Page 1

isssn 666 666 666 / wydawnictwo bezpłatne

notes na 6 tygodni / nr 110 / marzec / 2017


Norbert Delman Mięsień trójgłowy ramienia bokiem 2017

Praca jest częścią cyklu Sweat Is Fat Crying. Artysta od lat koncentruje się na badaniach estetyki kultury fitness i bodybuilding oraz mechanizmów związanych z dominacją i rywalizacją w sporcie. Jest to próba rozpoznania własnej fizyczności oraz presji wpływającej na jej kształtowanie – presji wynikającej nie tylko z własnej obecności w świecie rzeczywistym i wirtualnym, ale również z obecności innych podmiotów wpływających na naszą formę. Norbert Delman (ur. 1989) rzeźbiarz, twórca performansów, instalacji i grafik. Eksperymentujący kurator, inicjator wielu wystaw i wydarzeń artystycznych. Współtwórca artspejsu STROBOSKOP w Warszawie (przestrzeń sztuki w garażu na jedno auto). Ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych, dyplom obronił w Pracowni Działań Przestrzennych prof. Mirosława Bałki. Stypendysta programów: InterModem w Debreczynie (Węgry), RSA/ESW w Edynburgu, WRSW|BRLN. Stypendysta ministra kultury w 2016 roku. Jego prace były prezentowane m.in. w: MOCAK-u, Arsenale w Białymstoku, CSW Zamek Ujazdowski, Modem CSW w Debreczynie, ESW w Edynburgu, Royal Scottish Academy, BWA w Zielonej Górze, Galerii Labirynt, Ludwig Muzeum w Budapeszcie, Muzeum Jugosławii w Belgradzie, w Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie, podczas 8. edycji festiwalu Warszawa w Budowie Muzeum Sztuki Nowoczesnej oraz w ramach Biennale de La Biche (2017). Mieszka i pracuje w Warszawie. norbertdelman.com


Notes na 6 tygodni

nakład: 3 000 egz. Wydawca

Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana bec@beczmiana.pl Adres redakcji

ul. Mokotowska 65/7, 00−533 Warszawa, +48 22 827 64 62, +48 505 802 884 nn6t@beczmiana.pl Redaktorka naczelna

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Redaktorki działu „Orientuj się”

Ada Banaszak, ada@beczmiana.pl Joanna Glinkowska, joanna@beczmiana.pl Reklama i patronaty

Ela Petruk, ela@beczmiana.pl

Prezes Zarządu

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Departament Publikacji

Ada Banaszak, ada@beczmiana.pl Justyna Chmielewska, justyna@beczmiana.pl Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl Ela Petruk (członkini zarządu), ela@beczmiana.pl Departament Dystrybucji

Paulina Pytel, paula@beczmiana.pl zamówienia, kontakt z wydawcami i księgarniami: +48 516 802 843 dystrybucja@beczmiana.pl Departament Księgarni

Tomek Dobrowolski, tomek@beczmiana.pl +48 22 625 51 24 Łukasz Bagiński, lukasz@beczmiana.pl +48 22 629 21 85 Bęc Księgarnia Internetowa

Redakcja i korekta

Justyna Chmielewska, justyna@beczmiana.pl

sklep.beczmiana.pl

Bęc Sklep Wielobranżowy

Wersja elektroniczna

Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl issuu.com/beczmiana notesna6tygodni.pl nn6t.pl

Warszawa, ul. Mokotowska 65 pon.–pt. 11–19, sob. 12–18 +48 22 629 21 85 zamówienia@beczmiana.pl Znak FNKBZ

Badania uczestnictwa w kulturze

Jakub Supera, jakub@beczmiana.pl

Małgorzata Gurowska

Projekt / skład

Laszukk+s / Hegmank+s Druk

P.W. Stabil, ul. Nabielaka 16 30−410 Kraków 12 410 28 20 Informacje i ilustracje w dziale „Orientuj się” pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne. Drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji kulturalnych. Kontakt z redakcją: nn6t@beczmiana.pl

Lokal przy ul. Mokotowskiej 65 w Warszawie jest wykorzystywany przez Fundację Bęc Zmiana na cele kulturalne dzięki pomocy Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy


nr 110 / marzec 2017

AUTORZY

Ada Banaszak, Tania Bruguera, Helena Chmielewska-Szlajfer, Sebastian Cichocki, Rafał Drozdowski, Ewa Dyszlewicz, Maciej Frąckowiak, Joanna Glinkowska, Alek Hudzik, Agnieszka Kowalska, Marta Królak, Wojtek Kucharczyk, Małgorzata Kuciewicz, Kurzojady (Olga Wróbel, Wojciech Szot), Ewa Majewska, Andrzej Marzec, Agata Nowotny, Jacek Plewicki, Piotr Puldzian Płucienniczak, Kacper Pobłocki, Aleksandra Przegalińska, Adam Przywara, Monika Rosińska, Stanisław Ruksza, Aga Sosnowska, Katarzyna Szymielewicz, Bogna Świątkowska, Andrzej Tobis, Katarzyna Wiącek, Jakub Zgierski

RSS B0YS, N0B0DY, 2017 #słodki #przelewa #miód #topnieje #bosa #fosa #ciepło #zimno #brak #zabawa #balet #cisza #wiosna #zima #kupi #s0s #warm #green #nopalmoil #nofoodporn #resist #smutek /// #N0B0DY #RSS_B0YS #P0P0LSK00 [ globe emoji ] [ black fist emoji ] [ black dot emoji ] [ red dot emoji ] instagram.com/rss_b0ys


Późna polskość

Rozmowa z ewą gorządek i stachem szabłowskim, kuratorami wystawy prezentowanej w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie

s. 118

4


Oskar Dawicki, To nie jest flaga, 2014, fotografia, 100 × 150 cm, dzięki uprzejmości galerii Raster

5


Orientuj się!

Współrzędne dizajnu

100 lat awangardy

154

26

Super żywy organizm i narzędzie emancypacji. Muzeum Sztuki w Łodzi zaprasza

a–1/16

Raport

Towarzyscy i spontaniczni. Uczestnictwo w kulturze w Warszawie

97

Nowy wyraz

Architektura pasożytnicza, dekapilaryzacja władzy, postsztuka, rozwibrowanie, reprezentowanie biedy, żywe zabytki i inne

97

Ankieta

Spokój nieskończonej równiny. Konstrukcja powstrząsowa według drozdy, dymka, lelonek, krawiec, kociatkiewicza i kostery

114

Punkt odniesienia

Rozmowa z joanną warszą, kuratorką i redaktorką publikacji I Can’t Work Like This o bojkocie jako strategii stosowanej w polu sztuki i co z tego wynika

130

Codzienny trening ślepoty

Rozmowa z lauren huret, artystką badającą styk nowych technologii i mistyki

142

Dizajn jako śledztwo agata nowotny

Art-terapia

Subiektywny przewodnik o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach marta królak

160

Będzie tylko gorzej

Jak nie odnosić sukcesu. Poradnik alek hudzik, mistrz dekupażu

164

Gleba

Wzloty i upadki początkującej działkowiczki agnieszka kowalska

166

Recenzje lektur nowych i starych kurzojady

168

Bęc poleca druki

170

Usuń poezję

Prokom leszek onak

172

Typografia xxi wieku

Favela mateusz machalski

175


Nowy wyraz: s. 97

Zwierzęta polarne

Jeżeli w wyniku ocieplenia klimatu wymrą polarne gatunki zwierząt, to czy będzie to dla nas tak wielka strata?

Przecież i tak dla większości z nas są one jedynie mieszkańcami naszej wyobraźni.

Gatunki alternatywne Wprowadzimy alternatywną systematykę, opiszemy nowe gatunki pingwinów.

andrzej tobis Arka Nie martwmy się topniejącymi lodowcami. Zbudujemy nową arkę, wstawimy do niej wszystkie polarne figury z betonu, stali i plastiku.

7


Więckowskiego 36 Łódź


Bartek Buczek Piotr Ceglarek / Jan Dybała Jr. Anna Kopaczewska / Paweł Szeibel Łukasz Jastrubczak Artur Oleś Piotr Perłowski Dominik Ritszel Michał Smandek Erwina Ziomkowska wystawa

wystawa

RONDO SZTUKI [2007– 2017 10+]

CZAS PRZYSZŁY NIEDOKONANY

Galeria +

kurator Adrian Chorębała wernisaż

17–31 marca 2017

17 marca 2017 godz. 19.00

Galeria ASP w Katowicach Rondo Sztuki Rondo im. gen. Jerzego Ziętka 1, 40 -121 Katowice tel. 32 720 11 32 www.rondosztuki.pl galerie otwarte: wt.– pt. 11.00 –19.00, so.–niedz. 10.00–18.00


Fundacja Bęc Zmiana poleca:

Każdy wielki fotograf uczy nas patrzeć na nowo, oglądać rzeczywistość od strony, której istnienia bez niego nawet byśmy się nie spodziewali www.sklep.beczmiana.pl


Komuna// Warszawa

kurator: Tomasz Plata

5

Zadara Bałdyga Wdowik 18/19.03.2017, g. 19

patronat

Komuna// Warszawa ul. Lubelska 30/32 www.komuna.warszawa.pl


strona zaprojektowana krojem pisma FAVELA (czytaj na s. 175—176)

26


Sputnik Photos: Stracone terytoria. Nowy koniec. Materiały prasowe galerii Arsenał. Czytaj więcej na s. 70

27


Jerzy Jarnuszkiewicz: Przedmioty, 1972, metal, 50 × 58 × 33 cm, kolekcja Zachęty — Narodowej Galerii Sztuki. Fot. nn / archiwum rodziny artysty

28


sztuka i życie

NOTATKI Z PRZESTRZENI Wystawa Notatki z przestrzeni to prezentacja twórczości Jerzego Jarnuszkiewicza – wybitnego artysty, którego bogaty dorobek jest właściwie nieznany polskiej publiczności. Celem kuratora ekspozycji, profesora Waldemara Baraniewskiego, było nie tylko przypomnienie dokonań rzeźbiarza, ale przede wszystkim ukazanie jego wszechstronności oraz roli w kształtowaniu nowoczesnej tradycji artystycznej w Polsce. Jarnuszkiewicz przez całe życie z równą swobodą wypowiadał się za pomocą rysunków, grafik, exlibrisów, me­ dali, drobnych form rzeźbiarskich oraz abstrakcyjnych i realistycznych pomników, zręcznie oscylując między monumentalizmem i troską o detal. Jednym z najbardziej znanych projektów artysty jest figura Małego Powstańca (1946), w której powagę tematu połączył z sentymentalną poetyką i możliwością prostego powielania gipsowego odlewu, odpowiadając na społeczną potrzebę upamiętnienia powstańczej tragedii — w perspektywie prywatnej, nie heroicznej. do 17.04 Warszawa, Zachęta, pl. Małachowskiego 3 zacheta.art.pl

29


Adam Przywara dla NN6T architektura i miasto

LEPIEJ? Muzeum Designu w Londynie przyznało niedawno nagrody za najlepsze projekty 2016 roku. W kategorii architektura zwyciężył Better Shelter, czyli składane schronienie dla osób przesiedlonych z powodu wojen i katastrof naturalnych. Projekt będący wynikiem współpracy Fundacji Ikea i UNRA wygrał m.in. z budynkami autorstwa prestiżowych Grafton Studio czy biura Herzog & de Meron. Pojedyncza konstrukcja mieści jedną rodzinę i ma zapewniać znacząco lepsze warunki niż namioty, w których obecnie żyje wielu migrantów. Twórcy Better Shelter zakładają, że kontener byłby zamieszkiwany przez uchodźców przez maksimum kilkadziesiąt dni, do czasu, aż wyruszą w dalszą podróż. Taka koncepcja świadczy jednak o krótkowzroczności całego projektu. Jak pokazuje doświadczenie – m.in. przykłady z greckich „hotspotów” – na granicach migranci spędzają nie dni, ale miesiące i lata, tkwiąc w czyśćcu niewydolnego, a czasem wręcz zabójczego europejskiego systemu. (AP) bettershelter.org

30


Better Shelter, fot. Jonas Nyström Źródło: bettershelter.org

31


Justyna Chmielewska dla NN6T #polska

W Radzyminie, przy drodze łączącej ekspresówkę S8 z miastem, oprócz kuli z gwiaździstym orłem i podświetlanego ledami na niebiesko i różowo złowrogiego oka czekają też inne, między innymi taka z mierzącym ponad metr zębem trzonowym i dumnym napisem „Dentysta”, taka z dzikim kotem oraz lita, prosta, polska, biało-czerwona. Jeśli zdarzy wam się odwiedzać królestwo betonowych kul i kulek w sobotę, zajrzyjcie koniecznie na radzymiński bazar – działa od świtu do południa.

32


Fot. Justyna Chmielewska

33


Ilustracja z książki Warsound

architektura i miasto

WARSOUND Ulice Warszawy stały się ostatnimi czasy polem bitwy, w której kluczową rolę odgrywa dźwięk. Głosy protestu, odgłosy demonstracji, nagłośnienie sprzeciwu, pomruki władzy, szum informacyjny i przemoc akustyczna wżarły się w tkankę dźwiękową miasta. Dwujęzyczna publikacja Warsound | Warszawa autorstwa Donii Jourabchi, Taufana ter Weel, Edyty Jarząb, Doriana Batycki oraz Krzysztofa Marciniaka podsumowuje projekt uczestników programu A-I-R Laboratory. We współpracy z warszawskimi artystami, badaczami i aktywistami rozpoznawali oni zagadnienie dźwięku w kontekście aktualnych wydarzeń politycznych w Polsce. Filozofia miesza się tu z akustyką, sztuka dźwięku z protestem, a technologie audio z ruchami oporu. Rysunki, eseje, manifesty i projekty akustycznych interwencji składające się na publikację mają być punktem wyjścia do dalszych działań, ale Warsound | Warszawa może również pełnić funkcję poręcznego przewodnika dla wszystkich zainteresowanych słuchaniem polityki i polityką słyszenia.

architektura i miasto

Z PROCHÓW POWSTANĄ Wśród budynków zaprojektowanych dla szkół artystycznych na całym świecie wiele zasługuje na miano ikon architektury. Bez wątpienia jednym z nich jest secesyjny gmach Akademii Sztuk Pięknych w Glasgow zaprojektowany pod koniec XIX wieku przez Charlesa Renniego Mackintosha. W 2014 roku budynek został poważnie zniszczony w wyniku pożaru i do dziś pozostaje zamknięty. Niedawno władze szkoły ogłosiły, że jego remont wesprą czołowi brytyjscy artyści, m.in. Douglas Gordon, Grayson Perry czy kontrowersyjny Anish Kapoor. Tworząc swe prace, mają posłużyć się… spalonymi odpadami z gmachu Akademii, a dochód ze sprzedaży dzieł zostanie przeznaczony na renowację zabytku. (AP) gsa.ac.uk

csw.art.pl

34


Urna stworzona przez Graysona Perry’ego dla Glasgow School of Art. Fot. Brunswick Arts/GSA/PA

35


architektura i miasto

OD WIZJI DO PROJEKTU Fundacja im. Stefana Kuryłowicza zaprasza na wykład Jette Hopp – norweskiej architektki, która opowie o swojej codziennej pracy oraz o filozofii jednego z najbardziej rozpoznawalnych biur projektowych na świecie. Pracownia Snøhetta, w której Hopp jest szefową zespołów projektowych, odpowiada za wiele ikonicznych realizacji, m.in. budynki słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej w Egipcie, Opery Narodowej i Baletu w Oslo czy obserwatorium reniferów w Parku Narodowym Dov­refjell. W zeszłym roku zakończyła się przebudowa nowojorskiego Times Square według opracowanego przez Snøhetta projektu zakładającego oddanie całego placu pieszym, a już niebawem do obiegu wejdą korony norweskie zaprojektowane przez biuro z Oslo – banknoty już zdążyły zyskać miano najpiękniejszych na świecie. Wykładowi Jette Hopp towarzyszyć będzie prezentacja prac nagrodzonych w programach fundacji: stypendium PRAKTYKA i konkursie TEORIA. 23.03 Warszawa, Wola Center, ul. Przyokopowa 33 fundacja-sk.pl

36


Centre International d’Art Pariétal Montignac Lascaux (Międzynarodowe Centrum Sztuki Naskalnej w Lascaux). © Snøhetta

37


architektura i miasto

TERYTORIA I KRAJOBRAZ Krakowska Zupa to analogowa platforma crowdfundingowa opierającą się na zasadzie demokratycznego decydowania. Formuła Zupy, inspirowana inicjatywą Detroit Soup, jest prosta: jeżeli masz pomysł na to, co można zmienić (na lepsze) w Krakowie i potrzebujesz środków na realizację, możesz zaprezentować swój plan i potrzeby na forum publicznym, u boku trzech innych prelegentów. Słuchać cię będą osoby, które pragną tworzyć lepsze miasto i które w zamian za składkę w wysokości 15 zł otrzymały nie tylko miskę zupy (stąd nazwa), ale również prawo do zagłosowania na projekt, który chciałyby wesprzeć. Pod koniec spotkania cała suma zebrana do puszki na wejściu wędruje do tego z czterech prelegentów, którego projekt zdobył najwięcej głosów. Spotkania, regularnie organizowane przez Ambasadę Krakowian, są otwarte dla wszystkich zainteresowanych.

Już po raz trzeci na łamach NN6T mam okazję pisać o nowo wybranych kuratorach Biennale Architektury w Wenecji. Po pamiętnym festiwalu Koolhaasa w 2014 i zawodzie roku 2016 w wykonaniu Alejandro Araveny przyszła kolej na kobiety. Weneckie jury ogłosiło, że pieczę nad przyszłoroczną edycją sprawować będą Yvonne Farrell i Shelley McNamara z irlandzkiego studia Grafton Architects. Warto przy okazji wspomnieć, że dopiero drugi raz w historii tej imprezy kobiety zostały jej kuratorkami – precedensem był wybór Kazuyo Sejimy w 2010 roku. Tematem przewodnim wydarzenia ma być jakość przestrzeni wspólnych i prywatnych – terytoriów i krajobrazu – jako fundamentalne odniesienie dla architektury. Znając realizacje studia Grafton, odpowiedzialnego m.in. za projekt siedziby uniwersytetu technicznego w Limie, możemy spodziewać się dużego nacisku na myślenie o środowisku naturalnym. Ważne dla koncepcji całego biennale ma być również zainteresowanie architektek tematem edukacji. Czy to wróży wystawę ciążącą w stronę nieznośnego pozytywizmu? Dowiemy się za półtora roku. (AP)

ambasadakrakowian.pl

labiennale.org

architektura i miasto

KRAKOWSKA ZUPA

38


Budynek UTEC, Lima. Fot. Iwan Baan

39


sztuka i życie

UCZĄC SIĘ OD ATEN

architektura i miasto

SPÓR O ODBUDOWĘ

Documenta, jeden z najważniejszych przeglądów sztuki współczesnej, odbywający się co 5 lat w Kassel, w tym roku otworzy się w stolicy Grecji. Program 14. edycji, której dyrektorem artystycznym został Adam Szymczyk, wciąż utrzymywany jest w tajemnicy, jednak już od kilku miesięcy w ateńskim Parko Eleftherias pracuje Parliament of Bodies (Parlament Ciał) – powołana przez zespół documenta 14 eksperymentalna struktura odpowiedzialna za program akcji i interwencji w przestrzeni publicznej. Parlament, działający pod hasłem „Learning from Athens” („Ucząc się od Aten”), wyrasta z etosu samoorganizacji, współpracy, radykalnego nauczania i artystycznych eksperymentów, silnie obecnego w pokryzysowej Grecji. Jego głównym zadaniem jest włączenie mieszkańców i użytkowników miasta w dyskusję dotyczącą treści wytworzonych w ramach documenta. Ważnym kontekstem dla tegorocznej edycji festiwalu będzie relacja na linii Kassel–Ateny, a także, szerzej, podział na globalną Północ i Południe oraz możliwe drogi wyjścia poza tę opozycję. Tym, którym nie uda się wybrać do Grecji, na pocieszenie polecamy lekturę świetnego magazynu „South as a State of Mind”, którego trzy ostatnie numery ukazały się w ramach documenta.

Czy Warszawę można było odbudować inaczej? Kto naprawdę napisał dekret Bieruta? Dlaczego powraca mit „małego Paryża”, a przepadła gdzieś duma z tego, że „cały naród zbudował swoją stolicę”? Książka Spór o odbudowę Warszawy. Od gruzów do reprywatyzacji pod redakcją Tomasza Fudali rozwija nowatorskie – i dla wielu kontrowersyjne – podejście do powojennej rekonstrukcji stolicy i ówczesnego myślenia o mieście, zaprezentowane po raz pierwszy w ramach festiwalu Warszawa w Budowie w 2015 roku. Jest to więc opowieść o odważnych decyzjach Biura Odbudowy Stolicy, a także historia, w której „nic się nie kończy i nic nie jest na zawsze” – konsekwencje podejmowanych po wojnie decyzji mieszkańcy Warszawy odczuwają przecież do dziś. Przede wszystkim jednak Spór o odbudowę to – jak pisze Marcin Wicha – ważny i mocny głos w debacie o funkcji miasta, polityce mieszkaniowej i prawach mieszkańców. Na tom składają się teksty badaczy, muzealników, varsavianistów, aktywistów i działaczy społecznych, m.in. Beaty Chomątowskiej, członków Kolektywu Syrena, Ewy Perlińskiej-Kobierzyńskiej, Andrzeja Skalimowskiego i Małgorzaty Popiołek.

8.04 — 16.07 Ateny documenta14.de

Premiera: 2.03 artmuseum.pl

40


Tymek Borowski: Gruz nad WarszawÄ…, 2015

41


Ślizg Maurycego Gomulickiego i ekipa Bęc Zmiany, lato 2015. Fot. Michał Dąbrowski architektura i miasto

SZTUKA PUBLICZNA Portal sztukapubliczna.pl stworzony przez Magdę Grabowską i Aleksandrę Litorowicz z Fundacji Puszka to kompendium wiedzy o… sztuce w przestrzeni publicznej. Znajdziecie tam nie tylko dokładną definicję tego – z pozoru oczywistego – pojęcia, ale również rozbudowaną bazę publicznych dzieł sztuki oraz rozmowy z ich twórcami, m.in. z Grzegorzem Klamanem, Łukaszem Jastrubczakiem, Jakubem Szczęsnym czy Honoratą Martin. Klikając w zakładkę „Pojęciownik”, traficie do wirtualnego słownika terminów związanych ze sztuką publiczną. Akcja, ambalaż, happening, kontrmonument – każdemu z nich towarzyszy wyjaśnienie uwzględniające kontekst historyczny oraz przykłady prac. Jeżeli wolicie obcować ze sztuką bez pośrednictwa ekranu komputera, polecamy spacer jedną z pięciu tras przygotowanych przez autorki portalu – po Warszawie, Poznaniu, Elblągu czy Wrocławiu. Na miłośników gier i zabaw czeka quiz wiedzy o sztuce publicznej oraz kolorowanki zaprojektowane przez m.in. Olę Niepsuj, Andrzeja Tobisa i Edgara Bąka. sztukapubliczna.pl

42


Ruiny warszawskiego Universalu. Fot. Szymon Żydek

architektura i miasto

RUINY Obsesyjnie powracający i nieustannie oswajany widok ruin stał się w Warszawie czymś codziennym, naturalną funkcją życiową warunkującą procesy zmian i rozwoju. Stulecie stołecznych ruin, których fotograficznym reprezentacjom poświęcona jest książka Ruiny Warszawy, rozpoczyna się od zniszczeń dokonanych przez Rosjan wycofujących się z miasta latem 1915 roku, a kończy na współczesnych wyburzeniach będących efektem dynamicznych procesów deweloperskich. Wśród autorów zdjęć publikowanych w tomie pod redakcją Łukasza Gorczycy i Michała Kaczyńskiego znajdują się znakomici artyści i fotoreporterzy: Jan Bułhak, Robert Capa, Zbigniew Dłubak, David Seymour, ale też mniej znani, a wybitni dokumentaliści, jak np. Henryk Poddębski. Większość publikowanych fotografii ukazuje się drukiem po raz pierwszy, odsłaniając nieznane lub zapomniane widoki miasta w stanie rozpadu. rastergallery.com

43


Monika Rosińska dla NN6T dizajn

POZA OPOZYCJE Jes Fan – wychowany w Hong Kongu kanadyjski projektant, którego prace prezentowane są w ramach wystawy No Clearance in Niche – wykorzystuje materialność do badania nieheteronormatywnych tożsamości. Podobnie jak Mark Miodownik, który w swojej książce W rzeczy samej. Osobliwe historie wspaniałych materiałów, które nadają kształt naszemu światu przygląda się społecznym, kulturowym i politycznym implikacjom materii, Fan bada jej erotyczne konotacje. Tworzy przedmioty, m.in. perfumowane testosteronem świece, różowe silikonowe ciężarki czy betonowo-­ -silikonowe obiekty przypominające męskie genitalia, podważające społeczne i kulturowe stereotypy wpisane w opozycję kobieta–mężczyzna oraz problematyzujące temat transgenderowej tożsamości. (MR) 2.03 — 16.04 Nowy Jork, Museum of Arts and Design (MAD) madmuseum.org jesfan.com

44


Jes Fan: Stranded between one act and another, 2016. Fot. Rob Chron

45


architektura i miasto

architektura i miasto

UCHODŹCY MILE WIDZIANI!

MIESZKANIOWE INNOWACJE

Nie godzisz się na to, jak uchodźcy są traktowani w Polsce? Chciałbyś pomóc im się zadomowić? Mieszkasz w Warszawie i masz u siebie wolny pokój? Jeżeli odpowiedź brzmi „3 x TAK!”, możesz zgłosić się do organizacji Refugees Welcome, łączącej uchodźców z całego świata z potencjalnymi współlokatorami. Dzięki znalezieniu zakwaterowania poza odizolowanym od świata zewnętrznego ośrodkiem uchodźcy mogą szybciej nauczyć się języka i łatwiej dostosować do nowego otoczenia. Jeżeli chcesz się zaangażować, ale nie masz pokoju do wynajęcia, możesz zgłosić się do Refugees Welcome jako wolontariusz lub wesprzeć finansowo działanie organizacji.

Mieszkaniowe innowacje to jednodniowa konferencja poświęcona przyszłości mieszkalnictwa, zorganizowana przez fundacje Blisko i Elewacja w ramach programu Mieszkania 2030. O zjawiskach i tendencjach, które dziś pozostają w sferze marzeń lub testów, ale w perspektywie najbliższych lat lub dekad wpłyną na to, w jaki sposób mieszkamy i żyjemy, opowiadać będą wybrani w ramach call for papers architekci, urbaniści, aktywiści i inne osoby zainteresowane tematyką mieszkaniową. Całość podzielona zostanie na trzy panele tematyczne: innowacje społeczne, technologiczne oraz formalne. 18.03, godz. 10—16 Warszawa, Centrum Kreatywności Targowa, ul. Targowa 56 mieszkania2030.um.warszawa.pl

refugees-welcome.pl

dizajn

JAK ZAPROJEKTOWAĆ ATLETĘ? Były sportowiec Dai Tamesue, inżynier i projektant Hisato Ogata oraz badacz i reżyser Syunichi Suge, kuratorzy wystawy Athlete, analizują proces stawania się atletą – współcześnie jest on bowiem kształtowany przez nieograniczone możliwości technologii i społeczne oczekiwania wobec sportowców. Ponadludzkie osiągi, nieustanny wysiłek i konieczność przekraczania samego siebie kuratorzy wystawy przedstawiają w kontekście dizajnu wspomagającego potencjał ludzkiego ciała: specjalistycznego sprzętu i ubrań sportowych. Ekspozycji, która ma zdecydowanie afirmatywny, nie krytyczny charakter, towarzyszy bogaty materiał wizualny przedstawiający piękno ruchów ludzkiego ciała. (MR) do 4.06 Tokio, 21_21 Design Sight 2121designsight.jp

46


dizajn

MONOBLOK Tanie plastikowe krzesła czają się wszędzie. Z jednej strony stanowią nieodłączny składnik krajobrazu ogródków działkowych, podupadających barów i nadmorskich kurortów, z drugiej – funkcjonują jako ikona, temat projektowy chętnie podejmowany przez star-dizajnerów. Wystawa Monoblock: A Chair for the World mierzy się ze sławą tego obiektu, umiejscawiając go w kontekście zmagań kolejnych generacji projektantów, których ambicją było wykonanie krzesła z jednego kawałka materiału – to wyzwanie podjęli m.in. Verner Panton czy Joe Colombo. Jednocześnie ekspozycja ma być pretekstem do refleksji nad współczesnymi procesami globalizacji i konsumpcji oraz problemem zrównoważonego rozwoju. (MR) 17.03 — 18.06 Weil am Rhein, Vitra Design Museum design-museum.de

47


dizajn

MÓZGI ELEKTRONOWE Wrocławskie Zakłady Elektroniczne Elwro nie tylko stworzyły podstawy przemysłu komputerowego w Polsce, ale również były jednym z pierwszych miejsc, gdzie jeszcze w latach 60. XX wieku zaczęto myśleć o kompleksowym budowaniu identyfikacji wizualnej firmy poprzez projektowanie materiałów reklamowych, ekspozycji targowych oraz obudów produktów (w tym przypadku komputerów i kalkulatorów). Wystawa Mózgi elektronowe. Elwro i jego plastycy przypomni wizerunek firmy, za którego tworzenie w latach 1959–1993 odpowiedzialni byli wrocławscy artyści oraz projektanci form przemysłowych, m.in. Eugeniusz Get-Stankiewicz, Benedykt Hadyński, Jan Kaczkowski, Roman Kowalik, Edward Pełech, Mieczysław Piróg, Paweł Szecówka i Włodzimierz Szyszko. 17.03 — 21.05 Wrocław, BWA Dizajn, ul. Świdnicka 2—4 bwa.wroc.pl

48


Stoisko zakładu ELWRO na targach, lata 80. XX wieku. Fot. Paweł Szecówka

49


sztuka i życie

ZWIASTUNKI CHAOSU Wystawa prac dwojga artystów – pochodzącego z Bangladeszu Prabhakara Pachputego i Hinduski Rupali Patil – poświęcona jest konsekwencjom przemysłowej eksploatacji środowiska naturalnego. W instalacjach przestrzennych, animacjach, rzeźbach i wykonanych węglem rysunkach pochodzący z górniczej rodziny Pachpute powraca do świata kopalni i zasłyszanych w dzieciństwie historii. Osią jego twórczości jest temat psychologicznych konsekwencji pracy pod ziemią – przestrzeni klaustrofobicznej i budzącej lęk. Z kolei graficzka Rupali Patil w swoich rysunkach porusza m.in. tematy korupcji czy nadużyć władzy wobec mieszkańców Indii. Bohaterami jej prac są także pozostawieni bez środków do życia rolnicy z terenów dziś już przemysłowych. Wyobrażony, bliżej nieokreślony geograficznie świat Patil zamieszkują zrośnięci z narzędziami swej pracy robotnicy, ale także sowy, mamuty oraz szarańcza. Wystawę Zwiastunki chaosu poprzedził miesięczny pobyt artystów w Małopolsce i na Górnym Śląsku, gdzie Pachpute i Patil przyglądali się polskiemu przemysłowi wydobywczemu, roli węgla w polskim społeczeństwie i polityce, a także sposobom, w jakie kultywuje się tradycje górnicze, warunkom życia górników oraz roli kobiet w kopalniach. do 18.06 Kraków, Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a bunkier.art.pl

50


Rupali Patil: Fabryczny market [Mill Mall], 2014, druk cyfrowy na macie do cięcia. Centrum Sztuki Parasite, Hong Kong, Š Rupali Patil

51


książki

POROSEIDY Poroseidy. Fenomenologia kultury trawersującej – obszerna (licząca 856 stron) publikacja przygotowana przez Tomasza Kozaka, artystę spekulatywnego i teoretyka kultury – to szczególnego rodzaju encyklopedia emancypacyjna. Imponująca rozmiarami i dbałością o szatę graficzną książka stanowi zbiór przypowiastek filozoficznych, których bohaterowie – funkcjonariusze konserwatywnych reżimów politycznych – wyzwalają się spod wpływów tyranizującej władzy (erotycznej, religijnej, politycznej, estetycznej), zyskując możność samodzielnego myślenia i działania. Wyzwoleniom towarzyszą komentarze – eseistyczne paralele – swobodnie dialogujące z ojcami założycielami nowoczesności (Kantem, Heglem, Schillerem), a także polemizujące z prominentami filozofii późnonowoczesnej. Teksty tworzą gąszcz wolnościowych haseł, pobudzających do twórczego negowania tendencji autorytarnych, które zdaniem autora coraz mocniej deformują współczesną kulturę. Jak czytamy w opisie książki, „Poroseidy – zdrożne, heretyckie, sekularyzujące – zapewne nie staną się brewiarzem mas. Prezentowane teksty adresowane są raczej do elit: progresywnych, autokrytycznych, ateistycznych. Nie będzie to zatem lektura dla wszystkich”. Książka ukazała się nakładem Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski oraz Muzeum Sztuki w Łodzi.

sztuka i życie

KLĄTWA Spektakl Klątwa wykorzystuje motywy z dramatu Stanisława Wyspiańskiego do stworzenia wielowątkowego obrazu współczesnej religijności i areligijności. W momencie, gdy związek Kościoła i państwa wydaje się nierozerwalny, a władza organów kościelnych próbuje wpływać na funkcjonowanie świeckich instytucji oraz na decyzje jednostek, twórcy spektaklu sprawdzają, czy opór wobec tych mechanizmów jest jeszcze możliwy. Na ile katolicka moralność przenika podejmowane przez nas decyzje? Jak wpływa na światopogląd osób, które deklarują niezależność od Kościoła, a jakie konsekwencje ma dla tych, którzy uważają się za katolików? I przede wszystkim: na ile sztuka współczesna jest zdeterminowana przez religijną cenzurę, autocenzurę i unikanie zarzutu o „obrazę uczuć religijnych”? Spektakl przygotował uznany chorwacki reżyser i dramatopisarz, przedstawiciel europejskiego teatru krytycznego Oliver Frljić, który poddaje odważnej dyskusji skomplikowane kwestie społeczno-polityczne. 4—6.03 Teatr Powszechny, duża scena Warszawa, ul. Jana Zamoyskiego 20 powszechny.com

facebook.com/poroseidy

52


Maurycy Gomulicki, grafika do książki Poroseidy

53


Ewa Dyszlewicz dla NN6T

Mateusz Kula: Inkubatory, naczynia, pęcherze, instalacja z wystawy Z mojego okna widać wszystkie kopce, 2016. Fot. Mateusz Kula

foto i wideo

POSTGALERYZM

sztuka i życie

WYKOPALISKA W ramach wystawy Wykopaliska Mateusz Kula eksploruje estetykę polskich reklam z początku lat 90., przeskalowując kształty znalezione w zbiorze clipartów dodawanych do popularnego wśród raczkujących przedsiębiorców programu Corel Draw 3.0. „Po wydarciu clipartów z ich naturalnego środowiska traktuje je z delikatnością doświadczonego archeologa, który ostrożnie pochyla się nad każdym nowym znaleziskiem. W skupieniu rozbiera je na części pierwsze, przycina, na powrót skleja, ale już w nowej konfiguracji, odbarwia i obiera ze szczegółów, by po umieszczeniu w zaciszu galerii porzucić je na pastwę interpretacji” – tłumaczy działania Kuli kuratorka wystawy Marta Lisok. Kolejną wystawą w Pekao Project Room (otwarcie 23.03) będzie prezentacja prac Cezarego Poniatowskiego pod kuratelą Szymona Żydka.

Czasy mamy takie, że to, co w sztuce najciekawsze, wydarza się poza obiegiem instytucjonalnym. Choć w tym roku działalność zawiesiła nieodżałowana Różnia – off space prowadzony przez Karola Komorowskiego i Annę Sidoruk – na stołecznej mapie zdążyły pojawić się nowe propozycje dla spragnionych alternatywy bywalców. Na poddaszu jednej z mokotowskich kamienic swoje miejsce znalazły dwa interdyscyplinarne projekty wystawiennicze: LAW i Śmierć Człowieka. W ostatnich miesiącach na Pyt­lasińskiego pokazywano już m.in. Medullę Oliwii Rogalskiej, Granice Martyny Wyrzykowskiej i Czwartą postać TissueHunter. Na marzec planowana jest wystawa Dzień w dzień – prezentacja malarskich remiksów autorstwa Michała Linowa (a.k.a. pikaso). Ze względu na spontaniczny charakter działań program LAW i Śmierci Człowieka warto śledzić na bieżąco na facebookowych profilach galerii. (ED)

do 19.03 Warszawa, Pekao Project Room, CSW Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2 csw.art.pl

25—26.03 Warszawa, ul. Pytlasińskiego 20/16 facebook.com/galerialaw facebook.com/smiercczlowieka

54


Michał Linow: bez tytułu, 2016, iPad painting, druk na banerze, 120 × 90 cm

55


sztuka i życie

DZIEŃ NA MARSIE sztuka i życie

Wystawa Dzień na Marsie to prezentacja prac Agaty Agatowskiej, rzeźbiarki związanej z Akademią Sztuk Pięknych we Wrocławiu. W swojej twórczości artystka eksperymentuje z żywicami i nowoczesnymi tworzywami, a „klasycznych” materiałów, takich jak beton, brąz czy aluminium, używa w sposób nietypowy, np. lakierując odlewy z brązu. Jej ulubionym motywem jest postać ludzka, zwykle dziewczęca, ubrana w futurystyczny kostium, przywodzący na myśl japońską mangę i komiksowych superbohaterów. Kluczowe dla praktyki Agatowskiej poszukiwanie idealnej formy i proporcji sprawia, że jej prace przypominają hieratyczne rzeźby egipskie. Nieruchome, wyprostowane półpostacie, wypolerowane na wysoki połysk i umieszczone na metalowych postumentach, wyglądają jak zaczątek kosmicznej armii.

