Opole. Miasto (nie)znane.

Page 1

OPOLE

MIASTO (NIE)ZNANE

Historia grodu nad brzegiem Odry...

Zapomniane miejsca, które tworzą miasto bez granic. Wspólnie z nami odkryj magię Opola


Opole 2017

3 6

Grzegorz Bogdoł, Justyna Kraus

Port, który nigdy nie rozkwitł... Grzegorz Bogdoł

Jak Opole na Wrocław zarabiało?

9

Grzegorz Bogdoł

12

Grzegorz Bogdoł

15 19

Zimna woda z kranu.

Strażacy z Oppeln. Grzegorz Bogdoł, Justyna Kraus

Gdy urzędnicy most niszczyli.

Grzegorz Bogdoł, Justyna Kraus

Autobus czerwony.

22

Justyna Kraus

25

Grzegorz Bogdoł

28

Justyna Kraus

Historia Charlotte Malig.

Chicago w Opolu.

O zmianie granic Opola...

www.opolezsercem.pl | Zdjęcia: Paweł Szpala


Zapomniana historia miejsca, które miało obudzić Opole.

Port, który nigdy nie rozkwitł...


Niepozorna droga ukryta pomiędzy starymi drzewami, a wielką cementownią skrywa obiekt, o istnieniu, którego coraz więcej osób zapomina. Ta mocno zniszczona, momentami brukowana, droga doprowadzi nas do miejsca, które jak żadne inne związane jest z przemysłową historią Opola... Witamy w Porcie Opole! Po raz pierwszy pomysł budowy portu w Opolu pojawił się już w latach 30. XIX wieku. Szukano wtedy sposobu na szybki transport towarów do rozwijającego się miasta. Port miał być także sposobem na dodatkowe dochody. Niestety, jak się okazało chęci to nie wszystko. Przez ponad 50 lat nie zdecydowano się rozpocząć prac budowlanych. Co więcej, przez ponad pół wieku debatowano nad miejscem, które najlepiej sprawdzi się w roli portu. Padały przeróżne propozycje, aż w końcu na początku 1881 roku zapadła ostateczna decyzja. Pierwszy miejski port powstanie w pod opolskiej wsi Sakrau (dziś Zakrzów), przy głównej drodze łączącej Opole z północnymi przedmieściami. Było to miejsce idealne. Naturalny układ brzegu ułatwiał prace budowlane, dawał też odpowiednie zabezpieczenie przed powodziami, a niezabudowana okolica pozwalała bez problemu doprowadzić bocznicę kolejową. Wybór odpowiedniego miejsca nie był jednak początkiem wielkiej budowy. Pod koniec XIX wieku miasta nie było stać na tak poważną inwestycję, dlatego postanowiono stworzyć prowizoryczną przystań na Młynówce. Tymczasowe warunki były tragiczne. Brak specjalnych maszyn, zaplecza technicznego dawały się mocno we znaki, to też niewielu chętnych decydowało się skorzystać z tej przystani. Do tematu budowy nowoczesnego portu na opolskim odcinku Odry powrócono w 1895 roku. Przygotowanie projektu trwało przeszło 7 lat, jednak w końcu 1902 roku udało się rozpocząć prace na Zakrzowie.

04


Co ciekawe, wieś tą do Opola włączono 15 maja 1899 roku, a głównym powodem była właśnie budowa portu handlowego i przeładunkowego. By przyśpieszyć pracę i zdobyć dodatkowe fundusze w 1910 roku powołano Akcyjne Towarzystwo Portowe, do którego przystąpiły władze miasta, Zarząd Kolei Pruskich, Izba Handlowa oraz dwie prywatne cementownie. Dzięki dodatkowemu wsparciu 25.10.1913 roku nastąpiło uroczyste otwarcie Portu Opole. Głównymi klientami przystani były opolskie cementownie. Niestety znaczne opóźnienia w budowie i rozwój transportu kolejowego sprawiły, że coraz mniej transportów odbywało się drogą wodną. Próbą ratowania upadającego kombinatu było przestawienie się w latach 30. na transport żywności. W 1935 roku oddano do użytku nowoczesne magazyny zbożowe, które były wyposażone w specjalnie zaprojektowany system osuszania, oczyszczania oraz utrzymania stałej temperatury. Dwa lata później ukończono budowę magazynów chłodniczych, które mogły przechowywać przetwory mleczne i produkty szybko się psujące. Dzięki temu odwleczono upadek portu, jedynie o kilka lat. Jak się okazało gwoździem do trumny była II wojna światowa i zniszczenie większości cementowni - głównych kontrahentów portu. Po wojnie już nigdy nie udało się odzyskać świetności sprzed lat. Z czasem coraz częściej opolska przystań przegrywała z portem w Kędzierzynie-Koźlu, by ostatecznie stać się bardziej lokalną ciekawostką niż obleganym centrum przeładunkowym. Warto wspomnieć, że dużo więcej szczęścia ma drugi z opolskich portów. Znacznie mniejszy, ale zlokalizowany w przemysłowej dzielnicy Metalchem, który od paru lat jest regularnie wykorzystywany do transportu produktów z pobliskich zakładów.

