__MAIN_TEXT__

Page 1

ISSN: 2391-8896

magazyn artystyczno -naukowy Magdalena Chojnowska Magdalena Hoffa Anna Jabłońska Anna Róża Kołacka Paweł Korbus Izabela Liżewska Małgorzata Łojko Barbara Łukasik Izabela Maciejewska Dawid Marszewski Dobrosława Nowak Liliana Piskorska Kaja Rata Patryk Różycki Paweł Stasiewicz Paulina Stasik Maja Staśko Krzysztof Wosik

canis vertigus

temat numeru

pod redakcją: Urszuli Kluz-Knopek Marty Ostajewskiej

numer 2 grudzień 2015


2

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015


3

Woof woof arf arf to miejsce artystycznych i naukowych debiutów oraz platforma, na której corocznie prezentuje się grupa utalentowanych artystów, literatów, krytyków. Każdy numer skupia się wokół istotnego, współczesnego tematu, o dużym potencjale krytycznym. W tym roku na naszych łamach goszczą prace zainspirowane zagadnieniem canis vertigus. Woof Woof Arf Arf ogólnopolski magazyn artystyczno–naukowy www.woofarf.com www.facebook/woofarf Wydawca Akademia Sztuk Pięknych pl. J. Matejki 13, 31–157 Kraków Zrealizowano ze środków Samorządu Studenckiego Doktorantów ISSN: 2391–8896 Redakcja Urszula Kluz–Knopek, ula@adija.pl Marta Ostajewska, marta.ostajewska@gmail.com Zespół

Katarzyna Celek Krzysztof Marchlak

Paulina Stasik

Adres korespondencyjny woofarf@woofarf.com, ul. Sztwiertni 21a, 43–450 Ustroń Opracowanie graficzne Barbara Łukasik, Urszula Kluz–Knopek Studio Bakłażan, www.studiobaklazan.pl

Wszystkie treści, prace, materiały oraz elementy graficzne umieszczone w magazynie są chronione prawem autorskim.

Canis vertigus to wymarła rasa psów, które służyły jako narzędzia kuchenne. Były hodowane w XVI w. w Anglii i obsługiwały rożna w kuchni. Charakteryzowało je długie ciało i krótkie łapy. Ta specyficzna budowa była niezbędna do sprawnego wypełniania kuchennych zadań. Turnspit (angielska nazwa tej rasy psów) cały dzień pokonywał długie dystanse biegając w kółko w specjalnie skonstruowanym kole, przywieszonym na ścianie w kuchni. Koło przytraczano łańcuchem do rożna, które obracało się pod wpływem ruchów zwierzęcia. Dzięki „psom z zawrotem głowy” mięso było idealnie przypieczone. W niedzielę zwierzęta zwalniane były ze swych kuchennych obowiązków i służyły jako ogrzewacze do stóp podczas mszy. W XIX w., kiedy to wprowadzono tanie maszyny do obracania rożna, psy zostały pozbawione swojej funkcji. Ponieważ nie były specjalnie urodziwe, nie stały się zwierzętami do towarzystwa. Na początku XX w. rasa wymarła. Oddany do Państwa rąk numer porusza kwestie animal studies, reifikacji, uprzedmiotowienia i użytkowności zarówno zwierząt, ludzi, jak i sztuki. Bazuje na przewrotności terminu (canis–pies, vertigo–zawrót głowy) i zmieniającej się w czasie, „stającej na głowie” piramidzie zależności ludzko–zwierzęcej. Animal studies, to worek pełen dziwadeł, futrzaków, sztuki zezwierzęconej i odzwierzęconej, ale również etycznych aspektów tego zjawiska. W drugim numerze magazynu staramy się zaprezentować najciekawsze jego aspekty, zarówno na poziomie artystycznym, jak i naukowym. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z najnowszym numerem Woof Woof Arf Arf, do udziału w wystawach towarzyszących i śledzenia naszych stron internetowych: www.facebook/woofarf, www.woofarf.com. Redaktorki naczelne Woof Woof Arf Arf Marta Ostajewska i Urszula Kluz–Knopek

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Woof Woof Arf Arf, Cannis Vertigus


4

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Wysokie obroty w zwierzęcej strefie zatrudnienia .

Ewelina Jarosz

Chociaż drugi numer czasopisma Woof, Woof, Arf, Arf odbiega tematem od teraźniejszości, to jednak świetnie wpasowuje się w co najmniej kilka ważnych nurtów współczesnego dyskursu (post)humanistycznego. Tak chyba zresztą powinno wyglądać pismo tworzone przez artystki i artystów, dzięki którym ów dyskurs nabiera rozpędu w mobilności percepcji względem obrazu, słowa, czasu i granic tego, co ludzkie. Tym razem czasoprzestrzenna gimnastyka została ponadto implicite wpisana w artystyczny research owego zagadnienia. Ponieważ stał się nim obraz pracy zwierzęcia uwarunkowany figurą okręgu, jako krytyczny punkt odniesienia można przyjąć leonardowski schemat Homo Vitruvianus (1490) – rysunek ukazujący nagiego mężczyznę wpisanego w kwadrat oraz okrąg, godzący nowożytną koncepcję humanistycznego piękna z centralną pozycją człowieka-mężczyzny we wszechświecie. Takiego rozpoznawalnego symbolu brakowało w wydaniu świata zwierzęcego, gdzie, jak pokazuje historia cywilizacji, klasyczny porządek rzeczy okazuje się wyglądać zupełnie inaczej. Podpowiada ona, że jego rolę mógłby z powodzeniem pełnić canis vertigus. Temat zapowiada umieszczona na okładce praca Magdaleny Chojnowskiej Canis vertigus – pies z zawrotem głowy!, za sprawą której ma miejsce op-artowski tranzyt XVI-wiecznej, wymarłej już rasy psów do świadomości współczesnych odbiorców. Artystka nawiązuje do podwieszonego pod sufitem, drewnianego koła, po którym biegał piesek, spełniając funkcję narzędzia obracającego różno. W XIX wieku, w efekcie postępującej modernizacji, tradycyjną, opartą na niewolniczej pracy zwierzęcia technologię, zastąpiła maszyna. U Chojnowskiej część obsługiwanego przez turnspita (tak określano tę rasę w Anglii) mechanizmu została przemieniona w ruch wirowy, kalejdoskopowo rozkładających się pierścieni barw, umieszczający ideę canis vertigus, wokół której zogniskowane zostały prace współczesnych autorów i autorek, w samym centrum problematyki numeru.


5

Dziś nadal gorące dyskusje wzbudzają malujące słonie w Azji, które zarabiają na własne, oraz swych pracodawców, utrzymanie w specjalnych centrach rekreacyjnych o charakterze turystycznorozrywkowym. Ich produkcje artystyczne można śledzić oglądając krótkie filmy zamieszczane w serwisie You Tube. Na pierwszy rzut oka pokazy malujących słoni wydają się być bardziej ucywilizowaną wersją cyrkowych pokazów wymagających tresury, zakładającej znęcanie się nad tymi zwierzętami za pomocą specjalnego przyrządu, ankusa. Podczas wizyty w jednym z takich centrów w Tajlandii, wspomniany Morris poddał dekonstrukcji twórczość słoni. Zauważył, że nie tylko jest ona czynnością wynikającą z tresury, ale także pozbawioną pierwiastka kreatywności. Z jego relacji wynika, że obrazy malowane przez słonie powstają w efekcie zamaskowanej i ukrytej manipulacji kornaków ich uszami. „Badając sprawę dalej – pisze Morris – po skończonym pokazie okazało się, że każde z tzw. artystycznych zwierząt zawsze produkuje dokładnie ten sam obraz; za każdym razem, dzień w dzień, tydzień za tygodniem. Mook zawsze maluje bukiet kwiatów, Christmas drzewo, a Pimtong rosnącą roślinę. Każdy słoń wrzucony jest w rutynę, którą kieruje jego mistrz”2. Z artykułu Morrisa wynika, że gdyby słonie faktycznie posiadły umiejętności malowania figuratywnego, odwróciłoby się wartościowanie sztuki powstałe w efekcie rewolucji reprezentacji w XX wieku, w efekcie której abstrakcja na kilka dekad zajęła topowe miejsce w hierarchii gatunków malarstwa.3 Nie powinno umknąć naszej uwadze to, że zdemaskowanie zdolności mimetycznych słoni służy Morrisowi do udowodnienia wtórności performatywnych czynności kopiowania, wobec kreatywności abstrakcyjnie malujących małp. W sporze tym wyższość małp nad słoniami spełnia przy tym funkcję podtrzymania pozycji Morrisa jako pioniera badań nad zwierzęcą kreatywnością. Czy zatem prawdziwym, dyskretnie ukrytym celem wizyty naukowca w Tajlandii nie było przede wszystkim połechtanie własnego ego?4 Istnieje wiele opracowań dotyczących rewolucji reprezentacji. Polskie opracowanie tej problematyki, mieszczące się w paradygmacie antropocentrycznym, zawiera tom: Rzeczywistość, Realizm, Reprezentacja, red. E. Biernacka, Warszawa 2001. 3

Zob. Congo. A Catalogue of His Paintings and Drawings 1956-1958. Na podstawie skanów stron katalogu umieszczonych w Internecie, 3.03.2012, www.annaedwardsart.weebly.com/1/post/2012/03/paintings-by-chimpanzeesand-other-artists-at-southampton-art-gallery.html (dostęp: 09.11.2015). 1

„Can jumbo elephants really paint? Intrigued by stories, naturalist Desmond Morris set out to find the truth” 22.02.2009 http://www.dailymail.co.uk/sciencetech/ article-1151283/Can-jumbo-elephants-really-paint--Intrigued-stories-naturalistDesmond-Morris-set-truth.html#ixzz3r0lwebaS (dostęp: 09.11.2015). 2

Relacja Morrisa kładzie nacisk na komercyjny wymiar eksperymentu ekologiczno-artystycznego Komara i Melamida, którzy stworzyli akademie sztuki dla słoni w wyniku utraty przez nie zatrudnienia w latach 80., przy wyrębie lasu. Zob. Monika Bakke, Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2010, s. 221-222. Zob. też recenzję tej książki autorstwa Izabeli Kowalczyk, „O byciu z innymi (recenzja książki Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu)”, 07.03.2012, http://www.obieg.pl/artmix/24226 (dostęp: 12.11.2015). 4

