Page 1

1 LIFESTYLE


LIFESTYLE


3 LIFESTYLE


SPIS TREŚCI NR 82 / STYCZEŃ/ LUTY 2016 Po pierwsze: zdrowie

FOTO MIESIĄCA

6

Zadbaj o pięty, łokcie, kolana

MUZYKA

8

Oleje na każdą część ciała

„W dobrą stronę” Dawida Podsiadło

MODA

Emocjonalny Kortez

Moda w muzeum

Lokalni muzycy: Jacek Nizioł

Najlepsze outlety w Europie

LIFESTYLE

18

PATRZĄC INACZEJ

Walentynkowe rytuały

Jakich słów nie używać

Podgrzej temperaturę w związku

Hity kinowe 2016

Wywiad z Eweliną Dec

PODRÓŻE

ART&DESIGN 22

Obieżyświat Jerzy Gottman

ZDROWIE&URODA Jak być na naprawdę zdrowej diecie Testy alergiczne

4

36

40

Sztuka Michała Drozda

RECENZJE

Wybitni z Podkarpacia

32

42

Płyta, książka

26

KALENDARZ

44

GRATISY

46


Mariola Szopińska REDAKTOR NACZELNA

Pierwsze miesiące Nowego Roku przynoszą nam szansę na nowe początki, jest to idealny czas na zmiany i reorganizację życia. Oczywiście na lepsze. Szczęście czasami jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy odważyć się po nie sięgnąć. O swoim szczęściu i pierwszej płycie opowiedział nam wyjątkowy Dawid Podsiadło, którego na żywo usłyszeć będzie można już 26 lutego w klubie LUKR. Na brak szczęścia nie może narzekać również niezwykle utalentowany i emocjonalny Kortez, z którym wywiad przeczytacie również w aktualnym wydaniu.

Do wygrania: 1x kolacja walentynkowa w restauracji hotelu Ambasadorskiego 2x voucher do restauracji hotelu Ambasadorskiego w kwocie 20 zł 1x zaproszenie do kina Helios dla dwóch osób Na Wasze zgłoszenia czekamy do 12.02.2016 r. do godz. 10:00.

Jak mówimy, jakich słów i zwrotów nadużywamy? Język polski jest jednym z najtrudniejszych języków świata, jednocześnie jest piękny i… pełen pułapek, w które często wpadamy nie zdając sobie z tego sprawy. Wykorzystajmy nowy rok do doskonalenia swojej wiedzy o naszym rodzimym języku i wystrzegajmy się błędów.

PROFIL NA INSTAGRAMIE

Moda najczęściej kojarzy nam się przede wszystkim z ubiorem. Moda to jednak znacznie więcej. To styl życia i symbol przemian obyczajowych, a także sztuka, którą można dosłownie oglądać w muzeum. Sprawdźcie w jakie zakątki świata warto się udać by pooglądać wielką modę.

Uwaga zakochani! Znajdźcie oryginalny sposób by powiedzieć KOCHAM bliskiej osobie i magazynowi Day&Night i wygrywajcie atrakcyjne nagrody. Zróbcie zdjęcie ze swoją drugą połówką oraz naszym magazynem i wyślijcie na maila redakcja@dayandnight.pl Nagrodzimy najciekawsze propozycje.

APLIKACJA MOBILNA

Fit sylwetka jest marzeniem wielu z nas. By ją osiągnąć często przechodzimy na restrykcyjną, „zdrową” dietę. Ale czy na pewno zdrową? Obalamy dietetyczne mity oraz doradzamy jak uchronić się przed pokarmowymi alergiami poddając się testom, które pomogą wykluczyć z naszej diety nietolerowane przez nasz organizm produkty.

FOT. ŁUKASZ ZIĘTEK EDYCJA: MARIUSZ UCHMAN

Wielkimi krokami zbliża się najpopularniejsze święto miłosne. Na witrynach sklepowych i w oknach restauracji widzimy czerwone serduszka i konfetti, a zabiegani zakochani pospiesznie poszukują upominku dla drugiej połówki. Jaka jest historia walentynek, jak wyglądają obyczaje z nimi związane w różnych zakątkach świata oraz jak rozpalić temperaturę w związku na co dzień? Zapraszamy do lektury. Pamiętajmy jednak, że walentynki to nie tylko miłosne podarunki, ale także doskonała okazja do tego, by zrobić dobry uczynek i po prostu dzielić się miłością ze światem. Nawet jeśli nie jesteśmy zwolennikami tego święta.

REDAKCJA

ZESPÓŁ REDAKYCJNY

FOTOGRAFIE

WYDAWCA

al. Kopisto 1, 35-315 Rzeszów Millenium Hall, II p., tel. 17 770 07 15 redakcja@dayandnight.pl www.dayandnight.pl www.facebook.com/DayAndNightMagazyn www.aplikachadayandnight.pl

Małgorzata Leśniak Katarzyna Micał Bartłomiej Skubisz Jakub Pawłowski Barbara Święch Ewelina Samagalska Damian Nowak

Paweł Dubiel Dominik Matuła

Media Show ul. Ułanów 4a 35-308 Rzeszów

REDAKTOR NACZELNA Mariola Szopińska

WSPÓŁPRACA

BIURO MARKETINGU I REKLAMY

Anna Tomczyk Daniel Kowalczyk

marketing@dayandnight.pl tel. 601 688 638, 661 852 710

SKŁAD Daniel Porada

DRUK

KOREKTA

Drukarnia Papirus ul. Spytka 11, 37-500 Jarosław www.papirusjaroslaw.pl

Dominika Grzesik

MAGAZYN BEZPŁATNY NR 80 ISSN 1689 - 6610 www.dayandnight

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo adiustacji i skracania tekstów. Wydawca zastrzega sobie prawo odmowy zamieszczenia reklamy lub ogłoszenia, jeżeli ich treść lub forma będzie sprzeczna z linią programową i interesem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego). Wszelkie prawa zastrzeżone.

5


FOTO MIESIĄCA

7 URODZINY MAGAZYNU DAY&NIGHT Jubileuszowa odsłona Day&Night Party na długo pozostanie w naszej pamięci. Wśród atrakcji wieczoru m.in. nieszablonowe show iluzjonistyczne w wykonaniu Ryszarda Goclona, pokaz autorskiej kolekcji Eweliny Dec oraz nocne zaprzysiężenie nowej redaktor naczelnej Day&Night, Marioli Szopińskiej. Urodzinowy tort z Cukierni Wiedeńskiej wyśmienicie smakował oraz doskonale wpasował się w motyw imprezy. 12 grudnia » fot. Kazimierz Gaweł KMGFOTO

X PODKARPACKIE TARGI ŚLUBNE Tegoroczna, dziesiąta już edycja Targów Ślubnych była niezwykle inspirującym wydarzeniem nie tylko dla przyszłych par młodych. Dwudniowy event pokazał kompleksową ofertę z zakresu organizacji ślubu i wesela. Podczas największego na Podkarpaciu ślubnego show można było poznać ofertę ponad 100 wystawców, wziąć udział w niezwykłej gali oraz wygrać wiele 9-10 stycznia » fot. Bartosz Lewiński

6


KAMPANIA ZDROWOTNA „RAK A ZDROWIE” Celem kampanii była i jest promocja zdrowego stylu życia u kobiet w przedziale wiekowym 50-69 lat poprzez zachęcanie ich do udziału w badaniach mammograficznych. Oprócz badań profilaktycznych oraz pogłębiania świadomości w ramach projektu odbyło się również uroczyste rozdanie nagród. 28 grudnia » fot. Archiwum organizatora

STYCZEŃ Z KOLĘDĄ - RZESZOWSKI DOM KULTURY DLA JUSTYNY Uczestnicy zajęć artystycznych Rzeszowskiego Domu Kultury kolędowali wspólnie przez cały styczeń podczas cyklu imprez noworocznych. Koncerty zostały zorganizowane w ramach akcji charytatywnej „Rzeszowski Dom Kultury dla Justyny” i zgromadziły tłumy widzów. 10-31 stycznia » fot. RDK

JUBILEUSZ POWSTANIA RZESZOWA Uroczystość z okazji 662. rocznicy lokacji miasta Rzeszowa odbył się jak zwykle w Filharmonii Podkarpackiej. Powodów do świętowania było wiele, jednym z najważniejszych była prezentacja nowego hymnu Rzeszowa, zatytułowanego „Na cztery strony świata”, skomponowanego przez światowej sławy jazzmana i Honorowego Obywatela Rzeszowa, Tomasza Stańko. Ceremonii towarzyszyło wręczenie tytułu „Zasłużony dla Miasta Rzeszowa” prof. dr hab. Janowi Stankiewiczowi. Całość uświetniły także koncerty, m.in. Agi Zaryan – polskiej wokalistki jazzowej młodego pokolenia. 17 stycznia » fot. Paweł Dubiel

7


MUZYKA

Komfort i szczęście…- to właśnie poczułeś po nagraniu swojej pierwszej płyty? Na pewno tak. Nie mogłem uwierzyć, że mam tyle szczęścia w życiu na tak wczesnym jego etapie. Wydać płytę, to jest naprawdę coś dużego. Jesteś artystą, który opowiada muzyką historię. Muzyka, którą przekazujesz ludziom jest bardzo „Twoja”. Nie bałeś się występu w talent show i komercjalizacji swoich utworów? Tego, że zostaniesz „pożarty” przez machinę show biznesu? Bałem się przez kilka chwil, że nie będę mógł pokazywać ludziom swojej muzyki, że będę musiał robić coś co według jakichś statystyk albo badań „na pewno” się spodoba. Na szczęście wystarczyło, że robiłem swoje. Jak się czuje młody człowiek, który w ciągu jednego roku otrzymuje nominację do nagród MTV, występuje jako support Lany del Rey, otrzymuje aż 4 Fryderyki? Czy takie pasmo sukcesów nie jest pierwszym krokiem do uderzenia tzw. wody sodowej do głowy? Taki człowiek, jeśli ma dobrze w głowie, to się cieszy i zbiera te wydarzenia do serca, pielęgnuje chwile i czuje się spełniony. Ja mam dobrze w głowie.

8


Swoją solową karierę łączysz z występami ze swoim zespołem. Chłopaki z Curly Heads dają Ci wolną rękę w Twojej karierze? Nie jest tak, że po Twoich sukcesach zaczęła pojawiać się ostra rywalizacja? Gdyby zaczęła się rywalizacja to prawdopodobnie rozwiązalibyśmy któryś z projektów. Jesteśmy na szczęście przyjaciółmi i rozumiemy, że każdy ma swój świat, swoje życie, mimo tego że dużą część życia mamy wspólną. Rozdrażnienie i rozczarowanie - moim zdaniem tytuł najnowszej płyty to wręcz doskonale obmyślona zagrywka, pokazująca przewrotność i dystans. To kontynuacja inspiracji, która spowodowała, że pierwsza płyta nazywa się tak jak się nazywa. To logiczne następstwo. Jest tutaj na pewno cień intrygi, ale nie był on zamierzony.

Jaki jest Dawid Podsiadło? Atlernatywny czy popularny? Nie mam pojęcia. Myślę, że ciężko już rozpoznać co jest alternatywne, a co popularne. Patrząc na sprzedaż i sukces komercyjny, jestem popularny. Ale czytając aprobatę krytyków i środowiska muzycznego, można by było pomyśleć, że drzemie we mnie jakaś alternatywna przestrzeń. Ale nie mnie to oceniać. Ja robię po prostu muzykę. Zmieniłeś swój image. Zapuściłeś wąsy… Czy jest to manifest młodego człowieka, który chce być traktowany poważniej? Nie jest to żadnego rodzaju manifest, a nawet jeśli, to podświadomy. Nie miałem poważnej decyzji i dnia, w którym postanowiłem zapuścić wąsa by cokolwiek zademonstrować. Po prostu się pojawił i pomyślałem: „Spoko”. O Twoim życiu prywatnym niewiele wiadomo. Wiadomo jednak, że Twoja dziewczyna pojawia się w jednym z nowych klipów. Przeczytałam też, że wytknęła Ci to, że nie mówisz o niej głośno… Z tym wytknięciem to chyba jakiś żart był i w teledysku do utworu „W Dobrą Stronę” faktycznie się pojawiła. Wcieliła się w postać Marzeny, dziewczyny głównego bohatera - Roberta. Niedługo zagrasz w rzeszowskim klubie LUKR. Z czym kojarzy Ci się Rzeszów? Może masz historie, które wiążą się z naszym miastem?

Fot. Łukasz Ziętek

Twoja druga płyta pokazuje Ciebie w całkowicie innym świetle. Twoje utwory są bardziej energetyczne, żywiołowe, pozbawione sentymentalnych i nostalgicznych historii. Co się zmieniło w Twoim życiu od wydania pierwszej płyty? Nie zgodziłbym się z tak drastyczną zmianą. Mimo wszystko wiele z utworów w dalszym ciągu kontynuuje historie, które rozpocząłem na pierwszej płycie. W moim życiu zmieniło się wiele. Muzyka, oprócz mojej pasji, stała się moją pracą. Nauczyłem się bardziej szanować samego siebie, stałem się o kilka pro-

trzech utworów. Pozostałe napisałem ja, w języku angielskim. Tutaj na 14 utworów w jednym, polskim, pomogła mi Karolina, a pozostałe (2 po polsku i 11 po angielsku), ponownie, napisałem sam. Zdecydowałem się napisać polskie teksty tym razem sam dlatego, że po prostu poczułem, że już jestem w stanie to zrobić.

cent bardziej asertywny, musiałem szybko wydorośleć. I podoba mi się mój nowy punkt widzenia. Teksty na najnowszej płycie są Twojego autorstwa. Teksty z pierwszej płyty napisała Karolina Kozak. Skąd taka zmiana? Polskie teksty na pierwszej płycie napisała Karolina Kozak. Do

Nie mogę się doczekać koncertu w Rzeszowie, uwielbiam grać moją muzykę na żywo. Mam nadzieję, że publiczność będzie zadowolona jakością koncertu, który zaprezentujemy. Rozwawiała MAŁGORZATA LEŚNIAK

9

MUZYKA

Kim jest David Ross? Czym się wyróżnia? David Ross to pseudonim, którego przez chwilę używaliśmy do promowania mojej muzyki za granicą.


W RZESZOWIE ZACZĘŁO SIĘ MOJE ŚPIEWANIE – MÓWI KORTEZ, NAJWIĘKSZY WYGRANY W POLSKIEJ MUZYCE A.D. 2015. URODZIŁ SIĘ W KROŚNIE, MIESZKAŁ W IWONICZU, A STUDIOWAŁ W RZESZOWIE, GDZIE PIERWSZY RAZ ZOSTAŁ ZAUWAŻONY NA CASTINGU DO JEDNEGO Z MUZYCZNYCH SHOW. Twoje pierwsze skojarzenie z Rzeszowem? Akademik i melanże (śmiech).

oporu i studiować edukację artystyczną w Rzeszowie, bo na ten kierunek stosunkowo łatwo mogłem się dostać.

