Issuu on Google+

Ukazuje się od 16 maja 1954

PL ISSN 0475-6347 Nr indeksu 368563 Y 9012 C

NR 9-11 (2625-2627) 13 III - 3 IV 2005 CENA 1,50 Z¸ (w tym 7% VAT)

ISSN 0475-6347

Czas ucieka, wieczność czeka!


Przyjazny system Wykorzystujàc doÊwiadczenia krajów wysoko rozwini´tych oraz wyniki prowadzonych w regionie prac naukowo-badawczych i projektowych, gminy aglomeracji katowickiej w 1991 roku zdecydowa∏y si´ urzeczywistniç koncepcj´ zwiàzku komunikacyjnego i utworzy∏y Komunikacyjny Zwiàzek Komunalny GórnoÊlàskiego Okr´gu Przemys∏owego (KZK GOP). Zwiàzek ten spe∏nia funkcj´ organizatora komunikacji miejskiej. O unowoczeÊnieniu systemu komunikacji miejskiej z Jerzym Orenowiczem, zast´pcà dyrektora d/s przewozów KZK GOP w Katowicach rozmawia Aleksandra Polanowska.

Zdj´cia J. WRÓBEL

- Jednym z najistotniejszych warunków, wymaganych od wykonawców us∏ug transportowych stawianych w prowadzonych post´powaniach przetargowych na obs∏ug´ linii autobusowch komunikacji miejskiej, jest posiadanie taboru charakteryzujàcego si´ odpowiednià jakoÊcià i wyposa˝eniem... Jerzy Orenowicz: Umowy na obs∏ug´ linii komunikacyjnych, zawierane przez KZK GOP z przedsi´biorstwami realizujàcymi us∏ugi przewozu pasa˝erów, zawierajà wymogi jakoÊciowe dotyczàce zarówno jakoÊci, wyposa˝enia i niezawodnoÊci taboru, ale równie˝ takich parametrów jak kwestie punktualnoÊci, bezpieczeƒstwa i kultury obs∏ugi pasa˝erów, oznakowania, estetyki i czystoÊci pojazdów oraz spe∏nianie obowiàzujàcych norm technicznych i ekologicznych. Umowy przewidujà równie˝ koniecznoÊç: - systematycznego zakupu okreÊlonej liczby nowych jednostek taboru w poszczególnych latach realizacji umowy, - systematycznego zwi´kszania liczby pojazdów niskopod∏ogowych, - systematycznego zwi´kszania liczby pojazdów wyposa˝onych w silniki spe∏niajàce normy Euro, - utrzymania, poczàwszy od wskazanego roku realizacji umowy, Êredniego wieku taboru nie wi´kszego ni˝ 8 lat. - W drodze przetargu wybierany jest wykonawca, który przedstawia ofert´ najkorzystniejszà z punktu widzenia bilansu ceny i jakoÊciowych parametrów taboru zg∏oszonych w ofercie?

J. O.: Pod koniec 2002 roku, w zwiàzku ze zmianà okolicznoÊci prawnych uniemo˝liwiajàcych stosowanie przy ocenie ofert przetargowych kryteriów podmiotowych, odnoszàcych si´ bezpoÊrednio do wykonawcy us∏ugi, a nie do samej us∏ugi b´dàcej przedmiotem zamówienia, kwestia jakoÊci taboru znalaz∏a odzwierciedlenie w warunkach udzia∏u w post´powaniu przetargowym. - Jak w chwili obecnej prezentuje si´ „flota“ zleceniobiorców KZK GOP? J. O.: Wed∏ug naszych danych, przewoênicy obs∏ugujàcy linie autobusowe posiadajà 1041 autobusów, z czego 125 to pojazdy niskopod∏ogowe przystosowane do przewozu osób niepe∏nosprawnych. Silniki spe∏niajàce wymogi Euro posiada obecnie 215 pojazdów. Ju˝ w bie˝àcym roku przewoênicy zobligowani sà do zakupu kolejnych autobusów niskopod∏ogowych i wyposa˝onych w silniki spe∏niajàce normy Euro. Wymagania dotyczàce dopuszczalnego Êredniego wieku autobusów, nie przekraczajàcego 8 lat, zacznà natomiast skutkowaç poczàwszy od 2007 roku. - KZK GOP od samego poczàtku wspó∏pracuje z przewoênikami w zakresie wspierania procesu odnowy zasobów taborowych... J. O.: Wspó∏praca ta uk∏ada si´ dobrze ze wszystkimi przedsi´biorstwami. Obecnie us∏ugi autobusowej komunikacji miejskiej zamawiane sà u 27 przewoêników, z czego trzech to Przedsi´biorstwa Komunikacji Miejskiej b´dàce spó∏kami prawa handlowego, których udzia∏y stanowià w∏asnoÊç wybranych gmin aglomeracji katowickiej. Pozosta∏e firmy to przede wszystkim przedsi´biorstwa prywatne, które równie˝ we w∏asnym zakresie prowadzà dzia∏ania zmierzajàce do pozyskiwania nowoczesnych pojazdów do obs∏ugi linii. - Nowoczesne autobusy niskopod∏ogowe kierowane sà w pierwszej kolejnoÊci do obs∏ugi linii, z których w znacznym procencie korzystajà osoby niepe∏nosprawne? J. O.: W oczywisty sposób kursujà one g∏ównie na liniach przebiegajàcych w rejonie oÊrodków zdrowia, szpitali, placówek rehabilitacyjnych. Ale równie˝ na g∏ównych ciàgach ∏àczàcych poszczególne dzielnice i miejscowoÊci aglomeracji z lokalnymi centrami administracyjnymi. Dok∏adamy wszelkich staraƒ, aby osoby niepe∏nosprawne mia∏y bezproblemowà mo˝liwoÊç dojazdu nie tylko na zabiegi rehabilitacyjno-lecznicze, ale równie˝ zaspakajania wszelkich innych potrzeb; zwiàzanych z za∏atwianiem spraw urz´dowych, korzystaniem z placówek handlowo-us∏ugowych, kulturalnych etc. Polityka Unii Europejskiej wskazuje na koniecznoÊç systematycznego eliminowania wszelkich barier na jakie napotykajà mieszkaƒcy - potencjalni klienci systemu komunikacji zbiorowej. Dlatego coraz cz´Êciej na ulicach naszych miast pojawiajà si´ równie˝ odremontowane przystanki, pozwalajàce na usprawnienie obs∏ugi pasa˝erów przez pojazdy niskopod∏ogowe, wyposa˝one w pochylnie dla wózków inwalidzkich.


W numerze: Umar∏ Jan Pawe∏ II, ale... Polski dwór (cz´Êç 2.) str. 12

str. 4

Non multa, sed multum 2 kwietnia. Godzina 23.45. Bezskutecznie szukam w∏aÊciwych s∏ów. Czy istniejà takie, które mogà wype∏niç cisz´, nie kalajàc jednoczeÊnie jej g∏´bi i wznios∏oÊci? Czy na Êwiecie mo˝e wydarzyç si´ coÊ, co zburzy wszechobecne i silne poczucie ludzkiej jednoÊci? Czy istnieje z∏o, któremu nie móg∏by przeciwstawiç si´ cz∏owiek przepe∏niony wiarà, nadziejà i mi∏oÊcià? I wreszcie, jak iÊç dalej, toczyç swoje ˝ycie i wykonywaç zwyk∏e, codzienne czynnoÊci? Jak funkcjonowaç, kiedy w sercu czuje si´ przeogromnà pustk´ i t´sknot´ za cz∏owiekiem, którego oblicze i czyny wyra˝a∏y nieskoƒczonà ∏agodnoÊç i dobroç? Przez ostatnie dwa dni zobaczy∏am rzeczy, o których nie sàdzi∏am, ˝e b´dzie dane mi je oglàdaç. Polscy pi∏karze ligowi przerywajàcy mecz, by na Êrodku boiska, w obj´ciach kolegów z przeciwnej dru˝yny, ocieraç ∏zy. Kibice, ci zwykle szukajàcy okazji do wywo∏ywania burd, bijàcy im brawo. Ludzie na ca∏ym Êwiecie modlàcy si´ w tej samej intencji w koÊcio∏ach katolickich, meczetach, synagogach i cerkwiach. W Polsce, W∏oszech, Palestynie, Meksyku, nawet na Kubie. Czy w takich chwilach s∏owa o wojnie cywilizacji nie stajà si´ Êmiesznie ma∏e? To prawda, cierpienie bardziej jednoczy ludzi ni˝ radoÊç. Nie wiemy równie˝, jak d∏ugo ta chwila zadumy, przepe∏nionej ˝alem, ale i bezgranicznà mi∏oÊcià pozostanie w nas, zacierajàc wszelkie granice mi´dzy

„Czas ucieka, wieczność czeka!“ ludêmi. Niezale˝nie od tego, sàdz´ i wierz´ g∏´boko, ˝e odciÊnie swój Êlad w ka˝dym, którego wra˝liwoÊç zosta∏a poruszona w dniach, kiedy Jan Pawe∏ II ˝egna∏ si´ ze swoim ziemskim istnieniem. OdejÊcie Papie˝a prze˝ywam podwójnie. W listopadzie 2003 roku, po wieloletnich zmaganiach z chorobà Parkinsona, zmar∏a moja Babcia. Widzia∏am jak gas∏a w ostatnich dniach ˝ycia. Z godziny na godzin´, minuty na minut´, niemal˝e namacalnie wyczuwa∏o si´, ˝e Jej duch jest ju˝ coraz bardziej „tam“, a nie tu, z nami. Parkinson zbiera swoje ˝niwo wed∏ug jednego schematu. Nie tylko os∏abia mi´Ênie i naturalne funkcjonowanie organów wewn´trznych cz∏owieka. Pozostawia swój Êlad na twarzy, d∏oniach, nadajàc im specyficzny wyraz i kszta∏t. Zmienia g∏os i sposób mówienia. Przez lata obserwujàc Babci´, widzia∏am wyraênie, jak choroba zabiera Papie˝a. Od d∏u˝szego ju˝ czasu mia∏am przeczucie, ˝e On nied∏ugo odejdzie. Kilka dni przed Jego Êmiercià by∏am tego pewna. Modli∏am si´, by szybko nadesz∏a, bo to lepsze od zmagaƒ z przeciwnikiem, którego nie sposób pokonaç. Kiedy jednak przysz∏a w trwodze wyczekiwana wiadomoÊç, przynios∏a ze sobà rozczarowanie, szok, rozpacz... ale i nadziej´. Wtedy, w listopadzie, kiedy... by∏o ju˝ po wszystkim, ogarn´∏o mnie uczucie spokoju. Babcia ca∏e swoje ˝ycie poÊwi´ci∏a rodzinie. Zawsze, bez wzgl´du na okolicznoÊci, by∏a dla nas. ˚y∏a dla nas. PomyÊla∏am wi´c, ˝e Jej mi∏oÊç, tak silna za ˝ycia, b´dzie nas otaczaç stamtàd, gdziekolwiek jest, bo co do

tego, ˝e wcià˝ jest, nie mam najmniejszych wàtpliwoÊci. Kiedy wi´c Jej dusza wyrwa∏a si´ szponom cielesnej choroby, mog∏a wróciç do nas... tylko ˝e inaczej. Przes∏aniem ca∏ego pontyfikatu Jana Paw∏a II by∏a niezwyk∏a wiara w drugiego cz∏owieka i nadzieja, ˝e dobro jest w nim cechà naturalnà. Papie˝ kocha∏ wszystkich ludzi bez wzgl´du na pochodzenie, wyznanie czy czyny, bo przecie˝ tolerancja i wybaczanie sà podstawà mi∏oÊci. A mi∏oÊç... Mi∏oÊç to jedna z niewielu rzeczy, która si´ mno˝y kiedy si´ jà dzieli. Niezwyk∏a, kojàca papieska aura b´dzie nas nadal otaczaç swoim ciep∏em. „Nie l´kajcie si´“... KATARZYNA WYKA

Foto na okładce: ARC

WWW.ZEWPRESS.COM

Niezale˝na Gazeta Internetowa


Wspomnienie

Zmar∏ Jan Pawe∏ II, ale... TAK RADOÂNIE I TAK WSPANIALE Trwa∏ d∏ugo... niemal 26 i pó∏ roku. Statystyka ma tak˝e swojà niezaprzeczalnà wymow´. Mimo narastajàcych k∏opotów zdrowotnych, pod wzgl´dem iloÊci lat kierowania Stolicà Apostolskà Jan Pawe∏ II by∏ coraz bli˝ej samego Âwi´tego Piotra. Od pewnego czasu, raczej jednak od kilku miesi´cy ni˝ lat, pontyfikat Papie˝a-Polaka wyraênie zbli˝a∏ si´ do nieuchronnego koƒca. To by∏o dla mnie absolutnie naturalne i jak najbardziej w∏aÊciwe, ˝e do samego koƒca trwaliÊmy w modlitwie o zdrowie Ojca Âwi´tego, nawet b∏agaliÊmy Pana Boga o cud ozdrowienia, ale przecie˝ z pe∏nà ÊwiadomoÊcià, ˝e pozostanie Papie˝a w prywatnych apartamentach i rezygnacja z Jego powrotu do szpitala jest dla nas wa˝nym sygna∏em, co do przebiegu najbli˝szej przysz∏oÊci. Gdy 2 kwietnia, pora˝ony dzieƒ wczeÊniej Êmiertelnym atakiem, umiera∏ Jan Pawe∏ II nie przypuszcza∏em jeszcze, ˝e ˝a∏oba po Nim b´dzie - po ludzku bioràc - taka pi´kna, wzruszajàca, wspólna i powszechna, ∏àczàca w dobrym, wr´cz radosna, choç przecie˝ z nieskrywanymi ∏zami w oczach...

ÂWIAT NIE JEST PODZIELONY W OCENACH Chcàc nie chcàc, patrz´ na ten pontyfikat z perspektywy wyró˝nionego pokolenia Polaków. To przecie˝ dzieƒ po moich 28 urodzinach na balkonie Bazyliki Êw. Piotra zabrzmia∏o pami´tne „Habemus Papam!“. To by∏ (jak sàdz´) -dobry wiek, by prze˝yç eufori´ - szczerze i bez strachu, a nawet na przekór przestraszonemu PRL-owi; aby zapami´taç wszystkie szczegó∏y wyró˝nienia zgotowanego nam przez Bo˝à OpatrznoÊç; aby zgodnie z rachunkiem prawdopodobieƒstwa oceniç i nale˝ycie doceniç, ˝e w dziejach KoÊcio∏a i Êwiata taki fakt mo˝e si´ ju˝ naszej nacji nie zdarzyç; ale te˝ by z powodu tego WYDARZENIA nie popaÊç w jakiÊ absurdalny triumfalizm czy p∏ytkà narodowà megalomani´. W tej chwili próby, weryfikujàcej intencje Polaków, wielkà pomocà w znalezieniu si´ przez nas na w∏aÊciwym miejscu by∏o to, co sprowokowa∏ sam nowy Papie˝ i co sta∏o si´ od razu niekwestionowanym faktem dla wszystkich obecnych wówczas na Placu Êw. Piotra czy przed ekranami telewziorów. To W∏osi w drugiej a mo˝e trzeciej minucie wystàpienia Papy Karola Wojty∏y z dalekiego kraju -uznali Go za swego. To i dla nas by∏a wa˝na wskazówka i nale˝yta nobilitacja. Teraz, gdy pontyfikat Jana Paw∏a II dobieg∏ definitywnie koƒca, widzimy, jak NASZ

4

Panorama


PAPIE˚ jest PAPIE˚EM WSZYSTKICH, CA¸EGO KOÂCIO¸A, a nawet CA¸EGO ÂWIATA. Jak˝e nie byç dumnym z tego, co uda∏o si´ osiàgnàç naszemu Wielkiemu Rodakowi... Ju˝ wczeÊniej dane mi by∏o prze˝yç liczne chwile mówiàce o powszechnej sympatii Êwiata do Jana Paw∏a II. Pami´tam chocia˝by wr´cz niewyobra˝alnie entuzjastycznà reakcj´ grupy m∏odych ludzi z Korei Po∏udniowej, którzy w sierpniu 1990 roku w oczekiwaniu na Audiencj´ Generalnà w Bazylice Êw. Piotra, z kretesem wygrywali rywalizacj´ w widomych i s∏yszanych dowodach sympatii dla Ojca Âwi´tego - nawet z polskimi grupami, w tym naszà, choç wydawa∏o nam si´ wczeÊniej, ˝e w tym wzgl´dzie nikt nas nie pobije. A cztery lata póêniej, gdy spotkaliÊmy na Piazza Navona licznà pielgrzymk´ z Ameryki Po∏udniowej, te˝ bez arbitra˝u musieliÊmy uznaç, ˝e nasi nowi znajomi pi∏k´ no˝nà i Papie˝a rzeczywiÊcie kochajà nie mniej od nas. A ile˝ jeszcze móg∏bym przywo∏ywaç podobnych przyk∏adów... Po Êmierci Jana Paw∏a II od razu do nas dotar∏o, ˝e ma∏ostkowoÊcià i wr´cz g∏upotà by∏yby próby odbierania Naszego Papie˝a KoÊcio∏owi Powszechnemu i Êwiatu. Cieszy∏em si´, ˝e idee pochowania Papie˝a-Polaka nad Wis∏à albo przynajmniej sprowadzenia do

Panorama

5


Wspomnienie

Krypty Êw. Leonarda na Wawel serca Jana Paw∏a II okazywa∏y si´ wymys∏ami majàcymi nik∏e spo∏eczne poparcie. To pi´kne, ˝e nie ziÊci∏y si´ przypuszczenia, ˝e dla polskich katolików po Êmierci Karola Wojty∏y móg∏by wystarczajàcym Watykanem staç si´ Kraków. Z wielkim wzruszeniem przeczyta∏em opublikowany przed chwilà testament Ojca Âwi´tego. Jak˝e wa˝ne dla nas sà w nim czynione z czasem uszczegó∏owienia, dotyczàce miejsca pochówku.

