Issuu on Google+


Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Bookarnia Online.


Catrin Collier

CÓRKA MAGDY Przełożyła Anna Popiel

Wydawnictwo Prószyński i S-ka


Dla Ivy, pełnej energii i zapału kierowniczki poczty w Upper Killay, i dla jej męża Ericha Ubischeka z serdecznymi podziękowaniami za pomoc w czytaniu moich tłumaczeń oraz za czas poświęcony moim rękopisom.


Rozdział 1 Ned John podniósł niebieskie nadmuchiwane krzesło leżące na środku wytartego dywanu i przeszedł korytarzem z pokoju do wspólnej kuchni. Helena Janek stała tyłem do niego. Schylona nad deską do prasowania, przyciskała żelazko do swoich długich blond włosów, a jej plisowana minispódniczka w szkocką kratę uniosła się wysoko, kusząco odsłaniając szczupłe uda w białych rajstopach. – Kiedyś się w końcu przy tym poparzysz, kochanie – ostrzegł ją. Spojrzała na niego z ukosa.


5/175

– Odsłaniając nogi czy prostując włosy? – Prostując włosy. Przez nogi już się chyba poparzyłaś. – To twoja sprawka. Zresztą nie poparzyłeś mnie, tylko ogrzałeś. A jeśli chodzi o moją głowę, lepsze małe oparzenie niż te loki. Odstawiła żelazko i w poplamionym lustrze wiszącym nad zlewem przyjrzała się swojemu dziełu. Zadowolona z osiągniętego rezultatu wyłączyła żelazko z prądu i złożyła deskę. – Nie byłabyś tak pewna siebie, gdybyś musiała spędzić kilka godzin na urazówce, czekając


6/175

na pomoc. – Przyciągnął ją do siebie. Po chwili przypomniał sobie, po co właściwie tu przyszedł. – Zakładam, że wszystko, co zostało w naszym pokoju, to śmieci? – Nie wszystko. – Samochód jest pełny. – Chcę jeszcze zabrać kilka drobiazgów. Wsunę je do moich walizek. – Twoje walizki są już w bagażniku. A gdy pomyślę, jak się namęczyłem przy ich zamykaniu, dochodzę do wniosku, że nie rozumiesz pojęcia „pełne". W samochodzie zmieszczą się


7/175

jeszcze tylko dwie rzeczy: ty i ja. Chociaż kiedy widzę na przednim siedzeniu ten cały kram, który zamierzasz wieźć na kolanach, przestaję być tego taki pewny. A to – Ned podbił plastikowe krzesło w kierunku Heleny – dożyło już swoich dni. – Nie! – Helena objęła je troskliwie. – To nasza pierwsza wspólnie kupiona rzecz. – Masz chyba na myśli nasz pierwszy błąd. I to ty mnie na nie namówiłaś – droczył się z nią Ned. – Nedzie Johnie... – Proszę, przyznaj, że o wiele wygodniej jest rozłożyć się na


8/175

podłodze, szczególnie razem. – Mrugnął do niej porozumiewawczo. – Ale ten niebieski jest taki ładny. – Przeszła z powrotem do pokoju. Ned odpiął sobie agrafkę ze swetra. – Czas na uroczyste przekłucie. – Ani się waż! – Helena cofnęła się w kierunku okna. – Wypuszczę z niego powietrze i wtedy nie zajmie dużo miejsca. – Ale w samochodzie już w ogóle nie ma miejsca. A najszybciej wypuścisz z niego powietrze w ten właśnie sposób.


9/175

– Po moim trupie. – To tylko krzesło, i przy tym całkiem bezużyteczne. – Ned oparł się o drzwi i rozejrzał dookoła. – Bez twojego bałaganu ten pokój wygląda dziwnie. – Mojego bałaganu? – No dobrze. Naszego bałaganu. Rozumiem, że tu są same śmieci? – Wskazał na dwa kartony wypełnione po brzegi gazetami i czasopismami. – Tak – zmarszczyła brwi Helena. – Chociaż w zeszłotygodniowym „Observerze" jest artykuł o muzyce pop, który chciałam


10/175

sobie zatrzymać, i jeszcze jeden o Byronie. – Kiedyś znów je opublikują. Ned podniósł pudła i szybko je wyniósł, uniemożliwiając jej ponowne ich przeszukanie. Helena rzuciła dmuchane krzesło na podłogę przy oknie i ostrożnie na nim stanęła, usiłując utrzymać równowagę. Nauczona doświadczeniem wiedziała, że jeśli nierównomiernie rozłoży ciężar, ucieknie jej spod stóp. Rozejrzała się dookoła. Ned miał rację. Bez haftowanych obrusów, firanek, plakatów, którymi zakrywała brudne tapety, rozchwianego


11/175

łóżka, poplamionej sofy oraz pokancerowanego stołu pokój wyglądał dziwnie. Jak kolejna nijaka kawalerka czekająca na nowego lokatora. Wydawał się pusty, biedny i nieprzytulny, a przecież służył im obojgu jako dom przez osiemnaście miesięcy. Helena otworzyła okno i wychyliła się, obserwując, jak Ned kładzie pudła obok kontenerów na śmieci. Nawet po dwóch latach zalotów, jak osobliwie wyrażała się jej matka, osiemnastu miesiącach wspólnego życia i półrocznym narzeczeństwie wciąż nie mogła uwierzyć, że należał do niej.


12/175

Przypomniała sobie wszystkie momenty, gdy siedziała dokładnie w tym samym miejscu przy oknie, pozornie ucząc się, a w rzeczywistości wyglądając na ulicę w oczekiwaniu jego powrotu z niekończącej się szpitalnej zmiany. Przypomniała sobie również dreszczyk emocji, jaki odczuwała na widok jego wysokiej, dobrze zbudowanej postaci o lśniących kasztanowych włosach, przechodzącej chodnikiem tuż pod jej oknem. Nie mogła się wprost doczekać jego głośnych kroków na schodach…


13/175

– Gdybym wiedział, jak niechętnie będziesz stąd wyjeżdżać, nigdy nie zaproponowałbym ci przeprowadzki do Pontypridd na miesiąc przed ślubem. – Ned już był z powrotem. – Zamyśliłam się. – Helena z trudem przełknęła ślinę, nie odwracając się. Miała nadzieję, że Ned nie zauważy, jak bliska jest płaczu. – Spędziliśmy tu szczęśliwe chwile. – Masz rację, chociaż to chlew – zgodził się z nią Ned. – Obyśmy nigdy więcej nie musieli mieszkać w tak okropnym miejscu.


14/175

– To nie żaden chlew. – No tak, znalazłoby się tu kilka plusów. Oprócz wspólnej łazienki i kuchni miałem jeszcze ciebie. – Wyciągnął ramiona. Helena podeszła do niego i oparła głowę na jego piersi. – Kocham cię. – Ja ciebie też. Pomyśl tylko, że za sześć tygodni będziemy już w naszym nowym domu z własną łazienką i kuchnią. I nie będą tam grasować żadni studenci prawa okradający nas z jedzenia. – To aż sześć tygodni. Nie chcę nawet myśleć o rozłące.


15/175

– Nie można tego tak nazywać. Pobieramy się już za miesiąc, a potem czeka nas jeszcze dwutygodniowa podróż poślubna – zauważył rozbawiony Ned. – Po całym mieszkania osobno.

miesiącu

– Dom jest gotowy. Mogłabyś wprowadzić się tam ze mną już teraz. To przecież ty nie chciałaś narażać na szok swojej matki – przypomniał jej. – Gdyby wiedziała, że żyliśmy w grzechu, nigdy by się już do mnie nie odezwała.


16/175

Ned miał wielką ochotę powiedzieć: „I tak byłoby najlepiej", ale powstrzymał się. – Może jeszcze raz spróbujemy przekonać ją, że żyjemy w latach sześćdziesiątych, a nie trzydziestych? – Znasz moją matkę. W kwestii moralności nie nadąża za duchem czasu. – To bardzo po katolicku. Odmowa przejścia na katolicyzm stanowiła największy rozdźwięk między nim a owdowiałą matką Heleny, Magdą, która pragnęła, by jej jedynaczka wstąpiła w związek małżeński


17/175

podczas uroczystej mszy, a nie ceremonii zarezerwowanej dla związków mieszanych. Nawet w tym momencie nie był pewien, dlaczego tak upierał się przy swoim. Przecież zgodził się, aby wszystkie dzieci, jakie będzie miał z Heleną, zostały wychowane w jej wierze. – Myślałam, że nie będziemy już rozmawiać o mojej matce ani o religii. Tak się umawialiśmy. – Jednym z efektów ubocznych surowego wychowania, jakie odebrała Helena, była wielka niechęć do kłótni, szczególnie z ludźmi, których kochała.


18/175

– Masz rację. Nie pojmuję tylko tej katolickiej obsesji na punkcie moralności i winy. Zanim cię poznałem, myślałem, że u was, papistów, wszystko sprowadza się do szybkiej wizyty w konfesjonale w celu uraczenia księdza kilkoma podniecającymi historyjkami oraz odmówienia dwóch zdrowasiek, a potem hokus-pokus, odpuszczenie win, i znów wszystko zaczyna się od nowa: Gotowi do grzechu! Start! Od kiedy jednak mieszkamy razem, ty jeszcze nie byłaś u spowiedzi. – I nie pójdę, póki będziemy żyć w grzechu. – Helena


19/175

spoważniała jak zawsze, rozmawiali o Kościele.

gdy

– W jakim grzechu? – Ned objął ją i pocałował w szyję. – Wszyscy nasi znajomi żyją z sobą bez ślubu. – Ale nikt nie przyznał się do tego rodzicom. Ty też nie powiedziałeś o tym swoim. – Oficjalnie nie, ale nie są przecież głupi. – Czy sugerujesz przez to, że moja matka jest? – najeżyła się Helena. – Oczywiście, że nie, kochanie – zapewnił ją pospiesznie Ned. – Ale jeśli oczekuje, że aż do nocy


20/175

poślubnej będę trzymał ręce z dala od ciebie, jest nieco naiwna. A tak przy okazji… – Podciągnął do góry jej czarny prążkowany golf bez rękawów, po czym wsunął dłonie za pasek jej szkockiej spódniczki. – Ned, zdjęliśmy już wszystko z łóżka… – A teraz zdejmiemy coś jeszcze. – Uciszył ją pocałunkiem. Zatrzasnął drzwi piętą i jeszcze wyżej podciągnął jej sweterek. – Obiecaj mi, że nigdy nie będziesz nosić stanika. Pocałował, jedna po drugiej, jej piersi, rozpiął spódniczkę i zsunął rajstopy.


