Studia dla nas!
Studia dla nas! Studenci i doktoranci o zmianie metod i celu kształcenia ISBN 978-83-931991-2-9 Publikacja powstała w ramach zadania zleconego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Konfrontacje 2011 – Jak mają wyglądać twoje studia?” Wydawca Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom” Redakcja Dominika Rafalska Projekt okładki Marcin Frontczak Layout Marcin Frontczak Skład Anna Paź Adiustacja Anna Książkowska Opracowanie materiałów Zespół FPS Zdjęcia Jan Goliński, archiwum autorów, Łukasz Brzozowski /sxc Copyright © Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom”, Warszawa 2011 Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część ani całość tej publikacji nie może być bez pisemnej zgody wydawcy reprodukowana, użyta w innej publikacji ani przechowywana w jakiejkolwiek bazie danych. Wydanie pierwsze W publikacji wykorzystano prace zgłoszone na konkurs „Konfrontacje 2011” (na podstawie § 2 pkt 2 regulaminu konkursu). Skróty pochodzą od redakcji. Opinie autorów odnoszą się do stanu prawnego z października 2011 roku.
Strona projektu www.konfrontacje.edu.pl
spis treści
Dominika Rafalska Słowo wstępne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Bartłomiej Banaszak Student w centrum, czyli dobre europejskie wzorce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Dominika Kita Mądrze pomagać i sprawiedliwie nagradzać, czyli jak nie zgubić talentów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Jacek Lewicki Wyzwania i szanse, czyli wyjście naprzeciw doktorantom . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27 Robert Pawłowski Obywatel idzie na studia, czyli czwarta misja uczelni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 37 Tomasz Lewiński Nowe rejestry, jawne raporty i prostsze opłaty, czyli droga ku przejrzystości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49 Daniel Kontowski Wkuwanie przemija, myślenie zostaje . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 57 Katarzyna Bednarska Studia (nie) dla wszystkich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63 Łukasz Maźnica Płatne znaczy lepsze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 69 Adam Trawiński Ku rewolucji w szkolnictwie wyższym . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 73 Kamila Kamińska Kim właściwie jest pedagog? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 79 Paweł Jakubowski Przetrwać chude lata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83 Weronika Piernik Zakuć, zdać, zapomnieć . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 87
Słowo wstępne
6
Problemy szkolnictwa wyższego są od lat przedmiotem debat i sporów. W dyskusji tej najsłabiej jednak słyszalny jest głos najbardziej zainteresowanych – studentów i innych przedstawicieli środowiska akademickiego. Tym ważniejsze wydają się zatem inicjatywy takie jak przeprowadzone z po wodzeniem już po raz drugi „Konfrontacje” – konkurs Funduszu Pomocy Stu dentom organizowany na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jego celem jest wymiana poglądów na temat sytuacji polskich uczelni i wyzwań, jakie przed nimi stoją. W tym roku, w świetle zmiany ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, opinie studentów i doktorantów miały szczególne znaczenie. Niniejsza publikacja jest pokłosiem tegorocznej edycji konkursu. W pierwszej części książki zaprezentowano pięć artykułów inicjujących wymianę poglądów w ramach „Konfrontacji”. Ich tematyka jest zróżnicowana, jednak wspólnym mianownikiem są pozytywne strony ostatnich zmian w szkolnictwie wyższym. Zdaniem autorów należą do nich między innymi: swoboda uczelni w kreowaniu kierunków studiów, mechanizmy sprawdzania jakości kształcenia i kwalifikacji absolwentów, lepsze adresowanie pomocy stypendialnej, większa przejrzystość działań uczelni, dalsze upodmiotowienie studentów i doktorantów. Czy jednak opisane wyżej zmiany wystarczą, aby uzdrowić polskie szkol nictwo wyższe? Odpowiedź jest oczywista – nie. Jak wiele jest jeszcze problemów do rozwiązania i jak wielu z nich nie rozwiąże nawet najlepsza ustawa? Jak długą drogę muszą przebyć polskie uniwersytety, aby dorównać europejskiej czołówce? To pytania, na które próbowali znaleźć odpowiedzi uczestnicy tegorocznych „Konfrontacji”. Skala opisywanych przez nich problemów i liczba zgłaszanych postulatów jest ogromna. Artykuły mają różną formę – niektóre przypominają publicystyczne analizy, inne utrzymane są raczej w duchu „listów do redakcji” czy luźnych refleksji. Wszystkie zawierają, często opisywane na podstawie własn ych doświadczeń, oczekiwania, które powinny zostać uwzględnione w toczącejsię debacie na temat szkolnictwa wyższego. Do najważniejszych trzeba zaliczyć: inter dyscyplinarność kształcenia; zmianę zasad finansowania studiów; zmodyfiko wanie planów zajęć na wielu kierunkach; większy nacisk na praktykę… Wybrane artykuły uczestników konkursu zaprezentowano w drugiej części książki. Także i te postulaty z pewnością nie wyczerpują listy niezbędnych zmian. Być może jednak mogłyby być pierwszym, niewielkim krokiem na drodze ku realizacji hasła, które znajduje się w tytule tej książki – „Studia dla nas!”. — Dominika Rafalska
Student w centrum, czyli dobre europejskie wzorce
Bartłomiej Banaszak
9
student w centrum, czyli dobre europejskie wzorce
W marcu 2011 roku w polskim Sejmie powiało wreszcie europejską świeżością. Zakończono wówczas prace nad nowelizacją ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym. Wprowadzono wiele rozwiązań, które – nierzadko w rewolucyjny sposób – wypierają zaściankowe elementy polskiego szkolnictwa. Należy jednakmieć świadomość, że to dopiero połowa sukcesu. Kolejny krok należy do uczelni, które uzyskały większą autonomię, ale jednocześnie ponoszą większą odpowiedzialność za jakość prowadzonych studiów. „Te osoby o poważanych zamiarach, ale źle pokierowane, które się zmusza, by ładowały sobie do głowy na termin egzaminacyjny dwa tuziny przedmio tów i które mają za dużo do roboty, żeby sobie móc pozwolić na myślenie czy dociekanie,które żarłocznie połykają na wiarę całe dyscypliny naukowe, rozumo wania dowodowe wbijają sobie w pamięć i które aż zbyt często, jako można by się spodziewać, gdy okres ich kształcenia dobiegł końca, wyrzucają z niesmakiem przez okno wszystko, czego się nauczyły, nie zyskawszy nic przez swoje palpitacje i mozoły, wyjąwszy może nawyk pilności”. Tak o studentach świeckich uniwersy tetów wyraził się kardynał Henry Newman, który w 1852 roku wygłosił serię wykładów na temat wizji nowego uniwersytetu katolickiego w Dublinie. Wiele jego poglądów nie znalazłoby w obecnych czasach zwolenników. Jednak krytyka systemu nauczania, w którym liczą się treści kształcenia, a nie kompetencje, wydaje się wciąż aktualna. Nie treść, lecz efekt Ponad 150 lat później kwestia kształcenia na poziomie wyższym – które jest procesem zbyt hermetycznym, sztywnym, abstrahującym od efektów, mierzonym liczbą książek do wykucia na pamięć i tytułami wykładowców – została podnie siona na forum europejskim. Receptą na zdiagnozowane problemy stał się proces boloński. Jest to przede wszystkim zbiór priorytetów, którymi powinni kierować się ministrowie oraz cała społeczność akademicka w kształtowaniu efektu końco wego reform, czyli europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego. Rzeczony obszar został powołany w marcu 2010 roku i obejmuje obecnie 47 krajów, od Islandii po Cypr i od Portugalii po Kazachstan. Jego powstanie nie oznacza oczywiście odtrąbienia sukcesu polegającego na osiągnięciu wszystkich celów procesu. Wręcz przeciwnie – oznacza większe polityczne zobowiązanie do tego, by standardy bolońskie rzetelnie wprowadzać na krajowym podwórku.
bartłomiej banaszak
10
W ramach procesu przedstawiono wiele idei, które stały się tematami przewodnimi reform szkolnictwa wyższego przeprowadzanych w państwach europejskich.Kluczowym hasłem jest dziś „kształcenie zorientowane na studenta” niosące zmianę filozofii podejścia do procesu kształcenia, w którego centrum ma być student i to, co on z tego procesu tak naprawdę wynosi. Jest to zupełne zaprzeczenie wciąż obecnego myślenia o kształceniu, zgodnie z którym ważne są treści i to co nauczyciel do nich wniesie. Drugim ogromnie ważnym tematem jest kulturajakości kształcenia, która dzięki procesowi bolońskiemu rozprzestrzenia się bardzo szybko na terenie całego europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego. Na poziomie europejskim stworzone zostały standardy i instytucje, w państwach zaś powstają agencje akredytacyjne, a uczelnie tworzą wewnętrzne systemy zapewniania jakości kształcenia. Trzeba też wspomnieć o działaniach w ramach Unii Europejskiej, m.in. o stra‑ tegii lizbońskiej, dzięki której w 2006 roku narodziła się agenda modernizacji uniwersytetów, a rok wcześniej powstał pomysł stworzenia instrumentu do po równywania kwalifikacji w całym procesie edukacji, tzw. ram kwalifikacji dla uczenia się przez całe życie. Pierwszą próbę dostosowania polskiego szkolnictwa wyższego do standar dów europejskich przeprowadzono w 2005 roku, podczas prac nad ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym. Wówczas nie mówiło się jeszcze o kształceniu zoriento wanym na studenta, a jedynie o konkretnych ideach: studiów dwustopniowych, uznawalności wykształcenia, jakości kształcenia czy mobilności. Skończyło się na „systemie bolońskim na niby”, czyli mechanicznym podziale dotychczaso wych studiów pięcioletnich na dwie części. Równocześnie ugruntowano anachro nicznereguły organizacji studiów, jednolite dla wszystkich standardy kształcenia i centralną listę kierunków studiów. Poza nielicznymi przypadkami studiów międzywydziałowych student mający zróżnicowane zainteresowania, który miał pomysł na swoją przyszłość, musiał sobie dobierać drugi kierunek studiów. Ukryta opcja europejska Nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym umożliwiła zastosowanie drastycznej terapii, której potrzebowały polskie uczelnie. Terapia była bez wątpienia inspiro wana tendencjami obecnymi w Europie, prawidłowo tym razem rozumianymi założeniami procesu bolońskiego, raportami organizacji międzynarodowych oraz agendą modernizacyjną Komisji Europejskiej. Europa dała nam receptę: zmieńcie filozofię samego kształcenia. W jego centrum postawcie studenta, a kluczowym aspektem kształcenia niech będą efekty
11
student w centrum, czyli dobre europejskie wzorce
przez niego osiągane. Ich uzyskiwanie trzeba weryfikować, a zdobyte kwalifikacje muszą dać się porównywać w skali europejskiej. W tym zakresie nowelizacja wprowadza niżej wymienione zmiany. 1. Oparcie programów studiów na efektach kształcenia. Programy studiów powinny uwzględniać, po pierwsze, zakładane efekty kształcenia, po drugie, opis procesu kształcenia prowadzącego do uzyskania tych efektów z punktami ECTS przypisanymi do poszczególnych modułów, a po trzecie, sposób weryfikacji efektów. Ustawa jest w tym miejscu bezlitosna dla tych, którzy ponownie chcieli wprowadzać zmiany na niby, zamieniając w programach studiów zwrot „student przeczyta” na „student wie, co jest w danej książce”. Zmusza do refleksji nad tym, jakie efekty student osiągnie – nie tylko w zakresie wiedzy, ale także umiejętności i postaw – oraz jak je osiągnie. 2. Wzorcowe efekty kształcenia. Zamiast centralnej listy kierunków studiów pojawiają się opisy efektów kształcenia – do wykorzystania przez te jednostki, których nie stać na wymyślenie autorskiego programu studiów. 3. Wprowadzenie ram kwalifikacji. Jednostki uczelni, które mają upraw nienia do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego, będą mogły samodzielnie budować programy studiów, których efekty muszą być po prostu zgodne z ogólnymi ramami kwalifikacji ustanowionymi dla ośmiu obszarów wiedzy. Ta dowolność jest też dostępna dla każdej innej jednostki, jednakże stwo rzony przez nią program musi uzyskać akceptację Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. 4. Efekty kształcenia faktycznym elementem oceny jakości. Dotychczas jednostka, która prowadziła studia na niskim poziomie, ale nazbierała odpowiednią liczbę nauczycieli akademickich, była w zasadzie kryta. Teraz Polska Komisja Akredytacyjna (PKA) będzie mogła wydać opinię negatywną, nawet w sytuacji gdy minima kadrowe zostały spełnione. Zmiany te zdejmują z uczelni proceduralny kaganiec, który blokował je w tworzeniu autorskich, unikalnych czy interdyscyplinarnych studiów. Student nie będzie musiał wybierać dwóch kierunków, by zrealizować swoje pasje. Cała ta żenująca dyskusja o odpłatności za drugi kierunek studiów, w którą dały się wciągnąć media, ostatecznie straciła sens. Uczelnie mają wreszcie instrument, by dostosowywać programy studiów do dynamicznie zmieniającej się rzeczy wistości. Jest to też system, który nakłada na uczelnie bardzo dużą odpowiedzialność za jakość kształcenia. Wprowadzenie dyplomów uczelnianych w miejsce dyplo mów państwowych spowoduje, że kluczowa na rynku edukacyjnym będzie jakość studiów, a nie dyplom z godłem państwowym.
bartłomiej banaszak
12
Po pierwsze, jakość W 2005 roku w ramach procesu bolońskiego stworzone zostały „Standardy i wskazówki dotyczące zapewnienia jakości kształcenia w europejskim obszarze szkolnictwa wyższego”, które zdefiniowano dla trzech poziomów: wewnętrznego systemu zapewniania jakości, zewnętrznej oceny jakości oraz działalność agencji akredytacyjnych. Jedną z fundamentalnych zasad w procesie zapewniania jakości jest przejrzystość. Praktyka europejskich instytucji jest jednoznaczna – publikuje się wszystko: raport samooceny, raport z oceny agencji, a także uwagi agencji do raportu końco wego. Przykładem może być chociażby ewaluacja samej PKA przeprowadzona przez międzynarodowy zespół oceniający, która była warunkiem wstępnym ubie gania się o członkostwo w europejskich instytucjach zrzeszających dobrzefunk cjonujące instytucje akredytacyjne. PKA musiała umieścić wszystkie dokumenty dotyczące całego procesu ewaluacji w swojej witrynie. W niektórych państwach, m.in. w Norwegii, publikuje się też uczelniane raporty samooceny. Bo zgodnie z europejskimi standardami „należy publikować raporty, które powinny być zrozumiałe i przystępne dla docelowych odbiorców. Czytelnik powinien mieć możliwość łatwego wyszukania wszelkich zawartych w nich decyzji, pozytywnych opinii bądź zaleceń”. Tak więc krok pierwszy to publikowanie raportów w ogóle, krok drugi zaś to dostosowanie ich do potrzeb odbiorców. Nowe podejście do kształcenia czyni studenta partnerem w procesie decyzyj nym w szkolnictwie wyższym oraz w procesie zapewniania jakości kształcenia. W tym drugim aspekcie istotna jest ewaluacja programów studiów prowadzona wśród studentów. Jest to obecnie kwestia bezdyskusyjna na poziomie europejskim, ponieważ aby ocenić obiektywnie jakość kształcenia, niezbędna jest perspektywa osoby uczącej się i przyszłego absolwenta. Temu służą ankiety studenckie, które powszechnie są przeprowadzane w większości europejskich systemów szkolnic twa wyższego, ale też, co istotne, ich wyniki są używane do poprawiania jakości. W Polsce historia ankiet studenckich rozpoczęła się już w momencie przygoto wywania ustawy z 2005 roku. Pojawił się wtedy dość luźny przepis, który naka zywał po prostu przeprowadzanie ankiet. Uczelnie to oczywiście wykorzystały i wprowadziły ten przepis po swojemu, czyli na niby. Dlatego ankiety studenckie w Polsce nie mają dobrej prasy. Studenci zazwyczaj postrzegają je jako coś fasado wego, co nie ma przełożenia na faktyczne decyzje uczelni. Po nowelizacji stało się jasne, że bez wewnętrznego systemu zapewniania jakości kształcenia uczelnia nie może prowadzić studiów według nowych reguł. Ten system musi w dużym stopniu opierać się na ankietach studenckich. Teraz ankiety mają być przeprowadzane po
13
student w centrum, czyli dobre europejskie wzorce
każdych zajęciach, mają mieć wpływ na końcową ocenę nauczycieli akademickich. Co więcej, mogą stanowić podstawę do zwolnienia nauczyciela, który na przykład permanentnie nie przygotowuje się do prowadzonych przez siebie zajęć. Europejskie inspiracje Ważnym novum jest wprowadzenie przepisu dotyczącego uznawalności dyplo mów wydawanych w krajach Unii Europejskiej, EFTA i OECD. Działa on jedno znacznie na korzyść mobilności długookresowej, w ramach której osoby po studiach za granicą przyjeżdżają lub wracają do Polski, by kontynuować studia bądź też by dzięki uznanemu dyplomowi móc rozpocząć karierę naukową. Europejskimi inspiracjami można też tłumaczyć wprowadzenie monitoringu losów absolwentów, co jest dobrowolną praktyką w dobrze funkcjonujących syste machszkolnictwa wyższego, a w Polsce jest bardzo rzadko stosowane. Ta niechęć do prowadzenia monitoringu wynika głównie z braku zainteresowania uczelni losami absolwentów oraz typowym polskim: „bo się nie da”. Doświadczenia kilku państw europejskich, m.in. Niemiec, Wielkiej Brytanii, Finlandii czy Austrii, wskazują na to, że jak najbardziej się da, a wyniki monitoringu bardzo się uczel niom przydają. Ustawa ogranicza wieloetatowość, która wydaje się jeszcze większą patologią, gdyweźmie się pod uwagę wzorce zachodnie. Praktyka wśród krajów OECD jest taka, że przy zatrudnieniu na pełnym etacie pracownik może podjąć pracę na innej uczelni w wymiarze maksymalnie 0,2 etatu. Dwa scenariusze Ustawa to krok naprzód, jeśli chodzi o naprawę systemu kształcenia na polskich uczelniach. Dotychczasowe doświadczenia związane z funkcjonowaniemrodzi mego systemu szkolnictwa wyższego wskazują jednak, że najczęściej wprowa dzaniu zmian towarzyszy bylejakość, a często z premedytacją narzucana fasa dowość polegająca na pseudozmianach tak naprawdę niczego nowego niewpro wadzających, czego sztandarowym przykładem jest sposób wprowad zenia w Polsce studiów trójstopniowych i punktacji ECTS. Jednocześnie przekonanie środowiska do konieczności zmian dotyczących procesu kształcenia pozwala z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przy szłość. Oprócz prac nad nowelizacją toczą się wzmożone dyskusje nad strategią rozwoju szkolnictwa wyższego. Tak więc wśród głównych interesariuszy nie ma przeświadczenia, że to „nareszcie koniec”.
bartłomiej banaszak
14
Chyba tylko idealiści wierzą, że nowe przepisy błyskawicznie zrewolucjoni zują polskie uczelnie. Celem powinno być raczej dążenie do tego, by system jak najszybciej się dotarł. Biorąc pod uwagę złe doświadczenia z przeszłości, a także pozytywne refleksje wynikające z obserwacji obecnych tendencji, scenariusze mogą być naprawdę różne. Oto zarys dwóch scenariuszy, według których szkolnictwo wyższe może się rozwijać przez najbliższe lata.
