Issuu on Google+

Kulinarne tajemnice Stawów Milickich w w w.staw y milickie.pl

W środku bezpłatny dodatek!

MAPA REGIONU DOLINY BARYCZY Trasy turystyczne, ścieżki rowerowe, smaczne miejsca kulinarne!

1/2013 | CENA 15 zł (w tym 7% VAT) / Issn 2300-9837

Sprawdzone sposoby na rybę ZDROWIE

JEDZ ŚWIADOMIE

WYWIAD

ŻYCIE LASEM MALOWANE

REGION

Kraina niezwykłości


Nie tylko karp milicki

Najbardziej znaną rybą z Doliny Baryczy jest karp milicki – tradycyjny produkt regionalny. Od lat słynie z pierwszorzędnej jakości, dającej gwarancję udanych potraw bez swoistego posmaku charakterystycznego dla innych karpi. Oferta Stawów Milickich to nie tylko karp, hodujemy również inne popularne gatunki ryb, które coraz częściej pojawiają się na polskich stołach. Wszystkie nasze ryby, podobnie jak karp, mają czysty smak mięsa i wysoką klasę jakości, dlatego polecane są jako niezbędny element w zdrowej diecie wzmacniającej odporność, dbającej o serce i pomagającej w odchudzaniu. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

Karp milicki

Tradycyjny produkt regionalny, hodowany w cyklu trzyletnim, karmiony naturalnymi zbożami. Jego mięso jest delikatne i choć zawiera sporo tłuszczu, to wraz z białkiem jest bardzo łatwo przyswajalne. Zawiera wiele soli mineralnych i witamin. Karp należy do ryb, których spożywanie polecane jest przez lekarzy jako profilaktyka zmniejszająca ryzyko choroby wieńcowej.

Jesiotr

Sum

Szczupak

Amur

Tołpyga

Lin

Sandacz

Karaś

Przygotowany w  całości jest ozdobą każdego stołu, ma doskonały smak i nie ma ości. Idealnymi metodami przygotowania jesiotra są szybkie smażenie i pieczenie na ruszczcie. Wielu zwolenników ma jesiotr wędzony naturalnym dymem.

Mięso tołpygi zawiera dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz sporą ilość witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, dlatego cenione jest za walory dietetyczne. Mięso tołpygi jest delikatne i kremowe. Warto zamarynować je przed smażeniem, wówczas będzie wyjątkowo smaczne.

Mięso suma jest tłuste, ciemne, smaczne i nie ma ości. Tej ryby nie trzeba również skrobać, gdyż nie posiada łusek. Przygotowując suma do spożycia ściągamy z niego jedynie skórę. Wędzony, smażony, pieczony czy grillowany smakuje wybornie.

Posiada bardzo smaczne, białe, średniotłuste i nieco słodkawe mięso o zabarwieniu bordowym. Lina nie skrobiemy, bowiem ma bardzo mocno osadzone łuski, wystarczy usunąć śluz i wrzucić rybę na patelnię. Łuski rozpuszczają się w temperaturze 80 st. C tworząc smaczną chrupiącą skórkę.

Drapieżnik doskonale znany wędkarzom. Idealna waga szczupaka to 1-3 kg. Jego mięso jest białe, zwarte i delikatne. Doskonale nadaje się do faszerowania i do gotowania w wywarze warzywnym. Bardzo smaczny jest także smażony lub pieczony.

Ma bardzo delikatne, chude i doskonałe w smaku mięso zawierające duże ilości białka. Kaloryczność sandacza jest niewielka, dlatego uważany jest za danie dietetyczne, ale przede wszystkim jest to ryba o wyjątkowym smaku i należy do najcenniejszych ryb słodkwodnych. Zawiera mało ości i jest rybą cenioną w wykwintnej kuchni.

Idealny dla każdego, kto dba o zdrowie i szczupłą sylwetkę. Amur należy do ryb karpiowatych, jego mięso jest białe, bardzo delikatne, soczyste, jędrne i dużo chudsze od mięsa karpia. Amur ma również mniej ości, które łatwo odchodzą od mięsa i nietrudną do skrobania łuskę.

Ryba bardzo popularna i smaczna. Mięso jest białe, jędrne i mało ościste. Warto przygotować go podobnie jak lina, opiekając w śmietanie. Bardzo dobry do grillowania i wędzenia.

ISSN 2300-9837 / Wydawca: Emilia Szczęsna / Stawy Milickie SA, Ruda Sułowska 20, 56-300 Milicz, t: 71 384 71 10 / www.stawymilickie.pl redaktor naczelny: Marek Wiśniewski / zdjęcia: Agata Benke - Buchaniewicz, Małgorzata Kujda, Mateusz Piesiak, Idalia Skalska, Kazimierz Laskowicz, Emilia Staniek, Jacek Zygmunt, Wojciech Lewandowski, Damian Żuber, Grzegorz Wirchniański / fotografia kulinarna - Małgorzata Kujda Projekt graficzny, redakcja techniczna: Jacek Zygmunt / druk: Drukarnia Image, Bratoszów / nakład: 2500 egz. / kolportaż własny


SPIS TREŚCI

Wędrówka po smakach i zapachach

4 Kraina Niezwykłości 12 Z wędzarni Prezesa 14 Jedz świadomie

Świetne są krewetki z grilla.

16 Ryba z ogniska

Jeszcze bardziej wyrafinowane jest sushi, nie wspominając o efektownym

19 Sprawdzone sposoby na rybę

tatarze z łososia z gałązką

30 Rybka zwana „Picassem”

świeżego kopru.

N

ie ma nic złego w poznawaniu smaków i kuchni z dalekich krajów, ale wciąż przed większością z  nas jest jeszcze przygoda z polską kuchnią regionalną. To właśnie w niej pozostało wiele do odkrycia i poznania. W Kulinarnych Tajemnicach Stawów Milickich rzecz idzie o ryby słodkowodne. Króluje w nich karp, sum, jesiotr, szczupak, sandacz czy karaś. I choć żyją tutaj od ośmiuset lat, ciągle czekają na ponowne kulinarne odkrycie. Są zdrowe, pożywne, smaczne i proste w przyrządzaniu, ale można też z nich wyczarować niebanalne i efektowne potrawy. Nasze przepisy zachęcają do jedzenia ryb ze stawów milickich. Pokazują, jak ogromny i niedoceniony tkwi w nich potencjał. Kuchnia polska od wieków pełna była ryb i warto do tej tradycji wrócić zwłaszcza, że są ku temu możliwości. Milickie ryby znajdują się na wyciągnięcie ręki i dlatego są zawsze świeże. Do tego zdrowe, bo hodowane w największym w Polsce rezerwacie przyrody. Czy znacie smak kiełbasy z karpia albo paprykarza z suma? Jeśli nie – czas nadrobić smakowe zaległości.

33 Czas lepić pierogi Proponujemy nową modę – nie kuchnia fusion, nie molekularne udziwnienia na wodzie utlenionej. Nawet nie norweski łosoś. Od dzisiaj tylko świeży milicki karp, sum czy jesiotr. To są nasze dolnośląskie skarby. Marka uznana i warta propagowania. Podobnie jak marki produktów, o których piszemy w Kulinarnych Tajemnicach Stawów Milickich. Chleby, przetwory z owoców, miody, nalewki – to wszystko powstaje tutaj, w urokliwej Dolinie Baryczy. W oparciu o naturalne produkty, według sprawdzonych, tradycyjnych receptur – powstają pyszności, z których słynny jest Dolny Śląsk. Szukamy zdrowych i smacznych potraw. Zmęczeni „plastikową” żywnością wracamy do natury. Bo jesteśmy tym, co jemy. Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich zabierają Was na wędrówkę po smakach i zapachach, za którymi się tęskni i do których się zawsze wraca.

36 Chleb. Po prostu chleb 39 Z chaty Łaniaków 42 Pszczoły nie gryzą 44 Nasze dobro narodowe 48 Wśród swoich 51 Historia warta smakowania 54 Karp pod gwiazdami 57 Życie lasem malowane

Emilia Szczęsna Wydawca

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

|3


STAWY MILICKIE

Kraina niezwykłości Opowieść o milickich karpiach można zacząć jak bajkę. Dawno, dawno temu ludzie z Doliny Baryczy wydobywali rudę darniową. Potrzebowali jej do wytwarzania żelaza. Na rozkopanych łąkach powstawały niezbyt głębokie doły, które w naturalny sposób wypełniały się wodą. Z czasem zaczęto hodować w nich ryby.

D

laczego? Ponieważ w średniowieczu przestrzegano postów, a zgodnie z przepisami prawa kanonicznego wówczas można było spożywać tylko mięso ryb. I tak za sprawą religijnych reguł postępowania nastąpił nieprawdopodobny rozwój gospodarki stawowej wzdłuż rzeki Baryczy. Od prawie ośmiuset lat milickie stawy stoją rybą, ale najbardziej karpiem.

Zaczęło się od postów Stawy Milickie to ogromny zespół stawów rybnych, położony w kotlinach Doliny Baryczy. Założony w XIII wieku, prawdopodobnie przez cystersów. Choć zdaniem niektórych pierwsze stawy powstawały tutaj trzysta lat wcześniej, zostańmy przy tym, że pierwsi byli cystersi. Kiedy w XII wieku osadzono ich w pobliskim Lubiążu, zakonnicy zauważyli, że wystarczy niektóre wyrobiska połączyć kanałami, doprowadzić wodę z Baryczy i można hodować ryby. Oni rownież nauczyli okolicznych mieszkańcow jak hodować karpia, który stał się drogą do dobrobytu wodno-błotnych terenów nad Baryczą.

4|

www.stawymilickie.pl

Z upływem wieków stawów raz przybywało, a raz ubywało. Zastosowanie urządzeń hydrotechnicznych oraz trzyletniego cyklu hodowli spowodowało, że takie same ilości ryb można było pozyskać uprawiając mniejszą ilość stawów, a część z nich zamienić na ziemie rolne. Złota era dla gospodarki rybackiej przypadła na XVII i XVIII wiek. Wówczas powierzchnia stawów liczyła ponad 13 tysięcy hektarów i była dwukrotnie większa niż obecnie. Stawy Milickie to wciąż największy kom-

Obecnie Stawy Milickie są spółką, której właścicielem jest samorząd województwa dolnośląskiego. Składa ona się z pięciu kompleksów stawów - Potasznia, Krośnice, Radziądz, Stawno oraz Ruda Sułowska.


STAWY MILICKIE

pleks stawów rybnych w Europie, obejmujący ponad 7500 ha lustra wody. Nadal hoduje się w nich ryby, które odławiane są niemal identycznie, jak za czasów cystersów. Zaczyna się od tradycyjnego spuszczania wody i zbierania ryb przy pomocy sieci. Od ośmiuset lat niezmiennie najważniejsza jest ciężka praca rybaków, a jej efektem doskonały smak tutejszych ryb. Rodzą się one i dorastają w największym w Polsce rezerwacie przyrody. Na terenie największego

w kraju Parku Krajobrazowego. Trudno wyobrazić sobie bardziej ekologiczne ryby niż te z milickich stawów. Obecnie Stawy Milickie są spółką, której właścicielem jest samorząd województwa dolnośląskiego. Składają się z pięciu kompleksów stawów - Potasznia, Krośnice, Radziądz, Stawno oraz Ruda Sułowska. Każdy z nich to kilkanaście lub kilkadziesiąt zbiorników wodnych, rozdzielonych groblami. Na powierzchni 77 km kwadratowych

Gdy jadąc w okolicy stawów zauważymy brodzących w wodzie ludzi to znak, że karpiowe żniwa są w toku. znajduje się około 300 większych lub mniejszych stawów. Głębokość ich nie przekracza dwóch i pół metra. O regionie mówi się „karpiowe zagłębie”, bo karp milicki to już tradycyjny produkt regionalny i jeden z symboli Dolnego Śląska. Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

|5


STAWY MILICKIE

Od tarlaka do... Kto go raz spróbował ten wie, że jest wyjątkowy. To krzyżówka karpia polskiego z węgierskim, choć ten milicki jest bardziej wygrzbiecony i ma więcej mięsa. Nie ma także charakterystycznego dla karpi zapachu mułu. To wszystko dzięki karmieniu go tylko naturalnymi zbożami, przebywaniu ryb po odłowieniu - a przed sprzedażą - na specjalnej diecie w małych stawach zwanych magazynami oraz płuczce, czyli przepływowi świeżej wody, do której trafiają ryby tuż przed transportem do sklepów. Trzyletni cykl hodowli karpi gwarantuje, że mamy do czynienia z najlepszą metodą uzyskania smacznego i zdrowego mięsa. Ryby w milickich stawach żerują nie tylko na tym, co znajdą w wodzie. Są także dokarmiane ześrutowanymi ziarnami pszenicy, jęczmienia, pszenżyta i kukurydzy. Kiedy karpie dorosną do 1,5 kg, zaczyna-

Gdy jadąc w okolicy stawów zauważymy brodzących w wodzie ludzi to znak, że karpiowe żniwa są w toku. 6|

www.stawymilickie.pl


STAWY MILICKIE

Kulinarne Tajemnice Staw贸w Milickich

|7


STAWY MILICKIE

Stawy Milickie to wciąż największy kompleks stawów rybnych w Europie, obejmujący ponad 7500 ha lustra wody. Nadal hoduje się w nich ryby, które odławiane są niemal identycznie, jak za czasów cystersów.

8|

www.stawymilickie.pl


STAWY MILICKIE

ją się odłowy. Zawsze na początku października. Metodami starymi i sprawdzonymi od setek lat. Czasami przy pomocy wiekowych narzędzi, ale zawsze ręcznie. Gdy jadąc w okolicy stawów zauważymy brodzących w wodzie ludzi to znak, że karpiowe żniwa są w toku. Pora roku nie jest przypadkowa, ponieważ trzeba zdążyć odłowić ryby na stoły wigilijne. Jest to również podyktowane warunkami biologicznymi - spada temperatura wody, co powoduje u ryb zmiennocieplnych, zwolnienie metabolizmu, czyli przede wszystkim mniejsze zapotrzebowanie na tlen.

Sumy, jesiotry, szczupaki, karasie… Ale milickie stawy to nie tylko karpie. Obok nich hoduje się jesiotry, sumy, szczupaki, amury, liny, sandacze, tołpygi i karasie. Wszystkie najlepszej jakości, do czego zobowiązuje 800-letnia rybacka tradycja. Milickie ryby są coraz bardziej popularne na polskich stołach. Dają nieskończone pole do wykorzystania dla profesjonalnych kucharzy w wykwintnych daniach, jak i dla nas samych, czyli codziennych „kucharzy” przygotowujących posiłki naszym rodzinom. A przede wszystkim, co dzisiaj najważniejsze, są świeże, zdrowe i ze znanych wód. Trzeba o tym pamiętać, kiedy w sklepie wyciągniemy rękę po norweskiego łososia. Czy nie warto zastąpić go naszym milickim karpiem?

Trudno wyobrazić sobie bardziej ekologiczne ryby niż te z milickich stawów. Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

|9


STAWY MILICKIE

A może sumem, jesiotrem czy szczupakiem? Warto to uczynić choćby ze względu na przystępną cenę i wymienione atuty. Bogactwo ryb słodkowodnych z milickich stawów aż kusi. Przygotowanie ich jest proste, a potrawy nie ustępują oryginalnością tym z dalekich mórz. Warto o tym wszystkim pamiętać. Spółka Stawy Milickie robi wiele, by ryby z jej zbiorników stały się częstszym gościem na dolnośląskich, i nie tylko, stołach. Jeszcze przed zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia można będzie kupić przetwory z nowo wybudowanej przetwórni ryb. Oznaczone nazwą Stawy Milickie i coraz bardziej rozpoznawalnym logotypem spółki. Będzie to z całą pewnością poszukiwany produkt, obok znanego od wieków, certyfikowanego karpia milickiego.