21/175

– Jesteś nienasycony. – Ty też. W końcu kochamy się na tej podłodze nie po raz pierwszy. Przyciągnął Helenę do siebie tak mocno, że straciła równowagę, po czym ułożył ją delikatnie na dywanie. – Ten będzie ostatni. – Możesz zacząć się smucić dopiero w samochodzie – poprosił ją. – Nie teraz. Teraz stworzymy jeszcze jedno wspomnienie związane z tymi czterema ścianami. – Już wyjeżdżacie? – Alan, lokator jednego z pokojów na


22/175

parterze, przyglądał się dwóm pękatym plastikowym torbom, które Ned znosił po schodach. – Jeszcze tylko wyrzucę śmieci, a Helena uroni pożegnalną łzę. – Słyszałam to! – zawołała za nim Helena. – O to chodziło. Tak się grzebiesz, że nie dotrzemy do Pontypridd przed północą. Ned rzucił na ziemię torby i wyciągnął breloczek. Odczepił z niego klucze do drzwi wejściowych oraz do ich pokoju i położył je na stoliku z korespondencją.


23/175

– Cholerni szczęściarze – mruknął Alan. – Wyprowadziłbym się stąd, gdyby było mnie stać na coś lepszego. A wy, mieszkając na pierwszym piętrze, nie musieliście w dodatku dzielić kuchni ani łazienki z tymi koszmarnymi bliźniaczkami. Angela szorowała wczoraj wannę przez pół godziny. Zanim nadała się do użytku, trzeba było oczyścić ją z leczniczego błota. Określenie „koszmarne bliźniaczki" odnosiło się do dwóch dziewczyn z Reading, które należały do subkultury modsów i wyglądały, mówiły oraz ubierały


24/175

się identycznie. Nosiły minispódniczki w stylu Mary Quant i obie miały czarne włosy, których zakręcone kosmyki przyklejały sobie do policzków za pomocą kleju do sztucznych rzęs. Helena zniosła po schodach nadmuchiwane krzesło i trzymając je za plecami tak, by Ned nie mógł po nie sięgnąć, wyjęła z torebki klucze i wręczyła je Alanowi. – Z wyjątkiem regularnego plądrowania naszej szafki z jedzeniem po powrocie z pubu chłopcy z naszego piętra nie są tacy źli. Moglibyście przenieść się z Angie do naszego pokoju.


25/175

– Naprawdę? – Alan wyciągnął po nie rękę i równocześnie zgarnął ze stolika klucze Neda. – Dziękuję, nie przyszło mi to do głowy. – My też dziękujemy – za namiar na to miejsce. – Ned wyciągnął dłoń i wymienił uścisk z Alanem. – Było dokładnie takie, jak mówiłeś: tanie, przyjazne, w pobliżu uniwersytetu i szpitala. Głośne, brudne i pełne szczurów na dwóch nogach. – Masz na myśli mnie i Angie? – spytał Alan. – Chłopców z naszego piętra, którzy uwielbiają podjadać cudze jedzenie – odparł Ned.


26/175

– Do rychłego zobaczenia na naszym weselu. – Helena pocałowała Alana w policzek. – I na wieczorze kawalerskim. – Alan poklepał Neda po plecach. – Moim pierwszym w Walii. Czy mam przynieść por? – Wystarczy paszport – zażartował Ned. – Bez niego mogą cię nie przepuścić przez granicę. Alan pacnął żartobliwie dłonią w dmuchane krzesło. – Pamiętam, jak pewnego wieczoru próbowałem postawić na nim piwo i oblałem się. Ned ponownie odpiął agrafkę ze swetra.


27/175

– Helena chce je zabrać. Samochód jest już pełny, a ja nie mam ochoty tracić czasu na wypuszczanie z niego całego powietrza. – Przydałby się wam? – spytała Helena Alana. – Uwzględniając stan umeblowania w tym miejscu, każdy dar zostanie przyjęty z wdzięcznością. Helena podała mu krzesło. – Byłoby miło, gdyby stało w naszym pokoju. – Pomnik ku czci naszej utraconej miłości. Chociaż nasza miłość kwitnie, a to już nie jest


28/175

nasz pokój. – Ned wyszedł z domu i położył torby przy śmietniku. – Alan, dbaj o to, żeby krzesło Heleny miało dużo świeżego powietrza. Kąp je raz w tygodniu i co wieczór śpiewaj mu kołysanki. W przeciwnym razie Helena tu wróci i zacznie cię prześladować. – Mogę jedynie obiecać, że od czasu do czasu ochrzczę je piwem. Alan zagwizdał przeciągle na widok Heleny, która z wysoko zadartą spódniczką wsiadała właśnie do MG Neda. – Uważaj, to moja dziewczyna – ostrzegł go półżartem Ned.


29/175

– Masz cholerne szczęście – odparł Alan. – Długie blond włosy, niewinne niebieskie oczy i nogi do samej szyi. Będziesz tak dobra, Heleno, i powiesz Angie, w jaki sposób je wyhodowałaś? – Powiem jej raczej, żeby rozejrzała się za nowym chłopakiem. – Jeśli chciałabyś zostawić Neda i uciec ze mną, cały przyszły miesiąc mam wolny. Na dłuższą metę prawo opłaca się bardziej niż medycyna. – Dzięki, ale nie, Alan.


30/175

Gdy już się oddalali, Helena posłała mu w powietrzu pocałunek. – Odkąd wyjechaliśmy z Bristolu, nie odezwałaś się prawie słowem. – Ned położył dłoń na kolanie Heleny. Właśnie opuszczali przedmieścia Cardiff, kierując się na północ. – Mam nadzieję, że nie rozmyślasz nad propozycją Alana. – Kompletnie zwariował na punkcie Angie. Gdybym potraktowała go serio, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.


31/175

– Wolałbym, żebyś nie wystawiała go na taką próbę. – Nie mam zamiaru. Zastanawiałam się właśnie, jak wiele przydarzyło się nam w ciągu ostatnich dwóch lat. – A w ciągu następnych kilku przydarzy się nam jeszcze więcej, i to dobrych rzeczy. – Spojrzał na Helenę. – Przestań się martwić. Dostaniesz tę pracę. – A jeśli nie? – Będziemy żyć z mojej pensji i szybciej powiększymy rodzinę. A wtedy nie będziesz już musiała walczyć z wyrzutami sumienia z powodu papieskich poglądów na


32/175

stosowanie pigułek antykoncepcyjnych. Jak gdyby jakiś ksiądz miał prawo pouczać ludzi w sprawie ich życia osobistego. – Znów prowokujesz kłótnię. – Przepraszam – powiedział Ned – ale krew mnie zalewa na myśl, że ktoś, a zwłaszcza osoba zachowująca celibat, wierzy, iż posiada prawo do wtrącania się w życie seksualne innych. I nie obchodzi mnie, jaką pozycję zajmuje w Kościele. – Mówiłam ci przecież, że nie chcę być tylko gospodynią domową. – Helena celowo zmieniła temat.


33/175

– Zgodziłaś się, że gdy pojawią się dzieci, zostaniesz w domu i będziesz się nimi zajmować. – Dopiero gdy zapewnię sobie jakąś pozycję w pracy. Dzięki temu, gdy już podrosną, będę mogła do niej wrócić. – Do tego czasu będzie nas prawdopodobnie stać na nianię. Zaopiekuje się naszą jedenastką maluchów, a ty pójdziesz do pracy. – Jedenastką? W zeszłym tygodniu mówiłeś o dwunastce. – Helena włączyła radio. – Stwierdziłem, że dwanaścioro to jednak za dużo.


34/175

Wnętrze samochodu wypełnił uwodzicielski głos Danny'ego Williamsa śpiewającego Moon River. – Grają naszą piosenkę. To musi być dobry znak. Nie chcąc rozmyślać o dobrych i złych znakach, by przypadkiem nie zapeszyć szansy na otrzymanie swojej wymarzonej pracy, Helena zignorowała komentarz Neda. – Ciekawa jestem, jak moja matka odnajdzie się w roli babci. – Sądząc po tym, jak rozczula się nad niemowlętami, będzie je kochać dopóty, dopóki nie podrosną i nie zaczną podskakiwać.


35/175

– Chciałabym, żebyście byli z sobą w lepszych stosunkach. – A ja chciałbym, żeby przestała cały czas wywierać na tobie presję – odparował. – To nie tak. Ona po prostu każe mi się bardzo starać, żebym mogła... – ...w pełni zrealizować swój potencjał – dokończył Ned. – Już to wszystko od niej słyszałem, kochanie. Ale ona zwyczajnie tobą manipuluje. Chce, żebyś żyła tak, jak chciała żyć ona sama, zanim przeszkodziła jej w tym wojna. Tylko ty tego nie zauważasz.


36/175

– Zanim mama przybyła do Pontypridd, wiele wycierpiała. Widziała, jak zamordowano mojego ojca. Miałam wtedy zaledwie trzy tygodnie. Została zmuszona przez nazistów do niewolniczej pracy. Zanim otrzymała dokumenty wymagane przed przyjazdem do Walii, próbowała urządzić nam dom w obozie dla wysiedleńców. Potem też nie było jej łatwo. Dbała o sklep i wychowywała mnie bez niczyjej pomocy. Zawsze musiała się martwić, czy wystarczy jej pieniędzy na opłacenie rachunków i moje wykształcenie.


37/175

– Magda jest silną osobą i ma swoje zalety – przyznał Ned. – Jak to mówią, popatrz na matkę swojej dziewczyny, a zobaczysz, jak twoja dziewczyna będzie wyglądała za dwadzieścia lat. Uznam się za szczęściarza, jeśli będziesz przypominać Magdę, ale tylko pod względem temperamentu i urody – dodał. – Biorąc pod uwagę, jak różne mamy karnacje, to raczej niemożliwe. – Helena położyła dłoń na jego dłoni. – Czy ta zasada dotyczy również mężczyzn? – Nie mnie, ponieważ jestem znacznie przystojniejszy niż mój


38/175

ojciec kiedykolwiek. – Uścisnął lekko jej palce, po czym podniósł rękę i odgarnął sobie włosy z czoła. – Przekażę mu to. – Powiem, że sobie to wymyśliłaś. Spójrz tylko na to! – Zahamował, gdyż właśnie stanęli w korku przy zakładach przemysłowych Treforest. – Ty i te twoje pożegnania! Jest piąta, godzina szczytu, w fabryce właśnie skończyli pracę. – Byłam gotowa do wyjazdu, kiedy tylko wyprostowałam włosy. To ty nalegałeś, żeby jeszcze zostać.


