Page 1

Szkoła naszych babć i dziadków Wystawa stworzona przez uczniów Szkoły Podstawowej w Nowym Grodzicznie w ramach projektu „Nasze miejsce. Lokalna historia, pamięć i dziedzictwo w edukacji dzieci i młodzieży – edycja II” realizowanego przez Stowarzyszenie „Pracownia Etnograficzna” im. Witolda Dynowskiego w ramach programu Patriotyzm Jutra. Pracę nad wystawą rozpoczęliśmy od wyboru tematu. Wymyślaliśmy wątki i tematy, które wydawały nam się ciekawe, dotyczyły naszej lokalności i chcieliśmy je zgłębić. W końcu zdecydowaliśmy się na rozwinięcie tematu dawnej szkoły, aby dowiedzieć się więcej o tym, jak nasze babcie i dziadkowie wspominają swoje dzieciństwo i czasy szkolne. Interesowało nas, jak się wtedy uczono i jakie starsze osoby mają wspomnienia związane z tym czasem. Aby zebrać informacje w tym temacie, przeprowadziliśmy rozmowy. Podstawową metodą badawczą etnografii/etnologii jest rozmowa – tzw. wywiad. Dostaliśmy wskazówki od etnografki, jak przeprowadzić taką etnograficzną rozmowę, stworzyliśmy listę pytań i zagadnień, które nas ciekawią, a następnie każdy z nas przeprowadził kilka rozmów. Bardzo miło je wspominamy, wiele się dowiedzieliśmy. Rozmawialiśmy nie tylko ze swoimi babciami i dziadkami, ale też z innymi członkami rodziny, a także z sąsiadami oraz osobami z Domu Pomocy Społecznej w Nowym Grodzicznie. Było to dla nas ciekawe i wzbogacające doświadczenie. Za rozmowy i podzielenie się wspomnieniami jesteśmy wdzięczni wszystkim naszych rozmówczyniom i rozmówcom. Oprócz przeprowadzenia wywiadów, szukaliśmy też starych fotografii, dokumentów i przedmiotów, a także odwiedziliśmy Izbę Regionalną przy Szkole Podstawowej w Zajączkowie. Stare fotografie klasowe, świadectwa szkolne, tornistry, piórniki – to tylko niektóre z wielu rzeczy zebranych do wystawy. Gdy wszystkie materiały były już gotowe, wzięliśmy udział w zajęciach z projektantką, która opowiedziała nam o tworzeniu ekspozycji i razem z nami opracowała koncepcję wystawy. Na planszach prezentujemy najciekawsze dla nas wątki oraz takie, które wzbudziły najwięcej emocji wśród naszych rozmówców i rozmówczyń. Zapraszamy do zapoznania się z wystawą! Uczennice i uczniowie biorący udział w projekcie: Beata Górzewska, Wiktor Gurzyński, Monika Jaroszewska, Katarzyna Jędrzejewska, Mateusz Lewandowski, Aleksandra Łukaszewska, Wiktoria Rakowska, Julita Tkaczyk Opiekunka grupy: Anna Szałkowska Etnografka: Justyna Orlikowska Opieka graficzna: Alena Trafimava Koordynacja i opieka merytoryczna nad projektem: Joanna Kościańska, Justyna Szymańska Licencja: Creative Commons Uznanie Autorstwa – Użycie Niekomercyjne 3.0 Polska Wszystkie zdjęcia umieszczone na wystawie pochodzą ze zbiorów prywatnych naszych rozmówców i rozmówczyń oraz ze strony internetowej www.skanseny.net prowadzonej przez Stowarzyszenie „Pracownia Etnograficzna” im. Witolda Dynowskiego.

