Issuu on Google+


abp Mieczysław Mokrzycki Brygida Grysiak

Miejsce

dla każdego

Opowieść o świętości

Jana Pawła II

Wydawnictwo Znak

Kraków 2013


BOŻE NARODZENIE


Każdego roku na Boże Narodzenie cieszył się jak dziecko. Sprawdzał, jak idą prace przy szopce na placu Świętego Piotra. Wysyłał świąteczne kartki do najbliższych. Wyczekiwał górali z Polski, którzy do Watykanu przywozili nie tylko świerki i swojską kiełbasę. Przywozili siano na wigilijny stół. I to „coś”, za czym Jan Paweł II tak bardzo tęsknił. Kawałek domu, ukochanych Tatr, kolędowania na góralską nutę. Śniegu z Podhala przywieźć mu nie mogli. Ksiądz arcybiskup Mieczysław Mokrzycki, dziś arcybiskup Lwowa, przez dziewięć ostatnich lat życia Jana Pawła II służył u jego boku jako drugi sekretarz. Ze wzruszeniem wspomina każdą Wigilię w Watykanie. Przedświąteczną krzątaninę w kuchni, zapach świerków, które stały w każdym pokoju. Kuchenne taborety dostawiane do stołu, tak żeby wszyscy 12


goście mogli się przy nim pomieścić. I wieczory kolęd. Codziennie, aż do Trzech Króli. Stuletni śpiewnik, który spieszył z pomocą wszystkim tym, którym spieszyć musiał. Bo Jan Paweł II pomocy nie potrzebował. On zawsze kolędował z pamięci. Dziś niewielu uświadamia sobie, że Papież Polak chciał zainaugurować swój pontyfikat właśnie w  Betlejem, w  Grocie Narodzenia. Wspominał o  tym podczas pierwszej pasterki w Watykanie. Nie udało się. Do Betlejem pielgrzymował ponad dwadzieścia lat później, w Roku Jubileuszowym. „Drogi, które podjąłem – mówił wtedy – doprowadziły mnie do tego miejsca i  do tajemnicy, którą ono głosi”. A  zaczęło się na placu Świętego Piotra od słów powtarzanych przez pokolenia: „Nie lękajcie się!” – tych samych, które prawie dwa tysiące lat wcześniej usłyszeli od anioła betlejemscy pasterze: „Nie lękajcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel”. Papież powtarza za aniołem: „Nie lękajcie się!”. I prosi: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Jakby chciał powiedzieć: niech wasze serca będą jak ta betlejemska stajenka. Dla małego Jezusa i wszystkich tych, których inni przyjąć nie chcieli. Niech Bóg nigdy nie będzie bezdomny. Jan Paweł II przez lata uczył nas, że Boże Narodzenie to więcej, niż nam się wydaje. Więcej niż dwanaście dań na wigilijnym stole. I więcej niż góra prezentów pod choinką. W papieskich apartamentach prezentów pod choinką nie było wcale. Jak wspomina arcybiskup Mokrzycki, wieczerza też nie składała się z dwunastu dań. Ale za to czuć było, że w tym domu naprawdę na kogoś się czeka. A kiedy 13


Jan Paweł II wypatrywał na niebie pierwszej gwiazdki, to nie dlatego że był zdziecinniałym staruszkiem, który miał z  tego frajdę. Tylko  dlatego, że ta gwiazdka jest symbolem innej gwiazdy – tej, która pokazywała drogę do Betlejem. Skoro ją widać, to znaczy, że Jezus już niedługo się narodzi. „W tym Dziecięciu – Synu, który został nam dany – mówił Papież – znajdujemy wytchnienie dla naszych dusz i prawdziwy chleb, który nigdy się nie kończy”. Każdego roku po pasterce przenosił figurkę Jezusa z  bazyliki Świętego Piotra do żłóbka w  szopce zbudowanej na placu. W  tym czułym geście była troska nie tyle o sam gest, ile o maleńkiego Boga, który – choć wielki – stał się bezdomny, bo nikt Go do domu przyjąć nie chciał. „Swoi Go nie przyjęli”. Wszystko, co mówił i robił Jan Paweł II w czasie Adwentu i Bożego Narodzenia, było po to, żeby swoi Go jednak przyjęli. Żebyśmy Go przyjęli. W Boże Narodzenie i każdego dnia. Bo przecież On „już przyszedł, (...) przyjdzie i (...) nieustannie przychodzi”.


