Page 1

czasopismo knhs uj zima 2018 nr 75 •

Societas Historicorum

1 MARCA – NARODOWY DZIEŃ PAMIĘCI „ŻOŁNIERZY WYKLĘT YCH”

1


nr 75 zima 2018

Redaktor naczelny: Aleksandra Czyż Z-cy redaktora naczelnego: Patrycja Grempka, Krzysztof Pięciak Skład i łamanie: Weronika Pasek Korekta: Patrycja Grempka, Agata Kwiatek, Krzysztof Pięciak oraz Koło Naukowe Edytorów UJ w składzie: Urszula Lewoc, Iga Przytuła, Ewa Dryjka, Patrycja Pączek Przewodniczące zespołu: Magdalena Merchut, Urszula Żupnik, Aleksandra Drewniak Opieka naukowa pisma: dr hab. Jakub Polit Kraków 2018

3 Walka o niepodległość, walka o pamięć/ Dawid Golik 5 Armia Krajowa w północnej części ziemi olkuskiej wobec zbliżającego się „wyzwolenia” 1944/1945 roku/ Mateusz Radomski 13 Żołnierze z „morza mgieł”. 1 Pułk Strzelców Podhalańskich AK w „Burzy” na terenie Beskidu Wyspowego/ Małgorzata Woźniak 23 Sieradzcy żołnierze „Warszyca” – Komenda Powiatowa KWP „Młockarnia”/ Adrian Zmysłowski 34 Grób w Wadowicach. Partyzancka historia Mieczysława Zaręby/ Krzysztof Pięciak 42 „Martwego, ale cię bandyto dostałem”. Antoni Stefaniak „Sęp” (1924–1946)/ Bogumił Peczka 47 UPA jako propagandowe narzędzie kompromitacji żołnierzy niezłomnych/ Piotr Kołodziej 53 „Ja jeszcze tylko żyję…”/ rozmowa Konrada Kuliga z ostatnim żołnierzem oddziału „Hardego”, Janem Jurczykiem

Fotografia na okładce: Partyzanci oddziału NSZ por. „Czecha”, „Czesława Rudnickiego” (NN). W środku z ręką na temblaku ppor. Jan Siewiera „Wicher” i łączniczka Genowefa Olejnik. Zdjęcie zrobione między listopadem 1944 r. a marcem 1945 r. (ze zbiorów K. Pięciaka).

2


Walka o niepodległość, walka o pamięć Dzieje polskiego podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej oraz po jej zakończeniu stanowią niewątpliwie jeden z bardziej fascynujących fragmentów najnowszej historii Polski. I mimo że wiele już na ten temat napisano, wciąż nie jesteśmy w stanie odtworzyć pełnego obrazu zarówno Polskiego Państwa Podziemnego, jak też zjawiska tzw. Żołnierzy Wyklętych. Brakuje biogramów uczestników walk, bilansu strat, nie są znane wszystkie powiązania organizacyjne podziemia czy też jego pełne zaplecze społeczne i myśl ideowa. Z drugiej strony nadal niewiele wiemy o sposobach jego zwalczania (paradoksalnie więcej wiemy o metodach i efektach pracy komunistów niż np. Niemców), grach operacyjnych służb specjalnych, a w końcu represjach i szykanach – które niejednokrotnie dotykały całe rodziny działaczy niepodległościowych oraz ich współpracowników. W końcu wciąż słabo przebija się do świadomości społecznej ciągłość walki rozpoczętej we wrześniu 1939 roku, a zakończonej dopiero wiele lat po wojnie, w której sztuczna de facto cezura roku 1945 ma jedynie wartość symboliczną. W tym kontekście niezwykle ważne są badania regionalne podejmowane przez młodych historyków, niejednokrotnie odkrywających w ich trakcie dzieje swoich małych ojczyzn, społeczności, w których się wychowywali, czy rodzin. Pokłosiem ich pracy jest m.in. niniejszy zbiór, w którym przeplatają się losy żołnierzy Armii Krajowej, partyzantów powojennego podziemia antykomunistycznego, jak również przedstawione są sposoby zafałszowywania historii przez propagandę okresu PRL (na przykładzie relacji WiN–UPA) i próby odbudowy pozytywnego wizerunku podziemia podejmowane już w okresie III RP. Zakres terytorialny i tematyczny artykułów jest przy tym stosunkowo szeroki. Wśród nich znalazły się teksty poświęcone utworzonym na Podhalu oraz ziemi olkuskiej zgrupowaniom partyzanckim AK, których dowódcy na przełomie 1944 i 1945 roku musieli przygotować swoich

żołnierzy do wkroczenia Armii Czerwonej i „nowej okupacji”, jednocześnie zmagając się z niemieckimi akcjami pacyfikacyjnymi. Z Małopolski czytelnik przenieść się może w okolice Sieradza i Bełchatowa, gdzie na kadrach rozwiązanej już AK działalność rozpoczęło Konspiracyjne Wojsko Polskie, stając się jedną z najważniejszych regionalnych organizacji niepodległościowych powojennej Polski. W zbiorze znaleźć też można historię tzw. ostatnich leśnych – tych, którzy stawiali opór najdłużej, nie ujawnili się w czasie komunistycznych amnestii lub zagrożeni represjami postanowili ponownie sięgnąć po broń. W tym kontekście warto zaznaczyć, że decyzja ta nie zawsze była oczywista i na to, czy ktoś znalazł się w grupie partyzanckiej wpływ mogło mieć wiele czynników, w tym zwykły zbieg okoliczności. Doskonałym tego przykładem są opisane w jednym z artykułów losy Mieczysława Zaręby, który zginął w walce z komunistyczną obławą w 1949 roku. Dające się zauważyć zainteresowanie młodych badaczy działalnością podziemia niepodległościowego wiąże się zapewne z silną obecnością Powstania Warszawskiego czy Żołnierzy Wyklętych w dyskursie publicznym, stopniowym przenikaniem tych zjawisk do kultury popularnej oraz corocznymi uroczystościami państwowymi, które odbywają się w marcu i sierpniu. Popularyzacji historii podziemia towarzyszy też stosunkowo szeroki dostęp do materiałów archiwalnych – zbiorów dokumentów wytworzonych przez AK i inne formacje niepodległościowe, raportów niemieckich na temat zwalczania podziemia oraz materiałów operacyjnych UB i SB, a także akt procesowych partyzantów. To wszystko pozwala na odkrywanie konkretnych historii „kawałek po kawałku” i budowanie z nich spójnych narracji na temat walki zbrojnej z obydwoma totalitaryzmami. Walki ważnej i mającej za cel odzyskanie przez Polskę niepodległości, nie „czarno-białej”, lecz mieniącej się wieloma kolorami. 3


nr 75 zima 2018

Ażeby dostrzec wszystkie odcienie minionych wydarzeń nie wystarczy skupić się na dokumentach, gdyż można wówczas stracić z pola widzenia kontekst badanej sprawy i ludzi w nią zaangażowanych. Odpowiednią optykę i dystans do archiwaliów zapewnić może jedynie konfrontowanie ich z relacjami świadków i korzystanie z zasobów ich pamięci. Młodzi badacze zdają się ten fakt dostrzegać, stąd też wśród publikowanych materiałów znalazła się rozmowa z jednym

z ostatnich żołnierzy AK. Swoistym memento dla historyków i jednocześnie ostrzeżeniem przed upływającym czasem powinien być jej tytuł, a zarazem fragment z wypowiedzi bohatera, w którym stwierdza: „Ja jeszcze tylko żyję…”. To ostatni moment, żeby oddać walczącym honory, opisać i spopularyzować ich historię, ale też, żeby zapytać ich o to, jak było naprawdę… Dawid Golik


A rmia K rajowa w północnej części ziemi olkuskiej wobec

zbliżającego się „wyzwolenia”

1944/1945 roku

Ziemia olkuska w granicach przedwojennego powiatu sięgała po Kroczyce na północy i Niesułowice na południu. Wgląd w społeczne uwarunkowania, jakie panowały na tym obszarze, pozwala zrozumieć niektóre z postaw osób związanych z podziemiem niepodległościowym, które działały na tym terenie. W Kluczach, Olkuszu czy Wolbromiu znajdowało się kilka fabryk, ale znaczną część tych terenów zajmowały również tereny rolnicze, zatem wytworzyła się tam swoista mieszanka ruchu ludowego i robotniczego. Uwidoczniło się to w charakterze organizacji związanych z ruchem oporu przeciwko okupantowi oraz w ich postawie wobec wkraczającej na ten obszar Armii Czerwonej. 5 września 1939  roku Niemcy zajęli Olkusz, a w ciągu kilku następnych dni – całą ziemię olkuską, wprowadzając nowe porządki. Dekretem z 8 października 1939 roku Adolf Hitler wcielił prawie jedną czwartą ziem II RP do Rzeszy, a z pozostałych utworzył Generalne Gubernatorstwo ze stolicą w Krakowie1. Powiat olkuski podzielono na dwie części – południowo-zachodnia została wcielona do Rzeszy, natomiast północno-wschodnia do GG. Granica przebiegała, zaczynając od południa, pomiędzy Gorenicami a Racławicami, Zimnodołem a Zedermanem, Sienicznem a Kosmolowem, lasami na wschód od Olkusza a Troksem do stacji kolejowej Rabsztyn, Kwaśniowem a Ryczówkiem przez las na wschód od Żelazka, Śrubarni, Podzamcza, Ryczowa oraz pomiędzy Bzowem a Karlinem w kierunku Częstochowy2. Północno-wschodni teren powiatu przypisano starostwu miechowskiemu, tworząc Landkommissar Wolbrom. Okupant nie zadowolił się samym zajęciem tych terenów, ale dążył do podporządkowania, upodlenia i eksterminacji narodu polskiego. Rozpoczęto wywózki na roboty do Niemiec, przesiedlenia, kolonizowanie 1 Dzieje Olkusza i regionu olkuskiego, t. II, red. F. Kiryk, R. Kołodziejczyk, Kraków 1978, s. 127–136. 2 S. Sowula, Ruch oporu na ziemi olkuskiej, [w:] Partyzanckie wspomnienia. Zeszyt 2, red. J. Jarno, Z. Mędrek, S. Sowula, Olkusz 2004, s. 5–6.

tych terenów przez Niemców oraz aresztowania i morderstwa, w szczególności inteligencji. Takie działania wywołały zrozumiały opór miesz­kańców. Szybko na tym terenie pojawiła się Służba Zwycięstwu Polski, przemianowana później na Związek Walki Zbrojnej, a następnie na Armię Krajową; działała również Organizacja Orła Białego. Powstała także Gwardia Ludowa Polskiej Partii Socjalistycznej (w konspiracji Polskiej Partii Socjalistycznej – Wolność, Równość, Niepodległość) oraz Chłopska Straż („Chłostra”), której nazwę zmieniono potem na Bataliony Chłopskie, stanowiące po scaleniu z Armią Krajową jej fundament na terenach wiejskich. To właśnie AK stworzyła na ziemi olkuskiej największą siatkę konspiracyjną i  najliczniejszą podziemną armię. Południowo-zachodnia część powiatu olkuskiego została wcielona do Okręgu Śląsk AK, a część północno-zachodnia do Okręgu Kraków AK. Armia Krajowa, organizacja o zasięgu ogól­ no­polskim, która była zbrojnym ramieniem Polskiego Państwa Podziemnego, prowadziła dzia­łalność konspiracyjną, zbierała informacje o ruchach okupanta, przeprowadzała akcje dywersyjne, wykonywała wyroki podziemnych sądów oraz szkoliła kadry wojskowe. Wszystkie te działania zmierzały do oswobodzenia kraju. Nie wiedząc o postanowieniach teherańskich, AK przygotowywała się do akcji o kryptonimie 5


nr 75 zima 2018

„Burza”, która zakładała próbę wyzwolenia z rąk wycofującego się niemieckiego okupanta zajętych ziem polskich, aby w momencie wkroczenia oddziałów Armii Czerwonej przyjąć Sowietów w roli gospodarza. Wypadki potoczyły się jednak inaczej niż planowali członkowie organizacji. Korzystając z pomocy AK, Armia Czerwona „wyzwalała” kolejne tereny, jednak po zakończeniu działań wojennych na danym obszarze żołnierze byli więzieni, wywożeni do łagrów lub mordowani przez radziecki aparat bezpieczeństwa. Wobec takich działań poszczególne jednostki wojskowe AK zachowywały się różnie, nieraz walcząc z „wyzwolicielami” lub wchodząc w sytuacyjne rozejmy z Niemcami, czego nie omieszkała wykorzystać komunistyczna propaganda. W sierpniu 1944 roku Warszawa została osamotniona w walce z Niemcami, gdyż zarówno 1 Front Białoruski, jak i 1 Front Ukraiński zatrzymały się na linii Wisły. Sytuacja patowa trwała do 12 stycznia 1945 roku, kiedy to ruszyła operacja wiślańsko-odrzańska3. Jednak podczas tych kilku miesięcy dowódcy okręgów krakowskiego i śląskiego, a także podległych im jednostek, mieli czas na zapoznanie się z informacjami ze wschodu oraz na podjęcie decyzji w sprawie dalszych działań względem Niemców i  nieuchronnie mających wkroczyć Sowietów. Jak zachowali się dowódcy i żołnierze na terenie ziemi olkuskiej? „Winiarnia” Armia Krajowa miała precyzyjnie określoną strukturę organizacyjną, co w znacznym stopniu ułatwiało konspirację. Aby odtworzyć jednostki wojskowe działające przed wojną obronną w 1939  roku oraz usprawnić działalność organizacji powstawały wyodrębnione z okręgów inspektoraty, które składały się z obwodów i starały się stworzyć konkretną jednostkę lub przywrócić ją choćby z nazwy. Przykładem jest Inspektorat Miechowski o kryptonimie „Maria, Dom”, w którego skład wchodziła ziemia olkuska oraz miechowska i kazimiersko-pińczowska. 31 lipca 1944 roku oficjalnie zlecono inspektorowi „Marii” Bolesławowi Nieczui-Ostrowskiemu, ps. 1000, Bolko, stworzenie 106 Dywizji Piechoty Armii Krajowej [dalej: 106 DP AK] i odnowienie Krakowskiej Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej. 3 Dzieje Olkusza i regionu olkuskiego, op. cit., s. 219–220.

6

W skład dywizji miały wchodzić trzy pułki: 120 pp pińczowski „Kawiarnia”, 112 pp miechowski „Mleczarnia” oraz 116 pp olkuski „Winiarnia”4. Na czele olkuskiego pułku stał kpt. Jan Kałymon, ps. Teofil. W skład tej jednostki wchodziły cztery bataliony. I batalion działał w rejonie Żarnowca; dowodził nim kpt. Józef Buczyński, ps. Białoń, a następnie ppor. Stanisław Wałek. II batalion operował w rejonie Kroczyc i Kidowa pod dowództwem por. Władysława Stepokury, ps. Zawiślak. III batalion działał w rejonie Pilicy, Dłużca i Żarnowca, a jego zwierzchnikiem był por. Władysław Nowak, ps. Zempliński. IV batalion, na czele z kpt. Stefanem Philippem, ps. Poraj, był czynny w rejonie Jangrota i Sułoszowej. Wszystkie te oddziały tworzyli konspiratorzy, którzy przechodzili szkolenia, kursy i doskonalili się w żołnierskim fachu po to, żeby na rozkaz mobilizacji stanąć do walki5. Sytuacja 106 DP AK, a przez to całego Inspektoratu, była dość komfortowa, ponieważ jej żołnierze wiedzieli, co dzieje się za Wisłą. Mieli informacje o tym, w jaki sposób działają bolszewicy w stosunku do żołnierzy AK. Z tego powodu prowadzono również obserwacje komunistów spod znaku Polskiej Partii Robotniczej [dalej: PPR], a także sowieckich skoczków przybywających na ten teren z końcem 1944 i początkiem 1945 roku6. Latem 1944 roku siatka terenowa zaobserwowała wzmożoną działalność oddziałów PPR-u. Ich działanie było efektowne, co dawało złudzenie dużej siły; Jeden z meldunków wspominał o bandach „komunistyczno-rabunkowych”, stanowiących plagę na tym terenie7. Wraz z jesienią przystąpili do działania sowieccy spadochroniarze i partyzantka. Pojawiali się agitatorzy zza linii frontu, którzy pod osłoną PPR-u szerzyli

4 B. Nieczuja-Ostrowski, Rzeczpospolita Partyzancka. Inspektorat „Maria” w walce, Warszawa 1991, s. 26. 5 Ibidem, s. 457. 6 IPN BU 1558/275, Armia Krajowa, Okręg Kraków, Inspektorat Miechów, Odpowiedź na pismo z dnia 21.X.1944, miejsce postoju samodzielnego batalionu szturmowego „Suszarnia”, 24.X.1944, k. 89. 7 IPN BU 1558/365, 116 pułk piechoty ziemi olkuskowolbromskiej kryptonim Winiarnia, Dowódca „Teofil” – Jan Kałymon, Kadry, rekwizycje, dyscyplina, meldunki sytuacyjne, akcje zbrojne, rozkazy dzienne, Meldunek sytuacyjny z dnia 21.9.1944, k. 114.


Societas Historicorum

Zakres terytorialny Inspektoratu ,,Maria" AK/106 DP AK wraz z podziałem na jednostki taktyczne (z katalogu Wystawy Dokumentów i Fotografii Żołnierzy Inspektoratu AK „Maria” „Nasza droga do Niepodległości 1939–1989”, k. 232).

komunistyczną propagandę8. Powstawały oddziały Armii Ludowej, do których dołączali dezerterzy rosyjscy, wcześniej wcieleni do armii niemieckiej. Grupy te potrzebowały środków do utrzymania, a jako głównego dawcę kontrybucji obrały sobie dwory, skąd próbowały wymuszać dostarczanie towarów pod pozorem działalności komendy obwodowej AL9. Żołnierze AL posuwali się także do brutalniejszych metod, takich jak cykliczne rabunki tychże majątków. Armia Krajowa przeciwdziałała takim sytuacjom, choćby przez aresztowanie winowajców lub ostrzeżenia. Jeżeli to nie dawało rezultatu, przystępowano

8 IPN BU 1558/273, Dowódca „Bolko” – Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski, Kadry, awanse, akcje zbrojne, ewidencja, rabunki, stosunek AK do NSZ i PPR, szkolenia, łączność, sądy, Meldunek sytuacyjny z dnia 12.12.1944, k. 18. 9 Ibidem, k. 23.

do kontrakcji10. Zalecane było nie walczyć z komunistami i pod żadnym pozorem nie zwalczać skoczków sowieckich. Sowieci wspierali oddziały bandyckie, otrzymywali ciągłe zrzuty ze strony frontu, co utrudniało działanie AK. Bandyci rośli w siłę, przez co trudniej było ich likwidować; do tego dochodziły jeszcze akcje Sowietów i PPR-owców na oddziały niemieckie, co mogło powodować represje11. Generał „1000” w jednym z rozkazów zakazał atakować 10 IPN BU 1558/527, Armia Krajowa, Okręg Kraków, krypt. „Gobelin”, „Godło”, „Muzeum”, Grupa Obserwacyjna Kraków, Dowódca – Edward Godlewski, pseudonim Garda, Rozkazy dotyczące m.in. przestępstw popełnianych przez żołnierzy AK, propagandy okupanta, nastrojów wśród żołnierzy AK, wykazu sprzętu pochodzącego z zrzutu, Wyciąg meldunku z dnia 21.12.1944, k. 2. 11 IPN BU 1558/274, Kadry, awanse, aprowizacja, kwatermistrzostwo, akcja „Burza”, przestępczość, żandarmeria polowa WSS, rozkazy, instrukcje, korespondencja, meldunki,

7


nr 75 zima 2018

St. sierżant Jan Pieńkowski ps. Mohort – dowódca jednego z plutonów SBS „Suszarnia”. Sierpień–październik 1944 r., Las Sancygniowski (z katalogu Wystawy Dokumentów i Fotografii Żołnierzy Inspektoratu AK „Maria” „Nasza droga do Niepodległości 1939–1989”, k. 455).

Niemców ze względu na to, że może to spowodować represje ludności w formie pacyfikacji12. Bandy działały nie tylko w porozumieniu, ale również razem z PPR-em i Sowietami. Nie dość było im napadów i grabieży, oczerniały również akowców, nazywając ich „pańskim wojskiem”. Mówiły o „zasranej Polsce”, ale także nie kryły się z chęcią pacyfikacji oddziałów Inspektoratu „Maria”, co więcej – po przesłuchaniu schwytanych komunistów z PPR-u okazało się, że mają oni rozkaz likwidowania mniejszych grup AK13. szkice, Wytyczne dotyczące zachowania wobec ugrupowań komunistycznych , k. 233. 12 IPN BU 1558/274, Kadry, awanse, aprowizacja, kwatermistrzostwo, akcja „Burza”, przestępczość, żandarmeria polowa WSS, rozkazy, instrukcje, korespondencja, meldunki, szkice, k. 80. 13 IPN BU 1558/273, Dowódca „Bolko” – Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski, Kadry, awanse, akcje zbrojne, ewidencja,

8

W jednym z meldunków żołnierz o ps. Dłuto relacjonuje, co usłyszał od obywatela (czy może raczej towarzysza) Kwiatkowskiego: „polski robotnik i chłop stworzy z niej [Polski – przyp. MR] jedną z Republik Sowieckich”. Dalej: „Przeczymają tylko Ci – te dzieci, które wiodzą się w dobre wprowadzenie nowego porządku (…), którzy będą kroczyć po rynsztokach we krwi polskich psów”14. Zimą 1944/1945 roku działalność komunistów nie zmalała, jeden z oddziałów pod dowództwem „Gutka” liczył 60 ludzi, grupa „Wasyla” równie dużo, a jeszcze inna 30 ludzi15. Te jednostki były niebezpieczne ze względu na to, że dostawały rozkazy atakowania oddziałów AK operujących na tym samym terenie. Działalność komunistów nie ograniczała się tylko do walki z bronią w ręku. Starali się też rozbić wewnętrznie AK przez przekonywanie jej członków do działania z nimi; w większym stopniu podatne na takie działanie były oddziały lub konkretne osoby, które wcześniej związały się z Batalionami Chłopskimi. Jak pisał „Bolko”: „ulega [BCh – przyp. MR] tu i ówdzie wpływom PPR”16. Podobną politykę zjednywania prowadzili Niemcy – w listopadzie 1944  roku na terenie kontrolowanym przez „Winiarnię” próbowali stworzyć Samorząd Powiatowy Polaków, fikcyjny organ władzy, który miał dać Polakom jedynie poczucie, że ich głos coś znaczy. Przed tymi zabiegami przestrzegał generał „1000”. Zauważył hipokryzję Niemców, którzy starają się „bałamucić” naród polski dzięki „pięknym słówkom i  obietnicom” lub np. wypuszczają złapanych żołnierzy podziemia, z drugiej strony nie rezygnując z terroru, łapanek i wyniszczania ludności17. Można zauważyć, że rozkaz „Bolka” dotyczący zakazu członkostwa w tym samorządzie chronił ludzi i jego samego jako dowódcę rabunki, stosunek AK do NSZ i PPR, szkolenia, łączność, sądy, Meldunek sytuacyjny z dn. 12.12.1944, k. 18. 14 IPN BU 1558/273, Dowódca „Bolko” – Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski, Kadry, awanse, akcje zbrojne, ewidencja, rabunki, stosunek AK do NSZ i PPR, szkolenia, łączność, sądy, Meldunek sytuacyjny z dnia 12.12.1944, k. 20. 15 Ibidem, Meldunek z dn. 7.12.1944, k. 21. 16 Ibidem, Meldunek o sytuacji politycznej, k. 19. 17 IPN BU 1558/273, Dowódca „Bolko” – Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski, Kadry, awanse, akcje zbrojne, ewidencja, rabunki, stosunek AK do NSZ i PPR, szkolenia, łączność, sądy, k. 162.


Societas Historicorum

Sierpień–październik 1944 r., Las Sancygniowski. Ćwiczenia Samodzielnego Batalionu Partyzanckiego ,,Suszarnia" 106 DP AK (z katalogu Wystawy Dokumentów i Fotografii Żołnierzy Inspektoratu AK „Maria” „Nasza droga do Niepodległości 1939–1989”, k. 462).

od oskarżenia o bycie konfidentem, a także zabezpieczał podległych mu żołnierzy z AK przed posądzeniem przez Sowietów o kolaborację, co w swojej propagandzie podkreślali. Podczas sierpniowej mobilizacji planowano akcję wyzwalania terenów spod niemieckiej okupacji. W wypadku przyjścia Rosjan teren miał być opanowany, a „wyzwolicieli” mieli witać jak gospodarze zadomowieni na tym terenie Polacy18. W oddziałach AK pojawiali się dezerterzy z różnych niemieckich formacji – często byli to Ukraińcy, ale również Niemcy. Stanowili oni część oddziałów partyzanckich, a także razem z nimi chodzili na akcje. Jednak na jednym z takich wypadów w październiku 1944 roku został schwytany przez Niemców pchor. „Gest” z 207 baonu policji ukraińskiej, który podczas przesłuchania zaczął „sypać”, podał nazwiska i pseudonimy znanych mu oficerów, ale też scharakteryzował 18 D. Golik, „Na zawsze wierni tylko Polsce”, [w:] Wielka księga Armii Krajowej, red. E. Olaszek i in., Kraków 2015, s. 421.

prace jednego z obwodów AK. Dlatego 30 października „1000” wydał zakaz przyjmowania dezerterów do oddziału, a tym, którzy już w nich byli, zabronił brać udział w operacjach oddziału z wyjątkiem akcji specjalnych19. Rozwinęła się też, choć w niedużym stopniu, praktyka przyjmowania do oddziałów volksdeutschów, którzy musieli się ukrywać przed niemiecką policją, twierdząc, że są szykanowani i prześladowani, a wstąpienie do AK traktowali jako swoistą „rehabilitację”. „Dowiedziawszy się o tym, „Bolko” wydał zakaz przyjmowania takich osób do oddziału bez wcześniejszego ich sprawdzenia20. Jeśli podczas potyczki któryś z Niemców został jeńcem AK, miał być on transportowany 19 IPN BU 1558/275, Armia Krajowa, Okręg Kraków, Inspektorat Miechów, Rozkaz w sprawie przyjmowania niemieckich dezerterów, k. 88. 20 IPN BU 1558/273, Dowódca „Bolko” – Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski, Kadry, awanse, akcje zbrojne, ewidencja, rabunki, stosunek AK do NSZ i PPR, szkolenia, łączność, sądy, Volksdeutche w AK, k. 313.

9


nr 75 zima 2018

do specjalnego punktu przesyłkowego jeńców. Następnie schwytani byli wymieniani na członków AK podczas pertraktacji z niemieckimi władzami21. Późną jesienią został wydany rozkaz, aby nie wchodzić w zatargi z oddziałami niemieckimi, żeby nie prowokować pacyfikacji okolicznej ludności. Działanie w drugą stronę też było zabronione, ponieważ, jak pisze „Bolko” w rozkazie z grudnia 1944 roku, zatargi z Niemcami nie były w interesie AK. Niemniej zdarzały się przypadki, że szeregowi żołnierze wchodzili w rozmowy z żołnierzami strony przeciwnej, nie informując o tym swoich przełożonych. Było to niebezpieczne ze względów propagandowych, o czym wiedział generał Nieczuja-Ostrowski. Dlatego też zabronił kontaktów z Niemcami, a gdyby oni chcieli się porozumieć z AK, należało ich poinformować, że AK ma na celu walkę z bandytyzmem, z czym daje sobie radę i pomoc z ich strony jest niepotrzebna, lub powoływać się na rozkazy i stwierdzić, że żołnierz jest od tego, aby je wykonywać22. Generał „1000” aby przeciwdziałać komunistycznej propagandzie postanowił zwiększyć hart ducha żołnierzy. Służyć temu miał „Komunikat AK”. Ta swego rodzaju gazetka, zgodnie z rozkazem z 16 listopada 1944 roku, miała zawierać najświeższe informacje z prasy alian­ ckiej, aktualnie hasła czy informacje zasłyszane w radiu. Bataliony planowały wydawać to pismo początkowo dwa razy w tygodniu z zachowaniem wszystkich zasad konspiracji. Dowództwo przewidziało comiesięczną dotację w wysokości 500 zł na sprzęt do druku, a także dostarczanie papieru, kalek itp. Co więcej, rozpisano konkurs na to, kto szybciej wyda pierwszy numer, oraz na największy nakład, z nagrodami pieniężnymi rzędu 3000 zł za pierwsze miejsce. W rozkazie również zawarto informację o utworzeniu „patroli propagandowych” przy batalionach23. Podobny konkurs rozpisano na odznakę 106 DP. 24 stycznia 1945  roku ppłk Bolesław Nieczuja-Ostrowski, dowiedziawszy się o rozwiązaniu 21 Ibidem, k. 242. 22 IPN BU 1558/275, Armia Krajowa, Okręg Kraków, Inspektorat Miechów, Rozkaz w sprawie przyjmowania niemieckich dezerterów, Rozkaz tajny nr 11 z dn. 10.XII.1944, k. 93. 23 IPN BU 1558/274, Kadry, awanse, aprowizacja, kwatermistrzostwo, akcja „Burza”, przestępczość, żandarmeria polowa WSS, rozkazy, instrukcje, korespondencja, meldunki, szkice, k. 149.

10

Armii Krajowej przez Leopolda Okulickiego, wydał rozkaz specjalny nr 7. W treści tego dokumentu widać przeświadczenie o tym, że rzeczywistość, która nastąpi po wojnie, nie będzie taką, za jaką walczyli jego żołnierze. Dlatego zalecił zamelinować broń i żywność, jeszcze ściślej się zakonspirować, zniszczyć dokumentację, która ułatwiłaby dotarcie do żołnierzy, oraz zapisywać się do milicji, aby była ona opanowana przez „element prawdziwie polski”24. Należało również schować wódkę i papierosy, gdyż były one bezcenne podczas wykupywania jeńców z rąk bolszewików. Poza tym miał zostać wypłacony żołd za trzy kolejne miesiące. Zadanie czuwania nad wdrażaniem postanowień rozkazu powierzono komisji likwidacyjnej, złożonej z komendanta obwodu i dowódcy pułku oraz dwóch oficerów. Jak pisał „Bolko” w wytycznych dla działania po wojnie: „Naczelny Wódz rozwiązał AK. Ten krok był koniecznością i ma na celu ochronę AK przed aresztowaniami sowieckimi”25. Wielu z jego żołnierzy zasiliło późniejsze organizacje antykomunistyczne lub zginęło z rąk komunistycznego aparatu bezpieczeństwa; on sam został aresztowany. „Winiarnia” po wojnie 17 stycznia 1945 roku na teren powiatu olkuskiego wkroczyła Armia Czerwona, wprowadzając tam nowy porządek. Około 20 stycznia na rozmowy do dowódcy Sowietów zostali zaproszeni: dowódca jednego z batalionów 116 pp, Józef Buczyński, ps. Białoń, oraz Stefan Gieszczyk, ps. Huragan, kwatermistrz obwodu. Aresztowano ich i zesłano do łagrów. Doszło także do innych aresztowań, m.in. 9  marca został uwięziony i wywieziony do łagrów dowódca dywersji na obwód olkuski por. Leon Wyjadłowski, ps. Ziemia. W rejonie Żarnowca z końcem marca 1945 roku żołnierze, którzy uniknęli wywózek i aresztowań, widząc ogrom represji ze strony komunistów, rozpoczęli swoją działalność w „drugiej konspiracji”26. 24 IPN BU 1558/273, Dowódca „Bolko” – Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski, Kadry, awanse, akcje zbrojne, ewidencja, rabunki, stosunek AK do NSZ i PPR, szkolenia, łączność, sądy, Rozkaz specjalny nr 7 z dnia 24.I.1945, k. 16. 25 Ibidem. 26 „Druga konspiracja” to określenie na konspiracyjną działalność antykomunistyczną po 1944 r. prowadzoną w główniej mierze przez byłych żołnierzy organizacji niepodległościowych walczących z niemieckim okupantem.


Societas Historicorum

Stworzyli siatkę, zrzeszającą ok. 100 osób na terenie wspomnianej gminy, oraz oddział dyspozycyjny składający się z kilkunastu ludzi, którzy prowadzili działalność partyzancką. Całością dowodzili: kpt. Kazimierz Tomczak „Lubicz”, oficer AK działający podczas okupacji na tym terenie, dlatego obeznanego w sytuacji, oraz Antoni Janiszewski „Jawora” (w konspiracji antykomunistycznej „Roman”, „Kmicic”), oficer broni w II batalionie 116 pp AK. Nowy oddział konspiracyjny był dobrze uzbrojony, posiadał radiostację, a jego organizacja wewnętrzna oparta na akowskich wzorach zdawała egzamin, działała nawet kancelaria oddziału. Żołnierzom wypłacano również żołd. Oddział leśny składał się z ludzi przysłanych częściowo z terenu Zagłębia Dąbrowskiego przez „Zawiślaka”, który utrzymywał kontakt ze swoimi żołnierzami. Na początku oddział ukrywał się w Chlinie i Woli Libertowskiej, w drugiej połowie 1945 roku przeniósł się w rejon powiatu włoszczowskiego. „Roman” i „Lubicz” utrzymywali kontakt z ppłk. Bolesławem Nieczują-Ostrowskim, dzięki któremu otrzymywali część pieniędzy na żołd dla swoich żołnierzy. Sam „1000” nie był zwierzchnikiem grupy, wiedział jedynie o jej działalności i ją wspierał. Jednym z zadań oddziału była likwidacja konfidentów UB oraz funkcjonariuszy wspomnianego urzędu. Prowadzono również działalność propagandową. Pisano ulotki i rozprowadzano je wśród miejscowej ludności, zaś do działaczy PPR-u wysyłano pisemne ostrzeżenia27. Działalność oddziału „Lubicza” i „Kmicica” była solą w oku Urzędu Bezpieczeństwa. Dlatego 17  czerwca 1945  roku urządzono obławę na oddział leśny. Z tej akcji udało się wyjść cało wszystkim żołnierzom, stracono jednak część uzbrojenia. Dowódcy, będąc świadomi beznadziejności swojej sytuacji, podjęli decyzję o wygaszaniu działalności. Zamelinowano archi­w um oraz broń. Oddział leśny przeniósł się na ziemię włoszczowską, a 22 września został zlikwidowany w obławie. Tych, którzy przeżyli, aresztowano. Zostali złapani również Janiszewski i Tomczak, po czym skazano ich kolejno na 15 i 12 lat. 20 lutego 1946 roku córka „Romana”, Elżbieta, będąc wówczas małą dziewczynką,

pisała do prezydenta Bieruta: „Proszę Cię, Panie Prezydencie, zrób tak, abyśmy mieli Tatusia i wrócił już do nas. Tatuś mój już będzie dobry”28. W świetle przytoczonych powyżej przykładów największą uwagę należy zwrócić na działanie Bolesława Nieczui-Ostrowskiego. Docierały do niego informacje o represjach, które spadały na żołnierzy AK ze strony komunistów. Niemcy starali się zjednać sobie Polaków, a ponadto zdarzały się wypadki nadużyć ze strony jego podwładnych. W tej skomplikowanej sytuacji musiał zapobiegać wszelkim wykroczeniom, a także działać na rzecz świadomości poszczególnych członków AK, aby nadal wiedzieli „o co?” i „z kim?” walczą. Służyły mu do tego różne działania: punktowe, gdzie reagował na poszczególne wypadki łamania prawa, szerzej zakrojone, jak organizacja konkursów, pogadanki

27 C. Brożek, „Pozostańcie wierni przysiędze”. Rzecz o „żołnierzach wyklętych” na ziemi pilicko-żarnowieckiej w 1945 r., „Nasza Pilica” 2015, nr 2, s. 9–12.