Uznana niezwykłość Kiedy w stawach jest dostatek ryb, wówczas pojawiają się znaczne ilości wodno-błotnego ptactwa. Idealne warunki naturalne sprawiły, że przez wieki ziemie te powoli przekształcały się w ptasi raj. Dzięki rybakom na podmokłych terenach Doliny Baryczy, natura dostała idealne warunki do rozkwitu. Tak jest do dzisiaj, bo ten fragment Polski to przykład miejsca, gdzie zrównoważony rozwój po prostu się dzieje. Dlatego Stawy Milickie to nie tylko największy kompleks stawów hodowlanych w  Europie, ale także największy w kraju rezerwat chroniący ptaki (5324, 31 ha). Obszar ten, jako jedyny w Polsce, należy do Living Lakes (żyjące jeziora), czyli międzynarodowej sieci jezior i  innych zbiorników wodnych, które charakteryzują się wyjątkowymi walorami przyrodniczymi.

10 |

www.stawymilickie.pl

Pora roku nie jest przypadkowa, ponieważ trzeba zdążyć odłowić ryby na stoły wigilijne. Jest to również podyktowane warunkami biologicznymi - spada temperatura wody, co powoduje u ryb zmiennocieplnych, zwolnienie metabolizmu, czyli przede wszystkim mniejsze zapotrzebowanie na tlen.


STAWY MILICKIE

Kulinarne Tajemnice Staw贸w Milickich

| 11


STAWY MILICKIE

Ryby w stawach milickich żerują nie tylko na tym, co znajdą w wodzie. Są także dokarmiane ześrutowanymi ziarnami pszenicy, jęczmienia, pszenżyta i kukurydzy. Kiedy karpie dorosną do 1,5 kg, zaczynają się odłowy. 12 |

www.stawymilickie.pl

Do Living Lakes, obok stawów milickich, zaliczają się między innymi Bajkał, Morze Martwe, Balaton, Titicaca, Jezioro Wiktorii. Park Krajobrazowy „Dolina Baryczy” jest największym tego typu obszarem w Polsce (87 040 ha). Stawy Milickie ze swym autentyzmem są elementem wielowiekowej historii rybołówstwa lądowego. Od ośmiu wieków nie zmienił się proces tworzenia stawów i całej infrastruktury wokół nich. Podobnie wygląda hodowla karpia i jego odłowy. Na tym właśnie opiera się tradycja rybołówstwa, kultura kulinarna, obyczajowość, a także niepowtarzalność tej doliny i piękno Dolnego Śląska. Marek Wiśniewski Zobacz video z odłowów ryb na stawach milickich


Z wędzarni Prezesa

W poszukiwaniu nowych smaków coraz częściej wracamy do wędzenia – jednego z najstarszych sposobów na utrwalanie i uszlachetnianie żywności.

G

dy pojęcie „lodówka” kojarzyło się z epoką lodowcową, by zachować świeżość mięsa wędzono je lub suszono. Dzisiaj robi się to, by podkreślać walory smakowe nie tylko mięsa, ale i ryb. Wędzone nadają się doskonale do sałatek, przekąsek, musów czy past. Choć i same płaty, pachnące dymem olchowym znajdują coraz więcej smakoszy. - Nasz wędzony karp milicki nie ma sobie równych – mówi z satysfakcją Sławomir Mazurek, prezes spółki

Stawy Milickie. – Już nie pamiętam, kiedy spróbowałem go po raz pierwszy. Ale wrażenie było piorunujące. Ciepły, prosto z wędzarni „bije na łopatki” choćby węgorza czy śledzia bałtyckiego. Ilekroć chcę czymś wyjątkowym przyjąć swoich gości, sięgam do wędzarni. I nie zawiodłem się do tej pory. Kto raz spróbował wędzonego karpia, ten będzie mu wierny na długo. Wędzenie to proces, w trakcie którego ryba zostaje poddana działaniu dymu otrzymanego podczas spalania trocin i  kawałków drewna przy ograniczonym dostępie powietrza. Do tego celu używa się drewna, bez kory z drzew liściastych - dębu, grabu, buka, wiązu i akacji, a także drewna drzew owocowych - śliwy, jabłonie i grusze. Rodzaj drewna ma wpływ na kolor i smak. Nie stosuje się drzew iglastych, ponieważ nadają wędzonkom smak terpentyny, a mięso zostaje oblepione sadzą. Należy zwrócić także uwagę na temperaturę dymu i czas. Ze względu na te dwa czynniki rozróżniamy wędzenie na gorąco i na zimno. Na gorąco wędzi się najczęściej ryby słodkowodne oraz szproty, flądry i śledzie. Ich mięso wędzone w temperaturze do 90 st. C będzie delikatne, so-

czyste i jędrne, o mało zwięzłej konsystencji oraz lekkim dymnym zapachu. Produkty te mają raczej niezbyt długi okres przydatności. O wiele trwalsze są ryby otrzymane podczas wędzenia na zimno, tj. w temperaturze około 30 st. C. Proces ten trwa od dwudziestu do siedemdziesięciu godzin. Tym sposobem najczęściej wędzi się łososie, pstrągi i płaty śledziowe. Mięso wędzone na zimno jest aromatyczne, soczyste i ma ścisłą konsystencję. Nadają się do tego ryby tłuste, które wchłaniają z dymu więcej aromatu i smaku, ale także chude, przy których trzeba jednak uważać, aby ich nie przesuszyć. Możemy je wędzić w całości, usuwając oczy i skrzela lub w dzwonkach czy filetach ze skórą. Świeżą rybę należy wypatroszyć i dokładnie umyć pod bieżącą wodą. Później moczyć w solance. Najbardziej powszechna receptura na solankę zawiera wodę, sól i cukier w różnych proporcjach. Można dodać również czosnek, liść laurowy, rozmaryn, tymianek, pieprz lub ziele angielskie. Czas moczenia uzależniony jest od wielkości i wagi ryby. Średnio wynosi on od pół godziny do nawet kilku godzin. Później płuczemy tuszki czystą wodą i wieszamy lub kładziemy do obsuszenia w zacienionym i przewiewnym miejscu, aż do uzyskania cienkiej, lśniącej skórki. Najważniejsze, by ryba była sucha, w przeciwnym razie będzie się gotowała, a nie wędziła. Wędzone na zimno poddaje się zasoleniu. Przyspiesza to dojrzewanie mięsa jeszcze przed wędzeniem. Oczyszczoną i umytą rybę należy zasypać grubą warstwą soli i umieścić w naczyniu. Dalej postępujemy podobnie jak przy wędzeniu na gorąco. - Najczęściej dostępnymi w handlu rybami wędzonymi były łososie, pstrągi, węgorze i makrele. Ale może to się zmienić, bo już niedługo ich miejsce mogą zająć karpie, sumy czy jesiotry prosto z wędzarni Stawów Milickich – dodaje z pewnością w głosie Sławomir Mazurek.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 13


ZDROWIE

Jedz świadomie! Wszyscy chcemy być zdrowi. To nie podlega żadnej dyskusji. Nie wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę z faktu, jak bardzo zależy to od tego, co jemy. Nasz organizm funkcjonuje tak jak się odżywiamy. Co robić, by nie szukać pomocy lekarza i dbać o swoje zdrowie?

P

rzede wszystkim należy jeść produkty nieprzetworzone, wyrabiane w tradycyjny sposób, jak za czasów naszych babć i dziadków – radzi Dorota Michalak-Klimczak, dietetyk i specjalista żywienia, współtwórczyni Szynkarni, wrocławskiego sklepu ze zdrową żywnością. – Wówczas możemy być spokojni o swoje samopoczucie. W produkcji takiej żywności specjalizują się małe, rodzinne firmy. To tam wytwarza się wędliny czy sery w oparciu o własną hodowlę. Najpierw dla siebie, później dla znajomych i sąsiadów. Zawsze dbając o ich dobrą jakość i odpowiedni smak. Każdy, kto kiedykolwiek jadł wędliny z  małych regionalnych masarni, potrafi je odróżnić od tych produkowanych masowo i oferowanych w supermarketach. I to nie tylko dzięki informacji o składzie wyrobu, ale także i cenie. Jeśli porównamy skład wędlin z marketu to zobaczymy, że ich zawartość to w połowie mięso, a w połowie woda oraz wzmacniacze smaku. Dlatego za 100% mięsa w dobrych farmerskich wędlinach będziemy musieli zapłacić więcej. Powinniśmy odpowiedzieć sobie zatem na pytanie - czy wolimy zjeść mniej, ale ze smakiem? Czy raczej taniej i nie zwracając uwagi na skład? Odpowiedź nasuwa się sama, jak w tradycyjnym pytaniu - czy lepiej być biednym i chorym czy zdrowym i bogatym?

14 |

www.stawymilickie.pl

Powinniśmy odpowiedzieć sobie zatem na pytanie - czy wolimy zjeść mniej, ale ze smakiem? Czy raczej taniej i nie zwracając uwagi na skład? Odpowiedź nasuwa się sama, jak w tradycyjnym pytaniu - czy lepiej być biednym i chorym czy zdrowym i bogatym?

Skoro już wybraliśmy i chcemy odżywiać się zdrowo, to zwracajmy uwagę na to, co kupujemy. - Wybierając dobry chleb zwracajmy uwagę na skład – radzi pani Dorota. - Pytajmy ekspedientkę, co w nim naprawdę jest. Do tego pieczywo smarujmy prawdziwym masłem z zawartością 82% tłuszczu. Nie margarynami! Ich producenci doskonale wiedzą, jak wpływać na klientów przekonując, że są to zdrowe produkty. Wybierajmy wędliny bez zawartości fosforanów, glutaminianu sodu, konserwantów. Bo sól jest idealnym konserwantem i nie trzeba do tego niczego więcej, ani błonnika pszennego, ani nawet białka roślinnego. Jedzmy nabiał czysty. Półtłusty twaróg, sery żółte, dojrzewające w małych serowarniach z mleka od krowy pasącej się na łące. Od kozy skubiącej pędy krzewów i traw. Pijmy naturalne


ZDROWIE

kefiry i maślanki. Albo jaja. Zapomnijmy o  starym przesądzie, że są one źródłem cholesterolu. - Owszem są, ale tylko tego dobrego, którego nam ciągle brakuje, a który jest wręcz niezbędny do pracy naszych hormonów – zdradza dietetyczka. - Jaja od wolno biegających kur to źródło dobrze przyswajalnego żelaza, lecytyny. To produkt, któremu nic nie „wstrzyknięto” i którego nie zmodyfikowano. Wreszcie ryby – niezastąpione przy zdrowym odżywaniu. Jak często je jeść? Raz w miesiącu, czy częściej? Wybierać ze względu na cenę czy dostępność? Świeże czy mrożone? Szkół jest wiele. Jest kilka podstawowych prawd, którymi trzeba się kierować w przypadku ryb. - Ryby są w przygotowaniu łatwiejsze niż mięso –

uważa Dorota Michalska-Klimczak. - Mając zapas mrożonego fileta (dlaczego nie kupić raz więcej świeżej ryby i zamrozić, skoro nie chcemy kupować wody), rozmrażamy go w odróżnieniu od mięsa szybko, pod bieżącą wodą. Słodkowodne ryby również zawierają niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. Taki karp ma ich 5-krotnie więcej niż niejeden dorsz. O ich zaletach można pisać wiele. Najważniejsze, że posiadają w sobie pełnowartościowe, lekkostrawne białko, witaminy A, D i te z grupy B, wapń, żelazo, jod oraz bezcenny, niewystępujący praktycznie nigdzie indziej, kwas omega-3. - Właśnie te składniki sprzyjają wzmocnieniu odporności, łagodzą procesy zapalne – mówi pani Do-

rota. - A także „oliwią” nasze komórki mózgowe, by lepiej pracowały. Dostarczane regularnie zapobiegają też nadciśnieniu i miażdżycy, obniżają poziom „złego cholesterolu” i trójglicerydów. Działają antynowotworowo i antyzawałowo, łagodzą objawy astmy, poprawiają pamięć i koncentrację. Są samym zdrowiem! Wprowadzajmy do naszego jadłospisu rybne piątki i bezmięsne poniedziałki. Przyrządzając ryby nie panierujmy ich! Wybierajmy ryby świeże, ewentualnie mrożone; słodkowodne i morskie, a  także naturalnie wędzone. Każdy, kto poznał smak wędzonego karpia, suma, amura czy jesiotra będzie do niego wracał. Z ryb można zrobić prawie wszystko – nadzienie do pierogów czy naleśników, kiełbasę albo Dorota Michalakroladę, pasztety, saKlimczak, dietetyk łatki i wiele innych i specjalista żywienia, przetworów. Trzeba współtwórczyni się tylko odważyć Szynkarni spróbować naszych przepisów!

Miejsce, gdzie w stałej sprzedaży będą farmerskie wędliny, sery wytwarzane dawnymi sposobami, chleby pieczone w pełni z razowej mąki na zakwasie. Ciastka, na przekór wszystkiemu, pełne wartości odżywczych i zdrowia, podpłomyki z dodatkami własnego pomysłu. Kawa prosto z Etiopii i piwo idealnie schłodzone, z polskich małych browarów, lane z 12 kranów! A pomysłodawcami są specjaliści do spraw żywności i żywienia. Im spokojnie możesz zaufać!

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 15


PLENEROWE GOTOWANIE

Korzystając z możliwości, jakie daje plenerowe kucharzenie, postanowiliśmy wszystko piec na ognisku.

Ryby z ogniska 16 |

www.stawymilickie.pl

Wyprawa dwóch kucharzy na ryby to nie tylko ich łowienie. Zakończyć ją trzeba ucztą z tego, co udało się złowić. Niestety w tym dniu nie złowiliśmy niczego. Chyba lepsi z nas kucharze niż wędkarze.

N

a szczęście na miejscu można było kupić żywe karpie, szczupaki i sumy. Dzięki temu mogliśmy robić to, w czym jesteśmy dobrzy, czyli gotować. Po kilku godzinach cierpliwego, ale bezproduktywnego moczenia „kija w wodzie”, zakupiliśmy dwa piękne karpie, suma i szczupaka. I zaczęła się prawdziwa frajda.


PLENEROWE GOTOWANIE

ognie wykorzystaliśmy do ugotowania zupy oraz usmażenia filetów z suma, na maśle. A po „ciężkiej” pracy było to, co najbardziej lubimy prócz gotowania – jedzenie! Nic tak nie smakuje, jak ryba z ogniska w plenerze.

Jak zrobić szwedzki ogień? Pień wysokości około pół metra należy naciąć „na krzyż”, na długości 2/3. Następnie, za pomocą kawałków papieru wetkniętych w szczeliny, rozpalić ogień. Mając taki rodzaj paleniska można smażyć na patelni oraz gotować w garnku.

Plenerowe gotowanie jest dosyć specyficzne i wymusza na kucharzu kreatywność. Dlatego bardzo to lubię. Korzystając z możliwości, jakie daje plenerowe kucharzenie, postanowiliśmy wszystko piec na ognisku. Udało się także załatwić szwedzkie ognie, co było dodatkową atrakcją wyprawy i pozwoliło na sprawdzenie, jak smakuje ryba z płonącego pniaka.

