Page 1

nr 3/80–4/81

NOWOCZESNE

BEZPIECZNE

ZBIORY

www.nimoz.pl www.skradzionezabytki.pl www.bezpiecznezbiory.eu

cenne, bezcenne, utracone 3/80–4/81 lipiec–grudzień 2014

MUZEA

v a l u a b l e, p r i c e l e s s, l o s t

kwartalnik lipiec–grudzień 2014 ISSN 1428-6467

bezcenne utracone

3/80–4/81


8. FISCHER Ludwig Hans Świątynia egipska/Aegyptischer tempel Olej, deska, 54 x 36 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.33

NA OKŁADCE: rękopis Sermones scripti, odzyskany 18 listopada 2014 r. Fot. Danuta Matloch OBOK: wydanie specjalne „Cenne, bezcenne, utracone” KATALOG UTRACONYCH DZIEŁ SZTUKI 2013 z płytą CD z rozszerzonym zakresem katalogów i artykułami. Katalog do nabycia w siedzibie Instytutu

9. MIELICH Alphons Leopold Uliczka w Kairze/Strasse in Kairo Olej, tektura, 34,6 x 25 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.43 10. EISENSCHITZ Willy Ogród z Minimes /Der garten von Minimes Olej, płótno, 96 x 100 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.23 11. EISENSCHITZ Willy Winobranie/Weinlese, 1926 Olej, płótno, 104 x 94,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.4 12. WALDE Alfons Ustronne domostwo/Einsame hausung Olej, tektura, 34,6 x 25 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.29 13. EYBL Franz Martwa natura z winogronami i owocami pigwy /Stillleben mit trauben und quitten Olej, płótno, 42,5 x 52,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.12

7

8

10

11

9

12

14. AMESEDER-ROHRWASSER Laura Amanda Martwa natura z homarem /Stillleben mit Hummer Olej, płótno, 53,5 x 72,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.11 15. JORDAENS Jacob (przypisany) Merkury i Argus/Merkur und Argus Olej, płótno, 96 x 100 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.24

13

cenne, bezcenne, utracone rada redakcyjna: Monika Barwik Dorota Janiszewska-Jakubiak Agnieszka Kasprzak Barbara Kobielska Monika Kuhnke Hanna Łaskarzewska Krystyna Ogrodzka Robert Pasieczny

Narodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów 02-910 Warszawa, ul. Goraszewska 7 Tel.: (22)256 96 00, fax: (22) 256 96 50 cbu@nimoz.pl, biuro@nimoz.pl, www.nimoz.pl

redaktor naczelna: Barbara Kobielska opracowanie redakcyjne: Anna Strzeżek tłumaczenia: Marzenna Rączkowska korekty: Anna Strzeżek, Monika Pawełek opracowanie graficzno-techniczne i druk: OMIKRON Sp. z o.o. wydano na zlecenie: Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do nadawania publikowanym tekstom własnych tytułów i śródtytułów, redagowania, skracania i adiustacji tekstów. Wyrażone w opublikowanych tekstach opinie pochodzą wyłącznie od ich autorów i nie należy ich utożsamiać z opiniami redakcji lub wydawcy „Cenne, bezcenne, utracone”.

9. MIELICH Alphons Leopold Street in Cairo/Strasse in Kairo Oil, cardboard, 34.6 x 25 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.43

12. WALDE Alfons Secluded house/Einsame hausung Oil, cardboard, 34.6 x 25 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.29

10. EISENSCHITZ Willy The garden from Minimes /Der garten von Minimes Oil, canvas, 96 x 100 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.23

13. EYBL Franz Still life with grapes and quince fruit /Stillleben mit trauben und quitten Oil, canvas, 42.5 x 52.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.12

11. EISENSCHITZ Willy Vintage/Weinlese, 1926 Oil, canvas, 104 x 94.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.4

14. AMESEDER-ROHRWASSER Laura Amanda Still life with a lobster /Stillleben mit hummer Oil, canvas, 53.5 x 72.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.11

14

15 15. JORDAENS Jacob attributed to Jordaens Jacob Mercury and Argus/Merkur und Argus Oil, canvas, 96 x 100 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.24

95


From the Editor

Our quarterly is as usual devoted to looking for lost historic objects and the efforts directed at the restitution of valuable old Polish artifacts. This is the main problem discussed in most of the interview with Professor Małgorzata Omilanowska, Minister of Culture and National Heritage. The efficiency of the work carried out by the Ministry has been proven by the recent recovery of a few artworks which are of great value for Polish culture and the restitution of the 15th century manuscript, Sermones scripti. The present edition of Valuable, Priceless, Lost also focuses on publications devoted to underwater cultural heritage and the legal aspects of protecting it. Moreover, it features catalogues of lost works of art which are being searched for. These are a regular element of the magazine and a chance to recover them. We also publish articles on the need to amend the legal regulations relating to the security and protection of our cultural heritage. Another topic is the turnover of artworks in Poland. The content of every article is summarised in English.

od redakcji Szanowni Państwo,

Od osiemnastu lat na łamach „Cenne, bezcenne, utracone” zamieszczamy publikacje o ogromnych stratach, jakie poniosła kultura polska w  okresie najazdu szwedzkiego, rozbiorów i  dwóch wojen światowych. Niezwykle ważne jest odnalezienie i odzyskanie każdego zabytku, często w drodze żmudnych procesów restytucyjnych, darowizn czy wykupu. W tym numerze publikujemy, poza artykułami o historiach utraty konkretnych zabytków, wywiad, jakiego udzieliła naszej redakcji pani Małgorzata Omilanowska, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przedstawiając działania resortu w  zakresie ochrony i restytucji dóbr kultury. Potwierdzeniem ich skuteczności jest odzyskanie w 2014 r. i powrót do kraju kilku obrazów o ogromnej wartości dla kultury polskiej, a  ostatnio średniowiecznego rękopisu Sermones scripti, pochodzącego z pierwszej połowy XV w., co jest kolejnym dowodem na zaangażowanie polskich instytucji w podejmowanie działań na rzecz zwrotu utraconych w przeszłości dzieł sztuki. Świadczy o tym również konferencja Zrabowane – Odzyskane, dobra kultury – przypadek Polski, z udziałem specjalistów z wielu krajów. Jak ważne dla potwierdzenia proweniencji poszukiwanego zabytku było wcześniejsze dokumentowanie i ewidencjo-

nowanie zbiorów polskich, pokazują artykuły o przemieszczonych, rozproszonych i  utraconych zabytkach. Dawny sposób dokumentowania dzisiaj zastąpiła cyfryzacja, która pozwala na powszechny dostęp do zbiorów. Stałymi pozycjami w „CBU” są katalogi poszukiwanych i utraconych dzieł sztuki, które zawsze są szansą na ich odzyskanie. Publikujemy też artykuły o  potrzebie dostosowania zmian w  przepisach prawnych, odnoszących się do bezpieczeństwa i ochrony naszego dziedzictwa. Nowym tematem w „CBU” są artykuły o podmorskim dziedzictwie kulturowym. Obiekty o znaczeniu historycznym, kulturowym i archeologicznym, spoczywające pod wodą, są również zabytkami. Mowa tu o eksploracji leżących na dnie wraków i konstrukcji portowych, która wymaga rozwiązań prawnych związanych z zabezpieczaniem cennych przekazów historii oraz prowadzeniem archeologicznych prac badawczych w środowisku morskim. Mamy nadzieję, że wszystkie artykuły w tym wydaniu „CBU” wzbudzą Państwa zainteresowanie.

contents

w numerze

4 Valuable, Priceless, Restituted

58 Iwona Pomian

4 Cenne, bezcenne, odzyskane

58 Iwona Pomian

8 Agata Modzolewska

66 Wojciech Kowalski

8 Agata Modzolewska

66 Wojciech Kowalski

Robert Pasieczny talks to Professor Małgorzata Omilanowska, Minister of Culture and National Heritage ROBBED – RESTITUTED. CULTURAL PROPERTY – THE CASE OF POLAND

11 Andrzej Jakubowski

INTERNATIONAL CONFERENCE IN CAMBRIDGE: LOOTED ART AND RESTITUTION IN THE TWENTIETH CENTURY

12 Katarzyna Zielińska

THE LONG WAY HOME VIA CASSIA NEAR ROME

15 Elżbieta Rogowska SERMONES SCRIPTI

16 Monika Kuhnke

ONE MUSEUM, ONE CASTLE AND TWO COLLECTIONS OF DRAWINGS

20 Krystyna Rypniewska

THE LOST KOŁOBRZEG STAINED-GLASS WINDOWS

23 Jerzy Petrus

UNDERWATER HERITAGE. Maritime Investment and Protection of Underwater Archeological Heritage THE 2001 UNESCO CONVENTION ON THE PROTECTION OF THE UNDERWATER CULTURAL HERITAGE

69 Marcin Sabaciński

COMMERCIAL EXPLORATION OF WRECKS. REMARKS CONCERNING THE JUSTIFIABILITY OF RATIFYING UNESCO’S NEW CONVENTION

THE GREAT WAR AND THE FIRST LOSSES SUFFERED BY POLISH COLLECTIONS IN THE 20TH CENTURY

40 Jarosław Giemza

DIGITALISATION OF CULTURAL PROPERTY ON POLISH AND UKRAINIAN LANDS

44 Małgorzata Grocholska,

Elżbieta Ostromęcka

CONSERVATION OF 200 INVALUABLE DOCUMENTS FOR THE BICENTENARY OF OSSOLINEUM

50 Krzysztof Kur

ETCHINGS FROM THE JANUARY UPRISING

54 Krystyna Ogrodzka

PROTECTING HISTORIC CEMETERIES

12 Katarzyna Zielińska

69 Marcin Sabaciński

KOMERCYJNA EKSPLORACJA WRAKÓW. Kilka uwag o zasadności ratyfikacji nowej konwencji UNESCO

78 Andrzej Zugaj

SERMONES SCRIPTI

XII KONFERENCJA MUZEALNICTWA MORSKIEGO I RZECZNEGO W NMM W GDAŃSKU

A SAILOR’S 18 CENTURY OUTFIT THE TWELFTH CONFERENCE OF MARITIME AND RIVER MUSEUMS IN THE GDAŃSK NATIONAL MARITIME MUSEUM

79 Krzysztof Osiewicz

THE 40TH JUBILEE ICMS CONFERENCE, COPENHAGEN

81 Andrzej Jakubowski (INP PAN),

35 Hanna Łaskarzewska

KONFERENCJA W CAMBRIDGE ZRABOWANE DZIEŁA SZTUKI I RESTYTUCJA W XX W.

75 Irena Rodzik

THE BRANIEWO MUSEUM COLLECTION BEFORE 1945 PROFESSOR STANISŁAW LORENTZ 28.04.1899–15.03.1991

11 Andrzej Jakubowski

KONWENCJA UNESCO O OCHRONIE PODWODNEGO DZIEDZICTWA KULTUROWEGO

DŁUGA DROGA DO DOMU VIA CASSIA KOŁO RZYMU

TH

80 Katarzyna Zielińska

32 Krzysztof Załęski

ZRABOWANE – ODZYSKANE. DOBRA KULTURY – PRZYPADEK POLSKI

PODMORSKIE DZIEDZICTWO. INWESTYCJE MORSKIE A OCHRONA PODWODNEGO DZIEDZICTWA ARCHEOLOGICZNEGO

75 Irena Rodzik

LOST AGAIN

26 Weronika Wojnowska

ROZMOWA Z PROF. DR HAB. MAŁGORZATĄ OMILANOWSKĄ, MINISTER KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO

MINISTRY OF CULTURE AND NATIONAL HERITAGE PUBLICATION

Olgierd Jakubowski (NIMOZ)

THE MECHANISM OF THE RIGHT OF PRE-EMPTION WHEN TAKING HISTORIC OBJECTS ABROAD – A SUGGESTION TO INTRODUCE CHANGES IN THE LEGISLATION CONCERNING THE TURNOVER OF CULTURAL PROPERTY IN POLAND

86 Monika Barwik

15 Elżbieta Rogowska 16 Monika Kuhnke

JEDNO MUZEUM, JEDEN ZAMEK I DWA ZBIORY RYSUNKÓW

20 Krystyna Rypniewska

UTRACONE WITRAŻE KOŁOBRZESKIE

23 Jerzy Petrus

PONOWNA STRATA

26 Weronika Wojnowska

BRANIEWSKIE MUZEALIA DO 1945 R.

32 Krzysztof Załęski

PROFESOR STANISŁAW LORENTZ 28.04.1899–15.03.1991

35 Hanna Łaskarzewska

WIELKA WOJNA I PIERWSZE STRATY ZBIORÓW POLSKICH W XX W.

40 Jarosław Giemza

CYFRYZACJA DÓBR KULTURY NA TERENIE POLSKI I UKRAINY

44 Małgorzata Grocholska,

The National Register of Historic Objects that Were Stolen or Illegally Taken Abroad in a New Version

Elżbieta Ostromęcka

NIMOZ CATALOGUE OF LOSSES

Ryciny z powstania styczniowego

88 Monika Barwik, ed.

92 Maria Romanowska -Zadrożna, ed. CATALOGUE OF WARTIME LOSSES

94 Monika Barwik, ed. INTERPOL CATALOGUE

KONSERWACJA 200 BEZCENNYCH DOKUMENTÓW NA 200-LECIE OSSOLINEUM

50 Krzysztof Kur

54 Krystyna Ogrodzka

OCHRONA ZABYTKOWYCH CMENTARZY

UBIÓR MARYNARZA Z XVIII W.

78 Andrzej Zugaj

79 Krzysztof Osiewicz

40. JUBILEUSZOWA KONFERENCJA ICMS W KOPENHADZE

80 Katarzyna Zielińska

PUBLIKACJA DEPARTAMENTU DZIEDZICTWA NARODOWEGO MKIDN

cbu@nimoz.pl

Barbara Kobielska

81 Andrzej Jakubowski i Olgierd Jakubowski

MECHANIZM PIERWOKUPU PRZY WYWOZIE ZABYTKÓW ZA GRANICĘ – PROPOZYCJA ZMIAN LEGISLACYJNYCH W ZAKRESIE OBROTU DOBRAMI KULTURY W POLSCE

86 Monika Barwik

KRAJOWY WYKAZ ZABYTKÓW SKRADZIONYCH LUB WYWIEZIONYCH ZA GRANICĘ NIEZGODNIE Z PRAWEM, W NOWEJ WERSJI

88 oprac. Monika Barwik KATALOG STRAT NIMOZ

92 oprac. Maria Romanowska-Zadrożna

KATALOG STRAT WOJENNYCH

94 oprac. Monika Barwik KATALOG INTERPOLU

3


Valuable, Priceless, Restituted Robert Pasieczny from The National Institute for Museums and Public Collections talks to Professor Małgorzata Omilanowska, Minister of Culture and National Heritage

Z prof. dr hab. Małgorzatą Omilanowską, Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, rozmawia Robert Pasieczny z Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów

Cenne, bezcenne, odzyskane Centrum badań nad polskimi stratami wojennymi mieści się w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w  Wydziale Strat Wojennych. To tu są zgromadzone dane o  stratach, tu są weryfikowane informacje publikowane potem w  bazie strat wojennych. Tu są wreszcie ludzie, którzy na co dzień zajmują się tą problematyką i prowadzą poszczególne sprawy.

Robert Pasieczny: Polska poniosła w czasie ostatniej wojny ogromne straty. Szacuje się, że zrabowano, zniszczono ponad 500  000 obiektów zabytkowych. Jak dzisiaj wygląda stan dokumentacji strat, czy wiemy, czego szukać? Prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska: Niestety, nie mamy udokumentowanych wszystkich strat, o których wiemy. Możemy poszukiwać jedynie obiektów, które już przed wojną miały jakąkolwiek dokumentację. Są to przede wszystkim zinwentaryzowane zbiory muzealne oraz skatalogowane zbiory bibliotek i archiwów. Musimy jednak pamiętać, że straty dóbr kultury to także niezliczone zbiory prywatne – dzieła sztuki, pamiątki historyczne, księgozbiory czy archiwalia przechowywane od wieków w dworach i pałacach. To też przedmioty codziennego użytku, które dziś byłyby zabytkowe. Te wszystkie przedmioty nie miały żadnej dokumentacji,

4

a stanowiły nasze dziedzictwo, nasze dobro narodowe. W tym zakresie możemy tylko szacować straty. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wydział Strat Wojennych sporządził rejestr liczący 63 000 dzieł sztuki (nie licząc strat bibliotek i archiwów), które obecnie są podstawą prowadzonych poszukiwań. Niestety, część obiektów będących w rejestrze nie ma dokumentacji fotograficznej, co w  praktyce znacznie utrudnia prowadzenie prac restytucyjnych. Bez jednoznacznych, niepodważalnych dowodów trudno jest udowodnić, że dane dzieło było naszą własnością. Działania restytucyjne ministerstwo prowadzi od początku lat 90. XX wieku. Ale dopiero w ostatnich latach słyszymy o spektakularnych powrotach. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać? Pierwszym etapem prac było zgromadzenie informacji. Stworzenie zrębu pierwszego rejestru zajęło dużo czasu i kosztowało wiele pracy. Musieliśmy się też przygotować prawnie do prowadzenia spraw restytucyjnych. Druga sprawa to ogromny przełom technologiczny, który nastąpił w ostatnich dziesięcioleciach. Mam tu na myśli niesłychany rozwój Internetu, który dał nowe możliwości zdobywania informacji i poszukiwania dzieł. Trzecia przyczyna to fakt, iż stopniowo odchodzi pokolenie ludzi, którzy wiedzą, skąd pochodzą dzieła znajdujące się w ich domach. Osoby, które po nich dziedziczą, nie znają historii tych przedmiotów, a co za tym idzie, nie mają oporów i  zahamowań przed ich upublicznianiem, choćby poprzez sprzedaż na aukcji, co znacznie zwiększa szanse na odnalezienie strat. Jak więc dziś prowadzi się poszukiwania utraconych dóbr kultury rozrzuconych po całym świecie? Narzędzia, które pozwalają na odnalezienie utraconych dzieł sztuki, są wielorakie. Rozsyłamy nasze katalogi strat m.in. do domów aukcyjnych, by nikt nie mógł powiedzieć,


że nie wiedział, iż wystawia dzieło poszukiwane, stratę wojenną. Prowadzony jest też nieustanny monitoring małych i dużych aukcji, rynku sztuki. W miarę możliwości staramy się też śledzić dzieła wystawiane na wystawach czasowych w  zagranicznych muzeach. Oczywiście dotyczy to dzieł będących w rękach prywatnych, które opuszczają dotychczasowe miejsce przechowywania. Jeżeli chodzi o to, co przechowywane i eksponowane jest w różnych muzeach, to sprawa jest prostsza, te dzieła mamy namierzone. Niestety, dzieła pozostające w magazynach muzealnych w większości są poza naszym zasięgiem. W poszukiwania zaangażowani są nie tylko pracownicy Wydziału Strat Wojennych, ale też cała rzesza wolontariuszy. To antykwariusze zainteresowani wszelkiego rodzaju polonicami oraz miłośnicy zabytków i sztuki, społecznicy. Te osoby przeglądają strony internetowe, zaglądają do galerii i  antykwariatów podczas różnych podróży i  informują nas o  swoich, niekiedy całkiem przypadkowych, odkryciach, które oczywiście musimy weryfikować. Zdarza się, że otrzymana informacja zmusza nas do szybkiego działania. Do poszerzenia kręgu osób zainteresowanych problematyką strat wojennych czy wręcz poszukiwaniem utraconych dzieł bardzo przyczynił się film Obrońcy skarbów (The Monuments Men) George’a Clooneya. Każde wydarzenie medialne, które wprowadza wątek poszukiwań strat wojennych, restytucji, bez wątpienia powiększa grono osób zainteresowanych tymi sprawami. Z  jednej strony wszechobecny Internet, z  drugiej coraz większa liczba pasjonatów. Ale czy są nowe technologie, które dają się wykorzystać bezpośrednio przy poszukiwaniu strat wojennych?

Wielkim ułatwieniem dla nas jest sam fakt publikowania w Internecie zdjęć dzieł wystawianych na aukcjach i  znajdujących się w  zbiorach muzealnych. Obecnie w fazie testowej mamy również nowe narzędzie – program, który będzie mógł sprawdzić, czy „podejrzane” dzieło, któremu zrobiliśmy zdjęcie komórką bądź tabletem, znajduje się w bazie strat wojennych ministerstwa lub w  Krajowym wykazie zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z  prawem, który prowadzi Narodowy Instytut Muzealnictwa i  Ochrony Zbiorów (NIMOZ). A  jak na tym „nowoczesnym” tle wypada zdaniem Pani Minister pismo „Cenne, Bezcenne, Utracone”? To pismo jest ważnym narzędziem docierania do szerokiego kręgu zainteresowanych z różnego typu informacjami dotyczącymi spraw restytucji i poszukiwań. Pismo na bieżąco informuje o znaleziskach, odkryciach, powrotach. Niektóre z  podawanych tam informacji stanowią istotne wskazówki do dalszych poszukiwań utraconych dzieł. To ważne źródło wiedzy dla nas, które staramy się jak najbardziej rozpropagować. Należy podkreślić, że wszystkie tego typu materiały mają swoje znaczenie. Także ostatnia książka Roberta Kudelskiego Zaginiony Rafael. Kulisy największej kradzieży nazistów, poświęcona najcenniejszemu z utraconych dzieł, wskazuje wiele możliwości i tropów poszukiwań. Starania o powrót do kraju zagrabionych dóbr to nie tylko sprawa MKiDN i  Wydziału Strat Wojennych. Jaka w  tym procesie jest rola Ministerstwa Spraw Zagranicznych? Sprawy restytucyjne prowadzone poza granicami naszego kraju odbywają się za wiedzą i we współpracy

J.C.S. Seekatz, Św. Filip chrzci sługę królowej Kandaki. Odzyskany w 2014 r. Fot. Maciej Monkiewicz

5


Minister Małgorzata Omilanowska w czasie uroczystości przekazania obrazu Oswalda Achenbacha Via Cassia koło Rzymu do Muzeum Narodowego we Wrocławiu 7 sierpnia 2014 r. Fot. Danuta Matloch

z naszymi służbami dyplomatycznymi. W ich gestii leży choćby składanie niektórych wniosków restytucyjnych czy też pomoc w bezpiecznym transporcie odzyskanego dzieła do kraju. Wsparcie naszej dyplomacji nie ogranicza się jednak wyłącznie do załatwiania spraw bieżących. Nierzadko to właśnie nasi ambasadorowie toczą rozmowy i negocjacje, przy okazji których podnoszą tak ważne dla nas kwestie restytucji. Pani Minister, czasami jednak odnosi się wrażenie, że oba resorty ze sobą rywalizują na tej płaszczyźnie. Czy nie powinno być tak, że jest jedno centrum do spraw restytucji, które koordynuje restytucyjne działania obu resortów? Centrum badań nad polskimi stratami wojennymi mieści się w  Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w  Wydziale Strat Wojennych. To tu są zgromadzone dane o  stratach, tu są weryfikowane informacje publikowane potem w bazie strat wojennych. Tu są wreszcie ludzie, którzy na co dzień zajmują się tą problematyką i  prowadzą poszczególne sprawy. Do MSZ należy koordynacja działań naszej dyplomacji i  prowadzenie polityki międzynarodowej w  tym zakresie, uczestniczenie w – czasem bardzo trudnych – rozmowach bilateralnych. Nie możemy też zapominać, że nie tylko my mamy roszczenia wobec innych krajów, ale one także mają roszczenia wobec Polski. Trudno więc wykluczyć merytoryczny udział Ministra Spraw Zagranicznych z prowadzenia działań restytucyjnych. Ciesząc się z  powrotu coraz większej liczby dzieł, wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego musimy płacić za skradzione nam dobra kultury? Jako państwo nie płacimy za zwrot naszego dziedzictwa z pieniędzy publicznych. Zdarza się jednak, że odzyskiwane dzieło znajduje się w rękach osoby, która potrafi jednoznacznie udowodnić, że nabyła je legalnie i  była całkowicie nieświadoma faktu, że jest to nasza strata wojenna. Gdy osoba nabyła dzieło w dobrej wierze, wówczas podejmujemy negocjacje, które zazwyczaj kończą się na stosunkowo niskim pułapie finansowym w stosunku do realnej wartości tego dzieła. Często są to tylko koszty konserwacji dzieła, jakie poniosła taka osoba. Niemal równolegle z  negocjacjami zaczynamy poszukiwania prywatnego sponsora, który pokryłby roszczenia finansowe posiadacza. Dotychczas, zawsze się taki znajdował.

6

Nasze działania restytucyjne obejmują wiele krajów. Skąd najłatwiej odzyskać zrabowane nam dzieła? Bez wątpienia najmniej problemów sprawia restytucja dóbr kultury ze Stanów Zjednoczonych. Składa się na to kilka elementów: przede wszystkim amerykański system prawny, sprawność tamtejszych służb policyjnych, które potrafią odnaleźć poszukiwane dzieło, dysponując znikomymi poszlakami. Nie bez znaczenia jest także postawa samego społeczeństwa Amerykanów, którzy pragną być postrzegani jako naród o czystych rękach. Ich ideą jest naprawienie krzywd i niesprawiedliwości czasów II wojny światowej. Ważne jest też, że w USA mamy dobrych partnerów – Federal Bureau of Investigation (FBI) oraz Homeland Security Investigations (HSI)*. To wyspecjalizowane jednostki, do których zadań należy m.in. poszukiwanie zrabowanych dóbr kultury i  walka z  nielegalnym handlem dziełami sztuki. Emocje budzi współpraca z Niemcami i Rosją. Absolutnie nie można postawić znaku równości między tymi krajami jeżeli chodzi o  sprawy restytucji naszych dóbr. Ze stroną niemiecką jesteśmy w dialogu, choć przyznać trzeba, że nie jest to dialog łatwy. Jest to państwo, które ratyfikowało wszystkie konwencje i traktaty z zakresu ochrony dóbr kultury. Tu, na gruncie prawa międzynarodowego, udaje nam się osiągać porozumienie. Przykładem tego porozumienia jest choćby ostatnio nasza współpraca przy badaniu proweniencji dzieł z tzw. kolekcji Corneliusa Gurlitta czy powrót z Galerii Państwowej w Stuttgarcie obrazu Francesco Guardiego Schody pałacowe.

Aleksander Gierymski, Portret mężczyzny w renesansowym stroju, 1882 r. Odzyskany w 2014 r. Fot. Krzysztof Wilczyński


Francesco Guardi (1712–1793), Schody pałacowe. Odzyskany w 2014 r. Fot. ze zbiorów MKiDN

W przypadku relacji polsko-rosyjskich sprawa jest bardziej skomplikowana. Z jednej strony Rosjanie mają swoje definicje prawne ochrony własnych zbiorów, z  drugiej nie ratyfikowali wielu konwencji międzynarodowych z  tego zakresu i  praktycznie nie ma żadnej płaszczyzny do rozmów na temat restytucji, a co za tym idzie – szans na powrót zrabowanych eksponatów. Trzeba przy tym także pamiętać, że wiele z  naszych dzieł znajdujących się w zbiorach rosyjskich to łupy wojenne zdobyte nie w Polsce, lecz w Niemczech, dokąd trafiły wraz z uciekającymi w 1945 r. żołnierzami niemieckimi. Sprawa więc nie jest łatwa, a obecna sytuacja polityczna nie sprzyja negocjacjom i powrotom. Ofensywa informacyjna MKiDN – mam tu na myśli nową stronę Wydziału Strat Wojennych czy też projekt Muzeum Utracone – sprawia, że nasza wiedza na temat strat i restytucji jest coraz lepsza. Jak Pani Minister ocenia wiedzę na ten temat choćby społeczeństwa niemieckiego? Trudno to ocenić z  polskiej perspektywy. Bez wątpienia takie wydarzenia jak odnalezienie kolekcji Corneliusa Gurlitta sprawiają, że media zaczynają interesować się tą problematyką, rodzi się społeczna dyskusja. Jednakże jest to chwilowe i  raczej nie ma głębszej, trwałej refleksji. Dla młodego pokolenia Niemców są to sprawy odległe, z zamierzchłej historii. Jeżeli my nie będziemy się przykładali do tego, by nieustannie przypominać o naszych stratach, to istnieje ryzyko, że temat ten umrze śmiercią naturalną. Które z ostatnio odzyskanych dzieł uważa Pani Minister za najcenniejsze? Dla mnie bezdyskusyjnie to Schody pałacowe Francesco Guardiego. To nie tylko najlepsze dzieło sztuki, jakie do tej pory odzyskaliśmy, ale też mające najwięk-

szą wartość rynkową. Także sam Guardi wydaje się być najwyżej ocenianym twórcą spośród tych, których dzieła ostatnio do nas wróciły. Nie chcę deprecjonować wartości obrazu Madonna Lucasa Cranacha starszego, który w 2012 r. wrócił do Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu, ale że malarstwo XVIII w. jest mi bliższe, wybieram Guardiego. A  Pomarańczarka Aleksandra Gierymskiego, której powrót budził tyle emocji? To bez wątpienia bardzo wysokiej klasy malarstwo, niesłychanie u  nas popularne i  cenione. Świadectwem tego są choćby tłumy na wystawie monograficznej Aleksandra Gierymskiego w  Muzeum Narodowym w  Warszawie w tym roku. Pamiętać jednak należy, że zupełnie inaczej notowane są na europejskim rynku antykwarycznym obrazy Guardiego, a inaczej Gierymskiego. Każde odzyskanie zrabowanego dzieła to sukces. Ale też każda sprawa jest zapewne inna. Która sprawa była dla państwa, dla waszych kolegów z MSZ największym wyzwaniem? Myślę, że każda z  osób zaangażowanych w  odzyskanie dzieł, czy to z MKiDN, czy z MSZ, będzie miała w tej sprawie inne odczucia. To w dużej mierze kwestia osobistego zaangażowania, ale też każdy z  tych powrotów miał swoją specyfikę, która sprawiała, że był niezwykły. Dla mnie osobiście takimi niezwykłymi powrotami był dwa lata temu powrót Szewca do Muzeum Pałacu Króla Jana III w  Wilanowie czy też tegoroczny – obrazu Oswalda Achenbacha Via Cassia koło Rzymu do Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Oba dzieła wróciły tak naprawdę dzięki dobrej woli ich właścicieli. Jest to niezwykły dowód na to, że w  XXI w., w  dobie konsumpcjonizmu, takie pojęcia jak etyka, jak honor dla wielu z nas mają jeszcze znaczenie. To jest bardzo ważne, co Pani Minister powiedziała, szczególnie w kontekście pytania o perspektywy na najbliższe lata. Według niektórych to były ostatnie lata naszych sukcesów restytucyjnych. Inni znawcy tematu twierdzą, że najlepsze jeszcze przed nami. Mam wrażenie, że nasze nowe narzędzia, zarówno te, które już mamy, jak i te, którymi będziemy w najbliższym czasie dysponować oraz czas, który upłynął od zakończenia II wojny światowej będą naszymi sprzymierzeńcami w staraniach o odnajdowanie dzieł. Z drugiej strony upływający czas może sprawić, że na gruncie prawa będziemy mieli coraz większe problemy z odzyskaniem odnalezionych obrazów, rzeźb, księgozbiorów czy archiwaliów. Sądzę jednak, że w najbliższym czasie czeka nas jeszcze niejeden spektakularny powrót. Dziękuję za rozmowę. *Homeland Security Investigations (HSI) – www.ice.gov/about/ offices/homeland-security-investigations/; www.ice.gov/culturalheritage-investigations/

MAŁGORZATA OMILANOWSKA, historyk sztuki, specjalizuje się w problemach architektury XIX i XX w., teorii sztuki i opieki nad zabytkami. Od stycznia 2012 r. była podsekretarzem stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od 17 czerwca 2014 r. jest Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

7


Robbed – Restituted. Cultural property – the case of Poland

The conference titled: Robbed – Restituted. Cultural property – the case of Poland took place from 12th to 14th November. It was organised by the Ministry of Culture and National Heritage and the International Cultural Centre and was the first conference of experts devoted to the topic of wartime losses and restitution in Poland. The venue was the International Cultural Centre located in the Main Market Square in Kraków. The organisers managed to invite the highest ranking specialists from all over the world: representatives of governmental organisations and NGOs, historians, art historians, museologists, researchers into the provenance of art, lawyers, representatives of the largest auction houses in the world, like Sotheby’s and Christie’s. The idea for organising such a conference came from the Minister of Culture, Professor Małgorzata Omilanowska. Its main objective was to present the specific, exceptional situation of Poland during World War Two and the Polish restitution experience against the backdrop of politics and legislation in other countries. Moreover, it aimed to popularise the knowledge about Polish wartime losses and raise awareness about the scale of the pillage committed in our country.

Agata Modzolewska

Zrabowane – Odzyskane Dobra kultury – przypadek Polski

W

dniach 12–14 listopada 2014 r. odbyła się konferencja Zrabowane – Odzyskane. Dobra kultury – przypadek Polski, zorganizowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Międzynarodowe Centrum Kultury. Była to pierwsza ekspercka konferencja poświęcona tematyce strat wojennych i restytucji, jaka odbyła się w Polsce. Miejscem obrad była siedziba MCK przy Rynku Głównym w Krakowie. Organizatorom udało się zaprosić najwyższej klasy specjalistów z  całego świata, przedstawicieli organizacji rządowych i  pozarządowych, historyków, historyków sztuki, muzealników, badaczy proweniencji, prawników i przedstawicieli największych światowych domów aukcyjnych, jak Sotheby’s i Christie’s. Pomysłodawczynią zorganizowania tej konferencji była minister kultury, prof. Małgorzata Omilanowska. Co roku na całym świecie odbywa się kilka tego rodzaju międzynarodowych spotkań, które poświęcone są tematyce restytucji i grabieży wojennych. Jednak większość z  nich odnosi się jedynie do strat poniesionych przez ofiary Holokaustu i wydarzeń, które miały miejsce podczas II wojny światowej w Europie Zachodniej. Sytuacja ta w głównej mierze jest spowodowana powojennymi uwarunkowaniami politycznymi, które uniemożliwiły Polsce otwartą dyskusję o  grabieży dóbr kultury

8

zarówno przez III Rzeszę, jak i Związek Radziecki. Dopiero po przełomie politycznym w 1989 r. na nowo podjęto to zagadnienie. Głównym celem konferencji było zaprezentowanie specyficznej i  wyjątkowej sytuacji Polski podczas II wojny światowej, polskich doświadczeń restytucyjnych na tle polityki i prawodawstwa innych państw, a także popularyzacja wiedzy o polskich stratach wojennych i podniesienie świadomości na temat skali grabieży w naszym kraju. Konferencja rozpoczęła się w południe 12 listopada od spotkania z  dziennikarzami, w  którym udział wzięli: dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego MKiDN Jacek Miler, amerykańska badaczka Lynn Nicholas oraz dyrektor MCK prof. Jacek Purchla. Uroczystego oficjalnego otwarcia konferencji dokonała minister kultury i  dziedzictwa narodowego prof. Małgorzata Omilanowska, a  prof. Jacek Purchla wygłosił wykład inauguracyjny na temat Krakowa w latach 1939–1945 i jego wojennych doświadczeń.  W  ramach konferencji odbyły się trzy panele tematyczne: Straty Polski, Dokumentowanie strat i  badania proweniencyjne oraz Restytucja. W  pierwszym, poświęconym stratom wojennym Polski, zaproszeni prelegenci przedstawili zagadnienia związane z  grabieżą dzieł sztuki dokonaną przez nazistów i Armię Czerwoną. Moderatorem panelu był prof. Andrzej Rottermund. Wykład wprowadzający wygłosiła światowej sławy badaczka Lynn Nicholas, autorka książki Grabież Europy, przetłumaczonej na 8 języków i  zekra-

nizowanej. Lynn Nicholas została odznaczona Legią Honorową i nagrodzona tytułem Amicis Poloniae, przyznawanym za zasługi w rozwoju stosunków polsko-amerykańskich. W  swoim wystąpieniu przedstawiła podstawy ideologiczne i  proces nazistowskiej grabieży dzieł sztuki w  Polsce. Podczas 45-minutowego wykładu podkreśliła bezprecedensowy charakter rabunku i  opisała plan, jaki mieli wobec Polski naziści. Celem konfiskaty stały się nie tylko dobra żydowskie, ale cała kultura Polski. Podkreśliła także fakt, że na Zachodzie większość postępowań restytucyjnych jest dobrze znana, a  historia tych procesów w  Polsce nie zawsze dotarła do powszechnej świadomości. Stwierdzenie to dobitnie wskazuje na nieocenioną wartość przedstawionych podczas konferencji referatów dla badaczy proweniencji na całym świecie. Po wykładzie wprowadzającym, w pierwszym panelu zostało wygłoszonych 6 referatów. O urzędowych konfiskatach, wyspecjalizowanych służbach rekwizycji, a także o metodach i konfliktach kompetencyjnych między niemieckimi urzędnikami opowiadał prof. Andrzej Mężyński. Przedstawił także losy polskich archiwów i bibliotek. W kolejnym wystąpieniu dr Mariusz Klarecki omówił straty kolekcjonerów prywatnych na przykładzie mieszkańców Warszawy. Temat ten, niezwykle ważny i  interesujący, miał na celu po raz kolejny uzmysłowić słuchaczom, że w Polsce konfiskatą nie objęto jedynie obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, ale wszystkich bez


wyjątku. Następnie dr Paweł Libera z Archiwum Akt Nowych wygłosił referat o systemie grabieży dokonanej na terytorium Polski przez Armię Czerwoną. Dr Edyta Gawron z  Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawiła straty Żydów polskich w zakresie dzieł sztuki, tak istotne z punktu widzenia utraconej wielokulturowości przedwojennej Rzeczypospolitej, a  dr hab. Maciej Matwijów mówił o losach polskich dóbr kultury, które na początku wojny zostały włączone do ZSRR. Utrata wschodnich terenów Rzeczypospolitej, a  co za tym idzie – pozbawienie znajdujących się na tym obszarze wszystkich dóbr postawiła przed Polską już po wojnie kwestię „repatriacji”. O odzyskaniu przez Polskę przynajmniej części tych dóbr zdecydowały względy polityczne. O  trudnej relacji z  naszym wschodnim sąsiadem mówiła również dr Patricia Kennedy Grimsted z Uniwersytetu Harvarda. Amerykańska badaczka swoją naukową działalność poświęciła badaniom zasobów archiwalnych w  Rosji i  na Ukrainie. Swoim referatem próbowała odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Rosja nie zwraca polskich archiwaliów w momencie, kiedy uczyniła to wobec większości krajów zachodnioeuropejskich. Po przerwie obiadowej rozpoczął się drugi panel poświęcony dokumentowaniu strat wojennych oraz badaniom proweniencyjnym, podczas którego swoimi doświadczeniami podzielili się przedstawiciele komórek rządowych i  pozarządowych z Europy i  Stanów Zjednoczonych. Moderatorem panelu był prof. Wolf Tegethoff z Zentralinstitut für Kunstgeschichte w  Monachium. Wykład wprowadzający poprowadził dr Uwe Hartmann z  niemieckiego Biura Badań Proweniencyjnych. Odniósł się w  nim do kwestii prowadzenia dokumentacji strat wojennych i badań proweniencyjnych w  Niemczech. Polską komórkę rządową zajmującą się gromadzeniem dokumentacji reprezentowały przedstawicielki Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Karina Chabowska i Agata Modzolewska, opowiadające przede wszystkim o  jedynej ogólnopolskiej bazie strat wojennych. O swoich doświadczeniach mówili: dr Christoph Bazil z austriackiej komisji ds. badań proweniencyjnych i Evelien Campfen z holenderskiej Komisji Restytu-

cyjnej. Pod nieobecność dr Ingeborg Berggreen-Merkel, szefowej Taskforce „Schwabische Kunstfund”, zespołu powołanego do badania proweniencji obiektów znajdujących się w kolekcji Corneliusa Gurlitta, zadania i  pracę zespołu przedstawił Roland Kempfle. Doświadczenie amerykańskich instytucji w prowadzeniu badań proweniencyjnych omówiła Jane Milosch, dyrektor programu Inicjatywa Badań Proweniencyjnych w  Biurze Podsekretarza ds. Historii, Sztuki i Kultury w  ramach Instytutu Smithsonian.

Dodatkową atrakcją dla uczestników konferencji była sesja terenowa na Zamku na Wawelu. Podzieleni na grupy słuchacze mieli okazję zwiedzić zamek śladami Hansa Franka. Dowiedzieli się, jaką rolę odegrał Wawel podczas II wojny światowej w kontekście grabieży dzieł sztuki. Specjalnie na tę okazję z  Muzeum Narodowego w  Warszawie sprowadzony został obraz Francesco Guardiego Schody pałacowe, który zawisł w  sali naprzeciwko Damy z  gronostajem Leonarda da Vinci. Oba dzieła, jedne z  najcenniejszych

zrabowane odzyskane dobra kultury – przypadek Polski

12 –14 listopada 2014 mck.krakow.pl organizatorzy:

mkidn.gov.pl

miejsce:

patron:

konferencja

dzielautracone.gov.pl stały patronat medialny:

Międzynarodowe Centrum Kultury Kraków, Rynek Główny 25 sala „Pod Kruki”

9


Dr Patricia Kennedy Grimsted na konferencji Zrabowane – odzyskane. Dobra kultury – przypadek Polski. Fot. Robert Pasieczny

obrazów znajdujących się w zbiorach polskich, zostały zagrabione podczas wojny. Obraz Leonarda udało się odzyskać zaraz po jej zakończeniu, natomiast Schody pałacowe dopiero prawie po 70 latach. Ostatni panel, zamykający konferencję, poświęcony był procesowi restytucji. Wyjaśnione zostały różne aspekty prawne zwrotu dzieł sztuki, eksperci podjęli także próbę zdefiniowania głównych wyzwań i  problemów restytucji w Polsce i za granicą. Moderatorem panelu był prof. Stanisław Waltoś z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Najważniejszym wykładem w  tym panelu, który niósł za sobą istotny z  punktu widzenia strony polskiej przekaz, był referat Elżbiety Rogowskiej, naczelnik Wydziału ds. Strat Wojennych MKiDN. W  swoim wykładzie wprowadzającym mówiła o  doświadczeniach restytucyjnych Ministerstwa Kultury. Następnie Katarzyna Zielińska z  MKiDN przedstawiła powojenną akcję rewindykacyjną, a  dr Andrzej Drozd, prawnik reprezentujący MKiDN w  sprawach restytucyjnych toczących się w Polsce – podstawy prawne restytucji dóbr kultury w Polsce. Kolejne wystąpienia także należały do prawników na co dzień zajmujących się prowadzeniem spraw restytucyjnych: dr Agnes Peresztegi, reprezentantki żydowskiej organizacji Commission for Art Recovery, pracującej we Francji, Węgrzech i USA, Thomasa Kilne, który omówił specyfikę prawodawstwa i  orzecznictwa amerykańskiego w  kontekście spraw restytucyjnych oraz dr. Felixa Laurin Stanga z  kancelarii prawnej Raue LLP, reprezentującej

10

polski Skarb Państwa w sprawach toczących się na terenie Niemiec, który mówił o  niemieckim prawodawstwie i  praktyce rozstrzygania sporów na przykładzie niezmiernie skomplikowanej sprawy odzyskiwania Schodów pałacowych Francesco Guardiego. Konferencja zakończyła się dwugodzinną sesją plenarną i podsumowaniami wygłoszonymi przez prof. Jacka Purchle, prof. Andrzeja Rottermunda i  prof. Stanisława Waltosia oraz Jacka Milera. Prof. Rottermund podkreślił, że konferencja miała charakter informacyjny, była nasycona merytorycznymi referatami i  stanowiła przełom w mówieniu o stratach wojennych. Przede wszystkim jednak po wysłuchaniu opinii i  komentarzy uczestników, uznano, że strona polska ma jeszcze dużo do zrobienia, głównie w  nadrobieniu zaległości z zakresu badań proweniencyjnych. Po konferencji, dla chętnych, odbyły się dwugodzinne warsztaty poświęcone badaniom proweniencyjnym zbiorów muzealnych, poprowadzone przez Katarzynę Zielińską z MKiDN i Karolinę Zalewską, niezależną badaczkę. Pierwsza część zajęć dotyczyła znaczenia badań proweniencyjnych, wskazania najważniejszych narzędzi i  źródeł do badań oraz klasyfikacji oznaczeń własnościowych pojawiających się na zabytkach. Następnie prowadzące omówiły zagadnienia konserwatorskie mające wpływ na analizę obiektów. Po zapoznaniu się ze studiami wybranych przypadków (Francesco Guardi Schody pałacowe, Gustav Courbet Krajobraz z  okolic Ornans, szkice Marcello Bacciarelle-

go do Sali Salomona w Łazienkach) uczestnicy warsztatów samodzielnie analizowali znaki własnościowe na wybranym dziele sztuki. O  konieczności przeprowadzania badań proweniencyjnych nikogo nie trzeba przekonywać, jednak w  Polsce nie mówiono wiele na ten temat. Te krótkie warsztaty miały na celu uczulenie polskich muzealników na ten problem, zarysowanie podstawowych technik i wskazanie źródeł do badań. Prowadzące starały się zachęcić uczestników do poszukiwań proweniencji, wskazując na to, jak fascynujące historie można odkryć jedynie dzięki umiejętnemu odczytaniu znaków własnościowych znajdujących się na odwrociu obrazu. Organizatorzy przygotowali dla uczestników konferencji bogaty pakiet upominków. Poza II tomem katalogu strat wojennych malarstwa polskiego, był to tygodniowy kalendarz biurkowy z  fotografiami polskich strat wojennych z  dziedziny malarstwa, płyta z  pokazem Muzeum Utracone, ekskluzywny katalog 31 dzieł odzyskanych, wydany w tym roku przez MKiDN oraz dwa upominki, których projekty wygrały konkurs na gadżet uniwersalny i  ekskluzywny, organizowany przez Instytut Adama Mickiewicza we współpracy z MKiDN. Wystąpienia wszystkich prelegentów były rejestrowane i będą dostępne online na kanale MCK w serwisie YouTube. Planowane jest także wydanie publikacji pokonferencyjnej. Podsumowując, konferencja Zrabowane – Odzyskane. Dobra kultury – przypadek Polski zrealizowała postawiony przed nią cel. Eksperci z całego świata zapoznali się z problemem polskich strat wojennych i  ich restytucji, a  polscy specjaliści mieli okazję wysłuchać doświadczeń innych krajów zarówno w  zakresie prowadzenia badań proweniencyjnych, jak i  rozstrzygania spraw restytucyjnych. Ta obopólna wymiana informacji zaowocowała próbą zdefiniowania głównych wyzwań i problemów restytucji w Polsce i zagranicą. Przede wszystkim jednak była to pierwsza tak ważna konferencja organizowana przez MKiDN poświęcona temu tematowi przy tak doborowym towarzystwie prelegentów. Pozostaje mieć nadzieję, że nie ostatnia.


International conference in Cambridge Looted Art and Restitution in the Twentieth Century: Europe in transnational and global perspective (Newnham College, Cambridge, 18–20 September 2014).

The conference was one of the most important academic events dealing with the topic of art looting and restitution, and was held in 2014. It brought together the rich yet profoundly fragmented research in these areas in relation to twentieth century Europe with the scope of its re-conceptualisation in transnational and global perspective. Diverse papers discussed the nexus between different actors (individuals, states and international organizations) in order to establish common ground for interdisciplinary research in this area of studies.

ANDRZEJ JAKUBOWSKI

Zrabowane dzieła sztuki i restytucja w XX w.:

Europa w transnarodowej i globalnej perspektywie Konferencja w Cambridge, Newnham College, 18–20.09.2014 r.

P

roblematyka restytucji zrabowanych dóbr kultury stała się w mijającym roku na nowo przedmiotem bardzo ożywionej debaty medialnej i  akademickiej. Złożyło się na to kilka istotnych wydarzeń oraz szereg rocznic, m.in. tzw. afera Gurlitta (ujawnienie w listopadzie 2013 r. olbrzymiej kolekcji dzieł sztuki zgromadzonej przez Hildebranda Gurlitta, zaufanego nazistowskiego historyka i  marszanda), 60. rocznica konwencji haskiej o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego, rocznica wybuchu I  wojny światowej, a  także sukces filmu Obrońcy skarbów w  reż. George’a  Clooneya, opowiadającego sfabularyzowaną historię odzyskiwania przez aliantów dóbr kultury zrabowanych w okresie nazistowskiej okupacji. Spośród wielu wydarzeń w  2014 r. na szczególną uwagę zasługuje międzynarodowa konferencja naukowa pt. Zrabowane dzieła sztuki i  restytucja w  XX w.: Europa w  transnarodowej i  globalnej perspektywie, zorganizowana przez Uniwersytet w  Cambridge we wrześniu br. Zgodnie z założeniami przyjętymi przez jej organizatorów, miała ona służyć przełamywaniu barier w badaniach dotyczących restytucji dóbr kultury. Jako podstawową przeszkodę wskazano fragmentację studiów w tym obszarze, wynikającą ze specyfiki narodowościowej, terytorialnej oraz z  różnic w  uprawianych przez badaczy dyscyplinach naukowych oraz stosowanych metodach analizy. Konferencja została zbudowana wokół siedmiu głównych grup (paneli) tematycznych: 1) grabież, restytucja i rynek sztuki; 2) tożsamość narodowa, polityka i restytucja; 3) problem restytucji w  okresie zimnej wojny; 4) restytucja w praktyce krajowej i międzynarodowej od 1945 r.; 5) restytucja i dekolonizacja; 6) wielość współczesnych odpowiedzi (prawnych, etycznych, instytucjonalnych) na akty grabieży dóbr kultury; 7) wizualizacja grabieży i restytucji w filmie, fotografii i we współczesnych mediach. Wystąpienia i obrady w ramach głównych paneli uzupełniały świetnie zorganizowane debaty praktyków: muzealników, władz państwowych (w  tej grupie wystąpiły również przedstawicielki polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego) oraz organizacji społecznych działających w obszarze restytucji dóbr kultury. Najważniejszym celem konferencji skupiającej naukowców, przede wszystkim z Europy i USA, było zatem głębsze zrozumienie restytucji dóbr kultury w XX w. jako praktyki politycznej i kulturowej w szerokim przekrojowym interdyscyplinarnym ujęciu. Wydaje się jednak, iż ten niezwykle ambitny cel został zrealizowany tylko częściowo. Zdecydowana większość przedstawionych badań oraz dyskusji dotyczyła bowiem wyłącznie problemów Europy, przede wszystkim likwidacji skutków II wojny światowej w dziedzinie kultury oraz rozumienia

restytucji jako instytucji ściśle powiązanej z pojęciem własności indywidualnej – głęboko ugruntowanym w europejskim kręgu kulturowym i prawnym. Rola restytucji jako elementu realizacji praw kolektywnych, w tym prawa do samostanowienia narodów i grup etnicznych oraz zadośćuczynienia za praktyki asymilacji kulturowej, ludobójstwa kulturowego oraz darwinizmu kulturowego – tak istotna dla debaty oraz praktyki restytucji w okresie międzywojennym, a może przede wszystkim w odniesieniu do państw i  społeczeństw postkolonialnych – choć obecna podczas obrad, miała jednak znaczenie drugoplanowe. Faktycznie tylko referat Peju Layiwola z Uniwersytetu w Lagos dotyczący grabieży i restytucji z  Wielkiej Brytanii skarbów Królestwa Beninu wskazał na znaczenie restytucji dóbr kultury jako kluczowego elementu zapewnienia wykonywania praktyk kulturowych i rozwoju danej społeczności. Za sukces konferencji należy natomiast niewątpliwie uznać prezentację wielu nowych badań źródłowych w zakresie grabieży oraz niezgodnego z prawem przemieszczania (transferu) dóbr kultury w  okresie II wojny światowej (np. badania dotyczące „czarnego rynku” dziełami sztuki w  Portugalii w  latach 1938–1945) oraz zestawienie ich z  doświadczeniami praktyków: muzealników, urzędników państwowych oraz działaczy organizacji społecznych. Pozwoliło to na uporządkowanie pojęć stosowanych w  badaniach historycznych, a  odnoszących się do różnych sytuacji prawnych i faktycznych charakteryzujących akty grabieży i restytucji dóbr kultury.

11


Oswald Achenbach, Via Cassia koło Rzymu, 1878 r., olej, płótno; 39 x 55 cm. Fot. Arkadiusz Podstawka

Katarzyna Zielińska

Długa droga do domu czyli Via Cassia koło Rzymu The long way home Via cassia near Rome

The 1878 painting by Oswald Achenbach, which was stolen during World War II, returned in August 2014 to the collection of the National Museum in Wrocław. The recovered painting comes from the pre-war collection of the Silesian Museum of Fine Arts, whose beneficiary is the National Museum in Wrocław. It found its way to the museum collection in 1907 according to the last will of Conrad Fisher. In 1942 O. Achenbach’s canvas was taken to the fine arts storehouse in Kamieniec Ząbkowicki (Kamenz), from which it was stolen in February 1946. The fate of the historic painting remained unknown until May 2014, when the Ministry of Culture and National Heritage found it at an art auction in the Van Ham auction house in Cologne.

