Page 1

Zuchowe

gawedy

3


Redaktorka prowadząca: hm. Martyna Kowacka Współpraca: hm. Olena Bambrowicz, phm. Paulina Bąkowska, hm. Diana Chmielewska, hm. Monika Ryszczyk, hm. Magdalena Turbasa, hm. Kinga Żydek Autorzy gawęd: phm. Małgorzata Chmielarz, sam. Julia Deryng, hm. Katarzyna Dulska, pwd. Aleksandra Frątczak, sam. Agata Gurgul, hm. Magdalena Jakubowska, pwd. Adam Jaworski, pwd. Michał Kłosowski, phm. Adam Knop, pwd. Jullia Korzeniowska, pwd. Emilia Krawczyk, pwd. Katarzyna Luboradzka, pion. Iga Łutowicz, pwd. Elżbieta Markulak, HO Weronika Misztal, hm. Michał Mojski, phm. Katarzyna Nawacka, dh. Barbara Polus, hm. Iwona Ryndak, pwd. Julia Sało, ćw. Mateusz Słomiński, dh. Patrycja Sobczak, pwd. Adrian Wojtasz, dh. Julia Zgolińska Korekta: phm. Martyna Jałoszyńska, phm. Marta Jeżak, hm. Martyna Kowacka, phm. Mateusz Dudek Opracowanie graficzne: Paulina Wojciechowska

ISBN Copyright © 2020 Związek Harcerstwa Polskiego. Wszystkie prawa zastrzeżone. Główna Kwatera ZHP ul. M. Konopnickiej 6 00-491 Warszawa 5


6


Dawno temu, ale wcale nie tak dawno, jak w bajkach, powstał ruch zuchowy. Jego założycielami byli Jadwiga Zwolakowska i Aleksander Kamiński. Od ponad 100 lat tysiące drużynowych, instruktorów Związku Harcerstwa Polskiego, korzystając z instrumentów i form pracy opisanych w metodyce zuchowej, wychowuje najmłodsze pokolenia w duchu harcerskich wartości. 29 lutego, „raz na cztery lata zuch się staje pępkiem świata”. Ten wyjątkowy dzień to święto zuchów i kadry je wychowującej. Drogie Zuchy, Drodzy Zuchmistrzowie, To właśnie z okazji Waszego święta powstała ta książka. Zebraliśmy w niej 29 gawęd, które możecie wspólnie czytać na zbiórkach, biwakach czy koloniach. Mam nadzieję, że zawarte w niej historie w ciekawy i mądry sposób uzupełnią program, który realizujecie w waszych gromadach. Drogie Zuchy z okazji Waszego święta życzę Wam niekończących się pomysłów na wspaniałe wyprawy, odwagi potrzebnej do poznawania nieznanych miejsc i spraw i wytrwałości w zdobywaniu nowych umiejętności i nowych przyjaciół! Drodzy Zuchmistrzowie, Wam życzę siły, wytrwałości i zapału do pełnienia służby oraz radości z pokazywania świata naszym najmłodszym. Czuwaj! Naczelniczka ZHP hm. Anna Nowosad

7


8


przewodnik Michał Kłosowski Hufiec ZHP Działdowo Chorągiew Warmińsko-Mazurska ZHP

ZUCH KOCHA BOGA I POLSKĘ

Wiele lat temu w Chełmży – małym miasteczku pod Toruniem – żył młody chłopak o imieniu Wicek. Był bardzo aktywnym dzieckiem. Codziennie bawił się ze swoimi przyjaciółmi, ale też pamiętał o nauce i pomocy rodzicom. Kiedy skończył dziewięć lat, został ministrantem i codziennie chodził do kościoła. Pewnego dnia Wicek poszedł ze swoim bratem Czesiem na boisko. Chłopcy wspólnie z kolegami grali w piłkę nożną. Wrzaski rozradowanych dzieci przerwały dzwony kościelne. W tym czasie Wicek krzyknął do wszystkich zebranych na boisku: – Chłopaki, ja uciekam, bo za pół godziny będzie odprawiana msza za naszą Ojczyznę. – Pójdziesz jutro do kościoła. Dzisiaj zostań, bo musimy rozegrać mecz. Bez Ciebie nie wygramy! – odpowiedział Piotrek, kolega z drużyny. – Na dzisiaj już kończę z Wami zabawę. Jutro o tej samej porze możemy się spotkać na boisku i dokończyć mecz – powiedział Wicek. Chłopiec pożegnał się z kolegami i pobiegł do kościoła. Wicek był ministrantem, więc po przybiegnięciu do kościoła ubrał komżę i z niecierpliwością czekał na rozpoczęcie mszy. W świątyni, w ostatniej ławce zauważył kolegów, z którymi był dzisiaj na boisku. Bardzo się zdziwił. Po zakończeniu mszy odwiesił komżę na wieszak, wybiegł z kościoła i krzyknął w stronę czekających kolegów: – Panowie, co się stało?! Próbowaliście zatrzymać mnie na boisku, a przyszliście za mną do kościoła? 9


– No tak, kiedy ty poszedłeś Czesiowi przypomniało się, że na ostatniej zbiórce nasza drużynowa omawiała Prawo Zucha i pierwsze z nich mówi, że zuch kocha Boga i Polskę – odpowiedział Marcin. – Jest wiele sposobów na wykonanie tego punktu prawa, ale msza za Ojczyznę to chyba najlepszy sposób – dopowiedział Kacper. – No właśnie. Przecież druhna Maja mówiła, że zuchami jesteśmy wszędzie, nie tylko w piątek na zbiórce – krzyknął Marek. Wicek uśmiechnął się i powiedział: – Jestem bardzo zadowolony, że mogliśmy wspólnie pomodlić się za Ojczyznę i lepiej poznać i pokochać Boga. Ale przypomina mi się, że druhna Maja często powtarza, że każdy zuch lubi się bawić, więc teraz wracamy na boisko i kończymy mecz. Ten młody chłopiec o imieniu Wicek to przyszły ksiądz, a obecnie patron każdego zucha i harcerza. Lubił gry i zabawy jak każdy z nas, ale też pamiętał i realizował prawo, którego obiecał przestrzegać, składając Obietnicę Zuchową. Każdy zuch kocha zabawy, ale też powinien pokochać Boga i Polskę.

10


podharcmistrzyni Katarzyna Nowacka Hufiec ZHP Sokołów Podlaski Chorągiew Mazowiecka ZHP

ZUCH KOCHA BOGA I POLSKĘ Była piękna słoneczna środa. Było to święto, więc nikt nie szedł do szkoły. Z samego ranka do drzwi Marzenki zapukała sąsiadka – wesoła, piegowata Marta. – Cześć, Marzenka! Chodź, pójdziemy na plac zabaw na osiedlu, pobawimy się! – zawołała radośnie. – Nie mogę, nie chcę – odparła Marzenka. – Dlaczego? Co Ci się stało? – Marta zamarła z buzią otwartą ze zdziwienia. Jak to? Marzenka nie chce iść się bawić? Jest tak ciepło, wolny dzień od szkoły, a ona nie chce? – myślała Marta. – Nie chcę, bo idę z moim dziadkiem na bardzo ważną dla nas uroczystość – odpowiedziała Marzenka. W tym momencie w drzwiach pojawił się jej ukochany dziadek. Tak naprawdę był to pradziadek Marzenki, ale ona mówiła do niego „dziadku”. – Dzień dobry – powiedziała Marta grzecznie. Dziadek dostojnie skinął głową. Ubrany był w stary mundur żołnierski obwieszony medalami. Dziadek Sławek był kombatantem, byłym żołnierzem walczącym o wyzwolenie ich miasta z rąk okupanta. Spojrzał ciepło na Martę i rzekł: – Martusia, a może pójdziesz z nami? – Ale gdzie wy idziecie? – spytała zdziwiona. – Jak to, to ty nie wiesz? Dziś jest bardzo ważny dzień dla każdego Polaka, który kocha Boga i swoją Ojczyznę! Święto Konstytucji 3 Maja! Tego dnia – opowiadał dalej dziadek Sławek 11


– uchwalono konstytucję. Konstytucja to dokument, który mówi o prawach, wolności i obowiązkach każdego Polaka. Jest to również święto Matki Boskiej, która jest przecież Królową Polski. Każdy Polak, mały czy duży, tego dnia oddaje hołd wszystkim, którzy walczyli i dążyli do tego, by nasza Ojczyzna była wolna od najeźdźców. To jest nasza służba. Po tych wyjaśnieniach dziadek Sławek jeszcze raz zapytał Martę, czy pójdzie z nimi na uroczystość. Marta spojrzała na niego swoimi wielkimi niebieskimi oczami – już rozumiała, dlaczego Marzenka nie chce iść się bawić. Nagle spojrzała na swoją przyjaciółkę, która również była dziwnie ubrana: podczas rozmowy Marty z dziadkiem wymknęła się na chwilę, a teraz wróciła ubrana w szary mundur ze spódniczką i czarno-białą chustą. Marcie zaświeciły się oczy i pomyślała, że Marzenka ślicznie wygląda. I jaki ma ładny znaczek na piersi! Taki inny niż te, które Marta do tej pory widywała. Biały orzeł, ale taki wyjątkowy, ze słońcem i niebieskim niebem. Orzeł patrzył na nią tak łagodnie, że Marta sama nie wiedziała, kiedy powiedziała: – Tak, idę z wami, tylko powiem mamie! – po czym wybiegła z domu Marzenki. I już po chwili wszyscy razem – dziadek w żołnierskim mundurze, Marzenka w mundurze zuchowym i Marta z biało-czerwoną flagą – kroczyli dumnie na uroczystość Konstytucji 3 Maja.

12


pionierka Iga Łutowicz Hufiec ZHP Łódź Polesie Chorągiew Łódzka ZHP

ZUCH JEST DZIELNY Nie tak dawno temu żyło sobie dwóch chłopców. Od urodzenia mieszkali na tej samej ulicy, więc nic dziwnego, że przyjaźnili się od najmłodszych lat. Wbrew pozorom byli jednak bardzo różni. Adam był wygadany, pewny siebie i odważny, zawsze stawiał na swoim – dzięki temu miał liczne grono osób, które bardzo go lubiły. Mikołaj był zupełnie inny – cichy, małomówny, skryty, zamknięty w sobie... Z tego powodu miał niewielu kolegów. Mimo tak różnych charakterów, chłopców łączyła najszczersza przyjaźń. Gdy podrośli, dla wszystkich było oczywiste, że poszli do tej samej szkoły. Jak w większości szkół, także i w tej działała gromada zuchowa. Ponieważ obaj uwielbiali przygody i zdobywanie nowych umiejętności – postanowili dołączyć do gromady. Dzięki zbiórkom rok szkolny szybko minął, chłopcy zdobyli nową wiedzę, dostali znaczki Zucha i zapoznali się z zuchowym życiem. Rok harcerski zwieńczony był oczywiście kolonią zuchową, na której chłopcy wspaniale się bawili! Którejś nocy Adam nie mógł spać. Niewiele myśląc, obudził więc Mikołaja i postanowił wyruszyć z przyjacielem na nocny zwiad po lesie. – Nie, Adam, nie róbmy tego, jest ciemno. Nie znamy tego lasu, czyha tam wiele niebezpieczeństw! – przekonywał go Mikołaj. – No weź, nie pękaj, będzie fajnie! – powiedział Adam. Po długich namowach przyjaciela Mikołaj zgodził się na przechadzkę, choć cichy głos w głowie podpowiadał mu, że to 13


nie jest dobry pomysł. Po paru chwilach w ciemnym lesie chłopcy zaczęli błądzić, nie wiedzieli gdzie są. W końcu Mikołaj oznajmił, że się zgubili. W tej właśnie chwili Adam usiadł pod najbliższym drzewem i zaczął płakać. – Dlaczego płaczesz? – zapytał Mikołaj. – Boję się! Jest ciemno, jesteśmy sami w obcym lesie, nigdy nie znajdziemy drogi do obozu! Mikołaj zamyślił się i po chwili odpowiedział: – Pamiętaj: zuch jest dzielny! Nie martw się, wyjdziemy z tego lasu razem! – chwycił swojego przyjaciela za rękę i po chwili znaleźli drogę powrotną. W podobozie chłopcy przyznali się druhnom do tego, co zrobili – okazało się, że wszyscy ich szukali. Morał tej historii jest taki: wcale nie trzeba walczyć ze smokami czy pokonywać bandytów, by być dzielnym. Czasem największą odwagą jest znaleźć wyjście z trudnej sytuacji i przyznać się do błędu.

14


pionierka Iga Łutowicz Hufiec ZHP Łódź-Polesie Chorągiew Łódzka ZHP

WSZYSTKIM JEST Z ZUCHEM DOBRZE Nie tak dawno temu żył chłopiec o imieniu Adam. Adam był zuchem, uwielbiał to co robił i chętnie uczestniczył w zbiórkach. Niestety miał jedną wadę – był okropnie niemiły. Z tego powodu prawie nikt go nie lubił. Adam dokuczał innym rówieśnikom, śmiał się z nich, wyzywał, ciągnął koleżanki za warkocze, nie słuchał druhen, na zbiórkach biegał, krzyczał i robił wszystko to, czego nie powinien. Nikomu się to nie podobało, więc jego koledzy uknuli chytry plan, który Adam miał zapamiętać na długo. Zbiórka miała odbyć się, jak co tydzień, w czwartek, więc tego dnia Adam przyszedł do harcówki. Ku jego wielkiemu zaskoczeniu w harcówce nikogo nie było – żadnych zuchów i harcerzy. Co się stało? Czyżby o mnie zapomnieli? Nie, to niemożliwie. Poczekam na nich, pewnie przyszedłem za wcześnie, pomyślał. Adam czekał – 5 minut, potem 10... Ale nikogo nie było. No pięknie! Zapomnieli o mnie, pomyślał zasmucony Adam – i zaczął płakać. Po kilku chwilach przypomniał sobie, że przecież obok harcówki jest mała sala, w której czasami odbywały się zbiórki zuchowe. Wszedł do sali, gdzie było zgaszone światło. Gdy je zapalił, ku swojemu ogromnemu zdziwieniu, ujrzał całą gromadę: – Niespodzianka! – krzyknęli wszyscy, gdy tylko zapaliło się światło. – Ale ja nic nie rozumiem... – powiedział zdezorientowany Adam. – O co tu chodzi? – Jak to nie rozumiesz? Przygotowaliśmy niespodziankę specjalnie dla ciebie! 15


– Ale... Przecież ja byłem dla was taki niemiły, przecież dokuczałem wam wszystkim... – Pomyśleliśmy, że może jesteś taki nieuprzejmy, bo nikt nigdy nie pokazał ci, jak być innym. Może nikt nie zrobił dla ciebie czegoś miłego za twoje złe zachowanie. My zareagowaliśmy tak samo, a przecież z zuchem powinno być każdemu dobrze. Okazało się, że to była najmilsza rzecz, jaką do tej pory zrobili inni ludzie dla Adama. Od tamtego wydarzenia Adam stara się być grzeczny i myśli o tym, jak z jego zachowaniem mogą czuć się inni. Ta historia opowiada nie tylko o Adamie, który nigdy nie doznał uprzejmości, ale także o tym, że należy pamiętać o innych. Choć nie zawsze jest łatwo sprawić, by inni czuli się z nami dobrze, nadal trzeba się starać, ponieważ czasem te osoby mogą nas zaskoczyć lub odwdzięczyć się tym samym.

