Issuu on Google+

Podczas budowy wodociągu w Kazimierzu rozkopano fragment przykościelnego cmentarza. Teraz w odsłoniętym i niezabezpieczonym wykopie zalegają ludzkie szczątki

Rozgrzebali cmentarz O ludzkich kościach zalegających w wykopie przy kościele w Kazimierzu (trasa Drężno – Biały Bór) powiadomił nas jeden z Czytelników. Jako dowód przyniósł zrobione przez siebie zdjęcia. Postanowiliśmy natychmiast sprawdzić. To, co zastaliśmy na miejscu, po prostu poraża. Oto w otwartym wykopie pod sieć wodociągową realizowaną w ramach projektu „Zintegrowanej gospodarki wodno-ściekowej dorzecza Parsęty”, zalegają większe i mniejsze fragmenty ludzkich kości. Wykop został wykonany wzdłuż muru dawnego przykościelnego cmentarza. Cały teren oznakowano taśmą. - Teren został zamknięty i nam nie wolno tam wchodzić – usłyszeliśmy od pracującej tuż obok ekipy budowlanej.

Powiedziano nam, że najprawdopodobniej w tym miejscu był już przedstawiciel wojewódzkiego konserwatora zabytków. Kiedy i w jakich okolicznościach, tego nasi rozmówcy nie wiedzieli. W wykopie leżą fragmenty kręgosłupa, piszczeli, żeber, miednic... Tuż obok nich ktoś porzucił jednorazowe rękawiczki. Jest coś niezwykłego w tym braku poszanowania dla ludzkich szczątków. Jest też coś niezwykłego w tym, że zaprojektowano sieć kanalizacyjną i zdecydowano się ją realizować tuż przy nieistniejącym już murze dawnego przykościelnego cmentarza. Kazimierski kościół pw. św. Mikołaja pochodzi z 1617 roku i jest jedną z najstarszych budowali sakralnych na terenie powiatu szczecineckiego. Dlaczego zdecydo-

wano się na prowadzenie sieci tuż przy cmentarzu, a nie kilka metrów dalej? Czy trasa została uzgodniona przez konserwatora zabytków? - Już na etapie uzgadniania przebiegu tras inwestycji liniowych prowadzone są niezbędne uzgodnienia z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków w Szczecinie Delegatura w Koszalinie. Jeżeli przy prowadzeniu robót nastąpi odsłonięcie obiektów zabytkowych lub warstwy kulturowej to koszty nadzoru archeologicznego łącznie z kosztami badań archeologicznych, ponosi spółka – mówi Beata Pszczoła-Bryńska, wiceprezes zarządu Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Szczecinku. W przypadku znaleziska szczątków ludzkich w Kazimierzu spół-

ka ma podpisaną umowę na nadzór archeologiczny i obecnie, ze względu na znalezisko w pobliżu miejscowego kościoła, prace na budowie zostały wstrzymane przez archeologa, a teren zabezpieczony. W obecnej sytuacji wykonawca musi postępować zgodnie z wytycznymi uzyskanymi od archeologa. O zajęcie stanowiska w tej sprawie poprosiliśmy o wypowiedź koszalińskiego oddziału Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Mimo, że na odpowiedź cierpliwie czekaliśmy trzy dni, konserwator koszaliński w tej sprawie wciąż milczy. Sądzimy, że efekty jego stanowiska widoczne są w terenie w postaci wykopu z ludzkimi szczątkami. Co w tego rodzaju przypadkach powinien zrobić konserwa-

tor? Ponieważ nie możemy liczyć na stanowisko konserwatora koszalińskiego o wypowiedź, poprosiliśmy Miejskiego Konserwatora Zabytków w Szczecinku Pawła Połoma: - To jest karygodne! Konserwator jeśli otrzymał zawiadomienie bezzwłocznie powinien podjąć czynności przypisane prawem. Jest to problem bardzo delikatnej natury. W mojej karierze zawodowej miałem kilka podobnych sytuacji. Jeśli został naruszony porządek na cmentarzu, jest to sprawa prokuratorska. W każdym razie przy tego rodzaju zdarzeniu, czy nawet próbie ingerowania w przestrzeń cmentarną, powinno być zgłoszenie do konserwatora, prokuratora i sanepidu. (jg sw)


2 Aktualności Na wstępie

I śmiesznie, i strasznie To już drugi tydzień obchodów związanych z siedemsetleciem miasta. Tak jak poprzedni - ten również obfitował w różne wydarzenia z dziedziny kultury i sportu. No i mam poważny dylemat, czy aby na pewno masowe imprezy, na których piwo leje się niemal hektolitrami można zakwalifikować do działu„kultura”? Ale skoro istnieje takie określenie jak„kultura picia”, to chyba wszystko jest tak jak trzeba? Dalej tego typu rozważań nie będą kontynuował, aby nie narazić się na szerzenie defetyzmu na jasnym obliczu miasta. Praktycznie cały numer naszej gazety „zapakowany” został relacjami z imprez. Nie żebyśmy tym chwalili, ale zadrukowany papier nawet po stu latach będzie do odczytania, czego nie można powiedzieć o takich wynalazkach naszych czasów jak komputery. No bo na jakich współczesnych komputerach odtworzyć można tak powszechnie stosowaną jeszcze w latach dziewięćdziesiątych dyskietkę, nie wspominając już o różnych odtwarzaczach, projektorach itp.? Papier będzie. Przetrwa tyle, ile nasza cywilizacja. Z pewnością do sztandarowej imprezy siedemsetlecia należy zaliczyć wielki koncert symfoniczny na placu Wolności. To tam szczecineckiej publiczności został zaprezentowany utwór skomponowany przez Krzesimira Dębskiego pt. „Rhythmi urbani”. W dosłownym tłumaczeniu oznaczać to może rytm miasta. Jak zapewniał kompozytor, każde miasto ma swoją muzykę, swój niepowtarzalny rytm. Ponoć jako pierwszy doświadczył tego Rychard Strauss (1864 - 1949), wielki kompozytor i dyrygent niemiecki, pod wpływem uroku miasta nad Niezdobną komponując operę zatytułowaną „Daphne”. Trudno powiedzieć, czy Krzesimir Dębski był również zauroczony naszym miejscem na ziemi. Wprawdzie w swoim słowie wstępnym coś wspomniał o szczecineckich kominach, ale tak do końca nie jestem pewien, czy w ich widoku jest jakiekolwiek choćby cień romantyzmu, nostalgii czy choćby zauroczenia. Kompozytor w każdym razie przyznał, że korzystał z poematu Wojciecha Bąka opiewającego uroki jakiegoś bliżej nieokreślonego miasta – na pewno nie Szczecinka, ponieważ autor pochodził z Ostrowa Wlkp. a mieszkał w Poznaniu. Nic to, treść adaptowano na szczecinecką. Aby uczynić ją bardziej nieczytelną, przetłumaczono na język łaciński, którego już nawet w ogólniakach nie uczą. Przy okazji zdarzyła się wpadka i pomylono kościół Mariacki z kościołem św. Krzysztofa. Ponieważ łaciny już praktycznie nikt nie rozumie, więc i niedoskonałości topograficzne miasta zostały zakamuflowane. Do cyklu imprez „siedemsetletnich” zupełnie niespodziewanie wpisała się demonstracja zorganizowana przez Kronospan. Na św. Jana pod ratusz przyszło kilkaset osób z równo wypisanymi hasłami skierowanymi przeciwko stowarzyszeniu „Terra” przykładowo: „Przestańcie nas Terraryzować”. Mimo wczesnej pory poobiedniej, niewielu było przechodniów i to głównie ich mimo letniej pogody zmroziło skandowanie: „Para wodna to nie dymy, my nie szkodzimy”. Okazuje się, że zgodnie obowiązującą teorią, to co nam od wielu lat przeszkadza to jedynie para wodna. Nie jakieś tam odory, dymy, jakieś tam dwutlenki siary czy azotu, pyłów zawieszonych - liczonych w setkach ton w ciągu roku - a po prostu para wodna! Para i szlus! Gdyby tego typu „prawdę” ujawniono szczecinecczanom i światu przykładowo 1 kwietnia, to można byłoby go nawet uznać za dowcip. Wprawdzie głupi, ale dowcip. Wykrzyczane w środku lata kiedy nad miastem przeważają wschodnie cyrkulacje powietrza, brzmi jak przestroga. Pamiętajcie! To tylko para, nie jakiś tam dwutlenek, azotu czy siary, jakiś tam pył zawieszony (wszystko liczone w setkach ton w ciągu roku) przyprawione formaldehydem, amoniakiem, butanolem i coś tam jeszcze - to tylko para. Wychodzi na to, że mieszkańcy to rzesza nierozgarniętych gamoni, na domiar złego dająca się sprowadzać na manowce przez znienawidzone, również przez burmistrza, stowarzyszenie Terra. Jerzy Gasiul

www.temat.net/aktualnosci

Nowy szynobus w Szczecinku GPS, klimatyzacja i monitoring...

Trójczłonowy zespół trakcyjny 219 M „Atribo” rozwija prędkość eksploatacyjną do 120 km/h, zabiera 157 pasażerów na miejscach siedzących i 160 na miejscach stojących.

Ma na imię SA 136-02 „Atribo”. Wyposażony jest m.in. w klimatyzację wagonów, GPS i monitoring. Mowa o nowym szynobusie, który we wtorek, 29.06. ze Szczecina przyjechał do Szczecinka. To pierwszy z dwóch, a łącznie z 10 autobusów szynowych, które Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego kupił za 150 mln zł. Zakup był możliwy dzięki pieniądzom z Regionalnego Programu Operacyjnego. Województwo dostał na ten cel ponad 75 mln zł. Nowe szynobusy obsługują trasy kolejowe na szlakach: Szczecin – Szczecinek oraz Szczecin – Kołobrzeg. „Szczecinecki” szynobus (spa-

linowy trójczłonowy zespół trakcyjny 219 M „Atribo”) rozwija prędkość eksploatacyjną do 120 km/h, zabiera 157 pasażerów na miejscach siedzących i 160 na miejscach stojących. Jest wyposażony m.in. w system informacji audiowizualnej, dzięki któremu podróżni są na bieżąco informowani o rozkładzie jazdy pociągu, jego lokalizacji oraz najbliższych stacjach i prędkości pociągu. Wnętrza wagonów zostały wyposażone w klimatyzację. Nad bezpieczeństwem podróżnych czuwa system zewnętrznego i wewnętrznego monitoringu oraz system diagnostyki pokładowej pojazdów, którego zadaniem jest monito-

rowanie pracy najważniejszych podzespołów, a także wykrywanie i eliminacja sytuacji stwarzających zagrożenie pożarowe. To nie wszystkie zalety cacka na torach. W części wielofunkcyjnej pojazd dostosowany jest do przewozu osób niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich oraz osób z dużym bagażem. Posiada też kabinę sanitarną przystosowaną dla osób niepełnosprawnych Jak zapewnili nas kolejarze z obsługi szynobusu, konstrukcja pojazdu umożliwia niezawodną pracę zarówno w warunkach upalnego lata, jak i przy temperaturach ujemnych. (sw)

Kolejny kierunek studiów – list intencyjny podpisany

Maciej Gaca: Prorektor dr inż. prof. Stanisław Szyszko oraz starosta Krzysztof Lis podpisali list intencyjny w sprawie powołania w Szczecinku nowego kierunku studiów.

W miniony poniedziałek (28.06) po godzinie 10 w Starostwie Powiatowym odbyło się podpisanie listu intencyjnego z Wyższą Szkołą Inżynierii Gospodarki w Słupsku. Jeżeli uda się zebrać grupę minimum 35 chętnych, to od przyszłego roku będzie można rozpocząć w naszym mieście studia na kierunku geodezja i gospodarka przestrzenna. – Jesteśmy drugą, po Politechnice Gdańskiej uczelnia techniczną w województwie Pomorskim – powiedział na spotkaniu

prorektor uczelni. – Jesteśmy jedyną uczelnią w kraju, która szkoli studentów na kierunku „Nawigacja satelitarna morska i lądowa”. Mamy bardzo fachową kadrę. Geodeta, to wolny zawód i zapewnia godną płacę. Chcemy kształcić młodych ludzi w zawodach, po których nie ma problemu ze znalezieniem pracy nie tylko w kraju, ale i za granicą. Nasza oferta programowa daje ludziom możliwość spełnienia ich marzeń – dodał. Zadowolenia nie krył również starosta Krzysztof Lis, który pod-

pisywał umowę: – Rozmowy z uczelnia były prowadzone już od pewnego czasu, a efektem tych rozmów jest podpisanie listy intencyjnego. Teraz wiele zależy już od studentów, bo jeśli będzie zainteresowanie, to postaramy się rozszerzać kierunki np.: o architekturę krajobrazu, który mógłby być kontynuacją kierunku, jaki już istnieje w szczecineckiej „Budowlance”. Wierzę, ze nam się to uda – powiedział Krzysztof Lis. - Nabór kandydatów rozpoczniemy już niebawem, ale spodziewamy się, że w tym roku nie uzbieramy tylu chętnych, by stworzyć grupę – powiedział Sławomir Elegańczyk, pełnomocnik ds. kształcenia wyższego. – Myślę, że po informacjach o nowym kierunku, uda nam się taka grupę zorganizować w przyszłym roku – dodał. Początkowo nauka rozpocznie się w systemie zaocznym, ale plany wybiegają naprzód i zawierają możliwość utworzenia w naszym mieście zamiejscowego oddziału uczelni. To kolejna już propozycja, dla wszystkich tych, którzy chcą studiować w Szczecinku. (mt)


4 Aktualności

www.temat.net/aktualnosci

Skandowali, że nie trują „Para wodna to nie dymy, my nie szkodzimy” – to jedno z haseł niesionych przez demonstrujących na placu Wolności pracowników Krono Głośno, ale bez praktycznie żadnego zainteresowania ze strony przechodniów, odbyła się zaplanowana 24 czerwca na godz. 15 wielka demonstracja pracowników Kronospanu. Kilkaset osób wyposażonych w trąbki, syrenę alarmową, a także transparenty (z hasłami, takimi jak m. in.„Kronospan to rozwój miasta”,„Nie truje + uczciwie pracuje = Kronospan”, „Zgoda buduje”) zjawiało się na placu Wolności. Na spotkanie z nimi z ratusza wyszedł burmistrz Jerzy Hardie-Douglas. Bez słowa wręczono mu mikrofon.

Sytuacja jest bardziej skomplikowana

- Proszę mnie zrozumieć, ale nie ja powinienem być adresatem tego protestu – zaczął burmistrz. - Nie jestem i nigdy nie byłem wrogiem Kronospanu. Kontaktów pomiędzy miastem a Kronospanem było bardzo niewiele. Obie strony muszą być w porządku. Mam nadzieję, że państwo macie tę świadomość, że Kronospan ma wieloletnie zaniedbania. Przeróżne. Oczywiście nie wy jesteście sprawcami takiego stanu. Ostatnio rozmawiałem z szefem Krono holdingu z Austrii i, moim zdaniem, ani pan Kindl, ani zarząd holdingu do końca nie jest poinformowany o tym, jak wygląda sytuacja w Kronospanie. Kronospan przez całe lata... W tym momencie rozległy się gwizdy i burzenie. Z tłumu: - To nasza manifestacja, a nie pana burmistrza! - Czy to ma polegać na krzykach? Jeśli chcecie rozmawiać, to możemy. Jeśli chcecie wykrzykiwać swoje racje i nie jesteście ciekawi odpowiedzi, to rzeczywiście rozmowa nie ma sensu. Rzucajcie więc butelkami. Ja to znam z Warszawy! Widocznie to jest taki model, który wam odpowiada! Ja chcę rozmawiać. Chcę, abyście zrozumieli, że sytuacja jest bardziej skomplikowana niż ją w tej chwili naświetlacie. Proszę mi powiedzieć, czego wy sobie... Do kogo macie pretensje? Jak rozumiem do „Terry”. Ja też do nich mam pretensje. Czego oczekujecie ode mnie? Odpowiedź z tłumu; Nie chcemy stracić pracy... - A czy ja jestem pana pracodawcą? Ja rozumiem waszą determinację! Ale proszę powiedzieć, czego ode mnie oczekujecie? Żebym łamał prawo? Z tłumu: - Pan nie broni naszych miejsc pracy! - A w jaki sposób mam bronić? Niech wasza firma wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Niech zacznie w końcu łożyć pieniądze na ekologię! Dlaczego... (hałas z tłumu) Momencik, bardzo się cieszę … To nie jest piknik. Proszę mi dać dokończyć.

Nie znacie całej prawdy

O dokończeniu odpowiedzi raczej nie było mowy. W tym

Było głośno, ale raczej bez większego zainteresowania ze strony przechodniów momencie wtrącił się rzecznik prasowy Kronsopanu Rafał Bernasiński, nakazując burmistrzowi, aby oddał mikrofon organizatorom. Burmistrz: - Nie wydaje mi się żeby to był wasz mikrofon. Ale jeszcze raz powtarzam. Trzeba doprowadzić do tego, aby obie strony ze sobą rozmawiały. Przez ostanie miesiące chciało rozmawiać tylko miasto. Prosiłem pana Aleksandrowicza (członka zarządu – dop. red.). Spotkajmy się. Propozycja rozmowy przyszła po rocznym konflikcie. Ja wam źle nie życzę. Mnie, jak mało komu, zależy na tym, żeby zakład w Szczecinku był. To ja przez całe lata próbuję wymusić, aby Krono postarało się m. in o sprowadzenie tutaj fabryki mebli. To jest nieprawda, co mówicie, że ja jestem źle nastawiony do was i was nie bronię. Niestety, nie znacie całej prawdy. Głos z megafonu: – Panie burmistrzu, co dla nas pan zrobił? - A czego pan oczekuje? Czy ja jestem pana pracodawcą? Głos z megafonu: – My dla pana oddajemy 30 proc. naszych podatków co miesiąc, co rok. Co pan dla nas zrobił?

Jest terror w tym mieście

Burmistrz: - Proszę powiedzieć, czego pan oczekuje? - Oczekuję pana wsparcia. Jest kłamstwo, jest obłuda, jest terror w tym mieście. To pan powinien temu zaradzić! Pan powinien być tą osobą, która stanie pośrodku i powie słuchajcie: Ja doprowadzę do dialogu, do spotkania. Nie może być tak, że nas oczernia się w prasie, w radiu, telewizji i Internecie. Wypisuje się na nas różne rzeczy. Na tle naszej firmy pokazuje się trupią czaszkę! To jest oszczerstwo! My chcemy pokazać, że tu pracują ludzie -tysiąc ludzi, pięć tysięcy kooperantów. Dzieci tutaj

przyszły. ….Pan chce doprowadzić do tego, aby ci ludzie byli biedni i musieli się stąd wyprowadzić. Jeśli pan nie potrafi tego robić, powinien się pan poddać do dymisji. Skandowanie: Brawo!!! -Oczywiście, do dymisji się nie poddam, ale wybory są już bardzo szybko. I oczywiście, wy możecie szybko spowodować to, że ja już nie będę burmistrzem. Ja nie muszę być burmistrzem, ale muszę przestrzegać prawa. Tymczasem Kronospan prawa nie przestrzega. I tam, gdzie nie przestrzega, nie będzie firmą wyjątkową. Więcej już w tej sprawie nie mam do powiedzenia. Jestem otwarty na rozmowy z wami i zarządem Kronospanu... Proszę przestać mi przeszkadzać! Proszę dać mi dokończyć. - Jeśli chodzi o oczernianie w Internecie to bardzo proszę na gk.24 i na temat.net poczytać co mówią na mój temat. To co sądzicie o mnie, to jest małe piwo przy tym, co o mnie wypisują w Internecie. Ja też z tymi opiniami się nie zgadzam. Ale zgadzam się z tym, że Kronospan musi wreszcie usiąść do rozmów. Musi wreszcie pokazać plan zmniejszania uciążliwości zakładu dla miasta, a wtedy będzie pole do rozmów. Nie ma innej drogi. Po wygłoszeniu tej kwestii burmistrz obrócił się na pięcie i poszedł do ratusza.

My emitujemy parę wodną, bo ona jest z drewna

Z tłumu przez megafon: - Spotkaliśmy się tutaj i nie pozwólmy się terroryzować przez jakieś samozwańcze organizacje, dla których dobry jest każdy pretekst. Najmniejsze źródło urasta do wielkiego konfliktu i to przy biernej postawie władz miasta. Widziałem dzisiaj ulotkę „Ter-

ry”: co ci przeszkadza, na co się uskarżasz, co cię boli i dlaczego. To jest kolejna obłuda. Wiem. To jest manipulacja, to jest polityka. Ja zapieprzam w Kronospanie 31 lat jak tu przyjechałem, żeśmy wybierali mazut z rowów. Wszystko szło do jeziora! - Ja jestem legendą tego zakładu – kontynuował przemówienie. - Nie pozwolę sobie mówić, że nic tutaj nie robimy. Gdyby tak było, to nikt by tutaj nie zainwestował. W tej chwili dialog jest kiepski. Może pan burmistrza ma rację, ale nasz zarząd informuje o kłopotach w komunikacji. Uważam, że ta grupa ludzi, a są też inni, którzy w tej chwil pracują, że my nie dymimy. My emitujemy parę wodną! Bo ona jest z drewna. To jest woda. (Okrzyki i brawa.) - Jeżeli jesteśmy uciążliwi dla środowiska, to trudno, to duży zakład. Żeby żyć w symbiozie z mieszkańcami, z władzami, musimy współpracować. Jestem przekonany, że będziemy tu pracować i nie jest intencją burmistrza zlikwidować ten zakład. Ciesze się, że jest jego zgoda. Odprowadzamy ok. 7 mln zł podatku. Wydajemy tutaj pieniądze. Kochamy to miasto i utożsamiamy się z nim. Możemy chodzić w tym mieście z poniesioną głową! (Okrzyki.)

Stowarzyszanie funduje mieszkańcom nieprawdę

- Przyszliśmy tutaj razem, aby oficjalnie zgłosić sprzeciw przed kilkoma osobami, które założyły sobie stowarzyszenie tylko po to, aby prowadzić walkę z Kronospanem. Dzisiaj to stowarzyszanie funduje mieszkańcom nieprawdę. Dzisiaj, żeby zdobyć sławę, żeby zrobić karierę najlepiej zaatakować Kronospan. Bo on zawsze będzie kontrowersyjny. Bo jest ogromny - jeden z największych zakła-

dów na świecie. Dzisiaj, panie burmistrzu, dumny jestem, że mieszkamy w tym mieście i nie chcemy z niego wyjeżdżać za inną pracą... Na wiecu odczytano apel pracowników skierowany do burmistrza. Jego treść została zamieszczona na naszej stronie internetowej. Skandowanie: - Para wodna to nie dymy, my nie szkodzimy, para wodna to nie dymy, my nie szkodzimy, my nie szkodzimy.... (jg)

Pracownicy, którzy przyszli na plac Wolności mieli dość enigmatyczne pretensje do burmistrza. Tak naprawdę, wiec był skierowany przeciwko stowarzyszeniu „Terra” i innym nie ujawnionym z nazwy, ale burmistrz to dopowiedział. Skandowanie hasła o wodnej parze ma się nijak do rzeczywistości. Dlatego proponujemy pracownikom Kronospanu zapoznać się z raportem opracowanym na zlecenie ich firmy. Poniżej dane dotyczące emisji ze spółek Kronospan – stan istniejący. Dane na podstawie raportu opracowanego na zlecenie Kronospanu przez Zakład Usługowo-Projektowy EKOERG ze Starogardu Gd. Aktualne dopuszczalne wielkości emisji Mg/rok, czyli mówiąc po polsku ton/rok: Dwutlenek azotu – 939,411 ton w ciągu roku, dwutlenek siarki – 413,635 ton, formaldehyd – 99, 731, pył ogółem – 762,385 ton, pył zawieszony – 536,504 ton, amoniak – 8,64 ton, izo-butanol – 129,600 ton, izo-propanol – 25,920 ton, glikole – 12,960 ton, węglowodory – 0,398 tony.


ul. 9 Maja 2 78-400 Szczecinek tel. 94 373 26 36

����������������������� ��������������������������2 ������������������������������������� �������������� ������������������������ ���������������������������� Centropłyt Sp. z o.o. 78-431 Turowo Pomorskie 1 tel. +48943741972/ tel.fax.+48943742025

094Ê374Ê19Ê72 www.centroplyt.pl


6 Felietony Kolarze i Krono-manifa na 700-lecie

www.temat.net/opinie

Tomasz Czuk

Ciszy wyborczej już nie ma, to można o wyborach. Ale o czym? Czy o tym, że obaj kandydaci, co przeszli do drugiej tury nagle polubili lewicę?

Zenek ma głos

Ostatni tak spektakularny marsz poparcia widziałem chyba w Szczecinku 1 maja 1978 roku. Wtedy również rozentuzjazmowane masy ludu pracującego naszego miasta dały wyraz swojego przywiązania do ścisłego kierownictwa, tyle tylko że nie zarządu Płyt Wiórowych, a pewnej nieistniejącej już partii.

