Issuu on Google+


65

Gwóźdź Programu

NOWY

nr

Spis treści

Felieton

04

Czas od ucha do ucha

Esej

05

O globalnym architekcie serwisów informacyjnych

Ludzie ludziom

Małgorzata Starczyk Ilona Ptak

06 - 07 08 09 10

Czy marihuana jest z konopi? Kobieta o sporcie

Dominika Białas

Tylko dla kobiet

Karolina Goczoł

Kurier z Wall Street

11-12 13-14

Owoc żywota Twojego je ZUS

Opowiadanie

Melficki świat cz. 1

Wywiad

15-16 17 18-19

Człowiek do zadań specjalnych

Agnieszka Szecówka

Kulturalny student

20 -21

Polecane płyty

Annamaria Stawska

Rozrywka

Dawid Polak

Tajemnice snu

Sara Branc Mateusz Wiatr

Krajobraz gospodarczo mglisty

Grzegorz Warwas Karolina Świgoń

Horoskop

Rozrywka

22

BIG UP! Urban session

Zupa z Gwoździa

23 24

Ciepła mała czarna Sernikowo - Sernik Biały Michał

|Wydawca:| Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach nzs@ue.katowice.pl |Redaktor naczelna:| Agata Szecówka agata.szecowka@gmail.com |Redaktor prowadząca:| Ilona Ptak |Redakcja:| Małgorzata Starczyk, Ilona Ptak, Dawid Polak, Dominika Białas, Karolina Goczoł, Sara Branc, Mateusz Wiatr, Grzegorz Warwas, Karolina Świgoń, Annamaria Stawska, Krzysztof Włodek, Justyna Pszczółka,Roksana Nowak |Korekta:|Paulina Kucharczyk, Ilona Ptak |Projekt okładki:| Anna Wszelaka |Skład i opracowanie graficzne:| Anna Wszelaka |Marketing i reklama:| Agata Szecówka agata.szecowka@gmail.com |Druk:| Drukarnia ADVERTul. Krakowska 2141-503 Chorzów

Krzysztof Włodek Justyna Pszczółka Adres redakcji Ul. 1 maja 50 40 – 287 Katowice Tel./fax (032) 257 72 19 @: ngp.redakcja@gmail.com

Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i nie zwraca materiałów nie zamówionych. Zastrzega sobie prawo skracania adjustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Opinie zawarte w artykułach nie muszą być zgodne z poglądami Redakcji. © Wszelkie prawa zastrzeżone. ISSN 1427 – 4120 |Nr 65|Cena 0zł| Nakład 3000 egzemplarzy|


Wstępniak

Drodzy czytelnicy, W 65. numerze Nowego Gwoździa Programu znajdziecie, rozbudowany bardziej niż zwykle, dział Ludzie ludziom, w którym m.in. Dominika Białas zapewni, że kobieta też może interesować się sportem, co więcej, może znać się na nim lepiej niż niejeden mężczyzna, a Dawid Polak, w niezwykle wyważony sposób, przybliży historię narkotyków i ich rolę w życiu wielu wybitnych ludzi. Dla miłośników tematów ekonomicznych przygotowaliśmy dwa artykuły, które znajdziecie w dziale Kurier z Wall Street. Jeden z nich, jak zwykle prosto i przejrzyście, zobrazuje Wam przemiany gospodarcze zachodzące na Śląsku. Kolejny przedstawi drugie oblicze działalności ZUS-u. A teraz niespodzianka! Specjalnie dla miłośników fantastyki przygotowaliśmy cykl opowiadań, w których przeniesiecie się do tajemniczego melfickiego świata. W tym numerze część pierwsza pt. Tajemnicza wizyta. Ponadto kolejny już raz na łamach naszego magazynu pojawia się horoskop, który mamy nadzieję, rozbawi Was do łez, a jednocześnie da sporo do myślenia. Kończąc czytanie naszego magazynu, jestem pewna, że wszystkie łasuchy pozostaną pod wrażeniem nowych przepisów. Specjalnie dla Was odkrywamy tajemnice przygotowywania pysznej domowej kawy, a także żeby przedłużyć słodką chwilę,prezentujemy przepis na przepyszny sernik.

Nie czekaj, przeczytaj ten numer już dziś!

„Biegniemy dla tych, którzy nie mogą!” Wings for Life World Run to unikalny bieg, który 4 maja 2014 r. zjednoczy ludzi na całym świecie. Dzięki odbywającej się równocześnie w 40 krajach inicjatywie biegowej można pomóc tym, którzy dotknięci są problemem przerwanego rdzenia kręgowego. W Polsce bieg odbędzie się w Poznaniu. Formuła wydarzenia zakłada start w tym samym momencie w 40 różnych krajach na świecie. Bieg rozpocznie się 4 maja 2014 r. o godz.: 10:00 czasu UTC. W Polsce będzie wówczas godzina 12:00. Pierwszy raz w historii biegów trasa nie ma klasycznej linii mety. Będzie ją wyznaczać jadący za uczestnikami samochód, który wystartuje 30 minut po oficjalnym rozpoczęciu rywalizacji. Bieg zakończy się w momencie, kiedy ostatni zawodnik na świecie zostanie wyprzedzony przez samochód zamykający bieg. W naszym kraju trasa biegu wyruszy z Poznania. Szacuje się, że w tym globalnym sportowym święcie będzie uczestniczyć 150 tys. osób. 

Więcej informacji o biegu na stronie: www.wingsforlifeworldrun.com

2

Nowy Gwóźdź Programu

nr 65


Wstępniak

„Certyfikuj się” 12 marca na terenie Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach odbyła się pierwsza edycja projektu „Certyfikuj się” realizowanego przez Niezależne Zrzeszenie Studentów. „Certyfikuj się” to projekt, podczas którego prezentowane są różne możliwości rozwoju kariery zawodowej przez studentów. Głównym celem projektu jest przedstawienie szkoleń, kursów i certyfikatów, które przyczynią się do lepszego startu studentów na rynku pracy oraz umożliwią rozwój kariery zawodowej. „Certyfikuj się” jest odpowiedzią na zapotrzebowanie studentów. Przekazuje rzetelną informację o możliwościach zdobycia certyfikatów, które są pożądane przez pracodawców i pozwolą na zdobycie lepszej pracy. Zwraca uwagę na problem bezrobocia wśród młodych ludzi oraz niewielkie szanse na polepszenie ich sytuacji zawodowej. W projekcie zdecydowało się wziąć udział wiele renomowanych firm: GraftonRecruitment, Global BD Trading, PwC Service Delivery Center, Cambridge English Language Assessment, Śląska Szkoła Języków Biznesu, Centrum Nauki i Biznesu „Żak”, czy Kariera w Finansach. Udział powyższych firm sprawił, że projekt stał się prestiżowym wydarzeniem w kalendarzu wydarzeń studenckich. W pierwszej części szkoleń wystąpiły przedstawicielki firmy GraftonRecruitment. Przeprowadziły one praktyczne szkolenie połączone z warsztatami - „Jak wypaść, żeby znaleźć? Tworzenie CV i przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej.”. Ponadto na stoisku firmy Grafton studenci mieli okazję sprawdzić poprawność swojego CV i uzyskać cenne rady dotyczące kariery. Następnie głos zabrał przedstawiciel firmy Global BD Trading,

Service Delivery Center który przedstawił ciekawy i przyszłościowy zawód Day Tradera. Uwielbiasz świat giełdy? Wejdź na http://global-bdtrading.pl/index.php/ pl/praca i dowiedz się więcej. Druga część akcji była poświęcona językom obcym, ponieważ ich dobra znajomość jest niezbędna w trakcie procesów rekrutacyjnych większości znanych przedsiębiorstw. Jedną z firm, która zachęcała studentów do nauki języków obcych była spółka PwC Service Delivery Center. Podczas swojej prezentacji firma pokazała jak ważna jest praktyczna znajomość języków obcych na współczesnym rynku pracy i jak umiejętności językowe bezpośrednio wpływają na rozwój kariery zawodowej. Jednocześnie studenci mogli zapoznać się z ofertami pracy w PwC Service Delivery Center, których jednym z atutów jest możliwość doskonalenia praktycznych kompetencji językowych wykorzystywanych w codziennej pracy. Kolejni prelegenci przekazali informacje dotyczące kursów języków obcych zakończonych egzaminem. Przedstawicielka firmy Cambridge English Language Assessment wygłosiła prezentację pod tytułem„Zaplanuj swoją przyszłość – co? gdzie? jak? – egzaminy Cambridge English”. Następnie wystąpiła jednostka Uniwersytetu Ekonomicznego, czyli Śląska Szkoła Języków Biznesu, której pracownicy zaprezentowali ofertę dydaktyczną oraz to w jak prosty sposób zdać egzamin. Podsumowując - pierwsza edycja projektu „Certyfikuj się” cieszyła się sporym zainteresowaniem. A już w przyszłym roku akademickim odbędzie się druga edycja tego projektu. Staytuned!

PwC Service Delivery Center (SDC) w Katowicach wspiera audyt finansowy spółek PwC. Świadczy usługi klientom wewnętrznym zlokalizowanym w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Szwajcarii, Austrii, Holandii oraz w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Centrum w Katowicach, to dynamicznie rozwijająca się jednostka, która obecnie zatrudnia już prawie 600 pracowników. SDC dba o rozwój kadry na każdym szczeblu i oferuje ciekawe pakiety szkoleniowe. Daje możliwość podjęcia pracy studentom i absolwentom różnych kierunków studiów oraz uczestnictwa w programach stażowych. Jest to doskonała szansa na zdobycie doświadczenia w międzynarodowym środowisku i wykorzystanie znajomości języków obcych w praktyce.

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 3


Felieton „ciągle słucha tej muzyki, że aż podwórko słyszy. Tamci sprzedają narkotyki, weź to przycisz”

czas od ucha

do ucha Z czasem bywa zupełnie różnie. Jedni narzekają na jego nikły dostatek, drudzy zaś na okazały niedostatek. To jak w końcu jest z tym nieprzewidywalnym czasem? To tylko wie on sam i na zadane pytanie odpowiada tak po prostu, bez zbędnej filozofii: jestem sobie. Ludzi już nikt o to nie pyta, bo dawno zdążyli się pogubić. Na to, to mają czas.

Małgorzata Starczyk

Weźmy na przykład taki prosty przykład z krawędzi naszego osiedla. Wspólnota mieszkaniowa obejmuje pięć bloków. W trzecim z rzędu, jeszcze nieodremontowanym, mieszka matka z dwójką dzieci, którą mąż porzucił dla swojej nowej ukochanej. A dwa piętra wyżej od strony wschodniej, mieszkanie zajmuje emerytka, którą mąż opuścił, bo niechcący umarł. Gdyby wiedział, to by przechytrzył niespodziewaną śmierć, jakąś zacną łapówką. Najlepiej gorzką czekoladą nadziewaną żurawiną. Dałaby mu wtedy fory do siebie w kolejce. A w takiej kolejce jest zupełnie na odwrót. Wszystko leży poprzewracane do góry nogami. Bo wiadomo, ostatnie miejsce jest najlepsze i to wcale nie prawda, że ostatni będą pierwszymi. Tak więc matka nigdy nie miała czasu, kogo tylko spotkała, narzekała mu na brak czasu. A to iść na wywiadówkę, przyszyć oberwany w czasie bójki guzik lub nawet trzy, pogodzić dwa etaty, a w między czasie, jakby tego było jeszcze mało, ugotować pełen wspaniałych składników odżywczych obiad, wytłumaczyć jak się mnoży i odejmuje pod prostą kreską i to jeszcze nie zapomnieć o tamtym albo owantym. A robić trzeba, bo żeby żyć nie wolno o niczym zapomnieć. Tylko skąd brać na to czas? Wykraść go trochę czasowi? A może kupić w sklepie na kilka rat wysoko oprocentowanego kredytu w znanym banku? Emerytka zaś na brak czasu nie narzekała ani słowem, ani nawet półsłówkiem. A skoro nie narzekała na to, to znalazła inny powód do narzekania, bo tak już jest, że równowaga na tym świecie musi być. I od tego czasu narzeka na nadmiar czasu. Emerytka wstaje wcześnie z rana, bo spać nie może. Wszystko robi powolutku, nigdzie się nie śpieszy, bo wie, że ze wszystkim na pewno zdąży na czas. A jak już się ze wszystkim obrobi, to idzie na cmentarz i tam przeczekuje czas. Wiadomo, nad grobem męża raźniej, niż siedzieć w pustym mieszkaniu. Dzieci i wnuki za granicą, nie ma do kogo się odezwać. A tak to chociaż kwiaty kupi i zabije czas. Nie jest dla niego litościwa, bo jest zbędny i tylko przeszkadza. Ale nie wolno uogólniać. Wszelakie uogólnienia wprowadzają

4

Nowy Gwóźdź Programu

nr 65

w błąd i można na nich źle wyjść. Taki dziewiętnastolatek, co nie zdał matury, nie poszedł na studia i siedzi w domu. Pracy też nie ma, bo jest kryzys i pracy dla ludzi z jego kwalifikacjami zwyczajnie nie uświadczysz. A poszukać, to nikomu się nie chce. I siedzi taki delikwent matce cały dzień na głowie, ale nic nie pomoże, nawet za grosz. Jak nie cały, to chociaż złamany. I tylko „ciągle słucha tej muzyki, że aż podwórko słyszy. Tamci sprzedają narkotyki, weź to przycisz”. A w tle cicho, cichutko, bez nawet najmniejszej skargi marnuje się czas. A matka już dużo wie, bo dużo przeżyła. Ale jeszcze nie wszystko. Dlatego chce doszczętnie wykorzystać każdą cząstkę czasu, przywłaszczyć sobie każdą okazję. Zawsze i wciąż jest jej wszystkiego mało, taka zachłanna. Czas jest spostrzegawczy. Bacznie pilnuje swego bilansu, nikomu nie chce w niczym zalegać i sam też nikomu nie udziela kredytów, bo wie, że ludziom nie śpieszy się do ich spłacania. Wszystko zgadza się w czasowym bilansie, co do sekundy po stronie winien i po stronie ma. A pomaga mu w tym mały, niepozorny zegarek noszony na lewej ręce, bo na prawej przeszkadza w pisaniu. Czas skrzętnie odmierzają zapracowane, srebrne wskazówki na nieco już zarysowanej pod wpływem czasu tarczy, podtrzymywanej przez pasek wyplatany z kolorowych nitek. Są kolorowe, żeby nieustannie przypominać, że cały czas jest człowieka i tylko od niego zależy, jak i na co go wykorzysta. 