12

P

łótno Oswalda Achenbacha (1827–1905) to romantyczny pejzaż okolic Rzymu utrzymany w pastelowych odcieniach, namalowany w 1878 r. Obraz przedstawia krajobraz z  kamienną drogą wiodącą do bram Wiecznego Miasta. Na pierwszym planie ukazana została grupa wędrowców prowadząca objuczone osły, zmierzająca w  stronę Rzymu, nieco w  głębi zaś widoczna jest idąca z przeciwka para postaci ubranych na czarno. Po obu stronach biegnącej w dół drogi rozpościera się pagórkowaty krajobraz z drzewami. Dominantę lewej części obrazu stanowią trzy wysmukłe sosny usytuowane przy Via Cas-

sia, a tuż za nimi przedstawione są fragmenty murowanej zabudowy. Po prawej stronie obrazu, w  skrajnej części na pierwszym planie widoczne są dwa murowane słupy, natomiast w oddali ukazana została sylweta Wiecznego Miasta z wyraźnie zarysowaną Bazyliką Św. Piotra. Tło przedstawienia stanowi niebo zasnute gęstymi, ciężkimi obłokami, w  kolorach białym, różowym i  błękitnym, unoszącymi się ponad nisko zarysowanym horyzontem. Na początku XX w. obraz Oswalda Achenbacha znajdował się w  zbiorach wrocławskiego kolekcjonera dzieł sztuki Conrada Fishera. Co ciekawe, Fisher od początku


Przedwojenny negatyw z fotografii obrazu ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Fot. MNWr

gromadził swą kolekcję z intencją wzbogacenia zbiorów ówczesnego Schlesisches Museum der bildenden Künste we Wrocławiu. Po jego śmierci w 1907 r. i zgodnie z ostatnią wolą zbiór ok. 100 obrazów i  kilku rzeźb został przekazany do Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Był to jeden z  cenniejszych darów, jakie otrzymała wrocławska placówka. Finalnie został wyeksponowany w dziewięciu sąsiadujących salach muzealnych na I piętrze gmachu. Zbiór składał się głównie z obrazów malarzy niemieckich ostatniej ćwierci XIX w. Wśród nich znalazło się płótno Via Cassia, które zostało wpisane do muzealnej księgi przyjęć pod numerem 14010. Protokoły o przyjęciu wartościowej darowizny przez muzeum były zamieszczane w corocznych sprawozdaniach z posiedzeń zarządu, kierowanych do opiekuna i powierników. O wydarzeniu tym pisała nawet lokalna prasa, ponieważ tak znacząca rozbudowa kolekcji muzealnej pozwoliła istotnie podnieść rangę instytucji, zarówno

w skali prowincji, jak i całego kraju. Na marginesie należy wspomnieć, że drugim niezwykle hojnym darczyńcą Schlesisches Museum der bildenden Künste we Wrocławiu był August Fischer – brat Conrada, który już wcześniej sprezentował placówce kolekcję obrazów mistrzów holenderskich. Pierwszy raz dzieło Oswalda Achenbacha zostało opublikowane w 1926 r. w katalogu zbiorów malarstwa i rzeźby Schlesisches Museum der bildenden Künste we Wrocławiu. Obraz figurował tam już pod numerem inwentarzowym 1036. Po wybuchu II wojny światowej niemiecki personel muzeum rozpoczął przygotowania do zabezpieczenia zbiorów. Początkowo planowano podjąć działania tylko na miejscu, w  podziemiach gmachu muzeum. Od 1942 r., z uwagi na zmieniającą się sytuację na froncie, rozpoczęto wywożenie dzieł sztuki do wcześniej wyznaczonych składnic na terenie Dolnego Śląska. Akcją kierował dolnośląski konserwator zabytków

prof. Günther Grundmann. Mimo że część dokumentów przewozowych została zaszyfrowana, szczęśliwie w tym przypadku z  zachowanych archiwaliów jednoznacznie wynika, że płótno Oswalda Achenbacha zostało wywiezione do składnicy dzieł sztuki w Kamieńcu Ząbkowickim (Kamenz). Zanim na tereny te dotarli przedstawiciele polskiej administracji, obraz został skradziony. Stało się to najprawdopodobniej 4 lutego 1946 r. Wówczas proboszcz Schultheiss, ówczesny opiekun składnicy, stwierdził włamanie, podczas którego zaginęło ponad 100 obrazów. Wśród nich najprawdopodobniej znajdował się obraz Via Cassia koło Rzymu, nie został on bowiem odnaleziony przez polską ekipę ewakuacyjną, która dotarła do składnicy już kilka dni później, czyli 10 lutego 1946 r. Dalsze losy obrazu pozostawały nieznane, wobec czego uznano go po wojnie za zaginiony i  został wpisany do muzealnych spisów dzieł zaginionych. Zarejestrowano go również

13


Spis zabytków wywiezionych z Schlesisches Museum der bildenden Künste we Wrocławiu do składnicy dzieł sztuki w Kamieńcu Ząbkowickim sporządzony przez ówczesnego dolnośląskiego konserwatora zabytków Günthera Grundmanna

Odwrocie obrazu Via Cassia koło Rzymu z numerem inwentarzowym 1036 Schlesisches Museum der bildenden Künste we Wrocławiu naniesionym na krośnie obrazu. Fot. ze zbiorów MNWr

w bazie danych dóbr kultury utraconych w wyniku II wojny światowej, prowadzonej przez Departament Dziedzictwa Kulturowego w  Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Losy obrazu Achenbacha były nieznane aż do maja 2014 r., kiedy to został wystawiony na sprzedaż w Domu Aukcyjnym Van Ham w Kolonii. Odkrycie to było możliwe dzięki zastosowaniu po raz pierwszy przez resort kultury nowoczesnych narzędzi internetowych w  postaci serwisów monitorujących międzynarodowy rynek sztuki. W wyniku interwencji Wydziału Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego obiekt udało się wycofać z  aukcji. Zdjęcia odwrocia dostarczone przez dom aukcyjny potwierdziły wrocławską proweniencję

14

płótna. Na górnej listwie blejtramu widniał bowiem naniesiony ołówkiem numer 1036 – odpowiadający numerowi inwentarzowemu Schlesisches Museum der bildenden Künste. Ekspert z Muzeum Narodowego we Wrocławiu, który dokonał oględzin dzieła sztuki, arbitralnie rozstrzygnął jego tożsamość na podstawie analizy kompozycji i warstwy malarskiej dzieła. Identyfikacja na obrazie mięsistych impastów w kształcie litery V, znajdujących się powyżej kopuły bazyliki, widocznych wyraźnie również na zachowanym przedwojennym negatywie z  wizerunkiem obiektu, nie pozostawiła wątpliwości, że dzieło to stanowi poszukiwaną przez lata polską stratę wojenną. Dokumentacja szczegółowo opisująca dzieło oraz jego losy, ujęta

w formie wniosku restytucyjnego, została przekazana anonimowemu posiadaczowi za pośrednictwem domu aukcyjnego, który jednocześnie zobowiązał się zabezpieczyć obiekt do czasu wyjaśnienia sprawy. Zwykle przedstawienie roszczenia staje się początkiem długich negocjacji, wymiany argumentów, a  nawet sporów sądowych. Tym razem było inaczej. Posiadacz sam skontaktował się z  Wydziałem ds. Strat Wojennych MKiDN i  zadeklarował zwrot dzieła, którego pochodzenia nie był świadomy. Jak wyjaśnił, pejzaż kupił za kilkaset euro na targu staroci w Kolonii. Lekko uszkodzony i zabrudzony obraz poddał następnie konserwacji, przywracając jego dawną urodę. Wiele lat później zdecydował się wystawić go na sprzedaż, spodziewając się najpewniej znacznego zysku. Zrezygnował z niego natychmiast po otrzymaniu informacji, że obiekt jest przedmiotem rabunku wojennego. Osoba ta, pragnąca zachować anonimowość, została uhonorowana przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką Zasłużony dla kultury polskiej. Uroczystość przekazania obrazu oraz odznaczenia jego posiadacza miała miejsce w  gmachu Muzeum Narodowego we Wrocławiu 7 sierpnia 2014 r.


SermoneS scripti On 18th November 2014, after almost 70 years, the National Library in Warsaw recovered a 212-page manuscript lost during World War Two. The historic object was brought from Dresden by Prof. Dr Thomas Bürger, Director of Sächsische Landes-und Universitätsbibliothek, only a few hours before the ceremony of handing it over, which took place in the Palace of the Republic in Krasińskich Square in Warsaw. The Sermones scripti manuscript dates back to the first half of the 15th century, has 212 pages and comprises various theological texts in Latin.

ELŻBIETA ROGOWSKA

SermoneS scripti Liczący 212 stron średniowieczny rękopis utracony w czasie II wojny światowej powrócił 18 listopada 2014 r. po 70 latach do Biblioteki Narodowej w  Warszawie. Zaledwie kilka godzin przed uroczystością, która odbyła się w Pałacu Rzeczypospolitej przy pl. Krasińskich w  Warszawie, przywiózł go z Drezna prof. dr Thomas Bürger, dyrektor Sächsische Landes- und Universitätsbibliothek, wieńcząc w ten sposób kilkumiesięczne starania podejmowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Sermones scripti, zawierający różnorodne pisma teologiczne w  języku łacińskim, powstał w  pierwszej połowie XV w. Jeszcze w  tym samym stuleciu wszedł do zbioru biblioteki wikariuszy przy kolegiacie w Wiślicy, wówczas ważnym ośrodku życia kulturalnego i naukowego. O jego obecności w tych zbiorach świadczą wpisy na 211 karcie manuskryptu (verso): Iste Uber est legatus pro ecclesia Wislicis per dominum Marbum(l) Vicarium pye memorie (z XV w.) oraz późniejszy, na karcie 2 (recto): Ex Bibbliotheca RR. Vicario[rum] Wislicie[nsium] regestratus d. 3. Augusti 1678. Przez blisko cztery stulecia zabytek przechowywany był w bibliotece kolegiackiej. Na początku XIX w., po kasacie kolegiaty wiślickiej, biblioteka została rozproszona, a część rękopisów, w tym Sermones scripti, trafiła do Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Po upadku powstania listopadowego zbiory Biblioteki WTPN, wraz z innymi kolekcjami bibliotecznymi zagrabionymi wówczas przez władze carskie, zostały przewiezione do Sankt Petersburga, gdzie włączono je do Carskiej Biblioteki Publicznej. W latach 40. XIX w., w trakcie reorganizacji rękopiśmiennych zbiorów petersburskich, kodeks otrzymał sygnaturę Lat.F.I.482. Sygnatura ta, podobnie jak pieczęć CBP, widnieje na karcie 212 (verso) rękopisu. Obok pieczęci CBP znajdują się litery „ИБ” w  wieńcu, zwieńczone carską koroną. Na mocy Traktatu Ryskiego, podpisanego w 1921 r. po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej (l. 1919–1920), niemal wszystkie wywiezione do Petersburga rękopisy zostały zwrócone Polsce, w  tym rękopis Lat.F.I.482. Wskutek zniszczeń wojennych nie zachowały się szczegółowe protokoły przekazania zbiorów, ale o tym, iż rękopis ten z  pewnością został przekazany do Biblioteki Narodowej, świadczy pieczątka „Возвращено Польской Республике...”.(Zwrócono Rzeczypospolitej Polskiej...) przy sygnaturze w inwentarzu CBP, z datą 20-VI-1923, a także wzmianka sygnatury Lat.F.1.482 w  wykazie rewindykowanych rękopisów z 1928 r. Obecność rękopisu w Bibliotece Narodowej do końca lat 30. XX w. odnotowano podczas przeglądu średniowiecznych rękopisów sporządzonego 17 sierpnia 1939 r. przez Marię Hornowską. W  zbiorach biblioteki pozostał do listopada 1944 r. Przez wiele dziesięcioleci uważano, że podzielił los 50 tys. zabytków rękopiśmiennych, które spłonęły po powstaniu warszawskim. Szczęśliwie stało

Fot. Danuta Matloch

się inaczej. Sermones scripti został najprawdopodobniej wywieziony wraz z innymi zbiorami Biblioteki Narodowej i Biblioteki Ordynacji Zamoyskiej do Grabicza (Görbitsch), a następnie w 1945 r. trafił do Moskwy, zasilając zbiory ówczesnej Biblioteki im. Lenina (obecnie Rosyjska Biblioteka Państwowa). W 1958 r. rękopis został omyłkowo rewindykowany z  Moskwy do Sächsische Landes- und Universitätsbibliothek w Dreźnie (SLUB). Trafił tam wraz z grupą zbiorów drezdeńskich zarekwirowanych w 1946 r. przez władze radzieckie. Pierwsza powojenna informacja o  rękopisie, jeszcze bez podania jakiejkolwiek sygnatury, pojawiła się w 2000 r. w  publikacji Renate Schipke i Kurta Heydecka. Bardziej szczegółowy opis został niedawno umieszczony w katalogu elektronicznym rękopisów SLUB. W  materiale tym została podana stara sygnatura Lat.F.1.482, opisano także pieczątkę CBP, jednak nie podano pochodzenia obiektu. Jego prawdziwą proweniencję odkrył dr Jerzy Kaliszuk, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, który o  swoich ustaleniach niezwłocznie poinformował Wydział Strat Wojennych działający w ramach Departamentu Dziedzictwa Kulturowego MKiDN. Ekspert z Biblioteki Narodowej dokonujący oględzin zabytku w Dreźnie tylko potwierdził te przypuszczenia. Wniosek restytucyjny przygotowany przez ministerstwo został pozytywnie rozpatrzony, dzięki czemu Sermones scripti dołączy do zaledwie kilku zachowanych rękopisów pochodzących z biblioteki kolegiackiej w Wiślicy. Zgodnie z deklaracją dyrekcji Biblioteki Narodowej, w ciągu najbliższych tygodni manuskrypt zostanie zeskanowany i udostępniony w bibliotece internetowej Polona.

Uroczystość zwrotu manuskryptu, która odbyła się 18 listopada 2014 r. Od lewej stoją: Rolf Nikel, ambasador Republiki Federalnej Niemiec w Polsce; prof. dr Thomas Bürger, dyrektor Sächsische Landes- und Universitätsbibliothek w Dreźnie; prof. Małgorzata Omilanowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego; dr Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej w Warszawie; prof. Artur Nowak-Far, podsekretarz stanu ds. prawnych, traktatowych i konsularnych w Ministerstwie Spraw Zagranicznych RP. Fot. Danuta Matloch

15


ONE MUSEUM, ONE CASTLE AND TWO COLLECTIONS OF DRAWINGS

Thanks to the work of the Ministry for Foreign Affairs it was possible to restitute two collections of drawings and etchings to Poland in January and March 2014. In October 1944 they were taken by Germans from the National Museum in Warsaw. After the withdrawal of the German army, the collections found themselves in the Austrian Fischhorn castle. Some of them were stolen by the local population in May 1945. The first of the collections was found on Austrian territories not far from the Fischhorn castle. The family which had stored it for 70 years took the decision to unconditionally return them. The collection included etchings and drawings by Ignacy Łopieński (1865–1944), as well as an album with 50 drawings by Alfred Schouppé (1812–1899). The other collection was returned to Poland from South America, also by a person of Austrian origin. In comprised 18 drawings by the outstanding Polish painter Aleksander Orłowski (1777–1832), as well as the works on paper by other Polish painters, e.g. Zygmunt Vogel, Michał Płoński, Juliusz Kossak, or Józef Chełmoński. The restitution was possible owing to the help of the Kronenberg Bank Foundation, which is widely-known for its involvement in recovering works of art which had been lost in the throes of war.

Aleksander Orłowski (1777–1832), Mężczyzna w futrzanej czapie, akwarela; z d. zbiorów D. Witke-Jeżewskiego. Fot. archiwum MSZ

Monika Kuhnke

Jedno muzeum, jeden zamek i dwa zbiory rysunków Nieczęsto się zdarza, aby niemal w jednym czasie powróciły do Polski dwa zbiory dzieł sztuki zrabowane z jednego muzeum, lecz odzyskane w miejscach odległych od siebie o kilkanaście tysięcy kilometrów. Tak właśnie się stało na początku 2014 r. Warszawa, Muzeum Narodowe, październik 1944 r.

Stanisław Lorentz, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, zanotował w  swym tajnym dzienniku pod datą 6 października 1944 r.: (...) piątek. Przybył do Muzeum Obersturmführer SS Arnhardt, pochodzący z Monachium, i zakomunikował, że posiada specjalne zlecenie od Hitlera zabezpieczenia najcenniejszych zbiorów przez wywiezienie do Rzeszy. Dokonał oglądu całości zbiorów, komunikując dyrektorowi, że jego informacji przy kwalifikowaniu przedmiotów nie potrzebuje, bo sam się zna na sztuce, skoro otrzymał takie zlecenia. Następnego dnia Lorentz zapisał: Delegat nie znał najprostszych terminów, używanych przez historyków sztuki i muzea (...), nie posiadał wiadomości z historii powszechnej nawet na poziomie szkoły średniej. (...) Przeglądanie przedmiotów, zapakowanych w skrzynie, odbywało się w ten sposób, że wszystkie

16

przedmioty wyrzucano ze skrzyń na ziemię i po przedmiotach nie wybranych do wyboru spacerowali następnie żołnierze (...). Kolejne dni w  muzeum upływały na pakowaniu do skrzyń tych dzieł sztuki, które Moritz Arnhardt przeznaczył do wywozu z  Warszawy. Po upadku powstania, kiedy miasto płonęło, podpalane systematycznie przez niemieckie Brandkommanda, Niemcy w  pośpiechu, niemal neurotycznie pakowali wszystko. Już nie gardzili sztuką polską, jak na początku okupacji. Spakowali obrazy Gierymskiego, Matejki, Brandta, Chełmońskiego, rysunki Michałowskiego, Kossaka, Vogla, Płońskiego, Orłowskiego. Zagarnęli także zbiór starożytności i średniowieczne zabytki. W  sumie w  październiku 1944 r. wypełnili dziełami sztuki 41 skrzyń. Obrazy, które miały zbyt duże rozmiary, po prostu wrzucali na ciężarówkę. Przypuszczalnie rabowaliby dalej, gdyby nie to, że na swe łupy z  całej Warszawy mieli zagwarantowany tylko jeden wagon kolejowy. W  ten sposób dokończono dzieła zniszczenia zbiorów warszawskiego Muzeum Narodowego. „Nikt, tylko my” – zapisał w swej kronice Stanisław Lorentz pod datą 15 października 1944 r.


Austria, Zamek Fischhorn, 1944–1945

Stanisław Lorentz nie mógł wówczas wiedzieć, że niemiecki dowódca Obersturmführer SS Arnhardt wywiezie resztki zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie na teren Austrii, do zamku Fischhorn nad jeziorem Zell am See. Położona nad nim miejscowość o tej samie nazwie cieszyła się wśród austriackich kuracjuszy dużym powodzeniem szczególnie po 1875 r., kiedy połączono ją linią kolejową z odległym o sześćdziesiąt kilometrów Salzburgiem. W latach 20. i 30. XX w. miasto stało się jednym z  najpopularniejszych austriackich kurortów. Kilka kilometrów na południe na niewielkim wzgórzu wznosił się neogotycki zamek Fischhorn, zwieńczony wysokimi malowniczymi wieżami. Pod koniec XIX w. stanowił własność Lowensteinów i Lichtensteinów, których herby zdobią do dziś główną bramę. W 1920 r. część zamku strawił pożar. Odbudowano go, ale w  formie zredukowanej, m.in. likwidując strzeliste wieże. Wkrótce całą posiadłość nabył Enrique Gildemeister, zamożny peruwiański poseł w Austrii. Na początku lat 40. XX w. zamek przejął na swą kwaterę Gruppenführer SS Hermann Fegelein (od 1944 r. mąż Gretl Braun – siostry Ewy Braun). Nieprzypadkowo. Fischhorn znajdował się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Berchtesgaden – alpejskiej siedziby Hitlera, a cały ten rejon w ostatnich miesiącach wojny miał stanowić część systemu obronnego, odpowiednio ufortyfikowanego, połączonego z  Berlinem i Berchtesgaden nowoczesną siecią radiową. Zamek wówczas przebudowano, przystosowując go do nowej funkcji. W  ostatnich miesiącach wojny do Fischhorn przyjechali esesmani zaangażowani w rabunek m.in. dzieł sztuki. Przybył tam odpowiedzialny za przejmowanie dóbr w warszawskim gettcie Franz Konrad oraz Kurt Becher, który grabił majątki węgierskich Żydów. Przybywali ludzie z najbliższego otoczenia Hitlera wraz z dokumentami, w tym prywatną korespondencją Führera. Tu mieli przeczekać atak wojsk alianckich, a w sytuacji krytycznej zniszczyć dokumentację. Dalej wydarzenia przebiegały już szybko. Wojska alianckie przesuwały się w tempie, którego Niemcy nie przewidzieli. Przystąpili więc do palenia dokumentacji, rozmieszczania części przywiezionych łupów w okolicznych miejscowościach, a sami na początku maja uciekali. Na pewno nie z pustymi rękoma. Fischhorn pozostał bez opieki. Wtedy pojawili się w nim okoliczni mieszkańcy. Przez kilka dni przeszukiwali zamek i  położone obok baraki. I  kradli, dopóki 8 maja 1945 r. nie nadciągnęły wojska amerykańskie. Jednakże Amerykanów zajmowały przede wszystkim pozostawione dokumenty. Zwiezionymi tam dziełami sztuki początkowo interesowali się umiarkowanie. Ale nikogo do nich nie dopuszczali.

Aleksander Orłowski (1777–1832), rysunek satyryczny Europejczyk i przedstawiciel Wschodu, rysunek, piórko, tusz; z d. zbiorów D. Witke-Jeżewskiego. Fot. archiwum MSZ

Michał Płoński (1778–1812), Drewniany kościółek w lesie, rysunek, kredka; z d. zbiorów D. Witke-Jeżewskiego. Fot. archiwum MSZ

Józef Chełmoński (1849–1914), Pole bitwy, rysunek, tusz, lawowany; z d. zbiorów D. Witke-Jeżewskiego. Fot. archiwum MSZ

Fischhorn, 1945–1946, Bohdan Urbanowicz

Pierwszym Polakiem, któremu udało się wejść do zamku, a następnie przeprowadzić identyfikację dzieł sztuki pochodzących z Polski i doprowadzić do ich rewindykacji, był malarz Bohdan Urbanowicz. Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie ukończył w 1936 r. Kiedy wybuchła wojna, miał 28 lat. Wziął udział w  kampanii wrześniowej. Ranny pod Kockiem, dostał się do niewoli. Został wywieziony do Rzeszy i przez cztery lata przebywał w  niemieckich obozach jenieckich. Z  ostatniego z nich, w Murnau na terenie Bawarii, został wyzwolony przez Amerykanów pod koniec kwietnia 1945 r. Wkrótce stał się pełnomocnikiem Polaków wywiezionych w czasie wojny do Niemiec, urzędującym w  Salzburgu. Tam w  lipcu 1945 r. zgłosił się do niego plutonowy Jan Maj z  informacją, że na zamku Fischhorn ukryte są „skarby królów polskich, polskie obrazy, meble, książki”, które rozkradali Austriacy i dipisy1.

Leon Wyczółkowski (1852–1936), Anemony, autolitografia. Fot. archiwum MSZ

17


Ignacy Łopieński (1865–1944), Autoportret, projekt do grafiki, rysunek piórkiem. Fot. M. Kosiński, MSZ

Urbanowicz usiłował uzyskać od Amerykanów zezwolenie na wejście do zamku, ale bez powodzenia. Wymagali oni odpowiednich dokumentów, a po te musiał pojechać do Warszawy. Otrzymał je dopiero w połowie sierpnia i z nimi wrócił do Salzburga. Po latach tak opisał swój pierwszy krótki pobyt w zamku, w którym towarzyszył mu porucznik Frederick Hartt (ten, którego Robert Edsel opisał w  książce Na ratunek Italii): [Fischhorn], brzydka rekonstruowana budowla (...). Powoli wjeżdżamy krętą, zapuszczoną aleją pod plac przed zamkiem. Dookoła rozrzucone skrzynie, kupy zmierzwionej słomy i  śmieci, zwaliska zardzewiałego żelastwa. Porucznik Frederick Hart zatrzymuje auto i  wyciąga z  tej sterty śmieci wielki brązowy relikwiarz romański – z Muzeum Narodowego. Takich znalezisk było więcej. Wyciągam spod książek i  szpargałów – wspomina dalej Urbanowicz – sczerniały, zapisany łaciną dokument. Przypięta mała karteczka, to oryginał Unii Polsko-Litewskiej, 1501, w Mielniku sporządzony. W baraku położonym poniżej zamku na krokwiach odkrywamy „Altanę” Gierymskiego, „Bociany” Chełmońskiego, pocięty nożem „Portret pasierbicy” Rodakowskiego, podnosimy ze słomy pomięty, zdarty z blejtramu i zielony od pleśni obraz – „Gra w morę” Gierymskiego. Urbanowicz otrzymał zgodę od Amerykanów na przystąpienie do pracy dopiero od września 1945 r. Tymczasem dzieła sztuki znajdowały się na zamku już od blisko roku. Nie wiadomo, ile ich było, nie wiadomo, ile przywieziono z Warszawy. Do pracy zwerbował byłego studenta Politechniki w Gdańsku Zbigniewa Filarskiego i kilku innych Polaków. Przez cały dzień przeglądali zabytek po zabytku, opisywali, zbijali skrzynie, pakowali. I tak każdego dnia. Skrzynie czekały na wywóz do Salzburga. Stamtąd miały pojechać do Polski. W  swych wspomnieniach pod datą 13 października 1945 r. Urbanowicz zapisał: Spisywano w  bibliotece rysunki i  sztychy, które dotąd leżały w nieładzie, część przyniesiona ze strychu w stajni w folwarku. Stwierdzono pochodzenie zbiorów: T-wo Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie (między innymi wyrwane kartony z rysunkami z gablot wystawowych), Zbiory Witke Jeżewskiego, Muzeum M. Stoł. Warszawy. I dalej pod datą 6 listopada zanotował: Otworzono dużą skrzynię: Muz. Narodowe Zbiory

18

Ignacy Łopieński (1865–1944), Wieża zamkowa w Płocku, projekt do grafiki, rysunek piórkiem. Fot. M. Kosiński, MSZ

Witke Jeżewskiego, kolekcja drzeworytów, korespondencje artystów. Zebranie wszystkich zabytków pochodzących z Polski okazało się rzeczą bardzo trudną. Zdarzały się też kradzieże ze strony żołnierzy amerykańskich, którzy wkrótce wyjeżdżali do domów. Amerykanie ponaglali Polaków, a wreszcie nakazali zakończenie prac. W dniu 16 kwietnia 1946 r. wyruszył ostatni pociąg z Salzburga do Warszawy. Dzieła sztuki wywiezione z Warszawy do Fischhorn w październiku 1944 r. wracały do Polski. Niestety, nie wszystkie. Ameryka Południowa, 2007–2013

W 2007 r. polskiemu dyplomacie w jednym z krajów Ameryki Południowej udało się nawiązać kontakt z posiadaczem zbioru ponad 40 rysunków i grafik o polskiej proweniencji. Z opisu i przesłanych kilku zdjęć wynikało, że wszystkie prace skradzione zostały w czasie wojny ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Co więcej, nosiły monogram Dominika Witke-Jeżewskiego, znanego kolekcjonera i mecenasa muzeum, a więc najpewniej pochodziły z partii rysunków wywiezionych w październiku 1944 r. do zamku Fischhorn. Rozpoczęły się bardzo trudne pertraktacje, ponieważ ów posiadacz wiedział, czym dysponował. Nie trzeba długo szukać w Internecie, aby przekonać się, że prace Aleksandra Orłowskiego, Piotra Michałowskiego, Zygmunta Vogla, Piotra Płońskiego czy Juliusza Kossaka osiągają na rynku wysokie ceny. Deklarował co prawda gotowość zwrotu, ale nie za darmo. Zażądał sum przekraczających wartość prac. Negocjacje się przedłużały, bo posiadacz występował pod różnymi nazwiskami, przedstawiając się raz jako właściciel, raz jako pośrednik, zmieniał numery telefonów, posługiwał się różnymi


adresami mailowymi. I wciąż żądał „okupu” za rysunki. Polscy negocjatorzy taką możliwość odrzucili. Posiadacz zamilkł. Rozmowy urwały się na długie lata. Udało się je wznowić dopiero w  2013 r., kiedy posiadacza rysunków zastąpił jego syn. Po śmierci ojca, wiedząc, że strona polska nie zaakceptuje wcześniejszych warunków, wrócił do negocjacji, już nie wysuwając tak wygórowanych roszczeń. Nie ukrywał swej tożsamości ani drogi, jaką prace te trafiły na kontynent amerykański. Jego ojciec pochodził z Austrii, z Zell am See. A  więc historia tajemniczego „wypłynięcia” prac polskich artystów w Ameryce Południowej wyjaśniła się. Wszystkie one musiały z początkiem maja 1945 r. „zniknąć” ze skrzyń zwiezionych do zamku Fischhorn. Być może z  tych, których resztki zawartości Bohdan Urbanowicz opisał pod datą 13 października 1945 r. Austria, rok 2013

Jesienią 2013 r. wypłynęła na światło dzienne sprawa ujawnionej właśnie kolekcji blisko 1500 obrazów, rysunków i grafik odkrytej w monachijskim mieszkaniu osiemdziesięcioletniego Corneliusa Gurlitta, syna Hildebrandta – jednego z  trzech głównych marszandów działających dla III Rzeszy. Do mediów powrócił problem nierozliczonych spraw związanych z II wojną światową, a więc dzieł sztuki, które do tej pory nie zostały zwrócone właścicielom. Burzliwa dyskusja tocząca się na łamach prasy i w telewizji przypomniała pewnej austriackiej rodzinie prowadzącej hotel w  okolicach Zell am See o  pracach polskich artystów, będących w  jej posiadaniu od połowy lat 40. XX w. Dzięki kontaktom w środowisku austriackich historyków sztuki polskiemu konsulowi generalnemu w Wiedniu udało się nawiązać z tą rodziną kontakt. Okazało się, że jest ona w posiadaniu zbioru grafik i rysunków autorstwa Ignacego Łopieńskiego oraz albumu zawierającego 50 rysunków Alfreda Schouppego, noszących znaki własnościowe Muzeum Narodowego w Warszawie. Szczęśliwie rodzina po zapoznaniu się z  proweniencją prac zadeklarowała chęć ich zwrotu.

dowego zaprezentowała najnowszy Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie. W nim właśnie Piotr P. Czyż zamieścił artykuł na temat wystawy, której nie było – wystawy prac Ignacego Łopieńskiego! Jej otwarcie we wrześniu 1939 r. przekreślił wybuch wojny. Stąd wszystkie odzyskane grafiki i  rysunki oprawione były w  takie samo, jednolite passe partout. Miała to być pierwsza w warszawskim muzeum wystawa dorobku artysty żyjącego, a co więcej, zaprezentowana w sali – nomen omen – imienia Dominika Witke-Jeżewskiego. Tego samego, którego monogram został umieszczony na 28 rysunkach odnalezionych w Ameryce Południowej. Przekazanie rysunków i grafik odnalezionych w Ameryce Południowej odbyło się trzy miesiące później, w marcu 2014 r. w tym samym miejscu. Ich powrót nie byłby jednak możliwy bez włączenia się Fundacji Bankowej Kronenberga, szeroko znanej z  zaangażowania w rewindykacje dzieł sztuki zaginionych w zawierusze wojennej. Tym razem dzięki Fundacji powróciło m.in. 18 doskonałych prac Aleksandra Orłowskiego, delikatne pejzaże Zygmunta Vogla i  Michała Płońskiego, rysunki Juliusza Kossaka, scena batalistyczna Józefa Chełmońskiego. Na jednej z autolitografii Leona Wyczółkowskiego przedstawiającej bukiet anemonów widoczna jest dedykacja artysty: Dla Muzeum Narodowego w Warszawie. Na powrót tej i  pozostałych grafik oraz w  sumie 121 rysunków wywiezionych z  Muzeum Narodowego w październiku 1944 r. przez Obersturmführera SS Moritza Arnhardta przyszło czekać aż 70 lat. Te dwie rewindykacje potwierdzają jednak, że dzieła sztuki, które trafiły do austriackiego zamku Fischhorn i  których nie udało się odzyskać Bohdanowi Urbanowiczowi, wciąż istnieją, gdzieś są przechowywane. A to daje nadzieję na kolejne powroty. I  o  kolejnych najpewniej wkrótce usłyszymy.

PRZYPISY 1 Dipisi (od ang. displaced persons, w skrócie DPs) – określenie stosowane przez aliantów w odniesieniu do osób, które w wyniku wojny znalazły się poza swoim państwem.

Warszawa, styczeń–marzec 2014

Z początkiem stycznia 2014 r. udało się sfinalizować rewindykację tego zbioru do Muzeum Narodowego w Warszawie. W uroczystości w gmachu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w której wzięli udział także przedstawiciele rodziny Łopieńskich, dyrektor Muzeum Naro-

Źródła: Stanisław Lorentz, W muzeum i gdzie indziej. W: Walka o dobra kultury. Warszawa 1939–1945. Tom I. Warszawa 1970. Bohdan Urbanowicz, Dziennik Fischhorn. W: Walka o dobra kultury. Warszawa 1939–1945. Tom II. Warszawa 1970. Dokumenty ze zbiorów Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Uroczystość przekazania rysunków odzyskanych z Ameryki Południowej 3 marca 2014 r. w  MSZ. Od lewej: Bogusław Winid, podsekretarz stanu w  MSZ, Agnieszka Morawińska, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, Sławomir S. Sikora, prezes Zarządu Banku Handlowego w Warszawie S.A.

19


THE LOST KOŁOBRZEG STAINED-GLASS WINDOWS

There is no mention in the Polish literature of the pre-war, now no longer extant, stained-glass windows of the Kołobrzeg co-cathedral. Some information about these historic cathedral windows can be found only in a German work from before 1945. The author briefly mentions them in a monograph devoted to this church published in the 1930s. Our knowledge has recently been significantly extended, due to the doctoral thesis by a German researcher, Bettina Schüpke, on the work of Linnemann’s stained-glass workshop, which had functioned in Frankfurt am Main since 1889. Both of these sources provide us with full knowledge about the two former stained-glass windows of the Kołobrzeg cathedral, which had been irreversibly lost in March 1945 during the Russian barrage in the fight for the Fortress of Kołobrzeg. The possibility to find out about the circumstances of founding the windows, their location, the topics of the representations of both compositions, their authorship and dating is invaluable. Most importantly, this is the first opportunity to see pre-war photographs of the windows and appreciate what these magnificent Protestant artifacts looked like.

Krystyna Rypniewska

Utracone kołobrzeskie

witraże O

przedwojennych, dziś już nieistniejących, witrażach konkatedry kołobrzeskiej nie ma wzmianek w polskiej literaturze. Przede wszystkim dlatego, że szklane wypełnienie okien świątyni nie przetrwało działań wojennych i walk toczonych o Twierdzę Kołobrzeg w marcu 1945 r., kiedy kolegiata stała się celem rosyjskiego ostrzału artyleryjskiego. Jak dotąd nikt też nie podjął gruntownych badań nad witrażownictwem Pomorza Zachodniego, a dziesiątki i setki tych wyjątkowych dzieł sztuki ciągle pozostają anonimowe albo zupełnie nieznane1. W przedwojennej literaturze niemieckiej dotyczącej obszaru dawnego Hinterpommern łatwiej natrafić na informacje o witrażach historycznych, XIX-wiecznych i tych z początku XX w. Są to przeważnie krótkie wzmianki zamieszczane przy okazji większych opracowań lub na marginesie monografii obiektów architektonicznych. Biorąc jednak pod uwagę stosunek autorów do współczesnych im dzieł sztuki, należy docenić wagę tych informacji, będących dzisiaj źródłem bezcennych wskazówek dla badań nad pomorskim witrażownictwem. W jednej z przedwojennych publikacji napotykamy na krótką, lecz nie-

20

zwykle znaczącą notatkę odnoszącą się do witraży kościoła Mariackiego w Kołobrzegu2. Potwierdzono tam umieszczenie dwóch nowych okien w  kościele, ich lokalizację, podano warsztat witrażowniczy, który je wykonał, określono temat obu kompozycji oraz ich fundatorów. To oczywiście – przy skromności miejsca, które autor poświęcił witrażom, przedstawiając wielowiekowe dzieje świątyni i  charakteryzując jej zabytkowe wyposażenie – informacje podstawowe dla dalszych prac. W znaczącym stopniu zostały obecnie uzupełnione przez Bettinę Schüpke, niemiecką badaczkę warsztatu Linnemanna, autorkę pracy doktorskiej poświęconej twórczości tego znanego dawnego niemieckiego ośrodka witrażowego3. Dwa historyczne, pochodzące z  końca XIX i  początku XX w. okna konkatedry kołobrzeskiej, będące tematem tego artykułu, powstały w  czasie ogromnej fascynacji twórców epoki romantyzmu kulturą i  sztuką średniowiecza, w  wyniku której w  XIX w. w  całej Europie nastąpiło odrodzenie sztuki witrażowej. To wtedy poddawano restauracjom średniowieczne dzieła architektury wraz z  witrażami, natomiast okna pozbawione zabytkowych przeszkleń uzupełniano nowo powstałymi. Wraz z  modą na neogotyckie budowle sakralne i świeckie, od połowy XIX w. witraże zaczęły powracać do wnętrz, wstawiane w wielkie

Przedwojenne okno ze sceną Ostatniej Wieczerzy. Fot. Bettina Schüpke, Linnemann-Archiv, Frankfurt a. M. (Inv. nr 200909)

ostrołukowe otwory okienne. Dawne dzieła inspirowały twórców sięgających do najwspanialszych średniowiecznych tradycji witrażowych, kiedy przeszklenia okien osiągnęły swój najpełniejszy, oryginalny wyraz, współkształtując natchniony nastrój wnętrza. Za pomocą symboliki światła i koloru przenosiły wiernych ze świata codzienności do sfery kon-


Przedwojenny karton okna ze sceną Kazania na Górze. Fot. Bettina Schüpke, Linnemann-Archiv, Frankfurt a. M. (Inv. nr 204533, 204534, 204535)

Przedwojenny karton okna ze sceną Ostatniej Wieczerzy. Fot. Bettina Schüpke, Linnemann-Archiv, Frankfurt a. M. (Inv. nr 204550, 204553, 204554)

taktu z boskością. Światło witraża tworzącego samoświecącą barwną ścianę i piękno jego wykonania miało oddawać cześć Bogu i w sposób niezwykły łączyło się z sacrum. Powrót sztuki witrażowej w Niemczech i  wzrastające tam od lat 70. XIX w. zapotrzebowanie na dekoracyjne szkła w  otworach okiennych spowodowało nie tylko gwałtowny rozwój już istniejących pracowni, ale dało też impuls nowym firmom, które zaopatrywały cały kraj, z Pomorzem, Prusami Wschodnimi i Śląskiem. W jednej z takich firm, znanej pracowni witrażowej Linnemanna we Frankfurcie nad Menem, zamówiono dwa okna dla konkatedry kołobrzeskiej4. Były to wspaniałe kompozycje figuralne: jedna ze sceną Kazania na Górze, druga przedstawiała Ostatnią Wieczerzę. Wyobrażenie o  nich dają bezcenne, jedyne zachowane w  archiwum firmy przedwojenne ilustracje udostępnione nam przez niemiecką badaczkę Bettinę Schüpke, która w  komentarzu napisała m.in.: (...) wszystkie pisane dowody rzeczowe warsztatu zostały w czasie II wojny światowej zniszczone. Teraz o  pracach warsztatu Linnemanna można wysnuwać wnioski tylko na podstawie zachowanych projektów, kartonów w skali 1:1, szklanych negatywów i  starych odbitek fotograficznych. Pierwszy witraż ze sceną Kazania na Górze, ufundowany przez kołobrzeskiego radcę handlowego O. Hindenberga i  jego żonę z  okazji ich srebrnego wesela5, Alexander Linnemann wykonał w  1898 r. i  umieścił we wschodnim szczycie katedry,

po prawej stronie łuku triumfalnego, jako okno oświetlające nawę południową. Na publikowanych tutaj fragmentach kartonów do witraża widoczna jest jedynie figuralna scena środkowa6. Zobaczyć można rozplanowanie kompozycji podzielonej na trzy części, odpowiednio dla okna o kształcie gotyckiego triforium. Pośrodku sceny wyobrażony został siedzący Chrystus unoszący dłonie, przemawiający do uczniów i  zgromadzonego tłumu. Z  lewej strony kompozycji na dalszym planie umieszczono drzewo, w  tle zaś jezioro Genezaret, a za nim pagórki. Całość umieszczona była zapewne w  architektonicznej arkadzie, której zarys można zauważyć z  lewej strony kartonu. Drugi witraż, ze sceną Ostatniej Wieczerzy, wykonał dziesięć lat później, w 1908 r., Otto Linnemann, jeden z  synów mistrza Alexandra, jako fundację Elsy Wolff i jej syna Hansa Wolffa. Owo barwne przeszklenie umieszczono po lewej stronie łuku triumfalnego tak, aby od wschodu oświetlało nawę północną7. Dwa zamieszczone tu archiwalne zdjęcia – jedno pokazujące całe okno, drugie zaś na fragmentach kartonów scenę środkową – dają dziś jedyną możliwość obejrzenia bezpowrotnie zniszczonych wspaniałych dzieł sztuki8: scenę figuralną Ostatniej Wieczerzy umieszczoną w  bogato zdobionej architektonicznej arkadzie, scenę Chrztu Chrystusa w  dolnej części okna, całość zaś wypełnioną ornamentem kwiatowo-roślinnym. Jednak to, co stanowiło istotę witraża – wspaniałość koloru, który za pomocą gry światła

kształtował kościelną przestrzeń – pozostanie na zawsze tajemnicą. Nie zachowały się, niestety, żadne materiały wskazujące na kolorystykę obu okien. W pewien sposób wyobrażenie o  barwach kołobrzeskich witraży katedralnych może dać porównanie z  zachowanymi dwoma oknami Otto Linnemanna w  zachodniopomorskim kościele pw. Narodzenia NMP w  Białogardzie, wykonanymi w  1912 r., czy witrażami z 1900 r. w Symeoniskirche w niemieckim Minden, gdzie zobaczyć można prace mistrza Alexandra Linnemanna. Obserwując mieniące się kolorami szkła, zauważamy na barwnych przedstawieniach charakterystyczny dla tego warsztatu ciepły koloryt i  wyraziste barwy podstawowe. Znaną firmę witrażową we Frankfurcie nad Menem założył w 1889 r. Alexander Linnemann, urodzony w  1839 r. syn Georga Linnemanna, właściciela miejscowej winiarni. Był znakomitym architektem (pracował między innymi przy restauracji katedry w Moguncji) i witrażystą, zajmował się także rzemiosłem artystycznym. Z czasem jego zainteresowania skupiły się przede wszystkim na witrażownictwie. W latach 1878–1898 pracował nad realizacją witraży do katedry we Frankfurcie nad Menem, wówczas też powstał witraż kołobrzeski. W  sumie stworzył witraże i polichromie do ponad 100 kościołów i  wielu gmachów użyteczności publicznej, najznakomitsze dla katedry w  Moguncji, kościołów w  Berlinie, Bremie, Magdeburgu, Królewcu i wielu innych.

21


Miłosierny Samarytanin, Alexander Linnemann, 1900 r., prezbiterium, Symeoniskirche, Minden. Fot. Annette Jansen-Winkeln (Minden Simeonis 5)

Po jego śmierci od 1902 r. firmę prowadzili dwaj synowie mistrza, starszy Rudolf – architekt, architekt wnętrz i witrażysta oraz młodszy Otto – witrażysta i  twórca malarstwa monumentalnego, który pierwsze doświadczenia i  wykształcenie artystyczne otrzymał w  atelier swojego ojca. Tam uczył się materiału, poznawał, czym jest szkło, ołów, patyna. Po studiach malarstwa w Akademii Sztuki w Düsseldorfie odbył liczne podróże artystyczne, między innymi do Holandii, Belgii, Anglii, Francji i Włoch. Do śmierci ojca pracował w  warsztacie jako jego współpracownik, potem założył warsztat wspólnie ze starszym bratem Rudolfem. Poświęcił się głównie tworzeniu witraży sakralnych, a do jego słynnych realizacji należą m.in. okna dla katedr we Frankfurcie nad Menem, Naumburgu, Miśni, Królewcu i Kołobrzegu. Z końcem II wojny światowej, podczas zaciętych walk o Kołobrzeg, katedra mocno ucierpiała; całkowicie zniszczony został dach świątyni, zawaliły się sklepienia oraz niektóre partie murów kościoła. Wieża straciła hełmy, a  całe wnętrze uległo wypaleniu8. Przepadły na zawsze wszystkie szklane wypełnienia okien; te ze zwykłego białego szkła i te ze wspaniałymi barwnymi kompozycjami Linnemanna. To doprawdy niezwykłe, że jednak możemy dziś zobaczyć, jak wyglądały dwa przedwojenne witraże konkatedry kołobrzeskiej, znakomite dzieła protestanckiej sztuki witrażowej jednego z  bardziej znanych warsztatów niemieckich tamtego czasu. PRZYPISY 1  Autorka od trzech lat zajmuje się tematem witraży pomorskich, realizując projekt badawczy Witrażownictwo Pomorza Zachodniego/Hinterpommern. Koordynatorem projektu jest dr Dariusz Kacprzak z Muzeum Narodowego w Szczecinie. 2 P. Hinz, Der kolberger Dom und seine Bildwerke, Stettin 1936, s. 152. 3 Bettina Schüpke udostępniła autorce niepublikowane informacje na temat datowania i  autorstwa kołobrzeskich okien oraz przedwojenne materiały ikonograficzne tamtejszych witraży (B. Schüpke, Linnemann-Archiv, Frankfurt a. M.). 4 P. Hinz, op.cit., s. 152. 5 Ibidem, s. 152; informacje na temat autora i  datowania okna pochodzą z  niepublikowanych materiałów B. Schüpke. 6 Bettina Schüpke, Linnemann-Archiv, Frankfurt a. M. 7 P. Hinz, op. cit., s. 152; informacje dotyczące autora i datowania okna pochodzą z niepublikowanych materiałów B. Schüpke. 8 H. Kroczyński, Kronika Kołobrzegu, Kołobrzeg 2005; J. Patan, Moje lata sześćdziesiąte, Kołobrzeg 2009, s. 204; D. Kubicki, Kołobrzeska Konkatedra, Kołobrzeg 2000, s. 37; H. Kroczyński, Kołobrzeska Konkatedra, Kołobrzeg 1986, s. 8.

22


LOST AGAIN In 2014 an interesting rococo reliquary (Reliquienmonstranz) from the mid-18th century was offered for sale at auction 336 at the Cologne Van

Ham auction house. It used to belong to Hans Schäfer’s collection, which was being sold. The reliquary is marked with the coat of arms of the Kamieniec Bishop Mikołaj Dembowski (c. 1693–1757) and the date 1757. Dembowski had been the Kamieniec bishop since 1742. He died before taking the office of the Latin Metropolitan Archbishop in Lwów. The name of the Kopczyniec parish, which is engraved on the reliquary, provides proof of its connection with that place and its classicist church from the turn of the 18th and 19th centuries. The circumstances of bestowing the reliquary on the Kopczyniec church are unknown. The fact of the endowment was confirmed by the donation document sold together with the reliquary which had been drawn up by Bishop Dembowski. It is also unknown how and when this historic object made its way abroad and turned up in the hands of the German collector. The artistic level of the reliquary must be evaluated as good. It was undoubtedly made locally. It is not, however, possible to determine whether it was produced in the goldsmithery workshop functioning in Lwów, or in Kamieniec Podolski. As a precious polonicum, the object was noticed by employees of the Unit for Wartime Losses of the Cultural Heritage Department at the Ministry of Culture and National Heritage. Taking part in the bidding turned out to be impossible. It remains to hope that the object, which is important for the cultural heritage of the Republic of Poland, will be put up for auction again under circumstances which will be better for the Polish side.

JERZY PETRUS

ponownA STRATA

a)

b)

c)

Relikwiarz z kościoła w Kopyczyńcach, awers (a), rewers (b), fragment awersu (c). Fot. Dom Aukcyjny Van Ham

17 maja 2014 r. na 336. aukcji w antykwariacie Van Ham w Kolonii wśród oferowanych do sprzedaży okazów europejskiego rzemiosła artystycznego znalazło się interesujące polonicum – relikwiarz, określony jako Reliquienmonstranz, pochodzący z  kościoła w Kopyczyńcach, oznaczony stosownym napisem, herbem biskupa Mikołaja Dembowskiego i  datą 1757. Wraz z  relikwiarzem sprzedawano pergaminowy dokument donacyjny wystawiony przez fundatora1. Wzięcie udziału w  tej aukcji, rozważane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, z  racji bardzo krótkiego czasu potrzebnego do załatwienia niezbędnych formalności okazało się niemożliwe2. Zabytek został w czasie aukcji sprzedany. Nabywca nie jest znany. Interesujący nas relikwiarz, o wysokości 36 cm, wykonany ze srebra, częściowo trybowany, częściowo odlewany, jest w całości pozłocony. Owalne ostensorium, utworzone z rokokowych grzebieni, z okulusem ujętym promieniami, wspiera się na balasowatym trzonie, przechodzącym w szeroką, wypukłą podstawę o owalnym zarysie. Podstawę zdobią duże motywy stylizowanych muszli i  kwiatów. Charakterystycznym elementem relikwiarza jest zwieńczenie w formie plastycznego Orła w  koronie, z  mieczem i  berłem trzymanymi w  szponach, będącego typową dla okresu saskiego stylizacją

polskiego znaku heraldycznego3. Wewnątrz okulusa na czerwonej materii widnieje przymocowanych pięć wąskich papierowych pasków z niewielkimi cząstkami relikwii, opatrzonych maleńkimi karteczkami z napisami wykonanymi atramentem: S. Bonifacii M., S. Urbanusti [sic!] M., S. Benigni M., S. Benedicti M. oraz jednym nieczytelnym z powodu uszkodzenia papieru. Gładki rewers środkowej części relikwiarza jest zaopatrzony w  klapkę na zawiasie, zamykaną na haczyk. Na niej wyryty herb Jelita w kolistym kartuszu, pod koroną i kapeluszem biskupim oraz data: AO/1757. Całość ujmuje wieniec z liści laurowych. Na tej części relikwiarza widnieją również, wyryte niestarannie: monogram F.S. oraz napis: AECLESIAE [sic!] PAROC: [HIALIS] / KOPYCZYNENS[IS], a także LUT. 45. Po otwarciu klapki widoczne, połączone czerwoną lakową pieczęcią, końce purpurowych nici przytrzymujących umieszczone na awersie relikwie. Na brzegu stopy wybite cechy złotnicze. Przytoczone napisy oraz herb biskupi dostarczają sporo informacji o  losach przedmiotu. W  roku 1757 dwóch członków polskiego episkopatu pieczętowało się herbem Jelita. Byli to bracia Dembowscy – Mikołaj (około 1693

23


c) a)

b)

d)

Relikwiarz z kościoła w Kopyczyńcach, fragment rewersu (a), fragment rewersu (b), stopa (c), znaki złotnicze na stopie (d). Fot. Dom Aukcyjny Van Ham

–1757), biskup kamieniecki (od roku 1742) oraz Antoni Sebastian (1682–1763), biskup kujawski (od roku 1752)4. O związkach tego ostatniego z kresowymi diecezjami nic nie wiadomo. W tej sytuacji odniesienie herbu biskupiego do Mikołaja Dembowskiego jest uzasadnione. Mikołaj Dembowski pochodził z osiadłej na Mazowszu rodziny szlacheckiej pieczętującej się herbem Jelita5. Był synem sędziego ziemskiego płockiego. Karierę polityczną rozpoczął obejmując urząd sekretarza w kancelarii nadwornej Augusta II. Z  czasem zgromadził liczne intratne beneficja, m.in. kanonie w  Warszawie, Krakowie (1731), Łęczycy i  Płocku, probostwa w  Bielsku (1728), Sochaczewie (1730), prepozyturę w  Miechowie (1739). Sprawował też urząd pisarza wielkiego koronnego (1735–1742); był deputatem duchownym trybunałów koronnych. W  roku 1753 otrzymał Order Orła Białego. Związany silnie z partią saską, został z nominacji Augusta III w roku 1742 biskupem kamienieckim, po przejściu do Przemyśla bpa Wacława Hieronima Sierakowskiego. Obejmując w roku 1742 diecezję kamieniecką, za zgodą Stolicy Apostolskiej, zatrzymał prepozyturę komendatoryjną miechowskich bożogrobców. Ukoronowaniem kariery kościelnej stała się nominacja na arcybiskupstwo lwowskie. Nastąpiło to po śmierci tamtejszego ordynariusza abpa Mikołaja Wyrzyskiego 7 czerwca 1757 r. Do objęcia metropolii jednak nie doszło, przeszkodziła bowiem temu śmierć Mikołaja Dembowskiego w Czarnokozińcach 17 czerwca 1757 r., w niecałe dwa miesiące po uzyskaniu decyzji papieża Benedykta XIV. Najtrafniejsza charakterystyka bpa Dembowskiego wyszła spod pióra znanego historyka Władysława Konopczyńskiego: życie [jego] to przez pół wieku nieustająca gonitwa za godnościami i beneficjami. Jednocześnie ten sam uczony pisał, iż dbał o ubogą diecezję kamieniecką – tu pracował nad podniesieniem poziomu duchowieństwa, założył w Kamieńcu seminarium, odrestaurował katedrę, budował kościoły. Przeprowadził też dwie wizytacje generalne powierzonej sobie diecezji kresowej6. Wielką troską bp Dembowski otaczał kamieniecką katedrę. Jemu kościół ten zawdzięcza nie tylko odnowienie wnętrza i wyposażenia, ale przede wszystkim fasadę, z portalem ozdobionym herbem Jelita i figurę Matki Boskiej, umieszczoną na szczycie minaretu wzniesionego przy katedrze przez Turków7. Piękny portret biskupa kamienieckiego, pędzla Adama Mányokiego z roku 1742, zachował się w zbiorach Lwowskiej Galerii Sztuki, do których został włączony z zespołem obrazów z zamku w Podhorcach8.