Z menu nie było żadnego problemu. Ryby, ryby i jeszcze raz ryby. Najpierw postanowiliśmy upiec szczupaka, w całości nabijając go na długi patyk. Do środka włożyliśmy trochę wędzonki i ziół. Obwiązaliśmy go długimi źdźbłami trawy tak, aby nie wypadł z niego farsz. Następnie wyfiletowaliśmy suma oraz karpie. Zdecydowaliśmy, że skoro rozpaliliśmy ognisko i mamy wielki ruszt, to zrobimy kiełbasę z karpia. Bo na każdym prawdziwym ognisku powinna pojawić się kiełbasa. Szwedzkie

Piotr Kucharski - kucharz Od 3 lat prowadzi kącik kulinarny w porannej telewizji śniadaniowej DDTVN. We Wrocławiu prowadzi Studio Kulinarne, gdzie organizuje warsztaty, imprezy i pokazy kulinarne. Od 2 lat działa jako członek i założyciel organizacji, która wspiera lokalnych producentów żywności Slow Food Youth. Tobiasz Herman - kucharz Młody szef kuchni. Kontynuuje tradycję kulinarną w rodzinie. Pierwszym szefem kuchni był jego ojciec. W roku 2012 zdobył brązowy medal na Olimpiadzie Kucharzy w Erfurcie. We Wrocławiu prowadzi kursy kulinarne w Studiu Kulinarnym. Jego specjalnością są między innymi ryby.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 17


PLENEROWE GOTOWANIE

Szczupak z ogniska

Kiełbasa z karpia i kaszy gryczanej

Składniki: 1 szczupak (1,5-2 kg) 200 g wędzonego boczku w plastrach sól i pieprz cytryna

Składniki: 100 g wędzonego boczku 1 cebula 1 litr wywaru rybnego lub warzywnego 300 g kaszy gryczanej 1,3 kg mięsa z karpia sól i pieprz Dodatkowo: cienkie naturalne jelita, maszynka do mielenia mięsa z końcówką do napełniania kiełbas

Dodatkowo: sznurek do obwiązania lub długie źdźbła trawy długi naostrzony patyk Sposób przygotowania: Szczupaka oczyścić z łusek i nabić na patyk. Przyprawić solą, pieprzem i skropić sokiem z cytryny. Do środka włożyć wędzony boczek (jeśli mamy cienkie i długie plastry można rybę obłożyć z wierzchu) i obwiązać sznurkiem lub źdźbłami trawy. Opiekać wysoko nad ogniskiem przez około 30 minut. Pod koniec można rybę zbliżyć do ognia, aby przyrumienić skórkę. Podawać z pieczywem i sałatką np. z białej rzepy.

18 |

www.stawymilickie.pl

Sposób przygotowania: Boczek pokroić w kostkę i podsmażyć na suchej patelni. Dodać posiekaną w kostkę cebulę. Podsmażyć aż będzie miękka. Dodać kaszę i uprażyć ją przez kilka minut. Następnie zalać wywarem, aby przykrył kaszę, gotować na wolnym ogniu. Gdy wywar wyparuje, podlać kolejną porcją. Powtarzać czynność aż kasza będzie miękka. Następnie wystudzić kaszę i dodać posiekane mięso karpia. Dokładnie wymieszać i przyprawić solą i pieprzem.


Sprawdzone sposoby na rybę

KUCHNIA

Według Pawła Kucharskiego i Tobiasza Hermana

M

ięso ryb daje nam nieskończenie wiele możliwości przygotowywania potraw. W prezentowanych pomysłach udowadniamy, że ryba to doskonałe pole do kulinarnej zabawy i smakowych poszukiwań. Spróbujcie, bo naprawdę warto.

Szczupak pieczony w pikantnym sosie pomidorowym Składniki: 1 szczupak (około 1,5-2 kg) / oliwa z oliwek Sos: 1 cebula / 4 ząbki czosnku 1 papryczka chilli / 2 puszki krojonych pomidorów 1 liść laurowy / 2 ziarna ziela angielskiego sól i pieprz, natka pietruszki Sposób przygotowania: Szczupaka oczyścić z łusek i pokroić w 3-4 cm dzwonki. Obsmażyć na oliwie z oliwek. Cebulę i czosnek obrać, posiekać i podsmażyć na oliwie z oliwek. Gdy cebula zmięknie, dodać posiekaną papryczkę chilli. Smażyć przez chwilę. Dodać pomidory z puszki, liść laurowy i ziele angielskie. Dusić na wolnym ogniu aż sos się zagęści. Przyprawić solą i pieprzem. Sos przełożyć do naczynia do zapiekania, ułożyć w nim obsmażone dzwonki szczupaka. Wstawić do rozgrzanego do 180 st. C piekarnika na ok. 20 minut. Sosem można polać rybę po wierzchu. Przed podaniem całość posypać natką pietruszki. Podawać np. z kaszą pęczak.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 19


KUCHNIA

Szczupak z karmelizowanymi młodymi warzywami oraz puree pietruszkowym Składniki na 4 porcje: 1 szt. szczupaka (1,5 – 2 kg) wypatroszony 1 kg pietruszki korzeń 2 szt. średnich młodych marchewek 2 łodygi selera naciowego 1 szt. średniej cukinii 150 g śmietany 18 % 400 g mleka 3,2 % 100 g masła 20 g miodu Pędy groszku do dekoracji 20 ml oliwy z oliwek 2 gałązki tymianku 10 g cukru Sposób przygotowania: Wypatroszonego szczupaka myjemy i osuszamy, następnie filetujemy. Płaty filetów ze skórą dzielimy na połowę tak, abyśmy mieli 4 sztuki. Doprawiamy solą i pieprzem, skrapiamy oliwą z oliwek i na koniec obsypujemy listkami tymianku. Odkładamy do lodówki na 3 h. Pietruszkę obieramy, kroimy w dużą kostkę ok. 3 cm. Gotujemy w mleku i śmietanie ok. 25 min na wolnym ogniu, następnie odlewamy połowę płynu i miksujemy do jednolitej masy. Marchewkę obieramy i kroimy wzdłuż na połowę, następnie połówkę marchewki kroimy pod kątem na kawałki o grubości ok. 1 cm. Pokrojone kawałki marchewki gotujemy we wrzącej wodzie z dodatkiem cukru i soli ok. 3 minut, wyciągamy i zalewamy zimną wodą, do momentu aż będzie zimna. Cukinię kroimy wzdłuż na cztery, wyciągamy gniazda ze środka i kroimy na takie same kawałki, co marchewkę. Łodygi selera naciowego kroimy pod kątem na takie same kawałki co marchewkę i cukinię. Na patelnię dodajemy połowę masła, przesmażamy na nim cukinie i seler naciowy ok. 3 min na wolnym ogniu, dodajemy marchewkę, doprawiamy solą i pieprzem, podwyższamy temperaturę patelni, wlewamy miód i wszystko razem mieszamy tak, aby miód obtoczył każde warzywo. Zdejmujemy patelnię i dodajemy zimne masło pokrojone na małe kostki, mieszamy dopóki masło się nie rozpuści. Rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C, przekładamy filety ze szczupaka na blaszkę i pieczemy około 5– 6 min w powyższej temperaturze. Wszystkie składniki wykładamy na talerz i dekorujemy pędami groszku.

20 |

www.stawymilickie.pl


Biała zupa rybna z kaszą pęczak i szpinakiem

KUCHNIA

Składniki na 4 porcje: 1 karp, wypatroszony (ok. 1 kg – 1,5 kg) 50 g boczku wędzonego, parzonego 1 szt. kopru włoskiego 3 szt. średnich marchwi 2 szt. pietruszki korzeń 1 szt. średniego selera 4 szt. obrane białej cebuli 1 ząbek czosnku 100 g kaszy pęczak 100 g liści szpinaku 100 g śmietany 18 % 50 g masła sól i pieprz Sposób przygotowania: Wypatroszonego karpia myjemy i osuszamy, następnie filetujemy. Z filetów ściągamy skórę. Wyciągamy pozostałe ości za pomocą pęsety lub małego nożyka. Filety kroimy w kostkę ok. 2 cm i doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy do lodówki. Z resztek po filetowaniu wstawiamy wywar w garnku o pojemności ok. 6 l, ale zanim wstawimy musimy oczyścić głowę karpia z oczu i skrzeli po to, by nasz wywar nie był mętny i gorzki. Do wywaru dodajemy obrane warzywa: marchewkę, pietruszkę, seler. Na ogniu przypalamy 2 szt. obranej cebuli. Dorzucamy do wywaru. Gotujemy od 2 do 3 h na wolnym ogniu, następnie przecedzamy przez sito i najlepiej przez gazę. Odlewamy ok. 1 l wywaru do osobnego pojemnika, z reszty robimy zupę. Koper włoski kroimy w kostkę i przesmażamy na maśle razem z posiekanym czosnkiem i pokrojoną jedną cebulą w kostkę, następnie dodajemy do wywaru. Gotujemy wszystko razem ok. 15 min na wolnym ogniu, śmietanę rozrabiamy razem z gorącym wywarem w skali 1:1 po to, żeby nam się nie zważyła, dodajemy do zupy. Pokrojone filety z karpia dodajemy do gotującej się zupy. Gotujemy 2–3 min, dodajemy na sam koniec pokrojone drobno liście szpinaku. Na rozgrzaną patelnię wrzucamy kawałek masła, pokrojony w kostkę boczek i cebulę. Całość przesmażamy. Następnie dorzucamy kaszę pęczak, ok. 2-3 minuty przesmażamy ją na dosyć silnym ogniu, następnie podlewamy ją wywarem, odparowujemy i tak powtarzamy czynności dopóki kasza nie będzie miękka. Zupę i kaszę podajemy osobno.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 21


KUCHNIA

Wędzony sum podawany z carpaccio z pieczonych buraków oraz twarożkiem z sera koziego Składniki na 4 porcje: 400 g filetów z suma bez skóry 500 g buraków 4 ząbki czosnku 160 g sera koziego twarogowego 20 g jogurtu gęstego 2 gałązki tymianku 50 ml oleju rzepakowego wióry wiśni do wędzenia (lub innego drzewa liściastego np. jabłoni) sól i pieprz Sposób przygotowania: Buraki umyć (nie obierać), posolić i popieprzyć, dodać oleju rzepakowego i posiekanego czosnku. Każdego buraka zawinąć osobno w folię aluminiową i upiec w piecu w temperaturze ok. 200 st. C tak, aż będą miękkie. Sprawdzać wykałaczką poprzez przebicie buraka - jeżeli wchodzi miękko to znaczy, że jest upieczony (ok. 2 h). Następnie buraki ostudzić, obrać ze skórki i pokroić w cienkie plasterki. Twarożek wymieszać z jogurtem i doprawić z pieprzem. Filety z suma doprawić solą i pieprzem, podzielić tak, aby były cztery kawałki, następnie podgotować ok. 2–3 min na parze. Następnie wióry wiśni wsypać do wysokiego garnka, dosyć mocno rozgrzać garnek tak, aby unosił się z niego dym z wędzenia. Włożyć następnie na sito ostudzoną rybę i wędzić pod przykryciem ok. 2 min. Uwędzonego suma wyłożyć na plastrach pieczonego buraka i twarożku z koziego sera, wszystko obsypać listkami tymianku. Najlepiej podawać z ciemnym pieczywem.

22 |

www.stawymilickie.pl


Karp w śmietanie czosnkowej

Karp po chińsku

Składniki: 1 karp (1,5-2 kg) oliwa z oliwek 1 cebula 1 główka czosnku 2 gałązki szałwii 300 ml śmietany 30% sól i pieprz

Składniki: 100 g makaronu chińskiego 1 czerwona cebula / 2 ząbki czosnku 1 marchewka / 1 biała rzepa / 1 por 50 g pędów bambusa 5-6 łyżek oleju roślinnego sałata rzymska lub inna 1 łyżka sosu sojowego / 1 łyżka octu winnego / 1 łyżka cukru 300 g filetu z karpia sól i pieprz

Sposób przygotowania: Karpia podzielić na 2-3 cm dzwonki. Przyprawić solą i pieprzem. Obsmażyć z obu stron na oliwie z oliwek. Po usmażeniu odstawić. Na tej samej patelni podsmażyć przez 4-5 minut posiekaną cebulkę i  ząbki czosnku w łupinkach. Karpia ponownie ułożyć na patelni i zalać śmietaną. Dodać gałązki szałwii. Przyprawić solą i pieprzem. Gotować na wolnym ogniu aż śmietana się zredukuje do konsystencji gęstego sosu. Dzwonki karpia ułożyć na talerzu i po wierzchu polać sosem. Można podać z sałatką i pieczywem lub kaszą.

Sposób przygotowania: Makaron przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Cebulę, czosnek, marchew, rzepę, por i pędy bambusa pokroić w zapałki. Podsmażyć na mocno rozgrzanym oleju przez 3-4 minuty. Dodać sałatę, ocet i cukier, smażyć przez minutę. Dodać odcedzony makaron, wymieszać. Karpia pokroić w paski, przyprawić solą, pieprzem i sosem sojowym. Podsmażyć przez chwilę na patelni i dodać do reszty składników, delikatnie wymieszać.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 23


KUCHNIA

Filety z karpia w pietruszkowej panierce podane z bobem i pieczonymi ziemniakami Składniki: 4 średnie ziemniaki wyszorowane i pokrojone na 8 części 5 łyżek oliwy z oliwek 1/2 szklanki bułki tartej 1/4 szklanki posiekanej natki pietruszki 4 filety z karpia 2 łyżki musztardy Dijon 2 szklanki zielonego groszku 2 łyżki chrzanu 4 łyżki słodkiej śmietany sól i pieprz Sposób przygotowania: Ziemniaki z dodatkiem oliwy i soli upiec w piekarniku nagrzanym do 180 st. C. Filety z karpia przyprawić solą, pieprzem. Natkę pietruszki wymieszać z bułką tartą. Przyprawione filety wysmarować musztardą i obtoczyć w panierce z bułki i pietruszki. Smażyć na patelni do uzyskania złotego koloru. Groszek zblanszować i  zalać zimną wodą, żeby nie stracił koloru. Chrzan wymieszać ze śmietaną, doprawić solą i pieprzem, a następnie wymieszać z groszkiem.

24 |

www.stawymilickie.pl


Grillowany jesiotr lub szczupak z salsą z zielonych pomidorów

KUCHNIA

Składniki: 5 zielonych pomidorów pęczek kolendry 1 czerwona cebula 1 papryczka jalapenos (opcjonalnie) sok i starta skórka z 1 limonki 6 filetów z jesiotra lub szczupaka oliwa z oliwek sól i pieprz Sposób przygotowania: Pomidory obrać ze skórki, pozbawić nasion i pokroić w kostkę. Kolendrę posiekać, dodać do pomidorów. Cebulę i papryczkę posiekać, dodać do pomidorów. Wymieszać wszystko ze sobą, doprawić solą, pieprzem i oliwą z oliwek. Filety posmarować oliwą z oliwek, przyprawić solą i pieprzem, a następnie grilować ok. 10 min.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 25


KUCHNIA

Rybny chowder Składniki: 6 grubych plastrów dobrego wędzonego boczku 1 duża cebula, posiekana 2 szt. selera naciowego 1 duża marchewka 1 l bulionu rybnego 1 duży ziemniak 1 serek typu philadelphia (tłusty twarożek do smarowania chleba) 500 ml mleka 500 g filetu z ryby, karp lub sum Sposób przygotowania: Boczek pokroić w kostkę i podsmażyć na patelni, wybrać skwarki, a na powstałym tłuszczu, przez kolejne 10 minut, podsmażyć posiekaną cebulę oraz pokrojone w kostkę seler i marchewkę. Warzywa przełożyć do garnka, zalać bulionem, dodać pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotować aż ziemniaki będą miękkie. Następnie dodać mleko, serek, oraz rybę pokrojoną w duże kostki. Całość gotować jeszcze ok. 5min. Przyprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać ze świeżym szczypiorem.

