Issuu on Google+

Stimulus czasopismo studentów psychologii UJ

Co nam „diluje” szyszynka? Historia deprywacji sensorycznej Psychodeliczna świadomość języka Świadomy sen. Czy to możliwe? Perspektywy na użycie DMT w terapii Wpływ marihuany na zmiany percepecji czasu

IV

2014

ISSN 2300 - 2972

e n n e i m d O tany ci s moś o d a i w ś


Spis treści 3 Słowo wstępne dr Michał Wierzchoń 5 Perspektywy na użycie dimetylotryptaminy (DMT) w terapii Olaf Stachowski 8 Endogenny psychodelik, czyli co „diluje” nam szyszynka Gabriela Handzlik 11 Odchodząc od zmysłów Paweł Bakalarz 14 Psychodeliczna świadomość języka Rafał Szymanek 17 Wpływ marihuany na zmiany percepcji czasu mgr Dariusz Niezgoda 22 Świadomy sen. Czy to możliwe? Joanna Brzeska

26 28 29 33 34 36 38

Z życia Koła Katarzyna Bienia Z życia Instytutu Anna Przebinda Wywiad z dr Małgorzatą Hołdą Olga Badura i Kinga Dudzik Doniesienia z badań Patrycja Sądorowska Felieton Ambrossia Tymińska Nowości wydawnicze Katarzyna Kowara, Michał Stachera Horoskop

Redaktor Naczelna: Anna Przebinda Zespół Redakcyjny: Olga Badura, Katarzyna Bienia, Olga Biłas, Joanna Brzeska, Kinga Dudzik, Katarzyna Kowara, Ambrossia Małaszkiewicz–Tymińska, Alicja Potoczek, Patrycja Sądorowska, Michał Stachera Korekta: Koło Naukowe Edytorów UJ: Katarzyna Płachta, Estera Sendecka, Karolina Korbut, Ewa Czernatowicz, Weronika Jakubczyk, Weronika Sieprawska, Agnieszka Kryca Projekt graficzny pisma: Grzegorz Fijas Opiekun naukowy: dr Przemysław Bąbel Nakład: 200


C

Czego możemy dowiedzieć się o świadomości z badań odmiennych stanów świadomości? dr hab. Michał Wierzchoń

Laboratorium Badań Świadomości, Instytut Psychologii, Uniwersytet Jagielloński al. Mickiewicza 3, 31-120 Kraków michal.wierzchon@uj.edu.pl www.c-lab.pl

W ostatnich latach znacząco wzrosło zainteresowanie badaniami poznawczych i neuronalnych mechanizmów świadomości. Co roku publikuje się coraz więcej tekstów empirycznych poświęconych tej tematyce. Pojawiła się nawet odrębna, interdyscyplinarna dyscyplina naukowa – badania nad świadomością (consciousness studies). W ramach tego nurtu zaproponowano wiele modeli teoretycznych, w ramach których próbuje się opisać mechanizm formowania się świadomego doświadczenia (por. np. Dehaene i Changeux, 2011; Lamme, 2010; Lau i Rosenthal, 2011; Oizumi, Albantakis i Tononi, 2014). Badania poświęcone tej tematyce koncentrują się zazwyczaj na opisie mechanizmu uświadamiania treści. Wydaje się jednak, że satysfakcjonujący model świadomości powinien w istocie jednocześnie spełniać dwa zadania: opisywać różnice pomiędzy świadomym i nieświadomym przetwarzaniem informacji (zróżnicowanie poziomu świadomości) oraz wyjaśniać przyczyny ich subiektywnego charakteru (zróżnicowanie treści świadomości – por. Wierzchoń, 2013). Z tego właśnie powodu warto przyglądać się w badaniach nie tylko różnicom między świadomym i nieświadomym procesom przetwarzania informacji, ale również sytuacjom, gdy nasze świadome doświadczenie zmienia się jakościowo, nie tracąc na swej wyrazistości. Możemy badać to drugie zagadnienie w kontekście subtelnych zmian jakościowych doświadczenia percepcyjnego, tak jak ma to miejsce w wielu badaniach świadomości wzrokowej (np. rywalizacja obuoczna, ślepota wywołana ruchem). Jeszcze lepszym przykładem wydają się sytuacje, gdy nasze doświadczenie zmienia się znacząco w sposób odbiegając od tego, co wydaje się nam normą. Dzieje się tak, gdy: 1. zmieniamy naszą świadomość na skutek działania

2. poddajemy się oddziaływaniom (albo sami podejmujemy działania) wpływającym na naszą świadomość (np. deprywacja sensoryczna, hipnoza i medytacja), 3. świadomość jest zaburzana w wyniku uszkodzeń wybranych struktur neuronalnych (np. stan wegetatywny, minimalny stan świadomości) 4. poddajemy analizie nietypowe doświadczenia, które nie są bezpośrednio powiązane ze stymulacją zewnętrzną (sen, błądzenie umysłu (mind wandering), itp.). Badacze proponujący naukowe modele świadomości nie uwzględniają jednak zazwyczaj w swoich analizach badań poświęconych sytuacjom, gdy nasze doświadczenie odbiega od szeroko pojętej normy. Koncentrują się raczej na badaniu podstawowych mechanizmów każdego świadomego doświadczenia, najczęściej na przykładzie świadomości wzrokowej (Dehaene i Changeux, 2011; Lamme, 2010). Taki zabieg ma z pewnością na celu dookreślenie fenomenu, które pozwala na jego operacjonalizację i badanie. W końcu w analizach poświęconych świadomości interesuje nas przede wszystkim, skąd świadomość się bierze i czemu ostatecznie służy (Cohen i Dennett, 2011). Jednak taka redukcja obszaru zainteresowań badań nad świadomością niesie ze sobą również pewne zagrożenia. Dobrze identyfikował je James zauważając, że „nasza zwykła świadomość na jawie (...) świadomość rozumowa, jest tylko pewnym szczególnym typem świadomości, poza którym (...) leżą formy potencjalne świadomości zgoła odmiennych. Możemy przejść przez życie, nie podejrzewając nawet ich istnienia; dość jednak zastosować właściwy środek podniecający, aby po jednym dotknięciu zjawiły się one w całej pełni (...). Żaden opis całokształtu wszechświata nie może być zupełny, jeśli pomija te inne formy świadomości.” (James, 1958, str. 352). Jeżeli zatem naszą ambicją jest zrozumienie świadomości w całej złożoności tego zjawiska, badania odmiennych stanów świadomości (other states of consciousness) mogą stać się nie tylko interesujące poznawczo, ale również przynosić mogą ważne informacje na temat samej świadomości.

środków psychoaktywnych,

Rozważmy dwa przykłady.

3

dr hab. Michał Wierzchoń Słowo wstępne


W badaniach świadomości uważa się zazwyczaj, że przytomność jest warunkiem koniecznym zróżnicowania treści doświadczenia – im bardziej jesteśmy przytomni, tym bardziej jesteśmy świadomi (por. Laureys, 2005). Dzięki tej obserwowanej w większości przypadków zależności jesteśmy w stanie oceniać na podstawie czyjegoś zachowania, czy jest w danym momencie świadomy. Zależność ta znajduje również odzwierciedlenie w badaniach poszukujących neuronalnych korelatów świadomości – świadome, elastyczne działanie wydaje się związane przede wszystkim z towarzyszącym pełnej przytomności oscylacjami fal alfa i beta (Buschman, Denovellis, Diogo, Bullock i Miller, 2012). Opisywaną zależność kwestionują jednak liczne przykłady zaburzeń, w przypadku których obserwujemy przejściowy (np. złożony napad padaczkowy – complex partial seizure) lub stały zanik świadomości (pacjenci w stanie wegetatywnym) u osób, które są przytomne. Dopiero badania odmiennych stanów świadomości pokazują, że przytomność nie jest koniecznym warunkiem świadomości (czego dowodem jest również śnienie). Wiele teoretycznych modeli świadomości zakłada, że kluczowym dla jej zrozumienia procesem poznawczym jest uwaga (Dehaene i Changeux, 2011). Zazwyczaj uważa się, że koncentracja uwagi na obiekcie gwarantuje jego uświadomienie. W klasycznych ujęciach świadomość redukowano nieraz zresztą świadomość do mechanizmu uwagi (Tsuchiya i Koch, 2008). W ostatnich latach często pokazuje się jednak, że zależność między tymi dwoma zmiennymi nie jest oczywista. Najbardziej spektakularnym

przypadkiem wskazującym na złożoność relacji między opisywanymi konstruktami są badania osób medytujących. Okazuje się bowiem, że trening medytacyjny nie tylko wpływa na funkcjonowanie uwagi, ale również modyfikuje treść świadomego doświadczenia (Raffone i Srinivasan, 2010). I znów dzięki badaniom odmiennych stanów świadomości możemy dowiedzieć się czegoś interesującego na temat mechanizmów świadomości – koncentracja uwagi wpływa nie tylko na uświadomienie informacji, ale może również modyfikować jakość świadomego doświadczenia. Numer tematyczny pisma Stimulus, którzy trzymacie Państwo w rękach poświęcony jest nietypowym sytuacjom, w których charakterystyka doświadczenia wymyka się modelom teoretycznym opisującym „świadomość na jawie”. Dzięki tekstom opublikowanym w tym numerze można się dowiedzieć, w jaki sposób nasza świadomość zmienia się pod wpływem substancji psychoaktywnych (DMT, THC) lub pod wpływem nietypowych doświadczeń sensorycznych (deprywacja). Można się również przyjrzeć problemowi świadomości marzeń sennych i zastanowić się, dlaczego świadome śnienie (lucid dreaming) jest tu szczególnym przypadkiem świadomego doświadczenia. Czytając o odmiennych stanach świadomości, zastanówcie się jednak Państwo nad świadomością w ogóle. Może lektura proponowanych w tym numerze tekstów pozwoli Wam lepiej zrozumieć ten fascynujący fenomen? A może przyjdą Wam do głowy nowe pytania, na które nie będziecie mogli znaleźć odpowiedzi... Miłej lektury!

Literatura cytowana: Buschman, T. J., Denovellis, E. L., Diogo, C., Bullock, D. & Miller, E. K. (2012). Synchronous oscillatory neural ensembles for rules in the prefrontal cortex. Neuron, 76(4), 838–46. doi:10.1016/j. neuron.2012.09.02 Cohen, M. A., & Dennett, D. C. (2011). Consciousness cannot be separated from function. Trends in Cognitive Sciences, 15(8), 358–64. doi:10.1016/j.tics.2011.06.00 Dehaene, S. & Changeux, J. P. (2011). Experimental and theoretical approaches to conscious processing. Neuron, 70(2), 200–227. Lamme, V.A.F. (2010). How neuroscience will change our view on consciousness. Cognitive Neuroscience, 1(3), 204–220. doi:10.1080/1758892100373158. Lau, H. C. & Rosenthal, D. (2011). Empirical support for higher -order theories of conscious awareness. Trends in Cognitive Sciences, 15(8), 365–373

4

Stimulus IV

Laureys, S. (2005). The neural correlate of (un)awareness: Lessons from the vegetative state. Trends in Cognitive Sciences, 9(12), 556–559. doi:10.1016/j.tics.2005.10.01 James, W. (1958). Doświadczenia religijne. Warszawa: Książka i Wiedza. Tł.: Jan Hempel Oizumi, M., Albantakis, L. & Tononi, G. (2014). From the phenomenology to the mechanisms of consciousness: Integrated information theory 3.0. PLoS Computational Biology, 10(5), e1003588. doi:10.1371/journal.pcbi.100358 Raffone, A. & Srinivasan, N. (2010). The exploration of meditation in the neuroscience of attention and consciousness. Cognitive Processing, 11(1), 1–7. Tsuchiya, N., & Koch, C. (2008). Attention and consciousness. Scholarpedia, 3(5), 4173. doi:10.4249/scholarpedia.417 Wierzchoń, M. (2013). Granice świadomości. W poszukiwaniu poznawczego modelu subiektywności. Kraków: WUJ.


P

Perspektywy na użycie dimetylotryptaminy (DMT) w terapii Olaf Stachowski

Zagadnienie użycia substancji psychodelicznych w psychoterapii obecne jest w psychologii naukowej w dużej mierze od lat 50. XX wieku, kiedy to działania wywoływane przez nowo odkryte przez Alberta Hoffmana LSD (dietyloamid kwasu lizergowego) wzbudziły zainteresowanie nie tylko psychologów i lekarzy, ale też filozofów i religioznawców. Rozpoczęła się wtedy publiczna debata na temat natury i funkcji odmiennych stanów świadomości człowieka oraz zasadności użycia subtancji psychodelicznych. Zwolennicy badań nad możliwym wykorzystaniem efektów LSD oraz innych subtancji psychodelicznych, w szczególności grzybów z rodziny psilocybe i uzyskiwanej z niektórych gatunków środkowoamerykańskich kaktusów meskaliny, argumentowali swoje stanowisko przekonaniem o przyspieszeniu i pogłębieniu przebiegu terapii w wyniku wykorzystania substancji psychodelicznych (Dyck, 2005). Miało się to objawiać większym otwarciem klienta na dialog z terapeutą, pogłębieniu więzi terapeutycznej w wyniku dzielenia istotnego doświadczenia, jak i ułatwieniu ekspresji przeżywanych przez siebie stanów psychicznych. Wyjątkowość i inność przeżycia psychodelicznego, skontrastowana z codziennym funkcjonowaniem jednostki, zapewniać ma również na przyszłość większy dystans do odczuwanych na co dzień emocji (Grof, 2010), ułatwiając leczenie wszelkiego rodzaju nerwic, uzależnień czy, w bardziej złożonych przypadkach, również zaburzeń schizotypowych i wielkiej depresji. Dla badaczy teoretyków szczególnie interesująca wydała się z kolei możliwość wywołania w kontrolowanych warunkach poważnych zaburzeń percepcji, treści i procesu myślenia, pozwalająca na badanie rozwoju i przebiegu choroby psychicznej w warunkach laboratoryjnych (Dyck, 2005). Z uwagi na te właściwości substancje psychodeliczne nazywano również psychotomimetycznymi. Warto zauważyć, iż właściwości te mogą również być wykorzystane w terapii psychoz, stawiając odpowiednio przygotowanego do zdrowego zintegrowania tego doświadczenia chorego w sytuacji przypominającej epizod psychotyczny, którego nieprawdziwości jest świadom.

5

Pieces of me?, David Goehring, 2008. (Pozyskano z: https://www.flickr.com/ photos/carbonnyc/2910146045)

Olaf Stachowski Perspektywy na użycie dimetylotryptaminy (DMT) w terapii


Niezwykle obiecujące próby terapii przeprowadzono szczególnie w dziedzinach leczenia alkoholizmu (Hoffer, 1970) i depresji u osób śmiertelnie chorych. W tej pierwszej dziedzinie w jednym z pierwszych eksperymentów około 50% wszystkich poddanych terapii alkoholików zerwało z nałogiem już po jednej sesji opartej na zażyciu wysokiej dawki LSD (Smart i Storm, 1964; Dryer i Yensen, 1993). Bill Wilson, założyciel pierwszej grupy Anonimowych Alkoholików, również wypowiadał się pozytywnie

cji aktywnych zalicza się dimetylotryptaminę (DMT). Należy ona do tej samej rodziny substancji co psylocybina, jej efekty zaś opisywane są w literaturze (Strassman, 2000; Gallimore, 2013) jako bardzo silne, oparte na rozbudowanych halucynacjach wzrokowych o treści geometrycznej oraz wrażeniu spotkania z rozumnymi istotami jakościowo innymi od ludzi, nazwanymi przez Terence’a McKennę machine elves („maszynowe elfy”) (Rushkoff, 2008). Na poziomie myślowym osoby badane odnotowują poczucie

Możemy przypuszczać, że możliwość wywołania de facto identycznych z psychotycznymi objawów w sposób kontrolowany mogłaby kształtować u osoby chorej zrozumienie subiektywnej natury tych objawów.

o możliwości wspomagania leczenia alkoholizmu przy użyciu substancji psychodelicznych (Hartigan, 2001). Ich użycie w zakresie pomocy osobom cierpiącym na chroniczne obniżenie nastroju związane z nieuleczalną chorobą proponowane było przez Grofa (2010) jako sposób na zmniejszenie niepokoju. Również w nowszych badaniach (Griffiths i Grob, 2010) koncepcja ta wydaje się obiecująca terapeutycznie. W większości badań dotyczących wykorzystania substancji psychodelicznych w kontekście psychoterapeutycznym wykorzystywano LSD, zazwyczaj z powodu siły i czystości wywoływanego za jego pomocą doświadczenia oraz względnej łatwości jego wyprodukowania. Nowsze badania z użyciem psylocybiny wskazują jednak na większe, niżby się mogło pozornie wydawać, zróżnicowanie efektów między poszczególnymi rodzajami substancji psychodelicznych. Użycie MDMA w terapii zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych i symptomów stresu pourazowego (Greer i Tolbert, 1990), wykorzystanie LSD w terapii uzależnień i depresji czy psylocybiny w celu wywoływania doświadczenia mistycznego (dającego konieczny dla leczenia zaburzeń osobowości dystans [Griffiths i in., 2008]) obrazuje, jak szerokie i zróżnicowane zastosowania terapeutyczne mogą mieć substancje psychodeliczne. Jednocześnie szczególnie istotnym czynnikiem terapeutycznym w badaniach okazuje się uzyskane poprzez zażycie danego środka doświadczenie mistyczne lub zbliżone do mistycznego, wpływające długotrwale na osobowość pacjenta i pozwalające mu przyjąć w stosunku do swojego życia perspektywę transpersonalną (Grof, 2010). Spośród najistotniejszych substancji psychoaktywnych, w kontekście religijnym najdłużej i na największą skalę

wyobcowania i kontaktu z rzeczywistością większą i ważniejszą od tej znanej z codziennego funkcjonowania (Gallimore, 2013). Doświadczenia te, szczególnie wywoływane u osób przygotowanych, w kontekście sakralnym opisywane są jako głębokie doświadczenia mistyczne. Wnioskować więc możemy, że DMT mogłoby po przeprowadzeniu koniecznych dodatkowych badań posłużyć do terapii głębokich zaburzeń o charakterze psychotycznym. Jak wskazują dotychczasowe badania nad psylocybiną (Griffiths i in., 2008), przeżycie doświadczenia mistycznego ­w kontrolowanych warunkach i po odpowiednim przygotowaniu pacjenta do jego integracji ­ma

silny pozytywny wpływ na leczenie zaburzeń osobowości i długotrwałego obniżenia nastroju. W świetle tych spostrzeżeń oraz uzyskanej w toku wcześniejszych badań wiedzy wnioskować można o wielkim potencjale leżącym w badaniu wpływu DMT na człowieka. Dla terapii szczególnie obiecujący jest psychotomimetyczny stan wywoływany zażyciem substancji ­– powtarzanie tego rodzaju doświadczenia odmiennego

używana jest ayahuasca, do której najsilniejszych substan-

stanu świadomości w kontrolowany sposób, poczynając

6

Stimulus IV

Wyjątkowość i inność przeżycia psychodelicznego, skontrastowana z codziennym funkcjonowaniem jednostki, zapewniać ma również na przyszłość większy dystans do odczuwanych na co dzień emocji.


od niewielkich dawek, wywołujących względnie łatwe do zrozumienia i integracji zmiany świadomości u osoby chorej, może być sposobem na terapię głębokich zaburzeń osobowości o charakterze psychotycznym. Na ten potencjał terapeutyczny wskazywał już Stanislav Grof w kontekście możliwych zastosowań LSD (2010). W ten sposób osoba badana mogłaby zmierzyć się z wyjątkowo dokuczliwymi objawami choroby w kontrolowany przez siebie sposób. Szczególnie interesujące wydaje się możliwe przełamanie poczucia zagrożenia i obcości, charakteryzującego okresy kryzysowe choroby, poprzez stopniowe oswajanie osoby chorej z określonym rodzajem objawów (zniekształcenia percepcji, halucynacje, poczucie obcości swojego ciała, zniekształcenia treści i toku myślenia) w sytuacji poczucia bezpieczeństwa, zwiększonego kontrolowanymi warunkami i obecnością zaufanego psychoterapeuty. Taka terapia pozwalałaby na stopniowe uczenie osoby chorej sposobów zachowywania spokoju w obliczu objawów współwystępujących w stanie psychotycznym naturalnym i wynikającym z użycia DMT. Możemy przypuszczać, że możliwość wywołania de facto identycznych z psychotycznymi objawów w sposób kontrolowany mogłaby kształtować u osoby chorej zrozumienie subiektywnej natury tych objawów. To

przeświadczenie jest kluczowe dla poprawy stanu osoby chorej, warunkuje bowiem zrozumienie swojego stanu jako zaburzonego i przyjęcie możliwości jego poprawy w miejsce subiektywnego poczucia nieodwołalności i wyjątkowości swej choroby, w swej naturze nieuleczalnej (Kępiński, 2012). Jak wykazują doświadczenia osób cierpiących na zaburzenia powodujące wystąpienie parahalucynacji, poczucie nierealności objawów ułatwia też ich kontrolę i zmniejsza ich wpływ na poziom nastroju i ogólną równowagę psychiczną osoby chorej. Podsumowując, badania psychologiczne nad środkami psychodelicznymi ciągle są relatywnie mało zaawansowane, a przedstawiają sobą nie tylko szerokie pole do poszerzenia naszej wiedzy o strukturze psychiki człowieka, ale też o naturze odmiennych stanów świadomości występujących przecież nie tylko w postaci zaburzeń psychicznych czy efektów zażycia substancji psychodelicznych, ale też i przeżycia religijnego, stanów szczególnego pobudzenia emocjonalnego i innych sytuacji wykraczających daleko poza margines, o jakim zwykle myśli się, mówiąc o tych zjawiskach. Badania te mogą również dalece rozwinąć wciąż niewystarczającą wiedzę o zaburzeniach tak poważnych jak np. schizofrenia i ułatwić ich terapię.