Esej

O globalnym architekcie serwisów informacyjnych Spoglądając na najpopularniejsze serwisy informacyjne w Internecie, odnoszę wrażenie, że po zasłonięciu nazwy portali nie mogłabym zidentyfikować większości z nich. Oprócz podobieństw w warstwie graficznej, które w przypadku WP, Onetu i TVN24 widoczne są na pierwszy rzut oka, dostrzegam też szablonowość treści. Nie oznacza to oczywiście, że moderuje nimi ten sam człowiek, ale że ich indywidualizm został pochłonięty przez architekturę informacji stron internetowych. Najprościej rzecz ujmując, architektura ta rozprawia o tym, jak ułożyć informacje na stronie, by odbiorca zwrócił na nie uwagę zgodnie z zamierzeniem nadawcy. Do współczesnej definicji można by dodać jeszcze: i został na stronie długo, długo… i szczęśliwie? Internet to nie bajka, dlatego nie mają szczęścia strony, na których internauta spędzi tylko kilka sekund. Warto wtedy polecić webmasterom sięgnięcie do badań, które tłumaczą jak zachowuje się nasze oko w czasie pierwszego kontaktu ze stroną WWW. Jeżeli ufać by amerykańskim naukowcom, to nasze spojrzenie najpierw pada na górę strony. To tam zazwyczaj znajdują się nazwy portali oraz reklamy, często przybierające kształt podłużnego, ruchomego banera. W tej kwestii nawet Interia jest podobna do pozostałych serwisów. Później z kolei nasze oko penetruje środek strony, gdzie odnajdujemy tematy najważniejsze, którym towarzyszy duży obraz. Koniec końców sięgamy wzrokiem do prawej strony, gdzie zazwyczaj pojawia się wypunktowany spis nowości i w dół, gdzie informacje mają charakter czysto kontaktowy.

Ilona Ptak

W architekturze informacji ważną rolę odgrywają także tematyczne podziały treści. Sprawiają, że zagubiony użytkownik może łatwo odnaleźć fragment z dziedziny, która go interesuje. Z tego względu zazwyczaj występują one u góry strony w formie zakładek. Informacji, oprócz tekstu, dostarczają także obrazy, dlatego w serwisach informacyjnych, aż roi się od fotografii. Wielkie, małe, kolorowe, czarno-białe –zawsze niosą za sobą jakiś przekaz. Duży format zdjęcia zarezerwowany jest dla „informacji dnia”, która wręcz krzyczy do odbiorcy – kliknij na mnie! Mniejsze formaty są zazwyczaj dodatkiem do aktualności starszych lub mniej ważnych z perspektywy nadawcy. Naszą uwagę najbardziej skupiają barwy kolorowe, kontrastowe i nasycone.Z kolei czerń i biel, czy też skala szarości informują o smutnym, a wręcz żałobnym charakterze przekazu.

Cechą współczesną architektury informacji jest także zmieszczenie jak największej ilości treściw jak najmniejszym obszarze. Z tego powodu serwisy, które w swoim repertuarze posiadają więcej niż jedną „wiadomość dnia”, stosują nakładane na siebie obrazy, które przewijają się automatycznie. Banery te, choć zajmują tę samą powierzchnię, mogą w ciągu paru sekund przekazać nam za pomocą tekstu i obrazu kilka newsów naraz (ten zabieg stosuje np. WP). Z kolei inne wybierają dwie najważniejsze wiadomości, ustawiając je obok siebie (Interia). Tę samą funkcję spełniają wspomniane już wcześniej zakładki, które dopiero po rozwinięciu ukazują nam dalszą treść, podobnie jak linki, przenoszące nas w głąb artykułów. Warto jednak uważać na labiryntyhiperłączy, które mogą zaprowadzić nas w ostateczności donikąd. Czasami może nam się wydawać, że widok strony serwisu informacyjnego to jeden wielki chaos, który przeplatają różnorodne teksty, kolorowe zdjęcia i migoczące reklamy. To jednak tylko złudzenie, bowiem rozmieszczenie treści wymaga dobrego planu i ciężkiej pracy. Nie oceniajmy zatem architektów internetowych za poziom prezentowanych treści, zwłaszcza w dobie tabloidyzacji mediów, ale za to jak są one osadzone na stronie. Być może to pozwoli nam zrozumieć, dlaczego większość serwisów internetowych wygląda prawie tak samo. 

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 5


Ludzie ludziom

„Uważaj na swoich przyjaciół…”

Czy marihuana jest z konopi? Jest to pytanie, które podczas jednej z konferencji prasowych zadał ówczesny premier Polski, ale nie o nim mowa.

Dawid Polak

Była chłodna noc z 5 na 6 grudnia 2012 roku. Tej nocy kilkaset osób, postanowiło zebrać się pod wieżą Space Needle, jednym z najbardziej charakterystycznych budynków w Seattle, w stanie Waszyngton. Kiedy na zegarach wybiła północ, wszyscy wyjęli z kieszeni marihuanowe skręty, po czym świętując nowe przepisy stanowe zanurzyli się w oparach konopnego dymu. Prawdę mówiąc, trochę to nowe prawo nagięli. Posiadanie niemal 30 gramów to jedno, palenie na ulicy, to co innego. Policja tej nocy była jednak wyjątkowo łaskawa. Okólnik, który kilka tygodni wcześniej wyciekł do Internetu nakazywał funkcjonariuszom w większości przypadków ograniczać się tylko do słownej reprymendy.Tej nocy joint zrównany został z puszką piwa, a stan Waszyngton w USA wyprzedził Holandię, w której można palić marihuanę tylko w licencjonowanych „coffee shopach”. Nie można jednoznacznie ustalić, gdzie i w jakich okolicznościach człowiek zetknął się z konopiami po raz pierwszy. Natomiast gdziekolwiek napotykał na swojej drodze „cannabis sativa”, w jakiejkolwiek z odmian, szybko ją oswajał. Z konopi robiono głównie olej i włókna. Włókna pozyskiwane tą drogą były mocne i twarde. O wiele lepiej, niż len nadawały się do wytwarzania ubrań, sznurów czy żagli. Przez tysiące lat włókna konopi powszechnie wykorzystywano także do produkcji namiotów, dywanów, lin, pościeli i flag. Jack Hererw swojej słynnej książce „The Emperor Wears No Clothes” przypomina, że wozy pionierów, przemierzające amerykańskie prerie, były pokryte płótnem konopnym, a Biblie osadników zapewne wydrukowane zostały na papierze z tej rośliny. Olej pozyskiwany z nasion konopnych był wykorzystywany jako paliwo do lamp oraz olej jadalny. W XIX wieku opatentowano wiele lekarstw,wykorzystując specyficzne właściwości tej rośliny. Jeśli wierzyć relacjom etnologów konopie siewne po-

6

Nowy Gwóźdź Programu

nr 65

magały na: bóle zębów, głowy, febrę, choroby skóry, bóle porodowe i konwulsje. Robiono z nich także opatrunki. American Dispensary, XIX wieczny zielnik, dodaje do listy chorób, jeszcze reumatyzm, tężec i depresję. Trudno jest jednoznacznie ustalić, kiedy człowiek odkrył narkotyczne właściwości konopi, ale z pewnością nie wymagało to od niego zbyt wielkiego wysiłku. Wystarczyło przypadkiem wrzucić ją do ognia i zwrócić uwagę na odurzające działanie wdychanego aromatu. Herodot pierwsze „coffee shopy” opisywał już w starożytności na terenach zamieszkanych przez Scytów – koczowniczy lud znad Morza Czarnego. Jak relacjonował grecki podróżnik rozpalali oni w szałasach ogniska, do których wrzucali liście oraz nasiona konopi. W ten sposób powstawała łaźnia parowa, a Scytowie „wyli z przyjemności”. Jak pisze Sara Benetowa „narkotyki nie tylko zaspokajają potrzeby upodlania, czy zboczenia jednostek, ale co ważniejsze, odgrywają niekiedy poważną rolę w życiuzbiorowym, a przez to wpływają na kulturę duchową i społeczną tych ludów.”Modły islamskich derwiszy związane były z wykorzystaniem psychoaktywnych właściwości konopi. Były one także jednym z drugoplanowych bohaterów „Baśni tysiąca i jednej nocy”,czy to w formie haszyszu, czy płynnego bhangu. Skoro „cannabis sativa” towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat i od tego czasu znane są też jej liczne zastosowania w wielu dziedzinach życia, to dlaczego jej uprawa jest w większościkrajów świata zakazana? Powodów jest kilka. Jednym z głównych była prohibicyjna atmosfera panująca w USA na początku XX wieku, która rozlała się na świat. Ruch, wprowadzający osiemnastą poprawkę do konstytucji, dążył do odebrania ludziom wszystkich używek.: hazardu, prostytucji, alkoholu, a w 1937 r. konopi. Po uchwaleniu w tym samym roku w USA ustawy marihuanowej (Marijuana Tax Act), nakładającej wysokie podatki na producentów konopi,świat zmienił się na zawsze. Większość produktów z włókna konopnego została zastąpiona przez nowe petrochemiczne „plastikowe włókna” produkowane przez Du Ponta. W 1935 r. opatentował on nylon, ale wprowadził go na rynek dopiero trzy lata później – po tym jak przemysł tekstylny wykorzystujący konopie został skutecznie zdelegalizowany. Przypadek? Warto podkreślić, że dziś blisko połowa wszystkich środków chemicznych zużywanych w rolnictwie wykorzystywana jest przy uprawie bawełny. W przeciwieństwie do niej, konopie nie potrzebują chemikaliów, gdyż nie mają żadnych naturalnych wrogów w postaci chwastów, czy owadów. Za decyzją o delegalizacji konopi siewnej stał jeden człowiek – Harry J. Anslinger z Federalnego Biura ds. narkotyków, który za swój życiowy cel postawił sobie walkę z tą niepozorną rośliną… A skoro Ameryka to i cały świat musiał potępić poczciwą „cannabis sativa”, bo jak powiedział prof. Jerzy Vetulani „Przy zderzeniu kultur pewne substancje psychotropowe mogą być asymilowane przez obcą kulturę, a inne nie. W warunkach globalizacji substancje, które nie uzyskały akceptacji kultury amerykańskiej,charakteryzującej się wysokim poziomem imperializmu moralnego opartego na fundamentalizmie chrześcijańskim, są oficjalnie odrzucane przez cały świat”.


Ludzie ludziom God save the cocaine Indianie południowoamerykańscy żyjący w Andach od tysiącleci wykorzystują liście krasnodrzewu pospolitego, czyli koki. Żucie ich tłumi apetyt, wzmacnia wytrzymałość i pobudza do długiej pracy. Na uprawie koki opierało się niejednokrotnie całe lokalne rolnictwo, a zawarte w niej substancje odżywcze pozytywnie wpływały na dietę Indian. Roślinie tej przypisywano boskie właściwości, które jak wyjaśniła później nauka, zawdzięczano kokainie zawartej w jej liściach. Żute przez andyjskich górali liście koki wspomagały ich fizycznie i umysłowo na dużych wysokościach, gdzie występują trudne warunki klimatyczne (niskie ciśnienie atmosferyczne, rozrzedzone powietrze). „Erythroxy lumcoca” używana była przede wszystkim w trakcie obrzędów religijnych i długich wypraw w góry. Tak przyjmowana kokaina osiągała niskie stężenie w mózgu nie prowadzące do uzależnienia i niestanowiąc tym samym zagrożenia dla Indian. Jednak wszystko zmieniło się z chwilą, gdy niejaki Albert Niemann w 1859 roku wyekstrahował z liści koki czystą kokainę. Od tego czasu krystaliczny proszek był wciągany nosem lub rozpuszczany i podawany dożylnie, stając się środkiem silnie uzależniającym i niebezpiecznym. W Europie zdobył jednak dość dużą popularność. Do jego używania przyznawali się m. in. Zygmunt Freud (nazywany ojcem współczesnej psychologii). Sama kokaina przeniknęła, także do świata ówczesnej popkultury. Fikcyjna postać z popularnych książek Arthura Conana Doyle’a – Sherlock Holmes był od niej uzależniony. Ciekawą formą zażywania kokainy był wyjątkowo popularny wśród XIX wiecznych elit napój energetyczny „VinMariani”. Składał się on z wina i oczywiście kokainy. Do jego picia przyznawały się koronowane głowy m.in. królowa Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii,Wiktoria (za jej panowania Wielka Brytania była u szczytu potęgi imperialnej) oraz papieże Leon XIII (zasłynął encykliką „Rerum Novarum”) i Pius X (święty kościoła katolickiego). Ci wspaniali władcy wspomagali siebie i swoje wielkie umysły, kokainą…

Uważaj na swoich przyjaciół… Chociaż wpływ marihuany i kokainy na społeczeństwo był ogromny to jednak nie dla nich wszczynano wojny, a tak właśnie było z opium…Mak lekarski z którego robione jest opium botanicznie sklasyfikowano, jako „Papaversomniferum”. Już sama nazwa wskazuje więc na właściwości tej rośliny, gdyż jej łaciński człon gatunkowy oznacza „dający sen”. Nie mamy wiedzy na temat tego skąd dokładnie pochodzi mak lekarski, ani kiedy człowiek po raz pierwszy odkrył jego działanie. Nie wiemy nawet, czy jest on dziełem natury,czy powstał w wyniku selektywnej hodowli. Naukowcy przypuszczają, że człowiek udomowił tę roślinę ok. 8 tys. lat temu gdzieś w basenie Morza Śródziemnego. Być może pierwszy był Egipt. Na słynnym Papirusie Ebersa, będącym starożytnym podręcznikiem medycyny, znajdują się instrukcje do przygotowania kilkuset preparatów, w skład których wchodzi opium. Używano go głównie, jako środka przeciwbólowego, ale także działającego uspokajająco, leczącego

