Page 1

marzec 2015

nasze miejsca spotkań

KOBIECA PERSPEKTYWA

Kaski nosimy jak korony kobiety z budowy Zielonych Arkad

> str. 6-8


WYDAWCA: EXPRESS MEDIA Sp. z o.o. Bydgoszcz, ul. Warszawska 13 tel. 52 32 60 733 Prezes Zarządu: dr Tomasz Wojciekiewicz Redaktor Naczelny: Artur Szczepański Dyrektor sprzedaży: Adrian Basa Menedżer produktu: Emilia Iwanciw, tel. 52 32 60 863 e.iwanciw@expressmedia.pl

Nie tylko z okazji Dnia Kobiet Leonard Luther w rozmowie z Justyną Król (str. 36-37) wspomina, że już w czasach, gdy kończył technikum elektryczne, jego koleżanki „zasuwały na tokarkach” i nikogo to nie dziwiło. Mimo to dziś nadal zdarza się, że ktoś powie coś o typowo męskich zawodach, w których kobiety na pewno się nie sprawdzą. Dlaczego? Ja słyszę najczęściej takie odpowiedzi: bo mamy inne, mniej analityczne i techniczne umysły; bo mamy gorszą orientację przestrzenną; bo w pracy nie chcemy się brudzić i wysilać fizycznie. Być może niektóre z nas pasują do tego opisu (i nie ma w tym nic złego!), ale jak dowodzą panie pracujące na budowie (str. 6-8), nie jest to wcale jakąś regułą. Mówią to architektki, koordynatorki, kierowniczki, dyrektorki i wiele innych - w tym np. pani majster Magdalena Szych, która podczas rozmowy skradła mi serce swoją bezpretensjonalnością. W pracy ma pod sobą zespół kilkudziesięciu murarzy i odpowiada za powstawanie ogromnych ścian. To właśnie ona rozwiewa wątpliwości niedowiarków od haseł o „męskich umysłach”, wspominając swoje techniczne studia. Mówi wprost - to prawda, facetom na na politechnice idzie lepiej, ale nie dlatego, że mają jakieś wrodzone predyspozycje. Po prostu na tych studiach często przerabiają to, co wchłaniają w domu od początku. Szczególnie wtedy, gdy z tatą bawią się w małych konstruktorów modeli, klocków Lego czy innych tego typu zabawek. „Dziewczyn się w domu przecież tego nie uczy” - dodaje. I musicie przyznać, że coś w tym jest. Z jednej więc strony - czym skorupka za młodu…, z drugiej - dla chcącego, a raczej dla chcącej, nic trudnego. I właśnie m.in. o tym są marcowe „Miasta Kobiet”. Przeczytacie w nich nie tylko o paniach w męskich zawodowych butach, ale też o dziewczynach „wychowanych w warsztacie samochodowym” i w świecie „męskich pasji”, takich jak motocykle (str. 12-13). Zobaczycie w akcji trenerkę krav magi, która potrafi powalić niejednego mężczyznę (str. 28-29). Poznacie bohaterki, które otwarcie - „po męsku” - mówią o seksie i swoich fantazjach (str. 24-25). Na dodatek, odgrywają w nich przeróżne role - czyli w skrócie: mogą być kim chcą, bez żadnych ograniczeń. I szczególnie tego ostatniego, nie tylko z okazji Dnia Kobiet, życzymy Wam wszystkim!

Redaktorka prowadząca: Lucyna Tataruch, tel. 52 32 60 798 l.tataruch@expressmedia.pl Teksty: Dominika Kucharska d.kucharska@expressmedia.pl Lucyna Tataruch l.tataruch@expressmedia.pl Jan Oleksy j.oleksy@expressmedia.pl Justyna Król j.krol@expressmedia.pl Janusz Milanowski j.milanowski@expressmedia.pl Aleksandra Chwastek Dorota Kowalewska Zdjęcie na okładce: Tomasz Czachorowski Projekt: Iwona Cenkier i.cenkier@expressmedia.pl Skład: Ilona Koszańska-Ignasiak Sprzedaż: Angelika Sumińska, tel. 691 370 521 a.suminska@express.bydgoski.pl Michał Kopeć, tel. 56 61 18 156 m.kopec@nowosci.com.pl

CP Jesteś zainteresowany kupnem treści lub zdjęć? Skontaktuj się z naszym handlowcem: Piotr Król, tel. 603 076 449 p.krol@expressmedia.pl

ZNAJDZIESZ NAS NA: www.miastakobiet.pl www.fb.com/MiastaKobiet.Nowosci.ExpressBydgoski

LUCYNA TATARUCH redaktorka prowadząca „MIASTA KOBIET”

W NASTĘPNYM NUMERZE „MIAST KOBIET” KONKURS NA NAJLEPSZY PRZEPIS KULINARNY. DO WYGRANIA ZESTAW KUCHENNY MARKI ZEPTER.

2

miasta kobiet

marzec 2015

„Miasta Kobiet” ukazują się w każdy ostatni wtorek miesiąca, jako dodatek do „Expressu Bydgoskiego” i „Nowości - Dziennika Toruńskiego”. Przez cały miesiąc są dostępne również w 91 miejscach w Bydgoszczy i Toruniu. Adresy znajdziesz na stronie www.miastakobiet.pl


170015BDBHA


2

4

tylko

Trendy z

U NAS

6

5

3

tylko

U NAS

7

1

9

8

10 11

tylko

U NAS

12

13 18

tylko

tylko

U NAS

21

19 20

23 24

76815TRTHA

28

U NAS

U NAS

14

wiosna

U NAS

27

tylko

tylko

15

16

w szafie

Już niedługo zamiast grubego płaszcza czy kurtki wystarczać nam będzie znacznie lżejsze okrycie. Wiosna zbliża się wielkimi krokami, a jej przedsmak widać już wyraźnie w butikach Toruń Plaza. Żywe kolory, kwiatowe wzory, niezwykle kobiece sukienki i odważne dodatki wkradły się do nowych kolekcji. Jest w czym wybierać, więc śmiało wpuść wiosenny powiew do swojej szafy! Stylizację uzupełnij biżuterią, która w tym sezonie również tryska barwami i będzie pięknie mienić się w słoneczny dzień. Anna Deperas-Lipińska stylistka Toruń Plaza

