Issuu on Google+

Niezwykła historia najbardziej odznaczonego plutonu US Army


ALEX KERSHAW

PLUTON BOHATEROWIE W ARDENACH

Tłumaczenie

ANNA SAK

Kraków 2011


Dedykowane weteranom Ardenów, a także tym, którzy oddali życie za zwycięstwo nad Trzecią Rzeszą


Spis treści

Podziękowania | 9 Spis żołnierzy plutonu rozpoznawczo-zwiadowczego 394. pułku 99. Dywizji Piechoty w bitwie o Ardeny | 11

część pierwsza. straż nad renem Rozdział 1. Wilczy Szaniec | 17 Rozdział 2. Camp Maxey | 22 Rozdział 3. Wacht am Rhein | 41 Rozdział 4. Widmowy front | 51 Rozdział 5. Żołnierze-cienie | 68

część druga. bitwa pod lanzerath Rozdział 6. Sturm! | 87 Rozdział 7. Ostatni zachód słońca | 113 Rozdział 8. Café Scholzen | 126 Rozdział 9. Strach | 133

7


Spis treści

część trzecia. wojna za drutami Rozdział 10. Goście Trzeciej Rzeszy | 159 Rozdział 11. Stalagi | 176 Rozdział 12. Rzeka | 195 Rozdział 13. Grupa bojowa Bauma | 211 Rozdział 14. Ostatnie dni Rzeszy | 227

część czwarta. ostatnie bitwy Rozdział 15. Moosburg | 239 Rozdział 16. Lato ’45 | 258 Rozdział 17. Sprawiedliwość | 265 Rozdział 18. Spotkanie po latach | 271

Lista odznaczeń | 287

Bibliografia | 289 Indeks nazwisk | 295 Źródła ilustracji | 299


Rozdział 6

sturm!

Las w Ardenach – 16 grudnia 1944 były wczesne godziny ranne 16 grudnia 1944 roku. Pobliskie sosny uginały się pod ciężarem śniegu. Blondwłosy dwudziestopięcioletni niemiecki żołnierz, weteran walk w Normandii i pod Monte Cassino, sierżant Vinz Kuhlbach, włączył latarkę. Snop jaskrawego światła przesuwał się po przerażonych, ziemistych twarzach osiemdziesięciu kilku żołnierzy z 1. kompanii 9. pułku 3. Dywizji Strzelców Spadochronowych. Wielu młodych niemieckich spadochroniarzy trzęsło się z zimna; niektórzy przytupywali, żeby nie nabawić się odmrożeń. Dowódca kompanii przekazał wcześniej Kuhlbachowi zapieczętowaną kopertę. W środku znajdował się jeden z najważniejszych rozkazów w historii Trzeciej Rzeszy. Kuhlbach rozpieczętował kopertę i zaczął czytać na głos : „Rozkaz numer 54, datowany 16 grudnia 1944. Odezwa Głównodowodzącego Sił Zachód. Żołnierze, wasza godzina nadeszła! Dwie wielkie armie ruszają przeciwko siłom angielsko-amerykańskim. Nie muszę wam mówić nic więcej. Czujecie to sami. Ryzykujemy wszystkim. Bierzecie na swoje barki święty obowiązek, by dać z siebie wszystko i osiągnąć rzeczy przekraczające ludzkie możliwości dla naszej Ojczyzny i naszego Wodza”. 1. Charles Whiting, Death of a Division, New York 1980, s. 35. Cyt. za: Norbert Bączyk, Ar-

deny 1944–45, Warszawa 2004. 87


Część druga Bitwa pod Lanzerath

Rozkaz pochodził od feldmarszałka Gerda von Rundstedta, naczelnego dowódcy sił niemieckich na froncie zachodnim. Była godzina 5.30, gdy ciszę głębokiego lasu rozdarł huk ogromnych eksplozji. Niemieccy spadochroniarze zakryli sobie dłońmi uszy i podnieśli głowy – na horyzoncie raz po raz rozbłyskiwało światło. Wydawało się, że bez ustanku strzela każde działo na długości prawie stutrzydziestokilometrowego frontu. Niebo było jasne jak w dzień; ostrzał był najsilniejszy w sektorze spadochroniarzy, przydzielonym 6. Armii Pancernej Seppa Dietricha. Cisza Upiornego Zakątka została przerwana. „Było tak spokojnie, jak tylko może być na wzgórzach, gdzie delikatnie szeptały świerki poruszane lekkimi podmuchami wiatru, zrzucając tu i tam część leżącego na nich śnieżnego płaszcza – wspominał pewien niemiecki oficer artylerii. – Na czarnym niebie błyszczało kilka gwiazd, niska warstwa chmur wisiała na zachodzie. Nagle […] moździerze rozpoczęły swoją upiorną pieśń i stożki ognia wystrzeliły w stronę nieba. Grzmoty wypełniły powietrze, a ziemia trzęsła się od wybuchów. W pierwszej chwili zgłupiałem, ale po chwili nie mogłem już się opanować. Zacząłem tańczyć i śmiać się” . żołnierze plutonu padli na dno okopów, zasłaniając sobie dłońmi uszy. Większość spadających pocisków wybuchała w koronach drzew, rwąc las na strzępy. Śmiercionośne drewniane drzazgi i odłamki rozgrzanego metalu wzlatywały we wszystkich kierunkach. Jeden z pocisków trafił niemal bezpośrednio w stanowisko dowodzenia plutonu na zboczu wzgórza, skąd otwierał się widok na Lanzerath. Bouck przykucnął szybko. Zdawało się, że huk ostrzału przetacza się z jednej strony na drugą wzdłuż całej linii Zygfryda. Jeśli ostrzał ma być wstępem do niemieckiego kontrataku, myślał z obawą Kriz, to szykuje się wcale niemała potyczka. Bouck starał się zachować zimną krew. Przychodziło mu to łatwiej niż innym – jako jedyny spośród przerażonych żołnierzy na wzgórzu przetrwał już ciężki ostrzał artyleryjski. Kiedyś, podczas ćwiczeń w Camp Maxey, znalazł się przypadkiem na otwartej przestrzeni. Już gotował się na pewną śmierć, lecz jakimś sposobem udało mu się wyjść z ostrzału bez szwanku. Teraz miał nadzieję, że zadaszone ziemianki ochronią jego żołnierzy przed eksplodującymi drzewami. Mogło ich zabić tylko bezpośrednie 2. Michael Reynolds, Adiutant diabła. Jochen Peiper, dowódca wojsk pancernych, przeł. J. Jan-

kowska, Warszawa 2009, s. 86. 88


Rozdział 6 Sturm!

trafienie. Gdy jednak minuty zamieniły się w  godzinę, wszyscy zaczęli się zastanawiać, czy piekielna nawała kiedykolwiek ustanie. „Myśleliśmy, że to nigdy się nie skończy – wspominał jeden z żołnierzy Boucka. – Nie było w zasadzie ani chwili ciszy. Drzewa w całej okolicy zostały kompletnie unicestwione” . osiem kilometrów na północny zachód od Lanzerath, w kwaterze 394 pułku w Hünningen, Robert Lambert także czekał z dłońmi przytkniętymi do uszu na zakończenie nawały ogniowej. „Nie trzeba było długo czekać, aby szrapnele pozrywały większość naszych linii telefonicznych, czyniąc je bezużytecznymi – opowiadał. – Odtąd mogłem kontaktować się z moim plutonem w Lanzerath jedynie przez radio” . Gdy tylko huk ostrzału trochę przycichł, Lambert wybiegł po schodach z piwnicy do centrum dowodzenia. Napływały tam kolejne raporty o działaniach nieprzyjaciela w całym sektorze bronionym przez 99. Dywizję. Niemcy przypuścili zmasowane natarcie. Tłumy niewyraźnych postaci w  kombinezonach narciarskich przepływały przez zamglone lasy i brały z zaskoczenia odizolowane posterunki i kompanie liniowe. Szczególnie poważnie przedstawiała się sytuacja w sektorze 394. pułku: Lambert wiedział, że pułk jest bardzo rozproszony i  nie ma w  odwodach batalionu, który mógłby ruszyć z atakiem w miejscach, gdzie wróg przełamie opór . ostrzał widmowego frontu na całej jego długości trwał dziewięćdziesiąt minut. Po godzinie stał się najcięższą ciągłą nawałą artyleryjską, na jaką wystawiona została Armia Stanów Zjednoczonych w Europie. Jeden z niemieckich majorów obserwował z niemal nabożnym podziwem, jak artyleria bierze w kleszcze odcinki amerykańskiego frontu i wzmaga bombardowanie. „Zdawało się, że otwiera się ziemia. Kaskada żelaza i ognia spadała z ogłuszającym hukiem na pozycje nieprzyjaciela. My, starzy żołnierze, widzieliśmy niejeden potężny ostrzał, ale czegoś podobnego jeszcze nigdy” . Niemców takich jak on zapewniano, że amerykańskie żółtodzioby z 99. i  106. Dywizji wpadną w  taki popłoch, że albo uciekną, albo wybiegną 3. 4. 5. 6.