bezsenność, migreny, czy„dolegliwości kobiece” (z tego powodu w XIX wieku uzależnionych od opium było trzy razy więcej kobiet niż mężczyzn). Opium w starożytności było znane w Europie, Afryce Północnej oraz na Bliskim Wschodzie. W Mezopotamii uprawiano je nad Tygrysem i Eufratem pod nazwą „radosna roślina”. Wspominają o nim Asyryjczycy i Babilończycy. Ich lekarze używali opium,jako lekarstwa lub składnika bardziej skomplikowanych medykamentów na niemal wszystkie dolegliwości. Narkotyk był również znany starożytnym Grekom, którym poza swoim medycznym zastosowaniem, służył jako źródło doznań duchowych i okultystycznych. Opium było zażywane w trakcie rytuałów związanych z Demeter jako pomoc w zapominaniu o smutku idącym wraz z początkiem jesieni. Krótki sen wywołany narkotykiem był symbolem nadejścia zimy przed wiosennym odrodzeniem. Kapłani Asklepiosa podawali opium tym, którzy przybywali do Epidauros w poszukiwaniu lekarstw na swoje dolegliwości. Chorzy spali w świątynnym sanktuarium, a kapłani sprowadzali dla nich leczące sny. Rzymski cesarz Marek Aureliusz również zażywał opium. Pomimo, że władca nie rozstawał się z nim przez większość swojego życia, to jego nadworny lekarz Claudius Galenu stwierdził, że Cesarz potrafił się kontrolować i nie popadł w nałóg.Po upadku Imperium Rzymskiego, Europa na jakiś czas zapomniała o maku lekarskim. Badania nad nim przejęli Arabowie. Opium na Europejskie salony powróciło dzięki Paracelsusowi, który żył w latach 1493–1541. Stworzył on lek o nazwie Laudanum (wok. 25% opium). Lekarstwo zdobyło dużą popularność dzięki licznym uczniom, którzy rozprowadzali je po całej Europie. Medycyna nowożytna, opierając się na ustaleniach antycznych medyków, widziała w opiatach środki na ożywienie i poprawienie nastroju. Podchodzono do nich wyjątkowo Entuzjastycznie. Niektórzy lekarze zalecali nawet codzienne zażywanie opium. Musiało minąć trochę czasu zanim odkryto w nim „fałszywego przyjaciela”, którego opisał Samuel Johnson, autor jednego z pierwszych słowników języka angielskiego. W 1800 r. ryzyko związane z uzależnieniem od opium było znane równie dobrze, jak jego dobroczynne właściwości. Opium sprowadzone do Chin i Indii ok. VII w. upowszechniło się w tamtych regionach za sprawą Brytyjskich faktorii handlowych. Widząc zagrożenie płynące z narkomanii, władcy Chin wprowadzili obostrzenia w handlu opium. Jednocześnie Wielka Brytania i Francja, które czerpały duże zyskiz handlu narkotykiem, wypowiedziały Chinom wojnę mającą na celu wymuszenie handlowych ustępstw. W Europie także zaczęto dostrzegać problem opium, które było konsumowane na różne sposoby. Najczęściej palone w specjalnych fajkach lub pite w postaci napojów alkoholowych. Na szczęście w 1804 r. Friedrich Sertürner wyodrębnił z opium morfinę. Cudowny lek działający jak opium, miał pomóc uzależnionym. Morfina miała być substytutem zapewniającym te same wrażenia, jednak bez ryzyka uzależnienia. Kiedy w połowie XIX wieku wynaleziono strzykawki upowszechnił się szatański pogląd, iż opiaty uzależniają tylko wtedy, gdy zażywa się je doustnie. Wstrzykiwana morfina uzależniała jeszcze szybciej. Rzekomo cudowny lek, działający przeciwbólowo, przeciwkaszlowo itd., podawany był nawet małym dzieciom, które nie chciały spać. Aby wyzwolić narkomanów od morfiny po raz kolejny wynaleziono znakomity substytut. W 1874 r. Alder Wright, odkrył najsilniejszą acetylową pochodną morfiny – diacetylomorfinę. Koncern Bayer dostrzegł potencjał nowej substancji dopiero w 1897 roku. Pracownicy Bayera postanowili ją przetestować na sobie. Wszyscy czuli się po jej zażyciu, jak to określili, heroicznie (niem. heroisch).Stąd wzięła też swój początek nazwa nadana substancji przez pracowników koncernu – Heroina. W 1898 r. heroina zarejestrowana jako lek, została entuzjastycznie przyjęta przez przedstawicieli świata medycyny. W 1900 roku w piśmie „The Boston Medical and Surgical Journal” napisano, że posiada ona więcej zalet w porównaniu do morfiny, nie działa nasennie i nie ma obaw o powstanie uzależnienia. Heroinę można było kupić w formie tabletek, syropu lub zastrzyków. Musiało minąć wiele lat zanim świat uświadomił sobie, że coś poszło nie tak. Dopierow 1924 roku kongres USA zakazał produkcji, importu i sprzedaży heroiny na terenie Stanów Zjednoczonych. Morfina miała leczyć z uzależnienia od opium. Heroina miała leczyć uzależnionych od morfiny. Tymczasem stała się najbardziej szkodliwym i uzależniającym z narkotyków. 

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 7


Ludzie ludziom

Kobieta o sporcie Jestem kibicem – nikogo nie dziwi. Jestem kobietą-kibicem – o zdziwienie już łatwiej! Od wielu lat egzystuję w tym „męskim świecie” i dobrze mi z tym. Nie czuję się przez to mniej kobietą albo gorsza od koleżanek interesujących się modą, Justinem Bieberem, czy Johnnym Deepem. Ale a propos „męskiego świata”, powiem wam, jak to jest być w nim kobietą!

Interesujesz się piłką? Więc co to jest spalony?

- obowiązkowo w zestawie z szyderczym uśmieszkiem. Serio? Wiecie ile razy w życiu musiałam tłumaczyć przeciętnemu facetowi, że naprawdę wiem, na czym polega offside i wcale nie chodzi tu o sytuację, gdy straż pożarna wjeżdża na boisko! A Robert Lewandowski, poza ładną buźką, jest napastnikiem reprezentacji Polski i jeszcze Borussi Dortmund. Cristiano Ronaldo to nie przystojniaczek z Portugalii, tylko jeden z najlepszych piłkarzy świata i do tego najdroższy. Oczywiście nie mogę przeczyć swym, kobiecym instynktom, bo zauważam i te aparycyjne atuty sportowców, ale nie do tego ograniczam swą wiedzę o nich. Dlatego kochani panowie, gdy dziewczyna mówi wam, że interesuje się piłką nożną, to nie pytajcie jej o spalonego i gdzie gra „Lewy”.

Dominika Białas

8

Skoki narciarskie: Po co to oglądasz?

Nowy Gwóźdź Programu

nr 65

Przecież oni mają kaski i tak nie widzisz, czy są przystojni.

Kolejna „cięta riposta”, która sprawia, że mam ochotę wbić mężczyźnie pilot w… różne części ciała. Wysłuchiwanie słabych żarcików na temat mojego zainteresowania już dawno przestało mnie bawić. Tak jak i inne kobiety. Dlatego nasi kochani panowie, zastanówcie się czy nie lepiej zapytać ten o to cud natury, który stoi przed wami o zdanie na temat punktów za wiatr i belkę, czy faworyta do zdobycia Kryształowej Kuli? Pewnie przyniesie to ciekawszy skutek w postaci kompetentnej rozmowy, a nie focha, którym prawdopodobnie skończy się wasz wcale nieśmieszny żart. Ale jeszcze nie słyszeliście najlepszego: To ja jestem mężczyzną i to ja interesuję się sportem. I w tym oto momencie, kochany panie, broniący swego terytorium, ponosisz porażkę z kretesem – w moich oczach oczywiście! No chyba, że ja o czymś nie wiem? Może to testosteron jest odpowiedzialny za zainteresowanie sportem? A może w waszych organizmach jest zapisany jakiś specjalny gen, którego kobiety nie mają? Jeśli tak, to pewnie amerykańscy naukowcy kiedyś go odkryją! Ale dziś póki nie wykrzyczeli mi jeszcze, że w środku jestem mężczyzną, to nie używaj przy mnie tego „argumentu” - ładnie proszę. Jeśli dotarliście do tego momentu i jeszcze mnie nie znienawidziliście, a może nawet zastanowiliście się nad tym wszystkim i następnym razem, gdy spotkacie dziewczę, z którą będziecie mogli o sporcie porozmawiać, to nie zaczniecie od „męskiego” żarciku o „męskim świecie”. Bo spójrzcie na to tak – czy kobieta, która zamiast krzyczeć na was, że chce iść do kina na najnowszą komedię romantyczną z Hugh Grantem, usiądzie obok i włączy mecz, nie jest spełnieniem marzeń? Tak jak ta, która ustawi dzień tak, byście nie przegapili żadnej istotnej transmisji sportowej i nie będzie miała pretensji o wyjście do baru na mecz z kolegami – pójdzie z Tobą i sprawi, że Twoim kumplom zbieleją twarze, bo ona naprawdę wie, czym jest spalony! 


Ludzie ludziom

Sam tytuł głośno krzyczy

„TYLKO DLA KOBIET”

Jak twierdzi Kasia Nosowska „kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach”. Tylko pytanie brzmi: w jaki sposób?

Z

nam różne typy kobiet i myślę, że sposób ich regeneracji zależy od ich wieku i charakteru. Jedne poświęcają się gotowaniu, inne zaś oglądaniu po raz setny swojej ulubionej komedii romantycznej, gorącej kąpieli*, pójściu na fitness czy… sprzątaniu. Jedno jednak jest pewne – przychodzi taki dzień, kiedy każda z nas idzie do pierwszego, lepszego kiosku i kupuje swój ulubiony magazyn. Taki, który samym tytułem głośno krzyczy„TYLKO DLA KOBIET”.

Karolina Goczoł

A potem rusza do ulubionej kawiarni, kupuje tę stanowczo za drogą kawę i wyrusza w świat drogich ciuchów i ekskluzywnych bankietów. Najpierw mijamy kilka stron, by dowiedzieć się, co słychać w świecie mody. W tym sezonie modne szmaragdowe szpileczki od Jimmy’ego Choo i apaszka od Gucci w kratę - póki co mnie na to nie stać, ale przyjmuję do wiadomości. Potem artykuły na temat historii mody. Przenosimy się w czasie prosto do Paryża i przechadzamy się uroczymi uliczkami wśród pięknie ubranych dam. Prosto stamtąd pędzimy do hucznej Warszawy, gdzie gwiazdy opowiadają nam o swojej szafie, imprezach, pracy. Nie zawsze interesująco, ale zawsze na tyle dobrze, by potem mieć o czym rozmawiać z koleżankami. Kilka zdjęć z najnowszych pokazów i w końcu przejście w progi kultury. Nowości w kinie, muzyczne perełki i bestsellery prosto z księgarni. Nic o wojnie, grach komputerowych i innych męskich sprawach! Aczkolwiek żeby tak nie uciekać od facetów mamy ekskluzywny wywiad, by uwierzyć w, że prawdziwi mężczyźni jednak gdzieś są. Następnie kilka felietonów, masa inspiracji zarówno modowych, jak i kosmetycznych. Jednak największą popularnością cieszą się teksty, które

mówią o kobietach sukcesu. W każdej z nas jest odrobina feminizmu i mimo wszystko bardziej wspieramy tę piękniejszą płeć. Dlatego właśnie, gdy czytamy, że MarissieMaye jest prezesem Yahoo, a bez SherylSandbergFacebook prawdopodobnie runąłby w mgnieniu oka czujemy się o stokroć bardziej dowartościowane - a o to przecież chodzi. I w taki sposób kawy nam ubywa, a uśmiech rośnie. ** W tym przypadku nie ma wyjątków. To nie ważne, że jedna z nas jest business woman, a druga matką piątki dzieci. Robią to zarówno studentki pragnące poczuć się doroślej, jak i panie po pięćdziesiątce chcąc poczuć się młodziej. Jednak wszystkie łączy jedno – chcemy poczuć się kobieco. Potrzebujemy włączenia trybu offline, by doładować akumulatorki,tak samo jak mężczyźni. Tylko robimy to w zupełnie inny sposób. Oni oglądają mecz, a my czytamy magazyny. Oni wyobrażają sobie, że są wysocy jak Wlazły, silni jak Kliczko i szybcy jak Bolt, a my chcemy wyobrazić sobie, że wreszcie mamy te szpilki Jimmy’ego Choo. Oni piją piwo, my nie zawsze odtłuszczoną latte. Dlatego, gdy następnym razem będziesz chciała odpocząć i zapomnieć o niezdanym kolokwium, czy niepowodzeniach w pracy, bez skrupułów biegnij do kiosku. Może właśnie w nim znajdziesz odpowiedź na swoje zmartwienia? 

*moim skromnym zdaniem idealnie jest połączyć czytanie z kąpielą – daje dużo lepszy efekt  ** moim typem magazynu tylko dla kobiet nr 1 jest ELLE i właśnie nim się posłużyłam.

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 9


Ludzie ludziom

Tajemnice snu:

co może nas spotkać, gdy śpimy?

S

en to jedna z najbardziej naturalnych czynności w życiu człowieka. Bez niego nie moglibyśmy normalnie funkcjonować. Wydawać by się mogło, że na temat spania wiemy już niemal wszystko. Jednak warto wiedzieć, że sen nie zawsze możemy kontrolować i nie wszyscy w jego trakcie pokornie leżymy w łóżku. Większość z nas nawet nie ma pojęcia o zaburzeniach, jakich każdy z nas może doświadczyć, oddając się w objęcia Morfeusza.

Porażenie przysenne w przeszłości, w wielu kulturach, było uznawane za rodzaj opętania przez demony, ponieważ osoba, która go doświadczała mogła widzieć różnokolorowe plamy, które utożsamiano ze zjawami. Paraliż przysenny polega na tym, że dochodzi do porażenia mięśni przy jednoczesnym zachowaniu pełnej świadomości.

Sara Branc

Każdej nocy podczas zasypiania nasze ciało ulega paraliżowi, co jest naturalne, ponieważ chroni nas to przed realizowaniem snów w rzeczywistości. Nasze mięśnie się nie ruszają i dzięki temu np. śniąc o tym, że kogoś atakujemy, nie robimy tego naprawdę. Zaburzenie paraliżu występuje, gdy nasza świadomość budzi się w fazie snu REM, czyli tej najbardziej tajemniczej i najmniej do tej pory zbadanej przez naukowców. Osoba doświadczająca paraliżu przysennego ma wrażenie ogarniającej niemocy. Nie jest w stanie wykonać żadnych ruchów, mówić ani otworzyć oczu. Zjawisku temu towarzyszą zazwyczaj bardzo nieprzyjemne doznania psychiczne, takie jak: wrażenie ogłuszającego dudnienia lub dzwonienia w uszach, bezwładnego spadania, wykręcania ciała, przygniecenia klatki piersiowej lub kończyn. Osoby, które doświadczyły tego zaburzenia, określają je jako bardzo nieprzyjemne uczucie. W życiu większości z nas takie porażenie może zdarzyć się nawet dwa lub trzy razy. Seksomnia, czyli tak zwany zespół Morfeusza, polega na wykazywaniu aktywności seksualnej podczas snu. Jest to bardzo kłopotliwe zaburzenie, ponieważ