■ Czarny scenariusz – Polskie uczelnie solidarnie dokonały nie lada wyczynu. Programy studiów zo stały dostosowane do nowych założeń przy użyciu karkołomnych lingwistycznych zabiegów w taki sposób, aby w rzeczywistości nic się nie zmieniło. Najważniejsza jest wciąż wiedza ładowana bezrefleksyjnie do głowy, natomiast kształtowanie umiejętności i postaw to fikcja. Polska Komisja Akredytacyjna niestety nie karze za to szkół, bo w skład zespołów oceniających wchodzą osoby, które same nic u siebie na uczelni nie zmieniły – w ten sposób fikcja uprawiana przez większość uczelni staje się akceptowaną regułą. – Uczelnie używają wzorcowych efektów kształcenia jako gotowych szablo nów, które można dostosować do dawnych standardów kształcenia dla kierun kówz listycentralnej. Studia pod nazwą „zarządzanie” nadal oferuje jedna trzecia polskich uczelni, a inwencję w tworzeniu nowatorskich programów studiów wykazują te same jednostki, które jeszcze przed 2011 rokiem potrafiły pokonać formalne utrudnienia i stworzyć kierunki unikatowe. Co gorsza, część jednostek, które wcześniej wprowadziły studia dwustopniowe 3+2, teraz dąży do przywrócenia jednolitych studiów pięcioletnich. – Z procesu oceny jakości kształcenia usunięte zostają te elementy, które są nie wygodne w obliczu konieczności ujawniania raportów końcowych, m.in. analiza wewnętrznych regulacji dotyczących np. wzorów umów student – uczelniaczy regulaminów pomocy materialnej. – Ocena jakości dalej opiera się głównie na liczeniu profesorów, bo eksperci wciąż nie pojęli, czym mają być efekty kształcenia czy też wewnętrzne systemy zapewniania jakości. Ocena instytucjonalna polega na tym, że na wizytację wy działu jedzie kilkanaście osób – tych samych, które w starym systemie pojecha łyby z osobna na poszczególne kierunki. – Część uczelni nie radzi sobie z ankietami w formie elektronicznej, co skutkuje bardzo niską zwrotnością. Ankiety wypełniają głównie sfrustrowani studenci, co kompromituje całe przedsięwzięcie, a uczelnie się cieszą, bo mają argument, by nie brać ich wyników pod uwagę.
15
student w centrum, czyli dobre europejskie wzorce
– Władze dziekańskie uporczywie odmawiają uznania określonych efektów kształcenia zdobytych przez studenta na zajęciach o innej nazwie niż preferowana bądź na bazie innej książki. • Biały scenariusz – Powstają nowe programy studiów, w tym wiele interdyscyplinarnych, a studenci odczuwają istotną różnicę dzięki poprawie jakości zajęć oraz większej dowolności w wyborze przedmiotów. W tym wyborze pomagają studentom dzia łający w ramach dziekanatu i biur karier doradcy, którzy pojawiają się dzięki wymianie dobrych praktyk między uczelniami. Uczelnie stosują zasady konku rencji przy obsadzie kadrowej poszczególnych przedmiotów. Absolwentom jest dużo łatwiej poruszać się na wymagającym rynku pracy. – Z rynku znikają uczelnie, których dyplom jest niewiele wart, bo nie stanowi przepustki do dalszej kariery. – Studenci są coraz bardziej odpowiedzialni przy wybieraniu ścieżki eduka cyjnej. Nie muszą już studiować na dwóch kierunkach, aby samodzielnie kształ tować programy studiów, bo mogą łączyć zróżnicowane moduły w ramach jed negoprogramu. – Uczelnie biorą sobie do serca przepis mówiący o uwzględnianiu wyników ankiet w procesie zapewniania jakości. Studenci chętnie je wypełniają, ponieważ widzą, że wyniki, do których zresztą każdy ma dostęp, przekładają się na kon kretnezmiany na uczelni. Ponadto uczelnie garściami czerpią z europejskich mo deliwewnętrznych systemów jakości, dzięki czemu rodzime systemy zaczynają po prostu działać i służą stałemu podnoszeniu poziomu studiów. – PKA staje się bardzo popularnym źródłem informacji dla maturzystów i studentów. Prowadzi regularny dialog ze środowiskiem, by polepszyć jakość i atrakcyjność swoich raportów. Za pięć lat znajdziemy się w rzeczywistości, która będzie zawierała zapewne ele menty obu scenariuszy. Wierzę, że system kształcenia będzie bardziej zgodny z tym białym. Nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym oparta jest na solid nych priorytetach, pod którymi podpisali się ministrowie szkolnictwa wyższego z 47 krajów biorących udział w procesie bolońskim. Teraz pałeczka jest w rękach uczelni, a także takich instytucji jak Polska Komisja Akredytacyjna, Parlament Studentów RP, Krajowa Reprezentacja Dokto rantów czy Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Aby podtrzymać ten pozytywny kierunek zmian, trzeba iść za ciosem.
16
Bartłomiej Banaszak przewodniczący Parlamentu Studentów RP w latach 2009-2010, członek Komitetu Wykonawczego Europejskiej Unii Studentów w latach 2007-2008, od 2008 roku między narodowy ekspert ds. jakości kształcenia
Mądrze pomagać i sprawiedliwie nagradzać, czyli jak nie zgubić talentów
Dominika Kita
19
mądrze pomagać i sprawiedliwie nagradzać... Czy przekształcenia państwowego systemu stypendialnego zmierzają we właściwym kierunku? Czy zlikwidowanie stypendium naukowego i wprowadzenie stypendium rektora jest dobrym rozwiązaniem?
W Polsce studiują blisko 2 miliony osób, czyli ponad połowa obywateli w wieku studenckim. Jeszcze 20 lat temu na studia decydowało się pięć razy mniej osób niż obecnie. Boom edukacyjny i związany z nim lawinowy wzrost liczby studentów przełożyły się na obniżenie przeciętnego poziomu wiedzy i zdolności, jakie posiadają kandydaci na studentów. Implikuje to kilka innych zjawisk, które dziś z niepokojem obserwujemy. Pierwszym z nich jest radykalny spadek jakości kształcenia, który był trudny do uniknięcia w obliczu umasowienia studiów. Ogromny popyt na dyplomy ukończenia szkoły wyższej pozwolił tworzyć i przez lata utrzymywać wiele byle jakich studiów. W świadomości pracodawców pojawiło się przekonanie, że podczas rekrutacji nowych kadr tytuł magistra jest wymaganiem minimum, natomiast o przyjęciu do pracy decydują rzeczywiste kwalifikacje i umiejętności. Nastąpił spadek zaufa nia do uczelni wyższych, a ich dyplomy straciły prestiż. Równocześnie z tymi zjawiskami status społeczny bardzo mocno uzależnił się nie tylko od poziomu wykształcenia, ale również jego rodzaju. W tej sytuacji bardzo ważny stał się system wspierania młodych ludzi w dostępie do edukacji. Środowisko, w jakim wychowuje się młody człowiek, i to, jak wyglądała jego ścieżka kształcenia, są bowiem ściśle uzależnione od zasobności portfela rodziców. Droga pomiędzy pierwszym dniem w szkole podstawowej a pierwszym dniem w murach uczelni na pewno nie przebiega w świecie równych szans. Tymczasem talenty kryją się wszędzie – również pod strzechą, tam gdzie dzieciaki mogą zapomnieć o komputerach czy pomocach naukowych, a pojęcie książki ogranicza się do podręcznika szkolnego. Jak zatem stworzyć system, który łowiłby najzdolniejszą polską młodzież? Dla kogo pomoc publiczna? System wspierania młodych ludzi w dostępie do kształcenia na poziomie wyższym składa się z wielu elementów – począwszy od pomocy finansowanej z budżetu państwa, a na prawie sprzyjającym aktywności firm i organizacji pozarządowych w tym zakresie skończywszy.
dominika kita
20
Należy oczekiwać przejrzystej polityki dystrybuowania świadczeń, sprawnego systemu informacji, regularnego badania efektów prowadzonych działań. Najlepiej, gdyby te wszystkie działania wpisywały się w politykę budowania nowo czesnego kapitału społecznego i współgrały ze sobą jak w dobrze naoliwionej maszynie. Skupiając się na mechanizmie dystrybuowania środków finansowych z budżetu państwa, sięgnijmy do źródeł. W art. 70 pkt 4 Konstytucji RP czytamy: „Władze publiczne zapewniają obywatelom powszechny i równy dostęp do wy kształcenia. W tym celu tworzą i wspierają systemy indywidualnej pomocy fi nansowej i organizacyjnej dla uczniów i studentów”. Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym w artykułach dotyczących systemu stypendialnego stara się wypełnić konstytucyjną delegację. Do niedawna mieliśmy do czynienia z rozbudowanym mechanizmem dystrybuowania środków publicznych „z powodu trudnej sytuacji materialnej”, „na jedzenie”, „na mieszkanie” oraz „za oceny”. Wspólną cechą wszystkich świadczeń było ich rozdrobnienie, nieprzemyślane kryteria i tworze nie złych przyzwyczajeń u beneficjentów. Nasuwa się skojarzenie z kolejką przed ośrodkiem pomocy społecznej, w której każdy czeka na swój bon zakupowy, „bo mu się należy”. W mniejszym stopniu państwo kładło nacisk na motywowanie wybitnie zdolnych studentów. Definicja sobie, a praktyka sobie Według słownikowej definicji „stypendium” to okresowa pomoc finansowa z funduszy państwowych, społecznych lub prywatnych, adresowana głównie do stu dentów, uczniów, pracowników nauki i artystów. Z punktu widzenia prawa mamy do czynienia z jednostronnym świadczeniem okresowym, głównie pieniężnym, na rzecz konkretnej osoby. Intencje, jakimi należy się kierować, przyznając tego typu świadczenia, są oczy wiste – likwidowanie barier finansowych w dostępie do nauki oraz umożliwianie najzdolniejszym rozwoju naukowego, sportowego i artystycznego. Fundatorem stypendium może być państwo, organizacja pozarządowa, samorząd terytorialny, osoba fizyczna, firma lub organizacja ponadnarodowa (np. fundusze strukturalne UE). Dlaczego więc publiczna dyskusja o stypendiach często skupia się wyłącz nie na tych finansowanych z budżetu państwa? Odpowiedź jest prosta. Spośród wszystkich funduszy stypendialnych funkcjonujących na rynku edukacyjnym w naszym kraju Fundusz Pomocy Materialnej dla Studentów i Doktorantów
21
mądrze pomagać i sprawiedliwie nagradzać...
(FPM) tworzony ze środków publicznych jest największy. O jego nieszczelności słyszy się bardzo często, podkreślają to dziennikarze, potwierdza to również raport rzecznika praw studenta. Ponad 1,5 miliarda złotych z FPM przepompowywanych jest przez rozmaite struktury tworzone przez 460 mniejszych i większych uczelni. Struktury tworzą setki niekompatybilnych regulaminów stypendialnych zawierających trudną do oszacowania liczbę definicji „biedy”, „wypadku losowego”, „wyników w nauce”. Końcowym efektem działania tej machiny biurokratycznej jest powszechna nierówność w dostępie do pomocy publicznej. Na przykład dwóch braci studiu jących w tym samym mieście, a nawet na tej samej uczelni, po przedłożeniu identycznych dokumentów otrzymuje zupełnie różne świadczenia socjalne. Czy można wyobrazić sobie mechanizm bardziej niedoskonały? Zadania dla państwa Za środki publiczne świata się nie zbawi. System stypendialny nie może ograni czać się do przeznaczania przez państwo jakichkolwiek sum na wspieranie szans edukacyjnych. Budżet niestety ma swoje dno, a ucieczką przed niezadowoleniem studen tów jest skrycie się za regułą „nieważne ile, byle każdemu po równo”. Łatwiej jest przecież stworzyć świadczenie oparte na jednym mierzalnym kryterium, np. dochodzie, niż szukać mechanizmu oceny zdolności, osiągnięć i potencjału, jaki drzemie w człowieku. Łatwiej poskromić krytykę, dając stypendium naukowe w wysokości 30 złotych miesięcznie większości studentów, trudniej wytłumaczyć, że powinna je otrzymywać ograniczona liczba beneficjentów, ale w wysokości na prawdę motywującej do dalszej pracy. Funkcjonujące do niedawna stypendia socjalne, na wyżywienie oraz mieszkaniowe były niczym innym jak trzema zapomogami przyznawanymi na ten sam okres na podstawie tych samych kryteriów, a każde w wysokości bardziej przypominającej kieszonkowe niż rzeczywiste wsparcie. Stypendium naukowe, którego rolą było motywowanie do osiągania wysokich wyników w nauce, sprowadzało się do płacenia studentom za to, że wypełniają należycie wynikające z regulaminu obowiązki. Stypendia specjalne dla osób niepełnosprawnych, przyznawane na każdym kierunku bez limitu, z jednej strony wspierały młodzież mającą problemy ze zdro wiem, z drugiej były źródłem patologii – rekordzista rozpoczął (i nie ukończył) 16 kierunków studiów i na każdym zgodnie z prawem pobierał stypendium.
dominika kita
22
Autorzy poprzedniej wersji Prawa o szkolnictwie wyższym nie zadali sobie trudu, żeby odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań: – Dlaczego państwo, które finansuje studia, ma jednocześnie płacić studentom za to, że się dobrze uczą? – Jak najlepiej zdefiniować konstytucyjną delegację do zapewnienia powszech nego i równego dostępu do edukacji poprzez indywidualne systemy pomocy fi nansowej? – Jaką autonomię w rozdzielaniu stypendiów powinny mieć uczelnie, a jaką funkcję mają w tym zakresie pełnić samorządy studentów? – Kto najlepiej zna potrzeby studentów i czy w ogóle kiedykolwiek te potrzeby diagnozowano? – Co sprawia, że każdego roku tysiące maturzystów opuszczają nasz kraj w poszukiwaniu wymarzonego miejsca do studiowania? Rozdawać, pomagać czy nagradzać? Pewną szansą na zmianę zasad dystrybucji stypendiów budżetowych była noweli zacja ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym z lutego 2011 roku. Skupiono się jed nak głównie na uszczelnieniu tego mechanizmu, który funkcjonuje od lat. Większych emocji nie wzbudziły zmiany w części socjalnej FPM – zlikwi dowano „potrójne” socjalne i możliwość wypłacania stypendium dla niepełno sprawnych z wielu źródeł. Kontrowersje wywołały natomiast nowe rozwiązania dotyczące motywacyj nej roli Funduszu. Choć moim zdaniem powstały dzięki nim warunki do zapo biegania bezmyślnemu rozdawaniu państwowych pieniędzy, na ile to możliwe bez zmiany samego modelu. Porównywanie wyłącznie ocen nie było najlepszym sposobem mierzenia osiągnięć, zdolności, nawet tego, co umieją studenci. Czy zatemkonkretne osiągnięcia naukowe, sportowe i artystyczne okażą się bardziej miarodajne? Dotychczasowe stypendium naukowe zastąpiono stypendium rektora dla najlepszych studentów. Początkowo mogło się wydawać, że jest to tylko nowa nazwa dla starego świadczenia. Tymczasem zmieniają się nie tylko kryteria jego przy znawania, ale także sposób ubiegania się o to świadczenie. Osiągnięcia sportowe, artystyczne i naukowe zostały umieszczone na tym samym poziomie w hierar chii ważności. Tylko od uczelni zależy, jak będą wyceniane. Szczegółowe zasady stosowania tych kryteriów ma ustalać rektor w porozumieniu z samorządem studenckim. Stwarza to bardzo dużą szansę na wypracowanie w danej jednostce
23
mądrze pomagać i sprawiedliwie nagradzać...