No i mamy jednak rekord świata, choć dyżurni malkontenci wszystkim w koło rozpowiadali, że się nie uda, że to głupota, że ludzie mają takie imprezy w nosie i nikt na to nie przyjdzie. A tu proszę, 1478 pedałów na 1310 metrów! Czyli 736 rowerzystów na 700-lecie naszego miasta. Zenek, który wraz z rodziną pokonał ten morderczy dystans na swoim legendarnym składaku wigry 2, stwierdził z charakterystyczną dla siebie przekorą, że takiego rezultatu nie zanotowano nawet w Berlinie na osławionej Paradzie Miłości. Z tym Berlinem to oczywiście trochę przesadził, ale w takiej Szklarskiej Porębie na przykład, z której Program 3 Polskiego Radia zrobił rowerową stolicę Polski, takiego rekordu nie mają, a imprez rowerowych robi się tam naprawdę sporo. Nie powiem, żeby mnie to specjalnie smuciło, co to, to nie. Wprost przeciwnie. Lubię oryginalne pomysły, zwłaszcza jeśli wzbogacają ofertę turystyczną naszego miasta. Tyle się zresztą w nim ostatnio dzieje, że nawet TVP nie wie już doprawdy, co transmitować. Czy Mistrzostwa Polski w Pięcioboju Nowoczesnym, czy premierowy koncert Krzesimira Dębskiego, cyklistów, czy manifestację pracowników Krono, oburzonych „terrarystyczną” działalnością ekologów z „Terry”. To ostatnie wydarzenie odbiło się zresztą w naszym mieście dużym echem i komentowane jest na wszelkie możliwe sposoby – nie tylko w Internecie. Trudno się temu dziwić. Ostatni tak spektakularny marsz poparcia widziałem chyba w Szczecinku 1 maja 1978 roku. Wtedy również rozentuzjazmowane masy ludu pracującego naszego miasta dały wyraz swojego przywiązania do ścisłego kierownictwa, tyle tylko że nie zarządu Płyt Wiórowych, a pewnej nieistniejącej już partii. Nie bądźmy jednak małostkowi, przecież nie od dzisiaj wiadomo, że obiekt uwielbienia jest kwestią drugorzędnych preferencji, ponieważ tak naprawdę liczy się tylko intensywność uczucia (nieważna płeć, ważne uczucie!). Jeżeli w przypadku załogi Krono było ono równie żarliwe i szczere, to za dwa lata czeka nas zmiana zarządu panelowej dumy Pomorza. Tak per

analogiam do sierpnia 1980. A co do reszty podobieństw, cóż…. Jest ich aż nazbyt wiele, aby nie budziły uśmiechów politowania i jednoznacznych skojarzeń z epoką radosnej propagandy oraz snów o gospodarczej potędze. Zmieniło się jedynie miejsce odprawianego rytuału. Plac Nowotki zastąpiono placem Wolności. Reszta pozostała bez zmian. Były więc uśmiechnięte rodziny, częstochowskie rymowanki i skandowane hasła – choć akurat nad tym elementem przedstawienia organizatorzy będą musieli jeszcze trochę popracować, bo pod ratuszem wypadło to raczej blado. Nie zabrakło też kolorowych baloników, dzieci podróżujących na barkach poirytowanych ojców, marzących o kojącym łyku zimnego piwa, no i oczywiście szczerych dowodów poparcia, bez tego przecież ani rusz. Wszak każda inicjatywa oddolna ma to do siebie, że przebiega spontanicznie i nie poddaje się żadnym odgórnym naciskom – taka jest istota demokratycznego porządku. Tę z serca płynącą spontaniczność widać zresztą było u demonstrujących na każdym kroku, a pojawiające się tu i ówdzie informacje o rzekomych naciskach, jakie wywierano na szeregowych pracowników Krono, aby wraz ze swoimi rodzinami (pewnie do trzeciego stopnia pokrewieństwa) wzięli udział w wiecu poparcia dla swojej firmy, to zapewne wraża robota „Terry”, która wredna jest i od pewnego czasu nie kryje swojej niechęci do wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z Krono. Tak w każdym razie twierdzi mój sąsiad Zenek, który uważnie przygląda się całej sytuacji i niczym młody ojciec z rosnącym napięciem oczekuje szczęśliwego rozwiązania. Poród się jednak przeciąga i kto wie, czy nie będzie potrzebne cesarskie cięcie. Coś się w każdym razie narodzi. Szkoda tylko, że akuszerem całego przedsięwzięcia nie będzie racjonalny dialog zainteresowanych konsensusem stron konfliktu, tylko socjotechniczne, PR- owskie zagrywki przyobleczone w cuchnący naftaliną gorset masowego pseudopoparcia i radosnych pochodów. Tomasz Czuk

Ciszy wyborczej już nie ma, to można o wyborach. Ale o czym? Czy o tym, że obaj kandydaci, co przeszli do drugiej tury nagle polubili lewicę? Czy o tym, że nagle zniknęła postkomuna? Dziwy, dziwy. I tylko wstąpienie Napieralskiego do PiS bardziej by mogło zadziwić… W niedzielę o godzinie 20.00 skończyła się też cisza w łosiedlu Zachód. A to za sprawą wielkiego koncertu plenerowego. Na początku dała czadu Małgorzata Ostrowska. Było głośno. Potem zagrali Kalwi&Remi. Zrobiło się głośniej. A po nich do pieca dowaliła grupa Kombi – jak za dawnych, dobrych lat, jakby czas się ich nie imał. Mówiąc krótko, było ostro. Muzyka szła z potężnych głośników, wpadała między bloki a tam kotłowała się i mieszała, przez zamknięte okna docierając do moich uszu i to już muzyką nie było. Decybele bębniły mi w głowie szklaną pogodę, ale nie tylko. I nareszcie na własnej skórze mogłem poczuć to, co przez całe lata czuli mieszkańcy innych części miasta, gdzie organizowane były koncerty. Grubo po godzinie 23 zapanowała błoga cisza. No, to se wskoczyłem do łóżeczka. I już prawie zasypiałem, a tu jak nie hukło. Jak nie trzasło. Jak nie pierdykło. Zaczął się pokaz fajerwerków. I waliło tak, że sylwestrowe strzały to był mały pikuś. To była prawdziwa kanonada. Sen szlag trafił. I gdy pokaz się zakończył o śnie nie było mowy jeszcze przez godzinę. I mam duże pretensje. Do siebie, bom nie doczytał w kalendarium imprez, że będzie tam pokaz fajerwerków i psychicznie żem się nie przygotował. I mam pretensje duże. Do siebie, żem się już zestarzał i mnie muzyka już nie bierze i zamiast na

koncert iść, to w domku wolę se siedzieć. Ale bardzo dobrze, że w największej sypialni Szczecinka wreszcie się coś zaczęło dziać. Bo nie ma tu ani stadionu, ani kortów, a i basen też nas ominął. I po latach wreszcie coś jest. I jest to pomysł trafiony. O czym świadczy kilkanaście tysięcy widzów na tym koncercie. – Ale, ale! Znaj mój umiar mocium panie – powiedział mnie pewien wiekowy mieszkanic łosiedla. - Może by można koncert zacząć godzinę wcześniej i godzinę wcześniej skończyć? Dobrze by też było w programach podawać, chociaż przybliżoną godzinę zakończenia koncertu. Zwłaszcza z niedzieli na poniedziałek. Dajta trochę pospać. Bo w poniedziałek to do tyry trzeba iść. Bo przecież przed nami jeszcze lipiec i sierpień. I będzie się działo, oj, będzie. No, to może organizatorzy wzięliby może pod uwagę te spostrzeżenia łosiedlowych „staruszków”, za co pewnikiem nie tylko oni wdzięczni by byli. Ale póki co, to zostało mi wyjście, które wymyśliła moja ślubna i co wziąłem se do serca, jak wszystkie uwagi mojej ślubnej zresztom. A łona powiedziała mnie tak: Oj, Zenek. Zapomniał wół, jak cielęciem był i na koncerty Czerwonych Gitar, Niebiesko-Czarnych i Niemena w Bydgoszczy biegał. A i krawat w kwiatki se kupił i hipisa udawał. Zenu, ty nie marudź. To miasto ma 700 lat, a nie ty. Ty się zbieraj i szykuj się na koncert. Przecież Budkę Suflera lubisz. A jak na koncert nie chcesz iść, to se kup zatyczki do uszu, a dodatkowo załóż se słuchawki i idź spać. I se zatyczki kupiłem i se spać poszedłem. Zenek


Aktualności 7

To już wakacje! Uczniowie oraz nauczyciele na dwa miesiące pożegnali się ze szkołą W ubiegły piątek, 25 czerwca przypadł ostatni dzień roku szkolnego 2009/2010. Wszyscy uczniowie, a wraz z nimi nauczyciele, odetchnęli z ulgą, bowiem na najbliższe dwa miesiące pożegnali szkołę. Zgodnie z komentarzami, wiele wdrażanych w życie zmian spowodowało, że nie był to łatwy rok. Część roczników zostało objętych nową podstawą programową, sześciolatki po raz pierwszy pojawiły się w grupie pierwszoklasistów, lista obowiązkowych przedmiotów w gimnazjum poszerzyła się o dodatkowy język obcy, na maturę powróciła matematyka… Dodatkowo szkołom zaczął doskwierać niż de-

mograficzny. Zwolnień, redukcji etatów czy łączenia klas po prostu nie dało się uniknąć. W Szczecinku uroczystości zakończenia roku szkolnego oddzielnie przygotowały miasto i powiat: akademia zorganizowana przez ratusz odbyła się w Gimnazjum nr 3, z kolei starostwo przywitało wakacje Zespole Szkół nr 1 im. Komisji Edukacji Narodowej. Na obu podsumowaniach obecni byli przedstawiciele władz samorządowych, zaproszeni goście oraz wybrani uczniowie, którym wręczano nagrody i świadectwa. Ponadto, pożegnaniu uczniów szkół ponadgimnazjalnych towarzyszył poseł na Sejm RP Wiesław

Suchowiejko. Przekonywał on wszystkich obecnych na sali, że nie zapomniał o lokalnych problemach samorządów i robi wszystko, by przy pracach nad ustawą o systemie oświaty wywalczyć dla gmin najbardziej korzystne warunki, na razie w sferze edukacji przedszkolnej.

Strażnicy na swoim

rozpoczął się remont nowej siedziby Straży Miejskiej

Tu przy ul. Karlińskiej będzie się od przyszłego roku nowa siedziba Straży Miejskiej

No i wystartowali. Firma, która wygrała przetarg na remont budynku starej przychodni ZOZ-u, weszła na teren budowy. Plac został ogrodzony i rozpoczęły się prace porządkowe oraz rozbiórkowe. Ostatecznie budynek zostanie gruntownie przebudowany i dostosowany do nowych norm oraz potrzeb przyszłej siedziby Straży miejskiej w Szczecinku. Powstające pomieszczenia zaplanowano pod konkretne działy. W projekcie przewidziano także dobudowanie kompleksu garaży, który pomieści trzy pojazdy strażników. – Inwestycję prowadzi spółka miejska ZGM-TBS – powiedział Konrad Czaczyk, rzecznik prasowy Urzędu Miasta. – Miasto tylko przeprowadzało przetarg. Termin zakończenia prac, to 31

stycznia 2011 roku. Koszt prac, to 1.498.368,92 zł. Robi to firma „Strzelec” S.C. Artur Strzelec Aleksandra Kucharska, Koszalin. Zakres prac: kapitalny remont, a w zasadzie przebudowa budynku przy ul. Karlińskiej 15, z dobudową części garażowej wraz

z pomieszczeniem gospodarczym. Budynek będzie podzielony na 2 części. Nadal będ�� tam dwie osobne klatki schodowe. Część budynku, przylegającą do garaży zajmie Straż Miejska. Będą tam wykonane wszystkie niezbędne strażnikom instalacje, zmieniony zostanie układ ścian działowych, będzie też pomieszczenie na siłownię. Mniejszą częścią z lokalami usługowymi będzie zarządzał ZGM-TBS i będą tam lokale usługowe na wynajem. Obecnie na piętrze budynku znajdują się trzy gabinety lekarskie, na dole apteka, a w piwnicy szwalnia. Po remoncie ten układ pomieszczeń się zasadniczo nie zmieni – dodaje rzecznik. Nowoczesny budynek, spełniający bardzo wysokie standardy techniczne i operacyjne zostanie oddany do użytku najpóźniej 31 stycznia 2011 roku i właśnie wtedy rozpocznie się na dobre przeprowadzka siedziby straży miejskiej. (mt)

SPROSTOWANIE URZĘDU MIASTA Dotyczy artykułu „WYCIĄĆ ABY ODSŁONIĆ” - Temat nr 520 z 18 czerwca 2010 „Nie jest prawdą, że Miasto Szczecinek wydało decyzję o wycince drzew przy południowym skrzydle Zamku Książąt Pomorskich po to, aby siatka z wizualizacją elewacji na zamku prezentowała się efektowniej. Decyzja o wycince tych drzew została wydana dn. 02.12.2009r., a więc na długo przed pojawieniem się pomysłu nałożenia na ściany zaniku siatki z wizualizacją elewacji.”

- Kolejny rok, który nas czeka, będzie trudny – powiedział z kolei burmistrz Jerzy Hardie-Douglas. - Do szkół i gimnazjów trafi mniej dzieci. Oczywiście, odbije się to na nauczycielach. Niestety, musimy sobie z tym poradzić. Burmistrz wskazał, że dobrym sposobem na uporanie się z niżem jest tworzenie nowych oddziałów integracyjnych czy klas sportowych. Zapewnił też, że w najbliższym czasie miejskie placówki nie zostaną pozbawione dotychczasowego wsparcia. Poza tym, burmistrz pochwalił szkoły za to, że w porównaniu do lat ubiegłych podniosły one efektywność nauczania. Z kolei, starosta Krzysztof Lis podkreślił, że ponad 11 mln zło-

Na uroczystościach w Zespole Szkół nr 1 obecne były delegacje szkół z całego powiatu tych trafi w tym roku na inwestycje w szczecineckich szkołach ponadgimnazjalnych. Zaznaczył, że niemałą rolę odgrywa w tym wielostronne wsparcie finansowe, dzięki któremu możliwy jest przede wszystkim zakup nowego wyposażenia szkół oraz ich sukcesywne doposażenie. Starosta, podobnie jak inni przemawiający na obu akademiach, dziękował nauczycielom za trud i pracę w kształtowaniu młodych umysłów. Uczniom zaś życzył udanych wakacji oraz tego, by nie przestawali rozwijać swoich pasji. (sz)


8 Aktualności i nie tylko POD PARAGRAFEM

*** W ubiegły czwartek przed południem z Urzędu Skarbowego przy ulicy Mickiewicza ewakuowano pracowników. Budynek został zamknięty na przysłowiowe cztery spusty. Powód? Granat z okresu II wojny światowej. Niebezpieczne znalezisko zostało odkryte w czasie prac remontowo – budowlanych prowadzonych na obiekcie. Budynek do czasu przyjazdu grupy saperskiej został przekazany pod nadzór ochroniarzy. Saperzy ze Złocieńca dotarli do Szczecinka jeszcze tego samego dnia, podjęli niewybuch i wywieźli na poligon, gdzie został zdetonowany. *** Tragicznie rozpoczęły się wakacje na szczecineckich drogach. W sobotę koło Barwic,

W ubiegłym tygodniu Szczecinek odwiedziło wiele osób skuszonych bogatą ofertą programową obchodów 700-lecia. „Spacerki” to wypatrzyły, tu i ówdzie podpytywały i wypada jedynie potwierdzić, że nasz jubileuszowy start wypadł – w opinii przyjezdnych – nader okazale. Jolanta i Robert Rz. z Piły są pod wrażeniem wieczornego występu teatrów ulicznych na placu przed ratuszem, z kolei Stanisławowi K. z Wałbrzycha podobał się plenerowy koncert Kombii i szczecinecczanki Małgorzaty Ostrowskiej, a Mariola T. z Czaplinka do dziś wspomina koncert Krzesimira Dębskiego i wielką galę balonową. Wprawdzie program obchodów 700-lecia Szczecinka rozpisany jest na całe lato, ale jego organizatorom, przede wszystkim SAPiK-owi, już dziś można gratulować. Szczerze i serdecznie! Aby jednak nie wpadać w zbytnią euforię przytoczmy opinię wspomnianych już mieszkańców Piły, według których sesja popularnonaukowa firmowana przez miejscowe PTH okazała

po uderzeniu samochodu w drzewo, zginął młody mężczyzna,. Dwóch pasażerów zostało ciężko rannych. Kilka godzin później, w nocy z soboty na niedzielę, na drodze wojewódzkiej nr 201 Gwda – Czarne volkswagen vento dachował na poboczu. Autem podróżowało czterech młodych mężczyzn, mieszkańców Czarnego. Dwóch z nich zostało przewiezionych do szczecineckiego szpitala. Niestety, jeden z nich (19-latek) zmarł. *** Do kuriozalnego zdarzenia doszło w niedzielę około godz. 8 na drodze koło Barwic. Strażacy otrzymali wezwanie o wypadku drogowym. Gdy dojechali na miejsce zdarzenia, spotkali tam policję, pogoto-

wie ratunkowe i niemiłosiernie „poobijany” samochód… stojący na środku jezdni. Zdaniem strażaków, najdziwniejsze jest to, że żadne z pobliskich drzew nie zostało nawet zarysowane. Samochód miał wgniecioną prawą stronę karoserii, wystrzelone poduszki i pękniętą przednią szybę. Okoliczności zdarzenia wyjaśnia policja*** Po bardzo niespokojnej sobocie i nocy z soboty na niedzielę, nasi strażacy mieli trochę spokojniejszy świąteczny dzień. Jednak na brak zajęcia nie narzekali. Jak nas poinformował dyżurny operacyjny Powiatowego Stanowiska Kierowania Komendy Powiatowej PSP w Szczecinku, gasili stosy płonącej trawy na błoniach przy ulicy Zielonej,

się wielkim niewypałem, o czym także pisaliśmy

ukowców z oświatowych instytutów badawczych oraz central doskonalenia nauczycieli. Od lat stałymi uczestnikami zakopiańskich konferencji edukacyjnych są szczecineccy nauczyciele – dr Leszek Pawelski oraz autor niniejszej rubryki, reprezentujący tam Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Twórczych, statutowo wspierające wszelkie inicjatywy służące rozwojowi edukacji i nauk pedagogicznych. Pokłosiem XVI TSN „Edukacja jutra” jest obszerna czterotomowa monografia, także w przekładzie angielskim.

Tuż po zakończeniu roku szkolnego 40 uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 1 wyjechało na tygodniowy wypoczynek do holenderskiego Bergen op Zoom. To efekt wieloletniej współpracy obu zaprzyjaźnionych miast, która – przypomnijmy – rozpoczęła się wiosną 1993 roku, właśnie wizytą Corry Elzakkers w SP1. Tu też wkrótce rozpoczęto Tydzień Gier i Zabaw, który odtąd jest w Szczecinku stałym wakacyjnym przebojem lata. W tym roku polsko-holenderski tydzień prac kreatywnych dla dzieci spędzających lato w mieście rozpoczyna się już w najbliższy poniedziałek w sali sportowej SP4. I jak co roku na pewno nie obędzie się bez niespodzianek. Corry, uhonorowana Jubileuszowym Medalem 700-lecia, zapowiada też wiele atrakcji. W ostatniej dekadzie czerwca w Zakopanem obradowało XVI Międzynarodowe Tatrzańskie Sympozjum Naukowe EDUKACJA JUTRA – najpoważniejsze krajowe forum oświatowe, które w tym roku poświęcone było efektywności kształcenia na różnych etapach edukacyjnych. W trzydniowych obradach plenarnych, seminariach i panelach dyskusyjnych uczestniczyło blisko stu nauczycieli akademickich z uczelni pedagogicznych w kraju i z zagranicy, na-

Roman W. w obszernym i dość interesującym liście, nawiązującym do artykułu „W centrum ważnych wydarzeń” (Temat Szczecinecki nr 519), także powołując się na swoją znajomość z Adamem Giedrysem twierdzi, jakoby kongres astronautyczny w Państwie Środka z udziałem naszego sławnego krajana odbył się w 1995 roku, a nie, jak napisałem – w 1996 roku. Skoro tak, to będę się upierał – 47. Międzynarodowy Kongres Astronautyczny odbył się w październiku 1996 roku w Pekinie, Adam spędził tam dwa tygodnie, reprezentując Polskę wspólnie z Edit Bielską, także szczecinecczanką. Kongresowe centrum mieściło się w supernowoczesnym China Word Hotel, natomiast jego otwarcie odbyło się w chińskim parlamencie z udziałem prezydenta Jiang Zemina. Mój ostatni wywiad z

www.temat.net/aktualnosci pomagali policji dostać się do zamkniętego mieszkania (na szczęście okazało się, że w lokalu nikogo nie było) oraz zmagali się z rojem dzikich pszczół, które opanowały budynek mieszkalny w Dzikowie. *** Trzej mieszkańcy grodu nad Trzesieckiem wpadli w dalekiej Lubawie, po tym jak „uszczuplili” z paliwa bak ciężarówki. Skok miał miejsce na jednej z miejscowych stacji paliw. Naszym „ziomalom” uwagę poświęciła Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie. W komunikacie prasowym policjanci z Mazur napisali: - Nawet do 10 lat pozbawienia wolności grozi trzem mieszkańcom Szczecinka, którzy podejrzewani są o włamanie do baku ciężarówki i kradzież 60 litrów oleju napędowego. Policjanci zatrzymali trzech mieszkańców Szczecinka w wieku od 19 do 22 lat pod zarzutem dokonania kradzieży z włamaniem do ciągnika siodłowego marki Renault Magnum. Do zdarzenia miało dojść na jednej ze stacji paliw w miejscowości Lubawa. Jak ustalili policjanci, mężczyźni w nocy z piątku na sobotę (25/26 czerwca) włamali się do baku ciężarówki i ukradli 60 litrów oleju napędowego. Funkcjonariusze pracujący nad tą sprawą ustalili, że kradzieży dokonali trzej mieszkańcy Szczecinka. Podejrzani zostali zatrzymani po zbiorowej akcji mundurowych z Lubawy, Iławy i Nowego Miasta Lubawskiego. *** O krok od tragedii było w poniedziałek po południu na drodze z Bornego Sulinowa do Liszkowa. Zderzyły się tam dwa samochody osobowe. Jeden z kierowców został przewieziony na obserwację do szpitala

w Szczecinku. Pozostali uczestnicy zdarzenia otrzymali pomoc medyczną. *** W poniedziałek w m. Grabowo 10-letni chłopczyk wpadł do stawu i zaczął tonąć. Na pomoc ruszył sąsiad, który wyciągnął dziecko z wody i rozpoczął reanimację. Jak poinformowała sierż. Monika Wojnowska, rzecznik prasowy szefa szczecineckiej policji, czwóra dzieci bawiła się nad stawem znajdującym się na prywatnej posesji. W trakcie gdy dzieci szły brzegiem stawu, dwóch chłopców wpadło w znajdujące się w wodze zagłębienie. Jeden z nich wydostał się na brzeg, natomiast 10-latek zaczął się tonąć. Dzieci próbowały mu pomóc, wyciągały do niego ręce, jednak chłopiec zniknął pod powierzchnią wody. Płacz dzieci wzbudził zainteresowanie dorosłych, którzy natychmiast przybiegli na miejsce. Jeden z nich 19-letni sąsiad bez namysłu wskoczył do wody i zaczął nurkować w poszukiwaniu dziecka. Mężczyzna odnalazł i wyciągnął chłopca ze stawu. Wspólnie z innym mężczyzną rozpoczął reanimację, po której dziecko zaczęło oddychać. W chwili obecnej chłopiec znajduję się w szpitalu w Koszalinie. Jest nieprzytomny. Policjanci przesłuchują świadków, w celu szczegółowego ustalenia okoliczności zdarzenia.

Adamem Giedrysem „Gwiezdny ambasador”, o który Pan pyta, ukazał się tuż po jego przyjeździe z Pekinu, w listopadzie 1996 roku, oczywiście w „Temacie”. Niestety, nie mogę go ofiarować, ewentualnie użyczyć i to jedynie do skopiowania. Pozdrawiam i jeżeli nadal jest Pan nim zainteresowany proszę o kontakt – tel. 94 374 20 62.

ów stateczek przypominał, ale wkrótce tych porównań szybko zaniechałem. Zasłuchałem się bowiem w gawędzie bosmana, który przez cały czas trwania rejsu opowiadał o mieście, jego walorach turystycznych i krajobrazowych, przypominając także jego historię, legendy, ciekawostki. Prawie godzinny rejs upłynął nam bardzo przyjemnie i pożytecznie. Zapamiętałem to i podpowiadam, aby armatorzy naszej jeziornej białej floty także o czymś podobnym pomyśleli. Bo u nas także byłoby o czym turystom i mieszczuchom opowiadać.

