Page 1

X,Y,Z – generacje trzech zmiennych i wielu niewiadomych

Internet na alternatywnych ścieżkach

NUMER 3 (34) MARZEC 2014

NAUKA / TECHNOLOGIE / GOSPODARKA / CZŁOWIEK

Ile Polski w sprzęcie polskim?


Spis treści: 4 NA CZASIE 6 8 KREATYWNI NA CZASIE 10 NA CZASIE 12 KREATYWNI 15 NA CZASIE 19 KREATYWNI 22 TECHNOLOGIE 25 NA OKŁADCE 30 TRENDY 38 PREZENTACJE 47 NA CZASIE 48 OPINIE 50 EDYTORIAL

Dobre, bo polskie? WOŚP: Milion złotych na sprzęt dzięki stronie internetowej Innowacja techniczna roku

Wydawca:

Fundacja dla Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie

Jerzy KICKI

Prezes Fundacji dla AGH

Artur DYCZKO

Dyrektor działu wydawniczo-kongresowego Fundacji dla AGH Dyrektor Zarządzający Projektu Teberia

Jacek SROKOWSKI Redaktor naczelny jsrokowski@teberia.pl

„Warszawa” w nowej osłonie Polskie instrumenty w sondzie Juice Imagine Cup 2014 Z drukarką 3D na giełdę RAYAV, czyli dźwięk realny i pełny Szybciej znaczy lepiej, czyli ruter nowej generacji Ile Polski w sprzęcie polskim? X, Y, Z - generacje trzech zmiennych i wielu niewiadomych KGHM inwestuje w odnawialną energię Inteligentne kopalnie - kierunek wskazany, mocno zaniedbany Węgiel wcale nie jest brudny

Biuro reklamy: reklama@teberia.pl

Studio graficzne:

Tomasz CHAMIGA

tchamiga@teberia.pl

Adres redakcji:

Fundacja dla Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie, pawilon C1 p. 322 A Al. Mickiewicza 30, 30-059 Kraków tel. (012) 617 - 46 - 04, fax. (012) 617 - 46 - 05 e-mail: redakcja@teberia.pl, www.teberia.pl f-agh@agh.edu.pl, www.fundacja.agh.edu.pl NIP: 677-228-96-47, REGON: 120471040, KRS: 0000280790

Konto Fundacji:

Bank PEKAO SA, ul. Kazimierza Wielkiego 75, 30-474 Kraków, nr rachunku: 02 1240 4575 1111 0000 5461 5391 SWIFT: PKO PPLPWIBAN; PL 02 1240 4575 1111 0000 5461 5391 Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń. © Copyright Fundacja dla AGH Wszelkie prawa zastrzeżone.Żaden fragment niniejszego wydania nie może być wykorzystywany w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.


EDYTORIAL

Dobre, bo polskie?

F

rancuska firma za granicą ma zwykle rachunek we francuskim banku, jeździ francuskimi samochodami, korzysta z usług telekomunikacyjnych firm francuskich. W wielu krajach obserwujemy rozwój tzw. etnocentryzmu konsumenckiego. Klienci kupują głównie te krajowej produkcji. Dzieje się tak dzięki tradycji wspierania własnej kultury i akcjom marketingowym. Polacy także coraz bardziej przywiązują się do rodzimych marek, tyle, że wybieramy zwykle produkty spożywcze, kosmetyki lub meble z własnego podwórka. Wciąż trudno jest ścierać się naszym producentom z globalnymi korporacjami, zwłaszcza jeśli dotyczy to branży elektronicznej. Nad pojęciem „polska marka” unosi się znak zapytania, a jak już zawężymy obszar naszych rozważań do takich urządzeń jak smartfony czy tablety to nierzadko możemy narazić się na uśmiech politowania: a chodzi o komórkę z Biedronki – spotkamy się z pytającą odpowiedzią.

Tym bardziej że owa „polskość” to często jedynie logo należące do polskiej firmy. Kupując bowiem polski smartfon, zazwyczaj kupujemy chiński wyrób. Jednak paradoks polega na tym, że światowi giganci tacy jak Samsung, Apple, Sony, LG także produkują swoje urządzenia w Chinach. Tyle, że nikt tym produktom nie przypisuje przymiotnika „chiński”, bowiem produkcja smartfonu czy tabletu to też projekt, wzornictwo, oprogramowanie, rozwój technologii, które odbywa się w kraju pochodzenia. A ile w polskich smartfonach polskiej myśli inżynierskiej? Póki co, niewiele i w tym leży problem. Pocieszające jest to, że coraz więcej polskich producentów urządzeń mobilnych powoli zdaje sobie z tego sprawę. Więcej na temat pisze Piotr Pawlik w artykule „Ile Polski w sprzęcie polskim” do lektury którego zapraszam, jak i do pozostałych równie interesujących publikacji.

Teberia 3/2014

Jacek Srokowski

4


Teberia 3/2014

5


NA CZASIE

WOŚP: Milion złotych na sprzęt dzięki stronie internetowej!

W

ielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nieustannie się rozwija i co roku wykorzystuje nowe możliwości i sposoby zbierania funduszy. Nie ogranicza się do kwest ulicznych, ale prężnie działa też w Internecie. Wyniki widać jak na dłoni: w tym roku wzrost wpłat za pośrednictwem strony internetowej Orkiestry był czterokrotny. Tegoroczny wynik osiągnięty poprzez stronę Orkiestry wzrósł aż o 420% w stosunku do roku poprzedniego. Oznacza to, że Polacy coraz chętniej korzystają z elektronicznych możliwości niesienia pomocy, ale pokazuje również, że Fundacja wychodzi naprzeciw rozwiązaniom, które daje sieć.

Tak duży wzrost wpłat udało się osiągnąć dzięki współpracy z polską firmą UsabilityTools.com (platformą służącą do badania użyteczności stron internetowych). Dzięki wynikom testów przeprowadzonych przez narzędzia wchodzące w skład UsabilityTools.com udało się nanieść zmiany na stronie internetowej.

Teberia 3/2014

6


NA CZASIE W ramach badań strony Orkiestry poproszono użytkowników o znalezienie podstrony umożliwiającej wpłacanie pieniędzy. Okazało się, że tylko 44% z nich było w stanie to zrobić. To pokazało, że użytkownicy mimo szczerych chęci i możliwości dodatkowego wsparcia szczytnego celu przy okazji odwiedzin strony nie byli w stanie tego zrobić. Jest to o tyle ciekawe, że wcześniejsze, klasyczne ankiety udowadniały, że ponad 80% użytkowników strony WOŚP (a było ich ponad 20 tys.) uznaje ją za w pełni czytelną i przejrzystą. – Ludzie po prostu tak bardzo lubią Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i szanują jej dokonania, że zwyczajnie nie potrafią powiedzieć o niej nic złego, nawet jeśli chodzi o stronę internetową. Wiedząc o tym, chcieliśmy przyczynić się do lepszych efektów i możliwości, które daje sieć. Wprowadzono zmiany przekładające się na czterokrotne zwiększenie wpłat. Ten efekt jest dla nas ogromnym powodem do dumy, tym bardziej, że całym sercem wspieramy ideę Fundacji stworzonej przez Jurka Owsiaka – komentuje Bartosz Mozyrko z UsabilityTools.

Czuliśmy, że ich liczba mogłaby być większa, ale nie chcieliśmy narzucać się prośbami o wsparcie. Dzięki pomocy UsabilityTools i wprowadzonym zmianom udało nam się znaleźć złoty środek - osoby, które chciały nas wesprzeć miały łatwiejszy dostęp do wpłat online, ale jednocześnie informacje te, naszym zdaniem, nie były nachalne i udało się je utrzymać w duchu naszej komunikacji. To jest dla nas największy sukces!– podsumowuje Anna Orzech, specjalistka WOŚP do spraw komunikacji w internecie.

jm

Dzięki zastosowanym narzędziom udało się usprawnić stronę, a to przełożyło się na konkretne efekty i działania na rzecz chorych dzieci – prawie milion złotych wsparcia pochodzi tylko ze strony WOŚP. Technologię udało się wykorzystać w naprawdę szczytnym celu. – Działania fundraisingowe na naszej stronie dotyczą raczej informowania niż zachęcania do wpłat i z tego założenia wyszliśmy przy jej tworzeniu. Teberia 3/2014

7


KREATYWNI

Innowacja techniczna roku jest lekka, elektryczna i politechniczna Lekki motocykl elektryczny z Politechniki Wrocławskiej został wybrany Soczewką Focusa 2013 w kategorii innowacja techniczna. Dzieło studentów Koła Naukowego Pojazdów i Robotów Mobilnych otrzymało zdecydowanie najwięcej głosów spośród pięciu nominowanych projektów. - Nie spodziewaliśmy się zwycięstwa, chociaż mobilizacja w naszym zespole była duża - przyznaje Radosław Cza-

hajda, lider zespołu. - Stwierdziliśmy, że skoro nas nominowano do nagrody, to warto poświęcić swój czas, mocno promować nasz wynalazek i powalczyć o sukces. I to się opłaciło. Przypomnijmy, że w lipcu 2013 roku motocykl zdobył trzecie miejsce na międzynarodowych zawodach Smart Moto Challenge w Barcelonie. Niestety, tuż po ceremonii wręczenia nagród został skradziony. >>>

Teberia 3/2014

8


KREATYWNI Od początku roku trwają prace nad nową, ulepszoną wersją wynalazku. Prototyp ma być gotowy pod koniec kwietnia. Pojazd ma być: lekki (ważyć tylko 47 kg), zwinny i bardzo tani w eksploatacji - po naładowaniu baterii powinien przejechać 70 km, co użytkownika powinno kosztować mniej niż złotówkę. Studenci z Wrocławia zamierzają zbudować motocykl elektryczny z silnikiem umieszczonym w piaście koła. Dodatkowo planują zrobić aplikację mobilną usprawniającą poruszanie się motocyklem po obszarach zurbanizowanych. Kolejne zawody Smart Moto Challenge odbędą się w  Barcelonie w dniach 3-6 lipca. - Teraz zbieramy ekipę na drugą edycję zawodów Barcelona Smart Moto Challenge - mówi Zbigniew Żelazny. - Czekamy na studentów różnych kierunków, bo nasz projekt jest bardzo złożony. Z jednej strony kwestie techniczne, jak zaprojektowanie i wykonanie całej konstrukcji, a z drugiej np. analiza rynku, biznes plan czy opracowanie strategii marketingowej. Prezes koła naukowego przyznaje, że większość zespołu się wykruszyła, bo studenci pokończyli już studia albo wyjechali studiować za granicę. – Szczególnie zależy nam na studentach z pierwszych lat, którzy będą mogli związać się z projektem na dłużej – dodaje Żelazny.

jm

Teberia 3/2014

9


NA CZASIE

„Warszawa” w nowej odsłonie

M

odel nowej Warszawy zaprezentowano podczas trwającego Poznań Motor Show 2014. Zainteresowanie zwiedzających największe targi motoryzacyjne w kraju projektem było ogromne.

Nowe wcielenie pierwszego samochodu osobowego produkowanego w powojennej Polsce na licencji radzieckiej Pobiedy, to projekt designera Michała Koziołka. Mieszkający we Wrocławiu rysownik i konstruktor stworzył już jedno własne auto – reaktywację Syreny. Nowe wcielenie Warszawy ma być luksusową limuzyną. Nadwozie Warszawy zaprezentowano na stoisku firmy Lexani. Pomysł stworzenia następcy samochodu Warszawa ma na celu, według jego twórcy, nie tylko

wskrzeszenie legendy, ale również zaprezentowanie tego, jak mogłaby wyglądać Warszawa XXI wieku. Projekt jest zaawansowany. Bierze w nim obecnie udział kilka firm motoryzacyjnych. Udało się zgromadzić środki na zakup podwozia, silnika i innych części konstrukcyjnych samochodu. Płyta podłogowa została zaczerpnięta z BMW M5, jednak Polacy mocno ją zmodyfikowali. Sercem samochodu w stylu retro ma być 6-litrowy silnik V10 o mocy 607 KM.

Teberia 3/2014

10


NA CZASIE

Efekty jego pracy, za pośrednictwem 7-stopniowej, półautomatycznej skrzyni biegów, będą przekazywane na tylną oś. Warszawa ma rozwijać prędkość maksymalną na poziomie 330 km/h. Autorzy projektu obiecują wiele, gdyż zapewniają, że Nowa Warszawa będzie wyglądem, wyposażeniem i wykonaniem przewyższać znane luksusowe marki. Jakość ma zapewnić ręcznie wykonanie karoserii i wnętrza, a także materiały najwyższej klasy.