Literatura cytowana: Dryer, D., Yensen, R., (1993). LSD Research in the 1990’s. Newsletter of the Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies (MAPS), 4(1).

Grof, S., (2010). Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii. Kraków: Wydawnictwo A. Hartigan, F., (2001). Bill W.: A Biography of Alcoholics Anonymous

Dyck, E., (2005). Flashback: Psychiatric Experimentation With LSD in Historical Perspective. The Canadian Journal of Psychiatry, 50(7). Gallimore, A., (2013). Building Alien Worlds. The Neuropsychological and Evolutionary Implications of the Astonishing Psychoactive Effects of N,N-Dimethyltryptamine (DMT). Journal of Scientific Exploration, 27(3). Greer, G., Tolbert, R., (1990). The Therapeutic Use of MDMA. W: S.J. Peroutka (red.), Ecstasy: The Clinical, Pharmacological, and Neurotoxicological Effects of the Drug MDMA. Norwell: Springer. Griffiths, R. i in., (2008). Mystical-type experiences occasioned by

Cofounder Bill Wilson. Nowy Jork: St. Martin’s Griffin. Hoffer, A. (1970). Treatment of Alcoholism with Psychedelic Therapy. W: H. Osmond, B. Aaronson (red.), Psychedelics. The Uses and Implications of Psychedelic Drugs. Nowy Jork: Bernard Aaronson and Humphry Osmond Doubleday and Company. Kępiński, A., (2012). Schizofrenia. Kraków: Wydawnictwo Literackie. Rushkoff, D., (2008). Cyberia. Warszawa: Wydawnictwo Okultura. Smart, R.G. i Storm, T., (1964). The Efficacy of LSD in the Treatment of Alcoholism. Quarterly Journal of Studies on Alcohol, 25. Strassman, R., (2000). DMT: The Spirit Molecule. A Doctor’s Revo-

psilocybin mediate the attribution of personal meaning and

lutionary Research into the Biology of Near-Death and Mystical

spiritual significance 14 months later. Journal of Psychophar-

Experiences. Rochester: Inner Traditions.

macology, 22(6). Griffiths, R. i Grob, Ch., (2010). Hallucinogens as medicine. Scientific American, 303.

7

Olaf Stachowski Perspektywy na użycie dimetylotryptaminy (DMT) w terapii


E

Endogenny psychodelik, czyli co „diluje” nam szyszynka Gabriela Handzlik „DMT znajduje się (…) w tym tu kwiecie, w tamtym drzewie i w owym zwierzęciu. Mówiąc najprościej, odnajdziemy je wszędzie, gdziekolwiek tylko byśmy nie zechcieli spojrzeć” pisze Alexander Shulgin, autor TiHKAL: Tryptamines I Have Known and Loved, wybitny psychofarmakolog z Kalifornii. DMT, czyli N,N-dimetylotryptamina, to najprostszy tryptaminowy psychodelik, występujący naturalnie także w organizmie ludzkim. Już około dziesięciu tysięcy lat temu mieszkańcy Ameryki Łacińskiej wykorzystywali jego niesamowite działanie w celach religijnych, co było możliwe dzięki powszechnemu występowaniu na tym terenie roślin bogatych w DMT. Rdzenne plemiona nadal używają tabak takich jak yopo, epena czy jurema, wdmuchiwanych do nosa zażywającej osoby. Natomiast mieszkańcy Ameryki Południowej pijący roślinny wywar o nazwie ayahuasca nauczyli się oszukiwać procesy zachodzące w żołądku i jelitach, które prowadzą do rozpadu podanego doustnie DMT. Łączyli bowiem rośliny zawierające ten psychodelik z innymi, bogatymi w inhibitory monoaminooksydazy (MAO), enzymu błyskawicznie rozkładającego DMT. Dzięki temu DMT mogło dostać się do krwiobiegu i wywrzeć efekty psychiczne, a także działało przez stosunkowo długi czas, około czterech, pięciu godzin. W swoim artykule z 1931 roku kanadyjski chemik Richard Manske przedstawił proces stworzenia kilku substancji za pomocą chemicznych modyfikacji tryptaminy, w tym także syntezę DMT. Jednakże dopiero po odkryciu LSD i serotoniny na początku lat 50. w kręgach naukowych rozbudzone zostało zainteresowanie substancjami psychodelicznymi, czego skutkiem były dociekliwe badania liści, kory i nasion wielu roślin zmieniających świadomość, których właściwości zostały opisane dużo wcześniej. Chemicy dążyli do znalezienia i wyizolowania substancji czynnych tych roślin, a jako że zarówno LSD, jak i serotonina są tryptaminami, ta rodzina związków chemicznych stała się głównym obiektem zainteresowań. Jedne z najbardziej wyczerpujących badań nad DMT w tamtym okresie przeprowadził węgierski chemik i psy-

niewielką ilość DMT w swoim laboratorium w Budapeszcie, aby następnie testować na sobie jego działanie. Stopniowo zwiększał dawkę podawaną doustnie, jednakże nawet jeden gram, tj. setki tysięcy razy więcej niż aktywna porcja LSD, nie dał żadnych efektów. Dopiero zastrzyk domięśniowy z połowy dawki uważanej obecnie za „pełną” zaskutkował symptomami fizycznymi i halucynacjami, które później opisał z najdrobniejszymi szczegółami. DMT i inne tryptaminy wniknęły w świadomość zachodniego świata. Szára cenił DMT za jego krótkie (do trzydziestu minut), aczkolwiek intensywne działanie, choć okazjonalnie

chiatra – Stephen Szára. W 1995 roku sam zsyntezował

8

Stimulus IV

Jak daleko jesteśmy od postrzegania świata w nierzeczywisty sposób? związek ten powodował tzw. bad tripy, czyli nieprzyjemne doświadczenia po zażyciu. Pomimo jego dociekliwych badań DMT pozostawało w tyle za LSD, jeżeli chodzi o zainteresowanie większej liczby badaczy, aż do czasu okrycia tego związku w mózgach myszy i szczurów oraz szlaku, na którym w organizmach zwierzęcych jest on wytwarzany. Rozbudziło to chęć poszukiwań DMT również w ludzkim organizmie. W roku 1965 niemiecki zespół badawczy wyizolował ten psychodelik z ludzkiej krwi, o czym poinformowało „Nature”, a następnie w 1972 roku Julius Axelrod doniósł o odkryciu DMT w tkance ludzkiego mózgu. Tym sposobem DMT zostało pierwszym ludzkim endogennym psychodelikiem. Po odkryciu DMT w naszych ciałach pojawiło się zasadnicze pytanie: co ono tam właściwie robi? Współczesna psychiatria wysunęła hipotezę, jakoby DMT mogło powodować choroby psychiczne. Uwzględniając efekty wywoływane wskutek zażycia DMT, można stwierdzić, że była to sensowna odpowiedź. Dzięki wywołaniu psychozy przy pomocy podania DMT zdrowym ochotnikom, możliwe


byłoby opracowanie leków blokujących działanie tego środka, a następnie wykorzystanie ich w leczeniu osób chorych na schizofrenię. Niestety już w roku 1970 DMT oraz inne psychodeliki zostały ustawowo objęte rygorystycznymi obostrzeniami prawnymi, a niedługo potem, w 1976 roku, amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego (NIMH) oznajmił kres badań poświęconych DMT prowadzonych z udziałem ludzi. Zarzucenie tych badań miało podłoże raczej polityczne niż naukowe. NIMH określił, że efekty działania DMT nie przystają do „prawdziwych” stanów psychotycznych. Dziś nikt już nie twierdzi, że jednorazowo podana substancja może wywołać u zdrowego ochotnika tak złożony i zróżnicowany syndrom, jakim jest schizofrenia. Nierozsądnie wydaje się też sądzić, że poziom DMT we krwi pobieranej z przedramienia może służyć za precyzyjne źródło danych dotyczących poziomu tego psychozomimetyku w małych, wyspecjalizowanych, odrębnych od siebie obszarach mózgu. Znalazł się jednak człowiek, który mimo prawnych przeszkód postanowił rozwiązać zagadkę N,N-dimetylotryptaminy w ludzkim mózgu. Mowa o Ricku Strassmanie, autorze książki DMT. Molekuła Duszy, który w 1990 roku rozpoczął pierwsze od ponad dwudziestu lat badania nad DMT z udziałem ludzi na terenie Stanów Zjednoczonych. Przypomniał on, że zgodnie z odkryciem japońskich naukowców z połowy lat 80., DMT jest czynnie transportowane przez barierę krew-mózg. Oznacza to, że jest ono traktowane podobnie jak glukoza, cukier prosty stanowiący paliwo dla naszego mózgu – jest szybko dopuszczane i zużywane, co sugeruje, iż jest ono z jakiegoś względu istotne dla normalnego funkcjonowania mózgu. Efekty psychodeliczne powodowane są dopiero przy przekroczeniu pewnego poziomu DMT w tkankach mózgu. Strassman nazwał DMT „molekułą duszy”, sugerując, że jest ono nośnikiem do innych wymiarów, które mogą znajdować się wewnątrz naszych umysłów. Czy to, co widzimy po dawce DMT, jest złudzeniem, czy może właśnie rzeczywistością? Postrzeganie świata przez człowieka niebędącego pod wpływem DMT również jest bardzo subiektywne. Jeżeli w coś mocno uwierzymy, staje się to dla nas prawdą. Warto tutaj wspomnieć o efekcie placebo, który niejednokrotnie wywiera istotny wpływ na badanych, czy chociażby o religii, bez której wielu ludzi nie widziałoby celowości swoich działań. Podczas modlitwy lub medytacji rośnie aktywność płatów czołowych, które odpowiadają za myślenie i percepcję, natomiast aktywność płatów skroniowych, odpowiedzialnych za poczucie czasu i przestrzeni, maleje, czego skutkiem jest uczucie bezgraniczności i jedności ze wszechświatem. Zachwyt

ogromny, co tłumaczy, dlaczego tak wielu ludzi wyznaje jakąkolwiek religię i jest w stanie pominąć istotny fakt, że ciężko byłoby przeżyć śmierć własnego mózgu. Odbiór ludzkich doświadczeń jest bardzo subiektywny. Przykładem istot odbierających świat inaczej są owady widzące kwiaty w ultrafiolecie, który jest poza zakresem światła widzialnego dla ludzi. Dlaczego więc mielibyśmy uznać

wywołany tak wspaniałym i silnym doświadczeniem jest

9

 Aby jednak szyszynka mogła wyprodukować psychodeliczną dawkę DMT, muszą zostać zniesione cztery ograniczenia, blokujące nadmierną produkcję w normalnych okolicznościach nasz odbiór świata za „normalny”? Przekładając to pytanie na tematykę wizji po DMT: dlaczego mielibyśmy uznać, że właśnie to, co widzimy bez zażycia DMT, jest „normalne”? Gdzie właściwie produkowane jest DMT w naszych ciałach? Jak podaje Strassman, najbardziej prawdopodobnym miejscem jest szyszynka. Znajduje się ona niedaleko kanałów płynu mózgowo-rdzeniowego, co pozwala jej wydzielinom sprawnie docierać do różnych obszarów mózgu, w tym do układu limbicznego, czyli ośrodków emocjonalnych mózgu, który ją otacza. Szyszynka ma wystarczająco wysokie stężenie odpowiednich enzymów i prekursorów do produkcji DMT. Jest zdolna przekształcać serotoninę w tryptaminę, co jest kluczowym krokiem, a następnie, poprzez dwukrotną metylację przy pomocy enzymu metylotransferazy, otrzymać N,Ndimetylotryptaminę. Oprócz tego, szyszynka wytwarza także beta-karboliny, które hamują rozkład DMT poprzez znajdujący się w ciele enzym MAO. Aby jednak szyszynka mogła wyprodukować psychodeliczną dawkę DMT, muszą zostać zniesione cztery ograniczenia, blokujące nadmierną produkcję w normalnych okolicznościach: • system ochrony komórkowej wokół szyszynki, który chroni przed nadmiernym uwalnianiem katecholamin (adrenaliny i noradrenaliny) mogących inicjować produkcję DMT w sposób podobny do inicjacji syntezy melatoniny; • obecność inhibitora DMT w szyszynce; • niska aktywność metylotransferazy, enzymu wytwarzającego DMT; • skuteczność monoaminooksydazy, enzymu niszczącego DMT.

Gabriela Handzlik Endogenny psychodelik, czyli co „diluje” nam szyszynka


Czy zdarzają się jednak sytuacje, kiedy organizm zdrowego człowieka może wytwarzać DMT ponad normę? Strassman podaje tak skrajne sytuacje jak moment narodzin czy śmierci, doświadczenia NDE (ang. near death experience – doświadczenie śmierci), a także sny i medytację, w czasie których, po latach ćwiczeń, można wprowadzić swoją świadomość w całkiem odmienny stan. Pierwsze trzy przypadki to sytuacje, w których nasz organizm ze względu na stres, jakiego doświadcza, produkuje ogromne ilości katecholamin. Ich zwiększone wówczas wydzielanie nazywane jest reakcją ucieczki lub walki i jest czynnikiem istotnym w walce organizmów o przetrwanie. Stężenie katecholamin podczas narodzin, śmierci czy doświadczeń NDE staje się jednak na tyle duże, że system ochrony komórkowej wokół szyszynki przestaje dawać sobie z nimi radę. W publikacji Strassmana znajdziemy także liczne opisy wrażeń doznawanych pod wpływem DMT. Bardzo istotne jest, że są one zależne nie tylko od rodzaju zażytego związku, ale także od otoczenia i nastawienia zażywającej osoby, w tym także od wyznawanej przez nią religii. Ciężko stwierdzić, który z tych opisów można uznać za reprezentatywny. Dla ogólnego zorientowania podaję relację jednego z pierwszych ochotników w badaniach Strassmana: Wywarło ono na mnie silnie telepatyczny wpływ, tworząc mentalne więzi z otaczającymi mnie osobami. Było to przytłaczające i dezorientujące. Byłem niezwykle podekscytowany, kiedy usłyszałem przemawiający do mnie wewnętrzny głos. W bezpośredni sposób przemawiała do mnie moja intuicja. Było to najbardziej intensywne doświadczenie mojego życia. Chcę do niego wrócić. Ujrzałem inną przestrzeń wypełnioną pasmami jaskrawych barw. Odleciałem tak mocno, że nie

DMT-The Spirit Molecule, Alex Grey, 2000. (Pozyskano z: http:// www.cannabisculture. com/articles/2420. html)

mogłem ruszyć nawet rękoma. To jest rodzaj mentalnej mekki, doskonały układ odniesienia dla wszystkich innych psychodelików. Otaczające mnie istoty wyglądały niczym kosmiczne insekty. Zdałem sobie sprawę z tego, że one także były częścią tego miejsca.

Wiadomo już, jakie doświadczenia wywołuje ta mała cząsteczka, jaką jest DMT. Nadal jednak nie wiadomo, w jakim celu nasza własna szyszynka zużywa dość sporą ilość energii i produkuje ten związek oraz w jaki sposób jest on istotny dla funkcjonowania mózgu. Konieczne są dalsze badania w zakresie tego tematu. Podsumowując, pragnę jednak skupić się na działaniu DMT u ochotników eksperymentów Strassmana i doświadczeniach psychodelicznych w ogóle, a także zapytać raz jeszcze: jak daleko jesteśmy od postrzegania świata w nierzeczywisty sposób? I na ile tak postrzegany świat odbiegałby od bezwzględnej realności? Czy taka bezwzględność w ogóle istnieje? A może, jak powiedział Einstein, „wszystko jest względne”?

Literatura cytowana: Bigelow, L. (1974). Effects of Aqueous Pineal Extract on Chronic Schizophrenia. Biological Psychiatry, 8, str. 5–15. Manske, R.H.F. (1931). A Synthesis of the Methyl-Tryptamines and Some Derivatives. Canadian Journal of Research, 5, str. 592–600. Strassman, R. (2012). DMT: molekuła duszy: rewolucyjne badania w dziedzinie biologii doświadczeń mistycznych i z pogranicza śmierci.Białystok: Illuminatio. Szára, S. (1957). The Comparison of the Psychotic Effects of Tryptamine Derivatives with the Effects of Mescaline and LSD-25

is Self-Experiments. W: W. Garattini, V. Ghetti (red.),

Psychotropic Drugs. Nowy Jork: Elsevier, str. 460–467.

10 Stimulus IV

Szára, S. (1989). The Social Chemistry of Discovery: The DMT Story. Social Pharmacology, 3, str. 237–248. Vetulani, J. (2013). Prof. Jerzy Vetulani o tajemnicach mózgu. 86 mld neuronów, czyli walka miłości i empatii z nienawiścią i agresją, rozm. przepr. Maria Mazurek. Gazeta Krakowska (20 grudnia). Wyatt, R.J., Gillin, J.Ch., Kaplan, J., Stillman, R., Mandel, L.R., Ahn, H.S., Vandenheuvel, W.J.A. i Walker, R.W. (1974). N,N-Dimethyltryptamine – a Possible Relationship to Schizophrenia?, Advances in Biochemical Psychopharmacology, 11, str. 299–313.


O

Odchodząc od zmysłów: historia deprywacji sensorycznej Paweł Bakalarz

Kanada, Montreal, lata 50. ubiegłego wieku. Młody mężczyzna leży na posłaniu. Na rękach ma sztywne mankiety, ograniczające zmysł dotyku i możliwość manipulowania przedmiotami. Oczy przesłania mu półprzezroczysta maska z tworzywa sztucznego. W sali panuje jednostajny, monotonny szum, wywoływany przez toporne klimatyzatory. To trzeci dzień eksperymentu. Mimo początkowego planu, mężczyzna postanawia przerwać dalszy udział.

Polska, Kraków, rok 2014. Dwoje młodych ludzi wchodzi razem do kapsuły wypełnionej wodnym roztworem soli. Po zamknięciu będą się unosić swobodnie na powierzchni płynu. Do ich oczu nie będzie docierać światło, a do uszu dźwięki, chyba że zażyczą sobie muzyki relaksacyjnej. Wyjdą po godzinie, odświeżeni i w doskonałych nastrojach.

Wojna matką nauki W roku 1951 Donald Hebb otrzymuje grant od Rady Badań Obronności Kanady (Defense Research Board of Canada). Przedmiotem jest zbadanie efektów długotrwałego przebywania w monotonnym środowisku. W tle pobrzmiewa zimnowojenne zaniepokojenie rzekomą skutecznością technik „prania mózgu” stosowanych ponoć przez Chińczyków na amerykańskich jeńcach. Hebb, współcześnie znany jako ojciec neuropsychologii, który połączył neurochirurgię z badaniami behawioralnymi, nie pojawia się jako autor opublikowanych artykułów. Jego nazwisko przewija się wyłącznie w raportach natury technicznej. Zespół z McGill University w Montrealu początkowo zajmuje się głównie wpływem ujednoliconej stymulacji środowiskowej na rozwiązywanie problemów intelektualnych. Wybór dokonany zostaje raczej w ciemno. W toku badań okazuje się, że psychologowie mogą zainteresować się także zmianami emocjonalnymi. Niemal umyka im z kolei inny aspekt doświadczenia. Mianowicie, uczestnicy badania, którzy chcieli spędzić dłuższy czas na swobodnej refleksji nad sobą czy zajmującymi ich pomysłami, donoszą o znaczących niekiedy zmianach percepcyjnych. Jeden z badanych mówi o nich „śnienie na jawie”. Halucynacje.

11 Paweł Bakalarz Odchodząc od zmysłów

W 1954 roku ukazuje się pierwszy artykuł podsumowujący dorobek badawczy zespołu Hebba. Tekst porusza także kwestię halucynacji. Badania tymczasem zostają zakończone. Współpracownicy Hebba wyjeżdżają do innych ośrodków, gdzie zaczynają własne projekty dotyczące deprywacji percepcyjnej. Szkolą też kolejne pokolenie badaczy. Zaczynają się konferencje, wydawane są monografie i prace przeglądowe. Deprywacja percepcyjna staje się jednym z wiodących tematów badawczych do lat 70-tych ubiegłego wieku. Czołowe ośrodki badawcze mogą się pochwalić współpracą z badaczami należącymi do oryginalnego zespołu z McGill albo ich uczniami.

Nie ma „nowych” tematów badawczych O ile badacze z Montrealu mogą pochwalić się palmą pierwszeństwa w zakresie przeprowadzenia naukowych badań nad deprywacją sensoryczną, temat w zalążkowej postaci istniał od dawna w psychologii i był znany w różnych kręgach społecznych. Badania nad zwierzętami dotykały okresów krytycznych w rozwoju i wpływu ograniczenia bodźców na rozwój zmysłów. Znane były także obserwacje zmian zachowania ludzi (i zwierząt) w środowisku ograniczającym lub uniemożliwiającym ruch albo w sytuacji ograniczenia bodźców sensorycznych, np. długotrwałe zamknięcie w celi więziennej. Z czasem coraz więcej danych napływało od podróżników po Arktyce czy pustyniach a – wraz z rozwojem technologii – także lotników, kosmonautów i nurków głębinowych. Częściej przybierały jednak formę przekazu półserio niż rzetelnych informacji naukowych.


Temat nieobcy jest także różnorodnym tradycjom „duchowym”. Chrześcijaństwo zna Matki i Ojców Pustyni – pustelników, którzy samotnie udawali się w to miejsce, a tam doznawać mieli objawień mistycznych. W buddyzmie tybetańskim do dziś obecne są praktyki odosobnienia w ciemności, podejmowane przez zaawansowanych praktyków. W ich trakcie adepci mają konfrontować się

deprywacji percepcyjnej mają występować relatywnie rzadko (istnieją jednak, czy też istniały, kontrowersje co do stosowania tego terminu poza obszarem psychopatologii), były na pewno bardzo „malowniczym” elementem, przyciągającym uwagę badaczy. Warto też zauważyć, że mowa o ramach czasowych, kiedy już znany i stosowany był dietyloamid kwasu lizergowego, LSD-25.