24

Wyryta na relikwiarzu nazwa parafii w Kopyczyńcach kieruje z kolei naszą uwagę ku miejscowości położonej w dawnym powiecie husiatyńskim, przy trakcie prowadzącym z Trembowli do Czortkowa. Znajduje się w niej kościół parafialny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii, należący historycznie do dekanatu trembowelskiego w  archidiecezji lwowskiej, tuż przy granicy z diecezją kamieniecką9. W roku 1757 w Kopyczyńcach stał kościół drewniany, wzniesiony w latach 1699–1705, z fundacji podczaszego halickiego Szymona Baworowskiego. Wewnątrz świątyni znajdowało się kilka ołtarzy. W głównym widniał obraz Wniebowzięcie Matki Boskiej, boczne ołtarze były poświęcone św. Józefowi, św. Kajetanowi i św. Rozalii. Przy kościele stała dzwonnica z czterema dużymi dzwonami; istniała też sygnaturka. Budowla nie była jednak w dobrym stanie, skoro w roku 1763 w wizytacji abpa Mikołaja Wyrzyckiego określono ją jako zrujnowaną. Ostatecznie kościół drewniany rozebrano, a nowy, murowany, wzniesiono w innej części miejscowości, uważano bowiem, iż stary znajdował się w miejscu niesposobnem, podlegającem wszelkim kazusom. Tę kolejną świątynię, o  cechach klasycystycznych, ufundował starosta winnicki Ludwik Kalinowski w roku 1762. Ukończenie budowli, po długotrwałych sporach i  procesach sądowych kolejnych pokoleń właścicieli dóbr kopyczynieckich, nastąpiło dopiero w roku 1803. Nic nie wiadomo o  szczególnych związkach biskupa kamienieckiego z Kopyczyńcami i ich proboszczem ks. Franciszkiem Szczepankiewiczem. Działalność duchownych z diecezji kamienieckiej w parafii w 2. połowie w. XVII nie mogła być wystarczającym powodem donacji10. Zastanawia też brak wzmianki o darze biskupim w znanych nam inwentarzach obu wspomnianych świątyń kopyczynieckich. Wymieniają one natomiast, jako najcenniejszy obiekt, srebrny pacyfikał z partykułą drzewa Krzyża Świętego, przywieziony z Rzymu przez starościnę Aleksandrę Wieniawską11. Nie znamy również odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób i kiedy relikwiarz z Kopyczyniec trafił do kolekcji Hansa Schäfera, rozprzedanej na aukcji w Kolonii w roku 2014. Sprawa musi pozostać na razie niewyjaśniona. Niewiele poszerzają naszą wiedzę o  zabytku cechy kontrybucyjne wybite na stopie. Pierwsza z nich, probierni lwowskiej, z oznaczeniem próby srebra 12, była stosowana w latach 1806–1897; drugą posługiwano się na terenie całego cesarstwa Habsburgów w latach 1809–181012.


Dokument darowizny wystawiony przez bpa Mikołaja Dembowskiego, 1757 r. Fot. Dom Aukcyjny Van Ham

Poziom artystyczny omawianego relikwiarza świadczy dobrze o umiejętnościach warsztatu złotniczego, który go wykonał. Czy warsztat ten był czynny we Lwowie, czy w Kamieńcu, trudno rozstrzygnąć przy obecnym stanie wiedzy. Historyczne fakty związane z relikwiarzem potwierdza w pełni dokument donacyjny, opatrzony pieczęcią lakową bpa Mikołaja Dembowskiego, tą samą, którą wyciśnięto we wnętrzu relikwiarza. Istnienie takiego źródła, zachowanego wspólnie z  obiektem darowizny, nie należy do zjawisk częstych. Wspomniany dokument, informujący o przekazaniu relikwiarza kościołowi parafialnemu w Kopyczyńcach, został wystawiony przez bpa Dembowskiego w Czarnokozińcach, położonej nad Zbruczem letniej rezydencji biskupów kamienieckich, 3 czerwca 1757 r. Było to więc ponad miesiąc po królewskiej nominacji Dembowskiego na osieroconą stolicę rzymskokatolickiej metropolii we Lwowie, która nastąpiła na przełomie kwietnia i maja. Decyzja papieska została ogłoszona w Rzymie, na tajnym konsystorzu, 26 września tego roku. Należy żywić nadzieję, że omówione dzieło złotnicze, ważny przedmiot kultu i interesujący element dawnego dziedzictwa kulturowego Rzeczypospolitej, trafi na aukcję ponownie, ale w  bardziej dla nas sprzyjających okolicznościach. PRZYPISY 1 Van Ham Europäisches Kunstgewerbe. 336 Auktion 17.5.2014, s. 167, poz. 1357. Należy zwrócić uwagę na wyjątkowo staranne i kompetentne opracowanie hasła katalogowego. 2 Informację o  aukcji i  pomoc w  uzyskaniu szczegółowej dokumentacji zawdzięczam Wydziałowi ds. Strat Wojennych Departamentu Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 3 W katalogu aukcyjnym przedstawienie to zostało określone błędnie jako Orzeł Pruski. 4 P. Nitecki, Biskupi kościoła w Polsce, Warszawa 1992, s. 47. 5 W. Konopczyński, Dembowski Mikołaj. W: Polski słownik biograficzny, t. V, Kraków 1939–1946, s. 97–98; K.R. Prokop, Biskupi kamienieccy od średniowiecza do współczesności, Biały Dunajec–Ostróg 2007, s. 297–306. 6 Konopczyński, op.cit., s. 97; Prokop, op.cit., s. 298, 302. 7 K. Iwanicki, Katedra w Kamieńcu, Warszawa [1930], s. 15–17. 8 Lwów, Lwowska Galeria Sztuki, nr inw. ?-6205, J.K. Ostrowski, J.T. Petrus, Podhorce. Dzieje wnętrz pałacowych i  galerii obrazów, Kraków 2001, s. 75, kat. A.163, il. 373, tabl. XXXIX. 9 O  parafii i  jej kościele zob.: J.T. Petrus, Kościół parafialny pw. Wniebowzięcia Najśw. Panny Marii w Kopyczyńcach. W: Kościoły i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa ruskiego, t. 17, red. J. Ostrowski, Kraków 2009, s. 179–215. 10 J. Krętosz, Organizacja archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego od XV wieku do 1772 roku, Lublin 1986, s. 232. 11 Petrus, op.cit., s. 186–187, 195. 12 M. Gradowski, Znaki na srebrze. Znaki miejskie i  państwowe używane na terenie Polski w obecnych jej granicach, Warszawa 2010, s. 278, nr 25, 28.

Portret Mikołaja Dembowskiego, biskupa kamienieckiego, mal. Adam Mányoki 1742, Lwowska Galeria Sztuki. Fot. S. Michta

Dokument donacyjny bp. Mikołaja Dembowskiego, 3 czerwca 1757 Nicolaus a Dembowa Gora Dembowski Dei et Apostolicae Sedis gratia episcopus Camenecensis Podoliae praepositus generalis commendatarius Miechoviensis. Universis et singulis, quorum quomodolibet interest ac interesse poterit, significamus, quia nos sanctorum Iusti, Benigni, Bonifacii nec non sanctarum Benedictae [et] Urbanae martyrum reliquias ecclesiae parochiali Kopyczynensi dioecesis metropolitanae Leopoliensis dono dedimus et quas publicae christifidelium venerationi exponi populis attestamur. In quorum fidem etc. Datum Czarnokozienicii. Die 3tio mensis Iunii 1757mo anno. Nicolaus episcopus, mp. Mikołaj z Dembowej Góry Dembowski, z  Bożej łaski i  Stolicy Apostolskiej biskup kamieniecki, generalny prepozyt podolski, komendatariusz miechowski. Wszystkim zainteresowanym i każdemu z osobna i tym, których będzie to interesować, oznajmiamy, że przekazaliśmy w darze relikwie świętego Justusa, Benignusa [i] Bonifacego oraz świętych męczenniczek Benedykty [i] Urbany, dla kościoła parafialnego w Kopyczyńcach lwowskiej diecezji metropolitalnej, i poświadczamy, że wystawia się je do powszechnej adoracji dla ludu chrześcijańskiego. Na poświadczenie tego aktu itd. Dane w Czarnokozińcach dnia 3 czerwca 1757 roku. Biskup Mikołaj, własnoręcznie. [Przekład tekstu łacińskiego Krzysztof Pawłowski]

Kopyczyńce, kościół parafialny, stan obecny. Fot. J. Wiłkojć

25


Kompleks Liceum Hosianum, stan przed i po 1945 r. Fot. Archiwum Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, W. Iwulski

Przemieszczone, rozproszone, zaginione Weronika Wojnowska

BRANIEWSKIE MUZEALIA DO 1945 ROKU THE BRANIEWO MUSEALIA BEFORE 1945

Attempts to discuss the problem of the pre-1945 museum collection which was boasted by Braniewo, a town located in the Warmia region called Braunsberg before the war, have, in fact, come down to reciting the huge catalogue of losses which the place suffered towards the end of the last war. Apart from the regional Warmińskie Museum (Ermländische Museum) functioning in the years 1904–1922 (later moved to Frombork, and finally to Lidzbark Warmiński), the town took pride in the extraordinary, not only in the scale of the region, Muzeum Archeologii Antycznej (Museum of Antique Archeology – Antik-archäologische Museum) at Liceum Hosianum – a college of higher learning which was the continuation of the first Jesuit college on Polish territories. The collection was started thanks to Professor Wilhelm Weissbrodt (1836–1917), who, though born near Koblenz, spent almost half a century in Braniewo teaching classical philology. He bought exhibits benefitting from his cooperation with German scientists working in Egypt, Asia Minor and Italy. The beginning of the collection dates back to 1880, and in 1927 a regular museum was opened in the building of the former municipal mess, which showed the general public not only a collection of antiquities (divided into sections comprising: Oriental and Cretan art; a collection of stone Greek, Latin and Egyptian inscriptions; and Greek, Hellenistic and Roman art), but also a collection of Christian art. A significant part of the exhibits stayed on deposit in the Liceum Hosianum complex of buildings and served a didactic function. In February 1945, with the war front approaching, Josef Weining, the last custodian of the Braniewo collection, managed to store the exhibits in a  secure place. Soon afterwards, however, a large part of the town was turned to rubble by Soviet air raids, including the buildings housing the collection. Their later fate is complicated. Today some of the scattered Braniewo Museum collection is in the National Museum of Warsaw (a set of 122 stone inscriptions), in the Warsaw National Library (a manuscript of the New Testament from the 8th century), as well as in the museums and churches of Olsztyn, Frombork and Braniewo. Most of the objects, however, must be considered lost.

26

Braniewo (niem. Braunsberg), hanzeatyckie miasto portowe, najstarszy i do XIX w. największy ośrodek miejski Warmii, silne centrum kulturalno-naukowe, nazywane Atenami Północy. Zawierucha ostatniej wojny pozbawiła miasto splendoru, odzierając je z  niemal całej zabytkowej substancji. Z  zaginionych lub rozproszonych dzieł sztuki i zbiorów mógłby powstać ogromny katalog strat, w którym osobny, trudny do wyjaśnienia rozdział zajęłyby zasoby muzealne.

Muzeum Archeologii Antycznej i Sztuki Chrześcijańskiej

Chlubą miasta był Gabinet Archeologii Antycznej przy Liceum Hosianum – szkole wyższej stanowiącej kontynuację pierwszego na ziemiach polskich kolegium jezuickiego (założonego tu w XVI w. przez kardynała Stanisława Hozjusza). O  unikatowym charakterze tych zbiorów prof. Adam Łajtar pisał: Kolekcja starożytności greckich i rzymskich w Liceum Hosianum w Braniewie jest zjawiskiem zupełnie wyjątkowym na tle kolekcjonerstwa niemieckiego i generalnie europejskiego końca XIX i pierwszej połowy XX wieku1. Również zdaniem innych badaczy kolekcja ta nie miała sobie równych


w całych Prusach Wschodnich, pod pewnymi względami przewyższała zbiory Prussia Museum w Królewcu, a  porównywana była nawet ze zbiorami londyńskiego British Museum. Powstanie kolekcji przy Liceum Hosianum było zasługą profesora Wilhelma Weissbrodta (1836–1917). Pochodzący spod Koblencji Weissbrodt przybył do Braniewa w 1869 r., mając trzydzieści trzy lata, a za sobą, zakończone doktoratem, studia w Trewirze i Münster (teologia i filologia klasyczna). Przez kolejne niemal pół wieku w Liceum Hosianum (przemianowanym za jego życia na Państwową Akademię) nauczał filologii klasycznej i nauki o starożytności, tworząc przy tym niezwykły zbiór. Jego część stanowił gabinet odlewów gipsowych i galwanoplastycznych, obejmujący kopie antycznych dzieł sztuki z muzeów europejskich (rzeźb, płaskorzeźb i inskrypcji) oraz modele budowli antycznych, organizowany od około 1880 r., zanim jeszcze pojawiła się możliwość zdobycia środków finansowych na zakup zabytków. Z  czasem (od ok. 1898 r.) wsparcie uczelni i  pomoc państwa pozwoliła na gromadzenie oryginałów. Eksponaty do braniewskich zbiorów prof. Weissbrodt pozyskiwał drogą wymiany i  przekazów, uczestnicząc w  aukcjach, ale przede wszystkim zlecając ich zakup niemieckim archeologom działającym w Egipcie, Azji Mniejszej czy Italii. W ten sposób w ciągu około dwudziestu lat utworzył zespół ukierunkowany głównie na kamienne inskrypcje: łacińskie, greckie i egipskie. Miał

przy tym na względzie nie tyle zbiory muzealne, co materiał służący celom naukowym i dydaktycznym, a także swoim własnym zainteresowaniom naukowym. Choć on sam, mimo szerokich kontaktów z europejskim środowiskiem naukowym, nie zasłynął jako wybitny uczony, kolekcja, którą zgromadził, była wybitna. Już za życia Weissbrodta była wysoko oceniana, znana i wymieniana w  publikacjach. Jeden z  badaczy francuskich, Seymour de Ricci, zajmujący się greckimi inskrypcjami pochodzącymi z Egiptu, pisał, że takiego zbioru inskrypcji, jak ten z Braniewa, nie ma żadne europejskie muzeum, może poza British Museum w Londynie. Pod koniec życia profesora Weissbrodta katalog zbiorów liczył 1250 pozycji, z czego prawie połowę stanowiły kopie. Kamiennych inskrypcji było około 140. Poza inskrypcjami, gabinet archeologii antycznej zawierał też wiele innych, często bezcennych zabytków z  Grecji, Italii i Egiptu: rzeźby antyczne i  reliefy, detal architektoniczny, kolekcję ceramiki obejmującą zespół waz greckich (jak aryballos czy alabastron koryncki), greckie naczynia czarno- i czerwonofigurowe, naczynia wykopane przez Heinricha Schliemanna w  Troi, rzymskie Terra sigillata czy etruskie Bucchero, terakoty aleksandryjskie, lampki rzymskie; ponadto zbiór małej plastyki greckiej, rzymskiej i  egipskiej (z  brązu, kamienia, drewna i gliny), w tym gliniane figurki z Tanagry; a także liczne rzymskie przedmioty ze szkła i brązu, fragmenty tkaniny koptyjskiej, mumie i papirusy egipskie, oprócz tego biżuterię, broń itd. Za sprawą Weissbrodta i profesora historii Viktora Röhricha od 1899 r. działał również gabinet numizmatyczny, który obejmował zarówno monety antyczne, jak i późniejsze. Najważniejszy etap budowania kolekcji skończył się w 1917 r. wraz ze śmiercią profesora Weissbrodta, który mimo podeszłego wieku (umarł w wieku 81 lat) był oddany braniewskiej uczelni i jej zbiorom do końca. W  latach 1918–1923 kolejnym opiekunem zbiorów antycznych został Josef Kroll (1889–1980), profesor filozofii klasycznej, wykształcony na uniwersytetach w  Münster, Freiburgu i  Berlinie, zajmujący się problematyką religijności w świecie greckim. Z Braniewa wyjechał na uniwersytet w Kolonii, gdzie został rektorem. W  1923 r. zbiory przejął profesor Bernhard Laum (1884–1917), znany archeolog, specjalista od antyku greckiego i  rzymskiego, po doktoracie w  Strasburgu i habilitacji we Frankfurcie. Trudno powiedzieć, czy zabrakło pasji, czy finansów, w każdym razie za jego czasów, podobnie jak za kadencji jego poprzednika, nie było już tak wiele nowych nabytków. Jednak kolekcja

Budynek Muzeum Archeologii Antycznej i Sztuki Chrześcijańskiej, stan przed i po 1945 r. Fot. Archiwum Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, W. Iwulski

27


Zaginiona ceramika grecka (aryballos, alabastron i dzban w stylu geometrycznym), Muzeum Archeologii Antycznej

rozwijała się nadal, np. z Rzymu sprowadzono fragment sarkofagu ze sceną zaślubin oraz torso Trytona. Zasługą prof. Lauma było naukowe opracowanie i uporządkowanie zbiorów oraz przeniesienie ich w  1927 r. do nowej, muzealnej już siedziby – przekazanego przez władze miasta budynku z 1. poł. XIX w. po byłym kasynie miejskim. Kiedy w 1936 r. Bernhard Laum opuścił Państwową Akademię, przenosząc się na Uniwersytet w Marburgu, opiekę nad kolekcją archeologii starożytnej i gabinetem numizmatów przejął nauczyciel greki i łaciny, pochodzący z Wirtembergii Josef Weinig (1888–1945). Choć studiował filozofię na uniwersytetach w  Tybindze, Strasburgu i Monachium, nie był uczonym tej rangi, co jego poprzednicy, zresztą nowe czasy (dojście do władzy Hitlera) przyniosły też obniżenie poziomu braniewskiej uczelni. Kolekcja jednak rozwijała się w dalszym ciągu. Jeszcze w 1937 r. muzeum w Kolonii ofiarowało do braniewskich zbiorów sześć waz greckich i trzynaście fragmentów tkaniny koptyjskiej, w zamian za monumentalny nagrobek handlarza niewolników, odkryty w 1900 r. w Kolonii i pozyskany przez prof. Weissbrodta. Muzeum, po przeniesieniu do budynku dawnego kasyna miejskiego, na rynku nowomiejskim, nad rzeką Pasłęką, było udostępniane codzienne w godz. 10–13, a dla zamiejscowych również w innych godzinach, po wcześniejszym umówieniu. Wstęp był bezpłatny. Zbiory prezentowano w czterech salach na parterze: w pierwszej – sztukę orientalną i kreteńską, w drugiej – zbiory kamiennych inskrypcji greckich, łacińskich i egipskich, Nagrobek rzymskiego handlarza niewolników, Muzeum Archeologii Antycznej. Obecnie w Römisch-Germanischen Museums w Kolonii

28

Inskrypcja kamienna z Aleksandrii. Obecnie w zbiorach MNW

w trzeciej – sztukę grecką, w  czwartej – sztukę helleńską i  romańską. Na piętrze zaś w  kolejnych trzech pomieszczeniach eksponowano sztukę chrześcijańską – niemiecką, niderlandzką i  włoską. Przy Liceum Hosianum istniał bowiem również dział sztuki chrześcijańskiej, którym opiekowali się profesorowie wydziału teologicznego. Oprócz dzieł oryginalnych (np. rzeźb z  braniewskiego kościoła jezuickiego, rozebranego przez władze pruskie na początku XIX w.) sporo było tu kopii, niektóre ponoć na wysokim poziomie, jak kopia ołtarza z Isenheim Matthiasa Grünewalda. Istniał także dział przyrodniczy. Braniewską kolekcję najczęściej określano jako Zbiory, Gabinet czy później Muzeum Archeologii Antycznej (Antik-archäologische Kabinett, Antik-archäologische Sammlung, Antik-archäologische Museum), zapewne mając na uwadze rangę zbiorów archeologicznych, rzadziej stosowano określenie Zbiory czy Muzeum Chrześcijańskie i Archeologii Antycznej (Christlich-archäologischen Museum), choć wydaje się ono właściwsze ze względu na charakter tego zasobu. Spora część zbiorów pozostała jako depozyt w kompleksie budynków Liceum Hosianum, pełniąc rolę dydaktyczną, ponieważ tradycje i  wciąż jeszcze wysoki poziom braniewskiej uczelni obligował do zapewnienia młodzieży kontaktu ze sztuką antyczną. W  kilku pomieszczeniach, m.in. reprezentacyjnych (aula, jadalnia), w  krużgankach oraz w  tzw. wieży kleszej, włączonej w kompleks budynków szkolnych, prezentowano liczne odlewy gipsowe (figury, biusty, reliefy, modele domów i  łaźni rzymskich), ale także oryginalne, cenne zabytki greckie, rzymskie i egipskie – rzeźby, reliefy, inskrypcje, naczynia, figurki, biżuterię itd. (częściowo były to dublety obiektów eksponowanych w muzeum). Opodal kompleksu Hosianum, w  tzw. Kamiennym Domu (najpiękniejszej braniewskiej kamienicy), gdzie mieściło się żyjące w  symbiozie z Liceum Hosianum seminarium duchowne, znajdowały się też dzieła sztuki chrześcijańskiej. Niektóre z nich przekazano do wnętrz powstałego w  1932 r. budynku nowego seminarium, np. trzy rzeźby gotyckie: Madonnę z  dzieciątkiem, św. Jerzego i  Pietę oraz barokową figurę Chrystusa

Fragment rzymskiego sarkofagu ze sceną zaślubin, Muzeum Archeologii Antycznej. Obecnie w zbiorach MNW


a)

b)

c) Figura św. Grzegorza z 1735 r., zaginiona z ołtarza głównego w braniewskiej farze (a). Zachowane rzeźby z XVIII w.: św. Roch (b), obecnie w kościele pw. św. Krzyża w Braniewie; Hiob (c), w zbiorach Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, obecnie na zamku lidzbarskim. Fot. B.L. Okońscy

Zmartwychwstałego z kościoła w  Sątopach. W  budynkach szkoły mieściła się także bogata, gromadzona przez stulecia biblioteka (ok. 100 000 woluminów), w której skład wchodziły również starodruki. Losy Muzeum Archeologii Antycznej i Sztuki Chrześcijańskiej po 1944 r.

Do początku 1945 r. Braniewa nie dotknęły bezpośrednie działania wojenne. Jeszcze pod koniec 1944 r. toczyło się tu względnie normalne życie, muzeum – jak można sądzić – także działało. Wojna w swoje straszliwe kleszcze chwyciła miasto w końcu stycznia 1945 r. Braniewo zalała fala kilkuset tysięcy przerażonych uciekinierów kierujących się na zamarznięty Zalew Wiślany – jedyną drogę ratunku. Od początku lutego trwały już naloty radzieckiego lotnictwa, obracając sukcesywnie miasto w ruinę. Rozkaz o przymusowej ewakuacji ogłoszono dopiero 10 lutego. Wokół w  Prusach Wschodnich ścierały się ponad dwumilionowe armie. To był armagedon. Kto w takiej sytuacji myśli o ratowaniu zabytków starożytności... Jednak Josef Weinig znakomicie wywiązał się z roli ostatniego strażnika braniewskiej kolekcji. Najcenniejsze obiekty zostały zabezpieczone, jak się okazało, bardzo starannie. Być może przypłacił to życiem, zbyt późno opuszczając wraz z rodziną miasto (zginął w  trakcie ucieczki 15 marca na Pomorzu, w okolicach Lęborka). Rosjanie wkroczyli do Braniewa 20 marca. Ponad 80 proc. zabudowy w centrum miasta leżało w  gruzach, w  tym budynki, w  których przechowywano zbiory – muzeum w dawnym budynku kasyna, kompleks budynków Hosianum, Kamienny Dom, budynek nowego seminarium. Oprócz zespołu Hosianum pozostałe obiekty zniknęły na zawsze z krajobrazu mia-

sta. Jednak ukryte w podziemiach zabytki ocalały (przynajmniej znaczna ich część). Dalsza ich historia jest już niejasna i zagmatwana. Częściowo można odtworzyć jedynie losy kamiennych inskrypcji. Do ich wydobycia z gruzów trzeba było ponoć skonstruować specjalny dźwig. Przekazano je do ówczesnego Muzeum Mazurskiego w  Olsztynie, a stąd, w latach 1947–1950, partiami przewieziono do Muzeum Narodowego w  Warszawie, gdzie pozostają do dziś. Zostały dokładnie opracowane. Zajmowało się nimi wielu naukowców: Anna Sadurska, Adam Łajtar, Jerzy Kolendo, Alfred Twardecki, a także wybitny epigrafik francuski Louis Robert. Znalazły się tu 122 kamienne inskrypcje. W  Braniewie wydobyto jednak ich więcej, przynajmniej 8 musiało zaginąć. Kolekcja odlewów ponoć została zniszczona na miejscu. Pozostałe, niejednokrotnie bezcenne przedmioty uważa się za zaginione. Ich liczba była pokaźna, mogła iść nawet w  tysiące... Bardzo prawdopodobne, że nie wszystkie przepadły. Czy zostały wywiezione do Rosji? (Część starodruków z Liceum Hosianum trafiła do Moskwy, z czego na początku lat 50. XX w. niektóre wróciły do Polski). A może wcześniej część zbioru wyekspediowano do Niemiec (choć badacze niemieccy, np. Bertram Faensen, nie wspominają o  tym). Możliwe, że w  1947 r. wydobyto nie tylko kamienne inskrypcje, ale także inne zabytkowe przedmioty (w Warszawie znalazł się również fragment sarkofagu ze sceną zaślubin oraz torso Trytona). Czy uległy rozproszeniu? A może część z nich dalej spoczywa w ukryciu? Pytania można mnożyć. Być może niektóre z  zaginionych obiektów krążą bezimiennie w handlu antykwarycznym. Zwracał na to uwagę prof. Jerzy Kolendo, przytaczając przykład rękopisu Nowego Testamentu z VIII w., zakupionego przez Bibliotekę Narodową w Warszawie w 1986 r. od osoby prywatnej. Został on zidentyfikowany jako pochodzący ze zbiorów braniewskiego Liceum Hosianum. Zakupiony przez prof. Weissbrodta w  1900 r., wcześniej przechowywany był w benedyktyńskim opactwie w Trewirze, później w gimnazjum w Koblencji. Warto dodać, że jest to najstarszy rękopis w Bibliotece Narodowej i najZaginiony w większości zespół rzeźb. Zachowana figura Matki Bożej z ok. 1720 r. (z kościoła w Jezioranach), Muzeum Warmińskie. Obecnie w Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku jako depozyt parafii archikatedralnej pw. NMP we Fromborku. Fot. B.L. Okońscy

29


Zaginiony w większości zespół rzeźb. Zachowana figura Matki Bożej z 1420 r., Muzeum Warmińskie. Dziś w zbiorach Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie w ekspozycji na zamku lidzbarskim. Fot. W. Wojnowska

wcześniejszy zachowany w całości kodeks w zbiorach polskich. Prof. Kolendo był też zdania, że pojawiająca się w handlu antykwarycznym ceramika antyczna również może pochodzić z Braniewa. Losy Muzeum Warmińskiego po przeniesieniu zbiorów z Braniewa w 1922 r.

Lata 20. XX w. były dla braniewskiego muzealnictwa znaczące. Wtedy w okazałym budynku dawnego kasyna miejskiego otwarto Muzeum Archeologii Antycznej i  Sztuki Chrześcijańskiej, udostępniając szerokiej publiczności zbiory Liceum Hosianum. Miasto w  1926 r. przekazało na ten cel budynek nieodpłatnie. A  jednocześnie cztery lata wcześniej dramatycznie skończyła się historia innej braniewskiej muzealnej placówki – Muzeum Warmińskiego, któremu wymówiono miejski lokal potrzebny na cele mieszkalne (!), a dalsze losy tych zbiorów wiązały się już z Fromborkiem i Lidzbarkiem Warmińskim. Muzeum Warmińskie powstało staraniem Warmińskiego Towarzystwa Historycznego powołanego w Braniewie w 1856 r. głównie przez warmińskich duchownych, wielce zasłużonego dla badań nad historią Warmii. Jednym z jego zadań było zbieranie pamiątek przeszłości. Duże zasługi dla ich gromadzenia położył drugi prezes Towarzystwa (od 1869 r.) Franciszek Dittrich, historyk warmiński i kanonik fromborski (wybitnie zasłużony dla braniewskiego muzealnictwa, ponieważ miał także swój udział w  organizacji gabinetu archeologicznego i  sztuki chrześcijańskiej przy Liceum Hosianum). Muzeum Warmińskie udostępniało zbiory od 1904 r., choć zabytki gromadzono już wcześniej. Jego siedziba mieściła się w pobliżu kościoła św. Katarzyny, w nieistniejącym dziś budynku. Zbiory miały prowadzony inwentarz i były skatalogowane. Zebrano tu i eksponowano ogromną ilość zabytków z terenu Warmii: eksponaty archeologiczne i etnograficzne, meble i przedmioty rzemiosła artystycznego (w  tym kolekcję cyny), rzeźby, obrazy i inne obiekty sztuki sakralnej, militaria, książki, różne dokumenty, plany miast, itd. W  1922 r. większość eksponatów Muzeum Warmińskiego prze-

30

niesiono do Fromborka, gdzie były przez jedenaście lat prezentowane na wzgórzu katedralnym w Pałacu Biskupim. Następnie w 1933 r. zbiory Muzeum Warmińskiego trafiły do Lidzbarka Warmińskiego, gdzie umieszczono je na zamku. Członkowie Towarzystwa Warmińskiego w  Braniewie podejmowali rozpaczliwe zabiegi mające na celu powrót tych zasobów do Braniewa. Zachowana w Archiwum Archidiecezji Warmińskiej korespondencja świadczy o  tym, że proponując konkretne obiekty w mieście, jak Kamienny Dom czy Wieżę Wodną, szukali pomocy u burmistrza i w magistracie, u prezyden-

Zaginiona w większości kolekcja cyny, Muzeum Warmińskie. Pojedyncze ocalałe obiekty dziś w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie w ekspozycji na zamku w Lidzbarku Warmińskim. Fot. Archiwum Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku


ta prowincji pruskiej i w  Urzędzie Prowincjonalnego Konserwatora Zabytków Prus Wschodnich, prosząc też o wsparcie biskupa warmińskiego. Efektem tych działań była zaawansowana sprawa pozyskania na siedzibę muzeum Kamiennego Domu należącego do seminarium duchownego, które – potrzebując większego lokum – mogło przenieść się do budynków Hosianum, a  z  kolei szkoła dzięki pomocy państwa otrzymałaby nową siedzibę. Ostatecznie jednak władze wstrzymały dotację na budowę nowej szkoły ze względu na trudną sytuację w kraju i plan ten się nie powiódł. Zbiory na kolejnych etapach swojej wędrówki (Braniewo – Frombork – Lidzbark) ulegały rozproszeniu: część pozostała w  Braniewie przed przeniesieniem do Fromborka, pewna ich partia we Fromborku przed przeniesieniem do Lidzbarka. W czasach, kiedy przechowywano je we Fromborku, niektóre obiekty jako depozyt trafiły do Braniewa (np. przy wyposażaniu nowego seminarium duchownego). Po wojnie na lidzbarskim zamku ocalała tylko niewielka część eksponatów Muzeum Warmińskiego. Mimo że obiekt nie ucierpiał bezpośrednio od działań wojennych, zasoby te uległy dewastacji i  rozgrabieniu. Piec z k. XVIII w., Muzeum Warmińskie. Obecnie po częściowej rekonstrukcji w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Fot. W. Wojnowska

Ocalałą resztę w 1945 r. zabezpieczyło ówczesne Muzeum Mazurskie w Olsztynie (obecnie Muzeum Warmii i Mazur). Poza tym część przedmiotów z Muzeum Warmińskiego udało się zidentyfikować w braniewskich kościołach, w Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku czy w zasobach fromborskiej katedry. Tuż po wojnie podnoszono potrzebę utworzenia w Braniewie placówki muzealnej. Gdyby do tego wtedy doszło, być może inaczej wyglądałoby oblicze muzealnictwa w tym regionie, a na miejscu pozostałyby bezcenne, dziś rozproszone lub zaginione kolekcje. Choć mało prawdopodobne, by udało się w tamtych czasach zatrzymać tak cenne zabytki starożytności. Uchwała związku muzeów w  Polsce z  1946 r. określała jednoznacznie, iż centralny zbiór sztuki starożytnej będzie w  Warszawie, w  Muzeum Narodowym, więc ściągano tam obiekty z tzw. Ziem Odzyskanych, nawet z takich ośrodków jak Wrocław czy Szczecin, więc tym bardziej z  tak bardzo zdegradowanego wówczas Braniewa. Nazywano to wyrównaniem strat wojennych albo akcją rewindykacyjną. Inna sprawa, że dziś również pod hasłem rewindykacji obiekty te wracają na swoje historyczne miejsca. PRZYPIS 1  A. Łajtar, Zbiór inskrypcji greckich w „Lyceum Hosianum” w Braniewie. Pochodzenie inskrypcji, sposoby i  etapy ich gromadzenia, „Antiquitates Prussiae. Studia z archeologii dawnych ziem pruskich”, red. Jerzy Kolendo, Wojciech Nowakowski, Warszawa 2000, s. 89

Źródła: Das Ermlandische Museum das Vereins für Geschichte Ermlands, Spuścizna E. Brachvgla Archiwum Archidiecezji Warmińskiej AB H 224/9 Opracowania: R. Buchholz, Zur Verlegung Ermländische Museums, „Ermlandische Zeitung”, 12.06.1935 Das Ermländische Heimatmuseum, „Ermlandische Zeitung”, 22.06.1922 B. Faensen, Antikensammlungen in Ostpreußen, Berlin 2012 B. Faensen Das Antik-Archaologische Kabinett am Lyceum Hosianum in Braunsberg (Braniewo) aus der Geschichte der Altertumssammlung und des Lehrstuhls fur Klassische Philologie einer Katholischen Hochschule im Ermlan, „Pegasus Berliner Beiträge zum Nachleben der Antike”, Heft 2-2000 J. Kolendo, Antyk w „Lyceum Hosianum” w Braniewie oraz zgromadzone w  nim zbiory zabytków archeologicznych i  epigraficznych, „Antiquitates Prussiae. Studia z archeologii dawnych ziem pruskich”, red. Jerzy Kolendo, Wojciech Nowakowski, Warszawa 2000, s. 67–87 J. Kolendo, Nagrobek handlarza niewolników z Kolonii, rzymskiego miasta nad Renem, „Archeologia Żywa”, nr 3–4 (15), 2000, s. 24–25 A. Lesiński, Budowa Seminarium Duchownego w  Braniewie w  1932 roku, „Studia Warmińskie” t. 28, 1991, Olsztyn 1995, s. 153–164 Lutterberg, Fuhrer durch Braunsberg, Braunsberg 1927 A. Łajtar, Zbiór inskrypcji greckich w  „Lyceum Hosianum” w Braniewie. Pochodzenie inskrypcji, sposoby i etapy ich gromadzenia, „Antiquitates Prussiae. Studia z archeologii dawnych ziem pruskich”, red. Jerzy Kolendo, Wojciech Nowakowski, Warszawa 2000, s. 89–103 H. Stefańska, Fragment sarkofagu ze sceną zaślubin z Muzeum Narodowego w  Warszawie, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie”, t. 11, 1967, s. 107–121 H. Tchórzewska-Kabata, M. Dąbrowski (red.), Nad złoto droższe: skarby Biblioteki Narodowej, Warszawa, 2003, www.bn.or.pl/download/document/1236004281.pdf, 12.03.2014 A. Ulbrich, Geschichte der Bildhauerkunst in Ostpreußen: vom Ausgang des 16. bis in die 2. Hälfte des 19. Jahrhunderts, Bd. 2, Königsberg 1926–1929 J. Wenig, Kulturgeschichtliche Sammlung. Festschrift zur Einweihung des Um- und Erweiterungsbaues des Staatlichen Gymnasiums Hosianum Braunsberg/Ostpreussen 1935, „Unsere Schule” H 14 1971, s. 36–38

31


Professor Stanisław Lorentz 28.04.1899–15.03.1991

Stanisław Lorentz, art historian, Professor of the University of Warsaw, real member of the Polish Academy of Sciences and many foreign academies, began his work in the field of museum studies and historic object protection in 1927. In the years 1929–1935 he held the post of art conservator and head of the Art Department of the Vilnius and Nowogródek voivodships. From 1936 to 1982 he was Director of the National Museum in Warsaw, which he transformed into a modern institution of international ranking. He was also head of the Commission for the Protection of Warsaw Historic Objects. The outbreak of World War Two made it necessary for Professor Lorentz to secure and protect collections and to prepare their documentation in secret, underground conditions, especially of those works which were being taken away from the museum or destroyed by the occupying power, particularly during the Warsaw Uprising. Objects from locations outside Warsaw had been deposited at the museum which also housed Warsaw public and private collections. The collections of those people who were particularly threatened with persecution were hidden under false markings. Groups of National Museum workers brought collections from the Royal Castle and fragments of the castle’s furnishings, already thinking of the post-war reconstruction of the Castle. The occupation was also a period of Stanisław Lorentz’s participation in the structures of the Polish Underground State and the Delegation Government in London. As early as January 1945 Stanisław Lorentz began work on reconstruction of Polish museum studies, taking the position of head of the Directorate for Museums and Objects of Historic Interest, whose main task was the restitution of cultural property taken away by the Nazis. Such institutions as the Main Office for Conservation of Historic Objects and the Institute of Art History and Cataloguing Historic Objects were departments of the Directorate.

Stanisław Lorentz z obrazami: Widok ulicy Miodowej Bernardo Bellotto z Zamku Królewskiego, uratowanym w 1939 r., i Portret króla Stanisława Augusta Marcello Bacciarelliego z dawnych zbiorów Mniszchów, wykupionym w 1957 r. po wywiezieniu za granicę

Krzysztof Krzysztof Załęski Załęski

Profesor Stanisław Lorentz 28.04.1899–15.03.1991

P

rzypadająca w kwietniu 115. rocznica urodzin Profesora Stanisława Lorentza daje asumpt, by z dość już odległej perspektywy historycznej zreasumować Jego zasługi jako konserwatora, muzeologa, nauczyciela akademickiego i naukowca. Tutaj przedstawiamy – i to w lakonicznym skrócie – rolę prof. Stanisława Lorentza w  dziedzinie ochrony i  konserwacji zabytków oraz działań na rzecz ich dokumentowania i ewidencjonowania1. 

32

Obejmując w 1929 r. stanowisko konserwatora zabytków i  kierownika Oddziału Sztuki województw wileńskiego i  nowogrodzkiego, Stanisław Lorentz miał już stopień naukowy doktora, uzyskany w 1924 r. za pracę o architekcie Efraimie Szregerze, lata asystentury u prof. Zygmunta Batowskiego, znajomość Niemiec, Francji i  Włoch oraz wielokierunkowe przygotowanie zawodowe w  dziedzinie organizacji (w latach 1927–1928 prowadził referat stosunków naukowych z  zagranicą i  referat muzeów w  Wydziale Nauki Ministerstwa Wyznań Religijnych i  Oświecenia Publiczne-

go). Podczas wyjazdów zagranicznych nawiązał kontakty z historykami sztuki w innych krajach, które rozwijał, biorąc udział w międzynarodowych kongresach historyków sztuki w  Szwajcarii w  1936 r. i  w Anglii w  1939 r. (już po objęciu stanowiska dyrektora Muzeum Narodowego w  Warszawie). Do największych osiągnięć Stanisława Lorentza podczas pobytu w Wilnie w latach 1929–1935 należą konserwacja ruin zamku w  Trokach (która umożliwiła późniejszą całkowitą rekonstrukcję obiektu); ratowanie katedry w  Wilnie zagrożonej powodzią w  1931 r.; odkrycie grobów królew-


skich w katedrze i stworzenie mauzoleum ze szczątkami króla Aleksandra Jagiellończyka, królowej Elżbiety, Barbary Radziwiłłówny i  króla Władysława IV, a także konserwacja ruin zamku w Wilnie. W krótkim czasie Stanisław Lorentz zyskał poważny autorytet zawodowy i  moralny (przeciwstawił się stanowczo sprzedaży gobelinów ze skarbca katedralnego, które władze kościelne zamierzały sprzedać za granicę dla uzyskania funduszy na remont budynku) oraz poparcie dla podejmowanych prac konserwatorskich. Dr Lorentz na Uniwersytecie Wileńskim prowadził wykłady z zakresu konserwatorstwa i  muzealnictwa. Gromadził wypisy archiwalne, które pozwoliły Mu w  następnych latach na opublikowanie kilku fundamentalnych dla badań nad architekturą tego regionu artykułów fachowych oraz licznych mniejszych prac, zamieszczanych w czasopismach i prasie codziennej. Od połowy 1935 r. Stanisław Lorentz zajmował stanowisko wicedyrektora, a  od 1 września 1936 r. dyrektora Muzeum Narodowego w  Warszawie. Był to czas ścisłej współpracy z  prezydentem Warszawy Stefanem Starzyńskim nad zakończeniem budowy nowego gmachu muzeum i przekształceniem go w nowocześnie działającą instytucję muzealną o międzynarodowej randze zarówno w dziedzinie wystawienniczej, jak i badawczej. Dużą wagę przywiązywano do zagadnień konserwatorskich, zapewniając odpowiednie wyposażenie pracowniom. Publikowano nie tylko katalogi wystaw, lecz także katalogi zbiorów. W  1938 r. zaczął się ukazywać Rocznik Muzeum Narodowego. Rekordową frekwencją ponad miliona zwiedzających cieszyła się wystawa Warszawa wczoraj, dziś i jutro. Bardzo ważną inicjatywą dyrektora była złożona prof. Kazimierzowi Michałowskiemu propozycja ulokowania w  muzeum wykopalisk pochodzących ze stanowisk francusko-polskich w Egipcie. Prezydent Starzyński powierzył Stanisławowi Lorentzowi także kierownictwo utworzonej właśnie Komisji Opieki nad Zabytkami Warszawy. Napięta sytuacja polityczna w Europie i groźba wybuchu wojny postawiła dyrektora przed koniecznością zabezpieczenia i  ochrony zbiorów. W tym celu Muzeum Narodowe przygotowało wiosną i latem 1939 r. dużą ilość skrzyń, z  których część wybito

blachą. Opracowano wykazy najcenniejszych dzieł sztuki, zaznaczając kolejność ich pakowania, jednak nie wszystko udało się zapakować i znieść do piwnic przed pierwszymi bombardowaniami i  ostrzałem artyleryjskim, który uszkodził zbiory sztuki Dalekiego Wschodu i kolekcję zegarów. W  muzeum złożono w  celach ochrony zabytki z  innych miejscowości. W lecie 1939 r. przywieziono 327 obrazów malarzy polskich i obcych z Rogalina, a  następnie skrzynie ze zbrojownią rogalińską, które ulokowano w  Muzeum Wojska. W sierpniu doszły zabytki z kościoła ewangelickiego na Helu, we wrześniu obraz Rubensa Zdjęcie z krzyża z kościoła św. Mikołaja w Kaliszu. Po wybuchu wojny i opuszczeniu Warszawy przez władze państwowe Muzeum Narodowe zorganizowało akcję opieki nad najcenniejszymi zbiorami, korzystając z  poparcia prezydenta Starzyńskiego, który 20 września utworzył Komisariat Ratowania Zabytków przy Stołecznym Pogotowiu Technicznym. Akcją kierował dyrektor Stanisław Lorentz przy współpracy kustoszy i pracowników muzealnych. Zabezpieczono w  muzeum zbiory publiczne Łazienek Królewskich, Instytutu Propagandy Sztuki, Centralnego Biura Inwentaryzacji Zabytków, Akademii Sztuk Pięknych, Polskiego Towarzystwa Artystycznego, Muzeum Diecezjalnego, Uniwersytetu, Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, Państwowego Muzeum Archeologicznego, Archiwum konserwatora zabytków woj. warszawskiego i  białostockiego. Przywożono do muzeum również liczne zbiory prywatne; przyjmowano w  depozyt i  ukrywano pod fałszywymi oznakowaniami zbiory osób szczególnie zagrożonych prześladowaniami. Od 17 września 1939 r. ekipy Muzeum Narodowego zwoziły zbiory Zamku Królewskiego. W dalszej akcji ratowania fragmentów wystroju sal zamkowych z myślą o ich późniejszym wykorzystaniu przy odbudowie bardzo cenna okazała się wiedza historyka sztuki i  doświadczenie konserwatorskie Stanisława Lorentza. Za swoją postawę i zasługi przy ratowaniu zagrożonych zabytków Stanisław Lorentz został jeszcze przed kapitulacją miasta odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Akcja zabezpieczania trwała przez całą okupację, m.in. w  1940 r. ukryto najcenniejsze zbiory Mennicy Państwowej przeznaczone do wywie-

Stanisław Lorentz przy trumnie Barbary Radziwiłłówny w katedrze wileńskiej, 1931 r.

Uratowane w 1939 r. elementy wystroju sal Zamku Królewskiego na wystawie Warszawa oskarża w Muzeum narodowym, 1945 r.

Skrzynie z dziełami sztuki rewindykowanymi z Pomorza w Muzeum Narodowym w 1945 r.

Pismo dotyczące akcji ratowania i dokumentowania dzwonów zabytkowych z 1944 r.

33


zienia. Zbiory Muzeum Czartoryskich w Gołuchowie, ukryte początkowo w piwnicy domu przy ul. Kredytowej 12, a przeniesione w 1941 r. do Muzeum Narodowego, poddano konserwacji, chroniąc je przed wywiezieniem przeciąganą umyślnie inwentaryzacją. W  1943 r. sprowadzono część zbiorów Zamoyskich z Kozłówki i  zbiory graficzne z  Suchej zdeponowane w Międzyrzecu Podlaskim. Od 1939 r. Muzeum Narodowe opiekowało się na prośbę właścicieli zbiorami w  Wilanowie i Natolinie, a w 1944 r. także zbiorami w Jabłonnie. Prace te prowadzono w niezwykle trudnych warunkach, często z  narażeniem życia. W okresie wojny i okupacji hitlerowskiej zamknięte zostały wszystkie muzea. Muzeum Narodowe zostało przemianowane na Museum der Stadt Warschau, na którego czele stał niemiecki komisarz dr Alfred Schellenberg, a  dr Lorentz otrzymał tytuł polskiego kierownika (Leiter). Zwolniono znaczną część personelu. Podziemie pod I  pawilonem zajęło Luftwaffe, w skrzydle V umieszczono magazyny wojskowe SS. W  warunkach konspiracyjnych prowadzono w Muzeum Narodowym inwentaryzację i dokumentację zbiorów, czym zajmował się m.in. prof. Zygmunt Batowski, zatrudniony oficjalnie jako tłumacz języka niemieckiego. Stanisław Lorentz brał czynny udział w  posiedzeniach Miejskiej Komisji Opieki nad Zabytkami, gromadzącej dokumentację zniszczonych budowli zabytkowych oraz opiniującej projekty zamierzonych zmian i przebu-

34

dów (materiały te okazały się niezwykle cenne przy powojennej odbudowie Warszawy). Zachowały się protokoły posiedzeń komisji, notatki w sprawie ratowania fresków Palloniego w Kaplicy Misjonarskiej w Łowiczu po spaleniu się dachu w 1939 r. i opracowany dla tego zabytku program konserwatorski. Prowadzono ewidencję strat wojenych i systematyczną inwentaryzację dóbr kultury wywożonych z całej Polski, np. zabytkowych dzwonów, i  akcję sporządzania gipsowych odlewów pomników zagrożonych przetopieniem w  związku z  prowadzoną przez Niemców rekwizycją metali na cele wojenne. Dramatyczny okres powstania warszawskiego został przez dyrektora uwieczniony w skrupulatnie spisywanym dzienniku – kronice prowadzonej z  determinacją walki o  uratowanie i  uporządkowanie dzieł sztuki, rabowanych i niszczonych przez stacjonujących w  gmachu muzeum żołnierzy niemieckich i  ich sprzymierzeńców. Ostatnim aktem walki o ratowanie publicznych i prywatnych dóbr kultury ze skazanej na zagładę popowstaniowej Warszawy była słynna „akcja pruszkowska”. Okupacja to także okres konspiracyjnej działalności Stanisława Lorentza w strukturach Państwa Podziemnego i Delegatury Rządu. Dyrektor powrócił do Muzeum 18 stycznia 1945 r. i od razu rozpoczął pracę nad odbudową polskiego muzealnictwa. Wysunął projekt utworzenia Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków i stanął na jej czele (ustąpił w 1951 r.). Jednym z głównych zadań Dyrekcji była rewindykacja dóbr kultury wywiezionych przez hitlerowców. Sporządzono kartotekę strat w oparciu o wykazy dostarczone przez muzea, zgłoszone przez właścicieli lub zaczerpnięte z innych źródeł, wydawano Prace i Materiały Wydziału Rewindykacji i  Odszkodowań w  Dziedzinie Kultury. Równocześnie od pierwszych miesięcy prowadzono akcje rewindykacyjne w  terenie, najpierw na zachodnich ziemiach Polski, zwłaszcza na Śląsku i Pomorzu, a następnie na terenach zachodnich Niemiec i  w Austrii. Stanisław Lorentz kierował akcją rewindykacyjną i  brał w  niej osobisty udział. Działami Naczelnej Dyrekcji były Główny Urząd Konserwacji Zabytków, sprawujący opiekę nad zabytkami architektury i  nad ruchomymi dziełami sztuki znajdującymi się poza muzeami i kolekcjami, oraz

Instytut Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków, który przejął uratowane zbiory przedwojennego Biura Inwentaryzacji Zabytków. Głównym przedmiotem działalności Instytutu, który w  1951 r. został włączony do utworzonego w 1949 r. Państwowego Instytutu Sztuki (obecnie IS PAN) była inwentaryzacja zabytków sztuki w  Polsce, zarówno architektonicznych, jak i ruchomych, oprócz tych, które znajdują się w muzeach. Publikowano je w Katalogu Zabytków. Natychmiast po wojnie przystąpiono do odbudowy gmachów i rekonstrukcji zbiorów muzealnych. Muzeum Narodowe wraz z  oddziałami stało się instytucją o  międzynarodowej pozycji. Ten złoty wiek muzeum kierowanego przez prof. Stanisława Lorentza dokumentują katalogi zbiorów oraz katalogi wystaw krajowych i  zagranicznych, w  wielu wypadkach inicjowanych i  organizowanych przez dyrektora. Ewenementem w  skali światowej była urządzona przez prof. Kazimierza Michałowskiego galeria fresków z Faras. W  zamyśle prof. Lorentza odbudowany Zamek Królewski miał być związany instytucjonalnie z Muzeum Narodowym, podobnie jak i Zamek Ujazdowski, w którym prof. Lorentz zamierzał ulokować bogate zbiory sztuki zdobniczej, obrazujące życie polskie w  dawnych wiekach. Zamek Ujazdowski stałby się jednym z elementów muzealnego traktu, biegnącego od Zamku Królewskiego, przez Muzeum Narodowe, Zamek Ujazdowski, Łazienki, aż do Wilanowa. Profesor Lorentz nigdy nie pogodził się z  decyzją Ministerstwa Kultury i  Sztuki, przekazującą budynek na prezentację sztuki współczesnej i wielokrotnie apelował o przyznanie na ten cel bardziej odpowiedniego budynku niż barokowy zamek. O  zasługach Profesora na forum międzynarodowej współpracy naukowej i  kulturalnej świadczą przyznawane Mu doktoraty honoris causa, członkostwa zagranicznych akademii, ordery i odznaczenia. PRZYPIS 1 Patrz: Wykaz publikacji profesora Stanisława Lorentza. W: Przeszłość przyszłości... Księga Pamiątkowa ku czci Profesora Stanisława Lorentza w  setną rocznicę urodzin, Muzeum Narodowe w  Warszawie, Zamek Królewski w  Warszawie, Warszawa 1999, ss. 489–526.

Fot. z albumów prof. Stanisława Lorentza, w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie


THE GREAT WAR AND THE FIRST LOSSES SUFFERED BY POLISH COLLECTIONS IN THE 20TH CENTURY Documentation and Protection The article is devoted to discussing the demolition and pillage of Polish cultural collections during the military operations of 1914–1915. The author

presents the threats and the irreversible losses suffered by historic mementoes, monuments, churches, Polish manors and their furnishings on Ukrainian lands and in the Western governorships of the Russian Empire. She gives examples of registers and documentation, protection and searches of 18th–20th century collections which had been taken from Poland by Russians and also discusses preparations for the restitution of Polish cultural property.

