Issuu on Google+

CENA: 13zł w tym 8%VAT NR 63/07/2012 LIPIEC

ISSN 1897-3655

INDEKS 233021


14

70

56

46

62

6 8 14 40 46 50 56 62 68

Od redakcji i newsy

70

Fabian De Gaillande - Złożona mieszanka

Tattoofest 2012 naszymi oczami Tattoofest 2012 - Galeria prac Inspiracje - Dan Hillier 17. Konwent w Dortmundzie Paweł Jankowzki z „Kynst Tattoo” Marie Kraus - Delikatność i abstrakcja Kudi chick - Janine Latino Art Collection Prezentacja wydawnictwa

50

WA N

IE RE GR DA AF Rad KC IC J o ZN Kry sław A: styn Bła E: szc aS As zym zyńs ia ki czy k, K aro lina Sku REDA lska KTOR Aleksa NACZ ndra S E koczyla LNA: s

Y:

8

CO

WYDAWCA: FHU Koalicja, ul. Szpitalna 20-22/s5, 31-024 Kraków

st.pl attoofe www.t t@gmail.com s tattoofe

Redak nieza cja nie zw r m a redag ówionych, ca materiałó owania zastrz w eg in n a ie a s d o o e d zamie powiada z słanych tek bie prawo a s stów z c z o nych r treść eklam .

68

ISSN 1897-3655

tatt

Max : Intro .com.pl DRUK ax ntrom www.i A: AM KL I RE com NG ail. ETI @gm t RK MA oofes

RA

IC : N to fo W A ns O , C ga DK ere A a R ,R Ł A da B OK n ŁP l) a Ó rt.p ki Am SP .a ws W fala o LI 3 rw A k ( Ka ST are id D aw D

OP

polski magazyn dla ludzi kochających tatuże

40


polski magazyn dla ludzi kochających tatuaże

T

ym razem witam się z Wami ja - Karolina, najmłodszy wiekiem i stażem pracownik TattooFestu. Co prawda, właśnie zaczyna się czwarty miesiąc mojej obecności w redakcji, jednak wiadomo, że dzieci, ryby i nowicjusze głosu nie mają. Dziś w końcu dostąpiłam zaszczytu wypowiedzenia się i nie wiem od czego zacząć… Zazwyczaj nawet na pytanie „która godzina?” potrafię odpowiedzieć w dwudziestu zdaniach, w szkolnych wypracowaniach nieustannie przekraczałam limit słów, a rodzice od czasu mojej wyprowadzki z domu znacznie lepiej rozumieją znaczenie słowa cisza. Teraz jednak, gdy przyszło mi stworzyć coś konstruktywnego, w dodatku na swój temat, czuję opór. Będzie więc krótko - staram się pracować dużo, a spać mało. Zanim pojawiłam się w naszym „zakładzie” (to słowo dedykuję Naczelnej) wydawało mi się, że jestem pracoholiczką. Teraz wiem, że w tej kwestii jeszcze sporo brakuje mi do Oli, Krysi i Radka. Jeśli chodzi o inne rzeczy, bardzo lubię niezdrowe jedzenie. Redakcyjna załoga już dobrze o tym wie, Wy natomiast możecie się przekonać, przeglądając zdjęcia z Tattoofestu, na większości z nich moim atrybutem są frytki. A propos imprez związanych z tatuażem, nie są mi one obce, jednak dopiero od niedawna przyglądam się im z innej perspektywy niż osoba zwiedzająca. W końcu mogłam przekonać się, jak wygląda zorganizowanie krakowskiej konwencji i sama dołożyć do niej swoje skromne trzy grosze. Cóż, spodziewałam się, że przy tego typu wydarzeniach jest sporo pracy i załatwiania przeróżnych spraw, nie sądziłam jednak, że aż tyle. Właściwie wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że zrobiło to zaledwie kilka osób. W każdym razie, z samej obserwacji całego procesu nauczyłam się więcej, niż przez dwa lata na mojej wesołej uczelni. Tutaj chętnie wtrąciłabym swoje przemyślenia odnośnie systemu nauczania w Polsce, ale się powstrzymam. O samej konwencji mogłabym powiedzieć dużo więcej, jednak ponieważ napisania tekstu pod tytułem „Tattoofest 2012” podjęła się Ola, pozostaje mi zaprosić Was do dalszej lektury magazynu. Znajdziecie w nim moją faworytkę Marie Kraus, młodą i zdolną tatuatorkę, prosto zza naszej południowej granicy. Oprócz niej: Fabian De Gaillande i Paweł Jankowzki, artysta polskiego pochodzenia pracujący w holenderskim „Kynst Tattoo”. Narodowym akcentem jest również lipcowa Kudi chick, Janine. Chociaż mieszka w Niemczech, ma polskie korzenie i odwiedza kraj nad Wisłą kilka razy w roku. W dziale „Inspiracje” Dan Hillier, człowiek niesamowicie sympatyczny, aczkolwiek nieuchwytny. Walka o wywiad i zdjęcia toczyła się od dobrych kilku miesięcy. Oczywiście, przy mikrofonie nie może zabraknąć Krysi, dlatego stworzyła dla Was relację z konwencji Dortmundzie, z której – uwaga – wróciła całkiem zadowolona ;). Na koniec chciałabym wyrazić swoją radość z tego, że znalazłam się w tym zacnym, wytatuowanym gronie i mogę realizować swoją pasję. Bardzo dziękuję Tattoofestowej ekipie za to, że uwierzyli we mnie i dali mi szansę robienia czegoś ciekawszego niż zamiatanie ulic, co z pewnością czekałoby mnie po ukończeniu moich studiów. Karolina

TATTOOFEST 6

Studio „Iron Brush Tattoo” we współpracy z klubem „In Decks” oraz „Street Tattoo” 4 sierpnia organizuje event poświęcony tematyce tatuażu oraz kulturze Rockabilly. Na imprezie odbędą się pokazy tatuowania oraz piercingu, zagrają Mike Gowin & Million in Cash Band i wybierana zostanie Miss Pin Up Girl. Uwaga! Na zwyciężczynie konkursu czekają atrakcyjne nagrody. Ogólnie, będzie się działo! Po wszystkich atrakcjach czeka Was całonocne afterparty z DJ-em Mauym. Wszystkich serdecznie zapraszamy do Warszawy na ul. Krakowskie Przedmieście 24. Start o godzinie 17.00.

Pierwszego lipca swoją działalność w Sztokholmie rozpoczęło studio „Kult Tattoo Fest”. Pracować będą w nim lokalni artyści, a także tatuatorzy z krakowskiej pracowni o tej samej nazwie. W związku z tym przedsięwzięciem, niosącym za sobą liczne wyjazdy, do małopolskiej ekipy dołączył pochodzący z Białorusi Aleksandr Miheenko, a w drugiej połowie lipca zawita Patryk Hilton. Mieszkańcy czy odwiedzający szwedzką stolicę turyści będą mieli szansę wytatuować się także u Tofiego czy Marcina Surowca, którzy zapowiedzieli tam swoją obecność.

/KultTa ttoofest St oc ww w.facebook.com

kholm


Już czwarty rok z rzędu miłośnicy tatuaży będą mieli okazję spotkać się na gdańskim Tattoo Konwencie. W ostatni weekend lipca Stocznia Gdańska zmieni się w galerię sztuki oraz festiwal muzyki. Niezwykłych i oczywiście mocnych wrażeń muzycznych dostarczą: Blade Loki, Schizma, Bulbulators, Street Chaos, Drown My Day, Collina oraz AYS. Zagraniczne gwiazdy, które zaaplikują Wam ogromną dawkę energii to: Mad Sin z Niemiec oraz Trapped Under Ice z USA. Przygotowano również masę pokazów, takich jak: FreakShow Lorda Insanity, burleskę wykona Xarah vn den Vielenregen, a za pokaz Suspension odpowiedzialna będzie grupa The Hooked Friends. Zobaczycie także taneczny teatr tańca Dzikistyl Company. Szczegółów szukajcie na: www.tattookonwent.pl oraz www.facebook. com/GdanskTattooKonwent

Prenumerata

Tattoo Fest!! 1.

Prenumerata: • Koszt jednego magazynu to 13 zł • Za 78 zł dostajesz 6 numerów + 1 w prezencie • Istnieje możliwość zakupu archiwalnych numerów • Po wpłacie na konto przesyłka na terenie kraju gratis • Przy przesyłce pobraniowej i zagranicznej doliczamy jej koszty • Bez awizo w Twojej skrzynce pocztowej!! Zamówienia: 12 433 38 90 tattoofest@gmail.com Wpłata: Przekazem pocztowym na adres: FHU Koalicja ul. Szpitalna 20-22/s5, 31-024 Kraków Przelewem na konto: Radosław Błaszczyński 02 1540 1115 2064 6060 0446 0001 • Dopisz od którego numeru zamawiasz prenumeratę. Jeśli chcesz otrzymać fakturę, koniecznie poinformuj nas o tym w trakcie zamówienia.

2. Magazyn można także kupić

w formie elektronicznej na naszej stronie www.tattoofest.eu/sklep • Koszt jednego wydania to 10 zł • Do wyboru masz kilka opcji płatności • Do przeglądania stron potrzebny jest Acrobat Reader • PDF’y magazynu nie nadają się do druku Tę opcję szczególnie polecamy osobom przebywającym za granicą

21 lipca serdecznie zapraszamy do Poznania na otwarcie nowego studia „Czaszka i Sztylet”. Ekipę tworzą Sławomir Nitschke, Glue Sniffer i Kuba Kujawa, którzy zajmują się tatuażem neotradycyjnym we własnym wydaniu. W studiu powstanie mała galeria, w której zobaczyć będzie można flashe, rysunki oraz obrazy tatuatorów (i nie tylko) z całego świata. Otwarcie studia będzie powiązane z pierwszym wernisażem prac ekipy „Aslan Tattoo” z Bratysławy. Zapraszamy! www.facebook.com/CzaszkaISztylet TATTOOFEST 7