Adwent w Watykanie, czyli jak Jan Paweł II „prostował ścieżki”

rzez cały Adwent Ojciec Święty jadł mniej niż zwykle. Przy śniadaniu rezygnował z  wędlin. Arcybiskup Mokrzycki wspomina, że ten papieski adwentowy post był dla niego zaskoczeniem. Przecież był już stary, schorowany – mówi. Nie musiał tego robić. Inni nie robili. A on jednak w taki symboliczny sposób chciał pokazać Panu Bogu, jak bardzo jest dla niego ważny. I  jak bardzo czeka na Jego Syna. Było w  tym coś wzruszającego. „Wiara bez uczynków jest martwa” – powtarzał Papież za Świętym Jakubem. Pewnie i  ten post miał być jednym z uczynków, które ożywiają wiarę. O Adwencie mówił: „wezwanie do ożywienia nadziei”. „Życie byłoby puste, gdyby nie było Adwentu” – przekonywał. I tłumaczył: „to znaczy oczekiwania na kogoś, kto przynosi nam dar z samego siebie”. To oczekiwanie na kogoś ważnego podobno dało się 15


wyczuć w  papieskich apartamentach. Arcybiskup nie umie tego nazwać, ale wspomina, że od chwili gdy w bibliotece, gdzie Jan Paweł II przyjmował audiencje, pojawiał się adwentowy wieniec, atmosfera robiła się bardziej świąteczna. To był taki pierwszy symbol Bożego Narodzenia – opowiada. Często był to prezent od kogoś z Niemiec. U nas ta tradycja nie jest aż tak żywa. To ciągle bardziej ewangelicki niż katolicki zwyczaj. Pamiętam, jak kardynał Ratzinger mówił, że to takie niemieckie. Kilka gałązek jodły, wstążki, kilka małych bombek czasami. I cztery świece. Każda na jedną niedzielę Adwentu. Wieniec adwentowy był świadkiem przedświątecznych audiencji. Wśród nich także tej jednej, którą arcybiskup Mokrzycki zapamiętał szczególnie dobrze. Kiedy w bibliotece stała już choinka, podobno co bardziej śmiali goście nie mogli oprzeć się pokusie, by wziąć z niej na pamiątkę bombkę. Zawsze pytali o zgodę Ojca Świętego – wspomina arcybiskup. – A on zawsze się zgadzał. Hojny był bardzo – śmieje się. – Pamiętam, była kiedyś taka grupa trzydziestu może osób, nie pomnę skąd, ale nie polska, z zagranicy. I oni dosłownie nam tę choinkę ogołocili. Pierwsza osoba ośmieliła resztę. I  tak każdy brał sobie tę papieską bombkę na pamiątkę. Pamiętam, że Tobiana [najbliższa Janowi Pawłowi II siostra sercanka, była przy nim od początku jego biskupiej posługi w Krakowie – przyp. B.G.] była wściekła, bo siostry musiały ubierać choinkę jeszcze raz. Śmialiśmy się wszyscy bardzo. Ojciec Święty też się śmiał. Na szczęście mieli zapasy. Bombek Ojciec Święty dostawał na święta mnóstwo. Ze wszystkich stron świata. Ale o bombkach i choince później. Pytam arcybiskupa, czy Jan Paweł II w  czasie Adwentu modlił się więcej niż zwykle. Arcybiskup chwilę się 16


