiad w sto∏ówce u zakonnic. Przywódcy powiatowi PSL byli widocznie zatroskani treÊcià naszych przemówieƒ i reakcjà starosty, za którym musia∏a oczywiÊcie czaiç si´ bezpieka. StaraliÊmy si´ uspokoiç naszych przyjació∏ politycznych i dodawaliÊmy im otuchy. Najbardziej niepocieszony by∏ adwokat Lutyƒski, który te˝ w miesiàc póêniej zdezerterowa∏ z PSL. Twarda natomiast i pocieszajàca by∏a postawa ch∏opów p∏ockich. Cz´sto póêniej myÊla∏em o nich z prawdziwym wzruszeniem. W kilka dni potem pojawi∏ si´ w „G∏osie Ludu” napastliwy artyku∏, wymierzony przeciwko mnie, Bryi i innym dzia∏aczom PSL z terenu województwa warszawskiego. Ju˝ sam tytu∏ by∏ wymowny i brzmia∏: ¸agodne artyku∏y i prowokacyjne mowy – jedna metoda i dwa oblicza pana Augustyƒskiego. W∏aÊnie ja zosta∏em „zaszczycony” szczególnà uwagà i najostrzejszà krytykà. Zarzucono nam, ˝e zamiast atakowaç bandy, atakowaliÊmy Urz´dy Bezpieczeƒstwa i ORMO; ˝e wyst´pujàc przeciwko dzia∏aniom rzàdu i partii politycznych, stwarzaliÊmy „atmosfer´ antyrzàdowà, antyludowà i antydemokratycznà”. Przypisano mi równie˝ uczestniczenie w zjeêdzie w Sierpcu, chocia˝ nie bra∏em w nim udzia∏u. Niektóre fragmenty artyku∏u w „G∏osie Ludu” zas∏ugujà na to, by je przytoczyç. Pod jednoszpaltowym podtytu∏em Pan Augustyƒski kaszle organ PPR pisa∏: „Gdy starosta w P∏ocku Dobieszak mówi∏ o Êwiadczeniach rzeczowych, wszystkich uczestników zjazdu ogarnà∏ kaszel. Co gorsze, «wykaszlano» równie˝ w∏asnego powiatowego

105


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 106

prezesa obywatela Lutyƒskiego, w∏aÊnie za obywatelskie stanowisko i stosunek do spraw gospodarczych w Polsce. Za to entuzjastycznie i z olbrzymià radoÊcià przyj´te zosta∏y s∏owa redaktora «Gazety Ludowej», pana Augustyƒskiego, o tym, ˝e rzàd winien przeprowadziç wybory, a potem b´dziemy rozpisywaç i subskrybowaç po˝yczk´. Dla odmiany pan pose∏ Bryja poÊwi´ci∏ swe przemówienie sprawom politycznym. Nie omieszka∏ oÊwiadczyç, ˝e choç naród polski straci∏ na wojnie kilka milionów obywateli, to wojn´ domowà nam narzuconà podejmujemy i… wygramy. Na obu zjazdach [w P∏ocku i w Sierpcu – przyp. aut.] ani s∏owem nie wspomniano o referendum. Ba, na odwrót – panowie Bryja i Augustyƒski po uzasadnieniu, ˝e referendum jest niepotrzebne, bezcelowe itd., uzale˝nili udzia∏ w nim PSL od uchwa∏y NKW”. By∏ to jeszcze atak ∏agodny. Trzeba powiedzieç, ˝e walka, jakà prowadziliÊmy na ∏amach „Gazety Ludowej”, stawa∏a si´ coraz trudniejsza. Zw∏aszcza, gdy okaza∏o si´ definitywnie, ˝e PSL nie zamierza iÊç na pasku i prowadzi polityk´ niezale˝nà. Cenzura w tygodniach poprzedzajàcych referendum zaostrzy∏a si´ niepomiernie. Trudno by∏o cokolwiek Êmielszego napisaç, a prasa „zblokowana”, pewna bezkarnoÊci, atakowa∏a nas coraz zuchwa∏ej. Parali˝owano równie˝ wszelkà prac´ agitacyjnà i organizacyjnà naszego stronnictwa. PSL nie mog∏o odbywaç na prowincji zebraƒ, zjazdów, wieców. Bezprawie i przemoc gn´bi∏y naszych ludzi. Sytuacja rzeczywiÊcie by∏a taka, ˝e komuniÊci tylko w przemocy i w poparciu Zwiàzku Radzieckiego widzieli szans´ utrzymania si´ przy w∏adzy. Ujà∏ to najjaskrawiej Leon Chajn, ówczesny minister sprawiedliwoÊci i sekretarz generalny Stronnictwa Demokratycznego. Komunista Chajn zosta∏ „odkomenderowany” do prowadzenia akcji politycznej wÊród rzemieÊlników, zdeklasowanych kupców,

106


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 107

wykolejonych mieszczan, zb∏àkanej inteligencji, s∏owem wÊród tak zwanej prywatnej inicjatywy. Jemu te˝ zosta∏o przez sanhedryn komunistyczny powierzone Stronnictwo Demokratyczne. Otó˝ na zjeêdzie aktywistów SD w Krakowie, w lutym 1946 roku, Chajn powiedzia∏ mi´dzy innymi: „Nie ulega wàtpliwoÊci i powiedzmy sobie szczerze i otwarcie, ˝e dla przeci´tnego Polaka zagadnienie przyjaznego stosunku do Zwiàzku Radzieckiego, poza aspektami maruderstwa i osobistych przykroÊci, le˝y na p∏aszczyênie zaufania i obawy, czy nie b´dziemy 17. republikà radzieckà, bo przecie˝ tak sprawa ta stoi dzisiaj w Polsce. Wprawdzie ka˝dy miesiàc rozprasza te obawy, ale nie ulega dla nas ˝adnej wàtpliwoÊci, ˝e dla przeci´tnego, zaagitowanego przez wrogów demokracji Polaka, wicepremier Gomu∏ka jest symbolem 17. republiki, a Miko∏ajczyk – symbolem niepodleg∏ej, suwerennej Polski. Przeci´tny reakcyjny ko∏tun, jak go zapytaç, co sàdzi o Gomu∏ce i Miko∏ajczyku, takà w∏aÊnie da odpowiedê. OczywiÊcie, ˝e zbijanie tej tezy przy pomocy takich czy innych faktów nie jest przekonywujàce…”. Usi∏owa∏em kilkakrotnie to rezolutne rozeznanie Chajna przedrukowaç w „Gazecie Ludowej”, ale bezskutecznie. Cenzura konfiskowa∏a druk bezapelacyjnie. Dawa∏em ten artykulik pod ró˝nymi tytu∏ami i zaopatrywa∏em ka˝dym razem w ∏agodniejsze komentarze. Na pró˝no. Cenzura by∏a nieub∏agana. A jednak bystre oczy Leona Chajna wnikliwie dojrza∏y ówczesnà rzeczywistoÊç polskà.

107


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 108

Zielone Âwiàtki 1946

Od lat tradycjà w ruchu ludowym by∏y uroczyste obchody dni Zielonych Âwiàt. Obydwa te dni rozkwit∏ej wiosny proklamowane i uznane by∏y za Êwi´to polskiej wsi, przebudzonej z ciemnoty i powo∏anej do politycznego i paƒstwowego ˝ycia. Odbywa∏y si´ nabo˝eƒstwa w koÊcio∏ach, zgromadzenia pod go∏ym niebem lub w najwi´kszych salach danej okolicy, przemówienia o charakterze patriotycznym i politycznym, pochody ze sztandarami, widowiska. Âwi´to ludowe by∏o zawsze ˝ywym Êwiadectwem wp∏ywów i znaczenia ruchu ludowego na wsi. W czasie okupacji niemieckiej ˝adnych obchodów na naszych ziemiach nie by∏o, a w 1945 roku nieliczne uroczystoÊci urzàdzi∏o lubelskie Stronnictwo Ludowe. Tak si´ sta∏o, ˝e dopiero Zielone Âwi´ta 1946 roku mia∏y byç rewià si∏ politycznych polskiej wsi. Niestety terror ówczesnej w∏adzy zmusi∏ do rezygnacji z urzàdzenia tych obchodów. Naczelny Komitet Wykonawczy PSL odwo∏a∏ wszystkie zjazdy, zgromadzenia i manifestacje wyznaczone na 9 i 10 czerwca. Wezwa∏ cz∏onków i sympatyków stronnictwa do pozostania w te dni w domu. Przed∏o˝y∏ równie˝ premierowi Osóbce-Morawskiemu obszerne pismo podajàce przyczyny, dla których podj´to takà decyzj´. Memoria∏, omawiajàcy trudnoÊci i przeszkody, jakie napotyka PSL w dzia∏alnoÊci politycznej, przed∏o˝ony zosta∏ równie˝ ambasadorowi Zwiàzku Radzieckiego w Polsce, Lebiediewowi. By∏o jasne, ˝e ten „dysponent” ówczesnej Polski nie uczyni∏ nic dla PSL. Mia∏ zawsze w pogotowiu frazes o niemieszaniu si´ do polskich spraw wewn´trznych, jakkolwiek by∏o wiadome, ˝e to w∏aÊnie on jest sowieckim oÊrodkiem dyspozycji na Polsk´ i ˝e nie kto inny, tylko w∏aÊnie on nastraja i kieruje walkà politycznà w naszym kraju.

108


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 109

Wr´czenie memoria∏u Lebiediewowi wyda∏o mi si´ bezcelowe, ale w∏adze PSL uzna∏y, ˝e b´dzie to zr´czne posuni´cie taktyczne, które mo˝e mieç jakieÊ pozytywne nast´pstwa. By∏o to z∏udzenie. Tak dzia∏o si´ w owym czasie, ˝e wszystko w naszym kraju kr´ci∏o si´ dooko∏a taktyki i polityki PSL. Bezpieka, rzàd, stronnictwa i prasa „zblokowana” regulowa∏y swoje dzia∏ania wed∏ug posuni´ç taktycznych PSL. Kiedy wi´c pojawi∏o si´ og∏oszenie, ˝e nie b´dzie urzàdzania obchodów Êwi´ta ludowego i ch∏opi w te dni majà pozostaç w domu, zawrza∏o wÊród naszych przeciwników. Nastàpi∏a powszechna mobilizacja, ˝eby „wesprzeç” lubelskie SL, ˝eby obchody organizowane przez t´ parti´ wypad∏y mo˝liwie okazale. Rozwini´to szerokà i kosztownà agitacj´, by Êciàgnàç na te obchody jak najwi´cej ludzi, a prasa „zblokowana” podj´∏a przeciwko PSL nowà seri´ ataków, podejrzeƒ i oskar˝eƒ. Wydziwiano i g∏oszono, ˝e „PSL znowu mówi «nie»; ˝e znowu jest nieobecne; ˝e zrywa z ca∏ym obozem demokratycznym; ˝e ∏àczy si´ z reakcjà”. Podawano zuchwale i cynicznie ró˝ne domys∏y co do przyczyn negatywnej decyzji w∏adz stronnictwa w sprawie Êwi´ta ludowego, natomiast z zadziwiajàcà zgodnoÊcià milczano o jedynej rzeczywistej przyczynie, a mianowicie o terrorze stosowanym wobec PSL. W szranki prokuratorskie przeciw nam wkroczy∏ mi´dzy innymi kierownik wydzia∏u organizacyjnego w Komitecie Centralnym PPR, Mazur. Aktywista ten oznajmi∏ w prasie partyjnej, ˝e w Êwi´cie ludowym organizowanym przez SL weêmie udzia∏ równie˝ PPR. Przy tej okazji pochwali∏ si´, ˝e PPR posiada na wsi w∏asnà organizacj´, liczàcà 100 tysi´cy cz∏onków, oraz wie, dlaczego PSL zrezygnowa∏o z urzàdzenia obchodów. „PSL – mówi∏ bez zajàknienia – chcia∏o nadu˝yç Êwi´ta ludowego dla zorganizowania masowej, antyrzàdowej demonstracji. Widocznie NKW PSL doszed∏ do przekonania, ˝e ch∏op na to nie pójdzie”.

109


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 110

Prawda, jakie zdumiewajàco jasne i proste wyjaÊnienie! A przecie˝ ko∏a rzàdowe, a tak˝e przywódcy i aktywiÊci partii „zblokowanych”, w tym wymowny pan Mazur, na pewno dobrze wiedzieli o prawdziwych powodach tej decyzji. Woleli jednak puszczaç w kraj wcià˝ nowe serie niedorzecznych g∏upstw i plotek, zamiast przez ujawnienie prawdy przyczyniç si´ do oczyszczenia atmosfery politycznej. Terminy nagli∏y, wi´c „zblokowani” wy∏azili ze skóry, a˝eby obchody lubelskiego SL wywindowaç do stopnia wielkiego wydarzenia politycznego, które by∏oby manifestacjà ich wp∏ywów wÊród polskich ch∏opów. Prasa roi∏a si´ od wezwaƒ, rozkazów, nawo∏ywaƒ do brania masowego udzia∏u w obchodach SL. Na kilka dni przed Zielonymi Âwi´tami zapowiedziano udzia∏ wojska w paradach, przemówienia ró˝nych oficerów i genera∏ów na zebraniach. Ministrowie rozjechali si´ po kraju: wicepremier Gomu∏ka i genera∏ Pop∏awski przemawiali na Psim Polu, marsza∏ek ˚ymierski w ¸odzi, premier Osóbka-Morawski w historycznych Nowosielcach. Agitacja lotnicza i samochodowa dotar∏a ∏atwo do odleg∏ych wsi i miasteczek. Ca∏e worki z odezwami i ulotkami spada∏y z samolotów na pola i wzywa∏y ch∏opów na manifestacje. Dzia∏a∏y ogniwa i placówki terenowe czterech partii politycznych, by∏o du˝o afiszów i nalepek, by∏y obietnice bezp∏atnego kina, zabaw, uciech i widowisk. By∏a gwarancja bezp∏atnej jazdy samochodami. Ruch by∏ wielki, wi´c te˝ nic dziwnego, ˝e wszystkie ko∏a polityczne z wielkim zaciekawieniem patrzy∏y na wieÊ polskà w Zielone Âwi´ta 1946 roku. Rzecz jasna, ˝e nasza redakcja i ca∏e PSL wyt´˝y∏o si∏y i zmobilizowa∏o wielu ludzi, a˝eby jak najszybciej i jak najdok∏adniej wiedzieç, ilu ch∏opów posz∏o na te parady, a ilu pozosta∏o w domu i obchodzi∏o swoje Êwi´to w swoich sercach. Ch∏opi z PSL pozostali w domu. By∏o to dla nas najpi´kniejsze Êwiadectwo s∏usznoÊci polityki naszego stronnictwa. By∏ to dowód niezbity

110


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 111

i oczywisty, ˝e mi´dzy PSL a jego cz∏onkami istnieje pot´˝ny zwiàzek oparty na wierze, zaufaniu i dyscyplinie, zwiàzek p∏ynàcy z uczucia i rozumu. Rozeznanie tej prawdy nak∏ada∏o na nasze stronnictwo szczególne obowiàzki i ci´˝ary. Musia∏o ono prowadziç takà polityk´, ˝eby nie zawieÊç pozyskanego zaufania. Zawód by∏by tu czymÊ bezprzyk∏adnym, musia∏by nosiç znamiona g∏´bokiego kryzysu i prawdziwej katastrofy w dziedzinie politycznej wiary i uczciwoÊci. P∏yn´∏a stàd wielka odpowiedzialnoÊç kierownictwa PSL, noszàca w tych czasach wszystkie znamiona odpowiedzialnoÊci historycznej. Przeciwnicy nasi, owe „zblokowane” – czy, jak woli wicepremier Gomu∏ka, „zjednoczone partie polityczne” – powinny wyciàgnàç z przebiegu Êwi´ta ludowego w∏aÊciwe wnioski. Zacietrzewienie jest z∏ym doradcà w ˝yciu codziennym i publicznym. Oficjalne komunikaty usi∏owa∏y nadrabiaç cyframi, ale wszyscy i tak dobrze wiedzieli, jak by∏o naprawd´. Nic dziwnego, ˝e w Nowosielcach przywódca SL i ZSCh, pan Janusz, by∏ – jak donosi∏ korespondent „Gazety Ludowej” – przygn´biony i moralnie zdruzgotany, chocia˝ zazwyczaj lubi i umie obnosiç oblicze pogodne, promieniejàce i triumfujàce. Podobnie najwyraêniej êle czu∏ si´ wybitny aktywista PPR, Zambrowski. A przemówienia? Te by∏y najcz´Êciej pe∏ne nienawiÊci do PSL. Pan Janusz mówi∏ o „londyƒczykach” z kieszeniami „pe∏nymi funtów i dolarów”, a Zambrowski opowiada∏ o „zbrodniczej perwersji PSL, które nawo∏uje do opowiedzenia si´ za senatem”. Przemówienie, jakie w Nowosielcach wyg∏osi∏ premier Osóbka-Morawski, równie˝ nie by∏o wolne od oskar˝eƒ. Przedstawiwszy rozliczne zdarzenia ostatnich czasów, premier mówi∏, ˝e: „przywódcy PSL, zamiast razem z nami budowaç nowà, pot´˝nà robotniczo-ch∏opskà Polsk´, uprawiajà ja∏owà opozycj´ i chcà do niej wciàgnàç naiwnych i nieuÊwiadomionych ch∏opów”. Wszystko to nie mog∏o jednak przes∏oniç faktu, ˝e PSL odnios∏o zdecydowane zwyci´stwo na polskiej wsi.

111


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 112

Dywersja grupy czterech

Przeciwnicy nasi nie zapomnieli równie˝ o starej maksymie „divide et impera” – „dziel i rzàdê”. W Krakowie pojawi∏o si´ nowe pismo, tygodnik „JednoÊç Ludowa”, majàce jakoby grupowaç – wed∏ug s∏ów premiera Osóbki-Morawskiego wyg∏oszonych w czasie przemówienia w Nowosielcach – „doÊç pokaênà grup´ dzia∏aczy ludowych z by∏ego «Piasta», którzy buntujà si´ przeciwko szkodliwej polityce pana Miko∏ajczyka i szukajà porozumienia z blokiem demokratycznym i z rzàdem”. W rzeczywistoÊci pismo nie mia∏o ani czytelników, ani prenumeratorów, nie by∏o te˝ dla niego ˝adnej bazy organizacyjnej w terenie. „JednoÊç Ludowa” upad∏a, gdy upad∏y subwencje rzàdowe, gdy premier zamknà∏ kas´ paƒstwowà. Nast´pnym uderzeniem mia∏o byç wystàpienie ze stronnictwa „grupki czterech”, wyre˝yserowane przez bezpiek´. Wszyscy czterej secesjoniÊci przyszli do PSL na jesieni 1945 roku z lubelskiego SL. Odeszli w godzinach próby. Byli to: Edward Bertold, Tadeusz Rek, Kazimierz Iwanowski oraz Bronis∏aw Drzewiecki. Nale˝eli oni – poza Drzewieckim – do w∏adz PSL. Grupka ta przystàpi∏a do wydawania w Warszawie tygodnika spo∏eczno-politycznego „Nowe Wyzwolenie”. Pojawienie si´ tego pisma przyj´te zosta∏o stwierdzeniem, ˝e cz´Êç cz∏onków w∏adz naczelnych PSL wzywa do trzykrotnego „tak” w g∏osowaniu ludowym. Czterej dywersanci istotnie to uczynili. Znaleêli oczywiÊcie przychylne przyj´cie w prasie „zblokowanej”, ale daleko mniej radosne, ani˝eli mo˝na by∏o oczekiwaç. Niektóre opinie i wypowiedzi nacechowane by∏y wyraênà rezerwà i k∏opotliwym wyczekiwaniem. Trzeba jeszcze powiedzieç, ˝e nie zg∏osili oni formalnie zerwania z PSL i zachowywali si´ poczàtkowo tak, jakby swojà

112


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 113

robot´ prowadzili w ramach stronnictwa. Tote˝ w∏adze stronnictwa nie mog∏y nie zajàç wobec nich stanowiska. Prezydium NKW postanowi∏o wystàpiç z wnioskiem o wykluczenie ich z PSL. Uchwa∏a, podj´ta na posiedzeniu 14 czerwca, stworzy∏a sytuacj´ jasnà i zlikwidowa∏a wszelkie dwuznacznoÊci i pozory, jakie „grupa czterech” chcia∏a zachowaç. Polskie Stronnictwo Ludowe prowadzi∏o od miesi´cy ci´˝kà walk´ o jutro narodu i paƒstwa polskiego. Pot´˝ne si∏y atakowa∏y nas, coraz to nowe nasze organizacje terenowe zmuszane by∏y do zawieszenia swojej dzia∏alnoÊci. Kto w takiej sytuacji opuszcza szeregi walczàce – jest dezerterem. OczywiÊcie atakowaliÊmy ich ostro, co spotka∏o si´ nawet z objawem pewnego niezadowolenia wÊród cz∏onków w∏adz PSL. „Nowe Wyzwolenie” nie pozosta∏o nam d∏u˝ne, atakujàc naszà gazet´ i osobiÊcie Miko∏ajczyka jako bezpoÊredniego zwierzchnika pisma, a tak˝e mnie jako naczelnego redaktora. W felietonie pod tytu∏em Czapla, ryby i rak w numerze 8 „Nowego Wyzwolenia”, podpisanym kryptonimem „Jan Cichy”, zaatakowano nas wprost, piszàc mi´dzy innymi: „Wreszcie niezrównana «Gazeta Ludowa», powo˝ona przez wczorajszego «lewiataƒczyka», na czworakach, obyczajem raków p´dzi w ty∏, w stron´ dnia wczorajszego, ku endecko-enerowskim «idea∏om» i na sanacyjne sztuki. Ciekawe, ale smutne widowisko. Ch∏opi d∏ugo si´ temu z zaciÊni´tymi szcz´kami przyglàdali, ale majà tego – w ich imieniu i na ich szkod´ wydawanego pisma – doÊç. Bliski jest czas, kiedy obywatel naczelny redaktor pójdzie tam, skàd wyszed∏ i gdzie nadal tkwi przekonaniami, metodami i przyzwyczajeniami. Ale jeszcze nie dziÊ. A wiecie dlaczego? Dlatego, ˝e dotychczasowy dyktator «Gazety Ludowej» posiada pe∏ne zaufanie pana Miko∏ajczyka, obecnego prezesa PSL, bez którego wiedzy i zgody nic wa˝niejszego w «piÊmie dla wszystkich» si´ nie dzieje. Ca∏kiem s∏usznie warszawscy gazeciarze

113


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 114

wykrzykujà: «Gazeta Ludowa – pismo wicepremiera Miko∏ajczyka». Tak jest! To w∏aÊnie najwi´ksza i najÊwi´tsza prawda. «Gazeta Ludowa» jest tylko organem pana Miko∏ajczyka i dlatego rzàdzi si´ w niej jak szara g´Ê pan Augustyƒski, pomimo ataków, jakie by∏y i sà w samym PSL przeciwko niemu skierowane. Trzeba bowiem powiedzieç, ˝e ostatnio odby∏a si´ konferencja prasowa, oczywiÊcie poufna. Na tej konferencji «Gazeta Ludowa» by∏a ostro krytykowana. Broni∏ jej tylko pan Augustyƒski. MyÊlicie, ˝e coÊ z tego b´dzie? ˚e coÊ si´ tam zmieni? Ani na jot´! Dopóki Miko∏ajczyk b´dzie prezesem, dopóty Augustyƒski b´dzie jej redaktorem, dopóty pismo to b´dzie s∏u˝y∏o wrogom ch∏opa, porzàdku i spokoju w Polsce. Na takie kpiny i drwiny ze wszystkich ludowców, jacy sà w PSL, pozwalajà sobie panowie, którzy w ka˝dej chwili, gdy za du˝o piwa nawa˝à, gotowi sà drapnàç bodaj za granic´, by stamtàd, wspólnie i jawnie z Andersem «zbawiaç Polsk´», usi∏ujàc wepchnàç jà uprzednio w morze krwi i nieszcz´Êcia…”. Nie docieka∏em nigdy autorstwa tej napaÊci, majàcej widoczny charakter enuncjacji ad usum bezpieki. Dywersja „grupy czterech” – zgodnie z naszymi przewidywaniami – zakoƒczy∏a si´ szybko. Dos∏ownie tylko kilka osób na prowincji gotowych by∏o z nimi wspó∏pracowaç. Sfery rzàdowe szybko zrozumia∏y, ˝e nie ma ona wi´kszego znaczenia i nie wp∏ynie na taktyk´ i postaw´ PSL i ca∏ej wsi polskiej. Kiedy wi´c awantura warszawska zainscenizowana w centrali PSL nie da∏a oczekiwanych rezultatów, zwrócono si´ w innà stron´. Na taran wymierzony tym razem przeciwko kierownictwu stronnictwa wybrany zosta∏ Arka Bo˝ek, wicewojewoda Êlàsko-dàbrowski, którego nieprawdziwie og∏oszono „przywódcà Êlàskim PSL”. Jego prorzàdowe wypowiedzi polityczne, na przyk∏ad w sprawie g∏osowania ludowego lub bloku wyborczego, og∏aszano w prasie jako „donios∏e oÊwiadczenia przywódcy Êlàskiego PSL”,

114


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 115

stwarzajàc pozory rozbicia w kierownictwie stronnictwa. WyjaÊnienie, zamieszczone w prasie ludowej, ˝e Arka Bo˝ek nie tylko nie nale˝y do kierownictwa, ale nawet nie jest cz∏onkiem PSL, wywo∏a∏o fal´ insynuacji, ˝e „by∏ on do niedawna cz∏onkiem tej organizacji, ale zosta∏ z niej po cichu usuni´ty”. Wszystko to by∏o zwyk∏ym wymys∏em, poniewa˝ pan Arka Bo˝ek nigdy do Stronnictwa Ludowego nie nale˝a∏. Przed wojnà by∏ zas∏u˝onym dzia∏aczem Zwiàzku Polaków w Niemczech, a po wojnie trzecim wojewodà na Âlàsku i to wszystko.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 116

Referendalne zatrzymanie Szybko zbli˝a∏ si´ termin referendum i wzrasta∏a goràczkowa, nieprzebierajàca w Êrodkach agitacja komunistyczna. W tym celu wykorzystana by∏a nawet ˝a∏obna uroczystoÊç na „polanie Êmierci” w Palmirach pod Warszawà. Otó˝ w czerwcu zosta∏y odkopane ze zbiorowej mogi∏y zw∏oki Êp. Macieja Rataja, by∏ego marsza∏ka sejmu, znakomitego przywódcy ruchu ludowego, wartoÊciowego Polaka. Maria Szczawiƒska i ja byliÊmy powo∏ani do rozpoznania odnalezionych zw∏ok. StwierdziliÊmy ponad wszelkà wàtpliwoÊç, ˝e sà to zw∏oki Rataja. PSL postanowi∏o urzàdziç temu ludowemu przywódcy, zamordowanemu przez Niemców 20 czerwca 1940 roku, uroczysty pogrzeb. Poczàtkowo zdecydowano si´ nie przyjmowaç oferty rzàdu, aby pogrzeb Rataja odby∏ si´ na koszt paƒstwa. Chciano pochowaç go na koszt w∏asny i z funduszy zebranych od obywateli. Jednak na krótko przed pogrzebem odby∏a si´ rozmowa przedstawicieli rzàdu z komitetem pogrzebowym, na której – po perswazjach ze strony rzàdu – zgodzono si´, a˝eby pogrzeb ten odby∏ si´ na koszt paƒstwa. Przedstawiciele w∏adz paƒstwowych zostali zaproszeni na uroczystoÊci, które odby∏y si´ na „polanie Êmierci” w Palmirach w niedziel´ 23 czerwca. Pogrzeb Rataja zgromadzi∏ t∏umy ludzi i trzeba podkreÊliç, ˝e ch∏opi wykazali du˝à karnoÊç i zdolnoÊci organizacyjne. Przez ca∏y czas utrzymywany by∏ wzorowy porzàdek, a spokój i bezpieczeƒstwo tak du˝ego zgromadzenia by∏y zapewnione. By∏a s∏u˝ba zdrowia i stra˝ porzàdkowa z zielonymi opaskami i bia∏ym napisem „PSL” przekreÊlonym czarnà krepà. By∏a te˝ banderia ch∏opska w liczbie 250 koni, przejawiajàca karnoÊç niemal wojskowà.

116


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 117

˚a∏obne uroczystoÊci w Palmirach by∏y ho∏dem ch∏opów dla swego przywódcy, ale równie˝ czynem politycznym. Wykazywa∏y pr´˝noÊç organizacyjnà ruchu ludowego oraz dynamizm i si∏´ polskiej wsi. Zosta∏y jednak zak∏ócone przykrym dysonansem. Ju˝ w drodze do Palmir, a nawet na terenie uroczystoÊci pogrzebowych rozrzucane by∏y ulotki agitacyjne przez cz´Êç delegacji m∏odzie˝y TUR. Ale to jeszcze nic. W czasie kazania ksi´dza Jana Ziei i przemówieƒ prezydenta Bieruta, ministra Kaczorowskiego i genera∏a Spychalskiego, pojawi∏ si´ na nieznacznej wysokoÊci samolot, z którego zacz´to zrzucaç agitacyjno-partyjne ulotki, namawiajàce do g∏osowania w referendum trzy razy „tak”. Na zebrane t∏umy, wokó∏ o∏tarza, katafalku i trumny, pod nogi cz∏onków rzàdu, przedstawicieli obcych paƒstw i zagranicznych dziennikarzy pada∏y agitacyjne odezwy, wzbudzajàc powszechny niesmak. Samolot wraca∏ kilkakrotnie nad polan´ palmirskà. Genera∏ Spychalski by∏ tym dysonansem samolotowym wyraênie skonfundowany i chyba ta agitacyjna impreza osiàgn´∏a cel propagandowy ró˝ny od zamierzonego. Podobno zak∏ócone mia∏o byç tak˝e przemówienie Miko∏ajczyka, ale coÊ pokrzy˝owa∏o zamiary organizatorów i do tego nie dosz∏o. UroczystoÊci palmirskie zakoƒczy∏y si´. Na „polanie Êmierci” wyrós∏ tymczasowy grób Rataja, ozdobiony brzozowà kapliczkà, w której umieszczono figur´ Chrystusa Frasobliwego. Nadesz∏a w koƒcu niedziela 30 czerwca 1946 roku, dzieƒ, w którym odby∏o si´ referendum. Z sekretarzem Miko∏ajczyka, Paw∏em Siudakiem, który mia∏ w∏asny samochód, wybraliÊmy si´ w okolice podwarszawskie, a˝eby przyjrzeç si´ z bliska, jak to b´dzie wyglàdaç. Wzi´liÊmy ze sobà na wszelki wypadek kierowc´. W Tarczynie weszliÊmy do lokalu, w którym odbywa∏o si´ g∏osowanie. Przewodniczy∏ komisji by∏y pose∏ sejmowy, ceniony dzia∏acz PPS, Kazimierz Dobrowolski, mój dawny znajomy.

117


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 118

Dobrowolski przekaza∏ przewodnictwo swemu zast´pcy i usiad∏ z nami na ∏awce pod Êcianà dla krótkiej pogaw´dki. Zaledwie rozpocz´liÊmy rozmow´, gdy podszed∏ do nas funkcjonariusz UB w cywilnym ubraniu i zapyta∏ mnie: – Czy pan jest wyborcà w tym okr´gu? – Nie – odpar∏em, a Siudak doda∏: – Ja tak˝e nie. – To panowie opuszczà ten lokal – zarzàdzi∏ ubowiec. Dobrowolski próbowa∏ ∏agodziç go, ale ja rzek∏em: – Faktycznie mam prawo tu przebywaç. Jestem dziennikarzem. Wydzia∏ Prasowy Ministerstwa Propagandy w osobie naczelnika Toporowskiego zawiadomi∏ redakcje warszawskie w dniu wczorajszym, ˝e dziennikarze mogà przebywaç w lokalach wyborczych i informowaç o przebiegu g∏osowania. – A ja – objaÊni∏ Siudak – pracuj´ w Prezydium Rady Ministrów. Pan premier Osóbka-Morawski poleci∏ pracownikom, a˝eby obserwowali przebieg g∏osowania i notowali wszelkie braki i niew∏aÊciwoÊci. – Nic o tym nie wiem – rzek∏ ubowiec i zarzàdzi∏: – Panowie pójdà za mnà. – Dokàd? – Na posterunek milicji dla wylegitymowania i sprawdzenia. Na sali by∏o kilku ˝o∏nierzy z karabinami, którzy widocznie czekali tylko na znak ubowca, by dzia∏aç, wi´c nie chcàc wywo∏ywaç zbiegowiska i awantury, poszliÊmy na posterunek. Tam zapyta∏em: – Prosz´ odpowiedzieç na pytanie, czy jesteÊmy aresztowani? – Nie. Panowie sà tylko zatrzymani do wyjaÊnienia. – Jak d∏ugo mo˝e trwaç zatrzymanie? – Do wyjaÊnienia. – To znaczy jak d∏ugo? – W pewnych okolicznoÊciach nawet kilka miesi´cy. Wtedy zacz´liÊmy z Siudakiem straszyç ubowca, ˝e si´ poskar˝ymy, ˝e b´dzie ukarany, ˝e b´dzie ˝a∏owa∏ swojej gorliwoÊci.

118


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 119

Zreflektowa∏ si´ widocznie i próbowa∏ po∏àczyç si´ telefonicznie z UB w Grójcu, niestety bezskutecznie. Wtedy zaproponowa∏em, ˝e mo˝emy jechaç do Grójca naszym samochodem i tam spraw´ wyjaÊnimy i za∏atwimy. Ubowiec zgodzi∏ si´. W Grójcu kierowca wjecha∏ na podwórze budynku UB, a my zostaliÊmy zaprowadzeni na wartowni´. Ubowiec zniknà∏, a˝eby z∏o˝yç meldunek swojej w∏adzy, i wi´cej si´ nie pokaza∏. Na wartowni zastaliÊmy ju˝ jednego „zatrzymanego” obywatela. By∏ nim lekarz z Goszczyna, doktor Edward Majewski. PrzedstawiliÊmy si´, a on opowiedzia∏ nam swojà przygod´. 29 czerwca, a wi´c w przeddzieƒ g∏osowania, wraca∏ do siebie póênym wieczorem od chorego dziecka. Jecha∏ na rowerze. Na ulicy zatrzymano go i przewieziono do UB w Grójcu. Tutaj wyjaÊniano spraw´ przez wiele godzin i dopiero przed chwilà – a by∏o ju˝ dobrze po po∏udniu – powiedziano mu, ˝e jest wolny i b´dzie odstawiony do Goszczyna. Teraz w∏aÊnie czeka na samochód. Skorzysta∏em skwapliwie z tej okolicznoÊci, poda∏em mu numer telefonu Miko∏ajczyka w Warszawie i poprosi∏em, a˝eby jak najpr´dzej, gdy tylko to b´dzie dla niego mo˝liwe, po∏àczy∏ si´ z Warszawà. Prosi∏em, ˝eby zawiadomi∏ Miko∏ajczyka, ˝e jego sekretarz i ja jesteÊmy zatrzymani w UB w Grójcu i konieczna jest interwencja, by nas uwolniç. Doktor Majewski po˝egna∏ si´ z nami i odjecha∏ do Goszczyna, a my cierpliwie czekaliÊmy dalej na wartowni. Wreszcie zostaliÊmy zaprowadzeni do gabinetu, w którym za biurkiem siedzia∏ starszy m´˝czyzna, a pod oknem na sto∏kach jeszcze dwóch ubowców, niemi Êwiadkowie naszej rozmowy ze starszym „fachowcem” bezpieki. UsiedliÊmy przy biurku i szybko potoczy∏a si´ rozmowa. Funkcjonariusz uzna∏, ˝e nie pope∏niliÊmy wa˝nego przest´pstwa. W tym momencie wesz∏a do gabinetu sekretarka, poszepta∏a coÊ z naszym rozmówcà i znikn´∏a za drzwiami, zabrawszy nasze

119


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 120

legitymacje. Po jakimÊ czasie wróci∏a, odda∏a nasze dokumenty i szepn´∏a: – Mogà byç zwolnieni. Wtedy oznajmi∏: – JesteÊcie panowie wolni i mo˝ecie wracaç do Warszawy, ale radz´ panom nie zaglàdaç wi´cej do lokali g∏osowania. ByliÊmy wolni i g∏odni. Siudak chcia∏ jechaç prosto do Warszawy, ale ja opar∏em si´ temu. – Musimy zatrzymaç si´ w Tarczynie. Ludzie tamtejsi muszà wiedzieç, ˝e jesteÊmy na wolnoÊci i aresztowanie dzia∏aczy PSL nie idzie tak ∏atwo. Siudak podzieli∏ mój punkt widzenia, wi´c wstàpiliÊmy do Tarczyna. UsiedliÊmy w jakiejÊ gospodzie, przyszed∏ Dobrowolski, przysiedli si´ inni znajomi. Widziano nas wolnych, wi´c cel zosta∏ osiàgni´ty. MogliÊmy ju˝ ruszyç w drog´, gdy do gospody przysz∏a znana mi osobiÊcie gospodyni z plebanii i szepn´∏a na boku: – Ksiàdz proboszcz prosi obu panów do siebie na kolacj´. Proboszcza tarczyƒskiego, ksi´dza Gotliba, pozna∏em w czasie okupacji niemieckiej, a i póêniej mia∏em z nim do czynienia w formach przyjaznych, wi´c zaproszenie przyjà∏em i pociàgnà∏em za sobà Siudaka. W rezultacie by∏o ju˝ oko∏o godziny 22, gdy przyjechaliÊmy do Warszawy na alej´ Szucha i weszliÊmy do mieszkania Miko∏ajczyka. Uradowa∏ si´ na nasz widok. – Ciesz´ si´, ˝e was obu widz´. By∏ telefon z prowincji, ˝e jesteÊcie zatrzymani na UB w Grójcu. Po∏àczy∏em si´ zaraz z dyrektorem departamentu politycznego w MBP, panià Brystygierowà, powiedzia∏em o waszej przygodzie i prosi∏em, ˝eby wyda∏a polecenie natychmiastowego zwolnienia was. Na koniec rozmowy doda∏em, by si´ pospieszy∏a z interwencjà, gdy˝ czekam na panów z kolacjà.

120


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 121

Tak zakoƒczy∏o si´ nasze „referendowe zatrzymanie”. ByliÊmy zwolnieni wczeÊniej, zanim dokona∏a si´ interwencja. Nie umniejsza to jednak w niczym przys∏ugi doktora Majewskiego ani zdecydowanej gotowoÊci Miko∏ajczyka.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 122

Sfa∏szowane referendum

Referendum odby∏o si´ na ogó∏ spokojnie, a spo∏eczeƒstwo wzi´∏o masowy udzia∏ w g∏osowaniu. By∏o to wyrazem zdecydowanego pragnienia wyra˝enia swojej woli, dowodem nadziei, ˝e jednak mimo wszystko g∏os narodu b´dzie si´ liczy∏, i˝ przysz∏oÊç Polski rozstrzygnie si´ w sposób praworzàdny. Odpowiedê „nie” na pierwsze pytanie mia∏a oznaczaç spo∏eczny protest przeciwko terrorowi, bezprawiu i uleg∏oÊci wobec supremacji rosyjskiej; i ludzie mówili „nie”. W∏adze uczyni∏y wiele wysi∏ków agitacyjnych. Rozrzucono miliony odezw i ulotek, rozlepiono po kraju dziesiàtki tysi´cy afiszów, uruchomiono brygady robotnicze, które sz∏y na wieÊ, aby „pomagaç ch∏opom i przygotowywaç ich” do g∏osowania. Zmobilizowano samochody, uzyskano nawet samoloty, postarano si´ o benzyn´, wydano du˝o pieni´dzy. Ministrowie odbyli ca∏y szereg podró˝y agitacyjnych po Polsce, wyg∏osili dziesiàtki przemówieƒ do aktywów partyjnych, do m∏odzie˝y, do inteligencji, ch∏opów, robotników, nawet do tych, których konsekwentnie i bezpardonowo zwalczano – do kupców, rzemieÊlników i przedsi´biorców. Rozdano niema∏o obietnic i uÊmiechów. A jednak ludzie mówili „nie”. Reakcj´ na wyniki referendum mo˝na okreÊliç s∏owem „konsternacja”. Czynniki oficjalne milcza∏y, nawet cenzura pofolgowa∏a tak, ˝e mo˝na by∏o swobodnie wydrukowaç komentarze na temat przebiegu g∏osowania i postawy spo∏eczeƒstwa, a dociera∏y do nas z ró˝nych stron kraju nieoficjalne wiadomoÊci o wynikach. Przekazywane by∏y przez peeselowców i cz∏onków komisji wyborczych. Przesz∏o 90 procent g∏osujàcych powiedzia∏o „nie”, i to nierzadko nie tylko na pierwsze pytanie. Zdarza∏o si´ te˝, jak w Miƒsku

122


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 123

Mazowieckim, ˝e na pierwsze pytanie odpowiedzia∏o „tak” mniej osób, ani˝eli w tym okr´gu by∏o cz∏onków PPR. Konsternacja trwa∏a krótko. Po dwóch dniach zawiadomiono, ˝e odtàd nie wolno drukowaç innych wyników g∏osowania, ani˝eli podane urz´dowo i te oficjalne rezultaty mo˝na komentowaç tylko entuzjastycznie. Wyniki referendum sfa∏szowano cynicznie i brutalnie. Wielu komisjom obwodowym w ca∏ym kraju nie pozwolono liczyç oddanych g∏osów, a urny zabierano i przewo˝ono do bezpieki – rzekomo dla bezpieczeƒstwa, dla ochrony przed „bandami”, a w gruncie rzeczy dla sfa∏szowania. Dokonano oszustwa na miar´ niebywa∏à i w historii rzadko spotykanà. Poderwano wiar´ spo∏eczeƒstwa w mo˝liwoÊç rozstrzygania nieporozumieƒ i konfliktów przy pomocy kartki wyborczej. Naród st´skniony za prawem, praworzàdnoÊcià i stabilizacjà, odarty zosta∏ ze z∏udzeƒ i wp´dzony w bagno bezprawia. G∏ównym hersztem tej malwersacji by∏ towarzysz Roman Zambrowski. Prawda przemówi∏a jedynie w Krakowie. Tam nie da∏o si´ wyników g∏osowania sfa∏szowaç, poniewa˝ w komisjach wyborczych zasiadali doÊwiadczeni przedstawiciele wszystkich stronnictw politycznych, którzy nie dali si´ sterroryzowaç ani zastraszyç. W Krakowie na pierwsze pytanie: „tak” – odpowiedzia∏o 25 162 osoby, „nie” – 120 840 osób. Na drugie pytanie: „tak” – odpowiedzia∏o 43 997 osób, „nie” – 99 279 osób. Na trzecie pytanie: „tak” – odpowiedzia∏o 102 627 osób, „nie” – 43 892 osoby. Rzeczywiste wyniki w ca∏ym kraju zbli˝one by∏y do rezultatów krakowskich. Znalaz∏y si´ wÊród komunistów osoby, które

123


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 124

proponowa∏y ukaraç Kraków i wysiedliç ludnoÊç systemem rosyjsko-sowieckim. Pog∏oski o tych zbrodniczych zamiarach wywo∏a∏y wzburzenie wÊród ludnoÊci i sprzeciw tak˝e w szeregach komunistycznych. Tote˝ wreszcie 24 lipca „Gazeta Ludowa” mog∏a donieÊç, ˝e wzi´∏y gór´ g∏osy rozsàdku i ˝e droga pokuty Krakowa znalaz∏a si´ w zawieszeniu. Ostatnie zarzàdzenie, zabraniajàce publikowania w prasie nap∏ywajàcych wieÊci o rzeczywistych wynikach referendum, sprawi∏o, ˝e Miko∏ajczyk przerzuci∏ si´ na konferencje prasowe. Do centrali PSL przychodzili dziennikarze zagraniczni przebywajàcy w Warszawie, mi´dzy innymi korespondent sowieckiej agencji prasowej TASS. By∏em Êwiadkiem takiej konferencji, obserwowa∏em zachowanie si´ korespondentów zagranicznych i ich reakcje na oÊwiadczenia Miko∏ajczyka. Zrozumia∏em, ˝e wÊród nich jest sporo agentów komunistycznych, przysy∏anych z Zachodu oraz pewna grupka osób skorumpowanych w Polsce. Na konferencji Miko∏ajczyk mówi∏ po polsku, a wypowiedzi jego t∏umaczy∏ biegle na j´zyk angielski Wiktor Kulerski. Na dowód fa∏szerstwa wyników plebiscytu cytowa∏ otrzymywane rezultaty z wielu obwodów g∏osowania, ca∏kiem ró˝ne od wyników urz´dowych, oraz przedk∏ada∏ to nadpalone, to znowu z kana∏ów miejskich wydobyte kartki g∏osowania. Dzielni ludzie z Warszawy i z ró˝nych okolic kraju nawieêli do nas du˝o dowodów tej olbrzymiej malwersacji. Ambasadorzy paƒstw zachodnich raportowali swym rzàdom prawdziwe dane o polskim referendum, ale rzàdy te nie podejmowa∏y ˝adnej interwencji, poniewa˝ nie by∏y to wybory do sejmu. Tak zatem komunistyczne w∏adze w Polsce odby∏y bezkarnie „wielkà prób´ sprawnoÊci w niebywa∏ym fa∏szerstwie”.

124


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 125

Do wyborów bez automatu

Naród z niepokojem i troskà spoglàdaç zaczà∏ w przysz∏oÊç. Pocieszano si´, ˝e to tylko plebiscyt, ˝e wyniki nie rozstrzygajà o przysz∏oÊci Polski, jednak ponury cieƒ tej bezkarnej malwersacji po∏o˝y∏ si´ na naszym kraju i zacià˝y∏ nad bie˝àcym ˝yciem. Prasa marksistowska przez kilka tygodni prze˝uwa∏a referedowe „zwyci´stwo”, ale w ostatniej dekadzie lipca naczelny organ PPR, „G∏os Ludu”, przerwa∏ politycznà cisz´ i zajà∏ si´ naszym stronnictwem oraz obozem katolickim. Ukaza∏y si´ w tym samym numerze „G∏osu Ludu” dwa artyku∏y. Jeden podpisany przez S. Ziemskiego, pod znamiennym tytu∏em Uczciwi ludowcy muszà si´ zdecydowaç – z Polskim Stronnictwem LeÊnym czy z obozem demokracji?. Ojcostwo nazwy „Polskie Stronnictwo LeÊne” przypada W∏adys∏awowi Gomu∏ce, który przed kilku tygodniami w warszawskiej Romie dokona∏ podzia∏u PSL na PSL numer jeden, w którym tkwià uczciwi ludowcy, majàcy szans´ na to, a˝eby uzyskaç „rozgrzeszenie” z ràk przywódcy PPR, oraz PSL numer dwa – Polskie Stronnictwo LeÊne – któremu przewodzi wicepremier Miko∏ajczyk. Pan Ziemski ods∏ania∏ przed ludowcami ostatnià wr´cz szans´ „rewizji swego stanowiska i wyciàgni´cia nauki z przesz∏oÊci, aby otrzymaç rozgrzeszenie i przebaczenie demokratyczne”. Wszystko za cen´ rozbicia PSL. Drugi artyku∏, podpisany przez Andrzeja Piwowarczyka, skierowany przeciwko obozowi katolickiemu i KoÊcio∏owi, zawiera∏ podobne myÊli i sugestie. Mo˝na w nim by∏o przeczytaç: „W polskim obozie polityczno-katolickim, niejednolitym i rozdwojonym, wybijajà si´ na pierwszy plan dwie koncepcje. Sà to: koncepcja negatywna idàca po myÊli obozu wrogów demokracji, koncepcja paƒstwa w paƒstwie, reprezentowana przez kardyna∏a Hlonda i cz´Êç «dworskiego» duchowieƒstwa, oraz koncepcja,

125


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 126

której zdecydowanym terminem okreÊliç jeszcze nie mo˝emy, koncepcja streszczajàca si´ w haÊle: «JeÊli budowanie nowych czasów dokona si´ bez katolików, dokona si´ przeciw nim»”. Cel tych artyku∏ów – jasny! Rozpoczyna∏y one nowà kampani´ prasowà wed∏ug schematu powielanego wielokrotnie we wszystkich krajach demokracji ludowych. Mia∏a ona przygotowaç teren pod przysz∏e wybory do sejmu, chocia˝ termin tych wyborów nie by∏ jeszcze okreÊlony. Mia∏a równie˝ unicestwiç opozycj´ metodami nieprzebierajàcymi w Êrodkach, pos∏ugujàcymi si´ k∏amstwem, oszczerstwem, groêbà i kuszàcà obietnicà. Jedna taktyka i jeden dyrygent na wszystkie kraje wasalne. Na imi´ mu Moskwa. My oczywiÊcie broniliÊmy si´. Na ∏amach „Gazety Ludowej” toczyliÊmy polemiczne boje o prawd´, o kultur´ politycznà, o elementarne zasady przyzwoitoÊci w tej walce. Wiceprezes PSL, Stanis∏aw Baƒczyk, w krótkim czasie napisa∏ dwa màdre artyku∏y, wydrukowane na poczàtku i w po∏owie sierpnia. Pierwszy pod tytu∏em Kartka wyborcza – walka o nowà konstytucj´ i o przysz∏oÊç Polski, w którym postawi∏ pytanie: „O có˝ tu idzie walka?”. I tak na nie odpowiedzia∏: „Odpowiedê jest jasna i prosta – o wybory do parlamentu, a w konsekwencji o nowà konstytucj´, a wi´c o przysz∏oÊç Polski… ChcielibyÊmy, a˝eby prawo jednakowo obowiàzywa∏o wszystkich obywateli i ˝eby prawo by∏o przez wszystkich szanowane… Nasi przeciwnicy powiadajà, ˝e blok jest wspólnà walkà o Polsk´ demokratycznà… Pytam si´, z kim ten blok walczy∏by przy wyborach? Wiem, ˝e odpowiedê padnie «z reakcjà». Jak˝e jednak z nià walczyç, je˝eli nie ma ona mo˝liwoÊci legalnego dzia∏ania partyjnego? MyÊl´, ˝e musimy mieç cywilnà odwag´ poddaç si´ woli narodu. Niech orzeknie, niech si´ wypowie”. Drugi, pod tytu∏em JednoÊç narodowa wyp∏ywaç musi z serca, a nie z nienawiÊci, jest dramatycznym apelem o rzeczywiste wspó∏dzia∏anie i rzeczywistà jednoÊç, która wynika nie z jednakowoÊci, ale z po-

126


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 127

rozumienia. Mo˝emy w nim mi´dzy innymi przeczytaç: „Nasz rzàd nazywa si´ Rzàdem JednoÊci Narodowej. Jest to rzàd koalicyjny. G∏ównà cechà takich rzàdów jest zasada uzgadniania, czyli porozumiewania si´, a nie przeg∏osowywania si´. Stwierdziç musimy, ˝e nasi ministrowie sà stale przeg∏osowywani. Stwierdziç te˝ musimy, ˝e dzieje si´ to nie z naszej winy. Druga sprawa – to obsada stanowiska wiceprezydenta KRN po Êp. Wincentym Witosie. Stanowisko to czeka obsady te˝ nie z naszej winy. Nie sà równie˝ wype∏niane warunki umowy co do obsadzenia wiceministrów, wojewodów, starostów, w spó∏dzielczoÊci… równie˝ nie z naszej winy. Na pewno padnie zarzut, ˝e na konferencji moskiewskiej by∏a mowa o jednym stronnictwie ludowym. Tu równie˝ stwierdzam, ˝e nie z naszej winy nie dosz∏o do jednoÊci w ruchu ludowym. Je˝eli my chcemy zapytaç naród o zaufanie, je˝eli chcemy ró˝ne antagonizmy roz∏adowaç kartkà wyborczà, to wówczas nam si´ zarzuca, ˝e chcemy z automatem iÊç do wyborów. Tak pisze na przyk∏ad pan Werfel, czo∏owy publicysta PPR, pod wymownym tytu∏em Z automatem do wyborów, czyli jak pan Baƒczyk rozumie demokracj´. Panie Werfel! To nie my odgra˝amy si´ automatami”. Nastroje niepokoju i zagro˝enia, panujàce w kraju po referendum, zaznaczy∏y si´ naturalnie tak˝e w szeregach PSL. Intrygi PPR i PPS, terror bezpieki i w koƒcu jawna przemoc i bezprawie oraz s∏aboÊç ludzka zacz´∏y zbieraç niepochlebne ˝niwo. Zacz´∏y si´ mno˝yç niesnaski w centrali PSL i w jego organizacjach terenowych. Narasta∏a dezercja, rodzi∏a si´ gorsza od dezercji dywersja wewn´trzna. Mali ludzie zyskali w warunkach ówczesnej rzeczywistoÊci jakie takie posady, mieli widoki na otrzymanie mandatów poselskich, a mo˝e i lepiej p∏atnych stanowisk, a tu Miko∏ajczyk skazywa∏ ich na n´dzny chleb opozycyjny, na przeÊladowania, mo˝e na wi´zienie. W duszach ich rodzi∏y si´ wi´c uczucia niezadowolenia i buntu, a nawet nienawiÊci do tych, którzy pchali ich na drog´ wyrzeczeƒ.

127


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 128

Jan Dec mówi∏ do mnie u schy∏ku tego lata: „Nie mog´ ju˝ czytaç «Gazety Ludowej». Nie mog´ braç jej do r´ki”. Z kolei kierownik administracyjny naszej gazety, Szydluk, zwierza∏ mi si´ w taki oto sposób: „Mog´ si´ z panem za∏o˝yç, ˝e PSL pójdzie do wyborów w bloku. Teraz mogà i muszà byç targi o liczb´ mandatów i o inne ˝àdania, wi´c ka˝dy z nas postawiony jest na jakimÊ posterunku i pe∏ni wyznaczonà sobie rol´, ale to jest tylko taktyka i gra. «Gazeta Ludowa» tak˝e prowadzi gr´. Za∏o˝´ si´ z panem o butelk´ wina, ˝e blok b´dzie. Inaczej wszystko si´ rozleci”. Szydluk by∏ w przyjaêni z Banachem, Banach z Wycechem, Wycech z Nieckà, wi´c by∏o dla mnie jasne, ˝e nie jest to jego osobisty poglàd, ale wyraz nastrojów ca∏ej grupy. Ludzie zbierali si´ w gromadki, szeptali, a milkli, gdy zbli˝a∏ si´ ktoÊ uznany za zwolennika polityki prowadzonej przez Miko∏ajczyka. Z dnia na dzieƒ sytuacja w stronnictwie stawa∏a si´ dra˝liwsza. Miko∏ajczyk wcià˝ jeszcze nie mówi∏ wyraênie, ˝e nie chce bloku wyborczego, ale kluczy∏, odpowiada∏ pó∏s∏ówkami, chcia∏, aby wypowiadali si´ ludzie, sam zaÊ trzyma∏ si´ w rezerwie. Sugestie Szydluka odrzuci∏em z miejsca, ale postanowi∏em dotrzeç do sedna sprawy i dowiedzieç si´, co naprawd´ zamierza i do czego dà˝y Miko∏ajczyk w kwestii wyborów sejmowych, o których mówi∏o si´ i czyta∏o w prasie, ˝e odb´dà si´ wkrótce. Zaszed∏em wi´c jednego wieczoru do niego i gdy byliÊmy sami, powiedzia∏em: – Wydaje mi si´, ˝e PSL mog∏oby pójÊç na blok wyborczy… – nie skoƒczy∏em jeszcze zdania, gdy Miko∏ajczyk ˝achnà∏ si´, nie s∏owami co prawda, ale gestem i ruchem cia∏a. Tak dowiedzia∏em si´ prawdy i spokojnie dokoƒczy∏em: – W pewnych okr´gach, na przyk∏ad na Ziemiach Odzyskanych, jako jeszcze niepewnych i zagro˝onych pod wzgl´dem narodowym. Miko∏ajczyk wyraênie by∏ zadowolony z mojego powiedzenia i rzek∏:

128


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 129

– No tak. Tu i ówdzie moglibyÊmy poprzeç PPR i zawrzeç regionalne porozumienie. WyjaÊni∏em Miko∏ajczykowi, ˝e by∏em i jestem przeciwnikiem bloku wyborczego na ca∏y kraj i tylko mo˝liwoÊci lokalnych porozumieƒ mia∏em na myÊli. MówiliÊmy nast´pnie o sytuacji w PSL i o panujàcych w stronnictwie nastrojach. – Centrala nasza – powiedzia∏em – zamienia si´ w gniazdo os. Coraz trudniej jest mi prowadziç «Gazet´ Ludowà». Ró˝ni ludzie zwalczajà mnie nami´tnie, bo nie majà jeszcze odwagi zwalczaç pana, panie premierze. MyÊl´ coraz cz´Êciej, ˝e powinienem z naszej gazety ustàpiç. – Jak to??? – Nie przed wyborami – uspokoi∏em Miko∏ajczyka. – Tego nie zrobi´. To by∏aby dezercja z pola bitwy, ale po wyborach mam zamiar to uczyniç. Nie umiem redagowaç partyjnego dziennika, a zresztà nie chc´ borykaç si´ z przeciwnikami wewn´trznymi, skoro wrogów zewn´trznych jest co niemiara. Przeciwnicy w stronnictwie zarzucajà mi, ˝e nie respektuj´ programu PSL. Odpowiadam im, ˝e nie jestem talmudystà i nie chc´ byç komentatorem tego swoistego talmudu, jakim jest program partyjny. Miko∏ajczyk podzieli∏ mojà opini´ i podzi´kowa∏ za to, ˝e przed wyborami nie zamierzam porzuciç kierownictwa redakcji, po czym zapyta∏: – Jak pan sàdzi, czy na czas kampanii wyborczej zawieszà «Gazet´ Ludowà»? – Nie, tego nie zrobià – odpar∏em z przekonaniem – chocia˝by ze wzgl´du na zagranic´, ale zrobià wszystko, by jà wyja∏owiç. Nie b´dzie w niej co czytaç. Miko∏ajczykowi widocznie odpowiada∏a moja ocena, poniewa˝ rozchmurzy∏ si´ i rzek∏: – To jest mo˝liwe i prawdopodobne. By∏a to jedna z ostatnich rozmów z Miko∏ajczykiem przed moim uwi´zieniem.

