MAGAZYN MOOD # 1/2021

Page 1

ZIMOWA ROZPUSTA numer 1 / 2021


Ależ nas w tym roku zima rozpieszcza! Śnieg, mróz – idealne warunki do zdjęć w plenerze. I muszę przyznać, że nasi autorzy nie zawiedli! Przed Wami XX stron rozpustnych, ośnieżonych stron. W dziale kulinarnym, choć mamy same słodkości, to jednak udało nam się przemycić trochę wegańskich i zdrowszych opcji. Opowiemy Wam o rozkosznej, rzemieślniczej czekoladzie, zabierzemy na koło podbiegunowe i do świata zimowych kwia­tów. Dla fanów Instagrama nie lada gratka – rozmowa z Kingą Paruzel. Rozsiądźcie się wygodnie w fotelach, otulcie kocem i z kubkiem zimowej herbaty przenieście się z nami do świata MOOD.

redaktor naczelna:

2


WYDAWCA:

Żaneta Hajnowska Fotografia Kulinarna kontakt@magazynmood.pl REDAKTOR NACZELNA: Żaneta Hajnowska PROJEKT I SKŁAD: Żaneta Hajnowska GRAFIKA: Urszula Kosztyła-Demczuk ILUSTRACJE: Weronika Górak-Pietrowska OKŁADKA: foto: Żaneta Hajnowska modelka: Aleksandra Wdowyn KOREKTA Aleksandra Wdowyn Żaneta Hajnowska AUTORZY: Daniel Coceancig Bożena Garbińska Żaneta Hajnowska Diana Kowalczyk Karolina Nicpoń Adam Olejniczak Anna Prędka Anna Seroczyńska Magda Sobolewska STRONA WWW: magazynmood.pl

3



KULINARIA 01

NA NIEBIESKO

8

Wegańśkie inspiracje z niebieską spiruliną

02

MAŁE PRZYJEMNOŚCI

14

Ciasteczka

03

BEZY, BEZIKI...

18

Bezusie :)

04

WEGAŃSKI KARNAWAŁ

24

Rozpusta w wersji vegan

NATURA 01

ZIMOWY OGRÓD

34

Kwiaty, którym niestraszny śnieg i mróz

LUDZIE 01

NOWA FALA CZEKOLADY

40

O ruchu bean-to-bar

02

MAMA, BLOGERKA, KUCHARKA

52

Wywiad z Kingą Paruzel

PODRÓŻE 01

U WRÓT ARKTYKI

58

Przygoda Ewy na kole podbiegunowym

5



kulinaria NA NIEBIESKO / 8

MAŁE PRZYJEMNOŚCI / 14

BEZY, BEZIKI / 18

WEGAŃSKI KARNAWAŁ / 24


8

KULINARIA


NA NIEBIESKO – WEGAŃSKIE INSPIRACJE Z NIEBIESKĄ SPIRULINĄ PRZEPISY I ZDJĘCIA: ANNA SEROCZYŃSKA

Styczeń to czas postanowień. Być może na Twojej noworocznej liście widnieje punkt dotyczący zmiany diety? Bo zdrowo wcale nie znaczy nudno! Magiczna, niebieska spirulina to naturalny barwnik, który oprócz walorów kolorystycznych wniesie do Twoich potraw odżywcze wartości. Spraw­dzi się idealnie przy prostych śniadaniach, jak i słodkich deserach. Poniżej garść inspiracji i sposobów na wykorzystanie jednego z najpopularniej­ szych „superfoods”.

KULINARIA

9


BANANOWO-CYNAMONOWE PANKEJKI

Składniki: 135 g mieszanki mąki bezglutenowej 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 łyżeczka cynamonu 1 łyżka oleju kokosowego do smażenia 1 łyżka musu jabłkowego 2 łyżki syropu klonowego 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego 1 dojrzały, rozgnieciony banan 160 ml mleka migdałowego masło do smażenia 70 g wegańskiej białej czekolady (roztopionej) 1/2 łyżeczki niebieskiej spiruliny owoce (np. borówki, jeżyny, figa)

Przygotowanie: W misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia i cyna­ mon. Dodajemy rozgniecionego banana, mus jabłkowy, ekstrakt waniliowy, olej kokosowy i mleko. Mieszamy do połączenia się składników. Na rozgrzaną patelnie kładzie­my po łyżce ciasta, smażymy na średnim ogniu. Do roztopionej czekolady dodajemy niebieską spiruline i mieszamy do uzyskania jednolitego koloru. Pankejki podajemy oblane niebieską czekoladą i obsypane owo­ cami.

KOKOSOWY PUDDING CHIA

Składniki: 3 łyżki nasion chia 1 łyżka wiórek kokosowych 250 ml mleka kokosowego 3 łyżki syropu z agawy 3 łyżki jogurtu kokosowego 1 łyżeczka niebieskiej spiruliny Krem: 4 łyżki mocno schłodzonej śmietanki kokosowej 60 gram wegańskiej białej czekolady 1 łyżka cukru pudru Dodatkowo: borówki lub inne ulubione owoce wiórki lub chipsy kokosowe posiekana biała czekolada

10

KULINARIA

Przygotowanie: Do małej miski wsypujemy nasiona chia, zalewamy mle­ kiem i mieszamy. Dodajemy syrop z agawy i wiórki ko­ kosowe, ponownie mieszamy. Wstawiamy do lodówki na około 30 min. Dobrze jest przemieszać pudding kilka razy w tym czasie, aby uniknąć grudek. Wyciągamy pud­ ding z lodówki, dodajemy jogurt i spirulinę. Mieszamy energicznie do uzyskania jednolitego koloru. Odstawia­ my do lodówki na conajmniej 30 min. Rozpuszczamy białą czekoladę i odstawiamy do przesty­ gnięcia. W misce ubijamy śmietankę kokosową i cukier puder. Dodajemy białą czekoladę i miksujemy jeszcze przez chwilę. Pudding wykładamy do wybranych naczyń. Dodajemy owoce i krem kokosowy. Opcjonalnie, posypujemy wiór­ kami i posiekaną czekoladą. Gotowy deser przechowy­ wujemy w lodówce.


KULINARIA

11


12

KULINARIA


WEGAŃSKIE MUFFINKI Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ I ORZECHAMI I NIEBIESKIM KREMEM MAŚLANYM

Składniki: 200 g mąki 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej 100 g brązowego cukru 50 ml oleju kokosowego 160 ml mleka migdałowego 2 łyżki jogurtu roślinnego 2 łyżki masła orzechowego 1 duży rozgnieciony banan 80 g posiekanej białej, wegańskiej czekolady 60 g orzechów włoskich Krem: 200 g miękkiego, wegańskiego masła około 1,5 szklanki cukru pudru (przesianego) 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 1 łyżeczka niebieskiej spiruliny

Przygotowanie: Piekarnik rozgrzewamy do 190ºC. Formę na muffinki smarujemy odrobiną oleju kokosowego lub wykłada­ my papilotkami. W misce mieszamy mąkę, cukier, pro­ szek do pieczenia i sodę. Wlewamy mleko, dodajemy jogurt, rozgniecionego banana, olej kokosowy i masło orzechowe. Mieszamy łyżką do połączenia składników. Dodajemy czekoladę i orzechy, delikatnie mieszamy. Wypełniamy formę na muffinki ciastem i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy około 25 minut. Wy­ ciągamy i zostawiamy do ostygnięcia. W misie miksera umieszczamy masło i ekstrakt wa­ niliowy, miksujemy na wysokich obrotach. Dodajemy stopniowo przesiany cukier puder. Na końcu dodajemy łyżeczkę niebieskiej spiruliny i miksujemy do uzyskania jednolitego koloru. Muffinki dekorujemy kremem.

KULINARIA

13


MAŁE PRZYJEMNOŚCI PRZEPISY I ZDJĘCIA: DIANA KOWALCZYK

Nie przepadam za zimą, szczególnie w ostatnich latach, gdy śnieg pada sporadycznie i znika szybciej, niż się pojawił. Jednak nie lubię narzekać i w każdej porze roku staram się znaleźć plusy. Dlatego ten mroźny czas umilam sobie małymi rozpustnymi przyjemnościami. Słodkie ciasteczka bez wątpienia nadają się do tego znakomicie.