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Mimo swej atrakcyjnej, wizualnej formy, dynamizm pieska, który zerwał się ze smyczy historii obyczajowej, nowoczesnej Anglii, różni się od futurystycznego ujęcia psa w zbliżeniu i ruchu, który ukazany został przez Giacomo Balę na obrazie Dynamizm psa na smyczy (1913). W tym przypadku określa go raczej jako „koło nieszczęścia”. Wystające spod obrysu okręgu, przygniecione ciałko trafia w punkt, w którym analizy z dziedziny posthumanizmu i studiów nad zwierzętami mogą zazębiać się z wartkim ostatnio dyskursem ekonomicznym, badającym nieprawidłowości we współczesnych, neoliberalnych formach zatrudnienia. Praca canis vertigus była niewolnicza i monotonna, jak w fabryce, w której przez długie godziny wykonuje się tę samą czynność. Jednocześnie była torturą nadziei, gdyż na horyzoncie ciągle obracał się pachnący, niedostępny kąsek. Trzeba dodać, że była to oczywiście praca bez honorarium; uprzedmiotawiała ona zwierzę w syntezie, w której stało się ono prototypem ruchomej taśmy produkcyjnej. Dziś, mając do dyspozycji ryciny i przekazy pisemne, a także eksponaty z walijskiego muzuem Abergavenny, możemy wyobrazić sobie canis vertigus podczas pracy również jako widowisko określone przez warunki, które wymagały, aby przymus obracania kołem dzielony był ze zmiennikiem. Był nim oczywiście inny przedstawiciel tej rasy. Niedziela bynajmniej nie była dniem wolnym od pracy. Nie mieszcząc się w ówczesnym kanonie zwierzęcej urody, turnspity oddawały ciepło, służąc za ocieplacze stóp podczas mszy w kościele. W związku z powyższym, temat przewodni numeru można interpretować jako figurę scenicznej osobliwości w historii ekonomicznej zwierząt. Jej głośno dyskutowanymi przykładami, jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku, były małpy malujące abstrakcyjne obrazy. Ich casus stał się elementem dekonstrukcji modernistycznego paradygmatu w sztuce, którego przykładem były obrazy abstrakcyjnych ekspresjonistów o niezwykłej sile oddziaływania i autorytecie, przypisanym geniuszom artystów-mężczyzn, takich jak Pollock czy Rothko. Bohaterem stał się szympans Congo, który miał być świadomy pewnych elementów definiujących proces twórczy. Nie zdarzało mu się, na przykład, wykraczać poza granice pola obrazu, a także złościł się, gdy obraz odebrany mu został przed jego ukończeniem. Congo zyskał dużą popularność występując z zoologiem, Desmondem Morrisem, w programie telewizyjnym. Zwieńczeniem artystycznego sukcesu szympansa była zorganizowana w 1957 roku, w Instytucie Sztuki w Londynie, wystawa jego prac. W 2005 roku, czterdzieści jeden lat po śmierci Congo, odbyła się aukcja obrazów, zakończona dużym sukcesem finansowym.1


6

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Podmiotowy stosunek do zwierzęcia zakłada nie tylko analizę warunków jego zatrudnienia, ale także kontrolę kolonizatorskiego nawyku przypisywania zwierzętom kategorii ludzkiej świadomości. Współczesną, dość typową osobliwością stały się praktyki antropomorfizacji wizerunków zwierząt zamieszczane na portalach społecznościowych oraz w serwisach udostępniających zdjęcia. Uczłowieczanie zwierząt, najczęściej poprzez przebieranie ich w ludzkie ubrania, w założeniu ma bawić tym, że są do nas podobne. W wizerunkach zabieganych piesków canis vertigus uderza natomiast potencjał ewentualnej wspólnoty, mimo ich gatunkowej odrębności. Aby ją dostrzec, warto odwrócić kolejność porównywania, upodabniania i zrównywania, to znaczy zlokalizować canis vertigus w polu współczesnych debat na temat warunków zatrudnienia na uczelniach artystycznych oraz w sektorze kultury. Czy my sami, zabiegani, działający w trybach ciągłego dostosowywania się do rynku pracy – artyści, doktoranci, pracownicy kultury rozmaitej maści etc. – pracujący na tzw. niskopłatnych umowach śmieciowych, które często stawiają nas w sytuacji pracy ponad wytrzymałość, nie stanowimy jakieś współczesnej odmiany canis vertigus? Niektórzy uznają, że to metafora naciągana; inni, że ryzykowna i wymagająca głębszego uzasadnienia. Jednak to przecież właśnie te formy zatrudnienia sprawiają, że tracimy zdrowie i urodę. Wydając siebie samych na pastwę demistyfikacji, widzimy zatem symbol uwspółcześniony, konkurujący z prężnym i pięknie zbudowanym człowiekiem witruwiańskim. Rozciągnięte w czasie, długotrwałe istnienie rasy ludzkiej oraz ludzkie doświadczenie różnią się co prawda od nieuładzonego, trwającego tylko trzy wieki losu turnspitów. Jednak można powiedzieć ironicznie, że dopóki w sercach mamy siłę napędową w postaci powołaniowego charakteru pracy twórczej, praca na rzecz analizy wspólnoty oraz różnic doświadczeń wydaje się mieć sens głębszy, krytyczny, wynikający z solidarności między gatunkami i kwestionujący status linearnej, ludzkiej, a raczej męskiej historii cywilizacji i postępu.1

Woof, Woof, Arf, Arf to alternatywna przestrzeń ekspozycji, w której powstałe w różnych mediach i technikach prace pokazywane są w wizualno-dyskursywnym medium czasopisma. Znajdujące się w tym numerze twórcze wypowiedzi orbitują wokół głównego tematu o cechach „rare species”. Czasem luźno do niego nawiązują, skłaniając do indywidualnego tkania sieci skojarzeń. Do sytuacji pozorowanych odwołuje się instalacja Magdaleny Hoffy. To ułożony ze sztucznych, zebranych na cmentarzu kwiatów napis Eden, który może symbolizować „sztuczny raj” – preferowany stan nieświadomości, związany z wyparciem wiedzy na temat negatywnych procesów warunkujących funkcjonowanie takich miejsc. Są nimi, na przykład, korporacje, które w zamian za wyjaławiającą pracę oferują rekompensujący pakiet szczęścia w postaci zniżek na określone usługi, na ogół mające na celu podtrzymanie fizycznej wydajności pracownika. Wideo Izabeli Liżewskiej, W każdej wanience żyją potwory, opowiada o losach żaby przejechanej przez dorożkę. Jest to dobiegająca z offu dyskusja, bagatelizująca życie żaby, tocząca się na tle wanny, wypełnionej wodą, spod której fragmentarycznie wyłania się wzdęte ciało. Praca wchodzi w intertekstualny dialog z otwierającą sceną mrocznego, filmowego obrazu na temat dorastania, Połyskliwa skóra (1990)2, w której chłopcy, dla zabawy, nadmuchują żabę powietrzem i rzucają nią w twarz przechodzącej drogą kobiety, doprowadzając do rozerwania brzucha zwierzęcia. Dwie fotografie Urszuli Kluz-Knopek z cyklu Wiosennie działają na zasadzie kontrastu. Pokazują przewrotnie sfunkcjonalizowanie futra na potrzeby człowieka. Na jednej z nich widzimy kota leżącego na futrzanym płaszczu rozłożonym na łóżku, na drugim symulację wyglądu kociego ciała odartego z elementu, który stanowi o urodzie tych zwierząt, sprawiając, że człowiek chętnie przygarnia je do domu i otacza opieką. Stylizowane na tragikomiczne, nieme kino wideo Owieczki nieboże Anny Jabłońskiej to opowieść, w której rodzina na wakacjach odgrywa scenę rodzajową na temat produktywności nawiązującej do pionierskiego klonowania owcy Dolly. W pracy Łajka wróć! Kaja Rata zebrała materiały na temat pierwszego zwierzęcia wysłanego na orbitę okołoziemską, uzupełniając je rysunkami oraz kolażami własnego autorstwa. Suczka, która zginęła w kosmicznej budzie w kilka godzin po starcie, w wyniku przegrzania i hipoksji, jest drastycznym przykładem zapisania się w historii eksperymentów na zwierzętach, które bez własnej woli wciągane są w potyczki o władzę supermocarstw, czy też poświęcają swe życie w imię ideologii cywilizacyjnego postępu.3

Na temat powołaniowego charakteru pracy twórczej zob. „Co zrobić, aby przeżyć? Z Mikołajem Iwańskim rozmawia Agnieszka Kwiecień”, „Fragile” 30.06.2015, http://www.fragile.net.pl/ home/to-co-zrobic-aby-przezyc-z-mikolajem-iwanskim-rozmawia-agnieszka-kwiecien-2/ (dostęp: 11.11.2015). Solidarność między gatunkami byłaby zaprzeczeniem postawy szowinizmu gatunkowego. Zob. M. Bakke, „Szowinizm gatunkowy i jego wrogowie”, „Gatunkowa solidarność w epoce antropocentryzmu”, [w:] Eadem, Bio-transfiguracje, op.cit., s. 42-50. 1

2

Film w reż. Philipa Ridleya.

Dietrich E. Beischer, Alfred R. Fregly. Animals and man in space, A chronology and annotated bibliography through tile year 1960. „ONR Rep. ACR-64 (USNSAM Monograph 5)”, 1961. Office of Naval Research, Department of the Navy. 3


7

Zaprezentowane, w drugim numerze Woof Woof Arf Arf, prace poszukują zatem idei canis vertigus w różnych doświadczeniach, których odmienności prowokują do konfrontowania klasycznych symboli antropocentrycznych z innymi symbolami oraz modelami wiedzy, wypływającymi z dostrzegania różnych poziomów relacji międzygatunkowych i międzyludzkich.

1

Opis pracy udostępniony przez artystkę.

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

„W rytmie koła porusza się świat” zaczyna swój znakomity tekst Anna Kołacka, zwracając uwagę na optykę, perspektywę, kąty patrzenia oraz symbolikę związaną z przejawami dominującej pozycji człowieka we wszechświecie. Wypowiedź silnie akcentuje wątek narcystycznego stosunku gatunku homo sapiens do samego siebie. Wideo Zmęczony bohater Pawła Korbusa ukazuje śmierć martwego orła na górze w Antiochii w Turcji. Dłoń artysty inscenizuje kolejne akty dokumentujące zgon, któremu towarzyszy dźwięk migawki, fotografującego go aparatu. Heroiczne narracje, których orzeł niejednokrotnie był symbolem, ulegają desublimacji. Śmierć zwierzęcia staje się banalnym i odtabuizowanym wydarzeniem medialnym. Praca koresponduje z wideo performance Marty Ostajewskiej, Mi/gra/cja, zestawiającym w jednym planie rzeczywistość zwierzęcia, maszyny i człowieka, pokazującym rezygnację tego ostatniego z pozycji wertykalnej na rzecz horyzontalnej. Krytycznie odniesienia do idei witruwiańskiej znajdziemy również w instalacji Cierpliwość Małgorzaty Łojko, bazującej na formie koncentrycznych kręgów. To mandala, a zatem struktura temporalna, dla której surowcem stały się kolekcjonowane włosy artystki, uzupełnione gablotą, w której zgromadziła ona wypadające wąsy swojej kotki. Dobrosława Nowak poszukuje w swych pracach obrazów synonimizujących fizyczne warunki matczynego łona, które stanowią prawzorzec idei antropocentryzmu, a jednocześnie jej zaprzeczają. Grafika Basi Łukasiak Cosmo 1. Najprawdopodobniej najlepszy lot to futurystyczna wizja odczarowująca los turnspita w przebłysku świadomości, w której, jak pisze autorka: „Nasze ‘psy i koty’ stają się narkotykiem, lub jak kto woli paliwem do ekstatycznych uniesień i fantastycznych wizji. Nasze codzienne ‘proste’ relacje z domowymi zwierzakami urastają do niewyobrażalnie skomplikowanych historii”.1 Instalacja malarska Queer Dog Izabeli Maciejewskiej, której elementy rozmieszczone zostały na białych ścianach oraz podłożu galerii, jest refleksją nad kondycją współczesnego „odmieńca”, kwestionującą ideę funkcjonującego poza kontekstami i neutralizującego kontekstowe znaczenia sztuki „białego sześcianu”. Naturalistycznie o trudach „psiego” porodu pisze Maja Staśko w tekście Gdzie jest łyżka prawiczka? Wideo performance Dawida Marszewskiego Obiekt przejściowy stawia etyczne pytanie o udział zwierząt w działaniach artystycznych. Moja mama Patryka Różyckiego to hommage dla matki artysty, w kontekście kołowrotu ról społecznych, jakie narzuca kobiecie kultura od momentu narodzin. Wideo Napisane tylko Pawła Stasiewicza to freestyle na temat napisów końcowych do filmu, podniesionych do rangi samoistnego wydarzenia prezentystycznego. Natomiast wideo z elementami animacji, Kulturystki, Pauliny Stasik bazuje na wyciętych z papieru sylwetkach kobiet, które układają się w figurę koła. Praca wchodzi w dialog z performance Ćwiczenia z oddychania Liliany Piskorskiej, podważającym uniwersalistyczną, zmaskulinizowaną ideę okręgu, do którego, inaczej niż na znanej ilustracji Leonarda zaproszone zostały kobiety, przekazujące sobie kolejno oddech – tchnienie zmysłowego życia opierającego się na relacji, pozbawionego przemocy, dominacji, wymagającego rezygnacji z zajmowania wyróżnionej pozycji we wszechświecie.