26 |

www.stawymilickie.pl


Sum Jak wykorzystać całą rybę? Paprykarz z suma Składniki: 1 cebula 1 ząbek czosnku oliwa z oliwek 1 marchewka 1 korzeń pietruszki 1 mały kawałek selera 1 puszka krojonych pomidorów 1 łyżka koncentratu pomidorowego 200 g filetu z suma bez skóry 1 łyżeczka octu winnego 1 łyżka cukru sól i pieprz Sposób przygotowania: Cebulę i czosnek obrać, posiekać i podsmażyć na oliwie z oliwek. Marchewkę, pietruszkę i seler obrać i zetrzeć na tarce na grubych oczkach. Dodać na patelnię, smażyć razem aż warzywa będą miękkie. Dodać pomidory z puszki i koncentrat pomidorowy. Dusić na wolnym ogniu aż całość zgęstnieje. Dodać pokrojonego w kostkę suma. Dusić całość aż kawałki ryby zaczną się rozlatywać i łączyć z sosem. Gotować do momentu uzyskania konsystencji pasty do smarowania chleba. Przyprawić solą, pieprzem, octem i cukrem. Odstawić do schłodzenia. Następnie przełożyć do słoiczka i wstawić do lodówki. Paprykarz można podawać do pieczywa, ale również świetnie nadaje się do pieczonych ziemniaków lub ziemniaków gotowanych w skórkach.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 27


Smażone filety z suma z salsą pomidorową Składniki: 4 filety z suma (120-150 g/szt.) klarowane masło do smażenia sól i pieprz / cytryna 2 duże czerwone cebule / 1 łyżeczka cukru Salsa: 4 pomidory / 1 mała czerwona cebula 5-6 dużych liści bazylii / 2 gałązki tymianku oliwa z oliwek / sól i pieprz Sposób przygotowania: Cebulę drobno posiekać i podsmażyć na klarowanym maśle aż będzie miękka. Dodać cukier i smażyć jeszcze przez chwilę. Zdjąć z patelni. Filety z suma przyprawić solą i pieprzem. Skropić sokiem z cytryny. Rozgrzać klarowane masło, usmażyć suma zaczynając od strony skóry po 5-6 minut z każdej strony. W tym czasie pokroić pomidory w kostkę, wymieszać z drobno posiekaną cebulką, posiekanymi liśćmi bazylii oraz listkami tymianku. Skropić oliwą z oliwek, przyprawić solą i pieprzem. Na talerzach ułożyć podsmażoną cebulkę, na niej suma, a na wierzchu salsę z pomidorów.

28 |

www.stawymilickie.pl

Wywar rybny Składniki: 1 wyfiletowany np. sum, karp pęczek włoszczyzny: marchewka, pietruszka, seler, por bukiet ziół: pietruszka, lubczyk, szałwia, bazylia, liście pora, nać selera 2 małe cebule 2 pomidory 2 liście laurowe 2 ziarna ziela angielskiego Sposób przygotowania: Z wyfiletowanej ryby usunąć skrzela i oczy (aby wywar nie był gorzki i mętny). Przełożyć do dużego garnka. Dodać oczyszczoną włoszczyznę i bukiet ziół. Cebulę opalić nad palnikiem aż zrobi się lekko czarna (jeśli nie mamy palnika gazowego, można ją lekko przypalić na suchej patelni), następnie razem z pozostałymi składnikami dodać do garnka. Zalać dużą ilością wody, gotować na wolnym ogniu kilka godzin aż płyn się zredukuje o połowę. Wywar może być doskonałą bazą do zupy rybnej lub warzywnej. Może służyć do podlewania sosów lub przyrządzania risotto rybnego.


KUCHNIA Z ryby uzyskujemy dwa filety, głowę oraz kręgosłup i ości brzuszne. Z tych części, które zostaną nam po filetowaniu, możemy przyrządzić różne wywary rybne, zupę rybną czy też bazę do sosów. Natomiast same filety z ryby możemy wykorzystać w dowolny sposób - można je smażyć, piec, robić roladki oraz kiełbasę. 1

Przytrzymaj lewą ręką głowę ryby i płetwę boczną.

4

Podnieś brzuch ryby do góry tak, żeby naprężyć jej ości. Pozwoli to na płynniejsze przeprowadzenie noża przez ości oraz ograniczy ubytek podczas filetowania. 7

Powtórz tę samą czynność z drugą stroną ryby.

2

Przetnij nożem tułów ryby w kierunku głowy pod kątem do kręgosłupa (poczujesz opór). 5

Naprężonym nożem tnij rybę wzdłuż kręgosłupa.

8

Odetnij płetwy brzuszne przy filecie, trzymając nóż pod kątem.

3

Oprzyj nóż pod kątem (naprężony) na kręgosłupie w kierunku płetwy tylnej (ogon). 6

Zakończ filetowanie pierwszej strony: dotnij filet przy płetwie tylnej (ogon) prowadzonym po kręgosłupie nożem. 9

Tak wygląda wyfiletowana ryba. Z kręgosłupa, za pomocą łyżki, można ściągnąć pozostałości mięsa i również je wykorzystać. Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 29


SZTUKA

Rybka zwana... „Picassem” Ryba, jak twierdzi autor mojej ulubionej reklamy wpływa. Choć nie tylko. Jej wersja niepływająca według wyznawców feng shui odpowiada za szczęście i pieniądze. W chińskiej tradycji ma poczytne miejsce. Prócz przynoszenia szczęścia i pieniędzy, dba o zdrowie i długowieczność. Pewnie dlatego często inspiruje artystów i jest obiektem cichych westchnień właścicieli pustych portfeli. Szklane ryby w niezbyt odległej przeszłości były niemal w każdym polskim, ale nie tylko, domu.

P

amiętam z dzieciństwa dumnie stojące na telewizorach – wspomina z uśmiechem Andrzej Kucharski, artysta specjalizujący się w szklanych rzeźbach. – Były inne niż nasze dzisiejsze, ale zawsze miały kształt ryby. Jednak technika poszła do przodu i nie załapały się na nowe modele płaskich telewizorów. Dlatego zsunęły się gdzieś w odmęty, niekoniecznie morskie.

„Telewizyjne” ryby były produkcją uboczną hutników szkła. Czymś w rodzaju „fuchy”. Jedynie nimi mogli dorabiać do skromnych pensji. „Ławice” szklanych cudeniek półoficjalnie z huty wędrowały na targ, a stamtąd pod strzechy na telewizory. W hutniczej gwarze mówiono o nich „picassy”. Szklane ryby z pracowni Magdaleny i Andrzeja Kucharskich to zupełnie inny świat. Nie tylko estetyczny. Są misterne, porywające i lekkie. Przechodzące przez nie światło nadaje im dodatkowy element magicznej tajemniczości. Nie trzeba być koneserem, by się nimi zachwycić. Są po prostu piękne w swojej prostocie. Pierwsze powstawały w tarnowskiej hucie szkła. Szlifowane w domu, wędrowały do niemieckich galerii. Jak wspomina nasz gospodarz - dzięki nim można było spokojnie żyć.

Obrazy Magdaleny Kucharskiej i prace jej męża Andrzeja znajdują się między innymi w stałej ekspozycji Museo Municipal de Arte en Vidrio - Alcorcon w Hiszpanii, Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze oraz Muzeum Narodowego we Wrocławiu. 30 |

www.stawymilickie.pl


SZTUKA

Później był czas ryb z certyfikatem nowozelandzkiego mistrza - profesora od feng shui. Pomysł autorstwa właścicielki czasopisma „Dom i Wnętrze”. Te były nieco inne niż te z okresu „niemieckiego”, ale posiadały jeszcze większą moc przyciągania pieniędzy. Nie tylko dzięki dołączanemu certyfikatowi. Jako że nic w przyrodzie nie trwa wiecznie i te „magiczne” ryby są dzisiaj wspomnieniem. Choć może niezupełnym, bo dzięki swojej obecności w galerii Kucharskich zwracają uwagę odwiedzających ją gości. I  nadal cieszą się niesłabnącym wzięciem. Magdalena i Andrzej Kucharscy należą do ścisłej światowej czołówki twórców łączenia szkła metodą fusing. Technologii odrodzonej dzięki kosmicznym materiałom. Wielokrotnie nagradzani, prezentowali swoje prace w galeriach amery-

koty snujące się po pracowni, brak blichtru i zadęcia. Wielka odważna sztuka powstająca bez rozgłosu, kamer i niedostępnych agentów. Tacy są Magda i Jędruś. Obalają mit artysty natchnionego i niedostępnego, czasami traktującego swoich odbiorców protekcjonalnie. Oni cieszą się swoją sztuką i tą radość dzielą z innymi.

Należą do ścisłej światowej czołówki twórców łączenia szkła metodą fusing. Technologii odrodzonej dzięki kosmicznym materiałom. kańskich, europejskich, azjatyckich. Są obecni wszędzie tam, gdzie prezentuje się szkło artystyczne na najwyższym światowym poziomie. Obrazy Magdaleny Kucharskiej i prace jej męża Andrzeja znajdują się między innymi w  stałej ekspozycji Museo Municipal de Arte en Vidrio Alcorcon (w Hiszpanii), Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze oraz Muzeum Narodowego we Wroc��awiu. Myślę, że wielka sztuka wymaga wielkiej pokory. Oni ją mają. Byliśmy w ich domu i pracowni. Piliśmy wspólnie kawę i bawiliśmy się z ich kotami. Z nieukrywaną przyjemnością odkrywaliśmy, że nasi gospodarze są przystępni, otwarci i  ciepli. Z jednej strony świat wielkiej sztuki – galerie, wystawy, znane nazwiska i wielkie metropolie, a z drugiej - dom w cichej uliczce,

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 31


SZTUKA

Kim są? Szklane ryby z pracowni Magdaleny i Andrzeja Kucharskich to zupełnie inny świat.

Przed laty bawiły mnie góralskie ciupagi przywożone ze szkolnych wycieczek znad morza. Na zakopiańskich straganach na Krupówkach bez problemu można było kupić kolorowe latarnie morskie z muszelek z napisem „Zakopane pozdrawia”. Na szczęście mamy już to za sobą.

Dzisiaj regionalność ze swoją niepowtarzalną specyfiką staje się magnesem przyciągającym turystów i oczywiście jednym z najmocniejszych atutów kampanii promocyjnych. Łączenie tradycji regionu ze sztuką staje się nie tylko obowiązkiem, ale i koniecznością. Jeśli szukać pamiątek z Doliny Baryczy, to najlepiej zaprojektowanych i wykonanych przez naszych artystów i z naszego „sudeckiego” szkła. Jeśli kupować pamiątkowe torby z motywami regionalnymi, to powinny być one szyte z lnu wytwarzanego w Mysłakowicach pod Jelenią Górą. Tylko tak będziemy mogli skutecznie siebie wypromować i przekonać innych do swojej wyjątkowości. Bo taki jest nasz Dolny Śląsk ze swoją wielowiekową tradycją i całym bogactwem. Marek Wiśniewski Foto: Emilia Staniek, archiwum artystów

MOYA Autorska Galeria Sztuki Magdalena Kucharska &Andrzej Kucharski ul. Księcia Witolda 2, Wrocław tel. 71 788 60 44, 605 145 946 galeriamoya@gmail.com www.galeriamoya.pl

Magdalena Kucharska jest absolwentką PWSSP we Wrocławiu (obecnie ASP), Wydziału Ceramiki i Szkła. Dyplom uzyskała w 1991 roku, w pracowni ceramiki prof. Krystyny Cybińskiej. Zajmuje się szkłem, rysunkiem, malarstwem i ceramiką łącząc te dziedziny sztuki w niekonwencjonalny sposób. Po jedenastu latach spędzonych w Kluczborku, w 2000 roku powróciła do Świdnicy, swojego rodzinnego miasta, gdzie wraz ze swoim mężem, kontynuują pracę twórczą we własnym studio. W roku 1994 Magdalena Kucharska wzięła udział w konkursie na 100 najlepszych prac roku ze szkła, który cyklicznie organizuje Corning Museum w Nowym Yorku. Jej obraz został dostrzeżony spośród paru tysięcy prac nadesłanych przez artystów z całego świata. Przez dwie edycje Kucharscy uczestniczyli także w prestiżowej wystawie Glass Now w Japonii. Dobrą passę artystów przerwało tragiczne trzęsienie ziemi w Cobe i wycofanie się głównego sponsora – firmy Yamaha. Andrzej Kucharski urodził się w Kluczborku, jako ósme pokolenie „szklarzy”, tzn. hutników szkła. Wuj Jego ojca był znanym i cenionym grawerem, m.in. autorem daru miasta Lwowa dla Józefa Piłsudskiego. Obciążony rodową przeszłością nie mógł skończyć innej szkoły jak PWSSP (obecnie ASP) we Wrocławiu, wydziału Ceramiki i Szkła. Dyplom uzyskał w 1987 roku, w pracowni szkła prof. Ludwika Kiczury. Był jednym z najzdolniejszych studentów, który jeszcze przed uzyskaniem dyplomu miał już swoje indywidualne wystawy zagraniczne. W swoim CV mógłby zapisać, że był ratownikiem medycznym. Jak twierdzi, ma olbrzymią cierpliwość do ludzi i wszystko im wybacza. Oboje tworzą od 1986 roku niezwykły związek oparty na metafizycznym wręcz porozumieniu i wspólnocie. W Marinie, we Wrocławiu między mostem Uniwersyteckim a Mieszczańskim prowadzą autorską galerię MOYA.


MILICKIE SMAKI

Od dwóch lat pierogi z nadzieniem z karpia to prawdziwy hit kulinarny milickich stawów. Pani Ania przyznaje, nie bez satysfakcji, że od kiedy zaczęły z koleżankami lepić je przy okazji regionalnych imprez, widzą jak smakują one ludziom.

Czas lepić pierogi Znacie pewnie wierszyk z dzieciństwa: ślimak, ślimak wystaw rogi, dam ci sera na pierogi, itd. Dzisiaj zamiast sera dają w Dolinie Baryczy ślimakowi… karpia. Tak – milickiego karpia z pełnią jego smakowych wspaniałości. I mimo że to potrawa młoda, ma już spore grono wielbicieli. - Nigdy ich wcześniej nie robiłam – przyznaje z uśmiechem Anna Kreczmer, mistrzyni kulinarna. – A przecież w Stawach Milickich pracuję od lat, a moja rodzina osiadła tu już ponad pół wieku temu. Od dwóch lat pierogi z nadzieniem z karpia to prawdziwy hit kulinarny milickich stawów. Pani Ania przyznaje, nie bez satysfakcji, że od kiedy

zaczęły z koleżankami lepić je przy okazji regionalnych imprez, widzą jak smakują one ludziom. Znikają wszystkie, bez względu na to, ile zrobią. Tak było na wrocławskim Rynku podczas wielkiego gotowania w ramach imprezy Europa na Widelcu, czy w Hali Stulecia podczas targów turystycznych. Pierogi z karpiem robiły furorę. A przecież to danie proste, tanie i bardzo wszechstronne. Nic więc dziwnego, że tak je lubimy. Ostatnio pierogarnie wyrastają jak grzyby po deszczu. W żadnej z nich nie znajdziecie pierogów z nadzieniem z karpia. Szkoda, bo to doskonałe danie i dobry pomysł na potrawę regionalną. Szczególnie u  nas na Dolnym Śląsku. W regionie, w którym ścierają się tradycje różnych kuchni i rodzą się nowe, zupeł-

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 33


MILICKIE SMAKI

nie niepowtarzalne smaki. Przykładem są właśnie nasze pierogi z nadzieniem z karpia. Łączy się w nich tradycja kuchni wschodniej z ośmiowiekowym wyśmienitym karpiem milickim. Czegóż trzeba więcej, by zaskoczyć wigilijnych gości, a przy tym niczego nie uszczknąć ze świątecznej tradycji? Przy tym nie są one bardziej czaso- i pracochłonne niż np. wszędobylskie „ruskie”. I jeszcze ten niepowtarzalny smak!

Pieróg czy pierogi? Słowo „pieróg”, zastępowane liczbą mnogą „pierogi”, oznacza potrawę z ciasta pieczonego, smażonego w głębokim tłuszczu lub gotowanego, cienko rozwałkowanego i wypełnionego różnym nadzieniem. W Polsce jako nadzienie najczęściej występuje mięso, kiszona kapusta z grzybami, kasza gryczana lub na słodko - z jagodami lub truskawkami, twarogiem lub z ziemniakami, twarogiem i cebulą. 34 |

www.stawymilickie.pl


MILICKIE SMAKI

Kiedyś przygotowywane były wyłącznie z okazji świąt. Każde święto było wyróżnione innym kształtem i nadzieniem.

