Siedem Błogosławieństw - ks. Maciej J. Pawłowski

Page 1

ks. Maciej Janusz Pawłowski

SIEDEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW


.


ks. Maciej Janusz Pawłowski

SIEDEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW

~Kielce 2014~


Projekt okładki i skład Dawid Jędrzejczyk www.IDav.com.pl Fotografie Klaudia Stawiarz Korekta Agnieszka Szyguła Monika Korba Copyright © 2014 by ks. Maciej Janusz Pawłowski All rights reserved Kielce 2014


ks. Maciej Janusz Pawłowski

SIEDEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW I. II. III. IV. V. VI. VII.

Pierwsze Błogosławieństwo Drugie Błogosławieństwo Trzecie Błogosławieństwo Czwarte Błogosławieństwo Piąte Błogosławieństwo Szóste Błogosławieństwo Siódme Błogosławieństwo

~Kielce 2014~


I. Pierwsze Błogosławieństwo Oskarżenie… Pierwsze Błogosławieństwo – pustka i rozpacz… Czy tak to miało wyglądać? Czy dlatego cierpię i zasypiam wraz z nocą wstydu? A wszystko, mówiłeś, będzie takie piękne i będę po stokroć wynagrodzony. Będę otoczony, obiecywałeś – miłością, radością i pokojem… Ale gdy ta lekcja pokory wciąż trwa, ja, jak jakiś zbir z kryminalnej kartoteki męczę się i szarpię z własną duszą – nie, z samym sobą, i z tym Twoim błogosławieństwem… Ale skoro tak miało być niechaj już orkiestra zapłacona przecież zagra do końca. Niechaj zamilkną dzwony – niechaj zamilczą goście weselni, bo gdy ja cierpię, nikt, poza Niebem nie może o tym wiedzieć…


„Umieć kochać – do tego trzeba ukończyć szkołę cierpienia” - napisał poeta. Ja niedawno do takiej szkoły się zapisałem. Może i z własnej woli, ale chyba tak postąpiłem bo zrozumiałem, że tak naprawdę muszę poznać co to znaczy cierpienie, aby móc kochać miłością czystą i miłością, która nie jest ani zaborcza ani też chciwa. Zrozumiałem ostatnio bardzo wiele. Moje motywacje do przyjaźni nie były chyba nigdy w pełni czyste. To prawda, że dobre uczynki nie zawsze wynikają tylko z egoizmu. Zdarzają się, naturalnie, postępki całkowicie anonimowe i bez nadziei na zapłatę, ale przeważnie ofiarodawca nie czuje się zadowolony, jeżeli sam nie może zobaczyć skutków swojego postępowania, dopóki nie przekona się jaki szczęśliwy i wdzięczny jest ten, któremu pomógł. To prawda co pisał jeden mędrzec, że większość dobrych uczynków to postępowanie e goistyczne bo chcemy czuć się szlachetni i bardziej wartościowi. Ja właśnie tak egoistycznie postępowałem z wieloma osobami, bo chciałem być szlachetny! To wyznanie nie przychodzi mi łatwo, bo teraz gdy cierpię w samotności serca, widzę, że nie czyniłem dobra, nie byłem dobry. Ktoś powiedział, że są dwa rodzaje cierpienia: fizyczne i duchowe. Cierpienie fizyczne się znosi, cierpienie duchowe zaś się wybiera. Może właśnie ja wybrałem to cierpienie duchowe i teraz płaczę i użalam się nad sobą. A przecież taka jest kapłańska droga. To ja mam brać na swoje barki cierpienia innych, a swoje troski i swoje przewinienia ofiarować Bogu. Czy potrafię tak właśnie kochać? Chyba od nowa muszę zacząć uczyć się dobroci i miłości. Muszę wsłuchać się w słowa Świętego Pawła, który mnie poucza gdy mówi, że „dobroć polega na szanowaniu i kochaniu ludzi bardziej niż na to zasługują.” Tego pragnę się nauczyć całym sercem. Kochać i nie czekać na zapłatę i na to, aby i mnie kochano. Hermann Hesse napisał, że „rzeczy, które widzimy to te same rzeczy, które istnieją w nas. I nie ma żadnej innej rzeczywistości prócz tej, jaką mamy w sobie.” Dlatego większość ludzi żyje tak nierealnie, ponieważ zewnętrzne obrazy uważają za rzeczywistość, a swego własnego światła nie potrafią zobaczyć i rozpoznać. Można być wtedy nawet szczęśliwym. Lecz z chwilą, gdy pozna się już raz tamto, inne życie, nie ma się już wyboru i nie można iść tą drogą, którą obiera większość. Mimo tego, że droga większości jest łatwa, a ta którą wybrałem trudna, nie mogę się teraz wycofać. Nie mogę zaprzestać zbierania kwiatów z Bożego ogrodu, by je zachować tylko dla siebie. Muszę iść naprzód, a wtedy te kwiaty będą ciągle kwitnąć na mojej drodze...