BIELSKA JESIEŃ Galeria Bielska BWA rozpoczęła nabór do 43. (!) edycji Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2017. Od 2013 roku o Grand Prix Bielskiej Jesieni mogą ubiegać się absolwenci wyższych szkół artystycznych, a także osoby, które nie mają takiego wykształcenia, lecz wykazują się aktywnością twórczą i dorobkiem malarskim. W 2015 roku prace na konkurs nadesłało 776 artystów. Wygrała Martyna Czech – studentka z pracowni Andrzeja Tobisa na katowickiej ASP – która podbiła serce jury „bezkompromisowością postawy twórczej i wyrażaniem emocji poprzez skrajną ekspresję”. Regulamin i szczegółowy terminarz konkursu znajdziecie na stronie internetowej organizatora.

8.03 — 2.04 Bielsko-Biała, BWA, ul. 3 Maja 11 galeriabielska.pl

Zgłoszenia do 30.04 galeriabielska.pl

sztuka i życie

BYTOM–SZCZECIN EXPRESS Stanisław Ruksza, obecny dyrektor programowy CSW Kronika, wygrał konkurs na stanowisko dyrektora Trafostacji Sztuki w Szczecinie. W rozmowie z dziennikarką „Głosu Szczecińskiego” Ruksza zapowiada, że Trafostacja stanie się miejscem, „które nie tylko prezentuje sztukę wizualną, ale poprzez nią pokazuje przemiany współczesnego świata w związkach z innymi dziedzinami, z muzyką, literaturą, naukami społecznymi, ekonomią, światem idei”, pełniąc rolę „tłumacza popularyzatorskiego pokazującego zmieniający się współczesny świat”. Ważnym punktem nowego programu instytucji ma być tworzenie połączeń między prężnie rozwijającym się szczecińskim środowiskiem artystycznym a twórcami z innych ośrodków polskich i zagranicznych.

56


Agata Agatowska: Przeprowadzka na Marsa II, 2008

57


Juliana Snapper: Ty, który powstaniesz z powodzi, 2009. Fot. Miha Fras. Dzięki uprzejmości artystki

58


sztuka i życie

SYRENA HERBEM TWYM ZWODNICZA Muzeum Sztuki Nowoczesnej rozpoczyna działalność w nowej siedzibie nad Wisłą wystawą Syrena herbem twym zwodnicza (sąsiedztwo historycznego pomnika syreny dłuta Ludwiki Nitschowej zobowiązuje!). Figura pół kobiety, pół ryby, przywołana za pomocą materiałów historycznych oraz prac współczesnych artystów, stała się dla kuratorów ekspozycji punktem wyjścia do rozważań o hybrydowości, tożsamości narodowej i mitologii. Obok obrazów symbolistów, m.in. Jacka Malczewskiego, Wacława Szymanowskiego i Féliciena Ropsa, których sztuka była odbiciem kryzysu kultury mieszczańskiej na przełomie XIX i XX wieku, zobaczymy np. zdjęcie Wolfganga Tillmansa, pracę duetu Elmgreen & Drag­ set przedstawiającą kopenhaską syrenkę jako młodzieńca, instalację Anny Uddenberg nawiązującą do transhumanizmu czy rysunki Aleksandry Waliszewskiej, w których artystka eksploruje współczesne lęki i miejskie mity. Wystawa w postaci wirtualnej, zawierającej pogłębione opisy prac, a także przewodnik do użycia na urządzeniach mobilnych, będzie dostępna od 24 marca na stronie syrena.artmuseum.pl. 25.03 — 18.06 Warszawa, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Wybrzeże Kościuszkowskie 22 artmuseum.pl

59


Alicja Bielawska, praca z cyklu Lines on a Walk, 2014

sztuka i życie

SZESNASTA PODRÓŻ

sztuka i życie

Po raz kolejny Fundacja Artystyczna Podróż Hestii zaprasza studentów kierunków artystycznych do udziału w konkursie, w którym nagrodą główną jest miesięczna rezydencja w Nowym Jorku lub Walencji. W zeszłym roku o artystyczną podróż za ocean walczyło 414 studentów z całej Polski, a bilet do Nowego Jorku otrzymał Piotr Urbaniec, absolwent Wydziału Nowych Mediów na warszawskiej ASP. Zwycięzcę tegorocznej edycji wyłoni jury w składzie: Piotr Śliwicki, Josep Santacreu, Susanne Ehrenfried-Bergmann, Nathalie Anglès, Agnieszka Tarasiuk, Bogna Świątkowska, Jarosław Fliciński, Paweł Sosnowski, Michał Suchora, Sebastian Cichocki i Magdalena Kąkolewska.

PRZEDMIOTY Wystawa Jeśli nie tutaj, gdzie? prezentuje rzeźby, rysunki i instalacje Alicji Bielawskiej – zarówno te przygotowane specjalnie dla galerii Labirynt, jak i starsze prace wybrane z myślą o tej przestrzeni. W swojej twórczości Bielawska inspiruje się przedmiotami codziennego użytku – zmieniając ich proporcje, skalę oraz funkcję, gra z percepcją i wyobraźnią odbiorcy, a także zachęca go do tworzenia nowych relacji z rzeczami. do 9.04 Lublin, Galeria Labirynt, ul. Popiełuszki 5 labirynt.com

Zgłoszenia do 24.03 artystycznapodrozhestii.pl

60


Rys. Vera King. Materiały prasowe Kwiaciarni Grafiki

sztuka i życie

MASZ GRZECH! Czy istnieje poważniejsza groźba niż „jesteś u pani”? Z całą pewnością „masz grzech!” – przerażająca klątwa, która pobrzmiewa w naszych głowach już od najwcześniejszych lat życia. Grzech – np. dłubanie w nosie – jest brzydki i zdrożny, i nie powinien mieć miejsca. Lęk przed grzechem staje się wewnętrznym strażnikiem moralności, chroniącym nas przed wydumanym ogniem piekielnym i straszną karą z najczarniejszych wyobrażeń. W ramach wystawy Masz grzech Vera King – graficzka na co dzień grzesząca pracą w korporacji – odprawia egzorcyzmy za pomocą sitodruków przedstawiających jej przemyślenia na temat pruderyjności, cnotliwości i świętych morałów. 17.03 — 19.04 Warszawa, Kwiaciarnia Grafiki, ul. Smulikowskiego 6/8 kwiaciarniagrafiki.pl

61


Maria Loboda: The world is a spiritual vessel and cannot be controlled, 2016. Dzięki uprzejmości artystki i Maisterravalbuena, Madryt. Fot. Friederike Seifert

sztuka i życie

GRANIT

sztuka i życie

ZAMIESZANIE W KRÓLESTWIE NIEBIESKIM Havoc in Heavenly Kingdom to wystawa urodzonej w Krakowie, a na co dzień mieszkającej w Berlinie i Londynie artystki Marii Lobody. W instalacjach prezentowanych w ramach ekspozycji w Kunsthalle Basel mistycyzm, folklor, ezoteryka i magia mieszają się z nauką i racjonalnością. Niezwykle atrakcyjne wizualnie prace Lobody są często wielopiętrowymi zagadkami – rebusami łączącymi z pozoru wykluczające się zagadnienia i zacierającymi granice pomiędzy prawdą i fałszem.

Granit to wystawa kultowego zespołu Nagrobki, tworzonego przez artystów wizualnych i muzyków Macieja Salamona i Adama Witkowskiego. Ekspozycja, na którą składają się prace wideo, rzeźby, instalacje, rysunki, okładki płyt i obiekty, poświęcona jest przede wszystkim wizualnemu aspektowi twórczości Nagrobków – tanatyczno-funeralnemu dizajnowi, współczesnemu vanitas oraz ich obsesji na punkcie symboli związanych ze śmiercią. Czarny humor i dadaistyczna, niskobudżetowa strategia DIY miesza się tu z refleksją egzystencjalną i rozważaniami na temat kruchości i przygodności losu. „Myślę, że wszystko jest tu mówione bez ironii, tylko prostota użytych słów decyduje o ironicznym wrażeniu. Unikanie tematu śmierci jest ironią losu i cechą współczesnej zachodniej kultury” – tłumaczy Adam Witkowski.

do 14.05 Bazylea, Kunsthalle kunsthallebasel.ch

21.04 — 10.06 Bytom, CSW Kronika, Rynek 26 kronika.org.pl

62


Adam i Ania Witkowscy: 2nd Moon Syndrome, Sopot, 2013. Fot. Ania Witkowska

63


książki

książki

SPOŁECZEŃSTWO BEZ MIĘSA

PRAWDA JEST KONKRETNA

„Skłonność do jedzenia mięsa nie jest żadną naturalną predylekcją czy zapisaną w genach potrzebą, ale konsekwencją rozwoju ekonomicznego i rozwoju kapitalizmu” – tak Jarosław Urbański przedstawia główną tezę swojej nowej książki Społeczeństwo bez mięsa. Socjologiczne i ekonomiczne uwarunkowania wegetarianizmu. Autor – socjolog i działacz związany ze środowiskiem poznańskiego Rozbratu – pokazuje, jak sposoby zdobywania jedzenia i modele diety są powiązane ze strukturą i nierównościami społecznymi, organizacją polityczną, kulturą i ideologią, oraz jak silnie są splecione z narastaniem sprzeczności klasowych. W tej perspektywie (nie)jedzenie mięsa przestaje być jedynie, jak zauważa dr Andrzej W. Nowak, „wyborem estetyczno-tożsamościowym” – staje się „subwersywną strategią, która stawia wyzwanie podstawowym mechanizmom kapitalistycznej eksploatacji”.

Jaka jest rola sztuki w różnych społecznych i politycznych konfliktach? Czy może być narzędziem kształtowania świata, a nie tylko jego odbiciem? Hasło „Prawda jest konkretna”, które widniało nad biurkiem Bertolta Brechta w czasach jego duńskiego wygnania, przypomina nam, żeby w czasach ekstremalnych politycznych turbulencji nie zapominać o otaczającej nas rzeczywistości. Zbiór tekstów Prawda jest konkretna to podsumowanie obozu-­ -maratonu, który pod tą samą nazwą odbył się we wrześniu 2012 roku w ramach festiwalu steirischer herbst w Grazu. Dziewięćdziesiąt dziewięć haseł, napisanych przez praktyków z całego świata, przedstawia różnorodne taktyki i strategie wychodzące od hipotezy o konkretności prawdy. Autorzy szkicują mapę współczesnego artystycznego aktywizmu i sztuki zaangażowanej, zarysowując jednocześnie filozoficzne podstawy zmagań o lepszy świat.

spoleczenstwobezmiesa.pl

sklep.beczmiana.pl

64


książki

ZARZĄDZANIE W PŁYNNEJ NOWOCZESNOŚCI Zarządzanie było jedną z sił napędowych ubiegłego wieku – jego idea i język wręcz skolonizowały większość instytucji, obszarów ludzkiej działalności i dziedzin życia. Jedne z nich zarządzanie wspierało, inne niszczyło, ale niewiele jest we współczesnym społeczeństwie sfer, na które nie miało żadnego wpływu. Jakie znaczenie ma zarządzanie dzisiaj – w naszych niewesołych czasach, które charakteryzuje narastające poczucie braku bezpieczeństwa i nadziei? Czy zarządzanie ma jeszcze do odegrania jakąś rolę – teraz i w przyszłości? Czym może się stać i komu powinno służyć, gdy już minie czas interregnum i gdy zacznie się wyłaniać nowy, miejmy nadzieję bardziej ludzki system? To kilka spośród kwestii omawianych w nowej, bardzo aktualnej książce Zarządzanie w płynnej nowoczesności, będącej zapisem rozmowy Zygmunta Baumana, jednego z największych myślicieli naszych czasów, architektki i wykładowczyni studiów miejskich Ireny Bauman oraz dwojga badaczy zajmujących się organizacją i zarządzaniem, Jerzego Kociatkiewicza i Moniki Kostery. sklep.beczmiana.pl

65


foto i wideo

GŁOWA, SKÓRA, TWARZ Zestawienie dorobku wybitnej dokumentalistki Zofii Rydet z konceptualnymi, kreacyjnymi pracami Anety Grzeszykowskiej wydaje się wyborem nieoczywistym. Obie artystki „spotkały się” jednak już dekadę temu w bytomskiej Kronice, gdzie ich twórczość połączył wątek obsesyjnej rejestracji codzienności. Tym razem punktem wyjścia dla ich wspólnej wystawy zatytułowanej Głowa, skóra, twarz stała się refleksja nad wizerunkiem kobiety – kluczowa dla praktyki Grzeszykowskiej, w przypadku autorki Zapisu socjologicznego rzadko jednak podejmowana. Wydobycie wątku feministycznego, dotychczas praktycznie nieobecnego w dyskursie krytycznym o Rydet, na pewno stanie się ciekawym tropem dla dalszych badań nad jej archiwum. Szczególnie w kontekście pokazywanych w Rastrze prac, gdzie mniej znane obiekty fotograficzne z cyklu Przemiany czy portrety kobiet z serii Czas przemijania dialogować będą z najnowszymi dziełami Grzeszykowskiej. (ED) 1.04 — 20.05 Warszawa, Raster, ul. Wspólna 63 rastergallery.com

66


Aneta Grzeszykowska: Skin Head #6, 2016, skóra, wypełnienie, ca. 39 × 22,5 × 17 cm. Dzięki uprzejmości galerii Raster


foto i wideo

WYBÓR BRONI

foto i wideo

KRÓTKA FALA

Tytuł wystawy Aparat to moja broń to cytat z pierwszej i najważniejszej książki amerykańskiego dokumentalisty Gordona Parksa, wspomnień A Choice of Weapons („Wybór broni”), a zarazem jego życiowe motto – fotografowanie było bowiem dla Parksa formą walki o równouprawnienie. „Uczyniłem ze swojego aparatu fotograficznego narzędzie świadomości społecznej. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że muszę mieć wystarczające zrozumienie, co jest dobre, a co złe, inaczej aparat stałby się w końcu moim wrogiem” – pisał. Jakim był fotoreporterem? Jak szukał tematów? W jaki sposób fotografował ludzi i jak traktował swoich bohaterów? Odpowiedzi na te pytania szukajcie na przygotowanej przez Joannę Kinowską wystawie, w ramach której zaprezentowany zostanie wybór osiemdziesięciu fotografii Gordona Parksa.

Short Waves to festiwal filmów krótkometrażowych – „sieć filmowych wydarzeń rozproszonych w przestrzeni miejskiej” – odbywający się w poznańskich kinach studyjnych, klubach, centrach kultury i… mieszkaniach. Hasło przewodnie tegorocznej edycji, „beyond borders” („ponad granicami”), odnosi się do procesu zacierania się granic pomiędzy różnymi dziedzinami sztuki oraz odbiorcami, użytkownikami i twórcami kultury, a także do umowności granic geograficznych w kontekście zjawisk takich jak „kryzys migracyjny”, globalizacja ekonomii czy internet. Program podzielony jest na sekcje tematyczne – m.in. eksperymentalną unxpctd.mov, New Queer Visions czy kino niemieckie – oraz bloki dedykowane różnym grupom wiekowym.

27.03 — 7.05 Warszawa, Zachęta, pl. Małachowskiego 3 zacheta.art.pl

21—26.03 Poznań shortwaves.pl

68


Gordon Parks: Amerykański gotyk, Waszyngton, 1942. Dzięki uprzejmości The Gordon Parks Foundation


foto i wideo

NOWY KONIEC Stracone terytoria – zbiór kilku tysięcy zdjęć wykonanych przez fotografów z kolektywu Sputnik na terenach byłych republik Związku Radzieckiego – to konceptualny „model do składania”, prezentowany w różnych konfiguracjach w postaci wystaw, wykładów i książek. Jego najnowsza odsłona to przygotowana przez Sebastiana Cichockiego ekspozycja Stracone terytoria. Nowy koniec. Wybrane zdjęcia zostały podzielone na trzy kategorie: pejzaż (zmodyfikowany przez przemysł), ruiny (ślady działalności człowieka) i przedmioty (materiał dowodowy będący pozostałością po mniej lub bardziej niezrozumiałych z perspektywy przyszłości aktywnościach ludzkich). „Fotografie wybrane na wystawę Nowy koniec posłużyły do sformułowania narracji o jednoznacznie ostrzegawczym i ekologiczno-politycznym tonie. Przyjęta tu futurologiczna perspektywa zakłada wprowadzenie «czasu geologicznego» (opisującego procesy skałotwórcze), a więc porzucenie czasu mierzonego życiem pojedynczego człowieka. To ćwiczenie z wyobraźni – spojrzenie na archiwum fotograficzne, jakie mogłoby istnieć w przyszłości, za kilkaset, a może nawet kilka tysięcy lat” – tłumaczy Cichocki. 3.03 — 20.04 Białystok, Arsenał, ul. Mickiewicza 2 galeria-arsenal.pl

70


Sputnik Photos: Stracone terytoria. Nowy koniec. Materiały prasowe galerii Arsenał

71


Sheng-Wen Lo: Nanjing Underwater World, Chiny, 2015, z serii White Bear. © Sheng-Wen Lo

foto i wideo

DRYFY Dopóki Wyspy Brytyjskie nie weszły jeszcze w pełni w brexitowy dryf, warto wybrać się do Derby. Już po raz ósmy otwiera się tam FORMAT, jeden z najciekawszych festiwali fotograficznych w Europie. Jego tegoroczna odsłona pod hasłem „Habitat” porusza kwestie związane z życiem w antropocenie – epoce geologicznej zdominowanej przez człowieka. Obok wystawy głównej Ahead Still Lies Our Future, poświęconej spekulacjom na temat przyszłości, istotną częścią programu będzie prezentacja ponad pięćdziesięciu projektów wyłonionych na drodze tematycznego open call. Wśród nich znajdziemy polski akcent – Dominika Gęsicka, jedna z laureatek sekcji Show Off Miesiąca Fotografii w Krakowie, pokaże swój cykl This Is Not Real Life, w ramach którego portretuje codzienność miasteczka Longyearbyen – najdalej wysuniętej na północ ludzkiej osady na świecie. (ED) 24.03 — 23.04 Wielka Brytania, Derby formatfestival.com

72


Marcelina Turbak, z cyklu Czarna woda, czarny las

foto i wideo

CZARNA WODA, CZARNY LAS Czarna woda, czarny las to wystawienniczy debiut Marceliny Turbak – fotografki związanej z wrocławskim Ośrodkiem Postaw Twórczych. Świat na zdjęciach Turbak ciągle balansuje na granicy upadku, bez ustanku negocjując własną stałość. Artystka fotografuje stosy mebli, które za chwilę zapadną się pod własnym ciężarem, prowizoryczne rozwiązania i wynikające z nich porażki, a także symbole tworzące iluzję stabilności. Za tą iluzją są już tylko „czarna woda i czarny las”… do 24.03 Wrocław, Miejsce przy Miejscu, pl. Strzelecki 12 facebook.com/MiejscePrzyMiejscu metaformy.blogspot.com

73


Kadr z filmu Śmierć Ludwika XIV, reż. Albert Serra

Andrzej Marzec dla NN6T foto i wideo

ŚMIERĆ SŁOŃCA Śmierć Ludwika XIV – najnowszy film Alberta Serry – pokazuje, że choć koronowane głowy nie są w stanie uniknąć nieuniknionego, to jednak umierają inaczej niż zwykli śmiertelnicy. Na ekranie Król Słońce kona na naszych oczach przez blisko dwie godziny. Akcja toczy się bardzo powoli, niczym krew upuszczana z królewskich żył przez nadwornych lekarzy, bezradnych wobec nadchodzącej śmierci. Jednak naprawdę warto razem z orszakiem dworskim wypatrywać końca, w napięciu oczekiwać na to, co nieuniknione, a przy tym obserwować wytworną agonię, śledzić każdy powolny ruch, najmniejszy grymas koronowanej głowy i patrzeć, jak królewskie usta z trudem przełykają kawałeczek biszkopta popijany alikantem. Film Alberta Serry jest nie tylko wysmakowaną funeralną celebracją, lecz również wykwintną kino­wą ucztą, której specjały należy konsumować niespiesznie. (AM) Premiera: 3.03

74


Kadr z filmu American Honey, reż. Andrea Arnold

foto i wideo

CUD MIÓD Andrea Arnold powraca po pięcioletniej przerwie z doskonale zrealizowanym filmem drogi, w którym wraz z głównymi bohaterami podróżujemy poprzez światy tworzone przez różnorodne klasy społeczne Ameryki. Podobnie jak w swoich wcześniejszych filmach, w American Honey Arnold skupia się na losach młodej, wchodzącej w dorosłe życie bohaterki – tym razem jest to osiemnastoletnia Star, która po kolejnej rodzinnej kłótni ucieka z domu i rozpoczyna włóczęgę po Stanach. „Amerykański sen” u Arnold przyjmuje najróżniejsze postacie; najczęściej jest nieco zakurzony, przechodzony, a nawet brudny. To właśnie sprawia, że nie odkleja się on zbytnio od rzeczywistości – wręcz przeciwnie, zwykle przyjmuje formę bardzo przyziemnych pragnień. American Honey sprawia, że sami zaczynamy zastanawiać się nad tym, czy wciąż potrafimy marzyć. A przecież bez tej umiejętności nie można w ogóle myśleć o spełnianiu marzeń. (AM) Premiera: 31.03 gutekfilm.pl

75


Agnieszka Sosnowska dla NN6T ruch i dźwięk

TANIEC SERPENTYN Niedawno, dzięki biograficznemu filmowi Tancerka w reżyserii Stéphanie Di Giusto, znowu zrobiło się głośno o Loïe Fuller – prekursorce tańca współczesnego z końca XIX wieku, słynącej z pięknych jedwabnych kostiumów i nowatorskiej estetyki. Najbardziej znaną pracą artystki jest Taniec serpentyn z 1891 roku – choreografia wykraczająca poza ciało, obejmująca również falujący materiał i grę światła. „Na naszych oczach zmieniała się w różnokolorową lśniącą orchideę, falujący wodny kwiat, wijącą się lilię, przeistaczała się w barwne, niezwykłe widowisko” – zachwycała się tancerką sama Isadora Duncan. Słynny Taniec serpentyn sfilmowali i ręcznie pokolorowali bracia Lumière. O tym, że twórczość Fuller to nie tylko historia, ale także bardzo współczesna i świeża praktyka, przypomina dziś Ola Maciejewska, która w ramach performansu BOMBYX MORI zakłada taki sam kostium, w jakim niegdyś tańczyła Fuller, i wprawia w ruch fałdy materiału. I nadal jest to niezwykłe widowisko. (AS) 1.04 Bruksela kaaitheater.be/en/performatik

76


Aleksandra Maciejewska: BOMBYX MORI. Fot. Martin Argyroglo

77


Projekt okładki: Katarzyna Błahuta

ruch i dźwięk

PERFORMER Z KRWI I KOŚCI Piotr Pawlenski jest dzisiaj jednym z najbardziej bezkompromisowych performerów traktujących własne ciało jako medium oporu. W 2012 roku rosyjski artysta stanął przed Soborem Kazańskim w Sankt Petersburgu z zaszytymi ustami, wyrażając w ten sposób sprzeciw wobec aresztowania aktywistek z Pussy Riot. Szybko jednak został „zwinięty” przez policję i poddany badaniom psychiatrycznym. Rok później w ramach głośnej akcji Fiksacja performer przybił swoją mosznę gwoździem do bruku na placu Czerwonym w Moskwie – protestował w ten sposób przeciwko bierności rosyjskiego społeczeństwa i transformacji Rosji w państwo policyjne. Monografia Pawlenski, której osią są rozmowy z artystą i bliskimi mu osobami, ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Krytyki Politycznej. (AS) wydawnictwo.krytykapolityczna.pl

78


Martyna Miller: Analog Heart. Fot. Stanisław Legus Jacek Plewicki dla NN6T ruch i dźwięk

ODZYSKAJ CIAŁO I UŻYJ GO! Martyna Miller od pewnego czasu pojawia się to tu, to tam, zmuszając (przypadkowych) odbiorców sztuki do zmierzenia się z tym, co w zupełnie niepozornej sytuacji znaczyć i zdziałać może seksualność i do czego może służyć samo ciało. Podczas Brutażu Martyna stała się nagim serduszkiem z facebookowego Messengera oraz nowym żywym logotypem Polskiej Akademii Kosmicznej, teraz w ramach projektu Prc Gesture Revival wraz z Tiną Keserović opisuje historię kontuzji, jakiej regularnie doznawali arabscy łucznicy, by opowiedzieć o alternatywnych metodach cielesnego oporu. A niebawem w Instytucie Pozytywnej Seksualności przeprowadzi warsztaty, które będą częścią jej międzynarodowego tournée Sex in situ (prod. Teatr Nordkraft w Aalborgu w Danii, wraz z Olgą Szymulą i Jakobem Jørgensenem), traktującego o tym, jak odgrywać i wykorzystywać seksualność i erotyzm w praktykach teatralnych i performatywnych. (JP) 25—26.03 Warszawa, Instytut Pozytywnej Seksualności, ul. Złoczowska 6 sexpositiveinstitute.pl

79


ruch i dźwięk

ruch i dźwięk

FERMENT MŁODEGO KIJOWA

SUBWERSYWNY ASPEKT RUSZANIA BIODERKAMI

Poly Chain to nowy projekt na stołecznej scenie klubowej. Nie jest to jednak ani muzyka taneczna, ani do końca warszawska. Ukrywająca się pod tym pseudonimem artystka pochodzi z Ukrainy i wszędzie, gdzie się pojawia, rozsiewa nonkonformistyczny ferment młodego Kijowa. Często występuje w mroczku nocnych klubów, używając tylko jednego syntezatora Prophet 8, z którego jest w stanie wydobyć cały szereg nieprzewidywalnych, konfundujących brzmień. Nigdy nie wpada w zwykłą taneczność – dlatego jej muzykę podciąga się pod nudną kategorię „ambient” – ale zarazem nie ma skłonności do przesadnych eksperymentów. To wprawia Bogu ducha winnych klubowiczów w nie do końca uświadomiony dyskomfort. Prężna wytwórnia Transatlantyk, od dwóch lat skupiona na promocji polskiej muzyki wśród DJ-ów na świecie, właśnie zdecydowała się wydać jej winyl Music For Candy Shops, którego premierze towarzyszyć będzie występ Poly Chain w nowym warszawskim klubie Koszykowa 55. Obok niej pojawią się Zambon i Eltron John. (JP)

Szpitalna 1 to chyba pierwszy polski undergroundowy klub z prawdziwego zdarzenia. Co to tak naprawdę znaczy? – zapytacie. Odpowiem: a) skupia się na muzyce tanecznej, b) prezentuje ją w formie odartej z komercyjnej otoczki, c) nawiązuje do etosu „klubu nocnego” (tak, coś takiego naprawdę istnieje!). Ale w jaki sposób? Otóż: a) dysponuje nagłośnieniem, które umożliwia przeżywanie muzyki całym ciałem, b) w świetle sytuuje gości, a nie występujących, c) zaprasza DJ-ów i muzyków, którzy nieustannie przypominają o specyfice kontekstu i klubowego brzmienia. Surowość i bezpośredniość, jaką już niebawem na Szpitalnej zaprezentują prowadzący wytwórnię L.I.E.S. Ron Morelli oraz rearanżujący muzykę klubową Lee Gamble, to połączenie, które każdemu szaremu snobowi zagubionemu w świecie sztuki na pewno pozwoli zrozumieć, na czym polega gestualny i subwersywny aspekt ruszania bioderkami. (JP)

3.03, godz. 23 Warszawa, ul. Koszykowa 55 facebook.com/ours55

25.03, godz. 22 Kraków, ul. Szpitalna 1 facebook.com/szpitalna1

80


NN6T raport

TOWARZYSCY I SPONTANICZNI Uczestnictwo w kulturze w Warszawie na podstawie wyników badania publiczności warszawskich instytucji kultury przeprowadzonego na zlecenie Biura Kultury i Biura Marketingu m.st. Warszawy w październiku 2016 roku przez Millward Brown S.A. i Realizacja Sp. z o.o.


W opublikowanym w styczniu 2017 roku przez Biuro Kultury i Biuro Marketingu Urzędu m.st. Warszawy raporcie z badania publiczności 30 warszawskich instytucji kultury znalazło się wiele informacji szczegółowo opisujących bywalców tych placówek. Badanie, po raz pierwszy przeprowadzone na tak dużej próbie, przygotowane zostało z myślą o wykorzystaniu wyników do budowania lepszej komunikacji z publicznością, możliwości dotarcia do nowych odbiorców oraz powiększania grupy uczestników wydarzeń. Badanie było współprojektowane przez uczestniczące w nim instytucje – ten współudział ma zaowocować większym wykorzystaniem praktycznym wyprodukowanej wiedzy. Dotyczyło między innymi „przepływów” publiczności między instytucjami, i niektóre z odkrytych powiązań są zaskakujące. Na przykład Teatr Wielki Opera Narodowa ma publiczność bywającą także w Teatrze Roma, choć skrajnie różny charakter i repertuar tych instytucji sugerowałyby raczej, że nie może się to zdarzać często. Jak to się dzieje? Wpływają na to dwie cechy publiczności instytucji kultury, którym do tej pory poświęcano stosunkowo mało uwagi, skupiając się głównie na programach oferowanych przez te placówki. Tymczasem wyraźnie widać, że odbiorców kultury cechuje przede wszystkim spontaniczność i towarzyskość. I to one, a nie tylko program, wpływają na frekwencję, popularność, zainteresowanie ofertą instytucji kultury. Dla odbiorców kultury wizyty w instytucjach są często przestrzenią po prostu pozyskiwania interesujących bodźców do życia towarzyskiego czy uczuciowego, niekoniecznie zaś polegają na skupionej kontemplacji czy koncentracji na merytorycznych efektach pracy zespołów tych instytucji. Dlatego właśnie na towarzyskości i spontaniczności – potężnych i niedocenianych motorach uczestnictwa w kulturze – skupiamy się, przedstawiając czytelnikom „NN6T” podsumowanie przeprowadzonych w Warszawie badań. Poprosiliśmy o komentarz socjologów, a także pracowników warszawskich placówek. Ale ponieważ głównym celem przedstawianego badania było stworzenie charakterystyki gości instytucji kultury zlokalizowanych w Warszawie, poznanie ich zwyczajów i uzyskanie informacji o motywacjach do udziału w wydarzeniach – zacznijmy właśnie od tego. Bogna Świątkowska, współpraca: Jakub Supera

98


30 5098

INSTYTUCJI

WYWIADÓW

Miejsca, w których zrobiono najwięcej wywiadów

428 Warszawskie ZOO

395

Muzeum Powstania Warszawskiego

324

Centrum Nauki Kopernik

300

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

289

197

Zamek Królewski

Filharmonia Narodowa

236

153

Teatr Wielki Opera Narodowa

224

Teatr Roma

99

Teatr Komedia

149

Teatr Narodowy


UCZESTNICY ŻYCIA KULTURALNEGO WARSZAWY

płeć

56%

44%

mężczyźni

kobiety

miejsce zamieszkania

21%

1,5%

osoby mieszkające na stałe poza stolicą

mieszkańcy innych krajów 100


UCZESTNICY ŻYCIA KULTURALNEGO WARSZAWY

wiek

25% 25–34 lata

24% 22% 14% 10% 5%

35–44 lata

15–24 lata

45–54 lata

55–64 lata

powyżej 64 lat

WYKSZTAŁCENIE

45% wyższe

31% średnie

8%

pomaturalne, policealne

8%

zasadnicze, zasadnicze zawodowe

7%

gimnazjalne

101

1%

podstawowe

0%

niepełne podstawowe


UCZESTNICY ŻYCIA KULTURALNEGO WARSZAWY

SYTUACJA ZAWODOWA

60% pracownik najemny

18% 11% 8% 5%

uczeń, student własna działalność gospodarcza

emeryt, rencista

inne

ZAWÓD WYKONYWANY

33%

specjalista, wolny zawód, artysta

24%

technik, pracownik administracyjny, biurowy

22%

14%

pracownik handlu, usług

kadra kierownicza

102

8%

pracownik fizyczny


UCZESTNICY ŻYCIA KULTURALNEGO WARSZAWY

SPOSÓB DOTARCIA / ŚRODEK TRANSPORTU

36%

samochodem osobowym

30%

autobusem

15%

tramwajem

9%

3%

metrem

1%

taksówką

3%

2%

piechotą

autokarem wycieczkowym

pociągiem

1%

rowerem

NAJCHĘTNIEJ

64%

spędza czas wolny na spotkaniach ze znajomymi oraz z rodziną w domu

26%

13%

wybiera udział w wydarzeniach kulturalnych jako ulubioną formę spędzania czasu wolnego

w czasie wolnym zajmuje się własną twórczością artystyczną lub rzemiosłem 103


towarzyskość

OSOBY TOWARZYSZĄCE

Średnio 2,5 osoby towarzyszącej (bez grup zorganizowanych)

SKĄD POCHODZIŁA INFORMACJA O WYDARZENIU KULTURALNYM

39%

22%

z rozmowy z rodziną / znajomymi

przez internet od rodziny / znajomych 104


towarzyskość

Z KIM PAN/I PRZYSZEDŁ/A

14% 13% 7% 3% 2% 1% 1%

34%

sam/a

41% ze znajomymi / przyjaciółmi

z żoną / mężem, partnerką / partnerem, chłopakiem / dziewczyną

z dziećmi / wnukami poniżej 15. roku życia

z wycieczką, grupą zorganizowaną

z dziećmi / wnukami w wieku 15 lat lub więcej

z rodzicami

0%

z rodzeństwem

z innymi osobami niespokrewnionymi

z innym członkiem rodziny

NAJCZĘSTSZE MOTYWACJE UDZIAŁU W WYDARZENIU KULTURALNYM

11%

chęć spędzenia czasu z bliskimi – z rodziną, z przyjaciółmi, randka

10%

zainteresowanie daną tematyką – np. II wojną światową, zwierzętami czy malarstwem 105


SPONTANICZNOŚĆ

MOMENT PODJĘCIA DECYZJI O UCZESTNICTWIE W WYDARZENIU

27% kilka dni temu

23%

tydzień temu

13%

2–3 tygodnie temu

13%

wczoraj

10% dzisiaj

7%

miesiąc temu

6%

ponad miesiąc temu

2%

trudno powiedzieć 106


W kulturze instytucjonalnej nie uczestniczy się w trybie nietowarzyskim Tomasz Szlendak

Ludzie nie lubią chadzać do instytucji kultury w pojedynkę, bo byłby to sygnał swego rodzaju społecznej porażki. To okazja wybitnie towarzyska, niemal jak wyjście do knajpy czy restauracji. Najczęściej jeśli ma się do instytucji kultury iść samemu czy samej, to nie idzie się wcale. Dlatego każda instytucja kultury powinna pamiętać o złożonych procedurach „skrzykiwania się” jej klienteli, o czasie na umówienie się, na ustalenie osoby w grupie, którą w najmniejszym stopniu stać na bilet i dostosowywaniu do takiej osoby praktyk innych członków grupy. Ciarki przebiegające po plecach, obrzydzenie, znudzenie czy zaskoczenie to takie doznania w kontakcie ze sztuką, które trzeba z kimś omówić, dopowiedzieć, zinterpretować – a trudno się to robi w pojedynkę. Jak wynika z badań, nawet osoby samotnie odwiedzające instytucje kultury, choćby wystawiennicze, i tak nie są w nich dziś same, bo robią oglądanym obiektom zdjęcia, które wrzucają na swoje internetowe „ściany wystawowe”, przymuszając do komentowania innych, fizycznie ulokowanych gdzie indziej. Jeśli zaś chodzi o festyny i festiwale, ta towarzyskość jest spotęgowana, zdublowana, bo nie dość, że najczęściej uczestniczą w nich całe grupy (na Woodstocku są to „wioski”), to jeszcze w połowie przypadków wszystko to, czego doświadczają uczestnicy, od razu ląduje na Facebooku i Instagramie, na bieżąco informuje się o tym towarzystwo rozszerzone. Kultura coraz częściej ma zatem znaczenie prestiżogenne – uczestnicząc w wydarzeniach kulturalnych, mło-

dzi ludzie budują swój status i wizerunek, konstruują własną tożsamość prezentowaną innym w grupach rówieśniczych. W tej kategorii wiekowej odwiedzanie instytucji kultury ma też wymiar więziotwórczy. Bliscy sobie ludzie odwiedzają te same placówki i są w ich nieformalnych fanklubach – możemy więc mówić o relacjogennej funkcji takich miejsc. Instytucje to narzędzia umacniające grupy, służące do sprawniejszego zrzeszania się, ale też dostarczające młodym ludziom elementów do budowania własnej pozycji. Tak zwani młodzi dorośli odwiedzają natomiast instytucje kultury w parach, z tym że niekoniecznie są to dzisiaj pary romantyczne. Takie placówki – w szczególności teatry – to nadal instytucje rynku matrymonialnego czy seksualnego. W badaniach kultury miejskiej w Polsce okazało się na przykład, że Muzeum Powstania Warszawskiego to jedno z najbardziej cenionych miejsc na randki w stolicy. Praktyki kulturalne często łączą się zatem z praktykami romantycznymi: służą umacnianiu związków i ich budowaniu. Osoby z dziećmi i młode rodziny, narzekając na brak kontaktu z kulturą, narzekają de facto nie na brak bodźców w postaci sztuki, ale na niemożność „wyjścia na miasto”, niemożność prowadzenia życia towarzyskiego, na brak możliwości „kręcenia się” między innymi ludźmi o podobnych potrzebach i gustach. Ludzie unikają więc chodzenia do filharmonii, teatrów i centrów sztuki w pojedynkę, a często nawet pójście w parze im nie wystarcza. W trakcie etnograficznych badań Filharmonii Szczecińskiej okazało się, że na koncert jazzmana Włodka Pawlika przybyły wyłącznie pary i grupy, z tym że pary kontaktowały się przed, w przerwie i po koncercie z grupami podpiętymi pod facebookowe adresy albo za pomocą MMS-ów. Młody chłopak 107


i dziewczyna kontemplowali koncert, jednocześnie rozmawiając ze sobą i wysyłając zrobione przed chwilą zdjęcia sceny znajomym i rodzinie za pomocą smartfonów. Wszyscy wokół, oprócz grupy osób w starszym wieku, przyszli w parach. Obok badaczy siedziały dwie turystki z Australii, matka z dorosłym synem, trzy pary małżeńskie, a nieopodal grupa osób starszych, w odświętnych strojach – seniorzy kupili zniżkowe bilety grupowe, kierowane specjalnie do tej kategorii wiekowej. Całe pakiety wydarzeń i przedsięwzięć kulturalnych kierowane są do określonych grup i tworzone z myślą o nich, o tym, że będą „konsumowane” w trybie towarzyskim. Najczęściej chodzi o osoby starsze, łatwe do „zrekrutowania” dzięki uniwersytetom trzeciego wieku – swoistym maszynom do wytwarzania towarzyskości. Wystawa na temat Jawy w Muzeum Etnograficznym jest dla nich nie tyle celem, ile pretekstem do wyjścia z domu, odwiedzin w instytucji i wspólnego po niej spaceru, a potem – przede wszystkim – udania się do kawiarni, żeby podyskutować o tym, co się widziało.