zastanawia. Trudno modlić się więcej, skoro na co dzień modli się niemal bez przerwy – mówi. – Nie ma cienia przesady w tym, co kiedyś o Janie Pawle II napisał André Frossard: że Ojciec Święty modlił się tak, jak oddychał. Modlitwa wyznaczała rytm jego dnia, rytm życia. Tak było też w Adwencie. Tyle że przed Bożym Narodzeniem kontekst stawał się wyraźny. Ojciec Święty wiele razy o tym mówił. Jak kilka dni przed Wigilią 1997 roku, na Anioł Pański: „Pan jest blisko. Trzeba się przygotować na Jego przyjęcie. Takie jest znaczenie całego okresu Adwentu (...) aby wierni mogli w pełni przeżyć tajemnicę wcielenia”. W tych przygotowaniach nie tylko Ojcu Świętemu, ale też jego najbliższym współpracownikom, kardynałom, biskupom, przełożonym generalnym zakonów pomagały rekolekcje głoszone przez papieskiego kaznodzieję ojca Raniera Cantalamessę. Charyzmatycznego kapucyna o dobrotliwym uśmiechu spośród trzech kandydatów wybrał w 1980 roku Jan Paweł II. Od tamtej pory Cantalamessa głosił konferencje i prowadził medytacje w każdy piątek Adwentu i Wielkiego Postu. Sam opowiadał kiedyś tygodnikowi „Niedziela”, że Jan Paweł II nigdy tych rekolekcji nie opuszczał. I że to było poruszające, bo przecież miał tyle innych obowiązków. A jednak i ta forma przygotowania do Bożego Narodzenia czy Wielkanocy była dla niego ważna. Cantalamessa wspominał, że czasami – już po takiej konferencji – widział głowy państw czekające na spotkanie z Papieżem. A on tak po prostu słucha słowa Bożego z ust najmniejszego, ostatniego z kapłanów Kościoła – mówił. – W rzeczywistości to Ojciec Święty głosi kazanie nam wszystkim, całemu Kościołowi, wykazując wielki szacunek i pragnienie słowa Bożego. Arcybiskup wspomina, że po każdej takiej konferencji Jan 17


Paweł II witał się z ojcem Cantalamessą i dziękował mu za głoszone słowo. Był mu szczerze wdzięczny – mówi. – Na zakończenie rekolekcji była specjalna prywatna audiencja, podczas której składał takie oficjalne podziękowanie. Chciał go docenić. Bo to, co ojciec Cantalamessa mówił, było dla Ojca Świętego ważne. Widzieliśmy to, bo siedzieliśmy razem z nim w małej kaplicy tuż obok sali, w której ojciec Cantalamessa głosił rekolekcje. Razem słuchaliśmy. A Ojciec Święty robił notatki. Niezwykłe, że Papież robi notatki z rekolekcji, których sam wygłosił w życiu bez liku. Robi notatki jak uczeń. Waży każde słowo. Bo karmi się tym słowem. W oczekiwaniu na Tego, który – jak mówił – „już przyszedł, który przyjdzie i który nieustannie przychodzi”. Ksiądz prałat Paweł Ptasznik, który spisywał homilie Jana Pawła II, nie ma wątpliwości, że w czasie Adwentu Papież w szczególny sposób przygotowywał się na 8 grudnia. To było wtedy, kiedy szedł na plac Hiszpański – opowiada – tam zawsze wygłaszał przemówienie. I zawsze wyczuwałem, że dbał o to, żeby ten tekst był szczególnie piękny. Żeby był teologiczny, ale równocześnie literacko piękny. Pewnie wynikało to z jego maryjności, niezwykłego nabożeństwa dla Matki Bożej. Święto Niepokalanego Poczęcia było w  Adwencie doskonałą okazją, żeby przypomnieć o roli Maryi w dziele zbawienia. By ukazać Jej duchowe piękno. By Jej podziękować. Arcybiskup Mokrzycki wspomina, że każda sobotnia msza święta Adwentu była u nich mszą roratnią. Przy ołtarzu była świeca z białą wstęgą. Ta świeca, zwana roratką, symbolizuje Matkę Bożą – tłumaczy arcybiskup. – Bo roraty to jeden ze znaków Jej szczególnej obecności w Adwencie. A to z kolei miało dla Ojca Świętego wielkie znaczenie. On miał z Maryją swoje 18


