Page 1

Świat

motoryzacji LUTY 2017

NR INDEKSU 382981 ISSN 1731-5468

Tw ó j d o r a d c a w w a r s z t a c i e

www.swiatmotoryzacji.com.pl

TECHNOLOGIE / WYPOSAŻENIE / CZĘŚCI ZAMIENNE / URZĄDZENIA / NARZĘDZIA / RYNEK Dołożą warsztatom obowiązków?

str. 14

Sondy lambda – trwałe ale nie wieczne Generalnie sondy lambda, bez względu na ich rodzaj, są elementami długowiecznymi i gdy nic się nie przydarzy, wykazują pierwsze oznaki zużycia nie wcześniej niż po ok. 50 tys. kilometrów. Bywa jednak, że na skutek wibracji, uszkodzeń mechanicznych, wilgoci i brudu, osadów rozmaitej natury, trzeba zainteresować się nimi znacznie wcześniej. Przesłanek skłaniających do tego jest kilka, m.in. zwiększona ilość CO i HC w spalinach ujawniona podczas kontroli składu spalin przy użyciu analizatora, zwiększone zużycie paliwa (nawet o kilka litrów na 100 km!), osady na rurze wydechowej i ciemny dym wydzielający się z niej, nierównomierna praca silnika i słabe jego osiągi. Po zauważeniu któregokolwiek z tych objawów należy niezwłocznie ustalić, czy rzeczywiście jego powodem jest sonda. Dłuższa praca silnika z uszkodzoną sondą, oprócz większego zużycia

paliwa, może bowiem doprowadzić do zniszczenia katalizatora. Poza najbardziej banalnymi, łatwymi do usunięcia awariami sondy (przerwaniem przewodu, korozją styków), w każdym innym przypadku sondę należy wymienić na nową. Można w tym celu oczywiście zaopatrzyć się (np. w sieci producenta pojazdu) w tzw. oryginalną, przeznaczoną do ściśle określonego modelu samochodu, ale taniej będzie poszukać uniwersalnej. Sondy takie oferuje wiele renomowanych firm, więc nie trzeba obawiać się o jakość tych elementów. Cała różnica polega w zasadzie na tym, że aby sondę uniwersalną podłączyć do instalacji pojazdu, trzeba ją najpierw uzbroić we wtyczkę od wymienianej zużytej czy uszkodzonej sondy. Nie jest to jednak operacja pracochłonna, gdyż w komplecie wraz z nową sondą znajduje się zwykle specjalny zestaw pozwalający sprawnie operację tę przeprowadzić.

7 pytań o hamulce

Łączniki elastyczne w zawieszeniu

Coraz więcej narzędzi

str. 6

Gdzie najdrożej, gdzie najtaniej

str. 10

str. 18

str. 20

str. 24


WIADOMOŚCI

Grzegorz Kacalski

BARWIONY PRĄD OPAŁOWY

Rząd zapowiada energiczne działania na rzecz upowszechnienia samochodów z napędem elektrycznym. Pojazdy te mają być zwolnione z akcyzy, a do tego Ministerstwo Energii rozważa wprowadzenie nowej, tańszej stawki na prąd do ładowania samochodów w nocy. Przejechanie elektrycznym samochodem 100 km ma kosztować 4 złote, czyli mniej niż bilet komunikacji miejskiej w Warszawie. Ministerstwo zapowiedziało też, że wkrótce zostanie ogłoszony konkurs na projekt karoserii małego, miejskiego samochodu elektrycznego, a zwycięzcy dostaną rządowe wsparcie. Państwo ma mieć 49% w nowym elektrycznym interesie, z tym że obiecuje się nie wtrącać, pozostawiając zarządzanie prywatnym inwestorom. Co by nie mówić, rozmachu ministrom, przynajmniej na konferencjach, nie brakuje. Życząc wcielenia zapowiedzi w życie, chcielibyśmy zadać naszym rządzącym pytanie, które od pewnego czasu nas nurtuje. Otóż, jak państwo odbije sobie utratę podatku ukrytego w cenie paliwa, który przestaniemy bulić, kiedy już wszyscy przesiądziemy się do samochodów elektrycznych? W końcu połowę z tego co płacimy za każdy litr benzyny, fiskus przygarnia swą zachłanną macką. Czy mamy uwierzyć, że państwo ot tak, bez żalu zrezygnuje z tego finansowego źródełka? Gdzie tam! Poczekają aż przybędzie elektrowozów, a wtedy dołożą podatek – pomyślą sobie roztropnie nasi Czytelnicy. No tak, ale wtedy trzeba będzie opodatkować każdy prąd, również ten do grzania czajnika i oglądania telewizora. W końcu samochody elektryczne można ładować nie tylko na stacjach, ale również z gniazdka w domu. Chyba że zaczną barwić prąd tak jak kiedyś tańszy olej opałowy i karać tych, co jeżdżą nielegalnie na prądzie do czajnika.

TESTER od Textara

W układach pomiaru prędkości kół jezdnych wykorzystywanych w systemie ABS (ale też ESP, TC itp.) coraz częściej rezygnuje się z zębatych wieńców. Ich rolę przejmują namagnesowane obszary równomiernie rozmieszczone na odpowiedniej powierzchni łożyska czy piasty koła. Jeśli piasta taka zintegrowana jest z tarczą hamulcową, mechaniczne uszkodzenie tarczy (np. po najechaniu kołem na dziurę w jezdni lub pod krawężnik) może spowodować, że układ mierzący prędkość koła przestaje działać. Tym samym działać przestaje cały ABS, co powinno być zasygnalizowane włączeniem stosownej kontrolki na desce rozdzielczej.

CZUJNIKI MAP w ofercie DENSO

DENSO wprowadziło do oferty nową linię produktów – czujniki ciśnienia absolutnego (MAP). Dostępnych jest 11 numerów katalogowych, czujniki mają 119 zastosowań w 6 milionach pojazdów, głównie takich marek jak Honda, Subaru i Toyota Czujnik MAP mierzy ciśnienie absolutne w kolektorze dolotowym, aby zapewnić dokładną regulację składu mieszanki powietrza i paliwa. W kompaktowych, próżniowych czujnikach DENSO zastosowany został półprzewodnik piezoelektryczny. Pomiar ciśnienia jest dokonywany dzięki warstwie krzemu pokry-

SZEROKI asortyment Amortyzatory, części układu kierowniczego i zawieszenia oraz sprężyny – oferta produktów firmy Monroe jest, wedle informacji podanych przez przedstawicieli Tenneco, największa na rynku: zapewnia 86-procentowe pokrycie parku pojazdów starszych niż czteroletnie. Na ten wynik składa się 95-procentowe pokrycie

Jeśli mechanik, do którego trafi pojazd z taką awarią nie zostanie poinformowany o okolicznościach w jakich do niej doszło, może mieć spore problemy z ustaleniem dlaczego ABS nie działa. W odszukaniu przyczyn niesprawności (czy tylko do potwierdzenia podejrzeń właściciela pojazdu) pomocny mu będzie prosty tester, jaki firma Textar zamierza dołączać do opakowania tarcz hamulcowych marki Textar ze zintegrowaną piastą koła i magnetycznym wieńcem ABS. Wystarczy bowiem tester ten przyłożyć do piasty, by przekonać się czy jej namagnesowane obszary rozmieszczone są tak jak powinny, czyli regularnie na całym obwodzie.

wającej chip. Odkształcenie piezoelementu powoduje powstanie napięcia. Piezoelement i obwód są montowane bezpośrednio w obudowie z polisiarczku fenylenu (PPS-G40), by maksymalnie ograniczyć liczbę części. Chip wykorzystuje opatentowaną technologię DENSO redukcji szumów. Układ za to odpowiedzialny nie wymaga żadnych dodatkowych komponentów. Zastosowanie mikropołączeń drutowych pomiędzy częściami elektronicznymi i terminalami zapewnia większą niezawodność i nie wymaga lutowania oraz użycia ołowiu. Element pomiarowy ma opracowaną przez DENSO specjalną strukturę powierzchni absorbującą uderzenia, aby czujnik mógł poprawnie funkcjonować w trudnych warunkach panujących w kolektorze dolotowym. Dwuwarstwowa powierzchnia wykonana jest z żelu i gumy, które są odporne chemicznie i termicznie.

w segmencie amortyzatorów, 96-procentowe pokrycie w rynku części układu kierowniczego i zawieszenia oraz 88-procent pokrycia w asortymencie sprężyn. – Zawsze wiedzieliśmy, że z firmą Monroe należy się liczyć, lecz najnowsze dane Headline pokazują, że jesteśmy numerem 1 w krajach Europy przoduje, Bliskiego Wschodu i Afryki – powiedział Bruce Ronning, wiceprezes i dyrektor generalny działu Europe Aftermarket.

www.swiatmotoryzacji.com.pl www.swiatmotoryzacji.com.pl ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

3


WIADOMOŚCI

ÓSMA NAGRODA dla Auto-Elements

BILSTEIN upraszcza

Już po raz ósmy z kolei firma AutoElements, działająca na bardzo konkurencyjnym rynku części nadwoziowych, została wyróżniona nagrodą biznesową. Tym razem jest to statuetka Gazeli Biznesu (piąta już w dorobku firmy), przyznawana

Dobór właściwych elementów zawieszenia nie zawsze jest oczywisty. Wielu producentów, w tym BILSTEIN, oferuje po kilka zamienników do tego samego modelu samochodu. Pozwala to nie tylko na wymianę zużytej części „jeden do jednego”, ale też umożliwia dokonanie modyfikacji zawieszenia stosownie do oczekiwań klienta. Stąd tak ważna rola katalogów publikowanych przez producentów. Dzisiaj najczęściej są to katalogi elektroniczne, dostępne na stronach internetowych producentów, które gwarantują zawsze aktualną informację i przyspieszają sam proces wyszukiwania części. BILSTEIN postanowił go jeszcze bardziej przyspieszyć. Do tej pory zainteresowani

za wskaźniki ekonomiczne rozwoju według agencji ratingowej Coface. Nagroda została wręczona podczas katowickiej Gali Pulsu Biznesu.

LUMAG PATRONEM nie tylko w nauce Dzięki firmom motoryzacyjnym powoli odradza się polskie szkolnictwo zawodowe. Przykładem jest Lumag, producent klocków hamulcowych marki Breck, który objął patronatem klasę w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych im. Hipolita Cegielskiego w wielkopolskiej Chodzieży. Dzięki tej opiece uczniowie zgłębiają wiedzę na temat opracowywania i wytwarzania materiałów ciernych, którą zdobywają pod okiem światowej klasy specjalistów. Patron zadbał nie tylko o naukę podopiecznych, ale zapewnił im również atrakcję w czasie zimowych ferii. Uczniowie wyjechali na obóz w austriackie Alpy w całości sfinansowany przez Lumag. Mogli tam szlifować umiejętności narciarskie pod okiem instruktorów i przekonać się, że hamowanie niezbędne jest nie tylko na drodze, ale również na stoku. – Doskonale wiemy, że za ciężką i dobrze wykonaną pracę należy się nagroda. Na bieżąco monitorujemy postępy uczniów Lumag MasterClass i z czystym sumie-

4

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

niem mogę stwierdzić, że jesteśmy pod wrażeniem ich zaangażowania. Postanowiliśmy więc nagrodzić włożony wysiłek. Mam nadzieję, że wyjazd do Austrii był dla nich nie tylko okazją do doskonalenia jazdy carvingowej, ale również szansą na naładowanie baterii przed kolejnymi miesiącami wytężonej nauki – mówi Marek Żak, prezes Zarządu Lumag. Patronat firmy z wielkopolskiego Budzynia pozwoli uczniom na zdobycie kwalifikacji, które zapewnią im ciekawą pracę. W trakcie

otrzymywali pierwszą odpowiedź w postaci indeksu roboczego w formacie bil-00xxxx, który kierował do konkretnej grupy asortymentowej i dopiero po wyborze właściwej kategorii pokazywała się pełna oferta. Obecnie, po wpisaniu danych o modelu samochodu, od razu wyświetlana jest pełna lista dostępnych do niego elementów – amortyzatorów, zestawów zawieszenia, sprężyn i części serwisowych.

początkowych zajęć praktycznych przyszli mechanicy poznają m.in. podstawy przedsiębiorczości oraz tajniki budowy klocków hamulcowych. Producent sfinansował również zakup odzieży roboczej, podręczników oraz dodatkowe lekcje języka angielskiego dla najlepszych. W kolejnych latach nauki Lumag ufunduje także zajęcia z rysunku technicznego, podstawowy kurs AutoCAD oraz kurs na prawo jazdy. Uczniowie poznają także w praktyce, również podczas płatnych wakacyjnych staży, pracę wszystkich działów produkcyjnych począwszy od stanowisk liniowych po zarządzanie produkcją. – Lumag MasterClass to przykład naszej społecznej odpowiedzialności. Jesteśmy firmą rodzinną i mimo światowego zasięgu bardzo cenimy sobie nasz lokalny charakter i silny związek z miejscową społecznością. Uczniowie klasy patronackiej są naszym oczkiem w głowie. Wiążemy z nimi bardzo duże nadzieje, jako osobami które z czasem po zdobyciu odpowiedniego wykształcenia zamiast wyjechać do większych ośrodków miejskich zostaną w Budzyniu lub Chodzieży i będą odgrywać kluczową rolę w strukturach naszej firmy – dodaje Marek Żak.