17 22 tylko

U NAS

26 tylko

U NAS

25 29

30

1. Spodnie Orsay - 109,95 zł, Toruń Plaza 2. Kapelusz Stradivarius - 69,90 zł, Toruń Plaza 3. Sukienka By o la la - 259 zł, Toruń Plaza 4. Okulary przeciwsłoneczne TK Maxx - od 129,99 zł, Toruń Plaza 5. Sukienka Monnari - 339 zł, Toruń Plaza 6. Bransoletka Beach: złoto 18kt, kamienie szlachetne Tous - 5029 zł, Toruń Plaza 7. Kolczyki Beach: złoto 18kt, kamienie szlachetne Tous - 7189 zł, Toruń Plaza 8. T-shirt Orsay - 49,95 zł, Toruń Plaza 9. Kurtka Ochnik - 1299 zł, Toruń Plaza 10. Spódnica Zara - 149 zł, Toruń Plaza 11. Zegarek porio Armani AR7363 Swiss - 1390 zł, Toruń Plaza 12. Trampki Cropp - 79,99 zł, Toruń Plaza 13. Torebka Tous - 1349 zł, Toruń Plaza 14. Pierścionki SiS Pandora - By Dziubeka - 513 zł, Toruń Plaza 15. Baleriny Venezia - 269 zł, Toruń Plaza 16. Naszyjnik Bershka - 89,90 zł, Toruń Plaza 17. Piżama Triumph - 179,90 zł, Toruń Plaza 18. Portfel Tally Weijl - 79,90 zł, Toruń Plaza 19. Spódnica Diverse - 99,99 zł, Toruń Plaza 20. Ramoneska Stradivarius - 399,90 zł, Toruń Plaza 21. Maseczka Bandi, różne rodzaje Hebe - 8,99 zł, Toruń Plaza 22. Spódnica TK Maxx - 139,99 zł, Toruń Plaza 23. T-shirt Tatuum - 99 zł, Toruń Plaza 24. Koszulka Martes Sport - 59,90 zł, Toruń Plaza 25. Torebka Świat Torebek - 189 zł, Toruń Plaza 26. Spodnie Massimo Dutti - 319 zł, Toruń Plaza 27. Pasek Big Star - 39,90 zł, Toruń Plaza 28. Buty CCC - 129,90 zł, Toruń Plaza 29. Szpilki Wojas - 299 zł, Toruń Plaza 30. Szpilki Primamoda - 499 zł, Toruń Plaza Toruń Plaza: ul. Broniewskiego 90, www.torun-plaza.pl, czynne codziennie od 9 do 21


3515T4JBA


temat

KOBIETY PRACUJĄCE NA BUDOWIE ZIELONYCH ARKAD, OD LEWEJ: MAŁGORZATA CIANIA, MAGDALENA SZYCH, IWONA MROCZEK, URSZULA BUCZEK, KAROLINA KARAPKA.

Kaski nosimy jak korony Czasem jeszcze mi się przypomni, że chciałam do pracy w szpilkach i spódnicy chodzić, a tu trzeba buciory założyć i ubrać się na cebulę. Ale ten zawód jest fajny. Każdego dnia coś się dzieje. I później, jak się widzi, że to wszystko rośnie, te ściany, cały budynek… to daje taką ogromną radość! TEKST: Lucyna Tataruch, ZDJĘCIE: Tomasz Czachorowski

O

godzinie dziewiątej rano stawiam się na budowie przy ulicy Wojska Polskiego w Bydgoszczy. Plac jest tak duży, że z jednego końca na drugi mogłabym spokojnie przejechać samochodem, by zaoszczędzić sobie czasu. Przez chwilę przyglądam się pracom, które najwyraźniej trwają od samego świtu. I ruszam przed siebie, mijając dziesiątki osób w odblaskowych kamizelkach i różnych kolorach kasków. - Gdzie pani idzie w tym błocie? - woła za mną zdumiony pan w białym kasku. Podejrzewam, że wzruszyła go moja nieporadna próba marszu, po kolana w miękkiej ziemi. Widzę jak z pobłażaniem patrzy na moje obcasy. - Mają tu panowie jakieś koleżanki na budowie? - pytam. - No jasne. Najlepsze! A pani co, do pracy? - Nie, ja chcę napisać o paniach z budowy. Do gazety. - O, to proszę napisać, że te nasze to są najlepsze. Najlepsze.

6

miasta kobiet

marzec 2015

TAKI RODZYNEK - To już moja trzecia budowa, a jednak za każdym razem na początku jest tak samo zabawnie - przyznaje Magdalena Szych, drobna i uśmiechnięta pani majster. Żeby z nią porozmawiać, musiałam porwać ją prosto z błotnistych robót. Obiekt, który współtworzy, będzie miał trzy poziomy o łącznej powierzchni 51 tys. m.kw. To właśnie tu od zeszłego kwietnia powstają Zielone Arkady, największe centrum handlowe w Bydgoszczy, ogromna inwestycja spółki ECE Projektmanagement Polska, realizowana przez firmę Strabag. - Zawsze, kiedy w te pierwsze dni wychodzę do pracy, to słyszę ciche komentarze: „Zobacz, zobacz, baba na budowie” - kontynuuje rozbawiona. - Wcześniej jeszcze bywałam zawstydzona, bo w niektórych ekipach faktycznie jestem takim rodzynkiem, ale teraz już odbieram to

pozytywnie. Koledzy próbują zagadywać: A dzień dobry, a wyspała się pani, a jak tam dzień mija… Ze sobą tak nie rozmawiają. I pamiętają mnie długo. To miłe. Pod sobą ma około 50 murarzy i trzy firmy podwykonawcze. Przy Zielonych Arkadach pracuje od początku budowy. Jednym tchem wymienia zakres swoich obowiązków: - Tak w skrócie? Na początku zajmowałam się działką B, stanem surowym, czyli żelbety i ciesielka. Później zostałam przerzucona na ściany murowane, wszystkie ściany zewnętrzne i wewnętrzne, na wszystkich kondygnacjach. Za to odpowiadam. Gdy zacznie się etap wykończeniówki, będę miała już inny rozdział prac.

CHODZIĆ W SPÓDNICY Słucham w skupieniu o wszystkich planach działań, przy których łącznie w całym okresie


A.

kobieca perspektywa do jesieni tego roku pracować będzie ok. 1500 osób. Pani Magda opowiada o ustaleniach odnośnie ilości betonu, zaprawy, szukaniu nowych rozwiązań, gdy coś się nie zgadza. Ani przez sekundę nie traci przy tym zapału. - Wie pani co jest najlepsze…? - przerywa. - Że ja z wykształcenia jestem księgową. Całe życie marzyłam o tym, żeby w spódnicy i szpilkach chodzić, żeby się ładnie do pracy ubrać, umalować. Wymyśliłam sobie nawet, że idealna będzie dla mnie posada w banku. Na studiach poszłam na praktyki i dopiero tam do mnie dotarło, że to nie moja bajka. Osiem godzin dziennie w biurze, a mnie nosiło! Pamiętam jak wieczorami w akademiku rozmyślałam, co tu zrobić z tym swoim życiem, żeby było inaczej. I padło na budownictwo. Wszyscy byli strasznie zaskoczeni. Myśleli, że sobie nie poradzę, polegnę i czym prędzej zawinę się z tej budowy. A to już piąty rok leci, jak pracuję i na zmiany się nie zapowiada. Czasem jeszcze mi się przypomni, że chciałam w tych szpilkach chodzić, a tu trzeba buciory założyć i ubrać się na cebulę. Ale ten zawód jest fajny. Każdego dnia coś się dzieje. I później, jak się widzi, że to wszystko powstaje, rośnie, te ściany, cały budynek… to daje taką ogromną radość!