„Phoenix Gazette”, 30 września 1981. Lambert, raport o akcjach plutonu, prywatne archiwum Lyle’a Boucka. Ibid. Günther Holz, Panzerjäger 12 in the Battle of the Bulge, część 11, „Der Alte Kameraden”, nr 12, 1972. 89


Część druga Bitwa pod Lanzerath

z rękami do góry na widok pierwszych niemieckich spadochroniarzy. Niewielu odważy się stanąć i walczyć. Typowy Amerikaner w Ardenach to – według nazistowskiej propagandy  – żujący gumę, niezdyscyplinowany kundel i cykor. w ziemiance na zboczu nad Lanzerath sierżant George Redmond i szeregowy Louis Kalil tak się spocili ze strachu, że przestali odczuwać zimno. Kiedy ośmielili się zerknąć przez otwór strzelniczy, zobaczyli Lanzerath i pobliski krajobraz, podświetlone jakby ogromnymi reflektorami. „Wiedzieliśmy, że to nie żadna bagatelka – wspominał Redmond. – Ale wykombinowałem sobie, że jeśli zaszedłem już tak daleko, to wytrzymam do końca. Odchodzisz dopiero wtedy, kiedy przyjdzie twój czas” . Pociski nadlatywały nieprzerwanie. Na stanowisku dowodzenia 99. Dywizji na tyłach plutonu, na wieść o tym, że Niemcy mają w pobliżu tylko dwa działa artyleryjskie zaprzężone w konie, jeden z oficerów sztabowych krzyknął: „Chryste, oni chyba zajeżdżą te biedne konie na śmierć!” . wysunięty obserwator artylerii, sierżant Peter Gacki, słyszał ze swojego stanowiska w kamiennym domku w Lanzerath pociski spadające na podwórze domu. Poza tym jednak wioska nie ucierpiała w wyniku bezpośredniego ostrzału. Gacki przypuszczał, że Niemcy, którzy okupowali okolicę od 1940 roku, wiedzieli, iż mieszkańcy wsi nie będą wrogo nastawieni, i dlatego nie chcieli „robić jatki” . Przełożony Gackiego, porucznik Warren Springer, stojący kilkadziesiąt centymetrów dalej, nie miał już wątpliwości, że miejscowy cywil, którego zatrzymał kilka dni wcześniej, był rzeczywiście szpiegiem. Dlaczego pociski spadały tylko w okolicy stanowiska obserwacyjnego artylerii, a omijały Lanzerath? Wreszcie zapadła cisza. Ostrzał dobiegł końca. Była godzina 7.00 rano. Springer wyszedł po schodach z piwnicy na dwór. Ze zdziwieniem zauważył około pięćdziesięciopięcioosobową grupę żołnierzy należących do zespołu bojowego „x” batalionu niszczycieli czołgów. Właśnie przygotowywali się do wyjazdu, ponieważ otrzymali rozkaz przegrupowania w pobliskim mieście Manderfeld. 7. „Saddleback Valley News”, 28 października 1981. 8. Whiting, Death of a Division, s. 37. 9. Gacki, rozmowa z autorem.

90


Rozdział 6 Sturm!

– Co się dzieje? – spytał jednego z nich Springer. – Niemcy już tu są. Niech pan porucznik lepiej stąd zmyka, i to szybko . Bez niszczycieli czołgów Lanzerath będzie prawie bezbronne wobec ataku pancernego. Springer wrócił na pozycję i oznajmił żołnierzom, że oni także opuszczą wioskę, ale zostaną w okolicy. Przeniosą się na pozycje, skąd łatwiej będzie ostrzeliwać nacierających Niemców. Żołnierze prędko chwycili śpiwory i załadowali sprzęt na dżipa. Załoga jednego z ostatnich wyjeżdżających niszczycieli czołgów wskazała im pozycje plutonu nad wioską: jeśli Springer i jego ludzie zamierzają zostać, z tamtego miejsca można z powodzeniem kierować ostrzałem baterii. Springer wiedział już wcześniej, że pluton ulokował się w doskonałym punkcie obserwacyjnym. Polecił swojemu kierowcy, mechanikowi Willardowi Wibbenowi, wyruszyć drogą przez las w stronę pozycji plutonu, cokolwiek z niej zostało po ciężkim ostrzale. Zbocze i pobliski las poważnie ucierpiały. Niemieckie działa 155 mm wyrwały w ziemi dziury wielkości furgonetek, a drzewa zostały strzaskane w drzazgi. Duża część przykrytego śniegiem pastwiska schodzącego w dół ku Lanzerath była czarna od kordytu i ziemi, którą eksplozje wyrwały spod śniegu i rozsypały dokoła. pierwsze, co przyszło do głowy porucznikowi Lyle’owi Bouckowi, gdy oglądał obraz zniszczeń, to czy któryś z jego ludzi nie odniósł obrażeń. – Sierżancie Slape! – krzyknął . – Tutaj, sir – zgłosił się Slape. – Niech pan nie krzyczy, dudni mi w uszach! Powoli z ziemianek wyłonili się pozostali, oszołomieni, bladzi, przeklinający Niemców. Niektórzy rozcierali sobie uszy. Slape zażądał raportu o stanie plutonu. Odezwali się kolejno żołnierze z każdego okopu. Nikt nie został ranny, pozycje plutonu nie zostały uszkodzone, tak samo jak zamontowany na dżipie karabin maszynowy, który był najmniej chroniony. – Co teraz? – zapytał Slape. – Na razie się nie ruszamy – odparł Bouck . – Zapytam w kwaterze . Bouck próbował skontaktować się z dowództwem 1. batalionu przez telefon, ale łączność telefoniczna z kwaterą batalionu została przerwana. Zadzwonił więc do sztabu pułku w Hünningen. Połączono go z porucznikiem Edwardem Buegnerem, adiutantem Kriza. 10. 11. 12. 13.

Springer, rozmowa z autorem. Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 83. Ibid., s. 84. Bouck, rozmowa z autorem. 91


Część druga Bitwa pod Lanzerath

– Możemy się wycofać? – zapytał. – Jesteśmy odcięci. – Dywizja została ostrzelana na całej długości frontu – odparł Buegner. – Nie wiemy, co to ma znaczyć. – Więc co mamy robić? – zapytał Bouck . – Zostańcie, do czasu przyjścia nowych rozkazów . Bouck odłożył słuchawkę i powiadomił Slape’a, że do czasu otrzymania dalszych rozkazów zostają na miejscu. kilka kilometrów dalej sierżant Vinz Kuhlbach wydał swoim żołnierzom rozkaz do natarcia: „Sturm!” . Potężne reflektory rzucały snopy światła na chmury, dając efekt sztucznej księżycowej poświaty. Wielu żołnierzy Kuhlbacha służyło wcześniej w Luftwaffe. Przeniesiono ich do piechoty, ale nie zapewniono odpowiedniego szkolenia. Byli uzbrojeni w pistolety maszynowe typu Schmeisser oraz granaty karabinowe, lecz tylko nieliczni spośród nich kiedykolwiek używali ich w walce. Ludzie Kuhlbacha wyruszyli na Belgię i wkrótce weszli do opuszczonej wioski Hergesberg. Następnie przekroczyli linię Zygfryda i skierowali się w stronę Lanzerath. Kompanii Kuhlbacha towarzyszyło ponad pięciuset żołnierzy 9. pułku 3. Dywizji Strzelców Spadochronowych . Ich zadaniem było wymieść z Lanzerath i innych wiosek wszelki opór, aby Kampfgruppe Peipera mogła przetoczyć się przez nie bez przeszkód. trzej żołnierze boucka, odesłani przed niemieckim atakiem do kwatery pułkowej w Hünningen, byli zdeterminowani by powrócić do swoich towarzyszy. Carlos Fernandez, Vic Adams i Sam Oakley, kierowca plutonu, wyruszyli zatem z powrotem do Lanzerath. Zbliżając się do linii frontu, zauważyli grupę amerykańskich żołnierzy leżących na brzuchach po prawej stronie drogi, z karabinami wymierzonymi w stronę lasu po lewej stronie. – Spadajcie z tym dżipem, do cholery! – krzyknął jeden z nich. – Za tą drogą są szkopy!  Oakley skręcił gwałtownie i zawrócił samochód, wcisnął gaz i pomknął z powrotem do kwatery pułkowej w Hünningen, gdzie Fernandez niezwłocznie złożył raport pułkownikowi Rileyowi. Pułkownik był zszokowany, że 14. 15. 16. 17.

Ibid. Whiting, Death of a Division, s. 38. Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 84. Fernandez, pisemny raport z akcji plutonu, prywatne archiwum Lyle’a Boucka. 92


Rozdział 6 Sturm!