WYDARZENIA

Konkurs ROZSTRZYGNIĘTY, mity obalone Polska edycja najstarszego europejskiego konkursu „Warsztat Roku” została rozstrzygnięta. Celem konkursu jest mobilizacja przedsiębiorców do ciągłego podnoszenia standardów oraz, przy okazji, zaprezentowanie silnych stron niezależnych warsztatów samochodowych z całej Polski. Z pewnością wiele firm aplikujących do konkursu to doskonały wzorzec profesjonalizmu i wysokiego standardu obsługi. - Ten konkurs to także przełamywanie stereotypów, obalanie mitów - mówi Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM). - W kampaniach agencji reklamowych lansuje się przeważnie serwisy autoryzowane sugerując, że tylko one są profesjonalne i nowoczesne. Niezależny warsztat przedstawiany jest natomiast w domyśle jako pokątny garaż na podwórku, w którym jacyś amatorzy próbują naprawiać samochody... Nic bardziej mylnego! Nasz konkurs dowodzi, że często niezależne warsztaty, nawet te małe, są rozsądnie zarządzane, zatrudniają wysoko wykwalifikowaną kadrę mechaników, a także pozostają przyjazne środowisku. A przede wszystkim istnieją naprawdę, a nie tylko pozostają tworem agencji reklamowych. Co bardzo istotne, takie właśnie warsztaty można znaleźć we wszystkich zakątkach Polski, nie tylko w dużych ośrodkach, ale również małych miasteczkach, gdzie nie ma ani jednej stacji autoryzowanej. Potwierdzeniem tego jest lista finalistów konkursu w 2015, jak i 2016 roku, z której łatwo wyczytać, iż większość z nich prowadzi warsztaty w niewielkich miejscowościach. Na pewno dzięki temu zainteresowanie usługami niezależnych warsztatów stale wzrasta. Niemal regułą jest, że po wygaśnięciu gwarancji użytkownicy kierują swoje

samochody do warsztatów niezwiązanych z producentami samochodów, ale coraz więcej kierowców powierza swoje auta takim warsztatom jeszcze przed upłynięciem okresu gwarancyjnego, zlecając im przeglądy. Umożliwiają to europejskie przepisy GVO. W 2016 roku w konkursie „Warsztat Roku” zastosowano modyfikację polegającą na tym, że weryfikację warsztatów przeprowadziła zewnętrzna firma audytorska. Takie rozwiązanie gwarantuje obiektywizm, a przy okazji właściciele warsztatów biorących udział w konkursie mieli możliwość bezpłatnego i profesjonalnego przyjrzenia się swojej firmie. To zaprocentuje im w przyszłości, pozwoli na udoskonalenie działalności. Konkurs został przeprowadzony w trzech kategoriach: t warsztat mały (do 3 stanowisk naprawczych) t warsztat średni (4-6 stanowisk naprawczych) t warsztat duży (powyżej 7 stanowisk naprawczych). Ponadto organizatorzy postanowili wyróżnić warsztaty przyjazne środowisku. Wyniki konkursu zostały określone poprzez punktację uzyskaną podczas niezależnych audytów. Ocenie podlegały następujące obszary: dojazd, teren, biuro

obsługi klienta, oferta, warsztat, wyposażenie warsztatu, dokumentacja, jakość i oczywiście ochrona środowiska. Zgodnie z regulaminem, w tej edycji konkursu nie mogły uczestniczyć warsztaty, które stanęły na podium w poprzednim roku. Organizatorzy zapowiadają, że kolejna edycja konkursu odbędzie się w 2017 roku. Współorganizatorem konkursu była organizacja PARTSLIFE. Konkurs przeprowadzono we współpracy z firmą DEKRA Sp. z o.o. Partnerami były firmy CASTROL i NORFI, a patronat medialny objęły: „Auto-Świat”, „Nowoczesny Warsztat”, „Świat Motoryzacji”, „Warsztatowiec. Info” oraz „MotoFocus.pl”. t

A oto zwycięzcy konkursu Warsztat Roku 2016: MIEJSCE

WARSZTAT MAŁY

WARSZTAT ŚREDNI

WARSZTAT DUŻY

I

Carbelgium Oświęcim, Zaborze

AUTO-MATUNIN, Wrocław

Unicar Jaguścik, Radomsko

II

Tech-Port, Międzyrzec Podlaski

EPC, Lesznowola

Gazmot, Żychlin

III

CARUS, Łódź

Sopniewski, Jarocin

Smółka Serwis, Krzeszowice ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

5


RYNEK Oznacza to, że ma on stosunkowo niewielki wpływ na wysokość kosztów, jako że 84% wszystkich opłat stanowią koszty stałe.

Cena paliwa to nie wszystko

Gdzie najdrożej, gdzie najtaniej Firma LeasePlan, oferująca swe usługi zarządzania flotami pojazdów w 32 krajach i mająca pod opieką ponad 1,6 mln samochodów, przedstawiła kolejny już raport CarCost Index, w którym analizowane są koszty związane z posiadaniem i korzystaniem z samochodów w 24 europejskich państwach.

B

iorąc pod uwagę całą Europę, średni miesięczny koszt użytkowania małego lub średniego samochodu może w poszczególnych krajach różnić się nawet o 344 euro. Dla właścicieli aut napędzanych silnikami benzynowymi najdrożej jest w Norwegii (708 euro), Włoszech (678 euro) oraz Danii (673 euro). W przypadku diesli prym wiedzie Holandia (695 euro), a tuż za nią plasują się Finlandia (684 euro) oraz Norwegia (681 euro). W krajach Europy Wschodniej takich jak Węgry, Czechy i Rumunia, koszty użytkowania samochodu, zarówno z silnikiem benzynowym jak i wysokoprężnym, są zdecydowanie niższe i zaczynają się od 369 euro miesięcznie.

Składowe kosztów

Raport CarCost Index, z którego pochodzą te dane, podaje także składowe kosztów

6

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

posiadania pojazdów z segmentu małych i średnich aut, a więc takich jak Renault Clio, Opel Corsa, Volkswagen Golf czy Ford Focus. Analiza została przygotowana na podstawie wydatków ponoszonych w pierwszych trzech latach użytkowania samochodu, którego roczny przebieg wynosi 20 000 km. Ujęte zostały w niej najważniejsze koszty, tzn. zakupu pojazdu, amortyzacji, napraw i okresowych przeglądów, ubezpieczenia, podatków, paliwa, opon zimowych (gdy wymagają tego przepisy prawa).

Amortyzacja dominuje

Od momentu zakupu samochodu do momentu jego sprzedaży głównym kosztem w całkowitych wydatkach jest utrata wartości pojazdu. Średnio dla Europy koszt amortyzacji stanowi 37% kosztów ogółem. Na Węgrzech stosunkowo niskie koszty całkowite przypisać trzeba przede wszystkim niskiej cenie zakupu pojazdu, albowiem automatycznie wpływa ona na mniejszy koszt amortyzacji. Podatek drogowy i podatek VAT stanowią 20%, podczas gdy paliwo 16%, całości kosztów ponoszonych co miesiąc przez przeciętnego Europejczyka eksploatującego samochód.

W sześciu z dwudziestu czterech badanych krajów europejskich, posiadanie pojazdu z silnikiem Diesla jest droższe niż auta benzynowego. Choć olej napędowy jest tańszy niż benzyna, szereg innych czynników (takich jak wyższe podatki, droższe ubezpieczenie, wyższe koszty utrzymania pojazdu) powoduje, że całkowite koszty korzystania z pojazdów z silnikiem wysokoprężnym znacznie się zwiększają.

Ekopodatki

Badanie pokazuje także, iż koszt korzystania z samochodu ściśle wiąże się z wysokością podatków i jest on najwyższy w tych krajach, w których podatki (drogowy oraz VAT) stanowią największe obciążenie, a więc we Włoszech, krajach nordyckich, Holandii. Przyczyną tego wydaje się stosunkowo duża siła ruchów ekologicznych z zasady opowiadających się za regulacjami środowiskowymi i większym opodatkowaniem indywidualnej motoryzacji. Na przykład w Holandii udział podatków VAT i drogowego stanowi 31% całkowitych kosztów użytkowania samochodu z silnikiem Diesla. Jeśli chodzi o pojazdy benzynowe, niekwestionowanie najdroż-

szym krajem pod względem wysokości podatków jest Norwegia. Podatki stanowią tu aż do 29% całkowitych kosztów.

Pytanie o korzyści

Tex Gunning, szef LeasePlan, tak komentuje tegoroczny raport: - Amortyzacja i brak kontroli nad kosztami samochodu to dwa główne czynniki, które każą postawić pytanie o korzyści płynące z posiadania samochodu w porównaniu do korzyści wynikających z leasingu pojazdu lub innej formy mobilności, np. takiej jak car sharing.  t


WYDARZENIA

Rusza ProfiRacing Cup ProfiAuto rozpoczyna „Wyścig po wiedzę” - projekt szkoleniowy przygotowany z myślą o serwisach należących do sieci ProfiAuto Serwis, połączony z rywalizacją sportową na torze wyścigowym „Jastrząb”. Ambasadorem wydarzenia został dobrze znany pilot rajdowy, Mistrz Europy oraz wielokrotny Mistrz Polski - Maciej Wisławski.

P

rofiRacing Cup to cykl dwudniowych spotkań z przedstawicielami warsztatów samochodowych należących do sieci ProfiAuto Serwis. Pierwszy dzień poświęcony jest profesjonalnym szkoleniom dotyczącym zarządzania warsztatem i zespołem pracowników oraz organizacji pracy serwisu. Drugi wypełnia pełna emocji seria spotkań na torze wyścigowym „Jastrząb” i rywalizacja o puchary: ProfiRacing Cup, Mistrza Techniki Jazdy oraz Virtual Racing Cup. – Nasz nowy projekt, ProfiRacing Cup, daje ogromne możliwości partnerom należącym do sieci ProfiAuto Serwis. Przekazuje wiedzę merytoryczną, podkreślając jednocześnie aspekty szkoleniowe – mówi Łukasz Ryś, ekspert ProfiAuto i prowadzący emitowany na TVN Turbo program „Projekt Warsztat”. – W planach mamy organizację kilkudziesięciu spotkań, które będą okazją do integracji z przedstawicielami co najmniej pięciuset warsztatów ProfiAuto Serwis – dodaje.

Organizatorzy podkreślają, że nowy projekt niesie walory edukacyjne, które mają wspierać rozwój warsztatów ProfiAuto Serwis. Tor to przy tym ciekawe miejsce, by w gorącej atmosferze przyswajać nie tylko wiedzę związaną z techniką jazdy, ale również porozmawiać ze specjalistami o kierunkach rozwoju biznesu. Ambasadorem projektu został jeden z najbardziej znanych polskich pilotów rajdowych – Maciej Wisławski. – Wszyscy uczestnicy będą mieli wyjątkową okazję poprowadzić rajdową Hondę Civic Type R z Maciejem Wisławskim w fotelu pilota. Taka możliwość zdarza się bardzo rzadko. Wieloletnie doświadczenie Macieja Wisławskiego oraz jego fachowe porady, przekazywane w trakcie jazdy, będą dla naszych gości źródłem unikatowej wiedzy, której nie otrzymaliby nigdzie indziej – podsumowuje Łukasz Ryś. Szczegółowe informacje o projekcie oraz film promocyjny dostępne są na profilu ProfiAuto na YouTube. t

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

7


FIRMY

Młodzi mechanicy na start Inter Cars szuka utalentowanych młodych mechaników. Wystartował konkurs Young Car Mechanic skierowany do uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Young Car Mechanic to konkurs dla uczniów 17 szkół ponadgimnazjalnych, uczestniczących w realizowanym przez Inter Cars programie Młode Kadry. Jego głównym celem jest odkrycie młodych talentów w dziedzinie mechaniki pojazdowej. Inter Cars chce też popularyzować zawód mechanika wśród młodzieży. 1 lutego rozpoczął się pierwszy etap konkursu – eliminacje, w których bierze udział blisko 1100 uczniów. Polegają one na rywalizacji w wirtualnym warsztacie. Tam zawodnicy muszą wykazać się nie tylko wiedzą i umiejętnościami, ale i szybkością

wykonywania zadań. 1000 uczestników z największą liczbą punktów trafi do półfinału i otrzyma klucz DLC, uprawniający do udziału w dalszych rozgrywkach. Potrwają one od 6 do 31 marca. Następnie dziesięciu najlepszych uczestników zostanie zaproszonych do wielkiego finału. Ten odbywać się będzie w świecie rzeczywistym.

To jednak jeszcze nie koniec. Trzech najlepszych finalistów weźmie udział jeszcze w międzynarodowych rozgrywkach, w których nagrodą jest wycieczka do fabryki Elringa w Stuttgarcie oraz tablet. Ponadto, stu najlepszych zawodników otrzyma klucze dostępowe do pełnej wersji gry Car Mechanic Simulator. Konkurs Young Car Mechanic to kolejne, realizowane przez Inter Cars, działanie kierowane do młodzieży. Od kilku lat spółka współpracuje ze szkołami z całej Polski w ramach projektu Młode Kadry. Wyposaża placówki edukacyjne w nowoczesny sprzęt do naprawy i diagnostyki usterek w samochodach oraz dostarcza wiedzę niezbędną do kształcenia przyszłych mechaników. Partnerami programu są wiodący producenci części zamiennych i wyposażenia warsztatowego. Program wspiera olimpiady, a także praktyki i staże dla najlepszych uczniów.  t

Inter Cars wśród Diamentów Forbesa Inter Cars po raz kolejny znalazł się w gronie laureatów rankingu Diamenty Forbesa 2017. W tegorocznym zestawieniu przygotowywanym przez prestiżowy miesięcznik ekonomiczny znalazło się blisko 2,4 tys. firm. W rankingu województwa mazowieckiego uwzględniono ich ponad 500. Inter Cars z przychodami powyżej 250 mln złotych może

pochwalić się 16 pozycją w klasyfikacji regionalnej oraz 51 miejscem w rankingu ogólnopolskim.

Metodologię badania opracowali i pomiaru dokonali analitycy Bisnode Polska. W zestawieniu znalazły się firmy, które w ciągu ostatnich trzech lat najszybciej zwiększały swoją wartość. Wywiadownia Bisnode Polska zebrała dane o podmiotach gospodarczych, które złożyły w terminie

Bio Service zbiera złom akumulatorowy Ołów i kwas siarkowy znajdujące się w akumulatorach powszechnie wykorzystywanych w samochodach są substancjami zdecydowanie szkodzącymi środowisku. Dlatego też tak ważne jest, aby zużyta bateria nie trafiła pod płot czy nawet do zwykłego śmietni-

8

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

ka, lecz została przejęta przez organizację mającą uprawnienia do zbiórki, transportu i recyklingu niebezpiecznych odpadów.

Organizacją taką jest Bio Service, działający w strukturach Inter Cars, dzięki czemu prowadzi on zbiórkę złomu akumulatorowego poprzez punkty sprzedaży IC rozsiane po całej Polsce. W ramach umowy, którą warsztat podpisuje z Bio Service, możliwe jest także wstawienie specjalnego, bezpiecznego pojemnika z pokrywą bezpośrednio do warsztatu. Wówczas, po jego zapełnieniu, klient zgłasza potrzebę wymiany pojemnika na pusty, Czyni to bezpośrednio do Bio Service za pomocą

raporty do Krajowego Rejestru Sądowego. Nagrodzone firmy podzielono na trzy kategorie według przychodów ze sprzedaży: firmy małe 5-50 mln zł, firmy średnie 50-250 mln zł, firmy duże - powyżej 250 mln zł. t

aplikacji CBR BIO, co jest rozwiązaniem bardzo prostym i wygodnym, dodatkowo pozwalającym do minimum ograniczyć biurokrację. Dodajmy, że każdorazowo przy odbiorze zużytych akumulatorów klientowi wydawana jest Karta Przekazania Odpadu. Co ważne, poza dopełnieniem ustawowych wymogów dotyczących szkodliwych odpadów oraz satysfakcji, że przyczynia się do ochrony środowiska, klient współpracujący z Bio Service zyskuje również dodatkowe korzyści. Otóż w zamian za złom akumulatorowy otrzymuje doładowania multikarty IC Premia Cash. Po zdaniu złomu należna kwota automatycznie pojawia się na koncie klienta. Wszyscy zainteresowani uczestnictwem w programie mogą uzyskać szczegółowe informacje w filiach Inter Cars, a także na stronach www.bio-service.pl i www.facebook.com/bioservicewarsztat.  t


FIRMY

DNI OTWARTWE w fabryce Lauber Lauber rozpoczął cykl dni otwartych w swojej fabryce w Słupsku. Goście mogą prześledzić proces fabrycznej regeneracji części. – Pierwsze dni otwarte w tym roku zaplanowane zostały na 16 lutego oraz 17 marca. Na lutowe spotkanie zaproszenia szybko się wyczerpały, zapraszamy jednak wszystkich chętnych do przesyłania za pośrednictwem naszej strony internetowej swoich zgłoszeń na spotkanie w marcu. Jeśli zainteresowanie dniami otwartymi będzie utrzymywało się na tak wysokim poziomie, rozważymy zwiększenie ich częstotliwości do dwóch w miesiącu – mówi Tomasz Soroka odpowiedzialny za marketing w firmie Lauber. – Zapew-

niamy szkolenie produktowe, wizytę w hali produkcyjnej oraz drobny poczęstunek. Po szkoleniu każdy uczestnik oczywiście otrzyma także stosowny certyfikat. Z całą pewnością będzie co zwiedzać. W zakładzie w Słupsku powstają wszystkie produkty z portfolio marki Lauber oraz marek Daxtone, Thermotec Reman i Denso Reman. W fabryce regenerowane są między innymi takie części jak przekładnie kierownicze, pompy wspomagania, alternatory, rozruszniki, zaciski hamulcowe, kompresory klimatyzacji, a także wtryskiwacze i pompy wtryskowe common rail.