Hanna Łaskarzewska

Wielka Wojna

i pierwsze straty zbiorów polskich w XX wieku Dokumentacja i zabezpieczanie

S

to lat temu wybuchła I wojna światowa, przez ziemie polskie przetoczyły się walki frontu wschodniego. 1 sierpnia 1914 r., gdy Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji, na terenie Królestwa Polskiego i  ziemiach wschodnich I RP wcielonych do Rosji starły się armie Cesarstwa Niemieckiego i Austro-Węgier z  wojskami rosyjskimi. Między Wisłą i  Sanem odbyło się dziewięć przemarszów wojsk i  stoczono cztery większe bitwy. Kraj, na którego terenie ścierały się obce armie – Rosjan jako dotychczasowych okupantów zastąpili Niemcy – ponosił straty ludzkie i materialne. Jak zwykle w  takich przypadkach, dotkliwe zniszczenia objęły zabytki i ruchome dobra kultury. Pierwsza ucierpiała Warszawa. Już 3 sierpnia zarządzono ewakuację do Rosji nie tylko akt administracji i urzędów, ale także polskich zbiorów sztuki. Podobnie jak w  grabieżach XIX-wiecznych, rozpoczęto od tych najcenniejszych – Galerii w  Łazienkach, którą wywieziono do Moskwy, wyposażenia Zamku Królewskiego, Arsenału, Gabinetu Rycin Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego oraz niektórych zbiorów z jego biblioteki: rękopisów, inkunabułów, części inwentarzy i  archiwum bibliotecznego, a  także starych druków. Trafiły one do Moskwy, a w 1915 r. do Rostowa nad Donem. Gdy w  maju 1915 r. ruszyła ofensywa niemiecko-austriacka, władze rosyjskie zarzą-dziły kolejne ewakuacje. Wywóz objął m.in. akta historyczne z Archiwum Akt Dawnych w  stolicy oraz z  miast prowincjonalnych. Rosjanie

musieli się spieszyć, bo Niemcy byli już blisko. 6 sierpnia 1915 r. gazeta „Goniec Poranny” donosiła: (...) środa, d.[ata] 4 sierpnia 1915 r. zapisała się w historii Warszawy. W  dniu tym opuścili miasto nasze Rosjanie (…). Pozostawali na stanowiskach do ostatniej chwili, aby jak można najbardziej i „najczulej” pożegnać się z  ukochanym przez nich miastem. 11 sierpnia dziennikarz „Gońca Wieczornego” ironizował: (...) ustępujący łupieżcy moskiewscy troskliwą opiekę roztoczyli nad Zamkiem Królewskim, pałacem Łazienkowskim i pałacem Belwederskim, z których zabrali wszystkie cenne pamiątki historyczne i  obrazy. Łupy były tak obfite, iż sto wagonów towarowych uginało się pod ich ciężarem. Rabunek tych właśnie obiektów stał się już regułą, dziennikarz konkludował: (...) obrabowano [je] już niejednokrotnie. Niemal każdy opuszczający Warszawę generał-gubernator lub jego rodzina uważali za swój obowiązek wyjeżdżać z pełnymi skrzyniami, naładowanymi pamiątkami historycznymi. 5 sierpnia 1915 r. Niemcy wkroczyli do Warszawy, a  połączone armie niemiecka i  austro-węgierska posuwały się dalej w  kierunku wschodnim. Przesuwający się front powodował coraz większe straty wśród zabytków architektonicznych, jak dwory, pałace, kościoły, budynki publiczne, pomniki, a  także obiektów mniej trwałych: zbiorów sztuki, archiwów, księgozbiorów. Zniszczenia i  grabieże były niepowetowane. Te z  lat 1914–1915 najczęściej powstały wskutek działań wojennych (np. zniszczenie pałacu Krasińskich

w Opinogórze, zbiorów Pawlikowskich w Medyce itd.). Jednak wycofujące się wojska rosyjskie niszczyły napotykane na swej drodze obiekty kultury polskiej niezależnie od działań militarnych. W 1915 r. przybywa alarmujących informacji o spalonych posiadłościach coraz dalej na wschód od Warszawy. Wspomniany „Goniec” rejestruje te fakty pod znamiennym tytułem: Tam, gdzie przeszła burza. W Tarnobrzeskiem zrabowano wiele miast, ucierpiał Baranów, Radomyśl, a  tamtejsze dwory poniosły klęskę, której nie odrobią w ciągu wielu lat – donosiła prasa. Spalono m.in. dwór Seweryna Dolańskiego (właściciela Baranowa) w  Grębowie, budynki dworskie ks. Jerzego Lubomirskiego częściowo rozebrano, częściowo spalono. Wraz z  posuwaniem się wojsk niemieckich na Wschód, Rosjanie ewakuują zbiory z  kolejnych miast. Postanowili opuścić Wilno bez walki, a zbiory muzeów i bibliotek wywieźli w  głąb kraju. Po ustąpieniu Rosjan z kolejnych miejscowości, szczególnie w rejonach południowo-wschodniej Galicji, zaczynają się rozboje i  porachunki osobiste. Dochodzi do grabieży i podpaleń majątków ziemskich, których właściciele wyjechali. W wielu miejscowościach organizują się straże obywatelskie do obrony prywatnej własności. Rośnie lista doszczętnie zniszczonych zabytków, szczególnie w  prywatnych dobrach na Wołyniu, Podolu, Ukrainie. Są to w  większości dobra kultury o  zna-

35


Biblioteka Pusłowskich w Albertynie, ok. 1915 r. Częściowo zdewastowana w czasie wojny, część rewindykowano po 1921 r. Fot. R. Aftanazy, Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej

Biblioteka Puzynów w Narolu, obrabowana w 1917 r. przez cofającą się armię austriacką. Fot. R. Aftanazy: Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej

czeniu ponadlokalnym. Jak zauważa bowiem Mieczysław Jałowiecki, który przez wiele lat zbierał materiały dotyczące wiejskich siedzib polskich, posiadłości na tych terenach cechowało wyjątkowe nagromadzenie zbiorów cennych i niepowtarzalnych: Najskromniejszy dwór mógł się poszczycić liczną biblioteką, a  księgozbiory zawierające kilkanaście tysięcy tomów nie należały do wyjątków. Głównym nabywcą obrazów malarzy polskich był ziemianin kresowy. W  żadnej dzielnicy poza Podolem, Ukrainą i  Wołyniem nie było takiej liczby płócien Kossaków,

36

Matejki, Siemiradzkiego, braci Gierymskich (...), rysunków Grottgera, Andriollego (...). A jeżeli mówimy o  galeriach portretów rodzinnych, to portrety pędzla Lampiego, Bacciarellego, Winterhaltera były tam na porządku dziennym, a  niejedno dzieło Angeliki Kauffmann, a  nawet Rosalby Carriery ozdabiały ściany dworu kresowego. Ten słoneczny, bogaty kraj gromadził wszystko, co było najcenniejsze w  sztuce malarskiej i księgarstwie polskim1. Po upadku caratu w 1917 r., a następnie przewrocie bolszewickim, na byłych wschodnich terenach Pol-

ski i Ukrainy nastąpił okres wzmożonego zamętu i  przemocy. Rewolucja agrarna powodowała pogromy i  niszczenie posiadłości ziemskich, mordowano także ich właścicieli. Ginęły masowo pozostałe jeszcze cenne zbiory, wśród nich biblioteki. Na Ukrainie większe miasta, głównie Kijów, pełne były polskich uciekinierów. Czy w tych czasach zmieniających się frontów wojennych, ustrojów państwowych, masowej zagłady siedzib rodowych istniejących od pokoleń i  zgromadzonego w nich dziedzictwa kulturalnego, po którym ślad ginął, ktoś próbował ratować je lub dokumentować wiedzę o tym zasobie? Rzadko zbiory te były zinwentaryzowane lub skatalogowane bądź objęte dokumentacją fotograficzną. Pozostawała tylko pamięć rodzinna, wspomnienia i pamiętniki. Powstały jednak organizacje i instytucje powołane do takich właśnie działań. Przede wszystkim Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości (TOnZP), założone w  Warszawie w  1906 r. jako stowarzyszenie społeczne. Miało ono na celu m.in. opisanie i otoczenie ochroną polskiego dziedzictwa kulturalnego, propagowanie wiedzy o kulturze polskiej, dokumentowanie i  inwentaryzowanie zabytków, prowadzenie prac konserwatorskich. Organizacja szybko się rozrosła, powstały wydziały i  koła terenowe w: Berdyczowie, Charkowie, Humaniu, Kazaniu, Kijowie, Kursku, Mińsku, Mohylewie, Moskwie, Niżnym Nowgorodzie, Odessie, Orenburgu, Petersburgu, Pskowie, Rzeżycy, Samarze, Smoleńsku, Tule, Witebsku, Woroneżu i  Żytomierzu (stan z 1917 r.). Poza stolicą Królestwa najszybciej, bo już w 1908 r., powstało warszawskie koło TOnZP w Petersburgu, które od 1915 r. działało w  imieniu warszawskiej centrali. Inicjatorem jego utworzenia był Aleksander Borawski, pierwszym prezesem został Stanisław Glezmer, a w 1917 r. funkcję tę pełnił J. Szebeko. W  1915 r. w  Moskwie, z  inicjatywy Mariana Morelowskiego, powstał niezależny od TOnZP Wydział Opieki nad Zabytkami Sztuki i Kultury, któremu przewodniczył ks. Maciej Radziwiłł. W Kijowie w  marcu 1917 r. Sekcja Opieki nad Zabytkami Przeszłości, działająca przy kijowskiej Radzie Okręgowej, przeobraziła się w  Polskie Towarzystwo Opieki nad Za-


bytkami Przeszłości na Rusi. Jego przewodniczącym został hr. Franciszek Potocki, a sekretarzem Ludgard Grocholski. Te trzy ośrodki były najważniejsze jeśli chodzi o zakres prac – tam właśnie wywożono najwięcej polskich pamiątek i  mienia kulturalnego; stanowiły również największe skupiska Polaków w Rosji (obok Mińska i Pskowa), gdzie można było liczyć na współpracę polskich środowisk naukowych i kulturalnych. Niszczenie, wywozy i  rabunki mienia kulturalnego w latach Wielkiej Wojny spowodowały konieczność szybkiej reakcji i  zajęcia się ochroną zbiorów przez członków towarzystw opieki nad zabytkami oraz ich współpracowników. Chodziło o  zabezpieczenie tych pozostawionych na miejscu i ich inwentaryzację, a także poszukiwanie wywiezionych, próby ich odzyskania i składowania na czas zawieruchy wojennej i  rewolucyjnej, by następnie zwrócić je właścicielom i bezpiecznie przywieźć do kraju. Pierwsze działania podjęto w  Warszawie i  Petersburgu. W  „Gońcu” z  11 sierpnia 1915 r. zamieszczono apel skierowany do członków warszawskiego towarzystwa o  wykazanie inicjatywy w  tym zakresie: Byłoby pożądane, aby Tow. Opieki nad zabytkami przeszłości, któremu powierzono opiekę nad historycznymi gmachami w  Warszawie, sporządziło dokładny inwentarz zrabowanych przedmiotów i pamiątek z oceną ich wartości. Może na zasadzie dokumentu tego zdołamy w  przyszłości wydostać od azjatyckiego najeźdźcy tak cenny skarb narodowy. Działalność Towarzystwa wyszła naprzeciw tym oczekiwaniom. W  Warszawie zabezpieczono budowle królewskie, wykonano inwentaryzację Zamku Królewskiego, Łazienek, Belwederu, Wilanowa, pałacu Krasińskich i  Prymasowskiego, a  także kościołów na Czerniakowie i Bielanach. Opuszczonym gmachom historycznym zapewniono opiekę. Przedstawiciele TOnZP zbierali również informacje o  zniszczeniach wojennych, starali się chronić zabytkowe budowle przed rekwizycjami cennych materiałów, również na potrzeby wojska (np. blach miedzianych z dachów). Delegaci Towarzystwa podjęli też akcję spisywania i  fotografowania zabytków ruchomych. Działania te wyszły poza teren Warszawy i objęły inne miejscowości Królestwa Polskiego.

Biblioteka Jabłonowskich w Bursztynie, ok. 1909 r. Znaczna część zniszczona po 1914 r. Fot. R. Aftanazy, Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej

Wnętrze biblioteki w zniszczonym pałacu Chodkiewiczów w Młynowie na Wołyniu, 1919 r. Fot. por. Huber

Inne formy pracy przyjęły Koło Piotrogrodzkie i Polskie Towarzystwo w Kijowie. Do ich zadań również należała inwentaryzacja wywiezionych tam zbiorów polskich, przy czym często wiedziano, gdzie się znajdowały, natomiast trudności sprawiało uzyskanie swobodnego do nich dostępu. Ponadto zbierano informacje o  zbiorach prywatnych od ich poszkodowanych właścicieli i  starano się odtworzyć koleje ich losów, przeszukiwano antykwariaty, by zidentyfikować i ewentualnie wykupić zbiory o polskiej proweniencji. Sporządzano także listy zniszczonych majątków wraz ze zgromadzo-

nymi w nich dziełami sztuki, księgozbiorami, archiwaliami itp. Prawie wszystkie działania kół i  towarzystw prowadzone były za pieniądze pochodzące z  darów ich członków. W  Piotrogrodzie z  pieniędzy tych np. odkupowano różne zabytkowe przedmioty od ich właścicieli, by wspomóc ich finansowo. Duża liczba członków (500 w 1917 r.) działała aktywnie. Opracowano m.in. „Tablicę strat 1914–1917 r.”, podając wszystkie informacje, które udało się wspólnym wysiłkiem zebrać. Dane zamieszczone w  „Tablicy...” odczytano na zebraniu Koła, miano je również opublikować z podaniem

37


Okładka i karta tytułowa „Muzeum Polskiego”, t.1, Kijów 1917

Anons z „Muzeum Polskiego”. Fot. „Muzeum Polskie”, t. 1, Kijów 1917, strona wewnętrzna tylnej okładki

szczegółów dotyczących okoliczności zniszczeń i rodzaju zbiorów oraz ich szacunkowych wielkości. Niestety, nie ma potwierdzenia ukazania się drukiem tych materiałów. Pozostaje za to wykaz kilkudziesięciu miejscowości z nazwiskami właścicieli utraconych lub splądrowanych zbiorów, umieszczony w  „Tablicy...” i  opublikowany w „Muzeum Polskim”2. Polskie Towarzystwo w Kijowie funkcjonowało w  o  wiele cięższych warunkach. Rozpoczęło swą aktywność w  1917 r. i  przyszło mu działać w  niesłychanie trudnych okolicznościach. W  tym czasie przez ziemie ukraińskie przetoczyła się rewolucja listopadowa (przeciwko Rządowi Tymczasowemu), następnie walki bolszewików z Ukraińcami, którzy ich rozbroili (grudzień), ponowne bitwy na ulicach Kijowa z  powracającymi bolszewikami. Miasto było przez długie tygodnie sterroryzowane, doskwierał brak wody i  prądu, ciągłe strajki. Do tego dochodziła trudna walka o  ratowanie polskich dworów i  ich zbio-

38

rów artystycznych poza Kijowem. W samym mieście członkowie Towarzystwa prowadzili inwentaryzację poloników w bibliotekach, archiwach i muzeach kijowskich. Objęła ona wywiezione w 1832 r. zbiory krzemienieckie oraz z innych miejscowości Podola i  Wołynia. Poszukiwano również księgozbiorów wileńskich: Biblioteki Uniwersyteckiej i  Akademii Medyko-Chirurgicznej, w 1832 r. rozparcelowanych i  wywiezionych w  różne strony Imperium Rosyjskiego (w Dorpacie, Charkowie, Moskwie i Kazaniu prace poszukiwawcze organizował wydział moskiewski). Kijowscy Polacy skupili się tylko na rejestracji zbiorów stołecznych, ponieważ większość swej pracy musieli wykonać poza Kijowem. Była to działalność i niebezpieczna, i kosztowna. Zewsząd napływały prośby o  ratunek i  pomoc w  wywiezieniu zbiorów z obleganych domostw oraz ich składowanie w bezpiecznym miejscu. Transport odbywał się końmi lub samochodami (brakowało środków na transport koleją) z  dworów wiejskich do miejskich składów. Dokonywali tego sami delegaci i przydzieleni im do ochrony żołnierze. Składy też musiały być chronione, w  obawie przed rozbojami i kradzieżą. Zarówno delegaci objazdowi, jak i ochrona oraz żołnierze byli opłacani z funduszy Towarzystwa. W 1917 r., w wydawanym w Kijowie czasopiśmie „Kłosy Ukraińskie” i  innych miejscowych pismach polskich informowano Polaków o  podejmowanych przez Towarzystwo działaniach, które miały na celu rozwinięcie jak najszerszej opieki

nad zbiorami, pomnikami kultury przeszłości, ewakuowanymi lub znajdującymi się jeszcze na miejscu, wyszukiwanie zaginionych (...). Dla urzeczywistnienia zamierzonych celów uczyniono wiele. Otwarto składy w bezpiecznych miejscach, (...) zebrano kilkanaście tysięcy depozytów, wysłano kilkanaście razy delegatów w różne strony kraju (...). Zebrano informacje urzędowe, dotyczące miejsca znajdowania się w  Rosji 4564 pudów książek wywiezionych podczas wojny obecnej z ziem polskich i rozpoczęto ich ratownictwo, sięgając aż do obwodu Kubańskiego (Bibl. Szawelska w Ust-Łabenskaja). Informacje kończyły się zawsze prośbą do rodaków o  wsparcie finansowe: Niech każdy choć najdrobniejszą rzuci ofiarę, a przyczyni się do dzieła, które żadnemu prawdziwemu Polakowi nie może być obce3. Niestety, wobec nasilających się pogromów akcja ratownicza musiała zostać ograniczona. Członkowie Polskiego Towarzystwa wystosowali protest w  tej sprawie, dając wyraz swej determinacji, a  zarazem bezsilności wobec zaistniałej sytuacji. Pisali w nim m.in.: Dzikie hordy carskie celowo, podług z góry ułożonego planu, niszczyły w Galicji ośrodki polskiej kultury (...). Łudzono nas względami wojennej konieczności, i wyznać musimy, że nieraz tak łudzić się dawaliśmy zbyt łatwo (...). Lecz rzeczy nastąpiła odmiana (...) i znaleźliśmy się w nowych warunkach, wśród wolnych ziem i narodów wolnej Rosji. (...) Poczęliśmy się łudzić, że odradzająca się wolna Ukraina otoczy skrzydłem opieki to wszystko, co na jej ziemiach świadczy o starodawnej tych ziem kulturze (...), pokazało się, że przypuszczenia nasze były złudnymi!4. Na najtrudniejszym polskim przyczółku walki o  ochronę i  ewidencję zabytków architektury i przedmiotów dokumentujących nasze tradycje kulturalne powstało także wydawnictwo, którego myśl przewodnia brzmiała Ochrona zabytków przeszłości – praca dla jutra. Był to tytuł artykułu wstępnego autorstwa Jana z  Tokar Tokarzewskiego-Karaszewicza, a publikacja, z założenia ciągła, nosiła tytuł „Muzeum Polskie poświęcone dziejom i zabytkom sztuki i kultury”. Ukazały się tylko dwa tomy w latach 1917–1918, oba pod redakcją Ludgarda Grocholskiego i kierownictwem artystycznym Mieczysława


Ludgard hr. Grocholski (1884–1954). Fot. ze zbiorów prywatnych

Tretera. Poza artykułami dotyczącymi poloników w Rosji i  w  Ukrainie – m.in. o  „Głowach Wawelskich” w  Muzeum Rumiancowskim w  Moskwie, z  wykonanymi tam zdjęciami – dużo miejsca poświęcono przeglądowi kronikarskiemu z  poszukiwań zabytków polskich w Rosji, publikacjom, doniesieniom z  prac pozostałych kół i  wydziałów towarzystw ochrony zabytków. Zawarte w  obu tomach informacje o  zbiorach zniszczonych lub odnalezionych są dziś ważnym przyczynkiem do akcji dokumentowania rozproszonych zasobów polskiego dziedzictwa kulturalnego. Wydawało się, że po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. zebrane dotychczas informacje i  dokumenty potwierdzające grabieże i  stan zachowania w Rosji naszych dóbr kultury posłużą oczekiwanej przez wielu akcji rewindykacyjnej. Nie udało się jednak Aleksandrowi Lednickiemu, jako przedstawicielowi Rady Regencyjnej w Moskwie, ewakuować do kraju zgromadzonych w  składach TOnZP poloników i mienia prywatnego z Rosji. W listopadzie 1918 r. władze bolszewickie aresztowały członków Komisji Likwidacyjnej do Spraw b. Królestwa Polskiego. Stosunki polsko-sowieckie pogorszyły się znacznie, Polska odmówiła nawiązania oficjalnych stosunków dyplomatycznych z Rosją Radziecką. Potem miała miejsce wojna polsko-bolszewicka 1920 r. i nowe zniszczenia oraz kolejne grabieże tego, co pozostało jeszcze ze śladów polskiej kultury i  jej obecności na Wołyniu, Podolu czy Wileńszczyźnie. Dopiero podpisanie w Rydze traktatu pokojowego 18 marca 1921 r.

otworzyło furtkę do rozpoczęcia oficjalnej akcji rewindykacyjnej polskich dóbr kultury z Rosji. Przeprowadzenie jej wymagało stałego korzystania z  dokumentacji o zbiorach wywiezionych i miejscach ich obecnego przechowywania, na co nie byliśmy w pełni przygotowani, ponieważ nawet przy olbrzymim zaangażowaniu członków Towarzystw Opieki nad Zabytkami Przeszłości w odzyskiwanie naszego mienia kulturalnego w Rosji, jego przejmowanie i ochronę, nie udało się potwierdzić lokalizacji znacznej liczby obiektów. Dokumentacja wytworzona w  kraju i przekazana do dyspozycji rewindykatorów też nie była zbyt obszerna, a  dane często nieaktualne. Dotychczasowy dorobek w  tym zakresie stanowiły dwa opracowania dawniejsze: Franciszka Radziszewskiego Wiadomość historyczno-statystyczna o znakomitszych bibliotekach i archiwach publicznych i prywatnych (Kraków 1875) oraz Hieronima Wildera Polskie archiwa, biblioteki, muzea, zbiory i  zbieracze, ułożone według miejscowości (Rocznik Naukowo-Literacko-Artystyczny {Encyklopedyczny} na Rok 1905). Sytuacja zmieniła się w latach I wojny światowej, która uświadomiła środowiskom naukowym, a  szczególnie związanym z  historią książki i  bibliotek archiwistom i muzealnikom, że oto bez śladu możemy stracić ogrom dorobku kulturalnego minionych wieków. Aby temu zapobiec, Edward Chwalewik, bibliotekarz, bibliofil, historyk księgozbiorów polskich, już w  dwóch pierwszych latach wojny przygotował publikację, która rejestrowała nie tylko stan posiadania zbiorów zabytkowych, ale również ich zniszczenia w 1914 i 1915 r. (głównie na podstawie doniesień cytowanego już wcześniej „Gońca”, ukazującego się w  Warszawie). Praca, wydana dzięki subwencji Kasy im. J. Mianowskiego, zatytułowana była: Zbiory polskie. Archiwa, biblioteki, gabinety, galerie, muzea i  inne zbiory pamiątek przeszłości w ojczyźnie i na obczyźnie w zestawieniu alfabetycznym według miejscowości (Warszawa 1916). Zarejestrowano w  niej ok. 180 miejscowości kresowych i z Ukrainy wykazujących zbiory biblioteczne, w  tym ich zniszczenia w  36 miejscowościach. Był to pierwszy krok w  realizacji potrzeby zarejestrowania strat poniesionych

Pierwsze wydanie Zbiorów polskich Edwarda Chwalewika

w trakcie nawałnicy wojennej, jak pisał autor we wstępie do Zbiorów polskich. Jeśli doda się do tego informacje ze sprawozdań TOnZP, z „Muzeum Polskiego” i innych cząstkowych wiadomości przekazywanych głównie w  czasopismach, to obraz ten znacznie się poszerza. Edward Chwalewik pracował nadal nad uzupełnieniami oraz poprawkami swej dokumentacji i  w  latach 1926–1927 ukazała się druga, dwutomowa edycja Zbiorów polskich. Była ona pomocna podczas prac rewindykacyjnych, ale nie zniwelowała braków źródłowych, stwarzających olbrzymie kłopoty stronie polskiej w bezspornym poświadczaniu praw do konkretnych zbiorów. Doświadczenia II wojny światowej udowodniły, iż nawet bolesne i  dalekosiężne konsekwencje braku odpowiedniej dokumentacji zbiorów sprzed I wojny i z lat jej trwania nie były dostateczną nauczką dla państwowych i  prywatnych właścicieli zabytkowych obiektów (szczególnie jeśli chodzi o dokumentację fotograficzną), czego konsekwencje odczuwamy w wielu przypadkach do dziś. PRZYPISY 1 M. Jałowiecki: W  słońcu. „Pamiętnik Kijowski” t. 2:, 1963, s. 245. 2 T. 1. 1917, s. 94–95. 3 O  pomniki kultury polskiej. „Kłosy Ukraińskie” R. 4: 1917, nr 1/2, s. 58–59. Pod tekstem podpisali się członkowie Wydziału Wykonawczego Związku Organizacji Opieki nad Zabytkami Polskimi, który zawiązał się w Moskwie w 1917 r. 4 Sprawozdanie Polskiego Towarz. Opieki nad Zabytkami Przeszłości na Rusi za czas od 26 marca 1917 do 31 grudnia 1917 r. Kijów 1918, s. 16.

39


DIGITALISATION OF CULTURAL PROPERTY ON POLISH AND UKRAINIAN LANDS

The Castle Museum in Łańcut and the Polish Guild of Gutenberg’s Knights in Warsaw has since 2010 been carrying out the digitalisation of the Polish and Ukrainian cultural heritage on the territories of both countries. The foundation for this work had been laid by the long-standing, many-year cooperation of the Castle Museum with Ukrainian partners in the field of research, conservation and protection of historic objects. Moreover, contribution to the research done in this field was also made by scientists from the Institute of Chemistry and Nuclear Science in Warsaw and the State Geological Institute, who had made precise physical analyses of the painting materials. High-standard digitalization of precious historic objects has hitherto been implemented at the collections of the Central State Historical Archive in Kiev (The Potocki Family Archive), the Museum of the Book and of Ukrainian Printing in Kiev, the Lviv Art Gallery – the Potocki Palace, as well as eight Orthodox churches in the Przemyśl eparchy, archives of the parishes in Troki and R. Biskupski’s archive. The digitalization of the theatre and historic stage sets in the Łańcut castle will have been completed this year. Preparations are being made for multi-aspect digitalization work in the Łańcut park. Visual registration, enriched with voluminous specialist research papers, is accessible online.

JAROSŁAW GIEMZA

CYFRYZACJA DÓBR KULTURY NA TERENIE POLSKI I UKRAINY

Oblata dokumentu Ottona z Pilczy, wystawionego w Łańcucie 2 lutego 1367 r., wykonana przez kancelarię króla Kazimierza Wielkiego w Piotrkowie 16 grudnia 1558 r. Fot. Centralne Państwowe Archiwum Historyczne w Kijowie

M

uzeum – Zamek w Łańcucie od wielu lat współpracuje z  placówkami muzealnymi i  naukowymi na Ukrainie w zakresie muzealnictwa, konserwacji i ochrony zabytków. Wspólnie z  ukraińskimi partnerami, m.in. Muzeum Narodowym we Lwowie i Państwowym Naukowo-Badawczym Instytutem Konserwatorskim we Lwowie, realizuje projekty badawcze dotyczące malarstwa tablicowego XIV–XVIII w. Do współpracy

40

włączyli się także polscy naukowcy z Instytutu Chemii i  Techniki Jądrowej w Warszawie oraz Państwowego Instytutu Geologicznego w  Warszawie, wykonujący precyzyjne analizy fizyczne stosowanych materiałów malarskich. Dotychczasowa współpraca doprowadziła do porozumienia pomiędzy dyrektorem Muzeum – Zamku w Łańcucie, Witem K. Wojtowiczem, a  dyrektorami ukraińskich muzeów,

archiwów i stowarzyszeń, które dotyczy opracowania i  wspólnego stworzenia cyfrowego archiwum rozproszonego dziedzictwa kulturowego (dokumenty, stare druki, zabytki sztuki), związanego z  dziejami rodów szlacheckich i  magnackich, przede wszystkim Pilawitów Potockich. Koordynatorem tych prac na terenie Ukrainy została Oksana Kozynkewycz, dyrektor Muzeum Pałacu Potockich Lwowskiej Galerii Sztuki. Wspierają nasze działania i służą nam pomocą liczne ukraińskie instytucje, m.in. Fundacja na rzecz Pałacu w  Podhorcach, Muzeum w Iwanofrankowsku (Stanisławowie), Muzeum Zapowidnyk – Sofia Kijow-


Intercyza między stronami reprezentowanymi przez Stanisława Szczęsnego hr. Potockiego i hr. Jana Potockiego z 1 maja 1799 r. Fot. Centralne Państwowe Archiwum Historyczne w Kijowie

ska, Muzeum Książki i Drukarstwa Ukrainy w Kijowie oraz Państwowe Centralne Archiwum Historyczne w Kijowie. W tamtejszych zasobach muzealnych, bibliotecznych i  archiwalnych udało się zidentyfikować wiele materiałów mających istotne znaczenie dla kultury polskiej i  badań historycznych. Przed kilkoma laty, po konsultacji z  partnerami ukraińskimi, muzeum w  Łańcucie nawiązało współpracę z  Polskim Bractwem Kawalerów Gutenberga w  Warszawie, co zaowocowało przedsięwzięciem podporządkowanym budowie cyfrowego archiwum. Bractwo skutecznie aplikowało o  pozyskanie funduszy na ten cel i koordynowało realizację projektu pod nazwą Digitalizacja dokumentów ze zbiorów dziedzictwa kultury polskiej na terenie Ukrainy, realizowanego w  ramach zadania publicznego Współpraca z  Polonią

i Polakami za granicą ogłoszonego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Mamy świadomość ogromu interesującego materiału, pozostającego dzisiaj w  kolekcjach zagranicznych i  zdajemy sobie sprawę, że realizacja naszego projektu to jedynie przyczynek do działań w tym zakresie. Dla urzeczywistnienia przedsięwzięcia niezbędny jest wspólny wysiłek i koordynacja prac wielu instytucji w Polsce i na Ukrainie. Staraliśmy się, aby efektem jednej z  pierwszych realizacji była nie tylko rejestracja określonej liczby pamiątek, lecz aby dokumentacja dawała też obraz różnorodności dzieł w zbiorach ukraińskich. Wyjątkowo interesujące okazały się dla nas archiwalia przechowywane przez Centralne Państwowe Archiwum Historyczne w Kijowie. Dzięki życzliwości dyrekcji archiwum

przedmiotem opracowania stały się dokumenty należące do najdawniejszych i najcenniejszych w  zbiorach – dotyczące Ottona z  Pilczy i  postanowień podejmowanych przez niego w  Łańcucie w  1367 i  1369 r. oraz archiwum rodzinne Potockich, zawierające m.in. dokumenty podpisywane i pieczętowane przez Jana Potockiego. Prace digitalizacyjne i opisowe przeprowadził zespół kierowany przez Pawła Myszkę (Pro Tempus) w składzie: Hanna Myszka (Pro Tempus), Jarosław Giemza (Muzeum – Zamek w  Łańcucie), Wiktor Kusznirenko (Fundacja na rzecz Zamku w  Podhorcach), Joanna Młynarska (Uniwersytet Warszawski), przy konsultacji Walentyny Boczkowskiej (Muzeum Książki i Drukarstwa Ukrainy w Kijowie) i  Oksany Kozynkewycz (Lwowska Galeria Sztuki – Pałac Potockich). Prezentacją na www. zamek-lancut.pl/pl/Digitalizacja/: zaj-

41


Historiae Biblicae Veteris et Novi Testamenti, Augsburg 1748, ze 100 ilustracjami wykonanymi przez braci Józefa Sebastiana i Jana Baptystę Klauberów, według obrazów Johana Adama Stokmana. Fot. Muzeum Książki i Drukarstwa Ukrainy w Kijowie

mował się Andrzej Figiela (Muzeum – Zamek w Łańcucie). Równolegle do tych przedsięwzięć Muzeum – Zamek w Łańcucie współpracuje z  Polskim Bractwem Kawalerów Gutenberga w  zakresie kompleksowej digitalizacji wyposażenia najcenniejszych, zabytkowych cerkwi w historycznej eparchii przemyskiej. W  latach 2011–2014 wykonano cyfryzację polichromii ściennych, zabytków ruchomych i  detalu architektonicznego zespołów cerkiewnych w  Posadzie Rybotyckiej (XV–XVI w.), Szczawnem (XIX–XX w.), Turzańsku (XIX–XX w.), Pielgrzymce (XVI–XX w.), Hańczowej (XVIII–XIX w.), Uściu Gorlickim (XVII–XX w.) i  Nowicy (XVII–XX w.). Rejestracja wizualna wzbogacana jest obszernymi opracowaniami naukowymi, m.in. sporządzone zostały rysunkowe, wektorowe kalki rekonstrukcyjne kompleksu unikatowych fresków cerkwi w Posadzie Rybotyckiej wraz z  opracowaniem krytycznym. Prace realizowane były przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego,

42

a ich efekty udostępnione są w Internecie (www.posada-rybotycka.pl; www.cerkiew-szczawne.pl; www. cerkiew-turzansk.pl; www.cerkiewpielgrzymka.pl; www.cerkiew-hanczowa.pl). Kontynuacją działań digitalizacyjnych dla zespołów archiwalnych stała się cyfryzacja Archiwum Parafii Greckokatolickiej w Torkach (z lat 1837–1945, ukazującego spektrum funkcjonowania parafii, zawierającego m.in. Księgę Przemyskiego Konsystorza Greko-Katolickiego z  lat 1837–1868) oraz Archiwum Romualda Biskupskiego (niepublikowane wcześniej materiały rękopiśmienne i  fotograficzne, wytworzone w  latach 1960–2007 przez zmarłego, wybitnego historyka sztuki – Romualda Biskupskiego, specjalistę w  zakresie badań malarstwa cerkiewnego, wieloletniego kierownika Działu Sztuki Cerkiewnej Muzeum Historycznego w Sanoku). Zadanie dofinansował Narodowy Instytut Audiowizualny. Pełen zasób udostępniono na www.archiwumcerkiewne-online.pl.

Na grudzień bieżącego roku planowane jest zakończenie pełnej cyfryzacji Teatru wraz z zespołem zabytkowych scenografii w łańcuckim zamku oraz ekspozycji Działu Sztuki Cerkiewnej Muzeum – Zamku. Zaawansowane są prace przygotowujące realizację unikatowego przedsięwzięcia – wieloaspektowej digitalizacji rozległego kompleksu parku łańcuckiego, wyjątkowego w  skali europejskiej dzieła sztuki ogrodowej. Będzie to jedna z  pierwszych tego typu realizacji na świecie, a jej pełne urzeczywistnienie może wyznaczać standardy dla innych muzeów rezydencjonalnych. Próby są zadowalające. Zamierzona jest pełna digitalizacja parku z ogrodami, drzew, krzewów, kompozycji klombów i rabat, małej architektury, przedstawiona w układzie warstw historycznych i innych odniesień (całość osadzona na geodezyjnym pomiarze i  systemie GPS, funkcjonująca w  aplikacjach na urządzenia mobilne, wzbogacona interaktywną grą edukacyjną on-line).


Pokrow Bogurodzicy w asyście Proroków, ściana ikonostasowa nawy cerkwi pw. św. Onufrego w Posadzie Rybotyckiej Fot. P. Myszka z zespołem; rys. J. Giemza

Parametry wykonywanych dotąd prac digitalizacyjnych Sprzęt: Nikon d800 – matryca 36,8 MPx, obiektywy manualne serii Micro 2; Hasselblad serii 500 – matryca Leaf 22 MPx 3; Sinar – matryca Leaf 22 MPx; oświetlenie flash Bowens, Elinchrom. Postprodukcja: stacje graficzne Apple, monitory Eizo ColorEdge i FlexScan, kalibracja X-Rite, oprogramowanie PhaseOne, Adobe, Kolor, Nikon, Leaf. Pliki macierzyste – raw, tif; wielkość podstawowa plików 7360 x 4912 px – przy zapisie w formacie bezstratnym pojemność ok. 110 MB dla formatu tif; dla technologii gigapanoram mozaikowych wielkość podstawowa ustalana jest odrębnie dla każdego zadania (gigapanoramy mozaikowe wykonywane przy digitalizacji Teatru i Działu Sztuki Cerkiewnej Muzeum – Zamku w  Łańcucie wielkości 29427 × 22860 px – w formacie bezstratnym ok. 1,7 GB). Na potrzeby prezentacji internetowej pliki są odpowiednio zmniejszane.

Prace przy cyfrowej dokumentacji malowideł ściennych w cerkwi pw. św. Onufrego w Posadzie Rybotyckiej. Fot. P. Myszka z zespołem

43


CONSERVATION OF 200 INVALUABLE DOCUMENTS FOR THE BICENTENARY OF OSSOLINEUM

The National Ossoliński Institute (in Polish: Zakład Narodowy im. Ossolińskich,  ZNiO) supported by the Ministry of Culture and National Heritage is implementing a project called Conservation of 200 Invaluable Documents for the Bicentenary of Ossolineum. The task will have been completed by 2017, and the number of historic objects included in the project is related to the bicentenary of founding the Institute which falls in that year. Some of the unique Ossolineum manuscript collections which are to undergo conservation are Medieval diplomas of Polish kings and princes and other documents certified with seals, a  12th century parchment code, and autographs of J.M. Ossoliński, Aleksander Fredro, or Tadeusz Kościuszko. The poor state of these documents of extraordinary value both for Polish and for European cultural heritage does allow to make them accessible for research, or for exhibition. Due to their technological variety, some objects pose a real challenge to restorers who specialise in the conservation of paper, leather, parchment, seals and metal. After completing the work, the restored manuscripts will be digitalised and made available to the general audience. They will also be shown at the jubilee exhibition.

Wybrane dokumenty uwierzytelnione pieczęciami przygotowane do prezentacji na komisji konserwatorskiej z udziałem rzeczoznawców

Małgorzata Grocholska, Elżbieta Ostromęcka

Konserwacja 200 bezcennych dokumentów na 200-lecie Ossolineum PROJEKT I JEGO REALIZACJA

Z

biory rękopiśmienne Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu należą do najcenniejszych skarbów kultury polskiej. Gromadzone na przestrzeni dwustu lat i stale wzbogacane, stanowią niewyczerpane źródło wiedzy o historii i kulturze, co czyni je przedmiotem nieustannych prac badawczych. Są dumą Ossolineum i podlegają szczególnej ochronie. Stworzenie bezpiecznych warunków ich przechowywania było zadaniem priorytetowym, zrealizowanym w  trakcie wieloletnich prac remontowych. Klimatyzowany magazyn, regały kompaktowe, właściwe oświetlenie, systematyczna wymiana opakowań ochronnych podniosły standardy konserwacji pasywnej. Jednocześnie z  tymi działaniami od lat trwa systematyczna praca konserwatorów i introligatorów, której celem jest poprawa kondycji zbiorów. Zespoły rękopi-

44

sów są oprawiane w poszyty, umieszczane w bezpiecznych opakowaniach z  rezerwą alkaliczną, poddawane konserwacji zabezpieczającej lub pełnej konserwacji wybranych szczególnie cennych zabytków rękopiśmiennych. Ukoronowaniem tych działań była konserwacja rękopisu poematu Adama Mickiewicza Pan Tadeusz. Aby móc zintensyfikować prace konserwatorskie, Zakład Narodowy im. Ossolińskich podjął w  ostatnich latach wysiłki w  celu uzyskania dotacji zewnętrznych. Pierwszym zrealizowanym projektem dofinansowanym ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, wspieranego przez Islandię, Liechtenstein i  Norwegię, była przeprowadzona w  latach 2007–2010 Konserwacja i digitalizacja zbiorów Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. W  ramach zadania konserwacją objęto m.in. część spuścizny literackiej Juliusza Słowackiego. Systematyczne przeglądy magazynu – przeprowadzane przez konserwatorów i  pracowników Działu Rękopisów – pozwoliły wyodrębnić grupę zabytków


szczególnie cennych dla kultury narodowej, które wymagały podjęcia prac konserwatorskich. Przygotowano wniosek o dotację i  pierwszym projektem realizowanym dzięki wsparciu finansowemu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego stała się Konserwacja najwartościowszych rękopisów ze zbiorów Ossolineum. W  ramach dwuletniego zadania, w  latach 2013–2014 objęto nią 14 rękopisów literackich, w  tym Sienkiewicza, Fredry, cały zbiór Słowackiego, a także zbiór cennych autografów królewskich. PROJEKT 200 NA 200

Zarówno osiągnięte efekty, jak i wysoka ocena złożonego wniosku skłoniły pracowników Ossolineum do podjęcia kolejnych działań, które zaowocowały uzyskaniem dofinansowania do zadania Konserwacja 200 bezcennych dokumentów na 200-lecie Ossolineum. Dokumenty i dyplomy tworzą w zbiorach Działu Rękopisów osobny zespół rękopiśmienny, liczący obecnie ponad 2230 jednostek. Stanowią bogaty materiał źródłowy, spajający osiem wieków historii, który ze wzglę-

du na stan zachowania nie zawsze może być wykorzystywany przez badaczy i naukowców czy prezentowany na wystawach. Stan zachowania tych bezcennych dokumentów, w  znacznej części pergaminowych, uniemożliwia również ich digitalizację i tworzenie jakichkolwiek kopii zabezpieczających. Cały zasób archiwalny dokumentów uwierzytelnionych pieczęciami dotyczy zagadnień ściśle związanych z historią Polski. Chronologicznie zamyka się w czasie od XIII do XVIII w., a tylko niewielka jego część dotyczy okresu późniejszego. Jako zbiór wolno narastający drogą darów i kupna odznacza się różnorodnością wystawców, treści oraz zasięgu terytorialnego. Pośród najcenniejszych należy wyróżnić pergaminowe dokumenty opatrzone charakterystycznymi pieczęciami woskowymi i  ołowianymi. Są wśród nich dyplomy wydawane przez książąt i  królów polskich, opatrzone charakterystycznymi pieczęciami lakowymi i  woskowymi, m.in. Henryka Brodatego, Bolesława Wstydliwego, Leszka Czarnego, Kazimierza Jagiellończyka, Zygmunta I Starego, Zygmunta Augusta, Stefana Batorego, Zygmunta III

Ziemowit III, ks. Mazowiecki z synami przywracają Abrahamowi proboszczowi i podstolemu Niemczy i ich spadkobiercom zamek Nowy Dwór z miastem i przywilejami. 1374 r. Dokument pergaminowy z trzema pieczęciami zawieszonymi na sznurach, stan przed konserwacją. Dokument BO.1595

45


46

Zygmunt August, król polski, zatwierdza nadanie wsi Krzyszkowice… 1549 r. Przykład silnego uszkodzenia pieczęci. Dokument BO.65

Michał, król polski, pozwala wpisać do metryki litewskiej dokument. 1673 r. Przykład uszkodzenia dokumentu papierowego. Dokument BO.829

oraz Jana III Sobieskiego, Augusta II i Stanisława Augusta. Liczna grupa tych dokumentów dotyczy spraw majątkowych możnowładztwa oraz ziemian i pochodzi z  kancelarii urzędów państwowych, ziemskich, miejskich, a także instytucji kościelnych o szerokim zasięgu terytorialnym, z  przewagą jednak ziem południowych dawnej Polski, m.in. dawnego województwa krakowskiego, ruskiego oraz sandomierskiego. Dokumenty stanowią bogaty materiał źródłowy, głównie do poznania stosunków społecznych i  gospodarczych, rozwoju własności ziemskiej, osadnictwa miejskiego i wiejskiego, dziejów handlu i rzemiosła. Są wśród nich również nominacje urzędników i wojskowych oraz nadania szlachectwa i tytułów hrabiowskich. Mniejszą grupę stanowią dokumenty papieskie, bulle z  ołowianymi pieczęciami, m.in. Juliusza II, Innocentego IX, Klemensa XIV czy Benedykta XIV. Spośród tych dokumentów do konserwacji wybrano 195 oraz dodatkowo pięć manuskryptów w formie kodeksów i poszytów, które świetnie charakteryzują całą kolekcję ossolińską. Ich listę rozpoczyna Exameron beati Ambrosii, episcopi et confessoris, kodeks pergaminowy z XII w., najstarszy zabytek w rękopiśmiennych zbiorach Ossolineum. Zawiera on sześcioksiąg o  stworzeniu świata autorstwa św. Ambrożego. Drugie dzieło to Wieczory badeńskie czyli powieści o  dziwach i  strachach Józefa Maksymiliana Ossolińskiego – bardzo ciekawy, cenny, a zarazem mało znany rękopis samego fundatora Zakładu. Jest to zbiór kilkunastu opowiastek o duchach, diabłach i innych stworach, utrzymany w lekko ironicznym tonie, zaliczany do pierwszych polskich nowożytnych utworów fantastycznych. Trzecim obiektem jest autograf Wierszy różnych Aleksandra Fredry, wchodzący w skład bezcennej, największej w Polsce kolekcji rękopisów znakomitego komediopisarza. Niezwykle ważnym zabytkiem jest zespół rękopiśmienny Listy i rozkazy dzienne naczelnika Tadeusza Kościuszki do generała Mokronowskiego, dowódcy powstania na Litwie w 1794 r. Listy te zawierają uwagi na temat ogólnej sytuacji wojsk polskich, strategii działań oraz szczegółowe rozkazy dla generała. Ostatnim z manuskryptów, które przeznaczono do konserwacji, jest rarytas kolekcjonerski – album z  autografami wybitnych osobistości z  lat 1664–1861, który stanowi dużą ciekawostkę kolekcjonerską, m.in. z podpisami Ludwika XIV, Charlesa Montesquieu, Jeana

Jacquesa Rousseau, Napoleona I Bonaparte, Giuseppe Garibaldiego i Victora Hugo. W  ramach projektu Konserwacja 200 bezcennych dokumentów na 200-lecie Ossolineum wytypowano zespół zabytkowych rękopisów, w głównej mierze dokumentów pergaminowych i  papierowych uwierzytelnionych pieczęciami, oraz pojedyncze obiekty w formie kodeksów i  poszytów. Dokonując wyboru obiektów, ossolińscy konserwatorzy kierowali się przede wszystkim ich stanem zachowania, a  kurator zbioru, kierownik Działu Rękopisów, ich znaczeniem dla historii i nauki polskiej. W  efekcie do konserwacji przeznaczono obiekty o wielkiej wartości historyczno-literackiej i zróżnicowanym stopniu uszkodzenia. Projektem tym, zaplanowanym na blisko dwa lata, Ossolineum rozpoczęło przygotowania do nadchodzącej dwusetnej rocznicy powstania Zakładu. Liczba akurat dwustu dokumentów została ustalona w celu podkreślenia rangi jubileuszu. WYZWANIA KONSERWATORSKIE

Zadania konserwacji tych zbiorów są bardzo złożone. Dotyczą pergaminu, papieru i skóry jako podłoża, różnorodnych materiałów pisarskich (atramenty żelazowo-galusowe, węglowe, atramenty współczesne, ołówki), warstw malarskich (ozdobne inicjały, ilustracje, miniatury), pieczątek tuszowych, pieczęci woskowych z  mas barwionych i  niebarwionych, pieczęci papierowych z wykonaną z ciasta i wosku masą pieczętną, pieczęci lakowych. Pieczęci przywieszane są na paskach pergaminowych, lnianych, konopnych i  bawełnianych sznurach, jedwabnych wstążkach, umieszczane w metalowych lub drewnianych puszkach ochronnych. Rękopisy w formie poszytów i kodeksów mają tekturowe lub drewniane okładziny obleczone płótnem, aksamitem, papierem marmoryzowanym bądź skórą, jeden z  nich ma mosiężne zapinki. Każdy z  tych elementów dokumentu rękopiśmiennego wymaga indywidualnego traktowania i opracowania metodyki konserwacji dostosowanej do techniki wykonania oraz stanu zachowania obiektu. Zabytkowe dokumenty wytypowane do konserwacji w  ramach projektu cechują przede wszystkim: duży stopień zabrudzenia; silne deformacje wysoce higroskopijnego materiału, jakim jest pergamin; trwałe załamania powierzchni dokumentów; żelatynizacja;


Jan Kazimierz, król polski, zatwierdza i transsumuje dokument. 1649 r. Przykład szczególnie silnie zniszczonego pergaminu. Dokument BO.2244

Wieczory badeńskie czyli powieść o dziwach i strachach Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, widoczne uszkodzenia krawędzi kart przed konserwacją. Rękopis 662/II

zniszczenia spowodowane przez drobnoustroje; zmiany barwne; osłabienie; puszystość papieru; ubytki (m.in. uszkodzenia spowodowane przez gryzonie); uszkodzenia mechaniczne, takie jak rozdarcia; słaba czytelność tekstów, blaknięcie, osypywanie się, przetarcia, rozmycia atramentów. Poważnym uszkodzeniom uległy pieczęcie uwierzytelniające dokumenty. Są one bardzo mocno zabrudzone, mają uszkodzenia mechaniczne w postaci odprysków, pęknięć, przełamania lub rozluźnienia warstw pieczętnych. Często występują: odpadanie odcisku, rozbicie pieczęci na części, zgniecenia i  spłaszczenia. Przy wielu dokumentach brakuje pieczęci, które wskutek uszkodzenia wiązadeł pieczętnych oderwały się i  często zostały zagubione. Dodatkowo silne zniszczenia spowodowały puszki metalowe, mające z założenia chronić pieczęci. Wiele z nich uległo korozji. Leżąc bezpośrednio na pergaminie, niszczyły skórę, powodując na powierzchni powstanie wżerów oraz licznych rdzawych plam czyniących fragmenty tekstów nieczytelnymi. Niektóre puszki są zdeformowane lub zachowane fragmentarycznie. Rękopisy w  formie kodeksów mają uszkodzenia konstrukcji opraw, przerwane wiązania, zdeformowane, zabrudzone i przetarte okładziny, brakuje także zapinek i kapitałek.