16


podharcmistrzyni Katarzyna Nowacka Hufiec ZHP Sokołów Podlaski Chorągiew Mazowiecka ZHP

WSZYSTKIM JEST Z ZUCHEM DOBRZE Była zima. Śnieg padał od samego rana, a mroźny wiatr huczał za oknami. Pani Irenka, wychowawczyni klasy, do której chodziła Kasia, prowadziła lekcje. Nagle zadzwonił dzwonek – wszystkie dzieci zerwały się i wybiegły z klasy na przerwę. Tylko Julek, największy klasowy rozrabiaka, został. Kasia spojrzała na niego ze zdziwieniem. Nie lubili się, bo Kasia była spokojną i grzeczną dziewczynką. Jednak odważyła się i podeszła do niego: – Julek, co Ci się stało? – Nic – mruknął. – Jak to nic, nie wychodzisz na przerwę? – Nie! – krzyknął gniewnie Julek. Kasia już się nie odezwała. Zamiast tego odwróciła się i podeszła do swojego plecaka. Zgłodniała, więc wyjęła jabłko i z wielkim apetytem zaczęła je jeść. Julek nerwowo poruszył się na krześle, coś mruknął pod nosem i spojrzał na Kasię. Dziewczynka domyśliła się, że chłopiec jest głodny – pewnie mama nie dała mu dziś nic do jedzenia. Bez słowa wyjęła z plecaka drugie jabłko i podała je Julkowi. Chłopiec znieruchomiał. Nie rozumiał, dlaczego to robi – przecież on zawsze jej dokucza! Dlaczego więc ona częstuje go swoim jedzeniem? – Po co to robisz? Ja nic od Ciebie nie potrzebuję! – powiedział złośliwie do Kasi. Kasia spojrzała na Julka zamyślona, a następnie powiedziała: 17


– Zjedz proszę, a zobaczysz, że zaraz poprawi Ci się humor – i wyszła z klasy. Julek, zdziwiony, ale jednak głodny, zjadł jabłko ze smakiem i wyszedł na przerwę. Na korytarzu, wśród tłumu rozbawionych dzieci, ujrzał Kasię. Dziewczynka stała z innymi dziećmi i wesoło coś opowiadała. Podszedł do nich, spojrzał na Kasię i powiedział: – Dziękuję, miałaś rację, poprawił mi się humor. Gdy Julek odszedł, wszyscy spojrzeli na koleżankę zdziwieni, nic z tego nie rozumiejąc. Julek, największy rozrabiaka, dziękuje za coś Kasi? – Kasiu, o co chodzi? – spytała Ola, najlepsza koleżanka Kasi. Gdy Kasia wszystko wyjaśniła, Ola zapytała: – Kasiu, powiedz, dlaczego to zrobiłaś? Przecież on jest złośliwy i niegrzeczny, zwłaszcza dla ciebie! Przyjaciółka spojrzała na Olę, a wzrok miała tak poważny, że Ola zrozumiała, że to coś ważnego dla Kasi. – Olu, no przecież wiesz! Jestem zuchenką i lubię, gdy wszyscy są zadowoleni i szczęśliwi. Wtedy wszystkim jest dobrze i się nie kłócą. Od tego momentu minął już jakiś czas, a Julek już nigdy nie dokuczał Kasi, a nawet starał się z nią zaprzyjaźnić!

18


druhna Barbara Polus Hufiec ZHP Żary Chorągiew Ziemi Lubuskiej ZHP

WSZYSTKIM JEST Z ZUCHEM DOBRZE Daleko stąd, za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, żył sobie mały chłopiec. Miał dziewięć lat. Miał dwie siostry i brata, kochanych rodziców, dwie babcie i dwóch dziadków. Wojtek, bo tak miał na imię ów chłopiec, był zawsze wesoły i pogodny. Posiadał szczególną cechę – był bardzo wrażliwy. W szkole, kiedy jego kolega Szymon zapomniał śniadania, Wojtek bez wahania oddał mu pół swojej kanapki. Kiedy ktoś stał z boku smutny albo naburmuszony, Wojtek podchodził do niego, zagadywał z wesołą miną i opowiadał dowcip, żeby go rozśmieszyć. Na przerwach rozmawiał ze wszystkimi, i tymi z młodszych klas, i tymi starszymi. Kiedy któryś kolega zachorował, chłopiec przekazywał mu lekcje ze szkoły. W domu też było podobnie. Wojtek wynosił śmieci, nie marudząc i nie ociągając się, zaprowadzał do szkoły młodszą siostrę, a kiedy przegrywał w szachy, nigdy nie rozrzucał ze złości pionków. Kiedy skręcił nogę na treningu piłki nożnej, musiał parę dni zostać w domu. Nie mógł nigdzie wychodzić i nudziło mu się okropnie. Posmutniał, ponieważ pomyślał, że tak teraz będzie mu mijał czas, bez kolegów, bez żartów… W środę po południu, po dwóch dniach pobytu w domu, kiedy już naprawdę nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, usłyszał dzwonek do domofonu. Mama otworzyła drzwi i do mieszkania wbiegła gromadka rozkrzyczanych wesołych dzieci. Wojtek aż podskoczył z radości. To jego koledzy z klasy, ze szkoły, a także koledzy z piłki, którzy chcieli 19


go odwiedzić, bo troszkę się za nim stęsknili. Brakowało im uśmiechniętej buzi Wojtka, jego żartów, jego dobrego humoru. Teraz chcieli mu pokazać, że go bardzo lubią i lubią z nim spędzać czas. Wojtek wieczorem powiedział mamie, że jest szczęśliwy. A mama skomentowała jego szczęście słowami: – Wojtuś, jestem z ciebie dumna, bo dzisiaj pokazałeś mi, że punkt Prawa Zucha „Wszystkim jest z zuchem dobrze” jest ciągle aktualne.

20


druhna Barbara Polus Hufiec ZHP Żary Chorągiew Ziemi Lubuskiej ZHP

ZUCH PAMIĘTA O SWOICH OBOWĄZKACH Pewnego popołudnia mama powiedziała do Wojtka, że musi wieczorem pilnie wyjść, a Wojtuś i jego młodsza siostra zostaną w domu z babcią. – Babcia jest troszkę chora – powiedziała mama – więc postarajcie się z Tosią za bardzo nie hałasować. A, i pamiętajcie, żeby przed pójściem do łóżek posprzątać zabawki i umyć się. Nie zapomnijcie o ząbkach. – Dobrze, dobrze, mamo. Nie musisz się martwić, jestem już duży, wszystkiego dopilnuję – stwierdził z dumą chłopiec. Mama odetchnęła z ulgą. Wiedziała, że może polegać na swoim starszym synku. On jest takim dobrym i obowiązkowym chłopcem, odkąd został zuchem w szkolnej gromadzie. Około 18:00 mama wyszła z domu, jak zapowiedziała, a babcia przygotowała dzieciom kolację i poszła poczytać książkę do salonu. Tego dnia nie czuła się najlepiej. Dzieciom czas mijał szybko i beztrosko. Wojtek przez cały wieczór bawił się z siostrą, starali się nie być za głośno ze względu na babcię. W końcu usłyszeli, jak babcia woła: – Dzieci, czas do łóżek! Tosia z Wojtkiem przebrali się w piżamki i szybko wskoczyli pod ciepłą kołderkę. Kiedy mama wróciła do domu, zobaczyła… No właśnie, co zobaczyła? Chwyciła się tylko za głowę. W mieszkaniu panowała cisza. Dzieci spały spokojnie w swoich łóżkach.

21


Wszędzie panował chaos i rozgardiasz. Zabawki porozrzucane po całym pokoju, brudne ubrania na podłodze, papierki po cukierkach dosłownie wszędzie… Następnego dnia na zbiórce zuchowej wszystkie dzieci głośno powtarzały prawa zucha, a kiedy doszły do punktu „Zuch pamięta o swoich obowiązkach”, Wojtek poczerwieniał i spuścił głowę ze wstydu. A w domu przeprosił mamę za poprzedni dzień i obiecał, że następnym razem postąpi odpowiedzialnie.

22


23 23


druhna Patrycja Sobczak Hufiec ZHP Starogard Chorągiew Zachodniopomorska ZHP

ZUCH PAMIĘTA O SWOICH OBOWIĄZKACH W pewnej małej mieścinie mieszkał chłopczyk o imieniu Felek. Tak samo jak i wy, był zuchem, bardzo lubił chodzić na zbiórki i bawić się z kolegami. Ale najbardziej na świecie kochał swój domek na drzewie. Uwielbiał wchodzić do niego wieczorami i obserwować gwiazdy przez szparę w dachu. Leżąc tak, marzył o tym, że jest kosmonautą. Oczami wyobraźni widział siebie w białym skafandrze z ogromnym hełmem. Pogrążał się w marzeniach, nie zważając na to, co dzieje się wokół niego. Rodzice Felka często się o to gniewali. Mama denerwowała się, że nie reaguje, kiedy prosi go, żeby odrobił lekcje lub zjadł obiad. Tatę frustrowało, kiedy wołał chłopca, aby ten wyprowadził psa czy wyrzucił śmieci. Dla Felka były to jednak błahostki.

24


25


Dlaczego miałbym wykonywać obowiązki, skoro mogę teraz podróżować po całym kosmosie, myślał. Pewnego dnia, gdy przyglądał się wieczornemu niebu, nagle stało się coś bardzo dziwnego. Poczuł, jak jego ciało odrywa się od ziemi i unosi wysoko. Przymknął tylko na chwilę oczy, a kiedy je otworzył, okazało się, że jest na księżycu! Wydawało mu się, że jest lekki jak piórko. Skakał sobie po kraterach księżyca powolnie i z gracją niczym baletnica. Nagle zobaczył go – prawdziwego kosmonautę! Szedł w oddali, co chwilę schylając się i podnosząc coś z podłoża. Felek pobiegł, a w zasadzie skoczył w jego stronę, ile sił w nogach. Kosmonauta trochę zdziwił się na widok chłopca, ale grzecznie się z nim przywitał. Po chwili rozmowy zaproponował: – Może zechciałbyś pomóc mi w mojej pracy, chłopcze? Felek zgodził się bez chwili zawahania. Kiedy kosmonauta zarządził koniec pracy, Felek powiedział: – Wiesz, też chciałbym być kosmonautą, kiedy dorosnę. Czy mógłbyś powiedzieć mi, co muszę zrobić, aby nim zostać? Kosmonauta zastanowił się chwilę, po czym odpowiedział: – Aby zostać kosmonautą, trzeba wielu godzin ciężkiego treningu i nauki. Należy być pilnym i sumiennym, aby należycie przygotować się do tej odpowiedzialnej pracy. Bardzo kocham to, co robię, jestem zafascynowany kosmosem i wszystkim, co mnie tutaj otacza. – To tak, jak ja – powiedział Felek. – To cudownie – odpowiedział mu kosmonauta – ale będąc kosmonautą, musisz zawsze pamiętać, że nie jesteś tutaj tylko dla przyjemności. Musisz wykonać wszystkie należące do ciebie obowiązki, aby tam na Ziemi ludzie mogli dzięki tobie prowadzić różne badania. W międzyczasie możesz oczywiście podziwiać otaczające cię piękno, ale nigdy nie wolno ci zapominać o zadaniach, które do ciebie należą. To bardzo odpowiedzialne. Gdy tylko kosmonauta skończył mówić, Felek szybko się z nim pożegnał. Wystarczyło, że przymknął i otworzył oczy – i już był z powrotem w domku na drzewie. Biegł, ile sił w nogach do domu – miał przecież do wykonania ważną misję. Ledwo przywitał się z rodzicami i już był w z powrotem w drodze na podwórko, 26


jednak tym razem z workiem ze śmieciami w jednej ręce, a smyczą psa – w drugiej. Tego wieczoru, jak i każdego następnego dnia, zanim poszedł oglądać gwiazdy, odrobił lekcje, posprzątał w pokoju i wykonał wszystkie swoje zadania. Mama Felka, choć zadowolona ze zmiany, była też trochę zdziwiona. – Co się stało, Felku? – zapytała. – Mamo – powiedział chłopiec. – Muszę być przecież odpowiedzialny i wykonywać wszystkie swoje obowiązki. – No tak – stwierdził tata. – Zuch pamięta o swoich obowiązkach. Felek tylko przytaknął, choć wiedział, że za tą przemianą kryje się coś więcej. A za jakiś czas... Kto wie? Może będzie najbardziej odpowiedzialnym kosmonautą na świecie?

