Page 1

POD POMNIKIEM KATYŃSKIM W 75tą ROCZNICĘ ZBRODNI – CMENTARZ GUNNERSBURY W LONDYNIE

KWIECIEŃ - CZERWIEC 2015

NR 2 ROK 51


Z APELU POLEGŁYCH który po raz pierwszy odczytany był na Monte Cassino w 25-tą rocznicę bitwy, a 25-go maja 2015 r. powtórzony w Stanicy St. Briavels przed odsłonięciem pomnika Polskich Sił Zbrojnych. (fragmenty) Apel Żołnierzy Polskich poległych na ziemi, na morzu i w powietrzu - na polach bitewnych wszystkich frontów Drugiej Wojny Światowej.……………. Apel mężczyzn, kobiet i dzieci, których nazwiska Bogu są tylko znane, a których łączy jedno wielkie dumne imię: Żołnierz Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.……………. Chylimy głowy przed ofiarą miliona naszych braci i sióstr, wywiezionych wbrew prawom boskim i ludzkim do Rosji Sowieckiej, zamęczonych w łagrach i na zsyłkach.……………. Składamy hołd męczeństwu oficerów-jeńców obozów w Ostaszkowie, Starobielsku i Kozielsku – wymordowanych bestialsko w Katyniu i innych miejscach masowych kaźni, których nazwy Bogu są tylko znane.……………. Oddajemy hołd 6 milionom poległych – naszych braci i sióstr, obywateli polskich – wszystkich wyznań i wszystkich mniejszości, wymordowanych przez terror hitlerowski.……………. Oddajemy hołd stu tysiącom żołnierzy – mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy z opaską Armii Krajowej na ramieniu padli na gruzach Warszawy w dramatycznym akcie zadokumentowania światu swego prawa do wolności.……………. Chylimy czoła przed młodzieżą harcerską, która w tej bitwie największą złożyła ofiarę.……………. Pochylmy sztandary przed braćmi naszymi Żołnierzami Drugiego Korpusu Polskiego, poległymi w Kampanii Włoskiej.……………. Oddajemy hołd poległym pod Monte Cassino. 1


POMNIK POLSKICH SIŁ ZBROJNYCH W Stanicy Harcerskiej St. Briavels, 25 maja 2015 O początkach Stanicy Harcerskiej w St. Briavels i planach jej rozbudowy pisaliśmy szeroko w Ognisku NR 4, 2014. W 1969 r. opiekujący się Stanicą hufiec harcerzy „Szczecin”, w 25-tą rocznicę bitwy o Monte Cassino postawił tam niewielki pomnik upamiętniający to zwycięstwo. W ubiegłym roku Konsul Generalny Ireneusz Truszkowski odwiedził stanicę w St. Briavels. Wyraził chęć pomocy w odnowieniu pomnika, ponieważ kamień kruszy się. W dalszy dyskusjach wyłonił się projekt utworzenia Polany Pamięci, na której obok starego pomnika stanie nowy dedykowany Polskim Siłom Zbrojnym, ku czci polskich żołnierzy walczących na wszystkich frontach II wojny światowej. Tę myśl pięknie wyrazili nasi młodzi hufcowi: Pierwszy pomnik stawialiśmy kiedy Polska nie była wolna. Przez długie lata odbywały się tu uroczystości i obrzędy harcerskie. Dziś wolna Polska staje razem z nami, aby w tym miejscu, które „do Polski należy”, oddać hołd, podziękować i pamiętać. phm. Rysio Jankowski Hufcowy hufca harcerzy „Szczecin”

(wnuk Prezydenta RP Ryszarda Kaczorowskiego, w 1969 r. Komendanta Zlotu Harcerzy na Monte Cassino)

Historia Polski to nasza historia. Przybliżamy naszej młodzieży tę historię poprzez program sprawności i stopni. Zależy nam na tym, aby młodzież harcerska była dumna z Polski, czuła przynależność do Narodu Polskiego i była współodpowiedzialna za Jego przyszłość. pwd. Helenka Paluch –Machnik Hufcowa hufca harcerek „Pomorze” (wnuczka zasłużonej instruktorki hm. Irmy Paluchowej)

25-go maja nastąpiło uroczyste poświęcenie nowego pomnika. Do Stanicy zjechali się liczni goście i instruktorzy i oczywiście młodzież harcerska, dla której zorganizowano trzydniowy biwak. Po przywitaniu obecnych wszyscy zasiedli przed budynkiem Stanicy, aby na wstępie obejrzeć harcerskie widowisko. Uczestnicząca w uroczystości druhna Danka Pniewska tak ją opisuje : „Młodzież pod kierownictwem phm. Marka Mrożka przedstawiła pokaz pod hasłem: „Jak zawsze o honor się bić”. Młodziutcy, bardzo 2


Stanica St. Briavels – u góry : Ambasador RP Witold Sobków odsłania pomnik Polskich Sił Zbrojnych; u dołu : Szeryf hrabstwa Gloucestershire składa wieniec.

3


poważni harcerze, przyodziani o zdobyte gdzieś autentyczne mundury i czapki, z dumą ściskali w ręku broń; jak żywy obraz przesuwając się przed widzami w miarę wygłaszanego przez druha Marka monologu. Nie zabrakło oczywiście dziewcząt – sanitariuszki, łączniczki AK i syberyjskie zesłanki. A gdy przyszła kolej na Monte Cassino, ogólną radość wywołał miś Wojtek, dźwigający amunicję. Licznie zebrana publiczność – zaproszeni goście, przyjaciele, pracownicy i sąsiedzi stanicy – dołączyli gremialnym śpiewem. Pomogły wydrukowane słowa i akordeon druha Żaby, prawnuka założycieli harcerstwa. Uroczystością, z pomocą dhny Przewodniczącej, hm. Teresy Ciecierskiej, kierowała i z werwą prowadziła konferansjerkę dhna hm. Wanda Petrusewicz. Dwujęzycznie – bo jak wyjaśniła, nie wszyscy jeszcze w WB Wielkiej Brytanii władają językiem polskim, chociaż staje się on już drugim językiem w tym kraju. Po zakończeniu pokazu odczytano Apel Poległych. Następnie obecni zebrali się pod pomnikiem – zaprojektowanym przez harcerzy, ojca i syna, Andrzeja i Witka Hewanickich. Przemawiał Naczelny Kapelan ZHP ks. Inf. Hm Stanisław Świerczyński, który pomnik poświecił; J.E. Ambasador RP w W.B. pan Witold Sobków, który go odsłonił oraz Szeryf, pan Roger Head, który jest przedstawicielem Królowej Elżbiety II w hrabstwie Gloucestershire i przybył w tradycyjnym stroju. Obecny wśród gości był również bliski nam ks.Stefan Wylężek Rektor Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. W imieniu weteranów, których kilku zaszczyciło nas swoja obecnością, przemawiał por. Edmund Szymczak z Kiddermister. Licznie stawili się członkowie Fundacji SPK i przedstawiciele naszych władz harcerskich; było również kilka skautek angielskich. Wśród wieńców składanych przed pomnikiem miłym akcentem były wiązanki i wianuszki z polnych kwiatów, uplecione przez biwakujące harcerki i harcerzy, oraz przez zuchy, które przyjechały z pobliskiej minikoloni. W przemówieniach wspominano osoby zasłużone dla istnienia stanicy; do sadzenia symbolicznych drzewek zaproszono byłych hufcowych i najmłodszych członków biwaku” Przy tej okazji można było oglądać plansze wystawowe z projektem rozbudowy Stanicy. Jest już utworzony fundusz na ten cel, który czeka na nasze wsparcie. ST. BRIAVELS FUND Informacje na www.stanicastbriavels.uk lub stbriavelsfund@zhpwb.org.uk 4


Harcerskie widowisko – Stanica St. Briavels w dniu poświęcenia pomnika Polskich Sił Zbrojnych.