Jak wygląda fabryka w Słupsku, można także zobaczyć na Youtube, na kanale Lauber. Nie zastąpi to jednak osobistej wizyty, możliwości porozmawiania z pracownikami i zapytania o wszelkie szczegóły produkcji. Udział w dniach otwartych jest bezpłatny i mogą w nim wziąć wszyscy mechanicy oraz klienci Inter Cars. Zgłoszenia należy składać poprzez formularz kontaktowy dostępny na stronie Lauber (http://www.lauber. pl/pl/dni-otwarte-lauber). Liczba miejsc jest ograniczona, a o tym kto otrzyma zaproszenie, decyduje kolejność zgłoszeń. t

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

9


RYNEK

Dołożą warsztatom obowiązków? Trwają prace nad ustawą o systemie monitorowania przewozu towarów. Celem projektu jest walka z szarą strefą i nadużyciami podatkowymi. Cel ten jest bardzo ważny, ale niestety poprzez nieprecyzyjne zapisy projektu ustawy, może ona uderzyć również w legalnie działające firmy, w tym szczególnie w warsztaty i sklepy motoryzacyjne.

P

rojektodawcy wyjaśniają, że nowa ustawa ma chronić legalny handel tzw. towarami wrażliwymi, w tym m.in. olejami smarnymi i preparatami zawierającymi etanol. W największym skrócie ustawa nakłada obowiązek zgłaszania na specjalnej platformie usług elektronicznych transportu tych towarów. Dostawca z odpowiednim wyprzedzeniem będzie musiał poinformować stosowny organ, że towar wysyła, a obowiązkiem odbiorcy będzie zgłoszenie, że towar został odebrany. Zgłoszenia musi dokonać także przewoźnik. Takie rozwiązanie ma utrudnić proceder wymiany fikcyjnych faktur, wyłudzania podatku VAT i unikania płacenia akcyzy. - Zwalczanie gospodarczych patologii jest oczywiście zamierzeniem ze wszech miar słusznym, jednak pewne nieścisłości zawarte w ustawie rodzą wątpliwości wśród warsztatów motoryzacyjnych i ich dostawców – podkreśla Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. – Wiele wskazuje bowiem na to, że obowiązkowi raportowania - zgodnie z artykułem 3. projektu ustawy - podlegać będzie transport nawet małych ilości olejów, płynów do spryskiwaczy, rozpuszczalników, płynów hamulcowych czy też chłodzących.

Problematyczny obowiązek raportowania

Obowiązek raportowania powstaje już w przypadku przewożenia np. olejów w opa-

10

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

kowaniach przekraczających 11 litrów, czy płynów do spryskiwaczy w opakowaniach większych niż 16 litrów, niezależnie od liczby opakowań. Co prawda przedstawiciele projektodawców wyjaśniają, że obowiązek ten będzie dotyczył przewozu towarów powyżej 500 kg lub 500 litrów, jednakże nieprecyzyjna redakcja postanowień ustawy budzi wątpliwości. Niestety, jej postanowienia mogą być różnie interpretowane, co potwierdza gorąca dyskusja na posiedzeniu wspólnym komisji sejmowych podczas pierwszego czytania projektu. W zależności od interpretacji nowe przepisy będą stanowiły dla hurtowni, ale przede wszystkim dla rzeszy warsztatów samochodowych, małych sklepów motoryzacyjnych oraz przedsiębiorców transportowych obsługujących te firmy, większe lub mniejsze biurokratyczne obciążenia.

Jak to wygląda w praktyce?

Warsztaty i sklepy motoryzacyjne zawsze potrzebują towaru „na już”. Obsługujący te firmy dostawcy realizują więc zamówienia w tzw. trybie ciągłym, dostarczając artykuły nawet kilka razy dziennie. Towar często już po kilkudziesięciu minutach dociera do odbiorcy. Dotyczy to nie tylko części zamiennych, ale również olejów i wspomnianych płynów do spryskiwaczy. Warsztaty nie robią zapasów, bo oznaczałoby to „mrożenie” gotówki. Kolejna beczka z olejem silnikowym zazwyczaj zamawiana jest dopiero wtedy, gdy w poprzedniej pokaże się dno. Dlatego dostawy muszą być

realizowane błyskawicznie, by nie narażać warsztatów na przestoje, a tym samym konkretne straty finansowe. Wymóg raportowania przewozu nawet małej beczki oleju z całą pewnością zakłóciłby logistykę, bo praktycznie uniemożliwiłby natychmiastową realizację zamówienia. Dostawca musiałby bowiem zgłosić transport ze znacznym wyprzedzeniem, spełniając wszelkie formalności, jak np. podanie numeru rejestracyjnego samochodu czy planowanego oraz faktycznego czasu przeprowadzenia transportu. Łatwo też sobie wyobrazić, że nowe przepisy utrudnią działalność przewoźników dostarczających towar małym firmom motoryzacyjnym. Rozwiezienie po warsztatach kilku beczek z olejem będzie wiązało się z wysiłkiem poniesionym na dopełnienie wszystkich formalności oraz poświęceniem na to czasu, którego mali przedsiębiorcy nie mają. Oczywiście wszystko będzie odbywało się pod groźbą dotkliwych kar finansowych lub ryzyka zatrzymania towaru w przypadku niedopełnienia formalności. Wiele wskazuje na to, że wejście w życie nowej ustawy odbije się niekorzystnie na całym rynku części i usług motoryzacyjnych, a w szczególności na niezależnych warsztatach.

Poprawić zanim zaszkodzi

Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych SDCM mając na uwadze cele leżące u podstaw projektu ustawy (walka z szarą strefą) popiera co do zasady projekt, jednakże postuluje doprecyzowanie postanowień projektowanej ustawy. - Chodzi o to, żeby beczkę oleju silnikowego i bańkę z płynem do spryskiwaczy dało się przewozić jak dotąd, bez konieczności dopełniania uciążliwej procedury biurokratycznej. Liczymy zatem, że odpowiednie przepisy zostaną doprecyzowane tak, by jednoznacznie dla każdego przedsiębiorcy, nawet niedysponującego sztabem doradców prawnych, wynikało z nich, że obowiązki nałożone ustawą będą dotyczyły przewozu towarów powyżej 500 kg lub 500 litrów – wyjaśnia Alfred Franke. Obecnie projekt trafił do oceny przez Senat. Sama ustawa ma wejść w życie po 14 dniach od momentu jej ogłoszenia, zatem całkiem możliwe, że już w marcu. Warto jednak wskazać, że niektóre przepisy określające sankcje za nieprzestrzeganie ustawy będą obowiązywać od 1 maja 2017 roku, jednak już w czasie przejściowym od momentu wejścia w życie ustawy do 1 maja b.r., uprawnione służby będą mogły w niektórych przypadkach zatrzymać pojazd i skierować go na przymusowy płatny parking do czasu wyjaśnienia sprawy.  t Źródło: SDCM


OLEJE

Liga Liqui Moly Jeśli masz zamiar w najbliższych miesiącach startować w zorganizowanych samochodowych imprezach sportowych, możesz jednocześnie wziąć udział w konkursie ogłoszonym przez firmę Liqui Moly.

Nagrodą główną w konkursie Liga Liqui Moly jest wyjazd z osobą towarzyszącą na wyścigi TCR, które odbędą się 22–25 września na słynnym niemieckim torze Hockenheimring. Aby się o nią ubiegać, należy zacząć od zgłoszenia chęci uczestnictwa w konkursie na oficjalnym profilu Liqui Moly Polska https://www.facebook.com/

liquimolypolska/ w terminie do 15 marca. Zgłoszenie powinno zawierać zdjęcia pojazdu, w którym uczestnik ma zamiar startować w nadchodzącym sezonie, krótki opis zeszłorocznych startów oraz plan startów w tegorocznych zawodach samochodowych takich jak KJS, Classicauto CUP, Track Day, SuperOES, itp. Na podstawie tych wpisów Liqui Moly wybierze

50 uczestników konkursu, którzy otrzymają zestaw startowy składający się z 5 litrów dowolnego oleju silnikowy Liqui Moly, dodatku zmniejszającego tarcie Oil Additive, pakietu drobnych upominków oraz zestawu naklejek, które obowiązkowo trzeba umieścić na aucie. Ligę Liqui Moly wygra ten, kto zbierze największą liczbę punktów przyznawanych za komentarze na facebookowym profilu Liqui Moly Polska dotyczące startów w zawodach samochodowych. Punktowane będą takie elementy wpisów jak zdjęcia auta, zajęte w imprezie miejsce, liczba polubień i udostępnień itp. Z pełnym regulaminem konkursu można zapoznać się na stronie www.liqui-moly.pl. t

Shell Helix podwójnie nagrodzony Oleje silnikowe Shell Helix zostały uhonorowane Laurem Konsumenta w kategorii jakość produktu w corocznym badaniu konsumenckim. Tym samym Shell Helix już po raz trzeci został uznany w Polsce za markę najbardziej rozpoznawalną pod względem jakości produktów. To zaś sprawiło, że jednocześnie wyróżniony został godłem Grand Prix, którym mogą poszczycić się tylko nieliczni producenci. Laur Konsumenta to nagroda przyznawana przez klientów w ogólnopolskim badaniu konsumenckim. O tym do kogo trafi, decydują głosy zebrane w sondażu telefonicznym oraz przez ankieterów działających w najważniejszych punktach miast na terenie całego kraju. Ankietowani

wskazują najbardziej wyróżniające się na rynku produkty i marki, które są godne polecenia. Grand Prix otrzymują produkty i marki, które odniosły sukces w trzech kolejnych edycjach plebiscytu w swojej kategorii produktowej. - Godło Grand Prix plebiscytu Laur Konsumenta dla marki Shell Helix jest ukoronowaniem jej sukcesów. To wyjątkowa nagroda, którą otrzymują tylko i wyłącznie marki wyróżniające się innowacyjnością, cieszące się uznaniem wśród odbiorców i konsekwentnie utrzymujące czołową pozycję w plebiscycie Laur Konsumenta. Dla naszych klientów jest to najlepszy sygnał, że mają do czynienia z najwyższą jakością i produktami godnymi zakupu – powiedział

Niebieski Total do Volkswagena Olej syntetyczny TOTAL Quartz Ineo Long Life FE 0W-20 przeszedł pomyślnie testy i może być stosowany z powodzeniem w silnikach najnowszych modeli Grupy VW. Ppotwierdza to specyfikacja VW 508.00/509.00.

Podstawową cechą tego oleju jest lepkość SAE 0W-20 i niski wskaźnik wysokotemperaturowych oporów ścinania HTHS. Ponadto olej przeszedł pozytywnie testy laboratoryjne, potwierdzające że nie szkodzi uszczelnieniom i nie przyczynia się do korozji, a także próby na hamowni silnikowej, gdzie sprawdzany jest wpływ oleju na oszczędność paliwa i żywotność filtra DPF.

Co ciekawe, Volkswagen stosuje dla tego rodzaju oleju nazwę Blue Oil, choć w rzeczywistości jest on barwiony na zielono. – Tajemnica oleju opracowanego zgodnie z wymaganiami producenta silnika tkwi w użytej kompozycji dodatków. Dlatego przy doborze nie wystarczy kierować się widniejącą na jego opakowaniu klasą lepkości SAE – mówi Andrzej Husiatyński, kierownik działu technicznego TOTAL Polska. – Zanim olej zostanie dopuszczony do stosowania w danym typie jednostki napędowej musi przejść szereg testów u producenta samochodu. Dopiero wydanie pozytywnej oceny uprawnia nas do podania takiej informacji na opakowaniu – dodaje. TOTAL Quartz Ineo Long Life FE 0W-20 wyróżnia się też formułą ART (Age Resistan-

Łukasz Radzymiński, dyrektor sprzedaży Shell Polska. Do tej pory oleje silnikowe Shell Helix zostały docenione już sześcioma wyróżnieniami przyznawanymi przez konsumentów i ekspertów branżowych. Oprócz tytułu „Laur Konsumenta – Grand Prix 2017”, są to „Top Marka 2016”, „Innowacja 2014 Roku”, godło „Laur Konsumenta” w kategorii „Odkrycie Roku 2014”, certyfikat „Produkt Optymalny” w plebiscycie „Price Quality” oraz „Laur Konsumenta – Grand Prix 2015”. t

ce Technology), która w znacznym stopniu ogranicza degradację jakości oleju podczas eksploatacji. Volkswagen rekomenduje stosowanie oleju spełniającego wymogi dopuszczenia VW 508.00/509.00 w następujących silnikach: 1.4 TFSI (110 kW), 2.0 TFSI (125 kW, 140 kW), 3.0 TFSI (do 270 kW) i 3.0 TDI (do 160 kW). Jednocześnie pozwala wciąż na stosowanie w tych samych silnikach olejów z dopuszczeniem VW 504.00/507.00, takich jak TOTAL Quartz Ineo Long Life 5W-30 oraz ELF Evolution Full-Tech LLX 5W-30. W przypadku obu dopuszczeń VW zaleca wymianę oleju co 30 tys. km lub co dwa lata. t ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

11


WARSZTAT

Co wynika z historii świec żarowych Przy wymianie świec żarowych nie należy dokonywać żadnych eksperymentów, bo grożą one poważną awarią silnika.