27


przewodnik Adam Jaworski Hufiec ZHP Piastów Chorągiew Stołeczna ZHP

O ZASADACH Dawno temu, kiedy po Wielkiej Prerii biegały bizony i stada dzikich mustangów, żyło sobie plemię. Wioska, w której mieszkało, była bardzo dziwna. Panował tam tak wielki hałas, że przybywający do niej goście, zanim jeszcze ją zobaczyli, już ją słyszeli. Wojownicy nie chcieli polować razem, każdy robił co mu się podobało, wyśmiewali się z siebie i byli dla siebie niemili. Kobiety często plotkowały i robiły sobie przykrości. Dzieci kłóciły się ze sobą, popychały i przezywały. Po całej wiosce i wokół niej przewracały się pozostawione śmieci. Nikt nie dbał o porządek i czystość. Po jakimś czasie w wiosce tak śmierdziało, że nawet nocą, kiedy robiło się ciemno, wszyscy już spali i w końcu zapadała głucha cisza, do wioski można było trafić, kierując się roztaczającym się wokół niej smrodem. Wioskę zaczęli omijać szerokim łukiem przyjaciele, a coraz częściej zaczęły odwiedzać szczury, które znajdowały w śmieciach pożywienie. Wraz z pojawieniem się szczurów na wioskę zaczęły spadać różne choroby. Wówczas wszyscy zaczęli się zastanawiać nad tym, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego inne plemiona potrafią żyć w zgodzie i zdrowiu? Mieszkańcy postanowili zapytać więc Wielkiego Ducha, jak mogą odmienić swój los. Na spotkanie z Wielkim Manitou udał się oczywiście plemienny Szaman. Podczas rozmowy zapytał go, co jest przekleństwem wioski. Duch w swojej mądrości wypowiedział tylko dwa słowa: – Brak zasad. 28


29


– Jak to „brak zasad”? – zapytał oburzony szaman. – To właśnie brak zasad sprowadził na was wszystkie nieszczęścia. Niby żyjecie razem, a jednak osobno. Każdy robi co chce i kiedy chce. Nikt nikogo nie słucha i wszyscy się przekrzykują. Ty również przyszedłeś po radę, a jednak ją odrzucasz. Wyostrz swoje zmysły. Zbliżając się do wioski, pozbaw się jednego zmysłu, a wtedy wyostrzą się inne. Pozbaw się wzroku, a usłyszysz i poczujesz problem. Chcesz usłyszeć prawdę, to słuchaj, chcesz zobaczyć problem, to patrz, chcesz problem poczuć, to wąchaj. Ćwicz swoje zmysły w drodze powrotnej do wioski, a o świcie, kiedy rosa gromadzi się na trawach prerii, stań twarzą do słońca, patrz i słuchaj. Gdy będziesz gotów przyjąć moje zasady, spłynie na ciebie moja mądrość. Wracając się do wioski, Szaman najpierw ją usłyszał i poczuł, a dopiero później dostrzegł – i wówczas zrozumiał, że bez zasad w wiosce panuje chaos. Ale jakie zasady wprowadzić, aby zapanował ład i porządek? Z niecierpliwością oczekiwał poranka. Zanim zaczęło świtać, udał się na prerię i tam oczekiwał wschodu słońca. Słońce powoli zaczęło wschodzić ponad widnokręgiem, a z chmur zaczął padać drobny deszcz – i wtedy Szaman zobaczył tworzącą się tęczę. Najpierw dostrzegł czerwoną 30


wstęgę, a wiatr z oddali przyniósł głos bażanta: – Dbaj o swoją wioskę i plemię... Wraz z pojawieniem się niebieskiej wstęgi dobiegło do wycie wilka: – Bądź odważny w walce... Pod nogami usłyszał syk węża: – Dawaj śśśświadectwo prawdzie... – i zobaczył wstęgę pomarańczową. Wstęgi żółta i zielona pojawiły się jednocześnie, tak jak jednocześnie pojawiła się puma polująca na antylopę. Gdy mijała go sarna, usłyszał: – Pamiętaj, co jest twoim obowiązkiem! Za nią przebiegła puma, charcząc: – Spraw, by innym żyło się z tobą dobrze! Nagle z nieba spadł grom, a wraz z nim po niebie przetoczył się pomruk: – Zostaw świat lepszym, niż jest teraz! Szaman wrócił do wioski, zwołał radę plemienia i opowiedział wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Rada plemienia przyjęła wszystkie sześć zasad, jakie zesłał im Wielki Duch, a życie wioski zmieniało się na lepsze z dnia na dzień. 31


samarytanka Julia Deryng Hufiec ZHP Białystok Chorągiew Białostocka ZHP

ALICJA I PYSZNY DESER – O WYTRWAŁOŚCI I CIERPLIWOŚCI

32


Alicja zawsze lubiła spędzać czas u babci Beaty na wsi. Babcia Beata była miłą, starszą kobietą, zawsze ubraną w swój kuchenny, żółty fartuszek. Dzisiaj jednak Alicja nie cieszyła się, wchodząc do jej domu. Miała zły humor. Przed świętami brała udział w szkolnym konkursie plastycznym, ale nic nie namalowała. Bardzo chciała, ale zupełnie jej nie wychodziło. Zła, miętoliła tylko kartkę w dłoni. W końcu poddała się i wyszła z sali. Babcia Beatka zauważyła humor Alicji. Od razu do niej podeszła, objęła ją przyjaźnie: – Witaj, wnusiu. Piekę sernik. Będziesz jeść? – Nie, dziękuję – odpowiedziała dziewczynka. Zdjęła buty i położyła się na kanapie w salonie. – Co się stało? – Nic – burknęła Alicja, chowając głowę w poduszkę. – Chyba jednak tak – szepnęła babcia. – Spokojnie, nie musisz teraz nic mówić. Chodź za mną. Wyjmiesz ciasto, dobrze? Alicja przytaknęła, więc poszły razem do kuchni. Alicja już chciała chwycić za rączkę piekarnika, ale babcia ostrzegła: – Nie otwieraj od razu, bo sernik opadnie i nie będzie dobrze wyglądał. Na początku lekko uchyl drzwiczki. Alicja słuchała poleceń. Kilka razy otwierała i zamykała drzwiczki. Potem otwierała je coraz szerzej, aż wyjęła w końcu ciasto i położyła na stole. – Dlaczego to tyle trwało? – zapytała. Babcia odpowiedziała: – Dobrym ciastom trzeba dać czas. Inaczej nie będziemy zadowoleni. – Wolałabym mieć dobre ciasto na już – narzekała dziewczynka. – Tu trzeba cierpliwości. Przecież chcemy, żeby ciasto wyszło ładne – tłumaczyła babcia. – Teraz włożymy je do lodówki, a zjemy jutro. – Co? – oburzyła się dziewczynka. – Jak dorosnę, nie będę nic piekła! Tyle czekania! – Wnusiu – rzekła babcia. – Wytrwałości. – Łatwo Ci mówić! – wybuchła Alicja. – Nie przegrałaś w konkursie! - Jakim konkursie? – zdziwiła się babcia. 33


– Szkolnym – Alicja westchnęła. – Nic mi nie wychodziło. Nie mam talentu. – Oh – Babcia przytuliła ją mocno. – To z pewnością nieprawda. Nie od razu Kraków zbudowano. – Nigdy nie nauczę się malować! – Żeby być w czymś dobrym, trzeba nad tym pracować długo i cierpliwie. Dopiero po czasie widzisz postępy – oznajmiła babcia. – Jak przy serniku? – ożywiła się Alicja, zerkając w stronę kuchni. – Tak. Na początku przygotowujesz składniki, które później ze sobą łączysz. Potem wlewasz ciasto do blaszki i wkładasz do piekarnika. Na koniec czekasz, aż się upiecze i wystygnie. – To ciekawe – przyznała Alicja. – Właśnie – odpowiedziała babcia. – A czy sernik jest na końcu pyszny? – Bardzo! Nagle babcia powiedziała: – Poczekaj, mam pewien pomysł. I udała się w stronę biura. Wróciła z papierem, pędzlem i farbami. – Proszę. Weź je i maluj. Nie poddawaj się, kochanie. Z każdym obrazkiem będziesz lepsza. Alicja wzięła prezent, od razu usiadła przy stoliku i zaczęła malować. Gdy skończyła, przybiegła do babci: – Skończyłam! – Włożyła obrazek w jej dłonie. Przedstawiał on babcię w kuchni. – Udało Ci się – uśmiechnęła się babcia. – Chcesz teraz zjeść ciasto? – Nie, babciu! – roześmiała się dziewczynka. – Namaluję drugi obraz. Muszę się jeszcze wiele nauczyć. Mam dużo chęci! Gdy kilka miesięcy później babcia zapytała się Alicji, jak idzie jej malowanie, dziewczynka krzyknęła radośnie: – Super, babciu! Wygrałam w konkursie malarskim! Nie poddałam się i potrafię nawet malować róże! Babcia Beata była bardzo dumna ze swojej wnuczki.

34


podharcmistrz Adam Knop Szczep Harcerski “Czata” z Edynburga

BIAŁY KRET Szkolny ogród był dumą wszystkich uczniów i nauczycieli. Zawsze pełen kwiatów, a latem również soczystych owoców. Przylegał do harcówki, więc w słoneczne dni zuchy spędzały w nim mnóstwo czasu, sadząc warzywa, kwiaty i wyrywając chwasty. Tylko czasami zasmucał je widok kretowisk niszczących zadbane grządki. Nie miały pojęcia, jak ciekawy świat rozpościerał się tuż pod ich stopami. W skomplikowanym systemie tuneli żyło liczne stado kretów. Każdy miał własne terytorium i korytarze, ale często spotykały się w głównej komorze, by tam spędzać czas na wspólnej zabawie. Mało kto zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że świat kretów jest bardzo podobny do naszego. Mają swoje gry i zabawy, uwielbiają dyskusje, a ich ulubionym zajęciem jest przygotowywanie posiłków z dżdżownic i pędraków. Na półce każdego szanującego się kreta obowiązkową pozycją jest książka kucharska zawierająca przepisy na dania z tych smakołyków! Niestety jeden z naszych bohaterów, kret Albert, miał niemały problem. Był bowiem całkowicie biały! Jakiego mam pecha, powtarzał w myślach, patrząc w lustro. Dlaczego akurat ja muszę być kretem albinosem? Spoglądał z zazdrością na czarne, lśniące futerko swoich przyjaciół. Bał się odrzucenia, wyśmiania i każdego dnia przed wyjściem ze swojej komory malował futerko na czarno, używając mieszaniny błota oraz węgla drzewnego wykopanego w okolicach kręgu ogniskowego. 35


Cenił swoich przyjaciół, ale kto wie, jak zareagowaliby na takiego odmieńca? Może by go przezywali? Śmialiby się z niego? Nie chcieliby grać z nim w krecią piłkę nożną, a jeśli już, to zawsze stałby na bramce? Lepiej nie ryzykować i się nie wyróżniać. – Za wszelką cenę muszę być taki, jak inne krety, – zdecydował. Pewnego dnia w szkole doszło do poważnej awarii. Pękła główna rura doprowadzająca wodę i cały parter został zalany. Woda wylewała się przez otwarte drzwi do ogrodu, niszcząc przy okazji krzaki róż, cebulę, rzodkiewki oraz truskawki, które były dumą gromady zuchowej. Jednak największy dramat rozgrywał się pod ziemią. Woda wnikała coraz głębiej i głębiej. Korytarze wypełniały się wodą i krety w panice próbowały wydostać się na powierzchnię, by zaczerpnąć choć łyk świeżego powietrza. Całkowicie przemoczone, tłoczyły się w rogu ogrodu, by uniknąć wzroku ludzi. Także nasz przyjaciel, biały kret Albert, w końcu wydostał się z pułapki – ale dopiero wówczas zauważył, że woda zmyła jego makijaż. Był całkowicie biały! Jak miał teraz podejść do przyjaciół? Czy go zaakceptują? Dlaczego nie może być czarny, jak wszyscy? Z ociąganiem zbliżał się do stada, a łzy wypełniały jego oczy. Z daleka słyszał śmiechy i dziwny gwar. Krety nigdy wcześniej się tak nie zachowywały. Pewnie już mnie zobaczyły i jestem powodem drwin, pomyślał. Już zawsze będę pośmiewiskiem! Powoli, z opuszczonym pyszczkiem, podchodził do przyjaciół. Nie potrafił nawet spojrzeć im w oczy i patrzył bezradnie w ziemię. Nagle poczuł czyjś uścisk i poklepywanie po plecach. – Dobrze, że jesteś z nami, Albercie. Martwiliśmy się o ciebie. Poza tym zobacz, co się stało – usłyszał. Z trudem otarł łzy i spojrzał przed siebie. Wszystkie krety były białe, tak jak on…

36


przewodnik Adrian Wojtasz Hufiec ZHP Poznań-Rejon Chorągiew Wielkopolska ZHP

CHUSTA RADKA Pewnego razu grupa przyjaciół wybrała się w daleką podróż. Wędrowali przez skaliste góry i podziwiali piękne widoki. Był to dla nich nie lada wysiłek. Wśród nich był Tomek – rozrabiaka – i Radek – wzorowy uczeń. Tomek biegał i skakał, mimo upomnień swoich kolegów. – Coś może ci się stać! – krzyknął Radek. – To bardzo niebezpieczne. Chłopiec wiedział, co mówi – wielokrotnie pouczała go o tym jego drużynowa, był bowiem zuchem. Wędrówka trwała w najlepsze. Nagle Tomek nieszczęśliwie nadepnął na śliską skałę i upadł na prawe ramię. – Ała! – krzyknął. – Boli mnie strasznie ręka. Wszyscy uczestnicy wycieczki wpadli w panikę – zobaczyli bowiem, że ręka jest cała czerwona, a Tomek nie może nią ruszać. Radek jako jedyny zachował zimną krew. Chwycił za swój plecak i wyciągną z niego chustę – tę samą, którą niegdyś, gdy został zuchem, wręczyła mu przy ognisku druhna drużynowa. Sprawnie założył Tomkowi temblak, aby unieruchomić rękę. Szybkim, lecz opanowanym krokiem wszyscy udali się z powrotem do stanicy, był tam bowiem najbliższy telefon. Jak widzisz, Radkowi chusta towarzyszyła w wielu momentach życia, a w trudności pomogła mu uratować kolegę. Jak myślisz, czy ty też będziesz w stanie z niej dobrze skorzystać? 37


samarytanka Agata Gurgul Hufiec ZHP Toruń Chorągiew Kujawsko-Pomorska ZHP

CZAPECZKA Zuchenka Zosia chciała zostać superbohaterką. Chciała pomagać potrzebującym, zmieniać na lepsze bandytów i mieć swój własny film. Bo w końcu każda bohaterka i każdy bohater potrzebowali własnego filmu, by wszyscy wiedzieli, do kogo udać się w razie potrzeby. Problem polegał jedynie na tym, że nikt nie chciał pomocy Zuchenki Zosi. Rodzice uśmiechali się miło, potakiwali, kiedy oferowała usługi bohaterki, ale nigdy nie dawali żadnego zadania. W szkole nauczycielka z powątpiewaniem patrzyła na wątłą Zosię, a potem prosiła chłopców o przeniesienie toreb. Zupełnie tak, jakby ulubiona sukienka Zosi odbierała jej moc. A wcale tego nie robiła! Przecież trudniej biega się w sukienkach, a ona dawała radę – wniosek był jasny, Zuchenka Zosia mogła robić naprawdę wszystko. Problem w tym, że nikt nie dawał jej szansy. Bardzo ją to denerwowało! Tego roku Mikołajki wypadały w środku tygodnia i można było przyjść do szkoły bez mundurka, więc Zosia zdecydowała, że pokaże wszystkim naprawdę jasno, kim jest i będzie już na zawsze. Bo co, jeśli oni się po prostu nie domyślali? Nie mogła na to pozwolić. Mikołaj przyniósł jej pelerynę — naprawdę ładną, złotą w środku, czerwoną na zewnątrz. Idealnie wyglądała z ulubioną sukienką, a przede wszystkim pasowała do Zuchenki Zosi. Tak, wystarczyło założyć pelerynę, czapkę i można było zmieniać świat. W szkole roiło się od mikołajowych nakryć głowy. Wszyscy rozmawiali o prezentach. Jakie czekoladki? Czy zabawki? A może Mikołaja nie było w ogóle akurat w domu i słodkości podłożyła mama? 38


