Page 1

1


NR

110

daniel porada. hołd kobiecie, renesans i botticelli

08

58. muzyczny festiwal w łańcucie

12

kill me with the music

18

akrobatyka i taniec. sukcesy weroniki blahaczek

26

FOTO MIESIĄCA 6

MUZYKA 18

GOŚĆ WYDANIA 8 Artysta Daniel Porada. Hołd kobiecie, renesans i Botticelli

Kill me with the MUSIC Magiczny Rzeszów Miłosza Pękali Rzeszów na koncertach The Prodigy

PO RZESZOWSKU 10

PODRÓŻE 22

Przegląd rzeszowskich murali 58. Muzyczny Festiwal w Łańcucie

Klimat Pragi jest dla każdego

RECENZJE 32

MODA 24

Schaitter. Bohater najnowszego filmu animowanego Płyta, książka

Sukcesy Weroniki Blahaczek Biało-czerwony alarm

FOOD&DRINK 30 Fit nowinki hit wiosny

COOLTURALNIE 12 Wielkanoc kontra Europa „Sonia” Magdaleny Louis komentarzem otaczającej nas rzeczywistości?

4

Neony wiosny

SPORT 26

GRATISY 34


Redaktor naczelna mariola szopińska-SĄDEK

Kreacja i rola kobiety w literaturze i sztuce prezentowane są od wieków. Kobieta bywa ukazywana wieloaspektowo, budzi emocje. Na składaniu jej osobistego hołdu w swoich pracach skupia się artysta-malarz, a prywatnie również nasz redakcyjny grafik, Daniel Porada. Jego obrazy to zachwyt kobietą za jej cechy fizyczne i mentalne, jej urok, wdzięk i kanon piękna, który reprezentuje. A wszystko to zamknięte w konkretnym, a zarazem symbolicznym kontekście i utrzymane w duchu renesansu. Zapraszam nie tylko do lektury, ale też podróży po wirtualnej galerii prac Daniela Porady (str. 8). Sztuka nie jedno ma imię. A ulica może być najlepszą widownią. W aktualnym numerze Day&Night kontynuujemy także barwny temat rzeszowskich murali, które coraz gęściej zakorzeniają się w tkance miejskiej, nierzadko zmieniając przy tym zupełnie klimat i otoczenie murów, które zdobią. Murale mają wielką siłę rażenia, mogą opowiedzieć niejedną historię, nawiązywać do konkretnych wydarzeń lub być na nie reakcją. Takiej sztuki potrzebujemy w jak największej dawce (str. 10). Kolejną dziedziną, którą przyjmować należy tylko w dużych dawkach, jest dobra muzyka. A taką będzie można usłyszeć na żywo podczas 58. już edycji Muzycznego Festiwalu w Łańcucie, której inauguracja odbędzie się już 11 maja (str. 12). Wcześniej jednak będziemy celebrować Wielkanoc, mierząc się z jej europejskim wymiarem. W myśl zasady Włochów „Natale con i suoi, Pasqua con chi vuoi”, czyli „Boże Narodzenie spędzaj z rodziną, a Wielkanoc z kim chcesz”. A jak jest w pozostałych zakątkach Europy? Zapraszam do lektury (str. 14). W #110 numerze Day&Night dotykamy również tematów ważnych i aktualnych w rozmowie z autorką Magdaleną Louis (str. 16), robimy muzyczne podsumowanie (str. 18), podróżujemy po Pradze (i zabieramy Was ze sobą) – str. 22, opisujemy romans wiosny z neonami (str. 24), podziwiamy umiejętności Weroniki Blahaczek (str. 26), alarmujemy Was o sportowych nowinkach (str. 28) i tymi z dziedziny fit propozycji kulinarnych także (str. 30), by finalnie zabrać Was na seans najnowszego filmu animowanego „Sklep Shaittra” (str. 32). Czasami trzeba zrobić krok w tył, by zobaczyć nową perspektywę i później wykonać dwa do przodu. Pędząc za nowym, przygotowujemy Was także na wprowadzenie zmian w filozofii i formule naszego magazynu, która może Was zaskoczyć w przyszłości. Na to liczymy i życzymy Wesołych Świąt Wielkanocnych!

NA OKŁADCE: DANIEL PORADA FOT. PAWEŁ JASKÓŁKA KONCEPCJA SESJI, OKŁADKI I EDYCJA: DANIEL PORADA

Snapchat: twitter.com/ youtube.com/ dayandnight_pl dayandnight_pl DayAndNightMagazyn www.dayandnight.pl facebook.com/ Issuu.com/ Instagram: DayAndNightMagazyn dayandnight dayandnight_pl

REDAKCJA

ZESPÓŁ REDAKCYJNY

FOTOGRAFIE

WYDAWCA

al. Kopisto 1, 35-315 Rzeszów Millenium Hall, II p., tel. 17 770 07 15 redakcja@dayandnight.pl www.dayandnight.pl www.facebook.com/DayAndNightMagazyn

Bartłomiej Skubisz Katarzyna Micał Kaja Kustra Jakub Pawłowski Daniel Kowalczyk Magdalena Sączawa

Paweł Dubiel

Media Show al. Kopisto 1 35-315 Rzeszów

REDAKTOR NACZELNA Mariola Szopińska-Sądek

BIURO MARKETINGU I REKLAMY marketing@dayandnight.pl tel. 661 852 710

SKŁAD Daniel Porada

KOREKTA Mirella Curzytek

MAGAZYN BEZPŁATNY NR 110 ISSN 1689 - 6610 www.dayandnight.pl

WSPÓŁPRACA Anna Tomczyk Paweł Paczocha

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo adiustacji i skracania tekstów. Wydawca zastrzega sobie prawo odmowy zamieszczenia reklamy lub ogłoszenia, jeżeli ich treść lub forma będzie sprzeczna z linią programową i interesem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego). Wszelkie prawa zastrzeżone.

5


DZIAŁO SIĘ

KONCERT ANI KARWAN W KLUBIE LUKR 30 marca Koncert Ani Karwan, gościa #109 okładki i wydania Day&Night, dostarczył intensywnej dawki muzycznych doznań zgromadzonej publiczności. Tego samego dnia, kilka godzin przed występem na żywo artystka spotkała się z fanami w salonie Empik w Millenium Hall. Ania Karwan w rozmowie z Day&Night mówiła: „Zależało mi na stworzeniu dobrych kompozycji z przesłaniem. Chciałam, żeby po wysłuchaniu tej płyty odbiorca miał poczucie, że zabrałam go na tę niecałą godzinę w swój świat, w którym mógł się spotkać nie tylko ze mną, ale też sam ze sobą i swoimi emocjami”, z pewnością spełniła postawione samej sobie zadanie, gdyż koncertowa sala LUKR była wypełniona po brzegi zasłuchanymi w emocjonalnym przekazie muzycznym Ani fanami. Artystka na żywo wykonała utwory pochodzące z jej debiutanckiej płyty. fot. Agnieszka Koterba

II RZESZOWSKA MANIFA 16 marca Tegorocznym hasłem II Rzeszowskiej Manify było: „Nie ma feminizmu bez solidarności. To my jesteśmy rewolucją”. W Manifie wzięło udział około 70 osób nie tylko z Podkarpacia, ale również z Łodzi i Krakowa. Manifa rozpoczęła się na początku al. Lubomirskich.


12. PKO Półmaraton Rzeszowski 7 kwietnia Rekordowa liczba zawodników, bo aż 1872 wzięło udział w 12. PKO Półmaratonie Rzeszowskim. Pierwszy na mecie był Bohdan Semenowycz z czasem 1:05:26. Wśród kobiet zwyciężyła Matebo Ruth Chemisto z wynikiem 1:17.36, natomiast Gukla Bratkowice Korzeniowski.pl zwyciężyła w rywalizacji sztafet z czasem 1:09:06. fot. Agnieszka Koterba

BASIA OLEARKA NA PARIS FASHION WEEK 5 marca Kolekcja UNITY by Basia Olearka premierowo zaprezentowana została podczas rzeszowskiego wydarzenia łączącego modę ze sztuką, które miało miejsce w przestrzeniach Millenium Hall. Pokaz zgromadził tłumy. Kolejno kolekcja UNITY Basi Olearki, gościa #104 wydania i okładki Day&Night, została zaprezentowana w Le Salon des Miroirs podczas Fashion Week w Paryżu. W pokazie przedstawionych zostało 15 sylwetek damskich i męskich. W kolekcji nie zabrakło skórzanych sukienek z prześwitami, które stały się już znakiem rozpoznawczym marki Basia Olearka. W pokazie zaprezentowano także drewniane torebki rzeszowskiej marki K.Paluch oraz biżuterię Tiger Bite. Partnerem pokazu Basi Olearki w Paryżu była Polska Sieć Sklepów Spożywczych FRAC.


GOŚĆ WYDANIA

Fot. Paweł Jaskółka

hołd kobiecie, renesans i botticelli.

KOBIETA POSTAWIONA NA PIEDESTALE. SKŁADANIE JEJ OSOBISTEGO HOŁDU ZA JEJ CECHY FIZYCZNE I MENTALNE, A WIĘC ŁAGODNOŚĆ I WDZIĘK. TO WSZYSTKO ZAMKNIĘTE W ZMYSŁOWOŚCI RENESANSU, CZASEM JEDNAK Z DOMIESZKĄ WPŁYWÓW PÓŹNEGO ŚREDNIOWIECZA, Z WSZYSTKIMI WYSTĘPUJĄCYMI WTEDY MOTYWAMI I ZACHOWANIEM KANONU WÓWCZAS OBOWIĄZUJĄCEGO. TAKIE JEST MALARSTWO DANIELA PORADY.

Dlaczego kobieta w twórczości? No cóż, mógłbym Ci po prostu odpowiedzieć – a dlaczego nie?, ale odpowiedź ma głębszy sens. Ja uważam kobiety za istoty, które są dużo bliżej doskonałości niż mężczyźni. I to na wielu, o ile nie na wszystkich płaszczyznach ludzkiej aktywności. Jest tylko jedna przestrzeń, w której mężczyzna góruje nad kobietą. To siła fizyczna. Ale ta przestrzeń kompletnie mnie nie interesuje. Jestem zwolennikiem rozwiązywania problemów dzięki mądrości i łagodności, co jest domeną żeńskiej części rodzaju ludzkiego. Krótko mówiąc, u kobiet znajduję tych cech dużo więcej. Ich istnienie daje światu znacznie więcej pozytywnej i życiodajnej energii. Jestem przerażony,

8

ile zła na świecie dokonała męska ambicja i jej urażona duma. Taki świat, jaki do tej pory mężczyźni nam fundowali, mnie nie interesuje. Kocham kobiecą łagodność. Na koniec mogę dodać, że ciało kobiety jest największym arcydziełem boskiego stworzenia. Dlatego kobieta – bo chcę pokazywać piękno świata i nim zarażać innych. Moja twórczość to mój osobisty hołd oddany Kobiecie. Często w Twoich obrazach widzę powtarzające się motywy zwierząt. Dlaczego? Skąd to? Zwierzęta na moich obrazach mają symboliczny charakter. Są częścią otaczającego kobietę świata. W symbolicznej interpretacji


mojego malarstwa, zwierzęta zawierają w sobie cały żyjący wszechświat, w którym jest kobieta. Na obrazach moich spotkać można przeróżne postaci. Ale - co jest ważne - każde z nich płeć piękna jest w stanie oswoić, sprawić, by nawet tygrys stał się przyjaznym kotem. Choć nie zawsze tak jest, czasem jakiemuś zwierzakowi nie przypisuję żadnej symbolicznej roli, czuję podświadomie, że takie, a nie inne, musi się znaleźć w danym miejscu i takie maluję. Powtarzać tego nie muszę, ale w Twoich obrazach ewidentnie zauważalne są style widoczne w malarstwie późnego średniowiecza i renesansu. Co fascynuje Cię w tych epokach, a szczególnie w renesansie? Sznyt tej epoki, a może coś głębszego? Na wykształcenie się mojego stylu bezsprzecznie miała wpływ estetyka późnego średniowiecza czy renesansu. To jest paradoks, ale od średniowiecza do XX wieku nie widzę bardziej współczesnego malarstwa niż późnośredniowieczne. Jego prostota, syntetyzm, konturowy charakter z bardzo wyraźnym i dominującym rysunkiem w warstwie formy. W moim odczuciu, w kontekście formy, pop-artowi XX wieku jest bliżej do malarstwa wczesnego renesansu, niż np. do polskiego koloryzmu z XX wieku, który totalnie zawojował polskie malarstwo i często do dziś możemy go spotkać w galeriach. Dla mnie koloryzm jest dużo bardziej archaiczny niż sztuka XV wieku. Dodatkowo, w sensie semantycznym, renesans jest bliski współczesności, bo otwiera się na ciało człowieka, na jego potrzeby i nie wstydzi się tego pokazywać i o tym mówić.   Jak podchodzisz do negliżu, motywu dość często widocznego w Twojej twórczości? Czy jest on nierozerwalnie związany z feministyczną stroną tejże? Nagość nie jest dla mnie tematem tabu. Interesuje mnie człowiek w całości: jego psychika, jego duchowość, ale również jego ciało. Ciało nagiej kobiety jest bardzo piękne i chcę tę doskonałą formę uwieczniać. Nie maluję czystych aktów, obrazów, na których znajdowałaby się tylko kobieta. Zawsze pokazuję ją w jakimś konkretnym, symbolicznym kontekście. Bo oprócz tego, że pokazuję, iż kobieta ma doskonałe ciało, to chcę dodatkowo w obrazie przemycić pewną symboliczną treść.