Pokażmy, że my Polacy jesteśmy w stanie znów razem tworzyć wielkie rzeczy. Wskrzesimy Polską motoryzacje, chociaż w tym małym stopniu”. Twórcy zapowiadają, że prototypowy egzemplarz ma zostać publicznie przedstawiony ma przełomie maja i czerwca 2014 roku na zamku w Kliczkowie. szerzej na temat projektu pisaliśmy w Teberii nr 21 tutaj

Jak deklaruje Michał Koziołek: „Cel nie jest prosty, przed nami jeszcze wiele, godzin, dni i miesięcy ciężkiej pracy. Jednak wierzymy, że razem uda się nam.

Teberia 3/2014

11


NA CZASIE

Polskie instrumenty w sondzie Juice

P

olscy naukowcy opracowali dwa z 11 instrumentów naukowych sondy JUICE, która ma zbadać Jowisza i jego największe księżyce. Start sondy zaplanowano na 2022 r., a przylot do Jowisza na 2030 r. JUICE(z ang. JUpiter ICy moons Explorer mission) jest pierwszą dużą misją realizowaną w ramach programu Cosmic Vision 2015-2025 Europejskiej Agencji

Kosmicznej (ESA). 11 instrumentów tej misji opracowują zespoły naukowe z 16 krajów europejskich: Polski, Austrii, Belgii, Czech, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Niemiec, Szwajcarii, Szwecji, Węgier, Wielkiej Brytanii, Włoszech oraz ze Stanów Zjednoczonych i Japonii. Prace nad nimi są finansowane z oddzielnych funduszy każdego z tych państw.

Teberia 3/2014

12


NA CZASIE Jak poinformowało w komunikacie Ministerstwo Gospodarki, listę instrumentów, które znajdą się na sondzie zatwierdził Komitet Programu Naukowego ESA. Będą tam między innymi kamery, spektrometry, wysokościomierz i radar do badań pokrywy lodowej, magnetometr oraz mierniki plazmy i cząstek elementarnych. Z misją JUICE polecą także polskie przyrządy, które powstają z udziałem Centrum Badań Kosmicznych PAN. Zestaw przyrządów plazmowych RPWI posłuży do przeprowadzania eksperymentu radiowego. – Dzięki nim dowiemy się w jaki sposób silne, pochodzące z Jowisza pola elektryczne i magnetyczne oddziałują na największe księżyce tej planety - Ganimedesa i Europę – wyjaśnia dyrektor CBK PAN prof. Marek Banaszkiewicz. Naukowiec dodaje, że tworzona w Polsce część RPWI będzie mierzyła widmo fal elektromagnetycznych w dużym zakresie częstotliwości od bardzo niskich (20 Hz) do bardzo wysokich (45 MHz). Drugi przyrząd, który powstaje z polskim udziałem, to SWI - instrument do obserwacji fal submilimetrowych generowanych przez wzbudzone molekuły w atmosferze Jowisza. Za jego pomocą można też obserwować emisję promieniowania z powierzchni i atmosfer Ganimedesa, Europy i Kallisto (kolejnego księżyca planety Jowisz). – Za pomocą tych narzędzi będziemy mogli zbadać procesy fizyczne i chemiczne zachodzące w środkowej atmosferze Jowisza oraz ocenić grubość i scharak-

teryzować pokrywy lodowe jego księżyców – tłumaczy dyrektor CBK PAN. Dyrektor ESA ds. nauki i bezzałogowej eksploracji Alvaro Giménez Cańete „wybór instrumentów JUICE jest kluczowym krokiem dla tej flagowej misji ESA do zewnętrznych krańców Układu Słonecznego”. – Jest ona niebywałą okazją do pokazania europejskich możliwości technologicznych i kompetencji naukowych – mówi Cańete. Przez co najmniej 3 lata sonda będzie prowadziła szczegółowe obserwacje Jowisza i trzech jego największych księżyców. Mogą one skrywać pod swoją lodową powierzchnią rozległe wodne oceany. JUICE ma wykonać mapy ich powierzchni, sondować wnętrze i ocenić możliwości podtrzymania życia przez te wody. Celem JUICE będzie obserwacja atmosfery oraz magnetosfery Jowisza i poznawanie oddziaływań między księżycami a gazowym gigantem. Sonda wykona też kilkanaście przelotów koło Kallisto. W końcu trafi na orbitę Ganimedesa największego księżyca w Układzie Słonecznym i jedynego, który ma własne pole magnetyczne. Będzie badała jego powierzchnię i wnętrze, w tym hipotetyczne podpowierzchniowe oceany. Jak przekonuje naukowiec z zespołu sondy JUICE Dmitrij Titov Jowisz i jego księżyce tworzą swoisty mini układ słoneczny. – Te obserwacje są szansą dla europejskich naukowców i naszych międzynarodowych partnerów na poszerzenie wiedzy o możliwościach zamieszkania światów wokół innych gwiazd – ocenia badacz. >>>

Teberia 3/2014

13


NA CZASIE

Lista instrumentów: JANUS: Jovis, Amorum ac Natorum Undique Scrutator, camera system - kamera

PEP: Particle Environment Package – zestaw detektorów cząstek elementarnych

MAJIS: Moons and Jupiter Imaging Spectrometer – spektrometr obrazujący

RPWI: Radio & Plasma Wave Investigation – eksperyment plazmy i fal radiowych – powstajez udziałem Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk

UVS: UV Imaging Spectrograph – spektrograf obrazujący UV SWI: Sub-millimetre Wave Instrument – eksperyment fal submilimetrowych - powstajez udziałem Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk GALA: Ganymede Laser Altimeter – wysokościomierz laserowy RIME: Radar for Icy Moons Exploration – radar do badań podpowierzchniowych J-MAG: Magnetometer for JUICE – magnetometr

3GM: Gravity & Geophysics of Jupiter and Galilean Moons PRIDE: Planetary Radio Interferometer & Doppler Experiment – eksperyment wykorzystuje VLBI – Very Large Base Interferometry – do badań radiowych. Nie posiada własnego sprzętu na pokładzie sondy. źródło: PAP - Nauka w Polsce / www. naukawpolsce.pap.pl

Teberia 3/2014

14


KREATYWNI

Imagine Cup 2014

Znamy 15 najlepszych polskich projektów W tegorocznej edycji Imagine Cup, największego na świecie konkursu technologicznego dla studentów z zakresu tworzenia oprogramowania, projekty można było zgłaszać w trzech kategoriach: Games, Innovation, World Citizenship. Do finałów krajowych zakwalifikowało się po pięć zespołów projektowych w każdej z kategorii.

Teberia 3/2014

15


KREATYWNI W kategorii WORLD CITIZENSHIP w finałowej piątce znalazły się zespoły:

LOK-I, Rzeszowska, 1 Politechnika projekt Smart Eye

Smart Eye to aplikacja mobilna, która wykorzystując sieć WiFi oraz sygnały z niedrogich nadajników Bluetooth,umieszczonych w kluczowych punktach wokół obiektów użyteczności publicznej, takich jak np. muzea lub biblioteki, pomaga osobom niewidomym w nawigacji we wspomnianych pomieszczeniach.

Power of Vision, 2 Politechnika Rzeszowska, projekt Face Controller

Face Controller to rozwiązanie wykorzystujące Kinect for Windows zostało stworzone z myślą o osobach niepełnosprawnych. Z pomocą aplikacji, użytkownik może kontrolować system przy użyciu ruchów głowy i mimiki twarzy. Dodatkowo aplikacja rozpoznaje mowę, dzięki czemu możliwe jest dyktowanie pojedynczych słów, wyrazów lub całych zdań.

CyberMeds,Wojskowej Akademii Technicznej 3 z Warszawy, projekt PATRON

PATRON jest to aplikacja mobilna, która wykorzystuje nowoczesne czujniki oraz procesy eksploracji danych. System został zaprojektowany w celu zdalnego monitorowania stanu pacjentów cierpiących na chorobę Parkinsona i skutecznego dawkowania leków.

DreamsProviders, Uniwersytet Adama 4 Mickiewicza, projekt Third Ear

Third Ear jest to urządzenie mające na celu pomoc osobom niewidomym. Urządzenie emituje fale ultradźwiękowe, które odbijają się od otoczenia i są interpretowane jako kierunki i odległości od przeszkód.

Educ8ors, 5 Uniwersytet Warszawski, projekt Ekzameno

.

Ekzameno jest to system, który pozwala tworzyć, administrować i oceniać testy. Co więcej, w trakcie rozwiązywania testu uczniowie mogą prowadzić interakcje z nauczycielem w czasie rzeczywistym. W kategorii GAMES w finałowej piątce znalazły się zespoły:

Mobi Games, WSIiZ w Rzeszowie 1 i Politechnika Rzeszowska, projekt Cloud Rider.

Cloud Rider jest to gra stworzona w technologii Unity 3D przeznaczona na platformę Windows i Windows Phone, w której gracz wciela się w pilota statku podróżującego po steampunkowym świecie. Celem gry jest pokonywanie jak największych odległości, które można uzyskać poprzez zakupy ulepszeń, nowych statków oraz omijanie barier i napotkanych wrogów.

Teberia 3/2014

16


KREATYWNI

2

Hothead Ballon, WSIiZ w Rzeszowie oraz Uniwersytet Warmińsko- Mazurski w Olsztynie, projekt Lore

Lore jest grą przeznaczoną na platformy Windows, Windows Phone i Android. Gra umiejscowiona jest w małym, papierowym królestwie, w którym gracz przejmuje kontrolę nad elementami scenografii, dzięki czemu może usuwać przeszkody lub rozwiązywać zagadki.

The Spawners, Politechnika Rzeszowska, 3 projekt MyCreature

My Creature jest to gra stworzona na telefony z systemem Windows Phone 8. MyCreature łączy temat genetyki, edukacji i rozrywki w formie zabawki tamagotchi. Użytkownik otrzymuje zestaw elementów, a jego zadaniem jest połączyć je w celu skonstruowania istoty. W późniejszych etapach istota przechodzi przez różne etapy rozwoju, którymi użytkownik musi się zająć.

YOU NEVER DEBUG ONCE, 4 Politechnika Białostocka, projekt Quest Craft.

Quest Craft jest grą na urządzenia mobilne łączącą w sobie elementy świata rzeczywistego i wirtualnego – użytkownik wykonuje zadania z różnych dziedzin w swojej okolicy, dzięki czemu zbiera punkty i poznaje nowe osoby.

Unhandled Exceptions, Wyższa Szkoła Nauk 5 Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu, projekt Nano T.

Nano T jest to gra przeznaczona na platformę Windows, użytkownik wciela się w nano robota, który poszukuje lekarstwa na nieznaną chorobę i podróżuje po ciele „pacjenta zero”. >>>

Teberia 3/2014

17


KREATYWNI W kategorii INNOVATION w finałowej piątce znalazły się zespoły:

Knoocker, Uniwersytet im. Adama 1 Mickiewicza w Poznaniu

Projekt KnoockerKnoocker pozwala na wykorzystywanie piłeczki do ping-ponga jako kontrolera, a dowolnej płaskiej powierzchni (np. ściany) jako interaktywnego pola do gry. Po pierwszych testach gra może się już pochwalić gronem fanów. Technologia opracowana została we współpracy z systemem Windows.

2

LevelUP, Polsko-Japońskia WyższaSzkoła Technik Komputerowych z Warszawy, projekt TapBooks

TapBooks to platforma dla książek, zawierająca treści multimedialne tworzone dla sektora edukacji. Platforma – na której książki tworzone są przez użytkowników i dla użytkowników – zawiera trzy elementy: tzw. WebPlatform, czyli część, na której gromadzone są wszystkie kontakty użytkownika i treści, Book Builder – aplikację na Windows 8 do tworzenia książek oraz Book Reader – aplikację do czytania.

Lumi-Systems, Politechnika Gdańska, 3 projekt Storyteller

Storyteller jest to system, który pozwala każdemu na tworzenie, udostępnianie i czytanie w pełni interaktywnych opowieści. Dzięki temu każdy wybór dokonany przez czytelnika zmienia sposób, w jaki rozwija się historia i w jaki sposób się zakończy.

Science Sergeants, Wojskowa Akademia 4 Techniczna z Warszawy, projekt T.E.S.L.A.

T.E.S.L.A– smartfon i aplikacja o  tej samej nazwie, opracowane do czytania i rozpoznawania języka migowego. Sensory zawarte w smartfonie „uczą się”, zapamiętują i przekazują do urządzenia komunikaty, które poprzez odpowiednie algorytmy są przekazywane użytkownikowi w postaci wiadomości głosowej.