8

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Smutna historia canis vertigus przywodzi na myśl prostą, życiową prawdę: aby przetrwać, należy być użytecznym albo atrakcyjnym. To banalne stwierdzenie może odnosić się bezpośrednio do ludzkiej egzystencji, ale także do terminów abstrakcyjnych, idei. Eden to instalacja stworzona ze sztucznych kwiatów, które zostały znaleziona na śmietniku, na terenie cmentarza katolickiego. Wielowymiarowość pracy związana jest z dysonansem między jej tytułem a materiałem, z którego została wykonana. W ścisły sposób koresponduje z ideami nieśmiertelności, nieistnienia oraz piękna i brzydoty, obecnymi w refleksji nad wymarłą rasą canis vertigus.

Magdalena Hoffa | Eden instalacja, sztuczne kwiaty, 2015


9

Izabela Liżewska | W każdej wanience żyją potwory video collage (00:01:09), 2015

– tu nikt się nie rzuci na nas – a dlaczego mają się rzucać? – no Izuśka starczy Ci – kurde, ale jakie mięso jej tam wypłynęło. Widzicie? – a spryciarz jaki – proszę? – o, dziękuję – proszę, proszę – patrz, patrz jakie różowe jej tam wypłynęło z brzucha – nie, ludzie, ludzi to nie obchodzi – Iza, no co ty robisz! – możemy tam zejść trochę – szkoda, bo jeżdżą tymi dorożkami, no i… – pełny metraż kurwa o żabie? – rozjechali – mam film o kosmosie – film o kosmosie? – nie, mam film o kosmosie – możemy wejść tam kawałek – no szkoda jej – ej wiecie co, zapalilibyśmy może – proszę, proszę – proszę, proszę – proszę, proszę – pełny metraż kurwa o żabie? – proszę? – nie – no Izuśka wystarczy Ci – a spryciarz jaki – patrz, patrz jakie różowe jej tam wypłynęło z brzucha – mam film o kosmosie – możemy tam zejść – mam film o kosmosie – film o kosmosie? – no szkoda jej – Iza, no co Ty robisz! – możemy wejść tam kawałek – proszę, proszę – ej wiecie co, zapalilibyśmy może – kurde, ale jakie mięso jej tam wypłynęło. Widzicie? – rozjechali – tu nikt się nie rzuci na nas – a dlaczego maja się rzucać? – nie, ludzie, ludzi to nie obchodzi – o, dziękuję – szkoda, bo jeżdżą tymi dorożkami, no i… – ej wiecie co, zapalilibyśmy może

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Praca o marnym życiu żaby, przejechanej przez dorożkę. Jej truchło rozkłada się w roztopionym śniegu, na środku turystycznej drogi. Poprzez wyszczególnienie w kolażowym tekście określonych informacji, video nawiązuje nie tylko do kruchości, ale przede wszystkim do znaczenia jakie ma dla człowieka drugie istnienie. Canis vertigus służył człowiekowi, stał się zbędny, wymarł. Pies czy żaba (ta konkretna), co za różnica. Jedno i drugie już nie istnieje.


10

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

W 1996 roku na świat przyszła owieczka Dolly, pierwsze, sklonowane zwierzę. Była to jedyna, zakończona sukcesem próba spośród dwustu siedemdziesięciu siedmiu przeprowadzonych przez Iana Wilmuta i Keitha Campbella. Eksperyment 6LL3. Wówczas nastąpiło przekroczenie granic między tym, co naturalne, a tym, co możliwe dzięki nauce, determinacji, technologii i pieniądzom. Wydarzenie to stał się impulsem do rozważań etycznych. Kontrowersyjny, często dyskutowany eksperyment otworzył niezbadane możliwości zapobiegania śmierci, zachowania gatunków, powielania życia. W niedalekiej przyszłości umożliwi on letalnie chorym noworodkom ponowne życie, jego restart. Video Owieczki nieboże odnosi się do kwestii klonowania człowieka, czego zwiastunem w nauce były narodziny Dolly. Swobodnie nawiązuje w swojej formie do tragikomicznego, niemego kina i często poruszanej przezeń tematyki społecznej. Anna Jabłońska | Owieczki nieboże video (00:04:30), 2013


11

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015


12

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015


13

Łajka została wystrzelona w kosmos 3 listopada 1957 r., na orbitę okołoziemską, w radzieckim satelicie Sputnik 2. Zginęła kilka godzin po wystrzeleniu, prawdopodobnie udusiła się na skutek ataku paniki. Od początku nie planowano sprowadzenia psa na Ziemię – było to trudne technicznie i jednocześnie niekonieczne dla osiągnięcia zamierzonego sukcesu propagandowego. Dziesięciodniowy plan lotu Rosjanie ogłosili publicznie po wystrzeleniu

satelity, już po śmierci zwierzęcia. Jeżeli Łajka przeżyłaby pierwszy etap lotu, po dziesięciu dniach miała otrzymać zatrutą porcję pożywienia. Tylko na taki okres wystarczał zapas żywności i tlenu, ograniczony pojemnością kapsuły i nośnością rakiety. Pies kosmonauta pierwotnie wabił się Kudriawka (Kędziorek) lub Limonczik (Cytrynka). Dopiero tuż przed lotem suczce nadano imię Łajka, co w języku rosyjskim oznacza „szczekaczka” lub „oszczekiwacz”. Amerykanie nazywali Łajkę Muttnik (mutt to po ang. kundel), żartobliwie nawiązując do nazwy ‘sputnik’. Początek projektu Łajka, wróć! związany jest z rokiem 2014, kiedy to artystka zrealizowała zina, o tym samym tytule, którego zadedykowała wszystkim porzuconym psom. Kaja Rata tworząc kolaże ze znalezionych w Internecie materiałów oraz własnych rysunków, puszcza do nas oko w imieniu Łajki. Nie chce agitować, moralizować i piętnować. Kontekstualnie nakłada na siebie dwie opowieści (canis vertigus na okładce i Łajka pomiędzy okładkami), puentę pozostawiając nam.

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Kaja Rata | Łajka wróć! kolaż / mixed media, 2014


14

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Anna Róża Kołacka

Canis vertigus… czyli przeciwnie do ruchu wskazówek zegara W rytmie koła porusza się świat. Każda z jego cząstek wyobrażona jako leibnizowska monada zatacza kręgi w zasięgu swoich średnic, odbijając porządek wszechświata. Materia trafia w to samo miejsce, wsiąka w ziemię i wzbogaca jej tkankę, by kiedyś znów wyjść na powierzchnię i rozpaść się w słońcu. Ten ruch, zgodny z pulsem natury, dzieje się w czasie, który tu wyobrażony jak kantowski noumen1, wyznacza horyzont kolejnych przemian. Zbyt przyzwyczajeni do linearnego myślenia o rzeczywistości jako o ciągu przyczyn i skutków, zapominamy o kolistym ruchu ewolucji, o nieustannym dążeniu ekosystemu do równowagi, nieskończoności, jedności i o naszym, rzeczywistym w tych procesach, miejscu. Zamknięci w swoich małych mikrokosmosach, konstruujemy własne prawa i reguły, zakładamy kagańce, budujemy stacje kosmiczne, stawiamy budy i fabryki, klatki i wieżowce. Odrywamy stopy od ziemi, na co dzień zapominając, że bez tego styku, bez siły grawitacji, wszystko, co tworzymy, straciłoby podłoże, grunt, czyli opokę swojego istnienia. Zgodnie z biblijnym nakazem, czynimy sobie ziemię poddaną, ale nie znamy umiaru.

Wydałoby się, że zarzut stawiany powyżej odnosi się do człowieka współczesnego, w całości zmodernizowanego, złożonego z pragnień i przedmiotów, ukształtowanego przez XX i XXI wiek, homo desideransa2. Tym bardziej szokować mogą przykłady na to, że człowiek dużo wcześniej zaczął rozpychać się na kuli ziemskiej, a jego ekspansywny charakter zawsze znajdował możliwie najszersze pole rażenia. Również w XVI–wiecznej Anglii, gdzie hodowano psy przeznaczone do obsługi rożna. Mięso pieczono na otwartym ogniu i aby upiekło się równo potrzebna była technologia wprawiająca mechanizm w ruch. To zadanie spełniały psy, które umieszczane w podwieszonym na ścianie, specjalnie skonstruowanym kole, biegały w kółko, a przytwierdzony łańcuchem rożen obracał się wraz z ich ruchem. Rasa ta w Anglii określana jako turnspit, w XVIII wieku została sklasyfikowana przez Linneusza jako canis vertigus, czyli pies z zawrotem głowy. Należy dodać, że w niedziele psy zmieniały swoje ‘zastosowanie’ i służyły jako ogrzewacze do stóp podczas mszy. Znamienny wydaje się fakt, że gdy w XIX wieku wprowadzono innowację w postaci tanich maszyn do obracania rożna, zupełnie straciły one swoje zastosowanie, a cechy, które czyniły je wcześniej tak przydatnymi w roli narzędzi kuchennych – długie ciało, krótkie łapy – dyskwalifikowały je jako współtowarzyszy życia, ze względu na nieatrakcyjny wygląd. W związku z tym, na początku XX wieku rasa ta wymarła. W walijskim Abergavenny Museum znaleźć można eksponat wypchanego canis vertigus, przytwierdzone do ściany koło oraz tablicę informacyjną opisującą pochodzenie i funkcje zaprezentowanych przedmiotów. Zastanawiające wydają się reakcje jakie wywołuje ta wystawka; czy stanowi ona li tylko zakurzone wykopalisko? – ot, jeden z wielu wykwitów historii – czy też pobudza do głębszego namysłu? Co gorsza, wydaje się, że obiekty te wcale nie muszą być traktowane jako znaki ostrzegawcze, przestarzałe narzędzia tortur i dowody ludzkiej megalomanii, lecz jako zabawne dziwactwa, rekwizyty okrutnego teatru rozmaitości, de curiosités3, karmiące ciekawość, kroczących przez sale wystawowe, gapiów. Mogłyby działać jak przestarzałe widokówki z czasów wojny, z których nic nie rozumiemy, a które przyciągają nasz wzrok, trochę niczym współczesne przedstawienia wojny i cierpienia w mediach. Na te zaś – jak to określiła Susan Sontag – nigdy nie patrzymy niewinnie. Całkiem możliwe jednak, że zupełnie zobojętnieni nadmiarem codziennie przyswajanych obrazów, przeszlibyśmy obok tych eksponatów i ledwo otarli się o powierzchnię informacji, tak odległej w czasie, że aż nierzeczywistej. Przykład canis vertigus demaskuje człowieka w jego przedmiotowym traktowaniu zwierząt, a ruch koła obracającego rożen ujawnia, że zasadniczo niewiele się w jego postawie od XVI wieku zmieniło. Rzeczywistość uległa znacznemu przemeblowaniu, rozwinięto technologię, narzędzia i skalę reifikacji, a ludzkość posiada teraz znacznie większą świadomość: powstają instytucje, stowarzyszenia, ugrupowania, kluby broniące praw zwierząt; wegetarianizm i weganizm cieszą się dziś dużą popularnością. Mimo że wciąż słychać pogłosy ekologicznych debat, jednostka ludzka okazuje się przede wszystkim mistrzem hipokryzji. Zauważył to niegdyś Jerzy Nowosielski, który w jednym z wywiadów, pochodzących z niewielkiej książki Mój Chrystus, porównuje współcześnie prosperujące farmy do obozów koncentracyjnych. Nie propaguje przy tym założeń wegetarianizmu, twierdząc, że człowiek nie powinien próbować się samorozgrzeszać. Spostrzega tu kolejne pole, na którym zasadzać się mogą następne zarodki idei walki, nie o porządek natury, ale samozadowolenie jednostki. U współczesnych ekoterrorystów spotkać można tę samą niechęć, a czasem nawet nienawiść, do ludzi spoza ich ideologicznego kręgu, która cechuje zwolenników chyba każdej ekstremy. Rzecz nie w tym – zdaniem Nowosielskiego – by człowiek uwierzył, że może stać się lepszym, lecz w tym, by z pokorą przyjął, że – jak to określiła Barbara Skarga w tytule jednej ze swoich


