Issuu on Google+

! S Z N t a l 0 3

1 8 9 1

1 1 0 2

Wydanie specjalne

ISSN 1427-4120 | Nr 58 | cena 0zł Nakład 3 tys. egzemplarzy


Dyduch | NZS na uczelni

03

Dolińska | Dwa Światy

03

Ryś | Jak było, jest i będzie w NZSie?

04

Ziółkowska | NZS w sejmie

05

Bratek | Dzifkanat rządzi, Dzifkanat radzi, Dzifkanat nigdy Cię nie zdradzi!

06

Krzemiński | Niezależność

07/08

Szarama W., Szarama M. | Rozmowa ojca z synem

09/10

Sady, Pietrasz, Klimowicz | Na przestrzeni dekad

12/13

Czarnowska, Wnęk, Dramski | Człowiek w organizacji

14/15

Miśkiewicz | Kartka z pamiętnika strajkującego studenta

16

Kamińska | Niezależna Zmiana Studiowania

Wydawca: Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach Redaktor Naczelna: Nina Bocheńska Zastępca Redaktora: Roksana Nowak Współpraca: Anna Adamus, Piotr Bratek, Aleksandra Czarnowska, Anna Domańska, Janusz Dramski, Wojciech Dyduch, Monika Dolińska, Milena Kamińska, Andrzej Klimowicz, Bartek Krzemiński, Przemysław Miśkiewicz, Piotr Pietrasz, Jakub Pluta, Łukasz Sady, Hanna Cierpicka, Wojciech Szarama, Marcin Szarama, Barbara Wnęk, Magdalena Ziółkowska, Korekta: Anna Gawryś Projekt okładki: Roman Lorent

Skład i opracowanie graficzne: Roman Lorent Druk: DRUKAT Sp. z o.o. ul.Mikołowska 100a, 40-065 Katowice Adres redakcji: ul. 1 Maja 50, 40-287 Katowice Tel./fax (0 32) 257 72 19 @: ngp.redakcja@gmail.com

/Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i nie zwraca materiałów nie zamówionych. Zastrzega sobie prawo skracania i adjustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Opinie zawarte w artykułach nie muszą być zgodne z poglądami Redakcji. zamieszczone zdjęcia pochodzą z Internetu oraz z archiwum NZS/” ©Wszelkie prawa zastrzeżone.

|spis treści|

02


|02|

Drodzy NZSiacy oraz przyjaciele, Mamy przyjemność oddać w Wasze ręce wydanie specjalne Nowego Gwoździa Programu, który zawiera zbiór refleksji i opowieści związanych z 30 letnią działalnością Niezależnego Zrzeszenia Studentów. NZS na przekroju swojego istnienia ewaluował, dostosowując swój profil działalności do otaczających go realiów. Wspólnym mianownikiem, dla Organizacji z lat 80-tych i tej obecnej, są ludzie. NZS zawsze był tworzony przez grupę ambitnych studentów, nie koniecznie o tych samych poglądach, natomiast zawsze działających w jednym, choć tak różnym na przestrzeni lat, celu. Nie skupiamy się na subiektywnej ocenie Organizacji ale przedstawiamy różne punkty widzenia, reprezentowane zarówno przez naszych byłych i obecnych Członków, jak i osoby spoza NZS. Mamy nadzieję, że tym wydaniem obudzimy wspomnienia wśród byłych członków a młodszym pokoleniom pomożemy lepiej poznać i zrozumieć bogatą historię Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Przewodnicząca NZS UE w Katowicach: Anna Adamus, Redakcja Nowego Gwoździa Programu: Nina Bocheńska, Roksana Nowak


Niezależne Zrzeszenie Studentów działające przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach to grupa niesamowitych ludzi. Mądrych, ambitnych, pracowitych, o silnych osobowościach, realizujących jasno wyznaczone cele, a przy tym z poczuciem humoru i lubiących sie bawić. To studenci o cechach, czy wręcz cnotach, które dzisiaj coraz rzadziej sie spotyka wśród młodzieży - zgłaszają własne oryginalne inicjatywy przy otwartości na współpracę, a nie roszczeniowości; chcą mieć wkład w rozwój uczelni; wreszcie działają mając na uwadze poszanowanie tradycji akademickich, reprezentują zanikającą /kindersztubę/, są skromni i nie tworzą wokół siebie fałszywego PR. Myślę, że wynika to z kontynuacji tradycji NZS, przykładu mistrzów i reprezentantów poprzednich pokoleń. Dzięki wzorcom, wiadomo jakich ludzi NZS skupia, dlatego do organizacji przyciągani są Ci, którzy chcą być kontynuatorami jej historii. Cieszę sie, ze jako osoba zajmująca sie sprawami studenckimi na Uczelni mam możliwość współpracy z NZS. To zaszczyt i wielka radość, ze właśnie w czasie mojej kadencji przypadło uroczyste 30-lecie powstania organizacji. Jestem tez świadkiem powstawania i rozwoju wielu projektów, których NZS na uczelni jest pomysłodawcą m. in. Wampiriada, Targi Work and Travel, Słodka Mania Oddawania. NZS bez specjalnego proszenia angażuje sie w pomoc przy wielu inicjatywach uczelnianych. Dzięki członkom Zrzeszenia na Uniwersytecie juz od wielu lat bezproblemowo przebiegają takie wydarzenia jak Bal Uczelni, Olimpiada Przedsiębiorczości, wykłady Ekonomicznego Uniwersytetu Dziecięcego czy Dni Otwarte. Studenci-wolontariusze służą nam wtedy nieocenioną pomocą, wiedzą co robić i robią to znakomicie. To mrówcza organizacyjna praca od podstaw, której silami tylko naszej kadry nie bylibyśmy w stanie wykonać. Mogę śmiało powiedzieć, ze NZS wykonuje przy tym kawal dobrej roboty związanej z promocja Uniwersytetu i za to jestem im wdzięczny. Myślę, że już wkrótce NZS przy UE w Katowicach wystartuje z nowymi ciekawymi projektami. Nie zdradzę jednak niczego więcej, bo jesteśmy na etapie planowania działań i domykania budżetu. Ale zapraszam juz dziś na efekt nowej inicjatywy - /Spotkania przy kawie/, czyli rozmowy ze znanymi ludźmi przy pysznej waniliowej latte serwowanej naprzeciw głównego budynku naszej Uczelni.

|03|

prof. UE dr hab. Wojciech Dyduch


|04|

/Dwa Światy Monika Dolińska/ Przechadzając się po sali w wieczór obchodów 30-lecia NZSu, obserwowałam jak dwa odrębne światy się przenikają i integrują – nowy i barwny i ten dawny, lekko wycofany. To co było kiedyś - transparenty, strajki i walka o lepszą przyszłość - ewoluowało w działalność mającą rozwijać nasze pokolenie, abyśmy mogli decydować o tym jak ją zmienić. Uosobieniem przeszłości na sali byli pierwsi działacze - 30 lat temu równie zmotywowani do działania, walczyli o prawa studenckie i swobodę myśli. Drugim światem byliśmy My, 20-latkowie z ambicjami, marzeniami, motywacją do działania i często mnóstwem pomysłów, z którymi chcielibyśmy się podzielić i włączyć w nie pozostałych studentów. Z naszymi poprzednikami różni nas wiele - poglądy polityczne, wizja społeczeń-

stwa, a niekiedy nawet gospodarki. Tworzymy, i to zarówno wśród nas obecnych, jak i wśród starszych członków NZSu, różnorodne nurty, kłócące się ze sobą, ale mimo tego, potrafimy ze sobą współpracować i stanowimy pewną całością. W czasie tego spotkania mogłam się przekonać, że nieważne jest to skąd i z jakiej uczelni się pochodzi, a także to jak długo działa się w samym NZSie, bo bez względu na wszystko, każdy jest traktowany jak stary znajomy, z którym możesz przegadać o wszystkim - innymi słowy, swój człowiek. Mimo to, wydaje mi się, że wiele osób, słysząc skrót NZS wyobraża sobie, że jesteśmy karierowiczami, ludźmi z parciem na szkło lub typowymi biurokratami z ogromnym mniemaniem na swój temat, i obawiają się, że nie będą w stanie odnaleźć się w środowisku, które tworzymy. Nie dziwi mnie to, bo

dopóki nie znalazłam się wśród NZSiaków, myślałam bardzo podobnie i z lekką obawą przystępowałam do Zrzeszenia. W rzeczywistości mamy niewiele (albo nawet wcale) z tym wizerunkiem wspólnego, a uczestnictwo w obchodach, utwierdz ło mnie w tym przekonaniu. Mamy świadomość i szacunek dla historii jaką niesie ze sobą Niezależne Zrzeszenie Studentów, dlatego w każdą okrągłą rocznicę spotykamy się z byłymi działaczami i wspólnie dyskutujemy. Jednak w swoich działaniach nie wysuwamy historii na pierwszy plan, skupiamy się na tym co ważne, tu i teraz, co możemy i chcemy zrobić. Przygoda z NZSem dopiero się zaczęła. Kolejne lata to kolejne wyzwania czekające na NZSiaków. Z nimi wiążą się spotkania, integracja i wspomnienia tego, od czego zaczął się NZS.

