Issuu on Google+

Inne książki Normana Daviesa wydane w Znaku: Zaginione królestwa Boże Igrzysko. Historia Polski Europa. Rozprawa historyka z historią

NORMAN

Norman Davies urodził się w 1939 roku w Bolton w północnej Anglii. Studiował w Oksfordzie, Grenoble, Perugii i Sussex. Doktorat uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez lata związany ze School of Slavonic and East European Studies przy Uniwersytecie w Londynie. Wykładał na najważniejszych światowych uniwersytetach: Cambridge, Columbii, McGill, Hokkaido, Stanfordzie, Harvardzie, w Adelajdzie i Oksfordzie. Od 1997 roku jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Historycznego. Obecnie jako professor emeritus Uniwersytetu w Oksfordzie poświęca swój czas na pisanie książek. Norman Davies przez Polaków został uhonorowany m.in. Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta. Jest honorowym obywatelem Krakowa, Wrocławia, Lublina i Warszawy. Otrzymał doktoraty honoris causa uniwersytetów: Jagiellońskiego, Gdańskiego, Marii Curie-Skłodowskiej i Warszawskiego. Jest honorowym członkiem Związku Powstańców Warszawskich.

Powstanie Warszawskie to jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń drugiej wojny światowej, w którym ogniskują się historyczne konflikty tamtego czasu. Chociaż z różnych powodów na Zachodzie i na Wschodzie starano się o Powstaniu zapomnieć – jego skutki były trwałe, a jego echa brzmią po dzień dzisiejszy. Historyczne znaczenie Powstania w związku z siłami działającymi w obrębie antyhitlerowskiej koalicji lepiej widać dziś, z perspektywy czasu. „Decyzję o stworzeniu głębszego studium o Powstaniu podjąłem dopiero pod sam koniec lat dziewięćdziesiątych – pisze Autor w przedmowie. – Wyglądało bowiem na to, że – mimo dziesięciolecia, które minęło od upadku komunizmu – nikt nie kwapi się, aby przedstawić nową wizję Powstania w jego szerszym kontekście. Dostępnych było wiele nowych materiałów, pamiętników i dokumentów; zniknęły też dawniejsze ograniczenia. A mimo to nie pracowano nad żadną nową ogólną syntezą”. Davies umieścił historię Powstania na obszernym tle zdarzeń od 1939 do 1956 roku, rozszerzając narrację do czasów współczesnych. „Ostatecznie zdecydowałem – pisze – że podstawowe pytanie, jakie należy postawić, brzmi nie »dlaczego powstańcy nie zdołali osiągnąć swoich celów?«, lecz »dlaczego w ciągu dwóch miesięcy wahań i deliberacji zwycięscy alianci nie zorganizowali pomocy?«”.

DAVIES POWSTANIE

Największy bestseller Normana Daviesa!

N O R M A N

DAVIES POWSTANIE

„O piątej, tak jak było umówione, we wszystkich dzielnicach miasta rozpętało się piekło. Główne placówki Niemców zostały zaatakowane przez grupy młodych śmiałków z biało-czerwonymi opaskami na ramionach. Ludność cywilna znajdowała się jeszcze na ulicach. Niektórzy dostali się w krzyżowy ogień i na zawsze odcięto ich od rodzinnych domów. Wkrótce na szczycie Prudentialu, najwyższego budynku z mieście, powiewał już biało-czerwony sztandar. Zdobyto niemieckie magazyny żywności i umundurowania na Stawkach, gmach PKO i hotel Victoria przy ulicy Jasnej, budynek Sądu Apelacyjnego na placu Krasińskich, gmach Dyrekcji Kolei na Pradze. Straty wraz z rozstrzelanymi przekroczyły 2000 ludzi. Podobne straty ponieśli alianci podczas desantu na plażach Normandii”.

Smok wawelski nad Tamizą. Eseje, polemiki, wywiady Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego. Vratislavia – Breslau – Wrocław (współautor: Roger Moorhouse) Jak powstało „Powstanie ’44” Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920

Cena detal. 79,90 zł

Europa – między Wschodem a Zachodem Europa walczy. 1939–1945. Nie takie proste zwycięstwo Wyspy. Historia

Davies_Powstanie 44_2012_obw.indd 1

2012-07-31 10:00:41


Norman Davies

Powstanie ’44

Przekład

Elżbieta Tabakowska

Wydawnictwo Znak Kraków 2012

Powstanie_str 4_i metryczka_2012.indd 3

2012-07-25 14:37:00


I ZACHODNIE

SOJUSZE

„Zachodnie sojusze” w Europie mają długą tradycję. Przez całą historię nowożytną za każdym razem, gdy pojawiała się groźba, że któreś z mocarstw spróbuje zająć dominującą pozycję na kontynencie, jako środek mający przeciwdziałać temu zagrożeniu powstawała koalicja innych państw, małych i dużych. Najczęściej w roli koalicjanta występowała Wielka Brytania, której marynarka panowała nad morzami, natomiast jej siły lądowe nigdy nie były tak liczne, aby móc zagrozić rywalom na kontynencie. Inspirowane przez Wielką Brytanię sojusze wyłoniły się w czasie wojny z Ludwikiem XIV o sukcesję w Hiszpanii, w epoce wojen napoleońskich przeciwko rewolucyjnej Francji oraz w okresie dwóch wojen światowych z lat 1914–1918 i 1939– 1945. W XX wieku włączyły się Stany Zjednoczone. Ich wpływy w Europie, dawniej marginesowe, stały się teraz decydujące. Wszystkie te sojusze miały jedną cechę wspólną: starały się pozyskać przynajmniej jednego partnera na Wschodzie. Zależnie od sytuacji, tym partnerem bywały Prusy, Rosja czy nawet Turcja. W wyjątkowych okolicznościach roku 1939 został nim kraj, który mógł wprawdzie przedstawić sięgające daleko wstecz rekomendacje, ale który od ponad dwustu lat odgrywał niewielką rolę w europejskich rozgrywkach o władzę. Racje państw sprzymierzonych podczas drugiej wojny światowej nieodmiennie przedstawia się w niezwykle prosty sposób. Powiada się, że jeśli kiedykolwiek toczyła się wojna sprawiedliwa, była to właśnie ta wojna. Wróg był zły. Pokonanie tego zła stanowiło szlachetny cel. Sprzymierzeńcy zwyciężyli. Większość ludzi – a z pewnością większość mieszkańców Wielkiej Brytanii i Ameryki – uznałaby, że nie ma w tej sprawie nic więcej do powiedzenia. Wiedziano oczywiście, że losy wojny nie biegły prostym torem. Ci, którzy starali się je poznać, wiedzieli też, iż alianci nieraz stawali oko w oko z możliwością klęski, nim ostatecznie zapewnili sobie zwycięstwo. Ale jeśli idzie o zasadnicze polityczne i moralne ramy wydarzeń, nie mieli żadnych wąt-


44

P R Z E D P O W S TA N I E M

pliwości. Tylko nieliczni byliby skłonni podważyć powszechny wizerunek sojuszników jako braterskiego przymierza, które walczyło o wolność i sprawiedliwość i ostatecznie uchroniło świat przed tyranią. Wobec tego, mówiąc o racjach sojuszu, już na samym początku wypada podkreślić kilka głównych faktów. Po pierwsze, lista członków koalicji alianckiej stale się zmieniała. Braterskie przymierze, które przystąpiło do walki z groźbą hitleryzmu w roku 1939, powszechnie przyjmowanym za początek wojny, nie było tym samym sojuszem, który sześć lat później doprowadził do jej zakończenia. Kilka ważnych mocarstw zmieniło tymczasem orientację, a najpotężniejszy z aliantów trzymał się z boku niemal do momentu wyznaczającego środek konfliktu. Po drugie, w skład koalicji wchodziły najróżniejsze państwa, od światowych imperiów po dyktatury totalitarne, półkonstytucyjne monarchie, demokratyczne republiki i rządy emigracyjne, a także parę krajów podzielonych przez wojny domowe. Po trzecie, kiedy w grudniu 1941 roku działania zbrojne rozszerzyły się na Pacyfik, wojnę w Europie dodatkowo skomplikowały wszelkiego rodzaju powiązania z areną walk w Azji. Teoretycznie racje aliantów wynikały z postanowień deklaracji ONZ z 1 stycznia 1942 roku, podpisanej przez dwudziestu sześciu sygnatariuszy. Sama deklaracja natomiast opierała się na warunkach wcześniejszej Karty Atlantyckiej z 14 sierpnia 1941 roku, która – między innymi – potępiała roszczenia terytorialne i potwierdzała „prawo wszystkich ludów do wybrania sobie formy rządu, pod jakim chcą żyć”1. W praktyce sojuszników łączyło niewiele, poza chęcią zaangażowania się w walkę ze wspólnym wrogiem. Przez całą wojnę na sojusz padał cień przestarzałego i wysoce paternalistycznego założenia, iż „główni sojusznicy” mają prawo podejmować na własną rękę odrębne decyzje polityczne, natomiast od „mniejszych sojuszników” oczekiwano, że będą akceptować decyzje podejmowane przez lepszych od siebie. Założenia tego nie kwestionowano w tamtym czasie, rzadko też kwestionują je historycy. Ale miało ono przynieść poważne konsekwencje. Chociaż nigdy go formalnie nie uznano, stało się elementem działania tak zwanej Wielkiej Trójki. Winston Churchill – świadomie naśladując doświadczenia swego poprzednika z XVIII wieku, księcia Marlborough – nadał jej imponującą nazwę Wielki Sojusz. Obraz wspólnej sprawy, dla której zawiązano sojusz, dodatkowo komplikuje to, że większość jego członków była wplątana we własne powikłane

1

Prawo międzynarodowe i historia dyplomatyczna. Wybór dokumentów, wstęp i oprac. Ludwik Gelberg, t. 3, Warszawa 1960, s. 27.