28 Idem, „Pozostańcie wierni przysiędze”. Rzecz o „żołnierzach wyklętych” na ziemi pilicko-żarnowieckiej w 1945 r. II część, „Nasza Pilica” 2015, nr 3, s. 14–16.

Gen. Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski ps. Bolko, 1000 (z katalogu Wystawy Dokumentów i Fotografii Żołnierzy Inspektoratu AK „Maria” „Nasza droga do Niepodległości 1939–1989”, k. 243).

11


nr 75 zima 2018

patriotyczne, oraz stale zorganizowane. Można zauważyć, że był przekonany o ogromnej roli jego żołnierzy w walce o niepodległość, wiedział również, że przyszła władza w Polsce będzie nieprzychylna AK. Dzięki zatrzymaniu frontu rozeznał się w działalności komunistów, dlatego nakazywał głębszą konspiracje, nie taką jak podczas wojny, ale w nowej rzeczywistości.

Pokłosiem tych działań były organizacje antykomunistyczne, które zrzeszały wielu jego byłych żołnierzy. Biorąc pod uwagę ówczesną sytuację, wydaje się, że stanął na wysokości zadania względem swoich podwładnych, a także pozostał wierny wartościom, które wyznawał. Mateusz Radomski

Bibliografia Materiały archiwalne: ӳӳ IPN BU 1558/273, Dowódca „Bolko” – Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski. Kadry, awanse, akcje zbrojne, ewidencja, rabunki, stosunek AK do NSZ i PPR, szkolenia, łączność, sądy. ӳӳ IPN BU 1558/274, Kadry, awanse, aprowizacja, kwatermistrzostwo, akcja „Burza”, przestępczość, żandarmeria polowa WSS, rozkazy, instrukcje, korespondencja, meldunki, szkice. ӳӳ IPN BU 1558/275, Armia Krajowa. Okręg Kraków. Inspektorat Miechów. ӳӳ IPN BU 1558/365, 116 pułk piechoty ziemi olkusko-wolbromskiej kryptonim Winiarnia. Dowódca „Teofil” – Jan Kałymon. Kadry, rekwizycje, dyscyplina, meldunki sytuacyjne, akcje zbrojne, rozkazy dzienne. ӳӳ IPN BU 1558/527, Armia Krajowa. Okręg Kraków, krypt. „Gobelin”, „Godło”, „Muzeum”. Grupa Obserwacyjna Kraków. Dowódca – Edward Godlewski pseudonim „Garda”. Rozkazy dotyczące m. in. Przestępstw popełnianych przez żołnierzy AK, propagandy okupanta, nastrojów wśród żołnierzy AK, wykaz sprzętu pochodzącego z zrzutu.

Publikacje: ӳӳ Brożek C., „Pozostańcie wierni przysiędze”. Rzecz o „żołnierzach wyklętych” na ziemi pilicko-żarnowieckiej w 1945 r., „Nasza Pilica” 2015, nr 2–3. ӳӳ Dzieje Olkusza i regionu olkuskiego, t. II, red. F. Kiryk, R. Kołodziejczyk, Kraków 1978. ӳӳ Nieczuja-Ostrowski B. Inspektorat AK „Maria” w walce, t. 2, Elbląg 2007. ӳӳ Nieczuja-Ostrowski B., Inspektorat AK „Maria” w walce, t. 1, Elbląg 2001. ӳӳ Nieczuja-Ostrowski B., Rzeczpospolita partyzancka. Inspektorat „Maria” w walce, Warszawa 1991. ӳӳ Partyzanckie wspomnienia, t. I, red. J. Jarno, Z. Mędrek, Olkusz 1999. ӳӳ Partyzanckie wspomnienia, t. II, red. J. Jarno, Z. Mędrek, S. Sowula, Olkusz 2004. ӳӳ Wielka księga Armii Krajowej, red. E. Olaszek, Kraków 2015.


Żołnierze z „morza mgieł”. 1 Pułk Strzelców Podhalańskich AK w „Burzy” na terenie Beskidu Wyspowego Wkład w „Burzę” ruchu oporu z południa Polski był przedmiotem zainteresowań wielu znamienitych historyków1. Badacze ci skupiają się głównie na obszarach Krakowa lub Podhala. Między tymi terenami znajduje się Beskid Wyspowy, na którym również prężnie działało podziemie. Jest to obszar górzysty, pokryty gęstymi lasami idealnymi dla zaistnienia ruchu partyzanckiego. Teren ten podlegał Inspektoratowi AK Nowy Sącz, który wielokrotnie musiał zmieniać swoją strukturę w wyniku dekonspiracji2. AK na Sądecczyźnie również włączyło się w plan „Burza”. Od 1943 roku do lata roku następnego usprawniano organizacje podziemia. Udało się zmniejszyć poniesione wcześniej straty strukturalne. Do grup leśnych dołączało coraz więcej ludzi. Konspiracja rozrastała się. Na potrzeby „Burzy” tworzono kolejne oddziały partyzanckie. Jednak najważniejszym z nich na omawianym terenie był 1 Pułk Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej [dalej: 1 PSP AK]. Należy uściślić, że na terenie Beskidu Wyspowego działały wyłącznie I i II batalion 1 PSP AK. Powinny one być opisywane razem przez wzgląd na szereg podobieństw między nimi. 1 Pułk Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej nie był jednostką, która powstała od podstaw. I batalion 1 PSP AK skonstruowano na bazie Oddziału Partyzanckiego Armii Krajowej ,,Wilk” [dalej:

1 Należy tu wymienić Józefa Bieńka, Alinę Fitową czy Włodzimierza Wnuka. 2 Pierwsza z nich miała miejsce w 1941 r. w wyniku rozpracowania Związku Czynu Zbrojnego na terenie Podhala. Połączono wtedy rejon nowosądecki z nowotarskim w jednostkę „Podhale”. Niedługo potem nastąpiła kolejna dekonspiracja, a wraz z nią fala aresztowań. Inspektorat mimo licznych prób odbudowano dopiero w 1943 r.

OP AK „Wilk”] i kilku pomniejszych ko­mórek3. OP AK ,,Wilk” właściwie powstał w wyniku scalenia dwóch odrębnych grup: por. Władysława Szczypki ps. Lech, oraz por. Jana Stachury ps. Adam. Podzielili się oni kierownictwem w OP AK „Wilk”. Dowódcą obrano „Lecha”, zaś „Adam” miał piastować stanowisko jego zastępcy. Na siedzibę OP AK „Wilk” obrano szałasy polany Stawianiec pod Kudłoniem w paśmie Gorców4. Skład II batalionu ukształtował się z pomniejszych oddziałów partyzanckich. Jednakże wyraźnie prym wśród nich wiódł oddział „Mszyca”. Wywodził się on właściwie z OP AK „Wilk”, gdyż powstał w wyniku konfliktu por. Jana Stachury ps. Adam z por. Krystynem Więckowskim ps Zawisza5. „Adam” wraz z grupą oddanych mu ludzi odłączył się od OP AK „Wilk” i utworzył za zgodą Inspektoratu samodzielny oddział partyzancki. Na siedzibę nowej formacji obrano Luboń Wielki. W skład II batalionu weszły jeszcze inne oddziały w tym oddziały dyspozycyjne placówek. Ich dowódcami byli: ppor. Wiktor Lach ps. Wilk, ppor. Władysław Rosiek ps. Dołner i ppor. Władysław Wietrzny ps. Dęboróg6. Oddział „Wilk II” prowadzony przez Lacha stanowił obok „Mszycy” równie znaczącą siłę w II batalionie. Pochodził w części z rozwiązanego 3 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, Wojna i okupacja na Podkarpaciu i Podhalu na obszarze Inspektoratu ZWZ-AK Nowy Sącz 1939–1945, Kraków 1998, s. 199. 4 A. Filar, U podnóża Tatr 1939–1945. Podhale i Sądecczyzna w walce z okupantem, Warszawa 1985, s. 77–78. 5 D. Golik, „Wilk”, „Lampart” i „Przyjaciel”. Organizacja i zastosowanie oddziałów partyzanckich Armii Krajowej na wybranych przykładach z terenu Inspektoratu Nowy Sącz, praca doktorska, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Historyczny, Kraków 2013 [maszynopis], s. 226–229. 6 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 242.

13


nr 75 zima 2018

OP „Topór” i działał na terenie Dobrej7. Istniała także grupa pochodząca z placówki Limanowa dowodzona przez ppor. Zygmunta Jońca ps. Zyg8. Już w styczniu 1944 roku rozpoczęły się pierwsze działania przygotowawcze do planu „Burza”. Potrzebne było zmobilizowanie wszystkich dostępnych sił, jakie pozostały okupowanej Polsce. W tym celu zdecydowano się na odtworzenie struktur wojska polskiego sprzed września 1939 roku. Dla Okręgu Krakowskiego, któremu podlegał Inspektorat Nowy Sącz, jednostką naczelną była 21 Dywizja Piechoty AK. W jej skład wszedł nowo utworzony 1 Pułk Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej (krypt. Jawor, 303). Dodatkowo był on podległy Grupie Operacyjnej AK „Śląsk Cieszyński” [dalej: GO „Śląsk Cieszyński”]9. To właśnie jej dowódca, gen. Bruno Olbrycht ps. Olza, wydał 21 września 1944  roku rozkaz mianujący mjr. Adama Stabrawę ps. Borowy, dowódcą 1 PSP AK10. Już 24 lipca 1944 roku do Inspektoratu AK Nowy Sącz z Komendy Okręgu w Krakowie przyszedł rozkaz rozpoczęcia „Burzy”. Grupy partyzanckie miały osiągnąć stan po ok. 200 osób. Z nich miał powstać 1 PSP AK pod dowództwem ppłk. Stanisława Mireckiego. Nieformalnie 1 PSP AK działał już od sierpnia 1944 roku. W wyniku śmierci Mireckiego na stanowisku inspektora nastąpił wakat. Jego następcą mianowano „Borowego”11. 22 września przejął on zarówno to stanowisko, jak i dowództwo nad 1 PSP AK. Ten dzień jest uznawany oficjalnie za datę sformowania pułku. Inauguracja działalności miała miejsce na Skałce nad Ochotnicą Górną. Odznaka 1 PSP AK była wyraźnie wzorowana na symbolu przedwojennego 1 Pułku Strzelców Podhalańskich12. W ramach 1 PSP AK 7 Ibidem, s. 249. 8 Ibidem, s. 251. 9 W skład grupy „Śląsk Cieszyński” wchodziły także: 3 PSP AK, 4 PSP AK, 12 PP AK i oddział 23 Dywizji Piechoty AK. 1 PSP AK jako jedyny z nich osiągnął rzeczywistą sprawność bojową. 10 Niektórzy badacze wysuwają tezę, iż wcześniej urząd ten piastował ppłk Stanisław Mirecki ps. Pociej, Wit. Był on wcześniejszym dowódcą Inspektoratu AK Nowy Sącz. Został aresztowany 27 sierpnia 1944 r. Bestialsko torturowany, zmarł niedługo później w więziennym szpitalu. 11 Adiutant „Pocieja” – por. Jan Wojciech Lipczewski ps. Andrzej, Wierzyca, który przejął po nim urząd tymczasowo, również był mocnym kandydatem. 12 Była to tarcza ze skrzyżowanymi na znak swastyki góralskimi ciupagami, pod którą znajdowały się liście paproci.

14

utworzono cztery bataliony: I – sądecki (krypt. 202), II – limanowski (krypt. 101), III – gorlicki (krypt. 404), IV – nowotarski (krypt. 505). I batalion powstał jako pierwszy ze składu pułku. Można wręcz sądzić, że stopień organizacji OP AK „Wilk” spowodował, iż późniejszy batalion był gotowy do swoich zadań na długo przed formalnym zaistnieniem. Naczelnym dowódcą został mianowany por. Jan Wojciech Lipczewski ps. Andrzej, Wierzyca (krypt. 212). Jego zastępcą, a jednocześnie adiutantem baonu, został por. Józef Gołębiowski ps. Sochacki (kryp. 1/201)13. I batalion miał składać się z trzech kompanii14. Były to: ӳӳ 1 kompania (krypt. 222): dowódca (krypt. 1/222) – ppor. Feliks Perekładowski ps. Przyjaciel, por. Marian Skowron ps. Olcha; ӳӳ 2 kompania (krypt. 232): dowódca (krypt. 1/232) – ppor. Gustaw Górecki ps. Gustaw, zastępca dowódcy – ppor. Jan Tokarczyk ps. Baca; ӳӳ 3 kompania (krypt. 242); miała zostać utworzona z OP „Azona” pod Babią Górą jednak nie dokończono jej formowania. Powodem tego było „urlopowanie” partyzantów w okresie zimowym i ich rozesłanie do domów. Jak podaje Dawid Golik: „W szczytowym okresie, 31 października 1944 r., I batalion liczył w sumie 173 ludzi – 12 w dowództwie, 84 w 1. kompanii i 77 w 2. kompanii”15. II batalion 1 PSP AK był silniej związany z terenem Limanowszczyzny. Jego dowódcą został kpt. Julian Krzewicki ps. Filip, Szczepan (krypt. 111). Pełnił on jednocześnie funkcję komendanta Obwodu Limanowa AK. Zastępcą dowódcy mianowano por. Bronisława Humennego ps. Antek, Jerzy16. II batalion miał w swoim składzie trzy kompanie. Były to: Na blaszce przy jej bocznych krawędziach widniały nazwy obwodów: „N. Sącz”, „Limanowa”, „Gorlice”, „N. Targ”, zaś na samym jej środku w przekręconym kwadracie znajdował się napis „1 PSP AK”. 13 Posługiwał się on również konspiracyjnym nazwiskiem – Jerzy Wiśniewski. 14 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 237–138. 15 D. Golik, Partyzanci ,,Lamparta”. Historia IV batalionu 1. pułku strzelców podhalańskich AK, Kraków 2014, s. 195. 16 Był on jednym z najlepszych partyzantów z terenu Limanowej. Posiadał przydatne informacje i doświadczenie w poruszaniu się po terenie.


Societas Historicorum

ӳӳ 4 kompania (krypt. 121): dowódca (krypt. 1/121) – por. Bronisław Humenny ps. Antek; ӳӳ 5 kompania (krypt. 131): dowódca (krypt. 1/131) – ppor. Jan Połomski ps. Dąb17; ӳӳ 6 kompania (krypt. 141): dowódca (krypt. 1/141) – ppor. Jan Stachura ps. Adam. Według szacowań Dawida Golika w swym szczytowym okresie II batalion mógł liczyć aż 384 partyzantów wraz z dowództwem18. Zadania, jakie Komenda Okręgu Kraków przydzieliła 1 PSP AK, dotyczyły wykonania planu „Burza”. Pułk miał zalecone w jak najszybszym czasie odesłanie dwóch kompanii wraz z uzbrojeniem w okolice Zawoi i Babiej Góry, gdzie miały wesprzeć OP AK „Babia”. Następnie jako Oddział Wydzielony Grupy miały przejść górami, a później dokonać uderzenia na Cieszyn. Planowano, że po wykonaniu zadania grupa wejdzie w skład 1 PSP AK. Całość pułku miała zaś zachować czujność i wraz z wtargnięciem na teren pierwszych oddziałów rosyjskich przemieścić się lasami w rejon na południe między Skoczowem a Cieszynem. Aby zabezpieczyć Nowy Sącz i Nowy Targ, nadal miała funkcjonować sieć organizacyjna. Siły, które planowano pozostawić na terenie, nie miały być większe niż cztery kompanie19. Z czasem okazało się, że rozkazy GO i te płynące z Inspektoratu AK Nowy Sącz nie pokrywają się. 11 września 1944 roku komendant Okręgu Kraków płk Edward Godlewski ps. Garda, nakazał stanowcze ograniczenie działań dywersyjnych i taktycznych. Dozwolone było jednak zdobywanie broni. Zaplanowano także akcje na kolejne miesiące. Rozkazano, aby w momencie wycofania się sił niemieckich i zastąpienia ich sowieckimi starać się organizować konspirację w ramach nowej okupacji20. 2 października „Garda” wydał rozkaz na okres zimowy, zalecając, by ograniczyć ilość ludzi w grupach partyzanckich do 25. Miały to być wyłącznie osoby „spalone”. Pozostali leśni żołnierze mieli przezimować w bezpiecznych placówkach wytypowanych przez AK21. Jak trafnie zauważa Grzegorz Mazur, nastąpiła pewna 17 Bazą dla 5 kompanii byli partyzanci z okolic Kamienicy i Słopnic. 18 D. Golik, Partyzanci ,,Lamparta”, op. cit., s. 195. 19 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 219. 20 Ibidem, s. 220. 21 D. Golik, Partyzanci ,,Lamparta”, op. cit., s. 197–198.

niezgodność koncepcji prowadzenia dalszych działań miedzy GO a Komendą Okręgu Kraków22. Grupa chciała wykorzystać 1 PSP AK na terenie Cieszyna. Komenda zaś zamierzała przejść z partyzantki do pracy konspiracyjnej. Spór zakończyło odwołanie przez „Olzę” akcji „Burza” 4 października 1944 roku. Mimo to 1 PSP  AK działał nieprzerwanie do stycznia 1945  roku, prowadząc walkę z okupantem i starając się udowodnić partyzantom sowieckim, że to Polacy są gospodarzami na terenie okupowanego kraju. Mogło być to dla niego szczególne zadanie, gdyż jego kontakt z oddziałami leśnymi o rosyjskim pochodzeniu był stosunkowo częsty, a w miarę upływu czasu stawał się nierzadko źródłem problemów. „Burzy” mogło nie być, ale 1 PSP AK nadal miał wiele do zrobienia. Partyzanci AK w Beskidzie Wyspowym działali wyjątkowo aktywnie. Nie sposób wymienić wszystkich dokonanych przez nich akcji. Wielu z nich nie udokumentowano. Część dokumentów została zniszczona przez łączników z obawy przed przechwyceniem informacji przez wroga. Niektóre akcje, mimo iż pozostał po nich ślad w relacjach, można poddać w wątpliwość. Zainteresowanych ich zbadaniem odsyłam do listy autorstwa Józefa Bieńka23. Skupmy się zatem na najbardziej istotnych akcjach I i II batalionu 1 PSP AK. Początkowo prowadzono głównie akcje rozbrojeniowe. Pierwsza z nich odbyła się 26  września 1944 roku w Mszanie Dolnej. Oddział ppor. Jana Stachury ps. Adam, obezwładnił dwóch żołnierzy okupanta. Partyzantom II  batalionu udało się wtedy zdobyć karabin i parę pistoletów24. Dzień później grupa „Luboń” podjęła się rozbrojenia czterech Ukraińców, którzy zdezerterowali z jednostki niemieckiej25. Patrol pod dowództwem st. sierż. Sebastiana Kuczaja ps. Kula, natknął się na nich na drodze kolejowej trasy Rabka–Zaryte. Akcja zakończyła się porażką. W jej wyniku śmiertelnie ranny został „Kula”. Kolejna, a właściwie dwie z akcji rozbrojeniowych miały miejsce 22 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 220. 23 J. Bieniek, W kręgu Beskidu i Gorców. Szkic do dziejów wojskowego ruchu oporu Ziemi Limanowskiej, część III – Działalność partyzancka, „Rocznik Sądecki”, t. XX, 1992, s.127–129. 24 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 245. 25 OP „Luboń” był dowodzony przez ppor. Romana Medwicza ps. Morski. W sierpniu 1944 r. oddział ten stał się częścią „Mszycy”.

15


nr 75 zima 2018

12 października. W pierwszej oddział „Wilk II” napadł na niemieckiego żołnierza. Zdobyto wtedy karabin wraz z amunicją. Niedługo potem także w Dobrej udało się pozyskać 3,5 tony cukru. Systematycznie ograbiano okupanta na trasie Limanowa–Nowy Sącz. Strategicznym miejscem był punkt na Raszówkach oraz zakręt we wsi Wysokie – dlatego Niemcy nazywali go „zakrętem śmierci”. Uderzano w samochody okupanta wiozące uzbrojenie. W wyniku działań tamtejszych partyzantów zdobyto 1  erkaem, 15  karabinów, po 7 pistoletów, aparatów telefonicznych i koni, 30 granatów i pokaźny zasób amunicji. Według źródeł konspiracyjnych po stronie leśnych oddziałów było tylko trzech rannych, zaś Niemcy stracili tam 10 ludzi. Sukcesem partyzantów było systematyczne przerywanie łączności na drodze z Limanowej do Nowego Sącza26. Kolejną akcją był atak na posterunek straży granicznej w Czarnej Wodzie. Była to wieś nieopodal Szczawnicy27. Partyzanci I batalionu zaatakowali siedzibę straży granicznej 15  października 1944 roku. Akcja wydawała się stosunkowo nieskomplikowana i możliwa do realizacji. Niestety nie zdobyto posterunku. Powodem był niezwykły opór Niemców i ich zaangażowanie w odparcie ataku partyzantów. Jednak akcja nie zakończyła się kompletną klęską. Partyzanci poważnie zniszczyli budynek straży granicznej i zdobyli pewną ilość amunicji. Ponadto śmierć poniosło czterech Niemców (przy braku strat po stronie AK)28. Mimo niepowodzenia akcji w Czarnej Wodzie I batalion nie zniechęcał się. Korzystając z faktu, że nieopodal położona była Szczawnica, zdecydowano się uderzyć na tamtejszy posterunek straży granicznej. Grzegorz Mazur podaje, że podziemie błędnie sądziło, iż jest on obsadzony przez żandarmerię niemiecką przy wsparciu sił z Wehrmachtu29. Była to akcja trudniejsza, gdyż tamtejsza jednostka składała się z dwóch budynków. Zaangażowano w działanie całość I batalionu. Atak nastąpił 17 października 1944 roku. Niestety również i ta akcja nie powiodła się. Udało się co prawda zranić trzech członków załogi

posterunku. Wśród partyzantów ucierpiała tylko jedna osoba. I batalion wycofał się. Atak przyniósł jednak efekt psychologiczny. Niemcy wiedzieli, że partyzanci nie cofną się przed uderzeniem nawet na większe jednostki. Wróg poczuł się zagrożony. Część I batalionu zdecydowała się nie poddawać i wykorzystać bliskość z granicą słowacką. Była to słuszna decyzja, która podbudowała morale. Obsada zaatakowanego posterunku słowackiej straży granicznej ugięła się pod naporem partyzantów. Członkowie I batalionu zarekwirowali wtedy pewną ilość broni wraz z amunicją oraz tak potrzebne ubrania. Nie tracąc animuszu, partyzanci udali się do pobliskiej wsi. W Szlachtowej skonfiskowano konie, a także bydło. Wieś ta należała do Łemków i była pod silnym wpływem nacjonalizmu ukraińskiego. Wracając z owocnych wypadów, partyzanci I batalionu natknęli się na jedną z najważniejszych bitew 1 PSP AK z okupantem. Bitwa pod Ochotnicą była dużą akcją prowadzoną wspólnie przez oddziały AK i partyzantów sowieckich. Trwała od 18 do 20 października 1944 roku. Najbardziej zaangażowany w całość przedsięwzięcia był IV batalion 1 PSP AK. Jednakże z racji tego, że pozostałe baony również brały w niej udział i cała bitwa miała wpływ na losy 1 PSP AK, warto napisać o niej kilka słów, mimo iż wykracza ona terenem poza Beskid Wyspowy. Niemcy pojawili się w Ochotnicy niespodziewanie. Powodów ich przyjazdu mogło być kilka. Prawdopodobnie do Ochotnicy ściągnęło ich zaniepokojenie zwiększoną aktywnością partyzantów polskich i sowieckich. Prowadzili oni także wzmożoną akcję gromadzenia zapasów w obliczu możliwego ataku Armii Czerwonej. Niemcy wkroczyli do Ochotnicy 18 października i od razu rozpoczęli konfiskowanie dóbr. Aresztowano także cywili. Patrol IV batalionu czym prędzej poinformował dowództwo o sytuacji we wsi. Niestety grupa ze Skałki była osłabiona30. Zdecydowano się poprosić o pomoc partyzantów sowieckich ppłk. Afanasija Gładilina ps. Grisza i ppłk. Iwana Zołotara. Do pierwszego starcia doszło w Ochotnicy Górnej. Patrol polsko-sowiecki pchor. Zbigniewa Olesia ps. Dog, który

26 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 251. 27 Miejscowość ta przestała istnieć w 2008 r. i jej teren obecnie jest częścią Jaworek. 28 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 239–240. 29 Ibidem, s. 240.

16

30 Poza obozem przebywał patrol „Lotnego” i oddział „Pazura”. Do działań można zatem było użyć tylko jednej kompanii z trzech, jakie posiadano. Sam „Lampart” przebywał do godzin popołudniowych poza siedzibą dowództwa.


Societas Historicorum

uszkadzał mosty, natknął się na niemieckie auto. Nie wiadomo, ile dokładnie żołnierzy wroga zginęło, ale było ich przynajmniej dwóch31. Kiedy trwały jeszcze walki w Majdówce, kolumna Niemców ruszyła na ratunek uwięzionym tam pobratymcom. Zostali oni ostrzelani przez Sowietów pod Krzyżnym Gronikiem. Oddziały wroga ogarnęła panika. Myślano, że partyzanci ich otoczyli. Dzięki zamieszaniu część zatrzymanych mieszkańców Ochotnicy uciekła. Na noc walki ustały. W tym czasie w Beskidzie Wyspowym zaobserwowano palące się zabudowania w Gorcach. Zaniepokojone dowództwo 1 PSP AK i I batalionu zdecydowało o zabezpieczeniu akt i wyposażenia. „Borowy” miał ograniczone siły, gdyż ich większość znajdowała się w okolicy Szczawnicy. Udało mu się zebrać grupę 55 żołnierzy. Był to oddział ochrony zrzutów pchor. Jana Adamczyka ps. Gryf, 10 osób z I batalionu, poczet ochrony dowództwa32. Do Skałki dotarto rankiem 19  października. Z całości zebranych wydzielono dwie grupy bojowe. Pierwsza z „Borowym” miała zająć się głównymi siłami wroga znajdującymi się w Ochotnicy Dolnej33. Planowano wywołanie paniki i zmuszenie ich do ucieczki szosą na zachód. Celem było odcięcie Niemcom drogi ucieczki przez Przełęcz Knurowską. Niestety do Niemców nocą dotarły posiłki. „Borowy” odwołał akcję. W tym czasie Niemcy rekwirowali dobra i aresztowali kolejnych ludzi. „Lampart” zaś podzielił podległe mu oddziały na mniejsze grupy i osadził je z bronią na nowych pozycjach. Wśród nich był pododdział por. Aleksandra Marczyńskiego ps. Strzemię oddelegowany do IV batalionu34. Gdy tylko Niemcy pojawili się przy pierwszej z nowych pozycji (koło Jamnego), partyzanci zaczęli ostrzał35. Kolejny oddział niemiecki zaatakowano koło Majdówki, lecz ten zawrócił do Ochotnicy Dolnej36. Partyzanci po zmroku wrócili na Skałkę. Ostatniego dnia bitwy, 20 października, Niemcy nadal przebywali w Ochotnicy i prowadzili atak. „Lampart” wysłał część żołnierzy, by 31 D. Golik, Partyzanci ,,Lamparta”, op. cit., s. 260. 32 Ibidem, s. 262. 33 Grupa „Borowego” liczyła 30 ludzi. 34 W swych wspomnieniach „Strzemię” opisał bitwę ochotnicką ze swojej perspektywy.

w okolicy Przełęczy Knurowskiej zorganizować zasadzkę. Niestety Niemcy rozstawili tam patrole. Oddziały „Gryfa” i „Doga” zostały odcięte od dowództwa. „Borowy”, otrzymawszy informację o zagrożeniu Skałki, obsadził szczyt Gorca, który leżał na trasie do siedziby IV batalionu. „Lampart” zorientował się w zamiarach wroga późno. W tym czasie okupant otaczał Skałkę. Partyzanci rozlokowali się na odległości jednego kilometra od obozu. Rozegrano szereg potyczek z Niemcami. Ostatni punkt oporu miał stanowić grzbiet między polanami Przysłop i Bieniowe37. W tym czasie mjr Adam Stabrawa zrozumiał, że konieczne jest wycofanie na północną stronę Gorca. Po spowolnieniu kolumn wroga w wyniku ostrzelania „Borowy” zdecydował się udać w kierunku Szczawy. Partyzanci IV  batalionu walczyli jeszcze w okolicy Buciorówki i Przehyby. „Lampart” przesuwał w czasie ewakuację obozu. Jednak gdy o godzinie 10:00 Niemcy okrążyli Skałkę, dowódca zdecydował się na nią. Partyzanci dokonali odwrotu w okolice Przysłopu i polany Bieniowego i Chyzikowej. Tam miała miejsce tzw. „bitwa na Bieniowem”38. Partyzanci sowieccy wycofali się z niej. Niemcy dokonali szturmu o godzinie 11:00. Atak zatrzymał ewakuację obozu. Wywożony magazyn wpadł w ręce wroga. Partyzanci zostali zmuszeni do odwrotu w okolicę Kamienicy. Niestety pięciu obrońców wpadło w ręce żołnierzy niemieckich. Gdy wróg dotarł do Bieniowej, zdecydował o odwrocie do Ochotnicy. Na szczęście minęli obóz na Skałce. Niemcy nie odkryli go, mimo że byli bardzo blisko. Bitwa trwająca trzy dni dobiegła końca. Niestety partyzanci 1 PSP AK ponieśli duże straty. Przede wszystkim dotknęły one IV batalion. Bitwa miała też wpływ na losy 1 PSP AK. Dopiero po wydarzeniach w Ochotnicy wśród meldunków niemieckich pojawiają się informacje o istnieniu pułku. W ciągu następnych dwóch miesięcy party­ zanci przeprowadzili szereg pomniejszych  akcji. Prawdopodobnie 20 października patrol II batalionu natknął się niefortunnie na obławę niemiecką. Z trzech partyzantów oddziału „Luboń” jeden stracił życie. Był to strz. Jan Załubski ps.  Hiszpan. Partyzanci oddziału w ciągu tygodnia dokonali trzech kolejnych napadów.

35 D. Golik, Partyzanci ,,Lamparta”, op. cit., s. 264.

37 Ibidem, s. 270.

36 Ibidem, s. 266.

38 Ibidem, s. 273.

17


nr 75 zima 2018

W ataku na hotel w Chabówce pięciu partyzantów zdobyło 12 karabinów, pistolety i amunicję39. Z zakładu wyrabiającego marmoladę zlokalizowanego nieopodal Lubonia zabrano spory zapas cukru. Tartak w Lubniu został zaś ograbiony z pasów transmisyjnych. Oprócz tego „Luboń” w październiku wzbogacił się o dodatkową broń. Kolejna duża akcja została przeprowadzona przez oddział „Mszyca”. 28 października pięciu partyzantów przypuściło atak na strażników leśnych na miejscu skrzyżowania się tras z Rabki, Mszany Dolnej i Kasinki. Pobito grupę osiemnastu Niemców, którzy mieli przy sobie 2 pistolety maszynowe i 4 zwykłe oraz 10 sztuk karabinów. Niestety śmiertelnie postrzelony został strz Zdzisław Luber ps.  Indianin. Następna akcja była wspólnym dziełem „Mszycy” i „Lubonia”. Za cel obrano willę w Rabce należącą do dr. Krämera40. Akcję przeprowadzono 4  listopada 1944  roku. W budynku odnaleziono broń i cenny radioodbiornik Telefunken41. Przez cały listopad II batalion dokonał szeregu pomniejszych akcji. 9 listopada miało miejsce rozbrojenie czterech Niemców w Kasinie Wielkiej. Zdobyto wtedy cztery karabiny. Trzy dni później napadnięto na dwóch strażników kolei w Zarytem. Podczas akcji ograbiono ich z pistoletu i pary karabinów. 14  istopada zaatakowano pięciu kolejarzy niemieckich w Chabówce. Zabrano wtedy 2 pistolety i 5 karabinów. 16 listopada miał miejsce napad na posterunek strażników kolei w tej samej miejscowości. Partyzanci w trakcie akcji odebrali okupantowi 2 granaty, 3 pistolety, 5 karabinów, amunicję, radioodbiornik, a także odzież, buty i koce. 18 listopada zastrzelono członka Gestapo. Był nim SS-Sturmscharführer Otto Jung. Partyzanci znaleźli przy jego ciele 2  pistolety42. 29  listopada II  batalion rozbroił dwóch oficerów wroga43. Kolejnych trzech żołnierzy niemieckich zginęło pod Okrągłą. Do starcia doszło w zabudowaniach należących do rodziny Daszkiewiczów. W odwecie okupant spalił ten

dom, a także pobliskie budynki. Należały one do rodzin Pustelników i Żarów. Ostatnią akcją w roku 1944 dla II batalionu była operacja napadu na członków SS w Chabówce 14 grudnia. Partyzanci zabili pięciu SS-manów, a trzech ranili. II batalion dzięki tej akcji wzbogacił się o jeden pistolet maszynowy44. Szczególnie ważną dla całego 1  PSP  AK była bitwa pod Szczawą z dnia 13 stycznia 1945. Już na początku roku było wiadomo, że Armia Czerwona zbliża się nieubłagalnie. Ewakuujące się wojska niemieckie dotarły w rejon Szczawy. W tej miejscowości skoncentrowane oddziały nieprzyjaciela zdecydowały się na ostateczną likwidację partyzantów. Do Szczawy ściągnęły specjalne jednostki niemieckie45. Ich liczbę oszacowano później na 900 żołnierzy46. Przybycie Niemców w tę okolicę było problemem z powodu bliskości zrzutowisk. Dodatkowo na ochranianym przez I batalion terenie znajdował się magazyn47. Niebawem partyzanci mieli otrzymać kolejny zrzut. Dowódca I  batalionu por.  Jan Wojciech Lipczewski ps.  Andrzej, zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Zabiegał bezskutecznie o pomoc partyzantów sowieckich płk. Iwana Zołotara48. Całość działań rozciągła się na teren Łącka, Kamienicy i Lubomierza, jednak to Szczawa była kluczowym punktem. Niemcy w swych planach mieli wciągnięcie I batalionu w potyczkę właśnie w tym miejscu. Jeśliby się to udało, to pozostała część wojska okupanta mogłaby bez problemu zaatakować partyzantów od strony Mogielicy, Tymbarku i Słopnic. Mimo że akcja przeciwpartyzancka zaczęła się 10 stycznia, do bitwy doszło kilka dni potem. Co do samej daty rozpoczęcia potyczki istnieją pewne wątpliwości49. Poszczególne grupy partyzantów zostały 44 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 247. 45 Były to głównie drużyny SS. 46 G. Mazur, W. Rojek, M . Zgórniak, op. cit., s. 327. 47 Magazynem tym był tartak na Bukówkach. 48 Byli oni już w trakcie wycofywania się.