/Jak było, jest i będzie w NZS-ie? Tomasz Ryś/ Jesteśmy po obchodach 30. rocznicy założenia Niezależnego Zrzeszenia Studentów – organizacji studenckiej, która obecnie jest jedną z najprężniej działających w naszym kraju. Zrzeszenia, którego założyciele 30 lat temu walczyli o demokratyzację życia studenckiego. Był to akademicki odpowiednik „Solidarności”. Był, a nie jest, ponieważ Niezależne Zrzeszenie Studentów w chwili obecnej jest organizacją, która aktywizuje życie studenckie. Organizujemy akcje społeczne, zajmujemy się działalnością kulturalną, bronimy praw studenckich i integrujemy środowisko studenckie. Jesteśmy organizacją apartyjną, ale nie apolityczną. Zajmujemy się np. opiniowałem ustaw Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ale nie jesteśmy „młodzieżówką” żadnej partii. Od początku istnienia niezależni. Przez ostatnie 5 lat działalności w tej organizacji sam mogłem doświadczyć pewnych zmian w sposobie jej działania. Co będzie się działo przez kolejne 30 lat? Na pewno staniemy się organizacją bardziej korporacyjną. Już teraz można bardzo łatwo to zauważyć. Ogólnopolskie akcje - głównie koordynowane przez „centralę”, schematy oraz ścieżki postępowania w konkretnych sytuacjach. Pewne elementy działania narzucone są nam ze strony obowiązujących przepisów prawa. W końcu nie jesteśmy małą garstką znajomych, a prawnie zarejestrowaną ogólnopolską organizacją sporych rozmiarów. Z drugiej strony fakt, że coraz więcej jednostek uczelnianych

posiada swoją osobowość prawną, pozwala im oderwać się od „centrali” przy rozliczaniu się z projektów. Ponadto tworzą swoje własne projekty – regionalne czy lokalne. Osobiście, nie neguję tej korporacyjności. W tak dużej organizacji, w której aktywnych członków liczymy w setkach osób, potrzeba pewnych schematów, konkretnych rozwiązań i przepisów prawnych, które pomogą zarządzać tym wszystkim. W najbliższych latach, korporacyjność będzie jeszcze bardziej widoczna w NZS–ie. Na szczęście przez ostatnie 5 lat mojej działalności w NZS–ie ta „korporacja” nigdy nie zamknęła mi drogi do samorealizacji. Jeżeli będziemy pamiętali o tym, że NZS ma służyć rozwojowi zarówno nas samych, jak i innych ludzi, to żadna korporacyjność nam nie jest straszna. Kolejną rzeczą jest utrzymywanie kontaktów z naszymi starszymi kolegami. Ale nie oszukujmy się – pamiętamy, szanujemy i dziękujemy Wam za walkę o wolność studencką, ale NZS A.D. 2011 mało ma wspólnego z „NZS–em walczącym” sprzed 20 czy 30 lat. Cieszy jednak fakt, że ciągle utrzymywane są kontakty ze starszymi pokoleniami. Dlatego, nie martwię się faktem, że już niedługo skończę studia (oby, sic!) – wiem, że organizacja, w której aktywnie działałem przez okres studiów będzie miała zawsze otwarte drzwi. Co roku liczba byłych członków się powiększa, rokrocznie „nowi” byli wypływają na głęboką wodę. Kiedyś fakt należenia do NZS–u nie pomagał w „papierach”, dziś jest odwrotnie.

To bardzo dobry początek, żeby nauczyć się aktywnie działać. Mam nadziejęa w zasadzie jestem pewien - że przez następne lata NZS będzie się trzymał dobrze. Jeżeli pozostanie apartyjny, będzie pamiętał o swoich byłych członkach, jeżeli nie straci swojego „luzu”, ale pozostanie lekko korporacyjny i profesjonalny w swoim działaniu, to można spać spokojnie.


|05|

Reprezentowanie interesów studentów jest istotnym zadaniem przedstawicieli NZS, ale jak się to wszystko odbywa? Najważniejszym aspektem powyższej działalności jest… po prostu inicjatywa. Kiedy tylko Organizacje Uczelniane lub po prostu ktoś z Was zgłosi się do NZS z problemem- zostaje on w trybie pilnym rozpatrzony, a jeśli okaże się on na tyle poważny by wymagał zmian na poziomie rozporządzeń ministra czy ustawy wtedy zaczynamy działać. Przedstawiciele NZS po zbadaniu problemu na skalę ogólnopolską, sygnalizują go na spotkaniu z Ministrem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, sugerując za razem najkorzystniejsze rozwiązania i zmiany w konkretnych przepisach wyższych. Oczywiście nie wszystkie inicjatywy NZS zostają przyjęte przez Ministerstwo, czasami również wdrożenie pewnych zmian wymaga lat oczekiwań (zazwyczaj są to zmiany w ustawie), jednakże znaczna część z nich zostaje poddana pod rozwagę, a następnie wdrożona w życie. Szczególną aktywnością w Sejmie i Senacie RP przedstawiciele NZS wykazali się podczas

prac nad nowelizacją Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym. Konieczne wtedy było zaopiniowanie całego projektu nowelizacji ustawy, opracowanie opinii NZS i serii poprawek do projektu we wszystkich najistotniejszych dla studentów sprawach. Wśród licznych postulatów z uznaniem spotkał się chociażby postulat wyrównania dostępu wszystkich studentów do nagrody rektora, poprzez uwzględnienie specyfiki oraz poziomu trudności poszczególnych kierunków studiów w uczelni. Nagroda rektora, będzie zatem przyznawana 10% najlepszych studentów każdego kierunku studiów w uczelni. Opracowane poprawki zostały następnie przedstawione Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a część z nich uzyskała natychmiastową akceptację. Te poprawki, które nie uzyskały akceptacji zostały najpierw przedstawione i poddane pod rozwagę uczestnikom prac Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, a następnie Senackiej Komisji Nauki, Edukacji i Sportu, gdzie reprezentanci stanowiska Niezależnego Zrzeszenia Studentów walczyli o Was do końca!

NZS w sejmie | Magda Ziółkowska

Niezależne Zrzeszenie Studentów, jako organizacja z ogromnymi tradycjami, a także nie małym bagażem historycznych doświadczeń jest częstym gościem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Odwiedziny NZS w Sejmie to nie tylko uroczyste obchody kolejnych dziesięcioleci istnienia tej wyjątkowej organizacji, to również codzienna ciężka praca na rzecz wszystkich polskich studentów.


|06|

/Dzifkanat rządzi, Dzifkanat radzi, Dzifkanat nigdy Cię nie zdradzi/ Piotr Bratek Błoto, piękne studentki, nieugotowane jajka, jesienne załamanie pogody, Skoda Felicia w wersji Mariott, utrwalacz z mąki i bitej śmietany, instalacje odgromowe oraz niezliczona liczba wschodów słońca – ile mają ze sobą wspólnego? Pozornie tyle, co ciąża mamuta z kryzysem naftowym w 1973r. Jednak dla mnie to wyraziste punkty na osi studenckiego życia ze wspólnym mianownikiem – Dzifkanatem. Wszystkich głęboko poruszonych tym terminem pragnę uspokoić – poglądy mam również częściowo prawicowe, a powyższe określenie to taka przewrotna ironia, etymologicznie nietrudna do wyjaśnienia (fani znakomitego skądinąd zespołu Poluzjanci na pewno zrozumieją). Tak więc nie o branżę erotyczną rzecz idzie, a o przyjaźń. Męską przyjaźń. Taką, która narodziła się na obozie adaptacyjnym NZSu w Szklarskiej Porębie... No tak, kalendarz nie kłamie – 7 lat temu. Okoliczności zawiązania się Dzifkanatu stanowią materiał na osobny tekst. Ja natomiast chciałem się skupić na innym aspekcie. A mianowicie na tym, że grupa młodych ciekawych świata studentów nie dała się wchłonąć uniwersyteckiemu systemowi, pozwalając w pełni rozkwitać studenckiej fantazji i podążać za młodzieńczymi ideami. Zabrzmiało anarchistycznie? Nie trzeba być anarchistą, by dobrze i ciekawie wykorzystać okres studencki – z jednej strony mieć co wspominać, z drugiej wynieść wiedzę i doświadczenie, które pozwolą uniknąć syndromu bezrobotnego magistra. Wystarczy chcieć, wykorzystywać szansę, realizować najpierw marzenia, potem cele. Spotkaliśmy się na adapciaku, nie przypuszczając, że tamtych 10 szalonych dni wpłynie tak bardzo na nasze – nie tylko studenckie – życie. No cóż, zabrzmi banalnie, trochę „pudelkowo”, ale taka prawda – połączył nas NZS. Przypuszczam,

że każdy z nas zdecydował się na wyjazd z innego powodu – poznanie klimatu uczelni, spędzenie czasu w górach czy po prostu dobra impreza. Nieistotne. Istotne było to, że od początku chcieliśmy coś zrobić, spożytkować energię, poznawać ludzi, realizować pomysły, zaspokajać ciekawość świata. W ten sposób trafiliśmy w odpowiednie środowisko – podobnych do nas nieopierzonych żak��w i starych uniwersyteckich wyjadaczy, których słuchaliśmy z wielkim zaciekawieniem. Szybko przekształciło się ono w działanie – od organizacji targów Work&Travel, przez kolejne adapciaki, akcje, konferencje, prowadzenie „NGP” aż po nasze autorskie dziecko – Extream Team - coroczny wyjazd na Jurę Krakowsko-Częstochowską pod znakiem sportów ekstremalnych, rywalizacji z nocnymi przymrozkami pod namiotem i nigdy nieugotowanej w kotle kaszy. Celowo nie wspominam naszej ulubionej pracy zarobkowej – montażu instalacji odgromowych na śląskich centrach handlowych (po co wzbudzać panikę). Wszystkie podejmowane przez nas działania prowadziły nas do wymiany opinii, motywowały do wspólnej pracy, powodowały niezliczone kłótnie a czasami pustki w indeksie. Ale co tam kolokwium, kiedy trzeba dopiąć kolejną edycję Wampiriady, wysłać do druku kolejny numer „gwoździa”, czy przygotować się do finału debat oksfordzkich. Jednak dzięki tym wszystkim działaniom, zdobywaliśmy praktyczną wiedzę i umiejętności, wzajemnie się napędzając i zacieśniając relacje. Chyba nie skłamię, mówiąc, że stypendium naukowym szczególnie się nie przejmowaliśmy. Bo po co przejmować się czymś, czego i tak się nie będzie miało. Jednak w odróżnieniu od wielu naszych znakomicie wyedukowanych znajomych, pracujemy w czołowych polskich i zagranicznych firmach. Sumując nasze studenckie wyjazdy zagraniczne,

okrążyliśmy świat – pracowaliśmy w Europie, Ameryce, Azji. Skorzystaliśmy z Work&Travel, Erasmusa, umów bilateralnych. Wykorzystywaliśmy wszystko, a może tylko to, co oferowała nam uczelnia. I nie zamienilibyśmy tego za nic. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że jednym z trwałych śladów tamtych chwil - poza setkami zdjęć i wspomnień - stał się kredyt studencki – spłata tuż, tuż. Reasumując – nie od dziś organizacje studenckie mają tylu zwolenników, co przeciwników. Niewątpliwie stanowią za to esencję studenckiej energii, kreatywności i przedsiębiorczości. Przez kilka lat NZSowego życia kształtowały się nasze charaktery i osobowości. Zrozumiałem, że uczelnia, studia to nie czas i miejsce wchłaniania biblioteczno-testowej wiedzy, a środowisko kształtujących się wzajemnie młodych ludzi. A jeśli na ich drodze stoją jeszcze wykładowcy potrafiący wskazać kierunek, zachęcić do myślenia i zarazić pasją... Szkoda, że wciąż jest ich niewielu. NZSowi jestem wdzięczny jeszcze za coś innego. I nie chodzi tu o życiowe partnerki, które niektórym z nas przedstawił. Nie chodzi też o możliwość rozwijania talentów – niezależnie od tego, czy jest nim ściąganie skóry z dzika, przeistaczanie Skody Felicii w hotel Mariott dla pięciu chłopa pod siedzibą Sądu Najwyższego w czeskim Brnie, czy po prostu permanentne spóźnianie. Ale o to poczucie, że jesteśmy w stanie zrobić coś dla innych – nie tylko organizować konferencje i szkolenia giełdowe, ale również zbierać krew, organizować charytatywne koncerty i myśleć o drugim człowieku. Historia zobowiązuje. Dejwidu, Paluchu, Marjanie, Arturrro – dzięki Wam za przepastny wór wspólnych wspomnień. Dzifkanat rządzi, Dzifkanat radzi, Dzifkanat nigdy Cię nie zdradzi! A przy okazji – który europejski gród plądrujemy w przyszłym roku?!