39


Zosia królowała — peleryna robiła furorę. Każdy chciał mieć podobną, ale nikt nie prosił jej o pomoc i kiedy na długiej przerwie usłyszała chyba setne już pytanie o to, czy serio w butach znalazła coś tak niesamowitego, Zuchenka Zosia nie wytrzymała. Na co jej peleryna, jeśli i tak bohaterką nie jest? Usiadła na ławce koło kolegi, a potem fuknęła ze złości. Chwilę zajęło jej uspokojenie się, wolała odejść na bok, z daleka od tłumu dzieci. Dopiero później spojrzała na chłopca obok. Awad chodził do tej samej klasy i był jedynym, który nie założył czapki. Miał smutną minę, bujał nogami, patrzył na ziemię. Zosia zmarszczyła czoło. — Co się stało? — zapytała, szturchając go palcem. Przez chwilę Awad patrzył Zuchence Zosi w oczy, jakby bał się, że go wyśmieje. — Nie obchodzę Mikołajek — wyznał cicho. — Nie mam czapki. Zosię zatkało. Nie wiedziała, że w ogóle można było nie obchodzić Mikołajek. Przez chwilę nie odzywała się, myśląc intensywnie. Ściągnęła czapkę. To nie miało żadnego znaczenia. — Wcale nie muszę jej nosić. — Wzruszyła ramionami. — Mikołaj i tak przychodzi do mnie do domu. Kto tobie przynosi prezenty? Awad w końcu podniósł głowę, odrobinę pewniejszy, bo mniej samotny w czerwonym szaleństwie. — Rodzice. Na koniec Ramadanu. Opowiedział jej o swoich świętach, o religii i prezentach, które dostawał. Zuchenka Zosia pokiwała głową. To miało sens. Było inne, nowe, ale sensowne. Można było wybrać, od kogo się chce dostawać prezenty i w co chce się wierzyć. Przerwa powoli się kończyła, więc trzeba było ruszać do klasy. — Chcesz trochę moich czekoladek? — zapytała. — No pewnie! Kiedy szli do sali, Awad i Zosia śmiali się. Czapka nie wróciła już na głowę dziewczynki, ale to nic, liczył się tylko uśmiech kolegi, który pojawił się na jego buzi. — Naprawdę jesteś bohaterką. — Awad wskazał na pelerynę Zuchenki Zosi palcem po przełknięciu kostki czekolady. — Uratowałaś mój humor. Zosia zapowietrzyła się z wrażenia, a potem uśmiechnęła się najszerzej na świecie. Nigdy przedtem i nigdy później nie była z siebie tak dumna. 40


harcerka orla Weronika Misztal Hufiec ZHP Łódź-Górna Chorągiew Łódzka ZHP

GAWĘDA O KSIĘCIU W pewnej krainie żył sobie książę. Książę kochał swoją krainę, jak nic innego. Kraina ta była magiczna – drzewa i zwierzęta potrafiły mówić, wróżki, skrzaty i elfy mieszkały w drzewach, grzybach i jaskiniach. Zawsze świeciło tam słońce. Książę nie należał jednak do świata magii. Nie potrafił latać, czarować, nie miał nadludzkiej siły, był tylko zwykłym człowiekiem. Żył w tej baśniowej krainie i nawet nie czuł potrzeby władania magią, był dumny, że należy do tej krainy i to mu wystarczało. Gdy wybił dzień jego dziesiątych urodzin, mieszkańcy krainy ofiarowali mu liczne prezenty: konia, który dożyje dnia jego śmierci i zawsze będzie dla niego najlepszym przyjacielem; proszek, dzięki któremu, gdy tylko będzie chciał, będzie mógł być najszczęśliwszy na świecie; piękno, którym zachwyci każdą spotkaną księżniczkę. Jako ostatnia podeszła do niego pewna wróżka. Powiedziała, że co dziesięć lat będzie spełniała jego dwa największe marzenia. Książę podskoczył z radości i zaczął się zastanawiać nad dwoma pierwszymi życzeniami. Chciał być dzielny jak każdy rycerz z każdej legendy. Chciał bronić baśniowej krainy i niczego się nie bać. Marzył, by świat znał go jako najdzielniejszego. Poprosił też o prawdę – chciał, by inni zawsze wiedzieli, że mogą mu wierzyć i żeby nikt nie bał się, że książę go okłamie. Wróżka ucieszyła się z mądrości młodego księcia, machnęła różdżką i spełniła jego życzenia. Mijały kolejne lata, książę ratował słabszych, bronił królestwa, nikt nie mógł mu się równać. Był też bardzo szanowany za swoją prawdomówność. Gdy nadszedł dzień jego dwudziestych urodzin, przyszedł czas na kolejne dwa życzenia: poprosił o pamięć, dzięki 41


42


której przestanie zapominać o tym, co ma do zrobienia i o moc, dzięki której nikogo nie skrzywdzi i każdy będzie szczęśliwy z tego, że może spędzić z nim czas. Wróżka, lekko zdziwiona jego pragnieniami, znów machnęła różdżką i spełniła je. I znów przez kolejne lata książę budził coraz większy podziw swoimi czynami. Z roku na rok zachwyt nad księciem wzrastał, aż w końcu wybił dzień jego trzydziestych urodzin. Wróżka po raz kolejny zapytała o dwa życzenia. Książę bardzo doceniał szacunek mieszkańców krainy i ich podziw. Nie chciał zatrzymywać się w miejscu, chciał, by mieli oni nadal powody do podziwu, więc poprosił o coś, dzięki czemu nigdy nie przestanie nad sobą pracować. Wróżka machnęła różdżką i spełniła jego życzenie, a gdy zapytała o kolejne, książę powiedział jej, że jego życzeniem jest, by dawała ten prezent ludziom, którzy bardziej tego potrzebują. Wiedział, że miłość do swojej krainy, dzielność, prawdomówność, pamięć o obowiązkach, umiejętność sprawiania, by ludzie dobrze czuli się w jego towarzystwie i stawanie się coraz lepszym to rzeczy, dzięki którym może mieć wszystko i dzięki nim - nawet w krainie magicznych stworzeń – to on może rozprzestrzeniać największą magię.

43


przewodniczka Julia Korzeniowska Hufiec Warmiński ZHP Chorągiew Warmińsko-Mazurska ZHP

GWIAZDOZBIORY Zamknij oczy i wyobraź sobie niebo. Ciemność, którą rozświetla księżyc i miliony świecących drobinek. Tak, chodzi o gwiazdy. Gwiazdy są niesamowite, każda z nich jest inna – jedne lśnią jaskrawo, inne delikatnie błyszczą na nocnym niebie, podczas gdy niektóre tylko nieśmiało mrugają. Są wyjątkowe, różnią się kształtem i wielkością. Tak samo jak my, gwiazdy nie lubią samotności – dlatego formują się w gwiazdozbiory. Dzięki temu mają siebie nawzajem, ale także pomagają ludziom. Niejeden żeglarz, patrząc w gwiazdy, odnalazł drogę do domu. Możemy tylko zgadywać, ile niesamowitych obrazów, rzeźb, melodii czy wierszy powstało właśnie dlatego, że artyści i artystki ulegli czarowi nocnego nieba. Każda z gwiazd ma swoją funkcję – to sprawia, że każda jest równie ważna. A gdyby choć jedna zniknęła, gwiazdozbiór już nigdy nie byłby taki sam, zawsze czegoś by brakowało. Kiedyś znużony księżyc spytał jedną z gwiazd, jak to jest, że chociaż on od zawsze pełni wartę na niebie, to właśnie gwiazdy, te małe, błyszczące punkciki, prowadzą wędrowców bezpiecznie przed siebie. Gwiazda zamyśliła się, rozejrzała, milczała przez chwilę i... nagle rozbłysła. – Już wiem – szepnęła. – To wszystko dlatego, że my staramy się świecić dobrym przykładem. – Dobrym przykładem? – dopytywał zaciekawiony księżyc. 44


– Otóż to – przytaknęła i opowiedziała księżycowi o tym, że choć każda z nich jest różna, wszystkie obowiązują takie same zasady. Wędrowała z księżycem po niebie, mówiąc o tym, jak gwiazdy kochają niebo i choć czasem z utęsknieniem przyglądają się jeziorom czy górom, nie potrafiłyby opuścić nieboskłonu. Wspomniała, jak co wieczór pokonują strach przed mrokiem, rozjaśniając go i wiedząc, że w pojedynkę by tego nie dokonały. Ale razem? Razem rozświetlają nawet największe ciemności. Mówiła, że chociaż czasem chciałaby spłatać figla i pokierować statek w drugą stronę, to wie, że to byłoby nieuczciwe, że tak się nie robi. Księżyc nie krył zaciekawienia, gdy napomknęła, że nie zawsze pamięta, żeby zaświecić już o zmierzchu, ale zawsze stara się to robić. To przecież jej obowiązek. Księżyc przysłuchiwał się z zainteresowaniem. Zauważył nawet, że gwiazdy były uprzejme dla siebie nawzajem. Ponadto co wieczór jedna z nich towarzyszyła mu w wędrówce po nocnym niebie, żeby nie czuł się samotny. – Gwiazdko, robi się już jasno. Czy gdy słońce wzejdzie, będziesz musiała odejść? – Tak księżycu, ale nie martw się. To tylko na jeden dzień. Muszę trochę odpocząć, żeby świecić jeszcze jaśniej jutrzejszej nocy. – Jeszcze jaśniej? – spytał zdziwiony księżyc. – No wiesz, staram się co wieczór świecić bardziej. Kiedyś obiecałam innym gwiazdom, niebu, Ziemi, a przede wszystkim sobie, że z każdym wieczorem będę stawała się coraz lepsza. Gdybyś zatęsknił, pamiętaj, że chociaż czasem nas nie widać, czasem świecimy słabiej, a czasem przysłoni nas chmura, to jednak cały czas jesteśmy tu, na niebie i nigdy nie znikniemy.

45


przewodniczka Aleksandra Frątczak Hufiec ZHP Warszawa-Wawer Chorągiew Stołeczna ZHP

GWIEZDNA OBIETNICA W pewien wyjątkowy dzień odważny kosmonauta wyruszył na niezwykłą przygodę. Jako pierwszy człowiek poleciał do innej galaktyki, aby zwiedzić planetę, którą niedawno odkryli przez teleskop naukowcy. Był przygotowany na wszystko, a swoją odwagą przewyższał każdego innego kosmonautę. Ponieważ jednak nikt jeszcze nie odbył tak dalekiej podróży, kosmonauta nie posiadał żadnej mapy. Był zdany tylko na siebie. Gdy przemierzał nieznane mu galaktyki i konstelacje gwiazd, zorientował się, że nie wie, gdzie lecieć dalej. Już dawno stracił łączność ze swoją stacją kosmiczną, więc nie mógł poprosić nikogo o pomoc. Gdy już zaczął się denerwować, nagle usłyszał tajemniczy głos: – W lewo kosmonauto, w lewo! – Kim jesteś? Skąd do mnie mówisz? – zapytał zdziwiony kosmonauta. – Jestem gwiazdą z konstelacji Wagi. Leć w lewo! Kosmonauta nie wierzył w swoje szczęście. Nigdy nie przypuszczał, że gwiazdy potrafią mówić, a w dodatku pomagają zgubionym w kosmosie ludziom! Podziękował gwiazdce i poleciał w lewo, dokładnie tak jak mówiła. Gdy znowu się zagubił krzyknął na całe gardło: – Gwiazdy! Proszę was o pomoc! I znów usłyszał głos: – Przed siebie kosmonauto! Jesteś na dobrej drodze! I tak zrobił. Tym razem otrzymał pomoc od konstelacji Oriona. Kosmonauta leciał dalej przed siebie. Był pewien, że jest blisko celu. Jednak wszystko 46


wokół niego robiło się coraz ciemniejsze i ciemniejsze. Z każdą minutą widział mniej rzeczy wokół siebie. Nagle zauważył przed sobą małą, samotną gwiazdkę. Wcisnął guzik w rakiecie i szybko podleciał do niej, gdyż wiedział już, jak bardzo pomocne są gwiazdy. – Gwiazdo! Czy pomożesz mi? Chyba się zgubiłem – powiedział, gdy był już wystarczająco blisko. – Czego ode mnie chcesz? – odpowiedziała smutno gwiazda. – Proszę cię, czy wskażesz mi drogę? – zapytał kosmonauta. – Dobrze, ale pod jednym warunkiem. Pomożesz mi dołączyć do konstelacji. Jestem bardzo samotna, a każda gwiazda, jaką znam jest już częścią jakiejś konstelacji. Ja też bym chciała! – powiedziała smutno gwiazda. – Oczywiście! Obiecuję! I ruszyli wspólnie w kierunku tajemniczej planety. Gwiazda pomagała kosmonaucie przez całą drogę i już nie mogła się doczekać, aż dołączy do konstelacji, o czym marzyła od tysięcy lat! Po długiej podróży przez niezwykłe części kosmosu kosmonauta zauważył przed sobą planetę, której od tak dawna szukał. Zapominając o gwieździe, która pomagała mu przez tak długi czas, odpalił wszystkie silniki i ruszył przed siebie z prędkością światła. – Zaczekaj! – zawołała gwiazda. – Nie mogę cię dogonić! Ale kosmonauta już nie słuchał. Tak bardzo cieszył się z dotarcia do planety, że zapomniał o obietnicy, której udzielił Gwieździe. Ona natomiast wróciła do swojego ciemnego, samotnego miejsca w kosmosie i tam cichutko płakała. Myślała, że może zaufać kosmonaucie. Przecież obiecał jej pomóc! Gwiazda płakała i płakała. Dawno już nikt nie sprawił jej takiej przykrości. Była tak zrozpaczona, że nawet nie usłyszała szumu rakiety, która do niej przyleciała. – Gwiazdko, przepraszam cię! – powiedział kosmonauta. – Zapomniałem o danym ci słowie. Czy przyjmiesz jednak moją pomoc i zechcesz poszukać ze mną konstelacji pełnej gwiazd, z którymi mogłabyś się zaprzyjaźnić? – Oczywiście! Ale się cieszę! I polecieli wspólnie w stronę wielu galaktyk. Gwiazdka nareszcie odnalazła wymarzoną konstelację, a kosmonauta już nigdy nie zapomniał o tym, że danego słowa zawsze się dotrzymuje. 47


przewodniczka Katarzyna Luboradzka Hufiec ZHP Warszawa-Ursynów Chorągiew Stołeczna ZHP

JAK NIE BYĆ IDEALNYM Za górami, za lasami leżała pewna kraina, o której istnieniu wiedzieli wszyscy, a każdy marzył o tym, aby móc choćby postawić tam stopę. Mieszkańcy raczej nie wychodzili za mury państwa, aby przypadkiem nie wpuścić do środka jakiegoś brudu czy krzty nieidealności. Każdy dzień mieszkańca tej krainy był zaplanowany od początku do końca, po brzegi wypełniony przyjemnymi obowiązkami. Oprócz tego nikt nie kłamał i nie bał się niczego. Codziennie mieszkańcy zbierali się, aby podziękować Bogu za idealność, która im przypadła, a raz na tydzień odbywała się uczta na cześć kraju. Państwo to nazywało się Ideolandia.