W buddyzmie tybetańskim do dziś obecne są praktyki odosobnienia w ciemności, podejmowane przez zaawansowanych praktyków. W ich trakcie adepci mają konfrontować się z treściami swoich umysłów i tym sposobem uzyskiwać wgląd w prawdziwą naturę rzeczywistości.

z treściami swoich umysłów i tym sposobem uzyskiwać wgląd w prawdziwą naturę rzeczywistości. Zachodniej tradycji magicznej znana jest tzw. „kołyska czarownic”, choć trudno powiedzieć, na ile było to narzędzie tortur, a na ile autentyczny instrument dobrowolnego uzyskiwania „transów” czy też „odmiennych stanów świadomości” poprzez ograniczenie ruchów ciała i swobodne podwieszenie w powietrzu.

Skrzyżowanie wielu dróg To wszystko wciąż były jednak zaledwie rozproszone informacje, często anegdotycznej natury, niesystematyczne obserwacje niekontrolowanych warunków. W Kanadzie ochotnicy trafiali do ustandaryzowanych pomieszczeń, gdzie byli pod stałą obserwacją eksperymentatorów. Po opublikowaniu oryginalnych badań i kontynuowaniu ich w innych ośrodkach, szybko okazało się, że deprywacja percepcyjna ma szansę stać się węzłem łączącym wiele gałęzi psychologii, a nawet innych dyscyplin akademickich. Możliwość wywoływania doznań sensorycznych bez korespondujących bodźców w otoczeniu i obserwowania ich relacjonowanej dynamiki zainteresowały specjalistów z zakresu psychiatrii i psychologii klinicznej. Psychologia osobowości mogła pozyskać nowy materiał w zakresie motywacji i zachowań eksploracyjnych. Korzystne z punktu widzenia neuropsychologii były możliwości badania pobudzenia i zmian w czujności. Mimo że badania odnosiły się do, można pomyśleć, sztucznych warunków, liczne były także ich zastosowania praktyczne. Operatorzy radarów działają przecież w warunkach ograniczonej i monotonnej stymulacji. To samo dotyczy kierowców kursów długodystansowych czy lotników. Wreszcie, mimo że halucynacje w sytuacji

12 Stimulus IV

Czy nadal jesteśmy w Kansas?! W czasach rozkwitu tego paradygmatu badawczego naukowcy opracowali wiele procedur deprywacyjnych. Niektóre przypominały tę zastosowaną przez zespół Hebba – mankiety, gogle, pogrążanie pomieszczenia w szumie. Inne polegały na zamknięciu osoby w zbiorniku z roztworem soli, gwarantującym swobodne unoszenie się, co miało ograniczać wpływ grawitacji. Inni badacze zamykali swoich ochotników w urządzeniu uniemożliwiającym ruch, przypominającym „żelazne płuco”. Jeszcze inni sadzali uczestników przed jednolicie oświetlonym, zakrzywionym ekranem, obejmującym całe pole widzenia, zapożyczając procedurę od psychologów Gestalt z lat 20. i 30. XX wieku. Tę tzw. procedurę Ganzfeld, z zastosowaniem gogli z połówek piłeczek pingpongowych zamiast ekranu, zaadaptowali później parapsycholodzy w poszukiwaniu dowodów na rzekomą percepcję pozazmysłową. Istniały spory, która wersja paradygmatu jest najskuteczniejsza i co jest decydującym czynnikiem. Wydaje się, że kluczowy mógł być tak naprawdę czas stosowania procedury. Przy takim założeniu, to nie sama metoda ograniczenia dopływu bodźców (i zakres tego ograniczenia), a długość trwania sytuacji ograniczeń decyduje o występowaniu omawianego zjawiska. Badani przebywający po kilka dni w homogenicznym środowisku opracowanym przez zespół z McGill doznawali zakłóceń w myśleniu i trudności w wykonaniu działań intelektualnych. Cierpieli także z powodu zwiększonej labilności emocjonalnej. Pojawiające się halucynacje nie miały charakteru awersyjnego. Jeśli już, rozpraszały badanych w trakcie innych działań. Kontrola pojawiających się na różnych modalnościach wrażeń była bardzo ograniczona. Poprzez intensywną koncentrację badani mogli jednak czasowo znieść efekty deprywacji.


Bardzo szybko zaobserwowano również powtarzającą się w wynikach różnych badań dynamikę doświadczenia percepcyjnego. Dotyczy ona jednak tylko wzroku, w którego obszarze występowanie halucynacji było, co nie zaskakuje, najczęstsze (choć zanotowano doznania

Mimo że badania odnosiły się do, można pomyśleć, sztucznych warunków, liczne były także ich zastosowania praktyczne. dotyczące każdego ze zmysłów). Otóż z reguły zaczynają się pojawiać niezróżnicowane błyski świetlne, iskry. Z czasem przechodzą one w skomplikowane, podobne do tapet wzory geometryczne. Dalszy etap stanowią pozbawione tła przedmioty. Wreszcie osoby poddane procedurze deprywacji mogą doznawać całych złożonych scen, często z wielomodalnymi halucynacjami.

Relaks, zdrowie i dobrostan Badania nad deprywacją sensoryczną prowadzi się do dziś, choć zdecydowanie zniknęły one z czołówki najbardziej interesujących tematów psychologii. Wydaje się, że najpowszechniejszą procedurą jest flotation REST (Restricted Environmental Stimulation Technique), polegająca

na swobodnym unoszeniu się badanego w roztworze soli, z ograniczeniem bodźców wzrokowych i słuchowych. Badania dotyczą głównie terapii chorób somatycznych, ale także walki z uzależnieniami. Ponadto analizowano wpływ tego eksperymentu na twórczość, koncentrację i pamięć. Proponowane wyjaśnienia obserwowanych efektów sugerują wpływ wysokiego poziomu rozluźnienia (uzyskiwanego w procedurach) na ograniczenie krytycyzmu, połączonego jednak ze zwiększoną czujnością. Korzystne, przynajmniej w niektórych przypadkach, wydaje się również samo odcięcie od obecnych zwykle bodźców, stanowiących najczęściej dystraktory dla działalności umysłowej. Tym razem jednak czas trwania procedur liczy się raczej w dziesiątkach minut, ewentualnie godzinach, niż w dniach. Poza tym w niektórych dużych salonach urody można znaleźć „komory deprywacyjne” w postaci pokoi z basenem solankowym. Powstają jednak również „prawdziwe” gabinety deprywacji, proponujące poddanie się procesowi poprzez unoszenie się w wodzie, w swoim czasie często uznawane za metodę najgłębszej deprywacji. Zainteresowani znajdą jeden lub dwa w Krakowie. Co ściąga klientów takich miejsc? Zapewne ciekawość. W dużej mierze chęć pozbycia się napięć, ponieważ taka deprywacja jest uznaną techniką relaksacyjną. Niektórzy mają także cele „duchowe”. Zresztą warto wiedzieć, że także „kołyski czarownic” bywają współcześnie w użyciu, a po odosobnienie w ciemności nie trzeba jeździć aż do Tybetu.

Literatura cytowana: Bachmann, T., Breitmeyer, B.G., Ogmen, H. (2007). Sensory depri-

Forgays, D.G. i Forgays, D.K. (1992). Creativity enhancement thro-

vation effects . W: Experimental Phenomena of Consciousness:

ugh flotation isolation. Journal of Environmental Psychology,

A Brief Dictionary. Oxford: Oxford University Press.

12(4), 329–335.

Barabasz, A.F., Barabasz, M. (1993). Clinical and experimental restricted environmental stimulation: new developments and perspectives. Nowy Jork: Springer-Verlag. Bexton, W.H., Heron, W. i Scott, T.H. (1954). Effects of decreased variation in the sensory environment. Canadian Journal of Psychology/Revue canadienne de psychologie, 8(2), 70–76. Blom, J.D. (2009). Sensory Deprivation Experiments and Hallucinations. W: A Dictionary of Hallucinations. Nowy Jork: Springer .

13 Paweł Bakalarz Odchodząc od zmysłów

Heron, W. (1957). The Pathology of Boredom. Scientific American, 196(1), 52–56. doi:10.1038%2Fscientificamerican0157-52 Lowenthal, M. (2003). The Dawning of Clear Light: A Western Approach to Tibetan Dark Retreat Meditation, Charlottesville: Hampton Roads Publishing Company. Schultz, D.P. (1965). Sensory restriction: effects on behavior. Nowy Jork: Academic Press. Zubek, J.P. (red.). (1969). Sensory Deprivation: Fifteen Years of Research. Nowy Jork: Ardent Media.


P

Psychodeliczna świadomość języka

Rafał Szymanek

czyli co zyskamy, ułatwiając badania nad środkami psychoaktywnymi

To, czy język jest warunkiem koniecznym do posiadania świadomości, jest przedmiotem długoletnich rozważań filozoficznych (Searle, 2002). Filozofowie oraz kognitywiści spierają się o to, czy nie posiadając pojęć opisujących postrzegane przez nas obiekty i właściwości, bylibyśmy w stanie scalać odbierane wrażenia w spójną, świadomą narrację. Środowisko naukowe dzieli się tu na dwa obozy: konceptualistów i non-konceptualistów. Zgodnie z pierwszym podejściem, reprezentowanym przez filozofów takich jak McDowell (1994) czy Carruthers (1998), klasyfikujemy obiekty za pomocą języka, a nasza wewnętrzna narracja przybiera formę języka myśli. Świadomość opiera się więc na operowaniu pojęciami językowymi, a co za tym idzie, przysługuje wyłącznie ludziom. Przeciwny pogląd głosi, że przetwarzamy dane zmysłowe raczej na zasadzie obrazów czy abstrakcji, język zaś służy do werbalizowania naszych świadomych przeżyć (Toribio, 2002; Kelly, 2001). Po tej stronie wypowiadają się filozofowie tacy jak Pinker (1994) czy Searle (1983). Język w tym ujęciu jest tylko procesem ułatwiającym myślenie, jednak można posiadać świadome przeżycia bez posiadania języka. Non-konceptualiści dopuszczają więc możliwość istnienia świadomości u istot nieoperujących językiem. Przytoczę krótkie omówienie sporu konceptualizm – non-konceptualizm, toczonego pomiędzy McDowellem (1994) a Peacocke’iem (1998), przedstawione przez Kelly’ego (2001). Rozpatrując pewną właściwość postrzeganego obiektu (np. kolor), możemy rozróżnić trzy poziomy opisu: 1. właściwość sama w sobie; 2. właściwość postrzegana; 3. właściwość skonceptualizowana. McDowell, broniąc stanowiska konceptualistycznego, stara się dowieść, że poziomy 2. i 3. są ze sobą zbieżne. To znaczy, że nie istnieje różnica pomiędzy właściwością ubraną w pojęcia a sposobem postrzegania jej przez nas. Innymi słowy, można opisać postrzegane przez nas właściwości obiektów za pomocą pojęć. Poprzez odniesienie się do właściwości takich jak kolor stwierdza, że mimo nieposiadania nazw (pojęć) wyrażających każdy dostrzegany przez nas odcień, jesteśmy w stanie wyrazić poszczególne elementy za pomocą pojęć demonstratywnych, czyli takich, które wskazują na konkretną właściwość, np. „ten odcień”. Używanie tego rodzaju pojęć pozwala obejść problem wynikający z tego, że nie wszystkie właściwości możemy opisać za pomocą znanych nam słów – możemy mówić o „szarym”, ale nie znajdziemy w języku nazw, które

14 Stimulus IV

Psychedelic trip, 2012, (Pozyskano z: https://www. flickr.com/photos/67194724@ N03/8185035876


odnosiłyby się do wszystkich barw ze skali szarości. Jeżeli jednak, postrzegając pewnego rodzaju kolorowy obiekt, opisujemy go w swoim „języku myśli” jako „ta barwa” czy „ten odcień”, problem znika. Konceptualiści uważają, że wszystkie wrażenia percepcyjne, które składają się na nasze świadome doświadczenie, są oparte na pojęciach (Bengson, Grube i Korman, 2011). Peacocke uważa, że pojęcia demonstratywne dzielą postrzegane obiekty silniej niż dzieje się to w naszych świadomych postrzeżeniach. Zwraca uwagę, że różne osoby posiadają różny repertuar pojęć, co w ujęciu

lozoficznych rozważań. Nie zebrano dotychczas zbyt wielu danych na temat faktycznych mechanizmów psychicznych, które odpowiadają za świadome przeżycia. Nie udało się też ustalić roli języka w tym procesie, choć wykazano, że może on ułatwiać przyswajanie pojęć (Xu, 2002) oraz że niemowlęta, mimo że nie posługują się językiem, mogą być uznane za posiadające świadomość (Trevarthen i Reddy, 2007). Nieporuszony wydaje się, moim zdaniem, bardzo ciekawy kierunek badań, mianowicie odmienne stany świadomości. Podczas przeżyć mistycznych w rytuałach szamańskich czy religijnych, a także podczas podróży psychodelicznych z wykorzystaniem halucynogennych substancji psychoaktywnych, doświadczenie wydaje się w swoisty sposób oderwane od języka (Krippner, 1970). Użytkownicy substancji takich jak LSD często doświadczają zmiany w sposobie opisu rzeczywistości, powodujące wrażenie jakby ich wewnętrzny monolog, który stanowi podstawę treści świadomości, oddzielał się od ograniczeń językowych (The Cognitive Components, 2011). Pojęcia w takim stanie wydają się swobodniej płynąć po naszej świadomej przestrzeni, przyjmując abstrakcyjne formy. Powoduje to, że doświadczenie psychodeliczne często wymyka się opisowi językowemu (Vaughan, 1983) i jest bardzo trudne do opisania, zwłaszcza osobom, które nie doświadczyły podobnych stanów. Stanowi to argument za niekonceptualnym podejściem do problemu. Mało jest

Filozofowie oraz kognitywiści spierają się o to, czy nie posiadając pojęć opisujących postrzegane przez nas obiekty i właściwości, bylibyśmy w stanie scalać odbierane wrażenia w spójną, świadomą narrację. konceptualistów oznaczałoby, że ta sama właściwość, np. pewien kolor, postrzegana byłaby przez jedną osobę jako „ten odcień szkarłatu”, podczas gdy dla innego obserwatora, pozbawionego konceptu koloru szkarłatnego, byłby to „ten czerwony”. Peacocke utrzymuje, że istnieje jeden odcień, którego obie te osoby doświadczają w ten sam sposób. Kelly (2001) przytacza również argument stałości koloru – postrzegamy pewien odcień jako ten sam, niezależnie od oświetlenia. Właściwości percepcyjne kolorów zmieniają się drastycznie w zależności od tego, gdzie je umieścimy – czarny tekst na białej kartce czytany w środku dnia, w pełnym słońcu, może być faktycznie jaśniejszy niż tło tej samej białej kartki w ciemnym pomieszczeniu z minimalnym oświetleniem. Te różnice są jednak „obrabiane” przez nasz mózg tak, że postrzegamy ten sam kolor tak samo w obu sytuacjach. Kelly twierdzi, że pojęcia takie jak „ten odcień” nie są wystarczające do wyjaśnienia naszego wrażenia postrzegania koloru, gdyż nie zawierają istotnych informacji o oświetleniu i otoczeniu, które pozwalają nam utrzymać stałość barwy. Właściwości są ponadto ściśle związane z obiektami, których są własnością (Peacocke, 1998). Mimo iż możemy racjonalnie stwierdzić, że błękit wełnianego szalika oraz błękit drewnianego stolika to ten sam kolor (np. mierząc długość fali elektromagnetycznej odbijanej przez oba obiekty), istnieje w naszym doświadczaniu obu tych kolorów istotna różnica, której nie można uchwycić poprzez pojęcie „ten niebieski”. Jest to kolejny argument za niekonceptualną treścią świadomych przeżyć. Widzimy więc, że spór istnieje, a w obecnych

warunkach badawczych nie może on wyjść poza ramy fi-

Użytkownicy substancji takich jak LSD często doświadczają zmiany w sposobie

opisu rzeczywistości, powodujące wraże-

nie jakby ich wewnętrzny monolog, który

stanowi podstawę treści świadomości, oddzielał się od ograniczeń językowych jednak badań wykorzystujących neuroobrazowanie do badania psychodelicznego mózgu (zob. np. Carhart-Harris i in., 2012), a te istniejące nie przyglądają się szczególnie ośrodkom językowym. Jest to więc niezbyt dobrze poznany, za to niezwykle obiecujący obszar badań. Poza nakłonieniem badaczy do obrania tego kierunku, chciałbym również zwrócić uwagę na istniejące ograniczenia, które często paraliżują ciekawe pomysły badawcze, jeżeli chodzi o eksperymenty z substancjami

15 Rafał Szymanek Psychodeliczna świadomość języka


psychoaktywnymi. Badania nad psychodelikami cieszyły się sporą popularnością w latach 40-stych, 50-tych i w pierwszej połowie lat 60-tych XX wieku. Jednak regulacje rządu amerykańskiego, który w 1965 roku zakazał produkcji i sprzedaży psychodelików, oraz następujące po tym wydarzeniu regulacje międzynarodowe znacznie ograniczyły zarówno możliwość zażywania, jak i badania tych substancji (Griffiths i Grob, 2010). W 1970 roku psychodeliki znalazły się na liście kontrolowanych substancji, gdzie zostały umieszczone w grupie I, która zawiera substancje nieposiadające zastosowania medycznego i niedostępne w legalnym obrocie. Badania zamarły na kilkadziesiąt lat (Williams, 1999).

Obecnie, mimo lekkiego ożywienia w temacie, wciąż nie prowadzi się szeroko zakrojonych badań nad psychodelikami. Nie istnieją programy badawcze zajmujące się tymi substancjami, granty bardzo rzadko są przyznawane, niewielu profesorów jest skłonnych objąć funkcję promotora tego typu badań (Sewell, 2006). Wiele musi zmienić się w infrastrukturze, ale również w świadomości nowego pokolenia badaczy. Mam nadzieję, że mój artykuł pokazuje choć w niewielkim stopniu, że psychodeliki mogą być cennym narzędziem. Być może jednym z niewielu, które pozwoli nam zgłębić największe tajemnice ludzkiego umysłu.

Literatura cytowana: Bengson, J., Grube, E. i Korman, D.Z. (2011). A new framework for conceptualism. Noûs, 45(1), 167–189. Carhart-Harris, R.L., Erritzoe, D., Williams, T., Stone, J.M., Reed, L.J., Colasanti, A., … i Nutt, D.J. (2012). Neural correlates of the psychedelic state as determined by fMRI studies with psilocybin. Proceedings of the National Academy of Sciences, 109(6), 2138–2143. Carruthers, P. (1998). Conscious thinking: language or elimination? Mind & Language, 13(4), 457–476. Griffiths, R.R. i Grob, C.S. (2010). Hallucinogens as medicine. Scientific American, 303(6), 76–79. Kelly, S.D. (2001). The Non-conceptual Content of Perceptual Experience: Situation Dependence and Fineness of Grain. Philosophy and Phenomenological Research, 62(3), 601–608. Krippner, S. (1970). The effects of psychedelic experience on language functioning. W: B. Aaronson i H. Osmond (red.),

Searle, J.R. (1983). Intentionality: An essay in the philosophy of mind. Cambridge: Cambridge University Press. Searle, J.R. (2002). Consciousness and language. Cambridge: Cambridge University Press. Sewell, A. (2006). So you want to be a psychedelic researcher? Summer Solstice XV (2), 42–48. The Cognitive Components of a Psychedelic Experience. (2011). W: Disregard Everything I Say. Pozyskano z: http://www. disregardeverythingisay.com/post/10562290956/the-cognitive-components-of-a-psychedelic-experience Toribio, J. (2002). Perceptual experience and its contents. The Journal of Mind and Behavior, 23(24), 375–392. Trevarthen, C. i Reddy, V. (2007). Consciousness in infants. W: M. Velmans i S. Schneider (red.), The Blackwell Companion to Consciousness (s. 41–57). Oxford: Blackwell Publishing. Vaughan, F. (1983). Perception and knowledge: Reflections

Psychedelics: The Uses and Implications of Hallucinogenic Drugs

on psychological and spiritual learning in the psychedelic

(s. 35–39). Garden City: Anchor Books.

experience. W: L. Grinspoon I J. Bakalar (red.), Psychedelic

McDowell, J. (1994). The content of perceptual experience. The Philosophical Quarterly, 44(175), 190–205. Peacocke, C. (1998). Nonconceptual content defended. Philosophy and Phenomenological Research, 58(2), 381–388. Pinker, S. (1994). The language instinct: The new science of language and mind. Londyn: Penguin UK.

16 Stimulus IV

Reflections (s. 108–114). Nowy Jork: Human Sciences Press. Williams, L. (1999). Human psychedelic research: A historical and sociological analysis. Niepublikowana praca licencjacka, Cambridge University.