5


Z KALENDARZA NA ROK: 2015, 2016 i 2017 

  

6

ZLOT OKRĘGU ST. ZJEDNOCZONYCHtermin: 26 lipca – 8 sierpnia 2015 r. miejsce: Peaceful Valley, Scouts Ranch, Elbert, Colorado nazwa: „Iskra Pokoju” komendant Główny: hm. Regina Skwarużyńska zgłoszonych 394 uczestników ZLOT OKRĘGU W. BRYTANII termin: 25 lipca – 8 sierpnia 2015 r. miejsce: Yardley Chase, Horton, Northhamptonshire nazwa: „Odwaga”, hasło: „całym życiem” komendant Główny: hm. Anna Kucewicz komendantka Zlotu Harcerek: hm Alicja Parol komendant Zlotu Harcerzy: phm Janek Lasocki zgłoszonych 538 uczestników PIELGRZYMKA HARCERSKA DO DACHAU 9-10 paźdz. 2015 r. w 70. rocznicę męczeńskiej śmierci Patrona Harcerstwa Polskiego, bł.ks.phm. Stefana Wincentego Frelichowskiego z udziałem Biskupa Polowego i Kapelanów harcerskich. MODLITEWNE SPOTKANIE HARCEREK I HARCERZY 18 października. 2015 r. w Warszawie w Katedrze Polowej przy Krzyżu Światowych Dni Młodzieży. XLVII NRH i XI ZWYCZAJNY ŚWIATOWY ZJAZD OGÓLNY 20-22 listopada 2015 r. w Sunningdale Park, Larch Ave, Ascot, Berkshire, UK. ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY 2016 r. w Krakowie Przygotowania w toku, ŚDM były omawiane 8 czerwca 2015 w Warszawie na spotkaniu Naczelnych Kapelanów głównych organizacji harcerskich z Biskupem Polowym. Zgłoszenia udziału organizacji harcerskich muszą być przedstawione w najbliższym czasie. IX ŚWIATOWY ZLOT ZHP W KANADZIE, 2017 r. miejsce: Tamaracouta Scout Reserve, Quebec komendant główny: hm Krystyna Reitmeier.


Pamięć o Katyniu nie zaginie UROCZYSTOŚCI W LONDYNIE W 75. ROCZNICĘ ZBRODNI KATYŃSKIEJ Główne obchody w niedzielę 26-go kwietnia rozpoczęte zostały Mszą św. w kościele garnizonowym św. Andrzeja Boboli, poczym kontynuowane były pod Pomnikiem Katyńskim na Cmentarzu Gunnersbury – pierwszym pomnikiem katyńskim, który stanął tu w 1976 r. Zebrały się tłumy Polaków kilku pokoleń, wśród nich wielu młodych ludzi, a także przedstawiciele władz polskich i brytyjskich, goście i sympatycy. Wszędzie widoczna była nasza młodzież harcerska, głównie z hufców londyńskich, „Bałtyku” i „Warszawy” - w szeregach, w pocztach sztandarowych, na służbie. Pamięć poległych uczczono minutą ciszy i modlitwą . Główne przemówienie wygłosił ambasador RP Witold Sobków. Nawiązując do ostatnio opublikowanych przez polskie ministerstwo spraw zagranicznych odtajnionych archiwów brytyjskich powiedział : „Ich walor polega na tym, że w sposób udokumentowany poznajemy decyzje polityczne, które dla zawarcia ówczesnej koalicji wojennej kazały im wziąć udział w brutalnej grze przemilczania zbrodni sowieckiego sojusznika, a nawet i negowanie sugerowania, że sprawstwo leżało po innej stronie. Tragiczne jest, że milczenie wokół Katynia przetrwało kilka dziesięcioleci i to nie tylko w Polsce, i w innych krajach zniewolonych przez Sowietów, lecz w innych krajach w wolnym świecie. Symbolizuje to historia powstawania pomnika, przed którym się znajdujemy, która jest ilustracją prymatu gry i kalkulacji politycznej nad prawdą i moralnością. Składamy jednocześnie hołd tym wspaniałym Brytyjczykom, bez udziału i zaangażowania których pomnik nie powstałby lub powstałby znacznie później.” Kwiaty pod pomnikiem składało kilkadziesiąt organizacji. Każdy wieniec przekazywano na ręce harcerki i harcerza, a ci z kolei, składali je pod pomnikiem.Widząc udział w uroczystości naszej młodzieży harcerskiej, a także przedstawicieli polskich szkół sobotnich i organizacji młodej Polonii, możemy wierzyć, że im również bliska staje się pamięć tych, którzy zostali zamordowani w Katyniu, Miednoje, Charkowie , Bykowni…I że, gdy starsze pokolenia odejdą, oni tę pamięć będą pielęgnowali. Pamięć o Katyniu jest naszym obowiązkiem. Redakcja 7


Uroczystości pod Pomnikiem Katyńskim, Cmentarz Gunnersbury w Londynie. U dołu – w imieniu ZHP wieniec składają : hm. Teresa Ciecierska, hm. Marek Szablewski i hm Michał Nalewajko.

8


Guziki

Pamięci kapitana Edwarda Herberta

Tylko guziki nieugięte przetrwały śmierć świadkowie zbrodni z głębin wychodzą na powierzchnię jedyny pomnik na ich grobie są aby świadczyć Bóg policzy i ulituje się nad nimi lecz jak zmartwychwstać mają ciałem kiedy są lepką cząstką ziemi przeleciał ptak przepływa obłok upada liść kiełkuje ślaz i cisza jest na wysokościach i dymi mgłą katyński las tylko guziki nieugięte potężny głos zamilkłych chórów tylko guziki nieugięte guziki z płaszczy i mundurów

ZBIGNIEW HERBERT

ZBIGNIEW HERBERT (1924 -1997) ur. we Lwowie, jeden z najważniejszych polskich poetów XX wieku, pisarz – eseista, wielki autorytet moralny, odważny i bezkompromisowy w krytyce komunizmu i postkomunizmu. Jego słynny cykl wierszy „ Przesłanie Pana Cogito ” stało się w 1974 r. natchnieniem dla ruchu opozycyjnego. 9


„KATYŃ 1940 DOWODY ZDRADY ZACHODU, DOKUMENTY Z BRYTYJSKICH ARCHIWÓW” Książka pod tym tytułem, w języku polskim, ukazała się w Londynie zaprezentowana 18 kwietnia na spotkaniu w POSKu pod patronatem Biblioteki Polskiej – dokładnie w 75-tą rocznicę zbrodni katyńskiej. Angielska wersja książki została wydana już w 2010 r. Autorką obu wersji jest EUGENIA MARESCH, harcerka czynna w Organizacji Starszego Harcerstwa, a także: publicystka, działaczka emigracyjna, była członkini polsko – brytyjskiej komisji historycznej, która wydała dwutomową pracę na temat roli polskiego wywiadu w zwycięstwie aliantów w czasie II wojny światowej. „Katyń 1940” jest owocem skrupulatnych i żmudnych badań autorki dokumentów archiwalnych polskich i angielskich, które trwały pięć lat. Z badań tych jednoznacznie wynika, że polityką brytyjską było wyciszanie i ukrywanie faktów dotyczących zbrodni katyńskiej znanych brytyjskiej dyplomacji i innym państwom alianckim od samego początku, to znaczy od momentu odkrycia grobów katyńskich przez Niemców w 1941 r. W książce zawarte są dokumenty, raporty, listy, komentarze – niektóre publikowane po raz pierwszy – i również omawiane są próby podniesienia sprawy zbrodni katyńskiej na procesie norymberskim oraz w Komisji Kongresu USA. Na obwolucie książki cytowana jest wypowiedź wybitnego historyka prof. Andrzeja Nowaka: Książka Eugenii Maresch to z pasją napisana kronika walki o prawdę o Katyniu – walki toczonej z obrońcami sowieckiego kłamstwa i hipokryzją wpływowej części zachodniej opinii publicznej. Szczególnie fascynujące są wydobyte przez Autorkę z brytyjskich archiwów szczegóły tej gry polityki, moralności i obojętności. Gry z gorzkim happy-endem.

10


Znawcy przedmiotu uznają tę publikację za konieczną lekturę dla historyków, szczególnie anglosaskich i , co ważne, za jedną z tych pozycji, których nie powinno zabraknąć w żadnym polskim domu.

