Issuu on Google+

ta l e n t y

p o d k a r pac i a s. 8-9

Nr 10 (190) l Rok XVI październik 2011 r. lISSN 1426 0190 Indeks 334 766 lwww.echo.erzeszow.pl Cena 2 zł, VAT 5% Miesięcznik Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa

Mocnym i głośnym akcentem zakończył się sezon na rzeszowskich bulwarach. Powyżej zespół K.O.D., laureaci statuetki „Nalepa Publiczności 2011”. Fot. Józej Gajda.

Szanowni Państwo! Czuję się w obowiązku odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zdecydowałem się prosić Państwa o poparcie w wyborach do Senatu RP. Przez wiele lat zarządzałem firmami, kierowałem spółką komunalną i spółdzielnią mieszkaniową. Zdobywałem doświadczenie jako radny Miasta Rzeszowa, poseł na Sejm RP, a od 9 lat sprawuję urząd prezydenta miasta. Podczas mojej pracy zawodowej i społecznej poznałem problemy mieszkańców i wiem, że wiele z nich można rozwiązać na etapie stanowienia prawa. Wiele kluczowych decyzji dla rozwoju miast, powiatów i regionów zapada na szczeblu parlamentarnym i rządowym. To chociażby takie istotne zagadnienia, jak: rozwój gospodarczy, zmniejszenie bezrobocia, poprawa układu komunikacyjnego czy rozwój oświaty i szkolnictwa wyższego oraz służby. Chcę być Państwa przedstawicielem w parlamencie – skutecznym senatorem, który wie jak zabiegać o decyzje korzystne dla samorządów, o pieniądze na rozwój naszego regionu. Podjęcie decyzji o kandydowaniu do Senatu RP nie było łatwe. Kocham Rzeszów i pracę na rzecz mieszkańców traktuję jako służbę, która daje wiele satysfakcji. Zdaję sobie sprawę, że konieczny jest dalszy rozwój Rzeszowa, naszych powiatów i całego Podkarpacia! Zapewniam Państwo, że jako niezależny senator zrobię wszystko, aby ten dalszy rozwój był dynamiczny. Wiem, jak w Warszawie walczyć o sprawy Naszych Mieszkańców. Swoją dotychczasową służbą starałem się udowodnić, że ludzie są dla mnie najważniejsi. I to nie zmieni się! Z poważaniem

Tadeusz Ferenc

kto startuje z rzeszowa?

Numer umieszczony przed nazwiskiem kandydata wskazuje jego miejsce na liście wyborczej Krystyna Małgorzata, członek partii, 13. Pakuła-SacharKomitet Wyborczy czuk Anna Zofia, członek partii, 29. Kotula Jacek Adam, Polskiego Stronnictwa Ludowego:

1. Bury Jan, członek partii, 6. Słupek Edward, bezpartyjny, Hermaniuk Jan Leszek, bezpartyjny, Balawejder Maria Teresa, bezpartyjna, 28. Sokołowska Justyna Mirosława, członek partii.

Komitet Wyborczy Platformy Obywatelskiej:

6. Stępień Danuta Waleria, członek partii, 12. Deręgowski Marcin, członek partii, 19. Czekierda-Stamenkovic Jolanta Lucyna, członek partii, 20. Ziarnik Jan, bezpartyjny, 27. Łęgowiecka-Bajda Maria Zuzanna, bezpartyjna.

Komitet Wyborczy Polskiej Partii Pracy Sierpień 80:

2. Kawalec Małgorzata, członek partii, 5. Stygar Edyta, bezpartyjna, 8. Berłowski Wiesław Józef, członek partii, 9. Kozdroń Dorota Anna, członek partii, 12. Kubicki Marian Józef, członek partii, 15. Wójcikiewicz-Rutka Bogusława, członek partii, 16. Pikos Kazimierz, członek partii.

Komitet Wyborczy Nowa Prawica Janusza Korwina Mikke:

3. Walicki Lech Karol, bezpartyjny, 10. Krzemieniecka Natalia Julia, bezpartyjna, 16. Kamycki Zdzisław, bezpartyjny, 18. Kocur Piotr Maciej, bezpartyjny.

Komitet Wyborczy Prawica:

4. Domarski Rafał Jan, bezpartyjny, 6. Hołówko Zbigniew, bezpartyjny, 16. Walat Aleksander, bezpartyjny, 21. Michno Dorota Katarzyna, bezpartyjna, 22. Pięta Andrzej, bezpartyjny, 26. Porada Urszula Elżbieta, bezpartyjna, 27. Helwin Wiktoria, bezpartyjna, 28. Walat Wiesław Jan, bezpartyjny.

Komitet Wyborczy Prawa i Sprawiedliwości:

4. Szlachta Andrzej, członek partii, 6. Wróblewska

członek partii, 30. Cypryś Jerzy, członek partii.

Komitet Wyborczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej:

1. Kamiński Tomasz Artur, członek partii, 3. Niewczas Marta Agata, bezpartyjna, 8. Wołoszyński Leszek, członek KPEiR, 27. Radziewicz Małgorzata Alina, członek partii, 28. Wojnowska Małgorzata Anna, członek partii, 29. Herba Krystian Tomasz, bezpartyjny.

Komitet Wyborczy Ruch Palikota:

1. Dziadzio Dariusz Cezar, członek partii, 2. Smucz Robert Dariusz, członek partii, 4. Wojturska-Duda Anna Monika, członek partii, 5. Pawęzka Sławomir, członek partii, 6. Walas Andrzej Szymon, członek RACJI Polskiej Lewicy, 7. Kobylarska Bożena Anna, członek partii, 10. Biliński Tomasz Józef, bezpartyjny, 13. Majewski Janusz, bezpartyjny, 19. Sokołowski Mateusz Valgard, członek RACJI Polskiej Lewicy, 23. Nowak Damian, członek partii, 24. Martens Andrzej Tomasz, członek partii, 25. Budzik Jaromir Piotr, bezpartyjny.

Komitet Wyborczy Polska Jest Najważniejsza:

1. Przewrocki Piotr Marek, bezpartyjny, 4. Lasota Ernest Andrzej, członek partii, 8. Kołodziej Konrad Piotr, bezpartyjny, 19. Kowal-Środoń Barbara Małgorzata, bezpartyjna.

Komitet Wyborczy Nasz Dom Polska Samoobrona Leppera:

7. Górecka Maria Barbara, bezpartyjna, 8. Wyroba Maria Antonina, bezpartyjna, 9. Łabuz Jan, członek partii, 10. Kaplita Anna Elżbieta, bezpartyjna, 12. Maj Zofia Alicja, bezpartyjna. Opracował Zdzisław Daraż


2

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

KOMENTARZE

Zdzisław DARAŻ

No i już wszystko wiemy, co obiecują partie wyborcom, by zostać wybranymi do parlamentu. Nie zamierzam przedstawiać pełnego informatora o programach wyborczych wszystkich partii, ponieważ partie już o to dbają, ale zająłem się tylko wybranymi subiektywnie programami. I tak, rządząca PO

Rosji, nie potrafiliśmy wykorzystać tego, że jesteśmy członkiem NATO – przekonywała Fotyga, odnosząc się między innymi do sprawy katastrofy smoleńskiej. Mamy wiele narzędzi, by wymusić od Rosji zachowania, które są w naszym interesie. Polska się osuwa w strefę rosyjskich wpływów i trzeba temu czym prędzej zapobiec – mówiła. Chcemy prawdy, bo chcemy sprawiedliwej, godnej, silnej Polski – mówił Jarosław Kaczyński. – Gdy dziś stoję przed państwem, mam w głowie, świadomości jedno słowo. Tym słowem jest: zwyciężymy. Odpowiedzieli mu zebrani, skandując: „Zwyciężymy”, „Jarosław” oraz „Śmierć mordercom”. Musimy zwyciężyć i z całą pewnością przyjdzie taki dzień - dodał prezes PiS, apelując do zgromadzonych, aby dalej pracowali, by dojść do tego celu. Z konkretów PiS obiecuje gabinety stomatologiczne w każdej szkole.

karty na stół

obiecuje, dokończymy rozpoczęte programy i straszy PiS-em. Jeśli poprzednicy wrócą do władzy i zechcą wszystkie te przedsięwzięcia sprawdzać i zmieniać, to co się stanie z tymi 300 mld zł minimum, o które walczy PO w budżecie Unii Europejskiej? Hasło wyborcze PiS brzmi „Polacy zasługują na więcej”. Hasło Platformy to „Razem zrobimy więcej” i twierdzą, że inne partie obiecują gruszki na wierzbie i tylko PO przedstawia Polakom ofertę, która przeszła „analizę wykonalności”, Co nie jest prawdą, bo inne partie to też zrobiły. Współrządzący PSL jest ostrożny w obietnicach i między innymi w swoim programie obiecuje, że będziemy rozwijać kontakty handlowe Polski z Unią Europejską, Wschodem i największymi potęgami ekonomicznymi świata. Uprościmy procedury ubiegania się o dopłaty bezpośrednie. Będziemy popierać szerokie wykorzystanie technologii informatycznych. Udzielimy wsparcia kredytowego i podatkowego mieszkańcom wsi. Utrzymamy oddzielny udoskonalony system ubezpieczeń dla rolników (KRUS). Wprowadzimy program bezpłatnego zaopatrzenia uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i średnich w podręczniki i inne pomoce naukowe. O programie PiS bardziej można dowiedzieć się z wypowiedzi polityków jak z dokumentów. Zdaniem byłej minister Polska traci suwerenność pod rządami Tuska. Poddajemy się

SLD wylicza, co według niego oznacza Europa w Polsce. Płaca minimalna taka, aby rodzina, która pracuje, za ciężką pracę dostała godną płacę i nie musiała wybierać czy płacić rachunki, czy mieć na wypoczynek. Emerytura na godnym poziomie, a nie jałmużna. Przedszkole dla każdego malucha – to najważniejsze wyzwanie. Infrastruktura w każdej gminie: drogowa, kolejowa, edukacyjna, kulturalna. Dobra polityka społeczna. Mówi co wybiera – wybieram bezpłatną metodę in vitro, zamiast CBA, pełne brzuszki naszych dzieci, a nie 200 mln na IPN. Przekonuje – polityka to sztuka wyboru, ale też dobre zarządzanie, pieniądze trzeba umieć wydawać. Ruch Palikota opowiada się za zdecydowanym oddzieleniem kościoła, od państwa a ponadto jest za w ycofaniem polskich wojsk z Afganistanu, zacieśnieniem relacji z Niemcami i kształtowaniem polityki zagranicznej pod kątem interesów gospodarczych naszego kraju. Polska powinna zawalczyć o inwestycje, zwłaszcza w krajach położonych na wschód od naszych granic. Rozwój eksportu spowoduje stworzenie nowych miejsc pracy. Jest za zmniejszeniem liczby posłów i zlikwidowaniem zasady finansowania partii z budżetu państwa oraz wprowadzeniem kadencyjności we władzach partyjnych. Niestety, żadna z partii nie zakłada zniesienia złodziejskiego podatku Belki od lokat bankowych.

pan redaktor

adam socha

Przyjmij wraz z rodziną, Drogi Adamie, wyrazy najgłębszego współczucia z powodu zgonu Twojej Żony. Redakcja „ECHA RZESZOWA” Towarzystwo Przyjaciół Rzeszowa

INTERESUJĄCE

ENERGIA ZE SŁOŃCA, CIEPŁO Z ZIEMI

Innowacyjne rozwiązania, pozwalające na wykorzystywanie źródeł energii odnawialnej, zastosowano w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie. Zainstalowano tu zespół ogniw fotowoltaicznych umożliwiających pozyskiwanie energii słonecznej i przetwarzanie jej na prąd niskiego napięcia. Jest to jedyna w Polsce taka instalacja umieszczona na budynku i jedna z niewielu w Europie. Łączna powierzchnia ogniw fotowoltaicznych wynosi 200 metrów kwadratowych. Uzyskany z nich prąd wykorzystany zostanie do oświetlenia budynku i zasilania systemu klimatyzacji. Druga instalacja pozwala na czerpanie ciepła z głębokości ponad 100 metrów i wykorzystywanie go do ogrzewania campusu. To w tej chwili największa taka instalacja na Podkarpaciu. Wykonanych zostało 30 odwiertów na głębokość 125 metrów, z których za pomocą specjalnej pompy tłoczy się ciepło z gruntu do systemu ogrzewczego budynków. Dzięki tym innowacyjnym rozwiązaniom uczelnia będzie mogła – według przewidywań ekspertów – zmniejszyć o około 10 procent pobór ciepła i prądu z sieci miejskich. Dokładne wyliczenia uzyskanych oszczędności znane będą dopiero po około roku działania systemu. Inwestycja kosztowała ponad 4 mln zł i w 85 proc. została sfinansowana z Regionalnego Programu Operacyjnego województwa podkarpackiego. kal

NOWOCZESNE ROZWIĄZANIA

projektu poprzez budowę, wykończenie oraz aranżację wnętrza i ogrodu. Uwzględniała także propozycje budowy domów energooszczędnych. Wraz z targami budownictwa odbywały się targi nieruchomości. Zwiedzający mogli zapoznać się z ofertą mieszkaniową zarówno rynku pierwotnego, jak i wtórnego. Kolejną imprezą towarzyszącą były targi techniki grzewczej i instalacyjnej. Prezentowano nowe materiały oraz techniki i technologie stosowane w branży budowlanej, między innymi baterie słoneczne i pompy ciepła, a także nowoczesne rozwiązania oświetlenia energooszczędnego, wentylacji i klimatyzacji, ogrzewania nadmuchowego i podłogowego. dar

DLA MIŁOŚNIKÓW MOTORYZACJI

Ponad 200 firm z Polski i zagranicy wzięło udział w Podkarpackich Targach Budownictwa, Wyposażenia Wnętrz i Ogrodów, które odbyły się w Rzeszowie. Impreza była okazją do zaprezentowania nowych technik, technologii i materiałów znajdujących zastosowanie w budownictwie, szerokiemu gronu odbiorców, zarówno branżowych, jak i indywidualnych. Ekspozycja obejmowała cały proces inwestycyjny od

Najnowsze modele samochodów można było obejrzeć podczas III Podkarpackich Targów Motoryzacyjnych Auto-Moto Salon, które odbyły się 17 i 18 września w Rzeszowie. W hali na Podpromiu dealerzy zaprezentowali pojazdy takich marek, jak: Mercedes, Mazda, Lancia, Jeep, Fiat, Hyundai, Alfa Romeo, BMW, Citroen, Peugeot, Tata, Mini, Jaguar, Land Rover, Volkswagen, Toyota, Skoda, Ford, Opel. Nie zabrakło też wyjątkowych samochodów, wśród nich BMW 1 (premiera), BMW 6 Cabrio czy Porsche 911. Swoją ofertę przedstawili też producenci i dystrybutorzy części i akcesoriów samochodowych oraz instytucje finansowe udzielające kredytów na zakup aut. Impreza cieszyła się dużym zainteresowaniem nie tylko tych, którzy planują kupno samochodu, ale szerokich rzesz miłośników motoryzacji. Targi odwiedziło również wielu właścicieli i pracowników serwisów samochodowych oraz stacji diagnostycznych. Właściciele samochodów mogli się też dowiedzieć, jakie części zapewnią ich pojazdom najdłuższą żywotność oraz gdzie najlepiej oddać auto do naprawy. Targom towarzyszyły liczne konkursy z nagrodami i inne atrakcje. kal

Rzeszów przez kolejny rok może posługiwać się Polskim Godłem Promocyjnym „Teraz Polska”. To jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w Polsce zostało przyznane naszemu miastu w ubiegłym roku. Laureat konkursu ma prawo do używania Godła „Teraz Polska” przez okres 12 miesięcy, z możliwością przedłużenia na kolejny rok, po ponownej weryfikacji poziomu jakości nagrodzonej kategorii. Rzeszów przeszedł tę weryfikację pomyślnie i do 31 maja 2012 roku otrzymał prawo do posługiwania się Godłem. - To dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie, że po raz kolejny przeszliśmy pozytywnie weryfikację kapituły konkursu. Godło Teraz Polska jest jednym z najważniejszych wyróżnień w Polsce. Przysparza

miastu prestiżu, potwierdza jego atrakcyjność. To nagroda przede wszystkim dla wszystkich mieszkańców Rzeszowa. Dzięki ich pracowitości, pomysłowości i silnej więzi z miastem, Rzeszów jest tak pozytywnie odbierany w Polsce – mówił po odebraniu dyplomu prezydent Tadeusz Ferenc. Oceniając samorządy, Kapituła Konkursu brała m.in. pod uwagę: wielkość budżetu w ostatnich latach, wydatki na inwestycje, plany inwestycyjne, infrastrukturę, walory gminy dla inwestorów, politykę jakości urzędu, rankingi i konkursy, pomoc społeczną, ilość szkół, przedszkoli, zakładów opieki zdrowotnej, dochody gminy, ilość podmiotów gospodarczych, dostęp do Internetu.

PONOWNIE Z „TERAZ POLSKA”

KOGO POPRZE RZESZÓW

Do październikowych wyborów swoich kandydatów wystawiło 10 Komitetów Wyborczych. Tylko w komitecie PiS w Rzeszowie bez żartów, bo do wyborów startują wyłącznie członkowie tej najsłuszniejszej partii. Najliczniejszą reprezentację z miasta Rzeszowa (10 kandydatów) wystawił Ruch Palikota. SLD podporządkował się poprawności lansowanej w prasie, ma odpowiednią liczbę kobiet starszych i młodych działaczy. Lider ludowców zabiega o poparcie największego w regionie miasta Rzeszowa. Kuriozalną reprezentację wystawił Komitet Polska Jest

Najważniejsza. Wśród kandydatów są osoby z Warszawy, Tarnowa, Kielc, Suwałk, ale są też i kandydaci z Rzeszowa. Partia rządząca, PO swoją reprezentację również oparła o członków partii, ale z terenu. Z Rzeszowa nie ma w składzie kandydatów zahartowanych w bojach radnych PO. Przyznam ze wstydem, że wieku kandydatów nie znam, ale na pewno państwo ich znają, bo jak mówił góral, każdy ma swoich znajomych.

Trzy inwestycje Rzeszowa zakończone w poprzednim roku znalazły się w finale konkursu „Modernizacja roku” zorganizowanym przez Targi Pomorskie i Stowarzyszenie Ochrony Narodowego Dziedzictwa Materialnego. Konkurs odbywał się m.in. pod patronatem Ministerstwa Infrastruktury, Edukacji Narodowej i Generalnego Konserwatora Zabytków. Patronat honorowy objął Prezydent RP. Te inwestycje to: - modernizacja ulic Ofiar Katynia i Kotuli wraz z budową tunelu pod ul. Krakowską. Koszt tej inwestycji ok. 10 mln zł. Została ona sfinansowana przez firmę Womak, właściciela Galerii Nowe Świat w ramach offsetu z miastem, - modernizacja Domu Kultury w osiedlu Biała, przy ul. Karola Wojtyły. Inwestycja obejmowała wymianę okien

i drzwi, remont stropu, wymianę posadzek. Dobudowę pomieszczeń na sanitariaty i szatnię. Budynek został przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Koszt modernizacji to prawie 700 tys. zł, - modernizacja altany rekreacyjnej wraz z zagospodarowaniem terenu dla Domu Pomocy Społecznej przy u. Sucharskiego. Koszt inwestycji to 240 tys. zł. Nagrodę otrzymało również Muzeum Dobranocek. Zajęło ono drugie miejsce w konkursie „Podkarpackie Perły w Koronie”, zorganizowanym przez portal internetowy naszemiasto.pl. Internauci głosowali m.in. na największą atrakcję turystyczną. Pierwsze miejsce zajęło Muzeum Regionalne w Stalowej Woli. Na drugim miejscu uplasowało się rzeszowskie Muzeum Dobranocek.

Zdzisław Daraż

NAGRODY DLA RZESZOWA


ECHO RZE­SZO­WA

Miasto

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

GRATULUJEMY

MIEJSKIE DECYZJE

DOOKOŁA RZESZOWA

Z każdym rokiem w Rzeszowie przybywa samochodów i pogłębiają się problemy komunikacyjne. Dlatego decyzje Rady Miasta dotyczące organizacji ruchu samochodów mają dla naszego miasta znaczenie fundamentalne. Stąd w tej sprawie zawsze toczą się ożywione dyskusje. Kluczowym zagadnieniem jest wyprowadzenie ruchu samochodów towarowych z centrum miasta. W 2002 roku zrodził się projekt, aby budować obwodnicę północną. Obwodnica ta według tego projektu miała z ulicy Rejtana biec nowym mostem skośnym, pomiędzy mostami drogowym i kolejowym, następnie ulicą Żółkiewskiego do skrzyżowania przy moście Załęskim i dalej do ulicy gen. Maczka i aleją Wyzwolenia aż do ulicy Krakowskiej. Zarząd Miasta nie brał pod uwagę rozszerzenia granic Rzeszowa. Obowiązywała bowiem teza – jeśli będziemy poszerzać granice Rzeszowa, to będzie to generowało wydatki z budżetu miasta na drogi i ulice. Po zdecydowanym sprzeciwie radnych z klubu SLD i Unii Wolności projekt został odrzucony. Sytuacja zmieniła się radykalnie po objęciu funkcji przez prezydenta

Ferenca, kiedy to jak wiadomo ruszył program poszerzenia granic. Została narysowana nowa perspektywa dla rzeszowskich objazdów. Dzisiaj już realnie można mówić o tym, że będziemy mogli jechać objazdami dookoła naszego miasta. Za 3 lata nasz objazd dookoła Rzeszowa rozpoczniemy od ronda Pobicińskiego, dalej obok cmentarza Pobitno aleją Żołnierzy I Armii Wojska Polskiego aż do ronda w Załężu, a stamtąd do węzła wschodniego autostrady A4. Ten projekt jest już realizowany. Jednak radni PiS zgłosili poprawkę do budżetu wartą 60 milionów zł, aby skrócić objazd Rzeszowa. Nowa droga ma zaczynać się na skrzyżowaniu ul. Załęskiej i Rzecha. Istniejąca ulica Rzecha na odcinku 700 m w kierunku zachodnim zostanie przebudowana na dwujezdniową, a jej przedłużeniem będzie nowy odcinek o długości 1100 m z mostem na Wisłoku i estakadami, co połączy całość z ul. Ciepłowniczą i Lubelską. Miasto ogłosiło przetarg na dokumentację odcinka obwodnicy północnej od ul. Załęskiej do Lubelskiej wraz z nowym mostem na Wisłoku. Podkreślam dotarcie do S19 będzie również możliwe autostradą A4. Zbu-

dowany będzie łącznik jako droga południowa do drogi ekspresowej S19 - węzeł Kielanówka. Opracowanie programu funkcjonalno-użytkowego drogi łączącej Rzeszów z węzłem w Kielanówce będzie kosztował ponad 190 tys. zł. Pierwszy etap budowy tej drogi miasto rozpoczęło w ubiegłym roku. Obwodnica południowa ma biec od węzła S-19 w Kielanówce do ul. Przemysłowej i dalej mostem przez Wisłok aż do al. Sikorskiego. Pierwszy etap budowy tej drogi rozpoczął się w ubiegłym roku. Miasto równolegle z tą budową będzie przygotowywało inny odcinek do węzła drogi w Kielanówce. Odcinek w granicach miasta będzie miał 1,6 km, a poza granicami 1,2 km (przedłużenie ul. Przemysłowej do węzła). Al. Sikorskiego dojedziemy do ronda przy Teslo, a dalej aleją Armii Krajowej dojedziemy do ronda Pobicińskiego. Koła samochodu nie toczą się jednak tak gładko, również obecnie są oponenci, którzy domagają się jeszcze bardziej poszerzonego programu obwodnic. No i dobrze, bo Rzeszów musi i będzie się rozwijał. Zdzisław Daraż

debata o pograniczu wschodnim

W Uniwersy tecie Rzeszowskim odbyła się kolejna debata na temat stosunków polsko-ukraińskich na pograniczu. Udział wzięli przedstawiciele partii politycznych i kandydaci do parlamentu ze wszystkich ugrupowań, między innymi: Tadeusz Ferenc, kandydat

do Senatu, lider rzeszowskiej listy PiS, prof. Józefina Hrynkiewicz, przewodnicząca Semiku Podkarpackiego, Teresa Kubas-Hul, przewodniczący RM SLD Konrad Fijołek, profesorowie J. Pisuliński, J. Malikowski, L. Kaszuba i inni. Organizator debaty dr Kulczycki

w imieniu Instytutu Socjologii URz zaprosił do patronatu medialnego „Echo Rzeszowa”. Redaktor naczelny Zdzisław Daraż między innymi przedstawił kandydatom postulaty organizacji pozarządowych w tej sprawie. Do tematu wrócimy.

rzeszowska moneta i znaczek

Rozmowa z Józefem Gajdą – działaczem Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa. - Na jednym z ostatnich posiedzeń TPRz apelowałeś do prezydenta Tadeusza Ferenca o poczynienie starań w sprawie emisji przez Narodowy Bank Polski monety kolekcjonerskiej i przez Pocztę Polską znaczka pocztowego z elementami symbolizującymi Rzeszów. Apel ten został przyjęty przez obecnych z wielką radością. Prezydent przyobiecał, pełne zainteresowanie tą propozycją. Zresztą zgłaszałeś takie wnioski już wcześniej. Jak wygląda na dziś ich realizacja? - Na specjalnym spotkaniu u prezydenta zostały już omów ione szczegół y tego przedsięwzięcia. Prezydent wystąpił pisemnie do prezesa NBP i dyrektora Poczty Polskiej o wyemitowanie monety i znaczka upamiętniających 660-lecie naszego miasta, które przypada 19 stycznia 2014 roku. Będzie to zapewne dobrze służyć promocji Rzeszowa. - Jest wiele już miast naszego regionu, które taką pamiątkową monetę posiada. - Mają już m.in. Jarosław, Przemyśl, Sandomierz, Tarnów. Do tego grona doszły ostatnio Gorlice. Wprowadzono tam do obiegu monetę 2-złotową upamiętniającą dzieło Ignacego Łukaszewicza, twórcy przemysłu naf-

towego i wynalazcy lampy naftowej. Na rewersie przedstawiono wizerunek szybu naftowego i pierwszej na świecie lampy naftowej. Przypominam o tym, bo jak wiemy Ignacy Łukaszewicz był związany z Rzeszowem. Tu uczęszczał do pijarskiego gimnazjum przy ulicy 3 Maja i pracował w miejscowej aptece jako pomocnik aptekarza. Politechnika Rzeszowska nosi jego imię. - Roz umie m , ż e chciałbyś, aby w tym zacnym gronie był też Rzeszów. - Tak. Rzeszów w pełni na to zasługuje. Jest miastem wojewódzkim, bardzo prężnie rozwijającym się. Ma bardzo dobrze rozwiniętą ochronę zdrowia, oświatę i szkolnictwo wyższe. Jest miastem bogatym w wydarzenia o charakterze kulturalnym i rozrywkowym, odbywa się w nim wiele imprez i festiwali, a kilka z nich ma charakter międzynarodowy. - Jesteś też działaczem filatelistycznym, autorem projektów kartek pocztowych, uczestniczysz w organizowaniu wystaw filatelistycznych. Zatem proponowany znaczek

pocztowy mógłby być też częścią spełnienia twoich marzeń kolekcjonerskich. Czy tak można to też rozumieć? - Niekoniecznie. Chodzi mi szczególnie o pokazanie Rzeszowa poprzez znaczek. Posiada go już w naszym regionie kila miast m.in. Biecz, Przemyśl, Sandomierz, Tarnów. Brakuje mi tu Rzeszowa. - Wierzę, że to wszystko uda się dokonać i wzbogaci to obchody 660 rocznicy nadania praw miejskich naszemu miastu. - Jestem przekonany, że tak będzie. - Dziękuję za rozmowę. Stanisław Rusznica

poligen

W Rzeszowie powstał klaster „Poligen”, który skupia firmy z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych. Głównymi inicjatorami powstania klastra były: Politechnika Rzeszowska, przedsiębiorstwo Marma Polskie Folie oraz firma konsultingowa

INNpuls. Do klastra należy w sumie 11 firm i instytucji. Będą one współpracować ze sobą w kilku dziedzinach: biodegradowalność np. butelek PET, marketing. Klaster chce wypromować swoją markę oraz zdobyć środki unijne

3

z Programu Innowacyjna Gospodarka na rozpoczęcie swojej działalności, m.in. na założenie biura. Kolejnym krokiem będzie wniosek o środki unijne na utworzenie w Politechnice Rzeszowskiej laboratorium.