mechanizmu obiektywnie i kompleksowo oceniającego osiągnięcia. Jestem jednak sceptyczna i nie chce mi się wierzyć w to, że uczelniana biurokracja pozwoli na stworzenie zasad, przez które będzie miała więcej pracy. Zastosowanie wszystkich istotnych kryteriów oraz rzetelne ich weryfikowanie wiąże się bowiem z większym nakładem pracy przy weryfikacji wniosków. Już teraz wiele uczelni zapowiada, że głównym kryterium pozostanie średnia ocen, a pozostałe, na zasadzie zła koniecznego, będą traktowane zdawkowo. To zrozumiałe, że wolimy to, do czego od lat jesteśmy przyzwyczajeni, a każda zmiana, która wymaga od nas dodatkowego wysiłku, wzbudza protest. Dlatego stypendium rektora jest i zapewne będzie krytykowane, dopóki się do niego nie przyzwyczaimy, dopóki uczelnie nie zaczną wykorzystywać szans, które stwa rza im prawo, dopóki studenci nie zaczną wkładać więcej wysiłku w sprostanie nowym kryteriom, bo zrozumieją, że to im się opłaca. Najlepsi z najlepszych, czyli doktorzy bez magisterium Jak wspomniałam, słowo „stypendium” zatraciło już dawno swoje znaczenie. Tym terminem określa się obecnie niemal wszystkie świadczenia dla młodzieży, które – przynajmniej w założeniu – mają wyrównywać szanse. W zasadzie tylko zapomoga losowa się nie załapała (chociaż pewnie stypendium losowe ładniej by brzmiało). Natomiast jedynym, które cały czas jest uznawane za prestiżowe, pozo staje stypendium ministra. Dzięki niemu ponad tysiąc najzdolniejszych studen tów rocznie otrzymuje 13 tysięcy złotych w nagrodę za swoje dotychczasowe osiągnięcia naukowe. To modelowy przykład tego, jak nagradzać najzdolniejszą młodzież, stosując zdywersyfikowane kryteria ilościowe i jakościowe. Zaletą tego świadczenia są ujednolicone w skali kraju kryteria pozwalające na indywidualne nagradzanie studentów bez względu na to, gdzie studiują. O przyznanie stypendium ministra student może się ubiegać nie wcześniej niż po zaliczeniu pierwszego roku studiów, co dyskryminuje osoby dopiero wstę pujące na ścieżkę edukacji na poziomie wyższym. Mimo to wydaje się, że jako jedna z form wspierania i motywowania stypendium ministra właściwie spełnia swoją funkcję nagrody za już osiągnięte wyniki. Ostatnia nowelizacja PSW obok dotychczasowego stworzyła nowy rodzaj wsparcia dla najzdolniejszych studentów, tzw. Diamentowy Grant. Każdego roku szansę na jego otrzymanie będzie miało sto osób – wybitnie uzdolnieni absolwenci studiów licencjackich i inżynierskich oraz studenci, którzy ukończą trzeci
dominika kita
24
rok jednolitych studiów magisterskich, otrzymają w drodze konkursu specjalne środki na swoje badania naukowe. System wspierający młodych naukowców ma jeszcze jedną ważną zaletę – będą oni mogli wejść na ścieżkę prowadzącą do uzyskania doktoratu bez konieczności zdobycia tytułu magistra. Czas na system komplementarny Rekomendacji dotyczących poprawy systemu pomocy materialnej jest wiele. Jeżeli podejmiemy wysiłek zdefiniowania na nowo najważniejszych celów, jakie ma spełniać system, konieczne jest zbudowanie go od nowa. W perspektywie krótkofalowej należy jednak zadbać o wykorzystanie możli wości, jakie daje zmienione Prawo o szkolnictwie wyższym, zwłaszcza w zakre sie stosowania kryteriów przyznawania stypendium rektora. Rzetelna ocena wniosków nie może przegrać z niechęcią i nieudolnością administracji uczelnia nej – i to jest zadanie samorządów studenckich na dziś. Wszystkie kryteria (wyniki w nauce, osiągnięcia naukowe, sportowe i artystyczne) powinny być traktowane łącznie i na ich podstawie należy tworzyć rankingi najlepszych studentów na danym kierunku. Pewnym rozwiązaniem jest zastosowanie punktacji za poszcze gólne osiągnięcia i jednoczesne określenie, jaki maksymalny procent ogólnej ocenymoże stanowić dane kryterium. W dalszej perspektywie należy odejść od obecnych zasad dystrybuowania środków publicznych na pomoc materialną i stworzyć nowy, komplementarnie zaspokajający potrzeby system, z jednej strony pozwalający wyrównywać szanse w dostępie do edukacji, a z drugiej strony posiadający charakter motywacyjny. Należy rozważyć możliwość wprowadzenia jednego świadczenia uwzględ niającego zarówno sytuację materialną beneficjenta, jak i jego wyniki w nauce. Zmianie musi również ulec sposób aplikowania, tak aby kandydat na studia mógł uzyskiwać promesę stypendialną, zanim zdecyduje się na naukę w konkretnej szkole wyższej. Należy śmiało zadać pytanie: czy obecny sposób dystrybuowania środków poprzez decyzje komisji stypendialnych jest dobry? Czy jesteśmy w stanie zrezy gnować z przywileju udziału studentów w komisjach stypendialnych na rzecz in stytucji wyspecjalizowanych? Czy za 30 milionów złotych, które dziś potencjalnie przeznacza się na obsługę FPM, możliwe jest zorganizowanie sprawnej, niezależnej instytucji zajmującej się wyłącznie dystrybuowaniem środków Funduszu? Do stworzenia sita, które wyłowi ze społeczeństwa najzdolniejszą młodzież i pomoże jej się rozwijać, potrzebna jest odwaga w odchodzeniu od dotych
czasowego modelu i zdefiniowanie na nowo priorytetów, jakie państwo powinno realizować w ramach konstytucyjnej dyspozycji w tym zakresie. Zmiany, które w tym roku nastąpiły, są niewątpliwie krokiem do przodu. Jeśli jednak nie chcemy zgubić talentów, powinniśmy przede wszystkim zastanawiać się, gdzie chcemy iść, i w przyszłości mieć odwagę zmienić kierunek.
26
Dominika Kita od 2010 roku przewodnicząca Parlamentu Studentów RP, członek prezydium Polskiej Komisji Akredytacyjnej, studentka Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach
Wyzwania i szanse, czyli wyjście naprzeciw doktorantom
Jacek Lewicki
29
wyzwania i szanse, czyli wyjście naprzeciw doktorantom Od dawna podnoszona jest kwestia statusu doktorantów w ramach społeczności akademickiej. Zmiany ustawowe z lat 2010-2011 rozwiały kilka istotnychwątpliwości.
Skutki umasowienia studiów dotknęły także doktorantów. W 1991 roku blisko 2,7 tysiąca uczestników studiów doktoranckich miało szansę na prawdę poświęcić się działalności naukowej. W 2010 roku 35,6 tysiąca osób idących ich śladem nie mogło już liczyć na taki komfort. Wzrostowi liczby doktorantów towarzyszyły problemy z określeniem ich sta tusu. Na poszczególnych uczelniach – ze względu na lakoniczne regulacje prawne – było z tym różnie. W niektórych jednostkach o znaczącej liczbie studentów dok toranci stanowią istotne uzupełnienie braków w kadrze dydaktycznej, jednakgdy dochodzi do podziału środków na badania, są traktowani jak studenci trzeciego stopnia, a nie jak młodzi naukowcy. Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym z 2005 roku umożliwiła doktorantom organizowanie się w formule samorządu oraz przyznała im prawo posiadania reprezentacji w organach kolegialnych uczelni, ale wprost nie zagwarantowała środków na prowadzenie badań. Co więcej, nie obejmowała doktorantów w insty tutach naukowych (przede wszystkim Polskiej Akademii Nauk). Reformy nauki i szkolnictwa wyższego z lat 2010-2011 stały się szansą na zmianę niekorzystnych tendencji w kształceniu przyszłych doktorów i poprawę ich sytuacji. Na drodze do stopnia Dyskusje na temat wprowadzonej reformy studiów skupiają się na nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym sfinalizowanej w 2011 roku, co jest natu ralne, biorąc pod uwagę liczbę zainteresowanych nią bezpośrednio osób, czyli wykładowców, studentów i maturzystów. Nie można jednak zapominać, że równo cześnie zmiany dotknęły Ustawę o stopniach i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki, a rok wcześniej wszedł w życie pakiet ustaw reformujących naukę. Zatem podjęcie próby oceny sytuacji, w jakiej znaleźli się doktoranci, wymaga odniesienia się do nowych regulacji w tych wszystkich obszarach. Wydaje się, że problematykę studiów doktoranckich należałoby zacząć omawiać niejako od końca, czyli od celu, któremu studia doktoranckie mają służyć. A zgodnie z nowym brzmieniem Prawa o szkolnictwie wyższym studia
jacek lewicki
30
doktoranckie kończą się uzyskaniem kwalifikacji trzeciego stopnia, zdefiniowanych jako uzyskanie stopnia naukowego doktora. A skoro stopień doktora był, jest i ma być nadal stopniem naukowym, to siłą rzeczy kształcenie na tym poziomie musi różnić się od kształcenia magi strów. Co do „naukowości” doktoratu wydaje się bowiem panować powszechna zgoda. Nawet zwolennicy wprowadzenia tzw. doktoratów zawodowych swoją propozycję uzasadniają podniesieniem jakości prac doktorskich o charakterze badawczym, wnoszących nowe odkrycia do nauki; prace przedstawiające orygi nalne rozwiązania problemów praktycznych, np. innowacyjne zastosowanie znanych już technologii itp., oceniane byłyby pod innym kątem (np. M. Molasy, P. Pachuta, Dwa doktoraty – czego się boimy, „Forum Akademickie”, 4/2009). Na razie reforma nie wprowadziła jednak różnych typów doktoratu, choć katalog dopuszczonych form samej rozprawy został poszerzony. Znowelizowana w 2011 roku Ustawa o stopniach i tytule naukowym określa, iż rozprawę doktorską – obok książki, pracy projektowej, konstrukcyjnej lub artystycznej – stanowić może spójny tematycznie zbiór rozdziałów w opublikowanych książkach lub artykułów w określonych czasopismach naukowych. Bez względu na formę rozprawa musi stanowić samodzielne i oryginalne rozwiązanie proble mu badawczego (lub być oryginalnym dziełem artystycznym), przygotowane pod opieką promotora, którego może wspierać promotor pomocniczy. Wprowadzenie promotora pomocniczego, który nie musi być samodzielnym pracownikiem nauki,należy uznać za bardzo dobre rozwiązanie, gdyż doktoranci aktywni w zespołach badawczych bardzo często współpracują na co dzień przede wszystkim z adiunktami, których pomoc w prowadzeniu badań bywa kluczowa. Usankcjonowanie takiego wsparcia ma też istotne znaczenie dla samych promotorów pomocniczych, zwłaszcza jeżeli mają zaawansowane postępy w habilitacji. Na pewno bardzo istotnym zapisem jest dopuszczenie pisania doktoratu w języku obcym. Co prawda doktoraty np. po angielsku powstają w Polsce od lat, niemniej przez cały ten czas pojawiały się liczne wątpliwości, czy jest to w pełni dopuszczalne. Zdarzało się, iż niektóre rady jednostek nie wyrażały zgody na dysertację w języku obcym, powołując się na przepisy o ochronie języka polskiego. Nowy przepis ucina wszelkie spekulacje i wątpliwości w tym zakresie, a jedynym ograniczeniem pozostanie tylko (aż?) poziom znajomości języka obcego repre zentowany przez samego młodego badacza, jego promotora i recenzentów. Pozostając przy nowościach w Ustawie o stopniach i tytule, należy jeszcze przytoczyć próbę walki z plagiatami poprzez obowiązek umieszczania streszczenia rozprawy wraz z recenzjami na stronie jednostki przeprowadzającej przewód.
31
wyzwania i szanse, czyli wyjście naprzeciw doktorantom
Na szczęście autorzy reformy wycofali się z pierwotnego pomysłu, by nakazać publikację całej pracy. Nie trzeba chyba tłumaczyć, czym taka publikacja w sieci skończyłaby się w czasach „kopiuj – wklej”. Znacznie lepszym rozwiązaniem w walce z plagiatami jest odbudowa między doktorantem i promotorem relacji uczeń - mistrz. Być może krokiem w tę stronę mogłoby być ograniczenie liczby prowadzonych przez promotora przewodów doktorskich. Pomysł taki pojawił się w projekcie jednego z rozporządzeń i wzbudził gorące dyskusje. Uznano go za zbyt daleko idące ograniczenie. Wskazywano także na niebezpieczeństwo opóźnia nia otwierania przewodów i sugerowano raczej w zamian np. odgórne ustalanie maksymalnej liczby słuchaczy studiów doktoranckich przez ministerstwo (np. E. Olczyk, Lepsza będzie jakość doktoratów, „Rzeczpospolita”, 15.06.2011). Przy czym nawet urzędowe limitowanie liczby doktorantów pod opieką promotora nie będzie w pełni skuteczne dla podniesienia jakości doktoratów, jeżeli na studiach doktoranci, zamiast prowadzić badania, będą jedynie zaliczać przedmioty przygotowujące do prowadzenia takich badań. Teoria musi iść w parze z praktyką. Nie tylko szkolnictwo wyższe Przytoczone zmiany prawne w odniesieniu do stopnia doktora z punktu widzenia systemu nauki w kraju stanowią krok we właściwą stronę. A skoro o nauce mowa, to koniecznym jest przywołanie także zmian wprowadzonych jeszcze w 2010 roku przez pakiet ustaw reformujących właśnie naukę. Przede wszystkim należy wspomnieć o uznaniu expressis verbis doktorantów za młodych naukowców. W Ustawie o zasadach finansowania nauki z 30 kwietnia 2010 roku zapewniono środki publiczne m.in. na programy grantowe dla pracow ników nauki do 35. roku życia i uczestników studiów doktoranckich. Podobnie w ustawowych regulacjach dotyczących krakowskiego Narodowego Centrum Nauki (NCN) wśród zadań wymienione jest finansowanie badań podstawo wych prowadzonych także przez osoby nieposiadające jeszcze stopnia doktora. Co prawda programy NCN zastąpiły m.in. dotychczasowe granty promotorskie, jednakże gwarancje ustawowe w ramach nowej agencji rządowej świadczą o uznaniu roli badań w kształceniu doktorantów. Warto wspomnieć, że samo NCN zmieniło częściowo wymogi stawiane aplikującym doktorantom, m.in. zniosło obowiązek posiadania wszczętego przewodu. Ustawa zobowiązuje też NCN, by co najmniej 20 procent środków przeznaczał dla młodych naukowców. To kolejny krok ułatwiający staranie się o środki na badania. Bardzo istotne zmiany dotyczą doktorantów z instytutów naukowych, któ rych również objęły regulacje Prawa o szkolnictwie wyższym. Wraz ze zmianami
jacek lewicki
32
ustawy o Polskiej Akademii Nauk (także z 30 kwietnia 2010 roku), zagwaranto wały doktorantom kształconym w jednostkach PAN pełnię praw, jaką doktoranci na uczelniach cieszą się od 2005 roku. Uczestnicy studiów doktoranckich w tej placówce tworzą samorząd, a ich reprezentant będzie zasiadał w radzie instytutu. Z kolei wspomniane zmiany w przepisach o szkolnictwie wyższym zapewnią środki na pomoc materialną. Oczywiście studia doktoranckie w insty tutach naukowych nadal będą odróżniać się od tych na uczelniach, między inny mi brakiem obowiązku odbywania praktyk dydaktycznych. Niemniej tak daleko idące ujednolicenie, a przede wszystkim większe upodmiotowienie doktorantów, jest krokiem w dobrym kierunku, co w przyszłości powinien wzmocnić całe środowisko doktorantów w kraju. Tym bardziej że samorządy doktoranckie z instytutów badawczych staną się pełnoprawnymi członkami ustawowej repre zentacji środowiska, czyli Krajowej Reprezentacji Doktorantów (KRD). Jak świnki morskie Od lat często podnoszoną kwestią jest dookreślenie statusu doktorantów jako części świata akademickiego. Świata postrzeganego przez pryzmat dwóch jego podstawowych grup, tj. studentów i pracowników naukowych. Uznanie zało żeń procesu bolońskiego sprawiło, że studia doktoranckie stały się trzecim stopniem studiów. Na szczęście doktoranci nie zostali uznani za studentów. Nie mogli jednak (jako cała grupa) otrzymać statusu pracowników. W tym miej scu pozwolę sobie przytoczyć bardzo ciekawe porównanie zasłyszane w utwo rze trójmiejskiej kapeli Podeszfa i stwierdzające, że doktorant jest „jak ta świnka morska/ ani świnka, ani morska/ ni to student, ni pracownik”. Nie sposób nie przyznać, że jest w tym sporo racji. W nowych przepisach status doktoranta nadal nie został ściśle określony. Na tomiast regulacje dotyczące poszczególnych sfer funkcjonowania doktorantów znacząco poprawiają ich sytuację. Wydaje się, iż jest to krok we właściwą stronę, gdyż na doktorantów nie można patrzeć przez pryzmat układu zero-jedynkowego, tj. student - pracownik. Rzeczywistość jest bowiem dużo bardziej złożona. Ustalenie statusu doktorantów jako osobnego, w odróżnieniu od studentów i pracowników, powinno być oczywiste. Warunkiem podstawowym jest w takim wypadku doprecyzowanie praw i obowiązków nakładanych na członków tej grupy. Oczywiście w poszczególnych sprawach można odwoływać się do rozwiązań stosowanych wobec studentów lub pracowników, dostosowując je odpowiednio do specyfiki studiów trzeciego stopnia. Wprowadzane zmiany prawne podążają właśnie w tym kierunku.