OD KOBIETY TO WSTYD - Budownictwo standardowo kojarzy się z męską dziedziną. Ale jakby się bliżej temu przyjrzeć, choćby na przykładzie naszej inwestycji, to okazuje się, że tu pracuje mnóstwo fantastycznych kobiet - zaznacza Iwona Mroczek z ECE, dyrektorka powstającego właśnie centrum handlowego. - Mamy tutaj przedstawicielki najróżniejszych profesji, od asystentek przez inspektorki, architektki, panie odpowiedzialne za poszczególne etapy budowy, tłumaczki, te od finansów, czy takie, które podejmują najważniejsze decyzje. I panowie z budowy muszą tych pań słuchać! Z równym przekonaniem potwierdza to Tomasz Wiszniewski, kierownik kontraktu spółki Strabag: - Działów, gdzie pracują kobiety, nawet nie ma sensu wymieniać. Panie są wszechobecne, czy to będzie etap przygotowania produkcji czy ścisła realizacja projektów i zakres wykonawczy. Ja nad sobą też mam kobietę, szefową. I pracuje mi się w tym układzie bardzo dobrze. Co więcej, uważam, że obecność kobiet wpływa na ogólną efektywność pracy w całym zespole. W jaki sposób? Kierownik tłumaczy mi, że pracownicy płci męskiej przy paniach się bardziej starają. - W tej stereotypowo męskiej dziedzinie, kobiety często dają z siebie dużo więcej, bo czują, że muszą się w ten sposób wykazać. Tak naprawdę wszyscy są traktowani równo, ja przyjmując pracowników zawsze biorą pod uwagę kwalifikacje, nikogo nie faworyzuję. Ale kobiety i tak chcą pokazać, że nie są gorsze. I to mobilizuje też ich kolegów. Robert Zielonka, kierownik budowy, dodaje, że kobieta na budowie budzi respekt: - Ja to bym nawet powiedział, że mężczyźni nierzadko bardziej słuchają kobiety kierowniczki. Przez to te nasze koleżanki są dużo skuteczniejsze. Czemu się tak dzieje? Mówiąc wprost - dostać ochrzan od kobiety na budowie i to jeszcze przy

kolegach… proszę sobie to wyobrazić. No przecież to wstyd!

NA DWIEŚCIE PROCENT O tym, że kij ma jednak dwa końce, wspomina mi Małgorzata Ciania, architektka ECE. Opowiada o kontaktach z dystrybutorami, którzy bardzo często zakładają, że z kobietą mogą sobie na więcej pozwolić. Że nie muszą jej słuchać, albo że ona sama w końcu się ugnie i da się ją przekonać do wszystkiego. - Takie podejście też się zdarza, dlatego myślę, że w tej branży kobiety muszą być bardzo konsekwentne, twardo stawiać na swoim. Bo bywa tak, że ktoś chce nas traktować z przymrużeniem oka. Pojawiają się jakieś żarciki, rozluźnianie atmosfery. W takim klimacie nie ma nic złego i można się pośmiać przez chwilę, ale po tym trzeba jasno podkreślić, że jesteśmy tu, żeby wspólnie wykonać jakieś zadanie. Do jej obowiązków należy przypilnowanie, aby to, co zostało wcześniej zaprojektowane i narysowane, realnie powstało w dobrej jakości. - No i to musi jeszcze ładnie wyglądać - dodaje. - To szalenie trudne zadanie. Jestem odpowiedzialna za pasaż, całą tę strefę, która będzie dostępna dla klientów centrum. Wcześniej bardzo szczegółowo zaprojektowaliśmy każdy detal, ale teraz i tak mamy jeszcze dużo dodatkowej pracy na budowie. To wymaga podejmowania szybkich decyzji. Ogólnie ta praca wiąże się z bardzo dużym zaangażowaniem. Są takie momenty, gdy pracuje się na dwieście procent. Ale mnie daje to dużą satysfakcję. Dopiero jak

W tej branży kobiety muszą być bardzo konsekwentne, twardo stawiać na swoim. Bo bywa tak, że ktoś chce nas traktować z przymrużeniem oka. MAŁGORZATA CIANIA ARCHITEKTKA ECE

coś się realnie wybuduje, to nabiera się szacunku dla ogromu pracy, jaki został w to włożony. Coś, co narysowaliśmy, stoi, służy ludziom, istnieje w rzeczywistości. To jest niesamowite uczucie, naprawdę. Pewnie dlatego tu na budowie kaski nosimy jak korony.

DZIEWCZYN SIĘ TEGO NIE UCZY Pani Małgorzata architekturę wybrała, jak sama twierdzi, z banalnego powodu: zawsze lubiła rysować. Jej tata całe życie pracował przy dużych budowach, więc ostatecznie i u niej te dwie strefy się połączyły. - Mówi się czasem, że mężczyźni mają bardziej analityczne czy tech-

niczne umysły. W ogóle się z tym nie zgadzam - zaznacza. - To zależy od jednostki, predyspozycji, wykształcenia. Wmawianie nam takich rzeczy albo rozdzielanie, że dziewczynki są np. od języka polskiego, a chłopcy od matematyki, jest bardzo szkodliwe. Od początku wtłacza się ograniczenia w ludzi. Ja jestem przekonana, że każdy może robić to, co chce. Bariery widzę jedynie w sile fizycznej i tu nie ma co się oszukiwać. Sama nieraz proszę o pomoc kolegów, jak mam przenosić np. dziesiątki kilogramów płytek. - Nawet w polibudach proporcje płci też się już zmieniły. Jak ja się uczyłam, to jeszcze tak nie było - dodaje Magdalena Szych. Pytam panią majster, czy miała jakieś trudności na studiach. - Na niektórych przedmiotach koledzy radzili sobie lepiej… - przyznaje. - Dla nich część z kwestii technicznych była oczywista, ale czy ja wiem, czy to są takie wrodzone predyspozycje? Może to wynikało z tego, że oni od małego gdzieś to wcześniej widzieli, pokazywali im to ojcowie, albo dziadkowie. A dziewczyn się w domu przecież takich rzeczy nie uczy.