Stowarzyszenie "Pracownia Etnograficzna" im. Witolda Dynowskiego Ul. Warecka 4/6, 00-040 Warszawa www.etnograficzna.pl pracownia@etnograficzna.pl

Wystawa powstała w ramach projektu “Nasze miejsce. Lokalna historia, pamięć i dziedzictwo w edukacji dzieci i młodzieży - edycja II” realizowanego przez Stowarzyszenie “Pracownia Etnograficzna” im. Witolda Dynowskiego. Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach Programu „Patriotyzm Jutra".


Droga do szkoły

Droga do szkoły naszych rozmówców była bardzo różna. Niektórzy mieli szkołę w swojej lub niedalekiej okolicy, inni musieli chodzić dłuższe dystanse. Latem droga bywała błotnista, a zimą zaśnieżona po kolana. Często chodziło się przez pola, łąki i lasy, a także drogami polnymi, kamienistymi lub asfaltowymi. Najczęściej słyszeliśmy, że do szkoły chodzono pieszo, choć niektórzy jeździli też rowerami tak, jak pani Stanisława: „Chodziłam przez błotniste ścieżki. W lato jeździło się rowerem, a w zimę pieszo”. Babcia Bernadeta opowiadała za to, że zimą tata woził ją do szkoły, gdy wiózł mleko. A dziadka Alojzego, gdy było dużo śniegu, tata woził sankami do szkoły.

Stefania - 8 km Henryk - 4,5 km Stanisława - 3 km Bernadeta - 3 km Krystyna - 700 m Alojzy - 2 km Marian - 5 km Helena - 1 km Adam - 5 km Stanisława - 200 m Elżbieta - 3 km


Szkoła – budynek szkoły, sale "Budynek dość okazały, jak na ówczesne czasy. Parterowy, były dwie izby lekcyjne, reszta mieszkanie dla nauczyciela. Uczęszczało do szkoły 50-60 dzieci, w jednej klasie było 8-10 dzieci. Chodziło się codziennie rano lub w południe, nie było wolnych sobót. Ławki były podwójne, tablica duża, czarna, dwie mapy Polska i Europa, pomoce do geometrii: duży drewniany cyrkiel, ekierka, kątomierz i liniał długości 1 metra" (pan Marian)

Jeśli chodzi o wyposażenie sal, to wszyscy nasi rozmówcy mają podobne wspomnienia. Ławki zazwyczaj były podwójne lub potrójne, drewniane, często zielone. Pośrodku ławki było miejsce na kałamarz z atramentem, do pisania obsadka lub pióro. W dawnych szkołach bywały też długie ławy, w których siedziało więcej osób, nawet po siedmiu uczniów, a w starszych klasach ławki zmienianie były na krzesła. Sale były wyposażone w podstawowe pomoce naukowe: tablice, często kilka, jeśli klasy były łączone, a także globus, mapy, pomoce do matematyki i fizyki. W niektórych szkołach była też kuchnia, sala sportowa, pokój nauczyciela, a w salach lekcyjnych piec kaflowy i miska z wodą. Wielu z tych budynków już nie ma, ale niektóre nadal istnieją, są jednak przekształcone w świetlice, w dom opieki społecznej, w lokale mieszkalne. A niektóre – tak jak szkoła w Nowym Grodzicznie – nadal pełnią swoją funkcję, uczą się w niej kolejne pokolenia.

Do szkoły chodziło się codziennie, nawet w soboty. Zazwyczaj na godzinę ósmą rano, choć zdarzały się też zajęcia popołudniowe. Budynki szkół, do których chodzili nasi rozmówcy, były bardzo różne. Niekiedy budynek był mały, parterowy, w którym w jednej sali mieścili się uczniowie wszystkich klas. Innym razem szkoły były większe, specjalnie wybudowane z czerwonej cegły, z czerwoną dachówką. W takiej szkole było więcej sal lekcyjnych. Inni chodzili do szkół mieszczących się w dawnych pałacykach, dworkach. Gdy szkoła była mniejsza, uczyło się w niej kilkadziesiąt uczniów, a w klasach mogło być tylko kilka lub kilkanaście osób. Gdy szkoły były większe, a uczniów mogło być nawet dwustu, wtedy w klasach było około 20-30 osób.