Przygotowując wniosek, konserwatorzy Zakładu Narodowego im. Ossolińskich musieli opracować ramowy program prac konserwatorskich, który miał podlegać późniejszej weryfikacji przez komisję konserwatorską składającą się z przedstawicieli Ossolineum, wykonawcy wyłonionego w drodze przetargu oraz zaproszonych przez zleceniodawcę konsultantów – rzeczoznawców. Podstawowymi zabiegami konserwatorskimi przy ossolińskim zespole dokumentów pergaminowych uwierzytelnionych pieczęciami woskowymi i  papierowymi miały być: dezynfekcja, oczyszczanie zabrudzeń wszystkich części składowych obiektu – pergaminu, pieczęci z  wiązadłami pieczętnymi i  ochronnych puszek, usunięcie plam i zacieków, uelastycznienie i usunięcie deformacji pergaminu, uzupełnienie ubytków, wzmocnienie i zabezpieczenie dokumentów przed dalszym niszczeniem, scalenie zachowanych fragmentów oryginału, wykonanie teczek i pudeł ochronnych z materiałów wysokiej jakości. Dla pieczęci przewidziano wykonanie następujących zabiegów konserwatorskich: oczyszczenie, impregnacja, konsolidacja pieczęci, sklejanie spękań, scalanie fragmentów, w uzasadnionych przypadkach uzupełnianie ubytków – najczęściej masy pieczętnej, wykonanie

Jadwiga, królowa polska, nadaje Fedorowi, ks. Ostrogskiemu zamek Ostróg z okręgiem pod warunkiem wypełniania służby wobec królów polskich. 1393 r. (a) Oryginalny tkaninowy woreczek do przechowywania pieczęci umieszczony w późniejszej drewnianej puszce. (b) Pieczęć z uszkodzoną masą pieczętną i wiązadłami. Dokument BO.484

a)

b)

47


Uczestnicy komisji konserwatorskiej, od lewej: prof. dr hab. Elżbieta Jabłońska, mgr Mirosława Wojtczak – rzeczoznawcy, mgr Hanna Machaj – wykonawca prac, mgr Maria Woźniak – rzeczoznawca, w trakcie oceny stanu zachowania obiektów

ochronnego obrzeża miski woskowej, zabezpieczenie powierzchni pieczęci, oczyszczanie puszek pieczętnych, usunięcie uszkodzeń mechanicznych, zabezpieczenie przed korozją. Dla zespołu dokumentów papierowych opracowano następujący zakres prac: dezynfekcja obiektów, oczyszczanie zabrudzeń, sprawdzenie odporności atramentów i tuszów na wodę oraz ewentualne ich zabezpieczenie, kąpiele, odkwaszenie papieru oraz neutralizacja atramentów – po sprawdzeniu pH papieru oraz zawartości jonów żelaza w  atramentach, wzmacnianie strukturalne papieru, uzupełnianie ubytków, sklejanie rozdarć, podklejanie partii osłabionych, zabezpieczenie i konserwacja pieczęci i masy pieczętnej, prasowanie dokumentów, umieszczenie obiektów w teczkach ochronnych. Konserwacja wytypowanych pięciu rękopisów w formie kodeksów i poszytów musiała dodatkowo uwzględnić zagadnienia konserwacji opraw obleczonych skórą, papierem i aksamitem. W ramach prac wszystkie oryginalne elementy opraw będą musiały zostać zachowane, właściwie oczyszczone, wzmocnione, uzupełnione i  ponownie wykorzystane na oprawach. Przewidziano także wykonanie rekonstrukcji zapięcia wczesnośredniowiecznego kodeksu pergaminowego. Zgodnie z  założeniem, Konserwacja 200 bezcennych dokumentów na 200-lecie Ossolineum będzie realizowana w ciągu dwóch lat. W 2014 r. planowane jest zakończenie prac przy 140 obiektach, pozostałe będą wykonywane do listopada 2015 r. REALIZACJA ZADANIA

Realizacja zadania rozpoczęła się od przygotowania warunków przetargu. Postawiono przed wykonawcami wysokie wymagania. Oprócz doświadczenia zawodowego w zakresie konserwacji papieru i  skóry, zespół specjalistów musiał być dodatkowo zaznajomiony z  podstawami nauki o  archiwaliach i  zagadnieniach sfragistycznych, jako że dokumenty i przywieszone pieczęcie stanowią spójną całość. Zwrócono także uwagę na techniczne wyposażenie pracowni, instalacje ppoż. oraz właściwe zabezpieczenie pracowni przed włamaniem. Wykonawca prac konserwatorskich musiał także ubezpieczyć zarówno siebie, jak i zbiory, od wszelkiego ryzyka, jakie niesie ten projekt. W  marcu 2014 r. roz-

48

Jan III, król polski, na prośbę mieszkańców Podzamcza Lwowskiego, odnawia im dawne prawa. 1678. Obiekt pokryty niezidentyfikowaną substancją, prawdopodobnie mającą uczytelnić tekst pisany atramentem żelazowo-galusowym. Dokument BO.93. Członkowie komisji, od lewej: mgr Katarzyna Kroczak – Ossolineum, mgr Maria Woźniak – rzeczoznawca, mgr Hanna Machaj – wykonawca prac.

strzygnięty został przetarg na konserwację dokumentów. Wykonawcą prac jest konsorcjum: Gorek Restauro, spółka komandytowa, z partnerem Hanną Machaj, Konserwacja Papieru i Dzieł Sztuki z Warszawy. Po podpisaniu umowy, w  kwietniu 2014 r. zespół dokumentów został przewieziony do Warszawy i przekazany komisyjnie wykonawcom prac. Konserwatorki Monika Karwowska-Gorek i  Hanna Machaj do końca maja zobowiązały się przygotować się do komisji z  udziałem rzeczoznawców. Do tego czasu miały być przeprowadzone badania atramentów i pieczęci, wykonane fotografie makroskopowe pozwalające na uściślenie i  ewentualne wprowadzenie zmian w  programach konserwatorskich. Konserwatorzy Pracowni Konserwatorskiej Zakładu Narodowego im. Ossolińskich ściśle nadzorują prowadzone prace, jednocześnie pośrednicząc między wykonawcami a kuratorem kolekcji. W 2014 r. zaplanowano przeprowadzenie trzech komisji konserwatorskich, do których zaproszono w  charakterze rzeczoznawców wybitnych specjalistów w  tej dziedzinie: prof. dr hab. Elżbietę Jabłońską (konserwacja pieczęci), mgr Marię Woźniak i  mgr Mirosławę Wojtczak (konserwacja papieru i  skóry). Udział ekspertów gwarantuje prawidłowe rozwiązywanie problemów związanych z metodyką konserwacji tak złożonych obiektów. O tym, jak bardzo takie komisje są potrzebne, świadczą wyniki pierwszego spotkania komisji w maju 2014 r. Komisja zweryfikowała ogólną ocenę stanu zachowania wybranych obiektów na podstawie wykonanej dokumentacji fotograficznej i przeprowadzonych badań atramentów oraz dokonała przeglądu pozostałych obiektów,


pogrupowanych przez wykonawców według rodzaju uszkodzeń. W przypadku dokumentów pergaminowych zdecydowano m.in. o przywróceniu wtórnie zlikwidowanych plik w dokumentach pergaminowych. Zastanawiano się nad metodą uzupełnień ubytków i wzmacniania – podklejania rozdarć. Członkowie komisji proponowali wykorzystanie naturalnych materiałów kolagenowych, ale uzgodniono, że wykonawcy przedstawią próby wykonania uzupełnień ze specjalnie przeklejonego papieru (metoda stosowana przez AGAD w  Warszawie). Duże emocje wzbudziła analiza dwóch dokumentów: Jadwiga, królowa polska, nadaje Fedorowi, ks. Ostrogskiemu zamek Ostróg z okręgiem datowany 1393 r,. sygn. 484, oraz Bolesław Wstydliwy z matką Grzymisławą pozwala Szymonowi z zakonu norbertanów założyć w Krzyżanowicach wieś na prawie średzkim datowany na 1247 r., sygn. 936. Jako obiekty szczególnie cenne zostaną one wstępnie zabezpieczone i  umieszczone w  pudełkach w celu umożliwienia dalszych badań. Zaskakujące okazało się odkrycie, iż zachowany woreczek ochronny na pieczęć przy dokumencie królowej Jadwigi może być oryginalny, co byłoby prawdziwym unikatem. W bieżącym roku prof. Elżbieta Jabłońska zaproponuje program badawczy, zmierzający do wyjaśnienia kwestii związanych z obydwoma dokumentami, co umożliwi ostateczne podjęcie decyzji w sprawie zakresu prac konserwatorskich. Przedmiotem rozmów był też sposób przechowywania dokumentów uwierzytelnionych pieczęciami. Ponieważ ich zbiór w Ossolineum liczy ponad 2 tysiące jednostek, a powierzchnia magazynowa Działu Rękopisów jest ograniczona, poszukuje się takiego systemu, który z  jednej strony w  sposób właściwy zabezpieczy dokumenty i pieczęci, z drugiej zaś nie będzie zajmował zbyt dużo miejsca. Wykonawcy prac zobowiązali się do przedstawienia nam propozycji dotyczących różnych systemów przechowywania tego typu zbiorów. Decyzja o sposobie oprawy zostanie podjęta po konsultacji z Działem Rękopisów ZNiO. Następną komisję konserwatorską zaplanowano na ostatnie dni sierpnia. Zakładamy, iż część obiektów – tych mniej zniszczonych, z jasno określonym programem prac konserwatorskich – będzie już przygotowana do odbioru. REZULTATY DZIAŁAŃ KONSERWATORSKICH

Zrealizowanie zadania Konserwacja 200 bezcennych dokumentów na 200-lecie Ossolineum przyniesie wielopłaszczyznowe korzyści i będzie podstawą do dalszych ważnych działań, zarówno naukowych, jak i  popularyzatorskich. Jeszcze w  trakcie konserwacji możliwe są dalsze odkrycia naukowe, podobne do tego, jakie dotyczyło dokumentu i pieczęci królowej Jadwigi. Po przeprowadzonej konserwacji ta część kolekcji dokumentów uwierzytelnionych pieczęciami zostanie udostępniona w formie cyfrowej, korzystać więc z nich będą wszyscy zainteresowani. W ramach promocji przygotowana zostanie wystawa o konserwacji obiektów; przybliży ona zagadnienia konserwatorskie bibliotekarzom opiekującym się zbiorami zabytkowymi, a konserwatorom umożliwi wzbogacenie wiedzy o trudne zagadnienia konserwacji archiwaliów i różnego rodzaju pieczęci. Ossolineum przygotuje

Dokument pergaminowy poddany pracom konserwatorskim przez firmę Gorek Restauro. Fot. Damian Kwiecień

planszową ekspozycję obrazującą realizację zadania. Najciekawsze z konserwowanych dokumentów będą przedstawione w gablotach. W dniu otwarcia wystawy zostaną wygłoszone referaty na temat charakterystyki zespołu dokumentów archiwalnych w zbiorach ossolińskich oraz zagadnień konserwacji i  badania tego typu obiektów. Dzięki przeprowadzonej konserwacji ta ważna część spuścizny narodowej będzie mogła być zaprezentowana na wystawie z okazji jubileuszu Ossolineum w 2017 r. Wówczas zabytki zostaną udostępnione szerokim kręgom odbiorców. Dział Edukacji Ossolineum przygotowuje ofertę popularyzatorską dla szkół, ściśle związaną z zakonserwowanym zespołem archiwaliów, m.in. obejmującą zajęcia związane z  kaligrafią, pisaniem i  ozdabianiem dokumentów, odbijaniem pieczęci, a  nawet sposobem powstawania pergaminu. Różnorodność działań, jakie są możliwe do wykonania wokół najważniejszego zadania, czyli konserwacji i  ochrony dziedzictwa narodowego, powinna dać bibliotekom posiadającym zabytkowe zbiory, jak i muzeom, dodatkowe argumenty w dyskusji nad koniecznością przeznaczania na ten cel części środków budżetowych tych instytucji oraz pozyskiwania funduszy zewnętrznych. *** Doświadczenia zebrane w  tych i  poprzednich projektach przekonują, że prawidłowa realizacja zakrojonego na taką skalę przedsięwzięcia jest możliwa dzięki zaangażowaniu całego zespołu pracowników różnych specjalności. Każdy etap, począwszy od przygotowania wniosku, poprzez jego wielomiesięczny przebieg, aż po działania finalne, wymaga ścisłego współdziałania zarówno kustoszy opiekujących się zbiorami, konserwatorów, jak i  specjalistów od przetargów i  rozliczeń finansowych. Niezwykle istotna na każdym etapie pracy jest bezpośrednia piecza dyplomowanego konserwatora nadzorującego cały proces, będąca warunkiem sine qua non osiągnięcia zamierzonego w  projekcie ambitnego rezultatu, jakim jest fachowe zabezpieczenie skarbów dziedzictwa narodowego dla przyszłych pokoleń. Wszystkie te działania nie byłyby jednak możliwe bez wsparcia ze strony Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w którego gestii pozostają środki na ratowanie zbiorów ważnych dla kultury i historii Polski, tworzących wspólne europejskie i światowe dziedzictwo. Fot. Małgorzata Grocholska (zdjęcia na s. 44–48)

49


Etchings from the January Uprising The author of the article

has put together a private collection of drawings from the January Uprising. It is completely unique and comprises texts and graphic documentation from publications in some European press of the time devoted to the patriotic Uprising of 1863, i.e. a great event in the struggle of the Polish nation against its partitioner – the tsarist Russia. The author accidentally came across woodcuts representing scenes from the January Uprising printed in French press, mainly in Le Monde and L’Illustration, Journal Universel. The history of the emergence of this unusual collection which is described by the author dates back to then. Since 2013 the collection has been presented at exhibitions in Polish museums.

Błogosławieństwo powstańców. Drzeworyt. Best, Cosson & Smeeton, wg rysunku Jules’a Wormsa ze szkicu Charles’a Lallemanda „L’Illustration, Journal Universel” 21 marca 1863 r.

KRZYSZTOF KUR

RYCINY

Z POWSTANIA STYCZNIOWEGO

H

istoria mojej kolekcji rycin dokumentującej Powstanie Styczniowe nie sięga dawnych czasów. Nie odziedziczyłem jej po przodkach ani nie została odnaleziona na strychu czy w piwnicy rodzinnego domu. Nie wiąże się z nią żadna pełna tajemnic opowieść. Kolekcję tę tworzę od kilku lat sam. Nie bez znaczenia dla moich zainteresowań było wychowanie i wartości, które wyniosłem z domu rodzinnego; istotna okazała się też praca w Filharmonii im. Romualda Traugutta, w której przygotowałem wiele koncertów poświęconych polskim zrywom niepodległościowym, w tym również pieśniom Powstania Styczniowego. Jakiś czas temu natrafiłem na drzeworyty przedstawiające sceny z Powstania, drukowane we francuskich tygodnikach z  tamtego czasu, głównie „Le Monde Illustré” i  „L’Illustration, Journal Universel”. Te pierwsze nabytki wyznaczyły profil kolekcji, której poświęcałem coraz więcej uwagi. Przeszukiwałem portale aukcyjne, zarówno polskie, jak i zagraniczne. Gdziekolwiek bym się znalazł, udawałem się do antykwariatu. Poprzez aukcje internetowe poznałem Brunona – antykwariusza z  Bordeaux, który był w  posiadaniu oprawionych roczników „Le Monde Illustré” z 1863 i 1864 r. Kiedy kilka miesię-

50

cy później z zespołem Warszawskiej Opery Kameralnej byłem niedaleko Bordeaux, skorzystałem z okazji – spotkałem się z  Brunonem i  kupiłem od niego te roczniki. Nowy znajomy został moim „przedstawicielem na Francję”. Wyszukiwał na tamtejszym rynku antykwarycznym brakujące w kolekcji czasopisma i roczniki z okresu powstania. W ten sposób kupiłem roczniki 1863 i 1864 „L’Illustration, Journal Universel”, zawierające piękne drzeworyty poświęcone Powstaniu Styczniowemu. Kilka lat temu postanowiłem podjąć starania, aby na 150. rocznicę Powstania Styczniowego przygotować wystawę oryginalnych rycin poświęconych tamtym wydarzeniom. Dlatego oprócz roczników gazet, zacząłem zbierać również drzeworyty i  litografie, które zostały wycięte z oryginalnej XIX-wiecznej gazety czy rocznika lub które istniały jako samodzielne odbitki. Już nie tylko Brunon z Bordeaux pomagał mi w poszukiwaniach – włączyli się w nie kolekcjonerzy i antykwariusze z Polski i zagranicy (m.in. z Francji, Niemiec, Grecji, Wielkiej Brytanii, Cypru, USA), którzy sprzedali mi wiele rycin. Czasem pomagał mi łut szczęścia – zbieg okoliczności, który pozwalał pozyskiwać szczególnie ciekawe eksponaty. Będąc w Rzymie z  okazji beatyfikacji Jana Pawła II, jeden dzień poświęciłem na odwiedzenie kilku antykwariatów. Szukałem włoskich gazet z  okresu Powstania lub innych grafik z nim związanych (a miałem już w kolekcji kilka drzeworytów pochodzących z wło-


Pożar pałacu Zamoyskich w Warszawie [19 września 1863]. Drzeworyt. Best, Cosson & Smeeton, według „korespondenta specjalnego” „Illustration, Journal Universel” 10 października 1863 r.

skich gazet). Trochę przypadkiem trafiłem do miejsca, które było nie tyle antykwariatem, ile raczej lamusem z przeróżnymi starociami – obrazami, meblami, porcelaną i  rocznikami gazet. Jego właściciel poinformował mnie, że włoskich XIX-wiecznych gazet raczej nie ma, ale po prawie godzinie poszukiwań położył przede mną oprawiony, nieco zniszczony tom „Illustrerad Tidning” z 1863 i 1864 r. – szwedzki tygodnik ilustrowany. Dwa lata wcześniej szukałem szwedzkich tygodników ilustrowanych z  tamtego okresu, będąc na wakacjach w Szwecji – bez rezultatu. Innym razem na jednej z zagranicznych aukcji znalazłem kilkanaście rysunków satyrycznych pochodzących z  francuskiego pisma „Le Charivari”. Niestety udało

Armia polska. Drzeworyt, Charles Maurand według Henry’ego de Montaut, „Le Monde Illustré”, 28 marca 1863 r.

mi się kupić tylko część z nich. Zacząłem jednak zgłębiać temat rysunków satyrycznych poświęconych Powstaniu Styczniowemu, często ukazujących stosunek państw europejskich do wydarzeń w Polsce i tzw. sprawy polskiej – te bardzo wymowne ilustracje w dowcipny sposób przedstawiały państwa europejskie toczące wojnę na dyplomatyczne noty i z wielką bezradnością przyglądające się wykrwawianiu Polski w  nierównej walce z carską Rosją. Z czasem stałem się szczęśliwym posiadaczem całych gazet, m.in. zawierających te ilustracje, których początkowo nie zdołałem wylicytować. Za szczególnie cenny eksponat w  kolekcji uważam piękny zeszyt – zbiór satyrycznych miniatur poświęconych sytuacji

Koszmar. Litografia, Charles Vernier, Zakład Litograficzny Destouches w Paryżu, „Le Charivari”, 31 marca 1863 r.

Plama oleju. Co za nieszczęście! Im bardziej pocieram, tym bardziej się rozszerza. Litografia, Cham (Amédée de Noé), Zakład Litograficzny Destouches w Paryżu, „Le Charivari”, 25 lipca 1863 r. (?)

51


Grupa ochotników opuszcza Grodno, aby dołączyć do armii powstańczej. Drzeworyt. Best, Cosson & Smeeton, wg rysunku Jules’a Wormsa ze szkicu K... (Juliusza Kossaka?), „L’Illustration. Journal Universel”, 2 maja 1863 r.

w Polsce En Pologne par CHAM, stworzony przez znakomitego satyryka tamtego okresu o  pseudonimie Cham (właśc. Amédée Charles Henri de Noé). Tak powstała satyryczna część kolekcji, licząca dziś ponad 120 grafik, do której całkiem niedawno trafiło kilka kolejnych rysunków pochodzących z angielskiego pisma satyrycznego „Punch, or the London Charivari” oraz paryskiego „Le Charivari”, a  także piękne alegoryczne przedstawienie Polski (młodej dziewczyny) walczącej z Rosją (wielkim i groźnym białym niedźwiedziem) pochodzące z włoskiej gazety „Lo Spirito Folletto”. Rok po roku kolekcja powiększała się o kolejne roczniki tygodników ilustrowanych, z  rycinami przedstawiającymi sceny i postacie z Powstania Styczniowego, a także o luźne odbitki pochodzące z takich czasopism, jak „L’Univers Illustré”, „Le Journal Illustré”, „L’Ouvrier”, „The Illustrated London News”, „Illustrated Times”, „Über Land und Meer. Allgemeine Illustrirte Zeitung“, „Illustrirte Zeitung“, „Waldheim’s Illustrirte Zeitung“, „New York Illustrated News“. Wzbogacają ją także książki, z których najcenniejszą jest pierwsze wydanie (z 1913 r. – na 50. rocznicę Powstania) dzieła J. Grabca (właść. Józefa Dąbrowskiego) Rok 1863 z  pięknymi barwnymi i przejmującymi reprodukcjami obrazów Jana Sobeckiego. W ostatnim czasie do kolekcji dołączyłem pocztówki wydane przez Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich w Krakowie, przedstawiające Romualda Traugutta i Sąd Murawiewa według rysunku Michała Elwiro Andriollego, akwafortę według rysunku Walerego Eljasza-Radzikowskiego Obóz powstańczy w  lesie, a także mapę Polski z zaznaczeniem granic wszystkich trzech rozbiorów, opublikowaną w „The Illustrated Lon-

52

don News” oraz duży drzeworyt Pożar pałacu Zamoyskich w Warszawie (19 września 1863 r.), który do tej pory miałem tylko w  roczniku. Przedstawia on chwilę opisywaną przez Cypriana Kamila Norwida w Fortepianie Szopena, gdy „ideał sięgnął bruku”. W  taki oto sposób powstała kolekcja obejmująca obecnie ponad 550 prac. Dzięki staraniom Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego została ona zdigitalizowana i opracowana przez specjalistki z Muzeum Narodowego w  Warszawie: Annę Grochalę, Ewę Milicer i Kamilę Pijanowską, a album dokumentujący ten zbiór został wydany przez Departament Dziedzictwa Kulturowego MKiDN we wrześniu 2014 r., natomiast Narodowe Centrum Kultury wydało bibliofilską tekę zawierającą reprodukcje 20 rycin z kolekcji. Grafiki wchodzące w  skład kolekcji są wykonane w różnych technikach, głównie są to drzeworyty sztorcowe i  litografie. Pochodzą przede wszystkim z  gazet zagranicznych. Ich autorami byli niejednokrotnie uznani twórcy, jak wspomniani wcześniej CHAM, Elwiro Andriolli, Walery Eljasz-Radzikowski czy Gustav Doré, Juliusz Kossak i Artur Grottger. W kolekcji znajduje się wiele drzeworytów, które z  tego samego klocka drzeworytniczego były odbijane w  różnych czasopismach, często znajdujących się w odległych krajach. Ryciny tworzące kolekcję niejednokrotnie przedstawiają wartość dokumentalną, są zapisem wydarzeń dawno minionych i pamiątką po ich uczestnikach. Nawet jeśli nie zawsze w fotograficzny sposób odzwierciedlają konkretne bitwy, potyczki czy epizody z Powstania, niosą ze sobą atmosferę tamtego czasu i wielki ładunek emocjonalny.


Wystawa w Zamku Królewskim w Warszawie. Fot. Krzysztof Słomka/At Work

Inną istotną częścią zbiorów, poza grafikami, są zagraniczne artykuły na temat Powstania Styczniowego oraz wszystkiego, co działo się, również w polityce europejskiej, w  związku z  wydarzeniami w  Polsce. Opisywane w  nich fakty są z  całą pewnością znane współczesnym historykom. Dzięki lekturze tych artykułów możemy poznać atmosferę, która wytworzyła się wśród narodów Europy, a także ciepły i przyjazny stosunek do Polaków.

Okładka albumu wydanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Muzeum Historii Polski, dokumentującego Kolekcję Krzysztofa Kura A NNA G ROCHALA , E WA M ILICER , KAMILLA P IJANOWSKA

POWSTANIE STYCZNIOWE

W EUROPEJSKIEJ ILUSTRACJI PRASOWEJ

POWSTANIE STYCZNIOWE W EUROPEJSKIEJ ILUSTRACJI PRASOWEJ

Departament Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Muzeum Historii Polski

Krzysztof Kur. Fot. Krzysztof Słomka/At Work

Wystawa rycin z kolekcji pt. Powstanie Styczniowe w  prasie zagranicznej od lipca 2013 r. prezentowana jest w różnych muzeach w całej Polsce. Jedną z ważniejszych prezentacji była jej ekspozycja w Zamku Królewskim w  Warszawie (od 5 sierpnia do 11 listopada 2014 r.). Do stycznia 2016 r. zostanie jeszcze zaprezentowana w: Sandomierzu, Łomży, Łodzi, Nowym Sączu, Piwnicznej Zdroju, Tyczynie, Ostrowcu Świętokrzyskim i Sieradzu. Obecnie czynione są starania, aby wystawa ta odwiedziła również niektóre ośrodki poza Polską. Dziś żyjemy w  wolnej Polsce. Nie musimy przelewać krwi za niepodległość ojczyzny. Winni jednak jesteśmy naszym przodkom wdzięczność i pamięć, bo to dzięki ich poświęceniu możemy cieszyć się suwerennością i mówić w ojczystym języku. Nawet jeśli pojawiają się głosy, że Powstanie Styczniowe było niepotrzebne, a nawet szkodliwe, bo zakończyło się klęską w wymiarze militarnym, materialnym, politycznym i  moralnym, to przyniosło ono niezaprzeczalne korzyści – uwłaszczenie chłopów oraz tworzenie się nowoczesnego narodu. Było ono równocześnie mitem założycielskim odrodzonej II Rzeczypospolitej. Bez kultywowania pamięci o  bohaterach styczniowej insurekcji, która podtrzymywała polskiego ducha, nie byłoby listopadowej wiktorii 1918 r. Kolekcja jest próbą przekazania przyszłym pokoleniom pamięci o wydarzeniach i bohaterach sprzed półtora wieku. Jest szczególną formą oddania hołdu tym wszystkim, którzy ginęli i  cierpieli, abyśmy my mogli żyć w wolnej Polsce.

53


PROTECTING HISTORIC CEMETERIES

The location and specific character of cemeteries makes them particularly difficult to protect from criminal activities. It is hardest to secure old municipal necropolises, which often have an area of a few dozen hectares or more, but also smaller ones, located outside residential areas, pose a great challenge. The problem concerns not only technology and using it in ways that are effective, but also includes financial issues and the proper organization of ways to react to threats that have been detected. Although it is not very realistic to expect a complete eradication of theft and vandalism at cemeteries, but since preventive measures scaring away potential perpetrators prove to be effective and more of them are caught, it can be said that they are an effective security method. It is possible to illustrate this using the examples of places where such measures have already been put in place. Sometimes these are not applied due to the lack of cooperation and good will of all the parties involved. Perhaps the problem could be solved implementing solutions pertaining to the whole system of cemetery protection.

Krystyna Ogrodzka

2000 r., Warszwa, Cmentarz Powązkowski Warsztat Bracia Łopieńscy, Orzeł z łańcuchem, 1935, brąz, wys. 82 cm (PC 00689)

C

mentarze, przez ogół społeczeństwa traktowane jako miejsca szczególne i święte, dla przestępców poszukujących łatwego zysku albo pragnących wyładować swoje frustracje nie są niczym wyjątkowym ani godnym poszanowania, stanowią za to łatwy cel. Obiektów tych nie ochroni żadne tabu, mogące powstrzymać zakusy pojedynczych złodziejaszków lub grup specjalizujących się w okradaniu grobów, z czego się da (metalowych krzyży, drobnych elementów dekoracyjnych, zabytkowych rzeźb, a czasem całych nagrobków) – musimy o nie zadbać sami. O istniejących zagrożeniach i  przeciwdziałaniu im powinni pamiętać administratorzy zabytkowych cmentarzy, które są nie tylko miejscem spoczynku naszych przodków, ale także cichym świadkiem historii ostatnich kilku stuleci, również czasów, kiedy demonstrowanie przynależności narodowej i kulturowej było surowo zabronione i  zwalczane. Przestrzenią, gdzie do takich manifestacji mogło dochodzić i dochodziło, były cmentarze, kryjące wiele patriotycznych treści.

54

OCHRONA ZABYTKOWYCH CMENTARZY Ochrona nekropolii nie należy do prostych zadań. Przyczyn takiego stanu jest wiele, do ważniejszych można zaliczyć: lokalizację, zajmowany obszar oraz niewielki ruch osób w ciągu dnia (wyłączając okres przedświąteczny i święta) i jego całkowity brak w nocy. Wyjątkowo trudne do objęcia kompleksową ochroną są cmentarze w  dużych aglomeracjach miejskich lub na ich obrzeżach. Wynika to przede wszystkim z  ich rozmiarów; tereny, które zajmują, liczą po kilkadziesiąt hektarów lub więcej. Za przykład mogą posłużyć chociażby stare nekropolie w  Warszawie (Cmentarz Powązkowski) i Krakowie (Cmentarz Rakowicki), ale także nieco mniejsze, jak w Bytomiu (Cmentarz Mater Dolorosa), wielokrotnie okradane z  cennych historycznych pomników i rzeźb. Problem ochrony jest nie tylko natury technicznej i  finansowej, ale także prawno-etycznej, bo jak zabezpieczać tego typu miejsca, nie naruszając prawa każdego z  nas do zachowania prywatności? Czy w  imię ochrony zabytków przed zniszczeniem lub utratą i  zwiększeniem poczucia bezpieczeństwa na cmentarzach jesteśmy gotowi zrezygnować

z tego prawa? Czy wszechobecne kamery należy również wprowadzić na cmentarze, czy nie będzie to zbyt daleko idąca ingerencja w nasz wewnętrzny, dotąd niedostępny świat? Czy wobec tego skazani jesteśmy na wybór między światem trochę w stylu orwellowskim, gdzie w  każdej, nawet najbardziej osobistej sytuacji „nasz Wielki Brat patrzy”, a zgodą na często bezkarne niszczenie naszego dziedzictwa kulturowego? Wydaje się, że choć nie ma idealnych rozwiązań, to pogodzenie sprzecznych interesów jest do pewnego stopnia możliwe. Monitoring nie musi obejmować całego terenu cmentarza, najważniejsze, aby za sprawą kamer można było kontrolować wejścia i  wyjścia, główne drogi komunikacyjne i najstarsze, najbardziej cenne miejsca. W  Polsce jest wiele pozytywnych przykładów, gdzie z pomocą techniki i  zwiększonego dozoru fizycznego uporano się z problemem przestępczości na cmentarzach1. Niestety, pozostało jeszcze wiele miejsc, gdzie piętrzą się trudności wynikające z braku porozumienia pomiędzy konserwatorami zabytków, lokalnymi władzami a  właścicielami obiektów. Można podejrzewać, że w spornych sprawach częściej cho-


dzi o pieniądze, niż o  przekraczanie kolejnych granic wchodzenia kamer w strefę sacrum. Na Starych Powązkach, których właścicielem jest archidiecezja warszawska, problem ochrony i  sposobów jej realizacji pozostaje nadal otwarty. Od wielu lat dochodzi tu do licznych kradzieży i  niszczenia nagrobków. Najczęściej łupem złodziei padają wykonane z brązu lub mosiądzu elementy dekoracyjne, krzyże, litery (np. z grobu Melchiora Wańkowicza i Jana Zachwatowicza) i rzeźby (m.in. posąg psa umieszczony na grobie Adolfa Dygasińskiego autorstwa b) Czesława Makowskiego z  1903 r. a) Rzeźba „Płaczącej kobiety” z Cmentarza Mater Dolorosa w Bytomiu, stan przed kradzieżą czy orzeł wykonany przez firmę Braci w 2004 r. (a); stan rzeźby po jej odzyskaniu (b). Fot. Archiwum NIMOZ Łopieńskich z rodzinnego grobowca rodziny Dębskich). W 2010 r. policja zatrzymała zbieracza złomu, który po tej decyzji możemy liczyć, że wraz tkania zgodnie stwierdzili, że Stare chodził z brzeszczotem po nekropoze zmianą statusu poprawi się los Powązki wymagają skuteczniejszej lii i  odpiłowywał z  nagrobków duże warszawskich nekropolii? Forum Deochrony. Władze miasta zapowiemosiężne uchwyty. W  ten sposób baty Publicznej Kancelarii Prezydenta działy ustawienie kamer na zewnątrz zniszczył dwa XIX-wieczne grobowRP w  2011 r. poświęciło Pomnikom cmentarza, a  kardynał Nycz poparł ce należące do rodzin Uniejowskich Historii odrębną debatę, w  której propozycję umieszczenia ich wei Ciechomskich. Nie tylko metal jest głos zabrał m.in. przewodniczący wnątrz nekropolii. Ministerstwo przedmiotem pożądania amatoRady Ochrony Zabytków: KwalifikoKultury i Dziedzictwa Narodowego rów łatwego zarobku; ze stołecznej wane zabytki nieruchome – tj. zabytzaoferowało archidiecezji pomoc nekropolii od czasu do czasu giną ki o  szczególnej wartości z  ogólnow uzyskaniu dotacji na ten cel. Nierównież kamienne rzeźby (np. figurnarodowego i  ogólnopaństwowego stety skończyło się na deklaracjach. ki sfinksów z secesyjnego nagrobka punktu widzenia – rozporządzeniem Do tej pory nic nie wiadomo, by zarodziny Duninów). Prezydenta RP mogą zostać uznane rząd cmentarza wystąpił o obiecaną W połowie 2013 r. doszło do wyza Pomniki Historii. Niestety, jest to dotację na monitoring lub podjął stadarzenia, które miało doprowadzić przepis bez realnych konsekwencji, rania, by lepiej zabezpieczyć podledo porozumienia pomiędzy właścijako że obecnie nie wynikają z niego gły sobie teren. Miejmy nadzieję, że cielem nekropolii a władzami miasta żadne skutki zapisane w prawie weprzynajmniej władze miasta dotrzyw  sprawie położenia kresu okradawnątrzkrajowym. Właściciele zabytmają swoich zobowiązań, wzmacnianiu i profanowaniu grobów wielkich kowych obiektów historycznych, stając patrole wokół nekropoli (nie tylko Polaków. W  Boże Ciało z  nagrobka nowiących dziedzictwo kulturowe, w  okresie Wszystkich Świętych) Krzysztofa Kieślowskiego skradzionie nabywają z  tytułu uznania tych i  instalując kamery od strony ulicy, no odlane z  brązu dłonie reżysera, obiektów za Pomnik Historii żadnych a policja weźmie pod lupę stołeczne układające się w kształt kadru filmouprawnień publicznoprawnych. Ustapunkty złomu. Niestety do zapewniewego. Szczęśliwie kilka dni później wa nie określa zasad ochrony, wyróżnia bardziej kompleksowej ochrony w skupie metali kolorowych na warnienie to jest więc jedynie swoistą forpotrzebna jest inicjatywa właściciela szawskim Targówku odnaleziono mą nobilitacji. Można przypuszczać, obiektu, bez tego niezwykle trudno zagrabioną rzeźbę i ujęto sprawców zaplanować, a tym bardziej narzucić przestępstwa, ale finał rozmów, którealizację ochrony na określonym Rzeźba Chrystusa z pocz. XX w. skradziona re to zdarzenie zainicjowało, nie był poziomie. Poza monitoringiem kilku w styczniu 2014 r. z bytomskiego Cmentarza tak szczęśliwy. W  połowie czerwca najważniejszych miejsc w  najstarMater Dolorosa (http://www.bytomski. 2013 r. doszło do spotkania między pl/997/19909-skradziono-figure-z-mater-dolorosa) szej części cmentarza i  obserwacji kardynałem Kazimierzem Nyczem wyjść, priorytetowym zadaniem wya  panią prezydent Hanną Gronkiedaje się być naprawa murów okalawicz-Waltz, w  obecności generaljących nekropolię, bowiem wszelkie nego konserwatora zabytków Piotra wyłomy w ogrodzeniu ułatwiają nieŻuchowskiego, stołecznego konserzauważone wyniesienie łupu i zwiękwatora Piotra Brabandera, szefowej szają obszar wymagający baczniejZarządu Cmentarzy Komunalnych szej obserwacji2. Doroty Kruk i  prezesa Komitetu Po3 lipca 2014 r. prezydent Rzeczywązkowskiego Marcina Święcickiepospolitej Polskiej w  drodze rozpogo. W  rozmowach wzięli również rządzenia uznał zespół sześciu zabytudział przedstawiciele policji i straży kowych cmentarzy wyznaniowych na miejskiej. Wszyscy uczestnicy spoPowązkach za Pomniki Historii3. Czy

55


Zabytki nadal poszukiwane

Zaginiony przed 2002 r., Bytom Odrzański, Cmentarz komunalny Popiersie Eliasza Ebeliusa, 1719, piaskowiec (?), wys. ok. 48 cm (PC 01479)

2002 r., Lwówek Śląski, Cmentarz komunalny Nagrobek J. K. Lindnera, 2 poł. XVIII w., piaskowiec, 230 x 126 cm (PC 00982)

2005 r., Rębiszów (woj. dolnośląskie), Cmentarz parafialny rzymskokatolicki Zwieńczenie nagrobka, 1778 (PC 01354)

Zaginiony przed 2002 r., Bytom Odrzański, Cmentarz komunalny Popiersie Jana Teodora Deutschlandera, 1719, marmur, wys. ok. 44 cm (PC 01475) 2010–2011, Ropica Górna (woj. małopolskie), Cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej); Krzyże (5 szt.), 1915, żeliwo, 80 x 55 cm (RL 00360)

Zaginiony przed 2002 r., Bytom Odrzański, Cmentarz komunalny Popiersie Mateusza Francke, 1726, marmur, wys. ok. 30 cm (PC 01477)

2013 r., Zelów (woj. łódzkie), Cmentarz ewangelicko-reformowany Płyty nagrobne (4 szt.), 2 poł. XIX w., żeliwo (RL 00373)

że do czasu systemowego uregulowania kwestii ochrony pomników historii, w tym źródeł jej finansowania, sytuacje podobne do tej na Starych Powązkach będą zdarzały się nadal. Złomiarze trudniący się okradaniem grobów stanowią zagrożenie dla wszystkich cmentarzy, a  zabytkowych w  szczególności. Od wielu lat tak się dzieje na wpisanym do rejestru zabytków cmentarzu Mater Dolorosa w Bytomiu. W 2004 r. z  grobowca rodziny Pisarek zginęła przepiękna miedziana rzeźba płaczącej kobiety. Sprawców przestępstwa ujęto bardzo szybko, ale odnalezioną w składnicy złomu rzeźbę zdążono już pociąć na kawałki. Kilka lat później próbowano ukraść figurę Chrystusa, jednak podczas zdejmowania jej z cokołu rzeźba została rozbita i przestępcy pozostawili ją na miejscu, niestety w kilku częściach. W  ostatnim czasie podobny posąg skradziono z  grobowca rodziny Łozów. Figura miała około metra wysokości i była bardzo ciężka, ponieważ tylko powłokę wykonano z miedzi, natomiast wnętrze wypełnione było prawdopodobnie gipsem ałunowym lub gliną zmieszaną ze szkłem wodnym. Trudno dzisiaj przesądzić, co stało się ze skradzioną rzeźbą – czy trafiła do kolekcjonera, czy może jak Płacząca kobieta do punktu złomu. Jeżeli na „złomowisko”, to zysk dla złodzieja był niewielki, a  strata w  przestrzeni krajobrazu cmentarza olbrzymia. Do Krajowego wykazu zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem wpisano niewiele ponad 60 zabytków skradzionych na cmentarzach. W  skali całego kraju jest to niewielka liczba, wziąwszy pod uwagę, że niektóre straty zgłoszono jeszcze w ubiegłym stuleciu. Niestety prawda jest taka, że informacje o tego typu kradzieżach rzadko trafiają do Narodowego Instytutu Muzealnictwa i  Ochrony Zbiorów, o  wielu stratach również policja zawiadamiana jest dopiero po długim czasie. Bywa, że po wielu latach ktoś zaczyna dociekać, co się stało z pomnikiem czy jego fragmentem i nadaje bieg sprawie, ale wtedy ustalenie przebiegu zdarzeń jest już niemożliwe. Nie da się stwierdzić, czy zabytki zostały skradzione, przeniesione w  inne miejsce czy zniszczone. W Krajowym wykazie wprowadzonych jest na przykład kilkanaście nagrobków z  piaskowca pochodzących z cmentarza prawosławnego w Łodzi, o  których braku zawiadomiono w  2008 r. Domniemany okres, w  którym mogły zaginąć, to około 25 lat. Całkowite wyeliminowanie kradzieży i  aktów wandalizmu na cmentarzach jest mało prawdopodobne, nie da się bowiem przy każdym zabytkowym czy ważnym dla


naszego dziedzictwa pomniku postawić strażnika i kamer. Niemniej jednak nie jesteśmy wobec takich zdarzeń całkiem bezradni. Przede wszystkim należy zadbać o  odpowiednią kontrolę wejść i  wyjść. W  przypadku mniej solidnych ogrodzeń warto by wytypować miejsca, które dla sprawcy byłyby najdogodniejsze do przekroczenia i  objąć je np. monitoringiem. Z tego samego powodu należy na bieżąco likwidować wszelkie uszkodzenia w  murach cmentarnych lub innego typu ogrodzeniach, tak, aby do minimum zmniejszyć ryzyko niekontrolowanego opuszczenia terenu cmentarza przez złodzieja. Zabezpieczenia techniczne sprawdzają się tylko wtedy, kiedy reakcją na czyny przestępcze jest szybka interwencja policji, straży miejskiej lub innych służb. Zagrożeniem dla zabytkowych cmentarzy są nie tylko kradzieże, ale zdarzające się równie często przypadki niszczenia nagrobków. O ile sprawcy kradzieży kierują się najczęściej chęcią zysku, to wandale działają z różnorakich pobudek, poczynając od chęci zabawienia się lub wyładowania frustracji, po czyny o charakterze ideologicznym, najczęściej wynikające z  wrogiego nastawienia do niektórych narodów lub wyznań religijnych. W  ostatnich miesiącach takim bulwersującym opinię publiczną wydarzeniem było pomazanie obraźliwymi napisami i  rysunkami XVIII-wiecznego meczetu (uznanego w  2008 r. za Pomnik Historii) i  kilkudziesięciu nagrobków na cmentarzu Tatarów polskich w Kruszynianach. Być może tych i  podobnych sytuacji udałoby się uniknąć, gdyby wcześniej pomyślano o  prewencji. Koszty ponoszone po już dokonanym przestępstwie niekiedy przekraczają nakłady, których wymagałaby ochrona obiektu, a  zawsze wiążą się z  utratą, uszkodzeniem lub zniszczeniem cennych dla naszego dziedzictwa dóbr kultury. PRZYPISY 1 Tego typu ochrona funkcjonuje już z  powodzeniem na niektórych cmentarzach komunalnych w  Warszawie, m.in. na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Od kiedy obiekty są monitorowane, liczba przestępstw znacząco zmalała. 2 W lipcu br. rozpoczęto prace remontowe muru cmentarnego (więcej można przeczytać na http://tvnwarszawa. tvn24.pl/index.php/informacje,news,remontuja-murpowazek-ktory-grozil-zawaleniem-tym-razem-legalnie,128392.html) 3 Cmentarz Powązkowski, rzymskokatolicki, zwany Starymi Powązkami; Cmentarz Żydowski; Cmentarz Ewangelicko-Augsburski; Cmentarz Ewangelicko-Reformowany; Muzułmański Cmentarz Kaukaski; Muzułmański Cmentarz Tatarski. 4 Pomniki Historii – źródło dziedzictwa kultury, Kancelaria Prezydenta RP, czerwiec 2011, Rozdział II Wybrane wypowiedzi uczestników debaty, Jacek Purchla, przewodniczący Rady Ochrony Zabytków, s. 26–27.

Fot. archiwum NIMOZ

1999–2000, Warszawa, Cmentarz Powązkowski. Kartusz herbowy, 1894, brąz, 40x40 cm (PC 00626)

2012 r., Kraków, Cmentarz Rakowicki Portret Z. Kozłowskiego „Ludomira”, 1912, brąz (?), 27x19 cm (PC 01573)

2000 r., Warszawa, Cmentarz Powązkowski. Popiersie kobiety, 1928, brąz, 40x40 cm (PC 00627)

2013 r., Kraków, Cmentarz Rakowicki Głowa kobiety, 1912, brąz (?) (PC 01575)

2006–2007, Pławna Dolna, cmentarz parafialny. Warsztat śląski, Głowa z figury bpa Augustyna Taepscha, 1878, piaskowiec (PC 01446)

2008 r., Brusno Stare (woj. podkarpackie), cmentarz Kuźniewicz G., Anioł, 1919, kamień, 100x35 cm (PC 01491)

2013 r., Kraków, Cmentarz Rakowicki Madeyski A., Portret mężczyzny (K. Baykowskiego), 1904-1907, brąz (PC 01576)

2013 r., Kraków, Cmentarz Rakowicki Raszka J., Portret mężczyzny (I. Petelenza), 1911, brąz (?) (PC 01577)


IWONA POMIAN

PODMORSKIE

DZIEDZICTWO Inwestycje morskie a ochrona podwodnego dziedzictwa archeologicznego Statek Instytutu Morskiego w Gdańsku r/v IMOR podnoszący z dna morskiego działo żeliwne odlane w 1771 r. Fot. I. Pomian

Bałtyk pod wieloma względami jest morzem niezwykłym. Specyficzne warunki (m.in. niskie zasolenie, mała różnorodność gatunkowa, względnie niskie temperatury, niska zawartość tlenu) ograniczają rozwój wielu organizmów morskich oraz bakterii i grzybów powodujących niszczenie i  rozkład drewna, co skutkuje bardzo dobrym stanem zachowania obiektów dziedzictwa podwodnego.

58

W

naszym morzu nie występuje małż zwany świdrakiem okrętowym (łac. teredo navalis), który potrafi całkowicie zniszczyć wszelkie elementy drewniane, począwszy od konstrukcji wraków statków, a skończywszy na pozostałościach nabrzeży portowych. Zwłaszcza w  głębszych jego partiach występuje życie zdecydowanie uboższe, dzięki czemu drewniane konstrukcje zatopionych statków zachowują się w prawie niezmienionym stanie. Przykładem mogą być wrak holenderskiego statku handlowego Vrouw Maria odkryty u  wybrzeży Finlandii czy Sea Horse, nazwany od kształtu figury dziobowej, znaleziony kilka lat temu przez Szwedów. Zalegający na głębokości 80 m wrak holenderskiego


UNDERWATER HERITAGE Maritime Investment and Protection of Underwater Archeological Heritage

The noticeable growth of investment that has been taking place over the last decade in the Polish zone of the Baltic Sea gave rise to very intensive work, whose objective is the examination of sea-bed obstacles in the areas which have been assigned for development. The results are discoveries of numerous archeological objects, which without verification and protection by experts in conservation are at risk of being totally destroyed. An attempt to put in place a system of managing and monitoring maritime archeological heritage has so far been made concerning the waters adjacent to the Pomeranian voivodship. Such steps are based both on the experience of the many years of cooperation between the Maritime Office in Gdynia and the Maritime National Museum in Gdańsk, and on the examples that had been set by other European countries. They are also in line with the guidelines of the European Commission entitled “An Integrated Maritime Policy for the European Union” [COM (2007) 575] and the Conclusion of the European Council adopted on 14 December 2007.

Ładunek 43 dział żeliwnych odlanych w 1771 r. Fot. L. Legat

żaglowca z XVIII w. zachował się w prawie niezmienionym stanie, z masztami i takielunkiem wciąż na właściwym miejscu. Na jego pokładzie znaleziono szczątki marynarza, w pozycji, która wskazywała, że przerażony trzymał się do ostatniej chwili podstawy masztu. Niewiele jest na świecie miejsc, gdzie można spodziewać się znalezisk w równie doskonałym stanie. Są to między innymi głębokie wody Morza Czarnego i Wielkie Jeziora

Kanadyjskie. Na wszystkich innych akwenach drewno zachowuje się jedynie pod osłoną ładunku lub pod powierzchnią dna. Wraki statków to nie jedyny, choć bez wątpienia najbardziej znany i popularny rodzaj zabytków, jakich można spodziewać się pod wodą. W środowisku morskim oprócz artefaktów znajdują się również zatopione pozostałości paleokrajobrazu kulturowego, związane z  aktywnością człowieka od czasów najdawniejszych aż do współczesnych. Kraje o  bogatej tradycji morskiej, takie jak Dania, Holandia, Niemcy, Wielka Brytania czy państwa skandynawskie, od wielu lat prowadzą działania na rzecz zintegrowanej ochrony środowiska morskiego, w  tym dziedzictwa kulturowego. W opracowaniu dotyczącym roli tego dziedzictwa w  planowaniu przestrzennym na morzu Ian Oxley pisze między innymi: Historyczne środowisko zawiera wszystkie aspekty środowiska naturalnego, będące wynikiem interakcji między ludźmi a środowiskiem na przestrzeni dziejów, włączając w to wszystkie zachowane fizyczne pozostałości przeszłej aktywności ludzkiej, znajdujące się zarówno na lądzie, jak i pod wodą. (...) Założenia polityki morskiej Wielkiej Brytanii uznają, że środowisko historyczne obszarów nadbrzeżnych oraz morskich przedstawia unikalny aspekt dziedzictwa kulturowego. Jednak zasoby tego dziedzictwa są ograniczone i niezastąpione i mogą okazać się bezbronne wobec ludzkiej aktywności i procesów naturalnych. Dlatego też powinny być one użyte z korzyścią dla jakości życia i zachowane dla obecnego i przyszłych pokoleń. W  brytyjskiej polityce morskie dziedzictwo kulturowe postrzegane jest jako społeczna, gospodarcza i środowiskowa wartość; przyciągając inwestycje i turystykę, może stanowić potężny atut rozwojowy. Gospodarcze, społeczne i środowiskowe korzyści płynące z jego ochrony powinny być uwzględnione w morskim planowaniu przestrzennym. Wizja brytyjskiego rządu określa wartość środowiska historycznego jako nadrzędną w stosunku do wszelkich planów i działań zmierzających do przekształcania środowiska naturalnego. Do 2020 r. formułuje ona następujące cele: • bogate dziedzictwo kulturalne środowiska morskiego będzie lepiej chronione; • integralność morskiego dziedzictwa kulturalnego zostanie utrzymana, • zwiększy się dostęp do morskich zasobów dziedzictwa kulturowego; • różnorodność charakteru krajobrazu morskiego dookoła linii brzegowej Wielkiej Brytanii będzie zachowana1.

59


Również w Polsce zaczyna się już doceniać wartości morskiego dziedzictwa kulturowego. Wprawdzie postrzega się je głównie jako nowy element rozwijającej się turystyki morskiej, ale najważniejsze, że w ogóle zaczyna się je uwzględniać. Opublikowany w 2009 r. dokument Założenia polityki morskiej Rzeczypospolitej Polskiej zbieżny jest z wytycznymi, jakie sformułowała Komisja Europejska w komunikacie pt. Zintegrowana polityka morska Unii Europejskiej [COM (2007) 575], a  także z  konkluzjami Rady Europejskiej przyjętymi 14 grudnia 2007 r. na posiedzeniu w Lizbonie. Wprawdzie w pierwotnej wersji polskiego dokumentu w ogóle nie pojawiło się pojęcie morskiego dziedzictwa kulturowego, zauważono w  nim jednak, że czynnikiem cywilizacyjnie i  kulturowo spajającym społeczność Europy Bałtyckiej jest morska tradycja, która kreuje szczególne wartości. I stwierdzono dalej, iż: dla podniesienia konkurencyjności polskiej turystyki w  regionie Morza Bałtyckiego kluczowego znaczenia nabiera zapewnienie przyjeżdżającym turystom odpowiedniej infrastruktury turystycznej. W tym kontekście szczególną wagę ma odpowiednia baza noclegowa, gastronomiczna, obiekty kultury, obiekty sportowe, punkty informacji turystycznej, szlaki turystyczne i infrastruktura transportowa, zarówno lądowa, jak i  morska. Właściwie kreowana polityka morska w  obszarze turystyki, jako ważnej gałęzi gospodarki, wpływa wprost na podniesienie jakości oferty turystycznej, a tym samym jej konkurencyjności. Te stwierdzenia niewątpliwie wymagają obecnie rozwinięcia. Zauważmy, że Polska ma mało skomplikowaną linię brzegową, przeważnie pozbawioną naturalnej ochrony dla zabytków znajdujących się na dnie morskim. Zbudowane jest ono z piasków i iłów, co pozwala prowadzić połowy w tzw. tukę, czyli dwoma kutrami ciągnącymi sieci tuż nad dnem. Ten typ rybołówstwa był jednym z głównych powodów zniszczenia konstrukcji większości wraków zalegających u polskich wybrzeży, co nie znaczy, że zostały one zniszczone całkowicie. Część konstrukcji znajdujących się pod dnem oraz ładunek i wyposażenie rozwleczone wokół stanowisk archeologicznych w dalszym ciągu czekają na odkrycie. Ponieważ ich elementy niewiele wystają ponad dno, wiele z nich pozostaje wciąż nierozpoznanych. Podobnie dzieje się z  zabytkami znajdującymi się w  płytszych akwenach. Dno zatok Pomorskiej i  Gdańskiej oraz Zalewu Wiślanego zamula się i  ukrywa zabytki pod powierzchnią. Także ruch rumowiska dennego, spowodowany naturalnymi procesami związanymi z  falowaniem i  prądami morskimi, jest powodem degradacji i przemieszczania lub zasypywania warstw kulturowych zawierających pozostałości działalności człowieka. Doskonałym tego przykładem są relikty portu średniowiecznego w Pucku, funkcjonującego pomiędzy IX a XIV w. Leżą u ujścia rzeki Płutnicy, w wewnętrznej części Zatoki Puckiej, na głębokości 1,5–2,5 m, na przestrzeni ponad 12 ha dna. W wyniku przemieszczania się nawarstwień dennych zachodnia część stanowiska została przykryta i  nie jest obecnie widoczna, natomiast w  pozostałej uległa całkowitemu zniszczeniu górna część nawarstwień kulturowych związanych z  działającym tu w  średniowieczu portem. In situ zachowały się jedynie pale konstrukcji nabrzeży i pomostów wraz

60

z nasypami kamienno-ziemnymi oraz fragmenty ceramiki i  kości luźno spoczywające na powierzchni dna. Niestety, od końca XIX w. w bezpośrednim sąsiedztwie oraz na terenie reliktów portu zaczęto stawiać różnego rodzaju konstrukcje, bezpowrotnie niszcząc część zabytku. O  ile brak dbałości o  dziedzictwo kulturowe w  trakcie prac prowadzonych w  XIX czy do połowy XX w. może być zrozumiały, o  tyle kolejne zniszczenia świadczą o  beztrosce i  całkowitym braku zrozumienia problemu przez osoby odpowiedzialne za podejmowane inwestycje. Najpoważniejsze zmiany na dnie wywołały prace przy pogłębianiu – biegnącego przez środkową część obszaru badawczego – toru podejścia do dawnych Puckich Zakładów Mechanicznych (długość 560 m, szerokość 90 m, głębokość toru około 4 m) oraz toru podejścia do portu rybackiego w Pucku. Struktura powierzchniowej warstwy dna została też wielokrotnie i w wielu miejscach naruszona z powodu kotwiczenia, stawiania sieci i innych działań związanych z rybołówstwem i  żeglugą turystyczną. Ponadto w  niedalekim sąsiedztwie stanowiska archeologicznego, na wschód od jego granicy, wydobywano piasek dla odbudowy plaż. Dlatego Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy w Pucku, w ramach programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podjęło i zrealizowało w 2013 r. Aktualizację dokumentacji archeologicznej, co doprowadziło do zmian w krajowym rejestrze zabytków archeologicznych i  wymusiło uwzględnianie obszaru badawczego w planach przestrzennych tworzonych dla tego akwenu. Innym przykładem zabytku „ukrytego” przez siły natury pod powierzchnią dna i zniszczonego z powodu inwestycji był wrak statku z  XIII w., przypadkowo odkryty w kanale portu rybackiego w Rowach2, w trakcie prac przy pogłębianiu prowadzonych przez Urząd Morski w  Słupsku. Ekipa Centralnego Muzeum Morskiego w  latach 2003 i  2004 wydobyła pozostałości zniszczonej konstrukcji i w chwili obecnej znajdują się one w  pracowni konserwatorskiej w  Tczewie. Dwa fragmenty burty, denniki, stępka i dziobnica pozwalają przypuszczać, że był to statek w typie kogi, co potwierdzają także wstępne wyniki badań dendrochronologicznych, które pozwoliły datować najmłodszą próbę po 1258 r. Pomimo wielu przykładów pokazujących, że wciąż w  niewielkim stopniu rozpoznano zasoby dziedzictwa archeologicznego polskich wód morskich, pod koniec lat 90. XX w. pojawiły się sugestie, że więcej odkryć nie będzie, a więc inwestorzy i planiści morscy nie muszą zaprzątać sobie głowy tym problemem. Jako argument podawano, że konserwatorzy wojewódzcy nie dysponują informacjami o lokalizacji stanowisk archeologicznych. Fakt, że w  Polsce nigdy dotąd nie prowadzono długofalowych i systematycznych badań dna pod tym kątem, nie był przekonującym kontrargumentem. Trzeba było udowodnić, że w  rzekomo „pustym” akwenie fachowe służby znajdą jednak interesujące obiekty zabytkowe. Konieczny był również jakikolwiek dowód, że u  polskich wybrzeży mogą znajdować się relikty paleokrajobrazu kulturowego związane z  działalnością człowieka w  epoce kamienia. Dlatego w  latach 2007 –2009 Centralne (obecnie Narodowe) Muzeum Morskie w  Gdańsku zrealizowało w  ramach programu Kultura


Mapa zasięgu reliktów portu średniowiecznego w Pucku. Ilustracja z Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy

2000 projekt Zarządzanie podwodnym dziedzictwem kulturowym (Managing Cultural Heritage Underwater – MACHU). Koordynatorem projektu był Netherlands National Service for Archaeological Heritage oraz Netherlands Institute for Ship and Underwater Archaeology. Pozostali partnerzy reprezentowali Danię, Szwecję, Niemcy, Portugalię, Belgię i Wielką Brytanię – kraje o  bogatej tradycji morskiej, dzięki czemu można było skorzystać z ich wieloletnich doświadczeń. Polskim zespołem kierowała autorka tego artykułu. Wiedząc, że w  najbliższych latach planowana jest rozbudowa Portu Północnego w  Gdańsku, znając problemy związane z  ochroną reliktów portu średniowiecznego w  Pucku, a także biorąc pod uwagę potencjalną lokalizację farm wiatrowych na środkowym Wybrzeżu, wytypowano trzy obszary badawcze. Najbardziej spektakularny okazał się akwen położony między wejściem do Portu Gdańskiego i Portu Północnego, chociaż odkrycia w jego obszarze nastąpiły już po zakończeniu projektu. Rejon Portu Północnego w  Gdańsku położony jest w obrębie historycznego podejścia do portu gdańskiego, którego istnienie datuje się co najmniej od IX w. Pierwsze odkrycia obiektów zabytkowych w  tym rejonie związane były z pracami przy pogłębianiu realizowanymi w latach 70. ub.w., jednakże zniszczono wówczas między innymi wrak średniowiecznego statku zlokalizowany w  rejonie wywrotnicy wagonów oraz doskonale zachowaną konstrukcję drewnianej jednostki, spoczywającą pod dziewięciometrową warstwą osadów przy

Archeolog w trakcie wykonywania dokumentacji rysunkowej. Fot. NMM

obecnym wschodnim falochronie portu. W kolejnych latach doszło do zniszczenia jeszcze co najmniej dwóch zabytkowych wraków, z których udało się zabezpieczyć jedynie pozostałości kabestanu poziomego. Badania żaglowców z tego rejonu były przedmiotem zainteresowania archeologów podwodnych z CMM w latach 80. i 90. ub.wieku. Głównym celem prowadzonych w  trakcie realizacji MACHU badań była charakterystyka rozwoju paleogeograficznego obszaru ujściowego Wisły Martwej w ho-

61


locenie, którą wykonał zespół naukowców Oddziału Geologii Morza Państwowego Instytutu Geologicznego (PIB), będącego współuczestnikiem całego projektu. Zadania badawcze dotyczyły: • rozpoznania struktury geologicznej osadów holoceńskich i ich podłoża; • próby określenia okresu, w  którym Wisła utworzyła ujście do morza w rejonie Gdańska; • określenia zmian położenia linii brzegowej i przyrostu powierzchni lądowej ze szczególnym uwzględnieniem czasów historycznych; • szczegółowego rozpoznania współczesnej rzeźby dna, osadów występujących na powierzchni dna i procesów litodynamicznych w aspekcie poszukiwania i  możliwości przetrwania (zachowania) zabytkowych wraków. Poza badaniami geologicznymi przeprowadzono analizę 98 map archiwalnych obrazujących rejon podejścia do portu gdańskiego. Najstarszy zachowany plan pochodził z 1594 r., kolejne ukazywały się niemal każdego roku, dokumentując stan ujścia Wisły wczesną wiosną, po okresie jesienno-zimowych sztormów. Na ich podstawie oraz na podstawie wyników badań geologicznych stwierdzono, że na obszarze ujściowym, w całym badanym okresie, prowadzone były intensywne prace hydrotechniczne. Wybudowano szereg falochronów, kierownic, opasek. Niektóre z tych elementów były niszczone przez morze i następnie odbudowywane w podobnej lub nieco innej formie. Od początku XVIII w. w  rejonie dzisiejszego Zakrętu Pięciu Gwizdków funkcjonowała śluza, której zadaniem była m.in. ochrona zachodniego kanału portowego przed osadami niesionymi głównym nurtem Wisły. Przyrost brzegu morskiego nie przebiegał w sposób stały. W niektórych okresach brzeg morski utrzymywał swoją pozycję lub nawet się cofał. Może to świadczyć o  okresowych różnicach w  ilości transportowanego materiału, jak również być efektem wrażliwości obszaru o niewielkich deniwelacjach na działanie sztormów. Istotne mogły być też różnice w  poziomie morza, występujące w trakcie wykonywania kolejnych pomiarów. Od końca XVI w. do 1824 r., kiedy to udokumentowano najdalszy zasięg lądowej części stożka, linia brzegowa przesunęła się średnio o 850 m. Okres budowania stożka ujściowego Wisły Martwej zakończył się definitywnie w 1840 r., kiedy to w wyniku zatoru lodowego wody Wisły uległy spiętrzeniu i  utorowały sobie nowe ujście w odległości około 7 km na wschód od dotychczasowego – tzw. Wisłę Śmiałą. Pięć lat później zasypano ostatecznie dotychczasowe ujście Wisły. W ten sposób Westerplatte przestało być wyspą i zostało połączone ze stałym lądem. Do celów żeglugowych przeznaczono zachodni kanał, czyli obecny kanał portowy pomiędzy Nowym Portem i Westerplatte. Prace gabinetowe i badania geologiczne miały być potwierdzone przeglądem dna przeprowadzonym przez r/v IMOR, pływające laboratorium badawcze Instytutu Morskiego w  Gdańsku, wyposażone w  nowoczesny sprzęt do poszukiwań. Niestety okazało się, że mocno ugruntowane przekonanie, iż teren ten dawno został przeszukany i  wszelkie kolejne działania są raczej nieuzasadnione, spowodowało niezbyt dokładne wykonanie poszukiwań. Nie znaleziono żadnego wraku

62

Mapa z 1698 r. – Drewniany falochron osłaniający podejście do portu gdańskiego. Ilustracja z Archiwum Państwowego w Gdańsku

statku ani pozostałości konstrukcji hydrotechnicznych. Tymczasem w 2010 r. do muzeum wpłynął meldunek z Biura Hydrograficznego Marynarki Wojennej o odnalezieniu nowego wraku F53.15 w obrębie obszaru testowego nr 3. Zaskoczeniem był nie tylko fakt odnalezienia zabytku, ale też ładunek beczek zawierających między innymi rudę żelaza, a także wiele innych interesujących obiektów3. Jak się potem okazało, był to jeden z sześciu wraków zalegających na dnie i datowanych od XV do XIX w. Poza tymi odkryciami Urząd Morski w Gdyni zlokalizował jeszcze pozostałości palisady portowej datowane na podstawie map archiwalnych na stulecia XVII–XVIII. Prace poszukiwawcze kontynuowane przez Urząd Morski w  Gdyni po zachodniej stronie podejścia do portu gdańskiego ujawniły kolejne dwa wraki. Te nowe znaleziska pozwoliły przygotować wytyczne dla inwestorów planujących wszelkie prace, które mogłyby prowadzić do naruszenia dna i  pasa brzegowego w  tym rejonie. Dzięki temu prowadzone są obecnie archeologiczne badania przedinwestycyjne, zmierzające do lokalizacji następnych zabytków, zaplanowania ich badań i zabezpieczenia. Inwestycje hydrotechniczne w  pasie przybrzeżnym i  na morzu to nie tylko rozbudowa portów i  ich infrastruktury, ale i działania takie jak posadowienie platform wiertniczych, budowa farm morskich czy planowana na polskim wybrzeżu budowa elektrowni jądrowych (proponowana lokalizacja to Dąbki, Lubiatowo, Żarnowiec). Wszystkim tym inwestycjom towarzyszy kładzenie infrastruktury (kable, rurociągi itp.).