WE WSTĘPIE DO KSIĄŻKI „KATYŃ 1940” EUGENIA MARESCH PISZE: Stalin wydał wyrok śmierci na 25700 polskich jeńców wojennych. Podpisał go wraz z innymi członkami sowieckiego politbiura 5 marca 1940 roku. Wykonywanie tego postanowienia – rozpoczęte już 3 kwietnia tego roku – było jedną z najbardziej wstrząsających zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Prawda o niej dotąd nie została w pełni ujawniona. Udostępnione czasowo w 1992 roku archiwa Federacji Rosyjskiej, nadal nie wyjaśniają całkowicie ani tego ludobójstwa, ani losów innych, pomordowanych w więzieniach ofiar oraz ludności cywilnej deportowanej w głąb Rosji Sowieckiej. W siedemdziesiątą rocznicę odnalezienia zwłok polskich oficerów w Katyniu należałoby oczekiwać całkowitego ujawnienia prawdy historycznej. Sprawa Katynia zyskała na aktualności i znaczeniu w 1973 roku po częściowym odtajnieniu dokumentów brytyjskich, to znaczy po trzydziestu latach obowiązywania klauzuli chroniącej materiały wytworzone przez ministerstwa. W roku 2003 Departament Historyczny ministerstwa spraw zagranicznych (Foreign Office) opublikował tajny raport swojego ówczesnego doradcy historycznego dr Rohana Butlera, uzupełniając go materiałami z okresu następnych trzydziestu lat. Broszura ta, Katyn. British Reactions to the Katyn Massacre 1943-2003 ( Brytyjskie reakcje na masakrę w Katyniu 1943-2003), zachęciła mnie do poszukiwań w zasobach Archiwum Narodowego (National Archives). Przebadałam oryginalne raporty, telegramy, zeznania i noty dyplomatyczne rządowych doradców i mężów stanu. Materiały te, w dużej mierze dotąd nieznane i niezmiernie interesujące, obejmowały okres od drugiej połowy 1941 roku do czasów najnowszych, ukazując makiaweliczną wręcz politykę mocarstw zachodnich – przede wszystkim 11


Anglii i Stanów Zjednoczonych – które ukrywały prawdę w ciągu wszystkich tych lat. Celem publikacji Katyń 1940. Dokumenty świadczące o zdradzie Zachodu, jest uświadomienie Czytelnikom zakulisowych działań rządu brytyjskiego, który – zgodnie z opinią swojego głównego doradcy prawnego Williama Malkina – przyjął od samego początku aż po rok 1990 postawę „powstrzymania się od osądzenia” zbrodni, mimo niezbitych dowodów dostarczonych przez władze polskie na uchodźstwie i potwierdzanych przez własne źródła. Do Londynu docierały bowiem zaszyfrowane raporty i protokóły brytyjskich misji wojskowych oraz ambasadorów w Moskwie i Teheranie. Szczególnie niechlubną rolę odegrał – zwłaszcza podczas procesu w Norymberdze – brytyjski Urząd do spraw Zbrodni Wojennych (British War Crimes Executive), nie dopuszczając do przedłożenia Trybunałowi polskich dokumentów świadczących o zbrodni katyńskiej. Również dyplomacja brytyjska odmawiała jakiejkolwiek pomocy, między innymi w sprawie przekazania dokumentów działającej w latach 1950-1952 Specjalnej Komisji amerykańskiego Kongresu, która prowadziła śledztwo dotyczące Katynia. Pisemne dyspozycje dotyczyły zagadnień różnej wagi – nawet tak szczegółowych, jak odmowa wzniesienia w Londynie pomnika pamięci ofiar Katynia w roku 1976. EUGENIA MARESCH urodziła się na Wileńszczyźnie. W 1940 r. została wywieziona na Syberię. Zwolniona na mocy układu Sikorski – Majski z Armią Polską przedostała się do Iranu a następnie do Indii. Tam w osiedlu dla uchodźców wstąpiła do harcerstwa. Jej instruktorem harcerskim był hm. Zdzisław Peszkowski „Druh Ryś”, jeniec Kozielska, późniejszy ksiądz prałat, Naczelny Kapelan ZHP, Kapelan Rodzin Katyńskich i wielki bojownik o prawdę o Katyniu. Jemu to m.in. autorka tą książkę dedykuje.

„ Przebaczać nie oznacza rezygnować z prawdy i sprawiedliwości. Oznacza: zmierzać do prawdy i sprawiedliwości drogą Ewangelii ” 12

Jan Paweł II


JUBILEUSZ „WSPÓLNOTY POLSKIEJ” 25 lat temu w Polsce, grupa 87- miu wybitnych Polaków: senatorów, posłów, działaczy niepodległościowych powołało Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”. Akt założycielski podpisano 7 lutego 1990 r. Celem Stowarzyszenia było zjednoczenie Polaków zamieszkałych poza Ojczyzną ( a jest ich aż 20 milnonów) oraz misja służenia im i niesienia pomocy, szczególnie na Wschodzie, gdzie pomoc ta najbardziej jest potrzebna. Pierwszym ważnym wydarzeniem była zorganizowana przez „Wspólnotę Polską” i Radę Polonii Wolnego Świata Konferencja Kraj – Emigracja pod patronatem Ojca Św. Jana Pawła II w Rzymie, która zgromadziła po raz pierwszy Polaków ze Wschodu, z Polski i z emigracji na Zachodzie. Miała ona wielkie znaczenie w zapoczątkowaniu procesu integracji i budowy więzi między Polakami rozproszonymi w świecie, a Krajem. Podobnie dużym sukcesem były następne dwa spotkania Polaków w Rzymie podczas uroczystości beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych Jana Pawła II w 2011 i 2014 r. Stowarzyszenie realizowało swe cele na różne sposoby, przedewszystkim nawiązując kontakty ze środowiskami polskimi, służąc im radą i pomocą i starając się o autentyczną współpracę tych ośrodków z Krajem. Przykładem może być tu nowoczesny Dom Polski, który, po wielu latach starań, stanie wkrótce we Lwowie. Wielką troską „Wspólnoty Polskiej”, w obliczu kolejnych fal emigracji zarobkowej i powstawania nowych skupisk polskich na Zachodzie, jest edukacja młodego pokolenia. Stowarzyszenie apeluje o fundusze rządowe na te cele, podkreślając wzrastajace potrzeby szkół sobotnich i wspieranie polskich środowisk rówieśniczych takich, jakim właśnie jest harcerstwo. Od powstania Stowarzyszenia w 1990 r. nasz Związek utrzymywał z nim stały, serdeczny kontakt. Otrzymywaliśmy również życzliwą pomoc, szczególnie w organizowaniu naszych zlotów na terenie Polski. Widoczne było, że osoby, z którymi rozmawialiśmy w Stowarzyszeniu, dobrze rozumieją rolę, jaką spełnia harcerstwo w utrzymywaniu polskości. Życzymy Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska” dalszej owocnej działalności, w duchu jego szlachetnych założycieli. Redakcja

13


U góry: Dhna. hm. T.Ciecierska, Przewodnicząca ZHP wśród laureatów nagród na Zamku Królewskim w Warszawie, 2 maja 2015 r. Z boku: Dyplom naszej nagrody

14


DZIEŃ POLONII I POLAKÓW W WARSZAWIE Jest już tradycją, że na dzień 2-go maja – Dzień Polonii i Polaków za Granicą – zjeżdżają się do Warszawy rodacy z całego świata. Są to przedewszystkim delegaci różnych organizacji polonijnych, z którymi Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” utrzymuje kontakt, a jest ich blisko 600! Nasz Związek reprezentowały: Przewodniczące ZHP hm. Teresa Ciecierska oraz hm. Jagoda Kaczorowska. Ze względu na swój Jubilesz 25-lecia, Stowarzyszenie było w tym roku gościem specjalnym tego spotkania. Obecny prezes Longin Komołowski, wygłaszając przemówienie wprowadzające do uroczystości, nawiązał do początków Stowarzyszenia i idei służby Polsce przyświecającej jego założycielom. Przywołał pamięć pierwszych przewodniczących: prof. Andrzeja Stelmachowskiego oraz marszałka Macieja Płażyńskiego, który zginął w katastrofie Smoleńskiej. Pod tablicą upamiętniającą ich złożono kwiaty. W świątynii Bożej Opatrzności goście uczestniczyli we Mszy św. w intencji Polaków na świecie, którą celebrował J.E. kard. Kazimierz Nycz. Po Mszy Św. złożono również kwiaty przy grobie ostatniego Prezydenta R.P. na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. W przeddzień w Domu Polonii na Krakowskim Przedmieściu nadane zostały państwowe odznaczenia za działalność na rzecz Polonii i Polaków za Granicą. W dalszej części uroczystości wręczone zostały również medale pamiątkowe z okazji 25-lecia Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. W kategorii „25 lat partnerstwa” nagrodę m.in. otrzymała Przwodnicząca ZHP hm. Teresa Ciecierska w imieniu ZHP działającego poza granicami kraju. Wieczorem 2-go maja goście wysłuchali Koncertu Galowego na Zamku Królewskim. Obchody 3 Maja w 224 rocznicę Konstytucji rozpoczęła Mszą Św. za Ojczyznę w Archikatedrze Św. Jana, poczym miały miejsce uroczystości państwowe na Placu Zamkowym, oraz przyjęcie w ogrodach Pałacu Prezydenckiego. 15


