__MAIN_TEXT__

Page 1

Janusz Styczeń

Pani Wyrocznia

Moim Rodzicom

Wrocław 2017


Druk tomiku dofinansowano ze środków Miasta Wrocław z okazji 10. edycji Wrocławskiej Księgi Pamięci

2

ISBN 978-83-938532-3-6


Janusz Styczeń Od Faulknera uczyłem się, jak oswajać grozę Poezja ma coś z Czasu. Tak jak Czas − dokonuje interpretacji przeżyć, zdarzeń, uczuć. Dopiero po Czasie wiemy, co tak naprawdę zdarzyło się, co tak naprawdę przeżyliśmy. Poezja mówi tak jak Czas. Co znaczyła dana sytuacja, czym było dane przeżycie, czym nadal jest. Poezja jest jak wspomnienie: wydobywa ukrytą istotę zdarzeń, sytuacji, uczuć. Wychowałem się na prozie Williama Faulknera (1897-1962). Był to mój pisarz kultowy, chociaż wtedy nie używano takiego określenia. Otchłań, w jakiej się znajdowałem w młodości, zobaczyłem zinterpretowaną w jego prozie. Zafascynowany byłem Azylem (1957). Bardzo lubiłem także Sartoris (1929), Dzikie palmy (1939), Światłość w sierpniu (1959). Przez długi czas nie umiałem sobie wytłumaczyć magii oddziaływania na mnie Azylu, bowiem nie wiedziałem, że właśnie w tej powieści znalazłem klucz do siebie. Od Faulknera uczyłem się, jak oswajać grozę, jak interpretować moją indywidualną grozę, umieszczając ją na uniwersalnym obszarze świata i czasu. Jest poznanie poprzez księżyc i poznanie poprzez słońce. Bliższe jest mi poznanie poprzez dystans, melancholię, wszystkowidzący mrok − wszystkowidzący, ponieważ mrok. Poznanie poprzez słońce często oślepia. Moim malarzem kultowym jest malarz niemieckiego romantyzmu: Caspar David Friedrich. Jeden ze swoich tomików nazwałem tytułem obrazu Friedricha: Mężczyzna i kobieta patrzą na księżyc. Na obrazach Friedricha postaci ludzkie pokazywane są od tyłu, ich twarze są nieznane, ci ludzie − przeważnie pojedynczy, czasami we dwoje, swoimi nieznanymi twarzami − wpatrują się w księżyc, mrok, morze, jakby się wpatrywali w niewytłumaczalne fantomy swojego Przeznaczenia. Sam jestem jakby jedną z postaci z obrazów Friedricha. Z twarzą niewiadomą dla czytelnika − który mało co o mnie wie, albo nic. Niekiedy z niewiadomym obliczem, także dla siebie − wpatruję się w fizyczne i widzialne ciała tajemniczych symboli Przeznaczenia, Czasu, Miłości, Śmierci. Przez całe życie towarzyszyły mi powieści Jamesa Joyce'a (1882-1941) Portret artysty z czasów młodości (1916) czy Ulisses (1922). Monolog wewnętrzny Ulissesa był głębinowy i nowatorski dla literatury XX wieku. Opowiadania ze zbioru Dublińczycy (1914) to arcydzieła Joyce'a, do których chętnie wracałem.

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

3


Janusz z rodzicami: Julią Styczeń z domu Obłąk (1911-1995) i Janem Styczniem (1913-2008), lato 1940, własność: J. Styczeń

4

ISBN 978-83-938532-3-6


Cz. I. Tajemnice Czasu Wiersze z lat 1970-2010 po raz pierwszy publikowane w Pani Wyroczni, wyd. I, 2016

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

5


Czysta miłość mężczyzna patrzy na kobietę przy sąsiednim stoliku, patrzy na klipsy, które na brzegu włosów migają refleksami, jakby ta kobieta gdzieś podróżowała, jakąś drogą, jej dusza w powozie ciała gdzieś jedzie, nie wiadomo gdzie, ona sama nie wie, gdzie jej dusza jedzie mężczyzna patrzy na refleksy klipsów, usiłuje zrozumieć je, wie, że to światła duszy, chciałby wziąć jej duszę za rękę, a potem wziąć w ramiona ciało kobiety, to on chciałby być kierowcą w tym powozie, chciałby poprowadzić kobietę do swojego ogrodu, na noc gasić te światła, powóz jej ciała wyhamowywać, wyjmować duszę i układać do snu ale kobieta nagle włosami zasłania światła swojej duszy, nie chce, żeby ktokolwiek je widział, włosami, wszystkimi snami i zapamiętanymi nocami gasi świecące klipsy mężczyzna wzrok odwraca, patrzy w siebie i też się zasłania całym sobą, wszystkim, co w sobie już dawno zapomniał

Przypływ i odpływ widzę w twoich oczach przypływy i odpływy tajemnego morza, widzę ten moment, kiedy morze nieruchomieje, jakby patrzyło na mnie, na swój księżyc, który może nakazać twojemu morzu przypływ, nagle się cieszę, że jednak jestem nadal księżycem, księżyc zawsze musi być w oddali, i ja jestem w oddali, księżyc łączy się bardziej z wewnętrznym morzem świata niż z samym światem, i ja − nie będąc z tobą − swoim mrocznym światłem świecę na powierzchni twojego wewnętrznego morza księżyc kocha wszystko cudze,

6

ISBN 978-83-938532-3-6


wszystko, co za dnia należy do słońca, wszystko, co i w nocy do księżyca nie należy, i ja kocham wszystko cudze, wszystko, co do mnie nie należy za dnia i w nocy, wszystko, co przez tę godzinę w kawiarni też do mnie nie należy, patrzę na ciebie jak księżyc − cudza żono

Spacer wśród snów dziewczyna wychodzi z domu nad ranem, jest w długiej białej nocnej koszuli, przedziera się przez zarośla w ogrodzie, jest to dziki ogród, nikt nie porządkuje tego ogrodu biała koszula dziewczyny jest coraz bardziej ubrudzona, zwłaszcza u dołu, koszula jest coraz bardziej wilgotna od porannej rosy, jakby to była wilgoć spełnionej nocy, jakby dziewczyna chciała zaczerpnąć miłosnej wilgoci od wilgoci spełnionej w miłości nocy, jakby przedzierała się poprzez swoje sny, wciąż mocne, wciąż ogromne, wciąż mokre

Tożsamość wyobraziła sobie swoją duszę − zawsze chodzi w czarnym kapeluszu, tak jak ona sama, do kapelusza jej dusza dodała czerwoną wstążkę, by czerwienią miłości świecić w nocy życia, i by ta wstążka odwijała się z czarnego kapelusza w powietrzu poruszonym namiętnością, również czerwonym szalem jej dusza okrywa szyję, jakby ten szal był miękkim dotykiem anioła, jakby anioł w miękki czerwony szal zamieniał miłosne rany, jej ręce czynią wszystko, co chce dusza, jej dusza lubi żaluzje, wszelkie rodzaje żaluzji, Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

7


jej dusza lubi kryć się za żaluzją, i w cieniu żaluzji jej dusza lubi długo czuwać, czuje się wtedy bezpieczna, ona sama chce być panią-żaluzją, chce otoczyć swoją duszę żaluzjami, ona sama jest taka jak jej dusza, ona nie umie wyobrazić sobie innej duszy, jej dusza jest jak widzialny transparent jej samej, ona chce zjednoczyć się ze swoją duszą zupełnie − bez reszty i nie odstępować jej na krok

Dzieci kwiaty zagarniały ich kwiaty, mnóstwo kwiatów na tej łące, były rajem, zapomnieniem, sanktuarium, te kwiaty oddzielały ich od grozy świata, koiły w nich obojgu lęk, patrzeli na siebie poprzez kwiaty, widzieli w sobie tak dużo, że nigdy więcej w sobie nie zobaczą, nie chcieli wstawać, chcieli wieczność spędzić w tych kwiatach, chcieli rozgarniać swoje włosy i znajdować w nich kwiaty, chcieli kochać się kwiatami nadchodziła noc, musieli wstać z łąki, wszystkie kwiaty mroczyły się, już nie były sanktuarium, były mrokiem, nie oddzielały od grozy, same były stratowane przez grozę, widzieli przed sobą cienki sierp księżyca, wycinał im drogę w dżungli mroku, chcieli księżycowi pomóc, chcieli sami to robić, ale oni nie mieli mocy, teraz w dworcowej poczekalni na ławce drzemią objęci ponieważ nie mogą iść do żadnego domu, chcą wyjść z siebie i za księżycem iść jak dwa ciemne kwiaty po stratowaniu przez grozę podnoszące się ku niebu i mieszające się kielichami

8

ISBN 978-83-938532-3-6


Czy może mi pan podać ogień? stary mężczyzna podaje dziewczynie ogień, podaje ogień zapałką, dziewczyna myśli, że powinien mieć zapalniczkę, dziewczyna jest w czerwonej sukni, mężczyzna myśli, że sama suknia jest zastygłym ogniem, otaczającym ciało dziewczyny, zazdrośnie okrążającym dziewczynę, ten zastygły ogień wręcz przykrył ciało dziewczyny swą uśpioną, pozornie martwą postacią mężczyzna patrzy na piersi dziewczyny, wysuwające się z jej sukni, dziewczyna nie ma biustonosza, piersi wymykają się z ognia sukni, jakby chciały coś zaszeleścić o miłościach już zastygłych, przeżytych, których czerwona suknia jest ognistym cieniem mężczyzna nachyla się niebezpiecznie blisko piersi dziewczyny, jakby chciał usłyszeć, co szeleszczą piersi dziewczyny, dziewczyna to zauważa, odsuwa się od mężczyzny, chce zapalić nowego papierosa, przepraszam – mówi, idzie kupić zapałki, nie chce, żeby ten starszy pan dobudowywał nieskończone mity do zwykłego podania ognia, dziewczyna wraca, róża w jej włosach przechyla się, dziewczyna woli, żeby to róża we włosach nachylała się do mężczyzny, a nie jej piersi, ich stoliki w kawiarni prawie się stykają mężczyzna widzi, że dziewczyna zmieniła taktykę, z różą w jej włosach pójdzie mu trudniej, i w ogóle mu nie pójdzie dziewczyna bierze, torebkę i wstaje od stolika, czy przyjdzie pani jutro, może − odpowiada dziewczyna, już odwrócona nagle przystaje, i z powrotem zwraca się do mężczyzny, jakby chciała coś jeszcze dodać, poprawia tylko różę we włosach i nic nie mówi, w końcu odchodzi, jakby to róża nakazała jej milczenie, jakby róża była jej główną tajemnicą Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

9


Schodami w górę, schodami w dół mężczyzna stoi na szczycie schodów, widzi, że po schodach idzie do niego dziewczyna, mężczyzna wyciąga rękę do dziewczyny, tak mu wypada, nie schodzi po dziewczynę, schody są wysokie i strome jak ze snu albo jak z życia, mężczyzna nie wie, skąd wzięła się ta dziewczyna, i dlaczego idzie do niego po schodach, może jest posłańcem, ale od kogo, od jakiego boga, od jakiej bogini − czy od Wenus czy od Hermesa, czy dziewczyna ma przynieść mężczyźnie miłość, czy nowe zdarzenia − czy jedno i drugie dziewczyna pokonuje poszczególne schody, jakby szła przez życie, przez życie zawsze się przejdzie, niezależnie od tego, jakie byłyby schody, mężczyzna nic nie czyni poza wyciągnięciem do dziewczyny ręki, jakby nic od niego nie zależało, jedynie obserwuje, jak dziewczyna radzi sobie ze schodami, jakby mężczyzna utożsamiał się z Czasem, chociaż Czas nie wyciąga do nikogo ręki dziewczyna jest sama na schodach, jakby te schody były jej przeznaczeniem, jej fatum, jakby jej wędrówka była celem samym w sobie, nagle sukienka zsuwa się z jej ciała i spada na niższy stopień, jakby to dziewczyna sama się rozbierała, dla mężczyzny dziewczyna rozbierze się ze wszystkich sukienek, rozbierze się ze wszystkich swoich osobowości, pokazuje mężczyźnie, że potrafi ze swoich osobowości się rozebrać, tych osobowości ma wiele, ale mężczyzna nie będzie miał z nią kłopotów, jakby zostawiała za sobą jedno życie, i dla mężczyzny porzuci każde swoje życie, by mieć z nim życie nowe mężczyzna zastanawia się, dlaczego dziewczyna nie podniosła sukienki ze stopnia schodów, mężczyzna chętnie by zszedł do dziewczyny, ale we wszystkich snach schodzenie po schodach w dół

10

ISBN 978-83-938532-3-6


oznacza coś niedobrego – niepowodzenie, porażkę, więc mężczyzna nie zejdzie po schodach, będzie czekał na szczycie schodów w tym śnie podobnym do życia sukienka dziewczyny spada na jeszcze niższy stopień, jakby dziewczyna już o niej zapomniała, jakby to sam Czas popchnął sukienkę na niższy stopień, jakby Czas coś roztrząsał, nad czymś się zastanawiał, czy może dziewczynę popędzać, czy zatrzymać ją na którymś stopniu mężczyzna widzi, że dziewczyna na schodach zwalnia kroku − naprawdę Czas się waha, dziewczyna idzie tak wolno, jakby wyszła na schody na spacer, jakby na każdym schodku chciało jej się tańczyć, dziewczyna nagle uświadamia sobie, że jest w bieliźnie, przystaje na schodach, patrzy na zegarek, jakby chciała zapytać Czasu − co dalej, jakby nie widziała mężczyzny u góry schodów, jakby nikogo wokół nie było, jakby nagle Czasu nie było obok, jakby nagle Czasu nie było nigdzie wokoło, jakby Czas chciał stać się dziewczyną − nią samą, i ona musi na to zaczekać, zatrzymać się na tym stopniu schodów, i nie zważać na to, że Czas czasem decyduje się długo

Bez skrzydeł i bez łuku dziewczyna wygląda przez otwarte okno, widzi w ciemnym ogrodzie jakąś postać, wyglądającą zza największego drzewa, postać jest naga, ale nie tylko z powodu zmierzchu nie wiadomo, czy to chłopiec czy dziewczyna, chyba jest to chłopiec, ale ten chłopiec zasłania rękami piersi, jakby był dziewczyną, mimo że jest nagi, nie widać jego płci, jedną stopą przykrył swoją drugą stopę i tą nieco uniesioną nogą zasłania swój seks, włosy na głowie mogą należeć tak do chłopca, jak i do dziewczyny, jakby się kulił w sobie z nieśmiałości, Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

11


jakby sam się obejmował i scalał, jakby sam się zastanawiał, czy być nadal chłopcem, czy stać się już dziewczyną, czy być Kupidynem, czy być tylko wczasowiczem z nudystycznej plaży dziewczyna myśli, że to ona sama budzi się do miłości, o której jeszcze nic nie wie, ten tajemniczy chłopak był dla niej zwierciadłem, on już się wycofał, nie odwracał się do niej tyłem, jakby nagle coś go zasłoniło, nie widać go zza drzew i krzewów, jakby drzewa i krzewy nagle stały się ciemną, chaotycznie poszarpaną zasłoną wieczności

Dama z kielichem kobieta siedzi na krześle, na werandzie, trzyma na kolanach kielich, trzyma kielich za pokrywę, jakby chciała zasłonić tę pokrywę, żeby nikt nie wiedział, że kielich ma pokrywę, kobieta jest czujna, nawet gdy wypoczywa na werandzie, nawet gdy spaceruje w ogrodzie, przy domu, ma ze sobą kielich, na kolanach kobieta trzyma wciąż koc, jakby natychmiast chciała przykryć kielich, kiedy jakiś nagły intruz zbliżyłby się do niej, ale nikt nie przychodzi, i nikt nie przyjdzie, sąsiad lubi patrzeć na ogród nieznajomej, i nie wie, czy kiedykolwiek ją pozna, czy ona stale będzie nosiła ze sobą kielich, czy ona mieszka sama, pojawiła się w sąsiednim domu niedawno, może ma siostrę-bliźniaczkę, może głuchoniemą, która chodzi do sklepów, robi zakupy, kontaktuje się ze światem, ale ponieważ jest głuchoniema, tajemnicy nie wyjawi, nic nie powie, sąsiad mógłby nie obserwować ogrodu i domu nieznajomej, ale nie przerwie obserwacji, jakby wyznaczył go do tego Los

12

ISBN 978-83-938532-3-6


kobieta chyba chce, żeby nikt nie wiedział, kim ona jest, i co zawiera kielich, może ten kielich to jest lodówka w kielichu-lodówce jest serce ukochanego, obłożone kostkami lodu, mimo kostek lodu to serce już nie nadaje się do przeszczepu, lód w kielichu-lodówce jest nieco stopiony kobieta jest z tego zadowolona porwała to serce, by nikt go nie przeszczepił, żadnemu nieznajomemu i żadnej nieznajomej, ale musi być czujna, by nikt serca ukochanego jej nie wydarł, przyzwyczaiła się być czujna, kielich z sercem ukochanego stoi przy jej łóżku, na nocnej szafce jednego dnia sąsiad widzi, że przed domem damy zjawiają się jacyś ludzie, może krewni damy z kielichem, wkrótce wyprowadzają z domu na noszach kogoś zawiniętego szczelnie w prześcieradło, tak jak wyprowadza się umarłego, zapewne to dama z kielichem jest umarłą, a więc nie miała siostry-bliźniaczki sąsiad niczego więcej się nie dowie, teraz nie jest ważne, gdzie jest kielich i czy w tym kielichu było serce miłości, teraz już naprawdę umarło serce miłości

Sarkofag nie całkiem umarła, zostały po niej stare suknie, bluzki, brudna bielizna, niczego nie wyrzucał, brudna bielizna ma w sobie życie, jego spełnienia i jego brudy, idąc spać, kładł ją obok siebie w łóżku, wolał mieć jej bieliznę niż nic, ta bielizna była nią, żywą i obecną, ale taką, która już go nie zdradzi, która z krzykiem na niego się nie rzuci dotykał wszystkich spełnień i brudów, Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

13


czuł wilgoć miłości, ożywiała go, zwilżała jego wyschnięte ciało, owijał się szczelnie jej bielizną jak bandażami, leżał jak mumia − spełniona, przeżyta, znieruchomiała w nudzie wieczności

Jawa i noc dziewczyna chce, żeby noc objęła jej ciało, jej duszę noc objęła dawno, ale jej ciało wciąż należy do światła dnia, wciąż jawy nabiera, od tej jawy staje się ogromne jej piersi stają się światami, te światy ją porywają, ona ledwo nadąża za nimi jej narząd rozkoszy staje się jeziorem, wciąż wzbierającym i zalewającym wszystkie brzegi jej postaci, jej włosy stają się obłokami prześwietlonymi słońcem, one ją unoszą gdzieś w niebo życia, jej ciało jest tak ogromną jawą, że zupełnie przytłacza duszę, ale w duszy noc jest coraz ciemniejsza, ona w tej nocy nie może odnaleźć ani gwiazd, ani księżyca, ani swojego serca, rozproszonego wśród mroku duszy czeka, kiedy noc rzuci pierwszy cień na jej ciało, kiedy zacznie ciało nasycać mrokiem, i kiedy jej ciało z jej duszą w mroku się spotka, ona wtedy swojego serca dotknie i popatrzy, jak ten księżyc bólem świeci

Sekrety alkowy dziewczyna budzi się, patrzy na chłopca, on jeszcze śpi, dziewczyna widzi wielką plamę krwi na kołdrze, dotyka chłopca, chłopiec jest martwy, jakby to dziewczyna zalała go swoją krwią odebranego dziewictwa, chłopiec wytoczył z niej krew, i tą krwią się nakrył, i skonał