39/175

– To prawda. – Ned nie mógł się nie uśmiechnąć. – Dokąd chcesz najpierw jechać – do moich rodziców czy do twojej matki? – Do mamy, chcę zostawić rzeczy. – Nie chcesz, żeby moi rodzice zobaczyli, ile rupieci nagromadziłaś w Bristolu. – Tak. Helena poprawiła się w fotelu i zamknęła oczy. Nie mogła przestać myśleć o upragnionej posadzie nauczycielki. Odbyła już w tej sprawie rozmowę kwalifikacyjną. Od pierwszej swojej lekcji angielskiego w liceum dla


40/175

dziewcząt marzyła o tym, by stać się taka jak jej ulubiona nauczycielka panna Addis. Egzamin na koniec szkoły podstawowej wydawał się jej wówczas przeszkodą nie do przejścia, a przecież od tamtej pory napotkała tyle innych wyzwań. Od ponad dziesięciu lat często wyobrażała sobie, jak wzorem swojej mistrzyni rozbudza w kolejnych pokoleniach młodych dziewcząt miłość do angielskiej literatury i poezji. Mimo optymizmu Neda obawiała się jednak, że jest zbyt ambitna i powinna raczej skupić się na poszukiwaniu mniej


41/175

prestiżowego stanowiska w jakiejś podstawówce. – Masz zamiar przesiedzieć całą noc w samochodzie? Helena rozmyślała właśnie o długim pochodzie wysoko cenionych pisarek, które po latach odwiedziły liceum, chcąc podziękować jej za poświęcenie oraz wsparcie, gdy zobaczyła, że Ned zaparkował auto przed sklepem jej matki z mięsnymi pasztecikami i innymi tego typu wypiekami. Wygramolił się na zewnątrz. – Zaniosę twoje walizki na górę. Pudła z książkami i inne


42/175

rzeczy zabierzemy od razu do nowego domu, żebym nie musiał dźwigać ich dwa razy. – Bardzo rozsądnie. – Helena przesunęła karton z płytami na siedzenie kierowcy i sięgnęła po torebkę. – Dzień dobry, Magdo, nakryłaś nas. – Ned posłusznie pocałował w policzek matkę Heleny, która właśnie wyszła z bocznych drzwi prowadzących do mieszkania nad sklepem. – Czekam na was od dwóch godzin – zganiła go. – Przyjechalibyśmy bladym świtem, ale Helena się rozkleiła.


43/175

Musiała pożegnać się z każdą dziurą w dywanie i plamą na ścianie w… – w ostatniej chwili powstrzymał się przed wypowiedzeniem słowa „naszym" – swoim mieszkaniu. – To nieprawda, mamo. – Helena uściskała i pocałowała matkę. – Można to zrozumieć. Jakiś etap twojego życia dobiegł końca. Studenckie lata masz już za sobą. Jesteś teraz młodą kobietą, która musi na siebie zarobić. – Magda odwzajemniła uścisk córki, zmarszczywszy najpierw surowo


44/175

brwi. – Co ty właściwie na sobie masz? Spódnicę czy pasek? – Mamo, mini jest modne. – Za moich czasów dziewczyna z tak odsłoniętymi nogami zostałaby wysmagana batem. Przyszedł do ciebie jakiś list. Urzędowy. Leży na kredensie! – zawołała Magda w ślad za córką, która pomknęła na górę po schodach. – Jakaś dobra wiadomość? – spytał Ned, wiedząc, jak bardzo zależało Helenie na posadzie. – Powinieneś chyba zaczekać, aż sama ci powie.


45/175

– Otworzyłaś ten list? – dociekał z nadzieją, że zawstydzi Magdę. Jedną z niewielu spraw, o które Helena była gotowa kłócić się z matką do upadłego, był zwyczaj otwierania wszystkich adresowanych do niej listów. – Prawo matki – odparła ostro. – Tylko tyle wnosicie do środka? – Przyglądała się, jak Ned wystawia z samochodu na chodnik dwie walizki. – Postanowiliśmy zabrać książki Heleny i inne rzeczy od razu do nowego domu w Graigwen.


46/175

– To rozsądne – powiedziała Magda tonem, który natychmiast przypomniał Nedowi wszystkie bożonarodzeniowe i wielkanocne wieczory spędzone w jej towarzystwie. Zwykła wówczas stanowczo przekonywać jego i Helenę, że powinni przesunąć ślub o dwa lata. Ned pamiętał wszystkie argumenty Magdy: urządzanie domu dużo kosztuje, zgromadzenie pieniędzy na zakup najpotrzebniejszych rzeczy będzie wymagać co najmniej tyle czasu; Helena jest za młoda, by zaraz po zakończeniu college'u wkraczać


47/175

w małżeńskie życie; on sam potrzebuje czasu, by nabrać doświadczenia jako lekarz pierwszego kontaktu – żona będzie mu w tym tylko przeszkodą. I w końcu najbardziej irytujące stwierdzenie: jeśli przez całe dwa lata będzie co tydzień pobierał nauki u ojca O'Briena, bez najmniejszych skrupułów zdecyduje się przejść na katolicyzm. Obciążony walizkami Ned szedł za Magdą po schodach. Helena stała na środku pokoju z listem w ręce. – Przeczytałaś? – zapytała Magda.


48/175

– Tak jak i ty. Ned wyczuł przyganę w głosie Heleny i powstrzymał się od głośnego aplauzu. – Prawo matki – powtórzyła Magda. – Zawsze tak mówisz, ale to była prywatna korespondencja, zaadresowana do mnie – podkreśliła Helena. – Jeśli nie dostałaś tej pracy, zawsze możesz ubiegać się o inną – wtrącił Ned. Nie był w stanie już dłużej czekać na wiadomość o ewentualnym sukcesie Heleny.


49/175

– Dostałam ją. – Helena popatrzyła mu w oczy. – Twój ojciec… – Mój ojciec nie ma absolutnie żadnego wpływu na dyrekcję liceum dla dziewcząt – przerwał jej, wiedząc, co zamierzała powiedzieć. – Przecież jesteś ich byłą uczennicą. Każdy, kto ma coś wspólnego z tą szkołą, zna ciebie oraz twoje możliwości. Zawdzięczasz to tylko sobie, kochanie. – Dyrekcja poznała się na inteligentnej dziewczynie, która chce ciężko pracować i poważnie traktuje swoje obowiązki. – Magda otworzyła drzwiczki kredensu


50/175

i sięgnęła po tacę z butelką i małymi kieliszkami. – Wypijemy toast, żeby to uczcić. Nalała każdemu odrobinę polskiej wódki i podniosła swój kieliszek w kierunku fotografii wiszącej na ścianie. Widniała tam ona sama, młodsza i ładniejsza, z bukietem róż w dłoni i w długiej białej sukni. Obok niej stał młody jasnowłosy mężczyzna w dobrze skrojonym ciemnym garniturze i białej koszuli z kołnierzykiem, pod krawatem. W tle górował charakterystyczny kościół z czerwonej cegły, otoczony cmentarzem.


51/175

– Twój tato patrzy na nas z góry, Heleno. Jest bardzo dumny z ciebie i z twoich osiągnięć. Helena przybliżyła kieliszek do fotografii, żałując po raz kolejny, że nie pamięta człowieka, dzięki któremu przyszła na świat. Ned wziął kieliszek podany mu przez Magdę. – Za najlepszą nauczycielkę angielskiego w historii naszego liceum dla dziewcząt. – Za Helenę Janek, panią licencjat i pedagoga. – Toast Magdy brzmiał dumnie i oficjalnie. – Która już wkrótce będzie Heleną John. – Ned otoczył ją


52/175

ramieniem. kochanie.

Gratulacje,

Magda dotknęła swoim kieliszkiem kieliszka Heleny. – Za twoją przyszłość. Obyś zawsze była tak szczęśliwa jak dziś. A teraz musimy nakrywać do stołu. Zaprosiłam na kolację twoich rodziców, Eddie. Mają przyjść już za godzinę, a ja nie przygotowałam jeszcze nawet ciasta na pierogi. Zrobię je z malinami i truskawkami. Kupiłam dzisiaj bardzo ładne na targu. Helena uśmiechnęła się współczująco do Neda. Na chrzcie nadano mu imię Edward na


53/175

pamiątkę brata matki, który zginął, walcząc na wojnie. I przez pierwsze osiemnaście lat jego życia rodzina i wszyscy w Pontypridd nazywali go Eddie. Zaraz jednak po wyjeździe na studia do Bristolu zmienił imię na Ned. I choć wszyscy, nawet rodzice, ostatecznie zaakceptowali jego wybór, Magda trwała uparcie przy Eddiem. – Zaniosę walizki do sypialni Heleny. – Ned odstawił kieliszek na tacę. – Co to, to nie, młody człowieku. – Magda pogroziła mu palcem. – Zostawisz je przed


54/175

drzwiami. Mężczyzna nie powinien mieć wstępu do sypialni młodej dziewczyny. A potem wrócisz tutaj i rozłożysz stół. To konieczne. Spodziewamy się również pani Raschenko. – Ciocia Alma też przyjdzie? – rozpromieniła się Helena. Alma Raschenko – owdowiała właścicielka sieci sklepów z pasztecikami, obecnych przy głównych ulicach wszystkich miasteczek i wsi w południowej Walii – była nie tylko pracodawcą Magdy, ale również jej bliską przyjaciółką oraz matką chrzestną Heleny. Jak mawiała często


55/175

Magda, z racji tej bliskości można było właściwie uważać ją za krewną. – Heleno, a ty dopilnuj kwiatów i sprawdź, czy sztućce są czyste. Ja zabieram się za gotowanie. Ned mrugnął potajemnie do Heleny i podniósł walizki. Pocałowała go, nie posiadając się ze szczęścia. Emocje wywołane otrzymaniem tak ważnej wiadomości zaczęły ją opuszczać. – Heleno, obowiązki czekają – skarciła ją Magda. – Na całowanie przyjdzie czas po ślubie. Jest jeszcze wiele do zrobienia.


56/175

– Najważniejsze sprawy załatwiłem. – Ned nie mógł odmówić sobie przyjemności zirytowania przyszłej teściowej. – Bilety kolejowe do Wenecji i dwutygodniowy pobyt w hotelu z oknami wychodzącymi na Wielki Kanał. – Miałam na myśli tysiąc rzeczy, o których trzeba pamiętać przed uroczystością. Tort weselny, przyjęcie, jedzenie dla gości, sukienki dla twoich sióstr i pozostałych druhen, kwiaty, suknia ślubna Heleny… – Czy już ją dostarczono? – zapytała Helena.


57/175

– Jest w twoim pokoju. To dlatego nie chciałam wpuszczać tam Eddiego. – Magda zniżyła głos i wskazała na Neda, który wrócił do salonu i właśnie przymocowywał do rozsuwanego stołu dodatkowy blat. – Możesz ją zobaczyć, ale dopiero gdy ułożysz kwiaty, a ja skończę pierogi. – Jest piękna, Heleno. Będziesz panną młodą jak z bajki – zawyrokowała Alma Raschenko, kiedy Magda z dumą zaprezentowała jej suknię oraz koronkowy welon uszyte specjalnie dla córki.


58/175

Zaraz po wyśmienitej kolacji Helena, Alma oraz Bethan, matka Neda, opuściły męskie towarzystwo i zamknęły się w sypialni Heleny, by tam podziwiać suknię, diadem oraz inne ślubne akcesoria kupione przez Magdę. – To oczywiste. Magda uniosła gorset białej jedwabnej sukni. Kryształowe paciorki, którymi był przyozdobiony, błyszczały olśniewająco. – A co z wyprawą ślubną, Heleno? – Uśmiechnęła się konspiracyjnie Alma. – Czy kupiłaś już bieliznę?