Mieszkam niedaleko jedynego w mieście skrzyżowania z sygnalizacją świetlną – mówi Jarosław T. – i od lat obserwuję, że piesi kompletnie nie stosują się do jej wymogów czy nakazów. Dotyczy to zwłaszcza przejść dla pieszych na ulicy Kopernika i Szymanowskiego, czerwone światło rzadko kogo tam zatrzymuje. Ktoś mógłby wreszcie na to zareagować i „poczęstować” łamiących drogowe przepisy mandatem. Uważam, że w tej sytuacji nie ma absolutnie żadnego wytłumaczenia i wręcz nie powinno się pobłażać, bo fakt, że ruch samochodowy na wspomnianych ulicach raczej niewielki, nie powinien być jakimkolwiek argumentem. Racja i nie ma o czym dyskutować! Niedawno, będąc w Ślesinie, miałem okazję opłynąć statkiem spacerowym tamtejsze urokliwe jezioro – mówi nasz stały Czytelnik. – Fakt, zanim się tam ulokowałem pomyślałem o naszej „Księżnej Jadwidze”, którą z wyglądu bardzo mi

Źródło: KWP w Szczecinie. (sw)

Przyjemnie pohandlować, ale gdy towarzyszą temu odpowiednie warunki, przede wszystkim higieniczne – twierdzi Urszula Sz. – Nie można tego, niestety, doświadczyć na naszym miejskim targowisku przy ulicy Cieślaka. W dalszym ciągu straszą tam obskurne budy, w których sprzedawany jest nabiał, wędliny czy pieczywo, nie wspominając już o rynkowych ladach. Pisaliście już o tym w „Temacie” i jak dotąd nikt się tym nie przejął – przypomina Czytelniczka. Rzeczywiście, pisaliśmy i to nie raz. Jedno jest pewne, nasz rynek prędzej czy później musi się poddać wymogom miejskiego targowiska na miarę XXI wieku, jasne, że lepiej wcześniej. Swoją drogą, Sanepid też mógłby co nieco tę decyzję przyspieszyć. (ur)


Porady 9 Zdrowe i bezpieczne grillowanie My, Polacy, lubimy spotykać się w szerszym gronie, gdzie można nie tylko porozmawiać, ale i dobrze zjeść.

foto: stock.xchng/chriseaves Lato nastało pełną parą, a wraz z nim liczne spotkania rodzinne, przyjacielskie. My, Polacy, lubimy spotykać się w szerszym gronie, gdzie można nie tylko porozmawiać, ale i dobrze zjeść. Takie właśnie „dobre” jedzenie serwujemy sobie coraz częściej przy pomocy grilla. Doceniamy bowiem to, iż będąc na działce, nad jeziorem czy pod domem w ogródku można zjeść coś ciepłego na świeżym powietrzu. Ostatnimi czasy pojawiły się jednak liczne doniesienia, jakoby żywność z grilla była dla człowieka nie do końca zdrowa, co więcej – nawet rakotwórcza. Oczywiście słowo „rakotwórcza” (kancerogenna) oznacza, iż nie zachorujemy na raka od zjedzenia jednego wysmażonego złymi metodami steku („rakotwórcza żywność” degraduje bowiem ludzki organizm sukcesywnie, co może dać namacalny efekt w perspektywie wielu lat). Jednak my takich imprez przy grillu zaliczamy w życiu… oj sporo. Zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim. Dlatego niezwłocznie trzeba się w jakiś sposób przed tym zabezpieczyć. Zabezpieczenie to nie będzie jednak oznaczało całkowitą rezygnację z grillowania, lecz raczej będzie polegało na przestrzeganiu kilku podstawowych zasad.

Czym rozpalić grilla?

Do grillowania wybierać należy raczej brykiet lub węgiel drzewny, wytwarzane z drzew liściastych, które nie zawierają żywicy. Żywica, w którą bogate są drzewa iglaste, spalając się emituje rakotwórcze aroma-

ty. W żadnym wypadku nie należy rozpalać grilla z kartonów, gazet, dykt, malowanego czy lakierowanego drewna. Ważne jest również to, by nie dopuszczać do zapalenia się węgla, a w trakcie grillowania absolutnie nie dorzucać podpałek. Najpierw rozpalamy brykiet, by następnie po około 40 minutach, gdy pojawi się na nim warstwa popiołu, kłaść mięso. My często od razu kładziemy je na ruszt, bo (jak zwykle) chcemy jeść zaraz. Grillowanie to pewnego rodzaju sztuka, a nie jedzenie na czas. Warto więc o tym pomyśleć zawczasu i postarać się rozpalić brykiet zanim zejdą się goście.

Dioksyny, a zdrowie

Grillowanie, szczególnie tłustego mięsa, a także spożywanie tego mięsa, zwiększa ryzyko zachorowania na raka. Tak mówią badania. Ryzykowne jest ponoć nawet samo stanie przy grillu. Zbadano, że podczas dwóch godzin grillowania emituje się tyle dioksyn i furanów, ile z 220 tysięcy papierosów! Dioksyny są to substancje chemiczne, które wpływają na powstawanie złośliwych nowotworów w dłuższej perspektywie czasu. Badacze sugerują, że tak duża dawka toksycznych oparów przez 10 – 20 lat może znacząco wpływać na stan naszego zdrowia. Jeśli jednak nie grillujemy w każdy wolny i ciepły weekend przez całe wakacje i przez wiele lat to nic nam raczej nie powinno grozić.

Tacki równa się ochrona przed dymem

Każdy szanujący się mistrz grilla będzie używał specjalnych tacek lub aluminiowej folii. Jest to niezwykle ważna sprawa. Otóż niektóre związki kancerogenne powstają podczas samego procesu technologicznego, a inne w czasie, gdy wytopiony tłuszcz spada na węgiel i spalając się wydziela toksyczne opary osadzające się na naszym mięsku czy rybce. Dlatego nigdy nie kładziemy mięsa bezpośrednio na ruszcie, lecz na aluminiowych tackach, które ograniczają spływanie tłuszczu na węgle.

Niedopieczone, przypieczone…

Bardzo często zdarza się tak, że głodni i niecierpliwi sięgamy po kawałek mięsa zbyt szybko. Z zewnątrz wydaje się już upieczony, a w środku niestety jeszcze taki nie jest. Temperatura dostaje się do wnętrza zdecydowanie wolniej, dlatego też musimy wykazywać więcej cierpliwości, jeśli nie chcemy się zatruć. Dobra metoda pomiarowa to stosowanie termometru z nakłuwaczem (nakłuwamy w momencie, kiedy mięso wygląda na gotowe). Wówczas możemy zweryfikować czy np. środek piersi z kurczaka nadaje się do konsumpcji czy jeszcze nie. Problem niedopieczonego mięsa (i jego psucia się w letnie upały) jest szczególnie ważny dla kobiet w ciąży. W żadnym wypadku nie wolno spożywać produktów, których nie jesteśmy pewni. Z tegoż właśnie powodu uważa się, że przyszłe mamy powinny zrezygnować z przyjemności grillowania. To samo tyczy się dzieci.

Należy pamiętać, iż bardzo szkodliwe są również zbyt spieczone kawałki mięsa. Takie należy od razu wyrzucić. W nich bowiem tych niepożądanych dla nas związków będzie najwięcej.

Wieprzowina, wołowina, ryba czy drób?

Tak naprawdę na ruszcie można przygotować niemalże wszystko. Od mięs i ryb poczynając, na warzywach i owocach kończąc. Na rynku dostępna jest coraz większa ilość różnego rodzaju przypraw przeznaczonych typowo do dań z grilla. Warto jednak poeksperymentować i zamiast gotowej mieszanki ziół spróbować skomponować swoją własną. Będziemy wówczas mieli pewność, co się w niej znajduje i że nie spowoduje ona podrażnień przewodu pokarmowego. Jeśli nie zajadamy się na co dzień samą wieprzowiną, możemy pozwolić sobie na karkówkę z grilla. Oczywiście zachowujemy zasady, o których wspomniałam wyżej. Osoby bardzo dbające o linię, bądź chcące schudnąć mogę wybrać drób czy indyka. Można grillować również ryby, które nie wymagają długiego opiekania. Wystarczy ok. 7-10 minut. Poza tym są zdrowe, a jeśli to morskie ryby, mogą być nawet tłuste. Zostaje nam jeszcze tradycyjnie kiełbasa oraz kaszanka, z których ta druga byłaby chyba najbardziej godna polecenia. Ponadto z zasady zawija się ją w folię wraz z cebulą, a wówczas opary się do niej szczególnie nie przedostają.

A co z grillowaniem ziemniaków?

Niestety holenderskie badania ostatecznie udowodniły, że pieczenie, smażenie i grillowanie ziemniaków lub tostów nie jest dobre dla zdrowia. Powstaje wtedy związek zwany akrylamidem, któremu przypisano działanie rakotwórcze. Badanie przeprowadzono na ogromnej próbie ludzi i nie ma wątpliwości, że wraz ze spożyciem tegoż związku zwiększa się dwukrotnie ilość pojawiających się nowotworów. Tyczy się to głównie raka macicy i jajnika.

Nie ma grilla bez sałatek!

Pamiętajmy, by na naszym stole nie zabrakło sałatek i surówek przyrządzonych ze świeżych warzyw, które są bardzo zdrowe i lekkostrawne, a zjadane z warzywami witaminy skutecznie rozprawią się z ewentualnymi szkodliwymi związkami. Szczególną rolę do spełnienia mają tu witaminy o działaniu antyoksydacyjnym, które zabezpieczą nas przed działaniem wolnych rodników. Natomiast wyjątkowo przyjazne sercu są witaminy B6, B12 oraz kwas foliowy. Należy zwrócić uwagę na jeszcze jedno dobroczynne działanie sałatek - nasyciwszy się nimi, prawdopodobnie zjemy mniej wysokoenergetycznych i tłustych grillowanych przysmaków. Wrócimy z przyjęcia nie tylko z dobrym humorem i bez uczucia nadmiernej sytości, ale i z satysfakcją, że udało nam się obronić przed zbędnym objadaniem się. Ewelina Wieczorek www.epicentrumzdrowia.pl


10 Możesz pomóc

Zagraj, pomóż i wygraj Trwa loteryjna zabawa

Fundusz Tratwa Szczecinek zaprasza wszystkich do wzięcia udziału w wielkiej Szczecineckiej Loterii Miejskiej. Dochód ze sprzedaży losów przeznaczony będzie na sfinansowanie przedsięwzięć lokalnych grup młodzieżowych oraz organizacji pozarządowych. - Nasza loteriada to zarówno wsparcie dzieci i młodzieży, jak również dobra zabawa – przekonuje Małgorzata Jabłońska,

koordynator projektu. - Każda osoba, która zdecyduje się zakupić cegiełkę, może wygrać coś również dla siebie. Mamy bowiem dwie nagrody główne. Jedną z nich jest dwuosobowa wycieczka zagraniczna, a drugą – skuter. Dodatkowo, w trakcie trwania loterii przeprowadzamy szereg konkursów na temat wiedzy o Funduszu Tratwa Szczecinek. W tych konkursach mieszkańcy rów-

Na zdjęciu od lewej: kwestujące Małgorzata Jabłońska, Agnieszka Osowska oraz Agnieszka Piskozub-Rynkiewicz nież mogą wygrać drobne nagrody i upominki. Sponsorami nagród w naszej loterii są: Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinku oraz Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej Oddział w Szczecinku. Do zakończenia zabawy i do uroczystego losowania na-

gród pozostało jeszcze ponad sto dni. Wszyscy zainteresowani loterią mają czas do 16 października, by zakupić swój los. – Od 19. czerwca można nas spotkać na imprezach organizowanych przez miasto z okazji 700-lecia Szczecinka – informuje M. Jabłońska. - Byliśmy obecni podczas wielkich kon-

certów plenerowych. Nie zabraknie nas także na następnych. Jeśli jednak ktoś nie będzie mógł nas znaleźć, to nasze loteryjne cegiełki dostępne są również w siedzibie funduszu, która mieści się przy ulicy Wiejskiej 4. (sz)

NO W J. A OŚĆ: RAB JE C Y SKI T E P E R KO I K Y T Z MATEMA

������������������������������� ��������������������������� ������������������������ ����������


700 Lat Szczecinka 11 Wielkie muzyczne przywitanie wakacji W niedzielę, 27 czerwca zagrali Zakopower i Budka Suflera

Muzyka grana na góralską nutę zabrzmiała, gdy na scenę wyszedł zespół Zakopower To było niezapomniane, muzyczne przywitanie wakacji. Po raz kolejny osiedle Zachód odwiedziły gwiazdy muzycznej estrady. Tym razem niedzielny wieczór należał do zespołów: Zakopower oraz do Budki Suflera. Koncert otworzył Sebastian Karpiel Bułecka wraz ze swo-

ją grupą. O godzinie 20.00 zabrzmiały piosenki z elementami folku i popu, grane na góralską nutę. Widać było, że zespół bardzo dobrze czuł się na się na szczecineckiej scenie. To, rzecz jasna, świetnie przekładało się na reakcję publiczności. Pierwsze rzędy wypełnione przede wszystkim przez młodzież przez

cały czas trwania koncertu udowadniały, że Szczecinek podczas tego typu imprez potrafi się dobrze bawić. – To zaszczyt, że mogłem dla was zagrać – powiedział po koncercie Sebastian Karpiel Bułecka. Bisów nie zabrakło. Gdy występ się zakończył, fani mogli kupić płytę z autografami wykonawców.

W przerwie między występami gości swoje niemałe umiejętności wokalne zaprezentowały uczennice Krzysztofa„Ognia”Leśniewskiego. Potem przyszedł jednak czas na to, na co czekali chyba wszyscy – na scenie pojawiła się legendarna Budka Suflera. Od pierwszych dźwięków było widać, że ucz+estnicy koncertu bawili się wyśmienicie. Muzy-

cy, oczywiście, nie zapomnieli zagrać swoich największych przebojów. Wykonawców pożegnano gromkimi owacjami. Co ciekawe, mimo późnych godzin wieczornych, chętnych do wysłuchania koncertu wciąż przybywało. To znak dla organizatorów, że takich imprez po prostu nie może w naszym mieście zabraknąć. (sz)

Sentymentalny koncert Piątkowy występ wypełnił kino tłumem starszych fanów Niezwykła postać, Jerzy Połomski, znany z takich kompozycji, jak: „Cała sala śpiewa z nami”, „Kiedy znów zakwitną białe bzy”, „Bo z dziewczynami” czy „Ta ostatnia niedziela” – w ubiegły piątek, 25 czerwca zawitał do Szczecinka, by w ciepłej atmosferze spotkać się z nieco starszą publicznością naszego miasta. Tuż przed rozpoczęciem koncertu, o godzinie 17.00 kino „Wolność” przeżyło prawdziwe oblężenie miłośników piosenkarza. Wśród nich znalazło się liczne grono słuchaczy szczecineckiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Koncert Jerzego Połomskiego doskonale bowiem wpisał się w zakończenie kolejnego udanego roku wykładów i zajęć adresowanych do seniorów.

Dobre nastroje towarzyszyły publiczności już od samego początku. Nie zmąciło ich nawet nieznaczne spóźnienie wykonawcy. Gromkimi brawami, życzliwością i mnóstwem uśmiechów przywitano gościa, gdy tylko ten pojawił się scenie. - Jak widać, jeszcze mam się dobrze – żartował Jerzy Połomski. – Przedstawiłem się jako sentymentalny starszy pan, ponieważ kiedyś taki był styl. Ludzie w tamtych latach byli już zmęczeni wojną i tragicznymi przeżyciami. Potrzebowali wrażliwości, a nie tylko mocnego, ogłuszającego uderzenia. Żeby potrzymać sentymentalną atmosferę, Jerzy Połomski od razu przystąpił do przypomnienia przebojów. – Wy-

Jerzy Połomski zaśpiewał swoje największe przeboje konawcy starszego pokolenia, właśnie tacy jak Jerzy Połomski, są wyjątkowi, ponieważ ich koncerty zawsze są bardzo dobrze odbierane – powiedział jeszcze w trakcie trwania koncertu Andrzej Górka. Trudno się z tym

spostrzeżeniem nie zgodzić. Pokolenie ludzi, którzy o swojej młodości opowiadają już swoim wnukom, za sprawą utworów wykonanych przez Jerzego Połomskiego choć na chwilę przeniosło się w czasie w minio-

ny, utęskniony, „sentymentalny świat”. Publiczność bawiła się świetnie. Dowodem na to mogą być chociażby gromkie brawa, jakimi nagradzano piosenkarza za to niebywałe muzyczne spotkanie. (sz)


12 700 lat Szczecinka

Potrafimy się śmiać Wystąpili: Kabaret Smile, Marcin Daniec, Jacek Ziobro, Kabaret Moralnego Niepokoju, Kabaret Limo oraz Kabaret Skeczów Męczących.

Kabaret Skeczów Męczących w piosence„Nasz klasa” W środę (23.06) odbyła się I Szczecinecka Noc Kabaretowa. Publiczność, zgromadzona na imprezie miała możliwość podziwiać takie gwiazdy, jak: Kabaret Smile, Marcin Daniec, Jacek Ziobro, Kabaret Moralnego Niepokoju, Kabaret Limo oraz Kabaret Skeczów Męczących. To wyjątkowo udane spotkanie kabaretowe uświetniła znana telewizyjna pogodynka Omenaa Mensah, która zgodziła się odgrywać rolę prowadzącej. – Szczecinek miał dziś wiele szczęścia – powiedział Marcin Szczurkiewicz, lider Kabaretu Skeczów Męczących. – Wszyscy, którzy dziś przyszli mięli możliwość zobaczyć niemal wszystkie nowości, jakie występujące tutaj kabarety przygotowały na rozpoczynający się właśnie sezon. Zobaczyliście dziś to, co niebawem zobaczą widzowie telewizyjni oraz publiczność zgromadzona na kabaretonach w Mrągowie i Koszalinie. Możecie sobie spokojnie odpuścić jeżdżenie na inne kabaretony, bo widzieliście chy-

ba wszystko. Cudowni ludzie i fantastyczny klimat – tak zapamiętamy Szczecinek – dodał. – Rzadko gram w kabaretonach, ale jestem szczęśliwy, że wziąłem udział w tym – powiedział tuż po swoim występie Marcin Daniec. – Publiczność

– Ja rzadko gram w kabaretonach, ale jestem szczęśliwy, że wziąłem udział w tym – powiedział tuz po swoim występie Marcin Daniec. – Publiczność reagowała tak, że można tylko o takiej marzyć.

reagowała tak, że można tylko o takiej marzyć. W dodatku doskonale przygotowana impreza. To fantastyczny prezent dla mnie, jako wykonawcy na przypadające w tym roku trzydziestolecie pracy scenicznej. Po raz drugi jestem bardzo mile zaskoczony Waszym miastem – oczywiście za sprawa ludzi tu żyjacych. Byłem w Szczecinku dwa

tygodnie temu i patrzyłem na miasto, w którym będzie mi dane wystąpić. Udowodniliście, że można nie mieć amfiteatru, można nie mieć zawodowej sceny, a można to wszystko zorganizować, zaprosić ludzi i zrobić dobrą imprezę. Do zobaczenia następnym razem! – Oglądałem dziś Szczecinek, spacerowałem sobie i podziwiałem miasto – powiedział Abelard Giza, członek kabaretu LIMO. – Żyjecie w pięknym mieście. Podejrzewam, że może się trudno żyć w mieście, które nazywa się Szczecinek. Wszyscy mogą Was olewać i jedynie Szczecin traktować poważnie, ale nie dawajcie się. Pamiętajcie – wszystko, co małe jest piękne! I Szczecinecka Noc Kabaretowa już za nami. Była to niewątpliwie najlepsza impreza kabaretowa w historii naszego miasta. Doskonale przygotowana i wyjątkowo śmieszna. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że impreza organizowana będzie cyklicznie i w przyszłym roku mieszkańcy Szczecinka dostaną szansę zobaczenia drugiej kabaretowej nocy w naszym mieście. (mt)

KONKURS............................................................... ��������������������������������������������� ������������

kupon

nrÊ8

��������������������������� ������������������������������� ��������������������������� ������������������������� ���������������������� ����������������������������� ������������������ ������������������������

www.omega.szczecinek.pl Nasz konkurs to 10 kuponów z pytaniami. Dziś-kupon nr 8. Jeszcze tylko dwa! Jedyne co trzeba zrobić, żeby wygrać darmowy kurs prawa jazdy w Auto Szkole Omega, to zebrać wszystkie kupony z tygodnika Temat, udzielić prawidłowych odpowiedzi i dostarczyć kompletny pakiet do nas. Pakiet musi zawierać 10 kuponów z odpowiedziami na pytania, jednak żeby odrobinkę uatrakcyjnić konkurs – dopuszczamy możliwość błędnej odpowiedzi na jedno pytanie. Później wystarczy już tylko odrobina szczęścia podczas publicznego losowania, które odbędzie się 1 sierpnia, w jednym ze szczecineckich lokali. Termin dostarczania do nas kompletu kuponów z odpowiedziami to 28 lipca.


Pytania & odpowiedzi 13

Czy ryby z Trzesiecka śpiewają? Jedni złowione okazy puszczają wolno, czyli na powrót do wody, drudzy... Właśnie. Ryby i rybki trafiają na patelnie, konsumuje je z zapałem dzielny łowca, wspomagany przez rodzinę. Tylko nieliczni, jak wynika z mojego krótkiego sondażu nad brzegiem – karmią koty. Zapamiętane. Pierwszy rok transformacji ustrojowej. Pierwszy uliczny stragan z rybami. Zawrót głowy od ilości i gatunków oferowanego towaru. Charakterystyczny, taki jakby morski, wodny w każdym bądź razie, zapach. Czegoś takiego nigdy nie było za mojej pamięci. Trudno uwierzyć, ale tak się działo w portowym mieście północnozachodniej Polski, w którym rezydowały przeróżne firmy rybołówcze od połowów dalekomorskich po małe spółdzielnie. Jak idiota pytam sprzedawcę, czy towar jest świeży? Nie okazał zdziwienia, odparł nie bez satysfakcji i chyba dumy: -Panie, te ryby są tak świeże, że jeszcze śpiewają! Ryby śpiewają w Ukajali – tytuł powieści Arkadego Fiedlera, autora książek podróżniczych. Kilka pokoleń połykało tę lekturę, która, choć nie zakazana, nie cieszyła się uznaniem państwowych programów edukacyjnych w naszych szkołach. Właściciel straganu czytał Fiedlera? Może...

Wiele lat później,

gdy towar w normalnych sklepach, w normalnym (w miarę) kraju jest oczywistą oczywistością, jak mawia klasyk. Na wszystkich pomostach nad jeziorem Trzesiecko w Szczecinku pełno wędkujących. W dali kołyszą się na rozmaitych łodziach i łódkach. Ktoś łowi z kajaka, inny ma ponton, jeszcze inni siedzą w przybrzeżnych krzakach. Kij w dłoniach, albo położony na ziemi, mają specjalne podpórki, gdy ręce wypadnie zająć czymś innym. Tylko wzrok nieodmiennie skierowany na spławik. Bo jakby ryba wzięła... Łowią z powodzeniem, niejeden wraca do domu z pełną siatką ryb i rybek. Połowy, często obfite, są dla mnie zagadką, przecież wędkują z pomostów, przy których cumują stateczki spacerowe. Ich śruby napędowe mącą wodę, dieslowskie silniki dudnią również po dnie. A jednak ryba, która, wydawałoby się ceni jak nikt ciszę i spokój – łyka przynętę na haczyku. Jakie są dalsze losy złowionej ryby? Trafia na patelnie, uroz-

nie badania prowadzimy wówczas, gdy ryby są już na talerzu, usmażone, czyli przygotowane do spożycia. Takie badanie musiałoby być zlecone naszej inspekcji. Czy było? Nie, ale nie stwierdzono zatruć pokarmowych powiązanych z jedzeniem ryb z Trzesiecka. Wiem, że stanem ryb przed przygotowaniem do jedzenia zajmowała się już kilka lat temu inspekcja weterynaryjna.