W

Wpływ marihuany na zmiany percepcji czasu Badania na przykładzie społeczności Ruchu Rastafari mgr Dariusz Niezgoda

Fotografia: Ashton Doyle

Przeglądając tytuły publikacji naukowych lub wystąpień konferencyjnych dotyczących środków psychoaktywnych, popularnie nazywanych narkotykami, można zauważyć pewne trendy. Badacze zajmujący się odmiennymi stanami świadomości od lat 50. wiele uwagi poświęcają dietyloamidowi kwasu D-lizergowego, popularnie nazywanemu LSD. Antynarkotykowa polityka państw zachodnich, szczególnie Stanów Zjednoczonych, utrudniła prowadzenie badań, jednakże wbrew obiegowej opinii wcale ich nie uniemożliwiła. Ponadto tacy badacze jak chociażby Stanislav Grof pozostawili po sobie bogaty materiał badawczy w formie wywiadów, opisów i publikacji. Jest on po dziś dzień źródłem inspiracji dla wielu osób zawodowo bądź hobbystyczne zajmujących się odmiennymi stanami świadomości. Z początkiem lat 70. uwagę środowiska naukowego zaczął przykuwać pochodzący z Ameryki Południowej rytualny napój halucynogenny ayahuasca, zawierający między innymi dimetylotryptaminę (DMT)1. Substancja ta przeniknęła do popkultury, stając się substytutem nielegalnego LSD o ściśle etnicznym charakterze2. W tym samym czasie uwadze badaczy, najczęściej etnologów i antropologów, oczywiście nie umknęły różne odmiany meskalinowych kaktusów, np. pejotl (Lophophora williamsii) lub San Pedro (Echinopsis pachanoi), a także grzybów zawierających psylocybinę. W 1974 roku Barbara Myerhoff opublikowała Pejotlowe łowy, książkę o znaczeniu fundamentalnym dla

badań nad etnicznym, rytualnym wykorzystaniem północnoamerykańskiego kaktusa meskalinowego (Lophophora williamsii). Być może przyczyna zainteresowania środowiska naukowego tymi substancjami psychoaktywnymi tkwi w wywoływanych przez nie niezwykle intensywnych i długotrwałych doznaniach, silnie wpływających na psychikę ich użytkowników. Istotną przyczyną powstawania wielu badań są także związki tych substancji ze społecznościami tradycyjnymi. Ich cenne rezultaty z powodzeniem mogą być wykorzystywane dla rozumienia zachowań rytualnych. Niestety wydaje się, że niewielu badaczy dostrzega jeden z najbardziej popularnych środków psychoaktywnych, którym jest marihuana. Nazywana często „miękkim narkotykiem” lub nawet używką, spychana jest na margines badań jako ­– wydawać by się mogło ­– niewarta uwagi3. Z drugiej strony, mówi się i publikuje dużo na temat jej legalności bądź wpływu na zdrowie fizyczne palaczy, co jest bardzo często motywowane budowaniem argumentacji za lub przeciwko penalizacji. Spór między zwolennikami a przeciwnikami legalizacji marihuany, dotykający także środowisko naukowe, sprawia wrażenie, iż na jej temat powiedziano już wystarczająco dużo, a nawet za dużo. Wśród tysięcy publikacji niewiele z nich dotyka spraw wpływu tego środka psychoaktywnego na całe grupy społeczne. Marihuana, w odróżnieniu od popularnych:

1 Jednakże dopiero w 2011 roku odbyło się European Ayahuasca Research Symposium, a w 2012 Ayahuasca in a Global Context, pozyskano z: [online] http://www.erowid.org/chemicals/ayahuasca/ayahuasca_timeline.php [dostęp: 19.04.2014]. 2 By wyprodukować ayahuaskę, konieczna jest odpowiednia wiedza oraz składniki. Produkt ten nigdy nie wszedł do czarnorynkowego obiegu z uwagi na specyfikę (intensywność) doznań oraz problemy z jego długoterminowym przechowywaniem. Popularne stają się natomiast

wycieczki, których organizatorzy za stosowną opłatę przygotowują napój, miejsce oraz nastrój sprzyjający „podróży”. Często są to osoby o rdzennoamerykańskim pochodzeniu lub proweniencji, podający się za „szamanów”. 3 Widać to chociażby podczas wystąpień na konferencjach, rozmów w kuluarach lub zwykłych pogawędek między naukowcami na uczelnianych korytarzach ­poruszając ten temat, niezmiennie gości na ich twarzach uśmiech.

17 mgr Dariusz Niezgoda Wpływ marihuany na zmiany percepcji czasu


amfetaminy, ecstasy lub kokainy, może być zażywana intensywnie przez długi czas bez tak radykalnie destrukcyjnych dla organizmu konsekwencji zdrowotnych4. Daje nam to unikalną możliwość wglądu w przemiany historyczne całych społeczeństw, które nie ulegają destrukcji biologicznej powodowanej uzależnieniem. W niniejszym artykule w pierwszej kolejności zaprezentowane zostaną psychologiczne, czyli jednostkowe efekty przyjmowania THC (tetrahydrokannabinol). Następnie, by móc przejść z poziomu jednostki na poziom grupy społecznej, spróbujemy zbudować model specyficznego dla obranej grupy zachowania, oparty na cybernetycznej teorii sprzężenia zwrotnego. Ostatni etap to egzemplifikacja historyczna przybliżająca owe modelowe procesy.

rzeń. Rhea Dornbush (1971) konstatuje ponadto, że w przypadku palaczy marihuany zaburzenia percepcji czasu mają ­– co istotne ­– charakter wyłącznie subiektywny. Poniższe deklaracje tego typu są powszechne w środowisku palaczy marihuany: Kiedy jestem spalona, potrafię spędzić dobre trzy godziny między wpół do jedenastej a dwunastą. Kiedy zaczynałem palić, wydłużanie się czasu było niezwykle wyraźne. Pierwszy raz zdałem sobie sprawę z posiadania zmysłu upływu czasu. To sprawiło, że poczułem się jak ryba w wodzie, która zazwyczaj nie jest świadoma oceanu wokół niej. Podobnie, nigdy nie byłem świadom czasu, za wyjątkiem chwil, podczas których patrzyłem na zegar. Zawsze zakłada-

Percepcja czasu Zażywanie środków psychoaktywnych może oddziaływać nie tylko na tymczasowe (np. rytualne) zachowania i wrażenia członków danego wyznania, lecz również na ich styl życia, a także doktrynę, która ulega powolnym, stopniowym przemianom. Długotrwałe zażywanie substancji odurzających przez wyznawców wpływa na ich percepcję rzeczywistości. U podstaw tych długotrwałych przemian zarówno osobowości, jak i systemu wierzeń, założeń oraz twierdzeń religijnych leżą między innymi istotne psychobiologiczne uwarunkowania. Można przypuszczać, iż współwystępowanie przyjemnych doznań i emocji (euforii) z charakterystycznymi dla danego środka psychoaktywnego obiektywnymi bądź subiektywnymi zaburzeniami percepcji (por. Melges i in., 1970), skłania ich użytkowników do pozytywnego waloryzowania owej zmienionej percepcji w stanach trzeźwości. W związku z tym, systematyczne odurzanie prowadzić będzie do stałych, opartych na powyższych waloryzacjach przemian osobowości. Jednym z najpopularniejszych środków psychoaktywnych jest marihuana. Badania wykazują, że THC powoduje zaburzenia w odbieraniu czasu (temporal disintegration5), które są skorelowane z depersonalizacją (Melges i in., 1970). Dezintegracja czasu przejawia się w subiektywnych odczuciach, opisywanych jako zlewanie się przeszłości i przyszłości w teraźniejszość, jak również przywiązywaniu szczególnej uwagi do aktualnych wyda-

4 Sposób zażywania marihuany może przybierać różnorodne formy i równie różnorodnie oddziaływać na zdrowie. 5 Temporal disintegration wyraża się m.in. w twierdzeniach: 1) Czasami czuję się nieobecny w teraźniejszości, wpadam w przeszłość i przyszłość, jakbym był tam w rzeczywistości, 2) Moja przeszłość, przyszłość i teraźniejszość wydają się zintegrowane ze sobą, 3) Moja przeszłość, przyszłość i teraźniejszość wydają się być oddalonymi od siebie wyspami doświadczenia z niewielkimi relacjami między nimi, 4) Moja przeszłość i przyszłość

18 Stimulus IV

łem, że zegar to czas. (cyt. za: Novak 1987)

Współczesne badania elektrofizjologiczne nad wpływem THC na odbiór muzyki wykazują u palaczy marihuany

zintensyfikowanie doznań, które wynikają w prostej linii z subiektywnych odczuć dotyczących zaburzeń poczucia czasu (Fachner, 2006, 2009). Pod wpływem marihuany poszczególne dźwięki są od siebie (subiektywnie) oddzielone większymi pauzami niż zwykle, a każdy dźwięk wydaje się intensywniejszy i czystszy. Zasadę działania można zilustrować pewnym przykładem: gdybyśmy na rozciągliwej gumie, będącej strzałką czasu, zaznaczyli nuty oraz pauzy między nimi, to po jej rozciągnięciu przerwy między dźwiękami oraz ich czas trwania stosownie by się wydłużyły, nie zaburzając jednocześnie kompozycji utworu oraz harmonii6. Ponadto często deklarowane przez naukowców występowanie zaburzeń pamięci krótkotrwałej zauważane jest jedynie przy dużych dawkach THC, natomiast w przypadku dawek mniejszych efekty są identyczne z placebo (Dornbush 1971). William Novak (1987) sugeruje, iż pomocne w niwelowaniu tego typu zaburzeń może być powtarzanie szybko traconych pakietów informacji. Dzięki stosowaniu zabiegów stylistycznych, takich jak echo i pogłos, muzyka zyskuje na głębi ­– dźwięki trwają dłużej, są zwielokrotniane, a ich modulacje zazwyczaj nie są

wydają się zapadać w teraźniejszości, trudno mi jest je od siebie odróżnić, 5) Kiedy próbuję sobie przypomnieć przeszłość lub wyobrazić przyszłość, ciągle uzmysławiam sobie, że jestem tu i teraz, 6) Rzeczy zdają się bardziej przytrafiać mi, niż to ja mam na nie wpływ, 7) Moje bieżące cele wydają się pasować do długoterminowych planów (Melges i in., 1970). 6 Ten sposób opisywania czasu zaczerpnąłem od prof. Arnolda Lebeufa, który posługuje się nim, tłumacząc teorię mezoamerykańskiej Długiej Rachuby.


raptowne. Niewykluczone, że ów charakterystyczny riddim (rytm) pozwala osobie będącej pod wpływem marihuany w większym stopniu rejestrować utwór muzyczny jako rozwijającą się spójną całość. Oczywiście wpływ marihuany nie ogranicza się wyłącznie do przemian w odczuwaniu upływu czasu. Andrew Weil wymienia na przykład trzy charakterystyczne cechy myślenia osób, będących pod wpływem marihuany: akceptacja zarówno intuicyjnych, jak i racjonalnych funkcji mentalnych; akceptacja ambiwalentnej natury rzeczy; tolerancja dla niespójności i sprzeczności (Weil 1972; za: Novak 1987). Dla potrzeb niniejszego tekstu zostaną jednak poruszone wyłącznie kwestie percepcji czasu.

Budowa modelu cybernetycznego Powszechnie przyjmuje się, że muzyka reggae jest nośnikiem7 ideologii Ruchu Rastafari8. Może to częściowo tłumaczyć jej popularność wśród osób zażywających THC. Być może klucz do zrozumienia rosnącej popularności reggae na świecie, a także wiązanego z nią często rastafarianizmu, tkwi w jej sprzyjających odurzaniu marihuaną właściwościach. Badania Jörga Fachnera nad jazzem (2003) oraz sposobem odbierania muzyki pod wpływem marihuany (1998, 2006, 2009) pozwalają nam wysunąć wniosek, iż specyfika muzyki takiej jak jazz, blues oraz reggae9, szczególnie rytm i tempo, znacząco sprzyja wywoływaniu pozytywnych doznań po zażyciu THC. Badania Melgesa i Dornbusha nad percepcją czasu być może dają odpowiedź na przyczynę przekształceń muzyki jamajskiej w oparty na basie i bębnach dub (lata 70.) oraz szybszy dancehall (koniec lat 70.). Przemiany te jednoznacznie związane są z przywiązywaniem przez artystów coraz to większej wagi do rytmiki i ciepłej barwy dźwięku. Występujące zaburzenia pamięci krótkotrwałej mogły też przyczynić się do powstania efektu echa i pogłosu w muzyce dubowej. Co istotne, owe zaburzenia percepcji czasu są wyłącznie wrażeniami, a nie obiektywnymi zaburzeniami, dzięki czemu artyści ­– producenci przekazu 7 Trafnego sformułowania używa Philip Tagg (1987), który uważa, iż muzyka (w ogóle) jest „mediatorem symboli kulturowych”. 8 Z pochodzenia jamajski, mesjanistyczny, afrochrześcijański ruch społeczno-religijny o zabarwieniu politycznym, zapoczątkowany przez Marcusa M. Garveya, który przepowiedział koronację czarnoskórego króla w Afryce, mającego przyczynić się do exodusu czarnoskórych do Ziemi Obiecanej. Rozwój ruchu nastąpił po wstąpieniu na tron cesarza Etiopii Haile Selassiego w 1930 r. Został on przez wielu rastafarian uznany za mesjasza, wywodzącego się z rodu Dawidowego. Charakterystycznymi elementami ruchu są: opozycja „Biali-Czarni” (Babilon, będący symbolem zła, wyzysk, uciemiężenie kontra uciskany czarnoskóry lud, wolność, natura), muzyka reggae i jej pochodne, fryzura dreadlocks, rytualne zażywanie marihuany, wiara w starotestamentowego boga nazywanego Jah, brak wysoko rozwiniętej hierarchizacji, wegetarianizm, dieta I-tal, niezażywanie alkoholu. Por. Beźnic, 2001.

kulturowego ­– są zdolni do komponowania i wykonywania swoich utworów pod wpływem marihuany. Spróbujmy więc, biorąc pod uwagę specyfikę nośnika informacji, jakim jest muzyka reggae, zbudować model, który przedstawiać będzie proces wymiany treści doktryny rastafariańskiej. Producentami przekazu kulturowego, treści ideologicznej lub treści formalnej i nieformalnej doktryny rastafariańskiej10 są artyści, osoby najczęściej należące do Ruchu Rastafari bądź z nim sympatyzujące. Jako że palenie marihuany przez jego wyznawców uważane jest bardzo często za sakrament, w sposób naturalny hasła propagujące zażywanie tego środka psychoaktywnego pojawiają się w komponowanych utworach. Akceptacja bądź odrzucenie takiego przekazu jest równoważne z popularnością konkretnego utworu, muzyka lub grupy muzycznej. Nie występuje tutaj zatem często spotykane w religii zwierzchnictwo producentów odgórnie ustalanego przekazu nad jego odbiorcami. W pierwszej kolejności to odbiorca decyduje, które treści są słuszne, a które nie zasługują na uwagę. Sytuacja tego typu możliwa jest dzięki brakowi silnej hierarchizacji społeczności rastafarian. Trudno tutaj jednak odpowiedzieć na pytanie o to, czy treść utworów muzycznych powoduje w ludziach chęć zapalenia marihuany, czy może po tego typu muzykę częściej sięgają osoby, które już palą. Odpowiedź najprawdopodobniej znajduje się pośrodku: osoby, które już palą, z łatwością sięgają po muzykę reggae, ponieważ jej właściwości sprzyjają odurzeniu, natomiast osoby, które nie palą, są niejako nakłaniane11 do tego, by sięgnąć po omawiany środek psychoaktywny. Dla niniejszych rozważań najistotniejsza jest korelacja, związek muzyki i marihuany, a nie to, który z tych elementów jest pierwotny w procesie decyzyjnym. Opisane powyżej mentalne przemiany osobnicze związane z pozytywnym waloryzowaniem zmienionych stanów świadomości polegających na subiektywnych zaburzeniach percepcji czasu nie pozostają nigdy bez związku z otoczeniem, czyli społecznością. Osoby zażywa9 Jednakże to najczęściej reggae kojarzy się z marihuaną. Powodem tego jest zapewne treść utworów, w których często wychwala się rzekome pozytywne właściwości konopi. Jazz i blues nie są w tym tak popularne i bezpośrednie. 10 Doktryna rastafariańska jest w bardzo małym stopniu sprecyzowana i zunifikowana. Jedynie poza kilkoma radykalnymi odłamami funkcjonuje zasada swobodnego doboru istotnych dla wierzących kwestii teologicznych. 11 Nie mam tu na myśli przekonywania wprost, ale cały złożony proces wpływania na decyzję. Zgodnie z definicją Uniwersalnego słownika języka polskiego nakłonić to wpłynąć (wpływać) na czyjąś decyzję; namówić (namawiać), przekonać (przekonywać), zachęcić (zachęcać), skłonić (skłaniać).

19 mgr Dariusz Niezgoda Wpływ marihuany na zmiany percepcji czasu


jące substancje psychoaktywne najczęściej szukają grupy, która akceptuje takie praktyki lub w nich uczestniczy12. Społeczność, z którą utożsamia się osoba, uogólnia normy i wartości swoich członków oraz narzuca/zwraca je im w takiej postaci, działając na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Z czasem przekaz się utrwala i kostnieje. Uproszczony, dostosowany do jak największej grupy osób chcących go zaakceptować, staje się niesformalizowanym dogmatem. W ten sposób ewentualny wpływ środków psychoaktywnych dotyka także osoby, które nie mają z nimi bezpośredniego kontaktu.

Tych kilka powyższych, czasami nienowych już, lecz ­– wydawać by się mogło ­– aktualnych ustaleń można przenieść na grunt badań nad religiami, a konkretniej ­– spróbować wytłumaczyć pochodzenie niektórych elementów doktryny rastafariańskiej oraz stylu życia jej wyznawców, wykazujących się najprawdopodobniej największym odsetkiem użytkowników marihuany na tle innych wyznań. Zastanawiający wydaje się fakt, iż początkowo z niemal rasistowskiego, brutalnego i dynamicznego jamajskiego ruchu społecznego powstało wyznanie, które współcześnie opinia publiczna uznaje za niezwykle pacyfistyczne i spokojne. W połowie XX wieku zauważa się znaczącą zmianę sposobu życia wyznawców rastafarianizmu, którzy przywiązują się bardziej do aspektów duchowych i symbolicznych niż materialnych swojej religii. W tym czasie zaczęto również wiązać rastafarianizm z hodowlą konopi na masową skalę i do celów rytualnych (komuna Pinnacle)13. Można podejrzewać, że dezintegracja czasu wywoływana zażywaniem THC wpłynęła na specyficzny dla tego wyznania brak zainteresowania zarówno

przeszłością, jak i przyszłością. Sławomir Gołaszewski (1990) pisze: „Rasta od razu mówią, że nie zajmują się śmiercią, lecz życiem. Nie jest to po prostu życie dla «tu i teraz», mimo że kładą nacisk na konkretną, teraźniejszą rzeczywistość. Idzie to dalej, do roszczenia sobie prawa, i dążenia do pewnej jakości życia, która jest w swej istocie duchowa”. Tego typu twierdzenia, powszechne i popularne dzisiaj, były rzadkością w pierwszych źródłach dotyczących rastafarianizmu. Retoryka w nich zawarta dotykała całkowicie innych spraw: problemów nierówności, biedy i exodusu do Afryki. Marcus Garvey pisał: „Wierzymy w czystość rasy Czarnej i czystość rasy Białej. UNIA jest przeciwko małżeństwom bogatych Czarnych z biednymi Białymi. Jest także przeciwko bogatym i biednym Białym, którzy biorą korzyści z Czarnych kobiet” (cyt. za: Lawler 2005). Natomiast Sam Brown, jamajski działacz polityczny (sic!), deklarował w programie swojej partii m.in. następujące punkty: „Ruch Rastafari ma głównie na celu całkowite zniszczenie wszystkich śladów białej supremacji na Jamajce, kładąc tym samym kres gospodarczemu maksymalnemu wykorzystaniu i społecznej degradacji Czarnych.[…] Dlatego Ruch Rastafari postanowił aktywnie włączyć się do walki politycznej i stworzyć ruch polityczny w celu przejęcia władzy i wprowadzenia środków dla poprawy sytuacji biednych i uciskanych” (cyt. za: Barrett 1997). Postępująca apatyczność Ruchu Rastafari lat 60. „zapewniła” mu podczas wyborów jedynie sto głosów (Barrett 1997). Zastanawiające może być również akceptowanie przez rastafarian sprzeczności związanych z etiopskim cesarzem Haile Selassie, którego uznaje się do tej pory za mesjasza14. Być może cechy myślenia charakterystyczne dla palaczy marihuany opisywane przez Andrew Weila, a szczególnie tolerancja sprzeczności, pomagają rastafaria-

12 O ile dawniej tego typu relacje ograniczały się do fizycznego otoczenia, o tyle dzisiaj za pośrednictwem nowoczesnych środków komunikacji nawiązywanie nowych znajomości, wymiana poglądów i poszukiwanie akceptacji własnego stylu życia nie są ograniczone przez bariery przestrzenne. Kwestią otwartą pozostaje jednak pytanie o jakościową oraz ilościową przemianę form komunikowania w ostatnich latach: czy nasze mózgi przetwarzają większą ilość informacji, czy może jest ona jedynie bardziej zróżnicowana, ponieważ pochodzi z odmiennych kulturowo regionów świata; albo czy struktury społeczne zanikają na korzyść społeczeństwa płaskiego, którego centralnym punktem jest jednostka, czy może owe struktury przenoszą się do tak zwanej rzeczywistości wirtualnej i lokują w niej? Dla potrzeb niniejszego tekstu załóżmy, iż my, ludzie, jako gatunek biologiczny, pozostajemy w tyle w stosunku do rozwoju technologicznego, zatem nasz komunikacyjny świat społeczny nie ulega znaczącym przemianom jakościowym, szukamy jego substytutów, a naszą tożsamość, wartości, które cenimy lub odrzucamy, budujemy z elementów dostępnych nam światopoglądów, konfrontując nasze decyzje z najbliższym otoczeniem, które nie zawsze już ma charakter terytorialny i familijny. 13 Założona przez Leonarda „Gonga” Percivala Howella (jednego z pierwszych liderów ruchu) w trudno dostępnych rejonach Jamajki komuna, skupiająca

od 500 do 1600 członków. W jej obrębie zaczęto uprawiać rośliny, wśród nich marihuanę (ganja) do celów rytualnych, która stała się popularna wśród zwolenników ruchu. Pierwszy kryzys komuny miał związek z donosem sąsiadów, którzy złożyli go po tym, jak wyznawcy nękali ich, nakłaniając do niepłacenia podatków rządowi jamajskiemu na rzecz Haile Selassie I. W sierpniu 1941 roku do osady wkroczyła policja, która osadziła w więzieniu kilkudziesięciu członków ruchu. Howellowi udało się uciec, jednak niedługo później został on schwytany i osadzony w więzieniu na kolejne dwa lata. Wywołało to jedynie wzmożone zainteresowanie kultem i przyłączenie się do niego następnych osób. W 1953 r. do opinii publicznej dotarły informacje o reaktywowaniu kultu. W drugim etapie komuny Pinnacle zwiększono bezpieczeństwo członków (m.in. wykorzystano do tego szkolone psy), a mężczyźni zaczęli nosić dreadlocks ­– fryzurę wzorowaną prawdopodobnie na wojownikach abisyńskich (etiopskich). Jednak w początku 1954 roku komunę ponownie najechała policja. Aresztowano 163 członków oraz Howella. Posiadłość zniszczono, a członków ruchu umieszczono w slumsach Kingston (Barrett 1977, 86–87). 14 Różne epizody z życia cesarza: błędy, obawy, niepotwierdzenie ustne swojej boskości, a także epizod ostateczny, jakim jest śmierć, po której nie nastąpiło zmartwychwstanie, mogą wskazywać na jego typowo ludzką naturę.

