Skip to main content

Rozmowy z katem

Page 1

Przez dziewięć miesięcy 1949 roku w jednej celi więziennej przebywali: Kazimierz Moczarski, bohater Armii Krajowej, i generał SS Jürgen Stroop, kat warszawskiego getta. Stalinowska brutalność i brak skrupułów postawiły między nimi znak równości. Opis rozmów prowadzonych systematycznie przez cały ten czas odsłania czytelnikom prawdziwe oblicze Stroopa i daje jedyny w swoim rodzaju obraz „osobowości totalitarnej”, który zapada w pamięć bodaj równie mocno, co okoliczności, w jakich powstawał. Książka Moczarskiego odmalowuje portret nazistowskiego kata, jakiego nie pokazał nikt przed nim. I pozostawia między słowami i na marginesach miejsce gotowe przyjąć tego portretu dopełnienie: portret kata stalinowskiego. Dyskrecja Moczarskiego, gdy chodzi o własną osobę, bierze się nie tylko z jego skromności. Jako zawodowy dziennikarz wiedział, że każda próba opisania jego losów osobistych zostałaby zdjęta przez cenzurę. KRZYSZTOF POMIAN Niezwykły dokument (…), książka, która rangą dorównuje przesłaniu Sołżenicyna. „LE NOUVEL OBSERVATEUR” Nie przypominam sobie żadnej innej książki, która by tak daleko wiodła czytelnika w głąb mrocznego nazistowskiego umysłu. „NEW YORK REVIEW OF BOOKS”

cena detal. 39 zł ISBN 978-83-240-1104-9

9 788324 011049

ROZMOWY_DRUK.indd 1

2008-12-12 15:18:30


6

R O Z M O W Y Z KAT E M


opracował Andrzej Krzysztof Kunert

Wydawnictwo Znak Kraków 2009

rozmowy_str_tyt.indd 3

2008-12-09 14:57:57


6

R O Z M O W Y Z KAT E M


I. O K O W O K O Z E S T R O O P E M

I. O KO

W OKO ZE

S TROOPEM

Bo cóż by warte były bunty i cierpienia, Gdyby kiedyś w godzinę zdobytej wolności, Nie miały się przerodzić w cierpień zrozumienie [...] Gdyby się lud gnębiony stawał gnębicielem I w dłoń przebitą gwoździem chwytał miecz Piłata? Antoni Słonimski, Do przyjaciół w Anglii

2 marca 1949 roku. Oddział XI Mokotowa, warszawskiego więzienia. Właśnie przeniesiono mnie do innej celi, gdzie siedziało dwóch mężczyzn. Ledwo drzwi przyryglowano, zaczęliśmy się „obwąchiwać” – jak to więźniowie. Ci dwaj mieli chwilowo przewagę w układzie stosunków wewnątrzcelowych, bo byłem do nich przekwaterowany. Co prawda i ja miałem jakieś szańce. Dla zanurzenia się w ochronnej rezerwie mogłem np. robić z siebie „słup soli” lub udawać „Janka z księżyca”. Oni nie byli w stanie stosować podobnych praktyk, bo tworzyli konstelację, w ruchu. – Sind Sie Pole?1 – pyta starszy, niewysoki, szczupły, z żylastymi rękami, kartoflanym brzuchem i dużymi brakami w uzębieniu. Kurtka feldgrau, więzienne spodnie, drewniaki. Koszula rozchełstana. – Tak. A panowie? – Niemcy. My jesteśmy sogennante Kriegsverbrecher2. 1

Sind Sie Pole ? (niem.) – Czy pan jest Polakiem ? ... sogennante Kriegsverbrecher (niem.) – ... tak zwani przestępcy wojenni (zbrodniarze wojenni). 2