/Niezależność/

Ekonomiści i statystycy wiedzą, że największym rzutem na loterii życia jest to, w jakiej rodzinie się urodzimy. Zdrowie, choroba, przyjaciele. A może nasze słabości – też. Wszystko przytrafia się nam jako fart albo pech i tylko chwilę możemy wspólnie przeżyć w zachwycie nad światem. Nad fragmentem tego, co wokół, możemy zapanować, ale wartość naszej niezależności widzimy dopiero wtedy, kiedy zrozumiemy, że każdy kawałek rzeczywistości jest bardziej niezależny od nas, niż my od niego. A skoro tak – jesteśmy wolni. Po rzeczywistości możemy chadzać, jak Włóczykij, uprawiać grządki w ogródku jak Paszczak, śnić o Migotkach albo podróży balonem. Możemy od czasu do czasu się zamyślić, snuć plany, obalać systemy. Świat się nie zamyśli ani nie zatrzyma, ale dla nas refleksja jest podstawą niezależności. Niezależność zaczyna się w głowie, tak jak zaczęła się w głowach działaczy pierwszych NZS. Czy mogła zacząć się i skończyć w głowie? Tak, byłaby samotna i smutna, albo wesoła i nieznana. A przecież niezależność samemu – jest bujaniem albo błądzeniem w obłokach. Za to niezależność w gronie przyjaciół! Jest zdolnością do wspólnego przeżywania i rozumienia spraw ważnych – podobnie, chęcią działania, wyjścia do świata ze swoją myślą – zamianą słów na czyny. Bo co to byłaby

za wspólna niezależność, siedzieć i wymieniać gorzkie spojrzenia! Wspólna niezależność jest aktywna, gotowa do czynu. I to był taki rodzaj niezależności – kiedyś! Kiedyś liderzy i członkowie NZS po równo, w swojej różnorodności i w gronie przyjaciół, wspólnie rozumieli problem zepsutego systemu socrealizmu i zdobywając się na niezależność, nieraz płacąc za to cenę, dołożyli swoją cegiełkę do wywietrzenia jego posad, wypłukania ze skały jej najbardziej kleistego spoiwa – obojętności, przyzwyczajenia. Dlatego siedzę sobie w ogródku z „Fioletową krową”, antologią angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej w przekładzie Barańczaka, kiedyś dysydenta, bo niepoprawnie myślał, dziś dysydenta, bo klasa i kpina rzadko mogą iść w parze, i świat za tym modelem jakoś nie nadąża, a szkoda. Mogę czytać i korzystać z niezależności, być Muminkiem, Migotką i Paszczakiem naraz. Wywracać oczami, jakie to wszystko dziwne, zaśmiewać się z przekory. Dalej świat, w swoich najszerszych sprawach ode mnie nie zależy, ale w sprawach wąskich – już tak. Jeśli życie jest kolorowym wachlarzem wyborów, to na każdym kroku mogę wybrać swój własny, będąc jedną ścieżką, ale też wszystkimi tymi wachlarzami po drodze. Bo przecież mogło być! A sprawy bliskie choć trochę zależą ode mnie – dzięki temu, że ktoś zdecydował się być niezależnym na rzecz mojej wolności dzisiaj. Mam swój ogródek, który na swój sposób miały też poprzednie pokolenia – bo przecież mieli drobne radości i smutki, afery, awantury, przedsięwzięcia i kochanki. Ale to była niezależność wymagająca, bo chyba jakaś duszna i ciasna, wciąż podglądana, z połową ludzi tego świata w chcianej-czy-przypadkowej roli wyrafinowanej lub

podłej nomenklatury, z ludźmi porządniejszymi, niż czasy i przypisane im role pozwalały. Czy była to niezależność prosta? Tak i nie, bo wiadomo było przeciwko czemu stanąć, ale przecież każdy ludzki element tego systemu był człowiekiem, tak samo skłonnym do wielkoduszności, jak i podłości. Jak i kogo ocenić? Z czym przyjąć? Dziś trudniej znaleźć niezależność, bo wszystko, co nas zniewala, jest naszym nałogiem. Więc może niezależności jest mniej. Albo jest jej więcej, ale na tle krainy możliwości traci swoją ostrość. Ostro zarysowana niezależność bardziej wymaga odwagi, a miękka wolność odpowiedzi – kim chcesz być. Dziś niezależność na rzecz czegoś też istnieje. Niezależność wykorzystana po to, by ptaki piękniej śpiewały, Czytelnik zaciekawił się światem, by powietrze było czystsze, by studenci mogli czytać lepszy magazyn, a piękne dziewczyny nie spacerowały same po bulwarach Rawy. Dysponujemy kawałkiem niezależności. Czasem się wydaje, że wielkim, ale tak naprawdę tylko tycim. A jednak, dzięki wspólnej sprawie poprzednich pokoleń, w której uczestniczyli przedstawiciele NZS, ta niezależność jest kawałkiem wystarczającym, by żyć, kochać, być sobą, oddychać pełną piersią w krainie może dziwnej, pełnej niedorzeczności i niedomówień, może na dorobku, ale jednak trochę pięknej. Krainie, której krajobraz zmienia się tak szybko, że nie nadążamy – a kiedyś wszystko w systemie było tak pewne i utrwalone, że Stefanowi Kisielewskiemu wydawało się, że nie runie. Ten krajobraz świata, feeria barw radości, kolorów smutku i cierpień, zmienia się tak szybko, że jest prawie-że od nas niezależny. A przecież niezależność świata jest podstawą przeżywania przygody.

|07|

O kim myślisz, kiedy zapytam Cię o niezależność? Zwykle myśląc o niezależności, myślę o sobie. My niezależni wobec – okoliczności świata, opresji systemu. Wyzwoleni spod oka Wielkiego Brata. Bez własnych słabości. A gdyby było odwrotnie? Opresja systemu, okoliczności tego świata – to wszystko na moment od nas nie zależy. Nic ze spraw najważniejszych.

Bartek Krzemiński


|08|

/Rozmowa ojca z synem/ Roksana Nowak: NZS jest już dla Państwa tradycją rodzinną. Czy czuł Pan dumę, gdy Marcin wybrał NZS? Wojciech Szarama: Oczywiście. Dlaczego Pan wstąpił do NZSu? W. Sz.: Wtedy kiedy ja studiowałem, na uczelni funkcjonowały tylko jednostki, które wspierały rząd. Innych organizacji nie było, były jakieś grupy związane z kurią biskupią, ale oni zawsze funkcjonowali poza uczelnią. Kiedy powstała Solidarność to zaczęto mówić, że na uczelniach powinny powstać wolne organizacje studenckie. Na uczelni zaczęła funkcjonować Solidarność pracowników naukowych oraz administracyjnych. Po wakacjach zdecydowaliśmy się zorganizować niezależną organizację studencką. Był to po pierwsze, pewien opór już taki zinstytucjonalizowany wobec tego monopolu władzy organizowany przez studentów. No a z drugiej strony chęć zrobienia czegoś dobrego: rozpoczęcie prac nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym tak żeby studenci i pracownicy naukowi mieli większy wpływ na to, co się dzieje na uczelni. Chcieliśmy zlikwidować pewne absurdalne przedmioty jak na przykład ekonomię polityczną socjalizmu czy obowiązkowe chodzenie na zajęcia wojskowe studentek i studentów. A Ty w NZSie jesteś od którego roku? Marcin Szarama: 2006. jak tylko dostałem się na studia to od razu poszedłem zapisać się na obóz adaptacyjny NZSu i od tego zaczęła się przygoda. Chociaż przygoda zaczęła się już wcześniej. Czym jest NZS wiedziałem od zawsze, ponieważ Tata i jego znajomi dużo o tym mówili. Wydawało się to ciekawe, interesujące. Widziałem

jaką zgraną paczkę wciąż tworzą znajomi Taty i bardzo mi się to spodobało. Poza tym, będąc w liceum, Tata zabrał mnie na obóz adaptacyjny, gdzie zobaczyłem co to są studia, i też tak chciałem. Kolejną sprawą jest to, że historia zawsze była moją pasją, więc to też nawiązanie do przeszłości. No i chęć robienia czegoś ciekawego. I nie było mowy o żadnej innej organizacji? M. Sz. :Nie! Zawsze wiedziałem, że NZS, zawsze chciałem iść na prawo. Już od początku liceum wiedziałem jak to będzie dalej. Pan się oczywiście ucieszył? W. Sz.: Bardzo się ucieszyłem, bo NZS to moja wielka miłość z dawnych lat. Poświęciłem jej dużo czasu i energii i bardzo zależało mi na tym, aby organizacja dalej dobrze funkcjonowała. Jak postrzegany był NZS na początku swojej działalności a jak to jest teraz? W. Sz.: W tych czasach kiedy ja byłem studentem to to była pełna euforia. Tak jak do Solidarności zapisało się kilka milionów ludzi żeby zrobić coś nowego. Tak samo było tutaj. Można powiedzieć, że była to organizacja o charakterze powszechnym, do której należały tysiące studentów. M. Sz.: Obecnie jest różnie, to już nie są lata 80. Jest część osób, która kojarzy NZS, a w naszej organizacji uczelnianej jest dużo osób, które są dziećmi byłych działaczy. Ogólnie wydaje mi się, że nie jest źle. Poprzez akcje, które robimy jesteśmy kojarzeni na uczelni. Teraz w promocji NZS pomogło nam 30-lecie, dało nam to nowy zastrzyk energii. Na UŚ została odsłonięta tablica NZS, została wybita specjalna moneta, zorganizowano koncert czy wystawę