N

a początek kilka słów o tegorocznym terminie konwentu. Właśnie dobiegło końca sportowe święto, którego Polska była jednym z gospodarzy. Od kilku miesięcy w codziennych wiadomościach obserwowaliśmy jak budowane są autostrady i stadiony, ale data otwarcia rozgrywek znana była znacznie wcześniej. Wypadła na dzień przed drugim weekendem czerwca, czyli terminem, który rezerwowaliśmy na Tattoofest od drugiej edycji. W związku z tym nie pozostało nam nic innego, jak przełożyć imprezę i pozwolić na przeżywanie tatuażowych i sportowych emocji w różnych terminach. Rozwiązanie to okazało się o tyle dobre, że tym razem nasza „konkurencyjna” konwencja w kalifornijskim Long Beach, odbyła się tydzień później. Do tej pory zdarzało się tak, że topowi artyści byli zobowiązani do pojawienia się właśnie tam i odwlekali w czasie wizytę w Krakowie. W końcu za sprawą zmiany daty, mógł przylecieć do nas Master Jess Yen, ale o tym za chwilę. O ile tutaj można mówić o fortunnym zbiegu okoliczności, to niestety już pod koniec zeszłego roku zdarzyło mi się tłumaczyć kilku osobom, które pojawiąją się u nas systematycznie, wybór tego terminu. Okazało się bowiem, że w tym czasie u naszych zachodnich sąsiadów odbywają się dwie imprezy przeniesione z lipca i sierpnia na czerwiec, a także konwent w Amsterdamie. Wpłynęło to niestety na nieobecność w Krakowie kilku wystawców, ale muszę przyznać, że mimo tego, miesiące poprzedzające Tattoofest wypełnione były ekscytacją, a to za sprawą dodawania do listy kilku kolejnych nazwisk, jak: James Tex, Dan Cameron, Carl Löfqvist, Kostas, Alex Gotza czy Håkan. Wiele wydarzyło się w  ostatnim czasie na naszym rodzimym podwórku, stąd obecność dobrze znanych artystów, jednak pracujących pod szyldem własnych, niedawno otwartych studiów, jak „Theatrum Symbolica”, „Pink Machine” czy „Czaszka i sztylet”. Choć oczywiście ostatnie tygodnie przyniosły kilka zmian (wielka TATTOOFEST 8

szkoda, że nie mogliśmy gościć Andrzeja Leńczuka, autora projektu tegorocznego plakatu), ekipa artystów pod żadnym względem nie zawiodła. Pojawili się stali bywalcy, wśród tatuatorów zagranicznych Jee Sayalero, Thomas Kynst, Ed Perdomo, potężna reprezentacja węgierska, co bardzo cieszy, wrócili artyści, którzy po raz pierwszy odwiedzili Kraków w zeszłym roku. Licznie stawili się przedstawiciele polskiej sceny, a także kilku nowych tatuatorów, o których staraliśmy się od kilku dobrych miesięcy, w tym bardzo wielu pochodzących ze Skandynawii. Dzięki nim wszystkim, żaden miłośnik tatuażu nie powinien czuć się rozczarowany i mógł znaleźć odpowiedniego dla siebie artystę i styl.

D

la nas festiwal trwa trochę dłużej niż dwa dni, ponieważ goście pojawiają się w Krakowie wcześniej i opuszczają go kilka dni później. Rekordzistą był tym razem zaprzyjaźniony z Daveeem Saxe z „Dirty Rebels”, który wyjechał prawie tydzień po imprezie. Natomiast, w środę jako pierwszy przybył wspomniany Jess Yen

wraz z dwoma uczniami, Andy Tranem i Manem Yao. Swój przyjazd zapowiedział podczas konwentu w Berlinie… w 2009 roku. Od tamtej pory cierpliwie czekaliśmy aż sprzyjające okoliczności pozwolą, by realizował swoje marzenie o Polsce, która przyśniła mu się, i do której zapałał niewytłumaczalną miłością. Tego tatuatora spotykamy zawsze w Londynie i Mediolanie, gdzie obserwujemy jego prace wykonywane często metodą ręczną Tebori, ale i przy użyciu maszynek elektrycznych. W końcu się udało, zawitał i do nas! Pochodzący z Tajwanu, mieszkający od lat w Stanach artysta, był dla mnie od początku swoistą zagadką, choć wielokrotnie widywałam go wcześniej. Musiałam nieco skonfrontować moje wyobrażenia o azjatyckich mistrzach tatuażu we współczesnym, zachodnim świecie. Gdy w asyście narzeczonego pojawiłam się na lotnisku, dosłownie po kilku minutach dało zauważyć się jaką estymę przejawiali wobec niego uczniowie. Jako kobieta, w dodatku jak stwierdził Master, zbyt młoda na organizację konwentu, a z natury raczej powściągliwa, zadawałam sobie


Prezent dla Mastera Jessa

Pokaz Pandora Deluxe, fot. A.H.

Raz, dwa trzy… Jagódka patrzy

… i odzieży marki TRASH, fot. A.H.

:)

Modelki Cococabany, fot. A.H.

Marianna i Raga

Zdobywcy nagród za „Tatuaż mały kolorowy”, fot. A.H.

Najmłodsza publika, fot. A.H.

Kompozycja damska, fot. A.H.

Tobiasz zapowiada swój wykład Darek

„Tak, ten kawałek…”, fot. A.H.

TATTOOFEST 9


pytanie, jak w odpowiedni sposób okazać Mistrzowi szacunek, na który zasługuje. Z pewną dozą nieśmiałości, oprowadzając gości wieczorem po Starym Mieście, opowiadałam o Krakowie i naszej pracy. Szybko okazało się, że Jess to człowiek wielce sympatyczny, na luzie, zainteresowany wieloma kwestiami i ciekaw naszego kraju. Natomiast jego, nazwijmy to „oficjalne” relacje z uczniami wynikają z tradycji, którą pielęgnuje i której sam doświadczył, by zdobyć tytuł „Hori”. Podekscytowani obecnością Jessa, aż do piątkowego wieczora, kiedy spotkaliśmy się z wieloma wystawcami na oficjalnej imprezie inaugurującej Tattoofest, śledziliśmy ich wpisy na Facebooku. Wielokrotnie wspominaliśmy, że to niezastąpione źródło nowych prac do magazynu, skarbnica informacji oraz sposób na szybki kontakt z artystami. Teraz mogliśmy obserwować także, kto jest już w drodze (Szwedzi jadący jednym autem stworzyli swoisty dziennik podróży!), kto zaczął zwiedzać, kto zaktualizował status świadczący o tym, że właśnie wsiada do samolotu, a kto dostaje mandat na krakowskich Plantach. Tak czy inaczej czuliśmy, że wszyscy się zbliżają, że niebawem się spotkamy i zaczniemy celebrować święto tatuażu, jakim był zawsze dla nas Tattoofest.

Sideshow Krystiana, fot. A.H.

skóry, fireshow, koncertami, higienicznym patrolem na wesoło, art fusion, malowaniem nie tylko na płótnach, ale i mniej konwencjonalnych przedmiotach, tattoo battle, czyli tatuowaniem jednej osoby przez dwóch tatuatorów w  tym samym czasie, pokazami piercingu, gorsetów, odzieży, ulicznymi teatrami, sztukami walki, performancem z tańcem Butoh i tańcem w nowoczesnym wydaniu, wystawami i wykładami. I co tu jeszcze wymyślić, czym zaciekawić publiczność? Występy, jakie można było podziwiać w tym roku, to częściowo efekty naszych poszukiwań, starań i zabiegów, a reszta to ludzie na jakich trafiliśmy - mój ulubiony typ, czyli tacy, którzy się angażują, dzielą swoją pasją, i którym się chce. Rezultaty pracy Angeli z „Trash”, Aniki z „Cococabana Studio”, Magdy z „Pandora Deluxe”, Śpiewaka czy chłopaków z drifterskiego teamu „D1KRK” mogliśmy obserwować na miejscu. Ich pozytywne nastawienie było wielkim walorem tegorocznej edycji. Należy też wspomnieć o Tomaszu Madeju, o którym więcej pisaliśmy w majowym numerze, odpowiedzialnym za ukazanie Wam renesansu tatuażu etnicznego. Już na kilka tygodni przed naszym spotkaniem zaraził mnie swoją pasją i jak przypuszczam, niejednego z licznych słuchaczy jego sobotniego wykładu także. Przykre niespodzianki też niestety miały gromadzenie świetnych tatuatorów miejsce, w ostatniej chwili okazało się, że to za każdym razem nasz główny nie dojedzie do nas Rdza. W niedzielę wycel, ale ważna jest także oprawa kłady odbyły się już planowo, czyli zaprewydarzenia, czyli dodatkowe atrakcje, zentował się Robert Łypik z krakowskiej które pozwolą oderwać się nieco od kwin- „Tattoo Familii”, a także Tobiasz opowiatesencji konwentu tatuażu, czyli samego dający o historii, tradycji i współczesnym tatuowania. Tutaj głowienia się także było obliczu tatuażu chińskiego. Choć dla mnie sporo. Co tak naprawdę pasuje do tego Chmobudowa była tym razem trochę za typu imprezy? Czym wystawcy nie znudzą mała, miejsce pozostanie bez zmian. Zasię po kilkunastu minutach? Co świeżego wsze cieszyłam się z dużej ilości pomieszi nowego można zaprezentować na sce- czeń, które możemy zagospodarować na nie? Podczas naszych podróży wiele już salę cateringową dla wystawców czy na widzieliśmy, w Krakowie także mieliśmy salkę wykładową. Teraz trzeba było ustajuż do czynienia z freak show, suspension, lić bardzo precyzyjny plan taktyczny, kto tatuowaniem bananów, syntetycznej i  kiedy ma znaleźć się w  jakim miejscu,

Z

Kasia z „Greenpeace”, fot. D.P.

Drift Team „D1KRK”, fot. A.H. Darek każdego wciągnie w malowanie

Daveee i Kanu z puszkami, fot. D.P.

Coco Katsura i jej dzieło, fot. D.P.

TATTOOFEST 10

Tak to się robi z bananami, fot. A.H.

Tomasz Madej i Karolina z „Primitive Tattoo”


Modelki kontra hostessy, fot. A.H.

Sto lat Raga! fot. A.H.

Magda opowiada o kolekcji Pandory, fot. A.H.

Pomocna dłoń Krysi, fot. A.H. Młodzi zagniewani Kuba i Sławek Plażowo z ekipą Jawora, fot. A.H.

Pandora Deluxe, fot. A.H. Modele vs. Jury

Nagrodzeni za najlepszy tatuaż niedzieli, fot. A.H.

TATTOOFEST 11

Marcin - ostatni pracujący tatuator i nagroda za „Best of the night”

Darek podsumowuje akcję 3fali, fot. A.H.