W TRADYCYJNYM MODELU Część pań za to z pewnością z domu wynosi, że praca kobiety powinna być czysta, lekka i przede wszystkim pasująca do uznanych za oczywiste planów rodzinnych. To też jeden z wymienianych powodów, dla których statystycznie kobiet w budownictwie jest mniej. - W przypadku firm takich jak ECE czy Strabag, czyli tych z rozrzutem na cały kraj, a nawet i dalej, ta praca ściśle wiąże się z ciągłym życiem na walizkach - tłumaczy Robert Zielonka. - Kilka miesięcy spędza się w jednym mieście, następne pół roku w drugim, rok w trzecim. Ja teraz, jeśli tylko jest taka możliwość, przyjeżdżam do domu na Śląsk raz na dwa tygodnie, ale bywało tak, że wpadałem raz na półtora miesiąca i to tylko na sobotę i pół niedzieli. W przypadku kobiety, której zależy na większej stabilizacji, to raczej jest nie do zaakceptowania. Ten tryb życia nie sprzyja takiemu tradycyjnemu modelowi rodziny z dziećmi. Mimo to panie pracujące przy Zielonych Arkadach potwierdzają, że im to odpowiada. - Ja pochodzę z województwa zachodniopomorskiego, a tu w Bydgoszczy zostaję do końca budowy, czyli do jesieni - opowiada Urszula Buczek, która prowadzi sekretariat firmy Strabag i współpracuje przy nadzorze budowy w zakresie BHP. - To faktycznie jest życie od budowy do budowy. Poprzednio pracowałam w Lublinie. W Bydgoszczy mieliśmy chwilę na aklimatyzację i teraz mieszkamy tu już normalnie, każdy coś wynajmuje. Podoba mi się to miasto, świetnie wygląda Wyspa Młyńska, ten cały teren wokół opery. W każdej wolnej chwili można pojechać do Myślęcinka albo na wycieczkę do Torunia. Pracujemy w bardzo zgranym zespole i chociaż obowiązków jest dużo, to znajdujemy też czas na wspólne wyjścia wieczorem czy inne atrakcje. Ciągle coś się dzieje. Na pytanie o rodzinę, pani Ula odpowiada od razu, że wszystko jest kwestią dogadania się. Świat się zmienia i nie jest powiedziane, że kobieta musi zostać w domu, a jej partner powinien zarabiać na życie. - Myślę jednak, że często te dylematy rozstrzyga za nas samo życie - dodaje miasta kobiet

marzec 2015

7


kobieca perspektywa KOBIECA TWARZ BUDOWY TO NIE TYLKO PANIE STAJĄCE CO RANO W JEDNYM SZEREGU DO PRACY Z MĘŻCZYZNAMI. TO TAKŻE WSZYSTKIE PARTNERKI, KTÓRE PODCZAS NIEOBECNOŚCI MĘŻCZYZN BIORĄ NA SWOJE BARKI PROWADZENIE DOMU. po chwili. - Słyszałam, że jeszcze w wielu firmach kobiety - nawet robiąc to samo, co mężczyźni - zarabiają od nich mniej. I kryterium przestaje być to, jaki tryb pracy nam odpowiada. Liczą się czynniki ekonomiczne i co się rodzinie bardziej opłaca. U nas na szczęście tak nie jest. Zresztą, jak pani widzi, kobiet nie brakuje, to też o czymś świadczy. Jeśli tu jesteśmy, mimo tych wyjazdów i czasowych przeprowadzek, to znaczy, że chcemy tu być. I jest nam tu dobrze - dodaje z uśmiechem.

152315BDBHB,C

TRZEBA ŚWIADOMIE WYBIERAĆ - Może i mężczyznom łatwiej znieść taki tryb życia - rozważa Magdalena Szych. - Ale jakby tak spojrzeć z punktu widzenia ich żon czy partnerek… No, im na pewno nie jest z tym łatwiej. Zostają same z milionem obowiązków… Sytuację tę doskonale rozumie Tomasz Wiszniewski. Kobieca twarz budowy to nie tylko panie stające co rano w jednym szeregu do pracy z mężczyznami. To także wszystkie partnerki, które podczas nieobecności mężczyzn biorą na swoje barki prowadzenie domu. - Ja wiem, że to bardzo trudne i bardzo podziwiam moją żonę, że ona to dźwiga - przyznaje. - Oprócz codziennych obowiązków domowych, z którymi mierzy się sama, pracuje jeszcze zawodowo. Staram się wracać do domu w każdy weekend, ale to i tak mało. Przyjeżdżam i wyjeżdżam, a ona musi wszystko mieć pod kontrolą. - Ja akurat lubię taki tryb życia, ale nie mam dzieci - zaznacza architektka, Małgorzata Ciania. - Nie wyobrażam sobie pogodzenia tych dwóch wątków. Promuje się teraz taki model, w którym kobiety mogą robić wszystko i mieć wszystko. Według mnie to niebezpieczne podejście. Oczywiście są osoby, które sobie poradzą, ale zdarza się też tak, że praca wymaga jakichś poświęceń, wyrzeczeń, absorbuje maksymalnie i nie da się łączyć jej ze wszystkimi innymi obowiązkami. Trzeba świadomie wybierać. Gdyby moim wyborem była rodzina i dzieci, to te dzieci byłyby moim projektem, nie plan budowy. Ale na tę chwilę odpowiada mi to, co robię i jak żyję. GWIŻDŻĄ Z KULTURĄ Trzy dni w każdym tygodniu na budowie w Bydgoszczy spędza też Małgorzata Rudnicka, która z ECE współpracuje od 2000 roku. Zajmuje się koordynacją najmu. - W skład moich działań wchodzi cała opieka nad najemcami, od momentu, kiedy podpisują umowę - tłumaczy. - Dostarczam niezbędną dokumentację i wszystkie informacje techniczne, które są potrzebne do zrobienia projektu. Później koordynuję projekt i cały proces wykonawczy, aż do momentu otwarcia. W Zielonych Arkadach będzie 200 sklepów, restauracji itp., w tym także marki, których do tej pory nie było w mieście.

8

miasta kobiet

marzec 2015

Zajmuję się tym z jeszcze jedną koleżanką i przy całym tym procesie mogę stwierdzić, że obecnie budownictwo to już nie jest domena mężczyzn. Płeć nie ma tu znaczenia. Widać wyraźną różnicę w porównaniu z tym, jak to wyglądało choćby 10 lat temu. Być może to zmiana proporcji płci wpłynęła znacząco na samą kulturę pracy. Wspomina mi o tym również Tomasz Wiszniewski. Pamięta, że gdy sam zaczynał pracę 10 lat temu, wszystko wyglądało zupełnie inaczej: - Trudno było zmusić kogokolwiek choćby do tego, by założył kask i kamizelkę. Teraz to jest normalne. Dokształciliśmy się trochę społecznie, ludzie są bardziej świadomi. A przy tym wzrosła też kultura osobista. Gdy pytam panie o to, czy mężczyznom z budowy zdarza się jeszcze klasycznie gwizdnąć, kiedy któraś z nich przechodzi obok, wszystkie zaczynają się śmiać. - Zdarza się - przyznaje Urszula Buczek. - Najlepiej nie reagować, puścić to mimo uszu. Generalnie to nie są jakieś kłopotliwe sytuacje.