Jak to się stało, że skierowałeś swoje kroki do Rzeszowa? To bardzo prosta sprawa. Skończyłem liceum o profilu matematyczno-fizycznym, ale na tydzień przed maturą zrezygnowałem ze zdawania matematyki. Mając za sobą przygodę ze szkołą muzyczną postanowiłem pójść po linii najmniejszego

Jak wyglądało to studenckie życie w akademiku? Spędzałeś czas głównie tam czy szwędałeś się po mieście? Na początku kursowałem pomiędzy akademikiem a Wydziałem Muzyki i kiedy miałem wolną chwilę siedziałem przy pianinie, uczyłem się grać, rozpracowywałem różne melodie i utwory, za

10

Fot. Agata Trafalska

MUZYKA

KORTEZ


A muzycznie, coś Ci te studia dały? Czegoś Cię nauczyły? Tak. Bardzo dobrze wspominam zajęcia z improwizacji i z emisji głosu. Nagle zdałem sobie sprawę, że chyba potrafię śpiewać. Dużo osób mówiło mi, że mam niezły głos. Potem jakoś przez przypadek zagrałem na jednym z koncertów na uczelni. Raz na półtora roku trzeba było zaliczyć występ sceniczny. Trochę dla jaj zadeklarowałem, że zaśpiewam. Wszyscy byli zadowoleni z mojego występu, łącznie z profesorką. Pamiętam, że śpiewałem „Last Christmas” i ”Let it snow”, i tak się zaczęło moje śpiewanie. Najbardziej poruszający utwór z Twojej płyty to według mnie tytułowy „Bumerang”, w którym tekst przedstawiany jest z perspektywy dziecka. Czy uważasz, że pielęgnowanie w sobie dziecięcego pierwiastka jest niezbędne do tworzenia? Myślę, że tak. Kiedy patrzysz na dzieci, na ich zachowanie, widzisz, że nie są one skażone tym całym syfem tego świata. Wszystko jest czyste. Dzieci pojmują świat takim, jakim go odbierają. To jest zajebiste u dzieci i takie patrzenie jest bardzo przydatne w procesie twórczym. Czysta myśl, niczym nieskalana. Niczym się nie sugerujesz. A czy pojawienie się na świecie Twojego potomka było dla Ciebie inspirujące? Oczywiście. Każdy moment w moim życiu jest bodźcem do tworzenia. Widzimy jak z zewnątrz wygląda spektakularny sukces Twojej muzyki, ale czy ma on też jakieś swoje cienie? Dostrzegam w zasadzie same pozytywy. Jest to zaskakujące i po raz kolejny powiem, że nie spodziewałem się tego. Wyobrażałem sobie, że raz na dwa tygodnie zagram jakiś koncert, a od poniedziałku do piątku dalej będę ładował na budowie albo gdzieś indziej, gdzie można zarobić, a okazało się, że to wszystko poszło w drugą stronę. Jest świetnie. Wkrótce ruszasz z koncertowaniem z całym bandem. Czy jego skład się już wykrystalizował? Tak. Jesteśmy już po pierwszych próbach. Zespół składa się z muzyków, którzy nagrywali partie instrumentalne na moją płytę. Od marca ruszamy ze wspólnymi koncertami. Jak odbierasz płytowe podsumowania roku? W większości z nich „Bumerang” wraca jak bumerang.

Bardzo się cieszę, że „Bumerang” znajduje się w tak wielu podsumowaniach, że ktoś, kto jeszcze nie słyszał płyty może czasem przez przypadek dzięki temu na nią trafić. Jednocześnie nie mam parcia na to, żeby śledzić i sprawdzać te wszystkie podsumowania. To jest moment, który się wydarzył. To już jest, to zostało zapisane, a ja chciałbym iść dalej, tworzyć i nagrywać kolejne utwory. A czy nawiązałeś już jakieś znajomości z artystami, z którymi w przyszłości chciałbyś współpracować? Poznaję różnych ludzi, ale nigdy nie miałem, nie mam i pewnie nie będę miał takiego „parcia”, żeby z kimś coś zrobić, nagrać, etc. Cieszę się, że poznaję zajebistych ludzi, ale nie wchodzę w tematy współpracy. Co mam robić, robię sam. Nie wyobrażam sobie duetu z jakąś wokalistką, gdzie ja śpiewam jedną zwrotkę, ona drugą i razem śpiewamy refren, machamy rękami stojąc naprzeciwko siebie w studiu. To jest słabe. Naprawdę nie ma takich artystów, których szanujesz, a z którymi chciałbyś nawiązać współpracę? Szanuję i cenię oryginalność ludzi i przez to nie chciałbym zaburzać im tej oryginalności wchodząc ze swoimi rzeczami i emocjami. Myślisz już o kolejnym albumie? Odczuwasz tzw. „presję drugiej płyty”? Presja jest zła, bo kiedy tworzysz pod jej wpływem nic dobrego z tego nie wyjdzie. Jest to robienie muzyki, piosenek na siłę, tylko po to, żeby to się stało, żebyś mógł potem powiedzieć: „Proszę państwa, oto moja druga płyta. Proszę słuchać, jest taka a nie inna, bo niestety nie miałem na to czasu, bo niestety wszystko było na szybko, bo niestety wszystko jest wymyślone i zaprojektowane”. Nie. Chciałbym tego uniknąć. Chciałbym, żeby każda kolejna płyta była również zapisem chwili, zapisem emocji, które gdzieś tam w moim życiu w pewnym okresie są obecne. Żeby te piosenki niosły ze sobą coś więcej niż tylko kilka akordów, których każdy używa. Chciałbym, żeby melodie były dobre, a słowa ważne. Żebym cieszył się z tego, tak jak ze swojej pierwszej płyty. Czy na koncercie w Lukrze spodziewasz się dużej ilości znajomych? Nie wiem. Miałem i mam bardzo wielu znajomych, ale prawdziwie bliskie mi osoby potrafię wyliczyć na palcach jednej ręki. Ci na pewno będą. Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

11

MUZYKA

to rzadko pojawiałem się na zajęciach. Później zrozumiałem, że jednak powinienem częściej na nich bywać, chociażby po to, żeby zaliczać kolejne semestry. Poza uczelnią większość czasu spędzałem z kumplami w akademiku.


MUZYKA Fot. Archiwum J. Nizioł

ROZMOWA Z RZESZOWSKIM MUZYKIEM JACKIEM NIZIOŁEM, BASISTĄ, PRODUCENTEM, FILAREM GRUPY PITZ, KTÓRY W ZESZŁYM ROKU ZANOTOWAŁ M.IN. WSPÓŁPRACĘ Z WYBITNYM PRZEDSTAWICIELEM JAZZOWEJ AWANGARDY, JERZYM MAZZOLLEM.

Jaki był dla Ciebie muzycznie rok 2015? Był bardzo ciekawy, wziąłem udział w nagraniu trzech płyt: Pitz „Straszydle”, Flat Battery Sound Collective „Loop Around”, i MMNK „Two Years’ Vacation”, zagrałem też kilka koncertów. Skupiłem się przede wszystkim na pracy w domowym studio. Było warto. Pitz przechodził różne stylistyczne przeobrażenia. Najnowsza propozycja grupy to zeszłoroczny koncept - album „Straszydle” nagrany z wykorzystaniem odgłosów natury. Wyjaśnij proszę jego ideę. „Straszydle” to w stu procentach moja bajka. Idea była prosta: zatrzymaj się i rozglądnij wokół siebie. Drewniany Kamień / Zimny Dział / Podlas - te miejsca są prawdziwe. Dokładnie w tych miejscach nagrywałem dźwięki obecne na całej płycie. Tam też nagrywałem video. Jeden z klipów zawisł na stronie producenta efektów, których używam – to był jeden z jaśniejszych dni w 2015 (uśmiech) Ten album tak naprawdę ustawił kolejne muzyczne sytuacje, które napotkałem na swojej drodze. Na ten moment skupiłem się na pracy z muzykami spoza Rzeszowa. Jak doszło do Twojej współpracy z legendarnym na yassowej scenie Jerzym Mazzollem? Kiedy spotkaliście się po raz pierwszy? Jak się z nim pracuje?

Do współpracy doszło za sprawą Sebastiana Maca, gitarzysty, który nagrał z Pitz płytę „Tranquilizer”. Pierwszy koncert z Jerzym zagraliśmy na Konin Jazz Festiwal, czyli od razu na poważnej imprezie. W 2015 spotkaliśmy się na sesji nagraniowej w studio Psychosound w Krakowie. Zaowocowało to płytą, MMNK „Two Years’ Vacation”, którą masterował Emiter (płytę można odsłuchać w serwisie soundcloud – przyp.red.). Krótko mówiąc, 30 minut poważnego improwizowanego lotu. Jerzy jest fajnym, miłym gościem bez zadęcia czy zadartego noska, no i naprawdę potrafi utrzymać dźwięk i wprowadzić interesujący klimat. Ma swój kolor. Czy Wasza współpraca będzie kontynuowana? Jesteśmy cały czas w kontakcie i jak tylko czas pozwoli na pewno zapakuję zabawki do samochodu i ruszę w jego kierunku. Oprócz gry na gitarze basowej, zgłębiasz tajniki elektroniki, samplingu, które wykorzystujesz w swojej muzyce. Co Cię do tego pchnęło? Po prostu brak instrumentalistów. W Rzeszowie bardzo trudno jest o osoby grające na wibrafonie, sitarze czy marimbie. Dzięki looperom jestem niezależny. Szybciej mogę osiągnąć cel i iść jeszcze dalej. Czy mógłbyś przybliżyć sylwetkę Vasena Piparjuuri, z którym współpracowałeś już przy nagraniach Pitzu? Kolega Artur reprezentuje ekipę Wef Laptop Orchestra. Zaczęło się jak w wielu przypadkach od słowa do słowa, od dźwięku do dźwięku. Jestem otwarty na muzykę i bardzo lubię przy tym eksperymentować, a Vasen to laptopowy szaman (śmiech). W tym momencie jesteśmy na etapie składania wspólnej epki. W sieci można już zobaczyć klip „Biały” do naszej muzyki, pod szyldem „NV”. Czy w Rzeszowie istnieje alternatywne środowisko odbiorców takich gatunków jak awangarda, free jazz czy yass? W jakich miejscach spotykają się Ci ludzie, gdzie gra się takie rzeczy? Zapewne są tacy ludzie i będzie ich coraz więcej. Muzyka improwizowana jest interesująca zarówno dla słuchaczy jak i muzyków. Nigdy nie wiesz co się stanie i w którym kierunku wszystko popłynie. Większe środowisko ludzi grających i słuchających ze skupieniem najbliżej spotkasz w Krakowie.

Muzyka improwizowana jest interesująca zarówno dla słuchaczy jak i muzyków. Nigdy nie wiesz co się stanie i w którym kierunku wszystko popłynie. Wiem, że przygodę z muzyką zaczynałeś od ostrzejszego gitarowego grania. Czy te echa młodości jeszcze gdzieś w Tobie pobrzmiewają? (Śmiech) Tak, pobrzmiewają i może nawet zagrają, ale na teraz nic nie mogę powiedzieć. Jak przedstawiają się Twoje najbliższe muzyczne plany? Jak wspomniałem wcześniej w planach mam epkę z Vasenem, która ukaże się już niebawem. Druga epka będzie mocno transowa, eksperymentalna, nagrana w konfiguracji: skrzypce: Michał Kiedrowski, saksofon: Konrad Pasch, perkusja: Szymon Pimpon i moje loopobasy. Na chwilę obecną nie planuję wydawać ich na fizycznych nośnikach, opublikuję je na Facebooku lub na Bandcamp i na stronie Pitz. Trzeba też w końcu zagrać w Rzeszowie.

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ


13 LIFESTYLE


FELIETON Anna Tomczyk

ZIMA, ZIMA, ZIMA W chwili gdy piszę te słowa potężna śnieżyca „Jonas” albo Snowzilla paraliżuje północno-wschodnie Stany Zjednoczone. U nas w Rzeszowie… odwilż, w Rymanowie Zdroju silny wiatr, a w pobliskim województwie lubelskim mój teść już się martwi, że zmora z Ameryki w końcu przyjdzie do nas, bo „nieraz tak było”. Paraliż wielkich amerykańskich miast, lotnisk, zakładów pracy i szkół, a do tego masowe wykupywanie towarów ze sklepów i panika… Trochę mnie tknęły doniesienia zza oceanu… Bo jeśli naprawdę i tym razem złowroga zima zajrzy i do nas? Nerwowo więc zajrzałam do własnej spiżarni. Mam 12 słoików kiszonych ogórków, 8 miodów, 2 słoje kiszonej kapusty, około 10 dżemów i tyleż samo soków z owoców różnych. Do tego mały słoik grzybów i kilka kilogramów ziemniaków. To trochę mało! Lekki strach mnie obleciał, wyobraźnia zaczęła pracować ... Półtorametrowe zaspy za oknami, brak szans na wyjazd z posesji, z góry tylko sypie i sypie…. Weź, człowieku, zostań sam na sam z kilkoma dżemami i ogórkami kiszonymi w przezroczystych słojach ozdobnych. STRACH! Z dzieciństwa to ja pamiętam solidną spiżarnię! Co prawda w sklepach sterczały tylko puste haki, ale dom zawsze przygotowany był na zimę stulecia. I moi rodzice, i moi sąsiedzi, i ciotki i wujkowie mieli stale pod ręką: wekowane mięso, smalczyk, wędzone wędliny, konserwy, wory mąki z młyna, kasze, jaja z własnych kurników, a do tego obowiązkowo flaszeczkę wódki i spirytusu na tzw. rozmajenie. Jak przywaliło śniegiem nawet na metr, jak odwołali zajęcia w szkołach, bo szalała zamieć, jak nie jeździły autobusy, bo tonęły w zaspach – z własnymi zapasami, nawet bez wychodzenia z domu, dało się wytrzymać przynajmniej ze dwa tygodnie. …A dzisiaj, co to za życie jest? Jakieś takie z dnia na dzień. Ważniejsze stały się zapasy na koncie, paradne auta i sztuka robienia dobrego wrażenia przed sąsiadem. Wymiera to perspektywiczne myślenie. No i nadeszły czasy, że przeraża nas ta zima w Ameryce i ta pusta spiżarnia i ten mróz za oknem. Szkoci mówią, że nie ma złej pogody, tylko my nie potrafimy się odpowiednio ubrać. Na przełomie 1978 i 1979 przeżyliśmy zimę stulecia to przetrwamy i teraz. Zanim zawieja z Ameryki dotrze tu do nas, jest sporo czasu, żeby coś uwędzić, zapeklować, zamarynować, a nawet uzbroić w procenty, a potem już tylko rozmajać.

14

NA MOCY PRAWA KRÓLEWSKIEGO OSTATNI PRZEDSTAWICIEL DYNASTII PIASTÓW, KAZIMIERZ III WIELKI, NADAŁ PRAWA MIEJSKIE RZESZOWOWI, A JEGO WŁAŚCICIELEM USTANOWIŁ ZASŁUŻONEGO RYCERZA I DYPLOMATĘ JANA PAKOSŁAWICA ZE STROŻYSKA. POWSTAŁO MIASTO, ALE OSADA RZESZÓW ISTNIAŁA JUŻ O WIELE WCZEŚNIEJ. Tak zwany jubileusz miejski Rzeszów obchodzi co roku 19 stycznia od 662 lat, kiedy to wspomniany monarcha Polski wystawił za pośrednictwem specjalnej świty dygnitarzy akt nadania praw miejskich. Wraz z tym posunięciem właścicielem dóbr został Jan Pakosławic, który w późniejszym czasie podpisywał się jako Rzeszowski, przyjmując to nazwisko od ziem nadanych przez króla. Jan spełniając wolę swojego królewskiego wasala rychło doprowadził do rozbudowy nowego ośrodka miejskiego. Zaczął od swej rodowej siedziby, rynku oraz miejskiej parafii, która po czasie przemianowana została w farę. To

dzisiejsze ulice Kościuszki, Mickiewicza, także płyta rynkowa, ratusz oraz Plac Farny są najstarsze i tam ród Rzeszowskich spełniał się jako właściciele miejscy z królewskiego nadania. Tam też rozkwitała miejska osada z roku na rok, z dekady na dekadę i z wieku na wiek rozrastająca się coraz bardziej. Jednakże nim przybył tu Pakosławic, nim wielka machina osadnicza Kazimierza Wielkiego ogarnęła tereny naszego miasta, układ przestrzenny był zgoła inny, lecz nie jest to najistotniejsza sprawa. Interesujące jest to, że osada ludzka istniała na długo przed tym, kiedy w połowie XIV w. Rzeszów stał się miastem.