We Code For Food, Politechnika Białostocka, 5 projekt Phobos

Phobosjest to system, który wykorzystując najnowsze technologie wirtualnej rzeczywistości i Microsoft Kinect potrafi rozpoznać i leczyć przyczyny fobii u pacjentów (m.in. poprzez symulacje przygotowane przez specjalnie przeszkolonych psychoterapeutów). Rozgrywki finałowe odbędą się w dniach 9 – 10 kwietnia 2014. Pierwszego dnia komisja sędziowska wyłoni 3 najlepsze zespoły w każdej kategorii. Drugiego dnia, w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego 9 drużyn, po 3 w  każdej kategorii, zaprezentuje swoje projekty szerokiej publiczności. VIP Jury wyłoni zwycięzców w każdej kategorii oraz trzy drużyny narodowe, które będą brały udział w półfinałach światowych on-line w maju 2014 a ich wyniki poznamy w czerwcu 2014. Finały światowe zaplanowane są na lipiec 2014 w Seattle, USA.

Teberia 3/2014

18


NA CZASIE

Z drukarką 3D na giełdę

P

o sukcesie na targach CeBIT 2014 w Hanowerze spółka ZMorph postanowiła pójść za ciosem. Polski producent drukarek i oprogramowania 3D ogłosił plany publicznej emisji akcji. Środki z emisji pozwolą zwiększyć możliwości produkcyjne oraz wdrożyć do produkcji opracowane już prototypy drukarki wielkoformatowej i oprogramowania do wytwarzania obiektów w autorskiej technologii Voxelizer 3D.

Teberia 3/2014

19


NA CZASIE

- Jesteśmy skupieni na rynku globalnym i tam upatrujemy swojej szansy, stąd też pomysł na wejście na AIM (AIM to londyński odpowiednik naszego NewConnect, czyli giełdowy parkiet alternatywny - red.). Planujemy go na połowę 2014 r. lub początek 2015 r. - mówi prezes ZMorph Przemek Jaworski. ZMorph to polska drukarka 3D, która dzięki wymiennym końcówkom jako jedyna na świecie umożliwia drukowanie nie tylko plastikiem, ale również ceramiką, gumą czy czekoladą i ciastem. Firma ZMorph powstała jako kontynuacja i rozwinięcie pasji wrocławskiego designera Przemka Jaworskiego (absolwent Politechniki Wrocławskiej) związanej z projektowaniem trójwymiarowych modeli cyfrowych i ich użyciem w kontekście architektury oraz designu.

Pierwszą drukarkę 3D Przemek Jaworski zbudował w 2011 roku i od tamtej pory regularnie udoskonala swoje urządzenie. Efektem prac jest ZMorph - przyjazna użytkownikowi, łatwa w instalacji i prosta w użyciu drukarka 3D umożliwiająca wytwarzanie trójwymiarowych, fizycznych obiektów na podstawie komputerowego modelu. ZMorph jest urządzeniem sprawdzonym - z jego wykorzystaniem firma ZMorph już od ponad roku świadczy usługi druku 3D, w ramach których wytwarza między innymi części do maszyn przemysłowych, części mechaniczne, obudowy do urządzeń elektronicznych, modele architektoniczne, biżuterię, prototypy manekinów oraz figurki ludzi stworzone za pomocą skanowania 3D. W 2012 roku urządzenia ZMorph wydrukowały w pracowni Jawor Design

Teberia 3/2014

20


NA CZASIE

Studio największy w Polsce wydruk 3D, znajdujący się obecnie w siedzibie firmy Platige Image w Warszawie, pełniący funkcję interaktywnej rzeźby. Był on drukowany ponad 3 miesiące na 5 drukarkach, składa się z 800 unikatowych elementów, które w sumie tworzą obiekt o wymiarach 3x6 metrów. Jednak najważniejszym aspektem działalności firmy jest produkcja i sprzedaż samych drukarek 3D oraz dedykowanego zestawu narzędzi do fabrykacji. Obecność firmy na hanowerskich targach CeBIT zaowocowała umowami na dystrybucje ZMorpha na rynku niemieckim, francuskim, brytyjskim, włoskim, holenderskim, belgijskim, luksemburskim, fińskim a także na bliskim wschodzie. - To urządzenie w najwyższym stopniu innowacyjne, ale już sprawdzone. Tym samym jego potencjał komercyjny oceniamy jako bardzo wysoki - mówi Piotr

Wąsowski, prezes funduszu Arkley Seed Fund. Złożony z doświadczonych profesjonalistów fundusz stał się udziałowcem firmy Przemysława Jaworskiego we październiku 2013 roku. Firma ZMorph stawia sobie za cel aby personalny fabrykator jako maszyna wielofunkcyjna była dostępna dla każdego oraz przyczyniła się w znaczący sposób do zmiany wytwarzania i konsumowania dóbr w skali globalnej.

Teberia 3/2014

jm

21


KREATYWNI

RAYAV,

czyli dźwięk realny i pełny Fabuła, grafika, grywalność - to cechy gier komputerowych, które w największej mierze decydują o ich powodzeniu. Dźwięk, choć pełni w kreowaniu wirtualnego świata równie ważną rolę, był dotychczas traktowany raczej drugorzędnie.

N

aukowcy z Akademii GórniczoHutniczej z Wydziału Informatyki, Elektroniki i Telekomunikacji chcą to zmienić. Pracują nad tym, aby to, co usłyszy gracz, było jak najwierniejszym odwzorowaniem rzeczywistości. Obecnie w grach dźwięk bardzo często jest płaski, przykładowo, zmiana pogłosu przy przechodzeniu pomiędzy różnymi pomieszczeniami nie jest odwzorowana naturalnie. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej – słyszymy nie tylko bezpośredni dźwięk, ale również jego odbicia od ścian, podłoża czy sufitu, dzięki czemu poruszając się po pomieszczeniu słyszymy zmianę akustyki danej przestrzeni w sposób płynny. Dzięki uczonym z AGH dźwięk w grach komputerowych będzie realny i pełny. Stanie się jednym z elementów wirtualnej przygody. Projekt badawczy RAYAV (Raytracer Audio i Video) realizowany jest przez konsorcjum Akademii Górniczo-Hutniczej i firmy Teyon w programie IN-

NOTECH Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Teyon zajmuje się częścią graficzną, a  naukowcy z Zespołu Przetwarzania Sygnałów Katedry Elektroniki AGH częścią akustyczną tego projektu. Podzieleni na dwa zespoły – grupę akustyczną i geometryczną - naukowcy pracują nad rozwiązaniem, dzięki któremu można będzie bardziej realistycznie oddawać środowisko akustyczne w grze. Chcą stworzyć silnik dźwięku przestrzennego do gier komputerowych, który będzie oparty o nowatorskie metody modelowania akustyki, całkowicie inne niż stosowane dotychczas. To, czym się ten silnik ma wyróżniać, to przede wszystkim modelowanie dźwięku za pomocą metod rozchodzenia się wiązek akustycznych w przestrzeni. Naukowcy chcą zasymulować wszystkie odbicia, jakie zachodzą w przestrzeni wirtualnej, wszystkie zagadnienia związane z transmisją dźwięku przez ściany, drzwi, czy inne przeszkody.

Teberia 3/2014

22


KREATYWNI

Przykład modelowania wiązki dźwięku w pomieszczeniu.

Uwzględniają również uginanie się fali akustycznej na krawędziach, co ma znacząco poprawić realizm rozchodzenia się dźwięku generowanego przez źródła ukryte za przeszkodami. Naukowcy chcą symulować większość zjawisk akustycznych, jakie występują w otaczającym nas świecie. - Pracujemy nad tym, aby dźwięk zmieniał w sposób ciągły wraz ze zmianą pozycji gracza na scenie. Usłyszymy dźwięk dobiegający bezpośrednio od źródła, ale też ten, który dociera w wyniku serii odbić, transmisji i innych zjawisk fizycznych. Dodatkowo, w celu oddania klimatu akustycznego, charakterystycznego dla danego pomieszczenia, modelujemy zagadnienia związane z późnym pogłosem. Ważne jest, aby ten dźwięk pojawiał się, ale i wygasał w sposób naturalny – mówi mgr inż. Ireneusz Gawlik. – Praktycznie rzecz biorąc, tego typu rozwiązania nie istnieją na rynku. Dźwięki są ustawiane przez projektanta gry. Najbardziej zaawansowanym technologicznie rozwiązaniem jest to zastosowane w najnowszej wersji gry Battlefield. Jednakże nawet tam nie jest uwzględniany

wpływ lokalizacji postaci gracza w danym pomieszczeniu i całe konkretne pomieszczenie jest przetwarzane w ten sam sposób. W naszym silniku na dźwięk ma wpływ model przestrzenny pomieszczenia, położenie źródła dźwięku oraz słuchacza. Co więcej wszystko może się zmieniać dynamicznie w trakcie gry, zależnie od decyzji gracza i postaci niezależnych – wyjaśnia kierownik RAYAV dr inż. Bartosz Ziółko. Taki system sprawiłby, że raz nagrany głos mógłby być odtworzony w dowolnym pomieszczeniu w grze i za każdym razem będzie się rozchodził w sposób odpowiedni dla danego otoczenia. Chodzi o to, by zautomatyzować część związanej z dźwiękiem pracy przy produkcji gier komputerowych. Teraz projektant dźwięku musi bardzo wiele efektów modyfikujących dźwięki ustawiać ręcznie na planszy gry i ustalać moment ich uruchomienia. – Nasze rozwiązanie może nie tylko urealnić wirtualny świat i obniżyć koszty produkcji. Może także wnieść całkowicie nową jakość do gier detektywistycznych i opartych na skradaniu.

Teberia 3/2014

23


KREATYWNI

Zespół RAYAV. Od lewej: inż. Krzysztof Gabis, mgr inż. Szymon Pałka, mgr inż. Tomasz Pędzimąż, mgr inż. Bartłomiej Miga, mgr inż. Katarzyna Baruch, inż. Paulina Bugiel, mgr inż. Ireneusz Gawlik, dr inż. Bartosz Ziółko.

Powstają już na AGH dwa pierwsze dema gier korzystających z naszego silnika. Wynikami działania projektu są także, poza firmą Teyon, zainteresowani liderzy polskiego przemysłu gier komputerowych Cd Projekt i Techland, z którymi członkowie zespołu prowadzili już rozmowy na temat możliwości zastosowania RAYAVu w ich przyszłych produkcjach – tłumaczy Bartosz Ziółko. Mimo że RAYAV to projekt badawczy, nasi naukowcy od początku myślą o jego wdrożeniu do produkcji i skomercjalizowaniu. Projektując system starają się przewidzieć, jakie komputery będą dostępne w najbliższym czasie, jaką będą miały moc obliczeniową, aby firmy, które tworzą gry komputerowe, były zainteresowane wykorzystaniem tego produktu przy tworzeniu gier. – Rozumiemy, że rynek gier komputerowych jest bardzo wymagający i oczekuje tylko najlepszej jakości komponentów. Spodziewamy się, że wraz ze wzrostem mocy obliczeniowej sprzętu również takie zagadnienia jak

realistyczne przetwarzanie dźwięku będzie częściej dostrzegane i realizowane w komercyjnych produkcjach – zauważa mgr inż. Tomasz Pędzimąż. Potencjalnym zastosowaniem dla wyników projektu jest również wykorzystanie przy projektowaniu akustycznym budynków. Już teraz dostępne są na rynku narzędzia, w których modeluje się wirtualne sale koncertowe, aby sprawdzić sposób rozchodzenia się w nich dźwięku. Użycie komponentów tworzonych w ramach projektu pozwoli na odbycie wirtualnych spacerów po tak projektowanych pomieszczeniach. Do czerwca 2014 roku, kiedy kończy się projekt, system powinien być gotowy do aplikacji w grach. Już teraz kluczowe elementy tego rozwiązania zostały zgłoszone do ochrony patentowej w USA, Kanadzie i Japonii. Ilona Trębacz / blog naukowy AGH

Teberia 3/2014

24


TECHNOLOGIE

Szybciej znaczy lepiej, czyli ruter nowej generacji

Z Krakowa do Warszawy mamy kilka tras. Co jeśli jedna z nich jest zakorkowana? Wybieramy inną. Podobnej możliwości nie mają jednak dane transmitowane w Internecie – w najbliższej przyszłości może to zmienić wynalazek trzech krakowskich naukowców.