N

ic nie wskazuje, by średnia wieku eksploatowanych w Polsce samochodów, szacowana dziś na ok. 13 lat, w najbliższym czasie miała się zmniejszyć. Zapewne więc jeszcze długo będziemy stykać się ze wszystkimi praktycznie typami świec żarowych, jakie były i są stosowane w silnikach wysokoprężnych. Najstarsze, szeregowo łączone świece z elementem grzejnym w postaci kawałka spiralnie zwiniętego drutu oporowego zaczęły być stosowane przed II wojną światową. Montowano je też w samochodach wytwarzanych po wojnie, m.in. w spotykanych wciąż na naszych drogach Mercedesach W115 i W123. Ponieważ auta te mogą aplikować o żółte tablice rejestracyjne, przyznawane pojazdom zabytkowym, warto zakładać do nich cały komplet nowych świec żarowych (póki są jeszcze dostępne), nawet jeśli przepaliła się tylko jedna. Wielki kryzys paliwowy z lat 70. XX w. przyczynił się do podjęcia w Europie produkcji małych silników wysokoprężnych, oszczędniejszych od benzynowych. Diesle te, jako że wykorzystywano w nich technologię wstępnych komór wirowych, wymagały skutecznego podgrzewania tychże komór przed rozruchem. Opracowano więc dla nich sztabkowe świece żarowe, bardzo już podobne do współczesnych, to znaczy z elementem grzejnym ukrytym we wnętrzu metalowej osłony (jednostronnie zaślepionej rurki). Odcięcie w ten sposób bezpośredniego kontaktu pomiędzy spiralą grzejną a rozpylonym paliwem i spalinami spowodowało znaczny wzrost trwałości świec. Wadą ich był wciąż długi czas nagrzewania się, wynoszący kilkadziesiąt sekund. . W trakcie prac nad kolejną generacją świec żarowych kwestia skrócenia czasu, w jakim osiągają one wysoką temperaturę, była jedną z istotniejszych. W efekcie powstały świece szybkogrzejące, mające oprócz spirali grzejnej również spiralę regulacyjną, wykonaną ze stopu o wysokim 12

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

dodatnim współczynniku temperaturowym rezystancji (materiał ten w niskiej temperaturze ma niewielką oporność, jednak szybko rosnącą wraz z jej wzrostem). Innym rozwiązaniem, jakie wówczas zostało stworzone, było zastosowanie ceramicznego grzejnika o dużej mocy. Świece takie są trochę droższe oraz bardziej wrażliwe na uderzenia, za to przy prawidłowej eksploatacji – trwalsze. Sterowanie pracą świec wymienionych trzech generacji nie stwarzało specjalnych wyzwań. Nagrzanie świec szeregowych sygnalizowała kontrolka. Świece sztabkowe początkowo sterowane były prostymi przekaźnikami odmierzającym czas, w niektórych bardziej zaawansowanych konstrukcjach, czas ten był uzależniony od temperatury silnika (jak zimniej, to dłużej). Gdy w małych (tzn. przeznaczonych do aut osobowych) silnikach wysokoprężnych opanowana została technologia wtrysku bezpośredniego, nastąpił przyspieszony rozwój metod podgrzewania diesli – i to zarówno przed, jak i po rozruchu. Wprawdzie wtrysk bezpośredni spowodował wyeliminowanie komór wstępnych, które były odpowiedzialne za trudny rozruch na zimno poprzednich generacji diesli, ale wiązał się z kolei z niemniej poważnym problemem twardości biegu zimnego silnika. Lekarstwem okazało się użycie świec włączanych już nie przez ich własne urządzenie sterujące, lecz przez „komputer silnika”, według prostego w sumie algorytmu uwzględniającego także temperaturę jednostki napędowej i czas jej pracy po rozruchu. W ten oto sposób doszliśmy do stanu obecnego: silników wykorzystujących zaawansowaną technologię polegającą na zastosowaniu bardzo wysokiego ciśnienia wtrysku (bezpośredniego oczywiście)

przekraczającego 200 MPa; emisji małej ilości tlenków azotu w spalinach; filtrowania spalin w celu eliminacji z nich cząstek stałych (cząstki te są następnie okresowo wypalane). Aby zarazem spełnić stawiane współczesnym jednostkom wysokoprężnym wymagania, co do skuteczności procesu spalania w fazie nagrzewania oraz efektywności regeneracji filtra cząstek stałych, oprogramowanie układów podgrzewania zostało rozbudowane, zaś same świece zmieniły generację z III na IV, charakteryzującą się obniżeniem znamionowego napięcia zasilania do 5 (7) V. Dzięki temu możliwe stało się sterowanie świecami przez jednostkę centralną tak, aby działały one z różną mocą w zależności od chwilowej potrzeby. A więc z pełną przed rozruchem w bardzo niskiej temperaturze lub w fazie wypalania (oczyszczania) filtra cząstek stałych i częściową przez pierwsze minuty pracy silnika. Wszystkie nowoczesne silniki mają zatem załączane dogrzewanie po rozruchu by złagodzić twardość biegu i ograniczyć ilość szkodliwych składników spalin. A jakie cała ta historia świec żarowych znajduje odzwierciedlenie w praktyce warsztatowej? Otóż po pierwsze wypada zauważyć, że w przypadku świec żarowych, jak w rzadko którym innym, poszukiwanie rozwiązań tańszych od pewnych (i w sumie niedrogich) jest zupełnie niecelowe. Gdy więc trafi się samochód starszy wiekiem i doświadczony przebiegiem większym od dwukrotnego obwodu Ziemi, wykrycie w nim choćby jednej przepalonej świecy powinno skłaniać do wymiany całego ich kompletu, tego samego typu i od jednego producenta. Po zamontowaniu do silnika, lecz przed podłączeniem zasilania warto jeszcze sprawdzić, czy przekaźnik obsługujący świece działa prawidłowo. Trzeba też, jeśli tylko któraś ze starych miała upaloną końcówkę (co często świadczy o nieprawidłowo działającym wtryskiwaczu) do porządku doprowadzić wtryskiwacz z danego cylindra. W autach napędzanych dieslami o wtrysku bezpośrednim dużo o świecach żarowych powie komputer diagnostyczny, gdyż, jak zostało wspomniane, pracą świec zawiaduje tam sterownik silnika. Nadzoruje on również ich działanie, więc ich ewentualna niesprawność jest wykrywana automatyczną pętlą diagnozy i zapisywana w pamięci. I właśnie ze względu na to, że są one pod stałą kontrolą, a także z uwagi na ich wyższą już cenę, można w przypadku tych samochodów dopuścić wymianę świec „po sztuce”, według wskazań komputera. Na koniec wypada kolejny raz powtórzyć, że przed przystąpieniem do wymiany świec żarowych ważna jest praca edukacyjna z klientem. Otóż właściciela pojazdu koniecznie trzeba poinformować, że świece żarowe „lubieją się urywać” i nikt temu nie jest winien.  t


WARSZTAT

Korzyści z dogrzewania W przypadku współczesnych silników wysokoprężnych działanie świec żarowych nie kończy się, gdy uruchamiana jednostka podejmie pracę. Dzięki temu silniki te szybciej się nagrzewają i lepiej pracują niż jednostki starszych typów.

W

starszych modelach samochodów napędzanych silnikami wysokoprężnymi standardem są świece żarowe, które grzeją wyłącznie przed i w trakcie rozruchu. Określane są one mianem świec III generacji, zaś w przypadku produktów firmy BERU można je rozpoznać po skrócie GV. Współczesne auta z silnikiem Diesla zazwyczaj opuszczają linię montażową ze świecami żarowymi IV generacji (w nomenklaturze BERU – typ GN), które działają 3-stopniowo. Grzeją przed rozruchem, podczas rozruchu i po rozruchu, a czasem także wtedy, gdy pojazd porusza się na biegu jałowym (podczas wybiegu).

Fazy pracy świec żarowych typu GN stosowanych w nowoczesnych silnikach wysokoprężnych: Faza 1 - grzanie wstępne trwające 2-7 s; Faza 2 – grzanie w trakcie rozruchu silnika (ok. 2 s); Faza 3 – dogrzewanie trwające do 180 s.

Elektronicznie sterowane grzanie wstępne rozpoczyna się po przekręceniu kluczyka w stacyjce. W normalnych warunkach eksploatacyjnych silnik jest gotowy do uruchomienia po 2-5 sekundach. Czas dogrzewania wynosi do 3 minut od chwili, gdy jednostka podejmie pracę. Zadaniem świec jest w tej fazie ograniczenie emisji zanieczyszczeń oraz wyciszenie pracy silnika. Dogrzewanie trwa do momentu osiągnięcia przez płyn chłodzący temperatury 70 °C lub zostaje przerwane po czasie, który został ustawiony w tzw. mapie silnika.

Automatyczna kontrola temperatury

Zarówno świece GN, jak i GV, oprócz spirali grzejnej mają również spiralę regulacyjną ze stopu, którego oporność szybko rośnie wraz ze wzrostem temperatury. Rolą tej spirali jest takie ograniczenie prądu przepływającego przez świecę, aby nie doszło do jej przegrzania i uszkodzenia. I nie ma tu znaczenia czy wzrost temperatury następuje dlatego, że świeca właśnie działa, czy dlatego, że ma bezpośredni kontakt z gorącymi gazami wypełniającymi komorę spalania. Choć w świecach obu typów są 2 spirale, nie znaczy to, że świece te mogą być wymiennie stosowane. Świece GN zachowują bowiem sprawność przy wyższych wartościach napięcia (do 13,5 V) niż świece GV (11 V). A zatem użycie świec GV w miejsce GN grozi ich szybkim uszkodzeniem. Wspomnieć tu należy, że świece BERU z funkcją dogrzewania osiągają temperaturę pozwalającą na skuteczne uruchomienie silnika już nawet po 2 sekundach od przekręcenia kluczyka w stacyjce. Udało się to osiągnąć m.in. poprzez zmniejszenie średnicy końcówki grzejnej, gdyż dzięki temu rozgrzewa się ona szybciej. Przy 0°C trwa to zaledwie wspomniane 2 sekundy. Na niższe temperatury system jest również przygotowany, elektronika sterująca czasem żarzenia zwiększa go do ok. 5 sekund przy temperaturze -5°C oraz ok. 7 sekund przy -10°C.

Wyższa kultura pracy silnika

Do czasu, gdy silnik się nie rozgrzeje, proces spalania nie zachodzi w optymalny sposób, co skutkuje zwiększoną ilością szkodliwych substancji (w tym także sadzy) w spalinach. Charakterystyczne dla pracy zimnego diesla są także stuki oraz twardy bieg. Spowodowane jest to późniejszym zapłonem wtryskiwanego do cylindrów paliwa. Paliwo zapala się wtedy gwałtownie i ciśnienie w cylindrach rośnie bardzo szybko. Sposobem przeciwdziałania tym zjawiskom jest dogrzewanie komory spalania chłodnego silnika przy użyciu świecy żarowej. Dzięki temu silnik pracuje ciszej, jego bieg nie jest tak twardy, zaś ilość zanieczyszczeń w spalinach spada nawet o 40%. Grzanie wstępne i dogrzewanie świecą typu GN sprawia jednocześnie, że jednostka szybciej osiąga właściwą temperaturę. Gdy bowiem paliwo spalane jest efektywniej, powstaje z niego więcej energii cieplnej.

Pamiętać o diagnostyce

Współczesne świece żarowe pochodzące od renomowanych producentów są trwałe i niezawodne, niemniej także oni radzą, by je sprawdzać co 75-100 tysięcy kilometrów. BERU zaleca użycie w tym celu oferowanego pod tą marką urządzenia do szybkiego testowania świec żarowych. Korzystając z niego nie trzeba świec demontować. Mechanik nie musi również znać typu świecy (stalowa, ceramiczna) oraz jej napięcia, gdyż jest ono automatycznie wykrywane przez tester w zakresie od 3.3V do 15V. Udogodnienia te sprawiają, że diagnostyka jest tania i szybka, nawet jeśli trzeba sprawdzać każdą ze świec osobno. Tester pozwala porównywać świece między sobą pod względem działania i poboru prądu, zaś wyniki pomiarów pojawiają się na analogowym wyświetlaczu.

Co 75 000 do 100 000 km świece żarowe powinny zostać sprawdzone, na przykład za pomocą urządzenia do szybkiego testowania marki BERU. Co istotne, demontaż świec nie jest wtedy konieczny.

Dzięki znacznemu zmniejszeniu średnicy końcówki grzejnej, świece GN marki BERU rozgrzewają się szybciej. W temperaturze 0°C trwa to zaledwie 2 sekundy.

Przeprowadzana zgodnie z zaleceniami diagnostyka świec żarowych wszystkim się przy tym opłaca. Dla warsztatu to kolejna okazja do zarobku, klient zyskuje natomiast pewność, że świece działają jak należy, więc nawet przy dużych mrozach nie powinno być problemów z szybkim rozruchem silnika.  t Na podstawie materiałów firmy BERU. ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

13


WARSZTAT i w spalinach znajduje się sporo tlenu, napięcie między zewnętrzną i wewnętrzną powierzchnią tulejki ma niewielką wartość (100-200 mV). Jeżeli zaś staje się bogata i w gazach wydechowych ilość tlenu spada, napięcie rośnie do 800-1000 mV. Spaliny potrafią oczywiście rozgrzać sondę i utrzymać ją w odpowiedniej temperaturze (najkorzystniejsza jest ok. 600 °C), ale by przy zimnym silniku działo się to szybciej, stosowany bywa wewnętrzny element grzewczy. Do sondy dochodzą wówczas 3 lub 4 przewody, a nie 1 lub 2.

Tytan i oporność

Sondy lambda - trwałe, ale nie wieczne Od właściwego działania sondy lambda zależy nie tylko skuteczność i trwałość katalizatora, ale także zużycie paliwa.

G

dy przed laty mocno zaostrzono normy czystości spalin, okazało się, że nie sposób im sprostać bez użycia trójfunkcyjnego konwertera katalitycznego - urządzenia, które doprowadza do wzajemnych reakcji chemicznych między tlenkiem węgla (CO), tlenkami azotu (NOx) oraz węglowodorami (HC), dzięki czemu eliminowane są szkodliwe składniki gazów wydechowych. By jednak konwerter, zwany powszechnie katalizatorem, mógł spełnić stawiane przed nim zadanie, trzeba było jeszcze sprawić, aby docierające doń spaliny powstawały podczas spalania mieszanki paliwowo-powietrzej o współczynniku nadmiaru powietrza (oznaczanym symbolem λ, a nazywanym współczynnikiem lambda) równym 1 (lub bliskim tej wartości), gdyż tylko wtedy konwerter działa skutecznie. Zrodził się zatem problem, jak skład taki osiągnąć w każdych, zmiennych przecież warunkach pracy silnika. Rozwiązanie znaleziono dzięki wykorzystaniu do sterowania pracą wtryskiwaczy także sygnałów pochodzących z umieszczonej w kolektorze wydechowym sondy lambda.

Czujnik tlenu

Sonda ta to nic innego jak czujnik reagujący na obecność tlenu w spalinach. W gazach wydechowych tlen zaś pojawia

14

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

się w chwili, gdy w mieszance paliwowo-powietrznej dostarczanej do cylindrów zaczyna być za dużo powietrza, czyli gdy mieszanka staje się uboga, a mówiąc inaczej, gdy jej współczynnik lambda jest większy niż 1. Korzystając z informacji podawanych przez sondę „wyczuwającą” obecność tlenu, układ zarządzający działaniem wtryskiwaczy może zatem na bieżąco tak korygować ilość podawanego przez nie paliwa, by skład mieszanki był jak najbardziej zbliżony do pożądanego.