Roksana Nowak, Wojcie

o NZS. Promujemy się również w szkołach średnich. W jaki sposób odbiera Pan aktualne działania NZS? W. Sz.: Wtedy walczyliśmy o wolną Polskę ale teraz sytuacja jest inna. Uważam jednak, że mocna niezależna organizacja studencka powinna istnieć po to, żeby angażować się w sprawy studenckie. Szkoda, że NZS w wyraźny sposób nie potrafił się opowiedzieć w sprawie ulg na przejazdy komunikacją. M. Sz.: To ja się z tym nie zgodzę, bo zbieraliśmy podpisy popierające projekt i jako jedynej organizacji studenckiej udało nam się zebrać te podpisy, co nie udało się np. samorządom studenckim. W. Sz.: To fakt. Porównując te czasy może jestem bardziej wymagający i oczekuję działań bardziej intensywnych, ale chciałbym żeby obecny NZS był taką widoczną, silną organizacją.


ech Szarama, Marcin Szarama zawodowy. Chciałbym żeby NZS funkcjonował, zajmując się polityką lub nie, ale żeby był jako forma aktywności studentów, aktywności społecznej, bo to jest najważniejsze. Jakie wartości były najważniejsze w NZSie kiedyś już wiemy. A jakie są dzisiaj? M. Sz. Jeżeli chodzi o wartości to niewiele się zmieniły. NZS na UŚ zawsze tworzyli ludzie, którzy chcieli coś robić, mieli coś do powiedzenia. Taką wartością w dzisiejszym NZSie jest na pewno praca na rzecz innych, praca na rzecz uczelni, praca na rzecz studentów, praca na rzecz kraju. Na pewno wartością, która była kiedyś i jest obecnie jest przyjaźń. Myślę, że pod względem wartości niedużo się zmieniło. Zmieniło się może pod względem działalności. Tak jak mówił Tata, walczono o wolną Polskę. Teraz, wydaje mi się, działalność jest bardziej rozległa. Staramy się jednak przekazywać dawne wartości.

Do jakich refleksji skłania 30-lecie Organizacji? W. Sz.: Uważam, że obchody były dobrze zorganizowane i mam nadzieję, że odbiły się szerokim echem wśród studentów. Te obchody, które były na uczelniach, na UŚ, odsłonięcie tablicy, były naprawdę ładne. Wspaniale zachował się śp. szef NBP Sławomir Skrzypek, który przygotował emisję tych monet. Była bardzo fajna uroczystość w Sejmie, w której uczestniczyłem, przeprowadzono dyskusję panelową, wyemitowano film o NZSie. W uroczystości uczestniczył Marszałek Schetyna, który był członkiem NZS UWr. Było spotkanie byłych i obecnych członków NZS, który powstał już 30 lat temu i do tej pory wiele osób się przez NZS przewinęło. To były uroczystości, które zostały zauważone w kraju. Czy przez te 30 lat kiedykolwiek Pan żałował tego, że wstapił do NZSu? W. Sz. Nie, nigdy. To był najpiękniejszy okres mojego życia M. Sz. Ja w NZSie poznałem wspaniałych ludzi, poznałem swoją obecną żonę, przeżyłem niepowtarzalne chwile, zawsze będę miał duży sentyment. Chciałbym, aby moje dzieci też kiedyś współtworzyły tę organizację

|09|

Podczas obchodów 30-lecia można było wywnioskować, że niektórzy twierdzą, że NZS taki, jaki jest dzisiaj w ogóle nie powinien funkcjonować, co Pan o tym sądzi? W. Sz.: NZS powinien absolutnie istnieć. O tym jak ma funkcjonować powinni decydować przede wszystkim członkowie tej organizacji. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasy się zmieniają i są różne opcje. Jedni uważają, że NZS to powinno być organizacją prawie że samorządowa, zajmująca się sprawami socjalno-bytowymi studentów. Natomiast są tacy, którzy uważają, że to ma być organizacja, która powinna nawiązywać jednak to tego dawnego NZSu, czyli zajmować stanowisko w sprawach politycznych. Ale o tym jaką drogę wybrać muszą zdecydować sami studenci. Czas przynależności do NZS jest krótki, nie jest to żadna partia polityczna czy związek


/Na przestrzeni dekad/

Andrzej Klimowic

|10|

3 różne spojrzenia na NZS okiem władz, czyli dyskusja z Przewodniczącymi Andrzej Klimowicz- Przewodniczący KU NZS AE w Katowicach w latach 1980-81 1.Na czym skupiała się działalność NZSu w Pana czasach? Jakie działania były priorytetem podczas Pana kadencji? Andrzej Klimowicz. :Priorytetowe były działania niepodległościowe, demonstracja wolności, demokracji i sprzeciw wobec komunistycznemu fałszu i zakłamaniu. Solidarność ze środowiskami niezależnymi i niepodległościowymi, wydawanie niezależnej publicystyki i literatury. Zajmowaliśmy się również organizacją wykładów i spotkań z ludźmi głoszącymi poglądy i myśli niezależne od władz. 2.Jaka była struktura NZSu za Pana czasów? Czy działały jakieś działy skupiające członków o podobnych zainteresowaniach? A.K.: Osią skupiającą ludzi NZS był patriotyzm i sprzeciw wobec powszechnemu zakłamaniu systemu, przeciw konformizmowi oraz fałszowaniu historii. 3.Co było najtrudniejsze w byciu przewodniczącym w Pana okresie? Co było największą przeszkodą, z którą musiał Pan zmierzyć się podczas przewodniczenia w NZSie? A.K.:Kiedy zostałem przewodniczącym NZS AE byłem świeżo upieczonym studentem drugiego roku, nie byłem żadnym działaczem, nie miałem nie tylko doświadczenia, ale i wyrobienia politycznego. Nikt z nas zresztą nie miał a czasy były bardzo dynamiczne- zarówno w Polsce jak i na AE wręcz kipiało. Trzeba też pamiętać, że w tamtych czasach o AE mówiło się „czerwona uczelnia”. Dodatkowo, wiele kłopotów sprawiały skrupulatnie egzekwowane zasady demokracji: niekończące się wnioski formalne, kłopot w dochodzeniu do konsensusu, długotrwałe głosowania. Jednak przecież to demokracji właśnie chcieliśmy. 4.Jak wyglądały Pana relacje na uczelni? Czy miał Pan jakieś przywileje od wykładowców czy wręcz przeciwnie? A.K.:Z powodu działalności na uczelni mnie osobiście nie spotkały żadne szykany. Po pierwszym okresie działalności, widząc jak wiele czasu to wymaga, zwróciłem się z prośbą o przyznanie indywidualnego toku studiów. Ten tryb studiów był wtedy dość często stosowany. Decyzja była szybka i pozytywna. 5.Jak pozostali studenci, znajomi spoza NZSu reagowali na Pana działalność w organizacji? A.K.:Spotykałem się z wielką powszechną sympatią, również w trakcie internowania docierała do nas pomoc i wsparcie. 6.Jakie cechy charakteru, umiejętności wykształciła w Panu działalność w organizacji studenckiej? A.K.:Działalność w NZS nauczyła mnie bardzo wiele, począwszy od spraw organizacyjnych, poprzez układanie relacji z ludźmi, wystąpień publicznych, stosowania zasad demokracji, podejmowania decyzji w sytuacjach dużego stresu, aż po dochodzenie do konsensusu i asertywność. Była to też niewątpliwie szkoła podejmowania odpowiedzialności za swoje decyzje. Trudną lekcją, choć patrząc z obecnej perspektywy, również cennym doświadczeniem, był blisko półroczny pobyt w areszcie i więzieniu, w ramach internowania. Piotr Pietrasz- Przewodniczący KU NZS AE w Katowicach 1989-92 1.Na czym skupiała się działalność NZSu w Pana czasach ? Jakie działania były priorytetem podczas Pana kadencji? Piotr Pietrasz: NZS w latach 1988-1993 tworzył wszystko od nowa zaczynając od samego siebie. Organizowaliśmy wsparcie dla listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w wyborach w czerwcu 1989 r., sprzedawaliśmy na uczelni „Gazetę Wyborczą” oraz wydawnic-