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

45

sieci traktatów bilateralnych, odrębnych deklaracji i mniejszych sojuszów. Wszystkie te kraje – przyjęły one teraz nazwę „Narodów Zjednoczonych” – zobowiązały się do współdziałania w walce z państwami Osi. Nie zawsze jednak podejmowały również zobowiązanie do wzajemnej obrony czy pomocy. W szczególności nigdy nie stworzono żadnego mechanizmu chroniącego jednego sojusznika przed zakusami innego. Wszelkie spory między sojusznikami, nie do rozwiązania od ręki, odkładano zazwyczaj do czasu planowanej po wojnie konferencji pokojowej (która się nigdy nie odbyła) lub pozostawiano w gestii Organizacji Narodów Zjednoczonych (która zaczęła działać dopiero w październiku 1945 roku). Bliższa analiza pokazuje zatem, że więzy łączące różnych członków sojuszu miały bardzo różny charakter i wymagały bardzo różnego stopnia zaangażowania. Na przykład stosunki między Wielką Brytanią a USA opierały się w znacznej mierze na wzajemnym zaufaniu. Poza jednym jedynym wyjątkiem ustawy o pożyczkach i dzierżawie, nigdy nie istniał żaden formalny czy ogólny traktat brytyjsko-amerykański. Stosunki Wielkiej Brytanii z Francją nadal miały za podstawę dość nieprecyzyjną interpretację dawnego entente cordiale. Natomiast stosunki Wielkiej Brytanii ze Związkiem Sowieckim podlegały szczegółowym warunkom traktatu angielsko-sowieckiego, podpisanego 12 lipca 1941 roku. Stosunki amerykańsko-sowieckie regulował traktat podpisany 11 czerwca następnego roku. Ogólnie rzecz biorąc, zachodni sojusznicy uważali traktaty dyplomatyczne za czynnik ograniczający nieograniczony skądinąd zakres pozytywnych inicjatyw. Natomiast Związek Sowiecki patrzył na nie z krańcowo odmiennego punktu widzenia. W traktatach z zachodnimi mocarstwami kapitalistycznymi widział dogodne środki umożliwiające mu prowadzenie współpracy doraźnie i na precyzyjnie określonych zasadach, bez konieczności zmiany swojej z gruntu wrogiej i podejrzliwej postawy wobec świata zewnętrznego. Silny wpływ na skład i predyspozycje koalicji alianckiej z lat 1939– 1945 wywarła jej poprzedniczka z lat 1914–1918. Podczas pierwszej wojny światowej Francja, Wielka Brytania, Rosja i USA zdominowały grupę państw ententy, która rzuciła wyzwanie niemieckiej hegemonii. W czasie drugiej wojny światowej dziedzictwo ententy nadało koloryt naturalnym sympatiom i powiązaniom w łonie następnej generacji sojuszników. Niemcy uznawane były za jedyne w swoim rodzaju, z niczym nieporównywalne zagrożenie. Francja, Wielka Brytania i Ameryka uważały się za niedościgłe wzory demokracji. Solidarność anglojęzycznego świata, ustanowioną na nowo w 1917 roku, należało jeszcze umocnić. „Rosjan” – jak błędnie nazywano Sowietów – można by bez trudu zaakceptować jako naturalnych


46

P R Z E D P O W S TA N I E M

partnerów Zachodu, mimo że miejsce dawnego liberalizującego reżimu późnego caratu zajął nowy, totalitarny potwór o dużo groźniejszych skłonnościach. Ludzie, którzy objęli przywództwo w latach 1939–1945, mieli w głowach mapę świata stworzoną trzydzieści, czterdzieści czy nawet pięćdziesiąt lat wcześniej. Na przykład Churchill urodził się w 1874 roku, czyli w epoce wiktoriańskiej, i na przełomie wieków był już człowiekiem dojrzałym. Polityka oznaczała dla niego sprawę imperium i „wielkich mocarstw” i opierała się na zasadzie hierarchii państw, w której państwa klienckie i kraje kolonialne nie mogły sobie rościć praw do równości. Stalin był młodszy zaledwie o pięć lat, a Roosevelt – o osiem. Wszyscy byli starsi od Hitlera i od Mussoliniego. Niemal całe dowództwo wojsk alianckich – Weygand, de Gaulle, Alanbrooke, Montgomery, Żukow, Rokossowski, Patton (ale nie Eisenhower!) – miało za sobą doświadczenia nabyte w czasie pierwszej wojny światowej. Pozostały im nie tylko dawne wspomnienia wojny totalnej z udziałem zmasowanych wojsk, ale także szczególna wizja mapy Europy. Wyrosło w nich przekonanie, że układ w Europie Zachodniej jest dość skomplikowany, natomiast w Europie Wschodniej – dość prosty. Wiedzieli, że miejsce Niemiec jest między Renem a Niemnem. Wiedzieli, że na zachód od Niemiec leży grupa krajów – Holandia, Belgia, Luksemburg, Francja, Szwajcaria. Ale na wschód od Niemiec nie było według nich nic, a w każdym razie nic ważnego, jeśli nie liczyć „Rosji”. W końcu w świecie ich młodości imperia Niemiec i Rosji bezpośrednio ze sobą sąsiadowały. Warszawa – podobnie jak Ryga czy Wilno – była miastem r o s y j s k i m. Rosja graniczyła także z Austrią. Krakau i Lemberg – tak jak Budapeszt czy Praga – były miastami austriackimi – „miastami Habsburgów”. Na mapie – a wobec tego także w ich umysłach – między „Niemcami” a „Rosją” nie znajdowało się nic godnego zainteresowania. Przykładem map mentalnych utrwalonych w umysłach Zachodu jest pewna autentyczna historia. Zdarzyła się w marcu roku 1944, kiedy generał Montgomery po raz pierwszy spotkał dowódcę polskiej 1. Dywizji Pancernej w Normandii, Stanisława Maczka. Starając się nawiązać rozmowę, Montgomery zapytał: „Proszę mi powiedzieć, generale, czy w Warszawie mówi się teraz po rosyjsku, czy po niemiecku?”2. Była to niewyobrażalna gafa – zupełnie, jakby ktoś spytał, czy w Londynie mówi się po łacinie, czy

2

Stanisław Maczek, Od podwody do czołga. Wspomnienia wojenne 1918–1945, Londyn 1984, s. 146.


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

47

po francusku. Ale przecież kiedy Montgomery był młodym wojskowym, Warszawa leżała w Rosji. Jako kadet spotykał zapewne rosyjskich oficerów, którzy mogli mu coś takiego powiedzieć. Na pewno też wiedział, że Niemcy zdobyli Warszawę w 1915 roku, a potem ponownie w roku 1939. Cóż bardziej naturalnego, jak pomyśleć, że Warszawa jest miejscem, o które walczą ze sobą Niemcy i Rosjanie! Tylko naprawdę wyjątkowy i wykształcony człowiek Zachodu mógłby wiedzieć, że Polska ma za sobą dłuższą niż Rosja historię niepodległego państwa i że jej wolnościowe i demokratyczne tradycje są starsze niż tradycje Wielkiej Brytanii3. Albowiem zachodnie wyobrażenia o narodach Europy Wschodniej – jeśli w ogóle istniały – często i zdecydowanie miewały charakter sądów. Ogólnie rzecz biorąc, przeważała niewiedza. Relacje z konferencji pokojowej w Paryżu z 1919 roku są pełne zdziwienia z powodu wielkiej liczby i kłótliwej natury nieznanych nikomu narodów, które wyłoniły się z głębin historii i teraz stawiały przywódców sojuszu w obliczu niepojętych i niemożliwych do spełnienia żądań. Winston Churchill w bardzo niemiły sposób podzielił państwa Europy na „olbrzymów” i „pigmejów”. Do olbrzymów zaliczały się mocarstwa biorące udział w Wielkiej Wojnie. Natomiast pigmejami były wszystkie przysparzające kłopotów państwa narodowe, które powstały w wyniku rozpadu dawnych imperiów i natychmiast zaczęły się nawzajem zwalczać. „Wojna olbrzymów właśnie się skończyła – pisał w 1919 roku Churchill – wojny pigmejów w��aśnie się zaczęły”. Łatwo wyczytać między wierszami tendencję do traktowania nowej Europy jak natręta, którego chętnie chciałoby się pozbyć. W dodatku pigmejów dzielono jak dzieci w przedszkolu – na grzecznych i niegrzecznych. Alianci uważali nowe narody Europy za grzeczne, jeśli – jak Czesi czy Słowacy – wywalczyły sobie niepodległość, powstając przeciwko Niemcom czy Austrii. Natomiast te, które – jak Ukraińcy czy Irlandczycy – zdobyły niepodległość, występując przeciwko jednej z sojuszniczych potęg, były niegrzeczne, żeby nie powiedzieć: nieznośne. Ukrainę, która utworzyła swoją republikę przy pomocy Niemców, uważano za fikcję. Państwa nieuznane przez sojuszników tak naprawdę po prostu nie istniały. Natomiast Polaków, jako że śmieli się przeciwstawić zarówno mocarstwom centralnym, jak i Rosji, można było uważać tylko za trudne dzieci, którym się kompletnie pomieszało w głowach. Byli pigmejami udającymi olbrzymów. Polscy przywódcy żyjący podczas Wielkiej Wojny w Sankt Pe-

3

Zob. Norman Davies, Serce Europy. Krótka historia Polski, Londyn 1995.