świadomość tego stanu rzeczy po stronie organizatorów wydarzeń wydaje się nadal dość niska. W efekcie tylko w jednostkowych przypadkach towarzyskość jest postrzegana jako znaczący czynnik kulturotwórczy i jako taka wykorzystywana przy planowaniu poszczególnych działań czy szerzej: polityk i strategii kulturalnych. Bogna Kietlińska — socjolożka (Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Zakład Metod Badania Kultury), współautorka wraz z prof. Barbarą Fatygą raportu z badania „Bilet za 400 groszy”, zrealizowanego 14.05.2016 dla Instytutu Teatralnego przez Fundację Obserwatorium Żywej Kultury — Sieć Badawcza.

Towarzyskość animowana Kolektyw Badawczy

Przy interpretacji wyników badań warto wziąć pod uwagę charakter wydarzenia, podczas którego zbierano dane. Z wielu innych badań wynika, że potrzeba wyjścia w towarzystwie zależy m.in. od typu instytucji, typu wydarzenia, lokalizacji, a nierzadko także Tomasz Szlendak — socjolog kultugodziny wizyty. W omawianym raporry i socjolog rodziny, bada prakcie wyraźnie widać, że w towarzystwie tyki kulturalne Polaków. W polu jego zainteresowań naukowych znaj- chodzimy częściej do teatrów i na koncerty, a samotnie do muzeów. Żeby dują się też psychologia ewoluodpowiedzieć na pytanie o to, dlaczecyjna, socjoantropologia relacji go tak jest, trzeba sięgnąć po wyniki płciowych i socjologia konsumpbadań jakościowych. W opinii tzw. bycji. Dyrektor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Koperni- walców w przypadku wystaw towarzystwo nie jest niezbędne, a bywa wręcz ka w Toruniu. uciążliwe, bo wymusza np. dostosowanie się do tempa zwiedzania innych osób. Koncerty i spektakle wymagają zwykle wcześniejszego zaplanowania i zorganizowania się. Do tego dochodzi potrzeba dzielenia się emoBogna Kietlińska cjami, a także, po prostu, zapewniePotencjał, jaki niesie towarzyskość, rzadko dostrzegany jest przez same in- nia bezpieczeństwa, gdy wydarzenie stytucje kultury. Podczas gdy odbiorcy kończy się o późnej porze. Towarzydoskonale potrafią z niego korzystać, stwo lub jego brak nie wpływa jednak

Towarzyskość niewykorzystywana

108


Spośród różnych form uczestnictwa w kulturze w stolicy publiczność najczęściej wybiera teatr. W ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie na spektaklu teatralnym w Warszawie było 65% respondentów. Największą popularnością cieszyły się Teatr Narodowy i Teatr Muzyczny Roma (po 17%). Blisko 2/3 badanych (61%) w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie zwiedziło muzeum lub wystawę w Warszawie. Największą popularnością cieszyły się Muzeum Narodowe (28%), Łazienki Królewskie (25%) i Muzeum Powstania Warszawskiego (20%). Blisko połowa badanych (46%) w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie była na koncercie, spektaklu operowym lub baletowym w Warszawie. Największą popularnością cieszyły się koncerty organizowane na Stadionie Narodowym (31%), w Stodole (17%), w Łazienkach Królewskich (16%), na Torwarze (15%), w Teatrze Wielkim Operze Narodowej (14%) oraz w Filharmonii Narodowej (13%).

na uczestniczenie w wydarzeniu osób najbardziej aktywnych na tym polu i mających konkretne kulturalne zainteresowania. Część raportu dotycząca towarzyskości pozostawia pewien niedosyt. Dowiadujemy się z niego, że zwiedzający w jakimkolwiek towarzystwie stanowią niemal 80% ogółu badanych, a około 40% to uczestnicy w towarzystwie przyjaciół i znajomych. Z badań, jakie prowadzimy dla różnych instytucji, wynika, że wspólne wyjścia zawsze inicjuje i organizuje konkretna osoba. Zwłaszcza w przypadku przyjaciół uczestniczących wspólnie ważny jest „animator”. W ankiecie zabrakło pytania o to, kto był inicjatorem wyjścia, więc nawet dysponując surowymi danymi, nie możemy stworzyć profilu „animatora”. Szkoda, bo takie osoby warto wyodrębnić z ogółu badanych i przyjrzeć się im bliżej, gdyż to one stanowią najskuteczniejszych sprzymierzeńców w działaniach promocyjnych. Z danych zawartych w raporcie przydatne byłoby wyodrębnienie informacji o tym, w jaki sposób „animatorzy” dowiedzieli się o wydarzeniu, kiedy dotarła do nich informacja i ile czasu zajęło im zorganizowanie

wyjścia. Tak zwani bywalcy przyjdą na wydarzenie; pozostaje pytanie, czy przyjdą sami, czy w towarzystwie, a to zależy w dużej mierze od czasu i sposobu dotarcia do nich z komunikatem. Zorganizowanie grupy to proces, który trwa, a jak powiedziała nam jedna z badanych: „Spontaniczna decyzja oznacza najczęściej, że na wystawę idę sama”. Kolektyw Badawczy Magdalena Ochał — doktor socjologii, studentka historii sztuki, specjalizuje się w badaniach stylu życia. Michał Kocikowski — antropolog kultury, doktorant w Instytucie Kultury Polskiej UW, niebezkrytyczny entuzjasta service design.

Kultura uspołeczniająca Tomasz Thun-Janowski,

dyrektor Biura Kultury m.st. Warszawy

Z naszego punktu widzenia ważnym wnioskiem z tych badań jest to, że udział w wydarzeniach kulturalnych bezpośrednio wiąże się z relacja109


Profil mieszkańców stolicy odwiedzających instytucje kultury nieznacznie różni się pod względem podstawowych zmiennych od profilu ogółu warszawiaków. Struktura płci jest zbliżona, natomiast różny jest profil wiekowy obu badanych grup. Wśród odwiedzających występuje nadreprezentacja osób młodszych (w największym stopniu najmłodszych w wieku 15—24 lata) i jednocześnie niedoreprezentowanie osób starszych (szczególnie grupy najstarszej — powyżej 64 lat).

mi społecznymi. W badaniu ustalono między innymi, że osoby, które odwiedzają instytucje, kierują się najczęściej informacjami uzyskanymi od rodziny lub znajomych i przeważnie przychodzą w towarzystwie. Odwracając ten wniosek, można zaryzykować tezę, że wykluczenie z kultury – zwłaszcza rozumiane szerzej niż tylko nieodwiedzanie instytucji kultury – jest wykluczeniem z relacji społecznych. Jeśli tak jest w istocie, to dostarczyliśmy właśnie kolejnych dowodów na to, że kultura powinna stawać się priorytetem polityki rozwojowej miasta, a wiedza z badań pozwoli nam wszystkim lepiej to wyzwanie realizować. Instytucje w indywidualnych raportach otrzymały szereg informacji dotyczących ich własnej publiczności. Liczę, że wyniki okażą się przydatne dla dyrektorów poszczególnych placówek. Mam nadzieję, że przełożą się nie tylko na udoskonalenie działania instytucji, których dotyczyło badanie, ale także na powiększenie grona uczestników kultury w Warszawie.

Publiczność w budowie Marta Skowrońska-Markiewicz, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

To badanie jest wypadkową starań i równoległych działań różnych podmiotów, które wreszcie dojrzały do 110

współpracy i dostrzegły wspólne cele. To także wyraz tego, że w instytucjach rośnie świadomość społecznych ról, jakie możemy odgrywać, i odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa. Współpraca oraz dzielenie się danymi i wiedzą, jaką zdobywamy na różne sposoby, jest jedną z metod zwiększania szans na dotarcie z naszą ofertą do różnych publiczności. MSN jest interesującym przypadkiem ze względu na brak stałej siedziby, a co za tym idzie częste zmiany lokalizacji tymczasowych przestrzeni wystawienniczych i warunków, w których możemy prowadzić programy publiczne. Wymaga to od naszego zespołu dużej elastyczności i kreatywności, a od publiczności czasem wiele wyrozumiałości i gotowości na eksperyment. Mimo to sukcesywna praca nad budowaniem naszej publiczności trwa od kilku lat i przynosi widoczne efekty. W pierwszych latach działalności większa część programu kierowana była do środowiska artystycznego i akademickiego, do profesjonalistów i studentów pokrewnych z naszą działalnością kierunków. Festiwal Warszawa w Budowie był pierwszym cyklicznym projektem, który otworzył nas dla nowych grup odbiorców i uczestników. Doświadczenie współpracy z wieloma podmiotami – organizacjami pozarządowymi, firmami i instytucjami spoza kręgu sztuki – bardzo wiele nas nauczyło i pokazało, jaki mamy potencjał pracy z publicz-


Cechy demograficzno-społeczne podnoszące prawdopodobieństwo wizyt w teatrze związane są przede wszystkim z sytuacją materialną badanych — im lepsza sytuacja materialna, tym wyższe prawdopodobieństwo wizyt w teatrze. Publiczność warszawskich instytucji kultury tworzą osoby w stosunkowo dobrej sytuacji materialnej — 60% badanych deklaruje, że powodzi im się dobrze lub bardzo dobrze.

znanie i zrozumienie naszych widzów. Na bieżąco prowadzimy swoje badania i korzystamy z raportów publikowanych przez inne pomioty. Badania przeprowadzone przez Biuro Kultury i Biuro Marketingu w Warszawie są dla nas ważnym źródłem wiedzy o publiczności. Każą nam na przykład zastanowić się, jak zmienić komunikaty o naszym programie, żeby celniej niż obecnie trafiały do mężczyzn. Interesująca jest dla nas również mapa „wymiany widzów”. TR Warszawa jest aktywny w sieci rozwoju publiczności ADESTE, która działa w warszawskich instytucjach dzięki inicjatywie Biura Kultury. Naszym naczelnym hasłem jest niekonkurowanie między instytucjami kultury w Warszawie, i działanie na rzecz pobudzania do uczestnictwa w kulturze. Wierzymy, że wymiana publiczności pomiędzy instytucjami może być wspierana systemowo Kaja Stępkowska, i może dać fantastyczne efekty. TR Warszawa Zależy nam, aby widzowie FilharmoTR Warszawa jest w trakcie transformacji związanej z planowanym otwar- nii Narodowej trafiali na spektakle ciem nowej siedziby na placu Defilad. TR Warszawa i na odwrót; żeby na te spektakle trafili ci, którzy nie chodzą Od ponad roku pracujemy nad wizją i strategią naszej instytucji w kontek- do teatru w ogóle. Otwarcie w lutym ście tej ogromnej zmiany: ponad dzie- 2017 roku dodatkowej sceny TR Warszawa w ATM Studio to ważny krok sięć tysięcy metrów kwadratowych w kierunku realizacji tych celów – powierzchni w centrum stolicy, trzy sceny, dwa razy więcej premier, czte- działając po obu stronach Wisły, chcemy otworzyć się na nową publiczność. ry razy więcej spektakli – a to wszystko z myślą o pozyskiwaniu nowej publiczność i budowaniu z nią głębokich, partnerskich relacji. Jednym z warunków powodzenia tego procesu jest ponością. Od 2012 roku zaczęliśmy tworzyć autorskie programy dla nowych grup widzów, które oparte były już na naszym programie wystawienniczym, budowanej kolekcji i prowadzonych projektach badawczych. Stworzyliśmy i konsekwentnie rozwijamy kilka programów włączających i angażujących, jak „Rezydencje dla publiczności” (18+) czy „Wejdź w Muzeum” (16–19 lat). Zaczynaliśmy je, mając na celu dotarcie do nowych grup odbiorców, teraz już na ich podstawie wokół Muzeum buduje się wspólnota – stała, oddana publiczność, aktywna i zaangażowana w naszą codzienną działalność.

Wymiana publiczności pomiędzy instytucjami

111


INFORMACJA O BADANIU

Metodologia: Badanie przeprowadzono techniką wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo (wywiady na tablecie) TAPI (Tablet Assisted Personal Interview) z osobami opuszczającymi instytucje po udziale w wydarzeniach kulturalnych w październiku 2016 roku. Badanie objęło następujące instytucje: Nowy Teatr, Teatr Komedia, Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy, Teatr Kwadrat im. Edwarda Dziewońskiego, Teatr Muzyczny Roma, Teatr Narodowy, Teatr Ochoty – Ośrodek Kultury Teatralnej, Teatr Powszechny, Teatr Rampa, Teatr Studio, Teatr Syrena, Teatr Współczesny, TR Warszawa; Muzea oraz inne instytucje wystawiennicze: Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Dom Spotkań z Historią, Muzeum Etnograficzne, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego, Muzeum Narodowe, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Warszawy – Muzeum Pragi, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Zamek Królewski; Instytucje prezentujące muzykę, operę lub balet: Filharmonia Narodowa, Orkiestra Sinfonia Varsovia, Teatr Wielki Opera Narodowa; Inne: Warszawskie ZOO, Centrum Nauki Kopernik. www.um.warszawa.pl/o-warszawie/warszawa-w-liczbach/publiczność

W NASTĘPNYM NUMERZE NN6T

W redakcji „Notesu na 6 tygodni” utworzyliśmy minizespół badawczy. W ramach trzyletniego projektu zamierzamy stworzyć bazę danych i narzędzi analitycznych, które ułatwią rozumienie tego, od jakich czynników zależy podejmowanie decyzji o uczestniczeniu w kulturze. Naszym partnerem jest Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy – Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego. Dzięki tej współpracy i danym pochodzącym z bibliotek działających na terenie Mazowsza będziemy mogli przygotować mikroopracowania dotyczące zainteresowań czytelników i czytelniczek – w samej Warszawie z ponad 190 bibliotek, czytelni i punktów bibliotecznych korzysta 250 000 osób.


LECIE

100

AWANGARDY W 2017 roku mija sto lat od pierwszej znaczącej manifestacji polskiej awangardy, czyli od otwarcia w siedzibie krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych 4 listopada 1917 roku I Wystawy Ekspresjonistów Polskich.

Obchody stulecia awangardy zainicjowały trzy muzea, które posiadają najbogatsze zbiory sztuki awangardowej: Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Narodowe w Warszawie i Muzeum Narodowe w Krakowie. Do współpracy włączyło się kilkadziesiąt instytucji, które przygotowują wystawy, spektakle, koncerty, spotkania i dyskusje dotyczące dziedzictwa awangardy i jej związków ze współczesnością.

Na łamach NN6T awangarda pojawiała się wielokrotnie, jako punkt odniesienia dla działań podejmowanych przez artystów działających współcześnie. W tym roku szczególnie uważnie przyjrzymy się temu, jak awangarda „pracuje” poza sztuką, jak reaguje na przykład z przyrodą, której poświęcona jest wystawa Superorganizm w Muzeum Sztuki w Łodzi inaugurująca obchody stulecia.


stulecie awangardy — 2

Władysław Strzemiński, Pejzaż morski, 9 VIII 1933, tempera, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi


stulecie awangardy — 3


a– Która z cech awangardy jest dziś najbardziej użyteczna?

Myślę, że jej nastawienie emancypacyjne. Poszczególne rozwiązania czy koncepcje awangardowe mogły ulec dezaktualizacji, ale jej najistotniejszą właściwość, jaką jest szeroko pojęty potencjał wyzwalający, niezmiennie warto kultywować. Emancypację rozumiem przy tym szeroko – jako proces uniezależniania i usamodzielniania myślenia. Żyjemy w świecie, w którym za pomocą coraz bardziej rozwiniętych technik perswazyjnych manipuluje się naszym postrzeganiem i rozumieniem świata. Umiejętność widzenia rzeczy w sposób samodzielny i krytyczny jest więc dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Awangarda chciała być siłą, która przeorganizuje rzeczywistość, i w polu sztuki rzeczywiście wiele zmieniła. A poza nią?

W urbanistyce, architekturze, wzornictwie przemysłowym, komunikacji wizualnej – bardzo wiele. Nie do końca były to jednak zmiany, których awangarda wyczekiwała. Jej celem było przecież całkowite przekształcenie rzeczywistości społecznej, uczynienie jej bardziej stulecie awangardy — 4

Z Jarosławem Suchanem, dyrektorem Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Bogna Świątkowska


Awan garda Z Aleksandrą Jach i Pauliną Kurc-Maj, kuratorkami wystawy Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody, rozpoczynającej serię ekspozycji organizowanych przez Muzeum Sztuki w Łodzi w ramach obchodów Stulecia Awangardy, rozmawia Joanna Glinkowska

Artystów XX-wiecznej awangardy inspirowały nie tylko „miasto, masa i maszyna”, ale również – równie silnie – natura oraz relacja, w jakiej pozostawał z nią człowiek. Dlaczego ten drugi obszar jest zwykle pomijany? I dlaczego postanowiłyście skupić się właśnie na nim? Aleksandra Jach: Historyczna awangarda była zróżnicowanym ruchem intelektualnym i artystycznym starającym się odpowiadać na ówczesne wyzwania. Temat przyrody i stosunku do niej przewijał się w każdej epoce, a za specyficzne dla nowoczesności uznano to, co przyniosły ze sobą kolonizacja, urbanizacja, uprzemysłowienie i kapitalizm. Wciąż jednak podtrzymywano podział na to, co naturalne i nienaturalne, kulturowe i biologiczne. Tymczasem nowoczesność niosła ze sobą różne, często sprzeczne doświadczenia. Chęci tworzenia

stulecie awangardy — 5


sprawiedliwą i ludzką. Dziś, bogatsi o stuletnie doświadczenie, wiemy, że szuka tak nie działa. Nie unieważnia to projektu awangardy, a jedynie każe inaczej definiować pole jej działania. Jest nim przestrzeń myśli i wyobraźni. Sztuka awangardowa posiada zdolność wytrącania naszego myślenia z utartych kolein. Łączy się z eksperymentem, a tylko dzięki niemu możliwe staje się tworzenie autentycznych alternatyw wobec istniejących stulecie awangardy — 6

Janusz Maria Brzeski, Narodziny robota, z cyklu Narodziny robota, 1933, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi


kategorii, podziałów i systematyki towarzyszyło poczucie splątania wielu dziedzin. Możliwość dyscyplinowania świata poprzez coraz silniejszą instytucjonalizację obszarów wiedzy okazała się jedynie iluzją. Paulina Kurc-Maj: Historia awangardy była przez wiele lat kształtowana przez modernistów lub zwolenników modernizmu, co wpływało na jej interpretację, często w takim duchu, w jakim ona sama chciała się widzieć – jako ruch wyłącznie progresywny, postępowy. Tymczasem gdy patrzy się z dzisiejszej perspektywy, okazuje się, że właśnie te nieoczywiste ujęcia mogą pozwolić nam lepiej zrozumieć zarówno samą nowoczesność, jako bardzo różnorodne zjawisko, jak i korzenie tego, z czym nadal stykamy się w kulturze. W ostatnim czasie historia awangardy jest ciągle na nowo odczytywana z perspektyw mniej docenianych, jak choćby właśnie perspektywa przyrodnicza, przez badaczy określana jako biocentryczna. Awangarda została bowiem ukształtowana także pod wpływem zmian, jakie od XIX wieku nastąpiły w naukach przyrodniczych, i ta zmiana wiedzy o otaczającym świecie była dla jej rozwoju i przejawów równie ważna jak rozwój techniki czy czynniki społeczno-­polityczne.

w biotechnice. Czy można powie­ dzieć, że sztuka awangardowa była podzielona na dwa obozy, które mo­ mentami zbliżały się do siebie, lecz reprezentowały odmienne podejścia do odkryć i zmian w świecie przeło­ mu wieków?

P.K.-M.: Myślę, że stanowiska obu tych „obozów” wzajemnie się przenikały. Oczywiście nie znaczy to, że nie było różnic w poglądach różnych twórców awangardy, ale właśnie owo starcie na linii racjonalizm–intuicja wydaje się nie do końca adekwatne. Bo co powiedzieć na przykład o twórczości Pieta Mondriana, twórcy neoplastycyzmu – teorii wydawałoby się na wskroś racjonalnej – który był jednocześnie zafascynowany teozofią? Poniekąd blisko mu więc i do Wassilego Kandinskiego, i do Władysława Strzemińskiego. W interpretacjach, jakie powstawały już w dobie samej awangardy, nowoczesność miała wiązać się z demistyfikacją otaczającego świata, który był coraz lepiej poznawany, właśnie przez rozwój nauk przyrodniczych. Jednocześnie owa rozrastająca się wiedza o rzeczywistości, fascynująca wielu twórców, wiele pytań nadal pozostawiała bez odpowiedzi, a także stawiała nowe. No i wiemy też, że owa demistyfikacja wiązała się z nowymi mistyfikacjami, na przykład ze ślepą wiaW ramach wystawy pokazujecie twórczość awangardowych artystów rą w siłę racjonalizmu. Poprzez wystawę próbujemy pokazać między innymi to, zarówno w kontekście przełomo­ wych odkryć z dziedziny fizyki i nauk w jaki sposób awangarda, a za nią i nowoczesność, zostały ukształtowane pościsłych, takich jak telegrafia, teoria względności, chemia organiczna czy przez ogromne zmiany w naukach przyrodniczych. W konsekwencji awangarda mechanika kwantowa, jak i mniej racjonalnych, raczej mistycznych ob­ niosła propozycje postaw wobec tego, co otacza ludzi, czyli wobec ich środoszarów ówczesnych zainteresowań, wśród których są okultyzm, teozofia, wiska. Była próbą różnorodnego definiowania miejsca i znaczenia człowieastrologia czy alchemia. Co cieka­ we, tłumaczycie również, w jaki spo­ ka – a te pytania nadal pozostają ważne i uniwersalne. sób wymiar racjonalny i intuicyjny

przenikały się ze sobą, na przykład stulecie awangardy — 7


porządków wiedzy i modeli organizowania rzeczy­ wistości. Swoje stulecie awangarda obchodzi w momencie, gdy nie tylko w Polsce, ale i na świecie trwają gorączkowe poszukiwania nowych, lepszych sposobów organizowania życia społecznego. W tych okolicznościach awangarda pracuje inaczej, a jej zdobycze mają okazję katapultować się z obszaru kultury i sztuki.

W latach 60., gdy paryscy studenci rwali się do rewolucyjnego czynu, Theodor Adorno, którego trudno posądzać o zachowawczość, przestrzegał przed tym, by stulecie awangardy — 8

Sophie Taeuber-Arp, Letnie linie, 1942, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi


W ostatnich latach w polu sztuki zawrotną karierę zrobiło pojęcie antropocenu. Koncepcja nowej epoki geologicznej zdominowanej przez działalność człowieka miała jednak swoich wyznawców również na początku XX wieku. W jednym z tekstów towarzyszących wystawie przywołujecie postać Włodzimierza Wiernadskiego, dla którego życie było „siłą geologiczną zmieniającą planetę z jej materią nieożywioną, a ludzie wraz ze swymi technologiami odgrywali w tych przekształceniach rolę wyjątkową”. W jaki sposób taka wizja wpłynęła na sztukę początków XX wieku i jakie utopijne czy dystopijne światy kreowali wobec niej artyści?

Nowoczesność jest czasem gwałtownego rozwoju nauki, jej instytucjonalizacji, kształtowania się podmiotu, który w sprzyjających warunkach otrzymuje dostęp do dużej ilości informacji. „Wiedza jednak nie przekłada się na władzę” – jak to niedawno zgrabnie podsumowała historyczka nauki Naomi Oreskes. Świat nie staje się automatycznie bardziej sprawiedliwy, równościowy ani szczęśliwszy, a ludzie nie zamieniają się w racjonalne jednostki z uwagą i dystansem oceniające rzeczywistość. Co gorsze, nauka jest wykorzystywana jako argument, by realizować najbardziej nikczemną przemoc wobec ludzi i innych stworzeń. Na podobnej zasadzie błędne interpretacje Darwina legitymizowały segregację, rasizm, niesprawiedliwości społeczne czy eugenikę. Jednym z przejawów zrozumienia wpływu człowieka na środowisko jest powstawanie pierwszych ruchów protoekologicznych. Na wystawie pokazujemy na przykład fotografie Ansela Adamsa. Ten artysta, aktywista i działacz na rzecz ochrony „naturalnego” amerykańskiego krajobrazu wierzył w wartość przyrody samej

A.J.:

w sobie, niemieszczącej się w kategoriach ekonomicznych. On i jemu podobni zauważali ekspansywność nowoczesnego człowieka, a ich odpowiedzią na nią było tworzenie rezerwatów. „Dzikość” ruchu konserwacji przyrody była jednak tak samo „sztuczna” jak nowoczesne miasta czy oplatające coraz większe rejony Ziemi sieci telegraficzne czy obszary rolnicze. Już wtedy coraz więcej było miejsc, w których technologia przekształcała krajobraz i ekosystem. Czym jest tytułowa metafora super­ organizmu?

Superorganizm to populacja organizmów, które dopiero w grupie osiągają wyjątkową skuteczność. To także Homo sapiens – kreatywne i społeczne zwierzę zajmujące obecnie niemal każdy zakątek świata. Superorganizm może być również rozumiany jako organizm, który dzięki technologii albo praktykom dyscyplinującym ciało, takim jak gimnastyka czy dieta, przekracza ograniczenia własnego gatunku. Nazwę tę traktujemy przekornie i z dystansem. Nie ma w niej afirmacji. Wszystkie metafory przyrodnicze, którymi posługujemy się w ramach wystawy, wykorzystujemy w podobny sposób. Staramy się także podkreślać konsekwencje, jakie pociąga za sobą proces translacji pewnych kategorii z jednej dyscypliny do drugiej. Najsilniej widać to w rozdziale Ewolucja – pojęcie ukute przez Darwina starano się wykorzystać w humanistyce i sztuce, zazwyczaj je zniekształcając. P.K.-M.: Jest jeszcze jeden powód, dla którego ta metafora wydaje się skuteczna w odniesieniu do interpretacji sztuki czasów awangardy. Idealnie pasuje do poglądów wielu jej twórców, szczególnie nurtu radykalnego, którzy wiązali rewolucję w sztuce z pozytywną reformą życia społecznego i nową sztuką dla nowego człowieka. W tym rozumieniu A.J.:

stulecie awangardy — 9


przymus działania nie spowodował zatrzymania myśli w momencie, w którym powinna biec naprzód, poza horyzont tego, co dziś wydaje się możliwe. Inaczej samo działanie szybko może wpaść w schematyzm i jedynie reprodukować utrwalone gesty. Mam wrażenie, że dzisiaj właśnie coś takiego obserwujemy, i to w skali globalnej. Z jednej strony powszechne jest przekonanie, że obecne modele organizacji życia społecznego wyczerpują się, z drugiej – jedyne, co potrafimy robić, to protestować. Nie pojawia się żadna alternatywa, żadne nowe projekty polityczne czy ideowe. Za to stare – populizm i nacjonalizm – powracają.

Tu właśnie jest miejsce dla sztuki odwołującej się do etosu awangardowego, związanej z myśleniem progresywnym, z eksperymentem, z dawaniem sobie prawa do poszukiwania nowych idei i doświadczeń. Oczywiście nie chodzi o to, że sztuka podsunie nam gotowe wzorce działań politycznych czy społecznych. Rozwijając wyobraźnię, zmuszając do intelektualnego wysiłku, może jednak pomóc wyjść poza zaklęty krąg tego, co dzisiaj daje się pomyśleć. Takie widzenie roli sztuki bliskie było Władysławowi Strzemińskiemu i Katarzynie Kobro. Oboje sprzeciwiali się postulatom radzieckich stulecie awangardy — 10

Karol Hiller, Kompozycja heliograficzna II, ok. 1928–1930, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi


słowo „organiczny” wiązało się nie tylko z naśladowaniem kształtów zaczerpniętych z przyrody, ale było synonimem celowej, funkcjonalnej, pozbawionej zbędnych ozdobników budowy. Superorganizm byłby więc w tej interpretacji synonimem dobrze zorganizowanego świata, w którym ludzie żyją w porządnie zaprojektowanych miastach, gdzie jakość życia całych społeczeństw ma się poprawić poprzez działanie plastyki, architektury i designu. Pytania zadawane w modernizmie nadal pozostają aktualne, a nawet zyskują na znaczeniu w kontekście ponownego skoku technologiczne­ go, z jakim mieliśmy do czynienia na początku XXI wieku, a także kon­ cepcji transhumanizmu czy posthu­ manizmu, stawiających człowieka w różnych relacjach w stosunku do technologii, natury i środowiska. Czy jest coś, co odróżnia nadzieje,

Karol Hiller, Kompozycja heliograficzna III, ok. 1928–1930, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi

marzenia i lęki związane z „postę­ pem” sprzed stu lat od tych dzisiej­ szych?

Wydaje nam się, że to właśnie nowoczesność może pomóc w zrozumieniu tego, co dzieje się teraz w dyskusji o statusie człowieka, jego relacji z innymi gatunkami, odpowiedzialności za środowisko, ale także zależności od niego. Kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że niektóre współczesne napięcia, wątpliwości i przypuszczenia były obecne także sto lat temu, łatwiej będzie nam się do nich odnieść w krytyczny sposób, nie dać się tak łatwo uwieść szczególnie tym technooptymistycznym narracjom. Podam przykład. Obecnie wielu z nas interesuje się sztuczną inteligencją,

A.J.:

stulecie awangardy — 11


konstruktywistów, którzy uważali, że powinnością artysty jest bezpośrednie zaangażowanie na rzecz zmiany rzeczywistości, na przykład poprzez projektowanie dla przemysłu albo włączanie się w działalność propagandową. W ich przekonaniu sztuka powinna pozostać przestrzenią wolnego eksperymentu, ponieważ tylko w takiej przestrzeni mogą się urodzić naprawdę nowe koncepcje. Przełożenie ich na konkretne i praktyczne rozwiązania powinno być natomiast zadaniem innych – projektantów, urbanistów, organizatorów życia społecznego, polityków. Patronat Prezydenta RP dla jubileuszu, odczytany przez część środowiska jako egzotyczny, ma z tym jakiś związek?

Wraz ze zmianą rządu zmieniła się polityka kulturalna, kluczowe znaczenie nadano idei dziedzictwa narodowego. To ono staje się punktem odniesienia dla kształtowania naszej współczesnej tożsamości i waloryzowania aktualnej produkcji artystycznej. Dlatego bardzo ważne jest to, jak postrzegamy nasze dziedzictwo. Na ogół jest ono rozumiane w sposób zachowawczy, odwołuje się do treści nie dość, że wiekowych, to jeszcze interpretowanych w bardzo anachroniczny i uproszczony sposób. Uznanie, że awangarda również stanowi część tego dziedzictwa, zdecydowanie to zmienia. Zaczyna się ono łączyć z takimi wartościami jak emancypacja, progresywizm, otwartość na to, co nowe i nieznane, gotowość podjęcia ryzyka eksperymentu, kosmopolityzm, myślenie w perspektywie uniwersalistycznej. I uważam, że warto zawalczyć o to, żeby tak się stało. Patronat prezydencki temu właśnie ma służyć. Za jego sprawą awangarda pojawia się w centrum krajowej polityki kulturalnej i jest szansa, że dzięki temu przekaz o jej znaczeniu trafi do tych, którym do tej pory była całkowicie obca. A to jest sprawa kluczowa – nie chodzi przecież o to, żeby z tym przekazem dotrzeć do już przekonanych. Jak pomyślany został program? Ma być ekspozycją dorobku awangardy czy także pokazywać jej potencjalne związki z teraźniejszością?

Celem jest nie tylko upamiętnienie, lecz przede wszystkim wskazanie, że awangarda stanowi wciąż żywe źródło inspiracji dla współczesnych praktyk kulturowych. Obchody, mimo wysokich patronatów, są tak naprawdę ruchem oddolnym, i to, że już teraz skupiają ponad 80 instytucji i organizacji z całego kraju, stanowi najlepszy stulecie awangardy — 12


Władysław Strzemiński, Powidok światła. Przestrzeń, 1948, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi

czytamy o tym, jakie są prawdopodobne scenariusze jej rozwoju albo w jaki sposób będzie można ulepszać technologicznie człowieka, czy nasz umysł może być „mózgiem w słoju” i żyć wiecznie itd. Analogiczne pokłady optymizmu wobec możliwości, jakie niosła ze sobą technologia, możemy znaleźć w wielu awangardowych narracjach. Na wystawie pokazujemy książkę H.G. Wellsa World Brain (1936), w której przewiduje on powstanie internetu. Dla niego ta nowoczesna encyklopedia, tworzona przez każdego i dla każdego dostępna, miała przyczynić się do demokratyzacji świata i wzrostu świadomości jednostek. Wiara w „kolektywną inteligencję” organizowaną przez technologię nie jest więc niczym nowym. Tyle tylko, że obecnie wiemy, jak łatwo różnego rodzaju

władza – na przykład globalne korporacje – może czerpać z niej korzyści. P.K.-M.: Wszystkie współczesne fascynacje postępem technologicznym, ale i lęki przed nim, obecne były już w tamtym czasie – od fantastycznych projektów miast przyszłości po strach przed sztuczną inteligencją, która zdominuje człowieka. Awangarda pozwala nam przywołać przy tym zarówno postawę egoistycznie antropocentryczną, jak i humanizm, w którym człowiek, jako ten posiadający i wiedzę, i technologię, jest odpowiedzialny za siebie i swoje środowisko. Jednocześnie lekcja awangardy jako historii „tragedii rozwoju”, która symbolicznie zawarta jest w micie Fausta, pokazuje pułapki modernizacji. W miniesejach towarzyszących wy­ stawie podejmujecie zagadnienie

stulecie awangardy — 13


dowód na to, że awangardowe idee czy awangardowy etos nadal zachowują ważność. Co warto podkreślić, w obchody angażują się różne środowiska – także muzyczne, teatralne, architektoniczne i literackie – a ponadto włączają się instytucje, których raczej z awangardą byśmy nie kojarzyli, jak muzea miejskie, teatry muzyczne i operowe czy filharmonie. Wydarzenia związane z jubileuszem planowane są zarówno w wielkich miastach, jak i w małych ośrodkach. Wiele z nich ma charakter edukacyjny, i to jest świetne. Cieszę się też, że w samej Łodzi udało się w końcu przekonać władze, by awangarda znalazła się w centrum działań mających na celu budowanie tożsamości miasta. A jaki ma być efekt obchodów jubileuszu stulecia awangardy?