33
wyzwania i szanse, czyli wyjście naprzeciw doktorantom
Nie tylko nauka Skoro wspomniane zostały rozwiązania wspólne dla studentów i doktorantów, warto zwrócić uwagę na korzystniejsze dla tych drugich zasady podziału środków Funduszu Pomocy Materialnej dla Studentów i Doktorantów (FPM). Przede wszystkim zwiększeniu ulegnie górny pułap udziału doktorantów w FPM z 3 do 6 procent. Co ważne, poniżej rzeczonych 6 procent ilość środków dla doktoran tów będzie musiała być proporcjonalna do ich odsetka wśród osób studiujących na danej uczelni. Na uczelniach, gdzie doktoranci są stosunkowo liczną grupą, daje to wreszcie możliwość udzielania realnej pomocy materialnej. Jednocześnie pula dla dokto rantów nie będzie objęta sztywnym podziałem na pomoc socjalną i na stypendia o charakterze naukowym, jak ma to miejsce w przypadku studentów. Zniesienie obowiązku wliczania stypendium doktoranckiego do dochodu, oraz nowa definicja samodzielności finansowej z pewnością przyczynią się do zwiększenia szans na otrzymanie pomocy materialnej. Dotychczas ze względu na obowiązujące regulacje prawne dochodziło do sytuacji, kiedy mający dużo wyż sze dochody studenci mogli otrzymywać pomoc socjalną, zaś będący w gorszej sytuacji doktoranci już nie. Nie można również nie wspomnieć o stypendiach ministra nauki i szkolnictwa wyższego dla najlepszych doktorantów, które pojawią się od października 2012 roku. Bardzo istotne stanie się zwiększenie puli na stypendia doktoranckie w ramach funduszy projakościowych (świadczenia trafią do 30 procent doktorantów). Znika kolejny sztandarowy przykład „nijakiego” statusu doktorantów pozba wionych praw zarówno studenckich, jak i pracowniczych, czyli brak zniżek na przejazdy koleją.Ulgowe bilety PKP nie były największą bolączką doktorantów, ale w kontekście preferencyjnych cen biletów dla nauczycieli akademickich (na pociągi osobowe) i studentów (dla tych ostatnich zniżki wręcz zwiększono) budziły poczucie nierównego traktowania w ramach akademickiej społeczności. W zakresie samych studiów trzeciego stopnia szczególnie cieszy uporządkowa nie kwestii programowych, w tym punktów ECTS, jakże przydatnych w przypadku odbywania części studiów poza macierzystą uczelnią. W projekcie rozporządzenia szczególnie zwrócono uwagę na uwzględnienie potrzeby nie tylko nabywania wiedzy, ale też odpowiednich umiejętności. Podkreślono także potrzebę wspierania doktorantów w organizacji praktyk naukowych. Co do samych punktów ECTS oparto się na zaleceniach Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego, zapewniając dużo większą elastyczność w ich zdobywaniu, niż obowiązuje to studentów.
jacek lewicki
34
To kolejny przykład wspomnianego podejścia do samych studiów trzeciego stopnia, gdzie kształcenie winno odbywać się przede wszystkim poprzez udział w badaniach. Ambitne plany Przytoczone wyżej zmiany polegają głównie na korektach rozwiązań już istnie jących. Ale reforma szkolnictwa wyższego i nauki zawiera także elementy bardziej nowatorskie i ambitne. Z punktu widzenia problematyki doktoranckiej warto wskazać w szczególności na rozwiązania dotyczące Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących (KNOW), jako centrów prowadzących badania naukowe na najwyższym poziomie. Ma to być osiągnięte przede wszystkim dzięki koncen tracji środków w takich centrach. Co więcej, status KNOW będzie nadawany jednostce, która – wśród wielu wymogów – spełni ten odnoszący się do prowa dzenia, samodzielnie lub wspólnie z innym ośrodkami, studiów doktoranckich. Co najważniejsze, studia te muszą być powiązane z prowadzonymi badaniami. Sami doktoranci w przyszłych KNOW będą mieli otrzymywać wyższe stypendia, zaś ich dorobek naukowy będzie brany pod uwagę przy ocenie jednostki. Innym ważnym projektem, tym razem dla wszystkich doktorantów, są nowe założenia funkcjonowania Polskiej Komisji Akredytacyjnej, która zyska prawo oceny instytucjonalnej studiów trzeciego stopnia. Postulat akredytacji studiów doktoranckich podnoszony jest od wielu lat. Założenia nowelizacji do zakresu oceny studiów odnoszą się dość ostrożnie, jednak jest to z pewnością kolejne działanie wpisujące się w potrzebę podnoszenia jakości nauki i szkolnictwa wyższego. Szkoda tylko, że doktoranci nie zostali uwzględnieni w strukturach Polskiej Komisji Akredytacyjnej, jak to się stało w przypadku studentów. I to mimo tego, że udział doktorantów w działalności wielu instytucji, opiniowaniu szeregu ważnych regulacji etc. został w ustawie zagwarantowany. Koniec prowizorki Szereg pozytywnych dla doktorantów zmian w przepisach jest zasługą ich samych. Istotną rolę odegrały przede wszystkim działania KRD. Tym bardziej cieszy, że znowelizowana ustawa nie tylko gwarantuje środki na działalność KRD, ale też nadaje temu przedstawicielstwu osobowość prawną. Powinno to ułatwić kolej nym pokoleniom doktorantów obronę praw środowiska oraz aktywny udział w dalszych zmianach polskiej nauki i szkolnictwa wyższego.
35
wyzwania i szanse, czyli wyjście naprzeciw doktorantom
Wprowadzona reforma nie będzie remedium na wszystkie słabości szkolnic twa wyższego i nauki, ale jeżeli uznać ją za pierwszy istotny krok do kolejnych zmian, to jest to, przynajmniej w odniesieniu do doktorantów, krok w dobrą stronę. Pozostaje mieć nadzieję, że nie ostatni.
36
Jacek Lewicki od 2009 roku wiceprzewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów, od 2011 roku czło nek Zespołu Ekspertów Bolońskich, wcześniej wiceprezes Towarzystwa Doktorantów UJ
Obywatel idzie na studia, czyli czwarta misja uczelni
Robert Pawłowski
39
obywatel idzie na studia, czyli czwarta misja uczelni
Po dwudziestu latach od uwolnienia rynku edukacyjnego w Polsce do społecznej świadomości przebiła się wreszcie myśl, że faktyczna wiedza i kompetencje są bardziej przydatne od dyplomu. Ciekawe, ilu lat będzie trzeba, aby większość rodaków uznała, że w czasie studiów równie ważne jak zdobywanie wiedzy jest kształtowanie postaw. Zmianie oczekiwań wobec uczelni mogą sprzyjać nowe regulacje ustawowe. Nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym z 2011 roku to nie tylko symboliczne przejście od priorytetu kształcenia „na ilość” do walki o jakość. Pojawiły się w niej również pewne elementy istotne z punktu widzenia budowy społeczeństwa oby watelskiego. Wszystkie role do zagrania Poza aktywnością na polu zawodowym absolwenci szkół wyższych pełnią wiele funkcji społecznych, do których nie są w czasie studiów przygotowywani. Pracują w organach samorządu terytorialnego i zawodowego, fundacjach i stowarzyszeniach, komisjach wyborczych i wspólnotach mieszkaniowych. Kształtują opinie w swoich kręgach towarzyskich, strukturach zawodowych i społecznościach sieciowych. Przyczyniają się do wielu kluczowych rozstrzygnięć jako wyborcy, podatnicy i konsumenci. Są adresatami kampanii informacyjnych, prowokacji artystycznych oraz manipulacji o podłożu politycznym lub komercyjnym. Tradycyjną rolą uczelni jest odkrywanie prawdy (nauka) i kształtowanie umie jętności dochodzenia do prawdy (edukacja). W ostatnich latach mówi się o trzeciej roli szkolnictwa wyższego, jaką jest odpowiadanie na zapotrzebowanie ze strony gospodarki. Myślę, że równie ważna jest czwarta misja uczelni, czyli kształtowa nie postaw społecznych. W tej kwestii jesteśmy dopiero na początku długiej drogi. Bezradność wielowymiarowa Klęska polskiego szkolnictwa w sferze naukowej została już zmierzona i opisana. Na tle innych krajów Unii Europejskiej lub OECD kompromituje nas mała liczba patentów i cytowań w prestiżowych czasopismach międzynarodowych, śladowe zainteresowanie studiowaniem, wykładaniem lub prowadzeniem badań nad Wisłą ze strony obywateli krajów wysokorozwiniętych. Na Nobla innego niż pokojowy lub literacki czekamy od 1911 roku. Skala porażek w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego jest trudniejsza do określenia, aczkolwiek są one równie spektakularne.
robert pawłowski
40
Najbardziej widoczny jest niski poziom kultury politycznej oraz kultury prawnej Polaków. Większość rodaków to osoby ignorujące lub bojkotujące proce dury demokratyczne albo… nierozumiejące ich. Wśród osób, które ukończyły studia, aktywność obywatelska jest wyższa niż przeciętnie, ale tu również domi nują postawy pasywne, ograniczanie się do udziału w ogólnokrajowych wyborach, do wskazania swojego „plemienia” w ramach narodu. Organizacje pozarządowe są zbyt słabe, żeby obnażyć prawdziwe intencje polityków i grup interesu. Obywatelski nadzór nad działaniem instytucji publicz nych ma wymiar małego eksperymentu, a nie realnego oddziaływania. Bezradni podatnicy nie rozumieją struktury budżetu, na który się składają. Nie dostrzegają związku między nadaktywnością państwa a jego zadłużeniem. Nie potrafią wymusić na parlamencie uproszczenia prawa i czytelnych procedur. Samowolę producentów i usługodawców bardziej hamują dyrektywy Unii Europejskiej niż słabiutki ruch konsumencki. Opornie idzie walka z monopolami i zmowami cenowymi. Klienci skazani są na asymetryczne i nieprzejrzyste wzorce umów narzucane przez usługodawców. Reprezentanci partykularnych interesów, przywilejów socjalnych i korporacyjnych, koncesji i zezwoleń dominują nad zwolennikami realizacji celów strate gicznych i ogólnospołecznych. Mamy zalew złego prawa, dominuje przeregulowanie, biurokracja, przewlekłe procedury administracyjne. Żywy skansen Architekt lub informatyk może uznać typową polską uczelnię za miejsce nowo czesne. Dzięki środkom finansowym z Unii realizowane są śmiałe plany rozbudo wy kampusów, istnieje możliwość wprowadzania innowacyjnych rozwiązań tech nicznych. Niestety z punktu widzenia socjologa rodzima szkoła wyższa to żywy skansen pełen zmurszałych struktur społecznych, anachronicznych hierarchii, mieszanka feudalnych zależności i fasadowych instytucji typowych dla upadającego PRL-u. Polscy studenci są podporządkowani „warstwie panującej” na uczelniach, czyli korporacji samodzielnych pracowników naukowych, na bezprecedensową skalę. Asymetryczne relacje występują na kilku płaszczyznach. Gdy spojrzymy na stosunki rynkowe, zobaczymy lokalnych monopolistów, którzy mają zbyt na usługi dowolnej jakości. Jeżeli przeanalizujemy proces dydaktyczny, dostrzeżemy, że nadal zbyt wiele egzaminów ma postać subiektywnej oceny dokonywanej jedno osobowo przez nieodwoływalnego „sędziego”. Obserwując z kolei uczelnianą
41
obywatel idzie na studia, czyli czwarta misja uczelni
demokrację, zauważymy limity mandatów możliwych do zdobycia przez poszcze gólne grupy w ramach społeczności akademickiej pomyślane tak, aby rządząca korporacja - hegemon zawsze miała większość. W zawodach koncesjonowanych oraz w wybranych rodzajach działalności artystycznej wpływ kadry na studentów sięga daleko poza uczelnię. Tam wykła dowcy i dziekani mogą niepokornym studentom skutecznie blokować karierę zawodową, decydując na przykład o angażach do publicznych i prywatnych insty tucji kulturalnych. Kto podpadnie wpływowemu członkowi korporacji, jest spa lony na wielu frontach. Młode wilki tracą zęby Wszystkie poziomy edukacji są odpowiedzialne za kształtowanie społeczeństwa pasywnego, za postawy roszczeniowe i wyuczoną bezradność. Jednak o tym, że „na układy nie ma rady”, „z biurokracją się nie wygra” i „pewne tematy są nie do ruszenia”, obywatele zostają ostatecznie przekonani na studiach. Polskie uczelnie nie przygotowują studentów do współtworzenia instytucji i korzystania z nich. Żeby uzasadnić tę tezę, skupię się na trzech elementach: tworzeniu złego prawa, ignorowaniu praw konsumenta oraz łamaniu standardów demokratycznych. Poszczególne uczelnie świecą złym przykładem z różnym natężeniem, ale w każdym z trzech omawianych obszarów większość z nich ma sporo do popra wienia. Wyższa szkoła złych praktyk Wyjątkowe nagromadzenie złych praktyk występuje, gdy uczelnia jest zmuszona do realizacji zadań z zakresu polityki społecznej. A musi to robić podczas dystry bucji pieniędzy z państwowego funduszu stypendialnego. I nie chodzi tu wcale o czysto techniczną obsługę funduszu. Ustawodawca w ramach swojego lekkiego podejścia do grosza publicznego pozwolił setkom podmiotów (wszystkim szkołom wyższym) kreować własne regulaminy, na podstawie których wydawane są pieniądze podatników. Efektem jest nierówny dostęp obywateli do pomocy publicznej. Ta sama sytuacja materialna jest podstawą do wypłacania świadczeń w różnej wysokości – decyduje kreatywność uczelni. Inną kwestią są wady prawne powszechnie występujące we wspomnianych regulaminach, na co od lat zwracają uwagę Najwyższa Izba Kontroli, Parlament Studentów RP i organizacje pozarządowe. Mimo to nawet szacowne uniwersy
robert pawłowski
42
tety zatrudniające po kilkudziesięciu profesorów prawa nie poczuwają się do obowiązku napisania regulaminu w pełni zgodnego z Prawem o szkolnictwie wyższym. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, gdy idzie o praktyczną obsługę studentów występujących o stypendia. Na większości uczelni panuje niezrozumiały kult amatorszczyzny. Komisje stypendialne zdominowane są przez studentów, i to bynajmniej nie piątego roku prawa. W skali kraju ta armia wolontariuszy liczy kilka tysięcy osób. Z reguły już po rozpoczęciu pracy w komisji dowiadują się oni, że powinni wydawać decyzje zgodne z bliżej nieznaną im ustawą pod nazwą Kodeks postępowania administracyjnego. Ponadto powinni „skądś” wiedzieć, jak chronić dane osobowe, archiwizować dokumenty i obliczać dochody, stosując Ustawę o świadczeniach rodzinnych. Drugim – obok działalności socjalnej – obszarem, w którym większość szkół wyższych ignoruje swoje obowiązki, jest dostęp do informacji publicznej. Na stronach internetowych uczelni często brakuje istotnych dokumentów pozwalających ocenić sposób działania oraz porównać ich oferty edukacyjne i podejście do studentów. Znaleźć za to można informacje o pseudonagrodach przyznanych przez bliżej nieznane instytucje i pozycjach w pseudorankingach, układanych przez wydawnictwa utrzymujące się z reklam, które wykupują u nich oceniane uczelnie. Rejestry organizacji studenckich, do prowadzenia których zobowiązuje rek toraPrawo o szkolnictwie wyższym, są nieaktualne i niepełne. *** Nowelizacja prawa z 2011 roku daje przyszłym studentom i ich rodzicom szansę lepszego oszacowania kosztów kształcenia na danej uczelni. Zabroniono pobierania dodatkowych opłat za wiele egzaminów, które są immanentną częścią studiów, a więc zostały już opłacone w postaci czesnego. Niektórych błędnych decyzji o wyborze miejsca studiów będzie można uniknąć dzięki temu, że Polska Komisja Akredytacyjna zacznie publikować pełne teksty raportów z wizytacji przeprowadzonych na uczelniach. Niefrasobliwe rozpylanie funduszu stypendialnego wśród pół miliona beneficjentów zostanie częściowo ukrócone. Świadczenia socjalne mogą teraz być wyższe, a świadczeń o charakterze motywacyjnym nie może dostawać więcej niż 10 procent studiujących. Dzięki temu mniej osób będzie dostawać wyższe stypendia, a więc będzie można mówić o realnym pomaganiu, a nie o uzupełnianiu kieszonkowego.