Lubię, gdy obraz prowokuje nas do myślenia, otwiera naszą wyobraźnię, zmusza nas do skojarzeń. Nie interesują mnie obrazy czysto formalne, gdzie malarz maluje jedną kreską przez całe życie albo bawi się formami geometrycznymi. Malarstwo abstrakcyjne to nie moja bajka. Czy taktownym jest zadać Ci pytanie o inspiracje twórczością jakichś konkretnych autorów? Np. osobiście widzę tutaj wpływy Dürera i Rafaela Santiego... kogoś pominąłem? Pominąłeś gościa, którego zawsze kochałem i który miał chyba największy wpływ na ukształtowanie się mojego stylu. To oczywiście Sandro Botticelli. Jego żywot przypada głównie na 2. połowę XV wieku, ale obrazy jego, w warstwie formy, są szalenie współczesne. Wtedy być może wynikało to jeszcze z niedostatecznego odwzorowania natury, niemniej efekt końcowy jest taki, że gdy dziś patrzymy na jego obrazy, zadziwia nas nowoczesnym rozumieniem łączenia plam, kolorów, kształtów etc. A obraz „Narodziny Wenus" uważam za - i tu nie będę oryginalny - jedno z najpiękniejszych dzieł, jakie człowiek kiedykolwiek stworzył. Znam Cię kilka lat. Głównie od strony graficznej, tj. składania tekstów, obrabiania ich w ikonografie. O swojej twórczości otwarcie mówisz od stosunkowo krótkiego czasu. Czy się mylę? Jeśli nie, to dlaczego dopiero teraz upubliczniasz obrazy? Studia na ASP skończyłem już chwilę temu. A upubliczniłem się z moim malarstwem stosunkowo nie tak dawno. A to dlatego, że pomiędzy jednym okresem a drugim zajęty byłem bardzo ważnymi sprawami, na których się musiałem skupić, i po prostu, najzwyczajniej w świecie nie miałem już czasu, by malować. Nieco czasu zajęło mi też znalezienie własnej drogi w sztuce. Dodam jeszcze, że aby uzyskać taką formę, jaka jest na moich obrazach, potrzeba nie kilku godzin czy dnia pracy, ale wielu dni czasochłonnego przykładania do obrazu pędzelka wielkości zbliżonej do numeru 0.

Rozmawiał JAKUB PAWŁOWSKI Więcej obrazów i szczegółów na: www.danielporada.pl

9


10


13


14


LIFESTYLE


www.danielporada.pl

17


FELIETON

PRZESIADKA

NA ROWER

W 2018 R. UKAZAŁ SIĘ NA ŁAMACH PISMA „DAY&NIGHT” ARTYKUŁ PT. „PRZEGLĄD RZESZOWSKICH MURALI”. JEST JEDNAK POTRZEBA, ABY POWRÓCIĆ DO TEGO ZAGADNIENIA, GDYŻ W MIEŚCIE WOJEWÓDZKIM,

przegląd Anna tomczyk Mój tata ma 88 lat i kupił sobie rower. Zawstydził mnie. On po trzech zawałach, ja zdrowa, a od lat przesiaduję za kierownicą auta. I wiecznie się spieszę i często się spóźniam. Ale z drugiej strony - czy to właśnie nie jest tak, że w mieście autem dojeżdża się wolniej niż rowerem? Pamiętam taki przypadek, kiedy moja koleżanka, zaprawiona rowerzystka – ścieżkami dla jednośladów przejechała ten sam odcinek z jednej strony Rzeszowa na drugą – szybciej, niż ja autem. Czas nadrabiała wtedy, kiedy ja stałam na światłach i w korkach. Co prawda Rzeszów nie jest jeszcze „Rowerowem” na miarę Kopenhagi czy Amsterdamu, ale zza szyb auta widzę coraz więcej fanów świeżego powietrza, wiatru we włosach i wolności w prędkości. A zatem rower…Co można robić, mając w Rzeszowie rower? – Przede wszystkim pilnować, żeby go ktoś nie ukradł – żartują moi znajomi. Ale ja widzę, że przemierzają rowerami dziesiątki i setki kilometrów po stolicy regionu i okolicy. Karolina – moja znajoma z pracy ma rower od roku. Poleca trasy nad Wisłokiem, choć tam robi się coraz tłoczniej. Z przyjemnością też jeździ do Kamionki, gdzie wyżywa się na wielce satysfakcjonujących trasach rowerowych. Takich szlaków jest pod dostatkiem, pięknych widoków też. Moja znajoma Iwona jeździ rowerem od kilku lat. Uwielbia Lisią Górę i widoki z góry Magdalenka. W każdej wolnej chwili jest w stanie wskoczyć na rower i gnać przed siebie. Ciągła zmiana miejsca, fantastyczne widoki – to właśnie jest to, co ją pociąga najbardziej. Nie cierpi nudy. Z kolei mój kolega Radek – nie boi się dłuższych dystansów. Rowerem dojechał m.in. do Tomaszowa Lubelskiego, czyli w nasze rodzinne strony. A z tras okołorzeszowskich poleca najbardziej okolice Niechobrza, Zgłobnia, Iwierzyc i Pstrągowej. Pociągają go tam przede wszystkim górki. A przecież u nas jest jeszcze Green Velo. Tam można spotkać ludzi zakochanych w wypadach rowerowych. A zatem szybki wywiad zrobiony i jasna myśl jest taka: przymusowa przesiadka na rower! A wracając do pierwszej myśli – mój tata będzie jeździł rowerem po najbliższej sobie okolicy: do sklepu, do pasieki pszczelej, może gdzieś do sąsiada czy na targ. To pokolenie przedwojenne tak ma: wyzwanie podjęte, czas dopiąć swego! Podziwam tę chęć życia i tę radość z zakupu zwykłego roweru. A zatem: Aleja Lubomirskich, Pod Kasztanami, okolice fontanny multimedialnej, cmentarza przy Targowej – czy to nie są najpiękniejsze zakątki do rowerowych wypadów w Rzeszowie? A Wy jakie polecacie?

18

rzeszowskich

MURALI część

II

Zaczyna się coś dziać, bo murali zaczyna przybywać i ten stan rzeczy jest coraz częściej zauważalny w różnych częściach naszego miasta. Wydźwięk wcześniejszego artykułu był raczej krytycznie nastawiony do poczynań miasta Rzeszowa oraz ludzi nim zarządzających w dziedzinie dawania zielonego światła na pojawianie się tej formy sztuki ulicznej. Przypomnieć należy tylko, że mural to taki fenomen, którego pojawienie się w tkance miejskiej doprowadza do jego błyskawicznego zadomowienia się w tejże. Bardzo szybko staje się nierozerwalną jego częścią, a miejsce, tudzież okolica jest z nim kojarzona bezpośrednio. Im więcej tego typu inicjatyw, tym tylko lepiej. Miasto doposażane jest w swoisty koloryt, atmosferę i klimat, który wynosi się na zewnątrz.

CO NOWEGO? W mieście, w ścisłym jego centrum, w różnych lokalizacjach, pojawiły się dwa wielkoformatowe murale. Pierwszy związany jest z Fredem Zinnemannem, o którym mieliśmy już sposobność wspominać w ubiegłym roku. Działo się tak dlatego, że w lecie odbywał się festiwal filmowy pod jego patronatem. Wtedy też utarła się najważniejsza informacja, że człowiek ten, a był genialnym filmowcem, uhonorowanym kilkoma statuetkami Oscara, przyszedł na świat w Rzeszowie, w żydowskiej rodzinie lekarza. Tuż przed rozpoczęciem festiwalu odsłonięty został mural, który przedstawia legendarnego szeryfa Coopera z filmu „W samo południe” Zinnemanna. Wielkoformatowy mural namalował Kamil Kuzko z Krakowa na kamienicy przy skrzyżowaniu Jagiellońskiej i Lisa Kuli. Drugi wielki format muralu, to ponad 150 m² ściany na kamienicy przy Kopernika 18A, tuż za Teatrem „Maska”. Mural ten przedstawia Irenę Sendlerową, najbardziej rozpoznawalną Sprawiedliwą wśród Narodów Świata w kraju i zagranicą, osobę, która podczas okupacji niemieckiej, kierując referatem dziecięcym w „Żegocie”, uratowała 2500 dzieci żydowskich. Mural powstał z inicjatywy markowskiego Muzeum Polaków Ratujących Żydów w związku z ubiegłorocznym 2018 Rokiem Ireny Sendlerowej. Jest to jeden z największych murali w mieście, w lokalizacji świetnie korespondującej z działalnością jego bohaterki. To część Rzeszowa, gdzie niegdyś funkcjonowało getto. Mural wykonał Kamil Kuzko według projektu Mateusza Kołka.

INNE NOWOŚCI Powstawały też murale autorstwa znanego już artysty Arkadiusza Andrejkowa. Przy Naruszewicza, tuż obok wjazdu na „kolorowy most” na Wisłoku, na kompleksie budynku Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji powstały łącznie trzy murale przedstawiające ludzi pobierających wodę z miejskiej pompy. To dobre kompozycje, świetnie nawiązujące do miejsca,


Hejt

kaja kustra

Fot. Jakub Pawłowski

jakim jest firma mająca z wodą do czynienia na co dzień. Odświeżone zostały też murale na betonowych studniach kanalizacyjnych na Podpromiu. Twórcą tych charakterów jest również Arkadiusz Andrejkow. Tym razem jednak betony otrzymały twarze znanych osobistości wywodzących się jak nie z samego Rzeszowa, to z miastem i regionem miały ścisły związek. Stąd też obecność Franciszka Kotuli, Jerzego Grotowskiego, Tadeusza Kantora, Wandy Siemaszkowej, Józefa Szajny, Tadeusza Nalepy, Tomasza Stańki, Freda Zinnemanna i innych. Andrejkow jest też przyszłym twórcą muralu - reklamy, który już lada moment będzie możliwy do obejrzenia na jednej ze ścian przebudowywanej ostatnimi czasy galerii przy Placu Wolności. Pojawiły się też murale bardzo mocno nawiązujące do street-artu, gdzie pełna gama stylistyczna aż kipi. Widoczne są w tunelu rowerowo - pieszym, pod którym możemy przejechać przedostając się na drugą stronę zapory, na brzeg zalewu. Drugi, bardzo podobny stylistycznie widoczny jest w przejściu na podwórze jednej z kamienic przy Jagiellońskiej, obok skrzyżowania z Zygmuntowską. Nad Wisłokiem, nieopodal Lisiej Góry, na pylonach ujęcia wody firmy Pratt&Whitney, znajdują się murale tematyczne. To przyrodnicze malowidełka przedstawiające faunę, jaką spotkać można w całej okolicy nad Wisłokiem. Wykonali je Michał Czerko i Marek Dzięgiel.

JAKI Z TEGO WNIOSEK? Ano taki, że murali musi być jeszcze więcej i jeszcze więcej. Mural może opowiadać historię danego miejsca. Mural może być swoistą manifestacją. Mural może nawiązywać do wydarzeń. Za pomocą muralu, jak dziełem sztuki, można się wyrazić by być lepiej zrozumiałym, a szczególnie przez odbiorcę. Rzeszowie nasz drogi. Masz piękną historię, pięknych ludzi też wydałeś na świat. Masz tradycję, z której powinieneś być dumny i kulturę też. A może tak zasygnalizować obecność Żydów w mieście i dać upust emocji nad Mojrzeszowem? A może tak wreszcie Kazimierz III Wielki zaistniałby w przestrzeni miasta, a tuż obok jego pierwszy właściciel Jan Pakosławic? A może tak zasygnalizować obecność rodu Ligęzów i Lubomirskich, za których czasów miasto nad Wisłokiem liczyło się na mapie Rzeczypospolitej? Gdzie COP, gdzie sportowcy, którzy byli chlubą regionu? A może tak, skoro na próżno szukać tabliczki lub pomnika w miejscach historycznych i ważnych dla miasta, malować murale? A choćby taki Marek Czarnota, spacerujący jedną z uliczek miasta? Franciszek Kotula zerkający na swe muzeum? A może Mira Kubasińska w taneczno-muzycznym uniesieniu, porwałaby niejednego odbiorcę wprost z ulicy do big-bitowego klimatu?

„Czemu przelewasz pieniądze na schronisko? Wolisz wspierać pieski, niż pomagać ludziom w potrzebie? Dzieci w Afryce nie mają wody, a Ty robisz przelew na pieski i kotki! Wpłaciłaś pieniądze na UNICEF? A mało to u nas w kraju potrzebujących”? I tak dalej… Mówi się, że nie jesteśmy zupą pomidorową, co by nas każdy musiał lubić. Pomaganie nie dzieli się na lepsze i gorsze, sympatią nie trzeba pałać do każdego, jednak szanować opinie i wybory powinniśmy wszystkich, bez wyjątku. Oczywistość? Nie do końca. Pewna blogerka podzieliła się ostatnio ze swoimi czytelnikami historią o tym, jak przygarnęła ze schroniska psa i udzieliła mu tymczasowego domu (czyli miejsca, w którym przebywa bezdomne zwierzę do czasu adopcji). Opiekunka bardzo zaangażowała się w pomoc czworonogowi i rozpropagowaniem akcji szukania mu nowego domu, dzięki czemu znalazł się on niespodziewanie szybko. Działania Kasi spotkały się z ciepłym odbiorem, większość czytelników kibicowała jej i kudłatemu podopiecznemu. Nie zabrakło jednak, również wymierzonego w jej stronę hejtu. − Jak to tak, brać psa do domu, robić mu nadzieję, a potem porzucać? Co za bezduszność, pies się do niej przywiązał, a ona go ot tak, po kilku tygodniach wyrzuca, ta kobieta nie ma serca! Większość komentujących pewnie nie zdawała sobie sprawy, ile czasu, serca i wysiłku Kasia włożyła w całą akcję. Opiekunka zapewniła psiakowi opiekę i środki na leczenie, a co najważniejsze, oswoiła go z kontaktem z człowiekiem i przygotowała do adopcji. Nie mogła przygarnąć psa na stałe, zrobiła więc wszystko, żeby znaleźć mu możliwie najlepszy dom. Skąd więc w jej kierunku tyle przykrych słów? Cóż, hejt był, jest i będzie. Każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów i posiadania odmiennego zdania i jeśli nikogo przy tym nie krzywdzi, to wszystko jest w porządku. Jeśli jednak atakuje, krytykuje i obraża innych – to już w porządku nie jest. Nie wszystko musi nam się podobać, nie każdego musimy lubić. Czasem warto wziąć głęboki oddech, ugryźć się w język i… odpuścić. Spożytkować czas i energię na inne, bardziej pożyteczne rzeczy, niż pisanie hejtów w Internecie. Jak radzi stara sentencja, lepiej mówić dobrze, albo wcale. I tego się trzymajmy!