"Moja szkoła była duża, murowana, zadbana. Wokół szkoły był park, dużo miejsca do biegania" (dziadek Alojzy)


Edukacja – przedmioty, oceny Prosiliśmy naszych rozmówców o podzielenie się wspomnieniami o tym, jak wyglądała dawniej edukacja. Dowiedzieliśmy się, że za czasów naszych babć i dziadków lekcje zwykle trwały po 45 minut. Do szkoły chodziło się codziennie, także w soboty, zazwyczaj na ósmą rano, na około pięć, sześć godzin nauki. Choć jedna z rozmówczyń, pani Stanisława, powiedziała, że w jej szkole zajęcia odbywały się od 8 do 10, a potem szło się do kościoła na naukę.

„Moim ulubionym przedmiotem był język polski, język rosyjski i śpiew. Zawsze lubiłam czytać i poznawać przez to nieznane zakątki kraju i świata, różne przygody, ciekawe historie, a śpiewać lubię od zawsze.” (Pani Krystyna) "Była działka na ogródki warzywne, gdzie odbywały się zajęcia praktyczne. Uczyliśmy się siać, grabić, pielić, sprzątać i szanować. Bardzo lubiłam chodzić na zajęcia praktyczne i śpiew. Pieśni uczyły mnie charakteru, a zajęcia praktyczne – pracy fizycznej. Nasza klasa była zdolna." (Babcia Bernadeta)

Było niewiele przedmiotów. Podstawowe to język polski lub elementarz, matematyka lub rachunki, oraz obowiązkowy język rosyjski. Były także lekcje śpiewu, rysunku, techniki, prac ręcznych, lekcje w-f, przyrody oraz, w starszych klasach, historia, geografia, biologia, fizyka, chemia.

"Ulubionym przedmiotem był język polski dlatego, że lubiłem dużo czytać, przychodziło mi to od początku bardzo łatwo. Nasz język wprawdzie jest trudny w pisowni, ale bardzo wdzięczny" (Pan Marian) "Mój ulubiony przedmiot to przyroda, bo obcowałam z nią na co dzień. " (Pani Ela) "Najbardziej lubiłam śpiewać, pisać, mówić wiersze. Dobrze się uczyłam." (Pani Stanisława)

Oceny dostawało się w skali od 2 do 5, nie było ocen 1 i 6, jak teraz. 2 oznaczało ocenę niedostateczną, 3 – dostateczną, 4 – dobrą i 5 – bardzo dobrą. Oceny można było dostać za prowadzenie zeszytu, odpytywanie na lekcji, pisanie ze słuchu, czyli dyktando, sprawdziany i kartkówki. Nasi rozmówcy opowiadali, że uczyli się bardzo dobrze albo średnio.


Przybory i strój szkolny

W dawnej szkole uczniowie także mieli różne przybory i pomoce naukowe, które jednak różniły się nieco od tych współczesnych. Książki i zeszyty noszono w tornistrze zrobionym ze skóry lub tektury. W starszych klasach noszono torby na ramię. Nie było wiele podręczników, głównie elementarz, a zeszyty były cienkie, miękkie, 16-kartkowe, w kratkę, w linię lub gładkie, były też bloki rysunkowe. Przybory szkolne noszono w drewnianych piórnikach. Każdy uczeń miał atrament i pióro z obsadką czy stalówką do pisania. Takie pióra często robiły kleksy. W piórniku uczeń miał także ołówek, gumkę "myszkę", kredki, linijkę, cyrkiel, ekierkę. Niektórzy opowiadali, że w tornistrze mieli też małą ściereczkę do mycia rąk. Większość naszych rozmówców opowiadała, że był specjalny strój szkolny, tak zwany mundurek. Dziewczynki miały granatowe fartuszki zapinane na guziki, z białym kołnierzykiem, a chłopcy bluzy lub koszule granatowe, także z białym kołnierzykiem. Taki strój najczęściej szyły mamy, babcie lub krawcowe. Na fartuszek lub koszulę przyszyta była tarcza szkoły. Niektórzy z rozmówców lubili te stroje, bo były ładne i dzieci chodziły jednakowo schludnie ubrane, inni opowiadali, że były trochę niewygodne.