Wrak tzw. Rudowca w rejonie Portu Północnego w Gdańsku. Ilustracja z Biura Hydrograficznego Marynarki Wojennej

Platformy wiertnicze stawiane były do tej pory na otwartym morzu daleko od linii brzegowej, gdzie istnieje stosunkowo małe prawdopodobieństwo natrafienia na obiekt zabytkowy. Przed ich posadowieniem dno jest bardzo dokładnie badane, ponieważ wrak mógłby stanowić przeszkodę dla platformy lub rurociągu. Trzeba zaznaczyć, że zajmujący się tymi pracami LOTOS Petrobaltic S.A. poinformował Centralne Muzeum Morskie o wraku zalegającym w pobliżu jednej z platform. Dzięki temu, przy współpracy z Marynarką Wojenną, przeprowadzono w 2009 r. oględziny tego zabytku, który okazał się kadłubem drewnianego żaglowca handlowego z ładunkiem zboża4, zbudowanego prawdopodobnie nie wcześniej niż w XVIII w. Wrak zalegał w mulistym dnie na głębokości ponad 80 m, dzięki czemu zachował się w bardzo dobrym stanie. W trakcie inwentaryzacji wydobyto z niego między innymi szklaną butelkę z resztką piwa i kamionkowy słój z masłem. Kolejnym zagrożeniem jest wydobywanie kruszyw z dna morskiego bez jakiejkolwiek konsultacji ze służbami konserwatorskimi. Proceder ten odbywa się już od wielu lat, przy czym najlepsze złoża kruszyw występują w rejonie Ławicy Słupskiej, która jako obszar lądowy definitywnie zniknęła pod powierzchnią morza dopiero około 6 tysięcy lat temu, a wcześniej była już zasiedlona przez ludność łowiecko-zbieracką z  kręgu tzw. kultury łowców reniferów (Kobusiewicz 1999). Ławica Słupska bez wątpienia stanowiła atrakcyjny pod względem siedliskowym obszar, co potwierdza znalezisko harpuna dwurzędowego na dnie Bałtyku niedaleko Dziwnowa (Kaube 1989). Niestety, dotychczas nie

Obraz sonarowy wraku tzw. Zbożowca wykonany w trakcie badań rozpoznawczych prowadzonych przez okręt ratowniczy ORP Lech Marynarki Wojennej i archeologów Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Fot. I. Pomian

ma żadnej kontroli nad sposobem i zakresem wydobycia kruszyw w tym rejonie, a skalę problemu obrazuje załączona mapa złóż i  zestawienie planowanej ilości wydobycia dla poszczególnych akwenów. Skalę planowanego wydobycia kruszyw obrazuje zamieszczona tabela.

63


Złoża i obszary perspektywiczne surowców okruchowych, stan z 2005 r., Atlas parametrów litologicznych osadów południowego Bałtyku w: http://www.pgi.gov.pl/pl/geologia-morza-wybrzeza/opracowania-gdansk. Atlas parametrów litologicznych osadów powierzchniowych południowego Bałtyku ze szczególnym uwzględnieniem geologiczno-górniczych warunków występowania surowców okruchowych, kier. projektu R. Kramarska, 2005

Akwen Zatoka Pomorska Zatoka Koszalińska Ławica Słupska Południowa Ławica Środkowa Hel Zalew Pucki

Planowana wielkość wydobycia 14,7 mln m3 37,7 mln ton 64,5 mln ton 57,1 mln ton 14,9 mln m3 18,5 mln m3

Prawo geologiczne i górnicze (Dz.U. nr 163, poz. 981) nie wymaga żadnych uzgodnień dotyczących ochrony zabytków przy wydawaniu koncesji na wydobycie. Jedynym ograniczeniem jest uwzględnienie obszarów objętych szczególnymi formami ochrony, w tym ochrony przyrody oraz ochrony zabytków5, lecz takie formy ochrony nie istnieją poza niewielkim obszarem przebadanym w trakcie realizacji projektu MACHU. Dla porównania, w większości krajów bałtyckich już od lat stosuje się wymóg przedinwestycyjnych badań archeologicznych obszarów przewidzianych między innymi pod prace przy pogłębianiu dna oraz przy poborze kruszyw. Istnieją opublikowane standardy archeologiczne skutecznie stosowane między innymi w Danii i  Niemczech, które mogłyby stanowić wzór do opracowania podobnych dla Polski. W  Szwecji, Norwegii i Finlandii nie ma w ogóle możliwości przeprowadzenia jakiejkolwiek inwestycji morskiej bez wcześniejszego archeologicznego rozpoznania dna. Celem tego artykułu było zwrócenie uwagi na proces niszczenia morskich stanowisk archeologicznych, który trwa od wielu lat i jak na razie się nie zmniejsza.

64

Bez wątpienia wielką pozytywną zmianą jest zaprzestanie udowadniania, że nie ma już nic interesującego pod wodą, co zasługuje na ochronę. Dzięki coraz lepszej współpracy między instytucjami zajmującymi się badaniem dna a służbami konserwatorskimi i archeologami udaje się ocalić lub przynajmniej zadokumentować coraz więcej niezwykle interesujących zabytków zlokalizowanych pod wodą. Doskonałym przykładem są badania archeologiczne wraków statków zlokalizowanych na Martwej Wiśle w Gdańsku. Niestety, są to działania incydentalne, wynikające raczej z wieloletniej współpracy specjalistów Urzędu Morskiego w Gdyni, hydrografów Marynarki Wojennej, Instytutu Morskiego w  Gdańsku i Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, któremu w  2005 r. powierzono prowadzenie spraw podległych w  tym zakresie Pomorskiemu Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków w Gdańsku. Dotyczy to jednakże wyłącznie postępowania z zabytkami wpisanymi już do rejestru albo wydawania pozwoleń na poszukiwanie ukrytych lub porzuconych zabytków ruchomych, w  tym zabytków archeologicznych, przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania. A  to zdecydowanie za mało. Nie można chronić czegoś, o czym nie ma się żadnej wiedzy. Oczekiwanie, że inwestorzy sami będą dbać o ochronę zabytków w trakcie realizowanych prac wydaje się co najmniej naiwne, zwłaszcza że kontrola prac prowadzonych na morzu jest w  praktyce niemożliwa. Sytuacja wymaga obecnie skoordynowania działań i lepszego przepływu informacji. Jak w przypadku ochrony środowiska, tak i w zakresie dziedzictwa kulturowego, rozpoznanie powinno być uznane za stały i nieodłączny


wymóg wszelkich planowanych inwestycji morskich. Argument, że może to w sposób nieuzasadniony podwyższać koszty, jest w tym przypadku bezzasadny. Badania potrzebne do rozpoznania zasobów archeologicznych są w  większości wypadków takie same jak przy rutynowym badaniu dna morskiego. Inwestor i tak musi wiedzieć o wszelkich przeszkodach dennych, a następnie je usunąć. Reasumując, dziedzictwo kulturowe powinno być zawsze nieodłącznym elementem przy planowaniu działań w  środowisku morskim, a  wyspecjalizowane służby konserwatorskie powinny mieć dostęp do wyników przeglądów dna morskiego i  dopiero po ich analizie wydawać stosowną opinię. Tymczasem nigdzie w  Polsce nie ma ośrodka mogącego, zgodnie z  wymogami ustawy o  ochronie zabytków, reagować odpowiednio szybko w  przypadku ujawnienia nowych znalezisk. Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku nie ma własnej jednostki badawczej i  funkcjonuje jedynie w  obrębie wód przyległych do województwa pomorskiego. Prowadzi inwentaryzację stanowisk bądź dzięki współpracy z Urzędem Morskim w Gdyni użyczającym okazjonalnie statku, bądź korzystając z dotacji MKiDN. Jednak takie działania nie pozwalają reagować natychmiast, a – zgodnie z ustawą o ochronie zabytków – na oględziny i wydanie decyzji konserwator ma trzy dni. Na lądzie jest to możliwe, ale na morzu bez odpowiedniego statku całkowicie nierealne. Można usłyszeć opinie, że kraj mający raczej rolnicze niż morskie tradycje nie musi zajmować się tematem pozornie tak marginalnym, należy jednak pamiętać, że morskie dziedzictwo kulturowe należy nie tylko do nas. Stanowi ono część spuścizny pozostawionej nam przez ogół mieszkańców bałtyckich wybrzeży i  wszystkich tych, dla których morze było drogą do innego świata.

PRZYPISY 1 I. Oxley 2012, Dealing with the historic environment in marine plans. 2  I. Pomian, Sprawozdanie. Ratownicze Badania Archeologiczne, wrak E35.1 (AZP 5-29), Rowy, gm. Smołdzino, pow. Słupsk, mat. własne CMM, 2004. 3 Od ładunku rudy wrak otrzymał roboczą nazwę „Rudowiec”. 4 Od ładunku zboża wrak otrzymał roboczą nazwę „Zbożowiec”. 5 Prawo geologiczne i górnicze, Dz.U. nr 163, poz. 981, art. 24.1.5.

Obraz sonarowy fragmentu konstrukcji wraku Solen Fot. Biuro Hydrograficzne Marynarki Wojennej

Naczynie liturgiczne, tzw. aquamanila, wydobyte przypadkowo przez rybaka w trakcie połowów w Zatoce Puckiej. Fot. NMM

Źródła: Ehler, Charles and Fanny Douvere. Marine Spatial Planning: a step-by-step approach toward ecosystem-based management. Intergovernmental Oceanographic Commission and Man and the Biosphere Programme. IOC Manual and Guides No. 53, ICAM Dossier No. 6. Paris: UNESCO. 2009 (English). Firth A., Marine Spatial Planning and the Historic Environment, 2007. Historic Environment Guidance for the Offshore Renewable Energy Sector, Wessex Archaeology, 2007. Gribble J. and Leather, S. for EMU Ltd. Offshore Geotechnical Investigations and Historic Environment Analysis: Guidance for the Renewable Energy Sector. Commissioned by COWRIE Ltd, 2009 Kobusiewicz M., Ludy łowiecko-zbierackie północno-zachodniej Polski. PTPN, Poznań, 1999. Marine Aggregate Dredging and the Historic Environment. Assessing, evaluating, mitigating and monitoring thearchaeological effects of marine aggregate dredging, Wessex Archaeology, 2003. Miotk-Szpiganowicz G., Uścinowicz Sz., Przeździecki P., Jegliński W., 2009, Reconstruction of the paleo-landscapes of the southern Baltic. W: M. Manders. R. Oosting, W. Brouwers (red.), MACHU Final Report, s. 80–84, Rotterdam. Operational Guidelines for the Implementation of the World Heritage Convention, UNESCO. 2011. Ossowski W., 2011, Sprawozdanie z  inwentaryzacji wraków na przedpolu portu gdańskiego wykonanych w 2011 r., maszynopis w zbiorach CMM. Pomian I., 2008, Investigations at the three MACHU test area in Poland. W: M. Manders. R. Oosting, W. Brouwers (red.), MACHU Report, 2, s. 14–15. Rutecki P., 2011, Wrak W-25. Podwodne badania archeologiczne w  Zatoce Gdańskiej, Acta Univeristatis Nicolai Copernici, Archeologia XXXI, Archeologia Podwodna 6, s. 127–148. Smolarek P., 1969, Studia nad szkutnictwem Pomorza Gdańskiego X–XIII wieku, Prace Muzeum Gdańskiego, t. III, Gdańsk. Smolarek, P., 1976, Poszukiwania i badania podwodne w Zatoce Gdańskiej. Nautologia, 11, 1, 22-31. Smolarek P., 1987, Badania podwodne w  Bałtyku w  latach 1979 –1986. Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 35, 3, 465–495. Uścinowicz S., Relative sea level changes, glacio-isostatic rebound and shoreline displacement in the Southern Baltic, Polish Geological Institute. Special Papers. No. 10, 2003.

65


THE 2001 UNESCO CONVENTION ON THE PROTECTION OF THE UNDERWATER CULTURAL HERITAGE

Since 2003 the Polish law has protected underwater heritage which fulfills the conditions of being considered of historic value. Both maritime legal regulations and the law concerning the protection of historic objects are binding on interior and territorial waters. The legal status of historic objects recovered from the open sea is regulated by maritime law, which under certain conditions permits selling them. Soon Poland will become a state party to the UNESCO 2001 Convention on the Protection of the Underwater Cultural Heritage. The objectives of the Convention are to ensure greater protection of underwater cultural heritage of objects that are at least 100 years old. It is to be implemented by obliging states to protect underwater historic objects and to closely cooperate in this field. Meeting such an objective is particularly important with respect to the open sea, because no state has jurisdiction over this area and the objects to be found there are treated as the common heritage of humanity. The subsequent provisions specify the duties of states for each kind of zone of sea water, but when fulfilling them states always have to follow the principle of the in situ priority and exclude using them for commercial purposes. It is permissible to recover the objects from the seabed but only for the purpose of protecting them, for conservation, and for managing them in such a way as to make sure they can be preserved for a long time. According to the author of the article, Poland’s joining the Convention will be beneficial, but will be connected with the necessity to introduce changes to our legal system, above all to ensure that the objects recovered from the sea are excluded from trade. Moreover, a specialised institution will have to be set up, which will implement the obligations arising from the Convention.

Wojciech Kowalski

Konwencja UNESCO

o ochronie podwodnegO dziedzictwa kulturowego z 2001 roku

P

rawdopodobnie w nieodległym czasie Polska zostanie stroną Konwencji UNESCO o ochronie podwodnego dziedzictwa kulturowego, która zawiera propozycję kompleksowej regulacji tej problematyki w skali całego globu. Przed omówieniem głównych celów i  założeń tego aktu warto scharakteryzować aktualne stanowisko prawa polskiego w omawianej dziedzinie. Obowiązująca obecnie ustawa o ochronie zabytków i  opiece nad zabytkami1 jako pierwsza nasza ustawa w  tym zakresie objęła swym działaniem także zabytki znajdujące się pod wodą. Definiując w  art. 3 ust. 4 pojęcie zabytku archeologicznego, wskazała, że jest to każdy zabytek nieruchomy, będący powierzchniową, podziemną lub podwodną (podkr. aut.) pozostałością egzystencji i  działalności człowieka, złożoną z  nawarstwień kulturowych i  znajdujących się w  nich wytworów bądź ich śladów, albo zabytek ruchomy będący tym wytworem. W świetle tej definicji można twierdzić, że obiekty podwodne mogą być uznane za zabytki, jeżeli tylko mają znaczenie z  punktu widzenia historii, nauki lub sztuki. Warto zauważyć, w kontekście dyskusji nad „dawnością” zabytków, że mogą nimi zostać także na przykład statki zatopione choćby w latach 70. ubiegłego stulecia, jeżeli z  jakichś powodów cechuje je wartość historyczna bądź naukowa2. Bliższe zarysowanie stanu regulacji ochrony tak zdefiniowanych zabytków podwodnych wypada poprzedzić stwierdzeniem, że inaczej wygląda on w odniesieniu do różnego rodzaju „wód”3. Jeżeli chodzi o  wody śródlądowe, sytuację określa w  całości wspomniana ustawa o  ochronie zabytków, która nie różnicuje tych wód od lądu, a  zatem stosuje się ją do wszelkich badań archeologicznych, także prowadzonych np. w rzekach i jeziorach. Bardziej złożona jest sytuacja morskich wód wewnętrznych i  morza terytorialnego, gdzie wobec dziedzictwa stosuje się równolegle przepisy prawa morskiego i prawa ochrony zabytków4. Zgodnie z tym pierwszym kluczowe jest ustalenie właściciela zabytku,

66

a gdy nie da się go ustalić, decydujące znaczenie ma drugie ze wspomnianych praw. Natomiast prowadzenie badań i  wydobywanie zabytków5 z  wody wymaga zachowania warunków prowadzenia wszelkich badań w morzu oraz standardowych wymogów zastrzeżonych dla takich prac przy obiektach zabytkowych, zarówno przez przepisy prawa morskiego6, jak i prawa o ochronie zabytków. Wypada dodać, że niektóre obszary mogą być poddane szczególnej ochronie, na przykład jako podwodne cmentarzyska7. Jeszcze inaczej przedstawia się sytuacja prawna zabytków wydobytych z  morza otwartego, które następnie przywiezione zostały na teren Polski. Ich stan prawny regulują art. 285 do 289 w związku z art. 290 prawa morskiego8. Przepisy te nakazują w  pierwszej kolejności poszukiwać właściciela przywiezionego mienia, a  w  przypadku niemożności znalezienia go, mienie takie można sprzedać. Jeżeli jednak w  ocenie dyrektora kompetentnego urzędu morskiego mienie może stanowić zabytek, przed przystąpieniem do sprzedaży mienia zawiadamia on wojewódzkiego konserwatora zabytków9. Po scharakteryzowaniu polskiego stanu prawnego przejdźmy do omówienia głównych postanowień Konwencji10. Otóż jest ona pierwszym kompletnym aktem prawa międzynarodowego w  zakresie ochrony podwodnego dziedzictwa kulturowego. Dotychczasowa regulacja tej materii zawarta w Konwencji o prawie morza z 1982 r. była bardzo fragmentaryczna i nie rozwiązywała żadnego problemu11. Cele Konwencji z 2001 r. są bardzo ambitne i polegają na zapewnieniu i  zwiększeniu ochrony podwodnego dziedzictwa kulturowego (art. 2 pkt 1), przede wszystkim poprzez zobowiązanie państw sygnatariuszy do ochrony tego dziedzictwa (art. 2 pkt 3) oraz współpracy w  tym zakresie (art. 2 pkt 2). Dla lepszej realizacji tych celów państwa zobowiązują się także do podejmowania razem lub osobno, zależnie od potrzeby, wszelkich stosownych kroków zgodnych z Konwencją oraz prawem międzynarodowym, niezbędnych dla ochrony podwodnego dziedzictwa kulturowego, przy wykorzystaniu najlepszej dostępnej praktyki i środków, jakimi dysponują oraz według własnych możliwości (art. 2 pkt 4).


Jak więc widać, głównym celem Konwencji jest zapewnienie współpracy państw przy ochronie zabytków podwodnych, co szczególnie w odniesieniu do morza otwartego jest absolutnie kluczowe i  niezbędne, jako że żadne państwo nie ma na tym obszarze jurysdykcji, a zabytki znajdujące się tam traktowane są jako wspólne dziedzictwo ludzkości. Po wyznaczeniu celów trzeba określić, co wchodzi w  skład dziedzictwa podwodnego w  rozumieniu Konwencji. Zgodnie z definicją zawartą w art. 1, pkt 1 (a), podwodne dziedzictwo kulturowe to wszelkie ślady egzystencji ludzkiej mające charakter kulturowy, historyczny lub archeologiczny, które pozostawały lub pozostają całkowicie lub częściowo pod wodą, okresowo lub stale, przez co najmniej 100 lat, w tym stanowiska, budowle, obiekty, artefakty oraz szczątki ludzkie, wraz z ich kontekstem archeologicznym i przyrodniczym (ppkt I); statki, samoloty oraz inne pojazdy lub ich części, ładunek lub inna zawartość, wraz z ich kontekstem archeologicznym i  przyrodniczym (ppkt II); oraz przedmioty o charakterze prehistorycznym (ppkt III). Jednocześnie w punktach b i c tego samego artykułu wykluczono z pojęcia podwodnego dziedzictwa kulturowego rurociągi i  przewody biegnące po dnie morskim oraz instalacje niebędące rurociągami i przewodami, umieszczone na dnie morskim i nadal używane. Definicja ta nie wzbudza zasadniczych wątpliwości, jest skonstruowana według pewnego modelu znanego z wielu innych aktów prawnych. Warto jednak zwrócić uwagę na wyraźnie określoną cezurę czasową minimum 100 lat, która nie jest znana prawu polskiemu. Praktycznym skutkiem tej różnicy jest szersza ochrona zabytków podwodnych według naszego prawa, która, jak wspomniano już, obejmuje obiekty znacznie młodsze niż byłoby to możliwe na podstawie Konwencji. Obok celów i  przedmiotu Konwencji podstawowe znaczenie ma wyjaśnienie zasad ochrony dziedzictwa podwodnego, które ujawniają i  wyjaśniają istotę całej regulacji. Będą też oczywistą i wiążącą wskazówką przy interpretacji wykonywania przez państwa ich obowiązków konwencyjnych. Przede wszystkim należy zwrócić w  tym kontekście uwagę na dwie podstawowe zasady, mianowicie priorytet zachowania dziedzictwa in situ (art. 2 pkt 5) oraz wykluczenie wykorzystywania go w celach komercyjnych (art. 2 pkt 7). Zachowanie zabytków podwodnych in situ oznacza skierowanie głównej aktywności podwodnej na prowadzenie ich obserwacji, badań i dokumentacji, o ile działania takie nie zakłócają zarządzania podwodnym dziedzictwem kulturowym i nie utrudniają jego ochrony (art. 2 pkt 10). Mając to na względzie, państwa powinny, między innymi, zachęcać do odpowiedzialnego i  nieniszczącego postępowania przy wydawaniu zezwoleń oraz realizacji wszelkich działań nakierowanych na to dziedzictwo. Konwencja dopuszcza wydobywanie obiektów dziedzictwa na powierzchnię, ale wyłącznie w celu ich zabezpieczenia, konserwacji oraz zarządzania w  sposób zapewniający im długotrwałe przetrwanie (art. 2 pkt 6). Wspomniana „dekomercjalizacja” to wyłączenie ich z obrotu handlowego, co oznacza, że takich zabytków nie będzie można nabyć legalnie. Prawo polskie przynajmniej teoretycznie dopuszcza zbycie zabytków wydobytych z wody, a więc występuje tu druga istotna różnica między naszym prawem a Konwencją. Doniosłość tych dwóch zasad podkreślona jest dodatkowo w  tzw. zasadach regulujących działania na-

kierowane na podwodne dziedzictwo kulturowe, które stanowią aneks do Konwencji. W zasadzie pierwszej wskazano, że priorytetem jest ochrona podwodnego dziedzictwa kulturowego przez zachowanie go in situ. To oznacza, że działania nakierowane na podwodne dziedzictwo kulturowe są dozwolone pod warunkiem zapewnienia mu ochrony i z zastrzeżeniem tego wymogu mogą mieć miejsce dla celów zapewnienia bezpieczeństwa obiektom podwodnego dziedzictwa kulturowego, zdobywania o  nim wiedzy oraz uwydatnienia jego doniosłości. W  drugiej z  tych zasad wyjaśniono natomiast, że komercyjna eksploatacja podwodnego dziedzictwa kulturowego dla celów handlowych, spekulacyjnych lub prowadząca do jego nieodwracalnego rozproszenia stoi w rażącej sprzeczności z ochroną tegoż dziedzictwa oraz właściwego nim zarządzania. Podwodne dziedzictwo kulturowe nie może być przedmiotem obrotu, sprzedaży, kupna ani wymiany jako towar komercyjny. W dalszej części Konwencji określono szczegółowo zasady działania państw na poszczególnych „wodach”. I  tak w  art. 7 przypomniano, że jeżeli chodzi o  wody wewnętrzne i  terytorialne, to państwa sprawują na nich swoją wyłączną jurysdykcję, jak na całym swoim obszarze. Między innymi mają wyłączne prawo regulacji i autoryzacji działań nakierowanych na podwodne dziedzictwo kulturowe spoczywające w  tych wodach, aczkolwiek zobowiązane są wymagać stosowania w  tych działaniach wspomnianych zasad załączonych do Konwencji. Natomiast w przypadku odkrycia obiektów o  udokumentowanym związku natury kulturowej, historycznej lub archeologicznej z innym państwem, zobowiązane jest do powiadomienia tego państwa o dokonanym odkryciu (art. 7 ust. 3). Następną wydzieloną prawnie kategorią wód jest tak zwana strefa przyległa do granicy zewnętrznej morza terytorialnego, czyli do granicy państwa. W tym artykule można ją jednak pominąć, ponieważ Polska nie wyznaczyła takiej strefy, a  wody wchodzące tu w  grę włączyła do polskich wód terytorialnych, których status prawny został już omówiony. Odrębny rozdział Konwencji został poświęcony obowiązkom i  prawom państw w  obrębie wyłącznej strefy ekonomicznej oraz szelfu kontynentalnego. Było to konieczne, ponieważ rejony te mają inny od wód terytorialnych status prawny i nie podlegają suwerenności państw, chociaż przysługują im tutaj pewne specjalne uprawnienia wynikające z  prawa morza. Konwencja uzupełnia ten stan prawny o  odrębne uregulowania w zakresie dziedzictwa podwodnego. W warstwie ogólnej jest to klauzula generalna, zobowiązująca państwa do ochrony znajdującego się tam podwodnego dziedzictwa kulturowego w sposób zgodny z postanowieniami Konwencji. W warstwie szczegółowej są to obowiązki i  prawa, które można ująć w  dwie grupy: sferę informacyjną i  bezpośrednią działalność podwodną. Jeżeli chodzi o kwestię pierwszą, to państwa zobowiązane są wymagać od swoich obywateli oraz kapitanów statków pływających pod swoją banderą informowania o odkryciach w zakresie podwodnego dziedzictwa kulturowego oraz o zamiarach podejmowania działań względem tegoż dziedzictwa. Dotyczy to także odkryć dokonanych w wodach wyłącznej strefy ekonomicznej lub na szelfie kontynentalnym innych państw, przy czym informacja ta ma być udostępniona także wszystkim innym państwom oraz Dyrektorowi Generalnemu UNESCO. Na

67


podstawie takiej informacji każde państwo o udokumentowanym związku kulturowym, historycznym lub archeologicznym z  odkrytym obiektem podwodnego dziedzictwa kulturowego ma prawo złożyć państwu„gospodarzowi” odkrycia oświadczenie ze swoim życzeniem konsultacji w kwestii zapewnienia temu obiektowi efektywnej ochrony. Regulację związaną z  bezpośrednią działalnością podwodną otwiera ogólne postanowienie uzależniające udzielanie wszelkich zezwoleń na realizację działań nakierowanych na obiekty podwodnego dziedzictwa kulturowego, spoczywające w  wodach wyłącznej strefy ekonomicznej lub na szelfie kontynentalnym, od tego, że mogą one być wydawane wyłącznie pod warunkiem nienaruszania postanowień prawa regulującego stan prawny tych obszarów. Chodzi między innymi o to, aby przy tej okazji nie doszło do uszczerbku praw państwa suwerena oraz jego jurysdykcji, a  wszelkie działania nakierowane na odkryty obiekt były dokonywane na podstawie stosownych zezwoleń i we współpracy z innymi państwami, które zadeklarowały zainteresowanie danym obiektem. W celu zgodnej współpracy wszystkich zainteresowanych państw powołuje się „państwo koordynujące”. O  wynikach przeprowadzonych prac informowany jest Dyrektor Generalny UNESCO, który z  kolei przekazuje tę informację pozostałym państwom. Należy jeszcze dodać, że wszelkie działania względem statków i samolotów będących własnością państwową można podejmować wyłącznie za zgodą ich państwa właściciela. Dla uniknięcia nieporozumień warto wyjaśnić, że zgodnie z definicją zawartą w art. 1 Konwencji „okręty i samoloty państwowe” to będące własnością państwa okręty wojenne oraz inne statki lub samoloty, które były w chwili zatonięcia wykorzystywane wyłącznie dla niekomercyjnych celów państwowych, które jako takie zostały zidentyfikowane oraz mieszczą się w  definicji podwodnego dziedzictwa kulturowego. W Konwencji zawarto także postanowienia dotyczące obowiązków i  praw państw na obszarze dna morskiego lub oceanicznego oraz jego podłoża, znajdujących się poza strefą jurysdykcji państw. W  ogólnym zarysie nie różnią się one specjalnie od omówionego już reżimu prawnego strefy ekonomicznej i szelfu kontynentalnego, a polegają przede wszystkim na ogólnym obowiązku ochrony dziedzictwa oraz obowiązku informacyjnym, a ponadto obowiązkach związanych z bezpośrednią działalnością podwodną. Nie ma zatem potrzeby powtarzania ich. Konwencja zawiera również szereg dalszych przepisów szczegółowych, między innymi dotyczących obowiązków państw realizowanych na ich własnych terytoriach, a dotyczących bądź wspomagających ochronę dziedzictwa podwodnego, szczegółowych obowiązków państw w  zakresie współpracy i  wymiany informacji oraz rozstrzygania sporów dotyczących Konwencji. Nie można także pominąć kwestii „organów” powołanych przez Konwencję. W szczególności jest to Zgromadzenie Państw Sygnatariuszy, zwoływane przez Dyrektora Generalnego UNESCO przynajmniej raz na dwa lata, które decyduje o swojej funkcji oraz zakresie obowiązków i działa na podstawie uchwalonego przez siebie regulaminu. Zgromadzenie Państw Sygnatariuszy powołało w 2009 r. Organ Doradczy do spraw Technicznych i Naukowych złożony z ekspertów wyznaczonych przez Państwa Sygnatariuszy, którego celem jest wspomaga-

68

nie Zgromadzenia w rozwiązywaniu problemów natury naukowej i  technicznej w  zakresie wdrażania załączonych do Konwencji Zasad regulujących działania nakierowane na podwodne dziedzictwo kulturowe. W podsumowaniu należy podkreślić, że przystąpienie Polski do Konwencji niewątpliwie będzie korzystne, albowiem uzyskamy w  ten sposób dodatkowe możliwości ochrony morskiego dziedzictwa podwodnego. Wynikną one z  nakreślonych przez Konwencję ram współpracy w tym zakresie z innymi państwami, a także z podstawowych zasad prowadzenia działalności podwodnej związanej ze znajdującymi się tam zabytkami. Stanie się stroną Konwencji wymusi także niewielkie, ale w  opinii autora artykułu, pozytywne zmiany w  naszym ustawodawstwie. W szczególności dotyczyć one będą przyjęcia jako priorytetu ochrony zabytków in situ oraz uznania obiektów wydobytych z wody za res extra commercium, to znaczy za rzeczy wyłączone z obrotu. Jak wspomniano na początku artykułu, w obecnym stanie prawnym przynajmniej teoretycznie mogą one być sprzedawane. Trzeba też będzie przygotować się do prawidłowego wykonywania obowiązków wynikających z Konwencji, co w tym przypadku oznacza utworzenie wyspecjalizowanej instytucji, która będzie je realizować w imieniu państwa. PRZYPISY 1  Ustawa z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, Dz.U. z 2003 r., nr 162, poz. 1568, ze zm. 2 Por. przykłady wpisów takich zabytków do rejestru, W. Kowalski: Prawno-autorskie aspekty ochrony dziedzictwa kulturowego. W: A. Jagielska-Burduk, W. Szafrański (red.), Kultura w  praktyce, Poznań 2013, s. 182; szerzej na ten temat: W. Kowalski, Nabycie własności dzieła sztuki od nieuprawnionego. Kraków, Zakamycze 2004, s. 238. Por. także: S. Matysik, Legal Problems of Recovery of Historical Treasures from the Sea-Bed. In: Scientific and Technological Revolution and the Law of the Sea. Ed. M. Frankowska. Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1972, s. 143. 3 Por. szerzej na ten temat, W. Kowalski, I. Pomian: Ochrona podwodnych obiektów archeologicznych. W: J. Kaczmarek (red): Prawnokarna ochrona dziedzictwa kultury. Zakamycze 2006, s. 81 et seq.; por także: W. Kowalski: Chapter 11: Poland. W: S. Dromgoole (Ed.), Legal Protection of the Underwater Cultural Heritage: National and International Perspectives. The Hague–London–Boston 2006, pp. 229 et seq. 4  Nie są to przy tym przepisy konkurujące ze sobą, por.: W. Kowalski, I. Pomian, op.cit., s. 99. 5  Wymaga ono zezwolenia dyrektora właściwego terytorialnie urzędu morskiego w  uzgodnieniu z  komendantem morskiej Straży Granicznej i  wojewódzkim konserwatorem zabytków. Szerzej na ten temat W. Kowalski, I. Pomian, op.cit., s. 92 et seq. Por. także: rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 24 sierpnia 2004 r. w sprawie uzyskiwania pozwoleń na przeszukiwanie wraków statków i  ich pozostałości, Dz.U. z  2004 r., nr 197, poz. 2025. 6 Ustawa z 21 marca 1991 r. o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej, z późn. zm., tekst jednolity Dz.U. z 2003 r., nr 153, poz. 1502. 7 Jako przykład takiej szczególnej ochrony można podać ustanowienie z dniem 1 grudnia 2004 r. stref bezpieczeństwa wokół wraków Wilhelm Gustloff i  Goya. Zgodnie z  wprowadzającym je komunikatem dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni z 29.11.2004 r., w strefach tych „obowiązuje zakaz prowadzenia wszelkiej działalności podwodnej” (par. 2); Komunikat nr 2 Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni z 29.11.2004 r. w sprawie ustanowienia strefy bezpieczeństwa wokół konstrukcji wraków statków „Wilhelm Gustloff” i „Goya”. Dziennik Urzędowy Województwa Pomorskiego, 2005, nr 12, poz. 255. 8 Ustawa z  18 listopada 2001 r., kodeks morski. Dz.U. z  2001 r., nr 138, poz. 1545. Por.: szerzej na ten temat W. Kowalski, I. Pomian, op.cit., s. 96 et seq. 9 Par. 6 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z  13 grudnia 2004 r. w  sprawie określenia sposobu postępowania z  mieniem wydobytym z morza. Dz.U. 2004 r., nr 271, poz. 2689. 10 Por.: szerokie omówienie Konwencji, W. Kowalski: Komentarz do Konwencji UNESCO o  ochronie podwodnego dziedzictwa kulturowego, przyjętej 2 listopada 2001 r. na 31 Konferencji Generalnej UNESCO. W: Konwencje UNESCO w dziedzinie kultury. Komentarz. (red.) K. Zalasińska, Lex, a Wolters Kluwer business, Warszawa 2014, s. 312–391. 11 Por.: art. 149 i 303 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza, sporządzonej 10 grudnia 1982 r. w Montego Bay. Dz.U. z 2002 r., nr 59, poz. 543, załącznik.


Odrestaurowany wrak okrętu Vasa w muzeum w Sztokholmie. Fot. Wikipedia, domena publiczna

COMMERCIAL EXPLORATION OF WRECKS REMARKS CONCERNING THE JUSTIFIABILITY OF RATIFYING UNESCO’S NEW CONVENTION ON THE PROTECTION OF THE UNDERWATER CULTURAL HERITAGE

The article is devoted to some examples of the commercial exploration of historic wrecks. It presents the history of the most famous exploration company, i.e. Odyssey Marine Exploration from America, as well as the example of stealing Chinese porcelain from a wreck on the South China Sea and putting it up for auction attended by prestigious European museums. The author also recounts the example of the court battle between the government of Finland and the discoverers of a wreck with works of art, as well as the sensational discovery of a load of the oldest champagne in the world on the seabed near the coast of the Åland Islands and how it found its way to an auction house. He also presents the case of the full commercialization of the wreck of the HMS Titanic. Such examples of using objects of underwater cultural heritage are then compared to the situation on Polish internal waters. Threats to historic wrecks are discussed and relevant regulations are described in their context. The article is to signal one of the greatest problems of protecting underwater cultural heritage, i.e. theft and the commercial exploration of wrecks and points out the benefits that will be brought about by Poland’s ratifying the 2001 Convention on the Protection of the Underwater Cultural Heritage.

Marcin Sabaciński

Komercyjna

eksploracja wraków Kilka uwag o zasadności ratyfikacji nowej konwencji UNESCO

D

yskusja nad potrzebą ratyfikowania przez Polskę Konwencji o Ochronie Podwodnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO z  2001 r. jest doskonałą okazją do zasygnalizowania pewnego narastającego problemu. Od lat na rynku antykwarycznym pojawiają się w  sprzedaży przedmioty wydobyte z dna mórz i oceanów, które z powodu swojego znaczenia dla dziedzictwa bądź z racji szacunku dla ofiar katastrof morskich nie powinny się tam znaleźć. Działania społeczności międzynarodowej i procesy są-

dowe, wszczynane przez rządy państw roszczących sobie prawo do poszczególnych wraków i ich zawartości, jak dotąd nie są w stanie zahamować tego procederu; dodają mu jedynie atrakcyjności medialnej. Profesjonalna eksploracja dziedzictwa morskiego wyłącznie dla zysku stała się faktem.

69


Ładunek wraku Nuestra Señora de las Mercedes w magazynach firmy Oddysey. Fot. Odyssey Marine Exploration, www.archeowieści.pl

Pod względem prawnym obszary morskie dzielą się na kilka stref podlegających odmiennym regułom; z grubsza można je podzielić na wody międzynarodowe oraz podległe jurysdykcji poszczególnych państw. O ile większość krajów z dostępem do morza ma i egzekwuje przepisy regulujące wydobywanie mienia z wraków oraz ochronę znalezisk cennych kulturowo, o  tyle na otwartym morzu pierwszeństwo jak dotąd miały zasady ratownictwa okrętowego i  prawo znaleźnego. W  sprawach ratownictwa morskiego, na które bardzo często powołują się eksploratorzy, obowiązuje Międzynarodowa Konwencja o ratownictwie morskim przyjęta przez Międzynarodową Organizację Morską w Londynie 28 kwietnia 1989 r.1. Zapisano w niej obowiązek wypłaty wynagrodzenia za uratowanie mienia na morzu. Jednak warunkiem, który musi być spełniony, jest faktyczne zagrożenie dla tego mienia, a  działania ratownicze nie mogą być prowadzone wbrew woli właściciela ładunku. Jednocześnie każdy sygnatariusz konwencji może zastrzec sobie prawo do jej niestosowania w kilku sytuacjach, m.in. gdy dane mienie stanowi dobro kulturowe o  walorach prehistorycznych, archeologicznych lub historycznych i znajduje się na dnie morskim2. Na temat obiektów o  charakterze archeologicznym i  historycznym wypowiada się również Konwencja Narodów Zjednoczonych o  prawie morza, sporządzona w Montego Bay 10 grudnia 1982 r.3, jednak w praktyce określa jedynie obowiązek preferencyjnego traktowania państwa pochodzenia znaleziska oraz współpracy przy ochronie znalezisk. W żaden sposób nie była ona w  stanie ograniczyć komercyjnej eksploracji wraków i nie przyczyniła się też do ograniczenia zwykłej grabieży morskiego dziedzictwa. Praktyka wskazuje, że nawet na obszarach poddanych jurysdykcji poszczególnych państw podejmowane są, i to z powodzeniem, próby rabowania ładunku historycznych łodzi i okrętów. Oprócz zwykłych szabrowników, w tej niszy działają także duże firmy eksploracyjne z  najnowocześniejszym sprzętem i  budżetami nieporównywalnymi z  jakąkolwiek instytucją naukową. Wielokrotnie z  premedytacją wchodziły one w otwarty konflikt z rządami państw rozciągających swoją opiekę prawną na eksploatowane przez nich wraki czy też posiadającymi prawo własności do eksploatowanego ładunku. Jak już wspomniano, nie są w stanie ich odstraszyć ani potępienie społeczności międzynarodowej, ani głośne procesy sądowe. Gra bowiem jest

70

warta świeczki. Na morskim dnie spoczywa ogromna liczba zatopionych jednostek, ze wszystkich okresów historycznych, niektóre szacunki sięgają nawet trzech milionów wraków4. Być może są to obliczenia znacznie przesadzone, jednak należy pamiętać, że sama II wojna światowa, i tylko na Atlantyku, ma na swoim koncie kilka tysięcy storpedowanych i  zbombardowanych okrętów, a  przecież powinniśmy brać pod uwagę nie tylko minione stulecie5. Trzeba sobie uświadomić, że transport morski przez wieki był podstawowym sposobem spedycji nie tylko w Europie i Nowym Świecie, a katastrofy stanowiły nieuniknione ryzyko. Jeżeli doliczymy wszelkiego rodzaju operacje wojskowe i bitwy, których widownią były morza i oceany na całym świecie, okaże się, że poszukiwacze wraków rzeczywiście mają w czym wybierać. Historyczne wraki stanowią prawdziwe kapsuły czasu, których próżno szukać na suchym lądzie. Od momentu zatonięcia do chwili odkrycia pozostają w  stanie praktycznie niezmienionym, bez żadnej ingerencji ludzkiej, a ich kondycja zależy wyłącznie od warunków przyrodniczych i składu chemicznego wody. Jest to sytuacja wyjątkowa, którą porównać można jedynie do otwarcia nienaruszonego grobowca. Porównanie to wydaje się być tym bardziej zasadne, że wraki bardzo często bywają miejscami ostatniego spoczynku swych załóg i pasażerów. Tym, co je różni od zwyczajnych grobowców, jest zastygły obraz normalnego funkcjonowania i codziennych okrętowych czynności, który jawi się oczom odkrywców jak kadr z filmu. Przy sprzyjających warunkach środowiskowych te kapsuły czasu mogą się zachować w  postaci, która potrafi oszołomić. Chyba najlepszym przykładem takiego wyjątkowego znaleziska jest szwedzki galeon Vasa, który, wydobyty w  całości, stanowi sam w sobie dzieło sztuki6. Wraki są najciekawszymi obiektami badawczymi, jakie mogą sobie wymarzyć archeolodzy, historycy czy historycy sztuki. Jednak oprócz wymiaru emocjonalnego, znaczenia dla dziedzictwa kulturowego i wartości naukowej, zatopione okręty i ich ładunek mają całkiem wymierną wartość materialną. Nie ulega wątpliwości, że istnieje ogromne zapotrzebowanie czarnego rynku antykwarycznego na zabytki marynistyki i pamiątki wydobyte z konkretnych historycznych wraków, jednak ostatnie lata wskazują na inne, bardziej atrakcyjne źródło zysku z eksploatacji wraków. Obecnie działalność profesjonalnych i dobrze wyposażonych firm eksploracyjnych koncentruje się na wyszukiwaniu jednostek, które zatonęły z  ładunkiem szlachetnego kruszcu, dzieł sztuki bądź cennych obiektów kolekcjonerskich, jak np. porcelana. Modelowym przykładem takiej strategii biznesowej jest notowana na amerykańskiej giełdzie spółka z Florydy – Odyssey Marine Exploration Inc., która jako cel obrała okręty przewożące ładunek kruszcowych monet bądź złoto i srebro w sztabach. Najgłośniejszą z jej zdobyczy i  chyba jedną z  niewielu, z  których musiała całkowicie zrezygnować, stała się fregata Nuestra Señora de las Mercedes, płynąca w 1807 r. z Peru do Hiszpanii z ładunkiem przypraw oraz złotych i srebrnych monet. U wybrzeży Portugalii konwój został zaatakowany przez Anglików i  fregata zatonęła z  całym ładunkiem oraz 249-osobową załogą. Jej wrak został odkryty przez Odyssey na zachód od Gibraltaru, ale utrzymywano to


w tajemnicy. W 2007 r. dwa okręty badawcze należące do spółki zacumowały w porcie w Gibraltarze i rozpoczęły operację pod roboczą nazwą „Black Swan”. W tajemnicy zaczęto wydobywać ładunek wraku, którego lokalizacji nie podano. Hiszpanie zaczęli podejrzewać, że eksplorowany jest jeden z  wraków stanowiących ich dziedzictwo, jednak Amerykanie utrzymywali, że w porozumieniu z brytyjskim rządem poszukują okrętu HMS Sussex z dziesięcioma tonami złota na pokładzie. Kutry patrolowe marynarki wojennej mogły eskortować statki poszukiwaczy jedynie na wodach należących do Hiszpanii, z kolei port ich cumowania – Gibraltar – jest terytorium brytyjskim, więc sytuacja wydawała się nie do rozwiązania. Ostatecznie sąd hiszpański wydał nakaz przeszukania okrętów Odyssey, ale ładunek eksplorowanego wraku zdążono już wydobyć i  przewieźć specjalnie wyczarterowanym samolotem na Florydę. Skandal wybuchł dopiero, gdy ujawniono, że łupem jest 17 ton srebrnych i  złotych monet oraz inne kosztowności. W  związku z  roszczeniami strony hiszpańskiej, amerykański sąd nakazał ujawnić miejsce spoczywania wraku oraz dane na temat jego ładunku. Te informacje pozwoliły Hiszpanii przedstawić dowody, że chodzi o  Nuestra Señora de las Mercedes, okręt flagowy hiszpańskiej marynarki wojennej i wnieść roszczenia do wraku oraz jego zawartości. W  2012 r., po rozprawie w  amerykańskim Sądzie Najwyższym, który odrzucił apelacje firmy Odyssey, skarb powrócił do Hiszpanii. Spółka zajęła się eksploracją innych wraków, m.in. SS Gairsoppa, brytyjskiego okrętu transportowego, który w  lutym 1941 r. zatonął 300 mil od wybrzeży Irlandii po storpedowaniu przez niemiecką łódź podwodną. W ciągu dwóch lat zdalnie sterowane roboty wydobyły z  głębokości pięciu kilometrów prawie trzy tysiące sztab srebra, co daje w  sumie około stu ton kruszcu. Cała operacja została przeprowadzona w porozumieniu z  rządem brytyjskim, który przyznał Odyssey Marine prawo do 80 proc. ładunku w  zamian za poniesienie kosztów związanych z procesem eksploracji. Przykład działalności spółki z Florydy jednoznacznie pokazuje, że obiekty dziedzictwa morskiego mogą być traktowane całkowicie komercyjnie, na równi z  zasobami naturalnymi dna morza. O ile łatwo można wyjaśnić motywy kierujące firmą poszukiwawczą, a  nawet zaangażowanie rządu brytyjskiego w  akcję wydobycia swojej własności z wraku zatopionego stosunkowo niedawno, o tyle wyjątkowo niepokojące jest określanie takich inicjatyw jako badań archeologicznych, ratowania obiektów dziedzictwa oraz sugerowanie, że mają one charakter naukowy. Oczywiście, przedstawiciele Odyssey w wypowiedziach medialnych chętnie odwołują się do takiej argumentacji, jak również organizują wystawy wydobytych przez siebie zabytków, współpracują przy produkcji telewizyjnych programów popularnonaukowych, dokładają starań, by stworzyć wrażenie, że celem firmy jest działanie dla dobra światowego dziedzictwa i  nauki. Jednak trzeba stanowczo stwierdzić, że ich prace nie mają nic wspólnego z  archeologią ani ochroną zabytków. Zarówno cel, jak i  metoda prowadzenia eksploracji są zaprzeczeniem reguł naukowych, a dane o obiektach dziedzictwa zebrane „przy okazji” nie mogą być podstawą do twierdzeń o naukowości przedsięwzięcia. Dla przykładu, władze Meksyku w  2009 r.