14

ISBN 978-83-938532-3-6


chłopiec też stracił dziewictwo, mówił jej to w nocy, gdy ją gwałcił, to była jakby jego krew dziewicza, chłopiec stracił dziewictwo i skonał, ciemny anioł dziewictwa chłopca zabił, w środku nocy, w środku snu, może anioł dziewictwa się wahał, kogo zabić, dziewczynę czy chłopca, wybrał do zabójczego ciosu chłopca, dziewczyna odchyla kołdrę, widzi ranę w okolicy serca na nagim torsie chłopca, anioł utraconego dziewictwa uderzył w samo serce, w samym środku nocy, w samym środku snu, anioł dziewictwa przybrał ciało nocnego bandyty, dziewczyna ogląda prześcieradło, widzi, że krew chłopca złączyła się z krwią jej dziewictwa ten nocny bandyta wyszedł jakby z ich dusz, jakby nie bał się samego siebie, oni oboje bali się samych siebie, po ciało chłopca przyszła jego pierwsza niespełniona umarła kochanka, przybrała postać nocnego bandyty a może to ze snu dziewczyny wyszedł morderca, i by wykonał swoje zadanie, ona musiała cały czas spać, i snem bez snów wciąż mordercą kierować dziewczyna myje ręce, czuje się tak jakby zmywała z rąk dziewictwo i morderstwo jednocześnie, jakby była swoją własną duszą i nikim więcej, jakby nie miała ciała, i to ze swojej duszy zmywała dziewictwo i morderstwo, wdziewa szlafrok, ale nadal jest tylko swoją własną duszą, i żeby wrócić do życia, będzie musiała wykąpać się, ubrać i pójść na policję dziewczyna zamyka okno, jakby zamykała sen, chodzi po mieszkaniu, jakby miała w ręce rewolwer z tłumikiem i jakby rewolwer wyrzuciła do zsypu, a nie nóż, powinna zaraz kupić drugi nóż, dziwny to dom, gdzie w kuchni nie ma noża Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

15


dziewczyna przystaje, jakby była nieznanym nocnym bandytą, bardzo podobnym do ducha, którego właśnie płoszy dzienne światło

Krwawiące marzenie w domu rodzinnym jest biesiada, dorośli bawią się, piją, grają na gitarach, tańczą, dziewczynka w białej sukience po raz pierwszy doznaje krwi, idzie do ubikacji, dotyka palcem swojej krwi, wraca do stołu, siedzi z krwawym palcem, ogląda telewizję, gdzie dama w długiej białej sukni jedzie na białym koniu, cwałuje, jakaś gałąź rozrywa białą suknię damy dziewczynka chciałaby być damą z telewizji, ale teraz wymachuje krwawym palcem przed oczami dorosłych, nikt tego nie zauważa, dorośli są zajęci sobą, niektórzy drzemią, jeden nadal gra na gitarze, śpiewa słowa coraz bardziej szalone, dziewczynka ich nie rozumie, domyśla się zwariowanych podtekstów, maże krwawym palcem na brzegu białego obrusa, już i tak zaplamionego, jakby chciała natychmiast zapisać słowa szalonej pieśni, by nie uciekły, by nie przebrzmiały, jednak nie nadąża, zatrzymuje krwawe pismo na obrusie, jeden z dorosłych zasypia z głową na krwawym piśmie, dziewczynka niezadowolona, że zasłonił jej tekst, jakby świat zasłonił jej tekst, świat śpi z głową opartą na jej tekście dziewczynka wybiega na dwór, patrzy na księżyc, wchodzi do stajni, podchodzi do białego konia, tak wiele razy bawiła się z tym koniem, w ogrodzie, pod opieką ojca, koń ją poznaje i poddaje się jej pieszczotom, dziewczynka wybiega ze stajni, patrzy na księżyc, zanurza się w wilgotnej trawie, ociera się o wilgotne krzewy, jakby nieznane słowa szalonej piosenki

16

ISBN 978-83-938532-3-6


nagle zwilgotniały, jakby jej krew zaczęła szlochać, i jakby zamieniła się w ogromną wilgotną czułość, jakby ona sama wydobywała z siebie tę niezmierzoną wilgoć, jakby zatapiała w niej trawę i krzewy, i dawała je księżycowi

Królowa miłości kobieta znieruchomiała w fotelu, jakby nagle zapragnęła być rzeźbą, z nagimi piersiami, jak wypada klasycznej rzeźbie, jedną rękę odrzuciła w tył, poza oparcie fotela, jakby zapragnęła być rzeźbą rozmarzoną, rozmarzone są jej oczy, patrzą gdzieś w dal, jakby wypatrywały nadchodzącego narzeczonego, przysłowiowego księcia z bajki, artysty malarza, który jest karłem, i który z urodzenia jest prawdziwym księciem drugą ręką kobieta bawi się naszyjnikiem, jakby to była pętla wokół szyi, obroża, jakby ktoś był właścicielem kobiety i na tym naszyjniku było jego nazwisko, ukryte, bo nie może być jawne, na koralach naszyjnika napisane ideogramami, ledwo widocznymi, kobieta sama nie wie, kto jest jej właścicielem, może jakiś inny daleki narzeczony, może jej właścicielem jest sam Bóg, ale to kobietę przeraża sięga ręką do drugiego naszyjnika, szerszego, zwisającego na jej nagich piersiach, jakby piersi kobiety chciały, żeby coś je dotykało, jeżeli nie może ich dotykać ktoś, niech je pieszczą perły, jakby perły same z siebie wszystko wiedziały o dotyku rozkoszy, jakby ten drugi naszyjnik był narzędziem miłości, a nie obrożą, jakby należał tylko do niej Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

17


łono i uda kobiety w tym fotelu przykryte są białą halką, halka sięga do kolan, zasłania majtki i pas do pończoch, jeśli piersi są odsłonięte, grota miłosna musi być zasłonięta, na białych majtkach w kroku wyhaftowana jest wielka czerwona róża, jest to wizerunek jej duszy kobieta jest zawodową miłośnicą i dlatego kazała wyhaftować różę właśnie w tym miejscu, by wizerunek jej duszy był jak zwierciadło dla jej miłosnej groty, by ten wizerunek swojej duszy mieć stale pod ręką, i by zdjąwszy szybko bieliznę, nie pokazywać wyhaftowanej róży żadnemu kochankowi, ta róża po wielu praniach nie płowieje, a nawet jest coraz bardziej czerwona, coraz bardziej krwawa, coraz bardziej żywa

Mokre serce ona ma serce całe z deszczu, które wiecznie płacze, serce, które przedziera się przez swoje deszcze, i wszyscy bliscy mokną chcą pomóc płaczącemu sercu, by nikt więcej nie mókł, ale od tej pomocy jej serce jeszcze bardziej płacze nawet ona sama nie może siebie zatrzymać w płynącym sercu, serce gdzieś ją zabiera, płynie bardzo szybko i unosi ją ona chce siebie wyrzucić z płaczącego serca, ale tylko czuje, jak serce strasznie chlapie

18

ISBN 978-83-938532-3-6


Monstrualna metamorfoza zawsze, gdy dziewczyna wychodzi z mieszkania, na ciemnych schodach czai się monstrum, ukryta w mroku ośmiornica, dziewczyna czuje, jak jej macki sięgają jej sukienki, chcą podrzeć jej bieliznę, monstrualnie długa staje się jej bielizna, rozdzierana prószy niezliczonymi confetti na całe schody dziewczyna schodzi naga i przez cały dzień kiedy przebywa między ludźmi, swoją bieliznę zbiera, wciąż ją zszywa i na nowo wdziewa tamten mężczyzna tylko raz wyszedł ze schodów, jakby te schody wychodziły z samej ciemności, dokonał gwałtu na jej bieliźnie, bo nie potrafił dokonać gwałtu na jej ciele, i ze wstydu, że gwałcić nie umie, zbiegł szybko schodami, by pomogła mu ciemność zostawił na bieliźnie dziewczyny plamy, które przesiąkły w jej duszę, i w jej duszy rozlewają się w wielkie morze, włosy na głowie dziewczyny wiążą się w monstrualne sploty, tworzą welon i suknię ślubną, splatają się jeszcze bardziej, są nie do rozdarcia, nikomu nie ulegną, zamieniają dziewczynę w senną ośmiornicę, za tą zasłoną dziewczyna może wreszcie usnąć

Kwiaty dla kurtyzany młodzieniec wręcza kobiecie bukiet kwiatów, ona jest zażenowana, że dostaje bukiet, jakby była narzeczoną młodzieńca, może powinno się robić uroczystość pierwszej kobiety w życiu mężczyzny, nawet jeśli to jest prostytutka, kobieta chce się ogarnąć, zapina bluzkę, poprawia spódnicę Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

19


młodzieniec bierze rękę kobiety, jakby chciał ją pocałować, a przecież to nie ręka damy, lecz kurtyzany, mówiąc uroczyście − młodzieniec się waha, czuje się tak, jakby do tej kobiety się zalecał, a przecież do prostytutki nie trzeba się zalecać, noga młodzieńca wsuwa się w spódnicę kobiety, śmiało dotyka jej nogi, kwiaty upadają na spódnicę kobiety, gdy mężczyzna wręczał bukiet, kobieta spóźniła się ze swoją ręką, bukiet się rozsypał, jakby był widzialnym symbolem wahania, wahania z obu stron, kwiaty rozsypały się na spódnicy kobiety, i po chwili z niej spadły, jakby chciały tylko dotknąć kobiety na chwilę, jakby chciał jedynie ją lekko pocałować i nic więcej, jakby młodzieniec chciał jedynie lekko pocałować kobietę, i demonstruje to przy pomocy kwiatów, kurtyzana jest zbita z tropu, ponieważ nie wie, o co chodzi, zbiera rozsypane kwiaty, jakby chciała sama się pozbierać, młodzieniec też zbiera rozsypane kwiaty, jakby musieli na początku miłości wykonać mnóstwo czynności zastępczych, oboje zderzają się schyleni, jakby chcieli trafiać na siebie najpierw na oślep, jak to się dzieje, kiedy zaczyna się miłość, i jakby chcieli pozbierać się już wspólnie, i wspólnie się wyprostować, razem trzymając bukiet miłosnej schadzki, naprawdę są teraz parą, kobieta cały bukiet trzyma w jednej ręce, drugą ręką rozpina młodzieńcowi spodnie, ale jego spodnie są mokre, jakby on te kwiaty zrywał, idąc przez wodę, przez głębokie jezioro, jakby to były kwiaty z niedostępnej wyspy na środku jeziora, jakby to były kwiaty z samego marzenia, podobnego do wyspy na chwilę wystającej z płynnego, wodnistego, głębokiego chaosu, i jakby to dla ukochanej młodzieniec zdecydował się iść po kwiaty przez tak głęboką wodę

20

ISBN 978-83-938532-3-6


Kobieta i pies znalazła tego psa w zaroślach, jakby śniła, znalazła go jak ideę − chorą, krwawiącą, powyrzucaną ze wszystkich domów, to sam los podrzucił jej psa, by mogła się do końca wyzwolić, by mogła stać się pielęgniarką totalną, spędzała przy psie bezsenne noce, jakby potrzebowała wszystkich snów, by psa znaleźć i wyczerpawszy swoją dawkę snów, skazana została na noce bezsenne, pies − zabrawszy jej wszystkie sny − dostawał epilepsji, wzdrygał się, gdy zbliżała się do niego, by mu opatrzyć rany, jakby bał się, że chcą go uśpić śmiertelnie, ten pies był ze snu, i te zarośla były ze snu, to był las pradawny, mityczny, który tak zmalał, gdy się przesnuł w jawę, odkładała słuchawkę, gdy dzwonił wielbiciel, wolała zajmować się chorym psem, umiała być pielęgniarką dla psa, nie umiała być pielęgniarką dla mężczyzny, ale nie martwiło jej to, nad psem miała władzę i wiedziała, że nad psem będzie mieć władzę, nad mężczyzną władzy nie miała, i nie będzie miała władzy, to jej sny wziął w siebie pies, i wziął na siebie wszystkie jej choroby, była mu wdzięczna, że uwolnił ją z chorób, tych chorób było dużo i zapewne dlatego pies był konający, miał nawet już bielmo na oczach, jakby wziął na siebie także jej przyszłe choroby i ona już będzie zdrowa przez całe życie pies był świętą ofiarą dla jej życia, i taką ofiarę postanowiła ocalić, chciała, żeby i jej zawdzięczał ktoś życie, postanowiła przedstawić psa swojemu wielbicielowi, chciała pokazać mu, że jest już zdrowa, i że pies wziął jej choroby na siebie, jej wielbiciel jest u niej, patrzy na psa, i wie, że on nigdy nie będzie z nią w takiej więzi, nawet podczas miłosnego aktu Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

21


patrzy, jak pies tuli się do kobiety, widzi, że kobieta nagle jakby drzemie, jakby pies właśnie koił jej melancholię, tę najwcześniejszą, wielbiciel podziwia nieprzenikalność tajemnicy łączącej kobietę i psa, i wie, że musi wyjść i zostawić kobietę i psa ich wspólnemu mroku, okiełznanemu jedynie konturami tego czarnego wielkiego psa

Ostatni spektakl jej biała bluzka ma rozcięcie i nie jest zapięta, nie zasłania całych piersi, jedną swoją częścią piersi wyglądają zza bluzki, jakby ostatni raz chciały popatrzeć na widzów, jej spódnica jest również biała, tak jak bluzka, kobieta kładzie ręce na spódnicy, pilnując, żeby nic nie odsłoniła, żeby nie odsłoniła zarazy, przecież zaraza i tak jest zakryta, ale kobieta czuje, że zaraza czyni ją nagą kobieta stara się żyć tak, jakby była zdrowa, tak samo nie może spać w nocy, i budzi się koło południa, tak samo trzyma się marzeń w chaosie dnia, tak więc zaraza staje się podobna do zdrowia, tylko o wiele prędzej się umiera, i Śmierć zabiera piękno, a nie starość Śmierć nie zawsze sobie pozwala na realizację swojego tajemnego marzenia, by zabrać piękno, a nie starość

Tren odeszła, kiedy jeszcze dzień ich nie związał, odeszła, jak sen odchodzi − bez słowa, jakby najlepsze odejście było bez słowa, zostawiła go sam na sam z księżycem, by w księżycu wypatrywał tajemnicy jej śmierci, by księżyc powiedział mu za nią, dlaczego to zrobiła,

22

ISBN 978-83-938532-3-6


by księżyc powiedział mu, jaka ona była, jakby ona sama chciała, żeby to księżyc pokochał go zamiast niej księżyc co noc będzie o niej opowiadał, księżyc ma wiele nocy, ma wiele nowiu i wiele pełni wreszcie księżyc przestanie o niej mówić, pogrąży ją w nocy, sobą ją stłumi

Śnieg na grobie dzisiaj jej grób jest przykryty śniegiem, mężczyzna ze wszystkim się godzi, czy to byłyby jesienne liście, czy to jest śnieg, mężczyzna wyjmuje z płaszcza magnetofon, słucha jedynej taśmy z głosem ukochanej, znów słyszy jej głos, jakby mówiła właśnie w tej chwili z grobu, jej głos ma coś ze śniegu, jakby nagle nad cmentarzem padał śnieg, ale śnieg jeszcze nie pada mężczyzna słucha tej taśmy już któryś raz, słucha jej także w domu, najbardziej lubi jej słuchać na cmentarzu, śnieg jest jesienny, listopadowy, ukochana jest Persefoną, którą Hades porwał, ale Hades tym razem ją zabił, i ta Persefona wiosną nie wróci do życia, rzeczywiście − zaczyna padać śnieg ukochana przywołała ten śnieg, ukochana wciąż mówi z taśmy i jej głos snuje taki ruchomy kwiat ze śniegu, jakby to był kwiat samego Czasu, zmienny, a jednocześnie ten sam słowa ukochanej rozdzielają się na śnieżne płatki i chcą mężczyznę obsypać, jakby zza grobu ukochana chciała mężczyznę obsypać pieszczotami

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

23


Pierwszy raz koń mężczyzny stawał się ogromny, nadnaturalny jak zjawa ze snu, ale mimo że zjawa, był dziwnie realny, cielesny, podziwiała, jak mężczyzna panuje nad harcami swojego konia, chciała, żeby mężczyzna na swojego konia ją zabrał, i żeby razem pogalopowali w bezkres, i wtedy ona przestała być dzieckiem, stała się realną, cielesną dziewczyną właśnie galopują razem, drogę zna jedynie koń, i wbiega z nimi w sam środek księżyca, dziewczyna chce spać jak najdłużej w środku księżyca koń też usypia, a mężczyzna wystawia głowę poza księżyc, jakby chciał gdzieś iść i nawet konia w księżycu zostawić ona szepce − nie wracaj na ziemię, możesz tam nie trafić, to tak daleko

Nimfa ona nie lubi wilgoci męskiego nasienia, ona nie lubi plam na prześcieradle i kołdrze, zostających po miłości przerywanej, ona chce bardziej przerwać tę miłość, wychodzi do łazienki, zmywa z siebie nasienie męża wychodzi do ogrodu, bierze rosę z trawy, z krzewów, z kwiatów, naciera nią ciało, jakby to księżyc ją napełniał wraca do domu, wraca do łóżka, kładzie się w łóżku daleko od męża, prawie na brzegu swojej krawędzi łóżka mąż zaspokojony też leży daleko od niej, wyciąga się na swojej części łóżka,

24

ISBN 978-83-938532-3-6


jakby wypełniał całym sobą swoje legowisko w oddzielnej grocie ona nie nakrywa się kołdrą, niech wszystką kołdrą będzie wciąż nakryty mąż, jakby chował się w swoim grobie, ona rozkłada nogi, ręką zgarnia z ciała księżycową rosę i miesza ją ze źródłem między swoimi nogami, jej nocna koszula zamienia się w sukienkę kwiatu

Widmo mam zaklęte ciało i ono nic nie zrobi wbrew zaklęciu, nawet w dzień porusza się jak we śnie, nawet w dzień wciąż je obejmuje ciało nieobecne, obejmuje mocniej, niż gdyby było fizyczne, obejmuje tak mocno, jak gdyby było snem, chcę oderwać się od ciała nieobecnego, muszę gwałtownie szarpnąć, muszę szarpnąć swoim dniem i swoją nocą

Safona ja to poczułam, przebudziłam się, przebudzona patrzyłam na włosy śpiącej ukochanej, po jej włosach poznałam, że śpiącą nawiedził koń miłości jej włosy splecione dotąd w całą tarczę zasznurowanych i napiętych warkoczy teraz przestały bać się okrutnego świata, ufnie opadły szerokim strumieniem na pościel przebudzona nie czułam zazdrości o konia, wpatrywałam się w rozplecioną i spełnioną śpiącą rozkosz jak w źródło Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

25


Duch tańca mężczyzna patrzy na taneczną parę i chciałby być duchem tańca, tym duchem tańca z czasów pierwotnych, wie, dlaczego duch tańca wybrałby tę właśnie parę, nie parę, tę kobietę − tańczącą tajemnicę tajemnicę tańczącą u brzegu źródła, wokół źródła, dającą źródłu wzorowe zwierciadło, mężczyzna patrzy, jak duch tańca zgarnia we włosy kobiety całą noc z księżycem, i niewidzialny za nocą włosów karmi się duszą kobiety, jakby dusza była także kobiety ciałem, chciałby się nią karmić całą wieczność duch tańca chciałby mieć ciało, choćby tego mężczyzny, który siedzi w kącie sali i ducha tańca sobie wyobraża, mężczyzna widzi, że o jego krzesło rozpryskują się fale tańca, to szepty tajemnicy rozpryskują się, nim wyraźnie zabrzmią, to wirujące włosy kobiety rozpryskują się o niego niczym fale, to dusza kobiety potrąciła go w tańcu mężczyzna na marynarce, na krawacie, na koszuli szuka włosów kobiety, zaczekaj − zaraz dam ci serwetki − mówi gospodarz, mężczyzna chowa serwetki do kieszeni, nie chce niczego pozorować, widzi, że kobieta zostawia swojego partnera i tańczy sama ona tańczy ze źródłem, ona formuje taneczne koło kręci się źródło, kręci się koło tańca, tajemnica tańczy sama ze sobą, by na mgnienie odsłonić się i na mgnienie kogoś namacalnie dotknąć mężczyzna wciąż się mija w tym kole z kobietą, wciąż nie może się do niej dotańczyć, przerywa koło, wygląda przez okno, noc jest jak głębokie źródło, księżyc to jest duch tańca, który rzucił się w źródło

26

ISBN 978-83-938532-3-6


to on sam powinien być duchem tańca, powinien otworzyć okno i rzucić się w głąb źródła, ale mężczyzna wraca na swoje krzesło, ogarnia go noc podobna do włosów kobiety, włosów gęstych, nieprzebranych jak fale rozchodzące się od źródła mężczyzna swoją głowę w tych włosach chowa, całego siebie we włosy nocy chowa, chce swoją duszę z kobiety włosami spleść, chce swoją duszę z nocy włosami spleść, chce być tych włosów księżycem