14

KULINARIA


KULINARIA

15


CIASTKA WANILIOWE Z CZEKOLADĄ

Składniki: 150 g masła 100 g cukru pudru jajko łyżeczka ekstraktu waniliowego ½ łyżeczki ziarenek wanilii 240 g mąki pszennej szczypta soli ½ łyżeczki sody 100 g kropelek gorzkiej czekolady

Przygotowanie: Masło dokładnie ucieramy z cukrem, ekstraktem wa­ niliowym i jajkiem. Stopniowo dodajemy zmieszane suche składniki. Na końcu dodajemy czekoladę i deli­ katnie mieszamy. Zwilżonymi dłońmi formujemy kuleczki wielkości orze­ cha włoskiego i układamy je na blaszce do pieczenia (zachowując między nimi odstępy). Pieczemy około 15 minut w 180°C. Studzimy na kratce.

CIASTKA Z KRÓWKAMI

Składniki: 170 g mąki pszennej 100 g cukru trzcinowego łyżka kakao łyżeczka sody 140 g miękkiego masła 1 jajko 150 g mlecznych krówek

Przygotowanie: Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Masło ucieramy z cukrem. Dodajemy mąkę z sodą, ka­ kao oraz jajko. Dokładnie mieszamy po czym dodajemy posiekane krówki. Ponownie mieszamy i formujemy okrągłe lekko spłaszczone ciasteczka. Układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (zachowując między nimi odstępy) i pieczemy 16 minut. Studzimy na kratce.

CIASTKA KAKAOWE Z SOLONYM KAJMAKIEM

Składniki: 260 g mąki pszennej 40 g cukru pudru spora szczypta soli 120 g masła 2 łyżki śmietany 2 żółtka 3 łyżki solonego kajmaku opcjonalnie czekolada do polania

16

KULINARIA

Przygotowanie: Masło ucieramy z cukrem pudrem na gładką masę. Dalej ucierając dodajemy śmietanę i żółtka. Następnie dodajemy przesianą mąkę oraz kakao i zagniatamy na gładkie ciasto. Odkładamy je na 40 minut do lodówki. Następnie rozwałkowujemy na grubość ok 3 mm i wyk­ rawamy ciasteczka. Pieczemy je 12 minut w 180°C. Wystudzone przekładamy kajmakiem.


KULINARIA

17


BEZY, BEZIKI … PRZEPISY I ZDJĘCIA: BOŻENA GARBIŃSKA

Beza – kto jej nie lubi? Małe, duże, włoska, francuska... Na pewno każdy z nas przynajmniej słyszał, jeżeli nie jadł, o pavlovej – to typowa beza francuska. Pomysłów na dodatki może być bez liku. Tym razem mam coś dla fanów kawy i rumu – pavlova z gruszkami w syropie kawowo-rumowym. Jest również coś dla tych, którzy lubią malutkie beziki – dodatek herbaty matcha nadaje im subtelnego, delikatnego smaku. Pamiętacie z dzieciństwa smak ciepłych lodów? To beza włoska. U nas w rozpływającej się w ustach formie – tarcie czekoladowo-pomarańczowej z dżemem z czerwonych pomarańczy i likierem cointreau. Smakuje obłędnie.

18

KULINARIA


BEZIKI Z KREMEM MATCHA

Składniki na beziki: 90–100 g białka 160 g drobnego cukru do wypieków ½ łyżeczki kamienia winnego 1 łyżeczka matcha barwnik w żelu „zielony mech” Składniki na krem: 600 ml śmietany kremówki 36% 140 g białej czekolady, posiekanej ½ łyżeczki herbaty matcha Przygotowanie: Dwie blaszki wykładamy papierem do pieczenia. Białka wlewamy do misy miksera i ubijamy do otrzymania sztywnej piany. Stopniowo dodajemy cukier, cały czas ubij­ ając. Na końcu dodajemy matchę i kamień winny (prze­ siane) i mieszamy do połączenia. Masę prze­kładamy do rękawa cukierniczego z okrągłą, gładką tylką. Wyciskamy na blaszkę bezy, pozostawiając między nimi 2–3 cm miejs­ ca. Pieczemy w temp. 125ºC przez ok. 60 minut. Wyłącza­ my piekarnik i zostawiamy w nim beziki do ostudzenia. W garnuszku umieszczamy śmietanę, wsypujemy matchę i mieszamy, aż herbata dobrze się rozpuści. Podgrzewamy prawie do wrzenia i zdejmujemy z palnika. Dodajemy po­ siekaną czekoladę i odstawiamy na 2 mi­nuty. Po tym cza­ sie mieszamy do połączenia i powstania gładkiej masy. Odstawiamy do lodówki do stężenia. Przekładamy do rękawa cukierniczego z okrągłą, gładką tylką. Nakładamy na jedną bezę i sklejamy z drugą.

KULINARIA

19


20

KULINARIA


TARTA CZEKOLADOWO-POMARAŃCZOWA Z BEZĄ WŁOSKĄ

Składniki na spód: 300 g ciasteczek czekoladowych 100 g roztopionego masła 1 łyżeczka cynamonu 1 łyżeczka tartej gałki muszkatołowej 4–5 łyżek dżemu z czerwonych pomarańczy Składniki na ganasz: 250 g śmietanki 30% 250 g czekolady deserowej 70% 50 g miękkiego masła 25 ml likieru cointreau lub innego pomarańczowego Składniki na bezę włoską: 80 g białek (z 2–3 szt jajek) w temperaturze pokojowej 150 g drobnego cukru do wypieków 30 ml wody Przygotowanie: Ciasteczka dokładnie kruszymy w malakserze. Dodajemy roztopione masło i miksujemy. Formę na tartę o średni­ cy 21 cm wykładamy przygotowaną masą, jak najmocniej dociskając ciasteczka do formy. Wstawiamy do lodówki do schłodzenia. Dżem z czerwonych pomarańczy podgrzewamy w garnku. Gorący wylewamy na schłodzony spód i wkładamy z powrotem do lodówki. W garnku zagotowujemy śmietankę, zdejmujemy z ognia i wrzucamy kawałki czekolady. Czekamy 2–3 minuty i mieszamy, aż czekolada się rozpuści. Następnie miksujemy, dodając kawałki masła, a na końcu likier. Na tartę z przestudzonym dżemem wylewamy ganasz i odstawiamy do przestygnięcia (najlepiej w temperaturze pokojowej). Misę miksera odtłuszczamy (np. sokiem z cytryny). Wlewamy do niej białka. Obok w małym kubecz­ ku przygotować 20 g cukru. W garnuszku do 130 g cukru wlewamy 30 ml wody, mieszamy, stawiamy na ogniu, zagotowujemy a następnie gotujemy bez mieszania aż syrop osiągnie temperaturę 118ºC („soft pick” na termometrze cukierniczym). Gdy syrop się gotuje ubijamy białka, dodając pod koniec pozostały cukier. Następnie zwiększamy obroty do mak­ simum i cieniutkim strumieniem wlewamy syrop cukrowy do ubijanych białek, nie zaprzestając miksowania. Mik­ sujemy przez 8–12 minut, aż do wystudzenia bezy (sprawdzamy misę). Beza będzie gęsta i lśniąca. Kiedy masa czekoladowa wystygnie, tartę wyjmujemy z formy. Bezę przekładamy do rękawa cukierniczego i de­ korujemy tartę. Na końcu przypalamy bezę palnikiem.

