Notes.na.6.tygodni #110

Page 123

świadomości uczestników życia artystycznego. W polskiej publicystyce coming-outem błędu był wywiad z dawnym piewcą liberalizmu Marcinem Królem Byliśmy głupi! („Gazeta Wyborcza”, luty 2014). Temat, niepodjęty przez rządzące ówcześnie partie liberalne i konserwatywne ani tak zwane lewicowe, stał się decydującym argumentem podczas ostatniej zmiany politycznej. W odpowiedzi populiści i prawica jedynie doraźnie podjęli problem, nie starając się rozwiązać go strukturalnie. Koszty społeczne i związany z nimi gniew stały się naczelnym hasłem politycznym w wielu krajach zachodniego świata, na przykład w Wielkiej Brytanii podczas referendum w sprawie Brexitu, a zwłaszcza w USA, gdzie Donald Trump, snujący w prezydenckim orędziu obraz kraju pełnego „nagrobków fabryk”, wprost czerpał z tego wciąż działającego „paliwa wyborczego”. stanisław ruksza Ludzie / boty Ten z gruntu posthumanistyczny podział wślizgnął się do naszego społecznego świata niemal niezauważony. Z coraz szerszego spektrum postaci możemy wybierać tych, z którymi chcemy przestawać w onlajnie. Nie musimy już nawet ograniczać się do mniej lub bardziej lubianych znajomych oraz nieznajomych. Facebook może nam bowiem jako znajomego lub znajomą zarekomendować bota, czyli sztuczną inteligencję, udającą – mówiąc najbardziej zgrubnie – człowieka siedzącego przed komputerem. Z takim botem można godzinami rozmawiać na Messengerze. Zresztą nie tylko tam. Także na pasku znajomych znanego komunikatora Skype wśród kontaktów wyróżnione są dwie kategorie: ludzie i boty. Niektórzy zastanawiają się, czy boty na Messengerze

okażą się hitem, czy kitem. Ale, jeśli spojrzeć z perspektywy szerszej niż bieżące działanie biznesowe, należy spytać: czy to ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie? Istotne jest to, że już są i że ten ontologiczny podział się przyjął. Kiedy wstaję rano, mogę rozważyć, czy napiszę do koleżanki, czy może do kota Poncho albo Hudsona, który prześle mi zestaw najważniejszych newsów i prognozę pogody. Skoro zaś są już i Poncho, Hudson i inne, to pewnie prędko nie znikną, zwłaszcza że poza zwykłą fejsbukową nawijką wykonują bez szemrania czynności, których ludzie po prostu nie potrafią. Można dzięki nim kupić kwiaty albo porozmawiać z redakcją CNN albo „Wall Street Journal”. Można też dostać listy polecanych filmów lub tekstów oraz podcasty. I wszystko jest wspaniale (choć czasem nieco monotonnie lub irytująco). Frapuje jedynie, że w świecie ogarniętym falami obaw przed obcym, to właśnie nie-człowiek traktowany jest jako coś oczywistego. aleksandra przegalińska Mroczenie (ang. gaslighting) Najkrócej rzecz ujmując, mroczenie to sposób kłamania, dzięki któremu osoba okłamywana czuje się tak, jakby zwariowała. Termin pochodzi od tytułu sztuki Patricka Hamiltona Gas Light z 1938 roku, w wersji polskiej znanej jako Gasnący płomień, sfilmowanej w 1944 roku przez George’a Cukora z Ingrid Bergman w oscarowej roli mroczonej głównej bohaterki. W Gasnącym płomieniu mąż usiłuje wmówić swojej partnerce, że oszalała. W tym celu przestawia w domu rozmaite przedmioty oraz wywołuje podejrzane hałasy, jednocześnie twierdząc, że nic się nie dzieje. Metoda okazuje się nad wyraz skuteczna.

105


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Issuu converts static files into: digital portfolios, online yearbooks, online catalogs, digital photo albums and more. Sign up and create your flipbook.