48 48


49


Dokładnie po drugiej stronie świata leżało sobie państewko, które było absolutnym przeciwieństwem Ideolandii. Było tak zaniedbane i brzydkie, że prawie nikt nie znał jego nazwy, nie wspominając już o tym, że mało kto wiedział w ogóle o jego istnieniu. Wszyscy mieszkańcy lenili się, codziennie oglądając telewizję i nie zwracając uwagi na to, jak brudno i smutno tam jest. Ludzie, którzy wiedzieli o jego istnieniu, mówili na to miejsce Okropnolandia. Żył tam chłopiec o imieniu Nicmisięnieuda. Miał on jedynie 10 lat, gdy postanowił, że wyruszy na wyprawę, na którą nigdy wcześniej żadnemu mieszkańcowi nie chciałoby się wyjść. Wymyślił, że uda się do Ideolandii i miał nadzieję, że tam znajdzie swój prawdziwy, idealny dom.

50


Ostatniego dnia wyprawy stanął mu na drodze wielki niedźwiedź i nie chciał go przepuścić. Mało brakowało, a stratowałby małego chłopca. Mimo iż Nicmisięnieuda nigdy nie był uczony, jak okiełznać zwierzę, postanowił nie oprzeć się strachowi i oswoić bestię. Wyciągnął rękę przed siebie i zamknął oczy… Otworzył je, gdy poczuł ciepło na dłoni. Ku jego zdziwieniu straszna bestia okazała się być przepięknym puszystym misiem. Po tym wydarzeniu podszedł do niego starzec, który okazał się być właścicielem zwierzaka. – Daję ci tego niedźwiedzia brunatnego w uznaniu za twoją dzielność i dlatego, że jeszcze nigdy nie widziałem osoby, która tak bardzo starałaby się być coraz lepsza. Nicmisięnieuda wsiadł na misia i ruszyli dalej. Gdy chłopcu udało się wreszcie dotrzeć do bram Ideolandii, zatrzymał go bardzo zdziwiony strażnik. Od razu zawołał do wrót króla krainy, a ten zadał chłopcu pytanie: – Jak się zwiesz, dzielny chłopcze? – Nicmisięnieuda – odrzekł malec. – Dlaczego masz takie imię? – zapytał król. – Hmm… – Chłopiec zamyślił się. – No właśnie! Dlaczego ja się tak nazywam? Przecież moje imię nie ma sensu. Udało mi się wiele rzeczy! Nauczyłem się być dzielny, okiełznałem bestię. Stałem się lepszą wersją siebie samego! Król na te słowa bardzo się ucieszył i wyznał chłopcu, że potrzebuje w swoim państwie kogoś takiego jak on. Wyznał mu, że Ideolandia wcale nie jest taka idealna, za jaką wszyscy ją mają. Ludzie uważają się tam za pępki świata i myślą, że we wszystkim są idealni, a tak wcale nie jest. Nikt nie stara się być lepszy, bo myśli że wie i umie już wszystko. Nicmisięnieuda powiedział, że chciałby, aby wszyscy mogli nauczyć się, jak być lepszą wersją samego siebie. Poprosił króla o to, aby mieszkańcy Okropnolandii mogli zamieszkać razem z obywatelami Ideolandii, aby wspólnie sobie pomagać i zauważyć, że jest jeszcze wiele rzeczy, w których mogą być lepsi. Gdy oba narody już się połączyły, odbył się specjalny wieczorek na cześć tej pięknej chwili. Wtedy to Nicmisięnieuda zmienił imię na Będelepszy. Wygłosił również ważną gawędę dla wszystkich członków narodu. Ostatnie zdanie jego przemowy brzmiało tak: „Nie musisz być idealny. Gdy upadasz, wstań. Uwierz w to, że będziesz lepszy!” 51


przewodniczka Julia Sało Hufiec ZHP Warszawa-Ursynów Chorągiew Stołeczna ZHP

KRÓL ZUCH Za górami, za lasami, na kasztanowo-brunatnych glebach otoczonych rwącą wodą, znajdowało się jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc na Ziemi. Jego okolice były bogate w lasy, zwierzynę, rudy żelaza i srebra, a dzięki sąsiadującej wodzie pola uprawne były stale użyźnione. Było to idealne miejsce dla wszystkich osadników, którym zależało na różnorodności i urodzaju. Okolice tego miejsca zasiedlało siedem grodów, które pomimo położenia bardzo blisko siebie, ogromnie się od siebie różniły. Każda z osad była na swój sposób wyjątkowa i kierowała się odmiennymi wartościami, choć cel wszystkich był ten sam – przejąć najbliższe tereny na wyłączność i władać nimi. W związku z tym, że żaden gród nie zamierzał oddać swoich siedlisk, rozpoczęły się bitwy między osadami. Pierwszą bitwę wypowiedział gród pod wodzą Króla Niekochasia III. Na początku jego wojowie bardzo dobrze sobie radzili i podbijali nowe tereny. Niestety po jakimś czasie wszystko zaczęło się psuć. Walczący stracili swoje własne siedlisko, a wszystko za sprawą tego, że niewystarczająco się o nie troszczyli. Zapomnieli o tym, aby zawsze o nie dbać i je kochać. Następne potyczki pojawiły się z inicjatywy grodu pod wodzą Króla Tchórzyka. Ta wojna, w przeciwieństwie do poprzedniej, skończyła się bardzo szybko. Wojownicy nie byli na tyle dzielni i pewni siebie, aby spróbować swoich sił w walce. Wkrótce potem walki zażądał Król Kłamczek. Jego silni wojowie zapewne wygraliby 52


bitwę, gdyby nie to, że nie ufali sobie nawzajem. Brakowało im prawdziwego, szczerego dowódcy, który nie rzuca słów na wiatr. Gród pod wodzą Króla Leniucha V szybko stracił swoje tereny. Nic dziwnego – osadnicy zlekceważyli swoje najważniejsze obowiązki polegające na przygotowaniu zbroi i sprzętu do walki, przez co nie mieli jak się bronić. Kolejny zerwał się gród, którym dowodził Król Niemiłek. Również i ta armia nie odniosła sukcesów. Jej wojowie nawzajem sobie dokuczali, przez co panowała między nimi niemiła atmosfera. Pierwsza wygrana pojawiła się po stronie grodu Króla Nielepszego. Żołnierze z zachwytu wyprawili ucztę i biesiadowali do samego rana. Niestety, nie przyszło im cieszyć się za długo – ostatnią bitwę przegrali. Wszystko przez to, że osiedli na laurach, zamiast się szkolić i rozwijać, aby zwyciężyć pozostałe grody. Kto w takim razie zwyciężył? Ostatni gród był kierowany przez Króla Zucha. Władca ten zadbał o wszystko, co jest potrzebne do dobrze działającej osady – o miłość do Boga i swojej ziemi, o dzielność i prawdomówność, o obowiązkowość, braterstwo i stały rozwój swoich podopiecznych. Wartości te zawarł w Prawie Zucha, którego przestrzegać mieli wszyscy osadnicy. Właśnie dzięki tym zasadom udało im się zwyciężyć i podbić najlepsze tereny, choć władca wcale nie uważał tego za swój największy sukces. Dla Króla Zucha najważniejsi byli osadnicy i fakt, że w jego królestwie wszyscy żyli ze sobą w zgodzie oraz tworzyli godną zaufania, silną drużynę. A Wy? Jak byście poprowadzili swój wymarzony zespół?

53


przewodniczka Elżbieta Markulak Hufiec ZHP Żary Chorągiew Ziemi Lubuskiej ZHP

LEŚNIK W pewnej leśnej krainie, gdzie zwierzęta żyły w zgodzie i były bardzo szczęśliwe, pewnego dnia zapanował smutek i wielkie zmartwienie. Zwierzęta nie do końca rozumiały, jak sobie pomóc, bo nie znały przyczyny tego, że jest im źle i smutno. Pewnego dnia na polanie pojawił się dziwny obiekt przypominający trochę samolot, a trochę zwyczajny statek. Z wnętrza tego latającego obiektu wyszły trzy stworki. Rozejrzały się i dostrzegły zwierzęta przyglądające się im z daleka. Bardzo powoli i spokojnie podeszły do nich, a następnie zapytały, dlaczego jest tu tak smutno i cicho. Zwierzęta nie znały odpowiedzi i z nadzieją oczekiwały na to, co powiedzą przybysze. Jeden ze stworków – największy – powiedział: – Mam na imię Krynek, a to jest Bubu i Alit. Przybyliśmy z daleka i mamy ważną misję do wykonania. Wy na Ziemi pewnie tego nie widzicie, ale my tam z góry zauważyliśmy, jak bardzo wasz las staje się ubogi i mniej zielony. Widzimy też bardzo dokładnie jakieś dziwne przedmioty, które w blasku słońca świecą się jeszcze bardziej i błyszczą tak, że trochę bolą nas oczy. To, że wam na Ziemi jest smutno, w waszym niegdyś pięknym zielonym lesie, nie oznacza, że my ponad chmurami jesteśmy szczęśliwi i mamy się dobrze. Las, który dawał wam schronienie, umiera. Nasz świat przez to bardzo cierpi. Musimy go ratować. Teraz, gdy wasze świetliste przedmioty nie dają nam skupić się na niczym, nie pozwalają się wyspać i sprawiają, że jesteśmy równie niespokojni jak wy, 54


55


postanowiliśmy działać. Jelenie, sarny, zające, jeże, sowy, jastrzębie, lisy i kuny uśmiechnęły się z ogromną nadzieją w oczach. Najstarszy jeleń powiedział: – To wspaniałe wiadomości! Nareszcie będziemy mogli mieć wiarę w lepsze jutro. Wiemy, że będzie nas to kosztowało wiele pracy, ale cel, do którego dążymy, będzie dodawał nam otuchy i chęci do działania. Jak możecie nam pomóc? Jak my możemy pomóc wam? Czy macie jakiś plan? Czego potrzebujemy, by móc zacząć pracować? – Hmm... my, stworki z nieznanego lądu, mamy też dodatkowe cechy, które będą wspierać naszą współpracę. Jesteśmy sumienni i bardzo lubimy przebywać w towarzystwie innych. A razem możemy naprawdę wiele. Zaczniemy dbać o las, posprzątamy go, zasadzimy nowe drzewa, a o stare będziemy dbać. Będziemy pielęgnować krzewy, zadbamy o budki dla ptaszków i posprzątamy. My mamy siłę i wiarę, że nasz wspólny cel się powiedzie, wy natomiast jesteście silni, macie wiele możliwości, znacie las i siebie nawzajem. Wieść o spotkaniu ze stworkami rozeszła się po lesie bardzo szybko. Znalazło się wielu chętnych do działania. Las zaczął kwitnąć, zielenić się. Zwierzęta uśmiechały się, były chętne do wspólnych zadań. Do lasu wróciło życie. Zwierzęta zyskały przyjaciół, którzy bardzo często ich odwiedzali. Gdy pojawiał się problem, stworki od razu go zauważały i starały się go razem rozwiązywać. Pamiętajcie! To, że ktoś jest nam obcy, nie oznacza, że nie ma dobrych zamiarów. Wspólnie można wiele zdziałać. Powoli, ale systematycznie dążąc do celu, można osiągnąć coś, co wydawało nam się wcześniej niemożliwe.

56


harcmistrzyni Katarzyna Dulska Hufiec ZHP Toruń Chorągiew Kujawsko-Pomorska ZHP

LEŚNY SKRZAT I ZŁOTA STRZAŁA Skrzaty są bohaterami wielu opowiadań. Jawią się w nich jako postacie życzliwe, pracowite i pomocne człowiekowi. Tylko... gdzie konkretnie ich szukać? Pod dowolną sosną czy może w pobliżu dębu Bartek? Tę zagadkę starają się zgłębić badacze. Jedyny trop wiedzie przez spisane wspomnienie Kingi... Któregoś dnia Kinga, wędrując po lesie, przysiadła na chwilę ze zmęczenia i przymknęła oczy. Raptem usłyszała szelest. Zaczęła się rozglądać. Wtedy to spod liścia wygramoliła się mała istotka, mająca nie więcej jak 10 cm wzrostu. Jegomość był ubrany w zielone spodenki, żółty kubraczek i szpiczasty kapelusz. Skrzat był ak mały, że mogła zgnieść małą istotkę. Kinga przeprosiła skrzata. Ten przyjął przeprosiny i zdecydował, że coś jej o sobie opowie. Pierwszym oddziałem Akademii, do jakiego skrzat trafił, była Akademia Walecznego Serca. Każdy dzień rozpoczynali tam od rozgrzewki. Potem uczestniczyli w różnych zajęciach. Na koniec nauki czekał ich egzamin. A wyglądał on tak: Wchodziło się do labiryntu, w którym ściany stanowiły lustra. Miało się przy sobie łuk i jedną Złotą Strzałę. W najmniej oczekiwanym momencie w lustrze ukazywało się to, czego się najbardziej boisz. Strzelając Złotą Strzałą, można było rozbić lustro i pokonać strach. Brzmi łatwo, prawda? Kinga słuchała z coraz większym niedowierzaniem. Jedna strzała, pomyślała. To tylko jedna próba. 57


– Otóż to! Kiedy rozmówca Kingi wszedł do labiryntu, natychmiast zapragnął jak najszybciej go opuścić. Zrobić, co ma zrobić, przymierzyć się, wycelować i wystrzelić. Usłyszawszy szelest, przystanął na chwilę. Zakręcił się na pięcie i wtedy... w lustrze ukazała się ona! Uderzyła z naprzeciwka z całą swoją mocą. Była to olbrzymia pszczoła. Skrzat puścił się pędem przed siebie, w kierunku, z którego przyszedł. Tego się nie spodziewał! Biegł, a pszczoła znikała i pojawiała się raz z jednej strony, raz z drugiej. I jeszcze ten głośny odgłos trzepotu jej skrzydeł! Zatrzymał się przed zakrętem. Widział, że nadlatuje. Chwycił łuk, napiął cięciwę i wystrzelił. Złota Strzała nie przebiła lustra, choć nie chybiła celu. Dlaczego tak się stało? Jego serce nie było dostatecznie pełne wiary, że może to zrobić. Nie był przekonany, wystarczająco pewny, że mu się uda, więc siła, jaka niosła strzałę w locie, była za mała. Zrezygnowany przysiadł ze wzrokiem wbitym w podłogę. Dobrze, że podłoga była kamienna. Owad podlatywał raz z jednej strony, raz z drugiej. Skrzat skulił się, zamknął oczy i zasłonił sobie uszy, aby nie słyszeć trzepotu skrzydeł, jaki dawał znać o obecności intruza i utrudniał opracowanie planu działania. Zaczął myśleć o… swojej rodzinie. O słonecznych popołudniach, kiedy to wraz z tatą puszczał latawce. Jak tata pochwalił go za pierwszy samodzielny latawiec, a mama z tej okazji wyprawiła piknik i upiekła jego ulubione ciasto malinowe z kruszonką. Obrazy tych, którzy byli dla niego ważni, wspólnie spędzone chwile, sukcesy, jakie odniósł, zaczęły napływać do głowy jeden za drugim. Serce rosło w siłę. Skrzat poczuł, jak przybywa mu sił. Wstał, podniósł Złotą Strzałę i pewnym krokiem ruszył przed siebie. Wiedział, że przeciwnik i tak się pojawi. Nie mylił się. Dostrzegł ją z daleka. Przystanął, zmrużył oczy, napiął cięciwę. – Trzy, dwa, jeden! – odliczył skrzat. Złota Strzała z impetem śmignęła w stronę lustra, rozbijając je na drobne kawałki. Na zewnątrz czekali koledzy i nauczyciele. Skrzat zyskał nie tylko dyplom, możliwość nauki w kolejnych oddziałach Akademii, ale i sposób na radzenie sobie w chwilach zwątpienia. – O, tutaj jesteś. Właśnie ruszamy dalej. – Na te słowa Kinga się ocknęła. Czyżby to był tylko sen?