twa drugiego obiegu na stoisku przy wejściu do budynku A. Polityka zaznaczyła się w pewnym stopniu podczas pierwszych wolnych wyborów prezydenckich 1990 r. Szanując rodzący się pluralizm polityczny zezwoliłem na funkcjonowanie w siedzibie NZS AE nie tylko Młodzieżowego Komitetu Wyborczego Lecha Wałęsy (któremu przewodniczyłem) ale także komitetów młodzieżowych Tadeusza Mazowieckiego I Leszka Moczulskiego. Na uczelni reaktywowaliśmy samorząd studencki, zmienialiśmy regulamin studiów i uczestniczyliśmy w wyborach rektora uczelni (kandydat NZS wygrał w piątej turze). Próbowaliśmy jako organizacja zaistnieć jako trwały element w życiu uczelni. W pierwszych od 1981 r. wyborach Parlamentu Studentów w marcu 1990 r. (NZS uzyskał 13 na 15 mandatów) frekwencja wynosiła 35% - uważaliśmy wtedy, że to bardzo mało.Moją aktywność w strukturach NZS AE zakończyłem w listopadzie 1993 r. jako przewodniczący Krajowego Zjazdu Delegatów w Kielcach. Zjazd był przełomowy bo oznaczał zerwanie politycznej współpracy z Kongresem Liberalno-Demokratycznym. Zdążyłem jeszcze w następnych latach wspomóc powstawanie „Gwoździa Programu”. 2.Jaka była struktura NZSu za Pana czasów? Czy działały jakieś działy skupiające członków o podobnych zainteresowaniach? P.P.: W skład pierwszej demokratycznie wybranej Komisji Uczelnianej jesienią 1989 r. wchodziło 9 osób – przewodniczący, wiceprzewodniczący, sekretarz, skarbnik i 5 szefów sekcji tematycznych i zadaniowych. Od następnej kadencji funkcjonowały 5-osobowe komisje uczelniane a szefów sekcji powoływała Komisja Uczelniana. Najlepiej funkcjonowały Sekcja ds. Drugiego Obiegu, Biuro Zagraniczne i Sekcja ds. Samorządu Studenckiego. Pod koniec mojej działalności bardzo aktywnie funkcjonowała Grupa Gospodarcza, czyli po prostu organizacja imprez dla studentów, aby zarobić na cele statutowe. 3.Co było najtrudniejsze w byciu przewodniczącym w Pana okresie? Co było największą przeszkodą, z którą musiał Pan zmierzyć się podczas przewodniczenia w NZSie? P.P.: Po 1990 r. zauważalne było zniechęcenie studentów do aktywności w organizacjach społecznych i politycznych. Z kolei jako NZS nie wypracowaliśmy jeszcze wtedy odpowiednich form pozyskiwania nowych członków. Sporo osób przychodziło i odchodziło, w tym niektórzy po zostaniu delegatami do samorządu z ramienia NZS. Także dużym problemem było uniknięcie przełożenia się konfliktów politycznych tamtych lat na bieżącą działalność NZS AE. Sporym problemem było pozyskiwanie funduszy na działalność, ponieważ uczelnia stopniowo redukowała wsparcie dla organizacji studenckich. 4.Jak wyglądały Pana relacje na uczelni? Czy miał Pan jakieś przywileje od wykładowców czy wręcz przeciwnie? P.P.:Nie miałem przywilejów . Jedynie podczas strajku jako jego przewodniczący sam sobie udzieliłem zgody na zdawanie poprawki z języka francuskiego. Po wygranych wyborach na rektora w 1990 r. NZS uważany za siłę, z którą należy się liczyć. 5.Jakie cechy charakteru, umiejętności wykształciła w Panu działalność w organizacji studenckiej? P.P.:W NZS nauczyłem się podstaw działalności społecznej i politycznej i ten okres w moim życiu zadecydował o zajęciu się polityką. Tam po raz pierwszy organizowałem i prowadziłem zebrania, startowałem w wyborach i prowadziłem kampanie, negocjowałem. Już na pierwszych zebraniach PC przekonałem się ile zawdzięczam doświadczeniom wyniesionym z NZS. Cechy charakteru to konsekwencja, operatywność i komunikatywność.


cz, Piotr Pietrasz, Łukasz Sady KU NZS AE z trzech okresów działalności

1.Na czym skupiała się działalność NZSu w Pana czasach ? Jakie działania były priorytetem podczas Pana kadencji? Łukasz Sady:Subiektywnie oceniając okres, kiedy byłem w NZS stwierdzam, że był to czas zmian stosunków płciowych w organizacji. Nie, nie! Porzućcie brudne myśli! Chodzi mi o zmiany liczebności przedstawicieli płci (a wtedy były tylko dwie ;-)). Zauważyłem, że wśród wybierających mnie na przewodniczącego zdecydowaną większość stanowiły kobiety. Wcześniej wśród członków stanowiły mniejszość a w zarządzie rzadkość. Dominował model supersamców. Patrząc na „Wasz NZS” stwierdzam, oprócz tego, że jest piękny, że byłem w pewnym sensie ostatnim dinozaurem. Ale wracając do meritum: dosłownie reanimowaliśmy NZS po chwilowej zapaści – tu mam na myśli Tomka Huzarewicza, Grzegorza Widenkę i kilku innych „zasłużonych camarades”. Łowienie zbłąkanych duszyczek (tak trafiłem do NZS), udział w Samorządzie Studenckim, rozmowy z władzami uczelni o przyznanie lokalu, komputera, mebli itp. Poza tym moi koledzy byli bardzo „polityczni”, ale w pozytywnym sensie tego słowa. Mieli bardzo konkretne poglądy – oczywiście prawicowe. Skupialiśmy się też na działaniach w obszarze tarć z przemalowanymi w barwy europejskie „utrwalaczami władzy ludowej”. Oczywiście „innych frontów walki” nie zaniedbywaliśmy, czego przykładem jest istniejący do dzisiaj NGP i „Adapciak”. 2.Jaka była struktura NZSu za Pana czasów? Czy działały jakieś działy skupiające członków o podobnych zainteresowaniach? Ł.S.:Struktura była prosta: byli równi członkowie i równiejszy zarząd ;). Kiedy powstał „Nowy Gwóźdź Programu”, bo w „Gwoździu Programu” palców nie maczałem, powstała nieformalna

„struktura gwoździków”, gdzie „młotkiem” był redaktor naczelny (wtedy Łukasz Śmigasiewicz), który był jednocześnie członkiem zarządu, a także piszący tudzież fotografujący członkowie. Kółko zainteresowań było jedno, zbierało się w weekendy wieczorami i raczej nie było to kółko ale coś na kształt walca ze zwężająca się gwintowaną szyjką. Z tego co wiem to Wy godnie pielęgnujecie tą tradycję. A tak na poważnie, mówiąc dzisiejszym językiem: „kółka zainteresowań” przybierały formę projektów, jeśli ktoś chciał to angażował się w realizację konkretnego projektu, niektóre były cykliczne inne jednorazowe. Wtedy „wykuwała się stal”. A działy skupiające członków to był wyższy poziom ewolucji organizacyjnej. 3.Co było najtrudniejsze w byciu przewodniczącym w Pana okresie? Co było największą przeszkodą, z którą musiał Pan zmierzyć się podczas przewodniczenia w NZSie? Ł.S.:Najtrudniejsze w byciu przewodniczącym było owo „bycie” ze względu na wspomniane na wstępie stosunki płci. Gdybym wtedy wiedział o kobietach to co wiem teraz to moglibyśmy przenosić góry a Zarząd Krajowy NZS byłby na AE w Katowicach. Ale na poważnie: przeszkodą był brak zarządzania zasobami ludzkimi. Brak sprecyzowanego i spisanego celu, strategii jego osiągnięcia i planu działania a do tego dochodził brak pieniędzy. Wiem, że Wy tych błędów nie popełniacie. 4.Jak wyglądały Pana relacje na uczelni? Czy miał Pan jakieś przywileje od wykładowców czy wręcz przeciwnie? Ł.S.:Nie przypominam sobie żadnych specjalnych przywilejów ani przeszkód. Może moi koledzy spotkali się przejawami taki zachowań ale raczej nie było rozmów na ten temat. Ale na pewno nasi poprzednicy, którzy działali w czasach „słusznie minionych” mogą sporo na ten te-

mat powiedzieć. Mam nadzieję, że padną jakieś nazwiska tych od „wręcz przeciwnie” 5.Jak pozostali studenci, znajomi spoza NZSu reagowali na Pana działalność w organizacji? Ł.S.:Reagowali pozytywnie, czego wyrazem były na przykład wyniki wyborów do Samorządu Studenckiego: na 20 osób w różnych kadencjach od 6 do 11 było z NZS. Przemek Zbierowski czy Rafal Kozłowski byli przewodniczącymi samorządu. Mieliśmy sporo przyjaciół, którzy nie należeli formalnie do NZS ale przychodzili do nas po prostu pogadać, wysłać e-maila (wtedy Internet był prawie „spod lady”) czy na nasze imprezy. Poza tym moi koledzy z NZS, którzy byli równolegle w Samorządzie Studenckim, reagowali na przypadki niesprawiedliwego traktowania studentów przez wykładowców ratując wielu tych pierwszych przed „wylotem” z uczelni. Osobiście zostałem też zaproszony przez znajomych do naszej akademickiej sekcji pływania i przyjęty do AZS. Mieliśmy znajomych w Bankrucie, Silesianach, ECID, AISEC, w swoich grupach a najwięcej w punktach ksero. Krzysiek Sas brał udział w mistrzostwach AE Katowice w piłce nożnej, drużyna chyba nazywała się „dzieci gorszego Boga”. 6.Jakie cechy charakteru, umiejętności wykształciła w Panu działalność w organizacji studenckiej? Ł.S.:To zabrzmi jak CV ale cóż: kreatywność, umiejętność radzenia sobie z problemami, przedsiębiorczość, umiejętność współpracy w grupie i przewodzenia grupie, planowanie, zarządzanie projektem, poczucie humoru, obsługa komputera, umiejętność obchodzenia się z kobietami, asertywności… długo można by wymieniać. Sami po sobie zobaczycie.