129


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 130

Polska jak Rumunia

Wiedzàc o kapitulanckich nastrojach w szeregach PSL, postanowi∏em wykorzystaç sytuacj´ w Rumunii i pod szyldem rumuƒskim powiedzieç kilka s∏ów prawdy w∏asnym, chwiejàcym si´ ludziom. Rumunia, podobnie jak Polska, znajdowa∏a si´ w owym czasie przed wyborami do parlamentu, których przeprowadzenia domaga∏y si´ coraz natarczywiej Anglia i Ameryka. Komunistyczny rzàd rumuƒski pod przewodnictwem towarzysza Grozy (nomen omen) stworzy∏ blok wyborczy, do którego wesz∏y ugrupowania marksistowskie i lewicujàce, natomiast nie chcia∏a wejÊç do niego partia narodowo-ch∏opska, dzia∏ajàca od wielu lat pod przewodnictwem Juliusza Maniu, by∏ego kilkakrotnego premiera i ministra. By∏a ona stronnictwem szczerze patriotycznym, a jedna z jej uchwa∏ brzmia∏a: „Niech Bóg skarze tych, którzy niszczà Rumuni´!”. Partia ta by∏a odpowiednikiem naszego PSL, a wydarzenia, które si´ w niej rozgrywa∏y, do z∏udzenia przypomina∏y rozwój sytuacji w naszym stronnictwie. Otó˝ utworzy∏a si´ w niej grupa oportunistów, którzy opowiadali si´ za przystàpieniem do bloku. W lipcu odby∏a si´ w Bukareszcie sesja Komitetu Wykonawczego partii narodowo-ch∏opskiej. Na niej Maniu – atakowany przez kapitulantów – zrezygnowa∏ ze stanowiska prezesa stronnictwa. W Rumunii i za granicà jego rezygnacja wywo∏a∏a du˝e wra˝enie i liczne komentarze. Powszechne by∏o przekonanie, ˝e na nast´pnej sesji KW Maniu ponownie b´dzie wybrany prezesem i jego rezygnacja by∏a posuni´ciem taktycznym, majàcym zmusiç kapitulantów do odwrotu i zaniechania agitacji za blokiem. Spodziewano si´, ˝e Maniu cofnie swojà rezygnacj´.

130


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 131

By∏o charakterystyczne, ˝e oportuniÊci rekrutowali si´ niemal wy∏àcznie spoÊród inteligencji, gdy tymczasem ch∏opi wypowiadali si´ za taktykà Maniu i za samodzielnym pójÊciem do wyborów, pomimo przeÊladowaƒ, jakie na nich spada∏y ze strony policji i w∏adz administracyjnych. O tych wydarzeniach napisa∏em artyku∏, w którym poÊrednio przestrzega∏em rodzimych oportunistów, ˝e tak jak w Rumunii, nie znajdà wÊród ch∏opów poparcia. Artyku∏ wywo∏a∏ w PSL niema∏e wra˝enie, zw∏aszcza wÊród kapitulantów. Zdarzy∏o si´, ˝e wkrótce po jego ukazaniu si´ odwiedziç musia∏em prezesa naszej Rady Naczelnej, ministra doktora W∏adys∏awa Kiernika. Zajecha∏em do Ministerstwa Administracji Publicznej, które mieÊci∏o si´ przy ul. Rakowieckiej. Minister Kiernik by∏ wieloletnim dzia∏aczem ludowym, wywodzàcym si´ jeszcze z czasów galicyjskich. Adwokat w Bochni, mia∏ Kiernik w tamtych odleg∏ych czasach niema∏e szanse zaprawienia si´ do ˝ycia politycznego i do wybicia si´. Po odzyskaniu niepodleg∏oÊci by∏ te˝ kilkakrotnie ministrem, sàdzony by∏ w g∏oÊnym procesie brzeskim, jad∏ przez kilka lat gorzki chleb emigranta politycznego w Czechos∏owacji. Mo˝na powiedzieç, ˝e przeszed∏ przez wszystkie etapy burzliwego rozwoju ruchu ludowego, przetrwa∏ burze i zawieruchy polityczne, uczestniczy∏ w rozlicznych politycznych wzlotach i upadkach. W czerwcu 1945 roku pojecha∏ do Moskwy w zast´pstwie chorego Witosa. W czasie rozmów w Moskwie odegra∏ rol´ wielce ugodowà. Kiedy bowiem Miko∏ajczyk, nie mogàc si´ dogadaç z Komitetem Lubelskim, zaproponowa∏, ˝eby rozstrzygni´cie kwestii spornych z∏o˝yç w r´ce trzech wielkich mocarstw, Kiernik „rozdar∏ szaty” i zawo∏a∏: „Nie wypada, a˝eby Polacy nie mogli porozumieç si´ ze sobà i musieli odwo∏ywaç si´ do obcych potencji”. Tak zatem ju˝ umowa moskiewska zawiera∏a w sobie niejakie znamiona kapitulacji wobec „b∏ogos∏awionych” przez Moskw´ agentów komunistycznych.

131


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 132

Witos mówi∏ przed Êmiercià do naszych ludzi, ˝e Kiernik sam narzuci∏ si´ na delegata do rozmów w Moskwie, i ostrzega∏ ich stanowczo: „Nie oddajcie stronnictwa w r´ce Kiernika, bo to jest cz∏owiek s∏aby”. RzeczywiÊcie by∏ politykiem ust´pliwym, sk∏onnym do g∏´bokiego nieraz kompromisu, mogàcego zaprzepaÊciç interesy publiczne. Dotrzymywa∏ niby kroku Miko∏ajczykowi, ale w ró˝nych okolicznoÊciach dzia∏a∏ hamujàco. Podobnà postaw´ zajmowa∏a pani Kiernikowa, która przy ka˝dej okazji mówi∏a do mnie: „Róbcie blok wyborczy. Ju˝ dosyç tej walki”. Nie ulega wàtpliwoÊci, ˝e Kiernik nie mia∏ z tej „domowej” strony zach´ty do oporu, wr´cz przeciwnie, namawiany by∏ do kapitulacji. Kiedy zaszed∏em do niego, skierowa∏ rozmow´ na artyku∏ „Gazety Ludowej” o rumuƒskiej partii narodowo-ch∏opskiej i zapyta∏: – Skàd wzi´liÊcie informacje o Maniu i ludowcach rumuƒskich? – Z biuletynu poufnego PAP. Przynajmniej tak mi si´ zdaje. – Ja otrzymuj´ ten biuletyn. Owszem, niektóre szczegó∏y by∏y stamtàd wzi´te, ale by∏y te˝ uwagi jakby napisane przy biurku w Warszawie, obliczone na stosunki w PSL. – JeÊli w poufnym biuletynie PAP nie by∏o niektórych informacji, to zapewne wzi´te by∏y z serwisu radiowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. – Jest taki serwis? Nie wiedzia∏em o tym. Zwróc´ si´ do MSZ, ˝eby mi go przysy∏ali. Artyku∏ „Gazety Ludowej” o ludowcach rumuƒskich – ciàgnà∏ dalej Kiernik – zrobi∏ na mnie takie wra˝enie, jakby by∏ zamówiony. Uderzy∏ mnie zw∏aszcza ust´p o kapitulanckich inteligentach. Mog´ panu powiedzieç, a pan mo˝e to komuÊ powtórzyç, ˝e ja roz∏amu w stronnictwie nie zrobi´. Ucieszy∏o mnie zapewnienie Kiernika, a z przebiegu rozmowy by∏o jasne, ˝e podejrzewa∏ on Miko∏ajczyka o „zamówienie” u mnie tego artyku∏u i chcia∏ si´ ode mnie dowiedzieç, jak to by∏o. OczywiÊcie Miko∏ajczyk nic u mnie nie zamawia∏, artyku∏ by∏ wy∏àcznie moim pomys∏em i dzie∏em.

132


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 133

Porozumienie z KoÊcio∏em

Zdecydowany atak przypuÊcili komuniÊci równie˝ na KoÊció∏, na Stronnictwo Pracy, na ca∏y obóz katolicki. Stronnictwo Pracy by∏o partià niewielkà, o niezbyt szerokim zasi´gu, ale mia∏o szans´ staç si´ du˝à partià politycznà ze wzgl´du na postaw´ wi´kszoÊci jego cz∏onków i zwolenników. Tote˝ kiedy powróci∏ do kraju Karol Popiel i zapad∏a decyzja o ujawnieniu si´ stronnictwa, komuniÊci natychmiast postarali si´ o stworzenie drugiego Stronnictwa Pracy, powo∏anego na zjeêdzie w Bydgoszczy w lipcu 1945 roku. Rol´ wtyczek komunistycznych odegrali: wojewoda poznaƒski, adwokat Widy-Wirski oraz wicewojewoda bydgoski, Zygmunt Felczak. Prezesur´ zaproponowano Popielowi, ten jednak odmówi∏, usi∏ujàc stworzyç odr´bne ChrzeÊcijaƒskie Stronnictwo Pracy. W∏adze nie zgodzi∏y si´ na jego zalegalizowanie i represjami, aresztowaniami oraz bardzo silnà presjà politycznà zmusi∏y go do ust´pstw. Zosta∏y podj´te rozmowy mi´dzy obu grupami, doprowadzajàc do ich po∏àczenia. Utworzono w grudniu wspólny Komitet Wykonawczy pod przewodnictwem Popiela. Teraz, w lipcu 1946 roku, grupa Widy-Wirskiego dokonywa∏a roz∏amu w Stronnictwie Pracy, starajàc si´ zdominowaç jego w∏adze. Przed kongresem, który mia∏ si´ odbyç 19 i 20 lipca, grupa ta za˝àda∏a 40 procent miejsc we w∏adzach. Kiedy spotka∏a si´ z odmowà, samowolnie wyda∏a komunikat o odroczeniu kongresu, bez podania nast´pnego terminu. W odpowiedzi Zarzàd G∏ówny zawiesi∏ dzia∏alnoÊç SP. Podj´to jeszcze próby wyjÊcia z impasu i dogadania si´. Bezskutecznie. Fina∏ tych prób dokona∏ si´ na jedenastej sesji KRN we wrzeÊniu 1946 roku, ale to ju˝ dalsza historia.

133


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 134

Walka z KoÊcio∏em, ze Êwiatopoglàdem chrzeÊcijaƒskim czy w ogóle religijnym zawsze by∏a elementem strategii komunistycznej. W Polsce przywiàzywano do niej szczególnà wag´ ze wzgl´du na pozycj´ i znaczenie KoÊcio∏a katolickiego oraz postaw´ polskich biskupów, zw∏aszcza prymasa Polski, ksi´dza kardyna∏a Augusta Hlonda. Kardyna∏ postara∏ si´ o zmian´ diecezji zarzàdzanych przez prymasa z diecezji Gniezno i Poznaƒ na Gniezno i Warszaw´. Przeprowadziwszy t´ reform´, prymas urzàdzi∏ si´ prowizorycznie w Warszawie, w lokalu oddanym do jego dyspozycji przez siostry wizytki. Pa∏ac kardynalski na Miodowej nie by∏ jeszcze wtedy odbudowany. Kardyna∏ Hlond pilnie obserwowa∏ wszystko, co dzia∏o si´ w naszym kraju, i darzy∏ przychylnoÊcià dzia∏alnoÊç zmierzajàcà do zachowania niezale˝noÊci w organizowaniu i urzàdzaniu wewn´trznego ˝ycia spo∏ecznego, gospodarczego i politycznego. Ma∏o tego, udziela∏ tym dzia∏aniom moralnego poparcia, zachowujàc stanowczà i niez∏omnà postaw´ wobec rozmaitych form i aktów gwa∏tu i bezprawia. Kiedy w lipcu sta∏o si´ pewne, ˝e wybory do sejmu odb´dà si´ w niedalekim terminie i ˝e komuniÊci liczà na rozdêwi´ki w obozie katolickim, zwróci∏em si´ do Miko∏ajczyka z propozycjà, a˝eby PSL nawiàza∏o poufny kontakt z prymasem Hlondem. Chodzi∏o o to, by zapewniç dla PSL poparcie KoÊcio∏a w kampanii wyborczej i ustaliç rozsàdnà taktyk´ dzia∏ania. Proponowa∏em, ˝eby na „∏àcznika” upatrzeç jakàÊ osobistoÊç cieszàcà si´ autorytetem moralnym, nie bioràcà udzia∏u w aktualnej walce politycznej, nale˝àcà w swoim Êwiatopoglàdzie do Êwiata wolnego. Miko∏ajczyk zaakceptowa∏ mój projekt, wi´c rozpoczà∏em dzia∏anie. Podjà∏ si´ tej roli znakomity matematyk o Êwiatowej s∏awie, profesor UW doktor Wac∏aw Sierpiƒski. „Jest mi to na r´k´ – mówi∏ profesor Sierpiƒski – tak˝e i z tej przyczyny, ˝e Warszawskie Towarzystwo Naukowe, któremu przewodz´, zabiega u rzàdu

134


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 135

o zwrot zabranych mu majàtków ziemskich. Pan Miko∏ajczyk jest ministrem rolnictwa, wi´c bytnoÊci moje u niego nie b´dà budziç podejrzeƒ”. Skoro profesor przyjà∏ zaproponowanà mu przeze mnie misj´, zawiadomi∏em o tym Miko∏ajczyka, a nast´pnie uda∏em si´ do prymasa Hlonda. W poczekalni zasta∏em sporo czekajàcych interesantów duchownych i Êwieckich, ale sekretarz umo˝liwi∏ mi przyj´cie bez czekania. Ksiàdz prymas interesowa∏ si´ przyjaênie walkà, jakà prowadzi∏o PSL, i kilkakrotnie podkreÊla∏, ˝e opór stronnictwa stawiany komunizmowi zas∏uguje na uznanie i szacunek spo∏eczeƒstwa. Hlond zaakceptowa∏ „∏àcznika” w osobie profesora Sierpiƒskiego i zapewni∏ mnie, ˝e wed∏ug swoich mo˝liwoÊci b´dzie popiera∏ PSL. W ten sposób wykona∏em swoje zadanie. Nie interesowa∏em si´ wi´cej tà sprawà, ale od Miko∏ajczyka wiedzia∏em, ˝e profesor Sierpiƒski dzia∏a∏. Drugim czo∏owym autorytetem w hierarchii koÊcielnej by∏ ksiàdz arcybiskup metropolita krakowski Adam Sapieha, mianowany kardyna∏em przez Stolic´ Apostolskà wczesnà wiosnà 1946 roku. Adam Sapieha zas∏u˝y∏ sobie na powszechny szacunek jako cz∏owiek i jako kap∏an, przez swojà odwa˝nà i nieugi´tà postaw´, za ochron´ godnoÊci narodowej w czasie okupacji niemieckiej i za ca∏à swojà dzia∏alnoÊç. We wrzeÊniu 1939 roku nie uleg∏ panice i pozosta∏ na miejscu, a jego siedziba w Krakowie sta∏a si´ ostojà spo∏eczeƒstwa. Pomoc, rad´ i obron´ znajdowali w niej wszyscy potrzebujàcy, niezale˝nie od wyznania i od tego, co sobà reprezentowali. Odbywa∏y si´ tam równie˝ – przez ca∏y czas okupacji – zjazdy i konferencje biskupów, na których omawiano metody tej pomocy oraz sposoby przeciwstawienia si´ polityce hitlerowskiej. Dostojników hitlerowskich, wysy∏anych przez Franka, przyjmowa∏ wynioÊle i dumnie, zachowujàc stanowczà i bezkompromisowà postaw´ wobec gwa∏tów niemieckich.

135


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 136

Kiedy pewnego dnia Frank, chcàc wykorzystaç osob´ ksi´dza metropolity dla swoich celów, przys∏a∏ do niego list, pe∏en kurtuazji i komplementów, z proÊbà o odwiedzenie go na Wawelu – nie tylko jej nie spe∏ni∏, ale wyjecha∏ demonstracyjnie na inspekcj´ swojej diecezji. Niez∏omnà postaw´ zachowywa∏ bez wzgl´du na represje stosowane przez hitlerowców wobec niego i duchowieƒstwa. By∏y momenty, ˝e ca∏e najbli˝sze otoczenie ksi´dza metropolity, od ksi´dza kanclerza do ksi´˝y notariuszy, znajdowa∏o si´ w wi´zieniu na Montelupich lub w obozie oÊwi´cimskim, a protesty nie by∏y uwzgl´dniane. Tote˝ kardyna∏ Adam Sapieha cieszy∏ si´ powszechnym, niek∏amanym szacunkiem spo∏eczeƒstwa. W ca∏ej ówczesnej prasie warszawskiej tylko „Gazeta Ludowa” uczci∏a go godnie z okazji nominacji na kardyna∏a, przypominajàc jego postaw´ i zas∏ugi w artyku∏ach doktora Jana Lankaua i redaktora Stankiewicza (pseudonim „Jan Olszaƒski”). Artyku∏ Lankaua czyta∏em i akceptowa∏em przed oddaniem do druku, natomiast artyku∏em Stankiewicza by∏em zaskoczony. Dopiero bowiem w nocy przed∏o˝ono mi w drukami kolumn´, na której znalaz∏em dwa artyku∏y o ksi´dzu kardynale. Zaj´∏y one prawie trzy czwarte strony, a w naszej gazecie stale brakowa∏o miejsca. – Czy nie za du˝o o kardynale? – spyta∏em Stankiewicza. – Sapieha zas∏uguje na to – odpar∏. – Nie wàtpi´ o tym, ale jesteÊmy osaczeni przez wrogów politycznych, a i w PSL mamy przeciwników. Rzucà si´ na nas, oskar˝à o tendencje klerykalne, b´dziemy mieç nowe k∏opoty. Stankiewicz przyzna∏, ˝e nie uprzedzi∏ mnie o swoim artykule z obawy, ˝e nie zgodz´ si´ na jego wydrukowanie. Dowodzi∏ te˝, ˝e kolumn´ trzeba wydrukowaç bez zmian ze wzgl´du na póênà nocnà godzin´. Uznawa∏em w pe∏ni zas∏ugi i wielkoÊç kardyna∏a Sapiehy, wi´c bez wi´kszego oporu zgodzi∏em si´ na wydrukowanie obu artyku∏ów.

136


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 137

Wrzawa przysz∏a, lecz nie ze strony marksistów, ale z szeregów PSL. Wszyscy lewicowi malkontenci, Rek, Dec i inni, biegali po centrali stronnictwa i judzili przeciwko naszej redakcji z powodu Sapiehy. Przy∏àczy∏ si´ do nich Banach, który nawet przeprowadzi∏ ze mnà rozmow´ na temat kardyna∏a. Banach w koƒcu uzna∏, ˝e nale˝a∏o uczciç Sapieh´, ale podtrzyma∏ do koƒca twierdzenie, ˝e „za du˝o artyku∏ów i za du˝o miejsca w gazecie” poÊwi´ciliÊmy kardyna∏owi. Wrzawa min´∏a szybko. Miko∏ajczyk nie zamieni∏ ze mnà ani s∏owa w tej kwestii, co uzna∏em za milczàcà aprobat´ mojej decyzji. Zresztà kardyna∏ rzeczywiÊcie na to zas∏ugiwa∏. Trzeba tu jeszcze przypomnieç, ˝e po swojej nominacji Sapieha pojecha∏ do Rzymu, a˝eby za nià podzi´kowaç papie˝owi i przedstawiç si´ w charakterze kardyna∏a. Wyjecha∏ bez przepisanego dla kardyna∏ów paradnego i bardzo kosztownego stroju. W Watykanie proponowano mu po˝yczk´ na kupno kardynalskiej purpury i drogich gronostajów. Sapieha odmówi∏, stwierdzajàc, ˝e w Polsce po wojnie jest tyle zniszczeƒ i tyle biedy, ˝e sà pilniejsze potrzeby. Stanowisko to wywo∏a∏o odruch powszechnego szacunku i uznania w kraju i za granicà. Mówiono te˝ o tym, ˝e jadàc do Rzymu, zabra∏ ze sobà poufne pisma z kraju do politycznych i wojskowych czynników polskich zagranicà. Dojecha∏y do Rzymu bez komunistycznej cenzury. CeniliÊmy t´ us∏ug´ jako przejaw obywatelskiej odwagi i patriotycznych uczuç ksi´dza kardyna∏a. KoÊció∏ zarówno w przesz∏oÊci, jak i teraz stanowi∏ niezale˝nà, niedajàcà si´ podporzàdkowaç si∏´. Tote˝ nic dziwnego, ˝e komuniÊci nie pozostawili duchowieƒstwa w spokoju, starajàc si´ nawet tu prowadziç destrukcyjnà dzia∏alnoÊç. Stosowano wypróbowane metody, a przede wszystkim demoralizacj´ i tà drogà pozyskiwano ludzi, których cz´sto szanta˝em zmuszano do pos∏uszeƒstwa.

137


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 138

Pojawi∏o si´ nowe okreÊlenie: „ksiàdz-patriota”. Byli to duchowni, którzy – na pewno z ró˝nych pobudek – poszli na wspó∏prac´ z re˝imem komunistycznym. Cieszyli si´ w Polsce i za granicà smutnà s∏awà i nieraz zadawa∏em sobie pytanie: dlaczego to robià? Wyczerpujàcà odpowiedê da∏ mi w tej kwestii pewien funkcjonariusz bezpieki, którego spotka∏em w wi´zieniu mokotowskim w 1948 roku. By∏ on za jakieÊ przewinienia skazany na Êmierç, a nast´pnie u∏askawiony. Trzymany by∏ przez jakiÊ czas w celi, w której wi´kszoÊç stanowili wi´êniowie polityczni i ja by∏em mi´dzy nimi. Zaszywa∏em si´ z nim w jakiÊ kàt celi i s∏ucha∏em jego opowieÊci o bezpiece i o metodach jej dzia∏ania. Ubowiec opowiada∏: „Pozyskanie ksi´dza dla wspó∏dzia∏ania z UB by∏o uwa˝ane za niema∏y sukces. Tote˝ funkcjonariusze bezpieki rozwijali du˝à pomys∏owoÊç w tym kierunku. Najcz´Êciej i najskuteczniej pos∏ugiwali si´ wykolejeniami ksi´˝y w ró˝nych dziedzinach ˝ycia, specjalnie zaÊ w kwestiach erotycznych. Na drugim miejscu stawiano alkoholizm i chciwoÊç. Wsz´dzie tam, gdzie ksi´˝a ∏amali celibat, nadu˝ywali alkoholu, przejawiali chciwoÊç materialnà, bezpieka zarzuca∏a sieci. Naj∏atwiej sz∏o ubowcom tam, gdzie górowa∏y sprawy erotyczne. Wchodzàce w gr´ kobiety terroryzowano, wydobywano z nich zeznania pe∏ne drastycznych szczegó∏ów. Zmuszano je do organizowania z ksi´˝mi intymnych scen, które fotografowano przy ich wymuszonym wspó∏dzia∏aniu. Potem puszczano w ruch wyrafinowany aparat szanta˝u. Gro˝ono kompromitacjà wobec w∏adz koÊcielnych i wobec ludnoÊci. Kobietom zapowiadano wystawienie ich na poÊmiewisko i na zemst´ ze strony podburzonych parafianek. Odgra˝ano si´ og∏oszeniem w prasie posiadanych zeznaƒ i fotografii. Nerwy ksi´˝y i kobiet nie zawsze wytrzymywa∏y huraganowy obstrza∏ bezpieki. Stàd sporo «ksi´˝y-patriotów» w naszym kraju, przy czym niejeden z nich pe∏ni∏ z pewnoÊcià haƒbiàcà s∏u˝b´ konfidenta UB”.

138


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 139

Nie ulega wàtpliwoÊci, ˝e w zmienionych okolicznoÊciach w∏adze koÊcielne wyciàgnà w∏aÊciwe konsekwencje wobec „ksi´˝y-patriotów” i oczyszczà atmosfer´ w szeregach duchowieƒstwa. Ksi´˝a w Polsce posiadajà wielki autorytet moralny, zdobyty nie tylko dlatego, ˝e sà szafarzami ∏ask religijnych, ale i dlatego, ˝e w okresie ci´˝kiej próby, jakà by∏a okupacja niemiecka, a nast´pnie sowiecko-komunistyczna, z∏o˝yli wiele dowodów patriotyzmu i ponieÊli du˝o bolesnych ofiar w s∏u˝bie wiary i ojczyzny.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 140

Instynkt przeciwko prowokacji

Lato 1946 roku nie by∏o w Polsce ani na szerokim Êwiecie latem kaniku∏y politycznej. W Pary˝u zjechali si´ w lipcu przedstawiciele 21 paƒstw na konferencj´ pokojowà, w Polsce zaÊ myÊli kierujàcych ko∏ami politycznymi obróci∏y si´ ku wyborom sejmowym, a wi´c ku istotnemu rozstrzygni´ciu naszych losów. Najwi´kszà troskà, jaka w owym czasie nas nurtowa∏a, by∏a troska o to, co i jak trzeba zrobiç, aby w wyborach sejmowych zapobiec cynicznemu fa∏szowaniu wyników g∏osowania. Niektórzy dzia∏acze polityczni próbowali jeszcze montowaç blok wyborczy z udzia∏em PSL, ale bardziej trzeêwo patrzàcy na bieg zdarzeƒ upewniali si´ w mniemaniu, ˝e PSL pójdzie do wyborów osobno. Walka komunistów z nami nie ustawa∏a ani na chwil´. W lipcu zawieszono dzia∏alnoÊç PSL w powiecie cieszyƒskim na Âlàsku. W komunikacie urz´dowym podano, ˝e sta∏o si´ to na skutek „udowodnionej wspó∏pracy tamtejszej organizacji PSL z antydemokratycznymi, nielegalnymi organizacjami podziemnymi, co stwarza∏o niebezpieczeƒstwo wi´kszych akcji dywersyjnych majàcych na celu obalenie demokratycznego ustroju w Polsce”. Dzia∏acze nasi na prowincji byli terroryzowani przez bezpiek´, aresztowani i gn´bieni w wi´zieniach, niejednokrotnie podst´pnie mordowani. Moja obecnoÊç w gazecie by∏a potrzebna, wi´c w lecie tego roku zrezygnowa∏em z urlopu wypoczynkowego i kierowa∏em nieprzerwanie naszym dziennikiem i obronà przed niekoƒczàcymi si´ atakami. Twardy i wytrwa∏y opór, jaki PSL stawia∏o dyktatorskim ˝àdaniom komunistów w sprawie bloku wyborczego i monopolu w∏adzy w Polsce, wywo∏a∏ wielkie wra˝enie i uznanie wÊród Polaków

140


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 141

w kraju i za granicà. Nawet te ko∏a emigracyjne, z którymi ruch ludowy by∏ w otwartej walce przed wojnà i w czasie wojny, sk∏ada∏y teraz ho∏d naszemu stronnictwu i jego kierownictwu. Miko∏ajczyk, którego zwalczano na emigracji za to, ˝e wróci∏ do kraju i wszed∏ do rzàdu, odzyska∏ sympati´ i uznanie wsz´dzie tam, gdzie uprzedzenie i zacietrzewienie partyjne ustàpi∏o miejsca rozsàdkowi politycznemu i narodowemu. Przejawi∏o si´ to mi´dzy innymi w wypowiedziach i ocenach nowojorskiego organu sanacyjnego „Nowy Âwiat”, kierowanego przez pu∏kownika Matuszewskiego. Pismo to mia∏o odwag´ napisaç i przyznaç, ˝e walka prowadzona przez PSL przeciwko supremacji komunistyczno-rosyjskiej w Polsce jest zjawiskiem krzepiàcym i godnym podziwu; zjawiskiem o znaczeniu historycznym dla narodu polskiego. Ta walka nie pozosta∏a bez wp∏ywu na stosunki polityczne w naszym kraju. W szeregach PPS zacz´li podnosiç g∏ow´ dzia∏acze, którym dokuczy∏a komenda komunistyczna. Skoro PSL zacz´∏o domagaç si´ dotrzymania umowy moskiewskiej i wprowadzenia swoich ludzi do ró˝nych organów w∏adzy paƒstwowej i finansowo-gospodarczej, równie˝ w PPS poczyniono obliczenia personalne i stwierdzono, ˝e ta partia, przecie˝ tak˝e robotnicza, jest wyraênie pokrzywdzona; ˝e wszystkie wa˝ne stanowiska w paƒstwie, gospodarce i samorzàdzie obsadzone sà przez komunistów starej i ca∏kiem Êwie˝ej daty. Bardzo cz´sto przez n´dzne kreatury i bezideowych ludzi koniunktury. Od dawna zresztà dochodzi∏o do lokalnych nieporozumieƒ mi´dzy dzia∏aczami obu partii robotniczych. Przyk∏adem takich nieporozumieƒ by∏a nami´tna batalia w ∏onie Ligi Morskiej w poczàtkach 1946 roku. Prezesem Ligi by∏ niejaki ˚o∏na, cz∏onek PPR, a nale˝eli do niej spoÊród PPS Stanis∏aw Ajnenkiel oraz Kazimierz Rusinek. Dzia∏alnoÊç ˚o∏ny by∏a przez pepeesowców oceniana krytycznie. PrzenieÊli oni w koƒcu krytyk´ z ∏ona Ligi na forum publiczne. Ajnenkiel, którego zna∏em,

141


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 142

a który w czasie okupacji niemieckiej dzia∏a∏ wÊród pracowników magistratu warszawskiego i by∏ w podziemiu, zwróci∏ si´ do mnie z proÊbà o wydrukowanie artykuliku nieprzyjemnego dla prezesa ˚o∏ny. Zrobi∏em to. Z kolei ˚o∏na chcia∏ na naszych szpaltach odpowiadaç na zarzuty Ajnenkiela. Do rozgrywki wciàgni´to agencj´ socjalistycznà, której Rusinek oÊwiadczy∏, ˝e to, co robi prezes ˚o∏na jest sprzeczne z dobrymi obyczajami. W tym czasie nasza redakcja otrzyma∏a anonimowy list z Gdaƒska oraz przesy∏k´ gazet wychodzàcych na Wybrze˝u. Zarówno list, jak i gazety oskar˝a∏y Rusinka o to, ˝e w obozie koncentracyjnym w Stutthofie – gdzie przebywa∏ osadzony przez Niemców za organizowanie w Gdyni, we wrzeÊniu 1939 roku, zast´pów zbrojnych Czerwonych Kosynierów – pe∏ni∏ funkcj´ kapo i wspó∏dzia∏a∏ z niemieckimi w∏adzami obozowymi na szkod´ wi´êniów. Zarzut ci´˝ki i haƒbiàcy. JakiÊ instynkt wewn´trzny ostrzeg∏ mnie przed mieszaniem si´ w te oskar˝enia. Dziwnie skojarzy∏o mi si´ to z rozgrywkami w Lidze Morskiej i z praktykami komunistów, a˝eby kompromitowaç niewygodnych pepeesowców. Nie da∏em wi´c wciàgnàç siebie ani gazety do walki przeciwko Rusinkowi. Decyzja by∏a rozsàdna. Znacznie póêniej dowiedzia∏em si´, ˝e to w∏aÊnie bezpieka, dzia∏ajàc na rozkaz rosyjskiego NKWD, organizowa∏a nagonk´ przeciw Rusinkowi i czyni∏a wysi∏ki, a˝eby go zhaƒbiç i zniszczyç. Niema∏e te˝ by∏o moje zadowolenie, ˝e kierowana przeze mnie gazeta nie sta∏a si´ narz´dziem komunistycznej intrygi przeciwko dzia∏aczowi socjalistycznemu. Natomiast w maju wydrukowa∏em w „Gazecie Ludowej” notatk´ pod tytu∏em Honor pana Kazimierza Rusinka – Uchwa∏a CKW PPS. Otó˝ CKW PPS w specjalnej uchwale uzna∏ wieÊci o Kazimierzu Rusinku „za plugawà kampani´ oszczerczà, szarpiàcà jego czeÊç osobistà i honor partii, której jest cz∏onkiem” oraz g∏osi∏, ˝e „z pogardà pot´pia wszystkich bioràcych udzia∏

142


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 143

w oszczerczej kampanii i poleca Sekretarzowi Generalnemu spowodowanie pociàgni´cia winnych do odpowiedzialnoÊci karnej”. Na koniec CKW PPS postanowi∏ wystàpiç do Prezydium KRN o odznaczenie Rusinka za jego dzia∏alnoÊç w niemieckich obozach koncentracyjnych. Po wielu latach dowiedzia∏em si´ od wielce sympatycznego poety i literata, Jana Szczawieja, ˝e Rusinek by∏ wówczas i póêniej w wielkim niebezpieczeƒstwie. Bezpieka ostrzy∏a sobie na niego z´by i nó˝ i chcia∏a wytoczyç mu groêny proces. CoÊ niespodziewanego stan´∏o na przeszkodzie i pisarz ocala∏. Tym bardziej jest mi mi∏o, ˝e odrzuci∏em natarczywe sugestie kampanii osobistej przeciwko niemu.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 144

Do Edwarda i Henryka, czyli dyskusja PPS z PPR

W pierwszych dniach sierpnia odby∏o si´ zebranie „ch∏opów-socjalistów”, na którym premier Osóbka-Morawski wystàpi∏ z referatem politycznym o sytuacji wewn´trznej w kraju. Zapowiedzia∏ walk´ z „objawami sekciarstwa” na wszystkich odcinkach. Dotyczy∏o to objawów fermentu w szeregach PPS. Zdarzy∏o si´ te˝, ˝e wczesnà wiosnà wybitny ∏ódzki dzia∏acz PPS, Henryk Wachowicz, mianowany zosta∏ wiceministrem bezpieczeƒstwa publicznego. Otràbiono to jako wielki sukces PPS i wielkie ust´pstwo PPR. Istotnie zdawaç si´ mog∏o, ˝e wraz z Wachowiczem do rosyjskiej placówki w naszym kraju, jakà by∏a bezpieka, wedrze si´ troch´ polskiej atmosfery i ˝e z∏agodniejà metody dzia∏ania tej straszliwej katowni naszego narodu. Z∏udzenia rozwia∏y si´ szybko. Wiceminister Wachowicz najpierw zapozna∏ si´ ze swoim resortem, a kiedy uzna∏, ˝e ju˝ „siedzi w siodle”, rozkaza∏ zwolniç z wi´zienia jakiegoÊ socjalist´ z WRN, którego aresztowano pod zarzutem przechowywania broni. Wi´ênia zwolniono, ale wkrótce potem aresztowano go ponownie na rozkaz ministra bezpieczeƒstwa, Radkiewicza. Wiceminister zwolni∏, minister uwi´zi∏. Wachowicz obrazi∏ si´ i zrezygnowa∏ z urz´du. Rezygnacja zosta∏a przyj´ta. Nominacja Wachowicza dokona∏a si´ z ha∏asem, dymisja zaÊ cicho i skromnie, niejako w milczeniu. Prasa komunistyczna nie poda∏a nawet wzmianki o tym zdarzeniu. Okienko, którym mia∏o wp∏ywaç do bezpieki polskie powietrze, zosta∏o uchylone wÊród wrzawy, ale za to zamkni´te po cichu. Twierdza rosyjska w Polsce wróci∏a do normy. Aleksander Lebiediew i pu∏kownik Smirnow mogli byç zadowoleni.

144


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 145

W spo∏eczeƒstwie zaroi∏o si´ od plotek, komentarzy, domys∏ów. Mówiono wiele w Warszawie i na prowincji o nieporozumieniach, niezgodzie i rozterkach mi´dzy PPS a PPR. Rzucano ró˝ne, nawet najbardziej dziwaczne horoskopy i przewidywania. Niektórzy widzieli ju˝ „chwiejàcy si´ front robotniczy”, kiwali i potrzàsali g∏owami. Wszyscy oglàdali si´ na Wachowicza. Pan Henryk Wachowicz okaza∏ si´ istotnie cz∏owiekiem ambitnym i Êmia∏ym. Powróciwszy z Warszawy do ¸odzi, nie za∏o˝y∏ ràk bezczynnie, ale stanà∏ do walki z dyktaturà PPR. W sierpniu ukaza∏y si´ w ∏ódzkim organie PPS, „Kurierze Popularnym”, trzy listy otwarte Wachowicza do symbolicznego „drogiego Edwarda” z PPR. Domaga∏ si´ w nich partnerskiej równoÊci, sprawiedliwego roz∏o˝enia ci´˝arów i przywilejów pomi´dzy partie wchodzàce w sk∏ad jednolitego frontu. Krytykowa∏ polityk´ dyskryminacji i podporzàdkowania, apelowa∏ o stworzenie odpowiedniej atmosfery dla wspó∏pracy na zasadzie „równy z równymi”, a tak˝e o rozsàdnà, majàcà na celu dobro kraju polityk´ gospodarczà. Wskazywa∏ na bojowà i chwalebnà przesz∏oÊç PPS, na wypróbowany patriotyzm, na radykalizm spo∏eczny i uczciwoÊç politycznà jej aktywistów i dzia∏aczy. Listy Wachowicza odbi∏y si´ szerokim echem w kraju, tym wi´kszym, ˝e do dyskusji wmiesza∏ si´ stary krakowski dzia∏acz lewicy socjalistycznej, doktor Boles∏aw Drobner. Przys∏owiowy kamyk, rzucony przez dzia∏acza ∏ódzkiej PPS do ogródka politycznego z napisem „jednolity front robotniczy”, podj´ty zosta∏ przez wiceprzewodniczàcego Rady Naczelnej PPS i prezesa jej wojewódzkiej organizacji w Krakowie. Drobner by∏ tak bardzo poruszony politycznymi listami Wachowicza, ˝e bodaj bezpoÊrednio po ich przeczytaniu wystosowa∏ do „kochanego Henryka” list otwarty, w którym solidaryzowa∏ si´ z jego stanowiskiem. Chcia∏em naturalnie listy te przedrukowaç w „Gazecie Ludowej” w obszernym streszczeniu i spopularyzowaç jako przejaw

145


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 146

samodzielnej myÊli politycznej i prób´ skierowania PPS na drog´ uwolnienia si´ od supremacji komunistyczno-rosyjskiej. Cenzura jednak by∏a nieub∏agana. Przez kilka dni z rzàdu s∏a∏em do niej odnoÊne artyku∏y, lecz zawsze wraca∏y one do redakcji skonfiskowane. Dopiero kiedy w „G∏osie Ludu” Gomu∏ka og∏osi∏ artyku∏ polemiczny z Wachowiczem, mog∏a tak˝e i nasza gazeta przystàpiç do omawiania dyskusji PPS z PPR. W numerze 227 z 19 sierpnia og∏osi∏em na ten temat artyku∏, który by∏ pierwszym z tej serii zamiast ostatnim. Dopiero w nast´pnych numerach mog∏em zaznajomiç czytelników z listami Wachowicza i listem Drobnera. W∏adys∏aw Gomu∏ka w swojej wypowiedzi surowo oceni∏ „przyjacielskie listy” Wachowicza, dopatrujàc si´ w jego wystàpieniu prywaty i ura˝onej ambicji osobistej oraz uzna∏ je za wysoce szkodliwe dla jednoÊci i dla kraju. Dyskusja wywo∏a∏a w spo∏eczeƒstwie wra˝enie ogromne. Agentury rosyjskie w Polsce pospieszy∏y na ratowanie „jednoÊci frontu robotniczego” i rozmaitymi Êrodkami grozy i nacisku zmusi∏y pepeesowców do zaprzestania publicznej polemiki. Rada Naczelna PPS, która zebra∏a si´ 25 sierpnia, pot´pi∏a Wachowicza za podj´cie publicznej polemiki z komunistami, a w uchwalonej rezolucji mo˝emy przeczytaç: „Nie nale˝y publicznie krytykowaç bratniej partii lub praktyki jednolitofrontowej w ˝adnym wypadku, bez uprzedniej próby u∏o˝enia wewn´trznego danej sprawy we w∏aÊciwych instancjach, z uwagi na szkody p∏ynàce z tych faktów dla obu partii. Wszelkie rachuby reakcji na rozbicie jednolitego frontu sà – z uwagi na stanowisko naszej partii – pozbawione wszelkich podstaw. Wystàpienia i taktyka wszystkich komórek i poszczególnych dzia∏aczy partyjnych muszà si´ liczyç z faktem, ˝e spory mi´dzy PPS a PPR wyzyskiwane sà przez rodzimà i mi´dzynarodowà reakcj´”.

146


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 147

Wystàpienie Gomu∏ki i rezolucja RN PPS by∏y dowodem, ˝e za kulisami zgilotynowano ju˝ publicznà dyskusj´ i ˝e wola komunistyczno-rosyjska narzucona zosta∏a przywódcom PPS. Wachowiczowi nie darowano inicjatywy, jego sformu∏owaƒ, chocia˝ by∏y bardzo ostro˝ne. Represji policyjnych nie wypada∏o, a mo˝e i nie mo˝na by∏o wobec niego zastosowaç, pos∏u˝ono si´ wi´c ohydnà bronià oszczerczej plotki. Oto w ∏ódzkim „Kurierze Popularnym” ukaza∏o si´ pod tytu∏em Oszczerstwo, przedrukowane przeze mnie w naszej gazecie, nast´pujàce oÊwiadczenie Wachowicza: „Otrzyma∏em od cz∏onka PPS oraz dosz∏o i innà drogà do mojej wiadomoÊci, ˝e ktoÊ i gdzieÊ stara si´ dochodziç i ustaliç, jakobym w czasie urz´dowania w MBP poleci∏ (!) przydzieliç sobie m∏yn i will´. W pierwszej chwili informacje te szczerze mnie ubawi∏y. PomyÊla∏em, ˝e towarzysze z PPS, dzia∏acze polityczni i szereg ludzi znajàcych mnie osobiÊcie, w∏aÊnie dlatego, ˝e mnie znajà, potraktujà te wersje jako pod∏oÊç. Sà jednak tak˝e ludzie, którzy mnie nie znajà, a w atmosferze dzisiejszych czasów, kiedy na porzàdku dziennym widzi si´ robienie fortun itp., mogà bezkrytycznie przyjàç te pog∏oski i uwa˝aç mnie nie tylko za wyznawc´ materializmu historycznego, lecz i za zwolennika zasady «pami´taj przede wszystkim o sobie». Prosz´ towarzyszy partyjnych i ludzi osobiÊcie mnie znajàcych, aby w przypadku zetkni´cia si´ z kolporterami podobnej wersji reagowali w sposób, na jaki zas∏ugujà anonimowi oszczercy”. Jak˝e to oszczerstwo cuchnie prostackà prowokacjà bezpieki. Tylko g∏´boka pogarda mo˝e zrównowa˝yç ohyd´ tej oszczerczej plotki. Artyku∏ Gomu∏ki, utrzymany – jak wszystkie enuncjacje tego komunisty – w tonie rzekomej dobrodusznoÊci, pozostawiç musi w umyÊle wra˝liwego czytelnika rozeznanie zak∏amania, ob∏udy i fa∏szu, które tak bardzo sà wspólne prowodyrom i agentom nie tylko w Polsce. KomuniÊci wsz´dzie chodzà tymi samymi drogami.

147


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 148

Ówczesne kierownictwo PPS nie wytrzyma∏o nacisku komunistyczno-rosyjskiego, za co w dwa lata póêniej zap∏aci∏o utratà egzystencji partii, a wtedy, w 1946 roku, przed wyborami do sejmu, mia∏a PPS szans´ wyprostowaç grzbiet, uratowaç swoje istnienie, a mo˝e tak˝e ocaliç coÊ wi´cej dla kraju. Rola, jakà odegra∏a „Gazeta Ludowa” w polemice PPS–PPR, uznana zosta∏a jako próba wbicia klina mi´dzy bratnie partie. W kilka miesi´cy potem, w Êledztwie prowadzonym przez bezpiek´, wypominano mi ten klin.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 149

Awantura „byrnesowa”

W pierwszej dekadzie sierpnia Prezydium KRN zapowiedzia∏o zwo∏anie sesji Rady na 31 sierpnia 1946 roku. Sàdzono, ˝e KRN zajmie si´ na tej sesji ordynacjà wyborczà i terminem wyborów sejmowych. Jednak 26 sierpnia odwo∏ano zapowiedê i doniesiono, ˝e o nast´pnym terminie podane b´dzie osobne zawiadomienie. Odwo∏anie nastàpi∏o, pomimo ˝e USA i Wielka Brytania wystosowa∏y do rzàdu polskiego noty w sprawie „wolnych i nieskr´powanych wyborów sejmowych”, domagajàc si´ ich rych∏ego przeprowadzenia. W tej sytuacji odroczony zosta∏ równie˝ zapowiedziany na 15 wrzeÊnia nadzwyczajny kongres PSL oraz wyznaczone na 14 wrzeÊnia posiedzenie Rady Naczelnej PSL. Miko∏ajczyk wyjecha∏ 30 sierpnia do Kopenhagi na zjazd FAO, mi´dzynarodowej organizacji do spraw wy˝ywienia. Obrady kopenhaskie wyznaczone by∏y na 2–9 wrzeÊnia. Wszystko wskazywa∏o na to, ˝e coÊ gmatwa∏o obliczenia i coÊ przekreÊla∏o terminy polityczne w naszym kraju, zw∏aszcza te, które zwiàzane by∏y z wyborami do sejmu. Ciàgle jeszcze sz∏a gra o blok szeÊciu stronnictw, a w gruncie rzeczy o blok wyborczy z PSL. By∏o jednak jasne, ˝e czas ostatecznego rozstrzygni´cia jest bliski; ˝e nie mo˝na d∏u˝ej odwlekaç wyborów, poniewa˝ niemo˝liwe by∏o rozwiàzywanie problemów ˝ycia kraju na p∏aszczyênie tymczasowoÊci politycznej. W tym czasie wielkiego napi´cia, niepewnoÊci i oczekiwania na rozstrzygajàce wydarzenia – wybuch∏a awantura „byrnesowa”. Posiada ona swojà histori´ podyktowanà ró˝nymi wzgl´dami, a przebieg zdarzeƒ by∏ wartki. Sekretarz Stanu USA, James Byrnes, wyg∏osi∏ 6 wrzeÊnia w operze w Stuttgarcie przemówienie poÊwi´cone sprawie niemieckiej. S∏ucha∏ tego przemówienia ca∏y Êwiat.

149


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 150

Wypowiedzia∏ si´ za przywróceniem Niemcom samodzielnoÊci paƒstwowej, uzna∏ pretensje Polski do Ziem Zachodnich, ale zakwestionowa∏ obecne zachodnie granice. „Stany Zjednoczone – oznajmi∏ – poprà rewizj´ tych granic na korzyÊç Polski. Rozmiary terenów, które b´dà odstàpione Polsce, winny byç [jednak – przyp. aut.] okreÊlone w momencie ostatecznego uregulowania sprawy pokoju”. Przemówienie by∏o d∏ugie i musia∏o byç przez redakcj´ skrócone. W „Gazecie Ludowej” dzia∏ polityki zagranicznej prowadzili Andrzej LeÊniewski i Jan Zaraƒski pod kierownictwem Witolda Gie∏˝yƒskiego. Naczelne kierownictwo redakcji i odpowiedzialnoÊç za dziennik nale˝a∏y oczywiÊcie do mnie, ale ja, poch∏oni´ty wewn´trznymi walkami politycznymi i utarczkami z cenzurà, cieszy∏em si´, ile razy dominowa∏y wydarzenia zagraniczne, gdy˝ dni takie by∏y dla mnie wypoczynkiem. Gie∏˝yƒski kierowa∏ w takich razach ostatnimi godzinami pracy redakcyjnej, a ja ucieka∏em do domu i k∏ad∏em si´ wczeÊniej do ∏ó˝ka, albowiem mia∏em niema∏e zaleg∏oÊci we Ênie. Tak te˝ by∏o z przemówieniem Byrnesa. LeÊniewski poinformowa∏ mnie z grubsza o treÊci stuttgardzkich wypowiedzi amerykaƒskiego dyplomaty, wiedzia∏em zatem zarówno o proniemieckich akcentach, jak i o jego znakach zapytania nad naszymi zachodnimi granicami. Ukrywanie czegokolwiek z tego przemówienia by∏oby absurdalnym g∏upstwem. Nale˝a∏o jednak przemówienie streÊciç, co przy trudnych warunkach technicznych i skromnej obj´toÊci naszej gazety by∏o zadaniem i koniecznym, i nie∏atwym. ˚yczy∏em wi´c Gie∏˝yƒskiemu i kolegom powodzenia w pracy i opuÊci∏em wieczorem drukarni´ na Ho˝ej. Nast´pnego dnia – w sobot´ 7 wrzeÊnia – gdy w godzinach przedpo∏udniowych przyszed∏em do redakcji przy Alejach Jerozolimskich, powita∏ mnie szum z powodu przemówienia Byrnesa i formy, w jakiej poda∏a streszczenie „Gazeta Ludowa”.

150


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 151

W sekretariacie PSL wiedziano ju˝ o wiecach manifestacyjnych, zapowiedzianych w Warszawie i we wszystkich wi´kszych oÊrodkach kraju na niedziel´ 8 wrzeÊnia, „zaprotestowania przeciw opiekunom Niemiec”. W wiecach mia∏y wziàç udzia∏ wszystkie partie z wyjàtkiem PSL. Wiedziano te˝ o „wzburzeniu” przeciwko „Gazecie Ludowej” za form´, w jakiej poda∏a przemówienie Byrnesa. Poniewa˝ Miko∏ajczyk by∏ wtedy w Kopenhadze, minister Wycech zapowiedzia∏ swój krytyczny artyku∏ wobec stanowiska amerykaƒskiego sekretarza stanu. Ten szum zdziwi∏ mnie, wi´c zasiad∏em do pilnego czytania naszego streszczenia. Nie znalaz∏em w nim nic szczególnie niew∏aÊciwego. Faktycznie zawarte w nim by∏o wszystko, co powiedzia∏ Byrnes. Nic nie zatajono, nic nie ukryto. Nie by∏o, co prawda, napastliwoÊci i rozdzierania szat, ale by∏o obiektywne podanie istotnej treÊci wywodów amerykaƒskiego ministra. Stanowisko wobec tego przemówienia nale˝a∏o dopiero zajàç. W niedziel´ „Gazeta Ludowa” wydrukowa∏a na naczelnym miejscu artyku∏ Wycecha pod tytu∏em SolidarnoÊç ca∏ego narodu w obronie granic Polski na Zachodzie. Artyku∏ nie pozostawia∏ najmniejszej wàtpliwoÊci co do stanowiska PSL w kwestii naszych granic zachodnich. Wycech krytykowa∏ ∏agodny ton Byrnesa wobec Niemiec i stwierdzi∏, ˝e „dla nas dokonane zosta∏y fakty nieodwracalne, które wykluczajà zmian´ raz powzi´tej decyzji”. By∏a tu oczywiÊcie mowa o decyzji poczdamskiej, która przyznawa∏a Polsce granic´ na Odrze i Nysie ¸u˝yckiej. Jednak zemsta komunistów by∏a ju˝ postanowiona i mia∏a byç wykonana bez wzgl´du na stanowisko naszego stronnictwa i „Gazety Ludowej” wobec przemówienia Byrnesa. Przemówienie to postanowiono wykorzystaç do frontowego ataku za to, ˝e nasze stronnictwo nie chcia∏o byç parawanem dla komunistycznej dyktatury w Polsce. Noty dyplomatyczne USA i Wielkiej Brytanii, z∏o˝one rzàdowi polskiemu przed kilkoma dniami, a domagajàce si´

151


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 152

szybkiego przeprowadzenia wyborów, zwi´ksza∏y dodatkowo zjadliwoÊç naszych przeciwników. Sta∏y si´ te˝ podstawà dla oskar˝enia nas o wspó∏prac´ z obcymi paƒstwami na szkod´ w∏asnego kraju. KomuniÊci uwa˝ali, ˝e interwencja anglo-amerykaƒska podj´ta zosta∏a w porozumieniu z kierownictwem PSL. Rozpocz´∏a si´ wi´c nagonka. „G∏os Ludu” z 8 wrzeÊnia w artykule wst´pnym pisa∏: „Reakcja anglosaska otacza swojà opiekà pana Miko∏ajczyka i jego parti´ i Êle w jego obronie noty do rzàdu Rzeczpospolitej. Za t´ pomoc i opiek´ p∏aci Miko∏ajczykowska «Gazeta Ludowa» wybielaniem antypolskiej mowy pana Byrnesa, tuszowaniem jej najjaskrawszych antypolskich akcentów. Pot´piajàc polityk´ anglosaskich germanofilów, musimy zarazem napi´tnowaç i ich polskà agentur´: blok reakcyjno-peeselowski”. W tym samym numerze „G∏os Ludu” zamieÊci∏ brutalnà, prostackà i nikczemnà napaÊç na zespó∏ redakcyjny „Gazety Ludowej” pod tytu∏em Obca agentura. Artyku∏ ten, podpisany literami R.W., napisany by∏ przez naczelnego redaktora tego dziennika, Romana Werfla, i mo˝e byç uwa˝any za jaskrawy przejaw nieuczciwoÊci i ∏ajdactwa w publicystyce. W tym wypadku ∏ajdactwo jest tym bardziej bezczelne, ˝e jego sprawcà by∏ oczywisty agent moskiewski. Sytuacja polityczna w Polsce by∏a jednak wówczas tego rodzaju, ˝e nasza gazeta nie mog∏a nazwaç „G∏osu Ludu” i Werfla agenturà rosyjskà, choç wszyscy wiedzieli, ˝e PPR i ca∏a jego prasa by∏a na us∏ugach imperializmu sowieckiego. Artyku∏ Werfla koƒczy∏ si´ zapowiedzià, ˝e naród we w∏aÊciwym czasie wyciàgnie w∏aÊciwe wnioski z naszego stanowiska. KomuniÊci jednak nie czekali na zapowiedziany przez Werfla „w∏aÊciwy czas”, ale „wyciàgn´li wnioski” wobec nas jeszcze tego samego dnia, bezpoÊrednio po wiecu w Romie. By∏a niedziela, wi´c wyjecha∏em do rodziny na wieÊ. Po powrocie, w poniedzia∏ek rano przeczyta∏em w naszej gazecie o tym,

152


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 153

co si´ sta∏o: „Po zakoƒczeniu zgromadzenia w Romie uformowa∏ si´ pochód, liczàcy ponad tysiàc pi´ciuset uczestników ze sztandarami PPR i PPS oraz transparentami, i ruszy∏ w stron´ Polonii, gdzie mieÊci∏o si´ biuro ambasady amerykaƒskiej. Kordony policji nie dopuÊci∏y pochodu do gmachu, wi´c skierowa∏ si´ on Alejami Jerozolimskimi ku ˚elaznej. Znalaz∏szy si´ przed budynkiem, w którym znajduje si´ lokal Sekretariatu Naczelnego PSL i redakcji naszego pisma, uczestnicy pochodu zacz´li wydawaç wrogie okrzyki przeciwko PSL i wicepremierowi Miko∏ajczykowi. W okna posypa∏y si´ kamienie. Grupa 800–1000 bojówkarzy rzuci∏a si´ do bram wejÊciowych. Uczestnicy napadu uzbrojeni byli w ∏omy ˝elazne, butelki z benzynà, kamienie, a nawet rewolwery. By∏y dowody w szybach i na Êcianach, ˝e strzelano z t∏umu. Stwierdzono równie˝, ˝e by∏o wielu pijanych. G∏ówne wejÊcie zamkni´te by∏o ˝elaznà kratà, którà wy∏amano przy pomocy dràgów, jednak t´dy nie mo˝na by∏o dostaç si´ do wn´trza. Napastnicy wdarli si´ drugà bramà, powybijali szyby w oknach na parterze, gdzie znajdowa∏y si´ biura administracji «Gazety Ludowej». Biura te uleg∏y ca∏kowitemu zdemolowaniu. Przez rozbite okna wyrzucano na ulic´ maszyny do pisania, ksià˝ki buchalteryjne, spisy prenumeratorów, kartoteki, archiwa, niedzielny numer «Gazety Ludowej», przygotowany do ekspedycji na prowincj´ z artyku∏em ministra Wycecha, komplety dawnych numerów, wydawnictwa ksià˝kowe PSL itd. Wszystko to zwalono na chodniku w cztery stosy i podpalono. Roznami´tnienie wandali by∏o tak wielkie, ˝e przez pomy∏k´ zdemolowano te˝ sàsiedni lokal, nale˝àcy do Zwiàzku Zawodowego Samorzàdowców. Zapewne podobnemu losowi uleg∏oby tak˝e pierwsze pi´tro, gdyby nie przypadkowy zbieg okolicznoÊci, ˝e w tym samym czasie odbywa∏o si´ na górze zebranie Êródmiejskiego ko∏a PSL. Uczestnicy zebrania zaczynali w∏aÊnie wychodziç. Pojawienie si´ wi´kszej liczby ludzi na schodach zdetonowa∏o napastników

153


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 154

i sk∏oni∏o ich do wycofania si´. Dosz∏o nawet do kilku starç, zw∏aszcza ze stra˝à porzàdkowà PSL, która – nieliczna i nieuzbrojona – nie bardzo mog∏a skutecznie przeciwstawiç si´ agresorom. Gdy to si´ dzia∏o, przed gmachem PSL zacz´∏y gromadziç si´ liczne rzesze publicznoÊci zwabione krzykami i Êpiewem. W koƒcu wkroczy∏a tak˝e milicja, która stwierdzi∏a rozmiary zniszczeƒ i spisa∏a protokó∏”. Nasza redakcja, opisujàc te wydarzenia, odbyç musia∏a ci´˝kà potyczk´ z cenzurà i zmuszona by∏a tekst kilkakrotnie przerabiaç, a˝eby wreszcie nadaç mu form´ strawnà dla cenzora. Dlatego w powy˝szej relacji sà szczegó∏y dodane na podstawie ustnego przekazu. Szczegó∏y te i jeszcze inne uda∏o mi si´ umieÊciç w numerze z 10 wrzeÊnia. Kiedy przyszed∏em do siedziby PSL, nastrój zdenerwowania górowa∏ wÊród pracowników. Zatrzyma∏em si´ w westybulu, gdzie opowiadano mi o przebiegu napadu, gdy przyby∏ do gmachu minister Wycech w asyÊcie nieod∏àcznego Schajera. Zobaczywszy mnie, wykrzyknà∏ nieprzyjaênie: – To pan temu winien! – Sàdzi pan, ˝e to ja zorganizowa∏em napad? – odpar∏em z ironià. Zaskoczony mojà reakcjà Wycech odpar∏ po chwili: – To nie, ale „Gazeta Ludowa” jest winna, ˝e na nas napadajà. Wzruszy∏em ramionami i skierowa∏em si´ do redakcji na drugie pi´tro. Odchodzàc, spojrza∏em na Schajera. Sta∏ za Wycechem nasro˝ony, wa˝ny, podminowany, prawie groêny i dlatego Êmieszny. Zaraz w poniedzia∏ek – 9 wrzeÊnia – delegacja w∏adz naczelnych PSL uda∏a si´ do Belwederu, by na r´ce prezydenta KRN z∏o˝yç protest przeciw napadowi na siedzib´ PSL. Pod nieobecnoÊç Bieruta przyjà∏ delegacj´ wiceprezydent Szwalbe, którego poinformowano o napadzie i jego rozmiarach. Delegacja stwierdzi∏a, ˝e ten napad nie jest zjawiskiem odosobnionym.