39 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 246. 40 Był on starostą z terenu Krakowa. 41 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 246. 42 Niemcy w odwecie za śmierć Otto Junga spalili zabudowania między Mszaną Dolną a Glisnem. Do aktu zemsty doszło 24 listopada 1944 r. Według ustaleń mieszkańcy tego terenu zbiegli i udało im się przeżyć. 43 Obydwaj zmarli w wyniku poniesionych ran.

18

49 Józef Bieniek twierdzi, że bitwa rozpoczęła się świtem 13 stycznia i trwała cały dzień (J. Bieniek, op. cit., s. 123). Jego teorię potwierdza w swym przewodniku Dariusz Gacek (D. Gacek, Beskid Wyspowy. Przewodnik turystyczny, Warszawa 2001, s. 130.). Grzegorz Mazur ma zgoła odmienne zdanie. Twierdzi on, że bitwa rozpoczęła się 12 stycznia i trwała tylko czternaście godzin. Wieczorem zaś wszelkie działania z obu stron konfliktu zanikły (G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 327–328.). Jednakże to data 13 stycznia,


Societas Historicorum

rozlokowane na wzgórzach doliny Kamienicy. Dawało to im możliwość ostrzelania drogi między Szczawą a Rzekami. W ich zasięgu była także leśniczówka i okoliczny tartak50. Kiedy doszło do bitwy, szczególną aktywnością odznaczała się 2 kompania, nad którą dowodzenie w zastępstwie sprawował ppor. Jan Tokarczyk ps. Baca51. Grupa ta odparła najcięższe ataki wroga. Kiedy potyczka dobiegła końca, to po stronie niemieckiej straty były większe – poległo 22 żołnierzy, a liczba rannych była trudna do oszacowania52. Po stronie partyzantów zginął tylko jeden człowiek – pchor. Zdzisław Kaszycki ps.  Wiesław. Rany odniosły dwie osoby. Wraz z nadejściem wieczoru wycofano się z terenu. 19 stycznia baon „nowosądecki” otrzymał oficjalną pochwałę od „Borowego”. Niestety konsekwencje bitwy były poważne. Placówka zrzutowa „Wilga” była spalona. Z tego powodu 16 stycznia depeszowano do Londynu, aby nie wysyłano tam przesyłek53. Bitwa szczawska była ważną akcją partyzancką na terenie Inspektoratu AK Nowy Sącz w czasie II  wojny światowej. Działalność partyzantów musiała przejść do głębokiej konspiracji, choć toczyły się jeszcze drobne potyczki z wrogiem. Nie były to jednak istotne akcje w obliczu likwidacji 1 PSP AK. Już na początku stycznia 1945 roku dowództwo AK rozumiało, że wraz z wycofującymi się Niemcami nadciąga Armia Czerwona. Był to czas wyjątkowo niekorzystny zarówno dla Inspektoratu, jak i dla 1 PSP AK. Od 13 grudnia 1944 roku zwierzchnik terenu przebywał na leczeniu w szpitalu w Krakowie54. Na przełomie grudnia 1944 i stycznia 1945 roku zastępował go rtm. sł. st.xMichał Wojciechowski ps. Profesor. „Borowy” powrócił na teren Inspektoratu dopiero 14 stycznia, a dwa dni później przejął

która pojawia się w pamiętnikach mjr. „Borowego”, jest ugruntowana w świadomości mieszkańców Limanowszczyzny. 50 To w nim znajdował się magazyn z przedmiotami z zrzutów. 51 Był on dowódcą jednego z plutonów wchodzących w skład kompanii. W momencie bitwy podlegało mu ok. 30 żołnierzy.

dowodzenie55. Kiedy mjr Adam Stabrawa starał się rozpoznać sytuację po swej nieobecności, żołnierze rosyjscy zajmowali kolejne tereny byłej Polski. Dowództwo Inspektoratu nie otrzymało z Komendy Okręgu w Krakowie żadnych wytycznych. Również GO „Śląsk Cieszyński” milczał, nie wydając wyczekiwanych rozkazów. W tym czasie w Krakowie trwały dyskusje, co zrobić z oddziałami AK56. „Borowy”, nie mogąc pogodzić się z ciszą, wysłał do Komendy Okręgu łączniczkę, lecz kontakt nie został nawiązany57. W tej sytuacji Stabrawa zdecydował się wziąć na swoje barki odpowiedzialność i wydał rozkazy bez konsultacji ze zwierzchnictwem. „Borowy” wiedział, że nie może dłużej czekać. 19 stycznia Stabrawa podjął decyzję o urlopowaniu żołnierzy grup partyzanckich. „Borowy” nie mógł wiedzieć, że tego samego dnia decyzją komendanta gen bryg. Leopolda Okulickiego ps. Niedźwiadek, Armia Krajowa została rozwiązana. W Inspektoracie AK Nowy Sącz trwały prace mające na celu ukrycie działalności 1 PSP AK. Poważnym problemem były magazyny z materiałem pochodzącym ze zrzutów. Już w czasie nieobecności „Borowego” część oddziałów nielegalnie pobrała z nich zapasy i broń. Dowództwo Okręgu AK musiało grozić sankcjami, by choć część z przywłaszczonych przedmiotów oddano58. Mjr Stabrawa zalecił 19 stycznia dowódcy I  batalionu zamelinowanie sprzętu. Zezwolił także, by leśni żołnierze będący mieszkańcami powiatu limanowskiego zabrali część broni. Wierzono, że partyzantka odrodzi się właśnie na tym terenie. Mimo starań spora część broni wpadła w ręce Armii Czerwonej. „Borowy” zakończył akcję ukrywania dopiero 23 stycznia. Nie mogąc już nic więcej zrobić w tej kwestii, postanowił wyjechać do Krakowa59. Ukrywał 55 A. Fitowa, Inspektorat AK Nowy Sącz w okresie likwidacji (styczeń–marzec 1945). Dokumenty, ,,Studia Historyczne”, R. 42, 1999, z. 1, s. 129. 56 Pierwsza z koncepcji zakładała skoncentrowanie całych sił na zachodzie kraju. Inną propozycją było rozwiązanie grup a po czasie ponowne utworzenie, ale w ramach ścisłej konspiracji.

52 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 327.

57 Prawdopodobnie było to związane z faktem, że do Krakowa w tym czasie dotarły siły Armii Czerwonej. 18 stycznia miało miejsce „wyzwolenie” miasta.

53 Ibidem, s. 328.

58 A. Fitowa, op. cit., s. 129.

54 „Borowy” w wyniku napadu partyzantów radzieckich na samochód Spółdzielni „Kosa” w miejscowości Gruszowiec został poważnie ranny w nogę.

59 Był zmuszony do wyjazdu do Krakowa, ponieważ komuniści znali jego prawdziwe imię i nazwisko. Jego dom w Myślenicach nie stanowił zatem bezpiecznej kryjówki.

19


nr 75 zima 2018

się w tamtejszym klasztorze Augustianów60. Już z grodu Kraka kierował nadawaniem odznaczeń dla partyzantów i wszelkimi pracami likwidacyjnymi Inspektoratu AK Nowy Sącz. Zostały one zakończone dopiero w marcu. Zaraz potem „Borowy” przystąpił do nowego przedsięwzięcia. Pragnął odrodzić Inspektorat, tym razem do walki z komunistami. Skala przedsięwzięcia miała być mniejsza. Konieczne było też zastosowanie głębokiej konspiracji. Pracami nad tym projektem mjr Adam Stabrawa zajął się w kwietniu, lecz ich nie ukończył. Wraz z grupą oficerów AK musiał opuścić Polskę61. Znamienne jest jednak przesłanie „Borowego” skierowane do wszystkich żołnierzy 1 PSP AK 5 lutego 1945 roku:

W chwili rozwiązania 1 PSP  AK w jego szere­ gach było 597 ludzi, w tym 55 oficerów, 25 podchorążych, 85 podoficerów i 432 szeregowych63. I batalion został rozwiązany rozkazem „Borowego” z 19 stycznia 1945 roku. Dowódca batalionu w dyspozycji otrzymał instrukcję zamelinowania broni. Por. Jan Wojciech Lipczewski „Andrzej” miał na to praktycznie dwa dni. I  batalion zamknął swą działalność 20 stycznia. W stałym miejscu zbiórek wszyscy zebrani żołnierze pożegnali się ze sobą i rozeszli się, każdy w inną stronę. Ostatni rozkaz dotyczący baonu „nowosądeckiego” pochodzi z 6 lutego 1945 roku64. Był on

listą partyzantów odznaczonych Srebrnym i Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. W chwili zakończenia działalności I batalion składał się z 10 oficerów, 9 podchorążych, 26 podoficerów i 103 szeregowych – łącznie 148 ludzi65. II batalion również uległ demobilizacji. Wiadomo, że w nocy z 20 na 21 stycznia urlopowano wszystkich żołnierzy z terenu Limanowszczyzny. Z pewnością nie było większych problemów z rozformowaniem przez wzgląd na luźną formę baonu. W momencie zakończenia działalności II batalion liczył: 16 oficerów, 2 podchorążych, 24 podoficerów i 80 szeregowych – razem 122 żołnierzy66. Komenda Okręgu jednak nadal działała. W rozkazie z 20 marca 1945 roku płk Przemysław Nakoniecznikoff-Klukowski ps. Kruk, zalecał wszystkim grupom partyzanckim całkowite rozwiązanie struktur konspiracyjnych oraz uregulowanie kwestii pieniężnych67. Nakazał także zamelinowanie broni w bezpieczny sposób oraz wysłanie informacji o osobach, pod których pieczą się ona znajduje, do Komendy Okręgu w Krakowie68. Dzień wcześniej komendant polecił przysłanie sprawozdań z całości działalności w terminie do 15 kwietnia 1945 roku69. Do 5 czerwca działała grupa likwidacyjna. Jej baza znajdowała się na Jesionkówce. Kierował nią „Przyjaciel”. Ostatni dokument dotyczący 1 PSP AK był wykazem odznaczonych Krzyżami Zasługi z Mieczami z 22 lipca 1945 roku70. Nowy okupant już na wstępie rozpoczął działania likwidacji podziemia. Organami wykorzystywanymi w tym celu były głównie Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych (NKWD), Urząd Bezpieczeństwa (UB), a także grupy sowieckich partyzantów71. Niestety kilku członków 1 PSP AK wpadło w ręce komunistów. Jednym ze złapanych był por. Stachura ps. Adam, były dowódca

60 D. Golik, Adam Stabrawa „Borowy”, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” styczeń–luty 2010, nr 1–2, s. 141.

65 A. Fitowa, op. cit., s. 133.

Wszystkim Oficerom i Szeregowym Pułku w Imieniu Służby dziękuję za Ich dotychczasową postawę w walce z wrogiem o wyzwolenie Ojczyzny. Sytuacja ogólna zmieniła warunki naszej dalszej walki. Wierzę, że postawa Wasza jako Polaków i żołnierzy będzie zawsze jednakowa i gdy przyjdzie czas, staniecie Wszyscy do ostatecznej rozgrywki62.

61 Ucieczka z Polski miała miejsce 30 sierpnia 1945 r. „Borowy” przedostał się do Włoch, gdzie został żołnierzem 2 Korpusu Polskiego. Po jego likwidacji emigrował do Wielkiej Brytanii. Po pewnym czasie przeprowadził się do Kanady, gdzie osiadł na stałe. Zmarł 22 kwietnia 1991 r. w Vancouver. 62 Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział IV, Zespół 1 PSP AK, teczka 2, Rozkaz por. Jana Wojciecha Lipczewskiego ps. Andrzej, z 6 lutego 1945 r., w którym przytoczono rozkaz mjr. Adama Stabrawy ps. Borowy, z 5 lutego 1945 r., k. 228–229. 63 A. Fitowa, op. cit., s. 133. 64 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 331.

20

66 Ibidem. 67 Prawdopodobnie chodzi o wynagrodzenie dla partyzantów, gdyż dowódca 1 PSP AK nakazał rozdanie żołnierzom po 20 dolarów odprawy. 68 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 332. 69 Objęty miał zostać dosłownie każdy aspekt dotyczący organizacji, działania, zaplecza oddziałów partyzanckich. 70 G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, op. cit., s. 333. 71 Na terenie Inspektoratu AK Nowy Sącz wraz z podwładnymi pozostał ppłk Iwan Zołotar.


Societas Historicorum

kompanii II batalionu72. W marcu 1945 roku aresztowano komendanta placówki Kamienica-Słopnice, a zarazem dowódcę 5 kompanii por. Jana Połomskiego ps. Dąb. Zdarzały się przypadki deportowania członków AK do ZSRR. Wielu partyzantów trafiło do krakowskich więzień: Montelupich, św. Michała oraz aresztu na placu Inwalidów. Tworzyli oni grupę więźniów politycznych. Krajowa Rada Narodowa uchwaliła amnestię 22 lipca 1945 roku. Zaczęła ona obowiązywać od 21 sierpnia. Dotyczyła wyłącznie przestępstw popełnionych przed 22 lipca 1945 roku. W zamian za zakończenie działalności gwarantowano partyzantom bezpieczeństwo osobiste. Łudzono konspiratorów możliwością podjęcia pracy zarobkowej, a także utworzeniem opozycji, która nie będzie represjonowana. Żołnierze AK, którzy ulegli namowom komunistów, podlegli ewidencji. Próbowano uzyskać od nich informacje. Amnestię trudno nazwać sukcesem komunistów. Ujawniła się mniejsza liczba osób, niż zakładano. Nawet przedłużenie amnestii do 15 października nic nie dało. Powrócono do brutalnych represji. W 1947 roku ogłoszono kolejną amnestię. Ustawa została uchwalona 22 lutego i miała obowiązywać do 25 kwietnia. Wypełniane tzw. ankiety amnestyjne doprowadzały komunistów do konspiratorów73. Amnestia była fikcją. Komuniści zaraz po kwietniu zaczęli akcję masowych aresztowań. W wyniku amnestii z 1947 roku praktycznie przestały istnieć wszelkie organizacje konspiratorskie. Wielu partyzantów obrało całkiem inną drogę. Spora liczba z nich po prostu zaszyła się we własnych domach. Inni wyjechali z kraju. Byli też tacy, którzy przeszli na stronę nowego okupanta. Niektórzy pracowali w UB lub, chcąc nadal wieść życie żołnierza, wstępowali do Ludowego Wojska Polskiego. Konieczne jest rozliczenie 1 PSP AK za jego działania w ramach „Burzy”, zwłaszcza, że pułk powstał właśnie na jej cele. Akcja nie została zrealizowana w takim stopniu jak zamierzano. Już 11 września 1944 roku komendant Okręgu Kraków, płk Edward Godlewski ps. Garda, nakazał 72 Zatrzymano go po tym, jak odmówił współpracy organom bezpieczeństwa. Groziło mu 14 lat łagru. Był więziony tymczasowo w Wadowicach. Zbiegł wraz z grupką osadzonych. Wyjechał do Francji z rodziną. Zmarł tam w 1985 r. 73 W ankietach tych osoba chcąca skorzystać z amnestii wpisywała swoje dane, pseudonimy, adres, stopień, przynależność do danej grupy, a także informacje o dowódcy.

stanowcze ograniczenie działań. W efekcie nieporozumień koncepcyjnych między Komendą Okręgu Kraków a GO „Śląsk Cieszyński” „Burza” nie doszła do skutku. Odwołano ją 4 października 1944 roku. Zatem tak naprawdę 1 PSP AK nie mógł realizować głównych założeń planu. Pozostały jednak pomniejsze rozkazy i je wykonywano. Gromadzono broń na wypadek powstania. Przeprowadzano szkolenia, a także walczono z niemieckimi żołnierzami. Nie zrealizowano jednak założenia zdobywania miast i obsadzania ich swoimi siłami. Starano się także uświadomić oddziałom sowieckim, że to Polacy są gospodarzami na terenach byłej II RP. Usiłowano wykonać wszystko, co było możliwe do zrobienia. Mimo że nie zrealizowano planów „Burzy”, 1 PSP AK zasługuje na uznanie za swe starania w obliczu trudnej rzeczywistości wojennej74. Małgorzata Woźniak

74 Niniejszy artykuł stanowi fragment pracy licencjackiej Małgorzaty Woźniak pod tytułem Żołnierze z ,,morza mgieł”. Organizacja i działalność 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK na terenie Beskidu Wyspowego.

21


nr 75 zima 2018

Bibliografia Materiały archiwalne: ӳӳ Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział IV, Zespół 1 PSP AK, teczka 2, Rozkaz por. Jana Wojciecha Lipczewskiego ps. Andrzej, z 6 lutego 1945 r., w którym przytoczono rozkaz mjr. Adama Stabrawy ps. Borowy, z 5 lutego 1945 r., Kraków. Publikacje: ӳӳ Bieniek J., W kręgu Beskidu i Gorców. Szkic do dziejów wojskowego ruchu oporu Ziemi Limanowskiej, część III – Działalność partyzancka, „Rocznik Sądecki”, t. XX, 1992. ӳӳ Filar A., U podnóża Tatr 1939–1945. Podhale i Sądecczyzna w walce z okupantem, Warszawa 1985. ӳӳ Fitowa A., Inspektorat AK Nowy Sącz w okresie likwidacji (styczeń–marzec 1945). Dokumenty, ,,Studia Historyczne”, R. 42, 1999, z. 1.

ӳӳ Golik D., „Wilk”, „Lampart” i „Przyjaciel”. Organizacja i zastosowanie oddziałów partyzanckich Armii Krajowej na wybranych przykładach z terenu Inspektoratu Nowy Sącz, praca doktorska, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Historyczny, Kraków 2013 [maszynopis]. ӳӳ Golik D., Adam Stabrawa „Borowy”, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” styczeń– luty 2010, nr 1–2. ӳӳ Golik D., Partyzanci ,,Lamparta”. Historia IV batalionu 1. pułku strzelców podhalańskich AK, Kraków 2014. ӳӳ Mazur G., Rojek W., Zgórniak M., Wojna i okupacja na Podkarpaciu i Podhalu na obszarze Inspektoratu ZWZ-AK Nowy Sącz 1939–1945, Kraków 1998.


Sieradzcy żołnierze „Warszyca” – Komenda Powiatowa KWP „Młockarnia” Artykuł ten jest próbą jak najwierniejszego odtworzenia losów Konspiracyjnego Wojska Polskiego (największej struktury niepodległościowej centralnej Polski, funkcjonującej od 1945 roku, której twórcą, pierwszym dowódcą i swoistym ojcem ideowym był kpt. Stanisław Sojczyński, ps. Warszyc) jako organizacji, funkcjonującej m.in. na terenie ziemi sieradzkiej. Misją historyków jest przybliżanie prawdy o wydarzeniach sprzed lat. Prawdy często aż do dzisiaj bardzo mglistej i nieznanej szerszemu gronu odbiorców, a nierzadko też zafałszowanej. Struktura i organizacja Na ziemi sieradzkiej działalność partyzantki niepodległościowej spod znaku Konspiracyjnego Wojska Polskiego, wywodzącej się w lwiej części ze struktur Armii Krajowej, łączy się nierozerwalnie z istnieniem w okresie okupacji hitlerowskiej Obwodu Sieradz AK. Komendę Powiatową KWP1 w Sieradzu zorganizował weteran konspiracji na tym obszarze, ppor. Władysław Bobrowski, ps. Wiktor/Jacek. Po zakończeniu działań wojennych pozostał w konspiracji, cały czas ukrywając się przed NKWD – ujawnił się dopiero w lipcu 1945 roku w Łodzi. Wszedł w skład Podkomisji Likwidacyjnej AK dla Inspektoratu Sieradzko-Wieluńskiego AK2, jednakże po fali aresztowań jego towarzyszy broni z lat wojny i okupacji postanowił powrócić do konspiracji, nawiązując kontakt z kpt. Sojczyńskim. Zaprzysiężony w lutym 1946 roku, mianowany został komendantem KWP w powiecie sieradzkim3. Przed nowym komendantem postawiono karkołomne zadanie zorganizowania pełnoprawnej Komendy Powiatowej (KP) KWP na terenie ziemi sieradzkiej. Było ono naprawdę trudne, 1 Komendy Powiatowe KWP odpowiadały dawnym Obwodom AK i na ich bazie były organizowane. 2 W. Jaskulski, O działalności niepodległościowej na ziemi wieluńskiej, Wieluń 1994, s. 153–154. 3 AIPN Łd 030/279, Kontrrewolucyjna organizacja pod nazwą „Konspiracyjne Wojsko Polskie” w województwie łódzkim – opracowanie Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Łodzi z 1978 r.; Kwestionariusz osobowy – Bobrowski, Władysław, t. II, k. 63.

zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę praktyczne unicestwienie Obwodu Sieradz AK, którego struktura organizacyjna została doszczętnie zniszczona na skutek dekonspiracji i masowych, grupowych aresztowań miejscowych żołnierzy AK w okresie od grudnia 1942 do lipca 1943 roku4. Wskutek tych wydarzeń pracę konspiracyjną trzeba było rozpoczynać od podstaw, przez co Obwód Sieradz AK nigdy nie podniósł się po ciosie zadanym przez okupanta hitlerowskiego, a to rzutowało na późniejszą powojenną działalność konspiracyjną. Po wyrażeniu zgody przez Bobrowskiego na objęcie pod swoją komendę KP Sieradz wręczono mu wcześniejsze zaległe rozkazy i wytyczne (począwszy od stycznia 1946 roku), odnoszące się do organizacji i prowadzenia pracy konspiracyjnej w strukturach KWP. Po tym, już 4 marca 1946 roku, ppor. Bobrowski, jako nowy dowódca Obwodu z ramienia KWP, powracając ze spotkania z „Warszycem” w Radomsku, znalazł się na terytorium ziemi sieradzkiej5. Zadanie organizacji KP było o tyle trudniejsze, tak jak wspomniano już wcześniej, że pracę konspiracyjną na tym terenie trzeba było zaczynać praktycznie od podstaw. „Wiktor” swoją rozpoczął od rekonesansu, mającego na celu ustalenie 4 J. Milczarek, Eksterminacja ludności polskiej i ruch oporu w Sieradzu w okresie okupacji hitlerowskiej, Sieradz 1988, s. 28–29. 5 AIPN Łd 6/43, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskigo z dn. 29 czerwca 1946 r., t. II, k. 448.

23


nr 75 zima 2018

tożsamości poszczególnych grup działających wówczas na terenie ziemi sieradzkiej. Wywiad prowadził drogą rozmów z pozostałymi byłymi żołnierzami Obwodu Sieradz AK mieszkającymi w okolicy. Dzięki swoim działaniom zorientował się, że na tym terenie była obecna grupa Kazimierza Grzelczyka „Groźnego”. Nawiązał też kontakt z grupą Jana Kwapisza „Lisa–Kuli”, działającą w okolicach Klonowej i Brąszewic, którą to podporządkował swoim rozkazom6. Rozpoczął też organizację aparatu w Obwodzie – jako pierwszego zwerbował byłego żołnierza AK, Antoniego Chowańskiego „Kubę”, na terenie gm. Gruszczyce (obecnie gm. Błaszki)7. Pod koniec marca 1946  roku zwerbował Antoniego Bartolika „Szarego” z Sieradza, któremu powierzył misję stworzenia plutonu SOS (formowanie plutonu odbywało się na prawym brzegu Warty, na północny wschód od Sieradza; grupa otrzymała kryptonim „Burza”)8. W okresie od lutego do kwietnia 1946 roku9, po zwerbowaniu odpowiednich ludzi, na terenie „Młockarni” zostały zorganizowane cztery rejony, które miały za zadanie stworzyć struktury szkieletowe organizacji, zdolne w razie potrzeby zmobilizować byłych żołnierzy AK10. KP KWP w Sieradzu, która otrzymała kryptonim „Młockarnia”11, cały czas rozbudowująca się, przedstawiała następującą strukturę organizacyjną: jak już wspomniano wcześniej, dowódcą „Młockarni” został ppor. Władysław Bobrowski „Jacek”/„Wiktor”. Szefem Kierownictwa Walki z Bezprawiem (KWzB)12 na powiat sieradzki 6 Ibidem, k. 449. 7 Ibidem. 8 Ibidem, k. 450. 9 Ibidem, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 10 lipca 1946 r., k. 482–486. 10 Ibidem, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 5 lipca 1946 r., k. 474–475. 11 AIPN 030/279, Kontrrewolucyjna organizacja pod nazwą „Konspiracyjne Wojsko Polskie” w województwie łódzkim – opracowanie Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Łodzi z 1978 r., t. I,k. 16. 12 Specjalna, wydzielona struktura, działająca przy sztabie Komendanta Głównego, a także przy każdej Komendzie­Powiatowej (przynajmniej z założenia), będąca odpowiednikiem Kedywu AK. W ramach KWzB bezpośrednią działalność prowadziły oddziały partyzanckie Służby Ochrony Społeczeństwa (SOS). Jednostki te występowały w mundurach WP i były w pełni uzbrojone w broń ręczną i automatyczną.

24

został por. Roman Szczepaniak „Namor”/„Szkolny”, były Komendant Obwodu Sieradz AK. Stanowisko szefa wywiadu „Młockarni” przypadło w udziale sierż. Wacławowi Maliszowi. W działalność wywiadowczą angażował się także wspomniany już por. Roman Szczepaniak „Namor”/ „Szkolny”13 (skupiał on w swoim ręku więcej niż jedną funkcję z powodów chronicznych braków kadrowych). Kwatermistrzem „Młockarni” został Alfons Pawlak „Kostek”, natomiast kierownikiem propagandy Lewicki (imię nieznane)14. Podsumowując, na terenie KP KWP „Młockarnia” operowała następująca liczba terenowych oddziałów partyzanckich KWP: ӳӳ pluton SOS krypt. „Burza” (teren gm. Warta, Zadzim; pow. poddębicki, Szadek; pow. zduńskowolski, Bogumiłów, obecnie gm. Sieradz, Barczew, obecnie gm. Brzeźnio, Wróblew, Wągłczew, obecnie gm. Wróblew); dowódca: sierż. Antoni Bartolik „Szary” (11 ludzi), ӳӳ pluton SOS (teren gm. Klonowa, Brąszewice, Brzeźnio); dowódca: ppor. Jan Kwapisz „Lis– Kula” (11 ludzi). ӳӳ Całość „Młockarni” była podzielona na cztery poszczególne rejony, będące w fazie organizacji: ӳӳ Rejon I – dowódca: st. sierż. Alfons Pawlak „Kostek”, ӳӳ Rejon II – dowódca: st. sierż. Józef Jasiński „Michałowski”/„Michał”, ӳӳ Rejon III – dowódca: st. sierż. Feliks Filipiak „Lis”/„Wrona”, ӳӳ Rejon IV – dowódca: sierż. Jan Strzelecki „Sokołowski”15. Poza tym w kwietniu 1946 roku Komendzie Powiatowej KWP w Sieradzu nieformalnie podporządkowała się Grupa Dywersyjna AK „Błyskawica” pod dowództwem por. Józefa Kubiaka „Pawła” i ppor. Kazimierza Skalskiego „Zapory”16. Pierwsze spotkanie w sprawie omówienia 13 T. Toborek, Stanisław Sojczyński i Konspiracyjne Wojsko Polskie, Łódź 2007, s. 122. 14 AIPN Łd 6/43, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 5 lipca 1946 r., t. II, k. 475. 15 Ibidem, k. 475–476. 16 J. Bednarek, Żołnierz Wyklęty z Ozorkowa. Józef Kubiak „Paweł» (1912–1946), [w:] „Ziemia Łódzka. Pismo Samorządowe Województwa Łódzkiego” 2011, nr 5 (maj), s. 118.


Societas Historicorum

tej kwestii odbyło się u gospodarza Edwarda Sasina17. Sprawa ta nie była jednak do końca przesądzona, gdyż jeszcze w czerwcu 1946 roku, na krótko przed rozbiciem tzw. I Komendy KWP, „Warszyc” wysyłał zapytania do „Wiktora”, czy sprawa podporządkowania się „Pawła” została pomyślnie doprowadzona do końca18. Choć „Młockarnia” funkcjonowała zaledwie cztery miesiące i cały czas znajdowała się w stadium budowy i organizacji, to była jednym z silniejszych ośrodków terenowych Konspiracyjnego Wojska Polskiego na terenie woj. łódzkiego, który liczył ok. 150 żołnierzy (wg opracowania Urzędu Bezpieczeństwa na ziemię sieradzką przypadało 92 żołnierzy KWP19, choć są to dane zaniżone). Zgodnie z powyższymi szacunkami można stwierdzić, że żołnierze „Młockarni” stanowili prawie 6% ówczesnego stanu osobowego tzw. I Komendy KWP. Biorąc pod uwagę krótki czas istnienia Komendy oraz tragiczne w skutkach dla konspiracji niepodległościowej wydarzenia z czasów okupacji hitlerowskiej, które drastycznie ograniczyły potencjał konspiracyjny ziemi sieradzkiej, można śmiało powiedzieć, że ppor. Władysław Bobrowski „Jacek”/„Wiktor” odniósł niemały sukces i dał się poznać jako zdolny organizator i dowódca sztabowy. Wywiad Jeden z głównych filarów funkcjonowania „Młockarni” stanowiła działalność sieci wywiadowczej. Głównymi obszarami zainteresowania wywiadowców KWP były: ӳӳ sprawy polityczne (m.in. działalność polityczna władz, informacje o najbardziej szkodliwych działaczach politycznych PPR), ӳӳ sprawy wojskowe (m.in. wszelakie informacje o „ludowym” Wojsku Polskim, takie jak skład, lokalizacja i liczebność zaobserwowanych jednostek, dezercje, przypadki buntów i braku dyscypliny, stosunki panujące między przełożonymi a żołnierzami, ich stosunek do Sowietów i partyzantki niepodległościowej, informacje o jednostkach Armii Czerwonej

oraz o ich działalności, takiej jak rabunki, udział w pacyfikacjach i represjach, ucisk ludności cywilnej, ingerencja sowieckich oficerów w sprawy polskiej obronności), ӳӳ sprawy gospodarcze (m.in. rabunki władz komunistycznych na ludności cywilnej – np. przymusowe kontyngenty żywności, sowietyzacja gospodarki, planowane reformy gospodarcze), ӳӳ sprawy społeczne (m.in. stosunek Kościoła do nowej rzeczywistości i do władz, a także do środowisk tzw. II Konspiracji)20. Największą bolączką działalności wywiadu KWP (wywiad działający przy sztabach poszczególnych Komend – tzw. Wywiad II-K) był chroniczny brak kompetentnych i wyszkolonych ludzi, którzy doskonale odnajdowaliby się w pracy wywiadowczej. Skutkiem tego wywiadowcami (werbującymi informatorów i współpracowników w terenie) stawali się często dowódcy liniowych oddziałów partyzanckich (był to wywiad oparty o oddziały terenowe KWP – tzw. Wywiad II–L)21. Na terenie Sieradza i okolic sprawną sieć wywiadowczą stworzył ppor. Władysław Bobrowski „Wiktor”, z pomocą sierż. Wacława Malisza, mianowanego na stanowisko szefa wywiadu „Młockarni”. Poprzez działania zgodne ze wskazówkami „Warszyca” ludzi wprowadzono do szeregu instytucji państwowych, z PUBP i KP MO na czele. Pierwszym krokiem w zorganizowaniu sieci agenturalno-wywiadowczej było zwerbowanie funkcjonariusza sieradzkiego PUBP, Jana Gwiazdy „Długonosego” (jednakże na krótko; już w kwietniu 1946 roku wyjechał on do Jeleniej Góry)22. Gwiazda przekazywał Bobrowskiemu odpisy protokołów przesłuchań UB, podawał terminy wyjazdów grup operacyjnych UB na akcje pacyfikacyjne, ostrzegał przed planowanymi aresztowaniami i zasadzkami oraz zawiadamiał o wszystkim, co działo się w siedzibie PUBP w Sieradzu. Jak wynika z zachowanych protokołów przesłuchań ppor. Bobrowskiego i sierż. Bartolika, jego obowiązki wywiadowcze w PUBP na rzecz „Młockarni” przejął inny tamtejszy

17 AIPN Łd 6/43, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 30 czerwca 1946 r., k. 515.

20 Ibidem, 6/43, Wyciąg z instrukcji, t. IV, k. 322.

18 Ibidem, Notka „Warszyca” do d-cy „Młockarni” z dn. 7 czerwca 1946 r., t. IV, k. 191.

21 Ibidem, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 8 lipca 1946 r., t. II, k. 478.

19 AIPN Łd 0125/2, Wykaz członków KWP pod względem pochodzenia, wykształcenia itp., k. 1–4.

22 Ibidem, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 29 czerwca 1946 r., t. II, k. 450.

25


nr 75 zima 2018 Jan Kwapisz „Lis–Kula”, czerwiec 1947 r. (zbiory IPN).

funkcjonariusz UB, Jan Łopiniak, pochodzący z Kościerzyny. W sieradzkim PUBP Łopiniak pełnił funkcję kierownika ds. „walki z bandytyzmem”, dzięki czemu miał dostęp do wielu cennych informacji, które mógłby przekazać „Wiktorowi” (np. kopie wykazów aresztowanych przez UB i przetrzymywanych w miejscowym areszcie śledczym)23. W rzeczywistości jednak nigdy nie był współpracownikiem sieradzkiego KWP. Został z premedytacją „wrobiony” przez zgodne zeznania „Wiktora” i „Szarego”. Była to zemsta na znienawidzonym, odznaczającym się wyjątkową brutalnością funkcjonariuszu UB24. Skazany na karę śmierci, został ułaskawiony przez Bolesława Bieruta, spędził jednak siedem lat w więzieniu. W 1953 roku uniewinniono go25. W tym miejscu należy wspomnieć też o kolejnym zaprzysiężonym żołnierzu KWP, który pod przykrywką funkcjonariusza UB prowadził pracę wywiadowczą – o Stanisławie Tobole „Sępie”. W sieradzkiej siedzibie UB pełnił on funkcję śledczego, więc specjalizował się w przekazywaniu „Wiktorowi” wyczerpujących informacji z pracy śledczej prowadzonej w PUBP, z tym że za pośrednictwem Antoniego Bartolika „Szarego”, który go zwerbował26. Toboła m.in. informował w meldunku do „Wiktora”, że nawet ówczesny szef PUBP w Sieradzu, Tadeusz Pikała, sympatyzuje z partyzantką niepodległościową i należałoby nawiązać

23 Ibidem, k. 451. 24 T. Lenczewski, Skazany przez swoich, „Karta” 1992, nr 9, s. 97. 25 AIPN Łd 0126/34, Akta osobowe, ob. Łopiniak Jan, wyrok z dn. 12 marca 1953 r., k. 33–36. 26 Ibidem, Łd 6/43, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 29 czerwca 1946 r., t. II, k. 478.