48

P R Z E D P O W S TA N I E M

tersburgu, Londynie czy Paryżu najwyraźniej byli przy zdrowych zmysłach. Na innych – takich jak Piłsudski, który w większości działań zbrojnych uczestniczył, będąc w armii austriackiej i walcząc z Rosjanami – zdecydowanie nie można było polegać. Fakt, że marszałek Piłsudski spędził ostatni rok wojny uwięziony w twierdzy w Magdeburgu za odmowę złożenia przysięgi lojalności wobec kajzera, nie zdjął z niego podejrzenia o postawę niebezpiecznie proniemiecką. W roku 1939 marszałek już nie żył. Utrzymywało się natomiast poczucie rzekomej ambiwalencji jego dziedzictwa. W końcu w 1920 roku dał dowód braku rozsądku, walcząc z bolszewicką Rosją. A w latach trzydziestych podpisał pakt o nieagresji zarówno ze Stalinem, jak i z Hitlerem. Jego doktrynę „dwóch wrogów” uważano za bardzo ekscentryczną. Według norm przyjętych przez aliantów, trudno się było zorientować, co też Polacy kombinują. Sojusz aliantów przeszedł kilka odrębnych stadiów. Na początku – w roku 1939 – składał się tylko z trzech państw: Francji, Wielkiej Brytanii i Polski. Nie należały do niego ani Litwa, której port w Kłajpedzie (Memel) Niemcy zajęli 23 marca 1939 roku, ani Albania, która po inwazji została w kwietniu 1939 roku przyłączona do faszystowskich Włoch, ani wreszcie Finlandia, którą Związek Sowiecki zaatakował w listopadzie. Litwę zmusili Niemcy do formalnej zgody na poniesione straty. Aneksja Albanii przez Włochy została uznana przez Francję i Wielką Brytanię w wyniku manewru dyplomatycznego wątpliwej natury, przypominającego niedawny układ z Monachium. Konflikt fińsko-sowiecki znalazł niepokojące zakończenie, jeszcze zanim zdążyło zainterweniować jakieś inne państwo. Wobec tego alianci nabrali przekonania, że poza najazdem Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku nie zdarzyło się w Europie nic, co można by uznać za poważne pogwałcenie pokoju. Koalicję powołano do istnienia z powodu kryzysu polskiego i to on dał jej pierwszy wojenny cel. Polska pozostawała w sojuszu z Francją od 1921 roku, a w sojuszu z Wielką Brytanią na mocy układu o wzajemnej pomocy, który podpisano 25 sierpnia 1939 roku. 31 marca zarówno Francja, jak i Wielka Brytania publicznie udzieliły Polsce gwarancji „na wypadek jakichkolwiek działań wojennych”. Wobec tego, kiedy o świcie 1 września oddziały Wehrmachtu przedarły się przez polską granicę, alianci zyskali oczywisty casus belli. Często mawia się, że po upadku Polski w 1939 roku i po upadku Francji w roku 1940 obóz aliantów skurczył się do jednego jedynego członka, a mianowicie do Wielkiej Brytanii. Wyliczenie to jest słuszne tylko wówczas, gdy pominie się ogromne poparcie Kanady, Australii, Nowej Zelandii i Afryki Południowej, udział Indii i coraz liczniejszą grupę rządów emigra-


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

49

cyjnych, z których część dysponowała sporymi kontyngentami wojsk. Poza tym Stany Zjednoczone nie były do końca neutralne. Prezydent Roosevelt prowadził wprawdzie politykę pokojową, ale otwarcie zaczął realizację systemowego programu przekształcania swojego kraju „w wielki arsenał demokracji”. Podejmowano energiczne wysiłki umocnienia wojskowego establishmentu USA, rozszerzenia produkcji przemysłu wojennego oraz budowy „marynarki dwóch oceanów”. Na mocy ustawy amerykańskiego Kongresu o pożyczkach i dzierżawie (Lend-Lease Act) z 11 marca 1941 roku wysyłano do Wielkiej Brytanii potężne dostawy i subsydia. Zarówno układ o udostępnieniu Stanom Zjednoczonym brytyjskich baz w zamian za amerykańskie kontrtorpedowce, jak i Karta Atlantycka weszły w życie na długo przed przystąpieniem USA do wojny. W roku 1941 zaszły trzy bardzo ważne wydarzenia, które zmieniły kształt sojuszu. 22 czerwca hitlerowskie Niemcy napadły na Związek Sowiecki i Stalin przestał być przyjacielem Hitlera, stając się jego śmiertelnym wrogiem. 7 grudnia Japonia zbombardowała okręty amerykańskiej Floty Pacyfiku w bazie Pearl Harbor, jednym posunięciem niwecząc amerykański izolacjonizm. Cztery dni później, w geście zachęty dla japońskiego partnera, Niemcy wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym. Wielkie Przymierze znalazło się na swoim miejscu. W ostatniej fazie wojny, gdy zwycięstwo aliantów zaczęło się coraz bardziej przybliżać, do sojuszu dołączyło wiele państw, od Iraku po Liberię. Dawni sojusznicy Niemiec – Rumunia, Bułgaria, Węgry i Finlandia – zostali zmuszeni do zmiany orientacji lub – jak Włochy – do zajęcia stanowiska neutralnego. Dawne państwa neutralne – na przykład Turcja – ze stanowiska neutralnego zrezygnowały. Wreszcie – 1 marca 1945 roku – w akcie odwagi wypowiedziała wojnę Niemcom i Japonii Arabia Saudyjska. Wielka Brytania odgrywała w owej zmiennej konstelacji absolutnie fundamentalną rolę, choć niekoniecznie tak, jak to sobie wyobrażało wielu Brytyjczyków. Wielka Brytania nie „wygrała wojny”. Natomiast walczyła po stronie zwycięzców i dostarczyła trzeciego pod względem wielkości kontyngentu żołnierzy w obozie alianckim. Przede wszystkim zaś była najważniejszym czynnikiem zapewniającym ciągłość wspólnej sprawie aliantów. Wśród głównych członków sojuszu była jedynym, który walczył z Niemcami niemal od początku wojny i do samego jej końca. Spajała koalicję w okresie, gdy odpadła Francja, a także do czasu, gdy przyłączyli się do niej Sowieci i Amerykanie. Potem pełniła funkcję gigantycznego przybrzeżnego „lotniskowca”, stwarzając Amerykanom bazę w Europie i ostatecznie stając się


50

P R Z E D P O W S TA N I E M

trampoliną do skoku zakończonego lądowaniem w Normandii. A co najważniejsze, była podnoszącym na duchu głosem buntu, który – z niemal beznadziejnych pozycji – obiecywał zwycięstwo nawet pośród najczarniejszych ciemności. Pod względem wojskowym Wielka Brytania miała ściśle ograniczoną rolę. Brytyjska machina wojenna była bowiem dziwnie niewyważona. Z jednej strony Royal Navy (Królewska Marynarka Wojenna) i Royal Air Force – RAF (Królewskie Siły Powietrzne) – zapewniały Zjednoczonemu Królestwu siły obronne na światowym poziomie, zdolne skutecznie powstrzymać wroga przed inwazją na wyspę stanowiącą ich bazę. Z drugiej strony to największe na świecie imperium utrzymywało siły lądowe tak niewielkie, że nie mogłyby podjąć żadnej niezależnej akcji zbrojnej na kontynencie. (W 1939 roku armia brytyjska miała mniej wyszkolonych rezerwistów niż Czechosłowacja). Co więcej, brytyjski budżet wisiał na włosku. Jak słusznie wyliczyli w latach trzydziestych ci, którzy próbowali łagodzić nastroje, rysowała się wyraźna perspektywa wyboru między ratowaniem imperium a włączeniem się w wojnę w Europie. Gdyby Wielka Brytania miała się wplątać w jakiś poważniejszy konflikt, szanse na powodzenie byłyby niewielkie bez pomocy finansowej z jedynego dostępnego wtedy źródła, to jest z USA. A w tym przypadku nawet zwycięska Wielka Brytania popadłaby w zależność od Stanów Zjednoczonych. Londyn rozpaczliwie potrzebował sojuszników. Podobnie jak w roku 1914, w roku 1939 rząd Jego Królewskiej Mości nie mógłby nawet pomyśleć o wojnie z Niemcami bez wsparcia ze strony jakiegoś ważnego sojusznika na Zachodzie i innego ważnego sojusznika na Wschodzie, i najlepiej z czyjąś finansową pomocą. Ponadto priorytety rządu Jego Królewskiej Mości nie zmieniły się od trzydziestu lat: na liście były Francja, „Rosja” i USA. Wielką Brytanię łączyły z Francją traktaty lokarneńskie (podpisane w 1925). Nie miała jeszcze żadnych zobowiązań wobec Związku Sowieckiego. Przeciwnie: opinia publiczna od wielu lat z odrazą śledziła poczynania bolszewików. Ale w latach trzydziestych, gdy wzrosło zagrożenie ze strony Niemiec, odżyły dawne rusofilskie sentymenty. Brytyjska lewica, nie myśląc o zbrodniczej rzeczywistości stalinizmu, coraz bardziej dawała się uwieść urokom antyfaszyzmu i coraz wyraźniej opowiadała się za zbliżeniem brytyjsko-sowieckim. Brytyjska prawica, nie myśląc o hipokryzji, jaką jest zadawanie się z rewolucyjnym dyktatorem, dawała się uwieść zasadzie Realpolitik. Pisząc swój artykuł z 4 lutego 1936 roku, lord Beaverbrook, właściciel dziennika „Daily Express” i główny krzyżowiec imperium brytyjskiego, nie dostrzegał nic złego w popieraniu przyjaźni z Moskwą:


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

51

W dziedzinie spraw międzynarodowych zjawiskiem nowym wydaje się wielka rola, jaką odgrywa w świecie Rosja. Rosjanie są teraz naprawdę godni szacunku. Na pogrzebie Jerzego V mieli na głowach cylindry i budzą sympatię szanowanej prasy prawicowej. Prawda jest taka: jeśli mamy nadal uczestniczyć w europejskiej grze, to Rosja jest nam potrzebna. Łączy nas strach przed Niemcami4.