59/175

– W czwartek zamykam sklep na pół dnia i jedziemy do Cardiff. – Magda sprawiała wrażenie tak podekscytowanej, jakby miała kupować bieliznę dla siebie. – Może się tam spotkamy? Nie będziemy żałować czasu na zakupy – zaproponowała Alma. – Ty, Beth, też musisz pojechać. Dopilnujesz, żeby twoja przyszła synowa nie poskąpiła środków na koronkowe koszulki, jedwabne figi i francuskie perfumy. – Muszę uważać na budżet – ostrzegła ją Helena, wiedząc, na co się zanosi. Zarówno jej przyszła teściowa, jak i matka chrzestna


60/175

wykazywały się przesadną wręcz szczodrością podczas robienia prezentów. – Dlatego właśnie powinnyśmy ci towarzyszyć. Dopilnujemy, żebyś go przekroczyła. A obiad zjemy Pod Aniołem, na mój koszt. Od lat nie brałam wolnego dnia w pracy. Możesz być córką Magdy, ale jako matka dwóch chłopców z przyjemnością wyobrażam sobie, że jakaś mała cząstka ciebie należy również do mnie. – Alma uściskała Helenę. – Zawsze chciałam mieć dziewczynkę i nigdy mi się to nie udało.


61/175

– Jesteś najlepszą matką chrzestną na świecie – powiedziała szczerze Helena. – Najlepszą matką chrzestną do rozpieszczania – poprawiła ją Magda. – Ilekroć czegoś ci odmawiałam, kiedy byłaś mała, dąsałaś się i mówiłaś: „Skoro tak, to poproszę o to ciocię Almę". Ich śmiech odbił się echem w korytarzu prowadzącym do salonu, gdzie Ned i jego ojciec Andrew siedzieli przy stole, popijając brandy z małych kieliszków. – Twoja matka jest w swoim żywiole, pomagając przy urządzaniu wesela. – Andrew


62/175

wsypał pełną łyżeczkę cukru do swojej kawy. – Chociaż nie podobał jej się narzeczony Rachel, była rozczarowana, gdy twoja siostra zerwała zaręczyny. – Rachel jest jeszcze bardzo młoda. Andrew stłumił uśmiech. – Nie chciałbyś, żeby Rachel to słyszała. Zwłaszcza że jesteś od niej o dwa lata młodszy. – Ale czuję się starszy. – Mam nadzieję, biorąc pod uwagę odpowiedzialność, jaką zamierzasz na siebie wziąć. – Andrew przyglądał się synowi. – Jesteś zdenerwowany?


63/175

– Na pewno nie z powodu ślubu czy odpowiedzialności. Helena jest najdojrzalszą ze wszystkich znanych mi osób. Nawet gdyby Ned odczuwał niepokój, ojciec byłby ostatnią osobą, której by o tym powiedział. Andrew John zawsze wydawał się najstarszemu synowi kimś bardzo odległym. Prawdopodobnie dlatego, że przez pierwszych pięć lat życia Neda – okres wojny – był w niemieckim obozie jenieckim. Kiedy wrócił do domu, Ned zdążył już zbudować tak silną więź z matką, że uznał ojca za intruza. Za to jego najstarsza siostra,


64/175

Rachel, entuzjastycznie wcieliła się w rolę córeczki tatusia. I Ned z niekłamaną radością zrzekł się na jej korzyść swojej części ojcowskiej uwagi i troski. – Oczekujesz więc, że to Helena będzie się tobą opiekować? – Andrew nie krył rozbawienia na tę myśl. – Będziemy troszczyć się o siebie nawzajem, z pomocą twoją i dziadka. Gdyby nie jego środki z funduszu powierniczego, bylibyśmy zmuszeni wynająć dom, zamiast go kupić. A gdybyś ty nie zaoferował mi miejsca u siebie, musiałbym długo czekać na


65/175

wykupienie udziałów spółce medycznej.

w jakiejś

– Zrobiłem to z czystego egoizmu. Będziesz służył mi profesjonalną pomocą. Poza tym Rachel w przyszłym roku wyjeżdża za granicę do pracy, twoje przybrane siostry powychodziły za mąż, a Evan i Penny wybierają się na studia. Będzie nam z matką miło, jeśli zamieszkasz niedaleko nas. Określenie „przybrane siostry" odnosiło się do czterech dziewczynek, sierot, które Bethan adoptowała w czasie wojny. Evan był młodszym bratem Neda, a Penny jego młodszą siostrą.


66/175

– Helena nie chce nawet myśleć o zamieszkaniu z dala od Pontypridd. – Wspaniała dziewczyna. Z dumą przyjmiemy ją do naszej rodziny. Już nie możemy się doczekać wspólnych niedzielnych obiadów, przynajmniej raz w miesiącu. U was w domu, rzecz jasna – zażartował Andrew. – Nie wiedziałem, że Evan chce pójść na studia. Penny rzeczywiście trochę się uspokoiła, więc to możliwe, ale Evan? – Ned spojrzał na ojca ze zdziwieniem. Evan był z rodzeństwa,

ostatnią osobą którą mógłby


67/175

podejrzewać o zainteresowanie nauką, Penny zaś cieszyła się reputacją niegrzecznej dziewczynki. Znacznie bardziej interesowała się chłopcami, tańcem oraz prywatkami niż końcowymi egzaminami. Nic zatem dziwnego, że zmuszona była powtarzać piątą klasę. – Penny właśnie odkryła sztukę i postanowiła rozwijać się w tym kierunku. Ale nie mam odwagi pytać, w jakiej dokładnie dziedzinie. Jej nauczyciele są zdania, że jeśli zabierze się do pracy – obydwoje z matką jesteśmy tu jednak realistami –


68/175

może dostać się na akademię sztuk pięknych. – A Evan? – Znasz Evana. Interesuje go jedynie muzyka, a raczej to, co w dzisiejszych czasach za nią uchodzi. – Andrew podsunął Nedowi cygaro. Ned pokręcił głową. – Wydaje mi się, że Królewska Akademia Muzyczna nie przyjmuje muzyków pop ani rockmanów. – Evan nie mierzy tak wysoko, ale znów wrócił do gry na skrzypcach. Chociaż nie zaprzestał przy tym wieczornych spotkań


69/175

z przyjaciółmi. Każdego dnia w szopie za domem łomoczą niemiłosiernie na tych swoich elektrycznych gitarach. Mówią, że to próby, ale ja nazywam to aktem okrucieństwa w stosunku do każdego żyjącego stworzenia zmuszonego tego wysłuchiwać. – Nie mogę się już doczekać, kiedy zobaczę jego, Penny i Rachel. – Magda zaprosiła ich na kolację, ale sobotnie wieczory są święte. Gdyby nie Johnowie, właściciele Regent Ballroom nie musieliby sobie zadawać trudu z jego otwieraniem.


70/175

– Wydaje mi się, że od mojej ostatniej wizyty tutaj upłynęło milion lat – zamyślił się Ned. – Mówisz jak starzec. Czy po ekscytującej praktyce w szpitalu jesteś gotów na pracę w przychodni? – Kaszel, przeziębienia i drobne urazy będą prawdziwym wytchnieniem po dwóch latach spędzonych na urazówce. – Plus choroby zawodowe górników, reumatyzm, artretyzm, rozedma płuc, kolano biegacza oraz zmora każdego lekarza pierwszego kontaktu: hipochondrycy. – Andrew zapalił cygaro.


71/175

– Masz pacjentów?

wielu

takich

– Całkiem sporo – odparł Andrew wymijająco. – Kiedy chcesz zacząć? – A kiedy twoim zdaniem powinienem? – Za tydzień w poniedziałek? Będziesz miał czas, żeby kupić kilka rzeczy do nowego domu i urządzić go według twojego i Heleny uznania. No i dopilnujesz ostatnich przedślubnych formalności. Sądząc po wykazie sporządzonym podczas kolacji przez Almę, Magdę i twoją matkę, załatwienie tych spraw zajmie wam


72/175

cały tydzień. A tak przy okazji... Pomyśleliśmy z matką, że możecie potrzebować dodatkowych pieniędzy na umeblowanie domu. A ponieważ uznaliśmy, że dalsze wpłacanie na fundusz powierniczy to tylko ułuda oszczędzania, zasililiśmy twoje konto pięciuset funtami. Hojność ojca skoczyła Neda.

zupełnie

za-

– Pięćset funtów, tato… – Podziękuj za to dziadkom. Zresztą nie tobie jednemu zostawili pieniądze. W taki sam sposób wesprzemy twoje rodzeństwo.


73/175

Mam nadzieję, że nie przekroczyłeś zbytnio limitu? – Nie, daję sobie radę. – Dobrze. – Andrew czuł, że nie powinien dalej wypytywać syna. – Pamiętaj tylko, żeby kupując meble i dywany, stawiać na jakość, a nie ilość. – Helena ma sprecyzowane zdanie na ten temat. Woli tradycję od modnych nowinek. – Mądra dziewczyna. – Andrew podniósł wzrok, bo do salonu weszła właśnie Helena w towarzystwie pozostałych pań. – Rozmawialiśmy o waszym domu.


74/175

Ned twierdzi, że stare meble podobają ci się bardziej niż nowe. – Ma rację, doktorze John. – Helena uśmiechnęła się nieśmiało. Chociaż rodzice Neda przyjęli ją ciepło, wciąż czuła się nieco nieswojo w ich towarzystwie. – Może zaczniesz mówić nam „Andrew" i „Bethan" zamiast „doktorze John" i „pani John"? – zaproponowała matka Neda. – Spróbuję, jeśli sobie tego państwo życzą. – To nie rozkaz, Heleno. – Andrew podniósł się od stołu. – Kolacja była wyśmienita, Magdo, dziękujemy, ale obawiam się, że


75/175

musimy już iść. Mam jutro rano spotkanie z Walijską Regionalną Komisją Szpitalną. – W niedzielę? – spytała Magda zaskoczona. – Tylko ten dzień pasuje nam wszystkim. Bethan sięgnęła po długi rozpinany sweter, który zawiesiła na oparciu krzesła. – Dziękujemy za pyszną kolację, Magdo. Nie mogę się już doczekać czwartkowego spotkania z tobą i Heleną. I z tobą też, Almo. – Uściskała i ucałowała je obie. – Przyszedł mi właśnie do głowy pewien pomysł. Znajomy farmer,


76/175

którego Andrew wyleczył z gośćca, przysłał nam wczoraj w ramach podziękowania dwa jagnięce udźce. Może przyjdziecie do nas jutro na lunch? Sami nie damy im rady. – Chętnie, ale uprzedzam, że będę musiała wcześniej wyjść. Obiecałam ojcu O'Brienowi, że pomogę mu w kościele. Zorganizowaliśmy przyjęcie z nagrodami dla szkółki niedzielnej. – Oczywiście, nie szkodzi, Magdo. Przecież jesteśmy teraz rodziną – odparła Bethan.