9


10

R O Z M O W Y Z KAT E M

Rozpakowuję majdan, upycham graty. Starszy ułatwia te czynności, bez zachęty z mojej strony. Nie mówimy. Wszyscy przejęci. Ja wtedy tak mniej więcej myślałem: – Niemcy. Pierwszy raz w życiu będę z nimi bardzo blisko. Takich hitlerowców z lat okupacji pamiętam, jakby to było dzisiaj. Trudna sytuacja, ale w Mokotowie nieraz łączono w celach więźniów bez zaglądania w rubrykę narodowości. Niemcy. Dzieli mnie od nich wszystko – a więc i ciężar przeszłości, i postawa światopoglądowa. A łączy: interes ludzi w jednej celi. Czy taka więź sytuacyjna, nie wytworzona z dobrej woli, może być podobna do kładki nad przepaścią? Przerywam błyskawiczne refleksje, bo nawyk czuwania alarmuje: dlaczego ten drugi hitlerowiec jest bierny i wtulony w okno? Niebezpieczny, czy się boi? Przy zagospodarowaniu pomagał mi Gustaw Schielke z Hanoweru, długoletni zawodowy podoficer kryminalnej policji obyczajowej (Sittenpolizei). W czasie wojny SS-Untersturmführer3, archiwista krakowskiego urzędu BdS, czyli dowódcy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa4 w Generalnej Guberni. – Po sprawie? – pytam go. – Nie. – Długo w mamrze? – W Polsce: 1 rok, 9 miesięcy i 27 dni. Przedtem siedziałem w obozach aliantów w Niemczech Zachodnich. Jeszcze liczy dni, stawiając prawdopodobnie kreseczki na ścianie, z nadzieją, że opowie wnukom o więzieniu w Polsce – pomyślałem. Ten drugi, co niepokoił mnie, był wysokim i nawet pozornie barczystym mężczyzną. Zasłaniając część okna, ustawiał się pod światło. Trudno go obserwować. Znałem te metody. Ma kompleksy śledcze, więzienne – skonstatowałem – ale zachowuje się fachowo.

3 Untersturmführer (Untersturmführer w SS, SS-Untersturmführer w Waffen-SS) – najniższy stopień oficerski (odpowiednik stopnia Leutnant w Wehrmachcie), podporucznik. 4 Befehlshaber des Sicherheitspolizei und der Sicherheitsdienst (BdS) im Generalgouvernement (niem.), Dowódca Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Generalnym Gubernatorstwie.


I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M

– Stroop – przedstawił się wreszcie. – Mein Name ist Stroop, durch zwei „o”. Vorname: Jürgen. Ich bin General-leutnant. Po polsku: division-general... Enchanté, Monsieur5. Podniecony, miał czerwone uszy. Ja chyba także. Przybycie do obcej celi lub poznanie więźnia to wielka emocja. Ledwo wymieniłem nazwisko, wtoczył się kocioł i zapach obiadu. Kalifaktorzy6, również Niemcy, dali moim kompanionom znak, że nie jestem kapuś. Od dawna znali mnie z różnych okoliczności życia mokotowskiego. Stroop dostawał, oficjalnie, podwójną porcję. Jadł z apetytem, systematycznie. Obiad w milczeniu. Zmuszam się do spokojnego połykania, aby nowi towarzysze nie spostrzegli, jak jestem poruszony. Więc to jest właśnie Stroop, zaufaniec Himmlera, warszawski SSund Polizeiführer7, likwidator stołecznego getta i poprzednik ukaranego przez nas Kutschery8. Siedzi o metr i zajada obiad. Pięćdziesięcioletni. Starannie, jak na więzienie, ubrany. Ciemnopąsowa wiatrówka, pod szyją biały halsztuk z chusteczki kunsztownie zawiązanej. Spodnie beige9. Trzewiki brązowe, lekko sfatygowane, wyczyszczone na glans. 5 Mein Name... (niem., franc.) – Moje nazwisko Stroop, przez dwa „o”. Imię: Jürgen. Jestem generałem-porucznikiem. Po polsku: generałem dywizji... Bardzo mi miło, proszę pana. 6 Kalifaktor – dawniej: kalefaktor (łac.), ubogi uczeń w szkołach zakonnych, który w zamian za utrzymanie palił w piecach, rąbał drwa i karał cieleśnie winowajców, w przenośni: pochlebca, donosiciel; w okresie PRL w gwarze więziennej kalifaktor – więzień funkcyjny, korytarzowy, często Niemiec. 7 Warszawski SS- und Polizeiführer (niem.) – Der SS- und Polizeiführer (SSPF) im Distrikt Warschau, Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski. 8 SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei (Brigadeführer SS i generał-major /generał brygady/ policji) Franz Kutschera (1904–1944), Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski od września 1943 r., który podpisywał obwieszczenia o masowych egzekucjach publicznych w Warszawie, dokonywanych przez Niemców od 16 października 1943 r. Zlikwidowany 1 lutego 1944 r. przez żołnierzy oddziału specjalnego „Pegaz” Kierownictwa Dywersji (Kedywu) Komendy Głównej Armii Krajowej (późniejszy batalion „Parasol” Armii Krajowej). Oficjalny komunikat o tej akcji opublikowano na łamach centralnego organu prasowego AK „Biuletynu Informacyjnego” 24 lutego 1944 r. (nr 8), nazywając w nim Kutscherę „głównym organizatorem trwającego od kilku miesięcy wzmożonego terroru”. 9 Beige (franc.) – beżowe.