Niemcy przedarli się tak daleko w tak szybkim tempie. „Mieliśmy nadzieję, że to tylko akcja zwiadowcza [Niemców] – tłumaczył później Fernandez. – Strasznie się bałem o moich kolegów koło Lanzerath” . W kwaterze wywiadu Fernandez zastał majora Kriza i Roberta Lamberta w trakcie gorączkowych prób oceny skali i zasięgu niemieckiego natarcia. Znienacka do pokoju wpadł posłaniec z kompanii strzelców 1. batalionu, który wręczył Lambertowi przechwycony niemiecki dokument. Lambert przekazał go do ekspresowego tłumaczenia specjaliście od przesłuchiwania jeńców . Dokument zawierał rozkaz dzienny feldmarszałka von Rundstedta – ten sam, który przed świtem odczytał swoim żołnierzom Vinz Kuhlbach. Wynikało z niego jasno, iż mają do czynienia nie z niewielkim kontratakiem, lecz ze zmasowaną ofensywą Wehrmachtu, „której celem było wbić się klinem między siły alianckie i dotrzeć do samego morza” . Lambertowi przeszło przez myśl, że dokument może być fałszywy. Wygląd i treść wskazywały jednak na jego autentyczność. Lambert przekazał go Krizowi, a ten powiadomił Rileya . Riley rozkazał wszystkim strategicznie rozmieszczonym jednostkom utrzymać pozycje. 394. pułk musi za wszelką cenę próbować powstrzymać niemieckie natarcie. Utrzymanie skrzyżowania dróg w Lanzerath ma kluczowe znaczenie. Jeśli opór plutonu zostanie złamany, prawe skrzydło 99. Dywizji, już teraz poważnie osłabione, znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie . było kilka minut przed godziną 8.00 rano. Porucznik Lyle Bouck spojrzał przez lornetkę w południową stronę. Spodziewał się ataku wojsk z tamtego kierunku. Raptem dosłyszał odgłosy eksplozji i wymiany ognia na północy, w Losheimergraben. Po chwili dobiegł jego uszu warkot silników. Ibid. Lambert, pisemny raport o działaniach plutonu, prywatne archiwum Lyle’a Boucka. Ibid. Tego ranka dokument trafił do kwatery generała Bradleya, dzięki czemu alianci wcześnie uzyskali niezwykle istotny dowód skali ataku, a Bradley mógł natychmiast zaapelować do Eisenhowera o sprowadzenie na front możliwie jak największej liczby amerykańskich dywizji. Lambert napisze później: „Fakt, że 99. Dywizja przechwyciła ów dokument, miał historyczne znaczenie. Wiele lat później generał Omar Bradley, którego spotkałem na pokładzie samolotu z Los Angeles do Waszyngtonu, potwierdził w rozmowie ze mną, iż został poinformowany o zawartości tego dokumentu w samą porę”. Robert Lambert, pisemne sprawozdanie z działań plutonu, prywatne archiwum Lyle’a Boucka. 22. Lambert, pisemny raport z akcji plutonu, prywatne archiwum Lyle’a Boucka.

18. 19. 20. 21.

93


Część druga Bitwa pod Lanzerath

To niszczyciele czołgów z zespołu bojowego „x” toczyły się na północ, ku znajdującemu się tuż za wsią skrzyżowaniu. Patrzył, jak skręcają w lewo, w stronę Honsfeld. Więc jednak wyjeżdżają. Bouck był wściekły. Obiecali skontaktować się z nim w razie niemieckiego ataku, a teraz wyglądało na to, że biorą nogi za pas. – Psia kość. Jeśli nie mogą pożegnać się przez telefon, mogliby przynajmniej pomachać nam na do widzenia – stwierdził z przekąsem Bill James . Bouck podniósł słuchawkę radiostacji. Odezwał się major Kriz. – Jednostka niszczycieli wyjechała bez słowa – powiedział Bouck . – Słyszałem wystrzały na północy, w okolicy stanowisk 1. batalionu. Co mam zrobić? Odbiór. – Pojedźcie do wsi i zorganizujcie tam stanowisko obserwacyjne – rozkazał Kriz. – 1. batalion jest pod ciężkim ostrzałem. Jeśli dzieje się coś poważnego, będziemy musieli widzieć teren na południe od waszych pozycji. Bez odbioru . Bouck wezwał do siebie szeregowego Jamesa, sierżanta Slape’a i kaprala Johna Cregera. Creger i Slape mieli przygotować stanowisko obserwacyjne w domu, który zajmowali wcześniej żołnierze batalionu niszczycieli czołgów. Po drodze do Lanzerath spróbują ustalić, w którym miejscu przerwane zostały kable między domem i pozycjami plutonu. Bouck poprowadzi patrol, a potem wróci z Jamesem na pozycje. Creger był, podobnie jak Slape, oszczędny w słowach i stuprocentowo godzien zaufania. Bouck często widywał go uśmiechniętego, albo przynajmniej z ironicznym uśmieszkiem na ustach. Teraz Creger ze śmiertelną powagą szedł za Slape’em wzdłuż ogrodzenia przecinającego pole rozścielające się w kierunku Lanzerath. Szybko znaleźli miejsce, w którym kabel został przerwany, skręcili go i ruszyli dalej, przekonując się, że inne druty rozciągnięte między batalionem a Lanzerath także zostały zerwane . Ponieważ nie nadawały się do naprawienia, kontynuowali marsz w dół zbocza, do Lanzerath . tymczasem reszta plutonu czekała nerwowo na swoich pozycjach nad Lanzerath. Żołnierze także widzieli wyjazd niszczycieli czołgów i obawiali się, że jeśli się nie wycofają, bez trudu pokona ich pierwszy lepszy niemiecki 23. 24. 25. 26.

John Eisenhower, The Bitter Woods, New York 1969, s. 229. Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 88. Bouck, rozmowa z autorem. William Slape do Lyle’a Boucka, korespondencja, 7 września 1966. 94


Rozdział 6 Sturm!

oddział wspierany przez czołgi. Nie byli szkoleni do walki na statycznych pozycjach. Pozostawało mieć nadzieję, że Bouck po powrocie wystara się o rozkaz opuszczenia pozycji. Radiotelegrafista James Fort przysiadł na piętach w  swojej ziemiance. Przed kilkoma godzinami, tuż po zakończeniu nawały, przybiegł ze stanowiska dowodzenia Boucka i zaczął nadawać przez nadajnik radiowy scr-284 zamontowany na dżipie zaparkowanym kilka metrów za jego ziemianką . Wiedział, że w sytuacji gdy większość linii naziemnych została przecięta, komunikacja radiowa z Lambertem i innymi w kwaterze pułkowej w Hünningen może zdecydować o losie plutonu. Przy nadawaniu każdej wiadomości musiał korzystać ze specjalnego szyfru. Odpowiedzi były szyfrowane wedle tego samego schematu, aby utrudnić niemieckiemu wywiadowi ich przechwycenie. Fort miał nadzieję, że Niemcy nie złamali szyfru i nie odczytują jego wiadomości, odsyłając następnie fałszywe rozkazy. Łączność radiowa nie dawała pewności, czy Niemcy nie podsłuchują komunikatów. Fort pokręcił gałką radiostacji. Na zwykłej częstotliwości gruchnęła niemiecka muzyka wojskowa. Niemcy zagłuszali jego sygnały radiowe. Szybko włączył mniejszy nadajnik radiowy 393 i zaczął wystukiwać komunikat alfabetem Morse’a . Na zewnątrz zaczynało się rozwidniać. Świt nastał tego dnia w Ardenach tuż po godzinie 8.00 rano. niżej, w lanzerath, porucznik Bouck i ludzie z jego patrolu wbiegli do domu na północnym krańcu wsi i mogli teraz zobaczyć na własne oczy stare stanowisko niszczycieli czołgów. Sierżant Slape przygotował kabel do poprowadzenia nowej linii telefonicznej do pozycji plutonu. – Sprawdzę na górze – zaoferował szeregowy James . Bouck poszedł za nim. W pierwszym pokoju, do którego zajrzeli, krępy, mniej więcej trzydziestoletni cywil rozmawiał przez telefon po niemiecku . James doskoczył do niego i przycisnął mu do brzucha lufę karabinka automatycznego . Mężczyzna szybko podniósł ręce do góry, dygocząc ze strachu. – Poczęstować go kulką? – zapytał James. 27. 28. 29. 30. 31.

Fort, rozmowa z autorem. Ibid. Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 90. Bouck, rozmowa z autorem. Ibid. 95


Część druga Bitwa pod Lanzerath

– Nie! – krzyknął Bouck . Jeśli zastrzelą cywila, nic na tym nie zyskają. Bouck zapytał mężczyznę, co tu robi. Może daje Niemcom cynk? Mężczyzna stał przy oknie wychodzącym na wieś. Nie rozumiał po angielsku. – Faktycznie coś kombinuje – wywnioskował Bouck . – Ale puśćmy go. Nie mamy miejsca dla więźniów . – Raus mit dir! (Jazda!) – zwrócił się do mężczyzny . James odstąpił o krok, a mężczyzna wybiegł w pośpiechu, minął stojącego u podestu schodów Slape’a i umknął na ulicę. – Co tam się działo? – zawołał z dołu Slape. – Nic takiego, mieliśmy szpiega – odparł Bouck . – Szpiega? Pan porucznik żartuje, prawda? – Chodźcie na górę. Założycie tu z Cregerem stanowisko obserwacyjne . Bouck podszedł do okna i stanął w miejscu, gdzie przed chwilą stał mężczyzna. Wyjrzał przez okno – rzeczywiście, świetny punkt obserwacyjny. Było stąd doskonale widać strategiczną drogę biegnącą z południowego wschodu do Lanzerath. Bouck , który miał bardzo dobry wzrok, zobaczył nagle w oddali zbliżających się w stronę wsi niemieckich żołnierzy. – Niemcy! Ich hełmy wyglądały znajomo. Bouck przypomniał sobie, że widział je w podręczniku szkoleniowym. Byli to strzelcy spadochronowi, jedni z najlepszych komandosów w Trzeciej Rzeszy. – Ty i Creger – zwrócił się Bouck do Slape’a – zostaniecie tutaj. Zadzwonicie i poinformujecie mnie, co robią. Może się zatrzymają, a może pójdą dalej. Dacie mi znać . Bouck i James zbiegli po schodach i popędzili na pozycje, rozwijając po drodze kabel telefoniczny. W ciągu kilku minut między żołnierzami w  okopach rozeszła się wiadomość, że wprost na nich zmierzają setki Niemców. na obrzeżach lanzerath przemarsz Niemców obserwował szesnastoletni Adolf Schur. Nawałę artyleryjską przeczekał z rodziną w piwnicy. Gdy tylko ustała, pognał na górę, ciekaw, co się może wydarzyć. W świetle 32. 33. 34. 35.

Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 90. Bouck, rozmowa z autorem. Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 90, 91. Bouck, rozmowa z autorem. 96


Rozdział 6 Sturm!

poranka zobaczył, jak niszczyciele czołgów opuszczają swoje pozycje, wlokąc za sobą działa artyleryjskie. Jego obawy, że zbliżają się Niemcy , teraz się potwierdzały. szeregowy creger podszedł do okna w domu zajmowanym wcześniej przez żołnierzy batalionu niszczycieli czołgów i wyjrzał na zewnątrz. Ulicą maszerował przynajmniej pluton niemieckich strzelców spadochronowych. Broń mieli przewieszoną przez ramię – widocznie nie spodziewali się spotkania z Amerykanami. Z drugiej strony musieli wiedzieć, że Amerykanie jeszcze przed paroma minutami zajmowali Lanzerath. Czyżby belgijski szpieg uprzedził ich telefonicznie, że niszczyciele schodzą z pozycji? Slape pokręcił korbką plutonowego telefonu w ciężkiej skórzanej walizce. – Niemcy… już są. – Spadajcie stamtąd, do cholery! – krzyknął do słuchawki Bouck . – Postaram się sprowadzić pomoc . – Przebiegnijcie przez drogę i spróbujcie im pomóc – krzyknął Bouck do Robinsona, McGehee i Silvoli w najbardziej wysuniętym okopie . Popędzili we trójkę w stronę Lanzerath, ale gdy zbliżyli się do drogi, zorientowali się, że Niemcy obstawili wjazd do wioski. Z obu stron nadciągało jeszcze więcej żołnierzy. Niebawem zamkną ich w okrążeniu. W tej sytuacji postanowili udać się po wsparcie do odległej o pięć kilometrów kwatery 1. batalionu w Losheimergraben. Żołnierze szli na północ, a zbity, zamarznięty śnieg skrzypiał im pod butami. Jim Silvola z Minnesoty niósł nieporęczny karabin maszynowy Browning m1918 (bar). Nagle znaleźli się na skraju stromego przekopu kolejowego. Linia kolejowa biegła ze wschodu na zachód do stacji Buchholz przez lasy otaczające Lanzerath. Wąwóz miał głębokość sześćdziesięciu metrów, a jego ściany w niektórych miejscach były prawie pionowe. Pobliski most został wysadzony, dlatego Robinson i jego towarzysze zeszli na dno przekopu i zaczęli wspinać się po przeciwległej ścianie. Właśnie wtedy, kawałek dalej, spostrzegli idących po torach niemieckich żołnierzy. Niemcy otworzyli ogień. Silvola i jego koledzy prędko ukryli się między sosnami rosnącymi wzdłuż przekopu. Niemcy, należący do 27. pułku fizylierów, próbowali oskrzydlić 1. batalion pod Losheimergraben. Mieli na sobie maskujące białe kombinezony 36. Charles MacDonald, A Time for Trumpets, New York 1985, s. 176. 37. Bouck, rozmowa z autorem. 38. Ibid.

97


Część druga Bitwa pod Lanzerath

narciarskie. „Sądząc z tego, jak beztrosko sobie szli w naszym kierunku, musieli myśleć, że już nie żyjemy – wspominał Robinson. – A myśmy się pochowali w zaroślach i zabawili w Indian” . Niemcy otworzyli ogień. Robinson odpowiedział z m-1, a Silvola puścił serię z bar-u, trafiając przynajmniej jednego Niemca. Potem rozległ się trzask wystrzałów z pistoletów Schmeisser i niemieckich lekkich karabinów maszynowych. Robinson krzyknął z bólu i osunął się na ziemię; został poważnie ranny w prawą łydkę. Krew trysnęła na śnieg. Silvola prażył ogniem z bar-u, gdy raptem poczuł rozdzierający ból w okolicach łopatki. Strzelał dalej, z kulą w ramieniu, dopóki nie wyczerpała mu się amunicja. Dopiero wtedy, stękając z bólu, wypuścił z rąk karabin. Kapral McGehee, który grał kiedyś w uniwersyteckiej drużynie futbolowej z Luizjany, przybiegł mu na pomoc. Niemcy głośnym wrzaskiem żądali od Amerykanów kapitulacji. McGehee podniósł ręce do góry. Robinson miał osiem tabletek sulfamidu, które wydawano każdemu żołnierzowi. Sulfamid opóźniał wywiązanie się zakażenia. Robinson wiedział, że niemieccy żołnierze nie dostawali tego medykamentu; była to jedna z pierwszych rzeczy, jakie konfiskowali wziętym do niewoli Amerykanom. „Brało się po jednej dziennie i popijało dużą ilością wody – wspominał. – Wiedziałem, że Niemcy od razu mi je wezmą, więc zażyłem wszystkie osiem naraz. A że nie było wody, porządnie pojadłem sobie śniegu” . Niemcy zbliżyli się ostrożnie i pozbierali swoich rannych. Jeden z Niemców powiedział Robinsonowi, że jest Amerykaninem i że mieszkał w Detroit aż do piętnastego roku życia, kiedy to jego rodzice przenieśli się z powrotem do Vaterlandu. „W niemieckiej armii służyło wielu takich jak on, ale nie ufano im za bardzo – opowiadał Robinson. – Powiedział mi, że chce wrócić do Ameryki i że ma zamiar się poddać, jak tylko uda mu się podejść dość blisko do amerykańskich pozycji” . Silvola, Robinson i McGehee zostali wzięci do niewoli przez 27. pułk fizylierów wchodzący w skład 12. Dywizji Grenadierów Ludowych . Przed zmrokiem dołączą do kolumny setek innych oszołomionych, rannych Amerykanów z 99. Dywizji.

39. 40. 41. 42.

„Knoxville News-Sentinel”, 27 września 1981. Ibid. Ibid. Byers et al., Dauntless…, s. 107. 98


Rozdział 6 Sturm!

tymczasem niemcy przystąpili do przeszukiwania domów w Lanzerath. Creger i Slape raptem usłyszeli łomot. Niemcy próbowali wyważyć drzwi wejściowe kopniakami. Sierżant Slape pobiegł na strych, ale Creger zdążył tylko ukryć się za drzwiami. Niemiec pchnął drzwi; Creger przycisnął plecy mocniej do ściany, wyjął z kieszeni kurtki granat ręczny, wyciągnął zawleczkę i przygotował m-1 . „Pomyślałem, że jeśli wejdą, pójdziemy do piekła wszyscy razem” – wspominał Creger . Klamka wbijała mu się w żebra. Pomyślał, że Niemcy na pewno słyszą jego walące serce. Przez kilkadziesiąt niemiłosiernie długich sekund słuchał ostrych, gardłowych przekleństw Niemców przeszukujących izbę. Dach nad głową Slape’a przeszyły kule. Inni żołnierze plutonu dostrzegli ze swoich pozycji nad wioską, jak Niemcy wchodzili do budynku, i otworzyli ogień . Niemcy natychmiast wybiegli na podwórze. Creger odetchnął z ulgą i włożył zawleczkę z powrotem . Potem obaj ze Slape’em wybiegli tylnymi drzwiami i popędzili do najbliższego schronu – obory – gdzie ukryli się za stojącym w pomieszczeniu bydłem . „Zauważyłem na górze stryszek na siano – relacjonował później Creger. – Chwyciłem drzwiczki i podciągnąłem się na rękach, żeby zajrzeć do środka. Był tam Niemiec. Przeszukiwał strych. Opuściłem się z powrotem na dół, starając się nie wystraszyć krów, następnie przeczołgałem się pod brzuchem krowy i wybiegłem [ze Slape’em] przez tylne drzwi. Drałowałem przez pole na złamanie karku i dopiero po kilkuset metrach zdałem sobie sprawę, że jestem trzy czwarte drogi w głąb pola minowego. Wydostałem się stamtąd i dałem nura w las, przystanąłem dla nabrania oddechu, a potem zatoczyłem koło, szukając drogi” . Slape i Creger dotarli do skraju lasu. „Teraz musieliśmy przebiec pole – opowiadał Slape. – Strzelano do nas z lewej strony, ale chyba byliśmy poza zasięgiem karabinów, albo też Niemcy nie umieli strzelać, bo tylko śnieg pryskał nam w twarze” .