58


druhna Patrycja Sobczak Hufiec ZHP Starogard Chorągiew Zachodniopomorska ZHP

MIKOŁAJKOWA GAWĘDA O RÓWNOŚCI W Laponii już od dawna wszystkie drzewa były pokryte śniegiem. Z daleka słychać było tupot kopytek, miarowy brzęk dzwoneczków oraz odgłosy obcinanego i zginanego papieru. To znak, że zbliżało się wielkie święto – imieniny Świętego Mikołaja, które co roku obchodzone są 6 grudnia. Z tej okazji Mikołaj zawsze chce dzielić się swoją radością. Właśnie dlatego w nocy, kiedy wszystkie dzieci jeszcze smacznie śpią, on rozwozi prezenty po całym świecie – aby każdy już od samego rana miał cudowny humor spowodowany nowo otrzymaną lalką czy pluszowym misiem. Dzień przed Mikołajkami fabryka prezentów aż trzęsła się od ogromu wykonywanej w niej pracy. Wszyscy spieszyli się, aby dopiąć każdą rzecz na ostatni guzik przed odjazdem mikołajowych sań. Może nie wiecie, ale w fabryce Mikołaja mogły pracować tylko elfy – ich żony, siostry i matki elfice siedziały wtedy w domach i gotowały dania na wieczorne przyjęcie. Jednak nie do końca były z tego zadowolone. Elficom także podobało się wykonywanie prezentów, malowanie klocków farbą, skręcanie robotów czy pakowanie wszystkiego w lśniący, kolorowy papier. Wiele razy wspominały Mikołajowi o tym, że one także chciałyby pomagać w fabryce, a nie tylko gotować i siedzieć w domach. Mikołaj jednak nie chciał nic o tym słyszeć. Twierdził, że elfy zrobią to szybciej i lepiej, więc nie zgodził się na zmiany. Elfice jednak tak łatwo się nie poddały i wymyśliły genialny plan…

59


Jak wszyscy wiemy elfy, tak samo jak Święty Mikołaj, kochają czekoladowe ciasteczka. Czekoladowe, chrupiące, rozpływające się w ustach... Elfice upiekły więc ogromny stos ciastek, który postawiły w świetlicy niedaleko fabryki. Ich zapach uniósł się przez okna aż pod nosy elfów, którzy zgłodnieli od nadmiaru pracy i wszyscy, jak jeden mąż, nie zważając na ogrom czekającej ich pracy, udali się na przerwę, aby sprawdzić, co tak pięknie pachnie. Kiedy zamknęły się drzwi za ostatnim elfem opuszczającym fabrykę, sprytne elfice zajęły ich stanowiska. Prężnie wzięły się do pracy. Chciały jak najszybciej wykonać wszystkie prezenty, aby pokazać Mikołajowi, że potrafią to robić równie dobrze jak elfy. Elficom praca szła bardzo sprawnie, nożyczki, farbki, papier i śrubki tańczyły w ich małych dłoniach niczym baletnice. Wesoło wykonywały podarunki, podśpiewując przy tym świąteczne piosenki. I to właśnie ten dźwięk przykuł uwagę Mikołaja, który postanowił sprawdzić, jak idą przygotowania… Mikołaj ruszył do w kierunku fabryki, za nim pobiegły elfy, które ujrzały zatrwożonego Świętego przez okno. Otworzyli drzwi, a tam… czekały na nich setki pięknie wykonanych prezentów, zapakowanych w brokatowy papier, i przewiązanych aksamitną wstążką. Mikołaj podszedł do jednego z nich i wyciągnął ze środka pluszowego misia. Dokładnie go oglądał i mruczał: – Miękkie wypełnienie… Mocne szwy… Idealnie przyszyte uszka... Nagle posmutniał. Rozejrzał się dookoła, spojrzał na elfice i powiedział: – Przepraszam Was, moje drogie. Nie sądziłem, że wy, takie małe i drobne, dacie sobie radę z tak ważnym dla mnie zadaniem. Teraz wiem, że tkwi w was wielka moc, siła i radość, która pozwoliła wam tak świetnie wszystko wykonać – po jego policzku spłynęła łza szczęścia i dumy. Ledwie podniósł wzrok, a wszystkie elfice i elfy objęły go silnym, mocnym uściskiem. I od tej chwili co roku, na miesiąc przed świętami, elfy i elfice zbierają się razem w fabryce, wykonując piękne prezenty i wspólnie śpiewając.

60


druhna Patrycja Sobczak Hufiec ZHP Starogard Chorągiew Zachodniopomorska ZHP

MŁODOŚĆ MISIA SYRIUSZA, CZYLI O SZUKANIU SWOJEGO MIEJSCA NA ZIEMI Czy wiecie, jak wygląda fabryka pluszowych misiów? To wielka hala, w której pracują tysiące specjalistów. Produkcja składa się z kilku procesów. Na pierwszym stanowisku pracownicy wybierają odpowiednie wypełnienie. Musi być ono mięciutkie, żeby misia się dobrze przytulało, musi też zawierać wielką dozę miłości, która jest chowana w pluszu, aby nie mogła się ulotnić. Następnie wypełnienie wsadzane jest do futerka misia, które przechodzi długi proces wyczesywania, aby stało się puszyste. Potem misiowi przyszywane są oczy, nos i szeroki uśmiech. Na koniec miś ubierany jest w strój, który odpowiada jego charakterowi. Są misie w stroju strażaka czy policjanta, misie baletnice i księżniczki... Ale ten miś, którego historię opowiemy, ma strój bardzo ważny, ponieważ nasz miś jest zuchem! Miś, którego historię zaraz poznacie, ma na imię Syriusz. Zanim jednak usłyszycie jego historię, musicie wiedzieć jeszcze jedną, ważną rzecz. Po zakończonej produkcji misie są sortowane w zależności od rodzaju ubranka i umieszczane w setkach specjalnych pokoi, w których czekają, aż zostaną zabrane do sklepów lub wysłane do nowych właścicieli. Takich misiów jak Syriusz jest niewiele w porównaniu z innymi – dlatego nie miał on oddzielnego pokoju z innymi misiami zuchami i niestety został przydzielony do pokoju, w którym były misie księżniczki i misie królewicze. Nie byli oni zadowoleni z jego obecności. Nie podobał im się jego mundurek, oraz to, że, w przeciwieństwie do nich, lubił biegać i skakać. 61


– Takie zachowanie nie przystoi księżniczce – powiedziała jedna z misiowych księżniczek. – Nie pasujesz do nas, jesteś inny! – krzyknęła druga i wypchnęła go przez drzwi, do innego pokoju. Syriusz wstał, otrzepał kolana, a jego oczom ukazała się kolejna grupa misiów. Tym razem byli to kosmonauci. Syriusz się ucieszył. Oni na pewno mnie zrozumieją, pomyślał. Niestety było tylko gorzej. Kosmonauci wzięli go za ufoludka! Wcale nie chcieli z nim rozmawiać, tylko gonili go po pokoju, krzycząc: – To kosmita! Łapcie go, chce nam uciec! Kiedy już go złapali, na nic zdały się tłumaczenia Syriusza, że on wcale nie jest kosmitą, tylko zuchem, i nie chce nic im zrobić, tylko się zaprzyjaźnić. – Zuch... Pfff! - powiedział jeden z nich. – Nie możesz się z nami bawić. Jesteś odmieńcem, nikt tutaj nie wygląda jak ty, nie chcemy cię! Kosmonauci popędzili go w stronę wyjścia. Syriusz bardzo się zasmucił. Dalej wędrował po innych pokojach, gdzie traktowano go podobnie. Aż w końcu... Pewnego dnia do pokoju, w którym aktualnie znajdował się Syriusz, przyszedł kurier. – Tu jesteś, mały. Wszędzie Cię szukałem! – Wziął go w ręce, schował do kartonu i zabrał ze sobą w trasę. Syriusz bardzo martwił się tym, gdzie trafi. Bał się, że potraktują go tak

62 64


samo, jak przedtem. W czasie podróży ze zmęczenia zasnął. Obudził go jakiś hałas. Wychylił głowę, a tam... wpatrywało się w niego kilkanaście par ciekawskich oczu. Słychać było okrzyki radości. Czy to są moi właściciele? Ciekawe, dlaczego jest ich tak wielu, zastanawiał się. Nagle zauważył mundurki – takie same, jak jego własny. Zaraz, zaraz... Przecież to zuchy! Wszystkie zuchy były bardzo szczęśliwe – tak samo jak Syriusz. Szybko okazało się, że doskonale do nich pasuje, że są jego rodziną i choć każdy zuch w jego gromadzie jest inny, to wszyscy się lubią i szanują. A przede wszystkim nie traktują mnie tak, jak tamte niedobre misie. Tu jest moje miejsce w świecie, pomyślał. I od tej pory spędzał z gromadą wspaniałe chwile. Co tydzień jeden z zuchów zabierał go ze sobą do domu, gdzie Syriusz przeżywał kolejne niesamowite przygody. Ale to już historia na inną gawędę...

63 65


harcmistrzyni Magdalena Jakubowska Hufiec ZHP Mosina Chorągiew Wielkopolska ZHP

MARTA I KWIATEK Po jednej ze zbiórek druhna Paulina zapytała Martę, dlaczego dziewczynka była tego dnia smutna. Marta milczała. Potrzebowała pomocy, ale nie wiedziała, jak opowiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło. Zaczęła wychodzić z harcówki, ale gdy poczuła, że łzy stają jej w oczach, odwróciła się do druhny i mocno ją przytuliła. – Druhno, bo… Bo ja zrobiłam coś złego! I Marta rozpłakała się na dobre. Druhna podała jej chusteczkę do wytarcia łez i zaproponowała, żeby obie usiadły. Wtedy Marta zaczęła opowiadać. Wiedziała, że druhnie można zaufać, a nawet liczyła na to, że znajdzie ona jakąś radę. – Druhno, bo to było tak. Miesiąc temu babcia z dziadkiem wyjechali na długi czas do sanatorium. A oni w swoim pokoju mają taki ulubiony kwiat w doniczce. Jak wyjeżdżali, to zapytali mnie, czy mogę się nim zaopiekować. To znaczy, czy mogę go codziennie podlewać. I ja się zgodziłam, bo przecież lubię pomagać. No i poczułam się taka ważna z tym nowym obowiązkiem. Babcia przez wyjazdem doradziła mi, że jeśli ma się jakiś obowiązek, to najlepiej ustalić stałą porę dnia na niego, aby po kilku razach wszedł w zdrowy nawyk. Ja pomyślałam, że najlepiej będzie, jak będę ten kwiatek podlewać z rana. No i na początku go podlewałam. Codziennie. Tylko, że potem z rana były różne sytuacje. Najpierw pokłóciłam się z siostrą, potem nie mogłam odszukać tej sukienki, którą chciałam założyć do szkoły, potem wychodziłam wcześniej z domu, bo była 64


wycieczka… No i zapomniałam o kwiatku. Druhno, ja zapomniałam zupełnie. Podlałam go może 3 albo 4 razy, a potem już nie. Przypomniałam sobie o nim dopiero, jak mama powiedziała, że następnego dnia wracają babcia z dziadkiem. Pobiegłam do kwiatka, a on już był zwiędnięty. Podlałam go, myśląc, że może ożyje, ale tak się nie stało. Jak babcia z dziadkiem wrócili, to nikomu nic nie powiedziałam. Potem babcia powiedziała, że coś się stało z jej kwiatkiem. Zapytała, czy ktoś coś o tym wie. Ja od razu odpowiedziałam, że nic nie wiem. Nawet skłamałam, że rano, jak go podlewałam, to wszystko było w porządku. Babcia mi chyba uwierzyła, bo powiedziała, ze to nie moja wina, bo przecież ziemia w doniczce jest mokra, to znaczy, że podlewałam. No i ja teraz zamiast cieszyć się z powrotu babci i dziadka do domu, to ich unikam. Druhno, co ja mam teraz zrobić? – Hm... – Druhna patrzyła na Martę, ale miała zamyśloną minę. Po chwili zaczęła mówić: – Marto, sytuacja, o której mi opowiedziałaś jest trudna, ale myślę, że mogę ci doradzić rozwiązanie. Po pierwsze zapomniałaś o swoim obowiązku. Z tym dobrym nawykiem od rana to był świetny pomysł. Na przyszłość pamiętaj, aby przygotować sobie jeszcze karteczkę z przypomnieniem. Po drugie, nie przyznałaś się do swojej winy, a nawet skłamałaś. To niedobrze, ale można to naprawić. Domyślasz się, jak to zrobić? – Powinnam się przyznać? – zapytała niepewnie Marta. – Myślę, że jak się przyznasz, to będzie ci dużo łatwiej. Oprócz tego warto pomyśleć, jak naprawić tę szkodę, czyli zniszczony kwiatek. – Ja wiem – przerwała druhnie Marta – mam pieniądze w skarbonce. To może ja ten kwiat odkupię. – O! To świetny pomysł. Poproś mamę o pomoc. Znam ją, myślę, że zrozumie. – Dobrze. Marta uściskała druhnę, dziękując za rozmowę, a potem wróciła do domu. Tam wszystko opowiedziała mamie. Razem poszły do sklepu wybrać kwiat i również razem poszły na rozmowę z babcią i dziadkiem. Co ciekawe, oni uściskali Martę bardzo serdecznie, a potemi podziękowali za to, że przyznała się do kłamstwa. Zaproponowali, żeby ten nowy kwiatek był ich wspólny. A potem razem o niego dbali.