11


12

R O Z M O W Y Z KAT E M

Schielke wiosłuje łyżką. Zjadł szybko, zanucił „In Hannover an der Leine, haben Mädchen dicke Beine”10, i jakby od niechcenia spytał: – Dawno pan siedzi? Odpowiedziałem. Zaproponował wtedy, że umyje moją menażkę. Musiał się spotkać z odmową, bo takie usługi przyjmuje się z pilnej potrzeby albo z przyjaźni. Stroop obiadował wolno. W końcu podał Schielkemu dwie miski do umycia. Przedtem popuścił spodnie, zapinając je w pasie na jeden z rezerwowych guzików, przyszytych przez niego na „średnie” lub „większe” nafaszerowanie brzucha. Schielke pucuje naczynia. Stroop milczący, przy stoliku podokiennym, oparty na łokciach, twarz w dłoniach. Mięsisty nos wystaje zza palców. Pozycja tragicznego mędrca. Zainteresowała mnie ta kontemplacja. Wiązałem ją z fotografiami Stroopowskiego „ołtarzyka” na stoliku. Obok Biblii leżały tam dwie paczki listów z NRF11, kilka książek, zeszyt, ołówki. Ale co mnie przede wszystkim uderzyło – to poliptyk fotograficzny rodziny Stroopa. Na kartonie pod każdym zdjęciem wykaligrafowane gotykiem napisy: „Unsere Mutter”, „Unsere Tochter”, „Unser Sohn” i „M e i n e F r a u”12. W zakamarkach „ołtarzyka” – drobne pamiątki, m.in. piórko kraski ze smugą błękitu i listek. Zasuszony listek brzozy. Kontemplacja Stroopa wydawała się melancholiczna, więc pytam, o czym duma. Nie wykluczałem odpowiedzi: „o swoich sprawach”, co oznaczałoby, że myśli o rodzinie i prosi, aby nie przeszkadzać. A Stroop rzekł: – Zapomniałem, jak po polsku nazywa się ptaszek, którego mianem określają u was młode kobiety. Jakoś tak: szy... szy... szybka czy podobnie? – Gdzie pan to słowo słyszał? 10

„In Hannover...” (niem.) – „W Hanowerze, nad rzeką Leine, dziewczęta mają grube nogi”. 11 Nazwę utworzonego we wrześniu 1949 r. państwa: Bundesrepublik Deutschland (BRD) tłumaczono w Polsce początkowo jako: Niemiecka Republika Federalna (NRF), dopiero po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych w 1972 r. wprowadzając właściwą nazwę: Republika Federalna Niemiec (RFN). 12 „Unsere Mutter” ... (niem.) – „nasza matka, nasza córka, nasz syn, m o j a żona”.