Nauka i nie tylko – zasady i obowiązki Uczęszczanie na lekcje to tylko jeden z obowiązków ucznia. Dowiedzieliśmy się, że w dawnej szkole zdarzało się, że w czasie lekcji pomagano mieszkańcom, na przykład sadzono drzewa. A gdy był sezon wykopków, w czasie lekcji chodzono całą klasą zbierać ziemniaki na pole. Uczniowie pomagali gospodarzom zbierać do butelek stonki z ziemniaków lub kamienie z pola, ręcznie sadzono ziemniaki, pielono buraki, wiązano trawy i zboża, a później je sztygowano. Chodzono też zbierać ślimaki i grzyby. Szkoła to także obowiązki podczas lekcji i przerw. Osobą odpowiedzialną za utrzymanie porządku był dyżurny. Zadania dyżurnego przydzielano uczniom codziennie albo na cały tydzień. Obowiązkiem dyżurnego było m.in. wietrzenie klas, ścieranie tablicy, wytrzepanie gąbki, przynoszenie map i innych pomocy naukowych na stosowne przedmioty i zmienianie wody w miednicy, a także podlewanie kwiatów oraz pilnowanie, aby na przerwach zachowany był spokój. Uczniowie w szkole starali się zachowywać grzecznie i mieli szacunek do nauczycieli. Wielu naszych rozmówców wspominało o zasadach dobrego zachowania, które wynosili ze szkoły. Ale czasem zdarzało się, że i psocili. Jeśli na przykład nie chcieli, aby odbyła się klasówka, straszyli myszami.

„W szóstej klasie uczniowie nie byli już tacy grzeczni. Gdy uczeń coś pobroił, a się nie przyznał, to wszyscy koledzy dostali za niego karę, dostali linijką po rękach albo byli wytargani za uszy. Jak był ktoś niegrzeczny na lekcji, to chodził do kąta." (dziadek Alojzy) “Tak, były zasady dobrego zachowania i grzeczności, ale jak ktoś ich nie przestrzegał lub łamał, otrzymywał karę: klęczenie na grochu, bicie wskaźnikiem lub drewnianym piórnikiem po rękach. Czasami, aby uniknąć uderzenia piórnikiem, chowaliśmy je do wychodków, a na ławce zostawało tylko pióro.” (babcia Stanisława)

„W szkole uczono nas zasad dobrego wychowania i grzeczności na co dzień – kłanianie się, pukanie do drzwi, szacunek dla starszych – i stosowania podstawowych zasad uprzejmości: dziękuję, przepraszam. Ale robiono żarty nauczycielom, koleżankom i kolegom. To było, jest i zostanie, ale nasze żarty w latach 50., które pamiętam, zawsze mieściły się w granicach przyzwoitości, nie były dla nikogo przykre. Było to przestawianie ławek, zmienianie miejsc w ławkach, dla żartu złe zapinanie płaszcza lub swetra. Zawsze tych niegrzeczności trochę się zdarzało, jak pamiętam, to stawiano nas do kąta lub wygłaszano na apelu – co było najgorszą karą.” (pani Krystyna)


Zabawy na przerwach, sport „Czas z kolegami i koleżankami spędzaliśmy na zabawie i rozmowach” (babcia Stanisława) „Na dużej przerwie była herbata, na którą szłam do stołówki i jadłam kanapki, które zabierałam z domu” (babcia Zofia) Na przerwach w lecie spotykano się na boisku, w zimie lub gdy padał deszcz, czas spędzano na korytarzach lub w holu. Grało się w klasy, w gumę, skakano na skakance, a także chodzono na spacery, albo odpoczywano pod drzewami. Ale dzieci na przerwach nie tylko grały i bawiły się, także dużo rozmawiały, uczyły się lub pomagały innym w nauce. Niektórzy rozmówcy wspominali też, że na przerwach czasem pomagano nauczycielowi w ogródku np. grabiono lub przekopywano działki.