Nasze „narodowe”

- Te z nadzieniem z naszego milickiego karpia nie mają sobie równych – twierdzi z dumą pani Ania. – Przepis jest prosty i łatwy. Ciasto, wiadomo, robi się z mąki, wody i ewentualnie jaja. A nadzienie to przede wszystkim kilogram usmażonego i pozbawionego ości karpia, kapusta kiszona, grzyby (mogą być podgrzybki, bo aromatyczne lub pieczarki, bo łatwo dostępne), przysmażona cebulka, sól i pieprz. No i tłuszcz do okrasy. Reszta to czynności znane do wieków. Trzeba jednak i do tego duszy. Bo od tego zależy ich smak. No i powietrza. Takiego, jak u nas na stawach milickich. Spróbowaliśmy osobiście i potwierdzamy! Marek Wiśniewski Fotografie Emilia Staniek

Od wieków znane są na całym świecie. Tak naprawdę pierogi pochodzą z Chin. Nazywane są Jiaozi i były znane już w starożytności. Najstarsze, wprawdzie mocno skamieniałe, możemy podziwiać w muzeum w prowincji Xinjiang. Krąży o nich wiele legend. Jedna z nich dotyczy lekarza Zhang Zhongjing, który żył za panowania dynastii Han. Miał on jakoby leczyć odmrożone uszy za pomocą ziół i mięsa jagnięcego zwiniętego w ciasto. Pierogi są nadal niezwykle popularnym daniem w Chinach. Jada się je na różne okazje, jednak najbardziej znane są te jedzone w Nowy Rok. W niektórych z nich ukryte są monety lub kostka cukru. Ten, kto trafi na ukrytą niespodziankę, zapewni sobie szczęście i pomyślność. Do Polski pierogi dotarły w XIII wieku dzięki biskupowi Jackowi Odrowążowi, który zachwycił się nimi podczas pobytu w Kijowie. W Polsce bardziej znane były jako gotowane ciasto makaronowe z nadzieniem, a nie ciasto pieczone czy też smażone w głębokim tłuszczu. Kiedyś przygotowywane były wyłącznie z okazji świąt. Każde święto było wyróżnione innym kształtem i nadzieniem. Pierogi kurniki - duże pierogi weselne z różnymi nadzieniami, zawsze z dodatkiem mięsa kurzego. A popularne dzisiaj w nieco innym wydaniu knysze to pierogi żałobne, podawane na stypie. Z kolei koladki pieczone były w styczniu, na pamiątkę pogańskiego święta. Z okazji imienin lepiono słodkie pierożki o nazwie sanieżki i socznie. 

  Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 35


TAJEMNICA W TRADYCJI

Chleb. Po prostu chleb Jak niebanalnie zacząć tekst o chlebie? Wszystko, co się powie, będzie truizmem i oczywistością. Wielu z nas podświadomie szuka tego, jedzonego w dzieciństwie. W archiwum pamięci przechowujemy smak i zapach chrupiącej skórki, sprężystość miąższu i widok przyprószonych mąką półek maleńkiej piekarni. Takie miejsca istnieją i dzisiaj.

36 |

www.stawymilickie.pl

W

 Gądkowicach, w pobliżu Milicza, u Edwarda Rybki znajdziemy to wszystko, za czym tęsknimy. Choć jadąc tam, nie spodziewaliśmy się niczego wyjątkowego. Hasło brzmiało: regionalny specjał – chleb komiśniak. Telefonicznie ustaliliśmy miejsce, dzień i godzinę spotkania. Na potrzeby zdjęć musiał to być wieczorny wypiek, bo tylko wtedy zaczyna się misterium chlebowego pieczenia. Najpierw trafiliśmy do współczesnej wytwórni pieczywa, która też należy do naszego bohatera. Ale nie o to nam chodziło. Po


Po wielu latach pracy w geesowskiej spółdzielczości poszedłem na swoje. Lubię pracować, a na przetwórstwie spożywczym znałem się dobrze. Nie mogłem robić nic innego, jak piec chleb. chwili skierowano nas kilka kilometrów dalej, do Gądkowic. To tu, w starej poniemieckiej piekarni, wyremontowanej kilka lat temu, powstaje chluba pana Edwarda – chleb komiśniak. - Zawsze marzyłem o takiej prawdziwej piekarni, jaką pamiętam z dzieciństwa – wspomina. – No i stało się. Po wielu latach pracy w geesowskiej spółdzielczości poszedłem na swoje. Lubię pracować, a na przetwórstwie spożywczym znałem się dobrze. Nie mogłem robić nic innego, jak piec chleb. Poza tym kiedyś powiedziałem sobie, że nasza wieś musi mieć taką prawdziwą, swoją piekarnię. Jak to kiedyś bywało. Najpierw była jedna, a kiedy zaszła potrzeba, powstała druga, znacznie większa i nowocześniejsza. Ale serce i emocje pan Edward zachował dla tradycji wyrobu chleba zwanego komiśniakiem lub składanym. Nazwa wywodzi się od żołnierskiego chleba żytniego wytwarzanego dla potrzeb armii monarchii austro-węgierskiej, który stanowił jeden z najważniejszych składników wojskowego pro-

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 37


TAJEMNICA W TRADYCJI

Tęsknota za dobrym, zdrowym i prawdziwym chlebem to dzisiaj nie tylko moda. wiantu. Receptura przetrwała do czasów współczesnych i dzisiaj również ciasto na komiśniak robi się z odpowiednio dobranej mieszanki mąki żytniej i pszennej, na naturalnym zakwasie chlebowym, bez dodatku jakichkolwiek polepszaczy. Do jego wyrobu używa się produktów najwyższej jakości, przede wszystkim mąki pszennej i czasami żytniej, pochodzącej z Piotrkosic w Dolinie Baryczy. U  pana Edwarda wypieka się go w  starym, ceramicznym piecu opalanym węglem. Wyrobione ciasto garuje się bezpośrednio na deskach. Nie używa się foremek, a bochenki przekłada tylko płótnem. Później każdy, poje-

38 |

www.stawymilickie.pl

dynczo, ląduje w piecu. Tam skleja się je bokami. Po wypieczeniu odrywa od siebie, dzięki czemu mają one charakterystyczne miękkie, jasne boki. Owa wyjątkowa technologia produkcji powoduje, że chleb zachowuje świeżość bardzo długo. Chleb o takim smaku jest w Dolinie Baryczy tylko jeden. Zupełnie inny niż ten, który oferuje nam handel. Przyjeżdżają po niego ludzie z okolicy, a nawet z odległego Wrocławia. Tęsknota za dobrym, zdrowym i prawdziwym chlebem to dzisiaj nie tylko moda. Możemy ją bez obaw zaspokajać dzięki takim ludziom, jak Edward Rybka, piekarz z Gądkowic. Marek Wiśniewski

PPH Edward Rybka Gądkowice 4, 56-300 Milicz tel. +48 514 174 087 abienkiewicz@op.pl


NATURALNIE OD POKOLEŃ

Z chaty Łaniaków Soki i syropy malinowe, aroniowe, wiśniowe, z owoców czarnego bzu, porzeczkowe, powidła ze śliwek, konfitury z płatków róży, przetwory na ekologicznym cukrze trzcinowym są dumą Łaniaków z Wierzchowic. Wytwarzają je z owoców swoich i leśnych, ale często też ze zbiorów z sąsiedzkich ogrodów przydomowych.

W

łaśnie takich przetworów szukamy i tęsknimy za nimi, bo przypominają nam smaki dzieciństwa. Łaniakowie robią je z pasją, przyjemnością i uśmiechem. Bo to niezwykła rodzina. Począwszy od najmłodszej Eli, a na babci Annie Chołodeckiej skończywszy. Trzy pokolenia pracowitych ludzi, dla których tradycja, zdrowie i życie w zgodzie z naturą są najważniejsze. - Wytwarzanie syropów zaczęło się właśnie od babci – opowiada Jarek, najmłodszy po mieczu z Łaniaków. – Ja tego nie pamiętam, ale mama mówiła, że babcia Ania robiła syropy malinowe jakieś pół wieku temu. Nie było jeszcze plantacji takich, jak dzisiejsze, a maliny zbierało się w lesie. Musiały obowiązkowo być przed zimą w spiżarni. Później tata Andrzej postawił na sadowniczą uprawę maliny. Było to na początku lat osiemdziesiątych. I nie było w tym żadnego przypadku. Tradycje sadownicze u Łaniaków sięgają trzech pokoleń. Andrzej jest wnukiem nieżyjącego już Ignacego Łaniaka, który był ogrodnikiem z zamiłowania. Pod koniec lat siedemdziesiątych rodzice Andrzeja - Łucja i Stanisław - założyli w Łazach pół hektarową plantację malin. Po dziesięciu latach malinowe królestwo przekazali swoim dzieciom, Andrzejowi i Arkadiuszowi. W 1989 Andrzej oże-

Wszystkie produkty są wytwarzane naturalnie, nie zawierają żadnych chemicznych dodatków ani konserwantów, a jeśli potrzeba dosładzane są ekologicznym cukrem trzcinowym.

nił się z Ireną, z domu Chołodecka i całą uprawę przenieśli do Wierzchowic koło Milicza. Tam są do dzisiaj. - Nasze maliny i truskawki od siedmiu lat uprawiamy metodą integrowanej produkcji – mówi Andrzej Łaniak. - Od tego roku doszły śliwy. Od trzech lat truskawki i maliny jesienne uprawiamy bez chemicznych oprysków i bez sztucznych nawozów. Dlatego znamy ich wyjątkowe zalety. Nauczono nas w domu, że nic nie może się zmarnować. Jeśli nie udawało się ich sprzedać, to przetwarzaliśmy je na własne potrzeby, np. na syropy.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 39


NATURALNIE OD POKOLEŃ

Soki: malinowy, aroniowy, wiśniowy, brzoskwiniowy, z owoców czarnego bzu, z czarnej porzeczki. Powidła ze śliwek węgierek Owoce deserowe: maliny, truskawki, śliwki. Jagoda w soku własnym bez cukru Konfitury: wiśniowe, jagodowe, z czarnej porzeczki, z płatków róży. Syropy: jabłkowy, aroniowy, wiśniowy, brzoskwiniowy, z czarnej lub czerwonej porzeczki, z kwiatów lub owoców czarnego bzu, agrestowy, pigwowy. Musztarda z gruszki Aronia do mięs Dżemy: malinowy, wiśniowy, brzoskwiniowy, brzoskwiniowo-jabłkowy, pigwowy, morelowy, z czerwonej borówki brusznicy, z czarnej borówki amerykańskiej, truskawkowy, dyniowy z jabłkiem, dyniowy z jabłkiem, cynamonem i goździkami. Sorbety: malinowy, truskawkowy, z czarnej i czerwonej porzeczki, z czerwonej brusznicy lub czarnej borówki amerykańskiej. Napoje: brzoskwiniowo-jabłkowy, malinowo-jabłkowy, z czarnej porzeczki z jabłkiem.

Kiedy okazało się, że sami też nie mogą ich zużyć i w spiżarni zapasów nie ubywało, za namową znajomych zaczęli je sprzedawać na lokalnych imprezach i targowiskach. Ku swojemu zaskoczeniu syrop znalazł wielu amatorów. A że w Dolinie Baryczy nie tylko maliny mają wyjątkowy smak i aromat, sięgnęli po inne lokalne owoce. Rozszerzyli także asortyment. Sorbety, dżemy, soki, a nawet musztarda z gruszki pojawiły się na targowiskach ekologicznych i stoiskach ze zdrową żywością. Wszystkie produkty są wytwarzane naturalnie, nie zawierają żadnych chemicznych dodatków ani konserwantów, a jeśli potrzeba dosładzane są ekologicznym cukrem trzcinowym. - Kiedyś zastanawiałam się z kuzynką, która czasami nam pomaga, czym zagęszczać nasze dżemy – zwierza się pani Irena. – Szukałyśmy, sprawdzałyśmy, aż doszłyśmy do tego, że doskonale nadają się do tego nasze szare renety. Mają sporą zawartość pektyny. Są bogatym źródłem flawonoidów, gdyż zawierają ich pięciokrotnie więcej niż inne odmiany jabłek. Przy tym są bardzo smaczne i zdrowe. 40 |

www.stawymilickie.pl


NATURALNIE OD POKOLEŃ

kiego, co wyprodukują. Stawiają na to, co kiedyś robili tylko na własny użytek. Przetwory z marką Łaniaków znane są w wielu miejscach w kraju. Zapraszają ich na imprezy promujące zdrową, tradycyjną żywność we Wrocławiu, Wałbrzychu, Świdnicy, Gliwcach, Rybniku, Tarnowskich Górach i wielu innych miastach. Wystawiali się na poznańskiej Pol-Agrze i na międzynarodowych targach Grüne Woche w Berlinie.

- Wytwarzanie syropów zaczęło się właśnie od babci – opowiada Jarek, najmłodszy po mieczu z Łaniaków. – Ja tego nie pamiętam, ale mama mówiła, że babcia Ania robiła syropy malinowe jakieś pół wieku temu. Nie było jeszcze plantacji takich, jak dzisiejsze, a maliny zbierało się w lesie. W rodzinnym biznesie Łaniaków uczestniczą wszyscy. Szefuje oczywiście pan Andrzej. Produkcja natomiast to domena jego żony Ireny. Najstarszy Marek wraz z braćmi Pawłem, Arturem i Jarkiem zajmują się dystrybucją. Oczywiście uczestniczą w tym także babcia Anna i najmłodsza Ela. Gdy obrodzą maliny i truskawki, pomaga dalsza rodzina, znajomi i sąsiedzi. Dzisiaj ich Mała Gastronomia i Pijalnia Soków ,,Malinea” wkracza w nowy etap. Na działce obok rodzinnego domu kończą wyposażać zupełnie nowy obiekt. Metody wytwarzania będą nadal tradycyjne, jak za czasów babci Ani. Ręcznie, na piecu opalanym drewnem, ale w jasnych, przestronnych pomieszczeniach odpowiadających wszelkim wymogom. Będzie tam można także spróbować wszyst-

Gospodarstwo sadownicze Irena i Andrzej Łaniak, Wierzchowice, ul. Sadownicza 23, 56-320 Krośnice tel. 071 384 63 30, 691 740 458 e-mail: laniak01@wp.pl

W rodzinnym biznesie Łaniaków uczestniczą wszyscy. Szefuje oczywiście pan Andrzej. Produkcja natomiast to domena jego żony Ireny.

Syrop malinowy – główny produkt w prestiżowym konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo” w 2009 roku zajął 3. miejsce, a w lipcu 2013 roku został wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych przez Ministerstwo Rolnictwa.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 41


BLIŻEJ NATURY

Pszczoły

nie gryzą

Miód jest nam znany od wielu lat. Każdy ma świadomość, że jest on produktem istniejącym od bardzo dawna, a jego wytwarzanie jest jak wytwarzanie krwi. 42 |

www.stawymilickie.pl

Historia pierwotnej więzi, łączącej pszczoły i las, jest stara jak świat. Na jej początku pszczoły żyły w lesie, a las nie mógł istnieć bez nich. Związek ten trwał miliony lat i wydawało się, że nic i nigdy nie może go zakłócić albo zniszczyć. Pewnego dnia przyszedł człowiek i powalił toporem pierwsze drzewo, a potem trzebił leśne ostępy bez umiaru i litości.

D

ostało się wówczas także leśnym braciom, bo zasmakował człowiekowi miód i wosk, którego wcześniej nie znał. Gdy padały ostatnie puszczańskie dęby i sosny, człowiek postanowił zabrać pszczoły z leśnych siedlisk i uwięził je obok swoich domostw w skrzyniach, które od tej chwili zaczął nazywać ulami. Taka jest ekspresowa historia współistnienia dwóch gatunków – człowieka i pszczół. - Moja miłość do pszczół zaczęła się w szkole, a dokładnie w technikum leśnym – mówi Józef Demeńczuk, leśnik z Kaszowa, a po pracy zapalony pszczelarz. – Mieliśmy w programie naukę o owadach. Później była pierwsza praca w leśnictwie Dziewiętlin. Tam spotkałem pana Oronia, emerytowanego pszczelarza, od którego kupiłem pierwszy ul. Miałem z nim wiele problemów. Był to model niemiecki tzw. ul szafkowy. Dla początkującego pszczelarza spore wyzwanie. Pierwszy z niego zbiór dał naszemu rozmówcy zaledwie pięć litrów miodu. - Po pierwszym kontakcie z pszczołami, które użądliły mnie dotkliwie, nie sądziłem, że będzie to moja pasja – kontynuuje swoją opowieść. – Trochę mnie to wystraszyło, ale uparłem się. Zacząłem czytać fachową literaturę, później oglądać filmy i tak od końca lat siedemdziesiątych do dzisiaj pszczelarstwo jest moim hobby. Później zmieniały się ilości pni i miejsca, w których stały. Najwięcej było dwadzieścia siedem. Ostatecznie dzisiaj stoi ich w Miliczu szesnaście. Tak jest bezpieczniej. Gdy były przy lesie, systematycznie je dewastowano. Praca przy pszczołach jest czasochłonna i  wymaga sporej dyscypliny.