10 Nowy Gwóźdź Programu nr 65

osoby cierpiące na nie nieświadomie pragną za wszelką cenę zaspokoić swoje pragnienie seksualne. Świadomość pozostaje uśpiona, ale ciało jest pobudzone. Podczas seksomni może dojść do samodzielnego zaspokojenia się lub poszukiwania partnera do kopulacji. Istnieją osoby, które uprawiają seks z obcymi lub w miejscach publicznych. Kilka razy z przyczyn seksomni doszło nawet do gwałtów. Większość badanych nie pamięta nic, z tego co działo się w trakcie takich epizodów. Seksomnia jest chorobą, a nie zboczeniem. Osoby, które na nią cierpią są narażone na duże niebezpieczeństwo oraz na większe ryzyko zakażeniem chorobami wenerycznymi. Somnambulizm, znany jest nam lepiej pod pojęciem lunatykowanie. Według badań to zaburzenie dotyka częściej dzieci, niż dorosłych. Jest to związane z silnym przeżywaniem jakiegoś wydarzenia. Somnambulicy nieświadomie poruszają się podczas fazy snu NREM. Lunatykowanie świadczy o braku dojrzałości układu nerwowego. Najczęściej śpiący nagle wstaje i zaczyna chodzić lub wykonywać inne czynności (np. jeść, ubierać się itp.) Jego umysł znajduje się ciągle w stanie snu, więc nie może on świadomie kontrolować swojego zachowania. Oczy somnambulika są otwarte, dzięki czemu może on omijać przeszkody, a nawet użyć ich do bardziej skomplikowanych czynności, jak pisanie albo czytanie. Lunatyka poznamy po tym, że może mieć problemy z koordynacją ruchową oraz odpowiada na pytania w powolnym tempie lub wcale. To zaburzenie występuje zazwyczaj 30 – 40 minut od zaśnięcia. Osoby cierpiące na somnambulizm rano nie pamiętają, co robiły podczas nocnych eskapad. Zespół bezdechu śródsennego jest to zespół objawów chorobowych, spowodowanych bezdechami w czasie snu. Wywołany jest przez powtarzające się zatrzymanie przepływu powietrza w górnych drogach oddechowych, pomimo prawidłowej pracy płuc. Większość z nas doświadcza kilku bezdechów w ciągu nocy. Nie jest to jeszcze nic groźnego. Niestety u osoby cierpiącej na zespół bezdechu śródsennego w ciągu jednej nocy może dojść do setek takich cykli. Sen osoby, u której występuje bezdech senny, jest z reguły niespokojny i przerywany krótkimi wybudzenia-

mi, których chory może nie być wcale świadomy. Bezdechom sennym mogą towarzyszyć: uczucie duszności, kołatanie serca i wzmożone pocenie. Chory niekiedy zrywa się w nocy, przestraszony uczuciem duszenia. W tej sytuacji sen nie przynosi odpoczynku –osoba śpiąca budzi się zmęczona i ma problemy ze wstawaniem. Jeśli więc czujesz się rano niespokojny, apatyczny lub zmęczony, nie bagatelizuj tego, bo możesz cierpieć na zaburzenie bezdechu. A sprawa jest poważna, ponieważ zbyt długi czas bez oddechu może nawet doprowadzić do śmierci. Bruksizm - nocne zgrzytanie zębami jest to patologiczne pocieranie zębami szczęki o żuchwę. Najczęściej zdarza się podczas snu. O tym, że śpiąc zgrzytamy zębami, dowiadujemy się najczęściej od partnerów, z którymi dzielimy łóżko lub od dentystów. Czasem alarmuje nas palący ból zębów. Na skutek tarcia, pozbawiamy się szkliwa, wtedy zęby są pozbawione ochrony, dlatego gryzienie, a nawet mówienie u osób z bruksizmem może być bolesne. To nie wszystko. Pozornie niewinna skłonność prowadzi także do rozchwiania zębów w szczęce, stanów zapalnych i zwyrodnieniowych, a także do bólu głowy. Przyczyny bruksizmu nie są do końca znane. Prawdopodobnie zaburzenie to wynika z silnego stresu. Przyczyną może być również wada zgryzu. Leczenie najczęściej ogranicza się do leków uspokajających lub psychoterapii. Osobom cierpiącym na bruksizm grozi całkowite pozbycie się osłabionych zębów. Jak widać nie bez przyczyny rodzice zabraniają swoim pociechom zgrzytać zębami. Sen do dziś jest dla nas wielką tajemnicą. Ludzki mózg w większej części jest jeszcze niezbadany i niedostępny dla lekarzy. Dlatego niektóre z zachowań naszego ciała wydają nam się dziwne. Trzeba liczyć się z tym, że mogą dotknąć każdego z nas. Warto zatem przyjrzeć się swojemu organizmowi. Jeżeli rano nie czujemy się wypoczęci to powinniśmy zastanowić się nad tym, czy faktycznie całą noc spokojnie przesypiamy i jak możemy temu zaradzić. Zaburzenia senne, które dotykają nas, gdy nieświadomi niczego śpimy, niosą za sobą jak widać duże niebezpieczeństwo nie tylko dla nas samych ale również dla naszego otoczenia. 


Kurier z Wall Street

Owoc żywota Twojego je ZUS... Czy możemy liczyć w przyszłości na emeryturę?

W ostatnich miesiącach jednym z głównych tematów toczącej się debaty publicznej w Polsce jest system emerytalny. Znani ekonomiści, finansiści i publicyści straszą na łamach gazet i naekranach telewizorów zbliżającym się bankructwem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz przyszłymi emeryturami na głodowym poziomie. Czy jesteśmy w emerytalnej pułapce i nic nie możemy zrobić, by zapobiec katastrofie? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy poznać historię i zrozumieć ideę systemu emerytalnego.

Mateusz Wiatr

A zaczęło się tak... Zalążek systemu emerytalnego powstał już w starożytnym Rzymie. Emerytura, którą wprowadzono za czasów Oktawiana Augusta w 13 r. p. n. e. miała charakter wojskowy. Wypłacano ją tylko żołnierzom po odejściu ze służby. Po upadku Imperium Rzymskiego koncepcja państwowego systemu emerytalnego odeszła w zapomnienie. Idea narodziła się ponownie pod koniec XVI wieku – na mocy edyktu angielskiej królowej Elżbiety I,który zapoczątkował ustawową interwencjępaństwa w sprawy socjalne. Od XVIII wieku w Europie nastąpił rozwój systemów emerytalnych.Początkowo emerytury wypłacano tylko wojskowym. System emerytalny, który stał się wzorem dla przyszłych systemów państw europejskich powstał w Prusach w 1889 r. zapanowania kanclerza Otto von Bismarcka. Państwo gwarantowało wypłatę świadczeń emerytalnych po 30 latach

okresu składkowego i osiągnięciu 70 lat (system był wydolnytylko dlatego, że nieliczni dożywali tego wieku). W 1916 r. obniżono wiek emerytalny do 65 lat (dla mężczyzn) i 60 lat (dla kobiet). Jak to możliwe, że przez tak długi okres w historii nie istniał żaden system emerytalny?Czy to znaczy, że starsi ludzie umierali na ulicach i nie mogli liczyć na żadną pomoc? Społeczeństwo jednak potrafiło samodzielnie radzić sobie z problemem braku emerytur,tworząc bez pomocy państwa organizacje charytatywne i domy opieki.

Funkcjonowanie systemu emerytalnego w Polsce Bismarckowski system emerytalny to system repartycyjny, inaczej redystrybutywny, oparty na zasadzie PAYG (ang. pay-as-you-go), o zdefiniowa-

nym świadczeniu. Ten model opiera się na tak zwanej „umowie pokoleniowej”,to znaczy, że składki emerytalne pracowników są przeznaczane na wypłatę bieżących świadczeń dla emerytów. Na tej samej zasadzie funkcjonuje polski Zakład Ubezpieczeń Społecznych (pierwszy filar), w którym uczestnictwo jest obowiązkowe. Na Bieżąco wpłacane środki od razu zasilają kieszenie emerytów. W przypadku niekorzystnych zjawisk demograficznych (spadek współczynnika dzietności , wzrost umieralności i w efekcie niż demograficzny ) i trendów społecznych (np. przedkładanie kariery nad rodzinę) system staje się niewydolny. Oznacza to, że wydatki są wyższe niż wpływy do systemu emerytalnego, a więc nie ma wystarczającej liczby osób pracujących, która sfinansowałaby świadczenia emerytalne wpłacając składki.

1. Określa liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym (od 15 do 49 lat) 2. Spadek ogólnej liczby urodzeń (w danym okresie)

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 11


Kurier z Wall Street II filar systemu emerytalnego tworzą Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE), czyli organizacje z odrębnym majątkiem, zarządzane i reprezentowane przez Powszechne Towarzystwo Emerytalne.Fundusze powstały w ramach reformy emerytalnej z 1999 r.,tworząc system kapitałowy, w którym uczestnictwo jest obowiązkowe. OFE gromadzą środki pieniężne i lokują je w pewien ograniczony zakres instrumentów finansowych w celu osiągnięcia zysków i przeznaczenia uzyskanego kapitału na wypłatę dożywotnich emerytur swoim członkom. Funkcjonuje jeszcze III filar, w którym uczestnictwo jest dobrowolne. Są to wszelkie formy zabezpieczenia, które mają zapewnić przyszłemu emerytowi dodatkowe źródło dochodu. Pomysłodawcy, i autorzy reformy systemu emerytalnego założyli, że zsumowane wypłaty z I i II filara nie wystarczą na zapewnienie emerytom życia na odpowiednim poziomie. III filar obejmuje Pracownicze Programy Emerytalne (PPE), Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) i Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE).

Jak to wygląda w praktyce Polski system emerytalny nie był i nie jest jednorodny. Istnieje wiele przywilejów dla danych grup zawodowych, co powoduje poczucie społecznej niesprawiedliwości i zadłużanie finansów publicznych. Największymi beneficjentami przywilejów są górnicy i funkcjonariusze służb mundurowych. Likwidacja przywilejów emerytalnych to jedno z wielu założeń, proponowanych zmian z okresu reformy emerytalnej. Obciążeniem jest też Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS) – wpływy do tego specjalnego funduszu, utworzonego dla rolników, nie pokrywają wydatków na świadczenia emerytalne. Niekorzystnym czynnikiem wpływającym na finanse systemu emerytalnegos��, już wcześniej wspo-

mniane, negatywne zjawiska demograficzne, które doprowadzą do tego, że w przyszłości nie będzie kto miał pracować na nasze emerytury. Próbę ratowania systemu emerytalnego stanowiło stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67 roku życia dla kobiet (urodzonych po 31 grudnia 1952 r.) i mężczyzn (po 31 grudnia 1947 r.) – wydłużenie stażu pracy powinno w dłuższym okresie zwiększyć wpływy do ZUS-u. Kolejnym ratunkiem było obniżenie w 2011 r. składki przekazywanej z ZUS-u do OFE z 7,3% do 2,3%. Obniżka składki miała na celu polepszenie sytuacji finansowej Zakładu (częściowe zrekompensowanie wydatków). Od 2013 r. nastąpuje stopniowy wzrost składkido 3,5% w 2017 r. Publiczne zainteresowanie systemememerytalnm będzie rosło wraz z zadłużaniem się ZUS-u i groźbą jego niewypłacalności. Należy pamiętać, że I filar to legalna piramida finansowa, która opiera się na schemacie Ponziego (państwo posiada „monopol” w tym zakresie). Cechą charakterystyczną dla piramidy finansowej jest to, że ta struktura istnieje dopóki suma wypłacanych pieniędzy pozostaje niewielka w stosunku środków, które wpłacamy.Piramida potrzebuje stałego finansowania – w przeciwnym wypadku upadnie. 

Jak się uchronić przed emerytalną katastrofą? • Po pierwsze, nie licz na państwo – licz tylko na siebie. • Po drugie, naucz się oszczędzać i inwestować. • Po trzecie, rób dzieci i inwestuj w nie (dzieci to najlepsza inwestycja na przyszłość!)

Co mogą zrobić Rządzący? 1) Zlikwidować ZUS, „uwolnić” OFE (w tej sytuacji każdy będzie dbał o swoją

przyszłą emeryturę) – to skrajne rozwiązanie można nazwać libertariańskim.

2) Reforma ZUS i OFE oraz zrealizowanie przewidzianych zmian z reformy emerytalnej z 1999 r.

3) Utrzymanie ZUS i OFE – wprowadzenie tzw. emerytury obywatelskiej, czy-

li równe składki świadczenia emerytalne gwarantowane przez państwo. Zwiększenie przyszłej emerytury jest w interesie obywatela.

4) Nie robić nic, pozostawić system emerytalny bez zmian. Jako obywatele mamy szansę na emeryturę (gwarantem jest tego państwo), ale będzie ona na bardzo niskim, głodowym poziomie. Najlepszym rozwiązaniem jest już zacząć myśleć o przyszłości, czyli oszczędzać i inwestować oraz założyć rodzinę, aby na starość nie liczyć na grosze z ZUS-u. 3

Prognoza wpływów i wydatków Funduszu Emerytalnego do 2060 roku, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Warszawa 2010, s. 5-7.

12 Nowy Gwóźdź Programu nr 65


Kurier z Wall Street

Krajobraz gospodarczo mglisty Paradoks śląski Debata publiczna na Górnym Śląsku zdominowana jest w ostatnich latach przez budowanie poczucia śląskości. Wiele mówi się i pisze o wyjątkowej kulturze, zaszłościach historycznych i o dążeniu do maksymalnego samostanowienia. Nie trzeba nikogo przekonywać o jakości dyskusji toczącej się przeważnie pomiędzy stronami antagonistycznymi. Jednak ową, różnie rozumianą, śląskość należy także utrzymać. Odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z pewnym absurdem. Górny Śląsk, a dokładniej obszar Górnośląskiego Związku Metropolitarnego, kojarzony jest głównie z silną gospodarką, wszak w 2010 roku wypracowała ona produkt krajowy brutto wynoszący 184 mld złotych, co stanowi 13% PKB Polski. Pod koniec 2012 roku liczba podmiotów gospodarki narodowej wyniosła 453,5 tys. Troska o rynek i wysoka świadomość ekonomiczna wydają się w takiej sytuacji naturalne, tymczasem o wiele mniej uwagi w przestrzeni publicznej poświęca się właśnie gospodarce, a dominują spory wokół różnego odczytywania tożsamości. Ekonomiczna sytuacja regionu, w znacznym stopniu oparta na dużym sektorze górniczym, części społeczeństwa wydaje się być czymś oczywistym, co zawsze będzie aktualne. Nic bardziej mylnego. Przed regionem stoją istotne decyzje odnoszące się do przyszłej jakości funkcjonowania rynku, czyli w dużej mierze do jakości życia mieszkańców.

Wielkie aspiracje Symbolem i efektem wielkich aspiracji Górnego Śląska jest GZM. W początkowej fazie istnienia (zał. w roku 2007)miał onbyć matecznikiem ogromnej metropolii złożonej z dzisiejszych 14 miast. Członkowie dążyli do utworzenia największego miasta w Polce. Celem było przystosowanie całego regionu do przyjmowania nowoczesnego biznesu, ułatwienie zarządzania i przyspieszenie inwestycji. Region jawił nadzieję na pozyskiwanie większych funduszy z budżetu centralnego. Przeforsowanie ustawy o powiecie metropolitarnym nie udało się jednak w Sejmie. Projekt został także skrytykowany przez samych prezydentów miast członkowskich w GZM. Ogromna szansa zostałatakże spowolnionaprzez wewnętrzne tarcia i spory. Dziś Związek zajmuje się ustalaniem wspólnej polityki gospodarczej, promocją i pozyskiwaniem środków z funduszy celowych.