Nie sądzę, by ten rok sprawił, że w mediach masowych, szkołach i rodzinach nagle zacznie się dyskutować o awangardzie, a wszyscy uznają, że Wawel, Pan Tadeusz, Matejko, Strzemiński i Kobro to fundamenty naszej tożsamości. Nie jestem naiwny. Zmiana kanonu to proces wieloletni, wymagający długotrwałych działań sektora kultury, edukacji oraz mediów. Cieszyłbym się jednak, gdyby nasz jubileusz stanowił istotny krok w tym kierunku. Nie chodzi o to, żeby po roku wykazać się spisem dziesiątek czy setek wydarzeń. Sukcesem będzie, gdy uda się wzmocnić przekonanie, że nasze dziedzictwo nie kończy się na XIX wieku, że obejmuje też awangardę, a skoro tak, to progresywna, eksperymentująca kultura współczesna – która przecież przez awangardę została ukształtowana – ma w naszej przestrzeni publicznej pełne prawo obywatelstwa. Jarosław Suchan ur. w 1966 roku w Krakowie, historyk sztuki, krytyk i kurator. Od 2006 roku dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi. Twórca lub współtwórca wielu wystaw sztuki współczesnej i nowoczesnej, autor tekstów poświęconych awangardzie, modernizmowi, współczesnym praktykom artystycznym i krytyce instytucjonalnej publikowanych w kraju i za granicą, redaktor książek na temat twórczości Władysława Strzemińskiego, Tadeusza Kantora i polsko-­żydowskiej awangardy.

stulecie awangardy — 14


do tego, by samemu znaleźć odpowiedzi na przeróżne pytania, wziąć odpowiedzialność za kreowanie świata. Awangarda uczy sceptycyzmu wobec tak zwanych bezpośrednich i „prostych” odpowiedzi, które często okazują się demagogią. W naszych czasach refleksja nad tym, czym jest komunikacja, prawda, wiedza i fakt, jest bardzo ważna. P.K.-M.: Awangarda to zdecydowanie postawa wobec świata. Dla twórców awangardowych stanowisko przyjęte P.K.-M.: O ile Darwin uważał, że piękw sztuce często wiązało się z określonym no to efekt doboru naturalnego i płcioświatopoglądem czy po prostu stylem wego, o tyle twórcy awangardowi często rezygnowali z kategorii estetycznych życia. Przyglądanie się przeszłości włana rzecz celowości i funkcjonalności, któ- śnie dlatego jest interesujące, że pozwala krytycznie odnieść się do teraźniejszorych doszukiwali się w budowie organiści i nabrać do niej dystansu. Poza tym zmów żywych. Jest to moment unaukowydaje mi się, że nadal doświadczamy wienia sztuki, próby znalezienia zasad wielu „demistyfikacji” i „mistyfikacji” noi reguł kierujących jej rozwojem. Zwrówoczesności. Wystarczy spojrzeć na to, cenie uwagi na percepcję wizualną, z jaką łatwością wciąż posługujemy się na jej aspekty fizjologiczne i psycholopolaryzującymi i wartościującymi kategiczne jest konsekwencją tego stanowigoriami, na przykład „stare” – „nowe” ska. Wzrok i formy widzialne decydują o kształcie sztuk wizualnych. Znajomość czy „anachroniczne” – „postępowe”... Tymczasem już w dobie awangardy wiezasad ich funkcjonowania miała przy le postaw uzupełniało się. Dlatego na tym według awangardzistów nie tylko naszej wystawie zobaczyć można zapomóc zrozumieć istotę sztuki i kierunki równo twórców z niemal podręcznikojej rozwoju, ale też realnie zmienić otoczenie. Sztuka, jak chciał Moholy-Nagy, wego kanonu awangardy, jak i tych, którzy do niej nie należeli, ale w naszym miała bowiem mieć twarz biologiczną i społeczną, a rozwijanie nauki o widze- odczuciu w sposób równie istotny mogą uzupełniać panoramę nowoczesności. niu miało oddziaływać kulturotwórczo. Był to czas przenikania się nauki, kultuAleksandra Jach ry i natury. historyczka sztuki, doktorantka na wydziale Artes „wcielonego widzenia”. Jak róż­ ne koncepcje widzenia – od wiary w obiektywizm oka po psycholo­ gię postrzegania – wpłynęły na ten­ dencje i postawy artystów w sztuce XX wieku? Co wspólnego ma „świa­ domość wzrokowa” Strzemińskiego z widzeniem w ruchu Moholy-Nagya czy teorią „oka w stanie dzikim” za­ proponowaną przez Bretona i prak­ tykowaną przez surrealistów?

W 2017 roku obchodzimy stulecie polskiej awangardy. Czy awangarda to jedynie ruch w sztuce, czy raczej postawa wobec świata? Czego wa­ szym zdaniem powinniśmy się uczyć od awangardowych artystów po­ czątków XX wieku?

Awangarda to jeden z wzorów krytycznego myślenia. To taki rodzaj sztuki, który daje narzędzia i odsłania proces badania rzeczywistości. Zachęca

A.J.:

Liberales Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się humanistyką środowiskową, zwłaszcza znaczeniem sztuki współczesnej w kontekście problemów środowiskowych. Pracuje w Muzeum Sztuki w Łodzi, gdzie realizowała m.in. program publiczny Ekologie Miejskie (z Katarzyną Słobodą).

Paulina Kurc-Maj historyczka sztuki i kustoszka w Dziale Zbiorów Sztuki Nowoczesnej w Muzeum Sztuki w Łodzi. Ukończyła studia muzealnicze oraz interdyscyplinarne humanistyczne studia doktoranckie na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie przygotowuje rozprawę doktorską. Jej zainteresowania koncentrują się wokół sztuki dwudziestolecia międzywojennego. Jest współautorką wystaw o tej tematyce, m.in.: Powidoki życia. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki (z Jarosławem Lubiakiem).

stulecie awangardy — 15


Marek Włodarski, Pejzaż biologiczny, 1930, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi

Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody Muzeum Sztuki w Łodzi, ms2, ul. Ogrodowa 19, msl.org.pl Artyści i artystki: Ansel Adams, Eileen Agar, Jean (Hans) Arp, Aleksander Archipenko, Janusz Maria Brzeski, Alexander Calder, Le Corbusier, Robert Delaunay, Boris Ender, Max Ernst, Naum Gabo, Karol Hiller, Wasily Kandyński, György Kepes, Paul Klee, Iwan Klun, Katarzyna Kobro, Len Lye, Michaił Łarionow, Kazimierz Malewicz, Franz Marc, Michaił Matiuszyn, Piet Mondrian, Edvard Munch, Lubow Popowa, Man Ray, László Moholy-Nagy, Aleksander Rodczenko, Kurt Schwitters, Anton Stankowski, Alfred Stieglitz, Władysław Strzemiński i inni. Wystawie towarzyszy katalog zawierający m.in. eseje uznanych badaczy: Fae Brauer, Iwony Luby, Jacoba Wamberga i Isabelle Wünsche opisujących nowe sposoby odczytania relacji między awangardą a nauką, technologią i przyrodą. wystawa czynna do 21.05.2017

WWW.ROKAWANGARDY.PL – tu znajdziecie kalendarium i zapowiedzi wydarzeń, listę instytucji tworzących program Roku Awangardy w Polsce oraz materiały informujące o roli polskich awangardystów w kształtowaniu współczesności.


Cechą zasadniczą nowego języka jest odkurzenie części słów martwych czy też dogorywających oraz pojawienie się olbrzymiej rzeszy neologizmów. Jan Baszkiewicz, Stefan Meller, Rewolucja Francuska 1789–1794. Społeczeństwo obywatelskie, Warszawa 1983

nowy wyraz* to nowa rubryka w NN6T, która ma charakter leksykonowy. Wraz z zaproszonymi autorami będziemy tworzyć spis słów, które mają znaczący wpływ na opisywanie lub rozumienie zjawisk zachodzących obecnie, lub takich, które „produkowane” są przez postępujące zmiany w układzie sił polityczno-ekonomiczno-społeczno-kulturalno-naukowo-technologiczno-obyczajowych. Pracę nad leksykonem pragniemy kontynuować przez trzy lata, czyli do roku 2019. Propozycje haseł można nadsyłać na adres redakcji: nn6t@beczmiana.pl

* Nazwa inspirowana jest czasopismem „Nowy Wyraz. Miesięcznik Literacki Młodych”, wydawanym w Warszawie w latach 1972–1981. Debiuty pisarzy, poetów i krytyków były tam ilustrowane pracami artystów młodego pokolenia. Nazwa miesięcznika nawiązywała do pisma międzywojennej awangardy „Nasz Wyraz” (1937–1939).

nr1


Agent wirtualny „Agent” to słowo niewątpliwie wyróżnione w języku polskim z uwagi na bogaty współczesny kontekst jego wykorzystania. Mieliśmy agenturę ubecką, osławionego agenta Tomka, a także bardzo wielu innych realnych i wyobrażonych agentów wpływu, szpiegów i dywersantów działających na terenie naszego suwerennego państwa na rzecz interesów państw obcych. W związku z tym termin „wirtualny agent”, jakże popularny ostatnio w innych krajach, w Polsce adaptuje się opornie. Nie chodzi tu bowiem bynajmniej o rosyjskiego hakera usiłującego za pomocą armii botów zmienić przebieg demokratycznych wyborów, lecz o oprogramowanie, które analizuje najczęstsze pytania klientów i dostarcza odpowiedzi. Agent wirtualny raczej się nie ukrywa, wręcz przeciwnie – spotkamy go na stronach internetowych wielu firm. Ta jawność działania odróżnia go od innych agentów. Ponadto ma pewien przymiot, którego każdy inny agent mu zazdrości: jego wirtualność pozwala mu być wszędzie i nigdzie, dzięki czemu zdecydowanie bardziej przypomina agenta Smitha niż agenta Tomka. W Polsce panuje ugruntowane już przekonanie, że agentów jest bardzo wielu, ale zaręczam, że tych wirtualnych będzie znacznie więcej. Więcej niż legion. To oni, jako pracownicy w pełni dyspozycyjni i tani, zastąpią armię konsultantów. Agent wirtualny niedługo może stać się synonimem pracownika, choć słowo „pracownik” w przypadku maszyny, której nie płaci się wynagrodzenia za pracę, nieco traci na adekwatności. Być może zatem „agent wirtualny” wyprze „pracownika” i kiedyś, w przyszłości będziemy z nostalgią wspominać, że takie słowo istniało i nawet miało swój desygnat. aleksandra przegalińska

Akcja Równoległa Akcję Równoległą organizujemy wtedy, gdy potrzebujemy wielkiej idei – gdy próżnia ideowa domaga się wielkiej idei, gdy nadchodzi wielki jubileusz domagający się równie wielkiej idei, gdy mamy instytucjonalny potencjał obsługi wielkiego jubileuszu wielkiej idei, lecz nie mamy niestety samej wielkiej idei, żadna wielka idea w naturalny sposób nam się nie objawia, a wręcz przeciwnie – wszelka, nawet drobna idea okazuje się przy bliższym zbadaniu pusta jak łuska słonecznika. W pierwszym kroku należy powołać zespół ds. Akcji Równoległej pod przewodnictwem czynników miarodajnych średniego szczebla. Najlepiej „zespół międzyresortowy pod przewodnictwem wiceministra”, ponieważ – jak mawiał hrabia Leinsdorf – „nie pitrasi się samemu, każe się to robić swoim podwładnym”. Następnie określamy „cel główny realizowany przez trzy cele szczegółowe: 1. realizacja projektów upamiętniających, 2. włączanie obywateli we współtworzenie obchodów i 3. budowanie międzynarodowego wizerunku”. Lub – jak mawiał hrabia Leinsdorf – „na razie pozostajemy przy czterech punktach: «Cesarz pokoju, Kamień graniczny Europy, Prawdziwa Austria oraz Kapitał i kultura»”. W rezultacie powstaje kolisty ruch języka, który wprawdzie sam nie jest ideą, lecz skutecznie wypełnia miejsce na ideę, jest pustym znaczącym, jest ideą bez właściwości. „Można było wyobrazić sobie pod tym, co się komu podoba, gdyż nie obowiązywało przecie na wieczność, a chwytało za serce, trudno wprost powiedzieć, jak bardzo, budząc najgłębszą miłość ojczyzny”1. jakub zgierski

98

1 Źródła cytatów: informacja prasowa o ogłoszeniu Wieloletniego Programu Rządowego „Niepodległa”; Robert Musil, Człowiek bez właściwości, przeł. Krzysztof Radziwiłł, Kazimierz Truchanowski, Janina Zeltzer, PIW, Warszawa 1971.


Architektura pasożytnicza Niczym huba w przyrodzie wymaga określonego podłoża, z którego czerpie „energię” i dostosowuje do niego swoją formę, ale przede wszystkim tworzy zamknięty obieg. W przeludnionych i zanieczyszczonych smogiem miastach recykling form przestrzennych przy jednoczesnej zmianie ich funkcji użytkowych wydaje się zjawiskiem eksplorowanym przez coraz większe rzesze architektów

i artystów. Mieszkalne struktury przyklejone do dachu meksykańskiego muzeum (Héctor Zamora, Paracaidista, 2004), mobilne tymczasowe domy umieszczone w niedokończonych wieżowcach tropikalnych miast (studio All(zone) z Bangkoku, 2015) czy Called Homes, czyli prototyp podwieszanych na londyńskich murach schronień dla bezdomnych, projektu Jamesa Furzera, nie tylko wyciskają przestrzeń miejską do maksimum, ale też igrają z konwencjonalną

99


architekturą. Uzupełniają ją i dopowiadają do zastanych struktur nowe znaczenia. Architektoniczne pasożyty tworzące nie-miejsca nie przypadkiem odwołują się do nie-klientów, takich jak osoby bezdomne, uchodźcy, migranci, wykluczeni, i do nurtu parasite architecture – nienowego przecież, czerpał z niego choćby Gordon Matta-Clark. Do pasożyta (parasite) odwoływał się już Derrida, wskazując na grę słów para-site, czyli określenia miejsca (site), które przekracza czy dopełnia miejsce2; to figury tej powraca też w swoich utopijnych projektach francuski architekt Stéphane Malka, wywodzący się z ulicznej kultury graffiti. Stanowi on dla niego „alternatywę dla trwałej i solidnej architektury, jaką znamy. Czerpie z istniejących miejsc bez ich niszczenia i jest zawieszony na ich porowatości”3. Projekt Self-Defense, wpisujący kolorowe mieszkalne moduły dla potrzebujących w ikoniczny łuk neoliberalnego paryskiego La Défense, wydaje się wypowiedzią polityczną – jakże aktualną w kontekście wojny w Syrii czy budowania murów i zasieków odgradzających „dobrych” obywateli od tych „gorszych”. Z kolei nadwieszenie nad konstrukcją mostu Pont Neuf przeszklonych mikrokontenerów (P9 Mobile-­Ghetto) – kolejna niezrealizowana wizja – może być dosłownym odczytaniem utopijnego hasła „odzyskiwania miasta” (postulowanym tworzeniem nomadycznych mikromiast) i zarazem polemiką z „miastem oblężenia”, czego echem jest twierdzenie Stephena Grahama, że „zamieszki z 2005 roku były tylko ostatnimi w długim szeregu reakcji na rosnącą militaryzację i sekurytyzację tej formy wewnętrznej kolonizacji i narzuceniem peryferyjności, w związku z czym Mustafa Dikeç zastosował

pojęcie «Badlands» do współczesnej Republiki Francuskiej”4. Zrealizowanym w rodzinnej Marsylii projektem A-KAMP47 (ściana z winylowych namiotów w maskujących kolorach, przytwierdzonych w pionie do przejazdu kolejowego jako schronienie dla bezdomnych) Malka przypomina, że dla niektórych mieszkańców miasto stanowi formę survivalu z nieprzekraczalną granicą rozdzielającą przestrzeń publiczną od prywatnej5. katarzyna wiącek Arte Útil (Sztuka użyteczna) Osoby sceptycznie nastawione do transformacyjnej siły sztuki w polu społecznym i w rzeczywistości jako takiej najczęściej twierdzą, że sztuka i polityka nie mogą efektywnie współistnieć. Aby wzmocnić tę opinię, formułują normatywne sądy o estetyce, schematyczne rozumienie ekspertyzy, nieugruntowane opinie na temat docelowej publiczności oraz inne sprawy, niemające związku z oczekiwaniami i czasami, w jakich żyjemy. Wiele osób twierdzi, że sztuka społeczna czy polityczna, wychodząc poza odpowiedzialność przyznawaną obrazowi i wchodząc w pole tego, co społeczne i polityczne, na takich samych prawach, jak inne elementy tych obszarów, przestaje być sztuką. Wszystkie te argumenty są wykorzystywane do kwestionowania działań artystycznych, które próbują pracować z tym, co polityczne, oraz być elementem konstrukcji pola społecznego, gdzie twórca stanowi aktywną część społeczeństwa obywatelskiego, ma w nim do odegrania konkretną rolę.

2 Cezary Wąs, W stronę dekonstrukcji w architekturze, „Quart” 2010, t. 17, nr 3, s. 13. 3 www.clotmag.com/stephane-malka

100

4 Mustafa Dikeç, Badlands of the Republic: Space, Politics and Urban Policy, Blackwell, Oxford 2007, za: Stephen Graham, Cities under Siege. The New Military Urbanism, Verso, London 2011. 5 Korzystałam z książki Stéphane Malka, Le Petit Pari(s). Architectural Kamasutra, Editions Courtes et Longues, Paris 2014. Zdjęcie pochodzi z tejże książki, dzięki uprzejmości wydawnictwa.


Główne oskarżenia przychodzą zazwyczaj od osób, które żądają od takiej sztuki osiągnięcia nierealistycznej, spektakularnej „zmiany”, tak jakby zmiana była zawsze łatwo uchwytna – a przecież często jest subtelnym, długofalowym procesem wzrastania. Takie oczekiwania mogą zostać zaspokojone tylko wtedy, gdy przyjmiemy, że złożony, angażujący wiele osób proces może zostać zredukowany tylko do tego, co zadowoli obserwatora. Sztuka tego rodzaju nie powiela jednak tradycyjnych przekonań na temat publiczności – wymaga raczej od widza, by stał się sprawcą społecznej dynamiki danego dzieła. Innym celem takich ataków jest podział na estetykę i etykę, który pomija to, że sztuka polityczna jest właśnie estetyką etyki, czy też estetyką w etyce. Zastanawiam się czasem, czy osoby formułujące takie zarzuty w ogóle zastanawiają się nad tym, kogo właściwie wspierają, wysuwając tak ograniczone i w gruncie rzeczy konserwatywne argumenty. Niektórzy z nas postanowili dać im odpór poprzez Arte Útil. Stworzyliśmy w tym celu całkiem nowy słownik, który wywodzi się ze sztuki politycznej i rozważa jej działania na jej własnych prawach oraz w związku z jej własnymi procesami rozwoju. Oto główne pytania w tym kontekście: Jakie są obszary tarcia? Na co się zgadzamy? Co jest jeszcze definicją otwartą? Sztukę polityczną analizujemy właśnie za pomocą tych kategorii. Zrozumieliśmy już, że sztuka polityczna dotyczy w takim samym stopniu estetyki, co etyki, i że w tym szczególnym przypadku naszym głównym problemem jest estetyka etyki, samowystarczalna transformacja, jaką ta sztuka wywołuje w ludziach: to właśnie nazywamy est-etyką. Zdajemy sobie sprawę z tego, że sztuka

działająca politycznie polega nie tyle na obwieszczaniu i „pokazywaniu” problemów, ile na próbach ich rozwiązania. Sztuka działająca politycznie polega na wykorzystywaniu wszystkich dostępnych artystycznych narzędzi do tego, by podważać to, co dzieje się poza sztuką; polega na czynieniu sztuki użyteczną również dla tych, którzy i które nie posiadają artystycznego wykształcenia. Użyteczność, o której tutaj mówimy, oznacza bezpośrednie zanurzenie sztuki w społeczeństwo, przy uruchomieniu wszystkich zasobów, jakimi dysponujemy. Arte Útil jest więc sztuką nie do oglądania, ale do wykorzystywania. Arte Útil to sztuka nie dla instytucji, ale dla ludzi. To sztuka, która wchodzi pod strzechy, staje się częścią codziennego życia. Pracujemy w ludzkiej skali, a nie na skalę korporacji. Zamiast nieustannie ekspandować wolimy tworzyć siatkę autonomicznych komórek, które zawiązują się w różnych miejscach i nawzajem inspirują. Odkryliśmy, że w ten sposób możemy działać z ludźmi mającymi różne kompetencje na podobnym szczeblu zaangażowania i zainteresowania. Uważam, że pojęcie Arte Útil jest naprawdę godne uwagi, gdyż dzięki niemu przestajemy pytać o to, jakimi środkami chcemy robić sztukę, gdzie chcemy ją robić, jak ją opakujemy, rozpowszechnimy czy sprzedamy; zamiast tego za każdym razem, gdy zaczynamy nowy projekt, pytamy: „Po co właściwie to robimy”? Musimy na nowo przemyśleć funkcję sztuki, a nie akceptować to, co nam kiedyś powiedziano. Ten ruch ma długą historię. W 1965 roku włoski artysta Pino Poggi opublikował manifest Arte Útil, w 1969 Eduardo Costa ogłosił kolejny, następnie w 1981 roku w Queens Museum odbyła się wystawa pod tym tytułem, której

101


kuratorem był John Perreault. Historia ta jest jednak w gruncie rzeczy znacznie dłuższa – trwa odkąd ludzie uznali, że nie chcą, by praca funkcjonowała tak, jak kazał obyczaj, i na przykład w 1870 roku wymyślili pierwszą kooperatywę mieszkaniową, w 1921 roku Nikolai Vavilov założył pierwszy bank nasion, a w 1956 roku Augusto Boal otworzył pierwszy teatr legislacyjny, by wymienić tylko kilka pomysłów. W ostatnich latach powstały też inne projekty, jak Rolling Jubilee (Niekończący się Rok Jubileuszowy), w ramach którego grupa zaangażowanych obywatelek i obywateli z Occupy Wall Street wykupiła długi medyczne czy edukacyjne, po czym je anulowała. Historia Arte Útil pełna jest przykładów wysiłku jednostek i grup podważających sposoby działania świata poprzez tworzenie funkcjonalnych modeli innych rzeczywistości. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że cała historia sztuki jest projektem ideo­logicznym. Powinniśmy więc robić sztukę wyraźnie ideologiczną. Trzeba poszukiwać nowych form, nie po to, by ożywiać sztukę jako praktykę, ale po to, by problematyzować nasze z nią relacje. Potrzebujemy sztuki, która jest narzędziem, i to narzędziem możliwym do wykorzystania również w celach innych niż sama sztuka. Musimy wstawić urynał Duchampa z powrotem do toalety, gdzie będzie można go znowu używać. Musimy zmuszać instytucje, by stawały się społeczne i obywatelskie. Istnieją dwa rodzaje artystek i artystów: tacy, którzy uważają, że rozwiązujemy problemy, wyśmiewając je, oraz tacy, którzy mają sporo frajdy z wymyślania sposobów ich rozwiązywania. Artystki i artyści uprawiający Arte Útil należą do tej drugiej kategorii. Nasze czasy wymagają przyjęcia nowego systemu uzasadnień i prawa do tworzenia innego rodzaju sztuki:

takiego, którego korzenie znajdujemy w alternatywnej historii sztuki i przede wszystkim w innym zestawie wartości. Jeśli jest to sztuka polityczna, to ma ona konsekwencje, a jeżeli ma konsekwencje, to zdecydowanie jest to Arte Útil6. tania bruguera Bezpieczeństwo Słowo-wytrych, sprawdzające się w każdych warunkach ustrojowych, od liberalnych demokracji po reżimy autorytarne – zawsze, kiedy władza pragnie uzasadnić zwiększenie kontroli nad społeczeństwem. Argument „z bezpieczeństwa” wyjątkowo dobrze poddaje się politycznej manipulacji, ponieważ zawsze znajdą się w społeczeństwie ludzie, którzy się boją, i zawsze znajdzie się potencjalny wróg, którego można wykorzystać do zwiększenia poczucia zagrożenia. Władza, która sięga po biopolityczną logikę „ochrony populacji” przed czymkolwiek, co zagraża jej biologicznemu przetrwaniu, może liczyć na poparcie. To niemal atawistyczny mechanizm, przetestowany pod każdą szerokością geograficzną. Niestety, na uleganiu mu najwięcej tracą ci, którzy tak bardzo liczyli na bezpieczeństwo i ochronę. Ten paradoks trafnie podsumowała na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian” Suzanne Moore: „Dawniej, kiedy państwa monitorowały działania swoich obywateli, nazywaliśmy je autorytarnymi. Dziś myślimy, że właśnie to zapewnia nam bezpieczeństwo”. Świat nigdy nie był i nigdy nie będzie bezpiecznym miejscem. Zniwelowanie wszystkich czynników zagrożenia jest po prostu niemożliwe. Zaakceptowanie tego faktu przez społeczną

102

6 Tekst pochodzi z książki pod redakcją Floriana Malzachera Prawda jest konkretna, która ukaże się nakładem Fundacji Bęc Zmiana; przekład: Ewa Majewska.


większość utorowałoby drogę do historycznego przełomu: odebrałoby politykom jedno z najpotężniejszych narzędzi manipulacji, ograniczyłoby pole aktywności populizmu i demagogii, na dłuższą metę być może zniwelowałoby potrzebę dzielenia ludzi na „swoich” i „obcych”. Taki krok wymagałby jednak odwagi i dojrzałości. Na poziomie jednostkowym łatwiejsze okazuje się wyparcie i poszukiwanie ukojenia w politykach, które przynajmniej dają poczucie, że nie pozostajemy bierni – nawet jeśli główną konsekwencją takiego działania jest zaognienie społecznych konfliktów, oddanie (jeszcze) większej kontroli nad naszym życiem państwu, któremu nie możemy ufać, i narażenie siebie lub innych na nowe formy opresji. Świat podporządkowany polityce strachu jest nieprzyjazny dla ludzi. katarzyna szymielewicz Dekapilaryzacja władzy Zjawisko polegające na próbie przejścia od władzy kapilarnej, a więc realizowanej poprzez fenomeny takie jak prawo, biurokracja, mechanizmy rynkowe, globalne powiązania czy wzorce kulturowe, do jakiejś postaci władzy spektakularnej, uosabianej przez mniejsze lub większe grono liderów. Źródeł tego fenomenu upatrywać można w rosnącej dezaprobacie dla wycofywania się państwa z socjalnych zobowiązań, w negatywnych skutkach deregulacji i w lęku związanym z rosnącą złożonością porządku społecznego. Będące ich skutkiem globalne problemy społeczne, takie jak kryzys migracyjny czy prekarne warunki zatrudnienia, uzasadniają szeroką społeczną akceptację dla różnych form wzmacniania władzy państwowej – czynienia jej bardziej „konkretną”, a więc scentralizowaną,

bezpośrednią, bezkompromisową, kolonizującą nowe obszary życia oraz ostentacyjną. Co istotne, powrót do silnego i skutecznego państwa narodowego postulowany jest dzisiaj zarówno po lewej, jak i po prawej stronie sceny politycznej. Różnice dotyczą interpretacji źródeł i środków przeciwdziałania społecznej atomizacji. Jedni oskarżają globalny kapitał, inni globalny terroryzm. Pierwsi silną wspólnotę planują oprzeć na solidarności, drudzy na poczuciu dumy. Podkreśla się nieuchronność globalnych współzależności lub ufa w możliwość stworzenia autarkii. Co do konieczności podjęcia zdecydowanych działań i braku możliwości powrotu do tego, co było, panuje natomiast zgoda. Dekapilaryzacja władzy pociąga za sobą dekapilaryzację oporu, który bezcielesny internet zamienia na korporalność ulicy. Wydaje się, że właśnie tam, jak w XIX wieku, podejmowane będą decyzje o kształcie przyszłego porządku. rafał drozdowski, maciej frąckowiak Fakt alternatywny Termin ten zyskał sławę pod koniec stycznia 2017 roku dzięki Kellyanne Conway, doradczyni, a wcześniej szefowej kampanii wyborczej obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Faktem alternatywnym nazwała ona nieprawdziwe stwierdzenie rzecznika Białego Domu Seana Spicera o tym, jakoby widownia zgromadzona na inauguracji prezydentury Trumpa była największą w historii zaprzysiężeń głów państwa w USA. Mimo zapewnień Spicera zdjęcia wyraźnie pokazywały, że tłumy były znacząco mniejsze w porównaniu do inauguracji prezydentury Obamy osiem, a także cztery lata wcześniej.

103


Doradczyni Trumpa użyła wyrażenia „fakt alternatywny” w trakcie wywiadu na żywo dla „Meet the Press”, czyli najdłużej istniejącego programu w amerykańskiej telewizji. Sformułowanie Conway błyskawicznie podchwyciły inne media, porównując je do Orwellowskiego „dwójmyślenia”, a sami Amerykanie masowo rzucili się na lekturę sprzed niemal siedemdziesięciu lat, dzięki czemu sprzedaż Roku 1984 w ciągu czterech dni od niefortunnego wywiadu wzrosła w samym sklepie Amazon dziewięćdziesięciopięciokrotnie. Choć „fakt alternatywny” ma dwudziestowieczne korzenie, jest to element prężnie rozwijającej się dziś postprawdy. Zamiast, jak sugeruje nazwa „fakt alternatywny”, przedstawiać dodatkowe, nieznane wcześniej informacje, oznacza ona po prostu fałsz, który jednak trafia na podatny grunt społecznych emocji i przekonań. A nimi – w przeciwieństwie do faktów, mających obiektywne odniesienie – manipulować jest znacznie łatwiej. helena chmielewska-szlajfer Kontrpubliczność To jakże poręczne dziś słówko zdefiniowali Alexander Kluge (człowiek, który próbował sfilmować Kapitał) oraz Oskar Negt w książce o doświadczeniu i proletariackich sferach publicznych. Niedawno przypomniał o nim Wiktor Marzec w książce Rebelia i reakcja, przybliżającej nam czasy i polityczne stawki rewolucji 1905 roku. Kontrpubliczność to zorganizowana forma wielopoziomowej opozycji: wobec władzy, zarówno politycznej, jak i ekonomicznej dominacji; to także forma alternatywnej sfery publicznej, u Klugego i Negta – proletariackiej. Kontrpubliczności to struktury politycznej sprawczości tych, których sfera publiczna wyklucza, którzy

lub które nie są w ogóle postrzegani / postrzegane jako podmioty, osób znajdujących się – z przyczyn politycznych, kulturowych, ekonomicznych czy społecznych – poza obszarem politycznego przywileju. Nancy Fraser zaproponowała z kolei teorię feministycznych kontrpubliczności. Świetnie pasuje ona do opisu takich zdarzeń jak #CzarnyProtest, który pojawił się oddolnie, wbrew rządowi, ale też sporej części opozycji, i artykułował deformowane bądź otwarcie negowane prawa funkcjonującej niczym mniejszość społecznej większości – kobiet. W produkcji artystycznej kategoria kontrpubliczności może być użyteczna przy projektach, pracach czy wydarzeniach generujących publiczną debatę lub umożliwiających wzięcie w niej udziału tym, które i którzy wcześniej byli z niej wykluczeni. ewa majewska Koszty społeczne Szeroki termin odnoszący się do strat ponoszonych przez różne grupy społeczne, najczęściej ludzi wykluczonych ekonomicznie wskutek zmian systemowych. W Polsce wciąż dotyczy przede wszystkim przegranych w wyniku procesu transformacji po 1989 roku, choć odnosi się też do sytuacji prekariuszy oraz prawdopodobnie przyszłych ofiar obecnej władzy. Do niedawna kwestia ta była wypierana z narracji sukcesu (zob. Sukces) i rzadko podnoszona, a w dominującym dyskursie publicznym nierówność uznawana była za fikcję i zjawisko marginalne. Koszty społeczne miały też wąską reprezentację w różnych dziedzinach kultury. W sztukach wizualnych działania różnych grup artystów starała się podsumować wystawa Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku (Kraków, 2014) i odtąd ten termin wszedł do

104


świadomości uczestników życia artystycznego. W polskiej publicystyce coming-outem błędu był wywiad z dawnym piewcą liberalizmu Marcinem Królem Byliśmy głupi! („Gazeta Wyborcza”, luty 2014). Temat, niepodjęty przez rządzące ówcześnie partie liberalne i konserwatywne ani tak zwane lewicowe, stał się decydującym argumentem podczas ostatniej zmiany politycznej. W odpowiedzi populiści i prawica jedynie doraźnie podjęli problem, nie starając się rozwiązać go strukturalnie. Koszty społeczne i związany z nimi gniew stały się naczelnym hasłem politycznym w wielu krajach zachodniego świata, na przykład w Wielkiej Brytanii podczas referendum w sprawie Brexitu, a zwłaszcza w USA, gdzie Donald Trump, snujący w prezydenckim orędziu obraz kraju pełnego „nagrobków fabryk”, wprost czerpał z tego wciąż działającego „paliwa wyborczego”. stanisław ruksza Ludzie / boty Ten z gruntu posthumanistyczny podział wślizgnął się do naszego społecznego świata niemal niezauważony. Z coraz szerszego spektrum postaci możemy wybierać tych, z którymi chcemy przestawać w onlajnie. Nie musimy już nawet ograniczać się do mniej lub bardziej lubianych znajomych oraz nieznajomych. Facebook może nam bowiem jako znajomego lub znajomą zarekomendować bota, czyli sztuczną inteligencję, udającą – mówiąc najbardziej zgrubnie – człowieka siedzącego przed komputerem. Z takim botem można godzinami rozmawiać na Messengerze. Zresztą nie tylko tam. Także na pasku znajomych znanego komunikatora Skype wśród kontaktów wyróżnione są dwie kategorie: ludzie i boty. Niektórzy zastanawiają się, czy boty na Messengerze

okażą się hitem, czy kitem. Ale, jeśli spojrzeć z perspektywy szerszej niż bieżące działanie biznesowe, należy spytać: czy to ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie? Istotne jest to, że już są i że ten ontologiczny podział się przyjął. Kiedy wstaję rano, mogę rozważyć, czy napiszę do koleżanki, czy może do kota Poncho albo Hudsona, który prześle mi zestaw najważniejszych newsów i prognozę pogody. Skoro zaś są już i Poncho, Hudson i inne, to pewnie prędko nie znikną, zwłaszcza że poza zwykłą fejsbukową nawijką wykonują bez szemrania czynności, których ludzie po prostu nie potrafią. Można dzięki nim kupić kwiaty albo porozmawiać z redakcją CNN albo „Wall Street Journal”. Można też dostać listy polecanych filmów lub tekstów oraz podcasty. I wszystko jest wspaniale (choć czasem nieco monotonnie lub irytująco). Frapuje jedynie, że w świecie ogarniętym falami obaw przed obcym, to właśnie nie-człowiek traktowany jest jako coś oczywistego. aleksandra przegalińska Mroczenie (ang. gaslighting) Najkrócej rzecz ujmując, mroczenie to sposób kłamania, dzięki któremu osoba okłamywana czuje się tak, jakby zwariowała. Termin pochodzi od tytułu sztuki Patricka Hamiltona Gas Light z 1938 roku, w wersji polskiej znanej jako Gasnący płomień, sfilmowanej w 1944 roku przez George’a Cukora z Ingrid Bergman w oscarowej roli mroczonej głównej bohaterki. W Gasnącym płomieniu mąż usiłuje wmówić swojej partnerce, że oszalała. W tym celu przestawia w domu rozmaite przedmioty oraz wywołuje podejrzane hałasy, jednocześnie twierdząc, że nic się nie dzieje. Metoda okazuje się nad wyraz skuteczna.