Cyrkon i napięcie

W przypadku niegdyś niemal wyłącznie stosowanych sond cyrkonowych podawanym przez nie sygnałem jest napięcie. Powstaje ono między zewnętrzną i wewnętrzną powierzchnią jednostronnie zamkniętej tulejki, stanowiącej zasadniczy element sondy. Tulejka ta, od zewnątrz omywana spalinami, od środka zaś mająca kontakt z powietrzem atmosferycznym, wykonana jest z pokrytego cieniutką warstewką platyny spieku dwutlenku cyrkonu. Materiał ten ma zaś taką właściwość, że w temperaturze powyżej 300 °C jakakolwiek różnica w stężeniu tlenu na powierzchniach elementu wykonanego z tegoż spieku powoduje powstanie napięcia. Kiedy więc mieszanka jest uboga, a zatem

Sondy tytanowe, coraz częściej spotykane, różnią się od cyrkonowych tym, że zależnie od poziomu tlenu w spalinach zmieniają swą oporność. Kiedy w gazach wydechowych jest dużo tlenu (mieszanka uboga), oporność sondy sięga ok. 20 kΩ. Gdy spaliny zawierają go niewiele (mieszanka bogata), oporność zmniejsza się do ok. 1 kΩ. Napięcie 5 V, jakie zazwyczaj sterownik układu wtryskowego podaje na sondę, zostaje więc stosownie do ilości tlenu w spalinach (a tym samym oporu sondy) zmodyfikowane i na tej podstawie można dokonywać odpowiednich korekt czasu otwarcia wtryskiwaczy. To nie jedyna różnica między obydwoma rodzajami sond, choć wystarczająca, by nie były one wzajemnie zamienne. Oprócz tego sondy tytanowe sprawnie pracują dopiero przy temperaturze 700-800 °C. Występują więc wyłącznie w układzie podgrzewanym. Poza tym, ponieważ do ich działania nie jest potrzebny kontakt z powietrzem atmosferycznym, zanieczyszczenia powietrza nie mają wpływu na ich funkcjonowanie.

Oznaki awarii

Generalnie sondy lambda, bez względu na ich rodzaj, są elementami długowiecznymi i gdy nic się nie przydarzy, wykazują pierwsze oznaki zużycia nie wcześniej niż po ok. 50 tys. kilometrów. Bywa jednak, że na skutek: wibracji, uszkodzeń mechanicznych, wilgoci i brudu, osadów rozmaitej natury trzeba zainteresować się nimi znacznie wcześniej. Przesłankami skłaniającymi do tego są: t zwiększona ilość CO i HC w spalinach ujawniona podczas kontroli składu spalin przy użyciu analizatora; t zwiększone zużycie paliwa (nawet o kilka litrów na 100 km!); t osady na rurze wydechowej; t czarny dym wydzielający się z rury wydechowej; t nierównomierna praca silnika i słabe jego osiągi. Po zauważeniu któregokolwiek z tych objawów należy niezwłocznie ustalić, czy rzeczywiście jego powodem jest sonda.


WARSZTAT Dłuższa praca silnika z uszkodzoną sondą, oprócz większego zużycia paliwa, może bowiem doprowadzić do zniszczenia katalizatora.

Kontrola wzrokowa

Najprościej będzie zacząć od wzrokowej kontroli sondy i jej przewodów. Patrzymy zatem czy: t przewody i wtyk nie uległy nadtopieniu na skutek kontaktu z gorącym kolektorem czy rurą wydechową; t przewody nie zostały naderwane lub wręcz przerwane (np. dlatego, ze były zbyt mocno naprężone); t nie nastąpiło obluzowanie uszczelnienia przewodów dochodzących do sondy, co mogłoby wskazywać, że dostała się do niej woda; t wilgoć nie dostała się do wnętrza wtyku i nie spowodowała korozji złącz. Zanim przejdziemy do pomiarów, dobrze jest też wykręcić sondę i przyjrzeć się, jak ona wygląda. Nie powinno być na niej: t nagaru - duże osady z sadzy blokują otwory rurki ochronnej, co skutkuje wydłużeniem czasu reakcji sondy. Powodem ich powstania jest na ogół zbyt bogata mieszanka paliwowa lub uszkodzony element grzejny sondy. t białego lub szarego osadu - wskazuje on, że zostały użyte niewłaściwej jakości dodatki do paliwa lub oleju, które mogły doprowadzić do uszkodzenia sondy. t jasnego osadu - to widok już praktycznie nie spotykany, gdyż oznacza, że w paliwie znajdował się ołów. Obecność tego metalu negatywnie wpływa zaś na metale szlachetne, które znajdują zastosowanie zarówno w sondach, jak i katalizatorach.

Pomiary

Jeśli wszystko wygląda jak należy, przechodzimy (w przypadku sondy podgrzewanej) do sprawdzenia oporności obwodu grzewczego. Zwykle nie powinna być ona większa niż 30 Ω. Kolejnym krokiem będzie skontrolowanie sygnału sondy. Robimy to przy użyciu oscyloskopu, gdy silnik i sonda nagrzeją się do normalnej temperatury pracy. Testując sondę cyrkonową, przede wszystkim należy sprawdzić sygnał napięciowy przy obrotach silnika wynoszących ok. 2000 obr/min. Powinien on oscylować pomiędzy 0,2 a 0,8 V co najmniej raz na sekundę, zaś jego średnia wartość winna

wynieść ok. 0,5 V. Pożądany czas odpowiedzi (reakcji) sondy na zmiany składu mieszanki to ok. 300 ms. By go ocenić, najpierw kilkukrotnie otwieramy przepustnicę, doprowadzając w ten sposób do wzbogacenia mieszanki i - w konsekwencji - do wzrostu napięcia sondy. Następnie - w celu zubożenia mieszanki - odłączamy przewód podciśnienia, napięcie ulega wówczas obniżeniu. Sposób testowania sondy tytanowej jest zbliżony. Oscylacja napięcia powinna być podobna, tyle że zależnie od typu układu będzie się mieściła w zakresie od 0 do 1 V lub od 0 do 5 V, zaś jej częstotliwość będzie mniejsza.

Oryginalna i uniwersalna

Praktycznie poza najbardziej banalnymi, łatwymi do usunięcia awariami (przerwaniem przewodu, korozją styków) w każdym innym

przypadku sondę należy wymienić na nową. Można w tym celu oczywiście zaopatrzyć się (np. w sieci producenta pojazdu) w tzw.

identyczne części tych wytwórców trafiają na pierwszy montaż. Cała różnica polega w zasadzie na tym, że aby sondę uniwersalną podłączyć do instalacji pojazdu, trzeba ją najpierw uzbroić we wtyczkę od wymienianej zużytej czy uszkodzonej sondy. Nie jest to jednak operacja pracochłonna, gdyż w komplecie wraz z nową sondą znajduje się zwykle specjalny zestaw pozwalający sprawnie operację tę przeprowadzić.

Zasady doboru

Na koniec wypada jeszcze poświęcić parę słów doborowi sondy uniwersalnej do konkretnego modelu samochodu, bo każdy z dostawców oferuje po kilka ich typów. Niby służą do tego katalogi, niemniej jednak warto wiedzieć, że: t Należy szukać sondy o liczbie przewodów takiej samej, jaką miała sonda uszkodzona. Tylko w niektórych przypadkach możliwe jest zastosowanie sondy 3-przewodowej w miejsce 4-przewodowej (bez izolowanej masy). t W przypadku sond 3- i 4-przewodowych podgrzewanych koniecznie trzeba wybrać sondę z właściwego materiału, tzn. cyrkonową lub tytanową. Tytanowe zwykle mają czerwony przewód grzałki. t Trzeba ustalić, jaką średnicę gwintu musi mieć sonda. Zdecydowana większość ma gwint M18, a tylko nieliczne mniejszy gwint M12. Można to łatwo zmierzyć. t W przypadku sond czteroprzewodowych należy określić, czy masa jest izolowana czy nie izolowana. Nie sposób tego stwierdzić wizualnie, trzeba kierować się katalogiem. t W przypadku sond podgrzewanych musimy wybrać sondę o właściwej mocy grzałki (stosowane są grzałki słabsze: 7-, 12-watowe, i mocniejsze: 16-, 18-watowe). Zastosowanie grzałki o niewłaściwej mocy, może skutkować złą pracą sondy.

oryginalną, przeznaczoną do ściśle określonego modelu samochodu, ale taniej będzie poszukać uniwersalnej. Sondy takie oferuje wiele znanych firm, m.in. Bosch, Delphi, Magnetti Marelli czy NGK. Nie trzeba się więc obawiać o jakość elementów sygnowanych ich znakiem, tym bardziej że niemal

Sam montaż sondy nie przedstawia zwykle większych problemów. Trzeba tylko zwrócić uwagę, by została dobrze dokręcona, a jej przewody przebiegały tak samo jak poprowadzone były kable sondy oryginalnej i w żadnym wypadku nie miały szansy zetknąć się z gorącymi elementami układu wydechowego. t ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

15


Wymiana paska rozrządu

w silniku VW 2.0 TDI Na stronie www.repxpert.pl znaleźć można informacje pomocne przy wielu naprawach. Między innymi przydatne przy wymianie paska rozrządu w silniku 2.0 TDI spotykanym w wielu modelach samochodów Volkswagen.

S

ilniki 2.0 TDI z układem zasilania common rail (kod silnika – CAAA) spotkać można w  wielu modelach samochodów produkowanych przez koncern VW. Jednak niezależnie od modelu, sposób wymiany paska rozrządu w  tych jednostkach jest zbliżony, ewentualne różnice dotyczą tylko demontażu i  montażu dodatkowych elementów znajdujących się w komorze silnika. Ważne terminy Producent zaleca, by pasek rozrządu w  silnikach CAAA wymieniać co 210 tys. kilometrów, niezależnie od upływu czasu. Jednocześnie nakazuje jednak, aby układ rozrządu był kontrolowany co 40 tys. kilometrów (lub co 24 miesiące) podczas obsługi okresowej. W  instrukcji znajduje się również ważna informacja dla użytkowników eksploatujących swój samochód w  rejonach o  dużym zapyleniu. Tutaj producent przewiduję wymianę paska rozrządu co 120 tys. kilometrów. Przestrzeganie tych terminów jest bardzo istotne, gdyż 2.0 TDI jest silnikiem kolizyjnym, a  więc w  przypadku awarii paska rozrządu niechybnie dojdzie do poważnego uszkodzenia jednostki napędowej. Inaczej rzecz się ma w przypadku napędu osprzętu. Tu producent nie rekomenduje konkretnych terminów. Firma Schaeffler zaleca jednak, aby przy okazji wymiany paska rozrządu dokładnie skontrolować napęd osprzętu i  gdy pojawią się najmniejsze nawet wątpliwości co do stanu któregokolwiek elementu, wymienić cały komplet.

Cztery sprawy Zanim przejdziemy do opisu wymiany paska rozrządu w silniku o  kodzie CAAA zamontowanym w samochodzie Volkswagen Transporter, uwagę zwrócić należy na następujące sprawy: • nowy pasek rozrządu należy zakładać, gdy temperatura silnika zrówna się z temperaturą otoczenia; • wałem korbowym silnika należy zawsze obracać w  kierunku normalnego jego ruchu, o ile w instrukcji naprawy nie podano inaczej; • z awsze należy przestrzegać zalecanych wartości momentów dokręcania; •p  odczas wymiany paska rozrządu należy również wymienić wszystkie elementy z  nim współpracujące: napinacz, rolki 1

prowadzące, pompę wody a także elementy mocujące tj. śruby, szpilki czy nakrętki. Wstępny demontaż Mając w  pamięci te uwagi, można przystąpić do pracy. Na wstępie, ze względów bezpieczeństwa i  zgodnie z  najlepszymi praktykami, odłączamy przewód od ujemnego bieguna akumulatora. Następnie rozpinamy złącze wielostykowe przepływomierza powietrza, odłączamy przewód odpowietrzający od pokrywy wałka rozrządu oraz odłączamy cały zespół obudowy filtra powietrza. Odłączamy też przewód dolotowy powietrza od turbosprężarki i  go wyjmujemy, po czym zdejmujemy górną osłonę paska rozrządu. Teraz unosimy pojazd na podnośniku i  zdejmujemy osłonę silnika, przednie prawe koło oraz nadkole. Kolejne czynności to cofnięcie ramienia napinacza paska osprzętu (ramię trzeba obracać w prawo) i zablokowanie napinacza trzpieniem zabezpieczającym. Gdy je wykonamy, można przejść do demontażu paska osprzętu i  współpracujących z  nim elementów. Demontując koło pasowe należy tylko uważać, by odkręcić 4 śruby, nie odkręcając śruby centralnej koła zębatego wału korbowego. W  tym momencie można przystąpić do demontażu wspornika silnika (fot. 1). Zyskamy dzięki temu lepszą widoczność i dostęp do paska rozrządu. Zdemontować należy również dolną osłonę paska rozrządu, która jest przykręcona pięcioma śrubami z gniazdem torx. Tłok w ZZ Po zdjęciu wszystkich osłon paska rozrządu i  uzyskaniu do niego dostępu


2

p 1 - Koło na wale korbowym, 2 – Blokada koła wału korbowego, 3 – oznaczenia ZZ na kole i blokadzie, 4 – pasek rozrządu.

oraz montujemy blokady wałka rozrządu i pompy paliwa (fot. 3). 3

Luzujemy teraz śruby koła pasowego wałka rozrządu i pompy paliwa, a także nakrętkę mocującą napinacz paska rozrządu. Następnie demontujemy pasek, napinacz, rolki prowadzące oraz pompę wody. Oczywiście wcześniej należy spuścić płyn wypełniający układ chłodzenia. Najlepiej zestaw Do montażu najlepiej użyć części wchodzących w  skład odpowiedniego zestawu INA KIT. Obejmuje on bowiem wszystkie elementy które są niezbędne, by wymiana została prawidłowo przeprowadzona. Poza paskiem w komplecie znajdują

się więc także szpilka i nakrętka napinacza, śruby rolek prowadzących, koła wałka rozrządu i wysokociśnieniowej pompy paliwowej. Odpowiedni moment

4

Podczas wymiany szpilki koniecznie trzeba sprawdzić stan gwintowanego otworu, w który ma zostać ona wkręcona. Jeśli widoczne jest uszkodzenie lub zużycie gwintu (względnie całe połączenie gwintowe wydaje się luźne), gwint koniecznie trzeba naprawić. W  przeciwnym razie szpilka zostanie wyciągnięta z głowicy, co spowoduje poluzowanie napinacza i  uszkodzenie silnika. Montując napinacz, jak również rolki prowadzące i pompę wody, bezwzględnie należy dokręcić ich śruby odpowiednim momentem (stosowne dane, a  także cała procedura montażu, dostępne są bezpłatnie po zalogowaniu na stronie www.repxpert.pl). Tyczy się to również śrub koła rozrządu i pompy paliwa, które też są w zestawie, z tym że najpierw wkręcamy je tak, aby koło wałka rozrządu oraz pompy paliwa mogły poruszać się swobodnie na tyle, na ile pozwalają ich podłużne otwory. „Przyłapane” w  ten sposób koła należy obrócić maksymalnie w prawo. Zakładanie paska Bardzo ważna jest odpowiednia kolejność przy zakładaniu paska - jeśli będzie prawidłowa, jego montaż nie przysporzy kłopotów. Powinna wyglądać następująco: najpierw pasek zakładamy na koło wału korbowego, następnie przez napinacz na koło wałka rozrządu. Teraz, przytrzymując pasek na kole wałka rozrządu, rozpoczynamy zakładanie pozostałej jego części od koła wału korbowego do pompy wody. W tym momencie zakładamy też pasek z  koła wałka rozrządu poprzez rolkę prowadzącą do wysokociśnieniowej pompy paliwa. Montaż kończymy na rolce prowadzącej pasek znajdującej się między pompą paliwa a pompą wody. W prawo czy w lewo Po założeniu paska przychodzi czas na jego odpowiednie naprężenie. Podczas napinania należy zwrócić uwagę na strzałkę umieszczoną na mimośrodzie napinacza informującą o  kierunku napięcia (fot. 4). Jest to bardzo ważne, gdyż w użyciu są dwa rodzaje napinaczy: z  kierunkiem napięcia przeciwnie do ruchu wskazówek zegara oraz zgodnie z  ich ruchem. Po określeniu z  którym rozwiązaniem mamy do czynienia, napinacz trzeba napiąć tak, aby wskaźnik napięcia pokrył się z  wycięciem w  podstawie napinacza. Następnie napi-

nacz dokręcamy momentem zalecanym przez producenta. Śruby koła wałka rozrządu i pompy wysokociśnieniowej znajdują się mniej więcej po środku ich podłużnych otworów. Teraz narzędziem specjalnym należy je przytrzymać koła i dokręcić. Obrócić i sprawdzić W  tym momencie można już zdjąć blokady, lecz nie należy ich jeszcze odkładać na półkę. Trzeba bowiem wykonać dwa pełne obroty wałem korbowym, po czym blokady ponownie założyć (na wale korbowym, wałku rozrządu i  wysokociśnieniowej pompie paliwowej), a  następnie upewnić się, że pasek rozrządu został poprawnie zamontowany, zaś wskaźnik napięcia napinacza nadal znajduje się na równi z wycięciem w podstawie napinacza. Ostatnim etapem jest montaż części zdjętych w  pierwszej fazie całej naprawy. Instalujemy je w  kolejności odwrotnej niż je demontowaliśmy. Więcej informacji i filmów instruktażowych można znależć na stronie www.repxpert.pl.