Tamże, czyli

maica domowe jadłospisy? trzeba będzie powołać kolejne się pojawiały, enigmatyczne i Bywa różnie. Moje rozmowy stowarzyszenia – liczba mno- usypiające czujność komuniz wędkarzami znad Trzesiecka ga jest właściwa wobec tego katy podawały niezmiennie, nie dają jednoznacznej odpo- co się u nas dzieje - pilnujące że sprawcy wywołania sinic są wiedzi. Jedni złowione okazy ochrony naturalnego środowi- nieznani. Aczkolwiek służby puszczają wolno, czyli na po- ska, tym razem walczących o sanitarne porażki nie poniosły, wrót do wody, drudzy... gdyż pilnie tych sprawWłaśnie. Ryby i rybki traców poszukują. Gdyby fiają na patelnie, konsu- Wiadomo o wielokrotnym zatruciu akwenu teraz sinice się pojawiły, muje je z zapałem dziel- sinicami. Plaże zamykano. Ale nie dla węddomniemany czy rzeny łowca, wspomagany karzy i ryb. W minionych latach, gdy owe czywisty truciciel byłprzez rodzinę. Tylko nie- paskudztwa się pojawiały, enigmatyczne i by na widelcu prędzej liczni, jak wynika z morybki wyciągnięte z usypiające czujność komunikaty podawa- niż jego krótkiego sondażu wody przez wędkarską nad brzegiem – karmią ły niezmiennie, że sprawcy wywołania sibrać. Taka jest siła ornic są nieznani. Aczkolwiek służby sanitar- ganizacji proekologiczkoty. ne porażki nie poniosły, gdyż pilnie tych nych. Ale wracajmy do Czy trują? naszych baranów, któsprawców poszukują. Oto pytanie w Szczere tu są rybami. cinku fundamentalne! Nie gdzie indziej, a w inInspekcja sanitarternetowym wydaniu TEMA- zdrowie trutych ryb? na w Szczecinku, TU, przeczyszczałem o czyszpani wicedyrektor Barbara czeniu dna Trzesiecka. Wycią- Żart na stronę, Szysz na pytanie reportera TEgnięto tonę lub więcej rozmabo wiadomo o wielokrot- MATU: - Badamy systematyczitych śmieci. I ryby w takim śro- nym zatruciu akwenu sinica- nie stan czystości wody Trzedowisku żyją? Cud natury? Py- mi. Plaże zamykano. Ale nie dla siecka. Ale tylko wody, bo to tań jest więcej. Oto pogodyn- wędkarzy i ryb. W minionych nasza domena. W wypadku ka TVN o urodzie kobiety połu- latach, gdy owe paskudztwa ryb złowionych w tym akwednia podczas wizyty w naszym grodzie zauważyła wobec publiki przed telewizorami, że wykąpała się w Trzesiecku. Wizyta pani pogodynki miała być istotnym elementem promocji Szczecinka. Potem dziennik regionalny zrobił z tego sensację. Wszystko to mocno zniesmaczyło burmistrza Douglasa, czemu dal wyraz na miejskich stronach TEMATU. Może

dr Marek Kubica, Powiatowy Inspektor Sanitarny w Szczecinku: - Badania o które zaniepokojony TEMAT pyta w imieniu swych Czytelników, prowadzimy systematycznie dwa razy w roku. Nie występuje jakiekolwiek niebezpieczeństwo zatruć rybami, odłowionymi z Trzesiecka. Nigdy nie stwierdzono na tym akwenie krwotocznych bakterii VHS (symbol zbieżny z systemem elektronicznym, ale to co innego – red.) Jest to rzadki tak pozytywny wynik badań w całym województwie zachodniopomorskim. Oddychamy z ulgą. Wprawdzie nie zauważono, by ryby z miejskiego jeziora śpiewały od świeżości. Nie mniej zjadane mogą być aż do wyrzucenia ostatniej ości. Bez podejrzeń i frustracji. Wędkarzom, ich rodzinom i kotom – smacznego. Tym zaś optymistycznym akcentem odpowiadamy i mówimy „spoko” wszystkim siłom trucicielskim i nieczystym. Posadowionym w rozmaitych mediach a tak frustrującym wielce pierwszego włodarza Szczecinka oraz jego zastępcę, czemu na tych łamach dali wyrazy. Wojciech Jurczak wj@temat.net


14 Kultura

www.temat.net/kultura

Elling

Podczas obchodów 700-lecia Szczecinka nie może zabraknąć spektakli teatralnych. 21 czerwca oglądaliśmy spektakl” Elling”, z którym do Szczecinka przyjechała ekipa z Teatru Praga z Warszawy. Widzowie zgromadzeni w sali kina „Wolność” oklaskiwali znakomitych aktorów – Jarosława Boberka, Tomasza Karolaka, Tomasza Kota i Monikę Pikułę. Spektakl to adaptacja powieści norweskiego pisarza Ingvara Ambjørnsena, która doczekała się także wersji filmowej o tym samym tytule. Elling (Jarosław Boberek) to jeden z bohaterów, który wspólnie z Kjellem (Tomasz Karolak), wyszedł z zakładu opieki i ma wspólnie z przyjacielem „zainstalować się” w nowej rzeczywistości. Kjell marzy o kobietach, jest przy tym niespełniony, do tego lubi samochody i potrafi być porywczy. Swoją siłę de-

monstruje na pracowniku socjalnym – Franku (Tomasz Kot). Elling i Kjell mieszkają w mieszkaniu socjalnym ofiarowanym przez państwo w ramach programu „Powrót”. Mieszkanie obu przyjaciół jest skromne, ale wyposażone w telefon, którego często nadużywa Kjell, dzwoniąc na sex-telefony. Pewnego razu Kjell spotyka na swojej drodze życiowej Reidun (Monika Pikuła). Okazuje się, że jest jego sąsiadką, która zatopiła smutki w alkoholu z powodu nieszczęśliwej miłości i panieńskiej ciąży. Los jednak chce, że Reidun i Kjell zbliżają się do siebie. Na swoje szczęście trafia także Elling. Odnajduje się w poezji a wspólny wyjazd nad morze z Kjellem i Reidun otwiera go na świat. Scena-mieszkanie kilkakrotnie zmienia się to w samochód i fiordy, to w klub. Ciekawe teksty i akcja budziły żywe reakcje szczecineckiej publiczności, która zasiadła rów-

nież na scenie, na której zainstalowano dodatkowe krzesełka. Taka aranżacja nawiązywała do Teatru Praga, w którym wystawiany jest „Elling”. Po spektaklu na artystów czekała mała niespodzianka. Po pierwsze - owacja na stojąco, a po drugie wielki kufer, który wręczyli dyrektorzy SAPiK-u aktorom, a w szczególności Jarosławowi Boberkowi, dobremu duchowi, który zawsze wspiera działania artystyczne i pomaga w sprowadzaniu do Szczecinka ciekawych dzieł. – Tak jak Ty reklamujesz Szczecinek i mówisz o nim na całym świecie, tego chyba nie robi nikt – powiedział ze sceny Piotr Misztak. Okazało się także, że szczecinecka premiera spektaklu „Elling” była wystawiona w dniu urodzin Tomasza Karolaka – oczywiście wszyscy na sali zaśpiewali gromkie „Sto lat”. Jestem pod dużym wraże-

niem – mówi po przedstawieniu pani Anna Gładkowska. - Myślę, że warto było przyjść, obejrzeć, wzruszyć się, pośmiać. Jestem zadowolona - dodaje. Z kolei pani Elżbieta Romanowska doceniała szczególnie grę aktorów: - Uwielbiam wszystkich aktorów którzy występowali, szczególnie pana Kota. Przystojniacha z niego! mówi z uśmiechem. - Jego każdy gest był rewelacyjny. Z kolei pan Boberek ma świetną dykcję i głos. Zachowuje się fantastycznie na scenie. Przeżywałam duchowo ten inteligentny dowcip,

który był na wysokim poziomie - dodała. Myślę, że to spotkanie udało się fantastycznie – ocenia Jarosław Boberek, aktor ze Szczecinka. - Sadząc po reakcjach publiczności, bez cienia pychy mogę powiedzieć, że po obu stronach świetnie się bawiliśmy. Jestem ogromnie zadowolony. Byłem lekko stremowany faktem, że to moje rodzinne miasto i moja rodzinna publiczność. Moi znajomi zaszczycili mnie swoją obecnością na przedstawieniu, co zawsze wywołuje dodatkowy dreszcz emocji. (is)

Fotografie już są – 700 portretów na 700-lecie

W miniony wtorek (29.06) w godzinach popołudniowych członkowie Szczecineckiego Klubu Fotograficznego LUMINIS pokazali mieszkańcom miasta efekty swojej pracy zatytułowanej „700 portretów na 700-lecie”. Miniwystawa stanęła przy miejskiej fontannie przed ratuszem. Na 349 fotografiach znajdują się twarze siedmiuset osób, które uwiecznili fotograficy z „Luminisa”. Uśmiechnięci i poważni, dzieci i osoby starsze, zakochani, zamyśleni, pozujący i zupełnie przypadkowi – po prostu mieszkańcy miasta. Wystawę będzie można oglądać do końca wakacji, pod warunkiem oczywiście, że ktoś jej wcześniej nie zniszczy. (mt)


Sprzed lat...

Autorem prezentowanego zdjęcia jest prawdopodobnie Zdzisław Naja. Fotografia pochodzi z początku lat sześćdziesiątych i z pewnością młodych mieszkańców naszego miasta może przyprawić o ból głowy skojarzenie miejsca, w którym zdjęcie wykonano. Od trzydziestu lat zamiast przekrzywionych przez upływ czasu, mizernej, małomiasteczkowej zabudowy, stoi pięciopiętrowe bloczysko. To były lata, kiedy zabudowa dawnego Szczecinka znikała z powierzchni ziemi całymi ulicznymi kwartałami. Na zdjęciu - fragment dz. ul. Wyszyńskiego, wtedy - marszałka Żukowa. Na pierwszym planie piętrowa kamieniczka ze sklepem spożywczo-cukierniczym „Złoty róg”. Za nim trzy parterowe domy z maleńkimi sklepikami. W jednym z nich była pasmanteria, w innym tkaniny, dalej brama przejazdowa na podwórko... Dalej eklektyczna piętrowa kamieniczka. Gdyby ją zachowano, dzisiaj byłaby architektoniczną perełką żywym dokumentem z przełomu XVIII i XIX stulecia. To właśnie w niej mieściła się jedna z dwóch księgarni – ta była na placu Wolności. (jg)

Z REPORTERSKIEGO SZTAMBUCHA

I

Z cenzurą – bardziej na wyczucie

nstytucją, która decydowała nie tyle o czym można było pisać, ale czego w gazecie być nie powinno, była cenzura. Główny Urząd Kontroli Publikacji, Prasy i Widowisk, bo taka była oficjalna nazwa tej instytucji, miał swoje delegatury w każdym wojewódzkim mieście, także i w Koszalinie. Dobrze znałem jej szefa, Waśka był duszą każdego towarzystwa, choć wszyscy wiedzieliśmy, że swoje musiał robić. Może to dziwne, ale z cenzurą w latach siedemdziesiątych nie miałem właściwie większych problemów. A dziwne dlatego, że później pracowałem też w strukturach partyjnych i wydawało mi się, że mogę sobie na nieco więcej pozwolić. Otóż nie! Gdy opisywałem przebieg mistrzostwa Europy w WKKW w Białym Borze, sukcesy kolejarskiego teatru czy jubileusz chóru „Cantabile” wiem, że mój tekst od razu makietowano. Natomiast gdy przyszło mi relacjonować przebieg konferencji partyjnej w Szczecinku, Silnowie czy Barwicach – „ważono” każde zdanie. Gdy przekazywałem materiały z owych konferencji żartowałem sobie, że mogą od razu iść do składu, bo co też tam mogłem zmanipulować. I tak było – drukowano je w całości, ale i tak przedtem sprawdzano. Prawdę mówiąc, znacznie gorzej bywało z domorosłymi cenzorami, którzy starali się różnymi sposobami wymóc na mnie, bym nie pisał o ważkich i na ogół bieżących problemach, będących utrapieniem dla mieszkańców miasta. W dość

ciężkich bólach rodziły się „Spacerki”, które od początku stały się rubryką czytelniczą, każdy mógł się w nich wypowiedzieć, przedstawiając swoje problemy, jako i teraz. „No ale jakże to – perorował z początku jeden czy drugi ważny dyrektor – redaktor w naszej partyjnej gazecie wypisuje to i owo pod naszym adresem”. Gazeta może i była partyjna, nawet na pewno, lecz owe sygnały nie godziły przecież w ustrój PRL-u, obnażały jedynie czasową nieudolność zarządzających. Nigdy jednak nie wzywano mnie „na dywanik”, powiem więcej – byłem nawet przekonany, że „Spacerki” zaczęto traktować jako swoisty wentyl bezpieczeństwa, myślę, że zarówno tu w Szczecinku jak i w koszalińskiej centrali. Srogi zawód, także związany z cenzurą, spotkał mnie znacznie później, w połowie lat 80-tych, gdy zupełnie przypadkowo nad jeziorem Wierzchowo poznałem Rinusa Bromberga, który widząc w klapie mojej bluzy herb Szczecinka przedstawił się, także pokazał jakiś stary dokument pisany charakterystycznym gotykiem z niemal identycznym herbem i w ten sposób dowiedziałem się, że rozmawiam z były mieszkańcem okolic Szczecinka, do roku 1945, synem leśnika ze Świątek. Zaczął opowiadać nieznane mi dotąd szczecineckie legendy, włączyłem reporterski dyktafon, ktoś to w miarę dokładnie tłumaczył. Podekscytowany, oczyma wyobraźni widziałem już je, te legendy, w co najmniej magazynowym wydaniu „Głosu Pomorza”. Niestety, ku mojej niemalże rozpaczy, cenzura je zastopowała. Obowiązywał wówczas słowiański rodowód tych ziem i niemieckie legendy o chciwym Ludgardzie, leśnej Driadzie czy płatnerzu Filipie mogły trafić jedynie do szu-

flady. Andrzej Lewandowski, ówczesny naczelny poradził mi, abym je przetrzymał, miał rację. Ukazały się już w nowej rzeczywistości w „Temacie”, a później w pierwszym (2005 r.) i drugim (2009 r.) wydaniu legend szczecineckich. Cenzorzy zwracali także baczną uwagę na kolejność wymienianych w tekstach prasowych oficjeli, biorących udział w opisywanych przez dziennikarzy spotkaniach bądź uroczystościach. Jeżeli uczestniczył w nich sekretarz partii i naczelnik miasta – taka też musiała być kolejność. Miałem to raczej opanowane i rzadko kiedy po mnie poprawiano. Ale zdarzyła się sytuacja, która zakończyła się wytykiem służbowym. Opisywałem wojewódzką uroczystość odbywającą się w 1983 roku w Szczecinku, była ona na tyle ważna, iż nazajutrz musiała się ukazać na pierwszej stronie. Zacząłem jak zwykle od organizacyjnej czapki, wymieniając pierwszy garnitur władz partyjnych, stronnictw sojuszniczych, wojewodę, generalicję no i miejscowych. Dużo było tych nazwisk, zajęły mi prawie jedną trzecią zarezerwowanego miejsca. Nazajutrz okazało się, że nie wymieniłem nazwiska koszalińskiego posła, wojewódzkiego szefa PRON (Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego – dop. mój). Fakt, powinienem był to zrobić, ale tyle było tych nazwisk, że przeoczyłem Józka Kiełba, po prostu. Wiem, że on nie domagałby się satysfakcji, w końcu to bratnia dusza, dziennikarz, ale komuś na szczeblu widocznie zależało, by wytknąć to gazecie, no i w ten sposób mi się oberwało. Przez wiele lat dość trudnym do opisywania były tzw. tematy kościelne. W redakcji był właściwie jeden stały dziennikarz, który na ogólnych stronach gazety podejmował oka-

Organ KW PZPR w Koszalinie „Głos Pomorza”. W minionych latach opisywałem sukcesy odnoszone przez szczecineckie zespoły artystyczne na szczeblu wojewódzkim i krajowym. zjonalnie tę problematykę, zwykle z okazji świąt Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy czy Bożego Ciała. Na stronach terenowych raczej się o tym nie pisało, mimo że czerwcowe procesje niejednokrotnie dorównywały ilością uczestników pierwszomajowym pochodom. Gdy wiosną 1974 roku w magazynowym wydaniu „Głosu Koszalińskiego” opisywałem nagrobne epitafium Doroty Westreglen, które wmurowane jest w północnej nawie kościoła pw. NNMP, trzy razy poprawiałem tekst, ponieważ zbyt wiele miejsca poświęciłem opisowi świątyni, zamiast – jak chciano – koncentrować się jedynie na wapiennym XVII-wiecznym zabytku sztuki kamieniarskiej na Pomorzu Środkowym. W końcu musiał interweniować Tadek Gasztold, który był szefem społecznej rady redakcyjnej i od którego zresztą dostałem naukowe epitafijne opracowanie, a także wiele innych materiałów źródłowych, z których do dziś z powodzeniem korzystam. Tematyka zagraniczna w gazecie także musiała być w odpowied-

nich proporcjach. Rzadko się zdarzało, by moje reporterskie materiały trafiały do kosza, ale zapamiętałem, że niegdysiejszy tekst o jednej z pierwszych sentymentalnych wizyt w Szczecinku Niemców, byłych mieszkańców tych ziem po prostu się nie ukazał. Gdy zapytałem redaktora dyżurnego dlaczego, czy coś w nim było nie tak, usłyszałem jakiś mgliste wywody, co do zasadności których absolutnie nie zostałem przekonany. Podobnie było, gdy w latach siedemdziesiątych do Szczecinka po raz pierwszy przyjechali Polacy z Noyelles sous Lens, z Towarzystwa Polonijnego „Sokół”, którzy tworzyli zręby późniejszego i obecnego partnerstwa. Zarezerwowałem sobie na stronie więcej miejsca, ale zaowocowało to jedynie krótkim michałkiem. Za to wypoczynek radzieckich pionierów w Drężnie – to i owszem, tekst z dnia na dzień, pół kolumny i towarzyszący serwis foto. Takie to były priorytety. Bogdan Urbanek


lica Zamkowa składa się właściwie z trzech uliczek. Pierwsza to ta, która prowadzi do zamku, druga biegnąca wzdłuż lewego brzegu Niezdobnej i wreszcie trzecia, która poprzez most na Niezdobnej wiedzie na pl. Sowińskiego.

Jednym z najstarszych dokumentów ikonograficznych dotyczących ul. Zamkowej, jest pocztówka sprzed stu lat. Po jej prawej stronie odczytać można datę jej wysłania – 8. października 1904 roku. Poniżej widok współczesny.

Najdłużej ze wszystkich budowli przetrwał fabryczny ceglany komin. Zdjęcie wykonałem 3 stycznia 1988 roku. W tym czasie plac Wolności rozciągał się od ratusza aż po Niezdobną przy spichlerzach. Budowa pierzei rozpoczęła się na początku 1990 roku. W tym samym czasie trwała już gruntowna przebudowa starego spichlerza. Zachowano po nim jedynie ściany szczytowe. Wewnątrz miast ciężkich, drewnianych, belkowych stropów, na których niegdyś na stosach składano worki ze zbożem, pojawiła się konstrukcja stalowa, przystosowana do nowej funkcji budynku. albo nie mniej ważnego generała. Zdarzenie to, a może nawet miejscowy cud, warte jest podkreślenia, dlatego to uczyniłem. Jednym z najstarszych dokumentów ikonograficznych dotyczących ul. Zamkowej jest pocztówka sprzed stu lat. Po prawej stronie odczytać można datę jej wysłania – 8. października 1904 roku. Mimo upływu aż tylu lat, ten fragment uliczki zmienił się nieznacz-

środku placu Sowińskiego pojawiało się rondo. I jest to do dzisiaj jedno z najładniejszych i najlepiej wykonanych tego typu skrzyżowań w Szczecinku. Drugą też młodość przeżywają dwie kamieniczki stojące pomiędzy Niezdobną a „główną” Zamkową. Cztery lata temu kamieniczki zostały gruntownie przebudowane. Zgodnie z zaleceniami konserwatora, pieczołowicie odtworzono

FOTO Archiwum

FOTO Jerzy Gasiul

Te dwie odnogi to nic innego, jak ślady po średniowiecznej tzw. Zamkowej Woli, miejsca gdzie znajdował się książęcy młyn napędzany leniwie płynącym nurtem Niezdobnej. Z całą pewnością uliczka należy do jednych z najstarszych w mieście i powstała wraz z jego lokacją. Wiodła tak jak dzisiaj od Rynku zwanego placem Wolności, kończyła zaś bramą znajdującą się na wysokości skrzyżowania z ul. Ordona. Aż do osiemnastego stulecia, do tego miejsca dochodziły brzegi jeziora Trzesiecko. Dalej, pomiędzy bramą miejską a zamkową, rozpościerał się ok. siedemdziesięciometrowej długości drewniany most. Dzisiejszy chodnik, biegnący prostopadle do północnego skrzydła zamku, łączący się przejściem dla pieszych na ul. Ordona, przebiega dokładnie trasą dawnego mostu. Jeszcze w połowie XIX wieku przecinał go kanał łączący jezioro z Niezdobną – namiastka dawnej przeprawy. Dziwnym trafem nazwa ulicy przetrwała wszystkie dziejowe burze i pozostała do dzisiaj. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że tej próby czasu nie przetrzymał (Stary) Rynek, który po wojnie stał się placem Wolności. Może i dobrze, że wolność go uchroniła. Znając tutejsze zwyczaje, pewnie jego nazwę zastąpiono by jakąś datą z kalendarza, a może nazwiskiem marszałka

FOTO Jerzy Gasiul

U

nie. Ba, nawet tak jak przed wiekiem, wzdłuż Niezdobnej i dzisiaj rośnie szpaler drzew. Znikła jedynie widoczna po drugiej stronie rzeczki uliczna pierzeja. Tak samo jak niegdyś, doskonale prezentuje się odmłodzony w latach dziewięćdziesiątych, prawie od fundamentów, stary XIX wieczny spichlerz. Daleko w tle widać wieżę i przylegającą do niej wysoką nawę. To parafialny kościół pw. św. Mikołaja. Pięć lat później kościół przestał istnieć. Nawę rozebrano, pozostawiając jedynie istniejącą dzwonnicę, która dwa lata temu została praktycznie wchłonięta przez potężne gmaszysko galerii handlowej. Od tego też czasu, w miejscu malowniczego zaułka z pięknie wkomponowaną wieżą, mamy nowy miejski krajobraz. Jest to kicz XXI stulecia – wielka, pusta ściana z namalowanymi na niej oknami. Wróćmy jednak do archiwalnego zdjęcia. Stare zdjęcie „ożywia” idąca środkiem jezdni kobieta w długiej powłóczystej sukni, prowadząca dziecko za rękę. Mniej więcej w tym miejscu stoi dzisiaj zamontowany w 2002 roku pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego. Pierwotnie jego autorem miał być znany koszaliński rzeźbiarz. Ponieważ zaczęły się kłopoty z dotrzymaniem terminów, nieomal w ostatniej chwili komitet budowy wymienił artystę rzeźbiarza koszalińskiego na poznańskiego. Został nim Robert Sobociński. Od tego czasu spiżowa, ok. 2,5 metrowa postać z wyraźnym wodogłowiem i wypiętym jak u baletnicy zadkiem, zamyka jak cerber wylot Zamkowej na pl. Sowińskiego. Autor rzeźby – jest to moje zdanie i jestem gotów stanąć nawet przed trybunałem w Strasburgu i areopagiem artystów z wszelkich pięknych akademii – wyraźnie zakpił sobie i ze zleceniodawców, a już o marszałku Piłsudskim nie wspomnę. W latach dziewięćdziesiątych na

FOTO Archiwum

Między zamkiem a Rynkiem

Ulica Zamkowa w 1935 roku. Szachulcowe kamieniczki tworzyły niepowtarzalny klimat miasta z przełomu XVIII i XIX wieku. Po wojnie stopniowo znikały jedna za drugą. Wyburzano je z premedytacją, ponieważ służby konserwatorskie zezwalały na likwidację całych ulicznych kwartałów, nie bacząc ani ich wartość historyczną, ani tym bardziej na architektoniczną. Zdjęcie obok po prawej na drugiej stronie - współczesność. Gdyby nie ratusz, trudno byłoby rozpoznać miejsce. dawną elewację, przy tym wnętrze zostało dostosowane do współczesnych wymogów. Nie dość na tym. Inwestor, czyli ZGM-TBS, zadał sobie sporo trudu i odsłonił zamuro-

wane kilkadziesiąt lat temu piękne, żeliwne kolumienki. Szkoda tylko, że w tym miejscu zapomniano o wejściu i półkoliste schody po prostu nie mieszczą się w szerokości

chodnika. Jeszcze ćwierć wieku temu, w miejscu dzisiejszej żelbetowej kładki dla pieszych, istniał most drogowy, którego konstrukcję nośną sta-


(53) że przez wiele lat była nauczycielką, pracowała w LO i Liceum Medycznym, działa w kręgu instruktorskim ZHP i Związku Sybiraków. WEYNA JADWIGA Nauczycielka, wieloletnia dyrektor Liceum Medycznego Pielęgniarstwa. Urodziła się 4 marca 1935 roku w Karolinie. W czasie wojny jej rodzina nie uniknęła losów wielu tysięcy Polaków wywiezionych na Sybir, wrócili stamtąd w maju 1945 roku, osiedlając się w Szczecinku. Tu Jadwiga ukończyła szkołę podstawową i liceum. Następnie kończy psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, w 1961 roku rozpoczyna pracę w Zespole Szkół Ekonomicznych CRS w Szczecinku. W 1971 roku powołano ją na stanowisko z-cy dyrektora Liceum Medycznego Pielęgniarstwa, które piastowała przez dziesięć lat, następnie została dyrektorem szkoły, pełniąc tę funkcję przez 25 lat, aż do czasu jej rozwiązania. Kierowana przez nią placówka przez wiele lat należała do wiodących szkół medycznych w regionie. W latach 70- i 80-tych uczennice Liceum Medycznego wielokrotnie triumfowały w najbardziej prestiżowej rywalizacji szkół medycznych w Polsce, centralnych finałach Krajowych Olimpiad Pielęgniarstwa. W Centralnych Spartakiadach Sportowych Szkół Medycznych nie miały sobie równych siatkarki SKS „Medyk”, piłkarki ręczne, koszykarki czy lekkoatletki. Absolwentki szczecineckiego Medyka, podopieczne Jadwigi Weyny, są dziś cenionymi specjalistkami w wielu placówkach służby zdrowia w kraju i za granicą. Zarówno w pracy pedagogicznej jak i w aktywnej działalności społecznej

stawowej nr 4 i kierownikiem działu plastycznego Szczecineckiego Ośrodka Kultury, to właśnie Maciek tworzył pierwsze scenograficzne oprawy do znanego w kraju konkursu „Cztery pory roku”. Później, może i przez przypadek, związał się z florystyką. Gdy pojechał podpatrywać Holendrów, absolutnych kwiatowych mistrzów, tamtejsze giełdy wywarły na nim tak ogromne wrażenie, że zmienił swój dotychczasowy styl, odtąd z rzemieślnika stał się artystą. Furorę zaczęły robić jego wierszowane rymowanki, które na życzenie przywiesza do kwiatowych kompozycji. Zenek, wąsaty kpiarz-felietonista narodził się w 1991 roku, w telewizyjnej kablówce na „Zachodzie”, później na jakiś czas zagościł w „Temacie”, by po latach przerwy znów tu powrócić. Znany jest także najmłodszym mieszkańcom Szczecinka, od wielu lat współpracuje z „Adasiem”, uczniowską gazetą SP1. Radny miejski i powiatowy.