26

Władysław Bobrowski ps. Jacek, Wiktor (zbiory IPN).

z nim kontakt (nie udało się to)27. Zarówno Łopiniak, jak i Toboła przekazywali także dokładne listy konfidentów i agentów UB działających w terenie. W KP MO w Sieradzu informatorem był Urbaniak „Zbyszko” (imię nieznane), pochodzący z Kępna, dawny znajomy „Wiktora” z AK, zwerbowany przez niego w kwietniu 1946 roku. Jego praca wywiadowcza w tym miejscu nie trwała jednak długo, gdyż zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, w maju 1946 zdezerterował z MO – od tego momentu oficjalnie znalazł się w się w szeregach partyzantów. Mimo stosunkowo krótkiego czasu działania przekazał wiele cennych informacji, m.in.: odpisy protokołów przesłuchiwanych żołnierzy KWP i byłych żołnierzy AK, kopie meldunków wewnętrznych MO na powiat sieradzki, odpisy zeznań świadków z zamieszek w Sieradzu z okazji Święta Trzeciego Maja, informacje o planowanej zasadzce UB–MO w okolicach Brzeźnia, o pacyfikacji gmin Rossoszyca i Kamionacz, meldunek o przyjeździe z Łodzi trzech batalionów KBW celem pacyfikacji powiatu28. W sieradzkiej siedzibie MO informacje KWP przekazywał jeszcze funkcjonariusz o nazwisku Gruszczyński ps. Grucha29. Poprzez głównego łącznościowca „Młockarni”, Józefa Jasińskiego „Michałowskiego”/„Michała”, nawiązano także kontakty ze strażnikami więziennymi (m.in. ze strażnikiem Pertkiewiczem) z sieradzkiego więzienia. Umożliwiły one uzyskanie informacji o stanie poszczególnych więźniów politycznych oraz kontakt z nimi za pośrednictwem tychże strażników. Dodatkowo „Wiktor” 27 Ibidem, k. 479. 28 Ibidem, k. 478. 29 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., k. 526.


Societas Historicorum

przekazał ok. 15 tys. zł na pomoc materialną i żywnościową więzionym żołnierzom podziemia niepodległościowego30. Informatorzy co miesiąc otrzymywali uposażenie w wysokości 1000 zł, które bezpośrednio wypłacał im Antoni Bartolik „Szary”, z ramienia ppor. Bobrowskiego31. Nie była to jednak reguła – przykładowo Toboła otrzymał w sumie za swoją działalność 7 tys. zł uposażenia, a Gruszczyński 4 tys.32. Aktywność propagandowa i walka psychologiczna Kolejnym ważnym zagadnieniem składającym się na niebojowe działania konspiracyjne była aktywność propagandowa i walka ideowo-psychologiczna, prowadzona przez „Turbinę” i „Młockarnię”, które to kierowały się wytycznymi oraz ścieżką ideową nakreśloną przez samego „Warszyca”. Kluczową sprawą było dotarcie z własnym przesłaniem do miejscowej ludności i uzasadnianie kroków podejmowanych przez organizację. Walka z komunistami na tym polu była wyjątkowo nierówna, zważywszy na fakt funkcjonowania całego potężnego aparatu propagandowego na rzecz TRJN. Mimo to KWP nie pozostawało bierne, wydając własne materiały prasowe na terenach swojej działalności (w tym na ziemi sieradzkiej). Sztandarowym tytułem publikowanym pod egidą organizacji było „W Świetle Prawdy”, jednak nie ograniczano się tylko do tego. Wydawano także różnego rodzaju ulotki w formie komunikatów, których treść odnosiła się do aktualnej rzeczywistości i poruszała różnorakie problemy. Prasę drukowano na szczeblu centralnym, używając sprzętu pozostałego z czasów okupacji, a następnie poprzez gońców i łączników przekazywano ją poszczególnym Obwodom (Komendom Powiatowym), gdzie była ona odbijana jeszcze na powielaczach i rozprowadzana w terenie33. Rozprowadzaniem materiałów prasowych zajmowały się m.in. miejscowe 30 Ibidem, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 3 sierpnia 1946 r., k. 502–503. 31 AIPN Łd 6/43, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 29 czerwca 1946 r., t. II, k. 479. 32 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., k. 526. 33 Ibidem, 6/43, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 13 lipca 1946 r., t. II, k. 492.

plutony SOS (np plut. „Burza”, Antoniego Bartolika „Szarego”)34. Materiały te były przekazywane poszczególnym Komendom przez Sztab Główny KWP co dwa miesiące, jednakże w okresie przed tzw. referendum ludowym częstotliwość ich przekazywania wzrosła35. „Młockarnia” od lutego do maja 1946 roku otrzymała ok. 400 egzemplarzy „W Świetle Prawdy” i ok. 300 ulotek, które powielono36. Wracając do głównego tytułu prasy konspiracyjnej KWP – czasopisma „W Świetle Prawdy” – była to niewielka objętościowo sześciostronicowa gazetka, która odnosiła się do różnych problemów i zagadnień (np. artykuł pt. Polak nie może być pacyfistą37). Zawarte w niej były wiadomości z kraju i ze świata, publikowano sprawozdania oraz relacje z działań oddziałów SOS zakończonych sukcesami i pracy konspiracyjnej, patriotyczne fraszki i wiersze, a także na końcu każdego numeru zamieszczano listę prywatnych darczyńców przekazujących określone kwoty pieniężne na rzecz organizacji (oczywiście nie publikowano ich prawdziwych imion i nazwisk)38. Tak jak wspomniano wcześniej, rozprowadzano także różnego rodzaju ulotki mające formę odezw do ludności. Były to m.in. ulotka „Polacy!”39, ulotka „Uwaga! Wybory!”40 czy ulotka „Bóg, Honor i Ojczyzna”41. Przed zbliżającym się tzw. referendum ludowym KWzB wystosowało własną linię ulotek i odezw, odnoszących się do zbliżającego się głosowania (propagowanie głosowania dwa razy „NIE” i raz „TAK”)42. Co ciekawe, własne materiały prasowe w postaci ulotek wydawała Grupa Dywersyjna AK „Błyskawica” Józefa Kubiaka „Pawła”, związana z sieradzkimi 34 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 29 czerwca 1946 r., k. 513. 35 Ibidem. 36 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., k. 535. 37 Ibidem, Akta w sprawie Stanisława Sojczyńskiego i innych, „W Świetle Prawdy”, nr z dn. 10 lutego 1946 r., t. VI, k. 46. 38 Ibidem, Archiwum org. KWP, Teczka dot. osk. Sojczyńskiego Stanisława ps. Warszyc, „W Świetle Prawdy”, nr z dn. 30 października 1945 r., t. V, k. 82–84. 39 Ibidem, Akta w sprawie Stanisława Sojczyńskiego i innych, Ulotka „Polacy!”, t. VI, k. 99. 40 Ibidem, Ulotka „Uwaga! Wybory”, k. 163. 41 Ibidem, Ulotka „Bóg, Honor i Ojczyzna”, k. 118–119. 42 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, ulotka KWzB dot. referendum ludowego z 17 czerwca 1946 r., t. IV, k. 178.

27


nr 75 zima 2018

strukturami KWP43. Ulotki te były tak dobrze zredagowane, że nawet kpt. Sojczyński był zainteresowany pozyskaniem ich redaktora do pracy w redakcji gazety „W Świetle Prawdy”44. Poza tym rozpowszechniano w terenie teksty wierszy i fraszek patriotycznych np. „Z Gór Świętokrzyskich”45 czy „Chociaż zezem, ale szczerze!”46. Dla lepszej koordynacji pracy zespołów redakcyjnych „Warszyc” wydawał w tym celu specjalne instrukcje. Według nich w każdym Obwodzie powinno być dwóch ludzi odpowiedzialnych za pracę redakcyjną, dysponujących własnym lokalem, powielaczem, papierem, farbami, maszyną do pisania oraz spinaczami. Tych ambitnych planów nigdy nie udało się jednak zrealizować. Redaktorzy gazetek i ulotek otrzymywali miesięczne pobory w wysokości 2,8–5 tys. zł47. Bardzo często zdarzało się, że akcje rozplakatowania i rozprowadzania materiałów prasowych w poszczególnych Komendach (w tym w „Młockarni”) były koordynowane ze szczebla centralnego (np. w nocy z 11 na 12 kwietnia i 12 na 13 kwietnia 1946 roku na ziemi sieradzkiej miała miejsce skoordynowana i zmasowana akcja rozprowadzania wśród ludności i rozklejania na słupach, domach, płotach, drzewach „Komunikatu” – odezwy „Warszyca” do ludności cywilnej)48. Aby dotrzeć do społeczeństwa, na masową skalę na murach malowano także ściśle określone i zaaprobowane przez „Warszyca” hasła, które oddawały ducha ideowego organizacji i przedstawiały jej poglądy i stanowisko49. Przykładowe hasła to: „Polska stanowi o sobie sama, bez nacisku jakiegokolwiek państwa”; „Polska musi być naprawdę suwerennym i niezależnym państwem”; „O granicach naszych 43 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Odezwa Grupy Dywersyjnej AK „Błyskawica” (dopisek: Niech żyje jedyny i prawdziwy Rząd Londyński! Niech żyje Armia Krajowa! Śmierć stalinowskim pachołkom!), t. III, k. 41–44. 44 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Meldunek „Warszyca” do „Młockarni” z dn. 7 czerwca 1945 r., t. IV, k. 191. 45 Ibidem, Akta w sprawie Stanisława Sojczyńskiego i innych, Tekst wiersza „Z gór Świętokrzyskich”, t. VI, k. 120. 46 Ibidem, Tekst wiersza „Chociaż zezem, ale szczerze!”, k. 122–124. 47 Ibidem, Stanisław Sojczyńśki i inni, Rozkaz 117/07125 z dn. 7 grudnia 1945 r. dot. organizacji zespołów redakcyjnych, t. III. k. 331.

zdecydujemy przy wspólnym stole pokojowym, jako równi z równymi, gdyż wkład nasz w tej wojnie jest proporcjonalnie nie mniejszy niż Rosji czy innego państwa”50. Nieodzownym elementem walki psychologicznej były różnego rodzaju ostrzeżenia, adresowane do funkcjonariuszy państwowego aparatu represji oraz karanie ludzi współpracujących z władzą komunistyczną. Przykładem może być fakt pozbawienia włosów (obcięcia ich do gołej skóry) Krystyny Łuszkiewicz z Sieradza, która poniosła tę karę z powodu utrzymywania zażyłych stosunków z Niemcami w czasie okupacji oraz za współpracę z PUBP z Sieradza, gdzie była informatorem o pseudonimie „Dąb”. Po tym zdarzeniu na ulicach miasta rozkolportowano specjalny komunikat, który wyjaśniał powody ukarania Krystyny Łuszkiewicz i motywy postępowania konspiratorów51. Godnym do odnotowania epizodem może być też wybuch zamieszek i rozruchów ulicznych w Sieradzu z okazji święta Trzeciego Maja (1946 rok), kiedy to mieszkańcy Sieradza (w tym żołnierze sieradzkiego KWP – „Młockarni”) starli się z siłami porządkowymi i siłami „bezpieczeństwa”52. Oczywiście, tak jak wspomniano na samym początku, wydawano także ostrzeżenia i pisemne wyroki, dotyczące najbardziej niebezpiecznych i znienawidzonych funkcjonariuszy aparatu represji i instytucji, w których pracowali. Przykładowo 18 maja 1946 roku burmistrz Sieradza, Marcin Rokicki, i wicestarosta sieradzki, Zygmunt Petrykowski, otrzymali list od sieradzkiego KWzB, żądający wyprawienia uroczystego pogrzebu żołnierzowi KWP, Antoniemu Jańcowi „Łosiowi”, zabitemu 17 maja 1946 roku w Sieradzu przez milicjantów, w czasie wykonywania wyroku na byłym niemieckim konfidencie, a ówcześnie współpracowniku sieradzkiego PUBP, Józefie Raszewskim. „Łoś” w owym liście został określony mianem bohatera, któremu przysługuje honorowy pogrzeb wojskowy. W przypadku niezastosowania się do żądania zawartego w owej wiadomości burmistrza i wicestarostę 50 Ibidem, Wytyczne propagandowe, 29 stycznia 1945 r., k. 241.

48 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Rozkaz „Warszyca” z dn. 11 kwietnia 1946 r., t. IV, k. 119.

51 Ibidem, Akta sprawy Sr. 786/46 przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, Odezwa „Głos Prawdy” z dn. 8 maja 1946 r., t. I, k. 56.

49 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 29 czerwca 1946 r., t. II, k. 521.

52 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 5 lipca 1946 r., t. II, k. 478.

28


Societas Historicorum

miały spotkać surowe konsekwencje53. Mało tego, w nocy z 21 na 22 maja 1946 roku rozplakatowano na murach Sieradza nekrolog Antoniego Jańca54. Wystosowywano także ostrzeżenia i reprymendy w stosunku do MO. Dnia 20 maja 1946 roku ostrzeżenie takie otrzymała Komenda Powiatowa MO w Sieradzu. Było ono skutkiem niewłaściwego postępowania milicjantów wobec ludności cywilnej i wykorzystywania swojej pozycji do przyjmowania prywatnych korzyści majątkowych z jednoczesną szkodą obywateli. Wiadomość ta określała też funkcje i obowiązki, jakie milicjanci powinni wykonywać i posiadać, oraz wzywała ich do zerwania współpracy z komunistami. Tak jak w innych tego typu odezwach, była tam zawarta zapowiedź surowej kary dla tych, którzy nie zmienią swego nagannego postępowania55. Posterunek MO w Chojnym otrzymał ostrzeżenie podobnej treści, także utrzymane w formie reprymendy56. Funkcjonariuszom „bezpieczeństwa”, skazanym na śmierć przez sądownictwo KWP, wysyłano pisemne akty oskarżenia z przewidywanym terminem wykonania wyroku. Walczono także z pospolitymi bandytami i przestępczością kryminalną, starając się wytrącić z ręki komunistów fałszywy argument o „bandytyzmie i bezideowości reakcyjnych band”57. Kontakty z innymi stronnictwami i organizacjami W dokumentach komunistycznego aparatu „bezpieczeństwa” można znaleźć wiele informacji o rzekomych powiązaniach KWP z innymi ośrodkami tzw. reakcji, zarówno w kraju, jak i za granicą. „Warszycowi” i jego organizacji przypisywano kontakty m.in. z PSL-em, WiN-em, NSZ-em czy też z samym gen. Władysławem Andersem, 53 Ibidem, Akta sprawy Sr. 786/46 przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, Pismo KWzB na powiat sieradzki z dn. 18 maja 1946 r. do burmistrza Sieradza i wicestarosty sieradzkiego, t. I, k. 22. 54 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Nekrolog Antoniego Jańca z dn. 21 maja 1946 r., t. IV, k. 336. 55 Ibidem, Pismo KWzB na powiat sieradzki z dn. 20 maja 1946 r. do KP MO w Sieradzu, k. 335. 56 Ibidem, Akta sprawy Sr. 786/46 przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, Pismo KWzB na powiat sieradzki z dn. 20 maja 1946 r. do załogi posterunku MO w Chojnym, t. I, k. 30. 57 Ibidem, Akty oskarżenia wobec Edwarda Bartodziejskiego i Marcina Janeckiego za pospolity bandytyzm, grabieże, gwałty i podszywanie się pod żołnierzy AK., k. 62–63.

a nawet z Brytyjczykami. Przykładowo, przeglądając protokoły przesłuchań ppor. Władysława Bobrowskiego „Wiktora”/„Jacka”, zobaczyć można, że śledczy starali się wydobyć z niego wyimaginowane zeznania na temat rzekomych kontaktów z Londynem za pomocą radiostacji czy też organizowania lądowisk – w oczekiwaniu na zrzuty broni dokonywane przez brytyjskie lotnictwo (sic!)58. Dokładna kwerenda zachowanego archiwum KWP rozwiewa jednak wszystkie wątpliwości – większość zarzutów, oskarżeń i przypuszczeń wysnutych przez śledczych komunistycznego aparatu represji była wyssana z palca. Organizacja, której twórcą, dowódcą i ojcem ideowym był „Warszyc”, w pełni realizowała jego linię światopoglądową, a to rzutowało na kontakty z poszczególnymi ośrodkami niepodległościowymi, które traktował on bardzo sceptycznie. Mimo to na ziemi sieradzkiej nawiązano pewne kontakty z innymi oddziałami zbrojnymi, dotychczas niepodporządkowanymi KWP. W kwietniu 1946 roku dowódca „Młockarni”, ppor. Władysław Bobrowski „Jacek”/„Wiktor”, nawiązał kontakt z por. Józefem Kubiakiem „Pawłem” (jego zastępcą był ppor. Kazimierz Skalski „Zapora”), dowódcą Grupy Dywersyjnej AK „Błyskawica”. Tak jak już wspomniano wcześniej, pierwsze spotkanie na temat podporządkowania się „Pawła” i jego ludzi odbyło się u gospodarza Edwarda Sasina. Jednocześnie 1 maja 1946 roku Antoni Bartolik „Szary” nawiązał kontakt z zastępcą „Pawła”, ppor. Kazimierzem Skalskim „Zaporą” – był on łącznikiem między nim a „Wiktorem”59. Sam „Warszyc” interesował się sprawą podporządkowania GD AK „Błyskawica” pod rozkazy „Wiktora”60, jednak do osobistego spotkania między „Warszycem” a „Pawłem” nigdy nie doszło. Działania dywersyjno-sabotażowe Przeprowadzano także akcje sabotażowe i dywersyjne mające na celu jak największe utrudnienie życia władzom komunistycznym. Były to jednak 58 AIPN Łd 6/43, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 10 lipca 1946 r., t. II, k. 481. 59 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., t. II, k. 531. 60 Ibidem, Wiadomość „Warszyca” do d-cy „Młockarni” z dn. 7 czerwca 1946 r., t. IV, k. 191.

29


nr 75 zima 2018

na ogół drobne działania, takie jak masowe przerywanie przewodów telefonicznych, głównie na liniach Wieluń–Złoczew, Wieluń–Sieradz oraz Złoczew–Sieradz61. Na szeroką skalę rozrzucano wszelkiego rodzaju kolce na drogach, w celu wywołania jak największych trudności w transporcie samochodowym, tak aby wszelkie ruchy mobilnych grup operacyjnych komunistycznych organów represji były paraliżowane. Szczególnie było to pomocne przy unikaniu pościgów tychże grup. Na szczeblu centralnym „Warszyc” wydawał specjalne rozkazy i instrukcje dotyczące produkcji i używania kolców drogowych62. Działania bojowe Pluton SOS krypt. Burza, pod dowództwem sierż. Antoniego Bartolika „Szarego” był jedynym lotnym oddziałem partyzanckim KWP na terenie ziemi sieradzkiej zdolnym przeprowadzać samodzielne akcje bojowe i główną siłą uderzeniową KP Sieradz krypt. Młockarnia przeznaczoną do bezpośrednich akcji wymierzonych w komunistów i ich popleczników (ze szczególnym uwzględnieniem egzekwowania kar i wyroków, wymierzonych przez KWzB). Przyszły dowódca plutonu, sierż. Antoni Bartolik „Szary”, weteran Armii Krajowej z Obwodu Sieradz AK, do nowo utworzonych i wciąż formujących się struktur sieradzkiej „Młockarni” został zwerbowany w lutym 1946 roku przez dowódcę KP Sieradz, ppor. Władysława Bobrowskiego „Jacka”/„Wiktora”, przed którym to złożył przysięgę63. Początkowo, bezpośrednio po złożeniu przysięgi na wierność KWP, „Szary”, jako jeden z najbardziej doświadczonych żołnierzy „Młockarni” (szczególnie w kontekście dramatycznych braków kadrowych) objął stanowisko zastępcy komendanta „Młockarni64 (do maja 1946 roku, występował pod pseudonimem „Józef ”. W tym czasie, poza organizowaniem struktur obwodu (Komendy Powiatowej), zajmował się głównie 61 Ibidem, Akta sprawy Sr. 786/46 przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, Akt oskarżenia przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, t. I, k. 528. 62 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Rozkaz 43/0562/1 z dn. 5 lutego 1946 r., t. III, k. 369. 63 AIPN Łd 6/43, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 29 czerwca 1946 r., t. II, k. 512. 64 Ibidem, k. 514.

30

rozprowadzaniem ulotek KWP i gazetki „W Świetle Prawdy” wraz z innymi w terenie65. W marcu 1946 roku „Wiktor” postawił przed nim nowe, ambitne zadanie zorganizowania od podstaw oddziału likwidacyjnego SOS w sile plutonu66. Tworzący się oddział otrzymał kryptonim „Burza”. Liczył 11 osób (siła plutonu szkieletowego lub drużyny piechoty), co wpisywało się w rozwiązania organizacyjne, przyjęte przez „Wiktora”, zgodnie ze wskazówkami i wytycznymi „Warszyca”.Bartolikowi udało się wykonać zadanie. Oddział „Burza” tworzyli: ӳӳ Antoni Bartolik „Szary” – dowódca, ӳӳ Antoni Janiec „Łoś”– zastępca „Szarego”, ӳӳ Feliks Banachowski „Długi” (w kwietniu 1946 roku wyjechał do Jeleniej Góry), ӳӳ „Mirek” (N.N.) (w kwietniu 1946 roku wyjechał do Jeleniej Góry), ӳӳ „Stanisław” (N.N.), ӳӳ „Antek” (N.N.), ӳӳ „Jemioł” (N.N.), ӳӳ „Brzoza” (N.N.) ӳӳ „Kłos” (N.N.), ӳӳ Antoni Chowański „Kuba”, ӳӳ „Jurek” (N.N.), ӳӳ Józef Dawidowski „Ryszard” (rezerwowy, dwunasty członek „Burzy”, przeznaczony na stanowisko dowódcy kolejnego oddział zbrojnego, którego powstanie było planowane)67. Początkowo „Wiktor” zaopatrzył grupę w trzy pistolety i dwa pistolety maszynowe, jednak z czasem uzbrojenie „Burzy” znacznie się poprawiło: doszło do stanu ośmiu pistoletów krótkich, czterech pistoletów maszynowych i dwóch granatów ręcznych. Broń była albo kupowana, albo zdobywana w akcjach68. Obszarem działania „Burzy” była wschodnia część powiatu sieradzkiego69. Głównym zadaniem plutonu SOS „Burza” było przeprowadzanie bezpośrednich akcji, wymierzonych w stronę rządową. Warto tutaj nadmienić, że sierż. Antoni Bartolik „Szary” otrzymywał 65 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., k. 524–530. 66 Ibidem, k. 518. 67 Ibidem, k. 519. 68 Ibidem. 69 Ibidem, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 5 lipca 1946 r., k. 474.


Societas Historicorum

w formie ustnej od ppor. Władysława Bobrowskiego „Wiktora” rozkazy, które były urzeczywistnieniem pisemnych wytycznych „Warszyca” (dotyczące wypisywania haseł na murach i rozpowszechniania ulotek, werbowania nowych ludzi, przeprowadzania akcji rekwizycyjnych, rozbrajania posterunków MO itp.)70. Oddział „Szarego” pierwsze działania podjął już w lutym 1946 roku, jeszcze w momencie formowania. Pierwszymi akcjami stały się: nałożenie kontrybucji w wysokości 1000 zł na leśniczego Ludwika Makulskiego z leśniczówki w Miedzynie i atak na Spółdzielnię Spożywców k. Zduńskiej Woli. Kolejną była akcja ekspropriacyjna przeprowadzona 12 lutego 1946 w spółdzielni „Sieradzanka” w Sieradzu, w wyniku której pozyskano 43 tys. zł. Pięć dni później, 17 lutego, oddział „Burza” przeprowadził kolejną akcję w tym mieście – zaatakowano wówczas elektrownię miejską, skąd zabrano 65 tys. zł. Zdecydowanie najciekawsza z tego okresu była akcja w Oraczewie (gm. Wróblew), przeprowadzona 20 marca 1946 roku. Wówczas to leśniczy Stanisław Zając został ukarany chłostą (25 batów) i kontrybucją w wysokości 12 tys. zł za przewinienia z czasów wojny i okupacji, a konkretnie za współpracę z Gestapo w Nowym Sączu i denuncjowanie Polaków zaangażowanych w pracę konspiracyjną. Co znamien ne, przed wykonaniem owej kary, otrzymał pisemne upomnienie od sieradzkiego KWzB, aby stawił się w Powiatowej Komendzie MO w Sieradzu i dobrowolnie poddał karze za swoje czyny. Żołnierze KWP wobec Stanisława Zająca podjęli stosowne kroki dopiero w obliczu zlekceważenia przez niego upomnienia. Sprawa jest tym bardziej zajmująca, że Zając starał się zrzucić napad na karb pospolitego przestępstwa kryminalnego, tak aby jego przeszłość przypadkiem nie wyszła na jaw. W tym celu podczas składania zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przekazał on 10  tys. zł łapówki milicjantom z Oraczewa, którzy przyjmowali zgłoszenie. Leśniczy, aby wytłumaczyć stratę 22 tys. zł (12 tys. zł podczas akcji żołnierzy KWP i 10 tys. zł łapówki dla funkcjonariuszy MO), podał w zeznaniach, że zrabowano mu właśnie taką kwotę pieniędzy (skorumpowani milicjanci przyjęli te zeznania i zakwalifikowali

sprawę jako czysto kryminalny rabunek). Prawda wyszła na jaw podczas zeznań pochwyconego później Antoniego Bartolika71. Akcja w Oraczewie była też jedyną, w której osobiście brał udział ppor. Władysław Bobrowski „Wiktor”72. Po trzeciomajowych antykomunistycznych demonstracjach i zamieszkach w Sieradzu dowódca „Burzy”, sierż. Antoni Bartolik „Szary”, zmuszony był ewakuować się do Łodzi, gdzie przebywał przez cztery tygodnie (zatrzymany wówczas przez MO, został wkrótce zwolniony z aresztu, jednak kilka dni później dowiedział się, że ma być aresztowany i przekazany sieradzkiemu PUBP). Schronienia udzielił mu Józef Dawidowski „Ryszard”, należący do oddziału „Szarego”, jego towarzysz broni z czasów okupacji73. Pod nieobecność „Szarego” działalność „Burzy” nie ustała: 7 maja 1946 roku dokonano rekwizycji mienia Edwarda Łuszkiewicza na sumę 12 tys. zł74. Tuż przed tzw. referendum ludowym, w czerwcu 1946 roku, żołnierze „Szarego” rozbili i rozbroili także dwa posterunki MO – w Wągłczewie i Tubądzinie w gm. Wróblew75. W czerwcu zlikwidowano nieznanego z nazwiska funkcjonariusza UB76. Należy wspomnieć też o wcześniejszej, nieudanej akcji, jaką była próba likwidacji konfidenta UB, Józefa Raszewskiego, dnia 17 maja 1946 roku. Wyrok miał zostać wykonany na ulicach Sieradza, jednakże Raszewski, zorientowawszy się w sytuacji, zaalarmował przechodzący nieopodal patrol MO. Wywiązała się strzelanina, w wyniku której śmierć poniósł Antoni Janiec „Łoś”, a pozostali żołnierze KWP musieli się wycofać77.

70 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 29 czerwca 1946 r., k. 521.

77 Ibidem, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., k. 533.

71 AIPN Łd 6/43, Akta sprawy Sr. 786/46 przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, Wyciąg z protokołu rozprawy głównej przed WSR w Łodzi z dn. 11 grudnia 1946 r., t. I, k. 716. 72 Ibidem, Postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej Władysława Bobrowskiego z dn. 12 listopada 1946 r., k. 503. 73 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., t. II, k. 533. 74 Ibidem, Akta sprawy Sr. 786/46 przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, Akt oskarżenia przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, t. I, k. 567. 75 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Antoniego Bartolika z dn. 6 lipca 1946 r., t. II, k. 533. 76 Ibidem, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 31 lipca 1946 r., k. 498.

31


nr 75 zima 2018 Władysław Bobrowski ps. Jacek, Wiktor (zbiory IPN).

Niedługo przed tzw. referendum ludowym, zaplanowanym na 30 czerwca 1946 roku, na teren ziemi sieradzkiej powrócił sierż. Antoni Bartolik „Szary”. Zgodnie z dyrektywami „Warszyca”78 w tym czasie nadrzędnym celem oddziałów SOS była kontrola przebiegu referendum i odnotowywanie wszelkich przypadków fałszerstw. Celu tego nie dane było zrealizować „Burzy” (a także innym oddziałom SOS). Był to czas końca tzw. I Komendy KWP. Pierwsza większa fala aresztowań członków organizacji nastąpiła w kwietniu 1946  roku, kiedy to działania agenturalno-pacyfikacyjne wobec KWP zostały zintensyfikowane na specjalne polecenie szefa WUBP w Łodzi, Mieczysława Moczara79. Było to podyktowane upokorzeniem, jakim dla aparatu władzy okazała się słynna akcja na Radomsko w wykonaniu znacznych sił liniowych Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Kres skoordynowanej działalności „Młockarni” (jak i całej organizacji KWP) przyszedł w czerwcu 1946  roku. Aresztowano wówczas przytłaczającą większość członu decyzyjnego SG KWP (w tym samego kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”80), jak również poszczególnych Obwodów (Komend Powiatowych). Komendanta „Młockarni”, ppor. Władysława Bobrowskiego „Wiktora”/”Jacka”, aresztowano dnia 29 czerwca 1946 roku w Sieradzu, przy ul. Legionów 29, gdy ten oczekiwał na spotkanie z por. Józefem 78 Ibidem, Stanisław Sojczyński i inni, Rozkaz „Warszyca” z 21 czerwca 1946 r. o sposobie postępowania w czasie referendum ludowego, t. IV, k. 204. 79 K. Lesiakowski, Mieczysław Moczar „Mietek”. Biografia polityczna, Warszawa 1998, s. 123. 80 Dokładnie dn. 28 czerwca 1946 r. w Częstochowie, w budynku przy ul. Wręczyckiej 17.

32

Kubiakiem „Pawłem”, dowódcą Grupy Dywersyjnej AK „Błyskawica” (który zginął dzień później, 30 czerwca 1946 roku)81. Cała struktura organizacyjna KP Sieradz, łącznie z większością placówek terenowych, została zniszczona. Był to okres szczególnie trudny dla ocalałych sieradzkich żołnierzy KWP. Zmuszeni byli bez przerwy walczyć o przetrwanie oraz ukrywać się przed działaniami komunistycznego aparatu represji. W tym czasie na ziemi sieradzkiej praktycznie zanikły wszelkie niebojowe działania konspiracyjne, utracono także kontakt ze zwierzchnictwem i centralą KWP. Pomimo pewnych działań scaleniowych por. Jerzego Jasińskiego „Janusza”, mających na celu odbudowę organizacji, jak już wspomniano wcześniej, sieradzcy żołnierze KWP nie zdołali nawiązać kontaktu z jego sztabem i bardzo często działali równolegle na własną rękę. W większym zakresie zdołano nawiązać kontakt z Janem Małolepszym „Muratem”, byłym kwatermistrzem sąsiedniej, wieluńskiej KP KWP „Turbina”, który od wiosny 1947 roku próbował skupić wokół siebie ocalałe struktury KWP. Mimoto organizacja nigdy nie osiągnęła dawnego znaczenia i rozmiarów, jakie posiadała pod dowództwem kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”. Losy KWP na ziemi sieradzkiej potoczyły się torem charakterystycznym także dla struktur organizacji obecnych na innych terenach obejmujących jej obszar działania – od ideowej walki o polityczną niezależność i prawdziwą niepodległość Polski, przez dramatyczny bój o przetrwanie, aż do przejawów znużenia, zniechęcenia, a niekiedy wręcz demoralizacji w obliczu beznadziejnego położenia82, szczególnie zważywszy na to, że ostatni walczący z bronią w ręku żołnierze KWP byli ścigani i tropieni aż do 1954 roku. Różnie potoczyły się losy synów ziemi sieradzkiej, którzy związali się z KWP. Niektórzy z nich zginęli w walce z bronią w ręku, tak jak por. Jan Kwapisz „Lis–Kula” czy por. Kazimierz Skalski „Zapora”. Część schwytana przez komunistyczny 81 AIPN Łd 6/43, Stanisław Sojczyński i inni, Protokół przesłuchania Władysława Bobrowskiego z dn. 29 czerwca 1946 r., t. II, k. 453–354. 82 P. Niwiński, Czarne karty podziemia poakowskiego. Problem demoralizacji członków konspiracji niepodległościowej po 1945 roku, [w:] Podziemie zbrojne na Lubelszczyźnie wobec dwóch totalitaryzmów 1939–1956, red. S. Poleszak i A. Puławski, Warszawa 2002, s. 99–106.


Societas Historicorum

aparat „bezpieczeństwa”, przechodziła serie brutalnych przesłuchań, w trakcie których nierzadko stosowano wobec nich wymyślne tortury tylko po to, aby podczas rozpraw sądowych usłyszeli wyroki skazujące83. Przykładowo 15 lipca 1952 roku we Wrocławiu, aresztowano kpr. Zdzisława Balcerzaka „Wiktora” (były podkomendny por. Kazimierza Skalskiego „Zapory”). 15 kwietnia 1953 roku został skazany na karę śmierci, zamienioną na karę dożywotniego pozbawienia wolności orzeczeniem Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie z dn. 18 sierpnia 1953 roku. W 1956 roku karę dożywocia zamieniono mu na 15 lat pozbawienia wolności. Więzienie opuścił dopiero w 1967 roku, po odbyciu całości orzeczonej kary84. Ciekawym przykładem są też późniejsze losy sierż. Antoniego Bartolika „Szarego”, byłego dowódcy plutonu SOS krypt. Burza. Początkowo został on skazany na karę śmierci (w czasie procesu „Warszyca” i jego podkomendnych). Później zamieniono ją na bezterminowe więzienie (czyli de facto na dożywocie)85. Ostatecznie odzyskał wolność na mocy amnestii z 1956 roku, jednakże przez cały czas znajdował się pod baczną obserwacją władz i był nieustannie inwigilowany. W grudniu 1981 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego na terenie Polski, w wieku 66 lat został uznany za „potencjalnie niebezpiecznego” i internowany86. 23 grudnia 1991 roku Sąd Wojewódzki w Łodzi zrehabilitował Antoniego Bartolika, stwierdzając, że działał on na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego87. Rok później Bartolik zmarł. Adrian Zmysłowski 83 K. Jasiak, W majestacie „ludowego prawa”. Skazani przez „wymiar sprawiedliwości” w Łodzi w latach 1945–1956, „Kultura i Historia” lipiec 2007, nr 7, s. 49 . 84 K. Jasiak, Z dziejów Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Radomsko 2010, s. 93. 85 AIPN Łd 6/43, Akta sprawy Sr. 786/46 przeciwko Stanisławowi Sojczyńskiemu i innym, Notka do szefa WSR w Łodzi od Prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie, płk. Aleksandra Michniewicza, w sprawie ostatecznego ułaskawienia Bartolika i Bobrowskiego z dn. 15 II 1947 i zamienienie kary na bezterminowe więzienie, t. I, k. 788. 86 Ibidem, Decyzja o internowaniu Antoniego Bartolika z dn. 13 grudnia 1981 r., t. II, k.964. 87 Ibidem, Orzeczenie o nieważności wyroku WSR z dn. 17 grudnia 1946 r. w sprawie Sr 786/46 w stosunku do wszystkich skazanych osób z dn. 8 października 1993, t. II, k. 962.