Oczy otwarte i zamknięte w oczach jest jej istota, ona wie o tym i często mruga powiekami, spuszcza powieki jak nocne zasłony, wie, że ludzie widzą jej istotę i chcą atakować wprost, jej istota jest bezradna tak jak jej oczy, dziewczyna dodaje uśmiech jak tarczę, by jej istotę przykrył, ale uspokaja się dopiero w nocy, w nocy otwiera szeroko oczy, jej istota wygląda oczami jak oknami, mrok długo bywa spokojny, aż poruszony tą uporczywą prowokacją wyłania z siebie księżyc, księżyc jak strażnik wpatruje się w oczy dziewczyny, jest strażnikiem nie tylko mroku, − także jej istoty, jest posłańcem − i dziewczyna wie, że kiedyś przeprowadzi jej istotę na drugi kraniec mroku, ale jeszcze nie teraz, mrok wie − kiedy, mrok wysyła księżyc, by czuwał, by istota dziewczyny przedwcześnie z jej oczu się nie wyrwała dziewczyna nocą o tym wie, nocą ona cała jest w swojej istocie, jej ciało staje się niewidzialne, dziewczyna staje się swoimi oczami i do księżyca się uśmiecha Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

27


Klips odpięła jeden klips i dała mu go, jakby pieczętując pocałunek, żegnali się pośród mżawki, przyspieszyli pożegnanie, bo mżawka przeszła w deszcz ten zamglony deszcze wiedział to, czego oni nie wiedzieli, był deszczem rozstania, był szlochającym duchem rozstania klips jest dobrze naperfumowany – powiedziała, teraz klips leży na stole, w pokoju mężczyzny, mężczyzna lubi na niego patrzeć, niekiedy mężczyzna podnosi klips i wącha go, czy perfumy jeszcze są w klipsie, jakby były ładunkiem miłości, ten ładunek miłości nie może wyparować, miłość nie może wyparować klips jest zaklęciem, jest mrocznym, tajemniczymi okiem, czujnie wodzącym za mężczyzną, jest coraz mniej perfum w klipsie, jest coraz mniej dziewczyny odkłada słuchawkę, gdy mężczyzna do niej dzwoni, nie ma jej i może nigdy jej nie było, jest jej włos wkręcony w klips mężczyzna późno zauważył, że w klipsie został jej włos, nie zauważyła dziewczyna, włos sam się wkręcił w klips, gdy dziewczyna odpinała go z ucha mężczyzna patrzy na włos jak na dziwną substancję, jak na niewypowiedziany szept, szept zachował we włosie miękką czułość, ale nic nie powie klips stał się pieczęcią nie pocałunku, ale nieobecności

28

ISBN 978-83-938532-3-6


Mroczny przyjaciel mrok ma w sobie tyle ciemności, że wszystkich tajemnic może użyć, mam w sobie tyle ciemności, ale nie panuję nad nimi, mrok może robić ze swoją ciemnością, co mu się podoba mrok mnie rozumie, moją ukochaną przywoła, choćby w tej chwili, właśnie z nieba, szepce do mnie coraz gwałtowniej, że mi pomoże szeptem powtarzam imię kobiety, ale to mrok swoimi liśćmi imię recytuje, i kobietę wywołuje w postaci księżyca, jej oczy, krągłe piersi, węzeł włosów − wszystko to jest księżycem w pełni z tęsknotą wpatruję się w ukochaną, ale na jej księżycowym obliczu widzę duszę po raz pierwszy tak w pełni, pełnia kobiety świeci tak bezczelnie, tak bezczelnie widać jej oszustwa i zdrady, w jej oczach jest więcej pogardy niż ironii nie chcę widzieć tak dużo, to jest więcej niż wspomnienie, muszę okryć się mrokiem, muszę kobietę okryć mrokiem mrok szeleści wszystkimi gałęźmi, cały czas jest przy mnie − niech popatrzę, w ogromnym niebie przeszłości kobieta może zaraz zniknąć chmury już kładą się nieuchronnym spokojem na ostatnich świecących włosach wspomnienia, jakby to wspomnienie chciało się ze wstydu zasłonić jak dobrze przyjaźnić się z mrokiem

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

29


Ojciec uczy Janusza chodzić, lato 1940 własność: J. Styczeń

30

ISBN 978-83-938532-3-6


Cz. II. Światy tajemne Wiersze publikowane w latach 1960-2016 tylko w pismach artystycznych i w prasie literackiej

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

31


Pani Wyrocznia kobieta siedzi na leżaku − właśnie siedzi, a nie spoczywa, bowiem ma w ręku otwartą książkę, leżak jest blisko drzwi domu, w ogrodzie, kobieta jakby bardziej wsłuchiwała się w Czas niż czytała książkę, tak jakby w domu nikogo nie było, i nie ma nikogo poza nią na ogrodzie, wsłuchiwanie się w Czas coraz bardziej kobietę wciąga, nie wraca do lektury, ale książkę trzyma otwartą, nie wiadomo, co to za książka podglądający kobietę zza ogrodzenia mężczyzna czeka, aż kobieta zamknie książkę, wtedy zobaczyłby tytuł na okładce, ale kobieta nie zamyka książki, ani jej nie czyta, patrzy gdzieś ponad książką, bardziej nasłuchuje niż patrzy, jakby nie mogła na coś się zdecydować, mężczyzna postanawia cierpliwie czekać, aż kobieta na coś się zdecyduje mężczyzna wie, że będzie długo czekał, może kobieta przeczytała coś przerażającego i musi odpocząć od lektury, może to będzie dłuższy odpoczynek, jakby coś musiało się stać, może w tej książce jest przepowiednia przyszłości, lepiej nie czytać tej przepowiedni, lepiej zatrzymać się przed tym, kobieta nie chce nic więcej wiedzieć, póki kobieta nie przeczyta całości tekstu, Czas nie ruszy kobieta uśmiecha się, że może zatrzymać Czas, mężczyzna za ogrodzeniem myśli, że to czarownica albo bogini

32

ISBN 978-83-938532-3-6


Stary jak Ramzes Mojemu Ojcu mężczyzna ma 90 lat, chodzi o lasce, ale z coraz większym trudem, spaceruje po swojej dzielnicy Zacisze, nie spotyka nikogo ze swego pokolenia, ani z pokolenia trochę młodszego − czuję się jak Ramzes − mówi do swoich synów, kiedy w Egipcie ludzie żyli po 30 lat, Ramzes Wielki dożył 92 lat, według innych kronik dożył 87 lat, uważano go za boga wszędzie naokoło chodzi młodzież, dużo młodzieży − mówi mężczyzna do swoich synów, z najstarszym jeździ taksówką do kliniki Vita − ma pan serce jak młodzieniec − mówi lekarka − ale moje nogi − mówi mężczyzna − powinienem już umrzeć − mówi mężczyzna do swoich synów, ale przecież nie będę robił eutanazji, na co umarł Ramzes? − mężczyzna pyta najstarszego syna − na reumatyzm − jak można umrzeć na reumatyzm? − dziwi się mężczyzna

Mistrz Tymoteuszowi Karpowiczowi1 – mojemu Mistrzowi to księżyc mnie prowadzi i mogę o nim nie pamiętać pod chmurami codziennych dni, księżyc we mnie ma swoje pełnie i swój nów, kiedy otwieram okno i patrzę na księżyc na niebie, wiem, że jakiś znak daje mi mój księżyc, pokazując się w lustrze nieba, mrocznym jak marzenie, pokazuje mi, że między mną a światem nie ma granic, ja i świat jesteśmy równie realni, sam księżyc jest tej tożsamości symbolem, ale ja, widząc swoją ze światem tożsamość, nie umiem siebie odczytać

1

Tymoteusz Karpowicz (1921-2005) – poeta, prozaik, dramaturg. Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

33


świat jest we mnie za wielki i za mroczny, niebo nade mną jest zbyt otwarte jestem mrocznym marzeniem, muszę zaufać księżycowi kiedy błąkam się w ciemności dziennej, wiem, że księżyc o mnie nie zapomni i swoją nową pełnią dzień rozjaśni w sobie mnie czystego księżyc odrodzi i wierzę, że jak księżyc świadome będzie kiedyś moje marzenie

Stary mężczyzna patrzy na jesień Basi Soli z wdzięcznością za pamięć stary mężczyzna patrzy na jesień przez okno ulubionej kawiarni, kobiety jego życia były jak jesień, minęły jak jesień a przecież jesień jest wieczna, jesień mija, ale tak by nie minąć, w czasie innych pór roku jesień odpoczywa kobiety jego życia są dzisiaj nieobecne w jego życiu, mimo że nieobecne, są wciąż obecne, są wciąż napełnione wilgocią mężczyzna pamięta ich wonie, zawsze pamięta się woń jesieni, jesień zawsze jest wilgotna, wilgoć w jesieni coraz to wzbiera są dni, kiedy jesień milknie, długo się nie odzywa, żaden liść nie spada z drzewa, jesień na coś czeka kobiety są nieobecne, ale jakby na coś czekały, na to, żeby stary mężczyzna wytłumaczył im swoje zachowanie, mężczyzna myśli, że może to opowiedzieć samej jesieni, bo przecież jego kobiet przy nim nie ma

34

ISBN 978-83-938532-3-6


popełnił wiele złych czynów wobec kobiet swojego życia, najgorszy czyn popełnił wobec pierwszej sympatii, pewnego razu udał, że jej nie zna, było to w stołówce studenckiej, mężczyzna czuł, że popełnia samobójstwo, i chciał popełnić to samobójstwo do końca, nie wybiegł za dziewczyną, żeby ją przeprosić mężczyzna uświadomił sobie w tamtych dniach, że miłość to nie jest absolut, miłość nie powoduje cudów, miłość nie sprawiła, że on stał się kimś innym, czy jesień zrozumiała jego historię? jesień może odpowiedzieć coraz większym deszczem, coraz większym szlochem nad nim samym

Sam z welonem mężczyzna nawet nie zdjął płaszcza, nie zdjął marynarki i spodni, rzucił się na kanapę w płaszczu, kanapa jest przykryta welonem, bezładnie, mężczyzna zatopił twarz w welonie, jakby zatopił twarz w źródle, jakby chciał się przemyć welonem, jakby chciał się przemyć ślubem, który się nie stał, ten niestający się ślub jednym skrzydłem welonu osunął się na podłogę, mężczyzna jakby tego nie zauważył, kapelusz mężczyzny leży na podłodze, nieodbyty ślub tym kapeluszem kłania się mężczyźnie, nieodbyty ślub jest coraz bardziej agresywny, mężczyzna spada z kanapy, jakby zrzucił go nieodbyty ślub, ale mężczyzna spadł razem z welonem, mężczyzna jest tego pewien, nie odbierze mu welonu agresja nieodbytego ślubu, sprawdza szczelność owinięcia welonem i wciąż myśli o kobiecie, która tuż przed ślubem dowiedziała się o mężczyźnie czegoś, czego nie powinna nigdy wiedzieć, ona uciekła spod kościoła, nie doszło do ślubu ona rzuciła w mężczyznę welonem i powiedziała − owiń się welonem i zapomnij o mnie − owiń się jeszcze bardziej, niech welon ci się śni, a nie ja Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

35


Miłość po śmierci już po jego śmierci przyszedł ostatni list, kobieta czyta ten list co wieczór jakby czytała wzburzone morze Czasu, stoi oto nad urwistym brzegiem przeszłości i patrzy na burzące się fale − słyszy szum słów, słyszy słowa podobne do zaklęć chce runąć w to morze przeszłości, chce z podwodnym księżycem miłości scalić się, podwodny księżyc miłości płynie przez morze Czasu, jest tym wszystkim, co między nimi spełniło się, jest spełnieniem coraz pełniejszym, bo coraz bardziej wiecznym, i wreszcie spełnienie staje się tak ogromne, że jednej nocy ona nie wytrzymuje, daje się pochłonąć ogromnej pełni księżyca morze Czasu staje się realne, prawdziwe, jest wilgotne, coraz bardziej mokre, ono płynie, wypływa całe z niej, i nie przestaje

Biała róża na grobie kobieta kładzie białą różę na grobie, na świeżo usypanym grobie kochanka, który był złym człowiekiem, róża jest samotna na tym grobie, nikt więcej nie położył na grobie żadnych kwiatów − i nie położy, tylko kilka osób było na pogrzebie kobieta wychodzi z cmentarza, zawierzyła białej róży całą śmierć złego ukochanego teraz jego dusza jest uwolniona od złego ciała, to przecież jego ciało popełniało grzechy, jego ciało zaważyło na jego duszy, jego ciało jakby usiadło na jego duszy, przecież za życia on nie mógł strącić swojego ciała ze swojej duszy teraz jego dusza jest uwolniona od złego ciała i może zjednoczyć się z kruchą, wątłą, białą różą

36

ISBN 978-83-938532-3-6


Pierwsza róża w noc chłopiec jakby za dziewczyną się skradał, różą na długiej łodydze sięga jej policzka, kwiat jest bardziej czerwony niż nieumalowane usta dziewczyny, chłopiec łodygę róży opiera delikatnie listkami o kurtkę dziewczyny, listki drżą jak schody cierpliwości, chłopiec po schodach listków nadal się skrada cicho, delikatnie, światło latarni wydobywa z ciemności twarz dziewczyny, dziewczyna poddaje się ufnie światłu, bardziej poddaje się światłu niż róży, dziewczyna ma lat czternaście, spogląda na dotykającą jej policzka różę, ale nie obraca się aż tak, by spojrzeć na chłopca, ta róża jest pierwszą czerwienią między chłopcem i dziewczyną, chłopiec o dwa lata od dziewczyny starszy o czerwieni miłosnej wie jeszcze mniej, dziewczyna zastanawia się, czy pocałować różę, woli na razie na nią patrzeć i śnić oczami wszystkie i przyszłe czerwienie, gdy tylko dotknie kwiatu róży, nawet ustami, a co dopiero ręką, popłynie z róży krew chłopiec nie wie, o czym myśli dziewczyna, patrzy na jej zmrużone oczy, a nie na różę, wchodząc po stopniach listków, ma jeszcze daleko do kwiatu, i skradając się, stoi nadal na brzegu światła i ciemności, kosmyk długich włosów dziewczyny dotyka kwiatu róży długo plotący się sen dotyka pierwszej miłosnej czerwieni, kosmyk włosów zwiesza się wzdłuż kurtki dziewczyny, zaraz dosięgnie ziemi, jakby się wahał, czy oplatać się wokół nieśmiałej róży, dziewczyna śni ten kosmyk włosów, i ona sama się waha, czy dośnić różę, czy odsunąć od niej policzek Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

37


Morscy kochankowie pocałowali się dopiero po kąpieli w morzu, ich usta były nasycone morzem, całowały się ich morza, całowały się ich morza wewnętrzne, odnalezione w wielkim morzu, byli sami na plaży, cieszyli się, że są sami − że świat się zaczyna, że są Adamem i Ewą, przez ich wszystkie słowa przelewały się fale morza, w środku ich słów morze szumiało i wiedziało, kiedy z tych słów się przelać, a kiedy nie wytrząsnął ani kropli, wierzyli, że ich miłość się zaczyna, że ich miłość wypłynęła z morza, i miłosną wilgocią skropiła ich oboje − i scaliła, całowali się, jakby to morze ich całowało, jakby to morze było nią i nim, całowali się bez przerwy, bo zaraz musieli się ubierać, musieli narzucać na swoją miłość zasłony, i musieli wracać do miasta, do swoich mieszkań, wiedzieli, że morze ich nie opuści, że ich nie zapomni, ich miłosna wilgoć każdej nocy będzie pierwotną wilgocią wielkiego morza miłości

Ciało poezji czuła się tak dobrze w swoim ciele jak w łodzi, ciało płynęło przez świat, przez czas, a ona niekiedy wychylała się z ciała i patrzyła na daleki horyzont, na dzień i noc nocą ciało ją przykrywało, ona nakrywała się nim szczelnie, ciało jej ręce prowadziło nieomylnie w najtajniejsze swoje źródło i ona tam − przy źródle chowała się na całą noc, ciało przez noc napełniało ją źródlaną wodą podobną do rozkoszy, ale dlaczego ciało postanowiło ją utopić, wyrzucić z siebie w głębię oceanu, którym jest Czas podobny do śmierci, i dlaczego właśnie w głębi źródła rozkoszy ciało umieściło swojego dzikiego strażnika, który straszliwą bronią nowotworu z ciała ją wypycha

38

ISBN 978-83-938532-3-6


Roztargniona topiel kobieta wciąż unosi się na wodzie, może tak zaraz nie chce się utopić, może chce przed śmiercią wypocząć, nacieszyć się nagłym spokojem, jej dzieci − Jaś i Małgosia − stoją na brzegu, nie zdążyli zatrzymać matki, już skoczyła do rzeki, ale teraz ona widzi dzieci tatuś za późno nas zawołał, bawiliśmy się na ogrodzie z tyłu domu, przyszedł tatuś − Jasiu i Małgosiu biegnijcie nad Odrę, mama poszła utopić się w Odrze, zatrzymajcie mamę mama dopływa do brzegu, mokra sukienka ją oblepia jak całun, który się zawahał, ale zdążył nasiąknąć rozpaczą, wypoczęłam na wodzie, uspokoiłam nerwy, wyglądam chyba jak Ofelia, brakowało mi tylko kwiatów w ręce kto to jest Ofelia? − pytają dzieci − jej ukochany wysłał ją do klasztoru, a mnie wasz ojciec wysłał do Odry − czy mama chciała się utopić? − pyta Jaś − gdybym nie umiała pływać, tobym się utopiła, chciałam się utopić, ale mi przeszło − odpowiada matka Małgosia nagle płacze, jakby tymi łzami tworzyła rzekę − taką małą dziecięcą, bezpieczną, w której można się taplać i bawić

Biała rozłąka mróz jakby szedł od księżyca, marzniemy, każde w innym mieście, i marznie między nami świat, ale nasze dusze nigdy nie zamarzną, mroźny księżyc trzyma wysoko naszą rozłąkę Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

39


i jej nie wypuści, ty też patrzysz na ten sam księżyc, jeśli wrócisz przed końcem kalendarzowej zimy, stopnieje śnieg naszej rozłąki, to ty dosięgniesz księżyca, i księżyc ogrzejesz swoimi dłońmi, zima sama zacznie drżeć z zimna i by się ogrzać − przed czasem wyjdzie

Kobieta karmiąca łabędzie kobieta na brzegu rzeki karmi łabędzie, rzuca im kęsy chleba, przybliża się do łabędzi, jakby chciała włożyć im jedzenie do dziobów, jakby chciała spojrzeć w oczy czystemu pięknu, jakby chciała z bliska zobaczyć, że czyste piękno ma dziób, ale nie można bezkarnie patrzeć w oczy czystego piękna kobieta wpada do rzeki, usiłuje utrzymać się na wodzie, na brzegu gromadzi się coraz więcej gapiów, jakby kobieta wpadła do rzeki Czasu, i dlatego nie może utrzymać się na powierzchni, bo nie można utrzymać się na powierzchni rzeki Czasu, kobieta jest już w rzece Czasu, kilka metrów od brzegu świata policjanci ją ratują kobieta na chwilę otwiera oczy, chce coś powiedzieć, ale nie ma siły, nie ma siły powiedzieć, jak było w rzece Czasu, łabędzie odpływają, kobieta zapomina o łabędziach, pływające symbole piękna, zawierające w sobie pytanie, poddają się rzece Czasu, by ta rzeka niosła je dalej i dalej kobieta, która chciała wtrącić się między Czas i Symbol, dochodzi do siebie otulona kocami na posterunku policji, czyste piękno ma coś tak prozaicznego, czyste piękno może coś jeść zwierzęcym dziobem, czyste piękno coś zjadło i więcej już nie chce, kobieta nie pamięta nic z rzeki Czasu, może zobaczyła swoją przyszłość, i musi o niej zapomnieć