43. 44. 45. 46. 47. 48. 49.

John Creger sen. do Lyle’a Boucka, rozmowa, 11 lutego 1967. Ibid. Bill Slape do Lyle’a Boucka, rozmowa, 7 września 1966. Creger jr., rozmowa z autorem. Ibid. John Creger sen. do Lyle’a Boucka, rozmowa, 11 lutego 1967. Bill Slape do Lyle’a Boucka, rozmowa, 7 września 1966. 99


Część druga Bitwa pod Lanzerath

Udało się im przebiec przez pole, ale na skraju kolejnego lasu natrafili na niemiecki patrol. Otworzyli ogień. „Wyeliminowaliśmy ich bez trudu – wspominał Slape. – Trzech czy czterech Niemców z bronią automatyczną” . Gnali co tchu po chrzęszczącym śniegu, zbliżając się coraz bardziej do drogi, która dzieliła ich od stanowiska plutonu. Tymczasem Lyle Bouck i starszy szeregowy Milosevich też biegli w stronę drogi, wykorzystując gęstwinę młodych drzewek jako osłonę. Raptem w lesie po drugiej stronie drogi zauważyli Slape’a i Cregera. – Tutaj! – zawołał Bouck . Slape wybiegł na drogę. Posypał się grad kul z niemieckich karabinów, między innymi mg-42. Slape padł na ziemię. „Chryste, dostał” – pomyślał Bouck . Ale Slape prędko się podniósł i przedostał na drugą stronę. Teraz kolej na Cregera. Przebiegł bez draśnięcia. – Oooooo, Boże – zawył Slape, chwytając się za pierś. – Nie postrzelili mnie. Poślizgnąłem się na lodzie i upadłem na klatę . Slape złamał sobie mostek i żebro. Obejrzał podeszwę swojego buta: odstrzelili mu obcas . – Co pan, do diabła, tutaj robi? – wydyszał Slape. – Nie mogłem się was doczekać – odparł Bouck . – Wysłałem po was Silvolę, „Popa” i McGehee. Wiecie, gdzie oni są? – Nie widziałem ich. Zmywajmy się stąd. – Możemy zrobić zasadzkę – podsunął Milosevich. – Mam granaty. – Nie ma mowy – odparł Slape. – Kropną nas . – Spadamy – zarządził Bouck . Powrót na pozycje zabrał im kilka minut. Bouck zajął miejsce obok szeregowego Billa Jamesa na stanowisku dowodzenia. Wziął lornetkę i popatrzył przez otwór strzelniczy ziemianki. W oddali widać było kolejnych strzelców spadochronowych zbliżających się do Lanzerath. „Kurna, gdzie oni skakali?” – pomyślał Bouck . Nie słychać było żadnych samolotów.

50. 51. 52. 53. 54. 55. 56.

Ibid. Bouck, rozmowa z autorem. Ibid. Ibid. Bill Slape do Lyle’a Boucka, rozmowa, 7 września 1966. Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 93. Milosevich, rozmowa z autorem. 100


Rozdział 6 Sturm!

„Czyżby się pośpieszyli i wylądowali nie tam, gdzie trzeba?” . Niemcy wkrótce weszli w zasięg ich karabinów. Bouck wziął słuchawkę i jeszcze raz zadzwonił do sztabu pułku. Niemcy zmierzają na Lanzerath. Może ich być nawet pięciuset. Będzie potrzebował wsparcia artyleryjskiego. Natychmiast. Rozmówca stwierdził, że Bouck chyba ma halucynacje. – Do cholery! – nie wytrzymał Bouck . – Myślicie, że nie wiem, co widzę? Mam dobry wzrok. Ściągnijcie artylerię, całą, jaką tylko macie, i ostrzelajcie drogę na południe od Lanzerath. Z tamtej strony zbliża się kolumna szwabów . Bouck czekał z niepokojem, lecz nie dosłyszał ryku „poczty wychodzącej” – jak Amerykanie nazywali swój ostrzał artyleryjski. Jego pluton był poza strefą 99. Dywizji, poza strefą swojego pułku, a nawet v Korpusu. Wsparcie artylerii było rozpaczliwie potrzebne na całym widmowym froncie i kierowano je najpierw do wyznaczonych rejonów w obrębie stref. Bouck ponownie zatelefonował do sztabu. Co ma zrobić – zostać czy się wycofać? – Zostajecie! – usłyszał . – Macie się utrzymać za wszelką cenę . szesnastoletni adolf schur widział ze swojego domu Niemców w cętkowanych mundurach, zmierzających do wsi w dwóch szeregach, po obu stronach szosy. Znienacka dwóch z nich odłączyło się od kolumny i wbiegło do domu Adolfa. Znaleźli tam pozostawione przez jednostkę niszczycieli czołgów amerykańskie racje, które matka Adolfa oszczędzała na Święta. Niemcy chwycili pudełka z żywnością i pobiegli z powrotem do swojej kolumny . tymczasem na stanowisku plutonu Lyle Bouck i jego żołnierze obserwowali nadciągającą kolumnę z palcami na spustach i potem kroplącym się na czołach. Bouck polecił plutonowi nie otwierać ognia, póki nie da znaku Bouck, rozmowa z autorem. Eisenhower, The Bitter Woods, s. 230. Bouck, rozmowa z autorem. Rozkaz utrzymania pozycji za wszelką cenę rozzłościł niektórych żołnierzy plutonu, nikt jednak nie odmówił jego wykonania. Szeregowy McConnell był jednym z tych, którzy sądzili, że pluton zostanie unicestwiony, ale przygotował m1 i granaty, starając się nie tracić panowania nad sobą. „Uważałem, że to idiotyczny rozkaz. Było nas tam tylko osiemnastu. Chcieli nas poświęcić, to pewne. To był durny, przeklęty rozkaz. »Trzymać się za wszelką cenę« – wobec tylu Niemców!”. Joseph McConnell, rozmowa z autorem. 61. MacDonald, A Time for Trumpets, s. 176. 57. 58. 59. 60.

101


Część druga Bitwa pod Lanzerath

ręką. Widział teraz co najmniej dwustu pięćdziesięciu Niemców maszerujących drogą. Niewielka grupka przedefilowała mu przed samym nosem. – To musi być awangarda – powiedział Bouck Jamesowi. – Niech przejdą. Chcę dorwać główny korpus . Bouck wkrótce zauważył oficera, który wyglądał na dowódcę niemieckich oddziałów. Każdy żołnierz plutonu obrał cel. Sierżant Slape wziął na muszkę oficera. Raptem z jednego z domów wybiegła jasnowłosa, może trzynastoletnia dziewczynka. Szeregowy Bill James szybko wziął ją na celownik i położył palec na spuście, gotów pociągnąć, tak jak uczono go na szkoleniu. Ale dziewczynka przypomniała mu jedną z jego dwóch młodszych sióstr w White Plains w stanie Nowy Jork. Rozluźnił chwyt . Bouck ciągle trzymał rękę w górze. Widział, jak dziewczynka pokazała na niego palcem. Wyglądało na to, że ostrzegała Niemców przed żołnierzami wroga. Bouck także się zawahał – nie chciał, żeby dziewczynka zginęła. Raptem jeden z Niemców wrzasnął jakąś komendę, a kolumna strzelców spadochronowych dała nura do rowów po obu stronach szosy. – Ognia! – zakrzyknął Bouck i opuścił rękę . Amerykanie trafili paru Niemców przyczajonych w rowach, ale marna to była pociecha: szansa urządzenia zasadzki przepadła, a Niemcy znali już ich pozycje. Chwilę później na tyły ziemianki Boucka zajechał dżip, z którego wyskoczył porucznik Warren Springer i jego trzyosobowa jednostka obserwatorów artylerii. Tylko czy zdołają im pomóc?  Bouck przydzielił Springera, Gackiego i Wibbena do okopu wraz z radiotelegrafistą Fortem. Gałązki odstrzelone przez niemieckie kule sypały się z pobliskich drzew. Gacki, Wibben i Springer zajęli miejsca w okopie. Trzeci z obserwatorów, Billy Queen, skoczył do okopu Josepha McConnella i odbezpieczył m-1. Łącznie z jednostką Springera, Bouck dysponował teraz zaledwie dwudziestoma dwoma żołnierzami naprzeciwko siłom wroga, które przewyższały ich liczebnie na oko co najmniej dwudziestokrotnie. To, czego nauczył się w Fort Benning i przez ostatnie tygodnie spędzone na patrolach, nie przygotowało go w najmniejszym stopniu do radzenia sobie z tak beznadziejną sytuacją. Tylu Niemców, prowadzonych przez doświadczonych dowódców 62. 63. 64. 65.