Wcielenia Śpiewaka Grotesque, fot. A.H.


aby wszyscy mogli się przygotować, czy to do pokazu czy wykładu. Prawdziwym arcymistrzem zaangażowania okazał się także Darek Paczkowski z 3fali, na którego możemy liczyć każdego roku. Dzięki street artowi potrafi przybliżyć ważne sprawy osobom postronnym i to niezależnie od ich wieku. Język porozumienia znalazł również z berlińską ekipą Superfly Suspension, która pojawiła się w Krakowie w sobotnie popołudnie. Po kilku godzinach spędzonych w Chemobudowie przed swoim występem, postanowili zostać na drugi dzień, by już w niezobowiązującej atmosferze zrelaksować się i pooglądać prace artystów. To oni w asyście Coco Katsury rządzili w sobotni wieczór na scenie, na której miały miejsce wspomniane wyżej atrakcje, a także kilka bardziej osobistych wydarzeń, jak niespodziewane życzenia urodzinowe dla Pitiego i Ragi, a także planowane od dłuższego czasu zaręczyny (Jagoda i Sebastian - najserdeczniejsze gratulacje i uściski od nas wszystkich!). Innym, historycznym wydarzeniem podczas tegorocznej edycji była absolutna zgoda Juniora i Sławka Frączka, co do typów w jednej z konkursowych kategorii. Ci dwaj członkowie jury, wraz z Dagmarą i Anią Nowak, pracowali ze sobą wielokrotnie, ale po raz pierwszy mieli takie samo zdanie. Jak pisała poetka „nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy…”, więc chyba dlatego później praca jurorów musiała się nieco przedłużyć. Za sprawą nie tylko dużej ilości prac, ale także ich wysokiego poziomu, spory były zacięte niemal przy każdej kategorii. Sławek po każdej z nich sprawdzał jakim zapasem nagród dysponujemy, ponieważ przyznano dodatkowo kilka wyróżnień. Ja mogłam obserwować prezentowane prace w specjalnym pomieszczeniu do robienia zdjęć (służącym również jako ekstremalna garderoba:)), w którym pracowałam podczas

każdej kategorii. Jedną z osób, która pojawiła się na zdjęcia dwukrotnie był Darek. Jego rękaw wykonany przez Tofiego oraz tułów i pół pleców od Kosy (do jego kolekcji dochodzi drugi rękaw od Juniora) zostały nagrodzone w dwóch kategoriach. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że artystów dobiera bardzo rozsądnie i nie pozwala sobie na żadne potknięcia. Kosa podczas naszej rozmowy na sobotnim after party zdradził dodatkowo, że na uznanie zasługuje nie tylko jego tatuatorski gust, ale i postawa wobec tatuatora. Nawet kiedy wybucha wulkan, a przez unoszący się w atmosferze pył odwołują loty, on jest w stanie pojawić się na sesji, nie licząc się z czasem czy trudnościami jakie musi pokonać, by dopełnić swojego zobowiązania. Na fali ostatnich przemyśleń o wzajemnych relacjach tatuatorklient, muszę przyznać, że to jest właśnie typ klienta, którego życzyłby sobie każdy artysta - oddany i zaangażowany. Z resztą, kliku takich miłośników tatuażu znam i wiem, że co roku, czy to w roli modeli, czy w celu wykonania nowego tatuażu, pojawiają się na Tattoofeście. Mogliśmy liczyć na nich także tym razem, dziękujemy! Mam nadzieję, że na przyszłej edycji nie będzie inaczej i już mogę zapowiedzieć, że w 2013 wracamy do drugiego weekendu czerwca. Co nie zawarło się w słowach, niech pokażą zdjęcia.

D

ziękujemy bardzo wszystkim artystom i wystawcom, Cyber Tattoo za wsparcie, patronom i partnerom, szczególnie Jarkowi z firmy Vans. Moje wielkie podziękowania kieruję również w stronę Tomasza Madeja, Karola i Asi oraz Agnieszki za przesłanie zdjęć. Ola

Fot. Ania Hałatek Fot. Darek Paczkowski Fot. Katarzyna Borycka www.floodofcolour.blogspot.com/

Wypakowywanie Niedziela 22:00… jeszcze tylko odwożenie rzeczy do studia

TATTOOFEST 12

Piątek… jeszcze pusto Krysia i Karolina dzielne do samego końca

Zabraliśmy ze studia wszystko nieprzytwierdzone do ścian

Niedzielny wieczór, Marcin Surowiec i Anabi nadal przy pracy


Johanna Thor tatuuje Booga

Master Jess, fot. A.H.

…i inny kandydujący posiadacz, fot. K.B.

Najgorszy tatuaż 2012, fot. K.B.

Luk, fot. K.B.

Boog maluje swoją parę, fot. K.B.

Para autorstwa Fishero, fot. A.H.

…i ich licytacja, fot. A.H.

Pomalowane Vansy, fot. A.H. Lehel Nyeste, fot. A.H.

Adriaan Machete

Alex Gotza

Szwedzkie Królestwo, Fot. K.B.

Kamil Mocet

TATTOOFEST 13

Superfly Suspension Crew, fot. K.B.

Lipa, Cykada Tattoo, fot. K.B.


3. 1.

2.

6. 4.

5.

7.

TATTOOFEST 14

8.


1. I miejsce - Sławek Myśków, Nautilus, Wrocław 2. II miejsce - Kosa, Art Line, Rybnik 3. Wyróżnienie - David Rudziński, Theatrum Symbolica, Warszawa 4. III miejsce - Lipa, Cykada Tattoo, Sopot 5. Gozdi, Blackstar, Warszawa 6. AgRypa, 9th Circle, Kraków 7. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 8. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik

9. Dzikson, Rock’n’Ink, Kraków 10. Wyróżnienie - Kosa, Art Line, Rybnik 11. Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa 12. Enzo, Ink-Ognito, Rybnik 13. Roger Axelsson, Evil Eye Tattoo, Szwecja 14. Reşat Gül, Turcja 15. Jacob Pedersen, Crooked Moon Tattoo, Szwecja

13.

9.

10.

11.

12.

14. 15.

TATTOOFEST 15


3. 4. 1. 2.

TATTOOFEST 16

5. 6.


1. I miejsce - Elmo, Straight Line, Nowy Targ 2. II miejsce - Jarek, Rock Tattoo, Opole 3. III miejsce - Marcin Liana, Alien, Dąbrowa Górnicza 4. Kosa, Art Line, Rybnik 5. Krzysiek, Azazel, Milanówek 6. Magda, Pink Machine, Warszawa 7. Krzysiek, Azazel, Milanówek 8. Sándor Pongor, Pain Art Tattoo, Węgry 9. Krzysiek, Azazel, Milanówek 10. David Rudziński, Theatrum Symbolica, Warszawa

7. 8.

9.

10.

TATTOOFEST 17


1. I miejsce - Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 2. III miejsce - Broda, Stara Baba, Warszawa 3. II miejsce - Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa 4. Wyrテウナシnienie - Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa 5. Kosa, Art Line, Rybnik 6. Magda, Pink Machine, Warszawa 7. ナ「kasz, Tattoo Lucky, Tychy

1.

2.

3. 4.

TATTOOFEST 18


6.

5.

7.

TATTOOFEST 19


1.

3.

2. 5.

4.

TATTOOFEST 20


1. II miejsce - AgRypa, 9th Circle, Kraków 2. Thomas Kynst, Kynst Tattoo, Holandia 3. Krzysiek, Azazel, Milanówek 4. Krzysiek, Azazel, Milanówek 5. III miejsce - Gunnar Foley, Wicked Tattoo, Szwecja 6. Spider, Spider Tattoo, Gliwice 7. I miejsce - Lars Uwe, Loxodrom Tattoo Berlin, Niemcy & Noon, Boucherie Traditionnelle, Francja 8. Andrzej Leńczuk, Alien, Wałbrzych

6.

7. 8.

TATTOOFEST 21


1. I miejsce - David Rudziński, Theatrum Symbolica, Warszawa 2. II miejsce - Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa 3. III miejsce - Łukasz, Tattoo Lucky, Tychy 4. Marcin Liana, Alien, Dąbrowa Górnicza 5. Dominik Basnyk, Miniol, Sieradz 6. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 7. Marcin Liana, Alien, Dabrowa Górnicza 8. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 9. Wyróżnienie - Karolina, Primitive Tattoo, Rzeszów 1. 2.

TATTOOFEST 22

3.

4.


5. 7.

6.

8.

9.

TATTOOFEST 23


1. II miejsce - Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 2. I miejsce - Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa 3. III miejsce - Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa 4. Łukasz, Tattoo Lucky, Tychy 5. Kosa, Art Line, Rybnik 6. Luk, Art Force, Warszawa 7. Marcin Liana, Alien, Dąbrowa Górnicza

1.

2. 3.

TATTOOFEST 24


4.

5.

6. 7.

TATTOOFEST 25


4. 1. 3.

TATTOOFEST 26

2.


1. I miejsce - David Rudziński, Theatrum Symbolica, Warszawa 2. III miejsce - Paweł Gawkowski, Panteon, Białystok 3. II miejsce - Kosa, Art Line, Rybnik 4. Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa 5. Broda, Stara Baba, Warszawa 6. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 7. Marcin Liana, Alien, Dąbrowa Górnicza 8. Ezno, Ink-Ognito, Rybnik

7.

8.

5.

6.

TATTOOFEST 27


1. I miejsce - Marcin Surowiec, Małpy w Cykru/On the road 2. II miejsce - Jacob Pedersen, Crooked Moon Tattoo, Szwecja 3. Marzan, Sauron, Ruda Śląska 4. Marcin Surowiec, Małpy w Cykru/On the road 5. III miejsce - Domin, Tattoo Lucky, Tychy 6. Lipa, Cykada Tattoo, Sopot

7. David Rudziński, Theatrum Symbolica, Warszawa 8. Kris Ciezlik, Caffeine Tattoo, Warszawa 9. Wyróżnienie - Domin, Tattoo Lucky, Tychy 10. Marcin Surowiec, Małpy w Cykru/On the road

1.

2. 4.

3.

TATTOOFEST 28


5. 7.

6.

8.

9.

10.

TATTOOFEST 29


1. I miejsce - Paweł Gawkowski, Panteon, Białystok 2. II miejsce - Nick Morte, Lucky 7, Norwegia 3. III miejsce - Arek, Jokers Tattoo, Ostrów Wielkopolski 4. Wyróżnienie - Lehel Nyeste, Skin Workshop, Węgry 5. Krzysiek, Azazel, Milanówek 6. Łukasz, Tattoo Lucky, Tychy 7. Michał, Hard To Forget, Łódź 8. Aldona, Szerytattoo, Warszawa 9. Håkan, Lugnet Efter Stormen, Szwecja 10. Gábor Jelencsik, Dark Art Tattoo, Węgry 11. Gozdi, Balckstar, Warszawa

1. 2.

3.

5. 4.

TATTOOFEST 30


6.

7.

9.

10.

8. 11.

TATTOOFEST 31


12. Aero, Nekroskop, Zielona Góra 13. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 14. Sándor Pongor, Pain Art Tattoo, Węgry 15. Piotr Szot, Tattoo Familia, Kraków 16. Paweł, Vini Tattoo, Wałcz

14.

15.

12. 13.

18. 17.

16.

TATTOOFEST 32


17. Jarek, Rock Tattoo, Opole 18. Tibor Galiger, On the road 19. Karaś, Prykas Tattoo, Rybnik 20. Randy, Heaven of Colours, Niemcy 21. Silvia, Princess Tattoo, Włochy 22. Luk, Art Force, Warszawa

23. Kuba Kujawa, On the road 24. Adam Szabo, Locomotive Tattoo, Węgry

21. 19. 22.

20.

24.

23.