Bibliografia Materiały archiwalne: ӳӳ Archiwum IPN w Łodzi. ӳӳ Archiwum KWP (AIPN Łd 6/43, t. I, II, III, IV, V, VI). ӳӳ KWMO w Łodzi (AIPN Łd 030/279, t. I, II). ӳӳ PUBP w Sieradzu (AIPN Łd 6/43, t. I, II, VI). ӳӳ WSR w Łodzi (AIPN Łd 0126/34). ӳӳ WUBP w Łodzi (AIPN Łd 0125/2). Publikacje: ӳӳ Bednarek J., Żołnierz Wyklęty z Ozorkowa. Józef Kubiak „Paweł” (1912–1946), [w:] „Ziemia Łódzka. Pismo Samorządowe Województwa Łódzkiego” 2011, nr 5 (maj). ӳӳ Jasiak K., W majestacie „ludowego prawa”. Skazani przez „wymiar sprawiedliwości” w Łodzi w latach 1945–1956, „Kultura i Historia” 2007, nr 7. ӳӳ Jasiak K., Z dziejów Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Radomsko 2010. ӳӳ Jaskulski W., O działalności niepodległościowej na ziemi wieluńskiej: 1939–1953, Wieluń 1994. ӳӳ Lenczewski T., Skazany przez swoich, „Karta” 1992, nr 9. ӳӳ Lesiakowski K., Mieczysław Moczar „Mietek”. Biografia polityczna, Warszawa 1998. ӳӳ Milczarek J., Eksterminacja ludności polskiej i ruch oporu w Sieradzu w okresie okupacji hitlerowskiej, Sieradz 1988. ӳӳ Niwiński P., Czarne karty podziemia poakowskiego. Problem demoralizacji członków konspiracji niepodległościowej po 1945 roku, [w:] Podziemie zbrojne na Lubelszczyźnie wobec dwóch totalitaryzmów 1939–1956, red. S. Poleszak i A. Puławski, Warszawa 2002. ӳӳ Toborek T., Stanisław Sojczyński i Konspiracyjne Wojsko Polskie, Łódź 2007.


Grób w Wadowicach. Partyzancka historia Mieczysława Z aręby Historia Mieczysława Zaręby, partyzanta Grupy Operacyjnej AK „Zorza”, pokazuje, że życie pisze czasem najdziwniejsze scenariusze. Opowieść ta zaczyna się od przypadku, który sprawił, że jej bohater zaczął ukrywać się przed milicją i zetknął się z kolejnymi partyzantami, by ostatecznie znaleźć się – na krótko – u boku Jana Sałapatka „Orła”, jednego z najdłużej walczących małopolskich żołnierzy powojennego, antykomunistycznego podziemia1. „Czarny Mietek” Mieczysław Zaręba urodził się 13 marca 1929 roku w Baczynie – małej małopolskiej miejscowości w ówczesnym powiecie wadowickim, położonej w górzystej okolicy między Myślenicami, Wadowicami i Makowem Podhalańskim. Jego ojciec – Wojciech Zaręba, żołnierz armii austro-węgierskiej – brał udział w I wojnie światowej i podczas walk na Bałkanach był ranny w nogę. Z żoną Marianną mieli czterech synów i córkę: Mieczysława, Adama (ur. 1930), Józefa (ur. 1931), Mariannę (ur. 1934) Stanisława (ur. 1937). Mieczysław spędził młodość w Baczynie: uczył się i rzeźbił w drewnie zabawki dla młodszych braci. Jego ulubiona piosenka nosiła tytuł Samotny leśny kwiat. Wyrósł na wysokiego chłopaka z gęstymi, czarnymi włosami, z powodu których czasem nazywano go „Czarnym Mietkiem”. W momencie wybuchu wojny miał 10 lat. Początkowo wydawało się, że rodzinie Zarębów uda się szczęśliwie przetrwać II wojnę światową, ponieważ działania wojenne i związane z nimi zniszczenia ominęły Baczyn, leżący niedaleko granicy między Generalną Gubernią a III Rzeszą. W okolicy działało kilka oddziałów partyzanckich (głównie oddział AK „Chełm”), jednak Mieczysław ani jego młodsi bracia nie angażowali się w konspirację (piętnastolatkowie bardzo rzadko trafiali do oddziałów leśnych). Podczas wojny Mieczysław po raz pierwszy zagrał w sztuce teatralnej (noszącej tytuł Genowefa 1 Jan Sałapatek powszechnie uchodzi za ostatniego partyzanta Małopolski (zginął w styczniu 1955 r). Kilka miesięcy dłużej działała grupa przetrwania Stanisława Perełki „Dębińskiego”, rozbita latem 1955 r. Zob. D. Golik, M. Kasprzycki, Ostatni „leśni” Małopolski. Grupy zbrojne Stanisława Perełki „Dębińskiego”, „Zeszyty Historyczne WiN-u” 2015, nr 42, R. XXIV, , s. 5–76.

34

we wsi), uczył się także śpiewu i gry na harmonii. W 1944 roku przygotowywał się do roli w kolejnym przedstawieniu, gdy został wezwany przez sołtysa Baczyna. Wyznaczono go, podobnie jak kilku innych młodych chłopaków z okolicy, do wyjazdu na roboty przymusowe do Niemiec; miał wówczas zaledwie piętnaście lat. Prawdopodobnie po zakończeniu wojny pozostał na ziemiach zachodnich i tam przez jakiś czas pracował w gospodarstwie2. W 1946 roku Zaręba wrócił do rodzinnego Baczyna. Początkowo jego życie układało się spo­ koj­nie i prawdopodobnie potoczyłoby się tak jak historie tysięcy innych młodych ludzi po II wojnie światowej – o dalszych losach Mieczysława Zaręby zadecydowało jednak przypadkowe wydarzenie, które miało miejsce w 1947  roku. Jolanta Ćwierzona-Zaręba, bratanica Mieczysława, wspominała: Poszedł z kolegami na zabawę przez górę, z Baczyna, w którym mieszkał do Jachówki. Tam zapewne popili i wracając tą samą drogą, przechodząc koła domu gospodarza w Jachówce, zepchnęli mu wóz drabiniasty. Gospodarz poszedł na skargę na posterunek milicji. I się zaczęło3.

Zarębę i jego towarzyszy wezwano na posterunek. Traf chciał, że koledzy Mieczysława zgłosili się jako pierwsi. Po okolicy rozeszła się wieść, że milicjanci biją zatrzymanych, a jednemu z nich 2 Relacja Jolanty Ćwierzona-Zaręby z 14 listopada 2017 r.; Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej [dalej AIPN], Kr 0116/002, Kartoteka ogólnoinformacyjna; W. Łuczak, Skrót dziejów wsi Baczyn [online] http://baczyn.pl/ [dostęp: 28 XII 2017]. 3 Relacja Jolanty Ćwierzona-Zaręby z 14 listopada 2017 r.


Societas Historicorum

podczas przesłuchania rozbito czaszkę, wskutek czego zmarł. Mama Marianna prosiła: „Mietek, idź, bo ci nie odpuszczą, przyjdą po ciebie”, ale młody chłopiec osiemnastoletni bał się konsekwencji przesłuchań, i odpowiedź była: „mamo, nie pójdę, oni mnie tam zabiją”. I zaczęły się kontrole domu, przeszukiwania i poszukiwania, a ze strony Mieczysława ukrywania po stodołach, po lasach4.

Poszukiwania Zaręby nasiliły się po przypadkowym spotkaniu z milicjantami: U sąsiada w stodole na Roli Galasówka, młócili cepami, przyszło dwóch milicjantów, przyszedł tam też Mieczysław [który] już był poszukiwany, na zgłoszenie się na zeznania w sprawie szkód poczynionych na gospodarzu z Jachówki. Zabrali go, ale nie bili, nie skuli kajdankami, tylko dobrowolnie z nimi poszedł do sklepu w Baczynie. Ale uciekł im i wtedy, po tej ucieczce, zaostrzyły się poszukiwania i obławy na Mieczysława Zarębę5.

Kilka miesięcy później Zaręba zjawił się w rodzinnym domu razem z dwoma towarzyszami: Janem Pakułą i Władysławem Raciakiem6. „Pozostały członek tej bandy ukrywa się nadal…” Ukrywający się Zaręba zetknął się z dwoma partyzantami: Janem Pakułą „Sokołem” i Władysławem Raciakiem, który nie używał pseudonimu. Obaj od 1946 roku należeli do oddziału Grupa Operacyjna AK „Błyskawica”7, który liczył kilkudziesięciu partyzantów i był podporządkowany rozkazom Józefa Kurasia „Ognia”. Grupą dowodził Franciszek Łuczak „Wróbel”, pochodzący z pobliskiego Budzowa. Partyzanci działali w powiatach wadowickim i myślenickim. Często pojawiali się w Baczynie, Jachówce, Budzowie 4 Ibidem. Nie udało się ustalić, czy informacja o śmiertelnym pobiciu aresztowanego jest prawdziwa. Z pewnością ta relacja ta obrazuje, jak postrzegano brutalność funkcjonariuszy MO w tym czasie. 5 Ibidem. 6 Ibidem. 7 Według ustaleń funkcjonariuszy UB Raciak był partyzantem „Błyskawicy”. Nie jest pewne, czy rzeczywiście był on członkiem grupy, czy tylko jej współpracownikiem i przechowywał broń (co ujawnił w 1947 r.).

i innych okolicznych miejscowościach. W lutym 1947 roku, z rozkazu „Ognia”, zastrzelono „Wróbla”; dowodzenie objął Edward Rymarczyk „Tarzan”. Okoliczności tego zdarzenia są niejasne, według niektórych źródeł ciążyły na nim zarzuty o działalność kryminalną8. Większość partyzantów „Błyskawicy”, w tym Pakuła i Raciak, ujawniła się podczas amnestii, wiosną 1947 roku9. Kilka miesięcy później Pakuła i Raciak ponownie trafili do lasu. Jednak wadowicka bezpieka skupiała się w tym czasie, przede wszystkim na zwalczaniu działającego w tym powiecie oddziału Mieczysława Spuły „Felusia”. Nieliczną i mało aktywną grupę Pakuły traktowali jako drugorzędne zagrożenie10. Dopiero w grudniu 1948  roku funkcjonariusze ustalili, że Pakuła i Raciak związali się z harcerską organizacją o nazwie Podhalańska Grupa Operacyjna Podziemnego Wojska Polskiego (PGOPWP) im. Józefa Piłsudskiego, kierowaną przez Stanisława Salę (rocznik 1930). Prawdopodobnie Pakuła i Raciak należeli do partyzanckiej bojówki zorganizowanej przez Salę, a po jej rozbiciu i zatrzymaniu dowódcy w grudniu 1948  roku (Salę skazano na karę śmierci) ukrywali się sami11. 8 Pierwszym dowódcą „Błyskawicy” był sierż. Michał Dudoń „Wicher”, który podporządkował oddział rozkazom „Ognia”. Jednocześnie utrzymywał kontakty z organizacją Armia Polska w Kraju. W sierpniu 1946 r. „Wicher” zaginął, a dowodzenie objął jego zastępca „Wróbel”, który zginął 11 lutego 1947 r. w Baczynie, zabity przez łączników Kurasia: Józefa Kozyrę „Krogulca” i NN „Kępę”. Dowództwo nad „Błyskawicą” oraz częścią partyzantów 5. kompanii zgrupowania „Ognia” objął Edward Rymarczyk „Tarzan”. 9 AIPN Kr 074/3, Charakterystyka nr 3 organizacji „Błyskawica”, t. 1, Wykaz członków bandy „Błyskawica”, k. 28, 30; M. Korkuć, Zostańcie wierni tylko Polsce… Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944–1947), Kraków 2002, s. 577–581; Z. Kalinowski, Bohaterowie wyklęci na ziemi myślenickiej 1945–1956, Myślenice 2013, s. 141–156. 10 Niewykluczone, że niektóre dokonywane przez grupę Pakuły akcje PUBP w Wadowicach przypisywał oddziałowi „Felusia”. 11 Grupa Stanisława Sali rozpoczęła działalność w 1947 r. jako konspiracyjny zastęp „Leśni Ludzie”, w kwietniu tego roku oddział przekształcono w PGOPWP im. J. Piłsudskiego (w 1948 r. zmieniono nazwę na „Wolność i Sprawiedliwość”). Początkowo grupa prowadziła akcje rekwizycyjne w celu zdobycia funduszy i kolportowała ulotki antykomunistyczne. Dokonano także zniszczenia grobów żołnierzy sowieckich. 10 kwietnia 1948 r. Sala został aresztowany przez MO. Zbiegł z aresztu i wraz z członkami organizacji utworzył oddział partyzancki. Grupa prowadziła akcje rekwizycyjne

35


nr 75 zima 2018

W 1948 roku – nieznana jest dokładana data – Mieczysław Zaręba dołączył do nich i wspólnie spędzili kolejnych kilka miesięcy, przebywając m.in. w Baczynie. Jolanta Ćwierzona-Zaręba wspominała: W domu rodzinnym, jak i na całej roli były przeszukiwania. Cała wieś była wtedy obstawiona [przez] UB. W stodole rodziców znaleźli się Mieczysław Zaręba, Jan Pakuła i Władysław Raciak. Stodoła była strzechą kryta, więc podtrzymywali swoimi plecami deski, a po dachu chodził jeden ubek i wbijał bagnet w słomę, żeby sprawdzić, czy tam są, ale ich nie wykrył, zszedł z dachu i ich nie znalazł. Matka Mieczysława, Marianna, płakała, bo stała w oknie i obserwowała, jak kłuje, a wiedziała, że oni są na strychu, i miała przed oczami, że ich wytropi. Przeczekali w stodole do nocy, Marianna ich nakarmiła i uciekli do lasu12.

Zaręba, Raciak i Pakuła ukrywali się wspólnie przez kilka kolejnych miesięcy. W dokumentach bezpieki są opisywani jako odrębna grupa, dowodzona przez „Sokoła”, „zorganizowana z pośród (!) ujawnionych członków bandy ‹‹Błyskawica››”13 (ze względu na konspiracyjną przeszłość towarzy­szy błędnie przypisywano także Zarębie działal­ność w „Błyskawicy”). Grupie udawało się szczęśliwie unikać aresztowań dzięki pomocy mieszkańców okolicy, m.in. Józefa Pakuły (brata Jana), u którego przebywali i który ostrzegał ich przed zagrożeniami, oraz Władysławy (NN) – koleżanki Mieczysława (razem grali w sztuce), u której się ukrywali14. u zwolenników władz komunistycznych oraz zdobywała broń. Podczas próby rozbrojenia zastrzelono oficera MO. W grudniu 1948 r. większość członków oddziału została aresztowana. S. Sala wyrokiem WSR w Krakowie z 6 kwietnia 1949 r. został skazany na karę śmierci, wykonaną 24 czerwca 1949 r. 12 Relacja Jolanty Ćwierzona-Zaręby z 14 listopada 2017 r. 13 AIPN Kr 075/45, Banda Spuły krypt. „Feluś”, t. 1, Historia obiektu PUBP w Wadowicach po linii bandytyzmu, Wadowice, 6 VII 1949 r., k. 20–21. 14 AIPN Kr 075/45, t. 3, Pismo PUBP Wadowice do szefa WUBP Kraków. Charakterystyka członków band i ich rodzin, Wadowice, 22 XI 1948 r., k. 73–76; AIPN Kr 074/138, Charakterystyka organizacji Podhalańska Grupa Operacyjna Podziemnego Wojska Polskiego im. Józefa Piłsudskiego, k. 2–9; ibidem, Kwestionariusz osobowy Stanisława Sali, k. 42–43.; AIPN Kr 06/1, Banda „Ognia”, t. 6, Materiały operacyjne i archiwalne, Raport o wszczęciu rozpracowania obiektowego krypt. „Ogniwo”, Wadowice, 20 V 1952 r., k. 76–83; G. Baziur,

36

W 1948 i 1949 roku UB oraz KBW organizowały zasadzki, licząc na rozbicie grup „Felusia” lub „Sokoła”. Mimo że „plan operatywnego przedsięwzięcia” rozbicia grupy Pakuły przygotowano już 23 lipca 1948 roku, udało się to dopiero w maju następnego roku. 4 maja 1949 roku w zasadzce wadowickiego UB zginęli Jan Pakuła i Władysław Raciak, a Zarębie, jako jedynemu, udało się uciec. Funkcjonariusze zapisali w raporcie: „Pozostały członek tej bandy Zaremba (!) Mieczysław ukrywa się nadal”15. Po śmierci towarzyszy Zaręba udał się najprawdopodobniej do rodzinnego domu, a następnie, chcąc zmylić pościg, skierował się do rodziny w podkrakowskiej Sidzinie. Poszukujący go funkcjonariusze wielokrotnie wzywali na przesłuchania, na posterunek MO w Zembrzycach i do wadowickiej siedziby UB, jego ojca i młodszych braci: W domu rodzinnym, w Baczynie, ciągle były przesłuchania członków rodzin i bicie mojego ojca Stanisława, wówczas dziesięcioletniego, i siedemnastoletniego Adama, który podczas przesłuchania zdradził, gdzie się ukrywa jego brat Mieczysław – w Sidzinie16. Na szczęście Mieczysław zdołał uciec z tych domów w Sidzinie. Rodziny te miały przeszukiwania i wielkie nieprzyjemności z tytułu ukrywania zbiega. Mieczysław wrócił do domu i zaszedł do rodziców z Janem Sałapatkiem17.

„Zorza” Zdekonspirowany Zaręba wrócił w rodzinne strony. W Baczynie, Zembrzycach, Budzowie i okolicznych miejscowościach było już wtedy Wierni Polsce Niepodległej. Antykomunistyczna konspiracja młodzieżowa w województwie krakowskim w latach 1945–1956, Kraków 2010, s. 481–499. 15 AIPN Kr 075/45, t. 1, Historia obiektu PUBP w Wadowicach po linii bandytyzmu, Wadowice, 6 VII 1949 r., k. 20–21. 16 Kilka lat później Adam Zaręba został powołany do wojska. Wcielono go do kompanii karnej jako brata „bandyty”. 17 AIPN Kr 075/45, t. 1, Plan realizacji zasadzki w Skawinkach, Wadowice, 28 VII 1948, k. 69; ibidem t. 4, Historia obiektu PUBP w Wadowicach po linii bandytyzmu, Wadowice, 6 VII 1949, k. 20–21; ibidem, Sprawozdanie za okres 1 I 1949– 1 I 1950 Wydziału III PUBP w Wadowicach, Wadowice, 11 I 1950, k. 35–36; Meldunek specjalny dot. likwidacji J. Pakuły i W. Reciaka, udostępniony przez Z. Kalinowskiego; Relacja Jolanty Ćwierzona-Zaręby z 14 listopada 2017.


Societas Historicorum

Rodzina Zarębów w Baczynie, 1944 r. Zdjęcie wykonane przed wyjazdem Mieczysława na roboty do Niemiec. Siedzą Marianna i Wojciech Zarębowie, z tyłu najwyższy stoi Mieczysław Zaręba (ze zbiorów rodzinnych Zarębów).

głośno o Janie Sałapatku „Orle” – dowódcy jednej z ostatnich konspiracyjnych grup w Małopolsce, walczącej z bronią w ręku z komunistami. Wkrótce w szeregach Grupy Operacyjnej AK „Zorza” – taką nazwę nadał swej grupie Sałapatek – znalazł się także Mieczysław Zaręba. Nie wiadomo, czy znali się już wcześniej, niewykluczone, że tak, ponieważ pochodzili z sąsiednich miejscowości. Bardzo możliwe, że do ukrywającego się Zaręby dotarły krążące po wsiach opowieści o nieuchwytnym „Orle”, raz za razem wymykającym się obławom bezpieki. Losy pochodzącego z pobliskiej Jachówki Sałapatka początkowo układały się podobnie, jak wielu innych jego kolegów z podziemia: podczas wojny walczył w szeregach AK; w 1945 roku wstąpił do MO i ujawnił się, jednak wkrótce zwolniono go jako niepewnego politycznie. W 1946  roku ponownie poszedł „do lasu”. Początkowo działał jako partyzant i zaopatrzeniowiec oddziału „Błyskawica” por. Mieczysława Sobolewskiego „Pruta”18. W sierpniu 1946 roku bliskim współpracownikiem Stanisława Papierza 18 Oddział powstał wiosną 1946 r. Jednym z inicjatorów jego sformowania i pierwszym dowódcą był Henryk Zajda „Grom”, po którym dowodzenie przejął por. Józef Duda „Dar”. Z biegiem czasu oddział podzielił się na dwie grupy: GO AK „Wolność” (patrz niżej) oraz „Błyskawica” por. Mieczysława Sobolewskiego „Pruta”. Dowódcą obu tych grup był „Dar”, który jednocześnie był łącznikiem „Ognia”. Po śmierci „Pruta” 6 czerwca 1946 r. dowodzenie objął por. Stanisław Marek „Orlicz” (zginął 15 lipca 1946), a po nim ppor. Henryk Dołęgowski „San”, który przyjął dla oddziału nowy kryptonim – „Huragan”. Większość partyzantów „Błyskawicy”/ „Huraganu” ujawniła się w 1947 r.

Stanisław Zaręba (najmłodszy brat Mieczysława) z rodziną przed rodzinnym domem w Baczynie (ze zbiorów rodzinnych Zarębów).

„Sępa”, dowódcy oddziału o nazwie Grupa Operacyjna AK „Wolność”19. Po śmierci „Sępa”, 19 października 1946 roku, Sałapatek liczył na objęcie dowództwa grupy, która zmieniła nazwę na „Zemsta”. Ostatecznie jednak partyzantów „Zemsty” wcielono do wspomnianej już „Błyskawicy”, dowodzonej przez „Tarzana”. Sałapatek ponownie zajął się zaopatrzeniem grupy. Działając w kilku oddziałach i zajmując się aprowizacją, „Orzeł” doskonale poznał okolice i jej mieszkańców, szczególnie tych sprzyjających podziemiu. Stało się to dla niego cenne, gdy po amnestii i paru miesiącach ukrywania się, jesienią 1947 roku, zaczął tworzyć nową grupę konspiracyjną – „Zorzę”. Kiedy Zaręba dołączał do Sałapatka latem 1945  roku, działalność partyzancka znacznie różniła się od tej z ubiegłych lat. Kilkuosobowa grupa nie walczyła z obławami ani nie dokonywała spektakularnych akcji zdobywania posterunków. Aktywność ostatnich „leśnych” ograniczała się do osłabiania struktur władzy w „terenie”, np. rozbrajania pojedynczych milicjantów, karania poprzez rekwizycję lub chłostę 19 Oddział partyzancki Grupa Operacyjna AK „Wolność” powstał latem 1946 r. Dowodził nim Stanisław Papierz „Sęp”, do jego sztabu należał Jan Sałaptek „Orzeł” (Sałapatek jest także wymieniany jako zastępca „Sępa”; według innych źródeł tę funkcję miał pełnić Józef Sasuła „Sokół”. Na pewno „Orzeł” należał do ścisłego sztabu grupy). Odział prowadził akcje zbrojne oraz zwalczał pospolity bandytyzm. Po śmierci „Sępa” w walce z KBW (19 października 1946 r.) zmieniono nazwę grupy na „Zemsta”. Na skutek konfliktu o przejęcie dowództwa między „Orłem” i „Sokołem” partyzanci weszli w skład dowodzonej przez „Wróbla” „Błyskawicy”.

37


nr 75 zima 2018

(„Orzeł” unikał likwidacji) gorliwych przedstawicieli systemu: członków PPR, ORMO, komunistycznych agitatorów. Rozganiano także wiece komunistyczne oraz dokonywano rekwizycji – w ten sposób zdobywano pieniądze i żywność w spółdzielniach spożywczych, upaństwowionych gospodarstwach i u przedstawicieli władz. Zdobyte środki przeznaczano na utrzymanie grupy, np. kupno żywności. Zdarzało się, że Sałapatek i jego towarzysze rozdawali pieniądze i żywność ubogim rodzinom. „Orzeł” uchodził za wyjątkowo ostrożnego partyzanta i wielokrotnie wymykał się akcjom bezpieki. Należy podkreślić, że bardzo uważnie dobierał sobie współpracowników, ufał tylko nielicznym i nie przyjmował do grupy np. osób prowadzących działalność rabunkową. W akcjach „Zorzy” aż do 1955 roku wydać wyraźnie ideę walki niepodległościowej20. Pierwsze akcje dokonane samodzielnie przez Zarębę, bezpieka odnotowała latem 1949 roku: 14 sierpnia w Jachówce dokonał rekwizycji w miej­ scowej spółdzielni, a tydzień później, 26 sierpnia w Palczy koło Budzowa, zabrał poborcy podatkowemu zebrane pieniądze. Powiadomiony przez posterunek MO w Zembrzycach, PUBP w Wadowicach meldował: W dniu 26 VIII 1949 r. o godzinie 15-tej lub 16- tej jeden osobnik uzbrojony w automat PP-sza dokonał napadu rabunkowego na przejeżdżającego poborcę podatkowego z Zarządu Gminnego w Budzowie, który to w tym czasie pobierał podatek gruntowy w gromadzie Palcza. […] [poborca] został sterroryzowany przez jednego osobnika uzbrojonego w automat PP-sza, który to zabrał posiadane przez niego pieniądze w sumie 110 tys. 45 złotych uzyskane z podatku gruntowego. Po dokonanym rabunku osobnik ten udał się w kierunku Glinika21. 20 AIPN Kr 074/9, Charakterystyka nr 9: Grupa Operacyjna AK „Zorza”, t. 1, Charakterystyka bandy, k. 14–19; AIPN Kr 010/4556, Sałapatek Jan [teczka obiektowa], t. 12, Charakterystyka dcy bandy terrorystyczno-rabunkowej Sałapatka Jana, b.d., k. 59–60; A. Bryndza, Śladami zdarzeń sprzed pół wieku, Chrzanów 2010, s. 118–121; M. Korkuć, op. cit., s. 581; Z. Kalinowski, op. cit., s. 203–211; P. Sadowski, Partyzantka niepodległościowa na ziemi myślenickiej w relacjach mieszkańców regionu, [w:] Wokół legendy „Ognia”. Opór przeciw zniewoleniu: Polska–Małopolska–Podhale 1945– 1956, red. R. Kowalski, Nowy Targ 2008, s. 195, 200–206. 21 Meldunek specjalny PUBP w Wadowicach do Naczelnika Wydz. III WUBP w Krakowie, Wadowice, 27 VIII 1949, udostępniony przez Z. Kalinowskiego.

38

Następnego dnia, 27 sierpnia, Zaręba wraz z Sałapatkiem zjawili się w Zachełmnej. Dokonali tam rekwizycji u członka SL i prezesa gminnej spółdzielni, któremu zabrali garderobę i pieniądze. W październiku i listopadzie Sałapatek, Zaręba oraz ich nowy towarzysz Jan Kurdas22 wykonali kilka podobnych akcji w gminnych spółdzielniach i sklepach w Palczy Górnej, Budzowie i Harbutowicach. Dokonali także rekwizycji u kilku osób prywatnych, zdobywając ubrania, żywność i pieniądze, konieczne do przetrwania zimy. Zachodzili także do rodzinnego domu Zarębów: […] raz przyszedł do domu Mieczysław z Janem Sałapatkiem i nauczył mojego ojca, jak zabijać gołębie. Marianna ugotowała im te gołębie, nakarmiła ich, długo, cicho rozmawiali i nocą odeszli. Przy kolejnych obławach, przeszukiwaniach, kontrolach ubecy bili po twarzy mojego ojca Stanisława, wówczas 10-letniego chłopca, żeby się przyznał i powiedział, gdzie się ukrywa Mieczysław23.

„Wytypować kandydatów na werbunek celem likwidacji…” Funkcjonariusze wadowickiej bezpieki szybko poznali tożsamość Zaręby: świadkowie „skoku” na poborcę podatkowego w Palczy jeszcze tego samego dnia zgłosili się na posterunek MO w Zembrzycach i opisali sprawcę napaści. Funkcjonariusze ustalili, że: „jak wynika z opisu podanego przez świadków, tego mógł dokonać Zaremba (!) Mieczysław, syn Wojciecha […] który się ukrywa obecnie”24. Bezpieka stwierdziła, że chodzi o tego samego Zarębę, który wcześniej ukrywał się wspólnie z Janem Pakułą i Władysławem Raciakiem. Być może na jego szybkie 22 Według jednego ze źródeł towarzyszył im wówczas Andrzej Gielata, który w tym czasie kontaktował się z Zarębą, do „Zorzy” dołączył jednak dopiero po opisywanych wydarzeniach. Jan Kurdas zginął 28 sierpnia 1951 r. 23 AIPN Kr 010/4556, Sałapatek Jan [teczka obiektowa], t. 13, Wykaz napadów dokonanych przez bandę Sałapatka Jana ps. „Orzeł” na terenie pow. Wadowice i pow. myślenickiego, Wadowice 7 II 1953, k. 28–30; Rejestr dokonanych napadów przez bandę Sałapatka, k. 33–36; AIPN Kr 075/45, t. 4; Meldunek nr 3 o przebiegu rozpracowania obiektu krypt. „Wacław” za okres 25 IX–25 X 1949 r., ibidem, Wadowice, 25 X 1949, k. 27; relacja Jolanty Ćwierzona-Zaręby z 14 listopada 2017 r. 24 Pismo posterunku MO Zembrzyce do PUBP Wadowice, 26 VIII 1949 r., udostępnione przez Z. Kalinowskiego.


Societas Historicorum

rozpoznanie wpłynął fakt, że już od dłuższego czasu przebywał w okolicy, a nigdy nie przyjął pseudonimu. Jako „członka bandy” postanowiono go rozpracować oraz obserwować 10 osób, uznanych za jego współpracowników. Szef PUBP w Wadowicach rozkazywał: „wytypować kandydatów na werbunek spośród współpracowników ukrywającego się Zaręby Mieczysława celem likwidacji wymienionego i jego tow.[arzyszy]”25. Do współpracy „na kompr.[omitujących] materiałach” zamierzano zmusić Józefa Pakułę, brata zastrzelonego Jana, którego UB podejrzewało o ukrywanie Zaręby26. Wkrótce funkcjonariuszom udało się zwerbować do współpracy nowego informatora (TW „Kazek”), który tydzień później zameldował, że przebywa u niego Zaręba27. 6 grudnia ubecy z Wadowic obstawili miejscowość Zachełmna i zabudowania należące do rodziny Lempartów. Niedługo wcześniej w Zachełmnej, na roli zwanej Karasiówką28, pojawił się Mieczysław Zaręba. Chciał spędzić zimę u swojego kolegi Mariana Lemparta. Liczył na jego pomoc i zaufanie, gdyż znali się już wcześniej. Jolanta Ćwierzona-Zaręba, bratanica Mieczysława, wspominała: Nadeszła zima. Przyszedł do rodzinnego domu Mieczysława w Baczynie Marian Lempart – przezwisko Belorz – z Zachełmnej, powiedział Mariannie i Wojciechowi: „Dajcie pierzynę, jedzenie dla Mietka, u mnie mu będzie dobrze, ja go przez zimę przechowam”. Marianna na szybko piekła sernik dla syna. [Lempart] pospieszał Mariannę, że już zmierzcha, a on przez górę musi dojść do Zachełmnej. Później naoczny świadek opowiadał rodzinie, że nad ranem 6 grudnia cała rola Karasiówka była obstawiona wojskiem. Straszny hałas, strzelanina, popłoch, ludzie podglądali przez okna, szpary w drzwiach i słyszeli krzyki: „Mietek złaź!”. [Funkcjonariusze] obstawili stodołę, bo Mieczysław leżał w stodole na tzw. srębie, 25 AIPN Kr 075/45, t. 4, Plan pracy PUBP Wadowice na m-c grudzień, Wadowice, 5 XII 1949, k. 30. 26 Ibidem; Meldunek nr 4 o przebiegu rozpracowania obiektu krypt. „Wacław” za okres 25 X–25 XI 1949, Wadowice, 25 XI 1949, k. 28. 27 Ibidem, Raport o wykonaniu planu pracy na miesiąc grudzień 1949 r., Wadowice, 28 XII 1949, k. 32–33. 28 Karasiówka – część Zachełmnej, nazywana tak od oczek wodnych, w których hodowano karasie.

czyli piętrze. Była cisza, drugi i trzeci raz wołali, Mieczysław nie schodził, nie poddał się, usłyszeli, jak przeładowuje broń, i sami zaczęli strzelać. Podcięli pięterko, Mieczysław spadł bezpośrednio na stojący niżej wóz. Jęczał z bólu, wołał ratunku, był postrzelony, ale jeszcze żył, ludzie, który to widzieli, opowiadali, że dobili go na tym wozie. Wiózł [ciało] Mieczysława osobiście jego wcześniejszy kolega, Marian Lempart Belorz29.

Ciało Zaręby oraz znalezioną przy nim broń (karabinek StG44, pistolet, rakietnicę i granat) funkcjonariusze UB zabrali do Wadowic. Aresztowano także jego współpracowników, Józefa Pakułę i Jana Zarębę30. Śmierć Zaręby opisała także komunistyczna propaganda. W wydanej w 1974 roku książce, opisującej komunistyczną wizję walki z podziemiem, Stanisław Wałach – w 1949 roku naczelnik Wydziału III WUBP w Krakowie – przedstawiał ostatnią walkę Zaręby: Pewnego dnia Franciszek Jamrozik z PUBP w Wadowicach otrzymał poufną wiadomość, że Zaręba ukrywa się w Zembrzycach. Natychmiast we wskazanym kierunku wyruszył pluton żołnierzy z KBW. Otoczono stodołę, w której miał się ukrywać członek wrogiej grupy. […] Wysoko pod dachem, na grubych żerdziach, rozścielone były snopy słomy. Przystawiono drabinę i Jamrozik począł wstępować po szczeblach. Na jego kilkakrotne wezwanie nikt nie odpowiadał. Kiedy znalazł się na wysokości snopów, spod dachu poszła w jego kierunku seria z automatu. Pociski pomknęły tuż nad jego głową. W odpowiedzi wystrzelił parokrotnie z pistoletu. Żołnierze usłyszeli jęki, ale po chwili Zaręba znowu zaczął strzelać. Nastąpiła gwałtowna wymiana ognia, po której automat Zaręby zamilkł31.