Bouck, rozmowa z autorem. Anna Tsakanikas, rozmowa z autorem. Bouck, rozmowa z autorem. Springer, rozmowa z autorem. 102


Rozdział 6 Sturm!

pododdziałów, szybko zdobędzie ich pozycje sprawnym ruchem oskrzydlającym i zabije, lub przynajmniej zrani większość żołnierzy pod komendą Boucka. Było około godziny 10.30. Milosevich patrzył z niedowierzaniem, jak Niemcy weszli na teren pastwiska i ruszyli w stronę przecinającego je ogrodzenia. „Poruszali się jak na niedzielnym spacerze – wspominał. – Domyślałem się, że dostaniemy łomot, więc postanowiłem chociaż pociągnąć za sobą w dół tylu, ile się dało” . Bouck też patrzył w zdumieniu, jak Niemcy łamią pierwszą zasadę walki: nie atakować – a już na pewno nie idąc przed siebie w zwartych grupach – statycznej pozycji bez jednoczesnego ruchu oskrzydlającego i możliwie jak największej osłony ogniowej. – Kiedy pierwsi [Niemcy] dobiegną do ogrodzenia – odezwał się Bouck – dam sygnał do otwarcia ognia . Niemcy nadbiegali, strzelając z biodra, aż pierwsi z nich dotarli do ogrodzenia. – Już! – krzyknął Bouck . Żołnierze plutonu wraz z obserwatorami artylerii otworzyli ogień. Bouck nie włączył się do ostrzału, za to skupił się na obmyślaniu następnego ruchu swojej jednostki . Kilka kroków dalej Bill James mierzył przez otwór strzelniczy i strzelał nadzwyczajnie celnie, powalając jednego Niemca za drugim. Przerywał tylko po to, żeby załadować do swojego m-1 magazynek z kolejnymi ośmioma nabojami. Potem pognał pod nieprzyjacielskim ogniem do karabinu maszynowego 12,7 mm zainstalowanego na dżipie i skierował siekący ogień na zbocze. „Najtrudniejsze było to, że miałem wtedy tylko dziewiętnaście lat – opowiadał po latach. – Te dzieciaki biegnące ku nam miały po osiemnaście, dziewiętnaście lat, tak samo jak ja. Nacierały butnie, wierząc święcie, że to będzie zabawa, a mój m-2 rozrywał ich na strzępy. Byli tak blisko mnie, że widziałem ich twarze, i było to tak bolesne, iż wmawiałem sobie na siłę, że to tylko ruchome cele” . Dwóch obserwatorów artylerii – Wibben i Gacki – nie nadążało z podawaniem jednemu z żołnierzy Boucka nabojów do karabinu m-1. „Ciągle 66. 67. 68. 69. 70.

Milosevich, rozmowa z autorem. Bouck, rozmowa z autorem. Ibid. Ibid. Nick Pappas, Affairs of Honor, „Greek Accent”, marzec 1981. 103


Część druga Bitwa pod Lanzerath

brakowało mu amunicji – opowiadał Gacki. – Robiliśmy swoje, a w przerwach ładowaliśmy dla niego magazynki. Opróżniał je migiem” . Tymczasem porucznik Warren Springer usiłował kierować ostrzałem swojej baterii artylerii, podając koordynaty przez radio scr-610 zamontowane w dżipie. Ostrożnie jak żółw wysuwał głowę, trzymając w ręce przedłużacz kabla telefonicznego, i krył się, kiedy go ostrzeliwano. Kilka pocisków spadło przy wjeździe do Lanzerath, ale nie zatrzymało niemieckiego natarcia . Wtem dżip został trafiony – albo z karabinu maszynowego, albo odłamkiem z moździerza – i wyłączony z akcji. Springer usłyszał brzęk tłuczonego szkła: radio scr-610 rozpadło się na kawałki. Springer nie będzie już w stanie kierować ostrzałem. Ponieważ wszystkie linie naziemne zostały przerwane, odtąd pluton będzie łączył się ze światem tylko przez radiostacje scr-300 Boucka i Forta . niżej, na obrzeżach lanzerath,  starszy szeregowy Rudi Frühbeisser z niemieckiego 9. pułku piechoty 3. Dywizji Strzelców Spadochronowych ze zgrozą obserwował przebieg bitwy. „2. kompania przypuściła szturm na niewielki obszar lasu, trzysta metrów na lewo od drogi – wspominał. – W ataku zginęli plutonowy sierżant Karl Quator oraz kapral Fischer, a także szeregowi Rench, Roth i Heube. Dowódca plutonu został ranny” . Nagle szeregowy Joseph McConnell zauważył przez otwór strzelniczy swojej ziemianki jednego z towarzyszy Frühbeissera z pistoletem maszynowym. Otworzył ogień. Niemiec padł na ziemię. McConnell, trafiony w prawy bark, zrobił to samo . Sierżant Slape i starszy szeregowy Milosevich wciąż strzelali niemal nieprzerwanie ze swojej ziemianki mieszczącej się czterdzieści metrów dalej, przerywając tylko po to, żeby naładować broń. Slape wspominał to jako „jedno z najpiękniejszych pól rażenia”, jakie widział w życiu, „otwarte na przestrzał”. Żeby go dopaść, Niemcy musieli przez nie przejść . Gacki, rozmowa z autorem. Springer, rozmowa z autorem. Ibid. Hans Wijers, The Battle of the Bulge: The Losheim Gap, Doorway to the Meuse, wyd. własnym nakładem, 2002, s. 112. 75. „Phoenix Gazette”, 30 września 1981. 76. Teczka z wycinkami prasowymi wysłana do żołnierzy plutonu przez Departament Armii 30 listopada 1981, s. 1. 71. 72. 73. 74.

104


Rozdział 6 Sturm!

Nagle kula drasnęła Milosevicha w paznokieć. Wystrzelił znowu. Niemcy wydawali się obłąkani, albo przynajmniej naćpani – z całą pewnością postradali zmysły. Bo jaki był sens tego samobójczego ataku? Rzucali się na ziemię, widząc, jak ich koledzy padają jak muchy. Oficer albo sierżant krzyczał, że mają powstać i atakować. Gdy tylko spróbowali ruszyć naprzód, Slape i Milosevich kolejny raz powalali ich na ziemię . Potem wszystko ucichło. Wymiana ognia trwała może pół minuty . Prawie wszyscy atakujący zginęli lub odnieśli rany. Porucznik Lyle Bouck zauważył, że mimo minusowej temperatury jest spocony jak mysz. Gdy bitwa się już rozpoczęła, przestał odczuwać napięcie. Trudno było uwierzyć, że Niemcy nie ostrzelali stanowisk plutonu z dział, moździerzy, albo przynajmniej karabinów maszynowych. Bouck popatrzył na rozciągające się poniżej pole, usiane trupami, fragmentami ciał i krwawymi plamami: było tam „mnóstwo ludzkich szczątków” . Obraz rzezi nie napawał go przerażeniem. Zatrzymali Niemców. Spełnili swój obowiązek i wykonali rozkazy. – Sprawdź, czy mamy jakichś rannych – rozkazał Bouck Slape’owi. – Ja zajmę się prawą stroną, ty weź lewą . Przeszli wzdłuż okopów. Jedynym rannym był McConnell – kula z broni automatycznej tkwiła w jego obojczyku. Przynajmniej nie stracił przytomności; będzie walczył dalej. Zresztą i tak nie było w pobliżu sanitariuszy, którzy mogliby go opatrzyć i zabrać na tyły. tuż przed godziną 11.00 Niemcy przygotowali się do kolejnego ataku. Adolf Schur, jego brat Eric i ojciec Christoff obserwowali gromadzących się Niemców ze stodoły. W czasie pierwszej wojny światowej Christoff był doboszem w Wehrmachcie. – Teraz widzicie – powiedział synom – jak naprawdę wygląda wojna . Schurowie patrzyli, jak Niemcy po raz drugi atakują zbocze wzgórza. Gdy Niemcy dotarli do ogrodzenia, pluton wznowił ostrzał. Ogniem z karabinu 12,7 mm zamontowanego na dżipie prażył tym razem starszy szeregowy Milosevich. Kule, które potrafiły przebić blachę pancerną, używane przez tylnych strzelców na bombowcach b-17 do ostrzeliwania myśliwców, 77. 78. 79. 80. 81.

Milosevich, rozmowa z autorem. Bouck, rozmowa z autorem. Ibid. Ibid. MacDonald, A Time for Trumpets, s. 178. 105