Z

a wynalazkiem stoją Jerzy Domżał i Robert Wójcik z Akademii Górniczo-Hutniczej oraz Zbigniew Duliński z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Projekt jest realizowany na AGH.

Trasowanie i „korki”

Wszystko zaczęło się od pomysłu na to jak usprawnić proces rutingu, czyli trasowania pakietów w obecnych sieciach teleinformatycznych. Dla tych bez informatycznego zacięcia wyjaśniamy, iż trasowanie najogólniej rzecz ujmując to

wyznaczanie trasy i wysłanie nią pakietu danych w sieci komputerowej. Sieci informatyczne oparte są na protokole sieciowym IP, który odpowiada za identyfikowanie urządzeń końcowych oraz przesyłanie informacji pomiędzy nimi. Dzięki adresom używanym w protokole IP rutery wiedzą gdzie przesyłać konkretne informacje. Żeby rutery wiedziały jak traktować poszczególne pakiety, stosuje się odpowiednie protokoły trasowania (tzw. protokoły rutingu).

Teberia 3/2014

25


TECHNOLOGIE To właśnie one zapewniają komunikację pomiędzy ruterami i poprzez odpowiednią wymianę informacji doprowadzają do powstania tzw. tablic rutingu na poszczególnych ruterach. Za pomocą tych tablic, rutery wiedzą gdzie ma być przesłany każdy pakiet. Pomiędzy dwoma dowolnymi punktami w sieci istnieje zwykle wiele możliwych ścieżek – szkopuł w tym, że z reguły cała komunikacja pomiędzy nimi odbywać się będzie z wykorzystaniem tylko jednej trasy, którą dany protokół uzna za optymalną. A co gdy na trasie mamy przeciążenie? Pojawia się „korek”, gdyż nie ma możliwości przesłania części ruchu innymi ścieżkami. Efektem jest pogorszenie jakości obsługi wszystkich transmisji aktualnie obsługiwanych przez przeciążone łącze. Mamy wolniejszy Internet, zaś operatorzy sieci mierzą się z nieefektywnym wykorzystaniem dostępnej infrastruktury sieci komputerowej. Jest też więc drożej.

Kierowanie ruchem

Obecnie funkcjonują już pewne mechanizmy usprawniające ten proces. Jednym z nich jest tzw. równoważenie obciążenia. Polega to na „poinformowaniu” protokołu rutingu, aby w sytuacji gdy istnieją dwie trasy o takim samym koszcie (z punktu widzenia danego protokołu) wybierane były one na zmianę. Może to nieco rozładować ruch na danej trasie, jednak rozwiązanie nadal nie jest idealne. Protokół rutingu nie będzie brał pod uwagę ścieżek o wyższym koszcie, a zatem w sytuacji, gdy wszystkie trasy alternatywne będą przeciążone, nowe i tak nie zostaną użyte. Inną możliwością jest ręczne kierowanie ruchem. Gdy pojawia się przeciążenie administrator sam zarządza siecią i ręcznie definiuje nowe ścieżki. Teberia 3/2014

26


TECHNOLOGIE

Podobnie jednak jak w przypadku policjanta na zatłoczonym skrzyżowaniu, to rozwiązanie także nie należy do najefektywniejszych. Widać więc jasno, że do tej pory nie opracowano techniki, która pozwoliłaby na sprawne wykorzystanie wszystkich zasobów jakie są dostępne w sieci, zanim dojdzie do przeciążeń i związanego z tym pogorszenia jakości obsługi. Dzięki krakowskim naukowcom nareszcie może nastąpić tu przełom.

FAMTAR

Prace nad wynalazkiem trwają od listopada 2012 roku, a zgodnie z harmonogramem projektu – potrwa on jeszcze kolejne półtora roku. Niebawem ma powstać prototyp nowego rutera sieciowego, naukowcy kończą proces zgłoszeń patentowych. Pod koniec roku będzie mogła zacząć się więc kampania informacyjna o FAMTAR na szerszą skalę. Co jednak możemy napisać już teraz? Rozwinięcie nazwy projektu Jerzego Domżała, Roberta Wójcika i Zbignie-

wa Dulińskiego, czyli FAMTAR to Flow-Aware MultiTopology Adaptive Routing. W języku polskim: zorientowany na przepływy adaptacyjny ruting oparty na wielu topologiach. Innowacyjne w podejściu FAMTAR jest to, że każde łącze będzie monitorowane na bieżąco, a gdy nastąpi przeciążenie, alternatywne trasy będą wybierane dynamicznie. Protokół rutingu będzie kojarzył gdzie jest przeciążenie i będzie szukał lepszej trasy. Chodzi więc przede wszystkim o to, żeby zautomatyzować cały proces w zależności od potrzeb. FAMTAR to zatem mechanizm, który będą oferować rutery już obecnie istniejące. W ramach projektu zostanie jednak zbudowany prototyp urządzenia, które zademonstruje działania tego rozwiązania w prawdziwej sieci. Jak mówi Jerzy Domżał, pojawiały się już podobne pomysły (np. realizowane przez firmę Cisco), nie przezwyciężono jednak problemu dużych sieci – rozwiązania te działały tylko w małych sieciach. Można więc powiedzieć, że na drodze stał też problem technologiczny. Dopiero dziś urządzenia w sieciach telekomunikacyjnych dysponują wystarczającą ilością pamięci oraz mocą obliczeniową procesorów by móc zrealizować dodatkowe zadania wymagane przez np. FAMTAR.

Teberia 3/2014

27


TECHNOLOGIE

Jak zapewniają naukowcy, dzięki ich rozwiązaniu zasoby sieci będą mogły być wykorzystane w większym stopniu, co przełoży się na niższy koszt transmisji, czyli oszczędność poprzez operatora, po klienta końcowego. - Co ciekawe, w Polsce nie ma możliwości opatentowania sposobów jako takich w naukach informatycznych. Urzędnicy podpierają się zapisem, że programy komputerowe nie mogą być opatentowane – mówi Jerzy Domżał. – My się z tym nie zgadzamy. Odmienne zdanie od polskich urzędów

mają europejskie i światowe urzędy patentowe, tak więc naukowcy najpierw zgłaszają swój wynalazek za granicą, co wiąże się też z wyższymi kosztami. FAMTAR korzysta z trzech źródeł dofinansowań. Projekt zaczął się w ramach wsparcia Narodowego Centrum Nauki, następnie po opracowaniu konceptu Robert Wójcik uzyskał fundusze na zbudowanie prototypu z Narodowego Centrum Badania i Rozwoju. Wreszcie na opatentowanie rozwiązania pozyskano projekt w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

Teberia 3/2014

28


TECHNOLOGIE

Wszystkie sieci świata

Co ważne, wynalazek krakowskich naukowców będzie mógł być zastosowany w każdej sieci na świecie i ma zostać skomercjalizowany. - Mowa tu raczej o dużych producentach sprzętu sieciowego. Producenci sprzętu, który montuje się w domach nie potrzebują tego rozwiązania. Więksi operatorzy już jednak tak, a w tym najwięksi producenci sprzętu sieciowego na świecie - mówi Robert Wójcik. - Co warto także dodać, nasze rozwiązanie jest zaplanowane dla operatorów w ramach jednej domeny. Świat dzieli się na domeny, jest wyraźny podział na ruch wewnątrzdomenowy i międzydomenowy. Nasz produkt jest dla obszaru wewnątrzdomenowego – uściśla Jerzy Domżał.

będą go wdrażać w swoich urządzeniach i sprzedawać. Głównym odbiorcą, który będzie miał korzyści z rozwiązania jest jednak operator telekomunikacyjny, a pośrednio użytkownicy. Dzięki wynalazkowi Internet może być po prostu szybszy i tańszy, z czego zadowoleni powinni być wszyscy. - W naszej pracy jest też spory pierwiastek uporu naukowego, gdyż wielokrotnie byliśmy odwodzeni od pracy nad tego typu rozwiązaniem – komentuje Jerzy Domżał. - Było nam ono przedstawiane jako nie rokujące na przyszłość, sugerowano nam byśmy zajęli się czymś bardziej na czasie. My jednak wierzyliśmy w ten pomysł i jak się dziś okazuje, jest to dobry kierunek.

Rozwiązaniem tym mogą być w pierwszej kolejności zainteresowani przede wszystkim producenci sprzętu IT, którzy Teberia 3/2014

29

Aneta Żukowska


NA OKŁADCE

Ile Polski w sprzęcie polskim?

P

olski rynek urządzeń mobilnych wciąż jest jeszcze rynkiem nienasyconym: w 2012 roku wchłonął ponad pół miliona tabletów, w 2013 ponad milion, a w 2014 roku ilość ta przekroczyć ma dwa miliony. Z boomu na mobilną elektronikę korzystają jednak nie tylko zachodni i daleko-wschodni giganci, ale i polskie firmy, zdobywające dla siebie coraz większą porcję elektronicznego tortu.

Teberia 3/2014

30


NA OKŁADCE

Rynek coraz bardziej polski Liczba polskich firm oferujących tablety i inne urządzenia mobilne rośnie. Są wśród nich zarówno względnie nowe przedsiębiorstwa jak i te z kilkunastoletnim stażem, stale rozszerzające zakres swojej działalności. Marki takie jak GOCLEVER, Manta, Lark, Modecom, Tracer, NTT, Pentagram czy Vordon/ Dignity zdobywają stopniowo coraz większą część rynku: w 2012 roku było to około 20% rynku tabletów i około 5% rynku smartfonów. Ich produkty kosztują z reguły mniej niż tablety zagranicznej konkurencji, ale zakresy cenowe obu grup nieuchronnie zbliżają się do siebie. Jak na razie najtańsze polskie tablety można dostać za niecałe 170 złotych, podczas gdy najtańsze modele Samsunga kosztują około dwa razy więcej. Nazywanie tabletów tych firm “polskimi” jest oczywiście pewnym uproszczeniem. Produkcja urządzenia mobilnych odbywa się z reguły w Azji – i pod tym względem „polskie” tablety nie różnią się od „amerykańskich”. Jednak w odróżnieniu od bardziej renomowanej konkurencji, mniejsze firmy rzadko dysponują oryginalną technologią i zasobami finansowymi, pozwalającymi ją rozwijać. Z tego względu ingerencja w design tych urządzeń jak i modyfikacja składających się na nie komponentów jest mocno ograniczona. Chociaż produkcja sprzętu o małych gabarytach prawdopodobnie nie wróci w najbliższym czasie do krajów rozwiniętych, nic nie stoi na przeszkodzie by w krajach tych znajdowały się siedziby firm współpracujących z azjatyckimi dostawcami.

Takie rozwiązanie nie tylko pozwala zachować konkurencyjność, ale również przyczynia się do tworzenia nowych miejsc pracy. Doskonałym przykładem jest poznańska spółka GOCLEVER, która w ciągu trzech lat zwiększyła zatrudnienie z dziesięciu do osiemdziesięciu osób. –  Nasz poznański zespół realizuje zadania w obszarze sprzedaży krajowej i zagranicznej, serwisu technicznego, logistyki, infolinii technicznej, marketingu, badań, rozwoju i księgowość – mówi Ewelina Pączkowska marketing manager w GOCLEVER. – Większość urządzeń GOCLEVER jest projektowana w biurze w Polsce i w Shenzhen (w Chinach) pod kierunkiem ekspertów z  Europy, z uwzględnieniem najnowszych trendów i innowacyjnych rozwiązań. Projektowaniu podlegają takie elementy jak schemat płyty głównej, oprogramowanie systemowe, aplikacje, design obudowy. Produkcja odbywa się na leasingowanej linii produkcyjnej w Shenzhen, gdzie posiadamy własnych inżynierów sprawujących nadzór nad każdym etapem produkcji – dodaje.

Wartość dodana Mniejsi producenci borykać się muszą nie tylko z problemem technologicznej przewagi silniejszych konkurentów, ale także z ich przewagą marketingową.