Sztaby srebra wydobyte z wraku SS Gairsoppa. Fot. Odyssey Marine Exploration, www.archeowieści.pl Sztaba srebra z wraku Gairsoppa, próba 999, waga 31 kg (1095 uncji). Fot. Odyssey Marine Exploration, www.archeowieści.pl

odmówiły współpracy z Odyssey, uznając, że firma nie spełnia wymogów ustanowionych w  przepisach dotyczących badań archeologicznych7, że jej celem nie jest prowadzenie badań naukowych, że nie współpracują z  nią archeolodzy ani żadne placówki typu uniwersyteckiego o  międzynarodowej renomie, a  za wnioskami o  dostęp do wraków stoi chęć wydobycia dużych ładunków złota, srebra i szlachetnych kamieni8. Trzeba mieć świadomość, że uznanie przez jakiekolwiek państwo podobnych działań za badania naukowe czy formę udostępniania dziedzictwa podmorskiego byłoby legitymizacją zwykłego rabunku dziedzictwa morskiego. Aktywność dużych firm, jak Odyssey, odbywa się jawnie i pod czujnym okiem społeczności międzynarodowej, lecz działania eksploracyjne na mniejszą skalę prowadzone są najczęściej w tajemnicy i z pominięciem prawa. Obiekty pozyskane z wraków identyfikowane są dopiero w momencie pojawienia się na rynku, a wtedy bardzo trudno określić, gdzie zostały wydobyte, zgłosić roszczenia i  udowodnić przestępstwo. Wydarzeniem, które unaoczniło społeczności międzynarodowej rzeczywiste mechanizmy tego procederu, był rabunek wraku Geldermalsen. Holenderski okręt Kompanii Wschodnioindyjskiej z ładunkiem chińskiej porcelany, herbaty, laki, przypraw i  złota, rozbił się o  rafy na Morzu Południowochińskim w  styczniu 1752 r. W  roku 1985 brytyjski poszukiwacz skarbów, Michael Hatcher, wydobył z jego ładowni 160  000 lub 170  000 sztuk chińskiej porcelany, wybierając tylko kompletne okazy, 160 sztab złota, dwa działa z brązu i wiele innych zabytków. Świadkowie eksploracji relacjonowali, że przedmioty o  niewielkiej wartości materialnej były ignorowane bądź niszczone. Porcelana w  pośpiechu została rozprzedana przez dom aukcyjny Christie’s w Amsterdamie jako „cargo z Nankinu” za cenę zbliżoną do 16 mln dolarów, a  dla uniknięcia roszczeń rządu holenderskiego w katalogach aukcyjnych nie podano nazwy okrętu. Do dziś na rynku antykwarycznym można napotkać resztki tego zbioru. Nie był to jedyny wrak z ładunkiem porcelany obrabowany przez Michaela Hatchera. Wiadomo jeszcze o co najmniej dwóch wcześniejszych, a mianowicie o chiń-

71


skiej dżonce z 1640 r. i o okręcie z okresu panowania dynastii Song (960–1279). Ten ostatni, po opróżnieniu, został rozsadzony dynamitem, żeby utrudnić chińskim władzom zlokalizowanie miejsca przestępstwa. Sprawa Geldermalsen odbiła się na świecie szerokim echem, przede wszystkim z powodu uczestnictwa w całym procederze renomowanego domu aukcyjnego Christie’s i – jak się również okazało – kilku renomowanych muzeów (m.in. British Museum), które wzięły udział w aukcji9. Jednak nie zawsze batalia o  zachowanie podwodnego dziedzictwa kulturowego musi być skazana na porażkę. Interesującym, a co ważniejsze – dobrze udokumentowanym w  literaturze przykładem uratowania wraku przed komercyjną eksploracją jest historia Vrouw Maria, spoczywającego u wybrzeży Finlandii od jesieni 1771 r. Zgodnie z dokumentami komory celnej w Sund, jego ładownie wypełniały cynk, barwniki, cukier, kawa, tkaniny, rtęć, artykuły spożywcze oraz ładunek srebra i dzieła sztuki przeznaczone dla carycy Katarzyny Wielkiej. Płynął z Amsterdamu do Petersburga, jednak na fińskich wodach zmylił drogę i rozbił się na skałach. Załoga próbowała ratować okręt i jego ładunek, lecz ziarna kawy zatkały pompy i po pięciu dniach Vrouw Maria zatonął. Udało się ewakuować jedynie srebro i  kilka obrazów. Próby odszukania miejsca katastrofy podejmowano od lat 70. XX w., jednak udało się to dopiero w 1999 r. Był to sukces stowarzyszenia powołanego dla wpierania inicjatywy odkrycia i zbadania wraku Vrouw Maria. Odkrywcy zostali nagrodzeni medalem przez fińską Narodową Radę Zabytków, lecz dwóch z nich wniosło pozew do sądu. Domagali się nagrody za wydobycie z wraku, za zgodą Narodowej Rady Zabytków, sześciu przedmiotów, które miały potwierdzić identyfikację okrętu. Ponadto zażądali prawa własności do całego wraku oraz prawa do przeprowadzenia czynności jego wydobycia. Chcieli, by uznano, że uzyskane pozwolenie na wydobycie sześciu przedmiotów jest jednoznaczne z  zawarciem umowy na wydobycie całości ładunku. Argumentowali, że mają do tego prawo, ponieważ byli w miejscu katastrofy pierwsi i mieli odpowiedni sprzęt techniczny, a  jednocześnie uzyskali prawo własności wraku przez przywłaszczenie. Powoływali się przy tym na prawo morskie. Sąd Okręgowy w  Turku po dwóch rozprawach w 2002 r. uznał, że ustawa o ochronie zabytków jest aktem prawnym mającym zastosowanie w pierwszej kolejności, przed prawem morskim oraz że wrak nie jest zagrożony ani nie stanowi wraz z  ładunkiem zagrożenia dla ruchu morskiego czy dla środowiska, więc nie ma konieczności jego wydobycia. Powodowie skierowali sprawę do Sądu Apelacyjnego, który w 2005 r. oddalił ją, odnosząc się m.in. do sprawy własności wraku. Uznał, że jego przywłaszczenie nie miało miejsca, ponieważ powodowie musieliby być w posiadaniu obiektu bądź sprawować nad nim rzeczywistą kontrolę. Stwierdził też, że właścicielem zabytku jest państwo. Rok później sprawa znalazła się z kolei w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, gdzie odkrywcy domagali się nagrody za ratownictwo bądź rekompensaty za utraconą własność. W 2009 r. Trybunał sprawę oddalił, uznając, że Finlandia nie naruszyła praw eksploratorów. Pochodną zmagań o  wrak było wyznaczenie strefy ochronnej wokół miejsca katastrofy, w której nie można kotwiczyć ani nurkować. Obecnie Vrouw Maria

72

podlega ścisłemu nadzorowi, jest regularnie filmowana i fotografowana, a jej ochronę sprawuje dodatkowo straż przybrzeżna10. W 2010 r. Finlandia musiała podjąć decyzję w sprawie innego odkrycia, które trafiło na pierwsze strony gazet. U  wybrzeży Wysp Alandzkich nurkowie odkryli wrak, z którego wydobyto sto czterdzieści pięć butelek, w  których znajdował się szampan oraz pięć zawierających piwo. Okazało się, że szampan pochodzi z  końca XVIII w. i wciąż nadaje się do spożycia, jest zatem najstarszym trunkiem tego typu na świecie. Władze Alandów zadecydowały o komercyjnym wykorzystaniu znaleziska. Urządzono degustacje dwóch butelek, a kolejne w 2011 i  2012 r. wystawiono na licytacje, na których osiągnęły rekordy cenowe. Część ładunku przekazano muzeom na Alandach, a jedną butelkę do muzeum szampana Veuve Clicquot we Francji. Dochód ze sprzedaży przeznaczony został na cele charytatywne – podnoszenie jakości wód oceanicznych oraz wspieranie archeologii morskiej11. Decyzja o  spieniężeniu tych obiektów jest dość dyskusyjna. Bez wątpienia władze Wysp Alandzkich działały zgodnie z uprawnieniami właściciela, ale stworzono niebezpieczny precedens, który może mieć konsekwencje w przyszłości. Należy zwrócić uwagę, że jest to działanie, które ma zupełnie inny wymiar, niż zaangażowanie rządu brytyjskiego we współpracę z  firmą Odyssey przy wydobyciu ładunku srebra. Ładunek sztab srebra z  wraku SS Gairsoppa miał mniej niż 100 lat, przed zatonięciem należał do Korony i sam w sobie reprezentował przede wszystkim wartość kruszcu, która była zauważalną pozycją w budżecie państwa. Trunek z Alandów jest znaleziskiem absolutnie unikatowym, ale jego wartość komercyjna, mimo rekordowych cen, jest nieporównywalna z  aspektem zabytkowym. Udostępnienie szampana na komercyjnym rynku powinno być wyjątkiem, który nie będzie powtarzany, stanowił bowiem działanie sprzeczne z zapisami Konwencji o ochronie podwodnego dziedzictwa kulturowego i niósł groźbę powielania podobnych inicjatyw na rzecz kolekcjonerów antyków, co w następnej kolejności mogłoby prowadzić do organizowania komercyjnej eksploracji wraków pod auspicjami państwa. Trzeba pamiętać, że ujęte w Konwencji zasady ochrony dziedzictwa podmorskiego wynikają z wielu lat doświadczeń w wyścigu z niszczycielami wraków i nielegalnymi kolekcjonerami pamiątek, a  jej zapisy, które niekiedy mogą wydawać się nadmiernie restrykcyjne, mają na celu choć o krok uprzedzić kreatywność rabusiów w ich drodze do zatopionych skarbów. Część obowiązujących zasad prawnych w zakresie ochrony zabytków powstała w reakcji na patologie i wprowadza ograniczenia uciążliwe również dla działań w dobrej wierze. Sprawą o  dużo większym ładunku emocjonalnym jest potraktowanie w  ostatnich latach szczątków Titanica jako skarbca trofeów. Spółka RMS Titanic, która w amerykańskim sądzie uzyskała prawo własności do wraku i jego zawartości, wystawiła na sprzedaż w 2012 r. pięć i  pół tysiąca przedmiotów wydobytych z  okrętu. W  większości były to przedmioty osobiste ofiar katastrofy. Licytacja obwarowana została warunkiem, że zbiór zostanie kupiony jako całość, a nabywca udostępni go publiczności oraz do celów naukowych i  edukacyjnych. Przedmioty zostały więc potraktowane jak pełnoprawne zabytki, jednak zapomniano, że w większości


należą do osób tragicznie zmarłych, znanych z imienia i  nazwiska, o  których pamięć jeszcze się nie zatarła, a ich spadkobiercy i bliscy wciąż żyją. Ponadto sposób ich pozyskania nie spełnia żadnych standardów badań naukowych, które mogłyby być ewentualnym usprawiedliwieniem takich działań. Badania archeologiczne bardzo często wiążą się z eksploracją cmentarzysk i pozyskiwaniem z  nich artefaktów, jednak nigdy nie stają się one trofeami kolekcjonerskimi. Są przechowywane w placówkach naukowych i muzeach, które mają status instytucji zaufania społecznego. Natomiast w sytuacji, gdy możemy zidentyfikować tożsamość zmarłego, badania stają się formą ekshumacji i wyposażenie grobowe tylko wyjątkowo trafia do gablot muzealnych12. Wyrok sądu amerykańskiego i  postępowanie spółki RMS Titanic naruszyły pewne tabu. Pełne skomercjalizowanie wraku Titanica, kulturowego symbolu katastrof morskich i tragedii rozbitków, doprowadziło do sytuacji, której nie można porównać z  żadnym innym wrakiem-cmentarzyskiem. Firma RMS Titanic prowadzi eksplorację wyposażenia i  ładunku okrętu, wydobywając nawet kawałki poszycia, które następnie trafiają na rynek. Poza nimi na dnie pojawiają się nie nękani przez nikogo nielegalni eksploratorzy oraz organizowane są komercyjne wycieczki w  batyskafach. Kwitnie także indywidualna turystyka podwodna. Wrak, który niszczeje w  zastraszającym tempie z  powodu niesprzyjających warunków środowiskowych, dodatkowo dewastowany jest przez wizytujących go gości. Ginie coraz więcej przedmiotów i  wyposażenia statku, włączywszy duże elementy konstrukcyjne. Ponadto dno na miejscu katastrofy zaścielone jest współczesnymi butelkami i  puszkami po napojach, na skutek zwyczaju wznoszenia toastu za poległych przez załogi jednostek przepływających nad wrakiem. Wydaje się, że przykład Titanica, gdzie sytuacja chyba całkowicie wymknęła się spod kontroli, najlepiej ilustruje konieczność pilnego wdrożenia w życie konwencji szczegółowo regulującej postępowanie z historycznymi wrakami. Czy taka konwencja potrzebna jest również Polsce? Na obszarze Bałtyku należącym do polskiej strefy wód terytorialnych spoczywa wiele wraków z  okresów od średniowiecza do II wojny światowej i współczesności. Państwo polskie ma pod swoją opieką trzy niemieckie transportowce z II wojny światowej, mające status mogiły wojennej, gdzie zabronione jest nurkowanie w promieniu 500 m od miejsca katastrofy. Są to Steuben, na którym zginęło 4500 osób, Goya z 6000 ofiar i Wilhelm Gustloff, w którym spoczywa ponad 9000 pasażerów13. Pomimo zakazów, wraki te są wciąż okradane, można spotkać się z opinią, że nurkowanie na nich nie stanowi problemu, jeżeli tylko wypłynie się z Bornholmu, nie zgłaszając rejsu w polskim Urzędzie Morskim14. W 2011 r. Straż Graniczna zatrzymała grupę obywateli Szwecji, którzy prowadzili nielegalne nurkowanie na wraku Goyi z  jachtu bez rejestracji, oznaczeń i  dokumentów jednostki15. Ponadto, zgodnie z relacjami nurków z Narodowego Muzeum Morskiego w  Gdańsku, inne wraki polskiego Bałtyku są tak mocno narażone na rabunek, że jeżeli tylko można, nie podaje się ich lokalizacji do wiadomości publicznej. Okazuje się, że problemy, z którymi boryka się społeczność międzynarodowa, nie ominęły również Polski, ujawniając się w  proporcjach właściwych dla wielkości i jakości naszego rodzimego

Titanic w dokach Southampton. Fot. Wikipedia, domena publiczna

Kosz na dziobie Titanica w 2004 r. Fot. Wikipedia, domena publiczna

dziedzictwa. Anegdotycznie, mamy też własne odkrycie historycznego trunku. Na przełomie czerwca i lipca 2014 r. w trakcie badań archeologicznych 200-letniego wraku w  Zatoce Gdańskiej natrafiono na zamkniętą kamionkową butelkę. Butelki tego typu, z  charakterystycznym napisem SELTERS na stemplu poniżej szyjki, służyły do transportu i przechowywania wody mineralnej sprowadzanej z  Hesji, ze źródeł w  górach Taunus. Badania chemiczne znaleziska wykazały, wbrew oczekiwaniom, że w butli znajduje się alkohol, a nie woda. Wszystko wskazuje na to, że jest to 14-procentowy destylat rozcieńczony wodą Selters, najprawdopodobniej gin16. Szczegółowe analizy trwają. Ochrona dziedzictwa podmorskiego w Polsce opiera się na ustawie o  ochronie zabytków i  opiece nad zabytkami, przy czym nasza definicja zabytku archeologicznego nie przewiduje cezury czasowej, więc można ją odnieść nawet do nowożytnych wraków. Wszelkie działania mające na celu odkrycie, rozpoznanie, udokumentowanie i  zabezpieczenie takiego zabytku są badaniami archeologicznymi, które wykonywać mogą jedynie specjaliści, za zgodą odpowiednich urzędów17. Regulacje są jasne, lecz kiedy zagłębimy się w przepisy, natrafimy na kilka konfliktów utrudniających pracę służb ochrony zabytków. Ustawa o  obszarach morskich RP

73


spraw karnych wymagają przedstawiania ekspertyz, urzędowych interpretacji oraz szczegółowego wyjaśniania policjantom, prokuratorom i sędziom specyfiki dziedzictwa, często całkowicie od postaw. Przyjęcie Konwencji powinno znacznie uprościć podobne działania dla obszarów morskich. Z niecierpliwością czekam na moment jej podpisania.

XVIII-wieczna chińska eksportowa porcelana, Muzeum Guimet, Paryż. Źródło: Wikipedia, domena publiczna

pozwala na przeszukiwanie wraków praktycznie każdemu, po uzyskaniu odpowiedniego pozwolenia18. Zgodnie z Kodeksem morskim i jego aktami wykonawczymi, wydobyte lub uratowane na morzu mienie w  określonych przypadkach może zostać wystawione na licytację, a  ratującemu przysługuje gratyfikacja zgodnie z zasadami ratownictwa morskiego19. W literaturze specjalistycznej można napotkać pogląd, że prawo ochrony zabytków powinno być stosowane w pierwszej kolejności, jako lex specialis (prawo o większym stopniu szczegółowości) w stosunku do krajowego prawa morskiego niezajmującego się sprawami ochrony dziedzictwa20. Mimo wszystko najtrudniejszym aspektem zagadnienia pozostaje kwestia własności tych historycznych wraków, których drogę morską i pochodzenie jesteśmy w stanie ustalić. Jak dotychczas, na gruncie rodzimym nie ma w tym zakresie orzecznictwa sądów i traktujemy je jak zabytki archeologiczne. Jednakże w  świetle przytoczonych przykładów dzikiej eksploracji czy doświadczeń Finlandii z wrakiem Vrouw Maria bez trudu można sobie wyobrazić roszczenia sądowe do obiektów dziedzictwa. Być może jest to tylko kwestia czasu. Trudna do przecenienia staje się więc rola Konwencji UNESCO o ochronie podwodnego dziedzictwa kulturowego. Wszystkie obiekty o charakterze kulturowym, historycznym lub archeologicznym, a szczególnie statki, samoloty i inne pojazdy leżące pod wodą od ponad stu lat, uznawane są przez nią za chroniony obiekt dziedzictwa. Konwencja wskazuje, jakimi metodami należy je chronić i  badać oraz w  sposób jednoznaczny wyłącza je z obrotu komercyjnego. Wprowadzenie do krajowego obrotu prawnego skodyfikowanych zasad ochrony dziedzictwa podwodnego należy więc uznać za konieczność. Praktyka zwalczania nielegalnej eksploracji dziedzictwa archeologicznego na lądzie wskazuje, że krajowe przepisy ochrony zabytków są nie do końca jasne dla osób postronnych. Na etapie

74

PRZYPISY 1 Dz.U. 2006 nr 2007, poz. 1523. 2 Art. 30 punkt d. Konwencji. Zastrzeżenia z powołaniem się na ten punkt rzeczywiście są zgłaszane. Zrobiła to m.in. Finlandia w 2007 r. po próbach zawłaszczenia przez prywatne osoby wraku Vrouw Maria, o którym będzie mowa w dalszej części tekstu. 3 Dz.U. 2002 nr 59, poz. 543. Są to artykuły 149 i 303. Więcej na ten temat: Alicja Miśkiewicz, Podwodne dziedzictwo kultury w ustawie o ochronie zabytków i  opiece nad zabytkami w  świetle zobowiązań międzynarodowych. W: Prawo ochrony zabytków, red.: Kamil Zeidler, Warszawa– Gdańsk 2014, s. 142–149. 4 Są to szacunki UNESCO, http://www.unesco.org/new/en/culture/themes/ underwater-cultural-heritage/about-the-heritage/sites-and-museums/ wrecks/, dostęp z 31 lipca 2014 r. 5 Według Zbigniewa Kobylińskiego, lista zaginionych jednostek w Ameryce Północnej przez ostatnie 500 lat obejmuje 65  000 okrętów, a  liczba katastrof morskich na Azorach w tym samym okresie wyniosła 850. Z. Kobyliński, Własność dziedzictwa kulturowego, Warszawa 2009, s. 197 6 Vasa to pięćdziesięciometrowy trójmasztowy galeon, w którym odkryto 14 tys. drewnianych przedmiotów, w tym 700 złoconych i malowanych rzeźb, nie licząc przedmiotów codziennego użytku i wyposażenia okrętu, łącznie z żaglami. Jest to jedyny na świecie siedemnastowieczny okręt, który w stanie nienaruszonym przetrwał do naszych czasów. Zatonął tuż po zwodowaniu, z  powodu błędów konstrukcyjnych, więc nie nosi śladów żadnych zniszczeń, http://www.vasamuseet.se/sv/Sprak/Polski/, dostęp z 31 lipca 2014 r. 7 http://www.eluniversal.com.mx/nacion/165804.html, dostęp z 31 lipca 2014 r. 8 Rzeczpospolita, 17.05.2014 r., Krzysztof Kowalski, Ocean oddaje zatopione złote i srebrne skarby, http://www.rp.pl/artykul/1110568.html, dostęp z 31 lipca 2014 r. O szczegółach sprawy obszernie informowała prasa na całym świecie, odsyłam do Internetu. 9 Zbigniew Kobyliński, Własność dziedzictwa kulturowego, Warszawa 2009, str. 201–202; Craig Forest, International Law and the Protection of Cultural Heritage, Oxon, New York 2010, str. 296. 10 Historia walki o wrak Vrouw Maria za: Riikka Alvik, Maija Matikka, Wrak Vrouw Maria – problemy i dobre praktyki w zakresie ochrony stanowisk podwodnych, s. 149–152. W:  Stop przestępczości przeciwko dziedzictwu, red.: Liv Ramskjaer, Anne Nyhamar, Aleksandra Chabiera, Michał Aniszewski, Warszawa 2011, s. 149–152. 11  http://www.visitaland.com/en/articles/champange/, dostęp z 31 lipca 2014 r. 12 Takim wyjątkowym przypadkiem, który może służyć za przykład, są przedmioty osobiste ofiar mordu w Katyniu. 13 Zatonięcie Wilhelma Gustloffa było najtragiczniejszą katastrofą morską w  dziejach, na drugim miejscu pod względem liczby ofiar plasuje się Goya. Są to tragedie pod względem skali nieporównywalne do przypadku Titanica, na którym życie straciło około 1,5 tysiąca osób. 14 Tomasz Słomczyński, Wraki zrobione na czysto, Dziennik Bałtycki, http:// www.dziennikbaltycki.pl/artykul/145561,wraki-zrobione-na-czysto,id,t. html, dostęp z 31 lipca 2014 r. 15 Tomasz Andrukajtis, Szwedzi nielegalnie nurkowali na Steubenie, www. divers24.pl, http://www.divers24.pl/nurkowanie-wraki/wraki-baltyk/416szwedzi-steuben, dostęp z  31 lipca 2014 r.; http://www.trojmiasto.pl/ wiadomosci/Szwedzi-na-Steubenie-n20198.html, dostęp z 31 lipca 2014 r. 16 http://archeowiesci.pl/2014/08/01/w-200-letniej-butelce-z-zatoki-gdanskiej-byl-alkohol/, dostęp z  31 lipca 2014 r. Co ciekawe, polskie przepisy także umożliwiają wprowadzenie takiego zabytku do obrotu. Muzeum może otrzymać od państwa zabytek archeologiczny na własność (art. 35 pkt 6 Ustawy o  ochronie zabytków i  opiece nad zabytkami z 23 lipca 2003 r., Dz.U. z 2003 nr 162, poz. 1658 z poźn. zm.), a przedmioty będące muzealiami mogą być sprzedawane za zgodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (art. 23 Ustawy o muzeach z 21 listopada 1996 r., Dz.U. z 1997 nr 5, poz. 24 z późn. zm.). 17 W przypadku archeologicznych badań na morzu taką zgodę wydaje Urząd Morski w porozumieniu z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków. 18 Ustawa z 21 marca 1991 r. o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej, Dz.U. z 1991 nr 32, poz. 131, z późn. zm., art. 35 a i b. 19 Ustawa z  18 września 2001 r. Kodeks morski, Dz.U. z  2001 nr 138, poz. 1545 z  późn. zm., art. 282 i  następne. Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie określenia sposobu postępowania z mieniem wydobytym z morza, Dz.U. z 2004 r. nr 271, poz. 2689. 20 Wojciech Kowalski, Problematyka prawna ochrony podwodnego dziedzictwa kulturowego. W: Acta Universitatis Nicolai Copernici, red.: Andrzej Kola, Archeologia XXXI, Archeologia podwodna 6, Toruń 2011, str. 171–184.


A SAILOR’S 18TH CENTURY OUTFIT

The National Maritime Museum in Gdańsk very rarely receives objects made from fabric, knitting or felt. Such materials usually undergo total degradation when lying in the sea environment for a long time. This is why it was such a unique adventure for the institution’s conservators to work on the restoration and reconstruction of clothes from the 18th century wreck of a ship called the General Carleton. The objects which turned up for conservation were covered by layers of birch tar and concretion, which had protected the delicate objects from the destructive influence of sea water. The layer of tar on the one hand protected the objects, but on the other gave rise to many problems when removing it in the first stage of conservation. In the course of conservation and reconstruction work many elements of a sailor’s work outfit were recovered. These enriched the exhibition illustrating the everyday lives of sailors on 18th century ships exhibited at the National Maritime Museum.

Irena Rodzik

UBIÓR

marynarza

z XVIII wieku

J

edną z podstawowych form działalności Narodowego Muzeum Morskiego w  Gdańsku są archeologiczne prace badawcze prowadzone od 1968 r. w  wodach Bałtyku. Pozyskiwane podczas tych prac zabytki wymagały podjęcia natychmiastowych prac konserwatorskich. Dlatego w 1974 r. w  muzeum rozpoczęto organizację własnej pracowni konserwacji, która do dziś specjalizuje się w konserwacji zabytków pochodzących z  eksploracji dna Bałtyku. Wydobyte w wyniku podwodnych prac archeologicznych obiekty charakteryzują się bardzo dużym zróżnicowaniem, i to zarówno ze względu na ich wielkość (konserwowaliśmy szpilkę i kilkunastometrowe konstrukcje statków), jak i materiał, z jakiego zostały wykonane. Wiele zabytków to obiekty drewniane, inne duże grupy to obiekty z różnego typu metali oraz ceramika i szkło. Wśród zabytków pochodzących z podwodnych badań archeologicznych znajdują się również eksponaty wykonane ze skóry.

Ubiór marynarza po konserwacji i rekonstrukcji

75


Michał Woźniewski, odkrywca wraku W-32. Fot. ze zbiorów Warszawskiego Klubu Płetwonurków

Obiekty zalegające setki lat w wodzie morskiej ulegają degradacji – zachodzą procesy korozyjne elementów żelaznych. Szczególnie narażone są obiekty wykonane z  materiałów organicznych. W  wyniku reakcji fizykochemicznych i  biologicznych następuje rozkład tych materiałów prowadzący do zmniejszenia ich odporności mechanicznej. Procesy te są przyspieszane przez falowanie wody oraz ruchy materiału dennego. Bardzo rzadko do naszego muzeum trafiały do konserwacji tkaniny pochodzące z  eksploracji wraków statków. Tego typu obiekty najczęściej się nie zachowują. Przełomem w tym względzie okazała się eksploracja XVIII-wiecznego wraku statku o nazwie General Carleton. Wśród rybaków z Dębek żywa była legenda o  zatopionym pod koniec XVIII w. dużym żaglowcu. Według relacji nestora rybaków z Dębek Jana Felknera: trzydzieści lat

76

temu zerwały nam się sieci, jak żeśmy je stawiali. Woda klarowna była i zobaczyliśmy jakieś wraki na dnie. Później sąsiad, August Gret, opowiedział mi taką historię: płynął z Sankt Petersburga angielski drewniany statek. Zerwał się wiatr północno-zachodni, urwało mu ster i  zdryfował ku brzegowi. Zakotwiczono statek i  załoga zeszła na brzeg. Za Piaśnicą – to jest rzeczka, która w Dębkach płynie – mieszkał niejaki Ketelhut. On to ugościł załogę, dał posiłek i wina przyniósł, wódki albo whisky, jak to się po angielsku mówi. I  tam sobie ubaw zrobili. Podczas tej zabawy dziadek gospodarza podsłuchał, jak po tej wódce powiedzieli, że na tym statku jakieś bogactwo jest. Popłynął więc Ketelhut do niego swoją łajbą rybacką, wszedł po drabinie i to, co mu w  oczach błyszczało, zabierał. Wpłynął do Piaśnicy i  dotarł do kanału Biała Góra, gdzie w zagajnikach to dobro błyszczące schował. A  że było mu mało, popłynął raz jeszcze, zanim marynarze potrzeźwieli i  na statek wrócili. Te kosztowności, które sobie wziął, zakopał. Na drugi dzień zerwał się sztorm i rozbił łajbę, która z całą załogą poszła na dno. Ketelhut sprzedał gospodarstwo i  z  tym bogactwem, które sobie złowił, wyjechał, ale po paru latach wrócił, żeby to ostatnie złoto, które zakopał, odnaleźć. Ale tam były ruchome wydmy. Piaskiem przesypywało z miejsca na miejsce i przez te dwadzieścia lat teren zmienił wygląd. Nic nie znalazł. Częściowo legendę tę potwierdza wrak statku znaleziony w  tej okolicy przez dr. Michała Woźniewskiego – ichtiologa płetwonurka. Nasze muzeum zostało powiadomione o  tym odkryciu. W 1995 r. archeolodzy z ówczesnego Centralnego Muzeum Morskiego w  Gdańsku (od 2013 r. Narodowe Muzeum Morskie w  Gdańsku) rozpoczęli badania podwodne, które trwały przez kolejne cztery sezony badawcze. Mimo że wrak znajduje się dość płytko i blisko brzegu, to jego badanie nie było łatwe. W pobliżu miejsca zalegania wraku do morza wpada rzeka Piaśnica nanosząca warstwy osadów dennych. Również silne wiatry powodowały zmiany w  układzie dna, zakrywając wcześniej odsłonięte fragmenty. Przez cały czas badań utrzymywała się też słaba widoczność pod wodą nieprzekraczająca 2,5–3 m. Podczas prac archeologicznych pozyskano wiele ciekawych obiek-

tów pochodzących m.in. z ładunku statku, a  także elementy uzbrojenia, różnego rodzaju narzędzia, przybory do jedzenia, pojemniki i naczynia. Dzięki odkryciu dzwonu okrętowego możliwa była jednoznaczna identyfikacja jednostki, a  zachowane materiały archiwalne pozwoliły na odtworzenie historii tego żaglowca, a nawet historii niektórych załogantów. Wśród licznych zabytków wydobytych podczas prac archeologicznych na wraku na szczególną uwagę zasługują obiekty z tkaniny, dzianiny i  filcu. Jak wcześniej wspomniano, zabytki z  tego typu materiałów zachowują się pod wodą niezmiernie rzadko. Zaskoczeniem dla konserwatorów był fakt, że z eksploracji wraku statku General Carleton trafiło do nas wiele dobrze zachowanych obiektów z tych materiałów. Co sprawiło, że do naszych czasów przetrwały w bardzo dobrym stanie filcowe kapelusze, spodnie, pończochy dziane z  wełny, a  nawet niezwykle delikatna jedwabna apaszka? Były pokryte warstwą dziegciu, który stworzył swoiste „kapsuły czasu”. Przez setki lat wiele z nich zostało pokrytych konkrecją – twardą warstwą powstałą w  wyniku narastania minerałów wokół obiektu. Powłoka ta pozwoliła XVIII-wiecznym tkaninom przetrwać do naszych czasów, sprawiła jednak konserwatorom wiele problemów podczas jej usuwania. Mechaniczne usuwanie twardej warstwy prowadzone było z niezwykłą ostrożnością – tak, by nie uszkodzić znajdujących się wewnątrz zabytków. Na tym etapie prac nie była znana zawartość tych twardych brył. Następnie przystąpiliśmy do oczyszczenia obiektów z dziegciu – do tego celu używaliśmy różnych rozpuszczalników dobieranych indywidualnie w  zależności od stopnia nasycenia nim materiałów oraz rodzaju i  stanu zachowania tkaniny. Po wyprowadzeniu dziegciu materiały praliśmy w  kuwetach w  stanie rozłożonym. Dzięki dobremu stanowi zachowania zabytki podczas prania nie wymagały zastosowania wzmocnień. Ważnym etapem było usuwanie lub minimalizacja przebarwień materiałów, które powstały w  wyniku przesycenia ich związkami żelazistymi pochodzącymi z ładunku statku. Ostatni etap konserwacji miał na celu wzmocnienie i  uelastycznienie materiałów. Niektóre ubrania wyko-


nane z różnych rodzajów materiałów rozkładaliśmy i  konserwacja poszczególnych części odbywała się osobno. Po zakończeniu tego etapu poszczególne części zakonserwowanego zabytku zostały scalone. Jeśli ilość zachowanego materiału pozwalała na odtworzenie pierwotnego wyglądu obiektu, po zakończeniu konserwacji wykonywaliśmy jego rekonstrukcję, ale tylko wtedy, gdy oryginalne elementy i materiały ikonograficzne z tego okresu pozwalały wiarygodnie i  rzetelnie określić wygląd danego przedmiotu. Każda rekonstrukcja wymagała opracowania indywidualnego planu prac, uwzględniającego ilość i  rodzaj zachowanych elementów. Aby obiekty nabrały walorów ekspozycyjnych, ale przede wszystkim, by wzmocnić oryginalne fragmenty tkanin i  filcu, w  wielu przypadkach zachowane fragmenty nakładaliśmy na specjalnie przygotowane „formy”. Tak rekonstruowane były kapelusze z filcu i płócienna kamizelka. W  wyniku przeprowadzonych prac konserwatorskich i  rekonstrukcyjnych nasze muzeum jest w posiadaniu wyjątkowego zbioru odzieży roboczej. Jest to najliczniejszy i najdokładniej datowany zbiór odzieży roboczej z  XVIII w. Wyjątkowe jest również to, że jest to odzież używana, na której widać ślady napraw i  przeróbek. Ubrania robocze były wyrzucane po ich zużyciu. W muzeach i zbiorach prywatnych nie brakuje strojów osób z wyższych klas społecznych, ale ubrania ludzi ubogich, w tym ubrania żeglarskie, nie były zachowywane i przez lata były ignorowane przez historyków ubioru. Poza opisami i źródłami ikonograficznymi przetrwało bardzo niewiele przykładów odzieży roboczej. Brezentowy kapelusz i  jedwabna chustka są jedynymi udokumentowanymi tego typu zabytkami z tego okresu. Dlatego tak cenny dla celów badawczych i  ekspozycyjnych jest ten skromny ubiór marynarza z XVIII w. Możliwość konserwacji tak niezwykłej kolekcji ubrań marynarskich była dla konserwatorów wielką przygodą, jednak niepozbawioną wielu trudnych chwil. A  opisane w  artykule zabytki wzbogaciły wystawę opowiadającą o  życiu codziennym marynarzy na statkach w  XVIII w., prezentowaną w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.

Stan przed...

...po konserwacji i rekonstrukcji

Kapelusz

Kurtka

Spodnie

But

77


THE TWELFTH CONFERENCE OF MARITIME AND RIVER MUSEUMS IN THE GDAŃSK NATIONAL MARITIME MUSEUM

On 29–30 May 2014 already the twelfth Conference of Maritime and River Museums took place in Gdańsk. The objective of these bi-annual meetings is to start and develop cooperation between museums and scientific institutions, exchange experience in organising exhibitions, running educational activities and presentation of research and scientific work, also in the field of art conservation.

Andrzej Zugaj

XII Konferencja

Muzealnictwa Morskiego i Rzecznego w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku

W

dniach 29–30 maja 2014 r. już po raz dwunasty odbyła się Konferencja Polskiego Muzealnictwa Morskiego i Rzecznego. Jest to jedno z  najważniejszych wydarzeń, co roku skupiające muzealników z muzeów morskich i rzecznych z  Polski i  zagranicy. Celem spotkań organizowanych co dwa lata jest nawiązywanie i rozwijanie współpracy między muzeami i  instytucjami naukowymi, wymiana doświadczeń z  zakresu działalności wystawienniczej i  edukacyjnej, prezentacja badań naukowych, w tym prac konserwatorskich. Konferencja w  Gdańsku objęta została patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W  spotkaniu wzięło udział ponad 80 uczestników z placówek muzealnych i  naukowych z  całego kraju, w  tym ze Szczecina, Świnoujścia, Kołobrzegu, Jeleniej Góry, Tomaszowa Mazowieckiego, Jaworza i z Trójmiasta. Pierwszego dnia odbyło się pięć sesji referatowych. Sesja pierwsza poświęcona była kanałom i  szerzej – żegludze śródlądowej. Konferencję otworzył referat Stanisława Firsza z  Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze na temat kanałów na Bobrze w pobliżu Jeleniej Góry. Drugą sesję rozpoczął gość zagraniczny, pan Zbigniew Gąssowski, prezes Stowarzyszenia Loara–Wisła, który opowiedział o działalności stowarzyszenia. Dr Piotr Maliński z  Uniwersytetu Szczecińskiego przedstawił nową inicjatywę szczecińskich etnologów – Pływającą Stację Badawczą. Tajniki inwentaryzacji bardzo skomplikowanego obiektu, jakim jest Dar Pomorza, przybliżyła Arleta Gałązka z  Narodowego Muzeum

78

Morskiego w Gdańsku. Nie zabrakło referatów dotyczących historii, konserwacji i edukacji, a także archeologii podwodnej. O  wrakach statków rzecznych zalegających w  Martwej Wiśle opowiedział dr hab. Waldemar Ossowski z NMM. Oprócz przedstawicieli muzeów i  uczelni, referaty wygłosili także przedstawiciele stowarzyszeń oraz szkół średnich. Jędrzej Szerle z  Pomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego opowiedział o edukacji historycznej i  internetowym Muzeum Żeglarstwa Pomorskiego, będącym w trakcie tworzenia. Historię polskiego szkolnictwa morskiego w Wielkiej Brytanii zaprezentowały Ewa Otręba z Akademii Morskiej w Gdyni i Maria Pięczykowska z Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Gdyni. Drugiego dnia konferencji teoria została połączona z  praktyką. Dzień rozpoczął się od wizyt studyjnych w  Muzeum Wisły w  Tczewie i  Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, gdzie następnie kontynuowano obra-

dy. Ostatnią sesję referatową otworzył dyrektor MMW Tomasz Miegoń. Dr Marek Guzik z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie i Barbara Szermańska, dyrektor Gimnazjum nr 1 w Jaworzu, zaprezentowali wspólny projekt polegający na utworzeniu w  gimnazjum muzeum flory i  fauny morskiej i  śródlądowej oraz przygotowaniu uczniów do roli przewodników muzealnych. Dyrektor Paweł Pawłowski z  Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu opowiedział o  planowanym powołaniu Muzeum Lotnictwa Morskiego w Rogowie, które stałoby się nowym oddziałem kołobrzeskiego muzeum. Muzealnictwo morskie to nie tylko historia, technika i etnografia, ale także sztuki piękne, o  czym w  referacie zamykającym konferencję przypomniała dr Monika Jankiewicz-Brzostowska, prezentując najnowsze nabytki w kolekcji sztuki Narodowego Muzeum Morskiego i sposoby pozyskiwania środków na powiększanie kolekcji o nowe dzieła sztuki.

Uczestnicy konferencji przed Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Fot. Narodowe Muzeum Morskie


THE 40TH JUBILEE CONFERENCE OF THE INTERNATIONAL COMMITTEE FOR MUSEUM SECURITY, COPENHAGEN, 8–12 SEPTEMBER 2014

The International Committee for Museum Security (ICMS) is a Committee of the International Council of Museums (ICOM) gathering expert museum professionals devoted to protecting collections. Traditionally once a  year specialist conferences are held, which are attended by representatives from a few dozen countries. This year the meeting took place in Copenhagen, the place where the Committee was set up in 1974. The leading topic was “Implementing and Maintaining Security and Safety at Cultural Institutions with Fewer or Limited Financial Resources Today and in the Future”. This is a difficult issue, nevertheless definitely topical for our times. Practical ways of providing the proper level of museum security using limited financial resources were discussed and solutions which had been hitherto implemented used as examples. A lot of attention was devoted to the necessity of a flexible, quick adjustment of the forms of protection to current threats. Exchanging experience makes it possible to work out effective ways of fighting with the various threats to national cultural property.

Pokaz użycia gazu gaszącego Inergen. Fot. autor

Krzysztof Osiewicz

40 jubileuszowa konferencja Międzynarodowego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Muzeów Kopenhaga, 8–12 września 2014 r.

M

iędzynarodowy Komitet ds. Bezpieczeństwa Muzeów (ICMS) jest jednym ze specjalistycznych Komitetów Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM) skupiającym muzealników-ekspertów zajmujących się ochroną zabytków. Tradycyjnie raz do roku organizowane są specjalistyczne konferencje, w których uczestniczą przedstawiciele kilkudziesięciu krajów. W tym roku spotkanie odbyło się w Kopenhadze, miejscu założenia komitetu w  1974 r. Tematem przewodnim konferencji było Wdrażanie i  utrzymanie systemów bezpieczeństwa w instytucjach kultury przy spadających nakładach finansowych dziś i  w  przyszłości. Temat trudny, ale jak najbardziej na czasie. Jednym z  omawianych rozwiązań było stosowanie jednolitego systemu zarządzania ochroną, opartego na jednym centrum ochrony dla oddalonych od siebie obiektów. To strategia sprawdzona w muzeach w Polsce i  na świecie. Innym sposobem utrzymania poziomu bezpieczeństwa przy ograniczonych kosztach są działania proaktywne polegające na zatrudnieniu profilerów – osób mających odpowiednie przeszkolenie z  psychologii, rozpoznających intencjonalne zachowania sprawców, znających biegle minimum trzy języki obce, działających na terenie muzeum, jak i  w  jego sąsiedztwie.

Zadaniem profilera jest obserwacja, rozpoznanie zachowania, ocena ryzyka i interwencja. W muzeach Amsterdamu, gdzie zastosowano takie rozwiązanie, jeden profiler zastępuje trzech etatowych pracowników ochrony muzeum. W  trakcie konferencji przedstawiono bazy danych zawierające informacje o  negatywnych zdarzeniach w muzeach, związanych z przestępczością, pożarem, katastrofami, wypadkami pracowników i zwiedzających, prowadzone zarówno przez policję, jak i instytucje kultury. Bazy zawierają dane dotyczące skradzionego przedmiotu, a  także nagranie z kamer ze zdarzenia z wizerunkiem sprawcy (dostępne tylko dla policji). Stworzono je, by skutecznie wykrywać i  reagować na nowe zagrożenia. Omówiono bazę danych stworzoną i prowadzoną przez Narodową Agencję ds. Dziedzictwa z Holandii, gdzie o zgłoszonym incydencie w instytucji kultury powiadamiane są natychmiast wszystkie zapisane do bazy instytucje. Podczas omawiania różnych zdarzeń w muzeach na świecie w latach 2013–2014 podano jedyny pozytywny przykład odzyskania przez służby polskie masek skradzionych w 2006 r. z  Galerii Narodowej w  Harrare w Zimbabwe. Zauważalnym nowym trendem w  przestępczości jest intencjonalny wandalizm dzieł sztuki.

W statystykach odnotowano coraz więcej tego typu zdarzeń. Dużo miejsca poświęcono stałym urządzeniom gaśniczym opartym na gazie Inergen i mgle wodnej. Interesujące rozwiązanie przedstawiło muzeum Fossesholm z  Norwegii, w  którym do ochrony zabytku w całości z drewna zastosowano mgłę wodną, a  w  pomieszczeniach wewnętrznych gaz Inergen. Prezentacje przedstawiali zarówno gospodarze, jak i goście. Wiele miejsca w  wystąpieniach poświęcono analizie ryzyka i ciągłemu, adekwatnemu do zmieniających się warunków, utrzymywaniu wyznaczonego poziomu bezpieczeństwa, poprzez podnoszenie świadomości pracowników muzeów nt. istniejących zagrożeń. Podsumowując tegoroczne spotkanie ICMS, należy stwierdzić, że organizatorzy zrobili wszystko, by na przykładzie wybranych muzeów duńskich rzetelnie omówić poprawę bezpieczeństwa przy ograniczonych nakładach finansowych. Spotkanie jeszcze raz potwierdziło zasadność tezy o konieczności wymiany doświadczeń. Tylko w  ten sposób można wypracować skuteczne metody walki z  różnymi niebezpieczeństwami grożącymi narodowym dobrom kultury.

79


A PUBLICATION OF THE DEPARTMENT OF CULTURAL HERITAGE (MINISTRY OF CULTURE AND NATIONAL HERITAGE)

The monograph The Polish Pavilion at the New York 1939–1940 World’s Fair by Krystyna Nowakowska is devoted to the concept and implementation of the exhibition in the Polish Pavilion at the New York World’s Fair, which opened in 1939. It is the first complete coverage of this event. The author, whose account is based on source materials, presents the part played by Poland in the exhibition. She shows how important the fair was for promotion and trade and how it presented Polish achievements of the twenty years of the inter-war period in the areas of culture, art, craftsmanship and all the fields of the economy of that time. The book was published with a text in both Polish and English by the Department of Cultural Heritage of the Ministry of Culture and National Heritage.

Katarzyna Zielińska

PUBLIKACJA DEPARTAMENTU DZIEDZICTWA NARODOWEGO MKiDN

M

onografia Krystyny Nowakowskiej Pawilon polski na nowojorskiej wystawie światowej (1939–1940) poświęcona jest koncepcji i realizacji ekspozycji w  pawilonie polskim na wystawie światowej w Nowym Jorku, otwartej w kwietniu 1939 r. Wydarzenie to odbywało się pod hasłem Świat Jutra. Osiągnięcia Polski na poprzednich wystawach światowych w  Paryżu w  latach 1925 i 1937 stanowiły zapowiedź kolejnego prestiżowego sukcesu, tym razem na gruncie amerykańskim. Udział Polski w  nowojorskiej wystawie miał znaczenie propagandowe i  handlowe. Ekspozycja przedstawiała polski dorobek z  zakresu kultury, sztuki, rzemiosła artystycznego oraz wszystkich dziedzin gospodarki dwudziestolecia międzywojennego. Mimo wybuchu II wojny światowej wystawa przetrwała dwa sezony. W 1940 r. w pawilonie polskim zaprezentowano ekspozycję The Republic of Poland. Exhibition. War! Ruins!, pokazującą barbarzyństwo niemieckiej napaści, zbombardowane gmachy w Warszawie, z Zamkiem Królewskim na czele, prowizoryczne cmentarze na ulicach, tłumy uchodźców. Autorka opisuje losy dzieł sztuki i  innych eksponatów z  polskiego pawilonu po zamknięciu wystawy. Wiele z  nich rozprzedano na aukcjach, część zaś trafiła do Muzeum Polskiego, znajdującego się w Chicago. Odbiegając od głównego nurtu badań oscylujących wokół pawilonu polskiego w Nowym Jorku, Krystyna Nowakowska zdecydowała się podnieść sprawę tajemniczej wystawy

80

bezcennych obrazów z polskich zbiorów i  kolekcji przedwojennych, zatytułowaną Old Masters. A  collection of Polish-Owned Works of Art, którą równolegle do ekspozycji w  pawilonie polskim otwarto 25 maja 1940 r. w Pałacu Narodów w Nowym Jorku. Pochodzenie dzieł sztuki, okoliczności ich przybycia do Stanów Zjednoczonych oraz późniejsze losy kolekcji do dziś pozostają niewyjaśnione. Monografia pawilonu stanowi harmonijne połączenie dwóch odrębnych nurtów pisarskich: historycznego i artystycznego. Wzbogacając część faktograficzną przejrzystymi komentarzami, Krystyna Nowakowska sprawnie prowadzi czytelnika przez mało znaną historię dramatu pawilonu polskiego. Tragiczne dzieje ekspozycji stanowią swoistą metaforę losów Rzeczypospolitej, nad którą po raz kolejny zawisło upiorne widmo kresu. Niewątpliwym walorem publikacji jest mnogość przekazów i budowanie narracji w oparciu o materiały źródłowe. Tym samym autorka obala mity i  przedstawia możliwie prawdziwy i  pełny obraz tego przedsięwzięcia. Nie do przecenienia jest fakt, że publikacja ta stanowi pierwsze kompletne opracowanie zagadnienia. Książkę, zawierającą tekst polski i  angielski, wydał Departament Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Publikacja była nominowana do Nagrody im. Oskara Haleckiego w  konkursie Książka Historyczna Roku 2014 w kategorii Najlepsza książka popularnonaukowa poświęcona historii Polski XX wieku. Fot. z monografii K. Nowakowskiej Pawilon polski na nowojorskiej wystawie światowej (1939–1940)

Okładka wydawnictwa propagandowego pawilonu polskiego na nowojorskiej wystawie światowej w 1939 r.

Otwarcie pawilonu polskiego na wystawie światowej w Nowym Jorku, kwiecień 1939 r.


THE MECHANISM OF PRE-EMPTION WHEN TAKING HISTORIC OBJECTS ABROAD – A SUGGESTION TO INTRODUCE CHANGES IN THE LEGISLATION CONCERNING THE CIRCULATION OF CULTURAL PROPERTY IN POLAND

This article advocates a reform of the Polish legal system of constraints and limitations concerning the export of cultural objects. First, it argues that the legislation in force is characterized by a number of shortcomings which make the entire system ineffective with respect to its scope and enforceability. In fact, a denial of the permanent export of a cultural object abroad only results in limiting one’s right to use, enjoy and dispose of private property, yet it does not bring any benefits to the protection of national heritage. The interference into one’s right to property also needs to be assessed in the light of human rights guarantees enshrined in the Constitution of Poland and protected under the European Convention of Human Rights. This article argues that such an intrusive interference in the right to property, as well as the fact that the law does not currently offer any means which could be taken in order to alleviate the burden imposed on an individual owner, may violate human rights obligations and constitutional standards of Poland. Second, it provides a short overview of legal solutions adopted by some EU Member States giving public authorities a pre-emptive right to purchase the cultural objects offered for export abroad. Finally, it advocates a few modifications of Polish legislation on the export of cultural property introducing a mechanism of pre-emption over cultural objects for which an export permit is being sought. This article argues that such a reform would facilitate better protection of the legacy of our nation, as well as the enforcement of the constitutional right to access cultural heritage. Moreover, it would also serve to protect the rights of individuals to use and enjoy their property.