65


podharcmistrzyni Małgorzata Chmielarz Hufiec ZHP Jarocin Chorągiew Wielkopolska ZHP

O TYM, JAK SZARY WILK ZWIERZĘTA ZJEDNOCZYŁ W starym borze był wielki spokój. Szary Wilk właśnie wrócił z dalekiej wyprawy i nie mógł uwierzyć, jak wszystko się zmieniło. Niby drzewa takie same, a mimo to coś było nie tak. To ta przejmująca cisza… Postanowił udać się pod stary dąb, gdzie na pewno spotka swojego przyjaciela Puchacza. Na wielkiej polanie panowała podobna cisza, a dąb wyglądał, jakby nikt na nim nie mieszkał. A przecież wcześniej był domem dla tylu ptaków. Nagle na korzeniu pojawił się wielki Puchacz. – Witaj, stary przyjacielu! Cieszę się, że cię widzę, bo w naszym lesie nie dzieje się dobrze. – Zauważyłem, mój druhu. Cóż to się stało? Straszna tu cisza, jakby nikt nie mieszkał! – Wilk zatroskał się. – Widzisz, jakiś czas temu zwierzęta zaczęły się porównywać: kto piękniejszy, kto mądrzejszy, kto sprytniejszy, i tak dalej. Strasznie się później wszyscy pokłócili. Zwierzęta przestały się spotykać, pomagać sobie nawzajem. Nawet ptaki już wspólnie nie śpiewają, skłócone o to, kto ma piękniejszy głos. Poradź, mądry przyjacielu, co robić? – Powiedz wszystkim, aby zebrali się tu jutro po wschodzie słońca. Wtedy powiem, co postanowiłem. Nazajutrz o świcie polana zaroiła się od wszelkiego zwierza i ptactwa. Przybyli chyba wszyscy mieszkańcy wielkiego boru. Stary Wilk wszedł na polanę i chodził między zwierzętami, przed niektórymi z nich kładąc liść lauru. Gdy już wszystkie rozdał, powiedział: 66


– Wszyscy, którzy otrzymali liść niech go wezmą i idą za mą. Zwierzęta zdziwiły się, ale nikt nie śmiał odmówić wilkowi. Wszak krążyły o nim dziwne historie. Tymczasem wilk już opuszczał polanę i kierował się w północne regiony lasu. Zwierzęta niechętnie ruszyły za nim. A były tam przeróżne gatunki – i te mniejsze, i te większe, latające, biegające, pełzające i skaczące. Zatrzymali się dopiero na skraju lasu, przy strumieniu. Szary Wilk powiedział, aby wszyscy usiedli w kręgu – tak, aby nikt nie czuł się pominięty – i przemówił: – Wróciłem z wielkiej wędrówki i bardzo się zasmuciłem sytuacją w naszym lesie. Wiem, że każdy z was uważa siebie za najdoskonalszego. A ja wam chcę udowodnić, że doskonali jesteście wszyscy – zwłaszcza, gdy pracujecie razem. Niestety zapomnieliście, że żyjecie we wspólnocie. Zadania, które otrzymacie, przypomną wam o tym. Początkowo wszyscy zaczęli szeptać i burzyć się, ale w końcu doszli do porozumienia. Wilk w swojej mądrości wymyślał takie zadania, aby wszyscy byli zaangażowani i mogli wykorzystać swoje umiejętności. Tak więc budowali schronienia, szukali pożywienia, gromadzili zapasy, a wszystko to umilali sobie śpiewem. Wykorzystywali wzrok, spryt, siłę, pamięć, zwinność i słuch. Po kilku dniach Szary Wilk ponownie zebrał wybrane zwierzęta w kręgu i zapytał, kto z nich uważa, że wszystkie zadania wykonałby sam, w podobnym czasie i równie dobrze. Nie odezwał się nikt. Wilk powiedział: – Żadne stworzenie nie jest lepsze od innego. Każde z was jest piękne w tym, co potrafi robić najlepiej. Ale tylko wspólnie działając, jesteście doskonali. Gdy wrócimy na wielką polanę, przekażecie wasze doświadczenie innym zwierzętom, aby do lasu wróciła harmonia i zgoda. Zwierzęta zachwyciły się mądrością Szarego Wilka i, bogatsze w nowe doświadczenia, wróciły do swoich domów, aby spełnić jego wolę.

67


harcmistrzyni Iwona Ryndak Hufiec ZHP Rzeszów Chorągiew Podkarpacka ZHP

PRAWDZIWY PRZYJACIEL ZAWISZY Do klasy Piotrka przyszedł nowy kolega, a że był bardzo nieśmiały, niektórzy uczniowie zaczęli mu dokuczać. Piotrek był wówczas chory, ale kiedy wyzdrowiał i przyszedł do szkoły, chłopcy dla zabawy zaczęli straszyć nowego kolegę cyrklem. Wtedy Piotr, któremu nie podobało się zachowanie kolegów, stanął w obronie chłopca. – Zostawcie go w spokoju! – krzyknął Piotr i stanął między nimi a kolegą. – Kto mi zabroni? – wrzasnął najsilniejszy w klasie Darek. – Robię, co mi się podoba. A co zrobisz, jeśli nie zostawię go w spokoju? Może będziesz się ze mną bił? I zaczął się głośno śmiać, a klasa przyglądała się tej scenie. – Nie będę się z tobą bił – powiedział Piotr – ale będziesz musiał mnie uderzyć, zanim ukłujesz cyrklem Janka. – Odczep się, mały! – krzyknął Darek i popchnął Piotra tak mocno, że ten uderzył głową o ścianę, a z nosa zaczęła mu lecieć krew. Wszyscy bardzo się przestraszyli i uciekli, a dziewczynki pobiegły po nauczycielkę. Pani przybiegła bardzo zdenerwowana. – Dlaczego uderzyłeś Piotra? – spytała surowo Darka. – Nie wstyd ci? Jesteś taki duży i silny, a bijesz słabszego od siebie? Klasa opowiedziała wtedy, jak to było naprawdę. Nauczycielka zamilkła na chwilę, po czym rzekła: – Niesłusznie powiedziałam, że Darek jest duży i silny, a Piotr mały i słaby. Jest zupełnie odwrotnie, bo nie trzeba wcale siły, by dokuczyć słabszemu, ale trzeba tej siły bardzo 68


dużo, żeby stanąć w czyjejś obronie. Wielkości człowieka nie mierzy się centymetrem! Pani stwierdziła także, że wie, że uczniowie są tak naprawdę dobrzy, a to, co się stało, było wynikiem bezmyślności. Miała także nadzieję, że do następnego dnia zgłosi się osoba, która zechce siedzieć w ławce z Jankiem. Gdy Piotr wrócił do domu, mama zrobiła mu kompres na nosie, a tata powiedział, że to może być przypieczętowanie przyjaźni. W dawnych czasach rycerze, którzy ślubowali sobie wzajemną życzliwość i lojalność, potwierdzali ważność swoich słów symbolicznym zmieszaniem krwi. Ten przypadek może być przypieczętowaniem przyjaźni z Jankiem. Następnego dnia, gdy pani weszła do sali, tylko Janek usiadł w ławce. Pani zapytała uczniów: – A co tu się dzieje? Dlaczego nie siadacie na swoich miejscach? Wtedy dzieci przypomniały pani o tym, że prosiła, by klasa zastanowiła się, kto będzie siedział z nowym kolegą. Okazało się, że zgłosili się wszyscy. Dlatego pani kazała odsunąć stoliki i usiąść w kręgu. Wówczas wszyscy mogli siedzieć blisko siebie, czyli razem. Tydzień później, gdy Piotr wszedł do klasy, zobaczył, że na ścianie wisi oprawiony w ramkę obraz. Była to „Bitwa pod Grunwaldem”, a sam Zawisza Czarny przyglądał się Piotrowi życzliwie. – Myślę, że wy dwaj zawsze będziecie się dobrze rozumieli, choć dzieli was wiele setek lat – powiedziała z uśmiechem nauczycielka.

69


ćwik Mateusz Słomiński Hufiec ZHP Poznań-Nowe Miasto Chorągiew Wielkopolska ZHP

SZTUKA Z PAPIERU Dawno, dawno temu, w średniowiecznych Chinach mieszkała pewna dziewczyna. Była niezwykle piękna. Jej cechą charakterystyczną były niesamowicie jasne włosy koloru wschodzącego słońca oraz czarujące niebieskie oczy. Dziewczyna miała bardzo wielu zalotników, ale z jakiegoś powodu jednak stale im odmawiała. Mówiła, że jest fanką sztuki – ale sztuki, której jeszcze nikt nie wynalazł. Kolejno ofiarowywano jej listy i obrazy, które w pozostałych częściach imperium uchodziły za arcydzieła. Przychodziły z najdalszych zakątków świata od najwspanialszych twórców. Wszystko na nic. W kraju tym żył też pewien zwyczajny chłopak, który pracował na targu. Ujrzał ją niegdyś, kupującą w oddali piękną suknię. Tak jak inni młodzieńcy, zakochał się od pierwszego wejrzenia. Postanowił, że również spróbuje swoich sił i napisze dla niej wiersz tak piękny, jak tylko będzie w stanie. Dziewczyna jednak już od wielu lat otrzymywała różne dzieła i nie była w stanie ich wszystkich przeczytać ani obejrzeć – dlatego organizowała konkursy i tylko najlepsze prace trafiały do niej samej. Wiersz młodzieńca nie przeszedł nawet kwalifikacji, odpadł przy samych zapisach. On jednak nie poddał się. Codziennie pisał po kilka wierszy i wysyłał je na różne konkursy. Tak mijały lata, a jego wiersze z każdym kolejnym miesiącem stawały się coraz lepsze – nadal jednak odpadały i nie mogły równać się wierszom prawdziwych poetów. Pewnego dnia udało mu się odnieść pierwszy sukces – jego wiersz został zakwalifikowany do dzieł, które zobaczy jego wybranka. Specjalnie tego dnia wspiął się na drze70


71


wo niedaleko jej domu, aby dojrzeć moment otwarcia wiersza. Dziewczyna w spokoju przeczytała poemat, po czym wzięła się za lekturę kolejnego. Wiersz chłopca nie wywarł na niej żadnego wrażenia. Młodzieniec pomyślał, że pewnie było to normalne, w końcu przeczytała już wiele wierszy od o wiele lepszych poetów. Jednak po powrocie do domu spojrzał na swoje mieszkanie. Było pełne rękopisów – walały się w dosłownie każdym zakamarku. Spojrzał na ostatni wiersz, nad którym pracował i czara goryczy się przelała. Rozpłakał się, a w szale zgniótł kartkę ze swoim wierszem i cisnął nią w kąt. Płakał tak przez wiele godzin. W końcu zasnął z oczami pełnymi łez. Rano, gdy się obudził, spojrzał ponownie na zgnieciony arkusz. Zdał sobie wówczas sprawę z tego, że ta kulka papieru coś mu przypomina. Przypominała mu jabłko. Młodzieniec zaczął się głowić nad tym, czy w takim razie z kartki papieru można zrobić też inne rzeczy. Zabrał się więc do pracy – każdego dnia usiłował zgiąć kartkę na najróżniejsze sposoby i sprawdzał, co może dzięki temu otrzymać. Tak minął rok, aż udało mu się uzyskać piękną różę. Wiedział jednak, że róża ta nie przejdzie konkursu. Podjął inną decyzję. Wziął różę i popędził czym prędzej do domu wybranki. Nie czekając pod drzwiami, przedarł się przez strażników, po czym pobiegł w jej stronę. Został jednak pochwycony przez jej osobistego ochroniarza. Był pewien, że jego działania znów poszły na marne. Róża wypadła mu z dłoni, a on sam miał zostać zaraz wyrzucony z posiadłości. Los mu jednak sprzyjał i kiedy szamotał się ze strażnikami, dziewczyna ukazała się w drzwiach. Zobaczyła różę, podniosła ją, po czym kazała go puścić. Zapytała, czy to on jest twórcą. Gdy uzyskała odpowiedź twierdzącą, rozpłakała się i przez łzy szczęścia powiedziała, że tak długo czekała na nowy rodzaj sztuki. Chłopak zapytał ją wtedy, jak ma na imię. Odpowiedziała mu: – Ori, a Ty? – Gami – odparł. Po czym rzucili się w sobie objęcia wśród łez szczęścia. Niedługo potem odbył się ich ślub, a oni żyli ze sobą długo i szczęśliwie.

72


harcmistrz Michał Mojski Hufiec ZHP Łuków Chorągiew Lubelska ZHP

WIEWIÓRKA WANDA To zdecydowanie nie był dobry dzień. Weronika siedziała przygnębiona pod drzewem – starą sosną schowaną w najdalszym zakamarku podwórka. Chciała pobyć sama. Różne myśli kłębiły się jej w głowie. Ledwie pół godziny temu wybiegła z płaczem z domu. Dlaczego jest jej tak trudno? Dlaczego ma tak upartych i nieczułych rodziców? Zaczęło się od taty, który znów kazał posprzątać jej w pokoju. Jak zwykle się zdenerwował i podniesionym głosem mówił, że jeżeli ma za dużo zabawek, to część można wyrzucić albo przekazać potrzebującym. Jej ulubione zabawki! Klocki, lalki, samochody oddać komuś innemu? W żadnym wypadku! Dokładnie to samo powiedziała mama, kiedy Weronika poprosiła ją o telefon komórkowy na urodziny. Przecież niemal każdy w III a ma już swój aparat. Na przykład Wojtek na każdej przerwie się w szkole się przechwala, jakie ma wspaniałe gierki. Och, jakże on działa innym na nerwy! Komórki noszą ze sobą naprawdę wszyscy. No, prawie Na pewno nie ma telefonu Wiktoria… Mama kazała Weronice zaprosić ją na urodziny za tydzień. Po co? Żeby się wszyscy śmiali, że się zadaje z tą obszarpaną dziewczyną? Przychodzi na lekcje w starych, niemodnych ubraniach. Siada gdzieś w kącie, mało się odzywa. Na dodatek – hm, po prostu brzydko pachnie! A jak dostanie czwórkę to jest święto, bo zwykle ma same dwóje i tróje. Ona na urodzinach Weroniki – nigdy w życiu! Kiedy powiedziała to mamie, ona zaczęła tłumaczyć córce, że trzeba pomagać innym, 73


nie patrzeć na to, co mówią inni… I że w ogóle ma dużo szczęścia, bo w rodzinie znajduje tyle miłości i zrozumienia. Miłość i zrozumienie –dobre sobie. Akurat! Weronika dumała oparta o sosnę, kiedy ujrzała znajomy widok. Wysoko na drzewie była dziupla, do której zaglądała niekiedy wiewiórka, skacząc z gałęzi na gałąź. Dziewczynka lubiła obserwować, jak zwinnie się porusza. Czasem nawet wyobrażała sobie, że zwierzątko zaprosi ją do swojej kryjówki. Trochę to śmieszne, ale tak niekiedy marzyła. – Witaj, Weroniko! – usłyszała nagle. To nie mogła być prawda! Mówił do niej rudy pyszczek, merdając rudą kitką. – Mam na imię Wanda. Od dawna cię obserwuję, ale dotąd nie miałam śmiałości podejść… – Cześć! –wyszeptała niepewnie dziewczyna. – Czy coś cię gryzie? – zapytała wiewiórka. – Nie… – usłyszała w odpowiedzi. – Odwagi, rozgryziemy twój problem jak orzeszek laskowy – zachęciła Wanda. – Bo moi rodzice mnie nie rozumieją. Nie chcą mi kupić telefonu, każą oddawać zabawki i zapraszać tę brudną Wiktorię! – wyrzuciła z siebie Weronika. – To poważna sprawa – odparła wiewiórka. A potem dodała: – Warto spoglądać na świat szerzej, żeby dostrzec to, co niewidzialne dla każdego. Wtem stało się coś dziwnego. Jak za dotknięciem jakiejś czarodziejskiej różdżki obydwie postacie znalazły się kilka metrów nad ziemią w sosnowej dziupli. Wanda stuknęła trzy razy orzeszkiem w drzewo i rozkazała: – Patrz! Oczom Weroniki ukazała się Wiktoria. Ta sama, której tak nie znosiła… Była w jakiejś ubogiej chałupce. Cały czas się po niej krzątała. A to zrobiła pranie, a to zajęła się gotowaniem, a to ułożyła do snu dzidziusia – pewnie swojego małego braciszka. W izdebce na łóżku leżała kobieta – wyglądała na bardzo chorą. Wiktoria z czułością wycierała jej pot z czoła, podawała posiłki i leki i powtarzała: – Mamusiu, na pewno będzie dobrze, niedługo wyzdrowiejesz – a łezka za łezką kapały jej z oczu. – Gdzie jest jej tata? – zapytała wiewiórkę Weronika. Ta odpowiedziała: – Nie żyje od czerech lat, muszą radzić sobie sami… 74