Jadwiga dużą uwagę przywiązywała do wychowania patriotycznego i regionalnego. Nagrodzono ją wieloma odznaczeniami państwowymi, m.in. Krzyżem Kawalerskim, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem KEN, odznaką honorową „Za zasługi w rozwoju woj. koszalińskiego”. GACA MACIEJ Rysownik - karykaturzysta, powszechnie znany jako Zenek. Florysta, nauczyciel, animator kultury, radny. Urodził się 27 października 1946 roku w Łubowie, cztery lata później zamieszkał w Szczecinku. Już od dzieciństwa targały Maćkiem plastyczne ciągoty i to na tyle skutecznie, że po ukończeniu nieistniejącej już dziś Szkoły Podstawowej nr 2 trafił do renomowanego Liceum Plastycznego w Bydgoszczy, które ukończył nawet z dość wysoką lokatą. Na studia polonistyczne się nie dostał, zabrakło mu tzw. punktów za pochodzenie, poszedł więc do wojska, by służyć ojczyźnie. „Zaliczył” je w Garnizonowym Klubie Oficerskim w Szczecinku, był dywizyjnym plastykiem, w GKO założył kabaret i popularny w drugiej połowie lat 60-tych klub młodzieżowy „Nastolatek”. Zaczął też rysować do gazet, początkowo wojskowych, później już w cywilu, prawie do wszystkich regionalnych, także do „Tematu”, z którym związany jest do dziś. Po wojsku jakiś czas pracował w „Społem” gdzie był plastykiem - dekoratorem, później kilka lat pracował w prototypowni Zakładów Przemysłu Terenowego, ma na swym koncie kilka patentów mebli użytkowych, m.in. znany i popularny w latach 70-tych zestaw ogrodowy „Barbara”. Był także nauczycielem plastyki w Szkole Pod-

KANIA JERZY Przewodniczący Rady Miasta, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Elżbiety. Rodowity szczecinecczanin, urodził się 23 kwietnia 1963 roku w rodzinie o tradycjach nauczycielskich. Ojciec Jerzego, Kazimierz Kania przez wiele lat był dyrektorem Zespołu Szkół Ekonomicznych w Szczecinku, matka Zyta i siostra Mirosława ukończyły bibliotekoznawstwo, a żona Bożena jest nauczycielką muzyki i plastyki w Szkole Podstawowej nr 6 i Gimnazjum nr 3. Absolwent Szkoły Podstawowej nr 2, w 1982 uzyskuje maturę w Zespole Szkół Ekonomicznych im. Komisji Edukacji Narodowej, a pięć lat później, po

ukończeniu Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Słupsku – tytuł magistra historii z przygotowaniem pedagogicznym. We wrześniu 1987 roku Jerzy Kania rozpoczyna pracę w Szkole Podstawowej nr 2, po roku otrzymuje propozycję pracy nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie w Liceum Ogólnokształcącym im. ks. Elżbiety, w latach 1996-2000 pełni tam funkcję wicedyrektora. Od listopada 2007 roku jest dyrektorem I LO, dodajmy też, że w latach 1998-2008 uczył historii w Zespole Szkół Społecznych STO. Jest członkiem Platformy Obywatelskiej, radnym miejskim, przez wiele lat przewodniczył Komisji Budżetowo-Ekonomicznej, był także społecznym kuratorem sadowym. Od maja 2010 roku jest przewodniczącym Rady Miasta. Jerzy Kania jest nauczycielem dyplomowanym, posiada uprawnienia egzaminatora matury zewnętrznej, ukończył kurs kwalifikacyjny dla oświatowej kadry kierowniczej, jest także specjalistą w zakresie aktywnych metod nauczania z użyciem technologii informacyjnej. Pasjonuje się historią współczesną, literaturą, informatyką. Były badmintonista, jest zwolennikiem czynnego aktywnego wypoczynku, często można go spotkać gdy wraz z rodziną przemierza rowerowe trasy wokół Szczecinka. Lubi także wędkować, choć – jak zaznacza – oddaje się tej pasji zdecydowanie bardziej rekreacyjnie, absolutnie nie uważając się w tym gronie za zawodowca. Jest członkiem Komitetu Wykonawczego Obchodów 700-lecia Szczecinka. Wyróżniony Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Wybór i opracowanie (ur)

FOTO Jerzy Gasiul

FOTO Archiwum

UCZUŁKA FRANCISZEK (1928-1977) Nauczyciel, dyrektor LO im. ks. Elżbiety. Urodził się 21 lipca 1928 roku w Krotoszynie, tam też ukończył szkołę powszechną. Do Polski wraz z rodzicami dorosły, bo 18-letni już Franek przyjechał w 1946 roku. Zamieszkali niedaleko Świdwina, gdzie w 1951 roku ukończył Liceum Pedagogiczne. Rozpoczął pracę nauczyciela języka rosyjskiego w szkole w Zaspach. Rok później skierowano go na centralny kurs językowy do Warszawy, jego ukończenie dawało mu uprawnienia do nauczania w szkolnictwie średnim i zawodowym. Od września 1953 roku rozpoczął pracę w Liceum Pedagogicznym w Szczecinku, później był kierownikiem Szkoły Ćwiczeń, także nauczycielem metodykiem języka rosyjskiego. W międzyczasie podwyższał swe kwalifikacje zawodowe, podjął studia zaoczne na UW, które ukończył w 1959 roku, a w 1970 roku ukończył kurs językowy na Uniwersytecie im. Łomonosowa w Moskwie. W 1977 roku Franciszek ukończył studia podyplomowe z zakresu organizacji i zarządzania oświatą w Kaliszu, był wtedy dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Elżbiety. Wniósł duży osobisty wkład w rozwój naszej lokalnej Alma Mater, której młodzież w latach 70-tych, gdy kierował szkołą, osiągnęła wiele znaczących sukcesów dydaktyczno-wychowawczych. Był zaangażowanym działaczem społecznym, udzielał się w ZNP, był radnym, wiceprzewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej. Wyróżniono go m.in. Złotym Krzyżem Zasługi. Zginął tragicznie 30 września 1977 roku. Żona Franciszka, Irena Uczułka, tak-

nowiły potężne stalowe dwuteowniki. Jego wygląd doskonale oddaje zdjęcie nieznanego autora, pochodzące prawdopodobnie z lat pięćdziesiątych. Na tle nieistniejącej już zabudowy, zza zakrętu ulicy wyłaniają się dwie wojskowe ciężarówki typu lublin. W tym czasie Szczecinek był potężnym garnizonem, toteż na ulicach wojskowych pojazdów i żołnierzy nigdy nie brakowało. Z biegiem lat, osiemnastowieczna pierzeja z szachulcową zabudową, zwaną w Polsce nie wiedzieć dlaczego „pruskim murem”, powoli zaczęła znikać. Najpierw rozebrano stojącą przy Niezdobnej piętrową kamienicę. Jej znakiem szczególnym była szczytowa elewacja pomalowana... smołą. Mniej więcej w tym czasie pod kilof trafiła sąsiadu-

jąca przez podwórko kamieniczka. To był bardzo oryginalny dom. Usytuowany został szczytową elewacją do ulicy. Od południa była przybudówka mocno zniekształcającą jego osiową elewację. Poza tym miał piękny, dzisiaj już rzadko w Szczecinku spotykany naczółkowy dach. To właśnie tutaj, na parterze mieściła się niegdyś apteka. Gdyby zachował się do naszych czasów, dzisiaj z pewnością byłby architektonicznym rarytasem, uwiecznianym na tysiącach pocztówek. Jednak w latach sześćdziesiątych, a i późniejszych także, nikomu nie zależało na zachowaniu i konserwacji tego rodzaju zabudowy. Po prostu wydano wyrok, skazując go na zagładę. Ponieważ cała zabudowa uliczna od rzeczki aż po południo-

wą pierzeję placu Wolności zbudowana była z takich właśnie kamieniczek, bardzo szybko pozostały po nich puste miejsca. A jak prezentował się ten fragment ulicy, widać na zdjęciu pochodzącym z 1935 roku. Daleko w tle widać ratusz i stojący tuż przy jego głównym wejściu - pomnik Wilhelma I. Cesarski monument odsłonięto 2 sierpnia 1898 roku. Przypomnę, że pomnik wykonał prof. Wilhelm Wandschneider z Berlina (pisałem o tym w przedostatnim odcinku niniejszego cyklu) a cokół do niego wyrzeźbił (o tym nie pisałem) szczecinecki kamieniarz Karl Fuhlbrűgge. W 1937 roku, pomnik przeniesiono do parku. Ustawiono go na sztucznie usypanym półwyspie. Urobek pochodził z wykopów

Czterdzieści lat temu w miejscu dzisiejszej żelbetowej kładki dla pieszych istniał most drogowy. i niwelacji terenu przy rozbudowie koszar przy dz. ul. Kościuszki i Polnej. Figurę tuż przed zakończeniem wojny przewieziono do huty – wszakże potrzebne były pociski, a nie pomniki. Wracajmy jednak na Zamkową. Po wyburzeniu wszystkich kamieniczek, na odcinku pomiędzy Niezdobną a placem Wolności odsłonił się ukryty dotychczas widok na zabudowę przemysłową. Od tej pory, przez ładnych kilkanaście lat, południową pierzeję placu Wolności stanowił znajdujący się w centralnym miejscu publiczny szalet (co prawda otoczony wysokim żywopłotem) i stojące za nim budynki Zakładów Przemysłu Terenowego. Ten przemysłowy krajobraz i to w samym środku miasta(!), starano się przesłonić zielenią, ale i tak niewiele to pomagało. Dopiero po wybudowaniu przy ul. Wodociągowej (przy torach kolejowych) nowego zakładu, można było uporządko-

wać cały kwartał - od ul. 9. Maja, poprzez pl. Wolności, ul. Zamkową aż do Niezdobnej. Projekt nowej, czteropiętrowej pierzei powstał pod koniec lat osiemdziesiątych. Budowa ciągnęła się nadzwyczaj długo. Największe trudności napotkano już na samym początku. Ponieważ w tym miejscu zalegały nienośne grunty, trzeba było blok posadowić na palach. Zastosowano najtańszą metodę wbijania pali, dlatego od wstrząsów zaczęły pękać ściany okolicznej zabudowy. Najbardziej ucierpiały kamieniczki przy ul. 9. Maja. Jedną z nich - pierwszą od Niezdobnej - musiano nawet z tego powodu rozebrać. Dzisiejsza ul. Zamkowa, od dawnego mostu aż po dawny Rynek, czyli współczesny plac Wolności, ma już niewiele wspólnego z tą sprzed półwiecza. Jerzy Gasiul


W czerwcu, gdy wszystko już wiadomo, a do końca roku szkolnego trzeba jeszcze wytrzymać, każda okazja jest dobra byleby tylko wyjść ze szkoły

Dwa miesiące szkolnej laby

W

wielu domowych archiwaliach poczesne miejsce zajmują szkolne świadectwa, także i u mnie. Te najstarsze, należące ongiś do dziadka, późniejszego asesora sądowego w Łowiczu, odziedziczyłem po ojcu. Wprawdzie niezbyt już czytelne, ale napisane w języku polskim a tuż obok staranną cyrylicą, datowane 23 czerwca 1909 roku, zaświadcza, że dziadek ukończył Gimnazjum Męskie w Łowiczu.

Mam także świadectwo ojca, wydane 21 czerwca 1939 roku i poświadczające fakt ukończenia Prywatnego Ogólnokształcącego Gimnazjum Koedukacyjnego im. Fryderyka Chopina w Sochaczewie, a także nieco późniejsze matki, z 28 czerwca 1941 roku, a więc już dwujęzyczne, stwierdzające, że Helena Domańska ukończyła szkołę powszechną/polnische volkschule. Od lat przechowuję także niezwykle cenne dla mnie pamiątki po Irku Leszczyńskim, w tym także świadectwo Szkoły Podstawowej nr 3 w Szczecinku, wydane 26 czerwca 1947 roku po ukończeniu przez Irka szóstej klasy. Skoro wspominam organizatora pierwszej w Szczecinku drużyny harcerskiej, to i dopowiem, że mam też świadectwo jego szkolnej koleżanki i późniejszej małżonki, Bożeny Czajkowskiej. Szkoła nr 3 funkcjonowała wówczas w budynku przy placu Wazów. Cechą charakterystyczną tych świadectw było bardzo staranne, wręcz kaligraficzne ich wypisywanie. To samo mógłbym stwierdzić, gdybym sięgnął do swoich świadectw szkolnych, powiedzmy z drugiej połowy lat 50-tych, które oczywiście pieczołowicie przechowuję. Zresztą, kaligrafia była wtedy jakby interdyscyplinarnym szkolnym przedmiotem, pamiętam, w pierwszej klasie podstawówki przez pół roku pisaliśmy wyłącznie ołówkami, aby nauczyć się ładnie i starannie pisać. Dziś w czwartej klasie mam uczniów, którzy sami siebie nie mogą rozczytać, ja zaś, by ich ocenić – muszę, w efekcie co jakiś czas zmieniam szkła w okularach. Samiśmy sobie winni? Może i tak.

Czerwcowe wycieczki w Polskę

To oczywiście najmilsze wspomnienia z całorocznej szkolnej batalii, zarówno dla uczniów jak i nauczycieli. Jadzia Skowrońska, moja równolatka, którą także pamiętam ze szkoły przy placu Wazów, choć chodziliśmy do różnych klas, zaimponowała mi przed kilku laty starannie prowadzonym albumem, dokumentującym ważniejsze szkolne wydarzenia, także biwaki, wycieczki. Jadzia od wielu lat mieszka w Stargardzie Szczecińskim, odezwała się do mnie latem 2004 roku po opublikowaniu w wakacyjnych „Tematach” pierwszych szczecineckich legend, które rok później uka-

zały się w książce „W grodzie gryfa i jesiotra”. Przypomniała mi wtedy legendę O Michasiu i zamkowej zjawie, którą usłyszała od Janiny Rohatyńskiej, ówczesnej polonistki, matka mojego klasowego kolegi Janusza. Jadzia co jakiś czas przyjeżdża do Szczecinka, gdy pokazała wspomniany album, dech mi zaparło z wrażenia. Komu dziś by się chciało tak starannie kaligrafować, spisywać wspomnienia, wykreślać turystyczne szlaki, gromadzić pieczęcie z górskich schronisk, podklejać kolorowe tło pod czarno-b iałe zdjęcia. W czerwcu szkolna turystyka uaktywniała się oczywiście we wszystkich szczecineckich szkołach, podstawowych a także średnich. Halina Brożyniak, która w latach 1950-57 uczyła się w Szkole Podstawowej nr 2, wspominając klasową wycieczkę do Karpacza, dodaje, że większość – także i ona sama – po raz pierwszy zobaczyła wtedy wysokie polskie góry. Byli nimi urzeczeni, Halina twierdzi, że nic innego się wtedy dla nich nie liczyło ponad górskie eskapady, szkoda było zmierzchu, który nakazywał im powrót do schroniska. Tak się złożyło, że od tamtej pamiętnej dla niej wycieczki, do Karpacza ponownie zawitała po czterdziestu z górą latach, już ze swoją wnuczką. Oczywiście, że powróciły dawne wspomnienia. Maria Florencka (z d. Kuzycz), która w latach 1955-58 uczyła się w Liceum Pedagogicznym także wspomina pamiętną szkolną wycieczkę do Zakopanego. Ich opiekunami byli nauczyciele – Marian Kroker i Irena Kuzycz, mama Marysi, która uczyła w Liceum Pedagogicznym muzyki i śpiewu. Przyszło im wprawdzie nocować w Jaszczurówce na zbijanych z desek pryczach, ale i tak było bardzo wesoło i miło. Podczas wyprawy na Giewont, przeżyli niezapomnianą przygodę, na hali pod Śpiącym Rycerzem pasły się krowy i młode byczki, w pewnej chwili jeden z nich zaczął szarżować w ich kierunku. Sytuacja stawała się nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza dla mamy Marysi, wówczas profesor Kroker zachowując zimną krew pospieszył z pomocą i najzwyczajniej w świecie chwycił byka za rogi. Za moment przy wystraszonych wycieczkowiczach ze Szczecinka zjawił się gazda, który ostatecznie poskromił rozjuszone zwierzę. Wycieczki nad morze cieszyły się jakby mniejszym zainteresowaniem, może za wyjątkiem Trójmiasta. Nic dziwnego, od kołobrzeskiej czy mieleńskiej plaży dzieli nas nieco ponad godzina jazdy, więc cóż to dla dzieciaków za atrakcja. Nie ma jak trudy kilkugodzinnej podróży, a przede wszystkim pierwszy, być może samodzielny nocleg poza domem, to jest to! Już od ponad dwudziestu lat co roku wyjeżdżam ze swoimi uczniami na klasowe wycieczki, z najstarszymi na cztery, pięć dni w góry, ze średniakami najczęściej na dwa dni do Warszawy, zaś z najmłodszymi – na Szlak Piastowski, do Gniezna, Ostrowa Lednickiego, Biskupina i Wenecji.

Szkolne świadectwa Irka Leszczyńskiego i Bożeny Czajkowskiej wydane 26 czerwca 1947 roku, stwierdzające ukończenie VI klasy i podpisane przez dyrektora SP3, Zygmunta Billa. Przepiękne trasy! Znam je wprawdzie na pamięć, ale co roku odkrywam w nich coś nowego. Fakt, jest to kosztowne przedsięwzięcie, ale mobilizuję ich do nawyku systematycznych, comiesięcznych składek. Rodzice też się przekonali do takiego całorocznego ciułania, co by nie mówić – 50-złotowa miesięczna składka o wiele mniej doskwiera niż jednorazowa wpłata 500 złotych, bo tyle mniej więcej kosztuje kilkudniowa eskapada w góry. Jasne, że trzeba tego dopilnować, to jakby dodatkowy obowiązek wychowawcy klasy, ale naprawdę warto, polecam.

Biwaki też miały swój urok

Niewątpliwie. Wiesiek Dąbrowski, który uczył się w SP1 w latach 50-tych wspomina sportowy kondycyjny biwak organizowany przez nauczycieli wuefistów po drugiej stronie jeziora. Też go pamiętam, graliśmy wtedy w szkolnej drużynie piłki nożnej, kończyłem szóstą klasę. Spaliśmy w dwóch dużych na pewno wojskowych namiotach, zasadniczy ekwipunek któryś z naszych nauczycieli zawiózł tam samochodem, natomiast drobne wyposażenie i nasze rzeczy osobiste wieźliśmy szkolnymi wózkami, które wyszykował nam pan woźny Waszkun, bardzo ważna i groźna szkolna osobistość. Podczas jazdy nadjeziorną ścieżką trzeba było szczególnie uważać na te wózki, nie opłacało się bowiem zadzierać z naszym woźnym, wszyscy o tym wiedzieli, łącznie z nauczycielami. W latach 70-tych, gdy uczyłem w Zasadniczej Szkole Kolejowej, przyszło mi zadebiutować na klasowym biwaku jako opiekun. Nie było to takie łatwe przez trzy dni upilnować prawie 17-letnich bisurmanów, obyło się jednak bez awarii, tak myślę. W „starych” ośmioklasowych podstawówkach biwaki częściej się organizowało, wyjeżdżano przeważnie na pole namiotowe do Czarno-

boru, do harcerskiego obozowiska w Drężnie. Zarówno uczniowie jak i nauczyciele dobrze je wspominają, były niezłą szkołą zaradności i samodzielności, bardzo często ujawniały się talenty, które w normalnej szkolnej codzienności raczej nie ujrzałyby światła dziennego. Oto Jasiek, dotąd klasowy nicpoń i obibok upitrasił zupę rybną, że palce lizać. Zaś późnymi wieczorami przy ogniskach odbywały się niemalże casting oratorskich i wokalnych umiejętności, najpierw prześcigali się w opowiadaniu kawałów, potem ktoś zaczął brzdąkać na gitarze, drugi podchwycił melodię harmonijką ustną, perkusyjny rytm wybijano na pniakach drzew. Odrębnie należałoby potraktować biwaki i szkolne obozowiska harcerskie. Tu mógłbym sięgać do przebogatej dokumentacji Irka Leszczyńskiego, jego drużyna z SP3 organizowała je już jesienią w 1945 roku, często „za torami” gdzie dziś dymi „Kronospan”. Irek opowiadał, że mieli tylko jeden niewielki namiot, który służył im za reprezentacyjną obozową harcówkę i siedzibę oboźnego, natomiast spali w prowizorycznie skleconych szałasach, ale nie to się wtedy liczyło. Ja zaś na swój pierwszy harcerski biwak wyjechałem w piątej klasie podstawówki, pamiętam, że harcerze z „jedynki”, którzy później przybrali imię Szarych Szeregów także dość często je organizowali. Niekiedy rozbijaliśmy się niedaleko szkoły, w okolicach wieży Bismarcka, było to nawet praktyczne, bo co chwilę zjawiał się ktoś z rodziców z prowiantem. Na placu apelowym musiał stać wysoki maszt z flagą, była brama ze zmieniającą się co godzinę całonocną wartą, to był oczywiście największy sznyt. Masowy biwakowy szkolny wysyp jakby ustał w latach 90-tych, by właściwie niemal całkowicie zapaść w nicość, zapomnienie. Dziś rzadko kto decyduje się na taką formę zorganizowanego wypoczynku.

Wycieczka to co innego, hotelowe czy pensjonatowe pokoje, telewizory, świetlica z komputerem, mają więc choćby namiastkę swojej codzienności. A co w namiocie? Ot, czasy! Poza tym wieczorne biesiadowanie przy ognisku kusi i ciekawi nie zawsze proszonych gości, co w konsekwencji może być zarówno kłopotliwe jak i niezbyt bezpieczne, niestety.

Niechby choć spacer nad jeziorem

To fakt, w czerwcu, gdy wszystko już wiadomo, a do końca roku szkolnego trzeba jeszcze wytrzymać, każda okazja jest dobra byleby tylko wyjść ze szkoły. Co by nie mówić, nie powinniśmy też narzekać na brak atrakcyjnych tras do uczniowskiego łazęgowania. Poza tym edukacyjne spacery mogą praktycznie uzupełnić regionalne programy realizowane w niemal każdej szkole, tak myślę. Zwiedzenie kamiennej kalwarii przy kościele św. Rozalii i sąsiedniego bunkra, łącznie z nadjeziornym spacerem tam i z powrotem, zajmuje kilka godzin, podobnie – wyprawa na wieżę Bismarcka i Marientron. Rowerowa wycieczka niebieskim nadjeziornym szlakiem, to już całodniowy piknik z ogniskiem, kiełbaskami, ale też warto. Skoro o piknikach, nic nie zastąpi naszych przepięknych podmiejskich terenów, choćby w Czarnoborze. Żaden to problem podjechać z dzieciakami autobusem Komunikacji Miejskiej i spędzić tam przyjemne przedpołudnie nad Jeziorem Leśnym. Można także pojechać z klasą „13” do Trzesieki i stamtąd okrężnym nadjeziornym szlakiem wrócić do szkoły, zatrzymując się choćby na popas i odpoczynek na Mysiej Wyspie. Możliwości jest naprawdę dużo, zwłaszcza, że w drugiej połowie czerwca szkolna edukacja jakby ustępuje miejsca wychowaniu, o czym też warto pamiętać. Bogdan Urbanek


Spotkania po latach 19 Słowo o Pani Profesor Marii Regiec Pamiętam to doskonale. Po raz pierwszy ujrzałem Panią Profesor Marię Regiec przed wakacjami 1952 r. podczas egzaminu wstępnego do Liceum Ogólnokształcącego TPD w Szczecinku. Zdając wtedy, z duszą na ramieniu, przed nieznaną, z uwagą słuchającą egzaminatorką, nie przypuszczałem, że mam oto przed sobą wybitnego pedagoga. Nie ma chyba wśród wielu roczników uczniów Pani Profesor osoby, która by nie wspominała owej znakomitej polonistki z szacunkiem i wdzięcznością. Potrafiła bowiem jak nikt inny nauczyć trudnej sztuki ortografii, skomplikowanej wiedzy o gramatyce języka polskiego i przede wszystkim zaszczepić umiłowanie literatury ojczystej. O tym miałem się przekonać będąc uczniem Pani Profesor Regiec w ciągu czterech lat, od ósmej do jedenastej klasy. Jej bogata i interesująca osobowość zdecydowanie wyróżniała ją spośród całego, skądinąd zacnego, grona pedagogicznego. Była wysoka, chodziła wyprostowana z dumnie podniesioną głową, ale w jej wyglądzie zewnętrznym było coś niezwykle skromnego, by nie powiedzieć ascetycznego. Ubrana była zawsze w zapiętą pod szyję, granatową suknię, przypominającą fartuchy szkolne noszone wówczas przez uczennice. Reszty obrazu dopełniały inteligentne, bystro patrzące oczy i bujne, z lekka siwiejące włosy gładko zaczesane nad czołem, splecione w warkocz, misternie upięty z tyłu głowy. Tak wyglądać mogła przełożona pensji żeńskiej końca XIX wieku. Największe jednak wrażenie robiła wiedza i kompetencje Pani Profesor. Jej sposób nauczania nosił w sobie cechy niezwykłego misterium. Jak kapłanka nieznanego obrzędu pomagała zgłębiać tajemnice literatury i rozbudzała zachwyty nad pięknem słowa. Czuła się, jeśli nie właścicielką, to ambasadorką królestwa literatury. Ceniła oczywiście cały dorobek literacki, od średniowiecza po współczesność, ale tak naprawdę kochała Romantyzm. Lekcje poświęcone wieszczom miały szczególny charakter. Przywołując tamte wydarzenia i dzieła mówiła w natchnieniu, z wzrokiem tkwiącym gdzieś nad gło-

Zdjęcie klasowe na rozpoczęcie liceum w 1952 roku. W środku prof. Maria Regiec w towarzystwie prof. Edmunda Szafrańskiego, Janusza Ferta, pani Majer i małżeństwa Rotterów.