JAKUB PAWŁOWSKI

19

FELIETON

Z SIEDZIBĄ SEJMIKU WOJEWÓDZKIEGO, SIEDZIBĄ PREZYDENCKĄ, STAROSTWA, DELEGATURY KONSERWATORA ZABYTKÓW, LOKALNEJ KULTURY, NAUKI I SZTUKI ZACZYNA SIĘ COŚ DZIAĆ.


jakub pawłowski W życiu bywa tak, że napotyka się różne sytuacje i ludzi za nimi stojących. Tym razem natknąłem się na wcale nie tak miłe zdarzenie. Rzecz dotyczy Facebooka, na którym jak wiecie, dzieją się różne epizody. Są jednak i takie, za których pomocą możecie wyciągnąć wnioski przydatne na przyszłość. Są grupy ludzi, którzy traktują siebie jako wyrocznie, jedyne i wiarygodne źródło wiedzy, a robią to w tak nachalny sposób, że nie da się tego zignorować. Przy tej okazji stosują mechanizmy inne, jak choćby na siłę popularyzowanie jakiegoś zagadnienia, łamiąc przy tym kilka istotnych zasad, jak choćby najważniejszą… merytorykę. Oczywiście taka osoba robiąc wokół siebie niezłą zamiechę wzbudza zainteresowanie innych i osiąga swój cel, a więc traktowanie siebie jako omnibusa. W pewnym momencie tworzy wokół siebie krąg swoistych wyznawców, którzy zafascynowani są wiedzą i sposobem jej przekazywania, stają się klakierami tejże. Dodać należy, że zatwardziałymi klakierami. I można by było przejść obok tego ignorując to i owo, kątem oka tylko looknąć na ewidentne wpadki merytoryczne jedynego, nieomylnego oraz krzykacza, ale nie, nie tym razem. Nie można ignorować faktu licznych lapsusów, przeinaczeń oraz sromotnych w swym wyrazie wpadek, gdy w grę wchodzi popularyzacja, edukacja oraz rzesza niezdających sobie sprawę z tego użytkowników, wpisów hochsztaplera. Do tego jeszcze cały ten anturaż ochów, achów i echów na temat swej wiedzy, tego co to nie osiągnął i co ludzie by mieli, gdyby nie on właśnie. Przyglądając się sprawie, wyłapując jedno i drugie, zwracam wreszcie uwagę na nie. Przy tym jeszcze upominam o istocie tej metody, którą wedle mnie przejrzałem, piszę stosowny komentarz pod którymś z kolei wpisem omnibusa. Riposta przyszła błyskawicznie. Lektura jej nie pozostawia złudzeń: wszechwiedzący nadal zostaje wszechwiedzącym, w sposób mały krytykuje mnie, że jak śmiałem, stosując przy tym zasadę, że niech mnie rozdziobią kruki i wrony. O dziwo nie rozdziobały mnie, no może poza wzmożoną reakcją na komentarz - ripostę autora megalomańskich postów. Stała się rzecz inna. Ten człowiek nadal miał swoich wyznawców! Ludzie ślepo wierząc we wszystkie słowa, jakie wypadły z klawiatury jego telefonu lub komputera, wciąż jeszcze grali rolę klakierów, gorliwie i obłudnie chwaląc go, pewnie też licząc na jego poparcie.

20

przemian, jakie festiwal przechodził przez 57 lat swego istnienia, nadal zachowuje charakter muzycznego święta, docierając do coraz szerszego kręgu odbiorców. Z całą pewnością mocną wizytówką Muzycznego Festiwalu w Łańcucie jest także wyjątkowa oprawa, pozwalająca jeszcze dogłębniej aprobować 9-dniową muzyczną ucztę.

Z HISTORII FESTIWALU Bogactwo stylów i gatunków muzycznych z Polski oraz ze świata obfituje w wypełnione po brzegi nie tylko obszary przy Zamku Lubomirskich i Potockich w Łańcucie, ale także sale Filharmonii Podkarpackiej, która jest organizatorem przedsięwzięcia. I tak już po raz 58. historia festiwalu sięga pierwszych „Dni Muzyki Kameralnej”, które w 1981 r. zostały przekształcone przez ówczesnego dyrektora artystycznego, Bogusława Kaczyńskiego w „Festiwal Muzyki Łańcut”, kolejno „Muzyczny Festiwal w Łańcucie”, który obecnie cieszy się renomą w całej Polsce, a także poza jej granicami. Koncerty w ramach festiwalu odbywają się w różnych lokalizacjach, współgrających z charakterem prezentowanych dzieł muzycznych. Sala balowa Muzeum Zamku w Łańcucie, zamkowy park, Bazylika oo. Bernardynów w Leżajsku, Synagoga łańcucka, sala koncertowa Filharmonii Podkarpackiej – to niektóre z nich. Różnorodność programowa, splot monumentalnych form oratoryjnych, symfonicznych, występów orkiestr kameralnych, recitali i wieczorów słowno-muzycznych, a także nieustanny rozwój całego festiwalu, otwartość na coraz to nowsze gatunki muzyczne sprawiają, że przedsięwzięcie gromadzi publikę z Podkarpacia, Polski i świata. Do tej, podczas festiwalu występowali m.in. Adam Harasiewicz, Rafał Blechacz, Joseph Malovany, Mischa Maisky, Shlomo Minz, Andreas Scholl, legendarny tenor - Jose Carreras, Kate Liu czy Julian Rachlin. Podczas ubiegłorocznej edycji Festiwalu wystąpili m.in. Aleksandrza Kurzak i Robert Alagna, A BU czy Vadim Repin i Andrei Korobeinikov. Festiwal każdorazowo przyciąga kilkutysięczne rzesze słuchaczy. Pomimo

W PROGRAMIE 58. MUZYCZNEGO FESTIWALU W ŁAŃCUCIE Inauguracja tegorocznej edycji Muzycznego Festiwalu w Łańcucie odbędzie się 11 maja o 19:00 w Sali Balowej Muzeum Zamku w Łańcucie. Usłyszymy The King’s Singers - zespół, który powstał w 1968 r. z inicjatywy szóstki chórzystów – absolwentów King’s College UniTHE KING`S SINGERS

Fot. Rebecca Reid

FELIETON

JEDNA Z NAJURODZIWSZYCH REZYDENCJI MAGNACKICH W POLSCE PONOWNIE ZATĘTNI DOBOROWĄ MUZYKĄ. WIELOWIEKOWE TRADYCJE MUZYCZNE W POSTACI DNI MUZYKI KAMERALNEJ NA ŁAŃCUCKIM ZAMKU ZOSTAŁY ZAINAUGUROWANE W 1961 ROKU PRZEZ JANUSZA AMBROSA, BY PÓŹNIEJ EWOLUOWAĆ W MUZYCZNY FESTIWAL W ŁAŃCUCIE, KTÓRY W TYM ROKU ODBĘDZIE SIĘ PO RAZ 58. BOGATA FORMUŁA PROGRAMU SPRAWIA, ŻE WYDARZENIE CIESZY SIĘ NIESŁABNĄCĄ POPULARNOŚCIĄ NIE TYLKO W NASZYM KRAJU.

Klakierowanie

wersytetu Cambridge. Imponujący dorobek artystyczny muzyków znajduje potwierdzenie w szeregu zdobytych nagród, takich jak m.in. dwie statuetki Grammy, nagrodę Emmy, a także wyróżnienie na łamach „Hall of Fame” prestiżowego magazynu muzycznego Gramophone. Z uwagi na duże zainteresowanie zaplanowany został także dodatkowy koncert zespołu The King’s Singers 12 maja o godz. 15:00, w Sali Balowej. 18 maja publiczność będzie miała okazję oklaskiwać Krzysztofa Jabłońskiego - laureata 3. nagrody XI Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina w Warszawie (1985), a także szeregu czołowych nagród w międzynarodowych konkursach pianistycznych. Tego samego dnia w łańcuckim hotelu „Sokół” zaprezentowana zostanie twórczość Krzysztofa


Komendy - wybitnego polskiego kompozytora, twórcy muzyki filmowej i prekursora jazzu. Za aranżację odpowie zdobywca dwóch prestiżowych nagród muzycznych „Fryderyk” - Andrzej Jagodziński, pianista i aranżer mający na swoim koncie sukcesy na polskiej i międzynarodowej scenie muzycznej, który do współpracy w projekcie zaprosił najlepszych artystów polskiej i światowej sceny jazzowej: Roberta Majewskiego, Adama Cegielskiego i Czesława Bartkowskiego, przez dwa lata grającego w formacji Komedy oraz wokalistkę jazzową Agnieszkę Wilczyńską, cenioną zarówno przez miłośników jazzu, jak i krytyków muzycznych. Wielbiciele najsłynniejszego i najbardziej wyczekiwanego przez publiczność baletu wielkiego rosyjskiego romantyka Piotra Czajkowskiego –„Jezioro łabę-

(BEZ TYTUŁU)

Fot. Archiwum Filharmonii

B. NIZIOŁ

Fot. Archiwum Filharmonii

JEZIORO ŁABĘDZIE

dzie” w wykonaniu Artystów Opery Lwowskiej, z pewnością wybiorą się do Filharmonii Podkarpackiej 19 maja o godz. 18:00. W skład zespołu wykonawców wchodzą młodzi artyści, zdobywcy międzynarodowych konkursów, doświadczeni choreografowie, najlepsi tancerze Ukrainy. Dyrektorem artystycznym Baletu Lwowskiego jest wybitny artysta – Igor Chramow. 20 maja podczas kameralnego koncertu w Sali Balowej Muzeum Zamku w Łańcucie wystąpi pianistka Mara Dobresco, artystka występująca z recitalami na całym świecie, laureatka licznych międzynarodowych konkursów oraz Andrei Kivu – wiolonczelista mieszkający w Paryżu, który występował jako solista z wieloma orkiestrami na całym świecie, a na swoim koncie ma wiele międzynarodowych nagród i wyróżnień. Tego wystepu z pewnością nie przegapią wielbiciele muzyki J. S. Bacha, chociaż podczas koncertu nie zabraknie także muzyki współczesnej, awangardowej i eksperymentalnej. Andrei Kivu jest jedynym wiolonczelistą na świecie, który opracował i zagrał na wiolonczeli Sonaty i Partity skrzypcowe J. S. Bacha. Kolejnego dnia, 21 maja, również w Sali balowej zamku wystąpią artyści z Włoch. Soqquadro Italiano to grupa

narodowych konkursach skrzypcowych i jako solista występował z najlepszymi orkiestrami na świecie. Artyście towarzyszyć będzie Michał Francuz – wszechstronny i charyzmatyczny pianista i kameralista. Następnego dnia w tym samym miejscu zagra Bilkent Symphony Orchestra, czyli zespół składający się artystów z Turcji i 12 innych krajów. Orkiestrę poprowadzi Michael Maciaszczyk – skrzypek i dyrygent znany ze swoich natchnionych interpretacji i wyjątkowej wrażliwości na barwę dźwięku, a solistą koncertu będzie Krzysztof Meisinger – jeden z najbardziej charyzmatycznych młodych gitarzystów klasycznych. 24 maja, tym razem na dziedzińcu Zamku w Krasiczynie, z okazji 200. rocznicy urodzin Stanisława Moniuszki wystąpi Orkiestra Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie pod batutą Jiří Petrdlíka, który uznawany jest za jednego z najbardziej uznawanych europejskich dyrygentów swojego pokolenia. W roli solistów wystąpią najbardziej utytułowani artyści polskich scen operowych: Aleksandra Kubas-Kruk – sopran, Urszula Kryger – mezzosopran, Rafał Bartmiński – tenor, Adam Zdunikowski – tenor, Marcin Bronikowski – baryton. Koncert wypełnią najsłynniejsze arie i duety operowe. Przedostatniego dnia festiwalu w Bazylice oo. Bernardynów w Leżajsku zabrzmi monumentalna Masza h - moll J. S. Bacha. Arcydzieło muzyki dawnej zabrzmi w wykonaniu Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, Chóru Narodowego Forum Muzyki oraz solistów. Koncert finałowy odbędzie się 26 maja o 18:00 w Filharmonii Podkarpackiej. Wystąpi Piotr Beczała – jeden z najwybitniejszych tenorów lirycznych na świecie, gwiazda scen operowych. Maestria wokalna Beczały porównywana jest do głosu legendarnego Luciano Pavarottiego. Artysta wystąpi u boku Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot pod batutą Wojciecha Rajskiego.

Fot. Jean-Baptiste Millot

P. BECZAŁA

Fot. Archiwum Filharmonii

A. KIVU

MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

daniel kowalczyk Mózg jest jedynym mięśniem, którego regularne ćwiczenie nie powoduje zakwasów. Taki oto suchar przyszedł mi do głowy, kiedy siedząc w poczekalni przychodni medycznej, zacząłem od niechcenia wertować rozłożoną na stoliczku prasę dla oczekujących pacjentów. „Stoliczku, stoliczku nakryj się…”. Zamiast pożywnymi dla ciała oraz ducha wiktuałami, stoliczek uraczył mnie strawą, której konsumpcja obarczona jest ryzykiem – w najlepszym wypadku – niestrawności, zaś jej częsta konsumpcja skończyć się może wrzodami żołądka, albo nawet czymś jeszcze znacznie gorszym. Jeżeli ktoś sądzi, że do takiej konstatacji skłoniła mnie lektura periodyków o charakterze medycznym, to jest w błędzie. Nie o specjalistyczną prasę medyczną tutaj się rozchodzi, bo na stoliczku takowej po prostu nie było. Chociaż specyfika miejsca jak najbardziej uzasadniałaby taki repertuar. Tymczasem zamiast miesięcznika dla diabetyków i kwartalnika dedykowanego nadciśnieniowcom, na stoliczku zalegała gęsto prasa – jak to eufemistycznie zwykło się nazywa – bulwarowa. Poczułem dysonans poznawczy, który narastał z każdym kolejnym przeczytanym nagłówkiem. Bo oto placówka, która z definicji powinna zajmować się leczeniem oraz propagowaniem zdrowego stylu życia, zaserwowała Bogu ducha winnym pacjentom prawdziwą eksterminację szarych komórek. „Sąd uznał, że smog jej szkodził!”, „Trzy razy kazała zabić męża!”, „Emeryt królem didżejów!”, „Ostatnia taka żaba znalazła parę”, „Noc z wrogiem Kaczyńskiego”. A wszystkie te nagłówki na 1/3 strony, żeby potencjalny czytelnik dobrze zapamiętał te wszystkie rewelacje. I teraz pytanie fundamentalne; czy lud żyje tym wszystkim na co dzień i łaknie takiej lektury na łamach gazet, czy żyje tym, co jest mu właśnie serwowane? Jest to o tyle istotne pytanie, że przyszło nam żyć w społeczeństwie natychmiastowej gratyfikacji. Wszystko na być przyjemne, łatwe, nie za bardzo skomplikowane i - co ważne - musi być dostarczone natychmiast. Dlatego z informacyjnego szumu dookoła nas, ma szansę przebić się już tylko to, co najgłośniejsze, najbardziej szokujące. A przy tak potężnej ilości informacji dostarczanej przez telewizję, prasę oraz Internet, siłą rzeczy zanika nie tylko potrzeba, ale także umiejętność ich selekcji. Po co się wysilać, skoro wszystko można mieć podane na tacy… Pokolenie head down ogląda swoje życie odbite od szybek smartfonów. Pogrążone we wszechogarniającej iluzji zmierza ku horyzontowi zdarzeń odmierzanemu w gigabajtach. Świat analogowych uczuć właśnie odchodzi do lamusa.