Grób w Wadowicach Jeszcze tej samej nocy po okolicznych miejscowościach rozeszła się wieść, że Mieczysław Zaręba 29 Rodzina Zarębów jest przekonana, że Mieczysława wydał bezpiece Marian Lempart. Nie udało się jednak odnaleźć dokumentów mogących potwierdzić lub zaprzeczyć temu przypuszczeniu. 30 Relacja Jolanty Ćwierzona-Zaręby z 14 listopada 2017 r.; AIPN Kr 093/010, Kartoteka ogólnoinformacyjna. 31 S. Wałach, Świadectwo tamtym dniom…, Kraków 1974, s. 166.

39


nr 75 zima 2018 Grób Mieczysława Zaręby na cmentarzu w Wadowicach, stan obecny (ze zbiorów rodzinnych Zarębów).

zginął. Rodzina udała się do Zachełmnej, ale zwłoki zostały już wywiezione. Następnego dnia Wojciech i Marianna Zarębowie z synami pojechali do Wadowic. Do gmachu PUBP wszedł sam Wojciech. Prawdopodobnie przekupił funkcjonariuszy, którzy wydali rodzinie zamkniętą trumnę z ciałem syna. Następnie ją otwarto – rodzina chciała zobaczyć syna i upewnić się, że otrzymała jego zwłoki. Po otwarciu trumny zobaczyli ciało z raną postrzałową głowy. Rodzinie udało się przekonać grabarzy i następnej nocy Mieczysław Zaręba spoczął w wykopanej po ciemku mogile pod brzozą, na uboczu wadowickiego cmentarza parafialnego. Do dziś na nagrobku widnieje tabliczka przygotowana ,,naprędce” przez kowala z Baczyna – Mariana Reciaka: „Mieczysław Zaręba. Przeżył lat 19. Zginął tragicznie”.

40

Jak ocenić historię Mieczysława Zaręby? Z pewnością był postacią tragiczną. Czy można go jednak zaliczyć do żołnierzy antykomunistycznej partyzantki, czy też był tylko młodym chłopakiem, przypadkowo wplątanym w partyzancką działalność? Jakie miał motywacje – wyłącznie osobiste czy także niepodległościowe? Wydaje się, że jego postawa ulegała zmianom. Początkowo podjął samodzielną ucieczkę przed bezpieką, do której zmusiła go obawa przez represjami, zupełnie nieadekwatnymi do popełnionego czynu. Początkowo nie prowadził żadnej działalności partyzanckiej. Ukrywał się i – co należy podkreślić – nigdy nie dokonywał rabunków ani pospolitych przestępstw. Z biegiem czasu dołączył jednak do dwóch byłych partyzantów, wciąż związanych z konspiracją. Wreszcie znalazł się w szeregach „Zorzy” – oddziału niepodległościowego o jasnym obliczu ideowym, którego dowódca nie przyjmował przypadkowych ludzi. Razem z innymi partyzantami dokonał kilku akcji wymierzonych w aparat państwowy. Jego obecność u boku „Orła” dostrzegła nawet komunistyczna propaganda. Losy Mieczysława Zaręby, szczególnie ostatni etap jego tragicznej historii: działalność z Janem Sałapatkiem „Orłem” w szeregach Grupy Operacyjnej AK „Zorza”, wpisują go w szeregi żołnierzy niepodległościowego podziemia. Krzysztof Pięciak


Societas Historicorum

Bibliografia Materiały archiwalne: Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej: ӳӳ Kr 074/138, Charakterystyka organizacji: Podhalańska Grupa Operacyjna Podziemnego Wojska Polskiego im. Józefa Piłsudskiego. ӳӳ Kr 093/010, Kartoteka ogólnoinformacyjna. ӳӳ Kr 0116/002, Kartoteka ogólnoinformacyjna. ӳӳ Meldunki PUBP w Wadowicach udostępnione przez Z. Kalinowskiego. ӳӳ Kr 074/3, Charakterystyka nr 3 organizacji „Błyskawica”, t. 1. ӳӳ Kr 074/9, Charakterystyka nr 9: Grupa Operacyjna AK ,,Zorza”, t. 1. ӳӳ Kr 075/45, Banda Spuły krypt. „Feluś”, t. 1–4. ӳӳ Kr 06/1, Banda „Ognia” [teczka obiektowa], t. 6. ӳӳ Kr 010/4556, Sałapatek Jan [teczka obiektowa], t. 12–14.

Publikacje: ӳӳ Baziur G., Wierni Polsce Niepodległej. Antykomunistyczna konspiracja młodzieżowa w województwie krakowskim w latach 1945–1956, Kraków 2010. ӳӳ Bryndza A., Śladami zdarzeń sprzed pół wieku, Chrzanów 2010. ӳӳ Golik D., Kasprzycki M., Ostatni „leśni” Małopolski. Grupy zbrojne Stanisława Perełki „Dębińskiego”, „Zeszyty Historyczne WiN-u” nr 42, rok XXIV (grudzień 2015), s. 5–76. ӳӳ Kalinowski Z., Bohaterowie wyklęci na ziemi myślenickiej 1945–1956, Myślenice 2013. ӳӳ Korkuć M., Zostańcie wierni tylko Polsce… Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944–1947), Kraków 2002. ӳӳ Łuczak W., Skrót dziejów wsi Baczyn [online] http://baczyn.pl/ [dostęp: 28.12.2017]. ӳӳ Sadowski P., Partyzantka niepodległościowa na ziemi myślenickiej w relacjach mieszkańców regionu, [w:] Wokół legendy „Ognia”. Opór przeciw zniewoleniu: Polska–Małopolska–Podhale 1945–1956, red. R. Kowalski, Nowy Targ 2008. ӳӳ Wałach S., Świadectwo tamtym dniom…, Kraków 1974. Relacje: ӳӳ Relacja Jolanty Ćwierzona-Zaręby z 14 listopada 2017 r.


„Martwego, ale cię bandyto dostałem”. A ntoni Stefaniak „Sęp” (1924–1946) 21 maja 2016 roku w pobliżu miejscowości Magdalenów 1 miała miejsce uroczystość odsłonięcia obelisku, poświęconego pamięci Antoniego Stefaniaka „Sępa”, byłego żołnierza Armii Krajowej, Ruchu Oporu Armii Krajowej i Konspiracyjnego Wojska Polskiego „Lasy”. Antoni Stefaniak zginął w tym miejscu 22 maja 1946 roku, równo 70 lat temu2. Odsłonięcia obelisku dokonała chrześnica „Sępa” – Wiesława Biesaga – oraz Wiesław Stefaniak, syn Jana – brata „Sępa”. „Martwego, ale cię bandyto dostałem” Antoni Stefaniak urodził się 24 stycznia 1924 roku w Gręboszowie koło Drużbic, w powiecie bełchatowskim, w patriotycznej wiejskiej rodzinie, mieszkającej na tej ziemi od pokoleń. Miał czterech braci: Władysława, Jana, Józefa, Zdzisława i siostrę Zofię. Władysław, Józef i najmłodszy Zdzisław nie byli zaangażowani podczas wojny w działalność podziemia partyzanckiego w przeciwieństwie do Jana. W 1942 roku obaj bracia, urodzony w 1918 roku Jan i starszy Antoni, nawiązali kontakt z placówką w Drużbicach, po czym wstąpili do AK, składając przysięgę przed dowódcą tejże placówki ppor. Tadeuszem Wochem „Pszczółką”3 i Komendantem Obwodu Łask por. Zenonem Ziemniewiczem „Lubiczem”. Zostali przydzieleni do plutonu, dowodzonego przez st. sierż. Eugeniusza Kacperskiego „Kraskę”. W tym czasie placówka w Drużbicach wchodziła w skład Rejonu Wadlew (dowódca

1 Magdalenów – wieś w woj. łódzkim, w pow. bełchatowskim, w gminie Szczerców. 2 Obelisk ten znajduje się obok drugiego, poświęconego 83. pp 30 Poleskiej Dywizji Piechoty Armii „Łódź” dowodzonej przez gen. Brygady Leopolda Cehaka. W tym miejscu w dniach 4–5 września 1939 r. I batalion tego pułku pod dowództwem mjr. Stefana Gieranowskiego toczył walki z przeważającymi liczebnie wojskami niemieckimi, zatrzymując je w marszu na Łask i Łódź. W pobliżu znajdują się schrony bojowe i okopy z 1939 r. 3 Ppor. Tadeusz Woch „Pszczółka” – oficer rezerwy Wojska Polskiego, przed wojną uczył młodzież w szkole powszechnej w Drużbicach.

42

por. Józef Pakuła „Satyr”4), który podlegał Obwodowi Łask AK. W początkach 1943 roku placówka weszła w struktury Obwodu AK Pabianice jako Podobwód Drużbice. Na jego czele stanął por. Tadeusz Woch „Pszczółka”. Po złożeniu przysięgi obaj bracia, doskonale znający teren, otrzymali zadanie przeprowadzania przez granicę (która przechodziła kilka kilometrów od Drużbic, z Kraju Warty do Generalnej Guberni) ludzi zagrożonych aresztowaniem przez Niemców. Pod koniec 1942 roku, w czasie powrotu z GG do domu, podczas przechodzenia przez tory kolejowe w Piotrkowie Trybunalskim, Jan został ranny. Udało mu się jednak dotrzeć do Gręboszowa i ukryć u członka AK, Edwarda Sadurskiego. Po wyleczeniu ponownie przeprowadzał przez granice zagrożonych aresztowaniem. Jego podziemna działalność nie umknęła uwadze jednego z niemieckich gospodarzy, mieszkających w Wadlewie. Jan został przez niego wydany i aresztowany przez łódzkie Gestapo, a następnie przewieziony do ich siedziby na ulicy Sterlinga. Po śledztwie brat Stefaniaka został przewieziony do obozu w Radogoszczu, a następnie do Gross-Rosen (numer więźnia 1512), stamtąd do Sachsenhausen (numer 86468). Z obozu powrócił do domu w lipcu 1945 roku. Jeszcze do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku był wzywany i przesłuchiwany przez funkcjonariuszy 4 Józef Pakuła „Satyr” – oficer Wojska Polskiego, uczestnik wojny obronnej we wrześniu 1939 r., brał udział w walkach pod Kockiem. Komendant Rejonu Wadlew AK, w skład którego wchodziły cztery gminy: Wadlew, Drużbice, Grabica i Suchcice.


Societas Historicorum Antoni Stefaniak ,,Sęp” (ze zbiorów B. Peczki).

Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Piotrkowie (PUBP), a później przez funkcjonariuszy Urzędu Do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego w Bełchatowie. Józef, drugi brat „Sępa”, urodzony w 1927 roku, został wywieziony do Niemiec na roboty przymusowe, skąd próbował uciec. Został jednak złapany i 14 lipca 1944 roku osadzony w obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen, a następnie w obozie w Buchenwaldzie, skąd już nie wrócił do domu. Trzeci, najmłodszy brat Zdzisław, urodzony w 1930 roku, postrzelił się przez nieuwagę czyszcząc broń, wskutek czego zmarł w 1945 roku. Losy Antoniego potoczyły się równie tragicznie jak jego braci. Po wstąpieniu do AK, tak jak brat Janek, przeprowadzał zagrożonych przez granicę oraz doprowadzał ich do oddziałów partyzanckich wchodzących w skład 25. pp AK. W czerwcu 1944 roku ożenił się, lecz ponieważ groziło mu aresztowanie wstąpił do oddziału por. Aleksandra Arkuszyńskiego „Maja”5, wchodzącego w skład 25. pp AK. Nie przebywał jednak na stałe w oddziale, w dalszym ciągu przekraczał granicę, 5 Aleksander Arkuszyński „Maj” – ur. 27 lutego 1918 r. w Dąbrowie nad Czarną. Uczestnik wojny obronnej 1939 r., podchorąży 18. pp. Dostał się do niewoli, z której udało mu się zbiec. Od grudnia 1939 r. w ZWZ–AK, komendant placówki Radonia (Obwód Opoczno) W lipcu 1943 r. wstąpił do oddziału partyzanckiego Mariana Tarkowskiego „Trojana” następnie por. Witolda Kucharskiego ,,Wichra”, pełniąc w nim funkcję zastępcy dowódcy. W listopadzie 1943 r. awansowany na podporucznika. W lutym 1944 r. został dowódcą oddziału partyzanckiego ,,Grom”, który wszedł w skład 25. pp AK. W marcu 1945 r. na rozkaz kpt. Adama Trybusa ,,Gaja” utworzył oddział ROAK „Zryw”. W lipcu 1945 r. rozwiązał oddział i rozpoczął studia na WSGW w Łodzi. Aresztowany w 1949 r., po 2,5-letnim śledztwie uniewinniony wyrokiem WSR w Łodzi. Mieszkał w Ksawerowie koło Łodzi. Zmarł 1 kwietnia 2016 r.

Por. Bolesław Janecki ,,Zdrój”, ,,Błękitny'” – Komendant Obwodu Łask AK i KWP (ze zbiorów B. Peczki).

przeprowadzając ludzi. Trzykrotnie przeprowadzał przez granicę kpt. cc Adama Trybusa „Gaja”6 – Inspektora Rejonu Łódź AK. Przed drugą wyprawą do Kraju Warty, oczekując w Piotrkowie na „Gaja”, został postrzelony przez konfidenta Gestapo. Kula utkwiła w okolicy kręgosłupa. Dzięki znajomościom „Gaja”, jeszcze tego samego dnia w szpitalu w Piotrkowie Trybunalskim, kula została usunięta, a „Sęp”, chociaż ranny, wraz z „Gajem” przekroczyli granicę i przybyli do Szczercowa na spotkanie z zastępcą Komendanta Obwodu Łask AK, ppor. Janem Nowakiem „Cisem”. Stefaniak cały czas utrzymywał kontakt z Komendantem Obwodu Łask AK, por. Bolesławem Janeckim „Zdrojem”7 i jego zastępcą „Cisem”. Po rozwiązaniu AK przez gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” w dniu 19 stycznia 1945 roku i po rozwiązaniu 25. pp AK „Sęp” powrócił do domu, do żony. 6 Adam Trybus „Gaj” – ur. 3 sierpnia 1909 r. w Zręcinie. Podporucznik Wojska Polskiego, uczestnik wojny obronnej 1939 r., dowódca plutonu w 2. PSP. Przedostał się na Zachód, przeszkolony na cichociemnego, zrzucony do Polski w nocy 1/2 października 1942 r. Pełnił funkcje oficera dywersji i szefa Kedywu Okręgu Łódź, Komendanta Inspektoratu Rejonowego Łódź AK. Awansowany na kapitana (1943 r.) i majora (1945 r.). Po rozwiązaniu AK zorganizował struktury DSZ/ROAK, latem 1945 r. na mocy porozumienia z władzami doprowadził do ich ujawnienia. Aresztowany w 1950 r., wyrokiem WSR w Łodzi skazany na 15 lat więzienia, zwolniony w 1955 r. Zmarł 4 lipca 1982 r. 7 Bolesław Janecki „Zdrój” – ur. 3 października 1910 r. w Siemkowicach. Przed 1939 r. służył w Wojsku Polskim, uczestnik wojny obronnej. Od 1940 r. w ZWZ–AK, komendant rejonu Siemkowice, następnie w obwodzie Wieluń, od 1943 r. Komendant Obwodu Łask AK. W 1946 r. dowódca Komendy Powiatowej KWP Łask („Buki”). Aresztowany, wyrokiem WSR w Łodzi skazany w 1947 r. na 8 lat więzienia, zwolniony w 1950 r. Zmarł 10 grudnia 1991 r.

43


nr 75 zima 2018

Odsłonięcie tablicy pamiątkowej upamiętniającej Antoniego Stefaniaka, w miejscu jego śmierci. Magdalenów k. Szczercowa, 21 maja 2016 r. (ze zbiorów B. Peczki).

W marcu 1945 roku rozpoczął się nowy etap w życiu „Sępa”. Wtedy to nawiązał ponownie kontakt z ppor. Janem Nowakiem „Cisem” i podporządkował mu się. W tym okresie „Cis” ze „Zdrojem” pozostali w konspiracji – wbrew rozkazowi „Niedźwiadka”. Również dowódca Antoniego, por. Aleksander Arkuszyński „Maj” powrócił do konspiracji. Stało się to po spotkaniu z „Gajem”, które nastąpiło również w tym czasie, w Bełchatówku koło Bełchatowa, w młynie u wujka „Maja” – Stefana Zaręby. Arkuszyński pomagał tam wujowi w prowadzeniu młyna, ukrywając się jednocześnie przed poszukującymi go gorliwie funkcjonariuszami PUBP z Opoczna i NKWD. Wtedy to z ust „Gaja” padły znamienne słowa: „Maj! Idziemy z powrotem do lasu, do partyzantki. Nie damy się powyrzynać jak barany”. Na rozkaz „Gaja” „Maj” utworzył oddział dywersyjny „Zryw”, podporządkowany Ruchowi Oporu Armii Krajowej (ROAK), a swą działalność porucznik prowadził na terenie powiatu łaskiego. Struktury nowej organizacji pozostały takie, jakie były w AK w czasie okupacji. Dokonało się to w połowie marca 1945 roku w okolicach Drzewocin koło Dłutowa. Na to miejsce. „Gaj” 44

przyprowadził 15 partyzantów. Razem z nim przybyli również komendant Obwodu por. Bolesław Janecki „Mściwoj” i jego zastępca ppor. Jan Nowak „Cis”. Po odebraniu przysięgi „Gaj” z „Mściwojem” odeszli, a z oddziałem pozostał „Cis”, celem zapoznania „Maja” z konspiratorami mieszkającymi na tym terenie. Ostatecznie dowódcą grupy został por. „Maj”, a jego zastępcą sierż. Paweł Roszak „Wicher”. Nowy oddział, po dołączeniu jeszcze kilkunastu ludzi, liczył około 30 partyzantów. Powstał w większości na bazie żołnierzy byłego Obwodu Łask AK. Zadaniem oddziału miała być zarówno samoobrona przed aresztowaniem byłych żołnierzy AK (zawinili jedynie tym, że w czasie wojny walczyli z Niemcami), jak również przeciwstawienie się bezprawiu i zniewoleniu narodu polskiego przez reżim komunistyczny. Do tego oddziału wstąpił także „Sęp”. Aby dozbroić oddział, „Maj” udał się w okolice miejsca swego zamieszkania w Dąbrowie nad Czarną. W zabudowaniach jego ojca znajdował się bunkier, w którym była ukryta broń, należąca do rozwiązanego oddziału „Grom” oraz pochodząca ze zrzutów podczas okupacji. Porucznik


Societas Historicorum Por. Jan Nowak ,,Cis–Troja”. Zastępca Komendanta Obwodu Łask AK i KWP (ze zbiorów B. Peczki).

udał się tam wraz z trzema swymi ludźmi: „Wichrem”, Maciejem Janickim „Koroną” i Jerzym Rendeckim „Brenem”, który prowadził samochód pożyczony ze spółdzielni mleczarskiej w Łasku. W bunkrze tym ukryte były trzy karabiny maszynowe, dziesięć pistoletów maszynowych, kilkadziesiąt karabinów, kilkanaście granatów i duża ilość amunicji. Tę niebezpieczną drogę po broń przez Szczerców, Bełchatów, Piotrków Trybunalski i Sulejów oraz z powrotem przebyli bez żadnych kłopotów, chociaż drogi w tym czasie były obstawione przez wojska sowieckie, które powracały po zakończeniu wojny, a także przez NKWD. Po powrocie broń rozładowano w okolicach Szczercowa. Dozbrojony oddział rozpoczął walkę z nową, niechcianą i nieakceptowaną przez większość Polaków władzą ludową. Aktywna działalność nowego oddziału zbrojnego polegała na rozbijaniu zebrań wiejskich, na których agitowano do popierania nowej władzy, namawiano do reformy rolnej i wstępowania do partii. Ponadto stosowano karanie donosicieli i współpracowników bezpieki. Nie umknęło to uwadze szefowi PUBP w Łasku z siedzibą w Pabianicach kpt. Wacławowi Baśce, który postanowił wprowadzić do oddziału jednego z funkcjonariuszy UB Zygmunta Lewandowskiego. Jednak po wstąpieniu szybko został on rozpracowany i zlikwidowany. W odwecie PUBP rozpoczął aresztowania byłych żołnierzy AK z terenu powiatu łaskiego. Z tego powodu, na polecenie mjr. „Gaja”, dwa podległe mu oddziały pod dowództwem „Maja” i Włodzimierza Szustera „Gajdy” rozbiły siedzibę PUBP w Pabianicach, uwolniły aresztowanych kolegów z AK i bez strat powróciły do miejsc kwaterowania. „Sęp” cały czas brał czynny udział w tych akcjach.

Ostatnim dniem działalności „Zrywu” był 18 lipca 1945  roku. Powód jego rozwiązania stanowiło porozumienie Adama Trybusa „Gaja” z ówczesnym premierem Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej Edwardem Osóbką-Morawskim i wyprowadzenie ludzi z lasu. „Sęp” nie skorzystał z amnestii i wraz z zastępcą „Maja” – sierż. Kazimierzem Roszakiem „Wichrem” udali się w jego rodzinne strony w okolice Głowna i Brzezin, a tam „Wicher” utworzył nowy oddział, do którego wstąpił Stefaniak. W marcu 1946  roku, po nawiązaniu przez byłego komendanta Obwodu Łask AK i ROAK por. Bolesława Janeckiego „Błękitnego” i jego zastępcę ppor. Jana Nowaka „Cisa” kontaktu ze Stanisławem Sojczyńskim „Warszycem”, wstąpili do Konspiracyjnego Wojska Polskiego (KWP) i na terenie powiatu łaskiego rozpoczęli tworzenie batalionu o kryptonimie „Buki”. Następnie doszło do kontaktu z „Sępem”, ten natychmiast powrócił i dołączył do batalionu, nad którym bezpośrednie dowództwo przejął „Cis”. W nowym oddziale, który był w trakcie tworzenia, brał czynny udział w kilkunastu akcjach ostrzegawczych, przeprowadzonych na gorliwych współpracownikach aparatu bezpieczeństwa. Pełnił również funkcję łącznika pomiędzy „Cisem” a jego zastępcą, sierż. Antonim Jędraszkiem „Żukiem”, dostarczał meldunki. Pierwszy kwaterował najczęściej u swego kuzyna, gajowego Tomasza Kukułki w Dębowalcu i u młynarza Józefa Kociołka w Rudzisku, a drugi przebywał u Tadeusza Studzińskiego, w gajówce Zagony koło Parzna. Trasa, jaką przebywał przenoszący dokumenty i wiadomości „Sęp”, wiodła przez wioskę Magdalenów. Mieszkańcy, którzy go widzieli, sprzyjali mu, lecz znalazła się w tej miejscowości jedna osoba, której nie podobała się działalność podziemia: wójt gminy Kluki Stefan M., były żołnierz Batalionów Chłopskich. Ustalił godziny przejść „Sępa” i powiadomił o tym funkcjonariuszy UB i MO ze Szczercowa. 21 maja 1946 roku „Sęp” przenosił meldunek od „Cisa” do „Żuka”, a następnego dnia około południa powracał tą samą trasą. Po przejściu przez Magdalenów, na skrzyżowaniu dróg Szczerców– Łask i Magdalenów–Rudzisko, czekało na niego dwóch funkcjonariuszy z posterunku MO w Szczercowie, oficer UB Edward Włodarczyk i milicjant Józef Staszczyk. Zaskoczony Stefaniak próbował ucieczki w stronę Magdalenowa, lecz 45


nr 75 zima 2018

został trafiony. Zdołał jeszcze przebiec kilkadziesiąt metrów i skonał na okopie zbudowanym w 1939 roku8. Gdy na odgłosy strzałów na miejsce przybyli mieszkańcy Magdalenowa, milicjanci kazali im wrócić do domów. Ciało „Sępa” milicjanci przewieźli na dziedziniec posterunku w Szczercowie. Wówczas komendant ściągnął go za nogi na ziemię i powiedział: „Martwego, ale cię bandyto dostałem”. W tym czasie żona zamordowanego mieszkała w Kolonii Drużbice wraz z jego rodziną. Gdy dowiedziała się o śmierci męża, wraz ze zrozpaczoną matką „Sępa” udała się do Szczercowa. Po trzech dniach komendant wydał im jego zwłoki. Przewiozły go wozem konnym do domu, gdzie został pochowany na cmentarzu w Drużbicach. Podziemie wydało na milicjantów i wójta wyrok śmierci. Edward Włodarczyk, natychmiast po zabiciu „Sępa”, wyjechał na Ziemie Odzyskane i nigdy nie powrócił. Józefa Staszczyka próbowano zlikwidować. „Cis” wraz z oddziałem kwaterował w miejscowości Sarnówka koło Szczercowa i każdego wieczora ze swymi żołnierzami wychodzili do Szczercowa w poszukiwaniu milicjanta. Po kilku nieudanych próbach wreszcie zastali go w domu, lecz udało mu się uciec – wybiegł w samej bieliźnie. Natychmiast wyjechał do Pabianic i tam zamieszkał. Wójt w nocy przebywał poza domem, śpiąc w stogu siana. Po aresztowaniu komendanta „Buków” por. „Zdroja”, które nastąpiło na początku lipca 1946 roku, zrezygnowano z poszukiwań Stefana M. 70 lat od tamtych wydarzeń działalność niepodległościowa Antoniego Stefaniaka ,,Sępa” została przypomniana i uczczona odsłonięciem obelisku. Jest on hołdem dla bohatera, o którego poświęceniu oraz walce z hitlerowcami i komunistycznym reżimem na terenie powiatów łaskiego i piotrkowskiego przez wiele lat nie mówiło się nic. Pamięć o nim odchodziła wraz ze śmiercią mieszkańców Magdalenowa – świadków tamtego tragicznego wydarzenia. Pomnik powstał z inicjatywy i został ufundowany przez byłych mieszkańców tejże miejscowości, Bogumiła i Przemysława Peczków (ich ojciec był świadkiem tamtego wydarzenia sprzed 70 lat), a także Stanisława 8 Okopy te i pobliskie trzy bunkry zostały wykonane między marcem a sierpniem 1939 r. przez żołnierzy Wojska Polskiego. W dniach 4–5 września 1939 r. żołnierze 83. pp stoczyli tam ciężkie walki z żołnierzami niemieckimi, kilkakrotnie odpierając ataki wojsk 93. pp 13. DP Zmot i 51. pp 18. DP.

Cieniucha z pobliskiej miejscowości Podwódka, z pomocą wójta Gminy Szczerców Krzysztofa Kamieniaka i dyrektora Muzeum Regionalnego w Bełchatowie dr. Dariusza Roguta. W uroczystości uczestniczył również ostatni żyjący świadek tamtych wydarzeń, mieszkaniec Magdalenowa, Bronisław Peczka. Honorowymi gośćmi byli kombatanci ze Związku Byłych Żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego z Radomska i Piotrkowa Trybunalskiego, oraz weterani AK z Bełchatowa i Piotrkowa. Bogumił Peczka Bibliografia Materiały archiwalne: Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej: ӳӳ IPN Ld 00333/1, Kartoteka ogólnoinformacyjna. ӳӳ IPN Ld 030/279, t. 6, Kontrrewolucyjna organizacja pod nazwą Konspiracyjne Wojsko Polskie w województwie łódzkim, okres działalności: 1945–1948, opracowanie nr 279, Łódź 1978. ӳӳ IPN Ld 030/280, t. 3; Kontrrewolucyjna organizacja pod nazwą Armia Krajowa, okres działalności: styczeń 1945–czerwiec 1948, opracowanie nr 280, Łódź 1978. ӳӳ IPN Ld 030/346, Kartoteka historyczna KMMO w Łodzi. ӳӳ IPN Ld 137/560, Akta w sprawie karnej przeciwko: Nowak vel Kasprzak Jan. ӳӳ IPN Ld pf 10/364, Meldunki sytuacyjne PUdsBP/SB KPMO w Skierniewicach. ӳӳ IPN Ld pf 12/2211, Akta śledztwa przeciwko: Nowak Jan inni. Publikacje: ӳӳ Arkuszyński A. ,,Maj”, Przeciw dwóm wrogom, Łódź 1995. ӳӳ Peska R., Pójdę do nieba, bo w piekle już byłem: Konspiracyjne Wojsko Polskie „Buki” Obwód Łask 1946 rok, Szczerców 1996. Relacje: ӳӳ Relacja pisemna Aleksandra Arkuszyńskiego ,,Maja”, list do autora z 10 czerwca 1996 r. ӳӳ Relacja ustna Jana Stefaniaka z 16 kwietnia 2016 r.


UPA jako propagandowe narzędzie kompromitacji żołnierzy niezłomnych

Propagandziści działający na zlecenie władz PRL-u wykorzystywali powszechną niechęć spo­ łeczeństwa polskiego do UPA. Próbo­wa­no kompromitować żołnierzy tzw. drugiej konspiracji, walczących z komunistyczną władzą. Słu­ż yć temu miało m.in. przedstawianie UPA jako sojuszników polskiego podziemia niepodległoś­ ciowego, co miało skompromitować żołnierzy drugiej konspiracji w oczach polskiego społeczeństwa. Niniejszy artykuł ma na celu przedstawić to zjawisko na dwóch najbardziej jaskrawych przykładach: na zaprezentowaniu współpracy Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ dowodzonego przez Antoniego Żubryda z UPA – w powieści Jana Gerharda Łuny w Bieszczadach i filmie Ogniomistrz Kaleń. Omówiona zostanie także komunistyczna propagandowa wersja polsko-ukraińskiego ataku na Hrubieszów w nocy 27 na 28 maja 1946 roku. Czytając Łuny w Bieszczadach, wielokrotnie natrafimy na informacje, że oddział majora Antoniego Żubryda utrzymywał kontakty z UPA. Na pierwszych stronach Łun… Gerhard przedstawił czytelnikowi morderstwo bezbronnych cywilów dokonane przez „żubrydowców”1. Okazuje się, że całą akcję z ukrycia obserwował patrol polowej żandarmerii UPA. Śledził on partyzantów, ponieważ mieli naruszać obszar zastrzeżony dla działalności UPA. Ustalenia takie podobno zapadły aż w Monachium2. Doprowadziło to do konfliktu między sprzymierzeńcami. „Ren” miał zaprzestać wymiany korespondencji, szykował materiały do skargi na oddziały WiN-u, którą zamierzał wysłać do Monachium3. Aby rozwiązać ten konflikt, doszło do spotkania przedstawicieli UPA i WiN-u z Żubrydem i „Renem”

na czele. Towarzyszyło im dwóch angielskich dziennikarzy. Upowski dowódca zwrócił się do winowców tymi słowami: Czołem, żołnierze! (…) obecnie trzeba, aby wszelkie różnice polityczne dzielące oba zgrupowania – WiN i UPA – zeszły na drugi plan, gdyż cel walki jest przecież wspólny: zagłada bolszewizmu4.

Głównym tematem konferencji był podział „stref wpływów” obu organizacji. Omówiono również ich najważniejsze cele. Można je opisać jako uniemożliwienie normalizacji życia po zakończeniu wojny, co miało przeszkodzić komunistom w przejęciu władzy. Podkreślano też konieczność utrzymania wzajemnych kontaktów w ścisłej tajemnicy5. Po rozbiciu oddziału przez rządowe siły, niedobitki na czele z Żubrydem ponownie szukają kontaktu z UPA6. Tym razem jednak Ukraińcy nie nawiązują kontaktu, uznając, że do WiN-u nie można już mieć zaufania7. Reżyserowie filmowej adaptacji (Czesław i Ewa Petelscy, Ogniomistrz Kaleń) posunęli się jeszcze dalej – nie tylko potwierdzili w ekranizacji kontakty WiN-u z UPA, ale zaprezentowali również wspólną akcję przeciwko WP. Chwilę przed masakrą kompanii porucznika Wierzbickiego pojawia się scena, gdzie upowcy zajmują pozycje ogniowe. Między banderowcami zajmują stanowiska niedobitki oddziału Żubryda, które przyłączyły się do UPA. Tak wyglądała historia według komunistów. Kontakty UPA z podziemiem niepodległościowym w Bieszczadach prezentowały się jednak 4 Ibidem, s. 143.