40

ISBN 978-83-938532-3-6


Uciekająca Dafne po latach mężczyzna odszukał jej adres, ścigał tę kobietę listami, był coraz bliżej, kobieta odpisywała − ona zaprosi go do siebie, ale jeszcze nie teraz kobieta była zaskoczona, jego listy stawały się namiętną i natrętną ręką z innego miasta, wsuwającą się pod jej suknię, mężczyzna ustami z listu całował nawet jej katar, mężczyzna podał w liście datę i godzinę swojego przyjazdu, mężczyzna szukał kobiety pośród ludzi na peronie, jakby szukał widma kobiety pośród ruchomych drzew zmieniającego się lasu, jakby szukał kobiety pośród widm podobnych do ludzi kobieta na pewno była zaskoczona, nie było jej na peronie i milczał telefon i zza drzwi jej mieszkania nikt się nie odzywał, róża, którą trzymał mężczyzna w ręce, była bezużyteczna, była pięknem samym dla siebie, była najpiękniejszą pointą listu następnym pociągiem mężczyzna wrócił do domu, list stał się różą stojącą teraz we flakonie na stole, ten list więdnie tak, jakby więdnął świat, i zmienianie wody światu nie pomoże

Ukryty w deszczu poprzez deszcz, ale to deszcz jego duszy, mężczyzna patrzy na okna wysokiego domu, są ciemne, tylko jedno oświetlone, pojawia się w nim kobiecy cień, mężczyzna nie może powstrzymać deszczu swojej duszy, kobieta w wysokim domu gasi światło, jakby ze środka ciemności lepiej jej było patrzeć w deszcz duszy mężczyzny mężczyzna cieszy się, że kobieta zauważyła go, że wypatruje go, kobieta zapala znów światło, jakby wcale nie wypatrywała mężczyzny, jakby nie zauważyła deszczu jego duszy, jakby sobie przypomniała, że przed snem musi coś jeszcze w domu zrobić Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

41


mężczyzna powinien teraz wejść do jej domu, ale nie wejdzie, szedłby schodami swojego mrocznego serca, gdyby otworzył drzwi jej mieszkania, otworzyłby także drzwi swojego serca, i naprawdę nie wie, czy zastałby kobietę żywą, czy też jego mroczne serce by jej nie zabiło

Ciemna więź mężczyzna i kobieta patrzą, jak łączą się ich cienie, najtrwalej łączy wspólny mrok, cienie są długie, ciemna harmonia będzie długa, mężczyzna i kobieta widzą, że ich cienie całują cię, idą za cieniami szybko, chcą zdążyć, w świetle księżyca widzą, że ich cienie wciąż, nieprzerwanie całują się, zazdroszczą cieniom takiego spełnienia, sami zamieniliby się w cienie, oboje czują się jak umarli, jakby księżyc był światłem ich śmierci, całują się tą wielką nocą, ustami wszystko widzą, życie im już nie przeszkodzi

Dziewczyna z ławki dworcowej dziewczyna leży na ławce, na dworcu, jej czarne włosy szeroką strugą sięgają brudnej podłogi, jej to nie przeszkadza, jej sny sięgają błota dworcowej uliczki i budzą się − ciała ukochanego już tam nie ma dziewczyna snów ma dość, woli teraz patrzeć otwartymi oczami na noc, dziejącą się na dworcu jak na sen, żadne miłosne ręce nie wsuną się pod jej bluzkę i pod spódnicę, nie dotkną jakiejkolwiek jej nagości, mogą to zrobić tylko jej własne ręce, ale nie tu − na dworcu, tu na dworcu jej ręce dotykają róży, wydrukowanej na spódnicy

42

ISBN 978-83-938532-3-6


dziewczyna z czułością gładzi tę różę, jakby róża była dziewiczą plamą po pierwszej miłości, jakby przypominała dziewczynie miłość, zakończoną różą śmierci, jakby była zastygłą plamą krwi, przeniesioną tu z błota spod ciała ukochanego, róża na spódnicy wydaje się dziewczynie raz bledsza, raz bardziej krwawa, jakby chciała ożyć, zerwać się ze spódnicy i wyszeptać to, co ukochany powiedział przed śmiercią, a co usłyszał tylko nieznany morderca dziewczyna ma otwarte oczy, ale nie chce się jej czuwać nad swoim życiem, jej życie teraz leży razem z nią na ławce dworcowej − jak bezsenna zjawa

Sylwester w sześćdziesiątym piątym − pamięta pan sylwester w sześćdziesiątym piątym, słuchał jej głosu przez telefon − pamiętam − to ja byłam pana partnerką na tym sylwestrze − pamiętam dobrze ten sylwester − mówi mężczyzna i nagle widzi między sobą a kobietą wielką ciemną sypialnię ich miłości jest to nieznana sypialnia ich niespełnionej miłości, mężczyzna czuje na ustach usta kobiety, ich smak, ich zapach, jakby dusze ich ust odnalazły w ciemności niespełnionej sypialni pocałunek z sylwestra w sześćdziesiątym piątym mężczyzna nie może zapytać, czy kobieta to samo czuje na swoich ustach, − oddaję słuchawkę mężowi − mówi kobieta, jakby była zakłopotana niezadanym pytaniem, mężczyzna rozmawia z mężem kobiety przez wiele dni szukał tego numeru telefonu, jakby dawny Czas mógł mieć telefon, jakby wystarczyło tylko na czas zadzwonić Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

43


Rycerz melancholii rycerz odnalazł wreszcie grób ukochanej, przez lata nie wiedział, na którym cmentarzu ona leży, w ten powszedni dzień rycerz na cmentarz wjechał na koniu, to jego koń zawiódł na turnieju, więc teraz rycerz musi razem z koniem odwiedzić grób ukochanej widzi, że na grobie ukochanej wyrosła róża, bardzo czerwona, jakby miała w sobie krew, jest to krew niespełnionej miłości, a więc nieśmiertelna, rycerz wierzy, że w czasie deszczu wiatr strąca z róży krople krwi, a nie deszczu, rycerz po chrapach konia poznaje, że nawet koń czuje krew róży, dusza rycerza oczyszcza się, jakby leczył ją aromat krwi róży, rycerz chce długo smakować to oczyszczanie rycerz nie wygrał turnieju dla ukochanej, nie oddał jej szarfy w geście zwycięstwa, szarfę ukochanej rycerz przyłożył do swojej rany, rannego i przegranego wynoszono go z turnieju, szarfa ukochanej zużyła krew jego rany, musiał szarfę wyrzucić, musiał wyrzucić zmiętoszoną różę zakrwawionego opatrunku ukochana umarła, bo rycerz przegrał turniej gdy wynoszono rannego rycerza z areny, ukochana złapała się za serce, i tak długo trzymała ręce na sercu, że jej serce pękło, rycerz nie sprostał miłości rozumianej jako absolut, kompleks winy był widmem, które rycerz ścigał w podróżach po świecie rycerz widzi, że koń jakby też nasiąkał krwią róży, krwią umarłej dziewczyny, rycerza ogarnia senność, jakby aromat krwi róży był środkiem nasennym, wywołującym narkotyczny sen koń się niecierpliwi, jakby krwi umarłej dziewczyny było dla niego za dużo, rycerz jakby się budził, trzeba umarłą ukochaną zostawić, trzeba różę nagrobną zostawić, nie można przy niej pełnić straży dzień i noc gdy rycerz będzie stale o umarłej myślał, gdy jego koń będzie miał

44

ISBN 978-83-938532-3-6


zapach róży nagrobnej ciągle w chrapach, nikt tej róży z grobu nie zerwie, nikt nie zrani umarłej ukochanej

Obserwator mężczyzna lubi ten stolik, tuż przy szybie wystawowej kawiarni, za szybą jest szeroki chodnik, tą uliczką rzadko jeżdżą samochody chodnik przy kawiarni jest szerszy niż jezdnia, po drugiej stronie jezdni chodnik jest bardzo wąski, tak więc najważniejszy jest szeroki chodnik przy kawiarni, na tym chodniku Czas demonstruje siebie, tym szerokim chodnikiem idą ludzie w jedną i drugą stronę, Czas pokazuje siebie w dwóch postaciach, tam i z powrotem, dwie postaci Czasu są równoważne Czas się otwiera, ale tak jakby się zamykał, Czas się zamyka, ale tak jakby się otwierał, niektóre postaci ludzkie tak jakby się powtarzały, tak jakby szły w jedną stronę, a zaraz potem wracały, wszyscy idą tak jakby szli w rytmie tajemniczego zegara, nie wiedząc o tym mężczyzna za szybą kawiarni też nic nie wie o tajemniczym zegarze, chociaż wie, że taki zegar może istnieć, mężczyzna codziennie siada przy tym stoliku, i codziennie patrzy na Czas, zastanawia się, czy to wszystko Czasowi się nie znudzi

Kwiaty we flakonie dziewczyna patrzy na kwiaty we flakonie na stole, tym kwiatom nie zabraknie wody, tak jak nie zabraknie wilgoci w miłosnej grocie dziewczyny, te kwiaty to dni jej życia, dni jej życia najpierw są w kwiatach, potem się staną, najpierw są metaforami przybierającymi ciało kwiatów, potem będą powietrzem, światłem, cieniem, przestrzenią, nie będzie ich widać, nie będzie kwiatów we flakonie Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

45


Afrodyta Kallipygos kobieta jest odwrócona tyłem, jednym kolanem klęczy na krześle, rękami opiera się o poręcz krzesła, jakby się oddaliła do niewidzialnego boga miłości i przed bezpośrednim z nim kontaktem kobieta jakby młodzieńca chroniła, jej nagie pośladki wysuwają się spod spódnicy i wystają nad zwiniętymi do kolan pończochami, jakby pośladki wcześniej niż ona sama chciały ujawnić się spod zasłon, podobnych do ciemnych chmur, jakby była ciałem miłości oddzielonym od kobiety samej, młodzieniec wpatruje się w pośladki kobiety, jakby z jej bielizny wyłoniła się kula świata, przepołowiona bruzdą, rozpadliną, tektonicznym rowem, ale ten rów kończy się źródłem, które sprawia, że ciało kobiety staje się delikatnie wilgotne młodzieniec myśli, że świat miłości jest taką samą planetą jak świat i że kobieta chce mu to właśnie powiedzieć, tak od tyłu połóż mi ręce na piersiach, każe młodzieńcowi kobieta, on robi to po raz pierwszy, musi być zasłonięty przed własną nieśmiałością i niezręcznością, młodzieniec od tyłu pieści piersi kobiety, kobieta się nie odwraca, jakby przed mrocznym i drapieżnym bogiem miłości, większym od niej samej, nie przestawała młodzieńca chronić

Mężczyzna jako posąg mężczyzna wie, że jest pierwszym mężczyzną, którego dziewczyna widzi nagiego, pierwszy raz dziewczyna widzi genitalia mężczyzny a nie genitalia rzeźby w muzeum, dziewczyna ma wrażenie, że mężczyźnie się zdaje, że ona jest wyróżniona, że ona dostępuje zaszczytu, ale coś w tym jest, myśli dziewczyna

46

ISBN 978-83-938532-3-6


ona jest mała i ona wie, że patrzy na wysokiego mężczyznę jak na nadnaturalną rzeźbę, mężczyzna zastanawia się, czy ta skromna i prosta dziewczyna odczuwa jego męską megalomanię, niech dziewczyna traktuje go najdłużej jak rzeźbę, niech ogląda go jak turystka, ze wszystkich stron, jego męska megalomania aż się uśmiecha, dziewczyna to czyni, odchodzi ku drzwiom pokoju, jakby odchodziła w dal, i patrzy na mężczyznę, jakby patrzyła z oddali na zabytkową rzeźbę, podchodzi blisko i zagląda w oczy rzeźbie, mężczyzna zamyka oczy, jakby nie chciał, by dziewczyna zobaczyła w jego oczach za dużo nagle mówi − muszę iść do ubikacji, jakby znalazł pretekst, żeby dziewczyna nie patrzyła mu w oczy, chce wdziewać piżamę, dziewczyna zabiera mu piżamę, nie wychodź na korytarz − mówi, siusiaj do umywalki, jakby ostatecznie chciała się przekonać, że to nie posąg, ale mężczyzna siusia do umywalki, dziewczyna patrzy z bliska, jakie to dziwne − mówi, ona dziwi się, jak posąg może siusiać, − myśli mężczyzna, wyobraża sobie, że naprawdę jest słynną rzeźbą starożytną albo renesansową, i jako bóg rzeźby ożywił na chwilę siebie-rzeźbę, żeby siusiać jak zwykły człowiek, jakby moja mama widziała, na co ja patrzę − mówi dziewczyna, mężczyzna spłukuje umywalkę, jakby spłukiwał nagłe życie rzeźby, jakby postanowił znowu być posągiem, bądź spokojna, jesteśmy w Polanicy-Zdroju, a nie we Wrocławiu, nie znasz mojej mamy, nie byłabym zdziwiona, gdyby nagle zapukała tutaj do drzwi, jest północ − mówi mężczyzna, północ czy nie północ, mojej mamie by to nie przeszkodziło, mój nagi posąg zagrodziłby twojej mamie drogę, mama odsunęłaby ten posąg na bok, twoja mama nie dałaby rady temu posągowi, nie wiadomo − mówi dziewczyna, oboje kładą się do łóżka, przykrywają kołdrą, noc poślubna jest okrutna − mówi dziewczyna, to nie jest noc poślubna − mówi mężczyzna, weź mnie siłą, ja nigdy nie będę gotowa − mówi dziewczyna, jakby naprawdę musiała robić specjalne przygotowania, by spędzić noc z posągiem, Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

47


jakby naprawdę mężczyzna nie przestał być dla dziewczyny posągiem, mimo że widziała, jak siusia, dziewczyna myśli, że posągi też siusiają nocą, kiedy nikt nie widzi zwykle przy posągach są fontanny, i nawet nagi szermierz, stojący jako posąg przed uniwersytetem, nocą ożywa, odkłada szpadę i siusia do pobliskiej fontanny

Dotykanie marzenia młodzieniec i dziewczyna lubią pieścić palcami wnętrza swoich dłoni, jakby chcieli dotknąć swoich dusz, i nie mogąc znaleźć odpowiedniego sposobu i odpowiedniego miejsca, wybrali wnętrza narzędzi dotykania niekiedy oboje lekko drapią wnętrza swoich dłoni, jakby chcieli swoje dusze pobudzić, czasami ich palce nieruchomieją na wnętrzach dłoni, jakby na chwilę ich dusze zasypiały, i jakby tego snu palcami można było nasłuchiwać, tak pieszcząc się, spacerują przez miasto, jakby chcieli dotrzeć do wielkiej bramy ogrodu, może raju, ale docierają do bramy codziennego rozstania będę cię kochała − mówi dziewczyna, ja cię już kocham − mówi młodzieniec, krótko, przelotnie całują się w usta, nawet nie próbują docałować się do ust wielkiej miłości, widząc, że tak do niej daleko, mimo że wiedzą, że jutro się zobaczą, po odejściu od siebie oglądają się za siebie, jakby chcieli z dystansu zobaczyć, czy wyglądają jak zakochani w domach swoich rodziców, gdzie żadne z nich nie ma osobnego pokoju, każde z nich chce wędrówkę do miłości dośnić

48

ISBN 978-83-938532-3-6


Mały kwiatek młodzieniec i dziewczyna wychodzą z Bachusa na Rynku, trzymają się za ręce tak jakby wiedzieli, że my uwielbiamy Petite fleura − mówi dziewczyna, w kawiarni były poetki − mówi młodzieniec, i może ciągle dla nas puszczali tę płytę, ale to jest rodzaj żeński − La petite fleur, jakby zapowiadało się coś pięknego − mówi dziewczyna, i jakby to coś pięknego nagle, niespodziewanie urywało się, ale nasza miłość tak nagle się nie urwie − mówi dziewczyna, jakby słyszała myśli młodzieńca łzawi mi oko − mówi młodzieniec i zdejmuje okulary, dziewczyna ogląda załzawione oko, jakby oglądała załzawioną miłość, myśli młodzieniec, cholera − mówi dziewczyna, cholera, może nie odprowadzaj mnie − mówi dziewczyna, weź taksówkę i wracaj do domu z tym załzawionym okiem, zbliża się północ i nie zostawię cię samą w tej nocy, jakby ich miłość była tym muzycznym małym kwiatkiem, narażonym w ciemności nocy na stratowanie, będę twoim rycerzem z chorymi oczami, mówi młodzieniec − i z chorą duszą, chłopaku, dlaczego masz być rycerzem − mówi dziewczyna, dlaczego uważasz, że masz chorą duszę, czy ty kochasz mnie, czy kochasz swoje pragnienie bycia doskonałym − mówi dziewczyna i mocniej ściska młodzieńca za rękę, ręka dziewczyny jest mała, wręcz misterna, ale jest jak amulet młodzieniec odczuwa działanie tego amuletu, ten amulet uspokaja go, równoważy, czy byłabyś moją pielęgniarką − pyta dziewczynę, co ci przychodzi do głowy − odpowiada dziewczyna, czasami masz takie pomysły, że mnie przerażasz, to już tu, dziewczyna jakby wypowiadała pointę, puszcza rękę młodzieńca, to jest właśnie nagłe urwanie melodii Małego kwiatka, myśli młodzieniec, stara kamienica przed młodzieńcem jest jak zamek zamek pochłania dziewczynę jak swoją tajemniczą księżniczkę, oko młodzieńca coraz bardziej łzawi, ta miłość łzawi, cholera − mówi do siebie młodzieniec, cholera Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

49


Kwiaty w środku ciała szedł do niej z kwiatami, a ona nie podniosła się z kanapy, leżała z podniesionymi kolanami, czekała na niego leniwie i sennie, jej suknia zsunęła się z kolan, jakby jej nogi czekały na ten bukiet, jakby jej ciało czekało na ten bukiet, i włożył bukiet między jej kolana ona ścisnęła kolanami kwiaty, chciała je pieścić tak perwersyjnie, nachylił się nad jej kolanami i wąchał kwiaty, jakby wilgoć jej pochwy nagle wezbrana zakwitnęła kwiatami, i kwiaty szeptem zapowiadały zbliżanie się rozkoszy naciągnęła nagłe sukienkę i zakryła kwiaty, jakby chowała kwiaty pod śniegiem, poprzez białą sukienkę zaznaczały się kontury margerytek, pocałował kwiaty poprzez zasłonę, jakby chciał całować wszystko przez zasłonę, nim pocałuje samo źródło, jakby chciał całować cienie, jakby całował emanacje kwiatów ukrytych w jej ciele wyobrażała sobie, że jest ziemią pod śniegiem, i ona ten śnieg jeszcze bardziej naciąga, by dobrze otulał kwiaty, ona może to robić, przecież jest ziemią, jako ziemia nasłuchuje, jak źródło wzbiera, i ona słyszy, że kwiaty piją ze źródła, robi się jej wilgotno i ona musi śnieg odgarnąć mężczyzna cały śnieg zbiera, podnosi i zdejmuje, kwiaty bierze z jej kolan i kładzie obok jej głowy, by zmieszały się ze snami, i on sam, który jej kwiaty przyniósł, miesza się z jej snami

50

ISBN 978-83-938532-3-6


Nieznana grota kobieta jakby była ziemią, i jakby kwiaty wysuwały się z niej-ziemi czerwone, wilgotne kobieta naciągnęła znów halkę, jakby chciała dobrze nakryć kwiaty, jakby biała halka była śniegiem, który musi otulić wilgotne kwiaty przed mrozem, i jakby mężczyzna chcący to wszystko oglądać był mrozem ale on nie był mrozem, odgarnął białą halkę z ciała kobiety, jakby odgarniał białe szaty marzenia, jakby odgarniał śniegi wszystkich czasów, i jakby wreszcie teraz mógł dotknąć wilgotnej, płynnej róży czasu

Małe pomarszczone jabłko jabłko jest małe, pomarszczone, szarozielone, przyniosła je dziewczyna na ich pierwsze spotkanie, zakończone kłótnią, teraz dziewczyna pokazuje to jabłko, to jest ich pierwszy pocałunek, nie spełnił się dziewczyna opowiada, jak przez czas rozstania tuliła jabłko do policzka, szeptała do jabłka, jakby szeptała do pocałunku, więc teraz muszą oboje zjeść to małe pomarszczone jabłko, nim się pocałują muszą zjeść starość swojego pocałunku, muszą zjeść okrągłą pełnię starości swojego pierwszego pocałunku Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