Część druga Bitwa pod Lanzerath

wyrywały w ciałach Niemców kilkudziesięciocentymetrowe dziury. Karabin ten miał jednak zbyt wąskie pole rażenia i z nieruchomej pozycji na dżipie trudno było nim manewrować. Milosevich próbował zdjąć go ze statywu, lecz karabin tak się rozgrzał, że poparzył mu rękę, owinął ją więc chusteczką i jeszcze raz zajął stanowisko. Raptem dostrzegł z lewej strony niemieckiego komandosa, zaledwie parę metrów od ziemianki Lyle’a Boucka. Strzelił, a Niemiec runął na ziemię. Nieprzyjacielski ostrzał znienacka zrobił się wyjątkowo zaciekły. Milosevich postanowił skryć się w swojej ziemiance. Kilka metrów od niego pojawił się Niemiec z  ręcznym granatem trzonkowym, potocznie zwanym „tłuczkiem do kartofli”. Milosevich poszedł na całość i rozpruł Niemca na dwoje . Wrócił do ziemianki i ponowił ostrzał. Przywołał Slape’a, który dał nura do ziemianki, siniacząc sobie żebra. Niemcy nacierali dalej. Slape przejął karabin 12,7 mm. – Niech pan strzela seriami po trzy! – krzyknął Milosevich, wiedząc, że jeśli Slape będzie strzelał ogniem ciągłym, karabin się przegrzeje i wyczerpie się amunicja. – Nie dam rady! – odkrzyknął Slape. – Za dużo ich tutaj!  Slape siekł szerokim łukiem, powalając dziesiątki żołnierzy wroga. Milosevich zauważył, że masywny karabin zaczyna się dymić. Kiedy spojrzał w dół zbocza, zdawało mu się, że Niemcy przewyższali ich liczebnie co najmniej w proporcji stu do jednego, a wciąż napływali nowi . W ziemiance usytuowanej najdalej w prawo, Sam Jenkins i Robert Preston wyczerpali już amunicję do karabinu bar m1918 i używali teraz karabinów m-1. Jenkins nie mógł wyjść ze zdumienia, że Niemcy atakują ponownie bez wsparcia artylerii. Gdyby włączyli do akcji choć jeden czołg, natychmiast zmietliby ich ze wzgórza . Strzelał raz po raz, wiedząc, że trzeba przede wszystkim zdejmować Niemców, zanim znajdą się na tyle blisko, by mogli wrzucić granat przez otwór strzelniczy . Kawałek dalej szeregowy Louis Kalil nagle zauważył, że Niemcy rozpraszają się i próbują przedrzeć na skrzydła ich stanowiska. Niecały metr od Kalila sierżant George Redmond zerkał w celownik swojego m-1. 82. 83. 84. 85. 86.

Milosevich, rozmowa z autorem. Ibid. Ibid. Jenkins, rozmowa z autorem. Ibid. 106


Rozdział 6 Sturm!

Z lewej, w stronę ich ziemianki czołgał się po zmarzniętej ziemi niemiecki komandos. Zbliżył się na trzydzieści metrów do Kalila i Redmonda, szybko wycelował granatnik i wystrzelił. Był to wyśmienity strzał. Granat wpadł do ziemianki przez czterdziestopięciocentymetrowy otwór strzelniczy i trafił Kalila prosto w szczękę . Ale nie wybuchł. Pchnął go tylko na drugą stronę ziemianki, w stronę Redmonda. Kalil, na wpół ogłuszony, legł jak długi na ziemi. Redmond upuścił karabin, zgarnął trochę śniegu i natarł nim twarz Kalilowi, który krwawił obficie. Pod wpływem siły uderzenia część dolnych zębów wbiła mu się głęboko w podniebienie. Szczęka złamała mu się w trzech miejscach. Redmond posypał mu ranę proszkiem sulfamidowym, wyjął gazę z obydwu zestawów pierwszej pomocy i zajął się bandażowaniem mu twarzy. W apteczkach nie było morfiny, która uśmierzyłaby ból. Gdy minie szok, Kalil będzie cierpiał okrutne boleści. – Bardzo źle to wygląda? – zapytał Kalil. – E tam, nie najgorzej – odparł Redmond. – Ale przecież jestem cały we krwi. Nie może być dobrze. – Nie jest tak źle. – Dobra, wierzę ci. Wiedział, że Redmond stara się go pocieszyć. Czuł, że zęby wbite w podniebienie wrzynają mu się w język . Trwał zażarty bój. Ostrzał z broni ręcznej brzmiał jak szum w radiu podczas burzy, przypominał ciągłe, przenikliwe skwierczenie. Mimo strachu Redmondowi nie drżały palce, kiedy kończył bandażować Kalilowi szczękę. Zdawał sobie sprawę, że Niemcy lada chwila mogą wedrzeć się na ich pozycje. Jeżeli Kalil i Redmond chcą je utrzymać, muszą jak najprędzej wrócić na stanowiska. Redmond zawiązał końce bandaży na szczęce Kalila i ich spojrzenia się spotkały. – Nic się nie martw – szepnął. – Wiej stąd, jak tylko będziesz miał szansę – odparł Kalil. Redmond popatrzył na niego gniewnie. – Zostajemy tutaj. Obydwaj. – W porządku . 87. Kalil, rozmowa z autorem. 88. Ibid. 89. Ibid.

107


Część druga Bitwa pod Lanzerath

Redmond chwycił m-1 i zaczął strzelać. Kalil zwijał się z bólu, ale poszedł za jego przykładem i celował, używając jednego oka, w postacie, które ciągle wspinały się po zbryzganym krwią zboczu. W ziemiance było tak zimno, że Kalil czuł, jak krew zamarza mu na twarzy i tamuje krwotok. Ten przeklęty mróz choć raz mu się na coś przydał. Na pustyni z całą pewnością wykrwawiłby się na śmierć . niemiecki starszy szeregowy Rudi Frühbeisser znów obserwował bitwę z punktu u podnóża wzniesienia, obok wiejskiego domu. Widział rysujące się na śniegu sylwetki innych komandosów w cętkowanych uniformach, którzy nacierali na stanowiska plutonu Boucka i byli zdejmowani systematycznie, jeden po drugim. Trzecia kompania jego jednostki dostała rozkaz do ataku. Gdy ruszyła naprzód, Frühbeisser zobaczył, że jeden z dowódców plutonów zatoczył się i osunął na ziemię. Któryś z komandosów przewrócił go na plecy. – Dostał w głowę! Tuż obok zostało postrzelonych dwóch kaprali. Padł strzał z m-1. Kolejny żołnierz chwycił się za głowę i zwalił na ziemię, zabity na miejscu. – Dostał w głowę! Jeszcze jeden pocisk przeszył powietrze. – Dostał w głowę!  Wreszcie, wobec tak wzmożonego i celnego ostrzału, Niemcy cofnęli się za budynki gospodarskie na skraju wsi. Dochodziło południe. porucznik lyle bouck dostrzegł nagle ze swojej ziemianki Niemca, który szedł w górę zbocza z uniesioną białą flagą. Polecił swoim żołnierzom nie otwierać ognia. Niemiec prosił o czas na zebranie rannych ze zbocza. Bouck wyraził zgodę. Przez następną godzinę niemieccy sanitariusze znosili rannych ze wzgórza. Tymczasem pluton otrzymał kolejny przydział amunicji, a Slape zajrzał kolejno do każdej ziemianki, by sprawdzić, czy wszystko w porządku, i dodać żołnierzom otuchy. Milosevich patrzył na sanitariuszy krzątających się przy rannych. Niemieccy sanitariusze, noszący opaski na obu ramionach i duże białe tuniki 90. „South Bend Tribune”, 4 kwietnia 1979. 91. Rudi Frühbeisser, cyt. w: Wijers, The Battle of the Bulge, s. 114.

108


Rozdział 6 Sturm!

z olbrzymim wymalowanym z przodu i z tyłu czerwonym krzyżem, byli łatwi do rozpoznania – czego nie można było powiedzieć o ich amerykańskich odpowiednikach, z jedną i w dodatku często uwalaną błotem opaską na ramię. około godziny 14.00 Niemcy przygotowali się do kolejnego ataku. Było to niewiarygodne, kolejne frontalne natarcie, tym razem jednak z udziałem moździerzy i karabinów maszynowych. Pluton jeszcze raz przystąpił do ostrzału, a Niemcy znowu rozsypali się na wszystkie strony. Milosevich spostrzegł, że jeden z sanitariuszy opatruje niemieckiego żołnierza, który z pewnością był martwy, gdyż Milosevich przed chwilą własnoręcznie „podziurawił go na wylot” . Sanitariusz znajdował się w odległości niecałych trzydziestu metrów i wpatrywał się w ziemiankę Milosevicha i Slape’a, cały czas poruszając ustami. Chwilę później w pobliżu zaczęły spadać pociski z moździerzy. Milosevich był pewien, że to sanitariusz kieruje ostrzałem. Gdy Niemiec się odwrócił, Milosevich spostrzegł u jego pasa pistolet. Konwencja genewska zakazywała sanitariuszom noszenia broni. – Daj karabin – zwrócił się Milosevich do Slape’a. – Zastrzelę sukinsyna . Slape odmówił. Przecież mają przed sobą dużo innych Niemców. Milosevich wytłumaczył mu, że sanitariusz nadaje przez radio i kieruje ostrzałem z moździerzy. – Niech to, co za skur.... . Rozległy się trzy wystrzały. Sanitariusz padł martwy . Trochę później, w chwili wytchnienia od wymiany ognia, Milosevich znalazł dwie dziury po kulach w swojej kurtce. Cudem nie został nawet draśnięty . Nadeszła kolejna grupa Niemców. Milosevich ponownie chwycił karabinek. Była to istna rzeź. Czuł się, jakby strzelał do glinianych kaczek w wesołym miasteczku w rodzinnej Kalifornii. Slape jeszcze raz przeczołgał się do karabinu maszynowego 12,7 mm i przystąpił do ostrzału. Karabin znów szybko się przegrzał  i strzelał nawet wtedy, gdy Slape nie naciskał spustu. W końcu zamilkł . Lufa przepaliła się i lekko odgięła.

92. 93. 94. 95. 96. 97. 98.