I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M

– Na spacerze, gdy więźniowie kryminalni z ogólnych cel zagadywali aresztantkę z klasa biustem, która pracuje w pralni. Nie mogę tego słowa spamiętać. Co dzień je powtarzałem. Brzmi jak: szybka, szczyrka... – Może mówili: ścierka? Ale to nie ptaszek. – Na pewno był ptaszek. I na pewno nie szczerka. – Upiera się pan przy ptaszku, więc może sikorka? – Tak – rozpromienił się – szykorka, szykorka, die Meise. Tamta młódka z pralni przeginała szyję niby szykorka. – Jak generał sobie podje – zarechotał Gustaw Schielke – to robi się pies na młode baby. Nie te czasy, Herr General! A ponadto, jak żyję, nie widziałem szykorek z piersiami! Generał zgromił Schielkego wzrokiem. Po raz pierwszy zobaczyłem ołów w oczach Stroopa.

* Cela miała jedno łóżko, które można było podnosić i przytwierdzać na dzień do ściany (w żargonie więziennym zwane legimatą). Dotychczas spał na nim Stroop, a Schielke rozkładał siennik na podłodze. Przy końcu dnia musieliśmy ustalić nowy system spania. Stroop zwrócił się wtedy do mnie: – Idę na podłogę. Panu przysługuje łóżko, ponieważ pan jest członkiem narodu tu rządzącego i zwycięskiego, a więc narodu panów. (Powiedział: „Herrenvolk”). Osłupiałem. To nie była ze strony Stroopa komedia, poza lub grzeczność. On po prostu ujawnił swój pogląd na stosunki między ludźmi. Wylazły z niego wpajane od dzieciństwa: kult siły i służalstwo – nieuchronny produkt ślepego posłuszeństwa. Schielke poparł Stroopa. Uzasadniłem odmowę truizmem, że wszyscy więźniowie są równi w zakresie bytu więziennego. I do ostatnich dni ze Stroopem i Schielkem spaliśmy wszyscy na podłodze, na trzech siennikach. Nie wykluczam, że Stroop uważał mnie – jeśli idzie o tę sprawę – za wariata.

* Wkrótce po konflikcie z Schielkem na temat szykorki Stroop zaproponował obejrzenie książek. Miał ich około 180; większość

13


14

R O Z M O W Y Z KAT E M

z zasobów bibliotecznych więzienia. Wszystkie w języku niemieckim. Były tam dzieła naukowe (m.in. historyczne, geograficzne, gospodarcze), podręczniki szkolne, powieści, broszury i nawet druki propagandowe NSDAP13. Rzuciłem się na książki żarłocznie: objaw normalny w więzieniu. Początkowo przeglądałem teksty, ilustracje i mapy. Potem zaczytywałem się. No, i dyskutowaliśmy. Chłonąłem informacje o Niemczech oraz komentarze obu hitlerowców do zjawisk niezrozumiałych dla Polaka. Pogłębiałem znajomość niemieckiego. Słuchałem gawęd, naświetleń, opinii i – co jest nieuchronne – zwierzeń. Słuchałem opowiadań o miastach i wsi niemieckiej, o górach, dolinach, lasach, o życiu nie tylko miast, ale i rodzin, i poszczególnych jednostek. Przeżywałem zapach sieni i kuchni, pokojów jadalnych i salonów, knajp i ogrodów, bitew i tęsknot za Heimatem14. Szedłem – były żołnierz Armii Krajowej – ślad w ślad za życiem hitlerowca Stroopa, razem z nim, koło niego i jednocześnie przeciw niemu*, choć jasne, że nie z dozorcami więziennymi*.

* Jürgen Stroop. Ochotnik I wojny światowej. Były kombatant detmoldskiego pułku pruskiej piechoty. Współorganizator partii hitlerowskiej w księstwie Lippe. Maszeruje ulicami Norymbergi wśród ryków na cześć Hitlera. Pnie się – mimo słabego wykształcenia – po drabinie zaszczytów i protekcji SS-owskiej. Urzęduje w Münsterze i Hamburgu. Działa twardą ręką, często okrutnie i morderczo: w Czechosłowacji, Polsce, na Ukrainie i Kaukazie, w Grecji, zachodnich Niemczech, Francji i Luksemburgu. Kocha swoje i obce kobiety, ale tylko swoje dzieci. Rozmawia z politykami III Rzeszy, z Himmlerem i czołówką SS. Jeździ horchami i maybachami. Cwałuje konno

13 Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, NSDAP (niem.) – Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza. 14 Heimat (niem.) – ojczyzna, ziemia rodzinna. * gwiazdkami zaznaczono fragment tekstu obecny w odpowiednim odcinku edycji Rozmów z katem na łamach „Odry” (1972, nr 4, s. 19), lecz usunięty przez cenzurę w pierwszych pięciu wydaniach książkowych w latach 1977–1985.