tajemnice. Miał do Niej szczególne nabożeństwo. Jestem przekonany, że z Nią rozmawiał. To znaczy, że Ona mówiła do niego. Dlatego każde maryjne święto było dla niego dużym wydarzeniem. I wzruszeniem. Przy maryjnych świętach był bardziej radosny. Sam zresztą o  tej radości nieraz mówił. Wielokrotnie podkreślał, że Adwent to czas głęboko maryjny. „Ponieważ Maryja jest Tą, która w  sposób wzorowy oczekiwała i  przyjęła Wcielonego Syna Bożego” – tłumaczył. To Ona była jego przewodniczką w oczekiwaniu na Boże Narodzenie. „Towarzyszy nam i wskazuje, jak naszą wędrówkę ku świętej nocy betlejemskiej uczynić żywą i owocną – opowiadał któregoś razu. – W ciągu tych tygodni razem z Nią trwamy na modlitwie i prowadzeni przez Jej jaśniejącą gwiazdę, wchodzimy na duchową drogę, która pozwoli nam głębiej przeżywać misterium wcielenia”. Trudno się więc dziwić, że – jak wspomina Arcybiskup – przełomowym momentem Adwentu w  papieskich apartamentach było święto Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia. 8 grudnia po południu Jan Paweł II jechał na plac Hiszpański w  Rzymie, by złożyć kwiaty u stóp kolumny z  figurą Niepokalanej. Tam zawierzał Maryi problemy świata i Kościoła. Tam mówił o Niej: „Ty cała jesteś piękna”. Nazywał „gwiazdą nowej ewangelizacji”. I prosił, by była dla nas „ostoją odwagi i wierności”. Od początku via Condotti na Ojca Świętego czekało mnóstwo wiernych – wspomina arcybiskup. – Chodniki, schody i plac Hiszpański były wypełnione czcicielami Maryi i – można chyba śmiało powiedzieć – Papieża Polaka. Kiedy przejeżdżał wśród tłumu, witali go oklaskami i okrzykami. Przedstawiciele władz państwowych i władz Rzymu modlili się razem z Ojcem Świętym, razem z  nim składali Matce Bożej kwiaty. Potem jechaliśmy do bazyliki 19


Santa Maria Maggiore, aby i tam pokłonić się Matce Bożej. Tego dnia, przed modlitwą Anioł Pański, mówił o „głębokiej radości”. Mówił o  tym, co widzieli i  czuli jego najbliżsi współpracownicy. Dla drugiego sekretarza sprawa była oczywista. Matka Boża była dla Jana Pawła II matką, którą tak wcześnie stracił. Była dla niego matką idealną. Czułą, ale wymagającą. Silną, ale wyrozumiałą. Papież przypominał często, że to „Maryja prowadzi nas do Chrystusa”. W Adwencie prowadziła za rękę do stajenki, w której sama urodziła Syna. Bez jej „tak” nie byłoby Bożego narodzenia. Jan Paweł II spowiadał się, jak zawsze, raz w  tygodniu. Przekonywał, że w Adwencie „wszyscy jesteśmy zaproszeni do głębokiego rachunku sumienia”. Że powinniśmy „prostować ścieżki dla Niego”, bo żeby się z  Nowo Narodzonym spotkać, musimy się nawrócić. „To znaczy wyjść Mu naprzeciw z radosną wiarą, porzucając mentalność i styl życia, które nie pozwalają nam w  pełni naśladować Chrystusa” – mówił. On niczego nie musiał porzucać – komentuje arcybiskup Mokrzycki – a mimo to miało się wrażenie, że chce robić więcej i więcej, żeby tylko być godnym tego spotkania. Było w nim tyle pokory. I dziecięcego zawierzenia. Tak właśnie czekał na Boże Narodzenie. Z dziecięcą prostotą, ciekawością i zachwytem. I szczerze się cieszył. Z tego, że Bóg – z miłości – przysyła nam swojego Syna, który wycierpi swoje, ale zbawi świat. Arcybiskup przyznaje, że ta przedświąteczna radość w papieskich apartamentach miała różne oblicza.