51


Źródło i róża Pamięci Kiyori Takahashi. Była piękna i zmarła młodo twarz dziewczyny kryje głębokie źródło, nad źródłem czuwa róża ust, zasłania źródło przed intruzami, róża nieustannie szepce, mężczyźni przechodzący obok niej szeptu nie słyszą róża szept powtarza, ale głosu nie podnosi, bo wie, że szept ma usłyszeć mężczyzna jedyny, róża wie, że mężczyzna kiedyś nadejdzie, dziewczyna śni, że mężczyzna już jest, już bierze w ręce różę jej twarzy, już słyszy jej szept i już sam do niej szepce dziewczyna we śnie słyszy harmonię tych szeptów, drżącą na powierzchni źródła, budzi się, gdy we śnie mężczyzna swoimi ustami jej drżące płatki uspokaja rozgląda się wokół dnia, wsłuchuje się w szum swojego źródła, ale źródło jest ciche jest cierpliwą różą, może długo czekać, będzie kwitła całe życie będzie kwitła ponad życiem

Kiyori Takahashi i Janusz Styczeń, fot. Krystyn Styczeń

52

ISBN 978-83-938532-3-6


Zamknięte dusze mężczyzna i dziewczyna stoją przed zamkiem, dziewczyna przywiozła tu mężczyznę samochodem, jakby wiedziała, że zamek im pomoże, i że w zamku jak w widzialnym symbolu zobaczą swoje marzenia i swoje demony dziewczyna przywiozła także Parkę jako przyzwoitkę, Parka cała ubrana na czarno zostaje w tyle, jakby z dystansu chciała kontrolować sytuację ścieżkami zarośniętego parku mężczyzna i dziewczyna oddalają się od zamku i zbliżają, jakby myśleli, że oddalając się od zwierciadła, zobaczą się w nim, przystają w zaroślach, jakby chcieli się zamroczyć, przystają na mostkach nad parkowymi strumykami, jakby chcieli się przejrzeć choćby w strumyku, jeśli nie w zamku to dziewczyna prowadzi, wybiera kierunek, jakby to dziewczyna wiedziała, co zamek znaczy, jak się go oswaja, jak się wokół niego krąży, ale to mężczyzna zna miłość, a nie dziewczyna, pan pisze ciągle o ciele − mówi dziewczyna, piszę o duszy − odpowiada mężczyzna, dusza musi użyć ciała, aby dać znak zza najdalszych drzew i krzewów zamek wygląda jak czarny księżyc ich miłości, z krańca najdalszej promenady zamek wygląda jak mroczny jednorożec ich miłości dziewczyna jest w czerwonym sweterku i czarnej spódnicy, w czarnej halce w czerwone róże, w czarnym biustonoszu, jakby chciała się upodobnić i do Parki, i do czerwonej róży miłości, jej dusza w białej halce, z rozwianymi włosami, nie idzie przez park, ale biegnie podziemnymi korytarzami zamku, biała bielizna duszy się brudzi, dusza dziewczyny zdumiona przystaje w najgłębszym lochu zamku dziewczyna nie wie, dlaczego jej dusza nie może z lochu się wydobyć, dlaczego jej dusza podobna jest do brudnej bielizny, jaka szkoda, że dusza musi posługiwać się ciałem Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

53


podchodzi Parka z zerwanym liściem, jakby musiała coś zerwać, choćby liść, żeby poczuć, że jest żywą kobietą, a nie Parką, musimy już jechać, bo zacznie padać − mówi Parka, dziewczyna budzi się, jakby śniła z samochodu mężczyzna i dziewczyna patrzą na zamek, jak na ogromny narząd ich lęku, jak na ogromny narząd ich marzenia Parka też patrzy i uśmiecha się, jakby wiedziała, jaki kształt przybierze ich miłość, jadą poprzez deszcz, jakby ciałami kropel deszczu płakały jakieś dusze niespełnione

Przewodnik w jego oczach był ogromny świat wpatrywała się w niego bez końca i błagała, by wzrok miał tylko dla niej, i by takim ogromnym światem przy życiu ją trzymał coraz bardziej zachłanna już patrzyła jego oczami i zabierała mu oczy służy jej jako ślepiec niewidzialny świat spogląda na nią jego zgasłymi oczami niewidzialny świat jest większy od widzialnego i ślepym wzrokiem trzyma ją silniej w mroku życia

Z odwróconą głową patrzy na nią śpiącą i nagą, stoi przy oknie, za którym jest czas prawdziwy, czas prawdziwy wygląda jak świat, czas prawdziwy jest tak wielki, że sięga do nieba jej ciało jest przedziwnie białe, jakby zmrożone od lęku rozstania, może jej się śni, że on odchodzi, jej ciało jest bielsze niż światło z okna

54

ISBN 978-83-938532-3-6


odchyliła kołdrę bezwiednie przez sen, jakby przez sen chciała, by popatrzył na jej ciało po raz ostatni, to jego oczy nadają jej ciału taką białość rozstania cicho otwiera drzwi, tak jakby otwierał okno, i jakby przez to okno skakał

Zwyczajne piersi mam takie obwisłe piersi − mówi kobieta, właśnie dlatego je kocham, są obwisłe i takie zwyczajne − mówi mężczyzna, lubi je podnosić, i właśnie to robi, one chcą twojego konia, przejedź po nich swoim koniem − mówi kobieta, oboje kładą się na łóżku, jego koń jej piersi wyprostowuje, to naprawdę koń − mówi cicho kobieta, moje piersi to góry, kobieta czuje, że koń mężczyzny dobiega do źródła i wchodzi do wody, źródło ujawniło się nagle, i coraz bardziej wzbiera, zatapia góry jej piersi wielką powodzią

Strażniczki grobu kobiety, które kochały tego samego mężczyznę, siedzą w opustoszałej kawiarni, rozpamiętują śmierć ukochanego, mało ze sobą rozmawiają samotny mężczyzna, który siedzi w przeciwległym rogu kawiarni, zastanawia się, na co czekają te kobiety, czy na klientów, może na aniołów, może na sam Czas, może na jedyną miłość, na jedynego mężczyznę mężczyzna coś podsłuchał, wpatruje się w obie kobiety, siedzi dostatecznie daleko, by wpatrywać się w kobiety zupełnie bezczelnie, jakby był Czasem, który z daleka Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

55


może wpatrywać się we wszystko bez końca, mężczyzna nic nie wie o tych kobietach, wyglądają jak kurtyzany-anielice, a może to jest zakochana para, kobiety, które upodobniły się do siebie za przyczyną miłości kobiety wreszcie zauważają, że samotny mężczyzna gapi się na nie, wychodzą z kawiarni, jakby uciekały przed podglądaczem, jakby nie chciały, żeby podglądacz posiadł je samym podglądaniem

Podpalone zdjęcie to była część zdjęcia, oderwał kobietę ze zbiorowego zdjęcia jednym szarpnięciem, jakby chciał wydrzeć dawną ukochaną ze świata, jakby ją samą chciał rozedrzeć podpalił oderwaną część zdjęcia, dawną ukochaną chciałby podpalić, chciałby podpalić jej duszę i patrzeć, jak płonie, chciałby podpalić w jej duszy brak miłości do niego, patrzył, jak palą się jej włosy, jej oczy, pali się jej suknia, a wraz z suknią palą się jej piersi, jej grota, ogień parzył go w rękę rzucił spaloną kobietę na podłogę i ją zdeptał, jakby deptał popioły swojej ukochanej, wrzucił jej popioły do śmieci, do kosza, jakby wyrzucał bagaż, a nie trumnę, a jednak pożądanie nie spaliło się, to był za mały stos

Front miłosny tutaj zostałam zgwałcona − mówi dziewczyna do ukochanego kocham cię − powtarza ukochany, obejmuje mocniej dziewczynę, ale odwraca od niej wzrok,

56

ISBN 978-83-938532-3-6


by nie zobaczyła w jego wzroku odrazy, udaje, że ogląda miejsce gwałtu, trawę − dzisiaj wyrównaną, bez żadnych śladów, drzewo − dzisiaj takie samo jak wtedy, krzewy obok − ani mniejsze, ani większe, zapewne to była miłość psia − opowiada dziewczyna, ten gwałt nie miał twarzy, gwałciciel zaatakował mnie od tyłu, tak jakby zgwałciła mnie ciemność, tak jakby zgwałcił mnie park, niewidzialny mężczyzna po gwałcie uciekł, odwróciłam się na plecy, długo leżałam na ziemi, w ręce trzymałam ułamaną gałązkę, jakbym chciała bić tą gałązką ciemność, skoro nie mogłam uderzyć gwałciciela, jakbym chciała pokiereszować tę ciemność, jakbym chciała poszarpać twarz ciemności, jakbym chciała poszarpać twarz swojej duszy, jakbym chciała bić samą siebie, dziewczyna nagle szlocha, ja też miałam orgazm, tak, spuściłam się, może dlatego, że ten gwałt nie miał twarzy, nie widziałam twarzy gwałciciela, więc jakbym sama się zgwałciła, to ja sama zgwałciłam się swoją własną ciemnością zgwałciłam się swoją ciemną duszą, to ja sama uprawiałam ze sobą psią miłość, to ja sama weszłam w siebie od tyłu jak pies, mężczyzna całuje dziewczynę, tak jakby całował przedmiot, piękny przedmiot, jednak uszkodzony, chce, żeby dziewczyna opowiadała dalej, żeby on miał czas oswoić się z tym gwałtem, gwałciciel moimi majtkami się wytarł szlocha coraz bardziej dziewczyna, jakby chciał doznać nie tylko mojego ciała, ale i jakiegoś mojego stroju, zostawiłam te majtki w parku, a w domu wyrzuciłam sukienkę, była wybrudzona ziemią i trawą, mężczyzna wie, że powinien dziewczynę utulić, powtórzyć, że ją kocha, ale czuje coraz większą odrazę do dziewczyny, Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

57


chciałby ją wyrzucić ze swojego życia, chciałby, żeby dziewczyna wyrzuciła nie tylko majtki i sukienkę, niech wyrzuci samą siebie mężczyzna przewiduje, tak nagle, na chłodno, że nigdy nie przezwycięży odrazy do ukochanej, jest zły na siebie, samego siebie by wyrzucił, nazywa w myśli dziewczynę ukochaną, ale już wie, że z nią nie będzie, wszystko mu wyznała, tak bardzo szczerze, ale tę miłość trzeba wyrzucić, zaraz po wyjściu z parku, zaraz po wyjściu z tego zalesionego piekła jakby to piekło potrzebowało maskować się drzewami, krzewami, trawą, kwiatami, już nic więcej nie wyrzucę − mówi dziewczyna, jakby słyszała myśli mężczyzny wyrzuć mnie − mówi mężczyzna, odprowadzę cię do domu, a potem mnie wyrzuć, dziewczyna nagle staje w miejscu, czuje się tak, jakby to jej ukochany musiał dokończyć ten gwałt, nie odprowadzaj mnie, wyrzucam cię już teraz − mówi dziewczyna, zupełnie bez szlochu

Najcichsze pożegnanie kołdrę odchyliła bezwiedne przez sen, jakby przez sen chciała, by popatrzył na jej ciało po raz ostatni, i jakby przez sen wiedziała, że on odchodzi, on właśnie żegnał się z paprocią w wielkiej donicy jak z żywą postacią, nie przykrył jej kołdrą, nie chciał, żeby się zbudziła najlepiej żegnać się z ciałem, mając cały czas nagość tego ciała przed sobą, i najlepiej żegnać się z duszą, mając jej postać-paproć cały czas przed sobą podczas gdy jej ciało płonęło przez dni i noce ich miłości, jej dusza wtedy sublimowała się w paproć

58

ISBN 978-83-938532-3-6


dopiero teraz to zrozumiał, kiedy popatrzył na tę paproć po raz ostatni, jej dusza przez sen przesyła mu taki znak, on się przyczynił do tej sublimacji, jej duszy bardzo dobrze u tej paproci, dusza nie będzie czuła się opuszczona widział jej nagie ciało i w paproci jej nagą duszę, widział więc ją podwójnie nagą, tak jakby poznał jej wszystkie tajemnice i nie mając nic już do poznania, mógł się pożegnać, i pożegnaniem ją zasłonić, i ciszą tego pożegnania zasłonić ją podwójnie wyszedł z jej mieszkania i cieszył się, że nie zbudził nawet paproci

Małżeńskie medium ona spotyka się z adoratorem, by wesprzeć swoje małżeństwo, czerpie z jego oczu zachwyt i uwielbienie, by dać to mężowi by pokazać mu, jak wyglądają takie oczy, wraca do adoratora, by zachwytu i uwielbienia mężowi wciąż dostarczać oczy adoratora są niewyczerpane, są jak morza, są jak księżyce, ona słyszy w nich szum Czasu, widzi w nich światło nieprzerwanej nocy wieczności, te oczy są jak wieczność i jej miłość małżeńska będzie jak wieczność

Prawie w drzwiach mężczyzna otwiera drzwi, wchodzi dziewczyna w letnim płaszczu, jesteś w płaszczu − dziwi się mężczyzna, przecież jest ciepło, dziewczyna rozpina płaszcz, jest naga, tak jakby księżyc zasłaniały chmury, a teraz wiatr przepędził chmury i księżyc jest widoczny – mówi mężczyzna Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

59


ciągle mówisz o księżycu – mówi dziewczyna, są opinie, że w twoich wierszach księżyca jest za dużo, lubię symbole – odpowiada mężczyzna, nie jestem symbolem, ale ciałem – odpowiada dziewczyna, i nie jestem księżycem, ale konkretem, jesteś nimfą, tylko z zegarkiem na ręce skoro ja jestem nimfą, do czego porównasz zegarek – mówi dziewczyna, zegarek na ręce nimfy to jest mechaniczny Hermes – odpowiada mężczyzna, który prowadzi cię przez czas i świat, i który wciąż skanduje: jeszcze nic się nie stało, jeszcze nic się nie stało, to niech się coś stanie, to niech się coś stanie – mówi dziewczyna i obejmuje mężczyznę

Samson i Dalila Służąca bierze w rękę pukle włosów Samsona i chce je obcinać tuż przy skórze, Dalila patrzy na głowę zamroczonego Samsona, czuwa, nie zamyka oczu, nie zasłania piersi, które są wciąż obnażone, gotowe do pieszczot biała koszula Dalili nadal osuwa się z ramion, nagie piersi Dalili muszą hipnotyzować Samsona, nawet kiedy jest zamroczony, a nuż się obudzi na mgnienie, Samson musi wciąż widzieć przed sobą ciało miłości, w czuwających oczach Dalili jest czułość, czułość wobec pokonanego Samson za chwilę będzie pokonany, Dalila godzi się na to, bo okaże czułość pokonanemu, najpierw musi być okrutna, by potem okazać się czuła, z kątów pokoju wychodzą cienie, jakby to były sny ucinanych za chwilę włosów Samsona, jakby to była mroczna dusza Samsona, rozdarta na wiele postaci Ciało Samsona jest górą ufności, walącą się na łono Dalili, Dalila mierzy oczami, jak wielka jest ta góra ufności i swoimi obnażonymi piersiami chciałaby

60

ISBN 978-83-938532-3-6


choć na chwilę tej góry ufności dotknąć i pocieszyć ciemne płomienie włosów, jeszcze nim zostały obcięte, już unoszą się w całym pokoju, jakby to płomień świecy rozrzucał ciemną zamroczoną duszę Samsona

Sąsiedztwa i kwiaty Urszuli Bence − znakomitej poetce dziewczyna, która jest pączkiem róży, od wpatrywania się w nią tracę wzrok, bo niczego nie chcę widzieć po tym pączku róży, cóż innego ma skrzydlatą siłę, z jaką kieruje mój wzrok na siebie dziewczęcy kwiatek, ale czy wy nie chcielibyście widzieć, jak w jakimś poruszonym momencie rozkwita ludzka róża patrzę na dziewczęcy pączek, przenika mnie dziwne uśmiechnięte ciepło, jakbym sam miał rozkwitnąć, bo różę najlepiej zobaczyć różą, wiem, że nawet we śnie to niemożliwe, słyszę dziewczęcy szept − spróbuj i jeszcze raz spróbuj zakwitnąć

Płyńmy z deszczem deszcz wszystko ze sobą miesza, wszystko ze sobą zlewa, miłość ze śmiercią, rozkosz z melancholią, i dobrze, niech deszcz pada, deszczem zamglone stają się tajemnice, pożądania szlochają z deszczem, deszcz wszystko wie, deszcz dopłynie do morza Czasu, deszcz nie myli drogi, kiedy przestaje nawet na wiele dni, pamięta, kiedy znowu zacząć padać, kiedy świat zatapiać, by świat nim płynął, by świat poznał drogę Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

61


Kobieta w futrze kobieta otwiera drzwi mężczyźnie, nagie ciało owinęła futrem, ale nie narzuciła futra na ramiona, jakby nagie ciało chciała przepasać futrem tak jak ręcznikiem, chociaż nie widać, żeby się kąpała, jakby przerwała taniec, jakby przed chwilą tańczyła nago przed lustrem, chcąc zobaczyć ucieleśnioną postać swojego losu w nagle poruszonym zwierciadle czasu, wchodzący mężczyzna widzi, że to w tańcu włosy kobiety z jej wzgórza miłości tak się uniosły, że zaczęły tańczyć, i w postaci futra zaczęły zagarniać całe jej ciało, jedna ręka kobiety częściowo zasłania piersi, ta ręka nagle znieruchomiała podczas nagle przerwanej pieszczoty, podczas nagle przerwanego tańca, drugą ręką kobieta się nie pieści, ona tą ręką przytrzymuje futro, jakby przytrzymywała rozkosz, by za szybko się nie działa, włosy na głowie kobiety są rozwichrzone, jakby chciały się zsunąć z głowy i połączyć z włosami futra, z włosami łona, w jeden gigantyczny las pożądania, całe jej ciało jest gigantycznym lasem pożądania, wszystkie noce miłosne snują się w tym lesie, mężczyzna zamyka drzwi, jakby zamykał drzwi Czasu, jakby nie chciał, żeby Czas wychodził gdzieś na zewnątrz, niech czas zwolni, niech nic się nie dzieje poza miłością, niech wszędzie na zasadzie zwierciadła dzieje się miłość, futro owijające biodra kobiety jakby zadrgało, jakby gigantyczny las jej włosów łonowych sam chciał ruszyć na wchodzącego mężczyznę, ale to nie jest las Birnam, mężczyzna zrzuca futro z ciała kobiety, jakby to on sam wędrował przez mroczny las pożądania, i wreszcie go roztrącił, by znaleźć się przed księżycem kobiecej groty, kobieta kładzie się na kanapie i swój księżyc, nagle odsłonięty, ku mężczyźnie wznosi jest to jedyny księżyc, który można dotknąć, jedyny księżyc, który można pieścić, jest to jedyny księżyc, który się otwiera

62

ISBN 978-83-938532-3-6


Staruszka, która znała Van Gogha2 młoda dziennikarka wciąż ogląda staruszkę, jakby była eksponatem w muzeum, wciąż pytań nie zadaje, jakby szukała w starszej pani kobiecości ukrytej, ale wiecznej, jak na sto dwadzieścia dwa lata i jak na wózek inwalidzki, starsza pani ubrana jest elegancko, w granatowy kostium i w białą bluzkę, ekstrawagancki jest jej wiek, więc strój musi być klasyczny − myśli dziennikarka włosy staruszki układają się w kask rowerzysty, jakby cały czas, już nieruchoma na wózku inwalidzkim, pedałowała pod prąd Czasu albo z prądem Czasu, i jakby prąd Czasu jej włosy układał w głowę siwego ptaka, dziennikarka nie może oczu oderwać od starszej pani, jakby wypatrywała, gdzie ukrył się ogień miłosny, który kiedyś musiał rozpalać to ciało, pięćdziesiąt pięć lat temu umarł jej mąż dziennikarka chciałaby dotknąć ciała staruszki, chciałaby wyczuć pod palcami popioły jeszcze tlące, jakby wdzierała się niemal fizycznie w duszę starszej pani podobno znała pani Van Gogha − pyta wreszcie, znałam Van Gogha naprawdę, był arogancki, stale cuchnął alkoholem, jego obrazy wszyscy uważali za dziwactwa nie podobały się pani jego obrazy? mieszkańcy Arles dali mu do wyboru: albo wypędzenie z miasta, albo szpital psychiatryczny co pani teraz czuje, widząc reprodukcje Van Gogha nawet w tym hospicjum sama czuję się teraz jak Van Gogh, umieścili mnie w hospicjum, a przecież miałam swój własny dom, teraz ludzie na całym świecie uważają obrazy Van Gogha za coś pięknego, od stu dwudziestu dwu lat patrzę, jak zmieniają się ludzie, jak zmieniają się słowa, pojęcia, gusty, jak zmienia się piękno, jak zmienia się nawet dobro, co innego znaczy teraz piękno, a nawet co innego znaczy teraz dobro