Przemiany Ruchu Rastafari

20 Stimulus IV


nom akceptować trudne dla zrozumienia przez członków innych wyznań dogmaty.

Wnioski Tło historyczne ukazuje zastanawiającą przemianę dynamicznego, agresywnego, nastawionego na zmianę Ruchu Rastafari w stagnacyjne, pacyfistyczne, „skoncentrowane na chwili obecnej” wyznanie religijne. Przyczyny owej przemiany być może ulokowane są właśnie w subiektywnych upośledzeniach percepcji czasu. Każda decyzja jest wynikiem kompromisu pomiędzy tym, co było, a tym, co chcemy, żeby było. Zaburzenia percepcji przeszłości i przyszłości upośledzają sam proces podejmowania decyzji. Oczywiście nie należy tutaj pomijać kwestii charakteru i predyspozycji psychicznych poszczególnych ludzi oraz uwarunkowań społeczno-historycznych danej epoki i regionu świata. Niemniej jednak należy zaznaczyć, iż zażywanie marihuany wydaje się czynnikiem (zapewne niejedynym), który wpłynął w znacznym stopniu na cha-

rakterystyczną dla Ruchu Rastafari dogmatykę, dotyczącą przyszłości oraz motywacji do podejmowania działań. Ostatnią uwagą, którą warto nakreślić jest kwestia etyczna. Stagnacja, brak podejmowania działań, zahamowanie dynamiki rozwoju społeczności lub jednostki nie może być oceniane w kategoriach moralnych. Pozytywne waloryzowanie postępu, rozwoju i powierzchownie rozumianej ewolucji jest pozostałością minionej epoki. Zagrożenia, jakie wiążą się z tym sposobem myślenia o zmianie, niejednokrotnie ukazywały swoją tragiczną twarz na kartach historii. Wstrzemięźliwość natomiast określana jest przez filozofów często jako cnota. To, na czym powinniśmy się skupić, ulokowane jest w kwestii chorobliwych skrajności, która zawsze i niezmiennie ­– jak zapewne uważałby Sokrates ­– doprowadza do wyniszczenia. Należy zatem pamiętać, że syndrom amotywacyjny może być rozpatrywany wyłącznie w kontekście jednostki i na tle społeczności, w której ona funkcjonuje.

Literatura cytowana: Barker, E. (1997). Nowe Ruchy Religijne, tłum. z ang. T. Kunz. Kraków: Zakład Wydawniczy NOMOS. Barrett, L.E. (1997). The Rastafarians. Boston: Beacon Press. Barrington, E. (2010). Caribbean religious history: an introduction. Nowy Jork: New York University Press. Cassidy, F.G. (2007). Jamaican Talk. Three Hundred Years of the English Language in Jamaica. Kingston: University of the West Indies Press. Dornbush, R. (1971). Marijuana, Memory, and Perception. 124th annual meeting of the American Psychiatric Association, Washington, D.C., May 3–7. Fachner, J. (1998). EEG-Brainmapping during changed Music Perception induced by Tetra-Hydro-Cannabinol. 4th European Music Therapy Congress. Fachner, J. (2003). Jazz, improvisation and asocial pharmacology of music, „Music Therapy Today”, 4 (3), s. 1­26. Fachner, J. (2009). Out of Time? Music, Consciousness States and Neuropharmacological Mechanisms of an Altered Temporality.

Lawler, M. (2005). Marcus Garvey: Black Nationalist Leader. Philadelphia: Chelsea House Publishers. Gołaszewski, S. (1990). Reggae-Rastafari. Bydgoszcz: Wydawnictwo Pomorze. Johns, A. (2001). Psychiatric effects of cannabis. „The British Journal of Psychiatry”, 178, s. 116­122. Kaplan, J. (1970). Marijuana, The New Prohibition. World Pub. Co. [online] http://www.drugtext.org/Table/Marijuana-TheNew-Prohibition/ Melges, F.T., Tinklenberg, J.R., Hollister, L.E., Gillespie, H.K., (1970). Temporal Disintegration and Depersonalization During Marihuana Intoxication, „Archives of General Psychiatry”, 23 (3), s. 204­210. Melton, G.J., (1996). Encyclopedia of American Religions, 5th Edition. Gale Group. Novak, W. (1987). High Culture. Marijuana in the Lives of Americans. American Institute for Mindfulness. [online] http://www. drugtext.org/Table/High-Culture/ Peck, A. (2007). W poszukiwaniu tożsamości. Rasizm w amerykań-

Proceedings of the 7th Triennial Conference of European So-

skich koncepcjach religijnych. Kraków: Zakład Wydawniczy

ciety for the Cognitive Sciences of Music. Finland: Jyväskylä,

NOMOS.

s. 103­109. Fachner, J, (2006). ‘Set and settin’ in an electrophysiological research paradigm on music perception under the influence of cannabis

Tagg, P., (1987). Musicology and the semiotics of popular music, „Semiotica”, 66 (1/3), s. 279­298. Tinklenberg, J.R. (1975). Psychological and Cognitive Effects of

and correlated brain function, „Music Therapy Today”, 7 (2), s.

Cannabis. W: P.H. Connell, N. Dorn (red.) Cannabis and Man

333­374.

Psychological and Clinical Aspects and Patterns of Use.

21 mgr Dariusz Niezgoda Wpływ marihuany na zmiany percepcji czasu


Ś

Świadomy sen. Czy to możliwe? Joanna Brzeska

Zjawisko świadomego śnienia może wydawać się nieprawdopodobne, jednak są osoby, które twierdzą, iż potrafią sprawować kontrolę nad swoimi marzeniami sennymi. Opracowano nawet specjalne techniki pozwalające nauczyć się tej niezwykłej umiejętności. Czym tak naprawdę jest świadome śnienie? Kiedy zaczęto się nim interesować? Co dzieje się wtedy z naszym móz­giem? Czy stanowi ono tylko ciekawostkę i rozrywkę dla ludzi spragnionych wrażeń, czy może ma właściwości terapeutyczne? W niniejszym artykule postaram się zarysować odpowiedzi na te pytania.

,,(...) trzeba śnić cierpliwie w nadziei że treść się dopełni że brakujące słowa wejdą w kalekie zdania i pewność na którą czekamy zarzuci kotwicę" Zbigniew Herbert ***

Świadome śnienie? Świadome śnienie jest definiowane jako sytuacja podczas snu, kiedy osoba uzmysławia sobie, że śni (Fenwick, Schatzman i in., 1984, za: Blagrove i Hartnell, 2000). Stan ten pozwala w pewnym stopniu na świadomą kontrolę zdarzeń we śnie i zawartości marzeń sennych (Blagrove i Hartnell, 2000). Jak podają Snyder i Gackenbach (1988), około 58% ludzi przynajmniej raz w życiu doświadcza tego zjawiska, zaś 21% raz lub kilka razy w miesiącu.

Dawno, dawno temu... W kręgu kultury Zachodu temat świadomych snów pojawia się już w 350 r. p.n.e. u Arystotelesa. W swojej rozprawie On Dreams (wyd. 1952, za: LaBerge, 1988) stwierdza on, że w snach może pojawić się świadomość śnienia i stara się to wyjaśnić. Jego pisma wskazują na to, że wśród ateńskich filozofów było to zjawisko znane i zapewne miało wymiar nie tylko nadprzyrodzony, ale także religijny. Grecy wierzyli bowiem, iż bogowie przekazują w snach swoją wolę (LaBerge, 1988). W czasach nowożytnych tematyką świadomych snów zainteresował się święty Augustyn. Pisząc na ten temat w liście z 415 roku, przytacza historię lekarza o imieniu Gennadius, który był dręczony wątpliwościami na temat życia po śmierci. Doświadczył jednak snu, w którym spotkał tajemniczego młodzieńca, za którym podążył do niezwykłej krainy. Rozbrzmiewał tam przepiękny hymn błogosławieństwa. Następnej nocy Gennadius ponownie spotkał tego

22 Stimulus IV

Lucid dream, akshay moon, 2009. (https://www.flickr.com/photos/akshaymoon/3615907917/)


Co na to mózg?

samego mężczyznę, który za pomocą pytań naprowadził go na wniosek, że poznali się we śnie i w chwili obecnej także widzą się jedynie we śnie. W toku rozmowy lekarz uświadomił sobie, że jego ciało leży bezczynnie w łóżku, oczy ma zamknięte, a mimo to doświadcza wizji w jakiś odmienny sposób. Pomyślał, że tak samo po śmierci człowiek pozostaje w takiej formie życia, która umożliwia mu percepcję. Tym samym sen uwolnił Gennadiusa od jego wątpliwości (LaBerge, 1988). Powyższa historia miała miejsce w czasach, kiedy wierzono, że widzenie czegoś we śnie wskazuje na istnienie tego w jakimś realnym miejscu, a nie tylko w wyobraźni śniącego. Uznawano także, że we śnie rzeczywiste ciało posiada swój w pewnym stopniu niezależny odpowiednik. W V wieku świadome śnienie było zatem prawdopodobnie uznawane za doświadczenie przebywania poza ciałem, umożliwiające odczucie przedsmaku pośmiertnego stanu duszy (La Berge, 1988). Święty Tomasz z Akwinu w swojej Summie teologicznej (wyd. 2006) także porusza tematykę snów. Zwraca on uwagę na rolę oparów w ciele śpiącego człowieka, których ruch jest związany z możliwością widzenia we śnie obrazów. Im jest on delikatniejszy, tym bardziej prawdopodobne jest, że wyobraźnia i zdrowy rozsądek pozostaną częściowo wolne. Wówczas osoba może zorientować się, że obrazy, które widzi, to marzenia senne. Święty Tomasz zaakcentował także rolę wyobraźni w zdolności śnienia. W średniowiecznej Europie istniały jednak obawy przed snami pochodzącymi od demonów, przez co niezwykłe umiejętności w tym zakresie mogły być traktowane jako ryzykowne (LaBerge, 1988). Przedstawiciele innych kultur także interesowali się świadomym śnieniem. Między innymi tybetańscy buddyści, zapewne już w VIII wieku, uprawiali rodzaj jogi, pozwalający na zachowanie świadomości podczas snu (Evans-Wentz, 1935, za: LaBerge, 1988). Tybetańczycy jako pierwsi uznali sny jedynie za skomplikowany twór umysłowy śpiącego człowieka. Świadome sny umożliwiły joginom dostrzeżenie subiektywnego charakteru marzeń sennych, a także całego doświadczenia. W XII wieku również w kulturze islamu można natknąć się na postulaty, aby przejąć kontrolę nad myślami podczas snu, ćwiczenie się w tej umiejętności miało zaś przyniosić korzyści (Shah, 1964, za: La Berge, 1988). Z upływem czasu kolejni myśliciele i badacze zajmowali się świadomym śnieniem. Zaczęto przeprowadzać eksperymenty i opracowywać kolejne techniki mające umożliwić nabycie tej umiejętności. Wysiłki kończyły się częstymi niepowodzeniami, a badania tego zagadnienia

Świadome śnienie ma praktyczne zastosowania. Między innymi bywa wykorzystywane w celu zmniejszenia częstości doświadczania koszmarów sennych i podniesienia jakości snu (m.in. Spoormaker, van den Bout i Meijer, 2003). Podejmuje się także badania nad jego zastosowaniem w leczeniu PTSD (Been i Garg, 2010). Z artykułu Erlachera (2012) wynika ponadto, że ćwiczenia wykonywane podczas świadomego śnienia mogą w realnym życiu poprawić wyniki w tych dyscyplinach aktywności fizycznej. Uczestnicy opisanego eksperymentu mieli za zadanie wrzucać monety do filiżanki z odległości dwóch metrów. Grupa osób badanych, która podczas świadomego snu ćwiczyła tę umiejętność, poprawiła wyniki o 8% i wypadła lepiej niż grupa kontrolna (poprawa wykonania o 0,5%), jednak gorzej od tych, którzy ćwiczyli, będąc w stanie czuwania (poprawa wykonania o 15%). Spadek wykonania zadania o 2,5% zanotowano natomiast u osób, które bezskutecznie próbowały śnić świadomie i ćwiczyć wówczas wskazaną umiejętność. Innym obszarem, w którym bada się zastosowanie świadomego śnienia, jest rozwiązywanie twórczych pro-

trwają do dziś.

blemów (Stumbrys i Daniels, 2010, za: Stumbrys, Erlacher

Badania EEG pokazały, że świadome śnienie wywołane autosugestią wiąże się z możliwym do wyodrębnienia stanem świadomości, w którym na poziomie mózgu można zaobserwować mierzalne różnice (widoczne szczególnie w obszarach czołowych) w porównaniu ze stanem bycia na jawie i we śnie REM (Voss i in., 2009). Badanie to trwało pięć nocy i uczestniczyło w nim sześcioro studentów, którzy byli szkoleni w uzyskiwaniu świadomości podczas snu i sygnalizowaniu tego ruchem oczu. Stumbrys, Erlacher i Schredl (2013), badając aktywność mózgu podczas świadomego śnienia, zauważyli, iż może być ono związane ze zwiększoną aktywnością obszarów czołowych podczas snu REM. Przy użyciu metody przezczaszkowej stymulacji mózgu (tDCS) badacze próbowali zwiększyć świadomość podczas snu. Oddziaływaniami objęto grzbietowo-boczną korę przedczołową (DLPFC) w czasie fazy REM. Eksperyment trwał trzy noce, a całą procedurę ukończyło dziewiętnaście osób. Miary samoopisowe wykazały, że stymulacja DLPFC zwiększyła świadomość podczas śnienia, jednak efekt nie był silny i wystąpił tylko u osób często doświadczających świadomych snów. Badacze sugerują, by kontynuować badania z użyciem różnych metod i objąć nimi także inne obszary mózgu.

Na koszmary, na sprawność, na problemy...

23 Joanna Brzeska Świadomy sen. Czy to możliwe?


Fotografia: Karihak, 2009. (Pozyskano z: https://www.flickr.com/photos/32920110@N07/3305240644

i in., 2012). Pozwala ono także odkrywać związki między ciałem a umysłem podczas snu REM oraz poznawać tajniki świadomości (Stumbrys i in., 2012).

granic umysłu, skłonność do absorpcji i wyobraźnię oraz podskalami otwartości na doświadczenie: wyobraźnią i ideami (Schredl i Erlacher, 2004).

Jacy oni są?

Wielość technik, a co ze skutecznością?

Blagrove i Hartnell (2000) przeprowadzili badanie mające na celu ustalenie, czy osoby potrafiące śnić świadomie różnią się pod kątem postrzeganego umiejscowienia źródła kontroli (mierzonego narzędziem autorstwa Levensona [1981, za: Blagrove i Hartnell, 2000]) poziomem kreatywności (określanym przy użyciu Listy Przymiotnikowej ACL Gougha [1979]) i potrzebą poznania (według założeń Petty’ego i Cacioppa [1986, za: Blagrove, Hartnell, 2000]) w porównaniu z osobami nieposiadającymi tej umiejętności. Okazało się, iż osoby często śniące świadomie (przynajmniej raz w miesiącu) uzyskały istotnie wyższe wyniki na skali kreatywności, potrzeby poznania oraz wewnętrznego umiejscowienia kontroli (to jedna z trzech podskal narzędzia) niż pozostali uczestnicy badania. Ponadto osoby okazjonalnie śniące świadomie uzyskały istotnie wyższe wyniki na skali kreatywności i potrzeby poznania niż te, które nigdy nie doświadczyły takiego stanu. Otrzymane dane okazały się zgodne z badaniami Blagrove’a i Tuckera (1994, za: Blagrove i Hartnell, 2000), którzy uzyskali analogiczne wyniki z użyciem kwestionariusza do badania umiejscowienia kontroli Rottera (1966). Ich analizy pokazały, że osoby często doświadczające świadomego snu uzyskują znacząco wyższe wyniki na skali poczucia wewnętrznego umiejscowienia kontroli w porównaniu z tymi, które nigdy nie śniły świadomie. Osoby okazjonalnie śniące świadomie miały wyniki pośrednie na tej skali. Cechy osobowości wydają się odgrywać drugorzędną rolę w wyjaśnianiu różnic indywidualnych w częstości doświadczania świadomego śnienia. Badania wykazały

Z powodu ograniczonej objętości niniejszego artykułu konkretne techniki nie zostaną tu opisane. W książce pod tytułem Exploring the World of Lucid Dreaming (LaBerge i Rheingold, 1990) można znaleźć opis takich metod jak: testy rzeczywistości, mnemoniczne wywoływanie świadomych snów (MILD), łączona metoda Tholeya, techniki oparte na intencji, sugestii posthipnotycznej, autosugestii, a nawet wykorzystujące indukcję świadomych snów przy użyciu specjalnego sprzętu. Skuteczność tego rodzaju metod jest trudna do badania, a istniejące dane bywają niepełne. W swoim przeglądzie Stumbrys i in. (2012) stwierdzają, że żadna pojedyncza technika nie okazała się wystarczająco efektywna, żeby zapewnić wysoką skuteczność w ułatwianiu świadomego śnienia.

jedynie słabe powiązania ze skalami mierzącymi płynność

ma to miejsce na jawie.

24 Stimulus IV

Zachowaj ostrożność! Choć świadome śnienie budzi zainteresowanie zarówno naukowców, jak i fanatyków niezwykłości, prawdopodobnie może przynieść niekorzystne rezultaty. Wskazuje się (Lucid dreams, 2013) na potencjalne ryzyko uzależnienia, alienacji i dysocjacji związanej z trudnością odróżnienia zdarzeń ze snu i na jawie. Istnieją także kontrowersje wokół możliwości spotkania istot duchowych, kreowania złych nawyków i dziwacznych zachowań, doprowadzenia do wyczerpania, niemożności zaprzestania, a także występowania pozornych przebudzeń wskutek praktykowania świadomego śnienia (Lucid dreams, 2013). Kontrolowanie własnych myśli podczas snu zdaje się ponadto odbierać tej sferze życia jej naturalny przebieg, pozwalający choć na chwilę oderwać się od konieczności ciągłego czuwania, jak


Literatura cytowana Aquinas, T. (2006). Summa Theologiae. (Vol. 1). Cambridge: Cambridge University Press. Aristotle. (1952). On dreams. W: R. M. Hutchinson (red.), Great books of Western world (t. 8, s. 702–706). Chicago: Encyclopedia Brittanica. Been, G. i Garg, V. (2010). Nightmares in the context of PTSD treated with psychoeducation regarding lucid dreaming. Australian & New Zealand Journal Of Psychiatry, 44(6), 583. Blagrove, M. i Tucker, M. (1994). Individual differences in locus of control and the reporting of lucid dreaming. Personality and Individual Differences, 16, 981–984. Blagrove, M. i Hartnell, S.J. (2000). Lucid dreaming: Associations with internal locus of control, need for cognition and creativity. Personality and Individual Differences, 28(1), 41–47. Erlacher, D. (2012). Practicing in Dreams Can Improve Your Performance. Harvard Business Review, 90(4), 30–31. Evans-Wentz, W.Y. (1935). Tibetan yoga and secret doctrines. London: Oxford University Press. Fenwick, P.B.C., Schatzman, M., Worsley, A., Adams, J., Stone, S. i Baker, A. (1984). Lucid dreaming: correspondence between dreamed and actual events in one subject during REM sleep. Biological Psychology, 18, 243–252. Gough, H.G. (1979). A creative personality scale for the Adjective Check List. Journal Of Personality And Social Psychology, 37(8), 1398–1405. LaBerge, S. (1988). Historical and Cultural Perspectives on Lucid Dreaming. W: J. Gackenbach, S. LaBerge (red.), Conscious Mind, Sleeping Brain. Perspectives on Lucid Dreaming (s. 9–26). New York: Plenum Press. LaBerge, S., Rheingold, H. (1990). Exploring the World of Lucid Dreaming. New York: Ballantine Books.