TATTOOFEST 33


1. I miejsce - Arek, Jokers Tattoo, Ostrów Wielkopolski 2. II miejsce - Dzikson, Rock’n’Ink, Kraków 3. III miejsce - David Rudziński, Theatrum Symbolica, Warszawa 4. Adriaan Machete, Bläckfisk Tattoo Co., Niemcy 5. Karaś, Prykas Tattoo, Rybnik 6. Sándor Pongor, Pain Art Tattoo, Węgry 7. Mateusz, Alien, Dąbrowa Górnicza 8. Smyku, Dead Body, Włocławek 9. Kosa, Art Line, Rybnik 10. Dominik Basnyk, Miniol, Sieradz 11. Kuba Kujawa, On the road

2. 5.

1. 3.

TATTOOFEST 34

4.


6.

7.

10. 9.

11.

8.

TATTOOFEST 35


12.

13. 14.

16. 15.

17.

TATTOOFEST 36


12. Tomek Molka, DemolkaTat2, Bydgoszcz 13. Paweł, Vini Tattoo, Wałcz 14. Lehel Nyeste, Skin Workshop, Węgry 15. Marzan, Sauron, Ruda Śląska 16. Domin, Tattoo Lucky, Tychy 17. Aldona, Szerytattoo, Warszawa 18. Łukasz, Hypnotic Tattoo, Bielsko-Biała 19. Luk, Art Force, Warszawa 20. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 21. Gary, Art Line, Rybnik 22. Jarek, Rock Tattoo, Opole 23. Jawor, Jawor Art, Opole

19. 20.

21. 18.

22.

23.

TATTOOFEST 37


Po przeprowadzeniu rozmowy z Danem Hillierem stwierdziłam, że mam do czynienia z przeniesionym do naszych czasów, XIX-wiecznym, londyńskim gentlemanem. Wskazuje na to jego sposób wypowiadania się, wysoka kultura osobista oraz zamiłowanie do rycin z tamtego okresu. Artysta jest związany ze sztuką od wczesnego dzieciństwa. Tworzy mroczne, nawiązujące do epoki wiktoriańskiej grafiki, które z pewnością zwrócą uwagę fanów neotradycyjnych wzorów. Karolina

TF: Jak to się stało, że wybrałeś karierę artystyczną? Dan: Zaczęło się w szkole podstawowej – uwielbiałem rysować, tworzyłem obrazki i stymulowałem kreatywność. Dodatkowo byłem zachęcany do aktywności artystycznej przez nauczycieli i rodziców. Sztuka od zawsze wzbudzała moje ogromne zainteresowanie, przez cały okres edukacji nie pasjonowałem się w takim stopniu niczym innym. Właściwie nie było możliwości, żebym nie poszedł dalej tą drogą. TF: Twoje najwcześniejsze wspomnienie związane z twórczością to? Dan: Czerwona plama na kartce papieru… W zamyśle był to obraz przedstawiający mojego tatę biegnącego na autobus. TF: Wiele twoich prac ukazuje motywy, które są obecnie bardzo popularne w tatuażu. Czaszki i stworzenia TATTOOFEST 40

o ludzkim tułowiu i zwierzęcej głowie cieszą się sporym zainteresowaniem artystów pracujących w stylu neotradycyjnym. Skąd biorą się twoje pomysły? Dan: Moją największą inspiracją jest obecnie Max Ernst. Gdy patrzę w przeszłość przypominam sobie, że swego czasu byłem zafascynowany sztuką starożytnego Egiptu, w szczególności postaciami bogów Anubisa i Ozyrysa. Zaczytywałem się również w europejskich legendach. Jako nastolatek interesowałem się druidami i mitologią nordycką, jednak nie jestem w stanie przypomnieć sobie więcej szczegółów. Bardziej niż cokolwiek innego inspiruje mnie klimat materiałów wyjściowych, na których bazuję. Mam słabość do XIX-wiecznego rytownictwa i nawiązuję do niego w swoich pracach. Obrazy i zdjęcia z tamtych czasów są pełne emocji, melancholii i swego rodzaju wzniosłości, a jednocześnie groteskowego przepychu.


TF: Mówisz: „Większość moich prac powstaje na zasadzie kolażu elementów nawiązujących do przedmiotów z epoki wiktoriańskiej oraz rysunku tuszem, do którego używam pióra stalówkowego”. Z jakich innych narzędzi korzystasz? Dan: Kolaż to metoda, której używam najczęściej, uwielbiam tworzyć w taki właśnie sposób - częściowo z lenistwa, a częściowo z satysfakcji, jaką daje obserwowanie procesu powstawania. Nic jednak nie zastąpi rysunku tuszem. Przy pracach innych niż kolaże dodaję duże ilości wody po to, aby tusz rozprzestrzenił się na kartce, a następnie nadaję kształty piórem stalówkowym. TF: Jakie masz sposoby na walkę z kryzysem twórczym? Dan: Najlepiej zająć wtedy wygodne miejsce i rozpocząć pracę. Prędzej czy później coś przyjdzie do głowy. Oczekiwanie na to, że inspiracje spadną z nieba nie jest dobrym pomysłem. Zawsze warto wybrać się do galerii sztuki, nawet jeśli wystawa nie jest w 100% tym, co nas interesuje. Osobiście często odwiedzam muzea i przebywam poza miastem. W zeszłym roku spędziłem tydzień w Parku Narodowym Lake District w wyłącznie własnym towarzystwie. To było wspaniałe! Mieszkałem na farmie w XVI-wiecznym domku, który nie był podłączony do sieci elektrycznej. Nie było również bieżącej wody. Całymi dniami włóczyłem się, podziwiałem widoki i zażywałem kąpieli w strumykach i jeziorach.

się na tym samym blogu) jestem zachwycony dokonaniami Christophera Davisona. Jak już wspominałem, wielki wpływ na moją twórczość ma Max Ernst oraz wielu innych artystów, rzemieślników i autorów dzieł. TF: Większość twoich rysunków jest bardzo mroczna. Czy odzwierciedlają one twoją osobowość? Dan: Myślę, że oddają moje zainteresowanie ciemnymi, ponurymi aspektami życia, melancholią i tym, co czai się za maską, którą nosimy każdego dnia. TF: Z których osiągnięć artystycznych jesteś szczególnie dumny? Dan: Jestem bardzo zadowolony, że w ubiegłym roku miałem możliwość pokazania nowej serii moich rysunków podczas „Feather & Claw” w Wilton. To była noc wiktoriańskiej zabawy z mnóstwem świetnych ludzi i muzyki. Równie miła była dla mnie nagroda Club Monaco Emerging Artist przywieziona z „The Other Art Fair 2011”. We wrześniu moje prace pojawią się w Luwrze, w trakcie pokazu Louisa Vuittona & Marca Jacobsa.

TF: Które wystawy zwróciły ostatnio twoją uwagę? Dan: W tym roku byłem na kilku świetnych w Londynie, szczególnie zachwyciła mnie retrospektywa w Tate Modern (londyńskim muzeum sztuki nowoczesnej) autorstwa Yayoi Kusamy. Jej pomysły są bardzo świeże, jednocześnie artystka od wielu lat trzyma się tych samych zagadnień i zadaje podobne pytania. To interesujące, że jest określana przez „Tate” jako osoba wyprzedzająca innych artystów, częściej niż będąca ich inspiracją czy mająca na nich wpływ. Myślę, że ma to związek z typowym, staromodnym seksizmem, co jest dość przykre. Wystawy Davida Hockney’a i Luciana Freuda były również wyśmienite, natomiast jedna z najlepszych, na jakich byłem w tym roku to „Visions of the Divine” w October Gallery. To pokaz najznakomitszej sztuki tybetańskiej i newarskiej – fascynującej ikonografii buddyjskiej oraz nawiązujących do niej obrazów Johna F. Milesa. Od jakiegoś czasu (chyba od momentu, gdy nasze prace pojawiły

TF: Jak twoja twórczość rozwinęła się w ciągu ostatnich lat i co planujesz na najbliższy czas? Dan: Kilka lat temu skupiałem się na prostych figurach i formach, teraz od tego odchodzę. Zmierzam w kierunku narracji, chcę dawać ludziom przestrzeń, aby mogli poszukiwać własnych dróg interpretacji. W planach mam również używanie kolorów. Czuję, że angażuję się w sztukę dużo bardziej niż na początku mojej artystycznej kariery. Chcę lepiej zorganizować swój czas i bardziej poświęcić się mojej pasji. Aktualnie marnuję go zbyt wiele na bieganie w koło, załatwianie mnóstwa spraw i wysyłanie setek e-maili do różnych osób. TF: Jak radzisz sobie z krytyką? Dan: Najczęściej jej nie zauważam, ale jeśli już do mnie dociera, staram się nią nie przejmować. Po prostu dalej robię to, co do mnie należy. Sam wciąż widzę u siebie wiele niedociągnięć. TF: Rada dla osób aspirujących do bycia artystą? Dan: Pracujcie ciężko i nie poddawajcie się.

TATTOOFEST 41


TATTOOFEST 42


TATTOOFEST 43


P

odobno pozytywne nastawienie powoduje, że spotykają nas dobre rzeczy i łatwiej pogodzić się z ewentualnym rozczarowaniem. Po ostatnim pobycie na niemieckiej konwencji trudno było mi jednak wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu. Nie pomagała również perspektywa przejechania prawie całych Niemiec wszerz… A jednak okazało się, że było warto!

M

inutę przed wyruszeniem dowiedziałam się o zmianach dotyczących przebiegu trasy. Naszym pierwszym przystankiem okazało się być Kassel, położone około 200 km dalej niż Lipsk, w którym nocowałam jadąc do Dortmundu 2 lata temu. W związku z tym, moją towarzyszkę Agatę i mnie czekało ponad 9 godzin jazdy. Jak się później okazało, spędzenie nocy w Kassel miało oczywiście swój wielki plus. Następnego dnia do pokonania zostało niespełna 150 km, dlatego wypoczęte i bez obaw o zbyt małą ilość czasu na przygotowanie stanowiska, stawiłyśmy się na miejscu. Zachodniej części tego kraju nie odwiedzamy zbyt często, z racji dzielącej nas odległości. Na stałe do naszego kalendarza wpisał się jedynie międzynarodowy Frankfurt przewyższający nieco rozmiarami konwencję,którą akurat odwiedzałyśmy. Ten obszar Niemiec, podobno bogatszy jest od landów wschodnich, co przekłada się między innymi na ceny tatuaży, z jakością nie ma to jednak nic wspólnego. W Dortmundzie od mojego ostatniego pobytu nie zmieniło się nic, niestety świadomość mieszkańców dotycząca walorów artystycznych posiadanych przez nich tatuaży również. Powroty w znane już miejsca posiadają dobre strony, ponieważ wiadomo