I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M

przez pola Teutoburskiego Lasu i Ukrainy. Nosi monokl i celebruje godność partyjnego generała. I nigdy nie powie inaczej o Hitlerze i Himmlerze, jak: Adolf Hitler i Heinrich Himmler; zawsze z imionami – w czym wyrażał się jego stale wiernopoddańczy stosunek do tych „wielkich ludzi Niemiec XX wieku”. Podążałem również za Stroopem w kwietniowe dni getta warszawskiego, choć trudno mi było czasem słuchać jego relacji z Grossaktion15. Czułem jeszcze dym tej dzielnicy mego miasta, pokonanej i palonej w 1943 roku. Towarzyszyłem mu także w sierpniowym mordzie 1944 roku – na generale-feldmarszałku von Kluge, oraz w likwidowaniu jeńców – lotników USA na obszarze Reńskiej Marchii Zachodniej.

* Dyskutowaliśmy o wielu sprawach – szczególnie w końcowym okresie wspólnego pobytu w celi. Stroop nie był gadułą, ale miał tendencję do opowiadania o sobie, m.in. do chwalenia się. Wlazły w niego dygnitarskie nawyki! Lubił mieć swoją publiczność. Teraz Schielke i ja byliśmy jego jedynymi słuchaczami. Ta okoliczność pozwoliła mi na zdobycie wielu wiarygodnych, choć przekazanych słowem, materiałów. Stroop nie opisywał chronologicznie swego życia. Czasem rozmawialiśmy godzinami o jednej kwestii. Innego dnia przeskakiwaliśmy z tematu na temat. Z tak prowadzonych rozmów starałem się skonstruować możliwie usystematyzowany tok książki. Gustaw Schielke często patrzył z innego niż Stroop punktu widzenia na niektóre fakty i zjawiska. Był raczej prostolinijny psychicznie. I grały w nim relikty świadomości socjaldemokratycznej oraz związkowo-pracowniczej z okresu młodości. Prawdy wygłaszane mimo woli (a może nieraz w sposób zamierzony) przez Schielkego

15

Grossaktion (niem.) – Wielka Akcja (Wielka Operacja), używana w sprawozdaniach Stroopa nazwa operacji „całkowitego zburzenia getta warszawskiego”, którą na rozkaz Heinricha Himmlera z 16 lutego 1943 r. przeprowadzał on od 19 kwietnia do 16 maja 1943 r. (szerzej opowiada o niej niżej).

15


16

R O Z M O W Y Z KAT E M

stanowiły odczynnik na jednostronność Stroopa. Były również narzędziem kontroli i uzupełnieniem Stroopowskich wynurzeń. Początkowo układ stosunków w celi cechowała ostrożność połączona ze zdziwieniem, wywołanym niezwykłością bądź co bądź sytuacji, potem – dyplomatyzowanie i język podtekstów, wreszcie – otwarte, czasem brutalne, wypowiadanie niektórych opinii i wiadomości. Stąd dochodziło do spięć.