Petty, R.E. i Cacioppo, J.T. (1986). Communication and persuasion: central and peripheral routes to attitude change. New York: Springer-Verlag. Rotter, J.B. (1966). Generalized expectancies for internal versus external control of reinforcement. Psychological Monographs: General and Applied, 80(1). Schredl, M. i Erlacher, D. (2004). Lucid dreaming frequency and personality. Personality & Individual Differences, 37(7), 1463–1473. Snyder, T.J. i Gackenbach, J. (1988). Individual differences associated with lucid dreaming. W: J. Gackenbach, S. LaBerge (red.), Conscious Mind, Sleeping Brain. Perspectives on Lucid Dreaming (s. 221–259). New York: Plenum Press. Spoormaker, V.I., van den Bout, J. i Meijer, E.G. (2003). Lucid dreaming treatment for nightmares: A series of cases. Dreaming, 13(3), 181–186. Stumbrys, T. i Daniels, M. (2010). An exploratory study of creative problem solving in lucid dreams: Preliminary findings and methodological considerations. International Journal of Dream Research, 3(2), 121–129. Stumbrys, T., Erlacher, D. i Schredl, M. (2013). Testing the involvement of the prefrontal cortex in lucid dreaming: A tDCS study. Consciousness and Cognition, 22(4), 1214–1222. Stumbrys, T., Erlacher, D., Shadlich, M. i Schredl, M. (2012). Induction of lucid dreams: A systematic review of evidence. Consciousness And Cognition, 21(3), 1456–1475. Voss, U., Holzmann, R., Tuin, I. i Hobson, A. (2009). Lucid dreaming: a state of consciousness with features of both waking and non-lucid dreaming. Sleep, 32(9), 1191–1200. Lucid dreams (2013). Pozyskano z: http://upload.wikimedia.org/ wikipedia/commons/e/ef/Lucid_Dreaming.pdf.

Levenson, H. (1981). Differentiating among internality, powerful others, and chance. W: H. M. Lefcourt, Research with the locus of control construct, vol. 1: assessment methods (s. 15–63). New York: Academic Press.

25 Joanna Brzeska Świadomy sen. Czy to możliwe?


Z

Z życia Koła Katarzyna Bienia

Sesja zbliża się wielkimi krokami, więc to odpowiedni moment na podsumowanie całorocznej działalności Koła Naukowego Studentów Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wiele się działo i wiele dziać się będzie, bo Koło Naukowe nie śpi i pomysłów na nowe projekty nie brakuje! Obfity w wydarzenia był zwłaszcza drugi semestr tego roku akademickiego. Mieliśmy okazję rozwinąć naszą wiedzę o pracy psychologa, a także zdobyć wiele praktycznych umiejętności.

Zobaczcie sami. Poniżej przegląd najważniejszych wydarzeń minionego roku akademickiego oraz planów na rok następny. Sekcja Trenerska KNSP UJ dla Arteteki WBP w Krakowie W maju ruszył nowy cykl bezpłatnych szkoleń, które dla Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie zorganizowała Sekcja Trenerska KNSP UJ. Prowadzący dzielili się swoją wiedzą z zakresu psychologii podczas ciekawych i dynamicznych warsztatów. Szkolenia odbywały się w małych grupach, w którym trener miał szansę pomóc każdemu z uczestników odkryć w sobie nowe potencjały, a także rozwinąć nieznane dotąd umiejętności i zainteresowania. Pierwszy z warsztatów dotyczył treningu mowy ciała, czyli przejęcia kontroli nad wysyłanymi przez nasze ciała sygnałami oraz poznania swoich możliwości komunikacyjnych. W czasie warsztatu zastosowane zostały techniki teatralne oraz elementy języka migowego. Drugie szkolenie dotyczyło odkrywania potencjału osobistego, własnej siły i licznych talentów, z których nie wszyscy potrafimy w pełni skorzystać, a to z kolei może stać na drodze realizacji naszych marzeń. Sekcja Trenerska: „Skutecznie na rynku pracy” Hasło to odnosi się do cyklu szkoleń otwartych dla studentów zorganizowanych przez Sekcję Trenerską KNSP UJ. W kwietniu odbyły się aż cztery spotkania, podczas których uczestnicy mieli okazję nauczyć się, jak napisać CV, które wyróżni się spośród tysiąca aplikacji i zainteresuje pracodawcę, dowiedzieć się, jak dobrze przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej, jak opanować stres, który jest z nią związany oraz jak dobrze się na niej zaprezentować. Było trochę o mowie ciała, wykorzystywaniu swoich mocnych stron oraz o tym, jak nabrać pewności siebie. Jak wiadomo, w „dobie kryzysu” warto wykorzystać każdą szansę na zaistnienie na rynku pracy. Dlatego jesteśmy przekonani, że te dynamicznie poprowadzone szkolenia pomogą ich uczestnikom w zdobyciu wymarzonej pracy lub stażu.

26 Stimulus IV

Sekcja Trenerska: „Skrzynka Trenera” To kontynuacja projektu Sekcji Trenerskiej KNSP UJ „Skrzynka Trenera”, czyli cyklu szkoleń, na których Kasia Ryniak poszerza wiedzę uczestników o prowadzeniu szkoleń, wyposażając ich w niezbędne do tej pracy „narzędzia”. Tematem tegorocznych spotkań były między innymi sposoby radzenia sobie z trudnymi uczestnikami i trudnymi sytuacjami szkoleniowymi, autoprezentacja trenera, a także sposób, w jaki należy zaplanować i przeprowadzić szkolenie, aby każdy uczestnik wyniósł z niego jak najwięcej. Tutaj uczestnicy mieli okazję zapoznać się z modelem procesu grupowego oraz koncepcją uczenia się osób dorosłych – czyli posłuchać o tym, jak działa i uczy się grupa.

Projekt badawczy Sekcji Psychologii Sportu Sekcja Psychologii Sportu KNSP UJ ma w swoich planach wdrożenie projektu badawczego, którego efektem ma być poster lub wystąpienie na konferencji naukowej. Projekt badawczy będzie próbą naukowej weryfikacji tego, co i w jaki sposób wpływa na skuteczność treningu wyobrażeniowego. Szczególny nacisk zostanie położony na wspomaganie uczenia się czynności motorycznych i generowania doznań zmysłowych. Po weryfikacji modelu, określenia jego jakości i uzyskaniu spójnej procedury uczenia się zostanie podjęta próba znalezienia psychofizjologicznych korelatów pozwalających monitorować i wspomagać tak rozumiany trening mentalny. Trzymajcie kciuki! Sekcja Kliniczna KNSP UJ: „Klinikoteka” Klinikoteka, czyli kino w klinice albo klinika w kinie. Sekcja Kliniczna KNSP UJ już kolejny rok organizuje pokazy filmów w różny sposób

ogniskujące się wokół zaburzeń psychicznych, a każda projekcja poprzedzona jest prelekcją eksperta. W tym roku odbyły się trzy spotkania. Na pierwszych dwóch mieliśmy okazję obejrzeć filmy „Chłopczyca” oraz „Memento”, ze słowem wstępnym kolejno Magdaleny Mijas i Aleksandry Gronostaj. Natomiast na ostatnim w tym roku akademickim spotkaniu – przy okazji projekcji filmu „Kuracja” Wojciecha Smarzowskiego – odwiedzili nas przedstawiciele Stowarzyszenia „Otwórzcie drzwi” i opowiedzieli o swoich doświadczeniach z hospitalizacji. Sekcja Kliniczna KNSP UJ: „Psychowprawki” Przedsięwzięcie Sekcji Klinicznej KNSP UJ „Pychowprawki”, czyli projekt pod hasłem „Działaj, nie płacz” ma na celu propagowanie różnych nurtów psychoterapeutycznych podczas cyklu darmowych mini-warsztatów prowadzonych przez przedstawicieli renomowanych szkół psychoterapeutycznych. Projekt skierowany jest do studentów psychologii i kierunków pokrewnych. W czasie tegorocznych szkoleń eksperci przekazywali uczestnikom wiedzę praktyczną dotyczącą diagnozy i terapii w każdym z podejść, ich specyfiki oraz tego, dla jakich ludzi są one najlepsze, a jakie mają ograniczenia. W tym roku akademickim spotkania dotyczyły terapii psychodynamicznej, terapii rodzin w podejściu systemowym, psychoterapii Gestalt, diagnozy i terapii integracji sensorycznej oraz roli psychoterapeuty za lustrem weneckim w terapii systemowej. Podczas tych kilku ciekawych spotkań mieliśmy okazję zdobyć podstawy praktycznych umiejętności terapeutycznych i na własnej skórze przekonać się jak pomagać.


Konferencja „Seksualność człowieka” Sekcja Kliniczna KNSP UJ: „Seksualność człowieka” 23 maja odbyła się zorganizowana przez Sekcję Kliniczną KNSP UJ VI Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Seksualność człowieka” – Edycja studencka. Na majowym spotkaniu poruszono tematykę seksualności kobiet w perspektywie społeczno-kulturowej. Gościliśmy wybitnych specjalistów, którzy zawodowo zajmują się zagadnieniem seksualności. Wykład wygłosiła dla nas dr Alicja Długołęcka, od wielu lat zajmująca się edukacją psychoseksualną. W trakcie konferencji można było również uczestniczyć w dwóch sesjach referatowych, podczas których zarówno studenci, jak i doktoranci mieli okazję zaprezentować swoje badania i zainteresowania. Znalazło się również miejsce na dydaktyczno-szkoleniowy aspekt wydarzenia. Uczestnicy mieli możliwość udziału w z jednym z sześciu warsztatów rozwijających praktyczne umiejętności. VII edycja Konferencji zaplanowana jest na 13–14 grudnia, a jej tematem będą „Dysfunkcje seksualne u kobiet i mężczyzn”. Więcej szczegółów znajdziecie na stronie: http://seksualnoscczlowieka.edu.pl/ Sekcja Kliniczna KNSP UJ: „Porozmawiajmy o chorobie psychicznej” To wznowiony po prawie rocznej przerwie projekt Sekcji Klinicznej KNSP UJ współtworzony z krakowskim Stowarzyszeniem „Otwórzcie Drzwi”, które zrzesza osoby po kryzysach psychicznych. Główną ideą spotkań jest zapoznanie studentów z punktem widzenia choroby psychicznej z perspektywy pacjentów oraz z doświadczanymi przez nich emocjami. W trakcie comiesięcznych spotkań członkowie Stowarzyszenia opowiadają o swoich doświadczeniach związanych z przeżyciem kryzysu

odnoszących się do wybranego tematu, a także udzielają odpowiedzi na pytania prowadzących i uczestników spotkań. W tym roku akademickim udało nam się zorganizować trzy spotkania. Pierwsze z nich odbyło się w marcu i dotyczyło postrzegania choroby psychicznej przez społeczeństwo. Drugie – kwietniowe – odnosiło się do roli psychoterapii w procesie zdrowienia. Trzecie, ostatnie w tym roku akademickim spotkanie „Od diagnozy do dziś – zmiany stosunku do własnej choroby” odbyło się pod koniec maja. Więcej informacji o Stowarzyszeniu znajdziecie pod adresem: http://www.otworzciedrzwi.org/ Sekcja Kliniczna KNSP UJ: „Bez klamek” „Zabieramy klamki z drzwi prowadzących do niewłaściwych przekonań na temat zaburzeń psychicznych”. „Bez klamek” to cykl spotkań organizowany przez Sekcję Kliniczną KNSP UJ, którego celem jest budowanie świadomości społecznej w obszarze psychopatologii. W związku z tym organizowane są spotkania otwarte w krakowskich kawiarniach skupione wokół wybranego tematu, na które zapraszani są goście specjalni. Przekazujemy wiedzę na temat zaburzeń, staramy się demaskować mity społeczne i obalać stereotypy. Odbiorcami tego projektu są osoby niezwiązane ze środowiskiem psychologów, psychiatrów i psychoterapeutów. W tym semestrze mieliśmy okazję dowiedzieć się więcej o zaburzeniach osobowości, schizofrenii oraz – w ramach Queerowego Maja w Krakowie – o psychologii osób LGBT. Informacje o wydarzeniach można znaleźć na stronie: https://www.facebook.com/ spotkaniabezklamek

27 Katarzyna Bienia Z życia Koła

Sekcja Psychologii Sądowej: „Świadek na kozetce, czyli zeznania świadków okiem psychologa i policjanta” Sekcja Psychologii Sądowej KNSP UJ we współpracy z Pełnomocnikiem Rektora UJ ds. bezpieczeństwa studentów i doktorantów zorganizowała darmowy cykl wykładów i warsztatów pod tytułem: „Świadek na kozetce, czyli zeznania świadków okiem psychologa i policjanta”. Wydarzenia to odbyło się 24 maja w murach Audytorium Maximum i było skierowane do wszystkich studentów UJ. Tematami wykładów były prawa i obowiązki świadków zdarzenia oraz praktyczne wykorzystanie zeznań, psychologia zeznań świadków oraz wiarygodność ich pamięci. Poruszono także temat dzieci jako świadków w procesie karnym oraz wpływ hipnozy na pamięć świadka. Warsztaty natomiast dotyczyły daktyloskopii oraz metod wykrywania kłamstw.


Sekcja Psychologii Sądowej: „Pedofilia w ujęciu prawnym i psychologicznym” W marcu w Pracowni pod Baranami odbyło się seminarium naukowe pod tytułem: „Pedofilia w ujęciu prawnym i psychologicznym” zorganizowane przez Sekcję Psychologii Sądowej KNSP UJ. Spotkanie zostało poprowadzone przez Macieja Bocheńskiego, doktoranta WPiA UJ oraz Krzysztofa Kasparka, doktoranta w Instytucie Socjologii i studenta psychologii UJ, którzy wygłosili dla nas referaty. Tematyka spotkania obejmowała zagadnienia związane z ostatnimi ważnymi zmianami w prawie karnym, tzn. z wejściem w życie kontrowersyjnej Ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób z punktu widzenia prawnego i psychologicznego.

Co jeszcze porabia Sekcja Psychologii Sądowej KNSP UJ? W roku akademickim 2013/14 zorganizowano też inne wydarzenia. Odbyły się warsztaty „Weryfikacja zeznań świadków przy użyciu metody CBCA”, poprowadzone przez mgr Karolinę Dukałę, prezesa Towarzystwa Doktorantów UJ, która zajmuje się metodami przesłuchań i weryfikacji zeznań świadków. Mieliśmy okazję nauczyć się diagnozy na warsztacie „Diagnoza psychopatii za pomocą skali PCL-R”, poprowadzonym przez mgr Pawła Dolińskiego, psychologa, pracującego w Areszcie Śledczym w Krakowie, a także uczestniczyć w warsztatach kryminalistycznych, które poprowadził mgr Ryszard Krawczyk z Katedry Kryminalistyki UJ wraz z Kołem Naukowym Kryminalistyki UJ, dotyczące podstaw kryminalistyki i oględzin

miejsca zdarzenia. Członkowie Sekcji biorą również udział w projektach badawczych: „Wpływ sposobów przesłuchiwania na wiarygodność zeznań świadków” (kierownik: dr hab. Romuald Polczyk) oraz „Wpływ sposobu przesłuchania na pewność pamięci u seniorów. Związek trafności i pewności pamięci w zeznaniach osób po 65 r.ż.” (kierownik: Karolina Dukała). Razem z Katedrą Psychiatrii Collegium Medicum UJ i Instytutem Ekspertyz Sądowych w Krakowie współorganizujemy VII Krakowską Konferencję Psychologii Sądowej, która odbędzie się w dniach 11–12 października 2014 roku w Centrum Dydaktyczno-Kongresowym Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Z

Z życia instytutu Anna Przebinda

Przeprowadzka! Zauważyliście porozwieszane po instytutowych meblach zielone karteczki? No właśnie! Miesiące, ba, lata planów w końcu zmierzają ku finałowi i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że przyszły rok akademicki rozpoczniemy już w budynku na ul. Ingardena. Miejmy nadzieję, że w nowym miejscu będzie więcej przestrzeni, a sprzęt rzadziej będzie szwankował. Wciąż jednak będziemy musieli robić sobie wycieczki do biblioteki – tej najprawdopodobniej nie uda się przenieść z ul. Piłsudskiego. Już teraz praca wre, bo ostateczny termin przeprowadzki – wakacje 2014 – zbliża się wielkimi krokami. Przenosiny kilka ulic dalej dają w kość pracownikom – za nami już znakowanie szafek, przed nami wypełnianie pudeł dokumentami i książkami. Oby w chaosie nie zgubiły się zaliczone egzaminy z rozwojówki…

28 Stimulus IV

Fotografia: Matt Cornock

Kogo zabraknie? Nauka to wymagająca sztuka, dla której nieraz nie ma się wystarczająco dużo czasu. Z ratunkiem przychodzą wówczas urlopy naukowe. Rozczarowani mogą być wszyscy pasjonaci psychologii zdrowia, bo w kolejnych semestrach nie będziemy mieli szansy uczestnictwa w kursach dr Radosławy Herzog-Krzywoszańskiej. Trzeba będzie także wytrzymać rok bez dr. hab. Bartłomieja Dobroczyńskiego – ciekawe, kto poprowadzi HMP? Zabraknie również dr. Marcina Bukowskiego i dr hab. Agnieszki Niedźwieńskiej, prof. UJ. Szkoda!

Nowy katalog kursów I kolejne niespodzianki, szczególnie dla młodszych roczników. Po odświeżeniu diagnozy psychologicznej pod lupę poszła metodologia! Szykują się nam aż trzy semestry romansu ze statystyką plus psychometria, tak więc wszyscy urodzeni humaniści powinni obowiązkowo uzbroić się w kalkulatory. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – znajomość SPSS-a na piątym roku staje się niezwykle pomocna.


W Wywiad

Olga Badura i Kinga Dudzik

„Człowiek jest geniuszem, kiedy śni” – twierdził Kurosawa. Czy sen rzeczywiście wiąże się z myśleniem? Jeśli chodzimy przez sen – czy to zawsze lunatyzm? Czy można „zajrzeć do czyjejś głowy” i zobaczyć, o czym śni? I co z tym wszystkim wspólnego mają ludożercy? Zapraszamy w podróż przez stadia snu i świat sennych marzeń, gdzie naszym przewodnikiem będzie dr Małgorzata Hołda.

Dr Małgorzata Hołda – pracownik nowo utworzonej Pracowni Psychologii Snu w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka kursu Marzenia senne – koncepcje i badania oraz Inwentarz osobowości NEO-PI-R – charakterystyka i zastosowania; prowadzi także zajęcia z Psychologii pamięci i uczenia, Psychologii edukacji oraz Pomocy psychologicznej dzieciom i młodzieży. Specjalista w zakresie subiektywnych opinii i postaw wobec marzeń sennych.

Redakcja: Pani doktor, zaprosiłyśmy Panią do wywiadu ze względu na Pani zainteresowania naukowe – zajmuje się Pani marzeniami sennymi. Sen wydaje się jakościowo odmienny od stanu czuwania. Czy można go pełnoprawnie nazwać odmiennym stanem świadomości? Dr Małgorzata Hołda: Zdecydowanie tak. Sen definiowany jest jako najbardziej powszechny i występujący u każdego odmienny stan świadomości. Kiedy zasypiamy, fale mózgowe stopniowo zwalniają – maleje ich częstotliwość, a rośnie amplituda. Klasycznie wyróżnia się pięć stadiów snu. W stadium zasypiania występują pewne zmiany w aktywności mózgu, jednak w sytuacji wybudzenia osoba często mówi, że wcale nie spała. Następnie – sen płytki; tu w zapisie EEG pojawiają się charakterystyczne zespoły fal mózgowych: wrzeciona snu i kompleksy K. Kiedy śpiącego obudzi się z tego stadium, w większości przypadków powie, że już spał. Stadia trzecie i czwarte są najgłębsze i najtrudniej jest się z nich wybudzić. Po obudzeniu, szczególnie z czwartego stadium – gdzie występują fale delta (o największej amplitudzie i najmniejszej częstotliwości) – może też pojawić się chwilowy stan dezorientacji. Kolejne stadium – REM – zawdzięcza swą nazwę szybkim ruchom gałek ocznych; tu marzenia senne pojawiają się najczęściej. Stadia występują cyklicznie, w ciągu nocy mamy cztery do pięciu takich cykli, jeden trwa około półtorej godziny. Jeśli chodzi o definicje marzeń sennych, wciąż popularne są te freudowskie – traktują marzenie jako nieświadomy proces, pozwalający realizować wyparte pragnienia w zastępczy sposób, akceptowalny dla ego. Obecnie coraz większą popularność zdobywają jednak koncepcje poznawcze, definiujące marzenie senne jako formę myślenia w czasie snu. Różnica między snem a czuwaniem jest ilościowa, nie jakościowa – podczas snu ten proces jest przez nas słabiej kontrolowany, bardziej wizualny, ale w dalszym ciągu są to pewne operacje poznawcze. Istnieje ponadto swego rodzaju ciągłość między naszymi procesami poznawczymi na jawie i we śnie – najczęściej śnimy o tym, co przeżywamy. Nazywa się to zresztą hipotezą ciągłości i mnóstwo badań ją potwierdza.

29 Wywiad z dr Małgorzatą Hołdą


RED: A jakie są funkcje stadium REM i snu wolnofalowego? MH: Prawdopodobnie te dwa stadia, a zwłaszcza stadium snu REM, mają bardzo duże znaczenie dla konsolidowania naszych śladów pamięciowych. Wiele badań na ten temat prowadził profesor Robert Stickgold: kazał badanym uczyć się różnych rzeczy i potem pozwalał im spać albo nie. Okazało się, że ci badani, którzy spali po treningu, znacznie lepiej sobie później radzili z zadaniami.

Obecnie coraz większą popularność zdobywają jednak koncepcje poznawcze, definiujące marzenie senne jako formę myślenia w czasie snu.