Grzegorz Warwas

Bieżące inwestycje W ciągu kilku ostatnich lat zapadły decyzje o przystąpieniu do realizacji wielu ważnych inwestycji publicznych. W samych Katowicach to przebudowa rynku, al. Korfantego i budowa gmachów Muzeum Śląskiego, Dworca PKP, czy Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Warto także wspomnieć o węźle Sośnica, autostradach A4 i A1 oraz o budowanym ostatnim odcinku Drogowej Trasy Średnicowej. Dumą regionu staje się Centrum Czystych Technologii Węglowych. Perłą w koronie jest Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Zatrudnia ona 51 000 pracowników, a zrealizowane inwestycje kosztowały ponad 20 mld zł, skupia 232 firmy. Dominuje branża motoryzacyjna, głównymi pracodawcami są koncerny z USA. Prężnie rozwijającym się ośrodkiem jest również Park Naukowo-Technologiczny w Katowicach, skupiający blisko 100 firm, którego najpoważniejszą inwestycją jest powstający budynek pasywny, pierwszy w Polsce obiekt w pełni wydajny energe-

tycznie, o przeznaczeniu biurowo-laboratoryjnym. Park wspiera przedsiębiorstwa działające w sferze naukowej i technicznej poprzez oferowanie sprzętu, usługi szkoleniowe oraz doradcze. Nie do przecenienia jest także wysiłek Inkubatorów Przedsiębiorczości i Śląskiego Parku Przemysłowo – Technologicznego. To nie wszystko.

Przemiana gospodarcza. Raport ABSL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Katowicach i Metropolii Silesia” Najnowszy Raport Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce opracowany dla UM Katowice wskazuje na stale rozwijające się zapotrzebowanie na profesjonalne usługi biznesowe, jakie zgłaszają górnośląskie przedsiębiorstwa. Raport wskazuje na rozwój usług związanych m.in. z audytem, controllingiem, obsługą finansową, outsourcingiem i usługami IT. Katowice i Metropolia Silesia w 2013 roku stały się obszarem działania 56 centrów usług biznesowych, które zatrudniają 12 000 pracowników. Do końca 2014 roku przewiduje się zatrudnienie dalszych 3 000 osób. Głównymi inwestorami są np. Capgemini, IBM, Gallup Arteria Management, Orange, Future Processing, ING Services, ArcelorMittal, Archidoc, GrupaŻywiec, Mentor Graphics, HireRight, Rockwell Automation, Unilever i PwC.

Niepokojący sygnał Przedstawione dane o inwestycjach nie powinny jednak stać się powodem do nadmiernego optymizmu. W listopadzie2013 roku liczba zarejestrowanych bezrobotnych w Urzędach Pracy wyniosła 11% wszystkich zdolnych do podjęcia pracy. Wielkości szarej strefy można tylko domniemywać. Siłę wojewódzkiej gospodarki mocno zweryfikowały przewidywania analityków Głównego Urzędu Statystycznego. Prognozy demograficzne w perspektywie do roku 2035 zakładają spadek liczby ludności o 12,6% w stosunku do roku 2010. Oznacza to spadek liczby ludności z 4 635 882 (2010 r.) do 4 052 211 w 2035 roku. Najliczniejszą grupą będą osoby w wieku 50+. Same Katowice mają stracić ok. 60 000 mieszkańców. Woj. śląskie wyludni się najszybciej w kraju. Przewidywany stan ma bezpośredni związek ze spadająca dzietnością śląskich małżeństw, ale także z obserwowanym w ostatniej dekadzie odpływem młodych osób za granicę oraz do prężnie rozwijających się gospodarczo miast, takich jak: Kraków, Warszawa i Wrocław.To przede wszystkim utrata młodych, zdolnych specjalistów. Szczególnie dotkliwy jest odpływ absolwentów kierunków związanych z IT i nowoczesnymi technologiami. Aby zatrzymać ten proces władze wojewódzkie i miejskie powinny dążyć do podnoszenia jakości życia i ulepszania infrastruktury socjalnej, jak również do poprawy wizerunku śląskich miast. Najważniejszym zadaniem jest jednak zachęcanie do inwestowania w regionie. Absolwenci Politechniki Śląskiej powinni stać się siłą napędową nowego pokolenia pracowników i przedsiębiorców. Wymaga to jednak wspólnego, kompleksowego planu konkretnych działań. Poza pewnymi wyjątkami, temat pozostaje nadal otwarty.

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 13


Kurier z Wall Street Priorytet A Województwo śląskie regionem nowej gospodarki kreującym i absorbującym nowe technologie. Cel A1

Cel A2

Wys. poziom kształcenia

Cel A3

Rozwinięta infrastruktura

Innowacyjna gospodarka

Priorytet B Woj. śląskie regionem o powszechnej dostępności do usług publicznych o wysokim standardzie Cel B1 Zdrowy i bezpieczny mieszkaniec województwa

Cel B2

Cel B3

Wysoka jakość środowiska

Atrakcyjne warunki zamieszkania

Priorytet C Woj. śląskie znaczącym partnerem kreacji kultury, nauki i przestrzeni europejskiej Cel C1 Duże znaczenie Metropolii i miast regionu w przestrzeni europejskiej

Cel C2 Wysoka pozycja regionu w procesie kreowania rozwoju Europy

Wspólny kierunek. Biznes i nauka. Wicepremier E. Bieńkowska w wystąpieniu podczas 124. sesji Zgromadzenia Ogólnego Polskiej Akademii Nauk mówiła o rozdysponowaniu 8,61 mld euro w ramach programu Inteligentny Rozwój w skali krajowej na lata 2014-2020. Rzuca to światło na problem odpływu wykształconych kadr za granicę województwa i kraju. „Dużą część środków zainwestujemy w naukę, ale za pośrednictwem przedsiębiorców. To oni wskażą, co jest im potrzebne.” Środki zostaną przeznaczone na wprowadzanie innowacji w przedsiębiorstwach i na tzw. bony na innowacje. Mają pobudzać współpracę nauki, środowisk akademickich z lokalnym biznesem. W naszym regionie szczególne pole do manewru mieć będzie PolŚl i UŚ. Niewątpliwie wielką przyszłość mają usługi związane z sektorem IT, biznesowym, ale też medycznym, zważywszy na ostatnie dokonania śląskich transplantologów i kardiochirurgów.

Sprawa węgla Oczywisty jest fakt znaczenia wydobywania węgla dla polskiej energetyki i dla rozwoju Górnego Śląska. Tym bardziej należy dociekać jego przyszłości. Region wzmaga się do dziś z mierną jakością zarządzania kopalniami w okresie PRL-u i przerostem zatrudnienia. Wszyscy znamy skutki likwidacji tych zakładów w latach 90. XX w. Proces dostosowania górnictwa do potrzeb biznesu jest długi i skomplikowany, często zależny od woli politycznej, przez co mszczą się lata zaniedbań inwestycyjnych. Kierunek zmian obejmuje stopniową prywatyzację i wprowadzenie na GPW. W 2011 Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) została częściowo sprywatyzowana (33%) i wprowadzona na giełdę, w tym samym roku Polska zajęła 9 miejsce na świecie w wielkości wydobycia węgla kamiennego. Sprawa restrukturyzacji sektora wydobywczego jest więc zadaniem na najbliższe lata. O potrzebie działań świadczy październikowe oświadczenie Zarządu Kompani Węglowej, gdzie dopuszcza się możliwość zwolnienia 7 000 pracowników, w związku ze złą kondycją gospodarczą. Aktualnie działają 32 kopalnie węgla kamiennego. Marzenia o polskiej elektrowni jądrowej, czy o rozwoju zielonych źródeł energii przeważnie kończą żywot w studiach telewizyjnych. Koniecznością staje się wprowadzenie węgla w XXI wiek. Sztandarową inwestycją Górnego Śląska stało się niedawno

14 Nowy Gwóźdź Programu nr 65

Cel C3 Silny ośrodek nauki i kultury

Centrum Czystych Technologii Węglowych. Celem jest stworzenie w Polsce wiodącego w Unii Europejskiej ośrodka badawczego dla komercjalizacji innowacyjnych czystych technologii węglowych. Naukowe opracowania bardziej wydajnego i mniej uciążliwego wykorzystania paliwa węglowego mają zostać wprowadzane, jako rozwiązania dla energetyki i biznesu. Obecność w UE wymusza zmiany w finansowaniu kopalń oraz niesie wymóg ograniczenia emisji CO2, a także nakazuje podejmować działania ekologiczne. Obecnie miasta prowadzą prace nad rekultywacją byłych terenów poprzemysłowych. Wzorcem może być Hałda Skalny – całkowicie obsadzona trawą, a na jej szczycie zlokalizowano sztuczne jezioro z rybami.

Ku przyszłości. „Śląskie 20 20”. Problem rozwoju gospodarki całego obszaru województwa śląskiego porusza dokument (z 2013 r.), liczący 211 stron - Strategia rozwoju woj. śląskiego „Śląskie 2020”, powstały z wymogów UE. Na dzień dzisiejszy jest to jedyny oficjalny dokument o planowanych posunięcia władz w tak szerokiej perspektywie. Wizja mówi o województwie trwałego rozwoju, stwarzającym mieszkańcom korzystne warunki życia, w oparciu o dostęp do usług publicznych o wysokim standardzie, o nowoczesnej i zaawansowanej technologicznie gospodarce. Sformułowano następujące priorytety: Projekt przewiduje m.in. przebudowę sieci energetycznej, wspieranie budownictwa komunalnego, rekultywację terenów, budowę systemów informacyjnych, wspieranie inwestycji medycznych, poprawę czystości powietrza i wód, rozbudowę dróg, stworzenie platformy usług publicznych, poprawę kształcenia zawodowego i ustawicznego, czy powołania ośrodka badawczego, czuwającego nad wdrażaniem technologii w biznesie – TechnopoliaSilesia. Pierwsze kroki zmierzające ku realizacji założeń, będzie można obserwować w 2014 r. Pomimo atutów gospodarczych regionu uwidacznia się brak poważnej debaty nad kierunkiem rozwoju społecznego i ekonomicznego. Brak jasno określonej ścieżki realizacji planu, który chociaż w pewnym stopniu byłby wstanie zatrzymać wymieranie śląskich miast, spory i animozje samorządowców z pewnością spowodują zaprzepaszczenie wielopokoleniowego dorobku i odpływ kapitału ludzkiego. Dlatego warto monitorować decyzje lokalnych władz, dotyczące tematyki gospodarczej, ponieważ bezpośrednio dotyczy to naszej przyszłości i jakości życia. 


Opowiadanie Melficki świat cz. 1

Tajemnicza wizyta

Karolina Świgoń

E

liza uniosła głowę znad książki. Nie wiedziała, co wyrwało ją z lektury. Zdziwiona rozejrzała się po pokoju – wszystko było w porządku. Jednak coś nie dawało jej spokoju. Zdezorientowana podeszła do otwartego okna i kolejny raz zachwyciła się widokiem, który ujrzała: mnóstwo kwiatów, drzew i pośrodku niewielki staw z przerzuconym przez niego drewnianym mostem. Widok ten za każdym razem przynosił jej ulgę i koił zmysły. Było to jej szczęście w nieszczęściu – nie chciała tu przyjeżdżać, to nie był jej dom. Nie lubiła swojej ciotki Morgany, która zawsze kojarzyła jej się z czarownicą, nie tylko ze względu na imię. Jednak nie miała wyboru. Po śmierci rodziców, dwa miesiące temu, ktoś musiał się nią zająć, a ciotka była jedyną, żyjącą krewną. Wcześniej widziała ją tylko raz, lata temu, gdy była małą dziewczynką. Nie pamiętała dokładnie wydarzeń z tamtego okresu, ale wiedziała jedno – nie była przyjaźnie nastawiona do ludzi i do własnej rodziny. Eliza wiedziała o niej niewiele – była siostrą mamy, żyła sama w wielkim domu z dala od innych ludzi. Do najbliższej wioski trzeba było przejść prawie 10 kilometrów pieszo, najpierw pokonując gęsty las, który otaczał dwór z jednej strony. Z drugiej rozciągały się wrzosowiska i bagna, nad którymi zawsze unosiły się opary mgły. Nie była to przyjazna okolica, a Eliza miała tu zamieszkać, mając do towarzystwa tylko starego kamerdynera i ciotkę.

trawy znów zaszeleściły i punkciki zniknęły. Pojawiły się za to dziwne ślady na ziemi, kierowały się w stronę pokoju dziewczyny. Jednak ten, kto je zostawiał, pozostawał niewidzialny. Stwór zbliżał się coraz bardziej do okna, aż w końcu ślady pojawiły się i na parapecie. Żółte punkciki znowu się pojawiły. Uporczywie wpatrywały się w Elizę, która leżała z książką na łóżku. Jednak gdy tym razem uniosła głowę, od razu zauważyła żółte ślepia. Przerażona zerwała się i cofnęła pod ścianę. W pierwszej chwili chciała kogoś zawołać, jednak uświadomiła sobie, że nie ma kogo. Gdy pierwsze emocje opadły, wolno podeszła do okna, ślepia wciąż się w nią wpatrywały. Zatrzymała się parę kroków od szyby i dopiero wtedy ujrzała, co tak naprawdę siedzi na parapecie. Całe ciało stwora pokryte było zielonkawymi łuskami. Między palcami rąk i nóg znajdowały się prawie przezroczyste błony. Żółte ślepia były wyjątkowo wyłupiaste, a uszy szpiczaste.

Rozmyślania dziewczyny przerwał nagle szelest traw znad stawu. Gdy tylko tam spojrzała, nic nie zauważyła, wszystko zastygło w bezruchu. Wydało jej się to dziwne, bo była pewna że coś się poruszyło.

- Tajemniczy jesteś. Jak cię zwą? I…

- Na pewno to tylko jakaś mała kaczka, albo zaplątana ryba – pomyślała i odwróciła się od okna. Nie zauważyła jednak dwóch żółtych punkcików, uważnie się jej przyglądających. Gdy zamknęła okno

- Nic dziwnego. Zwykli ludzie nie mogą nas dostrzec, więc nie mają pojęcia o naszym istnieniu

Zszokowana nie wiedziała, co zrobić, jednak podczas gdy stwór intensywnie się w nią wpatrywał. Zanim zorientowała się co robi, podeszła do okna i otworzyła je. Co dziwniejsze – już się nie bała. Skądś wiedziała, że nic jej nie grozi i nie ma powodu obawiać się nieoczekiwanego gościa. Spojrzała w żółte ślepia i powoli wyciągnęła rękę. Gdy już chciała dotknąć stwora, ten zrobił unik i wskoczył do pokoju, rozpościerając błoniaste skrzydła. Dziewczyna poczuła słonawy zapach, gdy ją mijał. Poleciał wprost na łóżko, gdzie usiadł pokracznie. Podeszła do niego, jednak nie usiadła przy nim. - Witaj, Elizo – głos miał zaskakująco łagodny. - Skąd wiesz, jak mam na imię? – spytała lekko zdezorientowana. - Wiem o tobie wiele rzeczy. - Och, a skąd? - Dowiesz się w odpowiednim czasie.