105


Poza światem sztuki mroczenie to taktyka manipulacyjna często stosowana przez socjopatów i narcyzów. Polega ona na łamaniu norm społecznych – między innymi kłamaniu, wykorzystywaniu innych, przekraczaniu prawa – i zarazem całkowitym temu zaprzeczaniu, odwracaniu kota ogonem, wmawianiu osobie mroczonej szaleństwa lub kłamstwa, a w pracy na przykład braku profesjonalizmu. Ostatnio termin ten ponownie zyskał rozgłos dzięki najnowszemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych Donaldowi Trumpowi, który w kampanii prezydenckiej z wirtuozerią stosował tę technikę wobec swojej konkurentki Hillary Clinton, głównych opiniotwórczych mediów, kobiet, które oskarżały go o molestowanie, a także wszelkich innych krytyków. helena chmielewska-szlajfer Nowe przestrzenie wystawiennicze Ogrodzenie przed Sejmem RP na Wiejskiej zostało ustawione o 5 rano 20 grudnia 2016 roku. Kilka godzin wcześniej, na polecenie Straży Marszałkowskiej, siłą usunięto sprzed budynku grupę demonstrantów. Jednym z głównych zarzewi protestu był plan ograniczenia dostępu do Sejmu dla dziennikarzy. Demonstrujący nazywali ogrodzenie „płotem hańby” i przekształcili je w tablicę antyrządowych ogłoszeń oraz miejsce działań o charakterze plastycznym. Na barierkach wieszano plakaty, malowano hasła za pomocą sprejów, ustawiano przy niej znicze i wtykano w nią kwiaty. Jednym z haseł eksponowanych na ogrodzeniu było: „Cała władza w ręce wyobraźni” – sytuacjonistyczny slogan używany w maju 1968 roku w Paryżu (parafraza hasła z rewolucji październikowej). Ogrodzenie zostało zdemontowane po dwóch dobach,

gdy – jak brzmiał oficjalny komunikat Komendy Stołecznej Policji – uznano, że zagrożenie ze strony protestujących zmniejszyło się. Jednocześnie Kancelaria Sejmu zapowiedziała budowę nowego, wysokiego na 220 centymetrów ażurowego metalowego płotu, na którego realizację zarezerwowano milion złotych. Potencjalnie jest to najciekawsza nowa przestrzeń wystawiennicza w Polsce. sebastian cichocki Obywatel gorszego gatunku To kategoria polityczna wynaleziona na potrzeby współczesnych suwerenów – Trumpów, Putinów, Orbánów, Kaczyńskich. W swojej retoryce odwołują się do demokratycznych wartości i „woli ludu”, w praktyce dążą do bezwzględnego utrzymania władzy. Znają prawidła polityki, więc stosują sprawdzoną metodę „dziel i rządź”. Podważają międzynarodowe standardy jako narzucone przez wrogich narodowym wartościom uzurpatorów, kwestionują uniwersalność praw człowieka. Dlaczego mielibyśmy się oglądać na prawa tej mniejszości, która nas nie popiera? Dlaczego mielibyśmy w ten sam sposób traktować naszych sojuszników i przeciwników? Z czysto pragmatycznej perspektywy rządzących to byłoby nieracjonalne. Polityczny pragmatyzm nakazuje przyjąć inną logikę: nasi wrogowie są także wrogami państwa. W dłuższej perspektywie ich działania szkodzą całemu społeczeństwu, ponieważ osłabiają władzę, która chce dla ludzi jak najlepiej. I tak legalna opozycja staje się bandą szkodników i wichrzycieli, a osoby sympatyzujące z nią lub protestujące – obywatelami gorszego gatunku. Taka retoryka uruchamia mechanizm wykluczenia, który może doprowadzić do zupełnego wyjęcia

106


części społeczeństwa spod ochrony prawa. Pojawienie się kategorii obywatela gorszego gatunku to stan pośredni. I jasny sygnał ostrzegawczy: jeśli nie opowiecie się po stronie władzy, władza będzie zmuszona opowiedzieć się przeciwko wam. Wybierajcie! katarzyna szymielewicz Pirazyoczyć (ang. guesstimate) Pirazyoczenie to termin doskonale nadający się do opisywania zjawisk bez posiadania wystarczających informacji, w oparciu o intuicję i dotychczasowe doświadczenie. W wersji angielskiej słowo guesstimate (połączenie guess – zgadywać i esti­mate – szacować) pojawiło się w latach 30. ubiegłego wieku dzięki słowotwórczemu talentowi amerykańskich statystyków. W języku polskim pierwotna fraza „pi razy oko” opiera się na liczbie ∏, której wartość można podać wyłącznie w przybliżeniu (3,14), oraz na wyrażeniu „na oko” – dla zdwojenia siły niedokładności. (W wersji alternatywnej: „pi razy drzwi” opiera się na rymie). Pirazyoczenie jest szybkie i przydatne, kiedy potrzebny jest wynik w porywach. Jest często wykorzystywane między innymi przez ekonomistów, kiedy usiłują prognozować zmiany w gospodarce, ale to metoda używana również na przykład w kosmologii: równanie Drake’a to pirazyoczny wzór, stworzony w latach 60. XX wieku, określający pirazyocznie liczbę cywilizacji pozaziemskich, z którymi możemy się skontaktować. W świecie nam bliższym pracodawcy lubią w trakcie rozmów o pracę pytać kandydatów o pirazyoczne szacunki, żeby zorientować się, jak wykorzystują swoją wiedzę do interpretacji mglistych danych. helena chmielewska-szlajfer

Postsztuka W latach 70. fantazjowano o zmianach, jakie zachodziły wówczas w sztuce. Miała ona podlegać stałej ewolucji, tracić swą materialność, aż wreszcie przekształcić się w coś w rodzaju przekazu telepatycznego. Tę supersztukę dla superistot opisywał między innymi polski teoretyk Jerzy Ludwiński w swoim legendarnym tekście Sztuka w epoce postartystycznej (1972). Dzisiejsza postsztuka jest niespektakularna, daleka od science fiction. Są to różnorodne praktyki artystyczne, które nie prowadzą do powstania dzieła sztuki, wydarzają się z dala od muzeum i często trudno odróżnić je od obszarów życia: partyzantki ogrodniczej, latającego uniwersytetu czy okupacji budynku. Jednocześnie działania te tworzą wyłomy w codziennym życiu, cechuje je artystyczny naddatek, konceptualny przekręt. W Polsce postsztukę uprawia wędrująca pieszo przez kraj Honorata Martin, Daniel Rycharski współpracujący z mieszkańcami swojej rodzinnej wioski (stworzyli między innymi surrealny ogród z części maszyn rolniczych) czy Jan Szewczyk i Tomasz Koszewnik, którzy zamiast wystawy zorganizowali naukowo-survivalowy plener w Puszczy Białowieskiej. Do tej kategorii zaliczyć też można wiele zjawisk o nieartystycznym rodowodzie, jak niektóre akcje partii Razem czy protest Occupy Chevron we wsi Żurawlów. sebastian cichocki Reprezentowanie biedy Gra w reprezentowanie biedy to popularna rozrywka towarzyska polskich elit mediów społecznościowych. Ma charakter językowo-transakcyjny i polega na wymiennej licytacji typu shoot-out. Uczestnicy oddalają się od

107


siebie na dziesięć kroków, po czym jeden z nich serwuje: „Smog w Warszawie jest polityczną manifestacją podklasy palącej z konieczności mułem węglowym”. Gracz returnujący powinien w tym momencie dokonać szybkiej rekonfiguracji znaków, na przykład w ten sposób: „A klasa średnia to co – bezpyłowe elektrownie jądrowe? Smog to wina burżuazji sabotującej umowę społeczną!”. Łączenie przez serwującego smogu z biedą jest w tym kontekście równoznaczne z obarczaniem winą – a to z kolei uniemożliwia serwującemu dalsze #reprezentowaniebiedy, chyba że zastosuje złożony gambit polegający na wygłoszeniu – z pozycji troski o biednych – krytyki samej gry w reprezentowanie biedy. Wtedy jednak wystawia się na ruch antytezy, czyli krytykę krytyki gry w reprezentowanie biedy, również wygłoszoną z pozycji troski o biednych Trwają poszukiwania ostatecznego, zwycięskiego argumentu w tym ciągu logicznym. Póki co jednak wszystko zależy od magicznej skuteczności masek zawodników. Ich zadaniem jest jak najlepsze wcielenie się w rolę rodzica wobec milczącego, niemego, biernego dziecka. Bieda jest tu odpowiednikiem grzybka z gry w grzybka, a także dziadka z gry w dziadka. Bieda jest także jak Polska w przededniu konferencji paryskiej w 1919 roku – nieobecna, milcząca, dotąd pogardzana, lecz z nagła obsypywana oznakami politycznej atencji. Na razie jednak bez efektu w postaci niepodległości. jakub zgierski Rozwibrowanie To pojęcie stanowi prawdopodobnie klucz do zrozumienia tego, dlaczego ulubioną rozrywką Jarosława Kaczyńskiego jest nocne oglądanie w telewizji zawodów rodeo. Wprowadził je w 2006 roku zespół Andrzeja

Zybertowicza w raporcie dotyczącym reformy ABW, twierdząc, że wdrożenie trwałych zmian ustrojowych wymaga wprowadzenia podstawowych filarów państwa „w okres drgań” za pomocą „skoordynowanych posunięć rozwibrowujących”. Inicjowanie „chwilowej i kontrolowanej destabilizacji” ma na celu takie rozkołysanie zmurszałej instytucji, aby dzięki uzyskanej w ten sposób sterowności można było radykalnie zmienić jej kurs. Rozwibrowanie – inicjowane zwykle przez nowy i stosunkowo słaby ośrodek władzy – ma również na celu rozpoznanie potencjalnych sojuszników oraz przyszłych wrogów. Radykalizm rozwibrowania nikogo nie pozostawia obojętnym. Tym samym dochodzi do personalnych i środowiskowych przetasowań niezbędnych do tego, aby w momencie konsolidacji oraz budowy nowych instytucji władza dysponowała wystarczającym wsparciem kadrowym oraz symbolicznym. Rozwibrowanie jest pojęciem pokrewnym między innymi neoliberalnej „doktryny szoku” (Naomi Klein), komunistycznego „zarządzania przez kryzys” (Jadwiga Staniszkis) oraz stalinowskiego „różnicowania” (Krystyna Kersten). Zwolennikiem teorii rozwibrowania jest między innymi filozof Slavoj Žižek. Twierdzi on, że prezydentura Donalda J. Trumpa zaowocuje falą protestów, które uzdrowią amerykańską demokrację. Ostatecznym beneficjentem rozwibrowania wcale bowiem nie musi być podmiot, który je uruchomił. kacper pobłocki Słaby opór W przeciwieństwie do krytykowanego niedawno przez Marię Janion „heroicznego mesjanizmu”, słaby opór jest tym, co powstaje bez wielkich obietnic i męskiej, mocnej pozycji siły. Jest tą

108


odmianą działania politycznego, która nie potrzebuje wyizolowanego, autonomicznego podmiotu. O sile bezsilnych pisał w 1978 roku Václav Havel – czeski dramaturg i dysydent, pierwszy prezydent po 1989 roku. Twierdził, że w czasach militarnej eskalacji i zimnej wojny heroiczne gesty się wyczerpały, zaś siła Imperium jest na tyle duża, że próby jego oddolnego obalenia ryzykują nie tylko porażkę, ale też śmieszność. W takich czasach zaczynają się liczyć codzienne, zwykłe gesty zwykłych ludzi. Havel pisał o sprzedawcach z warzywniaka, ale możemy też na przykład pomyśleć o pewnej legendarnej dziś tramwajarce, która w sierpniu 1980 roku zatrzymała tramwaj pod Operą Bałtycką, by upowszechnić informację o strajku w Stoczni Gdańskiej. Możemy pomyśleć o wszystkich tych kobietach, które w ubiegłym roku wzięły udział w #CzarnymProteście i Strajku Kobiet. Możemy pomyśleć o artystce Teresie Murak, która pewnego wiosennego dnia 1969 roku chodziła po Warszawie w sukni obsianej rzeżuchą. Możemy pomyśleć o każdej sytuacji, gdzie codzienna, zwyczajna, wolna od heroizmu czynność artykułuje niezgodę na zastaną rzeczy­wistość. ewa majewska

popędu seksualnego lub jako jego poszerzenie. Jednym z mdławych symboli kulturalnych może być wyświetlany wciąż w ponad stu krajach na świecie serial The Bold and The Beautiful, w Polsce tłumaczony jako Moda na sukces (sic!). Obietnica sukcesu zdewastowała dotychczasową hierarchię wartości. Hasło doczekało się swojej definicji w Wikipedii jako „działanie na najwyższym poziomie możliwości jednostki, w kierunku spełnienia jej marzeń i pragnień przy jednoczesnym zachowaniu równowagi pomiędzy wszystkimi płaszczyznami życia […]. Człowiek osiąga sukces wtedy, gdy spełniają się wszystkie jego oczekiwania”. Głód sukcesu spowodował silne zmiany polityczne. Za sprawą intensywnych mediów (internet, telewizja) biedni mogą na niespotykaną dotąd w dziejach skalę obserwować styl życia bogatych, co z perspektywy jednego życia mogłoby skutkować ogromnym potencjałem rewolucyjnym. Póki co ta możliwość została uśpiona, a paradoksalnie zamiast wideł przeciwko schyłkowym kapitalistom użyto karty wyborczej zaczarowanej populistyczną kampanią prezydencką Trumpa, ucieleśniającego niemożliwe już dziś marzenie o awansie „od pucybuta do milionera”. Ponieważ masowy sukces okazał się raczej mrzonką, ma go zastąpić pozorna, doraźna tendencja Sukces wzrostowa. Fantazmat ostatnich lat wciąż jest stanisław ruksza jedną z głównych sił napędowych gatunku ludzkiego w społeczeństwach Uchodźca opartych na zasadzie konkurencyjności. Czasy wolnego rynku i kon- Człowiek, który politycznie nie istniesumpcji, oprócz podziału na zwycięz- je. Nie jest podmiotem polityki – naców i przegranych, stworzyły nową wet tej, która pomoc uchodźcom ma hierarchię godności czy statusu spo- w nazwie – bo nie ma na nią żadnełecznego, bezpośrednio powiązane- go wpływu. Jako jej przedmiot bywa go z warunkami ekonomicznymi. We wpuszczany i „obejmowany ochrowszystkich grupach zawodowych za- ną” (w skali Polski liczba takich osób uważalny jest narcystyczny „pęd do w najlepszych latach nie przekraczała znaczenia”, pojawiający się w miejscu kilkuset), ale o wiele częściej „odbija 109


się” od granicy. Ludzie skazywani na tułaczkę i okrucieństwo przemytników; ludzie tonący w zasięgu radarów straży granicznych; głodni i chorzy ludzie zamarzający w obozach dla uchodźców; ludzie koczujący miesiącami na wschodniej granicy… W połowie 2015 roku organizacja UNITED doliczyła się 22 394 śmiertelnych ofiar europejskiej polityki azylowej. Gdyby byli jednymi z nas, ich sytuacja byłaby nie do wytrzymania – przypominałaby nam, że ludzki los bywa aż tak okrutny. Broniąc swojego prawa do życia w bezpiecznym, wygodnym świecie, wolimy przyjąć, że ich po prostu nie ma. Wyparcie przychodzi tym łatwiej, że uchodźca to człowiek bez właściwości – mało kto spotkał żywego na swojej drodze. Nasze wyobrażenia o nim kreują targane sprzecznościami media. Cierpiące lub martwe dziecko jest w stanie rozgrzać medialno-­ -charytatywną machinę do czerwoności, generując miliony wzruszonych kliknięć i przekazanych na szczytne cele euro-dolarów. Ale tuż za rogiem czai się terrorysta z zasłoniętą twarzą, nieobliczalny bojownik o nie-naszą-wolność; obcy, z którym nie potrafimy lub nie chcemy znaleźć wspólnego języka. Co z nim? Czy to także uchodźca? To słowo odmieniane przez trudne do pogodzenia przypadki – od wzruszenia i współczucia po zimną nienawiść i całkowitą obojętność. katarzyna szymielewicz Żywe zabytki Obiekty architektoniczne, w których bardziej niż forma istotna jest przestrzeń architektoniczna oraz logika jej działania. Ich ochrona obejmować musi materialność obiektu oraz utrwalenie jego idei. Budynki-instrumenty, które jak inne złożone mechanizmy, na przykład zegary czy zabytki motoryzacji, wymagają użytkowania,

by mogły jak najdłużej ujawniać swoją istotę. Szczególnym przypadkiem są „obiekty procesualne”, czyli z założenia zmienne, których komponentem jest czas. Strategia ich ochrony musi wykraczać poza obowiązujące doktryny konserwatorskie, zakładające przywracanie zabytkom dawnej świetności i utrzymywanie ich w „wiecznym trwaniu”. W przypadku obiektu będącego w procesie zmian niemożliwe jest wskazanie momentu, na który przypada jego „świetność”. Dom Zofii i Oskara Hansenów w Szuminie, budowany i przekształcany od końca lat 60., to przestrzenny manifest Formy Otwartej, której założeniem jest eksponowanie wydarzeń codziennego życia i adaptacja do zmieniających się potrzeb. Niezbędne jest więc życie, by dom mógł dla niego stanowić oprawę. Inną szczególną grupą żywych zabytków są założenia przestrzenne akcentujące równowagę pomiędzy materią architektoniczną a zielenią – struktury, w których oba te budulce traktowane są równorzędnie. Zieleń to żywa materia, chronić można ją jedynie poprzez odpowiednie zarządzanie. Na przykład kompleks sportowy „Warszawianka” projektu Jerzego Sołtana i zespołu, budowany od końca lat 50., to wybitne dzieło architektury, w którym na równi ważne są pejzaż, sport i sztuka. Wszystkie te komponenty są niezbędne, by utrwalać ideę „Warszawianki”. Projekty konserwatorskie dotyczące żywych zabytków, obiektów czterowymiarowych, muszą obejmować programowanie procesu zbiorowego użytkowania i utrzymywania ich w „wiecznym ruchu”, a nie tylko proponować docelowe formy przestrzenne. małgorzata kuciewicz

110


Instrumenty pomiarowe obserwatorium astronomicznego Jantar Mantar w New Delhi z 1724 roku. Odbywają się tam lekcje astronomii. Fot. Simone De Iacobis, 2016

nowy wyraz nr 1 autorzy

Tania Bruguera — artystka tworzącą instalacje i performanse. Założycielka i kierowniczka Cátedra Arte de Conducta, projektu pedagogiczno-­ -artystycznego zorientowanego na sztukę polityczną i performans, działającego w latach 2003—2009 w Hawanie. W 2011 roku założyła Immigrant Movement International (Międzynarodowy Ruch Imigrantek i Imigrantów), wieloletni projekt mający formę ruchu społecznego. Jej dziesięcioletnie badania nad Arte Útil zostały zwieńczone otwarciem Muzeum Arte Útil w nowojorskim Queens Museum oraz w Van Abbemuseum w Eindhoven w Holandii. Helena Chmielewska-Szlajfer — socjolożka w New School for Social Research w Nowym Jorku i w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się mediami, zmianą społeczną i kulturą codzienności.

Sebastian Cichocki — socjolog, kurator artystycznych projektów interdyscyplinarnych. Zastępca dyrektora Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Kurator licznych wystaw indywidualnych i zbiorowych, m.in. wystaw w Pawilonie Polskim na 52. i 54. Biennale Sztuki w Wenecji. Zajmuje się głównie refleksją neokonceptualną w sztuce, nawiązuje do land artu i sztuki środowiskowej z lat 70. Autor licznych tekstów krytycznych tłumaczonych na wiele języków. Publikował m.in. w pismach „Cabinet”, „Artforum” i „IDEA. Arts+Society”. Rafał Drozdowski — profesor na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dyrektor Instytutu Socjolo­ gii UAM, kierownik Zakładu Socjologii Życia Codziennego w Instytucie Socjologii UAM. Jego zainteresowania naukowe obejmują socjologię codzienności, socjologię wizualną i teorie socjologiczne.

111


Maciej Frąckowiak — socjolog zainteresowany formami aktywności i bezczynności społecznej w miastach, a także obrazem, który próbuje traktować jako narzędzie i pretekst do badań oraz zmiany relacji społecznych. Doktorant w Instytucie Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wojtek Kucharczyk — ogrodnik, muzyk, działacz i postartysta. Akcje w wielu krajach świata, podróże to wyższe dobro. Denerwuje się, gdy widzi, że ludzie nie myślą za bardzo. Małgorzata Kuciewicz — architektka, członkini grupy projektowej CENTRALA. Studiowała architekturę w Warszawie, Montpellier i Tampere, doświadczenie zdobywała w Berlage Institute w Amsterdamie i na warsztatach EASA. Laureatka nagród i wyróżnień w konkursach architektonicznych, autorka i współautorka projektów wnętrz, obiektów architektonicznych, wystaw oraz projektów służących pobudzeniu refleksji nad przestrzenią miast. Zajmuje się badaniem, popularyzacją, a także działaniem na rzecz zachowania i rewitalizacji wartościowego dziedzictwa architektury i urbanistyki. Kuratorka wystaw poświęconych architekturze, m.in. Chwała miasta w ramach Synchronizacji w 2012 roku i Jacek Damięcki. Makroformy w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta w 2016 roku. Ewa Majewska — filozofka feministyczna i aktywistka, autorka książek Feminizm jako filozofia społeczna i Sztuka jako pozór, współredaktorka tomów o neoliberalizmie i edukacji równościowej oraz wielu artykułów i esejów publikowanych w kraju i za granicą. Adiunktka na wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego i współpracowniczka Institute for Cultural Inquiry w Berlinie. Kacper Pobłocki (1980) — antropolog społeczny. Studiował w Wielkiej Brytanii, Holandii oraz USA. Pracuje w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz w Centrum Europejskich Studiów Lokalnych i Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Jego praca doktorska The Cunning of Class — Urbanization of Inequality in Post-war Poland została wyróżniona nagrodą Prezesa Rady Ministrów, a książka Anty-bezradnik przestrzenny — prawo do miasta w działaniu, której jest współautorem, otrzymała Nagrodę im. Jerzego Regulskiego za upowszechnianie idei ładu przestrzennego. Jest także autorem książki Kapitalizm. Historia krótkiego trwania, która ukaże się nakładem Fundacji Bęc Zmiana w 2017 roku.

Aleksandra Przegalińska — doktoryzowała się w dziedzinie filozofii sztucznej inteligencji w Zakładzie Filozofii Kultury Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie pracuje badawczo w Center for Collective Intelligence w Massachusetts Institute of Technology (MIT) w Bostonie oraz w Center for Research on Organizations and Workplaces w Akademii Leona Koźmińskiego. Absolwentka The New School for Social Research w Nowym Jorku, gdzie uczestniczyła w badaniach dotyczących tożsamości w rzeczywistości wirtualnej, ze szczególnym uwzględnieniem Second Life. Interesuje się rozwojem nowych technologii, zwłaszcza technologii zielonej i zrównoważonej, humanoidalnej sztucznej inteligencji, robotów społecznych i technologii ubieralnych. Stanisław Ruksza — historyk sztuki, autor licznych publikacji z dziedziny sztuki współczesnej. Kurator licznych wystaw prezentowanych zarówno w kraju, jak i za granicą. Laureat wielu nagród i wyróżnień. Przez wiele lat kierował CSW Kronika w Bytomiu. W lutym br. wygrał konkurs na dyrektora Trafostacji Sztuki w Szczecinie. Katarzyna Szymielewicz — absolwentka prawa i studiów o rozwoju, współzałożycielka i prezeska fundacji Panoptykon, której celem jest ochrona podstawowych wolności wobec zagrożeń związanych z rozwojem współczesnych technik nadzoru nad społeczeństwem. panoptykon.org Andrzej Tobis — artysta, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, w której obecnie prowadzi jedną z dyplomujących pracowni malarstwa. Jego prace prezentowane były na wielu wystawach w Polsce i za granicą. Autor monumentalnego projektu A—Z. Gabloty edukacyjne. aztobis.pl Katarzyna Wiącek — historyczka sztuki, doktorantka na wrocławskim kulturoznawstwie. Aktywistka, feministka, prowadzi bloga anarchitektura.tumblr.com Jakub Zgierski — kulturoznawca. Pisze artykuły o literaturze, redaguje książki o sztuce i organizuje wydarzenia filmowe. Członek zespołu programowego w Narodowym Instytucie Audiowizualnym.

112


Rysunek: Wojtek Kucharczyk


ankieta

SPOKÓJ NIESKOŃCZONEJ RÓWNINY Jeżeli — jak twierdzą niektórzy — świat w takiej formie, jaką znamy, właśnie się skończył, czas zacząć zastanawiać się, jak urządzić go na nowo. W związku z tym, na przekór narastającym lękom, pytamy badaczy, dziennikarzy i artystów, jaki świat chcieliby poznać, czyli o ich marzenia związane z konstrukcją powstrząsową. 114


Jakub Dymek, kulturoznawca, dziennikarz i publicysta: Pewnie poprawnie byłoby powiedzieć, że wierzę w utopię socjalistyczną albo innego rodzaju „w pełni zautomatyzowany luksusowy komunizm”, ale tego nie zrobię. Nie mam wątpliwości, że warunkiem rewolucji w naszym życiu będzie zanegowanie stosunków pracy na poziomie prywatnym i związanej z nimi opresji na poziomie publicznym, najpierw jednak musimy przezwyciężyć beznadzieję samolubności i indywidualizmu. Ironia, dystans, ucieczka w prywatność i płytka subwersja nie mogą być strategiami życia w sytuacji, gdy prawdziwe skurwysyństwo i faszyzm podnosi łeb. Dlatego liczę na odnowienie pojęć solidarności, miłości i prawdy – wartości, które nie podlegają negacji przez procesy polityczne i medialne. Potrzebujemy uczuć, których nie można odgórnie zadekretować. Myślę, że już teraz obserwujemy to w akcjach solidarnościowych między różnymi grupami wyznaniowymi w Stanach Zjednoczonych, w działaniach międzypokoleniowych na przykład przy okazji Czarnego Protestu w Polsce, czy w nowych formach kolektywnej pracy. Tworzenie aliansów ponad doraźnymi podziałami jest tym, co może nas w końcu wyprowadzić z tego świata indywidualizmu, który powraca w formie 2.0, wzmocnionej przez media społecznościowe. Czy to się uda? Zobaczymy. Jedno wiem na pewno: przyszłość jest kobietą. Jeżeli szukamy czegoś na wzór dawnej awangardy proletariatu, dziś awangardą światowej rewolucji pod każdą szerokością geograficzną są kobiety – grupa, która ma największy potencjał, aby porządek wzajemnej troski, opieki, wrażliwości i solidarności przenieść z domu do sfery publicznej. Biała męska klasa ekspercka musi odejść! Diana Lelonek, artystka wizualna: Pozwolę sobie puścić wodze wyobraźni – wbrew mojemu smutnemu nastojowi, wynikającemu z tego, że wszystko, co się dzieje wokół, przeczy moim tezom na temat nowej wspólnotowości. Mamy obecnie do czynienia z bolesnym, dotkliwie odczuwalnym i nie wiadomo co jeszcze ze sobą niosącym zwrotem w obronie tak zwanych dawnych wartości. W moim mniemaniu jest to ostatni podryg przestarzałego hierarchicznego, androcentrycznego, europocentrycznego i antropocentycznego porządku, który nijak nie jest już w stanie czegokolwiek rzetelnie opisać. Świat, jaki znamy, jeszcze się nie skończył, ale oby odszedł jak najprędzej… Tymczasem konserwatywni starcy, będący jedynie małymi pionowymi naroślami na kłączu, nadal naiwnie sądzą, że są drzewami rosnącymi na mocnych korzeniach. Nic bardziej mylnego. Prędzej czy później kłącze odrzuci ich jako zbędną narośl zakłócającą swobodny przepływ energii. Kiedy to się dokona, uwolniona wspólnota będzie musiała wytworzyć nowe pojęcia, aby mieć pewność, że zmora dualizmów już nigdy nie powróci. Nie będzie już 115


zła i dobra, nas i innych, lepszych i gorszych, wyższych i niższych. Nie będzie wartości – będą negocjacje. Powołamy nareszcie nową konstytucję, powołamy ją w porozumieniu ze wszystkimi członkami wspólnoty. Powołamy ją w porozumieniu z lodowcami, ze smogiem i z puszczą, z każdym niezależnie od koloru jego skóry, sierści czy liści. Powołamy ją nie raz, ale będziemy aktualizować ją o każdej porze dnia i nocy, przepracowywać na nowo, nigdy nie kończąc. Nikt już nikomu nigdy nie powie: „Wszystko zależy tylko od ciebie”, ani: „To tylko moja zasługa”, ani (o zgrozo…): „Ty też możesz odnieść sukces!”. Linearny postęp, wspinaczka na szczyt, hierarchia i inne bzdury staną się zbędne. Czeka nas epoka oparta na wielokierunkowości płaskich, poprzecznie rozrastających się struktur. Prostota nigdy niekończących się komplikacji w sieci wzajemnych współzależności. Nic już nie będzie musiało rosnąć w siłę. Spokój nieskończonej równiny. Cyrkulację czas zacząć! Zofia Krawiec, instagramowiczka, dziennikarka kulturalna i kuratorka: Marzy mi się świat, w którym władzę dzielą między sobą kobiety i mężczyźni. Z całego serca pragnę też świata, w którym kobiety się ze sobą przyjaźnią i nawzajem się wspierają, a ich relacje nie są toksyczne i oparte na rywalizacji. Chciałabym, żeby kobiety pragnęły dla innych kobiet sukcesu i szczęścia, rozumiejąc, że dzięki temu sukces i szczęście będą łatwiejsze do osiągnięcia dla nich samych. I, przede wszystkim, chciałabym, żeby kobiety nie niszczyły innych kobiet – nawet jeżeli nie są ich przyjaciółkami, to też są kobietami, a to przecież jedna z najtrudniejszych rzeczy na tym świecie. Jerzy Kociatkiewicz i Monika Kostera, badacze zajmujący się organizacją i zarządzaniem, współautorzy książki Zarządzanie w płynnej nowoczesności: MK Jeszcze niedawno rozmawialiśmy z naszymi mądrymi przyjaciółmi o tym, czego najbardziej nam dziś brakuje, i doszliśmy do wniosku, że tęsknimy za marzeniami, że kiedyś marzyliśmy lepiej. Może to się właśnie teraz zmienia? Eklezjasta pisze, że wszystko ma swój czas – jest czas zszywania i czas rozdzierania. Moim zdaniem czas rozdzierania panował co najmniej przez dwie ostatnie dekady, dlatego marzy mi się czas zszywania. Taki, w którym jako ludzie znajdziemy coś, co nas łączy, coś, co chcielibyśmy robić i osiągnąć razem, nie czując przymusu. Kiedy ten czas nadejdzie, znów będziemy cenić sobie różnorodność i cieszyć się z budowania mostów, ważne staną się doświadczenia z pogranicza i sojusze ponad tymi wszystkimi naprawdę solidnymi murami, które wyrosły na świecie.  JK Ja chciałbym przede wszystkim, żebyśmy nauczyli się dzielić – jesteśmy bardzo bogatym społeczeństwem pełnym biednych ludzi, w wy116


miarze nie tylko materialnym, ale również duchowym. Mam nadzieję, że nasz nowy świat będzie lepszy pod tym względem. Chciałbym też, żebyśmy mogli zacząć poświęcać czas rzeczom, które mają sens – dla nas i jednocześnie dla innych. Dziś mnóstwo czasu przeznaczamy na wykonywanie czynności, których celu nie rozumiemy. Łukasz Drozda, politolog i urbanista: Alternatywa dla tryumfalnego pochodu skrajnej prawicy powinna dążyć do rozładowywania społecznych napięć, czyli umiejętnie organizować gniew w kategoriach klasowych, zamiast grać kartą nienawiści i strachu. Jak spełnić to pięknie brzmiące założenie w praktyce? Realistyczne rozwiązanie to instytucja państwa jako wspólnoty, dla której kluczowa jest demokratyczność. Państwo popadające w skrajną finansjalizację jest demokratyczne jedynie powierzchownie. Pomysł na dochód podstawowy wydaje mi się iluzoryczny, jeżeli chcemy uniknąć jego utowarowienia. Nie wierzę w ideę końca pracy, widzę za to ogromną potrzebę rozwoju usług opiekuńczych w starzejącym się społeczeństwie. Państwo nie powinno jednak powtarzać błędów znanych z fordystowsko-keynesistowskiej przeszłości, która dała się poznać jako okres skrajnej uniformizacji. Państwo zrutynizowane i zbiurokratyzowane sprzyja kreowaniu fobii i lęków przed „wielkim rządem”. Jeżeli nie chcemy wpaść w coś, co Guy Standing – autor książki Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa – nazywa „socjaldemokratyczną pułapką” (tak naprawdę to pułapka także chadecka), musimy uważać na rozwiązania zagrażające wielokulturowości, za wszelką cenę rozwijać bezpłatną edukację i zwiększać cyfryzację systemu informacji publicznej. Nie powinniśmy też bezkrytycznie wychwalać działalności organizacji pozarządowych, ponieważ te drogą grantozy staczają się w autoteliczność. Państwo demokratyczne musi dbać o wykorzystanie zasobów, co na moim „przestrzennym” podwórku oznacza na przykład rozwijanie planowania i wskazywanie twardych barier dla zabudowy ponad miarę. Bez tego będziemy psuć zasoby i nie nadążymy z infrastrukturą. Co z tego, że możemy unowocześniać, jeżeli nie damy rady efektów rozmieścić w przestrzeni? Probierzem kreatywności państwa nie może być odsetek osób, które zasiadają przed jabłczanym laptopem w kuszącym lofcie. To państwo samo w sobie powinno być kreatywne – jeśli chce być demokratyczne, nie może być minimalne i „tanie”. Kreatywne byłoby, gdyby w epoce istnienia kalkulatora i Excela progresywny system podatkowy miał nie 2 czy 3 progi, ale na przykład 100. To może urealnić utopię – a pogoń za nią stanowi wymóg postępu, nawet gdy realizujemy ją tylko fragmentarycznie. Podsumowując, chciałbym, żeby świat był lepszy dzięki demokratycznemu i kreatywnemu państwu.