Problem ze scenariuszem, jaki wybrała Wielka Brytania, polegał na tym, że żaden z wchodzących w grę kawałków łamigłówki nie dawał się wpasować w odpowiednie miejsce. Francja – choć o wiele mocniejsza od Wielkiej Brytanii pod względem sił lądowych – nie miała wystarczającej woli politycznej, aby podejmować inicjatywy międzynarodowe. Podczas kryzysu monachijskiego z września 1938 roku Czechosłowacja była sojusznikiem Francji, a nie Wielkiej Brytanii. Ale to brytyjski premier Neville Chamberlain musiał objąć przywództwo. Świat zewnętrzny nie wiedział, że Związek Sowiecki przeprowadza serię politycznych czystek i masowych mordów na niewyobrażalną wówczas skalę; ich paraliżujące skutki – także wśród zdziesiątkowanej kadry wojskowej – uniemożliwiały wszelkie zaangażowanie za granicą. W roku 1939 sowiecki urząd ewidencji ludności (zanim padł ofiarą czystek) doniósł na łamach „Izwiestii”, że w ciągu minionego dziesięciolecia zniknęło bez śladu siedemnaście milionów osób. Armia Czerwona – zajęta wojną w Mongolii i pod silnym naciskiem Japończyków – uratowała się dosłownie w ostatniej chwili dzięki geniuszowi młodego generała Żukowa, którego szybko awansowano, aby wypełnić miejsce po objętych czystkami zwierzchnikach. Jakiekolwiek myśli o sowieckich akcjach w Europie były nierealne, dopóki nie nastąpi rozejm na froncie sowiecko-japońskim w Mongolii. A to stało się dopiero 15 września. Mimo że Stany Zjednoczone zaczynały rekonwalescencję po wielkim kryzysie, w kraju wciąż panowała polityka skrajnego izolacjonizmu, skłaniająca Kongres do blokowania wszelkich inicjatyw zmierzających do otwartej interwencji w Europie. Krótko mówiąc, polski kryzys dotknął kontynent, na którym nie dało się już zrekonstruować dawnej koalicji. To właśnie dlatego Hitler mógł sobie słusznie wyliczyć, że – przy pomocy Stalina – zdoła zniszczyć Polskę bardzo małym kosztem. Wobec tego ostatnie miesiące pokoju wypełniało mnóstwo dyplomatycznych manewrów i blefów. Rękojmi Wielkiej Brytanii danej Polsce 31 mar-

4

Alan John Percivale Taylor, Beaverbrook, London 1972, s. 363.


52

P R Z E D P O W S TA N I E M

ca nie wspierała żadna wiarygodna groźba wprowadzenia w życie. Zobowiązanie Wielkiej Brytanii do ochrony „niepodległości Polski” zawierało ofertę „całego poparcia swoją siłą”5. Doprowadziło do kilku rozmów między oficerami sztabowymi brytyjskimi, francuskimi i polskimi; ustalono – nieco obłudnie – że reakcją na niemiecki atak na Polskę powinien być francuski atak na Niemcy. Generał Gamelin obiecał Polakom „le gros de nos forces”. Nie poczyniono jednak żadnych szczegółowych planów6. 6 kwietnia 1939 roku gwarancja otrzymała status wzajemności. Podczas wizyty polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka w Londynie Polska zobowiązała się bronić niepodległości Wielkiej Brytanii w razie zagrożenia – tak jak Wielka Brytania zobowiązała się bronić niepodległości Polski7. Brytyjsko-polski układ o wzajemnej pomocy z 25 sierpnia był w jeszcze większym stopniu rozwiązaniem doraźnym. Zaistniał, ponieważ Wielkiej Brytanii i Francji nie udało się powstrzymać Stalina przed zawarciem paktu z Hitlerem. Układ podpisano w wielkim pośpiechu, w odpowiedzi na pakt hitlerowsko-sowiecki sprzed zaledwie dwóch dni. Wszyscy w Wielkiej Brytanii zdawali sobie sprawę, że nie jest to układ idealny. Wielu nie zawahałoby się zaakceptować Związku Sowieckiego w roli wschodniego sojusznika, lub może Związku Sowieckiego wraz z Polską, po to, aby zrównoważyć ścisły związek Francji i Belgii na Zachodzie. Ale takie pomysły zwyczajnie nie miały szans. Skoro Ribbentrop i Mołotow już podpisali pakt, rząd brytyjski stanął przed alternatywą: albo mógł mieć Polskę jako wschodniego sojusznika, albo nie mieć takiego sojusznika wcale. Czyli mówiąc wprost, Polska była lepsza niż nic. Poza tym liczył się czas. Uderzenia Wehrmachtu można było oczekiwać w każdej chwili. I rzeczywiście: historycy mieli się później dowiedzieć, że Hitler wydał wojskom rozkaz wymarszu 26 sierpnia, a dopiero potem go odwołał i odłożył o tydzień. Z punktu widzenia Polski układ z Wielką Brytanią można było oczywiście uznać za pewien sukces. Warszawa obawiała się, że w chwili ataku znajdzie się w izolacji i że żadne z mocarstw nie pofatyguje się, aby jej bronić. Przyszłość Polski dałoby się chronić najskuteczniej, gdyby konflikt niemiec-

5 6

7

Prawo międzynarodowe..., op. cit., t. 2, Warszawa 1958, s. 505. Zob. Simon Newman, Gwarancje brytyjskie dla Polski. Marzec 1939, tłum. Jan Meysztowicz, Warszawa 1981. Zob. Sprawa polska w czasie drugiej wojny światowej na arenie międzynarodowej. Zbiór dokumentów, komitet redakcyjny pod przewodnictwem Tadeusza Cieślaka, Warszawa 1965, s. 19.


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

53

ko-polski przekształcił się w konflikt europejski. Sojusz zarówno z Francją, jak i z Wielką Brytanią nie był złą perspektywą. W układzie o wzajemnej pomocy mówiło się o agresji ze strony niewymienionego z nazwy „jednego z mocarstw europejskich”. Wyjaśnienie tego terminu zawierał tajny protokół. Identyfikowano tam owo mocarstwo jako Niemcy i stwierdzano, że gdyby podobną agresję rozpoczęło jakieś inne mocarstwo, „umawiające się Strony będą się konsultować w celu wspólnego podjęcia środków”8. Mimo to brytyjski establishment nie zachwiał się w swoim przekonaniu, że postępowanie hitlerowców przekroczyło wszelkie granice tolerancji. Okupacja Pragi w marcu stała się wydarzeniem, które doprowadziło opinię publiczną we wszystkich jej odcieniach do jednego wspólnego wniosku. Nawet tacy ludzie jak Beaverbrook, opowiadający się nadal publicznie za unikaniem wojny, prywatnie zakładali, że wojna nadchodzi. „Jedno z dwóch – pisał Beaverbrook w marcu do przyjaciela – albo imperium brytyjskie, albo Rzesza Niemiecka musi ulec zagładzie”9. Pozostawało tylko pytanie, kiedy i w jaki sposób. W sierpniu „Daily Express” wciąż twierdził: „w tym roku nie będzie wojny”10, a kiedy Wehrmacht w końcu ruszył, ludzie pokroju Beaverbrooka dalej próbowali trzymać się z boku. „Polska – protestował Beaverbrook– nie jest naszym przyjacielem”11. Ale wtedy takie głosy były już głosami wołających na puszczy. Rząd brytyjski, brytyjski parlament i cała brytyjska opinia publiczna zdecydowały, że przekroczono granice. Nawet Chamberlain, ten arcyzwolennik ugody, był zdecydowany dotrzymać zobowiązań. 3 września o godzinie 11.15 złożył swoje brzemienne w skutki oświadczenie radiowe, informując społeczeństwo, że Wielka Brytania znajduje się w stanie wojny z Niemcami, zgodnie z ultimatum wręczonym przez brytyjskiego ambasadora w Berlinie o godzinie 9.00: „Jeśli najpóźniej do dziś, dnia 3 września, do godziny 11 przed południem brytyjskiego czasu letniego, Rząd Niemiecki nie udzieli (...) zadowalającego zapewnienia we wspomnianym powyżej sensie [chodzi o wycofanie wojsk niemieckich z terytorium Polski], od tej godziny istnieć będzie stan wojny między obu krajami”12.