* Czy nasze rozmowy były szczere? Wydaje mi się, że w dużej mierze t a k – szczególnie gdy już się dobrze poznaliśmy. Proste i niekłamane są wyznania więźniów w obliczu ostateczności. Była to jednak szczerość bierna, polegająca na unikaniu okoliczności, które mogłyby spowodować przypadkowe „zakapowanie” więźnia. Ponadto panował w celi klimat niepisanej umowy, żeby w zasadzie nie poruszać najdrażliwszych spraw lub mówić o nich oględnie. Byłoby nielojalne wobec Czytelnika, gdybym nie podkreślił, że dążyłem do szczerości, a przez to do wyłuskania możliwie pełnej prawdy o Stroopie i jego życiu. Moje zaszokowanie z chwilą znalezienia się z hitlerowcami, o czym piszę na początku, szybko przekształciło się w postanowienie: jeżeli już jestem ze zbrodniarzami wojennymi, to niech ich poznam, niech próbuję rozłożyć na włókna ich życiorysy i osobowość. Gdy to się uda, mam możność – choć w pewnym stopniu – odpowiedzieć s o b i e na pytanie, j a k i m ec h a n i z m h i s t o r y c z n y, p s y c h o l o g i c z n y, s o c j o l og i c z n y d o p r o w a d z i ł c z ę ś ć N i e m c ó w d o u f o r m ow a n i a s i ę w z e s p ó ł l u d o b ó j c ó w, k t ó r z y k i e r o w a l i R z e s z ą i u s i ł o w a l i z a p r o w a d z i ć s w ó j O r d n u n g16 w E u r o p i e i w ś w i e c i e.

* W czasie prawie dziewięciomiesięcznego pobytu ze Stroopem znajdowałem się więc oko w oko z ludobójcą. Stosunki między nami przebiegały w płaszczyźnie swoistej lojalności. Starałem się, choć to 16

Ordnung (niem.) – porządek, ład.


I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M

z początku sprawiało mi niejaką trudność, widzieć w Stroopie tylko człowieka. On wyczuwał taką postawę, mimo że jasno akcentowałem inność oraz wrogość wobec myśli i działań, którym służył lub których dokonał. Stroop również nie próbował przechodzić na pozycję przyjaciela Polaków i ostrego potępiania własnych czynów. Ten wspólny pobyt stał się bodźcem i materiałem źródłowym do napisania niniejszej książki. Obraz, jaki przedstawiam, na pewno jest niecałkowity. I niewolny od moich komentarzy, choć usiłowałem tego unikać.

* Czy wiernie przekazuję istotę słów i postaw Stroopa oraz Schielkego? Myślę, że t a k. Tym bardziej że wkrótce po opuszczeniu więzienia poczyniłem notatki i zapiski, a niektóre elementy wypowiedzi Stroopowskich sprawdziłem w archiwach i dostępnej dokumentacji historycznej. I nigdzie nie natrafiłem na ślad, że Stroop w rozmowach ze mną kłamał czy zbyt podbarwiał. Pewne fragmenty Rozmów z katem mogą budzić nieporozumienie. Jeżeli podobne reakcje nastąpią, to będą – myślę – wywołane: albo n i e d o p a s o w a n i e m doświadczeń Czytelnika do opisywanych faktów, albo subiektywnymi t r u d n o ś c i a m i napisania tej relacji. Powtarzam: r e l a c j i, gdyż literaturyzowanie wydaje się być, w przypadku takiej książki, niewłaściwe. I jeszcze jedna sprawa. Dotyczy d i a l o g ó w, stosowanych dość często w niektórych rozdziałach Rozmów z katem. Może tych dialogów być za dużo, jak na niektóre gusty. Lecz mój 255-dniowy wspólny pobyt17 w trójkącie: Stroop, Schielke i ja (przez krótki czas był z nami czwarty współwięzień), charakteryzował się dialogiem – podstawową formą słownych kontaktów w niedużych celach. Jakże z tej formy nie korzystać, gdy idzie o prawdę?!

17

Autor przebywał w jednej celi więziennej ze Stroopem od 2 marca do 11 listopada 1949 r., a zatem 255 (dwieście pięćdziesiąt pięć) dni. W poprzednich wydaniach powtarzano podaną błędnie liczbę 225 dni.