43
obywatel idzie na studia, czyli czwarta misja uczelni
Tania amunicja Wersja demokracji obowiązująca na polskich uczelniach ma wiele cech środkowo afrykańskich. Zdarza się, że podczas elekcji do organów przedstawicielskich nikt nawet nie próbuje udawać, że ma coś merytorycznego do powiedzenia. Wybory do władz uczelni i samorządu odbywają się często bez debat, głosuje się zgodnie z układem zależności i znajomości. Są kraje na Czarnym Lądzie, gdzie istotną część elektoratu stanowią analfabeci. Ich udział w wyborach sprowadza się do znalezienia odpowiedniego symbolu graficznego przy nazwisku kandydata ze swojego plemienia. Fasadowe głosowania na polskich uczelniach bywają równie proste. Ograni czają się do wskazania na liście człowieka ze swojego wydziału lub akademika, o którym nic nie wiadomo, poza tym, że jest „nasz”. Rola studentów w uczelnianej demokracji sprowadza się najczęściej do uwia rygodniania i stabilizowania systemu. W organach przedstawicielskich szkół pu blicznych usługodawcy mają zapewnione 80 procent głosów, usługobiorcy (studenci i doktoranci) 20 procent, a właściciel (Skarb Państwa) zero procent. Niewielu jest rektorów i dziekanów na tyle mało sprytnych, żeby w pierwszej kadencji nie zapewnić sobie głosów studentów, które przydadzą się podczas wy boru na drugą kadencję. W walce z opozycyjną częścią kadry i administracji oraz związkami zawodowymi jest to zdecydowanie najtańsza amunicja. Jeżeli rektor okaże się bezwzględnym graczem, może zamienić samorząd w organizację marionetkową. Samodzielny i aktywny samorząd jest więc kaprysem oświeconej władzy, a nie efektem istniejących unormowań prawnych. Wyjąt kiem,a nie regułą. *** Źródłem powyższych problemów nie jest oczywiście charakter narodowy ani ni skiestandardy etyczne społeczności akademickiej. Winne są złe regulacje prawne projektowane przy błędnym założeniu, że w ramach uczelni nie funkcjonują grupy o zasadniczo rozbieżnych interesach. Dopełnieniem wad systemowych jest nietrafne wyznaczenie pola dopuszczalnej rywalizacji i zderzenia opinii między tymi grupami. Tak powstała demokracja w krzywym zwierciadle. Przedstawiciele słabszych grup niewiele mogą zrobić dla swojego elektoratu, za to sporo mogą załatwić dla siebie. Nie ma silnej opinii publicznej, odpowiedzialności osób wybranych za podej mowane decyzje ani wiedzy o kompetencjach władzy znaczącej części wyborców.
robert pawłowski
44
Zagubiony elementarz Na jednej ze szczecińskich uczelni władze samorządu studentów były wybierane na czteroletnie kadencje. Niektóre roczniki ze studiów licencjackich nie miały więc nawet szansy zgłosić się do wyborów. Zwolennicy miękkiej dyktatury ze szkoły wyższej w Rzeszowie poszli jeszcze dalej i stwierdzili, że kadencje w ogóle nie są potrzebne – grunt to stara gwardia, która dokooptowuje do swojego grona nowych kolegów w miarę uznania. Na jednym z wydziałów uczelni warszawskiej „sprytni inaczej” doszli do wniosku, że podstawa demokracji to twardy i zdyscy plinowany elektorat. Aby tylko taki mógł pojawić się na wyborach, przeprowa dzono je o godzinie szóstej rano. Takie rozwiązania są możliwe, gdy większość studentów jest bierna lub gdy władze uczelni akceptują dziwaczny regulamin samorządu. Kompletna bezideowość organizacji formalnie ideowych (łącznie z ZSP i NSZ) sprawia, że samorząd studencki jest skazany na rozleniwiający monopol. Nie staje się mimo to organizacją pierwszego wyboru, czyli taką, o pozycję w której walczą najbardziej ambitni studenci. Wręcz przeciwnie – często przyciąga osoby, które nie znają elementarza demokracji, natomiast akceptują sięganie po władzę na skróty. *** Trzeba dokonać wielu zmian w prawie, aby samorząd mógł zyskać odpowiedni prestiż. Najważniejsza z nich to personalizacja wyborów i odpowiedzialności reprezentantów studentów. Warto rozważyć przyjęcie zasady, że wszystkie organy wykonawcze są jednoosobowe i pochodzą z wyborów bezpośrednich. Na pewno trzeba wprowadzić jednolity kalendarz wyborczy w skali kraju i większą niezależ ność finansową samorządów. Równocześnie konieczna jest zmiana obszaru ich aktywności, a zwłaszcza zdjęcie z nich zadań związanych z działalnością socjalną. Zmieniona ustawa otwiera przed samorządami nowe pola działania – mogą uaktywnić się w walce o jakość kształcenia i ochronę praw studentów. Parlament Studentów RP od października 2012 roku jest zobowiązany – na mocy ustawy – prowadzić szkolenia dla studentów pierwszego roku pierwszego stopnia studiów. Jako organizacja ogólnokrajowa powinien być zainteresowany promowaniem w ich trakcie rozwiązań uniwersalnych i sprawdzonych. Miejmy nadzieję, że dzięki temu najbardziej nielogiczne, regionalne patenty na wypro wadzenie studentów w pole zostaną rozpoznane i wyśmiane przez pierwszo roczniaków.
45
obywatel idzie na studia, czyli czwarta misja uczelni
Dopaść młodego Wobec instytucji edukacyjnych, podobnie jak wobec wszystkich innych, należy stosować zasadę ograniczonego zaufania. Nie zawsze na pierwszy rzut oka widać, czy szkoła jest zainteresowana budowaniem swojej pozycji na rynku, czy tylko spieniężeniem posiadanych uprawnień do wydawania dyplomów. Są niestety wśród uczelni czarne owce, które na wolnym rynku potrafią zachowywać się jak bezwzględni gracze nieznający pojęć „godność jednostki”, „etykabiznesu” czy „prawa konsumenta”. Ich podstawowym celem jest przywiązanie do siebie nowo przyjętego studenta i wyciśnięcie go jak cytryny. Początkiem „współpracy” jest najczęściej podsunięcie do podpisania nieko rzystnej umowy o odpłatności za usługi edukacyjne. Nieuczciwe uczelnie opóź niają, jak mogą, moment ujawnienia treści kontraktu. Robią to już po rozpoczęciu zajęć, gdy inne szkoły wyższe zamkną proces rekrutacji, żeby kandydat nie mógł się wycofać i skorzystać z oferty konkurencji albo żeby nie pokazał tekstu umowy na przykład swojemu wujkowi, który może okazać się prawnikiem wyczulonym na klauzule niedozwolone. Inne sposoby na ogranie młodych ludzi to przedstawienie oferty ubezpie czenia od następstw nieszczęśliwych wypadków przygotowanej przez zaprzyjaź nioną firmę i zasugerowanie, że jego wykupienie jest obligatoryjne. Dopóki się nie zorientują, mogą też otrzymywać decyzje administracyjne bez informacji o prawie do odwołania. Kiedy student ma kłopoty, nieuczciwa uczelnia załatwi go metodą „na życz liwego”. Podsunie na przykład do podpisania prośbę o odroczenie płatności. Jeżeli połknie haczyk i podpisze – łudząc się, że wspaniałomyślny pracownik admini stracji pomaga mu uniknąć części nieuniknionej kary – w rzeczywistości sam przyzna, że uznaje prawo uczelni do opłaty i zgadza się ze sposobem jej wyli czenia. Na deser zostaje grupka niepokornych, których trzeba zidentyfikować i zmu sić do uległości. W repertuarze metod: specjalne potraktowanie na egzaminie, komisja dyscyplinarna za naruszanie dobrego imienia uczelni, nękanie przez administrację, namawianie innych studentów, aby zdystansowali się od „grupy prowodyrów”. Nękanie ułatwia to, że zbyt dużo egzaminów jest przeprowadzanych w cztery oczy albo kryteria oceny podczas egzaminu są bardzo subiektywne. Źle widziane jest nagrywanie egzaminów ustnych lub zapraszanie na nie świadków. Egzaminy komisyjne rzadko opierają się na niezależnym składzie komisji, częściej na kolegach egzaminatora, którego ocenę zakwestionowano.
robert pawłowski
46
Krytyka postępowania uczelni kończy się oskarżeniem o „podważanie reputacji Alma Mater”, „naruszanie godności studenta”. Niepokorni studenci bywają w ostatniej kolejności obsługiwani przez uczel nianą administrację mają kłopoty z uzyskaniem urlopu dziekańskiego lub indy widualnego toku studiów gdy trafią przed komisję dyscyplinarną, uczelnia wysta wia najlepszych prawników, żeby udowodnili, że oskarżenia kierowane pod jej adresem są bezpodstawne. Niezbyt pomocne są tu również media studenckie, z reguły koncesjonowane i zależne finansowo. Wolność słowa to luksus, z którego rzadko mogą korzystać. *** Opisane powyżej metody łamania niepokornych to oczywiście skrajność, aczkol wiek do Biura Rzecznika Praw Studenta wciąż napływają dramatyczne historie osób doprowadzonych przez uczelnie na skraj załamania nerwowego. Problemem, nad rozwiązaniem którego warto popracować, jest źle rozumiana solidarność uczelni. Ujawnienie bezprawia na jednej z nich bywa traktowane jako atak „na sektor szkolnictwa”, „na środowisko”, „na misję”, „na tysiącletnią tradycję” i diabli wiedzą na co jeszcze. Złym uczelniom trzeba pozwolić upaść, koncentrując przy tym całą uwagę na uchronieniu studentów przed negatywnymi następstwami tego upadku. Gra do jednej bramki Niewiele jest już miejsc w naszym kraju, gdzie prawa konsumentów bywają tak ostentacyjnie łamane jak na uczelniach. Gdzie z taką agresją może spotkać się osoba, która odważy się powiedzieć: „płacę, więc wymagam” lub „z umowy, którą podpisaliśmy, nic takiego nie wynika”. Uczelnia dla wygody swych pracowników może wprowadzić ewidentnie niesprawiedliwe zasady rekrutacji, bo istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że do przeprowadzenia zorganizowanych i skutecznych protestów ani maturzyści, ani studenci, ani ich rodzice nie są zdolni. Czasem jawne łamanie zasad fair play uchodzi uczelni płazem. W ostatnich latach mieliśmy na przykład do czynienia ze skutkami złego ustawienia parame trówrekrutacyjnych. Na wybrane studia dostawali się głównie posiadacze starej matury albo głównie osoby, które jako przedmiot dodatkowy na maturze wybrały ten, który w danym roku był wyjątkowo łatwy. Pozostali, chociaż byli obiektyw nie lepszymi kandydatami, bo należeli do małego w skali kraju odsetka osób
47
obywatel idzie na studia, czyli czwarta misja uczelni
o najlepszych wynikach maturalnych ze swojego przedmiotu, odpadli, gdyż mieli pecha przystąpić do egzaminu w roku, w którym musieli rozwiązywać wyjątkowo trudne zadania egzaminacyjne. Inna grupa pechowców irytująca uczelnianą biurokrację to studenci, którzy otrzymali urlop dziekański przed likwidacją jednolitych studiów magisterskich. Gdy wrócili – np. po chorobie lub po urodzeniu dziecka – uczelnie nie poczuwały się do tego, żeby umożliwić im ukończenie studiów. Piętrzono przed nimi różne problemy, żeby się poddali i poszli sobie w diabły. Jedną z propozycji, którą słyszeli najczęściej, był powrót z roku piątego na trzeci, napisanie pracy licencjackiej i rozpoczęcie od początku studiów drugiego stopnia. Jednym słowem, opóźnienie startu kariery zawodowej o dwa lata, żeby uczelnia nie musiała „gimnastykować się” z organizacją egzaminów dla osób, o których zapomniała. *** W ramach postępującej infantylizacji mediów studentów pozbawiono informacji, na czym polegają zmiany ustawowe, które od 1 października 2011 roku zaczęły przekształcać polskie uczelnie. Dostosowujący się do poziomu mediów politycy sprowadzili dyskusję na te mat nowelizacji Prawa o szkolnictwie wyższym do kilku wtórnych kwestii, takich jak nieodpłatna nauka na drugim kierunku studiów dostępna tylko dla zdolnych studentów. Tymczasem najważniejsze zmiany zostały wprowadzone w relacjach między kluczowymi dla środowiska akademickiego podmiotami (ministerstwo - uczelnia, rektor - kadra, uczelnia - student) i w zadaniach szkół wyższych (kontrola jakości kształcenia, opis kwalifikacji absolwentów, tworzenie nowych kierunków studiów, analiza potrzeb rynku pracy). Suma tych zmian składa się na większe upodmiotowienie studentów, co daje nadzieję, że realizowanie czwartej misji uczelni może zostać wreszcie wymuszone. Podsumowanie Pierwsze pięć lat dorosłego życia wielu Polaków spędza w instytucji, która udo wadnia im, że prawa obywatelskie stosuje się tylko w zakresie wymuszonym przez władze państwowe. Nawet w tworzonych przez szacowne uniwersytety aktach prawnych można spotkać kompromitujące wady. Najłatwiej znaleźć je w regulaminach studiów, regulaminach pomocy materialnej, a także w umowach o warunkach odpłatności
robert pawłowski
48
za studia – zagmatwanych, faworyzujących jedną stronę, zawierających klauzule niedozwolone. Władze uczelni często z premedytacją łamią przepisy, procedury i dobre obyczaje. W poczuciu braku dotkliwych sankcji i dla własnej wygody robią to dopóty, dopóki nie dojdzie do interwencji Najwyższej Izby Kontroli, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, dużej organizacji pozarządowej lub właściwego ministra. Uczelnie przegrywają siedem na dziesięć procesów przed wojewódzkimi sąda mi administracyjnymi, gdy skarżącymi są studenci. Niestety nie zawsze skłania je to do zmiany postępowania. Świadoma rezygnacja z bycia wzorem rzetelności i przejrzystości odbiera prawo do szermowania hasłem o szlachetnej misji uniwer sytetu. Jakiż to autorytet, który swoją pozycję zawdzięcza wykorzystywaniu nie kompetencji dziewiętnastolatków? Jeżeli uczelnia pozwala sobie na tępienie po staw krytycznych, niezależnych, nonkonformistycznych, to nie powinna zasłaniać się wielowiekową tradycją, tylko przyznać, że – bez względu na oficjalną nazwę – sama sprowadza się do roli szkoły zawodowej. Uczelnie mają istotne cele społeczne. Powinny dbać o wszechstronny rozwój jednostek, odkrywać talenty na wielu płaszczyznach. Niestety zbyt wiele z nich uznaje, że ich pozycję wyznacza to, jak trudny tor przeszkód na drodze do dyplo mu zdołają zbudować.
Robert Pawłowski współtwórca i pierwszy przewodniczący Parlamentu Studentów RP, od 2004 roku rzecznik praw studenta, od 2008 roku prezes Funduszu Pomocy Studentom
Nowe rejestry, jawne raporty i prostsze opłaty, czyli droga ku przejrzystości
Tomasz Lewiński
51
nowe rejestry, jawne raporty i prostsze opłaty...
To jeszcze nie pora, żeby przytaczać słowa Neila Armstronga o małym kroku człowieka, który był wielkim skokiem ludzkości… Niemniej zmiany ustawowe z roku 2011 będą przez wiele lat kształtować oblicze środowiska akademickiego.Wydaje się, że szczególnie ważne, choć niemal niedostrzeganeprzez media, są zmiany zmierzające do zwiększenia przewidywalności działania uczelni i jasnegozdefiniowania ich relacji ze studentami.
Ile kosztują studia? To pytanie co roku zadaje sobie kilkaset tysięcy maturzy stów i ich rodziców przed wybraniem uczelni i kierunku studiów. Do tej pory uzyskanie konkretnej odpowiedzi z reguły nie było możliwe, choć z całą pewno ścią studenci powinni znać z góry wszystkie koszty, jakie muszą ponieść, aby zdobyć wyższe wykształcenie. Po nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym (PSW), która nastąpiła na początku 2011 roku, nie będzie już można narzucać studentom dodatkowych opłat za usługi, które są immanentną częścią studiów, np. za egzaminy popraw kowe, dyplomowe i komisyjne, za rejestrację na kolejny semestr studiów, za wy danie dziennika praktyk zawodowych lub suplementu do dyplomu. Pozostaje jeszcze problem przestrzegania przez uczelnię przepisów i jasne okre ślanie wysokości czesnego oraz warunków zmiany jego wysokości. Temat został podjęty przez media latem 2011 roku, po opublikowaniu przez Parlament Studen tów RP raportu „Monitoring 32 uczelni w zakresie stosowania klauzul niedozwo lonych w umowach cywilnoprawnych między studentem a uczelnią”. Oburzenie Parlamentu wywołały zwłaszcza postanowienia umów rzekomo dające uczelniom prawo do podwyższenia czesnego o kilkadziesiąt procent rocznie. Na co student umawia się z uczelnią? W Polsce od 2005 roku wszystkie uczelnie zobowiązane są do podpisywania umów w sprawie warunków odpłatności za studia. W praktyce oznacza to, że uczelnie i studenci mają gwarancje cywilnoprawne w przypadku studiów płatnych, naj częściej na uczelniach niepublicznych lub na studiach niestacjonarnych. Od 2011 roku obie strony uzyskują gwarancje cywilnoprawne również w przypadku studiów stacjonarnych na uczelniach publicznych, jeżeli są to drugie lub kolejne studia tej samej osoby lub gdy korzysta ona z zajęć poza podstawo wym limitem punktów ECTS. Należy mieć nadzieję, że uczelnie i studenci będą zawierać stosowne umowy
tomasz lewiński
52
przed rozpoczęciem studiów, a nie dopiero w sytuacji wystąpienia konkretnego przypadku, który rodzi obowiązek odpłatności. Oczywiście warunki odpłatności za naukę to tylko jeden z aspektów relacji student – uczelnia. Pozostaje jeszcze spory zakres zobowiązań uczelni, które rów nież należy objąć formułą pisemnego kontraktu zawieranego ze studentem lub z doktorantem. Co zobaczymy, gdy mgła opadnie? Istotnym elementem zmian – być może najtrudniejszym, biorąc pod uwagę deli katny charakter zagadnienia – jest stworzenie podstaw prawnych do publiko wania pełnej treści raportów Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA) na temat efektów wizytacji prowadzonych na uczelniach. Zgłaszane w ostatnich latach przez Komisję wątpliwości w kwestii jej prawa do publikowania raportów były chyba podyktowane nadmierną ostrożnością. O wprowadzenie pełnej jawności przez wiele lat walczył rzecznik praw studenta i dopiął swego (Uczelnie już nic nie zamiotą pod dywan, „Metro”, 10.01.2011). Zmienione Prawo o szkolnictwie wyższym stanowi, że PKA może zamieszczać na swojej stronie internetowej raporty zespołów oceniających, i mam nadzieję, że będzie to robić. „Agencja akredytacyjna powinna być instytucją zaufania publicz nego, stanowić oparcie dla studentów i ich rodzin, a także dla dobrych uczelni, przed nieuczciwą konkurencją” – takie oczekiwanie wyartykułowano w poprzedniej edycji projektu „Konfrontacje” (Konkurencja w służbie jakości kształcenia, „Uczelnie dla nas!”, Warszawa 2010). Publiczne raporty PKA dają możliwość poznania kondycji wybranego kie runku lub całej uczelni. To także szansa na korzystanie z dobrych praktyk przez inne uczelnie. Najważniejszym efektem będzie jednak dostarczenie maturzystom i ich rodzicom narzędzia do obiektywnego porównania ofert różnych uczelni. Czy system stypendialny można uszczelnić? O całym szeregu zmian budujących przejrzyste relacje możemy mówić w odnie sieniu do systemu stypendialnego. To nie są zmiany, które rewolucjonizują ten system, ale drobne kroki w dobrą stronę, dające nadzieję na bardziej gospodarne wykorzystanie 1,5 miliarda złotych z budżetu państwa, które każdego roku są prze znaczane na Fundusz Pomocy Materialnej dla Studentów i Doktorantów (FPM). Największym z planowanych przedsięwzięć będzie zbudowanie ogólnopolskiego rejestru studentów. Znajdą się w nim między innymi informacje na temat
53
nowe rejestry, jawne raporty i prostsze opłaty...