Józef Demeńczuk, miliczanin z urodzenia. Absolwent tutejszego Technikum Leśnego. Po ukończeniu szkoły rozpoczął staż w Nadleśnictwie Milicz. Najpierw w leśnictwie Kaszowo, później w leśnictwie Lasowice. Po stażu pracował jako podleśniczy w leśnictwach Kaszowo, Lasowice, Dziewiętlin. Od 1982 roku pracuje jako leśniczy technolog, obecnie podleśniczy leśnictwa Kaszowo.

Szczególnie, gdy pracuje się jeszcze zawodowo. Najwięcej jest jej od kwietnia do lipca. Wiosną pszczoły uwijają się najbardziej. Ze wzrostem temperatury otoczenia i dłuższym dniem pojawia się coraz więcej kwiatów. Pszczoły rozwijają się intensywnie. Zbierają pożytek z kwiatów mniszka lekarskiego, rzepaku i drzew owocowych. Z nich jest pierwszy zbiór miodu. Później kwitną akacje. Z nich jest drugi.

Ostatnim pożytkiem w Dolinie Baryczy jest lipa i krzewy leśne. Po nich trzeba zająć się zdrowiem pracowitych owadów. Zaczyna się od zwalczania warozy, pasożyta pszczoły miodnej. Na to pan Józef podaje lek o nazwie „Biowar 500”. Dwa paski na jedną rodzinę. Po około siedmiu tygodniach zbiera wcześniej włożone paski i dodatkowo stosuje jedną dawkę kwasu mrówkowego. Z końcem lipca zaczyna dokarmiać pszczoły syropem cukrowym w stosunku jeden do jeden. Podaje pszczołom w małych ilościach, po jednym kilogramie cukru co dwa lub trzy dni. Każda rodzina otrzymuje jedenaście kilogramów. - W sierpniu na naszym terenie kwitnie nawłoć złocista, która jest rośliną (chwastem) miododajnym i pyłkodajnym – mówi pan Józef. - Jest ona uzupełnieniem w pokarm dla pszczół na zimę. Uważam, że takie podkarmianie mobilizuje matkę do intensywnego składania jaj. Zależy nam na tym, żeby wyhodować jak najwięcej pszczół. Ponieważ te, które wylęgną się w sierpniu i wrześniu będą zimowały, a na przedwiośniu rozpoczną nowy rozwój rodziny. Oddając codziennie przy swoich ulach hołd jednemu z najbardziej pierwotnych ludzkich rzemiosł pan Józef martwi się, że nie będzie miał kogo zarazić swoją pasją i ewentualnie przekazać pasieki. Dorosłe córki wyjechały do Wrocławia i nie prze-

jawiają zainteresowania pszczelarstwem, mimo że jednej z nich kupił odpowiedni strój pszczelarski. - Młodzi boją się pszczół – mówi nasz rozmówca. – A  przecież one nie gryzą. Nie trzeba też lubić miodu, by przy nim pracować. Od lat nie spróbowałem swojego, bo choruję na cukrzycę i rygorystycznie wystrzegam się wszystkiego, co słodkie – mówi pszczelarz. Kiedy słucha się tej opowieści o pszczelarstwie, trudno nie zgodzić się z powiedzeniem: kto ma pszczoły, ten ma świat wesoły. I rację ma Roman Palewski, szef Nadleśnictwa Milicz, który twierdzi, że Józef Demeńczuk jest kwiatem milickiego leśnictwa. Miód jest nam znany od wielu lat. Każdy ma świadomość, że jest on produktem istniejącym od bardzo dawna, a jego wytwarzanie jest jak wytwarzanie krwi. Nie można tu nic podrobić, zastąpić jakimś erzacem. Dla nas – ludzi współczesnych, miód jest spożywczym produktem o przyjemnym smaku. Używamy go zamiast cukru bądź w obliczu przeziębienia lub grypy, wzmacniająco, a niekiedy także profilaktycznie, na co dzień. Fotografie Emilia Staniek

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 43


OWOCOWA PASJA

Nasze

dobro narodowe Szał nalewkowy rozpoczął się kilka lat temu. Chyba wraz z modą na zdrowe odżywianie się i coraz łatwiej dostępną ekologiczną żywność. W wielu domach zaczęto wypiekać chleb, robić jesienne przetwory jak za czasów naszej młodości i oczywiście… nastawiać pierwsze nalewki.

N

o i się zaczęło. Najbardziej ekscytującą rzeczą w nalewkach jest fakt, że każda z nich jest pierwsza i niepowtarzalna. Nie ma przepisu, nie ma jednej ściśle określonej drogi, do uzyskania dobrej nalewki. Każda z nich jest inna, a każdy twórca nalewki jest za każdym razem artystą, tworzącym swoje unikalne dzieło. Jedno jest tylko pewne i niepowtarzalne. Owoce i spirytus – te się nie zmieniają. Drugą rzeczą jest fakt, że bardzo trudno coś zrobić źle. Jeśli składniki były dobre, to końcowy efekt musi wyjść dobrze. Z takiego założenia wychodzą Alicja i Daniel Ostaszewscy z Nadleśnictwa Milicz, według znajomych i kolegów z pracy prawdziwi mistrzowie w robieniu nalewek.

44 |

www.stawymilickie.pl


OWOCOWA PASJA

- Moje zainteresowanie wyniosłam z domu – twierdzi pani Alicja. – Dziadek i tata byli związani z lasem. A las, zima i nalewki to bliskie sobie skojarzenia. Tak mówią ludzie na wsi i pewnie mają trochę racji. Pan Daniel, rodzinnie zupełnie niezwiązany z leśnictwem przyznaje, że pasją zaraził się od żony. Pierwsze doświadczenia zaczęli zdobywać przeszło dziesięć lat temu. Poznali się i zamieszkali razem. Po wyprowadzce z rodzinnego domu Alicji spróbowali pierwszej, wspólnie postawionej nalewki. Zaczynali od kupnych wiśni, malin i porzeczek. Ale „od zawsze” były też cytryny - bo łatwo dostępne przez cały rok i niewymagające dłuższego przygotowania. - Niektórzy twierdzą, że w tym wypadku nie można mówić o typowej nalewce – mówi pani Ala. – Niby są owoce, spirytus i syrop. Ale prawdziwa nalewka powinna swoje odstać. W przypadku cytrynówki ten czas oczekiwania jest całkowicie wyeliminowany; napój jest gotowy po 24 godzinach. Zostańmy jednak przy tym, że cytrynówka też jest nalewką. Z jakością bywało różnie. Ale od czego jest zdobywanie doświadczenia? Czasami bywało za dużo pestek. Innym razem za mało. I próby, jak znaleźć właściwe proporcje i smak. Kiedyś za długo przetrzymali truskawki w słoju. Efekt – pestki zostawiły swoją gorycz. Z sezonu na sezon zdobywali

Nalewki przed laty były polską specjalnością i pełniły na naszych stołach funkcję analogiczną do wina na stołach Europy. W tradycji kuchni zachodnioeuropejskich nie ma nalewek. To najlepszy dowód, że nalewka jest stąd. Zazwyczaj miały one jednak ok. 20 proc. zawartości alkoholu.

Jak zrobić nalewkę? Sposób produkcji nalewki zależy od surowca, receptury, a często i własnej inwencji. Zawsze należy jednak kierować się podstawowymi zasadami. Owoce do nalewek muszą być bardzo dojrzałe. Przed zalaniem ich alkoholem, czyli maceracją, warto je zamrozić. Jeśli przygotowujemy nalewki wytrawne, bez cukru, nie zalewajmy owoców czystym spirytusem, gdyż uniemożliwi on pełną ekstrakcję z owoców. Lepiej wymieszać spirytus z wódką w proporcjach pół na pół, dzięki czemu zbliżymy się do optymalnej zawartości alkoholu – około 65 procent.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 45


OWOCOWA PASJA

rych roślin, np. czarnej porzeczki, robi się liściówki. Na szyszkach modrzewia czy pędach sosny wyrabia się leśne nalewki. Z anyżu, imbiru czy piołunu przygotować można nalewki ziołowe. A z miodu słynny krupnik lub nalewkę na przedestylowanym miodzie pitnym. Najpopularniejsze są jednak nalewki owocowe. Do ich wykonania nadają się wiśnie, poziomki, jagody, maliny, śliwki, mirabelki czy żurawina. Właściwie wszystkie owoce. - Kiedyś próbowaliśmy nawet z papryczki peperoni – przyznaje z uśmiechem pan Daniel. – Cóż to było za „palące” doświadczenie! Od tej pory wiemy, że nie w ilości sztuka. Nalewki można robić w zasadzie ze wszystkiego, ale może nie zawsze da się to wypić. Kwestia gustu i odpowiedniej wiedzy.

coraz większe doświadczenie. Do tego jeszcze podpatrywanie innych, fachowa literatura i oczywiście Internet. Ale własne próby i błędy to była najlepsza szkoła. Nalewka to specyficzny rodzaj trunku. Po pierwsze, uczy cierpliwości, żeby jej nie wypić, zanim dojrzeje. Bo niestety, tym lepsza, im dłużej leży. Zmienia się jej smak na głębszy. Ginie zapach i smak alkoholu do tego stopnia, że w końcu w ogóle go nie czuć. Pozostają same owoce. Po wypiciu nawet większej ilości nie ma się paskudnego kaca. Ale tak naprawdę nie jest to trunek do upicia się. Nalewki przed laty były polską specjalnością i pełniły na naszych stołach funkcję analogiczną do wina na stołach Europy. W tradycji kuchni zachodnioeuropejskich nie ma nalewek. To najlepszy dowód, że nalewka jest stąd. Zazwyczaj

46 |

www.stawymilickie.pl

miały one jednak ok. 20 proc. zawartości alkoholu. - W nalewkach zawiera się mądrość przeszłych pokoleń, która polega na wykorzystaniu fenomenalnych właściwości najlepszego, bo najmniej toksycznego organicznego rozpuszczalnika, jakim jest alkohol - twierdzi dr Grzegorz Russak, znawca tematu. Przy umiejętnym stosowaniu nalewki wydobywają z owoców to, co jest w nich najlepsze: substancje biologicznie czynne, które w znakomity sposób poprawiają nasze zdrowie. Podobnego zdania są nasi miliccy rozmówcy. Według nich większość dostępnych na sklepowych półkach nalewek nie ma jednak nic wspólnego z tym, co pili nasi przodkowie. Jeden z producentów tradycyjnych trunków nazwał przemysłowe wyroby „kompotem z procentami”. Ilość rodzajów nalewek jest niemal nieprzebrana. Z liści niektó-

Niektórzy twierdzą, że w tym wypadku nie można mówić o typowej nalewce – mówi pani Ala. – Niby są owoce, spirytus i syrop. Ale prawdziwa nalewka powinna swoje odstać. W przypadku cytrynówki ten czas oczekiwania jest całkowicie wyeliminowany; napój jest gotowy po 24 godzinach. Zostańmy jednak przy tym, że cytrynówka też jest nalewką.


OWOCOWA PASJA

Dobre owoce to klucz do dobrej nalewki. Jeśli surowiec jest zły, to z najlepszym przepisem nic z tego nie zrobimy. Najlepiej, żeby był stąd. A jeszcze lepiej, by były to dzikie owoce. Inny aromat ma malina ogrodowa, a zupełnie inny leśna. Bardzo wdzięczna jest dereniówka. Owoców co prawda nie ma za wiele i nie zawsze się udają, ale nalewka może stać długo. Państwo Ostaszewscy swoje nalewki robią przede wszystkim z owoców, które rosną na terenie Doliny Baryczy. - Kierujemy się taką zasadą i dlatego nie robimy, np. nalewki na żurawinie – przyznaje z uśmiechem pani Alicja. – Wykorzystujemy to, co rośnie w pobliżu. I oczywiście wciąż zdobywamy doświadczenie, bo nalewki to nasza pasja. Tak jak las i natura to nasza miłość.

Alicja Ostaszewska, urodzona w Miliczu. Absolwentka Technikum Leśnego w Miliczu, a także Akademii Rolniczej w Krakowie, na której uzyskała tytuł inżyniera. Pracuje w Nadleśnictwie Milicz od 12 lat. Początkowo w leśnictwie Świętoszyn. W latach 2004-2007 pracowała jako referent leśny w leśnictwie Świętoszyn, Grabownica, Rakłowice, Krośnice, Dziewiętlin. Od 2007 roku pracuje w Dziale Technicznym Nadleśnictwa Milicz na stanowisku specjalisty Służby Leśnej ds. ochrony lasu i ochrony przeciwpożarowej. Daniel Ostaszewski, urodzony w  Złotoryi. On także ukończył Technikum Leśne w  Miliczu. Podobnie jak jego żona Alicja, ukończył Akademię Rolniczą w Krakowie, uzyskując tytuł inżyniera. Rozpoczął staż w Nadleśnictwie Oława. Od 2006 roku pracuje w Nadleśnictwie Milicz jako podleśniczy (Skoroszów, Dziewiętlin, Krośnice, Kaszowo). Obecnie podleśniczy w leśnictwie Lasowice.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 47


MOCZULSCY

Wśród swoich Szukanie „świętego spokoju” w Dolinie Baryczy jest zajęciem z góry skazanym na sukces. Wystarczy wyjechać z Milicza drogą za szpitalem, a po chwili jesteśmy w lesie. Droga ta to bardziej leśny dukt, a nie równy asfalt. Ale niedogodności rekompensują przepiękne sosny. Po chwili zaczyna się Koruszka. Malowniczy przysiółek, w którym co rano można rozkoszować się spokojem, ciszą i naturą.

W

ystarczy zatrzymać się w Ceglanym Domu u Ani i Darka Moczulskich. Ich posesja to unikatowy zespół zagrodowy, jedyny w okolicy zachowany w doskonałym stanie, dzięki trosce właścicieli. Wiekowy budynek gospodarczy został ze smakiem adaptowany na bazę noclegową. Obok ceglanego domu mieszkalnego właścicieli stoi stara, drewniana stodoła. Za płotem plac zabaw dla dzieci i wybieg z egzotycznymi alpakami. I wszędzie wokoło puszysta, równo przycięta trawa. Chodzi się po niej jak po zielonym dywanie. Wszędzie czysto, schludnie i przytulnie. No i najważniejsze - na każdym kroku czuje się gościnność gospodarzy. - Oferujemy niezwykłe walory krajobrazowe okolicy i niczym niezmącony spokój – zapewnia pani Ania. – Wśród lasów i stawów. W niezbyt odległej Ostoi można oglądać hodowlę konika polskiego. Można wybrać się na rajd jeepem lub bryczką po okolicy. Można popływać kajakiem, a w zimie pobiegać na „biegówkach”. No i przede wszystkim można skorzystać z kąpieli w prawdziwej ruskiej bani. Według gospodarzy gorąca kąpiel w wielkiej drewnianej bece, na świeżym powietrzu pod gwiazdami, to ponoć niezapomniane przeżycie. W Ceglanym domu,

48 |

www.stawymilickie.pl

przerobionym ze starej stajni, czekają na turystów idealne warunki do pobytu. Pokoje – apartamenty są jasne i przestronne. Urządzone gustownie, a wręcz luksusowo. Delikatny beżowy kolor ścian współgra ze wszystkimi dodatkami, lnianymi zasłonami i dyskretnymi ozdobami. Wnętrza są proste i bardzo spójne, a to za sprawą drewna, z którego zrobione są łóżka, stoliki nocne, szafy, szafki, półki, parapety, a nawet ramy luster. Olchowe drewno pięknie postarzone i wypolerowane zachwyca oczy. A wszystko to za sprawą milickiego stolarza pana Jarka. To on ma swój udział w tym, że Ceglany Dom po prostu

Za płotem plac zabaw dla dzieci i wybieg z egzotycznymi alpakami. I wszędzie wokoło puszysta, równo przycięta trawa. Chodzi się po niej jak po zielonym dywanie. No i najważniejsze - na każdym kroku czuje się gościnność gospodarzy.