154


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 155

PodkreÊli∏a, ˝e napady takie sà wielce szkodliwe dla narodu i paƒstwa. Domaga∏a si´, a˝eby w∏adze wglàdn´∏y w te sprawy, pociàgn´∏y winnych do odpowiedzialnoÊci, po∏o˝y∏y kres dalszym napadom i wzi´∏y w obron´ cz∏onków rzàdu przed osobistymi atakami w prasie. Wiceprezydent Szwalbe wyrazi∏ ubolewanie, pot´pi∏ napad i zapewni∏, ˝e zwróci si´ do rzàdu o wszcz´cie dochodzenia w tej sprawie i pociàgni´cie winnych do odpowiedzialnoÊci. Nast´pnego dnia delegacja zosta∏a przyj´ta przez premiera Osóbk´-Morawskiego. Rezultatem tej interwencji by∏a mi´dzy innymi decyzja pokrycia z kasy paƒstwowej strat wyrzàdzonych stronnictwu i gazecie. ˚àdanie takie musia∏o byç postawione, poniewa˝ cenzura zabroni∏a „Gazecie Ludowej” zbierania ofiar na wyrównanie strat spowodowanych przez napad. Zbiórka zacz´∏a si´ samorzutnie. Spo∏eczeƒstwo pospieszy∏o z w∏asnej inicjatywy ze sk∏adkami. Zanosi∏o si´ na wielkà manifestacj´ solidarnoÊci z PSL i naszà gazetà. KomuniÊci, jako mistrzowie agitacji i propagandy, poj´li od razu, ˝e taka manifestacja uczuç by∏aby dla nich kl´skà. Zabronili wi´c zbieraç ofiary. Woleli, ˝eby straty wyrzàdzone przez ich bojówkarzy pokryte zosta∏y z pieni´dzy skarbowych. Ciosem dla szczucia przeciwko PSL sta∏o si´ te˝ stanowisko zaj´te wobec przemówienia Byrnesa przez Miko∏ajczyka w Kopenhadze. Na konferencji prasowej 9 wrzeÊnia Miko∏ajczyk oÊwiadczy∏, i˝ „granice zachodnie Polski muszà byç utrzymane w tym stanie, w jakim znajdujà si´ dzisiaj” i stwierdzi∏, ˝e „Ziemie Odzyskane to dla Polski sprawa ˝ycia lub Êmierci”. „JeÊli wielkie mocarstwa – powiedzia∏ – nie chcà nowego rewolucyjnego wstrzàsu w organizmie polskim, to uznajà granice Polski na Odrze i Nysie ¸u˝yckiej za nienaruszalne”. Pe∏ne protestu stanowisko zajà∏ te˝ zjazd statutowy PSL powiatu grodzkiego Warszawa-ÂródmieÊcie. Zjazd ten odby∏ si´ w siedzibie PSL przy Alejach Jerozolimskich, w∏aÊnie w owà

155


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 156

niedziel´, w którà zdemolowano lokal PSL. Zjazdowi przewodniczy∏ Stefan Korboƒski. W uchwalonej rezolucji powiedziano mi´dzy innymi: „Granice Polski na Odrze i Nysie ¸u˝yckiej uwa˝amy za nienaruszalne, a odnoÊne postanowienia konferencji w Poczdamie za gwarancje bezpieczeƒstwa Europy i pokoju Êwiatowego. W zakwestionowaniu naszych granic zachodnich widzimy wywa˝enie wrót dla nowej agresji niemieckiej”. Dla nikogo wi´c nie by∏o i nie mog∏o byç wàtpliwoÊci co do postawy PSL w kwestii naszych zachodnich granic. Opis „awantury byrnesowej” nie by∏by pe∏ny, gdybym nie uwzgl´dni∏ szczególnie zabawnej sytuacji, jaka wytworzy∏a si´ w Krakowie. Zdarzy∏o si´ mianowicie, ˝e organ PPS „Naprzód” oceni∏ w pierwszej chwili pozytywnie przemówienie Byrnesa, a bezpartyjne pismo „Dziennik Polski” uderzy∏ na alarm, ˝e amerykaƒski dyplomata kwestionuje prawa Polski do ziem zachodnich i Âlàska. Krakowski „Naprzód” z 8 wrzeÊnia pod tytu∏em Qui pro quo prasowo-polityczne tak opisa∏ owà histori´: „Prawdopodobnie czytelnicy ju˝ po odczytaniu tytu∏u zorientujà si´, o co w∏aÊciwie chodzi. Wczorajsze numery «Naprzodu» i «Dziennika Polskiego» przynios∏y wiadomoÊci na jeden i ten sam temat pod tytu∏ami kraƒcowo ró˝nymi. Przyczynà nieporozumienia by∏o to, ˝e «Naprzód» – wskutek póênego dostarczenia wiadomoÊci – poda∏ jà w interpretacji radia brytyjskiego, które kwestie dotyczàce Polski naÊwietla w sposób specjalny. «Dziennik Polski» natomiast opatrzy∏ je w poÊpiechu zbyt goràczkowym tytu∏em. Nie w tym jednak le˝y sedno sprawy. Mo˝na by s∏usznie zapytaç, jak w∏aÊciwie nale˝y rozumieç przemówienie ministra Byrnesa? Czy minister USA kwestionuje nasze prawo do Âlàska i Ziem Odzyskanych («Dziennik Polski»), czy te˝ popiera stanowisko Polski w sprawie granicy z Niemcami («Naprzód»)? Prawda, jak zwykle, le˝y poÊrodku. Byrnes stwierdzi∏, ˝e Stany Zjednoczone b´dà popiera∏y rewizj´ granicy polsko-niemieckiej

156


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 157

na korzyÊç Polski, jednak˝e rozciàg∏oÊç terenów, które majà zostaç Polsce przyznane, zostanie ustalona przy zawarciu ostatecznego porozumienia. W tym w∏aÊnie miejscu koƒczy si´ qui pro quo prasowe, a zaczyna si´ qui pro quo polityczne. USA, godzàc si´ w Poczdamie na oddanie szeregu terenów pod administracj´ Polski, na repatriacje Niemców i patrzàc spokojnie na osiedlanie si´ milionów Polaków na naszych obszarach zachodnich – otacza jednoczeÊnie swoje stanowisko mg∏à tajemnicy. Czy pan Byrnes wyobra˝a sobie, ˝e zabaw´ b´dzie mo˝na powtórzyç od poczàtku? Czy myÊli, ˝e Polacy, osiedleni i zagospodarowujàcy Ziemie Zachodnie usunà si´, by wpuÊciç i oddaç plon swej pracy Niemcom? Zdrowy rozsàdek ka˝e przypuszczaç, ˝e nie!”. Krakowski „Naprzód” rzeczowo i spokojnie skomentowa∏ ca∏à spraw´ i takà nale˝a∏o przyjàç postaw´ w ca∏ej polskiej prasie. Obowiàzkiem naszym by∏o protestowaç i upominaç si´ o to, by granice na zachodzie przyznane nam w Poczdamie by∏y nienaruszalne. Nale˝a∏o to zrobiç z powagà i godnoÊcià, podkreÊlajàc solidarnoÊç ca∏ego polskiego narodu w tej kwestii. KomuniÊci jednak postanowili z przemówienia amerykaƒskiego dyplomaty ukuç broƒ dla rozgrywki z PSL. Stàd ta wrzawa i szczucie, stàd bezkarna napaÊç pijanej i podburzonej t∏uszczy na siedzib´ stronnictwa i „Gazety Ludowej”, stàd obelga zawarta w insynuacji obcej agentury. W zwiàzku z przemówieniem Byrnesa wyp∏yn´∏o jeszcze raz nazwisko Henryka Wachowicza. Otó˝ w ¸odzi na 8 wrzeÊnia zwo∏any zosta∏ wiec majàcy protestowaç przeciw stanowisku zaj´temu przez Byrnesa w kwestii naszych granic zachodnich. Wojewódzki sekretarz PPS w ¸odzi, Wachowicz, zaprosi∏ do udzia∏u w zgromadzeniu równie˝ PSL. Wywo∏a∏o to gwa∏towny protest PPR, SL i SD, i sta∏o si´ kamieniem obrazy dla komunistów i ich satelitów.

157


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 158

¸ódzki organ PPR, „G∏os Robotniczy”, zamieÊci∏ 8 wrzeÊnia protest, og∏aszajàc przy tym, ˝e PPR i SL nie widzà mo˝liwoÊci wzi´cia udzia∏u w manifestacji wspólnie z PSL i ˝e zwo∏ujà na 9 wrzeÊnia osobny wiec protestacyjny w sali Centralnego Robotniczego Domu Kultury. Jako przyczyn´ takiego stanowiska podano, ˝e: – PSL korzysta z protekcji anglosaskich kó∏ reakcyjnych; – PSL wspó∏pracuje z reakcyjnym podziemiem, którego kierownictwo zagraniczne jawnie g∏osi oddanie Wroc∏awia i Szczecina Niemcom; – „Gazeta Ludowa” poda∏a informacje o mowie Byrnesa w przychylnej dla niego interpretacji, z opuszczeniem ust´pów proniemieckich, mogàcych oburzyç ogó∏ polskich czytelników; – przez to wszystko PSL ujawni∏o si´ jako agentura tych w∏aÊnie reakcyjnych kó∏ anglosaskich, które w chwili obecnej wyst´pujà przeciwko zachodnim granicom Rzeczypospolitej; – ponadto zaproszenie PSL wystosowane zosta∏o bez wiedzy i wbrew woli komitetu ∏ódzkiego PPR i wojewódzkiego zarzàdu SL, zaÊ wojewódzki zarzàd SD nie zosta∏ przez obywatela Wachowicza poinformowany o stanowisku zajmowanym przez wy˝ej wymienione stronnictwa w stosunku do zaproszenia przedstawicieli PSL. Protest ten wywo∏a∏ zrozumia∏e poruszenie w opinii publicznej oraz w kierownictwach partyjnych. Rozpocz´∏y si´ interwencje „odgórne”, narady i konferencje, w wyniku których oba zapowiedziane wiece nie odby∏y si´. Ustalono natomiast nowà dat´ i zwo∏ano wiec na 10 wrzeÊnia z udzia∏em wszystkich partii politycznych z wyjàtkiem PSL. Wojewódzki Komitet PPS w ¸odzi obradowa∏ 9 wrzeÊnia przez kilka godzin nad wytworzonà sytuacjà. W rezultacie dyskusji postanowiono jednog∏oÊnie przekazaç spraw´ do oceny i zaj´cia stanowiska Centralnemu Komitetowi PPS w Warszawie. Prezydium

158


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 159

CKW PPS obradowa∏o 12 wrzeÊnia. Podj´ta zosta∏a uchwa∏a og∏oszona jako druk wewnàtrzpartyjny na prawach r´kopisu. Uchwa∏a stwierdza∏a, ˝e: „nie le˝y w interesie jednoÊci dzia∏ania partii robotniczych publikowanie takich oÊwiadczeƒ, jak protest og∏oszony w «G∏osie Robotniczym» i w «Dzienniku ¸ódzkim» oraz w specjalnej odezwie kolportowanej w ¸odzi oraz podwa˝anie przez PPR autorytetu w∏adz naczelnych PPS”. Uchwa∏a wyrazi∏a „pe∏ne uznanie towarzyszowi H. Wachowiczowi za jego odpowiedzialne i pe∏ne troski o jednolity front stanowisko w sprawie organizacji wiecu protestacyjnego przeciw mowie Byrnesa w ¸odzi 10 wrzeÊnia 1946 roku. Prezydium CKW PPS stwierdza, ˝e stoi twardo i bezwarunkowo na gruncie Êcis∏ej wspó∏pracy i jednoÊci dzia∏ania partii robotniczych, a równoczeÊnie ostrzega, ˝e niew∏aÊciwe praktyki w stosunkach mi´dzy PPS a PPR muszà w interesie jednolitego frontu natychmiast i raz na zawsze si´ skoƒczyç”. Powy˝sza uchwa∏a bierze niby w obron´ Wachowicza, pot´pia komunistów ∏ódzkich, ale jednoczeÊnie wypowiada si´ za „jednolitym frontem” z PPR, a wi´c nic si´ nie zmieni∏o. Incydent ∏ódzki natomiast godzien jest uwagi mi´dzy innymi z tego wzgl´du, ˝e przejawia si´ w nim znowu obywatelska postawa Wachowicza. Tak˝e w stosunku do PSL. Odnios∏em wra˝enie, ˝e afera Byrnesa przyspieszy∏a podj´cie przez komunistów pewnych wa˝nych decyzji w zwiàzku z wyborami. Wiceprezydent Szwalbe og∏osi∏ 8 wrzeÊnia w „Robotniku” artyku∏, w którym mi´dzy innymi powiedzia∏: „Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazujà, ˝e do wyborów stronnictwa bloku lubelskiego pójdà odr´bnie, a PSL równie˝ odr´bnie. PSL b´dzie wi´c walczy∏o z blokiem demokratycznym. Ten zaÊ b´dzie walczy∏ z ca∏ym tym blokiem reakcyjnym, który niewàtpliwie w akcji wyborczej pójdzie ∏awà za PSL i z PSL”. Tak˝e Gomu∏ka zabra∏ g∏os w tej kwestii na wiecu w Romie – równie˝ 8 wrzeÊnia – i powiedzia∏: „Jest u nas nawet taka partia

159


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 160

opozycyjna, której przywódcy goràco zabiegajà, aby wybory w Polsce odby∏y si´ pod kontrolà paƒstw anglosaskich. Ostatnio podj´li takà uchwa∏´ nie gdzie indziej, jak w∏aÊnie we Wroc∏awiu. Ich nie obchodzi suwerennoÊç Polski, stosunek ró˝nych wybitnych polityków i m´˝ów stanu Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych do sprawy naszych granic zachodnich. Oni chcà tylko wyborów w Polsce pod kuratelà angielskà. Nawet, aby ich podnieÊç na duchu, rzàd polski otrzyma∏ noty od rzàdów angielskiego i amerykaƒskiego, które pouczajà nas, jak trzeba w Polsce przeprowadziç wybory. Byli nawet tacy «przyjaciele» Polski, którzy w swojej ch´ci dopomo˝enia nam poszli tak daleko, ˝e ni mniej, ni wi´cej zaproponowali nam uzgodnienie z nimi ordynacji wyborczej. Poniewa˝ obawiamy si´, ˝e przy uzgadnianiu jej z nimi mog∏aby ona nasiàknàç «demokratycznym» duchem ordynacji wyborczych obowiàzujàcych w koloniach [ogólny Êmiech], nie zaryzykowaliÊmy przyj´cia propozycji”. Tak zatem naród polski dowiedzia∏ si´ nareszcie ze strony miarodajnej, ˝e stracono ostatecznie nadziej´ na blok z PSL i postanowiono stworzyç „lubelski blok wyborczy” stworzony z komunistów i partii satelickich. Dla PSL i „Gazety Ludowej” nadchodzi∏y miesiàce najci´˝szej walki. By∏o jasne, ˝e ustalenie terminu wyborów zale˝ne jest teraz w pewnej mierze od przygotowaƒ technicznych, ale przede wszystkim od wytworzenia w spo∏eczeƒstwie atmosfery terroru i zastraszenia, od pogotowia fa∏szerskiego bezpieki i od sygna∏u danego przez Romana Zambrowskiego, naczelnego dyrygenta tego wielkiego oszustwa. Powo∏ane do tej haniebnej czynnoÊci placówki partyjne i policyjne przesz∏y szko∏´ fa∏szowania wyników g∏osowania w referendum, przy czym przekonano si´, ˝e ówczesne oszustwo by∏o bezkarne. OczywiÊcie dzi´ki os∏onie i protekcji rosyjskiej.

160


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 161

WiedzieliÊmy tak˝e, ˝e dzia∏alnoÊç propagandowa i organizacyjna PSL b´dzie w okresie przedwyborczym ca∏kowicie sparali˝owana, ˝e wi´zienia zape∏nià si´ naszymi przywódcami i dzia∏aczami; ˝e terror z∏amie i obezw∏adni niejednego wyborc´. Có˝ wi´c dziwnego, i˝ w tej sytuacji i wobec jawnej przemocy naszego pot´˝nego sàsiada spoglàdaliÊmy ku mocarstwom zachodnim, od nich spodziewajàc si´ poparcia w walce przeciw fa∏szerzom wyborów i woli ca∏ego narodu. Oczekiwania nasze spotka∏ ci´˝ki zawód. Anglia i Ameryka nie wysz∏y poza protesty s∏owne, które – zach´cony przez Moskw´ – rzàd komunistyczny po prostu zlekcewa˝y∏.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 162

„Gazeta Ludowa” idzie do sàdu

Brutalna napaÊç Romana Werfla, który oÊmieli∏ si´ nazwaç naszà redakcj´ obcà agenturà, nie dawa∏a mi spokoju. Zwo∏a∏em zebranie zespo∏u redakcyjnego i zaproponowa∏em wniesienie skargi przeciwko Werflowi do zawodowego Sàdu Dziennikarskiego w Warszawie. Propozycja zosta∏a przyj´ta. TreÊç naszej skargi i jej uzasadnienie opublikowa∏em w „Gazecie Ludowej” w numerze 250 z 11 wrzeÊnia. Oto ona: „Jako cz∏onkowie Zwiàzku Zawodowego Dziennikarzy prosimy o skierowanie do Sàdu Dziennikarskiego naszej skargi na cz∏onka ZZD, naczelnego redaktora «G∏osu Ludu», z powodu zamieszczonego w 247 numerze tego pisma, 8 wrzeÊnia bie˝àcego roku, artyku∏u pod tytu∏em Obca agentura, podpisanego literami R.W. Tà obcà agenturà ma byç redakcja «Gazety Ludowej», a wi´c ni˝ej podpisani. Takiej obelgi bez reagowania nie mo˝emy pozostawiç. Czym jà ten pan uzasadnia i na czym opiera? Opiera jà: 1. Na rzekomym ocenzurowaniu mowy pana Byrnesa w redakcji «Gazety Ludowej» przez usuni´cie wszystkich ust´pów Êwiadczàcych o ˝ywej sympatii amerykaƒskiego sekretarza stanu dla «budzàcych si´ Niemiec». 2. W szczególnoÊci na niezamieszczeniu w «Gazecie Ludowej» zdania: «Rzàd Stanów Zjednoczonych sàdzi, ˝e naród niemiecki powinien wziàç na siebie odpowiedzialnoÊç za kierowanie w∏asnymi sprawami». Stàd pan R.W. wyciàga wniosek, ˝e redakcji naszej chodzi∏o o ukrycie przed polskim czytelnikiem faktu, i˝ pan Byrnes zajà∏ w sprawie niemieckiej stanowisko sprzeczne z elementarnym instynktem politycznym ca∏ego narodu, s∏owem – ˝e «Gazeta Ludowa» chcia∏a wybieliç polityk´ pana Byrnesa.

162


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 163

Zapoznanie si´ ze streszczeniem mowy Byrnesa w 246 numerze «Gazety Ludowej» przekona ka˝dego bezstronnego czytelnika, ˝e wniosek powy˝szy jest fa∏szywy. Twierdzimy, i ka˝da inteligentna ekspertyza polityczno-dziennikarska to uzna, ˝e zamieszczony w «Gazecie Ludowej» tekst dà˝y∏ do najbardziej obiektywnego podania treÊci d∏ugiej mowy Byrnesa, która ze wzgl´du na swe rozmiary musia∏a ulec dziennikarskiemu streszczeniu. «Gazeta Ludowa» nie tylko nie ukry∏a jego dà˝noÊci do przywrócenia po˝àdanych dla Niemiec stosunków – jak ich jednoÊç gospodarcza, powo∏anie do ˝ycia centralnego rzàdu niemieckiego, najszybsze usamodzielnienie si´ Niemiec – ale podkreÊli∏a te zamiary w podtytu∏ach redakcyjnych. Widzimy wi´c, ˝e rzucona pod adresem redakcji «Gazety Ludowej» obelga obcej agentury nie ma ˝adnego oparcia w faktach i podyktowana zosta∏a jedynie zacietrzewieniem i tendencyjnym nastawieniem pana R.W. Jedno wynika z naszego streszczenia – nie ukrywaliÊmy u pana Byrnesa akcentów przyjaznych dla Niemiec, ale te˝ nie wykreÊliliÊmy zdaƒ niemi∏ych, jak to zrobi∏ «G∏os Ludu». Uwa˝amy bowiem, ˝e o tak wa˝nych dla Polski sprawach, jak przysz∏oÊç Niemiec i zamiary wobec nich Stanów Zjednoczonych, naród nasz musi byç informowany prawdziwie, uczciwie i wszechstronnie. Stanowisko w∏asne wobec wywodów Byrnesa zaj´∏a «Gazeta Ludowa» w nast´pnym numerze szeroko i rzeczowo, piórem jednego z czo∏owych swoich reprezentantów politycznych, przedstawiajàc b∏´dne i niebezpieczne, nie tylko dla Polski, ale i dla ca∏ego Êwiata, koncepcje amerykaƒskiego sekretarza stanu. Wobec powy˝szego, ni˝ej podpisani pociàgajà do odpowiedzialnoÊci przed Sàdem Dziennikarskim cz∏onka ZZD, pana R.W., za nazwanie ich obcà agenturà, co stanowi przewinienie przewidziane Kodeksem Obyczajowym Dziennikarstwa Polskiego w art. 3. i 4.”.

163


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 164

ZamieÊci∏em jeszcze w tym oÊwiadczeniu treÊç art. 3. i 4. kodeksu, a potem nast´powa∏y podpisy cz∏onków ZZD pracujàcych w „Gazecie Ludowej”. Oto one: Zygmunt Augustyƒski, W∏adys∏aw Bartoszewski, Wiktor Bazylewski, W∏adys∏aw Dunin-Wàsowicz, Stanis∏aw Dzikowski, Tadeusz Garczyƒski, Witold Gie∏˝yƒski, Andrzej LeÊniewski, Stefan Michalski, Tadeusz Opio∏a, Hanna Przewoska, Lech Pietrzak, Jan Stankiewicz, Teofil Syga, Stefan Âliwiƒski, Jerzy Wiewiórski, Roman Wojciechowski, Jan Zaraƒski. Respektowanym w Polsce we wszystkich czasach obyczajem dziennikarskim by∏o wstrzymanie si´ od polemiki i napaÊci na te tematy i w tych sprawach, które sta∏y si´ przedmiotem skargi do Sàdu Dziennikarskiego. KomuniÊci jednak uznali, ˝e mimo wniesienia przez nas oskar˝enia mogà nadal dokonywaç na nas ataków z okazji przemówienia Byrnesa. Zastosowali tylko ten chwyt, ˝e napastliwe artyku∏y nie by∏y podpisywane. Nie by∏o dnia bez napaÊci w prasie, a w ca∏ym kraju odbywa∏y si´ wiece i manifestacje, na których pluto na Miko∏ajczyka, na PSL, na „Gazet´ Ludowà”. Pada∏y okrzyki i zawo∏ania: „Haƒba protektorom Niemiec!”, „Miko∏ajczyk do Londynu!”, „Nie ma miejsca mi´dzy nami Miko∏ajczyk z bandytami!” itp. Sypa∏y si´ oskar˝enia: o poszukiwanie obcej protekcji, o powodowanie interwencji czynników zagranicznych, o dostarczanie materia∏ów do tych interwencji, o to, ˝e PSL sta∏o si´ narz´dziem obcych wp∏ywów przeciw najistotniejszym interesom Rzeczypospolitej. Szczególnie we mnie i w naszà redakcj´ wymierzony by∏ niepodpisany artyku∏ dezerterów i dywersantów z „Nowego Wyzwolenia”, Tadeusza Reka i spó∏ki. NienawiÊç, z jakà napadano na „Gazet´ Ludowà” i na mnie osobiÊcie, Êwiadczy najlepiej o tym, ˝e nasza gazeta i ja walczyliÊmy dzielnie i Êmia∏o przeciw komunistycznej hegemonii w Polsce. Przeciw jej najmitom i s∏u˝alcom.

164


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 165

Dziennikarska legitymacja W�adys�awa Bartoszewskiego (archiwum W. Bartoszewskiego)


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 166

Sàd Dziennikarski zebra∏ si´ 13 paêdziernika 1946 roku w sali Czytelnika przy ul. Wiejskiej. Ha∏astra komunistyczna wype∏ni∏a sal´ i rozsiad∏a si´ po wszystkich kàtach. Poszczególne indywidua wÊlizgn´∏y si´ w nasze bezpoÊrednie sàsiedztwo, najwidoczniej w celach pods∏uchu i obserwacji. W pobli˝u pozwanego Werfla zasiad∏ W∏adys∏aw Bieƒkowski, zwolennik Gomu∏ki. By∏o kilku wy˝szych funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeƒstwa, zapowiedziany by∏ g∏oÊny komunista Kliszko i inni dygnitarze partyjni. Z naszej strony, poza garstkà cz∏onków naszej redakcji, przybyli Stefan Korboƒski i Kazimierz Banach. Korboƒski, jako bieg∏y prawnik, ochotnie s∏u˝y∏ nam radà i pomocà. Nastroje na sali by∏y dla nas wrogie i czuliÊmy si´ osamotnieni. Przed procesem radzono nam z niektórych stron, ˝ebyÊmy zaanga˝owali s∏awnego adwokata MaÊlank´, który wyst´powa∏ w procesach politycznych przed sàdami komunistycznymi. Pomys∏ ten odrzuci∏em z ró˝nych wzgl´dów. Sàdzi∏em, ˝e wystarczy nam pomoc Korboƒskiego, z którym ∏àczy∏y mnie nici sympatii, ˝e musimy liczyç na w∏asne si∏y. Znajàc obyczaje dziennikarskie, postanowi∏em zaskoczyç pozwanego Werfla i zastosowaç taktyk´ niespodzianek. Tote˝ kiedy przewodniczàcy Sàdu Dziennikarskiego zaproponowa∏ stronom polubowne za∏atwienie sprawy, przemawiajàcy w naszym imieniu Garczyƒski oznajmi∏, ˝e mo˝liwoÊç takiego obrotu sprawy zale˝y od stanowiska, jakie zajmie Roman Werfel. Wtedy ja poprosi∏em o g∏os i porozumiawszy si´ wzrokiem z siedzàcym obok mnie Korboƒskim, zada∏em Werfiowi nast´pujàce pytanie: – JesteÊmy na kole˝eƒskim Sàdzie Dziennikarskim. Prosz´ pana o odpowiedê: kogo z nas, zawodowych dziennikarzy mia∏ pan na myÊli, nazywajàc redakcj´ „Gazety Ludowej” obcà agenturà? Innymi s∏owy, kogo z cz∏onków naszej redakcji uwa˝a pan za obcego agenta? Prosz´ wymieniç nazwiska i wskazaç dowody.

166


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 167

Zaskoczony Werfel oÊwiadczy∏ w odpowiedzi, ˝e nikogo z „Gazety Ludowej” nie mia∏ na myÊli, stawiajàc zarzut obcej agentury, ale chodzi∏o mu ogólnie o politycznà dzia∏alnoÊç PSL i jego prasy. Werfel powiedzia∏ to, czego pragnà∏em i co oczywiÊcie powiedzieç musia∏, poniewa˝ nikt z dziennikarzy pracujàcych w naszej redakcji nie by∏ agentem obcego paƒstwa, ale to w∏aÊnie musia∏ Werfel oÊwiadczyç publicznie, w obliczu Sàdu Dziennikarskiego. Po deklaracji Werfla zwróci∏em si´ wi´c do Sàdu z proÊbà o dok∏adne zaprotoko∏owanie jego oÊwiadczenia. Przewodniczàcy wskaza∏ ruchem g∏owy protokolanta i oznajmi∏: – Rozprawa jest protoko∏owana. Poprosi∏em o zarzàdzenie odczytania deklaracji Werfla wed∏ug protoko∏u. Okaza∏o si´ jednak, ˝e protokolant nie móg∏ odczytaç swoich notatek i w∏aÊciwie oÊwiadczenie Werfla nie zosta∏o przez niego zanotowane. – Jest mi´dzy nami stenografka – szepnà∏ do mnie ktoÊ z naszych ludzi. – Niech odczyta swój stenogram – zarzàdzi∏em. Okaza∏o si´, ˝e tak˝e stenografka nie ma dok∏adnego zapisu; ˝e przyprowadzono na rozpraw´ jakieÊ „ho˝e dziewcz´” bez ˝adnego doÊwiadczenia w stenografowaniu i to by∏ du˝y b∏àd w przygotowaniu rozprawy. Werfel zyska∏ w ten sposób kilka minut do namys∏u i widzàc nasze zak∏opotanie, powiedzia∏: – Ja mog´ powtórzyç swoje oÊwiadczenie. Werfel rozumia∏ jednak tak˝e wag´, jakà przywiàzujemy do tego oÊwiadczenia. Powtórzy∏ wi´c, w istocie swojej zgodnie z poprzednio z∏o˝onym, ale odnios∏em wra˝enie, ˝e by∏y w nim pewne odchylenia w doborze wyrazów. W ka˝dym razie oÊwiadczenie Werfla przesàdzi∏o o losach procesu. Na wniosek Garczyƒskiego sàd zarzàdzi∏ przerw´, w czasie której nasz zespó∏ redakcyjny mia∏ si´ porozumieç i zajàç stanowisko wobec nowej sytuacji. Wyszed∏em z kolegami na chwil´

167


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 168

do przyleg∏ego pokoju i w krótkiej rozmowie ustaliliÊmy, co mamy dalej robiç. Koledzy zaj´li si´ redagowaniem oÊwiadczenia, ja zaÊ wróci∏em na sal´, przywita∏em si´ z ministrem Bieƒkowskim i usiad∏em obok niego. Na ten widok na sali rozleg∏y si´ kobiece g∏osy: – O! Teraz jest blok! Róbcie blok wyborczy, zamiast si´ procesowaç. – Od razu mówi∏am Romanowi, ˝e ten proces nie mo˝e odbyç si´ w sàdzie kole˝eƒskim – da∏ si´ s∏yszeç g∏os pani Werflowej. Tymczasem ja umawia∏em si´ z Bieƒkowskim na kaw´, przy czym Bieƒkowski mówi∏: – Bardzo ch´tnie. Jestem znanym amatorem czarnej kawy. Do naszego spotkania nie dosz∏o, a i nasza rozmowa musia∏a si´ urwaç, gdy˝ zespó∏ redakcyjny naszej gazety powróci∏ na sal´ i rozprawa zosta∏a wznowiona. Garczyƒski odczyta∏ naszà deklaracj´ nast´pujàcej treÊci: „Zwa˝ywszy, ˝e wyst´pujemy na tym terenie tylko osobiÊcie, jako cz∏onkowie Zwiàzku Zawodowego Dziennikarzy; zwa˝ywszy, ˝e w naszym rozumieniu Sàd Dziennikarski, jako sàd kole˝eƒski, nie mo˝e rozwa˝aç innych spraw ni˝ osobiste; zwa˝ywszy, ˝e redaktor Werfel oÊwiadczy∏: „Stwierdzam, ˝e nie odnosi si´ to osobiÊcie czy indywidualnie do poszczególnych cz∏onków redakcji «Gazety Ludowej» – uwa˝amy, ˝e oÊwiadczenie to stanowi dla nas wystarczajàcà osobistà satysfakcj´. Danie wyrazu przez redaktora Werfla swym niedotyczàcym nas osobiÊcie poglàdom nie mo˝e byç rozpatrywane na tym terenie, a tym samym nie widzimy powodu zaj´cia wobec niego stanowiska. Wobec tego w tym stanie sprawy skarg´ naszà cofamy”. Sàd Dziennikarski oznajmi∏, ˝e zamyka post´powanie, poniewa˝ skarga zosta∏a cofni´ta. Ten nieoczekiwany obrót sprawy sta∏ si´ powodem ostrych wymówek pod adresem Werfla. Zaczerwieniony i mocno zaaferowany próbowa∏ t∏umaczyç si´ przed wykrzykujàcym do niego nieprzyjaênie Bieƒkowskim i innymi

168


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 169

towarzyszami. Po wyjÊciu z budynku spotkaliÊmy na ulicy spieszàcego na proces Kliszk´. Zaskoczy∏a go niemile nowina, ˝e proces jest skoƒczony. On tak˝e by∏ z Werfla bardzo niezadowolony. Nie troszczàc si´ wi´cej o sk∏óconych komunistów, poszliÊmy do pobliskiej cukierni Galiƒskiego na Placu Trzech Krzy˝y, a˝eby omówiç rozegranà przed chwilà utarczk´ procesowà. Wszyscy koledzy byli zdania, ˝e przebieg i fina∏ sprawy jest pomyÊlny i ˝e zastosowana przez nas taktyka da∏a dobre wyniki. Korboƒski by∏ tego dnia u Miko∏ajczyka na obiedzie i mówi∏ póêniej, ˝e musia∏ zu˝yç sporo energii, a˝eby go przekonaç o s∏usznoÊci naszego post´powania, które przynios∏o nam sukces w procesie. Korboƒski by∏ zdania, ˝e opinia publiczna b´dzie po naszej stronie. Tak te˝ by∏o. Dlaczego zastosowaliÊmy takà taktyk´? Zespó∏ redakcyjny „Gazety Ludowej” pozwa∏ redaktora „G∏osu Ludu”, Romana Werfla, przed Sàd Dziennnikarski za obraz´. Zdawa∏oby si´, ˝e zgodnie z przyj´tymi zwyczajami redaktor Werfel zamilknie do czasu rozprawy i na ∏amach swej gazety nie b´dzie si´ zajmowa∏ oczekiwanym procesem. Tego wymaga∏y dobre obyczaje, ale sta∏o si´ inaczej. Oto ju˝ 12 wrzeÊnia ukaza∏ si´ w „G∏osie Ludu” niepodpisany artyku∏, w którym mo˝na by∏o przeczytaç mi´dzy innymi: „Skarga zespo∏u redakcyjnego «Gazety Ludowej» idzie nam w tej chwili niezwykle na r´k´. Wszyscy w Polsce odczuwamy pewien brak w naszym sàdownictwie. Jest w nim brak instancji sàdowej, która by mog∏a rozpatrywaç sprawy zasadnicze, sprawy dotyczàce ca∏ych kierunków, sprawy ludzi pretendujàcych w Polsce do miana m´˝ów stanu. KiedyÊ istnia∏ dla tych celów Trybuna∏ Stanu. Nie ma dziÊ Trybuna∏u Stanu. Skarga «Gazety Ludowej» daje nam mo˝noÊç stworzenia – przynajmniej dla tego konkretnego przypadku – pewnej jego namiastki. Przedstawimy przed tym sàdem ca∏okszta∏t dzia∏alnoÊci PSL, przedstawimy jego korzenie,

169


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 170

tkwiàce jeszcze w okresie okupacji i jego praktyk´ od ujawnienia si´ tego stronnictwa. OÊwietlimy szczegó∏owo zw∏aszcza dzia∏alnoÊç takich jego organów, które znajdujà si´ za granicà i ze szczególnà wyrazistoÊcià odbijajà jego lini´ politycznà. Zajmiemy si´ równie˝ obszernie «Gazetà Ludowà» figurujàcà w roli oskar˝ycielki. B´dziemy operowali faktami i cytatami, a jeÊli trzeba, to postawimy Êwiadków. Sàd Dziennikarski stanie si´ pewnà namiastkà Trybuna∏u Stanu”. W ten sposób powsta∏a sytuacja paradoksalna. Werfel przeszed∏ do porzàdku dziennego nad faktem wyrzàdzenia krzywdy kolegom, natomiast próbowa∏ przekszta∏ciç sàd kole˝eƒski w estrad´, w rodzaj Trybuna∏u Stanu, przed którym mia∏y byç wytoczone ró˝ne sprawy z wyjàtkiem tej najprostszej, tej istotnej, tej w∏aÊnie, która mia∏a byç przedmiotem skargi, a mianowicie obra˝enia kolegów. Nie mieliÊmy zamiaru, nie chcieliÊmy braç udzia∏u w tej bezprzyk∏adnej hecy, robionej na mod∏´ bolszewickà. Na nas spad∏ obowiàzek obrony zasady bezpartyjnoÊci Zwiàzku Zawodowego Dziennikarzy. Poddawanie orzecznictwu Sàdu Dziennikarskiego polityki PSL czy jego organów prasowych uwa˝aliÊmy za niedopuszczalne i sprzeczne z jego kompetencjami. Sàd ˝adnej organizacji zawodowej, a wi´c i Sàd Dziennikarski, nie jest powo∏any do sàdzenia wielkiego ruchu politycznego, jakim by∏o Polskie Stronnictwo Ludowe. Tu potrzebny by∏ sàd inny i inny trybuna∏. Polska sta∏a w∏aÊnie przed wyborami do sejmu i naród nasz mia∏ wyjàtkowà, prawdziwie historycznà sposobnoÊç do wypowiedzenia swojego sàdu o PSL i o bloku lubelskim, do ferowania wielkiego werdyktu w wyborach wolnych i nieskr´powanych. Tylko ten sàd i tylko ten wyrok móg∏ byç miarodajny dla kraju.

170


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 171

Sesja KRN: dyskusje i nagonki

Ostatecznie jedenastà sesj´ Krajowej Rady Narodowej, na której mia∏y mi´dzy innymi zapaÊç decyzje dotyczàce wyborów, wyznaczono na 20 wrzeÊnia 1946 roku By∏o jasne, ˝e im bardziej oddala∏ si´ moment zakoƒczenia wojny, tym pilniej trzeba by∏o po∏o˝yç kres tymczasowoÊci w Polsce i zamknàç okres, w którym wielkie mocarstwa s∏a∏y noty dyplomatyczne w kwestii wyborów, oÊwiadczajàc, ˝e na mocy traktatów mi´dzynarodowych majà do tego nie tylko prawo, ale tak˝e obowiàzek. Do Warszawy na przyk∏ad nades∏ano sprawozdanie z konferencji prasowej w brytyjskim ministerstwie spraw zagranicznych z 17 wrzeÊnia, na której pad∏y charakterystyczne wypowiedzi w kwestii polskiej. Odpowiadajàc na pytanie, czy stanowisko brytyjskie w sprawie zachodnich granic Polski zale˝y od sytuacji politycznej w Polsce, rzecznik Foreign Office oÊwiadczy∏: „Stanowisko Wielkiej Brytanii nie zale˝y co prawda bezpoÊrednio od sytuacji politycznej w Polsce, niemniej jednak uchwala oddania terytoriów zachodnich pod administracj´ polskà zapad∏a w tym samym czasie, kiedy rzàd polski przyjà∏ na siebie pewne zobowiàzania, których dotychczas nie wype∏ni∏. Zobowiàzania te zosta∏y ju˝ omówione podczas debaty parlamentu brytyjskiego, w której bra∏ udzia∏ minister Bevin i gdzie mi´dzy innymi wyjaÊniono, ˝e rzàd polski zobowiàza∏ si´ do przeprowadzenia wyborów z poczàtkiem roku bie˝àcego”. Wybory sejmowe w Polsce budzi∏y wielkie zainteresowanie tak˝e w kraju. Spo∏eczeƒstwo polskie pragn´∏o za pomocà kartki wyborczej, stanowiàcej rzeczywistà broƒ demokracji, wyraziç swojà wol´ i w ten sposób wypowiedzieç si´ na temat przysz∏oÊci naszej trzeciej Rzeczpospolitej.

171


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 172

By∏o jasne, ˝e blok lubelski wykorzysta wyznaczonà sesj´, a˝eby przypuÊciç generalny atak na PSL i „Gazet´ Ludowà”. Zachowanie prasy „zblokowanej” nie pozostawia∏o co do tego ˝adnych wàtpliwoÊci. Starano si´ wr´cz fabrykowaç i gromadziç dowody rzeczowe. W jednej z warszawskich gazet jakiÊ pose∏ do KRN, który nie ujawni∏ swego nazwiska, opisa∏ swoje rzekome spotkanie z „wys∏u˝onymi partyzantami i zwolennikami pana Miko∏ajczyka” w Bia∏obrzegach nad Pilicà. Mia∏o si´ to zdarzyç 15 wrzeÊnia. Pose∏ pisa∏: „Byli to wys∏u˝eni partyzanci, którzy nie raz i nie dwa przelewali krew mi´dzy Pilicà i Nidà. Zatrzymali samochód i postanowili zabraç nam auto. Sprzeciwi∏em si´ temu stanowczo. Wtedy jeden z nich zapyta∏ mnie, z jakiej jestem partii. – Ze Stronnictwa Ludowego – odrzek∏em. Mrugnà∏ wtedy porozumiewawczo i oznajmi∏, ˝e widaç to po mnie, bo gdybym by∏ z PPR, to nie mia∏bym odwagi odmawiaç im przeja˝d˝ki samochodem. Potem sta∏o si´ coÊ, czego nie przewidywa∏em. Ów kapitan odprowadzi∏ mnie na bok i pokaza∏ mi legitymacj´ PSL, a potem pochwali∏ si´, jak to on wita∏ wje˝d˝ajàcego do Radomia Miko∏ajczyka i jak imieniem partyzantów zapewnia∏ go o dozgonnej wiernoÊci. Mia∏em ochot´ owego partyzanta wsadziç w worek, przyjechaç na sesj´ KRN i jego osobà zadokumentowaç, ˝e podziemie bandyckie nale˝y zapisaç na karcie historii Polski tych lat na niczyje inne konto, jak tylko na konto Miko∏ajczyka”. Komentujàc na ∏amach „Gazety Ludowej” t´ opowieÊç poselskà, pisa∏em: „Czy˝ nie rozbraja i nie uwodzi w krain´ cudownych baÊni ta historyjka… o partyzancie-kapitanie. Weso∏y nowelista opowiada te˝, ˝e niczym sienkiewiczowski wachmistrz LuÊnia mia∏ ochot´ owego partyzanta wsadziç w worek i przywieêç na sesj´ KRN. Jaka szkoda, ˝e ochota ta nie przyoblek∏a si´ w czyn. ZobaczylibyÊmy wówczas na oczach KRN i kraju, kto jest wi´kszy frant – pose∏ czy partyzant, a widowisko by∏oby – mówiàc j´zykiem staro˝ytnoÊci – godne bogów i bo˝ków”.

172


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 173

W przeddzieƒ sesji urz´dowa agencja prasowa og∏osi∏a doniesienie Wojewódzkiej Rady Narodowej i Komisji Mi´dzypartyjnej pi´ciu stronnictw w Bia∏ymstoku, oskar˝ajàc PSL w województwie bia∏ostockim o wspó∏dzia∏anie z „konspiracyjnymi, antypaƒstwowymi organizacjami”. To bardzo d∏ugie doniesienie adresowane by∏o do prezydium KRN. Zgromadzono w nim wszystkie znane i do znudzenia powtarzane zarzuty i oskar˝enia z ca∏ego ostatniego okresu, a dodaç nale˝y, ˝e sprawa bia∏ostocka ko∏ata∏a si´ ju˝ od wielu miesi´cy po prasie i po sàdach. Na wiosn´ 1946 roku „pacyfikowa∏” zbrojnie województwo bia∏ostockie Stanis∏aw Paszkiewicz. PSL by∏o od poczàtku ∏àczone tam z partyzantami. Oprócz tego w doniesieniu tym znajdowa∏ si´ nast´pujàcy ust´p: „Kierownicze jednostki PSL oraz jego szeregowi cz∏onkowie rozprzestrzeniajà wÊród ludnoÊci antyrzàdowe pisma, majàce na celu zdyskwalifikowanie i zdyskredytowanie najlepszych wysi∏ków rzàdu. W tym celu rozdawane sà osobom bezpartyjnym komunikaty i okólniki, wydawane przez Wydzia∏ Prasy i Propagandy NKW PSL, treÊç których nosi charakter wybitnie antyrzàdowy”. Nie tylko wi´c wspó∏dzia∏anie z podziemiem – równie˝ komunikaty i okólniki naszego wydzia∏u by∏y przejawem wrogiej dzia∏alnoÊci. Dla pog∏´bienia odpowiednich nastrojów, dorzucono jeszcze wiadomoÊç o aresztowaniu na Mazurach dwóch cz∏onków PSL – jednego rzekomo za „przechowywanie nielegalnie wi´kszej iloÊci broni”, a drugiego „za nale˝enie do dywersyjnej organizacji «Wawer»”. W taki sposób komuniÊci szykowali si´ do walki z nami. My te˝ nie zasypialiÊmy gruszek w popiele, gromadzàc nie sztucznie fabrykowane, ale prawdziwe fakty i dowody bezprawia w naszym kraju. Tote˝ sesja zapowiada∏a si´ goràca. Mia∏a ona byç poÊwi´cona walce nie tylko z PSL. Rozprawiano si´ przecie˝ tak˝e z ka˝dym niezale˝nym odruchem w innych partiach, zdominowanych

173


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 174

wprawdzie przez agentów i ró˝ne „wtyczki” komunistyczne, ale próbujàcych jeszcze spod tej dominacji si´ wyzwoliç. Projektowana na dwa dni sesja KRN trwa∏a cztery dni. Ju˝ pierwszy dzieƒ, 20 wrzeÊnia, przyniós∏ wiele emocji i wra˝eƒ. Posiedzenie zacz´∏o si´ w warunkach przyjemniejszych ani˝eli dawniej, poniewa˝ publicznoÊç skierowano na galerie. Na poprzednich sesjach widzowie wpuszczani byli na sal´ obrad, cz´sto mieszali si´ z pos∏ami, zatraca∏a si´ granica mi´dzy cz∏onkami Rady a widzami. W zamieszaniu nie wiadomo by∏o, kto g∏osuje, kto wszczyna ha∏as, kto wnosi gromkie okrzyki. Jest jasne, ˝e najwi´kszy ruch robili „widzowie”, którzy rekrutowali si´ w przewa˝ajàcej iloÊci z aktywistów komunistycznych i ubowców. Tym razem sala Romy przybra∏a wyglàd zbli˝ony do izby poselskiej, poniewa˝ wolna by∏a od krzykliwej gawiedzi. Wprawdzie po kilku godzinach „widzowie” przeciekli na sal´ obrad, ale w liczbie jeszcze niera˝àcej. Przed porzàdkiem dziennym przemówi∏ Bierut na temat naszych granic zachodnich i odby∏a si´ patriotyczna manifestacja ca∏ej KRN na rzecz nienaruszalnoÊci terytorium Polski. Kiedy przystàpiono do porzàdku dziennego, nastàpi∏a pierwsza niespodzianka, pierwsze starcie. Pos∏anka Anna Chorà˝yna wystàpi∏a z wnioskiem o uzupe∏nienie porzàdku dziennego 27 interpelacjami poselskimi klubu PSL, z∏o˝onymi w ciàgu ostatnich siedmiu miesi´cy w Prezydium KRN. W drodze na mównic´ potkn´∏a si´ o reflektor stojàcy w przejÊciu mi´dzy krzes∏ami i przewróci∏a si´. Nie speszy∏o to jednak dzielnej pos∏anki. Zarumieniona stan´∏a na trybunie i odczyta∏a tytu∏y owych 27 interpelacji. Przy niektórych tytu∏ach podnosi∏a si´ wrzawa na ∏awach komunistycznych, ale pos∏anka z PSL spe∏ni∏a swoje zadanie ze spokojem i taktem. Ju˝ z samych tytu∏ów wynika∏o, ˝e interpelacje klubu mówi∏y o kilkudziesi´ciu wypadkach skrytobójczych mordów, napadów i podpaleƒ. Mo˝na te˝ by∏o wnioskowaç, ˝e zbrodnie te zosta∏y

174


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 175

pope∏nione przez pewne bezkarnoÊci organa bezpieczeƒstwa. KomuniÊci wi´c, wspierani przez partie sprzymierzone, wrzawà i ordynarnymi wyzwiskami zag∏uszyç chcieli tragicznà prawd´ o dzia∏alnoÊci resortu bezpieczeƒstwa, na którym opiera∏a si´ ich w∏adza w naszym kraju. Dalsze, wielce burzliwe starcie nastàpi∏o podczas dyskusji nad preliminarzem bud˝etowym. Referentem by∏ pose∏ Henryk Wyrzykowski z SL. Pose∏ ten przechodzi∏ ró˝ne koleje w swoim ˝yciu, w´drowa∏ po kilku ugrupowaniach ludowych, robi∏ roz∏amy, a na koniec, przed drugà wojnà Êwiatowà, wylàdowa∏ w nies∏awnej pami´ci grupie „kadzich∏opów” i w opinii kraju straci∏ przez to bardzo wiele. Po wojnie dogada∏ si´ z komunistami, spotyka∏ si´ z Jakubem Bermanem. Po jakiejÊ rozmowie z tym m´˝em zaufania ambasadora Lebiediewa ostrzeg∏ mnie – w imi´ naszej d∏ugiej znajomoÊci – przed losem, jaki gotujà mi komuniÊci i radzi∏ mi, ˝ebym ustàpi∏ z „Gazety Ludowej”. W lecie 1946 roku Wyrzykowski zosta∏ mianowany dyrektorem Paƒstwowego Banku Rolnego. Jako referent bud˝etu w KRN zakoƒczy∏ swoje wystàpienie oÊwiadczeniem, ˝e wi´kszoÊç komisji bud˝etowej proponuje podnieÊç bud˝et Ministerstwa Bezpieczeƒstwa o jednà symbolicznà z∏otówk´ dla „zamanifestowania uznania dla pracy tego resortu wobec ataków podejmowanych przeciwko niemu z pewnej strony”. OczywiÊcie „tà pewnà stronà” by∏o nasze stronnictwo. Pos∏owie PSL w komisji g∏osowali przeciwko tej symbolicznej z∏otówce dla bezpieki, a teraz, na plenum, przeciw wnioskowi wystàpi∏ w imieniu klubu PSL pose∏ W∏adys∏aw Mazur, motywujàc sprzeciw nadu˝ywaniem przez organa bezpieczeƒstwa swojej w∏adzy. W streszczeniu prasowym przebieg wystàpienia pos∏a Mazura by∏ nast´pujàcy: „Z najwi´kszà troskà o dobro publiczne pragn´ podnieÊç kilka zagadnieƒ z dziedziny bezpieczeƒstwa w kraju, bowiem sytuacja na tym odcinku doznaje sta∏ego pogorszenia…

175


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 176

[przerywania: mówiç o bud˝ecie!]. To nale˝y tak˝e do bud˝etu. Kiedy˝ naród zadecyduje o tym, czy w jakimÊ wÊciek∏ym op´taniu b´dziemy powtarzali stare przedwojenne b∏´dy, czy te˝ wejdziemy na drog´ normalizacji stosunków wewn´trznych i spokoju, o co ca∏y naród w Polsce coraz g∏oÊniej wo∏a… [wrzawa: dajcie rozkaz bandom leÊnym!]. Damy rozkaz wszystkim bandom, obywatelu, bàdêcie cierpliwi… Trzeba z pewnych zjawisk zdjàç zas∏on´ kap∏aƒskiej propagandy i pokazaç krajowi prawdziwy sens wydarzeƒ na odcinku porzàdku i bezpieczeƒstwa w kraju… Warto zdobyç si´ na wysi∏ek ujawnienia motywów… oÊwietlajàcych w∏aÊciwe cele PPR z jednej strony i w∏adz bezpieczeƒstwa z drugiej strony, bo nie przy∏o˝y∏y one nale˝ytych staraƒ i wysi∏ków w kierunku w∏aÊciwego bezpieczeƒstwa w Polsce… [wrzawa… ró˝ne okrzyki… przewodniczàcy Szwalbe: prosz´ o spokój!]. B´dziecie, panie poÊle Bieƒkowski, odpowiadali jako ostatni i powiecie wtedy, co Wam przyjdzie na j´zyk. Pan pose∏ Sokorski, w przemówieniu wyg∏oszonym na poprzedniej sesji, rozwinà∏ g∏´biej i bardziej praktycznie zasad´: «Kto nie pod komendà PPR, ten jest faszystà» – kiedy mówi∏ o cz∏owieku pracy, który potrafi wziàç karabin do r´ki i w szeregach milicji obywatelskiej… [wrzawa… przerywania…]. Nie by∏oby to groêne, gdyby do wykonania tej zapowiedzi stanà∏ robotnik, a nie zawodowy rewolucjonista… [wrzawa… gwizdy… przewodniczàcy Szwalbe wo∏a o spokój]. Zapowiedzia∏em kolegom, ˝e b´d´ mówi∏ o wszystkim… [wrzawa: do lasu! do Londynu!]. S∏owa pos∏a Sokorskiego w tej materii nie pozosta∏y tylko frazesem. Pad∏o w czasie mi´dzy dwoma sesjami mnóstwo ludzi z naszego stronnictwa…”. W dalszym ciàgu mówca apelowa∏ o kontrol´ i ostrzejszy nadzór nad podleg∏ymi organami w dole, jeÊli istotnie zale˝y Ministerstwu Bezpieczeƒstwa Publicznego na uspokojeniu ˝ycia w kraju. Przemówienie bez przerwy zak∏ócane by∏o przez wrzaw´, gwizdy i ró˝ne okrzyki. W awanturze wzi´∏y udzia∏ galerie.