TATTOOFEST 46


Burleska

Wejście główne

co, gdzie i jak, dzięki czemu w tym przypadku zaoszczędziłyśmy sobie błądzenia po rozległym terenie Westfalenhallen. No, może nieco zmalało zainteresowanie corocznymi gośćmi konwencji, bohaterami reality show „Miami Ink”, co zapewne spowodowane jest tym, że program jakiś czas temu zszedł z anteny. Trzy dni tutejszej imprezy to pobyt w jasnej, przestronnej hali, bardzo długa kolejka do kas, tłumy zwiedzających, zapach wszechobecnych żelków anyżowych, przyjemna atmosfera, wielu spotkanych rodaków, wspomniane już nienajlepsze tatuaże i ręce pełne roboty, dzięki czemu czas przyspieszył a weekend minął w oka mgnieniu. Jak nietrudno domyślić się po przeczytaniu kilku wcześniejszych zdań, niewielu pracujących tu artystów było w stanie przykuć uwagę, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego zwrotu. Na wspomnianą zasłużył jak zwykle niepokorny Mr. Halbstark, Adriaan Machete, Andy Engel i nieprezentujący niestety prac w żadnej z konkursowych kategorii, przybyły zza oceanu Steve Soto. A skoro już przy gościach ze Stanów Zjednoczonych jesteśmy, nie wypada nie wspomnieć, że osobą promującą tegoroczną edycję była mieszkająca w Kalifornii modelka Bernadette Macias (dziewczyna goszcząca na okładce 51. numeru TF i znana ze współpracy z firmą Sullen Clothing), która osobiście stawiła się w Dortmundzie i również stanowiła dla zwiedzających pewnego rodzaju atrakcję. Tradycyjnie już, w sobotni wieczór wszystkich wystawców w ramach after party zaproszono na wykwintną kolację do znajdującego się nieopodal hotelu Hilton. Spałaszowałyśmy ją w miłym towarzystwie chłopaków z olsztyńskiego Workhouse’a, którzy również uczestniczyli w imprezie w roli wystawców. W niedzielę, chyba z racji odbywającego się wieczorem meczu z udziałem niemieckiej reprezentacji, wszyscy dość wcześnie zaczęli się pakować i opuszczać halę. Po trzech dniach przerwy powróciłyśmy do znanego nam już hotelu w Kassel, a o poranku obrałyśmy kurs na Kraków. Krysia

Rodzina Workhouse

Nietypowy pokaz żonglerki

TATTOOFEST 47


Dennis Schneider, Tattoowahn, Niemcy

TATTOOFEST 48 Andy Engel, Andy’s Tattoo, Niemcy

Mark Halbstark, On the road

Cristian, SkinWorks, Niemcy

Patrick De Capper, Art Faktors Tattoo, Niemcy

Mark Halbstark, On the road

Bimbi, Bimbis Tattoo Studio, Rumunia


Cristian, SkinWorks, Niemcy

Tom, Art of Paint, Niemcy

Daniel, Golden Ink, Niemcy

Christian, RoQQstar, Niemcy


w Holandii a, pracującego roku podni ze od ch po o ujemy się co atora polskieg rł yśmy do tatu kontynuujemy znajomość, wid kich konwentach. Kiedy ta do u m te t la asu ilka pejs ekawością . Od tamtego cz lku innych, euro Thomasa Kynsta Tattoofestu i spotykamy na ki ającym się w jego studio, z  ci sylwetki ie el go czas krakowskie ość o now ym tatuatorze udzi dszedł czas na zaprezentowan m na do ie ia śn w konaniom. Wła dotarła do nas Krysia ądać się jego do gl zy pr y m yś ęł zacz .

K

iego k z w o k n Ja ła w a P

TF: Słowo na początek. Paweł: Zacząłem w 2008 roku. Tatuaże fascynowały mnie od najmłodszych lat, ale dopiero po ukończeniu studiów odważyłem się zgłębić tajniki ich wykonywania. Po akademii chciałem nadal robić to, w czym czułem się najlepiej, czyli malować obrazy i tworzyć ilustracje. Zawsze widziałem siebie z ołówkiem czy kredkami w ręku, maszynka okazała się być kolejnym medium. TF: Przedstawiasz sporo zwierząt, szczególnie martwych… Paweł: Motywy te wywodzą się z fascynacji procesem przemijania. To temat, który często przyciąga moją uwagę. Kiedyś namiętnie przechadzałem się wzdłuż rzek w poszukiwaniu martwych ptaków i gryzoni, ich szczątki miały dla mnie głęboki wyraz symboliczny i potrafiły stać się bodźcem do rozpoczęcia procesu twórczego. Ogólnie, w swojej pracy bawię się znaczeniem, krzyżuję odrębne dotąd tematy i wydobywam podobieństwa, tak jak w surrealizmie, usiłuję wykreować coś nowego lub dopełnić symbolikę. Jako wielbiciela secesji inspirują mnie artyści tamtego okresu, jak również drzeworyty

TATTOOFEST 50

japońskie, szczególnie te personifikujące zwierzęta. Kiedyś fascynowałem się grafiką warsztatową, w której dla osiągnięcia dobrego efektu ważne jest staranne wypracowanie ruchu ręki i nakreślenie każdej linii. Ta technika artystyczna i tatuaż mają wiele wspólnego. TF: Wiemy, że nie wykonujesz tribali oraz maoryskich i polinezyjskich motywów. Czym kierowałeś się podejmując taką decyzję? Paweł: Wzory Maori są pewnego rodzaju językiem, który wymaga wiedzy, jakiej ja nie posiadam. Poza tym, nigdy nie ciekawiło mnie to tak, jak styl orientalny czy neotradycyjny. Tribal jest natomiast zbyt bliski abstrakcji, a ja najlepiej czuję się w sztuce figuratywnej. Z reguły jestem otwarty na różne pomysły i nieczęsto zdarza mi się odmawiać klientom, chyba że ktoś pierwszy tatuaż chce mieć od razu na szyi czy dłoni. Nie przenoszę na skórę również istniejących ilustracji. Mogę zainspirować się nimi przy tworzeniu wzoru, ale nie będę ich kopiował.


TATTOOFEST 51

www.facebook.com/pawel.jankowski.503

www.jankowzki.blogspot.com


TATTOOFEST 52


TATTOOFEST 53


TF: Jak znalazłeś się w holenderskim studiu Kynsta i co powiesz o tym miejscu? Paweł: Wyemigrowałem do Holandii w 1996 roku, skończyłem tu szkołę, a następnie studia. Thomasa poznałem przypadkowo parę lat temu na wystawie prac koleżanki. Okazało się, że znał moje akademickie dokonania, bo był na jednym z moich wernisaży. To on zachęcił mnie bym skupił się na tatuowaniu i pokazał, że cel jest realny. Od tamtej pory utrzymywaliśmy kontakt, pomimo że pracowałem w studiu w Rotterdamie. Gdy nadarzyła się okazja, by do niego dołączyć, nie zwlekałem z decyzją. „Kynst Tattoo” znajduje się w centrum niewielkiego miasteczka Deventer. Klienci, którzy tu przychodzą, mogą spodziewać się customowych wzorów, nie używamy książek z gotowymi flashami, nie tatuujemy bez umówionego wcześniej terminu i ustalenia motywu. Jest jeszcze piercerka Kirsten, która opiekuje się nami i pomaga, a także tatuatorka Iris, stale zaskakująca nas swoimi ołówkowymi rysunkami. No i oczywiście Thomas, mroczny geniusz, który posiada smykałkę do przedstawiania „kościstych postaci”. Każdy z nas ma odrębne zainteresowania i podejście, co widać przeglądając nasze portfolia. To sprawia też, że wzajemnie się inspirujemy. Od niedawna mamy również miejsce dla artysty tatuującego gościnnie, które często zajmuje Oleg Turyanskiy. Ogólnie mówiąc, panuje tu idealna atmosfera do tworzenia dobrych tatuaży. TF: Na czyje dokonania spoglądasz z zachwytem? Paweł: Jestem fanem prac takich artystów jak: Uncle Allan, Eckel, Adam Barton, Håkan, Derek Noble, Shige, Owen Williams, Evan Griffiths, Jason Vaughn, Tim Biedron. Śledzę również to, co dzieje się na polskiej scenie tatuażu. Bardzo podobają mi się prace Edka, Davida Rudzińskiego czy Bartosza Panasa. Lista tatuatorów, których podziwiam jest naprawdę długa. Generalnie są to

TATTOOFEST 54

ludzie, którzy interpretują na nowo tematy zakorzenione w tradycyjnym czy orientalnym nurcie. TF: Czego życzyłbyś sobie od osób, które przychodzą do ciebie po tatuaż? Paweł: By były otwarte na moje przedstawienie ich pomysłu tak, bym mógł stworzyć dla nich wyjątkowy wzór. Bardzo miło jest również usłyszeć od klienta, że daje wolną rękę, więc ostatecznie najważniejsze jest dla mnie zaufanie. TF: Najistotniejszy aspekt twojej pracy? Paweł: Robię to, co lubię i mogę się rozwijać. Nie mam absolutnej wolności, by np. narysować na kartce papieru coś wyłącznie dla siebie, ale każdy dzień i projekt jest unikalny, bo wynika z relacji między mną i klientem. To zaszczyt, gdy ktoś decyduje sią na noszenie mojego wzoru na skórze. TF: Jak pożytkujesz wolne chwile? Paweł: Rysuję, a jak mam więcej czasu to maluję. Gdy mam go jeszcze więcej, zabieram żonę do kina. TF: Zdania na temat konwencji są podzielone. Niektórzy tatuatorzy nie przepadają za pracą w tłumie i hałasie, inni nie mają nic przeciwko. Jakie są twoje odczucia? Paweł: Nie mam doświadczeń na tym gruncie. Dopiero w listopadzie wybieram się na moją pierwszą konwencję do Brukseli i sam jestem ciekaw jej atmosfery. TF: Czy poza tym masz jakieś inne plany? Paweł: Nie wybiegam za bardzo w przyszłość. Wiem, jakie możliwości daje ten zawód i chciałbym kiedyś więcej podróżować, rozbudować portfolio i trochę pozwiedzać.