Nasi rozmówcy mają podobne wspomnienia dotyczące gier sportowych i lekcji wychowania fizycznego. Wszyscy wspominali, że najczęściej grało się w dwa ognie, w piłkę lub w palanta, a boisko było placem przy szkole, z murawą i odpowiednimi oznaczeniami. „Na lekcjach w-fu najczęściej uprawialiśmy lekkoatletykę, biegi, skoki w dal, wzwyż, rzut piłeczką, sztafetę. Boisko szkolne było na wyznaczonym przyszkolnym placu posianym trawą. Było wyznaczone miejsce na skocznię i do gry w dwa ognie. Biegaliśmy w parku. Lekcje w-fu podczas niesprzyjającej pogody odbywały się na korytarzu. Latem, wiosną i w ładne dni jesienne na dworzu. W zimę jeździliśmy na sankach. Na korytarzu przebieraliśmy się na w-f w specjalny strój - granatowe szorty i białe koszulki.” (pani Krytyna)

7 8

6 5 4 5 3 2 1


Poza szkołą - wycieczki, harcerstwo Na pytanie o szkolne wycieczki najczęściej dostawaliśmy odpowiedź, że było ich niewiele. Częściej chodzono do pobliskiego lasu, żeby pospacerować lub zbierać grzyby, jagody, ślimaki, albo nad rzekę. Zdarzały się także wyjazdy do teatru, do zoo, do pobliskich miejsc historycznych, do większych miast, nad morze, do Muzeum Wojskowego Polskiego.

Poza szkołą odbywały się też zajęcia dodatkowe, na przykład spotkania harcerzy. Na zbiórki harcerskie można było uczęszczać od klasy piątej do klasy ósmej. Te zajęcia były dodatkowe po lekcjach, od godziny 17:00 do 19:00. Chodzono do lasu i grano w różne zabawy np. w chowanego lub uczono się pieczenia, gotowania i pokonywania różnych trudności i wyzwań. Te zajęcia były nagradzane dodatkowym wpisem na świadectwie.

"W szkole było bardzo żywo działające harcerstwo. Byłam drużynową i właśnie na tych harcerskich zajęciach bawiliśmy się w podchody, zdobywaliśmy różne sprawności, rozpalaliśmy ognisko i śpiewaliśmy przepiękne piosenki harcerskie. Młodsze klasy były w organizacji zuchowej a od piątej klasy było harcerstwo" (pani Krystyna)

"W tamtych czasach było mało wycieczek. Te, które pamiętam, to wycieczki rowerowe do Grunwaldu. Lubiłem te wycieczki, bo przecież mijały nam lekcje." (dziadek Adam) "Ja pamiętam wycieczkę do Warszawy i nad morze. Bardzo lubiłam wycieczki. To było dla mnie coś nowego i fajnego. Raz na jakiś czas jeździliśmy do pobliskich miast Lubawy i Nowego Miasta Lubawskiego". (pani Krystyna) "Pamiętam byłam w Kętrzynie, w Świętej Lipce, w Olsztynku. A jak tak, to do lasu na spacery chodziliśmy lub jechaliśmy do zakładów, gdzie zabijali tuczniki, jeździło się, zwiedzało." (ciocia Stefania) "Szkoła organizowała na Dzień Dziecka wyjazd do lasu Borek. Była to duża polana, gdzie cała szkoła spędzała przyjemnie czas." (babcia Zofia)