15

Człowiek zaczął poruszać się przeciwnie do biegu natury, nie poprzez spożywanie i korzystanie z siły zwierząt, lecz poprzez skalę i metody, jakimi się posługiwał. W tym miejscu warto zwrócić szczególną uwagę na przedrostek nad–. O mdłości może przyprawiać nie samo zaspokajanie naturalnych potrzeb, lecz opływanie we wszystko, bez czego ludzkość by się obyła: corrida, kremy testowane na zwierzętach, wyroby skórzane.; to, co już jest zbytkiem – nadprodukcją właśnie. Szczególnie godne krytyki wydają mi się badania laboratoryjne, jakie przeprowadzają na zwierzętach przedsiębiorstwa farmaceutyczne i kosmetyczne. W tym wszystkim człowiek jawi się jako mistrz samooszustwa; w celofan owija wyrzuty sumienia, buduje mur z plastiku, a oczyszczone mięso wrzuca do foliowych toreb, tak jakby było ono wyprodukowane już jako martwy, przeznaczony do konsumpcji produkt. Wmawia sobie przy tym, że nie ma z losem zwierząt nic wspólnego, bo sam nigdy żadnego nie zabił, a jeden procent podatku raz w roku przeznacza na ratowanie jakiegoś endemicznego gatunku gdzieś ‘na krańcach świata’. Gdyby zresztą kiedyś rzeczywiście uśmiercił żywe stworzenie, to może miałby większy do jego istnienia szacunek. Być może otarłszy się o żywą tkankę przypomniałby sobie, że zbudowany przez człowieka świat pojęć i znaczeń jest tylko sztuczną strukturą, nadbudową, która zapomniała o fundamentach, na których się wznosi. W tym miejscu warto odnieść się do spotkania Olgi Tokarczuk z ks. Wacławem Oszajcą pt.: Religia a zwierzęta, które odbyło się w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, 2 października 2015 roku. Podczas debaty pisarka przekonywała, że dziecko posiada pierwotny stosunek do zwierząt, a wprowadzane przez dorosłych w kulturę, szybko to naturalne podejście zatraca. Jednocześnie twierdzi ona, że w tej sferze potrzebne byłoby światu coś na kształt rewolucji w myśleniu, zmiana programów edukacyjnych, wymagająca współpracy wielu instytucji. Pozostaje świadoma utopijnego charakteru tego pomysłu, jednocześnie podając przykłady na to, jak badania specjalistów mogą przyczyniać się do stopniowej poprawy statusu poszczególnych gatunków. Do jednych z nich należy potwierdzenie odkrycia, że małpy człekokształtne oraz delfiny butlonose mają samoświadomość, co może spowodować próby przewartościowania dotychczasowych, projektowanych na ludzki rozmiar, kategorii. W czasach płynnej nowoczesności5 człowiek zatracił granicę pojęć i uległ wrażeniu, że tylko on kształtuje świat poprzez język. Tym samym wykluczył on z komunikacyjnego kręgu wszystkie istoty, które z nim w ten sposób porozumieć się nie mogą. Organizmy żywe posiadają przecież w obrębie gatunku swoją własną ‘mowę’, funkcjonującą równolegle do ludzkiego świata. Ten, często zakrzyczany, staje się zobojętniony na mikrokosmosy, które funkcjonują tuż za horyzontem jego spojrzenia. W samozadowoleniu wierzy w zdolność do kreowania świata, a umknęło mu, że posiadana kontrola jest wartością skończoną. W zasadzie nie dziwi fakt, że homo sapiens sapiens, ze swoją ambicją i naturalnym niepokojem ma potrzebę ekspansji, posiada on jednak wystarczająco dużo zdolności poznawczych, by nadmierne apetyty zmniejszać uporczywą racjonalizacją. Skoro pragnie nadawać kierunek biegowi świata, niech nie czyni tego z wektorem przeciwstawnym do naturalnego porządku. Co ważne, stosunek do zwierząt, a może szczególnie do zwierząt udomowionych, demaskuje cywilizację w jej blaskach i cieniach. Tu warto przywołać powieść amerykańskiego pisarza Paula Austera pt.: Timbuktu, której główny bohater – kundel o imieniu Gnat – odbywa symboliczną wędrówkę do Baltimore, podążając za swoim panem. Ten, w przeczuciu nadchodzącego końca, odprowadza przyjaciela tam, gdzie ma on znaleźć dom po jego śmierci. Choć ten pospiesznie naszkicowany, literacki obraz może wydawać się nieco pretensjonalny, to dotyka on rudymentów, o których z łatwością się zapomina, gdy tylko koło zostanie wprawione w ruch.

„Rzecz sama w sobie”, noumen (gr. νοούμενoν; rzecz wyobrażona; pomyślana od nous – rozum, duch) 1

2

homo desiderans łac. człowiek tęskniący, pragnący, pożądający

Cabinet de curiosités, to gabinet osobliwości, popularny w Europie, zwłaszcza w XVI i XVII w. 3

Tytuł sparafrazowany. W oryginale: Człowiek to nie jest piękne zwierzę, Barbara Skarga, wyd. Znak, Kraków 2008. 4

Płynna nowoczesność (ang. liquid modernity) – pojęcie stworzone przez socjologa i filozofa Zygmunta Baumana 5

Bibliografia: Auster Paul, Timbuktu, Wydawnictwo Noir Sur Blanc, 2000. Bauman Zygmunt, Płynne czasy. Życie w epoce niepewności, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2007. Bauman Zygmunt, Sztuka życia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009. Kołakowski Leszek, Mini wykłady o maxi sprawach, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010. Nowosielski Jerzy, Podgorzec Zbigniew, Rozmowy z Jerzym Nowosielskim, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014. Skarga Barbara, Człowiek to nie jest piękne zwierzę, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008. Sontag Susan, Widok cudzego cierpienia, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2010.

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

książek – nie jest pięknym zwierzęciem4. Ważne, by miał on świadomość tkwiącej w nim zdolności do bestialstwa, zobaczył własną potencję zła, pracował nad sobą, ale też nie budował swojego dobrego samopoczucia w oparciu o wiarę, że postępuje bardziej etycznie od innych. Podążając bowiem tą drogą niejedna akcja charytatywna przemieniła się z czasem w podobną machinę zła i zakłamania, przeciwko której z początku walczyła. Leszek Kołakowski często wspominał w swoich tekstach, że zło niejednokrotnie wypływa z dobrych intencji, zaś nawet najbogatsza w ideały myśl przekształcić się może w destrukcyjny fanatyzm.


16

Paweł Korbus | Zmęczony bohater video (00:02:56), 2012–2015

Praca powstała w trakcie rezydencji artystycznej Pawła Korbusa w Antiochii w Turcji. Podczas jednego ze spacerów artysta znalazł martwego orła. To on stał się bohaterem video, w którego tle, spomiędzy szumów i ciągów dnia powszechnego, wybrzmiewa Dla Elizy, Beethovena. „Wyszedłem na górę, nad miastem. Tam padł bohater. Wyskoczył z obiegu, urwał się doczesności, jest już poza, lśni. Jest w Turcji topos bohatera, biały i czerwony z flagi, to odbicia gwiazd w płynącej krwi. Lepiej niech by tam sobie już leżał i leżał, nie dotykaj, daj spokój, daj spokój, nie męcz. Popołudniowe słońce, wiatr delikatnie owiewa zwłoki, w dole miasto.” Paweł Korbus


17

Dobrosława Nowak | Swan video (00:01:18), 2013

I też ulegać muszą przeważnym nad ich mózgiem – zmysłom, których są niewolnikami i słuchać muszą dla własnego przyrodniczego dobra nieubłaganych wołań zewnętrznego świata. W tej wielkiej procesji odlotów i powrotów mieści się owa tajemnica niepowstrzymanych dwóch kuszeń: ciepła i wilgoci. (D. Zgliński, 1919 r.) Intuicyjna fantazja o obrazie. Wizualne wyobrażenie jest alternatywą dla rzeczywistości, w której doświadczamy poczucia zawieszenia i niemal fizycznej niezdolności ruchu. Wodna przestrzeń kojarzy się z bezpieczeństwem i kojącym spokojem matczynego łona. Utopijna iluzja okazuje się jednak zimna i wyrugowana z ludzkiego ciepła. Sensoryczna dwoistość wyobrażenia odzwierciedla ambiwalencję uczuć, których wówczas doznajemy.


18

Marta Ostajewska | Mi/gra/cja video–performance (w procesie), 2015 zdjęcia (video): Adam Musiałowicz, Piotr Spychała, muzyka: Suavas Lewy

Ciało i reifikacja, migracja, wplątywanie się przedmiotów, palców, włosów we fragmenty rozpadającej się przeszłości. Senna, taneczna opowieść o ciele i miejscu, o spacerze, oswajaniu, podróży zarówno fizycznej, jak i w głąb nas. Samotność w ruchu. Kręcenie się w kółko. Cykliczność.

Mi/gra/cja to przemieszczanie, poruszanie, mikro drgnięcia powiek. Migrują mrówki, numery telefonów, sny, wspomnienia, głosy pracujących w fabryce ludzi, rośliny. To przemieszczanie się w poszukiwaniu lepszych warunków życia, związane z rozmnażaniem, przesuwaniem się granic zasięgu roślin, wydm i mas skalnych. Migracja danych, ludzkości, zwierząt. To video performance na terenie rozpadającej się, nieczynnej fabryki


19

Canis vertigus (połączenie zwierzęcia z narzędziem kuchennym) wymarł, ze względu na rozwój technologii i powstania bardziej zaawansowanych narzędzi. Podobnie zamarła stara fabryka tekstyliów, na fali chińskich podkoszulków i tanich ciuchów z marketu.Ale budynek ciągle walczy, wchodząc w korelacje z wyrywającą się ku niemu naturą, wciskającą się w szczeliny umarłej fabryki, jak wirus. Nagie, ludzkie ciało powoli wwierca się w dziury po pamięci. Infekuje znalezione przedmioty swoją żywotnością, wchłania krążące w ścianach wspomnienia. Migruje.