117


Rysunek: Wojtek Kucharczyk

118


zmienna polskość Z Ewą Gorządek i Stachem Szabłowskim, współkuratorami wystawy Późna polskość. Formy narodowej tożsamości po 1989 roku, prezentowanej w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, rozmawia Bogna Świątkowska 119


BŚ EG

BŚ SS

SS

EG

1

Na pewno czujecie na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Owszem. Chciałabym, żeby ta wystawa była odebrana jako propozycja do dyskusji, jako sygnał, że taka rozmowa jest potrzebna. Sztuka może być przestrzenią debaty i namysłu nad stanem świadomości nazywanym polską tożsamością. „Późna polskość” to pojęcie zapożyczone z tekstów Tomasza Kozaka. Jak je sobie na te barki włożyliście? Interesowała nas polskość jako żywioł, w którym jesteśmy głęboko zanurzeni, ale którego w ostatnich dwóch dekadach nie badaliśmy zbyt intensywnie narzędziami artystycznymi. Od dawna dyskutowaliśmy o tym projekcie, nie rozpoczęliśmy pracy pod ciśnieniem „dobrej zmiany”, populistycznego ani nacjonalistycznego wzmożenia, jakie można dziś obserwować. Obecny bieg spraw jest jednak potwierdzeniem, że warto coś takiego zrobić, bo narodowa tożsamość jako rodzaj unfinished business okazuje się nie tylko polskim problemem. Wraca dziwnym echem w kraju imigrantów, czyli w Stanach Zjednoczonych, gdzie cała narracja Donalda Trumpa oparta jest na czymś, co wydaje się sprzeczne z podstawami tego państwa. On także przywołuje nacjonalistyczne nuty. Okazuje się, że taka narracja jest możliwa wszędzie, nawet w Stanach, gdzie państwo nie stanowi projekcji żadnego etosu, lecz raczej jest wspólnym przedsięwzięciem obywateli, z definicji tożsamościowo różnorodnych. A co dopiero w kraju peryferyjnym, kraju, jak wiemy od Janka Sowy1, zmagającym się ze słabością, nieoczywistością własnej formy, kraju neurotycznym, wręcz skłonnym do histerii wskutek problemów tożsamościowych! Nasza wystawa jest próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie o naturę tożsamości narodowej i o to, jakie formy żywioł polskiej tożsamości ma do dyspozycji. W jakie formy może wlać tę narodową substancję? I jaki kształt ujrzymy, gdy ona zastygnie? Czy zobaczymy postać przypominającą Niemca? Rosjanina? Krasnala ogrodowego? Husarza? A może potwora…? Próbujecie to zaprogramować, jednym z głównych bohaterów czyniąc Stanisława Szukalskiego, postać kontrowersyjną, ale i wielowymiarową, trudną do zaszufladkowania. Maurycy Gomulicki pisał o nim: „Rzeźbiarz, rysownik, kaligraf, lingwista, teoretyk, ideolog, lider, megaloman, fanatyk – każde z tych określeń oddaje jakiś fragment tej złożonej i wielowymiarowej osobowości”. To się zaczęło od Stacha Szukalskiego – na wystawie stanowi on mocną, historyczną referencję. Jan Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Universitas, Kraków 2011. 120


EG

EG

BŚ EG

SS

SS

BŚ EG

W Polsce bardziej niż jako artysta czy twórca zermatyzmu – pseudonaukowej koncepcji o pochodzeniu starożytnych Polaków – znany jest jako ojciec chrzestny Leonarda DiCaprio [wszyscy śmiech]. Po tym, jak DiCaprio po zmaganiach z niedźwiedziem dostał w końcu Oscara, ten fakt stał się ważnym przyczynkiem do budowania naszej dumy narodowej. I pewnego rodzaju popkulturowej mitologii, według której DiCaprio swoją rolę w Titanicu dedykował Szukalskiemu, co ładnie brzmi, mimo że jest nieprawdą. Od dawna myślałam o zrobieniu wystawy, która mogłaby mieć tytuł: Szukalski a my dzisiaj. Istnieje grono artystów zafascynowanych tą postacią. Jak przywołany już Maurycy Gomulicki, który za młodu korespondował nawet z jednym z uczniów Szukalskiego, a na wystawie aranżuje plastycznie przestrzeń mu poświęconą. Chciałam zrobić wystawę o Szukalskim jako artyście, który w swoich pracach wymyślił Polskę na nowo i byłby punktem odniesienia dla twórców działających współcześnie. Znakomicie się wstrzeliliście, bo właśnie trwa wymyślanie Polski na nowo. Tak, ale idea wystawy powstała zanim nastały zmiany, jakich obecnie doświadczamy, i była ciepła woda w kranie. Stało za nią pytanie: czy w obliczu europeizacji, globalizacji i płynnej nowoczesności potrafimy tę polskość – czy późną polskość – na nowo sformułować, zaktualizować i określić, do czego jest nam ona dziś potrzebna? Nie minęły dwa lata i zupełnie zmienił się kontekst. Trochę upraszczamy, bo przed 2015 rokiem też widzieliśmy, że problem tożsamości istnieje, że ta tożsamość nie jest żadnym reliktem wartym już tylko akademickiej dyskusji. Może nie docenialiśmy jedynie skali i potęgi tego żywiołu, jego fascynującej dynamiki. Wasza wystawa ma szansę stać się interesującym nieformalnym otwarciem programu „Niepodległa”, czyli zaplanowanych przez rząd przyszłorocznych obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Wy, mimo że centralną postacią narracji jest Szukalski, działający intensywnie w dwudziestoleciu międzywojennym, cezurę stawiacie w 1989 roku, akcentując bliższą perspektywę rozpoczęcia nowego wątku w historii Polski, czyli moment upadku komunizmu. Cieszymy się, że możemy z tą wystawą wyprzedzić rocznicowy dyskurs, że się w nim nie rozpuści. Pytanie o kształty polskości dotyka bowiem czegoś głębszego niż niepodległość. Niepodległość to tylko jedna z możliwych form, zresztą tożsamość narodowa doskonale się bez niej obywa. Tożsamość pod presją rozkwita silniej? Staje się bardziej wyrazista. 121


SS

EG

SS

BŚ SS

Tożsamość narodowa jest konstruktem. Kiedy się go rozwija w sferze fantazmatycznej, można budować nieco swobodniej. W kontekście naszego projektu nie zamierzamy jednak rekonstruować całej historii przemian polskiej tożsamości. Interesuje nas polskość „późna”, a więc ta, którą mamy obecnie – rozważana w momencie, gdy konfrontuje się ze światem ponowoczesnym, zglobalizowanym, zsieciowanym. Ze światem, w którym spotkania, czy wręcz zderzenia z rozmaitymi formami obcości – z najróżniejszymi niepolskościami – mają dynamikę zupełnie nieporównywalną do tej z czasów izolującego się od świata, dość autystycznego, wsobnego mikrokosmosu, jakim był PRL. Używamy cezury 1989 roku jako momentu, w którym tożsamość polska została wyjęta z PRL-owskiej zamrażarki i rzucona na rozgrzaną globalną patelnię. Ta tożsamość z jednej strony była trochę przymrożona, a z drugiej zdeformowana, bo politycznie obowiązywały inne, narzucone modele przyjmowane w wyniku sowieckiej dominacji. Jednocześnie cały czas istniał swego rodzaju nieoficjalny nurt budowania autentycznej tożsamości. Można powiedzieć, że była przymrożona czy zdeformowana... W każdym razie na pewno nie zmieniała się w tym samym rytmie, co dominujący wzorzec zachodni, do którego zawsze w jakiś sposób aspiro­ waliśmy. Zróbmy więc krótką wycieczkę po wystawie. Na początku wkraczasz w przestrzeń przygotowanego przez Maurycego Gomulickiego i Jacka Staniszewskiego eseju, którego bohaterem jest Stanisław Szukalski. Chcielibyśmy, aby przed zobaczeniem reszty wystawy widz został „ukąszony”, nie tyle nawet przez sztukę Szukalskiego (choć to też), ile przez problem, który ten artysta wnosi do dyskusji. Na wieść o odzyskaniu przez Polskę niepodległości Szukalski, który dorastał w Stanach i rozpoczął tam dobrze zapowiadającą się karierę artystyczną, wrócił do kraju. Wyjechał z niego jako dziecko, nie znał za dobrze Polski, pracował raczej na pewnym wyobrażeniu niż na doświadczeniu. Mimo to, a może właśnie dlatego, zaproponował się tu jako artysta, który przeprojektuje formy polskiej tożsamości, wymyśli je od nowa. Projektuje więc nowe godło, próbuje wyprać ikonografię i symbolikę z elementów chrześcijańskich, modernizuje polskie formy. Interesuje nas figura artysty jako kogoś, kto poczuwa się do obowiązku zaprojektowania polskości. Pojawia się jednak pytanie: czy to jest zadanie dla artystów dzisiaj? Czy spoczywa na nich taki obowiązek? Czy są dziś artyści, którzy – tak jak Szukalski – chcieliby się podjąć takiego zadania? A może nie? Może zadaniem artystów nie jest tworzenie nowych form, lecz dekonstrukcja i krytyka istniejących? A może sprawy mają się jeszcze inaczej i dziś nie jest to już kwestia artystyczna, ponieważ sztuka stała się globalna i ta gra prowadzona jest na zupełnie innej scenie? Gra o uczestnictwo w światowym obiegu, które wymaga nielokalności? 122


EG

SS

EG

SS

Dziś strategia polityczna jest taka, żeby dawać artystom właśnie takie zadania. Ogłaszane są konkursy na tworzenie patriotycznych składników naszej rzeczywistości. Szuka się wręcz takich punktów w historii Polski, na których powinno się budować tożsamość narodową, wprowadzać te wątki do sztuki, komiksu czy filmu. Może trzeba było wcześniej zacząć zajmować się tożsamością narodową? Na przykład ja i Ewa jako praktykujący kuratorzy mieliśmy głos, mogliśmy podjąć tę problematykę. Dotknęliśmy jej wspólnie, kuratorując w 2004 roku wystawę Za czerwonym horyzontem. Wtedy jednak wierzyliśmy, że tożsamości narodowe rozpuszczają się właśnie w identyfikacjach uniwersalnych; to był rok, w którym Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Dziś sądzę, że zostawienie żywiołu narodowego samemu sobie, poza polem krytycznego, współczesnego dyskursu, również artystycznego, prowadzi do sytuacji, w której żywioł ów wlewa się w jakieś dziwne, archaiczne formy – po prostu w te, które ma do dyspozycji. Kiedy chcesz wyglądać jak Polka, przebierasz się za husarza, bo inny kostium nie został zaprojektowany. Za kogo masz się przebrać? Za Europejkę? Oczywiście, tego też próbowaliśmy jako społeczeństwo. Tyle że w tych naszych używanych passatach i golfach, na wakacjach all in­clusive, z tym całym odgrywaniem rytuałów klasy średniej – czy nie wyglądamy trochę jak przebrani za Niemców? Taki kostium proponowano nam w III RP, teraz jednak okazuje się, że ten nasz polski żywioł do końca się w nim nie mieści. Na tym tle ciekawie wypada II RP – jawi się jako kraj, w którym przekonanie o konieczności stworzenia dla polskości własnej i jednocześnie nowoczesnej formy było nie tylko udziałem takich narwańców jak Szukalski, lecz również elementem państwowej polityki kulturalnej. Oczywiście w postpolitycznej, ponowoczesnej III RP trudniej było prowadzić taką politykę; postmodernistyczne państwo nie jest w stanie zabrać się za taką robotę. Ten wysiłek podjęto po II wojnie światowej. Zdecydowanie szukano wówczas formy dla polskiej, PRL-owskiej wspólnoty. Potem, w czasie stanu wojennego, wielu artystów odnosiło się do polskości – tamten bardzo dramatyczny moment w sposób naturalny uruchomił taką potrzebę. Po 1989 roku ciężar dramatyzmu przeniósł się na sprawy ekonomiczne, na szukanie sobie miejsca w nowej rzeczywistości, wymyślanie sposobu na życie. Myślenie o polskości i o narodzie stało się metapoziomem odniesienia. Cieszyliśmy się po prostu tym, że wreszcie jesteśmy wolnym krajem i wolnymi ludźmi. Byliśmy skupieni na podążaniu z nurtem tej rewolucyjnej zmiany, który mógł nas zatopić, ale mógł też pozwolić nam wypłynąć w jakimś nowym, bardzo fajnym miejscu. O sztuce pierwszej dekady transformacji można by właściwie mówić jako o dyskursie tematów niedotkniętych. Nie zajmowano się wówczas polskością, ale marginalnie obecny był również problem szybko rozwijającego się kapitalizmu… Przypomnij mi, czym właściwie zajmowali się wtedy polscy artyści? 123


EG

BŚ SS

BŚ SS

BŚ SS

SS

EG SS

Zmagali się z normalnymi bolączkami codzienności, a poza tym rzucili się do odrabiania lekcji na ważne tematy, które sztuka zachodnia podejmowała już wcześniej. Zaczęły docierać książki, zaczęły się intensywne podróże i pojawiła się potrzeba wypowiedzi o istotnych kwestiach, jakie przepracowywali zagraniczni artyści. Za dużo się działo na zbyt wielu polach, za dużo było możliwości. I za dużo rzeczy do odrobienia, do przeżycia w czysto ludzkim sensie. Ale był luksus wyboru. Ale czekajcie. A co tu się dzieje? Tu jest takie przejście przez Gimnastykę profana Oskara Dawickiego, który jest artystą mocno obecnym na tej wystawie. Tu został schowany pod dywanem. Jest schowany pod dywanem, nie robi prac o Holokauście, recytuje wiersz Bagnet na broń Władysława Broniewskiego, wciela się w postacie z Rozstrzelań Andrzeja Wróblewskiego… Czyli idziemy, a tu od czasu do czasu Oskar Dawicki testuje tożsamości. No właśnie, to bardzo ciekawe, bo Oskar ma opinię egzystencjalisty i trickstera, człowieka z rodzaju tych, którzy w gruncie rzeczy zawsze są osamotnieni. Wspólnota – narodowa czy jakakolwiek inna – nie rozwiąże problemów, jakie człowiek ma sam ze sobą. A jednak kiedy się bliżej przyjrzeć, okazuje się, że Oskar, jakby na przekór dominującej na polskiej scenie rezerwie wobec problematyki tożsamości narodowej, konsekwentnie powraca do tych zagadnień, pracuje z wyobrażeniami polskości, z figurami tożsamościowymi, sam się do nich przymierza. I okazuje się, że ta późna polskość wplata się niepostrzeżenie w dyskurs egzystencjalny, nie da się do końca przed nią uciec – nawet w samego siebie. Czy oprócz diagnozy macie też prognozę? Jakub Woynarowski zaproponował redaktorom konserwatywnego kwartalnika „Pressje” szczególnego rodzaju współpracę, przebiegającą według tradycyjnego, niemal średniowiecznego modelu. Oni tworzą program symboliczny dzieła, artysta nadaje mu formę. Wybór padł na koncept dla środowiska „Pressji” bardzo ważny. Punktem wyjścia jest tekst Adama Michnika z końca lat 80., zestawiający myśl kardynała Stefana Wyszyńskiego z myślą Witolda Gombrowicza. W dużym skrócie: Michnik – w przeczuciu końca komunizmu – stawiał tezę, że wkrótce trzeba będzie zdecydować, czy Polska przyszłości będzie Wyszyńska, czy Gombrowiczowska. I że to nie może być połączone. Albo idziesz za formą katolicką, albo za indywidualizmem, wartościami liberalnymi, emancypacją. Prawicowi intelektualiści skupieni wokół „Pressji” rozpoznają ten tekst, a właściwie zarysowany w nim wybór, jako myśl założycielską III RP. I twierdzą, że zarysowana przez Michnika opozycja jest fałszywa. Ich realizowana z Kubą Woynarowskim praca to próba przekroczenia tej opozycji i udowodnienia, że tak naprawdę dopiero w syntezie Gombrowicza i Wyszyńskiego da się znaleźć to, co w „Pressjach” na124


zywa się „awangardowym konserwatyzmem”; chodzi o formę, która byłaby jednocześnie nowoczesna i własna, polska. Próbują więc zinterpretować Gombrowicza konserwatywnie, a z kolei u Wyszyńskiego odkryć akcenty modernizacyjne i postępowe, w ten sposób ich do siebie zbliżając. EG Przygotowując ten projekt, redaktor „Pressji” Paweł Rojek czytał Dzienniki Gombrowicza i Zapiski więzienne kardynała Wyszyńskiego, wybierając fragmenty, które połączone w kolaż tekstowy można czytać jak spójną wypowiedź jednej osoby. W tej samej przestrzeni będzie także prezentowany film – wykonane specjalnie z myślą o tej wystawie nagranie ceremonialnego tańca feretronów, obrzędu praktykowanego w czasie Bożego Ciała na Kaszubach. Z Jakubem Woynarowskim współpracuje przy tej realizacji Kuba Skoczek. BŚ Wasza wystawa jest o tyle interesująca, że artyści zazwyczaj bronią się przed narracją narodową, unikają jej, ponieważ obcina wartości, które są istotne w sztuce współczesnej. Jak chcecie z tego wybrnąć? EG Rozwiązujemy ten problem poprzez pokazanie spektrum alternatywnych tożsamości łączących się z polskością, wprowadzamy wątek chłopski, wiejski, postkolonialny, inne niż chrześcijańskie formy duchowości. Uciekamy od stereotypu Polak–katolik–heteroseksualny– –biały… BŚ …alkoholik? EG Pokazujemy różnorodne aspekty polskości: narrację gejowską, wątki afrykańskie, Madagaskar, echa przedwojennego myślenia mocarstwowego. Wątek chłopski otwiera kwestię mitologii Kresów Wschodnich. BŚ A co potem? Dziś wszystkie stałe okazały się zmienne. Tytuł wystawy odnosi się do pewnej chwili, w której funkcjonujemy, ale która przecież minie. SS Po opisanej przez Tomasza Kozaka „późnej polskości” można sobie wyobrazić już chyba tylko jakąś rzeczywistość postpolską. Jej kształtu jednak nie znamy – i chyba nikt go jeszcze nie zna. W tej chwili jesteśmy w stanie rozpoznać „późny” charakter obecnej polskiej kondycji; naszym udziałem bez wątpienia nie jest polskość młoda, taka, jaką przeżywali nasi przodkowie na początku XX wieku. Figura Młodej Polski odnosi się do tych czasów, kiedy element narodowej tożsamości miał jeszcze jakąś moc emancypacyjną – mógł być napędem jakiegoś twórczego politycznego czynu, projektu czy też przekroczenia antagonizmów klasowych. Potem, jak wiadomo, ujawniły się ciemne strony tych sił; na energii narodowej można wiele zbudować (europejskie państwa narodowe są tego dowodem), ale ten żywioł ma również ogromny potencjał destrukcyjny, a projekty polityczne na nim oparte też mają swoje nieprzekraczalne ograniczenia. Teraz jesteśmy w fazie późnego narodowego dyskursu, w tym sensie, że możliwości tego paradygmatu chyba się wyczerpują; pozostaje tylko przeżyć go do końca, zrozumieć, poznać jego skrajne konsekwencje. 125


EG SS

EG

SS BŚ SS

EG

SS

Wydaje się, że próby powrotu do świata, którego granice wyznaczają silne, plemienne tożsamości, sprawiają, że polskość staje się jeszcze późniejsza. Dzieje się tak, ponieważ recydywy nacjonalizmu rabunkowo zużywają resztki energii tkwiące w toposach tożsamościowych. Przyspieszają w pewnym sensie schyłek i zmierzch. Po wyczerpaniu całej energii na przysłowiowych żołnierzy wyklętych i emocje smoleńskie zostaną tylko puste formy. Figura późności, którą przywołujemy za Tomaszem Kozakiem, odnosi się do przeświadczenia, że wielkie paradygmaty właśnie się kończą i jesteśmy w przededniu nadejścia nowych. W poczuciu wielkiej trwogi przed tożsamościową niewiadomą prawica próbuje wrócić do wczesnej nowoczesności, czy nawet form przednowoczesnych, szukając inspiracji w tradycjach republikańskich I RP. Ma nadzieję, że gdzieś tam – w przeszłości – odnajdzie żywotne źródło reaktywacji polskości. A reaktywacja jest potrzebna, bo nawet oni – wierzący w przyszłość idei narodowej konserwatyści – czują chyba, że jest „późno”. Poza tym uważamy, że to są nieprzydatne tropy... Ja tak nie uważam. A ja myślę, że są nieprzydatne. Nawiązywanie do narodowo-wyzwoleńczych, mesjanistyczno-ofiarniczych wątków polskiej tożsamości we współczesnym świecie jest sięganiem po archaiczne symbole, nieczytelne jako narzędzia nawigacji w XXI wieku… Chyba że nastąpi katastrofa, świat po zagładzie, i wtedy być może ktoś będzie do tego wracał, ale już nie my. Są one natomiast użyteczne jako narzędzia polityki, którymi rozbudza się emocje społeczne. My nie myślimy w tych kategoriach. Odcinam się od słów koleżanki. Jakie jest twoje stanowisko? Kwestii polskości nie da się zredukować wyłącznie do instrumentu politycznej manipulacji, do zarządzania „zasobami ludzkimi” naszego kraju. Może na początku transformacji niektórzy mniej lub bardziej świadomie chcieli się wyzwolić z polskości, ale okazało się to niemożliwe. To jak z Dorotą Nieznalską, artystką wyklętą przez środowiska kato­licko-narodowe za Pasję. Okazuje się, że jest spokrewniona z Romanem Dmowskim – temu faktowi i temu dziedzictwu poświęciła pracę, którą pokazujemy na wystawie. Uważam, że zamiast próbować odesłać te wszystkie archaizmy do lamusa – z którego i tak się wydostaną – lepiej je krytycznie przepracować, zrobić z nimi coś sensownego. Ale ja mówię tylko, że sięganie po tradycyjne toposy, wywodzące się jeszcze z XIX wieku czy nawet z czasów I RP, mnie jako Polce żyjącej w XXI wieku nie wydaje się szczególnie przydatne. Brakuje mi zaktualizowanych form tożsamości. Właśnie z tym, że są nieprzydatne, się nie zgadzam. One są przydatne, tylko jako społeczeństwo powinniśmy mieć biegłość w operowaniu tymi wyobrażeniami i w kontrolowaniu ich. W tym celu trzeba je najpierw krytycznie zdekonstruować, wypatroszyć, dowiedzieć się, co 126


EG

SS

EG

SS

tam w tej husarskiej zbroi jest. Problem Polski polega na tym, że jako społeczeństwo mamy słabą kontrolę nad tymi wszystkimi figurami, więc one zaczynają kontrolować nas – symbole opętują ludzi. Robią z nas jakichś wyklętych wilkołaków niezdolnych odróżnić fantazmatów od rzeczywistości. Ale one zawsze będą nabierały takiego znaczenia, jakie będzie w danym momencie potrzebne. Nie można ich raz na zawsze zdekonstruować. Jeśli dokonasz dekonstrukcji tego husarza, to zrobisz to na własne potrzeby. Mnie bardziej zastanawia to, że po 1989 roku powstawały nowe formy i symbole, na przykład okrągły stół, polska gwiazda na fladze Unii Europejskiej – to jest opowieść o współczesnej Polsce, wolnej i demokratycznej, ale bez mocnych form. Dlaczego się nie wykroiły? Oto właśnie jest pytanie. Czemu na przykład nie wyłonił się żaden Wokulski XXI wieku? Myślę, że swego rodzaju odpowiedź jest wpisana w tę wystawę. Może tych nowych mocnych form nie ma, bo zabrakło dla nich miejsca? Pole nie zostało oczyszczone, nie przepracowaliśmy naszego imaginarium i nie udało się zrobić miejsca na nowe, alternatywne figury. Nie udało się nawet zastąpić Sienkiewicza Conradem. Bo Conrad jest za trudny? Mówimy o poziomie zbiorowej wyobraźni i osobistych poszukiwań pewnych wzorów. Mnie w tej naszej dyskusji bardziej interesuje poziom wspólnego imaginarium. Traktujecie tę wystawę jako narzędzie, które ma służyć porządkowaniu? Ten proces nie będzie ani łatwy, ani przyjemny. Czy to oznacza sprzeciw wobec romantycznego poddania się temu duchowi polskości, który pozbawia siły, w kluczowym momencie odbierając rozum? Ha, dotknęłaś chyba kluczowego założenia tej wystawy: jak spotkać się z duchem polskim, ale nie stracić przy tym spotkaniu zmysłów i nie zapomnieć, że tak naprawdę duchy nie istnieją? Chcieliśmy się też dowiedzieć czegoś, czego jeszcze nie wiemy, a więc skupić się na pracach, w których otwierają się jakieś nowe możliwości spojrzenia na Polskę. Nowe w stosunku do tych, które znamy na pamięć. Nie mamy więc na wystawie heroicznej figury polskiego żołnierza, bo jest ona w polskiej przestrzeni symbolicznej wszechobecna. Mamy za to pracę Krzysztofa Wodiczki na temat polskich weteranów postkolonialnych wojen w Iraku i Afganistanie. U Wodiczki spotykamy żołnierzy dotkniętych zespołem stresu pourazowego. Nie da się ich wpisać w dyskurs heroicznej polskiej klęski – gloria victis. Żołnierz z zespołem stresu pourazowego to ktoś, kto nie przegrał, bo przeżył. Ale trudno się też upierać, że jest zwycięzcą. Ujrzenie wojny przez pryzmat PTSD dla jednych może być oczywiste, bo wojna jest przecież zła, ale dla innych już takie bezdyskusyjne być nie musi, zwłaszcza teraz, kiedy w oficjalnej, państwowej narracji znów dają się słyszeć głosy, że właściwie wojna wcale nie jest taka zła, że to kuźnia charakterów, a szczytową formą praktykowania polskości było Powstanie Warszawskie. 127


EG

SS

BŚ EG

SS

Nie chcieliśmy pójść drogą, którą poszło Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, pokazując w 2012 roku wystawę Nowa Sztuka Narodowa, przygotowaną z niemal etnograficznej perspektywy, ze sporą dawką ludowego, religijnego kiczu. Chcieliśmy utrzymać wysoki poziom polskiej sztuki współczesnej. Gdybyśmy nie byli ograniczeni przestrzenią wystawy, pewnie jeszcze coś by się znalazło… Ale to by zakłamywało rzeczywistość. Jakiś czas temu miałem w Poznaniu wykład częściowo oparty na motywach naszych poszukiwań do tej wystawy. Po wykładzie jeden ze studentów powiedział: „No dobra, pokazałeś mnóstwo prac o polskości, ale one wszystkie są lewicowe. A gdzie jest prawicowa sztuka o polskości?”. Zaskoczyło mnie to pytanie: skąd pomysł, że są „lewicowe”? Co to za koncept? Jakim lewicowcem jest na przykład Piotr Uklański, gwiazda światowego rynku sztuki, artysta chętnie zapuszczający się w swoich poszukiwaniach na granice nihilizmu? Zaczęliśmy zatem dyskutować i doszliśmy do wniosku, że „prawicowi”, konserwatywni artyści mają problem z tworzeniem interesujących wypowiedzi na temat polskości już na poziomie podstawowych założeń ich światopoglądu. Konstruowanie takich wypowiedzi wymaga jednak przyzwolenia na krytyczne potraktowanie figur tożsamości narodowej, w przeciwnym razie nie da się z tymi figurami zbyt wiele zrobić – można właściwie tylko je reprodukować. Tyle że z takich reprodukcji niczego nowego się nie dowiemy. Moja obserwacja jest taka, że artyści konserwatywni nie dotykają tych figur w obawie, że użyją ich niegodnie, niezgodnie z instrukcją obsługi. Paradoksalnie dyskusja na temat polskości jest znacznie żywsza po stronie, nazwijmy ją: liberalnej, która potrafi zdobyć się na dystans wobec paradygmatu narodowego i uczynić go przedmiotem namysłu – a nie tylko emocjonalnie go przeżywać. Dlatego na wystawie dominują artyści, którzy są w stanie przyjąć taką krytyczną postawę. Macie trudne zadanie, bo tę wystawę będą oglądały trzy pokolenia Polaków, i każde z nich zobaczy tu co innego. Chciałabym, żeby ta wystawa została odczytana jako propozycja dostrzeżenia także alternatywnych form tożsamości. Żeby tożsamość polska wybrzmiała pełniej i uwolniła wpisaną w nią różnorodność. Dodałbym jeszcze, że przeżywanie polskiej tożsamości narodowej, uczestniczenie w niej, to niełatwy los, bo nie jest ani wygodna, ani fajna. To tożsamość, która najczęściej realizuje się jako pewien problem. Ale coś za coś, bo z drugiej strony polskość jest niesłychanie ciekawa i przeżywanie tej tożsamości jest fascynujące. Mówię oczywiście za siebie, ale wydaje mi się, że widać to również na wystawie Późna polskość.

128


Maurycy Gomulicki, Kompozycja z Toporłów, na podst. Stanisława Szukalskiego, 2017

Ewa Gorządek absolwentka Instytutu Historii Sztuki na UW, kuratorka, w latach 2010—2015 główna kuratorka w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, gdzie pracuje od 1985 roku. Kuratorka wielu wystaw zbiorowych i indywidualnych, m.in. takich artystów, jak Jerzy Rosłowicz, Mikołaj Smoczyński, Marek Kijewski, Jarosław Kozłowski, Teresa Murak, Agnieszka Polska, Anna Konik, Oleg Kulik, Francis Alÿs, Christian Jankowski. Krytyk sztuki („Obieg”, „Magazyn Sztuki”, „Exit”), autorka tekstów i esejów do katalogów, not biograficznych do Słownika Malarzy Polskich (Arkady) oraz biogramów dla portalu Culture.pl.

Stach Szabłowski kurator, krytyk sztuki i publicysta. Absolwent Instytutu Historii Sztuki UW. W latach 1998—2016 związany z Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Ekspert Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Kurator i producent ponad 50 wystaw i projektów artystycznych realizowanych w Polsce i za granicą. Redaktor wydawnictw o sztuce, autor licznych tekstów. Publikuje w katalogach wystaw, książkach o sztuce, a także w periodykach specjalistycznych i prasie głównego nurtu, m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Życiu Warszawy”, „Architekturze-Murator”, „Fluidzie”, „Machinie”, „Newsweeku” i na portalu Obieg.pl. Współpracuje regularnie z Dwutygodnik.com, „Przekrojem”, miesięcznikiem „Zwierciadło”, „Artpunktem” i tygodnikiem „Wprost”.

129


I Can’t Work Like This. A Reader On Recent Boycotts And Contemporary Art, projekt graficzny Krzysztof Pyda, 2017

130


PUNKT ODNIESIENIA Z Joanną Warszą, kuratorką i redaktorką publikacji I Can’t Work Like This, o bojkocie jako strategii stosowanej w polu sztuki oraz o tym, co z tego wynika, rozmawia Bogna Świątkowska 131


JW

BŚ JW

1

W czasie warsztatów, które prowadziłaś z uczestniczkami Salzburg International Summer Academy of Fine Arts, zajmowałyście się bojkotem w obrębie świata sztuki. Warsztaty zmieniły się w projekt badawczy, a projekt badawczy w publikację, która ukazała się na początku tego roku. Jakie są rezultaty waszych dociekań? W eseju otwierającym książkę David Beech pisze mniej więcej tak: zastanówmy się najpierw, dlaczego tak się stało, że nagle z różnych powodów, na różnych biennale, w ciągu dwóch lat zaczęły wybuchać protesty i bojkoty. W naszym badaniu skupiłyśmy się na czterech dużych wydarzeniach: protestach podczas 13. Biennale w Stambule w 2013 roku oraz trzech w 2014 roku, mających miejsce w czasie 10. edycji Manifesta w Petersburgu, 19. Biennale w Sydney oraz 31. Biennale w São Paulo. Czy można je potraktować jako opóźnioną reakcję na ruchy Occupy? W jakiej były relacji ze zmieniającą się atmosferą polityczną? Na pewno wynikały z poczucia niektórych grup, że nie można dłużej milczeć o pewnych kwestiach kluczowych dla pola sztuki, a dotyczących na przykład tego, skąd pochodzą krążące w nim pieniądze, i że musimy coś z tym zrobić. Paradoksalne w tych bojkotach jest też to, że nie mają powiązania z ruchami społecznymi, które zajmują się tymi samymi tematami. Są bojkotami samymi w sobie, i ostatecznie w wyniku tego wyseparowania okazują się skazane na porażkę. Weźmy na przykład Biennale w Sydney – zostało stworzone w 1976 roku przez rodzinę, która prowadzi firmę Transfield, zarządzającą obozami dla uchodźców na obrzeżach Australii. Ta sama rodzina stoi za biennale i za obozami na wyspach na Pacyfiku1, gdzie panują nieludzkie warunki. Ujawnienie przez media informacji na ten temat stało się zarzewiem protestu artystów. Tak. W 2014 roku informacje pochodzące od osób, które od wielu lat starały się nagłośnić ten temat, zostały dostrzeżone. Potem nastąpił efekt kuli śnieżnej – artyści jeden za drugim zaczęli mówić, że nie będą pracować w takich warunkach. W naszej książce zadajemy właśnie te pytania: jakie są faktyczne źródła tamtych bojkotów i jak artysta lub kurator ma działać w takiej sytuacji. Tu nie ma mowy o neutralności – z każdym gestem artystycznym wiąże się coraz więcej dylematów politycznych i prawdopodobnie jesteśmy coraz bardziej świadomi Chodzi o tzw. Pacific Solution Facilities na wyspach Nauru i Manus. Utworzono je we wrześniu 2001 roku i zamknięto w 2008 roku, a potem od 2012 roku funkcjonowały jako obozy dla nielegalnych imigrantów. Wyspa Manus należy do państwa Papua Nowa Gwinea. W 2016 roku tamtejszy Sąd Najwyższy uznał warunki panujące w działającym tam ośrodku za niespełniające wymogów zawartych w konstytucji i wezwał rządy obu państw do podjęcia działań. Część uchodźców z obozu na Nauru została przejęta na bazie umowy Australii z USA z listopada 2016 roku. Kontrakt ten został jednak zakwestionowany już styczniu 2017 roku podczas pierwszej rozmowy telefonicznej amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa z premierem Australii Malcolmem Turnbullem. Rozmowa odbiła się szerokim echem, nie tylko dlatego, że nowy prezydent USA na wieść o umowie podobno rzucił słuchawką, ale także z powodu niekompetencji nowej amerykańskiej administracji, tytułującej Turnbulla w oficjalnych komunikatach „prezydentem Australii”. 132


JW

BŚ JW

2

uwarunkowań, w jakich pracujemy. Zastanawiałam się: co robimy z tą wiedzą? Praca nad tą książką była też dla mnie, jako kuratorki zaangażowanej w 10. Manifesta, prywatnym poszukiwaniem. Czy jest tu jakaś właściwa droga? Do czego cię to prowadzi? Co tracisz i co zyskujesz? Mówi się często, że sztuka wyprzedza życie społeczne, a tu wydaje się, że jest ewidentnie opóźniona, impregnowana wobec wiedzy zewnętrznej. Czy odkryliście, dlaczego te prędkości tak długo się rozjeżdżały? W książce jest na ten temat ciekawy wywiad z Tirdadem Zolghadrem, irańsko-szwajcarskim kuratorem rozpoczynającym właśnie pracę w berlińskim Kuntswerke. Badając naturę i charakter bojkotów w świecie sztuki, współpracował z Suhailem Malikiem, teoretykiem prowadzącym między innymi studia kuratorskie w Goldsmiths College. Malik twierdzi, że paradygmat sztuki, jaki znamy, wyczerpuje się, że musimy opuścić pole sztuki takie, jakie jest teraz – sztuka chce być inna, więc potrzebuje innych form. Według Zolghadra bojkoty są wynikiem nieuświadomionej potrzeby wyrażenia tego, że choć tego pragniemy, nie możemy robić innej sztuki, nie znamy bowiem drogi ani sposobu. Dlatego w międzyczasie protestujemy wobec tej, którą mamy, w takich warunkach, jakie są. Dla Zolghadra te bojkoty to są momenty psychoanalityczne: wyparte ujawnia się, ale istotą okazuje się potrzeba innej sztuki. To próba przejścia, wywrócenia porządku. Idziesz dalej, ale dokąd? – tego nie wiesz. To ciekawe – nie ma dziś chyba w życiu społecznym sfery niedotkniętej rozedrganiem. Jasne, to wszystko zbiega się w czasie, pokazując, że mamy do czynienia z jednym organizmem. My jednak przyglądaliśmy się tym bojkotom, które wyrosły w ramach instytucji biennale, będącej czymś relatywnie młodym w sztuce. Oczywiście to w Wenecji jest najstarsze, pierwsze odbyło się w 1895 roku; kolejne, zainaugurowane w 1951 roku, powołano w São Paulo. Jednak biennale jako model wystawy eksperymentalnej, niemającej bagażu instytucjonalnego i dość efemerycznej, zostało wymyślone dopiero około 1984 roku w Hawanie. Kubańskie biennale było peryferyjne, odcinało się od poważnej muzeologii. Zapraszano tam artystów z Ameryki Południowej i Afryki, czyli, jak się wtedy mówiło, z Drugiego i Trzeciego Świata, nocleg zapewniano w zwykłych domach, u okolicznych mieszkańców. Praktykowano tam wszystko to, co teraz jest dla nas oczywiste – ta formuła została ukuta właśnie w Hawanie. Obecnie na świecie istnieje ponad 300 biennale o różnej skali. „Skoro tyle ich jest, to cóż robić co drugi dzień w roku?” – pyta Stephen Wright2 i odpowiada: „Może by iść do galerii?” [śmiech]. Stephen Wright, wykładowca praktyki teorii w European School of Visual Arts w Angoulême / Poitiers. Autor książki W stronę leksykonu użytkowania (Toward a Lexicon of Usership) wydanej przez Fundację Bęc Zmiana jako #9 magazynu humanistycznego „Format P” (2014). Leksykon jest zestawem językowych narzędzi, określającym cele i wyzwania, jakie stoją przed artystami i instytucjami kultury w XXI wieku. Oryginalnie książka Stephena 133


BŚ JW

BŚ JW

JW

Czy istnieją jakieś gatunki, rodzaje bojkotów? Jak można je sklasyfikować, usystematyzować? W publikacji koncentrujemy się na zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych bojkotach podczas międzynarodowych biennale. Ten mechanizm wywodzi się z takich form protestu artystycznego jak na przykład praktyki Art Workers’ Coalition, ruchu zainicjowanego w 1969 roku przez artystów protestujących przeciwko polityce nowojorskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wydali oni wtedy 13 postulatów, w których domagali się na przykład prezentowania w MoMA prac kobiet i uwzględniania w wystawach artystów o zróżnicowanym pochodzeniu etnicznym, żądali też wyznaczenia w tygodniu jednego dnia, kiedy do muzeum można by było wejść za darmo. Ostatni postulat został spełniony – i co ciekawe dzięki temu wywalczonemu w latach 70. przywilejowi w 2011 roku ruch Occupy Museum zorganizował swoje spektakularne akcje w MoMA właśnie dniu wolnym od opłat. Dlaczego artyści częściej bojkotują dziś biennale niż instytucje sztuki? Pewnie dlatego, że biennale są takimi fetyszami świata sztuki. To jest coś, co cię ekscytuje, co przyprawia cię o gęsią skórkę bardziej niż regularna działalność instytucji czy kolejna wystawa. Bojkot rządzi się też specyficznym poczuciem czy raczej wyczuciem czasu, wykorzystuje moment widzialności. Biennale bardzo dobrze skupia uwagę, więc stanowi idealny organizm, na którym bojkot może wyrosnąć. W jakich warunkach artysta jest bardziej podatny na to, by stać się punktem destabilizacji systemu? Czy musi być niewidoczny, ignorowany przez instytucje, czy może wręcz przeciwnie – chodzi o duże, dobrze osadzone nazwiska, które w ten sposób działają na rzecz innych, sympatyzując z tymi, którzy nie są widoczni? Są różne strategie. Po pierwsze trzeba zróżnicować bojkoty prowadzone od wewnątrz i od zewnątrz. Moje zainteresowanie tematem wynika z własnego doświadczenia. Pracowałam jako kuratorka programu publicznego przy 10. Manifesta w Petersburgu. Po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku znalazłam się w sytuacji, kiedy codziennie napływały do mnie listy wzywające do natychmiastowego wycofania się, opuszczenia Rosji, uwrażliwienia się na sytuację na Krymie. Kiedy to czytałam, myślałam: jasne, zgadzam się, nie można robić sztuki, udając, że nic się nie stało. Uważałam jednak, że wyjazd byłby tchórzostwem. W takich sytuacjach należy właśnie pozostać, ale pod warunkiem