MĘSKA CZY KOBIECA? O tym, że bez tych wszystkich pań na budowie nic by się nie udało, krótko przekonuje mnie jeszcze Dariusz Krysiak, kierownik projektu z ramienia ECE. - Gdyby panie sobie nie radziły, to nie pracowałyby z sukcesem przy tej wielomilionowej inwestycji. Tu najważniejsza jest praca zespołowa. Nikt w pojedynkę nie jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu, jakim jest to gigantyczne przedsięwzięcie. Aktualnie skończyliśmy wykonanie stanu surowego, przystępujemy do uszczelnienia, do budowy fasad i dachu. Zaraz po tym będą prace wykończeniowe. Równolegle robimy instalacje. Niektórym może się jeszcze wydawać, że kobiety pełnią tu funkcje administracyjne, ale u nas każde stanowisko związane jest z zarządzaniem częścią działań. Nikt więc nie zajmuje się jedynie jakąś papierkową robotą. Jest wiele sprzecznych opinii na temat równouprawnienia w stosunkach międzyludzkich, ale z mojego punktu widzenia, w tym temacie nie ma żadnej różnicy między pracą kobiet i mężczyzn. - Na pewno nie można robić niczego na siłę - dodaje pani majster Magdalena Szych. - Proszę spojrzeć na mnie, księgowa w kasku. Byłabym beznadziejną księgową, zmuszałabym się do tej pracy. A tu wszystko przychodzi mi naturalnie. To pewnie tak samo jak w pani przypadku, kiedy pani pisze. Ja nigdy nie potrafiłam nawet wypracowania napisać na języku polskim, więc się za to nie zabieram. Może to banał, ale trzeba po prostu szukać tego, w czym się człowiek sprawdza, znaleźć swoje powołanie i nie zrażać się. Wtedy nie ma żadnych barier, męskich czy kobiecych zawodów. No, a ja chyba nawet w tym kasku nie wyglądam jak mężczyzna, prawda?.

W ZIELONYCH ARKADACH KLIENCI ZNAJDĄ M.IN.: Odzież i bielizna: 4F, 50 style, Adidas, Bershka, Calzedonia, Chantelle, Cropp, Diverse, Esotiq, Esprit, Eva Minge Backstage, Gerry Weber, H&M, House, Intimissimi, Lancerto, Lara Fabio, Lavard, Lee Cooper, Lee Wrangler, nowy brand z grupy LPP, Martes Sport, Massimo Dutti, Mohito, New Balance, Nike, Olimpia, Orsay, Oysho, Piazza di Moda, Pull&Bear, Reserved, Simple, Sinsay, Solar, Stradivarius, TOUS, Triumph, Vistula, Wólczanka, Zara. Sklepy obuwnicze i galanterii skórzanej: 50 Style, Badura, Bayla, Deichmann, CCC, Ecco, Gino Rossi, Kazar, McArthur, Ochnik, Ryłko, Sizeer, Sumatra. Biżuteria, zegarki i dodatki: Apart, Briju, Jubitom, Kruk, Pandora, Swarovski, Swatch, Time Trend, Swiss. Sklepy spożywcze i restauracje: 5 O'clock, Baalbek, Crepes, Cukiernia Sowa, Frozen Yoghurt, Krakowski Kredens, Kuchnie Świata, Kurkuma, Marche, Mount Blanc, Piotr i Paweł, Pizza Hut, Sphinx, Tchibo. Apteki i drogerie: Douglas, Kiko Milano, Sephora, Superpharm, Rossmann. Elektronika: Komputronik, Saturn. Księgarnie: Matras, Świat Książki, Traffic. Bankowość i telefonia: mBank, Play, Plus, Świat GSM. Wyposażenie wnętrz: A Table, Home &You, Mensa Home, Villeroy & Boch. Optyk: Lynx Optique, Paris Optique, Vision Express. Biura podróży: Itaka, Neckermann, TUI, Wezyr. Salony fryzjerskie: JLD, Stoppel. Inne: myjnia samochodowa Jack Cleaners, kwiaciarnia, kantor, salonik prasowy Kolporter, Smyk, Kakadu.

*ECE Projektmanagement Polska Od 1965 roku działa jako projektant i deweloper centrów handlowych. Na rynku europejskim jest w tym segmencie niekwestionowanym liderem. Zielone Arkady to największy do tej pory projekt spółki i największe centrum handlowe w Bydgoszczy. Wartość inwestycji określana jest na 150 milionów euro. Jedną z najbardziej wyróżniających się cech architektonicznych centrum będzie zachodnie wejście, hol o wysokości prawie 30 metrów, w kształcie wznoszącego się kryształu. Atrium przy południowym wejściu wyglądem będzie przypominać teatr z lożami. Wyjątkowych wrażeń wizualnych odwiedzającym dostarczy też duża rzeźba świetlna na suficie, składająca się z tysiąca lamp. Klienci przyjeżdżający do centrum samochodem będą mieli do dyspozycji ok. 1200 miejsc parkingowych. ECE Polska powierzyła generalne wykonawstwo Zielonych Arkad firmie STRABAG sp. z o.o. z grupy STRABAG SE, lidera w zakresie technologii w branży budowlanej na świecie. (promocja)


pozwala na bardzo precyzyjne regulowanie głębokości iniekcji (od 0,2mm do 2 mm) oraz szybkości poruszania się igieł. Pozwala więc dostosować parametry do powierzchni i rodzaju skóry. Zabieg ten nie wymaga obecności lekarza.

Jaki jest efekt? Hialurox odmładza od środka, regeneruje kwas hialuronowy, elastynę iŽkolagen wewnątrz włókien, aktywując naturalne procesy. Uczy skórę odżywiać się we właściwych miejscach, zapobiega objawom starzenia. Efektem zabiegów jest doskonałe nawilżenie i odżywienie, wyraźne spłycenie lub zniwelowanie drobnych zmarszczek, co widać już po kilku dniach. Jakie jeszcze zabiegi poleca pani kobietom przed wiosną. Wiele pań na pewno już ma upatrzone lżejsze kreacje i patrzy z niepokojem na swoje biodra i brzuch. Jest na to rada. Polecam laser I -lipo. Idealne urządzenie dla tych, którzy marzą o utracie nadmiaru centymetrów w obwodzie, a nie chcą poddawać się inwazyjnym zabiegom! I-Lipo to zabieg redukujący zawartość komórki tłuszczowej bez jej uszkodzenia i bez ingerencji chirurga, a wszystko za sprawą wą wiązki światła 605 nn rozbijającej tkankę nkę tłuszczową. Oczywiście ywiście to nie są jedyne propozycje Instytutu tytu Centrum Słonecznik.