18 19

10 11 12

Ibidem, s. 37. Beaverbrook do R.H. Mummy’ego, 21 marca 1939, cyt. za: Alan John Percivale Taylor, Beaverbrook, op. cit., s. 391. Ibidem, s. 394. Ibidem, s. 395. Prawo międzynarodowe..., op. cit., t. 2, Warszawa 1958, s. 529.


54

P R Z E D P O W S TA N I E M

Dobrą ilustracją problemów Wielkiej Brytanii ze wschodnimi sojusznikami jest przykład Czechosłowacji, drugiego – po Austrii – sąsiada Niemiec, który odczuł na własnej skórze skutki zainteresowania Hitlera. W latach trzydziestych Wielka Brytania po prostu nie miała żadnych możliwości interwencji. RAF posiadał bardzo niewiele samolotów bojowych o takim zasięgu, aby przelecieć nad Niemcami i wrócić bez konieczności uzupełniania paliwa. Królewska Marynarka Wojenna nie była w stanie pływać „wzdłuż wybrzeży Bohemii”. Maleńka armia brytyjska nie mogła nawet myśleć o marszu przez Niemcy. Podjęcie jakiejkolwiek akcji na kontynencie bez wsparcia Francuzów było nie do pomyślenia. Podczas kryzysu monachijskiego we wrześniu 1938 roku rząd brytyjski wybrał najzupełniej racjonalną opcję i postanowił raczej Niemcy ugłaskać, niż doprowadzić do konfrontacji. Niezbyt sprytnie przeprowadzono tę rozgrywkę i stracono szansę na osiągnięcie skutecznego kompromisu. Ale już wcześniej Brytyjczycy popełnili błąd, dając Austrii niemożliwą do zrealizowania gwarancję i potem patrząc w upokorzeniu, jak Anschluss po prostu wysyła ją na aut. Wobec tego tylko czekali na szansę uratowania twarzy i osiągnięcia jakiejś formy porozumienia. Czechosłowacja skapitulowała bez walki, podpisując układ, który okazał się wyrokiem śmierci. Niemcy dokonali aneksji obszaru znanego jako Sudetenland. Zaolzie, samowolnie przechwycone przez Czechów w 1919 roku, zostało im samowolnie z powrotem odebrane przez Polaków. Dobrze uzbrojona czechosłowacka armia utraciła zarówno swoje świetnie przygotowane przygraniczne punkty obrony, jak i wolę stawiania oporu. Po niecałych sześciu miesiącach Hitler był już w Pradze i machał wojsku ręką z tego samego okna zamku na Hradczanach, z którego mieli zwyczaj machać do prażan prezydenci Masaryk i Beneš. Słowacja się oderwała. Z Czech i Moraw utworzono protektorat Rzeszy. Prezydent Beneš i jego Komitet Czechosłowacki przenieśli się do Paryża, a stamtąd – po upadku Francji – do Londynu, gdzie przebywali do końca wojny. W latach wojny Czesi szykowali plany dnia, w którym lud powstanie przeciwko hitlerowskiemu ciemięzcy i powita swój powracający z uchodźstwa rząd. Mieli przed sobą wiele niepowodzeń i długi okres oczekiwania. Ich brytyjscy protektorzy nie bardzo mogli się im odpłacić za lojalność. Przy jednej okazji – gdy zorganizowana w Londynie wspólna akcja zakończyła się powodzeniem i w Pradze doszło do skutecznego zamachu na zastępcę protektora Czech i Moraw Reinharda Heydricha – odwet hitlerowców okazał się paraliżujący. Z zimną krwią dokonano masakry mieszkańców Lidic, a zabójców Heydricha poddano torturom i stracono. Ruch oporu podzielił się na dwa odłamy: demokratyczny i komunistyczny; Czechów odłączono od


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

55

Słowaków. W końcu jednak ich cierpliwość doczekała się nagrody. Pod koniec sierpnia 1944 roku na Słowacji wybuchło powstanie; w pierwszym tygodniu maja 1945 roku powszechne powstanie w Pradze zaczęło się tuż przed wyzwoleniem. Zachodni alianci i Sowieci ustalili, że należy unikać tarć. Wkrótce potem prezydent Beneš wrócił do kraju i z błogosławieństwem wszystkich mocarstw sojuszniczych zaczął się proces restauracji rządu emigracyjnego. Na przeciwnym krańcu kontynentu ogromne konsekwencje dla stanowiska Wielkiej Brytanii miało zwycięstwo faszystowskiego ugrupowania generała Franco. Przez trzy lata (1936–1939) mocarstwa Zachodu z niepokojem obserwowały, jak Republika Hiszpańska coraz bardziej ugina się pod naporem faszystów. Sympatie państw zachodnich niewątpliwie leżały po stronie Republiki. Ale zdobycie przewagi przez komunistów w demokratycznej Republice nie mogłoby ich ucieszyć bardziej niż poparcie udzielone generałowi Franco przez Hitlera i Mussoliniego. Wobec tego wahadło już od dawna przechylało się z jednej strony na drugą. Gdyby pełnomocnicy Stalina odnieśli zwycięstwo w Hiszpanii, Zachód zapewne uznałby międzynarodowy komunizm za poważniejsze zagrożenie. Natomiast triumf faszystów utwierdzał go w przekonaniu, że nie tylko należy powstrzymać międzynarodowy faszyzm, ale też że komunistów – mimo wszystkich ich wad – można by włączyć do obozu sojuszników. Stosunki Wielkiej Brytanii z krajem, gdzie zaczęła się druga wojna światowa w Europie i który stał się w ten sposób jej Pierwszym Sojusznikiem, miały swoje wzloty i upadki. Rozwijały się w kontekście wydarzeń przeszłych i bieżących. Narodziły się z upadku polityki ugodowej i ze wspólnej decyzji o konieczności podjęcia walki. Doprowadziły do prawdziwego braterstwa broni, zwłaszcza w latach 1940–1941, kiedy Wielka Brytania stanęła w obliczu takiej samej katastrofy narodowej, jaka wcześniej dotknęła Pierwszego Sojusznika. Przyniosły też atmosferę dużej sympatii, zwłaszcza wśród dyplomatów, administracji i personelu wojskowego po obu stronach – ludzi, którym przyszło pracować i walczyć pod ciężarem jarzma. Jednakże – jak w przypadku romansu nie mogącego trwać wiecznie – narastały problemy. Wielka Brytania znajdowała coraz więcej atrakcyjnych partnerów. Pierwszy Sojusznik dołączył do wciąż rosnącej grupy klientów i pełnych nadziei petentów. Nie został porzucony, ale miał wszelkie prawo, aby się czuć coraz bardziej zaniedbywanym. Pod koniec roku 1944 można już było mówić o nieoficjalnej separacji. Formalny rozwód nastąpił dopiero w lipcu 1945 roku.


56

P R Z E D P O W S TA N I E M

Podczas kampanii wrześniowej 1939 roku, gdy hitlerowskie Niemcy i Związek Sowiecki zaatakowały Pierwszego Sojusznika, słabość obozu aliantów ujawniła się z całą bezwzględnością. Mimo deklaracji o wypowiedzeniu wojny, ani Francja, ani Wielka Brytania nie uznały za stosowne okazać jakichkolwiek oznak zapału. Pierwszy Sojusznik musiał sam stawić czoło wrogom. Samoloty RAF-u zrzucały na Berlin ulotki nawołujące hitlerowców do zaprzestania działań. Armia francuska przekroczyła zachodnią granicę Niemiec, aby sprawdzić, jaka będzie reakcja, ale przeszedłszy niecałe dziesięć kilometrów, dostała się pod niemiecki ostrzał i szybko się wycofała. Skomplikowane procedury związane z mobilizacją oznaczały, że obietnic Gamelina nie da się dotrzymać. Podczas francusko-brytyjskich rozmów sztabowych 12 września nie było starszych rangą przedstawicieli Pierwszego Sojusznika. Postanowiono wówczas, że nie można podjąć żadnej poważniejszej akcji. Sprawa była przesądzona. Los Pierwszego Sojusznika został przypieczętowany. Walki trwały pięć tygodni. Kolumna niemieckich czołgów dotarła na przedmieścia Warszawy 8 września; ponawiane niemieckie doniesienia przynosiły nieprawdziwą wiadomość, że obrońcy skapitulowali. Ale Pierwszy Sojusznik do 28 września stawiał opór bezlitosnemu oblężeniu z lądu i powietrza. W trzecim tygodniu września dzięki gwałtownemu kontratakowi na terenach leżących na zachód od Stolicy zadano Niemcom poważne straty; 17 września zażarte potyczki na granicy zatrzymały pochód Armii Czerwonej, zanim sowieckie wojska zalały niebronione obszary na wschodzie. W Brześciu Litewskim odbyła się hitlerowsko-sowiecka parada zwycięstwa, ale Stolica wciąż się trzymała. Ostatnia bitwa skończyła się 5 października na bagnach za Bugiem. Niemcy stracili łącznie około 60 000 żołnierzy zabitych i rannych; Pierwszy Sojusznik – około 200 000, Sowieci około 11 500–13 000. Z tła wybijają się dwa obrazy. Pierwszy to wizerunek otoczonego oddziału kawalerii szarżującego na czołgi w desperackiej próbie ucieczki. Na drugim widać kilka połatanych plastrem opatrunkowym polskich samolotów, które wyruszają w ostatni lot tej kampanii13. Kampania wrześniowa przyniosła nieoczekiwane poważne konsekwencje o charakterze dyplomatycznym. Z niejakim opóźnieniem brytyjski rząd

13

Zob. Steve Zaloga, Victor Madej, The Polish Campaign 1939, New York 1985, s. 156; Czesław Grzelak, Dziennik sowieckiej agresji. Wrzesień 1939, Warszawa 1994, s. 38; Adam Zamoyski, Zapomniane dywizjony. Losy lotników polskich, tłum. Tomasz Kubikowski, London 1995, s. 45. Zob. też Nicholas Bethell, Zwycięska wojna Hitlera. Wrzesień 1939, tłum. Jan Zygmunt Bielski, Warszawa 1997.