Zdjęcia: Schaeffler

obracamy wałem korbowym silnika w prawo, aż strzałka na kole rozrządu znajdzie się w  położeniu około godziny 12. Tłok w  pierwszym cylindrze jest wtedy w  ZZ (GMP). W  tym momencie unieruchamiamy wał zakładając jego blokadę (fot 2),


WARSZTAT sem kilogram odlewu żeliwnego o odpowiedniej jakości musi kosztować kilkanaście złotych, do tego dochodzą koszty obróbki, logistyki, handlowe itd. Jeżeli zatem za ważące parę kilogramów tarcze trzeba

7 pytań o hamulce Obsługa i naprawa hamulców to specjalność wybierana przez wiele niezależnych serwisów. Wybierana m.in. dlatego, że jawi się jako niezbyt skomplikowana.

T

radycyjne hydrauliczne hamulce wspomagane mechanizmem podciśnieniowym nie należą do szczytowych osiągnięć współczesnej techniki. Części do ich napraw dostępne są bez problemu, narzędzi specjalnych prawie nie trzeba. Można by więc sądzić, że nic tylko zarabiać, wymieniając klocki i tarcze. Robota niezbyt trudna, pieniądze szybkie. A jednak przy naprawach hamulców, jak i przy wszystkich innych, rodzą się różne pytania, powstają rozmaite problemy. Oto kilka typowych spraw, z którymi przychodzi się zmierzyć, zwłaszcza jeśli po naprawie hamulców klient zgłasza pretensje, a sprzedawca części oddala reklamacje.

Trwałe czy nie trwałe?

Bywa, że klient skarży się, iż na wymienionych klockach przejechał tylko kilkanaście tysięcy kilometrów, podczas gdy na poprzednich kilkadziesiąt. Oczywiście, nie

można całkowicie wykluczyć, że założone mu elementy cierne były marnej jakości, ale zanim zwrócimy się do sprzedawcy z reklamacją, trzeba najpierw wyjaśnić, czy nie nastąpiła zmiana w sposobie eksploatacji pojazdu. W zależności od tego, jak samochód jest użytkowany, tempo zużywania się klocków może się wszak dramatycznie różnić. Zupełnie inne jest, gdy jakąś trasę przychodzi nam regularnie przemierzać nocą, hamując ledwie kilka razy, a inne, jeśli pokonujemy ją zazwyczaj w godzinach nasilonego i to szybkiego ruchu, będąc zmuszonym do częstego zwalniania. Okoliczności, przy których następuje przyspieszone ścieranie się klocków, można rzecz jasna podać znacznie więcej. To także ciągnięcie przyczepy, okresowa praca samochodu dostawczego z pełnym obciążeniem, sportowy czy raczej pseudosportowy styl jazdy, jazda w górach itp. Poza tym trzeba uświadomić klientowi, iż regułą jest, że klocki zapewniające wysoki współczynnik tarcia ścierają się znacznie szybciej niż klocki o niższym współczynniku.

Jakie części są dobre?

Kryteria oceny części zamiennych spokojnie mogłyby stanowić temat grubej książki, niemniej na jednym tylko przykładzie spróbujmy wskazać podstawową zasadę wyboru części z ogromnej rynkowej oferty. Oto można zauważyć, że niektóre tarcze hamulcowe są niepokojąco tanie. Tymcza-

18

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

w detalu zapłacić 50 zł, istnieje podejrzenie, że gdzieś bardzo zaoszczędzono w procesie produkcji, bo nie ma cudów na tym świecie. Z drugiej strony reklamowe okrzyki zachwalające bardzo drogie tarcze do popularnych aut też powinny wzbudzać nieufność. Oczywiście mogą być to tarcze sportowe lub „usportowione”, wtedy jednak rodzi się wątpliwość, czy warto takie montować do auta, które ma spokojnie poruszać się drogach publicznych.

Czy jest sens przetaczać tarcze?

Aż dziw bierze, że kwestia przetaczania tarcz {krzywych, porysowanych) może budzić emocje. Jest to pod pewnymi warunkami oczywiście możliwe i jeżeli opłacalne - nawet wskazane (np. w przypadku pojazdów ciężarowych).

Potrzeba przetoczenia powinna rzecz jasna zostać wcześniej potwierdzona pomiarami bicia poprzecznego i odchyłek grubości tarczy. Pomiary muszą być przy tym przeprowadzone na specjalnym przyrządzie, gdyż tylko wtedy można uzyskać wyniki nadające się do porównania z granicznymi wartościami podawanymi przez producentów tarcz lub w fabrycznych instrukcjach serwisowych samochodów. Należy również zwrócić uwagę, że podczas przetaczania tarcza wymaga właściwego zamocowania. Operację tę należy wykonywać, wykorzystując odpowiedni trzpień (oznaczony kolorem czerwonym na rys. 1). Toczenie tarczy bezpośrednio „złapanej” w uniwersalnym trójszczękowym uchwycie tokarskim może prowadzić do błędu obróbki pokazanego z dużą przesadą na rys. 2. Znana technologia toczenia tarcz na


WARSZTAT czy powierzchni tłoków). Nadmiar smaru zawsze jest niepożądany, zawsze też należy używać wyłącznie smarów syntetycznych (silikonowych). Najbezpieczniejsze są preparaty dostarczane przez znanych wytwórców elementów hamulcowych niektórzy z nich mają specjalną ofertę dla branży hamulcowej. W jej skład wchodzą niekiedy również preparaty przeznaczone do eliminacji dokuczliwego piszczenia przy hamowaniu.

1

Czy piszczące klocki są złe? 2

3

Kiedy można obsługiwać „elektroniczne” hamulce?

Tylko warsztat dysponujący testerem z oprogramowaniem do całościowej obsługi lub tylko dezaktywacji/aktywacji zelektronizowanego sytemu hamulcowego jest w stanie prawidłowo wymienić części tego układu. Należy przy tym jednak pamiętać, że system taki różni się zasadniczo w budowie i działaniu od tradycyjnych hamulców hydraulicznych ze wspomaganiem podciśnieniowym.

Za piski towarzyszące hamowaniu niekoniecznie odpowiedzialne są klocki hamulcowe. Przyczyny irytującego dźwięku mogą leżeć również w innych elementach hamulca. Tak czy inaczej, piszczenie, ze względu na jego uciążliwość, musi być usunięte. Jeżeli nie sposób osiągnąć to, stosując wskazane

samochodzie, z racji trudności z właściwym ustabilizowaniem narzędzia skrawającego, bywa z kolei przyczyną wytoczenia na tarczy stożka, pokazanego również z przesadą, na rys. 3.

Zanim zaczniemy się nim zajmować, należy zatem gruntownie poznać zasady jego pracy i obsługi. Nie mając stosownej wiedzy lepiej od takich hamulców trzymać się z daleka - odstępstwa od procedury obsługi czy naprawy mogą spowodować, że system przejdzie w awaryjny tryb pracy, tzn. hamowania bez wspomagania, a nawet grożą poważną awarią.

Kiedy smarować?

Generalnie, środków smarnych należy używać tylko wtedy, gdy jest to zalecane w instrukcji obsługi hamulców. Może ona przewidywać delikatne posmarowanie prowadnic zacisków czy klocków, czasem także elementów hydrauliki (wnętrza osłon

Czy naprawiać elektryczny hamulec postojowy?

przez producenta klocków środki zaradcze, pozostaje tylko uznać jego klocki za wadliwe i zrezygnować z ich stosowania.

Elektryczny hamulec postojowy również wymaga do prawidłowej obsługi odpowiedniego „komputera”. Samo zwolnienie zacisków do wymiany klocków to w wielu samochodach za mało - konieczne jest jeszcze wpisanie informacji o przeprowadzonej wymianie, gdyż inaczej system nie będzie prawidłowo działał. t

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

19


WARSZTAT

Łączniki elastyczne w zawieszeniu Aby tuleje metalowo-gumowe łączące elementy zawieszenia służyły długo i bezawaryjnie, muszą być nie tylko dobrej jakości, ale także właściwie zamontowane.

W

zawieszeniu każdego samochodu znajduje się co najmniej kilka części, które muszą zmieniać położenie względem siebie. Przemieszczenia te są rozmaitej natury, zawsze jednak powinny odbywać się płynnie i bez luzów, mogących być źródłem stuków. Zarazem wskazane jest, by elementy łączące poszczególne części miały zdolność tłumienia drgań.

Metal i guma

Spełnienie wszystkich tych wymagań, w dodatku niewielkim kosztem, zapewniają różnej konstrukcji łączniki elastyczne. Składają się one zazwyczaj z dwóch metalowych części połączonych przywulkanizowaną do nich gumą. Jeżeli tym metalem jest stal, z reguły bywa ona dodatkowo pokryta warstwą mosiądzu, bo guma lepiej się trzyma stopu miedzi niż żelaza. Znane

W samochodach stosowanych jest wiele typów tulei metalowo-gumowych.

Konstrukcja większości tulei wydaje się bajecznie prosta, a jednak potrafią się one znacznie różnić parametrami i jakością. Tajemnica tkwi w technologii wykonania.

Najbardziej zaawansowanymi technologicznie łącznikami elastycznymi są obecnie te, w których wnętrzu znajdują się komory z olejem silikonowym. Rozwiązanie takie zapewnia skuteczniejsze rozpraszanie energii drgań oraz lepsze mechaniczne odizolowanie części połączonych tego typu łącznikami. Spotkać można również - ale w zawieszeniach silników, a nie kół - łączniki hydrauliczne, wyposażone w sterowany elektronicznie elektrozawór, który dławi przepływ cieczy tłumiącej. Dzięki temu charakterystyka zawieszenia jednostki napędowej jest kształtowana tak, aby na bieżąco minimalizować przenoszenie drgań z silnika na resztę samochodu.

Większość łączników elastycznych stosowanych w zawieszeniu to jednak typowe tuleje metalowo-gumowe, zwane popularnie silentblokami. Spotkać je można wszędzie tam, gdzie jeden element zawieszenia ma wykonywać obrót o pewien kąt względem drugiego. Używane są jednak również łączniki, nierzadko również w postaci tulei, które dodatkowo w większym zakresie pozwalają na ruchy poprzeczne.

Nic nie jest wieczne

Łączniki elastyczne są trwałe i wiele z zamontowanych w fabryce kończy swój żywot, dopiero gdy samochód trafia na złom. Część na skutek zużycia ulega jednak uszkodzeniu (wybitnie przyspiesza to eksploatacja samochodu na drogach marnej jakości), stając się źródłem stuków i powodując nie rzadko gorsze prowadzenie samochodu. Widocznymi, łatwymi do identyfikacji objawami awarii łączników są: t rozerwane połączenie części metalowej i gumowej{w szczelinę można wsunąć cienki wkrętak); t pęknięcia części gumowej (są do zauważenia przy naciąganiu łącznika w różnych kierunkach);

Najbardziej typowym uszkodzeniem tulei jest oderwanie się jej części gumowej od metalowej.

t trwałe odkształcenie (po zdjęciu obciążenia cześć nie wraca do pierwotnego, uzyskanego w trakcie produkcji kształtu); t ślady wycieku płynu (w przypadku łączników z tłumieniem hydraulicznym). Stwierdzane niekiedy poluzowanie metalowej obudowy łącznika w otworze, np. wahacza, dowodzi najczęściej, że łącznik był niewłaściwie montowany. Awaria taka nie da się naprawić poprzez wymianę samego łącznika, konieczne jest użycie kompletu nowych części.

Tylko prasą!

i stosowane są również łączniki, w których wykorzystuje się: aluminium, tworzywa sztuczne, gumy syntetyczne, a części łączone są poprzez klejenie, a nie wulkanizowanie. 20

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

Dzięki swej elastyczności tuleje metalowo-gumowe umożliwiają różnorakie ruchy. Od szczegółów konstrukcyjnych zależy, do jakich ruchów jest ona głównie przeznaczona.

Wymiana uszkodzonych łączników typu wciskanego nie stanowi specjalnego problemu, wymaga tylko „minimum sprzętowego” w postaci prasy hydraulicznej i właściwych pomocy warsztatowych, tzn. wypychaczy i tulejek podpierających. Bicie młotem we współczesnych konstrukcjach jest niedo-


WARSZTAT że największe ciśnienie wynosi 35 MPa (350 bar). Siłę, z jaka działa prasa, wyliczamy ze wzoru F = 3,14 x D2/4 x p w którym: t „F” to poszukiwana siła wywierana przez pracę wyrażona w N (niutonach). Dla przypomnienia - 9,81 N = 1 kG, w praktyce warsztatowej można więc przyjąć, iż 1 kG = 10 N. t „D” jest średnicą cylindra roboczego określoną w metrach (np. 40 mm to 0,04 m). Uwaga! To, co wystaje z siłownika hydraulicznego, może mieć mniejszą średnicę niż tłok. t „ p” oznacza ciśnienie odczytane z manometru wyrażone w paskalach (Pa). Przypominamy, że 1 000 000 Pa = 1 MPa = 1 bar.

wane w odpowiednim położeniu. Należy umieścić je zgodnie z instrukcją producenta, a nie „tak, jak było”, bo można powtórzyć błąd z poprzedniej naprawy. tw  ymiany wciskanych łączników nie mogą być powtarzane w nieskończoność. W zależności od stanu otworu co najwyżej 2-3 razy, po czym należy zastosować komplet nowych części. td  ociąganie śrub łączących części zawieszenia powinno odbywać się zgodnie z zaleceniem producenta samochodu. Najczęściej, gdy zawieszenie jest obciążone (tzn. pojazd stoi na kołach), ale zdarzają się nieliczne wyjątki i czasem zaleca się to robić, gdy zawieszenie jest ugięte o określoną wartość).