21

FELIETON

Fot. Archiwum Filharmonii

R. MAJEWSKI, A. WILCZYŃSKA, A. CEGIELSKI, CZ. BARTKOWSKI

muzyczna założona w 2011 roku w Bolonii przez Claudio Borgianniego i Vincenzo Capezzuto. Jako jeden z najbardziej oryginalnych i innowacyjnych ensambli europejskiej sceny, zdecydowanie wykracza poza ramy stylu klasycznego. 22 maja w sali balowej zamku wystą- pi wybitny polski skrzypek o światowej sławie - Bartłomiej Nizioł. Artysta jest laureatem nagród na najbardziej prestiżowych, między-


Fot. Archiwum Day&Night

COOLTURALNIE

WIELKANOC, NAJWAŻNIEJSZE ŚWIĘTO CHRZEŚCIJAŃSKIE, W WIELU ZAKĄTKACH EUROPY CELEBROWANE JEST ZUPEŁNIE INACZEJ, NIŻ W POLSCE. ZWYCZAJE BYWAJĄ ZACHWYCAJĄCE, ZADZIWIAJĄCE, CZASAMI KONTROWERSYJNE. ŚWIĄTECZNE TRADYCJE W RÓŻNYCH ZAKĄTKACH EUROPY SĄ TAKŻE WYJĄTKOWĄ ATRAKCJĄ TURYSTYCZNĄ DLA OSÓB, KTÓRE WIELKANOC SPĘDZAJĄ POZA GRANICAMI SWOJEJ OJCZYZNY.

wielkanoc europa kontra

POLSKA VS. EUROPA Wielkanoc w Polsce to najważniejsze święto chrześcijańskie, wiążące się z silnie zakorzenionymi tradycjami katolickimi. Jednak nie tylko w naszym państwie Wielkanoc wiąże się z silnymi przeżyciami duchowymi. Celebracje związane ze świętem zmartwychwstania Chrystusa poprzedza Wielki Tydzień. Miejscem, w którym gromadzi się w tym czasie najwięcej wiernych jest Watykan i Rzym. Tam, w Wielki Czwartek, w czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej, papież myje nogi dwunastu dostojnikom kościelnym, a dzień później w Koloseum rzymskim odbywa się Droga Krzyżowa. Najważniejszym wydarzeniem związanym z obchodami Wielkanocy jest jednak msza święta na Placu Świętego Piotra w dniu Zmartwychwstania Chrystusa, podczas której papież udziela błogosławieństwa Urbi et Orbi – Miastu i Światu, a także składa świąteczne życzenia w 63 językach. Włosi nie święcą pokarmów, a symbolem świąt Wielkanocnych w ich kraju nie są jajka, tylko baranek. Dodatkowo, wielkanocny poniedziałek we Włoszech to typowy czas wyjazdów, porównywalny do polskiej „majówki”, w myśl zasady “Natale con i suoi, Pasqua con chi vuoi”, czyli „Boże Narodzenie spędzaj z rodziną, a Wielkanoc z kim chcesz”. Słynne na całym świecie są także tzw. Semana Santa w Sewilli, czyli obchody Wielkiego Tygodnia w Hiszpanii, na które składa się doroczne misterium upamiętniające mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. W tym czasie odbywa się wiele procesji trwających od rana do późnych godzin nocnych. Mroczny charakter i średniowieczny klimat to ich nieodłączna część. Uczestnicy ubrani w długie szaty i zasłaniające twarz nakrycia głowy maszerują powoli, w

rytm bębnów. Ten klimat zmienia się dopiero wraz z nadejściem Niedzieli Wielkanocnej, kiedy to trwają radosne przedstawienia i huczne pokazy tańca. Wielkanoc w Hiszpanii to nie tylko ważna tradycja, ale także atrakcja turystyczna. Egg Rolling i dobra zabawa – to główne elementy Wielkanocy na Wyspach Brytyjskich. W słynnych wyścigach jajek zwycięża ten, którego jajko potoczy się jak najdalej, oczywiście w stanie nienaruszonym, a konkretniej – nierozbitym. W Wielkanocną Niedzielę nietrudno spotkać na angielskich ulicach przebierańców w białych koszulach, słomianych kapeluszach i czerwonych pasach, tańczących w rytm żywiołowej muzyki. Na stołach króluje wielkanocna szynka pieczona i „hot cross buns”, czyli korzenne bułeczki. Nie od dziś wiadomo, że Anglicy uwielbiają biesiady w pubach – Wielkanoc to nie wyjątek od tej zasady. W Niemczech Wielki Piątek jest dniem wolnym od pracy. Tego dnia Niemcy biorą udział w nabożeństwie, a później przeżywają agapę – symboliczny posiłek, który składa się z chleba, wina oraz wody. Tradycyjnie, w Wielką Sobotę, przed kościołem rozpalane są ogniska, poświęcony zostaje także ogień. Symbolem Wielkanocy w Niemczech również nie jest jajko, tylko zajączek, a główną tradycją dedykowaną dzieciom jest urządzone przez ich rodziców wielkiego poszukiwania w mieszkaniu lub ogrodzie wielkanocnych pisanek. Nie bez powodu powstało przysłowie „Co kraj to obyczaj”. Jedno jest pewne. Bez względu na miejsce, warto spędzić święta z najbliższymi. MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK


magdaleny louis

komentarzem otaczającej nas rzeczywistości?

„Sonia” to już szósta pani powieść, tematycznie odbiegająca od wcześniejszych sag rodzinnych, za to korespondująca z ostatnią „Chcę wierzyć w Waszą niewinność”. Tematyka jest niejako komentarzem otaczającej nas obecnie rzeczywistości… Wszystkie moje powieści są komentarzem do otaczającej nas rzeczywistości i czasów, które przeminęły. Jestem pilnym obserwatorem, patrzę, słucham, analizuję, a potem piszę książkę. Rozumiem, że pyta Pani o temat, który ostatnio rozpycha się łokciami w mediach, czyli pedofilię? Tak, w „Soni” podjęłam próbę pokazania, że pewnym tragediom można zapobiec. Nie mamy wpływu na to, jak pedofil zrealizuje swoje seksualne potrzeby, gdzie zaatakuje i kogo, ale mamy wpływ na to, jak bezpieczne jest nasze dziecko. À propos otaczającej nas rzeczywistości. Temat pedofilii odbił się głośnym echem w naszym mieście za sprawą spektaklu Pawła Passiniego #chybanieja, którego premiera stanęła pod znakiem zapytania. Czy wg pani temat pedofilii to wciąż temat tabu? O pedofilii mówi się ostatnio sporo, ale wciąż w złym kontekście. Padają takie sformułowania – pedofilów trzeba leczyć, trzeba kastrować, z pedofilią trzeba walczyć, każdy ksiądz i homoseksualista to pedofil, itd. Dobrze się stało, że bezkarni dotychczas księża trafiają przed sąd, zamiast do innej parafii, że ofiary zaczynają mówić, ale to dopiero początek. O pedofilii trzeba mówić w kontekście przestępstwa, gdy w ponad 80% ofiara zna sprawcę, o przestępstwie, które ma miejsce w domu, pod samym nosem rodziców, albo w szkole, na kolonii, na lekcji, za ścianą. Pedofil to bardzo, bardzo często ktoś, kogo zna i dziecko i rodzice dziecka. Jedynie co 10 przypadek molestowania seksualnego dziecka jest zgłaszany, a i tak statystyki twierdzą, że co ósme dziecko doznaje w Polsce jakiejś formy przemocy seksualnej. Głośnym echem odbija się temat pedofilii nie tylko w przypadku duchowieństwa, ale także gwiazd show biznesu. Czy miała pani okazję obejrzeć dokument „Leaving Neverland”, w którym dwóch dorosłych już mężczyzn oskarża o pedofilię Michaela Jacksona? Takie oskarżenia, na które ofiary decydują się po latach, często już po śmierci oskarżanego, budzą spore kontrowersje w społeczeństwie. Jaka jest pani opinia na temat ujawniania tak szokujących faktów po latach? Tak. Film widziałam, a przed laty śledziłam proces Michaela Jacksona, już wtedy były zarzuty o molestowanie chłopców. Skończyło się ugodą. Nie dziwi mnie fakt, że po latach, że czekali tak długo. Tak się często dzieje, dzieci poddane procesowi „groomingu”, czyli oswajania i pozyskiwania zaufania, nie wiedzą tak naprawdę, co się z nimi dzieje, mają często ambiwalentny stosunek do swojego kata, oprócz tego są często szantażowane, potem jest wstyd, strach, że im się nie uwierzy. Jimmy Savile, brytyjski celebryta, ulubieniec BBC, ulubieniec dzieci… po roku od jego śmierci wyszły na jaw fakty o molestowaniu, liczba ofiar to setki, przez 50 lat. Wielu widziało, nikt nie reagował, bo był ważny i sławny. Jackson był bogiem w

24

Fot. Archiwum Magdaleny Louis

COOLTURALNIE

sonia

MAGDALENA LOUIS WŁAŚNIE WYDAŁA KOLEJNĄ, SZÓSTĄ JUŻ POWIEŚĆ. „SONIA” DOTYKA BARDZO POWAŻNEGO I GŁOŚNEGO MEDIALNIE TEMATU PEDOFILII. W ROZMOWIE Z DAY&NIGHT AUTORKA OPOWIADA O NOWEJ KSIĄŻCE.

tamtych czasach, a bogowie byli poza podejrzeniem. Tak jak księża. A gdzie wtedy byli rodzice? Rodzice, którzy pozwalali, aby ich dzieci spały w jednym łóżku z dorosłym mężczyzną, tylko dlatego, że ładnie śpiewa i fajnie tańczy. „Sonia” uświadamia nam, że temat pedofilii jest jeszcze szerszy, dotyczy nie tylko duchowieństwa czy gwiazd, ale zdarza się nawet w tych przysłowiowych „dobrych” rodzinach. Czy ta powieść to pani głos odnośnie tak mocno obecnego w mediach tematu? To mój głos skierowany do rodziców, którzy czuwają nad bezpieczeństwem dzieci. Ja tę książkę napisałam nie dlatego, że temat jest modny, ale dlatego, że moje doświadczenia zawodowe uświadomiły mi, jaką ważną rolę mają do odegrania rodzice i czego nie robią. Jeśli w szkole o. Salezjanów w 2012 roku ksiądz dyrektor pozwala na to, aby dziewczynki zlizywały mu pianę z kolan w ramach „otrzęsin”, a matki tych dziewczynek nie widzą w tym nic złego, ohydnego, poniżającego i zdrożnego, to powiem szczerze, trzeba jeszcze dużo więcej kampanii społecznych, żeby otworzyły się głowy. Dlaczego według pani wciąż, w tak wielu przypadkach okazuje się, że dorośli zawodzą? Odwracają wzrok od szokującego problemu, z którym borykają się dzieci? Kiedyś nie było wiedzy na ten temat, nie było nawet takiego słowa w powszechnym użytku, choć to się działo. Jeśli sprawcą jest partner czy mąż, kobieta półświadomie odwraca oczy, żeby nie musieć reagować, bo może wtedy on odejdzie? Może ją porzuci? Woli więc myśleć, że dziecko kłamie. Dzieciom kiedyś w ogóle się nie wierzyło i one to czuły, więc nie szły do mamy się poskarżyć. Poza tym, jak tu się skarżyć na kogoś bliskiego, kogoś szanowanego, kogoś znanego. Czy ta książka ma być swojego rodzaju przestrogą? Dla kogo? To jest półfikcja literacka. Chcę, żeby czytelniczki o tym wiedziały. To się wydarzyło. W „Sonii” zwraca pani uwagę na braki w monitorowaniu przestępców seksualnych w naszym kraju. Jak wygląda to w Wielkiej Brytanii? W Wielkiej Brytanii osoby skazane za czyny pedofilskie, po odbyciu kary więzienia, wychodzą na wolność, ale nie znikają ani z rejestru, ani z oczu policji. Są monitorowane i sprawdzane, muszą się regularnie meldować na posterunku, bo Anglicy dobrze wiedzą, że po odbyciu kary, to jest wciąż ten sam człowiek, z tymi samymi pragnieniami seksualnymi, które są często silniejsze od niego. Pedofilia to nie jest choroba, jaką się leczy tabletkami. Czy planuje pani temat pedofilii kontynuować w kolejnych powieściach? Nie. Powiedziałam wszystko to, co chciałam powiedzieć na ten temat. Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK


25


Fot. Rober Lasek

MUZYKA

KILl me

ZESPÓŁ MIKROKOSMOS - ZWYCIĘZCA

9 KWIETNIA W KLUBIE LUKR ODBYŁA SIĘ GALA FINAŁOWA KONKURSU „KILL ME WITH THE MUSIC", BĘDĄCEGO SZANSĄ DLA MŁODYCH ZESPOŁÓW I SOLISTÓW NA ZAPREZENTOWANIE SWOICH DOKONAŃ SZERSZEJ PUBLICZNOŚCI. FINAŁOWĄ GALĘ UŚWIETNIŁ KONCERT ZESZŁOROCZNYCH LAUREATÓW - CLOCKWORK MIND ORAZ KRÓTKI WYSTĘP WOKALISTKI ALEKSANDRY TOCKIEJ, KTÓRA OPRÓCZ ZASIADANIA W JURY, PRZEPROWADZIŁA Z FINALISTAMI WARSZTATY WOKALNE.

with the MUSIC w LUKRze.

W tym roku miała miejsce już 6. edycja konkursu organizowanego przez Samorząd Studencki Politechniki Rzeszowskiej. Tegoroczną edycję wygrała krakowska grupa Mikrokosmos prezentująca piorunującą odmianę funku. 2 miejsce zajął rzeszowski rockowy zespół Audioties. 3 miejsce przypadło formacji RoseMerry. Dziką kartę od organizatorów uprawniającą do występu na rzeszowskim Rynku podczas inauguracji Juwenaliów otrzymał zespół Fever. Wśród wokalistek i wokalistów prym wiódł David Wojtoń, któremu udało się również zwyciężyć dwa lata temu. Drugie miejsce zajęła Justyna Jarząbek a trzecie Rafał Hryniak. Tradycyjnie finał został poprzedzony eliminacjami, które odbywały się 2 i 3 kwietnia, również w klubie LUKR w Centrum Kulturalno-Handlowym Millenium Hall, które zostało partnerem głównym konursu. Zarówno eliminacje, jak i finał były otwarte dla publiczności, dodatkowo z darmowym wstępem.