TATTOOFEST 55


Marie Kraus pochodzi z Ostravy i prawdopodobnie nie przepada za siedzeniem zbyt długo w jednym miejscu. W tym momencie pracuje w dwóch studiach tatuażu – czeskim „Our Future Tattoo”

oraz słowackim „Tattoo Rascal”. Co więcej, chętnie jeździ na konwencje i guest spoty. Prace Marie są abstrakcyjne, mają delikatne kontury i stonowane kolory. Choć dobrze czuje się w szarościach i pastelach, zdarza jej się stworzyć barwną, oldschoolową kompozycję. Sama twierdzi, że wciąż szuka swojego stylu. W malarstwie upodobała sobie portret i detal. Jeśli chcecie dowiedzieć się, skąd ta tatuatorka czerpie energię do działania, czym zajmuje się najchętniej i jakiego tatuażu nigdy nie zgodziłaby się wykonać, zapraszam do przeczytania wywiadu. Karolina TF: Kiedy podjęłaś decyzję, że chcesz zajmować się tatuażem artystycznym? Marie: O tym, że chcę zostać „artystką tatuażu”, zadecydowałam mniej więcej 2 lata po rozpoczęciu mojej tatuatorskiej praktyki. Dostrzegam różnicę między tatuatorem a tatuującym artystą, nie przepadam jednak za tym drugim określeniem. Pracowałam w salonie kosmetycznym należącym do mojej mamy, w którym wykonywałam małe, komercyjne wzory. Po ukończeniu szkoły miałam trzy wyjścia: zostać tam, objąć stanowisko kelnerki lub siedzieć w domu, nie mając pieniędzy i nic do roboty. Nie zamierzałam wybrać żadnej z tych rzeczy, czułam też, że nie mam nic do stracenia. Postanowiłam, że chcę zajmować się czymś, co naprawdę mnie interesuje i jestem gotowa podjąć ryzyko, aby osiągnąć cel. Miesiąc później wraz z moim przyjacielem (który tatuował od jakiegoś czasu) otworzyliśmy studio. Szczerze mówiąc, nie wiem jak nam się to udało, ponieważ nie mieliśmy środków, klientów i doświadczenia. Kierowałam się chęcią robienia czegoś związanego z moją pasją, czyli malarstwem, rysunkiem i ogólnie pojmowaną sztuką. TF: Rozumiemy, że podstawy wpajała ci mama?! Marie: Tak, ona i przyjaciel, z którym pracowałam w moim pierwszym studiu. Słowem „mentor” określiłabym jednak kogoś, kto jest w stanie nauczyć mnie spraw technicznych, pomóc w znalezieniu swojego stylu i sprawić, że z jego pomocą zrobię postęp. Taką osobą był Fishero, z „Freihand Tattoo” oraz mój obecny szef David z „Our Future Tattoo”. Ten drugi nauczył mnie najwięcej. Wciąż kopał mnie w tyłek i kazał pracować ciężej i bardziej precyzyjnie. Od czasu, gdy zaczęłam uczyć się od nich minęły już 3-4 lata. Wcześniej wciąż powtarzałam te same błędy. TF: Pracujesz jednocześnie w „Our Future Tattoo” i „Tattoo Rascal”. Powiedz kilka słów o tych miejscach i ludziach, którzy cię otaczają i twoich klientach. Marie: W „Our Future” pojawiłam się krótko po zamknięciu mojego biznesu, jakiś rok temu. Teraz jesteśmy w studiu w trójkę i próbujemy sprawić, żeby regułą stały się u nas guest spoty. Nie jest to jednak takie proste, jak się wydaje. Czesi nie są przyzwyczajeni do tego typu inicjatyw. Każdy z nas ma swoich wiernych klientów, którzy nie są chętni na tatuowanie się u kogoś innego. Doceniam to, jednak z drugiej strony jestem trochę zmęczona tłumaczeniem niektórym osobom, że mój styl zmienił się i nie jestem w stanie wykonać tatuażu podobnego do tego sprzed czterech lat . Każdy z nas robi, a przynajmniej stara się robić rzeczy, które lubi najbardziej. Założeniem „Our Future Tattoo” jest zatrudnianie tatuatorów o różnorodnych upodobaniach, dlatego też próbujemy zapraszać zagranicznych gości. Chcemy dać ludziom możliwość wytatuowania się u wartościowych artystów, a my dostajemy szansę zetknięcia się z nowym stylem i nauczenia czegoś. Co jeszcze mogę powiedzieć o tym miejscu… To jedno z nielicznych studiów, gdzie motorem napędowym jest pasja. Biznes nie jest tutaj na

TATTOOFEST 56


pierwszym miejscu. Mamy zupełną dowolność w tym, co chcemy robić. Możemy malować, pracować nad projektami t-shirtów, spędzać mnóstwo czasu na czytaniu książek i kreatywnym myśleniu. Chyba nie mogłam trafić lepiej! Co do „Tattoo Rascal”, mniej więcej rok temu zaczęłam jeździć tam na guest spoty. To małe, przyjemne, słowackie studio, gdzie szefem jest Daniel Dubay. Sytuacja w Słowacji jest inna niż w Czechach, generalnie nie ma tam zbyt wielu dobrych studiów i ludzie są przyzwyczajeni do podróżowania w celu nabycia tatuażu na wysokim poziomie. Z drugiej strony, jako że nie wiedzą zbyt wiele o scenie i nie mają żadnego porównania, częściej zostawiają wolną rękę tatuatorowi i dzięki temu mogę wykonywać autorskie prace. Mam szczęście, że moi szefowie to bardzo mili i przyjaźni ludzie. Myśli w stylu: „O nie! Muszę wstać i iść do pracy” mnie nie dotyczą. To raczej coś w rodzaju rozrywki, dzięki której zarabiam na życie. TF: Tatuujesz, uczestniczysz w międzynarodowych konwencjach i dużo czasu poświęcasz na malarstwo. Skąd bierzesz energię na to wszystko? Marie: Na konwencje jeżdżę raczej w ramach relaksu. Pierwszą imprezą, na której tatuowałam była „British International Tattoo Convention”. Nie mogę się skupić, gdy ludzie kręcą się obok, bo łatwo się denerwuję. Pracuję 7 dni w tygodniu (jeśli możemy nazwać to pracą), maluję, rysuję itd. Te dwie ostatnie czynności są dla mnie najlepszym sposobem na odpoczynek. Jeśli chodzi o aktywności, które nie są powiązane z tatuowaniem lub ogólnie sztuką, chętnie uczę się języków obcych i chodzę do kina. W tym roku częściej podróżuję. Uwielbiam lotniska i dworce kolejowe. To miejsca, w których mam czas na czytanie książek. Nie stresuję się wtedy, że marnuję czas, bo będąc w podróży, niewiele więcej można zrobić. TF: Pierwsze skojarzenia z twoimi pracami to abstrakcja i delikatność. Jednocześnie sięgasz po motywy olschoolowe, jak klucze, diamenty, kompasy… Nazywasz jakoś swój styl? Marie: Wciąż go szukam, więc nie do końca wiem, jak go opisać. Wpływa na mnie klimat socrealizmu, dobrze znanego mi z dzieciństwa. Ilustracje ze starych podręczników, banknoty, rzeźby w mieście, w którym dorastałam, mozaiki i murale na budynkach – to wszystko tkwi w mojej pamięci. W pewien sposób odnajduję się w tym stylu i jestem nim zafascynowana. Zabawne, że otaczał mnie w dzieciństwie, a dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Wiele osób porównuje to co tworzę do kubizmu, co jest zrozumiałe, ponieważ prace te z pewnością bardziej kojarzą się z nim, niż ze sztuką socrealizmu, na której w rzeczywistości się wzoruję. A jeśli już jesteśmy przy kubizmie, to szczerze mówiąc, niezbyt dobrze go rozumiem i nie jestem jego wielką fanką. To z moich ust musi brzmieć dość dziwnie, ha, ha. Jestem zadowolona z tego, że mój styl rozwija się powoli. W każdym razie, póki co, nie chciałabym mieć na sobie tatuażu własnego autorstwa. Szacunek dla moich klientów! TF: Co w takim razie chciałabyś poprawić w swoich pracach? Marie: Szczerze? Absolutnie wszystko! Należę do osób wiecznie niezadowolonych ze swoich dokonań i nie przepadam za odpowiadaniem klientowi na pytanie, czy podoba mi się praca, którą właśnie wykonałam na jego ramieniu. W myślach wyobrażam sobie ten tatuaż zupełnie inaczej. TF: W czym innym mogłabyś się spełniać? Marie: W malowaniu i rysowaniu. Co więcej mogę powiedzieć? Hmmm. W piciu wina i paleniu cygar, ale chyba nie możemy uznać tego za realną pracę. Może w grze w golfa? TF: Co szczególnie lubisz w swoim zajęciu?

Marie: Kawę przed pracą, kawę po pracy i gdy klienci przynoszą mi ubrania w prezencie, ponieważ nienawidzę zakupów! TF: Co chętnie tatuujesz, a czego nie? Marie: Nie posiadam żadnych ulubionych motywów. Jestem otwarta na wszelkie pomysły klientów, ale jeśli osoba przychodząca po tatuaż daje mi wolną rękę, jestem szczęśliwa. Nigdy nie wykonałabym pracy, która byłaby niezgodna z moimi przekonaniami, wiarą lub poglądami politycznymi. Czy odmawiam klientom? Musiałam to zrobić kilka razy, jednak teraz ludzie przyzwyczaili się do tego co proponuję, szanują to i są bardziej otwarci na projekty, które pokazuję. TF: Jakie jest twoje podejście do tatuażu realistycznego? Marie: Oczywiście podziwiam każdego artystę, który potrafi stworzyć hiperrealistyczny projekt i przenieść go na skórę, głównie dlatego, że ja sama tego nie umiem. Jednak jest to dla mnie w 99 % kopia zdjęcia/obrazu lub praca z Photoshopem, co jest jednoznaczne z brakiem oryginalności. TF: Wymień trzy podstawowe zasady towarzyszące ci w pracy. Marie: Ważne jest dla mnie robienie wszystkiego na 100 %. TF: Co sądzisz o dzisiejszych trendach w tatuażu? Jaka przyszłość go czeka? Marie: Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że od mniej więcej trzech lat wszystko dzieje się w zawrotnym tempie, a nasza branża podzieliła się na 3 sektory: tatuaże modne, tatuaże, które są sztuką i ortodoksyjny oldschool. To wszystko staje się coraz większym biznesem. Dla mnie to wciąż osobista sprawa. Wielu tatuatorów zachowuje się jak aktorzy, zgrywają gwiazdorów i próbują udowodnić ludziom, jak świetny jest ten zawód. Szkoda, że większość z nich niestety nie potrafi tatuować. To samo można powiedzieć o klientach. Na tą chwilę, bycie mocno wytatuowaną dziewczyną jest niesamowicie modne, bez względu na jakość posiadanych tatuaży. Naprawdę, nie pojmuję tego „hobby”. Pesymistycznie patrzę w przyszłości i czekam na nią z lekką obawą. TF: Pozytywne i negatywne strony bycia kobietą - tatuatorką? Marie: Aktualnie płeć nie ma aż takiego znaczenia, żeby możliwe było wymienienie wad i zalet. Zazwyczaj mężczyźni tatuują lepiej od kobiet, ponieważ łatwiej im skupić się na jednej czynności. Tatuaż wymaga sporej koncentracji, więc może w tym tkwi problem, aczkolwiek są wyjątki. TF: Powiedz parę słów o wzorach, które masz na sobie. Marie: Cztery z moich tatuaży wykonał Fishero, na plecach mam wciąż niedokończoną pracę w japońskim stylu, również jego autorstwa. Połowę łydki wytatuował Peter Bobek, stopę David Klvač, a rękaw Jeff z „La Boucherie Moderne”. Jak wiele osób, miałam na sobie również „młodzieńcze pomyłki”. Na szczęście istnieje coś takiego jak cover-up i dzięki temu połowa mojej ręki jest po prostu czarna. Muszę przyznać, że to mój ulubiony tatuaż :). Niebawem zaczynamy nowy projekt z Davidem, jestem więc podekscytowana. Chciałabym coś małego od Marka Halbstarka, Jessici Mach, Petera Aurischa, Xoila, Edka i mojego przyjaciela Mateja Spendlo. W zasadzie nie jestem zwolenniczką małych tatuaży, zobaczymy więc, czy po ich poczynaniach zostanie jeszcze jakieś miejsce. TF: Czego życzysz sobie na najbliższy czas? Marie: Chciałabym więcej malować i podróżować oraz wykonywać mniej tatuaży. Oczywiście lubię to robić, jednak moją największą pasją jest malarstwo. To wolność nieograniczona czasem, pieniędzmi i wymaganiami klientów.