17


6

R O Z M O W Y Z KAT E M


S PIS

S PIS

ILUSTRACJI

445

TREŚCI

Od wydawcy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Norman Davies, Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

5 7

I. Oko w oko ze Stroopem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . II. U stóp Bismarckowego Cheruska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . III. Pod sztandarem Kajzera . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . IV. Redaktor . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . V. Objawienie w Monachium . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . VI. Lippe „wyraża wolę narodu” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . VII. Posłuszny, syty i dostojny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . VIII. Na czele Block-Standarte . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . IX. Dachau, willa Benesza i wanna Churchilla . . . . . . . . . . . . . . . X. Złowróżbna sowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XI. Na „tyłowym” froncie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XII. Autostrada i marzenia ukraińskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XIII. „Już był w ogródku...” Na Kaukazie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XIV. Wprawki i uwertura do Grossaktion . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XV. Flagi nad gettem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XVI. Wielkie łowy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XVII. Krzyż Walecznych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XVIII. Aber ein Guter Mann! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XIX. W siódmym germańskim niebie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XX. Marmurowa ambasada i żydowskie dywany . . . . . . . . . . . . . . XXI. Ośmioletni SS-owiec . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XXII. „Trzymałem ludność w garści!” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XXIII. Stroop likwiduje feldmarszałka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XXIV. Werwolf – ostatni szaniec . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

9 18 35 44 56 68 82 98 107 122 135 143 152 164 188 208 224 238 255 274 287 301 315 335


446

SPIS TREŚCI

XXV. Mord na amerykańskich lotnikach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 358 XXVI. Szafot . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 376

ANEKS 1. Kalendarium życia (opracował Andrzej Krzysztof Kunert) . . . . . 2. Fragment początkowy pisma Kazimierza Moczarskiego wysłanego 24 lutego 1955 r. z więzienia w Sztumie do Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego w Warszawie opisujący czterdzieści dziewięć rodzajów „maltretacji i tortur” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3. Wyrok uniewinniający i rehabilitujący Kazimierza Moczarskiego (oraz współoskarżonych Eustachego Kraka i Alfreda Kurczewskiego) wydany przez Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy 11 XII 1956 (fragmenty) . . . . . . . . . . . . . . . . . 4. O Rozmowach z katem (opracował Andrzej Krzysztof Kunert) . . . 5. Jak powstały Rozmowy z katem (wywiad Mieczysława Orskiego z Kazimierzem Moczarskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 6. Andrzej Szczypiorski, O Kazimierzu Moczarskim . . . . . . . . . . . . 7. Zbigniew Herbert, Co widziałem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8. Jerzy Ficowski, Epitafium . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9. Gustaw Herling-Grudziński, fragment Dziennika pisanego nocą . 10. Tadeusz Konwicki, fragment książki Wschody i zachody księżyca . . .

399

408

412 414 416 419 432 434 435 436

Indeks osób . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 438


SPIS TREŚCI

447


Przez dziewięć miesięcy 1949 roku w jednej celi więziennej przebywali: Kazimierz Moczarski, bohater Armii Krajowej, i generał SS Jürgen Stroop, kat warszawskiego getta. Stalinowska brutalność i brak skrupułów postawiły między nimi znak równości. Opis rozmów prowadzonych systematycznie przez cały ten czas odsłania czytelnikom prawdziwe oblicze Stroopa i daje jedyny w swoim rodzaju obraz „osobowości totalitarnej”, który zapada w pamięć bodaj równie mocno, co okoliczności, w jakich powstawał. Książka Moczarskiego odmalowuje portret nazistowskiego kata, jakiego nie pokazał nikt przed nim. I pozostawia między słowami i na marginesach miejsce gotowe przyjąć tego portretu dopełnienie: portret kata stalinowskiego. Dyskrecja Moczarskiego, gdy chodzi o własną osobę, bierze się nie tylko z jego skromności. Jako zawodowy dziennikarz wiedział, że każda próba opisania jego losów osobistych zostałaby zdjęta przez cenzurę. KRZYSZTOF POMIAN Niezwykły dokument (…), książka, która rangą dorównuje przesłaniu Sołżenicyna. „LE NOUVEL OBSERVATEUR” Nie przypominam sobie żadnej innej książki, która by tak daleko wiodła czytelnika w głąb mrocznego nazistowskiego umysłu. „NEW YORK REVIEW OF BOOKS”

cena detal. 39 zł ISBN 978-83-240-1104-9

9 788324 011049

ROZMOWY_DRUK.indd 1

2008-12-12 15:18:30


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Rozmowy z katem by SIW Znak - Issuu