Scenki z „Zemsty” A. Fredry. Obsada: Wacław - Wiesław Kujawa, Papkin - Janusz Rozkrut, Klara - Janina Malec, Podstolina - Zofia Skowrońska, Cześnik - Jerzy Maciejewski, Rejent - Zygmunt Flis, Śmigalski - Bogdan Królewicz, Dyndalski - Daniel Dąbrowski, Murarze - Zygmunt Świerski i Bogdan Tuszyński, Kucharz - Tadeusz Tuzek, dublerzy - Irena Pisula i Józef Podgórski.

wami uczniów. Uczyła nas zachwytu dla geniuszu Mickiewicza i wzbudzała kult dla kunsztu literackiego Juliusza Słowackiego. Kiedy przychodziło mówić o polemice wieszczów wydawało się odczuwać cierpienie Pani Profesor. Było to jak relacja o kłopotliwych faktach zaistniałych we własnej rodzinie. Ale nic za darmo. Biada niewrażliwemu uczniowi, który by wspaniały wykład zakłócił. Kończyło się to burą, a nawet świętym oburzeniem lub wręcz opuszczeniem klasy przez Panią Profesor. Wszystko wracało do normy, gdy wydelegowani przez klasę uczniowie przeprosili i przywiedli Panią Profesor przed katedrę. Znów współczuliśmy tragicznie zakochanemu Adamowi odpalonemu przez niewdzięczną ziemiankę, znów z natchnionym

Konradem wiedliśmy uparte kłótnie z Bogiem i znów, na całe życie, zarażaliśmy się zachwytem dla piękna strof „Pana Tadeusza”. O ile lekcje poświęcone literaturze były nacechowane emocjonalnie i prowadzone z wielkim polotem, to godziny pracy nad gramatyką czy ortografią przebiegały w dużym skupieniu i znojnej pracy. Pani Profesor potrafiła pięknie łączyć literaturę z gramatyką. Analizy logicznej i gramatycznej dokonywaliśmy, a jakże, na zdaniach wyjętych z „Pana Tadeusza”. Kochała także teatr. Z pasją opowiadała o spektaklach oglądanych w Warszawie i Poznaniu. Więcej: w X klasie Pani Profesor postanowiła wystawić z nami „Zemstę” Fredry. Ta przygoda z teatrem jest wciąż żywą legendą wśród koleżanek i kolegów na-

szej klasy. Widziałem potem kilka różnych realizacji scenicznych tej komedii w renomowanych teatrach i z udziałem wybitnych aktorów. Cóż... żadna nie dorównywała tej naszej, uczniowskiej, w reżyserii Pani Profesor Regiec, z Jej scenografią i całą logistyczną mitręgą. Żadna teatralna Klara nie była tak powabna jak Janka Prokopowicz, a żadna Podstolina tak kusząca jak Zosia Skowrońska. Cześnik grany przez Jerzego Maciejewskiego, Papkin w wykonaniu Janusza Rozkruta, Dyndalski Darka Dąbrowskiego, Wacław Wiesława Kujawy, a i Rejent w moim skromnym wykonaniu to były niewątpliwie szczyty naszych scenicznych możliwości.. „Zemstę” wystawialiśmy z sukcesem wiele razy w Szczecinku, Czaplinku, Grzmiącej i innych miejscowościach.

Do dziś, my uczestnicy tamtej przygody teatralnej, mamy świadomość, że to dzięki mądremu wysiłkowi Pani Profesor mieliśmy okazję zakosztować smaku sukcesu teatralnego i przeżyć rozkosz, jaką daje aplauz widowni. Owo sceniczne przedsięwzięcie przyniosło również profity finansowe. Za zarobione pieniądze cała klasa w czerwcu 1955 r. odbyła wycieczkę do Warszawy, oczywiście pod opieką Pani Profesor. Od lat, niestety, Pani Profesor Regiec nie ma wśród nas. Kiedy Ją wspominamy, to przychodzi na myśl ballada Bułata Okudżawy „A jednak żal”, w której poeta skarży się, że bardzo mu brak Puszkina na współczesnym Arbacie. Nam także żal. Żal, że wśród nas nie pojawi się Pani Profesor. Jakże chętnie byśmy z Nią teraz porozmawiali. Zygmunt Flis


20 Wędkuj z Tematem Bój o jeziora, węgorz na zakazie i „Szczecinecki Jesiotr” AD 2010 Z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu dotarła do nas super wiadomość! Jeziora szczecineckie idą w ręce wędkarzy! To znaczy, że Polski Związek Wędkarski przez najbliższych kilkanaście lat stanie się ich „właścicielem”. Po spektakularnej porażce na dzierżawę sztandarowego akwenu PZW - jeziora Białe (poszło w ręce rybaków), spadł kamień z serca działaczy wędkarskiego związku. Czy aby na pewno? Wiadomość i zarazem potwierdzenie o wygraniu konkursu na tzw. Obwód Rybacki nr 1 rzeki Nizicy otrzymaliśmy tylko od działaczy PZW. - Dajemy sobie jeszcze kilka dni na rozpatrzenie ewentualnych protestów czy też odwołań w procedurze konkursu. Później muszą jeszcze zostać złożone podpisy i nastąpić zawarcie stosownego porozumienia. Oficjalnie o zwycięzcy konkursu na obwód rybacki, w skład, którego wchodzą szczecineckie jeziora, będziemy mogli poinformować na początku lipca – powiedziała nam Karolina Śmiarowska z Wydziału Gospodarki Rybackiej RZGW w Poznaniu. Oznacza to, że wędkarze, tak mocno wspierani w tym konkursie przez szczecinecki ratusz, muszą się jeszcze uzbroić w cierpliwość i poczekać. Nieoficjalnie wiemy jednak, że w tej kwestii nie powinno już być żadnych niespodzianek. Po oficjalnym „przyklepaniu” wyników konkursu Polski Związek Wędkarski, a co za tym idzie Koło PZW „Jesiotr”, będzie gospodarzyć na jeziorach: Trzesiecko, Wilczkowo, Lipnica, Juchowo, Ciemino, Radacz Duzy i Radacz Mały. Węgorz – jedna z najbardziej pożądanych przez wędkarzy ryb, znalazł się na celowniku ekologów. Ich działania okazały się nad wyraz skuteczne. Właśnie weszło w życie Rozporządzenie Ministra Rozwoju Rolnictwa i Wsi w sprawie połowu ryb oraz warunków chowu, hodowli i połowu innych organizmów żyjących w wodzie. - Zgodnie z jego zapisami, w ciągu doby wędkarz może złowić, co najwyżej 2 sztuki węgorza. Rybie wydłużono też wymiar ochronny – z 45 do 50 cm. Węgorz zna-

Węgorz doczekał się wreszcie należytej ochrony. – Po prostu, ta wspaniała ryba na to w pełni zasługuje. Decyzje w zmianie przepisów jego połowu podjęto również na wniosek Polskiego Związku Wędkarskiego – mówi M. Getka. lazł się (wreszcie) pod ochroną. Okres, w którym wędkarzom nie wolno go poławiać, wyznaczono od 15 czerwca do 15 lipca. Zastrzeżono przy tym, że okres ochronny dla węgorza nie ulega skróceniu o dzień ustawowo wolny od pracy, jeżeli przy-

będzie obowiązywał przepis o minimalnej wielkości oczek sieci w rybackich narzędziach połowowych służących do połowu węgorza — minimum 20 mm. Dotąd było to 12 mm. Podstawa prawna opisywanych zmian zawarta jest w Roz-

Węgorz – jedna z najbardziej pożądanych przez wędkarzy ryb, znalazł się na celowniku ekologów. Ich działania okazały się nad wyraz skuteczne. pada na ten dzień pierwszy albo ostatni dzień okresu ochronnego – mówi „Tematowi” Mariusz Getka, prezes Koła Wędkarskiego PZW „Jesiotr” w Szczecinku. Obostrzenia w połowie węgorza dotyczą nie tylko wędkarzy, ale też rybaków. Dodatkowo od dnia 1 stycznia 2013 roku

porządzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 11 czerwca 2010 roku, zmieniającego rozporządzenie w sprawie połowu ryb oraz warunków chowu, hodowli i połowu innych organizmów żyjących w wodzie. Dziennik Ustaw nr 104 z dn. 14 czerwca 2010 roku, pozycja 654.

Przed nami super impreza. W tym roku po raz drugi startuje cykl zawodów pod nazwą „Spinningowy Turniej Trzech Miast”. Obejmują one imprezy w Szczecinku, Czaplinku i Bornem Sulinowie. Tygodnik Szczecinecki „Temat” sprawuje nad tym super łowieniem patronat medialny. Borneński „Poligon Wędkarski” mamy już za sobą. W sobotę 3 lipca wędkarze z całej Polski zjadą do Szczecinka, by na jeziorze Trzesiecko rywalizować w III Ogólnopolskich Zawodach Wędkarskich „Szczecinecki Jesiotr”. Każdy z pucharów (zakończy się zawodami na jeziorze Drawsko w Czaplinku) stanowi osobne przedsięwzięcie, jednak w trakcie ich rozgrywania obowiązują takie same zasady łowienia i punktacji. Zdobywane, w poszczególnych zawodach punkty, po podsumowaniu wyłonią zwycięzcę całego cyklu, który otrzyma zaszczytny tytuł „Wielkiego Mistrza Zakonu Spinningowego” wraz z przynależną buławą. Swe rządy Wielki

Mistrz będzie sprawował przez rok, aż do rozstrzygnięcia kolejnego turnieju. Nagrody? Wielce atrakcyjne. M.in. otwarte dla niego będą łamy „Wiadomości Wędkarskich”. Będzie też zapraszany na redakcyjne wyprawy wędkarskie. Kilka słów organizacyjnych o zmaganiach w Szczecinku. Początek łowienia 3 lipca o godz. 8. Zakończenie – pięć godzin później. W zawodach mogą uczestniczyć osoby pełnoletnie, legitymujące się kartą wędkarską. Obowiązuje opłata startowa w wysokości 50 zł od uczestnika. Organizatorzy dopuszczają do klasyfikacji następujące gatunki ryb drapieżnych: szczupak, sandacz, okoń i sum. Wymiary dolne: szczupak – 50 cm, okoń – 20 cm, sandacz - 50 cm i sum 70 cm. Zawody rozgrywane będą „na żywej rybie”. Szczegółowy regulamin wędkarskich zmagań dostępny jest na stronie internetowej Ośrodka Sportu i Rekreacji w Szczecinku. SUM


Harcerze 21

Czarny płomień Najważniejsze to zawsze zdawać sobie sprawę z własnych braków i przy każdej sposobności braki te zmniejszać. Aleksander Kamiński

Ogień, to żywioł, który wzbudza w ludziach strach, niepewność, ale daje też ciepło niezbędne do życia. Dla nas ogień to pasja, która wyzwala wszelkie emocje, te dobre i te złe. Początki zawsze są trudne, u nas też tak było. Nie trafiłyśmy skoordynować ruchów, ciągle

uderzałyśmy się naszymi prowizorycznymi poi, zrobionymi z rajstop i piłeczek tenisowych. Siniaki, złość i zawód, ale ciągle było nam mało. Chciałyśmy umieć więcej, lepiej i efektowniej. Wspólnie trenowałyśmy co tydzień, ale ćwiczyłyśmy także w czasie wolnym na własną rękę. Gdy jednej uda-

ło się opanować jakiś trik, starała się nauczyć pozostałe. Justyna Cybowska, nasza koleżanka i trenerka, poświęcała nam dużo czasu, wspierała i służyła radą. Kiedy było naprawdę trudno i zaczynałyśmy wątpić w swoje umiejętności ona nas motywowała, mówiła, że jest dobrze i będzie jeszcze

Spisek 600-lecia udaremniony –

II edycja szczecineckiej gry miejskiej W środę 23.06 odbyła się druga edycja szczecineckiej gry miejskiej, zorganizowanej przez 13 Czarny Szczep im. Zawiszy Czarnego. Spisek 600-lecia został udaremniony, a zagadka rozwikłana. – Wystartowało 21 młodzieżowych ekip – powiedział tuż po zakończeniu gry Maciej Grunt, organizator zabawy. – Bawiło się z nami ponad sto osób, które starały się rozwikłać naszą zagadkę. Grę można porównać do nowoczesnych podchodów. Drużyny dostały mapę, na której zaznaczone były punkty, w których bez trudu odszu-

takl koło zamku. Podczas każdego z tych występów towarzyszyło nam wiele emocji: strach, trema i niepewność. Pierwsze dźwięki muzyki przyprawiały o szybsze bicie serca, ciemny dym unosił się nad korony drzew. Już nie było odwrotu. Mogłyśmy tylko wyjść i pokazać efekty naszych treningów. Zaczęłyśmy tańczyć. Każda niezależnie od innych kręciła płonącymi „poi”, już nie skupiając się jak kiedyś na tym, by ogień jej nie poparzył, lecz na tym, by sprawiało to jak największą przyjemność – nam samym i tym, którzy nas oglądali. Udało się! Pierwszy układ był już za nami, potem drugi. Z mniejszym stresem zatańczyłyśmy kolejny i zakończyłyśmy nasz występ. Jak się później okazało pokaz bardzo się podobał. Mamy zamiar ćwiczyć dalej i pomimo porażek, które mogą nas spotkać, dumnie podnosimy głowę, by dzielnie dalej robić to, co kochamy.

Gry miejskie zdobywają coraz więcej zwolenników. Staja się alternatywą spędzania wolnego czasu, a te – organizowane w Szczecinku, poza częścią rozrywkowa niosą ze sobą także element historyczny. Gra osadzona była w realiach naszego miasta sprzed lat. Wszystkie osoby, które pojawiły się w grze, to osoby, które istnia-

ły i żyły w Neustettin sto lat temu. Maciej Grunt: – Chciałem podziękować wszystkim zawodnikom za zabawę. Fajnie, że byliście tam z nami. Dziękuje również moim przyjaciołom – aktorom oraz wszystkim tym, którzy pomogli w zorganizowaniu tej edycji. Do zobaczenia w przyszłym roku! (mt)

Kasia Wziątek 66 DSH „Czarny Eskulap”

Poczta

Rzeczywiście ze szczecineckim harcerstwem jest coś nie tak. Mówi się, że harcerzem trzeba się urodzić. I chyba tak jest. Ja od niego odchodziłam i wracałam. Za każdym razem bałam się, że nie zastanę w nim tych, dla których zostało stworzone, czyli młodych, prężnych, pełnych pomysłów ludzi. W naszym szczecineckim harcerstwie od lat nic się nie zmienia. Szkoda, że tak mało młodych ludzi jest we władzach hufca, może byłoby inaczej. Warto ich odszukać, porozmawiać, wyjaśnić dlaczego odchodzą. Tylko młodzi mogą wszystko zmienić na lepsze

Wszystkie osoby, które pojawiły się w grze, to osoby, które istniały i żyły w Neustettin sto lat temu. kiwali aktorów gry. Ci, odpowiadając na ich pytania, dostarczali pewną ilość informacji. Część mówiła prawdę, część oszukiwała, by utrudnić zabawę. Intryga okazała się stosunkowo prosta i cztery ekipy udzieliły prawi-

lepiej. Dzięki niej było nam o wiele łatwiej. Coraz sprawniej wychodziły nam tricki i całe układy, które drużyna przygotowywała na pokaz fireshow. Po miesiącach treningów i ciężkiej pracy wreszcie doczekałyśmy się swojego pierwszego prawdziwego występu. Było to podczas Dnia Dziecka w parku miejskim na zakończenie imprezy. Wiedziałyśmy, że nasz dwuminutowy program nie był jeszcze doskonały, ale otrzymałyśmy mnóstwo braw i słowa zachęty do dalszej pracy. Widzom bardzo się nasz występ podobał. Dopingowali również rodzice, koleżanki i koledzy oraz cały nasz Szczep. Drugi występ przygotowywałyśmy na niezwykłą okazję, którą stało się 700-lecie naszego pięknego miasta. Udało nam się wystąpić wieczorem z dłuższym i specjalnie przygotowanym pokazem podczas turnieju rycerskiego. Tego wieczoru powtórzyłyśmy program na specjalne życzenie klientów baru „Garage”, którzy obserwowali nasz wcześniejszy spek-

Nazwisko do wiadomości redakcji

���������������������������� Organizatorzy i aktorzy II edycji gry miejskiej dłowych odpowiedzi, czyli: Paul Stubbe – kierownik obchodów 600-lecia był więziony w stolarni przez stolarza. Nie udaje się wyłudzić odszkodowania przez Roberta Schreibera, który dla pienię-

dzy podpalił własną kamienicę. Wille, przyjaciel Stubbego, jako niesłusznie aresztowany i oskarżony w sfabrykowanym liście podrzuconym na pogorzelisku, wychodzi na wolność.

������������������

����������������������������������

����������������

�����

���������������������������������������������� ���������������������������������������


www.temat.net/kultura 22 Kultura Ma Kraków hejnał, ma Szczecinek „Rhythmi Urbani” Prawykonanie„Rhythmi Urbani” i koncert szczecinecczanie dla mieszkańców to niewątpliwie największe i najważniejsze wydarzenia muzyczne i towarzyskie 700-lecia miasta

Prawykonanie „Rhythmi urbani” i koncert „Szczecinecczanie dla Mieszkańców” to niewątpliwie największe i najważniejsze wydarzenia muzyczne i towarzyskie 700-lecia miasta Finis coronat opus – to stwierdzenie w znakomity sposób pasuje za podsumowanie tegorocznego sezonu artystycznego Szczecineckiej Małej Filharmonii. Dwa ostatnie koncerty, które usłyszeliśmy, przejdą niewątpliwie do annałów historycznych miasta. We wtorek (22.06) wszyscy melomani i mieszkańcy zgromadzeni na placu Wolności mieli niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w koncercie symfonicznym podczas, którego usłyszeliśmy prawykonanie wielkiego dzieła „Rhythmi urbani” – skomponowanego specjalnie z okazji 700-lecia Szczecinka przez wybitnego polskiego kompozytora Krzesimira Dębskiego. Śmiało możemy napisać, że było to największe i najważniejsze wydarzenie muzyczno-towarzyskie w powojennych lat. – Szanowni państwo, mieszkańcy Szczecinka, serdecznie was wszystkich witam, serdecznie witam naszych gości. To co dzisiaj się tutaj burmistrz Jerzy Har-

die-Douglas. Nigdy takiej imprezy nie było, to będzie wielkie wydarzenie kulturalne. Ten koncert

morządowa Agencja Promocji i Kultury. Koncert, w znakomity i wytworny sposób poprowa-

nistę Artura Haftmana. Artur ma niespełna 16 lat, uczy się w Państwowej Szkole Muzycznej

Wojciech Bąk – Rytm miasta Lubię długo ulicami iść – Plac Wolności, Święty Marcin i Aleje… Patrzeć jak ostatni w parku liść Złotem ognia wśród mgły promienieje… Ja tu każdy zaułek znam, Każdy zakręt ulic mi znajomy I witają mnie uśmiechem bram, I oczyma okien wszystkie domy. Jak przyjaciół znam tu każdy plac, Dym kominów i stalowe mosty… I ten lud, co przemilcza swój płacz, Jak ja twardy, jak ja w słowie prosty. to ziszczenie naszych marzeń o uświetnieniu obchodów 700-lecia miasta. Koncert przygotowało Szczecineckie Towarzystwo Muzyczne, Szkoła Muzyczna w Szczecinku, szkoły muzyczne z Neubrandenburga i Neustrelitz oraz Sa-

Lubię słuchać, kiedy spłynie mrok, Idąc w tłumie kroków jego szumu – Echem wtórzy mu każdy mój krok, Rytmem wiążąc się z muzyką tłumu… Nie potrzeba wcale słowa nam, Aby rytm ten wspólny zabrzmiał zgodą – I głos słyszę wszystkich okien bram, Wszystkich parków, placów i ogrodów… Lubię długo ulicami iść – Plac Wolności, Święty Marcin (kościół Mariacki) i aleje… Tutaj nawet zżółkły w parku liść Głosi wbrew czasowi klęsk nadzieję.

dziła Agnieszka Orłowska, która także okrasiła ciekawym wstępem każdą kompozycję. Pierwszą kompozycją, która zabrzmiała ze sceny, było wykonanie koncertu fortepianowego F-moll – F. Chopina (cz. I Allegro) przez młodego pia-

II stopnia w Stargardzie Szczecińskim i ma już na swoim koncie wiele wyróżnień i sukcesów w przeglądach, konkursach w Polsce i za granicą. Jego gra była niezwykle lekka i tak doskonała, że w opinii wielu zgromadzonych mieliśmy możliwość wy-

słuchania wielkiego i fenomenalnego talentu. Połączoną polsko - niemiecką orkiestrą symfoniczną w tej kompozycji dyrygował szczecinecki dyrygent Tomasz Giłka, który także przygotowywał muzyków do wykonania „Rhythmi urbani”. Drugą propozycją było wykonanie już pod kierownictwem Johannesa Groha z Niemiec, fragmentu symfonii VIII Antoniego Dworzaka. Punktem kulminacyjnym, oczekiwanym z niecierpliwością było prawykonanie „Rhythmi urbani” pod batutą samego kompozytora. Napisana przez niego kantata na głosy solowe (sopran, tenor), chór i orkiestrę to dzieło o rozbudowanym aparacie wykonawczym. W tym celu powstał wielki szczecinecki chór złożony ze śpiewaków z chórów Prywatnego LO i Gimnazjum, Orantes, Szkoły Muzycznej oraz wielu zaprzyjaźnionych gości. Sama polsko - niemiecka orkiestra symfoniczna liczyła około 60 muzyków, a łącznie z chórem na scenie było w jednym czasie ponad 120 osób. Kompozytor stworzył „Rhythmi urbani” na kanwie wiersza poznańskiego poety Wojciecha Bąka. Wiersz został przetłumaczony na język łaciński przez prof. dr hab. Sylwestra Dworac-


Kultura 23 kiego. Niestety podczas adaptacji treści, kompozytor pomylił kościół Mariacki z budującym się kościołem pw. św. Krzysztofa. W pierwszej części mamy także odniesienia do psalmów biblijnych – „Laudate Dominum”. Głosy solowe zaśpiewali – Magdalena Molendowska – sopran i Daniel Oleksy - tenor, absolwentka i student Akademii Muzycznej w Gdańsku. Kompozycja i w wykonaniu i odbiorze może wydawać się trudna. Utwór polistylistyczny – zawiera różne elementy. Muzyka średniowiecza (odgłosy chorału gregoriańskiego), renesansu, elementy muzyki barokowej, a także ściśle niemieckiej czy polskiej oraz współczesnej. Autor stosuje także cytaty z Richarda Straussa, który często odwiedzał ówczesny Neustettin. Szczecineccy i niemieccy muzycy jak również chór (przygotowany przez Marcina Jaczewskiego i Szymona Cieślara) stanęli na wysokości zadania i wykonanie było wręcz niebotyczne. Prawykonanie (nie mogło być inaczej) oklaskiwane było na stojąco przez wszystkich zgromadzonych, a bis był tylko formalnością. Mistrz nad dziełem pracował dwa miesiące: Pracowałem dwa miesiące nad tym –powiedział nam Krzesimir Dębski. – W innych warunkach daję orkiestrze nuty tydzień przed. Zdaję sobie sprawę, że jest to orkiestra młodzieżowa i to z dwóch krajów. Zdaję sobie sprawę, że nie mają codziennych prób i pracują inaczej. Autor odniósł się także do motywów, które mu przyświecały przy pisaniu: - Wiedziałem, że jest rocznica. Wiedziałem, że miasto ma ciekawą historię. Przyjeżdżał tu Richard Strauss, którego bardzo lubię i cenię. Ta historia skłoniła mnie do tego by poszukać tekstu, który nawiązuje do historii miasta. W wierszu, który wybrałem widać

miłość do miasta. Wiersz kończy nadzieja – po tragicznych wydarzeniach, które się działy, przyjdzie szczęśliwy finał – życie w przyjaznym otoczeniu. Tekst został przetłumaczony na język łaciński wspólny dla obojga narodów – niemieckiego i polskiego. Wiedziałem, że będzie to wspólny projekt i pomyślałem, że powinniśmy być gotowi by świętować razem ten jubileusz – kończy. Wyśmienity koncert, piękny po koncercie dominowały tylko pozytywne opinie i wzruszenie. – Podobało nam się, pogoda dopisała. Jesteśmy bardzo zadowolone, że właśnie w naszym mieście odbył się taki koncert. 700-lat jest tylko raz – stwierdziły panie Gilda i Jadwiga. Muszę dojść do siebie – po koncercie usłyszeliśmy od szczecineckiego posła Wiesława Suchowiejsko, pomysłodawcy koncertu. - Przepiękny utwór napisał Krzesimir Dębski. Udało się go pięknie wykonać, tym jakże młodym aparatem wykonawczym. Wszyscy, którzy nie byli będą żałować, a wszyscy którzy byli będą długo pamiętać - dodał. Nieco ciszej koncert był słyszalny dla publiczności, która stała dalej ale całe wydarzenie było wyjątkowe i zapadnie w pamięć. Podczas pobytu w Szczecinku, Krzesimirowi Dębskiemu towarzyszyła małżonka – Anna Jurksztowicz. Jest szansa, że piosenkarka wystąpi w Szczecinku z recitalem.

Burmistrz Jerzy Hardie - Douglas: Nigdy takiej imprezy nie było, to będzie wielkie wydarzenie kulturalne. Ten koncert to ziszczenie naszych marzeń o uświetnieniu obchodów 700-lecia miasta.