Teberia 3/2014

31


NA OKŁADCE Firmy takie jak Samsung czy Apple są postrzegane pozytywnie – na “amerykańskim” czy “koreańskim” sprzęcie można polegać. Co więcej, zagraniczne firmy często wspierane są zarówno przez rządy krajów ich pochodzenia, jak i przez swoisty “patriotyzm konsumpcyjny”. Czy polski rodowód marek może pomóc im w zdobyciu podobnej renomy? Według raportu „Czy Polscy konsumenci szukają i cenią polskie produkty?” sporządzonego w 2012 roku przez stowarzyszenie PEMI, połowa konsumentów w Polsce interesuje się zawsze lub prawie zawsze krajem pochodzenia nabywanego towaru. Większość kupujących deklaruje też gotowość zapłacenia za Polski produkt od 30% do 50% więcej, niż za jego zagraniczny odpowiednik. Z podobnych badań przeprowadzonych przez PEMI na przedsiębiorcach („Czy Polscy przedsiębiorcy podkreślają rodzime pochodzenie swoich produktów?”) wynika jednak, że jedynie 13% spośród nich wykorzystuje w promocji produktów ich Polski rodowód. Ten rezultat musi zaskakiwać, zwłaszcza że w tym samym badaniu 75% przedsiębiorców traktuje produkty importowane zza granicy jako największą konkurencję dla swoich towarów. Zdaniem Eweliny Pączkowskiej z GOCLEVER Polacy coraz bardziej lubią polskość także w elektronice. – Spotykamy się z dużą aprobatą polskich klientów, którzy wiele razy dali nam do zrozumienia, że „dobre, bo polskie” – mówi. – Widzimy duży potencjał lokalny i dlatego proponujemy naszym polskim odbiorcom zestaw preinstalowanych aplikacji na tablety i smartfony. W naszych urządze-

niach znajdziemy aplikację Yanosik, nawigację z offline’ową mapą Polski, Czech i Słowacji czy LEGIMI – czytnik ebooków z dostępem do księgarni z polskim księgozbiorem – dodaje. Również zdaniem Bogdana Wicińskiego, prezesa Manta S.A., klienci coraz bardziej przekonują się do polskich marek. – Znaczący wzrost sprzedaży produktów Manta jednoznacznie potwierdza fakt, że polskie marki są wybierane coraz częściej przez rodzimych klientów – mówi. – Poza oczywistymi czynnikami wpływającymi na ten trend, którymi są przystępna cena, estetyczne opakowanie i nowoczesny design liczy się jeszcze „wartość dodana”, o którą staramy się wzbogacić nasze produkty. Nie bez znaczenia jest aspekt wizerunkowy i to, że Manta wspiera piłkę nożną będąc m.in. oficjalnym partnerem reprezentacji Polski w tej dyscyplinie – tłumaczy. Rynek urządzeń mobilnych jest relatywnie trudny: konstrukcja tabletów i smartfonów, których większą część zajmuje obecnie dotykowy wyświetlacz nie pozostawiają wiele miejsca na fantazje designerów. Sam sprzęt produkowany jest w tym samym kraju, z podobnych komponentów i na podobnych liniach produkcyjnych, według standardów narzuconych przez liderów branży. Trudno zatem nie ulec wrażeniu, że 90% produktów to „to samo”. Niektórym markom, np. amerykańskiemu Apple’owi, udało się zbudować bardzo silną tożsamość produktu, wyróżnić się na rynku zarówno technologią, jak i designem.

Teberia 3/2014

32


NA OKŁADCE

Takie przypadki należą jednak do rzadkości. Mniejsze firmy, działające w segmencie najtańszych urządzeń i pozbawione oryginalnej technologii zmuszone są do poszukiwania przewag konkurencyjnych. – Na finalny produkt marki Manta składa się kilka czynników – tłumaczy Bogdan Wiciński. – Od badań konsumenckich i potrzeb obecnych klientów poprzez dopasowanie odpowiedniej specyfikacji technicznej, aż po sam, dla wielu najważniejszy design. Nigdy nie kopiujemy produktów konkurencyjnych, chociaż przyznaję, że na obecnym rynku jest bardzo trudno stworzyć takie urządzenie, które wyróżnia się jako to jedyne i niepowtarzalne. Nie chcemy zlewać się z tłumem i dlatego tak ważna jest dla nas „wartość dodana”, jak np. ciekawe prein-

stalowane aplikacje z dodatkowymi korzyściami rabatowymi dla naszych klientów, własna chmura MantaBox z darmowym dostępem do 5GB oraz w niedalekiej przyszłości – Manta Store. Prowadzimy też szereg działań PR’owo-marketingowych, a co jest istotne z punktu widzenia po sprzedażowego – możemy się pochwalić nowym profesjonalnym serwisem i infolinią dedykowaną dla klientów stałych i potencjalnych – dodaje. Podobnie działa firma GOCLEVER, która wprowadziła m.in. system Over-theair, usprawniający aktualizację systemu operacyjnego. – Stosujemy też nowy typ partycji, dzięki czemu użytkownicy otrzymają jeszcze więcej miejsca na swoje aplikacje, dokumenty, multimedia – mówi Ewelina Pączkowska.

Teberia 3/2014

33


NA OKŁADCE – Ciekawą funkcjonalnością jest również tryb multiuser, dzięki czemu z urządzenia może korzystać bezpiecznie kilku domowników, urządzenie może być zatem indywidualnie dopasowane pod każdego z nich (inna tapeta, inne aplikacje, dokumenty, multimedia) – dodaje. Często ta „wartość dodana” powstaje już w Polsce. Dzięki temu produkt nie tylko zyskuje nową jakość, ale też tworzą się zręby współpracy między nauką i biznesem, które owocować mogą w przyszłości powstawaniem oryginalnych pomysłów. – Coraz częściej współpracujemy z polskimi inżynierami, tworzącymi software dedykowany naszym urządzeniom, takim jak np. dekoder hybrydowy HBB (czyli umożliwiający korzystanie z platform telewizji hybrydowych – łączących Internet z telewizją) – tłumaczy prezes Manta S.A. – Naszym nałogiem jest innowacyjność dlatego próbujemy wyprzedzać trendy technologiczne. Często zgłaszają się do nas zdolni i młodzi studenci lub absolwenci kierunków informatycznych z gotowymi propozycjami autorskich projektów. Niektóre z nich są na tyle ciekawe i oryginalne, że natychmiast podejmujemy współpracę z ich autorami. Oczywiście bycie innowacyjnym wymaga sporych inwestycji, które staramy się sfinansować pozyskując fundusze UE. Obecnie wraz z polskimi, młodymi i uzdolnionymi inżynierami pracujemy nad pewnym projektem. Nie mogę na razie zdradzić szczegółów, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Manta będzie na ustach całej Polski, a może nawet świata – dodaje.

Zagranica coraz bliższa Polskie firmy nie ograniczają się do polskiego rynku. Dobra lokalizacja na mapie Europy i coraz lepsza infrastruktura transportowa sprzyjają ekspansji. – Firma GOCLEVER rozpoczęła działalność w 2006 roku i od samego początku miała charakter międzynarodowy  – tłumaczy Ewelina Pączkowska. – W pierwszych latach naszą dystrybucję opieraliśmy (oprócz rynku krajowego) na  rynkach Europy Centralnej i Wschodniej, takich jak Czechy, Słowacja, Ukraina, Białoruś, Rumunia, a także krajach bałkańskich i nadbałtyckich. Głównym czynnikiem przemawiającym za takim modelem biznesowym były względy logistyczne oraz dobra znajomość tych rynków. Od 2 lat z powodzeniem sprzedajemy również w krajach Europy Zachodniej. Jest to głównie Wielka Brytania, Włochy i Hiszpania. Nasze produkty można znaleźć na półkach w ponad 20 krajach europejskim. Plany na 2014 to rozwój na rynkach afrykańskich. Na rynkach zagranicznych trudniej buduje się zaufanie, ale dobrą jakością i niską awaryjnością stale poprawiamy wyniki satysfakcji wśród europejskich klientów. Udaje nam się to osiągnąć dzięki organizacji wsparcia technicznego (w lokalnym języku), lokalnej sieci partnerów serwisowych oraz rozbudowanej sieci dystrybucji – dodaje. Jak twierdzi Bogdan Wiciński eksport i podbój rynków europejskich jest kluczowym elementem strategii rozwoju firmy Manta, która oprócz dystrybucji towarów azjatyckiego pochodzenia w Europie, zajmuje się również sprzedażą

Teberia 3/2014

34


NA OKŁADCE

telewizorów produkowanych w Polsce. – Zdecydowaliśmy się na przeniesienie z Azji części naszej produkcji do Polski – mówi. – Obecnie wszystkie nasze telewizory LED produkowane są w znanej z wysokiej jakości łódzkiej fabryce Flextronics. Zebraliśmy już pewne doświadczenia na zagranicznych rynkach w zakresie ich sprzedaży. W ubiegłym roku dostarczyliśmy na brytyjski rynek  50 tys. telewizorów, które trafiły do jednego z lokalnych sklepów internetowych. Cała dostawa natychmiast się wyprzedała. Można śmiało powiedzieć, że produkty Manty dostępne są już w całej Europie, a nawet w krajach regionu EMEA (Europa, Środkowy Wschód, Afryka). Eksport jest dla nas kluczowy, dlatego wciąż rozwijamy sieć dystrybucji o nowe rynki.

W tym roku jest to Ukraina, Rosja i ogólnie kierunek wschodni. Cały czas rozwijamy sprzedaż w Europie min. w Grecji, Francji, Niemczech. W większości krajów Europy zachodniej i na południu nasze produkty są już dostępne, a na wschodzie w niedługim czasie będą.

Polskie vs. obce Często można spotkać się z opinią, że „polskie” firmy działające w segmencie urządzeń mobilnych nie są naprawdę „polskie”, gdyż ich działalność ogranicza się do rebrandingu: czyli przyklejania własnego logo na produkt zaprojektowany i wyprodukowany w Azji. Sam rebranding faktycznie nie wpływa korzystnie na rozwój technologii w Polsce, jednak nie musi być postrzegany jednoznacznie negatywnie.

Teberia 3/2014

35


NA OKŁADCE

Jedna z fabryk w chińskim Shenzhen, gdzie powstają „polskie” urządzenia mobilne.

Zwłaszcza, że firmy raczej nie wprowadzają klientów w błąd reklamując swój rebrandingowany towar jako „polski”. Ponadto trzeba pamiętać, że gospodarka nie lubi próżni. Na miejsce polskich firm, zarówno tych jedynie rebrandingujących jak i tych, który starają się ulepszać i częściowo projektować sprowadzane z Azji produkty, czeka długa kolejka zagranicznych konkurentów. W obliczu wielkiej ilości dostępnych na polskim rynku urządzeń mobilnych pojawia się pytanie, czy polskie tablety są w stanie wygrywać z konkurencją? Na pewno potrafią oferować bardzo konku-

rencyjne ceny – jaka jest jednak jakość i wydajność tych urządzeń? Ten problem jest bardziej skomplikowany, gdyż o subiektywnie obieranej jakości, a w konsekwencji popularności danego urządzenia decyduje wiele czynników. Z  jednej strony porównywać można rodzaj i parametry składowych części tabletów, ale tutaj napotykamy problem mnogości różnych parametrów, które nie zawsze się pokrywają – bo czy brak komunikacji GPS może być zrekompensowany dodatkowym gigabajtem pamięci RAM? Porównywanie subiektywnych wrażeń nastręcza z kolei inny problem:

Teberia 3/2014

36


NA OKŁADCE

tablety są wykorzystywane do wielu różnych czynności, a ich użytkownicy mają wobec nich zróżnicowane oczekiwania. Dla osób czytających na tabletach gazety i książki kluczowe będą inne parametry niż dla zapalonych graczy. Różnice między dwoma urządzeniami w tej samej klasie mogą być bardzo subtelne i niezauważalne dla zwykłych użytkowników tabletu. Dlatego też producenci decydują się na wzbogacanie przywiezionych z Azji urządzeń o takie elementy, jak na przykład preinstalowane aplikacje – bo to na nie właśnie uwagę mogą zwrócić laicy, a nie – jak

w przypadku bardziej technicznych kwestii – jedynie specjaliści. To powszechne podobieństwo urządzeń mobilnych – tak zewnętrzne jak i wewnętrzne – może działać na korzyść mniejszych producentów, także tych wywodzących się z Polski. Bo dzięki temu tablety na półkach sklepowych przemawiają dziś przede wszystkim językiem pieniędzy, a ten przecież rozumieją wszyscy.

Teberia 3/2014

Piotr Pawlik

37


TRENDY

X,Y,Z – generacje trzech zmiennych i wielu niewiadomych

W

edług badania „The Millennial Survey 2014”, przeprowadzonego w 24 krajach świata przez firmę doradczą Deloitte, pracownicy debiutujący na rynku pracy oczekują od przyszłego pracodawcy pewnych postaw – na przykład przestrzegania określonych standardów etycznych, społecznej odpowiedzialności za biznes oraz wspierania kultury innowacyjnej… Oczekiwania rzec by można zacne, zważywszy fakt, że liczba młodych bezrobotnych rośnie lawinowo - aż 40 proc. Polaków w wieku 20-35 lat nigdzie nie pracuje, a z reszty połowa zarabia nie więcej niż 2 tys. zł na rękę i nie spodziewa się podwyżki. W Europie zresztą jest niewiele lepiej. Pokolenie Y - urodzeni w złym miejscu i w złym czasie?