MOCZULSCY

zachwyca. Schody, szafki na korytarzach i komody wszystko wyszło z jego warsztatu. Pani Ania stworzyła miejsce piękne i przyjazne, gdzie każdy przyjezdny może czuć się jak u siebie w domu. Wspólnie z Darkiem są z tego dumni i cieszą się, gdy mogą tą radością podzielić się z innymi. W tym uroczym miejscu nie mogło zabraknąć szczęśliwych zwierząt. Wokół domu i stodoły biegają pręgowano-białe kotki podrzutki, tolerujący to towarzystwo znajda - rudy Stefek, kundelek i piaskowy labrador. Za płotem dumnie paradują dwie wyniosłe alpaki. Te południowoamerykańskie, trawożerne ssaki parzystokopytne z rodziny wielbłądowatych są atrakcją Strefy alpak. Przypominają nieco lamy, ale są od nich mniejsze i z budowy ciała bardziej podobne do owiec. Nikt nikomu nie przeszkadza. Trudno się oprzeć wrażeniu, że podobnie jak ludzie, zwierzęta lgną do naszych gospodarzy, czując dobroć i życzliwość. Ceglany Dom jest królestwem Ani.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 49


MOCZULSCY

Z kolei królestwem Darka jest Parkowa w Miliczu. Restauracja  znajduje się przy głównej ulicy Lipowiec Baran Smolice miasta, na trasie Wrocław/Trzebnica – Krotoszyn, Osusz Krotoszyn Stary Duszna Górka Niemojewiec w bezpośrednim sąsiedztwie zabytkowego parku Dziewiąte ętawy Trzaski Krotoszyn Dlugoleka Gorzupia Starków Janków Zaleśny pałacowego. Wystarczy przekroczyć jej gościnne Odbudowa Salnia Świnków progi, by zauważyć, że wiedzie prym w mieście. Szczerków Zmysłów Rogożewo Zawsze pełna gości, których ujmuje pełnym proSulisław Cegły Biadki fesjonalizmem obsługi, przyjemnym i ciepłym Smoszew Bestwin wystrojem, Warszty Pawlowosmaczną kuchnią i przystępnymi ceMazury Perzyce nami. Restauracja posiada wyjście na ogród, Piaski gdzie Łąkociny znajduje się plac zabawRuda dla dzieci oraz miejsce naSiejew Daniszyn grilla. Podstawą są dwie sale o bardzoRochy dużej przelec Nowy Piaski Zduny strzeni. Goście cenią sobie tutejszą obsługę, któChwaliszew Chachalnia ra według nich jest na bardzo wysokim poziomie. Wierzbno Szymonki Borownica Chruszczyn Kuchnia Parkowej ma do zaoferowania bardzo wiele Cieszków Nabyszyce niedrogich i smacznych dań, a szczególnie poleNabszyce Ujazd Zwierzyniec cane są dania z lokalnego karpia. Ich karp milicki Siemianów smażony z warzywami oraz karp milicki smażoBiadaszka Pustków Wężowice ny lub wędzony nie mają sobie równych. PodobRestauracja Parkowa oferuje także możliwość za-Sulmierzyce nie jest z wyśmienitym karpiem faszerowanym, mówienia jedzenia on-line. Menu restauracji zawiera Trzebicko Gliśnica Góry szeroki wybór dań, dzięki czemu nawet Ostrowąsynajbardziej zapiekaną rybą z warzywami, a także smażonym Janowo Marchwice Latkowa Jawor pstrągiem. Dzięki tym specjałom lokal był wielowymagający smakosz znajdzie coś dla siebie. PoDziadkowo Trzebicko Dolne Tworzymirki Górnetylko ze świeżych, najkrotnie nagradzany w konkursie „Mistrz Karpia trawy są przygotowywane karadowo Kolęda Jankowa Wielkie Jeziora 2008”, „Mistrz Karpia 2009”, „Mistrz Karpia 2010” lepszej jakości składników.Wziąchowo Dzięki temu zyskują Konradówko i „Mistrz Karpia 2011”. unikalny smak i aromat. Dowóz do zamawiającego Raczyce Wrocławice Dzierzgów trwa nie dłużej niż 40 minut. W muszli koncerUciechów Gądkowice Gogołowice Smielice Nowy Zamek Godnowa Wrocławice towej, zbudowanej w części w przyLelików ogrodowej, Barycz Barycz Bartniki Gajdówka szłości będą odbywały się koncerty i przeróżne Zamek Myśliwski Barycz Stawiec Nowe Grodzisko Barycz wydarzenia kulturalne. DoceniającBarycz wyjątkowość Rezerwat Barycz Stawy Milickie i niepowtarzalność Parkowej wyróżniono Kopice ją znakiem Dyminy Kompleks Boników Potasznia Joachimówka Wróbliniec StawnoBaryczy Wszewiki „Dolina Poleca”. Lisów Garki

Przybysławice

PO ZN AŃ

Jelitów

czy

Stawno

Dunkowa

Węgrzynów

Milicz

Ruda Milicka

Grabownica

Świętoszyn Barycz

Słączno

Duchowo

Niesułowice

Czatkowice

Sulimierz Miłosławice

Koruszka Kaszowo

Sułów

Stara Huta Restauracja Parkowa Kotlarka ul. Piłsudskiego 2, 56-300 Milicz Kuľnica Czeszycka tel. 071 384 12 81 admoczulska@wp.pl Suliradzice

Dąbrowa Wierzchowice Pracze

Gruszeczka

50 |

www.stawymilickie.pl

Luboradów

Krośnice

Rezerwat Wzgórze Joanny

Młodzianów

Świebodów

Grabownica Żeleźniki

Lasowice Police

Lamki

Zacharz

Gorzyce Wielkie

Tarchały Małe Gorzyce Małe

Top

Huta

Świeca

Bógdaj

Turystyka Wiejska Ceglany Wielgie Milickie Dom, Koruszka 13, 56-300 Milicz Henrykowice Zabnik tel. 71 38 32 501, 697 987 326 Borzynowo www.ceglanydom.eu Czeszyce

Wąbnice Miłochowice

Postolin

Rezerwat Stawy Milickie Kompleks Potasznia

Świel

Płonka

Zawidzyn Krzyżne

Możdżanów

Lipsko

Krzyźno Mariak

Janisławice

Hetman

Mariak Czesławice Jarnostów Czesławice

Kotow Sośnie Surmin

Kałkowskie

Bronisławka


STARY MŁYN

Historia warta smakowania Niedaleko Milicza, przy niezbyt ruchliwej lokalnej drodze, stoi okazały budynek z czerwonej cegły – Stary Młyn. Do połowy lat czterdziestych ubiegłego wieku mielono w nim zboża z okolicznych pól. Dzisiaj, pieczołowicie i ze smakiem odrestaurowany przez Bogusławę i Piotra Niewiadomskich, jest znaną w Dolnie Baryczy - i nie tylko - restauracją Stary Młyn. Ze skromnym na razie, trzypokojowym zapleczem hotelowym.

U

rzekła nas jego surowa i niezwykle piękna architektura – z dumą przyznaje pan Piotr, krakowianin z urodzenia. – Młyn zakończono budować około roku 1890 i dzisiaj jest przykładem dziedzictwa kultury europejskiej wpisanym do rejestru zabytków województwa dolnośląskiego. Kilka lat temu Niewiadomscy wrócili z Niemiec do Polski i zainwestowali w młyn. Chcieli mieć swoją restaurację z klimatem, w którym będą się dobrze czuli oni i ich goście. Starali się maksymalnie zachować autentyczny wygląd i niepowtarzalny stan dziewiętnastowiecznego młyna. Okazało się, że oryginalne belki ze stuletnich milickich sosen, osadzone w sklepieniu obiektu, mogą być natchnieniem przy budowie jedynego i niepowtarzalnego baru. Wnętrza obu sal to stylizacja na lata dwudzieste ubiegłego wieku. Secesyjne są meble, jak również inne elementy dekoracji.

Wnętrza obu sal to stylizacja na lata dwudzieste ubiegłego wieku. Secesyjne są meble, jak również inne elementy dekoracji. - Może to niektórych przytłaczać, ale w tej różnorodności czuć specyficzny klimat – uważa gospodarz Starego Młyna. – Dopełnieniem całości było wprowadzenie do wnętrz kolekcji lampowych odbiorników radiowych, starej porcelany, młynków do kawy i żelazek. To przykłady unikatowego wzornictwa użytkowego i myśli technicznej lat trzydziestych XX wieku. Dzisiaj, o zgrozo, niemal zupełnie zapomnianej. Niewiadomscy chcą nie tylko przypominać o tym, co kiedyś cieszyło oczy i było użyteczne. Wybierając Dolinę Baryczy marzyli, by w kuchni, królestwie „rządzonym” przez panią Bogusławę, odwoływać się do tutejszej tradycji kulinarnej. Stąd obecność w niej potraw z ryb słodkowodnych. Początki były niełatwe. Karp milicki jeszcze kilka lat temu był atrakcją sezonową. Na szczęście to już przeszłość.

Kulinarne Tajemnice Stawów Milickich

| 51


STARY MŁYN

- Przez cały rok serwujemy zupę krem z karpia, karpia smażonego z cebulką i duszonego w sosie leśnym – mówi Bogusława Niewiadomska. - Jest też karp w sosie z kurek, oczywiście zebranych w Dolinie Baryczy, bo stawiamy na lokalność. Złocisty i wyjątkowo delikatny, dzięki czemu ma już wielu wielbicieli. Gościnny Stary Młyn warto odwiedzić ze względu na jego urok i atmosferę minionej epoki. W opinii wielu gości, którzy wpisali się do księgi restauracji, to prawdziwa oaza spokoju. Z dala od miejskiego zgiełku, z wyśmienitą kuchnią polską i regionalną, opartą na miejscowym skarbie – karpiu milickim. Obiekt dysponuje dwiema dużymi salami, mogącymi pomieścić sto dwadzieścia osób. Można w nich zorganizować wesela, bankiety, wieczorki taneczne lub konferencje. Obsługa bardzo miła i uczynna, swobodnie posługuje się językiem niemieckim. Atrakcją tej jesieni są kolacje rybne. W nastrojo-

52 |

www.stawymilickie.pl

Wybierając Dolinę Baryczy marzyli, by w kuchni, królestwie „rządzonym” przez panią Bogusławę, odwoływać się do tutejszej tradycji kulinarnej.


STARY MŁYN

wych wnętrzach restauracji goście degustują lub mają możliwość zakupu ryb wędzonych. W menu jest między innymi karp smażony z cebulą, karp z grilla, sum smażony w panierce, sandacz w sosie cytrynowym, zupa rybna. Szurkowo Stary Młyn jest laureatem I miejsca w konkurGostkowo sie kulinarnym „Mistrz Karpia 2007” w kategoOczkowice rii „Potrawa z karpia na ciepło”. W roku 2009 Roszkowo Rzyczkowo obiekt państwa Roszkówko Niewiadomskich otrzymał Grand Prix dla najlepszej restauracji i hotelu w Dolinie Baryczy. Pierwsze miejsce w konkursie kuliZakrzewo narnym „Mistrz Karpia” zdobyli Niewiadomscy Sobiałkowo także w roku 2008 i 2010 oraz zostali wyróżnieKonary Miejska Górka ni znakiem „Dolina Baryczy Poleca”. W polskoŻołędnica Dąbrowa -czeskim Konkursie Kulinarnym, który odbył się w ubiegłym roku, Bogusława Niewiadomska, szefowa kuchni w Starym Młynie była bezKarolinki Ostrobudki Niemarzyn Grand Prix za potrawę Sarnowa konkurencyjna i zdobyła Chojno z ryb – pasztet z karpia.

Lipowiec

Osusz

Zdziętawy

Bartoszewice

Sowy

Wydawy Białykał Olsza

Borek

Rezerwat Stawy Milickie Ruda Sułowska

Grabówka

Rezerwat Olszyny Niezgodzkie

Barycz

Borownica

Ujaz Siemianó

Zwierzyniec Biadaszka Wężowice

Stary Młyn jest laureatem Trzebicko Góry I miejsca w konkursie kulinarnym Jawor Dziadkowo Trzebicko Dolne „Mistrz Karpia 2007” w kategorii Jankowa „potrawa z karpia na ciepło”.

Tworzymirki Gó

Dzierzgów Gogołowice

Nowy Zamek Smielice

Godnowa

Stawiec

Gajdówka Nowe Grodzisko

Barycz

Barycz

Le

Rezerwat Stawy Milickie

Dyminy Kompleks Wszewiki

Stawno

Węgrzynów

Lisów

Stawno

Dunkowa

Hotel – Restauracja W Starym Młynie Słączno Bogusława i Piotr Niewiadomscy Niesułowice 35, 56-300 Milicz Sulimierz Miłosławice tel. 071 38 33 231, 503 131 618

Pustków

Konradówko

Milicz

Ruda Milicka

Grabownica

Świętoszyn Barycz

Duchowo

Niesułowice

Młodzianów

Czatkowice

Koruszka Kaszowo

Sułów restauracja@stary-mlyn.com.pl www.stary-mlyn.com.pl

Wąbnice Miłochowice

Kotlarka

Dąbrowa

Barycz

Żmigródek

Chachal

Cieszków

Osiek Natomiast  w  powrotnej drodze do Milicza można zatrzymać się w nieodległej Duchowie. Janowo Marchwice Na niewielkim wzgórzu stoi drewniany wiatrak typu Koźlarz z roku 1671. Z czterołopatowymi Szkaradowo śmigłami, ścianą przednią i o dachu dwuspadoPomocno Jeziora wym, naczółkowym obitym gontami. Wiatrak był sprawny jeszcze po wojnie, jednak z biegiem lat Baranowice Ostoje i groziło mu zawalenie. zaczął popadać w ruinę Na szczęście mieszkańcy wsi docenili swój zabytek i uratowali go. Tak jak gospodarze ze Starego Młyna – Bogusława i Piotr Niewiadomscy, ludzie z pasją i zakochani w Dolinie Baryczy.

Rezerwat Stawy Milickie Kompleks Radziądz

Radziądz

Szymonki

Domaradzice

Gatka

Rezerwat Radziądz

Siejew Rochy

Dubin

Kubeczki

Korzeńsko

Perzyce

Piaski

Zduny

Drogi

Łąkta

Bestwin

Pawlowo

Ruda

Słupia Kapitulna

Debno

Salnia

Rogożewo

Śląskowo

Krotoszy Krotos

Szczerków

Sielec Nowy

Pakosław

Sworowo

Trzaski

Odbudowa

Dłoń

Golejewko

Niedźwiadki

Dziewiąte

Dlugoleka

Szlaki Doliny Baryczy

Szymanowo

Baran

Smolice

Wierzchowice Rezerwat Stawy Milickie Kompleks Jamnik

Gruszeczka

Pracze

Postolin Rezerwat Wzgórze Joanny

Krośnice Milickich Kulinarne Tajemnice Stawów Świebodów

| 53

L


ZAGRODA GRABOWNICA

Karp pod gwiazdami Mogła to być miłość od pierwszego podmuchu wiatru przynoszącego z pobliskiej łąki zapach ziół, kwiatów i lasu. Za oknem dostojnie stąpała wówczas i dzisiaj para żurawi. Z nieodległego stawiku dobiegał rechot żab. Panujący tu spokój i cisza to balsam dla każdego odwiedzającego Zagrodę Grabownica.