2

Wiersz powstał pod wpływem wywiadu prasowego, 1997. Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

63


staruszka nagle słabnie, muszę odpocząć − szepce, dziennikarka jest przerażona, nadwerężyła siły staruszki, patrzy na staruszkę, jak na wielkiego ptaka, który leci razem z Czasem, a czasami pod prąd Czasu, ale chyba cały czas razem z Czasem, ten ptak musi teraz odpocząć dziennikarka patrzy z podziwem na starszą panią, skąd ona ma tyle sił, że potrafi wciąż razem z Czasem lecieć, dziennikarka niemal widzi lot Czasu i widzi, jak staruszka nagle drzemiąca na swoim inwalidzkim wózku tak naprawdę jest w locie równoległym do lotu Czasu młoda dziennikarka jest przerażona jeszcze bardziej, może Czas tak szybko pofrunie, że starsza pani nie nadąży, spadnie na ziemię i znieruchomieje martwa od tego uderzenia, ale staruszka spokojnie drzemie, nie spadła na ziemię, nadal leci − za Czasem nadąża

Przygotowania do pogrzebu gdy umarła, położył się na niej ostatni raz, jej szminkami malował umarłą, jakby była pierwotną kobietą, chowaną w grobowcu jaskini, i jakby on sam był pierwotnym mężczyzną, dzikimi farbami malującymi umarłą, by po drugiej stronie śmierci jej dusza przetrwała z jej obliczem, jakby chciał, by jej twarz była jak maska mumii − już na wieczność był zadowolony, że dokonał obrzędu, nim weszła rodzina, jej rodzina, bo on ze swoją rodziną zerwał dawno, zadzwonił po jej rodzinę, jakby dzwonił sam zza grobu, wyręczając w tym umarłą, jej siostry, jej rodzice właśnie wchodzą, by ją zabrać zabiorą ją bardziej niż śmierć ją zabrała, zabiorą ją bardziej niż nowotwór, łaskawie zezwalają mu na udział w pogrzebie, był jej konkubentem, ale spełnił jej życzenie

64

ISBN 978-83-938532-3-6


zadzwonił po rodzinę, na szczęście − jej rodzina nie zmywa makijażu, jaki jej zrobił, właśnie jedna z sióstr pyta o jej suknie, chce ją ubrać do trumny, ona nie może być pochowana w nocnej koszuli, siostra otwiera szafę i szuka sukni do trumny, pozostałe siostry łażą po pokoju, łażą nieustannie po całym mieszkaniu jej siostry jakby były Parkami, przestały już prząść nić żywota, ucięły tę nić, a teraz sprzątają resztki nici, wyplątują z przypadkowych pętli, Parki robią to, co do nich należy, jej rodzice jak bogowie na Olimpie, są spokojni, poważni, czcigodni, olimpijscy jakby też nieśmiertelni

Kartka na sukience Basi Wołodkowicz za nieocenioną pomoc napisz mi pytania z twojego egzaminu, dziewczyna siada na krześle, kładzie kartkę na swojej sukience, oboje są na korytarzu, młodzieniec wyjmuje długopis, dotyka sukienki dziewczyny, przytrzymując kartkę, dziewczyna lekko się rumieni, wie, że młodzieniec nie włoży ręki pod sukienkę młodzieniec pisze na kartce temat egzaminu, chciałby ten temat pisać jak najdłużej, ale już napisał, długopis chowa do kieszeni, jakby chował instrument, którym mógł dopisać „kocham cię”, zielona sukienka dziewczyny jest magiczną zasłoną, kryjącą cuda dziewczęcego ciała młodzieńcowi nieznane, i nawet gdyby dopisał te słowa „kocham cię”, cuda dziewczęcego ciała pozostałyby zasłonięte, młodzieniec i dziewczyna wyszli z budynku, cześć!, cześć! szli w innych kierunkach, jakby sami zapomnieli uzgodnić kierunek Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

65


jakby dziewczyna przypomniała sobie, że przecież miała zapytać młodzieńca o egzamin z życia, młodzieniec jakby to słyszał, mimo to już szedł sam, szedł w kierunku, który nagle wydał mu się zupełnie nieznany

Dziewczyna, która lubi jego krawat lubię, jak bawisz się moim krawatem, chcesz oswoić węzeł, chcesz rozplątać węzeł, ja sam jestem takim węzłem, − pana krawat jest krwisty jak życie, niech pan zawsze przychodzi w takim czerwonym krawacie, − ja sam nie mam w sobie życia, chcesz oswoić najpierw mój symbol, zacznij oswajać mnie samego spojrzała na zegarek − jestem spóźniona, − ja też wychodzę, zapiął marynarkę, po raz ostatni spojrzał w ogień ściemniający się w jej kasztanowych włosach, ona nie spojrzała na węzeł jego krawatu, cześć, cześć, szli w innych kierunkach mężczyzna dotknął swojego krawatu, jakby nie był pewny, czy krawat się nie rozwiązał, ale węzeł zawsze zostaje, węzeł jego życia też zostaje

Na progu sypialni kobieta otwiera drzwi do swojej sypialni, jakby unosiła zasłonę, jakby już podnosiła swoją suknię, mężczyzna jakby natychmiast chciał wyżyć się na tej sypialni, nie czekając na wyżycie się na kobiecie, jakby chciał w tej sypialni coś strącić, jakby chciał zrobić hałas, jakby chciał, żeby sypialnia krzyknęła

66

ISBN 978-83-938532-3-6


mężczyzna dotyka komody, lustra nad komodą, oparcia łóżka, ta sypialnia już jest wilgotna, kobieta rozpina mężczyźnie ubranie, sypialnia jakby podglądała tę czynność, i nie mogąc wytrzymać, jakby przyłączyła się do kobiety, i razem z kobietą sypialnia rozpina mężczyźnie ubranie

Dziwne spotkanie nie znali jeszcze wszystkich swoich płaszczy, kostiumów, przebrań, gestów, ruchów, oczu, i okazało się, że także nie znali jeszcze swoich dusz, szukali się w tłumie, jakim jest świat, szukali się w gęstym tłumie swojego życia było coraz więcej ludzi i coraz więcej ciemności w wielkim kinie światowych rozkoszy, widzieli się, ale nie poznali swoich przebrań, widział ją, ale nie poznał jej w innym płaszczu, wpatrzona była w księżyc i nie widział jej oczu, wpatrzona była w dal patrzył na nią, wypatrującą go ze snu, z księżyca, i była mu w tym obca, była obca jemu realnemu, on sam ze snu bierze ją w objęcia, on realny nie może jej poznać, on sam ze snu jest księżycem, dotyka kobiecej wilgotności jej ciała, czuje przypływy jej i odpływy, coraz bardziej jest księżycem, coraz bardziej jest niewidzialny dla kobiety, coraz bardziej kobieta wygląda go w ciemnościach, w wilgoci jej ciała księżyc coraz bardziej pogrąża się i śni mężczyzna realny nie pamięta, że jest księżycem, przedziera się przez wzbierające ciemności i szuka kobiety, tak jakby szukał samego siebie

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

67


Nie poznał pierwszej ukochanej wołała go od swojego stolika, jej głos był głosem kogoś obcego, jakiegoś nieznanego natręta, cześć − odpowiedział odruchowo, jakby chciał się uwolnić od tego głosu i przejść dalej nie poznajesz mnie – powiedziała, idąc do jego stolika w tej kawiarni, wygłosiła swoje nazwisko, nic sobie nie przypominał, to nazwisko było jak zaklęcie, które on słyszy po raz pierwszy, nie wiedząc, do czego zaklęcie służy dosiadła się do jego stolika, patrzył na nią z bliska i jej nie poznawał, mówiłeś na mnie − Dafne, zostawiłam ci to imię, nikt mnie już tak nie nazwał, jej twarz rozbłysła księżycem, wpatrywała się w niego jak księżyc w nagle zapadającej nocy Dafne! Dafne! − pamiętam, ty nic nie pamiętasz, księżyc jej twarzy zbladł, pierwsza ukochana odeszła od stolika, już jej nie było w kawiarni i przed kawiarnią, jakby Czas razem z nią poszedł, była jak księżyc, który przywdziewa twarz dnia podobnego do białej nocy i znika chciał ją wołać, jakby chciał wołać sam Czas, siedział długo w kawiarni, jakby było po wszelkim Czasie, i zostaje tylko siedzieć w kawiarni, zapragnął, żeby naprawdę nie było Czasu, i żeby pierwsza ukochana nadal trwała przy jego stoliku, nie miał jej adresu ani telefonu, chciał powiedzieć pierwszej ukochanej, że wszystko sobie przypomniał, musiał to powiedzieć choćby samemu Czasowi, i powtarzał to Czasowi, jakby naprawdę przy jego stoliku stanął Czas

68

ISBN 978-83-938532-3-6


Myśli dziewczyny niemogącej usnąć być kobietą wieczną, być nocą, oddawać się księżycowi, patrzyć, jak księżyc z najwyższego nieba nad nocą się nachyla, poczuć, że posiada ją całą, wielką jak świat, i napełnia ją swoim wilgotnym światłem, i otwierać się, by napełnił ją do końca, i rozłożyć się na ziemi, tak bez końca, niech księżyc przy niej czuwa, niech lekko drażni jej nocne włosy, niech to będzie akompaniament jej spokojnego snu, być nią, być nocą, samej sobie sen przedłużać, poczuć, jak księżyc zmęczony gaśnie, znika, jakby dał się zamroczyć kobiecie-nocy, jakby dał się pochłonąć kobiecie-nocy, z księżycem w swoim ciele dziewczyna byłaby tak wzmocniona, że spokojnie przetrwałaby dzień, i to z niej wstawałby księżyc

Początek miłości a teraz ja cię pocałuję − powiedziała, i pocałowała go, bez gryzienia, tak jak ona lubi, cieszył się, że pokazała mu, jaki rodzaj pocałunków lubi, on ją przedtem całował, tak jakby jej ciało przybrała jego poprzednia dziewczyna, nie gryź – szepnęła i wiedział, że to nie jest poprzednia dziewczyna, ustami poznawali swoje dusze, ich dusze wystawiały się całe ich ustom, jakby wiedząc, że usta i tak nie będą zdolne wypowiedzieć dusz wszystkie zakamarki, ich usta oderwały się i patrzyły na siebie, moja matka czeka, tylko w jej pokoju się świeci, usta dziewczyny były bardzo daleko mężczyzna odwrócił się i popatrzył na starą kamienicę, ten dom miał jakby jedno świecące oko, to osobowość matki dziewczyny świeciła, matka całą mądrością żywego czasu czuwała nad ich pocałunkiem i świecącym oknem niczym reflektorem wyróżniała ich z mroku, by chaos mroku ich nie pochłonął Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

69


trzymał ją w ramionach, ale tak jak trzyma się kobietę, kiedy dusze jeszcze się nie poznały, kiedy ciała zachowują dotkniętą samym brzegiem tajemnicę dla siebie, księżyc nie świecił, matka dziewczyny była księżycem, księżycowe oko jej okna czuwało, by oni oboje zobaczyli się takimi, jakimi są, ale oni widzieli, jak ich pocałunek zaciera się w mroku nocy i ich prawdziwe postaci ze sobą zabiera, oboje byli w swoich odległych domach i całowali się teraz samymi duszami

Miłość na fortepianie długo stała w drzwiach, patrząc jak on gra, nie chciała zbyt szybko podchodzić, chciała, żeby wygrał wszystko, co ma do wygrania, widziała teraz inną nagość mężczyzny, nagość rozmarzoną, melancholijną, zamgloną, nie znała takiej jego nagości, chciałaby pocałować tę nagość, i nie czeka dłużej, podchodzi i obejmuje mężczyznę mężczyzna sadza dziewczynę na klawiaturze fortepianu, jakby właśnie sadzał swą muzyczną, rozmarzoną nagość, i przypadkowymi dźwiękami uciszał ją, chce zobaczyć tę swoją inną nagość w dziewczynie, kładzie dziewczynę na klawiaturze fortepianu, jakby chciał grać na jej ciele, jakby na jej ciele chciał wygrać do końca swoją inną nagość, rozmarzoną i zamgloną ciało dziewczyny gra na fortepianie w nieprzewidzianych zupełnie chwilach, jakby to jej dusza wygrywała szczęście, i jakby szczęście nie potrzebowało muzyki ani triumfalnej, ani nieokiełznanej, i nim mężczyzna zdjął dziewczynę z fortepianu, zabrzmiał ostatni, krótki, urwany dźwięk, jakby ich obie dusze uderzyły razem w jeden klawisz fortepianu, zamykając drzwi, by nikt nie podejrzał ich zasłoniętych nagości, widzialnych jedynie dla nich samych

70

ISBN 978-83-938532-3-6


Hiszpańska mucha chłopiec gra na pianinie, nagle widzi muchę tuż nad piersiami nauczycielki, zasłoniętymi sukienką, chce zabić muchę, i chce dotknąć piersi nauczycielki, chce zabić swoje dzieciństwo i od razu doznać rozkoszy, jakby po dzieciństwie zaczynała się rozkosz, i nic innego, mucha ucieka, chłopiec nieruchomieje z uniesioną ręką, nie śledzi lotu muchy, nie chce jej łapać, mucha nie pomoże mu, już nie siądzie na marzeniu nauczycielka upewnia się, że jej piersi są zasłonięte, grozi palcem chłopcu, zastanawia się, ile on może mieć lat, gramy dalej − mówi nauczycielka, ale chłopiec wciąż się myli, chce pomylić swoje dzieciństwo zupełnie, wraca mucha, chłopiec śledzi jej lot, mucha nie siada na piersiach nauczycielki, mucha jest teraz zupełnie obca, chłopiec patrzy na piersi nauczycielki i nie patrzy, gdzie odleciała mucha, nauczycielka znów poprawia sukienkę i nagle jedna jej pierś wysuwa się spod sukienki, jak nagła pełnia, jak zupełnie pełna pointa, chłopcu jest za mało takiej pointy, uważnie obserwuje sukienkę i widzi, że nauczycielka jest bez biustonosza, cały czas była bez biustonosza, ale teraz ona starannie chowa piersi pod sukienką, nie będzie innej pointy, to i tak była mocna pointa kończy się lekcja, chłopiec wychodzi, nauczycielka zadowolona, że jest wreszcie sama, gra na pianinie sama dla siebie gra swoją miłość, źle zakończoną, źle rozegraną Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

71


wyjmuje piersi spod sukienki kładzie się piersiami na klawiszach fortepianu, wsłuchuje się w ten zgrzyt, tak właśnie wszystko się skończyło, przypomina o sobie mucha, nauczycielka patrzy na jej lot, jakby to był bzyczący groteskowy Amor, i jakby nie przestawał chichotać

Wilgoć księżyca mężczyzna nie może spać, długimi smugami snuje się księżyc przez pokój, mężczyzna wstaje i przechodzi przez te smugi, jakby przechodził przez długo ciągnące się włosy czasu, tylko nocą księżycową widzialne, jakby czas księżyca używał, by swoje przezroczyste włosy pokazać, mężczyzna słyszy szum włosów czasu, szybko kroczy przez czas, otwiera okno i patrzy w inne okno − w księżyc, jest to okno czasu, jest to twarz kobiety, i to jej księżycowe włosy docierają do mężczyzny, i gdyby nie wstał z łóżka, oplotłyby go szumiącym pierścieniem kobieta jest daleko, świeci w oknie czasu, jej blask zastępuje blask księżyca i jest jeszcze silniejszy, mężczyzna patrzy, jak tajemną wilgocią kobiecą napełniają się jej oczy, jak ta wilgoć zwilża jej usta, chciałby do niej podejść przez mrok czasu, chciałby trzymać się księżycowych włosów i za nimi płynąć przez noc, kobieta jakby się zbliżała, jakby wysnuwała swoje ciało ku niemu, jakby patrzyła całym zagarniętym księżycem i całym księżycowym dystansem, czy dobrze swoje wezbrane wilgocią ciało ku mężczyźnie wysnuwa mężczyzna czuje na sobie księżycową rosę, jakby był kwiatem pozostawionym gdzieś w nocy i już wrosłym w nocną ziemię, wpatrzonym nieruchomo w sam księżycowy środek czasu, i po coraz większej księżycowej rosie mężczyzna poznaje, że kobieta cała z ciemności czasu jest coraz bliżej

72

ISBN 978-83-938532-3-6


Ogrodowe ozdoby Danusi i Bogusławowi Kiercom − znakomitym artystom, których cenię i podziwiam dwie dziewczynki przystają na ścieżce w ogrodzie, zrobię ci wianek − mówi większa dziewczynka, mniejsza dziewczynka marzy o kwiatach wielkich jak ona sama, te kwiaty zasłonią ją do końca, większa dziewczynka zbiera kwiaty, konkretne kwiaty z ogrodu mała dziewczynka patrzy na plecący się wieniec, to jej los się splata, to splata się jej daleki ślub, większa dziewczynka boi się wizji ślubu własnego, dlatego wieniec wkłada na głowę małej dziewczynce, a resztę kwiatów wrzuca jej na podołek sukienki mała dziewczynka trzyma kwiaty na podołku, jakby niosła je na tacy, jakby miała wnieść je na salę balową, jakby miała dać je komuś w ofierze, kwiaty na podołku zawierają różne możliwości, zapowiadają życie tajemnicze, wieniec na jej głowie to zamknięte koło ślubu, męża, domu, dzieci mała dziewczynka przez chwilę myśli, że te kwiaty na podołku są całe z wyobraźni i ona musi je dotknąć, odrzuca rękę większej dziewczynki, gdy ta chce także kwiaty z podołka wplatać w wianek, nie, nie − krzyczy mała dziewczynka, patrzy w zmierzch chowający się w krzewach, w jej oczach jest też zmierzch kwiaty na podołku stają się płatkami cieni, jakby dłoń zmierzchu je nakryła, ale mniejsza dziewczynka wie, że to ona oczami zahipnotyzowała te kwiaty w cienie, większa dziewczynka zabiera małej wieniec i rzuca daleko w zmierzch, obie nie interesują się wieńcem większa wraca do domu, mniejsza siada na trawie i wpatruje się w ciemne kwiaty, podnosi te, które wysypały się jej z sukienki, ciemne kwiaty nie mogą się rozsypać, ona sama nie może się rozsypać Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

73


Księżycowy ślub przyszła do niego cała w bieli, jakby chciała przekreślić poprzednie miłości, i jakby chciała mu powiedzieć, że to jest właśnie ta prawdziwa miłość, i jakby białym strojem sama przywracała sobie dziewictwo, spowiadała się przed nim z całego życia, ale on słuchał bardziej jej bieli niż słów, zrozumiał, że biel jej szat udzieliła jej już rozgrzeszenia, jakby sam księżyc swoją bielą objął jej postać, i to księżyc dał jej rozgrzeszenie mężczyzna dotknął tej bieli, tej białej spódnicy, białej bluzki, dotknął białego Czasu miłości, jaki jest zawsze na początku, poczuł w dotyku księżyc, poczuł w dotyku białe świecące ciało miłości − jeszcze zamknięte, ale zamknięte tak jak księżyc jest zamknięty, a przecież w pewnej chwili księżyc się otwiera i można wejść w jego ciało, tak jakby stało się przezroczyste patrzył, jak biel dziewczyny odbija się w nim samym jak w zwierciadle i jego też przyobleka w białe szaty, nie było między nimi mroku, ich życia pełne mroku wycofały się poza ich postaci, by nie przeszkadzać trzymali się za ręce i mężczyzna był pewien, że póki będą trzymać się za ręce, stado mroków jej życia i jego życia księżycowego kręgu nie przekroczy i na nich się nie rzuci

Śmiertelne wesele panna młoda jest w sukni ślubnej i w welonie, ale welon ciągle poprawia, jakby sam Czas chciała inaczej upiąć, patrzy w lustro, by naprawdę Czas odwrócić na drugą stronę