DYWIZJA GEN. MACZKA – – OSTATNIE MIESIĄCE WOJNY

1 sierpnia 1944 r. w czasie gdy 2 korpus generała Andersa walczył we

Włoszech o linię Gotycką, a w Warszawie rozpoczynało się Powstanie, na brzegach Normandii, wraz z wojskiem brytyjskim, wylądowała 1 Polska Dywizja Pancerna pod wodzą gen. S. Maczka. Był to ciąg dalszy kampanii alianckiej – końcowego etapu II wojny światowej, która rozpoczęła się w „D-Day” 6-go czerwca tegoż roku. 1 Polska Dywizja Pancerna weszła w skład 1 Armii Kanadyjskiej dowodzonej przez gen. Bernarda Montgomery. Jedną z najcięższych walk w Normandii stoczono pod Falaise. Zadaniem Dywizji było zamknięcie „dziury” w linii wojsk alianckich pod Chambois – Mont Ormel i uniemożliwienie Niemcom ucieczki na wschód. Dywizja stoczyła tu ciężkie walki ponosząc poważne straty. Dywizja pod wodzą gen. Maczka postępowała dalej poprzez półn.wsch. Francję oraz Belgię wyzwalając Ypres i Roulers – Thielt, uczestnicząc w wyzwoleniu Ghent. Po przekroczeniu granicy holenderskiej zdobyła Baarle Nassau wyzwalając miasto Breda. W ciągu zimy 1944/1945 r. Dywizja utrzymywała linię obronną na rzece Maas zapobiegając infiltracji sił nieprzyjacielskich. Ostatnia operacja miała miejsca na granicy holendersko – niemieckiej wzdłuż Kusten Canal, gdzie stoczono walki, postępując dalej aż do Wilhelmshaven. Tu 5 maja nastąpiła kapitulacja Niemców przyjęta przez pułkownika A. Grudzińskiego reprezentującego Dywizję. 1 Polska Dywizja Pancerna okupowała tą część Niemiec aż do 1947 r. Jedno z miasteczek niemieckich, w którym stacjonowało wojsko polskie zostało nazwane „Maczkowem” na cześć dowódcy Dywizji. Na swojej drodze bojowej 12 kwietnia 1945 r. w okolicach granicy niemiecko – holenderskiej 1 Polska Dywizja Pancerna natrafiła na obóz jeniecki polskich kobiet Żołnierzy Armii Krajowej - Oberlangen. Opracowane na podstawie „Poland’s Contribution to the Allied Victory in the Second World War” 16


Andrzej Suchcitz, London 2011

„Byliśmy młodzi, a wielu z nas było zakochanych od pierwszego wejrzenia po same uszy. Jakże mogło być inaczej? Jak świat światem nigdy taka historia żadnemu wojsku od czasów Bolesława Chrobrego się nie wydarzyła.”

OBERLANGEN

WYZWOLENIE

12 kwiecień 1945 r.

Poniżej drukujemy fragmenty książki pt. „ Oberlangen” Wandy Lesisz Gutowskiej , akaczki, która opisuje to niezwykłe wydarzenie. We wstępie do książki czytamy: Są to autentyczne wspomnienia, pisane na gorąco, z dnia na dzień, właśnie w tym obozie, w którym od października 1944 r. – a więc już po Powstaniu Warszawskim – przebywało około czy nieco ponad 1.700 polskich kobiet. Służyły one czy to w Armii Krajowej – a tych było w tym obozie najwięcej – czy też wywiezione zostały na przymusowe roboty do hitlerowskich Niemiec, gdzie pracowały w niezwykle ciężkich warunkach, by nie powiedzieć w warunkach wręcz nieludzkich. W takich samych warunkach żyły nasze polskie dziewczyny, które miały najczęściej lat kilkanaście, a już pełniły jakże ciężkie i odpowiedzialne funkcje w Armii Krajowej, i to nie tylko w czasie Powstania. Te obowiązki pełniły w zasadzie przez cały okres okupacji aż do ostatnich walk w Warszawie. Już po Powstaniu Niemcy wywozili, a raczej przerzucali je różnymi transportami z miejscowości do miejscowości, aż znalazły się w tym stalagu Oberlangen i tu doczekały się dnia 12 kwietnia 1945 roku upragnionej wolności. Zasługą Autorki jest niewątpliwie to, że mimo tych nieprawdopodobnie nieludzkich warunków w różnych obozach, zdobyła się na niezmiernie ważny wysiłek, za który należy się jej szczególne uznanie. Mianowicie, mimo braku sił, choroby czy wycieńczenia potrafiła przez ten okres w niewoli niemal w dzień w dzień zapisać co ważniejsze wydarzenia: od tęsknoty za domem rodzinnym poprzez walkę o życie w warunkach, które częstokroć nie były lepsze od warunków w obozach koncentracyjnych. 17


Przypominam sobie – a było to już po zakończeniu wojny, że pewnego dnia w rejonie, w którym funkcje okupacyjne pełniła 1 Dywizja Pancerna dowodzona przez gen. Maczka nim dowództwo objął gen. K. Rudnicki, rozeszła się po całym terenie okupowanym przez wojska polskie (także Samodzielną Brygadę Spadochronową) wieść, że niedaleko, a właściwie w tej samej Brytyjskiej Strefie Okupacyjnej, znajduje się stalag z Polkami. Nie tylko, że trudno było w to uwierzyć, lecz z miejsca marzeniem nas wszystkich było jak najszybciej odwiedzić ten obóz, bo może tam jest ktoś bardzo bliski – żona, siostra, matka czy córka. Z PAMIĘTNIKA AKACZKI OSTATNIE DNI WOJNY Wtorek, 20 marca (1945) Wiosna w całej pełni, trochę się ożywiło w obozie. Tak pięknie na świecie, a my biedne za drutami. Wieczorem wychodzimy na dłuższe spacery – obchodzimy dookoła obóz, w którym czujemy się jak małpy w klatce. Widok poza drutami bardzo monotonny – płaszczyzna, oczy nie mają żadnego punktu zaczepienia – wszędzie torf i torf. Dnie w większości bywają pochmurne, przerywane deszczami, podczas których nasze baraki i obóz wyglądają jeszcze bardziej ponuro – i pomyśleć, że musimy w nich spędzać dzień po dniu. Na samą myśl ogarnia nas chandra i czujemy zupełną beznadziejność. Jak długo będziemy jeszcze w tych warunkach przebywać i jaka przed nami przyszłość? Po drugiej stronie drutów widać jedynie sylwetkę wartownika przemierzającego teren tam i z powrotem. Ciekawa jestem gdzie biegną jego myśli – może do rodziny, zapewne też zgnębionej wojną, ale on przynajmniej czuje się bezpieczny z daleka od frontu. Środa, 21 marca Potworny głód. Dziś poszłam z Hanką na śmietnik koło kuchni, mając nadzieję, że znajdziemy trochę zgniłych kartofli. Niestety wszystkie już dawno zostały wybrane. Na obiad przemogłam się i zjadłam trochę tej 18