- Czym jestem? – przerwał jej stwór. - Tak, czym jesteś? Nigdy nie widziałam kogoś podobnego, ani o nikim takim nie słyszałam.

- W takim razie, czemu ja cię widzę? - Bo nie jesteś zwykłym człowiekiem.

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 15


Opowiadanie - Zginęła w wypadku samochodowym wraz z tatą – powiedziała wolno. - To nieprawda! Twoja matka żyje. Została porwana. - Och, ciekawe przez kogo, może przez kosmitów? Dopiero w tej chwili zaczęła się zastanawiać, dlaczego wpuściła tego stwora do pokoju. Nie mogła tego zrobić z własnej woli. - Nie, nie przez kosmitów. Przez człowieka, który podawał się za twojego ojca – spokojnie odpowiedział mefit, wciąż uporczywie się w nią wpatrując. - Doprawdy? – Eliza czuła się coraz bardziej zagubiona. - Tak, jednak wszystkiego dowiesz się w odpowiednim czasie. - Och, to już mówiłeś… - I z pewnością powtórzę to jeszcze niejeden raz. - Ale nie powiedziałeś, jak masz na imię. - My nie posiadamy imion. - Jak to? – Eliza czuła się już kompletnie zdezorientowana. - Jestem mefitem, konkretniej mefitem wodnym, gdybyś się nie domyśliła. Jesteśmy sługami potężnych magów. Oni nas przyzywają, a my wypełniamy ich rozkazy. - Czyli jesteś tu z rozkazu jakiegoś maga? - Nie.

Dziewczyna spojrzała na niego jak na wariata i dopiero teraz zaczęła uświadamiać sobie, że nie działa z własnej woli. Poczuła dziwne pulsowanie w głowie, po chwili wszystko wokół zawirowało. - Co ty mi robisz? Przestań! – zawołała przerażona. Osunęła się na ścianę i oparła się, by nie upaść. Zrozumiała, że nie może patrzeć mu w oczy, wtedy stwór może z nią robić, co chce. Po chwili wszystko ustało, jednak serce waliło jej jak oszalałe. Wzięła kilka głębokich oddechów na uspokojenie i powoli się wyprostowała.

- Jak to?

- Jesteś kłamcą – powiedziała powoli i dobitnie.

- Przysyła mnie twoja matka. – Mefit cały czas uważnie obserwował reakcję dziewczyny. -Była bardzo przewidywalna.

- A skąd ta pewność? Widziałaś ciała rodziców?

Dziewczyna z niedowierzaniem pokręciła głową.

- Nie było czego oglądać…

- To niemożliwe!

- Bo ciał nie było.

- Dlaczego tak uważasz?

- Kłamiesz!

- Bo moja mama nie żyje. - Kto tak twierdzi? – Tym pytaniem zupełnie zmieszał Elizę. Spojrzała na niego z niedowierzaniem i bólem, przypominając sobie wieczór sprzed dwóch miesięcy, kiedy dowiedziała się o wypadku samochodowym rodziców. Pijany kierowca ciężarówki zajechał im drogę, taranując ich samochód. Zginęli na miejscu, a ciała były tak zmasakrowane, że nie można było ich zidentyfikować. Nie mogła się pozbierać po tej tragedii, zwłaszcza kiedy dowiedziała się, z kim ma zamieszkać.

16 Nowy Gwóźdź Programu nr 65

- Powtarzasz się, moja droga. - Nie nazywaj mnie tak. Wynoś się z mojego pokoju! - A co, zawołasz cioteczkę? Może jej się spytasz, co sądzi o tym wszystkim? - Nie uwierzy mi przecież. - Tego również jesteś pewna? 


Rozrywka

HOROSKOP RYBY 19.II – 20.III

PANNA 23.VIII – 22.IX

Totolotkowa wygrana jest blisko (pod warunkiem, że wyślesz kupon). Zyskasz takie pieniądze, że na obiad zawitasz do „Kryształowej”.

Czas na szoping. Kup sobie coś, co wyzwoli w Tobie moc endorfin.

BARAN 21.III – 19.IV Gorsze chwile są za tobą, czas się rozerwać. Kup fajerwerki i idź imprezować. Czekają na Ciebie nowe wyzwania, w tym nowa praca.

BYK 20.IV – 20.V

WAGA 23.IX – 22.X Notoryczne imprezy Cię wykończyły? Czas nabrać trochę ciałka (ale nie za dużo!).

SKORPION 23.X – 21.XI Zmień swój punkt widzenia i przeżyj coś nowego. Zaangażuj się w lokalny wolontariat i zyskaj nowe pokłady życiowych sił.

Nie bój się swojej agresywnej natury. Czas zapolować na gąski!

BLIŹNIĘTA 21.V – 20.VI Uważaj! Podejmowane decyzje mogą mieć negatywne konsekwencje dla Ciebie i Twojej wątroby.

RAK 21.VI – 22.VII Czas na chillout. Sam lub w towarzystwie połówki rozkoszuj się słodką chwilą. Nie zapomnij zalać wrzątkiem.

LEW 23.VII – 22.VIII

STRZELEC 22.XI – 21.XII Wraz z zimową odzieżą pozbądź się chłodnych osądów. Czas zacząć pozytywnie patrzeć na świat!

KOZIOROŻEC 22.XII – 19.I Uważaj na rogaczy! Walcz o swoje – może wygrasz…

WODNIK 20.I – 18.II Potok procentów może Cię pochłonąć. Tylko od Ciebie zależy czy wypłyniesz żaglowcem czy łodzią podwodną.

To idealna pora, aby udać się na łono natury. Rozrywka i odpoczynek to Twoje główne cele w najbliższym czasie. Kto wie, być może uda Ci się upolować jakąś gazelę?

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 17


Wywiad

MARTIN STANKIEWICZ Człowiek do zadań specjalnych Niepodważalny mistrz ciętej riposty i niezależny twórca komediowy z wyszukanym poczuciem humoru. Uwielbia kontakt z ludźmi, a w szczególności zadawać im dziwne pytania. Przez niektórych nazywany postrachem warszawiaków. Urodzony w Toronto (stąd jego imię), znany także jako Kostek i Stanek – Martin Stankiewicz. Martin - odnoszę wrażenie, że jesteś niezwykle barwną postacią z milionem pomysłów na siebie. Jak ty to robisz? W takim razie dobrze maskuję swoją nudziarską stronę życia. A tak serio, już od małego miałem problemy z inwencją twórczą. Gdy innym dzieciakom w moim wieku często doskwierał brak kreatywnego podejścia do życia, u mnie wręcz przeciwnie – miałem tego za dużo. A, że z robótek ręcznych zawsze byłem słaby, nie mogłem kleić samolotów, czy składać kolejnych origamii – padło na film. Może to była też kwestia chęci zwrócenia na siebie uwagi? Byłem strasznie wstydliwy jeżeli chodzi o relacje damsko-męskie. A dzięki temu, że się o mnie w szkole mówiło – to dziewczyny ustawiały się w kolejce do mnie, a nie ja do nich. Nie no... dziewczyny brały mnie za artystycznego świra, czyli idealny, zaraz po geju, materiał na przyjaciela.

Agata Szecówka

Jak zaczęła się Twoja przygoda z filmami? Kiedy nagrałeś swój pierwszy film? Moja siostra wraz z koleżanką bawiły się w kręcenie amatorskich teledysków. Jako, że całe dzieciństwo była ona poniekąd moim wzorem do naśladowania – tak samo było również w tej kwestii. Był to również czas, kiedy w polskiej telewizji rodził się sitcom. Zafascynowany slapstickowymi i często prostymi żartami, wiedziałem już w jakim klimacie będę tworzył swoje „filmy”. Celowo wykorzystuję cudzysłów, ponieważ nie sądzę, by produkcje te miały w tej chwili inną wartość, niż sentymentalną. Co najlepsze – czasy się zmieniły, ja się zmieniłem, jednak ciągle podczas realizacji swoich produkcji czuję ogromny „fun”.

Masz idola, na którym się w jakiś sposób wzorujesz? Wraz z kształtowaniem swojej osobowości i dorastaniem, przez moje życie przewinęło się sporo artystów, których cenię i w jakiś sposób biorę z nich przykład. Do takich osób z pewnością należy

18 Nowy Gwóźdź Programu nr 65

Andy Kaufman, Woody Allen, Quentin Tarantino, czy Sacha Baron Cohen. U wszystkich, jak się nietrudno domyśleć można znaleźć wspólny mianownik – humor. Jednak nie tylko. Oni dowcip traktują jako środek do przedstawienia ważnych życiowych zjawisk. Całe życie (mówię tak jak bym był już 70 letnim prykiem) uważałem, że poprzez humor można dużo więcej przekazać, niżeli poważne i smętne rozważania na temat życia i śmierci.

Jak rodzą się pomysły na Twoje filmy? Zabrzmi banalnie, ale tak jest – scenariusze, czy też pomysły pisze życie. To z najbardziej bliskich mi obserwacji czerpię inspirację. Chcę bowiem dotykać problemów, z którymi każdy albo przynajmniej większość się utożsami, a później pozwolą skłonić do jakiejkolwiek refleksji.

Ile ludzi pracuje przy stworzeniu jednego filmu? Jaką rolę Ty pełnisz w całym tym procesie? Serie „Powody” czy „Sposoby” tworzę ze zgraną ekipą: Miłoszem Domoniem, Marcinem „Randallem” Nowakowskim, Wiktorem Kiełczykowskim – to taki trzon, bez którego nie wyobrażam sobie moich produkcji i pewnie też by one powstać najnormalniej w świecie nie mogły. Nieocenioną pomoc niesie również moja dziewczyna – Laura, chociaż często się śmieję, że wiążąc się ze mną podpisała umowę, w której jasno określam jej kompetencje u mnie na planie. A ja? Ja się tylko pod tym na końcu podpisuję (śmiech), jestem ojcem tych filmów i to ja odpowiadam za ich koncept i ostateczny kształt – jestem reżyserem, scenarzystą, aktorem, montażystą. Uwielbiam robić wszystko, bo wtedy czuję, że ten film to faktycznie moje dziecko :)

Myślałeś kiedyś nad udziałem w konkursie filmów niezależnych? Ten etap mam za sobą i uważam, że trochę go nie wykorzystałem. W liceum, zanim rozpocząłem internetową karierę, tworzyłem amatorskie filmy średniometrażowe, jak np. „Juma” (z Wiktorem Kiełczykowskim) czy „Kundle”. To były jednak za duże projekty, jak na moje młode możliwości, przez to ostateczny efekt pozostawiał wiele do życzenia – moim zdaniem i zdaniem jury festiwali. Zresztą teraz już są inne czasy, brakuje konkursów, w których udział biorą faktycznie amatorzy. W tej chwili, większość tego typu eventów, prezentuje filmy studenckie z budżetem rzędu kilkudziesięciu złotych. To już nie jest prawdziwy OFF, nie ten na którym się wychowałem.

Jesteś na 5 roku dziennikarstwa, dlaczego wybrałeś akurat takie studia? Nie myślałeś nad szkołą filmową? Nigdy w siebie nie wierzyłem. Odstraszała mnie ta ogromna ilość kandydatów na jedno miejsce w szkole filmowej. Dodatkowo cały czas w pamięci miałem słowa, że szkoła filmowa zabija w człowieku artystę, robiąc z niego


Wywiad dobrego rzemieślnika. Ja wolę tworzyć po swojemu, nawet jeżeli nie zawsze jest to piękne, to jest to moje... i szczere. Co do dziennikarstwa – myślałem, że to odpowiedni kierunek, w którym będę mógł zagłębiać swoją ciekawość do świata, takiego nam najbliższego. Trochę się jednak przejechałem. System edukacji jest jaki jest, więc muszę posłusznie to zrozumieć i uczyć się kompletnie wyrwanych od rzeczywistości przedmiotów, które mi się nigdy nie przydadzą. Oczywiście, nie mówię że wszystkie. Jednak sporo. Mimo wszystko, szkoła jest potrzebna.

Realizowałeś wiele projektów – z którego z nich jesteś najbardziej zadowolony? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. W jakiś sposób jestem dumny z każdego projektu, bo zawsze się angażuje na maxa, z drugiej jednak strony w każdym, z biegiem czasu, widzę jakieś niedociągnięcia – coś, co mógłbym poprawić, czy zrobić inaczej. Uwielbiam realizować swoją serię „Powody”, ale też ogromną przyjemność sprawiają mi rozmowy na ulicy.

Tworząc „Uliczny Kombajn” przyjąłeś pseudonim Konstanty Kwas. Skąd pomysł na taki przydomek? To były czasy, kiedy pracowałem w serwisie ToSieWytnie.pl, należącym do Wirtualnej Polski. Od początku trwania projektu, postanowiliśmy potrollować internautów. I tak powstali fikcyjni bracia Kwas – Stanek i właśnie Kostek. Dwa przeciwieństwa. Obydwaj szaleni, ale w inny sposób. Kostek był właśnie takim, z pozoru stoikiem, w rezultacie jednak niezłym psychopatą zadającym na ulicy dziwne pytania. Po latach jednak postaci te zaczęły mnie ograniczać i męczyć. Stąd moja decyzja o rozpoczęciu kariery już pod własnym nazwiskiem. Co nie oznacza, że to co pojawia się w internecie ode mnie i na mój temat, to nie jest sprytnie wymyślona kreacja.

Zadawałeś tam dość kontrowersyjne pytania – nie bałeś się reakcji ludzi? U mnie najgorsze były początki nagrań. Nie wiem czemu, ale musi minąć co najmniej pół godziny gdy zbiorę się w sobie, zrelaksuje i uwierzę, że ktokolwiek będzie chciał odpowiedzieć na moje kretyńskie pytanie. Gdybyś stała obok mnie i obserwowała, pomyślałabyś, że jestem największym cykorem i amatorem nie nadającym się do tego. Gdy jednak naglę wejdę w swój tryb, nic nie jest w stanie mnie powstrzymać. Wielokrotnie mnie obrażano, wyzywano, a nawet chcieli pobić. Nie ma co się jednak dziwić, gdy pytania do najzwyklejszych nie należały. Sam się kiedyś zastanawiałem jakbym ja zareagował. Z biegiem czasu, gdy ludzie mnie zaczęli rozpoznawać i kojarzyli formułę, było prościej.

Czy zdarzyło się kiedyś, że po opublikowaniu filmu, ktoś oburzył się że wykorzystałeś jego wizerunek? Może raz, czy dwa. Zawsze po nagraniu rozmawiam z osobami, by przedyskutować, jakiego fragmentu ewentualnie nie puszczać. Rzadko zdarza się by zrezygnowali z całej wypowiedzi. Czasami zgłaszali się do nas by usunąć materiał, między innymi dlatego, że stawali się „gwiazdami” w swoich środowiskach i było dla nich to krępujące. Co w 100% było dla mnie zrozumiałe.