20

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Małgorzata Łojko | Cierpliwość instalacja, dwa obiekty oprawione w ramy oraz fotografia, 2015 (w procesie)

Włosy, kiedy wypadną, rozpraszają się po kątach, jak kurz. Nikomu niepotrzebne, nieużyteczne, kompulsywnie sprzątane, są wyrzucane do śmieci. Cudze, budzą obrzydzenie i niechęć. Jak canis vertigus bez kołowrotka. Brzydki, na krzywych nogach, do niczego niepotrzebny, wyrzucony poza nawias. Ale co się stanie, kiedy zbierzemy włos do włosa i cierpliwie zaczniemy pleść z niego okrągły, jednobarwny gobelin? Odpadek stanie się nagle ozdobą. To co wcześniej gubione (zgubione?), a teraz zbierane, zacznie narastać. Stanie się materiałem rzeźbiarskim, włóczką, klejnotem. Małgorzata Łojko od stycznia 2015 r., cierpliwie plecie swą codzienną mandalę. Równolegle tworzy instalacje z kocich wąsów, odnajdowanych w różnych zakamarkach mieszkania, głównie podczas sprzątania. Coś, co do tej pory było uważane za odpad, nieużyteczny śmieć, abiekt, staje się dziełem sztuki, pożądaną ozdobą. Cierpliwie zbierane i zaplatane, przestaje brzydzić, zaczyna przyciągać.


21

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Paweł Korbus | Nutria show video (00:01:43), 2011

Zrealizowane przez artystę video to rejestracja spotkania, skóry w skórę, człowieka z nutrią. Skóry z nutrii Korbus znalazł na strychu dziadka. W dzieciństwie pomagał je karmić. Nutrie wyszły z mody, nie stały się kolejnym futrem, ofiara w czasie uległa zmarnowaniu. Zawziętość woli przetrwania, jak i zawziętość pustego dążenia upostaciowuje się w orężu zębów nutrii. Artysta dotyka martwymi skórami swojego ciała, sierść jest przyjemna, nutrie martwe, ale miłe w dotyku. Można je głaskać. Paweł Korbus szuka w martwych skórach znaku nieprzydatności, cierpienia, wykluczenia. Łączy okropieństwo z przebrzmiałą, prowincjonalną modą. ‘Zakłada’ nutrie na siebie, ‘okłada’ nimi swoje nagie ciało, staje się nimi wszystkimi. Video Nutria show powstało jako część wystawy Wszech nic realizowanej w Baszcie Czarownic, Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej, w Słupsku.


22

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015


23

Poniższy tekst może stanowić poetycki komentarz, wyostrzający widzenie, ale też sprowadzi zapewne widzów na manowce poznania. Bądźcie zatem czujni. #latającypies #awiator – Patrz! Pies, pieseczek, piesiunio! Potem kłaki w nosie i na języku. To zawsze może być najlepszy lot. Łajka nie doceniła zalet astro–awiacji, ale ty doceniasz, bo staramy się latać w atmosferze tlenowej. Tiruriru. #histeriakundla #poprostuhisteria – Ja zawsze chciałam mieć serce, a teraz śnię o tym, że umiem pływać. Zawsze chciałam być kimś do pogłaskania. A teraz myślę, jak zadowolić wszystkich wokół, żeby nie dostać po pysku. Hał–miau. #psieserce #Szarik – Nie wiem co powinnam czuć. Nie potrafię się nikim opiekować. Ale mogę się tego nauczyć z Internetu na przykład... Klik–klak. #ghostintheshell – Dlaczego odeszłaś? – By przeżyć iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii... #nopołóżsięjużdobrypies – Wiesz, kiedy leżę koło Ciebie na szarawej kanapie, z wywalonym ozorem, sięgającym paneli za 43,5 zł za m2, jednym okiem śledzę tego głupiego kota, który jak zwykle wykorzystuje swoją zasraną inteligencje, by przypodobać się Tobie (mrumrusrumru, tfu i do cholery z nim!), drugim kontempluję wędrówkę muchy po szarawej szybie, w której zewnętrzną stronę uderza deszcz. Szary, no wiesz, szary... Cieszy mnie to wszystko. Zobacz sama. Merdu–srerdu #terazleżęjużnaprawdę – Wiem, że tak naprawdę nie rozumiesz i nie czujesz o co mi chodzi. Zwyczajnie mnie nie rozumiesz, ale mimo to jest nam dobrze ze sobą. Co nie? He–he! #przyoknie – Bardzo tęsknię. Ale w sumie nie wiem za czym... Przytul... Proszę–troszę.

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Basia Łukasik | Cosmo 1. Najprawdopodobniej najlepszy lot Seria Cosmo, to refleksja nad hipotetycznym, alternatywnym uniwersum, kosmosem, który tworzymy we własnych, intymnych przestrzeniach świadomości, grafika/ilustracja autorska, 2014 z fragmentów rzeczywistości. Nasze ‘psy i koty’ stają się narkotykiem lub, jak kto woli, paliwem do ekstatycznych uniesień i fantastycznych wizji. Nasze codzienne, ‘proste’ relacje z domowymi zwierzakami urastają do niewyobrażalnie skomplikowanych historii, takich jak w Cosmo I, gdzie psy odgrywają rolę sond/ robotów, wystrzeliwanych z głowy bohaterki ilustracji (niczym wszelkiego rodzaju macki/impulsy, wysyłane w  Sieć przez główną bohaterkę Ghost in the Shell, ku walce, ku wiedzy, o zrozumienie czym jest dusza, czy można ją stworzyć tak jak tworzy się AI* i co tak naprawdę stanowi o istocie człowieczeństwa). Znalezienie odpowiedzi daje prawo nazwania tej milisekundy najlepszym lotem. * artificial intelligence, sztuczna inteligencja.


24

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Instalacja malarska, której elementy rozmieszczone zostały na ścianach oraz podłodze jest refleksją nad kondycją współczesnego ‘odmieńca‘. Jak dziś pojmujemy Inność? Czy to co inne jest obce, gorsze, niechciane i skazane na wymarcie czy może oryginalne, wyjątkowe i przepełnione siłą? Queer (z ang. dziwny, dziwaczny) to określenie często stosowane w sensie pejoratywnym, używane również w odniesieniu do społeczności LGBT. Jak bardzo queer jest canis vertigus?

Izabela Maciejewska|Queer Dog instalacja malarska, 2015


25

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Dawid Marszewski | Obiekt przejściowy video performance, 2014

Sala z usypanym, z czarnego pigmentu, napisem „obiekt przejściowy”. Oprócz artysty, który staje się biernym uczestnikiem tego incydentu, w pomieszczeniu znajduje się także mały piesek – jarmarczna zabawka na baterie, której oddana jest rola performera. Piesek chodzi po podłodze, w fabrycznie zaprojektowany sposób, stopniowo rozmazując usypany napis i wydając przy tym piskliwe szczekanie, które po chwili staje się nie do zniesienia. Działanie trwa do momentu wyczerpania się baterii (ok. 2–3 godzin).


26

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Maja Staśko

Gdzie jest łyżka prawiczka? I bezdech. Otworzyła oczy. Uniosła się na rękach. Odkryła kołdrę. Spomiędzy jej nóg, zza puchu wyciekło tysiące szczeniaczków wielkości ropuszki. Obtoczone w krwawej mączce kwiliły o godne pożycie. Mościły się w żłobieniach pościeli i jej ciała. Dogryzały sobie nawzajem. Dotknęła palcem krocza. Wyczuła dwie, wyślizgujące się z wnętrza, mordki. Przepuściła je na świat, w zanadrzu pojawiło się kilka kolejnych. Zjeżdżały z roztopionej rury, jak w Aquaparku. Wylatywały na zewnątrz i rozwierały sklejona oczka i pyszczki. Domagały się jeść, podgryzały jej skórę, włosy i paznokcie, wyłuskiwały z jej ciała grudki i strupki, i sutki. Uniosła lekko biodra, za sobą pociągnęła przyssane piętrowo istotki. Gdy położyła biodra na łóżku, ciałka zaczęły skamleć i pulsować z braku powietrza. Uniosła się i usiadła. Wijące się koszmarki jęczały pod jej pośladkami. Wstała. Z krocza wylały się smugi organków. Cząstki krewkich szczeniaczków zawisnęły na płatach jej ciała, reszta poszybowała w dół, lądując we wgłębieniach pościeli lub rozpłaszczając się na bruku. Ku miazgom nieszczęśników podbiegał umięśniony, przystojny pies i potulnie lizał martwe śliskości ozorem i krokodylimi łzami. Z dziury niestrudzenie płynęły jej strumienie szczeniaczków żywych i zgniłych. Kopnęła zatroskanego psa ze złością w tyłek. Pies obrócił się, obruszył i zaczął zjadać martwe ciałka z podłogi. Strząsnęła z siebie zassane istotki, część siłą woli została. Odpięła jedną z nich z pośladka i wzięła do rąk. Na wpół przymknięte oczka kwiliły jej do ust tajemne spowiedzi. Schowała ją w ustach, tamta nie przestawała pieprzyć. Pogryzła ją. Zgniatane kosteczki i włókna stawiały opór, ale skamlenie ucichło. Połknęła. Reszta odważników poszybowała truchtem w dół, gdzie czekał już na nie pies–kanibal. Ciałka z pościeli zagłębiały się w spustach tkaniny, chowały pyszczki i płakały wniebogłosy. Z krocza wciąż dolewały się deszczem rozbabrane strupki. Pies podskakiwał i zjadał część w locie. Zatkała dziurę palcem. Czuła napierające postaci, czuła ich zderzenia i mechaniczne uszkodzenia, czuła wzajemne zgniatanie kosteczek i zanikanie oddechów, czuła bezruch i dokooptowanie coraz nowych ciałek w zwłokowym zatorze. Odessała palec i oblizała, z krocza wydobyło się na wpół gnijące, mszawe truchło. Poroniła, roniła łzy. Raniła. Wierny pies mlaskał rozkosznie, spoglądając z zaufaniem na obdarzającą go własnym pokarmem panią. Z oddali dobiegły szczeki psów. Wyrzucała z siebie szczeniaczki w pozycji stojącej. Psy nadbiegały zza horyzontu. Umięśniony przystojniak zaczął kompulsywnie połykać pulsujące mięso podłogi. Strumienie lawy nie przestawały wylewać się z niej pionowymi szusami. W końcu jeden z watahy przybiegł do mięśniaka i warknął. Przystojniak bez ruchu stanął z fragmentem ciałka w zębach, wymachy nóżeczek przesłaniały mu pysk, i spojrzał na obcego. Obcy warknął, przystojniak nic. Kopnęła go ze złością w tyłek. Przystojniak wypluł dogorywające szczenię jak pestkę i rzucił się na psa. Zagryzł go na bezruch i spokojnie zaczął spożywać. Szczeniaczki poczęły wynurzać zamyślone pyszczki spod kołdry. Spoglądały na siebie. Po kilku niegroźnych warkach rzuciły się na siebie i zaczęły rozszarpywać na strzępy. Po kilku niegroźnych walkach zwycięzcy spokojnie zaczęli spożywać przegranych. Fala gatunkowej przemocy dotarła także na ziemię. Fala gatunkowej współpracy dotarła także na ziemię. Truchło rozkładało się na pierwiastki, pierwiastki zjadały pierwiastki. Wyciekające z krocza szczeniaczki, w drodze na plask lub kołdrę, zagryzały się przyjacielsko i częściowo pochłaniały to, co zostało. Do autospożywającej się korporacji dotarła reszta psiej bandy, po kilku rozpoznawczych warkach zaczęły się wzajem zagryzać. Zapanował porządek, którego nikt nie był w stanie zakłócić. Kanibalizm. Zatkała dziurę palcem. Czuła napierające postaci, czuła ich zderzenia i mechaniczne uszkodzenia, czuła wzajemne zjadanie kosteczek i ukrócanie oddechów, czuła bezruch zjadanych i ruch zjadających, czuła dookooptowanie coraz nowych, spożywających się ciałek w zwłokowym zatorze. Łańcuch działał świetnie, zator odkorkowywał się na poziomie żołądka, skoro każde nowe zwierzątko zjadało każde stare zwierzątko, któremu odszedł dech. Nie trzeba było żadnego wysiłku do znalezienia mięsa, mięso to mięso, dla kolejnego mięsa w kolejce do nieba. Odessała palec i oblizała, z krocza przestały ciec strumienie ciał, we wnętrzu powstał wsobny ruch, który nie potrzebował zewnętrza. Nowy szczeniak zjadał szczeniaka, na którego wpadał, który uprzednio stracił dech, zdążywszy jednak spożyć poprzedniego szczeniaka, na którego wpadł, który uprzednio także stracił dech, zdążywszy jednak spożyć poprzedniego szczeniaka, na którego wpadł. Uśmiechnęła się