Y

O tak. Pokolenie oszukanych, zwane również Milenium, czyli tzw. pokolenie Y (w odróżnieniu i w spadku po przedstawicielach generacji X, urodzonych w latach 1961-1985 w ramach tzw. Baby Boomers), od początku traktowane było zresztą bardzo „eksperymentalnie”. Pojawili się na świecie między 1986 a 1991 rokiem, w latach burzliwych przemian gospodarczych. Ich ścieżka edukacyjna zaczęła się od reformy szkolnictwa – to na nich testowano uroki gimnazjum i chaos nowych matur. Teberia 3/2014

38


TRENDY W cenie zaczęło być również wykształcenie wyższe, co stało się kosztem marginalizacji szkół zawodowych. Liczba studentów zaczęła gwałtownie rosnąć – w roku akademickim 2005/2006 było ich 5 razy więcej niż w roku 1990/1991. A to wszystko świadczy tylko o jednym – Pokolenie Y nie tylko żyło w zupełnie innej rzeczywistości, niż pokolenie X, ale zaczęło tę rzeczywistość kształtować. A sprzyjały temu warunki transformacji i – nade wszystko – rewolucji technologicznej. To właśnie łatwość przyswajania nowości technologicznych jest tym, co różnicuje to pokolenie od generacji X. Młodzi, dynamiczni, wykształceni, otwarci na świat. Mimo to nazywa się ich również pokoleniem oszukanych. Dlaczego? Rodzice i nauczyciele obiecywali im, że dobre studia i znajomość języków zapewnią w przyszłości pracę. Nie zapewniły. Kiedy pokończyli studia okazało się, że choć uczyli się tyle lat, nie ma dla nich pracy, pieniędzy, perspektyw… Zresztą, nawet jeśli już uda im się zatrudnić, to zwykle nie robią tego, co lubią, zresztą na „śmieciowych” umowach, za najniższą krajową, albo i na czarno… Jakimś rozwiązaniem pozostaje wyjazd za granicę, okupiony tęsknotą za rodziną, za językiem, kuchnią i świętami. Potwierdzają to statystyki. W 2012 r. wyjechało z kraju ponad 120 tys. obywateli - o 70 tysięcy więcej, niż rok wcześniej i aż o 113 tys. więcej niż w 2010 r. Według brytyjskiego Home Office ponad 83 proc. polskich emigrantów na Wyspach nie przekroczyło jeszcze 34. roku życia, a niemal połowa nie ma 24 lat. Ci, którzy wyjechali nie zamierzają wracać.

Bo i do czego? Polski socjolog w Londynie – mimo, że pracuje na zmywaku – ma to, o czym w Polsce przestał dawno marzyć – nadzieję na poprawę losu i godne życie. Nie czuje się, jak jego rówieśnicy w kraju, zbędny gospodarce, nie jest – jak oni – przedstawicielem prekariatu, czyli lumpenproletariatu klasy średniej. Tak zresztą został „ochrzczony” przez sympatycznych kolegów socjologów, którym akurat udało się „załapać”. W Polsce pokolenie Y czuje się oszukane przez rodziców, szkołę, system, a nawet… globalizację i postęp technologiczny, który ma wpływ na ograniczenie zatrudnienia. A jak jest na Zachodzie? Wcale nie lepiej. Okazuje się, że bezrobocie młodzieży, to jeden z najbardziej rzucających się w  oczy problemów Europy. Według ostatnich danych bezrobotnych jest ok. 5,5 mln młodych Europejczyków. Oznacza to, że co piąty mieszkaniec UE mający mniej niż 25 lat nie może znaleźć pracy.

Teberia 3/2014

39


TRENDY

Wskaźnik bezrobocia wśród młodzieży wynosi ponad 20 proc., czyli dwukrotnie więcej niż wskaźnik bezrobocia we wszystkich grupach wiekowych łącznie i prawie trzykrotnie więcej niż w przypadku osób aktywnych zawodowo w wieku powyżej 25 lat (9,6 proc.). Jeszcze groźniej dane te wyglądają w poszczególnych krajach. W Grecji i Hiszpanii bez pracy jest co drugi młody człowiek, który nie ukończył 25 lat. Komentatorzy hiszpańscy mówią wręcz o straconym pokoleniu czy też generacji ani-ani (ani nie studiują, ani nie pracują; ni estudian, ni trabajan). Nieco lepiej jest we Włoszech, Irlandii i Portugalii – bez pracy jest co trzeci młody człowiek. W Wielkiej Brytanii bezrobocie w grupie wiekowej 16-24 lata utrzymuje się obecnie na poziomie 20,5 proc. i w ciągu roku spadło o 1,7 proc. Ale miejsca dla Polaków jest tam coraz mniej. Oczywiście nie można bagatelizować tego problemu, gdyż tempo, w jakim

młodych ludzi wypycha się z rynku pracy, jest przerażające. Ale przecież nie można nie zauważyć faktu, że to musi się zmienić. Wszak przedstawiciele pokolenia Y w 2025 roku będą stanowić aż 75 proc. aktywnej zawodowo części społeczeństwa. Już teraz pokolenie Y przejmuje coraz większą odpowiedzialność w firmach, zajmując stopniowo miejsce odchodzących na emeryturę reprezentantów pokolenia X. Dlatego warto przyjrzeć się, jaki wpływ będą mieć na kierunek zmian w biznesie. Ta przemiana pokoleniowa dla wielu przedsiębiorstw, chcących zatrudnić i utrzymać wykwalifikowanych pracowników, będzie wiązała się z potrzebą znaczących zmian. Firmy będą musiały wyjść naprzeciw oczekiwaniom pokolenia Y, które w zdecydowanej większości wybiera zawodową niezależność i odrzuca tradycyjny model organizacji firmy. Generacja Y dysponuje cechami, które z pewnością w sposób zasadniczy wpły-

Teberia 3/2014

40


TRENDY ną na zmiany systemu pracy, zarządzania i organizacji, bo różnią się zdecydowanie od swoich poprzedników. Choćby tym, że niemal w każdej dziedzinie życia korzystają z technologii i mediów cyfrowych, sprawnie funkcjonując w globalnej wiosce, dzięki czemu zresztą bez kompleksów komunikują się ze znajomymi, których mają na całym świecie. Są dobrze wykształceni i gotowi dalej się rozwijać, co z pewnością sprawia też, że cechuje ich duża pewność siebie. Jest to też pierwsze pokolenie na rynku pracy, nie pamiętające realiów PRL, za to znające reguły wolnego rynku. Pożądaną cechą we współczesnym świecie jest też tolerancja i otwarcie na to, co inne. Według badań przeprowadzonych w University of New Hampshire, cechuje ich wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach, przekonanie o własnej wyjątkowości, nadmierne oczekiwania oraz silna awersja wobec krytyki. Znamienny jest ich stosunek do pracy. O ile pokolenie X wiązało się z miejscem pracy na wiele lat, a często na całe zawodowe życie, o tyle pokolenie Y – jak czytamy w raporcie PwC z 2011 roku - nie jest przywiązane do pracodawcy. Ponad 50% badanych uważa, że będzie miało od dwóch do sześciu pracodawców w życiu, a 25%, że będzie ich więcej. Wynika to zapewne z dużego przywiązania do życia prywatnego, praca nie może ograniczać ich aktywności w tej sferze. Te wszystkie cechy mogą wskazywać, że mamy do czynienia z pokoleniem materialistycznych hedonistów. Jednak to nie cała prawda. Wyniki przywoływanego na wstępie badania „The Millennial Survey 2014” wskazują, że pokolenie Y to świa-

domi członkowie swoich społeczności. Zdecydowana większość z nich (74 proc.) uważa, że działalność gospodarcza pozytywnie wpływa na społeczeństwo, tworząc miejsca pracy oraz przyczynia się do rozwiązania problemów społecznych w racjonalnym gospodarowaniu zasobami naturalnymi, walce ze skutkami zmian klimatycznych i wyrównywaniu nierówności ekonomicznych. Dziewięciu na dziesięciu badanych jest zdania, że biznes powinien skuteczniej walczyć z bezrobociem, a trzy czwarte wyraziło opinię, że przedsiębiorcy powinni dążyć do zniwelowania znaczących różnic w dochodach.. Jednak winą za bezrobocie i nierówności ekonomiczne ponad połowa badanych obarcza działalność rządów. Pozytywny wpływ biznesu młodzi dostrzegają w obszarze edukacji, stabilności gospodarek narodowych i niwelowaniu bezrobocia. Ponadto połowa respondentów chce pracować w firmach, które przestrzegają określonych standardów etycznych. Jednocześnie, to właśnie w biznesie młodzi ludzie widzą najczęściej źródło innowacyjnych rozwiązań, choć co czwarty z nich wskazał również uczelnie wyższe i ośrodki akademickie oraz rządy. Zdaniem respondentów sukces działalności firmy powinno mierzyć się nie tylko wynikami finansowymi, ale również tym, w jakim zakresie wpływa ona na poprawę jakości życia społeczeństwa. Zdaniem pokolenia Y powinien to być jeden z podstawowych celów działania przedsiębiorstwa.

Teberia 3/2014

41


TRENDY

Młodzi ludzie interesują się działalnością charytatywną i udziałem w „życiu publicznym”. Przekazują pieniądze na cele charytatywne, działają w wolontariacie lub organizacjach społecznych, a także podpisują różnego rodzaju petycje.

X wspiera Y? Mamy zatem młode, pewne swojej wartości pokolenie, bardzo świadome społecznie. Świadomość ta wynikać może z faktu, że problemy społeczne – bezrobocie, umowy ”śmieciowe” - dotykają dziś tę grupę w sposób szczególny. W przywoływanych badaniach, odpowiedzialnością za taki stan rzeczy ankietowani obarczali rząd, biznes czy szkolnictwo. I właśnie przedstawicieli tych sektorów gościła przed rokiem warszawska Uczelnia Łazarskiego, podczas debaty na temat jakości kształcenia i kondycji polskich uczelni. Na spotkaniu tym, zastanawiano się, kto jest winny wysokiemu bezrobociu wśród absolwentów szkół wyższych

- uczelnia czy pracodawcy? W dyskusji wzięli udział zarówno przedstawiciele środowiska akademickiego, pracodawcy, jak i wiceminister nauki Daria Nałęcz. To właśnie przedstawicielka rządu atakowała pracodawców, że do bezrobocia młodych przyczynia się biznes, który jest za mało innowacyjny i nie inwestuje w rozwój młodych pracowników. Z kolei dr Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP – wskazał, że odpowiedzialność za bezrobocie ponosi zarówno ministerstwo, jak i uczelnie wyższe. – To wy wytwarzacie produkt i to od was zależy jak on będzie wyglądał – powiedział. Dajcie nam studentów czwartego roku, a my ich przyuczymy do zawodu - dodał. Przerzucaniu odpowiedzialności nie było końca, a zwieńczyła je ciekawa konkluzja, że na pytanie, kto jest winny wysokiemu bezrobociu wśród absolwentów szkół wyższych - uczelnia czy pracodawcy, odpowiedź jest taka – to ci młodzi ludzie, czyli studenci. Rektor SWPS, prof. dr hab. Andrzej