Fot. Krystian Telesz

- Projekt Studenckiego Konkursu Piosenki „Kill me with the MUSIC” powstał w 2014 roku na Politechnice Rzeszowskiej jako inicjatywa

ówczesnej dyrygent Chóru PRz – p. Justyny Szeli-Adamskiej, Studium Języków Obcych PRz oraz Samorządu Studenckiego PRz. Konkurs został po raz pierwszy zrealizowany jako jeden z projektów Tygodnia Kultury i Nauki PRZODEM XXI Rzeszowskich Juwenaliów. „Kill me with the MUSIC” powstało z myślą o młodych, utalentowanych muzycznie osobach, które pozostały jeszcze nieodkryte i nieznane wśród szerszej publiczności. Najważniejszym celem Konkursu jest niezmiennie odnajdywanie „nieoszlifowanych diamentów” i wsparcie ich muzycznego rozwoju – wyjaśnia Justyna Bryk ze sztabu organizacyjnego Rzeszowskich Juwenaliów.

KONCERTOWE WARUNKI I KOMPETENTNE JURY

Uczestnicy konkursu mieli okazję zaprezentowania swoich umiejętności w profesjonalnych warunkach scenicznych przed publicznością i doświadczonym jury, w którego skład tworzyli m.in. wokalistka i pedagog Małgorzata Boć, uznany pianista jazzowy i wykładowca akademicki Zbigniew Jakubek, dziennikarz Polskiego Radia Rzeszów Roman Owsiak czy półfinalistka ostatniej edycji programu The Voice of Poland – Aleksandra Tocka, która dodatkowo uświetniła swoim występem galę finałową, a także przeprowadziła warsztaty z wszystkimi wokalistami, którzy awansowali do finału konkursu. Zwycięski zespół tegorocznej edycji „Kill me with the MUSIC" wystąpi z koncertami na Rzeszowskich Juwenaliach oraz Juwenaliach Wrocławskich. Otrzyma również możliwość nakręcenia klipu oraz profesjonalną sesję fotograficzną. Dla najlepszego solisty przewidziany jest m.in. występ na rzeszowskim Rynku podczas inauguracji juwenaliów i również sesja fotograficzna. Jest o co walczyć. Do tej pory laureatami konkursu zostawali m.in. formacje Clokwork Mind, ReggaeGang System czy duet Soundscape z popularną rzeszowską aktorką Dagny Ciporą. - Zależy nam przede wszystkim na tym, aby konkurs przyciągał jak najwięcej uczestników i abyśmy mogli coraz lepiej wspierać ich muzyczne kariery. Do tej pory szczególnie byliśmy dumni, kiedy zwycięzcy drugiej edycji „Kill me with the MUSIC” mogli zaprezentować się na słynnej scenie w Opolu, podczas międzyuczelnianego konkursu „Studencki Zespół Roku 2015” – dodają organizatorzy i zapewniają, że cały czas pracują nad poszerzeniem formuły i rangi konkursu.

ZESPÓŁ FEVER - ZDOBYWCA DZIKEJ KARTY

BARTŁOMIEJ SKUBISZ


MUZYKA

MAGICZNY RZESZÓW MIŁOSZA PĘKALI

Fot. Archiwum Miłosz Pękala

Nagrywał płyty i koncertował ze Zbigniewem Wodeckim, Leszkiem Możdżerem, Adamem Strugiem czy Dorotą Miśkiewicz; zwyciężał w prestiżowych konkursach perkusyjnych, koncertował ze znakomitymi orkiestrami. Ma na koncie podwójną platynę i Fryderyka, a wachlarz jego muzycznej działalności rozpościera się od klasyki przez jazz, muzykę źródeł, aż po totalną alternatywę. Miłosz Pękala, muzyk i doktor habilitowany nauk muzycznych, którego droga rozpoczęła się 2 lutego 1981 roku w Rzeszowie...

WSPOMNIENIA Z RODZINNEGO MIASTA

- Wychowałem się na osiedlu Króla Augusta. Zawsze będę połączony z tym miastem ze względu na przeżycia. Mieszkałem tu 19 lat, aż do wyjazdu na studia w Warszawie. Te wszystkie wspomnienia są dla mnie kopalnią inspiracji. Wspominam dawną ulicę Bieruta, na której była i nadal jest biblioteka publiczna, z której namiętnie pożyczałem książki o górach oraz fantastykę, głównie Lema. Byłem tym pochłonięty. Pamiętam podwórko, chłopaków ze szkoły i z osiedla. To wszystko we mnie jest i wraca w nieoczekiwanych momentach. Jako nastolatek codziennie chodziłem pieszo z Króla Augusta do liceum muzycznego na ul. Chopina. Pierwsze miłości, pierwsze koncerty jazzowe w Bohemie, na które zawsze staraliśmy się dostać. Rzeszowskie lata są dla mnie magicznym czasem. Żonę również poznałem w Rzeszowie na konkursie perkusyjnym - wspomina muzyk. Bo Miłosz Pękala tworzy duet perkusyjny z żoną, Magdaleną Kordylasińską - Pękalą. Mają na koncie dwa wspólne albumy. Razem stanowią też połowę składu formacji Kwadrofonik. Płyty zespołu: „Folklove" i „Requiem Ludowe" z Adamem Strugiem zostały uznane za najlepsze albumy z muzyką folkową w 2008 i 2015 roku. Kwadrofonik jest też laureatem Paszportu Polityki. Również z żoną, Miłosz Pękala zagrał w zeszłym roku trasę z Leszkiem Możdżerem i włoską pianistką klasyczną Glorią Campaner. Nagrali w tym składzie koncertowy album.

KOSMICZNA ODYSEJA ZBYSZKA WODECKIEGO

Oprócz aktywnej pracy na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie i udziału w szeregu muzycznych projektach, Miłosz Pękala od ponad 10 lat gra w jednym z najoryginalniejszych zespołów na polskiej scenie – Mitch & Mitch. W 2015 roku, nakładem Lado ABC ukazała się płyta nagrana wspólnie ze Zbigniewem Wodeckim „1976: A Space Odyssey", zawierająca zapomniany materiał z debiutanckiej płyty herosa polskiej sceny. Połączenie dwóch żywiołów dało piorunujący efekt w postaci podwójnej platyny, Fryderyka i serii wspólnych koncertów. Jak wspomina to sam Miłosz Pękala. - Współpraca ze Zbigniewem Wodeckim to był piękny rok koncertowania w świetnych, dużych salach. Zbyszek na koncerty przyjeżdżał swoim mercedesem, opowiadał anegdotki. Najlepsze jest to, że to przedsięwzięcie udało się bez zakładania przez żadnego z nas żadnych masek. Chłopaki z Mitch & Mitch pokazali mi, że obdarcie muzyki ze wszystkich ozdobników pozwala ujrzeć jej prawdziwą wartość. To była jedna z największych lekcji, które odebrałem. Muzyka z pierwszej płyty Zbyszka Wodeckiego broniła się sama bez problemu. Właśnie ukazała się nowa płyta Mitch & Mitch „Frisco Moods", a sam Miłosz Pękala ma plany koncertowe i wydawnicze do końca roku.

Nieczęsto można go jednak zobaczyć w rodzinnym Rzeszowie. Jedną z niewielu okazji będzie tegoroczny koncert Art Celebration w ramach festiwalu Wschód Kultury/Europejski Stadion Kultury. Koncert odbędzie się 23 czerwca, a po szczegóły odsyłam na stronę Estrady Rzeszowskiej. BARTŁOMIEJ SKUBISZ


MUZYKA

4 MARCA B.R. ŚWIAT OBIEGŁA SMUTNA INFORMACJA O SAMOBÓJCZEJ ŚMIERCI KEITHA FLINTA, FRONTMANA NIEZYWKLE POPULARNEJ W LATACH 90. GRUPY THE PRODIGY. W ZWIĄZKU Z TYM WYDARZENIEM, POSTANOWILIŚMY PRZYPOMNIEĆ HISTORIĘ WYSTĘPÓW MUZYKÓW ZWIĄZANYCH Z RZESZOWEM, JAKO SUPPORT NA POLSKICH KONCERTACH BRYTYJSKICH GIGANTÓW MUZYKI ELEKTRONICZNEJ. rozdając przy okazji single polskich kolegów. - Koncert przed The Prodigy otworzył przysłowiowe 5 minut dla Agressivy 69. Przez 2-3 lata graliśmy na europejskich festiwalach, ale również sporo w Polsce. – wspomina „Dżabi”.

Fot. Tomek Bergmann

GREG CRACK

AGRESSIVA 69

W ciągu 20 lat The Prodigy wystąpili w Polsce kilkanaście razy, ale najbardziej pamiętne były pierwsze koncerty w katowickim Spodku w czasie olbrzymiej popularności grupy. 28 grudnia 1996 roku Keith Flint i spółka po raz pierwszy zagrali dla polskiej publiczności, a jako support wystąpił polski band Agressiva 69, mający w składzie muzyków wywodzących się z Rzeszowskiej sceny alternatywnej – Bodka Pezdę i Sławomira „Dżabiego” Leniarta. Występ poważanego, alternatywnego, acz nie mainstreamowego zespołu przed tej rangi gwiazdą, ą był wręcz nieprawdopodobnym sukcesem. Jak do tego doszło. Jak ten wieczór zapamiętali muzycy? Sławomir „Dżabi” Leniart: - Pracowaliśmy wtedy z Bodkiem w wytwórni KOCH International, w której wydaliśmy płytę Agressivy 69 „2 47”. Firma również dystrybuowała w Polsce płyty The Prodigy. Dzięki temu mieliśmy okazję zagrać przed nimi. Pamiętam szczelnie wypełniony Spodek i to, że spełniłem swoje marzenia. Moja żona przygotowała wtedy dla zespołu specjalne ubrania. Chcieliśmy zaprezentować się jak najlepiej. Pamiętam, kiedy podczas naszej próby zobaczyłem stojącego pod ścianą Keitha Flinta i jeszcze kogoś z ich ekipy, jak słuchając naszego grania tupią nóżką (śmiech). Pomyślałem sobie wtedy, że jedziemy na tym samym wózku. Pomimo że nasze granie było bardziej gitarowe, mieliśmy jednak ze sobą wiele wspólnego. To był szok i wydarzenie bez precedensu na krajowym rynku muzycznym, które otworzyło Agressivie 69 drogę na europejskie festiwale. Po pierwszym koncercie w Spodku Agressiva 69 została okrzyknięta najlepszym supportem The Prodigy w Europie środkowo-wschodniej. Angielski zespół sam opowiadał o tym na targach w Cannes

28

Kolejny koncert w Spodku The Prodigy zagrali 26 kwietnia 1998 roku. Tam również nie zabrakło polskiego i przy okazji rzeszowskiego akcentu. Wydarzenie otworzył inny rzeszowski twórca –Greg Crack, czyli nieodżałowany Grzegorz Joachimowicz, dj, producent, muzyk obecny na płycie „2 47" przyjaciel Agressivy 69, a swego czasu również współpracownik Day&Night. Greg zagrał w Spodku set dj-ski przed koncertem Anglików. Był również obecny na pierwszym koncercie, gdzie m.in. pomagał w spełnieniu specyficznych wymagań riderowych członków The Prodigy.

- Ponieważ Greg grał klimaty typu Underworld, itp., idealnie pasował na otwarcie koncertu The Prodigy – wspomina Bodek Pezda, który sam tego wieczoru miał pełne ręce roboty: - Jako „label manager” XL Recordings wręczałem zespołowi złote czy też platynowe płyty za sprzedaż w Polsce „The fat of the land". Przywieźliśmy z Warszawy ok. 10 płyt bezpiecznie zapakowanych pod kątem podróży. Wręczyliśmy je całej ekipie, okazało się później, że nawet nie wszystkie tym osobom co trzeba (śmiech). W każdym razie po zejściu ze sceny poprosili, żeby znów je zapakować i wysłać im do Londynu. Po koncercie chłopaki chcieli się trochę rozerwać, więc zabrałem ich do kasyna i trochę pograliśmy. Rozmawiałem wtedy dużo z Liamem Howlettem (producent i kompozytor muzyki The Prodigy - przyp.red.). Chciałem poznać metody jego pracy – wspomina Bodek Pezda, w którego głowie znów odżyły wspomnienia po tragicznej śmierci wokalisty The Prodigy: - To, co się stało napawa smutkiem. Bez Keitha ten zespół nie byłby tym, czym jest. Ten taniec, rave, ruch sceniczny to był ich cały image. Wielka szkoda, bo zespół wrócił na ostatniej płycie do świetnej formy. Grzegorz „Greg Crack” Joachimowicz zmarł nagle w grudniu 2013 roku. Bodek Pezda i Sławomir „Dżabi” Leniart tworzą od lat duet producencki „2.47” oraz formację Heart & Soul. Współpracują z szerokim gronem znakomitych artystów, produkując i remiksując muzykę. Agressiva 69 funkcjonuje nadal (od 2010 bez Dżabiego i Bodka). A co będzie z The Prodigy bez Keitha Flinta? BARTŁOMIEJ SKUBISZ


PODRÓŻE

chać na któreś z tych lotnisk i dopiero później się niczym nie martwić. Co byście powiedzieli na podróż koleją? A tak! Ok, najpierw jedziecie do Krakowa na główny dworzec autobusowy, by tam złapać czeskiego przewoźnika, który ma na imię Leon. Potem w dwie godziny jesteście pod dworcem kolejowym w czeskim Bohuminie, czekacie 30 min. i wsiadacie w ekspres, który zawiezie do centrum Pragi punktualnie na 15:30. W pociągu rozpocząć możecie kontemplację Czech, więc między lekturą Haška, Hrabala, a Havla ewentualnie Kafki, popijecie łyk czeskiej edycji coli, czyli Kofoli, tudzież morawskiego szampana, do czego namawiam szczególnie. Za oknem zobaczycie łany rzepaku na morawskich pagórkach.