1 J. Gerhard, Łuny w Bieszczadach, Lublin 1980, s. 45–51.

5 Ibidem, s. 143–148.

2 Ibidem, s. 53.

6 Ibidem, s. 481.

3 Ibidem, s. 54.

7 Ibidem, s. 498.

47


nr 75 zima 2018

zupełnie inaczej. Oddział Antoniego Żubryda ps. Zuch nie podlegał strukturom WiN-u, był on luźno powiązany z NSZ-em i nosił oficjalną nazwę Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ8. Tak naprawdę między polskim podziemiem niepodległościowym a UPA w Bieszczadach panowała wzajemna wrogość. Dochodziło do sporadycznych wymuszonych kontaktów. Jedno z takich spotkań zorganizowali na przykład „Żubrydowcy” z powodu porwania przez Ukraińców Polaka. Ustalono wtedy jego zwolnienie oraz nienakładanie kontrybucji na ludność przez żadną ze stron9. SBO nigdy nie nawiązał formalnej współpracy z UPA. Kontakty takie nawiązał natomiast porucznik Stanisław Kossakowski ps. Ułan. Spotkało się to ze sprzeciwem jego podkomendnych, którzy pod przywództwem Kazimierza Kocyłowskiego ps. Wichura przeszli pod rozkazy Żubryda10. Przedstawienie bezwzględności partyzantów w stosunku do żołnierzy WP miało zatrzeć niewygodne dla komunistów fakty. Niektórzy żołnierze stacjonujący w Bieszczadach sympatyzowali bowiem z podziemiem niepodległościowym. Udzielali również, w miarę możliwości, wsparcia partyzantom. W oddziale NSZ-u służyło aż 25 dezerterów z WP11. Współpraca była obustronna, w kwietniu 1946  roku partyzanci dwukrotnie mieli ubezpieczać pododdziały 34 pp wysiedlające wieś Morochów12. Po przejściu frontu wschodniego dowódcy Okręgu Lublin AK zrozumieli, że z powodu sowieckich represji nie mogą sobie pozwolić na kontynuowanie walk z Ukraińcami. Jednym ze zwolenników porozumienia był kapitan Marian Gołębiewski ps. Ster, Irka, dowódca obwodu Hrubieszów13, gdzie represje sowieckie były bardzo dotkliwe. W tym samym czasie podobna koncepcja narodziła się w dowództwie UPA, które skierowało do Polski specjalnego kuriera – Jewhena Sztenderę ps. Prirwa14. Dnia 2 maja 1945 roku w Rudzie Różanieckiej doszło do wstępnego

spotkania przedstawicieli obu stron. Ustalili oni, że dalsze rozmowy odbędą się 21 maja w tej samej miejscowości15. W czasie właściwych rozmów Ukraińcy zaproponowali podpisanie sojuszu skierowanego do ZSRR. Propozycja ta była niespodzianką dla polskich oficerów, którzy nie mieli takich kompetencji. Zawarto jednak coś na kształt lokalnego „paktu o nieagresji”, ustalono strefy wpływów oraz sposoby wzajemnej komunikacji16. Jednym z pierwszych efektów tego porozumienia było wspólne opanowanie wsi Waręż i Chorobrów 27 maja 1945 roku17. Kolejne robocze spotkanie miało miejsce w grudniu18. Przerwa we wzajemnych kontaktach trwała aż do 1 kwietnia 1946 roku, kiedy to doszło do zebrania w Sahryniu. Polacy przedstawili plany zintensyfikowania akcji wojskowych i zaproponowali Ukraińcom wspólne uderzenie na Hrubieszów. Tym razem to Ukraińcy zasłonili się koniecznością uzyskania zgody wyższego dowództwa19. Ostatecznie dowództwo UPA wydało zgodę na wspólną akcję, jej szczegóły ustalono w folwarku Miętkie 18 maja20. Na koncentracji 26 maja 1946 roku stawiły się więc cztery sotnie UPA. Całością sił ukraińskich dowodził „Prirwa”, a pięcioma leśnymi oddziałami AK-WiN Kazimierz Witrylak ps. Hel. Polacy zamierzali zaatakować budynki PPR-u, MO, UBP. Zapewniali również ubezpieczenie całej operacji. UPA miała atakować Komisję Wysiedleńczą i kwatery NKWD. UPA jako wsparcie ogniowe ataku dostarczyła poniemieckie pociski rakietowe, odpalane z chałupniczych wyrzutni21. Polacy i Ukraińcy skierowali do tej akcji po 200 ludzi22. Sowieci od swoich agentów dowiedzieli się o koncentracji partyzantów, ale obława miała rozpocząć się dopiero 28 maja. Tymczasem w samym mieście panował spokój. Partyzanci wkroczyli do miasta około godz. 24.00. Półtorej godziny później, po zajęciu stanowisk ogniowych, rozpoczęli atak. Upowcy nie opanowali kwatery NKWD,

8 G. Motyka, W Kręgu „Łun w Bieszczadach”. Z najnowszej historii polskich Bieszczad, Warszawa 2009, s. 98.

15 Ibidem, s. 88.

9 Ibidem, s. 106.

16 Ibidem, s. 91.

10 Ibidem, s. 107.

17 Ibidem, s. 92.

11 Ibidem, s. 113.

18 Ibidem, s. 94.

12 Ibidem, s. 108.

19 Ibidem, s. 96.

13 G. Motyka, R. Wnuk, Pany i rezuny. Współpraca AK-WiN i UPA. 1945–1947, Warszawa 1997, s. 84.

20 Ibidem, s. 97.

14 Ibidem, s. 87.

22 Ibidem, s. 153.

48

21 Ibidem, s. 158.


Societas Historicorum

ryglowali ją jednak skutecznie ogniem broni maszynowej, wdając się w pojedynek ogniowy z Sowietami23. Nie udało im się również opanować Komisji Wysiedleńczej24. Jeden z ukraińskich pocisków wywołał pożar w budynku Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Po krótkiej walce żołnierze Henryka Lewczuka ps. Młot opanowali budynek. W wyniku tragicznej pomyłki w czasie walki zginęło dwoje więźniów, w tym sanitariuszka WiN-u. Uwolniono wszystkich więźniów. Odnotować należy, że klucznik UB, Kazimierz Wasylczuk, był agentem WiN-u25. Winowcom nie udało się opanować Komedy Powiatowej MO. Trudno rzetelnie przedstawić tę walkę, ponieważ jej przebieg znamy jedynie z relacji komendanta. Pod budynek miała podejść grupa, która przyprowadziła pijanego. Nie została jednak wpuszczona. Skłoniło to komendanta do opuszczenia swojego pokoju. W tym momencie nastąpił atak. Partyzanci dwa razy mieli zdobywać parter, ale zmuszani byli do odwrotu. W czasie trzeciego ataku milicjanci przeprowadzili kontratak 26. Udało się natomiast opanować siedzibę PPR-u i wykonać wyroki śmierci na aktywistach partyjnych27. W tym samym czasie wydzielone patrole miały wykonać wyroki śmierci na ubekach w ich prywatnych mieszkaniach. W skład jednego z takich patroli wchodził Jan Osakowski ps. Lis. Pozostawił on relację, która została wykorzystana w książce Pany i rezuny. Postanowiłem dość dokładnie przedstawić ten niewielki epizod ataku na Hrubieszów, ponieważ został on mocno przekłamany. Patrol miał wykonać wyrok na funkcjonariuszu Pastorze. Adres ubowca podała partyzantom jedna z mieszkanek kamienicy. Mieszkał sam, więc można było wykonać wyrok, strzelając przez drzwi, ale partyzancki dowódca uznał, że należy odczytać oskarżonemu wyrok. Funkcjonariusz UB zorientował się w sytuacji i zabarykadował się w mieszkaniu. Czas, jaki partyzanci zmarnowali na pokonywanie kolejnych drzwi, pozwolił ubekowi na ucieczkę oknem28.

23 Ibidem, s. 161.

Część patrolu egzekucyjnego wycofująca się przez most zlikwidowała w przypadkowej strzelaninie sowieckiego majora Isakowa, skierowanego do WOP-u29. Polskie oddziały wycofały się po akcji bez strat własnych. Cofający się upowcy musieli stoczyć walkę z grupą pościgową NKWD, w wyniku czego stracili trzech żołnierzy. W samym mieście Ukraińcy stracili dwóch ludzi. Łącznie wśród formacji komunistycznych zginęło osiemnastu żołnierzu30. Bardzo ważny jest fakt, że do walki nie włączył się stacjonujący w mieście 5 pp, który ograniczył się do wysłania do miasta jednego silnego patrolu. Ten, przechodząc przez most ryglowany przez partyzancki karabin maszynowy, nie został nawet ostrzelany. Ów niewygodny dla komunistów fakt należy tłumaczyć infiltracją jednostki przez podziemie niepodległościowe31. Postanowili oni zamienić wojskową i prestiżową porażkę w propagandowe zwycięstwo. Całkowicie propagandową wizję ataku na Hrubieszów przedstawił Ryszard Zgórecki w „tygrysie” pt. Atak nastąpi o północy. W poniższym fragmencie postaram się przedstawić największe przekłamania i różnice w stosunku do przebiegu akcji przedstawionego powyżej. Już na pierwszych stronach możemy przeczytać absurdalną historię spotkania ambasadora USA z niejakim Bernardem Berholzem, działaczem WiN-u. Dowiadujemy się, że ambasador wspiera podziemie. To on proponuje zawarcie sojuszu z UPA. Podaje również informację, że NSZ już wcześniej nawiązał współpracę z UPA32. Jest to kłamstwo, NSZ cały czas były nastawione wrogo do Ukraińców i prowadziły walki z UPA – nawet po wkroczeniu Sowietów. Dalej pojawia się niewiedza historyczna. Według pracowników UB Bernard Berholz jest wysłannikiem lubelskiego obszaru WiN-u33. W strukturach WiN-u nie występował obszar lubelski. W tym przypadku prawidłową nazwą byłby Okręg Lublin. W tekście pojawia się postać podporucznika Stępka, winowskiej wtyczki w grupie operacyjnej KBW. W czasie składania przez Stępka raportu dla swoich mocodawców dowiadujemy się, że planowany

24 Ibidem, s. 164.

29 Ibidem, s. 167.

25 Ibidem, s. 162.

30 Ibidem, s. 169.

26 Ibidem, s. 163.

31 Ibidem, s. 166.

27 Ibidem, s. 164.

32 R.Zgórecki, Atak nastąpi o północy, Warszawa 1966, s. 8–5.

28 Ibidem, s. 165.

33 Ibidem, s. 17.

49


nr 75 zima 2018

wspólny atak na Hrubieszów ustalono na spotkaniu w Grabowczyku34. Jak już wiemy, jest to nieprawda. Nie ma to może znaczenia propagandowego, ale świadczy o tym, że autorzy piszący pozycje tego typu nie przywiązywali wagi do nadania swoim dziełom znamion realizmu, mieszając fakty historyczne z fikcją. Najbardziej przekłamany został sam opis ataku na miasto. Jest to zrozumiałe, należało zmniejszyć obraz porażki. W noc ataku UB podobno aresztował i przewiózł do Hrubieszowa Bernarda Berholza35. Zatrzymana razem z nim łączniczka miała przy sobie ulotki, w których UPA groziła spaleniem polskich wsi36. Zadaniem takiej ulotki było pokazanie czytelnikowi zbrodniczości organizacji UPA. W tym samym czasie pojawiły się partyzanckie patrole w mundurach WP. Jeden ze schwytanych członków takiego patrolu zeznał o koncentracji sił UPA37. Następnie akcja przenosi się z Hrubieszowa do miejsca koncentracji partyzantów. Błędnie jako dowódca sił WiN-u wymieniony jest „Ster”. Liczba żołnierzy UPA zostaje zawyżona do trzystu. Powtórzona zostaje informacja o partyzanckich patrolach wprowadzonych do miasta. „Ster” zapewnia stronę ukraińską, że 5 pp nie weźmie udziału w walce38. Nie powinno nas to dziwić, bo jak wiemy, pułk pozostał w koszarach. Jednak w „tygrysie” wydarzenia potoczyły się inaczej niż w rzeczywistości, żołnierze garnizonu stanęli do walki, a zapewnienia „Stera” okazały się kłamstwem. W opisie obrony komendy MO nie występuje grupa, która chciała zdobyć budynek podstępem. Milicjanci utracili tylko parter, ale granaty zostały w magazynie na dole. Uniemożliwia im to dalszą obronę. Partyzanci wzywali ich do poddania się, kłamiąc, że całe miasto zostało zdobyte. Nazywali przy tym funkcjonariuszy „czerwonymi” i „pachołkami”. Milicjanci odmówili poddania się. Postanowili ruszyć do kontrataku, aby dostać się do magazynu broni. Komendant uciekł się do podstępu, rzucił nieuzbrojony granat, co dało milicjantom kilka cennych sekund podczas ataku i pozwoliło przebić się do magazynu. Odbita

broń okazała się jednak niepotrzebna, ponieważ w tym momencie napastnicy rozpoczęli odwrót39. W krzywym zwierciadle przedstawiono również nieudaną próbę likwidacji pracownika UB. W jednym z mieszkań przebywało trzech funkcjonariuszy UB. Obudziły ich wybuch i strzelanina. Z klatki schodowej słychać było tymczasem pytanie: „Gdzie mieszka?”40. Pytający nie doczekał się odpowiedzi. A ukryci za drzwiami ubecy usłyszeli: „Prowadź, bo kula w łeb!”41. Byli przekonani, że to oni są celem, zamierzali otworzyć ogień przez drzwi. Okazało się jednak, że ich chodziło o ich sąsiada Pastorskiego. Na wezwania do otwarcia drzwi odpowiedział ogniem. Razem z nim była jego żona Lena. Mogli uciec oknem po zaimprowizowanej linie, ale ustawiono pod nim stanowisko karabinu maszynowego. Oficer rzucił przez okno granat, aby pomóc żonie w ucieczce. Jednocześnie cały czas strzelał w kierunku drzwi, dopiero po wyczerpaniu amunicji sam uciekł tą samą drogą. Na dole okazało się, iż zabici granatem kaemiści byli banderowcami. Małżeństwo oddaliło się w bezpieczne miejsce. Gdy zrezygnowani partyzanci opuścili dom, ubecy z mieszkania obok ruszyli, aby przebić się do PUBP-u42. Obrona PUBP została przedstawiona jako heroiczna walka, która zakończyła się częściowym sukcesem. Dokładnie o północy pod urzędem miała wybuchnąć bomba podłożona przez Ukraińców43. Kolejnym kłamstwem jest to, że atakującymi nie byli winowcy „Młota”, tylko banderowcy z sotni „Dawyda” i „Jara”44. W tej wersji ubecy mimo zaskoczenia natychmiast podjęli obronę, zajęli stanowiska na strychu i parterze i odpowiadali mimo morderczego ostrzału. Między Ukraińcami mieli znajdować się Polacy, którzy nawoływali: „Chłopcy! Wychodźcie, to my!”45. Obrońcy zmuszeni byli oszczędzać amunicję, ponieważ klucze do magazynu miał nieobecny Pastorski. Gdy jeden z obrońców nie wytrzymał 39 Ibidem, s. 82–88, 104–106. 40 Ibidem, s. 88.

34 Ibidem, s. 19.

41 Ibidem, s. 89.

35 Ibidem, s. 56–62.

42 Ibidem, s. 82–92.

36 Ibidem, s. 65.

43 Ibidem, s. 92.

37 Ibidem, s. 53–54.

44 Ibidem, s. 93.

38 Ibidem, s.69.

45 Ibidem, s. 95.

50


Societas Historicorum

nerwowo i wyszedł się poddać, został od razu ścięty serią. Mimo wysiłków obrońców upowcy przebili się na podwórko i do magazynu broni, ale szybko zostali unieszkodliwieni granatem przez komendanta urzędu. Druga grupa atakowała przez dziurę w murze część więzienną. Upowcy chcieli rozstrzelać klucznika Wasylczuka, ale w ostatniej chwili wstawił się za nim jeden z uwolnionych aresztantów46. Banderowcy do opanowanego parteru nanieśli słomę, na niej umieścili bombę lotniczą i podpalili. Wszyscy obrońcy wycofali się na ostatnie piętro. Na dole pozostał tylko wartownik pilnujący dwójki zatrzymanych. W powstałym zamieszaniu emisariusz komendy głównej WiN-uwyskoczył przez okno, ale zamiast wolności napotkał strzały upowców, którzy wzięli go za poddającego się ubowca47. Osaczonych przez ogień pracowników UB uratowali żołnierze 5 pp i WOP, którzy zmusili partyzantów do odwrotu. Pierwsi do palącego się gmachu dotarli trzej oficerowie, uwięzieni wcześniej w mieszkaniu. Rozgrzana bomba została wyniesiona z budynku w ostatniej chwili48. Ostatnie zdanie poprzedniego akapitu jest swego rodzaju wstępem do omówienia ostatniego kłamstwa związanego z walką w Hrubieszowie. Dotyczy ono udziału 5 pp. Zgodnie z prawdą podano jedynie, że w tym czasie w koszarach na inspekcji przebywał zastępca dowódcy Okręgu Wojskowego Lublin, który oddał do dyspozycji swój samochód pancerny49. W „tygrysie” pominięto jednak informację, że był to zastępca do spraw polityczno-wychowawczych, a nie linio­w ych. „Ludowe Wojsko” nie mogło uchylać się od walki z bandytami. Tak więc 5 pp wysłał liczne patrole, które jednak zostały zatrzymane na moście. W tej wersji cały pułk został postawiony na nogi i skierowany do forsowania rzeki, aby przebić się do walczącego miasta. W propagandowej wersji do ataku razem z żołnierzami ruszyła większość wopistów na czele z majorem Isakowem. Zalegli w okolicach mostu, pod ogniem banderowskich kaemów. Atakujących wspierał samochód pancerny, którym osobiście dowodził zastępca dowódcy okręgu. Na czele atakujących był dowódca wopistów. Padł

martwy. Pozostali żołnierze przebili się przez most i włączyli do walki o miasto. Zmusiło to winowców i upowców do wycofania się, w czasie odwrotu ranny miał zostać sam „Prirwa”50. Na to konkretne przekłamanie należy zwrócić szczególną uwagę, bo oto sowiecki oficer poległ bohaterską śmiercią, prowadząc do ataku swoich polskich podkomendnych. Śmierć żołnierzy wykorzystywano w propagandzie od zawsze, trudno o bardziej jaskrawy przykład takiego działania. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że tak naprawdę major został zastrzelony przez wycofujących się żołnierzy i nie dokonał żadnego bohaterskiego czynu. Podsumowując, Atak nastąpi o północy przedstawia wydarzenia z nocy 27 na 28 maja 1946 roku niezgodnie z prawdą historyczną, ale robi to w przemyślany i planowy sposób. Cele takiej prezentacji są dwa: po pierwsze, przedstawić WiN jako organizację tak samo bandycką jak UPA, po drugie – zatuszować własną przegraną z podziemiem. Podsumowując, w PRL-u starano się zniechęcić obywateli do żołnierzy podziemia niepodległościowego, próbując przekonać czytelników i widzów, że współdziałało ono z powszechnie znienawidzonym UPA. W tym celu przekłamano faktyczną współpracę, która miała miejsce między WiN-em i UPA oraz zaowocowała wspólnym atakiem na Hrubieszów. Partyzantom antykomunistycznym zarzucono współpracę z UPA nawet tam, gdzie obustronne relacje były wrogie – jak miało to miejsce w Bieszczadach. Piotr Kołodziej

46 Ibidem, s. 92–98. 47 Ibidem, s. 99. 48 Ibidem, s. 109–110. 49 G. Motyka, R. Wnuk, op. cit., s. 166.

50 R. Zgórecki, op. cit., s. 100–109.

51


nr 75 zima 2018

Bibliografia Źródła: ӳӳ Gerhard J., Łuny w Bieszczadach, Lublin 1980. ӳӳ Ogniomistrz Kaleń, reż. Cz. Petelski, E. Petelska, 1961. ӳӳ Zgórecki R., Atak nastąpi o północy, Warszawa 1966.

Opracowania: ӳӳ Motyka G., W kręgu „Łun w Bieszczadach”. Szkice z najnowszej historii polskich Bieszczad, Warszawa 2009. ӳӳ Motyka G., Wnuk R., Pany i rezuny. Współpraca AK-WiN i UPA. 1945–1947, Warszawa 1997.


„Ja jeszcze tylko żyję…” Oddział ppor. Gerarda Woźnicy „Hardego” był w czasie II wojny światowej największym oddziałem partyzanckim na ziemi olkuskiej. Zapisana przez dowódcę ewidencja liczy 360 pseudonimów akowców z dwóch kompanii przebywających w leśnym obozie przy wsi Góry Bydlińskie oraz mobilizowanej w razie potrzeby kompanii rezerwy. Operując od sierpnia 1943 roku do października 1944 roku na styku granic III Rzeszy i Generalnego Gubernatorstwa, przeprowadzali oni szereg akcji przeciwko okupantowi, konfidentom i pospolitym bandom rabunkowym. Jesienią 1944 roku „Hardy” przemaszerował na Podhale, pozostawiając część ludzi w Olkuskiem. W styczniu 1945 roku – po okresie współdziałania z oddziałami Armii Czerwonej w ofensywie zimowej – oddział został rozwiązany. Ponad 70 lat od tamtych wydarzeń prawdopodobnie wszyscy jego żołnierze odeszli już na wieczną wartę. Oprócz jednego… Z Janem Jurczykiem, ps. Klon, ostatnim żołnierzem oddziału „Hardego”, rozmawia Konrad Kulig. Pan się urodził w Hucisku? Tak, w 1923 roku. 93 lata kończę w tym miesiącu1. Świetnie się Pan trzyma! E tam… Już kiepsko się czuję. Jak zapamiętał Pan pierwsze dni wojny? Spokojnie, tutaj było bardzo spokojnie. Tutaj za Niemców też było spokojnie. Tylko były bandy złodziei – trzeba było ich wytropić. Oni tutaj grasowali, rabowali po nocach, a byli lepiej uzbrojeni niż ci, którzy zakładali partyzantkę w tej okolicy. Bardzo trudno było o broń. A ci, co zostali „spaleni” – trzeba było coś zrobić, żeby mogli się gdzieś ukryć. I tu zapadali. Kto miał broń, to go przyjęli, a kto nie miał broni, to musiał sobie zdobyć albo kupić – dopiero wtedy go przyjmowali. Kiedy miał Pan pierwszą styczność z konspiracją? Od samego początku. Stefan Piątek „Stal”2 to był mój kolega. Był postrzelony w Kwaśniowie, leżał 1 W październiku 2016 r. 2 Stefan Piątek ps. Stal, z Ryczówka, żołnierz oddziału „Hardego”, w stopniu kaprala od października do grudnia 1943 r.

w szpitalu, tam dostarczyliśmy mu linę, stamtąd uciekł i przyszedł prosto do Huciska, i tak się tutaj żywił. Ten „Hardy”3 pracował w Kluczach, też uciekł. Wszyscy się zatrzymywali pod Krzywopłotami u takiego, jak on się nazywał… Mieszkał pod taką skałą. A później zaczęli z Zagłębia przychodzić – oni mieli broń, to przychodzili z bronią. A tutaj? Ktoś miał jakąś dubeltówkę albo „pojedynkę”, to się z tym dołączał. W oddziale nie było broni, a jak była broń, to amunicji do niej nie było. Ale dyscyplina była. A ci bandyci, co tak rabowali, to byli lepiej uzbrojeni jak nasi. Trzeba było ich wykończyć, tak? Trzeba było ich wytropić, gdzie nocują, wywiad zrobić dobry. W jedną noc [nasi – K.K.] zlikwidowali trzech [bandytów – K.K.]. Ich było dwunastu – reszta pouciekała. Jak tych zlikwidowali, to się spokój zrobił. No, ale sołtysi – też byli „dopoleni”. Sołtys to był jednocześnie żandarmem i sołtysem. dowodził drużyną leśną, zaczątkiem oddziału „Hardego”. Awansowany do stopnia plutonowego, brał czynny udział w walkach. Po wojnie szykanowany przez UB. 3 Gerard Woźnica „Hardy” (1917–1981), ur. w Jankowicach Rybnickich, żołnierz wojny obronnej w 1939 r. w szeregach 20. pułku piechoty. W czasie okupacji niemieckiej dowódca 2. batalionu olkuskiego konspiracyjnego pułku „Srebro” GL PPS/AK, następnie dowódca batalionu „Surowiec” – oddziału rozpoznawczego 23. DP AK. Po wojnie prześladowany przez bezpiekę. Zmarł w Poroninie.

53


nr 75 zima 2018

No to ich też trochę „przyskromili”, nie tak, żeby ich tam… Dostali po dupie i uspokoili się. Czyli Pan zaczął pomagać… Ja współpracowałem z nimi. Chodziliśmy za granicę. Nie było pieniędzy – trzeba było zarobić, chodziliśmy z tytoniem. A później, jak ich [partyzantów – K.K] tu było więcej, to zaczęli chodzić z nami z tytoniem. A ja w umówione miejsca miałem coś donieść, wywiad jakiś zrobić. No i później zaczęli już szukać, panie, „podchodzić” do Niemców. Niemca nie wolno było zastrzelić – Niemiec był asekurowany, Rudolf w Rodakach4 był asekurowany na 100 ludzi. Dlatego jak go dopadli, to rozebrali do kalesonów i puścili. W Ryczowie był taki Stach Mudyna, chcieli go wywieźć na roboty, to on uciekł, tu się ukrywał. Ale broni nie miał. No i on się umówił z chłopakami, że pójdą za granicę, to mu przyniosą broń. To było jakoś już w końcu 1943 roku. I było wesele w Ryczowie. I ten Stach przyleciał do mnie: „Jasiu, chodź na to wesele, jestem umówiony z chłopakami!”. Ja nie chciałem iść, bom ledwie od dziewczyny przyszedł – nie chciałem iść. Ale mnie namówił i poszliśmy. Brat poszedł mój, ja i on. Jak zaszliśmy, to tamci zaraz przyszli. Tam poczęstowali nas, siedzimy za stołem. Godzina jedenasta, brat poszedł do domu, ja się został i taki Kasper5 z Kieleckiego, Stach Mudyna i jeszcze jeden6. Godzina pierwsza, wparowuje komendant – Niemiec – i: „Bandit, ręce do góry!”. Wystrzelił, panie, w kuchni, a w pokoju grali i tańczyli. I jak wystrzelił, to Kasper, panie, wstał, wyjął maszynę i „trzas, trzas!”. Tamten się tylko zawrócił i „trzas” na ziemię go przewrócił. Mudyna „hyp” w okno, Kasper „hyp” w okno, a ja nie mogłem wyrwać nóg zza stołu! A ludzie z pokoju zaczęli na mnie walić – to sobie myślę: „długo pożyję…”. Niemcy zaczęli strzelać z zewnątrz domu, bo ich było ośmiu, dom otoczyli, strzelali. Tylko szkło z obrazów leciało. Wpadli, zaczęli uspokajać i krzyczeć: „Cywile, rozejść się do domu!”. To ja razem z tymi dziołchami 4 Komendant posterunku żandarmerii niemieckiej w Rodakach. 5 Mieczysław Halejak, ps. Kasper, żołnierz oddziału „Hardego”, w sierpniu 1945 r. zamordowany przez UB w Pokrzywiance. 6 Prawdopodobnie był to Bolesław Małkiewicz, ps. Wilk, żołnierz oddziału „Hardego”.

54

uciekłem do domu. Rano, godzina siódma, przywieźli Mudynę z Ryczowa. Postrzelony. Przywieźli – no i co? Rób, co chcesz z nim! No to co? Wywieźliśmy go do Krzywopłot, ja pojechałem po doktora, bo należał do nas ten doktor7. Przyjechał, zobaczył, powiedział, że nie da się ratować: cztery rany dostał w krzyże. Jakby był niepojedzony, to jeszcze, ale był pojedzony i to wszystko wypłynęło… Na wieczór przywieźli go na Hucisko, koło kapliczki go złożyli i pojechali. Bardzo cierpiał. Zaprowadziliśmy go do stryka8. Wszyscy poszli, ja z nim zostałem. On później leżał i chciał iść: „na dwór, na dwór” – mówi. Położyłem go z powrotem i mówię: „Stryku, bo się ze Stachem coś źle dzieje”. Stryk popatrzył na pazury – siwe. „Wdziewaj mu marynarkę, póki jeszcze luźny!”. Wdziewali my mu marynarkę, a on oddycha głośno parę razy i koniec. Teraz co z nim zrobić? Zaś na sanki i do Kwaśniowa. Miał przy sobie 800 marek. Zajechaliśmy do sołtysa. Stryk wyjął marki i powiedział, żeby załatwił pochówek w kapliczce. Poszedł, kapliczkę odemknął, włożyli my go do kapliczki i uciekliśmy. Rano na to szczęście szła grupa „Twardego”, on się nazywał Wencel9. I tam taki sklep był, weszli tam: „Uciekajcie stąd – mówią im – bo tu jest zabity Mudyna w kapliczce”. No to oni poszli tam, przeżegnali się i poszli. A sołtys zameldował do Rodak do Rudolfa. Przyjechała żandarmeria z Rodak, sfotografowali go, postawili go z tej, z tamtej strony… „Bandit Mudyn, bandit Mudyn” i tyle. Sołtysowi kazali go pochować i został pochowany w Cieślinie na cmentarzu. To była ta jedna taka „fest graja”10. A my później 7 Prawdopodobnie był to Jan Nowak, ps. Chętny, lekarz w oddziale „Hardego”. 8 Stryj. 9 Stanisław Wencel, ps. Twardy (1913–1967), dowódca 1. kompanii batalionu „Surowiec” 23. DP AK, operującej głównie w powiecie zawierciańskim i północnej części powiatu olkuskiego. 10 Sprawę akcji w Ryczowie opisuje w korespondencji z Okręgiem Kraków AK Zygmunt Janke, ps. Walter, Zygmunt –­­­komendant Okręgu Śląskiego AK: „patrol miał rozkaz wstąpić do ws[i – K.K.] Ryczów i odebrać pistolet od jednego z mieszkańców. Patrol w Ryczowie podzielił się na dwie części: dwóch z bronią krótką poszło do wsi, trzech z kb. [karabinami – K.K.] zostało na skraju lasu. Mieszkańca nie zastano w domu, był na weselu. Dwóch ludzi poszło na wesele – pistoletu nie dostali, ale dano im kb. – przy okazji ulegli namowom i wypili kilka kieliszków. Ryczów jest znany jako siedziba szmuglerów i szpiclów. Jeden z nich dał znać


Societas Historicorum

to już z tym „Hardym”… A, jeszcze jedną „bajkę” wam opowiem! Henryk Piątek ze Żelazka, on był w Oświęcimiu. Przyszedł z Oświęcimia upasiony jak wieprzek. Mówił, że miał dobre komando. I „Hardy” go przyjął do partyzantki. Przyjął go! No, to jak go przyjął, to on przyszedł tu do nas, żebyśmy go wzięli za granicę, to sobie zarobi pieniędzy i uszyje sobie mundur. On z tabakiem11 poszedł, poszliśmy do takiego Kleszcza pod Łazami na Młynku. Zapłacili mu gotówką, wszystko w porządku. Za dwa tygodnie siostra tego Kleszcza przychodzi i mówi: „Okradli nas tak, że jedne ubranie ino zostawili!”. Teraz trzeba myśleć: „Kto to mógł zrobić?”. Mieliśmy takiego informatora na Załężu. Powiedzieliśmy mu: „Pilnuj Henryka, czy on będzie zanosił coś do krawca, przeszyć coś”. Zgodził się. Za trzy dni przylatuje –­Henryk zaniósł ubranie takie i takie do krawca. Brat zaraz na rower i wio! – pojechał w umówione miejsce. No i, panie, wszystko umówił, pojechaliśmy do tego Henryka, mieszkał na Załężu. Od tego Kleszcza dziołcha przyszła. Poszedł też Stanisław Piątek „Szybki” – on był na miejscowy posterunek Grenschutzu [straż graniczna – K.K.]. K-dt. post. i 8. ludzi, uzbrojeni w broń maszynową, wpadli na wesele. Obaj partyzanci zbiegli przez okno, oddawszy jeden strzał z pistoletu. Schronili się w sąsiednim domu, gdzie w walce zabili K-dta post. i zranili dwóch z Grenschutzu. Obaj żołnierze AK, ranni, przebili się przez Niemców i osłaniani ogniem kolegów ze skraju lasu wycofali się. Jeden odniósł cztery rany, drugi jedną. Odnośnie represji w Ryczowie: 7 zabitych, 2 rannych w ucieczce i 20 aresztowanych wzięto w/g listy, w tym 3 przedwojennych znanych złodziejów. Trzeba dodać, że Ryczów jest ogniskiem szmuglu i Niemcy dawno odgrażali się represjami. Ranni, po wyzdrowieniu zostali ukarani stójką pod kb. za to, że przyjęli ofiarowane im kieliszki i pili wódkę w czasie służby. Żołnierzy tych przesłuchałem”. (Archiwum Narodowe w Krakowie, Archiwum Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, sygn. 19, Wytyczne, plany, raporty sprawozdawcze z działalności sabotażowodywersyjnej i jednostek partyzanckich, pismo p.o. komendanta Okręgu „Serce” do „Kani” z 11 maja 1944 roku, k. 7) Tak z kolei wspomina „Hardy”: „24 stycznia (…) patrol straży granicznej (…) został doprowadzony przez konfidenta do domu, w którym odbywało się wesele, «Kasper» i «Wilk» /uzbrojeni jedynie w broń krótką/ już tam byli. Wywiązała się strzelanina, w wyniku której trzech celników zostało rannych. Jeden z nich zmarł w drodze do szpitala. Zdobyliśmy karabin i pistolet kal. 7,65. Z naszych «Wilk» został ranny w pachwinę, a «Kasper» został postrzelany jak sito – siedem ran, w tym dwa przestrzały płuc. Rannych opatrzył lekarz oddziału, Jan Nowak, ps. «Chętny»”. (G. Woźnica, Oddział „Hardego”, Warszawa 1981, s. 15) 11 Tytoń.

prawą ręką „Hardego”. Tam było dziesięć worków ubrań! Ta dziołcha poznała wszystko, co jej zabrał. A tego Henryka… Szedł z taką Lotką z Bydlina, podeszli, zabrali go i koniec. Zlikwidowali. Była przecież dyscyplina, a to był złodziej. Miał Pan pseudonim w konspiracji? „Klon”. Pan wybierał sobie pseudonim? Nie, przyszło od „Hardego” wszystko. Jest wiosna 1944 roku. Teraz się trzeba zapisać – bo to może już być koniec wojny – do tych partyzantów. No to pierwszy miesiąc chodziliśmy po dwa dni w tygodniu na wykłady. Bo człowiek był „surowy”, nie widział karabinu, nie widział automatu, nie widział nic. No to przez cztery tygodnie nas ćwiczyli. Kto te szkolenia prowadził? Instruktor „Struś”12, on był z Zagłębia, Głowacki się nazywał. A on podlegał pod „Groma” Szreniawę Stanisława, ten Stanisław był harcmistrzem i my też podlegali pod tego harcmistrza13. 12 Stanisław Głowacki ps. Struś – podoficer w oddziale „Hardego”. 13 Relacjonuje „Hardy”: „26 czerwca [1944 r.] w lesie bydlińskim doszło do kolejnego spotkania z harcmistrzem Edwardem Nowakiem, ps. Jodła, i Stanisławem Szreniawą, ps. Grom. W wyniku przeprowadzonych rozmów – utworzony w 1942 r. przez «Jodłę» i «Groma» oddział AK został teraz wcielony do naszego oddziału jako pluton rezerwy. Dowódcą tego plutonu został «Jodła», a zastępcą «Grom» /obydwaj awansowani później do stopnia podporucznika/. Pluton rezerwy obejmował zasięgiem swego działania 10 nadgranicznych wiosek powiatu olkuskiego. Jego stan w krótkim czasie wzrósł z 35 do 72 ludzi, tworząc kompanię. Szkolenie teoretyczne prowadziliśmy wieczorami w pięciu punktach szkoleniowych. Instruktorami byli oficerowie i podoficerowie oddziału partyzanckiego: (…) plut. «Struś» (…) i inni. Sporadycznie odbywały się także zajęcia praktyczne z wyszkolenia strzeleckiego i bojowego. Oddział rezerwy wykonywał swoje zadania skrupulatnie i terminowo, co było szczególną zasługą ppor. «Jodły» i ppor. «Groma», którzy drogą właściwej selekcji dobrali do oddziału żarliwych patriotów, całkowicie oddanych Ojczyźnie”. (G. Woźnica, op. cit., s. 53–54) Edward Nowak „Jodła” (1906–1991) – ur. w Sosnowcu, czynny harcerz, żołnierz Września 1939 r., dowódca kompanii rezerwy oddziału „Hardego”: „Równolegle do pracy konspiracyjnej w Szarych Szeregach w czasie mego pobytu we wsi Załęże