Teberia 3/2014

42


TRENDY Eliasz stwierdził mianowicie, że kandydaci na studia są z założenia osobami dorosłymi i powinni sprawdzać jakie szanse da im dany kierunek studiów. – Do tej pory było tak, że wszyscy absolwenci dostawali pracę po studiach. Teraz perspektywa się zmieniła i panuje ogromne bezrobocie wśród absolwentów – powiedział. I – jak zwykle bywa w polskich debatach – w dyskusji zabrało jednego – odpowiedzi na pytanie, jak dany problem rozwiązać... Na szczęście, nieco inaczej do problemu podeszła Komisja Europejska, przedstawiając Pakiet na rzecz Zatrudnienia Młodych (Youth Employment Package). Przewiduje on, że każdy młody człowiek powinien otrzymać wysokiej jakości ofertę zatrudnienia, szkolenia lub kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub utraty pracy. Takie rozwiązania funkcjonują już w Austrii, gdzie bezrobocie wśród młodzieży jest najniższe i wynosi 8,5 proc. Każda osoba między 15. a 24. rokiem życia, która zarejestruje się tam jako bezrobotna (lub poszukująca praktyki) otrzymuje ofertę pracy, praktyk lub szkolenia. Szef departamentu spraw społecznych w  Austriackiej Federalnej Izbie Gospodarczej (WKÖ) Martin Gleitsmann winą za problem bezrobocia w Europie obarcza zbyt rygorystyczne przepisy, dotyczące zwalniania oraz zbyt wysokie płace minimalne, a także brak dostosowania programów nauczania do wymogów biznesu i rynku pracy. Komisja Europejska z kolei zwraca uwagę na potrzebę poprawy ogólnego wizerunku kształcenia zawodowego. Komisja Europejska zwraca szczególną uwagę

na rozwój przedsiębiorczości w Europie. Skorzystają na tym wszyscy przedsiębiorcy, ale przede wszystkim osoby młode, na poczet których przewidziane jest dodatkowe wsparcie finansowe z budżetu Unii Europejskiej w ramach „Inicjatywy na rzecz Zatrudnienia Ludzi Młodych”. A wsparcie to niebagatelne – Polska otrzyma bowiem 362 mln euro. Remedium na problemy młodych może być także program „Mobilna młodzież”. Jest to pakiet inicjatyw w dziedzinie edukacji i zatrudnienia, skierowanych do młodych ludzi w Europie, będący częścią strategii Europa 2020 na rzecz inteligentnego, trwałego i sprzyjającego włączeniu społecznemu wzrostu gospodarczego. Celem tego programu jest podwyższenie poziomu edukacji młodzieży oraz zwiększenie jej szans na zatrudnienie aż do 75 proc. Jak tego dokonać? Przede wszystkim poprzez lepsze dostosowanie kształcenia i szkolenia do potrzeb młodych, zachęcanie ich do korzystania z możliwości, jakie oferują unijne stypendia na kształcenie lub szkolenie za granicą. Brzmi ogólnikowo? Z konkretów warto więc wymienić inicjatywę przygotowawczą „Pierwsza praca z EURES-em” na rzecz mobilności pracowników w UE oraz zwiększone wsparcie dla młodych przedsiębiorców za pośrednictwem europejskiego instrumentu mikrofinansowego Progress. Czy to pomoże? Miejmy nadzieję, zwłaszcza że rośnie w siłę kolejna generacja. >>>

Teberia 3/2014

43


TRENDY

Jeszcze nie uporaliśmy się z problemami pokolenia Y, a  już za chwilę, z  zupełnie nowymi, wkroczy na rynek pracy generacja Z – piękni, syci i nastawienie wyłącznie na siebie. Wychowani w świecie, rozpiętym pomiędzy McDonaldsem, Facebookiem a smartfonem – w rzeczywistości barwnej, dynamicznej, łatwej w obsłudze. Bardzo młodzi, urodzeni w latach 1995 – 2010, w czasach dynamicznego wzrostu znaczenia Internetu i nowych technologii komunikacyjnych, określani się też jako: Cyfrowi tubylcy (Digital Natives), Generacją M (Multitasking), Generacją C (Connected Generation), czy Net Generation. Nowe technologie istniały dla nich “od zawsze”, stanowiąc naturalne środowisko, niezbędne do sprawnego funkcjonowania. Zresztą świat cyfrowy jest tu podstawowym punktem odniesienia. Granica między nim a tzw. realem jest już mocno zatarta. Świat bez Internetu w ogóle nie ma racji bytu, i to do tego stopnia, że informację o tym, że kiedyś nie było do niego dostępu, kwitują obo-

Z

jętnym pytaniem – a przez ile godzin? To społeczność będąca niemal integralną częścią technologii cyfrowych, a to generuje pewne cechy. Pierwszą z nich jest z pewnością kreatywność i umiejętność robienia wielu rzeczy na raz. Ponieważ nieustannie pozostają pod wpływem wielu bodźców, trudno skupić się im na jednej czynności. Ich świat składa się z tysiąca puzzli, w których układaniu są mistrzami. Świetnie poruszają się w gąszczu licznych aplikacji, a  informacja nie jest dla nich reglamentowanym dobrem, lecz nadwyżką, powietrzem, którym przywykli oddychać. Umiejętność korzystania z różnych produktów online i zaawansowanych urządzeń elektronicznych wytwarza potrzebę poszukiwania dobrego designu – preferują proste i łatwe w użyciu projekty, powstałe z myślą o użytkowniku, o jego wygodzie i potrzebach estetycznych. Nieustannie podłączeni do sieci – w domu, w szkole, w pracy, w autobusach, na wakacjach. Z przyjaciółmi częściej spotykają się on-line, niż ‘face to face’, za to mają ich

Teberia 3/2014

44


TRENDY kilka tysięcy – również w Chinach czy w Brazylii. Swoboda, z jaką wykorzystują różne platformy komunikacyjne wpływa na zmianę znaczenia rozmaitych uwarunkowań kulturowych, czy norm, szczególnie w kontekście wyborów i sposobów podejmowania decyzji. Zachłannie i bardzo sprawnie chwytają wszelkie nowinki. Dylemat czy książka cyfrowa może stanowić zagrożenie dla książki drukowanej jest dla nich zupełnie niezrozumiały i zaskakujący. Materialistyczni hedoniści? Nie tylko. W sytuacji zagrożenia potrafią znaleźć w sobie pokłady solidarności i sprawnie się zorganizować, wykorzystując platformy komunikacyjne i odpowiednie portale. Cały świat mógł się o tym przekonać np. w sprawie ACTA, pokolenie Z zgodnie zaprotestowało przeciw niekorzystnym, w ich odczuciu, rozwiązaniom. Jakie mają szanse na rynku pracy? Prognozy podają, że będą musieli stawić czoła kryzysowi, znać egzotyczne języki obce i zaakceptować szefa Hindusa. Ale dla przedstawiciela generacji Z praca na odległość to „bułka z masłem”, podobnie jak obsługa skomplikowanych programów informatycznych. Ważne natomiast jest to, że ich wejście na rynek pracy zmieni system komunikacji w firmach, bo młodzi, wychowani na forach internetowych nie do końca rozumieją subtelności relacji służbowych lub np. problem poufności informacji. W jakiej działalności się odnajdą? Na pewno na stanowiskach, związanych z serwisami społecznościowymi i Internetem - prowadzenie fanpage’ów, projektowanie stron internetowych, animacje

komputerowe, promocja w internecie, branża IT, public relations, dziennikarstwo internetowe, ale również biotechnologia, zaawansowana informatyka. Równie dobrze sprawdzą się jednak np. w branży finansowej – sprawniej niż ich poprzednicy posługując się programami, służącymi np. do analizy raportów płacowych. Popularna będzie także praca w systemie freelancerskim. Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych za 7 lat, będzie w ten sposób pracować aż 50 proc. zatrudnionych. To jest spojrzenie „na dziś”. Jakie inne, nowe branże będą funkcjonowały na rynku za np. 10 lat, trudno teraz przewidzieć. Dzisiejsi pracodawcy zapytani o to, w jakich branżach spodziewają się największego zatrudnienia za 5-10 lat, najczęściej wskazywali sektor usług. Rzadziej wskazywali handel detaliczny i hurtowy, budownictwo, przemysł, energetykę czy logistykę. Najgorzej natomiast oceniali perspektywy zatrudnienia w oświacie, sektorze publicznym oraz – co dosyć zaskakujące – w hotelach i restauracjach. Zdecydowana większość pracodawców jest również przekonana, że tym, co w ciągu najbliższych paru lat na rynku edukacji będzie najważniejsze, jest wiedza praktyczna. Zapytani o to, czy istotniejszy jest praktyczny, czy też teoretyczny model kształcenia, aż 85 proc. osób wskazało ten pierwszy. Czy pokolenie Z jest na to gotowe? Pewnie tak, zwłaszcza jeśli chodzi o branżę IT, gdzie praktykę mają wieloletnią.

Teberia 3/2014

45


TRENDY

X Y Z i co dalej?

X Y Z

Reguły alfabetu pozostają bezlitosne. ‘Z’ jest na końcu. Co będzie potem? Cykliczność świata pozwala przypuszczać, że kolej na pokolenie.. ‘A’, czyli… na Analogowych? Wydaje się, że rozwój nowych technologii za 10-20 lat postawi aktywność zawodową pod ścianą. Już dziś jesteśmy wyręczani, zastępowani przez programy komputerowe, drony, roboty, automaty. Analogowi będą być może rozwijać to, o czym dziś zapomniano w systemie edukacji, czyli kompetencje miękkie, jak kreatywność, komunikatywność, inicjatywę, zarządzanie czasem, współpracę w grupie. A może przyjdzie im żyć w czasach kolejnej wielkiej prosperity? Może świat zmieni się na tyle, że problemy bezrobocia zostaną raz na zawsze rozwiązane? Oby. Bez względu na to, jak nazywać będziemy kolejne pokolenie, niech odnajdzie się na rynku pracy. Ktoś w końcu musi pracować na nasze emerytury...

Dominika Bara

– pokolenie X (ale mentalnie Z) Źródła: www.deloitte.com; www.natemat.pl; www.polska.newsweek.pl; www.ec.europa.eu;

Teberia 3/2014

46


PREZENTACJE

KGHM inwestuje w odnawialną energię

S

półka Energetyka, z grupy KGHM Polska Miedź, planuje budowę farm wiatrowych, które mają być zlokalizowane na terenie miejscowości Żukowice i Radwanice w okolicach Głogowa. Farmy mają składać się z kilkunastu generatorów o łącznej mocy 34,5 MW. Początkowo farma miała mieć moc 45 MW, jednak ze względów środowiskowych jej moc została zredukowana. Rozpoczęcie budowy farm zaplanowano na lata 2014-2015 r., a planowane uruchomienie ma nastąpić w 2016 r. – Budowa farm pozwoli z jednej strony uniknąć kosztów zakupu świadectw pochodzenia energii, z drugiej zaś umożliwi sprzedaż jej nadwyżek. Elektrownie będą wspomagały zasilanie Huty Miedzi Głogów a szacunkowe wyniki produkcji energii określa się na około 120 000 MWh rocznie – mówi Inga Anacka ze spółki Energetyka. Jeszcze w tym roku spółka Energetyka wystąpi do KGHM-u o wydanie warunków przyłączenia do wewnętrznej sieci kombinatu.

Farma będzie produkowała energię na potrzeby KGHM. KGHM planował również budowę dwóch elektrowni po 10 MW opalanych biomasą z własnych plantacji. Projekty budowy biomasy zostały jednak wstrzymane – m.in. z powodu braku ustawy dotyczącej odnawialnych źródeł energii oraz gwałtownego i niekontrolowanego spadku cen zielonych certyfikatów – do czasu ustabilizowania się sytuacji rynkowej na satysfakcjonującym poziomie. Grupa KGHM rozważała także budowę biogazowni o mocy ok. 2 MW. Z pomysłu jednak zrezygnowano. Przeprowadzone analizy ekonomiczne wykazały, że nie będzie to korzystna i opłacalna inwestycja, dlatego odstąpiono od tego projektu. KGHM inwestuje także w  jednostki opalane gazem ziemnym. W listopadzie 2013 r. przekazano formalnie do eksploatacji blok gazowo-parowy Polkowice. Drugi blok gazowy, powinien wkrótce zostać oddany.

Teberia 3/2014

jm

47


NA CZASIE

Inteligentne kopalnie - kierunek wskazany, mocno zaniedbany

P

olskie spółki górnicze inwestują setki milionów złotych w budowę inteligentnych kopalni. Gdyby współpracowały w tym zakresie, rozwój innowacyjności mógłby być jeszcze szybszy – uważa dr Jerzy Kicki, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Szkoły Eksploatacji Podziemnej. Chodzi przede wszystkim o wspólne nakłady finansowe na kosztowne badania i projekty. Konieczność wdrażania innowacyjnych rozwiązań w górnictwie wynika nie tylko z potrzeby oszczędności, lecz także z potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa górnikom. – To jest kierunek mocno zaniedbany.

Wynika to z rozbicia polskiego górnictwa na kilka organizmów gospodarczych, które działają często w sposób nieskoordynowany. To kładzie się cieniem na tych działaniach, które mogłyby być zdecydowanie ciekawsze, gdyby nastąpiło porozumienie pomiędzy tymi organizacjami, np. promujące jedno wspólne rozwiązanie, na które kładziemy duży nacisk i olbrzymie środki – uważa dr Jerzy Kicki z Akademii Górniczo-Hutniczej, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Szkoły Eksploatacji Podziemnej. Potrzebne do rozwoju inteligentnych kopalni środki finansowe również stanowią dla branży problem.