|11|

Łukasz Sady- Przewodniczący KU NZS AE w Katowicach w latach 1997-98


|12|

Człowiek w organizacji NGP: Mimo, że już parę lat temu skończyliście studia to wiem, że nadal prowadzicie aktywne społecznie życie. Czy aktywności studenckie uzależniają? Ola: Z pewnością! I co najważniejsze pozwalają realizować się na wielu płaszczyznach takich jak: relacje międzyludzkie, kiedy poznajemy inspirujących ludzi, wspólnie bawimy się, przeżywamy, robimy coś razem; rozwój osobisty - poznajemy swoje ograniczenia, mocne i słabe strony, odnajdujemy się w zupełnie nowych sytuacjach i możemy małymi krokami budować swoją świadomość siebie, swoich oczekiwań i celów. Ale też rozwój zawodowy- w organizacji studenckiej jest trochę jak na praktyce- każdy ma swoje obowiązki, zadania, projekty, z tą różnicą, że robisz to, co sprawia Ci największą przyjemność, decydujesz o sobie i co najważniejsze, pracujesz z kim chcesz i kiedy chcesz. Jest takie zdanie, które moim zdaniem idealnie opisuje taką aktywność: „Jeśli chcesz gdzieś dojść szybko, idź sam, jeśli chcesz dojść daleko, to tylko razem”. Janusz: Jest mnóstwo możliwości spędzania wolnego czasu i rozwijania swoich talentów. Organizacje studenckie to super pomysł na poszerzanie swoich horyzontów myślowych oraz zdobywanie nowych doświadczeń i umiejętności. Jednakże organizacja studencka to „specyficzny wynalazek”, który daje wiele możliwości w różnych obszarach naszego życia i na wielu poziomach – zarówno prywatnych, jak i zawodowych. Kiedy mówię o organizacji studenckiej to w pierwszej kolejności przychodzi mi na myśli oczywiście NZS, z którym byłem związany przez prawie całe swoje studia i w zasadzie można by rzec, że jestem nadal. Jednym z najcenniejszych – o ile nie najcenniejszym – aspektem bycia w organizacji studenckiej jest poznawanie ludzi. Znajomości te nieraz pozostają na lata i procentują również po studiach wieloma ciekawymi przedsięwzięciami. Basia: Mogę do tego tylko dodać, że człowiek czerpie zadowolenie z tego, że robi coś z kimś dla kogoś, robi coś więcej, a także sam się rozwija. Organizacje studenckie przyciągają tzw. społeczników, aktywistów, osoby przedsiębiorcze, a także osoby, które lubią pracować w grupie. - Organizacje mają wielu członków, którzy działają w grupach projektowych jednak nad tą działalnością musi czuwać kompetentny zarząd. Wy w swoim dorobku macie rządzenie organizacją. Co sprawiło, że chcieliście podjąć się takiej odpowiedzialności? Było to coś naturalnego w Waszej przygodzie z NZSem? Kolejny, intuicyjny krok czy może skok na głęboką wodę? Basia: Ja po prostu czułam, że mogę swoim zaangażowaniem wnieść coś w rozwój NZS i czerpać satysfakcję z pracy na rzecz zrzeszenia. Był to krok przemyślany i podjęty z pełną odpowiedzialnością. Ola: A w moim przypadku był to ogromny skok w nieznane. Byłam członkiem NZSu od roku i tylko pół roku w KU jako wiceprzewodnicząca ds. marketingu. Nie czułam się na siłach, aby stać na czele 70 silnych osobowości mających przecież ogromne oczekiwania wobec mnie i samej organizacji. Ale znalazło się grono ludzi, które we mnie wierzyło oraz liczyło na to, że podejmę się tego wyzwania.

Zaufałam im i sobie. Dzięki wspaniałemu Zarządowi, w którym każdy dał z siebie 150% emocji, kreatywności, współpracy i indywidualnej pasji udało nam się zrealizować świetne projekty, wyjść na dobre poza struktury lokalne, uzyskać samodzielność organizacyjno-prawną, zespolić pokolenia NZSowe i spędzić wyjątkowy czas razem. Myślę, że ośmiogodzinne zebranie Zarządu, które do dziś wspominamy, najlepiej podkreśla z jakimi ludźmi miałam przyjemność działać. Janusz: Ja myślę, ze w moim przypadku to wszystko po trochu. Pierwsze szlify w roli osoby zarządzającej, która zostaje wybrana przez grono znajomych – bo przecież takimi są dla nas ludzie z tej samej organizacji studenckiej - to wielki zaszczyt, ale i odpowiedzialność. Będąc w zarządzie ciągle trzeba kogoś przekonywać, rozwiewać czyjeś wątpliwości, budować współpracę – i to dotyczy relacji wewnątrz grupy oraz na zewnątrz organizacji. Są to bezcenne doświadczenia, ponieważ w życiu zawodowym i prywatnym również często tak jest, że dla swoich działań nie ma się 100% poparcia otoczenia. Dla mnie wejście do zarządu NZS Akademii Ekonomicznej w Katowicach (obecnego Uniwersytetu Ekonomicznego), później objęcie funkcji przewodniczącego, a dalej wejście do władz krajowych to zawsze były nowe zadania i cele w ramach całej organizacji, które stawiałem sobie do osiągnięcia. Celem samym w sobie nie było zdobycie pozycji. Ja zawsze uważałem, że jeżeli już pełni się jakąś funkcję społeczną, a tym bardziej przywódczą, to grzechem byłoby nie zrobić czegoś dobrego dla otoczenia, innych, szczytnej idei – żeby świat był lepszy. Na te aktywności należy oczywiście patrzeć również przez pryzmat korzyści dla samego siebie – nowe doświadczenia, umiejętności i docelowo wiedza. Jest to szansa na sprawdzenie siebie i zespołu w działaniu, zdobywania doświadczeń, analizy, uczenia się. - Jakie cechy charakteru, umiejętności kształtuje wg Was organizacja studencka? Basia: Praca w grupie, łatwość nawiązywania kontaktów, wystąpień publicznych, wytrwałość, odporność na stres. Janusz: Tak naprawdę jeśli ktoś rzeczywiście aktywnie działa – nie jest tylko „członkiem papierowym” - to w zasadzie może przećwiczyć wszystkie te umiejętności, które są potrzebne w dzisiejszym życiu zawodowym Ola: Dokładnie, ale od każdego indywidualnie zależy, na co się otworzy, czego będzie chciał się nauczyć. Dla mnie najważniejsze były: umiejętność słuchania i przyjmowania argumentów od drugiego człowieka, wyważenie emocji, otwartość na pojawiające się szanse i pokonywanie strachu przed tym, co wydaje się za trudne.

Aleksandra Czarnowskaprzewodnicząca NZS AE w Katowicach w latach 2006-2007,obecnie Członek Honorowy NZS UE w Katowicach. Barbara WnękWiceprzewodnicząca NZS AE w Katowicach w latach 2006-2008, Wiceprzewodnicząca ds. kontaktów zewnętrznych Zarządu Krajowego NZS w latach 2008-2009, Przewodnicząca Krajowej Komisji Rewizyjnej 20092010. Członek Honorowy NZS UE w Katowicach Janusz DramskiWiceprzewodniczący NZS AE w Katowicach w latach 2003-2004; Przewodniczący NZS AE w Katowicach podczas kadencji 2003/2004, Członek Komisji Krajowej w latach 2005-2007. Obecnie Członek Honorowy NZS UE w Katowicach.


li z punktu widzenia reprezentowanej przez niego organizacji nie zyskujecie na atrakcyjności w końcowej ocenie procesu rekrutacji. - Janusz, jesteś obecnie członkiem Regionalnej Izby Gospodarczej, masz kontakt z różnymi przedsiębiorcami, menedżerami, pracodawcami. Mówiłeś, że aktywności studenckie procentują w przyszłości. Czy działalność w organizacji studenckiej jest czymś, co wyróżnia nas spośród tłumu pozostałych kandydatów do pracy? Janusz: Rzeczywiście pod koniec swoich studiów zainteresowałem się działalnością Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach w szczególności w jej części zajmującej się promocją przedsiębiorczości i rozwoju wśród młodych ludzi na Śląsku. Są to tematy bardzo mi bliskie bo kojarzą się z aktywnością, a jednocześnie mogę zrobić coś dobrego dla innych i dalej siebie rozwijać. Zarówno z pracy w Izbie, np. jako szef Biura Karier, jak i ze swoich doświadczeń związanych z rekrutowaniem do pracy w mojej firmie, mogę wysnuć krótki wniosek, że student po 5 latach studiów, który zdobywał różnego rodzaju doświadczenia ma o wiele większe szanse na otrzymanie propozycji pracy. Dla pracodawców jest to czytelny komunikat o zaangażowaniu i chęci rozwoju takiej osoby. Jest to czytelny komunikat już na etapie weryfikacji dokumentów aplikacyjnych. Później pozostaje oczywiście jeszcze zweryfikowanie doświadczeń danego kandydata, ale w tym momencie nie zakładamy sytuacji, w której osoba tylko figurowała na liście członków danej organizacji. Ola, pracujesz w dużej korporacji. Jak wiadomo rekrutacja do takich firm jest dość skomplikowana- rozmowy kwalifikacyjne, testy, assessment center. Oprócz wiedzy kandydatów, oceniane są zdolności komunikacyjne, kreatywne myślenie, zaangażowanie. Jak działalność w organizacji studenckiej pomogła Ci w zdobyciu wymarzonej pracy? Ola: Jeśli ktokolwiek szuka pracy w ramach dużych struktur organizacyjnych może mieć pewność, że organizacja studencka to strzał w dziesiątkę. Po pierwsze dlatego, że praca ma charakter bardzo projektowy, więc podstawowe umiejętności organizacyjne posiadasz już na starcie. Do tego dochodzi zaangażowanie, pasja w działaniu i determinacja – cechy, które posiada większość członków organizacji studenckiej a które są kluczowe w procesie rekrutacyjnym do korporacji z prostej przyczyny – to wielkie machiny biznesowe, w których każdy musi działać na jak najwyższych obrotach. Trochę przerażające, ale jeśli nauczymy się panować nad sobą w tej machinie równie wiele możemy sami zyskać. I w końcu, aby pracować w korporacji trzeba umieć walczyć o swoje cele, projekty, przekonywać ludzi do własnego zdania, trzeba kreować rzeczywistość a nie tylko na nią reagować, dlatego jeśli najpierw nauczymy się tworzyć coś własnego w organizacji, później tylko skala działania się zwiększa. - Basia, byłaś vice przewodniczącą ds. kontaktów zewnętrznych Zarządu Krajowego NZS. Jak różni się nasza jednostka NZS od pozostałych w kraju? Jak jest postrzegana? Basia: Myślę, że jako jedna z największych