Mikołajki, czyli siostra Eufrozyna w roli świętego mikołaja

iedyś arcybiskup Mokrzycki powiedział mi, że to była jedyna rzecz, która w  papieskich apartamentach go szczerze zaskoczyła. Bo kto by się spodziewał, że Papieża też odwiedza święty mikołaj. Co więcej, kto by się spodziewał, że tym świętym mikołajem jest jedna z sióstr, które opiekują się apartamentami, a dwie inne przebierają się za anioły? Ten uroczy zwyczaj pokazuje, jaka atmosfera panowała w papieskim domu. Zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem. Choć nie tylko, bo ciepło i  rodzinnie było tam na co dzień. Im bliżej świąt, tym więcej fantazji. Na pewno siostrom odmówić jej nie można – śmieje się szczerze Ksiądz Arcybiskup. Widać, że wielką radość sprawiają mu nawet same wspomnienia tamtych chwil. No bo niech sobie pani wyobrazi, że jesteśmy po kolacji, a tu dzwonek – mówi. – Po kolacji już raczej nikt nas 21


nie odwiedzał. Patrzę, a tu do refektarza wchodzi święty mikołaj. Razem z mikołajem idzie dwóch aniołów. Mikołaj dźwiga worek z  prezentami. Najpierw pyta, czy może wejść. Potem się krótko przedstawia, a potem wygłasza jakieś krótkie przemówienie. Zawsze to było coś o  Ojcu Świętym, o  jego życiu, posłudze. Taka refleksja. Kilka słów też o  sekretarzach było. Siostra Eufrozyna zawsze bardzo mądrze to robiła. Bo – jak zdradza arcybiskup Mokrzycki – to siostra Eufrozyna właśnie była co roku świętym mikołajem. Aniołami – siostry Fernanda i Matylda. Widać było, że Ojciec Święty lubił, jak przychodził do niego ten święty mikołaj – mówi z uśmiechem Arcybiskup. – Śmiał się zawsze. I robił sobie żarty, choćby z ubioru świętego mikołaja. Mówił, że broda za długa albo że mikołaj za duży. Mikołaj był w sam raz. Anioły też. Co można zobaczyć na prywatnych zdjęciach Księdza Arcybiskupa. Wszyscy uśmiechnięci. Jan Paweł II też. Na pewno był wdzięczny siostrom za to, że chciało im się w ten sposób mikołajkowy wieczór w papieskich apartamentach zorganizować. Musiały zadbać o stroje. Ale nie tylko o  nie. Bo mikołaj zawsze przynosił prezenty. Symboliczne, ale jednak. Czasami były to słodycze dla Ojca Świętego – mówi były sekretarz – czasami jakieś skarpetki, chusteczki, czasami to był sweter dla Ojca Świętego i swetry dla nas, dwóch sekretarzy. Arcybiskup przyznaje, że bardzo to było miłe i poruszające, bo przywoływało wspomnienia z  dzieciństwa. Nawet teraz, kiedy o tym opowiada, to się wzrusza. Mówi, że nigdy nie zapomni twarzy Jana Pawła II, który z rozbawieniem słuchał świętego mikołaja. Miał wtedy bardzo roześmiane oczy. Starą już i zmęczoną twarz, ale oczy roześmiane.