TATTOOFEST 57


TATTOOFEST 58


www.facebook.com/mariekraus3

TATTOOFEST 59


Janine swoją

dziewczęcą urodą ujęła całą naszą redakcję. W tej niewielkiej, młodej osóbce drzemią bezkresne pokłady energii, które pożytkuje na wielu polach. Jest wokalistką, barmanką, sprzedawczynią, wizażystką, fanką gier video, ma za sobą próby tatuowania, przekłuwania ciała, zaistniała jako alternatywna fotomodelka i śmiem twierdzić, że robi jeszcze wiele innych rzeczy, o których nie zdążyła poinformować mnie podczas wywiadu.

fot. Amanda Berens

Krysia

TATTOOFEST 62


fot. Marcel Weste

fot. Susanne Fuhrmann

fot. Susanne Fuhrmann fot. Mariusz Becker

fot. Marcel Weste fot. Marcel Weste

TF: Choć przebywasz w Niemczech, pisałaś do nas głównie po polsku. Jakie są twoje korzenie? Janine: Moja rodzina mieszkała w Polsce, lecz kiedy dziadek znalazł pracę w Niemczech, mama musiała przeprowadzić się wraz z nim. Tak więc wyjechali i rozpoczęli nowe życie. To był dla niej zły i trudny okres. Nie znała języka, a poza tym, nienawidziła tego kraju ze względu na wydarzenia historyczne. Mimo wszystko, była odważna i udało jej się odnaleźć w nowej sytuacji. Gdy byłam młodsza, pomieszkiwaliśmy w Gdańsku, potem jechaliśmy do Niemiec by pokazać znajomym i rodzinie, że mamy się dobrze. Następnie wracaliśmy do Polski na kolejne miesiące. Aktualnie żyję w Kolonii, jednak nadal często odwiedzamy polskich krewnych, których bardzo kocham. TF: Jak wygląda twoje życie? Janine: Dość sporo się w nim dzieje! Planuję iść na studia, bo chcę dalej się rozwijać. Obecnie pracuję w sklepie z grami video, które uwielbiam! Niestety, niebawem będę musiała zrezygnować z tego zajęcia z powodu praktyk. Co więcej, staram się o posadę w MAC Cosmetics, by móc popisać się moimi umiejętnościami w zakresie wizażu. W wolnych chwilach lubię rysować i czytać książki z lat 20. W weekendy zmieniam się w barmankę w potężnym klubie z muzyką elektroniczną, o ile nie jestem w trasie z chłopakami z zespołu. Nazywamy się „For all this Bloodshed”, gramy melodyjny deathcore, metalcore i hardcore. Dostajemy bardzo wiele zaproszeń od organizatorów różnych eventów, występowaliśmy, a także zaprzyjaźniliśmy się ze świetnymi grupami jak: „Suffokate”, „Winds Of Plague”, „All For Nothing”, „Born of Osiris” czy „All

Shall Perish”. Przebywanie na scenie daje mi wiele radości, tak jak poznawanie nowych ludzi, którym podoba się to, co robimy, którzy kupują nasze koszulki, i których spotykam na kolejnych koncertach. A, i mam taki zwyczaj, że nawet gdy cały utwór jest po angielsku, wykrzykuję kilka słów po polsku. TF: Co cię cechuje? Janine: Mówienie o sobie jest bardzo trudne, będę więc polegała na opinii znajomych. Twierdzą, że jestem typową pracoholiczką i różnię się od dziewczyn, które dotychczas poznali. Robię naprawdę dużo jak na osobę w moim wieku. Ponadto powiedziałabym, że mocno stąpam po ziemi, jestem spokojna, ale pewna siebie. Znam swoje cele i jestem świadoma dotyczących mnie problemów. Podsumowując - ciężko pracująca, dwudziestoletnia wegetarianka, agnostyczka, a do tego straight edge. TF: Pierwsze wspomnienie związane z tatuażem? Janine: Ten na ciele mojego taty! Gdy go zrobił, byłam zachwycona. Zaczęłam zwracać na nie uwagę i okazało się, że na scenie punkowej można znaleźć wiele osób je noszących. W tamtym okresie muzyka była moim najlepszym przyjacielem, w kółko słuchałam „Refused”, „Remembering Never” itp. Zaczęłam ozdabiać się kolczykami aż w końcu, po wielu dyskusjach z moją mamą, udało mi się wyegzekwować zgodę na tatuowanie. Zrobiłam X-y na wewnętrznych stronach nadgarstków. Tego samego dnia i w tym samym miejscu mama wytatuowała sobie moje imię! To było słodkie i kocham ją za to, że zawsze mnie wspiera. Kiedy przyjaciele zobaczyli co zrobiłam powiedzieli, że jestem naiwna, że pewnego

TATTOOFEST 63


fot. Amanda Berens dnia zapalę i napiję się alkoholu i będę żałowała tego tatuażu. Jak dotąd, nigdy się to nie zdarzyło i jestem z siebie dumna. TF: Tatuujesz się u jednego artysty czy jesteś kolekcjonerką? Janine: Mój pierwszy tatuator nazywał się Danny, ale szybko zwróciłam się do innego, Jensa Wucherpfenninga ze studia „Seemann”. Kocham go za dokładność i serce, jakie wkłada w każdą pracę. Fascynujące jest to, że gdy mówisz, co chciałbyś zrobić i masz w głowie dokładny i niesamowity pomysł, on przebija go i tak za pomocą swojego ołówka! Ponadto Jens jest bardzo miłym i skromnym człowiekiem. Na początku zrobiłam u niego „Straight Edge Girl” na górnej części lewego ramienia, symbolizującą niewinność i czystość, do której lubię pretendować. Moim ulubionym motywem jest „Love letter in a bottle” na wewnętrznej stronie lewego ramienia. Odnosi się to do jedynej bratniej duszy i prawdziwej miłości, którą mam nadzieję kiedyś znaleźć, choć dla niektórych może wydać się to dziecinne i tandetne, ha, ha! TF: Z tego co mówisz wynika, że każda z prac zawiera przekaz…

TATTOOFEST 64

Janine: Tak, prawie każda z nich ma jakiś głębszy sens. Jeśli ktoś pasjonuje się sztuką i symboliką, to może mieć ogólne pojęcie o tym, co miałam na myśli robiąc sobie niektóre tatuaże. Myślę, że te czysto dekoracyjne mogą być równie interesujące, ale tylko jeśli ma się na nie własny pomysł. Dzięki temu istnieje jakiś związek z pracą i jest bardziej prawdopodobne, że się nie znudzi. TF: Z pewnością zdarza się, że ktoś krytykuje twoje upodobania. Jak sobie z tym radzisz? Janine: To niestety prawda. Obecnie ludzie, a nawet bardziej młodzież, z niezwykłą ignorancją podchodzą do pewnych problemów, co ogranicza postrzeganie świata i życia. Kiedy ktoś jest dla mnie niemiły, staram się być dla niego miła, albo próbuję go zignorować, zachowuję spokój i odchodzę. Od jakiegoś czasu, osoby które spotykam są bardzo sympatyczne i nastawione przyjacielsko, mówią że podobają im się moje tatuaże i pasują do mnie. Jeszcze inni je szanują, chociaż zasadniczo nie lubią tego rodzaju sztuki. TF: Twoje top 5 w świecie tatuażu?


Janine: Uwielbiam Dereka Noble za zapierające dech w piersiach, czasami straszne i krwawe motywy. Rika Lee, za najpiękniejsze rysunki, jakie miałam okazję oglądać! Daveee’a za zabawny, komiksowy styl, Kevina Bergera za oldschoole. I ostatni, co nie znaczy, że najgorszy, Jens Wucherpfenning, za robienie najlepszych i najbardziej precyzyjnych tatuaży na mnie i moich przyjaciołach! TF: W Niemczech aż roi się od konwencji. Czy chętnie w nich uczestniczysz? Janine: Tak i bardzo je lubię! Bywam w Dortmundzie, uwielbiam spotykać tam przyjaciół z innych miast, i po prostu dobrze się bawić. Cieszy mnie dźwięk maszynek dochodzący z każdego zakątka hali. Ponadto, zobaczenie i przebywanie z tymi wszystkimi wytatuowanymi ludźmi daje poczucie jedności i akceptacji, nikt cię tam nie dyskryminuje i nie jest nieuprzejmy. TF: Jesteś bardzo fotogeniczna, co zamierzasz z tym zrobić? Janine: Dziękuję! To naprawdę słodkie! Chciałabym, aby ta przygoda trwała. Ciekawe sesje z pomysłem dają mi dużo radości, jak np. ta, którą robiłam kilka tygodni temu. Byłam żeglarką i wyławiałam nadmuchiwanego rekina, stojąc na malutkiej łódce! Jest to dużo

bardziej intrygujace od zwykłego portretu, bo przy okazji można wcielić się w jakąś rolę. TF: Plany na najbliższą przyszłość? Zarówno te związane z tatuażami jak i resztą twojego życia? Janine: Mam nadzieję, że wszystko uda się tak, jak sobie wymyśliłam. Moje historie tatuażowe są nadal nieukończone, więc jeszcze sporo przede mną. Ciężko pracuję nad tym by zostać najlepszym okręgowym specjalistą od visual merchandise’ingu i może pewnego dnia uda mi się zaistnieć jako słynna piosenkarka, koncertująca po całym świecie! A co do przyszłości, życzę sobie żeby wszystkich nas spotykały najlepsze rzeczy. TF: Słowo na koniec. Janine: Chciałabym podziękować wam za możliwość pojawienia się w magazynie, który kupuję zawsze, kiedy jestem w Polsce. To dla mnie ogromny zaszczyt! Dziękuję też wszystkim czytelnikom za poświęconą uwagę i mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Bądźcie zawsze sobą i z dumą noście swoje tatuaże! Dużo miłości dla was wszystkich! www.facebook.com/ragexhope