27

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

pod nosem z dobrze wykonanej roboty, na łóżku resztki szczeniaków dogryzały się i dogorywały, na podłodze pierwiastki truchła kończyły współżycie, podobnie psy z gromady. Gdy została tylko ona z bujnym wewnętrznym życiem i głodujący przystojniak na podłodze, położyła się z ulgą na rozmemłanym łóżku. We wnętrzu toczyło jej się bogate życie. We wnętrzu toczyło jej się boga życie. We wnętrzu toczyły ją robaki–szczeniaki. Zasnęła z upojeniem. Nagle przebudził ją ruch w okolicy krocza. Z niepokojem otworzyła oczy. Uniosła się na rękach. Odkryła kołdrę. Spomiędzy jej nóg, zza puchu spoglądał na nią wielkimi oczyma mięśniaczy pies z nabrzmiałym prąciem. Wszedł w nią i kopulował. Kopnęła go ze złością w tyłek. Wycofał się. Wrócił. Zbliżył pysk do sprośnego krocza i zaczął wąchać soki, ssaki w poszukiwaniu pożywienia. Kopnęła go ze złością w tyłek. Jego pysk pod wpływem silnego narzutu zagłębił się w mięsie krocza i dotarł do samoświadomego biosystemu szczeniaczków w środku. Oblizał się i zaczął zjadać kolejne warstwy łańcucha. Wchodził coraz głębiej, kopał, zanurzał się w jej mięsie. Olbrzymia opuchlizna w jej wnętrzu przesunęła się od krocza do żołądka. Kopał, kopał jak najęty. Napięte mięśnie pękały w roztopy rozstępów. Wypukłość brzucha frykcyjnie pulsowała. Ktoś zbliżył do niej ucho. Ktoś położył na niej dłoń. Ktoś zaczął do niej mówić zdziecinniałym głosikiem starca. Poroniła łzę. Poroniła. Gdy pies wchłonął wszystkie szczeniaczki z żołądka, wszystkie kudłate kundelki, kopał dalej, przez klatkę; przez klatkę i piersi doszedł aż do gardła. Zrobiło jej się niedobrze. Puściła się. Puściła pawia. Zwróciła mięśniaka ustami. Wróciła. I bezdech. Otworzyła oczy. Uniosła się na rękach. Odkryła kołdrę. Spomiędzy jej ust, zza puchu wyciekło tysiące szczeniaczków wielkości ropuszki. Obtoczone w krwawej mączce kwiliły o godne pożycie. Mościły się w żłobach pościeli i jej ciała. Dogryzały sobie nawzajem. Dotknęła palcem ust. Wyczuła dwie, wyślizgujące się z wnętrza mordki. Przepuściła je na świat, w zanadrzu pojawiło się kilka kolejnych. Zjeżdżały z roztopionej rury jak w Aquaparku. Wylatywały na zewnątrz i rozwierały sklejona oczka i pyszczki. Domagały się jeść, podgryzały jej skórę, włosy i paznokcie, wyłuskiwały z jej ciała grudki i strupki, i sutki. Schyliła lekko głowę, za sobą pociągnęła przyssane piętrowo istotki. Gdy położyła głowę na łóżku, ciałka zaczęły skamleć i pulsować z braku powietrza. Uniosła się i rzuciła głową w poduszkę. Wijące się koszmarki jęczały pod jej głową. Wstała. Z ust wylały się smugi organków. Cząstki krewkich szczeniaczków zawisnęły na płatach jej ciała, reszta poszybowała w dół, lądując we wgłębieniach pościeli lub rozpłaszczając się na bruku. Ku miazgom nieszczęśników podbiegał umięśniony, przystojny pies i potulnie lizał martwe śliskości pozorem i krokodylimi łzami. Z dziury szczęki niestrudzenie płynęły jej strumienie szczeniaczków żywych i zgniłych. Kopnąć czy nie kopnąć? Bądź. Miły.


28

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Dobrosława Nowak | Wszystko co ludzkie jest mi obce video (00:16:41), 2013

Na początku nie mogliśmy w to uwierzyć. Byliśmy przerażeni. Lata rozmawialiśmy o Carly tak, jakby jej tam nie było – powiedział Arthur Fleishmann o swojej chorej na autyzm córce, kiedy dziesięciolatka, dzięki klawiaturze komputera, po raz pierwszy w życiu nawiązała zrozumiały dla jej najbliższego otoczenia kontakt ze światem zewnętrznym. Zaskoczenie jej ojca wynikało z odkrycia możliwości komunikacji, która uprzednio wydawała mu się niemożliwa. Teoretyczną podstawą pracy jest koncepcja dysonansu Leona Festingera. Jest to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się, gdy kilka niezgodnych ze sobą elementów poznawczych występuje jednocześnie. Kiedy widzimy, słyszymy lub czujemy coś, co nie pasuje do niczego co znamy. Artystka, w video Wszystko co ludzkie jest mi obce, tworzy percepcyjny dysonans pomiędzy obrazem, który zna z pamięci i tym, którego doświadcza po raz pierwszy. Dysonans zapętla się, nieprzyjemne napięcie wzrasta, a jego siła jest tym większa im bliżej znajduje się oczekiwanego „punktu ulgi” – niemożliwego przeniknięcia się obu płaszczyzn. Odpowiedzią na percepcyjny niepokój jest przekształcenie dokonywane przez ja, skutkujące umocnieniem więzi z obiektem. Bill Viola pisał o przeniknięciu do stanów wewnętrznych i połączeniu ich ze zwierzęcą świadomością, którą wszyscy posiadamy. Obraz, obcy, ale elementarny i pierwszy, staje się bliski, a brak rozwiązania daje nam szansę doświadczenia pośrednio zapożyczonej intuicji.


29

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015


30

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Wideo jest zapisem grupowego performance, do którego autorka zaprosiła grupę dziewięciu kobiet. Wzięły one udział w nagraniu wideo, podczas którego zostały poproszone o wykonywanie jednego gestu: przekazywania sobie oddechu w kręgu siedzących osób. To specyficzne ćwiczenie oddechowe zostało poprzedzone wspólnym procesem warsztatowym: ćwiczeniami, które umożliwiły wzajemne poznanie się w grupie oraz przygotowanie do wykonywania tego jednego, konkretnego gestu. Performance był próbą uchwycenia stanu synergicznego, dzielenia się energią. Przekazywanie sobie oddechu stało się okazją do bardzo cielesnego doświadczenia drugiej osoby. Stało się wspólnotowym, polirelacyjnym manifestem zachwytu nad separatystycznym (kobiecym) doznaniem grupowym. Po wielominutowej wymianie powietrza w okręgu, ciała kobiet stawały się coraz bardziej labilne. A pokój powoli zaczynał wirować. Liliana Piskorska | Ćwiczenia z Oddychania video–performance (00:21:13), 2015


31

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Paweł Stasiewicz| Napisane tylko video, 2015

Film o napisach końcowych do filmu i obgryzaniu paznokci.