Prowadziłeś program „Tuba Śmiechu” w 4Fun TV – dlaczego zdecydowałeś się na występ w telewizji? „Tuba Śmiechu” to była krótka, ale wspaniała przygoda z medium jakim jest telewizja. Romans, po którym zdałem sobie sprawę, że kocham jednak swoją kobietę – w tej metaforze, mam na myśli Internet. Zawsze miałem ambicje do poznawania czegoś nowego. Padła propozycja, więc pomyślałem, czemu nie.

Jesteś zadowolony z tego programu? Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że pracowałem już na sprawdzonym formacie, gdzie prezenter w luźny sposób komentuje internetowe filmiki. Formuła ta, nie do końca pozwalała mi spełnić się twórczo. Mimo, że od szefostwa stacji dostałem pełny kredyt zaufania i mogłem robić, co właściwie chciałem. Problem polegał na tym, że ja chciałem jak najszybciej wrócić do

internetu i skupić się na trochę zaniedbywanym w tamtym czasie kanale YT.

Należysz do sieci LifeTube zrzeszającej wpływowych twórców wideo. Na czym polega ta współpraca? LifeTube to wspaniała firma, której brakowało wcześniej na rynku. Oczywiście, jak grzyby po deszczu, wyrastały w Polsce kolejne sieci partnerskie, które tak naprawdę więcej brały niż faktycznie dawały. Współpraca z LifeTubem wygląda inaczej. Każdego dnia czuję, że ktoś się mną interesuje, dba o moje interesy i pomaga spełniać marzenia. Trochę górnolotnie, ale tak jest. Dzięki LifeTube’owi wierzę, że bycie youtuberem, może być twoim zawodem.

Jesteś rozpoznawalny na ulicy? Nie będę ściemniać, że muszę chodzić w bejsbolówce i przeciw słonecznych okularach, by mnie nie rozpoznali. I nie dlatego, że tak nie jest. Ja po prostu lubię kontakt z ludźmi. A najbardziej te spontaniczne reakcje, gdy ktoś z młodych widzów, pod wpływem emocji odważy się podejść i poprosić o zdjęcie. W takich chwilach jestem bardziej skrępowany od nich, jest to jednak bardzo przyjemne uczucie.

Ludzie zwracają się do Ciebie po imieniu, czy wykorzystują nazwy wykreowanych przez Ciebie postaci? W kwietniu minie rok, odkąd zdjąłem maski braci Kwas. Na początku przyznam, że było ciężko zerwać z tym wizerunkiem i postaciami. W tej chwili jednak coraz mniej osób kojarzy mnie przez pryzmat wcześniejszej działalności. Przez te kilkanaście miesięcy starałem i nadal staram się zbudować markę pod własnym nazwiskiem.

Co masz w planach na najbliższą przyszłość? „Carpe diem” - chwytaj dzień. I tego się trzymam. Przede wszystkim skupienie się na swoim youtubowym kanale i budowanie coraz silniejszego brandu, a co za tym idzie robienie dobrych i regularnych produkcji. Regularność w youtubowym świecie jest bardzo ważna. Internet bowiem szybko przyswaja, ale równie szybko potrafi zapomnieć o sieciowych idolach.

Masz jakieś rady dla początkujących Youtuberów? Nie poddawać się. Nigdy. Gonić marzenia. I znów trochę tendencyjne hasła z „Pokolenia Ja”. Mimo wszystko, uważam że każdy może spróbować sił w tym fachu. Youtube chętnie przygarnie kolejne osoby. Tylko proszę, nie opowiadajcie co zjedliście na śniadanie, robiliście w szkolę albo co gorsza jakiej konsystencji była wasza... Produkcje na Youtubie mają inspirować, skłaniać do refleksji, uczyć czegoś. Nie róbmy z niego sieciowego Big Brothera.

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 19


Kulturalny student

Płyta miesiąca

John Newman – Tribute

Annamaria Stawska

Kto mnie zna, ten wie, że pałam niepohamowanym uczuciem do wszystkiego, co jest brytyjskie. Oczywiście nie jestem (lekko) stronnicza - jeśli miałabym okazję słuchać naprawdę dobrej płyty niemieckiego, czeskiego czy francuskiego zespołu, skupiłabym się na muzycznym pięknie, a także na tym, czy dany utwór jest warty polecenia. Dobrze, ale wracając już do konkretnych spraw – chciałabym Wam przedstawić świetny materiał młodego Brytyjczyka, Johna Newmana.

Plastyczny głos 24-latka możecie kojarzyć z utworów „Not Giving In” czy „Feel The Love” składu Rudimental. „Tribute” jest debiutanckim krążkiem brytyjskiego artysty. Na tym okrągłym kawałku substancji chemicznych, gdzie można zapisać dźwięk, zmieściło się 14 świetnych piosenek. „Tribute” jest dwuwymiarowy, bowiem część utworów można zakwalifikować do grupy kompozycji wzniosłych, spokojnych i zmuszających do refleksji nad życiem i samym sobą. Druga natomiast składa się z songów porywających nogi do tańca, a serce do śpiewania. Do „poważnej” partii „Tribute” zaliczam: jeden z moich ulubionych „Out Of My Head”, tytułowe „Tribute” czy „Goodnight Goodbye”. W zbiorowisku mniej „serio” hitów można odszukać: drugą moją favourite song „Love Me Again”, „Cheating” czy też „All I Need Is You”. W małych arcydziełkach Newmana znajdziemy smyczki, zgrabne werbelki, trąbki, śliczne pianino, oczywiście gitarę, czy nawet kościelne organy (w „Day One”)! O reszcie nie wspomnę, bo nie będziecie chcieli sięgnąć po ten genialny materiał... :) Płyta jest niezwykle muzycznie rozbudowana, a teksty tych utworów są dojrzałe i poruszające, co powoduje, że każda poszczególna piosenka stanowi wybitną całość. Gdybym miała ocenić longplay Johna Newmana w skali 1-10, bez wahania i poczucia żenady wystawiłabym 12 punktów. Bez żadnego skrępowania mogę powiedzieć, że kocham wszystkie muzyczne partie zawarte w kompozycjach Brytyjczyka, nie wspominając już o głosie... ;) Jeśli muzyczne smaczki z debiutanckiej płyty są tak dobre, pozostaje mi opanować głód i po prostu czekać na kolejne produkcje. Muszę jakoś wytrzymać. Dzięki John! Za wszystko! 

WARPAINT – WARPAINT Warpaint to następny album długogrający, na który fani musieli sporo czekać. Przez 4 lata w muzycznym świecie pojawiło się wiele wybitnych wydawnictw i może dojść do takich sytuacji, że pewnego artystę, czy grupę możemy zwyczajnie pominąć. Na całe szczęście nie ma możliwości by przejść obok materiału dziewczyn z Los Angeles. Na „Warpaint” jest 12 perfekcyjnych kawałków. Zaczynając znajomość z tą płytą, można odnieść wrażenie, że jesteśmy na koncercie live. Lubię takie przyjemnie niepokojące melodie, głębokie uderzenia o perkusję i tajemniczą gitarę w tle („Keep It Healthy”), czy przydymione wokale, które od pewnego momentu nabierają na sile (jak od 3:00 w „Drive”). Kojarzycie twórczość zespołu Sorry Boys? Ich piosenki również są wykonywane w tym specyficznym, lekko mrocznym stylu, który chwyta za serce a Ty masz ochotę słuchać całego albumu w nieskończoność. Jeśli chodzi o samą magię na płycie – daję 100 punktów na 10. Warstwę muzyczną i tekstową bez zastanowienia można ocenić na 10 w skali 10. 

20 Nowy Gwóźdź Programu nr 65


Kulturalny student

Beneficjenci Splendoru – Bóg, Honor, Mam Talent Wreszcie się doczekałam! Król Marcin Staniszewski - lider Beneficjenci Splendoru - puścił w świat kolejne, przegenialne, sarkastyczne, zabawne, nawiązujące do polskiej mentalności kompozycje. Ten wieloskładnikowy koktajl wprost wybucha w odtwarzaczu, zalewając nas szalonymi dźwiękami, jak i tekstami o podwójnym dnie. Bogate we wszystko kawałki Beneficjentów zawsze można było rozwalić na wiele elementów muzyczno-tekstowych. Te utwory zawsze są nabite ostrymi beatami, nasączone mocnym elektro i doładowane pozornie abstrakcyjnymi tekstami. Obok tych songów nie wolno nam przejść obojętnie. Na „Bóg, Honor, Mam Talent” widnieje ponad 10 szalonych plików dźwiękowych. Chciałabym obszernie opisać każdy z nich, niestety obawiam się, że zajęłoby mi to bardzo dużo czasu. O tych kawałkach można opowiadać przez długie godziny! Z powodu samych haseł można się ze śmiechu popłakać, przecież to takie... polskie. Takie nasze, takie oczywiste. Takie ironiczne. Takie z dystansem. Co mam na myśli? Proszę bardzo: „Jestem Żydem, jestem gejem a w dodatku opalonym i nie klękam w niedziele na zimnej podłodze, no i co z tym zrobisz patrioto malowany?”. Świetna jest, także część wykonywana przez Krzysztofa Ostrowskiego (tak, tego z CKOD!) w hiciorze „Mięso Armatnie”. Wersy „Hej Ty! Mięso Armatnie, termin ważności Ci upływa niebawem, więc chyba czas na wielką zabawę, Mięso Armatnie będzie grillowane” czy „Palce lizać, prosto od rzeźnika, wzorowa hodowla pod nadzorem Photoshopa, palce lizać, mięso pierwsza klasa, wszystkie zęby zdrowe, odpowiednia masa” opowiadają o ludzkich cechach, o tym by być doskonałym w pracy, w życiu, walczyć o wszelkie dobra. Jest oczywiście druga strona medalu – człowiek jest istotą, która jest wycierana przez biznes. Najprościej mówiąc: masz pracować i się dostosowywać do panujących standardów. Kolejnym mentalnym kamyczkiem do polskiego ogródka jest momencik z „Super fajnej Piosenki” - „Krzyż, wojna, in-vitro, listopad, słaba to kokaina, poza tym wszystkie gładkie piosenki, tak naprawdę są najsmutniejsze, bo obiecują wesołe miasteczko, lecz milczą o bilecie, mrok i eschatologia”. Brawa dla Staniszewskiego za inteligentne żonglowanie słowem. Panie Marcinie, pokochałam Pana za „Smutnego Stylistę”, moje uczucie było jeszcze większe za sprawą „Trendywatego Chłopca”. Ale... Moją miłość na wieki spowodował kawałek „Dziewczynka Z Ulotkami”! „Dobrze gada, polać mu”! 

Katy B – Little Redt Po dobrze przyjętym longplayu „One A Mission” z roku 2011 musieliśmy poczekać 3 lata na kolejne dyskotekowe, muzyczne kąski. „Drobna czerwień” zajmuje drugie miejsce w oficjalnej dyskografii Kathleen Brien, znanej szerszemu gronu jako Katy B. Na tym krążku młodej Brytyjki znajdziemy 17 utworów utrzymanych w klimatach klubowo-popowych. Tak długi okres oczekiwania na nowe dźwiękowe doznania z pewnością zaostrzył muzyczny apetyt wielu z nas. Katy B pokazuje, że przez te lata ciężko pracowała nad nowym materiałem. Przecież skomponowanie prawie 20 hitów (mocniejszych i słabszych – ale o tym za chwilę) to nie lada wyczyn, zwłaszcza, że w tym oceanie wszystkich piosenek na świecie, coraz trudniej wymyślić nowe melodie i teksty. Chyba często spotykamy się z opiniami, że „to już było”, prawda? ;) „Cedek” „Little Red” z przytupem otwiera hit „Next Thing”. Katy B ma bardzo subtelny i ciepły wokal, niemniej jednak w tym refrenie miałam wrażenie, że śpiewa „tu” Rihanna. Gdyby artystka się dowiedziała, że w jakiś sposób porównałam ją do tej drugiej piosenkarki, mogłaby mi tego nie wybaczyć. Mam raczej na myśli barwę głosu, niż zachowanie po godzinach. Rihanna ma nietypową, manierę w głosie, owszem, jednakże postać Barbadoski teraz kojarzy z kolejnymi skandalami i wulgarnymi klipami (na przykład „Pour It Up”) niż wybitnymi kawałkami, natomiast Katy B stroni od tej ciemniejszej strony artystycznego życia. W programie „Graham Norton Show” Kathleen pokazała, że nie potrzebne są udziwnione stroje i melodie, by zrobić naprawdę dobre... show. ;) Bez elektronicznej oprawy potrafiła porządnie wykonać utwór. Prawdziwy artysta nie potrzebuje efektów specjalnych. Żeby nie zemdliło nas od nadmiernego 

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 21


Rozrywka

BIG UP URBAN SESSION Studia to czas, w którym dozwolone stają się rzeczy, postrzegane przez większość społeczeństwa jako dziwne i zakazane. Jest to czas wzmożonej aktywności towarzyskiej i turystycznej (jeżeli zwiedzanie klubów i pubów można zaliczyć do turystyki). Ten wspaniały okres zakłócany jest dwa razy do roku przez zjawisko nazywane sesją. Wtedy to większość żaków spędza czas w domowym zaciszu, bardziej lub mniej pilnie przygotowując się do egzaminów. Ale czy sesja i imprezy to jedyne co liczy się w studiowaniu? Ten ciekawy sposób życia można urozmaicić i sprawić, aby stał się jeszcze ciekawszy. Jak? Tego dowiecie się z dalszej części artykułu. Studia to nie tylko nauka i imprezy, to przede wszystkim ludzie. Dzięki nim studia stają się tak barwnym okresem. Oni namawiają nas do robienia rzeczy niemożliwych, a wskazówki i notatki od starszych kolegów pomagają zdawać trudne egzaminy. Zapytacie pewnie gdzie szukać wyjątkowych osób ? Odpowiedź jest prosta – w organizacjach studenckich. „Spragniony wrażeń? Wstąp do organizacji studenckiej” tak brzmi hasło Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach zachęcające do działalności w organizacjach studenckich obecnych na uczelni. W tym przypadku reklama nie kłamie. Flash mob podczas egzaminu? Nie ma problemu! Zjazd na tyrolce w czasie promowania uczelni? Standard! Do kompletu brakuje tylko organizacji festiwalu muzycznego. Mówisz, masz!