176


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 177

Na pró˝no Szwalbe dzwoni∏ i wzywa∏ do uciszenia si´, wreszcie zarzàdzi∏ przerw´ i zwo∏a∏ konwent seniorów. Obrady konwentu trwa∏y doÊç d∏ugo. Stronnictwa na konwencie zobowiàza∏y si´, ˝e utrzymywaç b´dà spokojny ton przemówieƒ oraz przestrzegaç zarzàdzeƒ przewodniczàcego izby. Po wznowieniu posiedzenia Szwalbe da∏ ostrze˝enie pos∏owi Mazurowi za „ton przemówienia obra˝ajàcy czynniki rzàdowe”. Pose∏ Mazur ponownie zaczà∏ przemawiaç, ale niebawem powsta∏a taka wrzawa i dzikie okrzyki, ˝e przewodniczàcy Szwalbe odebra∏ g∏os Mazurowi i zapowiedzia∏ pociàgni´cie go przed sàd dyscyplinarny KRN. W tym˝e dniu sesji dokona∏ si´ fina∏ rozbicia Stronnictwa Pracy, którà to parti´ bra∏ w obron´ episkopat Polski z kardyna∏ami Hlondem i Sapiehà na czele. W komunikacie wydanym po zakoƒczeniu konferencji episkopatu w Cz´stochowie w dniach 9 i 10 wrzeÊnia powiedziano mi´dzy innymi: „Wobec usi∏owaƒ ró˝nych czynników, by do rozgrywek politycznych wciàgnàç KoÊció∏ i duchowieƒstwo, episkopat zachowuje nadal swe niezale˝ne koÊcielne stanowisko, podyktowane jego pos∏annictwem. Biskupi stwierdzajà z bólem, ˝e w partii, która opiera∏a swój program na Êwiatopoglàdzie katolickim i dà˝y∏a do realizacji zasad chrzeÊcijaƒsko-spo∏ecznych, dokonano roz∏amu, po którym partia ta w nowym uk∏adzie nie daje ju˝ r´kojmi, ˝e b´dzie urzeczywistnia∏a myÊli i zasady katolickie. Tego stanu rzeczy i stanowiska episkopatu nie zmienia fakt, ˝e do tej akcji przystàpi∏o samowolnie kilku ksi´˝y nieÊwiadomych ujemnych skutków tego kroku. Do uzdrowienia stosunków spo∏ecznych jest rzeczà koniecznà i pilnà zapewnienie katolikom nieskr´powanego, konstytucyjnego udzia∏u w ˝yciu publicznym. Dla tych celów katolicy majà prawo do reprezentacji parlamentarnej, która by programem politycznym i spo∏ecznym oraz sk∏adem osobowym wyra˝a∏a ich przekonanie i wol´”.

177


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 178

Nic to oÊwiadczenie episkopatu Stronnictwu Pracy nie pomog∏o, a najprawdopodobniej jeszcze bardziej zaszkodzi∏o. Uzurpatorskie w∏adze SP odwo∏a∏y z KRN szeÊciu pos∏ów: Antczaka, Bukowskiego, Kwasiborskiego, Turowskiego, Nowakowskiego i Kamienieckiego. Wieloletni prezes tego stronnictwa, Karol Popiel, z∏o˝y∏ z trybuny dramatycznà deklaracj´, w której oÊwiadczy∏: „Odmawiam tak zwanemu klubowi poselskiemu Stronnictwa Pracy, wzgl´dnie w∏adzom wyst´pujàcym pod tà firmà, moralnego i formalnego prawa do tego rodzaju kroków. W Stronnictwie Pracy dokonano zamachu stanu przed dwoma miesiàcami, w wyniku którego legalnym i cieszàcym si´ zaufaniem olbrzymiej wi´kszoÊci cz∏onków w∏adzom zosta∏o uniemo˝liwione prowadzenie dalszej dzia∏alnoÊci. Uniemo˝liwiono nam odbycie przygotowanego we wszystkich szczegó∏ach kongresu i postawiono nas w przymusowej sytuacji, w której na znak protestu musieliÊmy zawiesiç dzia∏alnoÊç organizacji. Prezes Rady Ministrów, jak i Prezydium KRN, którym z∏o˝yliÊmy memorandum i zakomunikowaliÊmy swoje poglàdy, stan´∏o na stanowisku, ˝e przyzna∏o racj´ naszym przeciwnikom. Sk∏adaliÊmy w tej materii odnoÊne memoria∏y i przed∏o˝enia wszystkim czynnikom paƒstwowym, które nad nimi wszystkimi, ∏àcznie z naszà ostatnià inicjatywà umo˝liwienia nam dzia∏alnoÊci pod nazwà ChrzeÊcijaƒskiego Stronnictwa Pracy, przesz∏y do porzàdku dziennego. Decyzja Prezydium KRN akceptujàca odwo∏anie szeÊciu wymienionych pos∏ów zachowa∏a mój mandat. W opinii ogó∏u tego rodzaju inicjatywa mo˝e byç interpretowana jako próba odseparowania mnie od moich przyjació∏ i kolegów, którzy sà przedmiotem krzywdzàcych ich zarzutów, podwa˝ania ich czci obywatelskiej i uczciwego, obywatelskiego stanowiska”. Wreszcie prezes Popiel oÊwiadczy∏, ˝e sk∏ada swój mandat poselski, solidaryzujàc si´ z szeÊcioma dzia∏aczami SP tych mandatów pozbawionymi.

178


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 179

Nowy uzurpatorski prezes SP, Widy-Wirski, wszed∏ po Popielu na trybun´ i bezwstydnie oÊwiadczy∏, ˝e wycofanie kilku pos∏ów SP z KRN nastàpi∏o wskutek przeÊwiadczenia, i˝ „godzà oni swojà dzia∏alnoÊcià w podstawy istnienia demokratycznego paƒstwa polskiego”. Pose∏ Stanis∏aw Osiecki z PSL chcia∏ przyjÊç z pomocà dzia∏aczom SP i postawi∏ wniosek formalny, a˝eby KRN nie przyj´∏a do wiadomoÊci odwo∏ania pos∏ów SP. Wniosek pos∏a Osieckiego zosta∏ odrzucony. Pozbawieni mandatów pos∏owie z prezesem Popielem na czele opuÊcili sal´ Romy. W taki sposób, pod kierunkiem agentów sowieckich, zlikwidowano stronnictwo bazujàce na platformie chrzeÊcijaƒskiej i usi∏ujàce prowadziç polityk´ samodzielnà, wolnà od narzuconej obcej supremacji. Los pozbawionych mandatów dzia∏aczy SP by∏ tragiczny. Bodaj wszyscy oni trafili z czasem do komunistycznego wi´zienia, a znany przywódca SP w dzielnicy pomorskiej, Antczak, w wi´zieniu zakoƒczy∏ swój pracowity i krajowi oddany ˝ywot. Na koniec posiedzenia nastàpi∏ furiacki i niemal teatralny – na skutek gwa∏townych gestów i mimiki – wyst´p pos∏a Bieƒkowskiego. Oto niektóre „kwiatki” z jego nieprzytomnie napastliwego przemówienia: „…Ju˝ pierwszy mówca z PSL odczyta∏ demonstracyjnie list´ interpelacji, notujàcà kilkadziesiàt wypadków Êmierci, napadów itp. Pierwszy mówca zaczà∏, a jeden z nast´pnych… pose∏ Mazur, dokoƒczy∏ insynuacj´, ˝e tych kilkadziesiàt zbrodni, które tu przytoczono, pope∏ni∏ nie kto inny, tylko aparat bezpieczeƒstwa paƒstwa… Przedstawiciel klubu poselskiego insynuuje izbie i krajowi, ˝e stan bezpieczeƒstwa jest groêny, poniewa˝ organa bezpieczeƒstwa mordujà i wi´˝à obywateli i palà ich osady… Bandy reakcyjne grasujà. Pierwszymi, którzy ponoszà za to odpowiedzialnoÊç, jesteÊcie wy… Wspó∏praca PSL z ban-

179


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 180

dami jest jawna i cyniczna… Ministerstwo Bezpieczeƒstwa jest organem demokratycznego paƒstwa polskiego i uderza w reakcj´ faszystowskà, bo do tego zosta∏o powo∏ane… W kraju nikt nie wierzy w insynuacj´, jakoby w∏aÊnie organa bezpieczeƒstwa powodowa∏y niepokoje i pali∏y ca∏e osiedla… Nie mo˝na traktowaç tych wystàpieƒ inaczej, jak tylko jako demonstracje antypaƒstwowe, antypolskie, jako próby podwa˝enia autorytetu paƒstwa, autorytetu Polski w oczach mi´dzynarodowej reakcji…”. W drugim dniu obrad pos∏owie PSL nadal prowadzili ofensyw´. Pose∏ Andrzej Witos uzasadnia∏ wniosek nag∏y PSL w sprawie traktowania wi´êniów w aresztach Êledczych. Przeciwko wnioskowi przemawia∏ pose∏ Edward Ochab, który dowodzi∏, ˝e wniosek PSL jest demonstracjà przeznaczonà „na eksport”. Partie skonfederowane nag∏oÊç wniosku odrzuci∏y. Pose∏ Zygmunt Za∏´ski z∏o˝y∏ oÊwiadczenie protestujàce przeciw napaÊci na PSL pos∏a Bieƒkowskiego oraz przeciwko ograniczaniu wolnoÊci s∏owa poselskiego. Mówca podniós∏, ˝e pose∏ Wójcik za przemówienie w sprawie ordynacji wyborczej na komisji, a pose∏ Mazur za przemówienie na plenum zostali skierowani przed sàd dyscyplinarny. Zaskoczona przemówieniem pos∏a Za∏´skiego PPR tego dnia wstrzyma∏a si´ od odpowiedzi. Drugi dzieƒ obrad by∏ jednak na ogó∏ nieco spokojniejszy. Minister Hilary Minc przedstawi∏ trzyletni plan gospodarczy, który nazwa∏ patetycznie, a jak si´ z czasem okaza∏o i fa∏szywie, „trzylatkà sytoÊci”. Minc przemawia∏ z mocà i przekonaniem, wi´c zdawa∏o si´ ludziom, ˝e plan trzyletni jest przedsi´wzi´ciem przemyÊlanym i – byç mo˝e – istotnie da sytoÊç naszemu g∏odujàcemu narodowi. By∏y to jednak z∏udzenia. W trzecim dniu obrad przed porzàdkiem dziennym zabra∏ g∏os Edward Ochab, który odpowiada∏ na wypowiedzi pos∏ów PSL

180


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 181

z poprzedniego dnia. Stwierdzi∏, ˝e przemówienia te Êwiadczà o „rozwoju wewn´trznym PSL w kierunku obrony bandytyzmu, popierania faszystowskiego podziemia oraz zacieÊniania wi´zów ∏àczàcych to stronnictwo z reakcyjnymi czynnikami za granicà”. Aktywista Ochab uzna∏, ˝e wystàpienia naszych pos∏ów „zagra˝ajà niepodleg∏oÊci paƒstwa polskiego” i wezwa∏ „ca∏y naród do czujnoÊci wobec poczynaƒ PSL”. Batalia polityczna rozgorza∏a na nowo w czasie dyskusji nad projektem ordynacji wyborczej do sejmu. Wielkie zainteresowanie obudzi∏a najpierw informacja, ˝e na posiedzeniu klubu poselskiego PPS zas∏u˝ony dzia∏acz i przywódca socjalistyczny, pose∏ ˚u∏awski, zg∏osi∏ formalny wniosek, a˝eby Polska Partia Socjalityczna posz∏a do wyborów osobno. Pose∏ ˚u∏awski dowodzi∏, ˝e na samodzielnà list´ PPS pad∏aby znacznie wi´ksza liczba g∏osów, co by∏oby z po˝ytkiem dla obozu demokratycznego. Wniosek nie uzyska∏ wi´kszoÊci w klubie, ale ju˝ samo jego zg∏oszenie i dyskutowanie by∏o Êwiadectwem, ˝e PPS nurtowa∏y ró˝ne poglàdy i ˝e postawa za blokiem nie jest jednolita. W dyskusji nad ordynacjà wyborczà na szczególnà uwag´ zas∏u˝y∏y dwa przemówienia dwóch pos∏ów PSL. Pose∏ Stanis∏aw Wójcik mówi∏ jako przedstawiciel mniejszoÊci komisji poselskiej, a pose∏ Zygmunt Za∏´ski w imieniu stronnictwa. Obydwa te przemówienia by∏y Êwietne w treÊci i formie. Ca∏a sala Romy – ministrowie, pos∏owie, dziennikarze krajowi i zagraniczni, galerie, s∏owem wszyscy – s∏uchali tych pos∏ów z najwi´kszà uwagà. Przemówienie pos∏a Wójcika wyjaÊnia∏o ró˝nice zachodzàce mi´dzy stanowiskiem PSL a stanowiskiem partii bloku lubelskiego w kwestii prawa wyborczego, natomiast pose∏ Za∏´ski wyg∏osi∏ przemówienie polityczne, pe∏ne patriotycznej troski o losy kraju. „JesteÊmy w okresie ostatecznych decyzji – mówi∏ pod koniec pose∏ Za∏´ski – walka lub porozumienie polityczne. Wy macie wszystkie atrybuty w∏adzy, my sporo zaufania w narodzie…

181


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 182

[okrzyki na ∏awach PPR i PPS]. Wy atakujecie, my si´ bronimy. Wy gracie antagonizmami klasowymi, dla nas nie sà one istotne. Chodzi o wielkà rzecz. Okazja referendum da∏a dowód, ˝e w okresie decydujàcych dla narodu zdarzeƒ na czo∏o wyst´pujà nie ró˝nice klasowe, lecz «byç albo nie byç» narodu… [oklaski na ∏awach PSL]. Wchodzimy w okres ostatniej decyzji, gdy naszymi sprawami wewn´trznymi interesujà si´ jeszcze nasi sprzymierzeƒcy jako sygnatariusze umowy ja∏taƒskiej i moskiewskiej. Ich rzeczà jest, czy zechcà zrobiç, by metody mediacji, które nam zaaplikowa∏y, da∏y rezultaty. Zarzucacie nam, ˝e szukamy opieki reakcjonistów anglosaskich, zaszeregowujàc do nich i sprawujàcych w∏adz´ w Anglii socjalistów. Odpowiem wam krótko: wybaczcie, ale jestem przekonany, ˝e nie macie moralnego prawa do stawiania tych zarzutów. Potem doradzam: wejdêcie istotnie na drog´ porozumienia, odpr´˝cie nastroje walki, wprowadêcie w ˝ycie przepisy konstytucji i statutowe uprawnienia dla cz∏onków w zrzeszeniach i samorzàdzie, a b´dzie atmosfera do ustalenia wspólnego modelu Polski i wybory przestanà byç w´z∏em gordyjskim, trudnym do rozwiàzania. To nie jest nasza gra, to jest zasadnicze nasze stanowisko. Przekonacie si´, jak twórczà rzeczà jest zaufaç narodowi, bo mimo wszystko twórczym by∏ dla Polski fakt, ˝e myÊmy wam zaufali”. Powa˝ne i spokojne przemówienia pos∏ów PSL zmieni∏y atmosfer´ na sali i nast´pne wystàpienia naszych adwersarzy by∏y w tonie spokojniejsze i bardziej zrównowa˝one. Wreszcie zjawi∏ si´ na mównicy agresywny pose∏ Bieƒkowski, którego bardzo zirytowa∏o przemówienie pos∏a Za∏´skiego. Za∏´ski wspomnia∏ go jako tego, który „ze wzgl´du na wybitne talenty aktorskie mia∏ przydzielonà do odegrania rol´ Êw. Jerzego zwalczajàcego smoka”. OkreÊlenie to wywo∏a∏o ˝ywà weso∏oÊç na sali i pose∏ Bieƒkowski znalaz∏ si´ w zasi´gu straszliwej broni, której na imi´ ÊmiesznoÊç. Ten aktywista PPR by∏ wiceministrem

182


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 183

oÊwiaty, wi´c zapewne s∏ysza∏ o niejakim Napoleonie, który wiedzia∏, ˝e „od wielkoÊci do ÊmiesznoÊci tylko jeden krok” i tej ÊmiesznoÊci bardzo si´ obawia∏. „Zadr˝a∏” wi´c pose∏ Bieƒkowski i zabra∏ g∏os do walki „ze smokiem”, czyli PSL. Znalaz∏szy si´ na mównicy uzna∏, ˝e PSL naprawd´ jest „smokiem” i to „o d∏ugich szyjach, bo si´gajàcych za granic´”. W atakach na stronnictwo i osob´ Miko∏ajczyka pada∏y w tym przemówieniu okreÊlenia dosadne i dojmujàce, na które pos∏owie klubu PSL reagowali okrzykami. Pose∏ Bieƒkowski uzna∏ przemówienie pos∏a Za∏´skiego za szkodliwe i podst´pne, mimo ˝e mia∏o w sobie „akcenty liryzmu i rzewnoÊci”. Dla komunistów tylko takie przemówienia by∏y dobre, które s∏awi∏y marksizm-leninizm i by∏y tràbà Moskwy. W dyskusji nad ordynacjà wyborczà rozegra∏y si´ sceny niepozbawione humoru. Dywersant polityczny Rek zg∏osi∏ poprawki, za którymi opowiedzia∏o si´ a˝… czterech pos∏ów, co wywo∏a∏o hucznà weso∏oÊç w ca∏ej izbie. Kiedy Rek przemawia∏, operatorzy filmowi przestali kr´ciç. Podszed∏em do kierownika ekipy filmowej i spyta∏em: – Dlaczego nie filmujecie tego pos∏a? – Wysz∏a nam taÊma. – To nie filmujcie, ale skierujcie na niego reflektory. Niech pojmie, jaki jest wa˝ny. Filmowiec zrozumia∏ mnie i wyda∏ polecenie. Dwa reflektory z dwóch stron sali skierowane zosta∏y na trybun´, na której Rek czyta∏ swoje przemówienie. Ju˝ po kilku minutach krople potu pojawi∏y si´ na jego twarzy, a po kwadransie prawdziwe strugi sp∏ywa∏y mu na koszul´. Rek zaczà∏ si´ kr´ciç i niepokoiç, co nie usz∏o uwagi pos∏ów, którzy zareagowali uÊmiechami. Rzecz jasna, ˝e kierownikowi ekipy filmowej z∏o˝y∏em szczególne podzi´kowania. Po d∏ugiej sejmowej dyskusji przysz∏o g∏osowanie. Odrzucono wszystkie poprawki PSL do ordynacji wyborczej, a by∏o ich 38.

183


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 184

„Gazeta Ludowa” przeciwko cenzurze

Czwarty dzieƒ sesji KRN obfitowa∏ w momenty denerwujàce i dramatyczne, bowiem przez ca∏y dzieƒ mówiono o cenzurze prasowej i o „hasaniu” bezpieki. Okazj´ do dyskusji na temat cenzury da∏ dekret o utworzeniu Urz´du Kontroli Prasy przy Prezydium Rady Ministrów. Dotychczas cenzura dzia∏a∏a bez podstawy prawnej i podlega∏a Ministerstwu Bezpieczeƒstwa Publicznego, co by∏o zjawiskiem haƒbiàcym. Obecnie, przynajmniej formalnie, zwalniano cenzur´ spod kontroli policji i oddawano jà pod zwierzchnictwo prezesa Rady Ministrów. Cenzur´ prewencyjnà oczywiÊcie utrzymano. Klub poselski PSL wystàpi∏ w obronie wolnoÊci s∏owa drukowanego, a pos∏anka Chorà˝yna w odwa˝nym przemówieniu scharakteryzowa∏a praktyki cenzury i domaga∏a si´ rozluênienia wi´zów, którymi kr´powana by∏a prasa PSL. „Gazeta Ludowa” by∏a naturalnie pod g´stym obstrza∏em. Nie mog∏o byç inaczej, skoro na obszarze ca∏ej Polski by∏o to jedyne pismo codzienne reprezentujàce tendencje polityczne wolne od supremacji komunistycznej. Blok lubelski natomiast uruchomi∏ oko∏o 50 dzienników i oko∏o 300 innych czasopism. W tych warunkach nasza gazeta uwa˝ana by∏a za redut´ „smoka” i atakowana by∏a z zajad∏oÊcià nie tylko przez cenzorów urz´dowych, ale tak˝e przez licznych ochotników z ca∏ego obozu „zblokowanego”. Rdzenni komuniÊci sowieccy rezydujàcy w Polsce równie˝ bardzo uwa˝nie studiowali nasze pismo. Stosunki mi´dzy „prasowcami” radzieckimi w naszym kraju a „Gazetà Ludowà” u∏o˝y∏y si´ szczególnie nieprzyjaênie po odrzuceniu przez nas ca∏kiem niezwyk∏ej i zdumiewajàcej oferty. Otó˝ w okresie powojennym

184


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 185

przez wiele lat wydawany by∏ w Polsce, w j´zyku polskim, dziennik sowiecki „WolnoÊç”. Wydawcà tego pisma by∏a Armia Czerwona, a drukowano go w Legnicy na Dolnym Âlàsku. Bolszewicka „WolnoÊç” nie mia∏a u nas zbyt wielu czytelników, wi´c postanowiono wykorzystaç popularnoÊç „Gazety Ludowej” dla zwi´kszenia obiegu tego pisma. Przedstawiciel „WolnoÊci” zaproponowa∏ nam – ni mniej, ni wi´cej – „wiàzanà sprzeda˝”. Chodzi∏o o to, ˝ebyÊmy zmusili sprzedawców do sprzedawania naszej gazety tylko tym odbiorcom, którzy równoczeÊnie kupià „WolnoÊç”. Propozycja rosyjska by∏a tak bezczelna, ˝e nawet Banach, ówczesny kierownik wydzia∏u prasowego PSL, odrzuci∏ jà z miejsca i dopiero po fakcie zawiadomi∏ mnie o tym incydencie i o swojej odmownej decyzji. By∏ przy tym Banach zafrasowany i niespokojny. Ba∏ si´, czy ze strony sowieckiej nie spotka go z tego tytu∏u jakaÊ przykra niespodzianka. Bolszewicy nie zemÊcili si´, co prawda, na Banachu, ale przekonali si´ namacalnie, ˝e nie ˝ywimy do nich uczuç przyjaznych i tym pilniej obserwowali „Gazet´ Ludowà”. Jako kierownik redakcji zmuszony by∏em w tej sytuacji do wielkiej ostro˝noÊci. Najmniejsze niedopatrzenie, tytu∏y nad telegramami inne od dawanych przez urz´dowà agencj´, zaj´cie stanowiska w jakiejÊ sprawie zaraz lub z opóênieniem – wszystko to by∏o nicowane, dyskutowane, obracane w zarzuty, oskar˝enia, denuncjacje. Pracowa∏em z wiarà, ˝e wed∏ug najlepszej woli i wiedzy, gazeta i ja osobiÊcie s∏u˝ymy interesom narodu, paƒstwa i PSL. Kierowanie redakcjà pisma codziennego nie jest czynnoÊcià ∏atwà. Pracuje si´ niemal zawsze w poÊpiechu i goràczce, wi´c o omy∏k´ nie jest trudno. Dla oceny dzia∏alnoÊci dziennika decydujàca powinna byç jego s∏u˝ba dla narodu i dla naczelnej idei prze˝ywanych czasów. Takà ideà owych lat by∏o uwolnienie Polski spod supremacji sowieckiej. Ze spokojem i uwagà przys∏uchiwa∏em si´ niepohamowanym napaÊciom z trybuny na „Gazet´ Ludowà”. Obecny na sali obrad

185


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 186

kolega redakcyjny, Zaraƒski, by∏ zaniepokojony tymi atakami i ich gwa∏townoÊcià. Nie móg∏ te˝ wyjÊç z podziwu dla mojego spokoju i równowagi, okraszonej uÊmiechem. „Redaktorze – rzek∏ do mnie – podziwiam paƒskie nerwy i paƒskà postaw´. Ja si´ ca∏y trz´s´”. W istocie tak by∏o, ˝e im zacieklej napadano na naszà gazet´, tym by∏em spokojniejszy i tym bardziej pewny, ˝e obrana przez nas droga polityczna by∏a drogà w∏aÊciwà, odpowiadajàcà interesom Polski. W obronie cenzury i dekretu prasowego przemawia∏ szereg pos∏ów, ale zdumiewajàce by∏o wystàpienie pos∏a Mariana Kubickiego. Ten sowiecki agent by∏ do ostatnich dni przed obecnà sesjà KRN kierownikiem redakcji „Dziennika Ludowego”, organu SL. Jak wynaj´ty subiekt wypowiedzia∏ si´ ten rzekomy dziennikarz za zaostrzeniem cenzury i wyrazi∏ ˝al pod jej adresem, ˝e zbyt liberalnie traktuje antydemokratyczne wystàpienia prasy. Powo∏ujàc si´ na to, ˝e sam jest dziennikarzem, dowodzi∏, ˝e cenzura nie utrudnia normalnego toku pracy redakcyjnej. Po zejÊciu Kubickiego z trybuny zasz∏o wydarzenie rzadko notowane w kronikach parlamentarnych. Oto spokojny i zawsze zrównowa˝ony prezes klubu poselskiego PSL, Za∏´ski, nie opanowa∏ oburzenia, jakie obudzi∏o w nim wystàpienie Kubickiego. Za∏´ski wszed∏ na trybun´ i oznajmi∏, ˝e nie mo˝e milczeç wobec takiego przeniewierzenia i ohydy. Kilka dni temu bowiem Kubicki w przypadkowej rozmowie ˝ali∏ si´, ˝e ust´puje z kierownictwa redakcji „Dziennika Ludowego”, poniewa˝ jest wyczerpany i zm´czony walkami z cenzurà. – Moje nerwy – skar˝y∏ si´ Kubicki – ju˝ nie mogà d∏u˝ej tej walki wytrzymaç. Praca redakcyjna sta∏a si´ katorgà. Dziwi´ si´, jak redaktorzy „Gazety Ludowej” to wytrzymujà. – A dzisiaj – koƒczy∏ pose∏ Za∏´ski – ten sam cz∏owiek mówi coÊ wr´cz przeciwnego i pluje na samego siebie. Sàd uczciwych ludzi, bez wzgl´du na poglàdy polityczne, musi byç jeden: ohyda.

186


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 187

¸atwo pojàç konsternacj´, jaka zapanowa∏a po deklaracji pos∏a Za∏´skiego. Niezwykle wzburzony by∏ szef cenzury, dyrektor Zab∏udowski, któremu ogromnie zale˝a∏o na powszechnej akceptacji dekretu prasowego. Zagadnà∏ mnie on wczeÊniej na korytarzu Romy, pytajàc, czy PSL b´dzie g∏osowaç za dekretem, czy przeciw. – Niech pan nie ma z∏udzeƒ, dyrektorze – odpowiedzia∏em. – Dla naszego stronnictwa jest to sprawa zasadnicza. PSL wypowie si´ przeciw cenzurze. Zresztà, co panu na tym zale˝y. Przecie˝ i tak za dekretem b´dzie wi´kszoÊç – ca∏y blok lubelski. – Tak – westchnà∏ Zab∏udowski – ale inne wra˝enie i inna pozycja by∏aby w kraju i za granicà, gdyby dekret by∏ przyj´ty jednog∏oÊnie. – Niech pan o tym nie marzy – odpar∏em. – Natomiast niech pan mówi ze mnà na temat powi´kszenia nak∏adu „Gazety Ludowej”. – Co? – zdziwi∏ si´ Zab∏udowski. – To jest niemo˝liwe. – No to nie – machnà∏em r´kà. – Nie wiem – doda∏ Zab∏udowski – czy by∏oby to mo˝liwe nawet wtedy, gdyby PSL g∏osowa∏o za dekretem, ale gdyby tak by∏o, to wówczas mo˝e móg∏bym si´ o to staraç. – Nie b´dzie si´ pan stara∏. PSL b´dzie g∏osowa∏o przeciw. Teraz, po zabójczym dla Kubickiego i cenzury oÊwiadczeniu pos∏a Za∏´skiego, rozglàda∏em si´ za Zab∏udowskim. Zobaczy∏em go w podnieconej rozmowie z Kubickim ko∏o jakiegoÊ filara w sali posiedzeƒ. Poszed∏em w tym kierunku. Dochodzi∏y mnie strz´py i okruchy burzliwej wymiany zdaƒ. – To ja panu – gestykulowa∏ wzburzony Zab∏udowski – przepuszcza∏em tak wiele… Mówi∏ pan, ˝e to konieczne dla walki z PSL… Kubicki mia∏ wyglàd obitego psiaka. By∏ czerwony jak pomidor, wi∏ si´ jak piskorz, w zdenerwowaniu przerywa∏ i przedk∏ada∏ coÊ Zab∏udowskiemu.

187


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 188

– ¸adny z pana sojusznik – dosz∏y mnie znowu s∏owa szefa cenzury. – Pan si´ sam zadeklarowa∏ z obronà, ale zamiast pomagaç, pan nam szkodzi… Nie widzia∏em jeszcze Zab∏udowskiego tak bardzo rozsierdzonego. Tymczasem na sali nadal toczy∏a si´ dyskusja nad dekretem prasowym. W obronie cenzury prewencyjnej i niejako z odsieczà pospieszy∏ premier Osóbka-Morawski. W tonie perswazji i na swój „gospodarczy” sposób uzasadnia∏ koniecznoÊç istnienia cenzury. „Bo i po có˝ – mówi∏ Osóbka – zamykaç redaktora i trzymaç go w wi´zieniu, skoro mo˝na pope∏nione przez niego przest´pstwo zlikwidowaç o∏ówkiem cenzora”. Zwrócony do ∏aw zajmowanych przez pos∏ów PSL premier prosi∏, a˝eby nasze stronnictwo zesz∏o ze stanowiska opozycji w tej sprawie i g∏osowa∏o za dekretem prasowym. Obiecywa∏, ˝e ewentualne skargi na przekroczenia w∏adzy ze strony cenzury b´dzie rozpatrywa∏ szybko i kara∏ winnych cenzorów. Na koniec zapewni∏, ˝e przemówienia pos∏ów wyg∏oszone na sesji KRN nie mogà byç cenzurowane i ˝e w stosunku do winnych takiego przest´pstwa wyciàgnie nale˝yte konsekwencje. Zdawa∏o mi si´, ˝e zabiegi pana premiera o g∏osy pos∏ów PSL mogà zachwiaç ich postawà. Podszed∏em do ∏aw rzàdowych i szepnà∏em Miko∏ajczykowi: „Panie prezesie, cenzura to dla nas sprawa zasadnicza. Tu nie mo˝e byç kompromisu”. Widzia∏em, jak Miko∏ajczyk odszuka∏ pos∏a Za∏´skiego i odby∏ z nim krótkà rozmow´. W g∏osowaniu dekret o Urz´dzie Kontroli Prasy zosta∏ wprawdzie przyj´ty, ale przeciwko g∏osom pos∏ów PSL. Tak nasze stronnictwo, w myÊl zasad i przes∏anek wolnoÊciowych, wypowiedzia∏o si´ za wolnoÊcià prasy. Jaki zaÊ walor mia∏y zapewnienia pos∏a Osóbki-Morawskiego, ˝e przemówienia pos∏ów nie b´dà cenzurowane? Dowiedzia∏em si´ o tym niebawem. Oto cenzura nie pozwoli∏a mi wydrukowaç w „Gazecie Ludowej”

188


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 189

przemówienia pos∏anki Chorà˝yny w obronie prasy. „Gdyby PSL g∏osowa∏o za dekretem – odrzek∏ cenzor na moje za˝alenie – to byÊmy pozwolili, a tak, to nie”. Nie by∏o odwo∏ania. KRN przesz∏a ju˝ do spraw bezpieki, gdy odszuka∏ mnie dyrektor Zab∏udowski. „Bardzo pana prosz´, redaktorze, a˝eby pan nie drukowa∏ nic o incydencie Kubicki–Za∏´ski. Zale˝y mi, ˝eby zrobi∏ to pan dobrowolnie. W przeciwnym razie i tak ka˝dà wzmiank´ na ten temat skonfiskuj´, ale w tym wypadku stosunki nasze bardzo si´ pogorszà”. Zrozumia∏em, ˝e Zab∏udowski dzia∏a nie tylko w swoim imieniu i nie tylko na w∏asnà r´k´. Kiwnà∏em wi´c g∏owà na znak zgody. Nie chcia∏em zrywaç ostatnich mo˝liwoÊci jakiegoÊ modus vivendi z cenzurà. Jakà jednak cen´ za t´ interwencj´, za to wymuszone milczenie zap∏aci∏ Marian Kubicki? Opublikowanie ca∏ego zajÊcia równa∏o si´ dla niego Êmierci cywilnej, wi´c cena musia∏a byç wysoka. Czy˝by bezpieka macza∏a w tym palce? Kim móg∏ byç dla bezpieki Kubicki? Te myÊli i te pytania nurtowa∏y mnie niejednokrotnie w ciàgu lat, a ze szczególnà si∏à powróci∏y do mnie w roku 1957, kiedy dowiedzia∏em si´, ˝e Marian Kubicki zosta∏ naczelnym redaktorem wznowionego „Dziennika Ludowego”, organu ZSL.

189


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 190

Morderstwo Âciborka

Ostatnie godziny czwartego dnia sesji up∏yn´∏y pod znakiem bezpieki i by∏y pe∏ne scen dramatycznych. Klub poselski PSL zg∏osi∏ wniosek nag∏y o powo∏anie komisji poselskiej w sk∏adzie 12 osób – po dwie z ka˝dego klubu – w celu zbadania stosunków bezpieczeƒstwa panujàcych na terenie województwa rzeszowskiego i przyleg∏ych powiatów województwa lubelskiego. Komisja mia∏aby zaproponowaç Êrodki do zwalczania grasujàcych tam band ukraiƒskich, dla zapewnienia bezpieczeƒstwa osobistego i majàtku miejscowej ludnoÊci, oraz opracowaç plan zagospodarowania opuszczonych i zniszczonych terenów. Minister Radkiewicz wypowiedzia∏ si´ przeciw wnioskowi, oÊwiadczajàc, ˝e stosunki bezpieczeƒstwa w tamtych okolicach poprawi∏y si´ i ˝e PSL chce tym wnioskiem „odwróciç uwag´ od band na innych terenach”. Wniosek PSL odrzucono. Wtedy minister Radkiewicz zjawi∏ si´ na trybunie po raz drugi i zawiadomi∏ o wykryciu morderców sekretarza naczelnego PSL, Boles∏awa Âciborka. Wróçmy na chwil´ do minionych wydarzeƒ. Âciborek przeszed∏ na jesieni 1945 roku z lubelskiego SL do PSL. Mieszka∏ w ¸odzi, skàd zamierza∏ przenieÊç si´ do Warszawy, a˝eby podjàç prac´ w centrali PSL. Tymczasem 5 grudnia 1945 roku zosta∏ zastrzelony w ¸odzi, we w∏asnym mieszkaniu. Morderstwa dokonano póênym wieczorem, a sprawcy pozostali nieznani. Zamordowanie Âciborka wywo∏a∏o wielkie wzburzenie w szeregach PSL i wielkie wra˝enie w kraju i za granicà. U nas powszechne by∏o przekonanie, ˝e Âciborek zastrzelony zosta∏ przez bezpiek´, która zemÊci∏a si´ za jego przejÊcie z obozu lubelskiego do PSL. W tym te˝ sensie napisa∏em kilka artyku∏ów, ale wszystkie zosta∏y skonfiskowane.

190


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 191

Nie by∏o w nich naturalnie wyraênej aluzji, ale domyÊlny czytelnik móg∏ nabraç takiego mniemania. Z cenzurà prowadzi∏em d∏ugie targi o cofni´cie tych konfiskat. „Niech pan doda kilka s∏ów – mówi∏ cenzor – ˝e morderstwa dokona∏o NSZ, a b´dzie pan móg∏ swoje artyku∏y drukowaç”. Ja jednak nie chcia∏em pisaç oskar˝enia tak bezpodstawnego, tym bardziej, ˝e bezpieka przypisywa∏a niemal wszystkie zabójstwa polityczne „bandom NSZ” albo „bandom WiN”. Powtarzanie tego chwytu agitacyjnego przez szereg miesi´cy zdewaluowa∏o wartoÊç stawianych oskar˝eƒ, w które opinia publiczna przesta∏a wierzyç. Od dnia zbrodni up∏yn´∏o sporo miesi´cy i oto dopiero teraz, pod koniec wrzeÊnia 1946 roku, bezpieka zacz´∏a si´ che∏piç, ˝e zabójcy Âciborka zostali wykryci, aresztowani i przyznali si´ do winy. Stanàwszy na trybunie minister Radkiewicz oznajmi∏: „Polskie Stronnictwo Ludowe… poprowadzi∏o w ca∏ym kraju kampani´ imputowania w∏adzom bezpieczeƒstwa udzia∏u w morderstwach dzia∏aczy PSL albo wr´cz dokonywania tych mordów. Uruchomiony zosta∏ szeroki aparat szeptanej propagandy, preparowano w tym duchu interpelacje, w partyjnych komunikatach wcià˝ wracano do oskar˝ania w∏adz bezpieczeƒstwa o dokonanie mordu na osobie Âcibiorka. Nale˝y podkreÊliç, ˝e WiN-owskie reakcyjne podziemie prowadzi równolegle identycznà kampani´. Echa tej akcji rozleg∏y si´ nawet w parlamencie brytyjskim, w którym minister Bevin z∏o˝y∏ oÊwiadczenie niedwuznacznie obcià˝ajàce w∏adze bezpieczeƒstwa odpowiedzialnoÊcià za mord na osobie Âcibiorka. W sukurs kampanii PSL-owskiej przyszed∏ równie˝ amerykaƒski minister Byrnes, który w lutym bie˝àcego roku oÊwiadczy∏: «Ostatnie raporty wskazujà na to, ˝e w Polsce dokonano szeregu morderstw, których ofiarà padli równie˝ wybitni cz∏onkowie partii politycznych. Jest po˝a∏owania godne, ˝e polskie w∏adze bezpieczeƒstwa wydajà si´ byç w to zamieszane». W sierpniu bie˝àcego roku PSL zg∏osi∏o specjalnà

191


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 192

interpelacj´ w sprawie morderstwa Boles∏awa Âcibiorka, w której autorzy ca∏kiem niedwuznacznie podajà w wàtpliwoÊç dobrà wol´ w∏adz bezpieczeƒstwa i starajà si´ wytworzyç opini´, jakoby tym w∏adzom nie zale˝a∏o na wykryciu zbrodniarzy. W ca∏ej akcji PSL wokó∏ zbrodni zamordowania Âcibiorka uderza wyraêna tendencja odwrócenia uwagi od Êrodowiska reakcyjnego i próba skierowania podejrzeƒ w kierunku obozu demokratycznego albo wr´cz w kierunku w∏adz bezpieczeƒstwa”. Radkiewicz poinformowa∏ nast´pnie, ˝e zbrodni dokonali Wies∏aw P∏oƒski i Boles∏aw Panek, obaj nale˝àcy do bojówki WiN, a uczynili to dlatego, ˝eby Âcibiorek „nie rozbija∏ PSL od wewnàtrz”. Panek mia∏ mianowicie powiedzieç Âcibiorkowi przed dokonaniem zbrodni: „Wiemy, ˝e jesteÊ w PSL, ale jesteÊ tam zdrajcà”. Minister oznajmi∏ na koniec, ˝e wkrótce odb´dzie si´ proces zabójców oraz zawiadomi∏, ˝e w Krakowie aresztowany zosta∏ drugi naczelny sekretarz PSL, Stanis∏aw Mierzwa, i aresztowanie to nie mia∏o zwiàzku ze sprawà Âcibiorka. Tak zatem, wed∏ug herszta bezpieki, zamordowanie Âcibiorka by∏o dokonanà przez podziemie zbrodnià, niejako profilaktycznà, majàcà zapobiec rozbijaniu PSL. Zaiste, dziwne motywy i dziwna troska podziemia o ca∏oÊç szeregów naszego stronnictwa. Rewelacja jak˝e ma∏o prawdopodobna i ma∏o wiarygodna. W kraju wielu ludzi nie uwierzy∏o w informacje Radkiewicza, albowiem wszyscy nabraliÊmy dostatecznie ujemnego mniemania o metodach dzia∏ania bezpieki, tej zbrodniczej agentury sowieckiej na polskiej ziemi. Tak˝e w KRN niejedni pos∏owie i postronni s∏uchacze przyj´li z niedowierzaniem deklaracj´ ministra bezpieczeƒstwa. Zaledwie Radkiewicz zszed∏ z trybuny, Baƒczyk poprosi∏ o g∏os. Mieszka∏ on w ¸odzi, by∏ w przyjaêni ze Âcibiorkiem, o zabójstwie musia∏ s∏yszeç niejedno i zapewne teraz, w pierwszym impulsie, zamierza∏ owo „niejedno” ujawniç. Pojawienie si´ wi´c jego

192


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 193

na trybunie przyj´to z najwi´kszym zainteresowaniem, prawie z podnieceniem. Co Baƒczyk powie? Stanàwszy na trybunie pose∏ Baƒczyk najwidoczniej zreflektowa∏ si´ i oznajmi∏ tylko, ˝e wie coÊ niecoÊ o zbrodni dokonanej na Âcibiorku, ale nie mo˝e tego ujawniç na plenum KRN wobec publicznoÊci i prasy, prosi wi´c o wy∏onienie komisji poselskiej, której powie, co mu jest wiadome. Minister Radkiewicz zabra∏ wówczas g∏os po raz trzeci i dziwi∏ si´, dlaczego pose∏ Baƒczyk, skoro coÊ wie o morderstwie Âciborka nie udzieli∏ dotychczas swoich wiadomoÊci „odpowiednim w∏adzom”. Zapowiedzia∏ te˝, ˝e postara si´, a˝eby Baƒczyk z∏o˝y∏ wyjaÊnienia przed powo∏anymi do tego organami w∏adzy. Innymi s∏owy, minister bezpieki wypowiedzia∏ si´ przeciwko powo∏aniu komisji poselskiej i tak si´ te˝ sta∏o. Komisji nie wy∏oniono. Wystàpienie Baƒczyka, chocia˝ zawis∏o w powietrzu, jeszcze bardziej pog∏´bi∏o w spo∏eczeƒstwie nieufnoÊç do tej „sensacji” bezpieki. W opinii publicznej nadal utrzymywa∏o si´ przekonanie, ˝e r´ce w∏adz bezpieczeƒstwa umaczane sà we krwi Âcibiorka i wielu innych Polaków, którzy nie chcieli chodziç na pasku moskiewskim. W Êwietle ujawnionych póêniej, jak˝e groênych i przera˝ajàcych zbrodni UB, rezerwa spo∏eczeƒstwa wobec deklaracji policji komunistycznej by∏a ca∏kowicie uzasadniona. Wzros∏o natomiast powszechne zainteresowanie zapowiedzianym procesem o zabójstwo Âcibiorka. Niektórzy oczekiwali jakichÊ niespodzianek na tym procesie, a ogromna wi´kszoÊç narodu pragn´∏a, aby z polskiego ˝ycia publicznego wykorzenione zosta∏y gruntownie i jak najpr´dzej metody prowokacji i zbrodni. By∏a ju˝ póêna godzina nocy z 23 na 24 wrzeÊnia 1946 roku, kiedy na trybunie KRN pojawi∏ si´ m´˝czyzna przypominajàcy za˝ywnego szlachcica. Przewodniczàcy posiedzenia przedstawi∏ go jako dyrektora departamentu MBP o nazwisku Chmielewski. Czy tak si´ nazywa∏, czy mo˝e inaczej? Pytanie uzasadnione, poniewa˝ funkcjonariusze UB, z wyjàtkiem „firmowych szczytów”,

193


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 194

z regu∏y ukrywali swoje prawdziwe nazwiska i na zewnàtrz pos∏ugiwali si´ pseudonimami. Chmielewski zaczà∏ czytaç odpowiedzi UB na interpelacje poselskie PSL. Re˝yseria tej imprezy by∏a pomys∏owa. Wybrano na nià specjalnie póênà por´, kiedy na sali nie by∏o ju˝ dziennikarzy zagranicznych, a z krajowych b∏àka∏o si´ zaledwie kilku. Ja by∏em niejako przez przypadek. Z napi´tà uwagà s∏ucha∏em wyjaÊnieƒ ministra bezpieczeƒstwa. Kilka wypowiedzi koƒczy∏o si´ oznajmieniem, ˝e winni nadu˝ycia w∏adzy funkcjonariusze UB zostali pociàgni´ci do odpowiedzialnoÊci. Na 28 zg∏oszonych interpelacji dano owej nocy odpowiedê zaledwie na siedem i nie wszystkie odpowiedzi zadowoli∏y interpelantów. Po wyjaÊnieniach Chmielewskiego rozegra∏a si´ scena przejmujàca. Pose∏ Stanis∏aw Nadobnik z PSL poprosi∏ o g∏os i domaga∏ si´ otwarcia dyskusji nad odpowiedzià bezpieki w sprawie masowego mordu w K´pnie. W nocy z 22 na 23 listopada 1945 roku tamtejsi ubowcy zamordowali 15 wi´êniów. Jako przyczyn´ tej masowej zbrodni podano okolicznoÊç, ˝e tej˝e w∏aÊnie nocy partyzanci dokonali napadu na siedzib´ UB w K´pnie. Zw∏oki pomordowanych pochowano w zbiorowym dole, w ogrodzie otaczajàcym dom, w którym by∏a siedziba UB. Pose∏ Nadobnik, operujàc szczegó∏ami i dok∏adnymi datami, opowiedzia∏, jak jednej nocy, po zg∏oszeniu interpelacji w tej sprawie przez PSL, zw∏oki pomordowanych odkopano i samochodami ci´˝arowymi wywieziono daleko do lasu, gdzie je znowu wrzucono do wspólnego do∏u. W czasie przemówienia pos∏a Nadobnika powia∏o mrozem. Wielu s∏uchaczy prze˝y∏o prawdziwy wstrzàs. Do nich i ja nale˝a∏em. Wniosek Nadobnika zosta∏ odrzucony. PomyÊla∏em: „wniosek przepad∏, ale mróz w ludzkich sercach pozosta∏”. Tym ponurym akordem zbrodni bezpieki zakoƒczy∏a si´ wrzeÊniowa sesja KRN. Ostatnia sesja w jej istnieniu. Ca∏y przebieg obrad by∏ dowodem, ˝e ca∏y kraj przemieniony zosta∏ w pole

194


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 195

bitwy, na którym wszystkie partie lubelskie skoncentrowa∏y swoje wysi∏ki na bezpardonowej walce z naszym stronnictwem. O zgodzie i porozumieniu ju˝ wi´cej nie mog∏o byç mowy. Wyraz takiej w∏aÊnie ocenie sytuacji da∏, ju˝ po zamkni´ciu sesji, wiceprezydent Szwalbe. Zapytany przez socjalistycznego dziennikarza, czy mo˝liwe jest jeszcze porozumienie mi´dzy blokiem lubelskim a PSL, Szwalbe odpowiedzia∏: „Zdarzajà si´ podobno cuda na Êwiecie. Ja w nie nie wierz´. Nie wierz´ wi´c w mo˝liwoÊç porozumienia bloku lubelskiego z obecnym PSL”. Szwalbe da∏ tak˝e do zrozumienia, ˝e wybory sejmowe odb´dà si´ najpóêniej w styczniu 1947 roku. Tak wi´c bez wszelkich z∏udzeƒ nale˝a∏o patrzeç w nadchodzàcà przysz∏oÊç politycznà. Nios∏a ona ze sobà walk´ bezwzgl´dnà. Prowadzili jà komuniÊci jako narz´dzie i forpoczta Moskwy.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 196

Echa ostatniej sesji KRN

Komentarze prasy „zblokowanej” zachowywa∏y zadziwiajàcà jednolitoÊç w ocenie przebiegu i wyników wrzeÊniowej sesji, a zw∏aszcza w ocenie wystàpieƒ pos∏ów PSL. „G∏os Ludu” w nast´pujàcy sposób scharakteryzowa∏ ich walk´ przeciwko bezprawiom i zbrodniom bezpieki: „Wszystkie dotychczasowe wystàpienia pos∏ów PSL Êwiadczà o konsekwentnym rozwoju tego stronnictwa w kierunku jawniejszej obrony band, coraz silniejszego wiàzania si´ z ca∏ym reakcyjno-faszystowskim podziemiem, w kierunku zacieÊnienia wi´zów z reakcyjnymi si∏ami zagranicy. Celem ich wystàpieƒ jest os∏oni´cie dzia∏alnoÊci reakcyjno-faszystowskiego podziemia, z którym si´ PSL sprzymierzy∏o i któremu wyznacza powa˝nà rol´ w nadchodzàcej kampanii wyborczej. Pe∏ne nienawiÊci inwektywy na PPR majà wskazywaç bandom kierunek ataku”. Komentujàc spokojne i pe∏ne prawdziwej troski przemówienie pos∏a Za∏´skiego, organ PPR sugerowa∏: „W∏aÊnie ta mowa by∏a charakterystycznym dowodem, jak daleko stoczy∏o si´ ju˝ PSL w swojej drodze powrotnej do Londynu, do Raczkiewicza, do lasu i do Andersa. Fakt, ˝e w∏aÊnie ten mówca – jeden z najspokojniejszych i najrozsàdniejszych w Polsce – przemawia∏ tak w∏aÊnie, jak przemawia∏, Êwiadczy lepiej ni˝ cokolwiek innego, jak g∏´boko jad reakcyjny prze˝ar∏ ju˝ szeregi PSL”. Podobnie wrogo w stosunku do wystàpieƒ pos∏ów PSL pisa∏y równie˝ inne dzienniki obozu lubelskiego. Komitet Centralny PPR opublikowa∏ uchwa∏y polityczne zwiàzane z nadchodzàcà kampanià przedwyborczà, pe∏ne dobrze znanych, zajad∏ych oskar˝eƒ i ataków na PSL. W og∏oszonych uchwa∏ach czytaliÊmy mi´dzy innymi: „Przez ostateczne odrzucenie

196


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 197

kilkakrotnie ponawianej propozycji utworzenia bloku wyborczego, PSL postawi∏o siebie poza obozem demokratycznym… Rachuby PSL na uzyskanie przewagi w Polsce przez zblokowanie si´ z podziemiem i korzystanie z obcych protektorów spotkajà si´ ze zdecydowanym odporem mas i b´dà doszcz´tnie rozbite… KC PPR dà˝yç b´dzie do najbardziej przyjaznego wspó∏dzia∏ania z SL, które reprezentuje rzeczywiste interesy wsi, oraz z SD, które broni rzemios∏a, inteligencji i drobnego przemys∏u… KC PPR stwierdza, ˝e nadal dà˝yç b´dzie do umacniania Êcis∏ej i przyjaznej wspó∏pracy czterech stronnictw PKWN, które stworzy∏y pot´˝ny oÊrodek konsolidacji wszystkich demokratycznych si∏ narodu. Wyrazem tej wspó∏pracy i konsolidacji… b´dzie blok wyborczy czterech stronnictw, który odegra decydujàcà rol´ w walce o rozbicie reakcji i stabilizacj´ politycznà w kraju”. Decyzja KC PPR ujawni∏a w sposób niedwuznaczny wol´ stworzenia bloku wyborczego czterech partii i pozostawienia poza blokiem tych odprysków, które pojawi∏y si´ w ówczesnym ˝yciu politycznym, a mianowicie grupki Reka i resztek Stronnictwa Pracy, mimo ˝e wypowiada∏y si´ za blokiem. Murzyn zrobi∏ swoje, murzyn mo˝e odejÊç. Decyzja KC PPR by∏a równie˝ dowodem, ˝e zbankrutowa∏y blisko pi´tnastomiesi´czne próby rozszerzenia bloku lubelskiego na PSL i szerokie rzesze ludnoÊci. Wina przegranej obcià˝a przywódców marksistowskich, którzy ortodoksyjnie i jednostronnie chcieli rozwiàzywaç najbardziej donios∏e problemy narodowe, spo∏eczne i paƒstwowe Polski. Rozbie˝noÊci polityczne mi´dzy wi´kszoÊcià narodu a narzuconà w∏adzà by∏y g∏´bokie, wynika∏y z ró˝nicy Êwiatopoglàdów i poj´ç etycznych, z odmiennych, a nawet przeciwstawnych przes∏anek organizowania ˝ycia narodowego i paƒstwowego. Po drugiej wojnie Êwiatowej ch∏opi stali si´ awangardà spo∏eczeƒstwa polskiego w walce o swobody polityczne i prawa obywatelskie. Ch∏opi nie wyznawali nigdy Êwiatopoglàdu materialistycznego.

197


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 198

Lud polski odziedziczy∏ po minionych pokoleniach wiar´ w si∏´ ducha, tà wiarà ˝yje i z niej czerpie moc. Âwiat ducha by∏, jest i b´dzie zawsze pot´˝niejszy od Êwiata materii, a wi´c by∏, jest i b´dzie zwyci´ski. 26 wrzeÊnia odby∏a si´ w Prezydium Rady Ministrów konferencja przedstawicieli czterech partii bloku wyborczego, a wi´c PPR, PPS, SL i SD. Narada potwierdzi∏a i podsumowa∏a decyzje KC PPR w sprawie utworzenia bloku wyborczego czterech stronnictw, obcià˝ajàc PSL ca∏kowità odpowiedzialnoÊcià za fiasko prób stworzenia wspólnego bloku oraz podejmujàc uchwa∏´ stwierdzajàcà, ˝e „w tej nowej sytuacji nale˝y uznaç dalszy udzia∏ PSL w mi´dzypartyjnych komisjach porozumiewawczych za bezcelowy”. Rozbrat z Polskim Stronnictwem Ludowym sta∏ si´ wi´c ca∏kowity. BezpoÊrednio po tych uchwa∏ach rozpocz´∏a si´ w∏aÊciwa kampania wyborcza. PSL sta∏o si´ celem zmasowanych ataków, bardzo cz´sto wykraczajàcych poza granice przyzwoitoÊci i zwyk∏ej uczciwoÊci, obowiàzujàce tak˝e walczàcych ze sobà przeciwników. Premier Osóbka-Morawski, przemawiajàc na wojewódzkim zjeêdzie PPS 29 wrzeÊnia, zarzuci∏ przywódcom PSL, ˝e „sà ju˝ nie tylko przywódcami ruchu ludowego, ale usi∏ujà prowadziç polityk´ narodowà na wzór przedwojennych narodowców, którzy skupili w swych szeregach wszystkie wsteczne elementy; ˝e to na te g∏osy liczy∏o PSL, wysuwajàc swoje niedorzeczne 75 procent; ˝e wielu dzia∏aczy PSL mo˝e nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo ich linia z ludowej staje si´ narodowà”. By∏a to bezczelna próba podwa˝enia ludowoÊci naszego stronnictwa, przypisania mu skrajnie nacjonalistycznego oblicza. To prawda, ˝e PSL, b´dàc jak najbardziej stronnictwem ludowym, by∏o równoczeÊnie stronnictwem narodowym, ale przecie˝ w zupe∏nie innym sensie. Ch∏opi bowiem, stanowiàc 75 procent

198


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 199

narodu polskiego, sà w∏aÊnie narodem, tym bardziej, ˝e ˝yjà i pracujà nie tylko na wsi, ale równie˝ w miastach jako robotnicy, rzemieÊlnicy, inteligenci, zachowujàc nadal ˝ywà i mocnà wi´ê z ziemià rodzinnà. Panu premierowi wtórowali inni dzia∏acze oraz ca∏a prasa partii „zblokowanych”. Oskar˝ano PSL o wszystko: – o liczenie nie na g∏osy obywateli, lecz na automaty reakcyjnego podziemia, nie na opini´ narodu polskiego, lecz na nacisk zagranicznych protektorów; – o to, ˝e terror NSZ i WiN mia∏ stworzyç pretekst dla obcej interwencji, mia∏ otworzyç panu Byrnesowi drog´ do wp∏ywu w Polsce w imi´ w∏adzy dla pana Miko∏ajczyka i w imi´ dobra wielkich Niemiec; – o to, ˝e Miko∏ajczyk dà˝y do dyktatury bloku reakcyjno-peeseslowskiego; – o próby rozbicia jednoÊci partii demokratycznych; – o polityk´ antyrosyjskà i wspó∏dzia∏anie z tendencjami „imperialistów”, zmierzajàcych do okrà˝enia Zwiàzku Radzieckiego; – o prowadzenie polityki zgubnej dla naszego niepodleg∏ego bytu; – o faszyzm i zwiàzki z faszystami wszelkiej maÊci. Wszystkie te oskar˝enia by∏y nieprawdziwe, krzywdzàce i wr´cz absurdalne. Co si´ tyczy oskar˝enia o faszyzm, to musz´ stwierdziç, ˝e PSL zawsze zwalcza∏o totalizm paƒstwowy i gardzi∏o nim. Totalne, faszystowskie i komunistyczne metody oraz systemy paƒstwowe zawsze by∏y nam obce. Ch∏opi polscy widzieli w nich jarzmo na swoje karki, na swoje prawa obywatelskie i polityczne. Ch∏opskie karty walki z tendencjami totalnymi w Polsce sà wspania∏e i stanowià niezaprzeczalny i imponujàcy tytu∏ do chwa∏y naszego ludu. Za oskar˝eniami sz∏y pogró˝ki. Mówiono o koniecznoÊci „zapobie˝enia zam´towi i zaostrzenia walk wewn´trznych oraz o odpowiedzialnoÊci PSL za wszystkie nast´pstwa”. Mówiono i pisano, ˝e og∏oszenie bloku wyborczego czterech partii „jest dla PSL z∏à

199


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 200

zapowiedzià na najbli˝szà przysz∏oÊç; ˝e w Polsce jest miejsce dla dzia∏alnoÊci opozycyjnej partii antyfaszystowskiej, o ile jej dzia∏alnoÊç nie przekroczy ram demokracji, o ile zachowane zostanie poszanowanie legalnoÊci i praworzàdnoÊci naszego kraju; ˝e niestety wodzowie PSL z∏o˝yli niezliczone dowody, ˝e nie chcà utrzymaç si´ w tych granicach, a za skutki niech obecnie winià samych siebie”. Wielce oryginalne by∏o – wypowiedziane przez wicepremiera Bieƒkowskiego na ∏amach „G∏osu Ludu” – twierdzenie, ˝e „nieomylnà wskazówkà przekroczenia ram demokracji przez opozycj´ b´dzie ustosunkowanie si´ do niej si∏ reakcyjno-faszystowskich” oraz wniosek, ˝e „stronnictwo, które uzyska∏o poparcie reakcji i nie wyciàgn´∏o z tego ˝adnych wniosków, automatycznie staje poza obozem demokratycznym”. By∏y równie˝ próby rozbijania PSL, pozyskiwania ludzi chwiejnych i s∏abych. By∏a mowa o cz´Êci „uczciwych” ch∏opów, którzy nie aprobujà polityki stronnictwa. Wszystko zapowiada∏o ostrà i bezpardonowà walk´.

200


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 201

Drapie˝ne r´ce bezpieki

W atmosferze walki, pogró˝ek, denuncjacji, wymyÊlaƒ i intryg zebra∏a si´ 6 paêdziernika 1946 roku w Warszawie Rada Naczelna PSL. W obradach wzi´li udzia∏ cz∏onkowie Rady, ich zast´pcy, pos∏owie do KRN, cz∏onkowie G∏ównej Komisji Rewizyjnej i G∏ównego Sàdu Partyjnego, a wi´c wszystkie instancje i w∏adze naczelne stronnictwa. Dwudniowym obradom przys∏uchiwa∏em si´ z wielkà pilnoÊcià. Pragnà∏em na podstawie bezpoÊrednich spostrze˝eƒ i obserwacji zorientowaç si´ w rzeczywistej postawie naszych dzia∏aczy na prowincji. My w Warszawie pracowaliÊmy pod nieustannym obstrza∏em. By∏y momenty, w których czuliÊmy niejako bezpoÊrednio, namacalnie, wr´cz na naszych ramionach drapie˝ne r´ce bezpieki, a przecie˝ w Warszawie by∏a nasza centrala, mieliÊmy w∏asne pismo codzienne, tu by∏y ambasady i poselstwa innych paƒstw, by∏y jakieÊ warunki do obrony przed gwa∏tem i bezprawiem. Moskwa liczy∏a si´ jeszcze z opinià zagranicy, a komuniÊci w Polsce musieli respektowaç taktyk´ sowieckiego Olimpu. Jak˝e natomiast ci´˝ki, a nieraz zaiste tragiczny, by∏ los przywódców PSL na prowincji. Terroryzowali ich agenci i zwolennicy bloku lubelskiego, grozi∏a im bezpieka i wymusza∏a nieraz na nich ró˝ne „oÊwiadczenia”, za które rumienili si´ potem ze wstydu i które odwo∏ywali. Wielu naszych dzia∏aczy zgin´∏o Êmiercià tragicznà od skrytobójczej kuli, wielu sz∏o do komunistycznych wi´zieƒ. Pokrzepieniem dla nas wszystkich by∏y znane nam szczegó∏owo fakty ich imponujàcej odwagi cywilnej. Wielu z nich po opuszczeniu wi´zienia stawa∏o z powrotem w naszych szeregach, nie da∏o si´ zastraszyç i zmusiç do zaniechania dzia∏alnoÊci politycznej.

201


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 202

Otó˝ ci w∏aÊnie dzia∏acze z szerokiego kraju zjechali do Warszawy, a˝eby ostatecznie zdecydowaç o taktyce wyborczej PSL. W naszej Radzie by∏y dwie grupy oportunistów i kapitulantów. Jednà z nich dowodzi∏ minister oÊwiaty, Czes∏aw Wycech. Przy nim skupiali si´: Józef Nieçko, Kazimierz Banach, Stanis∏aw Koter, Jan Dec, Bronis∏aw Warowny. Drugà grup´ stanowili nieliczni adherenci ministra Kiernika z niejakim Gójskim na czele. Obie te grupy ba∏y si´ walki, obie chcia∏y utrzymaç zajmowane stanowiska, pozyskaç bez trudu poselskie mandaty. Wybory bowiem, w razie istnienia tylko jednej listy, nie by∏yby wyborami, ale jedynie g∏osowaniem t∏umów p´dzonych do urn strachem i terrorem. Tymczasem kierownictwo PSL, z Miko∏ajczykiem na czele, prowadzi∏o ich na drog´ walki, ˝àda∏o od nich – w wypadku kl´ski – wyrzeczeƒ i powrotu do biedy po∏àczonej z perspektywà przeÊladowaƒ i grozà wi´zienia. Nie opuszczajàc na razie szeregów PSL, chcieli zapewniç sobie Êcie˝k´ powrotu do zgody z komunistami, zgody nie przynoszàcej zaszczytu, ale dajàcej ∏atwy chleb i poczucie osobistego bezpieczeƒstwa. Z posiedzeƒ Rady Naczelnej nie dawa∏em w „Gazecie Ludowej” szczegó∏owych sprawozdaƒ, albowiem nie chcia∏em, aby nasze pismo by∏o êród∏em informacji dla naszych wrogów o nastrojach i tendencjach przejawiajàcych si´ w PSL. By∏em pewny, ˝e równie˝ bezpieka b´dzie chciwie wychwytywaç udokumentowane przez gazet´ informacje, jak kto przemawia∏ i do czego nawo∏ywa∏. OportuniÊci zaÊ byliby zapewne zadowoleni, gdyby ich g∏osy dotar∏y przez gazet´ do sanhedrynu komunistycznego w Warszawie i Moskwie. Dlatego te˝ dawa∏em w gazecie tylko oficjalne notki o obradach. Wiedzia∏em, ˝e niektórzy z naszych kapitulantów posiadali kontakty i znajomoÊci, g∏ównie wÊród dziennikarzy socjalistycznych z redakcji i „Robotnika”. Banach na przyk∏ad chwali∏ si´ kontaktami z dziennikarzem pracujàcym w „Robotniku”

202


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 203

o przybranym nazwisku Rafa∏ Praga, który w pewnych ko∏ach traktowany by∏ jako konfident UB. By∏o jasne, ˝e b´dà przecieki, ale przecie˝ ca∏kiem inne znaczenie majà s∏owa szeptane z pami´ci na ucho, a inne wydrukowane w organie stronnictwa. Ta nasza taktyka by∏a wielu bardzo nie na r´k´. Rzecz znamienna, ˝e wszyscy ch∏opi, a zw∏aszcza kobiety, zarówno ze wsi, jak i z miast, wypowiadali si´ przeciw udzia∏owi PSL w bloku wyborczym. Szczególne wra˝enie wywo∏a∏o przemówienie cz∏onkini Rady Naczelnej z powiatu Przeworsk, Kojderowej. Jej mà˝, Êwiat∏y przewodnik w pracy politycznej na wsi, zosta∏ jesienià 1945 roku zamordowany przez UB z Rzeszowa za swojà dzia∏alnoÊç w PSL. Na wiosn´ 1946 roku wys∏a∏em w rzeszowskie doskona∏ego dziennikarza, a˝eby zbada∏ okolicznoÊci jego tragicznej Êmierci i napisa∏ reporta˝ o tej zbrodni do naszej gazety. Sàdzi∏em, ˝e oskar˝enie UB w druku, mimo ˝e b´dzie skonfiskowane, to jednak nie pozostanie bez nast´pstw dla zbrodniarzy. Pietrzak pojecha∏, ale szybko wróci∏, poniewa˝ na podminowanym terenie rzeszowskim czu∏ si´ niepewnie, a i ˝adnych bli˝szych informacji zebraç nie móg∏. Potwierdzi∏ tylko to, co ju˝ wiedzieliÊmy, ˝e Kojder zosta∏ przez UB aresztowany i zamordowany w przydro˝nym lesie, przy szosie wiodàcej z Przeworska do Rzeszowa. Wdowa po Kojderze pozosta∏a na gospodarstwie sama z ma∏ymi dzieçmi. W warunkach wsi los wdowy, obarczonej dzieci´cym drobiazgiem, jest po˝a∏owania godny, ale pani Kojderowa nie za∏ama∏a si´, nie ugi´∏a karku przed „pot´gà” bezpieki, lecz zachowa∏a w ˝a∏obie imponujàcà postaw´ i godnoÊç kobiety-Polki, uwa˝ajàcej si´ s∏usznie za wspó∏gospodarza naszej ziemi. Obecnie, w prostych i przejmujàcych s∏owach, mówi∏a ze wzburzeniem o tych ludowcach, którzy chcieliby kapitulowaç, poddajàc si´ dyktatowi Moskwy. èle, bardzo êle musieli si´ czuç w owej chwili ci dzia∏acze, którzy przemawiali za przy∏àczeniem si´ do bloku wyborczego.

203


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 204

By∏o takich mówców kilku, a godne uwagi by∏o to, ˝e niemal wszyscy oportuniÊci rekrutowali si´ spoÊród nauczycieli szkó∏ powszechnych. Posada rzàdowa cz´sto odbiera ludziom niezale˝noÊç myÊli i sàdu. Nastroje na sali by∏y jednak takie, ˝e wielu opozycjonistów zwin´∏o choràgiewk´ i wypowiedzia∏o si´ za oddzielnym pójÊciem do wyborów. Pozycja Miko∏ajczyka w stronnictwie by∏a w tym czasie jeszcze tak silna, ˝e kapitulanci nie mieli odwagi wyst´powaç bezpoÊrednio przeciwko jego osobie. Obrali wi´c za cel ataków „Gazet´ Ludowà”. Dawali wyraz niezadowoleniu z linii politycznej gazety, krytykowali przesadnie b∏´dy i usterki redakcyjne. Ataki by∏y ogólnikowo kierowane przeciwko gazecie. Ani razu nie pad∏o moje nazwisko, ale napastnicy wiedzieli dok∏adnie, jaki jest stan rzeczywisty. Wiedzieli, ˝e linia polityczna „Gazety Ludowej” ustalana by∏a przez Miko∏ajczyka w porozumieniu ze mnà i przy mojej ca∏kowitej zgodzie. Zarzuty kierowane przeciwko gazecie by∏y niesprawiedliwe i krzywdzàce. Jako redaktor naczelny wraz z ca∏ym zespo∏em redakcyjnym robi∏em wszelkie wysi∏ki, a˝eby nasza gazeta jak najlepiej s∏u˝y∏a interesom i celom politycznym stronnictwa i narodu. Czasami zdarza∏y si´ b∏´dy, pomy∏ki czy niedopatrzenia. Stara∏em si´ jednak, w miar´ mo˝liwoÊci, jak najpr´dzej je likwidowaç i wydawa∏em zarzàdzenia, a˝eby si´ one jak najrzadziej zdarza∏y. Drugiego dnia obrad by∏em na koniec i ja napaÊciami na „Gazet´ Ludowà” zirytowany, zw∏aszcza ˝e wiele zarzutów by∏o bezpodstawnych, wynikajàcych ze z∏ej woli albo z kompletnego nieuctwa. Postanowi∏em przemówiç i daç odpraw´ napastnikom, ale zanim dotar∏em do przewodniczàcego, doktora Kiernika, a˝eby go poprosiç o g∏os, przemówi∏ Miko∏ajczyk. By∏o to przemówienie mocne, zrobi∏o te˝ na obecnych du˝e wra˝enie. Rozumia∏em, ˝e nie powinienem zmieniaç wytworzonego nastroju i ze swego wystàpienia zrezygnowa∏em.

204


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 205

W rezultacie dwudniowych obrad Rada Naczelna powzi´∏a w kwestii wyborów do sejmu nast´pujàcà uchwa∏´: „Wobec odrzucenia kontrpropozycji PSL, za niedojÊcie do porozumienia politycznego win´ ponosi nie PSL, ale PPR, która wysun´∏a niczym nieuzasadnione ˝àdanie dla siebie wi´kszoÊci, co zmierza do utrwalenia na sta∏e systemu rzàdów jednej partii i dotychczasowych metod rzàdzenia. Niedotrzymanie ˝adnego z warunków porozumienia moskiewskiego oraz wrogi stosunek do PSL uniemo˝liwia uczciwe porozumienie polityczne pomi´dzy demokratycznymi stronnictwami w Polsce i zaostrza atmosfer´ politycznà kraju. Na skutek tego Rada Naczelna postanawia, ˝e Polskie Stronnictwo Ludowe pójdzie do wyborów oddzielnie, majàc pe∏ne przekonanie, i˝ w ten sposób najlepiej s∏u˝y demokracji i narodowi polskiemu”. Przeciwko tej rezolucji pad∏o zaledwie siedem g∏osów. W prasie stronnictw „zblokowanych” próbowano intrygowaç i uprawiaç ˝onglerk´ wynikami g∏osowania na Radzie Naczelnej. Szczególnà aktywnoÊç wykaza∏ tu „G∏os Ludu”, który posunà∏ si´ znów do oskar˝ania nas o to, ˝e zabiegamy o… interwencj´ zagranicznà w Polsce, poniewa˝ domagamy si´, a˝eby wybory sejmowe odby∏y si´ pod kontrolà trzech mocarstw. Podstawà do takiego oskar˝enia by∏y wypowiedzi w naszej gazecie na temat „zobowiàzaƒ” trzech mocarstw zwiàzanych z wyborami w Polsce. NapisaliÊmy dos∏ownie: „Teraz w∏aÊnie nadchodzà terminy, w których przyj´te zobowiàzania wyborcze majà byç realizowane. Sà to zobowiàzania dwojakiego rodzaju: 1) trzech wielkich aliantów wobec narodu polskiego; 2) Tymczasowego Rzàdu JednoÊci Narodowej wobec w∏asnego spo∏eczeƒstwa i wobec trzech wielkich aliantów”. W „G∏osie Ludu” aktywista PPR, piszàcy pod pseudonimem „Obserwator”, wysnu∏ stàd wniosek o naszych zabiegach o obcà interwencj´ i napisa∏ z oburzeniem: „Zobowiàzaƒ trzech wielkich aliantów wobec narodu polskiego, dotyczàcych wyborów w Polsce,

205


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 206

nie znamy i nie mo˝emy znaç. Takie zobowiàzania nie mogà bowiem istnieç. Wybory to wewn´trzna sprawa Polski. W tej sprawie trzej wielcy alianci nie majà nic do czynienia”. Skoro jest mowa o obcej interwencji w wewn´trzne sprawy jakiegoÊ paƒstwa, warto podkreÊliç, ˝e marksiÊci nie porozumieli si´ mi´dzy sobà co do „jednolitofrontowego” stanowiska wobec tej doktryny. „G∏os Ludu” by∏ przeciwny obcej interwencji, natomiast wybitny aktywista PPS, pose∏ do KRN, Kazimierz Rusinek, na jedenastej sesji KRN z trybuny w Romie pi´tnowa∏ „wymyÊlonà przez bur˝uazj´ doktryn´ nieinterwencji w wewn´trzne sprawy innych paƒstw”, poniewa˝ zasada ta „przynios∏a zwyci´stwo Mussoliniemu… Na tej samej zasadzie liberalne demokracje uzna∏y rzàdy Hitlera… Dla tej zasady bur˝uazyjne demokracje nie interweniowa∏y w okresie podboju Abisynii i tolerowa∏y zbrojne interwencje faszystowskich W∏och i hitlerowskich Niemiec w republikaƒskiej Hiszpanii”. Jak widaç z przytoczonych wypowiedzi, dwaj marksiÊci g∏osili wr´cz przeciwne sobie poglàdy na jednà i t´ samà zasad´. „Dialektyka socjalistyczna” przystosowana do okolicznoÊci. W sprawie wyborów w Polsce by∏a im na r´k´ „wymyÊlona przez bur˝uazj´” doktryna nieinterwencji. Gard∏owali wi´c i ha∏asowali frazesami o suwerennoÊci i „mieszaniu si´ w wewn´trzne sprawy”. Miotali si´, gdy tylko pos∏yszeli o luênym chocia˝by pomyÊle, a˝eby trzy wielkie mocarstwa – w tym przecie˝ Rosja sowiecka – dokona∏y kontroli pierwszych po tej straszliwej wojnie wyborów sejmowych w Polsce. Natomiast w wypadku W´gier mogli pos∏u˝yç si´ poglàdami pos∏a Rusinka, by odrzuciç „z pogardà bur˝uazyjnà doktryn´ nieinterwencji” i powstanie narodu w´gierskiego utopiç we krwi. „Dialektyka marksistowska”, jedno z wielkich oszustw komunistycznych w skali Êwiatowej, odnios∏a tu sukces niepospolity, albowiem ca∏y Êwiat zachodni zawiód∏ w tej wa˝nej sprawie ludzkoÊci.

206


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 207

Noc niedoli i terroru

SzliÊmy do ostatnich etapów walki o przysz∏oÊç narodu i paƒstwa polskiego. Zbli˝a∏y si´ wybory sejmowe i wielki aparat komunistycznej propagandy szykowa∏ si´ do walnej rozgrywki z Polskim Stronnictwem Ludowym. Nie przebierano w Êrodkach i skoro wypadki bie˝àce nie nios∏y na fali zaczepnego tematu walki, si´gano do przesz∏oÊci i z ko∏czanu lat minionych wypuszczano na przeciwników zatrute pociski. Z prowadzonej propagandy wynika∏o jasno, ˝e nadszed∏ równie˝ czas „wabienia” ludzi o s∏abych charakterach. Cz∏owiek pojedynczy, grupa, a nawet ca∏e stronnictwo polityczne mog∏o uzyskaç „rozgrzeszenie”. Wystarczy∏ „szczery ˝al za dawne grzechy” i oÊwiadczenie, ˝e „podejmuje si´ lini´ politycznà doby dzisiejszej”, a˝eby komuniÊci okazali „mi∏osierdzie” i przygarn´li deklarantów nie tyle do siebie, ile do swojej walczàcej czo∏ówki, czyli bezpieki. Przebaczenie by∏o dla zastraszonych i s∏abych. Dla silnych i walczàcych miano w pogotowiu wi´zienia. Pod koniec mojej wolnoÊci og∏osi∏em w „Gazecie Ludowej” z 11 paêdziernika ostatni swój artyku∏ pod tytu∏em Kogo i za co PPR rozgrzesza?. Pisa∏em w nim o ob∏udnych i zdradliwych rozwa˝aniach „moralnych” publicysty „G∏osu Ludu”, Andrzeja Kubackiego, który z wy˝yn niemal kap∏aƒskich pot´pia∏ lub udziela∏ rozgrzeszenia dowodzàc, ˝e „ostatecznie ludzie si´ zmieniajà pod wp∏ywem wydarzeƒ, korygujà fa∏szywe i szkodliwe dla narodu poglàdy, zmieniajà swà polityk´. Nie jest dla nikogo wstydem wycofaç si´ z tego, co przedtem g∏osi∏, jeÊli to stare nieodwo∏alnie zbankrutowa∏o. Przeciwnie, krok taki nale˝y poczytywaç za wyraz rozumu, za dowód, ˝e poczucie odpowiedzialnoÊci za losy narodu wzi´∏o gór´ nad fa∏szywie pojmowanà ambicjà w∏asnà.

207


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 208

Ostatecznie decydujàcym jest, kto i jakà rol´ odgrywa w chwili obecnej, jaka jest jego linia polityczna w dobie dzisiejszej i to jedynie jest wed∏ug nas najw∏aÊciwszym miernikiem w ocenie dzia∏alnoÊci danego cz∏owieka czy stronnictwa. JeÊli jednak, gdy chodzi o PSL, zabieramy si´ do grzebania w archiwach, to nie mamy przy tej robocie ˝adnych wyrzutów sumienia. Nie budzi w nas ˝adnych obaw, czy s∏uszne jest polemizowanie z wydawnictwami pana Miko∏ajczyka nawet sprzed trzech czy czterech lat. Nie s∏yszeliÊmy bowiem nigdy, aby pan Miko∏ajczyk choç jednym krytycznym s∏owem odezwa∏ si´ o swojej przesz∏oÊci, odcià∏ si´ od dawnych b∏´dów”. Âwiat musia∏ ju˝ dawno pojàç na równi z nami, ˝e w∏adzy w Polsce i nad Polskà bolszewicy nie oddadzà dobrowolnie. Wybory by∏y dla Ameryki, dla Anglii, dla uspokojenia politycznego sumienia tych krajów, które we wszystkich rozmowach z Moskwà domaga∏y si´ wolnych i nieskr´powanych wyborów w Polsce i w innych krajach Europy Wschodniej. By∏y to niestety postulaty niepoparte si∏à gotowà do uderzenia. Moskwa zlekcewa˝y∏a „platoniczne” ˝àdania paƒstw zachodnich. Wybory w Polsce i w innych krajach wprawdzie si´ odby∏y, ale wszystkie te narody straszliwie oszukano. Wyniki wyborów zosta∏y brutalnie i cynicznie sfa∏szowane. Ponura noc niedoli i terroru zapanowa∏a w naszym kraju. Wielu dzia∏aczy PSL oraz innych ugrupowaƒ politycznych, nawet PPS, pod ró˝nymi pozorami wtràcano do wi´zienia. Jad prowokacji i donosicielstwa zatruwa∏ wszelkie poczynania usi∏ujàce przeciwstawiç si´ sowietyzacji polskiego ˝ycia. Niektórzy, cieszàcy si´ jeszcze przez jakiÊ czas wolnoÊcià przywódcy PSL przedostali si´ z czasem szcz´Êliwie za granic´ do wolnego Êwiata. Kraj zmieni∏ si´ w politycznà pustyni´, na której przez lata ca∏e mia∏y dzwoniç ∏aƒcuchy niewoli. KomuniÊci sà mistrzami agitacji i propagandy oraz kamuflowania rzeczywistoÊci. Kiedy wi´c policja i wojsko wewn´trzne,

208


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 209

w∏adze partyjne i sàdy sia∏y terror w spo∏eczeƒstwie, to równoczeÊnie przywódcy komunistyczni nie skàpili ob∏udnych frazesów, obietnic, przyrzeczeƒ, rzucali ogromne sumy na propagand´ zmierzajàcà do zatrucia polskiego ducha. Uda∏o im si´ to g∏ównie w miastach, zw∏aszcza wÊród m∏odzie˝y, którà deprawowali i której na oÊcie˝ otwarli drzwi do pijaƒstwa, chuligaƒstwa i gorszàcych zabaw. Mimo tego wi´kszoÊç spo∏eczeƒstwa, zw∏aszcza na wsi, stawi∏a opór pochodowi z∏a i opar∏a si´ bolszewizmowi. Duch ofiary i m´stwa nie przestawa∏ unosiç si´ nad polskà ziemià. Smagani przez ca∏e pokolenia niewolà i kl´skami politycznymi Polacy wiedzà dobrze, mo˝e lepiej od innych, szcz´Êliwszych narodów, i˝ sà chwile, w których si´ „pada, lecz si´ nie poddaje”. Za mnà ju˝ teraz, 16 paêdziernika 1946 roku, zamkn´∏y si´ na wiele d∏ugich lat bramy komunistycznego wi´zienia. Zygmunt Augustyƒski, Warszawa, 1958 rok Opracowanie: Jadwiga Latoszyƒska


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 210

II DROGA DO WI¢ZIENIA

Czy rozpoczynajàc prac´ w „Gazecie Ludowej” i anga˝ujàc si´ tak bardzo w sprawy kraju, zdawa∏em sobie spraw´ z tego, co mnie czeka? I tak, i nie. OczywiÊcie liczy∏em si´ z mo˝liwoÊcià represji, a nawet uwi´zienia. S∏ysza∏o si´ coÊ niecoÊ o metodach walki politycznej w paƒstwie radzieckim, ale by∏a we mnie równie˝ nadzieja na pomyÊlny wynik naszego dzia∏ania. Po pierwsze – to by∏a Polska, a nie Rosja. Po drugie – nasz kraj le˝y w samym centrum Europy i to, co dzia∏o si´ w Polsce, dzia∏o si´ na oczach ca∏ego wolnego Êwiata. Po trzecie – mieliÊmy poparcie znacznej wi´kszoÊci spo∏eczeƒstwa. By∏em przy tym Êwi´cie przekonany o s∏usznoÊci sprawy, o którà walczyliÊmy. Wreszcie, nie przysz∏o mi do g∏owy, ˝e mo˝na w taki cyniczny i brutalny sposób sfa∏szowaç wybory. Wierzy∏em w zwyci´stwo praworzàdnoÊci. W miar´ rozwoju wydarzeƒ ÊwiadomoÊç zagro˝enia narasta∏a. Czu∏em si´ coraz bardziej osaczany, ale narasta∏a równie˝ ÊwiadomoÊç, ˝e nie mam z tej drogi odwrotu. Mno˝y∏y si´ sygna∏y i ostrze˝enia, krótkie, migawkowe zdarzenia, które cz´sto lekcewa˝y∏em, ale teraz, z perspektywy czasu, mog´ przeÊledziç swojà drog´ do wi´zienia.

210


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 211

Dzieci z przyczó∏ka

Pierwsze ostrze˝enie przysz∏o szybko. 4 listopada 1945 roku wyszed∏ 1 numer „Gazety Ludowej”, a ju˝ wkrótce spotka∏y mnie niezwyk∏e odwiedziny. 2 grudnia tego roku, w dodatku tygodniowym „˚ycie Kobiece” og∏osiliÊmy artyku∏ prezesa wojewódzkiej organizacji PSL w Kielcach, Czes∏awa Ponickiego, pod tytu∏em TrzydzieÊci pi´ç tysi´cy dzieci ch∏opskich Kielecczyzny wo∏a o ratunek!. RównoczeÊnie wydrukowaliÊmy krótkà notatk´ informujàcà, ˝e w powiatach tak zwanego przyczó∏ka dzieci ˝yjà dos∏ownie pod ziemià – w norach i bunkrach – bez odzie˝y i nale˝ytego od˝ywienia. W samym tylko powiecie opatowskim znajduje si´ tych nieszcz´Êliwych istot oko∏o 15 tysi´cy. Wyglàdajà one – mówi∏ tamtejszy starosta powiatowy – jakby by∏y obroÊni´te mchem. Notatk´ zakoƒczyliÊmy uwagà, ˝e najwy˝szym nakazem ludzkim i narodowym jest natychmiastowa pomoc dla nich. Artyku∏ i notatka wydrukowane by∏y na jednej z dalszych stron gazety, bez szczególnego wyró˝nienia, ale informacje o tragicznej niedoli dzieci by∏y tak wstrzàsajàce, ˝e reakcja spo∏eczeƒstwa nastàpi∏a natychmiast i by∏a imponujàca. Ze wszystkich stron zacz´∏y nap∏ywaç ofiary w gotówce, w lekarstwach, w odzie˝y. Dla ka˝dego sta∏o si´ jasne, ˝e serca polskie bijà zgodnym rytmem i czu∏e sà na bied´ dzieci. MusieliÊmy zorganizowaç specjalny komitet, który by si´ zajà∏ jak najw∏aÊciwszym zu˝ytkowaniem darów i skierowaniem ich na miejsce przeznaczenia. Do pracy ochotnie zg∏osi∏y si´ kobiety z PSL. Porozumia∏y si´ one z Wojewódzkim Komitetem Pomocy w Kielcach i przy jego wspó∏udziale wozi∏y przysy∏ane dary dla dzieci i ludnoÊci pasa przyfrontowego. Akcja pomocy prowadzona by∏a solidnie, co pog∏´bi∏o zaufanie spo∏eczeƒstwa do PSL i naszej gazety.

211


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 212

W trakcie najwi´kszego bodaj nasilenia ofiarnoÊci, pewnej nocy, podczas pracy w drukarni na Ho˝ej, dy˝urujàcy w kantorku kolega redakcyjny, Jan Zaraƒski, wpad∏ na zecerni´ i zameldowa∏ mi, ˝e przyszed∏ do mnie i czeka jakiÊ dziwny interesant zachowujàcy si´ z wielkà pewnoÊcià siebie. – Jak to dziwny? – zapyta∏em. – Sam pan redaktor zobaczy – odpar∏ Zaraƒski. Z tym wi´kszym zaciekawieniem poszed∏em do kantorka. Zasta∏em tam cz∏owieka w Êrednim wieku, przystojnego bruneta o ciemnych oczach, dobrze ubranego, który obrzuci∏ mnie badawczym spojrzeniem. Ja tak˝e z wielkim zaciekawieniem spoglàda∏em na przybysza. – Pan przyszed∏ do mnie? – zapyta∏em. – JeÊli pan jest redaktorem Augustyƒskim, to do pana – odpowiedzia∏. – Tak, jestem. Nieznajomy poprosi∏, abyÊmy w kantorku pozostali sami. Obecni usun´li si´, a ja – ku niema∏emu zdziwieniu – us∏ysza∏em od nieznajomego: – Wi´c to pan redaguje „Gazet´ Ludowà” i prowadzi z nami walk´. – To znaczy z kim? – zapyta∏em. – Pan dobrze wie kogo i co mam na myÊli. Pan nie zdaje sobie sprawy z tego, co pana czeka i co panu grozi. – Jakim j´zykiem pan do mnie przemawia? – Chc´ pana ostrzec. Czy by∏ pan w latach wojennych za granicà? – Nie. Ca∏y czas by∏em w kraju, a ÊciÊlej mówiàc w Warszawie. Nie odbywa∏em nawet „krajoznawczej” w´drówki we wrzeÊniu 1939 roku. – To o co innego pana oskar˝à. Zbiera pan teraz ofiary dla dzieci pasa przyfrontowego. Niech pan uwa˝a, ˝eby pana przy tym nie ubrali.

212


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 213

– Ofiary zbiera „Gazeta Ludowa”, a nie ja. Specjalny komitet kobiet z PSL tym si´ zajmuje. Sàdz´, ˝e wszystko jest w porzàdku. Poza tym ja osobiÊcie z rozdawnictwem nie mam nic wspólnego. Wi´c? – JeÊli tak, to obawy z tej strony upadajà. Niech pan jednak pami´ta, ˝e za co innego pana wezmà. Niech si´ pan nie ∏udzi. Paƒski przywódca pana nie obroni. „On” sam za kilka miesi´cy b´dzie siedzia∏ za to wszystko, co robi. „On” myÊli, ˝e u nas mo˝na tak d∏ugo bruêdziç i szkodziç. Zdumienie moje ros∏o, ale zanim zdà˝y∏em si´ odezwaç, nieznajomy doda∏: – Niech pan pami´ta. Ostrzega∏em pana. Ma pan dobre pióro, ale oddaje je pan na niew∏aÊciwe us∏ugi. A teraz chcia∏bym i ja z∏o˝yç datek dla ludnoÊci pasa przyfrontowego. – To nie tu. Musi pan iÊç do naszej administracji przy Alejach Jerozolimskich. Tam pieniàdze przyjmà i dadzà panu pokwitowanie. – Ja wiem, gdzie jest wasz lokal przy Alejach. Tam jednak nie pójd´, bo mnie tam niektórzy znajà i wiedzà kim jestem. Pan mi pokwituje odbiór pieni´dzy w gazecie. – To jest mo˝liwe. Dla dzieci z pasa przyfrontowego ka˝da ofiara jest potrzebna, ale co b´dzie z kwitem formalnym, który wystawi nasza kasa? – Mnie kwit nie jest potrzebny. Niech go podrà i wrzucà do kosza. Nieznajomy wp∏aci∏ na moje r´ce nie pami´tam ju˝ jakà kwot´, która znalaz∏a pokwitowanie w „Gazecie Ludowej” ju˝ nast´pnego dnia. – Odchodz´ – rzek∏ niezwyk∏y goÊç na po˝egnanie. – Jeszcze raz pana ostrzegam. Grozi panu niebezpieczeƒstwo, a „On” pana nie obroni. „On” sam znajduje si´ w opa∏ach i ju˝ z nich nie wyjdzie.

213


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 214

W ciàgu rozmowy nie pad∏o ani razu nazwisko Miko∏ajczyka, ale przecie˝ by∏o jasne, ˝e o nim mówi∏ nieznajomy. Jego mowa by∏a czysta, akcent dobry, a wi´c musia∏ to byç Polak z pochodzenia. Nieprzyjemnie zrobi∏o mi si´ po jego wyjÊciu, a Zaraƒski, zjawiwszy si´ znowu w kantorku, powiedzia∏: – Prawda, ˝e to cz∏owiek dziwny. – Istotnie – rzuci∏em w zamyÊleniu i zabra∏em si´ do bie˝àcej pracy. W pilnej robocie chcia∏em utopiç mieszane uczucia, jakie t∏uk∏y si´ w moich myÊlach i w moim sercu. Czy˝by to by∏ przedstawiciel NKWD? – rozwa˝a∏em – bo na pewno nie by∏ to „nasz ubek”. Nie nale˝´ do ludzi p∏ochliwych, a jednak odczuwa∏em jakàÊ niepewnoÊç i niepokój. DoÊç szybko jednak upora∏em si´ z tymi uczuciami.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 215

Sceny z „kontrrazwiedkà”

Musz´ na chwil´ wróciç w przesz∏oÊç. By∏o lato 1942 roku. Hrabia Maurycy Potocki, w∏aÊciciel Jab∏onny, by∏ w latach okupacji niemieckiej prezesem RGO na powiat warszawski i w tym charakterze po∏o˝y∏ du˝e zas∏ugi w dziele ratowania od g∏odu i n´dzy najbiedniejszej ludnoÊci, i nie tylko od tego. Dyrektor polskiego biura powiatowego, Boles∏aw Marczak, jego w∏aÊnie upatrzy∏ na to stanowisko. Hrabia Potocki goÊci∏ przed wojnà w Jab∏onnie Goeringa, jeêdzi∏ z nim na polowania do Bia∏owie˝y i móg∏ go uwa˝aç za osobistego znajomego. W pierwszych tygodniach okupacji w∏adze niemieckie zabra∏y Jab∏onn´ i zamieni∏y jà w tzw. liegenschaft, czyli niemieckie gospodarstwo rolne, ale na interwencj´ Goeringa zwróci∏y jà w∏aÊcicielowi. OkolicznoÊç ta da∏a Potockiemu „pozycj´” wobec Niemców. Pomys∏ Marczaka by∏ wi´c ze wszech miar dobry i wielu by∏o zadowolonych, gdy hrabia Maurycy przyjà∏ godnoÊç prezesa powiatowej RGO. Urzàdza∏ on dla wy˝szych urz´dników niemieckich polowania w lasach jab∏onowskich, co pozwala∏o mu na interwencj´ w interesach polskich, najcz´Êciej w obronie ludzi wi´zionych przez gestapo. W niektórych sprawach hrabia Potocki odniós∏ si´ do Goeringa listownie, a ten równie˝ listem mu odpowiedzia∏ i obiecywa∏ swojà pomoc u zwierzchnich w∏adz gestapowskich w Berlinie. Pewnego razu hrabia Maurycy pojecha∏ nawet do Berlina, ale czy by∏ tam przez Goeringa przyj´ty, nie jest mi wiadome. Zdaje si´, ˝e wizyta berliƒska skoƒczy∏a si´ na adiutantach Reichsmarschalla. Interwencje te mia∏y ró˝ny skutek i niestety nie zawsze pozytywny. Zdzia∏a∏ jednak hrabia Potocki na tym polu wiele dobrego i wielu ludzi uratowa∏.

215


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 216

Otó˝ pewnego razu, w∏aÊnie w lecie 1942 roku, hrabia Potocki zaprosi∏ do siebie do Jab∏onny na Êniadanie kilka osób, wÊród których i ja si´ znalaz∏em. Przy stole pozna∏em pewnego nieznajomego, mówiàcego po polsku z wschodnim akcentem. Nosi∏ buty z cholewami, ró˝ne od noszonych u nas, ubrany by∏ skromnie, cer´ mia∏ ciemnà. – Pan Nowicki, ziemianin zza Buga – przedstawi∏ go nam hrabia Potocki. W czasie Êniadania „ziemianin zza Buga” interesowa∏ si´ bardzo tym, co Niemcy mówià o walkach na froncie wschodnim i o armii sowieckiej. Hrabia Potocki opowiada∏ mi´dzy innymi, ˝e kierownik warszawskiego gestapo o nazwisku Hahn nie posiada∏ si´ z irytacji, kiedy mówi∏ o wojnie na Wschodzie. – Jest ci´˝ko na froncie wschodnim – powtarza∏ hrabia Potocki s∏owa Hahna. – Ci podludzie bronià si´ i stawiajà opór. Czasy masowego poddawania si´ ca∏ych formacji sowieckich min´∏y i dzisiaj wojna wschodnia staje si´ coraz trudniejsza. Musimy s∏aç tam wcià˝ nowe dywizje. Nowicki ∏owi∏ pilnie ka˝de s∏owo, wypytywa∏ o ró˝ne sprawy zwiàzane z wojnà. Na niektóre hrabia nie zawsze móg∏ daç odpowiedê. Nurtowa∏a mnie osoba Nowickiego, wi´c w jakimÊ momencie powiedzia∏em: – Jaka˝ dziwna jest ta polska mowa, którà pan mówi. – Za Bugiem tak mówià – pospieszy∏ z wyjaÊnieniem hrabia Maurycy. – Pan pochodzi z innych stron Polski, wi´c pan stosunków na ziemiach wschodnich i tamtejszej mowy nie zna. ObjaÊnienie to nie bardzo mnie przekona∏o, tym bardziej, ˝e kiedy opuszczaliÊmy Jab∏onn´, Nowicki szybko si´ od nas od∏àczy∏ ze s∏owami: – Ja musz´ na w∏asnà r´k´ dostaç si´ do Warszawy. Tak b´dzie lepiej i dla was, i dla mnie.

216


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 217

W jakiÊ czas póêniej dowiedzia∏em si´, ˝e rzekomy Nowicki jest „kontrrazwiedkà” sowieckà, ˝e zosta∏ zrzucony z samolotu i hrabia Potocki przyjà∏ go w Jab∏onnie na ˝yczenie dowództwa polskich wojsk podziemnych. Up∏yn´∏y miesiàce i lata. By∏ rok 1944, póêny listopad lub poczàtek grudnia, a wi´c po Powstaniu. Jecha∏em EKD z Pruszkowa do Milanówka. Jakie˝ by∏o moje zdziwienie, gdy na pierwszych przystankach Milanówka wagony opustosza∏y z podró˝nych. W moim wagonie zosta∏em sam jeden. Na przedostatnim przystanku us∏ysza∏em rozmow´ kolejarzy. Zwrotniczy mówi∏ do konduktorów: – Przed pi´cioma minutami Niemcy odeszli. Ob∏awa si´ skoƒczy∏a. – Ma pan szcz´Êcie – rzek∏ do mnie konduktor. – Mo˝e pan bezpiecznie dojechaç do koƒca. Kiedy wysiada∏em na koƒcowej stacji Milanówka, uderzy∏a mnie przeraêliwa pustka na ulicach miasteczka. Nigdzie ˝ywego ducha. Ruszy∏em Êmia∏o w swojà drog´, gdy nagle zza jakiegoÊ muru wychyli∏ si´ dawno niewidziany Nowicki, poznany w Jab∏onnie. Zaskoczeni byliÊmy obaj, ale Nowicki by∏ wr´cz zdumiony moim widokiem. – Skàd si´ pan tu wzià∏? – pyta∏ mnie. – Przecie˝ dopiero co skoƒczy∏a si´ ob∏awa. Niemcy ∏apali ludzi do kopania rowów strzeleckich w okolicy Milanówka. Jeszcze nikogo nie ma na ulicy, tylko ja zaryzykowa∏em wyjÊcie ze swego ukrycia i natknà∏em si´ na pana. Widaç nie boi si´ pan Niemców. Mo˝e hrabia Potocki da∏ panu jakiÊ „mocny” ausweis? ObjaÊni∏em agentowi „kontrrazwiedki”, ˝e gdy pociàg doje˝d˝a∏ do przystanku, kolejarze mieli ju˝ wiadomoÊç o zakoƒczeniu ob∏awy; ˝e bodaj w ca∏ym pociàgu, a na pewno w moim wagonie, by∏em sam i hrabia Potocki nie da∏ mi ˝adnego mocnego ausweisu. Prosty przypadek sprawi∏, ˝e do Milanówka dotar∏em bezpiecznie.

217


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 218

Nowicki uspokoi∏ si´ i mówi∏ dalej: – Byli pod Moskwà, pod Stalingradem, a teraz kopià rowy pod Warszawà. Za kilka miesi´cy b´dà kopaç rowy pod Berlinem. Rozejrza∏ si´ woko∏o po wcià˝ pustych ulicach i zakoƒczy∏ to nasze drugie spotkanie s∏owami: – Wcià˝ tylko my dwaj jesteÊmy na ulicy. Musimy si´ rozejÊç. Gdyby tak ze mnà êle popad∏o, a Niemcy widzieli nas razem, musia∏by si´ pan g´sto t∏umaczyç. Nawet hrabia Potocki by panu nie pomóg∏. I tak rozstaliÊmy si´. Min´∏o znowu sporo czasu. By∏a póêna wiosna 1946 roku. W godzinach popo∏udniowych szed∏em do Miko∏ajczyka i by∏em w∏aÊnie w pobli˝u jego mieszkania przy alei Szucha, gdy z przeciwka nadszed∏ Nowicki. – Znowu obaj si´ spotykamy – zaczà∏ Nowicki. – Pan idzie do swojego szefa, a ja w∏aÊnie od niego wyszed∏em. – Pan by∏ u Miko∏ajczyka? – nie mog∏em ukryç zdumienia. – Tak – odpowiedzia∏ z uÊmiechem. – Jestem teraz przydzielony do ministra rolnictwa, czyli do paƒskiego szefa. Jestem potrzebny „naszym” i wam. Wróci∏em w∏aÊnie z Moskwy, gdzie jeêdzi∏em po zbo˝e dla was. Miko∏ajczyk mnie wys∏a∏, bo wie, ˝e ja to za∏atwiç mog´. W∏aÊnie sk∏ada∏em mu sprawozdanie z wyników mojej podró˝y. Zbo˝e dostaniecie. Paƒski szef jest agentem imperialistycznym. On si´ jeszcze czuje mocny, a w Moskwie czekajà na dalszy bieg wydarzeƒ mi´dzynarodowych. „Naszym” imponuje fakt, ˝e w Moskwie ma si´ odbyç zjazd ministrów spraw zagranicznych czterech wielkich mocarstw. Dlatego sà jeszcze delikatni, ale to si´ skoƒczy i b´dzie êle tak z Miko∏ajczykiem, jak i z panem. – Ze mnà? – Tak jest, z panem. W Moskwie pytali mnie o pana w takim miejscu, w którym nawet wiedzieç nie powinni o paƒskim istnieniu

218


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 219

i o paƒskim nazwisku. „Gazeta Ludowa” jest codziennie na biurku u Stalina, który panem osobiÊcie si´ interesuje. – Zdumiewa mnie pan tym, co pan mówi. – Mówi´ prawd´. Faktycznie powinienem pana aresztowaç [tu po∏o˝y∏ mi r´k´ na ramieniu] i doprowadziç do MBP lub do Informacji. – CzyÊ pan oszala∏? – krzyknà∏em prawie g∏oÊno. – Chce pan tu wywo∏aç awantur´? Nowicki zdjà∏ r´k´ z mojego ramienia i powiedzia∏: – Nie, jeszcze za wczeÊnie. Miko∏ajczykowi wydaje si´, ˝e jest mocny, narobi∏by wrzawy. JeÊli pan nawet coÊ robi, to w domu i w redakcji dokumentów pan nie trzyma. W Moskwie zdecydowali si´ czekaç, wi´c mogliby byç niezadowoleni. Niech pan idzie do Miko∏ajczyka. Pan mu wszystko oczywiÊcie opowie, ale mnie jest ju˝ wszystko jedno. Nowicki machnà∏ r´kà i odszed∏, a ja, och∏onàwszy nieco z wra˝enia, z wolna poszed∏em do Miko∏ajczyka. Zasta∏em go w stanie du˝ego wzburzenia, jego, który zawsze by∏ taki spokojny i opanowany. Odzyska∏em normalny nastrój i z uÊmiechem na ustach zaczà∏em mówiç o Nowickim. Do pokoju wesz∏a sekretarka, Maria Hulewiczowa, która – us∏yszawszy o kim mówi´ – powiedzia∏a: – Bardzo mi si´ ten typ nie podoba. Miko∏ajczyk nie uspokoi∏ si´ jeszcze i z irytacjà powiedzia∏: – Nie chc´ nic wi´cej s∏yszeç o tym cz∏owieku. Nast´pnie skierowa∏ rozmow´ na inne tematy. Z woli Miko∏ajczyka urwa∏a si´ rozmowa o tym agencie rosyjskim. Nie dowiedzia∏em si´ nawet, pod jakim nazwiskiem przydzielony by∏ do ministerstwa rolnictwa, gdzie jego zadaniem by∏o pilnowanie Miko∏ajczyka. Scena z Nowickim przy alei Szucha by∏a dla mnie nast´pnym ostrze˝eniem.

219


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 220

Spirytus od UB

Jako redaktor naczelny „Gazety Ludowej” przyjmowa∏em interesantów bez ograniczeƒ i utrudnieƒ. Z czasem skorzysta∏a z tego bezpieka, aby korytarze redakcyjne i mnie osobiÊcie zalaç agentami i szpiclami, wÊród których nie brak∏o kobiet. Jeszcze nie grozi∏o mi bezpoÊrednie niebezpieczeƒstwo ze strony UB, kiedy jednego razu w sekretariacie redakcji zauwa˝y∏em jakiegoÊ oficera w stopniu kapitana. Zapyta∏em, czy przyszed∏ do mnie, a kiedy us∏ysza∏em „tak”, poprosi∏em go do siebie. Powiedzia∏ mi, ˝e pe∏ni s∏u˝b´ w prokuraturze wojskowej, ˝e do niedawna pracowa∏ w Rzeszowie, a teraz przeniesiony zosta∏ do Warszawy. W województwie rzeszowskim mia∏ do czynienia z dzia∏aczami PSL i wie, i˝ kilku z nich zgin´∏o w wi´zieniu. Mówi∏, ˝e w Jaros∏awiu wdowa po dzia∏aczu ludowym Jedliƒskim potrzebuje pomocy i poda∏ mi jej adres. Na po˝egnanie prosi∏ mnie, a˝eby móg∏ do mnie od czasu do czasu zachodziç. Odpowiedzia∏em, ˝e przyjmuj´ wszystkie osoby, które si´ zg∏aszajà. Po jakimÊ czasie rzekomy prokurator, który poda∏ mi jakieÊ dziwaczne, dawno zapomniane przeze mnie nazwisko o niemieckim brzmieniu, przyszed∏ znowu i przyniós∏ mi w podarunku pó∏ litra spirytusu. Nie chcia∏em przyjàç tego prezentu, ale tak nalega∏, mówiàc, ˝e w∏aÊnie otrzymali spirytus w przydziale, i˝ w koƒcu powiedzia∏em: – Wódki nie pij´, ale spirytus ma tak˝e znaczenie lecznicze. Je˝eli wypije pan kieliszek tego spirytusu za moje zdrowie, to przyjm´ podarunek. Goniec przyniós∏ szklanki, oficerowi nala∏em sporo, a sobie kilka kropli i z zaciekawieniem patrzy∏em, jak ofiarodawca krzywi si´ i z˝yma, ale jednak pije czysty spirytus. Po wypiciu zaraz

220


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 221

wyszed∏, ˝eby widocznie jak najpr´dzej znaleêç si´ na powietrzu. Zachowanie jego i pewne szczegó∏y rozmowy nasun´∏y mi podejrzenie, ˝e mam do czynienia z figurà dwuznacznà, zatem nale˝y si´ mieç na bacznoÊci. W czasie trzeciej wizyty oficer oznajmi∏, ˝e g∏ówny prokurator wojskowy zagrozi∏ mu aresztowaniem. – Jak to? Pana chce aresztowaç naczelny prokurator wojskowy? Za co? – pyta∏em. Oficer zaczerwieni∏ si´. Widocznie by∏ jeszcze ma∏o wprawiony w swoje rzemios∏o, skoro potrafi∏ si´ rumieniç. Zaraz jednak odpowiedzia∏: – Czy ja wiem za co? Mo˝e mi przyjdzie uciekaç z Polski za granic´, na Zachód – mówiàc to, pilnie patrzy∏ w moje oczy. – No, jeszcze pan jest na wolnoÊci – rzek∏em uspakajajàco – a o zagranicy niech pan nawet nie myÊli. Na po˝egnanie cz∏owiek w mundurze oficerskim prosi∏ mnie, ˝ebym si´ z nim spotka∏ w kawiarni Kopciuszek przy Alejach Jerozolimskich, poniewa˝ jest mu nie bardzo por´cznie przychodziç do redakcji, gdzie wszyscy go widzà i mogà ró˝nie jego wizyty komentowaç. Zgodzi∏em si´ i ustali∏em z nim dzieƒ i godzin´ spotkania. Gdy nadszed∏ umówiony czas, przed wyjÊciem do kawiarni powiedzia∏em do sekretarza redakcji, W∏adys∏awa Wàsowicza: – Jest godzina pierwsza. JeÊli nie wróc´ do drugiej, alarmuj bliskich i dalekich, ˝e zosta∏em uprowadzony. Id´ do Kopciuszka. Pojecha∏em samochodem. W kawiarni zasta∏em ju˝ mojego osobnika w mundurze oficerskim. RozjaÊni∏o mu si´ oblicze na mój widok: – Ciesz´ si´, ˝e pan si´ nie spóêni∏. – Nie mam tego zwyczaju – odrzek∏em – chocia˝ ˝yj´ w Warszawie, gdzie ludzie zwykli nie szanowaç swojego i cudzego czasu.

221


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 222

Przy stoliku obok siedzia∏o dwóch cywilnych panów, z których jeden mia∏ wyglàd d˝entelmena, a drugi niezawodne maniery szpicla. Zorientowa∏em si´ szybko w sytuacji i rozmow´ z moim oficerem na tematy polityczne poprowadzi∏em po linii frazesów komunistycznych, co mojego rozmówc´ zmusza∏o do cz´stego wypowiadania uwagi: „Jestem tego samego zdania”. Sàsiedzi pilnie s∏uchali tego, co mówi∏em. Po up∏ywie trzech kwadransów podnios∏em si´ ku wyjÊciu. Pomi´dzy moim rozmówcà a sàsiadem-d˝entelmenem dokona∏o si´ porozumienie oczami, które nie usz∏o mojej uwagi. Zrozumia∏em, ˝e nic mi w tej chwili nie grozi, tym bardziej, ˝e mego rozmówc´ zapewni∏em, i˝ niebawem rozpoczniemy w „Gazecie Ludowej” dyskusj´ na temat bloku wyborczego. Mój samochód odes∏a∏em zaraz po przyjeêdzie z powrotem do redakcji i oto sta∏o si´, ˝e mój umundurowany rozmówca odwióz∏ mnie swoim samochodem, co prawda bardzo zdezelowanym klekotem, ale sam prowadzi∏ wóz. Kiedy znalaz∏em si´ w gmachu PSL, odetchnà∏em swobodnie i powiedzia∏em do swoich myÊli: widocznie nie nadszed∏ jeszcze na mnie czas.

222


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 223

Ostrze˝enia

Do przyjació∏ mojego syna, Êp. J´drzeja, nale˝a∏ syn profesora Uniwersytetu Warszawskiego, Andrzej Tretiak. W 1945 roku zosta∏ on uwi´ziony przez UB za przynale˝noÊç do jakiejÊ organizacji podziemnej i trzymany by∏ w wi´zieniu na Mokotowie. Jego ˝ona zatrudniona by∏a w kinematografii. Zna∏a mnie z widzenia i wiedzia∏a, kim jestem. Jednego razu odwiedzi∏a mnie w redakcji i powiedzia∏a, ˝e na ostatniej sesji KRN kazano mnie obserwowaç. – Kto kaza∏? – zapyta∏em. – Nasi zwierzchnicy, ale na rozkaz UB. By∏am u pu∏kownika Ró˝aƒskiego w sprawie mego m´˝a. Bardzo boj´ si´ tego cz∏owieka. Jest niebezpieczny. Pyta∏ mnie o pana. Z Ró˝aƒskim trzeba byç ostro˝nym. T´ rozmow´ tak˝e przyjà∏em jako ostrze˝enie. W lecie 1946 roku przyjecha∏ do Warszawy ambasador Polski w Rzymie, profesor doktor Stanis∏aw Kot. ZnaliÊmy si´ od wielu lat, a wspólna praca w PSL pog∏´bi∏a nasze przyjazne stosunki. Jednego dnia zaprosi∏ mnie na Êniadanie do Polonii. SiedzieliÊmy we dwóch przy stoliku, gdy niedaleko nas rozgoÊci∏ si´ osobnik, który pilnie nas obserwowa∏. Naszej rozmowy na pewno nie móg∏ s∏yszeç dok∏adnie, ale to i owo musia∏o wpaÊç do wyczulonych uszu. Kiedy nagadaliÊmy si´ o Italii, o Warszawie i o Polsce, ambasador Kot rzek∏ do mnie zupe∏nie nieoczekiwanie: – Chcia∏em panu, redaktorze, powiedzieç, ˝e si´ o panu w Warszawie mówi. W ko∏ach rzàdowych i politycznych. B´d´ rad, jeÊli spotka pana wyró˝nienie i wyniesienie.

223


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 224

UÊmiechnà∏em si´, lecz nie wyprowadzi∏em mego rozmówcy z b∏´du. Wiedzia∏em bowiem, ˝e czeka mnie nie wyniesienie, ale zemsta i wi´zienie. W ró˝nych okresach 1945 i 1946 roku zachodzi∏ do centrali PSL doktor Henryk Ko∏odziejski, cz∏owiek znany w ko∏ach politycznych Warszawy przed wojnà i po wojnie. Przed wojnà by∏ bibliotekarzem sejmowym. Swoje pokoje urz´dowe w gmachu sejmu oddawa∏ w ró˝nych czasach, nie raz i nie dwa, na poufne rozmowy ró˝nych przywódców politycznych, co stwarza∏o mu szczególnà pozycj´. W okresie sanacyjnej dyktatury odbywa∏y si´ w bibliotece dyskretne spotkania osób z obozu rzàdowego z przywódcami opozycji. W ostatnich latach przedwojennych stronnictwa opozycyjne zacz´∏y bojkotowaç wybory sejmowe, wi´c nie by∏o w sejmie polityków opozycyjnych i nie by∏o z kim rozmawiaç. W ten sposób Ko∏odziejski przesta∏ pe∏niç na terenie sejmowym swà szczególnà rol´. Za okupacji niemieckiej by∏ on kierownikiem Biblioteki Przemys∏owo-Handlowej w Warszawie i kontaktowa∏ si´ g∏ównie z komunistami i lewicowymi socjalistami. Od Delegatury Rzàdu na Kraj wyraênie stroni∏. Tak˝e mnie, chocia˝ ∏àczy∏a nas bliska znajomoÊç, nie uda∏o si´ go pozyskaç do wspó∏pracy z nami. Mówi∏, ˝e pisze jakieÊ prace na zamówienie ruchu spó∏dzielczego i zerka∏ w stron´ PPR i Rosji. Przychodzi∏ do nas w roli go∏àbka pokoju i namawia∏, a˝ebyÊmy do wyborów poszli w bloku z komunistami i socjalistami. W jednej z rozmów prowadzonych ze mnà us∏ysza∏em nut´ ostrze˝enia i pogró˝ki. „Oni – mówi∏ – sà wÊciekli na «Gazet´ Ludowà» i na pana osobiÊcie. Mo˝e pan prze˝yç z∏à przygod´ i mieç nieprzyjemnoÊci”. Nie mia∏em najmniejszych wàtpliwoÊci, jakiego rodzaju z∏a przygoda by∏a dla mnie obmyÊlona. Tak oto z ró˝nych stron mno˝y∏y si´ sygna∏y i ostrze˝enia. Nawet ze strony samego szefa cenzury, Tadeusza Zab∏udowskiego. Pewnego dnia szed∏ on z jakàÊ panià ulicà Marsza∏kowskà. Na mój widok i po wymianie uk∏onów podszed∏ i rzek∏:

224


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 225

– Pan nie wie, co pana czeka. Pan by lepiej zrobi∏, gdyby pan przesta∏ pisaç te swoje artyku∏y. Mam z nimi wielki k∏opot. Wielka groêba wisi nad panem. JeÊli pan cokolwiek poza tym robi, a nie wyglàda na to, ˝eby pan nic nie robi∏, to mo˝e groziç nawet kara Êmierci. No, wyrok Êmierci mo˝e nie – z∏agodzi∏ – ale na pewno co najmniej 80 lat wi´zienia. – Dzi´kuj´ panu za przyjazne ostrze˝enie – powiedzia∏em. – Ja nie powinienem pana ostrzegaç – ˝achnà∏ si´ na koniec Zab∏udowski i poszed∏ do oczekujàcej go towarzyszki.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 226

Zryw rozpaczy

Zanim przejd´ do w∏aÊciwego wàtku mojej opowieÊci, chc´ zatrzymaç si´ na chwil´ przy drugiej rocznicy Powstania Warszawskiego. By∏a ona okazjà do refleksji nad dramatycznà sytuacjà Polski i jej tragicznym doÊwiadczeniem w tej straszliwej wojnie. Polacy ponosili ogromne ofiary, przyjmujàc na siebie pierwszy, zmasowany atak niemiecki, walczàc wiernie przez ca∏y czas przy boku swoich sojuszników, na wszystkich frontach wojny, ∏àcznie z frontem w kraju. Byli w obozie zwyci´zców, a mimo tego musieli upominaç si´ o prawo do samostanowienia, do bycia gospodarzami na w∏asnej ziemi. Musieli broniç niepodleg∏oÊci swego kraju, tak ∏atwo poÊwi´conej sowieckiemu molochowi oraz idei stref wp∏ywów i dominacji wielkich mocarstw. Powstanie by∏o zrywem rozpaczy narodu zdradzonego. KomuniÊci próbowali uczyniç je przedmiotem rozgrywek politycznych. Jak ju˝ pisa∏em, chcieli Stanis∏awowi Miko∏ajczykowi wytoczyç proces o powstanie, uczyniç odpowiedzialnym Rzàd Polski w Londynie i w∏adze podziemne w kraju za zniszczenie Warszawy i za Êmierç tysi´cy ludzi, którzy w powstaniu zgin´li. Nastroje spo∏eczne by∏y jednak takie, ˝e nie oÊmielili si´ tego uczyniç. Bowiem Powstanie Warszawskie z ca∏ym swoim tragizmem, z nieobliczalnymi stratami i dramatycznà kl´skà sta∏o si´ nietykalnà w∏asnoÊcià polskiego narodu. Nios∏o ze sobà wartoÊci, których si´ nie da ani zmierzyç, ani policzyç, ani w ˝aden inny sposób wyceniç. I nikt nie chcia∏ rozliczaç swoich przywódców z podj´tych decyzji, pope∏nionych b∏´dów i niepoprawnych z∏udzeƒ. Nawet ci, których dotkn´∏y najwi´ksze nieszcz´Êcia i którzy ponieÊli najci´˝sze straty.

226


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 227

Powstanie Warszawskie by∏o konsekwencjà ca∏ego splotu tragicznych wydarzeƒ oraz szeregu prowokacji. Stworzy∏y one poczucie zagro˝enia narodowego i tak pot´˝ny ∏adunek emocjonalny, ˝e konsekwencja ta by∏a nie do unikni´cia. By∏o dramatycznà decyzjà kierownictwa Polski Podziemnej, popartà przez rzàd w Londynie. Zastrze˝enia dotyczy∏y prawie wy∏àcznie terminu wybuchu. Podpisywa∏o si´ pod nià tysiàce ˝o∏nierzy Okr´gu Warszawskiego Armii Krajowej, którzy szli dobrowolnie, ochotnie, z pe∏nà determinacjà i wolà walczenia. Z miejsca sta∏o si´ sprawà ca∏ego warszawskiego ludu. Wyzwoli∏o takie poczucie wspólnoty i jednoÊci, takà ofiarnoÊç, takà determinacj´ i wol´ walki o godnoÊç i prawa narodu, jakie rzadko mo˝na spotkaç w dziejach ludzkich. Mo˝na Êmia∏o rzec, ˝e by∏y to prawdziwie dni wolnoÊci i chwa∏y. Najbardziej rzeczowa, poparta najs∏uszniejszymi argumentami krytyka nie zmieni faktu, ˝e pami´ç o tych dniach przechowywana jest w sercach Polaków jak relikwie. Mo˝na by∏o oczywiÊcie uznaç realia i poddaç si´ losowi, który mo˝e wcale nie by∏by lepszy, ale powodów by∏o doÊç, aby walczyç i ponosiç najwi´ksze ofiary. Czy Powstanie Warszawskie nie mia∏o ˝adnych szans? OczywiÊcie bez pomocy sojuszników nie mia∏o. Wprawdzie genera∏owi Bór-Komorowskiemu nie uda∏o si´ uzyskaç kontaktu i porozumieç z w∏adzami radzieckimi z powodu wyraênie z∏ej woli z tamtej strony – mo˝na by∏o jednak przypuszczaç, ˝e Zwiàzek Radziecki doceni korzyÊci, jakie ono dawa∏o. Polska i Rosja walczy∏y z tym samym wrogiem. Toczy∏a si´ wielka ofensywa radziecka docierajàca do Wis∏y. Zdobycie Warszawy, która by∏a wa˝nym w´z∏em komunikacyjnym dla obu stron, zdobycie przyczó∏ka na drugim brzegu wielkiej przegrody rzecznej, stwarza∏o dla Armii Czerwonej korzystnà sytuacj´ i dobrà podstaw´ do nast´pnego natarcia. Powstanie Warszawskie taki przyczó∏ek dla wojsk radzieckich stwarza∏o. Nale˝a∏o tylko udzieliç pomocy. Nieudzielenie tej pomocy by∏o decyzjà czysto politycznà, majàcà na celu zniszczenie

227


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 228

niemieckimi r´kami tego niepokornego miasta i tych ludzi, którym marzy∏a si´ niepodleg∏oÊç. Powstanie paryskie, które wybuch∏o z inicjatywy lewicy 19 sierpnia tego roku bez porozumienia si´ ze zbli˝ajàcymi si´ wojskami alianckimi, otrzyma∏o wsparcie, a nawet alianci zmienili z tego powodu swoje plany operacyjne. Stalin nie zdoby∏ si´ nawet na zaakceptowanie planu operacyjnego dowódcy I Frontu Bia∏oruskiego, marsza∏ka Rokossowskiego, który przewidywa∏ rozpocz´cie 25 sierpnia akcji majàcej oswobodziç Warszaw´. W roku 1945 nasza gazeta jeszcze nie istnia∏a, wi´c dopiero w drugà rocznic´ Powstania mogliÊmy na jej ∏amach wypowiedzieç uczucia, jakie ˝ywiliÊmy i ˝ywimy dla jego idei i celów. „Gazeta Ludowa” uczci∏a rocznic´ przez wydanie specjalnego numeru, powi´kszonego do 16 stron – co by∏o dla nas du˝ym wysi∏kiem – a poÊwi´conego w ca∏oÊci heroicznym walkom AK i cywilnej ludnoÊci Warszawy; walkom prowadzonym zarówno w imi´ niepodleg∏oÊci paƒstwa, jak i w obronie narodowej godnoÊci. Obowiàzkiem naszym by∏o z∏o˝yç publiczny ho∏d tym, którzy polegli, jak i tym, którzy prze˝yli, albowiem wszyscy oni zapisali si´ nieÊmiertelnymi zg∏oskami w ksi´dze polskich dziejów, a ich m´czeƒstwo b´dzie w najdalsze wieki êród∏em natchnienia i dumy dla wszystkich polskich pokoleƒ. Na czele tego numeru zamieÊci∏em artyku∏ Kazimierza Bagiƒskiego pod tytu∏em Bohaterem jest lud warszawski. W∏adys∏aw Bartoszewski da∏ kronik´ walk powstaƒczych w ró˝nych dzielnicach Warszawy oraz w artykule Powstanie Warszawskie w liczbach – 62 dni strat i zdobyczy poda∏, na podstawie zestawienia opracowanego przez genera∏a ChruÊciela („Montera”), ˝e 1 sierpnia 1944 roku stan´∏o w Warszawie do walki blisko 600 plutonów AK, liczàcych oko∏o 40 tysi´cy ludzi. Wed∏ug danych z dnia 24 wrzeÊnia, a wi´c po siedmiu tygodniach walk, stan liczebny AK wynosi∏ 32 tysiàce

228


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 229

ludzi, z czego w linii znajdowa∏o si´ 18 tysi´cy, w tym Wojskowa S∏u˝ba Kobiet. Straty AK w tym samym okresie wynosi∏y wed∏ug niepe∏nych danych oko∏o dziewi´ciu tysi´cy siedmiuset zabitych, oko∏o szeÊciu tysi´cy rannych, oko∏o pi´ciu tysi´cy zaginionych. Straty ludnoÊci cywilnej szacowane by∏y na co najmniej 50 tysi´cy osób, nie liczàc ofiar niemieckiego terroru w dzielnicach Wola i Ochota. Stanis∏aw Dzikowski zamieÊci∏ wielce zajmujàcy artyku∏ S∏odycze wolnoÊci – ze wspomnieƒ szarego cz∏owieka, a jako motto przytoczy∏ s∏owa Marcina Bielskiego z 1569 roku: „Lepsza wolnoÊç chuda, ni˝ niewola hojna”. Komendant AK na powiat warszawski, Józef Krzyczkowski, napisa∏ o powstaniu w powiecie i ujawni∏, ˝e w operacji w rejonie M∏ocin i Puszczy Kampinowskiej grupa AK liczy∏a w po∏owie sierpnia ponad dwa tysiàce osób. W dwukrotnym ataku na Dworzec Gdaƒski zgin´∏o z tej grupy oko∏o 400 ludzi. Wi´zieƒ obozów hitlerowskich, Tadeusz Garczyƒski, napisa∏ swoje wspomnienia Warszawskie Powstanie – Obóz w Litomierzycach wiedzia∏ wszystko. Maria Koziejówna da∏a barwnà opowieÊç z prze˝yç powstaƒczych Ulica Rakowiecka – Reduta SS – Dziesi´ç dni sanitariuszek na Kieleckiej. Bezimiennie opisano szturm AK na szko∏´ im. Êw. Kingi przy ul. Okopowej, zdobycie magazynów SS na Stawkach i inne epizody walk powstaƒczych. WydrukowaliÊmy równie˝ kilka wierszy i piosenek, które odegra∏y tak wielkà rol´ w podtrzymywaniu ducha powstaƒców. Teofil Syga napisa∏ artyku∏ Gloria Victis. Z tym artyku∏em, a raczej z tytu∏em Gloria Victis ∏àczà si´ moje szczególne wzruszenia. Znana mi by∏a skromna nowelka Elizy Orzeszkowej pod takim samym tytu∏em poÊwi´cona scenom z Powstania Styczniowego. Ca∏a opowieÊç zawoalowana, jak przysta∏o na czasy carskiej cenzury, ale jak˝e wymowna. Pami´ç si´ga w przesz∏oÊç bardzo dalekà – Termopile, król Leonidas, 300 poleg∏ych Spartan i wzruszajàcy napis wykuty w skale: „Przechodniu, powiedz Sparcie, ˝e wierni jej prawom tu spoczywamy.

229


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 230

Chwa∏a zwyci´˝onym”. I oto dziennikarz polski, piszàc o Powstaniu Warszawskim w 1946 roku, znowu wraca do s∏ów „Gloria Victis”. Ten sam napis zobaczy∏em na obelisku Powstania Warszawskiego na Cmentarzu Wojskowym na Powàzkach, kiedy w lutym 1955 roku wróci∏em z wi´zienia. Ten napis prosty, a jak˝e g∏´boki, niejako wroÊni´ty jest w naszà histori´. Nie okrutne i mÊciwe „Vae Victis”, ale b´dàcy zapowiedzià przysz∏ego triumfu krzepiàcy okrzyk „Gloria Victis”. Godne to uwagi i zastanowienia, ˝e sà sytuacje, w których myÊli ludzi bliskich i dalekich zbiegajà si´ bez wzgl´du na przestrzeƒ i czas, a ich umys∏y i serca o˝ywione sà tymi samymi uczuciami. Warszawa uczci∏a rocznic´ swego Powstania licznymi nabo˝eƒstwami w koÊcio∏ach i uroczystoÊciami na cmentarzach, a „Gazeta Ludowa” jeszcze przez ca∏y sierpieƒ i wrzesieƒ w rubryce zatytu∏owanej Dzieci Walczàcej Stolicy podawa∏a codziennà kronik´ walk powstaƒczych oraz drukowa∏a liczne artyku∏y popularyzujàce dzia∏ania bojowe AK. Rocznica ta by∏a tak˝e okazjà do refleksji osobistej, poniewa˝ Powstanie Warszawskie by∏o tak˝e udzia∏em moim i mojej rodziny. Pomijajàc ca∏à gehenn´ powstaƒczych dni, straci∏em jedynego syna, a starsza córka narzeczonego. 13 sierpnia 1944 roku przyprowadzono na pozycj´ przy ul. Kiliƒskiego na Starym MieÊcie zdobyty czo∏g. RadoÊç by∏a ogromna. Wszyscy wylegli, ˝eby zobaczyç. Wtedy nastàpi∏ wybuch znajdujàcej si´ w czo∏gu miny. Wybuch by∏ tak silny, ˝e szczàtki ludzkie zbierano na sàsiednich ulicach. WÊród bardzo wielu ofiar by∏ równie˝ mój syn z synowà. W porozumieniu z gronem zainteresowanych osób, postanowiliÊmy urzàdziç 13 sierpnia nabo˝eƒstwo ˝a∏obne za dusze ˝o∏nierzy AK poleg∏ych przy wybuchu czo∏gu. W zwiàzku z tym 8 i 11 sierpnia ukaza∏y si´ w „Gazecie Ludowej” dwa nekrologi.

230


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 231

Nekrolog I: Za dusze Êp. ˚o∏nierzy AK – Kompanii Harcerskiej Batalionu „Gustaw”, poleg∏ych dnia 13 sierpnia 1944 roku przy wybuchu czo∏gu na Starym MieÊcie, odb´dzie si´ 13 sierpnia bie˝àcego roku o godzinie 10.30 nabo˝eƒstwo ˝a∏obne w koÊciele Êw. Jozafata przy Cmentarzu Wojskowym na Powàzkach. Rodzice i koledzy. Nekrolog II: Âp. J´drzej Augustyƒski, harcmistrz, ppor. AK Kompanii Harcerskiej Batalionu „Gustaw”, wychowanek gimnazjum im. Stefana Batorego, absolwent Szko∏y G∏ównej Handlowej, kierownik oddzia∏u w firmie TISSA, dru˝ynowy 23. WDH, ostatni komendant Kr´gu Starszoharcerskiego im. Êw. Jerzego, cz∏onek Choràgwi ZHP w latach 1935–1941, zginà∏ za Ojczyzn´ 13 sierpnia 1944 roku na Starym MieÊcie przy wybuchu czo∏gu. Âp. Janina z Zielewiczów Augustyƒska, ˝ona J´drzeja, lat 24, ∏àczniczka Kompanii Harcerskiej Batalionu „Gustaw”, zgin´∏a za Ojczyzn´ 13 sierpnia 1944 roku przy wybuchu czo∏gu na Starym MieÊcie. Za spokój ich pi´knych dusz odb´dzie si´ dnia 13 sierpnia bie˝àcego roku o godzinie 10.30 nabo˝eƒstwo ˝a∏obne w koÊciele Êw. Jozafata przy Cmentarzu Wojskowym na Powàzkach. Rodzice, siostry, koledzy. By∏y to czasy, w których Warszawa le˝a∏a jeszcze w gruzach, a komunikacja miejska dzia∏a∏a tylko cz´Êciowo. Komunikacji z Cmentarzem Wojskowym na Powàzkach w ogóle nie by∏o. Nale˝a∏o zatem przygotowaç samochody dla osób, które chcia∏y udaç si´ 13 sierpnia do koÊcio∏a Êw. Jozafata. Zwróci∏em si´ do PSL o u˝yczenie na ten cel samochodów osobowych i ci´˝arowych, jakimi dysponowa∏o stronnictwo. Wincenty Bryja, który w owym czasie nimi dysponowa∏, ˝yczliwie poszed∏ mi na r´k´. Samochody zjawi∏y si´ o oznaczonej godzinie przed redakcjà „Gazety Ludowej” przy Alejach Jerozolimskich. Przyby∏o sporo ludzi,

231


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 232

Portret Êlubny J´drzeja i Janiny Augustyƒskich. Syn i synowa redaktora Augustyƒskiego zgin´li w Powstaniu Warszawskim 13 sierpnia 1944 roku w wybuchu niemieckiego czo∏gu-pu∏apki na ul. Kiliƒskiego (fot. archiwum rodzinne Augustyƒskich).


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 233

ale wszyscy si´ zmieÊcili. Dla nikogo nie zabrak∏o miejsca i sznur samochodów podà˝y∏ na Powàzki. Przed odjazdem zawiadomiono mnie, ˝e nabo˝eƒstwo odprawi z w∏asnej woli i inicjatywy ksiàdz Tomasz Roztworowski, jezuita, przyjaciel m∏odzie˝y, zwiàzany z harcerstwem, znajàcy mego syna. Ucieszy∏em si´ z tego powodu, poniewa˝ wiedzia∏em, ˝e w czasie Powstania by∏ na Starym MieÊcie i z pewnoÊcià pozostawa∏ w kontakcie z moim synem. To te˝ by∏o istotnie. Ksiàdz Roztworowski powiedzia∏ mi, ˝e na dzieƒ przed tà tragedià by∏ u J´drzeja na kwaterze, zjedli razem podwieczorek i J´drzej, jak zwykle, by∏ weso∏y, pogodny i pe∏en optymizmu. Kap∏an powiedzia∏ mi równie˝, i˝ co roku, 13 sierpnia, b´dzie odprawia∏ w Warszawie nabo˝eƒstwo za dusze ofiar tego tragicznego wydarzenia, nawet wtedy, gdyby by∏ poza Warszawà. Podzi´kowa∏em mu za t´ wzruszajàcà gotowoÊç i by∏em przekonany, ˝e za rok spotkamy si´ znowu. Ani jemu, ani mnie przez myÊl w owej chwili nie przesz∏o, ˝e mÊciwe r´ce komunistyczne pochwycà nas obu i osadzà na wiele lat za wi´ziennymi kratami. Mnie uwi´ziono na jesieni 1946 roku, a ksi´dza Roztworowskiego w jakiÊ czas póêniej. Obydwaj siedzieliÊmy we Wronkach i wiedzieliÊmy o sobie, chocia˝ nigdy si´ tam nie spotkaliÊmy. Tymczasem zaÊ w sierpniu 1946 roku byliÊmy obaj dobrej myÊli i wzi´liÊmy udzia∏ w ˝a∏obnych uroczystoÊciach w koÊciele Êw. Jozafata, przy ul. Kiliƒskiego i w parku Krasiƒskich. Nabo˝eƒstwo odprawione zosta∏o przez ksi´dza Roztworowskiego przy symbolicznym katafalku. Z koÊcio∏a pojechaliÊmy wszyscy na Stare Miasto, gdzie na rogu ul. Kiliƒskiego le˝a∏y jeszcze szczàtki rozwalonego czo∏gu. PoÊród otaczajàcych gruzów, kryjàcych jeszcze prawdopodobnie niejedne zw∏oki, obecni uczestnicy walk na tym odcinku starali si´ przedstawiç obraz tego, co si´ sta∏o. Odtworzyli przera˝ajàcà wizj´ dziesiàtków rozszarpanych wybuchem ludzi – po wielu z nich nie pozosta∏o nawet Êladu – dziesiàtków zabitych i rannych od∏amkami.

233


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 234

Zrobi∏o mi si´ ci´˝ko na sercu. I nie tylko mnie. Nie wiedzieliÊmy nawet, gdzie le˝à szczàtki naszych bliskich. W milczeniu i z myÊlà o nich przeszliÊmy do parku Krasiƒskich, gdzie by∏a prowizoryczna wspólna mogi∏a Starego Miasta, mi´dzy innymi tych, którzy zgin´li 13 sierpnia. Tam z∏o˝yliÊmy kwiaty, tam przemówi∏ do nas ksiàdz Roztworowski, starajàc si´ odpowiedzieç na pytania: po co? Po co tyle ofiar, ∏ez i krwi? Dociera∏y do nas s∏owa trudnej pociechy i pokrzepienia, ˝e „˝adna ofiara z∏o˝ona Êwiadomie dla celów wielkich i Êwi´tych nie mo˝e pójÊç na marne”, ˝e „nie wolno reszty ˝ycia sp´dziç na ˝alu tylko, ˝e nie jest wa˝ne, i˝ nie wiemy, gdzie spoczywajà ich cia∏a. Wa˝ne jest to, ˝e nam pozostawili Êlady, po których musimy kroczyç, a Êlady te prowadzà na drog´ dalszej s∏u˝by dla Polski”. W zwiàzku z 13 sierpnia zamieÊci∏em w „Gazecie Ludowej” dwa artyku∏y Marii Koziejówny, która dobrze zna∏a mego syna z pracy harcerskiej i konspiracyjnej. Pierwszy: W drugà rocznic´ tragedii na ulicy Kiliƒskiego – pami´ci J´drka, poÊwi´cony w ca∏oÊci mojemu synowi. Drugi w nast´pnym numerze: Na mogile Starego Miasta – ˚a∏obne mod∏y i wzruszajàca uroczystoÊç w parku Krasiƒskich, opisujàcy przebieg naszej uroczystoÊci. Pod artyku∏em pierwszym widnia∏ podpis: Jan Nowakowski. Najwidoczniej przez jakàÊ fatalnà pomy∏k´ lub z∏y przypadek, poniewa˝ autorkà wspomnienia o moim synu by∏a Maria Koziejówna. ˚a∏obne uroczystoÊci sierpniowe postawi∏y przed rodzinami poleg∏ych koniecznoÊç ekshumacji masowego grobu z parku Krasiƒskich. Dla poszczególnych rodzin by∏o to zadanie ponad si∏y i mo˝liwoÊci. Postanowiono zatem utworzyç coÊ w rodzaju komitetu ekshumacyjnego. Komitet nie by∏ pomyÊlany jako jakaÊ organizacja sta∏a, ale jako tymczasowy instrument, nieodzowny do przeprowadzenia ekshumacji jednego wielkiego grobu na Starym MieÊcie. Po spe∏nieniu tego zadania komitet przesta∏by istnieç.

234


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 235

OÊrodkiem organizacyjnym tej imprezy sta∏a si´ „Gazeta Ludowa”, poniewa˝ ja w∏aÊnie by∏em zainteresowany ca∏à akcjà i chcia∏em mieç na w∏aÊciwym cmentarzu swoich bliskich. W gazecie zacz´∏y si´ pojawiaç odpowiednie notatki, rodziny zacz´∏y wp∏acaç do administracji naszej gazety ofiary na pokrycie kosztów ekshumacji i pogrzebu. Akcja ta we wrzeÊniu zwróci∏a uwag´ cenzury. Dyrektor Zab∏udowski zapyta∏ mnie jednego dnia niewinnie: – Co to za komitet ekshumacyjny tworzy „Gazeta Ludowa”? – Nie „Gazeta Ludowa” – odpowiedzia∏em. – To ja usi∏uj´ zorganizowaç coÊ w rodzaju komitetu spo∏ecznego, poniewa˝ musz´ ekshumowaç syna i synowà. Grób jest masowy i odkopanie go przekracza moje mo˝liwoÊci. Szef cenzury wyrazi∏ mi wspó∏czucie z powodu poniesionej straty w rodzinie, po czym zapyta∏: – Czy paƒski syn nale˝a∏ mo˝e do Armii Ludowej? – Nie, panie. Mój syn by∏ harcerzem i nale˝a∏ do Armii Krajowej. – Pytam o to – doda∏ w tonie wyjaÊnienia Zab∏udowski – poniewa˝ gdyby paƒski syn by∏ w AL, to ekshumacja i pogrzeb odby∏yby si´ na koszt paƒstwa. – Jest inaczej, wi´c staram si´, a˝eby ekshumacji dokonaç wysi∏kiem spo∏ecznym. Zachowanie si´ cenzury nakaza∏o mi zaostrzyç czujnoÊç tak˝e i w tym dzia∏aniu. Postanowi∏em rozszerzyç baz´, na której opar∏aby si´ akcja ekshumacyjna. Uda∏em si´ do pu∏kownika Jana Mazurkiewicza – „Rados∏awa”, który w jednym z domów przy alei 3 Maja mia∏ biuro likwidacyjne akcji ujawniania si´ AK. Pu∏kownika „Rados∏awa” i pracujàce tam osoby zasta∏em w nastroju pop∏ochu i wzburzenia, poniewa˝ na krótko przed moim przyjÊciem by∏a tam bezpieka i dokona∏a rewizji. Pu∏kownik „Rados∏aw” zapyta∏ mnie nawet, czy „ich” nie spotka∏em po drodze.

235


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 236

WyjaÊni∏em pu∏kownikowi, ˝e sprowadza mnie do niego troska o ekshumacj´ masowego grobu powstaƒczego w parku Krasiƒskich i prosz´ go o wspó∏dzia∏anie. Mazurkiewicz odpowiedzia∏, ˝e i jemu ta sprawa le˝y na sercu i wspó∏dzia∏a∏ b´dzie, ale musimy dzia∏aç ostro˝nie. W jakiÊ czas póêniej, w mieszkaniu paƒstwa Âwiderskich przy ul. Nowogrodzkiej, odby∏o si´ zebranie kilkunastu osób zainteresowanych ekshumacjà w parku Krasiƒskich. Wi´kszoÊç obecnych nie by∏a mi znana. Panià Âwiderskà natomiast zna∏em z lat dawniejszych, a na miejscu pozna∏em doktora Âwiderskiego, wzi´tego w Warszawie lekarza. W ostatnich tygodniach przed tym zebraniem rozmawia∏em z panià Âwiderskà kilkakrotnie w redakcji naszej gazety, dokàd przychodzi∏a, a˝eby szukaç interwencji w sprawie ma∏oletniego syna, harcerza, aresztowanego przez bezpiek´ i trzymanego w wi´zieniu na Mokotowie. Zebranie postanowi∏o zakrzàtnàç si´ ko∏o zbiórki funduszu ekshumacyjnego, a do prowadzenia akcji powo∏ano pu∏kownika Mazurkiewicza i mnie. – Musimy – mówi∏ pu∏kownik Mazurkiewicz – dzia∏aç za przyzwoleniem w∏adz. Inaczej oskar˝à nas o jakieÊ przest´pstwo. – Sàdz´ – odpar∏em – ˝e do takiej sprawy powo∏any i w∏aÊciwy jest minister administracji publicznej. PowinniÊmy udaç si´ z tym do ministra Kiernika. Tak si´ sta∏o, ˝e 14 paêdziernika zajecha∏em samochodem do Mazurkiewicza na ul. Wspólnà, skàd pojechaliÊmy do ministra Kiernika na ul. Rakowieckà. Wizyta by∏a przeze mnie uprzednio umówiona, wi´c bez czekania zasiedliÊmy w gabinecie ministra. Doktor Kiernik wypytywa∏ si´ szczegó∏owo, co to ma byç za komitet, interesowa∏ si´ moim udzia∏em w tej sprawie, a gdy powiedzia∏em, ˝e chodzi tu tak˝e o mojego syna, porzuci∏ wahania i da∏ przyzwolenie. W ten sposób w∏adza rzàdowa kry∏a nas przed ewentualnà napaÊcià bezpieki. W dwa dni póêniej zosta∏em aresztowany. Akcja ekshumacyjna potoczy∏a si´ dalej beze mnie.

236


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 237

Siatka, której nie by∏o

Cz∏owiekiem, który odegra∏ dziwnà i tragicznà rol´ w moim ˝yciu, by∏ ksiàdz Leon Pawlina. Pozna∏em go w ostatnich dniach grudnia 1945 roku, w czasie krótkiej sesji KRN zorganizowanej w sali Romy. Na pamiàtk´ – jak mówili komuniÊci – pierwszego zebrania tej namiastki parlamentu, jakie odby∏o si´ w noc sylwestrowà z 1944 na 1945 rok. Przyjrza∏em si´ wtedy bli˝ej cz∏onkom-nominatom na 1945 rok. Na ∏awach lubelskiego Stronnictwa Ludowego zasiada∏ jeden duchowny katolicki, ksiàdz Borodzicz z województwa rzeszowskiego. Wi´cej ksi´˝y nie widzia∏em. Nie by∏o ich tak˝e na ∏awach Stronnictwa Pracy, chocia˝ wch∏on´∏o ono pewnà liczb´ cz∏onków by∏ej ChrzeÊcijaƒskiej Demokracji. Kiedy jednak chodzi∏em po korytarzach Romy, zobaczy∏em w pó∏cieniu jeszcze jednego ksi´dza. Zapyta∏em obcesowo: – Czy ksiàdz jest cz∏onkiem KRN? – Nie – pad∏a odpowiedê. – Nazywam si´ Leon Pawlina. Jestem administratorem Romy z ramienia kurii metropolitalnej. W tym charakterze chodz´ po sali i po ca∏ym gmachu. Przedstawi∏em si´ i tak zawarliÊmy znajomoÊç, która okaza∏a si´ niebawem brzemienna w nast´pstwa dla nas obydwu. W styczniu 1946 roku odby∏ si´ w sali Romy historyczny kongres PSL. Kiedy 19 stycznia rano przyby∏em pod Rom´ przed otwarciem obrad, szybkie dostanie si´ do wn´trza okaza∏o si´ niemo˝liwe. Uczestnicy kongresu szli zwartà masà z przepe∏nionej ulicy do gmachu. Stra˝ porzàdkowa PSL kontrolowa∏a przy wejÊciu karty uczestnictwa. Odbywa∏o si´ to sprawnie, niemniej jednak zabiera∏o sporo czasu, a mnie spieszy∏o si´ na sal´ obrad, gdzie czeka∏y na mnie pilne obowiàzki. Przypomnia∏em sobie

237


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 238

wtedy ksi´dza Pawlin´ i uda∏em si´ do kancelarii Romy. Po otwarciu drzwi zobaczy∏em uroczyÊcie ubranego ksi´dza biskupa, któremu towarzyszy∏ ksiàdz Pawlina. – Ekscelencja ksiàdz biskup… – zaczà∏em i urwa∏em. – Kielecki – przerwa∏ mi biskup. – Jest mi przykro, Ekscelencjo, ale w latach okupacji niejednemu z nas wypad∏y z pami´ci nazwiska sterników koÊcielnych. – Nazywam si´ Kaczmarek – pospieszy∏ z odpowiedzià ksi´dz biskup. Przedstawi∏em si´. W twarzy i oczach biskupa zap∏on´∏o ˝yczliwe zainteresowanie dla mojej osoby. Sylwetka poznanego w∏aÊnie dostojnika koÊcielnego by∏a przyjemna. Sta∏ przede mnà cz∏owiek niestary, Êredniego wzrostu, szczup∏y, o twarzy myÊlàcej i rozumnych, ˝yczliwie uÊmiechni´tych oczach. Wzrok mój Êlizga∏ si´ po paradnym stroju. Ksiàdz biskup to zauwa˝y∏ i objaÊni∏: – Przyjecha∏em do Warszawy, a˝eby pok∏oniç si´ Jego Eminencji ksi´dzu kardyna∏owi Hlondowi, ale co pana redaktora tu sprowadza? ObjaÊni∏em, ˝e potrzebuj´ pomocy, a˝eby z pomini´ciem g∏ównego, tak bardzo zat∏oczonego wejÊcia dostaç si´ szybko na sal´ posiedzeƒ. Ksiàdz biskup zwróci∏ si´ energicznie do ksi´dza Pawliny: – S∏ysza∏eÊ? Pomó˝ redaktorowi – i chcia∏ nas przedstawiç. – Znamy si´, Ekscelencjo – objaÊni∏ Pawlina. – No to tym lepiej. Podzi´kowa∏em ksi´dzu biskupowi za ˝yczliwe zaj´cie si´ mojà proÊbà. Przez myÊl mi wówczas nie przesz∏o, ˝e siedem lat póêniej, w 1953 roku, ksiàdz biskup Kaczmarek stanie si´ czo∏owà, tragicznà postacià w spreparowanym przez bezpiek´ procesie politycznym. Nie przypuszcza∏em równie˝ ani przez chwil´, ˝e w dziewi´ç miesi´cy póêniej b´d´ uwi´ziony i nast´pnie razem z ksi´dzem Pawlinà sàdzi∏ mnie b´dzie sàd komunistyczny.

238


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 239

Tymczasem w towarzystwie Pawliny i kolegi redakcyjnego, Stefana Âliwiƒskiego, który si´ do nas przy∏àczy∏, poszliÊmy na pi´tro, ku galeriom sali posiedzeƒ. Drzwi wejÊciowe na galeri´ by∏y zamkni´te, a przed nimi sta∏a spora grupka m∏odych ludzi o jednoznacznych manierach i podejrzanym wyglàdzie. – Szpicle bezpieki – szepnà∏ mi Âliwiƒski obejrzawszy agentów policyjnych okiem znawcy. Ksiàdz Pawlina z du˝ego p´ku kluczy dopasowa∏ w∏aÊciwy, drzwi otworzy∏ i tak znalaz∏em si´ na galerii sali obrad. Za nami run´∏a chmara tajnych agentów o niespokojnie latajàcych oczach i rozbieg∏a si´ na wszystkie strony. Sala Romy by∏a ju˝ niemal zape∏niona uczestnikami kongresu, a wcià˝ jeszcze przybywali nowi. Niebawem zape∏ni∏y si´ równie˝ galerie, g∏owa przy g∏owie. Mia∏em du˝o pracy w czasie tego kongresu. Zmobilizowa∏em kilkunastu dziennikarzy, aby na zmian´ czuwali podczas obrad i aby wszystko, co by∏o godne zanotowania, znalaz∏o si´ na ∏amach „Gazety Ludowej”. Ja sam stara∏em si´ byç wsz´dzie. Gdy kr´ci∏em si´ po sali obrad, natknà∏em si´ na stojàcà w korytarzu grupk´ z∏o˝onà z ksi´dza Leona Pawliny, Kazimierza Banacha i kierownika wydzia∏u organizacyjnego PSL, Stanis∏awa Kotera. Chcia∏em ich ominàç, ale zosta∏em zatrzymany przez Kotera, a Banach – sàdzàc, ˝e si´ nie znamy – próbowa∏ nas zapoznaç. – Wasz kongres – mówi∏ Pawlina – jest imponujàcy. Ta wielka sala wype∏niona jest delegatami, a galerie zapchane sà obserwatorami z ca∏ego kraju. Ca∏a Polska patrzy na was. Ksiàdz Pawlina chwali∏ si´, ˝e wÊród delegatów z okolic podwarszawskich, a i z niektórych dalszych powiatów spotka∏ znajomych, których pozna∏ podczas misyjnych wyjazdów do ró˝nych parafii. Opowiadali mu oni o obecnym ˝yciu na prowincji i o hasaniu bezpieki. Zwracajàc si´ bezpoÊrednio do mnie, ksiàdz Pawlina ciàgnà∏:

239


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 240

– Mówi∏em ju˝ panom, ˝e nieraz otrzymuj´ informacje z kraju, które mogà byç PSL potrzebne. MyÊl´, ˝e tak˝e i gazeta mog∏aby z nich mieç po˝ytek. – W∏aÊnie – wtràci∏ Banach – radzi∏em ksi´dzu, ˝eby posiadane wiadomoÊci przesy∏a∏ do redakcji „Gazety Ludowej” pod paƒskim adresem. – Ja tego nie chc´ – odpar∏em zdecydowanie. – JeÊli informacje mogà byç interesujàce dla stronnictwa, to w∏aÊciwie powinny nadchodziç pod paƒskim adresem, panie Banach, gdy˝ pan jest kierownikiem wydzia∏u prasowego. Gdy b´dzie je trzeba wydrukowaç, wtedy mi je pan przeka˝e. Przecie˝ pracujemy na tym samym pi´trze. Do rozmowy wmiesza∏ si´ Koter. Wszyscy trzej zacz´li mnie teraz namawiaç, ˝ebym zgodzi∏ si´ przyjmowaç wiadomoÊci od ksi´dza Pawliny. Argumenty przytaczali ró˝ne: ˝e ∏atwiej, ˝e wygodniej i por´czniej jest mieç do czynienia z redakcjà ani˝eli z wydzia∏em stronnictwa, ˝e informacje szybciej dotrà do spo∏eczeƒstwa i ˝e w razie potrzeby mogà byç przez redakcj´ przekazane do wydzia∏u prasowego albo do sekretariatu stronnictwa. – Dobrze – zgodzi∏em si´ w koƒcu – niech ksiàdz przesy∏a wiadomoÊci do redakcji gazety, ale nie pod moim nazwiskiem. – Dlaczego? – pad∏o pytanie z trzech ust jednoczeÊnie. – Chocia˝by dlatego, ˝e przesy∏ka imienna mo˝e le˝eç w redakcji nawet kilka dni, a potem w ogóle mo˝e si´ zawieruszyç, mog´ byç chory, mog´ przebywaç poza Warszawà, a listu imiennego sekretariat nie otworzy. W koƒcu wszyscy zgodziliÊmy si´ na to, ˝e ksiàdz Pawlina kierowaç b´dzie informacje – jeÊli je otrzyma – pod adresem redakcji, ale nie na moje nazwisko. Prawdopodobnie nikomu z nas czterech (mnie na pewno nie) do g∏owy wówczas nie przysz∏o, ˝e ta w∏aÊnie rozmowa, wiernie tu oddana, uznana b´dzie przez UB, przez komunistycznà prokuratur´ i przez komunistyczny rzàd za zmow´ i porozumienie, zawarte

240


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 241

mi´dzy mnà a ksi´dzem Pawlinà w celach szpiegowskich; ˝e w akcie oskar˝enia czytaç kiedyÊ b´dziemy, i˝ w styczniu 1946 roku zorganizowaliÊmy siatk´ wywiadowczà; ˝e prokurator, pu∏kownik Zarako-Zarakowski powie na rozprawie sàdowej w sierpniu 1947 roku, i˝ oboj´tne jest, kto komu proponowa∏ wspó∏dzia∏anie wywiadowcze, a wa˝ne jest tylko to, ˝e obaj oskar˝eni dogadali si´ i porozumieli. W dniach kongresu PSL, w styczniu 1945 roku, nikt z nas jeszcze nie wiedzia∏ o takim zwyrodnieniu „sprawiedliwoÊci komunistycznej” i o takim cynizmie w zwalczaniu i unicestwianiu przeciwników politycznych. Nasza rozmowa na sali Romy koƒczy∏a si´, moi rozmówcy zapraszali mnie do bufetu. Odmówi∏em. Poszli we trzech, albowiem wszyscy trzej byli – mówiàc gwarowo – trunkowi. Lubili i potrafili g∏´boko zajrzeç do kieliszka. Po miesiàcach, w Êledztwie bezpieka sugerowa∏a mi, ˝e pi∏em wtedy w bufecie i dopiero konfrontacja z ksi´dzem Pawlinà przekona∏a „Êledzi”, ˝e ksi´dza pami´ç zawiod∏a. Tak si´ bowiem zdarzy∏o, ˝e z ksi´dzem Pawlinà nie wypi∏em ani kieliszka wódki, ani lampki wina, ani nawet fili˝anki kawy. A bezpieka radowa∏a si´ ju˝ na kredyt, ˝e b´dzie mieç niez∏y trik propagandowy, jak to „porozumienie szpiegowskie” opiliÊmy w bufecie Romy. Min´∏o kilka miesi´cy i dopiero w lipcu sàdzone mi by∏o znowu zobaczyç ksi´dza Pawlin´, tym razem jako proboszcza parafii Êw. Teresy na Tamce. Po pó∏rocznej przerwie, w czasie której zdà˝y∏em niemal zapomnieç o istnieniu ksi´dza Pawliny, przypomniano mi jego nazwisko. Krótko po bitwie referendowej zg∏osi∏ si´ do mnie Banach i znienacka, jakby niewinnie, zapyta∏: – Redaktorze, co pana ∏àczy z ksi´dzem Pawlinà? By∏em tak dalece zaskoczony tym pytaniem, ˝e powtórzy∏em: – Co mnie ∏àczy z ksi´dzem Pawlinà? Nic mnie nie ∏àczy. Mog´ powiedzieç, ˝e zaledwie go znam. Widzia∏em go w ogóle dwa–trzy razy w ˝yciu i to po kilka minut.

241


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 242

Wtedy Banach przybra∏ min´ wielce frasobliwà i zaczà∏ mnie objaÊniaç: – Ksiàdz Pawlina jest teraz proboszczem parafii Êw. Teresy na Tamce. Otrzyma∏ jakieÊ wa˝ne informacje i chce je nam przekazaç. Prosi∏, ˝eby go pan odwiedzi∏ w urz´dzie parafialnym. Przypomnia∏a mi si´ scena sprzed szeÊciu miesi´cy na kongresie PSL w Romie, gdzie Banach przy pomocy Kotera usi∏owa∏ wciàgnàç mnie w jakàÊ m´tnà spraw´ informacyjnà z ksi´dzem Pawlinà, wi´c oburzy∏em si´ i rzek∏em: – Dlaczego ksiàdz Pawlina nie da∏ tych informacji panu? Dlaczego ja mam to robiç? Jest tylu innych ludzi, a panowie upatrzyliÊcie sobie w∏aÊnie mojà osob´. Wyglàda na to, ˝e chcecie mnie „wrobiç” w jakàÊ afer´, zamieszaç w coÊ, czego nie chc´. Niech kto inny pójdzie do ksi´dza Pawliny. Ja nie pójd´. Wtedy Banach na∏o˝y∏ na twarz mask´ tak ˝a∏osnà, jakby za chwil´ mia∏ zalaç si´ ∏zami, i przemówi∏ do mnie tak: – Stronnictwo nasze jest teraz osaczone ze wszystkich stron. Musimy si´ broniç, a pan odmawia nam swojej pomocy. Wójcik prowadzi wa˝nà akcj´. Informacje ksi´dza Pawliny b´dà mu potrzebne. Dlatego prosz´, ˝eby pan nie uchyla∏ si´ od wspó∏dzia∏ania. – Pan dobrze wie – odpowiedzia∏em – ˝e stoj´ w pierwszych szeregach walki, jakà prowadzi PSL. Jak˝e pan mo˝e mnie posàdzaç o oboj´tnoÊç dla losów stronnictwa i dla prowadzonej przeze mnie dzia∏alnoÊci? Akcja Wójcika, o której pan wspomnia∏, jest mi ma∏o znana. Do ksi´dza Pawliny chodziç nie chc´. Nie podoba mi si´ ten ksiàdz. – Umówi∏em si´ z ksi´dzem Pawlinà, ˝e pan przyjdzie do niego na Tamk´. B´dzie nowy k∏opot, jeÊli pan nie pójdzie – nastawa∏ Banach. Potem, jakby sobie coÊ przypomnia∏, zapyta∏ mnie: – Czy otrzyma∏ pan ostatnio list, nadany pocztà, zawierajàcy kartk´ z pozdrowieniami dla pana i z podpisem: „Oficer wywiadu AK?”

242


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 243

– Nie przypominam sobie nic takiego. Pan wie, ˝e poczta nie dociera bezpoÊrednio do mnie, ale przechodzi przez wiele ràk. – No tak – zgodzi∏ si´ Banach – „oni” coÊ takiego wykombinowali. – Kto to jest „oni”? – zapyta∏em. – Ksiàdz Pawlina i jeszcze ktoÊ – rzuci∏ Banach w odpowiedzi. – Chodzi∏o im nie o list, ale o kopert´. ˚eby pan w razie jakiegoÊ wypadku móg∏ powiedzieç, ˝e przysz∏o to do pana pocztà. – Sprawa, jak widz´, jest zagmatwana i niejasna. Musz´ si´ namyÊleç. – Ale niech si´ pan d∏ugo nie namyÊla, bo ksiàdz Pawlina boi si´ to u siebie trzymaç. Od tej rozmowy up∏yn´∏o kilka dni. W tym czasie z∏o˝y∏ mi wizyt´ w redakcji Ludwik Solski, który w∏aÊnie wyst´powa∏ goÊcinnie w Warszawie, w Teatrze Polskim. Gra∏ z wielkim powodzeniem rol´ Âlaza w Lilii Wenedzie S∏owackiego. ZnaliÊmy si´ z czasów okupacji. W kilka dni póêniej, chcàc go rewizytowaç, uda∏em si´ do Teatru Polskiego. Solski mieszka∏ w budynku teatralnym, w pokoiku, który s∏u˝y∏ mu za garderob´. Solski czu∏ si´ dobrze, z biurka wyciàgnà∏ flaszk´ starej Êliwowicy i napiliÊmy si´ po kieliszku. Opowiada∏ o swoich planach teatralnych. Wybiera∏ si´ na goÊcinne wyst´py do wi´kszych miast polskich. Kiedy znalaz∏em si´ znowu na ulicy, przysz∏o mi na myÊl, ˝e Tamka jest tu˝ obok i jednak powinienem zajÊç do ksi´dza Pawliny. I tak si´ sta∏o, ˝e w kilka minut póêniej wchodzi∏em do urz´du parafialnego koÊcio∏a Êw. Teresy. Ksiàdz Pawlina krzàta∏ si´ po kancelarii i wcale mnie nie pozna∏. Przypomnia∏em mu, kim jestem i dopiero wtedy si´ mnà zajà∏. Zaprowadzi∏ mnie na pi´tro, gdzie zasta∏em starszà osob´ – jak si´ zdaje, matk´ ksi´dza Pawliny. Rozmowa by∏a krótka i odby∏a si´ na stojàco. – Banach mówi∏ mi, ˝e ksiàdz proboszcz ma mi coÊ wr´czyç – zaczà∏em.

243


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 244

– Tak. To w∏aÊnie to – odpar∏ Pawlina i wr´czy∏ mi kilka kartek papieru, na których widnia∏o pismo r´czne, naÊladujàce druk. – Jest tu kilka ciekawych wiadomoÊci o bezpiece – doda∏ ksiàdz. – Niech pan poczyta. – Przeczytam u siebie – odpar∏em i po˝egna∏em si´. W redakcji rzuci∏em okiem na otrzymane kartki. Nie by∏o tam nic szczególnie nowego. WiadomoÊç, ˝e bezpieka wyp∏aca∏a ubowcom premi´ po trzy tysiàce z∏otych od ka˝dego zastrzelonego „reakcjonisty” by∏a mi znana. Dalsze informacje dotyczy∏y uwi´zionych ksi´˝y, których nazwisk nie pami´tam. Niektórym ksi´˝om obiecywano wolnoÊç, jeÊli zap∏acà za to haƒbà i stanà si´ szpiclami UB. Niemniej zwróci∏em si´ do redakcyjnej maszynistki, a˝eby informacje ksi´dza Pawliny przepisa∏a na maszynie i manuskrypt zniszczy∏a. Tak si´ te˝ sta∏o. Osàdzi∏em po ponownym przeczytaniu, ˝e otrzymane wiadomoÊci nie nadajà si´ do druku ani do interpelacji poselskich, wi´c je zniszczy∏em. Banach czuwa∏ widocznie nad tà sprawà, bo w dzieƒ póêniej pyta∏ mnie, czy by∏em u ksi´dza Pawliny. Na znak twierdzàcy nieukrywana radoÊç zjawi∏a si´ na jego obliczu. Min´∏y dwa miesiàce. Pod koniec sierpnia czy te˝ na poczàtku wrzeÊnia (bezpieka przyj´∏a w Êledztwie termin wrzeÊniowy) podbieg∏ do mnie na korytarzu w centrali PSL Stanis∏aw Koter i wcisnà∏ mi w r´k´ pospiesznie jakieÊ papiery, dodajàc szeptem: – Od ksi´dza Pawliny. – Nie chc´ tego – odpar∏em i chcia∏em mu je oddaç, lecz Koter znik∏ ju˝ za jakimiÊ drzwiami. Tymczasem ja zosta∏em przez kogoÊ zagadni´ty. Koter by∏ przez jakiÊ czas kierownikiem wydzia∏u organizacyjnego PSL. Potem zastàpi∏ go na tym stanowisku pu∏kownik Franciszek Kamiƒski. Nasuwa∏y si´ pytania: kim by∏ Koter? Komu i czemu s∏u˝y∏? Na te pytania trudno mi dzisiaj daç odpowiedê,

244


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 245

ale sà pewne zdarzenia, które budzà wàtpliwoÊci co do roli, jakà odegra∏ w stronnictwie. Koter przyjaêni∏ si´ z Banachem, obaj lubili zaglàdaç do kieliszka. Lubi∏ te˝ wypiç ksiàdz Pawlina. Bywali cz´sto razem w restauracji Gri-Gri przy Alejach Jerozolimskich. Wódka mo˝e ludzi dzieliç, ale mo˝e tak˝e ∏àczyç. Przypomnia∏em sobie, ˝e na wiosn´ 1946 roku, kiedy rozegrana ju˝ by∏a pierwsza batalia o blok wyborczy mi´dzy PSL a partiami lubelskimi, Koter nieoczekiwanie zaprosi∏ mnie jednej niedzieli na Êniadanie do którejÊ z licznych wówczas restauracji przy ul. Marsza∏kowskiej. Umówi∏em si´ z nim na godzin´ 10 przed po∏udniem. By∏em na miejscu par´ minut wczeÊniej i zadysponowa∏em dla siebie Êniadanie z∏o˝one z kawy i bu∏ek. Spóêniony cokolwiek Koter by∏ zdziwiony moim posi∏kiem i wyraênie rozczarowany tym, ˝e nie chcia∏em piç wódki ani wina. Odnios∏em nieodparte wra˝enie, ˝e ta okolicznoÊç pokrzy˝owa∏a jego plany i zmieni∏a temat rozmowy ze mnà. Potràca∏ wprawdzie kilkakrotnie o „Gazet´ Ludowà” i o jej bojowy charakter, nawiàzywa∏ do mojej osoby, ale rozmowa rwa∏a si´, poniewa˝ tego tematu nie podtrzymywa∏em. Spieszy∏em si´ na pociàg, poniewa˝ wyje˝d˝a∏em pod Warszaw´ do rodziny. W tych okolicznoÊciach Koter niczego bli˝szego nie ujawni∏, chocia˝ czu∏em, ˝e dzia∏aç pragnà∏ w okreÊlonym celu i to nie tyle w swoim, co w cudzym imieniu. W czyim? Na po˝egnanie Koter zauwa˝y∏ z kwaÊnà minà, ˝e tak „na sucho” rozmowa si´ nie klei i mo˝e kiedy indziej b´dziemy mogli „szczerze” porozmawiaç. Rozsta∏em si´ z nim w przekonaniu, ˝e by∏o coÊ niewyraênego, coÊ niejasnego w jego zachowaniu i nale˝y mieç si´ na bacznoÊci. Podejrzenie, ˝e Koter mo˝e byç na s∏u˝bie bezpieki, wyda∏o mi si´ zbyt potworne, wi´c je odrzuci∏em, ale w czyim imieniu Koter dzia∏a∏? To pytanie nurtowa∏o mnie przez d∏ugi czas. Nic zatem dziwnego, ˝e kiedy Koter wystàpi∏ teraz w roli „m´˝a zaufania” ksi´dza Pawliny, o˝y∏y we mnie gwa∏townie wspomnienia i macki podejrzliwoÊci ow∏adn´∏y na nowo moim sercem.

245


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 246

W redakcji przejrza∏em dor´czone mi przez Kotera notatki. Nie by∏o w nich nic takiego, co tràci∏oby szpiegostwem. By∏a wiadomoÊç, ˝e bezpieka otrzyma∏a nowy transport broni, która zosta∏a ulokowana w obozie na S∏u˝ewcu, oraz ˝e jeden z „doradców” Ministerstwa Bezpieczeƒstwa, rosyjski pu∏kownik Smirnow, wyjecha∏ do Moskwy po nowe jej przydzia∏y. Poza tym by∏y ciekawostki z komunistycznego high life'u. By∏a wi´c notatka, ˝e kierownik powiatowej bezpieki w Grójcu uciek∏ w niewiadomym kierunku ze swojà kochankà, która darzy∏a wzgl´dami gestapowców, oraz informacja o tym, i˝ jeden z uwi´zionych ksi´˝y (ksiàdz Stefaƒski z dzielnicy Ko∏o w Warszawie) jest szczególnie okrutnie traktowany w Êledztwie. Innych notatek nie pami´tam. Notatki te poleci∏em przepisaç na maszynie w trzech egzemplarzach, a orygina∏ zniszczyç. Jeden z tych egzemplarzy przes∏a∏em do sekretariatu PSL, drugi zatrzyma∏em dla siebie, a trzeci mia∏em wr´czyç Miko∏ajczykowi. Tego jednak nie zrobi∏em, poniewa˝ Miko∏ajczyk by∏ wtedy w Kopenhadze. Obydwa te egzemplarze zostawi∏em na biurku i niestety w nawale zaj´ç o nich zapomnia∏em. Dnia 11 paêdziernika notatki te wpad∏y w r´ce oficera UB, który w asyÊcie cywilnego agenta urzàdzi∏ niespodziewanie rewizj´ w moim pokoju redakcyjnym. Czu∏em, ˝e komuniÊci oskar˝à mnie teraz o szpiegostwo. I rzeczywiÊcie tak si´ sta∏o. Stanà∏em przed wyborem: wyjechaç za granic´, czy pozostaç? Po dojrza∏ym namyÊle postanowi∏em nie uciekaç, chocia˝ w tamtych czasach wyjazd za granic´ by∏ dla mnie mo˝liwy i stosunkowo ∏atwy. Nie chcia∏em wystawiaç mojej rodziny na zemst´ bezpieki. Nie chcia∏em postawiç siebie samego w dwuznacznym Êwietle wobec tych wszystkich, którym przepowiada∏em cierpienie i których nawo∏ywa∏em do hartu i odwagi. Rozumia∏em, ˝e ka˝dy ideowy ruch polityczny walczàcy o przysz∏oÊç swojej ojczyzny posiadaç musi dzia∏aczy ofiarnych i gotowych na wszystko. Wiedzia∏em na koniec, i˝ nigdy w moim ˝yciu nie zajmowa∏em si´ szpiegostwem i równie˝ teraz jestem niewinny.

246


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 247

Zawód dziennikarski ma to do siebie, ˝e wykonujàcy go ludzie powinni i muszà du˝o wiedzieç o sprawach publicznych. Jest to konieczne, jeÊli prasa ma spe∏niaç obowiàzek informacyjny i obywatelski. Istot´ dziennikarstwa stanowià zdarzenia najwa˝niejsze dla spo∏eczeƒstwa, noszàce znamiona aktualnoÊci. Czy˝ zatem dziwiç si´ mo˝na, ˝e pracujàcy w „Gazecie Ludowej” dziennikarze interesowali si´ katownià tak straszliwà i tak obcà polskiemu duchowi, jak bezpieka? ˚e interesowa∏em si´ ja? Pozosta∏em wi´c w kraju.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 248

Nadpalone dolary

W akcie oskar˝enia, jaki wniós∏ prokurator przeciwko mnie, by∏ równie˝ zarzut utrzymywania kontaktów z dzia∏aczami WiN i WRN i udzielania im pomocy. Wiàza∏o si´ to z osobà redaktora Mieczys∏awa Obarskiego, a tak˝e z osobà W∏adys∏awa Wolerta. W∏adys∏aw Wolert, przed wojnà docent Wolnej Wszechnicy w Warszawie, nale˝a∏ do moich przyjació∏ osobistych. Prowadzi∏ on na tej uczelni studium dziennikarskie i niejednokrotnie zwraca∏ si´ do mnie o pomoc, gdy chcia∏ jakàÊ teoryjk´ prasowà poprzeç doÊwiadczeniem praktycznym. Uwa˝any by∏ wówczas za bardzo lewicowego, a nawet mówiono o nim, ˝e nale˝a∏ do w∏adz nielegalnej partii komunistycznej w Polsce. Ile w tym prawdy, nie wiem. Nigdy o to Wolerta nie pyta∏em. W okresie okupacji niemieckiej i w czasie Powstania Warszawskiego znajomoÊç nasza, przed wojnà doÊç luêna, przemieni∏a si´ w przyjaêƒ. Wolert przeszed∏ du˝à ewolucj´ poglàdów, a po zakoƒczeniu dzia∏aƒ wojennych znalaz∏ si´ w kierownictwie WiN. Wspó∏dzia∏a∏ blisko z pu∏kownikiem Niepokólczyckim, którego proces odby∏ si´ w Krakowie w 1947 roku. Procesowi temu nada∏a bezpieka wielki rozg∏os. Po powstaniu Wolert zatrzyma∏ si´ w Krakowie. ˚ona jego, córka Êwietnego pisarza Dygasiƒskiego, zachorowa∏a tam na tyfus i le˝a∏a w pawilonie zakaênym Szpitala Êw. ¸azarza. W styczniu 1945 roku nacierajàce na Niemców wojska sowieckie dokona∏y nalotu na Kraków. Jedna z sowieckich bomb trafi∏a w szpitalny pawilon zakaêny i zabi∏a sporo chorych. WÊród zabitych znalaz∏a si´ Wolertowa. Po Êmierci ˝ony Wolert postanowi∏ nie przenosiç si´ do zniszczonej Warszawy i osiedli∏ si´ na sta∏e w Krakowie. Otrzyma∏ wyk∏ady zlecone na Uniwersytecie Jagielloƒskim i zorganizowa∏ Naukowy Instytut Korespondencyjny – jak si´ zdaje,

248


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 249

pierwszà tego rodzaju placówk´ na ziemiach polskich. Ministerstwo OÊwiaty przyzna∏o mu subwencj´ na jego poczynania. Wolert, przeciwny rzeczywistoÊci, jaka nawiedzi∏a nasz kraj, w∏àczy∏ si´ do nurtu podziemnego i dzia∏a∏ w organizacji WiN. Do Warszawy przyje˝d˝a∏ co jakiÊ czas i bodaj za ka˝dym razem odwiedza∏ mnie w drukarni na Ho˝ej. W miesiàcach letnich odwiedziny w drukarni by∏y szczególnie niekr´pujàce, poniewa˝ mogliÊmy swobodnie rozmawiaç podczas spaceru po du˝ym i pustym podwórzu. Wolert zaznajomi∏ mnie z pu∏kownikiem Niepokólczyckim, kierownikiem drugiej komendy WiN. Jednego dnia w lecie 1945 roku zjad∏em z nim Êniadanie Pod Bukietem. Rozmowa nasza toczy∏a si´ na temat aktualnych zagadnieƒ krajowych i zagranicznych. O konspiracyjnych dzia∏aniach WiN nie by∏o wzmianki. Pu∏kownik Niepokólczycki interesowa∏ si´ spodziewanymi wyborami do sejmu i wypowiedzia∏ opini´, ˝e PSL nie powinno wyrzekaç si´ wspó∏dzia∏ania z aktywnymi si∏ami antykomunistycznymi w kampanii wyborczej. Pobyt Wolerta w Warszawie trwa∏ wtedy kilka dni. Kiedy ˝egna∏ si´ ze mnà, by∏ jakoÊ dziwnie smutny i nieswój. Pyta∏em, co go gn´bi, a wtedy Wolert wyzna∏, ˝e znajduje si´ pod wra˝eniem groênej dla niego przepowiedni. – ˚yje w Krakowie – opowiada∏ – i stawia ludziom horoskopy astrolog Feliƒski. Og∏asza si´ nawet w miejscowej prasie. Poszed∏em do niego, a on ostrzeg∏ mnie, a˝ebym mia∏ si´ na bacznoÊci, poniewa˝ 25 dzieƒ tegorocznego wrzeÊnia b´dzie dla mnie prze∏omowy i niebezpieczny. G∏owi´ si´, co mi mo˝e groziç. Chyba aresztowanie, chocia˝ jestem ostro˝ny i moje mieszkanie jest czyste. – Niech pan porzuci z∏e myÊli, ale ostro˝noÊç nie zawadzi – pociesza∏em go. Po˝egnaliÊmy si´ w nastroju doÊç smutnym, a Wolert nie odzyska∏ pogody ducha.

249


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 250

O wró˝bie krakowskiego astrologa opowiedzia∏em Gie∏˝yƒskiemu, który zna∏ Wolerta, a potem w nawale zaj´ç o niej zapomnia∏em. I oto dnia 26 wrzeÊnia wieczorem wezwany zosta∏em do telefonu przez krakowskiego korespondenta naszej gazety, doktora Jana Lankaua, wytrawnego dziennikarza i politycznego towarzysza broni. Lankau opowiedzia∏ mi o wypadku, jakiemu uleg∏ Wolert. Owego feralnego dnia, 25 wrzeÊnia, Wolert nie opuszcza∏ mieszkania do godziny 12 w po∏udnie. Dopiero o tej porze zdecydowa∏ si´ wyjÊç do Biblioteki Jagielloƒskiej. Uda∏ si´ tam bocznymi ulicami. W bibliotece przebywa∏ do godziny 2 po po∏udniu, po czym w towarzystwie dwóch znajomych osób wyszed∏ na ulic´. Na ulicy po˝egnali si´ i Wolert wszed∏ na jezdni´, ˝eby przedostaç si´ na drugà stron´ ulicy. Gdy by∏ mniej wi´cej na Êrodku jezdni, wypad∏ nagle zza zakr´tu motocyklista z szalonà pr´dkoÊcià. Wolert zosta∏ najechany przez motocykl, wyrzucony w gór´, po czym runà∏ na bruk. Dozna∏ p´kni´cia podstawy czaszki i zosta∏ przewieziony do szpitala, gdzie walczy ze Êmiercià. By∏em g∏´boko poruszony relacjà Lankaua. „Gazeta Ludowa” z 27 wrzeÊnia poda∏a notatk´ o tragicznym wypadku oraz wydrukowa∏a coÊ w rodzaju po˝egnania, chocia˝ w danej chwili nie by∏o jeszcze wiadomo o jego zgonie. T´ wieÊç ˝a∏obnà otrzymaliÊmy dzieƒ póêniej. Tak spe∏ni∏a si´ z∏a wró˝ba. Wolert nie ˝y∏, ale moje z nim kontakty by∏y bezpiece znane. Jego nazwisko odegra∏o w nied∏ugi czas potem niema∏à rol´ w Êledztwie prowadzonym przez bezpiek´ przeciw drugiej komendzie WiN. Redaktor Mieczys∏aw Obarski by∏ przed wojnà wspó∏pracownikiem redakcji „Robotnika” i innych dzienników warszawskich. W czasie okupacji niemieckiej by∏ cz∏onkiem WRN, organizacji politycznej utworzonej przez dzia∏aczy socjalistycznych po rozwiàzaniu przedwojennej PPS. Po wkroczeniu Sowietów do Polski trzyma∏ si´ z dala od lubelskiej PPS. Sàdzi∏em, ˝e nadal nale˝y do WRN. Organizacja ta nie rozwija∏a w owym czasie

250


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 251

dzia∏alnoÊci politycznej, ale istnia∏a i zalicza∏a do swoich przywódców ludzi tak zas∏u˝onych i znanych, jak ˚u∏awski i Pu˝ak. Istnienie WRN, nieformalne co prawda, ale faktyczne, znane by∏o wszystkim, którzy interesowali si´ ˝yciem politycznym. Wiadome ono by∏o równie˝ cz∏onkom rzàdu. Premier Osóbka-Morawski i inni dzia∏acze lubelskiej PPS prowadzili rozmowy z przywódcami WRN w sprawie po∏àczenia tej organizacji podziemnej z legalnà PPS. Rozmowy te by∏y bezskuteczne. Spotka∏em Obarskiego jeszcze w lecie 1945 roku. Ucieszy∏em si´ z tego spotkania. Mieszka∏em wówczas pod Warszawà, ale przyje˝d˝a∏em do stolicy doÊç cz´sto dla kontaktu z ludêmi. JeÊli si´ z kimÊ nie umówi∏o z góry godziny i miejsca spotkania, to naj∏atwiej by∏o w tamtych czasach o przypadkowe zobaczenie si´ u zbiegu Alei Jerozolimskich i Marsza∏kowskiej, w pobli˝u hotelu Polonia. Stamtàd wyrusza∏y samochody na prawobrze˝nà, niezniszczonà Prag´; tam roi∏o si´ od ma∏ych „naganiaczy”, wykrzykujàcych ró˝nymi g∏osami: „Na Pragie, na Pragie! Wsiadaç, bo ju˝ jadziemy!” – otrzymywali oni od przewoêników i szoferów wynagrodzenie „od ∏ebka”, od Êwitu do zmroku nape∏niajàc ówczesne centrum Warszawy wrzawà i zgie∏kiem. Otó˝ w tym najbardziej ruchliwym punkcie miasta spotka∏em si´ z Obarskim, który równie˝ mieszka∏ pod Warszawà i cz´sto do niej przyje˝d˝a∏. Obarski zwierzy∏ mi si´ z niema∏ego k∏opotu, jaki dr´czy∏ jego i bliskich mu ludzi. – W Warszawie – mówi∏ – znajduje si´ spora iloÊç dolarów, które podczas wojny by∏y zrzucone z samolotów, a które w Powstaniu zosta∏y nadpalone. Te pieniàdze sà nam teraz potrzebne. Konieczne jest znalezienie kogoÊ, kto móg∏by je zabraç za granic´ i tam wymieniç na dobre banknoty. Serie i numery na tych dolarach sà zachowane i dobrze widoczne, wi´c amerykaƒski Bank Federalny na pewno je wymieni. TrudnoÊç polega na wywiezieniu tych pieni´dzy z Polski.

251


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 252

– Ile ich pan ma? – zapyta∏em. – W tej chwili mam 20 tysi´cy dolarów w oryginalnych paczkach bankowych, ale mog´ ich mieç wi´cej, mo˝e sto kilkadziesiàt tysi´cy, a mo˝e jeszcze wi´cej. Gotowi jesteÊmy oddaç 15 procent jako wynagrodzenie za dokonanie wymiany. OczywiÊcie nie od wszystkich pieni´dzy, bo to by∏oby zbyt wielkie wynagrodzenie, ale od jakiejÊ ustalonej sumy. – Nie przychodzi mi w tej chwili do g∏owy nikt, kto móg∏by to zrobiç – odpowiedzia∏em – ale sprawa wydaje si´ mo˝liwa do za∏atwienia. Na pewno znajdzie si´ ch´tny, kto ma mo˝liwoÊci. PomyÊl´ o tym. Po˝egna∏em si´ z Obarskim i skierowa∏em ku Polonii, gdzie koncentrowa∏o si´ ˝ycie polityczne i towarzyskie ówczesnej Warszawy. Przed wejÊciem do hotelu zobaczy∏em doktora Henryka Strassburgera, który przed jakimÊ czasem przyjecha∏ z Londynu i mia∏ tam wróciç jako ambasador Polski Ludowej przy rzàdzie Jej Królewskiej MoÊci. WidzieliÊmy si´ ju˝ przedtem kilkakrotnie, a znaliÊmy si´ jeszcze przed wojnà. Strassburger by∏ do mnie usposobiony przychylnie, mi´dzy innymi dlatego, ˝e w rozmowach prowadzonych po jego przyjeêdzie z Londynu wypowiada∏em opini´, i˝ o powrocie przedwojennych stosunków w Polsce nie mo˝e byç mowy i ˝e on, Strassburger, mo˝e z czystym sumieniem obywatelskim objàç posterunek dyplomatyczny nad Tamizà. – Pan mówi rozsàdnie – rzek∏ na to Strassburger – ale sà tacy, którzy omal nie majà tego za zdrad´. – Sà w Polsce ludzie niepoprawni – doda∏em – których nie nauczy∏a niczego nawet ta straszliwa lekcja historii, jakà otrzymaliÊmy w ostatniej wojnie. Po tej rozmowie Strassburger ch´tnie mnie widzia∏ i prosi∏, abym go kiedyÊ odwiedzi∏ w Polonii, gdzie mieszka∏, wi´c te˝ i teraz, gdy dojrza∏ mnie na ulicy, powita∏ mnie radoÊnie.

252


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 253

– Chodê pan do mnie, porozmawiamy – zaproponowa∏. Skoro pomówiliÊmy o tym i o owym, przedstawi∏em mu kwesti´ nadpalonych dolarów i wy∏o˝y∏em ca∏à spraw´ bez ˝adnych niedomówieƒ. By∏em przekonany, ˝e przynajmniej pierwsza partia tych dolarów nale˝y do WRN i tak mu rzecz przedstawi∏em. Powiedzia∏em oczywiÊcie tak˝e o Obarskim. Strassburger okaza∏ ˝yczliwe zainteresowanie i wyrazi∏ ch´ç zobaczenia, jak wyglàdajà nadpalone banknoty. W kilka dni póêniej zaszed∏em do Strassburgera z Obarskim, który przyniós∏ ze sobà jedno pude∏ko tych dolarów na pokaz. Banknoty by∏y ca∏e, numery wyraênie zachowane, ale dla wszystkich by∏o jasne, ˝e przy dotyku muszà rozsypaç si´ w proch. Strassburger uzna∏, ˝e amerykaƒski Bank Federalny b´dzie sk∏onny te pieniàdze wymieniç i wyrazi∏ gotowoÊç zabrania ich do Londynu. Pyta∏ te˝ Obarskiego, ile b´dzie mia∏ tych pieni´dzy do wymiany. Obarski objaÊni∏, ˝e na razie ma 20 tysi´cy dolarów, ale ma nadziej´ zebraç ich wi´cej. Ustalono te˝, ˝e od jakiejÊ z góry oznaczonej sumy Strassburger otrzyma pieniàdze na koszty zwiàzane z przeprowadzeniem tej wymiany. WysokoÊç tej sumy zale˝eç mia∏a od tego, czy konieczny b´dzie wyjazd do USA, czy te˝ b´dzie mo˝na dokonaç tego za poÊrednictwem ambasady amerykaƒskiej w Londynie. Porozumienie zosta∏o osiàgni´te i Obarski mia∏ dor´czyç Strassburgerowi nadpalone dolary przed jego odlotem do Londynu. Tymczasem zaÊ krzàta∏ si´ po Warszawie w celu zgromadzenia jak najwi´kszej ich iloÊci. Dzieƒ odjazdu Strassburgera nadszed∏, a Obarski dor´czy∏ mu za poÊrednictwem jakiejÊ kobiety tylko 20 tysi´cy dolarów, które Strassburger zabra∏ do Londynu. Nasta∏y tygodnie i miesiàce ciszy w kwestii dolarowej. Obarski zebra∏ podobno znacznà sum´ nadpalonych dolarów, ale nie by∏o przez kogo przes∏aç ich za granic´. Tymczasem zaÊ Strassburger milcza∏. Mocodawcy niecierpliwili si´, tote˝ Obarski stawa∏ si´

253


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:36

Page 254

coraz bardziej natarczywy tak˝e wobec mnie, jakkolwiek z Warszawy nic mia∏em ˝adnej mo˝liwoÊci oddzia∏ywania na Strassburgera w Londynie. Wreszcie z poczàtkiem stycznia 1946 roku wyje˝d˝a∏a z Polski do Londynu delegacja na pierwszà sesj´ ONZ. W jej sk∏ad wchodzi∏ wybitny dzia∏acz PSL, Stanis∏aw Osiecki, przed wojnà minister przemys∏u i handlu i wicemarsza∏ek sejmu. ¸àczy∏a nas d∏ugoletnia znajomoÊç. Skorzysta∏em tedy z okazji i poprosi∏em go, a˝eby wzià∏ ze sobà list do Strassburgera. Osiecki zgodzi∏ si´ list zabraç, zapyta∏ mnie tylko, czy nie ma w nim nic takiego, co na wypadek ewentualnej rewizji policyjnej mog∏oby go naraziç. W liÊcie oczywiÊcie nie by∏o niczego kompromitujàcego. By∏o tylko przypomnienie i uprzejma proÊba o za∏atwienie sprawy przedstawionej w Warszawie. List by∏ podpisany przez Obarskiego i przeze mnie. Rzecz jasna, ˝e taki list, adresowany do ambasadora Polski, nie móg∏ szkodziç nikomu. Uspokoi∏em Osieckiego i chcia∏em mu list pokazaç, ale on nie chcia∏ go czytaç. OÊwiadczy∏, ˝e wystarcza mu moje zapewnienie. Po powrocie z Londynu Osiecki zawiadomi∏ mnie, ˝e list dor´czy∏, jednak znowu zapad∏o d∏ugie milczenie. Obarski i jego mocodawcy stracili nadziej´ na Strassburgera i zacz´li szukaç innej drogi dla wymiany nadpalonych dolarów. Dopiero w marcu nadszed∏ do mnie pierwszy znak z Londynu. W tym czasie przyjecha∏a do Warszawy pani Eden, delegatka stowarzyszenia kobiet angielskich, które nios∏o pomoc dzieciom polskim. Jej ciceronem w tej podró˝y by∏a ˝ona ambasadora Strassburgera. Pani Strassburgerowa telefonicznie zaprosi∏a mnie na rozmow´ do mieszkania swojej kuzynki przy ul. Polnej, przy czym doda∏a, ˝ebym przygotowa∏ wiadome mi „papiery”. Zawiadomi∏em o tym Obarskiego, ale ten odpowiedzia∏, ˝e nie dysponuje wi´cej dolarami. Poszed∏em na ul. Polnà. Rozmow´ ze mnà pani Strassburgerowa zagai∏a zapewnieniem, ˝e jest w∏aÊnie wyjàtkowa okazja bezpiecznego przewiezienia nadpalonych banknotów do Anglii. „Za kilka dni –

254


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 255

mówi∏a – odje˝d˝am do Londynu w towarzystwie pani Eden. Nasze baga˝e sà liczne, a z pewnoÊcià rewidowane nie b´dà. Mog∏abym wi´c zabraç nawet du˝à paczk´ z tymi dolarami.” Kiedy jej oznajmi∏em, ˝e nie mog´ ich jej dor´czyç, poniewa˝ nimi nie dysponuj´ i nigdy nie dysponowa∏em, by∏a wyraênie rozczarowana. Znów nasta∏a w tej sprawie d∏uga cisza. Dopiero na jesieni przyjecha∏ do Warszawy Strassburger, gdzie czeka∏a go niespodzianka, poniewa˝ zosta∏ zawiadomiony, ˝e przestaje byç ambasadorem w Londynie. Do Londynu mia∏ wróciç dla za∏atwienia formalnoÊci zwiàzanych z protoko∏em dyplomatycznym. By∏ wtedy par´ tygodni w Warszawie i rozmawia∏ ze mnà kilka razy o ró˝nych sprawach osobistych i publicznych. Podczas jednej z takich rozmów opowiedzia∏ mi o swojej wizycie u Jakuba Bermana, szarej eminencji komunistycznego re˝imu, sprawujàcej nadto zwierzchni nadzór nad dzia∏alnoÊcià UB, a wi´c decydujàcego o wa˝nych aresztowaniach. – Berman – mówi∏ Strassburger – zapytywa∏ mnie o nastroje w PSL, gdy˝ nie ukrywa∏em, ˝e ∏àczy mnie z Miko∏ajczykiem znajomoÊç i wspó∏praca z okresu wojny i emigracji. Berman powiedzia∏, ˝e niebawem b´dà zmuszeni zmieniç polityk´ personalnà wobec PSL, po czym wymieni∏ paƒskie nazwisko i pyta∏ mnie o pana. Stara∏em si´ objaÊniç Bermana, ˝e paƒski stosunek do przemian polityczno-spo∏ecznych w Polsce jest pozytywny i ˝e pan w rozmowach ze mnà parokrotnie akcentowa∏, i˝ nie mo˝e byç w naszym kraju powrotu do przedwojennych rzàdów. Bermana zastanowi∏a moja wypowiedê i opinia o panu. ZamyÊli∏ si´ i powiedzia∏: „To ciekawe, co pan mówi. Poczekamy jeszcze i b´dziemy obserwowaç «Gazet´ Ludowà»”. T´ opowieÊç Strassburgera przyjà∏em bez najmniejszych z∏udzeƒ. Natomiast w sprawie dolarowej powiedzia∏ mi, ˝e teraz, kiedy przestaje byç ambasadorem, móg∏by za∏atwiç wymian´ dolarów; ˝e dotychczas nie móg∏ tego uczyniç, poniewa˝ by∏ skr´powany.

255


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 256

– To po co pan je bra∏? – odpar∏em. – Nie by∏o ich wówczas wiele, ale te pieniàdze by∏y w∏aÊcicielom bardzo potrzebne. W naszych warunkach jest to powa˝na kwota. Narobi∏o to wiele z∏ej krwi u zainteresowanych. Dalsze nadpalone dolary, jak si´ niedawno dowiedzia∏em, zosta∏y przes∏ane do Londynu innà drogà i zapewne kto inny zajmuje si´ ich wymianà. Sprawa ta nie interesuje mnie wi´cej. Tak zakoƒczy∏a si´ dla mnie kwestia nadpalonych dolarów, ale nie dla bezpieki, która na podstawie tej sprawy oskar˝y∏a mnie póêniej o wspó∏dzia∏anie z podziemiem.


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 257

Akt oskar˝enia

By∏a jeszcze jedna sprawa, którà wykorzystano w oskar˝eniu. W grudniu 1945 roku wr´czy∏ mi Obarski napisany przez siebie artyku∏ o Mieczys∏awie Niedzia∏kowskim, przywódcy PPS, redaktorze naczelnym „Robotnika”, aresztowanym przez Niemców w sam dzieƒ wigilijny 1939 roku i rozstrzelanym w Palmirach w czerwcu 1940 roku. Artyku∏ pod tytu∏em Niez∏omny ˝o∏nierz wolnoÊci – w rocznic´ aresztowania M. Niedzia∏kowskiego wydrukowa∏em w Êwiàtecznym numerze „Gazety Ludowej” na Bo˝e Narodzenie w 1945 roku. Zrobi∏em to mi´dzy innymi dlatego, a˝eby ci, którzy „majà oczy do patrzenia”, widzieli, ˝e przywódcy i dzia∏acze przedwojennej PPS byli naszymi przyjació∏mi i ˝e sà przez nas respektowani; ˝e zatem tak˝e przywódców powojennej PPS moglibyÊmy uwa˝aç za przyjació∏, gdyby poszli politycznà drogà swoich poprzedników. W kilka miesi´cy póêniej, bodaj z koƒcem maja lub poczàtkiem czerwca, odwiedzi∏ mnie Obarski w drukarni przy ul. Ho˝ej. By∏o pogodnie i ciep∏o, wi´c rozmawialiÊmy na pustym, rozleg∏ym podwórzu. Nikt nie móg∏ nas pods∏uchiwaç. MówiliÊmy mi´dzy innymi o oczekiwanym, najwa˝niejszym podówczas wydarzeniu w Polsce, o referendum, wyznaczonym na 30 czerwca 1946 roku. – Swoje samodzielne stanowisko w tej sprawie – mówi∏em – akcentuje PSL przez to, ˝e wzywa do g∏osowania „nie” na pierwsze pytanie, ale nastroje u nas sà znacznie bardziej negatywne. Jest w PSL sporo ludzi, którzy wypowiadajà opini´, ˝e powinniÊmy i na drugie pytanie odpowiedzieç „nie”. Jednak uchwala w∏adz stronnictwa zapad∏a i mówi o jednym „nie”. – A ja – powiedzia∏ Obarski – rozmyÊlam nad tym, aby wydaç odezw´ w sprawie referendum i poprzeç stanowisko PSL.

257


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 258

Taka odezwa, rozlepiona na murach i rozdana po fabrykach, mog∏aby mieç wp∏yw na g∏osujàcych. By∏em przekonany, ˝e Obarski mówi jako cz∏onek WRN i ˝e to w∏aÊnie ta organizacja zamierza wydaç odezw´, wi´c powiedzia∏em: – Gdyby mia∏ pan trudnoÊci z wydrukowaniem odezwy, to niech si´ pan zwróci do kierownika naszej drukarni, Misterskiego, i powo∏a si´ na mnie. Ja o tym z nim pomówi´. Zastrzegam si´ tylko, ˝e odezwa ta nie mo˝e byç drukowana u nas. JesteÊmy pod szczególnà obserwacjà i kontrolà i nie mo˝na nara˝aç istnienia naszej drukarni z powodu tak b∏ahego, jak odezwa w sprawie referendum. Poprosz´ Misterskiego, a˝eby pomóg∏ w wydrukowaniu jej gdzie indziej. Odezwy Obarski nie drukowa∏, do Misterskiego o pomoc si´ nie zwraca∏, a mimo tego ca∏a ta rozmowa, prowadzona w cztery oczy, sta∏a si´ w Êledztwie wiadoma bezpiece. Co prawda rozmawia∏em z Misterskim, a˝eby pomóg∏ Obarskiemu w sprawie wydrukowania ulotki, jeÊli si´ do niego zwróci. Bezpieka jednak nie od niego zna∏a przebieg naszej rozmowy, gdy˝ wiadome jej by∏y szczegó∏y, których mu nie mówi∏em. Tak powsta∏ akt oskar˝enia przeciwko mnie, sk∏adajàcy si´ z art. 7., 17. i 86. par. 2. s∏ynnego dekretu z czerwca 1946 roku pod tytu∏em O przest´pstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy paƒstwa – dekretu, który nazwany zosta∏ póêniej Ma∏ym Kodeksem Karnym. Kiedy treÊç tego dekretu, wydajàcego kraj w krwawe r´ce bezpieki, sta∏a si´ wiadoma, by∏em zdumiony, ˝e zosta∏ on podpisany równie˝ przez ministrów z ramienia PSL, które przecie˝ domaga∏o si´ likwidacji Ministerstwa Bezpieczeƒstwa oraz systemu terroru. Zaznajomiwszy si´ z dekretem bli˝ej, pojà∏em z ca∏à jasnoÊcià, ˝e bezpieka sta∏a si´ odtàd rzeczywistym dyktatorem Polski i ˝e ka˝dy obywatel, który celom komunistów przeszkadza, mo˝e byç

258


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 259

zniszczony. Sytuacja stawa∏a si´ coraz groêniejsza. Mimo tego wielu ludzi jakby tego nie widzia∏o i dawa∏o ch´tnie wiar´ oszczerczej propagandzie komunistycznej. Âwiadczyç o tym mo˝e choçby rozmowa, jakà przeprowadzi∏em z profesorem Stanis∏awem Grabskim, ówczesnym wiceprezydentem KRN, a przed wojnà wielokrotnym ministrem. Otó˝ jesienià 1946 roku zg∏osi∏ si´ do mnie kolega redakcyjny, Tadeusz Opio∏a, i zakomunikowa∏ mi, ˝e profesor Grabski pragnie odbyç ze mnà rozmow´ i zaprasza mnie do siebie, a mieszka za Belwederem, w willi by∏ego marsza∏ka sejmu, Szymaƒskiego. Nie reagowa∏em na to zaproszenie, wi´c po kilku dniach Opio∏a zaczà∏ mi przedk∏adaç, a˝eby nie lekcewa˝yç tej wizyty, poniewa˝ mo˝e ona mieç dla mnie powa˝ne znaczenie. Wybra∏em si´ zatem w koƒcu za Belweder i jednego dnia wieczorem zadzwoni∏em do willi, w której mieszka∏ Grabski. Zna∏em go z dawnych czasów, ale teraz nie widzia∏em go przez kilka miesi´cy i by∏em niema∏o zdziwiony jego wyglàdem. Grabski zapuÊci∏ brod´, która robi∏a go podobnym do prawos∏awnego popa co najmniej w stopniu archireja. Przyj´ty zosta∏em ˝yczliwie. Grabski szybko skierowa∏ rozmow´ na „Gazet´ Ludowà” i Miko∏ajczyka. – Pan si´ nara˝a – mówi∏ – jako redaktor „Gazety Ludowej”. Miko∏ajczyka uwa˝ajà tutaj za agenta Intelligence Service i coÊ w tym podejrzeniu musi byç realnego. Lebiediew, który w czasie wojny by∏ ambasadorem przy polskim rzàdzie emigracyjnym w Londynie, a teraz jest ambasadorem w Warszawie, jest o tym przekonany. Lebiediew nie mo˝e darowaç Miko∏ajczykowi, ˝e zrobi∏ mu dyplomatyczny afront w Londynie. W 1943 roku naznaczona by∏a konferencja Miko∏ajczyka jako premiera rzàdu emigracyjnego z Lebiediewem. Mia∏y byç omawiane wa˝ne zagadnienia polsko-rosyjskie. Na krótko przed ustalonym terminem Miko∏ajczyk zawiadomi∏ Lebiediewa, ˝e na konferencj´ przybyç nie mo˝e, poniewa˝ zosta∏ zaproszony przez prezydenta Roosevelta

259


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 260

do Waszyngtonu w tym samym czasie i zaproponowa∏ spotkanie w póêniejszym terminie. Lebiediew nie posiada∏ si´ z irytacji. Twierdzi∏ potem, ˝e to Intelligence Service storpedowa∏a t´ rozmow´, przygotowujàc Miko∏ajczykowi zaproszenie do Waszyngtonu, a˝eby przeszkodziç porozumieniu polsko-sowieckiemu. – To chyba sà dowolne i przesadzone domniemania Lebiediewa – zauwa˝y∏em. – Rosjanie jednak tak to ocenili wówczas i obecnie myÊlà jeszcze bardziej tak samo wobec polityki, jakà Miko∏ajczyk prowadzi w Polsce. Zamierza∏em coÊ odpowiedzieç, gdy odezwa∏ si´ dzwonek do drzwi wejÊciowych i do mieszkania wszed∏ Karol Popiel. Gdy Popiel rozbiera∏ si´ w holu, Grabski powiedzia∏ do mnie g∏osem przyciszonym: – Popiel to tak˝e Intelligence Service, tylko ni˝szego szczebla. Prosz´ bardzo, ˝eby pan nie wspomina∏ przy nim ani s∏owa o tym, o czym mówiliÊmy. Nastàpi∏o przywitanie z Popielem i rozmowa zesz∏a na drobne sprawy bie˝àce. Wyszed∏em stamtàd z uczuciem ˝alu, ˝e nie mog∏em dalej prowadziç rozmowy z Grabskim i uchyliç szerzej zas∏ony nad tym, co czai∏o si´ w umys∏ach rzàdzàcych komunistów w stosunku do PSL i do mnie osobiÊcie. Rzecz jasna, ˝e wszystko buntowa∏o si´ we mnie przeciw oskar˝aniu inaczej myÊlàcych polityków o pozostawanie na us∏ugach obcego paƒstwa, ale przywódcy komunistyczni, b´dàcy z regu∏y na ˝o∏dzie rosyjskiego NKWD, mniemali, ˝e tak˝e przeciwni im dzia∏acze polityczni muszà byç sprzedawczykami. 14 paêdziernika 1946 roku w po∏udnie goniec bezpieki przyniós∏ do naszej redakcji pismo wzywajàce mnie do stawienia si´ w Ministerstwie Bezpieczeƒstwa Publicznego na ul. Koszykowej. Nie zasta∏ mnie, ale powiedziano mu, ˝e na pewno przyjd´.

260


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 261

Postanowi∏ czekaç. By∏ to cz∏owiek stary i widaç sterany ˝yciem. „Mam zm´czone nogi – mówi∏ – prosz´ o krzes∏o, ˝ebym móg∏ usiàÊç” . Krzes∏o wystawiono mu na korytarz, wi´c usiad∏ i czeka∏. Goƒcy bezpieki byli wówczas niemal codziennymi „goÊçmi” na korytarzu redakcyjnym. Przynosili wezwania dla pracowników naszej gazety. Osoby zatrudnione zarówno w redakcji, jak i w administracji wzywane by∏y do Ministerstwa Bezpieczeƒstwa, gdzie poddawano je wielogodzinnym badaniom. Stosowano wobec nich metody przymusu psychicznego i wyrafinowany system zastraszania. Niemal wszystkim proponowano haniebnà rol´ donosicieli. Przes∏uchania, które prowadzili z regu∏y dwaj funkcjonariusze bezpieki – jeden w cywilu, a drugi w mundurze oficerskim – mia∏y mniej wi´cej jednakowy przebieg. Wzywanych uprzedzano, ˝e sà przes∏uchiwani w charakterze Êwiadków i ˝e za fa∏szywe zeznania grozi im kara do pi´ciu lat wi´zienia. Po spisaniu danych personalnych pytano, co robili za okupacji i w czasie Powstania Warszawskiego, kiedy i skàd wrócili do Warszawy, kto i z czyjego polecenia przyjà∏ ich do pracy w „Gazecie Ludowej” , czy nale˝à do PSL, czy zajmujà si´ dzia∏alnoÊcià politycznà, z kim si´ przyjaênià na terenie wydawnictwa, ile zarabiajà i czy sà zadowoleni ze swego zarobku. Ka˝de nowe nazwisko by∏o przez ubowców skrz´tnie notowane. Wszystkie te nowe osoby by∏y nast´pnie wzywane i przes∏uchiwane. W ten sposób ros∏a liczba „klientów” UB na terenie gazety i PSL oraz rozszerza∏ si´ kràg osób obj´tych „ewidencjà” bezpieki. Ka˝dej przes∏uchiwanej osobie stawiano pytanie, czy mnie zna, a jeÊli tak, to od jakiego czasu i co mo˝e o mnie powiedzieç. Natarczywie wypytywano, czy „mam przyjació∏ki”, czy gram w karty, czy lubi´ wypiç. Pytano o moje po˝ycie rodzinne i o mój stan majàtkowy. Funkcjonariuszy bezpieki wyraênie irytowa∏y rzeczowe i korzystne informacje o mojej osobie. Szukano ciemnych plam na moim ˝yciu i to takich, które by mnie kompromitowa∏y w oczach opinii publicznej.

261


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 262

Kiedy odpowiedzi na zadane pytania by∏y ju˝ zapisane, rozpoczyna∏o si´ namawianie przes∏uchiwanych osób do wstàpienia na s∏u˝b´ szpiclowskà. Wabiono ró˝nie. Wszystkich próbowano zastraszyç, a nast´pnie jednym pokazywano portfel wypchany banknotami i pytano z wylewnoÊcià, ile im potrzeba pieni´dzy na „nieodzowne wydatki przed zimà”, drugim proponowano specjalne talony na materia∏y ubraniowe i okrycia albo te˝ obfite przydzia∏y z darów UNRRA. „Mo˝ecie mieç – mówili ubowcy – wybaczone b∏´dy i przewinienia przesz∏oÊci, du˝e dochody i wybitnà popraw´ warunków ˝ycia. Mo˝ecie dostaç mieszkanie z meblami. B´dziecie mieli zapewnione ca∏kowite bezpieczeƒstwo osobiste, tylko podpiszcie zobowiàzanie wspó∏pracy z UB i s∏u˝cie wiernie w∏adzy ludowej”. Niekiedy uderzano w tony patriotyczne. Ubowcy sàdzili widaç, ˝e majà do czynienia z naiwniakami i mo˝na ich b´dzie nabraç na frazesy. Mówiono zatem o agentach imperialistycznych, o reakcjonistach, o podziemiu politycznym i wojskowym, o „mordowaniu patriotów-demokratów”. G∏oszono, ˝e s∏u˝ba w UB i dla UB jest „zaszczytnà powinnoÊcià” wobec paƒstwa ludowego. Namawianie trwa∏o zwykle do póênych godzin nocnych. Osoby wezwane na godzin´ 13–14 trzymane by∏y nieraz do pó∏nocy i d∏u˝ej. Ubowcy, znudzeni straszeniem, perswazjami i namawianiem, robili sobie przerwy, wychodzili na korytarz, telefonowali na miasto, posilali si´, odpoczywali. Tymczasem osoba przes∏uchiwana siedzia∏a wcià˝ nieruchomo, g∏odna, wyczerpana, niepewna, czy i kiedy b´dzie zwolniona. Gdy ubowcy doszli do przekonania, ˝e wszystkie ich groêby, namowy i pochlebstwa sà bezskuteczne, ˝egnali wypuszczone ze swoich szponów osoby g∏osem surowym i ostrymi s∏owami, jako zatwardzia∏ych wrogów ustroju, gro˝àc im, ˝e kiedyÊ „wpadnà”, a wtedy… wtedy w∏adza ludowa b´dzie dla nich bezlitosna. Wszystkim przes∏uchiwanym nakazywano zachowanie absolutnej tajemnicy o tym, o co byli pytani i o czym

262


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 263

mówiono w czasie przes∏uchania. Zapowiadano surowe kary za ujawnienie tajemnicy Êledztwa. By∏y jednak osoby niebojaêliwe, które prosto z bezpieki przychodzi∏y do drukarni na Ho˝à i tu – zaszywszy si´ ze mnà w jakiÊ spokojny kàt – opowiada∏y mi przebieg przes∏uchania. Powtarzano mi przede wszystkim to, co dotyczy∏o mojej osoby. „Niech si´ pan strze˝e – s∏ysza∏em cz´sto w owych dniach, a raczej nocach – UB natr´tnie dopytuje si´ o pana. Grozi panu niebezpieczeƒstwo”. Przyjmowa∏em te ostrze˝enia z robionà pogodà ducha, chocia˝ nieraz serce t∏uk∏o si´ we mnie niespokojnie, gdy s∏ucha∏em opowiadaƒ o tym, jak ubowcy wypytujà o najmniejsze drobiazgi z mego ˝ycia. Opowiada∏em Miko∏ajczykowi o tym „pochodzie” pracowników „Gazety Ludowej” do bezpieki. Wys∏uchawszy relacji, Miko∏ajczyk zauwa˝y∏: „To wszystko Êwiadczy, ˝e UB nie ma konfidenta w gazecie i ˝e chce go znaleêç, a pan niech si´ ma na bacznoÊci”. Te ostatnie s∏owa by∏y oczywiÊcie skierowane do mnie jako ˝yczliwe ostrze˝enie. PomyÊla∏em sobie, ˝e nikt nie uniknie swego losu i nadal prowadzi∏em swojà prac´ redakcyjnà. Ze spokojnà rezygnacjà przyjà∏em z ràk goƒca policyjnego wezwanie do bezpieki.

263


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 264

Przes∏uchanie

15 paêdziernika w po∏udnie poszed∏em na Koszykowà wprost z mieszkania przy ul. Âniadeckich. W redakcji wyda∏em poprzedniego dnia potrzebne zarzàdzenia, a˝eby praca redakcyjna nie dozna∏a zahamowania. W budynku ministerstwa musia∏em pieszo maszerowaç na piàte pi´tro do departamentu politycznego. Tam przyjà∏ mnie ca∏kiem grzecznie funkcjonariusz bezpieki w mundurze oficerskim z oznakami kapitana czy te˝ majora. Zosta∏em zaprowadzony do pokoju, gdzie ów oficer zaczà∏ mnie z wolna wypytywaç o ró˝ne kwestie, przy czym cz´sto robi∏ dygresj´ w dziedzin´ literatury. Najwi´cej interesowa∏ si´ W∏adys∏awem Orkanem, jakby mia∏ z osobà tego pisarza i poety jakieÊ bli˝sze powiàzania. Wiedzia∏ na przyk∏ad o tym, ˝e brat Orkana nazywa∏ si´ Smreczyƒski i by∏ profesorem nauk przyrodniczych. Znane mu by∏y tak˝e i inne szczegó∏y z ˝ycia podhalaƒskiego pisarza. Sàdzi∏em w pierwszej chwili, ˝e oficer bezpieki pochodzi z Ma∏opolski, mo˝e nawet z Podhala i ˝e stamtàd znane mu sà drobiazgi z powiàzaƒ rodzinnych Orkana. Mnie liczne szczegó∏y dotyczàce tego pisarza by∏y wiadome, poniewa˝ zna∏em go osobiÊcie, a brat jego by∏ w swoim czasie moim profesorem w gimnazjum. Uczy∏ botaniki i krystalografii. Oficer Êledczy zadawa∏ mi pytania dotyczàce aktualnych spraw politycznych i czasem coÊ notowa∏. Dziwi∏o mnie, ˝e raz po raz wychodzi z pokoju, wraca zniecierpliwiony i narzeka, ˝e musi czekaç. Zapyta∏em wr´cz: – Na co musi pan czekaç? – Przes∏uchania peeselowców – odpowiedzia∏ – prowadzi ktoÊ inny. Poniewa˝ jest tych przes∏uchaƒ sporo, mnie polecono

264


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 265

pomagaç. Teraz w∏aÊnie przes∏uchiwany jest jakiÊ pracownik „Gazety Ludowej”, a ja zajmuj´ si´ panem. W gmachu ministerstwa ju˝ od wielu godzin p∏on´∏y Êwiat∏a, by∏ póêny wieczór, a ja wcià˝ jeszcze z moim oficerem czeka∏em na w∏aÊciwego oprawc´. Wreszcie oko∏o godziny 8 wieczorem zosta∏em przeprowadzony do innego pokoju, gdzie urz´dowa∏ funkcjonariusz UB w cywilnym ubraniu. Teraz dopiero rozpocz´∏o si´ faktyczne przes∏uchanie. Prowadzili je cywil i oficer. W pewnym momencie zaprotestowa∏em stanowczo przeciw podejrzewaniu mnie o dzia∏alnoÊç wywiadowczà i oÊwiadczy∏em, ˝e obra˝a mnie ju˝ samo postawienie takiego pytania. Oficer, który protoko∏owa∏ moje zeznania, robi∏ w tym momencie takie gesty, jakby mi radzi∏ cofni´cie tej wypowiedzi, ale ja oznajmi∏em, ˝e niczego nie cofam, a cywil poleci∏ zapisaç mój protest jak najdok∏adniej. Nadchodzi∏a pó∏noc, a ja wcià˝ by∏em s∏uchany. By∏em wyczerpany nerwowo, zm´czony fizycznie i g∏odny. Poprosi∏em o zakoƒczenie przes∏uchania. Obaj ubowcy zacz´li si´ po cichu naradzaç. Wreszcie oficer powiedzia∏ do mnie: – Damy panu przepustk´ i pójdzie pan dziÊ do domu, ale jutro stawi si´ pan u nas o godzinie 12 w po∏udnie. Chcia∏em utargowaç póêniejszà godzin´, ale us∏ysza∏em odpowiedê, ˝e jest to niemo˝liwe i o 12 w po∏udnie musz´ stawiç si´ w ministerstwie. JeÊli nie dam takiego zobowiàzania, zatrzymajà mnie teraz w areszcie. Jest jasne, ˝e wola∏em zobowiàzaç si´ do przyjÊcia o ˝àdanej porze i tak si´ sta∏o, i˝ krótko przed pó∏nocà znalaz∏em si´ na Koszykowej wolny.

265


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 266

CoÊ za coÊ

By∏em bardzo znu˝ony i g∏odny. Poszed∏em jednak do drukarni, gdzie zosta∏em radoÊnie powitany. Koledzy nie taili, ˝e nie spodziewali si´ mnie oglàdaç. Byli pewni, ˝e zostan´ uwi´ziony. Gie∏˝yƒski chcia∏ mi meldowaç, jaki jest stan prac nad bie˝àcym numerem gazety i co ciekawego jest do sk∏adania, ale ja nie bardzo go s∏ucha∏em. – Jestem bardzo znu˝ony i g∏odny – powiedzia∏em – Id´ do domu i k∏ad´ si´ spaç. Jutro w po∏udnie znów id´ do UB. Wàtpi´, czy wróc´. Kilka osób zadawa∏o mi ró˝ne pytania, ale ja odpowiada∏em wymijajàco. Gdy tak rozmawialiÊmy, zadzwoni∏ telefon. Dzwoni∏ w∏aÊnie Miko∏ajczyk pytajàc, czy coÊ o mnie wiedzà w redakcji. Gdy us∏ysza∏, ˝e jestem wolny, zaprosi∏ mnie do siebie na Szucha. Wyszed∏em z Gie∏˝yƒskim. Na ulicy, gdy byliÊmy sami, powiedzia∏em mu coÊ niecoÊ o moim przes∏uchaniu i doda∏em, ˝e jestem pewny, ˝e jutro mnie nie wypuszczà. W kilka minut póêniej wchodzi∏em do mieszkania Miko∏ajczyka. Drzwi otworzy∏ mi jeden z „tie∏ochranitieli”. Mój widok wprawi∏ go w zdumienie, którego nie potrafi∏ ukryç. Przebieg∏o mi przez myÊl, ˝e ubowiec wiedzia∏ o moim wezwaniu do UB i by∏ pewny, i˝ stamtàd nie wróc´. Nie mog∏em oczywiÊcie zamieniç z nim ani s∏owa, gdy˝ zaraz zjawi∏a si´ w korytarzu pani Hulewiczowa i z ˝yczliwym uÊmiechem zacz´∏a mnie witaç, ale samo z∏e wymowne spojrzenie ubowca starczy∏o mi za s∏owa. U Miko∏ajczyka zasta∏em pos∏a Nowaka z Wielkopolski. Przywitany zosta∏em radoÊnie, a ja te˝ nadrabia∏em minà i udawa∏em weso∏oÊç. Miko∏ajczyk by∏ wyraênie ucieszony, ˝e widzi mnie 266


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 267

wolnym. Wypytywano mnie o przebieg przes∏uchania, ale ja nie by∏em skory do opowiadania i zas∏ania∏em si´ kompletnym wyczerpaniem. Poprosi∏em tylko Miko∏ajczyka o chwil´ rozmowy na osobnoÊci. W cztery oczy oznajmi∏em mu bez ogródek: „Jutro id´ do UB i wiem, ˝e mnie ju˝ nie wypuszczà. Prosz´ o opiek´ nad mojà rodzinà i o pami´ç o mnie”. Miko∏ajczyk zapewni∏ mnie, ˝e rodzinie mojej udzieli wszelkiej mo˝liwej pomocy i o mnie równie˝ nie zapomni. Na koniec pocieszy∏ mnie, i˝ sytuacja polityczna mo˝e si´ zmieniç i to rych∏o na naszà korzyÊç. S∏owa Miko∏ajczyka pokrzepi∏y mnie i doda∏y otuchy. W kilka minut póêniej by∏em w swoim mieszkaniu i po krótkiej rozmowie z ˝onà, która ca∏y czas czeka∏a na mnie, poszed∏em spaç. Sen by∏ mi potrzebny bardziej od chleba. Zasnà∏em twardo. Nast´pnego dnia obudzi∏em si´ doÊç póêno, mocno pokrzepiony. ˚ona nie budzi∏a mnie, widzàc mój g∏´boki sen. Kiedy krzàta∏em si´ w ∏azience, mój wspó∏lokator i w∏aÊciciel mieszkania, pan Drochocki, zaczepi∏ mnie: – Nie mog´ pojàç, co to znaczy. Na schodach naszego domu zasta∏em wczoraj band´ wyrostków, którzy zachowywali si´ wyzywajàco i pytali mnie, gdzie pan mieszka. Zaczà∏em ich besztaç, ale jeden z nich przemówi∏ impertynencko: „Odpowiadaç na pytania. My jesteÊmy z resortu bezpieczeƒstwa. My z UB”. Nie poruszy∏o mnie to zbytnio, bo mia∏em do czynienia z p´takami, zaczà∏em na nich krzyczeç i przegna∏em ich, ale mo˝e pan wie, co to znaczy? – Nied∏ugo i pan b´dzie wiedzia∏, co to znaczy. Mo˝e ju˝ jutro lub pojutrze. Widzi pan, UB – wzorem sowieckim – u˝ywa do swoich celów ró˝nych ludzi: kobiety m∏ode i stare, przystojne, eleganckie i w ∏achmanach, m´˝czyzn w ró˝nym wieku, od budzàcych zaufanie starszych panów do wyrostków. Akurat wczoraj przys∏ali tu wyrostków, a˝eby mnie i sàsiadów nastraszyç. Byli to zapewne „komsomolcy”, czyli cz∏onkowie Zwiàzku Walki M∏odych, zwanego te˝ Zwiàzkiem Wolnej Mi∏oÊci ze wzgl´du na pijaƒstwo

267


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 268

i rozpasanie, które w nim si´ dzia∏o. Niech pan sobie z tego nic nie robi. Tak uspokoi∏em pana Drochockiego, chocia˝ sam by∏em bardzo zaniepokojony. Zjad∏em Êniadanie i dopiero teraz powiedzia∏em ˝onie: – O godzinie 12 musz´ byç w Ministerstwie Bezpieczeƒstwa. Chc´ przedtem wpaÊç do redakcji. Zdaje si´, ˝e dziÊ lub jutro b´dzie tu rewizja bezpieki. Tu nic nie ma, ale na wszelki wypadek przejrzyj papiery. Ja ju˝ na to nie mam czasu. – Dobrze – uspokoi∏a mnie ˝ona – przejrz´ jeszcze raz wszystkie kàty. – Uwa˝aj – doda∏em – jest tu Kucharzewski Od bia∏ego caratu do czerwonego. Nie dajcie zabraç. Mówcie, ˝e to przedwojenna ksià˝ka historyczna. Ubra∏em si´ i zabiera∏em do wyjÊcia. Chcia∏em byç mocny, a by∏em tak bardzo wzruszony, ˝e czu∏em swojà s∏aboÊç. – Jak myÊlisz? Kiedy przyjdziesz na obiad? – pad∏o pytanie ˝ony. – Nie licz na mnie i nie czekaj z obiadem. Wiem, na pewno wiem, ˝e b´d´ uwi´ziony i niepr´dko wróc´. Bàdê dzielna. Ty i córki trzymajcie si´ m´˝nie. Czas wszystko rozstrzygnie. Chcia∏em si´ z ˝onà po˝egnaç, ale ba∏em si´ wzruszenia i wyszed∏em pr´dko z pokoju, uciekajàc oczami od mojej towarzyszki ˝ycia. Zbieg∏em szybko po schodach, a na ulicy ch∏ód i wiatr przywróci∏y mi równowag´. W redakcji uporzàdkowa∏em swoje biurko. Nikogo z kolegów jeszcze nie by∏o. Na korytarzu spotka∏em tylko pracownika sekretariatu PSL, Stanis∏awa Araszkiewicza. Krótka rozmowa nie dotyczy∏a zupe∏nie mojej bytnoÊci w UB. Samochodu redakcyjnego jeszcze nie by∏o, wi´c Bryja da∏ mi do dyspozycji jakiÊ inny wóz. Wstàpi∏em na chwil´ do restauracji na Marsza∏kowskiej, po czym o oznaczonym czasie pojecha∏em na Koszykowà.

268


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 269

Eugenia i Zygmunt AugustyĆ’scy (fot. archiwum rodzinne AugustyĆ’skich)


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 270

Mia∏em pewne trudnoÊci przy bramie, poniewa˝ nie chciano mnie tak ∏atwo wpuÊciç do gmachu Ministerstwa Bezpieczeƒstwa. Ostatecznie jednak wpuszczono mnie i dotar∏em na piàte pi´tro do pokojów zajmowanych przez departament polityczny. Oficer, który bada∏ mnie poprzedniego dnia, ucieszy∏ si´ na mój widok. – Moja w∏adza mia∏a mi za z∏e, ˝e wczoraj pana zwolni∏em. Byli pewni, ˝e pan dzisiaj nie przyjdzie i b´dziemy musieli pana szukaç. – To by si´ nie kalkulowa∏o. Za granic´ nie mia∏em i nie mam zamiaru wyje˝d˝aç, a ukrywanie si´ w kraju mog∏oby mieç powodzenie tyko na krótkà met´, wi´c wola∏em przyjÊç. Oficer wyszed∏ z pokoju i po pewnym czasie wróci∏, oznajmiajàc: – Pani dyrektor departamentu chce z panem mówiç. Postawi panu pewne propozycje. Je˝eli je pan przyjmie, b´dzie pan wolny. Za chwil´ zosta∏em wprowadzony do du˝ego pokoju o oknach wychodzàcych na Park Ujazdowski. W pokoju nie by∏o nikogo. Stanà∏em przy oknie i patrzy∏em ze smutkiem na puste Aleje i na jesieƒ w parku. By∏o wilgotno i ch∏odno, wiatr zamiata∏ opad∏e liÊcie, a nagie ga∏´zie ˝a∏oÊnie stercza∏y ku niebu. „Jesieƒ – myÊla∏em. – Za nià przyjdzie zima w komunistycznym wi´zieniu”. Skrzypni´cie drzwi przerwa∏o moje nieweso∏e myÊli. Do pokoju wesz∏a doktor Julia Brystygierowa, dyrektor departamentu politycznego w Ministerstwie Bezpieczeƒstwa. By∏a kobietà Êredniego wzrostu, przystojnà, o bladej twarzy i czarnych w∏osach. Wschodnie, ciemne oczy, twarz myÊlàca. Ca∏oÊç znamionujàca nieprzeci´tnà inteligencj´. Widzia∏em teraz Brystygierowà po raz drugi. Na którymÊ posiedzeniu KRN zaznajomi∏ mnie z nià redaktor „G∏osu Ludu”, Werfel. WymieniliÊmy wówczas kilka zdaƒ o Lwowie, jej rodzinnym mieÊcie, wspomnieliÊmy dawne czasy. Brystygierowa podczas tej rozmowy lustrowa∏a mnie oczami, jakby chcia∏a z miejsca

270


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 271

oszacowaç mojà wartoÊç umys∏owà i mojà inteligencj´. Szacunek widocznie nie wypad∏ êle, skoro zaproponowa∏a mi spotkanie „na kawie”. By∏em tym cokolwiek zaskoczony, ale odrzek∏em uprzejmie, ˝e przy najbli˝szej okazji zatelefonuj´ do niej i poprosz´ o spotkanie na neutralnym gruncie. OczywiÊcie nie zg∏osi∏em si´ do niej i do naszego spotkania „na kawie” nie dosz∏o. I oto teraz, w po∏o˝eniu dla mnie tak ci´˝kim, sta∏em naprzeciwko tej kobiety – dyrektora Departamentu Politycznego bezpieki. Mimo tego powita∏em jà z uÊmiechem. Oczy moje Êlizga∏y si´ po ca∏ej jej postaci i zatrzyma∏y si´ zdumione na jej nadmiernie grubych nogach. Brystygierowa to spostrzeg∏a i powiedzia∏a: – Te grube nogi to nast´pstwo tyfusu, jaki przeby∏am w kapitalistycznym wi´zieniu we Lwowie. Usiad∏a za biurkiem, wskaza∏a mi krzes∏o i powiedzia∏a: – Nie spodziewa∏am si´ spotkaç pana w takich okolicznoÊciach. Pan nie zdaje sobie sprawy z tego, co panu grozi. B´dzie pan oskar˝ony o szpiegostwo. Grozi panu kara Êmierci. Nie szkoda panu rozstawaç si´ z ˝yciem? – Przecie˝ tu ˝adnego szpiegostwa nie by∏o i nie ma – wtràci∏em. – Nie interesowa∏y mnie nigdy informacje o wojsku i o tym nie ma i nie mo˝e byç mowy, a wiadomoÊci o policji sà dozwolone dla redaktora gazety. – Pan jest w b∏´dzie. Je˝eli chce si´ komuÊ wytoczyç proces polityczny, a ma si´ takie postawy, jak wiadomoÊci znalezione na paƒskim biurku, to taki proces dla ka˝dego b´dzie ci´˝ki. Wzruszy∏em ramionami i odrzek∏em: – Có˝ ja na to poradz´. – Pan móg∏by si´ ratowaç – powiedzia∏a Brystygierowa w tonie „zatroskanej” ˝yczliwoÊci. – Ca∏à t´ spraw´ moglibyÊmy zbagatelizowaç. Nie ma w tym dla nas nic groênego. Pan mo˝e byç jeszcze dzisiaj wolny, ale rozumie pan – coÊ za coÊ. Pan musia∏by z nami wspó∏pracowaç, podpisaç zobowiàzanie.

271


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 272

– Takiej ceny za wolnoÊç osobistà nie mog´ zap∏aciç – przerwa∏em. – A jednak niech si´ pan zastanowi. Powtarzam, ˝e pan nie zdaje sobie sprawy z tego, co pana czeka. – Sà rzeczy gorsze od Êmierci. Do nich nale˝y haƒba. – Pan ma nadziej´, ˝e b´dà pana broniç i ˝e pana obronià. Pan si´ ∏udzi. Jak pan myÊli, czy b´dà w pana sprawie interweniowaç? Mo˝e zagraniczne ambasady? A mo˝e tylko Miko∏ajczyk? – Jestem Êwiadomy tego, ˝e ani obce ambasady, z którymi nic mnie nie ∏àczy, ani Miko∏ajczyk interweniowaç w mojej sprawie nie b´dà. – To dlaczego pan si´ waha? – spyta∏a zdziwiona. – WyjaÊni nam pan incydent z wiadomoÊciami o UB, zapewni nam pan swojà wspó∏prac´ i pójdzie do domu. Mo˝e pan nawet wróciç do „Gazety Ludowej”, a jeÊli nie, to damy panu propozycj´ w innym dzienniku. Musimy wiedzieç, kto z naszych pracowników nas zdradza. WiadomoÊci znalezione u pana pochodzà z pewnoÊcià od magazyniera, którego ju˝ dawno mamy na oku. Ten zdrajca b´dzie ukarany tak, jak karze si´ u nas za zdrad´. Mam jeszcze jedno pytanie do pana. Na wrzeÊniowej sesji KRN korespondenci zagraniczni zwracali si´ kilka razy do pana. O co pytali? – Pytali gdzie jest Gomu∏ka, poniewa˝ by∏ nieobecny na sesji. – A pan co odpowiedzia∏? – Odpowiedzia∏em, ˝e sam nie wiem, gdzie jest Gomu∏ka i nie wierz´ w plotki, jakoby Gomu∏ka popad∏ w nie∏ask´ i by∏ gdzieÊ wywieziony. Najprawdopodobniej jest chory. Tyle im powiedzia∏em. – A teraz niech pan decyduje – us∏ysza∏em. Zasch∏o mi w gardle, by∏em zdenerwowany. Wyjà∏em z kieszeni kilka mi´towych cukierków i zapyta∏em, czy pani dyrektor pozwoli mi jednego zjeÊç. Pozwoli∏a. – A mo˝e pani tak˝e si´ skusi? – rzuci∏em.

272


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 273

– Nie – odrzek∏a szorstko. – Pan wybra∏ si´ widaç tak, jak ja wybiera∏am si´ przed wojnà do prokuratora we Lwowie. Bra∏am ze sobà szczoteczk´ do z´bów, myd∏o i r´cznik. By∏a to przezornoÊç rozsàdna, poniewa˝ zazwyczaj od prokuratora w´drowa∏am do wi´zienia. – Ja tego wszystkiego ze sobà nie zabra∏em, ale mam nadziej´, ˝e mi to z domu przyÊlà, gdy nie wróc´. – Wi´c pan nie przyjmuje mojej propozycji. Dawniej myÊla∏am o czymÊ innym, a teraz – skoro pan odrzuca mojà ofert´ – niech pan idzie do wi´zienia. Tam trudno si´ b´dzie panu Êmiaç. My urzàdzimy panu proces, ale to nie b´dzie proces w Czytelniku. Brystygierowa podnios∏a si´ z fotela, rozmowa by∏a skoƒczona. Na sygna∏ dzwonka pojawi∏ si´ we drzwiach ubowiec w mundurze oficerskim, ten sam, który zajmowa∏ si´ mnà od poczàtku. – Prosz´ pana przes∏uchaç i czekaç na dalsze rozkazy – rzuci∏a Brystygierowa. Oficer Êledczy zabra∏ mnie do swojego pokoju i tam powiedzia∏: – Nie przyjà∏ pan zaproszenia do wspó∏pracy z nami. Spodziewa∏em si´ tego po panu. To powiedzenie ubowca zdumia∏o mnie. – WolnoÊç – odrzek∏em – jest skarbem, ale tego skarbu nie mo˝na kupowaç za tak haniebnà cen´. Oficer postawi∏ mi kilka ma∏o wa˝nych pytaƒ na temat moich kontaktów z dziennikarzami zagranicznymi i da∏ mi do podpisania protokó∏, koƒczàc w ten sposób przes∏uchanie. Nie by∏ to jednak koniec mojej udr´ki. Czas bieg∏, pali∏y si´ ju˝ lampy, a ja ciàgle siedzia∏em w pokoju oficera Êledczego, który krzàta∏ si´, wychodzi∏ i wraca∏, jakby nie wiedzia∏, co ma ze sobà zrobiç. RozmawialiÊmy znowu o Orkanie i tak mija∏y godziny. Poczu∏em g∏ód. – Jestem g∏odny – powiedzia∏em. – Czy mo˝e mnie pan czymÊ po˝ywiç?

273


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 274

– Zapomnia∏o si´ o wy˝ywieniu dla pana. U nas jest sto∏ówka. Wydajà obiady i wczesne kolacje, ale teraz z pewnoÊcià nic ju˝ nie ma. Zresztà spróbuj´. I rzeczywiÊcie, oficer przyniós∏ mi na talerzu troch´ ziemniaków i kaszy, tak, ˝e mog∏em zaspokoiç g∏ód. Up∏yn´∏o znowu sporo czasu, gdy po którymÊ swoim wyjÊciu na korytarz, oficer powróci∏ i powiedzia∏ przyciszonym g∏osem: – Rewizja przeprowadzona dzisiaj w paƒskim mieszkaniu i w paƒskim biurku redakcyjnym nie da∏a nic, co by pana obcià˝a∏o. Zadowolenie z takiego wyniku rewizji policyjnej i zdumienie, ˝e ubowiec, oficer Êledczy informuje mnie o tym w sposób widocznie ˝yczliwy, walczy∏y w moim umyÊle o pierwszeƒstwo. Kim jest ten ubowiec? – pyta∏em sam siebie. – Komu i czemu zawdzi´czam to jego przyjazne odnoszenie si´ do mnie? Nadesz∏a wreszcie jakaÊ decyzja co do mojej osoby. By∏a ju˝ godzina 9 wieczorem. Ubowiec zosta∏ wywo∏any na korytarz i wróci∏ do pokoju z czerwonà kartkà w r´ku. – Jest pan aresztowany – oznajmi∏ mi. – Musz´ pana odprowadziç do naszych piwnic. To jest nasz tymczasowy areszt. Zabra∏em wszystko, co ze sobà przynios∏em, i poszed∏em za oficerem. Przy wejÊciu do piwnic sta∏ umundurowany stra˝nik, do którego oficer powiedzia∏: – Nowy wi´zieƒ. Ulokowaç we wspólnej celi. Tak oto zosta∏em uwi´ziony. Tak oto skoƒczy∏y si´ dla mnie miesiàce walki, a zacz´∏y si´ lata niewoli, cierpienia i poni˝enia.

274


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 275

˚ycie w areszcie

Zaprowadzono mnie do jednej wi´kszej piwnicy, gdzie urzàdzona by∏a kancelaria aresztu i tam stra˝nik wi´zienny, mówiàcy niezbyt dobrze po polsku, przeprowadzi∏ u mnie drobiazgowà rewizj´ osobistà. Zabra∏ mi dokumenty, pieniàdze i wszystkie drobne przedmioty, jakie mia∏em przy sobie. Zabra∏ równie˝ szelki, krawat, jesionk´, kapelusz, sznurowad∏a do butów i podwiàzki do skarpet. Dziwi∏ si´, ˝e znalaz∏ tak ma∏o gotówki i kilkakrotnie pyta∏, dlaczego nie mam obràczki Êlubnej. Inny stra˝nik, wezwany z korytarza, wr´czy∏ mi koc i odprowadzi∏ mnie do piwnicy – celi numer 11. Ten tak˝e mówi∏ êle po polsku. Dowiedzia∏em si´ póêniej od wi´êniów, ˝e bezpieka zatrudni∏a w charakterze stra˝ników wi´ziennych wielu m∏odych Polaków – reemigrantów z Francji. Ludzi tych, przewa˝nie komunistów, Êciàgni´to do Polski w 1945 i na wiosn´ 1946 roku obiecujàc im prac´ i ∏atwe zarobki. Wielu z nich skierowano w∏aÊnie do stra˝y wi´ziennej. Prawie wszyscy mówili kiepsko po polsku, co prowadzi∏o nieraz do scen humorystycznych. W gwarze wi´ziennej nazywano ich „Francuzami”. W celi numer 11, w Êwietle lampy elektrycznej ujrza∏em kilka postaci, le˝àcych na s∏omie i przykrytych kocami. Wi´kszoÊç wi´êniów spa∏a, ale niektórzy jeszcze czuwali. Na mój widok jeden z wi´êniów podniós∏ g∏ow´: – Za co pan wpad∏? – us∏ysza∏em pytanie wypowiedziane przyciszonym g∏osem. – Jeszcze dok∏adnie nie wiem – odpowiedzia∏em. – A kim pan jest? – Jestem redaktorem naczelnym „Gazety Ludowej”. – Wiem. Pan jest redaktorem Augustyƒskim. To co innego. Niech si´ pan rozbiera i k∏adzie ko∏o mnie.

275


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 276

– Rozbieraç si´ i zachowaç cisz´. Gasz´ Êwiat∏o! – zawo∏a∏ stra˝nik przez drzwi. Szybko znalaz∏em si´ na s∏omie pod kocem. Sàsiad chcia∏ ze mnà rozmawiaç, ale ja poprosi∏em go o spokój: – Jestem g∏odny i znu˝ony. Pragn´ snu. B´dziemy rozmawiaç jutro. MyÊli moje pobieg∏y jeszcze do swoich – do rodziny, do gazety, do PSL, po czym ogarnà∏ mnie sen dobroczynny, który pozwoli∏ mi na kilka godzin zapomnieç o wielkiej niedoli, jaka si´ w∏aÊnie dla mnie rozpocz´∏a i trwaç mia∏a bez ma∏a 100 miesi´cy. Wielki budynek u zbiegu Koszykowej i Alei Ujazdowskich, zajmowany w 1945 roku i póêniej przez Ministerstwo Bezpieczeƒstwa, wybudowany zosta∏ na kilka lat przed wojnà przez jakiegoÊ ziemianina z Wileƒszczyzny, który sprzeda∏ swoje tamtejsze majàtki i lasy. Du˝a kamienica wzniesiona w Êwietnym i reprezentacyjnym punkcie Warszawy obiecywa∏a lepsze i pewniejsze dochody, ani˝eli ziemia na wschodzie, i te dochody dawa∏a. Ambasada amerykaƒska wynaj´∏a cz´Êç tego budynku na swoje biura, a reszt´ mieszkaƒ wynaj´li zamo˝ni lokatorzy, ale przysz∏a wojna. Niemcy wkroczyli do Warszawy i ca∏y budynek zaj´li na siedzib´ swojej policji kryminalnej – kripo, czyli Kriminal Polizei. Dla gestapo zaj´to po∏o˝ony w bliskim sàsiedztwie, przy alei Szucha, nowoczesny gmach Ministerstwa OÊwiaty. W∏adze sowieckie w miastach polskich zajmowa∏y z regu∏y na siedziby UB te budynki, w których za okupacji niemieckiej mieÊci∏o si´ gestapo. W Warszawie jednak uznano, ˝e by∏oby to zbyt ra˝àce, gdyby gmach by∏ego Ministerstwa OÊwiaty oddano na pomieszczenia policji politycznej, wi´c zadowolono si´ przej´ciem na ten cel budynku, w którym mieÊci∏o si´ kripo. Niemiecka policja kryminalna obróci∏a piwnice kamienicy na cele aresztanckie. W gorliwym naÊladownictwie wzorów hitlerowskich to samo zrobi∏a bezpieka.

276


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 277

W celi numer 11 zasta∏em oÊmiu wi´êniów, a ja by∏em dziewiàty. ¸ó˝ek nie by∏o. Zu˝yta s∏oma po∏o˝ona na cemencie i przykryta kocami s∏u˝y∏a za pos∏anie. Nie by∏o sto∏u ani sto∏ków. Wi´êniowie za dnia kr´cili si´ po wolnej wàskiej przestrzeni albo siedzieli na s∏omie. Le˝eç za dnia nie by∏o wolno. Stra˝nicy cz´sto zaglàdali przez „judasza” i pilnowali, ˝eby ten zakaz by∏ respektowany. Ma∏e zakratowane okienko nad ziemià pozwala∏o na dop∏yw Êwiat∏a i Êwie˝ego powietrza, umo˝liwia∏o wi´êniom zobaczenie ma∏ego skrawka nieba. Âciany mi´dzy celami by∏y cienkie, tote˝ porobiono w nich otwory, przez które porozumiewano si´ w potrzebie. Cele by∏y brudne, nosi∏y Êlady kul i ludzkiej krwi. Na jesieni 1946 roku piwnice aresztanckie znajdowa∏y si´ w takim stanie, w jakim zostawili je Niemcy. Bezpieka nie zdoby∏a si´ na to, ˝eby je bodaj pobieliç. Nie wszyscy wi´êniowie, z którymi wówczas zetknà∏ mnie los, pozostali mi w pami´ci, ale ich galeria by∏a ciekawa. Z naszej celi najd∏u˝ej siedzia∏ m∏ody Czech, robotnik zza Olzy. By∏ ju˝ tak wyn´dznia∏y, ˝e szkorbut niszczy∏ mu dziàs∏a i z´by. Wszystkie lepsze cz´Êci swojej garderoby wymieni∏ u wi´êniów na t∏uszcze i papierosy. Bezpieka podejrzewa∏a go o uprawianie szpiegostwa. – Mia∏em wyznaczony termin Êlubu – opowiada∏ Czech. – Przyszed∏em do polskiego Cieszyna, aby kupiç papierosy i wódk´. Kiedy w restauracji pi∏em piwo, podeszli do mnie ubowcy i aresztowali mnie. Protesty i wyjaÊnienia nic nie pomog∏y. Z Cieszyna zawieêli mnie do Katowic, a stamtàd do Warszawy i tu mnie trzymajà. Inny wi´zieƒ, cz∏owiek starszy, autochton z Zielonej Góry, s∏u˝y∏ w armii niemieckiej, nale˝a∏ do Abwery, by∏ równie˝ zatrudniony w obozie jenieckim w Murnau w Bawarii. Mówi∏ dobrze po polsku. – W obozie zachowywa∏em si´ poprawnie wobec polskich jeƒców. Tote˝ polski komendant obozu, genera∏ Rómmel, wstawi∏ si´

277


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 278

za mnà u Amerykanów, gdy zosta∏em przez nich aresztowany. Amerykanie – mówi∏ – traktowali mnie bardzo êle. By∏o mi´dzy nimi sporo ˚ydów, którzy mÊcili si´ na wi´êniach Niemcach i zn´cali si´ nad nimi. Nade mnà równie˝. Rómmlowi zawdzi´czam, ˝e wyszed∏em ca∏o. Po kilku miesiàcach pobytu w Monachium postanowi∏em wróciç do Zielonej Góry. Zaraz po przekroczeniu granicy zosta∏em poddany badaniom i aresztowany. Odes∏ali mnie do Warszawy i tu siedz´ od kilku miesi´cy. Mówià mi, ˝ebym wstàpi∏ na s∏u˝b´ do UB, to mnie zwolnià, ale ja nie chc´, wi´c siedz´. – Ja zaÊ – zwierza∏ si´ inny wi´zieƒ – by∏em leÊniczym na Mazurach w okolicy Go∏dapi. Po lasach tamtejszych krà˝y∏y oddzia∏y partyzanckie AK. Oskar˝ajà mnie o dawanie im pomocy. Na wojnie straci∏em palec u lewej r´ki. KtoÊ doniós∏ na mnie do bezpieki i jako cech´ charakterystycznà poda∏ brak palca. Z leÊniczówki odwieêli mnie samochodem do Bia∏egostoku, a stamtàd samolotem do Warszawy. Czekam na Êledztwo. Prywatny kupiec, czy te˝ drobny wytwórca sukna z ¸odzi, by∏ tym wi´êniem, który pierwszy zainteresowa∏ si´ mojà osobà. – Siedz´ od kilku tygodni – mówi∏ do mnie – nie wiem za co. Chcieli mnie „wrobiç” w spraw´ zabójstwa dzia∏acza PSL, Âcibiorka, ale ja o tym nic nie wiem. KtoÊ musia∏ mnie fa∏szywie zadenuncjowaç. Po ostatnim przes∏uchaniu UB zrezygnowa∏o z tego oskar˝enia. Nie wiem, dlaczego mnie jeszcze trzymajà. – A ja – opowiada∏ sympatyczny wi´zieƒ o nazwisku Âmiech – by∏em komendantem oddzia∏u partyzanckiego w lubelskim. Mój pseudonim brzmi „Ciàg”. Przed kilku dniami przyjecha∏em do Warszawy i tu zosta∏em aresztowany. MyÊl´, ˝e odeÊlà mnie do Lublina i tam b´dà prowadziç Êledztwo. Walki partyzanckie toczy∏em z Niemcami, a potem z Sowietami i ubowcami. Wszystkim da∏em si´ we znaki. Mam w swoim rejestrze du˝o potyczek i obawiam si´, ˝e nie b´d´ mia∏ ∏atwego Êledztwa i lekkiego sàdu.

278


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 279

By∏ równie˝ m∏ody ch∏opiec, majàcy niewiele ponad 18 lat. Nazywa∏ si´ ZakoÊcielny i pochodzi∏ z Janowa Podlaskiego. – Przyjecha∏em do Warszawy, a stàd chcia∏em jechaç do Kalisza. Zatrzyma∏em si´ u znajomego. Jednego dnia przed po∏udniem, gdy znajomy poszed∏ do pracy, a ja by∏em sam w pokoju, przysz∏o UB i aresztowa∏o mnie. Musia∏ ktoÊ o mnie donieÊç. M∏ody ten wi´zieƒ g∏´boko prze˝ywa∏ swoje uwi´zienie. Wspomina∏ cz´sto dom rodzinny, matk´ i siostr´ i przy tych wspomnieniach zalewa∏ si´ ∏zami. Wspomina∏ te˝ o adresach, jakie mia∏ w notesie zabranym przez UB i dr˝a∏ na myÊl, i˝ wszyscy ci ludzie mogà mieç przykroÊci ze strony bezpieki. On równie˝ czeka∏ na Êledztwo. Najwi´cej krzàta∏ si´ po celi i przejawia∏ wielkà pewnoÊç siebie wi´zieƒ, który si´ przedstawi∏ jako Aleksander Flint. – Jestem ˚ydem – mówi∏ z ostentacjà. – Przed wojnà mia∏em sk∏ad porcelany przy ul. Granicznej w Warszawie. By∏em wy∏àcznym przedstawicielem na Warszaw´ wyrobów porcelanowych braci Stopnickich we W∏oc∏awku. Prze˝y∏em getto i „przetrzyma∏em” Hitlera. Aresztowali mnie teraz pod zarzutem wyrabiania paszportów zagranicznych za pieniàdze. Chcia∏em wyjechaç do Palestyny, a wpad∏em do wi´zienia. Flint zachowywa∏ si´ arogancko i prowokacyjnie wobec wi´êniów Polaków, a zuchwale wobec stra˝ników, co da∏o mi do myÊlenia. Jednego dnia Flint pozwoli∏ sobie w s∏owach wyzywajàcych na obraz´ polskiej godnoÊci narodowej. Kupca z ¸odzi ponios∏o, nie opanowa∏ nerwów i uderzy∏ Flinta w twarz. Flint podniós∏ krzyk: – To jest nienawiÊç rasowa! Wnios´ za˝alenie do w∏adz! ZajÊciem tym by∏em wzburzony. By∏o jasne, ˝e skarga Flinta pociàgn´∏aby przykre nast´pstwa dla sprowokowanego wi´ênia. Uciek∏em si´ wi´c do ró˝nych wybiegów i perswazji, a˝eby zajÊcie zatuszowaç i zlikwidowaç w celi, bez ingerencji w∏adzy.

279


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 280

Uda∏o mi si´ w koƒcu spacyfikowaç nastroje i obydwaj adwersarze podali sobie r´ce. Flinta zaÊ ostrzeg∏em przed obra˝aniem polskich uczuç narodowych, poniewa˝ nast´pstwa mogà byç dla wszystkich przykre. Na krótko trafi∏ do nas niejaki Kwiecieƒ, który powiedzia∏ nam, ˝e by∏ ze znajomà w kawiarni Teatralnej na rogu Alei Jerozolimskich i ul. Marsza∏kowskiej. Po wyjÊciu z kawiarni oboje zostali aresztowani przez UB i przywiezieni tutaj samochodem. Pobyt Kwietnia w naszej celi trwa∏ zaledwie kilkanaÊcie godzin. Wieczorem zabrano go na Êledztwo, z którego nie wróci∏. Dobrze po pó∏nocy stra˝nik otworzy∏ drzwi i za˝àda∏ od nas wydania wszystkich rzeczy Kwietnia. – Kwiecieƒ ju˝ do nas nie wróci – mówi∏ mi na ucho Flint. – Na pewno zosta∏ na Êledztwie pobity i nie mogà nam go w takim stanie pokazaç. Wzi´li go na „pojedynk´”. – Czy tu, w ministerstwie, bijà wi´êniów? – spyta∏em. – Jeszcze jak – us∏ysza∏em w odpowiedzi. – Majà pokój o Êcianach wy∏o˝onych izolacyjnà masà korkowà. ˚aden krzyk nie przedostanie si´ stamtàd na zewnàtrz. Tam jednego wi´ênia „obrabia” nieraz oÊmiu–dziewi´ciu ubowców. Bijà go i kopià a˝ do utraty przytomnoÊci. Tak musia∏o byç z Kwietniem. PomyÊla∏em sobie w owej chwili, ˝e metody komunistyczne sà równie okrutne i bestialskie jak metody hitlerowskie; ˝e jedni i drudzy „totalniacy” stosujà terror i okrucieƒstwo, a˝eby ofiar´ swojà obedrzeç z cz∏owieczeƒstwa, sponiewieraç, zdeptaç jej godnoÊç ludzkà; ˝e niezwykle ∏atwo pi´kne has∏a sprawiedliwoÊci spo∏ecznej stajà si´ w ramach dyktatury proletariatu p∏aszczykiem os∏aniajàcym ka˝dà pod∏oÊç, ka˝de bezprawie i ka˝dà zbrodni´. PomyÊla∏em równie˝, jak bardzo liberalne i wr´cz krótkowzroczne sà rzàdy i ustroje kapitalistyczne, nie dostrzegajàce zagro˝enia dla funkcjonowania spo∏eczeƒstwa ze strony komunizmu. W tym towarzystwie, które tu pobie˝nie przedstawi∏em, zacz´∏y mi p∏ynàç dni i noce w prowizorycznym wi´zieniu bezpieki przy

280


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 281

ul. Koszykowej. Monotonne ˝ycie wi´zienne przerywane by∏o zgrzytami kluczy w drzwiach, gdy wi´êniów wzywano na przes∏uchanie, wypuszczano chorych do lekarza albo sprowadzano nowych aresztowanych. O ksià˝kach i gazetach nie by∏o nawet mowy. Sàdzi∏em, ˝e ˝ycie w celi mo˝na by jakoÊ o˝ywiç i zorganizowaç. Zaproponowa∏em, a˝eby ka˝dego dnia któryÊ z wi´êniów opowiedzia∏ jakieÊ swoje prze˝ycie, jakàÊ zapami´tanà scen´ z przeczytanej ksià˝ki albo da∏ nam coÊ w rodzaju krótkiego wyk∏adu lub objaÊnienia z dziedziny swojej specjalnoÊci. – Wszystko to – ostrzeg∏em – powinno byç dalekie od bie˝àcej rzeczywistoÊci i nie mieç ˝adnego zwiàzku z oskar˝eniem wytoczonym przez bezpiek´. Ch´tnym do takich opowieÊci okaza∏ si´ Aleksander Flint. Opowiada∏ wiele i ciekawie o swoim handlowaniu z treuhänderami przedsi´biorstw zagarni´tych przez Niemców oraz o ˝yciu w getcie warszawskim. – Fabryka Stopnickich we W∏oc∏awku – opowiada∏ Flint – zosta∏a przez Niemców zabrana jako mienie ˝ydowskie. Treuhänder mia∏ trudnoÊci pieni´˝ne i k∏opoty w zbyciu produkcji, która przed wojnà rozchodzi∏a si´ po Polsce. Wiedzia∏, ˝e by∏em g∏ównym odbiorcà wyrobów z porcelany i fajansu na Warszaw´ i ˝e mi´dzy mnà i fabrykà istniejà niezlikwidowane rachunki. W∏oc∏awek by∏ ju˝ przy∏àczony do Reichu i przemianowany na Leslau, gdy otrzyma∏em od treuhändera list proponujàcy przed∏u˝enie mi przedstawicielstwa fabryki na Warszaw´ i mówiàcy o regulacji nale˝noÊci pieni´˝nych. Najciekawsze by∏o to, i˝ treuhänder zrobi∏ ze mnie W∏ocha, chocia˝ wiedzia∏, ˝e jestem ˚ydem. Adres na liÊcie i kopercie brzmia∏: Alessandro Flinto, a list koƒczy∏ si´ zwrotem „Heil Hitler”, który by∏ dopuszczony mo˝e w odniesieniu do sprzymierzonego W∏ocha, ale nie do ˚yda. – Pecunia non olet – powiedzia∏em na to opowiadanie, które nas wszystkich ubawi∏o.

281


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 282

OpowieÊci zaÊ Flinta o stosunkach w getcie warszawskim by∏y wr´cz zaskakujàce i dajàce wiele do myÊlenia. – Niemcy – mówi∏ Flint – pozwolili na uruchomienie w getcie wytwornej i drogiej restauracji dla bogatych ˚ydów. Ceny tam by∏y o wiele wy˝sze ani˝eli po stronie polskiej, a mimo tego restauracja by∏a co wieczór pe∏na. ˚ydówki i ˚ydzi jedli, pili i taƒczyli na oczach obserwujàcych ich i rozbawionych Niemców. Gra∏a muzyka pod batutà Golda, a piosenki estradowe Êpiewa∏ by∏y kantor synagogi na T∏omackiem – Seideman. G∏oÊne te˝ by∏y w getcie kosztowne noce wyuzdania i rozpusty. Wielu pot´pia∏o to szaleƒstwo, mówiàc, ˝e sà to zabawy i taƒce na grobach. – RównoczeÊnie – opowiada∏ dalej Flint – n´dzarze ˝ydowscy umierali z g∏odu, a trupy ich, odarte z wszelkiej odzie˝y i pozbawione jakichkolwiek dokumentów i znaków rozpoznawczych, wyrzucane by∏y na ulic´, a˝eby rodziny nie musia∏y ponosiç kosztów pogrzebu. Codziennie rano policja ˝ydowska zwozi∏a bezimiennych zmar∏ych do cmentarnej kostnicy, a gmina wyznaniowa grzeba∏a ich na w∏asny koszt. Zabawy zaÊ w nocnej restauracji wykorzystywa∏o gestapo, mieszczàce si´ przy ul. Leszno 13, do szanta˝ów i wymuszeƒ. W gestapo tym s∏u˝y∏o wielu ˚ydów, którzy na tej drodze pragn´li si´ uratowaç i dorobiç majàtku. Eleganckim ˚ydówkom i bogatym ˚ydom gro˝ono aresztowaniem pod lada pozorem i wymuszano na nich wysokie okupy. Niema∏o kobiet ˝ydowskich straci∏o przy tych okazjach nie tylko swoje z∏oto, ale i swojà godnoÊç. Ta beznami´tna relacja Flinta by∏a dla mnie wstrzàsajàca, a ukazany przez nià bezmiar ludzkiej tragedii, poni˝ajàcego upadku i bestialskiego okrucieƒstwa – przera˝ajàcy. W kilka dni po osadzeniu mnie w piwnicach bezpieki zosta∏em wezwany do komendanta aresztu ministerialnego, kapitana Zajàca. Kapitan Zajàc by∏ dla mnie uprzejmy, zapytywa∏, za co „wpad∏em” i oznajmi∏, ˝e MBP zezwoli∏o rodzinie na przysy∏anie

282


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 283

mi paczek, a sta∏o si´ to na interwencj´ ministra Kiernika u pani Brystygierowej, i paczka b´dzie mi zaraz wydana. Skierowany zosta∏em do sàsiedniego pomieszczenia, gdzie m∏ody „Francuz” przystàpi∏ do kontroli sporej paczki. ˚ona przys∏a∏a mi ˝ywnoÊç oraz jasiek, który mnie szczególnie ucieszy∏, poniewa˝ bezpieka nie dawa∏a wi´êniom zag∏ówków i trzeba by∏o pod g∏ow´ k∏aÊç jakàÊ cz´Êç garderoby. Kiedy z paczkà wróci∏em do celi, zosta∏em ha∏aÊliwie przywitany przez towarzyszy wi´ziennych. Postanowi∏em najwi´cej t∏uszczu i cebuli oddaç wi´êniowi z Czechos∏owacji, któremu szkorbut atakowa∏ dziàs∏a. Zresztà pocz´stowa∏em wszystkich tak, ˝e dla mnie nie pozosta∏o zbyt wiele. – Co pan robi – przestrzega∏ mnie Flint – przecie˝ dla pana nic nie zostanie. – Siedz´ dopiero kilka dni, nie jestem jeszcze wyg∏odzony, wi´c na razie wytrzymam. Niech si´ po˝ywià koledzy – odpar∏em. Roz∏adowujàc paczk´, znalaz∏em nieznany mi kluczyk, co mnie zdziwi∏o i ubawi∏o. – Jest taki przesàd – wyjaÊni∏ Flint. – Rodzina przysy∏a wi´êniowi kluczyk, a˝eby jak najpr´dzej otwar∏a si´ przed nim brama wi´zienia, aby szybko odzyska∏ wolnoÊç. Nie skoƒczy∏ jeszcze Flint swojego objaÊnienia, gdy drzwi do celi otworzy∏y si´ z trzaskiem i pojawi∏ si´ w nich znienawidzony przez wszystkich stra˝nik. Pochodzi∏ z Targówka na Pradze, a wyró˝nia∏ si´ wprost ma∏pià z∏oÊliwoÊcià, traktujàc wi´êniów z nieukrywanà nienawiÊcià. W ca∏ym moim wieloletnim ˝yciu wi´ziennym nie spotka∏em drugiego tak zuchwa∏ego i bezczelnego osobnika. Otó˝ ten stra˝nik dostrzeg∏ przez judasza kluczyk w moich r´kach. – Oddajcie ten b∏yszczàcy przedmiot z ˝elaza – rozkaza∏ ostro. OczywiÊcie bez sprzeciwu odda∏em kluczyk, chocia˝ jego strata nie by∏a przyjemna, tym bardziej, ˝e Flint nie omieszka∏ zauwa˝yç:

283


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 284

– To z∏y znak dla pana, ˝e odebrali panu kluczyk. – Nie jestem przesàdny – odrzek∏em, jednak jakieÊ nieprzyjemne uczucie przebieg∏o mi przez serce. Zdarzy∏ nam si´ jeszcze jeden incydent ze stra˝nikiem z Targówka. KiedyÊ o pó∏nocy obudzi∏o nas g∏oÊne stukanie m∏otkiem w kraty naszej celi. RównoczeÊnie zapali∏o si´ Êwiat∏o. Okaza∏o si´, ˝e jeden stra˝nik szed∏ korytarzem od drzwi do drzwi, zapalajàc Êwiat∏o, a drugi podwórzem, opukujàc wi´zienne kraty. Wszystko to odbywa∏o si´ z trzaskiem i ha∏asem, który budzi∏ wi´êniów i wprowadza∏ ich w stan wzburzenia. W odpowiedzi na nasze protesty bezczelny stra˝nik krzycza∏ z nienawiÊcià: „Ja was urzàdz´, skurwysyny!”. To plugawe okreÊlenie wywo∏a∏o nowà fal´ oburzenia w naszej celi. PostanowiliÊmy wystàpiç z za˝aleniem do kapitana Zajàca. Poniewa˝ regulamin wi´zienny zabrania∏ zbiorowych wystàpieƒ wi´êniów, tak˝e zbiorowych za˝aleƒ, nast´pnego dnia rano ja sam zg∏osi∏em si´ do raportu. Krótko po Êniadaniu stanà∏ na progu naszej celi kapitan Zajàc. Mundur mia∏ na sobie przyzwoity, pas koalicyjny – jakby nowy, a postaw´ niemal napoleoƒskà. – Co jest w tej celi, co? – zapyta∏. – Panie kapitanie – przemówi∏em – wnosz´ za˝alenie na zachowanie si´ stra˝nika, który minionej nocy odzywa∏ si´ do nas ordynarnie, naruszajàc dobre imi´ naszych matek. Prosz´ o ukaranie zuchwalca, a˝eby drugi raz nie Êmia∏ tak zwracaç si´ do wi´êniów. – Za˝alenie przyjà∏em – odpar∏ kapitan Zajàc, postawi∏ kilka drobnych pytaƒ i poszed∏ dalej. Tego samego dnia dowiedzieliÊmy si´ od kobiet, które wydawa∏y posi∏ki, ˝e stra˝nik z Targówka zosta∏ zbesztany i przeniesiony… na inny korytarz. Niby satysfakcja dla nas niewielka, ale zawsze jakieÊ zadowolenie. Jednej nocy w areszcie ministerialnym zapanowa∏ niezwyk∏y ruch.

284


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 285

Co chwila otwierano z ha∏asem cele i wt∏aczano do nich nowych wi´êniów. Do naszej celi wpuszczono trzech. – Przywieêli nas samolotem z Krakowa – powiedzia∏ jeden z przybyszów. – Nazywam si´ Sys∏o, jestem chemikiem, nauczycielem w szkole Êredniej. Oskar˝enie polityczne. – Ja nazywam si´ Odrowà˝, mieszkam w Komorowie ko∏o Podkowy LeÊnej. Wpad∏em u handlarza walutà i z∏otem przy ul. Marsza∏kowskiej 71. Poszed∏em tam, ˝eby kupiç dolary i zasta∏em kocio∏. Du˝o ludzi zabrali – oznajmi∏ drugi. – A pan? – pytaliÊmy trzeciego przybysza. – Jestem in˝ynierem. Wpad∏em za dolary. Trzeci wymieni∏ nazwisko tak niewyraênie, ˝e do nas nie dotar∏o. Ta prezentacja nocna musia∏a nam wystarczyç. ÂcieÊniliÊmy si´ jeszcze bardziej i poszliÊmy spaç, reszt´ ciekawoÊci chowajàc na idàcy dzieƒ. Ten dzieƒ obfitowa∏ zresztà w niespodzianki. Po Êniadaniu na czyimÊ kocu spostrze˝ono wesz. Da∏o to powód do wielkiego ha∏asu i wo∏ania o przeciwdzia∏anie sanitarne. – Wszy w celi! – okrzyk ten bieg∏ po wi´ziennych korytarzach, wywo∏ujàc wsz´dzie poruszenie. Ustrój komunistyczny oglàdany z bliska – a najbli˝ej i najdok∏adniej widzi go si´ i poznaje w wi´zieniu – przedstawia si´ ró˝nie. Zazwyczaj prezentuje si´ obserwatorowi jako ponura i krwawa zbrodnia, majàca swe êród∏o w uczuciach nienawiÊci i zemsty. Ciosy „w∏adzy ludowej” spadajà na ka˝dego, kto przeciwstawia si´ teoriom komunistycznym, czyli przeszkadza urzàdzaniu ˝ycia w ramach i pod batem totalnego paƒstwa. Czasami na tej ponurej plamie pojawiajà si´ przeb∏yski jakby dobrych ch´ci, jakby troski o cz∏owieka. Jest to oczywiÊcie z∏udzenie i jedna z tych wielu masek, które komunizm przywdziewa na siebie. Wi´êniowie mogà traciç zdrowie, gruêlica mo˝e podkopywaç ich organizm, szkorbut mo˝e zjadaç ich dziàs∏a i z´by – w∏adza komunistyczna jest g∏ucha na wszelkie za˝alenia, proÊby i skargi,

285


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 286

ale gdy zjawi∏a si´ w celi wesz, ca∏y aparat sanitarny bezpieki zosta∏ postawiony na nogi. Ju˝ w kwadrans po alarmie pojawili si´ u nas sanitariusze, a jeden z nich uzbrojony by∏ w miech, wyrzucajàcy z siebie proszek DDT. Osypali nim ca∏à s∏om´, wszystkie koce, nasze ubrania i bielizn´. Nie ˝a∏owali proszku nawet dla kawa∏u, jaki wi´êniowie umyÊlili sprawiç jednemu z nowych przybyszów, który przedstawi∏ si´ jako „in˝ynier aresztowany za dolary”. W celi powsta∏o podejrzenie, i˝ w jego osobie mamy do czynienia ze szpiclem bezpieki. Zewn´trznie robi∏ nienajgorsze wra˝enie jako nobliwy starszy pan, ale wyglàda∏o na to, ˝e ten „starszy pan” zosta∏ nas∏any na mojà osob´. Zaraz po Êniadaniu, gdy wszyscy zaj´ci byli wzywaniem sanitariuszy, pociàgnà∏ mnie w kàt celi i zaczà∏ szeptaç: – Na pewno nie b´d´ trzymany w wi´zieniu, bo nie majà mnie za co trzymaç. Dolary, które przy mnie znaleêli, tak czy tak zabiorà, ale mnie wypuszczà. Mo˝e ma pan coÊ do powiedzenia swojej ˝onie albo w redakcji „Gazety Ludowej”, ja wszystko za∏atwi´ i dok∏adnie powtórz´. – Nie mam nic do powiedzenia – odrzek∏em sucho. – Znam paƒskich sàsiadów, paƒstwa Wróblewskich. Grywam z nimi w bryd˝a. Paƒstwo Wróblewscy sà panu ˝yczliwi, mo˝e im pan zawierzyç wszystko. – Powiedzia∏em ju˝, ˝e nie mam nic do przekazania ani ˝onie, ani „Gazecie Ludowej”, ale je˝eli pan chce koniecznie coÊ ode mnie oznajmiç paƒstwu Wróblewskim, to niech im pan opowie, co pan tu widzi, a wi´c w jakich warunkach jesteÊmy tu trzymani, ilu nas siedzi w tej ma∏ej piwnicy, jak UB niszczy nasze zdrowie w tej n´dznej dziurze. Z widocznym rozczarowaniem wypuÊci∏ mnie z natarczywej opresji. Zrobi∏ to mo˝e tak˝e i z tego wzgl´du, ˝e poczu∏ nag∏à koniecznoÊç fizjologicznà. Wi´êniowie jednak nie chcieli mu pozwoliç na korzystanie z „kibla” w celi. „Starszy pan” kr´ci∏ si´ jak

286


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 287

piskorz, mówi∏, ˝e cierpi na ˝o∏àdek, prosi∏ o litoÊç. Wystàpi∏em w jego obronie i wi´êniowie ustàpili. W tym w∏aÊnie momencie nadeszli stra˝nicy i sanitariusze i rozpocz´∏o si´ rozsiewanie DDT. Jeden z wi´êniów – zdaje si´ ∏ódzki kupiec – wpad∏ na weso∏y pomys∏. Pokazujàc szpicla na „kiblu” powiedzia∏ sanitariuszom: „Tego wi´ênia podejrzewamy, ˝e przyniós∏ wszy do naszej celi. Przyszed∏ do nas minionej nocy, a przedtem robactwa w celi nie by∏o”. Sanitariusz nie pozwoli∏ nieszcz´Ênikowi si´ ubraç i zaczà∏ go ze wszystkich stron obsypywaç proszkiem. „Starszy pan” poczàtkowo stawia∏ opór, ale póêniej machnà∏ r´kà i z rezygnacjà podda∏ si´ zabiegowi. Âmiechu by∏o z tego powodu pe∏no. Zanosi∏o si´ na to, ˝e szpicel b´dzie na sta∏e przedmiotem ˝artów, gdy oto nagle zazgrzyta∏ klucz we drzwiach i wraz z gestem wskazujàcym jego osob´ pad∏o wezwanie stra˝nika: „Wychodziç!”. „Starszy pan” z∏apa∏ zniszczonà teczk´, z którà przyszed∏, i z poÊpiechem opuÊci∏ cel´. Wydarzenie to da∏o mi do myÊlenia. Przypuszcza∏em, ˝e jeÊli ten osobnik rzeczywiÊcie jest szpiclem, to po tym, co mu powiedzia∏em, trzymaç mnie tu nie b´dà. Wkrótce przysz∏o potwierdzenie mojego przypuszczenia. KtóregoÊ dnia zosta∏em wezwany na gór´ na przes∏uchanie. Przyjà∏ mnie znowu ów sympatyczny oficer, który przes∏uchiwa∏ mnie przed aresztowaniem. Zauwa˝y∏em, ˝e znajdowa∏ si´ w stanie widocznego przygn´bienia czy te˝ rozdra˝nienia. By∏ jednak dla mnie nadal uprzejmy i powiedzia∏ mi, ˝e ciàgle na mnie nic nie ma. – Jednak ca∏y aparat bezpieczeƒstwa – szepnà∏ – jest postawiony na nogi, a˝eby na pana coÊ znaleêç. Chodzi im g∏ównie o kontakty z zagranicà. W czasie przes∏uchania wszed∏ do pokoju chudy, niski, marnie ubrany funkcjonariusz. Âwidrowa∏ mnie opuch∏ymi oczami. Mój oficer rozmawia∏ z nim w j´zyku rosyjskim. – Có˝ to za kreatura? – spyta∏em po wyjÊciu Rosjanina.

287


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 288

– To enkawudysta, jeden z naszych rosyjskich doradców. Interesuje si´ w∏aÊnie paƒskà sprawà. – Figura ta budzi odraz´ – rzuci∏em. – Ale jest podobno bieg∏y w prowadzeniu Êledztwa i dochodzeƒ. Musz´ panu powiedzieç, ˝e ju˝ nied∏ugo b´dzie pan u nas. Wezmà pana na Mokotów, tam b´dzie pan mia∏ gorzej. Niech pan zaÊ nie mówi nikomu, jak tu ze sobà gaw´dziliÊmy. Wracajàc do piwnicznej celi sàdzi∏em, ˝e by∏o to moje ostatnie widzenie z sympatycznym oficerem. Los jednak˝e zadecydowa∏ inaczej. Tymczasem ˝ycie wi´zienne toczy∏o si´ dalej. Grozi∏ nam zalew straszliwej nudy, wi´c w dalszym ciàgu stara∏em si´ to ˝ycie urozmaicaç, zach´cajàc wspó∏towarzyszy do opowiadania. Pan Sys∏o da∏ nam interesujàcy wyk∏ad o przetwórstwie w´gla, zaÊ po cichu, na osobnoÊci opowiedzia∏ mi o swoim aresztowaniu i o swojej sprawie. Nale˝a∏ do tajnej organizacji pod nazwà Organizacja Polska, b´dàcej politycznà reprezentacjà Narodowych Si∏ Zbrojnych. – By∏em pionkiem w OP – mówi∏ Sys∏o – a jednak wpad∏em. W Êledztwie oficer Êledczy kaza∏ mi opowiadaç, co robi∏em w OP w czasie okupacji hitlerowskiej. Powiedzia∏em, ˝e bra∏em udzia∏ w opracowywaniu tez naukowo-wychowawczych dla szkolnictwa polskiego po wojnie. Ubowiec zmusza∏ mnie, a˝eby mu te tezy dyktowaç i objaÊniaç. Zaczà∏em dowodziç, ˝e w naszych rozwa˝aniach opieraliÊmy si´ na tradycji i na nowych teoriach wychowawczych idàcych z Zachodu oraz mi´dzy innymi na wskazówkach Kanta. Pos∏yszawszy to nazwisko ubowiec szybko je zanotowa∏ i spyta∏ mnie: „Jak temu Kantowi na imi´ i gdzie on mieszka?”. Gdy objaÊni∏em, ˝e Kant to dawno zmar∏y filozof niemiecki, ubowiec ze z∏oÊcià kopnà∏ mnie w nog´, nawymyÊla∏ mi ordynarnie i odes∏a∏ do celi. Teraz przewieziono nas do Warszawy. Martwi´ si´ o los ˝ony i dzieci. Nie wiem, jak sobie dadzà rad´.

288


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 289

Pociesza∏em pana Sys∏o, jak mog∏em i dodawa∏em mu otuchy, ale bez wielkiego rezultatu. By∏ on po prostu za∏amany. Drugi z przybyszów, pan Odrowà˝, by∏ dobrej myÊli, poniewa˝ aresztowano go tylko za prób´ operacji dolarowych. By∏ oficerem rezerwy, zg∏osi∏ si´ do w∏adz niemieckich i przez ca∏y czas okupacji przebywa∏ w obozie jenieckim w Wollenbergu. W 1945 roku powróci∏ do kraju. Próbowa∏ nam opowiadaç o cierpieniach w niewoli, ale nikt z nas nie chcia∏ tego s∏uchaç. – Niech si´ pan nie obra˝a – t∏umaczy∏em mu. – Druga wojna Êwiatowa by∏a ró˝na od pierwszej. W drugiej ca∏y naród by∏ na froncie, ca∏y naród cierpia∏ i ginà∏. Wasz los w obozach niemieckich nie by∏ s∏odki, ale nasz los by∏ tragiczny. WyÊcie mieli co jeÊç, dostawaliÊcie bogate paczki z zagranicy, byliÊcie pod ochronà prawa mi´dzynarodowego i nie musieliÊcie dr˝eç o swoje ˝ycie. My zaÊ patrzyliÊmy Êmierci w oczy ka˝dego dnia i ka˝dej nocy. Naszych ofiar jest bez liku, wi´c po co dra˝niç nas opowieÊciami o waszych dolegliwoÊciach jenieckich. My wiemy, ˝e wam by∏o lepiej w obozach jenieckich, ani˝eli nam na wolnoÊci. Tak przeci´te zosta∏y dra˝niàce dyskusje na temat losu jeƒców wojennych i losu spo∏eczeƒstwa polskiego w drugiej wojnie Êwiatowej. Naszymi sàsiadami w celi numer 12 byli ubowcy i enkawudyÊci rosyjscy skazani za drobne przewinienia: pijaƒstwo na s∏u˝bie, niesubordynacje, ma∏e ∏apówki. PorozumiewaliÊmy si´ z nimi poprzez wybite w Êcianie niewielkie otwory. Papierosy w´drowa∏y tymi otworami w obie strony, a kawa∏ek papieru zwini´ty w tràbk´ i w∏o˝ony cienkim koƒcem do otworu w Êcianie pozwala∏ s∏yszeç ka˝de s∏owo z sàsiedniej celi wypowiedziane do tràbki. W ten sposób dokonywana by∏a wymiana ustnych informacji i nie tylko. WiadomoÊç, ˝e wÊród wi´êniów znajduje si´ redaktor naczelny „Gazety Ludowej”, poruszy∏a i zaciekawi∏a „lokatorów” sàsiedniej celi. Jeden z nich, ubowiec, zapowiedzia∏, i˝ wieczorem zaÊpiewa

289


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 290

dla mnie szereg piosenek i istotnie prze˝yliÊmy kilka kwadransów prawdziwie upojnych. DowiedzieliÊmy si´, ˝e ubowiec ten walczy∏ podobno w Hiszpanii, w s∏ynnej brygadzie mi´dzynarodowej. Obdarzony by∏ ∏adnym barytonem. Âpiewa∏ sm´tne tanga i mi∏osne pieÊni hiszpaƒskie, nuci∏ rewolucyjne pieÊni i popularne arie operetkowe. ByliÊmy mu wdzi´czni za to, ˝e przeniós∏ nas swoim Êpiewem w inny Êwiat i pozwoli∏ nam zapomnieç, chocia˝ na chwil´, o naszym bie˝àcym losie. Dla mnie zaÊ ten mimowolny ho∏d z∏o˝ony przez ubowca „Gazecie Ludowej” by∏ pokrzepieniem i dowodem wielkiej popularnoÊci, jakà cieszy∏ si´ kierowany przeze mnie dziennik nawet u przeciwników. Zbli˝a∏ si´ koniec mojego pobytu w areszcie ministerialnym na Koszykowej. Moje przeniesienie zbieg∏o si´ w czasie z obchodami rocznicy rewolucji bolszewickiej. W przeddzieƒ, 6 listopada, nasi sàsiedzi z dwunastki zacz´li si´ awanturowaç, ˝àdajàc wódki z okazji rewolucyjnego Êwi´ta. Wódk´ dostali i oczywiÊcie – rozrabiali. Wieczorem jeden z rozochoconych enkawudystów stanà∏ przy samych drzwiach prowadzàcych na korytarz i zaczà∏ g∏oÊno wyg∏aszaç przemówienie okolicznoÊciowe w j´zyku rosyjskim. Po jakimÊ czasie na korytarzu zrobi∏ si´ szum. Da∏y si´ s∏yszeç krzyki i nawo∏ywania w j´zyku rosyjskim, francuskim i polskim, majàce uspokoiç i uciszyç rewolucyjnego mówc´. Nie oby∏o si´ przy tym bez r´koczynów. Ostatecznie wyniesiono go z celi, a na naszym korytarzu zapanowa∏a cisza. Towarzyszy∏a nam ona tak˝e przez ca∏y nast´pny dzieƒ, urozmaicony tylko tym, ˝e z okazji rewolucji rosyjskiej dano nam lepszy obiad. Nast´pnego dnia, 8 listopada 1946 roku, wywieziono mnie nagle z aresztu bezpieki do wi´zienia na Mokotowie. Zygmunt Augustyƒski, Warszawa, 1958 rok Opracowanie: Jadwiga Latoszyƒska

290


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 291

„Gazeta Ludowa” numer 213 – relacja z procesu Zygmunta Augustyƒskiego


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 292

ZaÊwiadczenie o zachowanych w IPN-ie dokumentach dotyczàcych redaktora Zygmunta Augustyƒskiego


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 293

Od lewej: Eugenia, Jadwiga, Zygmunt i Maria AugustyĆ’scy (fot. archiwum rodzinne AugustyĆ’skich)


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 294

SPIS TREÂCI

WST¢P . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5

Prof. W∏adys∏aw Bartoszewski – biografia . . . . . . . . . . 6 Gazeta z bo˝ej ∏aski – rozmowa z prof. W∏adys∏awem Bartoszewskim . . . . 7

Red. Zygmunt Augustyƒski – biografia . . . . . . . . . . . 16 I MIESIÑCE WALKI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Polityka ˝ywio∏em . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 18 Pismo codzienne dla wszystkich . . . . . . . . . . . . . . . . . 22 Nad trumnà Witosa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26 Redakcyjna kuchnia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 30 Cenzura – byczek PPR . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35 Naczelny pod nadzorem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45 Walka piórem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 53 Nie wódz, lecz s∏uga . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 58 Komu przeszkadza∏o PSL? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63 Akcja prowokacja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 70 Na Zmartwychwstanie bijà dzwony . . . . . . . . . . . . . . 75 Naród oceni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 80 Angielska choroba . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 87 W oczekiwaniu na prawd´ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 93 Awantura o pierwszà stron´ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 101

294


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 295

Pan Augustyƒski kaszle . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 104 Zielone Âwiàtki 1946 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 108 Dywersja grupy czterech . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 112 Referendalne zatrzymanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 116 Sfa∏szowane referendum . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 122 Do wyborów bez automatu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 125 Polska jak Rumunia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 130 Porozumienie z KoÊcio∏em . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 133 Instynkt przeciwko prowokacji . . . . . . . . . . . . . . . . . . 140 Do Edwarda i Henryka, czyli dyskusja PPS z PPR . . . 144 Awantura „byrnesowa” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149 „Gazeta Ludowa” idzie do sàdu . . . . . . . . . . . . . . . . . 162 Sesja KRN: dyskusje i nagonki . . . . . . . . . . . . . . . . . . 171 „Gazeta Ludowa” przeciwko cenzurze . . . . . . . . . . . . 184 Morderstwo Âciborka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 190 Echa ostatniej sesji KRN . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 196 Drapie˝ne r´ce bezpieki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 201 Noc niedoli i terroru . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 207 II DROGA DO WI¢ZIENIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . 210 Dzieci z przyczó∏ka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 211 Sceny z „kontrrazwiedkà” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 215 Spirytus od UB . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 220 Ostrze˝enia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 223 Zryw rozpaczy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 226 Siatka, której nie by∏o . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 237 Nadpalone dolary . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 248 Akt oskar˝enia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 257 Przes∏uchanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 264 CoÊ za coÊ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 266 ˚ycie w areszcie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 275

295


Dziennikarstwo i Polityka

05.08.09

21:37

Page 296

ISBN 978-83-9281-221-0

9 788392 812210


Dziennikarstwo i polityka  
Dziennikarstwo i polityka  

Ten tytuł przywraca pamięć o wielu wydarzeniach, które wywarły istotny wpływ na historię Polski po 1945 roku. Dowiadujemy się o nich z publi...

Advertisement