Wrighta została wydana przez Van Abbemuseum w Eindhoven w ramach holenderskiej edycji Arte Útil, długofalowego programu prowadzonego przez kubańską artystkę i aktywistkę Tanię Bruguerę. Wright był kuratorem wystaw The Future of the Reciprocal Readymade (Apexart, Nowy Jork, 2004), In Absentia / Passerelle (Brest, 2005), Rumour as Media (Aksanat, Stambuł, 2006), Dataesthetics (WHW, Zagrzeb, 2006). Był także współkuratorem – wraz z Sebastianem Cichockim i Kubą Szrederem – wystawy Robiąc użytek. Życie w epoce postartystycznej (Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, 2016). 134


BŚ JW

JW

odniesienia się do sytuacji. Zostałam, ale tak sprofilowałam projekty we współpracy z artystami takimi jak Kristina Norman, Slavs and Tatars czy Deimantas Narkevičius, że Krym i sytuacja polityczna stały się ich główną częścią, tematem przewodnim. W takich sytuacjach nie ma tylko dobrego albo tylko złego rozwiązania. W przypadku prawdziwego dylematu politycznego każda droga jest dobra i każda jest zła. I trzeba się na to przygotować, być tego świadomym. Nasza książka oferuje różne scenariusze. Jest w niej na przykład rozmowa z Galit Eilat, izraelską kuratorką 31. Biennale w São Paulo. Galit musiała się odciąć od rady nadzorczej, która ją zatrudniła, bo nie zgadzała się z jej decyzją dotyczącą finansowania biennale przez pewne firmy. Zrobiła dobrze czy źle? Ona uważa, że to był jej sukces. Ja tego tak nie odczytuję, bo mimo tego gestu widać, że te kwestionowane izraelskie pieniądze i tak zostały, tyle że pod innym płaszczykiem. Podjęcie akcji od wewnątrz zawsze wiąże się z dylematem. W I Can’t Work Like This pokazujemy przykłady wyborów artystów, kuratorów i prezesów rad nadzorczych. Sztuka pokazuje, że świat jest bardziej skomplikowany niż ten, który stwarzamy sobie kierowani potrzebą formułowania szybkich ocen. Nie znaczy to, że sama działa poza tą zasadą szybkiej oceny. To prawda, ale z drugiej strony nie unikniemy kolektywnych decyzji – opinia publiczna raz jest po jednej stronie, raz po drugiej. Kategoryczne osądy podejmowane są bardzo szybko. Ekaterina Degot w eseju A Text That Should Never Have Been Written? (Tekst, który nigdy nie powinien był zostać napisany?) dotyczącym Manifesta, pisze, że kluczowe jest wyczucie czasu. Kiedy jesteś kuratorem zaatakowanym w Rosji, bo dochodzi do aneksji Krymu, i opinia publiczna chce poznać twoje stanowisko, to twoim kuratorskim obowiązkiem jest się wypowiedzieć. Jeżeli pokażesz światu, po której stronie jesteś i dlaczego idziesz dalej, wtedy sztuka umożliwi ci formułowanie bardziej skomplikowanych, wielopłaszczyznowych wypowiedzi. Bojkot uświadamia, że nie uczestniczysz w nim tylko jako kurator czy artysta – jesteś tam też jako obywatel, ideologicznie opowiadasz się po którejś stronie, zarabiasz tyle i tyle, masz płeć, jesteś symbolicznie widzialny lub niewidzialny. Pamiętam, jak Łukasz Gorczyca, współtwórca Rastra, dostał ataku śmiechu, kiedy w połowie lat dwutysięcznych podczas wywiadu radiowego zapytałam go – przyznaję, że dość ogólnie – o to, jaka jest dzisiejsza polska sztuka. Nie mógł przestać się śmiać, a w końcu powiedział: „A co to jest sztuka polska?”. Po 1989 roku tutejszy świat sztuki włożył sporo wysiłku w to, żeby rozpuścić się w światowym obiegu. Bojkot tymczasem przywraca konteksty: sztuka nagle ma geografię, artyści są skądś. Moment bojkotu, 135


136


137


JW

JW

JW

zakotwiczający twórcę w precyzyjnych ramach rzeczywistości, działa wbrew logice świata sztuki, prawda? To jest jak moment mikrorewolucji. Zawieszone zostaje poczucie czasu – nie bez powodu rewolucjoniści strzelali do zegarów. Zakwestionowane zostają dotychczasowe symboliczne hierarchie, business as usual przestaje działać. To trudne doświadczenie. Odczuwasz strach, nie wiesz do końca co zrobić, chcesz się ukryć w momencie, w którym powinnaś coś powiedzieć. Uważam, że czasem to może być też uzdrawiające. Instytucje nie powinny wypierać protestów. Przeciwnie, powinny się ustosunkować i przemyśleć mechanizmy działania, finansowania itd. Czemu twoim zdaniem ta książka powinna posłużyć? Szlifowaniu umiejętności bojkotowiczów czy może podniesieniu samoświadomości kuratorów i artystów? Z jaką myślą – oprócz chęci przepracowania własnych doświadczeń – przystępowałaś do tego projektu? Każdy – nie tylko w polu sztuki – może znaleźć się w sytuacji konfliktu, opresji. Z różnych powodów, politycznych lub nie. Warto sobie zadać pytanie: jak działać w takiej sytuacji? Może w odpowiedniej chwili ułatwi ci to podjęcie decyzji. To trochę jak czytanie na demonstracji instrukcji stawiania biernego oporu – a tak było w grudniu ubiegłego roku pod Sejmem w Warszawie. Kiedy znasz metody stosowane wcześniej, przez innych, czujesz się bezpieczniej, możesz działać bardziej racjonalnie, mniej histerycznie. Ta umiejętność jest w pracy kuratora niezbędna. Nasza publikacja jest punktem odniesienia. Mam nadzieję, że może się przydać także w polskiej rzeczywistości. Dziś zdolności performatywne polskiej ulicy bardzo się rozwinęły. Podczas protestów tłum przejmuje język, który w spokojniejszych czasach używany jest przez artystów. Nic nowego. To jest chyba po prostu moment, kiedy ta wiedza odżywa. Jeżeli przyjrzeć się działalności Akademii Ruchu, najciekawsza część ich twórczości polegała na wykorzystywaniu gestów, które były jednocześnie gestami protestu i ulicy. W 1980 roku w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie rejestrowany był utworzony w czasie strajków sierpniowych Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Na fasadzie budynku widnieje ogromny napis „SPRAWIEDLIWOŚĆ JEST OSTOJĄ MOCY I TRWAŁOŚCI RZECZPOSPOLITEJ”. Akademia Ruchu po prostu napisała to samo na trzydziestometrowym transparencie rozwiniętym tamtego dnia naprzeciwko siedziby sądu. Stali i przypominali sądowi, po co on tam jest. To był protest czy akcja polityczna, społeczna albo artystyczna? Wszystko naraz. Przez krótki moment wszystkie te poziomy skupiają się, łączy je czas. Warto zrobić wysiłek, by poznać te zdarzenia, bo może wkrótce będziemy świadkami podobnych. To jak z gorączką – jeżeli jesteś przygotowany, możesz zrobić coś sensownego, wiesz jak zareagować. Jakie masz przeczucia? Co cię interesuje, jakie dostrzegasz kolejne wątki do zbadania w obecnym świecie? Mamy do 138


JW

JW

czynienia z kumulacją zjawisk postprawdy i trollingu. Jednocześnie krytyka z poziomu moralności jest nieproduktywna w tym sensie, że nie prowadzi do żadnego efektu oprócz pogłębiania podziałów. Ponieważ zawsze interesowałaś się osadzaniem sztuki w życiu politycznym i społecznym, ciekawa jestem twojej opinii o tym, co się teraz dzieje. Co z tego bierzesz, jakie elementy cię ekscytują? Kilka lat temu, kiedy towarzyszyłam Arturowi Żmijewskiemu jako kuratorka w przygotowaniach do 7. Biennale w Berlinie, poszukiwałam informacji o tym, jak artyści zachowywali się w takich przełomowych momentach, na przykład w trakcie Arabskiej Wiosny na kairskim placu Tahrir. Co to w takiej sytuacji znaczy: robić sztukę? Dziś brzmi to jak fetyszyzowanie momentu rewolucji, który może się przecież skończyć tragicznie, ale czasem też jak formułowanie nadmiernych oczekiwań wobec sztuki. Z drugiej strony to nasz język, którego musimy używać także w czasach zarazy. Czujesz, że to, co miało być wielką zmianą, zmierza w złą stronę, i to jest właśnie powód, dla którego powinieneś zostać tam, gdzie jesteś, może nawet ze zdwojoną energią wziąć się do pracy. Tylko kiedy ktoś cię zaatakuje, uniemożliwi ci działanie, możesz odejść – i wtedy twoje odejście będzie polityczne. Sztuka nie może mieć zbyt wygórowanego zdania o sobie. Sama na pewno nic nie zdziała. Społeczeństwo to sieć, emergentny proces. Sztuka ma możliwość tworzenia skomplikowanej, złożonej rzeczywistości w obliczu półprawdy – i to właśnie powinna robić. Nie można zapominać, że pod presją twórcy muszą określić, po której stoją stronie. Kiedy okazuje się, że praktyki artystyczne są społeczne i odwrotnie, kiedy stają się nieodróżnialne, to wyrównanie potencjałów paradoksalnie zdaje się osłabiać sztukę. W takim momencie to estetyczne narzędzia pomagają sztuce uzyskać widoczność, przekazywać ważną treść. Wszystko galopuje, komunikaty się mnożą, w tym tłoku to, co mówią artyści, to zaledwie szmer. Sztuka w spokojnych czasach mówi to, czego nikt inny nie chce lub nie umie powiedzieć. Teraz tama pękła. Naprawdę, nie w galerii. Jednym z badanych przez nas przypadków jest 13. Biennale w Stambule – trzy miesiące przed jego otwarciem wybuchły protesty w parku Gezi. Co zrobili organizatorzy biennale? W takich momentach sztuka taka, jaką znamy, czuje się niepotrzebna – mówi turecki kurator Vasıf Kortun. Biennale wycofało się wtedy z przestrzeni publicznej, stało się – także w odczuciu kuratorów – niewykorzystaną szansą. Środowisko biennale powinno było wesprzeć protestujących i wytworzyć coś, co być może w normalnych warunkach nie byłoby ciekawą sztuką, ale w tamtym momencie było solidarnościową powinnością. To jest niezmiernie trudne, bo jak bez sprowadzania wszystkiego do sloganów działać za pomocą sztuki, ale jej jednocześnie nie produkować? Kortun twierdzi, że biennale straciło wówczas ogromną szansę przemyślenia 139


JW

na nowo swej formuły. Innym przykładem jest strajk artystów w dniu zaprzysiężenia Donalda Trumpa. Niektórzy po prostu zamknęli drzwi instytucji sztuki, inni stematyzowali eksponowane na wystawach prace, jeszcze inni zorganizowali zebrania i debaty. Te dwa ostatnie przykłady wydają mi się znacznie ważniejsze niż zamilknięcie. Chodzi o to, żeby działać – ale inaczej. Pamiętam, że kiedy leciałam do Petersburga po aneksji Krymu, we wszystkich zachodnich gazetach grzmiały słowa oburzenia, w prasie polskiej naturalnie wrzało. Ląduję, a tam zero jakiegokolwiek poruszenia społecznego, ba, nikt nie zna nawet pojęcia „aneksja”. W takiej sytuacji zaczynasz rozumieć, że jeśli chcesz zrobić spotkanie na temat aneksji Krymu, to nikt nie przyjdzie, ale jeśli Slavs and Tatars zorganizują wykład w petersburskim Instytucje Studiów Orientalnych, gdzie zaczęła się refleksja nad przyłączeniem Krymu do Rosji, lub jeśli Kristina Norman, estońska artystka utożsamiająca się z rosyjską mniejszością, wystąpi na publicznej dyskusji, to nagle będziesz miała 400 osób na sali. Wtedy czujesz siłę sztuki – musi być bardziej skomplikowana niż rzeczywistość, i umieć się emocjonalnie przenicować. Czy tytułowa fraza waszej książki: „Nie mogę pracować w ten sposób” nie jest adekwatna także do sytuacji, w której teraz się znajdujemy? Czy to nie jest także wypowiedź dotycząca sztuki w tym momencie historycznym, jej dzisiejszych niemożności? Tytuł pożyczyłam od artystki Nataschy Sadr Haghighian – ta fraza powstała jako refleksja na temat pozycji artysty na rynku sztuki. To także pytanie, które każdy pewnie zadaje sobie częściej albo rzadziej. A niektórzy myślą, że warto coś z tym zrobić.

140


Joanna Warsza obecnie kuratorka Public Art Münich 2018 i dyrektorka programu kuratorskiego CuratorLab na uniwersytecie Konstfack w Sztokholmie. Realizuje projekty na pograniczu sztuk wizualnych i performatywnych, z mocnym akcentem na polityczność sztuki. Mieszka w Berlinie, a czasem także w Warszawie, Monachium i Sztokholmie.

I CAN’T WORK LIKE THIS A Reader on Recent Boycotts and Contemporary Art, pod redakcją Joanny Warszy, Sternberg Press Berlin i Salzburg International Summer Academy of Fine Arts, Berlin 2017 W pracach nad publikacją uczestniczyli: Ágnes Básthy, Anna Ten, Georgia Stellin, Judith Waldmann, Katharina Brandl, Lianne Mol, Mirela Baciak, Petra Belc, Renata Cervetto, Sarah Werkmeister, Ulrike Jordan, Ursula Guttmann, Vanda Sárai

Autorzy: Ahmet Öğüt, Alevtina Kakhidze, Ana Lira, Andrea Phillips, Angela Mitropoulos, Boris Buden, Brad Butler & Karen Mirza, Burak Arikan, Charles Esche, Chen Tamir, Christoph Schäfer, Chto Delat, Clara Ianni, Corina L. Apostol, Dave Beech, Dmitry Vilensky, Ekaterina Degot, Erdem Gündüz, Gabrielle de Vietri, Galit Eilat, Gregory Sholette, Hito Steyerl, Joanna Warsza, Jonas Staal, Julieta Aranda, Kasper König, Lara Fresko, Libia Castro & Ólafur Ólafsson, Maria Galindo, Maria Kulikovska, Matthew Kiem, Natascha Sadr Haghighian, Nathan Gray, Nato Thompson, Pablo Lafuente, Thomas Hirschhorn, Tirdad Zolghadr, Tony Chakar, Vasıf Kortun, Vesna Madžoski Berlińska premiera książki odbędzie się 28 marca w księgarni ProQm

141


Lauren Huret, Ways of Non-Seeing, dzięki uprzejmości artystki

142


CODZIENNY TRENING ŚLEPOTY Widzimy inteligencję tam, gdzie jej nie ma – z Lauren Huret, artystką badającą styk nowych technologii i mistyki, rozmawia Ada Banaszak 143


AB

LH

AB

LH

AB LH

W swojej praktyce artystycznej badasz relacje pomiędzy nauką, technologią, umysłem a zachowaniem i wierzeniami ludzi. Czym w kontekście twoich poszukiwań są „sposoby niewidzenia”, którym poświęciłaś pracę podsumowującą półroczną rezydencję w A-I-R Laboratory w Warszawie? Tytuł performansu – Ways of Non-Seeing – oznacza przede wszystkim to, że technologie, które rozwijamy, wcale nie pomagają nam w zrozumieniu świata. Wychodzę z założenia, że każdy przekaz, który krąży w internecie – czy jest to prasowy news, zdjęcie czy komentarz pod postem – wywołuje w nas emocje. Nie możemy tak po prostu przeczytać o tym, że w Aleppo zginęły trzy tysiące ludzi, i bez mrugnięcia okiem pójść dalej. Kiedy wrzucasz na Facebooka zdjęcie kotka, chcesz wywołać u swoich znajomych jakąś reakcję. Obraz zawsze kłamie, ponieważ zawsze ma ukryty cel o emocjonalnym charakterze. Dlatego uważam, że uczestnictwo w portalach społecznościowych i udawanie aktywności, udawanie, że nasza obecność on-line w jakiś sposób odzwierciedla nasze życie, jest treningiem ślepoty. Udawanie, że jest się aktywnym? Czyli to, co robimy w mediach społecznościowych, to nie jest prawdziwa aktywność? I tak, i nie. Traktuję internet jako kolejną warstwę rzeczywistości, rządzącą się własnymi prawami. Jednym z celów mojego performansu było zwrócenie na to uwagi. Zaprosiłam uczestników do zabrania głosu na forum – mogli dzielić się z innymi osobami obecnymi na sali swoimi najgłębszymi obawami oraz najbardziej żenującymi historiami. W internecie robimy to na co dzień. Chciałam zobaczyć, czy widzimy różnicę pomiędzy napisaniem komentarza pod zdjęciem na Insta­gramie a dzieleniem się myślami z innymi ludźmi twarzą w twarz, w ramach pewnego rodzaju grupowej terapii. Przede wszystkim chodziło mi jednak o to, żeby sprowokować ludzi do przemyślenia ich relacji z urządzeniami, z którymi spędzają niemal cały czas. Jeżeli ktokolwiek mówi mi, że świetnie sobie radzi ze swoim smartfonem, to znaczy, że tak naprawdę nie radzi sobie z nim wcale. Zawsze udajemy, że nad wszystkim panujemy, ale tak naprawdę nie mamy pojęcia o wpływie mediów społecznościowych na nasze codzienne życie. Próbujemy to jakoś zrozumieć, wydaje nam się, że jesteśmy wszystkiego świadomi i niezwykle krytyczni, ale na to jest po prostu za wcześnie. Nie da się patrzeć z dystansu na coś, w czym siedzi się po uszy. Jedna z osób biorących udział w performansie na pytanie, ile razy dziennie używa swojego smartfona, odpowiedziała, że cały czas. Do opisania swojej relacji z tym urządzeniem większość ludzi użyła określeń takich jak „niewolnictwo”, „uzależnienie”, „brak kontroli”. To nowa sytuacja – dziesięć lat temu nikt nie patrzył na swój telefon przez dwie trzecie doby. Może po prostu chcemy poddać się technologii? Nie wiem, to raczej pytanie do psychoanalityka… Ale mogę śmiało powiedzieć, że kocham mój komputer. Włączam go od razu po przebu144


AB

LH

1

dzeniu, a potem przez niemal cały dzień siedzę w internecie, szukając, przeglądając i tworząc treści. Uwielbiam to i tak spędzam niemal każdy dzień. Gdybym nie chciała, żeby komputer sterował moim życiem, to coś bym zmieniła – ale nic w tym kierunku nie robię. W grudniu zeszłego roku razem z Hunterem Longe wystawiliśmy w Lozannie spektakl Deep Blue Dream, w którym poruszamy kwestię relacji między człowiekiem i maszyną. Jego tytuł jest zlepkiem nazw sławnych systemów komputerowych działających według algorytmów sztucznej inteligencji Punktem wyjścia były dla nas wydarzenia z lat 1996–1997. W pierwszym roku Garri Kasparow wygrał partę szachów z komputerem IBM, w drugim przegrał rozgrywkę, ponieważ korporacja usprawniła oprogramowanie maszyny. Uznaliśmy to za ważny punkt zwrotny. Wygrana komputera Deep Blue w starciu z geniuszem, jakim jest Kasparow, stała się ostatecznym dowodem na to, że poddanie się logice maszyn jest dla ludzi jedyną drogą rozwoju. W ramach Deep Blue Dream postawiliśmy na scenie komputer z lat 90. i podłączyliśmy go do dwóch ekranów. W pierwszej części performansu maszyna opowiada o swoim życiu, przechwalając się, przywołując różne historie i zabawiając zebranych w teatrze ludzi. Nagle gaśnie światło, a na ekranach zaczynają pojawiać się twarze osób siedzących na sali, nagrane przez ukryte kamery CCTV. Następnie miejsce tych obrazów zajmują zdjęcia z profilów społecznościowych tych samych osób, a towarzyszy im wypowiadana przez komputer litania informacji, które uczestnicy performansu udostępnili o sobie w internecie. To faktycznie dosyć spektakularny sposób na ujawnienie tych relacji, szczególnie jeżeli będziemy pamiętać, że za maszyną i jej działaniami stoi człowiek… Dziś często mówi się o tym, że ludzie porzucili wielkie, wizjonerskie plany rozwoju technologicznego – zamiast latających samochodów i podróży w kosmos mamy iPhony, śledzące nas media społecznościowe i szaloną biurokrację. W ramach swojej praktyki artystycznej przeprowadziłaś obszerne badanie dotyczące sztucznej inteligencji, którego rezultatem jest między innymi książka Artificial Fear Intelligence of Death1 – zbiór rozmów ze specjalistami od AI z Doliny Krzemowej. Z jakimi wizjami przyszłości tej technologii zetknęłaś się w San Francisco? To dosyć złożony temat.
Poza faszystowskim ruchem singularitariańskim – czyli ludźmi, którzy chcą, aby maszyny zniszczyły ludzkość – inne osoby, które poznałam i które pracują nad rozwojem sztucznej inteligencji, wierzą, że ta technologia może znacząco usprawnić codzienne życie. Kiedy rozmawiasz z programistami, odnosisz wrażenie, Książkę można pobrać bezpłatnie ze strony laurenhuret.com/artificial-fear-intelligence-of -death. 145


AB LH

AB

LH

AB

2

że ich jedynym celem jest stworzenie lepszego świata, a duże sumy pieniędzy zarabiają po prostu przy okazji. Cała przewrotność tej sytuacji polega na tym, że ci, którzy piszą kod w Dolinie Krzemowej, zawsze mają dobre intencje, ale nie zmienia to faktu, że AI jest używana w dronach, które zabijają ludzi, czy w inwazyjnych narzędziach marketingowych. Brakuje refleksji nad tym, że technologia automatycznie nie zmieni świata na lepsze, tylko po prostu go zmieni, i że każdy wynalazek może być użyty na rozmaite sposoby. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej o tych faszystowskich singularitarianach? Co to za ludzie? Najbardziej radykalni singularitarianie są wyznawcami technologicznego darwinizmu – wierzą, że maszyny w sposób naturalny staną się samoświadome, że jest to po prostu kolejny krok w ewolucji. Według nich sztuczna inteligencja rozwinie się tak samo, jak człowiek rozwinął się z bardziej „prymitywnych” stworzeń, małpy czy neandertalczyka. Uznają maszyny za część natury, ponieważ są one stworzone z surowców znalezionych na Ziemi. Jeżeli zwrócisz im uwagę na kwestie związane z zanieczyszczeniem środowiska spowodowanym przez rozwój technologii, na przykład problem elektrośmieci, powiedzą ci, że natura też produkuje toksyny, radioaktywność itp. Ten tor myślenia prowadzi do konkluzji, że skoro maszyny są takie wspaniałe i takie naturalne, a przy okazji działają w logiczny sposób, to powinny po prostu przejąć kontrolę nad ludźmi. Na szczęście singularitarianie to niezbyt liczna grupa. Z drugiej strony, kiedy myślę o idealistach chcących wykorzystywać technologię do naprawiania świata – świetną satyrą na to jest serial Silicon Valley – przed oczami staje mi Elon Musk2, który w ostatnim filmie Wernera Herzoga Lo i stało się opowiada o tym, że trzeba skolonizować Marsa, na wypadek gdyby „coś poszło nie tak na Ziemi”. Tak, to było naprawdę doskonałe!
A z drugiej strony – dlaczego miałby tak nie uważać? Tak jak każdy z nas, Elon Musk żyje swoją własną fikcją. I tak samo jak jego fikcja, nasze fikcje też odciskają piętno na innych ludziach. Może nasza praca nie ma takiego zasięgu, jak złote myśli Elona Muska, ale też ma znaczenie. Ciekawe w kontekście tego hurraoptymizmu Doliny Krzemowej są mroczne wizje dotyczące przyszłości sztucznej inteligencji kreowane przez popkulturę, zdecydowanie bliższe marzeniom singularitarian niż faktycznym osiągnięciom i celom osób pracujących nad rozwojem tej technologii. Skąd biorą się te wyobrażenia o robotach jako zagrożeniu dla człowieka? Elon Musk – przedsiębiorca, filantrop i miliarder, założyciel firm PayPal, SpaceX – której celem jest zmniejszenie kosztów lotów w kosmos – i Tesla, produkującej samochody na napęd elektryczny. 146


Lauren Huret, iPhone Torture, dzięki uprzejmości artystki

LH

AB LH

3

Z każdym tematem jest tak samo – z jednej strony twarde fakty, z drugiej wizja, którą media, Hollywood i korporacje zaszczepiają w naszych mózgach, czy nam się to podoba, czy nie. Ludzie boją się sztucznej inteligencji ­– to strach związany z nieznanym, z obcym życiem, z utratą tożsamości – a popkultura podsyca te obawy. Sztuczna inteligencja staje się szerokim ciemnym polem, na które ludzie projektują swoje lęki, ponieważ jest to bardzo szerokie zagadnienie, trudne do ogarnięcia umysłem. Jak pisze Donna Haraway, bez fantazjowania o takich złożonych konstrukcjach nie bylibyśmy w stanie poradzić sobie z ich istnieniem. Sztuczna inteligencja jest tak trudna do przedstawienia, tak abstrakcyjna, że nasz umysł zawsze będzie się starał czymś zapełnić tę poznawczą pustkę. Jeżeli zobaczysz robota zachowującego się i reagującego zupełnie jak zwierzę3, będziesz albo przerażona, albo kompletnie zafascynowana – ale w takiej maszynie nie ma ani krztyny inteligencji. To tylko maskarada, mimikra. Jednak nasz mózg nie potrafi poradzić sobie z tą „czarną magią” i przez to widzimy inteligencję tam, gdzie jej nie ma. Czym twoim zdaniem jest inteligencja? Wiele osób łączy inteligencję – szczególnie, jeżeli zadajesz to pytanie w kontekście sztucznej inteligencji – z umiejętnością przetwarzania informacji i podejmowania decyzji w oparciu o logiczne rozumowanie. Lauren poleca nagrania Boston Dynamics: bostondynamics.com. 147


Lauren Huret, Inception, dzięki uprzejmości artystki

148


149


AB

LH

AB

LH

Nie możemy jednak sprowadzać inteligencji do obróbki danych! Choć istnieje wiele znacznie bardziej precyzyjnych definicji, powiedziałabym, że dla mnie inteligencja to umiejętność budowania opartych na empatii mostów pomiędzy sobą i innymi bytami w świecie. Odnoszę wrażenie, że maszyny przedstawiane w popkulturze stają się coraz bardziej „empatyczne” i emocjonalnie bliskie ludziom. Starcie człowieka z maszyną opiera się już nie tyle na przemocy fizycznej, jak w Terminatorze czy Robo­Copie, ile na rozgrywce psychologicznej – jak na przykład w filmie Ex-Machina, w którym młody mężczyzna zostaje uwikłany w dziwną relację z robotem-kobietą, na której ma przeprowadzić test Turinga. Detale popkulturowych opowieści muszą wciąż się zmieniać, jednak sedno pozostaje takie samo. Hollywood opowiada fantastyczne historie i będzie je opowiadać tak, by nadążały za duchem czasu – jednak zawsze będą to tylko historie. Sprawa się komplikuje, kiedy te historie stają się rzeczywistością, a wydarza się to w momencie, w którym ludzie zaczynają uważać je za prawdę. Zanim pojechałam do San Francisco, żeby pracować nad projektem Artificial Fear Intelligence of Death, przygotowałam krótki kwestionariusz składający się z 38 prostych pytań dotyczących sztucznej inteligencji, którym badałam osoby niezajmujące się zawodowo tym tematem. Kiedy pytałam o źródło ich wiedzy dotyczącej AI, około 90 procent rozmówców wskazywało fikcyjne referencje. Ludzie opowiadali historie z filmów science fiction, jednocześnie twierdząc, że ich znajomość tematu jest całkiem niezła. To tak, jakbyś zapytała kogoś o sytuację polityczną w Stanach Zjednoczonych, a on zacząłby ci streszczać serial House of Cards. Jednym z najciekawszych pytań w kwestionariuszu okazało się to, w którym prosiłam respondentów, by ocenili poziom swojej wiedzy dotyczącej sztucznej inteligencji w skali od 0 do 10. Wszystkie kobiety wskazywały cyfrę poniżej 5 (zwykle 2), a mężczyźni oscylowali około 6–8, nawet jeżeli całą swoją wiedzę dotyczącą AI czerpali z Łowcy androidów. To już przecież poziom ekspercki! Czyli twierdzisz, że w przypadku technologii mamy problem z odróżnieniem fikcji od rzeczywistości? Czy myślisz, że jest to szerszy problem, w jakiś sposób związany z niemożliwością „przerobienia” gigantycznej ilości danych, które dziś produkujemy, publikujemy i znajdujemy on-line? Oczywiście, z jednej strony mamy algorytm, który popycha nas w tylko sobie znanych kierunkach, z drugiej – zalewają nas fale informacji i toniemy pod naporem obrazów. Mój kolejny projekt będzie poświęcony osobom, które zajmują się moderowaniem treści w mediach społecznościowych. To naprawdę przerażająca praca – chciałabym z nimi porozmawiać o tym, co czują, oglądając przez cały dzień najgorsze i najbardziej przerażające wytwory ludzkości; zdjęcia, które przecież nie są tylko plamami kolorów, ale czymś, co sprawia, że twój mózg my150


AB

LH

AB LH

4

śli: „to się stało naprawdę”. Statystyki wskazują, że większość osób wykonujących taką pracę po kilku miesiącach wpada w głęboką depresję, wiele z nich cierpi również na silne halucynacje. Wizje, z którymi na co dzień obcują, po prostu z nimi zostają. Jako artystka chcę pokazać, w jaki sposób obraz może stać się przekleństwem, czymś, co wysysa z ciebie duszę i kładzie się cieniem na twojej egzystencji. To, że istnieją obrazy, które mogą zmienić całe twoje życie, jest czymś stosunkowo nowym. Nie chodzi mi o odczytywanie przedstawień, ich kulturowe znaczenie czy ukryty przekaz – tym zajmował się chociażby wspaniały John Berger4 – ale o zupełnie nowe sposoby (nie)radzenia sobie z obrazami. O pracę, która przez swój wizualny wymiar może zawładnąć twoim umysłem. Muszę przyznać, że dla mnie szokiem było odkrycie, że moderacją treści w mediach społecznościowych zajmują się ludzie – dowiedziałam się o tym dzięki pracy Dark Content Evy i Franco Mattesów. Wcześniej byłam pewna, że ta czynność jest w pełni zautomatyzowana. Coraz częściej mam wrażenie, że wiedza dotycząca tego, czym zajmuje się człowiek, a czym maszyna, jest niedostępna, a przynajmniej jest w tej kwestii dużo niedomówień. To, o czym mówisz, było jednym z powodów, dla których zainteresowałam się tym tematem. Wiele osób uważa, że „brudną robotę” w internecie wykonuje jakiś algorytm lub sami użytkownicy mediów społecznościowych, którzy zgłaszają takie treści do moderacji. Nie wiemy, że takie zgłoszenie jest oceniane przez ludzi, którzy przy pomocy specjalnego oprogramowania decydują, czy powinno być usunięte z danego portalu. Ci pracownicy mają swoje specjalizacje – są sekcje zajmujące się seksem, czyli oglądaniem przez osiem godzin dziennie wagin i penisów, są ludzie pracujący w działach kontrolujących obrazy przemocy wojennej itd. Mimo że staram się drążyć ten temat, jestem daleka od posiadania pełnej wiedzy. W Warszawie także są ludzie, którzy wykonują taką pracę – znalazłam trzy osoby, które zgodziły się na spotkanie, ale wszystkie w ostatniej chwili odwołały rozmowę, tłumacząc się zawartymi w ich kontraktach zapisami dotyczącymi poufności. Wyobrażam sobie, że ta praca oparta jest wyłącznie na outsourcingu? Tak, masz rację, to jest zupełny powrót do kolonialnego kapitalizmu. Swój projekt będę realizować w Manili, która jest głównym ośrodkiem takiej pracy, jeżeli chodzi o kontrolę treści dla amerykańskich firm. Tysiące ludzi na Filipinach całymi dniami oglądają ten internetowy horror, który sami tworzymy i którego nie przestajemy tworzyć. Myślę, że trzeba o tym głośno mówić. Ci ludzie są algorytmem. Co więcej, korporacje, które ich zatrudniają, robią wiele, żebyśmy nie wierzyli, że tak John Berger – brytyjski krytyk sztuki, autor popularnego programu telewizyjnego Sposoby widzenia i książki pod tym samym tytułem. 151


AB LH

AB

LH AB

LH

jest. Podobnie jest z tak zwanymi click farms – firmami, w których praca polega na klikaniu w przyciski i zakładaniu fałszywych kont w aplikacjach, aby wytworzyć wrażenie ich popularności. Nie masz wrażenia, że – szczególnie jeżeli zgodzimy, się, że żyjemy w epoce informacji – wszędzie jest bardzo dużo dezinformacji? Tak! Totalnie zgadzam się ze stwierdzeniem: „Nie wierz niczemu, co jest w internecie”. Jeżeli naprawdę chce się zgłębić jakiś temat, trzeba sięgać po badania i artykuły naukowe – wszystkie pozostałe materiały w sieci to po prostu czysty bełkot. To jest naprawdę niewiarygodne. Powiedziałabym, że 99 procent informacji, które znajduję w internecie, to wyssane z palca bzdury. Każde słowo, każdą linijkę tekstu trzeba kwestionować i sprawdzać. Kilka miesięcy temu pewna szwedzka gazeta udostępniła na swoim Facebooku słynne zdjęcie dziecka poparzonego napalmem w czasie wojny w Wietnamie. Zdjęcie zostało usunięte pod zarzutem propagowania dziecięcej nagości. Wszystkie, ale to naprawdę wszystkie artykuły, które na ten temat znalazłam, tłumaczyły, że zrobił to algorytm Facebooka. A przecież taką decyzję podejmuje człowiek. Kiedy zaczęłam interesować się wątkiem sztucznej inteligencji, czytałam wiele artykułów na ten temat. Niemal wszystkie okazały się później kompletną bzdurą. Wszelkie teksty rozpoczynające się od słów typu: „Sztuczna inteligencja da początek straconemu pokoleniu” należy natychmiast zignorować! No tak, ale to przecież taki chwytliwy tytuł… A poza tym należy podejść do tego z dystansem – w końcu żyjemy w czasach postprawdy! Nie lubię określenia „postprawda”. Jak możemy być „po” czymś, czym na co dzień żyjemy? To samo zresztą dotyczy „postinternetu”. Co byś poleciła użytkownikom internetu jako antidotum na tę codzienną dawkę fałszywych informacji i ćwiczeń w niewidzeniu? Musimy utrzymywać nasz umysł w stanie ciągłej gotowości, a nie biernie konsumować treści. Jest wiele ćwiczeń i eksperymentów pomagających przezwyciężyć moc nieprawdziwych lub nie do końca prawdziwych historii, które codziennie przychodzą do nas i wpływają na nasze życie. Można też zrobić krok zupełnie radykalny, czyli mieć w dupie portale informacyjne, rzucić media społecznościowe i zobaczyć, co się stanie.