Pojawia się też mnóstwo doniesień anegdotycznych, prowokujących do takiego stwierdzenia. Historia Kekulego – chemika, który odkrył strukturę pierścieniową benzenu, ponieważ przyśniły mu się węże chwytające się za ogony. Drugi przykład to Mendelejew – ponoć zobaczył strukturę układu okresowego pierwiastków we śnie. W marzeniu sennym Howe’a, konstruktora maszyny do szycia, pojawili się ludożercy z włóczniami, wygląd tych włóczni był wskazówką do stworzenia właściwej igły. Tego typu przypadki pokazują, że znalezienie rozwiązania we śnie jest efektem długotrwałej pracy nad danym problemem. Procesy myślowe wymykają się spod naszej kontroli, krytycyzm jest mniejszy i dostrzegamy nowe rozwiązania. RED: Spójrzmy na sen z mózgowej perspektywy. Czy jakiś obszar jest ściśle związany z pojawianiem się marzeń sennych? MH: To trudne pytanie, bo ciągle nie mamy

uczestnicy oglądali krótkie filmy – sytuacja bardziej podobna do naturalnego widzenia i do śnienia – tu zaobserwowano podobny efekt. Początkowo te badania prowadzono głównie w celu pomocy pacjentom będącym w śpiączce lub dotkniętym dziecięcym porażeniem mózgowym, jednak szybko zainteresowali się nimi także badacze marzeń sennych. Badania zostały przeprowadzone przez zespół japoński pod kierunkiem profesora Yukiyasu Kamitani i dotyczyły właściwie nie marzeń sennych, ale omamów hipnagogicznych pojawiających się w pierwszym stadium snu. Wielu badaczy uważa, że marzenia senne to wyłącznie ta aktywność umysłowa, która pojawia się w stadium snu REM. Taką procedurę zastosowano jednak dlatego, że na stadium REM musimy czekać prawie półtorej godziny. Wydłuża to badanie i zwiększa koszty, urządzenie jest też bardzo głośne i trudno spać podczas badania. Badacze wpadli więc na pomysł, że badani będą wybudzani zaraz po zaśnięciu, po kilku minutach. Proszono ich wtedy o opisanie ewentualnych marzeń sennych. Jeśli opis snu zawierał treści wizualne, poddawano go dalszym analizom, w których wykorzystano bazę WordNet, pozwalającą na przyporządkowanie poszczególnych elementów wizualnych do odpowiedniego zbioru synonimów. Następnie z bazy ImageNet wybrano obrazy pasujące do wyróżnionych zbiorów synonimów i pokazywano je osobom badanym, skanując jednocześnie ich mózgi przy pomocy fMRI. Na podstawie tych wszystkich danych stworzono program służący do dekodowania treści wzrokowych wyłącznie na podstawie aktywności mózgowej widocznej w fMRI. Wprawdzie tylko w pewnym przybliżeniu i z określonym prawdopodobieństwem, jednak udało się określić na podstawie wzorca aktywności mózgowej, co śniło się badanemu. RED:

Sen to zatem bardzo skomplikowany stan. Występują podczas niego różne zjawiska. Jaka jest definicja paraliżu przysennego?

bezpośredniego dostępu do marzenia sennego – badanego trzeba obudzić i zapytać, czy mu się coś śniło, czy nie. Warto tu wspomnieć o badaniach profesora Jacka Gallanta z Uniwersytetu w Berkeley. Prowadzono je w stanie czuwania – badani oglądali obrazki, a przy pomocy fMRI rejestrowano przepływ krwi przez ich korę wzrokową. Stworzono trójwymiarowy model mózgu, zaznaczając obszary kory mózgowej reagujące na poszczególne elementy obrazu, co pozwoliło na opracowanie algorytmu umożliwiającego rozpoznanie obrazka, na który patrzył badany. Udało się to zrobić

MH: Paraliż albo porażenie przysenne to zjawisko fizjologiczne występujące w stadium snu REM. Wówczas wszystkie mięśnie szkieletowe, oprócz mięśni gałek ocznych i mięśni koniuszków palców, znajdują się w stanie całkowitej atonii – nie można nimi poruszać. Bywa jednak tak, że czasami świadomość wraca nam szybciej niż mija ten paraliż. Często dodatkowo pojawia się coś, co kiedyś nazywano „zmorą senną” – odczucie ucisku na klatkę piersiową. To nieprzyjemne uczucie, ale mija i nie świadczy o żadnej patologii. Trzeba to przeczekać, wziąć

z dość dużą skutecznością. Podczas kolejnych badań

kilka spokojnych oddechów. Jednak sam paraliż w stadium

30 Stimulus IV


REM jest potrzebny, bo chroni przed wykonywaniem tego, o czym śnimy. Dobrze to pokazuje sytuacja, kiedy nie działa on tak, jak powinien – w przypadku zaburzenia zachowania w stadium snu REM. Pojawia się ono najczęściej u starszych osób. Dodatkowo sny osób cierpiących na to zaburzenie zwykle są bardzo emocjonalne i nieprzyjemne – walczą z kimś, często z osobą, z którą śpią, czy z szafką stojącą przy łóżku. Bywa, że biegają po pokoju i, uciekając przed kimś, robią sobie krzywdę, a ponieważ to zwykle są starsze osoby, może się to bardzo źle skończyć. RED:

Czy osoby z tym zaburzeniem pamiętają to, co robiły w nocy?

MH: Pamiętają sen, bo to stadium snu REM, a te marzenia

senne pamiętamy najlepiej. Często bywa tak, że budzą się, bo na przykład spadły z łóżka czy zaczęły walczyć ze śpiącą obok żoną czy mężem – raczej z żoną, bo zaburzenie dotyka głównie mężczyzn. Bywa, że po dziesięciu, piętnastu latach od momentu wystąpienia tego zaburzenia snu, rozwija się pełnoobjawowa choroba Parkinsona. Badania ciągle trwają, ale, być może, jest jakaś zależność między tymi dwiema chorobami. RED: A czym w takim

razie jest somnabulizm?

MH: Somnabulizm, inaczej lunatyzm albo sennowłóctwo,

pojawia się w stadium snu wolnofalowego, dlatego po obudzeniu lunatyk jest kompletnie zdezorientowany. Stąd chyba wzięło się powszechne przekonanie, że lunatyka nie wolno budzić. Nie tyle nie wolno, co jest to niewskazane ze względu na tę dezorientację. Najlepiej jest go zaprowadzić z powrotem do łóżka i położyć. RED:

Natomiast zryw miokloniczny wydaje się bardziej naturalny niż patologiczny.

MH: Zwykle pojawia się w stadium zasypiania. Są to pojedyncze wyładowania mięśniowe, które nie są specjalnie groźne ani patologiczne. Zryw miokloniczny, somnambulizm czy inne podobne zjawiska są uważane za nietypowe, w DSM-IV i DSM-V, a także w ICD-10 klasyfikuje się je zresztą jako zaburzenia. Nie znaczy to jednak, że należy je leczyć. Raczej jest to przebieg snu inny niż fizjologiczny, ale zwykle nie dzieje się nic groźnego. Tak samo jest z koszmarami – są uważane za zaburzenie, jednak nie leczy się ich, chyba że bardzo doskwierają pacjentowi, jak w PTSD. Na ogół uważa się, że nie są zjawiskiem groźnym. Pojawiają się dość powszechnie, większość osób przyznaje się do tego, że miała przynajmniej jeden koszmar senny.

31 Wywiad z dr Małgorzatą Hołdą

RED: Czy mogłaby Pani powiedzieć nam coś na temat marzeń sennych osób dotkniętych pewnymi deficytami – np. niewidzących? MH: Dostosowane są do ich postrzegania świata. Marzenia senne osób niewidomych od urodzenia w ogóle nie zawierają doświadczeń wzrokowych, ponieważ jest to coś, czego one nie znają; więcej jest za to doświadczeń słuchowych czy dotykowych. W przypadku osób, które straciły wzrok w pewnym momencie życia, wrażeń wzrokowych w marzeniach sennych jest tym mniej, im wcześniej pojawiła się utrata i im więcej czasu upłynęło od tego wydarzenia. RED:

Z mniej przyziemnych spraw – może mogłaby nam Pani powiedzieć jeszcze coś na temat mitów związanych z marzeniami sennymi, np. związek zapominania snu z patrzeniem w okno. MH: Istnieje całkiem naukowe uzasadnienie, które można

z tym powiązać. Mam na myśli hipotezę interferencji, zakładającą, że dystraktory pojawiające się tuż po obudzeniu powodują zapominanie snu. Jest on dość nietrwale zakodowany w naszej pamięci, w związku z tym wszystko, co pojawia się zaraz po obudzeniu, przeszkadza nam w jego zapamiętywaniu. To, co dzieje się za oknem, zwykle przykuwa naszą uwagę; ale właściwie mogłoby to być cokolwiek, np. mówiąca do nas osoba. Popularne jest również przekonanie, że sen na nowym miejscu się sprawdzi. Sugerując się teorią poznawczą – przeprowadzka to nowe doświadczenie, prawdopodobnie więc nasza świadoma aktywność poznawcza także się jakoś zmienia. Pierwszy dzień pamiętamy ze szczegółami, kolejne już nie są tak ważne. Pierwszy sen zapada w pamięć właśnie dlatego, że jest pierwszy, a my szukamy powiązań z czymś, co działo się później. Można się również spotkać z twierdzeniem, że jeśli przyśni nam się zmarły, to chce nam coś przekazać. Albo prosi, by się za niego modlić. Może mieć to związek z emocjami – tęsknimy za zmarłym, więc on nam się śni. Tutaj również mamy tendencje do wiązania tej wypowiedzi z następującym po jakimś czasie wydarzeniem. Prawdopodobnie jest to nasza interpretacja, którą sobie wtórnie nakładamy. RED: Ludzie różnią się między sobą – dzieli się ich czasem na tzw. „sowy” i „skowronki”. To wyrok na całe życie? MH: Nie, choć te różnice są bardzo wyraźne. Niektórym

odpowiada to, że dobrze pracuje im się w nocy, ale jeżeli ktoś ma z tym problem, zaleca się stopniowe przesuwanie


Zryw miokloniczny, somnambulizm czy inne podobne zjawiska są uważane za nietypowe, w DSM-IV i DSM-V, a także w ICD-10 klasyfikuje się je zresztą jako zaburzenia. Nie znaczy to jednak, że należy je leczyć. pory zasypiania – na coraz późniejsze godziny. Czasami oznacza to, że musimy tych przesunięć wykonać bardzo dużo, ponieważ trudno pójść spać wcześniej – zwyczajnie nie zaśniemy. Przykładowo: jeżeli pora naszego zasypiania przypada na godzinę piątą rano, a chcielibyśmy się kłaść o północy, to musimy się kłaść przez tydzień o szóstej, przez następny tydzień o siódmej, kolejny o ósmej… Bardzo trudno jest przesuwać w drugą stronę. Jeżeli nie chce nam się spać – to się nie da i koniec.

pomocna jest duża ilość światła, zwłaszcza słonecznego, dużo płynów i witamin. Kawa – nie. Pobudzenie nią wywołane jest niekorzystne, a jej wpływ na pamięć raczej pozorny. Alternatywą mogą być ćwiczenia fizyczne. RED: To dobra rada dla naszych czytelników. Na koniec – pytanie zawodowe. Pracuje Pani w Pracowni Psychologii Snu. Czym zajmuje się ta instytucja? MH: Powstała ona niedawno – formalnie w listopadzie

RED: Współcześnie jednak trudno funkcjonować w zgodzie z naturalnym rytmem. Czy sen osób, które pracują na nocne zmiany i odsypiają w dzień, jest równie wartościowy jak nocny? MH: Takie funkcjonowanie przez dłuższy czas niesie

za sobą poważne konsekwencje. Bardzo jaskrawe światło w nocy (spotykane np. w halach fabrycznych) niekorzystnie wpływa na nasz dobowy cykl snu i czuwania. Jeżeli musimy odespać w dzień, warto zasłonić okna i spać w ciemnym pomieszczeniu. Jasne światło sprawia, że śpimy płycej, a sen nie jest tak regenerujący. Najbardziej niewskazany jest tryb nieregularny – praca w trybie zmianowym: raz w dzień, raz w nocy. Organizm w pewnym momencie się zgubi. Wpływa to i na naszą koncentrację, i na pamięć, która funkcjonuje mniej efektywnie. W idealnych warunkach nie powinniśmy się narażać na taką nieregularność. Odradzam również nieprzesypianie całej nocy. Wpływa to niekorzystnie nie tylko na nasze samopoczucie, ale też na procesy pamięciowe. Jeśli jednak dojdzie do takiej sytuacji,

32 Stimulus IV

2013 roku, powoli się rozkręcamy. W planach jest też laboratorium, ale będzie ono dopiero w nowym budynku. Czeka nas sporo pracy, zanim badania ruszą pełną parą. Obecnie przez cały czas zbieram dzienniki snów i zamierzam przeprowadzić badania nad treścią snów w ujęciu ilościowym. Jest to metoda analizy zupełnie odmienna od tego, co powszechnie kojarzy się z analizą marzeń sennych. Tutaj nie zastanawia się nad interpretacją snu, a liczy poszczególne elementy, które w nim wystąpiły: wszystkie postacie i ich działania, interakcje między nimi, różne elementy otoczenia itd. Wszystko się sumuje, poddaje analizom statystycznym i można szukać uwarunkowań tych treści – np. osobowościowych. Planujemy też badania nad pamięcią snów – ale to dopiero projekty. RED:

Z naszej strony to wszystko. Życzymy powodzenia w dalszej karierze i dziękujemy za udzielenie wywiadu. MH: Dziękuję.


D

Doniesienia z badań Patrycja Sądorowska

Syndrom zamknięcia czy stan wegetatywny Zespół zamknięcia (LIS – ang. locked-in syndrome) to stan medyczny, w którym – przy niezmienionej aktywności procesów poznawczych – niemożliwe jest poruszanie mięśniami. Brak kontaktu z pacjentem często powoduje błędne diagnozy stanu wegetatywnego bądź śpiączki. Skany wykonywane techniką PET wykazały jednak, że u pacjentów z LIS metabolizm glukozy w bardziej rozwiniętych rejonach mózgu niewiele różni się od tego u ludzi zdrowych, a odpowiedzialne za emocje ciało migdałowate przejawia nadmierną aktywność. Miejsca, w których zaobserwowano aktywność wyższych procesów korowych, nazwano „wyspami świadomości”. Jednoznacznych kryteriów pozwalających na zdiagnozowanie syndromu zamknięcia wciąż jednak brak. Badacze proponują, aby diagnozę stanu wegetatywnego uzupełniać obserwacją aktywności poszczególnych struktur korowych podczas wykonywania serii złożonych zadań myślowych oraz przy próbach komunikacji, co pozwoli wykluczyć źle zdiagnozowany syndrom zamknięcia. Być może jest to kolejny krok do ujednolicenia norm klinicznych. Formisano, R., Catani, S., Falletta Caravasso, C., D’Ippolito, M., de Pasquale, F. i Sabatini, U. (2013). Islands of consciousness in vegetative state or functional locked-in syndrome? Journal of the Neurological Sciences, 333, 554–555.

Depresja i zaburzenia odżywiania a substancje psychoaktywne Dr Renata Modrzejewska postanowiła sprawdzić, czy istnieje związek między depresją lub zaburzeniami odżywiania a ilością i częstotliwością zażywanych substancji psychoaktywnych wśród młodzieży z krakowskich szkół średnich. Wyniki wskazują, że owszem, w przypadku ilości stosowanych używek taka zależność występuje. Wśród chłopców wykazujących objawy depresji aż 75% pije alkohol, a blisko 30% przyznaje się do sięgania po inne substancje psychoaktywne. Natomiast w grupie kontrolnej jest to średnio o 10% osób mniej. W przypadku dziewcząt liczba osób deklarujących regularne sięganie po stymulan-

33 Patrycja Sądorowska Doniesienia z badań

ty jest mniejsza, jednak sam stosunek grup: osoby z zaburzeniami a osoby zdrowe, ma się podobnie. Jeśli natomiast chodzi o nastolatków z zaburzeniami odżywiania, wyniki są porównywalne. Co ciekawe, w badaniu nie odnotowano jednolitej zależności między częstotliwością przyjmowania substancji psychoaktywnych a występującymi zaburzeniami odżywiania bądź depresją. Modrzejewska, R. (2013). Comorbidity in adolescence: simultaneous declaration of depressive, eating symptoms and use of psychoactive substances in general population of 17 year old students in a big city. Archives of Psychiatry and Psychotherapy, 2, 21–28.

Zapis elektroencefalografem w znieczuleniu ogólnym Dotychczas kontrolowanie sposobu pracy mózgu w stanie znieczulenia ogólnego, czyli anestezji, było trudnym zadaniem. Tradycyjne metody pozbawiania przytomności w trakcie operacji pozwalały monitorować jedynie ogólny stan pacjenta poprzez obserwację zmian fizjologicznych, takich jak ciśnienie krwi czy pomiar EKG. Grupa badaczy współpracująca m.in z Uniwersytetem Harvarda postanowiła wykorzystać do wprowadzenia w stan anestezji propofol. Jest to substancja chemiczna znana jako środek znieczulający, jednak dopiero ostatnie badania z jej użyciem pozwoliły dostrzec, że powoduje ona regularne zmiany w powstawaniu fal alfa w płacie czołowym i potylicznym, zarówno w czasie anestezji, jak i podczas odzyskiwania świadomości. Potwierdzenie tego odkrycia pozwoliłoby na ciągłe monitorowanie aktywności mózgu podczas zabiegu. Dzięki temu w przypadku zaobserwowania zmian świadczących o stopniowym wybudzaniu się pacjenta możliwe byłoby ponowne podanie mu substancji znieczulającej i uniknięcie dalszych komplikacji. Purdon, P.L., Pierce, E.T., Mukamel, E.A., Prerau, M.J., Walsh, J.L., Wong, K.K., Salazar-Gomez, A.F., Harrell, P.G., Sampson, A.L., Cimenser, A., Chinga, S., Kopelle, N.J., Tavares-Stoeckel, C., Habeeb, K., Merhar, R., i Brown, E.N. (2013). Electroencephalogram signatures of loss and recovery of consciousness from propofol. Proceedings of the National Academy of Sciences, 110(12). Pozyskano z: www.pnas.org.


N

Nietzsche na haju jako alter ego, czyli o „nadświadomości” słów kilka Ambrossia Tymińska

Człowiek pogania świat coraz większą liczbą batów, jednocześnie będąc silnie przekonanym, że taki bat może działać niczym czarodziejska różdżka. Wszystko rozpracuje, wszystko zmieni – oczywiście rewolucyjnie, pięknie i na lepsze! Sęk w tym, że sny niestety często sprawdzają się na odwrót. I tak świat, zamiast wspiąć się dalej i wyżej, potrafi staczać się w jakieś dziwne, ciemne otchłanie. Gdzie wtedy mamy iść z naszymi magicznymi patyczkami? Pewnie najlepiej w głąb siebie. Cóż… w tak dynamicznym

34 Stimulus IV


świecie zwykła świadomość jest lekko niemodna. Przyzwyczailiśmy się do niej, znudziliśmy się nią, a przecież wciąż pragniemy więcej i więcej. Więcej widzieć, więcej czuć, wszystko odbierać w innych, nowych wymiarach. Odmienne stany świadomości urastają do rangi nadświadomości. Mój kolega zadzwonił do mnie w środku nocy. Z rozbrajającą dumą w głosie oznajmił, że dokonał przełomu. Świetnie. Pytam zatem: jakiego? Zrelacjonował mi, jak to sprytnie załadował do wanny parę kilogramów soli i spędził dwie godziny w takiej kąpieli przy akompaniamencie

się tam iście wymyślnymi instrukcjami zmiksowania własnej świadomości. Obok masy recept na podejrzane mieszanki (Acodin plus Red Bull jako niezawodny środek na poszerzenie horyzontów), mamy także niegroźne, acz mało skuteczne zalecenia oglądania dziwnych nagrań, zmodyfikowane sposoby uzyskania deprywacji sensorycznej oraz porady, by… razić się prądem. Acta est fabula, świat oszalał. Sam w sobie jest chyba odmiennym stanem świadomości. Jednak skłamałabym, jeśli bym powiedziała, że sama

Z rozbrajającą dumą w głosie oznajmił, że dokonał przełomu. Świetnie. Pytam zatem: jakiego? Zrelacjonował mi, jak to sprytnie załadował do wanny parę kilogramów soli (...) radia nastawionego na szumy. Nieruchomo i z zamkniętymi oczami. Ach, oczywiście… deprywacja sensoryczna. Owszem, udało mu się odciąć od zewnętrznych bodźców, ale na pytanie, co w związku z tym zyskał, nieśmiało stwierdził, że „w sumie to nic”. Doświadczył jakichś halucynacji (barwne plamy i miauczenie kota muszą być fascynujące), a po wszystkim bolała go głowa i miał niemiłosiernie pomarszczoną skórę. „Ale to był odmienny stan świadomości, udało mi się wybić ponad zwyklactwo umysłowe!”. Aha. Przełom niewątpliwie. Przyjaciółka zwierzyła mi się kiedyś, że martwi się o swojego chłopaka. Jak się okazało, miał regularne przygody z LSD i DMT. „Mówił, że dzięki temu czuje się jak nadczłowiek.” Cóż, chyba rzeczywiście codzienne życie i dawne plany przestały go obchodzić. Nie spotykał się już prawie w ogóle ze znajomymi, bo doszedł do wniosku, że nie są w stanie zrozumieć świata, jak on go rozumie. Tak… przecież dla niego świat miał ostrzejsze kontury; on widział muzykę, słyszał zapach drzew i czuł nosem błękit nieba. „Ego umarło, istnieje tylko mistyczna jednorodność, a ja jestem jej panem, nic więcej się nie liczy” – tak powiedział mojej przyjaciółce, kiedy z nią zrywał. Rok później ten nadczłowiek był panem… na sali w szpitalu psychiatrycznym. Paląca potrzeba wpakowania swojego umysłu w kalejdoskop rośnie. Kilka dni temu trafiłam na osobliwe forum internetowe. Ludzie wymieniają

nigdy odmiennych stanów świadomości nie doświadczyłam. Podczas tego „mojego” może wydarzyć się dosłownie wszystko. Można robić wszystko, bez jakichkolwiek ograniczeń racjonalności, poznawać i tworzyć nowe światy, być wszędzie, być kim się chce i z kim się chce, spełniać swoje największe pragnienia. Ten stan trwale wspomaga myślenie, w dodatku jest zupełnie naturalny i nie grożą z jego strony żadne skutki uboczne. Ba, jest przyjazny dla zdrowia psychofizycznego jak nic innego na świecie. Brzmi jak dobra reklama? Ale proszę państwa, rzecz w tym, że tego wspaniałego odmiennego stanu świadomości… doświadcza każdy co noc! Właśnie, to nie tak, że z góry poskąpiono nam możliwości oderwania się od stałego stanu świadomości – po to mamy zjawisko snu wraz z towarzyszącymi mu marzeniami sennymi. A przy odrobinie szczęścia czy zaangażowania możemy w dodatku śnić świadomie, czyli zupełnie dowolnie wpływać na treść swoich snów. Czy może być doskonalsza forma autoterapii? Nie bądźmy Nietzschem na haju, zuchwale marzącym o potężnej nadświadomości. Takie alter ego na dłuższą metę sprawi, że zgubimy siebie. Mamy alternatywę dla używek oraz innych karkołomnych bądź mało skutecznych praktyk. Mieliśmy ją cały czas i będziemy mieć zawsze, choć często o niej zapominamy, rezygnujemy z niej. To, czego współczesny człowiek naprawdę potrzebuje, to przestać ciągle biec, odłożyć magiczny bat… i pójść spać.