Papież kartki pisze, czyli nie tylko o „drogich Rodzicach Miecia”

o za jego sprawą do papieskich apartamentów trafił święty mikołaj. To on przywiózł do Watykanu polski zwyczaj łamania się opłatkiem. To on zaraził Włochów strojeniem świątecznej choinki. To dzięki niemu obok choinki na placu Świętego Piotra stanęła ogromna szopka. Wreszcie to on wpadł na pomysł, by każdego roku Watykan drukował specjalny papieski bożonarodzeniowy obrazek. Na każdym takim obrazku były ręcznie wpisane przez Ojca Świętego słowa, najczęściej cytat z Biblii albo z Liturgii godzin – mówi jego były sekretarz. – I te słowa zwykle stawały się potem motywem przewodnim papieskiego przemówienia w Boże Narodzenie. Była też data i  błogosławieństwo od Ojca Świętego. Do 1991 roku cytat był w języku polskim, potem – po łacinie. Pierwszy taki obrazek, na Boże Narodzenie 1978 roku, zawierał fragment 23


jednej z ulubionych kolęd Jana Pawła II Bóg się rodzi. Na górze trzej królowie kłaniają się małemu Jezusowi i Jego Matce, pod spodem napis: „Podnieś rączkę Boże Dziecię Błogosław Ojczyznę miłą Jan Paweł II papież Boże Narodzenie 1978”. Tylko tyle – i aż tyle. Do słów kolędy Franciszka Karpińskiego Ojciec Święty wracał niemal przy każdym spotkaniu opłatkowym z Polakami. Na tym pierwszym papieskim obrazku widać jak na dłoni, jak bardzo tęsknił do Polski – mówi arcybiskup Mokrzycki. – I jak bardzo mocno o Polsce i Polakach myślał. Wiedział, że jest nam ciężko. Po wprowadzeniu stanu wojennego napisał pod bożonarodzeniowym obrazkiem, że dzięki pomocy Maryi każda chrześcijańska rodzina może się stać „domowym kościołem”. W dzień Bożego Narodzenia na placu Świętego Piotra znowu prosił Chrystusa słowami polskiej kolędy. Mówił o przygnębieniu i rozpaczy, które mogą nawiedzać jego rodaków. I o tym, by Boże Dziecię wskazało im drogę do lepszej przyszłości ojczyzny: „w pokoju, sprawiedliwości i wolności”. Czasami pisał tylko: „Słowo stało się ciałem”. Innym razem: „Do Betlejem pełni radości spieszmy powitać Jezusa małego”. Na ostatnim bożonarodzeniowym obrazku napisał: „Adoro Te devote...”. Do tego podpis i błogosławieństwo na Boże Narodzenie 2004. Cytat, który wybrał, to tytuł hymnu śpiewanego podczas adoracji eucharystycznych – tłumaczy Arcybiskup. – Śpiewa się go też jako dziękczynienie po Ko24


munii Świętej. Tłumaczy się ten tytuł „Uwielbiam Cię nabożnie”. Czasami: „Zbliżam się w pokorze”. Jest w tym coś niezwykłego, że właśnie ten cytat trafił na ostatni papieski obrazek. Każdego roku inny papieski obrazek był częścią świątecznych życzeń, które Jan Paweł II wysyłał nie tylko do najbliższych. W środku był osobisty list od Ojca Świętego – mówi arcybiskup Mokrzycki. – Krótki, ale zawsze osobisty. Wystarczy spojrzeć na kartki, które od Papieża dostawali rodzice Arcybiskupa. To była zwykle odpowiedź na życzenia od moich rodziców – tłumaczy Arcybiskup. – Ten obrazek z reprodukcją jakiegoś obrazu przedstawiającego scenę związaną z narodzeniem Chrystusa. W środku motto. I życzenia. Pisał do moich rodziców: „Drodzy Rodzice Miecia” albo „Rodzice naszego księdza Miecia”. Tak do mnie mówił: „Mieciu”. W  treści zwykle powtarzało się przesłanie wielkiej radości z Bożego narodzenia, życzenia pokoju ducha i nadziei, którą niesie tajemnica wcielenia. Było kilka słów o Matce Bożej. I o wigilijnym opłatku, który Jan Paweł II dołączał do każdej kartki i którym dzielił się duchowo z każdym, komu posyłał życzenia. Jak mówi Arcybiskup, tych kartek mogło być nawet około tysiąca. Wśród nich te oficjalne, choćby do głów państw, i te nieoficjalne – do przyjaciół i znajomych. Chciał o każdym pamiętać. Każdą kartkę osobiście podpisywał – opowiada arcybiskup Mokrzycki. – Pisał do wszystkich przyjaciół, do całego krakowskiego Środowiska. Widziałem, że mu na tym bardzo zależy. W tym adwentowym czekaniu był myślami z ludźmi, których znał, lubił, kochał. Z tymi, których wspominał. Piękne to były kartki. Piękny papieski zwyczaj. 25