32

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Moja mama Marianna Różycka, urodzona 3 marca 1953 roku, matka, żona i babcia. Moja mama funkcję córki swoich rodziców spełniała długi czas, aż do śmierci swej mamy, a mojej babci. W między czasie była już matką, a także babcią. Mama pochodziła z małej wsi we wschodniej części Wielkopolski. Wychowana jako „nieprawdziwa jedynaczka” (jej rodzeństwo bardzo wcześnie zmarło, tuż po urodzeniu), nauczona doskonałych manier oraz wiejskiej zaradności i z kulturowym zapisem, jakoby ona, jako kobieta, pełniła funkcję kobiety–gospodyni domowej, której zadaniem jest rodzenie dzieci, wychowywanie ich oraz prowadzenie domu. Mama świetnie wypełniała kulturowe wzorce zaczerpnięte od własnej matki, jak i zakorzenione w wiejsko–polskiej, tradycyjnej roli kobiety–matki! Urodziła nas sześcioro, z czego niestety przypadł jej niemiły przywilej noszenia swego pierwszego dziecka bez ślubu, co nie wypadało kobiecie. Niemiłe przywileje nie ominęły jej. Kolejny przypadł, kiedy musiała pochować swoją szesnastoletnią córkę, a później jeszcze trzydziestodwuletniego syna, co bardzo boli matkę, gdy część jej odejść musi na zawsze. Nie dość, że żegna się ze swymi pisklętami odlatującymi z gniazda, ile żegna się, gdy one spadają w czeluści śmierci pochłaniające serce matki. Jednakże matka, mająca nadal jeszcze w opiece inne swoje dzieci, stara się nie załamywać i walczyć o dobro tych, które pozostały. Po wielu tragicznych przeżyciach, związanych z nie do pogodzenia stratą, mama nadal spełniała swoje obowiązki, żony, matki i babci. Zajmując się domem, karmiąc nas, opiekując się, pomagając, a wcześniej jeszcze poświęcając nam swoje lata życia, kiedy to ochraniając nas w swoim ciele nadwyrężała własne ciało, zdrowie i marzenia, jakie posiadała jako młoda kobieta. Matka poświęcająca się swojej roli, roli prawdziwej matki, robiła wszystko by niczego nie brakowało mężowi, który oczywiście przynosił pieniądze do domu, i dzieciom, które ciągle jej potrzebowały. Mama była ciągle w kuchni, było to jej królestwo. Z tego co pamiętam na wsiach tak żyją kobiety, tak żyła jej matka. Jeśli nie żyją tak na co dzień kobiety w miastach, to na pewno żyją tak w święta, musząc zapełniać stoły obfitościami pokarmów wspaniałych. Mama gotowała, mama myła naczynia, mama robiła picie, mama robiła śniadanie, mama robiła kolację, mama robiła syrop na kaszel, mama robiła wszystko. Przychodziła jedynie niedziela, oczywiście także w kuchni, bo i rosół trzeba zrobić, i schabowego z ziemniakami. Ale wtedy mniej tej kuchni było, wtedy więcej telewizji, wspólnego spędzenia czasu i jej widoczny odpoczynek, zmęczonego ciała. Ale mama pracowała nie tylko w kuchni, mama, gdy dopadły nas finansowe problemy i wróciliśmy na wieś, jeździła po zakupy swoim super obładowanym rowerem, jedenaście kilometrów, do pobliskiego miasta. Ledwo przebierając nogami i walcząc z górami na swojej drodze, jak z najgorszymi wrogami swego życia, wiozła nam chleb, coś na chleb, coś na obiad i to cośmy sobie zażyczyli z miasta. Mama swoją rolę zmieniała jeszcze bardziej. Wiedziałem, kiedy jest wtorek, kiedy piątek, wtedy mama jechała do miasta, bo był targ i były ziemniaki, warzywa, owoce i nawet ubrania, a na targu taniej to kupowała. Przeładowana przez kierownicę, w koszykach powiązanych sznureczkami, jadąc w pięknych swych sukniach i koszulach wspaniałych przekraczała fizyczne granice kobiecości. A kiedy mama wracała z tych wyjazdów, od razu wchodziła do kuchni i tam pracowała. Kuchnia, kuchnia, często moja mama mówiła, że ma dość tej kuchni, że tam zamieszka. Był film, był serial, ale i robił się obiad, to mama wtedy musiała iść do kuchni i wracać oglądać telewizje i w tę, i z powrotem… Potem, potem, kiedy tak spełniała te swoje „kobiece” role nastał wypadek. Jadąc do nas znowu z nadzieją, z pokarmem, ze wszystkim, tuż przed wigilią, potrącił ją samochód. Mama przeleżała kilkanaście dni w szpitalu, nie było jej przez całe święta. Patrząc na stół wigilijny widać było wielki brak – wszystkiego. Oczywiście w kuchni było ciemno i cicho, mamy brakowało. Nastała wielka cisza. Nie było jej długo, nie było niczego, niczego, ciemność. Wszystko robił tata, ale to tata, a mama, mama leżała, mama nie mówiła, mama nic. Wszystkie kulturowe wyznaczniki przestały mieć znaczenie, kobiecość, to kim i czym była. Nie było roli społecznej, była osoba, był człowiek ponad społecznym podziałem. Mijały dni. Mama mówiła, mama wstawała, chodziła, ale też się przewracała, bolała ją głowa, płakała, uczyła się mówić, uczyła się pamiętać, znać, znać daty naszych urodzin, potrafić smakować, potrafić wypełniać lukę, lukę w świecie kobiecym, w świecie roli żony, matki, babci. Teraz mama znowu stara się spełniać swoją rolę, swoje role. Opiekuje się domem i innymi nadal mając problemy zdrowotne. Role jakie jej przypadły zmusiły ją do odczuwania tego, co odczuła, do doświadczania tego, czego doświadczyła. Mniej mogłoby ją boleć, więcej mogłaby odczuć radości, ale czy chce? Czy tęskni za czymś innym, niż tylko za tym co przez swoją rolę z wielkim bólem pożegnała? Spełniała swoje role z zawrotem głowy towarzyszącym jej po dziś dzień. Ten obecny wynika z uszkodzenia błędnika w wyniku wypadku. Mimo to sprawdziła się i nadal się sprawdza, jako Marianna Różycka, moja mama, jako kobieta!


33

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Patryk Różycki | Moja mama tekst, fotografia, 2015

Moja praca przedstawia historię mojej mamy. Zawroty głowy jakie jej doskwierają oraz rola jaką pełniła przez większość swojego życia, pozwalają postawić ją w jednym szeregu z canis vertigus.


34

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Paulina Stasik | Kulturystki video, muzyka : Piotr Gromniak (00:02:51), 2015

‘Papierowy człowiek’ nie ma wnętrzności, jest giętki, z niezmienioną mimiką. Papierowe postacie w animacji stwarzają pozory ‘prawdziwych’ – sztuczne udaje żywe. Ta forma wizualizacji ciała wydaje się atrakcyjna, a również sugestywna. Bez przeszkód technicznych, jakby miało to miejsce z prawdziwym modelem. Nie odczuwa on bólu, zmęczenia, może wykonywać ekstremalne kombinacje swoim sztucznym ‘ciałem’. Bez przeszkód można go podrzeć, spalić, zatopić, a wszystko w bardzo eleganckim wydaniu. Nie ma wnętrzności, czyli nie ma mowy o rozlewie krwi, jedyne co się tu rozpuszcza to tusz z drukarki atramentowej. Śmierć papierowej grupy jest więc mało spektakularna, można jej nawet nie zauważyć – podobnie jak canis vertigus, który pozbawiony swojej funkcji, znika niezauważenie.


35

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Krzysztof Wosik | Delikatnie, z cyklu NIEbajki, asamblaż, 2015

Cykl NIEbajki jest odpowiedzią na szereg życiowych, absurdalnych sytuacji. Przestrzeń dzieł, bez skłonności do prawienia morałów, zapełniają ludzie i zwierzęta, którzy, podobnie jak w krótkich powiastkach wierszem Ignacego Krasickiego, ilustrują prawdę ogólną, dotyczącą powtarzalnych i powszechnych doświadczeń (równie lub bardziej absurdalnych jak opowieść o psie z zawrotem głowy). W odróżnieniu od bajek epigramatycznych, bohaterom NIEbajek przewinienia często uchodzą bezkarnie. Skłonni do popełniania występków i podporządkowani uzależnieniom, folgują złym przyzwyczajeniom.


36

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015


37

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Urszua Kluz–Knopek | Bezy tytułu, z cyklu Wiosennie fotografia, 2015


38

Magdalena Chojnowska (1991) Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

chojnowska.em@gmail.com www.behance.net/emch www.facebook.com/emchojnowska

Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Szczecinie (2010–2015), na Wydziale Grafiki Projektowej (studia I i II stopnia). Dwukrotna laureatka Stypendium Artystycznego Prezydenta Miasta Szczecin w 2014 r. i 2015 r. Brała udział w międzynarodowym projekcie komiksowym PIECES2. Jej indywidualna wystawa Bestiarium i Żywiołak została zrealizowana w Galerii Piwnica Kany w Szczecinie (2014). W 2015 r. została nominowana do nagrody KTR2015 w kategorii: Portfolio Ilustracja.

Magdalena Hoffa (1990) magdalena.hoffa@gmail.com

Artystka wizualna, studentka II roku studiów magisterskich na Wydziale Malarstwa UA w Poznaniu. Wystawiała m.in. w Galerii Mostowa w Poznaniu (Different stories, 2014), w Galerii Miejsce sztuki44 w Świnoujściu (2013), czy w Galerii Perlegal w Skórzewie (Wschodzące Ikony, 2011). Interesuje się etyką oraz neuroestetykę. Sztukę traktuje jako pole do propagowania zagadnień związanych z naukową wizją świata.

Izabela Liżewska (1983)

Basia Łukasik (1978)

isabellnimre@gmail.com izabelalizewska.blogspot.com

basia@barbarja.pl www.typohole.com

Artystka wizualna. Studiuje na V roku Wydziału Malarstwa, na ASP im. Jana Basia „barbarja” Łukasik Matejki w Krakowie, w I Pracowni Interdyscyplinarnej. Zajmuje się video, fotografią, aka Typohole. Projektantka malarstwem i tkaniną artystyczną. Tworzy instalacje, obiekty i animacje. Brała udział graficzna, ilustratorka w ponad dwudziestu wystawach zbiorowych i dwóch indywidualnych. W 2014 r. realizująca własne, otrzymała Nagrodę MKiDN za wybitne osiągnięcia w twórczości artystycznej. niezależne pomysły. Anna Jabłońska (1972) Autorka projektu annajaboska@gmail.com miejskiego Miejsce www.annajablonska.com Łódź,  facebook.com/ Absolwentka ASP w Poznaniu oraz Uniwersytetu Przyrodniczego (Architektura Krajobrazu). W 2014 r. miejscelodz/ rozpoczęła studia doktoranckie na Wydziale Komunikacji Multimedialnej w Poznaniu. Autorka opracowań graficznych, logotypów, organizatorka wystaw oraz artykułów związanych z dziedzictwem kulturowym i komponowanym krajobrazem. Autorka i współautorka zdjęć do wielu książek. Interesuje ją zmiana postrzegania człowieka w kontekście rozwoju medycyny i nauk biologicznych oraz analiza ciała, na poziomie molekularnym, rodząca implikacje psychologiczne, ekonomiczne, etyczne i estetyczne.

Anna Róża Kołacka

(1992) annarozakolacka@gmail.com www.arkolacka.blogspot.com

Studentka na Wydziale Malarstwa UP w Poznaniu (studia II stopnia). Finalistka Ogólnopolskiego Przeglądu Malarstwa Młodych Promocje (2015) oraz Międzynarodowego Konkursu Trzy Mosty. Otrzymała Stypendium Ministra Edukacji i Szkolnictwa Wyższego oraz Grand Prix Fundacji im. Franciszki Eibisch. Brała udział w wielu, międzynarodowych projektach, Kaja Rata (1987) m.in. w CNU–UAP, obejmującym warsztaty malarskie w Szanghaju Unfoling the city i Podpis w Poznaniu. chmura.elektronowa@gmail.com Interesuje ją rysunek, malarstwo, filozofia i literatura współczesna. www.cargocollective.com/kajarata www.norejczel.tumblr.com

Urszula Kluz–Knopek Paweł Korbus (1983) borsuqow@gmail.com www.pawelkorbus.com

Absolwent edukacji artystycznej w Instytucie Sztuk Pięknych Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie. Artysta wizualny, performer, twórca video i instalacji, aktor. Od 2013 r. członek polsko–tureckiej grupy artystycznej Czekmedże. Lider projektów takich jak Cross the Lands and Lens in the Eyes (Lublin/ Izmir/Bańska Bystrzyca, 2015), O Miłości (Łódź, 2014), Dom/Awatar/Translokacja (Łódź, 2013). W 2012 r. rezydent w AGÜSAD Antakya Contemporary Art Association w Turcji. Zainteresowany cielesnością i ciałem poddawanym działaniu wpływów kulturowych, doświadczeń i emocji, sferą mentalną w niepewności, zawieszeniu wśród sprzecznych potrzeb i poddaniu kulturowym dyscyplinom. Podróżuje, przemierza przestrzenie geograficzne i społeczne. Wchodzi w relacje i sprawdza swoje zachowania w sytuacji bycia obcym. Interesuje się. Bada ambiwalentność w kategoriach żenady, obciachu, grozy i kompromitacji.

(1985)

urszylakk@gmail.com www.adija.pl www.studiobaklazan.pl

Artystka intermedialna wykorzystująca w swoich działaniach instalację, video oraz fotografię. Szczególnie zainteresowana relacją obiekt–odbiorca, gdzie ten ostatni nigdy nie jest wyłącznie obserwatorem. Doktorantka na Wydziale Intermediów UA w Poznaniu. Absolwentka tej samej uczelni oraz inżynier informatyki. Od kilku lat właścicielka studia graficznego Studio Bakłażan. Pracuje również jako mentor w projekcie Link do przyszłości dla Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego finansowanego ze środków Microsoftu. Tegoroczna stypendystka Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Absolwentka Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, studiowała filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Aktualnie uczestniczy w Sputnik Mentoring Program, pod opieką Adama Pańczuka. Finalistka tegorocznej edycji Debiutów (publikacja w albumie o tej samej nazwie) oraz trwającego jeszcze konkursu If You Leave. W 2014 r. wyróżniona w sekcji Debiuty na TIFF Festiwalu. W swoich projektach stara się balansować między fikcją a rzeczywistością, lubi naginać prawdę.