wykorzystanych punktów ECTS oraz kierunków studiów, na które student został przyjęty na poszczególnych uczelniach. Oprócz tego w rejestrze będą informacje o przyznanych świadczeniach pomocy materialnej, co pozwoli na ograniczenie bezprawnego pobierania stypendium socjalnego na kilku uczelniach. Podobne rejestry prowadzą już szkoły podstawowe, gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne. Teraz również uczelnie będą miały elektroniczne rejestry spięte w jeden ogólno polski system. Pomoże to uszczelnić FPM i zapewni większą przejrzystość dystry bucji środków. Organy stypendialne uzyskały dodatkowe możliwości weryfikacji oświadczeń o dochodach w rodzinach studentów. Będą mogły na przykład zobowiązać studenta do przedstawienia opinii z ośrodka pomocy społecznej o jego faktycznej sytuacji materialnej. Nie wiadomo, jak te przepisy zadziałają, ale można się spo dziewać, że przynajmniej część złych praktyk zostanie ukrócona. System stypendialny w ostatnich latach stał się bardzo skomplikowany. Jego obsługą zajmuje się ponad 1000 komisji stypendialnych, które nie mają wystarczającej wiedzy i narzędzi, aby wyręczać ośrodki pomocy społecznej. Nowelizacja PSW z 2011 roku znosi największe absurdy systemu stypendial nego oraz uszczelnia go w tych miejscach, gdzie był najbardziej wadliwy, np. nie będzie już możliwe pobieranie stypendium specjalnego na wielu kierunkach, a stypendiumsocjalnego na wielu uczelniach. Czy studenci przestaną masowo gubić dokumenty? Wraz z powstaniem studiów dwustopniowych pojawił się problem nieprzerwa nego utrzymywania statusu studenta przez pełne pięć lat nauki. Utrata ciągłości oznacza w praktyce pozbawienie młodego człowieka prawa do ulgowych przejaz dów środkami publicznego transportu zbiorowego, do dedykowanej studentom pomocy materialnej, do zrzeszania się w organizacjach studenckich i kołach na ukowych, do zwolnień z obowiązku odprowadzania składki ZUS od umów‑zleceń itp. Dostrzeżono, że dla wielu osób ukończenie studiów pierwszego stopnia to przejściowy stan utraty statusu studenta i związanych z nim praw, gdyż dopiero w momencie immatrykulacji na studiach drugiego stopnia można je uzyskać ponownie. Nagminnym procederem było składanie oświadczeń o zgubieniu legi tymacji studenckiej, aby nie musieć jej oddawać uczelni i móc nadal korzystać ze zniżek w komunikacji środkami zbiorowego transportu publicznego i publicz nego transportu miejskiego. Zdarzały się uczelnie, które zmuszały studentów do zamieszczania w prasie absurdalnych ogłoszeń o zgubieniu legitymacji. Zmienione PSW wprowadza
tomasz lewiński
54
przepisy, które utrzymują status studenta do 31 października roku, w którym student studiów licencjackich i inżynierskich składa egzamin dyplomowy. Wprowadzenie studiów dwustopniowych przyniosło zarówno korzyści, jak i nowe kłopoty. Kwestia utrzymania statusu studenta była z pewnością jednym z bardziej odczuwalnych problemów. Jednak wiele ważnych spraw związanych z przejściem na kolejny stopień studiów pozostaje nadal nierozwiązanych. Kto zbiera owoce? Przez wiele lat studenci niektórych uczelni nie mogli wyegzekwować praw do swojej pracy dyplomowej. Najbardziej bulwersujące były przypadki, gdy promo torwykorzystywał całość lub część ich pracy magisterskiej we własnej rozprawie habilitacyjnej lub w artykułach naukowych. Wątpliwości budziły zasady pierwszeństwa publikacji prac dyplomowych studentów, prawa do wyników badań przeprowadzonych przez studentów i dokto rantów przy użyciu sprzętu i materiałów będących własnością uczelni etc. Tymczasem po wejściu w życie zmienionego PSW każda uczelnia ma obo wiązek opracowania regulaminów własności intelektualnej. Senat uczelni (lub właściwy organ w szkole niepublicznej) jest zobowiązany do uchwalenia regula minu zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi oraz prawami własności przemysłowej, a także regulaminu zawierającego zasady komercjali zacji wyników badań naukowych i prac rozwojowych. Spisane zostaną zasady wynagradzania twórców, procedury komercjalizacji wyników badań naukowych i prac rozwojowych, warunki korzystania z majątku uczelni wykorzystywanego do komercjalizacji wyników badań naukowych i prac rozwojowych oraz świadczenia usług naukowo-badawczych. Regulaminy będą miały w większej mierze charakterporządkujący, aniżeli tworzący nowe standardy, które w gruncie rzeczy powinnywynikać z przyzwoitości i poszanowania prawa autorskiego, ale na pewno zwiększą przejrzystość w obszarze własności intelektualnej. Czy już wszyscy dojrzeli do jawnej rekrutacji? Któż nie słyszał historii o konkursach, które zostały ogłoszone na krótko przed upływem terminu zamknięcia zgłoszeń, a informacja o nich pojawiała się tylko w małej gablocie. Doktoranci i młodzi pracownicy mieli powody do narzekania na nikłe szanse awansu lub uzyskania zatrudnienia na innej uczelni. Założeniem reformy jest stworzenie w internecie ogólnopolskiego „słupa ogłoszeniowego” poświęconego konkursom na zatrudnienie na uczelni. Szkoły wyższe będą
55
nowe rejestry, jawne raporty i prostsze opłaty...
zobowiązane do prezentowania informacji o wszystkich konkursach. Polityka kadrowa uczelni stanie się bardziej przejrzysta. Nie jest oczywiste, że dzięki temu trafią do Polski specjaliści z zagranicy, ale z pewnością ambitni młodzi naukowcy będą mieli szansę na podjęcie nowych wyzwań, co zwiększy mobilność młodej kadry. Studentów może zainteresować zwiększenie przejrzystości rekrutacji na studia doktoranckie, która teraz odbywać się może tylko w formie konkursu. Warunki przyjęć na studia doktoranckie oraz ich formę określi senat uczelni lub rada naukowa jednostki w przypadku rekrutacji prowadzonej przez jednostkę naukową. Zasady rekrutacji należy podać do publicznej wiadomości nie później niż do 30 kwietnia roku kalendarzowego, w którym rozpoczyna się rok akade micki, którego uchwała dotyczy. Jest więc sporo czasu na przygotowanie się do konkursu, podjęcie badań, kompletowanie publikacji etc. Decyzje o przyjęciu na studia doktoranckie będą podejmowały komisje rekrutacyjne powołane przez kierownika jednostki organizacyjnej uczelni lub dyrektora jednostki naukowej. Od decyzji komisji przysługuje odwołanie w terminie czternastu dni od dnia jej doręczenia, odpowiednio do rektora lub dyrektora jednostkinaukowej. Decyzja rektora lub dyrektora jednostki naukowej jest ostateczna. Dawniej wyniki postępowania rekrutacyjnego na studia doktoranckie nie musiały być jawne. Zmienione PSW jasno stwierdza, że należy je upublicznić. Są to zmiany ważne, choć z pozoru czysto proceduralne. W wielu szkołach tej przejrzystości brakowało, choć zapewne były i takie, które stosowały dobre praktyki, zanim jeszcze zmieniono PSW. Czy tylko państwo może zmieniać? Nie tylko ustawowe gwarancje pozwalają zwiększyć przejrzystość działania uczelni. Swoją rolę do odegrania mają również organizacje pozarządowe działające w śro dowisku akademickim. Dobrym przykładem jest działająca od 2010 roku obywatelska inicjatywa Watchdog.edu.pl domagająca się transparentnej dystrybucji pieniędzy publicz nych przeznaczonych na wsparcie młodzieży i studentów. Uczestnicy projektu poszli tropem 9 miliardów złotych, jakie budżet państwa wydał od momentu uchwalenia Prawa o szkolnictwie wyższym, czyli od roku 2005, na realizację idei FPM. Zbadali sposób obsługi funduszu stypendialnego w 54 szkołach wyższych. Końcowy raportprzyniósł efekty w postaci zmiany wielu wadliwych regulaminów przyznawania świadczeń dla studentów i doktorantów (www.watchdog.edu.pl/ raporty). Usunięto zwłaszcza przepisy uczelniane tworzące niezgodne z ustawą kryteria przyznawania świadczeń, nieuzasadnione okoliczności odebrania
tomasz lewiński
56
świadczenia lub obniżenia jego wysokości, a czasami nawet zupełnie nowe, pozaustawowe świadczenia. Komu służy ta przejrzystość? Nowelizacja PSW zwiększyła przejrzystość systemu szkolnictwa wyższego, choć trudno stwierdzić, że był to motyw przewodni zmian. Teraz łatwiej będzie można ocenić koszt studiów, a studenci będą rzadziej zaskakiwani wysokością opłat. Powstaną warunki do bardziej obiektywnego porównywania ofert poszcze gólnych uczelni i kosztów studiowania na nich. Środki na stypendia będą lepiej dystrybuowane. To wszystko w połączeniu z obowiązkiem analizowania przez uczelnie losów absolwentów, wyników ankiet studenckich i osiągnięć nauczycieli akademickich powinno skutkować rosnącą przejrzystością całego sektora. Państwo i organizacje pozarządowe, działając na rzecz większej przejrzystości, sprzyjają poprawie jakości kształcenia i podnoszeniu konkurencyjności, dzięki czemu umożliwiają maturzystom świadomy wybór studiów.
Tomasz Lewiński od 2009 roku dyrektor Biura Prawnego Parlamentu Studentów RP, koordynator programu Watchdog.edu.pl, członek Rady Fundacji na rzecz Jakości Kształcenia
Wkuwanie przemija, myślenie zostaje
Daniel Kontowski
59
wkuwanie przemija, myślenie zostaje Jak stworzyć świat odwrócony – studia, które nie nudzą a kształcą?
Paradoksalnie nie wymaga to pełnej wolty myślowej wobec pojęcia uniwersytetu. Wystarczy potraktować poważnie ludzi poważnych. Edukacja dwutorowa Uniwersytet ma kształcić krytyczne myślenie i wszechstronność, zwłaszcza że nie robi już tego liceum ogólnokształcące. Dlatego na studiach moich marzeń zamiast pustej obietnicy opanowania pewnej dziedziny wiedzy, student ćwiczyłby się w aplikowaniu przynajmniej dwóch sposobów myślenia, charakterystycznych dla obecnych „kierunków studiów”. Dzięki temu uzyskałby giętkość umysłu i zdolnośćskutecznego wyszukiwania potrzebnych informacji. W końcu nie potrzebu jemy pozornych ekspertów, ale tych, którzy szybko się uczą. Edukacja na poważnie Studia to zajęcie dla ludzi dorosłych. Dlatego, zamiast stanowić przedłużenie obligator yjnej szkoły sprzed matury, studiowanie powinno wreszcie opierać się w dużym stopniu na pracy indywidualnej. Absorpcja wiedzy powinna następo wać w domu czy bibliotece, jej ewaluacja w sali seminaryjnej, poprzez rozmowę studentów z prowadzącym, a jej zastosowanie – poprzez pisanie pracy przy wsparciu opiekuna naukowego. Prace te powinny podlegać koleżeńskim konsultacjom, a na koniec kursu być publikowane na stronie uniwersytetu, tak by każdy student mógł odnieść się do nich, analizując podobny problem. Z jednej strony zwiększałoby to odpowiedzialność kadry i studentów za jakość prac końcowych. Z drugiej zmuszałoby studentów do zapoznawania się nie tylko z oficjalną literaturą przedmiotu. Publikowanie prac jest też istotnym czynnikiem kształtującym krytyczne myślenie. Edukacja wielojęzyczna Nie do przecenienia jest w tym aspekcie rola znajomości języków obcych, zgodniez zasadą: który stopień studiów, w tylu językach obcych umiesz czytać. Tylko dzięki zetknięciu z wartościowym tekstem obcojęzycznym studenci będą w stanie
daniel kontowski
60
zrozumieć, ile umyka czytającemu szybko we własnym języku; nie trzeba dodawać, że większość wartościowych tekstów naukowych i literackich nie powstaje po polsku. Dobrze opanowany język obcy jest także warunkiem, pod którym sens będzie miała obowiązkowa wymiana stypendialna. Studenci na każdym poziomie stu diów musieliby spędzić semestr, ucząc się na zagranicznej uczelni, realizując tam program komplementarny wobec wymagań ich Alma Mater. Wysokość stypen dium byłaby uzależniona od wyników w nauce. Dzięki dodatkowym porozumie niom pomiędzy uczelniami i samorządami najlepsi studenci – wyłaniani nie tylko na podstawie średniej – mieliby opłacone czesne, mieszkanie i podstawowe wydatki. Dzięki temu na uczelnię powracaliby ludzie nie tylko bogatsi o wiedzę i doświadczenia, ale też bardziej krytyczni wobec niedoskonałych zwyczajów panujących w jej murach i domagający się ich zmiany. Edukacja od kuchni Studia byłyby płatne. Istniałby system ulg: za dobre wyniki w nauce od pierw szegoroku można byłoby dostać zniżkę lub zwolnienie z czesnego, zaś z tytułu trudnejsytuacji socjalnej – refundację celową na mieszkanie czy bony na jedzenie i komunikację miejską. Uczelnia, ministerstwo i organizacje pozarządowe tworzyłyby programy, dzięki którym obniżano by czesne na kierunkach wspieranych, czyli rynkowo nieopła calnych w krótkiej perspektywie, ale istotnych dla służby publicznej, zróżnico wania społecznego czy dziedzictwa kultury. Gdyby wyniki studenckich ankiet z lat poprzednich wyświetlały się pod opisami przedmiotów w systemie komputerowym tak samo, jak dzisiaj komentarze pod aukcjami w serwisach internetowych, złe wybory wynikające z niewiedzy stałyby się rzadsze, władze uczelni zaś nie mogłyby dłużej zamiatać problemów dydaktycznych pod dywan. Studenci nie znaliby określenia „dzień zamknięty”, głównie dlatego, że większość korespondencji z sekretariatem załatwiana byłaby przy użyciu maila i ska nera. Biblioteka byłaby otwarta przez całą dobę, książki stałyby w wolnym dostępie, a bibliotekarze zajmowaliby się digitalizacją zbiorów. Prowadzący każde zajęcia zobowiązany byłby bowiem do przygotowania elektronicznej wersji potrzebnych w czasie kursu materiałów, i to z góry na cały semestr. Dzięki temu z kolei studenci nie mogliby stosować taktyki: „bo nie było w bibliotece”.
61
wkuwanie przemija, myślenie zostaje
Edukacja na co dzień Każdy student samodzielnie ustalałby swój plan zajęć, a wymagane przedmioty mieszałyby się z uzupełniającymi wybieranymi z puli kursów prowadzonychprzez artystów, urzędników, praktyków. Ale i tutaj trzymano by się zasady, że czas spędzany razem musi mieć jakąś wartość dodaną ponad to, czego student jest w stanie nauczyć się sam. Dlatego część kursów prowadzona byłaby przez internet, a czas spędzany na uczelni nie przekraczałby 6-8 kursów w tygodniu. Forma seminariów skłaniałaby do stawiania sobie pytań o wagę rozpatrywanych w akademii zagadnień dla świata poza jej murami. Stąd wypływałyby projekty współpracy online ze studentami zagranicznych uczelni, które byłyby wplecione w program studiów. Nieszablonowość myślenia nagradzana byłaby w konkursach, w których pracestudentów oceniane byłyby wspólnie przez przedstawicieli uniwersytetu i prak tyków. Wreszcie, gdy studia miałyby się ku końcowi, ilość papierkowej roboty ograniczona byłaby do minimum, a jej wykonanie spoczywałoby głównie na barkachsekretariatu. Student z rozliczeniem każdego semestru musiałby pilnować porządku w systemie komputerowym, problemy przekazując do sekretariatu, ale u progu następnego etapu życia nie musiałby już siedem razy przepisywać swoich osiągnięć, by dostać suplement do dyplomu. Sam dyplom zaś szedłby w parze z kilkustronicową opinią opiekuna naukowego danego studenta, przygotowywaną stopniowo w toku edukacji, która działałaby jak referencje, paszport na życie.
62
Daniel Kontowski student UW i UJ w ramach Kolegium MISH i Kolegium Artes Liberales, akademicki mistrz Polski autor贸w tekst贸w
Studia (nie) dla wszystkich
Katarzyna Bednarska
65
studia (nie) dla wszystkich Czy powszechny pęd do wiedzy zdegraduje ideę szkolnictwa wyższego?