Ojciec Święty wysyłał kartek sporo, ale dostawał sto razy więcej. Albo jeszcze więcej. Jego drugi sekretarz nawet nie próbuje podawać dokładnej liczby. Mówi, że to musiało iść w  dziesiątki tysięcy. Kartki do Jana Pawła II, którego kochał cały świat, spływały do Watykanu z  najdalszych zakątków globu. Najpiękniejsze były te od dzieci – mówi z uśmiechem arcybiskup Mokrzycki. – Z takimi nieporadnymi rysunkami. To było bardzo wzruszające. Zawsze pokazywaliśmy je Ojcu Świętemu, żeby wiedział, że dzieci o nim pamiętają. On je tak bardzo wszystkie kochał. Trudno w to uwierzyć, ale każdy, kto przysłał do Papieża życzenia, dostawał odpowiedź. Czuwał nad tym sekretariat. Żeby na te kartki odpisać, trzeba było dodatkowe siostry zatrudnić – śmieje się Arcybiskup. – Inaczej nie byłoby szans. Pamiętam, że na każdej takiej odpowiedzi była pisana litera „V”. To od „vide” – oznaczało, że Papież widział ten list. Ale to nie wyglądało dobrze. Dlatego potem zaczęliśmy przybijać specjalną watykańską pieczątkę: „Widziane przez Papieża”. To już wyglądało godnie. I mogło ucieszyć adresata.


Spis treści 5 Abp Mieczysław Mokrzycki, Wstęp 8 Arturo Mari, Pamiętam każdą chwilę... 11 Boże Narodzenie 15 21 23 27 41 51 58 76 80 94 100

ADWENT W WATYKANIE, czyli jak Jan Paweł II „prostował ścieżki” MIKOŁAJKI, czyli siostra Eufrozyna w roli świętego mikołaja PAPIEŻ KARTKI PISZE, czyli nie tylko o „drogich Rodzicach Miecia” OPŁATEK, czyli o polskim chlebie pojednania SZOPKA, czyli w każdym kątku po stajence CHOINKA, czyli o tym, jak papieski apartament pachniał świerkami spod Tatr WIGILIA, czyli o ścisku przy stole i cieple na sercu BOŻE NARODZENIE, czyli o bajkowym poranku i indyku wielkości prosiaka KOLĘDOWANIE, czyli o śpiewniku starym jak świat i śpiewaniu przez telefon NOWY ROK, czyli o tym, jak w papieskich apartamentach świętowano sylwestra BETLEJEM, czyli Jana Pawła II wymarzony powrót do źródeł

109 Wielkanoc 113 121 134 145 150 158

WIELKI POST, czyli nie tylko o sypaniu popiołu na papieską głowę WIELKI CZWARTEK, czyli o umacnianiu wiary przy stole WIELKI PIĄTEK, czyli o papieskiej miłości do krzyża WIELKA SOBOTA, czyli o tym, jak Papież czekał i czuwał... NIEDZIELA WIELKANOCNA, czyli nie tylko o stole pełnym wiosny OSTATNIA WIELKANOC, czyli ostatnia encyklika, cierpieniem i śmiercią napisana



Miejsce dla każdego. Opowieść o świętości Jana Pawła II