PRAGA PACHNIE Przepraszam, że nadałem podtytuł niniejszego artykułu, jak i chciałbym poświęcić jeden akapit tegoż o paliwie, które pobudza nasz narząd węchu, ale istotnie Praga kojarzy mi się osobiście z zapachem. Oczywiście każde miejsce ma swój zapach, ale Praga szczególny. No więc czym Praga pachnie? Starością. To stare miasto, ze starymi budynkami, ze starym brukiem, poprzecinanymi szynami tramwajowymi, które również wydzielają specyficzną woń. Praga pachnie chmielem, ziołem… tak ziołem i nie ma w tym nic szczególnego, ponadto kminkiem i zawiesistymi sosami mięsnymi, w których ablucji

KLIMAT JEST DLA KAŻDEGO

Czeska Praga zaskakuje nie od dziś. Brzmi jak frazes, ale tak jest i zmienić tego nie może nic. Nie jest ważne, czy jesteś miłośnikiem zabytków, świetnych widoków, fotogenicznych zakątków i zaułków, dobrego jedzenia, piwa, wspaniałej, sielankowej atmosfery, spokojnego podejścia do życia i zbytniego nieprzejmowania się problemami otaczającymi zewsząd. Bo czeska Praga ma to wszystko.

dokonują knedliki ziemniaczane lub z bułki. Praga to zapach Wełtawy, zarówno od strony Starówki oraz Małej Strony, gdzie dojść można na zamek i do archikatedry. Praga to zapach cebuli i zupy z niej, woń świeżych trydelników, koniecznie z posypką cukrowo-cynamonową.

PRAGA WYGLĄDA Praga jest naprawdę przepiękna. Te cztery słowa powinny wam uzmysłowić wielkość i majestatyczność tego miasta. Praga w porównaniu do reszty kraju jest nieproporcjonalnie duża. Mieszka tu 1.300.000 ludzi na ponad 10.000.000 Czechów w ogóle, a w sezonie liczba tego miasta się podwaja. Biorąc pod uwagę, że Praga jest w ciągłej destynacji i należy do najchętniej odwiedzanych stolic w Europie, to liczba jej jest konstant. Praga poprzecinana jest przez urocze uliczki, które byłyby doskonałymi planami zdjęciowymi dziesiątek filmów albo plenerami artystycznymi pod przyszłe obrazy. Praga to zabytki klasy zero i to datowanych na średniowiecze po XX w. Średniowieczno-nowożytna część wokół rynku, dzielnicy żydowskiej oraz okolic Archikatedry Świętych Wita, Wacława i Wojciecha, to prawdziwy majstersztyk w swej formie, ale przede wszystkim siedliska niebywałych wręcz, klimatycznych i fotogenicznych części tego miasta.

PRAGA SMAKUJE

J

ak dostać się do Pragi z Rzeszowa? Oczywiście samochód jest świetnym rozwiązaniem, ale za dużo zachodu. Samolotem może znaleźć się nad Wełtawą błyskawicznie – w zależności skąd są odloty, czy z Warszawy, Krakowa, a może z Katowic. Trzeba zatem doje-

30

O czeskim jedzeniu krążą legendy, bo też bardzo przypomina polską kuchnię. Naturalnie królują zawiesiste mięsne sosy z knedlikami w wersji bamberkowej (ziemniaczanej) lub z ciasta na bazie bułki lub chleba. Rzadko kiedy otrzymamy w restauracji jakąś surówkę, bo też Czesi nie mają zdaje się w zwyczaju jej jeść. Wymusili ponoć turyści na nich ten dodatek. Punktem kulminacyjnym każdego


PODRÓŻE

posiłku, tak przed, w jego trakcie oraz zaraz po, jest piwo, piwo i jeszcze raz, po trzykroć piwo. Piwo to sens życia każdego Czecha, a prażanki i prażanina szczególnie. Piwo zresztą mają wyjątkowe, a najlepiej smakuje na stojąco, wprost w jakiejś podrzędnej knajpie, bo to piwo wypite gdziekolwiek smakuje tak samo, czyli świetnie! Osobiście polecam browar na Strachnovie, bo i tradycyjny, średniowieczny. Chcesz dostać kufel piwa podany przez elektryczny model pociągu tzw. České dráhy, a więc czeskie PKP, pojedź do Pragi. Wino też mają przednie. Najlepiej pójść z własną butelką do winiarni. Ze ściany dostaniecie wyborne wino o lekko cierpkim smaku, a potem wybierz się położyć na jakimkolwiek trawniku na fajnej miejscówce i wypij je. Tam tak można.

PRASKIE MIEJSCÓWKI

a prażanki i prażanina szczególnie".

Fot. Jakub Pawłowski

Właściwie każda praska miejscówka jest idealna i niepowtarzalna. Jeśli pójdziecie na Wyszehrad, podziwiać zakole Wełtawy, będziecie zadowoleni. Pójdziecie do knajpy z absyntem podawanym w tradycyjny sposób, będziecie wniebowzięci. Pójdziecie na Náměstí Republiky, czyli Plac Republiki, skąd Vaclav Havel przemawiał do Czechów w najważniejszych dla nich momentach, będziecie czuć duch tego miejsca. Pójdziecie szlakiem dziwacznych rzeźb dłuta Davida Černý’ego, gdzie na ten przykład zobaczycie bobasy wychodzące na potężną wieżę lub oddających „mocz” dwóch jegomościów na mapę Republiki Czeskiej, albo setny raz w dniu zobaczycie sentencję z wypowiedzi dobrego wojaka Szwejka, poczujecie jacy są właśnie nasi południowi sąsiedzi, te legendarne „Pepiki”. Pójdź do sklepu spożywczego, tzw. potraviny. Kup kilkanaście rodzajów smaków studenckiej albo lentilki, smak dzieciństwa z Czechosłowacji. Praga jest niepowtarzalna i jedyna w swym rodzaju. Czesi mili, są jak skansen społeczny, gdzie naturalną sprawą jest to, że obcy rozmawiają ze sobą stojąc na przystanku (zastávka) lub dosiadając się na ławkę, by poczytać. A u nas? Szkoda gadać. Czesi nabijają się z nas, a szczególJAKUB PAWŁOWSKI


I

Fluoresencyjna zieleń, żółć, pomarańcz i róż rządzą na wybiegach największych domów mody i ulicach i z pewnością potrwa to co najmniej do końca lata.

VERSACE, 1599 zł

ARMAN

MODA

Wiosna kocha kolory, a moda neony. W obecnym sezonie ten romans eksplodował mocnymi, niemal odblaskowymi kolorami, od których nie sposób oderwać wzroku.

ZARA, 89 zł

MISSGUIDED,169 zł ZARA, 99,90 zł

ZARA, 69 zł

POWRÓT TRENDU

Propozycje projektantów na obowiązujący sezon tylko potwierdziły to, co nieuniknione w modzie – powrót neonów. Trend lat 90. Doskonale radzi sobie początkiem wiosny i latem, po czym znika na kolejne miesiące, by powrócić w odświeżonej wersji kolorów i odcieni. Obecnie najmodniejsze są fluorescencyjne odcienie zieleni, pomarańczy i trochę mniej – różu i żółci. To już oficjalne – w tym sezonie w naszych szafach nie może zabraknąć choćby domieszki jaskrawych barw. To jednak nie jest jedna z modowych premier. Neony w modzie pojawiają się od lat 80., kiedy to zarezerwowane były głównie dla odzieży sportowej. Obecnie te wymagające odcienie świecą prawdziwe triumfy w niemal każdej odsłonie, a wszystko za sprawą supermodelek i potęgi Instagrama, dzięki którym z powodzeniem szerzą swoją jarzystą moc. I mimo że może nie są najłatwiejsze w noszeniu – z pewnością mają moc. Są wyraziste,

32

przyciągają uwagę, dodają energii i charakteru każdej stylizacji. A dodatkowo zostaną z nami aż do końca lata.

NOŚ Z…

neonem. Fluresencyjny total look to zdecydowanie wersja dla odważnych, nie jest jednak powiedziane, że takie połączenie nie może wypaść elegancko. Fluoresencyjny garnitur w odcieniu kanarkowym w nowoczesnej wersji? Zamień cygaretki na krótkie spodenki, a pod marynarkę załóż krótszy top. Limonkowa zieleń świetnie sprawdzi się także w postaci wiosennego golfu, który wystarczy uzupełnić klasycznymi jeansami i ultra modnymi sneakersami lub czarnymi cygaretkami z połyskującego materiału i klasycznymi szpilkami z noskiem w szpic. Neony uwielbiają własne towarzystwo, ale doskonale wyglądają także w towarzystwie czerni i bieli. Spokojny top uzupełniony fluorescencyjnymi spodniami, na przykład

w odcieniu różu, to doskonały balans między klasyką a awangardą. Zwłaszcza, jeśli zestawisz je z delikatnymi sandałkami na szpilce i elegancką kopertówką. Neony to również doskonała opcja na wieczór, w myśl zasady #neonchic. Super modnym trendem na obecny sezon oprócz neonów są także motywy zwierzęce. Kopertowa sukienka z długim rękawem, kwadratowym dekoltem i motywem skóry węża w odcieniu mocnej żółci? To nie może się nie udać. Jeśli neony wydają Ci się trudne w noszeniu, postaw na dodatki. Modna „nerka” w mocnej żółci, szpilki w kolorze fuksji, a może neonowo-pomarańczowa apaszka? Neony kontra sport? To może być duet idealny. Jaskrawe barwy pełne energii doskonale prezentują się na strojach i obuwiu sportowym. Domieszka neonów wiosną świetnie sprawdzi się także na paznokciach lub na powiekach. MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK


Fot. Archiwum Andrzej Blahaczek

SPORT

Akrobatyka i taniec

nierozerwalnie razem

SUKCESY WERONIKI Blahaczek

Mieliśmy okazję oglądać Twoje umiejętności podczas 9. Urodzin magazynu Day&Night, pod koniec 2017 roku. Powiedz, jak rozwijała się Twoja akrobatyczna pasja od tamtej pory. Dobrze pamiętam ten dzień. Pod koniec Gali Day&Night w klubie LUKR dojechała moja trenerka Anna Węklar, która akurat w tym dniu w Lublinie zdobyła tytuł Mistrza Świata w akrobatyce powietrznej. Ja ten rodzaj akrobatyki uprawiałam zaledwie kilka miesięcy i w głowie miałam zbliżające się mistrzostwa Polski. Udało się. Wywalczyłam wicemistrzostwo i uzyskałam kwalifikacje na mistrzostwa Świata. Ciężko pracowałam, aby jak najlepiej zaprezentować się na tych zawodach. Zaprocentowało też na nich moje doświadczenie taneczne. W połowie grudnia, w czeskiej Pradze wywalczyłam tytuł mistrza Świata w akrobatyce powietrznej w kategorii Aerial Silks. To było coś niesamowitego jak spiker wyczytał moje nazwisko, stanęłam na najwyższym stopniu podium i zagrali Mazurka Dąbrowskiego. To była wspaniała nagroda za wytrwałość i jednocześnie zachęta do dalszej pracy. Może kiedyś będę miała szansę powalczyć o olimpijskie medale. Twoje największe dotychczasowe osiągnięcia to? W tańcu moje ulubione style taneczne to modern i jazz, ale równie dobrze radzę sobie w show dance i disco dance. Reprezentuję Rzeszów i Podkarpacie na ogólnopolskich i międzynarodowych turniejach i konkursach tanecznych występując solo, w duecie, w mini formacji i formacji Zespołu Artystycznego „Uśmiech” z MDK. Wszystkie występy, medale i puchary są dla mnie ważne. Stojąc na scenie staram się zrobić wszystko, żeby wypaść jak najlepiej i dać z siebie wszystko. Moje największe osiągnięcia to m. in.: Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Talentów „La Strade della Musika” we Włoszech w Rzymie, złoto w układzie solowym show dance na Mistrzostwach Tańca Nowoczesnego "Zachodnie Zderzenie" w Poznaniu, czy też srebro za solo show dance na Grand Prix Polski Dance we Wrześni oraz srebro w solo jazz na Ogólnopolskim Turnieju „Taneczne Pejzaże”– Góra Kalwaria k/Warszawy. Do tego dochodzą liczne puchary za miejsca na podium w układach w duecie z Marianną Markiewicz oraz miniformacjach i formacjach „Uśmiechu”. Za swoje osiągnięcia w 2018 roku otrzymałam Stypendium Artystyczne Prezydenta Miasta Rzeszowa, a w marcu tego roku nagrodę Marszałka Województwa Podkarpackiego za wysokie wyniki we współzawodnictwie sportowym Jak chcesz rozwijać swoją pasję? Jaki jest Twój największy cel na tym polu? Rozwijanie pasji i zainteresowań to tak naprawdę ciągła i wytrwała praca. Wiele godzin treningów, zajęć, warsztatów. To również umiejętność słuchania i wyciągania wniosków. Najważniejsze to nie poddawać się, robić swoje i dążyć do celu. W tym momencie trudno mówić o największym celu. Przede mną niebawem wybór szkoły średniej, a o nauce nie zapominam. Jest ona tak samo ważna. Obecnie intensywnie przygotowuję się do startu w Mistrzostwach Polski w Akrobatyce Powietrznej w

34

WERONIKA BLAHACZEK to zaledwie 13-latka z Rzeszowa, która taniec i akrobatykę ma wpisane w swoje DNA. Na swoim koncie ma już międzynarodowe sukcesy i nie zwalnia tempa w rozwoju swoich największych pasji, jakimi są taniec i akrobatyka. Obecnie intensywnie przygotowuje się do startu w Mistrzostwach Polski w Akrobatyce Powietrznej w kategorii junior oraz do Międzynarodowego Konkursu Tanecznego „International Dance Competition Arabesk 2019" na Łotwie, który gromadzi artystów i tancerzy z całej Europy.