obrzydliwej zupy. Podziwiam koleżanki, które pałaszują ją z wielkim apetytem. Stale rozmawiamy o jedzeniu, przypominamy sobie różne wspaniałe potrawy i marzymy, aby po wyjściu z obozu wreszcie móc się najeść do syta. Koleżanki jedna przez drugą wykrzykują – bo każda pamięta swoją ulubioną potrawę: wspaniały befsztyk z cebulą, kotlet schabowy, potrawa z cielęciny, gołąbki itd. Zaraz idziemy spać. Może nam coś dobrego przyśni dzisiaj w nocy. Współżycie z koleżankami staje się coraz trudniejsze, dziewczęnta są wyczerpane głodem i stają się pobudliwe i gotowe do sprzeczek. Stale jakiś głupie awantury o byle co. Na apelu też ciężko stać. Niektóre z nas mdleją i trzeba je zanosić do baraku. Mamy już dosyć codziennego oglądania komendanta obozu, grubego Feldfebla i tych naprawdę wrednych Niemek. Ostatnio widać u nich jakieś podenerwowanie. Czyżby przeczuwali zły koniec wojny i obawiają się jakie mogą być dla nich konsekwencje? Środa, 4 kwietnia Znów przeraźliwy głód, ale za to wiadomości są coraz lepsze i to nas trzyma na duchu. Coraz wyraźniej słychać odgłosy frontu, dworzec w Lathen zbombardowany. Już żadna poczta nie dochodzi. Jesteśmy odcięte od świata. Wiadomo, że Niemcy się kończą, ale jak długo jeszcze ta agonia będzie trwała? Piątek, 6 kwietnia Nasi „opiekunowie” bardzo się zmienili. Wczoraj – o dziwo – po przywiezieniu kartofli przydzielili każdej po półtora kartofla. Dziś, kiedy komendantka Jaga reklamowała, że zupa jest bez kartofli „calmajster” przeprosił ją (!) i kuchnia gotuje na kolację kartofle zupełnie dodatkowo. Rzecz do tej pory niespotykana, nikt nigdy się z nami nie liczył, a teraz wyraźnie chcą wkraść się w nasze łaski. Poniedziałek, 9 kwietnia Dzięki Bogu udało się nam zdobyć troche kartofli. Niemcy już na wszystko machnęli ręką – pozwolili nam wyjechać po torf bez eskorty, z jednym 19


kulawym żołnierzem. Gdy wyjechałyśmy w pole podeszli do nas chłopi i pozwolili nam zabrać trochę kartofli z pobliskiego kopca. Widok nie do opisania , z jaką szybkością rzuciłyśmy się na kopiec, który w ciągu klilku minut został dosłownie rozdrapany. Upychałyśmy kartofle gdzie się tylko dało: w kieszenie, nogawki spodni, pod swetry. Do obozu wróciłyśmy tryumfalnie, jak byśmy zdobyły skarb, ale nie mogłyśmy dosłownie iść, bo nogi uginały się pod tym ciężarem. Na jakiś czas mamy dobry zapas. Tylko soli brak nam do szczęścia. Z daleka słychać wyraźnie cekaem. Czyżby to już naprawdę koniec naszej niewoli? Czwartek, 12 kwietnia Boże, Boże jaka ja jestem szczęśliwa! Nareszcie jesteśmy wolne! O godz. 5 po południu uwolniła nas nasza I Polska Dywizja Pancerna gen. S. Maczka – nie mogę pisać ze wzruszenia. Dzień 12 kwietnia, którego nigdy nie zapomnę, zaczął się normalnie codziennymi zajęciami obozowymi, aż tu nagle po południu usłyszałyśmy z daleka odgłosy pojedynczych strzałów. Na czele małej kolumny wyjeżdża do obozu czołg. Dziewczęta biegną nieprzytomne z wrażenia i ku zdziwieniu słyszymy polskie glosy. O Boże! To nasi chłopcy, nasi kochani żołnierze! Komendantka Jaga – por. M. Milewska – ustawia nas w szeregu i ze wzruszeniem zdaje raport dowódcy oddziału, płk.S.Koszutskiemu. Nad głowami ponad tysiąca oniemiałych i drżących ze wzruszenia polskich kobiet-żołnierzy powiewa dumnie polska flaga, przygotowana potajemnie wiele miesięcy temu na tę wspaniałą chwilę. Szeregi łamią się, nikt nie może spokojnie ustać i chmary kobiet otaczją polskich żołnierzy. Co za radość, że to nasi właśni żołnierze nas uwalniają, a nie – jak się spodziewałyśmy – Anglicy lub Amerykanie. Po prostu nie sposób w to uwierzyć. Nareszcie! Nareszcie! Wanda Lesisz Gutowska

20


Płk St. Koszutski odbiera raport od komendantki por. Marii Milewskiej „Jagi”; Oberlangen 12 kwiecień 1945 r. PORUCZNIK Z. J. KOZAK – jeden z oswobodzicieli Oberlangen,

wspomina:

Dzień był piękny, wiosenny. Poruszaliśmy się jeszcze po holenderskiej stronie granicy… Zupełnie nie był widać śladów wojen, domy małe, w ogrodach, pięknie pomalowane – w wiosenym słońcu wygłądały wesoło i schludnie. 12 kwietnia, jako oficer techniczny 1 szwadronu 2 Pułku Pancernego, zajechałem na miejsce postoju d-cy pułku, po prostu aby dowiedzieć się co słychać… Łapię Janusza gdy kończy rozmowę z pułkownikiem i pytam: - Co jest, co się dzieje? - Jedziemy uwolnić jakiś obóz z kobietami Polkami, Pap ée przyniósł wiadomości od Holendrów. -No to ja też pojadę – mówię….. Drogę przebyliśmy bardzo szybko. W zupełnym płaskim, bezdrzewnym terenie ukazał się obóz z wieżyczkami wartowniczymi i wysokim ogrodzeniem z drutów kolczastych. Przed samym obozem droga odchodziła w prawo. Wszyscy podjechali prosto pod główną bramę, a ja 21


skręciłem w tę drogę, podjechałem jakieś 200 metrów, a mój Kaziu z „żelazkiem” w ręku wyskoczył z jeepa i podbiegł pod druty; dostał się do przedobozia z boku. Nawróciłem i dołączyłem do reszty naszej kolumny już w samym obozie. Historyczny, znany okrzyk jednego z naszych żołnierzy: „O rety, ile tu bab!” – nie oddaje wszystkiego. Faktyczni, było ich dużo – ale jakich! Straszliwy entuzjazm i radość oswobodzenia sprawiły, że wszystkie te dziewczyny i kobiety wyglądały wspaniale, a nam po 4 latach oglądania chudych, bladych Szkotek wydawały się okazami zdrowia i żywotności. Do dzisiaj to pamiętam i nigdy nie mogłem uwierzyć w „chłód i głód” panujący w tym karnym przecież obozie – choć na pewno tak było. Zamęt i zamieszanie panujące na placu zaczęły się pamału uspokajać. Kobiety zaczeły się zbierać w grupki i szykować do zbiórki, a do mnie podeszła jakaś pani w białym fartuchu i powiada: proszę pana, mamy tu kilka chorych w szpitaliku i one też chcą bohatera zobaczyć, proszę niech pan tam zajdzie. Tak nazwany odmówić nie mogłem. Pistolet, który miałem w ręku schowałem do kieszeni, kanadyjkę zapiąłem na jeden guzik i poszedłem. Ja zdaję sobie sprawę, że na „bohatera” na pewno nie wyglądałem. Kiedy wróciłem na plac, było już po wciągnięciu na maszt polskiej flagi i raporcie. Rozjechaliśmy się osobno, ja wróciłem do szwadronu, a wraz z nami wieść o obozie i kobietach z szybkością fal radiowych rozbiegła się po całej Dywizji. A wojna toczyła się dalej – było Boertange, Rehede i inne miejsca walk, gdzie naprawdę strzelali i nie było czasu myśleć o Oberlangen. Dnia 5 maja dostajemy rozkaz przerwania ognia. Następnego dnia jako czołowy pułk Dywizji wkraczmy do Wilhelmshaven. Wojna skończona! Dnia 18 maja żegnamy uroczyście generała Stanisława Maczka, naszego „Bacę” z „dni sławy i chwały”, a Dywizję obejmuje generał Klemens Rudnicki – nam wtedy zupełnie nieznany. Dwa dni później pakujemy się, ściągamy polskie flagi znad koszar w Wilhelmshaven i marszem podróżnym przechodzimy w wyznaczony nam rejon okupacji, aby tutaj, w rejonie Lingen-Loningen-Herzlake, w rejonie „Maczkowa” i Oberlangen, spędzić dwa lata jako wojska okupacyjne tej części Niemiec. 22