102015BDBHA

107815TRTHA

Villa na Wzgórzu Instytut Centrum Słonecznik ul. Szosa Lubicka 9, Toruń tel 530 77 17 16 www.instytutslonecznik.pl FB - Centrum Słonecznik

234215BDDWA

Botox ox czy kwas hialuronowy? Co wybrać? Moim zdaniem kwas hialuronowy, ponieważ oim zda jest polisacharyd występujący naturalnie est to po w sskórze órz człowieka. Warto wiedzieć, że w kręgach kr ręgac medycznych panuje przekonanie, kwas hialuronowy jest substancją że kw bezpieczniejszą od botoxu. bezpi J ddziała kwas hialuronowy? Jak Poprawia mikrokrążenie, nawilżenie i napięcie. Popraw Stymuluje też produkcję elastyny i syntezę kolagenu. Wyjaśnię to obrazowo. Komórki kwasu hialuronowego są jak gąbka, wiążą cząsteczki wody powiększając w ten sposób przestrzeń komórkową i wypełniają zmarszczki. Twarz botoxem ostrzykuje lekarz i nie jest to przyjemne. A jak się wprowadza pod skórę kwas hialuronowy? Metodą alternatywną do iniekcji przy pomocy urządzenia o nazwie hialurofax, które właśnie zakupiło Instytut Centrum Słonecznik. Jest to włoski sprzęt najnowszej generacji. Dzięki zastosowaniu najnowszej metody łączącej laser diodowy z frakcjonowaniem, urządzenie to wtłacza kwas hialuronowy w głąb skóry właściwej. Wyjątkowa głowica Frax Pen

120215TRTHA

Przecież Prz rzec jesteś wyjątkowa! rze

Ewelina Kozłowska – z Instytutu Centrum Słonecznik w Toruniu opowiada oprzedwiosennych zabiegach upiększających.


zdrowie

Miałam kiedyś 70-letnią pacjentkę. Przyszła do mnie po plastyce pochwy - zabiegu, który wpływa m.in. na zwężenie waginy. W jej przypadku ścieśnienie było za mocne. Poprosiła mnie więc o błyskawiczną terapię - za trzy miesiące jechała do sanatorium i musiała być gotowa na kuracjuszy. Z dr n.med Martą Podhorecką*, terapeutką dna miednicy, rozmawia Aleksandra Chwastek Zajmujesz się bardzo wąską dziedziną. Nie wiedziałam nawet o jej istnieniu. No właśnie! Mało kobiet w Polsce wie, a tymczasem wśród plemion afrykańskich to popularne praktyki.

To główny problem, z jakim się do mnie zgłaszają. Mają naglące parcia, każdej nocy kilkukrotnie chodzą do toalety lub popuszczają podczas wysiłku, na przykład podskoków albo kaszlu.

Wydaje się, że w naszej kulturze tematów tabu już nie ma, o wszystkim się rozmawia, jednak gdy samemu stanie się z problemem twarzą w twarz, optyka się zmienia, a odwaga znika. Kobiety latami cierpią i skrywają dolegliwości, którymi się zajmuję. Nawet przyzwyczają się do nich i umieją żartować z nich w towarzystwie. Ale nie masz pojęcia, ile twoich koleżanek, kuzynek czy cioć ma taką przypadłość.

Nietrzymanie gazów czy stolca? To dopiero musi być krępujące! Taka dolegliwość zdarza się niezmiernie rzadko, ale potrafi zniszczyć życie zawodowe, towarzyskie, osobiste. I tak samo jak nietrzymanie moczu, zazwyczaj dotyka kobiet po bardzo ciężkich porodach. Wielogodzinne rozwiązania, nacinanie krocza, duże dziecko - to wszystko może mieć takie skutki. Na szczęście jest to wyleczalne. Ważne, by jak najszybciej zacząć współpracę. Nawet jeszcze pierwszego dnia po powrocie do domu ze szpitala..

Mówisz o nietrzymaniu moczu?

10

miasta kobiet

marzec 2015


zdrowie W połogu ciało ma niesamowite zdolności do samoregeneracji. Kobietom po cesarskim cięciu też potrafisz ulżyć? Potrafię tak poprowadzić terapię, że mogą się od razu wyprostować i blizna ich nie boli, nie ciągnie. Opisz taką swoją typową pacjentkę. Ma około 30-40 lat i zazwyczaj trafia do mnie właśnie z powodu nietrzymania moczu lub schorzeń poporodowych, np. rozejścia mięśni prostych brzucha, bólu blizny po nacięciu krocza. Skąd wie o Twoim istnieniu? Poczta pantoflowa to moja najlepsza reklama, choć niejedyna. Powoli, małymi kroczkami przekopuję się do kobiecej świadomości. Zaczynałam od pięciu pacjentek i to samych koleżanek. Teraz prowadzę kilkadziesiąt. We Francji czy Skandynawii uroginekologia mieści się w ramach standardowej opieki poporodowej. U nas mało kto o niej słyszał, ale mam rekomendacje ze szpitali. Polecenia idą także z klubów fitness, babskich towarzystw. Sama również staram się maksymalnie popularyzować moją specjalizację: wykładam w Collegium Medicum i Bydgoskiej Szkole Wyższej, gdzie zawsze jest okazja, by móc wspomnieć o terapii dna miednicy. Uczestniczę w spotkaniach wielu kobiecych stowarzyszeń i organizacji. No i - co najważniejsze - współpracuję z ginekologami i położnymi. Często tylko w zespole jesteśmy w stanie pomóc kobiecie, więc polecamy siebie nawzajem. Terapia dna miednicy łączy ginekologię, seksuologię, urologię i proktologię. Jak wygląda takie badanie u Ciebie? Wizyta zaczyna się od bardzo długiego wywiadu. Zadaję mnóstwo, często niezwykle wstydliwych, intymnych pytań, np. o pozycje seksualne, orgazmy, bóle. Muszę znać odpowiedzi na nie, by móc dobrze zdiagnozować dolegliwość i ją wyleczyć. Następnie kobieta rozbiera się od pasa w dół, z jednorazowego ręcznika papierowego robi sobie spódniczkę, kładzie się na kozetce i przystępuję do manualnego badania. Boli? Nie boli, ale nie jest przyjemne, jak każde badanie okolic intymnych. Kobiety są w takich okolicznościach spięte i nie czują się komfortowo. Dlatego ja zazwyczaj nie patrzę w pochwę. Chociaż tyle mogę dla nich zrobić, by nie czuły się maksymalnie skrępowane. To zresztą i mi pomaga. Lepiej wówczas oceniam wszystkie ważne dla mnie parametry. Mięśnie dna miednicy to takie same mięśnie jak wszystkie inne w ciele. Ile trwa cała terapia? Spotykam się z moimi pacjentkami raz w miesiącu. Czasem wystarcza kilka spotkań, czasem potrzebne jest kilkanaście. Wszystko zależy od tego, jak długo pacjentka boryka się