Wtedy zrozumiała. Nie wiedzieć kiedy, w ułamku sekundy znalazła się w domu. – Mamo, tato! Muszę wam coś powiedzieć! – krzyknęła. Rodzice zaniepokoili się tą nagłą reakcją. – Bo ja… Bo ja już nie potrzebuję tego telefonu... I posprzątam w pokoju… I chcę zaprosić na swoje urodziny Wiktorię… I oddam jej swoją lalkę albo nawet dwie… I jesteście naprawdę kochani! – Córeczko, cóż to za nagła odmiana, co się stało? – zdziwił się tata. Weronika odparła: – Warto spoglądać na świat szerzej, żeby dostrzec to, co niewidzialne dla innych… – Kto ci powiedział takie mądre słowa? – zagadnęła mama. – Wanda. Wiewiórka Wanda – odpowiedziała dziewczynka. A rodzice otworzyli ze zdumienia usta, ale nic nie odrzekli.

75


druhna Julia Zgolińska Hufiec ZHP Poznań-Rejon Chorągiew Wielkopolska ZHP

ZASADY PRAWDZIWEGO SMERFA Dawno, dawno temu w odległej krainie mieszkał sobie zuch, który należał do bajkowej gromady ,Wędrujących Smerfów. Chłopiec miał na imię Wojtek. Choć Wojtek był zuchem, nie dawał dobrego przykładu. Niemal na wszystkich zbiórkach psocił, śmiał się z kolegów i ciągnął dziewczynki za włosy. Ponadto był strasznym bałaganiarzem i nie słuchał swojej drużynowej ani jej przybocznych. Całą tę sytuację obserwowały małe, niebieskie istotki zwane Smerfami. Były bardzo zaniepokojone i wkrótce zaczęły rozmyślać, co należy zrobić z nieszczęsnym Wojtkiem. — Tak nie może być! — zawołał Ciamajda, największa niezdara wśród Smerfów. — Musimy coś zrobić! — Ale co? — spytała Smerfetka. — Musimy ułożyć plan działania — odezwał się Ważniak swoim przemądrzałym tonem. — Nie, Ważniaku. Przede wszystkim musimy nauczyć go pewnych zasad, wlać mu trochę oleju do głowy — powiedział Papa Smerf. Smerfy zrobiły więc eliksir pomniejszający, który na jednej ze zbiórek wlały Wojtkowi do kubka z herbatą. Nieświadomy niczego zuch wypił napój i nagle poczuł, że się kurczy! Wkrótce osiągnął rozmiary swojego kubka. Wojtek był przerażony. Chciał już wołać o pomoc, lecz z cienia wyłonił się Papa Smerf, który przedstawił się i zaprowadził go do Wioski Smerfów – miejsca pełnego magii. — Czy wiesz, Wojtku, dlaczego tu jesteś? — spytał go Papa Smerf. Wojtek pokręcił przecząco głową. 76


— My, Smerfy, widziałyśmy, jak zachowujesz się na zbiórkach. To niestety nie jest zachowanie godne zucha. Przykro nam. Wojtek zaczerwienił się i spuścił głowę zawstydzony. — Chcemy cię nauczyć pewnych zasad, które obowiązują każdego zucha jak ty. Jesteś na to gotowy? — Tak! — zawołał z Wojtek. — Pierwsza zasada głosi: zuch kocha Boga i Polskę. My, Smerfy, kochamy miejsce, w którym żyjemy i nie pozwalamy, żeby groziło mu niebezpieczeństwo. A jeżeli Gargamel będzie zagrażał naszej wiosce, nie boimy się. — Jak ja! — zawołał Osiłek, najsilniejszy ze wszystkich Smerfów. — I wiąże się z tym zasada: zuch jest dzielny. Pamiętaj też, Wojtku, że nie wolno kłamać, bo nikomu to nie wychodzi na dobre. Pamiętaj: zuch mówi prawdę. Przechodzili właśnie koło placu budowy, gdzie Pracuś wraz z innymi Smerfami budowali maszynę. — Widzisz Pracusia, Wojtku? — spytał Papa Smerf. — Pracuś jest bardzo obowiązkowy i pracowity, wykonuje to, co do niego należy. Każdy zuch powinien być jak Pracuś. Zuch pamięta o swoich obowiązkach. Papa Smerf i Wojtek szli dalej. — Jeśli chcesz, żeby koleżanki i koledzy cię słuchali i lubili, musisz sprawić, żeby czuli się przy tobie pewnie, ponieważ wszystkim z zuchem jest dobrze. Nagle Wojtek ujrzał plac pod wielkim dębem, gdzie Malarz malował obrazy, a Poeta prezentował swoje piękne wiersze. Powoli docierali do skraju Wioski. — Musisz rozwijać także swoje umiejętności i nie tylko, Wojtku — powiedział Papa Smerf. — Zuch stara się być coraz lepszy, rozumiesz? — Tak — odpowiedział Wojtek. — Dziękuję. Wojtek wrócił z powrotem do swojego rzeczywistego świata. Magia eliksiru szybko słabła, więc wkrótce chłopiec wrócił do normalnego wzrostu. Od tego czasu Wojtek zmienił się nie do poznania. Był bardzo grzeczny, słuchał się druhen i nie zaczepiał swoich kolegów. Natomiast Smerfy były bardzo zadowolone z przemiany, jaka zaszła w Wojtku. 77


przewodniczka Emilia Krawczyk Hufiec ZHP Lubliniec Chorągiew Śląska ZHP

ZUCH MARCEL Całkiem niedawno i całkiem blisko było sobie dwóch przyjaciół. Marcel był zuchem w pobliskiej gromadzie, a oprócz tego był radosnym i pomocnym chłopcem. Piotr natomiast był bardzo strachliwy i nie lubił zawierać nowych znajomości. Pewnego dnia chłopcy spotkali się, gdy Marcel szedł na zbiórkę. – Hej! – zawołał z daleka Marcel, gdy zobaczył kolegę. – Cześć! – odpowiedział Piotrek. Zauważył, że jego przyjaciel ma na sobie niecodzienny strój. – Co ty masz na sobie? – To mój mundur zuchowy! – Marcel wyprostował się dumnie. – Widzisz, tu jest mój znaczek zucha. Słońce oznacza, że jestem pogodny, orzeł, że cechuje mnie odwaga, a słowo ,,zuch” oznacza mnie. – A te kółka na rękawie? – To są sprawności. Dostajemy je, kiedy nauczymy się czegoś nowego. Na przykład tu mam sprawność detektywa. Kiedy ją zdobywałem, razem z moją gromadą tropiliśmy ślady, zbieraliśmy odciski palców, a nawet odwiedziliśmy posterunek policji! Piotrek pokręcił z niedowierzaniem głową. – A co dopiero biwaki! Trzeba sobie poradzić bez rodziców, ale nie bój się, kiedy coś nam nie idzie, to druhna nam zawsze pomaga. – A kto to druhna? – zapytał Piotr. – Druhna drużynowa to taki nasz wódz. Słuchamy jej i zawsze możemy do niej przyjść 78


z problemami. Jest jeszcze druh! Jakbyś widział, jak on potrafi stać na baczność! A może chciałbyś iść ze mną? Zbiórka zaczyna się za chwilę. Piotrek bał się wielu rzeczy, ale patrząc na piękny mundur Marcela, podjął odważną decyzję. Spytał mamy, która chętnie się zgodziła, bo słyszała dużo dobrych rzeczy o zuchach. Dogonił kolegę i poszli razem. Zbiórka okazała się fantastyczna. Piotrek nie musiał się bać poznania nowych osób, bo druhna przedstawiła go zuchom, a one zaprosiły go do swojego grona. Na zbiórce zaczęli zdobywać sprawność Indianina. Musieli zrobić kolorowe pióropusze i własne tipi. Czekał ich jeszcze „tunel Wodza” – wydawał się ciemnym labiryntem. Piotrka przeszły ciarki na sam widok i już chciał się rozpłakać, ale poczuł rękę druha na swoim ramieniu. – Dalej, dasz radę. Musisz tylko pokonać strach, który czai się wewnątrz ciebie, a wtedy wszystko osiągniesz. Chłopak wziął sobie tę radę do serca i głęboko odetchnął. Wszedł do tunelu. Z zewnątrz cała gromada go dopingowała. Udało się! Piotr wyszedł z tunelu i powiedział zwycięsko: – To wcale nie było takie straszne. Dumny z siebie, w nagrodę otrzymał okrzyk gromady. Gdy siedzieli w kręgu rady, poznał Prawa Zucha. Doszedł do wniosku, że dzięki drugiemu punktowi prawa, czyli „Zuch jest dzielny”, pokonał dzisiejsze wyzwanie i w taki sam sposób może sobie poradzić z innymi rzeczami. Zauważył, że dzięki tym przykazaniom, zuchy są dzielne i pomocne. Piotrek wrócił do domu bardzo zadowolony i podziękował Marcelowi za pomoc w przezwyciężeniu strachu. – Nie ma sprawy, tak robią przyjaciele. No i zuchy, prawda? – po tych słowach obaj się serdecznie roześmiali. Od tej pory chodzili wspólnie na zbiórki, a Piotr po jakimś czasie dostał znaczek zucha. Kto wie, może w przyszłości zostanie nawet drużynowym?

79


80


SPIS TREŚCI ZUCH KOCHA BOGA I POLSKĘ przewodnik Michał Kłosowski……………………………………………………………………………………………………11 ZUCH KOCHA BOGA I POLSKĘ podharcmistrzyni Katarzyna Nowacka…………………………………………………………………………………….. 13 ZUCH JEST DZIELNY pionierka Iga Łutowicz………………………………………………………………………………………………………………15 WSZYSTKIM JEST Z ZUCHEM DOBRZE pionierka Iga Łutowicz………………………………………………………………………………………………………………17 WSZYSTKIM JEST Z ZUCHEM DOBRZE podharcmistrzyni Katarzyna Nowacka………………………………………………………………………………………19 WSZYSTKIM JEST Z ZUCHEM DOBRZE druhna Barbara Polus……………………………………………………………………………………………………………….. 21 ZUCH PAMIĘTA O SWOICH OBOWIĄZKACH druhna Barbara Polus………………………………………………………………………………………………………………. 23 ZUCH PAMIĘTA O SWOICH OBOWIĄZKACH druhna Patrycja Sobczak…………………………………………………………………………………………………………. 26 O ZASADACH przewodnik Adam Jaworski…………………………………………………………………………………………………….. 30 ALICJA I PYSZNY DESER - O WYTRWAŁOŚCI I CIERPLIWOŚCI samarytanka Julia Deryng……………………………………………………………………………………………………… ..34 BIAŁY KRET podharcmistrz Adam Knop……………………………………………………………………………………………………... 37 81


CHUSTKA RADKA przewodnik Adrian Wojtasz…………………………………………………………………………………………………….…39 CZAPECZKA samarytanka Agata Gurgul…………………………………………………………………………………………………………41 GAWĘDA O KSIĘCIU harcerka orla Weronika Misztal…………………………………………………………………………………………………..43 GWIAZDOZBIORY przewodniczka Juia Korzeniowska…………………………………………………………………………………………....46 GWIEZDNA OBIETNICA przewodniczka Agnieszka Frątczak…………………………………………………………………………………………...48 JAK NIE BYĆ IDEALNYM przewodniczka Katarzyna Luboradzka………………………………………………………………………………………50 KRÓL ZUCH przewodniczka Julia Sało………………………………………………………………………………………………………….54 LEŚNIK przewodniczka Elżbieta Markulak……………………………………………………………………………………………...56 LEŚNY SKRZAT I ZŁOTA STRZAŁA harcmistrzyni Katarzyna Dulska…………………………………………………………………………………………………59 MIKOŁAJKOWA GAWĘDA O RÓWNOŚCI druhna Patrycja Sobczak…………………………………………………………………………………………………………....61 MŁODOŚĆ MISIA SYRIUSZA, CZYLI O SZUKANIU SWOJEGO MIEJSCA W ŚWIECIE druhna Patrycja Sobczak……………………………………………………………………………………………………………63 MARTA I KWIATEK harcmitrzyni Magdalena Jakubowska…………………………………………………………………………………….....66 82


O TYM, JAK SZARY WILK ZWIERZĘTA ZJEDNOCZYL podharcmistrzyni Małgorzata Chmielarz………………………………………………………………………………… 68 PRAWDZIWY PRZYJACIEL ZAWISZY harcmistrzyni Iwona Ryndak……………………………………………………………………………………………………..70 SZTUKA Z PAPIERU ćwik Mateusz Słomiński……………………………………………………………………………………………………………..72 WIEWIÓRKA WANDA harcmistrz Michał Mojski……………………………………………………………………………………………………………75 ZASADY PRAWDZIWEGO SMERFA druhna Maria Zgolińska………………………………………………………………………………………………………………78 ZUCH MARCEL przewodniczka Emilia Krawczyk………………………………………………………………………………………………..80

83


84

Profile for Związek Harcerstwa Polskiego

Zuchowe Gawędy  

29 gawęd na Imieniny Zucha, które świętowane są co 4 lata 29 lutego!

Zuchowe Gawędy  

29 gawęd na Imieniny Zucha, które świętowane są co 4 lata 29 lutego!

Profile for zhp_pl
Advertisement