Jestem świeżo upieczoną doktorantką. Ukończyłam studia filologiczne. Nie z przymusu, nie z lenistwa, nie z braku laku, lecz z wielkiej pasji. Nic sobie nie robiłam (i nadal nie robię) z płynących zewsząd dobrych rad, wyrazów współczu cia i wizytówek najbliższych urzędów pracy. Z uporem maniaka wierzę w doniosłą rolę, jaka przypada filologom–nie obejdzie się bez oklepanego sformułowania – w zjednoczonej Europie.Wierzę, że pewnego dnia dopnę swego. Daleko mi do frustracji czy nawet niezadowolenia. Niestety jestem też wolna od syndromu „w naszym kraju system jest do bani, pojedźcie na Zachód, to zobaczycie prawdziwą edukację”. Niestety, bo w ten sposóbnajłatwiej jest uprawiać krytykę. Świadomie i dobrowolnie utrudniam sobie zadanie, głównie z racji licznych pobytów zagranicznych i wielokrotnego doświadczenia „lepszego świata” na własnej skórze. Litanii żalu i pretensji nie należy się zatem spodziewać. Będą natomiast uwagi dotyczące trzech najważniejszych punktów. Uniwersytet czy hurtownia? Punkt pierwszy to elitarność. Słowo może źle się kojarzyć, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy podejmowane działania zmierzają do upowszechniania edukacji na poziomie wyższym. W żadnym wypadku nie zamierzam tutaj postulować odcinania drogi do studiowania niektórym grupom społecznym – dzięki Bogu te czasy już dawno za nami. Studia jednak powinny pozostać zarezerwowane dla elity – tej intelektualnej. I nawet nie chodzi o zapobieganie „masowej produkcji wykształconych bezrobotnych”. Chodzi o zachowanie tradycyjnej idei studiowania polega jącego na osobistym kontakcie wykładowcy i studenta, przekazywaniu wiedzy w formie wymiany poglądów. Nie oszukujmy się: wykładowca w konfrontacji z setkąstudentów w sali – i świadomością, że w kolejnych godzinach czekają na niego kolejne setki w kolejnych salach – nie ma szans zapamiętać twarzy nawet części z nich. A co dopiero mówić o wyławianiu talentów, poszukiwaniu pasjonatów przedmiotu? Brać studencka zmienia się w bezkształtną masę, z której niestety większość pragnie jedynie zakuć, zdać, zapomnieć. I tylko szkoda, że w masie tej ginie parę perełek, być może przyszłych wybitnych ekspertów i naukowców, które trzeba jedynie odnaleźć i zachęcić do rozwijania swojej wiedzy i pasji.
katarzyna bednarska
66
Na niektórych uczelniach zachodnich nie brakuje miejsc na studiach, brakuje ich natomiast... na zajęciach, a walka o miejsce w sali seminaryjnej jest dużo bardziej zacięta niż tak doskonale znana polskim studentom walka o przejście przez sito rekrutacyjne. To dopiero przed nami. Uniwersytet czy przedszkole? Drugi punkt – nauka. W dzisiejszych czasach jest ona zwyczajnie niemodna. Według współczesnych teorii uczyć się należy przez zabawę, interakcję, ruch, śpiew, taniec, teatr, przez magiczne okulary, przez sugestię, medytację, hipno zę,przez sięgnięcie do podświadomości, przez wizualizację, słowem – byle tylko w żadnym akcie desperacji nie sięgnąć po książkę. Student nie ma się uczyć, a jedynie umieć korzystać ze źródeł – czyli po prostuznać adres cioci Wikipedii i wujka Google. Języków natomiast uczyć należy z nastawieniem na komunika cję. Od gramatyki łapy trzymać z daleka! Słynne Sienkiewiczowskie „Kali mieć krowa”?Zamiar komunikacyjny zrealizowany w stu procentach, Kali szczegółowo opisać stan posiadania. Co tracimy w takim systemie? Zacznijmy od tego, co zyskujemy – mnóstwo czasu, którego nie marnujemy już na ślęczenie nad książkami. Tracimy nato miasterudycję. Elokwencję. Argumenty w dyskusji. Umiejętność prowadzenia zupełniespontanicznych rozmów na wysokim poziomie intelektualnym (umiejętność może i niepotrzebna w życiu codziennym, ale dająca niebywałą satysfakcję). Czerpanie radości z piękna używanego języka. Czyli to, czym absolwent szkoły wyższej dysponować powinien. Sama w każdym razie bardzo doceniam to, że w czasie gdy kształciłam się na etapie podstawowym, internet nie wchodził w zakres obowiązkowego ekwipunku ucznia. Doceniam to, że wniesienie na teren szkoły kalkulatora było niemal równoznaczne z przemyceniem ładunku wybuchowego – bo właśnie dzięki temu jestem dziś w stanie oszacować koszt zakupów w sklepie bez korzystania z elektronicznych liczydeł. I doceniam tych nauczycieli języków obcych, którzy kazali nam pisać po kilkaset zdań z jedną konstrukcją gramatyczną – bo to właśnie dzięki nim wyszłam poza „Kali mieć krowa”. Do tego stopnia, że zostałam filologiem. Filologiem z pasją. Uniwersytet czy szkoła zawodowa? I właśnie ta pasja jest trzecim zasadniczym punktem. I po raz kolejny kontakt z rzeczywistością jest bolesny, gdy dowiadujemy się, jak mało studia mają
67
studia (nie) dla wszystkich
wspólnego z badaniem, a jak wiele ze zwykłym dążeniem do zdobycia dyplomu ukończenia studiów wyższych, zwanego też potocznie „papierkiem”. A ponieważ sama w pewnym sensie nadal się do studentów zaliczam, nie będę upatrywać przyczyn takiego stanu rzeczy wyłącznie w naszym wrodzonym lenistwie. Widzę inny problem – pewien szczególny rodzaj presji społecznej forsującej model życia pod hasłem, które utrwaliło się w świadomości społecznej Europy Zachodniej jako „multitasking”. Średniowieczny mnich poświęcający całe swoje życie na prze pisywanie drogocennej księgi we współczesnym społeczeństwie kariery by nie zrobił. Ale gdyby oprócz tego odbył kurs kaligrafii w Japonii, praktykę u mnichów buddyjskich, wolontariat jako nauczyciel alfabetu niosący kaganek oświaty na ubogich przedmieściach Europy... to co innego. Analogicznie student będący wy bitnym ekspertem w swojej dziedzinie nie zrobi większego wrażenia na rynku pracy, jeżeli jego wiedza nie będzie poparta praktyką zawodową. Wyjaśnień część pierwsza: wcale nie umniejszam znaczenia praktyki zawodowej na studiach; jest ona ich integralną i bardzo ważną częścią. Wyjaśnień część druga: nie krytykuję osób, które ze względu na trudną sytuację materialną zmu szone są podjąć pracę w trakcie studiów; wręcz przeciwnie, podziwiam ich deter minację. Twierdzę natomiast, że osoba, która pod presją realizuje się na kilku pła szczyznach jednocześnie, nie ma szans zaangażować się w pełni w żadną z nich. Łącząc studia z pracą, w naturalny sposób ograniczamy czas poświęcany na naukę do niezbędnego minimum. I gdzie tu miejsce na rozwijanie pasji naukowej? Uniwersytet doskonały Jak zatem powinny wyglądać idealne studia? Nie jestem dość kompetentna, aby roztrząsać słuszność systemu bolońskiego czy zasadność pisania pracy magisterskiej. Nie do mnie należy ocena obowiązującego systemu stypendialnego czy problemu umiędzynarodowienia uczelni. Myślę jednak, że kwestią zasadniczą dla popra wienia systemu szkolnictwa wyższego jest przywrócenie studiom (i studentom) należnego prestiżu. Chodzi o to, żeby uczelnie nie przekształcały się w fabryki wystawiające taśmowo dyplomy ukończenia studiów wyższych. Żeby kształciły małą grupkę wielkich pasjonatów, w pełni świadomych celu swojego studiowania. Nic tak nie zadziwia jak student perorujący publicznie, że po jego kierunku nie ma pracy. Człowieku! To po co studiujesz? Ideałem byłoby wyłanianie przyszłych studentów podczas rozmów kwalifikacyjnych. O ile podczas egzaminu maturalnego zawsze może się powinąć noga, o tyle podczas rozmowy kwalifikacyjnej uważny nauczyciel akademicki z miejsca pozna, czy ma do czynienia z młodym
katarzyna bednarska
68
pasjonatem nauki, czy też z zagubionym człowiekiem desperacko szukającym w możliwości studiowania tymczasowej ucieczki przed rynkiem pracy. O ideałach jednak nie ma sensu rozmawiać, utopie są zakazane. Pozostaje nadzieja, że poważna debata publiczna może coś zmienić. Małymi krokami, ale zawsze. Nawet jeśli wskazane przeze mnie problemy tkwią nie w systemie, lecz w mentalności społecznej. A tej, jak wiadomo, nie da się zmienić ustawą.
Katarzyna Bednarska absolwentka slawistyki i filologii germańskiej, obecnie doktorantka na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Gdańskiego. Akademicki wicemistrz Polski autorów tekstów
Płatne znaczy lepsze
Łukasz Maźnica
71
płatne znaczy lepsze
Płatne studia i mniejsza liczba studentów. Czy tak radykalne zmiany w polskim szkolnictwie wyższym mogą je uzdrowić i podnieść jakość kształcenia? Moim zdaniem zdecydowanie tak.
Żaden proces, łącznie z bolońskim, nie jest w stanie uzdrowić edukacji na poziomie wyższym w naszym kraju, o ile nie pójdą za nim odpowiednie nakła dy finans owe. Jak bowiem dokonywać jakościowej rewolucji na uczelniach, gdy nakłady na jednego studenta w Polsce są jednymi z najniższych w Europie (według danych OECD)? Odpłatna racjonalizacja Paradoksalnie uważam, że publiczne środki przeznaczane w naszym kraju na szkolnictwo wyższe wcale nie są za małe. Zbyt niskie są dopiero wówczas, kiedy odwołamy się do wartości wskaźnikowych uwzględniających ogólną liczbę studentów. Rozwiązaniem tej sytuacji nie jest zatem ślepe dążenie do wzrostu wielkości nakładów na szkolnictwo wyższe. Alternatywnym wyjściem jest m.in. racjo nalne zmniejszenie liczby osób, które kształcą się w naszym kraju na poziomie wyższym. Dokonać tego można różnymi metodami. Kierunkiem, który proponuję ze względu na jego jednoczesne oddziaływanie na wzrost jakości kształcenia, jest wprowadzenie częściowej odpłatności za studia publiczne. Uprzedzając kontrargumenty, chciałbym wyjaśnić, że moja wizja nie musi pociągać za sobą finansowego wykluczenia uboższej części społeczeństwa z dostępu do studiów. Ta, dzięki poszerzonemu programowi kredytów studenckich i stypendiów, wciąż miałaby możliwość bezpłatnego kształcenia się. Tak skonstruowany system nie pociągałby za sobą żadnych dodatkowych kosztów dla budżetu państwa. Wręcz przeciwnie, częściowa odpłatność i idące za nią zmniejszenie liczby studentów przyczyniłyby się do wzrostu zarówno dochodów, jak i oszczędności w budżecie. Jakość, konkurencja, odpowiedzialność Idea wprowadzenia częściowej odpłatności za studia – społecznie niepopularna, acz moim zdaniem korzystna – jest trafiona z co najmniej kilku względów. Zakła dam m.in., że zniechęci ona do studiowania tę część osób, która robi to wyłącznie dlatego, że studia są bezpłatne. Uważam także, że może się przyczynić do większej odpowiedzialności studentów za podejmowane wybory, m.in. dotyczące kierunków studiów. Takie rozwiązanie bez wątpienia zwiększyłoby również fikcyjną
łukasz maźnica
72
obecnie konkurencję pomiędzy uczelniami publicznymi i niepublicznymi. Skoro bowiem obie formy kształcenia byłyby płatne, o wyborze miejsca nauki decydowałyby w końcu przede wszystkim względy jakościowe, a nie finansowe jak dotych czas. Ostatni i być może najważniejszy argument zawiera się w powiedzeniu: „Płacę, więc wymagam”. Płatne studia byłyby dla studentów znakomitym bodźcem do tego, aby dbać o jakość uzyskiwanej wiedzy. Koszty związane z możliwością studiowania generowałyby wysokie oczekiwania studentów wobec uczelni, a ta, nie mając wyboru, byłaby zmuszona troszczyć się o jakość nauczania. Wszystkie te czynniki złożyłyby się na dążenie szkół wyższych do bycia jak najbardziej pre stiżowymi i elitarnymi. Te dwie cechy decydowałyby bowiem o liczbie chętnych do podjęcia studiów w danym ośrodku akademickim. Od sukcesu do porażki Ogromna rzesza studentów edukowana na studiach o niskiej jakości nie przyczyni się niestety do wzrostu konkurencyjności naszej gospodarki. Bardzo możliwe, że za kilka lat nawet tak niezadowalająca dzisiaj czwarta setka listy najlepszych światowych uczelni będzie nieosiągalna dla naszych szkół wyższych. Warto pamię tać, że to nie ilość, lecz jakość studentów będzie odgrywać decydującą rolę, jeśli chodzi o przyszłość i rozwój naszego kraju. Brak podjęcia skutecznych, a nie po zornych kroków zmierzających do poprawy jakości kształcenia w Polsce może skutkować uzyskaniem przez nasz kraj statusu edukacyjnego zaścianka Europy. Jestem świadomy, że diagnozując problemy polskiego szkolnictwa wyższego, często idę pod prąd ogólnie przyjętym opiniom. Przyznaję, że edukacyjny boom jest jednym z największych sukcesów polskiej transformacji. Obawiam się jednak – i uprzedzam – że niebawem ten wielki sukces przemian roku 1989 może przerodzić się w jedną z największych porażek tego okresu.
Łukasz Maźnica student gospodarki i administracjipublicznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, prezes Koła Naukowego Gospodarki i Admini stracji Publicznej
Ku rewolucji w szkolnictwie wyższym
Adam Trawiński
75
ku rewolucji w szkolnictwie wyższym
Żyjemy w świecie strategii, planowania, wdrażania. Wiedza, jaką posiadamy, powinna przełożyć się na dobre międzynarodowe wyniki naszych uniwersytetów. Czy tak jest?
Jedna z podstawowych zasad królowej gier strategicznych – szachów – brzmi: „The only way to get smarter is by playing a smarter oponent” (ang. jedyny sposób, by stać się mądrzejszym, to granie z mądrzejszym przeciwnikiem). Ktoś zapyta, jaki ma to związek ze szkolnictwem wyższym? Na końcu rankingu W Polsce od lat są opracowywane i wdrażane kolejne strategie, których zadaniem jest wprowadzenie naszego szkolnictwa wyższego na zupełnie nowy poziom. Poziom, na którym nie będziemy z zachwytem patrzeć na innych, poziom, na którym to oni będą patrzeć na nas lub w najgorszym wypadku podamy sobie ręce w geście równości. Jak dotąd działania te nie przyniosły jednak widocznych rezul tatów, brakuje wszak w Polsce spektakularnych sukcesów, jak chociażby Nobel w innej dziedzinie niż literatura. Od lat przyglądamy się zachodnim uczelniom, rywalizujemy z nimi. Widzimy ich osiągnięcia – nobliści, wspaniałe naukowe odkrycia, innowacyjne konstrukcje itd. Gramy więc z lepszymi od nas i mimo że ciągle jesteśmy ogrywani (w walce o najlepszych studentów, o odkrycia, o prestiż), nie potrafimy wyciągnąć żadnych wniosków bądź wyciągamy ich niewiele. Według międzynarodowego rankingu najlepszych uniwersytetów „Acade mic Ranking of World Universities 2011” oba nasze najlepsze uniwersytety – Jagielloński i Warszawski – znajdują się na peryferyjnych miejscach w przedziale 301-400, podczas gdy tak naprawdę liczy się tylko pierwsza setka zestawienia. Co zrobić, żeby zmienić ten stan rzeczy? Czas radykalnych zmian Według Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozwiązanie naszych bolączek jest aż nazbyt proste – dać więcej pieniędzy. Przejawem tego ma się stać m.in. KNOW (Krajowy Naukowy Ośrodek Wiodący). Sama minister Barbara Kudrycka stwierdziła w jednym z wywiadów, że ma nadzieję, iż dzięki KNOW doczekamy się w Polsce noblisty. Pieniądze, odwieczne rozwiązanie wszystkich problemów świata, mają pomóc i tym razem. Śmiem wątpić, czy takie rozwiązanie przyniesie pożądany efekt.