74

ISBN 978-83-938532-3-6


pana młodego ciągle nie ma panna młoda widzi w lustrze, że do pokoju wnoszą martwego pana młodego, tak jakby wnosili go prosto z lustra, tak jakby został zamordowany w lustrze, to jej wahania go zamordowały, jej wątpliwości zwątpiły go na śmierć, to ona wywróciła Czas panna młoda pochyla się nad noszami, ale nie może odchylić zasłony, nie może popatrzeć umarłemu w twarz, nie może spojrzeć w twarz wywróconemu Czasowi, tak jakby suknię ślubną włożyła odwrotną stroną, tak jakby ona sama była wywrócona i jakby patrzyła do wewnątrz siebie, policja zabiera umarłego, jakby z powrotem miało pochłonąć go lustro, panna młoda wie, że jej wewnętrzna śmierć zaczyna się i będzie trwała długo

Imperium jednej chwili kobieta jest sama w pokoju, jest naga, bo jest gorąco, siedzi na krześle, jakby pozowała niewidzialnemu malarzowi, spogląda raz w jedno okno, raz w drugie, jakby chciała zobaczyć nadchodzącego malarza, warkocz jej włosów porusza się między jej piersiami, jakby delikatnie je pieścił, jakby był ręką ze snu, ręką kogoś tajemniczego, niewiadomego, kto może przyjdzie, cienie okiennic rysują się na jej nagim ciele, okiennice są uchylone, ale żaden powiew nie wchodzi do mieszkania na parapecie okna leży zwiędły kwiat, może kobieta dostała ten kwiat od adoratora, położyła go na parapecie, nie włożyła do flakonu z wodą, jakby była roztargniona, i nie wie, jak traktować adoratora, czy jak przyszłego kochanka, czy jak przyjaciela, czy jak artystę, któremu jedynie się pozuje, kobieta jakby już nie pamiętała, Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

75


od kogo dostała kwiat, jakby to było przed wiekami i ten kwiat przetrwał, ponieważ Czas znieruchomiał w tym mieszkaniu kobieta nieruchomieje, nie wstaje z krzesła, nie porusza się, nawet warkocz zastyga między jej piersiami, ręka przybierająca zasłonę jej warkocza przestaje kobietę pieścić, ktoś niewidzialny, daleki oddala się zupełnie, cienie okiennic kładą się na jej nagim nieruchomym ciele, jakby z rozkoszy zasypiały i jakby czuwały, by Czas się nie poruszył

Upuszczona chusteczka podniósł chusteczkę upuszczoną przez dziewczynę, jakby zrodziła się z jej ciała, jakby to były płatki białego kwiatu wyrosłego z jej ciała, zmęczone od tęsknoty, wymięte od marzeń, chciał zobaczyć ranę, jaka otworzyła się w jej ciele po utracie kwiatu, chciał sam zasklepić tę ranę, tej rany nigdy nie zobaczy, nawet gdyby mógł wpatrywać się w dziewczynę nagą, ona sama zasklepi ranę, właśnie chowa chusteczkę do kieszeni spódnicy właśnie kwiat − jej duszę, kwiat traci cielesność, mężczyzna pomyślał, że chce być zawsze takim podnoszącym marzenie z ziemi

Pogoń dziewczyna w sukni ślubnej pędzi na koniu, chce zdążyć na swój ślub, ciągle jest spóźniona, jej życie polega na spóźnieniach, może spóźniła się na całe swoje życie, ona chce zmusić konia do maksymalnego galopu, koń nie daje rady przyspieszyć, tak jakby to był Los, który nigdy nie przyspieszy, jeżeli nie musi

76

ISBN 978-83-938532-3-6


dziewczyna dostaje histerii, jej życie nigdy nie mogło przyspieszyć, gwałtownie zeskakuje z konia, przewraca się na ziemię, jej suknia ślubna brudzi się od ziemi, jej życie zawsze brudziło się od ziemi, dziewczyna się podnosi, usiłuje otrzepać suknię ślubną, nadal pełno ziemi jest na sukni ślubnej, nie otrzepała swojego życia z ziemi dziewczyna zostawia konia, biegnie, jakby chciała zostawić Czas, brzeg sukni ślubnej trzyma w jednej ręce, jakby swoje życie nagle wzięła w jedną rękę, teraz suknia ślubna nie przeszkadza jej w biegu, widać jej bieliznę, wysoko podniosła suknię ślubną, nie wstydzi się niczego, ona jest, jaka jest, może pokazać się światu naga dziewczyna coraz szybciej biegnie, nie ogląda się na życie, nie słyszy stąpania konia, tak daleko wyprzedziła swoje życie, dobiega do kościoła, otwiera drzwi, zapomina, że jej suknia ślubna jest ubrudzona ziemią, wszyscy ludzie w kościele odwracają się, dziewczyna w brudnej sukni ślubnej biegnie do ołtarza, jej narzeczony bierze ślub z inną kobietą, w czystej sukni ślubnej, dziewczyna w brudnej sukni ślubnej pada na podłogę, mężczyźni z kilku ławek podbiegają do leżącej, i wynoszą ją poza kościół dziewczyna jest pewna, że oczyściła swoje serce, jej suknia ślubna jest jak życie − biała niewinność coraz bardziej poplamiona ziemią dziejącego się życia jeszcze tylko trochę sobie odpocznie, tu na chodniku pod kościołem, jakby chciała nacieszyć się swoim oczyszczonym sercem nie odszuka konia, to nie był jej koń, to nie było jej życie, jej życie teraz dopiero się zaczyna

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

77


Pod drzwiami przyniósł jej dwie białe róże, na znak zgody i przyjaźni, czekał na nią pod drzwiami, na deszczu nie czekał już na miłość, czekał na przyjaźń, w oknach jej domu świeciło się, ale kobieta nie otwarła drzwi, i jeszcze większą ścianą chciała się odgrodzić, światło zgasiła, jakby to on sam je zdeptał, gniótł w rękach róże, rozdzierał je, rzucał na deszcz, jakby gniótł i rozrywał duszę kobiety i duszę swoją, jakby był bogiem rozstania, dusze ich obojga będą już takie podarte, w strzępach, w błocie marzeń, i nawet swoimi deszczami ze sobą się nie zjednoczą

Wróżba z deszczu dziewczyna patrzy w otwartym oknie na deszcz, struny deszczu splatają się w różne obrazy, to patrzenie na deszcz jest jak czekanie, dziewczyna jakby całe życie patrzyła na deszcz, w strugach deszczu dziewczyna stara się zobaczyć swojego przyszłego ukochanego, może deszcz będzie łaskawy dla niej i na chwilę zamgli się w postać przyszłego ukochanego, ale deszcz nagle przestaje padać, jakby się zastanowił i postanowił odwlec odpowiedź, niech dziewczyna czeka do następnego deszczu, dziewczyna ma jeszcze czas, dziewczyna teraz sama szlocha, jakby to w jej duszy deszcz padał i może w deszczu swojego szlochu dziewczyna zobaczy przyszłego ukochanego

Ulewa weszli do tego kościoła w czasie ulewy, to była wielka ulewa ich dusz, na ulicy ich dusze nie mogły wytrzymać,

78

ISBN 978-83-938532-3-6


chciały się objąć, chciały się na siebie rzucić, chciały się zjednoczyć w jednym szlochu szczęścia, nie mogli już iść ulicą, ich ciała nie wytrzymywały ulewy ich dusz drzwi kościoła same się otwarły, by ciemność kościoła ich ulewę ukoiła, usiedli w tylnej ławce, tak na brzegu kościelnej ciemności, by ich nie pochłonęła, ale by ich chroniła, całowali się poprzez woalkę, kobieta naciągnęła białą woalkę na całą twarz, by kościół podczas pocałunku uszanować ich usta całowały się jak przez mgłę, ten kościół pomaga im nie rozpłynąć się, nie rozpuścić się w morzu samych siebie, mogą przystanąć na brzegach samych siebie

Reszta gwałtu dziewczyna leży na trawie, w zaroślach, jedną rękę ma podłożoną pod głowę, drugą rękę trzyma na spódnicy, na brzuchu, chciałaby tak wypoczywać jako umarła, właśnie tak, nie w trumnie, nie z rękami złożonymi do modlitwy, tak zupełnie bez pogrzebu nie zależy jej na tym, czy ktoś z żywych zobaczy jej nagie piersi, wszyscy są umarli, i ten park jest po drugiej stronie śmierci, a więc tak wygląda raj, spódnica nie przykrywa jej kolan, i mogłaby nie przykrywać jej cytadeli godności, sprofanowanej wielokrotnie, jakby właśnie ktoś mówił pogrzebową mowę, i mówiąc to, jakby ktoś obudził ją ze śmierci dziewczyna wstaje i znajduje niedaleko biustonosz, poszarpany, jakby to była poszarpana tarcza, podnosi z trawy bluzkę i wdziewa ją, jakby wdziewała ją nie na swoje ciało, ale na postać swojej zbeszczeszczonej duszy, jej dusza chciałaby jeszcze wypoczywać w uśpieniu, ale jej ciało wraca do życia Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

79


jej ciało chciałoby wdziewać koronkowe czarne majtki ale gwałciciel powoli i starannie chował je do kieszeni, jakby wykonywał ceremonię chowania trofeum, drugi gwałciciel żadnego trofeum nie zabrał, z dziewczyny ciała wylewa się nasienie gwałcicieli, dziewczyna stara się je wytrzeć poszarpanym biustonoszem, jakby chciała nasienie gwałcicieli wziąć na tarczę, jej tarcza jakby płakała łzami w postaci nasienia gwałcicieli, nasienia gwałcicieli jest tak dużo, że jest to prawdziwa rzeka Styks, dziewczyna bierze ten Styks na swój biustonosz i odrzuca daleko, by wszyscy umarli, spacerujący w tym parku, wdeptali to nasienie gwałtu, ten Styks gwałtu, pod ziemię, w głębiny Hadesu, żeby nie urodził się z tego nasienia żaden demon

Ciało nostalgii w jej włosach pojawia się nowy kolor, rano nasila się kolor krwawy, ona sama wstaje późno, jest jakby potargana, poszarpana, jakby sen w nocy coś z nią czynił i nie chciał kończyć jej ciało jest coraz bledsze, nie rozwija się, jest ciałem małej dziewczynki, z nierozwiniętymi piersiami, ale z twarzą dorosłej kobiety, jakby krew opuszczała ciało i zbiegała się we włosach, nie mogąc już dalej zbiec jak we włosy we włosach krew przystaje, jakby się namyślając, jakby próbując marzyć, jakby próbując marzenia ze sobą spleść, mężczyzna nie przestaje dziewczyny odwiedzać, widzi, że jej ciało chce się spełnić w bieli, i w niczym innym, tylko biel nada piękno ciału, piękno rzeźby dziewczyna wie, że staje się rzeźbą, wie, że takie jest jej przeznaczenie, może lepiej, żeby marzenie miało krew, żeby włosy były krwawe, krwawe włosy są jak pointa

80

ISBN 978-83-938532-3-6


dziewczyna wygląda jak topielica, jak Ofelia, pogrążająca się w niewidzialnej głębinie swojego snu podobnego do życia, mężczyzna trzyma jej białe ręce, jej ręce białej rzeźby, bierze do ust jej krwawe włosy, jakby chciał ją zatrzymać choć na chwilę na powierzchni

Przelewający się flakon przyniósł jej bukiet kwiatów, mam pusty flakon − powiedziała mu podczas ostatniego spotkania, ale teraz kobieta nie otwiera mu drzwi, mimo że świeci się w oknach jej domu, przecież na tę godzinę się umówili mężczyzna czeka pod drzwiami na deszczu, gniecie w rękach kwiaty, rozdziera je, rzuca na deszcz, jakby gniótł i rozrywał duszę kobiety, jakby jej duszę chciał rozszarpać, rzucić w rozpacz marzeń, w rozpacz całą z błota może flakon kobiety ktoś inny napełnia płynnymi kwiatami z miłosnej wilgoci, światło w domu kobiety nagle gaśnie, deszcz jest coraz większy, flakon kobiety jest przepełniony, wylewa się na świat deszczem rozkoszy, jej rozkoszy najtrudniej jest moknąć od cudzej rozkoszy, myśli mężczyzna

Zraniony posłaniec dziewczyna w bieli, w długiej, białej sukni, w białym kapeluszu, w białych butach, siedzi na kamiennym obramowaniu fontanny, jej białe buty nie sięgają ziemi, ona sama chciałaby się oderwać od ziemi Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

81


skraj jej białej sukni dotyka gałązki zielonego bluszczu, jakby dziewczyna chciała dotknąć czegoś żywego przynajmniej skrajem sukni, zielony bluszcz jest uparcie i skrycie witalny, potrafi bez końca otulać i wpatrywać się w miłosną otchłań źródła woda fontanny wypływa z pyska lwa, dziewczyna sama chciałaby być tym wyrzeźbionym lwem, z jej ust płynąłby długi, wodnisty pocałunek, zatapiający ciało każdego kochanka dziewczyna nie może znieść na sobie tyle białego światła, ona ma dosyć tej bieli, wystawia ją na pokaz, demonstracyjnie siedzi na skraju fontanny, jakby czekała, aż ktoś ją potrąci, zamoczy, zatopi w fontannie miłosnej wilgoci nagle wbiega ranny mężczyzna, jakby uciekał przed samym sobą mężczyzna patrzy, jak wyrzeźbiony lew wydobywa z siebie miłosne wody i napełnia naczynie fontanny, by można zaczerpnąć pocałunki najbardziej lejące się i najbardziej mokre mężczyzna przysiada na brzegu fontanny obok dziewczyny, jakby to była biała bachantka, ręka mężczyzny krwawi, jakby w pieszczotach ta ręka dotarła aż do krwi, dziewczyna wyjmuje ze swojej torebki białą chusteczkę, jakby to było jej prześcieradło mężczyzna przytyka chusteczkę do rany, jakby całował dziewictwo dziewczyny, rana już nie krwawi − mówi mężczyzna i oddaje zakrwawioną chusteczkę dziewczyna patrzy za odchodzącym mężczyzną, w ręce trzyma zakrwawioną chusteczkę, jakby trzymała wizerunek swojego dziewictwa, na białej chusteczce jest krew obcego mężczyzny, nieznanego zupełnie

82

ISBN 978-83-938532-3-6


to był posłaniec i zranioną ręką przyniósł dziewczynie wiadomość, ukrytą w żywym symbolu, dziewczyna wpatruje się w krew na chusteczce, krew jest prawdziwa dziewczyna zwija chusteczkę i chowa do torebki, jakby chowała coś żywego, czuje, jak chusteczka całą bielą oddaje się krwawej pieszczocie

Gwiazdka Magdalenie i Jerzemu Plutom z podziękowaniem za wieloletnią przyjaźń mężczyzna samotnie spędza Wigilię, nie powiedziałby nikomu, dlaczego, wypatruje przez okno gwiazdy, pije kawę, jego misją jest przetrwać, tylko tyle i aż tyle zamiast uczty wigilijnej kawa, wreszcie widzi gwiazdę, ta gwiazda jakby była spoza jawy, jakby była z wyobraźni, jakby to jego wyobraźnia wyświetliła tę gwiazdę nad horyzontem, jakby to jego samotność wymarzyła wigilijną gwiazdę, jego samotność ma taką siłę marzenia, cała jego samotność świeci w tej latarni nad horyzontem mężczyzna nie zapala światła w mieszkaniu, niech ta gwiazda znad horyzontu oświetla jego mieszkanie, ona jest za daleko, nie oświetli jego mieszkania, jego samotność ma siłę mroku, w jego mieszkaniu jest coraz ciemniej, mężczyzna milczy, i milczy wigilijna gwiazda, mężczyzna chciałby zaprosić wigilijną gwiazdę do swojego stołu, na jego stole jest filiżanka z kawą, gdyby wigilijna gwiazda była osobą, Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

83


mężczyzna postawiłby przed nią drugą filiżankę kawy, powiedziałby, że jego samotność ma wielką potrzebę tej wigilijnej gwiazdy i żeby ta wigilijna gwiazda stała się osobą jawa jest wciąż bezmiernym pustym stołem z jedną filiżanką kawy, wigilijna gwiazda nagle jest jedną z wielu podobnych gwiazd na nocnym niebie, jakby jej wcale nie było

Jerzy Pluta (1942) i Janusz Styczeń, własność: J. Pluta

Kontakt Teresie Pawełko z życzeniami spełniania się marzeń ona mieszka w dalekim mieście, ale nie przyśle mu pukla włosów, to byłoby dla niej zbyt wielką poezją, ona nie znosi poezji taki pukiel włosów byłby sennym sypkim ciałem marzenia ona nie znosi marzeń, ceni dosłowność, czy pukiel włosów może być dosłowny?

84

ISBN 978-83-938532-3-6


Sfinks Jackowi Łukasiewiczowi – mistrzowi poezji, by czas był zawsze szczęśliwy dla poetów i poezji turysta patrzy na Sfinksa i ma wrażenie, że Czas chciałby zamienić się w Sfinksa, że Czas chciałby stanąć, odsunąć się od świata, ale Czas przecież musi pozostać na tym świecie Czas nie ma innego wyjścia, Czas może tylko marzyć o wybraniu sobie jakiegoś ciała i zamienieniu się w duszę tego ciała, turysta myśli, że Czas mógłby wybrać sobie kamienny posąg Sfinksa i tu byłoby Czasowi najlepiej w tym kamiennym ciele można przetrwać tysiące lat prawie nieruchomo, turysta myśli, że to on, a nie Czas chce, aby świat znieruchomiał i długo nie ruszył

Dobranoc Wandzie Ziembickiej − znawczyni poezji z podziękowaniem za przyjaźń Wciąż szary zmierzch od rana do nocy, jakby ktoś włosy rwał i rozrzucał, całe pukle wolno lecą w powietrzu, wolno, ale nieprzerwanie, miarowo, to ty z rozpaczy włosy rwiesz i świat mroczysz, lato poddaje się twojej rozpaczy, czas w twoich włosach nieruchomieje i zaciera się czas ci potrzebny, na świecie niech nic się nie dzieje zdążysz świat zasłonić swoimi włosami przed wszystkimi nowymi zdarzeniami, i zdarzenia twoją rozpacz zobaczą z ciężarem twojej rozpaczy dziać się będą z ciężarem twojej rozpaczy zdarzenia nie będą mogły się ruszyć o nieruchomy świat twoja rozpacz się oprze pod twoimi włosami świat uśnie, całego świata wystarczy dla bezmiaru twoich włosów, oparta na śpiącym świecie sama uśniesz

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

85


Janusz Styczeń Pragnę, by wiersz był widzialną stroną niewidzialnego Preferuję poezję indywidualistyczną, która mówi przede wszystkim o pojedynczym człowieku w jego zderzeniu ze światem, innymi ludźmi, miłością, śmiercią, ciemnością istnienia. Nigdy nie fascynowała mnie poezja społeczna, polityczna. Może dlatego, że zawsze źle czułem się w grupie, w zbiorowości. Lubię mówić o poezji słowami: piękno, mrok, dziwność, niesamowitość, dzikość, liryzm, tajemnica, wieczność, sen itp. Wydawać by się mogło, że to jest pewien tradycyjny stereotyp mówienia o poezji, ale te słowa stanowią jakby wieczną Biblię mówienia o poezji. Przechodziłem w swojej poezji różne epoki, uznawałem się za przynależnego do różnych nurtów poetyckich, od awangardy i surrealizmu począwszy. Obecnie uwolniłem się od wszelkich teorii artystycznych, potrafię fascynować się poetami piszącymi w bardzo różnych poetykach. Pragnę wyrazić to − co mroczne, nieznane, tajemnicze w miłości mężczyzny i kobiety, to − co doprowadza kogoś do śmierci, to − co sprawia, że los człowieka wypełnia się właśnie tak a nie inaczej, to − co umarły przekazuje żyjącemu. Pragnę, by wiersz był widzialną stroną niewidzialnego. Bywam nazywany poetą księżycowym, co bardzo mi odpowiada. Księżyc jest dla mnie ukojeniem, ocaleniem po męczarniach światła dnia, czasami tylko księżycowi można się zwierzyć. I on wysłucha, a nawet pomoże.

Bogusław Kierc (1943), Ryszard Milczewski-Bruno (1940-1979) i Janusz Styczeń, 1972, własność: J. Pluta

86

ISBN 978-83-938532-3-6


[...] Nagrodę Literacką Czterech Kolumn odbierze skromny wrocławski poeta Janusz Styczeń. [...] W tym, co pan Janusz pisał, zawsze był osobny, odporny na mody i koterie. Nie bawił się w lingwistyczne eksperymenty, ale kąpał swoje wiersze w onirycznym albo surrealistycznym sosie z odrobiną szaleństwa. Przed laty rozbroił mnie fragment wiersza z tomiku Rozkosz gotycka: włosy uniosły mnie i szybowałem dookoła pokoju, mój długopis unosił się przede mną i pisał sam siebie 3. Budował brawurowo symboliczne obrazy z egzystencjalnym piętnem.