FELIETON

Fot. J. Pawłowski

Barbara Święch

POMARAŃCZE

NAJSTARSZA ULICA RZESZOWA - KOŚCIUSZKI

JAN PAKOSŁAWIC

Patrzycie czasem na swoje życie przez pryzmat innych ludzi? Mi czasami się zdarza. Niestety nie tylko w tych chwilach kiedy cieszę się, że mnie coś złego nie spotkało ale i w myśl, że jemu/jej jest łatwiej, lepiej, przyjemniej. Chociaż wiem, że to źle, trudno mi się tego całkowicie pozbyć. Ostatnio w takich chwilach przypominam sobie przeczytaną niedawno historię o marzeniu starszego pana. Prostym. Wręcz w dzisiejszym świecie niespotykanym… Mianowicie, podczas jednej wielkich kumulacji Lotto, z serii tych, kiedy to każdy w myślach dzieli i wydaje oszałamiająco wielką wygraną, pośród ludzi stojących w kilometrowej kolejce po szczęśliwy los, przechadzał się młody dziennikarz. Może i on dzielił marzenia na rozsądne i mniej rozsądne, bo a nóż wygra? Wybrał z wężyka kilka osób, które zapytał co zrobią jak los właśnie do nich się uśmiechnie. Odpowiedzi były różne: dom, samochód, wakacje, bezpieczna przyszłość, wielkie zakupy… Doszedł i do starszego Pana. Siwego, lekko przygarbionego, z uśmiechem na twarzy. W za dużym płaszczu i idealnie wypastowanych butach. Ten odpowiedział, że kupiłby worek pomarańczy i zjadłby je z żoną, nie myśląc o niczym. - Stoję tu nie dlatego, że chciałbym coś diametralnie zmienić w swoim życiu. Wiele nie mam ale jestem szczęśliwy. Dożyłem sędziwego wieku, starzejąc się obok osoby, którą kocham przez ponad pół życia, mam fajne dzieci, dach nad głową i niewielką emeryturę. – Czego więc Pan tu szuka? – Zostało mi trzy złote z zakupów, zobaczyłem kolejkę, postanowiłem spróbować szczęścia. Mam jednak wszystko czego do niego potrzebuje, dlatego kiedy Pan zapytał, pomyślałem o pomarańczach. A właściwie o tym, że chciałbym tę słodką chwilę dzielić ze swoją żoną. Dziękuję Panu. Uświadomił mi Pan bardzo istotną rzecz; to nie w tej kolejce powinienem stać. Trzy złote wystarczą na kilka soczystych owoców. Niech Pan pomyśli jak prosto być nieszczęśliwym. Wystarczy zapomnieć, że szczęśliwym być można. I udał się w stronę działu „warzywa i owoce”…

JAKUB PAWŁOWSKI

15


FELIETON Daniel Kowalczyk

MEMENTO MORI Artur Szpilka pada niczym rażony gromem po prawym sierpowym wyprowadzonym wprost na jego szczękę przez Deontay Wildera. Jest po walce. Polska publiczność zamiera, bo cóż innego mogła w tym momencie uczynić. Nasuwa się jednak pytanie, po jakiego typu emocji przybyła do hali Barclays Center? Czy właśnie nie po ten szczególny dreszczyk, jaki dostarcza unoszące się w powietrzu przeczucie nieszczęścia? Czyż w cenę biletu nie był wliczony jedyny w swoim rodzaju taniec - danse macabre? Bowiem śmierć w XXI wieku stała się towarem. Najlepiej sprzedaje się jednak w wersji wypreparowanej z realizmu. Pop-kultura przetrawiła motyw śmierci wypluwając strawny dla każdego, podany na niezliczoną ilość sposobów ersatz. Śmierć w kinie, śmierć w grach wideo, śmierć w telewizyjnych serwisach informacyjnych; „Eye on the TV/’Cause tragedy thrills me/Whatever flavour/It happens to be like;/Killed by the husband/Drowned by the ocean/Shot by his own son/She used the poison in his tea/And kissed him goodbye” (Vicarious - Tool). Śmierć w wydaniu bezpiecznym, bo abstrakcyjnym, oswojona przez wszechobecność, a także zbanalizowana, ergo: odarta ze swojego majestatu. Śmierć w wydaniu wirtualnym najłatwiejsza jest do zaakceptowania, bo stwarza iluzję, że nie dotyczy ona nas samych. Podtrzymywanie tej iluzji w laickich społeczeństwach Europy coraz częściej przybiera formę obsesji. W książce „Zrób sobie raj” Mariusz Szczygieł opisuje - jak się okazuje - powszechny w dzisiejszych Czechach przypadek mężczyzny, który po śmierci i skremowaniu swojej matki, pięć lat zbierał się do odebrania urny z zakładu pogrzebowego. Symptomatyczne wydaje się także zachowanie Francuzów, którzy po listopadowych zamachach w Paryżu, dzielnie zjednoczyli swe siły przeciwko terroryzmowi, gremialnie ruszając do aptek po środki uspokajające i nasenne, których sprzedaż wzrosła o ponad 20%. Dopatrzeć się można w tym pewnej niezamierzonej zapewne symboliki, bo mitycznym bogiem marzeń sennych jest Morfeusz, którego stryjem jest nie kto inny, jak bóg śmierci Tanatos. Ironia? Nie do końca, bo koniec końców i tak wyjdzie na jaw, że wszelakie próby „upupienia” śmierci, zdane są na niepowodzenie. Czy się to komuś podoba, czy nie.

16

Od kilku, lub nawet kilkunastu lat coraz bardziej Panu po drodze z Rzeszowem... To nie jest chyba moja zasługa, tylko samego Rzeszowa, władz miejskich, które mnie tutaj zapraszają. Otrzymując zamówienie na skomponowanie hejnału Rzeszowa byłem dumny, ale i zestresowany, bo nie wiedziałem czy mi się ta sztuka uda. To wielka odpowiedzialność. Ja sam zawsze czułem się rzeszowianinem. Zastanawiałem się kiedyś nad tym i stwierdziłem, że tam gdzie człowiek po raz pierwszy otworzy oczy i zobaczy świat, tam jest jego ojczyzna, miejsce, które ma specjalne znaczenie. Jest to związane ze światłem, które w każdym miejscu na Ziemi jest trochę inne. Jak przebiegały prace nad komponowaniem wspomnianego hejnału? Czy myślał Pan wtedy o Rzeszowie, o rzeszowskim świetle, o dzieciństwie? Próbował Pan przywołać wspomnienia i emocje? Ja nie komponuję w ten sposób. Nie potrzebuje szczegółowych inspiracji i przywoływania detali. Wystarczyło mi, że podczas wizyt w mieście i spotkań zdałem sobie sprawę z tego, że jestem rzeszowianinem i że to we mnie w środku jest. Muszę pracować jak zawodowiec. Forma hejnału jest dziwna i trudna, bo to właściwie rodzaj sygnału harcersko-wojskowego, fanfary... Pan zaczynał na harcerskiej sygnałówce... Faktycznie, zaczynałem grać na trąbce w drużynie harcerskiej grając sygnały, apele, capstrzyki. Wracając do hejnału, jest to krótka forma, która musi być prosta i typowa, co nie jest charakterystyczne dla mojej twórczości, bo ja jako artysta jestem nietypowy. Jednocześnie musiałem pamiętać, że ten hejnał zamówiono u mnie nie tylko dlatego, że jestem rzeszowianinem, ale też dlatego, że jestem jazzmanem i mam swój charakterystyczny styl, brzmienie i specyfikę. Postanowiłem to ze sobą połą-

czyć. Na początku, w Nowym Jorku, nie mogłem nic napisać, stres narastał, a ten „miecz Demoklesa” nade mną cały czas się obniżał wraz ze zbliżającym się terminem oddania. Wreszcie w Warszawie coś zaiskrzyło i nareszcie się udało. Sugerowałem się hejnałem krakowskim granym na cztery strony świata, ale przy okazji tego rzeszowskiego postanowiłem każdą część spróbować zagrać w innej tonacji, co spowodowało, że hejnał zaczął się jakby ruszać i uczynił każdy z czterech fragmentów trochę innym. Jestem bardzo ciekawy czy hejnał przetrwa próbę czasu i będzie trwałym elementem krajobrazu miasta. Nastawiam budzik na 5:50 i będę słuchał z hotelowego okna czy to mi się sprawdza (uśmiech). Co skłoniło Pana do zagrania wariacji na temat hejnału Krakowa na płycie Soul of Things? Po śmierci Piotra Skrzyneckiego zostałem poproszony o zagranie ku jego czci krakowskiego hejnału z Pałacu Kultury w Warszawie. Jadąc taksówką na to wykonanie pomyślałem, że mógłbym z racji okoliczności zagrać go w tonacji molowej. Przenuciłem to szybko i okazało się, że działa. Ten pomysł spodobał mi się do tego stopnia, że na jego podstawie nagrałem balladę poświęconą Piotrowi o tytule „Piotrlada”, która znalazła się na jednej z moich płyt. Na jakim etapie powstawania jest pana kolejna płyta? Wiemy, że wyda ją ECM i że będzie nagrana z nowojorskim kwartetem. Mam już skomponowany prawie cały materiał, ale chciałem napisać jeszcze jedną balladę. Dosyć długo i wolno przygotowuję tę płytę. Dzięki temu materiał powinien być bardziej trwały. Zagraliśmy dwie trasy, podczas których ogrywaliśmy ten materiał. Kompozycje jazzowe powinny żyć długo, aby na


Jaka jest rola Manfreda Eichera w sesjach nagraniowych płyt ECM. Na ile ingeruje on, jako producent w płyty, na przykładzie Pańskich materiałów? Manfred to wybitny producent, a rola producenta jak wiemy cały czas wzrasta. Ja lubię pracować z dobrymi producentami. Jeśli chodzi o jego ingerencję, jest bardzo różnorodna. Czasami nie ingeruje wcale jak w przypadku „Litanii” czy „Wisławy”. W płyty z polskim składem często ingerował z zaskakująco dobrym rezultatem. Trudno pracując z producentem, który brał udział w nagraniu tylu rewelacyjnych płyt, nie korzystać z jego doświadczenia. Kreatywny udział producenta jest istotny. Ja mam swój specyficzny sound i sposób komponowania i tak czy inaczej odciskam duże piętno na płytach, więc uwagi producenta nie są w stanie zmienić charakteru mojej muzyki. Janusz Muniak, legenda polskiego jazzu i człowiek, z którym wielokrotnie Pan współpracował, zmarł 31 stycznia. Proszę o Pańskie refleksje na temat Janusza Muniaka jako muzyka i człowieka... Janusz był świetnym muzykiem. Miał coś bardzo rzadkiego u muzyków, miał siebie, swój własny język, swój nietypowy sposób grania, brzmienie. Wielki artysta i indywidualność. Był niezastąpiony w moim pierwszym zespole. Pochlebiam sobie, że ten kwintet to był świetny band, z fantastyczną sekcją rytmiczną – Bronisław Suchanek, Janusz Stefański. Do tego Zbigniew Seifert i Janusz Muniak. Jasiu w pewnym momencie oprócz saksofonu grał też na instrumentach perkusyjnych. Jego gra była głęboko oparta na swingu, ale równie świetnie grał free. Nikt tak nie grał jak on. Świetny facet. Wszyscy wtedy byliśmy „desperados”. Wybitna postać, wybitny muzyk. Jest Pan w stanie wymienić swoich najważniejszych muzycznych partnerów w perspektywie całej kariery? Kwintet. Pierwszy zespół jest jak pierwsza dziewczyna. To był naprawdę wybitny i świetnie dobrany skład. Każdy z nas był z innej beczki. Ja w tym zespole stworzyłem siebie i chyba każdemu z nas dał on siłę do dalszej działalności, bo każdy z członków zespołu radził sobie później świetnie na polskich i zagranicznych scenach. Pierwszy kwintet darzę największym sentymentem. Byliśmy grupą przyjaciół. Również współpraca z Vitoldem Rekiem to bardzo ważny i udany okres w Pańskiej karierze. Projekt Freelectronic po dziś dzień brzmi świeżo i nowatorsko. Jak Pan wspomina ten czas?

Vitold ma specyficzny typ silnego, mocnego gruntu rytmicznego. Ma rytm, czas i brzmienie. Pewny koleś. Graliśmy wtedy jeszcze z Sudnikiem i ze Skowronem. Skowron jest nadal jednym z najlepszych polskich keyboardzistów, Sudnik słyszał muzykę inaczej niż wszyscy, inaczej czuł brzmienie. Świetnie zastępował mi bębny, a Vitold dawał mi ten pewny, stabilny, silny rytm. Świetny okres, bombowe granie. Czy nie chciałby Pan reaktywować tego składu? Zagrać znów z Vitoldem na przykład w Rzeszowie, na waszych „starych śmieciach”? Bardzo chętnie zagrałbym tu z Vitoldem. Mieliśmy kiedyś trasę w duecie i myślę, że można by spokojnie to zagrać, albo powtórzyć z Sudnikiem i Skowronem Freelectronic. To jest niegłupi pomysł. Można to zrealizować. Nie wyobrażam sobie powtórzenia kwintetu, chociażby z powodu tego, że nie żyje Seifert, ale Frelectronic jak najbardziej. Byłaby okazja, żeby to zarejestrować, bo mieliśmy bardzo mało nagrań. Świetnie grało mi się tę muzykę. Zawsze zwracam uwagę na ludzi, z którymi gram i ten skład był wyjątkowo dopasowany.

Czy zauważa Pan coraz lepsze czasy dla muzyki improwizowanej w Polsce? Kilku jazzmanów jest ogólnie rozpoznawalnych, mamy masę festiwali, filmy z elementami jazzu, całą armię świetnych młodych muzyków. Patrzy Pan spokojnie w przyszłość? Zdecydowanie. To idzie falami. W Polsce ta muzyka zaczęła występować trochę później, więc obecnie przeżywamy eksplozję jazzu i świetnych muzyków, ale tak dzieje się również w innych krajach. Muzyka improwizowana posiada wiele odmian. Jest free jazz nazywany u nas yassem. Ta scena jest bardzo mocna i prężna. Sam z przyjemnością grywam z Marcinem Maseckim, braćmi Oleś czy z goszczącym w Polsce Alexandrem von Schlippenbachem. To są ciekawe rzeczy. Jest też coraz więcej szkół muzycznych uczących grać jazz, chociażby nowy kierunek w Rzeszowie, który prowadzi Zbigniew Jakubek, wysokiej klasy muzyk. Ta działalność będzie się rozwijała.

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

FELIETON

ich podstawie, na ich kanwie móc wciąż, w różnych składach improwizować. Nie mogę powiedzieć kiedy wyjdzie płyta, ale powoli zbliża się czas jej nagrania. Skład, z którym będę pracował to Reuben Rogers na kontrabasie i znani z poprzednich płyt pianista David Virelles i perkusita Gerard Clever.

Bartłomiej Skubisz

ZŁOŻONOŚĆ Jeżdżę zarówno samochodem jak i rowerem, jadam schabowego, ale też np. bardzo lubię wegańskie jedzenie serwowane przez dobrych znajomych z Białej Podlaskiej. Wśród moich koleżanek i kolegów są lesbijki i geje, co nie przeszkadza mi mieć krytycznego stosunku do nachalnego manifestowania swojej seksualności na paradach (tyczy się również heteroseksualistów), co z kolei nie skłania mnie do refleksji, żeby za takowe manifestowanie tych ludzi w jakiś sposób szykanować. Garstka publicystów i komentatorów, których szanuję i liczę się z ich zdaniem nie ma problemu z krytykowaniem dokładnie każdej politycznej opcji, jeśli uważa to za zasadne. Gardzę politycznymi propagandzistami udającymi dziennikarzy po obu stronach „barykady”. Uważam, że jestem człowiekiem relatywnie otwartym i tolerancyjnym, ciekawym nowinek np. w muzyce, a jednocześnie przywiązuję wagę do tradycji, źródeł, historii i patriotyzmu. Cenię sobie zarówno intelektualne dysputy, literaturę o pewnym ciężarze gatunkowym, awangardę i eksperymenty w muzyce, ale też namiętnie oglądam mecze koszykówki, słucham muzyki łatwo przyswajalnej, (choć nie mam tu na myśli disco polo czy tandetnego popu) i sięgam po lektury dzieciństwa i wczesnej młodości, jeśli tylko mam na to ochotę. Dobrze czuję się zarówno w filharmonii jak i z kolegami z osiedla i z piwkiem pod klatką w ciepły jesienny wieczór. Sporadycznie uczestniczę w życiu Kościoła, ale doceniam jego rolę chociażby w czasach PRL-u i daleko mi od nagonki na wszystko, co z nim związane. Nie oznacza to, że nie widzę jego wad i słabości. Europejską politykę w kwestii emigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu uważam za bardzo złą, tak samo jak przejawy bezpodstawnego rasizmu i przemocy wobec niewinnych ludzi żyjących wokół nas. Mogę mnożyć dalsze przykłady, ale nie starczy mi miejsca. Kim więc jestem i po jakiej stronie konfliktu polsko-polskiego się znajduję? Myślę, że ludzi o podobnej złożoności poglądów jest więcej. Ludzi, którzy nie trzymają się ślepo doktryn i wizji politycznych demiurgów, nie dają się wkręcać w podsycany przez media konflikt polaryzujący nasze społeczeństwo, ludzi, którzy przede wszystkim nie płyną z prądem i nie działają stadnie, a miast tego zajmują się swoim życiem, realizacją pasji i dobrem swoich najbliższych.