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

57

wyjaśnił, w jaki sposób pojmuje swoje zobowiązania. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, naciskane przez ambasadora Pierwszego Sojusznika w Londynie hrabiego Edwarda Raczyńskiego, wyjaśniło, że zawartej w traktacie z 25 sierpnia klauzuli dotyczącej wspólnych działań przeciwko atakowi ze strony „jednego z mocarstw europejskich” nie można interpretować jako odnoszącej się do ataku ze strony Związku Sowieckiego. Wyjaśniono także, że brytyjska gwarancja obejmuje tylko suwerenny status sojusznika, natomiast nie dotyczy jego granic. Innymi słowy, nawet gdyby hitlerowskie Niemcy zostały pokonane, Pierwszy Sojusznik nie mógł oczekiwać żadnej pomocy w pełnym odzyskaniu swego przedwojennego statusu i terytorium. Gdyby układ był odwrotny (ale nie był!), Pierwszy Sojusznik mógłby oświadczyć, że w pełni popiera powojenną rekonstrukcję Wielkiej Brytanii, natomiast niekoniecznie włączenie w jej granice Szkocji. Niecna sofistyka, jaką zastosowali przy tej okazji brytyjscy dyplomaci, nie wróżyła dobrze na przyszłość14. Jednak, jak ujawniono pod koniec wojny, tajny protokół do tego układu mówił nie tylko o suwerenności, ale i o nienaruszalności granic. Dalszym istotnym wydarzeniem po kampanii wrześniowej było podpisanie 28 września niemiecko-sowieckiego traktatu o przyjaźni, współpracy i granicach, który zastąpił wcześniejsze tajne protokoły paktu Ribbentrop– Mołotow. Na mocy tego traktatu podzielono terytorium Pierwszego Sojusznika na dwie części, ustalając nieco zmodyfikowaną granicę między strefą niemiecką na zachodzie a strefą sowiecką na wschodzie. Przez cały czas wojny Sowieci rościli sobie prawo do tej granicy, nazwanej „granicą pokoju”. Hitlerowska i sowiecka propaganda miały odtąd obowiązek przedstawiać Hitlera i Stalina jako pełnych wzajemnego podziwu przyjaciół i usuwać wszelkie wzmianki, które mogłyby wskazywać na brak zgody między nimi. Aparaty bezpieczeństwa Rzeszy i Związku Sowieckiego zobowiązano do współpracy w zwalczaniu wszelkich prób przywrócenia Pierwszego Sojusznika do życia. Himmlerowi i Berii wręczono umowę o joint venture. Ostatni ambasador Wielkiej Brytanii w przedwojennej Polsce, sir Howard Kennard, wyrażał w swoim ostatnim raporcie pragnienie, aby „cały 14

Kiedy ambasador Edward Raczyński (1891–1993) oficjalnie poinformował brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych 18 września o sowieckiej agresji przeciwko Polsce, natychmiast usłyszał, że „sojusz brytyjsko-polski dotyczy Niemiec, a nie Rosji” (Public Record Office (National Archives, Londyn), copy Foreign Office, 371/23103/18). Edward Raczyński nie wspomina o tej rozmowie w swoich wspomnieniach (W sojuszniczym Londynie. Dziennik ambasadora... 1939–1945, Londyn 1960), natomiast obszernie o niej pisze – przytaczając tłumaczenia brytyjskich dokumentów – Jerzy Łojek (Agresja 17 września. Studium aspektów politycznych, Warszawa 1990, s. 116–121, 187–191).


58

P R Z E D P O W S TA N I E M

naród polski miał po zakończeniu wojny prawo do niepodległego istnienia”. Można by ten sentyment uznać za przejaw pewnej rutyny. Wówczas wydał się funkcjonariuszom brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych tak wątpliwy w tonie, że go nie opublikowano. Brytyjski urzędnik, Frank Roberts, zauważył: „Nie widzę większych perspektyw, aby ta część polskiego narodu, która znalazła się na terenach przejętych przez Rosję, kiedykolwiek miała na to szansę”15. Tak więc od samego początku Wielka Brytania udzielała Pierwszemu Sojusznikowi poparcia, o którym trudno byłoby twierdzić, że jest pełne. Dla większości spośród półtora miliona personelu wojskowego zmobilizowanego przez Pierwszego Sojusznika wojna już się skończyła. Ale wielu uniknęło śmierci lub niewoli i żyło dalej, aby walczyć. Przybrali fałszywe nazwiska, ukryli się w lasach lub egzystowali bez rozgłosu na wsi, czekając na stosowną chwilę. Prawie wszyscy używali pseudonimów. Na przykład pułkownik Tadeusz Komorowski (1895–1966), który był zawodowym oficerem kawalerii w armii austriackiej i kierownikiem polskiej ekipy jeździeckiej, która zdobyła srebrny medal na zawodach jeździeckich podczas olimpiady w Berlinie w 1936 roku, we wrześniu 1939 był zastępcą dowódcy brygady kawalerii. Doskonale mówił po niemiecku i potrafił się wymknąć zarówno niemieckiej policji wojskowej, jak i oddziałom Gestapo; mieszkał – używając różnych fałszywych nazwisk – w Krakowie i w Warszawie. W odpowiednim czasie miał się pojawić na scenie wydarzeń jako generał „Bór”. Pułkownik Tadeusz Pełczyński (1892–1985), w czasie pierwszej wojny światowej żołnierz Legionów Piłsudskiego, we wrześniu 1939 roku dowodził piechotą dywizyjną 19. Dywizji Piechoty. Potem znano go jako generała „Grzegorza”, ale używał też innych pseudonimów: „Adam”, „Alois”, „Robak” i „Wolf ”. Podpułkownik Antoni Chruściel (1895–1960), który odznaczył się zarówno w latach 1914–1918, jak i w roku 1939, jako dowódca 82. Pułku Piechoty Strzelców Syberyjskich, został później wzięty do niewoli. Po zwolnieniu z obozu jenieckiego używał pseudonimów: „Adam”, „Cięciwa”, „Dozorca”, „Konar”, „Madej”, „Nurt”, „Ryż”, „Sokół” i „X”, a wreszcie pojawił się jako generał „Monter”. Podpułkownik Leopold Okulicki (1898–1946) był oficerem w Sztabie Głównym; to właśnie on w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku osobiście odbierał od jednostek na linii frontu potok meldunków donoszących o rozpoczętej bez zapowiedzi inwazji Wehrmachtu. Potem brał udział w obronie Warszawy. W czasie oku-

15

Frank Roberts, rozmowa z autorem, Uniwersytet Londyński, 4 lipca 1984.


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

59

pacji używał nazwisk „Jan Mrówka” i „Johan Müller”, ale większość wojennych towarzyszy znała go tylko jako „pana Jana”, „Kobrę”, „Kulę”, „Sępa” lub „Termita”. W odpowiednim czasie miał zostać sławnym generałem „Niedźwiadkiem”. Podpułkownik August Emil Fieldorf (1895–1953) w kampanii z roku 1939 dowodził 51. Pułkiem Piechoty Strzelców Kresowych. Znano go jako „Lutyka”, „Maja”, „Sylwestra”, „Walusia” lub „Wellera”, ale ostatecznie przyjął pseudonim generał „Nil”. Wszyscy oni służyli niegdyś w wojsku austriackim lub w Legionach Piłsudskiego i uczestniczyli w wojnie polsko-bolszewickiej w latach 1919–1920. Udział w wojennym ruchu oporu był dla nich po prostu patriotycznym obowiązkiem i dalszym ciągiem kariery16. Ludzie Zachodu pamiętają owe siedem czy osiem miesięcy z przełomu lat 1939/1940 jako phoney war („dziwną wojnę”) – okres bezczynności na froncie zachodnim. Ale wojna na wschodzie nie miała w sobie nic z udawania. Zarówno Hitler, jak i Stalin bardzo aktywnie dokonywali swoich podbojów. Na przykład kampania sowiecka w Finlandii rozpoczęła się wkrótce po zakończeniu kampanii wrześniowej. Skończyła się dopiero w przeddzień następnego wielkiego przedsięwzięcia Hitlera. Wobec tego perspektywa Zachodu była jak zawsze dość stronnicza i dość myląca. Konsekwencje dla Pierwszego Sojusznika były niewyobrażalne. Jego kraj został pochłonięty, ludność dostała się do niewoli, rząd odłączono od narodu. Strefę hitlerowską podzielono na dwie części. Część położoną na zachodzie i na północy wcielono bezpośrednio do Rzeszy i wypędzono z niej cały „rasowo niepożądany element” – głównie Słowian i Żydów. Część wschodnią przekształcono w odrębne i pozbawione wszelkich praw Generalgouvernement, nazywane także „Gestapoland” lub „Gangster Gau”. Strefa sowiecka została oficjalnie przyłączona do Związku Sowieckiego, ale oddzielono ją kordonem i wprowadzono osobną administrację. Tereny północne, przemianowane na Zachodnią Białoruś, wcielono do Socjalistycznej Republiki Białorusi. Obszary południowe, nazwane teraz Zachodnią Ukrainą, weszły w skład Socjalistycznej Republiki Ukrainy. Nikt z okupantów nie okazywał szarym ludziom żadnych względów i nie miał poszanowania dla ludzkiego

16

Tadeusz „Bór”-Komorowski, autor wspomnień Armia Podziemna (Londyn 1951 i następne wydania); Tadeusz Pełczyński „Grzegorz”, po wojnie przewodniczący komitetu redakcyjnego wielotomowego wydawnictwa źródłowego Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945, wydawanego w Londynie; August Emil Fieldorf „Nil” zob. Maria Fieldorf, Leszek Zachuta, Generał „Nil” August Emil Fieldorf. Fakty, dokumenty, relacje, Warszawa 1993.