KULINARIA

21


22

KULINARIA


PAVLOVA Z GRUSZKAMI W KAWOWO-RUMOWYM SYROPIE

Składniki na bezę: 150 ml białek (ok. 4 białka z jajek M) 220 g drobnego cukru 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej 1 łyżeczka białego octu winnego lub ryżowego Składniki na gruszki: 5 małych gruszek 600 ml dobrej kawy, świeżo zaparzonej 75 ml rumu 50 g cukru 4 goździki 1 laska cynamonu 4-5 ziaren kardamonu Składniki na krem mascarpone: 125 g mascarpone, schłodzonego 1 łyżka cukru ½ łyżeczki pasty waniliowej 125 g (½ szklanki) śmietanki kremowej 36%, bardzo zimnej, długo schładzanej Przygotowanie: Piekarnik nagrzewamy do 120°C (bez termoobiegu). Na papierze do pieczenia rysujemy okrąg o średnicy 18 cm. Misę miksera nacieramy sokiem z cytryny, żeby ją odtłuścić. Wlewamy do niej białka i ubijamy na pianę do mięk­ kich wierzchołków. Stopniowo dodajemy cukier, po 1 łyżce, cały czas dokładnie i długo miksując po każdej doda­ nej porcji cukru. Na koniec piana powinna być bardzo sztywna, gęsta i błyszcząca. Ubijamy jeszcze przez około 2–3 minuty, aby piana się ustabilizowała. Na koniec dodajemy mąkę ziemniaczaną i ocet i ubijamy jeszcze przez minutę. Na blaszkę w czterech miejscach kładziemy po odrobinie piany (pozwoli przytrzymać papier, żeby się nie przesuwał w czasie pracy). Kładziemy na blachę przygotowany wcześniej papier. Pianę wykładamy dużą łyżką na narysowany okrąg na papierze. Delikatnie podnosimy i formujemy boki. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy pr­ zez 30 minut. Następnie zmniejszyć temperaturę do 100°C stopni i pieczemy (suszyć) bezę przez 3 godziny. Po tym czasie beza będzie chrupiąca z zewnątrz, na spodzie i po bokach. W samym środku pozostanie lekko wilgotna, piankowa. Gruszki obieramy, kroimy na pół i wydrążamy nasiona. Wszystkie składniki do syropu zagotowujemy, wkładamy gruszki i gotujemy przez 15-20 minut. Odstawiamy do schłodzenia. Do misy miksera przekładamy mascarpone, dodajemy cukier, pastę waniliową i miksujemy przez około pół minu­ ty. Następnie wlewamy śmietankę i dalej ubijamy przez około 1-2 minuty, do czasu aż masa zgęstnieje. Krem wykładamy na bezę. Na wierzchu układamy gruszki.

KULINARIA

23


24

KULINARIA


WEGAŃSKI KARNAWAŁ PRZEPISY I ZDJĘCIA: KAROLINA NICPOŃ

Początek roku to czas karnawału! Słowo karnawał z łaciny ozna­ cza żegnaj mięso. Chociaż nazwa ta zapowiada zbliżający się czas Wielkiego Postu, my już teraz zachęcamy Was do ograniczenia produktów pochodzenia zwierzęcego w swojej diecie. Przekonacie się, że bez jajek i mleka z powodzeniem można przygotować wiele pysznych wypieków. Pączki w różnych wersjach czy hiszpańskie churrosy z ciasta parzonego są nie do odróżnienia od tych tradycyjnych. Wypróbujcie nasze przepisy i sprawdźcie to na własnym podniebieniu.

KULINARIA

25


26

KULINARIA


WEGAŃSKIE CHURROSY Z SOLONYM KARMELEM

Składniki na 40 sztuk: 2 szklanki mąki pszennej 1 łyżeczka proszku do pieczenia szczypta soli 3 łyżki cukru lub ksylitolu 1/4 szklanki oleju 2 szklanki wrzącej wody 0lej do smażenia Dodatkowo: 3 łyżki drobnego cukru do wypieków, lub kryształu zmiksowanego drobno szczypta cynamonu lub kardamonu Przygotowanie: Do garnka wlewamy wodę i olej. Podgrzewamy na małym ogniu. W tym czasie do miski przesiewamy mąkę z prosz­ kiem do pieczenia. Dodajemy cukier i sól. Do gotującej się wody z olejem wsypujemy suche składniki i dokładnie mieszamy. Wyłączamy gaz i mieszamy, aż powstanie gładkie ciasto, odchodzące od ścianek naczynia i łyżki. Odstawiamy do wystudzenia. W tym czasie rozgrzewamy olej do temperatury ok. 170-180°C. ℃ Ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego z szeroką tylką w kształcie gwiazdki. Wyciskamy wprost na rozgrzany olej, kawałki ciasta o długości ok 7–10 cm i odcinamy nożyczkami. Smażymy kilka minut, aż się zezłocą. Uważamy, by nie smażyły się zbyt długo. Zależy nam, by w środku były miękkie, a na zewnątrz chrupiące. Złociste churros wyjmujemy i odsączamy na papierowym ręczniku. Gotowe, jeszcze ciepłe obtaczamy w mieszan­ ce drobnego cukru z cynamonem lub kardamonem i podajemy z solonym karmelem. SOLONY KARMEL

Składniki: 1 szklanka cukru pudru 80 g wegańskiego masła lub oleju kokosowego o temperaturze pokojowej 1 puszka mleka kokosowego o temperaturze pokojowej 1 łyżeczka soli morskiej Przygotowanie: Do garnka o grubym dnie wsypujemy cukier puder. Stawiamy na średniej wielkości ogień. Podgrzewamy, aż się rozpuści. Mieszamy, ruszając garnkiem. Kiedy już się rozpuści, możemy zamieszać drewnianą łopatką i podgrze­ wamy, aż nabierze bursztynowego koloru. Zmniejszamy ogień do minimum i dodajemy masło lub olej kokosowy o temperaturze pokojowej i energicznie mieszamy, aż masa się połączy. Dodajemy gęstszą, białą część mleka ko­ kosowego (ok. 130–180 ml). Mieszamy i podgrzewamy, aż karmel zgęstnieje. Trwa to ok. 20 minut. Do gotowego karmelu dodajemy sól. Mieszamy do rozpuszczenia. Przelewamy do słoiczków i przechowujemy w lodówce.

KULINARIA

27


28

KULINARIA


WEGAŃSKIE PĄCZKI Z KREMEM RÓŻANYM W KARDAMONOWYM CUKRZE

Składniki na 12 sztuk: 500 g mąki pszennej 100 g cukru szczypta soli 40 g świeżych drożdży 300 ml mleka roślinnego lub wody 50 ml oleju 1 łyżka rumu 1 łyżka ekstraktu waniliowego olej do smażeniak konfitura różana 1 łyżka syropu różanego 1 puszka schłodzonego przez minimum 24 godziny mleka kokosowego Posypka: ½ szklanki drobnego cukru lub kryształu zmiksowanego drobno. ½ łyżeczki mielonego kardamonu Przygotowanie: Do miseczki kruszymy drożdże, dodajemy łyżeczkę cukru, 50 ml ciepłego mleka roślinnego lub wody oraz łyżkę mąki. Zaczyn odstawiamy na ok. 15 minut. Do dużej miski przesiewamy mąkę. Dodajemy cukier, szczyptę soli. Wlewamy zaczyn, resztę mleka, rum i ekstrakt. Wyrabiamy ciasto. Na koniec dodajemy olej i dalej wyrabiamy przez kilka minut. Ciasto powinno być gładkie i miękkie. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. godzinę, aż podwoi swoją objętość. Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 2 cm. Wykrawamy kółka i układamy na posypanej mąką stolni­ cy, zachowując kilka cm odległości. Przykrywamy ściereczką, aby trochę podrosły. W tym czasie rozgrzewamy do temp. 170–180°C olej w szerokim garnku lub głębokiej patelni. Oleju powinno być tyle, by pączki mogły swobod­ nie w nim pływać - ok 5 cm głębokości. Na rozgrzany olej wkładamy delikatnie pączki wyrośniętą stroną na olej. Smażymy ok 2 minuty z każdej strony, do zarumienienia. Gotowe pączki odsączamy na papierowym ręczniku. Jeszcze ciepłe obtaczamy w kardamonowym cukrze. Przygotowujemy krem różany. Ze schłodzonego mleka kokosowego wyjmujemy tylką twardą część. Miksujemy wraz z syropem różanym, aż nabierze puszystości. Opcjonalnie dodajemy kilka kropli soku z buraka lub czerwone­ go barwnika i delikatnie mieszamy, tak, by powstały różowe smugi. Za pomocą szprycy nadziewamy pączki od góry najpierw konfiturą różaną, a następnie kremem.

KULINARIA

29


MINI PĄCZKI JOGURTOWE

Składniki na 30 sztuk: 150 g jogurtu roślinnego o temperaturze pokojowej 130–150 ml mleka roślinnego 1 łyżka octu jabłkowego 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 1 szklanka mąki pszennej 1 łyżka siemienia lnianego mielonego ½ łyżeczki proszku do pieczenia ½ łyżeczki sody oczyszczonej 1 łyżka cukru lub ksylitolu olej do smażenia

30

KULINARIA

Przygotowanie: Do miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia, mielone siemię i sodę. Dodajemy cukier. W drugim naczyniu mieszamy jogurt, mleko roślinne, ocet i eks­ trakt waniliowy. Mokre składniki przelewamy do su­ chych i mieszamy do połączenia. Na łyżeczkę nakładamy porcję ciasta, mocząc ją przed każdą kolejną porcją w letniej wodzie. Wrzucamy na roz­grzany do ok. 170°C olej. Smażymy pączki z każdej strony kilka minut, aż się zarumienią. Pączusie mocno rosną, więc nie wrzucamy ich zbyt wiele na raz. Usmażone pączki wyjmujemy na talerz wyłożony ręcz­ nikiem papierowym, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Posypujemy cukrem pudrem.


Książka dostępna na

„Kolorowe jedzenie smakuje lepiej” to bogato ilustrowana książka kucharska zawierająca aż 145 przepisów na smaczne dania, których bazę stanowią sezonowe owoce i warzywa. Znajdziecie w niej inspiracje do pokolorowania swojego jedzenia, łączenia nieoczywistych smaków, warzyw z owocami i najlepszego wykorzystania sezonowych produktów. Dania nie tylko kuszą smakiem, ale też wyglądem i aromatem. A wszystko to bez sztucznych barwników! Użycie naturalnych dodatków takich jak sok z buraka, kurkuma czy szpinak sprawia, że potrawy nabierają intensywnych kolorów, a wykorzystanie do dekoracji liofilizowanych owoców, warzyw oraz jadalnych kwiatów zmienia je na talerzu w małe dzieła sztuki. Składniki na śniadania, obiady, desery i napoje są proste, dostępne w lokalnych sklepach i nie wymagają dużych nakładów finansowych. Jeśli preferujecie proste w przyrządzaniu, apetycznie wyglądające jedzenie, to ta książka jest właśnie dla Was, bez względu na to, czy stawiacie pierwsze kroki w kuchni, czy jesteście już bardziej doświadczeni.

KULINARIA

31



natura ZIMOWY OGRÓD / 34


ZIMOWY OGRÓD TEKST: MAGDA SOBOLEWSKA ILUSTRACJE: WERONIKA GÓRAK-PIETROWSKA

Wraz z ociepleniem klimatu możliwe staje się, także w Polsce, wykorzystanie do de­ koracji roślin kwitnących zimą. Dotychczas odwiedzając ogrody Wlk. Brytanii, Holandii czy północnej Francji, mogliśmy podziwiać w zimowych dekoracjach kwitnące ciemier­ niki, kaliny lub oczary. W latach minionych, gdy zimy w Polsce były mroźne, te rośliny kwitły u nas na przedwiośniu, po ustąpieniu mrozu. Obecnie, stopniowo od zachodnich rejonów Polski, nasze zimy stają się delikat­ niejsze, co pozwala tym roślinom kwitnąć już od stycznia. Ciemierniki to wieloletnie, zimozielone byliny o dużych, dekoracyjnych kwiatach. Możemy wykorzystywać je do sezonowych dekoracji na balkonach, tarasach, czy przy wejściu do domu. Jeśli dysponujemy ogro­ dem, warto posadzić je w zacisznym miejs­ cu, pod okapem z krzewów lub drzew. W za­ leżności od pogody, pierwsze kwiaty mogą pojawiać się już w grudniu, a szczyt kwitnie­ nia przypada na przełom marca i kwietnia. Ciemierniki nie są bardzo wymagające, będą dobrze rosły na rabacie naturalnej, razem z przylaszczkami czy krokusami, a ich duże zimozielone liś­ cie są ozdobne przez cały rok. Warto wy­ brać dla nich od razu

34

NATURA

miejsce docelowe, gdyż nie lubią przesad­ zania. Natomiast jeśli zadomowią się w nas­ zym ogrodzie, to wokół roślin matecz­nych, szybko pojawią się młode siewki, wzbo­ gacając naszą kolekcję. Ciemierniki są doskonałymi długowiec­ znymi bylinami, polecanymi zwłaszcza do bardziej naturalistycznych ogrodów. Naj­ lepiej czują się na mieszanej rabacie u stóp krzewów, na podłożu żyznym, wilgotnym, ale nieprzesadnie kwaśnym. Ciemierni­ kom dobrze jest u podnóża krzewów i wyż­ szych bylin, które przyciągną uwagę po ich przek­witnięciu. Z bielą ciemiernika białego współgrają żywe kolory wczesnowiosen­ nych kwiatów cebulowych: krokusów, cebu­ lic, narcyzów. Są wystarczająco mrozoodporne, zazwyczaj ich liście zachowują intensywnie zieloną barwę przez całą zimę. Jeśli przygotujemy im zaciszne stanowisko, będą stopniowo tworzyć coraz większe kępy, a wokół roślin matczynych pojawią się kolejne siewki o nowych kolorach kwiatów. W sprzedaży znajdziemy kilka gatunków ciemierników. Nawet w supermarketach dostaniemy ciemierniki sprzedawane jako typowa dekoracja zimowa. W sklepach znajdziemy ciemiernika białego (Helleborus niger), którego odmiany mają najczęściej duże, śnieżnobiałe kwiaty (np. Christmas


NATURA

35


Carol, Snow Storm, Snowbells lub White January, który ma biało-różowe kwiaty). Po wykorzystaniu w dekoracjach, możemy pr­ zesadzić go do dużych pojemników na bal­ konie, tarasie, albo do ogrodu. Do posadzenia w ogrodzie nadają się wyśmienicie mieszańce cie­ miernika ogrodo­ wego (Helleborus x hybridus), które mają wiele różnych kolorów kwiatów (od białych, przez różowe, a nawet żółte i zielo­ ne, gładkie lub z wzorkami). W ostatnich latach powodzeniem cieszą się odmiany z wielokrotnym okwiatem – z serii Double Ellen. Są one wystarczająco mrozoodpor­ ne do uprawy w większości rejonów Polski, a po kilku sezonach mogą stworzyć intere­ sujące mieszań­ce. Zdecydowanie większe z zielonymi, przypominającymi dzwonki kwiatami, są ciemierniki cuchnące (Helle­ borus foetidus). Ciemierniki są sprzedawane w sezonie zi­ mowym, warto kupować rośliny kwitnące, aby skomponować własny monochroma­ tyczny lub wielobarwny zestaw kwiatów, dzięki którym nawet listopadowy ogród nie będzie szary i ponury! W miesiącach zimowych – od listopada do lutego, jeśli nie ma mrozów, na krzewach kilku gatunków kalin mogą pojawiać się niewielkie, delikatne pachnące kwiaty. Peł­ nia kwitnienia nastąpi dopiero od marca, ale ciepłe, zimowe dni zachęcają do wcześ­ niejszego ot­ wierania kwiatów. Białe kwiaty ma kalina wonna (Viburnum farreri), zaś różowe – kalina bodnandska (Viburnum

36

NATURA

bodnantense). Obydwa gatunki to niewyma­ gające krzewy o swobodnych pokroju. Wy­ sokość i szerokość osiągają do maks. 2 me­ trów. Na ich prze­wieszających się gałązkach już jesienią widoczne są niewielkie pączki, z których w sprzyjających warun­kach pogo­ dowych rozwiną się subtelne kwiaty. Kaliny najlepiej będą czuły się na przecięt­ nie wilgotnym podłożu, w ogrodach na­ turalistycznych i leśnych. Nie wymagają przycinania ani formowania, ale należy zaakceptować ich swobodny pokrój. W ciep­ lejszych rejonach zachodniej Polski mogą kwitnąć już od listopada, na wschodzie – po ustąpieniu mrozów. Podobne wymagania mają oczary (wirgi­ nijski – Hamamelis virginiana lub omszony – H. mollis oraz mieszańce oczara pośred­ niego H. x intermedia). Ich kwiaty mogą po­ jawiać się od listopada do marca, oczywiście w zależności od aktualnych warunków po­ godowych. Najczęściej w sprzedaży znajd­ ują się odmiany o kwiatach żółtych i poma­ rańczowych w różnych odmianach. W kolek­ cjach botanicz­nych można spotkać kwitnące na czerwono, czy nawet fi­ oletowo. Dorodne, wiekowe egzem­ plarze możemy podziwiać w ogrodach botanicznych – w Powsinie czy Kórniku. Oczary nie tolerują prze­sadzania ani przy­ cinania. Dlatego najbezpieczniej jest kupować dorodne, kwitnące okazy uprawiane w pojemnikach, aby posadzić je w zacisznych i pół­ cienistych miejscach w ogrodzie. W słoneczne, spokojne dni ich kwiaty rozwijają swoje taśmowate płat­ ki i delikatnie pachną! Jesienią liście oczara ciekawie się przebarwiają, a zatem warto wykorzystać jego walory dekoracyjne.


NATURA

37



ludzie NOWA FALA CZEKOLADY / 40

MAMA, BLOGERKA, KUCHARKA / 52


NOWA FALA C

TEKST: ANNA PRĘDKA , ZDJĘCIA: A


CZEKOLADY

ANNA PRĘDKA , ADAM OLEJNICZAK


Jesteśmy świadkami rewolucji na rynku czekolady. Zmiany, która jest tak naprawdę krokiem w tył – powrotem do tradycyjnych metod produkcji. Wiedzą na temat ruchu bean-to-bar, tajnikami degustacji, a wreszcie opowieścią o swojej własnej czekoladowej marce, podzieliła się Karolina Różańska – czekoladziar(k)a, autorka nowej linii czekolad ajurwedyjskich. 42

LUDZIE


dzi o snobowanie się na ziarna, których nie rozumiemy. Ważne, żeby wiedzieć i prze­de wszystkim poczuć, że czekolada może sma­ kować różnie. W regionach, w których upra­ wiane są kakaowce, rozróżnianie smaków ziaren jest czymś zupełnie naturalnym. W Polsce dobrym przykładem mogą być np. gatunki jabłek. Nikt nie pomyli Lobo z Antonówką. Wiemy też, że na szarlotkę najlepsza jest twarda i kwaskowata Rene­ ta. Do Europy wiedzę na temat kakao oraz same jego ziarna przywieźli Hiszpanie w XVI wieku. Ziarna używane były wówczas zgodnie z ich konkretnym, dobroczynnym przeznacze­niem. Znacząca zmiana zaszła wraz z uprzemysłowieniem produkcji. Za­ miast jakości zaczęła się liczyć ilość. CHOCOLATE MAKER VS . CHOCOLATIER

„Najlepsza czekolada? Och, oczywiście bel­ gijska i szwajcarska”, ta powszechna opinia to jeden z czekoladowych mitów wartych obalenia. Skąd zatem wzięła się popular­ ność wyrobów ze wspomnianych krajów? I dlaczego czekolady uważane za dobre i eks­kluzywne wcale takimi nie są?

Bean‑to-bar, zwana również czekoladą 2.0, to czekolada robiona prawdziwą, rzemieśl­ niczą metodą – przy użyciu kamiennych żaren. Podobnie jak w kawie speciality, tak i w tego typu czekoladzie, kluczem jest poszanowanie ziarna i pochylenia się nad tym, skąd pochodzi. Można w to wejść nap­ rawdę głęboko, zawędrować daleko. Ziarna kawy i kakaowca to symetryczne, tożsame nasiona. Podobny jest proces ich obróbki, poszczególne etapy fermentacji i prażenia. Wreszcie, podczas rozmów o smakach i aro­ matach finalnych produktów, używana jest podobna terminologia. Mówiąc i edukując o czekoladzie bean-tobar, Karolina stara się przekazać, że nie cho­

Zarówno Belgom, jak i Szwajcarom nie sposób odmówić pewnych zaawanso­ wanych umiejętności czy wynalezienia uspraw­ nień technologicznych związanych z pracą nad czekoladą. Belgia to ojczyzna Chocolatier – cukierników pracujących z cze­ koladą. Profesja ta nie równa się jednak Cho‑ colate Maker – czekoladnikowi, czyli osobie, która tworzy czekoladę od podstaw, z ziaren kakowca. Warto potrafić rozróżnić te ter­ miny. Belgowie są mistrzami kreacji, słyną z pralin i trufli. Chocolatier, to jednak druga, nie znaczy wcale, że gorsza, zmiana w cze­ koladowej sztafecie. Szwajcarom z kolei zawdzięczamy cze­ koladę mleczną. Mając za sobą szereg ek­ sperymentów z mlekiem w proszku, Daniel Peter znalazł w 1875 r. połączenie idealne. Peter był zięciem założyciela słynnej firmy Cailler. Tej marce przyznaje się pierwszeń­s­

LUDZIE

43


two we wprowadzeniu mlecznej czekolady na rynek. Wszyscy z pewnością kojarzymy z re­ klamy pana w wysokiej, białej czapce, miesza­ jącego aksamitną czekoladę. To właśnie Szwajcarzy wynaleźli konszę, czyli maszynę do specjalistycznego mieszania czekolady – tak, aby stała się jedwabista. Delikatna, mleczna i słodka szybko podbiła serca konsumentów z różnych stron świata. Drugim, popularnym, jednak dalekim od prawdy mitem jest założenie, że im wyższy procent kakao, tym wyższa jakość czekola­ dy. To prawda, że kakao redukuje ilość innych składników, jednak jakość tabliczki najbard­ ziej zależy od ziarna, z jakiego została ona wy­ konana. Czekolada 60% zrobiona na dobrym ziarnie, będzie wyrobem wyższej jakości niż 80% wyprodukowana na miazdze kakaowej z dodatkiem lecytyny i sztucznych aromatów. Branży czekoladowej w Belgii i Szwajcarii nie sposób odmówić innowacji, kreacji i wa­ lorów wizualnych. Brakującym i jednocześnie niezwykle istotnym elementem jest dbałość o skład. Czekoladnicy sektora bean-to-bar stawiają prze­de wszystkim na dobre ziarno, nie blend, lecz tzw. single origin – pochodzące z jednego, zaufanego źródła. Liczy się prostota i jakość wykonania. Ważne jest też uczciwe podejście do czasu. Przyspieszanie procesu przez wiel­ kie koncerny wymusza dodawanie sztucznych substancji, np. emulgatorów. TU CHODZI O DZIECIĘCĄ RADOŚĆ

Praca nad czekoladą bean-to-bar ma być nie tylko nieco skomplikowanym procesem bio­ chemicznym, ale także zabawą – czynnością wykonywaną z dziecięcą radością. Największą nagrodą jest frajda ze zrobienia tabliczki sa­ modzielnie, od początku do końca. Karolina przywołuje skojarzenia z makowcem czy ro­ sołem. Można kupić gotową masę makową lub pomóc sobie kostką rosołową, ale walory sma­ kowe i zdrowotne będą bez porównania lep­

44

LUDZIE

sz­e, jeśli sami zmielimy mak i pokroimy baka­ lie lub w przypadku rosołu, pozwolimy mięsu i warzywom gotować się spokojnie, przez kilka godzin. Do przygotowania czekolady wystarczą dwa składniki: ziarna kakaowca i cukier. Trzecim uzupełniającym może być masło kakaowe. Aromaty oraz dodatki to już kwestia fan­ tazji. Sekret udanego procesu leży w precyzji i poświęceniu czekoladzie odpowiedniej ilości czasu. JAK DEGUSTOWAĆ I CZERPAĆ Z TEGO MAKSIMUM PRZYJEMNOŚCI

W czekoladzie chodzi o przyjemność. Mówi się o jej degustowaniu, nie jedzeniu; przydaje aspektu celebracyjnego. Aby docenić i wyłapać smakowe niuanse, istotne jest skupienie. Dla pełnych wrażeń sensorycznych przed degustac­ ją nie jemy ostrych potraw, nie pijemy również kawy, aby nie przytłumić kubków smakowych. Dobrze jest mieć chwilę dla czekolady bean-tobar. Pierwsze spotkanie to zwykle począ­tek re­ lacji, z której trudno jest później zrezygnować. Zwyczajnie nie ma odwrotu! Proces degustacji rozpoczyna się od dokład­ nych oględzin tabliczki. Sprawdzamy, czy cze­ kolada się błyszczy, w jaki sposób się łamie i czy w trakcie jej przełamywania słychać cha­ rakterystyczny trzask, tzw. snap. Owe testy to szybka kontrola technicznych umiejętności pracy z czekoladą. Aby uzyskać pożądany efekt, czekoladę należy odpowiednio zatemperować (przygotować do obróbki), podgrzać do wy­ znaczonej temperatury, a następnie schłodzić w taki sposób, aby kryształy tłuszczu się usta­ bilizowały. Poprawnie przygotowana tabliczka jest błyszcząca i gładka, bez wykwitów. Po dokładnym obejrzeniu i przełamaniu de­ gustowanej tabliczki, pora na jej powąchanie. To niemal tak przyjemne jak konsumpcja, po­ nieważ nasze poczucie smaku w 80% warun­ kowane jest przez węch. Kiedy wsiąknie­ my w aromaty, pora na pierwszą kostkę.