W TAKIEJ CHWILI WARTO O NICH CHOCIA˚BY NA CHWIL¢ ZAPOMNIEå Jestem kolekcjonerem papieskim. Mog´ powiedzieç nawet, ˝e nietuzinkowym. Posiadam jednà z najwi´kszych kolekcji (35 tysi´cy eksponatów... a mo˝e nawet znacznie wi´cej!). Zbieram prawie wszystko, co wià˝e si´ z Karolem Wojty∏à i pontyfikatem Jana Paw∏a II. Jedynym argumentem, by czegoÊ nie w∏àczyç do swych zbiorów papieskich jest to, ˝e coÊ ze swych intencji mo˝e uw∏aczaç czci Jana Paw∏a II. Jestem pe∏en podziwu dla tego, co „ze Êmiercià Jana Paw∏a II“ zrobi∏y media. Wielki pok∏on dla polskich mediów, ale te˝ dla tych

6

odleg∏ych, jednak przepe∏nionych wiarà, chocia˝by skrajnych islamistów. To wspania∏e, ˝e taki Cz∏owiek jak Jan Pawe∏ II stanowi niezaprzeczalny autorytet dla ca∏ego Êwiata i w chwili Jego Êmierci mo˝emy byç tak bardzo razem, mimo najwi´kszych ró˝nic w przekonaniach. Nawet nie oburzajà mnie, raczej tylko Êmieszà nieliczne „uczone artyku∏y“ kilku „katolickich“ dziennikarzy, znanych watykanistów czy rzekomych specjalistów od teologii, którzy nim jeszcze zosta∏ pochowany Jan Pawe∏ II - zarzucili Mu ponownie, ˝e to On jest winowajcà „wyludniania si´“ koÊcio∏ów w Europie Zachodniej, zmniejszania si´ iloÊci powo∏aƒ kap∏aƒskich itp. W tych pi´knych dniach szukania przez Êwiat w nauczaniu Jana Paw∏a II drogowskazów na przysz∏oÊç, brak ochoty na polemiki, gdy wspomniani krytycy zaczynajà znów dobrze ˝yczyç katolikom i skutecznie im podpowiadaç, mówiç

Panorama

o zniesieniu celibatu, Êrodkach antykoncepcyjnych, aborcji i eutanazji, kap∏aƒstwie kobiet itp. i jeszcze na dodatek wskazujà nazwiska kardyna∏ów, którzy wybrani na nast´pc´ Jana Paw∏a II byliby szansà dla KoÊcio∏a i Êwiata, bo sà bardziej przychylni dla ich nowatorskiego widzenia problemów Êwiata i religii. Dla jakiego KoÊcio∏a i dla jakiego Êwiata byliby szansà? Na pewno nie dla tego, w którym ja ˝yj´ i chc´ nadal ˝yç! Zresztà odnosz´ wra˝enie, ˝e wymienianym kardyna∏om imputuje si´ obce i im poglàdy. Dla nas Polaków, bardzo na co dzieƒ um´czonych politykà, mno˝àcymi si´ aferami, wojnami na górze i w grajdo∏kach, wielkim darem wià˝àcym si´ ze Êmiercià Ojca Âwi´tego i lekarstwem dla zdrowia psychicznego, sta∏o si´ to, ˝e przynajmniej na kilka dni politycy niemal ca∏kowicie znikn´li z okienek TV.

DANE MI BY¸O... Mniej wi´cej w 1992 roku rozpocz´∏y si´ ju˝ permanentne, du˝e k∏opoty zdrowotne Jana Paw∏a II. Wtedy te˝ dane mi by∏o kilkakrotnie s∏yszeç wymownà proÊb´ Ojca Konrada Hejmo. Prosi∏ on polskich pielgrzymów, by zrezygnowali oni ze Êpiewania Ojcu Âwi´temu „Stu lat“, ˝e Jan Pawe∏ II uwa˝a, i˝ t´


zasadniczà sprawà trzeba pozostawiç OpatrznoÊci i nie ma co wymuszaç na niej akurat stu lat. Na ogó∏ nasi rodacy dobrze to rozumieli i nikt nie intonowa∏ „Stu lat“, ale gdy stan zdrowia Ojca Âwi´tego chocia˝ troch´ si´ poprawia∏, o zalecanà wstrzemi´êliwoÊç by∏o jednak trudniej. Wtedy przewa˝nie mieliÊmy okazj´ poznaç tak˝e mistrzowski styl i ojcowskie zrozumienie dla nas Jana Paw∏a II, który na „Sto lat!“ rodaków potrafi∏ np. ˝artobliwie zareagowaç: „˚yczyç mo˝na, ale wykonaç b´dzie trudno!“. By∏em pewien podziwu dla Ojca Âwi´tego, ˝e nawet na ewidentnà niesubordynacj´ rodaków reaguje dowcipem a nie reprymendà...

KILKA OSOBISTYCH STWIERDZE¡ W∏aÊciwie nie móg∏bym zaprzeczyç, gdyby ktoÊ nazwa∏ mnie dzieckiem szcz´Êcia. Znów si´gam do statystyki. Niemal po∏owa mojego ˝ycia zwiàzana jest z tym niezwyk∏ym pontyfikatem. Dzi´ki stworzonemu w Hucie Baildon ruchowi pàtniczemu dane mi by∏o, i to przewa˝nie z rodzinà, a˝ szeÊciokrotnie pielgrzymowaç „Na spotkanie z Ojcem Âwi´tym Janem Paw∏em II i Italià“. Przy tej okazji mog∏em a˝ trzynastokrotnie spotykaç si´ z Ojcem Âwi´tym, rozmawiaç z Nim, ofiarowaç Jego ÂwiàtobliwoÊci osobiste dary, trafiaç na fotografie wykonywane przez pana Arturo Mari itp. No i jeszcze by∏y spotkania z Janem Paw∏em II na polskiej ziemi. Podczas ka˝dej Pielgrzymki Ojca Âwi´tego do Ojczyzny by∏em przynajmniej na jednym spotkaniu, a przewa˝nie dwóch, trzech... Jak chocia˝by pami´tne nasze czterodniowe Êwi´towanie z Ojcem Âwi´tym w Zakopanem (od Êrody do soboty), a potem jeszcze zdà˝enie z rannym niedzielnym brzaskiem na krakowskie B∏onia, a na koniec jeszcze ˝egnanie odlatujàcego z Balic do Watykanu Papie˝a... z Kopca Marsza∏ka Pi∏sudskiego na Sowiƒcu. To wielka ∏aska, ˝e dane mi by∏o w swym ˝yciu tylokrotnie spotkaç si´ z Janem Paw∏em II. Ka˝de ze spotkaƒ stanowi∏o i stanowiç b´dzie ju˝ do koƒca ˝ycia dar, który - mam nadziej´ - bardzo mnie na co dzieƒ wspomaga. Dzi´ki nagraniom wideo wiem przy okazji, ˝e ze wzgl´du na towarzyszàce nam wówczas emocje nie wszystko wa˝ne i mi∏e z tych spotkaƒ zosta∏o dostrze˝one i utrwalone w pami´ci. Np. przy ostatnim spotkaniu z Janem Paw∏em II nie wiedzia∏em po odejÊciu od tronu papieskiego, ˝e Ojciec Âwi´ty na zakoƒczenie po przyjacielsku poklepa∏ mnie po placach... Albo dopiero przy odtwarzaniu kasety ze zdziwieniem stwierdza∏em, jaka konkretnie odpowiedê pad∏a na moje s∏owa...

znajomy, który z nieznanych mi powodów pó∏ swego ˝ycia poÊwi´ci∏ na ustaleniu swej prywatnej hierarchii papie˝y w XX wieku, w której na czele jego zdaniem powinien byç Jan XXIII... Ju˝ wiadomo, ˝e Jan Pawe∏ II zajmie w Grotach Watykaƒskich miejsce zwolnione w∏aÊnie przez Jana XXIII i pewnie, Êladem Jana XXIII, doÊç szybko zostanie przeniesiony z Grot do Bazyliki Êw. Piotra. To zapewne b´dzie radosna chwila dla bardzo wielu osób. Oby wszystkie one dostarcza∏y na co dzieƒ przyk∏adów, ˝e dla Jana Paw∏a II naprawd´ chcemy zrobiç jeszcze wiele dobrego w swym ˝yciu. Mo˝e nie tyle, co ju˝ zrobili np. kibice pi∏karscy, ale jednak... Ka˝dy z nas mo˝e, ka˝dy powinien... Ba, ka˝dy potrafi i chce. To widaç by∏o wymownie w ka˝dym dniu, jaki

up∏ywa∏ po Êmierci Jana Paw∏a II, gdy w dniach ˝a∏oby potrafiliÊmy si´ tak wspaniale odnaleêç.

A TYMCZASEM... Z milionami ludzi (niekoniecznie wiernych) duchowo przygotowuj´ si´ do pogrzebu Jana Paw∏a II. Mo˝e to zupe∏nie nieuzasadnione, a nawet ca∏kowicie nies∏uszne, ale odnosz´ wra˝enie, ˝e to w∏aÊnie równie˝ do mnie skierowane zosta∏y ostatnie s∏owa Ojca Âwi´tego: „Jestem zadowolony, wy te˝ bàdêcie...“. Tak bardzo chcia∏bym! Tak bardzo chcielibyÊmy. Ju˝ tego spróbowaliÊmy, z dobrym skutkiem. Kontynuujmy to pi´kne dzie∏o. HENRYK CZARNIK Zdj´cia: Arturo Mari, Adam Bujak, Grzegorz Ga∏àzka, Henryk Czarnik, Arch. Redakc.

TEN PONTYFIKAT B¢DZIE MIA¸ WIELKÑ ILOÂå PODSUMOWA¡ To jest pewne. Jestem przekonany, ˝e we wszelkich podsumowaniach b´dzie on wypada∏ imponujàco. A mimochodem ciesz´ si´, ˝e swojà chwil´ radoÊci b´dzie mia∏ tak˝e mój

Panorama

7


Z archiwum Panoramy

Nie znacie jej?

Rok 1993 (1) Rok 1993 rozpoczynamy wywiadem ze znakomitym kompozytorem i pianistà Wojciechem Kilarem. Artysta urodzi∏ si´ 17 lipca 1932 roku we Lwowie. Studiowa∏ w Paƒstwowej Wy˝szej Szkole Muzycznej (obecnie: Akademii Muzycznej) w Katowicach gr´ na fortepianie i kompozycj´ w klasie Boles∏awa Woytowicza. Dyplom ukoƒczenia studiów z najwy˝szym odznaczeniem uzyska∏ w 1955 roku. W latach 1955-58 by∏ aspirantem Woytowicza w krakowskiej Paƒstwowej Wy˝szej Szkole Muzycznej (obecnie: Akademii Muzycznej). Wojciech Kilar do roku 1974, kiedy skomponowa∏ swój najs∏ynniejszy dzisiaj utwór, poemat symfoniczny „Krzesany“, uchodzi∏ za czo∏owego przedstawiciela polskiej awangardy muzycznej. Mia∏ w swoim dorobku „Riff 62“ (1962), kompozycj´ ultranowoczesnà w brzmieniu i w formie, która sta∏a si´ symbolem sprzeciwu wobec tradycji, manifestem przysz∏oÊci. Trafi∏ z nià w dobry czas i „Riff 62“odniós∏ niezwyk∏y sukces na festiwalu „Warszawska Jesieƒ“. Podobne powodzenie osiàgn´∏y dwa kolejne utwory „Generique“ (1963) i „Diphtongos“ (1964). Potem przysz∏a fascynacja innà awangardà „minimal music“, która zaowocowa∏a utworami: „Upstairs-Downstairs“ (1971), „Przygrywka i kol´da“ (1972). Z dzisiejszej perspektywy mo˝na uwa˝aç, ˝e „Krzesany“ wynika logicznie z tego w∏aÊnie, minimalistycznego rozdzia∏u twórczoÊci Kilara. Ale çwierç wieku temu „Krzesany“ wywo∏a∏ szok. WÊród zwyk∏ych melomanów zrobi∏ furor´, profesjonaliÊci widzieli w nim coÊ fa∏szywego. Utwór zrobi∏ jednak wielkà karier´ i jest wcià˝ bardzo ch´tnie grany i s∏uchany. Kilar nie da∏ jednak publicznoÊci i krytykom wytchnienia i w dwa lata po „Krzesanym“ napisa∏ „KoÊcielec 1909“ (1976), poÊwi´cony Mieczys∏awowi Kar∏owiczowi, wy-

8

(43)

bitnemu kompozytorowi, który w wieku 33 lat zginà∏ pod lawinà w∏aÊnie pod KoÊcielcem w 1909 roku. Potem przysz∏y „Siwa mg∏a“ na baryton i orkiestr´ (1979) oraz „Orawa“ na orkiestr´ kameralnà (1986). Stylistyce przyj´tej w tych utworach pozostaje Kilar wierny w∏aÊciwie do dziÊ. Rezygnujàc niemal ca∏kowicie z awangardowych Êrodków technicznych, wcià˝ operuje uproszczonym j´zykiem muzycznym, preferuje stosowanie wielkich mas brzmienia, eksponuje melodi´ i ma sk∏onnoÊç do wywo∏ywania silnych emocji. Dotyczy to zarówno utworów nawiàzujàcych do muzyki ludowej, w szczególnoÊci folkloru podhalaƒskiego, jak i dzie∏ narodowo-religijnych, odzwierciedlajàcych g∏´bokà wiar´ i patriotyzm kompozytora. Podobne Êrodki warsztatowe wykorzystuje Kilar równie˝ w muzyce filmowej. W tej dziedzinie zdoby∏ wielkà Êwiatowà s∏aw´; rozg∏os przynios∏a mu szczególnie wspó∏praca z Francisem Fordem Coppola nad filmem „Dracula“ (1992). W tym samym wydaniu drukujemy reporta˝ z opisywanego ju˝ wczeÊniej koncertu Placido Domingo w Zabrzu. 10 stycznia publikujemy rozmow´ z profesorem Franciszkiem Kokotem, wybitnym