Dzieciństwo Po szkole dzieci zazwyczaj od razu wracały do domu. Za pozwoleniem rodziców spotykano się z kolegami i koleżankami. Podczas tych spotkań grano i bawiono się w ulubione gry: dwa ognie, palanta, furmana, chłopka, w chowanego czy ganianego. Organizowane były również spotkania na świetlicy, podczas których grano w różne gry i zabawy w kółku. Ulubionymi miejscami do zabawy było podwórko i przydomowe ogrody, ogródki. Często w ciepłe dni biegano po wsi i urządzano sobie wyścigi. Kto umiał, robił swoje własne zabawki, na przykład z drewna lub szmaciane lalki (tak zwane szmacianki). W wakacje jeżdżono do rodziny, niektórzy spędzali czas nad jeziorem, kąpiąc się i łowiąc ryby. W zimie prawie codziennie zjeżdżano z górek na sankach, czasami nawet na tornistrach, wracając ze szkoły. Do wieczora był czas na zabawę, ale także pomoc rodzicom przy różnych pracach domowych i gospodarskich. Zawsze było coś do roboty. Dzieci bardzo dużo pomagały rodzicom np. doiły krowy, pomagały w polu i w gospodarstwie. Inne obowiązki, jakie usłyszeliśmy od naszych rozmówców to: przynoszenie drewna, opału, sprzątanie, wyrywanie zielska, pasienie gęsi, pielenie buraków, pilnowanie młodszego rodzeństwa czy przyprowadzanie krów z łąki. Dopiero wieczorem był czas, żeby odrobić lekcje. Odrabiało się je najczęściej w kuchni, w dużej izbie przy stole, nie było specjalnego biurka. A gdy nie było prądu, światło dawała lampa naftowa. Rozmówcy wspominali, że często zasypiali przy odrabianiu lekcji, z przemęczenia po całym dniu. W zimowe wieczory czytano również książki, często też mamy uczyły córki wyszywać i robić na drutach.

“Z dzieciństwa pamiętam śniadania ze wspaniałą, pachnącą, mleczną zupą, ale przed jej spożyciem była łyżka stołowa tranu. Pamiętam ten smak i zapach do dzisiaj. Pamiętam mamę, która skrupulatnie pilnowała tej ceremonii”. (pani Krystyna)


Wspomnienia szkolne „Rozmawiało się z koleżankami. W czasie wolnym chodziło się na bujaczki, gotowało się kakao, przyjeżdżali harcerze. Lubiłam czarninę z owocami.” pani Stanisława „Ze szkołą najbardziej kojarzą mi się młodość i swoboda po prostu” pan Marian „Musiałem lubić szkołę, żeby się czegoś nauczyć.” dziadek Henryk „Kiedyś wydawało mi się, że to krzywda, że muszę chodzić do szkoły. Teraz powiedziałabym inaczej: Niech tam kto mówi co chce, a ja wiem, że w szkole nie jest źle. Pani do nas uśmiecha się mile, bo przyjemnie z nami spędza chwile...” babcia Zofia „Tak, lubiłem szkołę. Wiadomo, czasami mi się nie chciało chodzić. Ze szkołą kojarzy mi się nauka i zabawa z kolegami. Nigdy nie lubiłem i nie lubię zupy mlecznej.” dziadek Adam „Bardzo lubiłam szkołę, bo szkoła przygotowała mnie w dorosłe życie. Ze szkołą kojarzy mi się przyjaźń koleżeńska, rodzinne strony, za którymi ciągle tęsknię, najbardziej jezioro i rodzina.” babcia Bernadeta „Bardzo lubiłam szkołę, wyniosłam z niej tylko dobre wspomnienia. Wspaniali nauczyciele, którzy nas nauczali, dali nam solidny fundament do zdobywania dalszych wiadomości. Chodziłam zawsze do szkoły z wielką ochotą i radością”. pani Krystyna

Wystawa "Szkoła naszych babć i dziadków" SP w Nowym Grodzicznie  
Wystawa "Szkoła naszych babć i dziadków" SP w Nowym Grodzicznie  
Advertisement