Stresy, napięcia, pośpiech i gorączka codziennego życia mężczyznom odkłada się na karku, a nam kobietom często w dnie miednicy. I o ile masaż pleców to zwykła rzecz, o tyle terapia dna miednicy to coś wyjątkowego. DR MARTA PODHORECKA TERAPEUTKA DNA MIEDNICY

z problemem. Z nietrzymaniem moczu kobiety potrafią żyć niemal 10 lat, zanim do mnie przyjdą. Przez tak długi czas mięsień zdąży zastygnąć w niepożądanej formie i wtedy tylko leczeniem operacyjnym można pacjentce pomóc. Ale metody inwazyjne to ostateczność. Zaczynamy od zmiany stylu życia - modyfikacji diety, aktywności fizycznej, np. z aerobiku na pilates lub jogę. Potem, jeśli nie ma oczekiwanych rezultatów, włączamy farmakoterapię i fizjoterapię. Twoje zadanie polega na wzmocnieniu mięśni Kegla? To kolejny stereotyp. Jak już w prasie popularnej czy na stronach internetowych pojawiają się artykuły związane z mięśniami Kegla, to tylko w kontekście ich wzmacniania. A one nie zawsze są słabe. Czasem jest dokładnie odwrotnie - są tak napięte, że trzeba je poluźnić czy odblokować nerwy. Taki problem mają zazwyczaj kobiety, które odczuwają ból podczas współżycia. I właśnie do takiej oceny potrzebny jest fizjoterapeuta dna miednicy. Problemy seksualne są trudniejsze do wyleczenia? Nie ma reguły. Zależy, czego dotyczą i jak szybko pacjentka zgłosi się z problemem. Miałam kiedyś taką dwudziestolatkę, która mając stałego partnera dwa lata nie uprawiała seksu, bo podczas stosunku odczuwała ogromny ból. Gdy trafiła do mnie, brała już leki psychotropowe, bo była bliska depresji. Nic dziwnego, skoro specjaliści, do których przede mną chodziła, kazali jej w ramach leczenia brać leki pobudzające, oglądać filmy porno i stymulować się wibratorem. W końcu któryś z lekarzy wysłał ją do mnie. Po trzech spotkaniach zaczęła współżyć, a po roku razem uznaliśmy, że jest wyleczona. Uzdrawiasz związki!

Związki są zdrowe, skoro ludzie razem przez to przechodzą. Uzdrawiam ciała. Stresy, napięcia, pośpiech i gorączka codziennego życia mężczyznom odkłada się na karku, a nam kobietom często w dnie miednicy. I o ile masaż pleców to zwykła rzecz, o tyle terapia dna miednicy to coś wyjątkowego. Trafiła Ci się kiedyś ta słynna, filmowa pochwica - maksymalny skurcz mięśni pochwy i zamknięcie się wejścia? Nie, nigdy. Ani mi, ani nikomu kogo znam z branży. Każdy gdzieś tylko słyszał, że u kogoś, ale to daleko itd. Zostawmy to rzeczywiście na potrzeby filmów komediowych, choć taka przypadłość realnie istnieje. A jak reagują na Ciebie partnerzy Twoich pacjentek? Początkowo są wobec mnie bardzo nieufni. Pewnie myślą, że cała ta terapia to kolejne babskie wymysły lub, co gorsza, boją się, że im tu obca kobita do łóżka zagląda i jeszcze się mądruje. Jednak gdy potem widać postępy w leczeniu i wzrasta libido u kobiety, to zdarza się tak, że na koniec terapii od takiego szczęśliwego pana kwiaty dostaję. Kobiety leczą się dla siebie, czy dla swoich partnerów? Miałam kiedyś taką 70-letnią pacjentkę. Świetnie wyglądała. Przyszła do mnie po plastyce pochwy - zabiegu, który wpływa m.in. na zwężenie waginy, ale w przypadku tej właśnie pani ścieśnienie było za mocne. Poprosiła mnie więc o błyskawiczną terapię, bo za trzy miesiące jechała do sanatorium i musiała być gotowa na kuracjuszy. Ona z pewnością leczyła się dla siebie. Ciekawe kobiety do Ciebie trafiają. Wysłuchałam już wielu niesamowitych historii. W mojej pracy muszę być też trochę psychologiem. Wiedzieć, jak i kiedy zadać pytanie, no i umieć słuchać. Bardzo lubię te moje pacjentki. Coraz częściej stają się one moimi koleżankami poza gabinetem.CP

*dr n.med. Marta Podhorecka

Prowadzi gabinet Kobieca Fizjoterapia, w którym zajmuje się uroginekologią oraz terapią przeznaczoną dla kobiet w ciąży i połogu. Jest jedną z około kilkunastu w Polsce terapeutek dna miednicy. miasta kobiet

marzec 2015

11


pasja

NIE MA ZNACZENIA Podziwiają je nawet zatwardziali macho. Kobiety zalecają im rodzić więcej dzieci, zamiast „wozić chude dupska na motorach”. Speed Ladies robią jedno i drugie. TEKST: Janusz Milanowski

NA ZDJĘCIU KINGA BUSZ

12

miasta kobiet

FOT. MARCIN ŁAUKAJTYS

marzec 2015


NA ZDJĘCIU ŻANETA LIPIŃSKA-PATALON I KINGA BUSZ

FOT. MARCIN ŁAUKAJTYS

pasja

O

d dwóch lat furorę w środowisku polskich motocyklistów robi portal speedladies.pl, założony przez torunianki Żanetę Lipińską-Patalon i Kingę Busz. Żaneta (srebrna honda CBR 600) jest dziennikarką, Kinga (czerwone ducati) - instruktorką nauki jazdy kat. A i B, jedną z najlepszych w naszym województwie. Nazwę portalu wymyśliła Żaneta. - Chodzi o żart i przekorę - wyjaśnia. - Nie jesteśmy jakimiś demonami prędkości, choć - gdy chcemy - to i więcej polecimy szosą. Więcej, czyli 200 km/h, albo… więcej. - Wyłącznie na suchej autostradzie - podkreśla Żaneta, która przez cztery lata prowadziła w toruńskim Radio Gra audycję „Ostra jazda”. Jako dziennikarka obsługiwała dziesiątki imprez auto-moto i zawsze żałowała, że jej materiały wyparowują w eter. Kinga niemal wychowała się w warsztacie samochodowym ojca i trudno znaleźć silnik, który może ją zaskoczyć budową. Dwa lata temu połączyły siły i tak powstał znakomity portal motoryzacyjny www.speedladies.pl, który ma ponad kilkadziesiąt tysięcy odsłon w miesiącu. Nie są stowarzyszeniem ani klubem, nie chcą tworzyć jakiejś wirtualnej społeczności. Nie czują też potrzeby udowadniania facetom czegokolwiek, choć swoimi umiejętnościami potrafią zadziwić niejednego. Pragną pokazać moto-

ryzację oczyma kobiet. - Mężczyźni widzą wszystko bardzo technicznie - wyjaśnia Żaneta. - Jakieś tabelki, niutonometry, moce, porównania, itd. Kobieta wsiada na motocykl i jeśli jedzie jej się dobrze, to znaczy, że sprzęt jest w porządku. Nie wnikamy w subtelności momentów obrotowych silnika, jesteśmy bardziej spontaniczne niż techniczne. Dla nas motoryzacja jest w znacznie większym stopniu zabawą niż rywalizacją. Zawieramy dzięki niej przyjaźnie - opowiada. Zdarza się, że gdy któraś z dziewczyn napisze do drugiej, iż z czymś sobie nie radzi, to ta druga wsiada na motocykl i spieszy jej z pomocą, choćby na drugi koniec Polski. A jak to jest z facetami? Kiedyś pewien pan zaprosił Żanetę na przejażdżkę. To był jej pierwszy kontakt z motocyklem. Gdzieś między Brodnicą a Nowym Miastem wpadli na małą muldę, powstałą po świeżym asfalcie. Żaneta przeleciała przez maszynę. Randka skończyła się szyciem w ambulatorium. Ten pewien pan dziś jest jej mężem. Mają trzyletniego syna, Kubę. Inni z uznaniem śledzą poczynania Speed Ladies. Gratulują, doradzają, poflirtują. Jeśli ktoś hejtuje ich portal, to przeważnie są to inne kobiety. Piszą: „Lalunie zajmijcie się rodzeniem dzieci, zamiast wozić chude dupska na motorach”. - My robimy jedno i drugie, a rozmiar dupska nie ma znaczenia - odpowiada Żaneta.CP