i najprężniej rozwijających się w kraju. To dzięki takiemu wizerunkowi powierzono nam koordynowanie na szczeblu ogólnopolskim dwóch największych i najważniejszych projektów: Wampiriady i Studenckiego Nobla. - W tym roku NZS obchodzi 30 lecie założenia. Zapewne braliście udział w wielu imprezach, spotkaniach, konferencjach poświęconych odchodom 30lecia i rozmawialiście z byłymi członkami i założycielami naszej organizacji. Uważacie, że NZS z początków działalności w latach 80tych, NZS za czasu Waszych studiów oraz ten obecny, mają jakiś wspólny mianownik, czy są to zupełnie różne organizacje? Basia: NZS 30 lat temu i dziś jest inny. Wtedy były inne priorytety , jeden wspólny cel- walka z systemem. Jednoczyło to ludzi, NZS liczył wtedy o wiele więcej osób. Dziś NZS liczy mniej członków, pamięta wciąż o historii ale patrzy w przyszłość. Zmienił trochę profil działalności. Dziś organizuje różnego rodzaju projekty, aktywizuje życie studenckie, a także walczy o prawa studentów. Janusz: Według mnie te organizacje z pewnością różnią się – mam na myśli NZS z lat 80tych i obecny. Jest to jednak wynikiem wielu czynników, np. innej sytuacji polityczno-gospodarczej kraju, sytuacji społecznej, a co za tym idzie zmianie nieco celów działalności organizacji. Uważam jednak, iż misja NZS jest nadal ciągle aktualna w naszym kraju, ale realizowana jest jednak za pomocą innych narzędzi. Właściwie to nazwałbym dzisiejszy NZS spadkobiercą tych rzeczy, o które walczył NZS z lat 80tych. Dzięki tamtemu NZSowi jest ten dzisiejszy. Jednak najważniejsze jest to, że nie zmieniły się pewne fundamentalne założenia działalności naszej organizacji pomimo upływu lat. Ola: To pytanie zadaje sobie chyba każde pokolenie i każde odnajduje swój własny mianownik. Gdy rozmawiasz z NZSiakiem bez względu na rocznik, zawsze zobaczysz ten sam błysk w oku i ogromną satysfakcję, kiedy opowiada o realizowanych akcjach, choć w każdym okresie miały one inny charakter. Dla mnie tym mianownikiem jest potrzeba kreowania lepszego dziś i jutra w środowisku, które nas otacza. Czy nazwiemy to walką o wolność, o prawa obywatelskie, czy dbaniem o rozwój studentów i ich prawo współdecydowania, czy pomaganiem poprzez honorowe krwiodawstwo, ciągle w centrum naszego działania jest drugi człowiek. Zresztą chyba wystarczy przyjść na Urodziny NZSu, aby przekonać się, że tak naprawdę łączy nas więcej niż dzieli.

|13|

- Ostatnio coraz częściej mówi się o „straconym pokoleniu”. Obserwujecie obecnych studentów, nadal macie z nimi kontakt. Uważacie, że jest to prawdziwy problem? Jakie cechy musi mieć wg Was osoba, która chce wybić się ze „straconego pokolenia”? Ola: Moim zdaniem problem istnieje i jest jak najbardziej prawdziwy, tyle, że tworzy się przede wszystkich w świadomości młodych ludzi, którzy albo mają przekonanie, że po studiach nic nie potrafią, nie mają kwalifikacji, nie będą atrakcyjni na rynku pracy i popadają w frustrację albo takich, którzy uważają, że dyplom i praktyka studencka to podstawa do objęcia stanowiska kierowniczego zaraz po studiach. Ci pierwsi często niestety w czasie studenckich lat nie zrobili nic, aby rozszerzyć horyzonty i teraz widzą, że sam dyplom nie wystarczy. Ale są i wśród nich Ci, którzy posiadają wiele cennych umiejętności, mają szansę szybko rozwinąć skrzydła, jednak nie mają pewności siebie, poczucia, że są najcenniejszym zasobem dla firmy, która szuka pracownika. A jeśli sami nie mamy poczucia, że jesteśmy dla pracodawcy inwestycją a nie kosztem, nie możemy liczyć na to, że przyjmie nas z otwartymi ramionami. Niestety na tych drugich czeka rozczarowanie, bo chociaż szczęście, pewność siebie i błyskotliwość jest ważna, to trzeba sobie naprawdę zapracować na nawet najmniejszy sukces. Odpowiadając na drugie pytanie. Nikt nie musi być w częścią „straconego pokolenia” jeśli tego nie chce – to kwestia wyboru. Kiedy go dokona powinien wykorzystać okres studiów w równym stopniu na zdobywanie wiedzy, pasje i przyjaciół oraz rozwój swojej osoby, czy to w organizacji studenckiej, czy poprzez praktyki, konkursy, wymiany. Janusz: Mnie osobiście to zagadnienie osobiście bardzo nurtuje, ponieważ z jednej strony jest tyle możliwości rozwoju dla studentów, a z drugiej jakby nie do końca te aktywności podejmowane przez młodych ludzi są adekwatne do tego czego oczekuje od nich rynek pracy. Myślę sobie, ze bez względu na otoczenie trzeba zawsze patrzeć na siebie i swoje predyspozycje. Osoby, które mają dobre wykształcenie i opanowane umiejętności lub są pasjonatami jakiegoś tematu – w mojej ocenie – zawsze odnajdą się w życiu zawodowym z satysfakcją dla siebie. Oczywiście nie ma jednej ścieżki osiągania sukcesu zawodowego. Pomijając teraz rozważania na temat tego czym dla różnych osób jest sukces zawodowy, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że sukcesy raczej nie spadają same z nieba i szczęściu trzeba pomagać. Zatem należy być aktywnym – nie ma innego wyjścia. Tylko musi to być prawdziwa aktywność, którą cechuje podejmowanie się realizacji projektów, brania na siebie odpowiedzialności za prace zespołu projektowego, poszukiwanie sponsorów i partnerów, promocję wydarzenia, itd. Nie ma nic bardziej mylnego niż wstępowanie np. do 10 organizacji naraz po to, żeby móc sobie wpisać w CV. Poprzez zadanie jednego pytania podczas rozmowy kwalifikacyjnej rekruter wychwyci, że nie znacie tematu, że nie macie rzeczywistych doświadczeń związanych z członkostwem w danej organizacji – czy-


|14|

/Kartka z pamiętnika strajkująceg Przemysław Miśkiewicz Kiedy w maju tego roku odebrałem telefon z Nowego Gwoździa Programu z propozycja napisania artykułu „ Z notatnika strajkującego studenta” pomyślałem sobie-cóż za problem. Tyle razy o tym opowiadałem, wciąż spotykam się z przyjaciółmi na różnych imprezach i wspominamy, opowiadam dzieciom o tym jak to tatuś walczył z komuną- artykuł to będzie moment. Jednakże to wcale nie tak, co innego rozmawiać z ludźmi z którymi się w czymś razem uczestniczyło, którzy wiedzą co było wcześniej, po co i dlaczego był ten strajk i wiedzą też co było później. Nie chcę żeby wypadło jak nudne opowiadanie kombatanta, który egzaltuje się swoja przeszłością. My naprawdę byliśmy młodymi ludźmi którzy chcieli normalnie żyć, jeździć po świecie, czytać książki i przede wszystkim imprezować. A paradoksalnie, komuna nam tego wszystkiego zabraniała-niby nie do końca, ale jednak. Ten strajk, w którym oficjalnie chodziło o autonomię i demokratyzację uczelni, był tak naprawdę strajkiem przeciwko komunie i wstrętnej wszechogarniającej beznadziei PRL Pamiętam 13 grudnia rano śpimy w akademiku DS II na Ligocie. Ja na jednym łóżku a Sasza na drugim. Jest niedziela a my po trzech tygodniach strajku i imprezowej nocy z piątku na niedzielę niczego jeszcze nieświadomi śpimy. W tym czasie w kraju jest już kilka tysięcy internowanych, zaczynają się pierwsze strajki, w telewizji działa tylko jeden program w którym spikerzy w mundurach czytają de-

kret o stanie wojennym oraz inne akty mówiące o zagrożeniu wyrokami do kary śmierci włącznie. Gdyby nie to, że to był właśnie TEN 13 GRUDNIA właśnie TEGO 1981 roku, pewnie wstalibyśmy ok. 13tej i ruszylibyśmy w poszukiwaniu piwa, ale ten dzień zmienił całe moje życie. Można powiedzieć, że nagle wszystko co do tej pory było trochę zabawą i przygodą stało się sensem życia i to całkiem serio. Walka z komuną, konspiracja, Solidarność i przede wszystkim NZS. Podczas wakacji 1980 miałem szczęście być w Gdańsku i pod strajkującą Stocznią podczas najważniejszego w historii Polski Sierpnia załapałem bakcyla. Może nie do końca wiedziałem o co właściwie chodzi, ale intuicyjnie czułem, że to nie jest kwestia kilkuset złotych i braku kiełbachy. Ludzie chcieli po prostu normalnie żyć i decydować o tym co się dzieje w kraju- tylko tyle i aż tyle. Kiedy na początku października zaczynałem pierwszy rok prawa na Uniwersytecie Śląskim wiedziałem, że trzeba włączyć się w coś co niewątpliwie zacznie się tworzyć. No i zaczęło się- w połowie października zostałem członkiem NZS nowopowstającej niezależnej od władz organizacji studenckiej. A potem to już poszło: trybuny studenckie- pierwsza szkoła demokracji w zakłamanym systemie PRL, długie rozmowy o polityce a przede wszystkim niezliczona ilość książek drugiego obiegu pokazujących prawdziwą historię Polski, której nikt nas nie uczył w szkołach. I co najważniejsze coraz mocniejsze przekonanie, że władza, która rządzi w naszym kraju jest władzą działająca w obcym interesie, a ten kraj nie jest

wcale nasz i musimy go odzyskać. Ale, żeby nie było tak bardzo patriotycznie i odpowiedzialnie to trzeba jasno powiedzieć, że jednak większość czasu wypełniały mi imprezy i egzaminy wydawały się czymś tak odległym, że kiedy nadeszła sesja letnia trzeba było się ratować urlopem dziekańskim, który na pierwszym roku był rzadkością. Tak więc w nowy rok akademicki 81/82 wkroczyłem ponownie jako student pierwszego roku i doświadczony członek NZS. Miałem już za sobą udział w małym strajku w lutym 81- tak zwanym „nocnym czuwaniu” polegającym na nieopuszczaniu wydziału po zajęciach w ciągu dwóch dni. Była to akcja poparcia dla strajku łódzkiego który zakończył się rejestracją NZS. Ale to był przedsmak tego co zaczęło się w październiku w Radomiu a u nas w drugiej połowie listopada 81. W kraju atmosfera coraz bardziej gęstniała i władza przygotowywała się do konfrontacji z Solidarnością i wszystkimi siłami niezależnymi- a NZS był dla komuny chyba najbardziej radykalną legalną organizacją. Było nas w kraju osiemdziesiąt tysięcy, a na samym UŚ ponad dwa. To była konkretna siła niezależnych młodych ludziktórzy ze względu na swój wiek w swoich działaniach nie liczyli się z konsekwencjami. Dlatego, kiedy w Radomiu, w tamtejszej Wyższej Szkole Inżynierskiej, władze narzuciły na stanowisko rektora, swojego kandydata Michała Hebdę, środowisko akademickie rozpoczęło strajk. Najpierw stanął Radom, potem kolejno dołączały się inne ośrodki, aż około 20. listopada przyszła kolej na nas.