Połóż ją na języku i poczekaj aż delikatnie się rozpuści. Im większa zawartość kakao, tym czekolada będzie bardziej twarda. Gdy czekolada rozpuszcza się na języku, warto zwrócić uwagę na to, czy jest ona jedwabista czy jednak delikatnie szorstka, a być może pojawia się ziemisty posmak. Co czujesz? Jeśli trudno zidentyfikować nuty smakowe, nie sil się na rozbudowane opisy sensorycz­ ne. Trudno jest poczuć coś, czego nie znasz. Chodzi przede wszystkim o przyjemność. Podstawowe rozróżnienie zakłada dwa typy czekolad: orzechowo-śmietankowe (smaki znane, popularne) oraz owocowo-kwiato­ we. W identyfikowaniu aromatów warto prze­chodzić od ogółu do szczegółu. Jeśli, przyk­ładowo, wyczuwasz owoce, zidentyfi­ kuj najpierw do jakiej grupy należą. Czy są to cytrusy czy owoce leśne. Następnie, pró­ buj wskazać konkretne gatunki, np. poma­ rańczę lub jagodę. Rozpoznawanie smaków to kwestia wprawy i regularnego treningu. Wiele zależy od zbieżności typu produktów jedzonych w ostatnim czasie, z degustowa­

46

LUDZIE

nymi. W środku zimy o wiele trudniej będ­ zie rozpoznać w czekoladzie nutę czereśni niż np. suszonej śliwki. ZASADA NACZYŃ POŁĄCZONYCH

Podczas jednej degustacji warto spróbować minimum dwóch różnych tabliczek. Istotny jest punkt odniesienia. Ciekawą przygodą może być np. smakowanie czekolad o po­ dobnej zawartości kakao, lecz przygotowa­ nych na bazie ziaren pochodzących z od­ miennych regionów. Spróbuj też porównać czekoladę bean-to-bar ze zwykłą, dostępną w supermarkecie. Różnica powinna być łat­ wo wyczuwalna. Czekolady od popularnych producentów będą bardziej gorzkie, gdyż zwykle powstają z przepalonego ziarna. Trudno delektować się czekoladą, kiedy nie delektujemy się innymi potrawami i napo­ jami. Znajomość i umiejętność rozpozna­ wania smaków wynika ze świadomego jed­ zenia i picia. I tak np. osoby, które degustują alkohole, z łatwością odwołują się do swoich


doświadczeń i przekładają je podczas prób czekolady, nie wspominając o kawoszach rozsmakowanych w wyrobach speciality. CZEKOLADOWA HERSTORIA

Karolina na czekoladowy szlak wkroczyła naturalnie, bez większego planowania. Zaczę­ło się od podróży. A co bardziej cen­ nego można przywieźć z wyjaz­du, jeśli nie inspiracje? To one wypełniały niczym suwe­ niry plecak Karoliny w drodze powrotnej do domu. Aaustriacki klasyk, słynna kulka Mo­ zarta, stała się przyczynkiem do stworze­nia pierwszych pralin. Małe czekoladki w sre­ berkach powstawały w domowym zaciszu, często ze współudziałem przyjaciół. Wieść o pralinach zaczęła się szybko roznosić. Wkrótce koleżanki i koledzy z pracy zama­ wiali je od Karoliny regularnie, głównie jako prezenty dla najbliższych. Niedługo po pierwszym sukcesie pralin, Karolina natknęła się na ideę bean-to-bar. Zdarzyło się to akurat w momencie, kie­ dy została na dłużej uziemiona w domu – zmagała się z kontuzją kolana. Godziny spędzane z rehabilitantem upływały na ro­ zmowach o czekoladzie. Karolina szybko zrozumiała, że kiedy tylko stanie na nogi, właśnie w ten temat chce wniknąć głębiej. Działo się to trzy lata temu.

spokój i klarowność umysłu. Przypomniała sobie, czym kierowała się podczas tworze­ nia pierwszych pralin. Pralina zawsze była dla niej konceptualna. Koncept, to obok ziarna, jej ulubiony składnik czekolady. W głowie zaczęły pojawiać się myśli o tym, w jaki sposób połączyć jogę z czekoladą? Zaczęło również kiełkować nawiązanie do ajurwedy – starohinduskiej sztuki leczenia i zachowywania pierwotnej równowagi orga­ nizmu. W ajurwedzie jedzenie jest lekiem. Karolina postanowiła skupić się na dobroc­ zynnych właściwościach czekolady, jej wpły­ wie na zdrowie i samopoczucie. Tak narodził się koncept i nazwa Ayu Chocolate. Jako pierwszy, pojawił się pomysł stworze­ nia wegańskiej, podnoszącej odporność tabliczki inspirowanej złotym mlekiem – gorącym, mlecznym napojem, przyrządza­ nym z przyprawami: kurkumą, cynamo­ nem, kardamonem, gałką muszkatołową,

Nie od razu chciała robić czekoladę. Począt­kowo myślała o działaniach marke­ tingowych i rozwoju biznesu niszowego rynku produkcji czekolad rzemieślniczych. W tamtym czasie w Polsce działały jednak tylko dwie manufaktury czekolady (Manu­ faktura Czekolady i Cocoa), które nie były gotowe na szerszą współpracę. Karolina próbowała więc studzić swój czekoladowy zapał innymi aktywnościami. Robiła to wyłącznie z rozsądku. Marzenia zakopane pod dywan mają to do siebie, że wracają zwykle ze zdwojoną mocą. Powrót Karoliny na czekoladową ścieżkę nastąpił rok temu. Tym razem pojawiły się problemy z kręgosłupem, które znów nakazały nieco zwolnić. Dolegliwości zdrowotne zmoty­ wowały do uczestnictwa w zajęciach jogi. Na macie Karolina odnalazła po raz kolejny LUDZIE

47


imbirem i pieprzem cayenne. Wizualizacja żółtej tabliczki nie dawała Karolinie spać po nocach. Zaczęła myśleć, w jaki sposób przy­ gotować przepis bez mleka i cukru. Rozpoczęły się eksperymenty i podróże z melanżerem. Ze względu na to, że owa maszyna do mieszania generuje sporo hałasu, czekolada była mieszana w piwni­ cy u przy­jaciółki. Użycie wegańskich pro­ duktów: ksylitolu oraz czystego kokosu skomplikowało nieco cały proces, ponieważ składniki te nie zachowują się tak, jak zwy­ czajny cukier czy masło kakaowe. Po kilku próbach, udało się zbalansować wszystkie komponenty, wyważyć przyprawy i uzyskać odpowiednią gęstość czekolady. W głowie Karoliny zaczęły powstawać pomysły na ko­ lejne smaki. Wszystko według bliskiej jej idei łączenia. I tak, asortyment poszerzył się o tabliczki Chai Masala – ciemną czekoladę, z dodatkiem aromatycznych przypraw ma­ sala i Pure Dark – ciemną, powstałą na ba­ zie kolumbijskiego ziarna odmiany Tumaco, konszowaną przez 72 godziny. Wszystkie bez dodatku cukru, słodzone ksylitolem. Karolina żartuje, że w przypadku tabliczek Ayu zdrowieje się od samego czytania! Na opakowaniu Ayu, obok wskazań inspi­ racji jogą i ajurwedą, znajdziemy również tajemniczo brzmiące: hint of agile. To z ko­ lei zauroczenie, wyniesione przez Karo­ linę z przy­ gody ze światem technologii, w którym szczególnie upodobała sobie metodologie zwinne – agile właśnie. Agile zakłada pracę nad produktem w krótkich okresach czasu oraz reagowanie na zmiany czy odstępstwa od realizowanego planu. Metodologia ta pozostawia przestrzeń na niedoskonałość i naukę wraz z procesem. Ten specyficzny typ pracy pomógł Karolinie w stworzeniu marki oraz produktu – od ziar­ na do tabliczki, metodą prób i błędów.

48

LUDZIE

Zastanawiać może jeszcze niesztampowy koncept połączenia czekolady bean-to-bar, jogi i ajurwedy. Okazuje się, że i on ma swo­ je uzasadnienie w historii czekoladowej rewolucji. Na początku rozkwitu nowej fali czekolady 2.0. w USA, za pierwsze melanże­ ry służyły młyny kamienne sprowadzanie z Indii. Te z kolei są kolebką rozwoju nauk duchowo-cielesnych: jogi i ajurwedy. GRAJ W SWOJĄ ULUBIONĄ GRĘ

W czekoladowym świecie speciality każdy robi czekoladę po swojemu – gra w swoją grę. Jednocześnie w branży panują przy­ jaźń, siostrzeństwo i braterskość. Każdy twórca specjalizuje się w czymś nieco in­ nym, co gwarantuje niepowtarzalność re­ ceptur i szerokie możliwości wzajemnego inspirowanie się. I tak Beskid Chocolate – to obsesja ekspery­ mentowania z ziarnem i wyciągania z nich najlepszych aromatów. Manufaktura U Dzi­ wisza słynie z kunsztu idealnego tempero­ wania. Dzika Czekolada to najlepsza biała czekolada i marcepan pistacjowy. Z kolei Gang Czekoladożerców znany jest z cze­ kolad bez cukru, z podwyższoną ilością masła kakaowego. W świadomym wyborze produktów wyso­ kiej jakości nie ma snobizmu. Czekolada bean-to-bar może stanowić dobry początek do rozpoczęcia przygody z sensoryką lub własną produkcją. Doświadczenie Karoliny pokazuje, że proces, choć niełatwy, jest wy­ jątkowo satysfakcjonujący. Pierwszy etap za nią. Jednak lista pomysłów na kolejne sma­ ki jest długa. Czekoladowa droga dopiero zaczyna się ekscytująco zagęszczać. Egali­ tarność procesu, najlepsze składniki, cieka­ wość, przyjemność i różnorodność – w tym właśnie tkwi magia bean-to-bar’u.


LUDZIE

49


RĘCZNIE MALOWANE SPRAWDŹ PEŁ WWW.ZANETAHAJN


E TŁA FOTOGRAFICZNE ŁNĄ OFERTĘ NA NOWSKA.COM/SKLEP 51


MAMA, BLOGERKA, KUCHARKA Z KINGĄ PARUZEL ROZMAWIAŁ DANIEL COCEANCIG

Jesteś mamą, blogerką, kucharką, influen­ cerką – kobietą wielu zdolności i jesz­cze większej liczby pomysłów. I jak to jest teraz bardziej mama, czy bardziej bloger­ ka, influencerka? Uważam że nic nie przeszkadza temu, aby być mamą i pracować, i pracować by być mamą. Tak już to sobie wypracowałam i ogar­nęłam. Chciałabym jak najwięcej pra­ cować, by móc realizować swoje marzenia. Jako blogerka prowadzisz swój profil na Instagramie z niezwykłą dbałością, każ­ dy element jest bardzo dopieszczony. Po­ wiedz proszę, skąd czerpiesz pomysły? Lubię sprawdzać i szukać, co się dzieje w In­ ternecie. Dużo czytam o marketingu w so­ cial mediach. Dzięki temu pomysły same wpadają do głowy. Uwielbiam Instagrama, w przeciwieństwie do Facebooka i wiem, że daje mi wiele możliwości, by realizować się jako twórca. Uważam, że Facebook nie daje takich szans. Kiedy 3 lata temu tworzyłam siat­kę na Instagramie, wiele osób zachod­ ziło w głowę o co chodzi. Wiem, że mój In­ stagram nie jest typowy. Na moim profilu każdy kwadrat połączony ze sobą tworzy całość, a nie są to odrębne zdjęcia. Zwracam uwagę na to, by patrząc na poszczególne „kafle” w Instagramie zawierały jakiś prze­ kaz. Sądzę, że przyzwyczaiłam moich odbior­ ców do oglądania Instagrama w całości. Na początku ludzie zastanawiali się o co cho­ dzi, Instagram powinien być spontaniczny. Dla mnie jest to trochę śmieszne, bo jak to może być spontaniczne, skoro wiele postów

52

LUDZIE

jest planowanych i sporo zdjęć pozowanych. Spontaniczność już dawno temu została zatracona. By zapełnić tę lukę pojawiło się Instagram Stories (IS), które daje nam wię­ cej autentyczności, w przeciwieństwie do postów. Okazuje się, że coraz więcej z nas ogląda IS, a coraz mniej feed. Dodając pos­ ty zachęcam ludzi do odwiedzenia mojego profilu. Jestem w stanie połączyć zaintere­ sowanie względem postów, jak i IS. Sam się łapię na tym, że oglądam więcej Stories niż postów. Jednak czasami widzę ogrom filmików na górnej listwie Insta­ grama i przerzucam dalej. Masz pomysł jak zatrzymać takiego widza? Ostatnio dodaję bardzo dużo relacji. Jed­ nak wiem, że czynnikiem który zatrzymuje obserwatorów są napisy. Jest to bardzo pra­ cochłonne, jednak ludzie oglądają Instagra­ ma w komunikacji miejskiej, miejscach pu­ blicznych i nie chcą, by ktoś obcy to słyszał. Czasem wyłączamy głos, bo np. dziecko śpi. Dzięki napisom obserwatorzy są w stanie zobaczyć całą relację bez dźwięku. Dlatego też dodając więcej treści musisz je dodawać. Jakie miałabyś zatem porady dla osoby, która zamierza stworzyć własnego bloga, czy też unikatowy profil na Instagramie? Przede wszystkim spojrzeć na to, co jest dookoła. Mamy zbyt wiele treści, które są na jedno kopyto. Musimy znaleźć coś, co nas wyróżnia. Prosta sprawa: 3 pomysły na ziem­ niaka i cebulę. I ten temat pogłębiać, drążyć. Wizualnie też musi to wyglądać i zachęcać. Ważne jest dla mnie, aby wszystko było spójne. Jak sam wiesz, prowadzę wszystko


LUDZIE

53


w jasnej tonacji, a ciemna zaburza mi całą koncepcję i dlatego jej unikam. No i przede wszystkim trzeba być cierpliwym i sumien­ nym. Cały czas trzeba być aktywnym. Nie można na chwilę przestać, ponieważ ludzie zapominają. Bardzo staram się pokazać to, czym się zajmuję. Czasem wrzucę swoje zdjęcie, czy też zdjęcie Jagny (córki Kingi, przyp.red.), bo jest częścią mojego życia, ale 95% moje­ go Instagram to jedzenie. I z tym mają mnie ludzie utożsamiać. Chciałabym mieć obser­ watorów, którzy czerpią radość z gotowania i przepisów. Tutaj chodzi o gotowanie, a nie łapanie obserwatorów przez selfie. Niestety najlepiej na Instagramie sprzedaje się ciało. Nawiązując do twojej historii, chciałbym porozmawiać o MasterChefie. Minęło pra­ wie 9 lat od emisji programu. Czy lu­dzie dalej cię z tym show utożsamiają?

Nie, jest bardzo mało osób, które na wspom­ nienie o MasterChefie mówią, że tak, znam cię z programu. Jednak mam bardzo duże grono odbiorców, którzy nie pamiętają tego, co było 10 lat temu. Wydaje mi się, że stwo­ rzyłam własną markę. W każdym razie tak to czuję. Działam na własne nazwisko, nie przez pryzmat programu, lecz poprzez swo­ je działania. Nie mogę jednak odciąć się od przeszłości, ponieważ to było początkiem tego, co się dzieje teraz. Powiedz zatem skąd pasja do gotowania? Pomysł na życie? Moim pomysłem na życie nie było goto­ wanie. Skończyłam turystykę międzynaro­ dową. Marzyłam o tym, by mieć piękny, wielki ośrodek jeździecki. I miało być super, hiper. Jednak życie potoczyło się inaczej. Otworzyłam jeden z pierwszych interneto­ wych sklepów jeździeckich. Szło super


i szybko nauczyłam się biznesu. Jednak ze względu na kryzys gospodarczy w 2009 mu­ siałam zrezygnować z tej branży. Wróciłam do firmy rodzinnej. Wyszłam potem za mąż i po ślubie uświado­ miłam sobie, że nie potrafię gotować. Kiedy mąż poprosił mnie o rosół i roladę z klus­ kami, nie wiedziałam jak się za to zabrać. Dzwoniłam do mamy, by przez telefon podyktowała mi jak zrobić rosół. Później zaczęłam czytać Kwestię Smaku i Moje Wypieki. To z nimi zaczęłam gotować. Po­ myślałam, że fajnie by było nauczyć się pro­ jektować strony internetowe i założyć swój blog. I tak się zaczęło. Myślałem, że pochodzisz z kulinarnej rodzi­ny i masz to w genach. Miałam to szczęście, że moja mama, tata i babcia super gotowali. Od dziecka nie musiałam tego robić, ale byłam obeznana z produktami z całego świata. Urodziłam się w 1980 roku, a były to czasy kartek i re­ laksów. Wszystko pamiętam z tego okresu i w większości domów wielu rzeczy nie było. Ja miałam to szczęście, że mój tata często jeździł w delegacje, podróżował po całym świecie i zawsze coś przywoził. Nie chcę by to zabrzmiało snobistycznie, ale jest to podzię­kowanie dla rodziców za możliwość posiadania tego wszystkiego, co miałam. Ja w tamtych latach wiedziałam co jak ma smakować. Unikaliśmy fastfoodów, a gdy jeździliśmy na wyjazdy nie odwiedzaliś­ my takich miejsc. Rodzice zawsze podczas podróży wybierali lokalne restauracje. Dla mnie to była taka edukacja. Do dziś mam w pamięci kelnera, który pamiętał całe zamówienie lub przynosił tacę z ogrom­ nym wyborem herbat. Są to dla mnie super wspomnienia. Twoja pierwszą książka o gotowaniu i prze­ pis na kurczaka w sosie cytrynowym to dla mnie mistrzostwo. Po drodze były też Fit Słodkości, a teraz Flexitarianizm. Odnoszę wrażenie jakby twoja kuchnia ewoluowała cały czas. I co dalej? Będzie ona zmierzała w kierunku weganizmu?

Nie, flexitarianizm mi odpowiada i chciała­ bym w tej kuchni pozostać. Daje mi to dużo swobody w gotowaniu i przy tworzeniu prze­ pisów w sieci. Flexitarianizm nie wyklucza mięsa, więc gdybym chciała przygotować danie z mięsem, mogę to zrobić i nikt mnie za to nie skarci. Flexitarianizm daje mi dużo swobody i elastyczności i dzięki temu czuję się fair względem moich odbiorców i wzglę­ dem samej siebie. Chciałabym rozwijać sie­ bie jako twórca i flexitarianizm daje mi taką możliwość. Po ciężkim 2020 roku jakie masz plany na rok 2021? Będziesz nastawiona na rozwój swój własny czy planujesz jakiś ciekawy projekt? Wszystko tworzę razem z mężem. Nie an­ gażujemy grona grafików, fotografów i pro­ gramistów. Mamy też życie osobiste i przy tej codzienności niektóre rzeczy potrzebują czasu. Ja daję sobie ten czas i cele to są mar­ zenia do zrealizowania. Najważniejsze, by znaleźć równowagę. Wiele pomysłów mam w głowie, a plany na ten rok niech będą niespodzianką dla wszystkich. LUDZIE

55



podróże U WRÓT ARKTYKI / 58


58


U WRÓT ARKTYKI TEKST: ŻANETA HA JNOWSKA , ZDJĘCIA: EWA KALINOWSKA

Tromsø - największe miasto północnej Norwegii. Jedyne 350 km za kołem podbiegunowym. W lecie średnia temperatura oscyluje wokół szalonych 12°C. Jak nasza bohaterka, Ewa Kalinowska, się tam znalazła i jak jej się żyje we „Wrotach do Arktyki”? Sprawdźcie sami!

PODRÓŻE

59



61


Zdjęcia Ewy na Instagramie mnie zachwyciły. Kiedy tylko je zobaczyłam wiedziałam, że muszę ją przekonać do pu­ blikacji w MOODzie. Poza tym ogromnie mnie ciekawiło, jak Polka trafiła na koło podbiegunowe i co tam robi. Nie ukrywam, że ogromnie zazdroszczę – sama chętnie prze­ prowadziłabym się do jakiejś mroźnej krainy. Ewa pokochała Norwegię już w dzieciństwie, kiedy zabra­ li ją tam rodzice. Miłość na całego uderzyła 12 lat temu, kiedy ze swoim partnerem, Łukaszem, podróżowali pr­ zez półwysep Skandynawski z namiotem. Na spontanie, z jednym celem: przekroczyć koło podbiegunowe. Jak się okazało, trafili do raju. Obiecali sobie, że wrócą. Udało się już rok później i zaciągnęło ich jeszcze dalej na północ. Zwiedzili Finmark, Senję i Lofoty. Minęło niemal 10 lat, kiedy znowu poczuli, że tęsknią za Norwegią. Dwumies­ ięczne wakacje zakończyły się decyzją: przeprowadzamy się! Łukasz znalazł pracę w firmie turystycznej organizujące wycieczki na zorze polarne, a Ewa miała krótką przygodę w cukierni. Jej główne zajęcie możecie podziwiać na zd­ jęciach obok. Czy to nie marzenie pracować jako fotograf w tak pięknym miejscu? Życie w Tromsø o dziwo głównie toczy się na świeżym po­ wietrzu. Powiedzenie, że tu nie ma złej pogody – jest je­ dynie nieodpowiednie ubranie, sprawdza się tu w 100%. Śnieżyce, wichury i ciemności są codziennością i miesz­ kańcom w niczym nie przeszkadzają. Nawet małe dzieci w przedszkolach spędzają dużo czasu na zewnątrz, śpią w hamakach, grzeją się przy ognisku. Niedzielne rodzinne śniadanie to jajecznica usmażona i zjedzona na plaży. Pra­ ca jest tu dodatkiem do życia, które toczy się na górskich szlakach, dziewiczych stokach, trasach biegówkowych, łodziach czy plażach. To wszystko w ciepłym świetle og­ nisk. Żeby tu być szczęśliwym, trzeba lubić aktywnie życie w naturze. Ludzie to jeden z piękniejszych aspektów wyprowadzki za koło podbiegunowe. To nie jest miejsce dla każdego. Noc polarna, śnieg, mróz – trzeba pokochać te warunki. Żyją tu prawdziwi pasjonaci, którzy kochają góry, sport i przy­ rodę, ludzie bardzo świadomi ekologicznie. Jak mówi Ewa: „Poznałam tu dobrych ludzi, którzy mnie inspirują, a oni przyjęli mnie z niesamowitą otwartością i bardzo dużym luzem. Nie wiem, czy mam takie szczęście, czy północ przy­ciąga dany typ człowieka.”


PODRÓŻE

63



65


Tromsø to miasto międzynarodowe, z najdalej wysuniętym na północ uniwersytetem na świe­ cie. Częste zorze polarne przyciągają ogrom turystów. Największym problemem dla przyjezd­ nych z pewnością jest noc polarna, która w Tromsø trwa od końca listopada do połowy stycznia. Ewa ma z nią love-hate relationship – kiedy się zaczyna, odlicza dni do końca. Gdy się kończy, zaczy­na za nią tęsknić. Niestety nawet tak daleko na północ widoczne są skutki ocieplenia kli­ matu. Tegoroczna zima, jaki i noc polarna, są zupełnie inne. Śnieg leży tylko w wyższych parti­ ach gór, pogoda jest stabilniejsza, częściej widać błękit nieba – przez to dni wydają się jaśniejs­ ze, ale widoku śniegu nic nie zastąpi. Mimo to, Norwegia nie przestaje Ewę inspirować. Każda, krótsza czy dalsza wycieczka budzi jej zachwyt, który uwiecznia na niezwykłych fotografiach. Niespotykane światło, zjawiska przy­ rodnicze czy warunki pogodowe zapierają dech. Ulubiony miesiąc Ewy to wrzesień – miesiąc miliona kolorów. Granat sztormowego nieba, częste, piękne i efektowne tęcze, fluorescencyjne jesienne kolory liści i powrót królowej północy – zorzy. Najpiękniejsze jest to, że nie musi już za tym pędzić – to wszystko się dzieje na jej oczach. Można spokojnie, bez pośpiechu chłonąć piękno natury i brać udział w czymś niespotykanym. Wystarczy ruszyć na szlak, rozbić namiot, rozpalić ognisko i być tu i teraz. Jak długo Ewa i Łukasz zostaną w Norwegii? Tego nie wie nikt. Ale wiadomo jedno – mają jeszcze wiele do odkrycia.

66

PODRÓŻE



68

PODRÓŻE


Instagram Ewy: @ewkaphoto

PODRÓŻE

69



71


MAGAZYN KULINARNO-LIFESTYLOWY

WWW.MAGAZYNMOOD.PL


Millions discover their favorite reads on issuu every month.

Give your content the digital home it deserves. Get it to any device in seconds.