II. Drugie Błogosławieństwo

Zauroczony, uśpiony Twoim spojrzeniem czekam... Napełniony miłością, tulę się do Ciebie pragnę Twego ciepła Twoich ust... Pogardzony przez niebiosa i wyrzucony za bramy czyśćca na kolanach – błagam Cię o litość... Pozwól mi być w Tobie, Bo ja tak bardzo pragnę w Twojej słodkości szukać ukojenia, wędrować w Twoim świecie – i wciąż trwać z Tobą... Pragnę pogłębiać Twoje tajemnice i z czułością pustelnika czerpać radość w Twej rozkoszy do końca na zawsze przez całą wieczność...


Usłyszałem kiedyś słowa, które w szczególny sposób mnie dotknęły. „Aby uwierzyć w drugiego człowieka, należy najpierw uwierzyć w siebie. Żyć w harmonii ze światem widzialnym i niewidzialnym, i odnaleźć prawdziwe oblicze Boga.” Ale czy taka miłość jest w stanie uchronić mnie przed samotnością? Wiem, że nic nie daje pogrążanie się we własnych marzeniach i zapominanie o własnym życiu, ale czasami czuję, że jest to niezbędne aby przetrwać w tym świecie. Gdy rozczulałem się kiedyś nad samym sobą jeden przyjaciel powiedział mi, że tam gdzie los jest dla nas zbyt łaskawy, zwykle pojawia się otchłań, w której w każdej chwili mogą runąć wszystkie nasze marzenia. Ja nie mogę powiedzieć, że los był lub też jest dla mnie łaskawy. Starałem się i wciąż się staram odkryć tę prawdę, którą gdzieś schował mój anioł przeznaczenia. Ja wciąż szukam i szczęścia i radości i sensu życia. Ale jak długo jeszcze mam szukać? Jak długo wędrować po drogach zagmatwanych i niebezpiecznych? Czy moje serce rozpozna tę prawdę, tę miłość, gdy przyjdzie? Bo to miłość Boża niesie w sobie ogromną moc, która wynosi poświęcenie ponad majestat prawa i ludzi. Bez tej Bożej miłości nie mógłbym być pokorny, wytrwały i silny. Gdybym tej Bożej miłości nie nosił w sercu, nie mógłbym być uległy w stosunku do tych, którzy mnie krzywdzą. A przecież tego wymaga ode mnie Bóg. To On mnie prosi abym nosił ten ciężki krzyż, który mnie przygniata i prowadzi. To pod nim wciąż upadam. To dla tego krzyża podnoszę się, żyję i przebaczam. To dla tego zbawczego krzyża miłości potrafię przezwyciężyć wszelkie zło, które mnie otacza. Ja, mimo tak wielu słabości i wad, nie będę przestawał szukać tej prawdy i tej miłości, której tak bardzo pragnę. Bo ten, kto przestaje szukać, mówi przysłowie, przegrywa swoje życie. W ostatnich dniach nauczyłem się kochać tajemniczość. Ona chyba jedna może moje życie uczynić niezwykłym i cudownym. Najpowszedniejsza rzecz zyskuje urok gdy zachowuję ją w tajemnicy swego serca. Ale na jak długo jeszcze? Kiedy zobaczę swoją ziemię obiecaną? Kiedy wypocznę pod drzewem życia i miłości? Albert Einstein powiedział kiedyś, że „długoletnie błądzenie w ciemnościach w poszukiwaniu prawdy odczuwanej, lecz nieuchwytnej, głębokie pragnienie oraz przeplatające się ze sobą okresy wiary i zwątpienia, które poprzedzają jasne i pełne zrozumienie, znane są wyłącznie tym, którzy sami ich doświadczyli.” Jakaż wielka to prawda. Ale prawdą jest też to, iż ludzie często w coś wierzą, by o sobie zapomnieć. Kryją się w ideałach, szukają schronienia w idolach i zabijają czas tysiącami marzeń. Wiem coś o tym. To ja jestem jednym z tych ludzi...


III. Trzecie Błogosławieństwo Krzyk rozpaczy schował się głęboko – w mojej duszy i zapłakał... Na własne życzenie, w obrazach przeszłości zobaczyłem Twoje rozczarowanie... No tak, ale ja przecież tylko pragnąłem żyć – śnić i tańczyć w obłokach wypełnionych rozkoszą... Wiem, nie było mi wolno bo Bóg wymaga – mój Bóg karze... Ale, jako brat syna marnotrawnego to ja zostałem z niczym – to ja musiałem po wszystkich posprzątać... I chociaż na sercu było ciężko, gdy łzami myłem podłogę zalaną radością – wciąż wierny i wyświęcony nie zapomniałem o Twoim błogosławieństwie...


Gdzieś na tej krętej drodze życia, w cierpieniu i na kolanach poznałem mojego Boga. Zrozumiałem, że życie, które mi podarował jest silniejsze od śmierci, a wiara w tegoż Boga mocniejsza od zwątpienia. Jedyną rzeczą jaka mi teraz pozostała to wiara w samego siebie. Przestać wierzyć to na chwilę przestać żyć, marzyć i śnić. To ta miłość prawdziwa i wierna musi wypełnić to serce spłakane i rozdarte. To ja muszę uwierzyć w potęgę tejże miłości i napełnić się nią do tego stopnia, aby nie było już miejsca na żadne pytania. Bo jeśli to serce skruszone, dopuści chociaż do jednego pytania, jednej wątpliwości, pustka wkradnie się do niego i zabije w nim miłość. Bóg wysłuchuje tych, którzy błagają o łaskę zapomnienia dla nienawiści, lecz głuchy jest na głos tych, którzy chcą uciec przed Jego miłością. Bo to przecież miłość Boża każe śpiewać życiu! To Jego miłość zmusza do miłości! Ktoś powiedział kiedyś, iż nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż nieodwzajemniona tęsknota. To nawet gorsze niż nieodwzajemniona miłość. Gdy często rozmyślam o swoim powołaniu i o drodze, którą wybrałem, czuję, że są chwile gdy rodzi się we mnie jakiś głód i pokusa innego życia. Rodzi się jakaś nieznana tęsknota za spełnieniem się w jakiś innych rolach, za posmakowaniem ciała i duszy jeszcze nie poznanej. Ale przecież jeśli naprawdę kocham, to kocham wszystkim co mam, kocham świat i kocham życie. I jeśli pragnę kochać miłością nieba, do której zostałem powołany, to nie kocham tylko jednej danej osoby, ale uczę się kochać wszystkich. Uczę się kochać samego siebie. Taka miłość nigdy nie może umrzeć. Mogę zamknąć ją nawet w najciemniejszych zakamarkach mojego serca, ale ona jest sprytniejsza i wie jak przeżyć. Ona wie, jak wydostać z tego serca radość i szczęście. Ona wie... Świat to trudne miejsce, bo nie rozumie takiej miłości. Światu na niej wcale nie zależy. Świat ją rani bo wie, że tylko zraniona miłość może wywołać takie same skutki co nienawiść. A nienawiść ma dzisiaj wielką siłę przebicia. To prawda, że tylko miłość potrafi zatrzymać czas. Nienawiść potrafi jednak ten czas zmarnować. Bo gdy tracimy czas nienawidząc tych, którzy nas zranili, i którzy odrzucili naszą miłość lub też ją zabili, tracimy coś, co już nie powróci. Ja wierzę, mimo przeciwności losu i mimo cierpienia, że z miłości powstałem i kiedyś w miłość się obrócę. Taka jest moja nadzieja. Wielką rzeczą jest wiara i wielką rzeczą jest miłość, ale nadzieja, dla mnie, to jakby największa z nich. Codziennie mi towarzyszy, dźwiga mnie i prowadzi. Nadzieja jest zawsze ze mną...


IV. Czwarte Błogosławieństwo Nie pragnąłem być bogatym, nie chciałem sławy lub niesławy miałem tylko swoje dobre imię – miałem w sercu Twoją miłość... Gdy nagle, Błogosławieństwo, które mi dałeś zakopane głęboko w ziemi zostało odkryte na wykopalisku... Wypełnionym tylko nienawiścią... Może bałem się Twojej miłości, a może tak po prostu nie potrafiłem kochać tak jak Ty, a może uwierzyłem w to co gadali ludzie, że Ciebie nie ma, i że już nigdy nie wrócisz... I nie zapytasz już o swoje talenty, nie napomnisz... Wtedy przyjdą inni, biczem ciernistym zranią serce – odejdą... A ty? Jeśli powrócisz czy dasz się nam znowu ukrzyżować?


„W jeden dzień siostry z losu się poczęły. Miłość i śmierć.” Miał rację Leopardi. Miłość ze śmiercią jest powiązana. Tak zawsze było i tak zawsze będzie. Bo prawdziwie kochać to znaczy umieć się rozstać. Umieć pozwolić, aby ukochana osoba od nas odeszła, nawet wtedy, gdy kochamy ją ponad życie. Bo prawdziwa miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości i zazdrości. Daj Boże, abyśmy w tym życiu poznali szczęśliwą miłość i abyśmy mogli nią oddychać i żyć. Bo miłość zaczyna się tylko wtedy, gdy szczęście drugiej osoby staje się ważniejsze od naszego szczęścia. Jakże często wydaje nam się, iż Bóg ofiaruje te chwile szczęścia i miłości tylko po to, aby gdy przeminą, nasze życie stało się smutniejsze i abyśmy mogli wyczekiwać tej jedynej miłości z Nieba. Ten kto nie umie przysiąść na progu chwili, zapominając o tym co było złe, ten nie będzie zdolny prawdziwie kochać. Ja wiem, że szczęście jest we mnie. Ja wiem, że ono jest schowane gdzieś w głębi tajemnic mego serca. Ale czy kiedykolwiek uda mi się to szczęście wydostać, ogarnąć, przyjąć? Czy ja pragnę szczęścia, czy też wolę żyć w nieszczęściu przez siebie stworzonym? Teraz mogę sobie zadać takie proste pytanie: Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy moje ubranie zapomni o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę może i będą o mnie mówić, dobrze i źle, będą dziwić się mojej śmierci – zapomną. Nie mam złudzeń...Ludzie pogrzebią mnie w pamięci równie szybko jak pogrzebią w ziemi moje ciało. Mój ból, moja miłość, moje szczęście i wszystkie moje pragnienia odejdą razem ze mną i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi bowiem, nie ma już pustych miejsc. Często, gdy sam czuję się opuszczony przez Boga i ludzi, zastanawiam się nad tym cierpieniem w samotności serca. Wiem, że Bóg prowadzi nas swoimi ścieżkami i gdy widzi, że błądzimy, lub gdy martwi się tym, iż możemy zbłądzić, kieruje nas na właściwą drogę. Przecież wiem i jestem o tym przekonany, że tylko miłość Boga jest siłą, co złagodzić może ból tego świata. Mój ból… I bywa tak, że Pan Bóg pozostawia nas w ciemnościach, abyśmy mogli zobaczyć Jego gwiazdy. Ale jak długo jeszcze mogę w tych ciemnościach oczekiwać Jego zbawienia?


V. Piąte Błogosławieństwo W zapomnianym przez Ciebie kościele odnalazłem hostię a jej kolor dziwaczny i inny, krwawił moją krwią... Na tym zniszczonym ołtarzu, na którym od dawna nikt nie pił z Twojego kielicha położyłem Twoją hostię – odszedłem... Pragnąłem, aby i ona znalazła swoje miejsce i tak po prostu podarowała mi szczęście... Marzyłem, aby ta zapomniana hostia wybawiła moje serce – wyniosła je ponad Niebo... I chociaż wiem, że długo jeszcze będę musiał czekać długo prosić o tą pierwszą komunię ufam, że kiedyś przyjdziesz... Bo pamiętam, że kiedyś dawno, jak ją rozdawałeś za darmo w tym zapomnianym kościele ja spałem... Organy grały i nie chciałem, abyś mnie budził...


Miłość to czuwanie nad cudzą samotnością. Chociaż samotność nie jest naszym przeznaczeniem, a samych siebie poznajemy tylko wtedy, gdy możemy się przejrzeć w oczach tych wszystkich, których kochamy. Ja wciąż szukam, jak jakiś głupiec, wyznaczonej dla mnie drogi. Ale czy jej szukam naprawdę? Może ona tak naprawdę nie istnieje? Może Bóg pragnie, abym sam odkrył swój skarb i sam wybudował drogę do Jego serca? Czy ja tylko zgrywam się przed Bogiem i udaję miłość do Niego? Czy kocham Go naprawdę? Sofokles powiedział, iż słowami świadczyć miłość, to nie miłość. No właśnie. Ja chyba zbyt rozrzutnie i beztrosko traktowałem miłość, którą mi podarował Bóg. Rzucałem ją na wiatr i raniłem tych, których kochałem. Mówią, że miłość jest zawsze ślepa. Ale to nieprawda. Ślepa może być tylko zazdrość i nienawiść, którą często ukrywałem w swym sercu. Bo niby dlaczego miałem wyjawić swoje tajemnice, skoro dobrze wychodziłem na fotografiach? Skoro każdy mówił mi, jak bardzo jestem szlachetny i jak bardzo dobry. Czy jestem dobry? Z pewnością nie! Dobroć istnieje tylko w Bogu i w Jego miłości. Aby do niej dotrzeć muszę być zawsze w drodze. Wiem, że wszystko co przeżywam to tylko jakieś przystanki. Na tych przystankach dowiaduję się, gdzie mam iść dalej, ale często bywa tak, iż czuję się na nich zagubiony i dalej iść już nie chce. Szatan uwielbia moje zagubienie. On uwielbia moją troskę o samego siebie. On wie, że gdy jest mi źle, najprędzej poddam się jego nauce i jego obietnicom szczęścia. To on uwielbia szeptać do mego zranionego serca jak bardzo nie warto żyć dla Boga, dla innych, dla siebie... To odkrywa przede mną moją własną nędzę i później przypomina mi o niej, gdy zgrzeszę przeciwko Niebu. Ale ja znam prawdę o życiu i wiem że jest ono piękne, mimo wszystko. Bo żyć, to zaczynać ciągle w każdym momencie. Teraz wiem, że mogę wybrać pomiędzy Bożą miłością i miłością drugiej osoby. Taki wybór może trwać całe życie i w tymże wyborze muszę być cierpliwy. W podzięce za dobra otrzymane powinienem witać każdy dzień z uśmiechem na ustach. Jednak tak nie jest. Dlaczego? Bo jestem sam? Bo ludzie wciąż kłody pod nogi rzucają, a ja nie wiem jak je przeskoczyć? Bo nie jestem kochany tak jak tego pragnę? Bo uważam swoje życie za stracone? Bo jestem niedoceniony i rozżalony na Boga i ludzi? Nie, to na pewno nie to. Każdy dzień witam z ufnością, iż przeżyję go wraz z Bożym błogosławieństwem, ale znając swoje wielkie winy, nie mogę się uśmiechać... Nie mogę już oszukiwać samego siebie...


VI. Szóste Błogosławieństwo Wiatry Twojej dobroci uśmiechnęły się w strumieniu wspomnień i pogodziły... Błogosławiony, udałem się na Górę Jerozolimską i krzyknąłem na moich aniołów, aby przyszli mi z pomocą... Potłuczony, jak porcelana przywieziona z Purgi, oddałem się Tobie i poprosiłem o swój talent. Jeden z aniołów, ten od brudnej roboty, oddał mi dar wdzięczności... Nie mogłem go przyjąć bo wciąż w sercu coś gryzło, a w duszy coś się łamało... On czekał, pomyślał, że ja, taki głupi i skąpy nie odważę się wykorzystać danego mi talentu. A jednak, gdy ciemność okryła martwą pustynię, wyrwałem talent z rąk anioła i wypiłem z kielicha goryczy – potępienie i rozpacz, smutek i żal... Tylko po co mi to było?


Miał rację Eurypides pisząc, iż nikt z nas nie może być silniejszy od przeznaczenia. Może oszukiwałem samego siebie i obsypywałem swoje serce nierealnymi marzeniami, aby później je wyrzucić w zapomnienie. Przeznaczenie, jakiekolwiek ono by nie było, zawsze znajdzie swoją drogę. Ucieczka przed tym co jest nam wyznaczone nic nie da. Los, ten gorzki i bezlitosny los, zawsze nas dogoni. Najważniejsze w życiu to nauczyć się, które mosty przekraczać, a które palić za sobą. Takie rozpoznanie jest trudne a często wręcz niemożliwe. Ileż ja już spaliłem za sobą mostów, a później ileż razy musiałem je odbudowywać aby móc przekroczyć tę samą rzekę? Mówiąc o mostach mam na myśli przyjaźń i miłość. Gdy człowiek krzyczy, wszyscy mogą go usłyszeć. Gdy człowiek mówi szeptem, słyszą go tylko najbliżsi. Kiedy zaś człowiek milczy, usłyszeć go może tylko jego najlepszy przyjaciel. W życiu, ileż mamy takich przyjaciół, którzy mogą nas słyszeć gdy milczymy? Ja mam ich niewielu. A te przyjaźnie, które są, wymagają wiele cierpliwości. Tak łatwo jest zatracić się w samym sobie, tak łatwo zniszczyć przyjaźń i miłość! Dlaczego wszystko co daje nam szczęście, wszystko to co piękne w naszym życiu, i wszystko to co dla nas wydaje się idealne, kończy się i umiera? Miłość i przyjaźń kona w zazdrości, dobroć zasypia na arenie samolubstwa, a radość serca ginie w pysze... Bo tak naprawdę fałszywa miłość jest nawet gorsza od prawdziwej nienawiści. Isaac Singer powiedział kiedyś że „im prawdziwsza jest prawda, tym bardziej kaleka nam się wydaje.” Jakże często próbowałem tę prawdziwą prawdę ukryć w pięknych słowach i w szyderczym uśmiechu innych? A przecież dla przygnębionego serca i dla zmęczonej duszy jedynym ratunkiem jest miłość do drugiego człowieka. Miłość bowiem często wybiera sobie małe miejsce, które rozjaśnia, wszystko inne zaś pozostawia w cieniu. Ale jaka miłość? Czy taka miłość, która nam sprawia radość? Czy też może taka, która nam nakazuje kochać innych, zapominając o miłości własnej. Każda miłość trwa tak długo, na ile na to zasługuje. Ale jest miłość, która trwa wiecznie, która nigdy się nie kończy. Takiej miłości kupić się nie da i za taką miłość oddałbym swoje życie. Chyba każdy z nas tej miłości szuka nie wiedząc o tym, iż nosi ją w sercu. Wystarczy odnaleźć klucz i otworzyć te tajemnice zbawienia. Ale czy jest mnie jeszcze na to stać? Czy zazdrość lub też nienawiść nie zagrodzi mojej drogi do raju? Czy odnajdę swój klucz życia wiecznego? Czy będę gotów poświęcić własne serce dla tejże Niebieskiej miłości?


VII. Siódme Błogosławieństwo Zaproszony na ucztę, zaprzysiężony i cały w bieli zasiadłem za Twoim stołem... I jakby nieśmiało, z grymasem zmęczonego posłańca miłości wychyliłem swój kielich... Wpatrzony w Twoje oczy poprosiłem o przebaczenie, poprosiłem o klucz do Nieba... Ponaglałem swoje błagania, a Ty zajęty nieproszonymi gośćmi, nie mogłeś mnie usłyszeć... A gdy w cierpieniu serca zobaczyłem Twoje rany i blizny zrozumiałem – że nie warto jest okłamywać samego siebie, nie warto oszukiwać Boga, który kocha... Dlatego zdjąłem te białe szaty oddałem je żebrakowi, który czekał na mnie przy studni i poprosiłem Go o rozgrzeszenie... A Ten otulił moje serce promieniami słońca i oddał mi białą szatę. Poprosił, abym nosił ją codziennie modlił się i czekał na Jego przyjście...


Miłość to bardzo proste słowo. Jednak w tym właśnie słowie ukryty jest cały sens naszego życia. Prawdziwa miłość to poryw serca, i gdy serce wie, że kocha naprawdę, nic i nikt nie może odebrać mu tej miłości. Prawdziwa miłość zawsze milczy, bo wyrazem prawdy są tylko czyny, a nie słowa. Słowa mogą zranić. Słowa mogą oszukać. Słowa mogą nawet zabić. Matka Teresa z Kalkuty mawiała, że owocem ciszy jest modlitwa. Owocem modlitwy jest wiara. Owocem wiary jest miłość. Owocem miłości jest służba. Owocem służby zaś jest pokój. No właśnie, ten pokój serca jest chyba w życiu najważniejszy. Dlatego często musimy powtarzać ludziom, których kochamy, że ich kochamy. Tylko wtedy zrozumieją na czym polega prawdziwa miłość. Taka miłość pozwala widzieć to, czego inni nie widzą. Taka miłość równa się poświęceniu i zatraceniu sobie. Tylko taka miłość może przekształcić dusze na podobieństwo tych, których kochamy. Jeden poeta powiedział to najpiękniej: „Miłość to znaczy, że nigdy nie trzeba mówić przepraszam.” Szczęście w życiu nie polega bowiem na tym, żeby być kochanym. Największym szczęściem jest kochać. Życie bez miłości, pisał Goethe, to czarodziejska latarnia bez światła. Dla mnie taka miłość wyzwala zamkniętego w ciele ducha. Tylko taka prawdziwa miłość potrafi zatrzymać czas, a świat bez niej jest już światem martwym. Najtrudniej jest kochać mniej, bo prawdziwa miłość nie wyczerpuje się nigdy. Im więcej dajesz, tym więcej ci jej zostaje. Miłość dla mnie zawsze była i jest zjednoczeniem z drugą osobą. Bo miłość nie istnieje w sobie, ale w nas. Czym jest słońce dla ziemi, tym jest miłość dla duszy, a prawdziwie kochać to znaczy narodzić się na nowo. Ten kto boi się miłości, boi się też życia. I gdy nasza miłość jest szczera, wyzwala ona w nas takie możliwości i moce duchowe, jakich sami w sobie nigdy nie dostrzegaliśmy. Ja wciąż pragnę być kochany nieograniczoną miłością, taką która rozświetla cały świat swymi płomieniami. Ale czy jestem wart takiej właśnie miłości? Ja często prosiłem o miłość, wręcz żebrałem u jej stóp. Teraz wiem, że gdy tak robiłem wcale na nią nie zasługiwałem. Bo prawda jest taka, że kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko kocha się za nic. Miłość czymkolwiek by nie była, musi być pozbawiona udawania. I gdy człowiek jest prawdziwie zakochany, ukazuje się światu takim jakim powinien być zawsze. Eurypides napisał kiedyś, że miłość jest największą słodyczą i największą goryczą ziemi. To może i prawda. Ale najbardziej prawdziwe jest to co napisał Ks. Twardowski: „Nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości, czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą.” Miłość jest pierwszą rzeczą wśród nieśmiertelnych rzeczy. Dlatego muszę kochać żeby żyć i żyć żeby kochać...


Gdy twoje serce wypełnione jest miłością – wiesz że kochasz... Gdy twoje oczy wypełnione są radością – wiesz że kochasz... Gdy twoje usta wypełnione są słowami szczęścia – wiesz że kochasz... Gdy twoja dusza przepełniona jest wiarą – wiesz że kochasz... Gdy deszczowe dni przepełnione są słońcem – wiesz że kochasz... Gdy każde twoje pragnienie przepełnione jest dobrocią – wiesz że kochasz... I gdy kochasz, cały świat jest pięknym ogrodem wiecznej miłości... I gdy kochasz, każdy człowiek jest ci bliski... Gdy kochasz, wypowiadasz wszystkie swoje marzenia... I wiesz, że kochasz, gdy granice już nie istnieją i gdy Niebo przepowiada ci miłość nieskończoną...