77/175

– Wobec tego z przyjemnością przyjdziemy z Heleną. – Magda pocałowała ją w policzek. – Dziękuję za zaproszenie, Beth – powiedziała Alma. – Właśnie szukałam wymówki, żeby przełożyć spotkanie z księgową. – Ty też pracujesz w niedziele? – zapytał Andrew. – To jedyny dzień, kiedy mój telefon milczy. Chyba że zadzwoni Theo. – Przyjedzie z Oksfordu na lato? – spytała Beth. Theo, syn Almy, był bardzo lubiany przez wszystkich jej przyjaciół.


78/175

– Tak, już wkrótce. Założę się, że przywiezie całą stertę rzeczy do prania. – Almę wyraźnie cieszyła ta myśl. – Dziękuję za cudowny wieczór, Magdo. Do zobaczenia jutro. I we czwartek. Ned otworzył drzwi rodzicom i Almie. – Pomogę Helenie i Magdzie przy sprzątaniu i potem przyjdę do domu. – To miłe z twojej strony, młodzieńcze, ale zabierze nam to najwyżej minutę – powiedziała stanowczym tonem Magda. – A ty musisz się wyspać po dzisiejszym maratonie za kierownicą.


79/175

Ned wiedział, przegranej pozycji.

że

jest

na

– Przyjechać po was jutro przed lunchem? Heleno, po południu musimy zmierzyć podłogę w domu i ściany pod zasłony. – I sporządzić listę potrzebnych rzeczy – dodała Helena. – Nie zapomnijcie, że obiecałam wam w prezencie ślubnym lodówkę i kuchenkę. – Pamiętamy, mamo – zapewniła Magdę córka. – Tylko wybierzcie coś porządnego, a nie jakiś złom. I nie przyjeżdżaj zbyt wcześnie rano. Idziemy z Heleną na mszę.


80/175

Magda cmoknęła przelotnie w policzek.

Neda

– Dobrze. Ned zszedł pierwszy po schodach. Zaczekał na ulicy, aż wszyscy skończą się żegnać, i pomachał na do widzenia rodzicom i Almie. – Jutro – wyszeptał do Heleny, a kiedy Magda zniknęła za drzwiami, pocałował ją na dobranoc. – Noc bez ciebie będzie długa i zimna. – Nie przypominaj mi o tym. Ze schodów spłynął ku nim głos Magdy:


81/175

– Heleno, nie stój na zewnątrz. Jest wprawdzie lato, ale czuć chłód. Przeziębisz się. – Idę, mamo. – Słodkich snów. Ned ostatni raz pocałował Helenę, wskoczył do samochodu, uruchomił silnik i odjechał.


Rozdział 2 Andrew John, który zajmował najważniejsze miejsce za ustawionym w ogrodzie stołem, rozsiadł się wygodnie na krześle. Obiegł wzrokiem nieco uszczuplone grono członków swojej rodziny oraz przyjaciół (część biesiadników natychmiast po obiedzie zniknęła w szopie, by posłuchać zespołu popowego założonego przez młodszego syna), a potem odetchnął głęboko i uśmiechnął się. – Czy nie jesteś zbyt zadowolony z siebie, kochanie? –


83/175

dokuczyła mu żartobliwie Bethan, stawiając na stole tacę z kawą, truskawkami i śmietaną. – Czy coś w tym złego? – Andrew nie dał się złapać na jej haczyk. – Właśnie zjadłem wyśmienity niedzielny obiad, za co chciałbym pochwalić kucharza – skinął głową w jej kierunku – i aż do jutrzejszego ranka nie muszę robić kompletnie nic. Mój ogród wygląda doskonale, róże kwitną, a Evan zamknął drzwi szopy, dzięki czemu możemy posłuchać śpiewu ptaków. – Przykro mi, ale muszę ci przypomnieć, że obiecałeś


84/175

przywieźć po południu Penny ze stadniny. – Bethan zdjęła naczynia z tacy. – Mam jeszcze dużo czasu, a poza tym to całkiem przyjemna wycieczka. – Dziękuję. – Magda wzięła od Bethan filiżankę z kawą. – Uwielbiam jadać latem na zewnątrz. Przypomina mi to rodzinny dom, chociaż wasz ogród wygląda ładniej niż nasze obejście. No i nie widać tu zwierząt. – Szczególnie odkąd Andrew postawił ogrodzenie dla kurcząt.


85/175

Bethan podała dzbanek z mlekiem, cukierniczkę.

Magdzie a Almie

– Każdej wiosny mój ojciec i bracia wynosili ze stodoły duży stary stół i stawiali go na ganku, gdzie korzystano z niego aż do jesieni. Gdy było ciepło, jadaliśmy tam wszystkie posiłki. My, dzieci, szczególnie lubiliśmy kolację, ponieważ rodzice pili do niej jeden czy dwa kieliszki wina albo piwo. Poprawiał im się wtedy nastrój, łagodnieli i pozwalali nam iść spać później niż zwykle. Matka zapalała lampy i stawiała je na stole, a wszyscy parobcy pracujący


86/175

w gospodarstwie i sąsiedzi, którzy akurat wpadli z wizytą, przyłączali się do nas. Po posiłku dorośli grali i śpiewali… – Magda popatrzyła z zakłopotaniem na pozostałych i zarumieniła się ze wstydu. – Przepraszam. Ilekroć zaczynam mówić o domu, nie mogę się opanować. – O domu? – powtórzył Ronnie Ronconi, szwagier Bethan. – Opuściłaś Polskę jakieś dwadzieścia kilka lat temu i wciąż jest to dla ciebie dom? Chcielibyśmy, żebyś zaczęła w końcu uważać za niego Pontypridd, a nas za swoją rodzinę.


87/175

Wszyscy obecni przy stole się roześmiali. – A czy ty uważasz Pontypridd za swój dom, Ronnie? – spytała Magda poważnie. – Magda ma rację. – Bethan podsunęła Ronniemu miseczkę truskawek oraz dzbanek ze śmietaną. – Urodziłeś się we Włoszech. –

Wyjechałem

stamtąd

w wieku pięciu lat – przypomniał jej Ronnie. – Ale wróciłeś jako dwudziestolatek – powiedział Andrew bez zastanowienia. – Przepraszam –


88/175

dodał natychmiast, gdyż Bethan spojrzała na niego z wyrzutem. – Nie ma za co. To prawda, spędziłem tam kilka najszczęśliwszych lat życia. Przy stole zapanowała cisza. Ronnie wyjechał do Włoch z Maud, młodszą siostrą Bethan, z którą ożenił się w latach trzydziestych. Gdy podczas wojny zmarła na gruźlicę, wrócił do Pontypridd. – Sądząc z listów Maud – przerwała milczenie Bethan – były to również jej najszczęśliwsze lata. – Ale żadne z nas nie uważało Włoch za dom, tak samo jak i ja teraz.


89/175

– Bo często je odwiedzasz. – Andrew podał dalej dzbanek z kawą. Rodzina Ronniego nie sprzedała odziedziczonego po dziadku domu na wsi, dzięki czemu on, jego dziesięcioro rodzeństwa i dalsi krewni często wracali do Bardi na letnie wakacje. Ronnie zamyślił się na chwilę. – Czuję, że mam dwa domy, ale Włochy są na pewno tym drugim, wakacyjnym. Ilekroć tam jestem, myślę sobie, że przynależę do Pontypridd i domu na ulicy Tyfica. To tam wychowaliśmy z Dianą Billy'ego i Catrinę. – Na


90/175

wspomnienie drugiej żony, zmarłej niespodziewanie przed sześcioma miesiącami wskutek wylewu krwi do mózgu, uśmiechnął się z roztargnieniem. – Nie mogę sobie wyobrazić wyprowadzki, choć mam już serdecznie dosyć moich dzieci, które próbują kierować moim życiem i interesami. Jak myślicie, czy istnieje jakakolwiek szansa na to, że zespół Evana odniesie spektakularny sukces i nasza młodzież uda się na światowe tournée? – Sądząc po tym jazgocie, chyba niezbyt duża – stwierdził Ned.


91/175

Ronnie spojrzał w kierunku szopy, w której fałszywe dźwięki gitar ścierały się z wokalem Catriny. – Jak dobrze, że macie tę szopę, Bethan. W przeciwnym razie to towarzystwo mogłoby pokusić się o wykorzystanie w tym celu mojego strychu. A co ty powiesz? – zwrócił się do Petera, pasierba Almy, który jako nastolatek przybył do Pontypridd po wojnie. – Twoim domem jest Rosja czy Walia? Peter podniósł z krzesła swoją najmłodszą córeczkę, trzylatkę, która lubiła zasypiać po każdym


92/175

niemal posiłku, i posadził ją sobie na kolanach. – Pontypridd to mój pierwszy dom. – Popatrzył na swoją żonę Lizę, najstarszą z czterech przybranych córek Bethan i Andrew. – Zanim przybyłem tutaj, życie upływało mi na pobytach w obozach, najpierw stalinowskich, potem hitlerowskich. Tak, z całą pewnością moim domem jest Pontypridd. Tu mam rodzinę i mogę decydować o swoim życiu. – No i widzisz, Magdo. – Ronnie polał swoje truskawki śmietaną. – Peter i ja sądzimy, że to miejsce zamieszkania, a nie


93/175

urodzenia, liczy się najbardziej, kiedy się myśli o domu. Peter pogłaskał po głowie wtuloną w niego córkę. – Nie myślisz chyba o powrocie do Polski, prawda, Magdo? W każdym razie nie teraz, gdy rządzą tam komuniści. – Nie. Ale dla mnie domem pozostanie zawsze miejsce, w którym się wychowałam. – Mamo, żyjemy szczęśliwie w Pontypridd już od siedemnastu lat. – Helena żartobliwie uderzyła w dłoń Neda kradnącego truskawkę z jej pucharka.


94/175

– I jesteśmy tu bardzo, bardzo szczęśliwe – zgodziła się Magda. – Ale myślę po polsku, a w snach zamiast po tutejszych wzgórzach wędruję po polach otaczających gospodarstwo ojca. A w najpiękniejszych snach mój ojciec znów mi towarzyszy. Dlatego moim domem jest Polska, a nie Pontypridd. – Najpiękniejsze sny to te, w których nasi zmarli ożywają. – Ronnie podał Bethan swoją filiżankę, by ponownie napełniła ją kawą.


95/175

– Myślę, że każdy nasz rówieśnik przyznałby ci rację. – Alma spojrzała na Petera. Choć był jej pasierbem, łączyła ich silna więź. Jednym z powodów, dla których Alma tak bardzo go kochała, było jego wyraźne podobieństwo do jej nieżyjącego męża. Magda zerknęła na zegarek. – Ale teraz jestem bez dwóch zdań w Pontypridd i jeśli mam pomóc ojcu O'Brienowi przy przyjęciu, muszę się z wami pożegnać. Ned podniósł się z krzesła.