SPORT

kategorii junior (14-17) oraz do Międzynarodowego Konkursu Tanecznego „International Dance Competition Arabesk 2019 na Łotwie, który gromadzi artystów i tancerzy z całej Europy. Kto jest Twoją inspiracją? W akrobatyce powietrznej moim mistrzem jest oczywiście Anna Węklar z Aerial Studio. Natomiast w tańcu pierwszą inspiracją są moje Panie choreograf: Aneta Markiewicz i Justyna Stasiak oraz moje Panie choreograf z zajęć indywidualnych: Paulina Bester–Myśliwiec i Urszula Surowiec. Bardzo inspirują mnie wybitne osobowości ze świata tańca, które miałam okazję poznać podczas różnych warsztatów, z których chętnie korzystam, jak choćby Kate Jablonski i Rebbeca Davies z USA czy Ida Nowakowska. Muszę powiedzieć, że inspiruje mnie i wnosi coś nowego każda ciekawa osobowość, jaka pojawia się na moim etapie doskonalenia umiejętności, jak Paweł Michno, Ada Patłaszyńska, Aneta Bury, Hope Maimane czy Stefano Silvino. Masz dopiero 13 lat i sporo osiągnięć na koncie. Czy wyobrażasz sobie kontynuować zawodowo swoją pasję, czy w przyszłości chciałabyś realizować się w innym kierunku, niż akrobatyka? Moje dwie wielkie pasje to taniec i akrobatyka powietrzna. W tańcu chciałabym zdobyć jak największe doświadczenie i umiejętności. Kto wie, może w przyszłości zostanę choreografem lub założę swoją szkołę taneczno-akrobatyczną. A może pojawi się także możliwość występów artystycznych czy udziału w spektaklach? Miałam okazję spróbować swoich sił w spektaklu muzycznym Ice Dreams Katarzyny Złamaniec. To było niezapomniane doświadczenie. W akrobatyce powietrznej chciałabym bardzo po raz kolejny sięgnąć po tytuł mistrzowski, a w przyszłości pojechać na Olimpiadę. Nie ukrywam, że fascynują mnie także widowiskowe pokazy artystyczne na szarfach. Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć taki fajny, ciekawy pokaz, który później na długo zostanie zapamiętany. To jednak daleka jeszcze droga i wiele ciężkiej pracy. Na pewno mam swoje cele i będę starała się je zrealizować. Akrobatyka i taniec – nierozerwalnie razem. Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

Wybrane nagrodzone układy solowe w turniejach i konkursach o charakterze ogólnopolskim i międzynarodowym: Grand Prix na II Międzynarodowym Festiwalu Młodych Talentów w Rzymie „La strade della musica” (2015) XI Ogólnopolski Turniej Formacji Tanecznych. Konkurs solówek, duetów i mini formacji „Taneczne Pejzaże” – Góra Kalwaria k/ Warszawy 2016 – solo – srebro Ogólnopolski Turniej Tańca Nowoczesnego „Roztańczony Stary Zamość 2017” – solo – srebro Mistrzostwa Tańca Nowoczesnego „Zachodnie Zderzenie” – Poznań 2017 – solo – złoto Międzynarodowy Festiwal Artystyczny – Słowacja 2017 – solo – złoto Ogólnopolskie Taneczne Mistrzostwa „Czasem zakręceni” – 2018 – srebro Grand Prix Polski Dance - Września 2018 – srebro Ogólnopolskie Spotkania Taneczne – Jasło – srebro Ogólnopolski Turniej Tańca Nowoczesnego „Roztańczony Stary Zamość 2019” – brąz


Brak własnego stylu i konkretnego pomysłu na grę ofensywną zespołu może się odbić na Polakach w niedalekiej przyszłości. O ile brak awansu z tej grupy eliminacyjnej, zwłaszcza po wiktorii we Wiedniu, wydaje się nieprawdopodobny, o tyle pytanie brzmi: czy nie mamy prawa od tego pokolenia piłkarzy wymagać więcej? Od debiutanckiego starcia w Bolonii reprezentacja Jerzego Brzęczka opiera się na nieustannych próbach dośrodkowań, a wymowne jest, że wszystkie trzy bramki z pierwszych dwóch spotkań eliminacyjnych padły właśnie po nich – dwie po rzutach rożnych, a jedna po idealnej wrzutce wyśmiewanego Recy, który odnalazł Lewandowskiego, a nasz kapitan przełamał heroiczną postawę Łotyszy. Polskiej reprezentacji brakuje choćby podjęcia próby kontrolowania spotkania, a dysponujemy aktualnie takimi pomocnikami, którzy z łatwością powinni wybić rywalom z piłkarskiego zaścianka chęć do gry. Tymczasem na obu skrzydłach brakuje zrozumienia pomiędzy bocznymi obrońcami i pomocnikami, pressing właściwie nie istnieje, a za rozgrywanie musi brać się Lewandowski. Nasz kapitan potrafi posłać - mówiąc piłkarskim slangiem - ciasteczko w pole karne i nie widziałbym w tym nic złego, gdyby można było zauważyć, że jest to element taktyki. Tymczasem Brzęczek uznaje naszego kapitana w głównej mierze za egzekutora, który jednak, gdy widzi indolencję swoich kolegów z drugiej linii, sam decyduje się o wycofaniu i obsługiwaniu partnerów z ataku. Na reprezentację pokroju Łotwy czy Macedonii indywidualna klasa na-

biało-

czerwony

alarm

Fot. Archiwum Day&Night

SPORT

PATRZĄC Z BOKU, POLACY ROZPOCZĘLI ELIMINACJE DO EURO 2020 NIEMAL IDEALNIE. ODNIEŚLI DWA ZWYCIĘSTWA, W TYM JEDNO NA NAJTRUDNIEJSZYM Z MOŻLIWYCH TERENÓW, PRZY TYM NIE STRACILI NAWET GOLA. CO ZATEM JEST ŹRÓDŁEM NARASTAJĄCEJ KRYTYKI WOBEC SELEKCJONERA BRZĘCZKA? Z MOŻLIWYCH TERENÓW, PRZY TYM NIE STRACILI NAWET GOLA. CO ZATEM JEST ŹRÓDŁEM NARASTAJĄCEJ KRYTYKI WOBEC SELEKCJONERA BRZĘCZKA?

szych zawodników powinna wystarczyć, ale co jeśli z kompletnym brakiem pomysłu na kreowanie gry trafimy na kadry z piłkarskiego topu? Czy wyobrażacie sobie w tym momencie pojedynek biało-czerwonych z będącymi w przebudowie Holendrami lub Niemcami? Ja również wolę o tym nie myśleć. W złotej erze Adama Nawałki Polacy znali swoje miejsce w szeregu. Gdy mierzyliśmy się z potęgami – liczyliśmy na kontry i stawialiśmy na nisko ustawioną, skoncentrowaną defensywę, natomiast przeciwko Kazachom czy Azerom sami przejmowaliśmy inicjatywę. Czysto na papierze, obecna kadra wydaje się mocniejsza niż ta z roku 2016, tylko brakuje w niej iskry, waleczności, pewności w defensywie – bo choć starcie z Łotwą Polacy wygrali 2:0, to jedynie napastnikom rywali możemy dziękować za zepsucie idealnych sytuacji, stworzonych po indywidualnych błędach członków naszego bloku obronnego – prób założenia pressingu i kreatywności. Kolejne starcia czekają biało-czerwonych w czerwcu i Jerzy Brzęczek ma o czym myśleć. Oby tylko nie stwierdził, że lepsze jest wrogiem dobrego i dalej liczył na przebłysk geniuszu Lewandowskiego, skuteczność Piątka i pewność Szczęsnego, bo nasza przygoda na Euro 2020 skończy się najpóźniej po trzech meczach.

PAWEŁ PACZOCHA


FOOD&DRINK

wdzięcza wspaniałym właściwościom, które stały się podstawą sukcesu na całym świecie. Specjał ten ma udowodnione właściwości: antybakteryjne, przeciwzapalne, przeciwgrzybiczne oraz przeciwwirusowe. To stało się podstawą do wykorzystywania miodu jako dodatkowe wsparcie przy leczeniu wielu chorób, jak: wrzodów żołądka, nadkwasoty, zaburzenia trawienia oraz zespółu jelita drażliwego. Wykorzystywany jest również w przypadku zakażenia dróg moczowych oraz trudno gojących się ran, odleżyn, egzemie i dolegliwościach takich jak trądzik. Często podawany jest profilaktycznie w okresie zimowym. Chroni przed grypą i przeziębieniem. To co dobre i zdrowe zazwyczaj dużo kosztuje. Tak jest w przypadku miodu z Nowej Zelandii. Jego cena uzależniona jest od zawartości methylglyoxalu i waha się od kilkudziesięciu nawet do kilkuset złotych za słoiczek 500 g. Zatem decydując się na jego zakup, warto poprosić sprzedawcę o certyfikat, który każdy dobry sklep powinien posiadać.

MIÓD KONTRA CHIPSY. JEDNAK W INNYM WYDANIU. ZDROWE EKO PRZEKĄSKI TO HIT TEJ WIOSNY, KTÓRYM ZDECYDOWANIE WARTO SIĘ ZAINTERESOWAĆ. TESTUJEMY MIÓD MANUKA I WARZYWA W NOWEJ ODSŁONIE. Chrup warzywa A WSZYSTKO W IMIĘ ZDROWIA, PIĘKNA I… SMAKU! Jak wszyscy wiemy, tradycyjne chipsy są niezdrowe i tuczące. Ale jak się oprzeć tej chrupkiej przekąsce, oglądając swój ulubiony serial? Alternatywą są domowej roboty chipsy warzywne. Bo sezon na korzenie wciąż trwa! Marchewka, seler, ziemniaki, burak czy jarmuż - to tylko część warzyw, z których możemy przygotować pyszne i co najważniejsze zdrowe chipsy. Te proste przekąski uwiodą nawet zatwardziałych wrogów warzyw.

Chipsy z buraków, marchewki lub ziemniaków 2-3 sztuki z wybranego warzywa, 2 łyżki oleju, sól, papier do pieczenia

Fot. Archiwum Day&Night

Sposób przygotowania: warzywa wyszorować, dokładnie osuszyć (nie obierać ze skórki). Pokroić bardzo cienko na plasterki np. obierakiem do warzyw lub krajalnicą. Przełożyć do miski, dodać olej, sól i dokładnie wymieszać. Na blasze do pieczenia rozłożyć arkusz papieru do pieczenia i ułożyć jedną warstwę warzyw. Blachy wstawić do piekarnika nagrzanego do 140 st. C z włączoną funkcją góra/dół/termoobieg i piec przy uchylonych drzwiczkach ok. 30 minut. Trzeba przy tym uważać, gdyż marchew piecze się nieco szybciej, niż buraki i łatwo o przypalenie. Chipsy twardnieją i stają się chrupiące dopiero po wyjęciu z piekarnika i przestygnięciu

Miód manuka – cud natury

Moda na naturę nie mija, a wręcz przyspiesza. Miłośnicy naturalnych produktów oszaleli na punkcie miodu manuka z Nowej Zelandii. Zalet ma co niemiara i tylko jedną wadę – cenę. Ale dla zdrowia nie ma ceny. Miód Manuka to nic innego jak „normalny” miód pochodzący z Nowej Zelandii. Powstaje z herbacianych krzewów manuka, które rosną jedynie w tamtych regionach. To właśnie dzięki nim miód ten zyskuje swoje wyjątkowe właściwości. Każdy z miodów manuka charakteryzuje się stężeniem methylglyoxalu podawanym na opakowaniu w skrócie MGO, np. 400+. Jest to naturalny składnik występujący w miodach manuka. Nie jest zarezerwowany tylko i wyłącznie dla nich. Znajdziemy go również w naszych rodzimych miodach. Niestety stężenie będzie zdecydowanie niższe, a jest to związane z krzewem herbacianym, z którego pszczoły zbierają pyłek. Aktywny składnik, jakim jest nazywany methylglyoxal, jest podstawowym bakteriobójczym związkiem w miodach manuka. Im wyższe stężenie, tym większa skuteczność działania. Miód manuka swoją popularność za-

Chipsy z jarmużu kilka liści jarmużu, sól, 2 łyżki oleju lub oliwy z oliwek Sposób przygotowania: jarmuż umyć, oderwać liście od twardej łodyżki (łodyżkę odrzucić). Liście umieścić w misce, doprawić solą, polać oliwą i dokładnie wymieszać. Wyłożyć na blaszkę wyścieloną papierem do pieczenia, zachowując małe odstępy. Wstawić na górną półkę piekarnika i piec przez 10 minut. Upieczony jarmuż można także dodać jako przekąskę do zup kremowych.

Bataty na słodko 2 bataty, oliwa z oliwek, cynamon, chili Sposób przygotowania: bataty należy obrać ze skórki, pokroić w cienkie plastry. Wymieszać w misce z oliwą z oliwek, cynamonem oraz szczyptą chili. Ułożyć na blaszkę wyścieloną papierem do pieczenia i piec w temp. 180 stopni około 20 minut.

KATARZYNA MICAŁ


39


RECENZJE

W Rzeszowie powstaje nowy film animowany odnoszący się do historii miasta. Jest też oparty o dzieje jednej osoby, która z grodem nad Wisłokiem związana była i jest nierozerwalnie. To krótki film pt. „Sklep Schaittra”, w którym zobrazowano jeden dzień z życia Ignacego Schaittra, rzeszowskiego kup-

ca i entomologa. Być może za pośrednictwem tej krótkiej animowanej etiudy stanie się bliższy znany modernistyczny napis na jednej z kamienic przy Grunwaldzkiej, gdzie mowa właśnie o Schaittrach. Do obejrzenia filmu zapraszają jego pomysłodawcy i twórcy, Bartosz Babelski oraz Jacek Gut.

KADRY Z FILMU "SKLEP SCHAITTRA"

Jakie osoby i instytucje są zaangażowane w powstawanie filmu? W realizację filmu bezpośrednio zaangażowany jestem ja i mój kolega ze studiów Jacek Gut. Zrobiłem wstępną dokumentację historyczną i napisałem scenariusz (fabułę), Jacek wykonuje rysunki i animacje, ja to montuję w całość razem z dialogami i efektami dźwiękowymi. Głosy nagrywane były przeze mnie, a użyczyli ich aktorzy rzeszowskich teatrów: Maska, Teatru im. Wandy Siemaszkowej oraz Teatru Przedmieście. Rolę Ignacego Schaittra zagrał aktor Teatru Maska - Maciej Owczarek. Dodatkowo kilka ról zagrali moi znajomi. Dużą pomoc okazali również studenci Politechniki Rzeszowskiej, skupieni w chórze akademickim tej uczelni. Na jednej z ich prób, nagrywaliśmy tłum na Rynku oraz odgłosy ulicy. Muzykę do filmu tworzy Jacek Chrobak. Przedsięwzięcie realizowane jest ze środków Podkarpackiej Komisji Filmowej, która wybrała ten film do realizacji w ramach konkursu Podkarpackiej Kroniki Filmowej.