60

P R Z E D P O W S TA N I E M

życia. Wehrmacht chronił jeńców oficerów przed SS i wysyłał ich do regularnych obozów jenieckich na terenie Niemiec. Wielu szeregowych żołnierzy uwolniono. Armia Czerwona także odłączała oficerów od żołnierzy. Obie strony poddały całą ludność procedurom policyjnym, po czym zaszeregowano ją do różnych kategorii, zdefiniowanych na podstawie zasad ideologicznych. Hitlerowcy stosowali system pseudorasistowski, który polegał na oddzielaniu germańskich „Aryjczyków” od „podludzi”, czyli Słowian i Żydów; wprowadzono też wiele bardziej szczegółowych podziałów: na górze listy znaleźli się Reichsdeutsche, a na samym dole – osoby czysto żydowskiego pochodzenia. Natomiast Sowieci stosowali system pseudospołeczny, w którym polityczna i etniczna dyskryminacja przeważała nad wszelkimi próbami rzeczywistej analizy społecznej, a drzwi do jedynej klasy panów otwierała legitymacja partii komunistycznej. Wszystkich uznano za obywateli sowieckich. Rosjanie i inni Słowianie wschodni byli lepiej traktowani, podobnie jak tak zwani robotnicy i chłopi. Do eliminacji przeznaczono dwadzieścia jeden kategorii „wrogów ludu” – od gajowych i filatelistów przez „burżuazyjnych” polityków po wszystkich urzędników państwowych, prywatnych przedsiębiorców i przywódców religijnych. W owych pierwszych miesiącach hitlerowcy rozstrzelali w ramach tak zwanych akcji odwetowych około 50 000 cywilów, około 15 000 przywódców politycznych i religijnych oraz około 2000 Żydów. Ponadto we wszystkich większych miastach utworzyli getta przeznaczone dla ludności żydowskiej. Założyli też kilka obozów koncentracyjnych – w tym obóz Auschwitz w Oświęcimiu dla osób podejrzanych politycznie – zamykając w nich dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi, z księżmi włącznie. Sowieci mieli lepsze przygotowanie. NKWD produkowało ogromne listy nazwisk i adresów osób do natychmiastowego aresztowania. Sowiecki system obozów koncentracyjnych, czyli GUŁag, działał już od dwudziestu lat. Podczas tamtej pierwszej zimy rozpoczęto ogromną operację deportacji; objęto nią w latach 1940–1941 łącznie być może nawet około 1 800 000 ludzi, których kierowano albo do obozów na obszarach arktycznych, albo na przymusową zsyłkę do Azji Środkowej. Po upływie roku połowa z nich nie żyła. W zgodzie z normalną sowiecką praktyką, do odległych obozów wywożono całe rodziny skazanych na łagry, z których wielu miało już nigdy nie wrócić. Około 15 000 oficerów wojska i policji, głównie rezerwistów, przekazano w ręce NKWD i po kilkumiesięcznym śledztwie zamordowano z zimną krwią. Z oczywistych powodów Pierwszy Sojusznik z najwyższym zainteresowaniem śledził wydarzenia w Finlandii. Podziw dla Finów, których maleńka armia radziła sobie z największą siłą militarną na świecie, łączył się z ros-


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

61

nącym podnieceniem wobec perspektywy interwencji mocarstw zachodnich. Gdyby tak się stało, to Wielka Brytania i Francja – podobnie jak Pierwszy Sojusznik – byłyby równocześnie w stanie wojny zarówno z Trzecią Rzeszą, jak i ze Związkiem Sowieckim. Przez pewien czas wydawało się, że jest to bliska perspektywa. Po usunięciu Związku Sowieckiego ze swego grona w grudniu 1939 roku Liga Narodów wezwała swoich członków do udzielenia pomocy Finlandii. Wielka Brytania i Francja zaczęły szykować siły ekspedycyjne; Pierwszego Sojusznika poproszono o włączenie do nich Brygady Strzelców złożonej z 5000 żołnierzy rekrutujących się spośród oddziałów, które już dotarły na Zachód. Rozważano możliwość uderzenia na północną Norwegię, co przyniosłoby podwójną korzyść: dostęp do Finlandii i kontrolę nad eksportem cennej rudy ze Szwecji. Samoloty Brytyjczyków z wymalowanymi na skrzydłach fińskimi znakami stały już na lotniskach pod Londynem, kiedy 12 marca 1940 roku Finowie postanowili uniknąć dalszych strat i zawrzeć pokój. Akcję ekspedycyjną odwołano. Pierwszy Sojusznik znalazł się w niezwykłej sytuacji: z jednej strony uzyskał pełne poparcie w walce przeciwko niemieckiemu ciemięzcy, z drugiej zaś – ignorowano jego walkę przeciwko ciemięzcy sowieckiemu. W okresie „dziwnej wojny” nastąpiły trzy wydarzenia, które miały dla Pierwszego Sojusznika ogromne znaczenie. Po pierwsze, ponad 100 000 żołnierzy, którzy walczyli w kampanii wrześniowej, a potem zbiegli do Rumunii i na Węgry, rozpoczęło niebezpieczną podróż przez Bałkany i rejon Morza Śródziemnego do południowej Francji i posiadłości francuskich – na przykład do Syrii. Pojawiali się tam małymi grupkami. Ale było ich na tyle dużo, że rozważano możliwość ponownego utworzenia wojsk sojuszniczych pod dowództwem operacyjnym Francuzów. Po drugie, rząd Pierwszego Sojusznika, na żądanie Niemiec internowany w Rumunii, podał się do dymisji, umożliwiając w ten sposób powołanie nowych władz we Francji, z nowym prezydentem, nowym premierem, nowym rządem i nowym Naczelnym Wodzem oraz nową Radą Narodową. Zrekonstruowane władze miały siedzibę najpierw w hotelu Regina w Paryżu, a następnie w Angers. (Niemal profetycznie artykuł 24. Konstytucji kwietniowej z 1935 roku uprawniał prezydenta do mianowania w nieprzewidzianych okolicznościach swojego następcy). Po trzecie, podziemny ruch oporu Służba Zwycięstwu Polski (SZP), zainicjowany już dzień przed kapitulacją Stolicy we wrześniu 1939 roku, został teraz skutecznie podporządkowany nowemu rządowi emigracyjnemu. Zastąpił go Związek Walki Zbrojnej (ZWZ), który podlegał rozkazom nowego Naczelnego Wodza i uznawał decyzje podejmowane przez nowe władze. Stanowił integralną część sił zbrojnych Pierwszego Sojusznika.


62

P R Z E D P O W S TA N I E M

Zmiany polityczne z lat 1939–1940 przywróciły Pierwszemu Sojusznikowi pozycję pełnoprawnego członka koalicji demokratycznej. Przedwojenny rząd sanacyjny był w najlepszym razie półdemokracją, ponieważ zdominował go element wojskowy o coraz bardziej nacjonalistycznym nachyleniu i ponieważ systematycznie nękał i wykluczał swoich przeciwników politycznych. Ponadto całkowicie się skompromitował w wyniku katastrofy z 1939 roku, którą wielu przypisywało odmowie utworzenia wielopartyjnego rządu jedności narodowej. Wobec tego nadszedł teraz czas na włączenie wszystkich. Na czele zrekonstruowanego rządu emigracyjnego stanął – w roli premiera, a wkrótce także Naczelnego Wodza – generał Władysław Sikorski (1881–1943), wojskowy trzymający się z daleka od swoich dawnych towarzyszy i który wcześniej odgrywał istotną rolę w demokratycznej opozycji. Zarówno Rada Narodowa za granicą, pełniąca funkcję zastępczego parlamentu, jak i ciała polityczne związane z ZWZ w kraju działały na podstawie założenia, że wszystkie partie demokratyczne będą jednakowo uznawane. Głównymi partiami – w porządku odpowiadającym liczbie członków – były: Stronictwo Ludowe (SL), Polska Partia Socjalistyczna (PPS), Stronnictwo Narodowe (SN) oraz chrześcijańskodemokratyczne Stronnictwo Pracy (SP). Niezbyt duże ugrupowania – takie jak żydowski Bund – reprezentowały w pewnym stopniu interesy mniejszości. Dwa marginesowe ruchy polityczne, działające wprawdzie już przed wojną, ale często bez legitymacji prawnej, nie weszły do układu z okresu wojny. Skrajnie prawicowi faszyści (Obóz Narodowo-Radykalny – ONR), którzy z podziwem patrzyli na Włochy Mussoliniego, ale nienawidzili Niemiec Hitlera, nie cieszyli się zaufaniem demokratycznie nastawionych rodaków. Skrajnie lewicowi komuniści (Komunistyczna Partia Polski – KPP), którzy nigdy nie cieszyli się silnym poparciem, poróżnili się ze swoim głównym patronem. Partia, której wielu funkcjonariuszy przeniosło się w latach trzydziestych na terytorium sowieckie, wpadła w sidła stalinowskich czystek. Cały jej partyjny aktyw – około 5000 osób, kobiet i mężczyzn, w tym wielu Żydów – został w latach 1938–1939 wymordowany na rozkaz Stalina. W momencie wybuchu wojny nie istniał żaden spójny polski ruch komunistyczny. Wiosną 1940 roku, kiedy Hitler rozpoczął drugą rundę Blitzkriegu, zachodnie mocarstwa doświadczyły nieszczęścia podobnego do tego, które we wrześniu spotkało Pierwszego Sojusznika. Dania i Luksemburg skapitulowały po niecałych dwudziestu czterech godzinach; Holandia poddała się po pięciu dniach; Belgia – mimo pomocy Wielkiej Brytanii i Francji – po osiem-