96/175

– Pojedziemy z tobą do sklepu, zabierzemy rzeczy potrzebne na przyjęcie i zawieziemy cię do kościoła. – Nie będziecie musieli jechać do kościoła. Ojciec O'Brien za pół godziny przyjedzie do sklepu. Tace z pasztecikami są już przygotowane, wystarczy je załadować do samochodu. Powiedział, że mam ci podziękować za sprzedanie ich kościołowi po niższej cenie – zwróciła się Magda do Almy. – Zawsze mi dziękuje. I jestem pewna, że tak samo będzie przy okazji następnego przyjęcia.


97/175

Magda uściskała i ucałowała wszystkich. – Bethan, Andrew, dziękuję za pyszny obiad. – Pamiętajcie, że spotykamy się wszystkie we czwartek, żeby kupić bieliznę dla Heleny. – Alma odwzajemniła uścisk. – Nie zapomnimy – zapewniła ją Magda. – Lepiej przyznaj – skrzywił się Andrew, słysząc nieludzkie wycie dolatujące z szopy – że nie masz w planach żadnej herbatki dla szkółki niedzielnej, a wy dwoje wcale nie musicie mierzyć podłóg


98/175

i ścian. Chcecie po prostu uciec przed tym wrzaskiem. – Powiem córce, jak się wyrażałeś o jej śpiewie. – Ronnie posłał Magdzie całusa. – Magdo, jeśli tylko przyjdzie ci ochota wybrać się w jakiś sobotni wieczór do Regent Ballroom, zadzwoń do mnie, dobrze? My, ludzie w kwiecie wieku, nie możemy pozwolić, żeby młodzież spijała nam całą śmietankę, nie uważasz? – Zastanowię się nad tym, Ronnie. Ale wtedy nie będziesz mógł pójść spać zaraz po dobranocce – zażartowała.


99/175

– Dla ciebie zrobię wyjątek! – zawołał za nią Ronnie, gdy wsiadała do samochodu Neda. Ned otworzył drzwi i wszedł do środka. – Spójrz tylko, co za miejsce! Po prostu idealne. Nic, tylko je zagracić. – Coś takiego nazywasz idealnym miejscem? – Helena weszła za nim do salonu. Uwzględniając fakt, że ich nowy dom posiadał tylko jedną małą sypialnię na piętrze i jedną dużą na parterze, można go było uznać za daczę. – Ale tu brudno. Nie


100/175

widzisz kurzu na półce nad kominkiem i na listwach? I śladów gipsu oraz farby na podłodze? Ten dom kosztował nas ponad dwa tysiące funtów. Choćby z tego powodu robotnicy powinni byli bardziej się postarać. A okna? Jak mawia moja matka, na szybach można sadzić kartofle. – Porządne sprzątanie wszystkiemu zaradzi. Pomogę ci pod warunkiem, że zgodzisz się wprowadzić tu razem ze mną, teraz, natychmiast. Odłożył na bok pudło z książkami, po czym odebrał z rąk Heleny karton z pościelą oraz


101/175

ręcznikami i rzucił go na podłogę. Następnie chwycił Helenę w ramiona, okrążył z nią tanecznym krokiem cały pokój i zaczął ją całować, długo i powoli. – Pomijając kwestię brudu, wolę prawdziwe meble od wyimaginowanych – mruknęła, gdy w końcu wypuścił ją z objęć. – Po co komu meble? –

Zapomniałeś

już,

jak

spaliśmy kiedyś na podłodze? W Londynie, w mieszkaniu twojej siostry. Przez cały miesiąc narzekałeś na ból pleców. – Helena popatrzyła uważnie na parkiet. Oprócz drobnych rys zauważyła na


102/175

nim głębokie ślady, których, jak się obawiała, nie usunie nawet najdokładniejsze pastowanie. – Zrobimy użytek z naszej wyobraźni i coś zaimprowizujemy. – Mówisz o łóżku? – Zacznijmy od drobiazgów. To będzie nasz stolik do kawy. – Ned wskazał na pudło z książkami. – A tu widzę telefon. – Przyniósł z kąta pokoju biały plastikowy aparat i umieścił go na pudle. – Działa? Podniósł słuchawkę. – Sygnał jest. – Szybko to załatwili.


103/175

– Jeśli chodzi o telefon, lekarze mają pierwszeństwo przed zwykłymi śmiertelnikami. Powiedziałem ojcu, że być może wprowadzę się tu przed ślubem. Chociaż po moich przeżyciach tej nocy „być może" zmienia się w pewność. Szkoda, że nie słyszałaś, jak Evan tłukł się o drugiej w nocy po powrocie z klubu. Ojciec zaczął na niego krzyczeć, ale wszyscy w promieniu pięciu mil od Penycoedcae i tak już zdążyli się dowiedzieć, że jest pijany. – Biedny Evan. – Raczej bezmyślny sprostował Ned. –

– Do


104/175

wykończenia tego pokoju brakuje nam już tylko telewizora. – A co z sofą, krzesłami, dywanem, zasłonami, lampami i półkami na książki? – spytała z rozbawieniem Helena. – Przez ostatnie sześć lat pilnie studiowałem. Teraz mogę zaznajomić się z tymi wszystkimi bzdurami, które co wieczór puszczają w telewizji. Przynajmniej będę wiedział, na co narzeka klientela pubu. – Więc to tam zamierzasz spędzać każdy wieczór po ślubie. – Helena złapała go i zaczęła łaskotać.


105/175

– Litości! – zawołał. – Jestem bezlitosna. W odpowiedzi chwycił jedną ręką jej obie dłonie i mocno je ścisnął. – Jeśli przyjdzie mi ochota spędzać każdy wieczór po ślubie w pubie, to tak właśnie zrobię, kobieto. I spodziewam się, że będziesz czekać na mnie z kolacją na stole i kapciami grzejącymi się przy kominku. – Zacząłeś marzyć o czasach wiktoriańskich? – odparowała Helena, wiedząc, że Ned się z nią droczy.


106/175

– Może powrócą jeszcze kiedyś dobre, stare czasy, kiedy kobiety znały swoje miejsce. Ot, co ci powiem. – Puść mnie, to pokażę ci, gdzie jest miejsce kobiety – zapiszczała Helena, gdy Ned w odpowiedzi zaczął ją łaskotać wolną ręką. – Najpierw musisz obiecać, że po ślubie nie będziesz ciosać mi kołków na głowie. – To zależy jedynie od tego, jakim okażesz się mężem. – W Bristolu byłem dla ciebie dobry, nie sądzisz?


107/175

– W Bristolu małżeństwem.

nie

byliśmy

– A może wprowadzisz się do mnie teraz? Zaczniemy udawać, że już się pobraliśmy. – Ned porzucił żartobliwy ton. – Oprócz przeszkody w postaci mojej matki istnieje jeszcze kwestia mebli. I nie wiadomo, czy podłączyli już światło i wodę. Ned podszedł do włącznika światła. – A niech to, nie ma żarówki. Zszedł po schodach do komórki z podgrzewaczem wody, otworzył ją i włączył grzałkę. – Świeci się na czerwono.


108/175

Helena w kuchni.

odkręciła

kurek

– Mamy wodę. Wyłącz grzałkę, bo nasz rachunek zacznie rosnąć, zanim tu zamieszkamy. Ned wrócił do salonu i zaniósł przyniesiony przez nią karton do sypialni na dole. Helena poszła za nim i zobaczyła, że zamierza go otworzyć. – Co robisz? – Ścielę nam łóżko. – Wyjął firanki, ręczniki oraz tanie hinduskie narzuty, które przywiózł z Bristolu, i rozłożył je na podłodze.


109/175

– Nie ma tu zasłon. Każdy może zajrzeć do środka. – Tutaj nie, bo okno wychodzi na tył budynku. Domy po tej stronie stoją niżej od naszego. – Mieliśmy sporządzić listę niezbędnych rzeczy i zmierzyć podłogę oraz ściany – zaprotestowała Helena, ale bez przekonania. Ned znów ją pocałował. – Nie uczciliśmy jeszcze twojej nowej pracy. Pieścił jej wrażliwą skórę za uchem. Nigdy nie mogła się temu oprzeć.


110/175

– Mamy zrobienia…

tak

dużo

do

– Jest niedzielne popołudnie, sklepy są zamknięte. Niczego teraz nie załatwimy. – Możemy i zmierzyć.

posprzątać

– Wolę zmierzyć to. – Dłonie Neda wędrowały powoli wzdłuż nóg Heleny, aż zniknęły pod jej spódnicą. – Uwodzisz mnie. – Pozwoliła mu rozpiąć żakiet, który włożyła do kościoła. – Ponieważ nie muszę już pracować na zmiany w szpitalu, zapoczątkujemy nową tradycję


111/175

w rodzinie niedziele.

Johnów.

Miłosne

Rozpiął suwak spódnicy, która niedbale opadła na podłogę, i wyłuskał z pętelek okrągłe perłowe guziki bluzki. – Zdejmiesz rajstopy sama czy mam ci pomóc? – Sama. Ty zawsze robisz to tak, że lecą oczka. Rozpinając pasek w dżinsach, obserwował, jak Helena wyślizguje się z rajstop. – Uwielbiam, kiedy nie masz na sobie niczego oprócz fig, szczególnie w kolorze zielonym. – Wiem o tym.


112/175

Rzuciła rajstopy na spódnicę. – Czyli włożyłaś je z nadzieją, że cię rozbiorę? – Kupiłeś mi przecież na urodziny dwanaście par i wyrzuciłeś wszystkie inne. Nie pamiętasz? – Oczywiście, że pamiętam. – Zdjął jej jedwabne figi. – Wyglądasz w nich wspaniale, ale bez nich bosko. – W takim tempie nigdy nie urządzimy tego domu. Rzucił ostatnią część swojej garderoby na jej ubrania. – Jakiego domu?


113/175

Położył się na plecach i przyciągnął ją do siebie. – To już ostatnia partia, proszę ojca. – Magda przyniosła ze sklepu duże płaskie pudełko z pasztecikami. – Dobrze. Mamy pełny samochód. Uczniowie ze szkółki niedzielnej nie pogardzą tak znakomitymi wypiekami. Ostrożnie położył paszteciki na tylnym siedzeniu samochodu, gdzie piętrzyła się już reszta pudełek. – Jeszcze tylko zamknę drzwi. Magda wyjęła klucze z kieszeni długiego rozpinanego swetra


114/175

i zaczęła się zmagać z zamkiem. Nie mogła trafić do dziurki, która nagle okazała się zdecydowanie za mała. Gdy wreszcie się jej to udało, klucz nie chciał się przekręcić. Upewniwszy się dwa razy, czy dobrze zamknęła, poszła jeszcze sprawdzić boczne wejście do mieszkania. Ojciec O'Brien, lekko już zniecierpliwiony, czekał na nią w morrisie 1000. Po chwili Magda otworzyła drzwi od strony pasażera i ciężko usiadła obok niego. – Dobrze się czujesz, Magdo? – zapytał ją z troską w głosie, widząc, że trzyma się za głowę.