Śpiewało się wtedy „Niebieskie oczy”, „Chryzantemy złociste”, „Serce w plecaku” i inne. Wszystkie pojazdy poruszające się po drogach tej części Niemiec, a nawet i dużo dalej, absolutnie nieprzepisowo wypełnione były „akaczkami”. Nie pomagały rozkazy, nie pomagały warty, kto mógł łapał co pod ręką i gnał… do Oberlangen lub Niederlangen. W kantynach oddziałowych pojawiły się świetliczarki zwerbowane do Baonu PWSK; zaczęły się małżeństwa, tak że w drugim roku służby okupacyjnej w każdym pułku była znaczna „rodzina wojskowa”. U nas, w „drugim”, tych małżeństw też było sporo, a nawet dwóch z nas, Janusz Barbarski i ja, jak mówiono – własnoręcznie oswobodziliśmy sobie żony, aby popaść w długoletnią niewolę. Często zastanawiałem się kto zdecydował, że nasz rejon okupacyjny wypadł akurat na progu Oberlangen – bo przecież mogli posłać nas zupełnie gdzie indziej. Ale tak jak tzw. szczęście żołnierskie pozwoliło pułkownikowi Koszutskiemu oswobodzić ten obóz, tak też szczęśliwy los przypadł całej Dywizji, że skierowano nas tam właśnie na dwa lata służby okupacyjnej. W czasie tej służby nasz nowy dowódca Dywizji generał Rudnicki pozyskał sobie nie tylko serca żołnierzy Dywizji, ale także serca wszystkich Polaków, którzy znaleźli się naterenie Niemiec. Cała Dywizja zazdrościła nam chwały „oswobodzenia obozu”- nieważne były ciężkie walki pułku pod Caën – na Maczudze, czy pod Ypres. Sławę uzysakliśmy oswobodzeniem obozu Oberlangen. Fragment z książki „Oberlangen” Wandy Lesisz Gutowskiej, Londyn 1989

„ Jeżeli za trudy poniesione przez 1 Dywizję Pancerną należałyby się kwiaty, to tymi kwiatami było oswobodzenie Oberlangen” Gen S. Maczek

23


Za pośrednictwem Ambasady RP w Londynie otrzymaliśmy opracowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych projekt „Rządowego programu współpracy z polską Diasporą w latach 2015-2020”. Program ma określać cele, kierunki i sposoby realizacji zadań na rzecz polskiej Diaspory. MSZ zwraca się do organizacji polonijnych m.in. także do nas, z prośbą o uwagi i opinie dotyczące programu. Po przestudiowaniu tego projektu nasze uwagi zostały i przesłane do Ambasady. Są one jak następuje;

Uwagi Związku Harcerstwa Polskiego działającego poza granicami Kraju Dot. „Rządowego programu współpracy z Polską Diasporą w latach 2015-2020” Dziękujemy za włączenie Związku Harcerstwa Polskiego działającego poza granicami Kraju w konsultację na temat Rządowego programu współpracy na okres kolejnych pięciu lat. ZHP działający poza granicami Kraju jest organizacją o zasięgu światowym, która stanowi nieprzerwaną ciągłość ideową polskiego ruchu harcerskiego. Proponowany Rządowy Program Współpracy dyskutowany był na zebraniu Naczelnictwa ZHP przy udziale przedstawicieli największych Okręgów Związku. Negatywną reakcję wzbudziła propozycja zastąpienia zwrotu, Polonia i Polacy z Zagranicy, określeniem Diaspora. Dotychczasowe określenie wydaje się być bardziej oddającym charakter polskiego uchodźstwa i uwzględnia pewien kontekst historyczny związany z takim określeniem. Zostało ono przyjęte zarówno przez „starą” jak i „nową” Polonię. Należy również dodać, że określenie „Polonia” przyjęło się w języku angielskim i jest zwrotem w pełni rozpoznawalnym, niewymagającym dodatkowych wyjaśnień. Nie rozumiemy określenia użytego w par. 1.1 na str. 3 że „Polonia to zbiorowość osób urodzonych poza Polską, których przodkowie opuścili Polskę”. 24


Czy mamy zrozumieć przez to określenie że osoby urodzone w Polsce, emigrujące w okresie i po II wojnie oraz emigracja posolidarnościowa nie są Polonią? Należy również zwrócić uwagę na stronę formalną i fakt, że wszystkie dokumenty i ustanowienia prawne w Polsce odwołują się do określenia „Polonia i Polacy z Zagranicy”. Również chcemy zwrócić uwagę na fakt, że w proponowanym Programie Współpracy kompletnie brakuje wzmianki o istniejących od wielu lat organizacjach polonijnych, zarówno o zasięgu światowym takich jak Związek Harcerstwa Polskiego, organizacjach „parasolowych” zrzeszających organizacje polonijne w poszczególnych krajach, oraz polskich i polonijnych organizacjach o charakterze lokalnym. Pominięcie organizacji wydaje się nam być na niekorzyść Polonii i Polaków z Zagranicy. Jak wiele innych organizacji oczekujemy rzeczywistego partnerskiego podejścia do istniejących struktur wypracowanych w środowiskach polonijnych i polskich poza Krajem przez wiele dziesiątek lat. Kolejnym ważnym zagadnieniem, opisanym na str.11 p. III B, jako: „Zapewnienie możliwości uczestniczenia w kulturze narodowej; umacnianie polskiej tożsamości” zostało w Programie sprowadzone tylko do spraw kultury. Zachowanie i umocnienie polskiej tożsamości na emigracji to dla Polski i Polonii najważniejsza sprawa. Uważamy, że jest to od lat jeden z najważniejszych celów istnienia i działania zorganizowanej Polonii, łącznie z organizacjami jak Związek Harcerstwa Polskiego. Tożsamość narodowa, określana często „polskością” to język polski, to nasze tradycyjnie czczone i obchodzone święta kościelne, to nasze zwyczaje, nasza kultura, to organizowanie ważnych patriotycznych uroczystości rocznicowych, to nawiązanie do naszej historii, naszych osiągnięć, to oddawana zasłużonym Polakom cześć. Wielkie zasługi na tym polu mają istniejące od wielu lat organizacje polonijne, polskie parafie, zespoły folklorystyczne, fundacje i instytucje finansowe wspierające Polonię, oraz harcerstwo. W tej to właśnie dziedzinie potrzebna jest wspólna strategia władz RP i Polaków za granicą, i dodatkowo potraktowanie tak ważnego tematu w proponowanym Programie. Z zagadnieniem naszej tożsamości narodowej bardzo blisko związana jest sprawa Propagowania i Obrony Dobrego Imienia Polski i Polaków. 25


Temat ten nie jest wystarczająco rozpracowany w proponowanym Programie, gdzie znaleźć można jedynie zdanie na str.9 „współdziałanie w utrwalaniu rzetelnego wizerunku Polski w świecie…”. Uważamy że w tej dziedzinie pozostaje wiele do zrobienia. Popieramy uwagi Rady Polonii Świata oraz Kongresu Polonii Kanadyjskiej w tej sprawie, szczególnie potrzebę szeroko pojętej „polityki wizerunkowej” obejmującej: ( cyt. z uwag KPK) „a) propagowanie osiągnięć Polski i Polaków oraz wkładu do rozwoju cywilizacyjnego w dziedzinach, nauki, kultury, polityki oraz walki o wolność i sprawiedliwość, poprzez organizowanie sympozjów, wystaw, prezentacji medialnych; b) aktywne uczestnictwo w odkłamywaniu historii Polski i Polaków oraz reagowaniu na wszystkie próby fałszowania historii; c) obrona Dobrego Imienia Polski i Polaków, szczególnie w kontekście II wojny światowej i prób fałszowania postaw Polaków w okresie okupacji niemieckiej (a nie tylko nazistowskiej), czy wyolbrzymianego polskiego antysemityzmu przy całkowitym pomijaniu ofiarności Polaków w ratowaniu Żydów. Proponowany Program powinien sprawy kształtowania wizerunku Polski i Polaków potraktować z większą troską, mając na uwadze interes Narodu Polskiego. W opracowaniu w p.II.3 „Polityka wobec polskiej Diaspory” na str. 9 - 11 zagadnienie to zupełnie pominięto. Naszym zdaniem Program powinien być uzupełniony o punkt: „Polityka historyczna i wizerunkowa”. Warto tutaj podkreślić, że problem ten był uprzednio wielokrotnie adresowany do kierownictwa MSZ. Polonia i Polacy z Zagranicy reprezentują sobą duży potencjał do wykorzystania, pod warunkiem istnienia skoordynowanego z władzami RP programu polskiej polityki historycznej. Dziękujemy za możliwość włączenia się w proces konsultacyjny. 08 stycznia 2015 r.

26


NA WIECZNĄ WARTĘ ANNA SABBATOWA zm. 29.04.2015 w LONDYNIE. Wdowa po Kazimierzu Sabbacie Prezydencie RP na uchodźstwie w latach 1986-1989, córka Generała Nikodema Sulika Dowódcy 5 Kresowej Dywizji Piechoty, harcerka, żołnierz Armii Krajowej.

ANNAIIKAZIMIERZ KAZIMIERZSABBATOWIE SABBATOWIE ANNA Anna Sabbatowa urodziła się w Grodnie 5 lutego 1924 r. , jako druga z czworga rodzeństwa. Rodzice pochodzili ze wsi Grodzieńskich – ojciec Nikodem Sulik z Kamiennej Starej i matka Aniela z domu Tarasiewiczówna z Osmołowszczyzny. Ojciec był wojskowym, więc dzieciństwo zaznaczone było częstymi przeprowadzkami, lecz najwięcej czasu spędziła na kresach wschodnich. Hanka wstąpiła do drużyny harcerskiej mając 9 lat i Przyrzeczenie złożyła w Krzemieńcu na ręce Druhny Jagi Falkowskiej. Wybuch Drugiej Wojny Światowej zastał rodzinę Sulików w Sarnach. Hanka miała wtedy 15 lat. Ojciec walczył w Kampanii Wrześniowej, a po kapitulacji przeszedł do konspiracji. Aresztowany w Wilnie, był więziony w Lefortowie, Łubiance i Butyrkach aż do amnestii. Matka i najstarsza siostra Zosia zostały wywiezione przez Sowietów do Kazachstanu, a Hanka z młodszym rodzeństwem Marysią i Bolkiem pojechała na wieś do dziadków w Kamiennej Starej. W czasie okupacji cała trójka była żołnierzami Armii Krajowej (Hanka przyjęła pseudonim „Ania” po matce) i przeżyli kilkakrotnie zmianę frontu. Po wojnie ojciec, który dowodził Piątą Kresową Dywizją Piechoty pod Monte Cassino, ściągnął córki i syna do Włoch, gdzie stacjonował II Korpus w 1946 r. Niezwłocznie wstąpili w 27


szeregi wojska i już w mundurach wraz z Wojskiem Polskim tego samego roku przyjechali do szkoły w Anglii. Hanka maturę zdała w Polskiej Szkole koło Hereford. Wstąpiła także do kręgu starszo-harcerskiego „Sosny”. Później zamieszkała z rodzicami w dzielnicy South Harrow w Londynie. Na zabawie harcerskiej sylwestrowej 1948-9 poznała hm. Kazimierza Sabbata. W czerwcu 1949 wzięli ślub. Mieli trzy córki Annę, Jolantę i Alinę oraz syna Jana. Założyli własną firmę produkującą kołdry i śpiwory. Jednak głównym nurtem ich życia były sprawy polskie. Hanka należała z mężem do Niezależnej Grupy Społecznej. Była członkiem fundatorem POSKu. Bardzo aktywnie wspierała Skarb Narodowy regularnie kwestując na ten cal. Tak jak wiele polskich kobiet działała społecznie w organizacjach emigracyjnych, m.in. SPK. Jeździła na obozy harcerskie w roli gospodyni. Była matką chrzestną Hufca „Szczecin”, którego patronem był jej ojciec Generał Nikodem Sulik. Hanka Sabbatowa wspierała działalność męża, kiedy był członkiem a później prezesem Egzekutywy Zjednoczenia Polskiego przy Radzie Trzech oraz po połączeniu ośrodków politycznych, kiedy pełnił funkcję premiera, potem prezydenta na uchodźstwie. Towarzyszyła mu podczas podróży po ośrodkach emigracyjnych w świecie. Po śmierci męża, kontynuowała pracę społeczną, jako członek Rady Narodowej. Była obecna na przekazaniu insygniów Rządu RP prezydentowi Wałęsie w Warszawie. Została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Nadal prowadziła dom otwarty dla przyjaciół i licznych gości z Kraju. Była aktywną i ukochaną Babunią ośmiorga wnucząt: Pawła, Zosi i Antosia; Alusia, Lali i Tomcia, oraz Joachima i Ksawerego.

Msza św. Żałobna odprawiona została w kościele św. Jana Ewangelisty na Patney. Pochowana została na cmentarzu Gunnersbary obok swego męża. Po pogrzebie obecni, w tym liczni instruktorzy harcerscy, spotkali się w POSK’u na kominku poświęconym wspomnieniom o Druhnie Hance i Druhu Kaziku. Mogliśmy jeszcze raz poznać, jaką była wspaniałą Żoną, Matką i Polką. Całej Rodzinie Druhny Hanki składamy wyrazy głębokiego współczucia. Redakcja [*] [*] [*] 28

Cześć Jej pamięci!


NA WIECZNĄ WARTĘ Hm. prof. dr. WOJCIECH FALKOWSKI zm. 9.04.2015 r. w Londynie, b. członek Głównej Kwatery Harcerzy w wydziale kształcenia, aktywny członek Org. Starszego Harcerstwa i koła Harcerek i Harcerzy z lat dawnych; wybitny lekarz-psychiatra i naukowiec, b. Rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie, artysta malarz i muzyk. Ur. 17 VI 1930 r. w Nowogródku na Wileńszczyźnie. W1940 r. wraz z matką i siostrą wywiezieni zostali w głąb Rosji na Syberię. W 1942 r. po zwolnieniu z zesłania dotarli do formującej się Armii Polskiej na południu, a następnie do Teheranu. Tu 13 - letni Wojtek wstąpił do harcerstwa. W 1944 przeniesieni zostali do polskiego osiedla w Tanzanii, gdzie przebywali prawie 6 lat i gdzie Wojtek zdał maturę. W 1949 r. wraz z matką i siostrą przyjechał do Anglii. Po zdaniu drugiej matury-angielskiej i egzaminów konkursowych dostał się na studia medyczne na University Collage w Dublinie. W 1959 r. po ukończeniu studiów specjalistycznych poślubił Bernice, Irlandkę, lekarza domowego. Początkowo pracował również jako lekarz domowy, ale wkrótce przekwalifikował się uzyskując specjalizację w psychologii i psychiatrii. Przeszedł, wszystkie z możliwych, etapy i poziomy doświadczenia zawodowego. W1983 r. otrzymał najwyższy stopień specjalistyczny stając się Fellow of the Royal Collage of Psychiatrists. Był konsultantem w dziedzinie psychologii medycznej, starszym wykładowcą, badaczem, autorem rozpraw naukowych, a także inicjatorem i kierownikiem paru organizacji charytatywnych w dziedzinie psychoterapii i pokrewnych specjalności. W latach 1978-88 był prezesem Związku Lekarzy Polskich na Obczyźnie, a od 1980 r. profesorem i następnie rektorem Polskiego Uniwersytetu na Obczyźniejedynego polskiego uniwersytetu na emigracji od czasów II wojny światowej. Miał dwie pasje życiowe: muzykę i malarstwo. Od wczesnej młodości grał na fortepianie i umiejętność tę rozwijał do późnych lat życia. Swoją miłość do muzyki przekazał synowi Damianowi, który jest utalentowanym wiolonczelistą. Również od wczesnej młodości malował, ale prawdziwy Jego talent rozwinął się po 40. roku życia, kiedy stał się uczniem Studium Malarstwa Sztalugowego stworzonego i 29


prowadzonego przez Mariana Bohusza-Szyszko – Jego mistrza i przyjaciela. Wojciech Falkowski stworzył ponad 400 olejnych prac malarskich prezentowanych na wielu wystawach i w wielu galeriach polskich i angielskich.

Ten malarz-muzyk-psychiatra był niezmiernie skromnym człowiekiem i nigdy o sobie nie mówił. I, jak czytamy w Jego biografii „nie zapominał o swojej najważniejszej służbie Bogu i Polsce, czyli niesienia (zgodnie z harcerskim przyrzeczeniem) pomocy bliźnim i byciu posłusznym prawu harcerskiemu”. Cześć Jego pamięci!

W POLSCE Ks.phm. MARIAN SEDLACZEK zm. 02.03.2015r w Poznaniu. – harcerz, powstaniec warszawski, misjonarz, syn hm.RP. Stanisława Sedlaczka, współtwórcy Hufców Polskich. Jego obszerne wspomnienia jako drużynowego z okresu okupacji niemieckiej w Warszawie oraz z Powstania Warszawskiego drukowaliśmy w „Ognisku”. NR. 3,2012 i NR. 4,2014 Ks. Sedlaczek urodził się w 1926 r. w Warszawie. Jego ojciec Stanisław, pedagog, instruktor i działacz harcerski, harcmistrz Rzeczypospolitej, Naczelnik Harcerzy ZHP, zginął w 1941 r. w obozie hitlerowskim w Auschwitz. „Mój tato w 1941 r. został aresztowany i zginął w Auschwitz-Birkenau, gdyż był współzałożycielem i pierwszym naczelnikiem Hufców Polskich” – wspominał ks. Marian. Jesienią 1941 r. wstąpił do Hufców Polskich. Jako drużynowy 2WDH „Błękitnej” zwracał szczególną uwagę na wychowanie narodowe i religijne harcerzy. „W wychowaniu religijnym ogromną rolę odgrywa przykład rówieśników i nieco starszych kolegów. Zwłaszcza w wieku młodzieńczym”wspominał. W 1944 r. uczestniczył w Powstaniu Warszawskim jako dowódca kompanii harcerskiej w batalionie Gustaw, ps. „Beski”. Był dwukrotnie ranny, za drugim razem w głowę, od bomby lotniczej. Formację kapłańską otrzymał w Polskim Seminarium Duchownym w Paryżu. Święcenia przyjął w 1952 r. z rąk nuncjusza apostolskiego abp. Giuseppe Roncallego, późniejszego papieża Jana XXIII. W latach 1974 -1980 był proboszczem w Rosku nad Notecią. W 1980 r. wyjechał do Senegalu, gdzie przez 30


NA WIECZNĄ WARTĘ siedemnaście lat pracował w Niższym Seminarum Duchownym w Ngazobil. Od 1998 r. pomagał w duszpasterstwie w parafii. św. Michała Archanioła w Poznaniu. Ks. Marian Sedlaczek w 2013 r. otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, był też kanonikiem honorowym Kapituły Kolegiackiej w Poznaniu. Uroczystościom pogrzebowym w kościele św. Michała przewodniczył Abp. Stanisław Gądecki. W pogrzebie brali udział instruktorzy i młodzież ZHR, z którymi ks. Marian był zaprzyjaźniony.

Ci z nas, którzy uczestniczyli w wyprawie harcerskiej do Lwowa w 2011 roku zapamiętali na pewno Jego pochyloną już bardzo sylwetkę, kiedy wędrował między grobami na Cmentarzu Orląt Lwowskich. „Ognisko” szczególnie odczuwa Jego odejście. Przez szereg lat był naszym „korespondentem” przesyłając nam swoje wspomnienia, homilie i głębokie myśli. Szlachetnym i pracowitym życiem dobrze zasłużył się Bogu i Polsce, bieg ukończył. Niech Mu Bóg da niebo. Cześć Jego pamięci! [*] [*] [*] Hm. BARBARA BOGUCKA – BIELIŃSKA zm. 10.03.2015 w Warszawie. „Wędrowniczka po Zachodnim Stoku”, bliska współpracowniczka hm. Zofii Florczak – Naczelniczki Dawnej Organizacji Harcerek, żołnierz Armii Krajowej, szlachetny, dzielny Człowiek i gorąca Patriotka. Ur. 17.07.1922 r. w Radomiu, gdzie skończyła szkołę średnią i gdzie w 1936 r. wstąpiła do harcerstwa. Od początku wojny 1939 r. pełniła służbę w Pogotowiu Harcerek w Radomiu niosąc pomoc jeńcom wojennym i sierotom. Wstąpiła do konspiracji ZWZ/AK, współdziałała z oddziałami partyzanckimi AK jako łączniczka. W 1942 r. ze Lwowa do Radomia przywiozła grupę sierot, aby mogły być adoptowane przez rodziny zastępcze. W 1943 r. zorganizowała nową konspiracyjną drużynę harcerek „Strażnica”, której zadaniem była opieka nad dziećmi i pomoc wysiedleńcom. W 1945 r. po rozwiązaniu Pogotowia Harcerskiego wstąpiła w Warszawie do kręgu starszoharcerskiego „Kuźnica” prowadzonego przez hm. Józefa 31


Piątkowskiego i hm. Marię Straszewską. Stopień phm. zdobyła na kursie prowadzonym przez hm. Annę Zawadzką. W 1948 r. wycofała się z czynnej służby w harcerstwie. W 1978 r. na jakiś czas wróciła do harcerstwa współpracując z harcerkami w Radomiu. W 1985 r. zrezygnowała z pracy w ZHP. W 1986 r. wstąpiła do Zespołu „Wędrowniczek po Zachodnim Stoku” prowadzonym przez hm. Zofię Florczak, a po jej śmierci hm. Zofię Schuch – Nikiel. Z zawodu była inż. architektem. Swoimi zdolnościami artystycznymi służyła Zespołowi „Wędrowniczek” na różne sposoby. Wykonała bardzo wiele pamiątkowych kart okolicznościowych wysyłanych m.in. do Ojca Św Jana Pawła II. Była autorką kapliczki Matki Bożej „Na Jabłuszku” w Nałęczowie, gdzie co roku „Wędrowniczki” odbywały rekolekcje.

Te z nas, które uczestniczyły w „Dniu Harcerki” w Warszawie i innych spotkaniach „Wędrowniczek po Zachodnim Stoku”, zachowają w pamięci postać Druhny Basi i Jej ciepły, serdeczny uśmiech. Odeszła w wieku 92 lat, żegnana przez siostry – „Wędrowniczki” i reprezentację ZHR. Cześć Jej pamięci! [*] [*] [*] Po śmierci Druhny hm. ELI ANDRZEJOWSKIEJ otrzymaliśmy piękne kondolencje od „Wędrowniczek po Zachodnim Stoku”: Żegnamy Ciebie Droga Druhno Elu, wierząc, że Pan Bóg nagrodzi za Twoje długie i piękne życie, które w myśl Przyrzeczenia Harcerskiego poświęciłaś na służbę Bogu – Polsce i Bliźnim. Do końca byłaś wierna harcerskim ideałom i taka pozostaniesz w naszej pamięci. Dziękujemy za całe Twoje piękne harcerskie życie, ale „Twoja jasna Postać w naszego życia zamknęła się ramy i na zawsze tutaj z nami musisz zostać by wskazywać drogę, którą kroczyć mamy”. Cześć Jej pamięci ! Seniorki ZHP z Kręgu „Wędrowniczek po Zachodnim Stoku” im. Olgi i Andrzeja Małkowskich z Bydgoszczy. 32


3 MAJA 2015 R. – DEFILADA NA GREENPOINT W NOWYM YORKU

Przygotowanie i druk – CEPRINT, Tel: 020 8749 6055 www.ceprint.co.uk

Ognisko Harcerskie kwiecien czerwiec 2015  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you