I. ZACHODNIE

SOJUSZE

63

nastu dniach. Norwegia trzymała się przez dwa miesiące. W kampanii francuskiej trwającej sześć tygodni, od 10 maja do 22 czerwca, połączone wojska francuskie i brytyjskie okazały się jeszcze mniej skuteczne w odpieraniu ataków Wehrmachtu niż siły Pierwszego Sojusznika w odpieraniu połączonego ataku Wehrmachtu i Armii Czerwonej. 141 dywizji niemieckich miało przewagę nad 114 dywizjami francuskimi i brytyjskimi, które przeciwko nim wystawiono – stosunek wynosił 3 : 2. Jest to porównywalne z przewagą 3 : 1, jaką Niemcy mieli we wrześniu 1939, nie licząc udziału Sowietów. W roku 1940 siły niemieckie poniosły straty w wysokości 163 000 zabitych; w 1939 roku ich liczba wyniosła 60 000; straty po drugiej stronie obliczono na 300 000. Pod koniec walk z Dunkierki ewakuowano około 225 000 żołnierzy brytyjskich i około 115 000 żołnierzy francuskich i belgijskich, którzy stracili całą broń i wyposażenie. Ponad 2 000 000 żołnierzy dostało się do niewoli. W czasie katastrofalnych wydarzeń z 1940 roku wojska Pierwszego Sojusznika walczyły u boku Brytyjczyków i Francuzów. Samodzielną Brygadę Strzelców Podhalańskich wysłano do Narwiku na północy Norwegii, gdzie w akcjach bojowych uczestniczyły także trzy polskie okręty wojenne oraz trzy statki transportowe. W kampanii francuskiej brały udział trzy dywizje piechoty Pierwszego Sojusznika, brygada kawalerii pancernej i cztery dywizjony lotnicze. W Syrii utworzono Samodzielną Brygadę Strzelców Karpackich pod rozkazami Francuzów. Żołnierzy polskich we Francji wprowadzono do akcji bojowej dopiero w drugim tygodniu czerwca, już po otoczeniu Paryża. Natomiast lotnicy dokonywali cudów: zniszczono pięćdziesiąt jeden niemieckich samolotów, tracąc jedenastu pilotów. 19 czerwca Naczelny Wódz Sikorski zadecydował o prowadzeniu dalszej walki, mimo kapitulacji Francji, i wydał swoim ludziom rozkaz przedostania się do Wielkiej Brytanii. Około 80 000 żołnierzy podjęło próbę przeprawienia się przez Kanał, wyruszając głównie z Brestu i Bordeaux. Do Wielkiej Brytanii dotarła mniej więcej jedna trzecia. Francja pod rządami marszałka Pétaina zawarła pokój z Niemcami. Ale Pierwszy Sojusznik – idąc za przykładem Churchilla – odmówił. 3 lipca 1940 roku w algierskim porcie Mers-el-Kébir Królewska Marynarka Wojenna dokonała jednego z najbardziej okrutnych aktów wojennych, jakie zna historia. Wezwawszy flotę francuską do rozproszenia się lub do kapitulacji, brytyjskie okręty wojenne otworzyły ogień do nieruchomych celów, zatapiając kilka okrętów i zabijając około 1300 marynarzy. Żaden ze świadków tego pokazu traktowania byłych przyjaciół nie mógł mieć wątpliwości, że Brytyjczycy nie żartują.


SPIS

TREŚCI

Przedmowa do wydania polskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Od tłumaczki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

7 21

TO 8 DE 1 503/XXX/999 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

25

CZĘŚĆ PIERWSZA PRZED POWSTANIEM VIII. Zachodnie sojusze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  VIII. Okupacja niemiecka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  VIII. Podejścia od wschodu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  IIIV. Opór . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

43 111 171 229

CZĘŚĆ DRUGA POWSTANIE IIIV. Powstanie Warszawskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Wybuch . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Impas . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Wyczerpanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Połączenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Finale . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

327 327 374 442 480 525

CZĘŚĆ TRZECIA PO POWSTANIU IIVI. Vae victis: biada zwyciężonym, 1944–1945 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  IVII. Represje stalinowskie, 1945–1956 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  VIII. Echa Powstania, 1956–2000 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Raport przejściowy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

561 663 761 829

Dodatki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

851

Indeks osób . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

911

Spis ilustracji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Spis „kapsułek” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  Spis Dodatków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

943 953 957


Inne książki Normana Daviesa wydane w Znaku: Zaginione królestwa Boże Igrzysko. Historia Polski Europa. Rozprawa historyka z historią

NORMAN

Norman Davies urodził się w 1939 roku w Bolton w północnej Anglii. Studiował w Oksfordzie, Grenoble, Perugii i Sussex. Doktorat uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez lata związany ze School of Slavonic and East European Studies przy Uniwersytecie w Londynie. Wykładał na najważniejszych światowych uniwersytetach: Cambridge, Columbii, McGill, Hokkaido, Stanfordzie, Harvardzie, w Adelajdzie i Oksfordzie. Od 1997 roku jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Historycznego. Obecnie jako professor emeritus Uniwersytetu w Oksfordzie poświęca swój czas na pisanie książek. Norman Davies przez Polaków został uhonorowany m.in. Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta. Jest honorowym obywatelem Krakowa, Wrocławia, Lublina i Warszawy. Otrzymał doktoraty honoris causa uniwersytetów: Jagiellońskiego, Gdańskiego, Marii Curie-Skłodowskiej i Warszawskiego. Jest honorowym członkiem Związku Powstańców Warszawskich.

Powstanie Warszawskie to jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń drugiej wojny światowej, w którym ogniskują się historyczne konflikty tamtego czasu. Chociaż z różnych powodów na Zachodzie i na Wschodzie starano się o Powstaniu zapomnieć – jego skutki były trwałe, a jego echa brzmią po dzień dzisiejszy. Historyczne znaczenie Powstania w związku z siłami działającymi w obrębie antyhitlerowskiej koalicji lepiej widać dziś, z perspektywy czasu. „Decyzję o stworzeniu głębszego studium o Powstaniu podjąłem dopiero pod sam koniec lat dziewięćdziesiątych – pisze Autor w przedmowie. – Wyglądało bowiem na to, że – mimo dziesięciolecia, które minęło od upadku komunizmu – nikt nie kwapi się, aby przedstawić nową wizję Powstania w jego szerszym kontekście. Dostępnych było wiele nowych materiałów, pamiętników i dokumentów; zniknęły też dawniejsze ograniczenia. A mimo to nie pracowano nad żadną nową ogólną syntezą”. Davies umieścił historię Powstania na obszernym tle zdarzeń od 1939 do 1956 roku, rozszerzając narrację do czasów współczesnych. „Ostatecznie zdecydowałem – pisze – że podstawowe pytanie, jakie należy postawić, brzmi nie »dlaczego powstańcy nie zdołali osiągnąć swoich celów?«, lecz »dlaczego w ciągu dwóch miesięcy wahań i deliberacji zwycięscy alianci nie zorganizowali pomocy?«”.

DAVIES POWSTANIE

Największy bestseller Normana Daviesa!

N O R M A N

DAVIES POWSTANIE

„O piątej, tak jak było umówione, we wszystkich dzielnicach miasta rozpętało się piekło. Główne placówki Niemców zostały zaatakowane przez grupy młodych śmiałków z biało-czerwonymi opaskami na ramionach. Ludność cywilna znajdowała się jeszcze na ulicach. Niektórzy dostali się w krzyżowy ogień i na zawsze odcięto ich od rodzinnych domów. Wkrótce na szczycie Prudentialu, najwyższego budynku z mieście, powiewał już biało-czerwony sztandar. Zdobyto niemieckie magazyny żywności i umundurowania na Stawkach, gmach PKO i hotel Victoria przy ulicy Jasnej, budynek Sądu Apelacyjnego na placu Krasińskich, gmach Dyrekcji Kolei na Pradze. Straty wraz z rozstrzelanymi przekroczyły 2000 ludzi. Podobne straty ponieśli alianci podczas desantu na plażach Normandii”.

Smok wawelski nad Tamizą. Eseje, polemiki, wywiady Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego. Vratislavia – Breslau – Wrocław (współautor: Roger Moorhouse) Jak powstało „Powstanie ’44” Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920

Cena detal. 79,90 zł

Europa – między Wschodem a Zachodem Europa walczy. 1939–1945. Nie takie proste zwycięstwo Wyspy. Historia

Davies_Powstanie 44_2012_obw.indd 1

2012-07-31 10:00:41


Powstanie '44