Andrzej Jakubowski (INP PAN), Olgierd Jakubowski (NIMOZ)

Mechanizm pierwokupu przy wywozie zabytków za granicę – propozycja zmian legislacyjnych w zakresie obrotu dobrami kultury w Polsce

O

graniczenia związane z wywozem zabytków ruchomych za granicę funkcjonują w polskim systemie prawnym już od czasów II Rzeczypospolitej. Transformacje polityczno-gospodarcze i społeczne, które nasz kraj przechodził, powodowały, że system ochrony dziedzictwa ewoluował, a razem z nim rozwiązania dotyczące regulacji wywozu zabytków za granicę. Obecnie Polska jako państwo członkowskie Unii Europejskiej powinna stosować rozwiązania ograniczające swobodny przepływ towarów będących dobrami kultury zgodne ze standardami panującymi w tej organizacji międzynarodowej. Regulacje dotyczące ograniczeń w wywozie zabytków powinny również – oprócz realizacji celu, jakim jest ochrona dziedzictwa narodowego – uwzględniać uprawnienia właścicieli zabytku, a  co za tym idzie, być zgodne z postanowieniami Konstytucji RP1, przepisami unijnymi w zakresie swobodnego przepływu towarów oraz reżimem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPCz.)2. Z  drugiej zaś strony, w  odbiorze społecznym oraz w opinii ekspertów, w prawie polskim powinny istnieć mechanizmy pozwalające na skuteczne zachowanie na terenie kraju zabytków ruchomych o szczególnym znaczeniu dla kultury narodowej. Niestety, obecnie obowiązujące w tym zakresie rozwiązania prawne sprowadzają się wyłącznie do ograniczenia prawa do dysponowania rzeczą przez właścicieli wywożonych zabytków, nie zapewniając jednocześnie właściwej ochrony dla zatrzymanych w kraju obiektów. Istnieje zatem potrzeba reformy obowiązujących przepisów, która umożliwiłaby zmianę tego niekorzystnego stanu rzeczy. Jest bowiem kwestią kluczową, aby polskie przepisy dotyczące kontroli wywozu zabytków za granicę uwzględniały zarówno dbałość o ochronę i dostęp obywateli do dziedzictwa kulturowego, jak i interesy właścicieli zabytków. Analizując pod tym kątem zarówno treść przepisów obowiązujących w  systemie prawnym II RP, jak i rozwiązań stosowanych współcześnie w niektórych państwach europejskich3, można wskazać pewne mechanizmy, których implementacja do prawa polskiego

była pożądana. W tym kontekście wydaje się, że korzystnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie do obecnie obowiązujących regulacji instrumentów prawnych umożliwiających instytucjom publicznym wykup wywożonych za granicę zabytków ruchomych szczególnie cennych dla dziedzictwa narodowego. Celem tego artykułu jest zatem zasygnalizowanie propozycji legislacyjnych odnoszących się do wprowadzenia do polskiego systemu ochrony dziedzictwa kulturowego instytucji pierwokupu przy wywozie zabytków za granicę. Ocena obecnie funkcjonujących przepisów regulujących wywóz zabytku za granicę

Regulacje dotyczące kontroli wywozu zabytków z Polski znajdują się zasadniczo w  przepisach ustawy z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (u.o.z.o.z.)4. Ten akt prawny został znowelizowany w 2010 r.5 pod kątem nowych rozwiązań mających dostosować przyjęte w nim rozwiązania do standardów obowiązujących w  UE. Po czterech latach obowiązywania nowych przepisów można postawić tezę, że zadanie to niestety nie w  pełni się udało. Zmiany, które w  założeniu opierały się na zawężeniu obowiązku posiadania pozwoleń na wywóz za granicę do zabytków spełniających kryteria wieku i wartości lub jedynie kryteria wieku, poszły w dobrym kierunku, jednakże część rozwiązań znajdujących się w regulacji w dalszym ciągu nadmiernie obciąża prywatnych właścicieli zabytków, a  jednocześnie nie daje gwarancji faktycznej ochrony najcenniejszych zabytków ruchomych. Na podstawie obowiązujących przepisów, aby wywieźć zabytek z Polski na stałe, wywożący musi uzyskać odpowiednie pozwolenie6. Dokument taki, tj. jednorazowe pozwolenia na stały wywóz zabytku za granicę, wydaje minister właściwy do spraw kultury i  ochrony dziedzictwa narodowego (art. 52 ust. 1 u.o.z.o.z.). W za-

81


leżności od wartości zabytku oraz od tego, czy jest on wywożony do państw UE, czy poza obszar wspólnotowy, procedury związane z wydaniem dokumentu różnią się (odmienne formularze wniosków, odmienne dokumenty pozwoleń). Obowiązek posiadania tego dokumentu został ograniczony jedynie do tych przedmiotów, które spełniają kryteria wieku, jak i kwoty wskazanej w odpowiednich kategoriach w art. 51 ust. 1 u.o.z.o.z. Zabytki kwalifikujące się poniżej progów kwotowo-wiekowych wskazanych w ustawie nie wymagają pozwoleń na wywóz za granicę. ­Tego rodzaju dokumentu nie wymaga również wywóz zabytków określonych w art. 59 ust. 1 pkt. 2–8 u.o.z.o.z. Są to m.in. dzieła twórców żyjących; zabytki przywiezione z zagranicy przez osoby korzystające z przywilejów lub immunitetów dyplomatycznych, w tym przywiezione w celu urządzenia wnętrz przedstawicielstw dyplomatycznych i  urzędów konsularnych; zabytki wwiezione tymczasowo na terytorium Polski. Przy wywozie zabytku na stałe minister (najczęściej korzystając z  opinii biegłych) może odmówić wydania pozwolenia, gdy zabytek ma szczególną wartość dla dziedzictwa kulturowego (art. 52 ust. 1a u.o.z.o.z.). Sformułowanie to, odnoszące się do szczególnej wartości, która musi charakteryzować zabytek i  która stanowi przesłankę odmowy wydania pozwolenia na stały wywóz za granicę, wynika z  konieczności dostosowania polskich przepisów do wymogów zawartych w  art. 36 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE)7. Zgodnie z  treścią tego przepisu państwa członkowskie UE (w tym Polska) są uprawnione do utrzymania w swoim prawie wewnętrznym przepisów ograniczających swobodny przepływ towarów będących dobrami kultury i stanowiącymi skarby narodowe. Ograniczenia te nie mogą odnosić się do wszystkich dóbr kultury, ale tylko do takich, które mają nierozerwalny związek z kulturą i historią danego kraju8. Obowiązująca obecnie w u.o.z.o.z. przesłanka odmowy wydania pozwolenia na wywóz stały sugeruje zatem daleko idącą liberalizację w stosunku do obowiązujących przed 2010 r. przepisów regulujących tę materię. W  stanie prawnym obowiązującym przed nowelizacją minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, po zasięgnięciu opinii komisji złożonej ze specjalistów w  określonych dziedzinach ochrony zabytków i opieki nad zabytkami, odmawiał wydania pozwolenia, jeżeli wywóz zabytku spowodowałby uszczerbek dla dziedzictwa kulturowego. To narzędzie ochrony dziedzictwa kulturowego było jednak stosunkowo rzadko stosowane9. Mimo że obowiązująca obecnie przesłanka pozwalająca ministrowi odmówić wydania pozwolenia na stały wywóz za granicę jest o wiele bardziej zawężona w stosunku do obowiązujących przed 2010 r. przepisów, nadal w polskim systemie kontroli wywozu nie ma zarówno regulacji zobowiązujących państwo do wykupu zabytków objętych zakazem, jak i tych dotyczących rekompensaty za ograniczenie dysponowania przedmiotem własności. Warto w  tym miejscu podkreślić, że regulacje wywozu zabytków w II RP zawierały już pewne mechanizmy umożliwiające nabycie przez państwo najcenniejszych zabytków zagrożonych wywozem na stałe za granicę. Zgodnie z ówczesnymi przepisami właściciel otrzymywał odszkodowanie w wysokości równej cenie rynkowej zabytku10. Przyjęte po 1989 r. rozwiązania całkowicie pomi-

82

nęły jednak ten aspekt. Co istotne, oprócz ograniczenia właścicielowi możliwości wywozu zabytku za granicę, obowiązujące przepisy nie wiążą się z jakąkolwiek dodatkową formą objęcia zabytku ochroną (np. przez obligatoryjny wpis do rejestru czy choćby do ewidencji). Może to świadczyć o pewnej kontynuacji typowej dla okresu PRL tendencji do ograniczania prywatnej własności zabytków ze względu na dość jednowymiarowo pojmowaną realizację interesu publicznego. Obecne regulacje w  zakresie kontroli wywozu za granicę stwarzają więc iluzję ochrony najcenniejszych zabytków ruchomych. W  praktyce rola państwa sprowadza się zatem jedynie do czynności ograniczających właścicielowi możliwość dysponowania rzeczą, nie biorąc jakiejkolwiek odpowiedzialności za jej dalszy los. Mechanizm braku rekompensaty dla właściciela zabytku objętego zakazem należy ocenić negatywnie także w  kontekście ochrony własności prywatnej gwarantowanej w Konstytucji RP oraz w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Instytucja prawna pierwokupu przy wywozie dóbr kultury za granicę na przykładzie wybranych państw europejskich

Regulacje prawne odnoszące się do wywozu dóbr kultury funkcjonują w większości krajowych systemów ochrony dziedzictwa kulturowego11. Ponadto ogólna analiza dostępnych danych pozwala stwierdzić, iż w państwach demokratycznych, w których wprowadzono ograniczenia i  zakazy wywozowe, funkcjonują także różnego typu rozwiązania prawne umożliwiające prywatnym właścicielom dóbr kultury uzyskanie rekompensaty z  tytułu ograniczenia ich uprawnień do dysponowania rzeczą. Wynika to przede wszystkim z  zasad demokratycznego państwa prawa oraz ochrony gwarantowanych konstytucyjnie praw człowieka i obywatela. Niewątpliwie na rozwiązania obowiązujące w  prawie krajowym istotny wpływ mają międzynarodowe regulacje dotyczące ochrony praw człowieka. W  kontekście europejskim kluczowe znaczenie ma reżim EKPCz., w tym standardy ochrony własności prywatnej w stosunku do dopuszczalnych ograniczeń tego prawa ze względu na ochronę dziedzictwa kulturowego, wypracowane w  orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz.). Zgodnie z  treścią art. 1 Protokołu nr 1 do EKPCz.12, nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w  interesie publicznym i  na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z  ogólnymi zasadami prawa międzynarodowego. Postanowienia te nie naruszają prawa państwa do stosowania takich ustaw, jakie uzna za konieczne do uregulowania sposobu korzystania z  własności zgodnie z  interesem powszechnym. W wielu orzeczeniach ETPCz. ochrona dziedzictwa kulturowego uznawana jest właśnie jako uzasadniony cel ingerencji władz państwowych działających na rzecz interesu publicznego w korzystanie z prawa do własności prywatnej. Zdaniem ETPCz., ingerencja ta powinna być jednak proporcjonalna, tzn. musi istnieć odpowiednia równowaga pomiędzy realizacją interesu publicznego (kolektywnego) a  ochroną praw jednostki gwarantowanych na podstawie EKPCz. Innymi słowy, państwo nie może przerzucać na jednostkę ciążących na władzy pu-


blicznej obowiązków w zakresie ochrony dziedzictwa kulturowego, w  tym stosować nadmiernej ingerencji w prawo jednostki do poszanowania własności prywatnej. W  szczególności, w  orzeczeniu w  głośnej sprawie Beyeler v. Italy13, dotyczącym zasad wykonywania ustawowego prawa pierwokupu dóbr kultury przez włoskie ministerstwo kultury (wł. Ministero dei beni e attività culturali), ETPCz. wskazał, że nie może ono skutkować powstaniem szkody po stronie jednostki spowodowanej niepewnością odnośnie do możliwości dysponowania rzeczą. Stwierdził ponadto, że treść przepisów dotyczących prawa pierwokupu musi jednoznacznie wskazywać dokładny termin, w którym prawo to może być wykonane oraz określać skutki nieujawnienia przez właściciela rzeczy faktu jej sprzedaży lub tożsamości nabywcy14. Choć ETPCz. nie wypowiadał się jeszcze bezpośrednio w kwestii zgodności krajowych przepisów dotyczących zakazów i ograniczeń w wywozie dóbr kultury z zasadami ochrony własności prywatnej gwarantowanej na podstawie art. 1 Protokołu nr 1 do EKPCz., to wydaje się, że dotychczas wypracowane standardy w  zakresie proporcjonalności środków ingerencji w  to prawo mogą mieć również zastosowanie w  odniesieniu do ograniczenia prawa dysponowania przedmiotem własności oraz ewentualnej szkody materialnej poniesionej przez właściciela wskutek uniemożliwienia mu zbycia rzeczy za wyższą cenę za granicą15. W tym kontekście polskie przepisy u.o.z.o.z., nie zapewniając właścicielowi żadnej rekompensaty w  przypadku odmowy wydania jednorazowego pozwolenia na stały wywóz zabytku za granicę, zdają się daleko odbiegać od standardów wypracowanych na gruncie EKPCz. Dla potrzeb rozważań podjętych w  tym artykule przeprowadzono analizę regulacji prawnych w zakresie kontroli wywozu dóbr kultury na stałe za granicę w państwach członkowskich UE pod kątem istnienia w nich rozwiązań dotyczących prawa pierwokupu lub instytucji o podobnym skutku jako środków rekompensaty z tytułu ingerencji w prywatne prawo własności. Ograniczenie przedmiotu badań do terytorium UE jest uzasadnione z  trzech względów. Po pierwsze, wywóz zabytków z Polski odbywa się przede wszystkim do państw członkowskich UE. Po drugie, państwa te związane są postanowieniami art. 36 TFUE o  skarbach narodowych, tym samym zakazy i ograniczenia wywozu dóbr kultury obowiązujące w ich ustawodawstwach powinny dotyczyć tylko najcenniejszych dla dziedzictwa narodowego przedmiotów. Po trzecie, wszystkie państwa członkowskie UE są stronami EKPCz. Zgodnie z zebranymi danymi16, spośród 27 państw członkowskich UE (nie wliczając Polski), w ośmiu (Belgia, Dania, Francja, Hiszpania, Luksemburg, Portugalia, Włochy i Zjednoczone Królestwo) wprowadzono przepisy dotyczące prawa pierwokupu lub środków o podobnym skutku, rekompensujących prywatnym właścicielom brak możliwości wywozu dóbr kultury za granicę, gdy mają one szczególne znaczenie dla dziedzictwa narodowego. Jeśli chodzi o pozostałą grupę państw, to wydaje się, że przynajmniej w części (np. Niemcy) możliwość dochodzenia odszkodowania na zasadach ogólnych nie jest wykluczona, gdy właściciel dobra kultury poniósł szkodę, nie mogąc go sprzedać za granicą za wyższą cenę, niż ta oferowana mu w kraju.

Spośród rozwiązań prawnych funkcjonujących w państwach członkowskich UE, które pozwalają na wykup z rąk prywatnych dóbr kultury będących przedmiotem wniosku o stały wywóz za granicę, te wprowadzone w Luksemburgu, Hiszpanii, Portugalii oraz we Włoszech opierają się w  swej istocie na podobnych założeniach17. Prywatny właściciel dobra kultury, którego wywóz na stałe za granicę wymaga pozwolenia, przedstawia odpowiednim organom wniosek wywozowy wraz z wyceną. Państwo lub inne uprawnione podmioty publiczne mogą zaproponować w terminie określonym w  przepisach (w  omawianych regulacjach są to stosunkowo krótkie kilkumiesięczne terminy) zakup tego przedmiotu po cenie określonej we wniosku. Niezłożenie takiej oferty nie skutkuje jednak automatycznie koniecznością wydania przez właściwy organ administracji publicznej pozwolenia na stały wywóz dobra kultury za granicę. Wydaje się jednak, że ograniczenia eksportowe funkcjonujące w omawianych ustawodawstwach dotyczące stosunkowo niewielkiej grupy dóbr kultury o szczególnym znaczeniu dla dziedzictwa narodowego pozwalają wyeliminować sytuacje, w  których prywatnemu właścicielowi takiego przedmiotu odmawia się pozwolenia na stały wywóz za granicę, nie oferując żadnego alternatywnego rozwiązania. Odmienne regulacje wprowadzono natomiast w Danii i  Zjednoczonym Królestwie. W  duńskim systemie prawnym nie istnieje instytucja pierwokupu przy wywozie dobra kultury za granicę. Mimo to, jeśli pozwolenie na stały wywóz nie zostało udzielone, to państwo jest zobowiązane zaproponować właścicielowi zakup dobra kultury po cenie rynkowej ustalonej na podstawie opinii ekspertów. Ma on trzy miesiące na przyjęcie lub odrzucenie oferty. Jeśli zakaz wywozu jest utrzymany w mocy, to może on podjąć działania na drodze sądowej18. W Zjednoczonym Królestwie, podobnie jak w Danii, nie istnieje mechanizm pierwokupu przy wywozie dóbr kultury za granicę. Wprowadzono natomiast przepisy umożliwiające wydłużenie postępowania o udzielenie pozwolenia na stały wywóz. Takie rozwiązanie pozwala na zorganizowanie środków zarówno publicznych, jak i prywatnych, niezbędnych do sfinansowania zakupu. Jeśli żadna oferta nie zostanie przedstawiona, to pozwolenie na wywóz jest wydawane19. Gdy właściciel odmówi jednak sprzedaży przedmiotu po cenie rynkowej sfinansowanej ze środków publicznych, pozwolenie na wywóz nie zostanie udzielone20. System belgijski i francuski jako jedyne z omawianej grupy nie wiążą bezpośrednio prawa pierwokupu dóbr kultury, wykonywanego przez państwo lub inne upoważnione instytucje publiczne, z procedurą wywozową. W przepisach obowiązujących w obu państwach przysługuje im bowiem jedynie generalne prawo pierwokupu dóbr kultury oferowanych publicznie do sprzedaży. W praktyce regulacje te umożliwiają również wykup z  rynku najcenniejszych przedmiotów, których wywóz za granicę jest zakazany. Propozycje reformy obecnego systemu kontroli wywozu zabytków

Pomimo że od ostatnich zmian w przepisach dotyczących wywozu zabytków minęły dopiero cztery lata, istnieje potrzeba rozpoczęcia szerszej dyskusji nad

83


uzupełnieniem procedur dotyczących wywozu zabytku o nową instytucję prawną umożliwiającą wykup wywożonego na stałe zabytku za granicę. Na konsekwencję braku instrumentu prawnego, jakim jest pierwokup, zwrócono uwagę przy okazji medialnego sporu w sprawie wydania pozwolenia na wywóz obrazu pt. Rozbitek Henryka Siemiradzkiego21. Oburzenie części muzealników i  antykwariuszy brakiem procedur dających możliwości wykupu przez państwo cennego zabytku wykazało, iż takie rozwiązanie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom środowisk eksperckich. W tym świetle wprowadzenie instytucji pierwokupu wymaga rozważenia dwóch fundamentalnych kwestii: jaki podmiot/podmioty byłyby właściwe do dokonywania zakupu wywożonego zabytku oraz jakie byłyby potencjalne źródła finansowania takiej czynności. Wydaje się, że można rozważyć dwa podstawowe modele rozwiązań. Po pierwsze, mógłby zostać wprowadzony system scentralizowany, zakładający wykup zabytku dokonywany przez ministra właściwego do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego lub przez inny organ centralnej administracji państwowej działający na jego wniosek. W ramach tego modelu mogłaby również istnieć możliwość prowadzenia przez ww. podmioty zbiórki publicznej na ten cel. Po drugie, rozwiązania w omawianym zakresie mogłyby zostać oparte na systemie zdecentralizowanym. W  tym przypadku wykup zabytku dokonywany byłby przez muzeum państwowe lub inne wyspecjalizowane instytucje, np. biblioteki z  narodowego zasobu bibliotecznego, które to podmioty mogą włączyć się w procedurę wywozu zabytku. W odniesieniu do źródeł finansowania należałoby rozważyć utworzenie specjalnych programów w gestii Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN) dofinansowujących taki zakup. Do partycypacji w kosztach mogłyby zostać włączone również podmioty niepaństwowe, np. prywatni sponsorzy. Oba te rozwiązania mają wady i  zalety. Pierwsze rozwiązanie wiązałoby się z ewentualnym upolitycznieniem procedury – na organy państwa mogłyby bowiem wywierać presję medialną osoby mające interes w tym, aby dany obiekt został wykupiony. Rozwiązanie to dawałoby jednak większą stabilność finansową, zwiększając szansę na skuteczny wykup wywożonych dóbr kultury. Natomiast drugie rozwiązanie powodowałoby, że to instytucje najbardziej zainteresowane i kompetentne mogłyby zdecydować, które zabytki podlegające wykupowi wzbogaciłyby ich zbiory. To rozwiązanie ma jednak tę wadę, że często niedofinansowane instytucje kultury przy zbyt małej puli środków na wykupy nie byłyby w stanie realizować tego zadania. Odrębną kwestię stanowi ustalenie ceny, za którą dokonywano by wykupu wywożonego zabytku. Pomóc tu może bardziej wnikliwa analiza rozwiązań obowiązujących w tym zakresie w innych systemach prawnych państw UE. Przy tworzeniu procedury umożliwiającej wykup wywożonych za granicę najcenniejszych zabytków można odwołać się do mechanizmów funkcjonujących już w prawie polskim w okresie II RP, jak również do tych istniejących obecnie w innych państwach europejskich. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że celem proponowanych zmian nie może być wprowadzenie do prawa polskiego dodatkowych przepisów o  wywłasz-

84

czeniu zabytku, ale takich rozwiązań, które umożliwiałyby prywatnemu właścicielowi jego sprzedaż po cenie rynkowej na terytorium Polski. Wprowadzenie instytucji pierwokupu zabytków do ustawy z 2003 r. wymagałoby wielu zmian w  jej rozdziale 5 oraz w  przepisach wykonawczych, zawartych obecnie w  rozporządzeniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 18 kwietnia 2011 r. w sprawie wywozu zabytków za granicę22. Przyjmowane rozwiązania muszą być zgodne z prawem UE, czyli w tym przypadku nie mogą stać w sprzeczności z zasadami określonymi w art. 36 TFUE, tj. ograniczenia w przepływie towarów powinny dotyczyć jedynie skarbów narodowych. Należałoby więc zawęzić zakres planowanej instytucji do najcenniejszych elementów dziedzictwa narodowego. Wskazana w  ustawie o  ochronie zabytków i  opiece nad zabytkami przesłanka wydania zakazu wywozu odnosząca się do dobra o  szczególnym znaczeniu dla dziedzictwa kulturowego może być w  przypadku wprowadzenia przepisów regulujących pierwokup niedostatecznie precyzyjna. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być sporządzenie zestawu kryteriów-pytań23, które ułatwiałyby doprecyzowywanie znaczenia i wartości zabytku dla dziedzictwa kultury Polski24. Analizując funkcjonowanie obecnego systemu kontroli wywozu zabytków z  Polski należy wskazać, że nowelizacji wymagałyby również kategorie regulujące progi kwotowo-wiekowe, powyżej których wywóz zabytków za granicę wymaga pozwolenia (art. 51 ust. 1 u.o.z.o.z.). Biorąc pod uwagę, że obecnie celem kontroli wywozu jest ochrona zabytków o szczególnym znaczeniu dla dziedzictwa kulturowego, aktualne progi powodują, iż wiele obiektów, które w  tej chwili przechodzą czasochłonną procedurę administracyjną, w oczywisty sposób nie spełnia przesłanki wydania zakazu wywozu zabytku na stałe za granicę. Każda z kategorii wymaga oczywiście osobnej analizy, jednakże podniesienie przykładowo progów kwotowych odnośnie do grupy dzieł malarstwa wykonanych dowolną techniką i na dowolnym materiale z 40 000 zł do 120 000 zł raczej nie spowoduje, iż z Polski wyjedzie skarb narodowy, a znacznie usprawni obrót dobrami kultury na rynku antykwarycznym. Ponadto obniżenie ustawowych progów kwotowo-wiekowych znacznie zmniejszyłoby wydatki administracyjne państwa związane z obsługą procedur dotyczących pozwoleń na stały i czasowy wywóz zabytków. Zaoszczędzone środki mogłyby zostać wykorzystane jako jedno ze źródeł sfinansowania procedur dotyczących wykupu wywożonych za granicę zabytków. Kolejną istotną zmianą w  przepisach jest wprowadzenie do przywołanego rozporządzenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z  18 kwietnia 2011 r. obowiązku dołączenia do wniosku o wywóz zabytku za granicę dokumentu wyceny, o którym mowa w art. 59 ust. 3 pkt 2 u.o.z.o.z.. Obowiązek składania dokumentu, na którym znajduje się pouczenie o odpowiedzialności karnej z art. 271 k.k.25, sporządzanego przez instytucję kultury wyspecjalizowaną w  opiece nad zabytkami, rzeczoznawcę ministra właściwego do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego lub podmiot gospodarczy wyspecjalizowany w zakresie obrotu zabytkami na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, może zmniejszyć zagrożenie manipulowania wartością zgłoszonego zabytku, tj. jej zawyżania lub zaniżania.


Następna postulowana zmiana odnosi się do przywrócenia do art. 52 u.o.z.o.z. instytucji ciała opiniodawczego MKiDN w postaci komisji do spraw wywozu zabytków, jednakże o  odmiennej niż poprzednio funkcji. Jej zadaniem, oprócz oceny na podstawie opracowanych kryteriów znaczenia i wartości danego zabytku dla dziedzictwa narodowego, byłaby również weryfikacja złożonej do akt sprawy wyceny. Pierwszy etap postępowania kończyłaby decyzja administracyjna wydawana przez ministra, który mógłby albo wydać pozwolenie na wywóz, albo decyzję stwierdzającą, że zgłoszony we wniosku zabytek ma szczególne znaczenie dla dziedzictwa kulturowego. Decyzja taka zawierałaby, oprócz informacji wskazujących, dlaczego dany zabytek ma szczególne znaczenie dla dziedzictwa kulturowego, także zweryfikowaną przez komisję cenę, za którą mógłby on być wykupiony oraz maksymalny termin, w którym ten zakup miałby zostać zrealizowany26. Wnioskodawcy przysługiwałby, tak jak w obecnym stanie prawnym, wniosek o  ponowne rozpatrzenie sprawy oraz możliwość wystąpienia do sądu administracyjnego. Drugi etap postępowania rozpocząłby się od uprawomocnienia decyzji umożliwiającej wykup zabytku. W zależności od tego, czy wykupu dokonywałby minister właściwy do spraw kultury i  ochrony dziedzictwa narodowego, czy instytucje kultury, należałoby wypracować odmienne procedury regulujące takie postępowanie, w  tym udział w  niej czynnika społecznego, tj. sponsorów oraz środków ze zbiórek publicznych. Sama procedura wykupu stanowiłaby ostateczny test, czy wywożony zabytek ma szczególne znaczenie dla dziedzictwa narodowego, ponieważ w  przypadku niezebrania kwoty umożliwiającej jego wykup określonej w decyzji, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego musiałby obligatoryjnie wydać pozwolenie na stały wywóz zabytku za granicę. Należałoby również określić maksymalny termin, w którym właściciel zabytku mógłby odstąpić od sprzedaży zabytku. W takiej sytuacji pozwolenie wywozowe nie byłoby wydawane. Zakończenie

W świetle przedstawionych argumentów można stwierdzić, że dalsze funkcjonowanie przepisów przewidujących brak jakiejkolwiek formy rekompensaty z tytułu ograniczenia wykonywana prawa własności zabytku, w tym możliwości wywozu i sprzedaży za granicą, powoli traci rację bytu. Wydaje się, że należałoby poważnie rozważyć zasadność wprowadzenia do polskiego systemu prawnego instytucji pierwokupu przy wywozie dóbr kultury za granicę. W  tym celu należałoby ponownie przeanalizować treść oraz praktykę stosowania rozwiązań prawnych w tym zakresie obowiązujących w okresie II RP. Konieczna byłaby również wnikliwa analiza porównawcza przepisów dotyczących prawa pierwokupu lub środków o  podobnym skutku, istniejących w innych państwach Europy i świata, rekompensujących prywatnym właścicielom brak możliwości permanentnego wywozu dóbr kultury za granicę. Proponowane w  tym artykule rozwiązania należy jednak traktować jedynie jako pewne kierunkowe wskazówki zmian w polskim systemie ochrony dziedzictwa narodowego. Nie mają one charakteru definitywnego, stanowiąc raczej swego rodzaju zachętę do dalszej dyskusji i badań.

Ważne jest natomiast, aby przyjęte w przyszłości rozwiązania legislacyjne stworzyły system korzystny zarówno dla prywatnych właścicieli zabytków, jak i służący realizacji interesu publicznego w zakresie ochrony dziedzictwa narodowego i zapewnienia obywatelom konstytucyjnego prawa dostępu do dóbr kultury. PRZYPISY 1 Dz.U. z 1997 r. nr 78, poz. 483, ze zm. 2 Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności sporządzona w Rzymie 4 listopada 1950 r., Dz.U. z  1993 r. nr 61, poz. 284 ze zm. 3 Powyższa analiza została dokonana przez współautorów w  artykule pt. Pierwokup przy wywozie dóbr kultury za granicę – analiza kierunkowych zmian w prawie polskim, opublikowanym w t. 3 serii Kultura w praktyce. Zagadnienia prawne, pod red. A. Jagielskiej-Burduk i W. Szafrańskiego, Poznań 2014, s. 205–234. 4 Dz.U. nr 162, poz. 1568 z późn. zm. 5 Ustawa z 18 marca 2010 r. o zmianie ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami oraz o  zmianie niektórych innych ustaw, Dz.U. nr 75, poz. 474. 6 Od powyższej reguły istnieją wyjątki (zob. art. 51 ust. 4 u.o.z.o.z.). Chodzi tu o zabytki, które nie mogą być wywożone za granicę na stałe, a i ich wywóz może odbywać się jedynie na podstawie pozwoleń czasowych. Są to zabytki: wpisane do rejestru; wchodzące w skład zbiorów publicznych, które stanowią własność Skarbu Państwa, jednostek samorządu terytorialnego oraz innych jednostek organizacyjnych zaliczanych do sektora finansów publicznych; znajdujące się w  inwentarzach muzeów lub narodowym zasobie bibliotecznym. 7 Dz.Urz. UE z  2008 r. C 115, s. 47; wersja skonsolidowana: Dz.Urz. UE z 2012 r. C nr 326 s. 47. 8 Zob. A. Biondi, The Merchant, the Thief and the Citizen: the Circulation of Works of Art within the European Union, „Common Market Law Review”, vol. 34, 1997, s. 1173 i n. 9 W  2005 r. wydano 13 zakazów, w  2006 r. – 3 zakazy, w  2007 r. – 2 zakazy, w latach 2008–2010 nie wydano natomiast żadnego zakazu. Dane NIMOZ. 10 Zob. art. 18, 20, 21 i  32 rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z 6 marca 1928 r. o opiece nad zabytkami, Dz.U. nr 29, poz. 265. 11 J.A.R. Nafziger, R. Kirkwood Paterson, International Trade in Cultural Material. W: idem, Handbook on the Law of Cultural Heritage and International Trade, Cheltenham 2014, s. 27–38; także Evaluation of UNESCO’s Standard-Setting Work of the Culture Sector, Part II – 1970 Convention on the Means of Prohibiting and Preventing the Illicit Import, Export and Transfer of Ownership of Cultural Property. Final Report, April 2014, UNESCO Doc. OS/EVS/PI/133 REV, s. 28–30, 94 i n. 12 Sporządzony w Paryżu 20 marca 1952 r., Dz.U. z 1995 r. nr 36, poz. 175 z późn. zm. 13 Beyeler v. Italy, wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 5 stycznia 2000 r., sygn. akt ECHR 2000-I 57. 14 Zob. A. Chechi, The Settlements of International Cultural Heritage Disputes, Oxford 2014, s. 50. 15 K. Chamberlain, A. Vrdoljak, Controls on the Export of Cultural Objects and Human Rights. W: J.A.R. Nafziger, R. Kirkwood Paterson (red.), op.cit., s. 538–546. 16 Na podstawie: http://www.unesco.org/culture/natlaws, http://www. eui.eu/Projects/InternationalArtHeritageLaw/National.aspx oraz http:// ec.europa.eu/taxation_customs/resources/documents/cgoods, dostęp z 30.10.2014 r. 17 Ibidem. 18 Zob. Moving Art – A Guide to the Export and Import of Cultural Goods Between Russia and the European Union, Delegation of the European Commission to Russia, Moscow 2006, s. 73. 19 http://ec.europa.eu/taxation_customs/resources/documents/cgoods_ uk_en.pdf, dostęp z 30.10.2014 r. 20 Ibidem. 21 Kulisy sprawy wydania pozwolenia na wywóz obrazu Henryka Siemiradzkiego Rozbitek (1878 r.) oraz przesłanki wydania takiej decyzji można znaleźć w odpowiedzi Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na interpelację nr 23401 poseł Iwony Kozłowskiej, http://orka.sejm.gov.pl/izo7.nsf/ www1/i23401o0/$File/i23401o0.pdf, dostęp z 15.10.2014 r. 22 Dz.U. nr 89, poz. 510. 23 Takie rozwiązanie (tzw. Wawerley Criteria) funkcjonuje obecnie w  Wielkiej Brytanii; zob. K. Chamberlain, K. Hausler, United Kingdom. W: J.A.R. Nafziger, R. Kirkwood Paterson (red.), op.cit., s. 471 i n. 24 Powyższy zestaw mógłby być odmienny w zależności od rodzaju zgłaszanego do wywozu zabytku, np. odmienne kryteria dla zabytku techniki niż do malarstwa olejnego. 25 Ustawa z 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny, Dz.U. nr 88, poz. 553, z późn. zm. 26 Np. nie dłużej niż 3 lata od wydania decyzji (w przypadku zabytków o wartości przekraczającej 3 miliony złotych termin ten mógłby zostać odroczony na okres kolejnych 3 lat).

85


The National Register of Historic Objects that Were Stolen or Illegally Taken Abroad in a New Version

The National Institute for Museums and Public Collections finished work on a new, more functional and user-friendly application of the National Register of Historic Objects that Were Stolen or Illegally Taken Abroad. (https://skradzionezabytki.pl)

MONIKA BARWIK

Krajowy wykaz zabytków SKRADZIONE

Z A B Y T K I

N

skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem w nowej wersji

arodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów zakończył tworzenie nowej aplikacji Krajowego wykazu zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem. Powodem modernizacji były m.in. znaczne spowolnienie działania sytemu, trudności z  przetwarzaniem danych oraz uwagi użytkowników dotyczące wyglądu funkcjonującego w Internecie od lipca 2005 r. wykazu (https:// skradzionezabytki.pl). W  porównaniu do poprzedniej wersji, zmieniły się m.in.: layout oraz system przeszukiwania zasobu bazy. Nowa aplikacja daje możliwość skorzystania z  dwóch sposobów wyszukiwania: uproszczonego i precyzyjnego. Po określeniu kryteriów właściwych dla wybranego sposobu wyszukiwania użytkownik otrzymuje wyniki niemal natychmiast. Zmienił się wygląd raportu będącego wynikiem wyszukiwania. Rezultat wyszukiwania otrzymujemy w formie listy wybranych kart, ale istnieje również możliwość przeglądania wyników w  układzie tabeli. Użytkownik może wybrać opcję, która jest dla niego wygodniejsza. Kliknięcie kursorem na numer karty uruchamia jej podgląd, który wyświetla zestawienie wszystkich niepustych pól, do których użytkownik ma uprawnienia. Natomiast kliknięcie na miniaturę zdjęcia uruchamia galerię i  pozwala na przeglądanie wszystkich dołączonych do karty zdjęć. Istnieje możliwość wygodnego drukowania lub pobrania w  formie dokumentu elektronicznego (PDF) zarówno listy wyników, jak i podglądu karty. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na podwójną numerację kart. Podstawowym numerem jest nowy numer karty nadawany przez system i  zgodny z  kolejnością wprowadzania rekordów do bazy. Dla kart powstałych przed modernizacją wykazu zachowana została ich dawna numeracja używana w publikowanych wcześniej, przede wszystkim w  czasopiśmie „Cenne, bezcenne, utracone”, ale okresowo również na innych łamach, katalogach strat. Katalogi te, służące upowszechnianiu informacji o  poszukiwanych zabytkach i dziełach sztuki, były i są tworzone w oparciu o zasoby Krajowego wykazu.

86

Zmienił się sposób rejestracji do systemu; kluczową rolę spełnia w nim adres e-mail użytkownika, na który system po utworzeniu nowego konta wysyła powiadomienie z  linkiem do aktywacji konta. Jeśli hasło wygaśnie lub użytkownik je zapomni, można skorzystać z  pomocy, klikając na stronie logowania przycisk „zapomniałem hasła” – na podany adres e-mail zostanie wysłany link do ekranu „resetowanie hasła”, gdzie użytkownik może wprowadzić nowe hasło. Duże zmiany objęły sferę obsługi systemu przez administrujących wykazem. Udogodnienia dotyczą przede wszystkim wprowadzania nowych kart do systemu, co skutkuje oszczędnością czasu i poprawą komfortu pracy z wykazem. Bez zmian pozostały poziomy dostępu do danych. W  swej obecnej formie Krajowy wykaz nadal pozostaje narzędziem służącym Policji, Służbie Celnej i Straży Granicznej do prowadzenia poszukiwań i  identyfikacji utraconych dóbr kultury. Jako baza ogólnie dostępna daje również innym osobom możliwość sprawdzenia, czy dany przedmiot nie jest poszukiwany, a  w  konsekwencji w  dużej mierze pozwala uniknąć obrotu skradzionymi dobrami kultury. To niezwykle użyteczne narzędzie dla antykwariuszy, domów aukcyjnych i ich klientów – wszystkich uczestników rynku antykwarycznego. Straty zabytków, w celu ujęcia w wykazie, zgłaszane są do Narodowego Instytutu Muzealnictwa i  Ochrony

Strona główna Krajowego wykazu zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem


Zbiorów przez Policję, Służbę Celną, Straż Graniczną, Wojewódzkie Urzędy Ochrony Zabytków i ich delegatury, muzea, a także przez osoby prywatne i instytucje będące właścicielami lub zarządcami zabytków. Warunkiem rejestracji jest wcześniejsze zgłoszenie przestępstwa organom ścigania i dostarczenie kopii tego zgłoszenia oraz danych umożliwiających identyfikację utraconych zabytków (zdjęcia, podstawowe wymiary, opis). Na podstawie danych zawartych w wykazie można nie tylko ustalić, jakie zabytki są utracone i  poszukiwane. Można również wskazać strukturę zagrożonych obiektów i osób, a co za tym idzie – kierować działania prewencyjne do najbardziej zagrożonych miejsc. Straty, jakie ponoszą w  wyniku kradzieży właściciele prywatnych kolekcji i  obiektów sakralnych, stanowią prawie 70 proc. zawartości katalogu. Największym problemem jest tu słaba dokumentacja opisowa i fotograficzna utraconych przedmiotów. To, czym dysponują właściciele zabytków, jest w wielu przypadkach niewystarczające. Dotyczy to szczególnie prywatnych kolekcjonerów, od których otrzymujemy często jako dokumentację fotograficzną zdjęcia rodzinne, na których poszukiwane zabytki stanowią tylko niewielkie fragmenty fotografii. Niekompletną dokumentację otrzymujemy również z obiektów sakralnych. Dotyczy to w szczególności sytuacji, w których kradzione są niewielkie detale dekoracji rzeźbiarskiej ołtarzy czy ambon, a posiadane fotografie obejmują całe, nierzadko bardzo duże zabytki. Dobra dokumentacja fotograficzna i  opisowa, umożliwiająca precyzyjną i  jednoznaczną identyfikację skradzionych zabytków, przekazywana jest najczęściej przez służby ochrony zabytków – wtedy, gdy zabytek miał założoną kartę ewidencyjną bądź gdy kradzież wydarzyła się w muzeum. By poprawić tę sytuację, powstał program Bezpieczne zbiory, bezpieczne kolekcje (http://www.bezpiecznezbiory.eu), który proponuje ujednolicony sposób opisu dzieła sztuki czy wytworu kultury materialnej o wartości estetycznej, historycznej czy naukowej. Krajowy wykaz zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem zawiera obecnie ponad 10 000 kart. Wśród utraconych zabytków dominuje malarstwo – 3407 pozycji i rzeźba – 1595. Dzięki informacjom zgromadzonym w Krajowym wykazie zidentyfikowano i  odzyskano wiele skradzionych zabytków. Co ciekawe, obiekty odnajdują się nawet po wielu latach.

Ekran wyników wyszukiwania w formie listy

Ekran wyników wyszukiwania w formie tabeli

Ekran podglądu karty

Ekran wyszukiwania uproszczonego

87


KATALOG STRAT

oprac. Monika Barwik

Poszukiwane [ Rzeźba ]

1

2

3

catalogue of losses [ SCULPTURE ] Theft, 2014, Łopatki

88 4

1. AUTHOR UNKNOWN St. Roch, 19th cent. Wood, height 80 cm Cat. 102295 (PC01590)

Theft, 2013, Nowa Bystrzyca 2. AUTHOR UNKNOWN The Baptism of Christ, 17th cent. Polychrome wood, height c. 30–40 cm Cat. 10200 (PC01582)

Theft, 2014, Działoszyn 3. AUTHOR UNKNOWN St. John of Nepomuk, c. mid 17th cent. Polychrome wood, height 120 cm Cat. 10446


7

5

8

6 Kradzież, 2014, Łopatki 1. AUTOR NIEZNANY Św. Roch, XIX w. Drewno, wys. 80 cm Kat. 102295 (PC01590) Kradzież, 2013, Nowa Bystrzyca

Kradzież, 2014, Działoszyn 3. AUTOR NIEZNANY Św. Jan Nepomucen, ok. poł. XVIII w. Drewno polichromowane, wys. 120 cm Kat. 10446

Kradzież, 2014, Bytom 4. AUTOR NIEZNANY Figura Chrystusa, XIX/XX w. Odlew, metal, wys. ok. 100 cm Kat. 10251 (PC01589) Zaginięcie, krosino 5. AUTOR NIEZNANY Św. Jan Ewangelista, pocz. XVII w. Drewno, wys. ok. 100 cm Kat. 10365 (PC01596)

2. AUTOR NIEZNANY Chrzest Chrystusa, XVIII w. Drewno polichromowane, wys. ok. 30–40 cm Kat. 10200 (PC01582)

Theft, 2014, Bytom

Loss, krosino

4. AUTHOR UNKNOWN Figure of Christ, 19th/20th cent. Cast, metal, height c. 100 cm Cat. 10251 (PC01589)

5. AUTHOR UNKNOWN St John the Evangelist, early 17th cent. Wood, height c. 100 cm Cat. 10365 (PC01596)

6. AUTHOR UNKNOWN Mater Dolorosa, early 17th cent. Wood, height c. 100 cm Cat. 10366 (PC01597) 7. AUTHOR UNKNOWN Christ (from a crucifix), 19th cent.

6. AUTOR NIEZNANY Matka Boska Bolesna, pocz. XVII w. Drewno, wys. ok. 100 cm Kat. 10366 (PC01597) 7. AUTOR NIEZNANY Chrystus (z krucyfiksu), XIX w. Odlew, żeliwo, wys. 29 cm Kat. 10379 (PC01599) 8. AUTOR NIEZNANY Chrystus (z krucyfiksu), XIX/XX w. Odlew, ołów, wys. 34 cm Kat. 10367 (PC01598)

Cast, cast iron, height 29 cm Cat. 10379 (PC01599) 8. AUTHOR UNKNOWN Christ (from a crucifix), 19th/20th cent. Cast, lead, height 34 cm Cat. 10367 (PC01598)

89


oprac. Monika Barwik

Katalog strat

3. KOMPLET do kawy i herbaty składający się z dzbanka do kawy, dzbanka do herbaty, mlecznika i cukiernicy Srebro, wys. ok. 30 cm (dzbanki do kawy i herbaty) Kat. 10449 4. PATERA Srebro, ok. 50–60 cm Kat. 10453 2

5. KOMPLET do kawy i herbaty składający się z samowara, dzbanka do kawy, mlecznika i cukiernicy Srebro Kat. 10450

1b 1a

[ Rzemiosło ] Kradzież, 2013, skierniewice 1 a, b. SAMOWAREK Srebro, wys. ok. 30 cm Kat. 10447 2. CUKIERNICA Srebro Kat. 10448 3

catalogue of losses [ CRAFT] 1 a, b. SMALL SAMOVAR Silver, height c. 30 cm Cat. 10447

3. COFFEE AND TEA SET consisting of a tea jug, milk jug and sugar bowl, Silver, height c. 30 cm (tea and coffee jugs) Cat. 10449

2. SUGAR-BOWL Silver Cat. 10448

4. CAKE PLATTER Silver, c. 50–60 cm Cat. 10453

Theft, 2013, skierniewice

90

5. COFFEE AND TEA SET consisting of a samovar, coffee jug, milk jug and sugar bowl Silver Cat. 10450 6 a, b. CANDLESTICKS (2 items) Goldsmith: Pogorzelski, 19th cent. Silver, height c. 35 cm Cat. 10452


6 a, b. LICHTARZE (2 szt.) złotnik Pogorzelski, XIX w. Srebro, wys. ok. 35 cm Kat. 10452 7 a, b. KANDELABRY (2 szt.) XIX–XX w. Srebro, wys. ok. 40 cm Kat. 10451 Kradzież, 2013, nałęczów

4

8. KANDELABR Bracia Łopieńscy (replika klasycystycznego świecznika) XIX/XX w. Brąz, złocenia, wys. 65,50 cm, śr. cokołu 12 cm Kat. 10242 (RL00372)

5

6a

6b

7 a, b. CANDELABRA (2 items) 19th–20th cent. Silver, height c. 40 cm Cat. 10451 Theft, 2013, Nałęczów 8. CANDELABRUM Łopieński brothers (replica of an ancient candelabrum) 19th/20th cent. Bronze, gilding, height 65.5 cm, Ø foot (at base) 12 cm Cat. 10242 (RL00372)

7b

7a

8

91


KATALOG STRAT WOJENNYCH 1939–1945

oprac. Maria Romanowska-Zadrożna

Poszukiwane [ rysunek ] 2. COURTOIS Jacques zw. Bourguigon (1621–1676?) Potyczka Papier, ołówek (szkic), tusz (rysunek pędzlem), 16,4 x 24,0 cm Zagrabiony przez Niemców w listopadzie 1939 r. z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Fot. w: S. Sawicka, T. Sulerzyńska Straty w rysunkach z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej 1939–1945, Warszawa 1960, il. 12. Nr karty 46603 1

1. RODAKOWSKI Henryk (1823–1894) Pomnik Nagrobny Fryderyka Chopina, 1851. Papier, 32 x 25 cm; rysunek datowany: 30 Avril / 51 Szkic pomnika nagrobnego Fryderyka Chopina Augusta Clésingera na cmentarzu Père Lachaise w Paryżu. Utracony z kolekcji Teodora i Izabeli Axentowiczów w Krakowie. Fot. w: W. Kozicki, Henryk Rodakowski, Lwów 1937, il. 23. Nr karty 27436

3. BOTH Jan (1618–1652) Ruiny Colosseum w Rzymie. Papier, bistr (brąz – pigment akwarelowy), 39,5 x 55 cm. Zagrabiony przez Niemców w listopadzie 1939 r. z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Fot. w: Z. Batowski, Zbiór graficzny w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1928, tabl. 37. Nr karty 46601 4. RODAKOWSKI Henryk (1823–1894) Portret Henryka, Maksymiliana i Zygmunta Rodakowskich, 1867 ? Papier, kredka czarna, kreda biała, 30 x 25 cm Sygnatura: Rod I 867 [?] – p.d.

2

3 Utracony z kolekcji Teodora i Izabeli Axentowiczów w Krakowie. Fot. w: W. Kozicki, Henryk Rodakowski, Lwów 1937, il. 67. Nr karty 27441 5. RODAKOWSKI Henryk (1823–1894) Portret aktorki Anieli Aszpergerowej Papier, kredka czarna, akwarela, 30 x 24 cm Utracony z kolekcji Teodora i Izabeli Axentowiczów w Krakowie. Fot. w: W. Kozicki Henryk. Rodakowski. Monografia artystyczna, t. XIII, Warszawa 1927, il. 2. Nr karty 27439

catalogue of wartime losses 1939–1945 [ DRAWINGS ] 1. RODAKOWSKI Henryk (1823–1894) Graveyard Monument to Frederic Chopin, 1851 Paper, 32 x 25 cm; date of drawing: 30 Avril/51 A sketch of the graveyard monument to Frederic Chopin by August Clésinger at the Père Lachaise cemetery in Paris. Lost from the collection owned by Teodor and Izabela Axentowicz in Kraków. Photo in: W. Kozicki, Henryk Rodakowski, Lwów 1937, il. 23. Card number 27436

92

2. COURTOIS Jacques called Bourguigon (1621–1676?) Skirmish Paper, pencil (sketch), ink (paintbrush drawing), 16.4 x 24.0 cm Pillaged by Germans from the Drawings Cabinet of the University of Warsaw Library in November 1939. Photo in: S. Sawicka, T. Sulerzyńska Straty w rysunkach z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej 1939–1945, Warszawa 1960, il. 12. Card number 46603 3. BOTH Jan (1618–1652) Ruins of the Colosseum in Rome Paper, bistre (brown – watercolour pigment), 39.5 x 55 cm Pillaged by Germans from the

Drawings Cabinet of the University of Warsaw Library in November 1939. Photo in: Z. Batowski, Zbiór graficzny w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1928, Fig. 37. Card number 46601 4. RODAKOWSKI Henryk (1823–1894) Portrait of Henryk, Maksymilian and Zygmunt Rodakowski, 1867 ? Paper, black crayon, white chalk 30 x 25 cm Signature: Rod I 867 [?] – p.d. Lost from the collection owned by Teodor and Izabela Axentowicz in Kraków. Photo in: W. Kozicki, Henryk Rodakowski, Lwów 1937, il. 67. Card number 27441


5

4 6. SZKOŁA DÜRERA Najświętsza Maria Panna z Dzieciątkiem, XVI w. Zagrabiony przez Niemców w listopadzie 1939 r. z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Fot. w: Z. Batowski, Zbiór graficzny w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1928, tabl. 44. Nr karty 41797 7. LOHRMANN Fryderyk A. (1782–1854) Widok Zamku Ujazdowskiego, ok. 1780 Papier, akwarela, gwasz, 47,5 x 63,6 cm Zagrabiony przez Niemców w listopadzie 1939 r. z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Fot. w: S. Sawicka, T. Sulerzyńska Straty w rysunkach z Gabinetu Rycin

5. RODAKOWSKI Henryk (1823–1894) Portrait of the Actress Aniela Aszpergerowa Paper, black crayon, watercolour; 30 x 24 cm Lost from the collection owned by Teodor and Izabela Axentowicz in Kraków. Photo in: W. Kozicki Henryk Rodakowski. Monografia artystyczna, t. XIII, Warszawa 1927, il. 2. Card number 27439 6. DÜRER’S SCHOOL Madonna and Child, 16th cent. Pillaged by Germans from the Drawings Cabinet of the University of Warsaw Library in November 1939.

6

Biblioteki Uniwersyteckiej 1939–1945, Warszawa 1960, il. 35. Nr karty 46626 8. KAMSETZER Johann Christian (1753–1795) Warszawskie Łazienki Stanisława Lubomirskiego, przekrój podłużny, 1776 Papier, akwarela, gwasz Sygnatury: I.C. Kamsetzer fecit i Dessiné aprés la Natura par I. C. Kamsetzer 1776 Zagrabiony przez Niemców w listopadzie 1939 r. z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Fot. w: S. Sawicka, T. Sulerzyńska, Straty w rysunkach z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej 1939–1945, Warszawa 1960, il. 56. Nr karty 46647

Photo in: Z. Batowski, Zbiór graficzny w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1928, tabl. 44. Card number 41797 7. LOHRMANN Fryderyk A. (1782–1854) View of Zamek Ujazdowski, c. 1780 Paper, watercolour, gouache; 47.5 x 63.6 cm Pillaged by Germans from the Drawings Cabinet of the University of Warsaw Library in November 1939. Photo in: Sawicka S., T. Sulerzyńska Straty w rysunkach z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej 1939–1945, Warszawa 1960, il. 35. Card number 46626

7

8

8. KAMSETZER Johann Christian (1753–1795) Warsaw Łazienki of Stanisław Lubomirski, view of horizontal section, 1776 Paper, watercolour, gouache Inscriptions: I.C. Kamsetzer fecit and Dessiné aprés la Natura par I. C. Kamsetzer 1776. Pillaged by Germans from the Drawings Cabinet of the University of Warsaw Library in November 1939. Photo in: S. Sawicka, T. Sulerzyńska, Straty w rysunkach z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej 1939–1945, Warszawa 1960, il. 56. Card number 46647

93


KATALOG STRAT INTERPOL

oprac. Monika Barwik

[ MALARSTWO ]

Interpol poszukuje

1. DOBROWSKY Josef Fontanna/Am brunnen, 1927 Olej, płótno, 50 x 42,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.2 2. EGNER Marie Białe róże/Weisse Rosen Olej, płótno, 58,5 x 35,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.3

2

1

3. VELTEN Wilhelm Smutne odkrycie/Eine traurige entdeckung Olej, deska, 37,5 x 31 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.21 4. RITZBERGER Albert Rozmowa/Zwiegespraech Olej, płótno, 104 x 94,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.10

3

4

5. GRILL Oswald Czytająca/Lektura/Lesende, 1907 Olej, płótno, 120 x 88,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.14 6. KOKOSCHKA Oscar Cygańska dziewczyna /Zigeunermaedchen, 1901 Akwarela, papier, 29,5 x 22,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.6

5

6

7. BINDER Tony Kair/Kairo, 1912 Olej, deska, 44,5 x 30,3 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.32

interpol catalogue of losses [ PAINTING ] 1. DOBROWSKY Josef Fountain/Am brunnen, 1927 Oil, canvas, 50 x 42.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.2

3. VELTEN Wilhelm Sad discovery/Eine traurige entdeckung Oil, wood, 37.5 x 31 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.21

6. KOKOSCHKA Oscar Gypsy girl/Zigeunermaedchen, 1901 Water colour, paper/papier mache 29.5 x 22.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.6

2. EGNER Marie White roses/Weisse Rosen Oil, canvas, 58.5 x 35.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.3

4. RITZBERGER Albert Conversation/Zwiegespraech Oil, canvas, 104 x 94.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.10

7. BINDER Tony Cairo/Kairo, 1912 Oil, wood, 44.5 x 30.3 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.32

5. GRILL Oswald Woman reading/Lesende, 1907 Oil, canvas, 120 x 88.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.14

8. FISCHER Ludwig Hans Egyptian Temple/Aegyptischer tempel Oil, wood, 54 x 36 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.33

94


8. FISCHER Ludwig Hans Świątynia egipska/Aegyptischer tempel Olej, deska, 54 x 36 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.33 9. MIELICH Alphons Leopold Uliczka w Kairze/Strasse in Kairo Olej, tektura, 34,6 x 25 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.43 10. EISENSCHITZ Willy Ogród z Minimes /Der garten von Minimes Olej, płótno, 96 x 100 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.23 11. EISENSCHITZ Willy Winobranie/Weinlese, 1926 Olej, płótno, 104 x 94,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.4 12. WALDE Alfons Ustronne domostwo/Einsame hausung Olej, tektura, 34,6 x 25 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.29 13. EYBL Franz Martwa natura z winogronami i owocami pigwy /Stillleben mit trauben und quitten Olej, płótno, 42,5 x 52,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.12

7

8

10

11

9

12

14. AMESEDER-ROHRWASSER Laura Amanda Martwa natura z homarem /Stillleben mit Hummer Olej, płótno, 53,5 x 72,5 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.11 15. JORDAENS Jacob (przypisany) Merkury i Argus/Merkur und Argus Olej, płótno, 96 x 100 cm Kraj kradzieży: Austria Numer Interpolu: 2014/54591-1.24

9. MIELICH Alphons Leopold Street in Cairo/Strasse in Kairo Oil, cardboard, 34.6 x 25 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.43

12. WALDE Alfons Secluded house/Einsame hausung Oil, cardboard, 34.6 x 25 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.29

10. EISENSCHITZ Willy The garden from Minimes /Der garten von Minimes Oil, canvas, 96 x 100 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.23

13. EYBL Franz Still life with grapes and quince fruit /Stillleben mit trauben und quitten Oil, canvas, 42.5 x 52.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.12

11. EISENSCHITZ Willy Vintage/Weinlese, 1926 Oil, canvas, 104 x 94.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.4

14. AMESEDER-ROHRWASSER Laura Amanda Still life with a lobster /Stillleben mit hummer Oil, canvas, 53.5 x 72.5 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.11

13

14

15 15. JORDAENS Jacob attributed to Jordaens Jacob Mercury and Argus/Merkur und Argus Oil, canvas, 96 x 100 cm Country of theft: Austria Interpol number: 2014/54591-1.24

95


nr 3/80–4/81

NOWOCZESNE

BEZPIECZNE

ZBIORY

www.nimoz.pl www.skradzionezabytki.pl www.bezpiecznezbiory.eu

cenne, bezcenne, utracone 3/80–4/81 lipiec–grudzień 2014

MUZEA

v a l u a b l e, p r i c e l e s s, l o s t

kwartalnik lipiec–grudzień 2014 ISSN 1428-6467

bezcenne utracone

3/80–4/81

Cenne Bezcenne Utracone 3/80 - 4/81 2014  
Cenne Bezcenne Utracone 3/80 - 4/81 2014  
Advertisement