05


Historia z czasów, o których zapomnieliśmy.

Jak Opole na Wrocław zarabiało?


Czy wiecie, że znane nam współcześnie bramki do pobierania opłat na drogach szybkiego ruchu to wcale nie jest wynalazek XXI, ani nawet XX wieku? Takie punkty poboru opłat istniały już dużo, dużo wcześniej... Druga połowa XIII wieku to czas utworzenia księstwa opolskoraciborskiego. Jego stolicą zostaje Opole, które dzięki tej decyzji przeżywa prawdziwy rozkwit. Młoda stolica regionu ściąga do siebie nowych mieszkańców, którzy potrzebują coraz to więcej produktów. Handel kwitnie w najlepsze. Z takiego obrotu sprawy cieszą się także właściciele okolicznych komór książęcych. Cóż to takiego? Opole znajdowało się na skrzyżowaniu szlaków, które wraz z utworzeniem księstwa nabrały nowego znaczenia. By móc się po nich poruszać należało jednak uiścić opłatę. Można by to dziś porównać do działającego w naszym kraju systemu viaTool lub bramek na autostradach. Na komorach książęcych opłaty pobierane były od każdego. Ich wysokość była zróżnicowana. Inną kwotę pobierano od pieszego, inną od przejeżdżających konno, a jeszcze inną od kupców z wozami. A do kogo należały owe punkty poboru opłat? Pierwotnie prawo do nich mieli tylko książęta. Dopiero z czasem były one przekazywane różnym instytucjom, osobom prywatnym lub miastom. Jak można się domyśleć znaczna ich część trafiła pod opiekę kościoła. Najbardziej dochodowe i pożądane komory znajdowały się w miejscach, których nie można było ominąć. Mowa oczywiście o mostach, których w średniowieczu nie było zbyt wiele. W Opolu, jak nie trudno się domyślić, komora znajdowała się przy najstarszej przeprawie w miejscu dzisiejszego Mostu Piastowskiego. To tutaj krzyżowały się trakty Kraków – Wrocław i Ołomuniec – Toruń. Pierwsze wspomnienie opolskiego punktu pochodzi z połowy XII wieku. Przez wiele lat pieniądze pobierane na skrzyżowaniu w Opolu wspierały Wrocław. Tak było m.in. w 1310 roku. Właśnie dlatego wielkim protestem rady miasta Wrocławia zakończyła się decyzja o nadaniu Opolu prawa posiadania promu na Odrze.

07


W ten sposób podróżni mogli omijać komorę i znacznie uszczuplić dochód rady. Co ciekawe na traktach prowadzących z Opola do Wrocławia (poza Opolem) znajdowały się jeszcze tylko dwie komory – w Skorogoszczy i Lewinie Brzeskim. W obu przypadkach pobrane pieniądze trafiały do stolicy Dolnego Śląska...

08


Gdy woda popłynęła do opolan...

Zimna woda z kranu


Kto z nas wyobraża sobie dzisiaj życie bez wody? Chyba nikt. I chociaż niektórzy musieli się z tym zmierzyć w ostatnich tygodniach, to nadal jest to raczej mroczna przeszłość lub historia rodem z afrykańskiej pustyni. Tym bardziej jeżeli mamy na myśli bieżącą wodę w kranie. Nie zawsze jednak wystarczyło przekręcić gałkę by poczuć przyjemny, chłodny strumień wody... Oj nie zawsze... Pierwszy "system wodociągów", czy raczej czegoś co możemy uznać za jego pierwowzór w Opolu powstał już pod koniec średniowiecza. Wówczas to prowizoryczny zbiornik z wodą znajdował się na Wzgórzu Wapiennym - dzisiejszym Placu Kopernika. Naturalne wzniesienie było wykorzystywane podobnie jak wiele lat później wieże ciśnień. Z najwyższego punktu w mieście woda drewnianymi rurami trafiała do studni, które zlokalizowane były na Rynku i przy Targu Końskim. Stamtąd mieszkańcy mogli czerpać wodę. W XVI wieku zaczęto podłączać wodociągi do pierwszych zabudowań. Było to o tyle ważne, że w całym Opolu domy z bieżącą wodą można było policzyć na palcach obu rąk. Istnienie takiego przyłącza dramatycznie podnosiło wartość nieruchomości, dlatego też mogli na nie pozwolić sobie tylko najbogatsi. Tak było między innymi z plebanią kościoła Św. Krzyża, która podłączona zostaje już w 1581 roku. Wcześniej wikarzy czerpali wodę z rzeczki płynącej wzdłuż murów miejskich od Placu Kopernika i uchodzącej do Odry na wysokości ul.Poświatowskiej (z tego samego strumienia zasilany był ówczesny staw hodowlany przy katedrze i pierwsze wodociągi). Na przełomie XIX i XX wieku potok ten wykorzystano do skanalizowania miasta. Do wody podłączone były także opolskie browary, które potrzebowały jej znaczne ilości do produkcji. Kiedy Opole otrzymało jednak wodociągi z prawdziwego zdarzenia nie wiadomo. Na pewno istniały one w połowie XVIII wieku. Na jednym z wykonanych wówczas planów znajduje się naniesione ujęcie. Wodę czerpano z Odry na wysokości dzisiejszego gmachu filharmonii.