115/175

– To tylko ból głowy. Miewam je od czasu do czasu. Wezmę tabletkę i przejdzie. – To na pewno nerwy. Oprócz pracy w sklepie masz ostatnio wiele spraw na głowie. Najpierw egzaminy Heleny, choć wszyscy mówili, że zda z wyróżnieniem, i tak się stało. Potem niecierpliwe oczekiwanie na wynik rozmowy kwalifikacyjnej – no i spójrz, jak świetnie sobie poradziła. Teraz znowu przeżywasz jej ślub. Obawiam się, że prosząc cię o zorganizowanie dzisiejszego przyjęcia, pogorszyłem jeszcze sprawę.


116/175

– To była dla mnie przyjemność, proszę ojca. Mogłam na chwilę przestać myśleć o Helenie. Miał ojciec rację, gdy zabraniał mi się martwić. Nie mogło ułożyć się lepiej. Otworzyła torebkę i sięgnęła po buteleczkę z aspiryną. – Wychowałaś ją wspaniale, Magdo. Helena wyrosła na świetną dziewczynę. Zawdzięcza to zarówno tobie, jak i sobie samej. I znalazła dobrego męża, chociaż nie jest on katolikiem. Ale teraz musisz mnie posłuchać i trochę sobie odpocząć. Świat nie skończy się, gdy na godzinę przed


117/175

zamknięciem twojego sklepu zabraknie w nim wypieków, a na każdą trójkę dzieci ze szkółki niedzielnej przypadną tylko po dwa paszteciki. Magda połknęła na sucho dwie aspiryny i skrzywiła się. Wiedziała z doświadczenia, że im wcześniej coś zażyje, tym szybciej uwolni się od przeszywającego bólu. Ojciec O'Brien mylił się jednak co do jednej rzeczy. Jej migreny nie miały nic wspólnego ze stresem. Były wyłącznie skutkiem wojny. Jeszcze jedną gorzką pamiątką. Poprawiła się w fotelu i zamknęła oczy, czekając, aż


118/175

nieprzyjemny smak ustąpi wraz z bólem.

tabletek

– Wiem, że marzył ci się tradycyjny ślub z uroczystą mszą, ale ceremonia zawarcia mieszanego małżeństwa jest również wspaniałym wydarzeniem. A poza tym, kto wie? Kiedy na świat zaczną przychodzić dzieci, być może mąż Heleny zmieni zdanie i stanie się członkiem naszego Kościoła. A wtedy będziemy mieć jeszcze jeden powód do świętowania. Magda nadal słyszała miękki, śpiewny irlandzki akcent ojca O'Briena, choć ból w jej głowie wyraźnie się wzmógł, izolując ją


119/175

od rzeczywistości. Dość często cierpiała na migreny, ale nigdy wcześniej nie przytrafiło się jej coś podobnego. Miała wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciw niej. Kołyszący ruch samochodu. Lejący się z nieba żar, który parzył ją w twarz przez szybę. Urywany dźwięk klaksonu gdzieś za nimi… – Magdo… Magdo… Matko Boska… Magda słyszała, jak przestraszony ojciec O'Brien mówi coraz głośniej. Usiłowała otworzyć oczy, ale uniemożliwił jej to ból. Powoli docierało do niej, że samochód ciągle stoi. Drzwi po jej


120/175

stronie otworzyły się i owiało ją przyjemne chłodne powietrze. Poczuła, że ksiądz kładzie jej rękę na czole, a potem usłyszała, jak krzyczy do kogoś, żeby zadzwonił po pogotowie, i recytuje słowa, które wydały się jej znajome, choć wypowiedział je kiedyś ktoś inny, w innym języku i kraju. Ich rytm oraz posępny wydźwięk były jednak oczywiste. – Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego… – udzielał Magdzie ostatniego namaszczenia.


121/175

Koniec przyszedł tak nagle. Pomyślała o wszystkich swoich nieuporządkowanych sprawach i o tym, o czym nigdy nie opowiadała. – Helena… wybacz mi, Ojcze, bo zgrzeszyłam… – wyszeptała. Chwyciła księdza mocno za rękę resztką sił. – Helena – powtórzyła pospiesznie. – Proszę jej powiedzieć… że żałuję… Ojciec O'Brien przerwał jej w pół zdania. – Z całą pewnością nie masz powodu. A sakramentu udzieliłem ci tylko na wszelki wypadek. Pogotowie już jedzie.


122/175

Magda jednak wiedziała, że nie czas na kłamstwa. – Zgrzeszyłam, ukrywając przed nią prawdę. Wiem, że to był grzech… ale kochałam ją… – O czym ty mówisz? – Łza stoczyła się po policzku księdza i spadła na twarz Magdy, rozpryskując się tuż obok jej ust. – Bałam się, że będzie mnie za to winić… że mnie znienawidzi… – Nikt nie ma powodu, by cię nienawidzić, a już najmniej Helena. Ksiądz wiedział, że Magda już nie żyje, ale wciąż trzymał ją za rękę.


123/175

– Pan, który odpuszcza ci grzechy, niech cię wybawi i łaskawie podźwignie… Nie puścił jej ręki dopóty, dopóki nie dopełnił sakramentu. Nie puścił jej nawet wtedy, gdy już przybyło pogotowie i Andrew John, przejeżdżający przypadkiem tą drogą, podbiegł do nich, oferując pomoc. Helena spoczywała w półleżącej pozycji w ramionach Neda, oparta o jego pierś. Szczęśliwa i nieco senna rozglądała się po pustym pokoju. Była przy tym bardzo zadowolona


124/175

z siebie. Już wkrótce zacznie zarabiać pieniądze, i to tyle, że wystarczy na urządzenie jej pierwszego domu dokładnie tak, jak chciała. – Białe ściany i lakiery, dwie skromne szafy w stylu art déco dla niego i dla niej, równie skromna toaletka. – W jej głosie brzmiało zdecydowanie. – I zagłówek w tym samym stylu. Najlepszy byłby buk, ale właściwie powinno tu pasować każde jasne drewno. Postawimy łóżko przy tamtej ścianie. Kupimy też dwa stoliki nocne tego typu i stół do pisania. Szafkę na książki i ozdobne tapicerowane krzesło…


125/175

– A ja będę musiał wezwać robotników, żeby zburzyli ściany. W przeciwnym razie ten pokój nie pomieści wszystkich pani zachcianek. Wygląda na duży, ale tylko dlatego że jest pusty – ostrzegł ją Ned. – Wystarczy wstawić tu wielkie łóżko. – Nie możemy kupić wielkiego łóżka. Są zbyt nowoczesne. Nie znajdziemy do niego odpowiedniego zagłówka. Te w starym stylu będą za małe. – Lubię rozkładać się wygodnie i mieć dużo miejsca.


126/175

– A ja wolę się przytulać. – Helena przylgnęła do niego jeszcze mocniej. – Uwodzicielka. Czuję, że gdy tylko włożę ci na palec obrączkę, zaczniesz wszystkim rządzić po swojemu. – Cmoknął ją w szyję. – Któż to, u diabła, może być? – powiedział z irytacją w głosie, kiedy w salonie rozległ się nagle ostry dźwięk telefonu. – Odbierz, to się dowiesz. Helena wysunęła się z jego objęć i położyła na plecach, skrzyżowawszy ramiona pod głową.


127/175

– Nie mam zamiaru. Jestem nieubrany, a salon, w przeciwieństwie do tego pokoju, jest na podglądzie. W dodatku to na pewno pomyłka. Nikt nie zna naszego numeru ani nie wie, że tu jesteśmy. – Z wyjątkiem twojego ojca, który kazał zainstalować tu telefon. – Pojechał po moją siostrę do stadniny. Widzisz, mówiłem ci – powiedział, gdy telefon w końcu zamilkł. – To może jednak on – zasugerowała Helena, kiedy po chwili rozdzwonił się ponownie. –


128/175

Pewnie trafił mu się jakiś nagły przypadek i potrzebuje pomocy. – Jeden z jego współpracowników ma w ten weekend dyżur. Ty odbierz. – Jeśli to twój ojciec, chciałby zapewne rozmawiać z tobą – zauważyła. – A może to twoja matka. – Nie zna tego numeru. Masz, owiń się w to. – Helena podała Nedowi ręcznik kąpielowy. – A jeśli ktoś mnie zobaczy? – To pomyśli, że właśnie brałeś kąpiel. – Przecież jeszcze się nie wprowadziliśmy.


129/175

– Mogłeś ubrudzić się przy sprzątaniu. – Przestało dzwonić. To musi być pomyłka. – Ned przyciągnął Helenę do siebie, ale zaledwie zdążyli ułożyć się na swoim legowisku, telefon odezwał się po raz kolejny. – Do diabła! Sięgnął po ręcznik, nim w pasie i zszedł salonu. Przykucnąwszy z książkami, podniósł i warknął: – Halo! – Ned? – Tato?

owinął się boso do za pudłem słuchawkę


130/175

– Przyjedź najszybciej.

do

domu

jak

– Co się stało? – Nie pytaj, tylko przyjedźcie razem z Heleną. – Tato... – To nic pilnego, więc nie przekraczaj prędkości. – Ale czy stało się coś złego? – naciskał Ned. W głosie ojca brzmiała rezygnacja oraz coś, czego Ned nie umiał rozszyfrować. – Po prostu przyjedźcie do domu, proszę. Połączenie zostało przerwane. Ned odłożył słuchawkę i odwrócił


131/175

się. Za progiem stała Helena owinięta narzutą. – Co się dzieje? – spytała. – Nie jestem pewien. Miałaś rację, to był ojciec. Prosi, żebyśmy wrócili do domu, ale mówi, że to nie jest pilne, więc nic poważnego nie mogło się stać. – Może ma to jakiś związek z naszym ślubem. – Może. – Ned spojrzał na ręcznik, którym był przepasany. – Poszukajmy lepiej twojej zielonej bielizny. Helena siedziała na sofie obok Neda i zachowywała się tak spokojnie i cicho, że ani ojciec O'Brien,


132/175

ani Andrew nie byli pewni, czy zrozumiała cokolwiek z ich słów. Cały czas po prostu patrzyła przez okno. Nie podniosła wzroku nawet wówczas, gdy Bethan wniosła do pokoju tacę z herbatą i postawiła ją na stole. – Magda odeszła szybko, Heleno. Z tego, co widziałem, cierpiała bardzo krótko. To był zwykły ból głowy, tak przynajmniej twierdziła. Podczas wojny widziałem śmierć częściej niż przeciętny człowiek przez całe swoje życie i możesz mi wierzyć, że twoja matka umarła spokojnie. Tego przecież w końcu pragniemy dla


133/175

naszych bliskich i dla siebie samych. Odejść w spokoju do Królestwa Pana. Helena odwróciła w kierunku księdza.

głowę

– Czy mama coś mówiła? – Powiedziała, że cię kocha i że jest jej przykro. – Przykro? – powtórzyła Helena bezbarwnym głosem. Ned i Andrew widzieli, że jest w głębokim szoku. – Według mnie było jej przykro, że nie miała czasu się z tobą pożegnać. – Dlaczego? – zwróciła się Helena do Andrew. – Dlaczego


134/175

umarła? Przy obiedzie czuła się dobrze. Widzieliście sami. Czuła się dobrze. – Spojrzała pytająco na Neda. – Twoja matka zmarła tak nieoczekiwanie, że trzeba będzie przeprowadzić sekcję zwłok, Heleno – poinformował ją Andrew jak najdelikatniej. – Jest pan lekarzem. Był pan przy niej zaraz po tym, jak to się stało. Musi pan mieć jakieś przypuszczenia co do przyczyny śmierci. – Ból głowy, o którym mówi ojciec O'Brien, jak również jego gwałtowne nasilenie wskazują na


135/175

wylew krwi do mózgu – postawił diagnozę Andrew. – Ale to tylko przypuszczenia. Mogę się mylić. Bethan napełniła herbatą jedną z filiżanek, posłodziła ją i podała Helenie. – Musisz przenieść się do nas, kochanie. Ned pojedzie z tobą do domu po rzeczy. – Dziękuję, jest pani bardzo miła, ale powinnam tam wrócić. Mam dużo spraw do załatwienia. Pogrzeb mamy… – Wymówiwszy słowo „pogrzeb", Helena uświadomiła sobie boleśnie, że Magda bezpowrotnie ją opuściła.