go studenta/

Decyzja o strajku na Wydziale Prawa i Administracji zapadła podczas trybuny studenckiej na której zgromadziło się kilkaset osób. Kilkaset osób- za, kilka przeciw. Dzień wcześniej zaczął strajkować WNS. W tym samym czasie zaczęły dołączać inne wydziały. Został wybrany Komitet Strajkowy, który musiał zapanować nad sytuacją i tak zorganizować życie strajkujących aby kilkaset osób przebywających równocześnie na dwóch piętrach starego budynku WPiA na Bankowej 8 mogło jakoś funkcjonować w tych bądź co bądź nienormalnych warunkach. I funkcjonowało fantastycznie. Byłem na strajku od początku do końca, z dwudniową przerwą, kiedy pojechałem do rodziców do Częstochowy. Nie bardzo wiem jak to było, ale nie pamiętam żebym przez te trzy tygodnie się kiedykolwiek nudził, zawsze było coś do zrobienia. Ogromną ilość czasu zajmowały dyskusje. Często na tematy z dzisiejszej perspektywy mało istotne, ale wtedy byliśmy wyczuleni na punkcie demokracji i każda decyzja musiała zapaść większością głosów a najlepiej zdecydowaną większością, tak, żeby nikt nie mógł zarzucić manipulacji. Decyzje zapadały na zwoływanych codziennie trybunach czyli spotkaniach wszystkich uczestników strajku. To była pełna demokracja ze wszystkimi jej elementami. Nawet jeżeli coś zostało już przegłosowane, ale większa grupa miała wątpliwo-

ści to następnego dnia można było wszystko ponownie przegłosować i zmienić. I wszyscy się temu podporządkowywali. Ale najważniejsi byli ludzie. Przyjaźnie które wtedy zostały zawiązane istnieją do dzisiaj, wiele miłości strajkowych zakończyło się małżeństwami. Po prostu spotkali się ludzie, którzy gromadzili się wokół takich samych wartości, interesowali się tymi samymi sprawami i kochali wolność. Strajk to moje pierwsze poważne przeżycie i zrozumienie tego czym jest odpowiedzialność. Nie tylko za siebie, ale za innych-jak ja coś zawalę i czegoś nie dopilnuje to inni ucierpią. I to wspomnienie potrzeby poznawania historii najnowszej i chęć spotykania się codziennie z nowymi ludźmi, którzy byli w opozycji do władzy. Szkoła życia a nie komunistyczna drętwota. Pamiętam zakończenie strajku. W piątek 11 grudnia po południu Msza Św. na auli, poczucie niedosytu, że nie wszystko udało się osiągnąć, ale równocześnie radość, taka zwykła młodzieńcza- jedziemy na Ligotę do akademika na imprezę. Jeszcze trzeba odstać kolejkę, żeby kupić kartkowe pół litra i zabawa. Od rana poszukiwania piwa, które mało gdzie jest dostępne; potem dalsza impreza na Dwójce. Około trzeciej w nocy chcemy włączyć radio ale nie wiedzieć czemu polskie stacje nie odbierają. Sasza ma klucze do pokoju kumpla. Idziemy spać…

|15|

Przemysław Miśkiewicz, ur. 3 IV 1962 w Częstochowie. 1980-1982 i 1985-1988 student Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Wydz. Prawa i Administracji. W NZS od X 1980; 19 XI-11 XII 1981 uczestnik strajku studenckiego na UŚ. Po 13 XII działacz studenckich struktur podziemnych na UŚ. VI-VII 1984 aresztowany na skutek denuncjacji- zwolniony na mocy amnestii. W 1985 współzałożyciel Studenckiego Komitetu Oporu na UŚ, następnie w strukturach podziemnych NZS; kolporter, uczestnik licznych akcji ulotkowych. VI-IX 1986 ukrywa się po namierzeniu przez SB podczas akcji ulotkowej w Piekarach Śląskich. VII/IX wraz z żona Dorotą wspomaga strajki górnicze w Jastrzębiu. W latach 1988-1989 szef kolportażu Solidarności Walczącej w Regionie Śląsko- Dąbrowskim. W latach 1996-2001 szef katowickiego oddziału Ligi Republikańskiej. W 1997 współzałożyciel i od 2001 Przewodniczący Stowarzyszenia Pokolenie. Wyróżniony m.in. odznaką Zasłużony Działacz Kultury (1999), odznaczony przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2010).


/Niezależna Zmiana Studiowania/

|16|

Milena Kamińska

Długa droga, a może wręcz odwrotnie… Chęć działania, nuda, doświadczenie czegoś nowego – co skłania młodych ludzi do pojawienia się w NZSie? Weźmy przykład obecnego Wiceprzewodniczącego Zarządu Krajowego ds. PR – jak do tego doszło? Upór w dążeniu do celu, zapał, wiara w ludzi, odwaga, determinacja – czy takich wskazówek udzieliłby nam Kuba Pluta? Wszystko zaczęło się od pozornie małego, a jak się później okazało znaczącego kroku naprzód. Spontaniczne przyjście do biura, pierwsze znajomości pozwoliły przełamać pierwsze lody. „Główną przyczyną przyjścia do biura NZS była chęć poznania nowych ludzi, no i zerwanie, z jak dotąd, przytłaczającą szarością dnia codziennego. Poza tym chciałem zrobić wreszcie coś widocznego i namacalnego, a organizacje studenckie to umożliwiają.” – opowiada Kuba. Niedługo po wstąpieniu do organizacji w maju 2009 roku zdecydował się na koordynowanie Dni Otwartych NZS. Już wtedy w oczy rzucił się zapał z jakim zaa ngażował się w realizację projektu. Po swojej pierwszej akcji Kuba współorganizował oraz pomagał w realizacji licznych projektów. Jego kolejnym krokiem w NZSowej karierze było podjęcie decyzji o koordynowaniu ogólnopolskiego konkursu na najlepszego studenta RP – Studencki Nobel 2010 „Podjęcie tej decyzji było dosyć łatwe. Może wynikało z niewiedzy o jej konsekwencjach”- dodaje z uśmiechem. Po ośmiu miesiącach ciężkiej pracy Kuby i reszty grupy projektowej miał miejsce finał akcji w Pałacu Belweder w Warszawie. Towarzyszący stres, ostatnie korekty, poprawki- wszystko dzieje sie w ekspresowym tempie. Wielka porcja emocji, których nie sposób zapo-

mnieć. Gdy w końcu opadają Kuba śmiało stwierdza, że podjęcie decyzji o koordynacji tego Projektu było strzałem w dziesiątkę: „Studencki Nobel- Twoja szansa na sukces- z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, iż koordynowanie Konkursu pozwoliło i mi osiągnąć tytułowy sukces. Ogromne doświadczenie oraz współpraca z ludźmi, których dzisiaj śmiało mogę nazwać przyjaciółmi to tylko kilka składowych, w których upatruję swoją osobistą wygraną”. Na niespełna miesiąc przed wspomnianą wizytą w Belwederze odbyły się wybory do Zarządu NZS UE w Katowicach. Kuba zdecydował się na kandydowanie na stanowisko Wiceprzewodniczącego ds. Projektów. 21 kwietnia 2010 ma miejsce Walne Zebranie Członków, które „obrało niespodziewany zwrot akcji” jak mówi Kuba, który ostatecznie kandyduje na Przewodniczącego KU. Zebranie zakończyło się wyborem składu Zarządu, na którego czele staje Kuba jako nowy Przewodniczący Komisji Uczelnianej na kadencję 2010/11. Kuba został przewodniczącym podczas roku, w którym hucznie obchodzono 30lecie powstania organizacji, więc wszystkich czekało niemało pracy. Rok ten opiewa w wyjątkowe wydarzenia, m.in. zjazd byłych i obecnych Członków i Sympatyków NZS, pokaz filmowy, huczne urodziny i wiele innych wymagających pracy projektów. Czas jednak biegnie nieubłaganie i wszystko ma swój koniec. Tak samo dzieje się z kadencją Kuby. Na pytanie: Co dało mu bycie Przewodniczącym nie sposób odpowiedzieć Kubie krótko i bez snucia opowiadań. Na to musie-

libyśmy przeznaczyć kolejne kilka stron, na co niestety pozwolić sobie nie możemy ;) ”Bycie Przewodniczącym to wspaniała przygoda, a zarazem wielka odpowiedzialność i mnóstwo pracy. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, nie tylko na rodzimym katowickim podwórku, ale i w całej Polsce. Nigdy nie przypuszczałem, że moje zerwanie z szarością dnia codziennego przybierze taki kształt i wymiar.” Kuba zaskoczył wszystkich członków NZS UE na Walnym Zebraniu kiedy kończyła się jego kadencja – poinformował nas o propozycji kandydowania do Zarządu Krajowego NZS. 4 czerwca 2011 podczas Krajowego Zjazdu Delegatów w Warszawie Kuba został wybrany przez przedstawicieli Organizacji Uczelnianych z całej Polski na Wiceprzewodniczącego Zarządu Krajowego ds. PR. Owoce jego pracy są widoczne, a dla pragnących śledzić dalsze poczynania Niezależnego Zrzeszenia Studentów w tym także Kuby zapraszamy na stronę www.nzs.org.pl. Przytoczony przeze mnie przykład to jeden z wielu dowodów na to, iż wzięcie spraw we własne ręce i brak przyzwolenia na kierowanie naszym życiem ślepemu losowi popłaca. Organizacje studenckie są najlepszym sposobem na zwalczanie akademickiej monotonii, a nie jednokrotnie stają się fundamentem do ciągłego rozwoju. W NZSie można spotkać wielu wspaniałych ludzi, rozwinąć skrzydła, a przede wszystkim kształtować własną osobowość w namacalny sposób i z perspektywy czasu powiedzieć: warto było!



Numer Specjalny