10


Prawdziwa rewolucja w miejskich wodociągach następuje w 1893 roku kiedy to zapada decyzja o budowie nowoczesnej wieży ciśnień i sieci wodociągowej składającej się z rur stalowych, stacji uzdatnia wody i podziemnego ujęcia. W 1898 roku powstał pierwszy specjalistyczny zakład wodociągów przy ul.Oleskiej. Tam też powstaje wspomniana wcześniej wieża. Zaprojektowana przez inżyniera W. Pfeffer'a, osiąga wysokość 42 metrów! Z jej szczytu rozpościera się widok na całe miasto. Stalowy zbiornik umieszczony na jej szczycie ma pojemność 750 m3. Ściany neogotyckiej wieży ciśnień pełne są zdobień, dodatkowego charakteru dodaje im także wykonanie z czerwonej cegły oraz wachlarzowe podparcie zbiornika. Kilka lat później (1908) przy ul. Bończyka uruchomiona zostaje pierwsza w Opolu mechaniczna oczyszczalnia ścieków, która służy miastu przez wiele, wiele lat (osadniki jak i budynki zachowały się do dzisiaj). Co ważne, wieża ciśnień działała przez ponad 100 lat, zasilając wodą kolejnych mieszkańców miasta. Wyłączona z eksploatacji zostaje dopiero w 2009 roku!

11


Gdy wybuchały pożary!

Strażacy z Oppeln


Najtragiczniejszy w historii Opola pożar, który miał miejsce w 1615 roku, był wypadkową wielu zbiegów okoliczności. Niekorzystnej pogody, niefrasobliwego zachowania ludzi i w końcu braku odpowiednich służb. Brak straży ogniowej, która mogłaby w zorganizowany sposób walczyć z trawiącymi miasto pożarami było czymś, co doskwierało wielu miastom. Dziś nie wyobrażamy sobie miejscowości bez choćby ochotniczej jednostki straży pożarnej. To właśnie jednostki ochotnicze rozpoczęły w Opolu jako pierwsze walkę z żywiołem ognia. Ochotnicza straż pożarna w Opolu funkcjonować zaczęła w 1862 roku. Była to elitarna jednostka, w której służyć mogły tylko osoby zasłużone dla miasta. Nic więc dziwnego, że dyrektorami jednostki zostawali najwybitniejsi opolanie. Taka posada to prestiż i niezwykła nobilitacja w oczach wszystkich mieszkańców. Remiza strażacka swoją pierwszą siedzibę otrzymała w niewielkim, drewnianym budynku nad brzegiem Młynówki przy ul. Szpitalnej. Jednak już po kilkunastu latach postanowiono przenieść remizę do bardziej reprezentacyjnego i przede wszystkim większego budynku, który musiał sprostać ciągle rozwijającej się jednostce. Wybór padł na Mały Rynek i budynek w sąsiedztwie szkoły klasztornej sióstr De Notre Dame. Do dziś można rozpoznać miejsce pierwszej remizy po charakterystycznym ogrodzeniu zakonu, które to było… bramą wjazdową do budynku (na zdjęciu powyżej). Co ciekawe na wyposażeniu znajdował się nie tylko sprzęt gaśniczy, ale m.in. konna karetka do transportu rannych. Prawdziwy nawał roboty czekał opolskich strażaków na przełomie XIX i XX wieku. Sporym problemem okazało się jednak informowanie o wybuchu ognia. W takiej sytuacji najczęściej trzeba było osobiście stawić się w jednostce lub czekać, aż pożar będzie na tyle duży, że zostanie zauważony przez innych.

13


Dla rozwiązania tego problemu postanowiono udostępnić kilka punktów na terenie całego miasto, z których można było informować o pożarze — swoistych budynek telefonicznych. W ten sposób straż zwiększyła swoją skuteczność i szybciej mogła reagować na niebezpieczne sytuacje. Do akcji strażaków wzywano nie tylko przy okazji pożarów. Zajmowali się oni m.in. rozbijaniem kry na zamarzniętej Odrze oraz brali udział w różnej maści jubileuszach, pogrzebach i miejskich uroczystościach. W 1930 roku, kiedy w mieście coraz popularniejsze stawały się aparaty telefoniczne, straży miejskiej nadano łatwy do zapamiętania numer. W kryzysowych sytuacjach opolanie mogli dzwonić po pomoc wybierając numer 2222.

14


Napięte stosunki między zamkiem, a miastem!

Gdy urzędnicy most niszczyli


Czasami wydaje nam się, że żyjemy w dziwnym świecie. Pełnym biurokratyzacji, przepisów i urzędniczych sporów. Jak się jednak okazuje nie są to wynalazki XXI wieku! Kłótnie i plotki to to czym żyły i żyją miasta. Także Opole. Od zawsze relacje pomiędzy miejskimi urzędnikami, a zarządcami zamku były, delikatnie mówiąc, napięte. Zwady były na porządku dziennym, a nierzadko dochodziło nawet do rękoczynów! O co toczyły się zaciekłe kłótnie? Od błahych spraw jak odchody zamkowych koni, a na umyślnym niszczeniu przepraw przez Młynówkę kończąc. A było to tak… Wiek XVII to okres gwałtownego zahamowania rozwoju Opola. Przyczynił się do tego zarówno ogromny pożar, który spustoszył prawie cały ówczesny obszar miasta, jak i wojna trzydziestoletnia. Ostateczny cios miastu zadała poważna powódź, która doprowadziła do klęski głodu. Miasto, które musiało ratować się przed upadkiem postanowiło odszukiwać stare, przyznane wiele lat wcześniej, a przez to nieważne, przywileje. Obejmowały one m.in. prawo targowe i prawo składu, a przede wszystkim prawo mili. Zgodnie z nim, na terenie o szerokości jednej mili od miasta wszystkie targi, kramy, składy, piekarnie i karczmy musiały być własnością miasta. Postępowanie takie prowadziło do powstawania zarzutów o ograniczanie handlu, głównie ze strony władz ziemskich (odpowiednik dzisiejszego powiatu). Żądały one od miasta przedstawienia potwierdzeń wszystkich przywilejów. Miasto oczywiście nie mogło ich przekazać, nie tylko ze względu na pożar, który zniszczył Opole (i m.in. miejskie archiwum), ale przede wszystkim dlatego, że nie posiadało takich przywilejów. Dostarczało więc ich rzekome kopie, które były po prostu fałszowane. Władze książęce miały świadomość oszustw ze strony miejskich urzędników, dlatego też sytuacja pomiędzy władzami była bardzo napięta. Dochodziło nawet do sytuacji kiedy władze miejskie zarzucały urzędnikom zamkowym, że ci podrzucają znaczne ilości… końskich odchodów na teren miasta w dni targowe,

16


by zniechęcić mieszkańców i kupców do udawania się na miejskie targowiska. To jednak nie wszystkie zatargi jakie pomiędzy miastem, a zamkiem. Sytuacja rozwijała się tak szybko i dramatycznie, że doszło nawet do bijatyki pomiędzy ówczesnym burmistrzem Oppeln, a przedstawicielami zamku. A wszystko to przez wprowadzone przez zamek ograniczenia w handlu piwem w okolicznych miejscowościach, na co miasto miało wcześniej wyłączność. Burmistrz został skazany na 4 miesiące aresztu, jednak uniknął wykonania tej kary. Kolejną kością niezgody stał się fakt zatrudniania przez administrację zamku rzemieślników spoza Opola, zamiast tych zgromadzonych w miejskich cechach. W odwecie miasto nie chciało wyremontować swojej części mostu Zamkowego. Problem był poważny, ponieważ most groził zawaleniem (i odcięciem zamku od miasta), a jego właścicielami byli pół na pół miasto i zamek. Stan przeprawy był tak dramatyczny, że władze ziemskie postanowiły wyremontować go w całości, na swój koszt. Tuż po zakończonym remoncie opolscy urzędnicy oskarżyli ich o… naruszenie własności miasta i nakazali doprowadzenie mostu do stanu sprzed remontu. Spory nie wygasały przez kilkadziesiąt lat. Ostatni, śmiertelnie poważny spór, który dziś nas śmieszy, miał miejsce w 1842 roku. Wtedy to miasto Opole starało się o nadanie nowej nazwy ulicy Ozimskiej. Do tej pory Malapane Strasse miała wkrótce stać się Friedrich Wilhelm Strasse. Decyzja taka musiała jednak być zatwierdzona przez władze rejencji (wszystkie nazwy miejskich ulic odnoszące się do honorowych postaci potrzebowały zatwierdzenia). Urzędnicy władz rejencyjnych nie wyrazili zgody na zmianę nazwy. Wszystko ze względu na charakter ulicy Ozimskiej, która co prawda była wybrukowana, ale prowadziła do ozimeckiej huty, a więc kojarzona była z brudnym przemysłem. Ci sami urzędnicy zaproponowali, że imię króla Prus może nosić ulica Krakowska. Miejscy urzędnicy dosyć nerwowo zareagowali na tę propozycję, stawiając sprawę na ostrzu noża: „albo ulica Ozimska, albo żadna”. Podsumuję tylko stwierdzeniem, że król Fryderyk Wilhelm nie doczekał się nigdy w naszym mieście ulicy.

17


Myli się ten, kto przypuszcza, że administracyjne przepychanki to domena współczesności. Na tych kilku przykładach widać dobrze, że walka pomiędzy dwoma obozami władzy była od zawsze zaciekła. Dziś z uśmiechem możemy wspominać spory na śmierć i życie pomiędzy dawnymi urzędnikami, jednak w owych czasach były to wydarzenia, którymi żyło całe miasto. Bo i dzisiaj, bijący się prezydent byłby głównym tematem na miejskim targowisku, które funkcjonuje na podstawie fałszywych dokumentów, w oparach końskich odchodów transportowanych do miasta przez walący się most.

18


Podróş za jeden bilet.

Czerwony autobus


Autobus czerwony, przez ulice mego miasta mknie. Mija nowe jasne domy i ogrodów chłodny cień… Tak swego czasu śpiewał Andrzej Bogucki. Chociaż miał on na myśli warszawski tabor, słowa te idealne pasują także do opolskiej komunikacji miejskiej, której historia sięga początków XX wieku. To właśnie na początku tego stulecia postanowiono stworzyć w Oppeln komunikację miejską. Start był więcej niż skromny. Miasto obsługiwały cztery autobusy, które jako wysłużone zostały sprowadzone z głębi Niemiec. Małe powiatowe miasteczko nie mogło sobie pozwolić na więcej. Mimo braku wystarczającej liczby pojazdów i zajezdni z prawdziwego zdarzenia miejskie autobusy cieszyły się rosnącym zainteresowaniem. By usprawnić komunikację, w 1911 roku pojawił się nigdy niezrealizowany pomysł budowy pierwszej linii… tramwajowej. W 1926 roku mieszkańcy mogli korzystać z 4 linii, które łączyły: Groszowice z Kup (przez Rynek), Półwieś z koszarami przy ul. Ozimskiej, Rynek z Gosławicami (jako uzupełnienie linii nr 1) oraz Rynek z Luboszycami. Funkcjonowały także miejskie linie pocztowe, które jednak nie obsługiwały ruchu pasażerskiego. Cztery linie osobowe i 6 linii pocztowych obsługiwało łącznie 15 pojazdów. Niewielka zajezdnia autobusowa oraz biura firmy obsługującej ruchu autobusowy, znajdowały się przy ul.Oleskiej. Po II wojnie światowej pierwsze autobusy wyruszyły na opolskie drogi dopiero w 1950 roku. Wówczas uruchomiono tylko 3 linie obsługiwane przez zaledwie 6 autobusów. Trzy lata później do życia zostaje powołany Miejski Zakład Komunikacji. Jest to moment, o którym możemy powiedzieć – początek komunikacji miejskiej w powojennym Opolu. Niestety miasto nadal borykało się z brakiem taboru. 2 linie obsługiwały zaledwie 4 pojazdy. Linia nr 1 łączyła południowe dzielnice z Wróblinem, a linia nr 2 Kolonię Gosławicką z Półwsią. Szybki rozwój miejskiego przewoźnika obrazuje fakt, że już 4 lata później dysponował on 27 autobusami i obsługiwał 5 linii o łącznej długości ponad 45 km. Rozwój zakładu z pewnością utrudniała mała zajezdnia. Zlokalizowana przy ul.Kasprowicza baza posiadała słabe zaplecze, które nie dawało rady sprostać obsłudze coraz to większego taboru.

20


W kolejnych latach stale zwiększała się liczba dostępnych pojazdów, a także pod obsługę firmy włączono komunikację w Kędzierzynie-Koźlu i Nysie. W 1960 roku po raz pierwszy uruchomiono linię sezonową, która obsługiwała Turawę – miejscowość cieszyła się wówczas ogromną popularnością i była celem letniego wypoczynku wielu opolan. Co ciekawa linie dojeżdżały znacznie poza granice miasta. W stałej obsłudze były wtedy wsie takie jak Wróblin, Chmielowice, Malina, Mechnice czy Wawelno. Niestety już wtedy okazuje się, że autobusy po mieście poruszają się… zbyt wolno. Często w prasie można spotkać informacje od niezadowolonych pasażerów, którzy informują o spóźnionych pojazdach. By temu zaradzić, firma wprowadza linie okresowe, które obsługiwane są tylko w godzinach porannego i wieczornego szczytu. W 1977 roku w posiadaniu MZK było 207 pojazdów, jednak należy pamiętać, że były to także pojazdy poruszające się po Kędzierzynie i Nysie. Wydzielenie osobnych spółek organizujących transport publiczny na terenie tych miasta następuje w 1983 (KK) i 1992 (Nysa). Jeszcze w połowie lat 80. oddana do użytku zostaje nowoczesna baza przy ul.Luboszyckiej. Po raz pierwszy w historii MZK w Opolu ma zajezdnię zbudowaną specjalnie na ten cel. Dzięki temu obiekt jest nie tylko wyjątkowo nowoczesny, ale także komfortowy. Jest to też czas, kiedy przewoźnik uruchomił największą ilość linii w swojej historii. Regularnie na miasto wyjeżdżały autobusy na 30 liniach. Na drugim biegunie znalazł się rok 2006, kiedy to w Opolu działało jedynie 13 linii. Lata mijają, siedziby MZK się zmieniają, ale jedno pozostaje niezmienne. To linia nr 3, która od 1957 roku łączy Gosławice (dziś pętla Pużaka) z ul.Rejtana. I od 60 lat cieszy się takim samym powodzeniem. W tym jubileuszowym (dla linii nr 3) roku należy życzyć opolskiemu MZK, by nadal woził pasażerów, a pasażerom by jak najrzadziej mieli okazję narzekać na miejskiego przewoźnika.

21


Kobieta, która pokochała płomienie.

Historia Charlotte Malig


Zakład krawiecki prowadzony przez majstra Maliga nie był czymś niezwykłym na mapie dziewiętnastowiecznego Oppeln. Sam mistrz igły nigdy nie budził żadnych podejrzeń, a nawet wręcz przeciwnie, u wielu wzbudzał respekt swoimi umiejętnościami, szczególnie gdy ubrania były gotowe na czas i szyte z największą starannością za niezbyt wysoką cenę. Jego żona, akuszerka miejska Charlotta Malig, również nie wyróżniała się wśród kobiet, które można było spotkać na opolskich ulicach. Jedynie jej niespotykane zamiłowanie, o którym nie wiedział nikt oprócz niej samej, a raczej jego efekty, budziło przerażenie mieszkańców miasta przez ładnych parę lat, bowiem Charlotta upodobała sobie szczególnie jeden z żywiołów – ogień. Znana była z tego, że pomagała czasem mężowi w warsztacie i pewnego dnia przypadkowo usłyszała jego kłótnię z klientem, który odmawiał zapłaty za wykonaną usługę. Majster Malig przeklął klienta i jego rodzinę i wygonił go z zakładu, pozwalając mu wyjść bez zapłaty. Żona krawca, wyraźnie zdenerwowana tym wydarzeniem, nie chciała pozostać dłużna niewdzięcznemu klientowi. Był to rok 1837, i podobno właśnie od tego momentu zaczęła się chorobliwa obsesja Charlotty. Gdy zapadała noc i każdy szedł posłusznie spać, jedna para kobiecych oczu nadal pozostawała wytrwale otwarta. Towarzyszyła swojemu zmęczonemu mężowi do momentu, gdy zapadał w mocny sen, by rano obudzić się rześkim i gotowym do dalszej pracy. Błysk w oczach Charlotty, przypływ adrenaliny…Chęć zemsty nie pozwoliłyby jej zmarnować tej nocy… Wiedziała, że parę ulic dalej ów klient miał swój dom oraz stodołę, w której przechowywał słomę. Z szafki kuchennej wzięła tylko pudełko zapałek oraz resztki nafty, przeznaczonej do lampy. Przed stodołą nie zawahała się ani przez chwilę – rozpaliła ogień i rzuciła buteleczkę nafty wprost na drewniany budynek. Oddalając się, słyszała krzyk klienta i jego żony. Cieszyła się, że spotkała ich zasłużona kara i że tyle sprawiło jej to przyjemności.. Od tego momentu to, co dziś zowie się piromanią, odkrywanie coraz to nowych materiałów łatwopalnych oraz „wymierzanie sprawiedliwości”

23


ludziom za chociażby najmniejsze błędy, były dla Charlotty Malig niemal chlebem powszednim. Dwie osobowości, dwa oblicza – w dzień porządnej akuszerki i przykładnej żony, a w nocy Królowej Ognia – stały się dla kobiety czymś zwyczajnym. Sprawą podpaleń zajęła się policja, lecz aż do września 1842 roku mieszkańców Oppeln paraliżowała myśl o „ręce podkładającej ogień”, groźnej i nieuchwytnej. Jeden z ówczesnych rajców, Johannes Baydel, utrzymywał w swoich zeznaniach, że widział akuszerkę dokonującą zbrodni, lecz według burmistrza Augustiniego brakowało jakichkolwiek dowodów, by oskarżyć tak niewinnie wyglądającą żonę krawca. Dopiero pięć lat później prawda wyszła na jaw, kiedy znaleziono w mieszkaniu państwa Malig materiały łatwopalne, takie same jak zbierane przez policję z miejsc zdarzeń. Ostatecznie Charlotta przyznała się do 35 podpaleń i za karę miała być ścięta. Do wyroku jednak nie doszło przez następne trzy lata – kobieta wraz z lekarzem ( który rzekomo był jej kochankiem w więzieniu) świetnie pozorowali jej zły stan zdrowia. Charlotta symulowała parę razy ciążę oraz częste poronienia, które nie pozwalały na ścięcie jej głowy. Zmarła w więzieniu na cholerę, którą prawdopodobnie sama sobie wstrzyknęła, posługując się skażoną igłą zdobytą w szpitalu. Według zeznań jej współwięźniarek, Charlotta śmiała się, wbijając sobie igłę w przedramię, kpiąc sobie tym samym z całej tej sytuacji. Historia o Królowej Ognia może być jedynie bajką wymyśloną przez twórców legend o Opolu, lecz w archiwach istnieje wzmianka o postaci akuszerki Malig, podpaleniach w latach 1837–1842 oraz opis przebiegu procesu sądowego, w którym została oskarżona. Jej duch również daje o sobie znać… Nawet w dzisiejszych czasach niektórzy mieszkańcy Opola, którzy doświadczyli w swoim życiu nawet niewielkiego pożaru, mówią, że w płomieniach ognia można ujrzeć postać kobiety oraz usłyszeć jej śmiech.

24


Opolska dzielnica przemysłu.

Chicago w Opolu


Są takie miejsca w naszym mieście, bez których jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie wyobrażano sobie Opola, a dziś nie pozostał po nich żaden ślad. Ten artykuł będzie właśnie o takim miejscu. Wielkiej fabryce, która dała nadzieję na lepszą przyszłość tuż po I wojnie światowej. Zapraszamy na krótki spacer po Textilosewerk. W zasadzie należy mówić o Oppelner Textilosewerk GmbH Oppeln – tak brzmiała pełna nazwa zakładu wyrobów tekstylnych, który znajdował się w pod opolskim Zakrzowie. Tak, pod opolskim, bo owa fabryka funkcjonowała już w 1890 roku, czyli 9 lat przed przyłączeniem tej wsi do Opola. Sporej wielkości zakład mieścił się w kwartale ograniczonym ulicami Budowlanych, Ligudy, Klimasa i Głowackiego. Był to jeden z największych zakładów, zatrudniający wielu mieszkańców Zakrzowa, Opola i okolicznych miejscowości. To właśnie dla nich fabryka stała się wybawieniem tuż po I wojnie światowej, kiedy to zakład stał się ostoją dla weteranów wojny i kobiet, które musiały przejąć na swoje barki utrzymanie rodziny. Niestety czas powojenny to także okres kryzysu gospodarczego, który również dotknął fabrykę w Zakrzowie. Textilosewerk produkujący do tej pory z przędzy właściwej, zostaje przestawiony na produkcję papy, papieru impregnowanego, a nawet sienników wojskowych. Kolejne lata coraz gorszej sytuacji gospodarczej w Europie tylko pogarszały sytuację dawnej chluby miasta. Na nic zdało się wydzielanie kolejnych, coraz to mniejszych, firm z wielkiego kombinatu, jakim był dawny Oppelner Textilosewerk. Dzięki tym działaniom przez pewien czas mieściły się tam fabryka cygar, pralnia czy farbiarnia. W końcu większość zakładowego terenu stała nieużywana. Konsekwencje mogły być tylko jedne. Podjęto decyzję o rozbiórce fabryki i przekazanie terenu pod zabudowę mieszkaniową. I tak właśnie powstało opolskie Chicago, a w zasadzie „Sikago”. Dzielnica, która stała się domem dla licznych przybyszów z tych części Śląska, które po plebiscycie przypadły Polsce. Większość z nich znajdowała zatrudnienie w porcie lub rozsianych po całym mieście cementowniach.

26


Pierwsze domy były gotowe w 1935 roku. Miejskie władze postanowiły pozostawić kilka pojedynczych budynków, w których nadal funkcjonowały małe manufaktury. A dlaczego nowa dzielnica otrzymała miano „Sikago”? Jak głosi miejska legenda wszystko za sprawą samych mieszkańców. Mieli oni, zdaniem reszty opolan, reprezentować dosyć swobodny, nawiązujący do amerykańskiego, styl życia, który był nie do przyjęcia wśród konserwatywnych mieszkańców miasta. A dziś? Dziś „Sikago” to nadal spokojne, może nieco zapomniane, osiedle przy jednej z głównych ulic Opola. Po zakładzie nie pozostało prawie żadne wspomnienie. Stare ustąpiło nowemu, a historię zatarła współczesność… I tylko jedno się nie zmieniło. Zakrzów to nadal przede wszystkim dzielnica dużych zakładów, które tak jak kiedyś, tak i teraz dają pracę wielu mieszkańcom Opola.

27


Gdy opadnÄ… juĹź emocje.

O zmianie granic Opola


Od kilku miesięcy niekwestionowany temat numer jeden wśród mieszkańców Opola. Budzi wiele kontrowersji i skrajnych emocji. Jedni go unikają lub wzruszają ramionami, drudzy mówią o tym otwarcie, manifestują, protestują… Wszyscy (a Opolanie szczególnie!) wiedzą, o co chodzi. Zmiana granic miasta. Cofnijmy się zatem do początków Opola, a raczej skromnego Ostrówka, które Opolem nie do końca wtedy było. Gród Ostrówek znajdował się w północnej części Wyspy Pasieka i założony został około IX wieku. Samo miasto znajdowało się wówczas w okolicach dzisiejszego Rynku. W 1217 roku właśnie owa lokacja miasta przyczyniła się do upadku Ostrówka. Kilka lat później na jego terenie rozpoczęto budowę Zamku Piastowskiego. Opole zajmowało wtedy jedynie obszar dzisiejszego Rynku. Pierwsza transformacja granic miasta miała miejsce już w 1250 r. Wówczas to obecny obszar miasta okazał się po prostu za mały. Od XIII wieku, miasto miało kształt owalny, mieściło się nad prawym brzegiem Odry i otoczone było murami. Jego powierzchnia wynosiła zaledwie 15,75 hektara (czyli około tyle ile podwójna powierzchnia CH Karolinka plus parking). I tak było aż do początków XIX wieku. Opole było jedynie małym miastem powiatowym, które coraz bardziej „dusiło” się w swoich granicach. W tym miejscu należy przypomnieć, że w 1818 roku, Opole zostało stolicą rejencji, co przyczyniło się do jego popularyzacji wśród mieszkańców Śląska, którzy z chęcią zaczęli przyjeżdżać za pracą i osiedlać się w Opolu. W 1891 roku podjęto decyzję o przyłączeniu dużej wyspy Pasieka do granic miasta, dzięki czemu Opole zyskało 42 hektary więcej. 1899 rok to dla Opola dość ważna data z dwóch względów. Tego roku, Zakrzów stał się częścią Opola, które dostało status powiatu miejskiego. Powodem wchłonięcia sąsiedniej miejscowości była budowa na jej terenie miejskiego portu. Władze uznały, że tak ważna inwestycja musi znajdować się na terenie miasta.

29


Aby istnieć, miasto musiało się rozrastać. I tak w 1910 roku przyłączono Bolkową Kępę, dzisiaj znaną jako Wyspę Bolko, na której posadzono rozmaite drzewa (dęby, graby i buki) oraz funkcjonował prywatny „Zwierzyniec” o powierzchni 1,5 hektara (jak się domyślacie, chodzi o dzisiejsze opolskie zoo). 26 lat później, po raz kolejny postanowiono rozszerzyć granice miasta. Do Opola przyłączono tereny obejmujące dzisiejsze dzielnice Półwieś oraz Szczepanowice. I w takim stanie miasto przetrwało wojenną zawieruchę. Kolejne zmiany w graniach wprowadzono dopiero w 1955 roku. Zdecydowano wówczas o przyłączeniu Nowej Wsi Królewskiej, a zaledwie 4 lata później tego zaszczytu mogła dostąpić również Malina. Miasto nadal miało głód terenów i patrzyło w stronę sąsiednich wiosek. W 1961 roku przyłączono teren Kolonii Gosławickiej, a 4 lata później Groszowice. Przed XXI wiekiem, najpóźniej do Opola zostały przyłączone tereny obejmujące obszar Grotowic i Gosławic, rok później do tego grona dołączyły Bierkowice, Wójtowa Wieś, Grudzice i Wróblin (1975 rok) W międzyczasie budowano osiedla (m.in. ZWM czy Metalchem) z tzw. „wielkiej płyty”, aby pomieścić mieszkańców Opola. W tym kształcie stolica województwa zajmowała obszar o powierzchni 96 km2 i nic nie wskazywało na to, aby miało to ulec zmianie. Warto zauważyć, że przez lata Opole było jednym z najmniejszych miast wojewódzkich (większy był nawet opolski KędzierzynKoźle!). Mimo wielu sprzeciwów, 1 stycznia 2017 nastąpiła jednak największa transformacja granic miasta w historii. Powierzchnia Opola zwiększyła się, aż o 80km2 ! Do miasta dołączono wsie z pobliskich sołectw, są to kolejno: Borki, część Brzezia, Chmielowice, Czarnowąsy, część Dobrzenia Małego, część Karczowa, Krzanowice, Świerkle, Winów, Wrzoski i Żerkowice. Obecne Opole może pochwalić się 149 km2 powierzchni, czyli… prawie tyle samo ile zajmuje najbogatsze państwo Europy Liechtenstein.

30


Issuu converts static files into: digital portfolios, online yearbooks, online catalogs, digital photo albums and more. Sign up and create your flipbook.