Ten film to nasz debiut fabuły wykonanej metodą animacji. Eksperyment. Film pt. „Sklep Schaittra” przedstawia jeden dzień z "życia sklepu" i związanych z nim postaci. Akcja filmu dzieje się w dzień targowy. Jest wiosna 1855 roku. Jak już wspomniałem film jest aminowany. Na potrzeby realizacji powstało ponad 90 kilkusekundowych animacji. Wersji animacji niewykorzystanych lub poprawianych powstało pewnie drugie tyle. To ogromna zasługa Jacka Guta, który wykazał się wielką cierpliwością i chęcią współpracy. Na fabułę filmu składają się wydarzenia związane bezpośrednio ze sklepem, ale również ze sprawami, którymi interesowali się mieszkańcy Rzeszowa w połowie XIX wieku. Na przykład tym, czy przez Rzeszów przebiegnie linia kolejowa Kraków - Lwów (pierwotnie miała nie przebiegać). Są problemy, sprawy do załatwienia, drobne smutki i wielka radość. W filmie są dialogi, odgłosy miasta, zwierząt, efekty dźwiękowe. Na potrzeby realizacji została dokonana dokumentacja historyczna wydarzeń i wyglądu wielu miejsc. Głównie ulicy Farnej, (teraz to jest ulica T. Kościuszki) i znajdujących się przy niej kamienic. Sprawdziliśmy wygląd strojów, wnętrz, przedmiotów i używanych wówczas czcionek. Ważny był też sposób mówienia. Mam na myśli XIX-wieczną polszczyznę. Sprawdziliśmy nawet jakie imiona były wtedy popularne, polskie i żydowskie. Wiele zawartych w filmie wydarzeń miało miejsce. W rzeczywistości miały one miejsce w różnych momentach funkcjonowania sklepu, na przestrzeni całej jego historii. Film jest skierowany do wszystkich zainteresowanych, głównie do mieszkańców Rzeszowa. A poprzez formę i fabułę, w szczególności do najmłodszych mieszkańców naszego miasta. Trwają właśnie ostatnie szlify nad zakończeniem projektu filmowego. Sam obraz będzie można zobaczyć już wkrótce na ekranach rzeszowskich kin. Biorąc pod uwagę wielkie zainteresowanie tego typu inicjatywami w mieście, na brak publiczności film duetu Bartosza Babelskiego i Jacka Guta nie będzie musiał cierpieć. W każdym razie tego życzymy.

Krótko o filmie: o czym jest? jaką metodą jest realizowany? do kogo jest skierowany?

Rozmawiał JAKUB PAWŁOWSKI

Skąd pomysł na film o Ignacym Schaittrze, rzeszowskim kupcu i entomologu? Od dawna interesuję się historią Rzeszowa. Najbardziej dwudziestym wiekiem, a dokładnie powojennymi losami naszego miasta. Dlatego jakiś czas temu zrealizowałem dwadzieścia reportaży historycznych... lub może bardziej popularno-naukowych, pod tytułem „Rzeszowskie Lekcje Architektury”. Dwa lata temu wpadło mi w ręce opracowanie autorstwa pani Agnieszki Terchy z biblioteki wojewódzkiej, która opisała historię rodu Schaittrów i prowadzonych przez nich na terenie Rzeszowa sklepów. Jakiś czas później udało mi się przeczytać wspomnienia dawnego pracownika sklepu. W wielu miejscach skojarzyło mi się to z "Lalką” Bolesława Prusa. Pomyślałem, że to dobra historia na film. Jednak robienie filmu dokumentalnego byłoby trudne. Schaittrowie od dawna nie żyją. Kto miałby opowiadać o sklepie? Film paradokumentalny z odgrywanymi przez aktorów rolami? Za drogo. Scenografia, stroje itd. Pomyślałem, że można zrobić film animowany.


RECENZJE

KSIĄŻKA cZYLI

Kocie Mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota

JACKSON GALAXY, MIKEL DELGADO

Wydawnictwo Sine Qua Non 2019.

Szacuje się, że w polskich domach żyje ok. 7 milionów kotów, a ich liczba stale rośnie. To, obok psa, najpopularniejsze zwierzę domowe wymaga opieki, a właściciele kotów powinni dysponować chociażby podstawowymi informacjami na temat swoich pupili. Opisywana książka stanowi szerokie kompendium wiedzy na temat „kociego mojo” i pomoże kociarzom uczynić swoje koty szczęśliwszymi. Autor książki, Jason Galaxy, to od wielu lat człowiek będący „na misji” pomocy kotom i ich opiekunom. Dzięki swoim doświadczeniom i praktyce, w prosty i zrozumiały sposób wskazuje na aspekty czyniące udanymi relacje kot – człowiek. W książce znajdziemy porady odnośnie zarówno jednego, jak i kilku kotów w domu, również kotów żyjących z psami, czy w towarzystwie małych dzieci. Dowiemy się jak pielęgnować „kota pierwotnego”, którego nosi w sobie każdy nasz, nawet najsłodszy mruczek. Jak

karmić kota, jak się z nim bawić i jak go pielęgnować, ale również jak dbać o jego psychikę i czytać mowę ciała. Nie zabrakło tez rysu historycznego, z którego dowiemy się skąd koty wzięły się w gospodarstwach domowych i jak w drodze ewolucji stały się dla wielu ludzi członkami rodzin. Obowiązkowa lektura dla każdego obecnego lub przyszłego posiadacza kota.

płyta

BARTŁOMIEJ SKUBISZ

cZYLI

SleepWalking

JONATHAN BREE Lil’ Chief Records, 2018

Jeżeli ktoś zastanawiał się, jak brzmiałaby muzyka z początku lat 60. osadzona w brzmieniowym kontekście XXI wieku, to najnowsza płyta nowozelandzkiego producenta oraz multiinstrumentalisty Jonathana Bree, przynosi nader satysfakcjonującą odpowiedź na tak postawioną kwestię. Muzyka zawarta na Sleepwalking jest zdecydowanie czymś więcej, niż li tylko bezpośrednią próbą przeniesienia formuły znanej z piosenek takich artystów jak Serge Gainsbourg czy Leonard Cohen we współczesne standardy brzmieniowe i aranżacyjne. Sleepwalking to – nomen omen – fascynująca przechadzka po onirycznym dźwiękowym świecie, który pełnymi garściami czerpie także z muzyki filmowej oraz klasycznej. Do tego dochodzi leniwa pulsacja sekcji rytmicznej oraz ze smakiem zaaranżowane partie gitar, instrumentów klawiszowych i dętych. Razem tworzy to niezwykle spójny oraz niepretensjonalny dźwiękowy kolaż, który ani przez moment nie sprawia wrażenia kopiowania muzycznych wzorców z przeszłości 1:1. Muzyka z Sleepwalking tchnie świeżością, a każda z jedenastu piosenek zawartych na płycie doprawiona jest szczyptą abstrakcji, wprowadzającą odrobinę niepokojący klimat. Aranżacje są oszczędne i bardzo przemyślane; każdy pojedynczy dźwięk ma przyporządkowane swoje miejsce w strukturze kompozycji. Album otwiera utwór tytułowy,

w którym charakterystyczny, głęboki głos pana Bree frapująco współbrzmi z trochę nawiedzonymi partiami instrumentów smyczkowych oraz dziwną, podskórną, jakby spowolnioną taneczną pulsacją. Nieco ożywiony smyczkowym pizzicato You’re So Cool rusza już w śmielszy – chociaż mocno nieporadny – pląs, a Say You Love Me Too to z gracją funkujący numer okraszony tyleż dziewczęco niewinnym, co lekko perwersyjnym głosem Clary Viñals. Zestawienie głosów męskiego i żeńskiego (Princess Chelsea), przynosi rewelacyjny efekt w Plucking Petals, który brzmi jak piosenka z nieistniejącego horroru retro. Taka trochę straszna, a trochę śmieszna atmosfera unosi się także nad Boombox Serenade z wykrzywioną, zjeżdżającą interwałami w dół wokalizą Crystal Choi. Fajnie zakombinowany rytmicznie Static przynosi rozłożony po kanałach dialog wokalny pana Bree z Princess Chelsea, a w wieńczącym płytę Fuck It został wykorzystany syntezatorowy motyw wprowadzający nieoczekiwanie wibrację lat 80. Na Sleepwalking ciekawy eksperyment został zamknięty w przystępnej piosenkowej formie, a konsekwencja z jaką ta koncepcja została zrealizowana, zasługuje na najwyższe uznanie. DANIEL KOWALCZYK

41


gratisy

JEDNA OSOBA MOŻE WZIĄĆ UDZIAŁ TYLKO W JEDNYM KONKURSIE RAZ NA KWARTAŁ. W CELU ODBIORU DANEGO GRATISU NALEŻY PRZEDSTAWIĆ DOWÓD TOŻSAMOŚCI.

Dla 4 osób pojedyncze zaproszenia na dowolny seans. Zadzwoń 23 kwietnia o 12:00.

Dla 2 osób dowolna pizza (do odbioru w lokalu). Zadzwoń 24 kwietnia o godz. 12:00.

Dla 2 osób podwójne zaproszenia do kina Helios ul. Powstańców Warszawy oraz dla 2 osób podwójne zaproszenia do kina Helios w Galerii Rzeszów. Zadzwoń 23 kwietnia o 12:00.

17 77 00 715

tel.

Dla 3 osób dowolny wrap (do odbioru w lokalu). Zadzwoń 25 kwietnia o 12:00.

Dla 5 osób vouchery na godzinę gry w kręgle oraz dla 5 osób vouchery na godzinę gry w bilard. Zadzwoń 24 kwietnia 12:00.


18.04

CZWARTEK

Czarny Kot Klub Retro Night. Start godz. 20:00.

21.04

24.04

ŚRODA Niezła Sztuka Jazz-rockowa Płytoteka. Spotkania z muzyką ze starych płyt winylowych. Start godz. 20:00.

3.05

PIĄTEK Ulica 3 Maja Święto ulicy 3 Maja, najstarszej ulicy w mieście (dawniej ul. Pańskiej, nazywanej przez mieszkańców Paniagą). W tym roku Święto Paniagi zostanie zorganizowane po raz szesnasty, a motywem przewodnim będzie Chorwacja i miasto Split, z którym Rzeszów podpisał umowę o partnerstwie w 2018 roku.

NIEDZIELA

NIEDZIELA

Bajka Disco Club Dorwij Króliczka. Start 21:00. Wstęp 10 zł.

25.04

CZWARTEK

Underground Pub The Louders + RoseMerry. Start godz. 20:00.

5.05

23-25.05

NIEDZIELA

Teatr Maska Statek Noego. Początek godz. 12:00.

27.04 22.04

19.05

Teatr Maska 10. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ożywionej Formy Maskarada. Początek godz. 15:00.

PONIEDZIAŁEK

Rzeszów Mecz Polska - Reszta Świata będzie kolejnym etapem przygotowań biało-czerwonych do zmagań w Monster Energy FIM Speedway of Nations, które 4 maja rozpoczną się w niemieckim Landshut. Najlepsze zespoły awansują do turniej finałowego, który odbędzie się 20 i 21 lipca w Togliatti.

LUKR Lany Poniedziałek w Lukr. Początek godz. 21:00.

SOBOTA G2A Arena daFreakz Meet. Dwudniowe wydarzenie motoryzacyjne, gdzie połączone zostaną po raz kolejny tuning w najlepszym wydaniu z koncertem na żywo, muzyką, tańcem i wieloma innymi atrakcjami. Początek godz. 13:00. Imprezie patronuje Day&Night.

Teatr im. Wandy Siemaszkowej „Kiedy byłem małym chłopcem” - opowieść o młodzieńczych latach Tadeusza Nalepy, twórcy legendarnych zespołów Blackout i Breakout, a tym samym o początkach jego kariery, która rozpoczęła się w Rzeszowie. Akcja przedstawienia umieszczona będzie w czasie przygotowań do pierwszego koncertu w karierze zespołu w rzeszowskim klubie „Łącznościowiec” 3 września 1965 roku.

CZWARTEK-SOBOTA

Rzeszów Studenckie Kulturalia Rzeszowskie - Wielki Finał. Organizatorami wydarzenia są trzy rzeszowskie uczelnie: Uniwersytet Rzeszowski, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania, Wyższa Szkoła Prawa i Administracji.

1.06

9.05

SOBOTA Bulwary nad Wisłokiem w Rzeszowie Reggae nad Wisłokiem. 5. Ogólnopolska edycja festiwalu.

CZWARTEK Politechnika Rzeszowska Rzeszowskie Juwenalia 2019. Wielki Koncertowy Finał. Trzy dni rewelacyjnej zabawy, która rozpocznie się 9 maja tradycyjnym otwarciem na Rzeszowskim Rynku i barwnym korowodem do Miasteczka Akademickiego Politechniki Rzeszowskiej. Na żywo wystąpią m.in. Krzysztof Cugowski, Lady Pank, Happysad, Nocny Kochanek, Piękni i młodzi, Baciary, Sławomir, Daria Zawiałow, O.S.T.R.

7.06

PIĄTEK

Rzeszów Festiwal Przestrzeni Miejskiej. Wydarzenie co roku odbywa się w innym, wyjątkowym miejscu, które adaptowane jest specjalnie na potrzeby Festiwalu. W poprzednich edycjach była to m.in. fosa Zamku Lubomirskich, stare hale fabryki Zelmer, hala obrabiarek PKP czy dziedziniec zabytkowych kamienic. Początek godz. 10:00

11.05

SOBOTA Filharmonia Podkarpacka Dawid Podsiadło Wielkomiejski Tour. Start godz. 19:00. AVE TEATR Spektakl „Tresowany Mężczyzna”. Początek godz. 17:45.

21.06

30.04

17.05

WTOREK

LycheeCocktail Bar Freestyle Battle Wolny Rynek #2. Start godz. 18:00.

PIĄTEK Rzeszowski Rynek Hartbex Carpathia Festival 2019 Jubileuszowa, XV edycja Rzeszów Carpathia Festival. Start godz. 17:0

PIĄTEK

Rzeszów Europejski Stadion Kultury odbywa się w ramach festiwalu Wschód Kultury integrującego środowiska artystyczne miast Polski Wschodniej i artystów krajów Partnerstwa Wschodniego (Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy). Festiwal Wschód Kultury jest realizowany przez Narodowe Centrum Kultury i trzy Polskie miasta: Rzeszów, Lublin i Białystok. Przedsięwzięcie odbywa się dzięki zaangażowaniu środowisk twórczych, samorządów wschodniej Polski oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

43


Profile for Day&Night

Magazyn Day&Night |#110| Na okładce Daniel Porada  

Advertisement