Dzięki prasie z pomiarem siły jest można uniknąć zniszczenia części, bo natychmiast widać, gdy siła wciskania niepokojąco rośnie.

puszczalne, a w zasadzie również niecelowe. Stosowane niekiedy w warsztatach wybijanie silent-bloków wahacza „na samochodzie” często jako jedyny efekt przynosi tylko wygięcie tej zdawałoby się solidnej części. Posługując się przykładem operacji wymiany tulei w wahaczu, podajmy zatem ramową procedurę postępowania: t Wymontować wahacz z samochodu. t Wypchnąć łącznik elastyczny na prasie, korzystając z odpowiednich tulejek (czasem można którąś zastąpić nasadką do odkręcania śrub). Największa siła potrzebna będzie do ruszenia silentbloka z miejsca, dalsze wypychanie wymaga już mniejszego nacisku. t Ocenić stan otworu po wypchnięciu łącznika. Korozja lub głębokie zarysowania są przeciwwskazaniem do dalszego używania części. t Wcisnąć nowy łącznik, wcześniej sięgając do informacji technicznych producenta samochodu, by ustalić, jaki parametr wciskania musi być znany, aby połączenie było prawidłowe. Wielu producentów określa minimalną siłę, która nie powinna wywołać poruszenia łącznika po jego wciśnięciu. Łatwo to powiedzieć (napisać), ale jak ją zmierzyć? Podobnie jak w wielu innych przypadkach, także i w tym pomyślunek pozwala uniknąć zakupu kosztownego sprzętu.

Pożytki z manometru

Otóż pomiar siły, i to precyzyjny, umożliwia prasa hydrauliczna. Jeżeli fabrycznie nie jest ona wyposażona w manometr, to należy go domontować (podłączając do przestrzeni roboczej cylindra, nie do przewodu pompy). Powinien mieć on przy tym zakres pomiarowy o ok. 30% większy niż maksymalne ciśnienie w układzie hydraulicznym prasy, które zwykle jest podane w instrukcji obsługi urządzenia (uwaga na jednostki!). W ostateczności dla pras z ręczną pompą można przyjąć,

Tzw. tuleje niesymetryczne należy montować zgodnie ze wskazówkami producenta samochodu. Dzięki takiemu zestawowi do pomiaru ciśnienia nawet najprostszą prasę hydrauliczną można niewielkim kosztem przerobić na precyzyjne narzędzie do wciskania tulei.

Aby za każdym razem nie wykonywać obliczeń, można na szybce manometru nanieść podziałkę bezpośrednio w jednostkach siły. Jeśli zaś powyższe rachunki wydają się zbyt skomplikowane, należy zawezwać rozgarniętego ucznia szóstej klasy szkoły podstawowej - powinien dać im radę. Elementów niezbędnych do modernizacji prasy nie należy kupować w sklepie dla „remontujących mieszkanie i urządzających ogród”, lecz w profesjonalnej firmie specjalizującej się w napędach hydraulicznych. Zwłaszcza że koszt potrzebnego zestawu absolutnie topowej jakości wyniesie niewiele ponad 100 zł. Korzyść z prasy z pomiarem siły jest za to ogromna - można uniknąć zniszczenia kosztownych części, bo natychmiast widać, gdy na przykład z powodu skaleczenia otworu siła wciskania niepokojąco rośnie.

t tuleje mające zewnętrzny płaszcz gumowy należy wciskać stopniowo, robiąc kilkudziesięciosekundowe przerwy, aby odkształcona guma miała czas wejść na miejsce, bo taka jest specyfika gumy. Dla ułatwienia, a w niektórych konstrukcjach, aby w ogóle było możliwe wciśnięcie tulei, należy część gumową posmarować środkiem poślizgowym. Pod żadnym pozorem jednak nie smarem, nawet syntetycznym, czy olejem mineralnym. Nie wolno także używać mydła, gdyż ma ono silne działanie korozyjne. Najlepszym środkiem jest izopropanol, rozpuszczalnik organiczny, który po spełnieniu swojej roli całkowicie wyparowuje (ma olbrzymią zdolność przenikania przez miejsce styku tulei z jej gniazdem). Pamiętajmy bowiem, że w połączeniach wciskanych typu gumametal „chodzi o to, aby nie było niczego”. Niewielkie opakowanie izopropanolu można kupić w firmach dostarczających materiały eksploatacyjne do... drukarek.

Dodatkowe wskazówki

Jeżeli coś można zrobić źle, to zawsze znajdzie się ktoś, kto to uczyni - regułę tę powinien znać każdy majster kierujący warsztatem. Dlatego na wszelki wypadek podajmy jeszcze kilka dodatkowych wskazówek, których należy przestrzegać przy wymianie łączników. Są one następujące: t niektóre łączniki mają niesymetryczną charakterystykę, muszą więc być monto-

Pamiętajmy o tych zaleceniach, bowiem tyko ich przestrzeganie gwarantuje, że naprawa przyniesie dobry i długotrwały efekt.  t ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

21


FIRMY

Więcej wzmocnionych końcówek Firma MEYLE rozszerza asortyment wzmocnionych końcówek drążków kierowniczych oferowanych pod marką MEYLE-HD. Na części te producent udziela czteroletniej gwarancji.

Wzmocnione końcówki drążków kierowniczych MEYLE-HD mogą znaleźć zastosowanie już w 68 milionach samochodów. Stosowane w tych elementach przeguby kulowe mają wyraźnie większe wymiary niż w  oryginalnych końcówkach montowanych fabrycznie. Tym samym siły działające na kulę rozkładają się w nich na większą powierzchnię, zredukowany zostaje także nacisk jednostkowy na gniazdo kuli wykonane z tworzywa sztucznego.

Ulepszenia te doskonale sprawdzają się zwłaszcza w samochodach eksploatowanych w marnych warunkach drogowych, a także w terenie. Z tego też względu wykorzystywane są przede wszystkim w elementach przeznaczonych do tak modnych w ostatnim czasie SUV-ów, choć spotkać je można również w końcówkach do zwykłych samochodów. Dość powiedzieć, że w gamie końcówek MEYLE-HD pojawiły się ostatnio elementy do aut takich jak BMW X5 i X6, Fiat 500L oraz Mercedes-M. Do wszystkich końcówek MEYLE HD używany jest wysoko wydajny smar, który dodatkowo redukuje tarcie między najbardziej obciążonymi powierzchniami. Jest on jednocześnie dostosowany do materiałów wykorzystanych w budowie całego przegubu, czyli stali, tworzywa sztucznego i gumy.

22

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

Monroe z Gliwic Dzięki swym gliwickim zakładom firma Tenneco miała niedawno podwójną okazję do świętowania: liczba wyprodukowanych w nich amortyzatorów i rozpórek Monroe Original® siegnęła 5 milionów, a jednocześnie uruchomiona została linia wytwarzająca amortyzatory premium Monroe® OESpectrum®.

F

irma Tenneco uruchomiła w swych gliwickich zakładach linię produkcyjną amortyzatorów premium Monroe® OESpectrum®, które po raz pierwszy zostały zaprezentowane podczas wrześniowych targów Automechanika. Wydarzenie to zbiegło się powstaniem 5-milionowego egzemplarza amortyzatora w fabryce wytwarzającej amortyzatory na rynek wtórny. Powstała ona przed 18 miesiącami. – To ekscytujący czas dla Tenneco, marki Monroe OESpectrum, naszych klientów oraz 532 pracowników Tenneco, którzy projektują i wytwarzają produkty dla szerokiej rzeszy klientów na rynku wtórnym na całym świecie – mówi Bruce Ronning, wiceprezes i dyrektor generalny Tenneco Europe Aftermarket. – Dzięki otwarciu zakładu Gliwice Plus (G+) udało nam się zapewnić setki dodatkowych miejsc pracy w mieście. Mamy nadzieję, że nieustający rozwój naszej oferty oraz inwestycje w rozbudowę zakładu G+ przełożą się na możliwość stworzenia setek kolejnych miejsc pracy. Zakład Tenneco w Gliwicach zatrudnia 1422 osoby pracujące w dwóch halach produkcyjnych oraz 129 osób w działach sprzedaży oraz zajmujących się usługami inżynieryjnymi w ramach Tenneco Eastern European Engineering Centre (E3C). Dział E3C odgrywa istotną rolę w rozwoju komponentów poprawiających charakterystykę użytkowania konwencjonalnych amortyzatorów oraz układów zawieszenia o jakości OE. Świadczy on także usługi

inżynieryjne dla Tenneco Europe OE Ride Performance. Pierwszy zakład produkcyjny, oddany do użytku w 2000 roku wytwarza amortyzatory i rozpórki OE dla takich firm jak: Volkswagen Group, Ford, GM, Land Rover, PSA Peugeot Citroen, Volvo, Renault-Nissan, Dacia, Mazda, Suzuki oraz Mitsubishi. Niedawno otwarty zakład Gliwice Plus (G+) pracuje z kolei głównie na potrzeby globalnego rynku części zamiennych. Powstają w nim również amortyzatory i rozpórki, ale także amortyzatory kabinowe do pojazdów użytkowych. Teraz doszedł jeszcze asortyment amortyzatorów Monroe OESpectrum klasy premium. Produkcja amortyzatorów monotube rozpocznie się w maju 2017. Od momentu otwarcia zakład G+, zajmujący powierzchnię 10 500 m², sprawnie zwiększał produkcję roczną, zmierzając w nadchodzących latach do jej podwojenia. Dzięki jego powstaniu Tenneco wprowadziło ponad 144 nowych referencji części. Kolejne będą wprowadzane sukcesywnie. Nowa gama amortyzatorów Monroe OESpectrum charakteryzuje się opatentowanymi rozwiązaniami technologicznymi – Monroe R-TECH®2 Rebound Valving Technology™ – zapewniającymi niemal natychmiastową reakcję na zmieniające się warunki jazdy, a przez to doskonałą przyczepność kół do nawierzchni oraz większą kontrolą nad pojazdem. OESpectrum wyposażone są w zawory sterujące wysokiej prędkości Impact Control Valve – pozwalające uzyskać dwukrotnie lepsze tłumienie w porównaniu do konwencjonalnych amortyzatorów. Każdy produkt gamy OESpectrum gwarantuje jakość na światowym poziomie. Amortyzatory te są dostępne do większości modeli lekkich pojazdów sprzedawanych w Europie. – Wybierając tę zaawansowaną technologię, nasi partnerzy na rynku wtórnym będą mogli zapewnić doskonałe wrażenia z jazdy, takie jakie uzyskuje się dzięki produktom oryginalnym – podsumowuje Bruce Ronning. t


RYNEK niczki za pomocą 12-woltowego adaptera, który jest dołączany do zestawu. Produkt objęty jest 2-letnią gwarancją. LEDambient Pulse Connect można zamontować wewnątrz lub na zewnątrz samochodu – w tym drugim przypadku dopuszczalne jest używanie ich jedynie podczas jazdy drogami niepublicznymi ze względu na brak homologacji ECE. Podobnie jak w przypadku całej linii produktów, diody mogą pulsować w rytm muzyki. Są łatwe do zainstalowania i zasilane bezpośrednio z akumulatora. Użytkownik może wybrać dowolne miejsce w kabinie samochodu i przykleić je wszędzie tam, gdzie chce uzyskać akcenty świetlne. Z kolei na zewnątrz samochodu, LEDambient Connect można zamocować na powierzchni przedniego reflektora, nie zakłócając przy tym rozsyłu światła.

Światło w rytm muzyki Światła samochodu nie tylko służą do oświetlania drogi, ale także nadają pojazdowi styl. Dzięki rozwiązaniom firmy OSRAM, można go zindywidualizować.

F

irma OSRAM wprowadziła do oferty rodzinę produktów LEDambient Connect, które stwarzają możliwość konfigurowania własnych efektów świetlnych w pojazdach. Przeznaczone do użytku wewnętrznego i zewnętrznego Światła LEDambient Tuning Lights Connect, LEDambient Pulse Connect oraz LEDambient Hybrid Connect (off-road) pozwalają stworzyć niezliczone barwy a także sterować nimi na przykład za pomocą smartfona. Po zainstalowaniu przyjaznej użytkownikowi bezpłatnej aplikacji LEDambient Connect, użytkownicy samochodów mogą szybko i łatwo skonfigurować m.in. barwy światła, sekwencje świetlne i poziomy jasności. Aplikacja może być również używana do synchronizacji tzw. playlisty w maksymalnie dziesięciu produktach LEDambient Connect – wówczas światło może także pulsować w rytm muzyki. Aplikacja jest kompatybilna z systemami operacyjnymi iOS i Android i można ją pobrać za darmo z App Store firmy Apple i sklepu Google Play. Światła LEDambient Tuning Lights Connect ożywiają wnętrza samochodów. Dostępnych jest pięć różnych trybów pracy: flesz, stroboskop, światło zanikające,

rozproszone i jednorodne. Ściemnialne listwy LED charakteryzują się trwałością do 5 tysięcy godzin, a ich maksymalna długość wynosi 30 cm – paski można także skracać, dopasowując do własnych potrzeb. Aby po zainstalowaniu listew nie zostawiać nieestetycznych śladów, LEDambient Tuning Lights Connect dostarczane są wraz z taśmami samoprzylepnymi, dzięki którym można je przymocować w dowolnym miejscu w samochodzie. Zasilane są z gniazda zapal-

LEDambient Hybrid Connect to kombinacja diody zmieniającej kolory z mocną żarówką halogenową HB3, HB4 lub H10 o temperaturze barwowej aż do 4200 K. Lampę w reflektorze umieszcza się w dotychczasowej oprawce, a moduł sterujący, dostarczany w zestawie, jest montowany w komorze silnika. Podobnie jak LEDambient Pulse Connect, także ten system nie może być wykorzystywany do oświetlenia zewnętrznego w pojazdach, poruszających się po drogach publicznych ze względu na brak homologacji ECE. t

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

23


WARSZTAT Nie ufać błyszczącym

Doświadczenie starych mechaników wskazuje również, iż wybierając narzędzia, lepiej unikać tych najbardziej błyszczących. Zwykle efektowny wygląd skrywa nienajlepszą jakość. Oferowane na rynku narzędzia, różnią się zarówno ceną jak i standardem wykonania. Najtańsze zestawy z supermarketów w warsztacie z reguły się nie sprawdzają, pożytek być może będzie miał z nich majsterkowicz wykonujący od czasu do czasu jakieś drobne prace. Po pierwsze narzędzia wchodzące w skład tych kompletów zrobione są zwykle z marnego materiału, po wtóre zaś - i jest to chyba największy ich mankament - nie trzymają wymiarów. Próba odkręcenia zapieczonej śruby takim kluczem prowadzi najczęściej do przerobienia jej łba z sześciokątnego na okrągły.

Coraz więcej narzędzi Bez odpowiednich narzędzi nawet najzdolniejszy mechanik nie zdoła naprawić samochodu. Jednocześnie narzędzi tych potrzeba coraz więcej.