Milosevich, rozmowa z autorem. Ibid. Rusiecki, The Key to the Bulge, s. 101. Milosevich, rozmowa z autorem. Astor, A Blood-Dimmed Tide, s. 107. Ibid. Ibid. 109


Część druga Bitwa pod Lanzerath

Niemcy dalej szturmowali wzgórze, strzelając z biodra. Wielu dosięgły z niewielkiej odległości pojedyncze strzały w serce czy głowę. Nikt nie przedostał się przez ogrodzenie z drutu. Niebawem piętrzył się za nim stos trupów . Wtem obserwator artylerii Billy Queen, stojący w ziemiance obok Josepha McConnella, krzyknął z bólu i z jękiem osunął się na ziemię. Z poważnej rany brzucha sączyła się krew. McConnell nie mógł nic dla niego zrobić – nie miał apteczki. Queen powoli tracił przytomność. Za godzinę będzie już martwy, a jego ciało zacznie zamarzać . Trzeci atak potrwał tylko kilka minut . Potem Niemcy znowu się wycofali. było już późne popołudnie i wszyscy wiedzieli, że długo nie wytrzymają. Większości zostało tylko kilka magazynków do m-1. Myśli Boucka krążyły teraz wokół pytania, czy i kiedy pluton opuści wreszcie pozycje. Sięgnął po słuchawkę przy radiostacji scr-300 i ponownie poprosił o wsparcie artyleryjskie i świeże rozkazy. W sztabie pułku w Hünningen Fernandez usłyszał przypadkiem głos Boucka rozmawiającego przez radio z  porucznikiem Buegnerem, adiutantem Kriza. Bouck mówił, że są otoczeni. W tle słychać było odgłosy wystrzałów. Wtem Bouck usłyszał potężny trzask przy uchu. Kula snajpera wytrąciła mu z ręki słuchawkę. Trafiona została też radiostacja. Bouck runął na ziemię .

99. Bouck, rozmowa z autorem. 100. Ciało Billy’ego Queena zostało tam, gdzie leżało. Zamarznięte zwłoki znaleziono kilka ty-

godni później, gdy Amerykanie odbili Lanzerath. Niektórzy twierdzą, że Queen został zabity strzałem w plecy po opuszczeniu ziemianki, w czasie próby ucieczki. Sugestia, jakoby Queen stracił życie w tak niechlubnych okolicznościach, budzi naturalny sprzeciw żyjących członków grupy obserwacyjnej artylerii. Joseph McConnell, który był w ziemiance z Queenem, wspomina: „Kazałem Queenowi się nie podnosić, ale on musiał zadrzeć głowę i popatrzeć, na co strzela. Nie potrafi ł inaczej. Wtedy został trafiony w klatkę piersiową. Powiadają, że strzelono mu w plecy. To jakieś brednie. Widziałem, jak umierał. Dostał w pierś i padł na ziemię”. Jego koledzy z grupy byli zdania, że Queen nigdy nie powinien był znaleźć się na wzgórzu, ani w ogóle w pobliżu pola walki. Sierżant Peter Gacki uważał, że Queen „nadawałby się lepiej gdzieś, gdzie mógłby zrobić użytek ze swojego wykształcenia. Był bardzo inteligentny, zawsze nosił przy sobie suwak logarytmiczny. Umiał rozwiązać każdą zagadkę, jaką mu zadałeś. Wydawał się taki niewinny, nosił okulary, miał kręcone włosy, był po prostu pyzatym, miłym facetem”. Joseph McConnell i Peter Gacki, rozmowy z autorem. 101. Bouck, rozmowa z autorem. 102. Ibid. 110


Rozdział 6 Sturm!

W ziemiance obok radiotelegrafista James Fort usłyszał, jak „kabelki wewnątrz pudełka radiostacji i wszystko inne pęka z hukiem” . Wyjrzał na zewnątrz i zobaczył Boucka rozciągniętego na śniegu obok dżipa. Po drugiej stronie, w Hünningen, Fernandez słyszał coraz bardziej donośny syk, a potem „odgłos jak z filmów… i nagle radio padło” . Fernandez bał się najgorszego – że Bouck i radiostacja zostali rozerwani na kawałki . Bouck ocknął się jednak po kilku sekundach. Otrząsnął się z odrętwienia i wstał. Powoli wrócił mu słuch. Kula, która uderzyła w nadajnik, eksplodowała zaledwie trzy centymetry od jego ucha. Rzucił okiem na radio – było zupełnie zniszczone. Bouck stracił ostatnią linię komunikacyjną. Nie będzie już rozkazów. Odtąd każdą decyzję będzie podejmował samodzielnie. Słaniając się na nogach, wrócił do ziemianki z mocnym postanowieniem, że obmyśli sposób zorganizowania odwrotu pod osłoną nocy. Tylko czy utrzymają się do zmroku? w sztabie pułku w Hünningen Fernandez natychmiast doniósł majorowi Krizowi o utracie łączności. Kriz jak najszybciej zorganizował ekspedycję ratunkową, ale niebawem stało się jasne, że zważywszy na skalę i szybkość niemieckiego ataku, dotarcie do Boucka i jego żołnierzy będzie niemożliwe. Cały 394. pułk był w podobnej sytuacji i rozpaczliwie walczył o utrzymanie pozycji. Już niedługo Kriz będzie miał większe zmartwienia niż los plutonu, batalionu, czy nawet pułku. W niebezpieczeństwie znalazła się cała 99. Dywizja, w sumie około piętnastu tysięcy ludzi. Nie był to lokalny kontratak mający na celu zakłócenie prób przedarcia się do zapór na rzece Roer. Kriz się nie pomylił: Niemcy w istocie szykowali się do zmasowanej ofensywy. Nie tylko Lyle Bouck , ale i wszyscy żołnierze dywizji z szachownicą w godle mieli coraz mniej czasu . osiem kilometrów od hünningen,  na obrzeżach granicznej wioski Losheim, przejazd swoich czołgów obserwował Jochen Peiper, dowódca pancerny z największą kolekcją medali w Trzeciej Rzeszy. PzKpfw v Panther niespodziewanie zdetonował minę i został wyłączony z akcji. Peiper gotował 103. 104. 105. 106.

Fort, rozmowa z autorem. Wycinek prasowy bez daty i tytułu z archiwum Lyle’a Boucka. Carlos Fernandez, pisemny raport z akcji plutonu, prywatne archiwum Lyle’a Boucka. „Daily Independent”, Nebraska 12 listopada 1979. 111


Część druga Bitwa pod Lanzerath

się ze złości, widząc, jak saperzy zaczynają usuwać miny blokujące drogę jego kolumnie. Jak na ironię, nie były to nawet miny amerykańskie – podłożyli je sami Niemcy, gdy w październiku wycofywali się na linię Zygfryda. Peiper miał już parę ładnych godzin spóźnienia. Jego Kampfgruppe znów ostrożnie posuwała się naprzód. Pięćset metrów na zachód od Losheim doszło do kolejnego wybuchu, gdy druga Pantera wjechała na pole minowe. Kolumna ruszyła dalej dopiero po zmroku. Na południowy wschód od wsi Merscheid, Grupa Peipera straciła pierwszego PzKpfw iv, również i tym razem z powodu miny . Kierowca Werner Sternebeck usłyszał detonację i poczuł, jak czołg podskoczył, a potem stanął. Prędko go opuścił i wskoczył do innego czołgu, wiedząc, że Peiper nie będzie tolerował najmniejszego opóźnienia . Peiper usłyszał po raz kolejny, że kolumna będzie znowu musiała zaczekać, aż trasa przejazdu zostanie oczyszczona. Jeśli straci więcej czasu, będzie musiał rozważyć, czy nie poświęcić części pojazdów półgąsienicowych, używając ich do detonowania min, by kolumna mogła posuwać się naprzód. Miał rozkaz dotrzeć do Mozy w ciągu dwudziestu czterech godzin, a tu dziesięć godzin po rozpoczęciu nawały artyleryjskiej znajdował się zaledwie kilka kilometrów za linią Zygfryda. 9. pułk strzelców spadochronowych powinien był do tego czasu oczyścić drogę do Honsfeld, a tymczasem wszystko wskazywało na to, że wciąż przebywał w Lanzerath. Co, na litość boską, oni tam jeszcze robili?

107. Wijers, The Battle of the Bulge, s. 168. 108. Ibid.


Alex Kershaw jak nikt inny potrafi przenieść czytelnika z wygodnego fotela wprost na linię frontu!

 Od kilku dni pada śnieg. Na obrzeżach belgijskiego miasteczka Lanzerath stacjonuje pluton amerykańskiej 99. Dywizji Piechoty. Osiemnastu młodych żołnierzy dopiero co ukończyło szkolenie i zostało wysłanych do Europy. Dostali jasny rozkaz: „Okopać się i czekać!”. Nic nie zapowiadało, by poranek 16 grudnia 1944 roku był początkiem największej bitwy, jaką podczas drugiej wojny światowej stoczyła amerykańska armia. O godzinie 5.30 rozpoczął się potężny ostrzał artyleryjski, a niespełna trzy godziny później do walki ruszyły elitarne jednostki pancerne i spadochronowe Wehrmachtu oraz SS. Dowodzony przez dwudziestolatka pluton do ostatniego naboju bohatersko odpierał ataki przeważających sił nieprzyjaciela. Najgorsze było jednak dopiero przed nimi.

Cena detal. 44,90 zł


Pluton