adam trawiński
76
Oczywiście nie chcę negować zasadności dotacji finansowych, za tym musi jednak pójść coś więcej. Coś wykraczającego poza ramy obecnej reformy szkolnictwa wyższego. W tej chwili w Polsce potrzebna jest nie reforma, ale rewolucja. Na czym miałaby polegać? Krok pierwszy – koniec z „produkcją magistrów”. Uniwersytety w dobie walki o studenta kuszą maturzystów obietnicami. Każdy student to konkretne pieniądze (zarówno w publicznych, jak i niepublicznych szkołach wyższych). Pozbywanie się studentów nie leży zatem w interesie uczelni, bo w ten sposób tracą pieniądze. I – co za tym idzie – poziom nauczania spada. Podobnie jest z pisaniem prac dyplomowych. Coraz częściej nauczyciele akademiccy pozwalają obniżać ich poziom, byle tylko wypuścić absolwentów. Naukowcy nie są w stanie sprawdzić każdej pracy, powstaje ich zwyczajnie zbyt dużo. Antyplagiatowy system sprawdzania zdaje się niezbyt skuteczny. Efekt? Prasa bije na alarm, że aż 40 procent studentów podczas pisania prac magisterskich i licencjackich łamie prawaautorskie. W Wielkiej Brytanii gorsze prace są klasyfikowane do oddzielnej kategorii. W Polsce mamy do czynienia z podwójną patologią: z jednej strony jest nią brak kontroli nad pracami dyplomowymi, z drugiej – brak woli usuwania słabych studentów. Warto poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem rozwiązań brytyjskich. Skoro już ktoś chce zdobyć tytuł magistra, nie wysilając się przy tym nadmiernie, niech go ma. Nie możemy jednak dłużej przyzwalać na sytuację, gdy w jednym szeregu stawiany jest rzetelnie pracujący student i taki, który swoją obronę zawdzięcza luce w programie antyplagiatowym. Krok drugi – koniec z uprzywilejowaną pozycją profesorów. Osoba mająca habilitację uznawana jest za samodzielnego pracownika nauki i może zostać kierownikiem katedry. A nowa katedra to nowe pieniądze. Lepiej więc zatrudnić miernego profesora, którego główną siłą jest tytuł, niż dynamicznego, operatyw nego doktora. Niech o sile naukowca decydują faktyczne osiągnięcia i umiejętności, a nie mający wiele wad system. Krok trzeci – zmiana organizacji studiów. Trzeba wreszcie skończyć z reliktem poprzedniej epoki – wykładową metodą przekazywania wiedzy. Wykład jest zupełnie nieużyteczny, jeżeli chodzi o naukę zdolności i umiejętności. A przecież dziś wykazanie się umiejętnościami jest o wiele bardziej cenione niż posiadana wiedza teoretyczna. Przekonuje się o tym każdy z wchodzących na rynek pracy absolwentów. Studenci idą na studia po to, żeby po ich skończeniu mieć lepszą pracę. Jak ma się to dokonać, kiedy studia do niej nie przygotowują? Studia muszą uczyć wykonywania konkretnych działań, rozwiązywania problemów. Najlepsze uniwersytety na świecie już jakiś czas temu zerwały ze schematem wykła
77
ku rewolucji w szkolnictwie wyższym
dów na rzecz zajęć warsztatowych, burz mózgów, analizy i studium przypadku. Te rozwiązania sprawdzają się i przynoszą rezultaty. Skoro na Zachodzie to się udaje, dlaczego u nas miałoby się nie udać? Polscy naukowcy nie ustępują kole gom z Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA. Konieczna jest jednak zmiana organizacji szkolnictwa wyższego. Ograniczmy wykłady do absolutnego minimum, a w to miejsce wprowadźmy więcej zajęć praktycznych. Polskie uniwersytety muszą oferować modele zajęć atrakcyjnych, skutecznych i, co najważniejsze, sprawdzonych. Koniec z bylejakością Dlaczego nie mamy chociaż jednego uniwersytetu na światowym poziomie? Bo nie umiemy, a raczej nie chcemy przełamać obecnego status quo. Skoro gramy z lepszymi od siebie, to korzystajmy z ich doświadczeń. Uczmy się na ich błędach. Nie wstydźmy się kopiować sprawdzonych rozwiązań, nie bójmy się rewolucji w systemie szkolnictwa wyższego. Nie patrzmy na wzorce średnich uczelni, nie patrzmy nawet na dobre uczelnie, bierzmy przykład z najlepszych. Skończmy ze „szklanym sufitem”, od którego odbijają się kolejni reformatorzy, napotkawszy opór ze strony osób, którym zależy na zachowaniu obecnych rozwiązań. Nieraz już udowodniliśmy, że potrafimy stworzyć i wprowadzić w życie rewolucyjne rozwiązania. Nie da się przeskoczyć przepaści, robiąc zwykły krok naprzód, trzeba wykonać odważny, daleki skok.
78
Adam Trawiński doktorant w Katedrze Filozofii Społecznej Instytutu Socjologii KUL
Kim właściwie jest pedagog?
Kamila Kamińska
81
kim właściwie jest pedagog? Jak zastosować w praktyce zdobytą na studiach wiedzę teoretyczną? Ten dylemat znany jest absolwentom wielu kierunków studiów. W sposób szczególny dotyka on młodych nauczycieli.
Jestem absolwentką filologii polskiej ze specjalizacją nauczycielską oraz studentką pedagogiki. W czasie studiów uczymy się historii wychowania, studiujemy dzieła myślicieli starożytnych i oświeceniowych, pochłaniamy wiedzę z zakresu filozofii, socjologii, logiki... Pewnego dnia opuszczamy mury naszej Alma Mater i zderzamy się z rzeczywistością. Trafiamy do placówek oświatowych, przed szkoli, szkół, poradni psychologiczno-pedagogicznych, świetlic środowiskowych, domówdziecka… Czego nauczać nauczycieli? Niedoskonałości w systemie edukacji przyszłych nauczycieli odsłania „Raport o stanie edukacji” z 2010 roku pod tytułem „Społeczeństwo w drodze do wiedzy”. Dyrektorzy szkół, wypowiadając się na temat przygotowania młodych nauczycieli, twierdzą w nim, że ich największym mankamentem jest brak umiejętności radzenia sobie z problemami wychowawczymi w pracy z uczniami oraz złe przygotowanie metodyczne, a to właściwie stanowi najistotniejsze kompetencje pedagoga. Te niedoskonałości i niedociągnięcia w przygotowaniu nauczycieli do ich pracy zawodowej dają później efekt w postaci kulejącego systemu szkolnictwa. Czego więc powinno się nauczać przyszłych nauczycieli? Nie można przecież wyrugować całej teorii na rzecz praktyki – wszak przyszły nauczyciel powinien posiadać rozległą wiedzę, którą później będzie przekazywał uczniom. Jednak na studiach przygotowujących do pracy nauczyciela nie może zabraknąć zajęć z nauczy cielami, którzy z perspektywy wielu lat doświadczenia mogliby zaoferować studentom zajęcia w formie warsztatów doskonalących. Nawet najlepsi wykładowcy, w większości teoretycy, nie są w stanie przekazać wiedzy praktycznej w takiej postaci, jak mogliby to uczynić praktykujący pedagodzy. Już od drugiego roku studenci – przyszli pedagodzy – powinni mieć organizowane przez uczelnie praktyki i staże w placówkach oświatowych. Oczywiście takie praktyki obecnie się odbywają, jednak nie zawsze w formie, w jakiej powinny. Często studenci nie wynoszą z praktyk niczego, co mogliby później wykorzystać w pracy zawodowej. Brakuje rozmów z pracownikami oświaty oraz uczniami. Odbycie praktyk ogranicza się właściwie do przeprowadzenia kilku lekcji i dostarczenia na uczelnię scenariuszy zajęć. Wszystko to rozmywa się i niknie pod ciężarem kolejnych sesji egzaminacyjnych i zaliczeń.
kamila kamińska
82
Czy praktyki są praktyczne? Chodzi o możliwość odbycia praktyk w placówkach oświatowych, w których studenci mogliby poznać specyfikę prowadzenia zajęć z dziećmi i młodzieżą. Uczelnie kształcące przyszłych pedagogów powinny mieć podpisane umowy z takimi placówkami, umożliwiające odbywanie praktyk przez stud entów. Ważne, by uczelnia dała szansę sprawdzenia swoich sił we wszystkich rodza jach placówek. Ograniczałoby to przypadki tzw. minięcia się z powołaniem w przyszłości. Jednym słowem, studia powinny przygotowywać do przyszłej pracy. Dobrze by było, gdyby pedagog nie tylko pęczniał od wiedzy teoretycznej, ale też emanował umiejętnościami praktycznymi – znalezienie złotego środka w kwestii przekazania studentom teorii i praktyki wydaje się najlepszym roz wiązaniem. Mam nadzieję, że przyszłe pokolenia będą miały szansę kształcić się w taki sposób.
Kamila Kamińska absolwentka polonistyki i logopedii na UW, studentka pedagogiki w SGGW
Przetrwać chude lata
Paweł Jakubowski
85
przetrwać chude lata Czy projektując nowe regulacje dotyczące studiów i uczelni, uwzględniono wszystkie niezbędne zmiany?
W obliczu niżu demograficznego uczelnie są świadome tego, że najbliższe lata przetrwają tylko najlepiej zorganizowane i umiejące sobie radzić szkoły. Dlatego to, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, dziś staje się faktem. To uczelnia walczy o studenta! Maturzysta może wybierać i ma pewność, że miejsce na uniwersytecie i tak się dla niego znajdzie. Zwiększane sukcesywnie przez dzie sięciolecia limity miejsc nie zostały ograniczone. Uniwersytet działa jak przed siębiorstwo. Główny miernik to wynik ekonomiczny – zysk. Tymczasem student powinien mieć poczucie, że nie jest jedynie osobą, która daje miejsce pracy profesorom, „produktem przemysłu edukacyjnego”. Może lepiej ograniczyć limity przyjęć i skupić się na pracy z wybitnymi studentami, niż „produkować magistrów”? Ręce precz od drugiego kierunku Większość argumentów za odpłatnością drugiego i kolejnego kierunku studiów należy uznać za słuszną. Część studentów rzeczywiście nadużywała dobrodziejstwa systemu. Jednakże projektodawcy ustawy nie zadali sobie podstawowego pytania: po co studenci idą na drugi kierunek? Mają tyle wolnego czasu, że chcą go spędzić, wysiadując na ćwiczeniach? Otóż nie! Podstawowy kierunek studiów nie spełnił ich oczekiwań. Dlatego aby dostosować się do wymogów rynku pracy, trzeba ukończyć co najmniej dwa fakultety. Aż się prosi, by połączyć prawo, ekonomię i politologię. W Wielkiej Brytanii są takie kierunki jak PPE (politics, philosophy, economics – politologia, filozofia, ekonomia), czyli studia łączące najważniejsze elementy tych dyscyplin naukowych. W Polsce, aby nauczyć się dobrze prawa administracyjnego, trzeba ukończyć całe studia, choć oferty studiów podyplo mowych wskazują, że możliwe jest nauczenie się tego w trybie zaocznym przez kilka semestrów. Czy nie lepiej więc zreformować plany zajęć, przyjrzeć się przedmiotom, wykreślić te niepotrzebne, postawić na praktykę, a nie tylko na teorię? Primus inter pares Idealne studia to także stypendium. Z wielkim uznaniem należy przyjąć rozwiązania zapisane w nowej ustawie w zakresie stypendiów socjalnych (np. podniesienie limitu dochodu uprawniającego do przyznania świadczenia). Jednakże można się
paweł jakubowski
86
zastanowić, czy wprowadzenie stypendium rektorskiego jest sprawiedliwe. Tylko 10 procent studentów może liczyć na takie stypendium. To naprawdę niewiele. Nowe zmiany pozbawią stypendiów wielu studentów, którzy na starych zasadach na pewno by je otrzymali. Może lepiej dostosować system stypendialny do warun ków wydziału? Trudno pogodzić się z tym, że student trudnego kierunku nie dostanie nic, a student łatwego i przyjemnego dostanie od rektora pieniądze oraz będzie mógł liczyć na stypendium ministerialne i niekiedy samorządowe. Nowy system, mimo że zakłada równość i klarowne zasady dla wszystkich, nie będzie do końca sprawiedliwy. A przecież jest to główne założenie nowej ustawy. Więcej dobrych praktyk To, czego brakuje na studiach, to praktyki. Staż w dobrej firmie jest bardzo ciężko zdobyć. Często student czuje się tam jak piąte koło u wozu lub idzie do pracy tylko po to, aby otrzymać podpis na stosownym zaświadczeniu. Później natomiast pracodawcy narzekają, że absolwent nie ma doświadczenia. Dlatego uczelnie i pracodawcy powinni wypracować jakiś model współpracy – godny, przynoszący korzyści każdej ze stron. Do smutnych, lecz częstych przypadków należą absolwenci dziennikarstwa, którzy nie sprawdzili się w redakcjach; prawnicy, którzy nie widzieli sali sądowej; lub absolwenci stosunków międzynarodowych, którzy nawet nie wyjechali na „Erasmusa”. In fine Reforma systemu szkolnictwa zmusi uczelnie do podjęcia wszelkich możliwych starań, aby utrzymać się na rynku. Pytanie, czy szkolnictwu wyższemu wyjdzie to na dobre i poziom studiów się nie obniży? Paweł Jakubowski ukończył politologię na UMCS i prawo na KUL, obecnie jest doktorantem na Wydziale Politologii UMCS
Zakuć, zdać, zapomnieć
Weronika Piernik
89
zakuć, zdać, zapomnieć Dlaczego na studiach nie uczymy się myśleć?
W moim przypadku wybór politologii jako kierunku studiów nie był podyktowany lenistwem ani tym, że byłam kiepska z matmy. Wiedziałam, że specjalizację wybiorę już po pierwszym semestrze. Cel: dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Cztery lata na naukach politycznych minęły nie wiadomo kiedy, a ja nadal mam problem z odpowiedzią na podstawowe pytania. Opasłe tomy, teoretyczne rozważania, definicje… Jak to się ma do rzeczywistości? Dziennikarz to nie jest zawód jak każdy inny – to sposób życia. Spodziewam się jednak i tu konkretnej wiedzy – prawo prasowe, zasady funkcjonowania urzędów, ale przede wszystkim doskonalenie warsztatu. Już trzeci rok specjalizacji i nie napisaliśmy ani jednego tekstu. Uczymy się na pamięć marketingu politycznego i wyszukujemy w dziennikach „dialogowanych form monologowych”. Owszem, poznałam filozofię polityczną według Michaela Oakeshotta, definicję ekonomiki mediów według Picarda, zrozumiałam sentencję Parmenidesa „byt jest, a niebytu nie ma”. Dotarło do mnie też, że będę erudytą, ale głodnym. Przyjrzyjmy się siatce zajęć na pierwszym roku: najnowsza historia polityczna (zaczyna się w momencie przewrotu majowego, na omówienie okresu lat 80. nigdy nie ma czasu), nauka o polityce (teoretyczna teoria), polityka społeczna i gospodarcza (już wiem, dlaczego spis powszechny robi się w miesiącach letnich), filozofia z elementami logiki, technologia informacyjna (piątka w indeksie jest – tylko nie mam pojęcia, jak działa ten podpis elektroniczny), socjologia (z sympatyczną prowadzącą nawet definicja grupy może być ciekawa), język obcy (szkoda, że tylko jeden), stylistyka i kultura języka (dziwne, nie pamiętam ani słowa). Dzięki zajęciom z administracji wiem, że w ciągu 30 dni od nadania dziecku imienia w urzędzie mogę je jeszcze legalnie zmienić. Odkrycia rodem z Wydziału Nauk Społecznych, czyli Wiele Nie Studiujesz. Dlaczego nikt nie nauczył nas, jak prowadzić kampanię wyborczą kandydata na prezydenta? Marketing polityczny to chyba adekwatna nazwa? Czy ktoś w końcu pokaże mi, jak zaplanować kampanię wyborczą? Albo nauczy prowadzenia badań medioznawczych? Dlaczego nie wytłumaczono nam, co to jest WIG, jak odczytywać zielone, skierowane do góry strzałki? Jak później przygotować materiał do radiowego flesza, kiedy dziennikarz sam nie ma pojęcia, o czym mówi? Czy wykład z ekonomii naprawdę musi polegać na wyświetlaniu definicji
weronika piernik
90
mnożnika dla gospodarki otwartej i omawianiu cyklów Kitchina? Czy nie mogli byśmy wziąć kredytu i omówić tego, jaki wpływ ma urodzaj ryżu na cenę pomadki do ust w Rudzie Śląskiej? Albo dlaczego polskiemu rządowi nie opłaca się remontować dróg ani budować autostrad (jeżdżąc po dziurawych drogach, zużywasię więcej benzyny, co przekłada się na większe wpływy z akcyzy do budżetu)? Kto ma rację w sporze Balcerowicz kontra Rostowski? Jeśli dwóch utytułowanych ekonomistów nie potrafi się zgodzić co do spójnej polityki finansowej, to co ma powiedzieć dziennikarz? A przecież na tym właśnie polega nasze zadanie – to my mamy tłumaczyć społeczeństwu, jak działa ten świat. Dlaczego na organizacji i zarządzaniu ani słowa o funkcjonowaniu redakcji? Ilu mam zatrudnić dzienni karzy, żeby moja gazeta nie splajtowała, skąd wziąć pieniądze na jeszcze jeden przenośny rejestrator Marantz? Naprawdę jutrzejsza pogoda interesuje mnie bardziej niż model kliniczny Edgara Scheina i kultura organizacji. A przecież nie musi tak być – dlaczego teoria, wkuwanie i zasada „3 × Z” wciąż pokutują na wydziałach humanistycznych? Więcej praktyki, więcej życia w tej zakurzonej bibliotece i smutnej sali wykładowej. Dlaczego marnujecie nasz czas i pieniądze? Nie wspomnę o marzeniach, energii i butach. Dziękuję tylko za to, że przeczytałam w końcu Konstytucję RP i prawo prasowe, poznałam twórczość Hugo-Badera i odkryłam miesięcznik „Press”. Czytanie opasłych tomiszczy nie pomogło mi co prawda wygrać dziennikarskiego konkursu na poziomie ogólnopolskim ani otrzymać statusu współpracownika w portalu internetowym. Ale obowiązkowe dwumiesięczne praktyki dzięki własnej determinacji przekształciły się w wielomiesięczne staże. Pisanie to ciężka praca, nawet do uniwersyteckiej gazetki. I to właśnie chcę robić. Tego chcę się uczyć. Mnie się udało – nie do końca jeszcze uniwersytet mnie zniszczył.
Weronika Piernik dziennikarka, studentka politologii i polonistyki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach