Skip to main content

Artywizm nr 1

Page 1

JEDYNY TAKI

ARTYWIZM W POLSCE

CZERWIEC 2020

WYDANIE NR 1


PODZIĘKOWANIA W tym miejscu, należy się wdzięczność wszystkim osobom, które przyłożyły się choćby w najmniejszym stopniu, do wydania tego tworu. Twórcom wszelkiego rodzaju więc - ogromne dziękuję.

Oprócz pięknych obrazów, zobaczycie / przeczytacie tu jednak również teksty. Teksty, które nie powstałyby, gdyby nie grono osób, chcących podzielić się z Wami swoimi myślami.

ANNA BRONIEK MAIKEL OSKAR CIEŚLICKI ALEKSANDRA WIŚNIEWSKA ELWIRA LITRA MARCIN WOJDAK WERONIKA (ZASTANAWIAM SIĘ) To oni wystąpili gościnnie w roli autorów wartościowych treści pisanych. Nie mogłabym jednak zapomnieć o jeszcze jednej osobie, która dzielnie przygotowywała grafiki do artykułów:

EMILIA MAJDRA - tej Pani dziękuję po stokroć, bo tworzyła jak burza, mimo krótkich terminów i drobnych zmian koncepcji.


SŁOWEM WSTĘPU Artywizm to dla mnie coś więcej niż tylko kolejny magazyn internetowy. Artywizm to artystyczny aktywizm społeczny, który ma przełamywać tabu, pokazywać inne spojrzenie na świat. To oddziaływanie na ludzi przez sztukę. To naprawianie systemu od środka. To wzbudzanie emocji, chęć przekazywania odczuć.

Jako osoba wydająca te kilkadziesiąt stron w świat, chciałabym byście znaleźli tu nie tylko poruszające obrazy, ale również treści, które wzbudzą w Was wątpliwość, chęć zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi.

Aleksandra Ka. WYDAWCZYNI MAGAZYNU


LIVING MARBLE fotografka / modelka: LOVERO (autoportret)

Zdjęcia powstały w studio tatuażu Cykada


IN HARMONY WITH GREEN LIFE fotograf: JAKUB JACKIEWICZ @Jakub_Jackiewicz modelka: ANIA LISIA @lisia.dama Zdjęcia powstały podczas Nadwarciańskiego Pleneru Fotograficznego


Fotograf: ŁUKASZ SPYCHAŁA (KONESER) @koneser_fotografii Modelka: PAPAJA @papaja_modelina zdjęcia powstały podczas pleneru Adela Photo Pathology 2019


CHARACTER


Im bliżej ludzi jestem, tym bardziej czuję się spełniony wywiad z Arcadiusem Mauritzem. Fotografem, muzykiem, człowiekiem wielu talentów, którego podejście do twórczości jako takiej inspiruje i daje nowe spojrzenie na sztukę życia. rozmawia: Aleksandra Kamińska


KAŻDY Z PROJEKTÓW PRYWATNYCH, ZRESZTĄ NIE TYLKO PRYWATNYCH, CZEGOŚ MNIE NAUCZYŁ — NAWET JEŚLI TO BYŁA NAPRAWDĘ DROBNA RZECZ. Zaczynając więc — Mógłbyś mi przedstawić rys historyczny Twojej kariery fotograficznej? Kiedy zacząłeś fotografować? Ten rys historyczny to tak naprawdę długa historia. Pierwszy aparat do ręki wziąłem, mając lat 8. A to z tej okazji, że moja matka chrzestna zdecydowała się podarować mi taki w prezencie z okazji I komunii świętej. Mam go zresztą do dziś. Ot i mała, śmieszna, niepozorna małpka na klisze w kolorze czerwonym. Jest to dla mnie bardzo ważny symbol — czasami podejmujemy jakieś decyzje, nie wiedząc, jakie to może wywołać konsekwencje. Co będzie, kiedy popchniemy tę kulę śnieżną, z jakimi wydarzeniami później może się to wiązać? Tak więc moja matka chrzestna kupiła mi aparat i tym samym przyczyniła się do zaszczepienia fascynacji fotografią w małym Arcadiusie. Potem było długo, długo nic. W okolicach liceum, oprócz muzyki, która w tym czasie kiełkowała we mnie mocno, postanowiłem zgłębiać tajniki fotografii, zapisałem się do kółka fotograficznego w moim rodzinnym mieście Płocku, ucząc się tam od lepszych na temat fotografii analogowej. To trwało mniej więcej rok. Fotografia gdzieś przemykała; raz na jakiś czas kupiłem kliszę, zrobiłem jakieś zdjęcia, wywołałem, pokręciłem się z aparatem, ale nie było to nic, co by mnie angażowało w sposób stały. Dopiero w okolicach 2007 roku, kiedy stać mnie było na to, by zainwestować w fotografię bardziej poważnie — pracowałem wtedy jako tłumacz na kontrakcie zagranicznym we Francji — za pierwsze zarobione tam pieniądze postanowiłem kupić lustrzankę cyfrową (która była wtedy krzykiem mody). Kupiłem aparat i zacząłem się go uczyć; poznawać fotografie niejako na nowo. Do tamtego momentu robienie zdjęć wiązało się z pewnym rodzajem cierpliwości i wielkiej pokory. Trzeba było je robić nomen omen wręcz na ślepo, pójść do punktu, wywołać klisze, zrobić odbitki i to wtedy okazywało się czy te zdjęcia były dobrze zrobione, czy nie. Tu natomiast, nagle pojawiła się opcja zrobienia zdjęcia i zobaczenia go natychmiast, a jeśli coś nie wyszło, wystarczyło nacisnąć przycisk „usuń” i zrobić je jeszcze raz. Zupełnie nowa rzeczywistość. Około 2008 r. kiedy wróciłem z wojaży zawodowych, mocniej zaangażowałem się w tematy fotograficzne i w wakacje 2008 r. (do tej pory to pamiętam) zrobiłem swoją pierwszą sesję z modelką. Była to początkująca, ale jednak modelka — nie była to kobieta z grona moich znajomych, rodziny i to właśnie była pierwsza poważniejsza sesja zdjęciowa, którą umownie możemy nazwać „modową”. Od tego to się tak naprawdę wszystko zaczęło. Dało mi to niesamowitego kopa, zaangażowałem się w temat wręcz hardcorowo i robiłem sesje zdjęciowe nawet 4-5 razy w tygodniu. Wydaje mi się, że ta częstotliwość i niesamowite skupienie, poświęcenie uwagi i czasu zadziałało z ogromną, pozytywną siłą na moje doświadczenia. Im więcej prób podejmowałem, im więcej fotografowałem, tym większe doświadczenie zdobywałem, tym więcej różnych, kon-

kretnych granic przekraczałem, poznawałem swój sprzęt, uczyłem się tego, w jaki sposób kształtować przede wszystkim swój gust i rozumienie języka obrazu. To jest zresztą też ciekawa rzecz: bo język obrazu i rozumienie zmieniających się cały czas trendów estetycznych tego, co nam się podoba, jest jednym z głównych nurtów pełnej, niczym nieskrępowanej świadomości fotograficznej. Rozumienie języka obrazu i wszystkich jego składowych to jest naprawdę niesamowita wiedza, którą zdobywa się cały czas. Nie jest tak, że przeczytasz jakąś książkę, jak encyklopedię od A do Z i koniec — nie, to jest proces, który się nigdy nie kończy. Fotografuje w sposób świadomy od 12 lat i cały czas uczę się czegoś nowego, co chwila odkrywam jakiś nowy aspekt swojej własnej wrażliwości. A czy fotografia jest powiązana jakoś z rodzinną tradycją? I tak i nie. Kiedy byłem dzieciakiem to mój tata był moim artystycznym mentorem, niejako przewodnikiem, ponieważ sam swego czasu również bardzo działał artystycznie — przede wszystkim malował, ale robił też zdjęcia. Nie było to jednak aż tak mocno zaimplementowane w nasze życie rodzinne, to było gdzieś tam przy okazji. Co nie zmienia faktu, że doskonale pamiętam ten moment, kiedy jako 4 - 5-latek spędzałem całe godziny w jego pracowni, obserwując, jak gruntuje blejtram albo kładzie pierwszą warstwę pod kolejny obraz. Kilka tych obrazów wisi u nas w domu rodzinnym, niektóre z nich stworzyliśmy wspólnie, czyli tata Jurek i synek Marek. Kiedy pojawił się moment w Twoim życiu, w którym sam o sobie zacząłeś mówić per “Pan fotograf”? Zdecydowanie bardziej identyfikuję z pojęciem „twórca” — to pojęcie jest zdecydowanie bardziej pojemne, mniej ograniczające i z mojego punktu widzenia zdecydowanie bardziej przystające do tego, co robię w życiu. Natomiast żeby ludziom ułatwić identyfikację, przyporządkowanie mnie do jakiegoś konkretnego nurtu, oczywiście musiałem w pewnym momencie zacząć określać się jako pan fotograf i zdecydowanie nastąpiło to w czasie kiedy porzuciłem pracę w przemyśle jako tłumacz i przeprowadziłem się z moją żoną do Warszawy. Wtedy postanowiłem być fotografem na 100%, na pełen etat - jak to się mówi. W tym momencie Arcadius dla całego świata stał się Panem fotografem. Który z prywatnych projektów dał Ci najwięcej frajdy, może nauczył Cię najwięcej? Być może jest to trochę tendencyjna odpowiedź, ale każdy z projektów, które zrealizowałem czegoś mnie nauczył — nawet jeśli to była naprawdę drobna rzecz. Wymienię dwa. Pierwszy — Jezioro Dusz, który powstawał na przełomie 2010/2011 r. Był to projekt,


TRANSLACJA Fotograf: MATEUSZ OLCZYK @moeror_aer Modelka: VALKRAH @valkrah


ÅšLUB W STARYM TARTAKU fotografka: ELWIRA LITRA @elwiralitra_fotografia


fotograf: ROLAND OKOŃ

modelki: ILONA WITKOWSKA, KAROLINA KOSIKOWSKA, KATA ŚWIERKOWSKA, MAGDALENA SKOWROŃSKA


CIEŃ ŚWIATŁA fotograf: ADAM TOKARZ @tokarz_adam


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Artywizm nr 1 by Artywizm - Issuu