T

o niezwykłe zacisze można spotkać w Dolinie Baryczy i w największym w Polsce Parku Krajobrazowym. Wieś Grabownica w gminie Krośnice leży tylko 50 km na północ od Wrocławia. Na trasie i w pobliżu atrakcyjnych szlaków rowerowych, pieszych i konnych. Wszystko bez wysiłku. Na wyciągnięcie ręki. - Na początku nowego wieku szukaliśmy jakiegoś miejsca na wsi – wspomina Jolanta Bogatsu, właścicielka i gospodyni Zagrody. – Takiego do odpoczynku od zgiełku Wrocławia. Przyjeżdżaliśmy do znajomych w pobliskich Bukowicach. Było to nasze wymarzone miejsce. Chcieliśmy mieć tu swój kawałek ziemi. I stało się. Kupiliśmy puste pole na skraju wsi.

Gościnna właścicielka może przyjąć jednorazowo czterdziestu czterech gości. Znajdą oni miejsce w siedemnastu przytulnych pokojach z łazienkami, a w ośmiu mogą korzystać także z balkonów. Wszędzie jest schludnie i czysto. 54 |

www.stawymilickie.pl


ZAGRODA GRABOWNICA Początkowo pani Jola, germanistka, tłumaczka z zawodu i saksofonistka z zamiłowania, postanowiła zająć się hodowlą szkockiego bydła górskiego. A że należy do kobiet zaradnych i traktujących swoje wyzwania poważnie, zaczęła od gruntownego poznania tematu. Zapisała się na podyplomowe studia na Uniwersytecie Przyrodniczym. Ukończyła je dysertacją o „Żywieniu krów w okresie okołoporodowym”. Jednak ówczesne realia nie pozwoliły na sfinalizowanie tych marzeń. Z krowami wygrali ludzie. Wspólnie z mężem zbudowali pensjonat dla siebie, znajomych, a ostatecznie także dla turystów poszukujących spokoju i ciszy. Na skraju wsi, z cudownym widokiem na pobliskie łąki, powstała Zagroda Grabownica. Gościnna właścicielka może przyjąć jednorazowo czterdziestu czterech gości. Znajdą oni miejsce w siedemnastu przytulnych pokojach z łazienkami, a w ośmiu mogą korzystać także z balkonów. Wszędzie jest schludnie i czysto. Atrakcją Zagrody Grabownica jest kuchnia, w której niepodzielnie rządzi pani Ania.


Lipowiec

Baran

Trzaski

Kwiatków

Rąbczyn

Osusz Krotoszyn Stary ZAGRODA GRABOWNICA

Duszna Górka

Krotoszyn

Starków

Salnia

Niemojewiec

Gorzupia

Przybysławice Lewkowiec

Janków Zaleśny Świnków

Lewków

Franklinów

Jelitów Kołatajew Gręblów - Jej domowe dania przySulisław Czekanów Cegły Karski Biadki rządzane są z  sercem – Smoszew twierdzi Jolanta Bogatsu. Warszty Świeligów Pruślin – Na dodatek nigdyMazury nie wyPerzyce Piaski Łąkociny Lamki Zacharzew pędza mnie z kuchni, gdy Daniszyn Siejew Ostrów Wielkopolski chcę coś sama wypróbować. chy Na imprezy okolicznościowe Piaski Zduny Chwaliszew Chachalnia Wtórek czy integracyjne oferujemy Gorzyce Wielkie Wierzbno tradycyjne potrawy kuchni Zębców Borownica Chruszczyn Cieszków Nabyszyce Wysocko Wielkie Kamienice Nowe Topola Mała polskiej, w tym również daNabszyce Ujazd nia wegetariańskie oraz ryby Zwierzyniec Siemianów Wysocko Małe z okolicznych stawów i dania Tarchały Małe Topola Osiedle Biadaszka Pustków z dziczyzny. Wężowice Gorzyce Małe Sulmierzyce Tylko tutaj można próSmardów Trzebicko bować potraw rybnych Gliśnica Nowy Zębców Góry Ostrowąsy Topola Wielka przygotowanych według Latkowa Jawor Przygodzice Trzebicko Dolne domowych receptur ZaTworzymirki Górne Kolęda Jankowa grody i  obserwować Wziąchowo Wielkie Konradówko jesienne niebo z astronoRaczyce Wrocławice mami z Wydziału Fizyki Dzierzgów Uciechów Gądkowice i Astronomii UniwersyteNowy Zamek Smielice Godnowa Wrocławice Huta Lelików Barycz Barycz Bartniki tu Wrocławskiego. „AstroGajdówka Zamek Myśliwski Barycz Nowe Grodzisko ycz nomiczne kolacje w sercu Rezerwat Barycz Doliny Barycz Baryczy” jedzono Stawy Milickie Kopice Dębnica Dyminy Kompleks Boników już w tym roku trzykrotPotasznia Joachimówka Wróbliniec Stawno Lisów Garki Rezerwat Stawno Świeca nie. Pomysł się przyjął Stawy Milickie Rezerwat Bógdaj Kompleks i cieszy się dużym zainMikstat Pustkowie Ruda Milicka Wydymacz Potasznia Grabownica Młodzianów teresowaniem. W trakcie Wielgie Milickie Płonka kolacji podaje się m.in. gaHenrykowice chowo Zabnik Zawidzyn Niesułowice Czatkowice laretkę z amura, zupę rybLudwików Czarny Las ną z pikantną nutą, karpia Krzyżne Borzynowo na gruszce, rybne wariacje Otaczające Grabownicę lasy, szlaki rowerowe, konne oraz znajdujące się Możdżanów Lipsko Krzyźno Czeszyce Wąbnice a’la Zagroda oraz białe wiw Krośnicach łowisko ryb dają wszystkim chętnym możliwość aktywnego Stara Huta Kotlarka Mariak no. Zagrodowy „Karp na wypoczynku. Dla wielbicieli przyrody to prawdziwy raj. Aby urozmaicić Dąbrowa Hetmanów Kuľnica Czeszycka gruszce” to laureat kongościom pobyt, gospodarze organizują również spływy kajakowe Baryczą, Niedźwiedź Mariak Wierzchowice Janisławice Przygodzicka to uroklikursu Mistrz Karpia 2012 przejażdżki konne, wieczory przy ognisku. ZagrodaSzklarka Grabownica Kozły Czesławice Kotowskie Suliradzice Luboradów Krośnice Sośnie Bledzianów w kategorii „Potrawa z rywe miejsce w Dolinie Baryczy! Jarnostów Kałkowskie by słodkowodnej Surmin Bronisławka Antoniew Czesławice na ciepło”. Grabownica Pani Ania piecze wyśmieZagroda Grabownica / Ośrodek Edukacyjno-Wypoczynkowy Żeleźniki nite domowe ciasta i dba Jolanta Bogatsu / Grabownica 42 a, 56-320 Krośnice Police w nich o niebanalne smaki, tel. 71 384 55 02, 508 13 40 10 / zagrodagrabownica@gmail.com Lubeszczek Garbacz co czyni je wyjątkowymi. www.zagrodagrabownica.pl Zmysłów

PO ZN

Szczerków

Mała Pierstnica

Szklarka Myślniewska Brzostowo

Kopalina

Pierstnica

56 |

Dobrzec www.stawymilickie.pl

Łaziska Nowa Wieś Goszczańska

Łachów Łacnów

Piła Cieszyn

Kuźnica Kącka

Smolarze

Gęstwa

Rojów


WYWIAD

Życie lasem malowane Czy miłość do lasu można tylko wyssać z mlekiem matki? Zdecydowanie nie. Tak było z Romanem Palewskim, nadleśniczym Nadleśnictwa Milicz. Związany z lasem w pierwszym pokoleniu. Pozytywnie „zakręcony” naturą.

Z

arządza jednym z największych i najbardziej niezwykłych zielonych kompleksów w województwie. Otwarty, niezwykle komunikatywny i potrafiący zainteresować wiedzą o naturze i gospodarce leśnej nawet największego malkontenta. Zapytaliśmy go, czym są dla niego milickie lasy i ludzie w nich pracujący. Byliśmy ciekawi, czym Dolina Baryczy uwiodła Pomorzanina z urodzenia?

- Wychowałem się na Pomorzu Środkowym pośród pól i lasów, otoczony ludźmi związanymi z rolnictwem i leśnictwem, więc wybór szkoły średniej był decyzją niemal naturalną – ukończyłem technikum leśne w Warcinie, a następnie Wydział Leśny Akademii Rolniczej w Poznaniu. Pracę zawodową zacząłem jako usługodawca leśny w Nadleśnictwie Warcino, a wkrótce po tym jako podleśniczy w Nadleśnictwie Dretyń. Następne etapy to stanowisko leśniczego w Nadleśnictwie Kalisz Pomorski, inżynier nadzoru w  Nadleśnictwie Polanów i zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Miastko. W 2010 roku Dyrektor Generalny Lasów Państwowych ogłosił konkurs na stanowisko nadleśniczego w Nadleśnictwie Milicz – zgłosiłem się do tego konkursu, no i  jestem w Miliczu! Czy niezwykłości lasów milickich są znane i co trzeba zrobić, by mógł się nimi cieszyć przeciętny Dolnoślązak?

Jaką rolę w Pańskim życiu odgrywa las?

- Jeśli miałoby być krótko, to istotną. A już poważniej, to najważniejsza w moim życiu jest rodzina. Następnie jej i moje zdrowie. A potem… no właśnie – las. Las jako zbiorowisko przyrodnicze. Miejsce pracy oraz przestrzeń do realizacji pasji. Należę do wąskiej grupy szczęśliwców, którym los pozwolił połączyć osobiste zainteresowania z wykonywaną pracą. Las jest moim drugim domem – tutaj zawsze czuję się bezpiecznie. W nim wypoczywam, nabieram sił, zbliżam się do natury, koję skołatane nerwy, odbudowuję się fizycznie i psychicznie. Las uczy mnie pokory, pokazuje jak mało

Jakie drogi zawiodły Pana do Doliny Baryczy i lasów milickich?

znaczę w zderzeniu z potęgą przyrody. Jak wiele muszę się jeszcze uczyć. Jak ostrożnie ingerować w procesy, które natura sama reguluje od tysięcy lat. A jednocześnie, jak wykorzystywać i chronić leśne zasoby, aby następnie w niepogorszonym stanie przekazać je kolejnym pokoleniom. Las to dla mnie sposób na życie, źródło utrzymania, inspiracja działań, wyzwanie. Dzięki pracy w lesie poznałem wielu wspaniałych ludzi.

- Jeżeli ktoś interesuje się przyrodą, łowiectwem albo ornitologią, musiał słyszeć o Miliczu i Dolinie Baryczy. Ja słyszałem o Miliczu na wiele lat przed decyzją o podjęciu tu pracy. Jeżeli muzułmanin powinien raz w życiu wybrać się do Mekki, to przyrodnik i łowca powinien przynajmniej raz zawitać do Milicza. Chociaż z doświadczenia wiem, że z reguły na jednej wizycie się nie kończy. Milicz to dla leśnika, myśliwego i miłośnika przyrody miejsce cudowne. Niezwykle urozma-


WYWIAD

na ten cel uzyskaliśmy z funduszy unijnych w ramach Programu Operacyjnego Ryby. Jednocześnie przy współpracy z  Ośrodkiem Rozwojowo-Wdrożeniowym Lasów Państwowych w Bedoniu opracowaliśmy i rozpoczęliśmy budowę ścieżki edukacyjnej, dostosowanej do potrzeb Las to dla mnie osób niepełnosprawnych, prowadzącej przez piękne tereny leśne z misposób na życie, lickiego Karłowa do miejscowości źródło utrzymania, Wałkowa. Również w bieżącym roku, dzięki inspiracja działań, środkom z  funduszu leśnego, rozwyzwanie. Dzięki poczynamy budowę pięciu miejsc postoju – mamy nadzieję, że te inpracy w lesie westycje ułatwią dojazd do naszych poznałem wielu lasów, a nowo powstała infrastruktura uprzyjemni pobyt. wspaniałych ludzi. Dzięki funkcjonującym na terenie nadleśnictwa dwóm Ośrodkom Hodowli Zwierzyny miłośnicy tradycji łowieckiej mogą skorzystać z oferty łowieckiej, a smakosze dziczyzny mogą u nas nabyć na Jaka jest w tym wszystkim rola Nadleśnictwa własne potrzeby tusze zwierzyny łownej. Dzięki i tutejszych ludzi lasu? współpracy z samorządami i organizacjami po- Od ponad roku, dzięki wspólnym staraniom zarządowymi przez tereny nadleśnictwa prowaRegionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we dzą dobrze oznakowane szlaki rowerowe, piesze Wrocławiu i Nadleśnictwa Milicz, został powoi konne. łany do życia Leśny Kompleks Promocyjny „Lasy Nasi pracownicy to specjaliści w swojej dzieDoliny Baryczy”, który swoim zasięgiem obejmuje dzinie, niezwykle zaangażowani w  swoją pratereny leśne administrowane przez Nadleśnictwo cę. Prowadzone przez nich stoiska promocyjne, Milicz i Żmigród. Zadania dla LKP są określane zajęcia terenowe i edukacja leśna pozostawiają przez radę społeczno-naukową, dzięki czemu reniezatarte, pozytywne wspomnienia i pogłębiają alizacja z  zakresu gospodarki leśnej w jeszcze wiedzę na temat przyrody, lasów, borów i pracy większym stopniu niż dotychczas uwzględnia leśnika. Wystarczy tylko umówić się na spotkanie. potrzeby społeczne, edukację leśną, promocję leśnictwa, a także wdrażanie nowych technologii i prowadzenie badań naukowych. Dziękuję za rozmowę. Na potrzeby realizacji funkcji promocyjnych i edukacyjnych w budynku dawnej wyłuszczarni Marek Wiśniewski nasion w Wałkowej rozpoczynamy budowę ośrodFotografie Jacek Zygmunt ka edukacyjnego „Dom Drzewa”. Część środków

icona mozaika lasów, łąk, stawów i pól, niezliczone ilości ptaków, niezwykle zasobna w zwierzynę knieja, a ponadto grzyby, zioła, rośliny lecznicze, całe mnóstwo chronionych gatunków roślin, grzybów, ptaków i owadów! Chciałoby się to wszystko wykrzyczeć jednym tchem! Każda pora roku jest tu inna i każda niezwykle piękna! Za każdą górką, za każdym bagienkiem, za każdym krzaczkiem i  zakrętem można się zauroczyć. Niezwykle eteryczny milicki las odurza swym pięknem! Dolnoślązacy znają Milicz i tutejszą przyrodę, co oczywiście nie wyklucza pogłębiania doznań i wiedzy. Nadleśnictwo Milicz stara się w jak największym stopniu ułatwiać kontakt z przyrodą i rozszerzać formy leśnej edukacji.

58 |

www.stawymilickie.pl

Dla spragnionych ciszy! Zupełnie nowa propozycja stworzona z myślą o miłośnikach naszych lasów – Kwatera Łowiecka i Ośrodek Szkoleniowy w Kubryku. Zaledwie pół godziny jazdy samochodem od Wrocławia, w otoczeniu lasu, można skorzystać z naszej kwatery – wypocząć, wybrać się na grzyby, pojeździć na rowerze, skorzystać z przejażdżki bryczką czy połowić ryby w pobliskim stawie.

Kwatera dysponuje dziewięcioma, częściowo klimatyzowanymi pokojami i miejscami noclegowymi dla maksymalnie 22 osób. Do dyspozycji gości i turystów oferuje salonik myśliwski, salę rekreacyjną, salę szkoleniową i saunę. Atrakcję kulinarną stanowi kuchnia regionalna i potrawy z dziczyzny. Serdecznie zapraszamy!


Fot. Tomasz Dębiec

Nadleśnictwo Milicz

Lasy Państwowe

Leśny Kompleks Promocyjny „Lasy Doliny Baryczy”

WYWIAD


Naturalnie dobre ryby

www.stawymilickie.pl


Kulinarne tajemnice Stawów Milickich