P

rzed ponad 80 laty powstał w Polsce jedyny chyba jak dotąd samochód na świecie, który wszystkie śruby i nakrętki miał jednego wymiaru, a mianowicie M10. Był nim CWS T-l skonstruowany przez inżyniera Tadeusza Tańskiego i pomyślany tak, by można go było, wraz z silnikiem, rozebrać i złożyć za pomocą jednego tylko klucza. Dziś, by operację taką przeprowadzić, trzeba dysponować całą baterią rozmaitych narzędzi. Mato tego, nawet uzbrojony w nią mechanik zabierając się do naprawy nowego modelu auta, wcale nie może być pewny czy uda mu się usunąć usterkę, bo a nuż producent przewidział użycie kolejnego specjalnego przyrządu. Bywa też, i to wcale nie tak rzadko, że w zestawach zakupionych, gdy kompletowane było wyposażenie warsztatu, brakuje akurat klucza, którym można odkręcić śrubę skrytą w jakimś zakamarku.

Kompletować samemu

Wielu mechaników jest więc zdania, że wydawanie pieniędzy na pięknie opakowane zestawy narzędzi składające się z kilku dziesiątek elementów nie ma większego sensu. Tym bardziej, że z wielu praktycznie nigdy się nie korzysta. Dość więc, gdy w warsztacie, tak na wszelki przypadek, znajdzie się jeden taki zestaw, generalnie zaś narzędzia należy kompletować samemu kupując je pojedynczo. Szczególnie, że w ten sposób można sobie wybrać najbardziej odpowiadające modele kluczy z setek

24

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

wzorów przedstawianych w katalogach. Jest to też naturalna metoda na systematyczne uzupełnianie wyposażenia warsztatu o mniej typowe narzędzia, w które muszą się zaopatrzyć serwisy oferujące naprawę samochodów wielu marek. Samodzielne kompletowanie kluczy jest wskazane, jak mówią praktycy, także z innego względu. Otóż, po co wyciągać potrzebne klucze z rozmaitych walizeczek czy pudełek skoro łatwiej i szybciej po nie sięgnąć, gdy wiszą na tablicy lub spoczywają w gniazdach wytłoczek umieszczonych w szufladach wózka narzędziowego. Sposób taki ma także tę zaletę, że na koniec pracy wystarczy dosłownie jeden rzut oka, by przekonać się czy nie brakuje jakiegoś narzędzia.

Najdroższe narzędzia najbardziej renomowanych firm też nie są w warsztatach zbyt popularne. Rzadko który serwis stać na takie luksusowe wyposażenie. Owa narzędziowa biżuteria jest więc tylko oglądana i podziwiana, a kupowane są tańsze wyroby Zdaniem mechaników klucze i tak zanim się zużyją, zdążą najzwyczajniej się zawieruszyć. Rozsądniej zaś zgubić klucz za 10 zł, niż za 100 zł. Decydując się na zakup narzędzi z nie najwyższej półki, warto zdać się na rekomendację kolegów mechaników, którzy wypróbowali je we własnych warsztatach. Przy niezwykle szerokiej ofercie rynkowej jest jednak często po prostu niemożliwe. Wtedy musimy sami umieć ocenić czy dany produkt jest przyzwoitej jakości. Czym zatem kierować się kupując narzędzia nie znanych bliżej producentów? Praktycy radzą, by zwrócić uwagę na to, czy mają one widoczne ślady obróbki mechanicznej. Im jest ich mniej, tym lepiej. Wszelkie frezowanie, szlifowanie itp. powoduje bowiem zniszczenie wierzchniej, utwardzonej powierzchni i pogarsza odporność narzędzi na uszkodzenia mechaniczne. Osobną kwestią jest materiał, z którego wykonano klucze. Odpowiednie dodatki stopowe do stali (takie jak chrom, wanad, molibden) sprawiają, że jest ona bardziej odporna na zginanie, ścieranie czy przegrzewanie. Problem tylko w tym, że kupując narzędzie nie jesteśmy w stanie sprawdzić, jakie dodatki faktycznie zostały użyte i jaki przynio-


WARSZTAT sły one efekt. Okazuje się to dopiero w trakcie korzystania z narzędzia. Napis na etykiecie czy bezpośrednio na kluczu, zwłaszcza tańszym i z niepewnego źródła, o niczym nie rozstrzyga. Dobrze jest wiec zaopatrywać w specjalistycznych firmach lub chociaż u nie anonimowych sprzedawców, by było do kogo przyjść z ewentualnymi pretensjami.

Szybsze mechaniczne

W coraz większej liczbie warsztatów korzysta się narzędzi mechanicznych - pneumatycznych, rzadziej elektrycznych. Pozwalają one bowiem mechanikom na szybszą pracę, co przekłada się na większe zyski warsztatu. Właściciele serwisów wybierają z reguły narzędzia pneumatyczne ze względu na większą wygodę ich użytkowania (mają mniejsze rozmiary, a co za tym idzie - masę), a także większe bezpieczeństwo (brak ryzyka porażenia prądem). Jedynym mankamentem tych narzędzi jest koszt związany z założeniem instalacji pneumatycznej. Inna sprawa, że i tak zwykle potrzebna jest ona w warsztacie. O trwałość i niezawodność kluczy napędzanych sprężonym powietrzem nie ma się co obawiać. Pod warunkiem wszakże, że dochowane zostaną dwa proste warunki. Pierwszy to odpowiedni dobór urządzenia stosownie do prac, które mają być nim wykonywane. Potrzeba do tego pewnego doświadczenia, warto więc skorzystać z wiedzy pracowników firm specjalizujących się w dystrybucji narzędzi pneumatycznych. Drugim jest przestrzeganie zaleceń zawartych w instrukcji urządzenia. Trzeba pamiętać, że klucz musi być właściwie zasilany, nie może pracować z udarem dłużej niż kilka sekund, powinien być też wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem. Inaczej nawet najlepsze urządzenie nie wytrzyma długo.

Zawsze trzeba też pamiętać, że narzędzia mechaniczne stanowią jedynie wyposażenie pomocnicze mające ułatwiać i przyspieszać operacje odkręcania i wstępnego dokręcania. Do dociągania śrub zawsze należy korzystać ze zwykłych kluczy, lub kluczy dynamometrycznych. t

Albo zapala, albo nie Czasem nawet najbardziej pospolity pojazd może mieć swoją własną tajemnicę, której poznanie wymaga odrobiny cierpliwości do samochodu oraz życzliwości wobec jego właściciela. Wojciech Słojewski WOCAR

N

iezależny warsztat przypomina trochę lecznicę weterynaryjną z uroczego brytyjskiego serialu „Wszystkie zwierzęta duże i małe”. Bywa, że przyjedzie kosztujący czapkę pieniędzy Range Rover (opisywany w naszym cyklu przypadek), ale też potrafi się przybłąkać jakiś leciwy emerycki samochodzik, którego wartość można wydatnie podnieść, tankując go do pełna. Taki właśnie wehikuł trafił do niezależnego, lecz dobrze wyposażonego warsztatu. Był to kilkunastoletni Daewoo Matiz należący do sympatycznego pana Waldka, emerytowanego nauczyciela polonisty, znajomego właściciela serwisu.

Postał i nie chce ruszyć

Pan Waldek zadzwonił z prośbą o pomoc. Matiz nie chciał bowiem po dłuższym postoju zapalić. Rozrusznik kręcił, kręcił, ale po kilkunastu próbach akumulator padł. Nie pozostało nic inne-

go jak wziąć auto na hol i przyprowadzić do warsztatu. Na miejsce posłany został holownik, co nawiasem mówiąc nie zostało doliczone do rachunku, gdyż szef warsztatu lubił pana Waldka, a poza tym zdawał sobie sprawę, jak przedstawia się finansowa kondycja emeryta. Samochodzinę przywieziono i poddano badaniom. Po wstępnych oględzinach uznano, że należy zamontować nowe świece, bo stare zalewało, poza tym sam ich wygląd wręcz się tego domagał. Świece więc wymieniono, akumulator naładowano. Silnik zapalił i pracował dobrze. Pozostało więc poprosić właściciela o odbiór samochodu. Okazało się jednak, że pan Waldek nie może tego zrobić od razu, gdyż przebywa na badaniach, na które czekał osiem miesięcy. Poprosił więc, żeby przetrzymać Matiza w warsztacie, a przy okazji jeszcze go przetestować. Jak się okazało była to słuszna decyzja.

Zły wpływ czasu

Co prawda następnego dnia Matiz zapalił, ale już z dużym trudem, co skłoniło v ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

25


WARSZTAT v mechanika do przeprowadzenia inspekcji układu zapłonowego. Przewody okazały się być prawie nowe, jednak palec i kopułka dożywały już swych dni, więc zostały wymienione. Po tej operacji samochód dał się uruchomić bez problemu. Minęły następne dwa dni i Matiz znów postanowił odmówić posłuszeństwa. Silnik nie chciał zapalić, a mechanik zauważył, że w czasie gdy rozrusznik działa, na panelu zapala się kontrolka z kluczykiem, oznaczająca immobilizer. Po kilkunastu próbach akumulator rozładował się. Mechanik zadzwonił do właściciela auta, żeby go dopytać, czy w Matizie są jakieś zabezpieczenia dodatkowe. Okazało się, że podejrzenia były słuszne. W samochodzie zainstalowany był od lat nieużywany alarm, o którym właściciel już dawno zdążył zapomnieć. Trzeba go było zdemontować i ponownie sprawdzić, jak samochód zapala po dłuższym postoju. Po wyrzuceniu alarmu auto dało się uruchomić, jednak coś jeszcze niepokoiło mechanika, dlatego po skonsultowaniu się z panem Waldkiem postanowił pozostawić samochód w warsztacie do poniedziałku.

Ostatnia prosta

Tak więc Matiz spędził na warsztatowym parkingu cały weekend. A w poniedziałkowy poranek mechanik przeprowadził jeszcze jedno badanie. Sprawdził otóż napięcie w instalacji podczas rozruchu. Okazało się, że spada do 9V i jeśli silnik zapalił od razu, to wszystko działało dobrze przez cały dzień, a jeśli nie, to akumulator się rozładowywał i do widzenia. Dalsze badania wykazały niezbicie, co jest przyczyną perturbacji. Problem udało się wreszcie rozwiązać. Po wymianie tego elementu Matiz zapalał już w każdej sytuacji bez żadnych narowów. Samochód został wydany panu Waldkowi, który zapowiedział, że mały wozik wygasłej już marki jest jego ostatnim samochodem i na nim skończy się przygoda pana Waldka z motoryzacją. Czytelnikom pozostawiamy udzielenie odpowiedzi na pytanie, co było przyczyną awarii. Jak zwykle czekamy na maile pod adresem redakcja@swiatmotoryzacji.com.pl. t

Świat

motoryzacji Tw ó j d o r a d c a w w a r s z t a c i e

www.swiatmotoryzacji.com.pl

Redakcja: 04-228 Warszawa, ul. Tytoniowa 20 tel. (22) 490 82 40, faks (22) 490 82 42

Picasso z narowami W poprzednim odcinku naszego cyklu opisaliśmy przypadek Citroena C3 Picasso z silnikiem benzynowym 1.4. Samochód przyjechał do warsztatu na lawecie, a jego właścicielka stwierdziła, że auto zapala, ale przy próbie ruszenia gaśnie. Objawy awarii podane przez użytkowniczkę w pełni się potwierdziły. Samochód gasł, a silnik wydawał podejrzane odgłosy. Słychać też było hałas z okolic sprzęgła. Citroena podłączono do testera diagnostycznego. W pamięci sterownika nie było żadnych błędów. Mechanik postanowił zatem sprawdzić wartości rzeczywiste parametrów silnika, zwracając szczególną uwagę na zmienne fazy rozrządu. Na wolnych obrotach wskazania dotyczace wałków powinny być stabilne, zaś po dodaniu gazu kąty wychylenia winny się wyraźnie zmieniać. Jednak po dodaniu gazu silnik gasł, można więc było jedynie coś zaobserwować na biegu jałowym. Mechanik zauważył, że nawet na biegu jałowym wychylenia wałków są dziwnie duże. Postanowił więc skontrolować rozrząd, tym bardziej, że wydawało mu się, iż stamtąd dochodzą hałasy. Po zdjęciu dekla zaworów i oględzinach okazało się, że łańcuch rozrządu jest bardzo rozciągnięty, napinacz wysunięty do końca, a ślizgi mocno zużyte

Redaktor naczelny: Krzysztof Rybarski k.rybarski@swiatmotoryzacji.com.pl

Współpracownicy: Grzegorz Chmielewski, Wojciech Słojewski,

Sekretarz redakcji: Grzegorz Kacalski g.kacalski@swiatmotoryzacji.com.pl

Reklama, marketing: Magdalena Błażejczyk, tel. 695 808 404, faks (22) 490 82 42 m.blazejczyk@swiatmotoryzacji.com.pl

Layout: Andrzej Wasilewski

redakcja@swiatmotoryzacji.com.pl www.swiatmotoryzacji.com.pl

26

ŚWIAT MOTORYZACJI 2/2017

i dociśnięte do krańcowego położenia. Rozrząd został więc wymieniony na nowy. Po naprawie Citroen w ogóle nie chciał zapalić. Mechanik sądził, że popełnił jakiś błąd w ustawieniu rozrządu. Zapiął więc blokady, by to sprawdzić. Okazało się, że wszystko jest w porządku. Badanie testerem znów nic nie wykazało, pamięć sterownika wciąż była czysta. Następnie mechanik postanowił sprawdzić sprzęgło. Dobiegający z niego hałas skojarzył mu się bowiem z niewłaściwym działaniem czujnika obrotów wału korbowego, który to czujnik się tam znajduje. Po wyjęciu czujnika okazało się, że jest pokryty opiłkami i drobnymi kawałkami metalu, które jak ustalono, pochodziły z rozpadającego się łożyska wyciskowego sprzęgła. Wymieniono zatem sprzęgło. Po tej operacji silnik raz zapalał, a raz nie. Warsztatowe konsylium postanowiło jeszcze raz poddać kontroli układ rozrządu. Mechanik powoli obracał wał korbowy, aby sprawdzić, co naprawdę dzieje się z wałkami, fazami i tzw. regulatorem wzniosu zaworów. I właśnie to badanie przyniosło jednoznaczną odpowiedź na pytanie, co było przyczyną awarii. Okazało się, że zacinają się zawory w prowadnicach i raz domykają się, a raz nie. Prawdopodobnie przyczyną usterki była notoryczna jazda na krótkich odcinkach i zbyt rzadkie wymiany oleju. Po wyczyszczeniu i rozruszaniu zaworów silnik zaczął pracować bez zarzutu. Prawidłowej odpowiedzi udzielił Jakub Szczepański z Warszawy. Gratulujemy! Wszystkich czytelników zapraszamy do lektury kolejnych odcinków naszego warsztatowego serialu dokumentalnego.

Drukarnia: Invest Druk

WYDAWCA

SM

Media Sp. z o.o.

04-228 Warszawa, ul. Tytoniowa 20 tel. (22) 490 82 40, faks (22) 490 82 42 Prezes Zarządu

Klaudia Wiak tel. (22) 490 82 41 reklama@swiatmotoryzacji.com.pl Za treść ogłoszeń redakcja nie odpowiada.

Grzegorz Kacalski


Świat Motoryzacji LUTY 2017  
Świat Motoryzacji LUTY 2017  
Advertisement