22 Nowy Gwóźdź Programu nr 65

Członkowie Niezależnego Zrzeszenia Studentów przy współpracy z Agencją UPstream postanowili zorganizować coś, czego jeszcze na śląsku nie było – Festiwal Muzyki i Kultury Miejskiej Big Up! Urban session. Miłośnicy tej subkultury chcą zmienić sposób postrzegania hip hopu w świadomości zbiorowej, bowiem w dalszym ciągu stawiany jest na równi z wandalizmem i przekleństwami. Wciąż zbyt mało ludzi wie, że właśnie ta subkultura tworzy wysokiej jakości sztukę, która wychodzi poza granice Polski oraz o tym jaki trud wiąże się z jej wykonaniem i promocją. Od 14 maja wszyscy zainteresowani będą mogli wziąć udział w warsztatach tanecznych, uczestniczyć w projekcjach filmowych a także stworzyć niepowtarzalny mural podczas ostatniego dnia projektu 17maja na warsztatach street art/graffiti . Fani muzyki nie będą czuć się zaniedbani - 17 maja na terenie nowej siedziby Muzeum Śląskiego odbędzie się koncert finałowy z udziałem czołowych gwiazd polskiej sceny hip hop. Katowice odwiedzą L.U.C., Łona i Webber, Miuosh, Rahim, Buka oraz Buszu x Sitek. Ponadto w trakcie trwania warsztatów odbędą się castingi, mające na celu wyłonić młodych, uzdolnionych muzycznie artystów. Główną nagrodą jest występ na dużej scenie podczas koncertu finałowego 17 maja. Warto więc przyjść i wykazać się swoimi umiejętnościami. Jednak nie chodzi tu tylko o dobrą zabawę. Poprzez całą imprezę organizatorzy chcą pomóc innym. Połowa z zysku zostanie przeznaczona na rzecz Fundacji Pomocy Dzieciom „Ulica” w Katowicach. Fundacja ma misję wychodzenia poza ….swoje lokalne podwórko, do ludzi którzy pracują z odrzuconymi. Ma za zadanie wspierać tych którzy walczą o każde nawet najbardziej odrzucone, pozbawione dzieciństwa i godności dziecko… Wspierając Big Up! Urban session wspierasz projekt Fundacji www:ambasadorzyniemozłiwego.pl Dzięki temu projektowi mogą rozwijać swoje talenty i umiejętności. Jeżeli chcecie dobrze spędzić czas, a przy okazji pomóc innym, nie ma na co czekać. Pamiętajcie - to właśnie dzięki Wam dzieciaki mogą mieć szansę na lepsze jutro. Projekt tworzony z ramienia NZS Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach oraz Agencji UPstream, jest wydarzeniem towarzyszącym Nocy w Muzeum Śląskim. 

Zaciekawił Cię artykuł? Chcesz wiedzieć więcej? Znajdź Big Up! Urban session na facebook’u. https://www.facebook.com/bigup.urbansession


Zupa z Gwoździa

„CIEPŁA MAŁA CZARNA” Na wiosnę warto wyrwać się z ciasnego kożucha i obserwować budzące się do życia po zimie… miasto. Tak, to nie błąd. Miasto również może posiadać swoje sekretne miejsca, którym wiosna dodaje więcej uroku. Do takich należą kawiarnie (nie koniecznie te najbardziej znane na dworcu). Więc czas na poszukiwanie kawiarenek. Ale po co? Cel oczywiście jest prosty – napić się ciepłego brązowego płynu, dostępnego w wielu wariantach: espresso, americano, latte, latte macchiato, cappuccino, mocha – to tylko najgłówniejszy podział w kawowym świecie. Istnieją przecież również najróżniejsze kombinacje smakowe. Nierzadko same kawiarnie poza serwowaniem napoju myślicieli prowadzą galerie i wystawy przez co są naprawdę ciekawymi miejscami. A ich liczba w miastach… rośnie!

Na początku trochę historii… Kawa – najpopularniejszy z napojów na świecie, zajmuje drugie miejsce w światowym handlu zaraz po ropie naftowej. Uprawiana jest w 50 krajach na całym świecie. Według legendy kawę odkrył etiopski pasterz – Kaldi, który zaobserwował kozy skaczące po zjedzeniu czerwonych jagód, owoców kawowca. Ten niepozorny płyn w późniejszym czasie towarzyszył myślicielom, politykom, spiskowcom oraz zwykłym obywatelom w ich codziennym życiu. Pierwsza kawiarnia została otwarta w Wenecji w 1645 r. Później kolejna w Paryżu, skąd już fala „pijalni kawy” zalała całą Europę. Wraz z końcem 1675 roku w Anglii stało już ponad 3000 kawiarni. Dopiero początek XX wieku zrewolucjonizował świat brązowego napoju, kiedy to opatentowano pierwszy ekspres do kawy.

Jedna kawa – wiele odmian Istnieją dwa najczęściej uprawiane gatunki kawy – arabika i robusta. Arabika ostatnio przeżywa swój światowy sukces. Jest najczęściej pijanym gatunkiem kawy. Często można spotkać napis „100% arabica” w restauracjach, barach i na opakowaniach kaw. Ten gatunek upodobał sobie wysoko położone regiony upraw, m.in. w Brazylii, Meksyku, Kolumbii czy Etiopi.

Krzysztof Włodek

Robusta z kolei wybrała niższe rejony plantacji kawy. Najczęściej uprawia się ją w Indiach, Ugandzie czy na Madagaskarze. Posiada mniejszy wachlarz smakowy, ale zawiera dwa razy więcej kofeiny niż arabika. Niskie rejony uprawy, większa odporność na szkodniki wpłynęły na tańszy proces produkcji w stosunku do Arabiki. Robusta ma charakterystyczny, ziemisty, lekko gorzkawy smak. Wielu światowej sławy baristów za najlepsze mieszanki pod kątem espresso uważa te, które zawierają 80% arabiki, 20% robusty. Kontemplacja, rozmowa czy chwila odpoczynku przy kawie jest niezastąpiona. Przynajmniej dopóty, dopóki nie przyjdzie nam za nią zapłacić. Cyfr na rachunku można się przestraszyć. Cena waha się od 8 za espresso do nawet 25 zł za latte macchiato. A co, gdyby tak można było przygotować kawę samemu? Taniej o ponad połowę. Kawa z zakupowej listy starczy nam na 20 zaparzeń, przy czym jedno zaparzenie to dwie kawy espresso. Tak więc jedno opakowanie to 40 kaw.

W: LISTA ZAKUPÓ ajniczek

luminiowy cz - Kawiarka (a zł płytę/gaz) - 20 na ciśnieniowy busty, arabiki, 20% ro - Kawa 80% mielona - 11 zł , 1 l - 2,50 zł - Mleko 3,2% cz - 5 zł - Ręczny spienia 2,80 zł cukier, 1 kg - Dodatkowo:

Mleko pozwoli nam stworzyć cztery duże kawy lub dwa razy więcej kaw małych. Kawiarka przy każdorazowym myciu po użyciu będzie nam służyć lata. Po wykonaniu paru obliczeń wychodzi nam, że jedna kawa w wysokiej szklance (latte macchiato) kosztuje ok. 91 gr (niewliczona woda i energia elektryczna) przy wcześniejszej inwestycji 25 zł w sprzęt potrzebny do jej przyrządzenia.

Pieniądze zaoszczędzone. Po roku mamy już niezłą sumę. Dodatkowym pozytywem będzie możliwość wspólnego przyrządzenia kawy z bliską nam osobą.

Jak przyrządzić prostą kawę typu cappuccino, latte? Uzupełniamy kawiarkę wodą, wsypujemy kawę do sitka. Podgrzewamy mleko (w mikrofalówce lub na gazie) do temperatury ok. 60-700C. Jest to temperatura, w której naczynie z mlekiem zacznie nas lekko parzyć. Następnie spieniamy mleko przy użyciu spieniacza, aż będzie napowietrzone, lekko gęste, najlepiej w naczyniu z dziubkiem. Filiżanki, w których podamy kawę można wcześniej ogrzać wrzątkiem z czajnika. Wlewamy zaparzoną kawę do szklanek. Spienione mleko przelewamy do kaw. Bon Appetit!

Jak zrobić trzywarstwową kawę w wysokiej szklance typu latte macchiato, mocha? Wlewamy wodę do kawiarki, wsypujemy kawę. Mleko podgrzewamy i spieniamy (nieco dłużej niż na cappuccino). Wlewamy je do wysokiej szklanki i czekamy aż się rozwarstwi. Delikatnie wlewamy kawę (można lać na łyżkę) do mleka. Kawa rozwarstwi się z mlekiem ze względu na różnice w temperaturze. Wierzch możemy posypać cynamonem lub ozdobić bitą śmietaną i posypać startą czekoladą. Mocha to latte macchiato z dodanym na początku na dno naczynia sosem czekoladowym lub rozpuszczoną czekoladą.

Jak zrobić kawę americano z mlekiem? Kawę przyrządzoną w kawiarce wlewamy do kubka, uzupełniamy wodą zostawiając miejsce na podgrzane, ale niespienione mleko. Tak oto okazuje się, że kawa za mniej niż 1 zł to nie mrzonki. Mamy tu oczywiście na myśli pyszną kawę niczym z kawiarni. Pozostało tylko życzyć Wam, czytelnikom smacznego! 

nr65 Nowy Gwóźdź Programu 23


Zupa z Gwoździa Sernikowo

Sernik „Biały Michał” Składniki:

- 500 g zmielonego tłustego twarogu

Spód:

- 250 g sSera mascarpone

- 100 g orzechów ziemnych niesolonych

- 3 łyżki mąki ziemniaczanej

- 320 g ciastek wieloziarnistych

- pół szklanki mleka w proszku

- 160 g masła, rozpuszczonego

- 1/2 szklanki cukru pudru

Masa serowa:

- 4 duże jajka

- 100 g orzechów ziemnych niesolonych

Polewa:

- 200 ml śmietanki kremówki 30%

- 60 ml śmietanki słodkiej 18% lub 30%

- 6 Białych Michałków (100g)

- 75 g białej czekolady

- 70 g białej czekolady

- garść orzechów ziemnych do przybrania

Wykonanie Spód: Dno tortownicy o średnicy 23 cm z odpinaną obręczą wyłożyć papierem do pieczenia, zapiąć obręcz wypuszczając papier poza obręcz. Ciasteczka razem z orzechami zmielić w melakserze lub rozdrabniaczu na gładką pastę, następnie dodać roztopione masło i jeszcze raz zmiksować. Wyłożyć nią dno oraz boki tortownicy, mocno uklepując i dociskając. Wstawić do lodówki. Masa serowa:

Justyna Pszczółka

Kremówkę umieścić w garnuszku z grubym dnem, zagotować (mieszając), wrzucić posiekane michałki, białą czekoladę oraz mleko w proszku, gotować do rozpuszczenia, cały czas mieszając. Lekko ostudzić. Orzechy ziemne zmielić na pastę w melakserze lub rozdrabniaczu: najpierw przez minimum 5 minut rozdrabniać same orzechy, następnie wlać ostudzoną śmietankę, dalej miksować do uzyskania gładkiej konsystencji. Twaróg zmielić trzykrotnie w maszynce do mięsa, można rozmiksować blenderem ręcznym. Piekarnik nagrzać do 180 stopni C (grzanie góra i dół bez termoobiegu). Do misy miksera włożyć zmielony twaróg, dodać mascarpone i zmiksować na jednolitą masę, dodać mąkę ziemniaczaną i cukier, miksować przez minutę. Dodawać po jednym jajku, miksując na małych obrotach przez około 20 sekund po każdym dodanym jajku. Dodać kolejne jajko, gdy poprzednie będzie już połączone z masą. Dodać masę śmietankową z orzechów i czekolady,

24 Nowy Gwóźdź Programu nr 65

ale najlepiej wcześniej „zahartować” ją kilkoma łyżkami masy serowej – czyli dodawać po łyżce masę serową do masy orzechowo-mlecznej za każdym razem mieszając łyżką. Masę serową wyłożyć do tortownicy, wyrównać powierzchnię łopatką. Wstawić do piekarnika i piec przez 15 minut. Następnie zmniejszyć temperaturę pieczenia do 120 stopni C i piec sernik przez 105 minut. Sernik wyjmować stopniowo z piekarnika i powoli go studzić. Następnie wyjąć na blat i całkowicie ostudzić. Polewa: W garnuszku zagotować śmietankę, odstawić z ognia, dodać połamaną czekoladę i mieszając roztopić. Rozprowadzić po wierzchu sernika, pozostawiając 2 cm wolną obręcz. Posypać orzechami ziemnymi. Po ostudzeniu sernik obkroić nożem przy samej tortownicy i wstawić do lodówki na kilkanaście godzin lub na całą noc.  Więcej przepisów znajdziesz na www.domowe-wypieki.com


DB Point to dynamicznie rozwijająca się firma założona przez przedsiębiorców z myślą o przedsiębiorcach. Oferujemy najwyższej jakości kreatywne i innowacyjne rozwiązania informatyczne i ekonomiczne dla biznesu. Naszym celem jest poprawa jakości wsparcia udzielanego firmom małym i średnim oraz osobom chętnym do rozpoczęcia własnej działalności gospodarczej. Udzielenie przez DB Point dostępu do niezbędnych narzędzi ekonomicznych czy informatycznych oraz ułatwienie poruszania się po polskich realiach prawnych i gospodarczych prowadzi do stabilizacji oraz wzrostu konkurencyjności na rynku. Wielkim atutem firmy jest jej otwartość i ciągła chęć poznawania nowych mechanizmów, co skutkuje nie ograniczaniem się jedynie do przedstawiania oferty, tylko jak najlepszym jej ukształtowaniem oraz dostosowaniem dedykowanych rozwiązań biznesowych pod potrzeby klienta. Głównym celem DB Point jest systematyczny rozwój, w związku z tym firma chce uczestniczyć w rządowym programie wsparcia przedsiębiorczości. Program ten dąży do wzrostu innowacyjności i konkurencyjności mikro, małych i średnich przedsiębiorstw poprzez wsparcie przedsięwzięć poprawiających ich poziom organizacyjny lub technologiczny, związany z rozbudową przedsiębiorstwa, zakupem środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych oraz umożliwienie prezentacji swojej oferty eksportowej na targach i wystawach a także związanych z nimi gospodarczych misjach zagranicznych, wsparcie tworzenia i wyposażania nowych miejsc pracy związanych z wytwarzaniem nowych produktów/usług lub wdrożeniem nowej technologii. DB Point mając na uwadze fakt, iż cechą współczesnej przedsiębiorczości jest zwiększająca się potrzeba wiedzy i informacji, proponuje możliwość współpracy studentom wydziałów Ekonomii oraz Informatyki i Komunikacji Uniwersytetu Ekonomicznego. Nasze wspólne działania będą miały na celu tworzenie jeszcze nowszych narzędzi biznesowych, które ułatwią komunikację między przedsiębiorcami. Realizowane projekty muszą skutkować podniesieniem konkurencyjności przedsiębiorstw w skali rynku lokalnego bądź regionalnego. Państwa kooperacja z firmą DB Point wymagać będzie profesjonalnego podejścia i kreatywności w zamian oferujemy Wam możliwość nabycia ogromnego doświadczenia i umiejętności potrzebnych do sprawnego poruszania się w dzisiejszych realiach biznesowych.

Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt: sekretariat@dbpoint.pl



Ngp 65