3

Krzysztof Kucharski, Poeta w sadzie, „Gazeta Wrocławska”, 29 sierpnia 2008. Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

87


Kazimiera Kuzborska Pani Wyrocznia kontroluje Czas Debiut poetycki Stycznia to tomik Kontury (1966). Tę datę przyjęliśmy z Januszem jako początek jego twórczości artystycznej, mimo iż od 1960 roku publikował wiersze w pismach literackich, a w „Odrze” ukazało się jego opowiadanie Requiem dla nieśmiałego4 (1960). Kontury to zapowiedź nowych światów poetyckich, odkryć niezwykłych przeplotów jawy i snu, poszerzających granice wyobraźni, granice słowa poetyckiego, granice projekcji myśli, np. Poranek biały ptak okna przystanął przed łóżkiem szelest w twoich oczach jak ci się spało niepotrzebnie pytam wszystkie sprzęty w pokoju zmieniają się w drzewa twoich snów przeciągasz się w twoich żyłach zamiast krwi szemrze trawa przysiadł w pokoju srebrny motyl lustra szumi baobab szafy Natomiast pierwszy napisany przez Janusza tom wierszy to Lustro-sofista, wydany jako drugi (1969). Do dziś w kręgu fanów Lustra-sofisty cytuje się niezwykłe strofy poety, np. Rozwód wyszedłem z siebie ty klatko – powiedziałem mój dotyk kraje teraz jak diament [...] Muza chodzę ostatnio głodny nie miewam wizji mimo że wkładam widelec do butonierki [...] biała damo mam serce siwowłose słońce mi zachodzi za jednym okiem 4

88

Opowiadanie ukazało się w Pani Wyroczni, wyd. I, 2016, ss. 114-117, ISBN 978-83-938532-5-0. ISBN 978-83-938532-3-6


Poezja Janusza Stycznia uznawana jest przez wielu krytyków za jedyną świadomą kontynuację programu surrealistycznego w ogóle, a jego poetycka taktyka – zdaniem niektórych badaczy literatury – wskazuje na chęć poety do stworzenia nadrealistycznego ogniwa poezji polskiej 5. Skrajna i swoista metoda twórcza Stycznia ujawnia się między innymi w niezwykłym świecie przedstawionym, który jest kompilacją przedmiotów, fenomenów, procesów, zdarzeń i idei. Świat ten tworzy dla wierszy Stycznia aurę dziwnych słów, powtarzających się z obsesyjną konsekwencją pojęć, które pretendują do miana symboli, zapożyczonych w dużym stopniu z modernistycznej „rekwizytorni”6. Nagroda Literacka Czterech Kolumn przyznawana jest poszukiwaczom i odkrywcom, czyli tym, którzy (parafrazując Blaise’a Cendrarsa) mają odwagę iść aż do końca horyzontu − za dzieła poetyckie i prozatorskie (narracyjne i eseistyczne), napisane w języku polskim, tj. za konkretne książki lub za całokształt twórczości7. Nagroda (s. 87) jest potwierdzeniem, iż Styczeń należy do tego wąskiego grona artystów, którzy mają odwagę iść aż do końca horyzontu. Zawsze był wierny swoim marzeniom, szedł aż po kres. Po kres poetyckiej metafory, po kres wyobraźni odbiorcy, po kres wierności sobie – contra spem spero. Styczeń prognozuje swoją wielkość w tomiku Lustro-sofista: jestem tronem który poi się u źródła, a zarazem potwierdza gotowość bycia samotnym – biorę swoją samotność […] paruję pod słońcem samotności oddaję się jej – za cenę uznania, za cenę bycia autsajderem. Jest świadomy nowej drogi życiowej, ważnej i oczekiwanej, dającej władzę nad słowem, nad sobą: punkt zero jestem berłem samego siebie (Akt). Tom skrzy się od surrealnych zwrotów, metafor. Poeta bawi się słowami, skojarzeniami, zmienia sensy i konotacje: będę mówił z tobą ptakami. Przestrzeń nie ma odległości: księżyc wpadnie mi do ust. Czas jest projekcją zdarzeń, zdarzeń wręcz niewyobrażalnych, możliwych tylko w poezji. Styczeń konstruuje fabuły spójne, syntetyczne, niedookreślone, zaskakujące – doskonałe, np. Ślina kiedy będę jadł gwiazdy w 2 minuty 27 sekund po właściwym podwieczorku listonosz z numerkiem słońca na daszku poczęstuje mnie wiadomością o rewolucji jakiej dokonały promienie w moim oku tym które jest i czwarte i szóste wtedy będę mówił z tobą ptakami M. Baranowska: Surrealna wyobraźnia i poezja. Warszawa 1984, s. 309. O. Stokłosa: Janusz Styczeń – Surrealistyczny poeta symbolu. 7 Poeta otrzymał Nagrodę Literacką Czterech Kolumn za twórczość poetycką (2008). Fundator: Stanisław Pasternak (1937), historyk sztuki, poeta, prozaik, lotnik; pasternak.art.pl. 5 6

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

89


muzo o połamanych paznokciach i także liście prześlę belce w twoim oku [...] Poeta posługuje się niczym nieskrępowaną projekcją zdarzeń, bawiąc się sytuacją, kreując sceny z jednym bohaterem akcji wśród rekwizytów własnej wyobraźni, np. Galop wstaję z łóżka swojego ciała budzę oko ono odchyla firanki i całe bije we mnie mam krew niebieską przezroczystą muszę przyznać że jestem zachwycony cały świecę przechadzam się po swoim ciele od krzesła do krzesła ujeżdżam jedną rękę potem drugą podkuwam paznokcie aż trzeszczą skry Kreuje własny odrębny poetycki świat, wyjątkową autonomiczną rzeczywistość: wyśnioną, stworzoną z sennej materii i zbudowaną na zasadzie konstrukcji snów, odzwierciedlających najintymniejsze zakątki wnętrza podmiotu lirycznego8. Ostatni spektakl9 jej biała bluzka ma rozcięcie i jest niezapięta, nie zasłania całych piersi, jedną swoją częścią piersi wyglądają zza bluzki, jakby ostatni raz chciały popatrzeć na widzów [...] kobieta stara się żyć tak jakby była zdrowa, tak samo nie może spać w nocy, i budzi się koło południa, tak samo trzyma się marzeń w chaosie dnia tak więc zaraza staje się podobna do zdrowia, tylko o wiele prędzej się umiera i Śmierć zabiera piękno, a nie starość, śmierć nie zawsze sobie pozwala na realizację swojego tajemnego marzenia zabrać piękno, a nie starość

Rafał Kuleta, Janusz Styczeń i autonomiczna „rzeczywistość” snów, artykuł naukowy. Kuleta, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego, prowadzi badania naukowe nurtu nadrealistycznego w poezji polskiej XX-XXI wieku oraz nurtu surrealistycznego na świecie. Jest jednym z prekursorów nowego gatunku literackiego w Polsce: bizarro-fiction, zwanego też avant-punkiem albo neosurrealizmem. 9 Wiersz w całości, s. 22.

8

90

ISBN 978-83-938532-3-6


W 2016 roku ukazały się wiersze Stycznia w piśmie „Новая Польша”10. Leszek Szaruga W księżycowej poświacie tak pisze o jego poezji: [...] To poezja czerpiąca z tradycji słabo w polskiej liryce obecnej – z poetyki surrealizmu z jej półsennymi powidokami, pozwalającymi łączyć to, co realne z wyobrażonym. W poezji Stycznia przejścia między jawą i snem, ale też między życiem i śmiercią są płynne i niepochwytne, status obrazu zaś wyznaczany jest nie przez racjonalny porządek, lecz przez siłę artystycznej kreacji. [...] Erotyzm jest tu siłą sprawczą wszelkiej egzystencji, jego zaś podświadome oddziaływanie determinuje sposób odczuwania świata jak choćby w wierszu „Białe noce”: zamiast dziewczyny mieć jej postać we śnie, zamiast życia mieć nocny księżyc życia [...] W poświacie tego „nocnego księżyca życia” kontury świata zacierają się, tracą swą wyrazistość, ale jednocześnie nadają mu sens magiczny – tym bardziej że przywołuje Styczeń w swych utworach stare, zakorzenione w pradawnych formułach symbole, takie jak ogień czy róża11. Oto jeden z zamieszczonych w miesięczniku wierszy Stycznia. Девушка, которой нравится его галстук12 люблю, когда ты теребишь мой галстук, хочешь освоить узел, распутать узел, я и сам − тоже такой узел, у вас галстук кровавый, как жизнь, всегда приходите в этом красном галстуке, во мне самом нет жизни, хочешь сперва освоить мой символ – начни с освоения меня самого, посмотрела на часы, опаздывает, и мне тоже пора − он застегнул пиджак, последний раз посмотрел в огонь, темнеющий в ее каштановых волосах, она не взглянула на узел галстука, пока, пока, пошли в разные стороны, мужчина коснулся галстука Pismo „Новая Польша” ukazuje się od 1999 roku, promując twórczość uznanych polskich pisarzy, której towarzyszą interesujące teksty uznanych krytyków.

Януш Стычень, Стихотворения, перевод: Анастасии Векшиной [w:] „Новая Польша”, 9/2016, http://novpol.org/ru. 11 Лешек Шаруга, В лунном свете | Leszek Szaruga, W księżycowej poświacie [w:] „Новая Польша”, 9/2016, http://novpol.org/ru/E17s72wn-/V-lunnom-svete. 12 Dziewczyna, która lubi jego krawat, s. 66. 10

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

91


W sposób celny acz dowcipny i serdeczny opisał Stycznia przyjaciel – Rafał Wojaczek13 w poemacie Notatki do opisu Januszu Stycznia14 Janusz Styczeń imię i nazwisko ojciec i matka zdaje się także brat czy dwu dokładnie nie pamiętam spytam przy okazji ukończone studia wyższe wydział humanistyczny filologia polska magister to brzmi nie najgorzej choć zdaje się Janusz o to nie stoi (...) Głównym celem wydania Pani Wyroczni jest przypomnienie czytelnikom poezji Stycznia, szczególnie wczesnej. Od lat nie ma w bibliotekach ani na rynku księgarskim wczesnych tomików Janusza. Poeta również nie ma kompletu swoich książek. Część pierwsza − Tajemnice Czasu to wiersze, które poeta pisał w latach 1970-2010, a które dotychczas chronił przed światem jak relikwie, jak tajemnicę, jak wyraz pragnień, oczekiwań, niespełnień, marzeń. Część druga − Światy tajemne − zawiera wiersze ukazujące się wcześniej tylko w pismach artystycznych i w prasie literackiej (1960-2016). Tomikiem Pani Wyrocznia pragnę przypomnieć o Styczniu, o jego poezji, której nie zna najmłodsze pokolenie czytelników. Odchodzą także przyjaciele – pisarze, krytycy: Ernest Dyczek (1935-2014), Feliks Netz (1939-2015), Salomea Kapuścińska (1940-2016), Tomasz Burek (1938-2017), którzy mogliby opowiedzieć o poezji szczególnej, o poecie wyjątkowym, o człowieku bezkompromisowym, rzadko nagradzanym − w ostatnich latach bardzo samotnym. Ludzie odchodzą. Czas odchodzi. Pani Wyrocznia kontroluje czas15. K. Kuzborska

Rafał Wojaczek (6 grudnia 1945 Mikołów − 11 maja 1971 Wrocław) wkrótce skończyłby 72 lata, a już od 46 nie ma go wśród nas. Jest i zostanie w naszej pamięci. 14 Pełny tekst utworu Wojaczka na stronie poety: janusz.styczen.artwroc.com. 15 Paweł Krasnodębski napisał w liście do Janusza: Pani Wyrocznia kontroluje ciszę. Katowice, 2 czerwca 2017. 13

92

ISBN 978-83-938532-3-6


Kazimiera Kuzborska − Nota o poecie Janusz Styczeń − poeta i dramaturg − urodził się w 27 listopada 1939 roku w Biadolinach Szlacheckich, województwo małopolskie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim Wydział Filologiczny (1962). Promotorem pracy dyplomowej Kształt sentymentalizmu w poezji Ignacego Bykowskiego był prof. Władysław Floryan (1907-1991). Styczeń debiutował opowiadaniem Reqiuem dla nieśmiałego w „Odrze” (1960). Współtworzył m.in. z Ernestem Dyczkiem, Jerzym Plutą, Bogusławem Kiercem grupę poetycką Ugrupowanie 66, założoną na jednej z Kłodzkich Wiosen Poetyckich. Pierwszym opublikowanym tomikiem Stycznia były Kontury (1966). Do Związku Literatów Polskich przyjęty został w 1969 roku po opublikowaniu tomiku Lustro-sofista. Od 1989 należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka we Wrocławiu od 1946 roku. Tomiki poetyckie Pani Wyrocznia, 2016, wyd. I Furia instynktu, 2011 Zamarznięty łabędź, 2007 Melancholii symboli, 2003 Wieczna noc miłosna, 1999 Groza wtajemniczenia, 1996 Poezja mroku, 1995 Liście księżyca, 1989 Mężczyzna i kobieta patrzą na księżyc, 1989 Wiersze wybrane, 1984 Trujące piękno, 1982 Widzialne ciała tajemnicy, 1982 Rozkosz gotycka, 1980 Ten najżarliwszy seans spirytystyczny, 1975 Boski paragraf, 1971 Lustro-sofista, 1969 Kontury, 1966 Dramaty Echnaton i inne dramaty, 1982 Uśnij snem morskim i inne dramaty, 1977 Utwory Stycznia publikowane były w pismach artystycznych i prasie literackiej, m.in.: „Akcent”, „Akapit”, „Arkusz”, „Dialog”, „Format”, „Kwartalnik Artystyczny”, „List Oceaniczny” (Kanada), „Nurt”, „Nowy Nurt”, "Migotania, Przejaśnienia", „Odra”, „Poezja”, „Pomosty”, „Strony”, „Student” „Sycyna”, „Śląsk”, „Topos”, „Twój Styl”, „Twórczość”, „Wiadomości Kulturalne”, „Wieczór Wrocławia” „Życie Literackie”. Wiersze poety tłumaczone były na języki: angielski, japoński, niemiecki, rosyjski, serbochorwacki, ukraiński.

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

93


94

ISBN 978-83-938532-3-6


Gratulacje otrzymane przez poetę

Januszu Drogi − dziękuję za oszałamiającą Panią Wyrocznię. Przeczytałem od deski do deski − z mocną satysfakcją i radością obcowania z cudownymi, realniejszymi od jawy, snami znakomitej poezji. Gratuluję Ci najserdeczniej Bogusław Kierc

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

95


Spis treści Janusz Styczeń − Od Faulknera uczyłem się, jak oswajać grozę Cz. I. Tajemnice Czasu 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10. 11. 12. 13. 14. 15. 16. 17. 18. 19. 20. 21. 22. 23. 24. 25. 26. 27. 28. 29.

96

Czysta miłość Przypływ i odpływ Spacer wśród snów Tożsamość Dzieci kwiaty Czy może mi pan podać ogień? Schodami w górę, schodami w dół Bez skrzydeł i bez łuku Dama z kielichem Sarkofag Jawa i noc Sekrety alkowy Krwawiące marzenie Królowa miłości Mokre serce Monstrualna metamorfoza Kwiaty dla kurtyzany Kobieta i pies Ostatni spektakl Tren Śnieg na grobie Pierwszy raz Nimfa Widmo Safona Duch tańca Oczy otwarte i zamknięte Klips Mroczny przyjaciel

ISBN 978-83-938532-3-6

3 5 6 6 7 7 8 9 10 11 12 13 14 14 16 17 18 19 19 21 22 22 23 24 24 25 25 26 27 28 29


Cz. II. Światy tajemne 30. 31. 32. 33. 34. 35. 36. 37. 38. 39. 40. 41. 42. 43. 44. 45. 46. 47. 48. 49. 50. 51. 52. 53. 54. 55. 56. 57. 58. 59. 60. 61. 62. 63. 64. 65. 66. 67. 68. 69.

31

Pani Wyrocznia Stary jak Ramzes Mistrz Stary mężczyzna patrzy na jesień Sam z welonem Miłość po śmierci Biała róża na grobie Pierwsza róża w noc Morscy kochankowie Ciało poezji Roztargniona topiel Biała rozłąka Kobieta karmiąca łabędzie Uciekająca Dafne Ukryty w deszczu Ciemna więź Dziewczyna z ławki dworcowej Sylwester w sześćdziesiątym piątym Rycerz melancholii Obserwator Kwiaty we flakonie Afrodyta Kallipygos Mężczyzna jako posąg Dotykanie marzenia Mały kwiatek Kwiaty w środku ciała Nieznana grota Małe pomarszczone jabłko Źródło i róża Zamknięte dusze Przewodnik Z odwróconą głową Zwyczajne piersi Strażniczki grobu Podpalone zdjęcie Front miłosny Najcichsze pożegnanie Małżeńskie medium Prawie w drzwiach Samson i Dalila

32 33 34 35 36 36 37 38 38 39 39 40 41 41 42 42 43 44 45 45 46 46 48 49 50 51 51 52 53 54 54 55 55 56 56 58 59 59 60 Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

97


70. 71. 72. 73. 74. 75. 76. 77. 78. 79. 80. 81. 82. 83. 84. 85. 86. 87. 88. 89. 90. 91. 92. 93. 94. 95. 96. 97. 98. 99. 100. 101.

Sąsiedztwa i kwiaty Płyńmy z deszczem Kobieta w futrze Staruszka, która znała Van Gogha Przygotowania do pogrzebu Kartka na sukience Dziewczyna, która lubi jego krawat Na progu sypialni Dziwne spotkanie Nie poznał pierwszej ukochanej Myśli dziewczyny niemogącej usnąć Początek miłości Miłość na fortepianie Hiszpańska mucha Wilgoć księżyca Ogrodowe ozdoby Księżycowy ślub Śmiertelne wesele Imperium jednej chwili Upuszczona chusteczka Pogoń Pod drzwiami Wróżba z deszczu Ulewa Reszta gwałtu Ciało nostalgii Przelewający się flakon Zraniony posłaniec Gwiazdka Kontakt Sfinks Dobranoc

Janusz Styczeń − Pragnę, by wiersz był widzialną stroną niewidzialnego Nagroda Literacka Czterech Kolumn Kazimiera Kuzborska − Pani Wyrocznia kontroluje Czas Nota o poecie Orfeusz − Nagroda Poetycka Gratulacje otrzymane przez poetę Spis treści Stopka redakcyjna

98

ISBN 978-83-938532-3-6

61 61 62 63 64 65 66 66 67 68 69 69 70 71 72 73 74 72 75 76 76 78 78 78 79 80 81 81 83 84 85 85 86 87 88 93 94 95 96 100


Kazimiera Kuzborska z Januszem Styczniem, Domek Romański Wrocław, 26 kwietnia 2007, fot. Przemysław Kuzborski

Janusz Styczeń − Pani Wyrocznia

99


Janusz Styczeń

Pani Wyrocznia Publikacja objęta prawem autorskim | All right reserved © Kazimiera Kuzborska i Janusz Styczeń

seria tomik wydany z okazji jubileuszy Janusza Stycznia redakcja merytoryczna dobór tekstów i zdjęć projekt graficzny i skład na okładce jako Dafne kontakt z artystą wydawca © druk i oprawa wydanie wymiary nakład

Ocalić od zapomnienia 50-lecie pracy artystycznej 77-lecie urodzin

© Kazimiera Kuzborska

Monika Ćma, modelka, fot. P. Kuzborski janusz.styczen@artwroc.com janusz.styczen.artwroc.com Kazimiera Kuzborska kuzborska.artwroc.com, 510 764 257 Therismos Sp. z o.o. II, zmienione 15,5 × 23 cm 60 egz.

ISBN 978-83-938532-3-6

100

ISBN 978-83-938532-3-6

Profile for © kkuzborska, redakcja artwroc

Janusz Styczeń, Pani Wyrocznia, wyd. II zmienione  

wydawca © k.kuzborska

Janusz Styczeń, Pani Wyrocznia, wyd. II zmienione  

wydawca © k.kuzborska

Advertisement