152


Lauren Huret, Sposoby niewidzenia (Ways of Non-Seeing), Warszawa 2017. Fot. dzięki uprzejmości A-I-R Laboratory CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie

Lauren Huret

Praktyka artystyczna Lauren Huret skupia się na złożonej relacji między nauką, nowymi technologiami a mistyką. Główne zainteresowania artystki wiążą się z kolonizacją — zwłaszcza kolonizacją umysłu. Zafascynowana tym, jak język i idee przenikają do świadomości i stają się indywidualnymi koncepcjami rzeczywistości, Huret bada modele rozpowszechniania idei, przyglądając się

153

współczesnym narracjom często przypominającym science fiction (sztuczna inteligencja, globalne korporacje czy neurobiologia). Swoje prace prezentowała między innymi w Kunstmuseum Luzern, Kunsthaus Langenthal, Hard Hat w Genewie, Le Consortium w Dijon, Le Magasin w Grenoble, Neue Galerie w Nowym Jorku oraz Augarten Atelier w Wiedniu. Mieszka w Genewie. laurenhuret.com


Materiały promocyjne Victoria & Albert Museum, vam.ac.uk

współrzędne dizajnu

DIZAJN JAKO ŚLEDZTWO

Agata Nowotny

154


idea Dlaczego dizajn potrzebuje dziennikarstwa śledczego? Projektanci są dziś w trudnej pozycji – pomiędzy potrzebami ludzi, interesami koncernów, możliwościami produkcji a prozą codziennego życia. Ich odpowiedzialność wykracza poza ładny dobór kolorów i wygodę rozwiązań. Dziennikarze piszący o ich dokonaniach nie powinni zatrzymywać się na progu festiwali dizajnu, a kuratorzy muszą przemyśleć dobór eksponatów i rolę wystaw w tej branży. W 2013 roku londyńskie muzeum V&A kupiło sztuczne rzęsy sygnowane przez Katy Perry. Trafiły do nowo powstałej Kolekcji Szybkiego Reagowania (Rapid Response Collection), i wkrótce wybuchł wokół nich skandal wywołany reportażem dziennikarza śledczego Gethina Chamberlaina. Ujawnił on skandaliczne warunki, w jakich

indonezyjskie kobiety – zajmujące się wyrobem między innymi takich sztucznych rzęs – pracują za 20 centów dziennie. Co roku z nową grupą studentów wzornictwa śledzimy drogę, jaką przeszły noszone przez nas na co dzień rzeczy, i co roku dochodzimy do tych samych wniosków: praca produkujących je ludzi jest niedoceniana, a my jako kupujący nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak powstają te przedmioty i za co właściwie płacimy. Za każdym razem stajemy przed pytaniem: jak z tego wybrnąć w rzeczywistości, w której większości konsumentów nie stać na „uczciwe” produkty? Czy dziennikarstwo śledcze, a nawet świadomy dizajn wystarczą, by zmienić fundamenty produkcji?

155


człowiek Isabel Mager Tegoroczna absolwentka słynnej uczelni Design Academy Eindhoven mówi o sobie, że zajmuje się dizajnem śledczym. W ramach projektu dyplomowego 5000 razy poszukiwała śladów ludzkich rąk w urządzeniach tworzonych maszynowo. Ponieważ Apple nie ujawnia zaplecza produkcji, Mager musiała rozłożyć laptopa na części pierwsze i przeanalizować ukryte w nim ślady, na przykład odciski palców pojawiające się na niektórych elementach urządzenia.

Swoje dochodzenie wsparła materiałami znalezionymi w sieci – pomocne okazały się nieoficjalne filmiki z fabryk w Shenzhen, robione (najczęściej nielegalnie) przez gości wizytujących zakład. Widać na nich poszczególne czynności wykonywane przez pracowników ręcznie. To pozwoliło Mager zrekonstruować proces produkcji i czynności na linii produkcyjnej oraz zidentyfikować momenty, w których pojawia się tam człowiek i jego dotyk. W ciągu 12 godzin jedno zadanie powtarzane jest 5000 razy.

156


Fot. Isabel Mager, dzięki uprzejmości autorki, isabelmager.info

Fot. Nicole Marnati, dzięki uprzejmości autorki, isabelmager.info

157


rzecz Fairphone – wiedza w pakiecie „Wspólnie zmienimy sposób produkowania rzeczy” – to nie hasło organizacji pozarządowej, ale slogan producenta telefonów. Fairphone, jak głosi nazwa, to uczciwy telefon – alternatywa do smartfonów produkowanych przez firmy narzucające swoją politykę nie tylko konsumentom, lecz także wytwórcom tych urządzeń. Telefon można otworzyć i naprawić, można wybrać sobie funkcje, z których się korzysta, i zrezygnować z niepotrzebnych.

Można śledzić, jak powstał: z jakich materiałów i gdzie został zrobiony. Nie jest idealny – przyznają to nawet lojalni użytkownicy. W systemie zdarzają się błędy, póki co działa tylko na androidzie, i nie jest najlepszy. Kupując go, nabywasz jednak nie tylko sam produkt, ale i wiedzę. Ta wiedza sprawia, że czujesz się „współwłaścicielem całego przedsięwzięcia, a nie tylko właścicielem telefonu” – jak powiedziała nam jedna z użytkowniczek.

158


Fairphone 2 z przezroczystą obudową. Fot. Fairphone, licencja Creative Commons CC BY-NC-SA

Agata Nowotny socjolożka, badaczka i wykładowczyni. Pisze i czyta o dizajnie. Współpracuje z projektantami, uzupełniając ich działania o badania

społeczne i kulturowe. Założycielka Instytutu Działań Projektowych IDEPE i działającej w jego ramach czytelni z książkami o dizajnie i architekturze. Czy-

159

telnia IDEPE jest czynna od wtorku do soboty w godzinach 12—18, Fort Mokotów, ul. Racławicka 99, Warszawa.


art-terapia subiektywny przewodnik o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach Marta Królak

Kiedy cztery lata temu przyznałam się rodzinie i przyjaciołom, że choruję na depresję, część z bliskich mi osób zareagowała: „OMG ja też”, a część pytała, czy na przykład próbowałam czuć się lepiej albo wziąć się w garść. No cóż, nikomu nie życzę takich dołów, ale skoro jest nas coraz więcej i raczej nie traktuje się nas już jak wariatów, gorąco zachęcam do tego, żeby sobie pomóc. W tym celu najlepiej pójść do specjalisty i uzbroić się w cierpliwość, bo żadnej choroby nie da się wyleczyć w kilka dni, ale cotygodniowe wizyty u psychologa oraz łykanie tabletek to tylko część procesu terapeutycznego. W tak zwanym międzyczasie dobrze znaleźć sobie coś, co przywróci wiarę w siebie i w obecność dobra na świecie, a z tym niestety jest coraz gorzej. Niezgoda na okrucieństwo wobec kobiet, zwierząt, przyrody (kolejność przypadkowa), rasizm oraz homo- i ksenofobia, które powoli zagarniają mój budowany latami safe-space, zmotywowały mnie do stworzenia krótkiego elementarza przetrwania dla zdepresjonowanych. Pamiętajmy jednak o tym, że depresję leczy się raczej długo i metodą prób i błędów. To, co mi pomaga, niekoniecznie może poprawić humor Tobie, drogi czytelniku, ale może warto spróbować uczestnictwa w kulturze i sztuce. W zależności od tego, w jakim stanie jesteśmy, pomóc może coś mocniejszego, co zadziała metodą lekkiego szoku, łagodząc strach przed niepewną przyszłością. Czasami walory terapeutyczne może mieć także sztuka lekka i przyjemna w formie, o łagodnym przekazie, której oglądanie porównać można do picia uspokajających ziółek lub wdycha-

nia relaksujących olejków eterycznych. Pierwszy odcinek art-terapii sponsoruje zdecydowanie metoda druga, bo jest początek roku 2017 i od paru miesięcy niemalże codziennie wydarza się coś tak szokującego, że prawie pogodziłam się już z nadchodzącym końcem świata. Internet obiegł ostatnio krótki filmik, w którym Marina Abramović przekonuje, że gdyby kiedykolwiek przejmowała się krytyką, to nie byłaby tam, gdzie jest. Marinę można lubić lub nie, mnie osobiście wydaje się, że po tym, jak przez trzy miesiące siedziała przy stole w MoMA i nie mogła nawet z nikim normalnie pogadać, woda sodowa uderzyła jej do głowy. Po czymś takim każdy miałby problem z powrotem do normalności. Ale jako artystka performansu Abramović ma wrodzone zdolności terapeutyczne, poza tym jest przedstawicielką kilku ciemiężonych grup, na przykład kobiet albo uchodźców z Bloku Wschodniego, co czyni ją wiarygodnym źródłem wiedzy na temat radzenia sobie z kłodami, jakie pod nogi rzuca życie. Wpisałam w wyszukiwarkę hasło „Marina Abramović quotes” i otrzymałam zbiór bezcennych porad dotyczących wychodzenia z depresji. „Najbardziej rewolucyjne idee nie są na sprzedaż, tylko zmieniają świadomość”, „zawsze patrzymy w przyszłość lub przeszłość, a tak mało nas w teraźniejszości”, „jesteśmy przyzwyczajeni do sprzątania domów, ale najważniejszym domem do posprzątania jesteś ty sam” (tłumaczenie własne), hasztag yourself, hasztag important. Po prostu rzucić wszystko i brać się w garść.

160


Od lewej: słynna artystka Aneta Grzeszykowska odpoczywająca na czarnym kocie, obraz Karoliny Jabłońskiej Wściekłe koty. Fot. Marta Królak

Ostatnio moja ulubiona wystawa to Kot w sztuce w Rastrze. Jeśli ktoś miał depresję lub chociaż stany depresyjne, ten wie, ile dobrego może zdziałać śmieszny i słodki kotek. Ja na przykład należę do elitarnej fejsbukowej grupy „Super zwierzaki!!!”, z której codziennie zażywam dawkę pouczających scenek z życia zwierząt. Lepiej się czuję, wiedząc, że to, co w oczach niektórych uchodzi za prokrastynację, wśród uznanych artystów jest ważnym punktem zaczepienia dla twórczej praktyki. Zwierzaki również bywają dla siebie okropne (por. obraz Karoliny Jabłońskiej Wściekłe koty, przedstawiający popularny wśród bojących się feminizmu kobiet oraz w filmach pornograficznych topos catfight), ale każdy kotek może mieć przecież gorszy dzień. Natomiast w lepszym posłuży umęczonej artystce Anecie Grzeszykowskiej za poduszeczkę, na której spocznie na chwilę jej pełna nowatorskich pomysłów gło-

wa. Koty są podobno niezastąpione w leczeniu reumatyzmu, ich zbawienna pomoc w terapii depresji może jeszcze nie została udowodniona naukowo, ale zaufajcie mi – każdy właściciel kota to potwierdzi. Dodatkowym atutem wystawy jest to, że odbywa się w księgarni galerii Raster, czyli w przytulnym kąciku. Żeby ją zobaczyć, trzeba przejść przez salę, gdzie pokazywane są obrazy krakowskiej grupy Potencja, która totalnie przywróciła mi wiarę w malarstwo. Do odważnych świat należy, polecam więc poprosić pracownicę Rastra o prezentację teczki ze szkicami olejnymi Przemka Mateckiego, wykonanymi na wyrwanych z kolorowych magazynów reklamach. Modowe magazyny znane są z tego, że promują wykreowane w Photoshopie wzorce piękna, wpędzając niejedną czytelniczkę w kompleksy, a z tymi zwierzęcymi mordka-

161


mi modelki paradoksalnie wyglądają jakoś bardziej ludzko. Szkicowanie na reklamach to taki mechanizm oswajania produktów ubocznych kapitalizmu, do których należą między innymi nieszczęście i rozpacz. Gwarantuję, że na widok czarnego kociego pyska każdy się uśmiechnie. Jednym ze skutków ubocznych depresji jest to, że czasem po prostu nie da się wstać z łóżka albo wyjść z domu. Na szczęście można wykorzystać fakt, że myśli wędrują, i pokierować je na Małe Antyle. O tym, jak ważna w ogóle jest sztuka, i jak bardzo nie wiemy, że jej potrzebujemy, traktuje w pewnym sensie akcja Biennale de La Biche, czyli wystawa na malutkiej bezludnej wyspie na terenie Gwadelupy. Zdjęcia wyspy znajdziemy na Google Maps, a dokumentację wystawy zbiorowej młodych artystów, w większości z Polski, ale też z Włoch, dostarcza strona internetowa Biennale de La Biche, ich konto na Instagramie oraz kilka publikacji w bardzo ważnych zagranicznych portalach poświęconych sztuce. Idea najmniejszego biennale świata na wyspie, która nie posiada ani kawałka ziemi ponad poziomem wody, wydaje mi się niezwykle ważna i romantyczna. Zero wernisażu, pawilonów czy winka, jest tylko zbita z kawałków drewna i blachy szopa, w której odbyło się jedno z najciekawszych wydarzeń w sztuce współczesnej. Na wyspę można dotrzeć wyłącznie własną łódką, a wszystkie prace pokazywane w ramach tego przedsięwzięcia są przeznaczone na straty. Bardzo możliwe, że za dwa lata, kiedy powinna się odbyć kolejna edycja Biennale de La Biche, w związku z podnoszącym się poziomem wody i stopniowym zanikaniem wyspy nie będzie już ani wyspy, ani szopy, ani żadnej instalacji. Patrząc na dokumentację wystawy, na instalacje unoszące się na spokojnych falach, powiewające na wietrze i prażące się w karaibskim słoń-

cu, wyobrażam sobie, że jestem jedną z nich i dryfuję sobie beztrosko z morskim prądem, z dala od półnagich turystów i ich pikników. Fakt, że kuratorzy wpadli na pomysł zorganizowania takiej wystawy, że ktoś o tym pisze i ogląda dokumentację w internecie, jest dowodem na to, że praktyka artystyczna może być bytem samym w sobie, nie musi kierować się ani gustem publiczności, ani wytycznymi krytyków. Sztuka może powstawać w zgodzie z przekonaniami artysty i mieć swoje miejsce na świecie, a niekoniecznie w artworldzie.

162


Obcy ludzie relaksujący się na wyspie Ilet La Biche, gdzie odbywa się najmniejsze biennale świata. Zazdroszczę.

Być może wystawa na bezludnej wyspie jest najprawdziwszą i najlepszą wersją samej siebie – i teraz wracam myślami do postaci Mariny Abramović i mogę tylko pogratulować jej samozaparcia.

Marta Królak

„W teatrze krew to keczap, w sztuce wszystko jest prawdziwe”, hasztag yourself, hasztag important.

absolwentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Spo-

163

łecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracowniczka NN6T.


będzie tylko gorzej Jak nie odnosić sukcesu. Poradnik decoachingu Alek Hudzik, mistrz dekupażu

Ostatnimi czasy natknąłem się w internecie na doskonały poradnik artystycznego sukcesu. Malarz Adam Razik tłumaczył w krótkim filmie na portalu Youtube koncepcję obrazów zarabiających, a swój wywód oparł na metodzie magnesu finansowego. Owa metoda ma polegać na stałej projekcji celu. Jak mówi sam artysta, „można marzyć o pięknej kobiecie, można o dziesięciu tysiącach złotych”, a można i o tym, by nasze obrazy świetnie się sprzedawały. Pan Adam praktykuje tę technikę regularnie, co i nam zaleca. Można jednak odwrócić cały mechanizm i projektować sobie wielką katastrofę. Oto kilka najlepszych sposobów, które przybliżą was do celu.

Bądź sobą.

To najprostsza i najlepsza metoda na to, by niechybnie nie odnieść sukcesu, tak w sztuce, jak i w innych dziedzinach życia. Bądź taki, jaki jesteś, nikogo nie udawaj, pokaż, jak bardzo nudna jest twoja niepodkolorowana anegdotami codzienność. Gwarantujemy, nikogo nie będą interesować opowieści o tym, że dziś znów jadłeś / jadłaś makaron z sosem albo byłeś / byłaś w bibliotece. Będąc sobą, popadniesz w niebyt szybciej, niżbyś przypuszczał/a.

Oglądaj seriale zamiast brylować na wernisażach.

Nie chcesz być częścią mafii wernisażowej, to sobie nie bądź, ale proszę, nie nazywaj się później artystą. Tylko stałe, regularne wyświetlanie się na ban-

kietach i innych tego rodzaju spędach może zagwarantować ci sukces. Jeśli nie skończyłeś nawet studiów, a już wybierasz Stranger Things zamiast wernisażu w prywatnej galerii, to jesteś na dobrej drodze do tego, by niczego nie osiągnąć. (Opcjonalnie możesz też czytać książki). Jeśli natomiast co piątek odczuwasz FOMO (Fear of Missing Out), to najlepsza oznaka, że nieoczekiwanie możesz stać się kimś znanym.

Od razu po zrobieniu licencjatu wydrukuj sobie portfolio.

Następnie własnoręcznie opraw, obszyj lub ozdób je dekupażem i z tym czymś w dłoni wybierz się do dziesięciu najlepszych (ulubionych) galerii i instytucji sztuki. Zaprezentuj swoje dzieła wszystkim, których uznasz za ważnych w danym miejscu. Taką prezentację najlepiej zaplanować na czas wernisażu, wtedy możesz mieć pewność, że spotkasz dyrektorkę lub dyrektora placówki.

Bądź skromny.

Jeśli myślisz, że twoja skromność zostanie w końcu doceniona, to się mylisz. Gówno prawda. Skromność przeszkadza! Gdy inni chwalą się swoimi grantami, wystawami, nieistniejącymi jeszcze projektami i zaproszeniami na międzynarodowe konferencje kolekcjonerów na Bali, ty siedź cicho. Nie publikuj w internecie wszystkiego, co uważasz za ciekawe, nie wrzucaj na Instagrama zdjęć kolejnych realizacji artystycznych i finezyjnych sukcesów kulinarnych, nie prowadź na Snapchacie relacji z imprez i afterów. Nikt nigdy o tobie nie usłyszy.

164


Nie zakładaj fanpage’a. Tu porada techniczna, ale nie mniej ważna. Masz na koncie już trzy wystawy, raz dzwoniono nawet z prywatnej galerii i pytano o portfolio, to najwyższa pora, by założyć fanpage. W końcu artystów się nie zna, artystów się lajkuje. Taki scenariusz sukcesu musisz potraktować jako najgorszy z możliwych. Nie warto też prowadzić własnej strony internetowej, bo po co. W pewnych kręgach sukces mierzony jest liczbą asystentów, więc pamiętaj, by nie mieć żadnego.

wszystkich osób zaangażowanych i niezaangażowanych w sprawę.

Inspiruj się.

Najlepiej czymś, co widziałeś niedawno na dużej wystawie w Stanach Zjednoczonych albo londyńskim muzeum, i żyj w przekonaniu, że nikt nigdy nie wyjedzie za granicę ani nie otworzy przeglądarki internetowej, a w efekcie nie odgadnie, skąd czerpałeś swoje pomysły. Jeśli jeszcze bardziej nie zależy ci na sukcesie, inspiruj się polskimi artystami. W końcu nie od dziś wiadomo, że w Polsce słowo „referencja” oznacza kopiuj–wklej.

Znajdź dobrze płatną pracę.

Jesteś młodym aspirującym fotografem, zaczytujesz się w Sposobach widzenia Johna Bergera, dostałeś się na przegląd Show Off Miesiąca Fotografii, Tadeusz Rolke pochwalił twój wydany własnym sumptem minialbum – super. A teraz postaraj się znaleźć dobre komercyjne zamówienie. Może sesja dla kolorowego magazynu, może kilka zdjęć do kampanii reklamowej. Gwarantuję, że wszystkie twoje ambitne projekty pójdą w kąt i prawdopodobnie nigdy już z niego nie wylezą.

Wypnij się na kuratorów.

Pozostań w strefie komfortu.

Ostatnia i najważniejsza porada: zdefiniuj swoją strefę komfortu. Dla 90 procent badanych jest to własne łóżko, czasem rozszerzone do pokoju. Staraj się w nim pozostawać jak najdłużej, nie wysyłaj maili, bo ktoś gotów na nie odpisać. Nie wyznaczaj sobie nowych celów, uwierz, że twoim jedynym celem może być regres osobisty.

Jest wystawa, jest teza, trzeba coś pod nią podciągnąć, a kurator właśnie pisze do ciebie w tej sprawie. Może chciałbyś zrealizować jakiś mały projekt „na temat”? Pomyśl, jak bardzo nie obchodzi cię temat ciała w internecie, pieniędzy w portfelu albo nowej recepcji porcelany z Ćmielowa, i ogłoś to wszem wobec. Nie omieszkaj poinformować o tym

Porad (za pośrednictwem autora tekstu) udzielali artyści i artystki, którym udało się odnieść sukces (w pewnym stopniu).

165


gleba Wzloty i upadki początkującej działkowiczki agnieszka kowalska

łam przyciąć winorośli i starej jabłoni ani zapobiec rozprzestrzenianiu się mleczy. A tak chciałam natychmiast się wykazać! Pytałam o rady sąsiadów, których działki wyglądały wzorowo. Patrzyli na mnie z pobłażaniem, ratowali nasionami i sadzonkami. Jeden z nich rzucił zza rzędu perfekcyjnych tyczek z pomidorami: „Proszę pani, trzydzieści lat mam tę działkę, a ostatnio jestem tu po pięć 4 lutego 2017 roku — ogród godzin dziennie”. Ok, pomyślałam, w zimowym uśpieniu w takim razie mogę się wyluzować, skoro jest to projekt na lata. Poobserwuję, co tak naprawdę na tej mojej działce roTo zdjęcie może nieszczególnie zachęśnie, popróbuję pierwszych upraw, poca, by zająć się ogrodnictwem. Ale, po zbieram rady i inspiracje. pierwsze, tak to w lutym wygląda, a po No, ale dość mam już tego ślęczenia drugie: dobrze oddaje mój stan w momencie, gdy kupowałam tę działkę. Jak w książkach i na forach internetowych. to określił Bata, tybetański lekarz, z któ- Nie mogłam się doczekać marca. Plan rym zetknęłam się dzięki pewnej insty- robót rozrysowany, grządki zaplanowane, kalendarz działkowca wypełniony, tucji kultury i sztuki: „Dusza chce cię ekipa pomocników gotowa do działaopuścić, nic cię nie ciekawi, ani ludzie, nia. ani miasto, ani podróże”. Tak było. Był kwiecień 2016 roku. Pół roku wcze- Dziś było pierwsze zebranie zarządu śniej zwolniłam się z pracy po 15 latach, naszego rewiru „Kolejarz”. Przyszłam w stanie niemal całkowitego wypalenia. się pokazać i ocenić straty. Ukradli tylko kran, naprawdę nieźle! Koleżanka sprzedawała działkę w sąsiedztwie, bo zdecydowała się na wyjazd do kraju, w którym powietrze jest czyste, a ludzie są dla siebie mili. A ja akurat miałam parę groszy ze sprzedaży rodzinnego mieszkania. Ze smutkiem skonstatowałam, że po spłacie długów z pewnością nie będzie mnie już stać na zakup żadnej kawalerki w Warszawie. A działka to zawsze coś. 300 metrów ziemi, na której w razie bezdomności jakoś się w lecie przekimam. 20 kwietnia 2016 roku — Był koniec kwietnia, czyli za późno na pierwszy dzień na mojej działce wiele z działkowych robót: nie zdąży166


Izabela Czartoryska, Myśli różne o zakładaniu ogrodów, 1805, polona.pl

POLECANE LEKTURY: Izabela Czartoryska, Myśli różne o zakładaniu ogrodów, 1805 Ewa Kołaczyńska, O.G.R.Ó.D. Olśniewające grządki i rabatki ówczesne i dzisiejsze, 2016 POLECANE CZYNNOŚCI: Planowanie, zdobywanie wiedzy, konserwacja narzędzi. Przycinanie drzew owocowych i krzewów, winorośli oraz róż. Pod koniec marca pierwsze skopanie ziemi pod uprawy. Ja załatam też ogrodzenie.

Agnieszka Kowalska

POLECANE ROŚLINY: W marcu możemy już robić w domu pierwsze rozsady warzyw. Trzeba więc zaopatrzyć się w nasiona. Ja zasadzę w małych doniczkach na parapecie pomidory (wybrałam odmiany: gruntowy karłowy Malinowy Maliniak i Black Cherry), bób (Windsor Biały) i groszek cukrowy (Ambrosia i Blauwschokker). Mój przyjaciel Daniel zasadzi u siebie ostre papryki, których nasiona ma od znajomych. Posadzę w domu lewkonie, dalie i astry. Wolę tak, niż wysiewać wprost do gruntu, będą silniejsze i odporniejsze na szkodniki.

POLECAMY OGRODY SPOŁECZNE Nie musisz kupować działki. Możesz włączyć się w prace najbliższego ogrodu społecznego lub założyć taki w swojej okolicy. W Warszawie to na przykład Motyka i Słońce działający na terenie Osiedla Jazdów czy Ogród Powszechny uruchomiony przy Teatrze Powszechnym na Pradze. www.facebook.com/ motykaislonce

dziennikarka kulturalna, 15 lat w „Gazecie Wyborczej”. Współautorka przewodników Zrób to w Warszawie! i bazaru ZOO Market.

Autorka albumu Warszawa. Warsaw i serwisu Warszawawarsaw.com.

167


recenzje lektur nowych i starych Kurzojady

ZWYCZAJNA POEZJA Adrienne Rich, 21 wierszy miłosnych, przeł. Jakub Głuszak, Biuro Literackie, Wrocław 2016

W kraju poetów (i poetek) noblistów ukazuje się niewiele tłumaczeń poezji – tym bardziej więc cieszy, że Biuro Literackie opublikowało 21 wierszy miłosnych Adrienne Rich (przekład: Jakub Głuszak). Wiersze amerykańskiej pisarki, laureatki najważniejszych nagród literackich, z jakichś dziwnych (nieprawdaż?) powodów są u nas praktycznie nieznane. Rich jest – przynajmniej według Wiki – przedstawicielką „radykalnego feminizmu drugiej fali” (czyt. feministką i lesbijką), a do tomu dołączono fragmenty jej legendarnego eseju Przymus heteroseksualności a egzystencja lesbijska (pytanie „czemu tylko fragmenty” pozostaje bez odpowiedzi). Nie ukrywam, że z lekką obawą podchodziłem do książki z różową okładką, na której zamieszczono waginalny symbol. Obawiałem się lesbofeminoanarchosztampy, kolejnych mocnych, angażujących wierszy-odezw czy poematów-wezwań. Wbrew obawom dostałem tom doskonałej poezji o zwykłym życiu. Rich pisze o miłości, związkach i domowej codzienności językiem klarownym, gdy trzeba jest romantycznie, a gdy można – erotycznie. Jak każdy maniak czytania lubię utwory poświęcone książkom – ich kupowaniu,

lekturze czy kolekcjonowaniu. Wśród dwudziestu jeden wierszy miłosnych znajdziecie jeden temu właśnie poświęcony (V). Jeden, a wystarczający za całe antologie. Rich przypomina w nim, że za nami (oraz przed nami) mamy stulecia „nienapisanych książek, które piętrzą się za tymi półkami; / i ciągle musimy wpatrywać się w brak mężczyzn, którzy nie chcieli i kobiet, które nie mogły mieć głosu / w naszym życiu – w te wciąż nieprzeprowadzone wykopaliska, / zwane cywilizacją, ten akt tłumaczenia, ten półświat”. Wiersze Adrienne Rich to dopiero początek wykopalisk, które warto przeprowadzić, by zobaczyć, że nasza rodzima poezja jest wyjątkowo heterocentryczna. 21 wierszy miłosnych to spory kamyczek wrzucony do pustawego ogródka. wojciech szot BIEDNI POLACY PATRZĄ W OBIEKTYW Zofia Rydet, Zapis socjologiczny 1978–1990, tekst i wybór zdjęć: Wojciech Nowicki, Muzeum w Gliwicach, Gliwice 2016

Zdjęcia Zofii Rydet z cyklu Zapis socjologiczny ogląda się szalenie łatwo – i szalenie przez to trudno. Na zakończonej przed zaledwie rokiem wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie poddałam się bez walki. Studiowałam je w umiarkowanym tłumie, w lekkim amoku, w kura-

168


torskim wyborze, dzielącym wycinek olbrzymiego zbioru na zgrabne kategorie. Za plecami szemrali mi ludzie wymieniający urywane komentarze na temat bohaterów fotografii. Straszliwe jest bowiem horror vacui galerii, muzeów i instytucji kultury. Głupio tak szurać w milczeniu, trzeba się ustosunkować i jakoś intelektualnie oznaczyć teren, ale co można powiedzieć na gorąco? Ale na szczęście to nie Spojrzenia w Zachęcie, na fotografii jest to, co widać, nieprawdaż? (Nie). W przypadku Rydet – niezbyt ładni ludzie w jeszcze brzydszych wnętrzach, urządzonych biednie, kiczowato, właściwie czy można w ogóle powiedzieć: „urządzonych”? To wnętrza zapchane, zagracone. Marzyłam, żeby zwiać od tych szeptów, obejrzeć zdjęcia w prywatności i głęboko je przeżyć. W tym tygodniu kupiłam wydany przez Muzeum w Gliwicach album Zapis. 300 stron, 200 fotografii. I co? I przypominam sobie tych ludzi z MSN-u, twardo myśląc Świetlickim: „Moja twarz była w tym wszystkim najstraszniejsza, bo moja”. Wyrafinowane myśli wcale się nie pojawiły, pomimo studiowania znakomitego wstępu Wojciecha Nowickiego, autora wyboru. A jest to wybór srogi. O ile na warszawskiej wystawie wnętrza naznaczone chłopską nędzą jak z obrazów Gersona przeplecione były sprawnie drobnomieszczańską obfitością politur, firan i serwetek, o tyle

Kurzojady, czyli Olga Wróbel i Wojciech Szot,

tutaj mamy taką Konopnicką z Jankiem Muzykantem (a Rozalka skwierczy w piecu), że daty widniejące pod zdjęciami (od 1978 do 1980 roku) wydają się ewidentną pomyłką. Nie wiem, jak patrzeć na te obrazy, żeby nie kończyć na poziomie tanich wzruszeń, które taśmowo produkuje moje – prawdopodobnie – serce, bo przecież nie zahartowana w ogniu kulturoznawstwa głowa. Mam ochotę wejść do fotografii z inteligenckimi butami, posprzątać chaty, wykąpać mieszkańców, zapytać ich, co czuli, kiedy przyjechała pani z aparatem i powiedziała, że będzie utrwalane. Wstydzili się? Byli zadowoleni, że ktoś się zainteresował? Próbowali posprzątać i udekorować, zakryć powykręcane stopy okropnymi buciorami? Na zapadniętym łóżku szczerbate, uśmiechnięte niemądrze małżeństwo. O czym rozmawiali, kiedy Rydet sobie poszła? Czy w ogóle mieli język, żeby mówić o tym doświadczeniu? Nowicki przekonuje, że pod zniszczonymi twarzami i dziwacznymi fryzurami są ludzie tacy jak my. Nie umiem mu uwierzyć, a jednocześnie uwiera mnie własne spojrzenie, rzucające na cykl Rydet kliszę za kliszą. Zapis socjologiczny pozostaje dla mnie wyzwaniem, na razie za każdym razem wracam z potyczki na tarczy, czy może raczej na oskrobanych drzwiach chłopskiej chałupy. olga wróbel

w każdym numerze NN6T recenzują lektury nowe i stare, zamieszczają fragmenty swojego bloga.

169

Więcej: kurzojady.blogspot.com


bęc poleca druki

Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni* Budowa systemem gospodarczym. Nowe Ciepło 2016, Fundacja Inicjatyw Krajobrazowych Wybudowania, Nowe Miasto Lubawskie 2016; Elżbieta Janicka, Tomasz Żukowski, Przemoc filosemicka?, Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2016; Ursus – to tutaj wszystko się zaczęło, Ośrodek Kultury Arsus, Ursus 2016; Skąd się biorą warszawiacy. Migracje do Warszawy w XIV–XXI wieku, Muzeum Warszawy i Miasto Stołeczne Warszawa, Warszawa 2016; Joanna Kra* Przysłowie chińskie

kowska, PRL. Przedstawienia, seria „Teatr publiczny. Przedstawienia 1765–2015”, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2016; Jan Baszkiewicz, Stefan Meller, Rewolucja Francuska 1789–1794. Społeczeństwo obywatelskie, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983; Krzysztof Wodiczko, Adam Ostolski, Wodiczko. Socjoestetyka, Krytyka Polityczna, Warszawa 2016; Kalendarz Pracowniczy na rok 2017, Ogólnopolski Związek Zawodowy „Inicjatywa Pracownicza”, Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2016; Donia Jourabchi, Taufan ter Weel, Edyta Jarząb,

170


Fot. Justyna Chmielewska

Dorian Batycka, Krzysztof Marciniak, Warsound | Warszawa, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa 2016; Honorata Martin, Bóg Małpa, BWA Wrocław, Wrocław 2016; Todd McLellan, Things Come Apart, Thames & Hudson, London 2013; Polska – kraj folkloru?, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2016; Jaako Pallasvuo, Easy Rider, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Warszawa 2017; Jerzy S. Majewski, Czekając na odbudowę. Warszawa 1945–1950 w obiektywie Karola Pęcherskiego, Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2016; Harry Lehmann, Gehaltästhetik, Wilhelm Fink, Berlin 2016; Lux, Fundacja Archeologia Fotogra-

fii, Warszawa 2016; Anthony Flint, Le Corbusier. Architekt jutra, W.A.B., Warszawa 2017; Hans-Ulrich Obrist, Krótka historia kuratorstwa, Korporacja ha!art, Kraków 2016; Judith Butler, Zapiski o performatywnej teorii zgromadzeń, Krytyka Polityczna, Warszawa 2016; Elena González-Miranda, Tania Quindós, Projektowanie ikon i piktogramów, d2d.pl, Kraków 2016; Beata Jamka, Razem – ku zmianie paradygmatu, Wydawnictwo Akademickie SEDNO, Warszawa 2017; Igor Gałązkiewicz, Art Branding, Słowa i Myśli, Lublin 2016; Aleksandra Cieślak, Książka do zrobienia, Dwie Siostry, Warszawa 2017

171


usuń poezję Rozdzielczość Chleba przedstawia: Leszek Onak Utwór: PROKOM Autor: Leszek Onak Łącze: http://ść-ch.pl/zipy/prokom Generator literacki PROKOM używa najwyższej jakości komponentów (lampy elektronowe, zapałki, herbata), by – w godzinach pracy urzędu [sic!] – spełnić marzenie Adama Mickiewicza („…aby nas, Polaków, czart między gwiazdy rzucił! / A składki nam opłacił”). Kosmos oglądany z okolic wysypiska Radiowo musi pachnieć inaczej, niż chciałby wieszcz, pozostaje jednak kosmosem – albo tym, co z niego zostało po informatyzacji. PROKOM zderza ze sobą regulamin ZUS i regulamin NASA, by sprawdzić, czy wytrąciły się interesujące cząstki elementarne prawdy o biurokracji.

Interpretacja utworu nie może obyć się bez wglądu w biografię autora. Leszek Onak zna inspektoraty ZUS, a inspektoraty znają jego. Ten związek, jak każdy, musi rodzić okresowe frustracje i zniecierpliwienia. Tym, co różni artystę od zwykłego frustrata i fajtłapy, jest jednak zdolność do przelania niespełnionego libido w aplikację albo wniosek o aplikację. Wnioskujemy zatem, że działalność gospodarcza jest miłością realizowaną innymi metodami. Kosmiczny taniec planet, wiekuista symfonia sfer to czułe obroty petentów i petentek wokół maszyny wydającej numerki. Niebo gwiaździste nade mną, prawo gospodarcze prywatne we mnie. Porządek kosmiczny i ziemski biorą nas za ręce. To ważny wniosek. interpretował: piotr puldzian płucienniczak

Poezja nie jest już zakuta w tekstowe interfejsy. Dzięki osiągnięciom myśli ludzkiej materiał poetycki może dziś zostać przedstawiony w postaci obrazu,

gałęzi, sampla albo ciosu. Chodzi o przybliżenie się do sedna, mniejsza o nośnik. W każdym numerze NN6T Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba

172

częstuje nas świeżym chlebem eksperymentu i wskazuje metody (re)produkcji poezji poza poezją.


usuń poezję

173


174


175


aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuw vxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtu wvxyzźż 1234567890&@©&

Favela Eksperymentalny krój bezszeryfowy z dziwnym skalowaniem liter. Opis autorski: „odmiany light są jednocześnie condensed i mają małą wysokość, natomiast black są superszerokie, a wydłużenia dolne i górne są bardzo krótkie”. Font powstał w 2016 roku. Mateusz Machalski (ur. 1989) – absolwent Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w 2014 roku obronił dyplom z wyróżnieniem. Kilkukrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Obecnie jest na III roku studiów doktoranckich. Zajmuje się głównie projektowaniem graficznym z naciskiem na identyfikację wizualną oraz projektowanie krojów pism. machalski.wtf W każdym numerze NN6T przedstawiamy inny krój pisma zaprojektowany przez polskich projektantów w XXI wieku. Zbierz wszystkie numery NN6T i posiądź mikroleksykon polskiej typografii XXI wieku.


16. edycja konkursu Artystyczna Podróż Hestii

Zostań laureatem i wygraj miesięczną rezydencję w Nowym Jorku lub Walencji. Studenci wydziałów artystycznych czekamy na Was!

Organizator:

Mecenas:

Notes.na.6.tygodni #110  
Notes.na.6.tygodni #110  

STULECIE AWANGARDY / TOWARZYSCY I SPONTANICZNI / NOWY WYRAZ / GORZĄDEK / SZABŁOWSKI / WARSZA / HURET i dużo więcej 03-04/2017 www.nn6t.pl

Advertisement