Teberia 3/2014

48


NA CZASIE Jednak, zdaniem eksperta, wdrażanie innowacyjnych rozwiązań to konieczność – z jednej strony, ze względu na możliwe do osiągnięcia oszczędności i poprawę efektywności, a z drugiej – na bezpieczeństwo górników. Eksploatacja na coraz głębszych poziomach sprawia, że pracujących pod ziemią ludzi trzeba zastąpić maszynami. – Oczekujemy, że inteligentna kopalnia to będzie kopalnia bardzo bezpieczna. W to inwestujemy od lat. Co roku rośnie liczba kopalni, które w ciągu ostatnich trzech lat nie miały wypadku śmiertelnego. I spada ogólna liczba wypadków śmiertelnych, gdybyśmy spojrzeli przez pryzmat wskaźników na jednego zatrudnionego czy na tonę wydobycia – mówi dr Jerzy Kicki. Jak podkreśla, najbardziej zaawansowane w unowocześnianiu kopalni są Lubelski Węgiel Bogdanka i KGHM Polska Miedź. Bogdanka w swojej strategii rozwoju na lata 2013–2020 szacuje, że dzięki rozwojowi systemu zarządzania gospodarką złoża oraz dalszej informatyzacji i automatyzacji ciągu produkcyjnego w spółce, w połączeniu z usprawnianiem organizacji pracy i rozwojem outsourcingu, koszt wydobycia (Unit Mining Cash Cost) zostanie zmniejszony o 15 proc. do 2017 roku (w ujęciu realnym). – W Bogdance są rozwiązania zarówno z zakresu informatyki, jak i automatyki – np. zaawansowana technika strugowa. Takie działania podejmuje również KGHM Polska Miedź, gdzie jest cały szereg rozwiązań informatycznych, z powodzeniem wspomagających decyzje produkcyjne.

KGHM wykłada niemałe środki na to, żeby opanować jako jedna z pierwszych organizacji na świecie, technikę urabiania w skałach zwięzłych – mówi Kicki. W minionym roku KGHM zaczął testować bezzałogowy kombajn – pierwszy tego typu projekt w kopalniach miedzi. Został on skonstruowany specjalnie na potrzeby firmy, po to, by zastąpić pracę górników w najbardziej niebezpiecznych rejonach kopalni, gdzie jest spore zagrożenie związane z tąpaniami, wysoką temperaturą czy zapyleniem. Jednym z założeń takiej nowoczesnej kopalni jest funkcjonowanie bezprzewodowej sieci informatycznej, także pod ziemią, oraz automatyzacja i zdalne sterowanie maszynami. Ma to ograniczyć obecność załóg na dole jedynie do stref chodników. – Docelowo kopalnia ma być tak zautomatyzowana i  zorganizowana, że na powierzchni pojawi się produkt finalny. W przypadku kopalni rud metali, również zakład przeróbczy powinien być zorganizowany pod ziemią. I na świecie są już kopalnie, które eksperymentują z takimi zakładami. Wtedy na powierzchni pojawia się koncentrat. To oznacza w przypadku KGHM-u, że na powierzchni pojawi się zdecydowanie mniej odpadów – tłumaczy dr Jerzy Kicki. W dniach 24-28 lutego 2014 roku w Krakowie po raz XXIII odbyła się Szkoła Eksploatacji Podziemnej, największa konferencja górnicza w Europie.

Teberia 3/2014

źródła: newseria

49


OPINIE

Węgiel wcale nie jest brudny R

ozmowa z dr Aleksandrem Sobolewski, dyrektorem Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu

Czy można spalać węgiel w sposób przyjazny dla środowiska?

Oczywiście, że można, dotyczy to zarówno dużych instalacji przemysłowych jak i indywidualnych kotłów o małej mocy. W obiektach zawodowych takich jak elektrownie czy duże ciepłownie funkcjonują rozbudowane układy oczyszczania spalin - odsiarczania, odazotowania itd. Ze spalinami z takich obiektów można w zasadzie zrobić wszystko, włącznie z usunięciem rtęci oraz innych substancji toksycznych. Problem emisji ze spalania dotyczy bardziej indywidualnych użytkowników węgla, bo w zależności od stosowanych technik szkodliwość spalania może być zarówno mała, jak i bardzo duża. Mówiąc prosto - to samo paliwo węglowe może być spalone w dobry sposób jak i w zły. Teberia 3/2014

50


OPINIE Co znaczy dobry i zły sposób?

Dobry sposób to tzw. spalanie współprądowe, co oznacza, że produkty spalania zawierające m.in. ciężkie frakcje węglowodorów (a popularnie mówiąc smoły) przechodzą przez strefę wysokiej temperatury, gdzie dokonuje się ich rozkład termiczny. Zły sposób – spalania przeciwprądowe - stosowany jest w starych kotłach o niskiej sprawności cieplnej, gdzie brakuje strefy rozkładu termicznego i dopalania produktów pirolizy węgla. W efekcie do atmosfery uwalniają się m.in. wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne i duża ilość drobnego pyłu, czyli substancje toksyczne i kancerogenne widoczne w postaci zółtobrunatnego dymu. Od reżimu procesu spalania i konstrukcji paleniska zależy jakość spalania, a im jest ono lepsze tym emisja do środowiska jest mniejsza.

Czy jakość paliwa może tu odgrywać rolę?

Oczywiście, że może i zazwyczaj odgrywa. W tym kontekście pojawia się nawet opcja wprowadzenia na rynek paliwa bezdymnego, czyli węgla kamiennego przetworzonego termicznie w odpowiednich instalacjach, w których następuje redukcja zanieczyszczeń. Węglowe paliwo bezdymne to po części paliwo zbliżone parametrami do koksu, które zawiera jednak znacznie więcej części lotnych – przez co ulega łatwiej zapłonowi. Techniki produkcji takiego paliwa są znane, aczkolwiek paliwa takiego na rynku aktualnie nie ma.

Jak się domyślam dlatego, iż jego produkcja jest za droga?

Owszem. Przypomina to nieco sytuację z benzyną bezołowiową wprowadzana na rynek 20 lat temu. Benzyna ta nie pojawiałaby się w sprzedaży, gdyby miał o tym decydować jedynie rachunek ekonomiczny – po prostu na stacji benzynowej byłaby droższa. Odpowiednie regulacje środowiskowe i podatkowe sprawiły, że paliwo to stało się standardem. Niestety, na rynku węgla i paliw stałych stosowanych w gospodarce komunalnej, nie ma odpowiednich zachęt, by którykolwiek z producentów podjął się produkcji paliwa bezdymnego.

Jeśli nie paliwo bezdymne to zostaje nam przynajmniej dobry ekogroszek? Na dziś jest to opcja bezwzględnie najbardziej atrakcyjna. Mówimy tu jednak o ekogroszku o kontrolowanej jakości pochodzącym z węgla kamiennego, a nie sprzedawanym pod szyldem ekogroszku węglu brunatnym. Jeśli taki węgiel (ekogroszek) zostanie spalony w nowoczesnym piecu retortowym to emisja z jego spalania będzie porównywalna ze spalaniem węgla w elektrowni. W tym miejscu pojawia się małe “ale”, bowiem trzeba by wyjść do dużej części ubogiego społeczeństwa i powiedzieć: „kup sobie piec retortowy”. Niestety nowoczesny piec z instalacja to wydatek rzędu nawet kilkunastu tysięcy złotych. Biorąc nawet pod uwagę możliwości dofinansowania zakupu takiego źródła energii to i tak dla wielu mieszkańców Polski jest to bariera nie do pokonania.

Teberia 3/2014

51


OPINIE A zatem myśląc o tym, jak ograniczyć problem niskiej emisji trzeba pomyśleć o tej części społeczeństwa, która w piecach domowych spala odpady czy węgiel najgorszej jakości taki jak muł węglowy. Potrzeba tu zmian systemowych. W perspektywie kilku lat (a więc zanim wprowadzimy powszechnie ciepło systemowe lub gaz) jedyne możliwe rozwiązanie dla znacznej części społeczeństwa to wprowadzenie na rynek niskoemisyjnych paliw węglowych.

Tyle wystarczy?

Nie wystarczy, ale od czegoś trzeba zacząć. Paliwa niskoemisyjne i nowoczesne kotły węglowe to jedno. Drugie to edukacja społeczna wsparta odpowiednim systemem kontroli.

Co ma Pan na myśli?

Myślę tu o obligatoryjnym stosowaniu „czujek dymowych i popiołowych”, których zadaniem byłby stały monitoring spalin wydostających się na zewnątrz poprzez komin. Do tego jednak potrzeba zmian prawnych, bo dziś straż miejska nie ma możliwości wejścia na daną posesję, by zbadać czym jej właściciel pali w piecu.

Może prościej byłoby wymusić określone zmiany na producentach kotłów, tak by z rynku znikły urządzenia o niskiej sprawności?

Po części ma Pan rację. Ostatnio taki zakaz wprowadzono w Czechach, gdzie zakazano sprzedaży kotłów poniżej 3 klasy według normy europejskiej. Czy u nas byłby możliwy podobny ruch? Jasne! Wystarczy jedno rozporządzenie.

Dodatkowo wprowadzamy okres przejściowy na sukcesywną wymianę starych kotłów na nowe o wyższej sprawności i niższej emisji i wszystko gra. Niestety i w tym przypadku powraca pytanie o koszty - co na to powie społeczeństwo?

No, ale przecież są fundusze unijne, w którym ochrona środowiska jest traktowana priorytetowo.

Oczywiście, że jest taka możliwość i należy ją wykorzystać. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że społeczeństwo dzieli się na część aktywną i pasywną. Pierwsza grupa zainteresuje się danym programem, tym co ma zrobić, wypisze wniosek, zgłosi się po dotację, a następnie ją rozliczy. Jednak jest też ta druga grupa, bardziej pasywna, mniej świadoma zagrożeń wynikających ze złego spalania, paląca węgiel i odpady w tzw. kopciuchach.

A może ciepło systemowe to jakieś rozwiązanie?

Doskonałe, bo dzięki temu nie trzeba eliminować z rynku węgla, a jednocześnie można we właściwy sposób zadbać o środowisko. Oczywiście dla odbiorcy jest to nieznacznie wyższy koszt, ale za to zyskuje on czystą energię. Tylko, że niestety nie wszędzie istnieje możliwość dotarcia z nitką ciepłowniczą.

Teberia 3/2014

52


OPINIE Wierzy Pan, że Kraków poradzi sobie z niską emisją poprzez prawny zakaz stosowania węgla?

Pytanie z zakresu wiary (śmiech), ale spróbuję się do niego odnieść. Otóż, kiedy Kraków wprowadził w życie stosowną uchwałę o zakazie stosowania węgla do naszego Instytutu w Zabrzu przybyli eksperci Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie z jego szefostwem na czele z prośbą o wsparcie i pomoc przy realizacji tejże uchwały. Radni wyznaczyli bowiem termin realizacji, ale nikt nie pomyślał nad odpowiednimi sposobami i kosztami. Decyzja radnych wywołała zrozumiałe zaniepokojenie wśród odpowiednich służb. Cóż, z tego, że dysponujemy odpowiednią technologią skoro to tylko mały wycinek problemu. Tu jest wskazane wypracowanie rozwiązań systemowych obejmujących: technologię, prawo i finanse. Te trzy sfery muszą być kompatybilne. Mamy akurat lata wyborcze i być może część polityków powie: OK, chcemy ten problem skutecznie rozwiązać. Bo trzeba go rozwiązać, gdyż stan powietrza w Polsce jest dramatyczny, czego dowodem jest to, iż nie tylko Kraków, ale i Nowy Sącz oraz wiele miasteczek Małopolski jak i miasta śląskie (Zabrze i Ruda Śląska) znajduje się w czołówce najbardziej zanieczyszczonych pod względem powietrza miast w Europie. Nie możemy sobie na to pozwolić, by w XXI wieku nasze miasta figurowały na tejże niechlubnej liście.

Dlatego też uważam, że to co się wydarzyło w Krakowie było potrzebne, bo gdyby nie wspomniana uchwała to nie mielibyśmy dziś dyskusji społecznej na temat problemu niskiej emisji.

To może za przykładem Krakowa zrezygnować w Polsce z węgla?

Nie ma takiej potrzeby, bo węgiel nie jest złym paliwem, nie jest brudnym paliwem tylko trzeba go odpowiednio spalić bez uszczerbku dla otoczenia, a można to zrobić bez większego trudu.

Teberia 3/2014

Rozmawiał: Jacek Srokowski

53


Teberia 34