136/175

Ned zobaczył, że drżą jej usta. Wziął ją za rękę. – Mama ma rację, Heleno. Musisz się do nas wprowadzić. – Mam zbyt wiele spraw do załatwienia. – Jej dłoń również drżała. Ned odebrał jej filiżankę. – Możesz to wszystko robić, mieszkając u nas. Pomożemy ci, na ile tylko będziemy w stanie. – Ned spojrzał na ojca, prosząc go wzrokiem o wsparcie. – Będziesz mogła zorganizować pogrzeb dopiero wtedy, gdy znane będą wyniki sekcji – uprzedził Helenę Andrew. –


137/175

Bethan ma rację. Nie możesz być teraz sama. Należysz do naszej rodziny i twoje miejsce jest tutaj, przy Nedzie i przy nas. – Trzeba zawiadomić kilka osób. – Ojciec O'Brien podniósł się ze swojego miejsca. – Panią Raschenko i rodzinę Magdy w Polsce. – Zadzwoniłam do Almy, gdy tylko wróciła do domu. Właśnie do nas jedzie. – Bethan odebrała od księdza pustą filiżankę. – Bardzo chciałbym z tobą zostać, Heleno, ale muszę zawieźć jedzenie do świetlicy. Potem parafianki poradzą sobie z przyjęciem


138/175

beze mnie, więc wrócę tu jak najszybciej. – Odprowadzę ojca. – Andrew wyszedł za ojcem O'Brienem do przedpokoju. – To smutny dzień, doktorze John. – Stary ksiądz pokręcił głową. – Spotkałem Magdę Janek pierwszego dnia, gdy pojawiła się w Pontypridd razem z Heleną. Nie lubiła się skarżyć, więc nie mówiła dużo, ale czułem, że wiele przeszła podczas wojny. I chociaż pani Raschenko pomagała jej i Helenie na wszelkie sposoby, nie miała łatwego życia, nawet tutaj. Ciężko jest wychowywać samotnie


139/175

dziecko w obcym kraju, z dala od rodziny. Magda jednak po prostu brała się do pracy, stawiała czoło przeciwnościom. Była w tym doskonała. Będzie nam jej bardzo brakować w naszym kościele. Ale jest rzeczą niegodną myśleć w tej chwili o kimkolwiek poza Heleną. Została przecież zupełnie sama. – Helena nie jest sama, ojcze. – Andrew otworzył drzwi. – Należy do naszej rodziny. Może liczyć na mojego syna i na nas wszystkich. – Racja, mimo to wrócę tu jeszcze, żeby sprawdzić, jak się


140/175

czuje. Oczywiście jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, doktorze. – Będzie ojciec mile widziany o każdej porze. – Bethan dołączyła do nich w przedpokoju. – Słyszałam jakiś samochód zatrzymujący się na naszym podjeździe i miałam nadzieję, że to Alma. – To rzeczywiście ona – oznajmił Andrew. – Pani Raschenko. – Ojciec O'Brien uścisnął jej rękę. – Witam się i jednocześnie żegnam, ale niedługo tu wrócę i złożę pani wyrazy serdecznego współczucia z powodu straty drogiej przyjaciółki.


141/175

– Dziękuję, ojcze. – Alma odwzajemniła uścisk i objęła Bethan. – Gdzie jest Helena? – W salonie, razem z Nedem. – Jest w szoku – ostrzegł ją Andrew. Alma spojrzała na niego i przeniosła wzrok na Bethan. – Jak my wszyscy. Weszła płaszcz.

do

środka

– Jak miło, że przyjechałaś, ciociu.

i zdjęła

od

razu

Powstrzymując łzy, Helena podniosła się z sofy, by uściskać Almę.


142/175

– Przynajmniej tyle mogłam zrobić. Twoja mama była moim pracownikiem, ale też jedną z moich najbliższych przyjaciółek. Tak mi przykro. Wiem, jak wiele dla siebie znaczyłyście. – Przytuliła Helenę i obie usiad ły na sofie. – Co zrobimy ze sklepem? – zaczęła Helena. – Będziesz musiała zatrudnić kogoś na jej miejsce. A mieszkanie... – Chwilowo zamknę sklep na znak szacunku dla twojej mamy – stwierdziła Alma stanowczo. – Na jak długo? – zapytała Helena.


143/175

– Aż znajdę kogoś, kto go poprowadzi. Ale zamierzam zająć się tym dopiero po pogrzebie. A w mieszkaniu możesz zostać za darmo dopóty, dopóki będziesz chciała. – Mamy nadzieję, że Helena wprowadzi się do nas – powiedziała Bethan. – Chcesz tak zrobić, Heleno? – zapytała Alma. – Sama nie wiem, czego chcę – odparła Helena. Alma przypomniała sobie stan odrętwienia, w jaki popadła po stracie męża. Wiedziała doskonale, jak czuje się Helena.


144/175

– Zgadzam się z Bethan. Nie powinnaś teraz być sama. Nie musisz oczywiście podejmować decyzji w pośpiechu ani opróżniać mieszkania z rzeczy twoich i mamy. – Trzeba odwołać ślub – powiedziała nagle Helena. – Przełożyć – poprawił ją Ned. Spojrzała na niego. – Nie jestem teraz gotowa na ślub. A już tym bardziej na taki, jaki zaplanowała mama. – Oczywiście, że nie – zgodziła się z nią Alma. – Każdy to zrozumie. Najlepiej będzie, jeśli ponowną organizację całej


145/175

uroczystości powierzysz nam. Istnieje jednak kilka rzeczy, których nie możesz odsunąć w czasie. Musisz zawiadomić listownie lub telefonicznie swoją babcię i rodzeństwo mamy. – Wątpię, czy ktokolwiek w Polsce dostanie zezwolenie na wyjazd ze względu na pogrzeb – ostrzegł ją Andrew. – Wielka szkoda. – Alma chwyciła Helenę za rękę. – Wiem, że Magda co tydzień pisała do swojej matki, brata i siostry. Wysyłała im też regularnie paczki z odzieżą i żywnością.


146/175

Helena uświadomiła sobie nagle, że choć matka wiele razy opowiadała jej o swoim dzieciństwie spędzonym na polskiej wsi i często czytała jej fragmenty listów przysyłanych przez lata do Walii przez krewnych, nie wiedziała nawet, czy wciąż mieszkają w tym samym miejscu. – W ogóle adresów.

nie

znam

ich

– Znajdziemy je w listowniku – próbowała uspokoić ją Alma. – Muszę już wracać do domu – oznajmiła Helena, wstając. – Powinnaś najpierw odpocząć – zaprotestował Ned.


147/175

– Nie mogę tu tak po prostu siedzieć. Muszę coś załatwić. – Pójdę z tobą. – Podniósł się ze swojego miejsca. – Nie – oznajmiła Helena nieco zbyt szorstko i lakonicznie. Nie mogła jednak znieść jego towarzystwa, a szczególnie myśli, że podczas gdy oni uprawiali seks, jej matka umierała na jezdni w samochodzie ojca O'Briena. Magda byłaby tym zdruzgotana. Mimo to spróbowała złagodzić swoją decyzję: – Muszę trochę pobyć sama ze swoimi myślami. – Nie pozwolę ci iść samej do domu – upierał się Ned.


148/175

– Nie martw się, Ned. Odwiozę ją. Dobrze, Heleno? – upewniła się Alma. Helena skinęła głową. Bethan i Andrew wiedzieli dobrze, że sprzeciw byłby bezzasadny. To przecież Alma pierwsza zaprzyjaźniła się z Magdą, która niemal bez środków do życia przyjechała z Heleną do Walii. To również ona znalazła im pokój, zanim wprowadziły się do obecnego mieszkania, a następnie zaoferowała Magdzie pracę i pomogła jej rozwiązać wszystkie praktyczne problemy.


149/175

– Jesteś pewna, że mam zostać? – spytał prosząco Ned. – Jak najbardziej. – Helena unikała jego spojrzenia. – Zobaczymy się później. Dziękuję za herbatę i za wszystko, pani John, Bethan. Nie mogąc ani chwili dłużej przebywać w towarzystwie Neda, Helena udała się do przedpokoju i zdjęła z wieszaka swój żakiet. – Zadzwonię do was ze sklepu – rzekła Alma, wychodząc za nią. – Zaczekaj, Almo. – Andrew wręczył jej niewielką kopertę. – Środki uspokajające. Na wszelki


150/175

wypadek. Helena jest zbyt spokojna. To nie potrwa długo.


Rozdział 3 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 4 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 5 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 6 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 7 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 8 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 9 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 10 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 11 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 12 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 13 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 14 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 15 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 16 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 17 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 18 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 19 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 20 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 21 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 22 Dostępne w wersji pełnej


Rozdział 23 Dostępne w wersji pełnej


Od autorki Dostępne w wersji pełnej


Tytuł oryginału MAGDA’S DAUGHTER Copyright © Catrin Collier 2008 All rights reserved Projekt okładki Olga Reszelska Zdjęcie na okładce © Jill Battaglia/Arcangel Images Redaktor prowadzący Katarzyna Rudzka Redakcja Renata Bubrowiecka


174/175

Korekta Katarzyna Szajowska ISBN 978-83-7839-311-5 www.proszynski.pl Plik opracował i przygotował Woblink

www.woblink.com


@Created by PDF to ePub


Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Bookarnia Online.


Córka Magdy - Catrin Collier - ebook