Drugim koncertem,

jaki przygotowano, był czwartkowy (24.06) koncert „Szczecinecczanie dla mieszkańców”, który odbył się w kinie „Wolność”. Był to ciekawy projekt mający na celu ukazanie dorobku muzycznego muzyków urodzonych lub związanych ze

Małgorzata Ostrowska: - Bardzo nietypowy koncert, zatoczyłam sentymentalne koło... Szczecinkiem. Wszyscy, którzy przyszli, nie żałowali, bo takiego nagromadzenia artystów, którzy stawiali pierwsze kroki w muzyce w Szczecinku, nie było nigdy. Usłyszeliśmy: Big- Band Szczecinek (leader Andrzej Walczak) „Just a little of the top”, Maję Wysoczańską – „I feel good”, Kwintet jazzowy (Andrzej Walczak, Mariusz Kozłowski, Daniel Husak, Jacek Markanicz, Krzysztof Samela) - „My one it’s only love”, Pawła Szumiało – „Stella by starlight” oraz „Sunny”, Magdalenę Kucharską – „Song for you”, Tomasza Suchowiejko (saksofon) – „Blue Spanish eyes” oraz „Silhouette”, Sebastiana Wojgienicę (gitara) – „Solo życia” I „Lily was here”, Mariusza Kozłowskiego – „Just friends” oraz „Pick up the pieces”, Aleksandrę Kapustyńską – „I will survive”, Piotra Zandera (gitara) – „Władca pierścieni”, Małgorzatę Ostrowską – „Rzeka we mgle”, Małgorzatę Ostrowską oraz Piotra Zandera - „Mister of America” , a na bis „Szpilki”. - Koncert bardzo mi się podo-

Twoje miejsce w sieci. Codziennie.

bał – powiedziała po koncercie Józefa Reszke - Jestem systematycznie na koncertach SzMF i wszystkie są wspaniałe. Repertuar jest dobierany dobrze, sama jestem z muzykalnej rodziny. Jestem zauroczona koncertami i pomysłami ojców miasta na kulturę. Jestem bardzo zaskoczony koncertem, był świetny – ocenia Jacek Woynicz. - Sam miałem okazję grać w Big-Bandzie Koliber, na przełomie lat 60-tych i 70-tych, w którym śpiewała Małgorzata Ostrowska. Widziałem, że ludzie popłakali się ze szczęścia, że tak może brzmieć nasza szczecinecka orkiestra. Jest to poziom, który

��������������������

można przedstawiać we wszystkich mediach. Staram się teraz grać amatorsko, czuję tę muzykę i cieszę się, że można popatrzeć się na tak wspaniałe osoby, które potrafią grać. - Bardzo nietypowy koncert, zatoczyłam sentymentalne koło - powiedziała nam Małgorzata Ostrowska. - Zagrałam ponownie z Big-Bandem, tym razem z moim repertuarem. Jestem sentymentalna i lubię takie imprezy. Publiczność mnie zaskoczyła, nie spodziewałam się tego, że będzie pełna sala. Jest to coś niesamowitego – dodała wzruszona. Igor Siebert

�����������������


24 Wasz Temat

www.temat.net

A może by tak projekt „Widzę jezioro”? Dostało się wszystkim, oj, dostało. Protestujący w obronie (przed kim?) swojego zakładu pracy pracownicy i kooperanci Kronospanu nie zostawili suchej nitki na ekologach, władzach Szczecinka, prezentujących inne stanowisko jego mieszkańcach, a nade wszystko – na mediach, które, ich zdaniem, przedstawiają problem szkodzenia środowisku wybiórczo i tendencyjnie. Jak się można było spodziewać, na redakcyjnym forum zawrzało. Po odrzuceniu skrajnie agresywnych wypowiedzi, zarysowały się nam układające się w logiczną całość granice, a także podłoże konfliktu. Jak nam powiedział jeden z Czytelników, on będzie trwać i trwać aż do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej. Jeszcze przed manifestacją, w wydaniu internetowym naszego Tematu opublikowaliśmy, a jakże, w całości apel pracowników koncernu, wspierających ich mieszkańców Szczecinka oraz stanowisko organizatorów akcji w sprawie mediów. Co Wy na to? Zdania, niemal jak zawsze, przy tego typu problemach, są mocno podzielone i okrutnie się między sobą różnią. Internautka Magda zauważyła, że: - Bez Krono miasto zginie. (…) Ludzie nie zdajecie sobie sprawy, co stałoby się z naszym miastem bez Krono. Przeraza mnie ta nieświadomość społeczna. Koleżankę poparł Kris. - Jeżeli Kronospan ma lub będzie miał wszystkie pozwolenia i normy nie będą przekraczane, to nie może być tak, że jakaś terrorystyczna organizacja, mianująca sie ekologami, szkaluje firmę, insynuując, że wszystkie instytucje są w jej kieszeni. Po każdym takim stwierdzeniu, trzeba podawać ich autorów do prokuratury. Z kolei Arek A. nie zgodził się ze stwierdzeniem manifestujących kolegów, że „praca ponad wszystko” - Czegoś tu nie rozumiem? Ci protestujący pracownicy i współpracownicy Korno… Czy oni są świadomi tego, że samo sobie wyrządzają krzywdę? Przecież Ci ludzie mają rodziny, żony, dzieci! Czy są świadomi tego, że w Polsce służba zdrowia raczej do tanich nie należy a za kilka lat trzeba będzie w leczenie inwestować? Każdy, kto był w okolicach zakładu czy ulicy Pilskiej to oddychając powietrzem z tamtych okolic sam czuje i nie musi być wielkim ekspertem żeby stwierdzić, że „coś tam jest nie tak”! Rozumiem, że jest to jak na szczecineckie warunki dobra firma, jeśli chodzi o dochody, ale czy dla paru „srebrników”, lepszego auta, TV itp. war-

W temat.net znów napisali

to pozwalać na powolne zatruwanie siebie, własnych dzieci, rodzin, bliskich i tysięcy niczemu nie winnych mieszkańców miasta i okolic? Swoje przysłowiowe trzy grosze dorzuciła też Kamila. Internautka napisała: - Nie zgadzam się z kwestią, że komuś tam kazano wyjść. Pracuję na placu, miałam ochotę, więc poszłam, bo jestem po stronie Krono. Dodajmy tylko, że to odpowiedź na zarzuty, jakoby pracownicy koncernu byli przymuszani do wzięcia udziału w manifestacji. Czytelnik o nicku Zaciekawiony poradził organizatorom manifestacji, że „ powinni protestować przed budynkiem swojej dyrekcji, bo to ich polityka doprowadziła do takiego stanu rzeczy! Ciekawe, czy austriacki właściciel wie, co się tu właściwie dzieje. Może jego polscy (szczecineccy) przedstawiciele nie przedstawiają mu całej prawdy, bo wiedzą, że wtedy zagrożone byłyby ich stołki? Z kolei Rob.65 zauważył, że: Kowal winien, a organistę powiesili. - Pracownicy przyszli pod ratusz krzycząc na burmistrza i obsobaczając Terrę, bo słysząc protesty przeciw działalności swojej firmy obawiają się utraty pracy. Każdemu wolno protestować, wszak mamy demokrację. Tylko protestujący zapomnieli, że śmierdząca technologia, jaką, na co dzień realizują w swojej firmie została zainstalowana i jest z premedytacją kontynuowana, bo przynosi właścicielowi z zagranicy duże zyski. Gdyby trzeba było nagle uruchomić wszystkie, niezbędne zabezpieczenia chroniące środowisko naturalne, ten interes przestałby się opłacać. Wła-

ściciel, który ze zrozumiałych względów nie był łaskaw pojawić się wśród protestujących, dobrze wie jak się mają sprawy i wybiera taktykę chowania się za plecami autentycznie zatroskanych o swój byt pracowników. Sam nie chce „podejść do płota”. Ratuszowi trafił się przebiegły przeciwnik. Czytelnik Meszuga „nadał” z innej strony. - Mam dokładnie gdzieś wasze miejsca pracy, gdy chodzi o zdrowie mojej rodziny. Mam dokładnie gdzieś wasze 6 tysięcy ileś tam podpisów i mogę powiedzieć to w twarz każdemu z osobna! Dali wam do podpisania to podpisaliście, bo co mieliście zrobić? Odmówić? Powtarzam raz jeszcze! Mam gdzieś! - napisał na redakcyjnym forum. Co dalej z drzewami koło Zamku Książąt Pomorskich nad jeziorem Trzesiecko? Problem opisywaliśmy kilkakrotnie. Ostatni do naszej redakcji wpłynęło pismo sygnowane przez Stowarzyszenie Ekologiczne „Niezdobna”. Jest to stanowisku organizacji w sprawie planowanej operacji. Rzecz jasna, wiadomość nie umknęła naszym Czytelnikom. Internauta o nicku Juruś zauważył, że to prawidłowe stanowisko. – Uzasadnienie stanowiska „Niezdobnej” jest bardzo konkretne i profesjonalnie, przygotowane jak przystało na organizację proekologiczną. Sam jestem studentem ochrony środowiska i się trochę na tym znam. Mam tylko nadzieję, że miasto wykona trochę nasadzeń w zamian za wycięte drzewa. Może jakieś dęby? Jeszcze raz podkreślam - to profesjonalne podejście „Niezdobnej”. „Ale numer” – tak zatytułował

swój wątek Czytelnik. - No, więc potwierdzają się domysły, w jakim celu zostały utworzone nowe organizacje. Nie trzeba było długo czekać. Niestety, ci ludzie obrażają inteligencję mieszkańców Szczecinka, bo to wszystko jest bardzo grubymi nićmi szyte. Z kolei Daro jest ciekawy. Czy badano wszystkie drzewa znajdujące się w zaniedbanej części parku, które mogą stworzyć zagrożenie? Mam na myśli całą linię brzegową i te obok„Garagu”. Są to drzewostany zbliżone wiekiem, więc może wszystkie trzeba wyciąć a nie tylko te, które zasłaniają zamek. Pragnę zauważyć, że w ciepłe dni, nasze kaczuchy znajdują tam właśnie schronienie przed słońcem – zauważa nasz czytelnik. Internauta (tka) Babcia postanowił niejako wykorzystać sytuację i się dopytać o inne zdarzenie mające miejsce w Szczecinku. - Proszę o wytłumaczenie decyzji ścięcia czterech zdrowych lip przy ul. Armii Krajowej 3. Wspomniane drzewa zostały usunięte wbrew właścicielkom sąsiadującej posesji. Kobiety prosiły o pozostawienie drzew, ponieważ chroniły one przed kurzem ulicznym. W lipcu urzekały zapachem kwiatów oraz odgłosami pszczół. Można sprawdzić stan zdrowotny lip na podstawie pozostałych pni. Mam nadzieję, że nowo powołane towarzystwo ekologiczne zajmie stanowisko w tej sprawie. Na koniec zostawiliśmy pomysł Tadeusza. Otóż nasz Czytelnik poddał pod dyskusję bardzo ciekawe rozwiązanie. - Apeluję do mieszkańców ulic Ordona i Mickiewicza oraz znajdujących się tam instytucji

o wsparcie projektu „Widzę jezioro”. Miałby on na celu wycinkę wszystkich drzew tak, by odsłonić jezioro. I będzie świetnie. Wzrośnie atrakcyjność terenów, lokali. Zużyjemy mniej energii na oświetlenie mieszkań. Wycięte drzewa trafią do fabryki. Same plusy dodatnie - napisał Tadeusz. Już lato i mamy wakacje. Z tejże okazji zajrzeliśmy na nasze stacje paliw. Jak tam„szczecineckie” ceny? Ponoć nie jest tak źle. Podkreśla to Realista. – W czwartek jechałem ze Szczecinka do Łodzi i muszę powiedzieć, że na tej trasie nie było nigdzie tańszego paliwa niż u nas. Mam na myśli olej napędowy. Był murek z ławeczkami, będzie… oczko wodne. Mowa o miejscu w towarzystwie pomnika Adama Giedrysa na deptaku. Nie jest tajemnicą, że od wielu lat to miejsce, vis a vis Manhattanu, upatrzyli sobie miejscowi miłośnicy wina marki „Wino”. I nie tylko. Zapowiedziane zmiany w krajobrazie tej części Szczecinka nie uszły uwadze naszych Czytelników. Fibi24 napisał: - Dobry pomysł na tzw. ,,tam zameldowanych”. Ilekroć idę do pracy lub z niej wracam, widzę te same twarze siedzące na murku - już od godziny 7.00. Ciekawe tylko jak się sprawdzi owe oczko? Bo jak znając naszych mieszkańców to pewnie będą wrzucać tam śmieci, butelki, a i pieski pewnie będą załatwiać tam swoje potrzeby fizjologiczne. No, ale może sie mylę? Za dwa lata, w nowym roku szkolnym AD 2012/2013, sześciolatki zostaną objęte obowiązkiem szkolnym. - Do tej pory jednak zdecydowana większość rodziców stara się robić wszystko, by - jak niektórzy mawiają – „moment skrócenia dzieciństwa” odwlec w czasie jak najbardziej – napisaliśmy w ostatnim internetowym wydaniu Tematu. Co Wy na to? Mniamumniam zauważył: - Nie dziwi mnie niechęć, z jaką rodzice posyłają swoje 6 letnie pociechy do szkoły. Nie wyobrażam sobie by moje dziecko miało być popychane przez przerośniętych szóstoklasistów lub nie daj Boże gimnazjalistów, tak jak jest w Gimnazjum nr 2. Szkoła podstawowa, jak sama nazwa wskazuje, powinna uczyć podstaw. Uważam, że szkoły nie są przygotowane, by edukować i sprawować opiekę nad 6-latkami w szkołach takich, jakie mamy w Polsce. 6-latki do szkoły? Owszem, ale tylko, jeśli szkoła podstawowa będzie nauczała dzieci w klasach 1-3. (przeczytał, zebrał i opisał: sw)


Nasze dzieci 25 Najmłodsi też bili rekord! Zajęcia pod ...palmami

W palmowej scenerii i w cieniu piramid zakończyły się edukacyjne zajęcia dla przedszkolaków biorących udział w programie „Między Nami Jaskiniowcami”.

2,5-letni Szymonek wraz z dziadkiem, Jerzym Powałką podczas bicia rekordu „700 Kolarzy na Siedemsetlecie”. Szymon na swoim małym rowerku, jedynie w asyście dziadka, przejechał cały dystans, za co też dostał na mecie ogromne brawa.

Pani Agnieszka Dziedziejko startowała razem z synkiem, pięciomiesięczymym Hubertem, trasę przejechała rikszą.

W palmowej scenerii i w cieniu piramid zakończyły się edukacyjne zajęcia dla przedszkolaków biorących udział w programie „Między Nami Jaskiniowcami”. Program realizowany był przez Samorządową Agencję Promocji i Kultury w Szczecinku oraz Publiczne Przedszkole im. Kornela Makuszyńskiego. W trakcie cyklicznych zajęć dzieci poznawały najdawniejsze dzieje człowieka i ciekawostki dotyczące największych starożytnych cywilizacji. Nauka połączona z zabawą i eksperymentami sprawiała dzieciom dużo „frajdy”. Emocje wywoływało krzesanie ognia, wykonanie malowideł naskalnych, prawie tak udanych, jak w prehistorycznych jaskinich w Lascaux

SZCZECINEK.com Katalog firm i usług w Szczecinku

czy Altamirze, a także polowanie na mamuty czy nilowe hipopotamy. Podczas ostatniego spotkania, w którym uczestniczyli rodzice, dzieci z doskonałym wynikiem zdały egzamin, otrzymały dyplomy i drobne nagrody. Po wakacjach, podczas kontynuacji zajęć, przedszkolaki będą przeżywały kolejne historyczne przygody. (SAPiK)

SALONIKÊPRASOWY KOLPORTER UL.ÊPOLNAÊ51Ê"BIEDRONKA" wÊofercie:

.����������������������������� ����������������������������������� ORAZ:

.LOTTO .PRASAÊ .������������������������������� ÊÊKLIENTA

.��������������������������� .����������� .���������������� .������������������������


26 ogłoszenia drobne

SPRZEDAM UŻYWANY wózek głeboko - spacerowy Coneco stan db, 350 zł, tel. 787 487 670. DWIE wagi kalkulacyjne, szufladę na pieniądze do kasy fiskalnej, metkownicę, tel. 785 028 941. SUKNIĘ ślubną, tanio, tel. 94 372 25 09. DREWNO opałowe, tanio, tel. 503 414 973. PRALKA automatyczna indesit, mało używana, wyświetlacz elektr., niska cena, tel. 694 883 160. POMPA do czystej i brudnej wody, wydajność 60 m3, 25 atm, tel. 604 472 324. NOWE drzwi harmonijkowe, ciemnobrązowe, tanio, tel. 514 267 238. NOWY pas masująco - odchudzający, gwarancja do 29. 10. 10, tel. 514 267 238. KRAWĘŻNIK drogowy 12x20x100, nadaje się na ogrodzenia siatka lub sztacheta, tel. 503 170 659.

NIERUCHOMOŚCI DZIAŁKĘ rekreacyjno-warzywną, os. Zachód, tel. 663 463 825. MIESZKANIE 3p, parter, 51m2, Szczecinek, Świątki, tel. 507 855 059. MIESZKANIE w Bornem Sulinowie, IIp, 3p, balkon, 2150zł/ m2, tel. 725 036 000. MIESZKANIE IVp, 2p, centrum miasta, 53m2, pilnie, tel. 606 124 399. DOM nad jeziorem w Szczecinku, 160m2, działka ok.1200m2 tel. 606 925 195.

MIESZKANIE 124m2, bezczynszowe 3p, kamienica ogrodzona, tel. 697 585 807. MIESZKANIE w Szczecinku, 3p, Ip, 75m2, 2600 zł/ m2 tel. 600 235 337. WILLĘ stylową w pobliżu jeziora w Szczecinku, tel. 609 841 120 lub 605 594 466. DZIAŁKI budowlane, ul. Miodowa, Szczecinek, tel. 512 738 402. MIESZKANIE - kawalerka, 26m2, IIp, Szczecinek, ul. Kopernika, tel. 759 341 336. MIESZKANIE bezczynszowe, 3p, 64m2, ogrzewanie gazowe, parter, ul. Kręta, tel. 94 372 45 20. MIESZKANIE 38m2, 2p, IIp, ul. Spółdzielcza, meble na wymiar, możliwy garaż w pobliżu, tel. 604 205 558. MIESZKANIE Drawień 19/2, lub zamienię na Szczecinek, tel. 691 163 625. DZIAŁKĘ budowlaną przy ul. Fabrycznej, 936 m2, dojazd drogą asfaltową tel. 600 198 853. OKAZJA mieszkanie 3p, 47m2, kuchnia w zabudowie, 2 szafy komandor, nowa łazienka, tel. 604 713 141. DOM ul. Wiejska, 106m2, 5p, działka 650m2, dwa garaże, kanał, tel. 694 883 160. MIESZKANIE ul. Warszawska 3p, 59m2, nowe okna, IIp, tel. 519 192 730. MIESZKANIE 3p, 63m2, wysoki parter, tel. 696 905 815. MIESZKANIE w Bornym Sulinowie, 93m2, Ip, 4p, ogrz. gaz, tel. 727 285 082.

MIESZKANIE 3 p., II p.,64,5 m2, ul. Łódzka, balkon, piwnica, osobno wc, tel. 604 566 181. DZIAŁKA budowlana w Szczecinku pow. 1600 m2, ul. Wypoczynkowa (dawna Trzesieka), tel. 662 179 098. TANIO mieszkanie w Szczecinku na deptaku 77m2, po remoncie, tel. 661 226 438 OKAZJA mieszkanie ul. Słowiańska 48m2, 2p, IIp, ruskie koszary-okna od podwórza tel. 602 255 930. MIESZKANIE 60m2, 3p, Ip, centrum miasta, okna pcv, gładzie, glazury, terakota, tel. 507 594 415. DZIAŁKI bud z bezpośrednim dostępem do wody w Dzikach/ k. Szczecinka, woda, prąd tel. 602 594 597. MIESZKANIE 2p, 48m2, po remoncie, Ip + pomieszczenie gospodarcze, ul. Słowiańska, tel. 602 665 039. MIESZKANIE 2p, 48m2, IIp, stare bud., ogrzewanie gazowe, tanio lub zamienię na mniejsze tel. 602 174 969. MIESZKANIE 2p, 38m2, parter, nowe okna pcv, tel. 728 965 499 lub 513 404 760. MIESZKANIE ul. Kopernika, IIp, 38m2, tel. 602 665 039. KAWALERKA 32m2, ul. Połczyńska, IIp, duży balkon, tel. 602 665 039. DZIAŁKI w Gwdzie Wielkiej, 200 m od jeziora, 23 zł/ m2, tel. 791 424 960 lub 794 409 694.

www.temat.net/drobne/nadaj

WYNAJĘCIA DO WYNAJĘCIA DO MAM SZUKAM

SZUKAM niedrogiego mieszkania do wynajęcia większej kawalerki lub 2 pokojowego, tel. 516 071 178. MIESZKANIE 2p, do wynajęcia o poprawnym standardzie, tel. 666 171 557 DOJRZAŁE, uczciwe małżeństwo szuka do wynajęcia 2p mieszkania w ok. ul. Chełmińskiej, ul. 28. Lutego, tel. 94 374 03 64 MIESZKANIE w domu 48m2, osobne wejście, Lubogoszcz 28 gm. Grzmiąca, tanio, tel. 697 546 149. DOM wolnostojący 142m2, Czarne, 5p, ogród, ogrzewanie olejowe i kominkowe, tel. 600 257 768. MIESZKANIE spółdzielcze 67m2, IVp, lub zamienię na mniejsze do 40m2, z dopłatą, tel. 794 156 488. MIESZKANIE 2p, 33m2, IIIp, ul. ks. Elżbiety, tel. 608 756 269. PILNIE działki budowlane, uzbrojone, ul. Boh Westerplatte, od 50zł/ netto/ m2, tel. 500 257 200. MIESZKANIE 75m2,4p, IIp, os. Zachód, tel. 665 784 945. MIESZKANIE 2p, 37m2, dobra lokalizacja, IIp, wysoki standard, ul. Mierosławskiego, nie wymaga remontu, tel. 601 406 379. TANIO mieszkanie 47m2, 2p, IVp, duży balkon, ul. 28 lutego, tel. 94 374 82 35. TANIO atrakcyjną działkę k/ Szczecinka nad rzeczką, wszystkie media, tel. 516 249 289. MIESZKANIE 36 m2, ul. Kościuszki 27, IIp, 2p, 130000 zł tel. 519 529 331.

MIESZKANIE 2p, po remoncie, od lipca, kaucja 1000zł, tel. 663 237 338. MIESZKANIE w Poznaniu, blisko Uniwersytetu Przyrodniczego, tel. 513 685854, 94 37 225 25. WYDZIERŻAWIĘ teren 0,3ha pod nieuciążliwą działalność, ul. Lipowa, tel. 606 535 989. MIESZKANIE w centrum miasta,2p, IIp, po kapitalnym remoncie, po 18.00 tel. 505 095 815. DOM z ogrodem na ul. Polnej, umeblowane, zwierzęta mile widziane tel. 602 362 266. KAWALERKA do wynajęcia, Ip, tel. 602 816 931 lub 784 378 533. LOKALE w centrum 10 m2, 18m2, 40 m2, 50 m2, tel. 602 816 931 lub 784 378 533. MIESZKANIE ul. Warszawska, 2p, loggia, IIIp, tel. 604 851 090.

MOTORYZACJA DAEWOO lanos 1.5, srebrny metalik, XII 99, wersja podst., stan db, cena do neg, tel. 508 987 066. VW golf 1,9 td, kombi, 1993r., tel. 663 778 911. MERCEDES E 210, diesel, 1997r., tel. 603 061 440. JEEP cherokee, 4x4, diesel, 2004r., automat, klima, 86000km, tel. 604 906 755. PEUGEOT 206 van, 1.4, diesel, 2005r, ciężarowy, VAT 1, tel. 604 906 755. MERCEDES MP100 6 os+800 kg, zamienię na dostwczego plandeka lub kontener, tel. 697 014 217.

PRACA JESTEM młody, poszukuję pracy na okres letni, odpowiada mi każdy jej rodzaj, tel. 608 578 089.

ZAMIENIĘ MIESZKANIE 63m2, IVp, ul. Piłsudskiego, na większe 4p, lub sprzedam, tel. 604 566 432. MIESZKANIE ZGM, 40m2, na większe lokatorskie, może być zadłużone, tel. 607 679 074.

KUPIĘ AUTO do 500 zł, polonez, fiat 125 ,maluch lub zagraniczne tel. 507 594 415.

RÓŻNE ZAGUBIONO legitymację studencką na nazwisko Żywno Radosław, znalazcę proszę o tel. 502 366 155. DZIĘKUJĘ jak nie wiem co! Miłej Pani, która przyniosła mój dowód osobisty do domu- Agnieszka Zając. ZAGUBIONO legitymację osoby niepełnosprawnej na nazwisko Uczułka Irena.


ogłoszenia drobne 27

NAUKA KOREPETYCJE matematyka, angielski, fizyka, chemia, przygotowanie do poprawek, dojazd do ucznia, tel. 880 287 877. EFEKTYWNA nauka języków obcych, tel. 94 374 20 72. EGZAMIN poprawkowy j. niemiecki. Przygotowanie na każdym poziomie-nauczyciel, tel. 793 374 350.