Członek Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa, poseł SLD i zarazem lider jego listy wyborczej, Tomasz Kamiński, rozstał się z kawalerskim stanem, ponieważ stracił głowę dla pary ciemnych oczu oraz dosyć interesującej i atrakcyjnej reszty panny Anny Kulasy z Rzeszowa. Spieszymy zatem z najlepszymi życzeniami małżeńskiej pomyślności oraz sprawnego omijania w zgodnym stadle wszelkich życiowych zawirowań. Zaś świeżo upieczonemu mężowi, dodatkowo wyborczego zwycięstwa. Zespół redakcyjny

Co tam panie w radzie

MALUCHY GÓRĄ

Nad wrześniową sesją statutową wisiała trwająca od dwóch tygodni awantura o nowe stawki odpłatności za przedszkola, które próbowano naliczać zgodnie z przyjętą w lutym uchwałą. Tu czytelnikowi należy się nieco objaśnień. Otóż sąd przy jakiejś tam okazji postanowił wprowadzić sprawiedliwość społeczną i zróżnicować stawki owej odpłatności. Wcześniej w Rzeszowie rodzice płacili po 140 zł od łebka i wszystko grało. Gdy jednak sąd miotany salomonową mądrością nakazał sporne dziecko przeciąć na część przedszkolnie krótszą i dłuższą, zaczęły się schody. Naliczenia po myśli sądowej mądrości zeźliły wszystkich. Nie było żadnego zadowolonego, co świadczy o wyjątkowych talentach wymiaru sprawiedliwości, próbującego w yręczać samorządowców. Zresztą jest to problem ogólnopolski. W Rzeszowie jednak nikt nie chciał na przedszkolakach zarabiać, a jedynie nie dopłacać więcej. Ale wrzask medialny, nafaszerowany przeinaczeniami i wręcz głupotą, stworzył apokaliptyczną wizję przedszkolnej przyszłości. Deliberację nad tą kwestią przeniesiono na początek obrad jako punkt – nomen omen – zerowy, jakby rozpoczynając rzecz całą od początku. Jednakże przed sesją pojawił się magistracki projekt nowej uchwały przedszkolnej, idący jeszcze dalej, aniżeli oczekiwania radnych klubu PiS, którzy wcześniej wnieśli własny projekt. Już dawno w czasie sesji nie było takiej zgodności w sprawie prezydenckiego projektu uchwały. Zakładał on wysupłanie z kasy miejskiej około 2,5 mln zł na dofinansowanie przedszkoli, jako inwestycję w naszą przyszłość narodu, która zapeł-

niać będzie następnie szkoły i uczelnie, jak to obrazowo przedstawił prezydent Ferenc. Minimalny czas poby tu w przedszkolu określono na 6 godzin bezpłatnych, a pełnowymiarowym nie zwiększa się odpłatności. Wprowadzono 50 proc ulgi na drugie dziecko i 75 proc. na każde następne, wliczając w to dzieci w żłobkach. Nawet radny Cypryś poparł to i pokadził prezydentowi. Nie sposób jednak wyobrazić sobie omawiania tak nośnego propagandowo tematu i w dodatku w obecności telewizyjnych kamer, bez indywidualnych popisów. Ponownie konceptem błysnęła radna K a zi m iercz a k, k tóra t y m razem upierała się przy tworzeniu przedszkolnych oddziałów w w ymiarze 5 godzin bez wyżywienia dla milusińskich. Nauczyciele od razu wytknęli jej bezsens takiego rozwiązania, gdyż dziecko nie jest w stanie tego znieść, a wiceprzewodnicząca Niewczas sugerowała, że może to wynikać z nieznajomości fizjologii dziecka przez wnioskodawczynię, gdyż praktycznie tego nie przerabiała. Rzeczywiście, nie jestem sobie w stanie takiej pra kt yk i w yobrazić, gdy ż wykracza ona poza racjonalne pojmowanie wychowania przedszkolnego, co również radna Wróblewska uznała za rzecz niegodziwą. Prawdziwego czadu dał jednak radny Kopaczewski. Huknął, że on jest przeciw graniu dziećmi, bo nasunęło mu się na myśl, że tak czynił Stalin i Hitler, a u nas powinna być powszechna radość społeczna. Bolał, skąd też będziemy brać nowe dzieci, skoro nie robimy własnych. Proponował brać z Chin. Proponował również, aby w Sejmie posadzić jednego głupiego posła, który będzie

miernik iem przejrzystości ustaw. Jeśli nawet on zrozumie, znaczy projekt jest dobry. Nijak nie pojmował po co są te 5-godzinne przedszkola. Osobiście poszedłbym dalej. Przecież taki wskaźnik poprawności podejmowanych uchwał jak głupek, przydałby się także w Radzie Miasta. Ciekaw jestem kogo wydelegowaliby do tej roli. A może należy wybrać takiego dodatkowo? Ale z czyjej listy? Nową uchwałę przyjęto jedynie przy sprzeciwie radnego Kopaczewskiego. Trochę zamieszania było ze stadionem miejskim, gdyż niektórzy radni, zwłaszcza związany z Resovią radny Walawender, sygnalizowali zagrożenie zawłaszczenia go przez jeden klub. Magistrat jednak wykluczył taką ewentualność. Duże emocje pojawiły się także przy uchwalaniu środków na przykrycie ostatniego odcinka Mikośki, nad którym prywatny inwestor wybuduje parking. Ktoś tam upierał się, że skanalizować tę Mikośkę powinien ów inwestor, ale prawo pod rygorem zwrotu środków nakazuje to miastu. Prawdziwa awantura wybuchła przy projekcie uchwały przekazania kawałka działki z dawnego placu Garncarskiego na parking, przy którym ma powstać hotel. Ponieważ jest to ostatni kawałek starej części miasta, nadający się na jakieś budowlane przedsięwzięcie, wzbudziło to zrozumiałe poruszenie. Padła nawet pokraczna propozycja, że należy na tym terenie wznieść pomnik garncarza lepiącego garnki. A nie lepiej naprawiającego komputery? Projekt uchwały spadł w konsekwencji do komisji. Roman Małek


4

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

Żyją wśród nas

dzisiaj robota bawi go

JUBILEUSZOWE SPOTKANIE

Od lewej: Stach Ożóg, Dorota Kwoka, Jadzia Kupiszewska i dwie wokalistki z Klubu Wojskowego. Fot. R. Małek.

Roman Orlewski Mgr inż. arch. Roman Orlewski urodził się w 1944 r. w Rzeszowie, w rodzinie robotniczej. Ojciec Władysław był budowniczym. Od niego Roman dowiadywał się, jak wyglądało budownictwo przed II wojną światową. Opisy ojca konfrontował z tym, co oglądał w latach 60., z czym zetknął się w czasie nauki w szkole budowlanej i wtedy, gdy jako chłopak pracował na budowie, aby zarobić sobie na kupno aparatu fotograficznego. Chciał bowiem fotografować. Zarobił i kupił sobie aparat „start II”. Od dziecka latał z ołówkiem w ręku, ponieważ lubił rysować i marzył o architekturze. Dlatego wybrał naukę w Technikum Budowlanym w Rzeszowie. Uważa tę szkołę za wspaniałą. Przygotowała go dobrze do studiów wyższych. Szkoda tylko, że na tych studiach nie było jego ulubionej matematyki. Z sentymentem wspomina nauczycieli, którzy wzbogacili jego wiedzę i umiejętności. Spośród wielu wymienia: Kazimierza Bandelaka, uczącego statyki i elektryki, Helenę Chrzanowską, matematyczkę, Władysławę Białek, polonistkę, Jerzego Pacholickiego, inżyniera budownictwa, Zenona Soję, wuefistę, który zwerbował go do drużyny koszykarzy. Roman był wysoki, grał w drużynie szkolnej, a także Resovii, później zaś AZS Kraków. Studia w Politechnice Krakowskiej (architekturę) ukończył w 1971 r. Dyplom obronił w sobotę, a już w poniedziałek rozpoczął pracę w rzeszowskim „Inwestprojekcie”. Wcześniej ożenił się z Martą Klamut, rzeszowianką. Jej ojciec był współzałożycielem rzeszowskiego oddziału Polskiego Związku Motorowego. I tak rozpoczął się jego kolejny życiowy etap pracy zawodowej i budowania rodzinnego gniazda. Rzeszowski „Inwestprojekt” obsługiwał mieszkaniówkę na całym Podkarpaciu, także w Rzeszowie. Roman Orlewski projektował m.in. osiedle Krakowska-Południe i jednostkę F (tak roboczo określano osiedle domów pod górą Pobicińską). Prócz tego robił wiele innych projektów. Wedle jego projektu rozbudowany został kościół pod wezwaniem Chrystusa Króla w Rzeszowie. Obecnie skończył rozbudowę kościoła Farnego w Głogowie Młp. Przyznaje, że do tej pory projektował budowę lub rozbudowę wielu obiektów sakralnych, w tym klasztoru oo. dominikanów w Rzeszowie, w końcowej fazie robót jest remont klasztoru w Borku. Według jego projektu zbudowano zespół sal wykładowych Politechniki Rzeszowskiej przy al. Powsta��ców Warszawy. W 2004 r. otrzymał nagrodę wojewody śląskiego za projekt salonu mercedesa w Sosnowcu.

W 1989 r. założył własną firmę, Pracownię Projektową Orlewski. Postanowił bowiem pracować na własny rachunek i na własną odpowiedzialność. Udało się, firma zyskała uznanie. Syn Piotr wybrał także zawód architekta. Jego żona Danuta jest również architektem. Teraz przejęli firmę od ojca. Roman formalnie jest na emeryturze, ale faktycznie wciąż pracuje i działa, z tym że teraz – jak wyznaje - „robota mnie bawi”. Służy radą, wspomaga, zajmuje się (wraz z żoną) trójką wnuków i działa społecznie, m.in. w zarządzie Towarzystwa im. świętego Brata Alberta i w Caritasie. Motywem tego zaangażowania jest przede wszystkim chęć ulżenia ludziom, a zwłaszcza dzieciom, które nie mają tego, czego by chciały, czego nie dostały od losu. Swoim wnukom zapewnił prawie wszystko. Cieszy się ich radością. Cząstkę tego chce przekazać innym dzieciom, które tego nie mają, a też chciałyby mieć. A hobby? Zainteresowania? Interesuje go niemal wszystko. Z najstarszym wnukiem Filipem lubi wędkować i rozmawiać. U wnuczki Dominiki podziwia zdolności malarskie i odwagę. Ostatnio zdobyła nagrodę w konkursie malarskim „Rzeszów moje miasto”. Sztuka, a szczególnie historia sztuki fascynuje go od dawna. Zgromadził już bogatą literaturę z tego zakresu. Przy okazji opanował na tyle język łaciński, że cytuje liczne maksymy w tym języku. Nie uprawia już sportu wyczynowego, ale kibicuje rozgrywkom tenisowym oraz Formule 1. Lubi żeglowanie, bo ono odbywa się w ciszy i w pięknym krajobrazie, pozwala na wyluzowanie i odpoczynek. W zimie jeździ na nartach. Z zawodowych spraw lubi dalej projektować. Po prostu musi to robić. W pracowni ma nadal swoją tradycyjną deskę, bo – jak mówi – rysunek z komputera trzeba ożywić własnym rysunkiem, ołówkiem i kolorem. Projekt jest czymś więcej niż rysowaniem, on musi zawierać w sobie cząstkę charakteru autora. A marzenia? Liczy na syna i synową, że oni zrealizują jego marzenia o zbudowaniu własnej firmy jeszcze większej i bardziej znanej, mieszczącej się w pięknej siedzibie we własnym obiekcie. Liczy też na wnuki, że wyrosną z nich ludzie na miarę marzeń dziadka. Wreszcie ma nadzieję, że doczeka chwili, kiedy jego miasto Rzeszów połączone zostanie z resztą kraju nowoczesną autostradą i drogą szybkiego ruchu (S19), zaś samolotami można będzie latać z Jasionki we wszystkie strony świata. Rzeszów stanie się faktyczną metropolią w tej części Polski. Józef Kanik

Redakcja „Echa Rzeszowa” Zgodnie z Waszą zachętą przesyłam moje uzupełnienie do artykułu „Znani z Podkaracia”, zamieszczonego w numerze 9/189. Ulmowie (cała rodzina) z Markowej, wymordowani przez Niemców w okresie okupacji za to, że pomagali Żydom, Felczyńscy z Przemyśla, ludwisarze, słynni z wyrobu dzwonów, kontynuujący tradycje firmy założonej w 1808 r. w Kałuszu koło Lwowa przez Michała Felczyńskiego, Franciszek Frączek, artysta plastyk, urodzony w Żołyni, a żyjący i działający w Krzemienicy koło Łańcuta, Mieczysław Karaś (1924-1977), znany językoznawca, autor m.in. „Małego atlasu gwar polskich”, „Słownika gwar polskich”, rektor UJ (1972-1977), urodzony w Przędzelu. Z pozdrowieniami, Michał Borgosz PS. Zdziwiony jestem liczbą generałów, mających związki z Podkarpaciem.

Pisaliśmy w naszym miesięczniku o obchodach stulecia III Liceum Ogólnokształcącego w Rzeszowie. Jednym z programowych przedsięwzięć przewidzianych w cyklu imprez z tym związanych, było pokoleniowe spotkanie przygotowane 15 września w szkolnej auli. Absolwentki tej szkoły przyszły na spotkanie z aktualnymi uczniami. Całość przebiegała pod sentymentalnym zawołaniem „Matura – gdy zakwitną kasztany”. Spotkanie zostało starannie zorganizowane przez kierownictwo III Liceum oraz Klubu Wojskowego 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. Całe spotkanie z wdziękiem rozpoczęte przez zastępcę dyrektora, Mieczysława Pasterskiego, przebiegało dwutorowo. Jadwiga Kupiszewska przy wsparciu Doroty Kwoki i Stacha Ożoga promowała swoją

najnowszą książkę, swoisty pamiętnik z czasów licealnych w tej właśnie szkole, pod tytułem „Ma-ka-gi-gi”. Prezentowane jej fragmenty spotykały się z żywą reakcją młodej licealnej generacji. Podzwonkowe przerwy w recytacji zapełniały popisy wokalne młodych artystów z Klubu Wojskowego, prowadzonych przez instruktorkę Ewę Jaworską Pawełek. W skład utalentowanego zespołu wchodzą: Kamila Krajka i Agnieszka Majewska, na co dzień uczennice III LO, Anna Drozdowska, Patrycja Skalska, Kaja Adamczyk, Arkadiusz Kłusowski. Było trochę szkolnych wspomnień polonistki Czesławy Szeteli, sporo nostalgii za czasem minionym, chociaż nie utraconym, a i łezka w oku także zakręciła się. Augustyn Jagiełła

O CZYSTE MIASTO

rondo w kolorach tęczy

Widok z budynku obecnego Urzędu Wojewódzkiego w kierunku zachodnim. Jest ono, obok rzeszowskiego ratusza, najbardziej rozpoznawalnym miejscem stolicy Podkarpacia. Rondo koło pomnika wraz z przylegającymi doń Urzędem Wojewódzkim i Urzędem Marszałkowskim, jest poniekąd sercem regionu. Zaś na pewno, to wciąż centralny punkt komunikacyjny Rzeszowa, gdzie przecinają się dwie główne arterie drogowe Wschód-Zachód i Północ-Południe. Praktyczne udostępnienie ronda nastąpiło wiosną 1969 roku. Obchody 25-lecia Polski Ludowej świętowali rzeszowianie na nowych trasach komunikacyjnych, biegnących przez Śródmieście. Była to al. Lenina (dziś Piłsudskiego) łącząca w linii prostej Lwowską i Krakowską oraz al. 22 Lipca (dziś Cieplińskiego), prowadząca od Marszałkowskiej na południe ku ul. Dąbrowskiego. Stało się to możliwe dzięki oddaniu do użytku 19 lipca 1969 roku wiaduktu Tarnobrzeskiego. Niebawem budowlańcy przekazali wiadukt Śląski, torujący nowej arterii bieg w stronę Krakowa. Prezentowane zdjęcie wykonał red. Józef Gajda z dachu Wojewódzkiej Rady Narodowej (dziś PUW) w roku 1967. Widać zaledwie zarys nowej trasy. Na głównym planie internat budowlanki (dziś siedziba marszałka). Usytuowany obok hotel Rzeszów przyjął pierwszych gości w maju 1972 i służył miastu przez 35 lat. Był świadkiem wielu wydarzeń historycznych, w tym szczytów gospodarczych Polska-Ukraina, z udziałem prezydentów obydwu państw. Tutaj odbywały się prestiżowe bale prasy, tutaj też promowano nowości życia kulturalnego i obyczajowego (lody cassate, striptiz w barze „Piekiełko”, pierwsze na Podkarpaciu kasyno gry). Po drugiej stronie ronda wyrósł pomnik Walk Rewolucyjnych. Jego odsłonięcie nastąpiło 1 maja 1974. Mimo różnych kontrowersji, na stałe wpisał się w krajobraz miasta, stając się własnością większości rzeszowian. Także przypadek ronda potwierdza, jak krótkie nogi ma chciejstwo polityków. Wymyślone przez nich nazwy zdobią jedynie plany

miasta. Na tych sprzed 40 lat widnieje rondo PKWN, na współczesnych rondo im. Romana Dmowskiego. Zaś w świadomości mieszkańców funkcjonuje rondo przy pomniku. Tradycyjnie, przez okres lata, rondu towarzyszy herb z niebieskich bratków, zaś w zimie staje tu pięknie iluminowana choinka.

Fragment ronda i nieistniejący hotel „Rzeszów” w głębi. Od 1974 roku, kiedy to Miejskie Przedsiębiorstwo Zieleni weszło w struktury MPGK, rondo jest we władaniu najlepszych ogrodników z tej komunalnej firmy. Mistrzom kwiatowych kompozycji, wszystkim pracownikom MPGK obchodzącym jubileusz 60-lecia przedsiębiorstwa, życzymy wielu nowych pomysłów oraz szczerej satysfakcji z pracy na rzecz naszego miasta. To, że jest tak piękne, to również ich zasługa! Od 40 lat zmienia się otoczenie ronda i pomnika. Z początkiem XXI wieku, za sprawą prezydenta Tadeusza Ferenca, rzeszowski zegar wyraźnie przyśpieszył. Powstaje nowy hotel Rzeszów i całe centrum kongresowo-handlowe, Center City. Zaś u stóp pomnika ma wkrótce wyrosnąć zielony ogród włoski posadowiony na podziemnym parkingu. Na naszych oczach pięknieje Rzeszów – okrzyknięty stolicą innowacji. Ryszard Bereś Fot. Józef Gajda


ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

Wspomnienia z wężykiem cz. 14

21. brygada strzelców podhalańskich

- W Centrum wszystko elegancko pozamiatane, zatem święto? - Tak gdzieś do lutego 1994 roku. Wówczas z kadr KOW zadzwonił do mnie znany z misji oficer z pytaniem, czy aby nie jestem zainteresowany dowodzeniem 21. Brygadą Strzelców Podhalańskich, bo akurat takiego nie mają na składzie. Dlaczego nie spróbować? - Jak taka próba wygląda? - Wpisali mnie na listę kandydatów i po dwóch tygodniach telefonicznie kazali zameldować się u dowódcy KOW, gen. Zenona Bryka. - Tak z marszu, bez przygotowania artyleryjskiego? - Nie ze mną takie numery! Pokombinowałem, o co w tej brygadzie może chodzić, tu i ówdzie popytałem, trochę poczytałem i bez specjalnych emocji pojechałem do tego Krakowa. - Na prawdziwy casting? -Niekoniecznie. Gen. Bryk dobrze pamiętał mnie ze swoich wielokrotnych wizyt w Kielcach. Znał moje umiejętności. Dlatego bez zbędnych ceregieli oświadczył, że chętnie ujrzy mnie w tworzonej brygadzie, jeśli tylko przebrnę pomyślnie przez egzaminacyjne sito u gen. Komornickiego, głównego inspektora szkolenia. - Egzaminacyjne szańce padły? - Musiały! Przecież zadania bry-

HISTORIA NA KOŁKU Dzięki sprawności i skuteczności dyplomatycznej naszego ambasadora przy NATO, Bogusława Winida, minister od polityki zagranicznej, Radosław Sikorski, mógł pochwalić się spektakularnym sukcesem i odtańczyć triumfalny taniec. Otóż, ambasador Winid załatwił szybsze odtajnienie natowskich dokumentów dotyczących Polski. Chodzi o niezwykle istotny okres, bo lata 1980-1985. Nie trzeba być specjalnie wtajemniczonym w nasze najnowsze dzieje, aby zorientować się w wadze tego wydarzenia. Jest to czas ogłoszenia stanu wojennego i całej związanej z tym otoczki. Trudno zatem było nie sięgnąć do tak istotnego źródła informacji, zwłaszcza po wygłaszanych hurtowo przez uduchowionych jadem publicystów, historyków politycznych i uczonych spod znaku IPN, insynuacjach, półprawdach lub wręcz bredniach. Sądzę, że gdyby wiedzieli, co zawierają te archiwalia, uczyniliby wszystko, aby nie zostały odtajnione. Cóż takiego te kwity odkrywają? Gorzką prawdę o naszej rzeczywistości i umysłową miernotę nawiedzonych znawców historycznych iluzji przycinanych do zafajdanych celów ideologicznych i politycznych. Wynika z tych dokumentów, że NATO nie miało najmniejszego zamiaru interweniować w Polsce, gdyż uważało ją za niepodzielną strefę wpływów radzieckich. Żadne natowskie państwo nie zamierzało nawet kwestionować doktryny Breżniewa. Tak niezbicie wynika z analiz natowskich speców od realpolitik

gady to nie teoria względności. Miałem precyzyjną koncepcję jak należy prowadzić szkolenie takiej brygady i gdzie, w jakich warunkach. Gen. Komornicki został usatysfakcjonowany. - Pozostało tylko pożegnalno-powitalne całowanie sztandarów? - Nie tak szybko! 17 maja 1994 zameldowałem się z całym majdanem osobistym na plecach u gen. Bryka, a ten śmigłowcem zabrał mnie do Rzeszowa. Urządził mnie w sztabie i polecił do końca miesiąca przygotować sobie stanowisko i przejąć dowodzenie. Ceremoniału z całowaniem sztandaru nie było, ponieważ brygada jeszcze takiego nie miała, zatem nie było co całować. - Koniec świata! Brygada bez sztandaru? - Była w stadium organizacji, na dorobku. Zresztą ten niedostatek po kilkunastu dniach został naprawiony. Ufundowany przez miasto sztandar uroczyście przejmowałem na rzeszowskim rynku. Trybuna stała na naturalnym podwyższeniu po północnej jego stronie. - Który to już był przyjazd do Rzeszowa? - Wojskowo czwarty. Dwie praktyki, pierwszy oficerski przydział, z-ca dowódcy pułku, no i ten ostatni jako dowódca brygady.

- Od czegoś trzeba było zacząć? - Oczywiście od poznania kadry oraz lokalnych władz wojewódzkich i miejskich. Później na kilka tygodni wybrałem się w Bieszczady. - Pokowboić sobie? - Do roboty! Objeżdżałem je do znudzenia w poszukiwaniu miejsc i obiektów przydatnych do szkolenia górskiego wojska. Nie było to takie proste. Nie przyjmowano tam wojska z otwartymi ramionami. Pierwszym wójtem, który zezwolił na szkoleniowe wykorzystanie swoich terenów był wójt Bukowska. Życzliwie także potraktował moje zapędy prezes Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa. Już po tygodniu brygada rozpoczęła szkolenie w Bieszczadach. - Nowa Dęba do lamusa? - Nic podobnego! Tu nadal szkolenie trwało, ale pojawił się pierwszy „poligon górski”, za który robiły popegeerowskie pola w pobliżu Karlikowa. Teren wyjątkowo surowy, bez żadnego zaplecza szkoleniowego. - Inaczej kule gwizdały w Karlikowie? - Chciałem nauczyć swoje wojsko wykorzystywania ukształtowania górskiego terenu do dowodzenia i prowadzenia walki. Wykonanie rekonesansu i poprawne określenie na mapie jakiejś zastanej sytuacji nie jest znowu takie łatwe w górach. - Widzą za daleko? - Ulegają złudzeniom chociażby co do odległości i wysokości. Bywało, że po naniesieniu sytuacji na mapę poleciłem im tam jechać i okazywało się, że dojechali w zupełnie inne miejsce. Takich ćwiczeń nie da się przeprowadzić w Nowej Dębie. - Wojnę też ćwiczyliście? - Oczywiście! Zwłaszcza z wykorzystaniem śmigłowców Mi8 w górach we współdziałaniu z uzbrojonymi Sokołami W3. Śmigłowce przyziemiały na poligonie w Nowej Dębie, dobiegały do nich drużyny i działon artylerii batalionowej. Start, przegrupowanie i lądowanie w określonych rejonach Bieszczadów w charakterze desantu uprzedzającego. - Dało się to wszystko zgrać? - Prawdziwym sprawdzianem

były ćwiczenia 21 i 22 lipca, które były swoistą kontrolą sprawności. Do Nowej Dęby przyleciał szef Sztabu Generalnego, gen. Tadeusz Wilecki i dowódca KOW gen. Zenon Bryk z całą kadrą dowódczą płd-wsch. Polski. - Nie daliście plamy? - Wręcz przeciwnie! Przybyliśmy na poligon, mój szef sztabu melduje wzorowo przebieg ćwiczeń. Gen. Wilecki pyta, dlaczego tak są przeprowadzane, a ten bez namysłu odpala, że u nas wojsko nie ma czasu na nudę. Albo szkolenie tu, albo Bieszczady. Następnie szef logistyki brygady również dociera z wzorcowym meldunkiem. Gen Wilecki nie wytrzymał i pyta gen. Bryka – czy za nas kwatermistrz potrafił tak meldować? - Ale oprócz meldowania też coś było? - Właśnie te ćwiczenia ze śmigłowcami. Gen Wilecki nie wierzył, że uda się je sprawnie i z powodzeniem przeprowadzić. Śmigłowce przyziemiły, wojsko załadowało się tak sprawnie jakby niczego innego nie robiło. Gen. Wilecki nadal powątpiewał. Na miejscu, w Bieszczadach okazało się, że wszystko zagrało jak w zegarku. Pokręcili z uznaniem głowami. - Tylko pokręcili? - No nie! Niewiele trzeba było czekać, aby doczekać się rozkazu nagrodowego. - Z doświadczeń innych nie korzystaliście? - Jak najbardziej! Najciekawsze były kontakty z francuską Dywizją Strzelców Alpejskich z Grenoble. Najciekawsze, ponieważ polegały na tym, że rotacyjnie stamtąd przylatywała kompania do nas, a nasza leciała na szkolenie do nich. Te bezpośrednie kontakty dawały najwięcej. Nasi ćwiczyli w Alpach, łącznie z lodowcem i zdobywali odznakę sprawności alpejskiej. My nie byliśmy gorsi i wprowadziliśmy odznakę sprawności „Harnaś”. - Miejscowi dobrze was przyjęli w tym Bukowsku? - Początkowo spoglądali trochę spode łba, z rezerwą. Przecież

5

Gen. dyw. F. Czekaj

ostatnich żołnierzy widzieli tu jeszcze w czasie A kcji „W i s ł a ”. Obawiali się kłopotów z zaopatrzeniem. Sprzedawca sklepu w Bukowsku łapał się za głowę – panie, ja w tydzień tyle wody mineralnej sprzedałem, ile normalnie wystarcza na cały rok. Ale szybko wszystko zmieniło się. Naprawiliśmy im drogi, przejazdy, a nawet odremontowali koślawe płoty, że o białych niedzielach nie wspomnę. Nastał czas wielkiego zbratania i przyjaźni. - Goście z góry nawiedzali? - Bardzo często. Zresztą nawet szkolenia dowódczo-sztabowe KOW, organizowane u podnóża Tatr, miały kryptonim „Bieszczady”, a ćwiczenia z wojskami w Bieszczadach dla odmiany ochrzczono kryptonimem „Tatry”. - Pewnie dlatego, aby się nieprzyjaciel nie zorientował? - Nie zgłębiałem tkwiącej w tym mądrości. Prawdziw ym jedna k wyzwaniem dla mnie były ćwiczenia „Tatry” w 1995 roku, w których wzięło udział 5 tysięcy żołnierzy. Z samej brygady wyprowadziliśmy 3,5 tysiąca. Ćwiczyli z nami również batalion 6.BDes.-Szturm. oraz dywizjony i bataliony 25.BKaw.Pow., a także elementy Pułku Dowodzenia i sztabu KOW. - Kupa wojska, nikt nie zgubił się w Bieszczadach? - Wręcz przeciwnie! Na dużym obszarze od Karlikowa przez Rzepedź, Baligród do Soliny wszystkie elementy ćwiczeń zostały sprawnie przeprowadzone, łącznie z widowiskowym zdobyciem zapory solińskiej. - Nie było żadnego wypadku? - Żadnego. Zmarł jedynie w sposób naturalny kierowca pojazdu dowódcy batalionu. Żeby było ciekawiej, na bezgorączkowe zapalenie płuc. Roman Małek

trochę wstydu jest Wynika z nich także niezaprzeczalne zagrożenie interwencją zbrojną. Z tych analiz wyłania się cała dramaturgia ówczesnego piekła polskiego. Sparaliżowany narastającym chaosem, strajkowym żywiołem i populizmem kraj, stacza się w gospodarczą otchłań. Zradykalizowany żywioł społeczny destabilizuje struktury państwa. Z drugiej strony w ZSRR narasta poczucie zagrożenia jedności bloku i własnej mocarstwowej pozycji. Zaś w środku, między młotem a kowadłem, gen. Wojciech Jaruzelski ze swoją ekipą i dylematami nie do rozwiązania. Ma przecież świadomość, że Zachód nie będzie w żadnym przypadku narażał na szwank swoich interesów na wschodzie. Zresztą nigdy w dziejach tego nie czynił, to niby dlaczego miałby to zrobić teraz? Trudno mieć o to pretensje do kogokolwiek. Samo życie! Zawsze koszula bliższa ciału. Z tych odtajnionych dokumentów wyłania się cały szereg zaskakujących opinii, ocen i stanowisk. Dla mnie najbardziej zdumiewająca jest natowska ocena stosunku gen Jaruzelskiego do Kościoła. Uważali oni, że ten stosunek nacechowany jest umiarem, poprawnością, a w niektórych sferach wręcz uległością. Nawet przez myśl nikomu tam nie przeszło, aby wytaczać w tej sprawie jakiekolwiek zarzuty. Ba, oceniano jednoznacznie, że śmierć ks. Popiełuszki była jawną prowokacją skierowaną głównie w postać gen. Jaruzelskiego i jego pozycję polityczną. Zachód z niepokojem obserwował narastające zagrożenie interwencją

militarną. Dlatego w odtajnionych dokumentach można odczytać ulgę, jaką kraje NATO odczuły po ogłoszeniu stanu wojennego. Bowiem wplątanie Polski w wojenną awanturę, wywołanie krwawej jatki wiązałoby się z koniecznością przyjęcia przez Zachód potężnej fali uciekinierów, z którymi nikt nie wiedział, co począć. A to tylko jeden ze spodziewanych skutków zagrożenia interwencją wojsk Układu Warszawskiego, które dostrzegali analitycy z NATO. Podobnych mądrości w owych dokumentach jest zdecydowanie więcej. W sposób suchy, wyprany z emocji i niezwykle realistyczny specjaliści formułowali wyniki swoich analiz i przewidywane konsekwencje rozwoju wydarzeń. Nie warto ekscytować się nimi nadmiernie. Warto natomiast zadumać się nad cynizmem licznej rzeszy mędrców, poniewierających generała za to, że potrafił uniknąć krwawej interwencji, że potrafił myśleć racjonalnie, bez oderwania od realnej rzeczywistości. Myślałem, że po opublikowaniu przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych ujawnionych archiwów NATO, ktoś zarumieni się, poczuje zawstydzenie, przyzna publicznie do błędu, a nawet przeprosi za wyssane z palca insynuacje. Nic podobnego. Paszkowscy, wieczorkiewicze, wildsteiny, ziemkiewicze, semki, pospieszalscy czy sakiewicze milczą. Że o niektórych politykach z Bożej łaski nie wspomnę. Ba, mało tego, niektórzy nawet powtarzają nadal swoje brednie,

uważając, że nic ważnego nie stało się. Na przekór wszystkiemu, łącznie z oczywistymi faktami, budują idiotyczne teorie oparte wyłącznie o życzeniowe pojmowanie historycznych procesów. Jedynym sensem ich życia jest konieczność potępienia gen. Jaruzelskiego. Tylko u nielicznych spowodowało to swoiste zażenowanie i poczucie obowiązku wytłumaczenia się z błędnych sądów i opinii.

Czekam ze sporym zaciekawieniem na odtajnienie dalszych archiwów, zwłaszcza z lat 1986-1990. Tam zawiera się z pewnością sedno oceny generała przez Zachód. Zresztą jednoznacznie to artykułowali chociażby Margaret Thatcher czy George Bush. Ale nasi mędrcy od polityki historycznej i tak będą tkwić na z góry upatrzonych pozycjach. Może nawet jeszcze bardziej się okopią? Roman Małek


6

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

Z mojej loży

Już minął miesiąc jak nasi milusińscy zasiedli w salach szkolnych, czy – jak to się mówi – w k lasopracowniach. Za kołnierzami mają pełno strachu, bo jeszcze się dobrze rok szkolny nie zaczął, a już muszą na kartkach wykazywać się, co umieją. Ale ja nie o tym. Przeczytałem nieJerzy Dynia dawno list otwarty, w którym Zarząd Główny Związku Kompozytorów Polskich zwrócił się do ministra Edukacji Narodowej o dopilnowanie, aby w szkołach przedmiotów nazywanych skrótowo MUZYKA uczyli wyłącznie nauczyciele z wykształceniem muzycznym, a nie np wuefiści (nie mam nic przeciwko wuefowi), czy od zajęć technicznych i im podobnych. A tak było napisane w porozumieniu podpisanym przez obydwie strony. I potem trzeba ze zdziwieniem słuchać naszych nieomylnych, że szkoły artystyczne produkują przyszłych bezrobotnych. A dzieci, wbrew powszechnemu pojękiwaniu, że mamy pokolenie głuchych, lubią śpiewać. Miałem na to przykład. Jedna ze studentek rzeszowskiego Instytutu Muzyki, w ramach

chcemy być sobą?

praktyki, zaczęła prowadzić zajęcia w jednej z wiejskich podstawówek. Bardzo szybko zdobyła sobie wielką sympatię młodzieży. Zaczęło się wielkie śpiewanie i to nie tylko podczas lekcji, ale i w czasie przerw, także z akompaniamentem gitary. Sielanka nie trwała długo, bo studentce skończyła się praktyka. No i zaczęło się! W ostatnich dniach praktyki na szkolnych tablicach zaczęły się pojawiać napisy: Proszę nas nie zostawiać! Niech Pani dalej nas uczy! A wszystko przyozdabiane było rysunkami kwiatów, serduszek. Długo jeszcze były ciepłe słowa posyłane pocztą elektroniczną do owej studentki-praktykantki. No, bo te lekcje nie kończyły się na dyktowaniu życiorysów wielkich kompozytorów i wyliczaniu ich najważniejszych dzieł. To było prawdziwe spotkanie z muzyką, a nie odbębnianie lekcji. W odległej przeszłości śpiew był jednym ze sposobów na utrzymywanie polskości. W 1846 roku pod zaborami ukazał się ŚPIEWNIK DLA SZKÓŁ LUDOWYCH GALICYJSKICH Wojciecha Wojnowskiego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, również folklor uznano za istotny składnik tożsamości narodowej. Właśnie za sanacji wprowadzono do szkół obowiązkową naukę śpiewu w siedmioletnich szkołach podstawowych. Trwające 5 lat seminaria nauczycielskie kształciły w zakresie śpiewu, a także gry na instrumentach oraz gry w zespołach! Mój Ojciec Andrzej, nauczyciel, wyniósł z rzeszowskiego seminarium na tyle wielkie umiejętności gry na skrzypcach, że po II wojnie proponowano mu pracę w organizowanej orkiestrze symfonicznej. Matka, która nigdy nie popisywała się umiejętnościami muzycznymi, podczas którychś świąt bez zacięć zagrała z nut na mandolinie kilka popularnych pieśni. Muzykowaliśmy w trójkę. W okresie międzywojennym ukazało się kilka śpiewników, które niepoślednią rolę odgrywały w procesie dydaktycznym. Wydany w 1927 i wielokrotnie wznawiany SOLFEŻ POLSKI Karola Hławiczki zawierał również kilkanaście piosenek ludowych z różnych regionów, a także piosenek żołnierskich, oprócz tych, przypominających pieśni domowe Stanisława Moniuszki. W związku z tym, że obecnie reformy (nie springi) gonią reformy, przedmiot muzyka został porozrzucany po różnych latach nauki. Np. w gimnazjum jest przez rok w pierwszej klasie, później go nie ma, by następnie pojawić się w ramach enigmatycznie prowadzonych zajęć kulturalnych, w których jest wszytko i nic. Występy wokalne są poza kontrolą nauczyciela, zespołów instrumentalnych w szkołach nie uświadczysz, podobnie jak chórów, które dawniej bywały ozdobą tych placówek. Bo zdaniem najmądrzejszych muzyka w szkole to strata czasu. W liceach o takim ”michałku” trzeba zapomnieć, bo czeka MATURA. Najlepiej jeszcze w tym bałaganie mają się tańce. Oczywiście, nie ludowe, tylko rap, rdzennie „polski taniec”. W wyższych szkołach muzycznych nieśmiało wprowadzana jest nauka gry na mało znanych instrumentach ludowych. Za to prywatną szkółkę prowadzi z powodzeniem w Zakopanem Krzysiek Trebunia Tutka. Jest aż nadto widoczne, że szkolnictwo publiczne nie posiada długofalowego programu edukacyjnego, w którym znalazłyby się elementy wiedzy o ludowych tradycjach muzycznych. No i dzieciaki zamiast grać czy śpiewać, chodzą ze słuchawkami na uszach, bombardując błony bębenkowe modną muzyką. A tymczasem skomercjalizowane stacje radiowe i telewizyjne są tubą przedłużającą i przenoszącą na nasz teren, niespójną z naszą tradycyjną kulturą muzyczną, anglosaską produkcję w imię wolnego rynku i demokracji. Kiedyś redaktor muzyczny w radiu czy telewizji zanim usiadł przed mikrofonem czy kamerą, musiał wylegitymować się wyższym wykształceniem muzycznym. Wydaje się, że obecnie w wielu przypadkach wystarczy, że zagraniczny dostawca wciśnie mu kolejną porcję muzycznej młocki, aby tylko tantiemy trafiały od polskich nadawców muzyki na zagraniczne konta. Jestem ogromnie ciekaw, jaki procent polskiej muzyki trafia w ciągu dnia we wszystkich stacjach działających w Polsce do polskich słuchaczy, ile w tym jest muzyki czysto instrumentalnej. A ile jest muzyki obcej, wschodniej i zachodniej. A co chwilę słyszy się z głośników: CHCEMY BYĆ SOBĄ... To znaczy kim?

ECHO RZE­SZO­WA

Echa kulturalne

RZESZOWSKI KALEJDOSKOP KULTURALNY

INAUGURACJA

W ramach inauguracji nowego roku kulturalno-oświatowego rzeszowskie instytucje kultury zaprosiły do ich odwiedzenia swoich obiektów. Pokazano rzeczy, które na co dzień nie są prezentowane odbiorcy (np. próbę w Teatrze „Maska”). Publiczność zwiedzała wystawy w galeriach i muzeach. Natomiast na estradzie w rynku odbyły się koncerty w wykonaniu rzeszowskich artystów. Uczestnicy wzięli udział w pikniku kulinarnym, gdzie degustowano potrawy ze Słowacji oraz regionu Podkarpacia. Zaprezentowane zostało również rzemiosło artystyczne.

METROPOLITAN OPERA Rozpoczął się nowy sezonu operowy w rzeszowskim kinie „Zorza”. Na otwarcie, które nastąpiło w dniu 11 września, oglądaliśmy retransmisję z Metropolitan Opera w Nowym Jorku Giacomo Pucciniego „Madame Butterfly”. Wystąpiła Cristine Gallardo-Domas, która wróciła do głównej roli fenomenalnego przedstawienia reżyserowanego przez Anthony Minghella. Tytuł ten stał się nową klasyką repertuaru Metropolitan. Razem z gwiazdą zaśpiewał Marcello Giordani

WIRTUALNE MUZEA

cyfrowa fonoteka archiwalnych nagrań Muzeum Okręgowego w Rzeszowie. Utworzenie internetowego portalu, który prezentuje zasoby podkarpackiego dziedzictwa kulturowego, kosztowało 6 milionów złotych. Projekt został sfinansowany z unijnego Regionalnego Programu Operacyjnego, przy czym wkład własny Zarządu Województwa wyniósł 900 tysięcy złotych. Portal jest dostępny w sieci, pod adresem: www. wirtualnemuzea.podkarpackie.pl

ROC KOWYJA ROC KOWYJA to nowy rzeszowski mini-festiwal, mający na celu promocję niezależnych zespołów grających muzykę alternatywną i rockową. Pomysłodawcą festiwalu jest rzeszowski zespół Hermetic Insanity, natomiast współorganizatorem Osiedlowy Dom Kultury Wilkowyja (będący filią Rzeszowskiego Domu Kultury). Festiwal stawia na innowacyjność oraz bogactwo stylistyczne grających zespołów. Na festiwalu zaprezentowały się: rzeszowski zespół NEURON, który powstał w 2002 roku i gra muzykę, którą określić można mianem modern rock, odniósł już medialny sukces utrzymując się przez wiele tygodni na pierwszym miejscu listy przebojów Radia Rzeszów, progresywny zespół FROM AFAR, zespół BELIEVERS NEVER DIE, zespół alternatywno- metalowy HERMETIC INSANITY, który zadebiutował rok temu z mini-albumem pt. „Era Chaosu” i został zwycięzcą tegorocznego przeglądu zespołów w Boguchwale, pod nazwą „Rockowania” 2011.

NATALIE PORTMAN Z RZESZOWA?

„Wirtualne Muzea Podkarpacia” – to nowy portal internetowy, uruchomiony przed kilku dniami. Powstał on z inicjatywy Muzeum Okręgowego w Rzeszowie i działa dzięki dotacjom uzyskanym z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Głównym zadaniem tego pomysłu jest umożliwienie zwiedzania wnętrz muzealnych w Internecie oraz przybliżenie zainteresowanym zbiorów poprzez użycie najnowszych technologii, które zostały wdrożone w nowo powstałym Laboratorium 3D. Na razie na portalu prezentowanych jest 7 muzeów z województwa podkarpackiego, ale w przyszłości znajdzie się tu więcej takich placówek. Można już odbywać wirtualne spacery po najciekawszych muzeach Podkarpacia, oglądać przygotowane o nich filmy oraz zdigitalizowane eksponaty, które są dostępne podczas realnego zwiedzania, jak i te przechowywane w muzealnych magazynach. Jedna z podstron portalu ukazuje Laboratorium 3D, które powstało jako część unijnego projektu „Wirtualne Muzea Podkarpacia” i mieści się w Muzeum Okręgowym w Rzeszowie. Jest to pracownia, która zajmuje się archiwizacją obecnego stanu zabytków, wykopalisk, obiektów i muzealnych eksponatów poprzez digitalizację ich za pomocą najnowszych technik skanowania w formacie 3D oraz fotogrametrii. Uzyskane w ten sposób materiały wykorzystywane będą podczas rekonstrukcji i renowacji zabytków, zabezpieczania obiektów, a także do analizy naukowej i wirtualnej prezentacji. Tworzona też będzie

W Archiwum Państwowym w Rzeszowie znajdują się dokumenty osób noszących rodzinne nazwisko Natalie Portman, amerykańskiej aktorki, zdobywczyni Oskara, która w spocie reklamującym Polskę przygotowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych przyznała, że jej dziadek pochodził z „Jesiowa” – czyli Rzeszowa. Z archiwalnych dokumentów wynika, że Leiser Herchlag był właścicielem sklepu skór, jak się można domyślać, mieszkał w obrębie dzisiejszego placu Wolności lub ścisłego centrum Rzeszowa. Zdaniem archiwistów, mógł to być pradziadek aktorki. W karcie meldunkowej z lat 30. są też imiona i daty urodzenia jego żony Leji i czwórki ich dzieci. Sprawą pochodzenia Natalie Portman zainteresował się także Urząd Miasta Rzeszowa, urzędnicy chcą wysłać list do agenta aktorki i skontaktować się z nią, najchętniej zaprosiliby gwiazdę do wizyty w mieście.

ROCKOWA NOC VI Ogólnopolski Festiwal Zespołów Muzycznych – „Rockowa Noc” odbył w Rzeszowie. Wystąpiło sześć zespołów. Występ każdego z nich musi obowiązkowo zawierać jeden cover z repertuaru Tadeusza Nalepy lub zespołu Breakout. Po części konkursowej wystąpiła grupa Biopsy z Rzeszowa oraz Back Off z Gorlic. Potem na scenę wkroczyła pierwsza gwiazda wieczoru, czyli obchodzący w tym roku swoje XX-lecie rzeszowski Jesus Chrysler Suicide Pierwszy dzień festiwalu zakończyła dobrze znana w całym kraju Coma, z jej charyzmatycznym wokalistą Piotrem Roguckim. Odbyły się również warsztaty, które prowadzili: znakomity polski gitarzysta Marek Napiórkowski, fani gitary basowej podziwiali umiejętności Krzysztofa Ścierańskiego, który od lat jest uważany za jednego z najlepszych basistów w kraju. Perkusyjne warsztaty poprowadził natomiast Paweł Dobrowolski.

RZECZ O NASTROJU Nak ładem Wydawnictwa RS Druk ukazała się biograficzna opowieść Wiesława Zielińskiego o znanym nie tylko w kraju rzeszowskim iluzjoniście, Jerzym Berdo Berdowskim. Książka bogato ilustrowana epizodami z życia artysty, z jego licznych wędrówek po świecie. Wiesław Zieliński wyszedł obronną ręką z niełatwego zadania nadania pisarskiego kształtu opowieści ustnej. Bowiem zupełnie innym prawidłom podlega język mówiony i pisany. Są to dwie zupełnie odmienne konstrukcje językowe.

Opowieść biegnie potoczyście, bez zbędnych dłużyzn i egzaltacji, czasem przeradza się w jakąś próbę syntezy filozofii życiowej, bądź refleksji natury ogólniejszej. Czyta się lekko i przyjemnie, może posłużyć nawet do łagodzenia obyczajów. Pozycja w sam raz na jesienne wieczory dla cieplejszego zrównoważenia zasmarkanej aury za oknem. Wiesław Zieliński, Książę nastroju Jerzy Berdo Berdowski. RS Druk, Rzeszów 2011. Roman Małek


ECHO RZE­SZO­WA

Echa kulturalne

spacerkiem po galeriach BWA w Rzeszowie pokazało znakomitą wystawę znakomitego twórcy związanego z Rzeszowem, Emila Polita. Autor studiował na Wydziale Malarstwa i Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom otrzymał w pracowni prof. Wacława Taranczewskiego. Wcześniej współpracował z Pracownią Sztuk Plastycznych w charakterze projektanta i realizatora w zakresie sztuki użytkowej. Od 1988 podjął pracę na stanowisku nauczyciela rysunku i malarstwa w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Rzeszowie. Ważną częścią twórczości Polita jest malarstwo o tematyce sakralnej. Artysta wielokrotnie uczestniczył, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, w wystawach organizowanych przez Kościół. W dorobku artystycznym Polita znajduje się m.in. pięć realizacji Drogi Krzyżowej i polichromia w katedrze rzeszowskiej. Brał udział w Ogólnopolskim Plenerze Malarskim zorganizowanym przez leżajskich oo. bernardynów. Emil Polit jest laureatem Nagrody Miasta Rzeszowa w dziedzinie kultury za osiągnięcia artystyczne w dziedzinie malarstwa. W małej galerii prezentowano prace Andrzeja Markiewicza, laureata ubiegłorocznej i tegorocznej 27. Ogólnopolskiej Wystawy Twórczości Pedagogów Plastyki. Autor uzyskał dyplom w Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS w Lublinie. Zajmuje się rysunkiem, grafiką warsztatową i malarstwem. Prezentował swoje prace na

29 wystawach indywidualnych i ponad 150 zbiorowych w kraju i za granicą. W Galerii Miejskiej prezentowana była wystawa pasteli Katarzyny Kani. Artystka ukończyła Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach a dodatkowy w Pracowni Działań Multigraficznych. Prezentowane prace wykonane są techniką suchej pasteli i świadczą o dojrzałości artystki w zgłębianiu wielopłaszczyznowości procesu twórczego. Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa przygotowała we wrześniu wystawę plenerową poświęconą Tadeuszowi Kantorowi. Bohater wystawy to wielka osobowość Podkarpacia, którego twórczość została uznana w całym współczesnym artystycznym świecie. Reżyser, malarz, scenograf, najbardziej zasłynął jako człowiek teatru. Utworzony przez niego w Krakowie awangardowy Teatr Cricot 2 zyskał sławę na całym świecie. W WDK 27. Ogólnopolska Wystawa Twórczości Pedagogów Plastyki. Biorą w niej udział pedagodzy wszystkich szczebli edukacji; od szkoły podstawowej do wyższych uczelni, instruktorzy placówek kulturalnych. Prace wykonane były w tradycyjnych technikach graficznych i rysunkowych. Prezentowane były także prace aktywnych twórców nieprofesjonalnych z Mielca jako kontynuacja stałego cyklu prezentacji nieprofesjonalnej twórczości regionu. Zbigniew Grzyś

NASZA GALERIA ZASŁUŻONYCH

RAJMUND LEWICKI 1930 – 2001

Urodził się we Lwowie. W wyniku II wojny światowej znalazł się w Przemyślu. Krótko pracował w Rawiczu i Przeworsku (w oświacie). Od 1954 roku związany był z Rzeszowem. Z pełnym zaangażowaniem zajmował się upowszechnieniem kultury oraz sportu i rekreacji w środowiskach robotniczych Rzeszowa i regionu. Wspomagał działalność zakładów pracy i organizacji związkowych, prowadzących domy kultury (ZDK WSK w Rzeszowie), kluby, świetlice, kluby sportowe i zorganizowaną turystykę oraz wypoczynek dla pracowników i członków ich rodzin. Wspomagał inicjatywy młodego rzeszowskiego środowiska artystów plastyków poprzez organizację konkursów, wystaw ich prac. Przyczynił się do rozwoju turystyki i masowego sportu. Współorganizował spartakiady oraz imprezy turystyczno-krajoznawcze. M.in. był inicjatorem i współorganizatorem „Solińskiego lata”, imprezy promującej piękno naszego regionu. Zadania te realizował bezpośrednio wtedy, gdy był sekretarzem Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych (1964-1974), przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki (1974-1979), dyrektorem Biura Wystaw Artystycznych w Rzeszowie (1979-1985). Równocześnie prowadził badania naukowe. W 1977 roku uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych po obronie pracy na temat „Rozwój aspiracji kulturalno-oświatowych w nowym środowisku robotniczym”.

EDWARD BAROWICZ 1892 – 1964

Rzeszowianin, syn Antoniego, starszy brat Stanisława. Ukończył politechnikę w Mittweida w Niemczech. Krótko pracował w Bratysławie, w fabryce broni. Po powrocie nauczał przedmiotów technicznych w szkołach w Rzeszowie. W okresie COP był pełnomocnikiem ministra do organizowania przemysłu w Rzeszowie i regionie. Zorganizował delegaturę Izby Rzemieślniczej i został jej dyrektorem. Aktywnie działał w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół” oraz w Stowarzyszeniu Polskich Rękodzielników i Przemysłowców „Gwiazda” w Rzeszowie. Był członkiem Rady Miasta (1935-39). Po wojnie włączył się w życie miasta i jego odbudowę. Współorganizował Cech Rzemiosł Różnych oraz Izbę Rzemieślniczą. Zorganizował Rzemieślniczy Instytut Naukowy (główny cel jego życia), wkrótce przemianowany na Zakład Doskonalenia Rzemiosła. Prezesował mu do 1962 r., do przejścia na emeryturę. Przez wiele kadencji był członkiem Miejskiej Rady Narodowej w Rzeszowie. Wysunął wiele inicjatyw, np. uruchomienia miejskiej komunikacji autobusowej, budowy bulwarów nad Wisłokiem, drugiego mostu przez rzekę, a przede wszystkim wybudowania obiektu dla Zakładu Doskonalenia Rzemiosła przy ul. J. Piłsudskiego. Ten został wybudowany i stoi do dziś, tylko jeszcze bardziej rozbudowany.

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

7

pamięć i wyobraźnia A zrobił to mój mały teatrzyk, rzekła Aneta Adamska pod koniec wydarzeń artystyczno-naukowych, spiętych hasłem źródła pamięci i nazw iskami trzech nieży jących, wybitnych artystów, których rodowód sięga Rzeszowa i naszego regionu. Jerzy Grotowski, Tadeusz Kantor i Józef Szajna – owi magowie teatru sprawili, że Nienadówka, Wielopole Skrzyńskie, ale przede wszystkim Rzeszów, to są w świecie nazwy bardziej rozpoznawalne – wskazał prof. dr hab. Zbigniew Osiński podczas sesji naukowej w letnim pałacyku Lubomirsk ich, gdy przy woł y wał wszechstronnie postać Grotowskiego. Z satysfakcją można było słyszeć i utwierdzać się w przekonaniu o niezwykłej mocy artystów i ludzi kultury. Na co wskazy wał m.in. Marek Czarnota, jakby w preludium sesyjnych wystąpień, podczas uroczystej inauguracji w ratuszu, gdzie nie zabrakło i luminarzy naukowego środowiska Rzeszowa, z rektorem Uniwersytetu Rzeszowskiego, prof. dr. hab. Stanisławem Uliaszem. Bo ta uczelnia była obecna w tych kilkudniowych wydarzeniach nie tylko miejscem, jakie użyczyła w pałacykowych obejściach, ale i tym, że panie dr Anna Jamrozek-Sowa i dr Magdalena Rabizo-Birek moderowały np. sesje o Grotowskim i Szajnie, a dr Janusz Pasterski przybliżył nieznaną na ogół poezję młodego Grotowskiego. Przywołując osiągnięcia owych wielkich postaci wskazywano też wielu osobom drogę do pałacyku, gdzie urodził się przecież Grotowski. Otwierano to miejsce publicznie nie tylko podczas sesji, ale i wieczorem w swoistej iluminacji ruchu, słowa a przede wszystkim muzyki międzynarodowej grupy teatralnej Brama z Goleniowa na zaimprowizowanej scenie pałacykowego dziedzińca. Uczestnicy tego swoistego festiwalu naukowo-artystycznego, a i reporterskiego poniekąd, naocznie dotknęli w Nienadówce śladów kojarzonych z Grotowskim, gdy mieszkał tam z matką jako chłopiec przez cztery lata, do roku 1944; zwłaszcza w rozmowach z ludźmi i po prezentacji filmu dokumentującego pobyt artysty w tej wsi w roku 1980. Takim artystycznym wykładem była też propozycja teatru Chorea Tomasza Rodowicza w Masce, gdzie i sam reżyser dopełnił swoje wystąpienie z dyskursu na sesji. Podobna wędrówka z Kantorem miała początek w Teatrze Maska, na sesji prowadzonej przez szefa artystycznego tej placówki, Jacka Malinowskiego, który ze swym zespołem podsumował później wszystko artystycznie premierowym spektaklem dla dorosłych, znakomicie wpisanym w kantorowski klimat. Widowiskiem „Niech żyje cyrk!” według „Historii sentymentalnej” Kazimierza Mikul-

skiego, ze scenografią niezrównanego mistrza teatralnego znaku plastycznego, prof. Janusza Pokrywki, który podobnie jak Kantor nie wprowadza nigdy na scenie żadnego zbędnego przedmiotu, ani przerysowania w kostiumach, każdy detal pełni u niego wyznaczoną funkcję, a każda postać jest swoistym obrazem, plastycznym właśnie. Taki kantorowski ryt miała autorska i reżyserska propozycja Anety Adamskiej i jej Teatru Przedmieście. Adamska w swojej „Obietnicy”– niczym ów patron artystyczny w „Umarłej klasie” czy „Wielopolu, Wielopolu” – sięga pamięcią wyobraźni do własnych narodzin, opowiada je obrazami scenicznymi, które splata teraźniejszością, słyszaną w znakomitych (wręcz jakby reporterskich obrazach radiowych) rozmowach z własną matką tu i teraz – o tym co robi ze swym zespołem, kto gra to, a czego świadectwo mogła mieć przecież tylko od niej właśnie, albo od babci, osoby o cudownym darze przewidywania, którą w przedstawieniu kreuje sama Aneta Adamska. A wszystko podane sugestywnie, w oszczędnej scenografii Zwracam uwagę na nowe rzeszowskie propozycje teatralne, bo w Siemaszkowej – gdzie w Szajna Galerii przypomniano na sesji patrona tego miejsca, a zwłaszcza jego twórcze niepowtarzalne i reformatorskie ślady w obszarze teatru – zamiast „Deballage” w reżyserii i według scenariusza Szajny, jak zapowiadano w programie, zaproponowano właściwie monodram „18729” o Szajnie i jego łagrowych przeżyciach, według powieści Jerzego Fąfary, czyli spektakl z poprzedniego sezonu. Wcześniej, na sesji, pisarz ciekawie zarekomendował to widowisko prezentując postać Szajny, którego życie było tworzywem książki Fąfary pt. „18 znaczy życie. Rzecz o Józefie Szajnie”. Podróżowaliśmy też z Szajną i jego rzeszowskim spektaklem „Deballage” po świecie w opowieściach reporterskich Andrzeja Piątka, które zawarł m.in. w książce „Szajna. Ślady ostatnie”, ale i w eseistycznym wywodzie Krystyny Rodowskiej o meksykańskim śladzie artystycznym Szajny. „Deballage” uczestnicy sesji mogli zobaczyć jedynie na ekranie telewizora, z płyty, na której zapisano spektakl rzeszowski na scenie w Bukareszcie, gdzie artyści rzeszowscy i sam Józef Szajna byli przyjęci owacyjnie. I może byłoby dobrze, by z uwagi na nazwisko Szajny, znane w całym świecie, i na przekaz tego spektaklu wciąż aktualny, mieć je w gotowości w każdym sezonie, jako wartość, którą można się szczycić zarówno u siebie, jak i na krajowych scenach oraz za granicą. Podobnie jak żyć powinna innym rytmem Szajna Galeria, która na co dzień jest niczym zapomniane muzeum. To jesteśmy chyba winni artyście, który walczył

o wolność i godność ludzką oraz z ludzką głupotą, o czym m.in. przypomniała Agnieszka Koecher-Hensel z warszawskiego Instytutu Sztuki PAN, wybitna znawczyni twórczości Szajny. I wracając w tych porównaniach pamięci do Kantora, to z podziwem można odnotować Podkarpackie Prezentacje Teatrów Poszukujących, którymi może się pochwalić Wielopole Skrzyńskie, o czym przypomniał szef Gminnego Ośrodka Kultury i Wypoczynku Marcin Świerad, ale jeszcze bardziej „kantorówką”, czyli Ośrodkiem Dokumentacji i Historii Regionu – Muzeum Tadeusza Kantora w budynku dawnej plebanii, gdzie urodził się i mieszkał w dzieciństwie Kantor i gdzie powraca w owych kliszach pamięci utrwalonych przez Teatr Cricot 2, skąd przywożone są i prezentowane okresowe wystawy. A jednym z przewodników po aktualnej wystawie był jej komisarz, aktor Kantorowy – Bogdan Renczyński. Onże i w Rzeszowie na sesji ożywiał wspomnieniami dziedzictwo sztuki Kantora, bo wszak w jego teatrze, jak to metaforycznie ujął, „ grał przecież wyobraźnię Kantora”. W tej naukowo-wspomnieniowej dyspucie podpartej filmem pt. „Ostatnia wieczerza” wg scenariusza i w reżyserii Krzysztofa Miklaszewskiego, w którym obrazy ze spektaklu Kantora „Wielopole, Wielopole” w miejscowym kościele, przemieszane są z wypowiedziami widzów z Wielopola i biesiadą po owym występie w 1983 roku, a przy stole można było zauważyć także Dariusza Dubiela, który szefował wtedy rzeszowskiej Estradzie i sprowadził Kantora z owym przedstawieniem do Wielopola i Rzeszowa. A teraz, ów reżyser i obecnie prezes Towarzystwa Kultury Teatralnej w regionie, ze sceny w Masce w teatrologicznym wywodzie, mając w większości młodzież licealną przed sobą, ukazał jej wielkość reformatorów teatru i Kantora w tym rzędzie, sięgając w krótkim rysie aż do scenicznych korzeni starogreckich. I tak w artystycznych przekazach, wspomnieniach oraz naukow ych rozważaniach, ale także na wystawach w Galerii Fotografii Miasta R zeszowa oraz w Wojewódzk iej i Miejskiej Bibliotece Publicznej, przeszłość stawała się teraźniejszym czasem w naszym „małym biednym pokoiku wyobraźni”, jak to – przywołując Kantora – ujmowała Justyna Wojtyniak z paryskiej Sorbony. Aneta Adamska bardzo słusznie jest świadoma swej sprawczej roli jaką odegrała w tym wydarzeniu od 14 do 18 września br., przy wielkim wsparciu zwłaszcza dyrektor Katarzyny Olesiak i jej współpracowników z wydziału zajmującego się kulturą w naszym mieście, w tym głównie Jolanty Wagner. Ryszard Zatorski


8

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

ta l e n t y PODKARPACIA miejsca odkrywania

W naszym mieście mamy wiele młodzieży szkolnej, studentów i innych osób, które wyróżniają się talentem w różnych dziedzinach: naukowej, artystycznej, sportowej itp. Mają też swoje sukcesy. W Rzeszowie jest wiele miejsc, w których można rozwijać swoje zdolności jak i doskonalić swój talent. Są to szkoły, kluby, domy kultury, instytucje i różne organizacje. Czasopismo „Echo Rzeszowa” chce na swoich łamach pokazywać różne talenty. Miniony rok szkolny był uznany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej Rokiem Odkrywania Talentów. MEN przyznało wielu szkołom certyfikaty jako nagrody za wyróżniającą się pracę z uczniami zdolnymi. Kilka szkół rzeszowskich otrzymało tytuł „Szkoła Odkrywców Talentów”. Pierwszą szkołą, która taki prestiżowy tytuł otrzymała była Szkoła Podstawowa nr 1 przy ulicy Bernardyńskiej. Zewnętrzną oznaką jest widniejąca na frontowej ścianie pamiątkowa tablica z napisem „Szkoła Odkrywców Talentów”. Tablicę tę uroczyście odsłonięto 21 marca br. Pierwszą szkołą ponadgimnazjalną, która taki tytuł otrzymała jest Zespół Szkół nr 1 przy ulicy Towarnickiego. Szkół takich, które dostrzegają drzemiące w uczniach pasje lub umiejętności i z sukcesami pomagają im je rozwijać jest więcej. Szkoły te mają w swoich inicjatywach uregulowaną swoją pozycję. Od 1 września br. działania związane z odkrywaniem talentów przejął Ośrodek Rozwoju Edukacji. Wprawdzie rok odkrywania talentów już się zakończył, ale nadal przyznawane będą tytuły „Szkoły Odkrywców Talentów” i „Miejsce Odkrywania Talentów”. Obecny rok szkolny w oświacie jest Rokiem Szkoły z Pasją. W Rzeszowie kształtuje się odpowiednia mapa nie tylko szkolnych, ale i pozaszkolnych miejsc odkrywania talentów. Umieszczenie ich na tej mapie jest ściśle związane z przyznawaniem tytułu „Miejsce Odkrywania Talent��w”. Takie wyróżnienie posiada m.in. Politechnika Dziecięca działająca przy Politechnice Rzeszowskiej, która przyczynia się do wspierania i rozwoju uzdolnień wśród dzieci.

Głównym zadaniem Politechniki Dziecięcej jest zainteresowanie dzieci w wieku 7-12 lat zagadnieniami z przedmiotów ścisłych, przedstaw ia nymi w ciek aw y, dostosowany do ich wieku sposób. Partnerem tego przedsięwzięcia jest WSK „PZL-R z e s z ów ”. W tym roku przyg o t o w a n o 31 2 miejsc. Mogą zapisy wać się wszyscy chętni z całego Podkarpacia. Zajęcia ruszą 22 października br. i odbywać się będą raz w miesiącu zawsze w sobotę. Organizatorem Politechniki Dziecięcej jest Łukasz Szuba. Ważne miejsce na mapie rzeszowskiej „szlifowania” talentów zajmuje Centrum Sztuki Wokalnej, prowadzone przez Annę Czenczek – muzyka, wokalistę i nauczyciela emisji głosu. Jest ona laureatką wielu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów wokalnych. Jej podopieczni zapisali już na swoim koncie artystycznym udział w licznych programach telewizyjnych, takich jak: „Szansa na sukces”, „Droga do Gwiazd”, „Od Przedszkola do Opola”, zdoby wając najwyższe laury. W tym roku na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Piosenki „Droga do Gwiazd” w Sankt-Petersburgu w Rosji, uczestniczki rzeszowskiego Centrum Sztuki Wokalnej z wielkimi sukcesami reprezentowały Polskę i Rzeszów. Paulina Pieniążek zdobyła główną nagrodę za profesjonalne wykonanie pieśni narodowej oraz za najlepszy głos. Joanna Zarembska zajęła I miejsce, Justyna Nowak przywiozła w y różnienie. Marta Kopeć wystąpiła w finale konkursow y m. D u ż y rozgłos dla Centrum S z t u k i Wo k a l n e j pr z y n ios ł y d ziewcz yny z tercetu Mocha: Sara Chmiel, S a b i n a Nycek i Aleksandra Kołcz. Do ich największych sukcesów można zaliczyć I miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki „Rzeszów Carpathia Festiwal” 2008 oraz Grand Prix festiwali na Litwie i Bułgarii. Dużym sukcesem był też ich udział w finale programu telewizyjnego „Mam Talent”. Młodzież rzeszowska ma możliwość szlifowania swoich umiejętności artystycznych w szkołach muzycznych, które prowadzą zajęcia na bardzo wysokim poziomie. Świadczą o tym wyniki z różnych egzaminów, jak i szczególnie masowy udział młodzieży w różnych przeglądach, potwier-

dzony sukcesami. W Rzeszowie znakomitym miejscem do zajęć dla młodzieży utalentowanej artystycznie są domy kultury. Wielkim propagatorem przedstawiania młodych zdolnych i utalentowanych ludzi, laureatów konkursów wiedzy, pasjonatów przedmiotów ścisłych było Radio Rzeszów, które poprzez audycję „Radiolatorium” świetnie wpisywało się na mapę odkrywców talentów. Twórcy „Radiolatorium” Katarzyna Hadała i Paweł Pasterz w ciekawy i profesjonalny sposób przedstawiali osiągnięcia nauki i innowacyjne technologie, zachęcając radiowych słuchaczy do zgłębiania tajników wiedzy. Audycja ta była objęta patronatem ministra edukacji narodowej, Katarzyny Hall. W Rzeszowie ma być utworzone też Interaktywne Centrum Edukacji Naukowo-Technicznej tzw. ICENT, będące odpowiednikiem warszawskiego Centrum Nauki „Kopernik”. Jego zadaniem byłoby popularyzowanie w sposób doświadczalny wiedzy o osiągnięciach nauki i techniki, zachęcanie najmłodszych do zainteresowania naukami ścisłymi. Ideę powstania centrum mocno propaguje stowarzyszenie ExploRes z jego prezesem Tomaszem Michalskim. Rzeszów to miasto, w którym młodzież może uczestniczyć w wielu unikatowych dyscyplinach sportowych. Jedną z nich jest karate. To w tym mieście istnieje „Akademia Karate Tradycyjnego”, prowadzona przez Martę Niewczas, utalentowaną, pięciokrotną mistrzynię świata w karate tradycyjnym. Przez tę szkołę przewijają się rokrocznie setki dzieci, młodzieży i dorosłych, odnoszących sukcesy w Polsce i w Europie. R z esz ow ia nom zna ny jest dobrze Krystian Herba, trialowiec posiadający na swoim koncie wiele rekordów. Jest to jeden z najbardziej utytułowanych polskich zawodników w trialu rowerowym. Od kilkunastu lat zajmuje się pokazami akrobacji rowerowych. Już za niedługo, bo 5 listopada br. zmierzy się szósty już raz w biciu rekordów z liczącą 257 metrów

„Talent był i pozostanie darem, za który odpowiadają ws

Misją szkoły jest pomoc wszystkim swoim podopieczn Każde dziecko jest jak diament, często nieoszlifowany rodzice, muszą na niego patrzeć. Muszą pamiętać, że n dzienniku są jedyną, wymierną wizytówką uzdolnioneg pasje matematyczne, muzyczne, plastyczne, czy sportow ności, pasje można odkryć w najmniej oczekiwanych d czy społecznego dziecka. Trzeba umieć je tylko później

Międzyuczelniane Inżynierskie Warsztaty Lotnicze w Bezmiechowej. O Szostek, Mirosław Musiał, Marcin Marchewka, organizator Piotr Jaśkows

wspieranie u

Wieżą Handlową we Frankfurcie nad Menem. Jest to najwyższy pod względem ilości pięter wieżowiec w Europie. Ostatnio pokonał Gran Hotel Bali w hiszpańskim Benidorm. W najbliższym czasie ma w planie do pokonania też jeden z wieżowców w Dubaju. Występował w finale popularnego programu telewizyjnego „Mam Talent”. W programie tym występowały też z Rzeszowa akrobatki Jadzia Peszko i Dominika Drewniak, podopieczne trenera Grzegorza Bielca z Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Stanisław Rusznica

Uzdolniona i utalentowana młodzież uzyskuje wsparcie od różnych instytucji. Samorząd Miasta Rzeszowa przyznaje stypendia za wyniki w nauce i wybitne osiągnięcia. Stypendia te przyznawane są również uczniom, którzy w sposób szczególny przyczyniają się do promocji Miasta Rzeszowa w kraju i poza jego granicami. Stypendium przyznawane jest uczniom zameldowanym w Rzeszowie na pobyt stały i uczęszczającym do szkół na terenie miasta Rzeszowa. Mogą je otrzymać uczniowie szkół podstawowych z klas IV-VI, szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. W Rzeszowie przyznawane są też stypendia za osiągnięcia sportowe. Inicjatorem uchwały stypendialnej dla najlepszych sportowców, podjętej w ubiegłej kadencji rady była wiceprzewodnicząca Rady Miasta dr Marta Niewczas. Samorząd Województwa Podkarpackiego ma opracowany program wspierania edukacji uzdolnionej młodzieży pn. „Nie zagubić talentu”. Program ten uwzględnia zasady i tryb przyznawania stypendiów i nagród pieniężnych. Program „Nie zagubić talentu” jest programem wspierania edukacji uzdolnionej młodzieży, zamieszkałej na terenie województwa podkarpackiego i uczącej się w


ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

9

PODKARPACIA

szyscy, choć otrzymuje go tylko jednostka”.

K.R. Jaśkiewicz

nym w rozwoju ich talentów, umiejętności i zainteresowań. y i tak, nauczyciele, wychowawcy, trenerzy, opiekunowie, nie tylko celujące oceny na świadectwie, czy w szkolnym go i utalentowanego dziecka. Ważne i piękne są dziecięce we. To trzeba cenić. Trzeba też wiedzieć, że talenty, zdolziedzinach życia naukowego, artystycznego, sportowego, j pielęgnować.

Od lewej Maciej Dubiel, Piotr Szaniec, Michał Wojas, Jakub Rogóż, Grzegorz wski.

uzdolnionych szkołach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Program ten obejmuje stypendia dla uczniów w jednej dziedzinie sztuki. Stypendium jest wyróżnieniem indywidualnym. Może być przyznane uczniowi, którego zainteresowania wykraczają poza szkolny program i który może poszczycić się znaczącymi i udokumentowanymi osiągnięciami artystycznymi. Samorząd zakłada, że stypendium to przeznaczone będzie na rozwijanie uzdolnień i zainteresowań oraz da możliwość udziału w ogólnopolskich i międzynarodowych imprezach (np.: konkursach, festiwalach, turniejach itp.). Nagroda pieniężna może być przyznana uczniowi szkoły gimnazjalnej lub ponadgimnazjalnej, który w poprzednim roku szkolnym został laureatem ogólnopolskich lub międzynarodowych olimpiad, konkursów lub turniejów. Nagroda pieniężna może być przyznana również zdobywcom w poprzednim roku szkolnym pierwszych miejsc w olimpiadach, konkursach i turniejach o zasięgu wojewódzkim. Młodzież utalentowana otrzymuje też wiele wyróżnień ze swoich klubów, stowarzyszeń i organizacji, które na co dzień sprawują opiekę. Stanisław Rusznica

wiedza i pasja

Studenckie Koło Naukowe Lotników to grupa wybitnie zdolnych młodych ludzi, w składzie: Maciej Dubiel, Marcin Marchewka, Grzegorz Łobodziński, Błażej Morawski, Grzegorz Szostek, Mirosław Musiał, Mateusz Szpryngier, Piotr Szaniec, Michał Wojas, Jakub Rogóż, Filip Pawlak, Tomasz Królik, Bartłomiej Skonieczny, Michał Nawrot, Marcin Światłoń, Mateusz Przytuła. Są to studenci Wydziału Budowy Maszyn i Lotnictwa Politechniki Rzeszowskiej, którzy swój ogromny talent, pasję i marzenia urzeczywistniają w postaci konkretnych projektów – konstruują samoloty bezzałogowe. W 2006 roku grupa studentów lotnictwa wraz z kołem naukowym Euroavia Rzeszów postanowiła stworzyć projekt samolotu bezzałogowego. Pomysł zrodził się ze względu na chęć wzięcia udziału w konkursie w trakcie Międzyuczelnianych Inżynierskich Warsztatów Lotniczych organizowanych co roku w Bezmiechowej przez Stowarzyszenie Młodych Inżynierów Lotnictwa z Warszawy. Założeniem było stworzenie samolotu bezzałogowego o maksymalnej masie 5 kg, mieszczącego się do niewielkiej skrzyni o ograniczonych wymiarach. Samolot ten docelowo powinien wykonać zadanie w locie polegające na samodzielnym starcie, znalezieniu trzech znaków rozmieszczonych na terenie lądowiska w Bezmiechowej, podaniu dokładnych pozycji tych znaków oraz bezpiecznym lądowaniu. Organizatorzy zawodów chcieli zachęcić młodych ludzi do tworzenia i badania obiektów bezzałogowych, ponieważ w Polsce było to zupełnie nowe zagadnienie. Studenci postanowili reaktywować założone ponad 30 lat temu Studenckie Koło Naukowe Lotników. Początki działalności nie były łatwe, zdobywali środki na zaadaptowanie pomieszczenia modelarni i zakup podstawowych narzędzi oraz materiałów. Początkowo w zawodach zaprezentowano tylko projekt koncepcyjny samolotu. Z czasem dzięki determinacji i zaangażowaniu konstruktorów powstała, wybudowana przez nich, lakiernia oraz kompozytornia. Wydzielono również specjalne pomieszczenie dla projektu samolotu bezzałogowego. Zawiązała

Spotkanie z premierem RP Donaldem Tuskiem - od lewej: Marcin Marchewka, Michał Wojas.

się grupa kilku młodych ludzi, którzy chcieli poświęcić wolny czas dla realizowania swojej pasji. Połączenie zajęć dydaktycznych na uczelni z pracą w modelarni było dość trudne, jednak ogromna determinacja i chęć zdobywania wiedzy praktycznej doprowadziły do stworzenia kilku bardzo wartościowych samolotów. Wszystkie samoloty oznaczane były jako PR – skrót od Politechniki Rzeszowskiej. Od 2006 r. członkowie Studenckiego Koła Naukowego Lotników zbudowali już 5 samolotów bezzałogowych oraz 3 samoloty udźwigowe. Bezzałogowy samolot PR-5 Wiewiór+ był prawdziwym hitem w trakcie organizowanych corocznie międzyuczelnianych warsztatów lotniczych w Bezmiechowej. Ten lokalny sukces stał się impulsem do zaprezentowania „Wiewióra” szerszej publiczności. W kwietniu 2011 roku ich projekt został przedstawiony na organizowanej co 5 lat międzynarodowej konferencji Aerodays w Madrycie. Spośród wielu aplikacji, które spłynęły do organizatorów, wyłoniono jedynie kilkunastu uczestników - Politechnikę Rzeszowską reprezentował Michał Wojas. W przedostatnim dniu konferencji wybrano najlepszy studencki projekt związany z lotnictwem w Europie. Ku zaskoczeniu, PR-5 Wiewiór+ zdobył główną nagrodę. Okazało się, że studenci Politechniki Rzeszowskiej stworzyli najlepszy samolot w całej Europie. Po sukcesie w Hiszpanii twórcy szybko przygotowywali kolejny projekt, z którym wyruszyli na prestiżowe, największe tego typu zawody na świecie SAE Aero Design w Stanach Zjednoczonych, organizowane każdego roku przez Amerykańskie StowarzyszeKonferencja Aerodays 2011 w Madrycie, nie Inży nierów Michał Wojas. Transportu, zrzeszające ponad 128 tysięcy inżynierów z całego świata. W tegorocznej edyc ji s a molot udźwigowy PR-8 Double Blast zajął prestiżowe 7 miejsce. Studenck im Ko łem Nau kowym Lotników z Politechniki Rzeszowskiej zaint e re s ow a ł y s i ę k rajowe media. Jeden z pat ronów medialnych zaprosił studentów na 15. Pikni k Nau kow y Polskiego Radia i Centrum Nauki Kopernik w Warsz aw ie, będąc y

największą w Europie plenerową imprezą popularyzującą naukę. 28 maja 2011 r. zaprezentowali na pikniku samolot PR-5 Wiewiór+, skonstruowany w Katedrze Samolotów i Silników Lotniczych Politechniki Rzeszowskiej, oraz wiele innych, mniejszych projektów związanych z lotnictwem. Stanowisko reprezentujące Politechnikę Rzeszowską cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Młodzi konstruktorzy nieustannie odpowiadali na liczne pytania zwiedzających dotyczące ich samolotu bezzałogowego oraz studiowania w Politechnice Rzeszowskiej. Po powrocie z Warszawy, studenci otrzymali zaproszenie na spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem, gdzie wraz z innymi uzdolnionymi zespołami z polskich uczelni mogli zaprezentować swoje osiągnięcia. Tydzień później udział w 2. Interaktywnym Pikniku Wiedzy „Dzień Odkrywców”, organizowanym m.in. przez Radio Rzeszów zaowocował nowymi kontaktami z ludźmi z branży lotniczej, interesującymi się działalnością studentów. Od dwóch lat młodzi konstruktorzy z Politechniki Rzeszowskiej są studenckimi liderami w Polsce w temacie samolotów bezzałogowych. Ostatnia wersja samolotu o nazwie PR-5 „Wiewiór+” jest najbardziej zaawansowaną konstrukcją, która może wykonać lot przekazując wszystkie dane do operatora znajdującego się w miejscu startu. Samolot jest w stanie wykonać lot zupełnie sam, sterowany jedynie przez komputer, który znajduje się na pokładzie. Wszelkie dane z lotu są wysyłane do stacji naziemnej, którą obsługuje obserwator oraz zapisywane są na pokładzie. Równie innowacyjna jest technologia, w której został wykonany płatowiec. Są to nowoczesne, bardzo lekkie, a zarazem bardzo wytrzymałe kompozyty. Materiały te występują w najnowszym samolocie Airbus A-380 oraz Boeingu 787 Dreamliner. Poziom jaki osiągnęli to efekt ciężkiej, kilkuletniej pracy. Członkowie Studenckiego Koła Naukowego Lotników spędzają cały rok akademicki oraz wakacje w modelarni. Okrągły rok trwa projektowanie i wykonanie od podstaw gotowego, latającego samolotu. Powoli stają się coraz bardziej znani, a ich sukcesy, zauważone w całej Polsce. Marzą o wykorzystaniu ich wynalazku dla potrzeb szerzej pojętego lotnictwa, a zainteresowanie branży lotniczej i otrzymywane oferty pracy są najlepszą nagrodą i dowodem na to, że talent i pasja w połączeniu z ogromną determinacją i pracowitością są kluczem do sukcesu. Katarzyna Pajda


10

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

m a ł e o s i e dl e , duże problemy

Ostatnim osiedlem przyłączonym do Rzeszowa jest część Miłocina, usytuowana w południowo-zachodniej części miasta. Osiedle to liczy około 700 mieszkańców i 236 domów, przeważnie parterowych i piętrowych posesji prywatnych. W osiedlu swoją siedzibę ma prywatna uczelnia, Zespół Szkół Agroprzedsiębiorczości. Jest tu również stary, zabytkowy park, na terenie którego znajduje się prywatna stadnina koni. Przy skrzyżowaniu ul. Miłocińskiej i Waniliowej, w części zabytkowo-parkowej, po wycięciu kilkunastu starych drzew parkowych, prywatny inwestor postawił 4-kondygnacyjny, wielorodzinny blok mieszkalny. Pogorszyło to warunki najbliższych sąsiadów i mimo protestów, budowa jest już w zasadzie zakończona. Osiedle to obsługują linie autobusowe MPK 18 i 19. Problem w tym, że linie te nie posiadają końcowego przystanku (pętli), która ma być w przyszłości wybudowana przy niedokończonej ul. Miłocińskiej, biegnącej w kierunku Dworzyska. Obecnie planuje się budowę tymczasowej pętli przy skrzyżowaniu ulicy Miłocińskiej z Waniliową, ale w bardzo bliskiej odległości od kilku prywatnych posesji, których właściciele nie wyrażają zgody na jej budowę. Większym problemem jest brak, bądź niedrożność kanalizacji opadowej, która nie zbiera wód po roztopach i opadach, powodując zalewanie osiedla. Do tego dojdą ścieki z 4-kondygnacyjnego bloku do mało sprawnej kanalizacji osiedla, co przy wysokim poziomie wód gruntowych grozi podobną powodzią jaka była na początku czerwca 2010 roku lub gorszą. Niewyasfaltowane uliczki pokryte tłuczniem, w czasie upałów są źródłem zakurzenia okolicznych posesji otoczonych zielenią. Niedokończone jest oświetlenie przy niektórych uliczkach, nieuregulowane są także kwestie prawne ul. Laurowej i Szafranowej, które są własnością ogrodów działkowych Kabaczek. Problem mieszkańców ul. Imbirowej, która jest bez przejazdu, zagrodzona bez powodu bramą przez co jest utrudniony wyjazd z tej wąskiej, ale dość długiej uliczki. Dlatego w zimie uliczka ta jest nieodśnieżana i są trudności z dojazdem do posesji nie tylko mieszkańcom, ale też w razie wypadku służbom ratowniczym i porządkowym. Szczególnie niezrozumiałym jest postępowanie Starostwa Powiatowego z obiektami szkolnymi na terenie Osiedla. Rzecz dotyczy szkolnej hali sportowej i boiska sportowego, które są własnością starostwa, a wcześniej były własnością Zespołu Szkół Agroprzedsiębiorczości. Po przyłączeniu tej części Miłocina do miasta, starostwo oddało szkolę na rzecz miasta, lecz zatrzymało halę sportową i boisko dla siebie. Boisko wynajmowane jest przez klub sportowy z Rzeszowa, a za każdą lekcyjną godzinę w hali sportowej szkoła płaci Starostwu Powiatowemu 47 złotych (cennik wisi na drzwiach hali sportowej). Doskwiera brak miejsc parkingowych, szczególnie w dni wolne, w czasie zjazdów studentów lub w czasie imprez w hali sportowej. Brak sklepów, punktów usługowych. Wszystkie informacje zebrałem od mieszkańców osiedla i przewodniczącej 15-osobowej Rady Osiedla, Teresy Kurc, osoby, która stara się, by to osiedle jak najszybciej i w miarę dobrze funkcjonowało, bo do podstawowych zadań rady należy rozwiązywanie zgłoszonych przez mieszkańców problemów. Życzę jego mieszkańcom, by sporne problemy osiedla strony konfliktu zdołały rozwiązać polubownie. Aby doszli wspólnie do jednego wniosku, że są zdani na siebie. W zależności od tego, jak się sami zorganizują, tak będą funkcjonować w tej małej, osiedlowej społeczności, oczywiście, przy szybkiej pomocy urzędników Ratusza, bo takie ich były zamiary, by rozszerzyć miasto Rzeszów. A skoro tak się stało… Ryszard Lechforowicz

zabawa na baranówce

estradę już od wcze- władze RSM z przewodniczącym Rady snych godzin popołu- Nadzorczej Bolesławem Kosiorowskim dniowych. Całość z wła- i kierowniczką administracji osiedla, ściwym temperamentem Kuźniar. Całość dopełniała oferta estradowym celebrował gastronomiczna. kierownik Klubu RSM Karton, Józef Tadla. Augustyn Jagiełła Spore wrażenie zrobiły na widzach popisy uczestników szkoły tańca towarzyskiego oraz chóru „Cantilena”. Jednak najwięcej emocji wiązało się z lądowaniem na murawie obok Poseł Tomasz Kamiński (z lewej) przy stoisku estrady trzech skoczWładka Kalandyka (w środku). ków spadochronowych Aeroklubu RzeszowPrzy wyjątkowej łaskawości tegorocz- skiego z instruktorem Bogusławem nej aury mieszkańcy Baranówki zebrali Marszałkiem na czele. się na osiedlowym pikniku rodzinnym Z zaproszenia na osiedlowy blok przy okazji dorocznego Dnia Osiedla. atrakcji skorzystali licznie zaproszeni Każdy mógł w Parku Sybiraków znaleźć goście. Pozdrowił osobiście uczestnicoś interesującego dla siebie. Konkursy, ków poseł na Sejm Tomasz Kamiński występy licznych zespołów dziecię- oraz kandydujący w obecnych wybocych, młodzieżowych, a nawet bardzo rach prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Prezes Edward Słupek rozdaje dorosłych, bo już z rewirów trzeciego Zodiak, Edward Słupek. Przybyły śpiewniki biesiadne. wieku, przewijały się przez osiedlową

10 0 l at o s p w bi a ł e j

W pierwszą niedzielę września w Białej, już dzielnicy Rzeszowa, odbyły się uroczystości jubileuszowe upamiętniające stulecie tamtejszej Ochotniczej Straży Pożarnej. Oprócz licznych reprezentacji braci strażackiej z okolicznych miejscowości, samych sztandarów naliczyłem 12, na uroczystości pojawili się między innymi: poseł Tomasz Kamiński, prezydent Tadeusz Ferenc, radny Stanisław Ząbek i członek wspierający bialskich strażaków Edward Słupek, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Zodiak.

Powitalne uprzejmości celebrował prezes Antoni Jonkisz, który przedstawił także krótką historię OSP oraz wyraził wdzięczność strażackim sponsorom, zwłaszcza Zdzisławowi Frańczakowi i Edwardowi Słupkowi. Sztandar OSP udekorował najwyższym odznaczeniem strażackim sekretarz Mieczysław Kot z Zarządu Powiatowego OSP. Wręczył także odznaczenia miejscow ym strażakom. Prezydent Tadeusz Ferenc strojny w czapkę prezesa Jonkisza przekazał strażakom najlepsze

życzenia i dwa komplety aparatów do oddychania wraz z oprzyrządowaniem. Prawdziwym hitem imprezy były przekazane przez prezesa Edwarda Słupka śpiewniki biesiadne. Prezes musiał obiecać dosłanie dalszej partii. Stwierdził także, iż mundur strażacki nabrał nowej wartości po likwidacji zasadniczej służby wojskowej. Chętnie widziałby strażacką formację w swojej spółdzielni. Całość zakończyły wspólny obiad oraz zabawa taneczna. Roman Małek

z a ł ę ż e m a d om k u lt u ry

Mieszkańcy Załęża w gminie Krasne marzyli o pięknej szkole i tęsknili za domem kultury. Marzenia wydawały się nierealne do spełnienia. Kiedy prezydent Tadeusz Ferenc zrobił „zamach” na Załęże, aby przyłączyć do Rzeszowa obiecał budowę nowej szkoły. Część mieszkańców odnosiła się z rezerwą. Ale było wielu, którzy prezydentowi zaufali. I to wyszło na dobre wszystkim-obecnie już mieszkańcom osiedla. 7 maja 2009 rozpoczęto budowę szkoły, a 29 sierpnia 2010 r dokonano już uroczystego otwarcia nowego budynku zespołu szkolno-przedszkolnego. Rada osiedla, której przewodniczy Tadeusz Dudek czyniła starania o przeznaczenie dotychczasowego budynku prawie stuletniej szkoły po odpowiedniej adaptacji na dom kultury. Prezydent Rzeszowa poparł wniosek Rady Osiedla i budynek dawnej szkoły pełni dziś rolę osiedlowego domu kultury. Uroczyste otwarcie z udziałem m.in.

prezydenta Tadeusza Ferenca odbyło się 11 września 2011 r. Tomasz Noworól, dyrektor nowej szkoły powiedział, że z obiektem o nowym przeznaczeniu związany jest emocjonalnie od 1990 roku, tutaj też dyrektorował wiele lat. Dyrektor RDK, Mariola Cieśla i dyrektor ODK Załęże, Anna Małecka przygotowały ciekawy program artystyczny dla licznie zgromadzonych mieszkańców i zaproszonych gości. Jako pierwszy wystąpił zasłużony Zespół Śpiewaczy Kumoszki, a następnie para Tanecznego Klubu Sportowego „GASIEK-Rzeszów” i mała solistka Kasia Bembenek z ODK Pobitno. Pokaz Break Dance zaprezentował zespół z ODK Biała-Budziwój. Gorąco oklaskiwano wspaniałych przedszkolaków z przedszkola nr 26 Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 1 z osiedla Załęże, którzy tańczyli Krakowiaka i zespół Tańca Nowoczesnego Mini-Flik w układzie „Koty” z ODK Załęże. Impresje taneczne do muzyki F. Chopina wykonały uczennice Zespołu Szkół Muzycznych nr 1, laureatki I miejsca ogólnopolskiego konkursu interpretacji

przestrzennych w Radomiu - Monika Litwin, Sylwia Pięta, Sabina Zielińska i Daniela Lisowska. Z piosenką francuską wystąpiła Ela Sztajmec z ODK Pobitno. Uczestnicy uroczystości zwiedzili nowe sale i pracownie oraz wystawę rękodzieła artystycznego uczestniczek zajęć prowadzonych w nowym domu kultury Załęże. Tekst i fot. Józef Gajda

lu bac z ów daw n i e j i dz i ś

Na wystawie fotograficznej w Urzędzie Marszałkowskim W cyklu wystaw prezentowanych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podkarpackiego, które dokumentują nasz region i znaczące wydarzenia z jego dziejów, w pierwszej dekadzie września była ekspozycja zdjęć obrazujących Lubaczów lat minionych i dzisiejszy. Wystawę otworzyła 29 sierpnia br. Maria Magoń, burmistrz Lubaczowa, zachęcając do odwiedzenia tego gospodarnego, dobrze zarządzanego miasta, o bogatej tradycji sięgającej początków XIII wieku. W źródłach historycznych Lubaczów wzmiankowany jest po raz pierwszy w 1214 r. jako stolica wołości należącej do księstwa przemyskiego. Fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Kresów w Lubaczowie, jak i prywatnych kolekcji, m.in.: Jerzego Tabaczka, Janusza Burka, rodziny Szabatowskich, Janiny Dobrowolskiej.

Zachowały się obrazy jeszcze i z okresu zaborów, a także ostatniej wojny i zrujnowanego wtedy Lubaczowa, który odbudowany i rozbudowany zachwyca dziś każdego, kto choćby tylko na chwilę się tam zatrzyma. Plansze z fotografiami pomieszczonymi w chronologicznym porządku, otwiera ta prezentująca herb i sztandar miasta. Z opisu można było się dowiedzieć, że litera „L”, godło lubaczowskiego herbu, jest monogramem legendarnego włodarza grodowego, Lubacza, od którego gród, a później miasto zyskały obecne miano. Natomiast sztandar gminy miejskiej Lubaczów został ufundowany przez samorząd w roku 2006 dla upamiętnienia m.in. 630. rocznicy lokacji miasta. Ryszard Zatorski


ECHO RZE­SZO­WA

Spotkania z przeszłością

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

11

mądry polak po szkodzie

W trakcie wyborów do parlamentu pojawiały się głosy jakże przypominające nam hasła z okresu przed wrześniem 1939 - Polska mocarstwowa, - Nie oddamy nawet guzika, - Polska dla Polaków, wodzu prowadź nas na Kowno i skończyło się tym, że biało-czerwone sztandary wieszaliśmy na gruzach. Wyróżnia się pod tym względem PiS, ale nie tylko to ugrupowanie. Ta partia prowadząc tzw. politykę historyczną popisuje się konfrontacyjnymi wypowiedziami wobec Rosji. Pamiętamy przecież buńczuczne wypowiedzi prezydenta Kaczyńskiego w Gruzji. Klinicznym przykładem tego sposobu myślenia jest prof. Andrzej Nowak, historyk z Krakowa, autor m.in. książki „Jak rozbić rosyjskie imperium?” i członek Honorowego Komitetu Poparcia Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2005 roku. Można przyjąć, że autor tkwi w legionowej romantyce kiedy, to garstka młodych ludzi rzuciła „swój los na życia stos”. Oni chcieli rozbić imperium rosyjskiego caratu. Okazało się, że carat upadł w wyniku rewolucyjnego tajfunu. Jego organizatorami nie byli Rosjanie. Najwybitniejszym obrońcą tezy, że Rewolucja Październikowa była zjawiskiem swoiście rosyjskim, głęboko zakorzenionym w odrębności rosyjskiego procesu historycznego, a więc zewnętrznym wobec cywilizacji zachodniej, był bardzo popularny w Polsce Richard Pipes - konserwatywny historyk amerykański (urodzony w Cieszynie), autor monumentalnej „Rewolucji rosyjskiej” (1990, wyd. pol. 1994). Trudno jest jednak zgodzić się tezą, że rewolucja październikowa była dziełem Rosjan. Przywódca tej rewolucji Włodzimierz Lenin (Uljanow) był pół Rosjaninem, pół Żydem. Jego działalność rewolucyjną animowali i finansowali Niemcy, skonf liktowani wtedy wojną z Rosją i zainteresowani rozbijaniem nieprzyjacielskiej Rosji od środka. Czołowi teoretycy Rewolucji Październikowej, jak: Trocki, Zinowjew, Kamieniew wywodzili się spośród Żydów. Czołowi rewolucyjni bojownicy, to byli Polacy, Łotysze, Węgrzy. Ludzie tych nacji brali udział w zamordowaniu znienawidzonego przez nich cara i jego rodziny. Nie Rosjanie, którzy w carze widzieli religijną świętość. Jak zbadał profesor H. Jabłoński 5 tysięcy czerwonych komisarzy, to byli Polacy uczestniczący w Rewolucji Październikowej, którzy przekonani byli, że ich udział w walkach stanowi niekwestionowany wkład w rozgromienie caratu, dlatego nie zabrakło polskich żołnierzy wśród szturmujących piotrogrodzki Pałac Zimowy i moskiewski Kreml, byli we Flocie Bałtyckiej i Czarnomorskiej, pod Pskowem w 1918 roku, pod Carycynem w 1918 i na Krymie w 1920 roku. Na akademiach nie eksponowano faktu, że rewolucyjne władze

unieważniły traktaty rozbiorowe Polski, co w praktyce oznaczało, że Polska granica wschodnia sięgała do Dniepru. Przez kilkadziesiąt lat porewolucyjną władzę radziecką sprawował Gruzin (a według niektórych pół Gruzin, pół Polak), niedoszły ksiądz, Józef Stalin (Dżugaszwili). Deklarowana przez Stalina wierność ideałom komunistycznym przesłaniała fakt, że radziecki dyktator odkładał realizację tych ideałów na nieokreśloną bliżej przyszłość, a za realny priorytet uznawał wzmacnianie potęgi totalitarnego państwa. Chwytliwym argumentem na rzecz wiarygodności stalinowskiego komunizmu była, jak podkreślił Furet, decydująca rola ZSRR w uwolnieniu Europy od hitlerowskiej barbarii. Najważniejszym Polakiem w rewolucji pa ździerni kowe był Feliks Dzierżyński. Przez długi okres uchodził niemal za stałego mieszkańca osławionego X pawilonu Cytadeli Warszawskiej, miejsca gehenny tysięcy polskich rewolucjonistów i patriotów. Trzykrotnie skazany na katorgę i wywieziony w głąb Rosji, był bohaterem brawurowych ucieczek, w czasie których w pojedynkę przemierzył tysiące kilometrów po tajgach i zmarzlinach syberyjskich, aby wrócić do Warszawy i dalej kontynuować swą działalność rewolucyjną. W X pawilonie, na Pawiaku, w Siedlcach, w Kownie, Orle, Mceńku i Irkucku był często inicjatorem buntów i głodówek więźniów politycznych, walczących w ten sposób z administracją więzienną o poprawę warunków swej egzystencji. Za inicjowanie tych akcji spędził długie tygodnie w wilgotnych, mrocznych karcerach więziennych. Dzierżyński był świadkiem terroru carskiego, tępiącego wszelkie przejawy polskości na Litwie. Na co dzień stykał się z jednej strony z nędzą szerokich mas proletariackich i ludowych, a z drugiej strony z samowolą i dostatkiem carskich urzędników. Wszystko to głęboko zapadło w jego młodzieńczy, wrażliwy umysł. „To zadecydowało - napisał później w jednym z listów do żony z 1914 roku - że poszedłem późniejszą swoją drogą, że każdy gwałt, o którym słyszałem lub który widziałem (np. Kroże) - zmuszanie do mówienia po rosyjsku, zmuszanie do chodzenia do cerkwi w dni galowe, system szpiegostwa itp. - były jakby gwałtem nade mną samym, i wtedy przysiągłem z gromadką innych walczyć z tym złem. Na wolność wyszedł w wyniku rewolucji lutowej w 1917 r. Wyjechał do Piotrogrodu, gdzie został jednym z bliskich współpracowników Lenina. Przełomowym momentem w karierze politycznej Dzierżyńskiego był wybór na szefa Wszechrosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją, Sabotażem i Spekulacją (WCzK, Czeka). Odpowiadająca za masowy terror Czeka była instytucją śledczą. Dysponowała własnymi siłami

k a l e n da r i u m 1 października 1939 - ostatnia bitwa KOP z oddziałami Armii Czerwonej w Wytycznem koło Włodawy. Powstała organizacja konspiracyjna KOP - Komenda Obrońców Polski. 1 października 1941 - hitlerowcy rozpoczęli budowę obozu w Auschwitz-Birkenau. 2 października 1939 - kapitulacja Helu, gdzie walki trwały od 1 września. 2 października 1940 - Niemcy utworzyli getto żydowskie w Warszawie. 2 października 1944 - klęska

powstania warszawskiego. Akt kapitulacji podpisali w imieniu dowództwa powstania Kazimierz Iranek-Osmecki i Zygmunt Dobrowolski. 5 października 1939 - zakończenie bitwy pod Kockiem, ostatniej walki regularnych oddziałów Wojska Polskiego w kampanii wrześniowej. 7 października 1944 - Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wydał dekret o powstaniu milicji. 11 października 1920 - w Rydze została podpisana polsko-rosyjska umowa rozejmowa.

zbrojnymi. Do jej szeregów rekrutowano głównie cudzoziemców, m. in. Łotyszy, Żydów i Ormian. Według rosyjskiego historyka, Siergieja Mielgunowa, tylko w lipcu 1918 r. bolszewicy przeprowadzili 1115 egzekucji na „wrogach ludu” (w całym 1918 r. w 20 guberniach centralnej Rosji odbyło się 6300 egzekucji). We wrześniu 1918 r., po zamachu na Lenina, Rada Komisarzy Ludowych przyjęła „dekret o czerwonym terrorze”, na mocy którego wprowadzono politykę terroru na szerszą niż dotychczas skalę. Podczas wojny domowej uruchomiono sieć obozów przymusowej pracy, za których powstanie odpowiadał Dzierżyński. Osadzano w nich wrogów politycznych, któr ych wykorzystywano jako bezpłatną siłę roboczą. Nadzór nad obozami sprawował Główny Zarząd Obozów i Osiedli Pracy (GUŁAG).Represjami tymi dotknięci byli ludzie związani z carskim aparatem władzy i stanowiącymi jego materialną podporę. Zbudowany przez rewolucję Związek Radziecki przestał istnieć. Dzisiejsza Rosja jest innym państwem i głoszenie przestarzałych haseł prometeizmu, „rozbijanie rosyjskiego imperium” jest polityczną głupotą, myślę tutaj o przeciwstawianiu Ukrainy Rosji. Znany analityk Bartłomiej Sienkiewicz na łamach „Rzeczpospolitej” bezlitośnie konstatował: „Seria wydarzeń na Wschodzie zmieniła na tyle obraz sytuacji, że powtarzanie zaklęć o misji Polski we wspieraniu suwerenności Litwy, Białorusi czy Ukrainy, właściwie straciło sens. A przynajmniej taki sens, jaki od lat nadawano ubranej w giedroyciowski kostium polityce wschodniej”. Redaktora paryskiej „Kultury” przelicytował niedawno krakowski filozof, prof. Bronisław Łagowski, który w lewicowym „Przeglądzie” napisał: „Krótko powiem: polska polityka wschodnia jest bezproduktywnym zawracaniem sobie głowy w czasie, gdy stoi epokowe zadanie zniesienia granicy cywilizacyjnej między Polską a Niemcami. Dla Zachodu Rosja zawsze będzie uprzy wilejowanym partnerem, kosztem każdego z państw byłego ZSRR, jeśli dojdzie do konieczności wyboru. Trzeba patrzeć na Wschód w kontekście Unii Europejskiej. Nasza pozycja w UE zależy w dużej mierze od tego, jak skuteczni i odpowiedzialni jesteśmy w relacjach z naszymi wschodnimi sąsiadami”. Należy wziąć pod uwagę poglądy grupy ks. Tadeusza IsakowiczaZaleskiego, która uważa, że centralnym problemem w stosunkach polsko-ukraińskich jest rozliczenie wojennej przeszłości. Według niej jakakolwiek realna polityka wobec Ukrainy powinna być poprzedzona potępieniem przez Ukraińców antypolskiej akcji UPA na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Grupa ta w istocie chce doprowadzić do zupełnego zablokowania polsko-ukraińskiego dialogu, dopóki Ukraińcy nie uderzą się we własne piersi. Jakie ważne fakty wyniknęły dla nas z tych doświadczeń historycznych? Koło Wyborga, w pobliżu granicy z Finlandią, zakończyła się operacja napełniania gazem Gazociągu Północnego (Nord Stream), który przez Morze Bałtyckie bezpośrednio łączy Rosję z Niemcami. Obecny w tym wydarzeniu premier Putin podkreślił, że dzięki oddaniu do użytku bałtyckiej rury Ukraina utraci ekskluzywne położenie kraju tranzytowego dla rosyjskiego gazu płynącego do Europy. „Nasze stosunki nabiorą coraz bardziej cywilizowanego charakteru” – zauważył. Rurę oddano do użytku 13 lipca. Liczy 470 km i biegnie wzdłuż granicy z Polską. Gazprom podpisał

już kontrakty na dostawy surowca z tej magistrali dla odbiorców w Niemczech, Danii, Holandii, Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii. Wydaje się, że brak wyciągnięcia właściwych wniosków z niedawnej historii Polski, popierania Ukrainy przeciw Rosji spowodował, że powstały następujące fakty ważne dla Polski dzisiaj. Polska straciła

możliwość pobierania opłat za tranzyt przez nasz kraj gazu na zachód Europy. Na całej długości gazociągu w Bałtyku za jego bezpieczeństwo odpowiadać będą rosyjskie łodzie podwodne. O cenie gazu dla Polski decydować będą Rosja i Niemcy. Powtórka paktu Ribbentrop-Mołotów? Zdzisław Daraż

Budowa gazociągu na Bałtyku.

transgraniczne zapiski

Obchodzona w tym roku dwudziesta rocznica niepodległości Ukrainy inspiruje zarówno stronę ukraińską jak i polską do różnorodnych działań na rzecz wzmocnienia współpracy polsko-ukraińskiej. Warto zadać pytanie, gdzie właściwie jesteśmy na tej drodze dialogu i współdziałania z naszym najbliższym sąsiadem? Rozpoczęta dwadzieścia lat temu polsko-ukraińska współpraca zaowocowała kilkoma ważnymi wydarzeniami, które wzmocniły przyjaźń między dwoma bratnimi narodami. Nie sposób wyliczyć wszystkie, ale wymienię jedynie dwa najważniejsze: oddanie Ukraińcom Narodowego Domu w Przemyślu i otwarcie po remoncie Cmentarza Orląt Lwowskich (pomijam tutaj opis całego zamieszania i mnożenia przeszkód ze strony władz Lwowa). Z uwagą śledzę wydarzenia związane z polsko-ukraińskimi stosunkami. Cieszę się, że jest podejmowanych wiele bardzo cennych inicjatyw, które sprzyjają lepszemu poznaniu się Ukraińców i Polaków. Jedną z nich były niedawno zorganizowane: Forum Współpracy Transgranicznej i Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa Granica 480, które odbywały się na mającym powstać przejściu granicznym Mihalkowice-Niżankowice. Były one kontynuacją rozpoczętych swego czasu w Wołosatym Dni Dobrego Sąsiedztwa. Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa zorganizowane przez marszałka województwa podkarpackiego, dr. Mirosława Karapytę, starostę przemyskiego, Jana Pączka i prezydenta Przemyśla, Roberta Chomę, cieszyły się wielkim powodzeniem, o czym świadczy chociażby liczba osób, które przez specjalnie zorganizowane na ten czas piesze przejście graniczne (Straż Graniczna i Służba Celna były znakomicie przygotowane logistycznie) mogły odwiedzić swoich znajomych. Według oficjalnych statystyk z tej wyjątkowej możliwości skorzystało aż 4000 Ukraińców, nieco mniej Polaków. Przez dwa dni na scenie ustawionej po stronie polskiej występowały zespoły z Ukrainy i Polski. Było też wspólne ekumeniczne nabożeństwo pod przewodnictwem przemyskiego sufragana.

Jednym z ważnych elementów było symboliczne przecięcie drutu kolczastego przez ukraińskie i polskie władze państwowe i samorządowe. Drugim optymistycznym faktem jest oddanie przez miejscowe władze kaplicy przyklasztornej (klasztor ojców redemptorystów) w Mościskach. W jej pomieszczeniach mieściła się dotychczas pracownia rentgenowska. Tą jakże radosną informacją podzieliła się ze mną Pani Teresa Tetrycz, dyrektorka tamtejszej polskiej szkoły. Stało się to dzięki zabiegom miejscowych polityków (radnych Lwowskiej Rady Obwodowej): Iwana Hrunyka z Gródka Jagiellońskiego i Jarosława Dubnewycza z pobliskiego Jaworowa. Na to wydarzenie miejscowi Polacy wraz duchowieństwem czekali od wielu lat. Cieszę się bardzo, że chwili tej dożył sędziwy już i zacny ojciec Władysław Ziobro. Niestety, podobnej dobrej woli nie ma ze strony władz Gródka Jagiellońskiego. Tamtejsi duszpasterze od 20 lat dopominają się od władz miasta zwrotu zabytkowego budynku plebanii. Obecny ksiądz proboszcz dr Michał Bajcar mieszka w starym domu, a stołuje się u mieszkających po sąsiedzku sióstr zakonnych. Rozmawiałem w tej sprawie z merem miasta, który jest oburzony faktem, że Polacy domagają się zwrotu budynku plebanii. Nie dokończył ze mną rozmowy. Będąc gospodarzem spotkania odszedł od stołu. Stwierdził, że nie ma o czym rozmawiać. Według niego jest to niemożliwe, gdyż w budynku dawnej plebanii mieści się przedszkole, którego władze miejskie nie mają gdzie przenieść. To tłumaczenie jest tylko pretekstem, aby sprawę przeciągnąć w czasie. Na moją prośbę w działania zmierzające do przekazania miejscowej parafii wspomnianej plebanii zaangażuje się miejscowy radny powiatowy Pan Michajło Panas. Pomoc w rozwiązaniu tejże trudnej kwestii zadeklarowało kilku podkarpackich polityków. Trzymam ich za słowo, a Czytelników „Echa Rzeszowa” proszę o trzymanie kciuków. Tę sprawę trzeba doprowadzić do szczęśliwego finału. Adam Kulczycki


12

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

Z szuflady Bogusława Kotuli

Życie w Ludowej, to był świat zupełnie w innym stylu. Z politycznej i społecznej świadomości wygoniony został wrzód kapitalizmu i bezrobocia. No, bo czy się stoi, czy się leży, dwa patyki się należy. Bardziej zmyślni twierdzili, że robota to głupota, a jeszcze zmyślniejsi etatowcy wierzyli, że przecież robota nie zając, nie ucieknie. Capstrzykowo, akademiowo, zawsze na plus zdawczo-odbiorczo, wreszcie zobowiązaniowo i pochodowo obchodzone regulaminowe państwowce. 1 Maja, 22 Lipca, Lenino i Październikową Rewolucję. Ale były też po zjednoczeniach, przedsiębiorstwach,

imieniny panny niny zakładach i spółdzielniach inne święta, też prawie państwowe. To imieniny: dyrektorów, prezesów, sekretarzy, ważniejszych kierowników ważniejszych działów, zarządów i wydziałów. Dla niepoznaki ponoć dobrowolnie składkowe prezenty wręczano tym najważniejszym dzień wcześniej, a już w sam dzień imienin na obwijane czekoladki i kieliszeczek wina czy koniaku szło do gabinetów tylko samo przedstawicielstwo mas pracujących. Zbiorowy entuzjazm mógł objawić się korytarzowym odśpiewaniem najwyższemu przełożonemu jednej zwrotki „Sto lat”. A co później? Normalnie! Służbowe samochody ze służbowymi kierowcami czekały cierpliwie do chwili… Komu przyszłoby do głowy liczyć wtedy jakiś tam czas! Stanisławy, Jany, Władysławy, Józefy… To były imieniny przewidziane nie tylko w zakresach czynności. Solenizanci prezentowali się wspaniale. Dubeltowo wykąpani, wygoleni, wystrzyżeni, wychlapani przemysławką i lawendową. Gumkowy krawat, kanty na portkach, koszula non

iron i wyglancowane meszty. Rano przytaszczyli ze sobą kulinarno-napitkowe zaopatrzenie. Wszystko w turystycznych torbach, obszernych teczkach, czasem nawet w walizkach. Reklamówki foliowe miał do Polski przynieść dopiero późniejszy kapitalizm. Imieninowe pomieszczenie składało się ze zsuniętych pod ściany biurek, pochowanych do szaf maszyn do pisania i kręciołek, przyniesionych z innych działów krzeseł. Obowiązywały obrusy z papieru pakowego, który wyparł z tej roli wielkoformatowe gazety. Parę dni do tyłu solenizant maił szpyrt na przepalankę czy porterówkę z wyraźnym podziałem na wódkę babską i mężczyźnianą. Obowiązywała swojska kiełbasa, marynowane w chałupie ogórki i grzybki. Własna kobita mogła upiec jakieś paplańce, ale gotowe cukiernicze ciastka były poręczniejsze. Dymiły cały czas czajniki, bo temu czy owemu pasowała kawa, a tamtemu herbaciana sypanka. Pozorny biurowy spokój panował do 10 czy 11. Przed hejnałem zaś cały majdan ruszał. Mimo wszystko pew-

na hierarchia obowiązywała nawet w taki dzień. Najbardziej skumane było zaopatrzenie z księgowością i finansowym, zaś BHP lazło do administracji, kadr i planowania. W księgowości czy finansach było ciasno nie tylko od ilości buchalterek, które do tego miały na czym siedzieć. Podobnie było w finansowym. Zaopatrzenie, magazyny i transport to przenajświętsza trójca złożona w skali 9 do jednego na rzecz chłopstwa. Damskie solenizantki przynosiły do chłopskich działów dwa tortowe na serwetkach. Czasami można było wypić u nich z szuflady po lampce cienkusza porzeczkowego lub jabłkowego. Z rańca zanosiło się składkowe róże albo gerbery. No, oczywiście, były i wyjątkowe wyjątki! Solenizant już po siódmej szedł na pół gwizdka. No to co, po jednym? Wcześniej obśliniony życzeniowymi pocałunkami czuł się jednak cały czas w obowiązku. Chlust chłopoki, bo gorzoła, kto nie pije ten pierdoła! Nie trzeba było zachęcać. Odpowiadano ochoczo – chluśniem, bo uśniem! I leciały toasty pod bajurę, pół basa,

pół buta, później pod pół literka i flaszkę. Po paręnaście razy leciało „Sto lat”, lżejszych podrzucano, bardziej pakowani wylatywali z rąk na dupę. Po południu zawsze ktoś przytargał akordeon albo cyję, skądś wygrzebywano bambino z pocztówkowym graniem. Zaczynały iść tańce, haftowane chusteczki i międzypokojowe węże. Ciastka mieszały się z musztardą, nadgryzioną kiełbasą, śliskim grzybkiem i rozgniecionym kiszońcem. Mokły obrusowe gazety i płachty pakowego. Tu właśnie rodziły się biurowe romanse i miłości. A co było, gdy w przedsiębiorstwie skądś wzięło się aż paru Janów, albo Stanisławów? Bohaterami stawali się ci, którzy dobrnęli na własnych nogach do piątego czy szóstego solenizanta. O późnowieczornych „wyjściach” z imieninowych biur nie ma co pisać. Po co psuć nastrój? Na drugi dzień personalna dowiadywała się o jakiejś epidemii zwolnień lekarskich albo niezwykłym zapotrzebowaniu na urlopy okolicznościowe. I któżby się tym przejmował! Przecież za trzy dni Wacława albo jakiegoś Jerzego.

miasteczko nad ryjakiem Z głębi rozpadliny zwanej Wilczym Dołem, rzeźbiącej jedno z pasm Pogórza Dynowskiego, które wieńczy kulminacja Wilcze (506 m n.p.m.), wypływa rzeczka Ryjak w dolnej części biegu zwana Strug. Jeszcze w górnym jego biegu, w sporej kotlince powstałej u ujścia doń rzeczki Piątkowa, usadowiła się Błażowa, sympatyczne i zadbane miasteczko będące ośrodkiem dużej gminy. Błażowa, sięgająca początkami XIV-XV wieku, miastem została zapewne dopiero w XVIII stuleciu. Czasy to odległe i dokładnie niewiele na ten temat wiadomo. Dokumenty przechowywane w miejskim archiwum zniszczyli Niemcy podczas okupacji. O jej historii coś niecoś można jednak powiedzieć. Najstarsza wzmianka o Błażowej pochodzi z 1429 roku, ale osada powstała niewątpliwie znacznie wcześniej, może nawet w XIV wieku. Legenda wiąże jej powstanie z osobą króla Władysława Jagiełły. Jej nazwa, dawniej pisana jako Błażejowa, wywodzi się od imienia Błażej, którym, być może, posługiwał się jej zasadźca. Wiadomo, że w 1432 roku wieś rządziła się prawem niemieckim, w tym też roku powstała tu parafia. Można sądzić, że jak na owe czasy, osada była to znaczna. Wzmianka o wójcie pochodząca z 1450 roku pozwala domniemać, że była miastem, jednak na ten temat nic

więcej nie wiadomo. Najprawdopodobniej prawa miejskie otrzymała dopiero około 1770 roku. W połowie XV wieku Błażowa stała się ośrodkiem odrębnej majętności, obejmującej kilka okolicznych wsi. Tutejsze dobra były, między innymi, w posiadaniu Rzeszowskich i Lubomirskich. Na przełomie XIX i XX stulecia Błażowa była sporym i ruchliwym miasteczkiem, ośrodkiem lokalnego handlu znanym z jarmarków i targów oraz rzemiosła, szczególnie tkactwa. Żywą działalność rozwijało powstałe w 1891 roku Towarzystwo Tkaczy. Zabudowa ówczesnego miasteczka, za wyjątkiem kościoła, była niemal w całości drewniana. Gwałtowny pożar, który w majowy dzień 1907 roku wybuch w jednym z domów, w ciągu godziny rozprzestrzenił się całe jego centrum, trawiąc je doszczętnie. Spłonęło 177 domów mieszkalnych, szkoła, czytelnia, plebania, bożnica i wiele innych obiektów. Pomimo ogromu zniszczeń, dzięki wszechstronnej pomocy, miasteczko zostało szybko odbudowane. Sam Najjaśniejszy Pan, cesarz Franciszek Józef I przekazał na jego rzecz 6 tysięcy koron. Tyle o przeszłości. Współcześnie Błażowa liczy ponad 2 tysiące mieszkańców, jest siedzibą władz miasta i gminy, lokalnym ośrodkiem gospodarczym i kulturalnym. Podobnie jak i inne podrzeszowskie miejscowości godna jest

poznania, ma wprawdzie nieliczne, ale godne uwagi zabytki, ciekawostki i piękne okolice. W uk ładzie przestrzennym miasteczka w yróżnia się niewielki rynek z pomnikiem króla Władysława Jagiełły z 1910 roku. Zamieniony na zieleniec od lat nie spełnia już swej dawnej funkcji. Główną oś zabudowy starszej części miasta wyznacza ulica 3 Maja będąca fragmentem starego traktu prowadzącego w kierunku Dynowa. Po obu jej stronach rozciąga się zwarta zabudowa parterowych domów i kamieniczek w typie tzw. architektury małomiasteczkowej, typowej dla miasteczek dawnej Galicji. Pochodzą przeważnie z początków XX stulecia i jako całość tworzą charakterystyczny fragment miasteczka. Wyjątkowo okazale prezentuje się kościół parafialny pw. św. św. Marcina i Mikołaja wzniesiony w latach 1896-1900 według projektu znanego architekta Jana Sas-Zubrzyckiego. Jest to obszerna, rzec można monumentalna, trójnawowa budowla z transeptem i dwoma wysokimi wieżami w fasadzie, zbudowana z kamienia i czerwonej cegły w stylu neoromańskim. Fasadę zdobi bogato rzeźbiony kamienny portal. Kościół zachwyca przestronnością i wystrojem wnętrza. Pokrywa je oryginalna polichromia autorstwa cenionego niegdyś malarza Stanisława Bergmana z Krosna. Ołtarze

i inne elementy w yposażenia są zaś dziełem miejscowego rzeźbiarza Kazimierza Krygowskiego i jego warsztatu. W pobliskim, nowym już Domu Parafialnym, można obejrzeć zbiory Społecznego Muzeum Ziemi Błażowskiej, powstałego w 1997 roku. W północnej części miasteczka zachował się park podworski w typie krajobrazowym, pochodzący z XVIII-XIX wieku, już w czasach powojennych mocno okrojony i przekształcony, ale zadbany. Na jego skraju znajduje się dawny dwór zbudowany przez Skrzyńskich około 1835 roku na Portal kościoła w Błażowej. Fot. S. Kłos. zrębach starszej budowli. Pierwotnie klasycystyczna budowla zatraciła z czasem dawny porastają malownicze przylaski i charakter, szczególnie w wyniku zagajniki. Oryginalnym zakątkiem przebudowy dokonanej w latach jest Bycza Góra, zwana też Wielsiedemdziesiątych ubiegłego stu- ką Górą (331 m), wznosząca się niedaleko na południowy wschód lecia. Ważne że przetrwała. Błażowa posiada wyjątkowo od Rynku. W kolorach i w słońcu malownicze położenie. Miasteczko jesieni jest wyjątkowo piękna. Gdzie leży Błażowa chyba każotaczają wzgórza sięgające 320-350 m n.p.m., przeważnie bezleśne, o dy wie. Nieco ponad 20 km na szerokich spłaszczonych wierzcho- południowy wschód od Rzeszowa. winach, pokrytych szachownicami Dojechać tu łatwo, a po drodze pól i łąk, poprzecinanych wstęgami można poznać inne ciekawe miejdróżek. Najbliższa okolica jest bez- sca. leśna, ale każdą większą nierówStanisław Kłos ność terenu, każdy parów i uskok

Nowomowa

bandyterka dystyngowanych klaczy

Bandyterka – stadionowa zadyma kiboli, przed którą nie ustąpi premier Tusk. Intencje popieram, określenie nie za bardzo. Żaden słownik takiego określenia nie zna. Premier urobił go na wzór sałata – salaterka. Ta metoda tu jednak nie przystaje. No, chyba że tego stadionowego chuligana nazwiemy bandyter, to rodzaj żeński będzie brzmiał bandyterka. Tyle tylko, że panie w szalikach gustują rzadko, a w rozwalaniu stadionów i bijatykach jeszcze rzadziej. Ale zapędy słowotwórcze premiera są godne wsparcia. Powinien jednakże wcześniej nieco poćwiczyć pod fachowym okiem profesora Bralczyka lub Miodka. Skoro nauczył się kopać balon, to polszczyzna pójdzie mu już tak prościutko jak nasze autostrady, a może i jeszcze prościej. Biografię o Łazuce – preferuje korpulentna Wellman z telewizji. Nie wyjaśniła dlaczego woli biografię o Łazuce zamiast biografii Łazuki. Widocznie naczytała się „Pieśni o Rolandzie”, „Snów o potędze” czy „Legendy o smoku wawelskim” i tak

już jej zostało. A może ona po prostu marzy o tym Łazuce? Biografia jednak to nie żadna pieśń! Niemiłosiernie pokiełbasiły się pani redaktor deklinacyjne przypadki. Zrozumiałe jeszcze byłoby pomylenie dopełniacza z biernikiem (hi, hi), ale z miejscownikiem już nie uchodzi. To mniej więcej tak samo, gdyby użyła zamiast określenia dom sztuki, formy domu o sztuce. Sztuka coś takiego wymyślić, ale pani Wellman potrafiła i muszę przyznać, że z niekłamanym wdziękiem. Bynajmniej – chciałby rzecznik SLD Kalita w znaczeniu przynajmniej. Bynajmniej nie zamierzałem mu czynić wytyków w związku z jego wcześniejszymi potknięciami językowymi, ale tutaj już zdecydowanie przesadził. Przecież określenie bynajmniej znaczy - wcale, ani trochę i występuje z partykułą nie, której Kalita nie tylko nie docenia, ale wręcz nie zauważa, a powinien. Dlatego powstał mu z jego wypowiedzi znaczeniowy idiotyzm w sensie - bynajmniej by powiedział… Rzecznik uśmiechał się po tej wypowiedzi, ale nie dlatego, że zorientował

się, lecz dlatego, iż taka śmieszna jest jego fizjonomia i sposób sprawowania rzecznikowego posłannictwa partyjnego. Dystyngowane klacze – dojrzał na końskim wybiegu komentator aukcji koni w Janowie. Fakt, owe klacze nie puszczały publicznie bąków, żadna publicznie nie uwaliła kupy ani nie puściła się w ogóle, chociaż po wybiegu plątało się parę czystej krwi arabów. Próbowałem usilnie dociec, na czym ta dystynkcja w wydaniu końskich dam miała polegać. Kobyły nie wykazywały się wytwornością sposobu bycia ani stosownie wyszukanymi manierami. Reagowały na cmoknięcia koniuszego, jego bacik i zwyczajne wio koniku, a nawet prrr. Takim określeniem królowa Elżbieta II byłaby zdegustowana. Paprykarz – miano plantatora tunelowego papryki, któremu nie chciało się zmontować przyzwoitych tuneli i zbił sobie młotkiem prowizorkę, którą zdmuchnął silniejszy wiatr, bo musiał. Autor sł y nnego hamletowsk iego pytania do premiera, jak żyć? Ten nie

wiedział. Od razu do owego paprykarza zapałał wielkim afektem prezes I Ogromny, zresztą z wzajemnością. Niedorzecznik prasowy Hofman nie doniósł, jak to przeżył futrzak Alik. Do tej pory słowniki znały tylko jedno znaczenie pojęcia paprykarz – potrawa z cielęciny, drobiu lub ryb z dużą ilością papryki. Obywatel Kowalczyk do cielęciny czy ryb nie pasuje, bo mówi ludzkim głosem, chociaż nie zawsze do rzeczy. Aktualnie paprykarz stał się pojęciem politycznym. Oznacza właściciela zawalonej plantacji podpierającego prawo w jego sprawiedliwym paprykowo sięganiu po władzę. Pozytywna zgoda – pojawiła się w komentarzu w yemitowanym w TV Rzeszów. I słusznie! Przecież powszechnie wiadomo, że zgoda buduje, a niezgoda przynosi sławę, jak chociażby niejakim Rejentowi i Cześnikowi, czy prezesowi I Ogromnemu i premierowi Tuskowi. Skoro zgoda buduje, to co dzieje się z ową budową, gdy ta zgoda okazuje się pozytywna? Budowa wówczas jest też pozytywna i powstała w ten sposób budowla

nie zawala się pod byle paprykowym podmuchem. Ale co z kolei stanie się, gdy owa zgoda będzie negatywna, bądź bardzo negatywna? Stanie kością w gardle, a może przemieni się w niezgodę, niczym prezes po zaprzestaniu zażywania prochów? To już może lepiej, szanowna telewizjo, darujmy sobie przymiotniki, dla zgody. Wskazać wskazówki – chciała radna Kazimierczak przy podejmowaniu uchwały o zamianie działek ze współwłaścicielem hotelu „Grand”. Można wskazać owe wskazówki, ale wyłącznie na tarczy zegara. Natomiast w tekście już nijak się nie da. Można je zawrzeć, opisać, a nawet dać, nigdy wskazać. Nie dociekałem jeszcze skąd bierze się u rajców miejskich taki zapał do wskazywania wszystkiego, nawet dalekowzrocznych wskazówek? Z pewnością z przekonania o swoim posłannictwie i niezgłębionej mądrości. Po tym wskazaniu wskazówek właściciele hotelu „Grand” mogą się już czuć jaśnie oświeceni, oczywiście, światłem odbitym od radzieckiej władzy. Roman Małek


ECHO RZE­SZO­WA

Rozmaitości

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

13

związek polskich spadochroniarzy Inicjatywę powołania Oddziału Związku Polskich Spadochroniarzy w Rzeszowie w 1991 roku podjęło trzech oficerów spadochroniarzy: płk dypl. Włodzimierz Husak, płk dypl. Kazimierz Sabaj, ppłk dypl. w st. spocz. Andrzej Stroiński. Grupa inicjatywna złożona była z 18 spadochroniarzy. Uchwałą Zarządu Głównego w Warszawie powołano XVI Oddział Związku Polskich Spadochroniarzy w Rzeszowie. Już w grudniu 1991 roku odbyło się nad-

w pomoc finansową dla spadochroniarzy, którzy ulegli wypadkom. Takiej pomocy udzielili wpłacając na konto zebrane pieniądze spadochroniarce z Aeroklubu Wrocławskiego, która uległa wypadkowi podczas wykonywania skoków spadochronowych 4 sierpnia 1991 roku. Nowego prezesa Bogusława Marszałka wybrano 13 sierpnia 1996. Nowy prezes pracujący w charakterze instruktora spadochronowego w Aeroklubie Rzeszowskim pozyskiwał

Bogusław Marszałek i Jerzy Noga tuż po sk kach na Baranówce, w rozmowie z Józefem Tadlą (w środku). Fot. R. Małek.

zwyczajne zebranie założycielskie. Wybrano władze w składzie: prezes Krzysztof Dec, wiceprezes Andrzej Stroiński, skarbnik Mirosław Rozmus. Ponadto w skład zarządu weszli Jerzy Pakosz i Stanisław Szimianek. W listopadzie tego samego roku powołano w Rzeszowie profesjonalną, szkoleniowo-ochronną Agencję ,,KOMANDOS” Związku Polskich Spadochroniarzy. Dyrektorem oddziału został Włodzimierz Husak. Pierwszym ochranianym obiektem był salon handlowy firmy ,,Mercedes Benz”. XVI Oddział ZPS w Rzeszowie angażował się w wiele różnego rodzaju inicjatyw, między innymi

nowych członków ZPS. Co roku organizował obchody ,,Dnia Spadochroniarza”- co młodzieży czynnie skaczącej pozwoliło zintegrować się z pozostałymi członkami ZPS. W 1998 roku Oddział ZPS w Rzeszowie zakupił spadochron dla swoich członków, była to nowość w tamtych czasach, czyli spadochron typu latające skrzydło w systemie plecy-plecy PTH-11, na czaszy którego umieszczono logo sponsora, firmy ,,KOMANDOS”. Na tym spadochronie skakało wielu członków naszego oddziału, promując szczytne cele ZPS na terenie Podkarpacia. Nowy sprzęt przy-

czynił się również do podwyższenia poziomu wyszkolenia i bezpieczeństwa podczas wykonywania skoków. W dniach 30 maja do 1 czerwca 2003 r. Związek Polskich Spadochroniarzy Oddział w Rzeszowie wraz z Aeroklubem Rzeszowskim zorganizował VII Międzynarodowe Spadochronowe Mistrzostwa Związku Polskich Spadochroniarzy w celności lądowania. Mistrzostwa rozegrane zostały na lotnisku Rzeszów-Jasionka. Na zawodach byli obecni członkowie Zarządu Głównego ZPS z prezesem, Januarym Komańskim. Zawody spadochronowe są organizowane na bardzo wysokim poziomie pod względem technicznym, bezpieczeństwa jak i zabezpieczeniem logistycznym. Wysoki poziom organizacji wszystkich zawodów spadochronowych, organizowanych w Rzeszowie, zawdzięczamy przede wszystkim takim ludziom, jak: Bogusław Marszałek, Wacław Czyż, Jerzy Noga, Patrycja Pankiewicz, Paweł Międlar oraz pozostałym członkom ZPS. Nierozłącznym elementem spadochroniarstwa jest pogoda, która kilka razy pokazała swoją moc i uniemożliwiła rozegranie pełnych kolejek skoków w zawodach lub w okresie organizowanych innych imprez spadochronowych. Od 2004 roku przy współpracy z Aeroklubem Rzeszowskim rozpoczął się nowy cykl zawodów „Międzynarodowe Spadochronowe Mistrzostwa Podkarpacia w Celności Lądowania”. Zawody te były organizowane co roku na lotnisku w Jasionce i integrowały członków związku, pokazywały w pozytywnym świetle nasze stowarzyszenie na zewnątrz. Wielu ludzi dzięki zawodom organizowanym w Rzeszowie pierwszy raz usłyszało o Związku Polskich Spadochroniarzy. W marcu 2007 roku, podczas walnego zjazdu dokonano wyboru nowych władz XVI Oddziału Związku Polskich Spadochroniarzy w Rzeszowie, czyli zarządu w składzie:

Zbigniew Tatara – prezes, Janusz Grabek – wiceprezes, Jerzy Noga – skarbnik, Tomasz Drozd – sekretarz, Bogusław Marszałek – członek. Organizacja imprez spadochronowych nabrała nowego wymiaru. Zaczęto wychodzić na zewnątrz. Formą propagowania spadochroniarstwa w terenie stało się organizowanie zawodów spadochronowych w gminie Grodzisko Dolne. Przy współudziale władz gminy, zawody nad zalewem ,,Czyste” rozgrywane są corocznie do dnia dzisiejszego. Współpraca ta zaowocowała podjęciem decyzji o budowie lądowiska i być może przeniesieniem się sekcji spadochronowej na teren gminy Grodzisko Dolne. Decyzja ta związana jest również z rozbudową lotniska pasażerskiego w Jasionce, co ogranicza działalność spadochronową. Bardzo owocnie współpracujemy z 21. Brygadą Strzelców Podhalańskich Związek dofinansował szkolenie spadochronowe dla młodzieży pochodzącej z ubogich rodzin. Nawiązany jest ścisły kontakt z

kołem ZPS w Sanoku, na czele z harcmistrzem Jerzym Marią Kwaśniewiczem. Z koła tego wyszły już nowe zastępy spadochroniarzy. Największym wyzwaniem dla odd zia ł u była orga n i z ac ja I X Mistrzostw Europejskiej Federacji Spadochronowej U.E.P. i XIII Mistrzostw Związku Polskich Spadochroniarzy w Celności Lądowania, które odbyły się w dniach 28-31.07.2011 roku na terenie Ośrodka Kształcenia Lotniczego Politechniki Rzeszowskiej na lotnisku w Jasionce. Należy dodać, iż członkowie nasi byli w ostatnim okresie wyróżniani odznakami i medalami związkowymi oraz w jednym przypadku odznaczeniem państwowym: Bogusław Marszałek – Srebrnym Krzyżem Zasługi i medalem Zasłużony dla Związku Polskich Spadochroniarzy, Zbigniew Tatara i Wacław Czyż medalem Zasłużony dla Związku Polskich Spadochroniarzy. Zbigniew Tatara

przed ekranem

Wydano polecenie, aby totalnie zaatakować przed wyborami Polskę Ludową, system a właściwie wszystko, co robili Polacy w tamtym czasie. I mamy w telewizji żałosne popisy wysyłania widzom starszym karykatury czasów, w których żyli. I co, będą młodzi ludzie przestrzegali przykazania –czcij ojca i matkę swoją? Pan Andrzej Andrus w kanale TVP historia zabawiał widzów, że ZHP w wymaganiach na stopnie harcerskie pytało zuchów i harcerzy o nazwisko I sekretarza partii, a młodsi harcerze powinni znać nazwisko sekretarza powiatowego, gminnego. Bardzo to śmieszne, tylko że jest to kłamstwo Owszem, pytano zucha czy zna kolegę, który posiada rowerek i daje pojeździć? TV historia zabawia widzów cogodzinną informacją młodych ludzi, kiedy się urodzili, że był stan wojenny, że żołnierze radzieccy opuścili Polskę. Proponuję uzupełnić informację: 1. Urodziłem się w lutym 1945 kiedy prezydent USA Rooswelt sprzedał Lwów i Polskę Stalinowi. 2. Urodziłem się 1958 roku, kiedy w Polsce wszyscy mieli pracę. 3. Urodziłem się w kwietniu.1949 roku, kiedy Sejm uchwalił ustawę o likwidacji analfabetyzmu. Jan Cichocki

TANKUJ NAJTANIEJ! Stacja benzynowa ul. Lubelska Stacja benzynowa ul. Trembeckiego


14

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

osiedlowa piłka nożna

W dniu 10 września br. z okazji wspólnego święta czterech osiedli: Zwięczycy, Grota Roweckiego, Piastów i Dąbrowskiego odbył się III Turniej Międzyosiedlowej Piłki Nożnej o puchar prezydenta miasta Rzeszowa. Do turnieju zgłosiło się 6 drużyn w siedmioosobowych składach. Rozgrywano mecze 2 x 10 minut na boisku orlik, przy ul. Dąbrowskiego. Organizatorem rozgrywek była Rada Osiedla Zwięczyca, przy współpracy z pozostałymi radami osiedli i Rzeszowskim Domem Kultury, filia w Zwięczycy. Jak przystało na gospodarza rozgrywek, drużyna osiedla Zwięczycy była bardzo gościnna i zajęła ostatnie, szóste miejsce. Po raz trzeci zwyciężył zespół osiedla Pobitno, nie dając żadnych szans pozostałym zespołom. Drugie miejsce zajęło Osiedle Przybyszówka, trzecie Osiedle Franciszka Kotuli, czwarte Osiedle Piastów, piąte Osiedle Starowina. Pierwsze trzy zespoły otrzymały okolicznościowe puchary oraz pił-

ki, jako nagrody od organizatorów. Dyplomy i materiały promujące miasto Rzeszów otrzymały wszystkie zespoły uczestniczące w turnieju, którego sędzią był Janusz Bęben, konferansjerem i sprawozdawcą Paweł Bukała, nagłośnienie przygotował Jerzy Engel. Nagrody wręczali: Mariola Cieśla, dyrektor Rzeszowskiego Domu Kultury, Jolanta Kazimierczak, radna miasta Rzeszowa, Janusz Micał, przewodniczący Rady Osiedla Zwięczyca. Zawody przebiegały w sportowej atmosferze, przy dobrej pogodzie. Na zakończenie imprezy wszyscy uczestnicy degustowali smaczny bigos, ufundowany przez sponsora tej imprezy, Piotra Kobakę. Zapowiedziano kontynuację tych rozgrywek w roku przyszłym. Skład zwycięskiej drużyny: Wiesław Ziemiański, Krzysztof Drozdowski, Andrzej Ziemba, Mariusz Bazylik, Kamil Chrabusta, Rafał Drąg, Mirosław Szczepkowicz i Marek Kiczek. Gratulujemy. Ryszard Lechforowicz

sukces 10-latków

Na trzecim miejscu w Turnieju o Puchar Tymbarku uplasowali się chłopcy reprezentujący województwo podkarpackie. Zwycięzcą w tej kategorii okazał się natomiast zespół z województwa śląskiego. Wśród dziewcząt wygrała drużyna reprezentująca województwo lubelskie. Finał odbył się w Chorzowie na stadionie miejscowego Ruchu. Fot. Patryk Ogorzałek

golfowe mistrzostwa Grupa uczestników IV Mistrzostw. Fot. R. Małek.

We wrześniu, na jednym z największych w Europie pól golfowych, w podkrakowskich Paczułtowicach rozegrane zostały IV Otwarte Golfowe Mistrzostwa Podkarpacia. Zjechała spora rzesza pasjonatów tego elitarnego sportu, nie tylko z naszego województwa. Tym razem aura była zdecydowanie łaskawsza, aniżeli w roku ubiegłym. Pierwszy dzień pobytu na tym naprawdę urokliwym i świetnie urządzonym polu golfowym uczestnicy turnieju przeznaczyli na trening. W następnym zaś dniu tuż po godzinie 9 rozpoczęły się prawdziwe zmagania sportowe. Wbrew pozorom jest to jednak forsowny sport. Aby zaliczyć wszystkie 18 dołków trzeba pokonać wraz z całym sprzętowym majdanem coś około 8 kilometrów. Jeśli do tego dołożymy odległości pokonane w poszukiwaniu zniesionych w bok piłek, to nawet więcej. Całość przebiegła bez najmniejszych zakłóceń i zgodnie z obowiązującą etykietą golfową. Wszyscy uczestnicy zaliczyli chwalebnie i z pełnym powodzeniem wszystkie 18 dołków i spotkali się przy dziewiętnastym, czyli w golfowym bufecie. Tutaj oczekiwali na podliczenie ich sportowych wyczynów i ogłoszenie wyników oraz odebranie należnych trofeów sportowych. W kategorii otwartej brutto triumfowali: Ernest Młynarski, Jarosław Lenart i Paweł Dydyński, zaś w kategorii otwartej netto: Paweł Kuźniar, Jarosław Lenart i Paweł Słowik. Nieco inaczej przedstawiała się klasyfikacja w ramach samego Podkarpackiego Klubu Golfowego. Tutaj w kategorii brutto zwyciężyli: Jarosław Lenart, Bogusław Chlebicki i Stanisław Sroka, zaś w kategorii netto: Paweł

Kuźniar, Jarosław Lenart i Zdzisław Frańczak. Mistrzostwo wśród pań trafiło w ręce Grażyny Walas, a mistrzostwo zielonej karty do Krzysztofa Żyrka. Specjalną nagrodę organizatorzy ufundowali sympatycznej pani Ewie, którą uhonorowali tytułem Królowej Golfowego Bunkra. Nikt tyle piłek i z takim wdziękiem nie wybijał bowiem z golfowej piaskownicy. Rom

Prezes Zdzisław Frańczak tuż po udanym zagraniu.

KRÓTKO Zelmer otworzył swoją nową fabrykę w Rogoźnicy, niedaleko lotniska w Jasionce – w podstrefie ekonomicznej należącej do Euro-Park Mielec. Zakład ma ponad 32 tys. m. kw. powierzchni, a koszt jego budowy wyniósł ok. 45 mln zł. Przeniesiona tu została produkcja ze starego zakładu w Rzeszowie, który uległ likwidacji. W nowej fabryce zamontowano 13 linii montażowych, na których produkować się będzie rocznie około 2,6 mln sztuk różnego rodzaju sprzętu AGD. Zelmer jest największym producentem tego sprzętu w Polsce. Zatrudnia około 2 tys. osób. *** W Rzeszowie rozpoczęto montaż silników do najnowocześniejszych samolotów pasażerskich na świecie. Odbywa się on w nowej fabryce Hamilton Sundstrand, którą zbudowano w ciągu zaledwie 9 miesięcy. Fabryka powstała w obrębie Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL-Rzeszów SA i należy do tej samej amerykańskiej korporacji - UTC. Wartość tej inwestycji przekroczyła 100 mln zł. Przy montażu silników na razie pracuje 100 osób, w przyszłości załoga ma liczyć 350 osób. *** W Jasionce już po raz drugi w ciągu ostatnich miesięcy wyładował olbrzymi samolot transportowy – tym razem Ił 76. Przyleciał, by zabrać na pokład dwa śmigłowce Black Hawk produkowane w Mielcu i przewieźć do Meksyku. Ił 76 jest jednym z największych samolotów transportowych na świecie. Ma ponad 46 m długości, a rozpiętość jego skrzydeł przekracza 50 metrów. Samolot może lecieć z maksymalną prędkością 900 km na godzinę. Poprzedni kolos, który w lipcu lądował na lotnisku w Jasionce, to był transportowiec Rusłan. Zabrał on także dwa Black Hawki do Arabii Saudyjskiej. *** 250 lekarzy z Polski, Europy i USA uczestniczyło w trzydniowej konferencji w Rzeszowie, poświęconej zaburzeniom endokrynologicznym u dzieci. Uczestnicy konferencji wiele uwagi

poświęcili cukrzycy, niskowzrosłości i otyłości dzieci, a także chorobom tarczycy, problemom dojrzewania, a także zaburzeniom hormonalnym u noworodków. Wymieniano doświadczenia z zakresu diagnostyki i terapii tych schorzeń. Wśród wykładowców były największe autorytety światowe w zakresie endokrynologii dziecięcej, między innymi szef Europejskiego Towarzystwa Endokrynologicznego prof. Christopher Kelner, szef amerykańskiego Towarzystwa Endokrynologii Dziecięcej David Allen oraz sekretarz Światowej Federacji Towarzystw Cukrzycowych prof. Ragnar Hałas. *** Miłośnicy wina mieli swoje trzy dni. W naszym mieście, od 16 do 18 września, odbywały się III Rzeszowskie Targi Wina, zorganizowane przez sieć sklepów „Jedynka”. Targom towarzyszyły występy artystyczne, pokazy akrobatyczne i barmańskie oraz inne atrakcje. Ulicami miasta przeciągnęła parada w gorących rytmach salsy i rumby. Swój dorobek kulinarny prezentowały koła gospodyń wiejskich, było też stoisko kuchni kubańskiej. Najlepsze stoiska targowe zostały wyróżnione statuetkami. Imprezę zakończył pokaz sztucznych ogni. *** Przy szkole podstawowej nr 3 w Rzeszowie oddano do użytku młodzieży zespół boisk sportowych. Inwestycja ta kosztowała miasto ponad 600 tysięcy złotych. Sportowy kompleks składa się z wielofunkcyjnego boiska o wymiarach 18 na 30 metrów, pokrytego gumową kostką, boiska do minikoszykówki oraz trzeciego do minitenisa i siatkówki. Zabrakło 10 m, by powstał pełnowymiarowy kort, ale nie było możliwości powiększenia szkolnego terenu. Sportowy obiekt jest ogrodzony i monitorowany za pomocą kilku kamer podłączonych do systemu alarmowego. Po godzinach zajęć szkolnych boiska są udostępniane młodzieży z całego osiedla. Podobnie w soboty i niedziele, jeżeli nie odbywają się zajęcia dla uczniów. kal


ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

Wieści spod kija

wędkarskie ostatki

Po lecie pozostało tylko wspomnienie. Dni są coraz krótsze, wieczory i poranki chłodne. Pod koniec miesiąca zdarzają się przymrozki. Ani się spostrzegliśmy, nadeszła jesień. Koniec września i początek października, to czas kiedy ryby jeszcze intensywnie żerują. Często bez większych problemów udaje się złowić komplet (ilość ryb określonych w regulaminie PZW). Jednak z upływem dni spostrzegamy, że nasze doskonałe letnie miejscówki pustoszeją. Wraz z obniżeniem się letniej temperatury ryby zmieniają żerowiska. Ławice leszczy podążają w głębsze partie wody. Drobnica zbita w stada trzyma się cieplejszych i spokojniejszych zastoisk. Za drobnicą podążają drapieżniki, głównie sandacze i szczupaki. Zmiany w zachowaniu ryb wymuszają zmiany w sposobach i miejscach łowienia. Podczas połowu ryb spokojnego żeru (białorybu) w rzekach skuteczna będzie zarówno przepływanka jak i przystawka, a także gruntówka (denka). Dobre łowiska to głębokie zatoki z łagodnym uciągiem oraz wszelkimi przeszkodami spowalniającymi nurt, ujścia dopływów, głębokie rynny przy podmytych brzegach. W słoneczne, cieplejsze dni mamy jeszcze szansę na złowienie karpia, lina lub karasia. One niebawem przestaną pobierać pokarm. Jesień to jednak pora połowu drapieżników. Na początku października jeszcze dobrze żeruje sum w pobliżu głębokich, sródrzecznych dołów, miejsc w których będzie zimował. W rzekach warto zapolować na szczupaka lub sandacza. Łowimy na żywą lub martwą rybkę, wędką ze spławikiem lub bez. Dobre efekty uzyskamy łowiąc aktywnie. Tam gdzie spodziewamy się szczupaka, zarzucamy zestaw i czekamy 5-10 min. Jeżeli nie ma brania zmieniamy miejsce. Jesiennym połowom sprzyjają słoneczne i ciepłe dni. Brania mogą występować przez cały dzień. Dobowy rytm żerowania październikowych sandaczy nie ulega zmianie. Nadal przy opaskach i na rafach najlepszy jest przedświt i pierwsze godziny nocne, a w głębokich dołach środek dnia. Przynętę stanowią żywe i martwe rybki. Łowimy metodami: gruntową lub spławikową. Jesienią ryby zaczynają przygotowywać się do zimy, intensywnie żerują, jednak zdarzają się dni, gdy spławik ani drgnie. Pozostaje nam wtedy podziwianie jesiennych, barwnych krajobrazów i wsłuchiwanie się w październikową ciszę. Okresem ochronnym objęte są pstrągi potokowy i źródlany, trocie wędrowna i jeziorowa oraz r yby prawnie chronione. Janusz Jędrzejek

POD PARAGRAFEM

Zezem na wprost

RATOWNIK OSKARŻONY W Sądzie Okręgowym w Rzeszowie rozpoczął się proces 38-letniego ratownika medycznego, Jacka Ch., oskarżonego o zabójstwo żony. Do śmierci żony ratownika, 34-letniej Elżbiety, doszło 17 grudnia 2008 r. Dzień później mąż wezwał pogotowie, twierdząc, że żona zmarła nagle w swoim łóżku. Lekarka z pogotowia wystawiła kartę zgonu, ale miała wątpliwości, co do przyczyn śmierci kobiety i powiadomiła o tym policję. Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszowa wszczęła w tej sprawie śledztwo, ale je umorzyła nie dopatrując się, by ktoś przyczynił się do śmierci kobiety. Jej rodzice na to postanowienie złożyli skargę do Prokuratury Okręgowej, która nakazała wznowienie śledztwa. Badania toksykologiczne wykazały, że kobiecie wstrzyknięto śmiertelną dawkę ketaminy - leku stosowanego do znieczulania pacjentów przed operacjami. O wstrzyknięcie ketaminy był podejrzany, a następnie został oskarżony, Jacek Ch. Ponieważ w organizmie kobiety wykryto również środki nasenne, zdaniem prokuratury może to wskazywać, że przed śmiercią została uśpiona. Oskarżonemu Jackowi Ch. grozi kara dożywotniego wiezienia.

ZŁAPANO HANDLARZY Pół kilograma amfetaminy znaleźli policjanci z Centralnego Biura Śledczego w samochodzie zatrzymanym do kontroli w Trzcianie. Samochodem podróżowało dwóch mieszkańców województwa lubelskiego. Obaj mężczyźni, w wieku 21 i 28 lat, zostali zatrzymani i przewiezieni do Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie, która wszczęła śledztwo w tej sprawie. Taka ilość narkotyku, którą przewozili, ma na czarnym rynku wartość około 50 tysięcy złotych. Handlarzom postawiono zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających, za co grozi do 8 lat więzienia. Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie obu mężczyzn. 28-latek trafił za kratki na trzy miesiące, a 21-latek na miesiąc. Wiele wskazuje na to, że śledztwem tym objęte zostaną także inne osoby zamieszane w proceder handlu narkotykami.

PROKURATOR PRZED SĄDEM Były asesor Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszowa zasiądzie na ławie oskarżonych. Akt oskarżenia trafił już do sądu. 32-letniemu Bartoszowi R. zarzuca się ujawnienie tajemnicy państwowej ze śledztwa, w którym brał udział. Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszowa prowadziła zakrojone na dużą skalę śledztwo w sprawie wyłudzenia kredytów z trzech banków na kwotę 5,5 miliona złotych. Postępowaniem tym objęto ponad 120 osób. W składzie 5-osobowej grupy prokuratorów, która zajmowała się śledztwem, był Bartosz R. Jedna z przesłuchiwanych osób zeznała, że za rzekomą łapówkę prokurator zobowiązał się sprzyjać jednemu z podejrzanych. Wówczas śledztwo w sprawie wyłudzania kredytów przejęła Prokuratura Apelacyjna w Rzeszowie. Wszczęte też zostało postępowanie przeciwko Bartoszowi R., które następnie zostało przekazane Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie. Sprawa łapówki upadła, ale krakowska prokuratura oskarżyła go o ujawnienie informacji ze śledztwa w sprawie wyłudzenia kredytów. Asesor miał – jej zdaniem - przekazywać matce jednego z podejrzanych, kogo już przesłuchano i kto jeszcze będzie składał zeznania oraz co ze złożonych zeznań wynika. Bartosz R. nie przyznał się do winy, twierdzi, że został pomówiony. Z prokuratury został zwolniony, obecnie jest adwokatem. W procesie, który go czeka, grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności. kal

Szemrano po mieście, że w Rzeszowie powstała jakaś zakonspirowana grupa, która szykuje antyferencowskie powstanie zbrojne nie w kosy na sztorc, ale w miażdżące argumenty, które lud kupi. Skoro pospolite ruszenie nie ma najmniejszych szans z prostego powodu, gdyż nikt nie zechce ruszyć, to pozostało spiskowanie konspiracyjne. Okazało się 22 września, że ta cała konspiracja to raptem jakaś „Piątka z ulicy Barskiej”, albo w najlepszym przypadku „Pięciu chłopców z Albatrosa”. Jeszcze do końca tego nie wiadomo, ponieważ z podziemia wyszło jedynie trzech, a dwójka nadal tkwi w konspiracyjnych odwodach.

15

cnotę zamieniliby pod dalekowzrocznym kierownictwem skarbnicy wiedzy prawicowej, w ogromne pasmo sukcesów, przeobrażające miasto w prawdziwy Eden skrzyżowany z Eldorado. Przede wszystkim budowaliby mosty. Jeden wzdłuż rzeki, a drugi nawet bez rzeki. Wyznaczaliby priorytety i kierunki zamiast budować jakieś takie duperele jak: drogi, fabrykę wody, kanał ulgi, domy kultury i takie tam inne. I oczywiście kupiliby halę Waltera, chociaż wojsko jej nie chce sprzedać. Tam cała młodzież rzeszowska w sile coś z czterdziestu małolatów uprawia bowiem ćwiczenia cielesne ku chwale ojczyzny. Że to poaustriacka ruina ujeżdżalni końskiej, niefunkcjonalna i rozsypująca się, nie ma najmniejszego znaczenia. Przecież wystarczyłoby, aby któryś z uszczęśliwiaczy wyznaczył priorytet albo kierunek i hala jawiłaby się jak nowa. Prezydent według ich zwidów nic nie zrobił dla poprawy komunikacji miejskiej i nawet autobusy MPK ma stare, zaś oni to wszystko naprawią przy zawołaniu Panie Boże dopomóż! A że po Rzeszowie, zgodnie z fachowymi analizami, jeździ się najwygodniej i najszybciej spośród wszystkich większych miast w Polsce, bo ze średnią prędkością 27 km/h, to z pew-

waga lekko półśmieszna

Ponoć Boh trojcu lubit, zatem kim są ci dzielni, podejmujący znojny trud obalania władzy miejskiej? Jeden firmuje się jako mąż opatrznościowy rzeszowskiej prawicy, bo ponoć najlepiej wie jak zaiwaniać w prawo, żeby do tyłu nie wyszło. W dodatku najlepiej wie, gdzie ta prawa strona znajduje się. Nie wiem co na to Janusz Korwin Mikke, Marek Jurek i Jarosław Kaczyński, ale żaden z nich jakoś naszego prawicowca-ideowca jeszcze nie dostrzegł, bo nie trzęsą portkami przed jego natchnioną prawicowością. Drugiemu konspiratorzy nadali zaszczytny, przez nikogo poważnego niepotwierdzony, tytuł największego budowniczego Rzeszowa, zapewne od czasów Pakosławica. Bez sensu, ale jak brzmi! Trzeci zaś gdzieś tam dał się poznać jako niezmordowany wielbiciel aborcyjnej cnoty i wypalania ogniem piekielnym tych od in vitro. Ponadto wielką sławę mołojecką zdobył jako niezmordowany pożeracz podpisów pod czymkolwiek. Skoro już wiemy kto zacz, to nadeszła pora na poznanie źródeł powstania. Są one zbliżone do tych, które legły u podstaw wybuchu Powstania Listopadowego i Styczniowego. Obalenie znienawidzonego przez konspiratorów samodzierżawia prezydenta i sprzedajnej mu Rady Miasta. I to aż przez całe 9 lat! Nie zrobili oni niczego poza pierdzeniem w stołki i poniewieraniem szans rozwojowych, które największy budowniczy miasta wespół zespół z bojownikiem o aborcyjną

nością propagandowa bujda puszczona na obstalunek wizażysty Ferenca. Jeśli, jak chce pewien prześmiewca, Napoleon górował nad resztą niskim wzrostem, tak nasi konspiratorzy górują powagą inaczej. Złożyli w magistracie stosowne kwity, w których wyrazili wolę obalenia miejskiego samodzierżawia poprzez referendum. Twierdzili, że nie ma to żadnego związku ze zbliżającymi się wyborami. A jakże! Przecież tylko dwaj startują w wyborach parlamentarnych, a trzeci już nie. Jeden jako Prawica, chociaż inna, a drugi jako mąż prawy i sprawiedliwy, jak najbardziej. Chociaż z drugiej strony, to całe ich startowanie to jest, a jakoby go nie było. Partie układające listy wyborcze wycenili naszych bohaterów nad wyraz mizernie, nie doceniły zupełnie ich niezgłębionych talentów i wyznaczyły im pozycję czerwonej latarni na listach. Pełnią zatem rolę wyborczych zająców spełniających rolę ciułaczy głosów, a nie poważnych kandydatów do sejmowych foteli. Teraz rozpoczną zbieranie 14 tys. wymaganych prawem podpisów. Nie sądzę, aby w moim urokliwym mieście znaleźli aż tylu durniów, chociaż trochę sam ich spotykam, ale są to ilości śladowe. Zatem wielka trójca konspiracyjna rozpoczęła, posługując się terminologią bokserską, walkę w wadze lekko półśmiesznej. Roman Małek

Odpowiedzialny kierowca, to trzeźwy kierowca

nie pomoże zimny prysznic

Wypiłem jeden kieliszek, nie w ypadało odmówić, bo była to impreza w gronie znajomych, wypiłem tylko jedno piwo, do domu było niedaleko - tak często tłumaczą się nietrzeźwi kierowcy zatrzymani przez policjantów. Nie biorą pod uwagę, że nawet niewielka dawka alkoholu w organizmie obniża koncentrację, refleks i spostrzegawczość. Nietrzeźwy kierowca stwarza ogromne niebezpieczeństwo, nie tylko dla samego siebie, ale także dla innych uczestników ruchu drogowego – innych kierowców, rowerzystów i pieszych. Piwo, wino i wódka zawierają rozcieńczony związek chemiczny zwany alkoholem etylowym. Zawartość czystego alkoholu etylowego w napojach alkoholowych jest liczona w gramach i przeliczana na porcje standardowe. Im większa dawka napoju alkoholowego, tym bardziej rośnie poziom alkoholu we krwi. Wielkość tego stężenia określa się w promilach, a liczba promili oznacza ilość gramów alkoholu w jednym litrze krwi.

Cząsteczki alkoholu zawarte w piwie, winie czy wódce nie wymagają trawienia tak jak pozostała zawartość tych napojów. Są bardzo małe i zostają bezpośrednio wchłonięte przez organizm. Za pośrednictwem krwiobiegu trafiają szybko do mózgu, a tam dzięki specyficznym właściwościom chemicznym wywołują odpowiednie efekty psychologiczne. USYPIACZ MÓZGU

Alkohol etylowy jest usypiaczem i znieczulaczem. Działa na mózg jak środek usypiający. Usypianie mózgu następuje stopniowo, a zaczyna się od ośrodków sprawujących kontrolę nad różnymi czynnościami. Najpierw powoduje chwilowe wyzwolenie niektórych zahamowań i dlatego wypicie pierwszych kieliszków odczuwane jest jako stan ożywienia, pobudzenia i ekscytacji. Dopiero później ujawnia się prawdziwa natura działania alkoholu prowadząca do zatrzymywania kolejnych czynności mózgu, aż do stanu utraty równowagi i koordynacji,

śpiączki, a czasem nawet zatrzymania procesów życiowych. Alkohol pogarsza koordynacje ruchów, zmniejsza szybkość reakcji, na przykład wydłuża czas rozpoczęcia hamowania w przypadku dostrzeżenia niebezpieczeństwa, ogranicza pole widzenia, powoduje błędną ocenę odległości i szybkości, pogarsza dostrzeganie szczegółów, świateł, znaków, pieszych i przeszkód na drodze. Do tego dochodzi błędna ocena własnych możliwości, znaczne obniżenie samokontroli i koncentracji, a także brawura. Prowadzenie zaś pojazdu wymaga przede wszystkim świetnej koordynacji wzrokowo-ruchowej i szybkich reakcji ze strony kierowcy. Popularne przekonanie, że gdy napiję się kawy wytrzeźwieję, jest mitem. Kawa nie usunie alkoholu z organizmu. Wyjdę na świeże powietrze, to wytrzeźwieję. Ani świeże powietrze, ani zimny prysznic nie przyspieszą procesu trawienia alkoholu. Mam niedaleko do domu. Pojadę wolno i ostrożnie. Jazda po alkoholu nigdy nie jest bezpieczna. Alkohol

zakłóca wyczucie odległości i prędkości, opóźnia reakcje kierowcy. NIEODPOWIEDZIALNOŚĆ I GŁUPOTA

W Polsce dopuszczalny poziom stężenia alkoholu we krwi kierowcy wynosi do 0,2 promili. Od 0,2 do 0,5 promili określa się jako stan po spożyciu alkoholu. Gdy stężenie alkoholu we krwi przekracza 0,5 promili wówczas jest to stan nietrzeźwości. A ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi stanowi: kierowanie pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości jest przestępstwem. Za kierowanie pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości, w stanie po użyciu alkoholu lub środka podobnie działającego do alkoholu grozi 10 punktów karnych oraz natychmiastowe zatrzymanie prawa jazdy. Sprawa trafi następnie do sądu, który może takiego kierowcę ukarać grzywną i orzec zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych przez dłuższy czas.

Jeśli z winy nietrzeźwego kierowcy dojdzie do wypadku zagrażającemu życiu lub zdrowiu innych osób lub mieniu znacznej wartości to musi się on liczyć z karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat. Spowodowanie zaś katastrofy drogowej, w której ktoś poniósł śmierć lub doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 2 do 12 lat. Niezależnie od wszystkiego, wsiadanie za kółko po alkoholu to skrajna nieodpowiedzialność i czysta głupota. Takiego zachowania nie usprawiedliwia nic. Ani to, że był to tylko jeden kieliszek czy jedno piwo. Ani to, że do domu było blisko albo, że nie wypadało odmówić komuś jednego czy dwóch toastów. Odpowiedzialny kierowca to przede wszystkim trzeźwy kierowca, który potrafi przewidywać sytuacje na drodze i nigdy nie wsiada za kierownicą, kiedy wypił. Publikacja sponsorowana. Oprac. KAL


16

Z ŁAWECZKI NAD WISŁOKIEM

szkolnych wspomnień czar

Za nami już wrzesień, pierwszy miesiąc nauki szkolnej. A jeszcze w sierpniu szukało się właściwych zeszytów, piórników, plecaków i książek. A później dobór białej, pachnącej bluzki, granatowej spódnicy i można było dostojnie iść rano na rozpoczęcie roku szkolnego. O, przepraszam, to nie te czasy! Zastanawiam się siedząc na tej mojej ławeczce nad Wisłokiem, co będą wspominać dzisiejsi uczniowie po kilku latach pobytu w szkolnych murach. Czy agresję podczas przerw, czy zajęcia w sali komputerowej, czy znerwicowaną nauczycielkę i jej nudne lekcje? No, właśnie, co zapamiętają? A może za jakiś czas nie będą chcieli pamiętać o szkole... Maksym Gorkij powiedział kiedyś: „Najlepszym uniwersytetem jest samo życie”- tylko gdzie można je poznać? Kto i co przygotowuje do życia współczesnego ucznia? W mojej dziesiątce poznawałam sposoby robienia zielników, prawidłowego pisania listów, kulturalnego

zachowania, przeponowego oddechu przy śpiewie w szkolnym chórze, a nawet na zajęciach praktyczno-technicznych uczyłam się przybijania gwoździ, robienia naleśników czy wyszywania serwetek i wiele innych czynności przydatnych na co dzień. I mogłabym o tym wszystkim mówić ze szczegółami, z zamkniętymi oczami. A to już tyle lat... Czasy licealne to paradowanie z czerwoną tarczą na szkolnym mundurku (czasami przypiętą agrafkami), ale też wiosenne szkolne rajdy po okolicy, wspólne przygotowywanie się do matury, studniówki na sali gimnastycznej, a nawet lekcje z obowiązującą prasówką. Wspomina się też szkolne miłości i młodzieńcze rozczarowania. Studia to też swoista szkoła. Inny sposób uczenia się, inne spojrzenie na życie. Na tzw. roku zerowym, czyli po dostaniu się na studia, ale jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego, były robotnicze praktyki studenckie. I obojętnie, czy byli to przyszli studenci psychologii, prawa, pedagogiki - pracowaliśmy miesiąc np. przy taśmie w Alimie. Do niczego to nam się zawodowo nie przydało, ale dzięki temu udało się poznać inną stronę życia, nie tylko z książek i wykładów. I to zostało w pamięci jako poniekąd nietuzinkowe edukacyjne wspomnienie... Chciałabym, aby dzisiejsi uczniowie mogli powtórzyć zapisane w księgach słowa: „Szkoło, szkoło, gdy cię wspominam, oczy mam pełne łez...”

ECHO RZE­SZO­WA

Rozmaitości

Nr 10 (190) rok XVI październik 2011 r.

SPORTOWE PUZZLE

stadion miejski

Zaczęto od dużego projektu, ale rychło okazało się, że Rzeszów to nie Gdańsk, Poznań czy Wrocław i takiego poparcia w parlamencie i w sferach rządowych nie posiada, aby budować taki stadion jak w tych miastach. Jednak 17 czerwca podpisano umowę z wykonawcą robót, konsorcjum firm Inżynieria i Alstal, na budowę nowej trybuny. Zakres robót obejmuje realizację 9 segmentów trybun od strony wschodniej wraz z zadaszeniem oraz zagospodarowaniem terenu i wejściem dla publiczności, wykonanie drogi przeciwpożarowej, drogi dojazdowej i placów manewrowych, oraz kanalizacji deszczowej, sanitarnej i wodociągowej. Obiekt stadionu miejskiego po zakończeniu realizacji projektu pozostanie własnością miasta, a zarządzać nim będzie Wydział Kultury, Sportu i Turystyki. Gmina Miasto Rzeszów organizować będzie na obiekcie imprezy sportowe i kulturalne dla mieszkańców miasta, czego konsekwencją będzie rezerwacja określonych terminów, w których obiekt nie będzie wynajmowany. W pozostałych okresach stadion będzie udostępniany zainteresowanym podmiotom publicznym i prywatnym na zasadach jawności, przejrzystości i konkurencyjności, w szczególności zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa zamówień publicznych i ustawy o gospodarce nieruchomościami.

W połowie listopada cała konstrukcja trybuny wschodniej stadionu miejskiego będzie gotowa. Prace idą szybciej, bo jest dobra pogoda. Wykonano już około 60 procent słupów i prawie całe fundamentowanie trybuny. Do 15 listopada cała konstrukcja betonowa i żelbetowa będzie gotowa. Potem rozpocznie się montaż konstrukcji stalowej, na której zostanie umieszczony dach trybuny. Taka ostrożność budowlana jest niezbędna, bo to przecież teren zalewowy. Obok stadionu mają powstać dwa oświetlone i ogrodzone boiska treningowe. Na ten cel Rada Miasta przeznaczyła 1.2 mln zł. Obie płyty powstaną na placu, który teraz zajmuje wał przeciwpowodziowy. Ze stadionem jest pewien problem, gdyż nie będzie on w pełni wykorzystany. Latem jest wakacyjna przerwa w rozgrywkach, a zimą stadion jest pusty. Byłoby zatem słuszne pomyśleć o wykorzystaniu zadaszonych trybun np. na organizowanie koncertów dostawiając składaną estradę. Za sklepem LIDL jest miejsce, aby zlokalizować tam osiedlowy dom kultury, który opiekowałby się programem estrady i wykorzystywaniem na potrzeby kultury tego obiektu zimą. Zachęcam do dyskusji na ten temat. Zdzisław Daraż

Nina Opic

niebieski kor alik Nina Opic, rzeszowska psychoterapeutka, wykładowca, pisarka i poetka przygotowała kolejną książeczkę z myślą o naszych milusińskich pod tytułem „niebieski koralik”. Jak zwykle mocno osadzoną w rzeszowskich realiach. Jest tu sporo do poczytania maluchom, pojawiają się także motywy zaczerpnięte z naszego folkloru, a całość ilustrują rysunki dzieci. Mali odbiorcy, do których kierowana jest ta książeczka, mogą sobie pofolgować w swojej wyobraźni plastycznej zapełniając kredkami kolorowanki z herbem miasta oraz pisankami wielkanocnymi. Słowem, dla każdego dzieciaka, coś ciekawego. Rom

Rydzyk, zaprzyjaźniony z redakcją futrzak-dachowiec, potrafi bez szemrania jadać palcami, jeśli nie podadzą sztućców. Wybredny jest tylko co do menu, a maniery olewa. Fot. Józef Gajda.

MĄDROŚCI

zr abowali auto Policyjna akcja, która rozegrała się na ulicach Rzeszowa, wyglądała jak scena z kryminalnego filmu. Uczestniczyły w niej cztery policyjne radiowozy. Ścigano fiata bravię, która pędziła ulicą Targową, a następnie kierowała się w stronę ulicy Batorego. Po chwili brawurowy pościg zakończył się zatrzymaniem uciekającego samochodu. Znajdowało się w nim czterech

mężczyzn, którzy – jak wynikało z relacji właściciela auta – zrabowali mu samochód na ulicy. Został też zatrzymany piąty uczestnik tego zdarzenia. Właściciel samochodu został pobity przez napastników, ale odniósł tylko lekkie obrażenia. Policja wszczęła dochodzenie w sprawie tego niecodziennego rozboju. kal

Jestem Polakiem, a Polak to wariat. Zaś wariat, to lepszy gość! K. I. Gałczyński Kobieta jest jak książka. Przeglądając, zawsze się na coś natrafi. A. France Najlepiej nie strzelać z żadnej broni. Przecież kula może kogoś trafić. E. Stachura Istnieją ekonomiczne bodźce seksualne. S. J. Lec To jest dylemat! Jeśli wypiję wszystko, nie będę miał rano klina na kaca. Jeżeli zostawię na klina, nie będę miał kaca. J. Himilsbach Głównym urokiem żon jest to, że z biegiem czasu zaczynają przypominać nam własne matki. I. Muskat Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć jakby nie było ono cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko. A. Einstein Życie składa się głównie z powitań i pożegnań. Ania z Zielonego Wzgórza Zebrał Rom

czasopismo mieszkańców.

KRZYŻÓWKA 1

2

3

4

5

6

7 8 9 10 11

12

13

14 15 16 Poziomo: 3/ jeden ze stu w izbie wyższej, 7/ powszechne do Sejmu i Senatu, 8/ rodzina ssaków z rzędu torbaczy (ułóż z wyrazów ANIE + ZŁY), 9/ sprytnie, znakomicie jak jezioro w pobliżu Łeby, 10/ niejeden w szatni szkolnej, 11/ gimnazjum, liceum, technikum, 14/ Kraków, Rzeszów albo Lwów, 15/ kserowana cząstka skryptu, 16/ pinczer, mały pies pokojowy. Pionowo: 1/ w zbroi, ongiś bronił grodu, 2/ podhalańczycy w Rzeszowie, 3/ lubiana przez teścia, 4/ Czesław, śpiewał „Mimozami jesień się zaczyna…”, 5/ blade, spokojne, uśmiechnięte z rysami, 6/ ściernisko, pozostałość po żniwach, 11/ połowa roku akademickiego, 12/ ma boki równe, 13/ cerowanie, naprawianie odzieży, a także budżetu. Rozwiązania prosimy przesyłać na kartkach pocztowych pod adresem redakcji. Z tej krzyżówki wystarczy podać hasła zawierające literę D. Za prawidłowe rozwiązanie krzyżówki z poprzedniego numeru nagrodę otrzymuje Helena Piecuch z Jasionki. Emilian Chyła

Wydawca: TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ RZESZOWA. Redaktor naczelny: Zdzisław Daraż. Redagują: Józef Gajda, Józef Kanik, Bogusław Kotula, Kazimierz Lesiecki, Roman Małek, Stanisław Rusznica, Ryszard Zator­ski. Adres redakcji: 35-061 Rzeszów, ul. Słoneczna 2. Tel. 017 853 44 46, fax: 017 862 20 55. Redakcja wydania: Roman Małek. Przygotowanie do druku: Cyfrodruk Rzeszów, druk: Geokart-International Sp. z o.o. Redakcja nie od­po­wia­da za treść ogło­szeń i nie zwraca materiałów nieza­mó­wio­nych. Zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. email: redakcja@echo.erzeszow.pl, strona in­ter­ne­to­wa www.echo.erzeszow.pl ISSN – 1426-0190


Echo Rzeszowa