17


LIFESTYLE

Popularne święto miłosne zbliża się wielkimi krokami. Zewsząd widać czerwone serduszka, konfetti i zabieganych zakochanych poszukujących upominków dla drugiej połówki. Walentynki to jednak nie tylko komercyjne święto. To idea z historią i własnym patronem, która nie w każdym zakątku świata wygląda tak samo. Historia Walentynek

Historia Walentynek sięga starożytnego Rzymu, gdzie obchodzono Dzień Płodności i Macierzyństwa, przypadający dokładnie na 14 lutego. Na przestrzeni wieków święto oraz zwyczaje z nim związane ewoluowały i zyskały katolickiego patrona, jakim jest Święty Walenty. Żyjący w III wieku bohater zakochanych zasłużył sobie na miano patrona miłości. Wbrew zakazom cesarza udzielał parom potajemnych ślubów, co przypłacił życiem. Za złamanie zakazu został stracony 14 lutego 270 roku. Jego dobre serce zostało docenione po latach i w 496 roku ustanowiony został przez Papieża Gelasiusa oficjalnym patronem zakochanych. Dzisiaj święto zakochanych jest popularne i obchodzone niemal na całym świecie. W ślad za nim i bazując na jego tradycji obchodzimy również popularne Sobótki, zwane także Nocą Kupały. Święto to ma słowiański rodowód i przypada na noc z 21 na 22 czerwca.

Walentynkowe zwyczaje na świecie

Obecnie stałym elementem Walentynek jest obdarowywanie się czerwonymi serduszkami, liścikami, kwiatami, słodkościami, a także elementami garderoby osobistej. Walentynki wypadają w ten sam dzień na całym świecie, jednak nie w każdym jego zakątku zwyczaje z nimi związane wyglądają tak samo. We Francji zamiast wysyłania kartek praktykuje się przesyłanie bukietów z zaproszeniem do teatru lub na koncert. Włochy słyną ze zwyczaju obdarowywania się odzieżą w czerwonym kolorze. W Japonii zaś panie wręczają panom czekoladki, które podzielone są na dwa rodzaje: „giri-choko” to słodycze, którymi obdarowuje się znajomych i przyjaciół, natomiast „honemei-choko” to prezent dla ukochanej osoby.

Święto miłości

Walentynki wzbudzają mnóstwo emocji i kojarzą nam się głównie z drobnymi upominkami i obiektem naszych westchnień. Warto wyjść poza schemat i po prostu dzielić się miłością ze światem. Zróbmy coś od serca, w imię miłości, lecz bezinteresownie. Wraz z nowym rokiem wejdźmy w nowy, lepszy wymiar samych siebie.

MARIOLA SZOPIŃSKA


LIFESTYLE

temperaturę

WALENTYNKI TO WYJĄTKOWE ŚWIĘTO DLA WSZYSTKICH ZAKOCHANYCH. O TEMPERATURZE W ZWIĄZKU NALEŻY JEDNAK PAMIĘTAĆ CAŁY ROK. DBAĆ O NIĄ I INTENSYWNIE JĄ PODGRZEWAĆ. W PRZECIWNYM RAZIE LODOWATY KLIMAT MIĘDZY PARTNERAMI MOŻE ZABIĆ NAWET TO NAJBARDZIEJ PORAŻAJĄCE UCZUCIE. CO ZROBIĆ, ABY W ZWIĄZKU ZAWSZE BYŁO NAMIĘTNIE?

AFRODYZJAKI I ODPOWIEDNIA DIETA

Od dawien dawna wiadomo, że istnieją produkty, które pobudzają nasze libido. To afrodyzjaki. Stosowane już wieki temu mają tak samo magiczne wręcz właściwości, jak kiedyś. Warto więc dodać tego typu produkty do codziennej diety, a bardziej intensywnie „zadziałać” nimi podczas wieczoru z ukochaną osobą. Owoce morza takie jak krewetki zawierają cynk i selen, które wpływają dobroczynnie na nasz organizm i współżycie z partnerem. Warto również dodawać do dań różnego rodzaju przyprawy jak np. cynamon czy imbir, które podkręcą temperaturę każdego związku. Czekolada wpłynie pozytywnie na nastrój, pobudzając endorfiny do działania. Równie cudowne działanie ma szampan, który można zmiksować z brzoskwiniami lub podać ukochanej osobie z kawałkami truskawek w czekoladzie. Jeśli mowa o podgrzaniu relacji w związku, to unikajmy produktów typu czosnek, cebula. Odradzamy również podawanie na kolację śledzi i potraw, których woń nie zachęca do zbliżenia. Kilka kulinarnych trików i temperatura wskoczy na wyższy level. W końcu przez żołądek do serca.

ROZGRZEJ SIEBIE I SWOJĄ SYPIALNIĘ

Istotnym miejscem dla każdej pary jest sypialnia. Niech nie będzie ona nudnym miejscem. W sklepach dostępny jest szeroki asortyment jedwabnej pościeli, poduszek, kocy, które sprawią, że łóżko zacznie wyglądać inaczej. Warto również zakupić świece zapachowe, kadzidełka oraz olejki eteryczne, które wpłyną na nasze zmysły. Odpowiednia muzyka również pomoże stworzyć odpowiedni, klimatyczny nastrój. Pamiętajmy również o gadżetach, które idealnie sprawdzą się w sypialni. Nie wstydźmy się eksperymentować. Rutyna jest gwoździem do trumny w związku. Pamiętajmy, że sklepy z asortymentem erotycznym nie gryzą. Kajdanki czy inne dodatki tylko pomogą nam podkręcić temperaturę w związku. Odpowiednia bielizna rozpali zmysły i nada charakter każdemu spotkaniu. To tylko nasz partner będzie widział nas w takim wydaniu. A dla niego/niej jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. Tym bardziej w tak odpowiednim „opakowaniu”.

AFRODYZJAK W KOSMETYKU

Kosmetyki również mogą zawierać „magiczne” składniki, które pobudzą nasze libido. Kąpiel z solą morską, z dodatkiem cynamonu i olejkiem imbirowym rozgrzeje nasze ciało i zmysły. Aby skóra była idealnie gładka zastosujmy peeling z oliwy z oliwek, kawy i odrobiny kakao. Będzie to idealne przygotowanie skóry na gorący wieczór. Po takiej aromatycznej kąpieli warto zastosować nawilżający krem np. z dodatkiem olejku waniliowego. Skóra będzie emanować zapachem przez długi czas, a nasz partner odczuje ogromną przyjemność z rozkoszowania się naszym ciałem. Do podkręcenia temperatury niezbędne będą również odpowiednie perfumy. Te oparte na feromonach sprawią, że każdemu podskoczy libido. Zapachy na bazie drzewa sandałowego, fiołków, czy innych tego typu afrodyzjaków działają prawdziwe cuda z naszymi zmysłami. MAŁGORZATA LEŚNIAK

19


LIFESTYLE

EWELINA DEC UDOWADNIA, ŻE DZIĘKI CIĘŻKIEJ PRACY, PASJI ORAZ WYTRWAŁOŚCI MOŻNA OSIĄGNĄĆ SUKCES I SPEŁNIĆ MARZENIA. PROJEKTANTKA PRZEBOJEM ZDOBYWA KOLEJNE SALONY MODY, CORAZ CZĘŚCIEJ RÓWNIEŻ TE POZA GRANICAMI PODKARPACIA, A STWORZONA PRZEZ NIĄ MARKA ALETTE GROMADZI CORAZ WIĘKSZE RZESZE MIŁOŚNICZEK MODY, KTÓRE CENIĄ WYSOKĄ JAKOŚĆ MATERIAŁÓW. Mimo młodego wieku zaszłaś już bardzo daleko. Jak zaczęła się Twoja przygoda z projektowaniem? Od dziecka interesowałam się modą. Od najwcześniejszych lat przerabiałam stare sukienki na nowe. Przez dłuższy czas szkicowałam pierwsze projekty ma papierze. Aż do momentu, kiedy pięć lat temu uszyłyśmy pierwszą kolekcję. Później kolejne i następne i tak oto prowadzę swoją działalność od ponad 4 lat.  Czym według Ciebie jest moda? Moda to styl życia, to sposób na wyrażanie siebie, swojej indywidualności.  Twoje projekty znalazły uznanie także wśród gwiazd. Czy klientki cieszące się dużą popularnością są bardziej wymagające? To zależy. Nie wszystkie. Zawsze staram się traktować każdą klientkę indywidualnie. Większość z nich jest wymagająca. Każda chce wyglądać wygodnie,  stylowo i wyjątkowo, co bardzo mnie motywuje do wychodzenia naprzeciw ciekawym i ważnym zadaniom, jakie stawiają mi klientki. Która z zaprojektowanych przez Ciebie kreacji najbardziej utkwiła Ci w pamięci i dlaczego?

20

Jest to sukienka, którą założyłam na rozdanie Podkarpackich Nagród Mody. Otrzymałam nominację w kategorii Projektant  Mody 2013 i udało mi się otrzymać ten tytuł. Była to sukienka z gipiury, która zaraz po gali miała największą sprzedaż w butiku. Jakie materiały używane są w Alette Eweliny Dec? Nasze kolekcje szyte są z tkanin sprowadzanych z Włoch. Są to najwyższej jakości tkaniny jedwabne, szyfony, kremy, kaszmiry, alpaki. Jakiej kobiecie dedykowana jest Twoja kolekcja? Moja kolekcja dedykowana jest kobiecie aktywnej, zdecydowanej, eleganckiej, która lubi indywidualność i kobiecy wygląd.  Ostatnio na wielkich urodzinach Day&Night mieliśmy okazję obejrzeć na wybiegu Twoją kolekcję. Kiedy możemy spodziewać się kolejnych pokazów? Mam nadzieję, że kolejny pokaz kolekcji wiosenno-letniej odbędzie się na wiosnę. Zawsze marzyłam o tym, żeby robić w życiu właśnie to co teraz, dlatego dokładam wszelkich starań by moje kolekcje były unikatowe, a pokazy niezapomniane. Każdy taki pokaz i dobre słowa, które po nich słyszę to najlepsza motywacja do tego, żeby ciągle się rozwijać, szukać inspiracji, doskonalić projekty i tak dalej.


LIFESTYLE Jakie są Twoje zawodowe plany na najbliższą przyszłość? Pragnę otworzyć własne atelier, w którym moje klientki będą mogły nie tylko kupić sukienki, ale także się zrelaksować. Największy zawodowy sukces? Przede wszystkim sukcesem jest dla mnie moja firma, to, że robię to co lubię, ale również nagrody w konkursach, tytuł Projektanta Roku 2013. Największą zaś nagrodą dla mnie i dla mojego zespołu są ko-

biety, które pięknie wyglądają w naszych kreacjach i dodatkowo świetnie się w nich czują. Dokończ zdanie: 2016 rok będzie dla mnie... 2016 rok będzie dla mnie krokiem naprzód, motywacją do ciągłego rozwoju i spełniania się w swojej pasji.

Fot. Fithouse

PILATES DLA KAŻDEJ Z NAS

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

NIE TYLKO DLA

GWIAZD! MIRANDA KERR, JENNIFER ANISTON, CAMERON DIAZ CZY KATE HUDSON SĄ TO TYLKO NIELICZNE Z GWIAZD, KTÓRE POKOCHAŁY TĘ FORMĘ AKTYWNOŚCI! A TRUDNO O LEPSZĄ REKLAMĘ DLA TEGO RODZAJU TRENINGU, NIŻ PIĘKNIE WYRZEŹBIONE SYLWETKI WSPOMNIANYCH GWIAZD. Pilates to trening całego ciała, w skład którego wchodzi ponad 500 ćwiczeń inspirowanych jogą, baletem i treningiem siłowym. Ich istotą jest rozciąganie, spinanie i rozluźnianie mięśni. System ten jest ukierunkowany na poprawę elastyczności, siły, równowagi i świadomości swojego ciała, poprawia postawę dzięki czemu sylwetka wygląda bardziej atrakcyjnie, a uczucie lekkości jakie towarzyszy po ćwiczeniach daje nam lep-

sze samopoczucie. Tutaj wszystko się liczy: prawidłowy oddech, prawidłowa pozycja w jakiej wykonujesz ćwiczenia, oraz poziom trudności ćwiczeń dopasowany do poziomu zaawansowania danej osoby. Dobre opanowanie podstaw i systematyczność, które otwierają nam drzwi do ćwiczeń zaawansowanych. Dlatego ważne jest to, by dobrze wybrać instruktora, który poprawi nas w trakcie zajęć i podpowie, co robimy źle. Znaleźliśmy nową perełkę na mapie Rzeszowa, gdzie trening dopasowany jest bardzo indywidualnie do naszych potrzeb, a zajęcia są prowadzone w bardzo kameralnej i luźnej atmosferze. Jest to FIT HOUSE. Technika ta jest odpowiednia dla każdego, niezależnie od wieku czy stanu zaawansowania - mówi trener personalny FIT HOUSE, Anna Wojtera. Pilates oferuje nam szeroki wachlarz możliwości, od spokojnych zajęć uczących podstaw, aż do dynamicznych i zaawansowanych, na których spływa niejedna kropla potu. Jest idealną formą ćwiczeń

zarówno dla kobiet w ciąży jak i metodą na stres, ponieważ uczy nas kontroli nad swoim oddechem. Sprawdzi się również w przypadku osób z bólami stawów i kręgosłupa, z nadwagą ograniczającą możliwość aktywnych ćwiczeń. Można powiedzieć, że Pilates to nie tyko rewolucja w fitnessie, przełom w rehabilitacji, ale przede wszystkim nowy, lepszy styl życia. Pomimo tego że bardzo chcielibyśmy zrobić coś dla siebie, często wstydzimy się przyjść do klubu fitness myśląc, że ćwiczenia będą zbyt trudne – warto się przełamać. Czasem jedna decyzja może poprawić nie tylko stan naszego zdrowia i wygląd, ale i jakość naszego życia oraz samopoczucie. Jesteście gotowe żeby zrobić coś dla siebie?

Zebrała JOLANTA CZUMA FitHouseRzeszow

Zapraszamy ul. Strzyżowska 42 tel. 794 960 639 www.fithouserzeszow.pl

21


Fot. Archiwum J. Gottman

COOLTURALNIE

PASJA A PRZY TYM KONSEKWENCJA TO JEST TO, CO POWINNO NAS NAKRĘCAĆ. TO SPRAWY NIE TYLE WAŻNE, CO PODSTAWOWE W REALIZOWANIU SWYCH CELÓW. BOHATER NINIEJSZEGO TEKSTU TO PRZEDE WSZYSTKIM MIESZKANIEC RZESZOWA, ALE CO ISTOTNE, PODRÓŻNIK, A PRZY TYM CZŁOWIEK SKROMNY I NIEZWYKLE KULTURALNY. MOWA O PANU JERZYM GOTTMANIE.