USŁUGI USŁUGI transportowe, przewóz mebli, przeprowadzki, złom wywiozę, bagażówka - plandeka, tel. 608 809 335. PROFESJONALNE usługi remontowe, kompleksowe wyposażenie wnętrz, malowanie, tapetowanie, gładzie, zabudowy, tel. 888 389 706. PRANIE dywanów, wykładzin podłogowych, tapicerki meblowej i samochodowej, tel. 94 372 36 47 lub 503 421 966. CYKLINOWANIE, odnawianie starych podłóg, remonty mieszkań, tel. 785 906 723. DOM dziennej opieki nad dzieckiem ilość miejsc ograniczona, nowoczesna sala zabaw tel. 693 442 692. USŁUGI transportowe do 3,5t, przeprowadzki, lawetowanie pojazdów, AFD, materiały budowlane, tel. 503 353 483. USŁUGI elektryczne, remonty mieszkań, gładzie, malowanie, glazura, terakota, tel. 792 876 474. INSTALACJE cieplne, gazowe, przeróbki łazienek itp, tel. 503 170 659. OGRODZENIA, bramy, balustrady, tel. 887 790 795.

SZCZECINEK.com HYDRAULIK, instalacje wod - kan, c.o., gazowe, uprawnienia, tel. 608 108 189. USŁUGI budowlane, glazura, terakota, szpachlowanie, regipsy, malowanie, tapetowanie, wystrój wnętrz, prace budowlane, szybko, tanio, solidnie, tel. 513 179 871. CENTRUM kredytowe, ul. 1 Maja 9, tel. 94 717 38 95 lub 886 098 970, oferuje kredyty gotówkowe, konsolidacyjne, FM dla firm, lekarzy, kredyty hipoteczne, pod zastaw nieruchomości, pomoc w odzyskiwaniu odszkodowania z OC sprawcy. USŁUGI budowlane, ocieplane, brukarstwo, mycie ciśnieniowe dachów, tel. 600 983 316. BUDOWA domów, remonty, ocieplenia, płytki, tel. 666 131 487. WYNAJEM dźwigu, star 66, tel. 798 583 282. USŁUGI remontowo-budowlane, stany surowe, roboty dekarskie, brukarskie, wykończenie wnętrz, tel. 668 706 100. USŁUGI budowlano-remontowe, budowa domów, dachy, elewacje, remonty mieszkań, roboty brukarskie, ceny przystępne, tel. 505 439 726. CYKLINOWANIE, lakierowanie, układanie desek, parkietu, panelu, inne podłogi, tel. 880 165 586 lub 94 374 58 34.

halaÊ1300Êm2

zÊzapleczemÊsocjalnymÊiÊbiuraÊ200Êm2

magazynÊ1200Êm2

Intermarche dojazd od ul. Narutowicza (obwodnica) lub od ul. Wiatracznej

aktualności, opinie, kultura, sport, ogłoszenia

MOTOREK Łukasiewicza 1 diagnostyka komputerowa VW AUDI SKODA, naprawa motocykli, spawanie plastików tel. 695 379 957 www.motorek-warsztat.pl INFOCOM S.C. 28 Lutego 2 komputery, notebooki, profesjonalne usługi teleinformatyczne, projektowanie stron internetowych tel. (94) 374 90 61 fax (94) 373 14 66 www.KomputerySzczecinek.pl

32 tysiące użytkowników ponad 670 tysięcy odsłon miesięcznie

Twoje miejsce w sieci. Codziennie.

DDD Szczecinek Wiśniowa 10 specjalistyczny salon wyposażenia wnętrz tel. (094) 37 550 09 www.ddd.com.pl

FHU NAVIBOCIAN Wyszyńskiego 45 nawigacje, radio kod, korekty liczników, chip tuning tel. 602686469 www.navibocian.pl M DATA SOFTWARE Leszek Pawlewicz Mickiewicza 2 ochrona antywirusowa sieci komputerowych, komputerów w szkołach www.mdatasoftware.pl +94 3744011 lub 3744049 +94 3743164 LIS Usługi Remontowo Budowlane ul. E.Plater 14 / 1 wszelkie prace budowlane i wykończeniowe www.lis.info.pl tel. 604079607

PC NET - KOMPUTERY 9 Maja 22 komputery, nawigacje, tv cyfrowa tel. (094) 37 466 87 www.pcnet-szczecinek.pl

www.zielenergia.pl

��������������� Tesco

wiadomości z miasta

VERTICAL Karlińska 9 rolety, żaluzje, markizy, moskitiery tel. (94)374 56 89 www.vertical-rolety.pl

tel.Ê094Ê372Ê81Ê91 ÊÊÊÊÊÊ501Ê531Ê138


ogłoszenie.............................................................................................�

List Przedstawicieli Zakładów Kronospan do Mieszkańców Szczecinka Szanowni Państwo. Chcielibyśmy Państwu przedstawić odpowiedzi na kilka podstawowych zagadnień, które aktualnie stały się przedmiotem publicznej dyskusji. Jako odpowiedzialne społecznie przedsiębiorstwo, pragniemy, aby mieszkańcy Szczecinka mieli pełną wiedzę na temat stanu środowiska w naszym mieście. W przeszłości, w odniesieniu do naszych zakładów, pojawiały się nieprawdziwe informacje, co do domniemanych emisji formaldehydu, benzo(a)pirenu oraz innych substancji. Odnieśliśmy się do nich odpowiedzialnie i wieloma ekspertyzami oraz badaniami potwierdziliśmy, że zarzuty kierowane wobec nas są bezpodstawne. W wyniku ww. ekspertyz udowodnione zostało m.in. to, że zakłady Kronospan nie są źródłem benzo(a)pirenu, dotrzymują pozostałych norm określonych w decyzjach emisyjnych, a zachorowalność na nowotwory i choroby układu dróg oddechowych w Szczecinku nie róŜni się od poziomu notowanego w innych częściach kraju. W ostatnich tygodniach podniesiony został problem emisji amoniaku przez nasze zakłady. Sprawa dotyczy jedynie 2 emitorów. Zjawisko emisji amoniaku jest dla nas sprawą relatywnie nową. Według naszych ostatnich ustaleń, jest ona skutkiem naszych celowych działań w celu ograniczenia emisji takich związków jak formaldehyd i tlenki azotu. Amoniak ma zdecydowanie mniejszy wpływ na środowisko, niż formaldehyd. Jest wykorzystywany w innych branżach do redukcji tlenku azotu w spalinach, co jest powszechnie stosowane m.in. w motoryzacji w katalizatorach silników Diesla (wykorzystanie amoniaku pod nazwą handlową Ad Blue – sprzedaje się go do ciężarówek na niemal każdej stacji benzynowej). Po przeprowadzeniu serii skomplikowanych i żmudnych pomiarów emisji, złożyliśmy wnioski o modyfikację posiadanego pozwolenia na emisję amoniaku składając równocześnie kompleksowe studium ochrony powietrza uwzględniające wszystkie zakłady Kronospan w Szczecinku. Wiemy, że nasz poziom emisji nie wpływa na jakość powietrza, gwarantowanego normami. Niezależnie od tego, prowadzimy w tej chwili prace nad poznaniem mechanizmu jej powstawania, pozwoli to nam na ograniczenie emisji w przyszłości. Kwestia amoniaku, jak wskazuje m.in. WIOŚ, nie stanowi zagrożenia dla zdrowia mieszkańców i stanu środowiska, jest ona przez niektóre media wyolbrzymiana. Skutkuje to tym, że mieszkańcy są zdezorientowani, nie wiedzą jak w rzeczywistości wygląda sytuacja na terenie Szczecinka. Natomiast nasze zakłady są nieustannie oskarżane o emisje szkodliwych substancji do środowiska. Znaczenie wpływu naszych zakładów na jakość powietrza jest mniejsza, niż wynika to z doniesień niektórych mediów i stowarzyszenia Terra. Pragniemy podkreślić, że Kronospan jest źródłem utrzymania łącznie dla około 5 000 osób w regionie. Czujemy się za nich odpowiedzialni. Ponosimy negatywne skutki fatalnej sytuacji gospodarczej w mieście oraz tego, że jesteśmy jedynym dużym zakładem przemysłowym w regionie. Jednak mimo wrogiego podejścia SIS Terra, nieprzychylnego podejścia władz miasta i polityków, zdecydowani jesteśmy bronić z pełną determinacją naszej przyszłości w Szczecinku. Zamierzamy dostarczać Społeczeństwu wszelkich potrzebnych informacji. Jednak w razie potrzeby jesteśmy zdecydowani bronić swoich praw także na drodze sądowej. Aktualnie, najważniejszym dla nas zagadnieniem, nie jest sprawa wstrzymania działalności zakładów, lecz kwestia braku możliwości dalszego inwestowania i unowocześniania zakładów. Bez tego nie będziemy konkurencyjni. W połączeniu z obecnym kryzysem gospodarczym stawia nas to w naprawdę trudnej sytuacji. Żeby przetrwać musimy inwestować w innych miejscach w Polsce i na świecie. Do dzisiaj Kronospan Szczecinek zainwestował ok. 120 mln PLN w fabrykę w Strzelcach Opolskich, w ostatnich dniach została podjęta decyzja o inwestycji na Łotwie za kolejnych 400 mln PLN. Tym samym, Szczecinek stracił ok. 100 kolejnych miejsc pracy. W sytuacji, gdy poziom bezrobocia w mieście oscyluje wokół 26% i gdy otrzymujemy miesięcznie od 500 do 1000 podań osób szukających bezskutecznie pracy, pojawia się pytanie, komu zależy na rozwoju tego miasta. Szczególnie jest to widoczne w sytuacji, gdy wiele przedsiębiorstw w regionie w dalszym ciągu ogranicza zatrudnienie. Nie docenia się także pozostałych korzyści płynących z faktu działalności Kronospan w Szczecinku. Na przykład firma transportowa obsługująca nasze zakłady, mimo tego, że nie ma siedziby w Szczecinku, właśnie tutaj zarejestrowała większość swoich środków transportu. Tym samym, to nasze miasto czerpie korzyści podatkowe z tego tytułu. Jest to skutkiem tylko i wyłącznie świadomej decyzji kierownictwa Kronospan w Szczecinku. Pragniemy zaapelować o merytoryczną dyskusję na temat jakości powietrza w naszym mieście. Nie negujemy swojego wpływu, jednak pragniemy, aby mieszkańcy mieli dostęp do informacji dotyczących wszelkich źródeł zanieczyszczeń na terenie Szczecinka. Naszym zdaniem, tylko w ten sposób będziemy mogli rozpocząć prace nad poprawą wizerunku naszego miasta oraz sprawić, aby mieszkańcy odnaleźli utracone zaufanie do zaangaŜowanych w sprawę organów, przedsiębiorstw i organizacji. Pragniemy także zapewnić Mieszkańców Szczecinka, że nikt w Kronospan nie postępuje niefrasobliwie. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z wpływu zakładów na otoczenie i dąży do tego, aby to oddziaływanie było jak najmniej uciążliwe. Prosimy abyście pamiętali też o tym, że pracownicy zakładów Kronospan w Szczecinku oraz pracownicy ponad 600 zakładów w promieniu do 50 km od Szczecinka współpracujących z Kronospan, to również Mieszkańcy tego miasta i Regionu.

ogłoszenie.............................................................................................�


terapia masażem

MA-URI®

pomoc w schorzeniach i bólach, przy depresji, stresie, bezsenności oraz przy wychodzeniu z uzależnień i nerwic szczegółowe informacje i uzgadnianie terminów

tel. 503 325 952

tel. 059 833 45 36 605 286 058 / 660 385 917


www.temat.net/sport 30 Sport Mistrzostwa Polski Pięcioboistów Szczecinek i w jednej konkurencji Biały Bór (jazda konna-skoki) były miejscowościami, gdzie przez dwa dni 26 i 27 czerwca, rozgrywane były 55 mistrzostwa Polski w Pięcioboju Nowoczesnym w obsadzie międzynarodowej. Ostatecznie wystartowało 15 pań (w tym 3 Włoszki), oraz 40 panów (w tym 9 Rosjan, 3 Włochów, 2 Mołdawian, 1 Hiszpan, 1 Kanadyjczyk). Nim rozpoczęła się sportowa rywalizacja, to jeszcze w piątkowy wieczór (25 czerwca) przed Ratuszem na Placu Wolności, obyło się uroczyste, oficjalne otwarcie mistrzostw. Pierwszy dzień zmagań, sobota, rozpoczął się od rywalizacji panów w pływaniu na dystansie 200 metrów stylem dowolnym, a konkurencję tą wygrał Remigiusz Golis (UKS G-8 Bielany W-wa). Wyprzedził on Aleksandra Guskowa z Rosji i Włocha Tullio De Santisa. W czasie, gdy panowie pływali w basenie, panie w hali przy ulicy Wiatracznej toczyły pojedynki szermiercze. Była to najdłużej trwająca konkurencja ze wszystkich pięciu, a najlepiej fechtowała Sylvia Cwojdzińska(CWKS Legia W-wa), która z 39 pojedynków wygrała 27, co dało jej 1000 punktów do klasyfikacji pięcioboju. Drugie miejsce z tą samą ilością 976 punktów zajęły Alessia Mancini z Włoch i jedna z głównych faworytek do końcowego sukcesu Paulina Boenisz (CWKS Legia W-wa) obie po 976 punktów. Po pierwszych konkurencjach nastąpiła zmiana. Panowie przenieśli się do hali szermierczej, panie zaś udały się na basen. Szermierka była dla panów drugą i ostatnią konkurencją rozgrywaną pierwszego dnia mistrzostw. Najlepszy na planszy okazał się Rosjanin Aleksander Wladziewski, który wygrał 27 z 38 pojedynków, na drugim miejscu uplasował się Bartosz Majewski (ZKS Drzonków), a na trzecim znalazło się z równą ilością punktów trzech zawodników. Po dwóch konkurencjach niespodziewanie na czele był Włoch Tullio De Santis z wynikiem 2312 punktów, a wyprzedzał o 28 punktów Igora Maljuczenkę z Rosji i o 36 punktów Tomasza Chmielewskiego (ZKS Drzonków). Panowie zakończyli sobotnie boje na dwóch konkurencjach, panie zaś w sobotę zakończyły całą rywalizację. W drugiej konkurencji kobiet –pływaniu, najlepsza była Joanna Gomolińska (UKS Żoliborz W-wa). Po dwóch zaś

prowadziła Sylvia Cwojdzińska, przed Włoszką Mancini i Pauliną Boenisz. Trzecią konkurencją w rywalizacji pań były skoki przez przeszkody rozegrane na parkurze w Białym Borze. W siodle najpewniej czuła się Marianna Videtta z Włoch, która jako jedyna ukończyła swój przejazd bez punktów karnych. Po trzech na czele Cwojdzińska o 36 punktów przed Mancini i o 60 przed Boenisz. Ostatnia część pięciobojowych zmagań pań, rozegrana późnym, sobotnim popołudniem to bieg łączony ze strzelaniem. Liderka po 3 konkurencjach Cwojdzińska, miała w tym swoistym dwuboju trzeci czas, ale wystarczyło jej to do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej. Łącznie Cwojdzińska uzyskała 5268 punktów, druga w „generalce” była Paulina Boenisz, a trzecia zwyciężczyni ostatniej łączonej konkurencji Oktawia Nowacka (CWKS Legia W-wa), jedna z dwóch najmłodszych uczestniczek, zaledwie 19 letnia. Wręczenie medali i nagród dla najlepszych pań odbyło się w sobotni wieczór (26 czerwca) na stadionie w Szczecinku, a jako pokaz odbyło się strzelanie z pistoletów laserowych, które być może niedługo zastąpią te dotychczas używane. Drugi dzień mistrzostw panowie rozpoczęli od łączonej konkurencji biegu i strzelania. W niej znakomicie spisał się Łukasz Klekot (ZKS Drzonków), zwłaszcza znakomity w strzelaniu, który po 4 konkurencjach o 48 punktów wyprzedzał Maljuczenkę i o 68 punktów Golisa. Przewagi tej nie stracił, a nawet powiększył ją podczas jazdy konnej i ostatecznie po raz pierwszy w swojej karierze został Mistrzem Polski uzyskując 5760 punktów, a warto dodać, że Klekot ma dopiero 21 lat. W klasyfikacji międzynarodowej drugi był Igor Maljuczenko (Rosja) 5668 punktów, trzeci Remigiusz Golis 5628 punktów. W klasyfikacji Mistrzostw Polski drugi był Golis, a trzeci Bartosz Majewski (ZKS Drzonków) 5624 punkty. Obrońca tytułu Marcin Horbacz (ZKS Drzonków) zajął dopiero 21 lokatę, ale jego w pełni usprawiedliwia, pierwszy start po długotrwałej, ośmiomiesięcznej kontuzji. Medale i nagrody dla najlepszych wręczał min. gość honorowy imprezy, były mistrz Świata i triumfator Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 Arkadiusz Skrzypaszek. (zp)

Jedną z konkurencji pięcioboju było pływanie na dystansie 200 m stylem dowolnym

Mistrzyni Polski Sylvia Cwojdzińska na planszy szermierczej

Mistrz Polski Łukasz Klekot na parkurze


Sport 31 W skrócie

Kickboxing: Polska – Białoruś 3 : 1 Kolejna już Gala Kickboxingu, zgromadziła na widowni ponad pięciuset widzów. Głównym jej punktem był Międzypaństwowy Mecz Kickboxingu K-1 Polska – Białoruś. Mecz składał się z czterech walk, a ostatecznie wygrali go Polacy 3 : 1. Spotkanie rozpoczęło się pomyślnie dla gości, bowiem w pierwszej walce ich zawodnik Siarhei Khamenka znokautował już w pierwszej rundzie Wojciecha Kosowskiego. Pozostałe trzy pojedynki zakończyły się wygraną Polaków, wszystkie po 3 : 0. Mariusz Cieśliński pokonał Rynata Bulatova, Piotr Kobylański wygrał z Arturem Makowskim, a Bartosz

Muszyński pokonał Stanisława Zaneuskiego. Przed oficjalnym spotkaniem odbyły się dwie walki, w których walczyli reprezentanci Klubu Sportów Walki ze Szczecinka. Obaj wygrali swoje pojedynki. Już po kilkudziesięciu sekundach pierwszej rundy, Dominik Wójcik uderzeniem nogą znokautował Łukasza Jagiełło ze Świebodzic. Natomiast Damian Kowalczyk stosunkiem głosów 3 : 0 pokonał Krzysztofa Olszewskiego z Warszawy. Czas w przerwach między walkami umilali kibicom: Anna Guzik vice-mistrzyni Świata w Fitness, słupski zespół taneczny Arabeski oraz Grupa Breakdance.

***Mistrzem Miasta na 2010 rok w szachach został Tadeusz Wysocki gromadząc 8,5 punktu, przed Henrykiem Lisińskim 8,0 punktów i Michałem Mańkiewiczem 6,5 punktu. ***W poszczególnych kategoriach Mistrzostw Miasta w tenisie ziemnym dzieci i młodzieży amatorów( bez licencji) najlepsi byli: Midi Tenis- 1. Kuba Brzegowy 2. Kasjan Cakolli 3. Karolina Bordon i Eryk Moszkowicz; Mini Tenis- 1. Zuzia Siegert 2. Dawid Bogdanowicz 3. Aneta Marciak i Kacper Hemperek; Pełny Kort dziewczęta- 1. Aneta Kusiak 2. Oliwia Bogdanowicz 3. Martyna Wisłocka; Pełny Kort chłopcy- 1. Konrad Kopczak 2. Patryk Florencki 3. Jakub Chmielewski 4. Wojtek Ufnowski. ***Najlepsi w tenisowym turnieju przedszkolaków; dziewczynki- 1. Martyna Borek i Julia Woźniak 2. Oliwia Banach i Juli-

go, młodego lekkoatlety, gdyż być może kariera stoi przed nim otworem. Idąc za tytułem naszej opowieści, Jakub od zawsze uczestniczył w obozach i zawodach lekkoatletycznych, gdyż rodzice byli lekkoatletami, obecnie są szkoleniowcami i Kuba siłą rzeczy musiał uczestniczyć w życiu sportowym rodziny. Lekkoatletkami były też starsze siostry. Już jako 3-letni chło-

ta Wiśniewska 3. Ada Maciukiewicz i Patrycja Balińska; chłopcy- 1. Maciek Zakrzewski i Dawid Kaczmarek 2. Maciek Kołodziejczak i Filip Sawicki 3. Kacper Krysik i Tymon Krawiec. ***Szczecinecki snookerzysta Bartłomiej Zacniewski wywalczył brązowy medal podczas Mistrzostw Polski do lat 21, jakie rozegrane zostały we Wrocławiu. W walce o finał Zacniewski przegrał z późniejszym mi-

SPORT NA WEEKEND SOBOTA 3 lipca: 8.00 III Ogólnopolskie Spinningowe Zawody Wędkarskie „Szczecinecki Jesiotr” – Plaża Wojskowa NIEDZIELA – PIĄTEK 4-9 lipca Mistrzostwa Polski Seniorek i Seniorów w Tenisie Ziemnym. Uroczyste otwarcie 4 lipca o godz. 20.00. Początek gier eliminacyjnych 4 lipca od godz. 9.00. Gry turnieju głównego od 5 lipca od godz. godz. 9.00. (zp)

Skazany na lekkoatletykę Jakub Juniewicz młody szczecinecki lekkoatleta, specjalista biegu na 110 m ppł uzyskał podczas Mistrzostw Polski LZS w Zamościu rewelacyjny rekord życiowy 13,95 s. Wynik Kuby można by uznać w kategorii niespodziewanych, gdyby nie to, że on systematycznie poprawia ostatnio swoje najlepsze osiągnięcia. Myślę, że warto co nieco przybliżyć sylwetkę tego ambitne-

Mateusz Metkowski, kajakarz szczecineckiego Darzboru zdobył dwa brązowe medale na dystansach 200 m i 500 m podczas dorocznych regat Kieler Woche w Kilonii. Na zdjęciu z trenerem Jerzym Krotkiewiczem.

piec wystartował z rodzicami, w swoim pierwszym biegu w życiu. Było to w tradycyjnym Biegu Osińskiego. O tym, jak dobrze pobiegł, świadczy ocena obecnego na tym biegu, nieżyjącego już naszego znakomitego kulomiota Władysława Komara, który dzień po wizycie w Szczecinku, w telewizyjnym programie „Kawa czy herbata” opowiadał o szczecineckiej imprezie i o bie-

gnącym Kubie, przepowiadając mu karierę lekkoatlety. Mając 7 lat, Jakub zaczął przychodzić na zajęcia ogólnorozwojowe. Prawdziwy trening rozpoczął jednak dopiero w wieku 11 lat. Na pierwsze samodzielne obozy pojechał do Szklarskiej Poręby i Międzyzdrojów, gdzie trenował pod okiem Edwarda Jacewicza z Bałtyku Koszalin i Piotra Kozery z MKS Płońsk. Motywacją do dalszej pracy był dla Kuby wynik w skoku w dal, dający mu miejsce w pierwszej dziesiątce w swojej kategorii wiekowej w historii polskiej lekkoatletyki. Niestety problemy zdrowotne spowodowały, że Jakub musiał na jakiś czas zaprzestać treningu skoczka. Będąc w drugiej klasie gimnazjum, Jakub wraz z rodzicami podejmuje decyzję wyjazdu ze Szczecinka i rozpoczyna naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego we Wrocławiu. Z czasem przenosi się do Gdańska, gdzie powraca do treningu skoczka w dal. Liczne wyjazdy na obozy i systematyczny trening procentowały wzrostem wyników. W czerwcu ubiegłego roku Jakub dał się przekonać do treningu płotkarskiego. Jego efekty przyszły szybciej niż się należało spodziewać. Bardzo dobry jego występ podczas Igrzysk

strzem Grzegorzem Biernadskim z Warszawy. ***W szachowym turnieju z okazji 700-lecia Szczecinka triumfował Adam Spurek z Parsowa, przed Zbigniewem Mielczarskim z Darłowa i Maciejem Kiełbratowskim z Koszalina. W kategorii szkół podstawowych wygrał Szymon Czeszczewik( SP-1 Sz-ek), a wśród pań najlepsza była Katarzyna Kur(I LO Sz-ek). ***Młodzicy młodsi Akademii Piłkarskiej(trener Rafał Glanc) zostali wicemistrzami KOZPN. W finałowym turnieju z udziałem 4 drużyn, byli gorsi tylko od Bałtyku Koszalin, a wyprzedzili Pioniera 95 Borne Sulinowo i Lecha Czaplinek. Najlepszym zawodnikiem turnieju uznany został Karol Jabłoński z Akademii. (zp)

Krajów Nadbałtyckich, dał mu szanse występu w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Krakowie, gdzie ledwie dwie setne sekundy zabrakło Kubie do startu w finale. Jego czas to 14,91 s. Sezon zakończył jednak bardzo dobrym wynikiem 14,72 s. Wywalczył prawo startu w Halowych Mistrzostwach Polski, ale tam zmogła go kontuzja stawu skokowego. Nie załamało go to jednak i ze zdwojoną energią przygotowywał się zimą do startów wiosenno-letnich. Pierwsze starty już w sezonie letnim przyniosły mu rekord życiowy na 100 m 11,27 s. Później przyszedł ten wspomniany wcześniej znakomity rekord życiowy na 110 m ppł 13,95 s. Dla porównania podajmy, że rekord Polski seniorów wynosi 13,27 s. Wynik Kuby na 110 m ppł plasuje go aktualnie w pierwszej dziesiątce na świecie w tej kategorii wiekowej, a w historii polskiej lekkoatletyki jest to piąty wynik. Miejmy nadzieję, że talent Jakuba będzie się rozwijał i jeszcze nie raz usłyszymy o dobrych wynikach w jego wykonaniu. Dziś jest to dopiero początek długiej drogi, jaką ma do pokonania ten 17-letni szczecinecki lekkoatleta, aby osiągać znaczące sukcesy. (zp)



Temat Szczecinecki nr 522 22 lipca 2010