Panorama

nefrologiem, o problemach dializowania i transplantologii nerek. Profesor dr hab. n.med. Franciszek Józef Kokot urodzi∏ si´ w 1929 roku w OleÊnie Âlàskim. Od roku 1948 studiowa∏ na Wydziale Lekarskim Âlàskiej Akademii Medycznej w Katowicach, który w 1953 r. ukoƒczy∏ z wyró˝nieniem. W 1957 r. obroni∏ prac´ doktorskà, a pi´ç lat póêniej prac´ habilitacyjnà. W 1969 r. uzyska∏ tytu∏ profesora nadzwyczajnego, a w roku 1982 profesora zwyczajnego. W latach 1980-1982 pe∏ni∏ funkcj´ Prorektora, a nast´pnie w latach 1982-1984 - Rektora Âlàskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Prof. Franciszek Kokot jest od 1991 r. cz∏onkiem zwyczajnym Polskiej Akademii Umiej´tnoÊci, a od 1994 r. - cz∏onkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk. W swoim bogatym ˝yciu prof. Kokot pe∏ni∏ równie˝ wiele innych funkcji. Jest autorem lub wspó∏autorem ponad 650 prac oryginalnych i 230 poglàdowych oraz 40 wydawnictw ksià˝kowych, promotorem 76 doktoratów oraz opiekunem 20 przewodów habilitacyjnych. Profesor Kokot mia∏ równie˝ du˝y wk∏ad w tworzenie Kliniki Nefrologii z Oddzia∏em Transplantologii Nerek ÂlAM w Katowicach oraz sieci oÊrodków dializacyjnych i oddzia∏ów nefrologicznych w wielu miastach w Polsce. Jest Laureatem wielu presti˝owych nagród i medali. 17 stycznia publikujemy rozmow´ z ksi´dzem profesorem Józefem Tischnerem. Ks. Józef Tischner urodzi∏ si´ 12 III 1931 roku w Starym Sàczu. W maju 1950 roku zapuka∏ do bramy seminarium. Pozosta∏ studentem UJ - ale ju˝ na Wydziale Teologicznym. Pod wp∏ywem ks. prof. Kazimierza K∏ósaka rozwija∏ swe zainteresowania filozoficzne. Âwi´cenia kap∏aƒskie przyjà∏ 26 VI 1955 roku z ràk bp. Franciszka Jopa. Zach´cony przez ks. K∏ósaka podjà∏ studia na Wydziale Filozofii ChrzeÊcijaƒskiej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (1955-1957). Po powrocie do Krakowa kontynuowa∏ je na Wydziale Historyczno-Filozoficznym UJ (19571959). RównoczeÊnie pracowa∏ jako wikariusz w parafii Êw. Miko∏aja w Chrzanowie (1957-1959) i parafii Êw. Kazimierza w Krakowie (1959-1963). W 1963 obroni∏ doktorat u prof. Romana Ingardena na UJ. Od 1963 roku wyk∏ada∏ filozofi´ w Wy˝szym Seminarium Duchownym (póêniej - Papieskim Wydziale Teologicznym, a od 1981 - Papieskiej Akademii Teologicznej) w Krakowie. W 1974 roku habilitowa∏ si´ w ATK. W tym czasie wspó∏pracowa∏ intensywnie z „Tygodnikiem Powszechnym“ i miesi´cznikiem „Znak“ (pierwsze teksty - 1965). W latach 70. odprawia∏ w koÊciele Êw. Marka s∏ynne Msze Êwi´te dla przedszkolaków. RównoczeÊnie pe∏ni∏ obowiàzki duszpasterza krakowskiej inteligencji, którà gromadzi∏y jego g∏oÊne „trzynastki“ w koÊciele Êw. Anny. Wspó∏pracowa∏ z wieloma Êrodowiskami: lekarzami - szczególnie psychiatrami, uczonymi, artystami. By∏ cenionym rekolekcjonistà


„˚adna filozofia nie jest prawdziwa jeÊli si´ jej nie da prze∏o˝yç na j´zyk góralski.“ i wyk∏adowcà. W latach 70. i 80. w∏àczy∏ si´ w ruch niezale˝nych inicjatyw kulturalnych

(m.in. w latach 1977-1978 mia∏ wyk∏ady w oÊrodkach dzia∏ajàcych przy klasztorze SS. Norbertanek oraz parafii NajÊwi´tszego Salwatora w Krakowie). Od 1980 wyk∏ada∏ filozofi´ dramatu w Paƒstwowej Wy˝szej Szkole Teatralnej w Krakowie oraz filozofi´ na Wydziale Filologicznym UJ (jego wyk∏ady monograficzne wyg∏aszane w l. 80. i 90. w Collegium Witkowskiego UJ przyciàga∏y t∏umy s∏uchaczy). Jako kapelan Zwiàzku Podhalan zainicjowa∏ tradycj´ sierpniowych Mszy Êwi´tych w intencji ojczyzny w kaplicy pod Turbaczem (od 1982), na które przybywali pielgrzymi z ca∏ej Polski. RównoczeÊnie wspó∏tworzy∏ Wydzia∏ Filozoficzny PAT (1981), pe∏ni∏ funkcj´ jego dziekana, a od 1985 r. by∏ profesorem nadzwyczajnym tej uczelni. Wybrany na rektora PAT, odmówi∏ przyj´cia tej funkcji, pragnàc nadal zajmowaç si´ pracà naukowà i duszpasterskà. Wspó∏za∏o˝yciel (wraz z Hansem-Georgiem Gadamerem i Krzysztofem Michalskim) i prezydent Instytutu Nauk o Cz∏owieku w Wiedniu (1981), wielokrotnie uczestniczy∏ w organizowanych przez Instytut spotkaniach intelektualistów z Janem Paw∏em II w Castel Gandolfo. Doktor honoris causa Uniwersytetu ¸ódzkiego i Wy˝szej Szko∏y Pedagogicznej w Krakowie. Lau-

Panorama

reat wielu nagród m.in. im. Jurzykowskiego (1988), Pen Clubu (1993), im. K. Pruszyƒskiego (1993). Kawaler Orderu Or∏a Bia∏ego (1999). Autor wielu ksià˝ek, w tym dzie∏ filozoficznych. Szczególne miejsce w jego twórczoÊci zajmujà utwory pisane stylizowanà gwarà podhalaƒskà, z których najbardziej znanym jest nawiàzujàca do tradycji góralskiej gaw´dy „Historia filozofii po góralsku“ (1997). Szerokà popularnoÊç przynios∏y Tischnerowi audycje radiowe (m.in. „Rozmowy bez pointy“ prowadzone z J. Gowinem na antenie Radia Kraków oraz czytana tam˝e „Historia filozofii po góralsku“) i programy telewizyjne. WÊród tych ostatnich na uwag´ zas∏ugujà zw∏aszcza cykle „Siedem grzechów g∏ównych po góralsku“ (1995), którego by∏ wspó∏scenarzystà, oraz „Tischner czyta Katechizm“ (1996) - rozmowy prowadzone z Jackiem ˚akowskim. Po raz pierwszy ks. Tischner pojawi∏ si´ w telewizji w maju 1981 roku - po zamachu na Ojca Âwi´tego Jana Paw∏a II. W ostatnich latach ˝ycia ci´˝ko chorowa∏ na raka krtani. Kolejne operacje pozbawi∏y go mo˝liwoÊci mówienia. Mimo to prawie do ostatniej chwili wcià˝ pisa∏; z tego czasu pochodzà przejmujàce teksty o Bo˝ym Mi∏osierdziu. Zmar∏ 28 VI 2000 roku w Krakowie. Pochowany zosta∏ 2 VII. 2000 roku w ¸opusznej. TADEK

9


Sztambuch Pitery

Jeronie! Kloss! Jo nie wierza! Takim oto okrzykiem powita∏ nas górnik wracajàcy z szychty. Nas, czyli Stanis∏awa Mikulskiego i mnie, gdy w chorzowskim Parku posilaliÊmy si´ kie∏basà z rusztu. MieliÊmy bowiem krótkà przerw´ z zdj´ciach do polsko-niemieckiego (NRD) filmu kr´conego w ca∏oÊci na Âlàsku. Stanis∏aw Mikulski, opromieniony s∏awà „Stawki wi´kszej ni˝ ˝ycie“, gra∏ w tym filmie jakby przewodnika po charakterystycznych dla Âlàska miejscach, ja natomiast by∏em drugim scenografem i jednoczeÊnie kierownikiem planów zdj´ciowych. Harówa przy filmie by∏a koszmarna, poniewa˝ jeêdziliÊmy po ca∏ym prawie regionie filmujàc w ró˝-

nych, cz´sto znacznie od siebie oddalonych miejscowoÊciach. Wsz´dzie tam musia∏em byç wczeÊniej, wi´c z regu∏y chodzi∏em niewyspany i ze zdenerwowania wypala∏em góry papierosów. Miros∏aw Podolski, g∏ówny szef produkcji ze strony polskiej, wraz z Tomkiem Go∏´biewskim, moim kolegà i te˝ kierownikiem produkcji - tyle sympatyczni co bardzo wymagajàcy, dodatkowo gonili nas jeszcze do roboty. Zresztà nie tylko nas. Go∏´biewski Êwietnie mówiàcy po niemiecku robi∏ to samo z naszymi niemieckimi kolegami, którzy w wielu sytuacjach kompletnie nie dawali sobie rady robiàc ba∏agan i zamieszanie oraz opóêniajàc zdj´cia. My zaÊ trawestowaliÊmy ich powiedzenie tyczàce Polaków i ÊmialiÊmy si´ mówiàc: „das ist die deutsche wirtschaft“. Oni przyjmowali to z uÊmiechem i w gruncie rzeczy wspó∏praca uk∏ada∏a si´ sympatycznie z biegiem dni tego czerwca i lipca 1972 roku. Jedzàc t´ kie∏bas´ ze Staszkiem (pisz´ ze „Staszkiem“, chocia˝ podówczas nie byliÊmy jeszcze na „ty“) rozglàdaliÊmy si´ czy przypadkiem nasz g∏ówny szef, Mirek, cz´sto odwiedzajàcy plan filmowy, nie zjawi si´ jak duch z pomocà enerdowskiego „Robura“ i nie zarzàdzi koƒca tej lubej przerwy. W mi´dzyczasie do∏àczy∏ do nas ów górnik i zamawiajàc swojà kie∏bas´

Zaprosili

nas

Teatr Rozrywki w Chorzowie, 1 kwietnia 2005, godz. 19.00, na goÊcinnie koncert bluesowo - jazzowy Wojciecha Karolaka i S∏awomira Wierzcholskiego. Piàtek wieczorem - to tytu∏ najnowszej p∏yty jazzowo-bluesowej S∏awka Wierzcholskiego. „Âwiaty bluesa i jazzu ˝yjà w Polsce prawie ca∏kowicie równolegle - pisze Andrzej Matysik („Twój blues“). - S∏awek Wierzcholski i Wojciech Karolak postanowili zmieniç ten stereotyp, a efektem ich wspólnego dzia∏ania jest ta p∏yta“.

Teatr Âlàski w Katowicach na spektakle VII Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Re˝yserskiej INTERPRETACJE 2005: - Ken Kesey „Lot nad kuku∏czym gniazdem“ (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego z Wa∏brzycha); - Miko∏aj Gogol „Rewizor“ (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego z Wa∏brzycha); - Przemys∏aw Wojcieszek „Made in Poland“ (Teatr im. H. Modrzejewskiej z Legnicy); - Daniel Danis „Kamieƒ i popio∏y“ (Teatr Polski z Bydgoszczy); - Jerzy Pilch „Narty Ojca Âwi´tego“ (Teatr Narodowy z Warszawy).

10

Panorama

oÊwiadczy∏: „jak jo zjada na dó∏ i powim kamratom ˝ech wuszt z Klossem jod, to mi pierucha nikt nie uwierzy“. Obaj z Mikulskim parskn´liÊmy Êmiechem i Staszek podpisa∏ si´ „Kloss“ na jakiejÊ kartce, wr´czajàc jà niespodziewanemu towarzyszowi II Êniadania. Zaraz potem wezwa∏a nas niemiecka re˝yser filmu. Kolejny dzieƒ tej piekielnej roboty - piekielnej podwójnie, bo na dodatek by∏o koszmarnie upalnie - skoƒczy∏ si´ dla nas póênym wieczorem, ale za to przy dobrej herbacie typu „plujka“ w ma∏ej kawiarni Stadionu Âlàskiego. Poniewa˝ lotnictwo zawsze by∏o mojà pasjà i musz´ przyznaç, ˝e na punkcie filmów lotniczych mia∏em i mam do dziÊ prawdziwego bzika, nie mog∏em sobie odmówiç rozmowy na temat filmu „Pierwszy start“, który by∏ (o ile si´ nie myl´) debiutem Stanis∏awa Mikulskiego. W tym obrazie o ch∏opcu, który bardzo pragnà∏ zostaç pilotem szybowcowym (Leopold R. Nowak) grali wybitni aktorzy starszego pokolenia: W∏adys∏aw Woênik, Janusz Jaroƒ a tak˝e W∏adys∏aw Walter, Bogdan Niewinowski, Wies∏aw Wilk (póêniejszy dyrektor jednego ze znanych warszawskich hoteli) i Bogdan Tuszyƒski, póêniejszy znakomity sprawozdawca i dziennikarz sportowy. „Remka“ Nowaka, koleg´ Romka Polaƒskiego, pozna∏em podczas pierwszego roku

Muzeum Âlàskie w Katowicach na pierwszà w Katowicach poÊmiertnà wystaw´ prac Jerzego Dudy Gracza - niedawno zmar∏ego wielkiego artysty i zas∏u˝onego pedagoga - „Jerzy Duda Gracz - PRO MEMORIA, wroc∏awska kolekcja w Muzeum Âlàskim w Katowicach“. Ekspozycja prezentuje ponad sto dzie∏ - g∏ównie obrazy olejne uzupe∏nione o nieliczne grafiki. Wszystkie pochodzà z prywatnej kolekcji i powsta∏y w latach 1983-2003. Prace obejmujà wszystkie etapy twórczoÊci, tak˝e ten ostatni, zwany umownie cyklem Chopinowskim, który jest reprezentowany kilkoma obrazami. Wystawa to ho∏d dla Artysty, który pozostawi∏ po sobie olbrzymià spuÊcizn´. Jego prace, znane szerokiej publicznoÊci, sà rozproszone po ca∏ym Êwiecie, znajdujà si´ zarówno w muzeach, jak i w kolekcjach prywatnych, czego naj-


mych studiów w Krakowie. Wsz´dzie go by∏o pe∏no podobnie jak Polaƒskiego - i chodzi∏ w s∏awie aktora filmowego i szybownika. Wszyscy go znali, a m∏odzi ch∏opcy w jego wieku chcieli go znaç koniecznie. WspominaliÊmy równie˝ w rozmowach ze Staszkiem inne jego filmy, takie jak obecnie nieco zapomniane „Godziny nadziei“ Rybkowskiego czy „Skàpani w ogniu“ Passendorfera. Na marginesie - ten pierwszy to mój ulubiony film, w którym wystàpi∏o wielu kolegów z krakowskiej ASP i Wy˝szej Szko∏y Aktorskiej. Jednak wszystkie filmy Stanis∏awa Mikulskiego przyçmi∏a definitywnie „Stawka...“ przysparzajàc mu niebywa∏ej wprost popularnoÊci. Da∏o si´ nawet zauwa˝yç, ˝e jest nià ju˝ zm´czony. Pewnego razu, kiedy w Jaszowcu jedliÊmy obiad, podesz∏a do nas jakaÊ pani proszàc go o autograf. - Dam go pani - uÊmiechnà∏ si´ Staszek. - Ale pod jednym warunkiem. - JeÊli pozwoli mi pani dokoƒczyç zup´. Chorzów, Katowice, Ogrodzieniec, Szczyrk, Wis∏a, Pszczyna, Ustroƒ i Koêle (ze stadniny w Koêlu sprowadza∏em do Katowic dorodne rumaki dla husarzy Sobieskiego) - ta w∏aÊnie parada koƒczy∏a naszà prawie dwumiesi´cznà filmowà w´drówk´ po wspomnianych miastach. A wszystko skoƒczy∏o si´ weso∏o w pewnej ma∏ej restauracji w Piotrowicach przy ró˝nego rodzaju napojach, z których przewa˝a∏ ten zupe∏nie przeêroczysty... Trzeba te˝ przyznaç otwarcie - jak jeden mà˝ odetchn´liÊmy z ulgà. JUREK PITERA

lepszym dowodem jest niniejsza ekspozycja. Wyró˝nia je oryginalny, pozbawiony cech naÊladownictwa styl wypowiedzi artystycznej, wirtuozeria warsztatowa oraz podejmowana tematyka tzw. ludzkiej rzeczywistoÊci, którà artysta zg∏´bia∏ nie tylko dzi´ki obserwacjom i filozoficznym rozwa˝aniom, ale bardziej za sprawà osobistych prze˝yç oraz doznaƒ. Wystawa b´dzie prezentowana do 10 kwietnia. Komisarzem ekspozycji w Muzeum Âlàskim w Katowicach jest Henryka Jarema.

Okruszki z warszawskiego sto∏u „Walka karnawa∏u z postem“ - NagoÊç, rozpusta, satanizm - Kobieta czyli jad „szataƒskiego bólu“ - Krystyna Kofta opisuje SMS Nic by nie by∏o dziwnego w tym, ˝e Dorota Nieznalska, a raczej jej sprawa pojawi∏a si´ w Narodowej Galerii Sztuki Zach´ta 7 lutego, gdyby nie to, ˝e owo pojawienie si´ stanowi∏o potwierdzenie zwiàzku wszystkich mo˝liwych poj´ç, zjawisk i wydarzeƒ. A wi´c herezji w sztuce, kobiety jako wszelkiego z∏a, pornografii, alkoholizmu a tak˝e Powstania Listopadowego (1830). Okazjà by∏o otwarcie wystawy „Walka karnawa∏u z postem“, przedstawiajàcej kontrast twórczoÊci dwóch malarzy, Belgów w dodatku: Feliciena Ropsa („Karnawa∏“) i Williama Degouvesa de Nuncquesa („Post“). To ostatnie nazwisko jest trudne, podaj´ wi´c wymow´ - de guw de nunk. Rops (1833-1898) urodzi∏ si´ w Namur, w Belgii, Degouve (18671935) w ma∏ej miejscowoÊci we francuskich Ardenach, ale gdy mia∏ trzy lata, rodzice przenieÊli si´ wraz z nim do Belgii. Uwaga dziennikarzy na konferencji prasowej, prowadzonej przez panià dyrektor Zach´ty, Agnieszk´ Morawiƒskà, koncentrowa∏a si´ na Ropsie, bo on malowa∏ nagoÊç, rozpust´, satanizm. Nasz Stanis∏aw Przybyszewski (1868-1927), pisarz, rzecznik - jak Rops - absolutnej wolnoÊci w sztuce (stàd nawiàzanie do Nieznalskiej), napisa∏: „Kobieta Ropsa to straszliwa kosmiczna pot´ga. Jego kobieta to taka, która w m´˝czyênie obudzi∏a chuç, przyku∏a go do siebie podst´pnà a fa∏szywà pieszczotà, wychowa∏a go na jedno˝eƒca, wydelikaci∏a jego instynkty, uj´∏a ˝ywio∏ jego ˝àdzy w nowe formy i wszczepi∏a mu w krew jad szataƒskiego bólu“. RównoczeÊnie Rops by∏ przyjacielem Polaków i uczci∏ Powstanie Listopadowe 1830 roku tym, ˝e stworzy∏ litografi´, symbolizujàcà cyniczne powiedzenie francuskiego ministra spraw zagranicznych, Horace’a Sebastaniego: „Porzàdek panuje w Warszawie“ po st∏umieniu powstania przez wojska rosyjskie. Czy˝by by∏a to wczeÊniejsza wersja nies∏awnego francuskiego powiedzenia z 1939 roku: „Czy mamy umieraç za Gdaƒsk?“, majàcego usprawiedliwiç bezczynnoÊç Francji w sprawie udzielenia pomocy Polsce? ...Do sprawy kobiety nie tylko „jako takiej“, ale i jako ˝ony czy partnerki - tak˝e erotycznej - m´˝czyzny nawiàzuje najnowsza ksià˝ka Krystyny Kofty, popularnej felietonistki „Przeglàdu“ i pisarki. Ksià˝ka nosi tytu∏: „Gdyby kobiety zamilk∏y“ (Wydawnictwo WAB, Warszawa, 2005), zaÊ jej promocja odby∏a si´ 1 lutego na Wieczorze Klubowym w Klubie Polskiej Rady Biznesu, czyli w „Klubie Kulczyka“ (Jana). Pani Krystyna porusza w swej ksià˝ce relacje m´sko-damskie, równie˝ erotyczne, ma∏˝eƒskie, pozama∏˝eƒskie oraz partnerskie, sta∏e i niesta∏e. Opisuje ona przypadek ma∏˝eƒstwa, w którym mà˝ jest zaharowany, nie ma czasu dla ˝ony, ale ˝ona, choç niech´tnie, mu wybacza, poniewa˝ przecie˝ zaharowuje si´ dla niej i dla dzieci. Zresztà w planach jest wyjazd na wakacje do Grecji, czas wi´c b´dzie wszystko „odrobiç“. W danym dniu, mà˝ spieszy si´ na posiedzenie rady nadzorczej, ubiera si´ pospiesznie, pyta ˝ony, czy marynarka pasuje do krawata, ona odpowiada, ˝e nie, on rzuca t´ marynark´ na fotel, ˝ona podaje mu innà, on jà zak∏ada i wybiega. „Nagle - pisze Kofta - ˝ona s∏yszy charakterystyczny dêwi´k nadchodzàcego SMS-a. Dochodzi z kieszeni marynarki le˝àcej na fotelu. Komórka zosta∏a! Chyba wiadomoÊç z firmy, myÊli kobieta, naciskajàc klawisz; czyta podÊwietlony tekst, oczom nie wierzy, czyta raz jeszcze: ‘Kocie puszysty z twardym ogonem zostaw w domu ˝on´ bo twoja koteczka nala∏a ju˝ mleczka czeka a˝ wskoczysz do jej ∏ó˝eczka a wtedy podrapie ci´ po pleckach i nie tylko’. WyÊwietla si´ numer komórki, data, godzina“. No i co ? Najpierw ˝ona kupuje sobie wibrator a póêniej wyrzuca m´˝a z domu, A jaka mog∏aby byç alternatywa? Co by by∏o, gdyby ˝oneczka wczeÊniej nalewa∏a mleczka, a zw∏aszcza cz´Êciej wskakiwa∏a do ∏ó˝eczka? To mo˝e by z tamtego koteczka ju˝ dawno zosta∏a... sieczka? ZYGMUNT BRONIAREK

Panorama

11


Podró˝e dalekie i bliskie

Polski dwór (2) W moich malarskich w´drówkach po kraju spotykam coraz wi´cej odnowionych i zamieszka∏ych dworów i dworków. Z radoÊcià patrz´ jak dawne siedziby rodzimej szlachty ponownie odzyskujà swoje niezwyk∏e pi´kno. Âród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, Sta∏ dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; Âwieci∏y si´ z daleka pobielane Êciany, Tym bielsze, ˝e odbite od ciemnej zieleni Topoli co go bronià od wiatrów jesieni. Dom mieszkalny, lecz zewszàd ch´dogi I stodo∏´ mia∏ wielkà, i przy niej trzy stogi (...) Z salonu prowadzi∏y przeszklone drzwi do ogrodu lub na taras. Obok znajdowa∏o si´ najwi´ksze pomieszczenie dworu - jadalnia. Królowa∏ w niej wielki stó∏, mogàcy pomieÊciç wszystkich domowników, krzes∏a ∏awy i pot´˝ny kredens mieszczàcy naczynia sto∏owe. Na nim umieszczano pó∏miski z jad∏em przynoszonym z kuchni znajdujàcej si´ w oficynie. Jadalni´ ogrzewa∏ ogromny lepiony i bielony piec; póêniej zastàpi∏ go piec kaflowy. Sypialnie, a by∏o ich kilka, w zale˝noÊci od wielkoÊci dworu wyposa˝one by∏y w ∏o˝a, szafy, skrzynie, stoliki i toaletki dla paƒ. W ka˝dej Sernica

12

obowiàzkowo wisia∏ krucyfiks; przed nim kl´kano i modlono si´. W dworze by∏y tak˝e pokoje goÊcinne, dziecinne i gabinet pana domu. W nim za∏atwia∏ wszelkie sprawy zwiàzane z prowadzeniem dworskiego gospodarstwa. Tutaj na pot´˝nym biurku le˝a∏y ksi´gi, które skrupulatnie wype∏nia∏. Obok biurka swoje miejsce mia∏ sekretarzyk, na którym polski szlachcic pisa∏ listy do krewnych, znajomych, urz´dów, a zw∏aszcza sàdów. Sàdzenie si´ z sàsiadami by∏o bowiem „ulubionà rozrywkà“ ówczesnych w∏aÊcicieli ziemskich. Âciany pomieszczeƒ obwieszone by∏y kobiercami, tkaninami i skórami upolowanych zwierzàt. Spe∏nia∏y zarówno funkcje dekoracyjne jak i izolacyjne. Pod∏oga k∏adziona by∏a z prostych, pozbawionych wzorów, szerokich desek. Wokó∏ kominków, dla bezpieczeƒstwa, uk∏adano szlifowany kamieƒ. Integralnà, a zarazem oddzielnà cz´Êç stanowi∏o otoczenie dworu. Z grubsza mo˝na je podzieliç na cz´Êci rezydencyjne i gospodarcze. Do dworu prowadzi∏a reprezentacyjna aleja zaczynajàca si´ okaza∏à bramà wjazdowà a zakoƒczona gazonem. Wokó∏ niej rozpoÊciera∏ si´ ogród ze starodrzewiem pami´tajàcym przodków obecnego gospodarza. Dalej usytuowany by∏ park ze specjalnie dobranymi drzewami, zró˝nicowanymi kolorem kory i liÊci. Budynkiem stojàcym najbli˝ej dworu by∏a oficyna. Tutaj mieÊci∏a si´ kuchnia i pokoje goÊcinne. W oficynie mieszka∏a kucharka, guwernantka, ekonom z rodzinà i s∏u˝ba. Znakomitym przyk∏adem takiej okaza∏ej oficyny jest tzw. Dworek Chopina w ˚elazowej Woli. W nim w∏aÊnie mieszka∏ Miko∏aj Chopin, ojciec naszego genialnego kompozytora, wraz z rodzinà, b´dàc nauczycielem j´zyka francuskiego w miejscowym dworze. Kolejnym budynkiem by∏ lamus. S∏u˝y∏ jako podr´czny sk∏adzik niezb´dnych i niepotrzebnych przyrzàdów, narz´dzi i zapasów. Cz´sto te˝ pe∏ni∏ rol´ przydomowej apteki sk∏adajàcej si´ z cz´Êci „przyjemnej“ i „nieprzyjemnej“. Na wyposa˝eniu tej drugiej znajdowa∏y si´ gorzkie i niedobre w smaku lekarstwa i mikstury. Znacznie przyjemniejsza dla podniebienia domowników by∏a pierwsza cz´Êç, sk∏adajàca si´ wy∏àcznie z wszelkiego rodzaju nalewek... Dalej znajdujemy okaza∏e stajnie, wyró˝niajàce si´ poÊród innych budynków gospodarczych. W nich oczywiÊcie „mieszka∏y“ konie, nierozerwalnie zwiàzane z polskà szlachtà. W czasie pokoju wykonywa∏y ró˝norakie prace polowe i gospodarcze a tak˝e chodzi∏y wierzchem do polowaƒ i przeja˝d˝ek. W czasie wojny by∏y wiernymi towarzyszami polskiego szlachcica broniàcego Rzeczpospolitej. Stajniom towarzyszy∏y wozownie, w których gospodarz trzyma∏ swoje powozy, bryczki, kolaski i inne rodzaje ówczesnych pojazdów. Dla bezpiecznej egzystencji mieszkaƒców dworu najwa˝niejszy by∏ spichlerz. W nim przechowywano zbo˝e, stanowiàce - po przemieleniu na màk´ - podstawowy sk∏adnik diety mieszkaƒców dworu, zamieniany wczeÊniej przez kuchark´ w pachnàce pieczywo, placki i smakowite ciasta. W g∏´bi dworskiego podwórza sta∏a olbrzymia stodo∏a wype∏niona sianem, s∏omà i paszà. Tutaj równie˝ odbywa∏y si´ om∏oty i cz´sto mieszkali parobkowie. W sàsiedztwie stodo∏y sta∏y chlewy, obory, owczarnie i kurnik. Wi´ksze dwory posiada∏y równie˝ w∏asny browar, gorzelni´, tartak i m∏yn. OczywiÊcie w sk∏ad szlacheckiego gospodarstwa wchodzi∏y setki hektarów pastwisk, ∏àk, lasów i pól uprawnych.

Panorama


Spichlerz

W dworskim obejÊciu miejsce szczególne zajmowa∏a g∏´boka, cembrowana i zadaszona studnia. Pe∏na czystej i zimnej wody, bez której nie mogli si´ przecie˝ obejÊç ludzie i wielka iloÊç zwierzàt gospodarczych. Ca∏kowicie ju˝ dzisiaj zapomnianà dworskà budowlà by∏a sernica. Bardzo oryginalna w swoim kszta∏cie i - jak si´ ∏atwo domyÊliç - s∏u˝àca do przechowywania serów. Pi´knie o niej pisa∏ Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu“: „Wielka, stara sernica, budowana w kratki, Z belek na krzy˝ wiàzanych, podobna do klatki. W niej Êwieci∏y si´ bia∏ych serów mnogie kopy, Sernica w górze mia∏a wszerz sà˝ni pó∏czwarta, A w do∏u na jednym wielkim s∏upie wsparta, Niby gniazdo bocianie“. Polskiemu ziemianinowi nie by∏a równie˝ obca hodowla ryb. Stàd te˝ cz´sto wokó∏ dworu znajdowa∏y si´ ma∏e stawy. Koƒczàc mojà opowieÊç o polskim dworze, miejscu niezwyk∏ym, chcia∏bym nawiàzaç do tych historycznych êróde∏, które opisujà go

jako enklaw´ wszelkiego dobrobytu, bezpieczeƒstwa i spokoju. S∏awiony przez pisarzy, poetów i malarzy by∏ miejscem, które wraz z up∏ywem czasu coraz bardziej si´ jawi∏o jak Êwiat wiejskiej idylli, który bezpowrotnie minà∏.

„Bo S´dzia w domu dawne obyczaje chowa∏ I nigdy nie dozwala∏, by chybiono wzgl´du Dla wieku, urodzenia, rozumu, urz´du. Tym ∏adem - mawia∏ - domy i narody s∏ynà, Z jego upadkiem domy i narody ginà. Wi´c do porzàdku wykli domowi i s∏udzy I przyjezdny goÊç, krewny, albo cz∏owiek cudzy Gdy S´dziego nawiedzi∏, skoro poby∏ ma∏o, Przejmowa∏ zwyczaj, którym wszystko oddycha∏o (...)“

Lamus

Tekst i akwarele: DAREK ORSZULIK Cytaty: Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz“ Dworska studnia

Panorama

13


D z i e ń d o b r y. . . Pytania bez odpowiedzi Gdy w latach 60. NPD (Narodowo-Socjalistyczna Partia Niemiec) wdar∏a si´ do kilku Landstagów w Niemczech Zachodnich, pojawi∏y si´ pytania: Czy naziÊci wracajà? Ju˝ wtedy dzia∏aczom NPD trudno by∏o obroniç si´ przed zarzutem bliskoÊci do faszyzmu, równie˝ dlatego, ˝e wielu spoÊród cz∏onków partii niegdyÊ nale˝a∏o do NSDAP. Po dziesi´ciu latach gwiazda NPD zblad∏a, a˝ do lat 90., kiedy znów zacz´∏a stanowiç niebezpieczeƒstwo dla niemieckiej demokracji. Wed∏ug NPD egzystencj´ narodu niemieckiego zapewniç mo˝e jedynie „wspólnota krwi“, w której „wszystko nastawione b´dzie na obron´ narodu przed innymi kulturami“. „Polityka socjalna jako narodowa solidarnoÊç“ - g∏osi program NPD, wzywajàcy politycznych decydentów, by Êwiadczenia socjalne i miejsca pracy przeznaczone by∏y wy∏àcznie dla Niemców. To trafia do ludzi nie tylko we wschodnich landach, ale tak˝e w zachodnich, ˝egnajàcych si´ z paƒstwem opiekuƒczym. Cz´Êcià nowej strategii NPD sà te˝ Êwiadome prowokacje zmierzajàce do prze∏amywania narodowych tabu. 27 stycznia pos∏owie NPD odmówili uczestniczenia w uroczystoÊciach w saksoƒskim Landstagu, w rocznic´ wyzwolenia Auschwitz, a jeden z nich rzuci∏ z mównicy has∏o, ˝e naloty na niemieckie miasta to „aliancki holokaust“. W sytuacji gdy po 60. latach od zakoƒczenia wojny wielu Niemców pragnie przede wszystkim wspominaç w∏aÊnie ofiary wojny, NPD wykorzystuje cynicznie ten trend do relatywizowania niemieckiej odpowiedzialnoÊci. Znamienne by∏y uroczystoÊci zwiàzane z 60. rocznicà nalotu na Drezno, którym nadano w Niemczech znaczny charakter. Po uroczystoÊciach, w których udzia∏ wzi´li tak˝e przedstawiciele USA, Wielkiej Brytanii, Francji, gdy pod „Êcianà pami´ci“ wieniec z∏o˝y∏ proboszcz anglikaƒskiej katedry w Coventry zniszczonej w 1941 roku przez Luftwaffe, w cichym, ale wymownym geÊcie pojednania, po po∏udniu Drezno by∏o Êwiadkiem jednej z najwi´kszych demonstracji skrajnej prawicy w powojennych Niemczech. Przez centrum przemaszerowa∏o 5 tysi´cy neonazistów z emblematami NPD i DVU (Niemieckiej Unii Narodowej). Stratedzy NPD w swoim programie domagajà si´ rewizji powojennego porzàdku terytorialnego w Europie. „Niemcy sà wi´ksze ni˝ Republika Federalna, która powsta∏a po zjednoczeniu konstrukcji stworzonych przez okupantów“ - tak brzmi punkt ich programu. „Domagamy

si´ rewizji zawartych po II wojnie traktatów o uznaniu granic“. Przy czym obecni dzia∏acze NPD to nie g∏ównie grupy ogolonych na ∏yso wyrostków wszczynajàcych uliczne bójki. Jej pos∏owie w saksoƒskim parlamencie to w wi´kszoÊci ludzie wykszta∏ceni, wyró˝niajàcy si´ dobrà znajomoÊcià problemów lokalnych i kompetencjami. Twórca nowej NPD, 52-letni Udo Voigt jest z wykszta∏cenia politologiem. Jego lapidarna koncepcja: „Walka o ulice i o umys∏y“ nie jest nowa. Podobne has∏o rzuci∏ blisko osiemdziesiàt lat temu Joseph Goebbels, wirtuoz nazistowskiej propagandy, gdy w 1926 roku zosta∏ szefem NSDAP w okr´gu berliƒskim i za cel postawi∏ sobie walk´ o sto∏eczne ulice i umys∏y berliƒczyków. Cel wyznaczony przez Udo Voigta jest ambitny i osiàgalny. WejÊcie do Bundestagu, pokonanie 5-procentowego progu wyborczego. Politycy obecni na niemieckiej scenie uwa˝ajà, ˝e ten zamiar nazistów si´ nie powiedzie. Ale przypuszczam, ˝e wyra˝ajà w ten sposób bardziej „pobo˝ne ˝yczenia“ ani˝eli ch∏odne, racjonalne spojrzenie. NPD trafia na dobry klimat przewartoÊciowywania niemieckiej pami´ci. Im odleglejsza staje si´ II wojna Êwiatowa i Holokaust, im bardziej pami´ç historyczna staje si´ pami´cià opisowà, im mniej ˝yje Êwiadków tamtych wydarzeƒ, tym szybciej zmienia si´ w Niemczech percepcja w∏asnej przesz∏oÊci. Trwajàce od kilku lat i nasilajàce si´ przesuni´cie postrzegania niemieckiej roli w II wojnie Êwiatowej - od oprawców w kierunku ofiar - stanowi z∏amanie jakiegoÊ tabu i NPD wykorzystuje to z ca∏à premedytacjà. Ci którzy forsujà ∏amanie tego tabu jak Erika Steinbach ze swoim Centrum Przeciwko Wyp´dzeniom, autorzy filmów, historycznych ksià˝ek, niektórzy stajà si´ mimowolnymi pomocnikami ekstremistów. Polsko-niemieckie stosunki w opinii wielu polityków uchodzà za wzorcowe. I zapewne wiele zrobiono, wiele si´ robi a˝eby takimi by∏y. Diabe∏ tkwi w szczegó∏ach - powiada stare porzekad∏o. Czy pi´ciotysi´czna manifestacja nazistów mo˝e zagroziç niemieckiej demokracji? Czy ewentualne wejÊcie NPD do Bundestagu b´dzie oddzia∏ywa∏o na dobrosàsiedzkie kontakty? Na te pytania nie ma dobrej i jedynej odpowiedzi. Byç mo˝e „tu i teraz“ nie ma odpowiedzi, ale nie znaczy to, i˝ takich pytaƒ nie powinniÊmy stawiaç.

Kadry Janusza Kidawy

Êmy nagranie, a Micha∏ gra∏, patrzàc na ekran w sali udêwi´kawiania. Przewidywa∏em poprawki, ale okaza∏y si´ niepotrzebne. By∏o OK. Tak powsta∏a muzyka do „Sam wÊród ptaków“. Idealna muzyka filmowa, bo doskonale uzupe∏niajàca i wzbogacajàca obraz. Dobra muzyka w filmie, to taka, której podczas oglàdania widz pozornie nie s∏yszy .Taka w∏aÊnie by∏a muzyka Banasika, co (o dziwo) nie wysz∏o mu na dobre. Po prostunikt muzyki nie zauwa˝y∏. Dobra muzyka w filmie ca∏kowicie wspó∏gra z obrazem i tworzy nowà wartoÊç. Tak sta∏o si´ w tym filmie. Przypominam sobie jak na pierwszej kolaudacji samego obrazu koledzy nie byli zachwyceni. Mieli wiele propozycji monta˝owych: wyci´cia d∏u˝yzn, przestawienia scen. Gdy im drugi raz pokaza∏em film z muzykà krzykn´li, ˝e teraz jest bardzo dobrze bo pos∏ucha∏em ich uwag i film si´ zupe∏nie przyjemnie oglàda, OÊwiadczy∏em, ˝e nie przemontowa∏em nawet klatki, ale nie uwierzyli. To by∏a prawdamuzyka ten film zupe∏nie odmieni∏a. To by∏a zas∏uga Banasika. Sukces filmu na kompozytora równie˝ sp∏ywa, choç nikt nie próbowa∏ nagrodziç muzyki. Banasik okaza∏ si´ doskona∏ym kompozytorem filmowym, mówi´ to zupe∏nie szczerze. Pracowa∏em z wieloma muzykami, niektórzy byli wielcy i s∏awni, ale ˝aden z nich tak nie czu∏ obrazu jak Micha∏ i wielka szkoda - powtórz´ - ˝e nikt tego, prócz mnie, nie zauwa˝y∏. Nie wystarczy mieç talent, trzeba byç jeszcze odkrytym. Szkoda, ˝e w przypadku Micha∏a skoƒczy∏o si´ owo odkrycie na mej skromnej osobie.

Najbardziej filmowy kompozytor Micha∏ Banasik - to by∏o moje odkrycie i tylko dla mojej twórczoÊci, niestety. To jest równie˝ moja wina, ˝e nie zadba∏em by tym odkryciem podzieliç si´ z innymi, a przecie˝ Micha∏ okaza∏ si´ doskona∏y. By∏ Êwietnym improwizatorem muzycznym. Przypominam sobie, jak w katowickiej Piwniczce (by∏o kiedyÊ takie miejsce gdzie spotykali si´ literaci, aktorzy, plastycy i inna braç artystyczna) improwizowa∏ na temacie „wlaz∏ kotek“ a s∏ucha∏ go t∏um, w∏àcznie z pijaczkami, których na ogó∏ nic nie by∏o w stanie odciàgnàç od ulubionego zaj´cia barowego. Niestety, pozosta∏ do dziÊ osobowoÊcià lokalnà telewizji katowickie,j gdzie w duecie z Zubkiem lub solo gra∏ na fortepianie, robiàc przy tym tak dziwne miny, ˝e telewidzowie zarykiwali si´ ze Êmiechu uwa˝ajàc go za komika. Takiemu Micha∏owi Banasikowi postanowi∏em zaproponowaç muzyk´ do „Ptaków“. Przyjecha∏ do WFD, nie znajàc obrazu. Zrobi∏em to z premedytacjà, gdy˝ chcia∏em aby improwizacja jego by∏a spontaniczna. No, bez przesady - nie gra∏ w ciemno. Obejrza∏ obraz dwa razy, za trzecim w∏àczyli-

14

BOGUS¸AW MÑSIOR

Panorama


Opowiada Józef Broda z Koniakowa

Uśmiechnij się...

ÂLADEM ZA DZIADEM, A BÓG POMO˚E. Cz´Êç 1.

XIX w.

Idàc za myÊlà Wojciecha Korfantego, mog´ powiedzieç, ˝e spoÊród obywateli tego Êwiata jestem Europejczykiem, spoÊród Europejczyków jestem Polakiem, a spoÊród Polaków jestem Âlàzakiem. Móg∏bym jeszcze szczegó∏owiej okreÊliç, ˝e jestem Âlàzakiem z Cieszyƒskiego, a spoÊród Âlàzaków z Cieszyƒskiego jestem góralem z Koniakowa itd. W ten sposób zbli˝y∏em si´ do swych korzeni. Ka˝dy cz∏owiek musi spróbowaç odnaleêç siebie samego, mi´dzy innymi poprzez rozumienie miejsca, w którym si´ urodzi∏. Dzi´ki temu mo˝emy poznaç to wszystko, co z dziedzictwa pochodzi i umiejscowiç si´ w strukturze ˝ycia. Je˝eli ludzi przyrównaç do rosnàcych roÊlin, mo˝na dostrzec, jak bardzo wa˝ne jest to, by mieli oni solidne, zdrowe korzenie. Sà one gwarantem osadzonej ciàg∏oÊci istnienia, mocnà podstawà to˝samoÊci. ˚ycie cz∏owiecze to bycie tu i teraz, trwanie, doznawanie, refleksja, rozumienie czasu ukorzenionego w tym, ˝e czuj´, s∏ysz´ i istniej´. Jestem osobà niepowtarzalnà. Zrodzi∏em si´ z woli Stwórcy, którego wybieram ja, jako osoba, bo On obdarzy∏ mnie atrybutem wolnoÊci. Mog´ Go odrzuciç lub przyjàç. Ja przyjmuj´ Stwórc´, chc´ dzi´kowaç Mu za pi´kny dar, jakim jest ˝ycie, za rozeznanie tego wszystkiego, co si´ w moim wn´trzu i dooko∏a mnie dzieje. Wys∏ucha∏ GRZEGORZ P¸ONKA

Ćwierć tuzina NA SKRZY˚OWANIU DWU MASEK Z ca∏ego ogromu bogactw pozosta∏ych dla nas w spuÊciênie po Staro˝ytnoÊci, hybrydy zajmujà miejsce wyjàtkowe. Wystarczy gryfa wziàç pod uwag´, sfinksa, syren´, centaura, hydr´, a zw∏aszcza smoka, a˝eby stwierdziç, ˝e do nich w∏aÊnie, jak ula∏, pasuje potoczne okreÊlenie, ˝e to ni pies, ni wydra. Ale mimo wszystko, coÊ istotnego w tym tkwiç musia∏o, skoro one same - czyli te hybrydy, jak i inne mieszaƒce na nich wzorowane - zacz´∏y robiç zawrotnà karier´ w wiekach Êrednich, wype∏niajàc sobà tarcze herbowe ziem, rodów i miast. W czasach póêniejszych sta∏y si´ wielkà inspiracjà przy ustalaniu narodowych gode∏, firmowych znaków. No a ju˝ najbardziej wspó∏czeÊnie by∏y niekwestionowanym wzorem dla puzzli. A przede wszystkim dla tzw. colage’u, tej wcià˝ jeszcze lubianej metody tworzenia, która doprowadzi∏a do tego, ˝e dzie∏o potrafi byç ju˝ niczym wi´cej, jak tylko zlepkiem cytatów. I to niezale˝nie od tego, czy jest to utwór muzyczny, plastyczny, literacki, czy na przyk∏ad spektakl teatralny. Ot coÊ takiego, co to przez niektóre opcje bywa wcià˝ wytykane palcem za swojà pe∏nà nihilizmu postmodernistycznoÊç.

Wróçmy jednak˝e do istoty rzeczy czyli do hybryd, do tych mieszaƒców sk∏adajàcych si´ z ró˝nych cz´Êci przeró˝nych zwierzàt, w tym te˝ i ludzi, a przed którymi dzi´ki in˝ynierii genetycznej mo˝e Êwiat w koƒcu otworzy si´ na oÊcie˝. Ale - niezale˝nie od wspomnianych aspiracji - w nich samych coÊ si´ jak gdyby zatka∏o w ubieg∏ym stuleciu, nazywanym wiekiem pary i elektrycznoÊci. Gwa∏towny rozwó,j wymagajàc jednoznacznoÊci przy pomocy zbyt wielkiej iloÊci znaków, musia∏ doprowadziç do katastrofy w Êwiecie symboli. Za du˝o mo˝e chciano od razu powiedzieç i dlatego mo˝e dosz∏o w koƒcu do takich krzy˝ówek jak na przyk∏ad zwiàzku sierpa z m∏otem, z´batego ko∏a z pszenicznymi k∏osami na tle wschodzàcego s∏oƒca, a nawet czapki krakuski z kosà na sztorc, skrzy˝owanej z cepem. OczywiÊcie z racji Dnia Teatru, przypadajàcego jak co roku 27 marca, nadarzy∏a si´ okazja, ˝eby nawiàzaç do skrzy˝owania dwu masek: maski tragicznej z maskà komicznà; utartego symbolu teatru. Tym bardziej jest okazja, bo dziÊ, gdy teatr sta∏ si´ bezwolnà marionetkà w niewidzialnych r´kach wolnego rynku, oba grymasy z masek nabierajà dodatkowej wymowy. Na domiar ambiwalentnej. Nie wiadomo bowiem czy zmuszajà do p∏aczu nad losem naszego teatru, który z teatru moralnego niepokoju stal si´ teatrem zaniepokojenia z powodu ciàg∏ego braku pieni´dzy. Czy mo˝e raczej zmuszajà do Êmiechu z dokonaƒ naszych wybitnych aktorów w reklamie, dzi´ki czemu w percepcji tak spo∏ecznej jak i narodowej teatr przesta∏ byç traktowany powa˝nie. I niestety, zdaje si´, ˝e odzyska∏ swój wy∏àcznie komediancki status, t´ palàcà koszul´ Dejaniry, którà mu si´ uda∏o z siebie z wielowiekowym trudem zrzuciç.

Panorama

EDMUND WOJNAROWSKI

15


RozmaitoÊci

W´drówki przedmiotów WYCZUWAM... WYCZÓ¸A

Chwali∏ Horacy czar z∏otego Êrodka To o mnie mówi, szepn´∏a stokrotka... odnotowa∏ czu∏y na mow´ kwiatów Jan Sztaudynger. Egocentryzm stokrotki jest, przynajmniej dla mnie, zupe∏nie na miejscu bowiem od dawna g∏osz´ poglàd, ˝e kwiaty jako niedoÊcigniony cud natury plasujà si´ na najwy˝szym piedestale, b´dàc w zwiàzku z tym poza zasi´giem wszelkiej krytyki i jakichkolwiek podejrzeƒ. JeÊli chcemy sobie np. odpowiedzieç na pytanie co to takiego szczyt pi´kna, wystarczy popatrzyç na ich wdzi´czne pàki, kielichy i szypu∏ki oraz wiotkie ∏odygi aby natychmiast pojawi∏a si´ odpowiedê. Co tu zresztà teoretyzowaç. O pot´dze kwiatów Êwiadczà konkretne do-

16

Êwiadczenia zw∏aszcza rodu m´skiego, który wie doskonale, ˝e bez tego uniwersalnego panaceum na kobiece serduszka, nie ma szans na prawdziwà mi∏oÊç. Mówiàc, ˝e coÊ pochodzi od jajka (ab ovo) najcz´Êciej mamy na myÊli... kury holenderskie. Nie inaczej z kwiatami. We flamandzko - niderlandzkim wydaniu olÊniewajà bujnym barokowym bogactwem. I w treÊci i w formie epatujà monumentalnym przepychem. MnogoÊç zebranych w jednym gigantycznym bukiecie gatunków idzie w parze z nieosiàgalnà ju˝ dziÊ perfekcjà wykonania. Póêniejsze wyobra˝enia wdzi´cznych bylin powoli tracà swà dostojnoÊç na rzecz

Panorama

wi´kszej kameralnoÊci i intymnoÊci, w której podobno najlepiej si´ czuje ka˝da martwa natura. Post-holenderskie kwiaty sà daleko bardziej skromne, za to nabierajà wi´kszej swobody, lekkoÊci i koloru, zw∏aszcza w okresie impresjonizmu, który próbuje uchwyciç samà ich istot´, esencj´, ulotne wra˝enie naturalnej dystynkcji. Standardy holenderskie obowiàzywa∏y, zw∏aszcza w mieszczaƒskich domach niemieckich, a˝ do I wojny Êwiatowej. Pyszni∏y si´ na Êcianach - w stylowych lub ciemnych ramach -pedantycznie z detalami odmalowane, bry∏owate i ci´˝kie ró˝e, czy piwonie o imponujàco wielkich rozmiarach. Odrzucajàc takie nazbyt naturalistyczne kwiaty, namalowane twardo i bez wdzi´ku, nale˝y jednak przyznaç, ˝e ich realistyczny sposób wykonania, o ile idzie w parze z artyzmem, triumfuje i jest uznawany do dziÊ. Jaka dzia∏a przyczyna, i˝ styl tradycyjny góruje nad wszystkimi zbyt ryzykownymi eksperymentami? Wyt∏umaczenie jest, przynajmniej dla mi∏oÊnika kwiatów, proste. RoÊliny te sà z natury niejako, czy z woli twórcy tak doskona∏e, ˝e wszelkie ich ulepszanie mija si´ z celem. Nazbyt arbitralne próby udziwniania lub nadmiernej stylizacji, czy nie daj Bo˝e deformacji, skazane sà z góry na pora˝k´. Nie znaczy to oczywiÊcie, ˝e nale˝y zrezygnowaç z indywidualnego, w∏asnego sposobu interpretacji. Nic podobnego, wprost przeciwnie. Ka˝dy ambitny artysta ma prawo do swojej wizji, odmiennoÊci, byle nie popad∏ w konflikt z tzw. prawdà obiektywnà i nie tworzy∏ na swoim p∏ótnie nowych, nieznanych dotàd gatunków. T´gich „blumenmalerów“, wytrawnych i finezyjnych mamy w naszym malarstwie wielu. Znawcy i koneserzy przeÊcigajà si´ w pochwa∏ach kierowanych pod adresem Wojciecha Weissa za wyjàtkowe wprost wyczucie kwiatowej urody, biologicznej t´˝yzny, subtelnej kolorystyki oraz innych niuansów. Kwiaty Alfonsa Karpiƒskiego nie potrzebujà pochwa∏, zalecajà si´ same. Ich ceny na aukcjach nadal pnà si´ w gór´. Ka˝da pani domu marzy o przyozdobieniu swojego saloniku arcydekoracyjnà, wykwintnà mgie∏kà jego z lekka przywi´d∏ych ró˝ herbacianych... Do wielkich entuzjastów kwiatów nale˝a∏ Leon Wyczó∏kowski. Nim je przeniós∏ na p∏ótno lub papier sam si´ delektowa∏ ich widokiem. Jego uczeƒ i przyjaciel Teodor Grott wspomina: „...Kwiaty Wyczó∏ kocha∏, kwiatami by∏ obdarowywany, roi∏o si´ w jego pracowni od przepi´knych okazów ró˝, anemonów, goêdzików, rododendronów, azalii, a nawet storczyków, które specjalnie dla niego sprowadzano z cieplarni wiedeƒskich. Ulubionym kwiatem Wyczó∏a by∏y kaczeƒce, które malowa∏ w przeró˝nych wariantach i technikach...“.


Maria Twarowska, monografistka Wyczó∏a, podchodzi do kwiatowych pasji artysty z pewnà dozà krytycyzmu. „...Wielkà popularnoÊç u tej samej klienteli zyskiwa∏y ‘kwiaty’ Wyczó∏kowskiego i w∏aÊnie powodzenie u tej publicznoÊci mieszczaƒskiej nie pozwoli∏o mu w tej dziedzinie na osiàgni´cie szczerego i odkrywczego artyzmu. Zaledwie kilka obrazów - ‘Kaczeƒce’ z roku 1903, k´pami rosnàce na ∏àce, ‘Bia∏e ró˝e’, póêniej par´ akwarelowych szkiców zió∏ polnych i kilka znakomitych plansz graficznych na tematy kwiatów Êwiadczy o jego nieprzeci´tnych mo˝liwoÊciach w tym zakresie. Zmarnowa∏a je produkcja seryjna, niemal fabryczna. Malarz, korzystajàc z pomocy osoby, podajàcej na komend´ umyÊlnie ponumerowane kredki pastelowe, oraz ch∏opca, który kr´càc korbà wprowadza∏ na ˝àdanie w ruch je˝d˝àce po szynach sztalugi, nazywane w tej pracowni ‘tramwajem’, malowa∏ tak pr´dko, ˝e ‘pomocniczy aparat’ ledwie móg∏ nadà˝yç. W ciàgu jednego seansu powstawa∏ obraz: kwiaty w ozdobnym wazonie obok rzadkich bibelotów na tle makaty. Dobijano si´ o ka˝dy obraz, nieomal o ka˝dy szkic; p∏acono tysiàc koron za niewielkie studium kwiatowe“. („Leon Wyczó∏kowski“ Maria Twarowska, Auriga, W-wa 1973). No to mamy w takim razie jeszcze jednego Leona Zawodowca... No i na koniec jak zwykle zagadka w postaci pochodzàcej z moich zbiorów pokaênej akwareli utrzymanej w staroÊwieckim, mrocznym kolorycie. Prezentujemy jà na reprodukcji obok (karton, 55 x 40 cm). Mamy tu jakàÊ odmian´ chryzantem (?) w glinianym dzbanku, obok jab∏ko i otwarta ksià˝ka (album?). Skojarzenie z typowym dla Wyczó∏kowskiego studium kwiatowym nasuwa si´ uporczywie. Akwarelà pos∏ugiwa∏ si´ podobnie jak pastelà, po mistrzowsku. Brunatny, prawie monochromatyczny ton przypomina o monachijskich studiach tego artysty. Kwiaty wykonane brawurowo, wprawnymi, nieomylnymi ruchami p´dzla. Kompozycja bezb∏´dna, ksià˝ka wysz∏a wspaniale, jab∏ko poprawnie, najs∏abszy gliniany dzbanek ze êle umieszczonym uchem. Taka niedoróbka mog∏a si´ staç przyczynà nie podpisania dzie∏a. Oceniajàc akwarel´ sumarycznie wyczuwam r´k´ Wyczó∏a, ale do stuprocentowej pewnoÊci daleko... Odbiciem tych moich rozterek i próbà konkluzji zarazem niech b´dzie poni˝szy wierszyk: Mknie sztaluga w lot po szynie Akcja szybka niczym w kinie Gdy na szynach sà sztalugi Malarz nie popadnie w d∏ugi Czego goràco paƒstwu i sobie ˝ycz´

P RO S T E J E D Z E N I E - P RO S T E M Y Ś L E N I E HERBATA AYURWEDYJSKA W sklepach mo˝emy znaleêç wiele rodzajów herbat - czarnà, zielonà, owocowà czy zio∏owà. Jednak, moim zdaniem, ˝adna z nich nie ma tak rzadkich w∏aÊciwoÊci, jak herbata ayurwedyjska. Napój ten od wieków stosowany jest w ayurwedzie, nauce medycznej staro˝ytnych Indii. Spróbujcie smaku tej leczniczej i bardzo aromatycznej herbaty, szczególnie w zimny wieczór przy kominku.

Przepis: 1 ∏y˝ka goêdzików 1 ∏y˝ka kardamonu zielonego 1 ∏y˝ka imbiru (korzeƒ), ewentualnie laska cynamonu 2-3 ziarenka pieprzu Mielimy przyprawy (jeÊli to mo˝liwe) w r´cznym m∏ynku, a korzeƒ imbiru Êcieramy na tarce. Wrzucamy mieszank´ na ok. 2 litry wrzàtku i gotujemy pod przykryciem 15 minut. Podajemy z miodem i mlekiem. Od kilku lat herbaty cz´sto robi´ sama. Mieszam zio∏a suszone, przyprawy i herbaty zielone w dowolne kompozycje, jakby intuicyjnie i w ten sposób wytwarzam napój, którego nigdzie indziej nie ma. Cudownie jest podaç siedzàcemu przy stole goÊciowi herbat´ „niepowtarzalnà“, tak jak on sam. EWA KMIECIK

Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej!

ANDRZEJ ¸OJAN Foto S¸AWEK BOROWSKI

Panorama

17


Kultura

• WYDARZENIA • WYDARZENIA • WYDARZENIA • WYDARZENIA • WYDAR WORLD PRESS PHOTO 2004 W tegorocznej edycji World Press Photo wzi´∏o udzia∏ ponad 4 tysiàce fotografików ze 123. krajów. ¸àcznie przys∏ali oni na konkurs ponad 69 tysi´cy zdj´ç. To rekordowe w historii dane tego najbardziej renomowanego konkursu fotograficznego na Êwiecie. Nagrody przyznane zosta∏y w dziesi´ciu kategoriach (w siedmiu zwyci´˝yli autorzy z USA). WÊród 59 laureatów nie ma tym razem Polaków. Nie pierwszy raz miano szczególnej ikony uzyska∏o zdj´cie, przedstawiajàce zdarzenia, które wstrzàsn´∏y Êwiatem. Tytu∏ zdj´cia roku 2004 otrzyma∏a kolorowa fotografia, wykonana 28 grudnia ubieg∏ego roku przez Arko Datt´ (Indie), przedstawiajàca - tu˝ po strasznym tsunami Hindusk´ p∏aczàcà nad cz´Êciowo widocznymi zw∏okami bliskiej osoby, ofiary kataklizmu. Laureat od roku pracuje dla agencji prasowej Reuters.

OSCARY ROZDANE - GALA CLINTA EASTWOODA To - zdaniem wielu znawców kina - mia∏ byç wieczór Martina Scorsese. Wydawa∏o si´, ˝e przyszed∏ w∏aÊnie czas na jego bezapelacyjne zwyci´stwo. IloÊç nominacji, jakà otrzyma∏ jego „Aviator“, takie nadzieje podsyca∏a. JeÊli wziàç pod uwag´ relacje matematyczne to mo˝na stwierdziç, ˝e pojedynek Scorsese-Eastwood zakoƒczy∏ si´ zwyci´stwem tego pierwszego 5:4. Pi´ç Oscarów przypad∏o „Aviatorowi“, o jeden mniej filmowi „Za wszelkà cen´“. Mimo tego tegoroczna edycja nagród Amerykaƒskiej Akademii Filmowej najkrócej podsumowana jest, jako wielki triumf Clinta Eastwooda i wielka przegrana Martina Scorsese. I trudno o inne opinie, gdy weêmie si´ pod uwag´, ˝e twardziel z Hollywood zgarnà∏ Oscary w bardzo wa˝nych kategoriach (najlepszy film roku 2004, najlepszy re˝yser, najlepsza aktorka - Hilary Swank, najlepszy aktor drugoplanowy - Morgan Freeman), a jego g∏ówny konkurent - oprócz Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej (Cate Blanchett) - uznanie zdoby∏ „tylko“ za scenografi´, zdj´cia, kostiumy i monta˝. Oscar dla

KULTURA WIELKICH LICZB Chiny bez trudu mog∏yby przynajmniej w po∏owie wype∏niç „Ksi´g´ rekordów Guinnessa“. Majà te˝ szans´ stania si´ liderem w wielu dziedzinach wià˝àcych si´ z kulturà masowà. Dzi´ki liczebnoÊci Chiƒczyków „masowoÊç“ w ich wydaniu mo˝e przybieraç rzeczywiÊcie rekordowe rozmiary. A jeÊli jeszcze doda si´ do tego trwajàce w Chinach „przyspieszenie“ (chyba bardziej polityczno-gospodarcze ni˝ cywilizacyjne, ale to pierwsze pociàga za sobà drugie) i otwartoÊç Chiƒczyków na nowoczesne rozwiàzania, to nawet nie powinno dziwiç, ˝e np. w przypadajàcy na 9 lutego dzieƒ chiƒskiego Nowego Roku w jednej tylko sieci pekiƒskiej telefonii komórkowej przes∏ano ponad miliard krótkich wiadomoÊci tekstowych - g∏ównie SMS-ów z noworocznymi ˝yczeniami, a w tygodniu stanowiàcym ferie noworoczne iloÊç wys∏anych w Chinach okolicznoÊciowych SMS-ów przekroczy∏a niebotycznà granic´ 10 miliardów!

18

najlepszego aktora przypad∏ Jamiemu Foxxowi („Ray“) za wcielenie si´ w legendarnego muzyka Raya Charlesa. Swoje mi∏e chwile znów prze˝yli Hiszpanie. Za najlepszy film obcoj´zyczny cz∏onkowie Amerykaƒskiej Akademii uznali obraz „W stron´ morza“ Alejandro Amenabara. Nam przysz∏o si´ cieszyç z Oscara, jaki za muzyk´ do filmu „Marzyciel“ Marka Forstera otrzyma∏ Jan A. P. Kaczmarek. To wielki sukces twórcy poznaƒskiej „Orkiestry Ósmego Dnia“, mieszkajàcego od 16 lat

NAJLEPSZE „WESELE“ Nagrody Polskiej Akademii Filmowej „Or∏y 2005“ rozdane. A˝ szeÊç z czternastu nagród (w tym te najbardziej presti˝owe) zdoby∏o „Wesele“ Wojciecha Smarzowskiego: dla najlepszego filmu roku, najlepszego re˝ysera i scenarzysty (dwa indywidualne „Or∏y“ dla Smarzowskiego), za najlepszà pierwszoplanowà rol´ m´skà (Marian Dzi´dziel) i drugoplanowà rol´ kobiecà (Iwona Bielska) oraz za muzyk´ (Ryszard Tymon Tymaƒski). Do tego dosz∏a jeszcze nagroda publicznoÊci. Film „Mój Nikifor“ Krzysztofa Krauzego zwyci´˝y∏ w pi´ciu kategoriach: pierwszoplanowa rola kobieca (Krystyna Feldman), zdj´cia (Krzysztof Ptak), scenografia (Magdalena Dipont), monta˝ (Krzysztof Szpetmaƒski), i dêwi´k (Nikodem Wo∏k-¸aniewski). Wielkim przegranym by∏y „Pr´gi“, nominowane w dziesi´ciu kategoriach, a docenione tylko w jednej (Jan Frycz za rol´ drugoplanowà). Mo˝na te˝ chyba mówiç o kl´sce polskiej kinematografii. Szybciej ni˝ mo˝na si´ by∏o spodziewaç

Panorama


Kultura

Redaguje ANNA G¸UCH

RZENIA • WYDARZENIA • WYDARZENIA • WYDARZENIA • WYDARZENIA • w USA, majàcego ugruntowanà pozycj´ wÊród kompozytorów teatralnych i filmowych. Nie dla wszystkich by∏o niespodziankà pokonanie przez polskiego muzyka kwartetu nominowanych wybitnych kompozytorów filmowych z Johnem Williamsem na czele. Zdobywca Oscara ju˝ pracuje nad muzykà do kolejnego filmu. Warto zauwa˝yç, ˝e to dziesiàty Oscar zdobyty przez Polaka. WczeÊniej jego posiadaczami stali si´: Leopold Stokowski (1941, za muzyk´ do filmu „Fantazja“), Bronis∏aw Kaper (1953, za muzyk´ do filmu „Lili“), Zbigniew Rybczyƒski (1982, jego „Tango“ zosta∏o uznane najlepszym filmem krótkometra˝owym), Janusz Kamiƒski (1993, za zdj´cia do „Listy Schindlera“), Allan Starski i Ewa Braun (1993, za scenografi´ i dekoracje do „Listy Schindlera“), Janusz Kamiƒski (1998, za zdj´cia do filmu „Szeregowiec Ryan“), Andrzej Wajda (1999, za ca∏okszta∏t twórczoÊci) i Roman Polaƒski (2003, za re˝yseri´ „Pianisty“). Nieziszczonym na razie „marzeniem polskiej kinematografii“ pozostaje zdobycie Oscara dla najlepszego filmu nieangloj´zycznego. W tym roku „Pr´gi“ Magdaleny Piekorz przepad∏y w „eliminacjach“. W pami´ci pozostaje jednak siedem wczeÊniejszych nominacji, jakie w tej kategorii uzyskali: trzykrotnie Andrzej Wajda (1976 - „Ziemia obiecana“, 1980 - „Panny z Wilka“, 1982 - „Cz∏owiek z ˝elaza“), Roman Polaƒski (1964 - „Nó˝ w wodzie“), Jerzy Kawalerowicz (1967 - „Faraon“), Jerzy Hoffman (1975 - „Potop“), Jerzy Antczak (1977- „Noce i dnie“).

WA˚NE WYSTAWY W KATOWICACH Sporo ciekawych wystaw mo˝na zobaczyç ostatnio w katowickich muzeach i galeriach. WspominaliÊmy ju˝ na ∏amach „Panoramy“ o dwóch z nich, które w∏aÊnie teraz dotar∏y do Katowic. Pierwsza - „Leonardo da Vinci - geniusz i jego machiny“ otwarta zosta∏a w Galerii Sztuki Wspó∏czesnej BWA. Przypomnijmy tylko, ˝e mo˝na poznaç na niej ca∏e spektrum zainteresowaƒ Leonarda, to wszystko, co wysz∏o spod jego r´ki - od planów po zrekonstruowane wynalazki! Wystawa potrwa do 8 kwietnia. Natomiast druga - „Wyprawa na kraƒce Êwiata“, dokumentujàca najs∏ynniejsze ekspedycje organizowane przez Towarzystwo National Geographic, prezentowana by∏a od 18 lutego w GórnoÊlàskim Centrum Kultury. By∏y tam mi´dzy innym klasyczne ju˝ zdj´cia z odkrycia wraku Titanica, czy ruin inkaskiego Machu Picchu, ale tak˝e i te mniej znane - przebijanie si´ przez lodowiec amerykaƒskiej ∏odzi atomowej James F. Calvert, czy fotografie z pierwszej wyprawy na Mount Everest. Zdecydowanie inny charakter mia∏a prezentowana (do 27 marca) w Muzeum Âlàskim wystawa pt. „Auschwitz“. Nawiàzywa∏a ona oczywiÊcie do obchodów 60-lecia wyzwolenia KL Auschwitz - Birkenau, a pokazano na niej prace Roberta Schneidera - rysunki wykonane w´glem i szkice, które archiwizujà relikty obozu zag∏ady. Nam Polakom miejsce to jest szczególnie znane, dlatego warto zobaczyç je w troch´ innym Êwietle, w ciszy, w spokoju, oczami niemieckiego artysty. Warto by∏o te˝ zaglàdnàç do oddzia∏u Muzeum Historii Katowic w Nikiszowcu, gdzie do po∏owy marca mo˝na by∏o „wspominaç“ Zbigniewa Cybulskiego na wystawie „Aktor - Mit - Cz∏owiek - wspomnienie o Zbyszku Cybulskim“. Wcià˝ niewielu katowiczan pami´ta o tym, jak blisko z Katowicami zwiàzana by∏a ta legenda polskiego kina, nie tylko przez to, ˝e tu mieszka∏a jego najbli˝sza rodzina, ale tak˝e i on sam cz´sto odwiedza∏ to miasto oraz spoczywa tutaj do dziÊ, na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza.

ZMAR¸ ARTHUR MILLER

spe∏ni∏y si´ obawy Roberta Gliƒskiego, gdy odbierajàc „Or∏y“ za „CzeÊç Tereska“ nie chcia∏ wyobraziç sobie sytuacji, ˝e w rywalizacji o te presti˝owe nagrody Polskiej Akademii Filmowej nagród b´dzie wi´cej ni˝ wyprodukowanych filmów. Tymczasem o „Or∏y 2005“ ubiega∏o si´ zaledwie 13 obrazów - wszystkie, jakie w roku poprzedzajàcym rok wr´czania nagród (czyli w 2004 roku) wesz∏y na ekrany polskich kin. Rok temu by∏o o pi´ç filmów wi´cej. NowoÊcià by∏o przyznanie „Or∏a“ najlepszemu filmowi europejskiemu na ekranach polskich kin. Otrzyma∏a go „Dziewczyna z per∏à“ Petera Webbera - film produkcji brytyjsko-luksemburskiej. Za osiàgni´cia ˝ycia zosta∏ uhonorowany Jerzy Kawalerowicz.

W wieku 89 lat zmar∏ znakomity amerykaƒski dramaturg Arthur Miller, autor tak g∏oÊnych sztuk, jak m.in. „Âmierç komiwoja˝era“ (za ten dramat uhonorowany zosta∏ Nagrodà Pulitzera) i „Czarownice z Salem“. W latach szeÊçdziesiàtych by∏ on przewodniczàcym Mi´dzynarodowego PEN-Clubu. Dla wielu pozostaje w pami´ci tak˝e jako mà˝ s∏ynnej gwiazdy amerykaƒskiej Marylin Monroe. Ich zwiàzek po 5 latach trwania rozpad∏ si´ w 1961 roku, ale znalaz∏ swe odzwierciedlenie równie˝ w twórczoÊci pisarza. Miller by∏ autorem scenariusza do filmu „Sk∏óceni z ˝yciem“ - ostatniego, w którym zagra∏a Monroe. Histori´ ich zwiàzku przedstawi∏ w dramacie „Po upadku“. A tragicznej postaci swej ˝ony i gwiazdy amerykaƒskiego kina poÊwi´ci∏ jeszcze swà ostatnià, napisanà dwa lata temu sztuk´ „Finishing the Picture“.

Panorama

19


Muzyka bez granic

Redaguje IZA LARISZ

• NOWOÂCI P¸YTOWE •

SBB na trasie

Jacaszek/Mi∏ka Sequel Gusstaff Records 2005 To nie pierwsze spotkanie tych dwóch muzycznych osobowoÊci z jednakowo ambicjonalnym podejÊciem do Êwiata dêwi´ku. Jacaszek i Malzahn spotkali si´ wczeÊniej, przy okazji realizacji wspólnego projektu Mapa, w którym Jacaszek by∏ odpowiedzialny za produkcj´ i realizacj´ tej pierwszej solowej p∏yty Mi∏ki Malzahn. Album ukaza∏ si´ w ubieg∏ym roku nak∏adem Off Music. Kumulacja artystycznej energii Micha∏a Jacaszka, wytrawnego akustyka i celebratora mikrodêwi´ków z wysublimowanym s∏owem Mi∏ki na Sequelu brzmià szczytowo dla tego tandemu. Gama wytrawnych dêwi´ków i nieoczekiwanych zwrotów - przejÊç od elementów starej polskiej szko∏y jazzu po brzmienie pozytywki, by w koƒcu znaleêç si´ w sercu plumkajàcego procesora tworzà z Sequela elektroniczne jam session. Jest sporo trip-hopu, chilloutu i elektro jazzu, na które Êwietnie nak∏ada si´ niemal szept Mi∏ki, recytujàcej swojà poezj´ w czarno bia∏ych kolorach, g∏ównie o mi∏oÊci, jednak opowiedzianej bardziej przekornie, bez ckliwoÊci i tradycyjnego ju˝ w muzyce lamentu. P∏yta spójna, znakomicie zrealizowana i bardzo ciep∏a, w sam raz na zimowe d∏ugie wieczory i jakby stworzona na t´

por´ (premiera p∏yty przypad∏a na luty br.) To p∏yta wybitnie radiowa, majàc jednak na uwadze dramatyczny poziom stacji radiowych w tym kraju, wyglàda na to, ˝e Sequel powinien by∏ trafiç do polskiego radia jakieÊ... 15 lat temu. Miejmy nadziej´, ˝e ta instytucja w koƒcu si´ zreformuje. To znakomita p∏yta nie tylko dlatego, ˝e zrealizowa∏o jà dwoje Êwietnych artystów, równie˝, a raczej przede wszystkim dlatego, ˝e wczeÊniej ˝aden z polskich muzycznych duetów nie wyda∏ tak ciekawego i eksperymentalnego projektu w polskiej elektronice - dotàd zazdroÊnie kierowaliÊmy g∏owy w stron´ zachodnich sàsiadów, wystarczy wspomnieç choçby Donn´ Regin´ czy To Rococo Rot - ale to ju˝ przesz∏oÊç.

Kim jest Mi∏ka Malzahn? Ur. si´ w 1971 roku w Bia∏owie˝y, ukoƒczy∏a filozofi´ na UMK w Toruniu, w którym mieszka. Poetka, wokalistka, autorka tekstów i opowiadaƒ (debiut „FA.art“ w 1997 r., dramaty: „Baronowa Póêna Jesieƒ“, „Muzycy i Fotografowie Majà Inaczej“ nagrodzone w konkursie dramatycznym „My -na progu XX wieku“, w∏aÊnie wyda∏a nowà ksià˝k´ „Królowa Rabarbaru“), jest tak˝e DJ-kà, w zesz∏ym roku ukaza∏a si´ jej solowa p∏yta Mapa, którà zainteresowa∏ si´ Grzegorz Ciechowski; jego nag∏a Êmierç przerwa∏a wspó∏prac´ z Mi∏kà, byç mo˝e jednà z wa˝niejszych w polskiej muzyce. Poezja Êpiewana w jej wykonaniu to nowatorskie po∏àczenie s∏owa ze wspó∏czesnà elektronikà zmieniajàce spojrzenie na Êpiewanà poezj´, dotàd uto˝samianà z p∏aczliwymi imprezami w stylu Przeglàd Piosenki Aktorskiej. Mistrzyni elektroniki Êpiewanej. Kim jest Micha∏ Jacaszek? Od 1997 roku realizuje swój muzyczny eksperyment ∏àczàc dêwi´k z poezjà, poczàtkowo recytowanà przez kolegów poetów w studenckim radiu Sfera w Toruniu. Z tego okresu pochodzà p∏yty Waldemar Êlefarski i Wiersze zmieszane 1996-99 oraz Rocznik dêwi´kowy. W tym samym czasie Jacaszek zmierzy∏ si´ z nowatorskà formu∏à, uwieƒczonà na debiutanckim albumie Lo-Fi Stories, wydanym w 2004 r przez Gusstaff Rec. ∏àczàcà ch∏odnà elektronik´, brzmienia niemal informatyczne z samplami starych polskich s∏uchowisk bajkowych na winylach. Jacaszek sta∏ si´ autorem rozpoznawalnego stylu, baÊniowego mikroÊwiata skàpanego w aurze elektronicznego teatru wyobraêni. Sam nagrywa wi´kszoÊç instrumentów (gitara, skrzypce, perkusja, gramofonowe skrecze) i poddaje je obróbce elektronicznej. Otwar∏ nowà przestrzeƒ we wspó∏czesnej polskiej elektronice stajàc si´ jednoczeÊnie jej awangardowym pionierem.

20

• NEWS • NEWS • N

Panorama

Grupa, która na sta∏e wpisa∏a si´ w kanon polskiej muzyki rockowej, wraca z wielkim animuszem. Wzrost zainteresowania twórczoÊcià zespo∏u jest spowodowany wydaniem 22-p∏ytowego boxu ANTHOLOGY 1974 - 2004 zawierajàcego wszystkie p∏yty grupy i wydawnictwa koncertowego DVD „Follow My Dream“. Józef Skrzek oraz Antymos Apostolis zaprosili do kooperacji Paula Wertico, perkusist´ z Chicago, który by∏ wieloletnim wspó∏pracownikiem Patha Metheny’ego. Entuzjastyczne przyj´cie ostatnich wydawnictw zespo∏u przypiecz´towa∏o decy-

Pokolenie Awangardy

Generation Avantgarde 2005 to nazwa trasy, która b´dzie mia∏a miejsce na prze∏omie marca i kwietnia. Wystàpi na niej katowicki StrommossHeld, który niedawno gra∏ w naszym kraju u boku Samaela oraz Psychotropic Transcendental. Podczas koncertów wyÊwietlane b´dà

• LIVE • LIVE • LIVE • L MEGA CLUB - 02.03.2005 r. Czytelnicy angielskiego Terrorizera (jednego z najs∏ynniejszych magazynów poÊwi´conych muzyce metalowej) uznali trójmiejski Behemoth za lepszy zespó∏ koncertowy ni˝ s∏ynna Metallica! Koncert w Mega pokaza∏, ˝e to nie przesada. Przed bestià na ma∏ej scenie Mega zagra∏y dwa inne zespo∏y z mistycznej rodziny: ∏ódzki Pandemonium i sosnowiecki Frontside. Pandemonium to ju˝ zdecydowanie nie ten sam zespó∏ co dekad´ temu. Nowe eksperymentalne oblicze grupy nie przemawia za bardzo do mnie. Lider zespo∏u Paul i spó∏ka sà zbyt zapatrzeni w Samuela. Zresztà, ogolony na ∏yso Paul nawet z wyglàdu przypomina Vorpha. S∏uchajàc najnowszego albumu The Zonei czu∏em znu˝enie i podobnie reagowa∏o moje cia∏o na koncercie. Sporo dêwi´ków by∏o puszczanych z sampli, a grupie na


Muzyka bez granic

Redaguje SABINA B¸A˚Y¡SKA

NEWS • NEWS • NEWS • NEWS • NEWS • NEWS • NEWS • NEWS • zj´ o nagraniu nowej p∏yty New Century oraz o wielkiej Êwiatowej trasie koncertowej. Warto te˝ dodaç, i˝ produkcjà p∏yty zainteresowany jest s∏ynny Mack, wspó∏twórca sukcesów grupy Queen. Jak mówi Józef Skrzek, teraz zespó∏ dociera do naprawd´ du˝ego grona odbiorców, na koncerty przychodzà ca∏e pokolenia, dzi´ki czemu SBB zdobywa nowych fanów. Ponadto wróci∏a magia towarzyszàca koncertom grupy w jej najlepszych artystycznie czasach, a na scenie tworzà muzyk´ b´dàcà po∏àczeniem trzech wybitnych indywidualnoÊci. To jest nowe, trzecie wcielenie zespo∏u na poczàtku XXI wieku. Trasa koncertowa grupy zaczyna si´ 3 czerwca w Budapeszcie. Na koncertach, oprócz znanych utworów z dawnych p∏yt, znajdà si´ kompozycje zespo∏u przeznaczone na nowy album grupy, który uka˝e si´ 26 wrzeÊnia 2005 nak∏adem Metal Mind Productions. Pierwsza cz´Êç trasy, która odb´dzie si´ w czerwcu obejmie Polsk´, W´gry, Czechy i Austri´, a w paêdzierniku/listopadzie planowane sà koncerty SBB w Niemczech, Holandii, Francji, Szwecji, Kanadzie, USA i Japonii. na ekranach intrygujàce ruchome obrazy autorstwa VJ Comankh’a. Trasa rozpocznie si´ 24 marca w ¸odzi, a zakoƒczy 16 kwietnia we Wroc∏awiu. 9 kwietnia zespo∏y wystàpià w Bielsku Bia∏ej, a 5 dni póêniej w katowickim Mega Clubie. W Katowicach supportowaç ich b´dzie Darzamat i Massemord. Lokalny Darzamat wystàpi∏ niedawno na Metalmanii, a w maju zagra na 14 edycji Wave Gotik Treffen, jednego z najwi´kszych festiwali gotycko metalowych w Europie. Impreza tradycyjnie odb´dzie si´ w Lipsku, w dniach od 12 do 16 maja. Poza Darzamat, wystàpià mi´dzy innymi: Atrocity, Tiamat, Tristania, Das Ich, Die Krupps, Darkwell, Beseech, Flowing Tears, Mortiis.

Nightwish nagrodzony Jak ju˝ wspominaliÊmy Nightwish wystàpi 29 maja na Stadionie Âlàskim przed Iron Maiden. Tymczasem zespó∏ nadal Êwi´ci triumfy. Niedawno zosta∏ wyró˝niony zarówno przez fiƒski przemys∏ muzyczny, jak i brytyjski magazyn Terrorizer. Podczas ceremonii wr´czenia nagród EmmaGaala (nagrody fiƒskiego przemys∏u muzycznego - odpowiednik Grammy) grupa by∏a bezkonkurencyjna. Rozdanie nagród mia∏o miejsce w Helsinkach, a Nightwish odebra∏ statuetki a˝ w 5 kategoriach: metalowy album roku (Once), najlepiej sprzedajàcy si´ p∏yta, zespó∏ roku, export-Emma, oraz najlepszy zespó∏ Finlandii (g∏osowanie publicznoÊci). Równie˝ w podsumowaniu roku 2004 wg czytelników brytyjskiego Terrorizer, jednego z najwa˝niejszych europejskich magazynów, Nightwish zebra∏ zas∏u˝one laury. Zarówno

w kategorii „najlepszy zespó∏“ oraz „najlepszy zespó∏ koncertowy“ Nightwish zajà∏ drugà pozycj´! Z kolei w kategorii „p∏yta roku“ album Once by∏ trzeci. Równie˝ w podsumowaniach indywidualnych Nightwish nie mia∏ wielu równych sobie. Tarja Turunen zaj´∏a pierwsze miejsce w kategorii „najlepszy wokalista/wokalistka“ a klawiszowiec Tuomas Holopainen trzecie miejsce w kategorii „najlepszy muzyk“.

LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • LIVE • trasie towarzyszy∏a osoba obs∏ugujàca ma∏y zestaw perkusyjny. ¸odzianie nastawili si´ na promocj´ najnowszego albumu, dlatego te˝ starsi fani zespo∏u byli rozczarowani. Du˝e o˝ywienie wniós∏ Frontside. Jeden z nielicznych przedstawicieli metalcore’a w Polsce wie co znaczy energetyczna muzyka. Nowy wokalista Auman nie jest tak charyzmatyczny jak pot´˝ny Astek, ale na pewno jest lepszym Êpiewakiem. Dlatego te˝ obok growlingu, czy krzyków u˝ywa czystego Êpiewu. Ostatnia p∏yta sosnowiczan- Zmierzch Bogów - to jedno z najlepszych wydawnictw metalowych poprzedniego roku w Polsce. Set by∏ g∏ównie oparty na tym w∏aÊnie albumie. Gdaƒski Behemoth po koncertach w Ameryce Pó∏nocnej i Po∏udniowej oraz Europie, wreszcie znalaz∏ troch´ czasu na tras´ po Polsce. Widzia∏em Behemotha w akcji ju˝ po raz kolejny i by∏ to zdecydowanie ich najlepszy koncert. Nag∏oÊnienie w Mega Clubie nie jest najlepsze, ale nawet to nie przeszkadza∏o muzykom i zachowujàcym si´ bardzo energicznie fanom zespo∏u. W ciàgu godzinnego koncertu trwa∏a wzajemna

wymiana energii pomi´dzy kwartetem, a blisko szeÊciuset fanami ÊciÊni´tymi w Mega. W taki amok potrafi z naszych krajowych bandów wprowadziç tylko Vader, ale przecie˝ Behemoth to ju˝ Êwiatowa klasa. Ich progress i dà˝enie do perfekcji naprawd´ budzi podziw. Co wa˝ne Nergal nigdy nie wstydzi∏ si´ swojej przesz∏oÊci. Dlatego te˝ „From the Pagan Vastlands“ to nadal koncertowy szlagier. Z najnowszego albumu us∏yszeç mo˝na by∏o utwór tytu∏owy „Conquer All“, „Slaves Shall Serve“, czy „Sculpting The Throne Ov Seth“. Poza tym znakomicie zosta∏y odegrane z pe∏nà pasjà: „Antichristian Phenomenon“, „Christian To The Lions“, „Decade Of Therion“, „Chant For Eschaton 2000“, „Here And Beyond“, „As Above So Below“. Wszystkich równie˝ zadziwia∏ perkusista Interno, który ju˝ dawno przez niektórych zosta∏ uznany za maszyn´. Tak szybko i dok∏adnie potrafi graç niewielu pa∏kerów na Êwiecie. Mimo tego, ˝e zbli˝a∏a si´ pó∏noc fani nie mieli zamiaru opuszczaç Mega. Po odegraniu bisów zm´czeni muzycy niestety zeszli ze sceny.

Panorama

21


Moje 2/3

Za chlebem

Z kanonu lektur szkolnych zapewne wykreÊlono nowelk´ Henryka Sienkiewicza „Za chlebem“ jako opowiadanie archaiczne. Zresztà trudno obecnie przywo∏ywaç kanon szkolny, skoro tylko do nauki historii dopuszczono kilka podr´czników, a prawie ka˝dy nauczyciel ma jeszcze swoje do powiedzenia. Mo˝e i dobrze, dzi´ki temu unikamy edukacyjnego zglajszachtowania. A mo˝e êle... Nie mnie o tym rozstrzygaç, chocia˝ z egzaminu z pedagogiki otrzyma∏em ocen´ bardzo dobrà, lecz wy∏àcznie dlatego, ˝e egzaminator wpisa∏ mi do indeksu omy∏kowo stopieƒ nale˝ny koledze (wyrzuca∏ z siebie formu∏ki z podr´cznika z szybkoÊcià karabinu maszynowego). „Za chlebem“ by∏o w szkolnych lekturach w czasach PRL-u zapewne mniej z racji walorów literackich a bardziej przes∏anek ideologicznych, majàcych udowodniç jak bardzo post´powy jest panujàcy ustrój, dajàcy ka˝demu prac´ w ojczyênie, co zresztà nie by∏o tylko ideologià ale i rzeczywistoÊcià. Co prawda, prawie ka˝dy na owà prac´ narzeka∏, przyrównujàc zarobki do tych na Zachodzie. W latach 70. do mitycznej Ameryki zacz´li wyje˝d˝aç najpierw górale z Podhala, nast´pnie mieszkaƒcy innych regionów. Kilka miesi´cy sp´dzonych w Chicago czy innym Nowym Jorku na remontowaniu lub sprzàtaniu domów pozwala∏o cz´sto zaoszcz´dziç dutki, które nad Wis∏à przeistacza∏y si´ w prawdziwà fortun´. Rzadko mówi∏o si´ o kosztach pozamaterialnych, gdy˝ te przyçmiewa∏a nowo wybudowana cha∏upa, nabyty w Pewexie, bàdê sprowadzony z zagranicy po∏yskujàcy metalikiem samochód. W latach 90. przez kilka tygodni przebywa∏em w „Wietrznym MieÊcie“. Przelicznik dolara do z∏otówki nie by∏ ju˝ tak korzystny. Aby si´ dorobiç trzeba by∏o dwóch, trzech, wi´cej lat. Pozna∏em wielu, którzy mieszkali na Jackowie dziewi´ç i wi´cej wiosen. W Polsce pozosta∏y rodziny budujàce, rozbudowujàce obejÊcia, dorastajàce dzieci, a wi´c i coraz to wi´ksze potrzeby. Chcieli i nie chcieli wracaç. Nabywali amerykaƒskich zachowaƒ, co nie znaczy, ˝e stawali si´ Amerykanami. ˚yli, kontaktowali si´ miedzy sobà. Zjawiskiem powszechnym by∏y tzw. chicagowskie ma∏˝eƒstwa ludzi pozostajàcych w innych zwiàzkach w kraju, powszechna by∏a nostalgia, zagubienie, „zabicie“ mi∏oÊci do starego kraju, tego co si´ w nim zostawi∏o. Bo˝kiem stawa∏ si´ „kesz“, manifestacyjny udzia∏ w polskich nabo˝eƒstwach w koÊciele na Jackowie, oskar˝anie „komuny“ która do tego doprowadzi∏a. Opolszczyzna wed∏ug badaƒ socjologicznych jest regionem, w którym wyst´puje najwy˝szy poziom zadowolenia mieszkaƒców. ˚yje si´ tu lepiej ni˝ na plasujàcym si´ na drugim miejscu Mazowszu, gdzie poziom ˝ycia wyznacza Warszawa. Mieszkaƒcy Opolszczyzny sà najlepiej wyposa˝eni w takie dobra jak samochody, lodówki, wysokiej klasy sprz´t Hi-Fi. A jednoczeÊnie wraz z transformacjà upad∏y wielkie gospodarstwa rolne, PGR-y, Spó∏dzielnie. Upad∏o wiele zak∏adów przemys∏o-

wych. Podobnie jak w pozosta∏ych cz´Êciach Polski Opolszczyzna przypomina „krajobraz po bitwie“, wi´c dlaczego jest tak dobrze, inaczej ni˝ gdzie indziej? Odpowiedê jest niezwykle prosta. Kilkadziesiàt tysi´cy mieszkaƒców województwa to tzw. autochtoni, majàcy prawo do niemieckiego paszportu i pracujàcy w Niemczech, Danii, Norwegii. Tych kilkadziesiàt tysi´cy (g∏ównie m´˝czyzn) stanowi o standardzie ˝ycia w regionie. Stanowi te˝ o trudnych jeszcze do zdefiniowania przemianach ÊwiadomoÊciowych i obyczajowych. Opolszczyzna niegdyÊ by∏a regionem o najni˝szym procencie rozwodów, najmniejszych problemach spo∏ecznych i patologiach. Wynika∏o to z tradycyjnego, doÊç konserwatywnego wychowania, które przejmowali równie˝ ci, którzy tutaj osiedli w czasie wielkiej powojennej w´drówki. Wyje˝d˝ajàcy do pracy zwykle w ciàgu ca∏ego roku, miesiàc góra pó∏tora przebywajà z rodzinà. Wi´kszoÊç z nich stanowià wprawdzie ludzie m∏odzi, ale sporo z nich ma ju˝ rodziny. Z przeprowadzonych przez Instytut Opolski badaƒ wynika, ˝e w ka˝dej klasie szkolnej znajduje si´ przynajmniej jedno dziecko, którego ojciec pracuje zagranicà. Wyró˝nia si´ statusem materialnym - jest lepiej, modniej ubrane, w domu ma sprz´t komputerowy najnowszej generacji, najcz´Êciej dodatkowo pobiera lekcje j´zyka obcego, aby póêniej równie˝ wyjechaç. Z badaƒ wynika tak˝e, ˝e od 1997 roku - od kiedy wyjazdy zarobkowe przybra∏y sta∏y charakter post´puje rozbicie rodzin. Ów syndrom zwiàzany z zagranicznà migracjà zarobkowà, dostrzegany wyraênie w tym regionie, z racji wstàpienia do Unii, otwarcia wielu paƒstw na poszukujàcych prac´ stanie si´ wkrótce problemem ogólnopolskim. Nikt tego nie dostrzega, lub nie chce dostrzec. Politycy wr´cz przeÊcigajà si´ w og∏aszaniu radosnych wieÊci o kolejnych paƒstwach dopuszczajàcych obcych do swojego rynku pracy. Je˝eli w przypadku osób m∏odych stanowi to szans´ na poznanie Êwiata i cz´sto gwarancj´ pracy, to w przypadku ludzi z pewnym baga˝em ˝yciowym, rodzinà to decyzja, której konsekwencje trudno ogarnàç, a ju˝ w ˝aden sposób nie sà w stanie uczyniç tego politycy. Migracja zarobkowa XXI wieku ma odmienny charakter od tej z XIX czy poczàtków XX stulecia. Ale nigdy nie b´dzie czymÊ przynoszàcym splendor paƒstwu, którego obywatele muszà je opuszczaç. Przy niezale˝nie jak dekretowanej, werbalizowanej jednoÊci i solidarnoÊci paƒstw i narodów, zawsze pozostaje poczucie wyobcowania, odmiennoÊci. Z badaƒ przeprowadzonych na Opolszczyênie wynika, ˝e wi´kszoÊç ma∏˝onków z przyczyn ekonomicznych ˝yjàcych w roz∏àce jest przekonana, ˝e wzmacnia ona ich uczucia. Nie dostrzega ginàcych emocji, mi∏oÊci, wzajemnej fascynacji. Ale czy takie wartoÊci sà istotne w kapitalizmie, zw∏aszcza w tak gównianym z jakim mamy do czynienia w III RP? ¸UKASZ WYRZYKOWSKI

Ukazuje si´ od 16 maja 1954 r. TYGODNIK ILUSTROWANY gospodarka, polityka, spo∏eczeƒstwo

Redaktor naczelny ¸UKASZ WYRZYKOWSKI tel. (0 32) 256 17 78 Zast´pca redaktora naczelnego MARIOLA SEREDIN Dyrektor Przedstawicielstwa w Warszawie JACEK KUCHARSKI tel. (0 508) 238 826 Stale wspó∏pracujà: Wies∏aw ADAMIK, Sabina B¸A˚Y¡SKA, S∏awomir BOROWSKI, Zygmunt BRONIAREK, Henryk CZARNIK, Monika KANIOWSKA, Anna G¸UCH, Janusz KO˚USZNIK, Izabela LARISZ, Andrzej ¸OJAN, Jerzy PITERA, Grzegorz P¸ONKA, Wojciech SZCZAWI¡SKI, Edmund WOJNAROWSKI Katarzyna WYKA Adres redakcji: „Panorama”, ul. Brzoskwiniowa 32 43-190 Miko∏ów Adres do korespondencji: „Panorama”, 40-900 Katowice 2 skr. pocztowa 335 Wydawca:

43-190 Miko∏ów, ul. Brzoskwiniowa 32 DTP: AGENCJA REKLAMOWA Micha∏ Seredin 43-190 Miko∏ów, ul. Brzoskwiniowa 32 Kolporta˝: „Ruch” SA w Warszawie OKDP ul. Jana Kazimierza 31/33 00-958 Warszawa REDAKCJA NIE ODPOWIADA ZA TREÂå OG¸OSZE¡, NIE ZWRACA MATERIA¸ÓW NIE ZAMÓWIONYCH, ZASTRZEGA SOBIE PRAWO DO SKRACANIA TEKSTÓW I ZMIANY TYTU¸ÓW.

NUMER ZAMKNI¢TO 2 IV 2005 r.

e-mail: tygodnik.panorama @ neostrada.pl www.tygodnikpanorama.neostrada.pl


Nasz goÊç JANUSZ RADEK

Czuję się piosenkarzem i muzykiem Otrzyma∏eÊ Z∏otà P∏yt´ za „Królowà Nocy“, obecnie wyda∏eÊ nowà p∏yt´, dobrze odebranà, „Serwus madonna“. Co by∏o inspiracjà do powstania kolejnego krà˝ka? - P∏yta „Serwus madonna“ to mój wybór piosenek z „Piwnicy pod Baranami“, które wybra∏em pod ró˝nymi wzgl´dami, przede wszystkim pod wzgl´dem muzycznym. Czuj´ si´ piosenkarzem i muzykiem. Zachwyci∏a mnie pewna tradycja melodyki, charakterystyka piwnicznych kompozytorów i nie tylko. Teksty: Juliana Tuwima, Krzysztofa Kamila Baczyƒskiego, Wies∏awa Dymnego. KiedyÊ te teksty w „Piwnicy“ Êpiewa∏a kobieta. „Grande valse brillante“, „Skrzypek Hercowicz“ czy „Sur le point d’Avignon“, to piosenki, które opowiadajà o wspólnej kobiecej i m´skiej wra˝liwoÊci, oprócz tego ubarwione sà moimi zabawami wokalnymi, skatami, które stosuj´ na tej p∏ycie. Przygotowuj´ ju˝ nowà p∏yt´, sk∏adajàcà si´ z trzydziestu piosenek. Cz´Êç z nich sam napisa∏em, cz´Êç Robert Kasprzycki. Pod wzgl´dem rozpi´toÊci muzycznych znajdzie si´ tam wiele stylistyk i moich fascynacji. W jakiej mierze czujesz si´ zwiàzany z „Piwnicà pod Baranami“ i co urzek∏o Ci´ w tradycji tego miejsca? - Nie nale˝´ do zespo∏u „Piwnicy pod Baranami“, ale je˝eli ktoÊ chocia˝ raz tam wystàpi∏, jest artystà tej sceny. Identyfikuj´ si´ z wieloma tradycjami i pewnà kulturà scenicznà Piwnicy, z pewnà jej stylistykà i charakterem „nieinwazyjnego“ pod-

chodzenia do muzyki i tekstu. Staramy si´ tworzyç takà sztuk´ i w∏asnà wypowiedê, która jest interesujàca dla nas i grona ludzi podobnie myÊlàcych, która przez swojà rzetelnoÊç jest bardzo popularna, ale nie topowa. Gdzie mo˝na s∏uchaç Twoich recitali? - Du˝o koncertuj´ z zespo∏em w kraju. Ostatnio w Teatrze Rozrywki w Chorzowie na „Spotkaniu z piosenkà i recitalem“ Êpiewa∏em „Anio∏a Zgody“ i „Anio∏a Przebaczenia“. Najcz´Êciej koncertujemy w teatrach, filharmoniach. Czuj´ dobre emocje p∏ynàce od publicznoÊci w miejscach, w których Êpiewam. Raz jesteÊmy na ˝ywo w Sopocie, w Gdyni, innym razem w studio telewizyjnym. Wystàpi∏em w programie sylwestrowym w TVP 1, w programie Manna i Materny. ZaÊpiewa∏em piosenk´ Andrzeja Zauchy pt. „Bàdê moim natchnieniem“. W tym programie wystàpi∏ tak˝e Matt Bianco. W Moskwie koncertowa∏em na scenie zakorzenionej w wodewilowej tradycji, scenie teatru muzycznego. Zresztà w Moskwie teatrów muzycznych jest dwadzieÊcia. Majà olbrzymi Teatr Satyry i w nim odbywa si´ wielki festiwal. Koncertuj´, równie˝ w Niemczech, gdzie tamtejsza publicznoÊç wspaniale czuje kabaretowà tradycj´, która w „Królowej nocy“ jest obecna. Koncerty by∏y dobrze przyjmowane w Norymberdze i we Frankfurcie. Wkrótce wyruszamy na koncert do Chorwacji. Chcia∏bym nagraç z orkiestrà du˝y koncert, w którym by∏bym g∏ównà gwiazdà. Czy w show biznesie jest miejsce na przyjaêƒ? - MyÊl´, ˝e najpi´kniejsze sà przyjaênie szkolne. MieliÊmy kabaret w liceum. W trudnych czasach ludzie cieszyli si´ tym, ˝e si´ spotykali. To by∏ ten p´d do spotykania si´ i bycia ze sobà. Oprócz sytuacji typowych dla wieku dojrzewania, sporo rozmawialiÊmy, dyskutowaliÊmy ze sobà. Mam przyjació∏ we Wroc∏awiu, z którymi pracowa∏em

przy „Ânie nocy letniej“ - Cezary Studniak, Piotr i Pawe∏ Kamiƒscy. Niejednokrotnie chc´ koledze czy kole˝ance pogratulowaç wyst´pu, ale dziwnie si´ wtedy czuj´, nie wiem jak zostanie to odebrane, to nasza przypad∏oÊç narodowa. Po wyst´pie w Sopocie odebra∏em telefon od Micha∏a Bajora, który pogratulowa∏ mi wyst´pu. Przyznam, ˝e by∏o to bardzo mi∏e, ale przyjació∏ w tej bran˝y nie mam wielu. Istnieje wiele osób, które podziwiam za wytrwa∏oÊç i zaanga˝owanie w pracy. Na przyk∏ad bardzo ceni´ scenografi´ i rysunki Sebastiana Kudasa. W zwiàzku z licznymi koncertami, chyba masz ma∏o czasu dla rodziny. - Staramy si´ z ˝onà dzieliç obowiàzkami. ˚ona wykonuje zawód s´dziego. Ma zupe∏nie inny profil pracy i funkcjonuje w innym otoczeniu. RzeczywiÊcie, kiedy jestem w trasie koncertowej, nie da si´ wszystkiego powiedzieç przez telefon, jak równie˝ nie da si´ wszystkiego przekazaç w ciàgu chwili, kiedy jestem w domu. Zuzia, nasza córka, ma prawie szeÊç lat i jest dzieckiem o niebywa∏ej ˝ywotnoÊci. Ostatnio by∏a lekko przezi´biona, kiedy poszed∏em z nià do lekarza, nikt nie wierzy∏, ˝e dziecko które jest aktywne i nad wyraz ruchliwe jest przezi´bione. Jest uzdolniona muzycznie. Od trzeciego roku ˝ycia Êpiewa w rytmie, trzyma podzia∏y. Jak sp´dzasz Êwi´ta? - W tradycyjny sposób. W domu. Pod mój dom, który niedawno zbudowa∏em pod Krakowem, podchodzà rano sarny. Choç wymaga on jeszcze wykoƒczenia, to w nim ju˝ sp´dzamy Êwi´ta. Rozmawia∏a: MONIKA KANIOWSKA Fot. p∏yty: RAFA¸ MASLOW



Tygodnik Panorama 2005_09/10