55


nr 75 zima 2018

A gdzie te szkolenia się odbywały? W lesie. Tutaj opodal, jak ten Wymysłów jest, i tam my chodzili, panie. Raz my szli przed samym wieczorem, raz zaraz po obiedzie. Dwa razy w tygodniu. Broń, granaty, wszystko to trzeba było rozbierać, składać, ćwiczenia, jak się kryć… Po dwie godziny, dwa razy w tygodniu. Z Huciska nas należało siedmiu do tej partyzantki. To jeszcze ino ja żyję. Później przysięgę trzeba złożyć. Pamięta Pan przysięgę? Przysięgę składaliśmy koło kapliczki. Podnieśliśmy palce i składaliśmy – wiernie służyć ojczyźnie, do pokonania wroga, do śmierci. Składałem przed tym instruktorem i takim Wnukiem i Bydlin pod Krzywopłotami zorganizowałem oddział ZWZ. W kwietniu 1942 roku przez przyłączenie podobnego oddziału z terenu osady fabrycznej Klucze – spoza granicy GG, został utworzony oddział Armii Krajowej. W dniu 26 czerwca 1944 roku, po przeprowadzonych rozmowach z dowódcą baonu partyzanckiego «Surowiec» Oddział Rozpoznawczy 23 DP Armii Krajowej, kpt. Gerardem Woźnicą – «Hardym» – oddział ten wszedł w skład baonu, jako oddział rezerwowy. Przez «Hardego» zostałem mianowany dowódcą tego oddziału, a później dowódcą kompanii z ps. Jodła. Zastępcą moim został Stanisław Szreniawa «Grom», dowódca oddziału z Klucz. Kompania ta w ostatnim okresie przed wyzwoleniem liczyła 72 żołnierzy oraz 10 członkiń Wojskowej Służby Kobiet z Bydlina. Terenem działania były wsie powiatu olkuskiego Bydlin, Cieślin, Hucisko, Kolbark, Krzywopłoty, Kwaśniów Dolny i Górny, osada fabryczna Klucze, Lgota Wolbromska oraz Załęże. Celem kompanii było prowadzenie akcji wywiadowczej w okolicy i stworzenie w ten sposób osłony wywiadowczej dla baonu partyzanckiego «Surowiec», kierowanie osób «spalonych» do oddziału leśnego, uzupełnianie stanu osobowego, współdziałanie w większych przedsięwzięciach, np. zrzuty. Wreszcie czuwanie nad utrzymaniem godnej postawy ludności wobec okupanta. Szkolenie wojskowe kompanii prowadzili instruktorzy kpt. «Hardego» na terenie obozu partyzanckiego w Górach Bydlińskich oraz w jednej z sal lekcyjnych Szkoły Podstawowej w Bydlinie, której kierownikiem był żołnierz kompanii Jan Dąbrowski, ps. Przedświt. Po wymarszu macierzystego baonu «Surowiec» z Gór Bydlińskich na Podhale nawiązałem kontakt z BCh za pośrednictwem Stefana Gieszczyka z Kwaśniowa Górnego. Od tej chwili kompania organizacyjnie została czasowo podporządkowana dowódcy placówki BCh Gondzikowi ze wsi Jangrod [Jangrot – K.K.] koło Wolbromia, pod kardynalnym warunkiem, że kompania dowodzona przeze mnie w żadnym wypadku i okolicznościach nie zostanie użyta do walk bratobójczych”. (E. Nowak, Działalność konspiracyjna Zagłębiowskiej Chorągwi Harcerzy w latach 1939–1945, Muzeum Regionalne PTTK w Olkuszu, Sosnowiec,  1982 [maszynopis], s. 6–7)

56

Władysławem, on miał pseudonim Kanarek. Jak my przysięgę złożyli, przyszedł rozkaz, żeby się teraz szykować: wymarsz na Warszawę, na powstanie warszawskie14. Trzeba było szykować przybory do golenia, igłę, nitkę, guziki, koc, bo pójdziemy. Jeszcze nam powiedzieli, że nie wszyscy będziemy mieć broń, będziemy broń zdobywać, jak pójdziemy. I jak już byliśmy umówieni – z Chechła, z Huciska, z Klucz, z Ryczówka – w środę na wieczór przychodzi rozkaz: „Wstrzymane, nie pójdziemy na Warszawę. Zostajemy”. Poszliśmy do Jaroszowca, tam był posterunek. Poszliśmy jako obstawa, coś koło jedenastu nas było, no i te „asiory” poszły z nami. I tam my napadli na ten posterunek, rozbroiliśmy ten posterunek, broń my zabrali, tyle tego było tam. Tak podeszli, panie, że nawet się nie spostrzegli Niemcy! Warta stała, tak, podeszli ich, ale ich nie zabili, no bo za zabicie Niemca to była kara – za to ginęli ludzie. Zabrali my tę broń z posterunku na ramię i poszliśmy do domu15. 14 Sprawę pomocy Okręgu Śląskiego AK dla walczącej stolicy opisuje Zygmunt Janke, ps. Walter, Zygmunt, komendant Okręgu: „W sierpniu 1944 roku – w związku z powstaniem w Warszawie – zarządziłem koncentrację oddziałów partyzanckich w obozie ppor. «Hardego». Przyszła kompania ppor. «Twardego» i drużyna olkuska por. Kluczewskiego («Pijok») [Kazimierz Kluczewski, ps. Pijok, był od wiosny 1943 roku komendantem Obwodu Olkusz AK i równocześnie dowódcą drużyny dywersyjnej tegoż obwodu – K.K.]. Inne oddziały szykowały się do marszu. Wieczorem zbierali się wszyscy wolni od służby przy obozowym aparacie radiowym, aby posłuchać komunikatów o walczącej Warszawie. Siedziałem razem z nimi. Każdy komunikat szarpał stare rany, poruszał nieskończony rejestr doznanych od wroga krzywd. Widziałem we wszystkich oczach nieme pytanie: kiedy ruszamy? Ale to nie była kwestia uczuć. Sprawę marszu na Warszawę należało dobrze przeanalizować. Najważniejsza była ilość broni i amunicji. Nie mieliśmy żadnych zapasów, nie dostaliśmy zrzutów. Ani jednej sztuki broni stromotorowej, a do walki z bronią pancerną posiadaliśmy tylko butelki zapalające. I najgorsze – bardzo mało amunicji. Oddziały nie miały nawet jednej jednostki ognia na lufę. Zgrupowanie byłoby dość duże. Liczyłem na około 800 ludzi. Marsz był daleki, należało się liczyć z zużyciem amunicji w czasie marszu. Przyjść do Warszawy z pustymi ładownicami? Tam ludzi nie brakowało, brak było sprzętu i amunicji. Zdecydowałem się odwołać koncentrację i zrezygnować z marszu”. (Z. Walter-Janke, W Armii Krajowej na Śląsku, Katowice 1986, s. 280–281) 15 Akcję na koszary Wehrmachtu w Jaroszowcu relacjonuje „Hardy”: „Wymarsz nastąpił w poniedziałek 14 sierpnia około 20:00. Jedna drużyna przebrała się w mundury niemieckie. W lesie, na wysokości stacji kolejowej Rabsztyn, ppor. «Ares» [Piotr Przemyski, ps. Ares, dowódca akcji w Jaroszowcu,


Societas Historicorum

Jan Jurczyk ps. Klon (fot. K. Kulig).

ur. w 1919 roku w Zagórzu, uciekinier z obozu Auschwitz, oficer w oddziale «Hardego». W sierpniu 1945 roku zamordowany przez UB w Pokrzywiance – K.K.] zatrzymał pluton. W czasie krótkiego odpoczynku jeszcze raz omówił zadania obydwu drużyn i łączników. (…) Ppor. «Ares» podprowadził pluton skrajem lasu bardzo blisko drogi do Klucz. Tu rozstawił ubezpieczenia, potem podciągnął drużynę plut. «Wulkana» nieco dalej i rozlokował ją wzdłuż dróżki do koszar – w kartoflisku, zaraz za rogiem parkanu. Stąd obserwowali drogę i wartownika, który po każdej rundzie wokół budynku dłużej zatrzymywał się przed wejściem do koszar. Około 24:00 nastąpiła zmiana warty. Według informacji patrol wartowniczy miał przechodzić dróżką obok parkanu, za którego rogiem leżeli ukryci partyzanci. Po chwili nadszedł. Było ich pięciu: rozprowadzający i czterech wartowników. Z chwilą kiedy patrol minął parkan, został momentalnie otoczony przez partyzantów i bezszmerowo rozbrojony. Było to zasługą plut. «Wulkana», który biegle władając językiem niemieckim, w paru słowach wytłumaczył rozbrajanym wartownikom bezcelowość alarmu i oporu. Jeńcy zostali odprowadzeni do lasu i rozebrani do bielizny. Wydobyto także od nich obowiązujące tej nocy hasło. Pieczę nad nimi przejęła drużyna ubezpieczająca. W zdobyte mundury szybko przebrało się pięciu odpowiednich wzrostem i tuszą partyzantów. Po nałożeniu hełmów niczym nie różnili się od rozbrojonych żołnierzy niemieckich. Teraz ppor. «Ares» sformował własny patrol wartowniczy, który pod dowództwem plut. «Wulkana» pomaszerował w stronę koszar. Pozostali partyzanci skrycie posuwali się za nim. Po dojściu do koszar patrol został zatrzymany przez wartownika w celu sprawdzenia hasła. Partyzanci podali je, po czym błyskawicznie przystąpili do likwidacji wartownika. W zamieszaniu musieli uderzyć go w głowę, gdyż rozbiły się jego okulary. Na okrzyk «Meine Brille!» ktoś otworzył okno na piętrze i zawołał «Was gibst unten?». Wartownika w tym czasie uciszono, a «Wulkan» przekonywająco odpowiedział po niemiecku, że wartownik

nagle zasłabł i trzeba go zmienić. Plut. «Wulkan» poczekał, aż okno zostanie zamknięte, i dopiero wtedy dał umowny znak czającym się w mroku kolegom. Po chwili byli już razem i przystąpili do wykonywania zadania. (…) Do pogrążonych w ciszy koszar weszło 14 partyzantów z ppor. «Aresem» na czele. Elektryczną latarką oświetlił on korytarz. Było tam pusto. «Mewa» ostrożnie otworzył pierwsze, a po chwili drugie drzwi. W obydwu pomieszczeniach nie było nikogo. Do ubezpieczenia dolnego korytarza pozostała sekcja plut. «Czarnego», a ppor. «Ares», «Wulkan», «Okoń», «Góralik», «Kula», «Mewa» i pięciu innych partyzantów poszli dalej – po schodach na piętro. Na górnym korytarzu również zostało ubezpieczenie, a ppor. «Ares» i pozostali chłopcy wdali się do pierwszej od schodów sali sypialnej. Była dość długa i spało w niej około 20 Niemców. Ppor. «Ares» skierował snop światła na ścianę, przy której nie było łóżek. Szukał stojaka na broń. Był pusty. Momentalnie skierował światło latarki wzdłuż łóżek. Partyzanci rozbiegli się po sali i sterroryzowali budzących się żołnierzy. Zabierali zawieszone na łóżkach karabiny, pasy z ładownicami i hełmy. Odbywało się to dość cicho i bez strzału. Kilku Niemców próbowało łapać karabiny, ale skierowana w ich stronę broń i cichy okrzyk «Hände hoch!» ostudziły ich zamiary. Z wysoko uniesionymi rękoma siedzieli już potem na łóżkach. Byli przerażeni. W pewnej chwili «Ares» spostrzegł, że drzwi na końcu sali nie zostały obsadzone. Prowadziły do następnej sali sypialnej i pomieszczenia z bronią. Wiedział o nich, gdyż według planu obydwie sale miały być opanowane jednocześnie, ale wytworzona sytuacja i konieczność zabezpieczenia broni w pierwszym pomieszczeniu spowodowała dwu- lub trzyminutową zwłokę. To wystarczyło znajdującym się tam Niemcom na zorganizowanie obrony. W momencie kiedy «Mewa» ruszył w tym kierunku, drzwi otworzyły się na całą szerokość i padły pierwsze strzały. Partyzanci uskoczyli pod ściany i odpowiedzieli ogniem. Niemcy otworzyli ogień z dalszych pomieszczeń. Ppor. «Ares» wydał rozkaz przerwania ognia i podbiegł do drzwi. Światło latarki elektrycznej skierował w głąb sali i oddał kilka krótkich serii z pistoletu maszynowego do kryjących się za łóżkami Niemców. Zrobił się krzyk i rwetes. Po chwili cały budynek rozbrzmiewał wystrzałami i okrzykami: «Nicht schiesen!». Nastąpiła krótka przerwa ogniowa. Wtedy padł pojedynczy strzał prosto w latarkę elektryczną zawieszoną na guziku górnej kieszonki munduru «Aresa». Znowu rozległa się palba karabinowa i serie z broni maszynowej. Ciężko ranny ppor. «Ares», po wystrzeleniu ostatniego magazynku, wycofał się z sali na korytarz. Za nim reszta drużyny. (…) Do słaniającego się na nogach ppor. «Aresa» podbiegł «Góralik» i na plecach zniósł go ze schodów na parter. Partyzanci strzelając do wybiegających z sal sypialnych Niemców, wycofywali się z piętra na parter, a potem w stronę lasu. Najbliższy teren oświetlony był rakietami, a strzały padały już wtedy z następnych budynków, także zajętych przez hitlerowców. Szeroko rozrzucone ubezpieczenie odpowiadało ogniem, co całkowicie zdezorientowało Niemców i stwarzało pozory dużego oddziału. Drużyna szturmowa wycofała się głębiej do lasu – do miejsca, gdzie trzymano jeńców. Do Cieślina wysłany został patrol po furmankę dla rannego. W ciągu kilku następnych minut dołączyły patrole ubezpieczające.

57


nr 75 zima 2018

A jak wyglądały przygotowania do takiej akcji? Ktoś przynosił rozkaz i… Tak, tak, rozkaz był, przygotowanie, dyscyplina, jak ktoś by się wyłamał – kula w łeb. W umówione miejsce się schodzili my w każdym tygodniu. Tam się dowiadywaliśmy wszystkiego. Dyscyplina była. Moi rodzice to się dowiedzieli, żem należał do partyzantki, dopiero po wojnie. A mój kolega, Piotr Jurczyk, powiedział narzeczonej, że należy do partyzantki. To na zbiórkę potem przyszedł Wnuk Władysław „Kanarek” i pokazał rozkaz od „Hardego”: 30 razów na dupę za długi język. No i każdy z nas sześciu musiał po pięć razy mu dać. My dostawali wtedy rozkazy od tego instruktora, co nas szkolił, i od Wnuka, a im dawał rozkazy „Hardy” i Szreniawa. Jak Pan chodził na te akcje, to Pan dostawał broń? To dawali nam „kabeki”16. Był taki, co dawał, na przykład w naszej grupie. Te karabiny jak wróciliśmy, to kto inny już odbierał. Mieli takie kryjówki, w ziemiankach. Czyli Pana życie wyglądało wtedy w ten sposób, że w dzień Pan normalnie żył… ...w dzień normalne my handlowali, chodzili za granicę. A w nocy normalnie akcje. Przecież tu mieli Anglicy lecieć, zrzut miał być17. Po sprawdzeniu, czy wszyscy są obecni, natychmiast ruszono w drogę. Przy jeńcach pozostał jeszcze jakiś czas trzyosobowy patrol, a potem pozostawiono ich własnemu losowi. Patrol dołączył do plutonu przed Cieślinem. Tam też na «Aresa» czekała już furmanka. W godzinę później pluton zameldował się w obozie. Rannym zajął się lekarz «Chętny». W akcji tej zdobyto 17 karabinów, 2 pistolety, 26 hełmów, większą liczbę granatów, oporządzenie i amunicję. Straty nieprzyjaciela wyniosły: jeden zabity, pięciu rannych i sześciu jeńców”. (G. Woźnica, op. cit., s. 93–97) 16 Karabiny. 17 Wspomina Zygmunt Janke „Walter”, „Zygmunt”: „Placówkę zrzutową ochraniał batalion partyzancki ppor. «Hardego». Pole zrzutowe wybrano koło historycznego pola bitwy Legionów pod Krzywopłotami. Teren był bezpieczny, drogi zamknięte przez wzmocnione plutony partyzanckie. «Uroczystość» na dużą skalę. Przybyłem na teren zrzutu. Był tam również mjr Antoni Siemiginowski («Jacek»), szef II Oddziału; mjr Ewald Migula («Paweł»), szef III Oddziału Sztabu Okręgu; kpt. Teresa Delekta («Janka»), kierowniczka łączności konspiracyjnej; rtm. «Zawieja», dowódca Kedywu

58

Pan też był w obstawie tego zrzutu? Tak, byłem. Obstawili my kawał wkoło, to było jak te krzywopłockie łąki, a my tu pod Lisią Górą, całe Krzywopłoty obstawione. Słuchamy, słuchamy… Słychać samolot. Idzie samolot, snopki mieli na tych łąkach, zapalili snopki i ognie. Samolot przyszedł, wkoło przeszedł, zabrał się i pojechał, „ciach” – wszystko zgasło. Rozejść się. To chyba byliście rozczarowani wtedy? No pewno! Bo miał być zrzut. Miała być broń. Ci tacy starsi, co byli spaleni, to dostawali coś z Anglii, te pieniądze. A reszta… Jak Pan chodził na takie akcje osłonowe, Jaroszowiec czy ten zrzut – bał się Pan wtedy? To niebezpieczne było przecież, jakie uczucia panu towarzyszyły? Człowiek młody… Ja teraz to bym nawet palcem nie kiwnął! Człowiek młody, to miał odwagę taką… Czym człowiek starszy, to jest gorszym tchórzem, a młody to jest ryzykant okropny. Przecież – jużem należał wtedy do partyzantki – przyleciał taki Plutka, gada: „Chodź, przeniesiemy brony, zarobisz trochę pieniędzy, wyjdziemy na wieczór”. No to wyszliśmy. Przyszedłem, gada tak: „Pojedz se, dopiero pójdziemy”. Zaświecił światło, pies zaczął szczekać na oborę, on wyskoczył do sieni zasunął drzwi – a tu już Niemcy się tłuką. Ani na drugą stronę okna, ani nic – okna są na podwórko. Tak sobie myślę: „To już koniec ze mną”. Ale stało tam takie łóżeczko, dziewczynka spała na tym łóżeczku – no to „smyr” pod to łóżeczko. Wszystkie deski na plecach miałem, a tu się tłuką. Poszedł im otworzyć, no to mu tam wkropili. „Czego w ubraniu?!”. „Panowie, koń Okręgu Śląskiego i bezpośredni przełożony oddziałów partyzanckich. To on kierował placówką zrzutową. Wieczorem słuchaliśmy w obozie radia. Zabrzmiała umówiona melodia. A więc samoloty miały przylecieć. (…) Był lipiec, ciepła, rozgwieżdżona noc. Siedzieliśmy na miedzy, na skraju łąki. Panowała cisza. W dali widniała ciemna plama – to był cmentarz legionistów poległych pod Krzywopłotami. Tam czekały wozy na zrzut. Cały batalion w ostrym pogotowiu – część na ubezpieczeniu, część na placówce, reszta jako odwód w obozie. (…) nadleciał aliancki samolot. Gdy zapaliliśmy sygnał, zrobił koło i poleciał dalej na wschód. Okazało się, że dokonał zrzutu dla Inspektoratu Miechowskiego. My nie dostaliśmy nic”. (Z. Walter-Janke, op. cit., s. 281–282)


Societas Historicorum

mi chory i zaglądam do konia”. Dawaj, szukaj, bo coś widzieli. Patrzę, włazi dwóch Niemców i „psiór” taki, ale tak poprzewracali wszystko, zeszukali, ale pod łóżko nie zajrzeli, bo tam dziewczynka spała. Miał Pan szczęście… No. Ale tu to było spokojnie, bo były obławy w strzegowskim lesie, na „Rusce”18 to były obławy na partyzantów. Bo tam był zrobiony tunel19 taki, przyszykowali przekop w lesie, przyszykowali deski, wszystko, zrobili przekop. Musieliśmy tam jeszcze pilnować jak kopali, żeby ludzie tam nie weszli, to my na ścieżkach stali, żeby ludzie nie wiedzieli. Jak te Niemce zaś przyszli okopy kopać, to „Hardy” wziął część ludzi i pojechali do gór, tam na południe20, a tu został dowódcą Stefek Piątek „Stal” i taki Ruski, „Jurek”21. My go przeprowadzali przez granicę i jemu powierzył „Hardy” podkomendnym być Stefkowi. Jak „Hardy” już poszedł w góry, to Pan jakieś rozkazy dostawał? To tylko jak jakaś banda była, to się likwidowało. A tych volksdeutschów co było, co sprzedawali ludzi, trzeba się było bronić przed nimi, wywiad 18 Lasy w rejonie Gór Bydlińskich i Ruskiej Góry. 19 Tunel wykopany w okolicy leśnego obozu, nieopodal wioski Góry Bydlińskie, „Hardy” opisuje tak: „Tunel /szerokość 1,5 m, wysokość 2,0 m i planowana długość 25 m/ łączył zagajnik, w którym mieścił się obóz, z lasem ciągnącym się po drugiej stronie drogi. Miał on służyć za schron, a także wyprowadzać grupy lub cały oddział na tyły nieprzyjaciela w wypadku zajęcia dróg otaczających zagajnik lub objęcia ich ogniem broni maszynowej”. (G. Woźnica, op. cit., s. 52) 20 „Hardy” wymaszerował na Podhale z częścią oddziału 12 października 1944 r. W Olkuskiem pozostali – przekazani placówkom terenowym – chorzy i ranni, a z tych, którzy mieli oparcie w rodzinach lub z innych powodów musieli pozostać na tym terenie, wydzielono pluton dywersyjny. Motywy decyzji o wymarszu „Hardy” przedstawiał następująco: „Teren przecinały coraz gęstsze linie okopów, a po wsiach kwaterowały coraz liczniejsze oddziały niemieckie, zajęte budową umocnień ziemnych i magazynów amunicji. Rosły kłopoty z wyżywieniem; jesienne deszcze i chłody zwiększyły liczbę chorych. Warunki bytowania oddziałów partyzanckich stawały się coraz trudniejsze. Ich przezimowanie na tych terenach nie wchodziło w rachubę”. (G. Woźnica, op. cit., s. 130–131) 21 Jurij Lisznow, ps. Jurek, Żora – Rosjanin, członek oddziału „Hardego”, prawdopodobnie zbiegły jeniec.

prowadzić, jak do Niemców gdzie poszedł donieść – już go trzeba było likwidować. Jak „Hardy” poszedł tam, to już więcej spokojnie było. Aż nas oskarżyli. Taki Kudela. Jego brat, Kudela Antoni, był w partyzantce, a on był konfidentem. Ja właśnie miałem przyjechać do domu z tytoniem, ale nie przyjechałem. Wtenczas był taki Starszak z Krzywopłot, [moi – K.K.] bracia i taki Kudela Franciszek. Ukrywał się, taka piwniczka była i w tej piwniczce spał. A żandarmi przyszli z Rodak. Bo tu było 150 metrów do granicy i tam było drugie Hucisko, ryczowskie. Ci Niemcy na wprost stodoły szli, żeby ich nie było widać z domu. Obstąpili dom karabinami maszynowymi. Brat z tym z Krzywopłot uciekli do pokoju, a Rudolf, jak zobaczył ich za szafą, to puścił serię i tylko bratu sprzączkę z pasa oderwało. Wtenczas ojcu mówi Rudolf: „Gdzie Piątek?!”, a on mówi, że nie wie, bo się bał. Przecież my, jak do partyzantki należeli, to nie wiedzieli w domu o tym. Wtenczas zabrali jednego brata, drugiego brata, siostrę, bratanka, siostrzenicę… Na podwórku leżeli, pies po nich skakał. I rewizja. Mnie nie było w domu, bom nie przyjechał. Stodołę zrewidowali – nic. Na piwnicę. Znaleźli koc, no i wyszedł żandarm z tym kocem i mówi Rudolfowi, że znalazł koc. Bagnet na karabin, włazi tam i dźga. A ten Kudela Franciszek wcisnął się tam, a potem gadał, że tak koło nogi mu przeszło ostrze: „Teraz – myśli – mi na pewno w serce wbije”. Ale przedźgał, przedźgał i poszedł. Jak już pojechali, to ten Franek wyszedł blady jak ściana. Była jeszcze, oprócz partyzantki „Hardego”, jakaś inna organizacja? Na Złożeńcu Bataliony Chłopskie, na Załężu Bataliony Chłopskie, w Łobzowie było PPR. Ale zgadzali my się. Były spotkania, razem, jedni drugim pomagali, jak co zaszło, to pomagali. Jeszcze tu w Kwaśniowie był taki Oruba Jaś, co był, panie, w SS. Jego szwagier był z Golczowic i oni tutaj zaczęli coś wąchać obaj, i tam jeden z Kwaśniowa podsłuchał, jak mówili: „Pójdziemy do lasu poszukać tam, gdzie ci partyzanci się ukrywają”. No i on zaraz dał znać do nas, my dali znać do „Hardego”, żeby sobie dali pozór, bo tacy przyjdą węszyć do lasu. No i jak poszli do tego lasu, to już nie wrócili. Młody chłop był, panie, a w SS. Jego brat potem w UB był – widzi pan, taka rodzina. Przyszło jeszcze do nas trzech 59


nr 75 zima 2018

nie zamknęli. „Hardego” zamknęli, ale go wypuścili. A Pan też miał problemy? Miałem problemy, ja pojechałem na zachód. Dlaczego Pan się zdecydował tam wyjechać?

Od lewej: Stefan Piątek „Stal”, Jan Nowak „Chętny”, Gerard Woźnica „Hardy”, Mieczysław Halejak „Kasper” i prawdopodobnie Stanisław Kopeć „Czarny” (ze zbiorów K. Miszczyka).

żandarmów: Hochman – był Czechem – Kurtz i Oleksy. Przyszli i szukali Stanisławy Jurczyk. Dziadek im powiedział, że na Hucisku nie ma takiej. To oni powiedzieli, że jakby bandyci tu przechodzili, to „nam dajcie znak do Rodak, to przyjdziemy i wyłapiemy ich”. Poszli. Ten Hochman, Czech, zostawił karabin w sieni. Wrócił się i powiedział: „Pieronie, jakby kto przyszedł, to nie przychodźcie, nie dajcie znać, bo my w nocy nie przyjdziemy”. Bali się partyzantów.

No bom się bał! Przecież z początku to tym, co należeli do AK, to kazali się stawiać wszystkim, broń zdawać. A ja skąd wezmę broń, jak ja broni nie miałem? Zarejestrowali mnie do wojska, to czekałem tylko, aż dostanę wezwanie. Pytali mnie, czy należałem do jakiejś organizacji – nie należałem, odpowiedziałem, do żadnej organizacji i koniec. Później na zachodzie, w Legnicy, to tylko czytałem gazetę, które roczniki brali do wojska. Nie znaleźli Pana tam? Nie. Kiedy Pan wrócił? Za półtora roku. Potem już nie szukali.

Jak ludzie tutaj po wsiach byli nastawieni do „Hardego”?

Kojarzy Pan może jakieś piosenki partyzanckie?

Bardzo dobrze, tu żadnych wybryków nie było, żadnych oskarżeń.

A to ja to ino słyszałem tą piosenkę Dziś do ciebie przyjść nie mogę. To my śpiewaliśmy. A jak żeśmy mieli iść na powstanie, to każdy musiał się nauczyć na pamięć Warszawiankę22.

Bo chodziło też o to, że to on likwidował bandytów? No jasne! Jak nadchodzili „Ruscy”, to czego się Pan spodziewał? To jak jeszcze chodziliśmy na te wykłady, to ten instruktor mówił: „Chłopcy, bądźcie pewni, że Niemiec nie jest ojcem, a Rosja nie jest matką”. Jak wyglądało wkroczenie Sowietów? Niemcy uciekli na wieczór. A o 11 rano „Ruscy” już byli. Coś nieprzyjaźnie było tu z nami. Tego Piątka to utrzymał ten „Jurek” – ten „Ruski” – że go 60

22 W ramach przygotowań do wymarszu na pomoc Warszawie „Jodła” wydał 31 lipca 1944 r. rozkaz: „Do Wszystkich Żołnierzy naszego Oddziału, w trosce o należyte przygotowanie się do zbliżającej akcji oraz w interesie własnym poniżej podaję spis niezbędnych przedmiotów dla każdego żołnierza, w które należy się zaopatrzyć w terminie do dnia 5 sierpnia rb. Wyprawa osobista. Konieczna: czapka z orzełkiem, koc, plecak, chlebak, troki, pas główny, zapałki, świeczka lub latarka el., kilka metrów sznurka, papier listowy, ołówek lub wieczne pióro, chusteczki do nosa, 2 zmiany bielizny, 2 pary skarpet /możliwie nie cerowanych, gdyż takowe odparzają nogi/ lub 2 pary onuc, książeczka do nabożeństwa. Przybory do jedzenia: (…) Przybory do mycia, czesania i golenia: (…) Przybory do czyszczenia butów: (…) Przybory do szycia: (…) Poza tym polecam przypomnieć sobie, względnie wyuczyć się na pamięć pieśni, które każdy dobry Polak winien zawsze umieć. POKAŻ SWOJĄ ZARADCZOŚĆ, OFIARNOŚĆ I PRZYGOTOWANIE DLA SPRAW Y! Pieśni: Jeszcze Polska


Societas Historicorum

Pan był już przygotowany, żeby iść na Warszawę? Tak, my, kawalerka, to jeszcze, ale chłopy żonate, to im się kwaśno widziało iść – ale to był rozkaz. Podobał się Panu pomysł wymarszu? Człowiek młody to jest poświęcony na wszystko. A dlaczego Pan się zdecydował wstąpić do AK? No bo nienawidziłem Niemców. Nienawidziłem. Miałem okropne szczęście za Niemców. A później przyszła „Polska”, to co dwa tygodnie mnie zamykali, dopókim nie uciekł na zachód. Gdzie Pana zamykali? W Olkuszu, na UB siedziałem. Siedział też ze Zalesia Golczowskiego Węglarz23, no i stryk, i ja. I ten ze Zalesia gada: „Wiesz co, mnie to już, kur…, zaczynają brać, ale ja muszę uciec” – gada. „Muszę uciec!”. U niego znaleźli w kieszeni magazynek od pistoletu. No to przyszli na wieczór: „Kto po węgiel do pieca?”. No to on pójdzie. Taki Wacuś ze Złożeńca stał na warcie, tamten poszedł pod szopę po ten węgiel z węglarką. A była przywieziona tego węgla cała kupa, przy płocie, on spod tej szopy i przez ten węgiel – i uciekł. Wacuś zaczął za nim strzelać, ale uciekł. „O cholera – gada Wacuś – jak go złapią, też go będę bił!”.

do Ogrodzieńca, rano do Olkusza na posterunek przy rynku. Siedzę cały dzień – nic. Na drugi dzień mnie biorą na przesłuchanie. Tamten spisuje wszystko, odwraca kartkę, żebym podpisał. A ja mówię: „Przeczytaj pan, co pan napisał”, a on gada: „To sobie przeczytaj”. Adnotacja o nielegal­ nej broni. Ja mówię: „Nie podpiszę, bo nie posiadam broni”. On wtedy chwyta za gumę i dawaj mi. Uderzył mnie pod oko, złapałem się za oko, dopiero przestał. Ale na drugi dzień mnie wypuścili. A jakbym podpisał, to bym siedział ze trzy miesiące. A Pana kolegów też brali? Też, każdy był podejrzany! Nawet jak mieli dzieci i posyłali do szkoły, to okropne trudności były. Ludzie mówili mi, że teraz nikt z oddziału „Hardego” już nie żyje – a tutaj udało się Pana odnaleźć. Może Pan zna jeszcze kogoś żyjącego od „Hardego”? Nie ma, nie ma, ani jednego nie ma. Ja jeszcze tylko żyję z tych. Wrona ostatni umarł i Milanowski24, rok temu. Wszystkiego nie pamiętam – to przeszło 70 lat. Ja mam 93 lata, na te lata to aż za dobrze pamiętam. Hucisko, 1 października 2016 r.

A Pana brali na przesłuchania tam? Brali. Ja też dostałem po piętach tam jak skurczybyk. O co Pana pytali? O broń, wszystko o broń. Już później, jak już siem ożenił, przychodzi tutaj ormowiec z milicjantem i zabierają mnie. Od pługa mnie zabrali, tylko konie odprowadziłem. Zaprowadzili mnie nie zginęła, Boże coś Polskę, Rota Konopnickiej, Warszawianka /Oto dziś dzień krwi i chwały/”. (zbiory prywatne Krzysztofa Miszczyka). 23 Być może był to Roman Węglarz, ps. Kula, żołnierz oddziału „Hardego”, po wojnie w dokumentach UB określany jako dowódca patrolu dywersyjnego Zrzeszenia WiN na powiat olkuski.

24 Bernard Milanowski ps. Zew (1916–2015), z Bydlina, żołnierz kompanii rezerwy oddziału „Hardego”.

61


nr 75 zima 2018

Bibliografia: ӳӳ Archiwum Narodowe w Krakowie, Archiwum Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, sygn. 19, Wytyczne, plany, raporty sprawozdawcze z działalności sabotażowo-­ dywersyjnej i jednostek partyzanckich, pismo p.o. komendanta Okręgu „Serce” do „Kani” z 11 maja 1944 roku.

ӳӳ Nowak E., Działalność konspiracyjna Zagłębiowskiej Chorągwi Harcerzy w latach 1939–1945, Muzeum Regionalne PTTK w Olkuszu, Sosnowiec 1982 [maszynopis]. ӳӳ Walter-Janke Z., W Armii Krajowej na Śląsku, Katowice 1986. ӳӳ Woźnica G., Oddział „Hardego”, Warszawa 1981. ӳӳ Zbiory prywatne Krzysztofa Miszczyka.


Societas Historicorum

Zgrupowanie partyzantów III Komendy Konspiracyjnego Wojska Polskiego (kryptonim Dowództwo Oddziałów Leśnych KWP Teren 731) kpt. Jana Małolepszego „Murata”. 30 sierpnia 1947 r., las klonowski k. Wielunia (fot. Marcin Jarzyna, zbiory IPN). Od lewej stoją kpr. Jan Chowański „Tadek”, st. strz. Edward Paś „Zbyszek”, strz. Edward Marcinkowski „MP-ik”, pchor./por. Kazimierz Szczepański ps. „Wicher”, strz. Karol Pietrus „Świerk”, strz. Józef Coliński „Żbik”, „Zarycz”, kpr. Antoni Stanioch ps. „Czarny”, sierż. Stanisław Gwiazda „Witek”, kpr. Stanisław Florczak „Rzeźnik”, sierż. Józef Ślęzak „Mucha”, strz. Stefan Janik „Warta”, sierż. Zenon Grzegórski „Wisła”, kpr. Stefan Krzemianowski "Krzemień", st. strz. Stefan Wydrzyński „Zygmunt”; Siedzą od lewej: ppor. Antoni Chowański „Kuba”, por. Kazimierz Skalski „Zapora”, kpt. Jan Małolepszy „Murat”, por. Jan Kwapisz „Lis-Kula”.

Leżą od lewej: kpr. Tadeusz Szymański „Manifest”, strz. Michał Wojtczak „Zbigniew”, kpr. Czesław Górecki „Rzędzian”, st. strz. Leon Foriasz „Longin”, kpr. Władysław Antczak „Czesiek”, kpr. Zdzisław Balcerzak „Wiktor”, st. strz. Kazimierz Jażdżyk „Śmiały”, sierż. Jan Krzywański ps. „Złotnik”. Podpis za: K. Jasiak, Działalność partyzancka Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Z dziejów II Konspiracji w środkowej Polsce w latach 1945–1955, Wieluń–Opole 2008, s. 529.


nr 75 zima 2018

Dołącz do nas na Facebooku: facebook.com/societas.historicorum

Historycy do piór! Zapraszamy do współpracy. Pytania, sugestie i artykuły prosimy przesyłać na adres: societas.historicorum@gmail.com

Societas Historicorum, nr 75  

zima 2018

Societas Historicorum, nr 75  

zima 2018

Advertisement