35 Ambrossia Tymińska Nietzsche na haju jako alter ego


N

Nowości wydawnicze Katarzyna Kowara, Michał Stachera

Elyn R. Saks, Schizofrenia. Moja droga przez mękę, Burda Publishing Polska, Warszawa 2014. I nagle dzieje się coś dziwnego. Moja świadomość (…) nagle staje się mętna, a może rozchwiana. Mam wrażenie, że się rozpuszczam. Czuję się (…) niczym zamek z piasku, który rozmywają cofające się fale. To doświadczenie jest o wiele trudniejsze i dziwniejsze do opisania niż skrajny lęk i przerażenie. Większość ludzi wie, na czym polega silny strach. Jeśli nie doznali tego sami, widzieli to na filmach, czytali o tym w książkach lub rozmawiali z kimś, kto się wystraszył – w każdym razie potrafią to sobie wyobrazić. Jednakże wyjaśnienie tego co nazywam „dezorganizacją”, to zupełnie inna sprawa. Świadomość traci stopniowo spójność. Nasza jaźń się rozsypuje. Nie panuje już nas wszystkim.

Oliver Sacks, Halucynacje, Zysk i S-ka, Poznań 2014 Co „widzą” osoby niewidome z zespołem Charlesa Bonneta? Jakie doznania wywołuje deprywacja sensoryczna? Jakich halucynacji doświadczają chorujący na zespół Parkinsona? Jak to jest, gdy pomimo amputacji czuje się utraconą część ciała? Co wpłynęło na to, w jaki sposób dziś postrzegamy halucynacje? Na te pytania odpowiada Oliver Sacks w książce Halucynacje wydanej w Polsce w kwietniu tego roku. Halucynacje to temat, który fascynuje i jednocześnie wywołuje pewnego rodzaju lęk. Jesteśmy ciekawi stanów, które są odmienne od naszych codziennych przeżyć. Wiemy natomiast, że omamy zazwyczaj nie wróżą niczego dobrego – możemy spodziewać się, że osoba, która ich

36 Stimulus IV

Tak Elyn Saks, profesorka prawa, psychologii, psychiatrii i nauk o zachowaniu Uniwersytetu Południowej Karoliny (Gould Law School), pisze o swoim doświadczeniu chorowania na schizofrenię. Czytając tę książkę, nie sposób oprzeć się wyrażeniu, iż to, o czym mówi Saks, jest zapisem takiego stanu świadomości, jaki nie jest obecny w doświadczeniu większości ludzi. Czy potrafimy go sobie wyobrazić, jeżeli go nie poznaliśmy? Saks twierdzi, że nie. Czy jest interesujący? Zdecydowanie tak. Dlaczego? Elyn Saks pisze książkę jak pewnego rodzaju opowieść o swoim życiu. Widzimy historię dziewczynki wychowującej się w szczęśliwej,

– Saks to osoba, w której jest o wiele więcej niż choroba, na którą cierpi. Mimo to schizofrenia wyraźnie naznacza jej życiorys – powoduje dotkliwe cierpienie, przysparza trudności, niszczy, odsuwa od innych. Saks skutecznie walczy z chorobą – jest profesorką, psychoanalityczką, udziela się w mediach, pisze książki. Jej odmienny stan świadomości jest zarówno podmiotem doświadczenia, jak i przedmiotem zainteresowania naukowego – dzięki temu możemy przeczytać fascynującą, autentyczną historię o kobiecie, która w niezwykły sposób opisuje to, co dla większości z nas na co dzień niedostępne.

„wystarczająco dobrej”, całkiem zamożnej rodzinie. Poznajemy nastolatkę, jej problemy, charakter, marzenia. Czytamy o kobiecie, jej studiach, ambicjach, relacjach z ludźmi. Autorka pisze o tym, że lubi jeździć na rowerze, chętnie spędza czas nad oceanem, jest ambitna, ma wiele planów i aspiracji zawodowych, ale i o tym, iż jest przekonana o swojej odpowiedzialności za wiele morderstw, stale doświadcza poczucia śmiertelnego zagrożenia, ma w głowie ogromny chaos, z którym nie umie sobie poradzić. Jednakże schizofrenia nie jest centrum życia kobiety

Książka Saks może być czytana jako opowieść beletrystyczna o codziennej, trudnej walce z cierpieniem, fascynująca biografia, inspiracja do badań naukowych czy też życiowy poradnik dla osób borykających się z podobnymi co autorka problemami. Znajdziemy przy czytaniu tej pozycji miejsce na refleksję nad nie do końca zrozumiałą chorobą psychiczną, nad uprzedzeniami, nad ciekawością i niechęcią. Warto poświęcić czas dziełu Saks choćby ze względu na wielopłaszczyznowe doświadczenie i możliwości, jakie daje jej lektura.

doświadcza, być może cierpi na jakieś zaburzenie. Tak rozumujemy teraz – z perspektywy naukowej XXI wieku. A jak było dawniej? Olver Sacks błyskotliwie i interesująco stara się opisać, jak kształtowały się mechanizmy rozumienia halucynacji, jakie przypisywano im znaczenie kulturowe, co wpływa na treść halucynacji oraz jak omamy i ich przeżywanie w związku z różnymi substancjami były rozumiane w sferze sakralnej. Poznając kolejne przypadki, czytamy nie tylko o ich specyfice, ale i o podłożu historycznym, filozoficznym, wierzeniowym i kulturowym. Ponadto autor przypomina czytelnikowi, że niemal wszyscy doświadczamy swoistego rodzaju halucynacji – marzeń sennych. Lektura Halucynacji uświadamia również, jak o szerokim spektrum – ilościowo i jakościowo – doznań mówimy, kiedy zagłębiamy się w temat omamów. Czytamy o odmianach dotykających chorych z zespołem Parkinsona, o wrażeniach opuszczenia ciała, różnorodnych doświadczeniach w przebiegu epilepsji.

Możemy dowiedzieć się o bardzo specyficznych przypadłościach – np. o tym, że halucynacje wzrokowe, podczas której widzi się zapisaną kartkę papieru z zazwyczaj nic nie znaczącymi wyrazami, występują u chorych na rzadko rozpoznawany (choć według Sacksa – dość często występujący) zespół Charlesa Bonneta. Książkę Olivera Sacksa warto polecać znajomym – mamy do czynienia z doświadczonym pisarzem oraz z interesującym, niebanalnie ujętym tematem. Książka spodoba się zarówno fanom historii zaburzeń, teoretykom i antropologom kultury, psychologom i psychiatrom, jak i każdemu, kto po prostu lubi czytać o doświadczeniu ludzkim. Zwłaszcza takim, które rzadko sami możemy doświadczyć. Opracowała: Katarzyna Kowara


Bert Hellinger, Nowa Świadomość. Duchowy wymiar ustawiania rodzin, Czarna Owca, Warszawa 2014. Hellinger, Stalin, kilka godzin, pytam siebie, o co chodzi Autor tej ponad stustronicowej pozycji dotyka takich dziedzin jak transcendencja, filozofia i szeroko pojęta duchowość. Przyznam, że podczas czytania tej książki moje wrażenia idealnie obrazował znany mem przedstawiający siedzącego przed komputerem psa z podpisem „I have no idea what I am doing”. Gdybym miał konto na Instagramie, to dodałbym zdjęcie okładki książki i, ze względu na podobny wymiar przekształcania mózgu w papkę, podsumował hasztagiem #twardenarkotyki. Książkę dobrze opisują tytuły podrozdziałów, z których warto przytoczyć takie jak: Pustka, Świat spoczywa, Zdławić czy Przysłaniając usta dłonią. Pasują one bardziej do rozważań osobistości pokroju twórcy popularnego w latach 90. programu Ręce, które (ka)leczą niż do poważnych publikacji naukowych, stojących obok takich tuzów psychologii jak Ekman, Lazarus czy Zimbardo na jednej półce w księgarni. Hellinger w swoim najnowszym dziele przedstawia rozważania na wiele tematów, ale

tak naprawdę słowami-kluczami są „pustka” i „duchowe pole”. To pierwsze jest początkiem i końcem, nieumiejscowioną w czasie ani przestrzeni sferą, która przyciąga życie i śmierć. Bardzo zgrabne, lecz dzięki żyjącemu ok. 2300 lat wcześniej Platonowi i jego koncepcji świata idei i nieśmiertelności duszy – niezbyt odkrywcze. Duchowe pole to coś na kształt pola energetycznego obejmującego żyjących i zmarłych. Swoje pola oprócz rodzin mogą mieć też np. państwa. Jeśli chodzi o aspekt dotyczący rodziny, to pada wiele interesujących tez, z których mi osobiście najbardziej zapadła w pamięć ta traktująca o tym, że choroby takie jak nowotwory to wykluczeni członkowie naszych familii, którzy próbują wrócić do duchowego pola. To wspaniała wiadomość, bo po co marnować miliardy dolarów na postęp medycyny, skoro wystarczy pójść na ustawienie i pozwolić wyklętym wujkom i kuzynom na nowo dołączyć do naszej przestrzeni energetycznej. Najciekawszym elementem Nowej Świadomości jest opis ponad godzinnego duchowego ustawienia, które miało miejsce w 2008 r. we Władywostoku. Nosiło ono tytuł Pojednanie z Rosją. Jeden z mężczyzn reprezentował Stalina, pozostałych jedenastu wraz z dwunastoma kobietami reprezentowali różnych obywateli. Uformowali oni krąg wokół dyktatora. Na sali było też audytorium. Niektóre osoby spośród publiczności czuły się przyciągane do kręgu, chciały brać udział w procesie pojednania. Ci,

którzy zostali wyznaczeni do aktywnego udziału, doświadczali wobec Stalina skrajnych emocji i przyjmowali rozmaite postawy. Po ustawieniu każdy miał możliwość wypowiedzenia się na temat tego, co przeżywał, znajdując się w duchowym polu Mateczki Rasiji. W notce biograficznej można wyczytać, że autor spędził dwadzieścia pięć lat w zakonie, w tym szesnaście na misji u Zulusów. To tłumaczy wiele rzeczy i na podstawie tej informacji ułożyłem sobie w głowie pewną wizję. Ustawienia sprawiają wrażenie odpowiedników plemiennych rytuałów. Hellinger, trzymający pieczę nad wszystkim, to szaman. Uczestnicy są członkami plemienia, którzy potrzebują duchowego oczyszczenia, natomiast publika to reszta Zulusów czy innych Tutsi. Wnioski te są daleko idące i być może, tworząc je, odleciałem niczym Szanowny Hellinger, ale czy naprawdę te lata spędzone wśród pierwotnych kultur nie miały wpływu na praktykowane przez niego ustawienia? Nie sądzę. Czy zatem w epoce śpiewających kobiet z brodą jest miejsce na obrzędy przekazywane sobie przez ludzi z buszu z pokolenia na pokolenie? Pozostawiam tę kwestię do rozważenia czytelnikom. Opracował: Michał Stachera

Zdjęcie pozyskano: https://www.flickr.com/photos/azrasta/5088254388/

37 Katarzyna Kowara, Michał Stachera Nowości wydawnicze


H

Horoskop Gwiezdna_Projekcja i wyparte_pragnienie

Baran (21 marca–20 kwietnia)

Bliźnięta (21 maja–21 czerwca)

Lew (23 lipca–22 sierpnia)

Wczesna dorosłość to nie tylko studia. Niedługo wakacje, warto pomyśleć także o innych, niepowtarzalnych zadaniach rozwojowych. Nie przegap ich! Wybór małżonka, przyjmowanie odpowiedzialności obywatelskiej – to już ten czas! Punktualność to w końcu cnota, a niespełnienie w którejkolwiek sferze grozi pogorszeniem satysfakcji z życia. W razie problemów pamiętaj, że odkrywanie nowych możliwości to zwiastun rozwoju. Wspiera Cię energia z kosmosu. Taka sytuacja nie będzie trwać wiecznie!

Wszelkie znaki na niebie wskazują, że zbliża się sesja. Nie daj się jednak pesymizmowi. Zarwanie nocy może mieć też dobre strony i poprawić Ci nastrój. Te efekty są tymczasowe, więc nie przeginaj z prokrastynacją. Aktywność elektryczną Twojego mózgu wzmocni wyjątkowo silne oddziaływanie Jowisza, ale strzeż się, bo to planeta przewrotna i pogrąża tych, którzy się lenią. Konfabulacje nie sprawdzą się na egzaminie z poznawczej, dlatego z zapałem zabierz się do nauki.

Przez pewien czas możesz doświadczyć melancholijnego nastroju, jednak nie martw się zanadto. Poczucie bezsensu życia nie zawsze ma związek z porażkami czy stratami, może równie dobrze wynikać z zagubienia w rzeczywistości oferującej za dużo możliwości. Ustal indywidualne kryteria ich oceny , a wtedy oddziaływanie Saturna nie będzie Ci straszne. Przejmij inicjatywę i rozbudź w sobie tendencje rozwojowe, które właśnie teraz mogą stać się bardzo żywe!

Byk (21 kwietnia–20 maja)

Rak (21 czerwca–22 lipca)

Panna (22 sierpnia–22 września)

Koniec semestru to dla Ciebie niepewny czas. Już po juwenaliach, a Ty chciałbyś zachować pozytywny nastrój? Naiwny optymizm jest groźny! Liczne grono znajomych wymaga sporo czasu, uważaj więc, by nie odbiło się to na Twoim zdrowiu. We wszystkim potrzebny jest umiar. Stres stymuluje wydzielanie kortyzolu, który przygotuje Cię do podjęcia właściwych działań, jednak w nadmiarze wywoła negatywne skutki. W razie kłopotów zwróć się do Wagi. Jej obsesyjno-kompulsywne cechy mogą okazać się szczególnie

W czerwcu Słońce wchodzi w Twój znak, co będzie sprzyjać podejmowaniu trafnych decyzji. Pamiętaj, egzaminy nie są najważniejszym elementem życia. W wypadku nie w pełni satysfakcjonującego wyniku, potraktuj go rozwojowo. Już najwyższy czas pozbyć się fałszywego przekonania, że bycie najlepszym jest w życiu najbardziej pożądane. Wraz z nadejściem lata naturalna fototerapia przegoni resztki depresyjnych nastrojów, nie chowaj się więc w domu. Inaczej grożą Ci

Wraz z pierwszymi dniami lata Układ Słoneczny rzuci światło na szósty kryzys Twojego rozwoju: intymność albo izolacja. Znalezienie (lub zintensyfikowanie już znalezionej) miłości będzie łatwiejsze dzięki rzadkiemu ułożeniu Marsa względem Jowisza. Nie aktywuj zanadto pola Broki w obecności Lwa, bo niewybredne żarty mogą przelać kielich czarnej żółci. Lepiej go empatycznie wysłuchaj, w czym pomoże Ci blask księżyca. Wkrótce Twoje humory odzyskają właściwe proporcje.

pomocne w tym miesiącu.

elektrowstrząsy!

38 Stimulus IV


Waga (23 września–22 października) Nie jest łatwo być wagą w II semestrze. Biopsa boli, rozwój po adolescencji stoi w miejscu, wywiad wciąż nieprzeprowadzony, a magisterka leży odłogiem. Mimo tego nie załamuj się! Przypomnij sobie swój wynik w teście Wechslera, porozmawiaj z bibliotekarzem i skoreluj to z szerokim uśmiechem. W tym semestrze Słońce kręci się blisko orbity Plutona – poznasz to po szczególnie neurotycznym zachowaniu promotorów i zdecydowanie zbyt wysokich odchyleniach standardowych. Nie zrażaj się tym i pamiętaj – życie wolne od trosk miał tylko pacjent H.M.…

Strzelec (22 lispotada–20 grudnia) Hm… Poszukiwanie doznań, nadużywanie substancji i wybiórcze deficyty funkcjonalne płata czołowego? To naprawdę interesujący pomysł na wakacje, ale uważaj, aby znajomi z roku nie musieli przez Ciebie ponownie czytać skryptu z interwencji kryzysowej! Pamiętaj, że nie wszystko, co zalega w czeluściach nieświadomości, trzeba eksternalizować… Ale może warto spuścić ze smyczy niektóre popędy Id – pewien ekstrawertyczny Lew bardzo się ucieszy, gdy je oswobodzisz w jego towarzystwie. Nie lękaj się wtedy zignorowania potrzeby aprobaty społecznej (jeżeli zrobisz to odpowiednio cicho, superego o niczym się nie dowie!).

Skorpion (23 października–21 listopada)

Koziorożec (21 grudnia–20 stycznia)

I co z tego, że singlujesz? Faza zakochania i tak jest najkrótsza z całego cyklu! Jeżeli myślisz, że nie ma dla Ciebie żadnego ratunku, poczytaj trochę lektur z psychologii LGBT i przekonaj się, jak wiele opcji możesz jeszcze wypróbować. Zapomnij o minionym semestrze! Teraz na egzaminach musisz działać rzetelnie niczym alfa Cronbacha – inaczej skończysz jako przypadek odstający gdzieś w okolicach pierwszego stena. Szczególna ostrożność zalecana jest przy pisaniu pierwszego rozdziału – opis rozmyty jak plama Rorschacha rozhamuje nawet najbardziej

Wyklarujmy sytuację – mężczyźni (w warunkach pozbawionych przymusu) nie tworzą teorii umysłu trzeciego rzędu. Odrzuć więc neurotyzm i niech poniesie Cię psychotyzm (byle ten z EPQ-R, a nie z MMPI!). Dobrze wiesz, że jesteś dla niego tajemnicza niczym wieża z Hanoi. Może dla odmiany spróbuj zachowywać się według reguł sztucznej gramatyki i pozwól mu, aby po prostu się Ciebie nauczył (wcale nie musi rozumieć!). Konieczny będzie odpowiedni zestaw wzmocnień. Dobra rada – upewnij się, że to, co uznajesz za karę, nie jest dla niego nagradzające.

ugodowego człowieka nauki.

39 Horoskop

Wodnik (21 stycznia–17 lutego) Ostatnio zdarza Ci się mylić sumienność z obsesyjną kompulsywnością – SPSS naprawdę nie oszukuje, nie musisz liczyć wszystkiego trzy razy. Znajdź dla siebie kilka chwil wytchnienia – rozwiąż Ravena, wyklikaj efekt Stroopa. Niech Twoje gałki oczne zaznają błogiego wpatrywania się w punkt fiksacji, a chłodny żel pod czepkiem EEG ostudzi Twoją gorącą głowę. Spróbuj zrobić coś dla siebie – kiedy ostatnio w Twoich rękach gościli Kalat albo Zimbardo? Gdy już uda Ci się względnie ochłonąć, pomyśl chwilę o szczęśliwcach, którzy co roku sprawdzają dziesiątki raportów z poznawczej i uśmiechnij się do nich, idąc korytarzem (nawet nie wiesz, jak bardzo się ucieszą!).

Ryby (18 stycznia–19 marca) Twoja empatia i pokłady wewnętrznej dobroci znajdują się na skraju wyczerpania? Zaskocz zwierzających Ci się znajomych! Z potulnego psychoanalityka przekształć się w dyrektywnego behawiorystę o zacięciu humanistycznym (warunkowanie w imię samorealizacji!). Spróbuj też technik behawioryzmu egzystencjalnego i pokaż im, jakim piekłem mogą być inni! Gdy w końcu poczujesz się jak prawdziwy specjalista terapii integratywnej, czeka Cię już tylko bezwarunkowa akceptacja.


Koło Naukowe Studentów Psychologii UJ jest organizacją o bogatej, ponad 25-letniej tradycji. Łączy nas dążenie do świadomego studiowania, chęć robienia jeszcze więcej i sprawdzania teorii w praktyce. Zajmujemy się organizacją konferencji naukowych, warsztatów oraz wydarzeń popularyzujących naukę, prowadzeniem badań i wydawaniem publikacji.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Odwiedź naszą stronę: www.knspuj.edu.pl i znajdź nas na facebooku! Nabór nowych członków prowadzimy w trybie ciągłym. Chcesz do nas dołączyć? Skontaktuj sięz koordynatorem interesującej Cię sekcji, a w listopadzie wyczekuj uważnie informacji na temat Dni Koła!

W Kole istnieje aktualnie siedem sekcji: • Sekcja Psychologii Krytycznej • Sekcja Psychologii Eksperymentalnej • Sekcja Trenerska • Sekcja Psychologii Sądowej • Sekcja Psychologii Klinicznej • Sekcja Psychologii Duchowości • Sekcja Psychologii Sportu


Stimulus 4