TATTOOFEST 65


TATTOOFEST 68


M

amy przyjemność zaprezentować kolejny album wydawnictwa „Edition Reuss”, którego powstanie zawdzięczamy Edgarowi Hoillowi, profesjonalnemu fotografowi z Los Angeles, znanemu także z zainicjowania marki odzieżowej „OSOK”. Album prezentuje sztukę latynoamerykańską, która stała się inspiracją dla wielu tatuatorów. Znajdziecie w nim ponad 250 ilustracji wykonanych przez 90 artystów. Teksty wydrukowano w języku angielskim, niemieckim, hiszpańskim i francuskim. Sztuka ta jest niezwykle rozległa i zróżnicowana, tak jak kultury, które reprezentuje. Jednakże wyszczególnić można popularne motywy czy symbole, które zachwycają artystów na całym świecie. Książka ta jest obszernym zbiorem rysunków i obrazów wybranych tak, by szeroko zaprezentować duszę sztuki latynoamerykańskiej. Motywy opisane w książce to m.in: Ikonografia religijna, która w życiu Latynoamerykanów jest wszechobecna i tworzona na niemal każdej możliwej powierzchni - od muru, przez płótno aż po skórę. Popularnymi wizerunkami są Jezus, Maryja Dziewica oraz święci. Dziewica z Guadalupe to ukochany symbol Meksykańczyków. Przedstawia on wizerunek Matki Boskiej, w otoczeniu róż, z rękami złączonymi do modlitwy. W 1531 roku na meksykańskim wzgórzu Tepeyac doszło do pierwszego uznanego przez Kościół objawienia maryjnego. Prostemu Indianinowi ze szczepu Mexików Maryja powierzyła misję przekazania całemu indiańskiemu światu orędzia pojednania między rdzennymi plemionami Ameryki Łacińskiej a okrutnymi najeźdźcami z Hiszpanii oraz zaprzestania krwawych obrzędów wśród samych Indian, przez które ginęło rokrocznie kilka tysięcy niewinnych ludzi, w tym kobiet i dzieci. Święte Serce, symbolizujące miłość i poświęcenie Jezusa. Zwykle przedstawione jest ono w otoczeniu płomieni, z koroną cierniową i przebite włócznią. Stanowi inspirację nie tylko dla katolików, a symbol ten odnaleźć można w niemal każdym tatuatorskim stylu. Ręce złożone do modlitwy, które wśród swoich wielu znaczeń symbolizują przede wszystkim błogosławieństwo i wybaczenie. Motyw ten szczególnie popularny jest w tatuażach więziennych, wśród skazańców, którzy poszukują zbawienia. Święto Zmarłych, czyli Dia de los Muerto. Choć jest ono katolickie to część symboli towarzyszących jego obchodom w Meksyku wywodzi się ze święta azteckiego. W sztuce popularną postacią dla tego wydarzenia jest Catrina - bogata, pięknie ubrana kobieta przedstawiana jako szkielet. Stanowi ona swoiste przypomnienie, iż śmierć nie pomija nikogo, nawet bogaczy. Sztuka prehistoryczna, skoncentrowana na meksykańskiej mitologii i kosmologii - azteckim kalendarzu słońca czy bogach i boginiach, niezwykle popularnych jako motywy tatuażowe. Klaun (Payaso oraz Payasa) - motyw popularny wśród członków gangów; odzwierciedla on ideę życia chwilą, bez żalu i zastanawiania się nad konsekwencjami, czyli „śmiej się teraz, płacz później”. Tatuaże te obrazowane są wizerunkiem klauna (w przypadku mężczyzn) - jednocześnie uśmiechniętego i groźnego, oraz Payasy - kobiety klauna, piękności ze łzami płynącymi z oczu (będących symbolem tęsknoty za mężczyzną, który odszedł lub przebywa w więzieniu). Pozostałe motywy uwzględnione w książce to Luchadors, czyli bohaterzy meksykańskiego wrestlingu, Mi Vida Loca - „Moje szalone życie”, będące popularnym więziennym motywem tatuażowym, lowridery oraz meksykańscy rewolucjoniści, w szczególności Emiliano Zapata i Pancho Villa. TATTOOFEST 69


P

aństwo, w którym urodził się Fabian De Gaillande przypomina raj na ziemi. Niewielkie górzyste wyspy pochodzenia wulkanicznego nie są może najlepszym miejscem na rozwijanie tatuatorskich umiejętności, ale ze swoich rodzinnych stron Fabian wyniósł talent do tworzenia na skórze plemiennych wzorów, który przyczynił się do jego dalszej kariery. Krysia TF: Początki w branży. Fabian: Tatuuję od ponad 4 lat, jednak w środowisku jestem obecny mniej więcej rok dłużej. Odbyło się to w dość zabawnych okolicznościach. Zerwała ze mną dziewczyna, z którą spotykałem się w tamtym czasie. Pozbieranie się po tym wydarzeniu i odzyskanie kontroli nad moim życiem zajęło mi jakieś 6 miesięcy. Pewnego dnia obudziłem się i stwierdziłem, że czas zamknąć ten okres robiąc nowy tatuaż. Stworzyłem wzór i poszedłem z nim do studia. Tatuator po skończonej pracy stwie rdził, że wyszło naprawdę nieźle, a narysowany projekt jest bardzo dobry. Po chwili rozmowy zaproponował mi praktykę. Teraz, gdy to wspominam jestem pewien, że się przesłyszałem, a jego pytanie tak naprawdę brzmiało: „Czy zostaniesz niewolnikiem w moim studiu?”. Ha, ha, ha! TF: Jak zmieniło się twoje życie, odkąd zacząłeś tatuować? Co okazało się największą niespodzianką? Fabian: Na początku nie posiadałem żadnej wiedzy związanej z rysunkiem czy malarstwem, więc nie tylko używanie maszynki stanowiło dla mnie spory problem. Nie potrafiłem cieniować, nie wiedziałem jak i gdzie kłaść kolory. Byłem w ciągłym stresie, a w nocy wciąż śniły mi się koszmary. Obawiałem się, że stracę szansę swojego życia. Najgorszy był brak kogokolwiek, kto mógłby pomóc mi w tych sprawach. Niestety, mój „mentor” nie należał do najzdolniejszych artystów. Aby przezwyciężyć niepowodzenia musiałem zdobyć się na szczerość wobec siebie, uwierzyć w swoje możliwości i zaakceptować miejsce, jakie zajmuję w szeregu. Pomyślałem: jestem tylko kolejnym tatuatorem, więc nie mogę być zarozumiały i muszę zacząć akceptować krytykę. TF: Czy współpraca z innymi artystami wpłynęła znacząco na rozwój twojego kunsztu? Fabian: Współdziałałem z wieloma fantastycznymi ludźmi, zarówno w studiu, jak i na konwencjach. To

TATTOOFEST 70


TF: Z czego wynika różnorodność twoich prac? Fabian: Z motywacji i przesłanek, z jakich powstają. Mam tendencję do wybierania trochę dziwnych tematów, bo sam jestem dziwakiem. Poza tym, nie przepadam za kategoryzowaniem tatuaży, staram się pracować w każdym stylu, od orientalnego i neotradycyjnego, przez realizm, po motywy kreskówkowe. Do wszystkiego podchodzę jednak indywidualnie i realizuję własną wizję. Jeśli chodzi o opisanie mojego stylu powiedziałbym, że jest to tradycyjna nowoczesność w surrealistycznym świecie. Zasadniczo, paleta kolorów, jaką operuję, jest typowa dla cartoonu i dosyć prosta. Preferuję ciepłe barwy w podstawowym motywie, a chłodnych używam przy tworzeniu tła. Dzięki temu uzyskuję efekt kontrastu. Gdy główny temat tatuażu jest zaczerpnięty ze zdjęcia, wykorzystuję kontur, w celu nadania mu ciężkości (takiej, jaka jest obecna w neotraditionalu). Łagodne tło jest inspirowane tatuażem japońskim. W ten prosty sposób tworzę złożoną mieszankę i każdy jest zadowolony ;).

www.facebook.com/Fabztattoo

nauka nie tylko umiejętności tatuatorskich, ale przede wszystkim życia – tego, jak stawać się lepszym człowiekiem i jak być komikiem :). Pracuję z mniej i bardziej popularnymi artystami, chociaż według mnie, za sprawą poczucia humoru, każdy z nich powinien być sławny! Wszyscy ci ludzie sprawiają, że nigdy się nie nudzę. Mam dla nich wiadomość: kocham was i nie mogę doczekać się, kiedy ponownie się spotkamy!

TF: Ten zawód to również możliwość częstego podróżowania… Fabian: W rzeczy samej, wiąże się z tym wiele dobrych i złych historii, jednak najważniejsze są dla mnie przyjaźnie nawiązane podczas wyjazdów. Mógłbym napisać książkę albo dwie, gdybym chciał opowiedzieć wszystkie anegdoty. O dziwo, gdy patrzę w przeszłość, nawet w tych negatywnych wydarzeniach potrafię dostrzec pozytywy… A jeśli nie, to i tak są warte opowiedzenia :). TF: Gdzie sięgasz, gdy zabraknie inspiracji? Fabian: Pomysły są wszędzie! I mówiąc „wszędzie”, mam na myśli nie tylko „Google” czy „Facebooka”, ale przede wszystkim biblioteki, antykwariaty, galerie sztuki, muzea, parki i kawiarnie, wystarczy zdjęcie i masz punkt wyjścia dla jutrzejszego tatuażu. Oczywiście posiadam listę moich ulubionych tatuatorów i na bieżąco śledzę ich artystyczne poczynania. TF: Jakie są twoje oczekiwania wobec klientów i czego oni wymagają od ciebie? Fabian: Zawsze liczę na to, że przychodząca osoba podzieli się ze mną swoim pomysłem na główny motyw, a ja zajmę się resztą. Gdy pojawia się ktoś, kto zaplanował tatuaż w najdrobniejszym szczególe, raczej nie decyduję się na współpracę z nim. Przerabiałem to wiele razy i wiem, że tego typu ludzie rzadko są zadowoleni z efektu końcowego. Czasami używam mojej wrodzonej, francuskiej arogancji, żeby ich utemperować. TF: Czy chcesz podzielić się czymś jeszcze? Fabian: Pochodzę z francusko-polinezyjskiej rodziny. Urodziłem się w Vanuatu w Oceanii, pomiędzy Australią a Fidżi i zaistniałem w branży tatuatorskiej dzięki swoim umiejętnościom w rysowaniu tribali i wzorów polinezyjskich, ha, ha! Jakieś 8 lat temu przeprowadziłem się do Gold Coast w Australii. TF: Polska jest dość daleko od Australii, co o niej wiesz? Fabian: Słyszałem, że są tam piękne dziewczyny, a wasz naród nie żałuje sobie alkoholu :). Słowo „curve” jest najważniejszym wyrazem, no i konwencja w Krakowie jest jedną z najlepszych na świecie. Mam dwóch znajomych tatuatorów z Polski: Anabiego i Darka Dareckiego, znam również Victora Portugala i Kamila Moceta. Podziwiam prace wszystkich tych artystów.

TATTOOFEST 71


TATTOOFEST 72


TATTOOFEST 73



TF # 63