Początki jego podróżowania były skromne, patrząc z perspektywy czasu i dokonań na tle podróżniczym jakie pan Gottman już zrealizował. Mimo to jego pierwsza poważna podróż była szczególnie wyrafinowana. W 1966 wybrał się motorem marki Java 250 w podróż do byłej Jugosławii. Wyprawa ta była nie byle jaka. Jerzy Gottman zainstalował do swego motocyklu czechosłowacką przyczepę na jednym kole, w której zdeponował wszystkie najpotrzebniejsze prepitety podróżnicze jakie mogły przydać mu się w czasie wyprawy. Namiot, kuchenka turystyczna, plecak podróżny, wreszcie prowiant. Wszystko bardzo sprawnie zorganizowane, z wielkim pietyzmem i zachowaniem wszelkich podstaw logistyki. Nie-

mniejszym przedsięwzięciem logistycznym było samo przygotowanie się do jazdy. Przede wszystkim konsultacja z krakowskim Polskim Związkiem Motorowym, ustalenie trasy, czytanie mapy, potem zmierzenie się z realiami drogowymi, a była to przecież druga połowa XX w., naturalnie brak GPS, wygodnych dróg czy baz noclegowych. Słowem: najprawdziwsza wyprawa, która hartowała ducha podróżniczego pana Gottmana. Był to wyjazd samotny, co wyjątkowo przeszkadzało rzeszowskiemu podróżnikowi-motocykliście.

Pan Jerzy Gottman wyznaje zasadę, że uwielbia podróżować w towarzystwie. Żona, przyjaciel, kolega, znajomy – nie jest to ważne. Ważna jest jednak wspólna pasja do odkrywania czegoś nowego, interesującego, tam, gdzie rzadko kto bywał, a czasem i w ogóle. Tak było w czasie wyprawy do Bhutanu jaką odbył Pan Jerzy kilkanaście lat temu. Co ciekawe, rzeszowianin był w grupie pierwszych Polaków, którzy odwiedzili ten tajemniczy

i wielce interesujący kraj. Jerzy Gottman ma w pamięci wyjazd w towarzystwie znanego dziennikarza, publicysty, podróżnika i varsavianisty Olgierda Budrewicza na wyspy Pacyfiku, w tym Guam, Wyspę Wielkanocną, czy tzw. pacyficzną Wenecję (Nan Madol). W ogóle ten region świata wyjątkowo przypadł naszemu podróżnikowi do gustu, bowiem zwiedził niemal całą Papuę i Nową Gwineę. W Azji oprócz Chin, był w Tybecie, Kambodży, dawnym ZSRR, gdzie pływał w Bajkale. Afryka to Egipt i Etiopia. Z Kolei Ameryka Południowa to Peru, Kolumbia, Chile. Tam zresztą o mało nie przepłaciłby życiem, bo w obozowisku ugryzł go w dłoń skorpion! Jerzy Gottman odwiedzał Fidżi, Hawaje, Nową Zelandię, Australię. Zawsze w towarzystwie podobnych jak on pasjonatów, maniaków podróżowania, odkrywania nowych zakamarków świata, poznawania ludzi, kontemplowania uroków natury, flory i fauny. Stąd znajomość z Jarosławem Kretem, dziennikarzem i podróżnikiem. Podobnie z Markiem Śliwką, podróżnikiem i organizatorem oryginalnych wypraw. Pytany jednak, gdzie czuje się najlepiej, odpowiada z całą stanowczością: Italia, szczególnie południe, Capri i Sorrento. To jego miejsca na Ziemi. No a co z Polską, pewnie zna ją doskonale? Tu odpowiada, że zna nieźle, lecz lepiej orientuje się w świecie niż we własnej ojczyźnie. Ot, paradoks. Czy ma jakieś plany? Naturalnie! Już kupił bilety do Rzymu, by kolejny raz zanurzyć się w pięknie stolicy najbardziej znanego państwa Morza Śródziemnego.

JAKUB PAWŁOWSKI

23

PODRÓŻE

Jerzy Gottman ma 82 lata, jest pełnym werwy starszym panem, często spacerującym po Rzeszowie, po swojej starówce, którą zna jak własną kieszeń. Nie będzie chyba przesadą jeśli stwierdzimy, iż nie są mu obce pewne rejony świata. Termin „pewne” raczej tutaj nie pasuje. Idealnym jest raczej podkreślenie „rejony świata”, które od bardzo wielu lat odwiedza, niekiedy kilka razy z rzędu. Pan Gottman zwiedził niemal całą Europę, ze szczególnym uwzględnieniem stolic starego kontynentu, które odfajkowuje niczym plany wcześniej zanotowane w notesie. Pan Jerzy zwiedził też Azję, Amerykę, trochę Afryki, Australię i Oceanię, w tym wyspy Pacyfiku. Wiele widział, sporo przeżył, z wieloma ludźmi obcował.


PODRÓŻE

NASZE PODKARPACIE OBFITUJE W PIĘKNE MIEJSCA, RÓŻNEGO RODZAJU ZABYTKI HISTORYCZNE, ARTYSTYCZNE. Z TYCH WŁAŚNIE TERENÓW POCHODZĄ OSOBY, KTÓRYCH NAZWISKA ZNANE SĄ RÓWNIEŻ POZA NASZYM REGIONEM. LUDZIE, O KTÓRYCH MOWA TO ZNANI I PRZEDE WSZYSTKIM CENIENI POLACY, KTÓRZY ZASŁYNĘLI ZE SWOICH NIEZWYKŁYCH DZIEŁ, WYNALAZKÓW, PASJI. WARTO WIĘC NIE ZAPOMINAĆ O TYCH, KTÓRZY ROZSŁAWIAJĄ PODKARPACIE OD WIEKÓW, PO DZIŚ DZIEŃ.

WYBITNI Z PODKARPACIA

„OJCIEC IGNACY” OD ROPY NAFTOWEJ

To właśnie na Podkarpaciu zapłonęła pierwsza uliczna lampa naftowa. Miejscem tego niezwykłego zdarzenia były Gorlice. Ignacy Łukasiewicz –wynalazca lampy naftowej pochodzi właśnie z naszego regionu. To on stał się pionierem przemysłu naftowego na naszym kontynencie. Urodził się w Zadusznikach ale w młodym wieku przeniósł się z całą rodziną do Rzeszowa i tutaj właśnie kontynuował swoją edukację. Aby jeszcze doskonalej zrozumieć nauki farmacji i chemii, zatrudnił się on w jednej z łańcuckich aptek. W późniejszych latach Łukasiewicz przeniósł się do Lwowa i tam pracował nad destylacją ropy naftowej. To właśnie on dał początek przemysłowi naftowemu. Ten wybitny farmaceuta założył pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej, która znajduje się w Bóbrce. Był również działaczem społecznym i przedsiębiorcą. Osoby, które z nim współpracowały nazywały go „ojcem Ignacym”, był niezwykle cenionym człowiekiem, który mimo ogromu zajęć i odpowiedzialności, walczył z biedą oraz różnego rodzaju problemami na terenach dzisiejszego Podkarpacia. Ignacy Łukasiewicz zmarł z powodu ciężkiego zapalenia płuc. Aby upamiętnić tego wybitnego Polaka powstały liczne ulice, szkoły, budynki nazywane właśnie nazwiskiem Łukasiewicza. W Bóbrce do tej pory odwiedzać można Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego, które nosi nazwę jego imienia i nazwiska.

KOMIKSY Z PODKARPACIA

Cały świat zna serię komiksów o nazwie „Thorgal”. Tę wybitną serię rysunkowych dzieł o najbardziej popularnym wikingu na świecie przetłumaczono aż na 40 języków.. Współtwórcą „Thorgala” jest Grzegorz Rosiński. Ten wybitny Polak urodził się w Stalowej Woli, mieszkał przez wiele lat w Belgii, gdzie pracował nad swoimi dziełami, a następnie

24

przeniósł się do Szwajcarii, gdzie mieszka do dziś. Rosiński uznawany jest za głównego twórcę komiksów na naszym kontynencie. Po ukończeniu warszawskiej ASP kontynuował doskonalenie warsztatu tworząc różnego rodzaju ilustracje do filmów, pocztówek, komiksów. Jest on twórcą ilustracji do „Kapitana Żbika”, „Legendarnej historii Polski”. Rosiński stworzył również komiks „Szinkiel” oraz „Western”, które znane są również poza granicami naszego kraju. Artysta otrzymał wiele wyróżnień oraz nagród, między innymi Grand Prix Saint-Michel. Jest on również zdobywcą Krzyżu Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, który otrzymał za wybitne osiągnięcia kulturalne.

KOMPOZYTOR Z GRUNWALDZKIEJ

O Wojciechu Kilarze usłyszał cały świat. Urodził się we Lwowie, jednak już za młodych lat przeniósł się przymusowo wraz z rodziną do Rzeszowa. To właśnie tutaj kontynuował swoje zamiłowanie do muzyki i gry na fortepianie. Jego twórczość wpłynęła istotnie na współczesną muzykę poważną. Był on odpowiedzialny za współtworzenie sonoryzmu. W późniejszych latach jego muzyka przepełniona była ludowymi inspiracjami, często również pojawiały się nawiązania do muzyki religijnej. Kilar znany jest z wybitnej muzyki filmowej, którą napisał do ponad 130 filmów. Współpracował z takimi reżyserami jak Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi czy Roman Polański. Wojciech Kilar otrzymał również propozycję współpracy przy wybitnym dziele „Władca Pierścieni”. Sam Peter Jackson chciał, aby to właśnie on skomponował muzykę do jego filmu. Kompozytor zgodził się, jednak współpraca z niewiadomych przyczyn nie doszła do skutku. Kilar otrzymał liczne wyróżnienia i nagrody. Został odznaczony między innymi Orderem Orła Białego i Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł w 2014 roku, jego ciało zostało pochowane w Katowicach, gdzie spoczywa wraz ze swoją żoną.

MAŁGORZATA LEŚNIAK


25


FOOD&DRINK

Jak być na naprawdę zdrowej diecie?

MITY OBALAMY DIETETYCZNE

FIT SYLWETKA JEST MARZENIEM WIELU Z NAS. BY JĄ OSIĄGNĄĆ UPRAWIAMY SPORT, CHODZIMY NA SIŁOWNIĘ, ĆWICZYMY W DOMU, PRZECHODZIMY NA „ZDROWĄ” DIETĘ. ALE CZY NA PEWNO? W NASZEJ ŚWIADOMOŚCI ISTNIEJE WIELE DIETETYCZNYCH MITÓW, W KTÓRE NIEPOTRZEBNIE WIERZYMY. JAK BYĆ NA NAPRAWDĘ ZDROWEJ DIECIE? OBALAMY NAJBARDZIEJ POPULARNE MITY ŻYWIENIOWE. Mit 1: IM WIĘCEJ WODY, TYM LEPIEJ

Obsesja picia dużych ilości wody bez uczucia pragnienia to niestety bardzo popularne zjawisko. Mimo iż jest to substancja niezbędna do życia, we wszystkim należy zachować umiar. Zwłaszcza, że nadmiar wody jest szkodliwy i negatywnie wpływa na pracę nerek oraz serca. Złoty środek? Wystarczy „słuchać” swojego organizmu i dostosowywać spożywanie płynów do jego indywidualnych potrzeb, aktywności fizycznej w ciągu dnia oraz warunków atmosferycznych, w jakich przebywamy.

Mit 2: NIE JEDZ PO 18:00

Wieczorowa głodówka to codzienność wielu osób, które wierzą, że takie wyrzeczenie przyczyni się do redukcji wagi. Nic bardziej mylnego. Dietetycy podkreślają, że godziny spożywania poszczególnych posiłków powinny być dostosowane do indywidualnego trybu życia. Ważne są więc nie poszczególne godziny spożywania posiłków, a odstępy czasowe między nimi. Istotną kwestią jest regularne odżywanie się, mniej więcej co 3 godziny. Ostatni posiłek powinniśmy zjeść również mniej więcej 3 godziny przed snem.

Mit 3: JEDZENIE MAKARONU I ZIEMNIAKÓW POWODUJE NADMIERNE TYCIE

Ani makaron ani ziemniaki nie powodują nadmiernego tycia, chyba że są nieodpowiednio wkomponowane w dietę lub „doprawione” solidną porcją tłustych sosów. Warto również wybierać makarony pełnoziarniste.

Mit 4: NIE WAŻNE CO, WAŻNE, BY JEŚĆ MAŁO

Zamiast skupiać się na ciągłym ograniczaniu porcji zjadanych posiłków, lepiej skupić się na ich rozsądnym doborze i zbilansowaniu. Nawet niewielki kawałek ciasta czekoladowego ma znacznie więcej kalorii niż standardowa porcja gotowanego kurczaka z warzywami, a wcale nie nasyci głodu ani nie dostarczy organizmowi odpowiednich wartości. Pamiętajmy, że ważna jest jakość, nie ilość.

Mit 5: CAŁKOWITE WYELIMINOWANIE WĘGLOWODANÓW Z DIETY GWARANCJĄ SUKCESU

To prawda, że spożywanie węglowodanów w nadmiarze często staje się powodem nadwagi, jednak należy pamiętać, że węglowodany są również głównym źródłem energii dla człowieka. Całkowita rezygnacja z nich z pewnością negatywnie wpłynie na nasz organizm, osłabi go, przyczyni się również do uczucia ciągłego zmęczenia, migren oraz osłabi naszą aktywność fizyczną.

MARIOLA SZOPIŃSKA


LASEROWE LECZENIE NIETRZYMANIA MOCZU JEST INNOWACYJNĄ METODĄ POZWALAJĄCĄ W SPOSÓB NIEOPERACYJNY ZNIWELOWAĆ KŁOPOTLIWE SCHORZENIE DOTYCZĄCE WIELU KOBIET. Jeszcze do niedawna charakterystyczna dolegliwość Pań po menopauzie, dziś dotyczy coraz młodszych osób. Problem ten uniemożliwia normalne funkcjonowanie już co czwartej kobiecie w wieku od 18 do 48 lat.

nych oraz wzrostu ciśnienia wewnątrz jamy brzusznej. Takie sytuacje zwykle towarzyszą kichaniu, kaszlowi, śmianiu się czy wysiłkowi fizycznemu np. podczas podnoszenia ciężkich przedmiotów.

WYSIŁKOWE NIETRZYMANIE MOCZU JEST NAJBARDZIEJ POWSZECHNYM RODZAJEM NTM.

PROBLEM NIE TYLKO HIGIENICZNY

Wynika głównie z osłabienia mięśnia zwieracza cewki odpowiedzialnego za utrzymanie moczu w pęcherzu oraz zwiotczenia ścian pochwy. Problem ten najczęściej występuje po porodzie lub u kobiet po okresie menopauzy. Pozostałe przyczyny to otyłość, brak ruchu, zmiany hormonalne oraz częste infekcje układu moczowego.

LECZENIE Leczenie farmakologiczne często nie przynosi zamierzonych rezultatów. Co więcej, jest ono procesem długotrwałym i wy-

NAJNOWSZĄ A ZARAZEM NAJBARDZIEJ OPTYMALNĄ METODĄ LECZENIA JEST LASEROWA TERAPIA NIETRZYMANIA MOCZU U KOBIET – KRÓTKI NIEINWAZYJNY ZABIEG DAJĄCY ZADOWALAJĄCE REZULTATY. Zebrała JOLANTA CZUMA

Zabieg wykonywany w: Salonie Kosmetyki Laserowej Ul. Graniczna 4b Rzeszów, tel 17 852 80 11 www.laser.rzeszow.pl

ALERGICZNE

TESTY

Mimowolne popuszczanie moczu w tym wypadku występuje najczęściej podczas nagłego i silnego napięcia mięśni brzusz-

Przypadłość ta jest problemem nie tylko higienicznym, lecz i społecznym. Powoduje ogromny dyskomfort, może być źródłem wycofania, znacząco pogarsza samopoczucie, zaniżając samoocenę. Obniża się również jakość współżycia seksualnego, obniżenie narządów moczowo-płciowych jest bowiem częstą przyczyną dyskomfortu kobiet w trakcie stosunku.

magającym. Z kolei metody polegające na wprowadzeniu pod cewkę specjalnej samoutrzymującej się taśmy, są mało komfortowe i wiążą się z pobytem w szpitalu.

ALERGIA NA POKARM

Chociaż utarło się, że im czyściej, tym lepiej, nie do końca zawsze idzie to sformułowanie z prawdą. Jak wynika z badań, bardziej narażone na alergie są osoby, które restrykcyjnie przestrzegają higieny. Alergie dotykają coraz więcej osób, a samych alergenów jest pełno w naszym środowisko. Tyczy się to również alergenów pokarmowych. Najczęściej uczula białko mleka krowiego, białka jajek oraz białka zbóż, czyli tzw. gluten. Bardzo niebezpiecznymi alergenami są te pochodzące z orzechów. Dlatego też na wielu produktach etykiety oznaczone są informacją na temat ewentualnej zawartości orzechów. Dość mocnymi alergenami są wszelkiego rodzaju owoce morza, ryby, a także kakao i miód naturalny. Również truskawki czy inne owoce mogą wywoływać przykre dolegliwości u osób uczulonych. Oznakami alergii pokarmowych mogą być nudności, bóle brzucha, biegunki, krew w stolcu oraz różnego rodzaju wysypki na skórze. Silną reakcją alergiczną mogą być trudności w oddychaniu, przełykaniu, obrzęk krtani. Warto więc wiedzieć na co tak naprawdę jesteśmy uczuleni, aby uniknąć niebezpiecznych sytuacji.

TESTOWANIE, TESTOWANIE…

Testom wykrywającym alergie pokarmowe mogą się poddać osoby, które nie skarżą się na wysypki, nudności, czy inne dolegliwości. Wiele chorób spowodowanych właśnie alergenami pokarmowymi odbywa się w sposób, który jest ciężki do wykrycia. Warto więc przebadać się, czy aby nie jesteśmy uczuleni na jakiś produkt.

JEDZENIE W DZISIEJSZYCH CZASACH CZĘSTO BYWA MODYFIKOWANE, ZAWIERAĆ MOŻE KONSERWANTY I CAŁĄ „TABLICĘ MENDELEJEWA”. JABŁKO NIE DO KOŃCA MOŻE BYĆ JABŁKIEM. MLEKO, NAWET TO NAJBARDZIEJ REKLAMOWANE, ZAWIERAĆ MOŻE SKŁADNIKI, KTÓRE NIE ZAWSZE DOBRZE WPŁYWAJĄ NA NASZ ORGANIZM. CO JEŚĆ A CZEGO NIE? JAK UCHRONIĆ SIĘ PRZED ALERGIAMI POKARMOWYMI, KTÓRE POTRAFIĄ SOLIDNIE NAMIESZAĆ W NASZYM ORGANIZMIE? W celu ustalenia, czy powinniśmy eliminować z naszej diety konkretne pożywienie, wykonujemy testy pokarmowe. Mogą to być tzw. testy prowokacyjne, czyli poprzez zastosowanie u konkretnej osoby tzw. diety eliminacyjnej. Tego typu testy stosowane są w momencie przeprowadzenia badania gastroskopii. W żołądku pacjenta umieszcza się dany produkt i poprzez obserwację zachowania osoby ustala się, czy nie zachodzi reakcja alergiczna.

ODPOWIEDNIA DIETA

Same testy nie przyniosą efektów jeśli nie będziemy utrzymywać odpowiedniej diety. Pamiętajmy, że skuszenie się na odrobinkę ciasta z dodatkiem czekolady, na którą mamy uczulenie będzie miało przykre następstwa. Zaleczanie a nie wyleczenie nie jest odpowiednim sposobem na alergie. Skrupulatne przestrzeganie diety i zastępowanie produktów zawierających alergeny będzie miało pozytywny wydźwięk w naszym organizmie. Na rynku dostępne są zamienniki wielu produktów, które mogą smakować lepiej niż oryginały.

MAŁGORZATA LEŚNIAK

27

ZDROWIE&URODA

NIETRZYMANIA moczu

leczenie laserowe


ZDROWIE

Czym jest program „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”? Program „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy” to efekt współpracy Fundacji Rozwoju Dzieci im. J.A. Komeńskiego, Fundacji NUTRICIA, Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, Instytutu Matki i Dziecka oraz Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. Jego misją jest promowanie właściwej diety, kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych i wzrost świadomości na temat wagi żywienia we wczesnym okresie życia poprzez bezpłatne warsztaty dla personelu prowadzone w żłobkach i przedszkolach w całej Polsce przez wykwalifikowanych edukatorów żywieniowych.

Fot. Archiwum Justyny Kłeczek

ZDROWIE&URODA

NOWY ROK JEST IDEALNYM CZASEM DO ZMIAN. WARTO ZACZĄĆ OD SWOJEJ DIETY I ZADBAĆ O TO, BY POGŁĘBIAĆ ŚWIADOMOŚĆ TEMATYKI ZDROWEGO ODŻYWIANIA JUŻ OD NAJMŁODSZYCH LAT. W TYM CELU WYSTARTOWAŁ W RZESZOWIE SPECJALNY PROGRAM „ZDROWO JEMY, ZDROWO ROŚNIEMY”, O KTÓRYM OPOWIEDZIAŁA NAM JUSTYNA KŁECZEK, PIERWSZY NA PODKARPACIU EDUKATOR ŻYWIENIOWY ORAZ AUTORKA BLOGA SMUKLE WIDELCE.PL.

Które rzeszowskie placówki biorą w nim udział? W ramach programu pod moją opieką znajduje się 9 placówek, tj. Przedszkole Publiczne nr 5, 6, 11, 13, 17, 20, 22 w Rzeszowie oraz Przedszkole Publiczne w Boguchwale i oddział przedszkolny ze Szkoły Podstawowej w Lubeni.

Jakie są główne zadania Edukatora żywieniowego? Edukator żywieniowy podejmuje półroczną współpracę z wybranymi placówkami, w ramach której dokonuje dwukrotnej analizy jadłospisu (na początku i pod koniec programu), prowadzi warsztaty i konsultacje dotyczące prawidłowego żywienia oraz dzieli się swoją wiedzą i pomysłami z uczestnikami warsztatów, by wspólnie wprowadzać pozytywne zmiany. Dlaczego uświadamianie o tajnikach zdrowego żywienia jest ważne już od najmłodszych lat? Pierwsze lata życia dziecka to czas intensywnego rozwoju, którego prawidłowy przebieg w dużej mierze zależy od sposobu żywienia. Małe dzieci nie mają w pełni rozwiniętego systemu detoksykacji organizmu dlatego potrzebują bezpiecznej żywności dostarczającej wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Jeśli dziecko od najmłodszych lat nabywa zdrowych nawyków, to zaprocentują one w przyszłości i mogą ustrzec przed chorobami dietozależnymi, takimi jak otyłość czy cukrzyca. Jak przekonać uczestników programu do odstawienia tzw. „śmieciowego” jedzenia na rzecz zdrowych przekąsek? Przede wszystkim za pomocą warsztatów, w czasie których obrazowo przedstawiam z czego w rzeczywistości składa się mocno przetworzone jedzenie, stanowiące element codziennej diety wielu osób i jakie są skutki jego spożywania. Zobaczenie na własne oczy, że przeciętna woda smakowa czy batonik zawierają kilka lub kilkanaście kostek cukru, a ulubiona przekąska to jedynie sól, tłuszcz i konserwanty niektórych bardzo szokuje i wręcz przeraża. Oprócz tego pokazuję alternatywę dla śmieciowego jedzenia w postaci naturalnych i smacznych potraw oraz przekąsek pełnych witamin i składników odżywczych, które trafią w dziecięce gusta.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA


29 LIFESTYLE


SUCHA SKÓRA POTRZEBUJE ODPOWIEDNIEJ PIELĘGNACJI I NAWILŻENIA. SZCZEGÓLNIE DBAĆ NALEŻY O TAKIE MIEJSCA JAK PIĘTY, KOLANA I ŁOKCIE, KTÓRE BARDZO CZĘSTO ZANIEDBUJEMY. SKÓRA W TYCH REJONACH JEST NARAŻONA NA

PIĘKNE KOLANA ŁOKCIE I PIĘTY

SZYBSZE STARZENIE SIĘ, ODMROŻENIA, ŁATWIEJ ULEGA RÓŻNEGO RODZAJU OTARCIOM I URAZOM. JAK SPRAWIĆ, ABY PIĘTY, ŁOKCIE I KOLANA BYŁY ZADBANE RÓWNIE DOBRZE, CO INNE CZĘŚCI NASZEGO CIAŁA?

PRZEDE WSZYSTKIM SYSTEMATYCZNOŚĆ Zrogowaciała skóra na łokciach, kolanach i piętach często pęka. Uczucie dyskomfortu i pieczenia towarzyszy pękaniu. Złuszczanie tych stref sprawi, że skóra będzie delikatna. Nie stanie się to jednak po jednym czy dwóch zabiegach. Systematyczność to podstawa przy pielęgnacji tych dość mocno problematycznych miejsc. W czasie codziennej kąpieli należy mocno szorować kolana, pięty i łokcie. Można użyć specjalnych kosmetyków, które pomogą w przywróceniu skórze odpowiedniego nawilżenia. Pumeks będzie niezbędnym gadżetem, który rozprawi się ze zrogowaciałą skórą.

„BRUDNE ŁOKCIE” I „BRUDNE KOLANA” Domowe kosmetyki wybierane są coraz częściej przez osoby z problemem suchej skóry. Odpowiednio wybrany preparat może stać się idealnym produktem w walce z problemem tzw. „brudnych kolan”, czy „brudnych łokci”. Skóra na obszarze kolan i łokci przypomina brudną w momencie, kiedy jest zaniedbana, sucha i zrogowaciała. Barwa skóry jest brunatna i nic nie da jej jednorazowe, długie mycie. Tego typu dolegliwość spowodowana jest dłuższym „złym” traktowaniem skóry. Aby powróciła ona do odpowiedniego stanu, a jej nawilżenie było na odpowiednim poziomie, należy złuszczać i odpowiednio nawilżać skórę systematycznie.

NATURALNE KOSMETYKI CZY SKLEPOWE ZAMIENNIKI? Peelingi wygładzające, balsamy, które sprawią, że skóra pięt, łokci i kolan będzie idealnie miękka są na wyciągnięcie ręki. Można je przygotować samemu w domu. Pięty, które są bardzo szorstkie, muszą zostać odpowiednio złuszczone. Idealnym rozwiązaniem będzie peeling złuszczający. Wystarczy wymieszać w misce łyżkę oliwy i sól morską i dokładnie wyszorować taką mieszanką pięty przez kilka minut. Następnie należy użyć pumeksu lub tarki. Na koniec skórę odpowiednio nawilżamy. Możemy użyć specjalistycznego balsamu, oliwki, lub kremu na przesuszoną skórę. Pamiętajmy, aby przy zakupie kosmetyków w sklepie wybierać te, które zawierają mocznik, parafinę i wazelinę. Dobroczynnie na naszą skórę wpłyną również oleje roślinne i kwas mlekowy. Przy poważniejszych problemach z kolanami i łokciami skorzystajmy z profesjonalnej pomocy kosmetyczki, która wykona zabieg parafinowy, idealny dla suchej skóry.

MAŁGORZATA LEŚNIAK


Król olejów zwany także płynnym złotem przeznaczony jest do skóry suchej, dojrzałej. Bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (omega 6 i 9) oraz witaminę E sprawdza się jako antyoksydant. Ma działanie nawilżające, wygładzające. Dzięki zawartym w nim fitosterolom posiada również działanie łagodzące i przeciwzapalne.

NIE

OLEJ SIĘ

ZAZWYCZAJ  OLEJ  KOJARZY NAM SIĘ Z KUCHNIĄ I SMAŻENIEM.  TYMCZASEM  TA  NATURALNA  SUBSTANCJA  SZTURMEM  ZDOBYWA  SALONY  KOSMETYCZNE. OLEJKI SĄ WSPANIAŁĄ ALTERNATYWĄ DLA KREMÓW, BALSAMÓW CZY MASECZEK  I  KOSZTUJĄ  NIEWIELE. KATARZYNA MICAŁ

Olej z pestek malin Jest doskonałym źródłem witaminy E, która przeciwdziała starzeniu się skóry, neutralizuje wolne rodniki i zapobiega utracie wody. Olejek przeznaczony jest do skóry suchej i podrażnionej, absorbuje promienie UVA i UVB, dzięki temu jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym.

Olejek migdałowy Zawiera kwasy ursolowy i oleinowy, które mają właściwości przeciwzapalne i przywracają naturalną barierę ochronną, a także duże ilości witamin E i D. Nie podrażnia skóry. Ma działanie nawilżające i wygładzające, poprawia koloryt skóry, a także leczy trądzik. Doskonale sprawdza się w zabiegach pielęgnacji skóry wokół oczu. Poleca się go kobietom w ciąży ze względu na jego właściwości regenerujące i poprawiające elastyczność skóry.

Olejek marchewkowy To najlepszy olejek do cery szarej i pozbawionej blasku. Zawiera bardzo duże ilości witamin A, B, C, D i E oraz beta karotenu. Olejek marchewkowy jest naturalnym samoopalaczem, po kilku tygodniach stosowania skóra nabiera lekko brązowego koloru. Doskonale sprawdza się przy dolegliwościach trądzikowych, odmładza i działa przeciwzmarszczkowo.

Olej sezamowy Korzystanie wpływa na skorę suchą, wrażliwą i źle ukrwioną. Zalecany osobom cierpiącym na łuszczycę.

Olej lniany Zawarta w oleju lnianym witamina E łagodzi procesy starzenia się skóry, a także ją odżywia.

Olej kokosowy Hit ostatnich lat. Cudowny płyn, który nada blask, odżywi i wzmocni włosy. Jest też idealny na popękane pięty i suchą skórę stóp.

Olejek rycynowy Świetnie znany naszym babciom. Od lat stosowany przy pielęgnacji suchych włosów, wzmocnienia brwi i rzęs. Uwaga - lekko przyciemnia włoski.

Olej z kiełków pszenicy Posiada dużą zawartość witaminy E, która to świetnie wpływa na szorstką i zniszczoną skórę. Już po kilku kroplach odczujemy znaczą poprawę kondycji naszej skóry. Olejek ten warto wcierać jako balsam.

31

ZDROWIE&URODA

Olej arganowy


MODA

WYSTAWA „SHOES: PLEASURE AND PAIN” W MUZEUM VICTORII I ALBERTA W LONDYNIE Szpilki, koturny, sandały, baleriny – każda kobieta kocha buty i jednocześnie wie, że niekiedy piękno rodzi ból. Właśnie butom poświęcona jest trwająca w Londynie do 31 stycznia 2016 wystawa „Shoes: Pleasure and Pain” w Muzeum Victorii i Alberta. Ekspozycja podzielona została tematycznie na dwa piętra i jest przeglądem historii obuwia oraz prezentacją ich najciekawszych par. Przedstawia ponad dwieście par butów, począwszy od tych najbardziej historycznych (egipskich sandałów zdobionych złotem), przez te awangardowe, aż do współczesnych. Zobaczyć można również obuwie kultowe, noszone przez np. Marilyn Monroe lub Sarę Jessicę Parker. Prawdziwą gratką dla zwiedzających jest obuwie pochodzące wprost z doskonale wszystkim znanych produkcji filmowych, takich jak „Kopciuszek”. Nie brakuje również dzieł Manolo Blahanika, Christiana Louboutina i Jimmy’ego Choo. Wystawa porusza kulturowe kwestie obuwia i inspiruje do refleksji na ten temat. Jest to niewątpliwe raj dla każdej butoholiczki i nie tylko.

MODA KOJARZY NAM SIĘ Z POJĘCIAMI STYLU I UBIORU, ALE TAK NAPRAWDĘ TO ZNACZNIE WIĘCEJ. MODA DOTYCZY WSZYSTKICH DZIEDZIN NASZEGO ŻYCIA, JEST SYMBOLEM PRZEMIAN OBYCZAJOWYCH I ODZWIERCIEDLENIEM STYLU ŻYCIA. MODA JEST RÓWNIEŻ SZTUKĄ, KTÓRA PREZENTOWANA JEST NA ULICACH, WYSTAWACH, W MUZEACH. SPRAWDŹ W JAKIE ZAKĄTKI ŚWIATA WARTO UDAĆ SIĘ, BY POOGLĄDAĆ WIELKĄ MODĘ. I TO DOSŁOWNIE.

CRISTOBAL BALENCIAGA MUSEUM W HISZPAŃSKIEJ GETARII W niewielkim hiszpańskim miasteczku o nazwie Getaria znajduje się muzeum Christobala Balenciagi – projektanta, który zaczynając jako krawiec szyjący dla swojej rodziny, stał się jedną z najważniejszych postaci mody XX w. Muzeum prezentuje stałą ekspozycję, która zawiera charakterystyczne dla Balenciagi projekty, w tym sukienki typu „bombka” i „baby doll”, szmizjerki, płaszcze a la kokon, które zawdzięczamy właśnie temu znamienitemu projektantowi mody. Warto pamiętać, że uczniami Balenciagi byli m.in. Oscar de la Renta, Hubert de Givenchy, Emanuel Ungaro. Wśród prezentowanych na wystawie kreacji znajdują się również pozycje kultowe, np. projektowane dla królowych, księżnych, również dla Grace Kelly. Muzeum podzielone jest tematycznie na 6 sal, w których podziwiać można suknie koktajlowe, kreacje wieczorowe, suknie ślubne oraz okrycia wierzchnie.

32


Ulokowane w sercu Florencji Muzeum Gucci jest chlubą tego miasta, a jednocześnie hołdem dla niego, jako dla miejsca, w którym rozpoczęła się historia domu mody. Muzeum znajduje się w Palazzo della Mercanzia przy placu della Signoria. Budynek mieści trzy piętra zawierające przekrój historii marki Gucci. Na parterze znajdziemy również księgarnię, kawiarnię i sklep z pamiątkami. Piętro pierwsze to istne królestwo torebek i sukni, znajdują się tutaj kultowe modele, noszone np. przez Sofię Loren. Na ekspozycji podziwiać można również modele vintage, unikatowe kreacje z czerwonego dywanu, a także limitowane edycje projektów marki.

MUZEUM DIORA WE FRANCJI W malowniczej okolicy miasteczka Granville, które znajduje się w północnej Francji, mieści się słynne Muzeum Diora. Prawdziwą perełką ekspozycji jest suknia z historycznej kolekcji New Look, inspirowana różano-jaśminowym krajobrazem, który otaczał niegdyś okolice. Na wystawie zobaczyć można niezwykłe kreacje haute couture, a także stałą ekspozycję związaną z życiem i twórczością Christiana Diora. Muzeum Diora to również świat zapachów – w zaciszu dawnej biblioteki rodziny Diorów prowadzone są warsztaty perfumiarskie, inspirujący zaś kwiatowy ogród otwarty jest dla zwiedzających.

MARIOLA SZOPIŃSKA

33

MODA

MUZEUM GUCCI WE FLORENCJI


MODA

NAJWIĘKSZE

EUROPY OKRES WYPRZEDAŻOWY W PEŁNI. ALE W TYCH MIEJSCACH TRWA ON NIE PRZEZ MIESIĄC CZY DWA ALE PRZEZ CAŁY ROK. OUTLETY, BO O NICH MOWA, ROSNĄ JAK GRZYBY PO DESZCZU. MOŻNA W NICH ZNALEŹĆ RZECZY TAŃSZE NAWET O 70 PROCENT. NIESTETY, TE NAJWIĘKSZE I NAJLEPSZE ZNAJDUJĄ SIĘ U NASZYCH EUROPEJSKICH SĄSIADÓW. GDZIE ZATEM ICH SZUKAĆ? LIDER – WIELKA BRYTANIA

Najwięcej sklepów outletowych jest w Wielkiej Brytanii. Do Bicester Village w Oxfordshire pod Londynem (www.bicestervillage.com) jeżdżą poszukiwacze takich marek jak: Alexander McQueen, Armanii, Hugo Boss czy Balenciaga. Outlet przypomina mała wioskę z hotelem i restauracjami, tak aby spędzić tu jak najwięcej czasu no i oczywiście wydać jak najwięcej pieniędzy. Znajduje się tu blisko tysiąc butików mody kobiecej, męskiej i dziecięcej. Drugim miejscem wartym odwiedzenia jest Ashford Designer Outlet (www.mcarthurglen.com). Mieści się on w angielskim hrabstwie Kent. Centrum Ashford oferuje sklepy ponad 80 marek, a całoroczne obniżki rzędu 60 proc. w stosunku do cen sklepowych.

NIEMCY

Designer Outlet Berlin znajduje się zaledwie 30 minut od stolicy Niemiec (www. mcarthurglen.com). Łatwo tu dojechać zarówno koleją jaki i własnym transportem. Całoroczne wyprzedaże sięgające nawet minus 70 procent ceny oferuje blisko 80 sklepów. Znajdziemy tu m.in. takie marki jak: Escada, Hugo Boss czy Tommy Hilfiger. Ten outlet ma spory wybór odzieży sportowej stąd nie zabrakło takich marek jak Nike czy

34

Adidas. Polecamy także Outlet B5 na Wustermarkt, położony 30 km od Berlina przy autostradzie A5 (łatwy dojazd pociągami regionalnymi i autobusami miejskimi z Berlina czy Poczdamu i okolicznych lotnisk. Można w nim znaleźć ponad 80 butików z markami takimi jak: Escada, Tommy Hilfinger, Guess, Desigual, Llloyd, Lacoste, Diesel.

WŁOCHY

Tytuł największego i najlepszego outletu w tej części Europy należy do Serravalle Designer Outlet (www.mcarthurglen.com/it/ serravalle-designer-outlet). Ten ogromny kompleks inspirowany włoską architekturą liczy ponad 300 butików najbardziej znanych i lubianych marek na świecie. Fidenza Village to kolejne ciekawe miejsce na zakupowej mapie Europy (www.fidenzavillage. com). Fidenza położone jest na północy Włoch, około 60 km od Bolonii. Można tam obkupić się zarówno w butikach Versace i Calvina Kleina, jak i w młodzieżowych sklepach typu Quiksilver czy Levi’s.

FRANCJA

W tym kraju outletów też pod dostatkiem. La Vallee Village położone jest tuż koło paryskiego Disneylandu. Przyciąga tłumy klientów skuszonych obniżkami do ponad 100 butików m.in.: Burberry czy Christian

Lacroix. Wygodny dojazd zapewnia paryska komunikacja, pociągi oraz pobliska stacja superszybkiego TGV. Warto odwiedzić także ROUBAX Outlet, który znajduje się zaledwie 15 minut od Lille oraz TROYES Outlet.

GRECJA

Grecja to jeden z ulubionych kierunków wakacyjnych Polaków. Po całym dniu zwiedzania można oddać się kolejnemu szaleństwu czyli zakupom np. w McArthurglen Athens Outlet, który znajduje się zaledwie 30 km od Aten (www.mcarthurglen.com/gr/mcarthurglen-athens). Czeka tu ponad 100 butików znanych światowych marek z cenami nawet 70 procent niższymi niż w sklepach.

POLSKA

Niestety w Polsce rynek outletów jest jeszcze mało rozwinięty. Górują dwie sieci wyprzedażowe: Factory (www.factory.pl) i Fashion House (www.fashionhouse.pl). Ta pierwsza ma swoje sklepy w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu. Druga zaś w Gdańsku, Warszawie i Sosnowcu. Warto odwiedzić także nowopowstały Ptak Outlet w Łodzi, który powoli zapełnia się kolejnymi butikami (docelowo ma ich być 140).

KATARZYNA MICAŁ


35 ART&DESIGN MUZYKA


PATRZĄC INACZEJ

JAK MÓWIĄ POLACY? JAKICH SŁÓW I ZWROTÓW NADUŻYWAJĄ? JĘZYK POLSKI JEST JEDNYM Z NAJTRUDNIEJSZYCH JĘZYKÓW NA ŚWIECIE. DLA NAS POLAKÓW JEST TO POWÓD DO DUMY, BOWIEM OTO CZYMŚ WYRÓŻNIAMY SIĘ NA ŚWIECIE. PROBLEM JEDNAK W TYM, ŻE SAMI WPADAMY W JĘZYKOWE PUŁAPKI, CZASAMI NIE ZDAJĄC SOBIE Z TEGO SPRAWY. Nasz język ewoluuje, zresztą jak każdy inny, który używany jest powszechnie. Jest podatny na czynniki zewnętrzne, jak np. wpływy języków obcych, w danym momencie popularnych, modnych i często używanych. W języku polskim daje się zauważyć regionalizmy, które niekiedy przybierają formę wyjątkowo oryginalną. Dziś jednak język regionu powoli przechodzi do lamusa, zapomina się o nim ku rozpaczy etnografów i językoznawców specjalizujących się w tej dziedzinie naukowej. Są jednak błędy wynikające z zupełnie innych powodów. Bardzo często w grę wchodzi szybkie porozumiewanie się, w tym pisanie np. sms-ów, maili, czy używanie komunikatorów z portali społecznościowych lub aplikacji. Jednakże podstawowym problemem, który wpływa na jakość naszego języka, jego używanie, dobieranie słownictwa, jest niska świadomość językowa użytkowników polszczyzny – wyjaśnia dr Agnieszka Myszka, adiunkt Zakładu Języka Polskiego Instytutu Filologii Polskiej

UR. Lapsusy przeciętnego Polaka można mnożyć. Ich przyczyną, prócz niskiej wiedzy o języku, jest także polszczyzna upowszechniana w mediach, które niejako kreują nasz język, dodają do niego ubarwień, a które – co się często zdarza – nie mają nic wspólnego z poprawną polszczyzną. Nie można też wykluczyć istotnego czynnika, jakim jest język wielu polityków, tak chętnie wypowiadających się we wszelkich możliwych mediach. Błędy są różne: fleksyjne, gramatyczne, stylistyczne oraz takie, które wynikają z braku kompetencji komunikacyjnej: są to wypowiedzi nieadekwatne do sytuacji lub przeżytego momentu. Błędy językowe mogą być rezultatem gry słów, tzw. adideacji, a więc kojarzenia ze sobą słów podobnie brzmiących, a jednak różnych pod względem znaczenia, np. „bynajmniej” – „przynajmniej” – kontynuuje dr Myszka. Dochodzi również do sytuacji, którą językoznawcy określają mianem kontaminacji. To zjawisko polegające na skrzyżowaniu dwóch jednostek języko-

wych lub ich fragmentów, w wyniku czego powstaje nowa jednostka językowa, często błędna, np. „w każdym bądź razie” jako skrzyżowanie „bądź co bądź” i w „każdym razie” – wyjaśnia dr Myszka. Istnieją błędy, które już na pierwszy rzut oka rażą słuchaczy. Przykładem niech będzie odmiana słowa „lubić” i forma: „lubiałem”. Poprawna jest oczywiście „lubiłem”, lecz przez analogię do form typu: „chciałem” czy „umiałem” pojawia się ta błędna – tłumaczy dr Myszka. Niestety, klasycznym przykładem jest nieprawidłowe wypowiadanie słowa „wziąć” jako „wziąść”, przez analogię do „usiąść”, „wyjść”, „zjeść”. Na czarnej liście językoznawców jest także permanentne i zupełnie nielogicznie używanie terminów „ogólnie” i „generalnie”, np. „Ogólnie nazywam się Jan Kowalski”, albo: „Generalnie mieszkam w Rzeszowie, ale pracuję w Mielcu”. JAKUB PAWŁOWSKI

SUBIEKTYWNY WYBÓR NAJCZĘŚCIEJ SPOTYKANYCH BŁĘDÓW: - W każdym bądź razie – W KAŻDYM RAZIE

- W cudzysłowiu - W CUDZYSŁOWIE

- Po najmniejszej linii oporu – PO LINII NAJMNIEJSZEGO OPORU

- Włanczać - WŁĄCZAĆ

- Nadużywanie słów „GENERALNIE” i „OGÓLNIE”

- 13 grudzień - 13 GRUDNIA

- Nadużywanie słów „DOKŁADNIE”, a także wariantu

- W miesiącu wrześniu - WE WRZEŚNIU

„DOKŁADNIE TAK”

- Dwutysięczny szesnasty - DWA TYSIĄCE SZESNASTY

- Zrównywanie znaczenia słów „BYNAJMNIEJ” i „PRZYNAJMNIEJ”

- Cofać do tyłu - COFAĆ

- Wymawianie słowa „WZIĄĆ” jako „WZIĄŚĆ”

- Napewno - NA PEWNO

- Wymawianie słowa „LUBIŁEM” jako „LUBIAŁEM”

- Na prawdę - NAPRAWDĘ

- Błędne zapisywanie łacińskiego zwrotu „NOTA BENE”

- Tu pisze - TU JEST NAPISANE

pisząc go razem - Kończenie wypowiedzi pytającym „TAK” lub „NIE”

36

- Fakt autentyczny - FAKT lub WYDARZENIE AUTENTYCZNE - Pod rząd - Z RZĘDU


FILMOWE 2016

PATRZĄC INACZEJ

HITY

Nominowany do Oskara film pt. „Zjawa” z rewelacyjną rolą Leonarda DiCaprio zapewne przyciagnie do kina wielu widzów w zimowe wieczory. Legendarny podróżnik Hugh Glass, zdradzony przez towarzyszy i pozostawiony na pewną śmierć po ataku niedźwiedzia, musi stoczyć wyczerpującą walkę o przetrwanie i zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, by w końcu móc poczuć smak zemsty... Co z tego wyniknie? Dowiemy się już 29 stycznia. W lutym warto zarezerwować bilety na polski film „Na granicy”. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia ojca i dwóch synów, którzy przyjeżdżają w Bieszczady, aby ułożyć sobie relacje po niedawnej rodzinnej tragedii. Na 26 lutego zapowiedziano premierę filmu „Ojcowie i córki” z Russellem Crowe w roli głownej. Historia znanego pisarza, który zostaje wdowcem i przechodzi załamanie nerwowe. Wiele lat później jego córka usiłuje odbudować więź z ojcem. Poczatek marca zapowiada sie komediowo, a to za sprawą filmu „Zoolander” z Benem Stillerem i Owenem Wilsonem w roli głownej. Nie zabraknie też dobrych filmów sensacyjnych jak np. „Wstrząs” z Willem Smithem i Alekiem Baldwinem. 1 kwietnia będziemy widzami starcia dwóch superbohaterów - do kin wchodzi „Batman vs Superman: Świt sprawiedliwości”. Superman przybywa do Gotham, prowokując walkę z rycerzem miasta - Batmanem. W tym roku będziemy mieli także okazję spotkać się w kinie z Tarzanem.

UBIEGŁY ROK BYŁ REKORDOWY - 822 MLN ZŁ WPŁYWÓW Z BILETÓW. TO ZA SPRAWĄ KASOWYCH FILMÓW, KTÓRE PRZYCIĄGNĘŁY DO KIN MILIONY WIDZÓW. A JAKI BĘDZIE TEN ROK? ZAPOWIADA SIĘ JESZCZE LEPSZY, BO PRZED NAMI WIELE, WIELE BARDZO DOBRYCH PREMIER FILMOWYCH. Jego kolejne przygody w filmie pt. „Tarzan: Legenda” w gwiazdorskiej obsadzie gwarantują moc wrażeń. Do kina wraca też Frankenstein w filmie pt. „Victor Frankenstein” w roli glównej Daniel Radcliffe. Poznamy również kolejne losy Alicji z Krainy Czarów. Tym razem stanie po drugiej stronie lustra. W filmie nie zabraknie oczywiście Johnnego Deppa. Zapowiedziano też wiele filmów dla dzieci i całych rodzin jak choćby „Kung Fu Panda 3 (w kwietniu), „Monster Truck”, „Angry Birds” ( w maju), „Gdzie jest Dory” (w czerwcu), „Epoka Lodowcowa 5: Mocne uderzenie” (w lipcu). Zebrała KATARZYNA MICAŁ


39 LIFESTYLE MUZYKA


ART&DESIGN

MICHAŁ DROZD W FOTOGRAFII MICHAŁA DROZDA NIE MA MIEJSCA NA GLAMOUR. MÓWI O TYM SAM TYTUŁ JEGO NAJNOWSZEJ WYSTAWY „RUST RIDERS”. W TYCH DWÓCH SŁOWACH ZAWIERA SIĘ CHARAKTER PRZEDSIĘWZIĘCIA. MIEŚCI W SOBIE PODWÓJNOŚĆ ROZUMIANĄ JAKO WIELOZNACZNOŚĆ I NIEJEDNOZNACZNOŚĆ. WERNISAŻ JUŻ 11 LUTEGO W DAGART GALERIE. Rzeszowska fotografia miała i ma się bardzo dobrze. To tutaj w licznych ogniskach, klubach i zrzeszeniach fotograficznych działały takie tuzy fotografiki jak Witowicz, Wygoda, Postępski czy Jawczak. To oni dawali impuls do działania młodym fotografom, powodując jednocześnie, że fotografia stała się bardzo popularnym hobby, do którego garnęła młodzież. W fotografii jest zaklęta pewna magia, bo oto za pomocą urządzenia z optyką zatrzymuje się czas na kliszy. Ponadto samemu kreuje się ten obraz, bowiem w ostatecznym rozrachunku ma być uwiecznioną chwilą zauważoną tylko przez fotografującego. Najwidoczniej temu zjawisku poddał się Michał Drozd, który również chciał kreować rzeczywistość na kliszy, a może raczej nadawać jej dozę realności widzianą tylko przez siebie.


Michał często podkreśla, że rodem jest z Rzeszowa i to z samego Staromieścia. Pytany o fotografię i jak to się w zasadzie u niego zaczęło, mówi bez skrupułów: „od oglądania albumów i publikacji, gdzie pierwsze skrzypce grały zdjęcia”. Potem wymienia z pamięci nazwiska autorów fotografii, które przyuważył będąc berbeciem: André Kertész, August Sander, Zdzisław Postępski, Jurek Jawczak i wielu innych. Można rzec, że w dzieciństwie to te nazwiska ukierunkowywały go w fotografii. Zaszczepiony fotografią realizował swą pasję pod skrzydłami wielkiego trio: Postępski, Witowicz, Wygoda. Za ich sugestiami szlifował swój warsztat, obycie ze sprzętem, postrzeganie świata jak na prawdziwego fotografa przystało. Michał do wszystkiego doszedł sam. Jest samoukiem, który skromnie powtarza, że robiąc zdjęcia przestrzega należytych zasad jakie panują w fotografii, a więc światła i perfekcyjnej ekspozycji.

Z APARATEM W RĘKU

Michał Drozd pokazywał swe prace na wielu krajowych i zagranicznych wystawach. Były to przedsięwzięcia grupowe, ale też indywidualne. Jest cenionym artystą fotografikiem w Niemczech, gdzie prezentował swą twórczość wielokrotnie w Lubece, Hamburgu i Klagenfurcie. Miał również indywidualną wystawę w Polish Museum of America w Chicago w trakcie In In Between 1945-2000 prezentacji polskiej sztuki współczesnej przygotowanej przez Andę Rottenberg i Anete Prasał. Niewiele brakło by po rozmowie z Ryszardem Horowitzem kontynuował swoją karierę w Nowym Jorku. Jednak życie ułożyło inny scenariusz. Dzisiaj pracuje w autorskim studio fotograficznym mieszczącym się w Millenium Hall. Na stałe współpracuje z DagArt Galerie oraz kilkoma galeriami we Francji, Belgii i Holandii. Po raz drugi twórczość Michała będzie prezentowana na Międzynarodowych Targach Sztuki we francuskim Lille.

FOTOGRAFIA MA SIĘ DOBRZE

Choć pierwsza fotografia powstała w latach 20. XIX w. we Francji, to jej droga do prestiżowego rynku sztuki była bardzo długa. W świecie sztuki na dobre zaistniała dopiero w latach 70. XX w. Do tego czasu funkcjonowała głównie w ramach reportażu, dokumentalistyki. Natomiast od lat 90. XX w. stała się nierozerwalną częścią rynku sztuki, świętując swój spektakularny rozwój. Z kolei pod koniec lat 90. i na początku XXI w. to 140% wzrost zysków sprzedaży fotografii, oznaczający 2% udział w światowym rynku dzieł sztuki tego młodego medium. Mimo iż w pierwszej dekadzie XXI w. cyfryzacja oraz rozwój Internetu przyczyniły się do spadku cen fotografii, to już w roku 2011 zaobserwowaliśmy oszałamiające rekordy sprzedaży. W tymże roku fotografia Andreasa Gursky’ego „RHEIN II” z 1999 r. została sprzedana za astronomiczna kwotę 3,1 mln euro. Całkowitym zaskoczeniem była rekordowa sprzedaż zdjęcia Petera Lika „Fantom” za 5,3 mln euro. Na tle europejskiego rynku sztuki Michał Drozd jest jednym z najciekawszych polskich artystów.

JEŹDŹCY PRZYSZŁOŚCI

Najnowszy projekt fotograficzny Michała Drozda „Rust Riders” jest konsekwentną kontynuacją jego dotychczasowej pracy artystycznej. Zarówno płaszczyzna estetyczna jak i symboliczna „Riders’ów” oddaje dekadencki obraz świata według Drozda. Fotografie przedstawiają groteskowych bohaterów wśród teatralnych rekwizytów, przypominając nam malarskie wizje surrealistów. Piękny koloryt, miękkość światła stanowią kontrast do ekscentrycznej wymowy prac artysty. Wystawa będzie prezentować 30 fotografii, wśród których pojawią się również po raz pierwszy wielkoformatowe, kolorowe wydruki. Wernisaż wystawy odbędzie się w czwartek 11 lutego o godz. 18:30.

JAKUB PAWŁOWSKI

41

ART&DESIGN

CHŁOPAK ZE STAROMIEŚCIA


RECENZJE

NAJLEPSZE

PŁYTY 2015 ROKU

MINIONY ROK W MUZYCE NIE OBFITOWAŁ MOŻE W ALBUMY SPEKTAKULARNE I PRZEŁOMOWE, CO NIE ZMIENIA FAKTU, ŻE UKAZAŁO SIĘ SPORO DOBREJ MUZYKI. PONIŻEJ ZESTAWIENIE PIĘCIU PŁYT JAKIE UKAZAŁY SIĘ W UBIEGŁYM ROKU, KTÓRYM WARTO POŚWIĘCIĆ WIĘCEJ UWAGI, BO BEZ CIENIA WĄTPLIWOŚCI NA TO ZASŁUGUJĄ. KOLEJNOŚĆ ALFABETYCZNA.

KENDRICK LAMAR To Pimp A Butterfly Prawdziwy muzyczny amalgamat. Szlachetny stop, w którym esencja hip-hopu rozpuszcza się w ponadgatunkowych poszukiwaniach, nie rozmiękczając ani na chwilę mocy przekazu. Aranżacyjny majstersztyk, chociaż pierwszemu odsłuchowi może towarzyszyć uczucie nadmiaru. Ważny album.

42

D’ANGELO AND THE VANGUARD Black Messiah

HERBERT The Shakes

LEPROUS The Congregation

TESSERACT Polaris

Co prawda płyta ukazała się w ostatnich dniach grudnia roku 2014, ale z oczywistych względów musiała wylądować w tym zestawieniu. Recenzję znajdziecie w 73 numerze Day&Night (marzec 2015).

Jeden z największych mistrzów nowoczesnej elektroniki powraca z albumem po brzegi wypełnionym kunsztownymi piosenkami, uplecionymi z żywej tkanki kolorowych dźwięków. Ten misterny muzyczny kolaż zdaje się pulsować swoim własnym życiem, a każdy z utworów przypomina skończony mikrokosmos. Wyrafinowane muzyczne danie.

Zimowa depresja w wydaniu progresywnym. Norwegowie na swoim czwartym albumie wykrystalizowali w pełni swoją artystyczną tożsamość, stawiając na niezwykle przemyślane i precyzyjne kompozycje. Recenzja The Congregation w numerze 76 D&N (czerwiec 2015).

Świeże spojrzenie na cięższe granie. Młodzi Anglicy z niemal popowym feelingiem eksplorują estetykę matematycznego djent’u, zanurzając kompozycje w ambientowe przestrzenie. Pełna recenzja w 81 numerze D&N (grudzień 2015).

DANIEL KOWALCZYK


RECENZJE

KSIĄŻKA Maria Wilczek – Krupa KILAR. GENIUSZ O DWÓCH TWARZACH Wydawnictwo Znak , Kraków 2015

Niedawno na księgarskim runku ukazała się pierwsza pełna biografia wielkiego kompozytora Wojciecha Kilara. Książka ważna dla Rzeszowa, bo właśnie tutaj Wojciech Kilar rozpoczynał przygodę z kompozycją, a jego zażyłość z miastem zaowocowała tytułem Honorowego Obywatela Miasta Rzeszowa. Jego imię nosi też rzeszowski Zespół Szkół Muzycznych nr 2. Książka Marii Wilczek – Krupy, to barwna, wciągająca opowieść o kompozytorze, ale też o wielowymiarowym i pełnym sprzeczności człowieku. Dowiadujemy się, jak zmieniał się Wojciech Kilar od czasów młodości i niekończących się balang w Krakowie czy Paryżu, aż do okresu głębokiej pobożności. Przeczytamy, dlaczego miał słabość do szybkiej jazdy samochodem i wszelkiego rodzaju gadżetów, dlaczego kochał koty i cenił sobie przyjaźnie z lekarzami i księżmi. Poznamy głęboką miłość i zażyłość, jaka łączyła Kilara z żoną. Jeżeli chodzi o aspekt muzyczny, to historia wielkiego i wszechstronnego kompozytora muzyki współczesnej, ale również, a może przede wszystkim, filmowej. Jak zareagował Wojciech Kilar, kiedy zadzwonił do niego Francis Ford Coppola z propozycją napisania muzyki do „Draculi”? Jak wielką tremę miał przed premierowym wykonaniem „Krzesanego”, który zrywał z trendem atonalnych utworów podczas Warszawskiej Jesieni? O tym wszystkim i o wielu innych interesujących sprawach związanych z życiem i twórczością Wojciecha Kilara przeczytamy w książce „Kilar. Geniusz o dwóch twarzach”. Zdecydowanie polecam.

BARTŁOMIEJ SKUBISZ

43


11 lutego (czwartek) Filharmonia Podkarpacka Gala najpiękniejszych arii operetkowych. Początek 19:00.

Pod Palmą Koncert formacji Strachy na Lachy. Początek 20:00.

13 lutego (sobota) LUKR Walentynkowa noc w LUKR. Muzyka: dj Delight i Mj. Sax. Początek 21:30.

14 lutego (niedziela) Teatr MY Spektakl „Single po japońsku”. Początek 16:00.

Teatr im. Wandy Siemaszkowej Spektakl „Mój boski rozwód”. Początek godz. 20:00.

Kino Helios Nocne maratony filmowe.

12 lutego (piątek) LUKR Walentynkowy koncert: Kortez. Początek 21:00.

44

Kula Bowling&Club Walentynki. Święty Walenty rozdaje prezenty. Niespodzianki na barze. Wstęp od 21:00.

17 lutego (środa) Kula Bowling&Club Kicz Party, czyli impreza z przymrużeniem oka. Początek godz. 21:00.


19 lutego (piątek) Kino Zorza Balet Bolszoj w Zorzy: Giselle. Początek godz. 16:45.

21 lutego (niedziela) Kula Bowling&Disco Studencki Czwartek. Przez cały dzień 50% rabatu na kręgle.

26 lutego (piątek)

Kula Bowling&Disco Pokaz barmański Dream Flair. Wstęp wolny.

LUKR Trasa koncertowa Dawida Podsiadło „Son Of Analog” promująca płytę Annoyance And Disappointed. Początek 21:00.

Kula Bowling&Disco Kula Disco. Wszystkie odcienie disco w Kuli. Początek godz. 21:00.

Vinyl Koncert Lily Hates Roses. Początek 19:00.

27 lutego (sobota) LUKR Dj Dźwięk Owns Lukr. Początek godz. 21:30.

22 lutego (poniedziałek) Kino Helios Kino Kobiet. Seans „Moje córki krowy”.

16 marca (środa) 28 lutego (niedziela)

LUKR Kazik&Kwartet ProForma. Początek 21:00.

Teatr im. Wandy Siemaszkowej Premiera spektaklu „Coś w rodzaju miłości”. Początek godz. 18:00.

5 marca (sobota) LUKR Noc Kobiet z Misterem Polski: Rafałem Jonkieszem. Początek 21:00. Life House Koncert Urszuli – jednej z najbardziej znanych artystek w Polsce. Początek 19:00.

45


GRATISY Dla 4 osób pojedyncze zaproszenia na dowolny seans. Zadzwoń 22 czerwca Dla pięciu osób o godz. 12. zaproszenie na Festiwal Pizzy w Pizza Hut w Millenium Hall. Zadzwoń 22 lutego o godz. 12.

Dla 5 osób pojedyncze zaproszenia – kino w Galerii Rzeszów oraz dla 5 osób pojedyncze zaproszenia – kino przy ul. Powst. Warszawy. Zadzwoń 22 czerwca o godz. 12. Dla 5 osób vouchery na godzinę gry w kręgle oraz dla 5 osób vouchery na godzinę gry w bilard. Zadzwoń 22 lutego Dla 4 osób podwójne bilety o godz. 12.

na dowolny seans w kinie. Zadzwoń 22 czerwca o godz. 12.

Tel.

17 77 00 715

JEDNA OSOBA MOŻE WZIĄĆ UDZIAŁ TYLKO W JEDNYM KONKURSIE RAZ NA KWARTAŁ. W CELU ODBIORU DANEGO GRATISU NALEŻY PRZEDSTAWIĆ DOWÓD TOŻSAMOŚCI.

Dla 5 osób okulary przeciwsłoneczne pilotki marki DRACO. Zadzwoń 23 czerwca o godz. 12.

Dla 5 osób vouchery na godzinę gry w kręgle oraz dla 5 osób vouchery na godzinę gry w bilard. Dla 3 osób Dla 4 osób Zadzwoń 22 czerwcadowolna duża pizza pojedyncze (do odbioru w zaproszenia o nagodz. 12. dowolny seans. Zadzwoń 22 lutego o godz. 12.

Dla 1 osoby Dla 3 osób 10 30 ml. duża avocado pizza Palermo, minutowe przejazdyDla 5 osóbolejek Dla 2 osób gokartem do zrealizowania w błyszczyk pizzerii Makeup Revolution lokalu). Zadzwoń Zadzwoń Atlantyda. lutego12. 23 lutego 24 lutego Zadzwoń 24Zadzwoń czerwca 24 o godz. Dla dwóch osób bezpłatna o godz. 12. o godz. 12. o godz. 12.

Dla 3 osób duży (360 ml) płyn do soczewek kontaktowych AO SEPT Plus. Zadzwoń 22 czerwca o godz. 12. Dla 5 osób pojedyncze zaproszenia - kino w Galerii Rzeszów oraz dla 5 osób pojedyncze zaproszenia - kino przy ul. Powstańców Warszawy. Zadzwoń 23 lutego o godz. trzech 12. Dla pierwszych osób

dowolna, duża pizza. Zadzwoń 23 czerwca o godz. 12.

regulacja brwi. Zadzwoń 23 czerwca o godz. 12.

Dla 3 osób darmowe zaproszetrzech Wellness & nie na relaksDla w Strefie pierwszych osób w ŚwilSPA Hotelu Nowy Dwór zaproszenie na dwa czy + darmowa dermokonsultadarmowe treningi pilates cja kosmetyczna. Dla 5 osób – 50 od FIT HOUSE. % rabat na nielimitowane wejZadzwoń ście do Strefy 23Wellness lutego & SPA. Dla 5 osób – 20% rabat12. na wszystkie o godz. zabiegi z cennika. Zadzwoń 24 czerwca o godz. 12.

Dla 3 osób darmowy wstęp do pokoju wiedzy Life Escape Room. Dla 3 osób 30% rabatu na wejście. Dla dwóch Zadzwoń 24 czerwca o godz. 12. pierwszych osób darmowy scaling. Dla dwóch kolejnych 50% rabatu na scaling. Zadzwoń 24 lutego o godz. 12.

Dla 3 osób duża dowolna pizza (do odbioru w lokalu). Zadzwoń 24 czerwca o godz. 12.


47 LIFESTYLE


Magazyn Day&Night | Styczeń/Luty 2016 | nr 82 | Na okładce Dawid Podsiadło  

Bezpłatny, lifestyle'owy miesięcznik. Wydanie styczeń/luty 2016

Magazyn Day&Night | Styczeń/Luty 2016 | nr 82 | Na okładce Dawid Podsiadło  

Bezpłatny, lifestyle'owy miesięcznik. Wydanie styczeń/luty 2016

Advertisement