Izabela Maciejewska (1975) izabela_maciejewska@wp.pl

Artystka sztuk wizualnych. Absolwentka ASP (Wydział Edukacji Wizualnej) i PWSFTviT w Łodzi. W 2014 r. otrzymała Nagrodę Publiczności na 6. Londyńskim Festiwalu Sztuki Passion for Freedom. Zajmuje się instalacją, sztuką video, fotografią oraz rzeźbą. Motywem przewodnim jej formalnie zróżnicowanych prac jest człowiek oraz idea przeobrażenia, transgresji, przenikania form i współistnienia światów. W swojej twórczości porusza problem samotności, stygmatyzacji i alienacji człowieka – „odmieńca”; poczucia wykluczenia oraz poszukiwania własnej tożsamości. W pracach najnowszych realizuje projekty zaangażowane społecznie.

Dawid Marszewski (1991)

Maja Staśko (1990)

Studiuje na Wydziale Malarstwa UA w Poznaniu (studia II stopnia). Pełni obowiązki asystenta w XII Pracowni Malarstwa. Stypendysta MKiDN, Prezesa Rady Ministrów, Rektora UAP. Zdobywca nagrody artystycznej ExkluzivPrize2013 magazynu Exkluziv. Otrzymał wyróżnienie honorowe na Międzynarodowym Triennale Mediów Cyfrowych. Trzykrotnie nominowany do Ogólnopolskiej Nagrody Artystycznej: Nowy Obraz–Nowe Spojrzenie, Finalista Biennale Sztuki Młodych Rybie Oko 8, konkursu malarskiego im. F. Eibischa, konkursu fundacji Trzy Mosty i wielu innych. Zajmuje go temat pamięci i jej wpływu na relacje społeczne. W swoich często ironicznych realizacjach łapie widza na projektowaniu własnego sentymentu, bada wpływ historii na współczesną kulturę, a także stany strachu, niewiedzy i niepewności.

Krytyczka literacka, doktorantka Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Publikowała m.in. w Ha!arcie, Wakacie, Czasie Kultury, eleWatorze. Pracuje nad doktoratem o polskiej poezji niezrozumiałej po 1989 r.

marszewski.art@gmail.com www.marszewskiart.blogspot.com

majakstasko@gmail.com


39

Dobrosława Nowak (1987)

Marta Ostajewska (1980)

Absolwentka Psychologii (2015) na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza i Katedry Fotografii na Wydziale Komunikacji Multimedialnej (2013) UA w Poznaniu. Stypendystka Wydziału Nauk Społecznych Università degli studi di Catania we Włoszech (2009–2010). Świadomie łączy oba kierunki wykształcenia. Posługuje się fotografią i filmem eksperymentalnym. Pokazywała swoje prace m.in. w Palais de Tokyo w Paryżu, Stadsschouwburg w Utrechcie, Muzeum Przyrodniczym im. Dzieduszyckich we Lwowie, podczas wystaw i festiwali w Polsce i na świecie. Interesuje się emocjami, intuicją i interakcjami międzyludzkimi. Mieszka i pracuje w Poznaniu.

Artystka multimedialna, performerka, doktorantka na Wydziale Intermediów na ASP w Krakowie. Laureatka stypendium MKiDN oraz Prezydenta Miasta Łodzi na rok 2014. Absolwentka ASP w Gandawie i Filologii Polskiej na UŁ. Brała udział w wielu międzynarodowych projektach, m.in. w rezydencji artystycznej Human Hotel: Kopenhagen w Danii, grupie roboczej Walking the City w BIO50 (Biennale Designu w Lublanie), czy projekcie berlińskiego kolektywu Das ist Doch Keine Art! Łódź Kaliska. Zaproszona do udziału w RIAP (Międzynarodowy Festiwalu Performance) w Kanadzie (2014). Publikuje, bierze czynny udział w konferencjach dotyczących zagadnienia site–specific (Bunkier Sztuki w Krakowie, ATH w Bielsku–Białej, Escola Superior Artistica w Porto). Interesuje ją świat ukryty, relacja przestrzeni, ciała i przedmiotu.

marta.ostajewska@gmail.com www.martaostajewska.com

dobroslawa.nowak@gmail.com www.dobroslawanowak.com

liliana.piskorska@gmail.com lilianapiskorska.com

Doktorantka z zakresu Sztuk Pięknych na WSP UMK w Toruniu. Pracuje nad doktoratem pod kierunkiem Elżbiety Jabłońskiej. Uczestniczka ponad czterdziestu wystaw grupowych i indywidualnych (m.in. Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej, Centrum Sztuki Galeria El, Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, Małopolski Ogród Sztuki w Krakowie). Dwukrotna stypendystka Miasta Torunia. Brała udział w międzynarodowych rezydencjach: LOCIS (CSW Znaki Czasu – Polska / Leitrim County Council Arts Office – Irlandia/ Residence Botkyrka / Szwecja). Od 2013 roku współtworzy grupę samokształceniową GnW (Grupę nad Wisłą). Obecnie, razem z Pracownią Sztuki Zaangażowanej Społecznie Rewiry w Lublinie, realizuje projekt Niewidoczne! W swoich działaniach przejawia ciągłe zainteresowanie subwersywnym performance, cielesnością (samej siebie i nie tylko), afirmatywną zwierzęcością oraz wytwarzaniem alternatywy wobec heteronormy. Wychowana na wsi, ochrzczona i bierzmowana ateistka, weganka ze względów etycznych, nieheteronormatywna (i niehomonormatywna) lesbijka.

Paulina Stasik (1990)

paulinastasik@onet.pl www.paulinastasik.blogspot.com

Doktorantka I roku na Wydziale Malarstwa, na ASP w Krakowie. Zajmuje się rysunkiem, malarstwem, fotografią cyfrową. Stypendystka Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego na rok 2014/2015. W 2015 r. otrzymała I Nagrodę w XVIII Międzynarodowym Konkursie Cyfrowej Fotokreacji CYBERFOTO 2015 w Częstochowie. W swojej twórczości interesuje się człowiekiem, czasem, pamięcią i przemijaniem. Fascynuje ją ciało, cielesność, która dzisiaj może być zarówno czymś afirmowanym, budzącym fascynację, jak i obiektem opresji i uprzedmiotowienia.

Krzysztof Wosik (1972)

krzysztof_wosik@o2.pl www.krzysztofwosikblog.blogspot.com

Absolwent ASP w Łodzi, na Wydziale Edukacji Wizualnej. Zrealizował dyplom w Pracowni Intermediów prof. Wiesława Karolaka. Od 2000 r. zajmuje się fotografią, książką artystyczną, tworzy asamblaże. Prowadzi warsztaty twórcze z dziećmi i młodzieżą. Autor wielu warsztatów i prezentacji twórczych w Polsce (Poznań, Łódź, Warszawa, Gorzów Wlkp., Katowice, Dąbrowa Górnicza) i zagranicą (Finlandia, Niemcy, Holandia, Węgry). Współpracuje z Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu. Członek Stowarzyszenia Artystyczno–Edukacyjnego Magazyn. Prowadzi teatr dziecięcy Stryk Pstryk w Strykowie. Lubi podróżować bez celu, uprawia zbieractwo artystyczne, kolekcjonuje książki obrazkowe dla dzieci, interesuje go muzyka eksperymentalna i utwory Haruki Murakamiego.

Patryk Różycki (1988)

patrykrozycki1992@gmail.com www.facebook.com/patrykrozyckimalarstwo

Student IV roku malarstwa na ASP w Gdańsku, na specjalizacji Intermedia. Brał udział w kilkunastu wystawach ogólnopolskich, m.in. w Instytucie Sztuki Wyspa w Gdańsku (Medianacje 2015, Wyprawka), czy w Teatrze Barakah w Krakowie (2015). Swoje działania nazywa emocjonalnym ekshibicjonizmem. W każdym działaniu posługuje się możliwością wydalenia siebie na zewnątrz. Wszystkie artystyczne twory są jego życiem, próbą, spowiedzią, intymnym dziennikiem wobec heteronormy.

Paweł Stasiewicz(1982)

Ewelina Jarosz (1984)

Artysta wizualny. Za swoje prace video nominowany do Video Art Jacket Award (Crisp Ellert Muzeum, USA). Zdobywca Minute Trophy na Festiwalu Do Minuto (Brazylia). Laureat Szpilman Award (2014) w Niemczech. Brał udział w 16. Biennale Wro 2015 (Wrocław), The Human Figure w Isadore Gallery (Lancaster, USA), w Outer Space, w Carnegie Museum of Art (Pittsburgh, Kanada) i w Toride Video Projection (Toride, Japonia). Twórca obrazów video, animacji, obiektów, performance w środowisku miejskim. Pracuje głównie w oparciu o przedmioty znalezione, materiały codziennego użytku i tekst. W swoich pracach obserwuje relacje między przedmiotem, ruchem a słowem.

Nieheteronormatywna badaczka, historyczka sztuki, krytyczka, kuratorka, wykładowczyni na UA w Poznaniu oraz ASP w Gdańsku, performerka. Absolwentka Katedry Historii Sztuki i Kultury Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu; obecnie przygotowuje doktorat w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, poświęcony nowemu modelowi recepcji sztuki abstrakcyjnego ekspresjonizmu oraz alternatywnym modelom czasu w historii sztuki. Interesuje się teorią sztuki, sztuką nowoczesną, współczesną, a także filmem dokumentalnym o sztuce. Publikuje w magazynach Fragile, CoCAin, Artmix, Szum, Artluk. Stypendystka Fundacji Kościuszkowskiej (2010–2011), The Clifford and Mary Corbridge Trust (2011–2012); rezydentka w Centrum Sztuki Marka Rothki w Daugavaplis na Łotwie (2013). Interesuje się przekraczaniem granic między nauką i sztuką.

ps.stasiek@gmail.com

Małgorzata Łojko (1983) gggosia99@wp.pl www.instagram.com/m.lojko/

Absolwentka Wydziału Rzeźby i Działań w Przestrzeni na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Brała udział w wielu wystawach zbiorowych i czterech indywidualnych (m.in. w Galerii Aneks w Opolu, czy w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku). W swoich pracach najczęściej wykorzystuję materiały naturalne, odnalezione bezpośrednio w przyrodzie (trawy, siano, patyki, korę) lub pochodzenia naturalnego (sznurek, papier), tekstylia (np. stare ubrania, nici), ostatnio również folię. Formy, które buduje z tych materiałów, pozostają w kręgu obiektów abstrakcyjnych.

arebours@interia.pl

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Liliana Piskorska (1988)


40

Woof Woof Arf Arf • Canis Vertigus • nr 2 • 2015

Profile for wofwoofarfarf

Woof Woof Arf Arf Canis Vertigus  

Woof woof arf arf is a thematic, nationwide magazine featuring works of art and scientific texts. Every issue is associated with a series of...

Woof Woof Arf Arf Canis Vertigus  

Woof woof arf arf is a thematic, nationwide magazine featuring works of art and scientific texts. Every issue is associated with a series of...

Advertisement