FOT. MATEUSZ PATALON

miasta kobiet

marzec 2015

13

NA ZDJĘCIU ŻANETA LIPIŃSKA - PATALON, SELENA STĘPIEŃ, DUSIA BIEGAŃSKA, EDYTA MAJDOSZKA, MAŁGORZATA PRZYBYSŁAWSKA, EWELINA KORNOWICZ. KINGA BUSZ


mama

Specjaliści od noworodków Dzieci urodzone w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dra J. Biziela korzystają z najnowocześniejszego sprzętu i mogą liczyć na najlepszą pomoc zespołu specjalistów z wieloletnim doświadczeniem. TEKST: Dorota Kowalewska

10215BDBHA

W

pełnej gotowości na kolejnego małego pacjenta czekają nie tylko lekarze, ale również pielęgniarki. Jak podkreśla dr n.med. Iwona Sadowska-Krawczenko, chociaż sprzęt i leki są bardzo ważne, to najważniejsi są ludzie. - Dla uzyskania dobrych wyników leczenia, ważne są pierwsze minuty życia dziecka. Mówi się o tzw. 10 złotych minutach - tłumaczy doktor Sadowska-Krawczenko. - Na oddziale mamy do dyspozycji sprzęt najnowszej generacji: respiratory, systemy do wentylacji nieinwazyjnej, specjalistyczne monitory czy dobrej klasy przyłóżkowy ultrasonograf. Na oddziale wykonujemy procedurę oziębiania noworodka, która może uchronić przed ciężkimi powikłaniami neurologicznymi dzieci, które urodziły się z niedotlenieniem okołoporodowym. Współpracujemy ściśle z okulistami z naszego szpitala, którzy kontrolują stan wzroku wcześniaków, a w razie potrzeby wykonują zabieg laseroterapii. Z pomocy naszych okulistów korzystają wcześniaki z całego regionu. Dysponujemy specjalną karetką, przystosowaną do przewożenia i ratowania chorych noworodków, między innymi wcześniaków - opowiada.

ciągła opieka rehabilitacyjna. Na oddziale zatrudnione są dwie rehabilitantki, które opiekują się dzieckiem od urodzenia do 2. roku życia. Aktualnie modernizowane jest działanie poradni. Szpital przeznaczył dla niej znacznie większą powierzchnię, co pozwoli pracującym tam specjalistom usprawnić opiekę ambulatoryjną. Zgodnie z ustaleniami nadzoru krajowego, ośrodek tworzy wielospecjalistyczną poradnię referencyjną. Na oddziale dobrą opiekę znajdą również zdrowe noworodki. Z prowadzonych przez oddział badań wynika, że duży odsetek matek, które rodziły w „Bizielu”, karmi swoje dzieci piersią w pierwszym miesiącu życia. W osiągnięciu tych dobrych wyników pomagają dwie międzynarodowe konsultantki laktacyjne. Ponadto doświadczony personel wyczulony jest na wszelkie nieprawidłowości, które mogą sugerować np. wady wrodzone serca. Ma też możliwość wykonania przesiewowego badania echokardiograficznego u noworodków. Cenna jest również współpraca z urologiem dziecięcym, który konsultuje noworodki po urodzeniu i dalej kontynuuje nad nimi opiekę w poradni, ustalając plan ich leczenia. Od dwóch lat oddział ściśle współpracuje z neurologopedami.

Z RÓŻNYCH DZIEDZIN Opieka nad noworodkiem wymagającym pomocy specjalistów nie kończy się w dniu, w którym dziecko jedzie z rodzicami do domu. Wiele z tych dzieci będzie przez długi czas potrzebowało pomocy specjalistów z różnych dziedzin. W Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dra J. Biziela działa Poradnia Patologii Noworodka. Trafiają do niej nie tylko pacjenci „Biziela”, ale również dzieci z powikłaniami okresu noworodkowego, urodzone w innych szpitalach w naszym województwie. Poza opieką pediatry neonatologa, często wymagają nadzoru okulisty, neurologa i innych specjalistów. Zapewniona jest także

ZE WSPARCIEM - Szczepienia to kolejne bardzo ważne zagadnienie, na które zwracamy baczną uwagę - mówi Iwona Sadowska-Krawczenko. - Na Oddziale staramy się szczepić zgodnie z wiekiem kalendarzowym, jednak nie wszystkie szczepionki możemy podać chorym dzieciom. Po wypisie ze szpitala, zdarza się, że lekarze rodzinni w poradni obawiają się szczepić dzieci, które urodziły się jako małe wcześniaki. W takiej sytuacji pomagamy realizować kalendarz ich szczepień. Warto wspomnieć, że ośrodek, jako jedyny w województwie, realizuje program podawania szczepionki przeciw wirusowi RSV, który jest szczególnie groźny dla

14

miasta kobiet

marzec 2015

dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną czy z wadą serca. Przy oddziale działa też grupa wsparcia dla rodziców wcześniaków. Grupę założyła jedna z matek naszych pacjentów, mama Jasia. Trzeba podkreślić, że rodzice naszych dzieci są wspaniali, wkładają ogromny wysiłek, aby pomóc swoim pociechom. Grupa wsparcia organizuje cykliczne spotkania rodziców, w których często uczestniczymy. Wiemy, do kogo skierować rodzica, gdy dziecko potrzebuje pomocy. I nie ukrywam, że kontakt z tymi maluchami sprawia nam wielką radość. Dobrze jest widzieć dziecko, które walczyło o każdy oddech, a teraz jest radosne, pełne energii. To sens pracy naszego całego zespołu - dodaje doktor Iwona. Warto wspomnieć, że personel oddziału ciągle poszerza swoją wiedzę, podnosi swoje kwalifikacje. Nie tylko na spotkaniach w Polsce, ale również jeżdżąc na sympozja i staże za granicę. Szkolą się wszyscy, zarówno lekarze, jak i pielęgniarki, położne i rehabilitanci. /promocja

W Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dra J. Biziela znajduje się Oddział Kliniczny Noworodków, Wcześniaków z Intensywną Terapią Noworodka wraz z Wyjazdowym Zespołem „N”. Oddziałem kieruje dr n. med. Piotr Korbal, wojewódzki konsultant w dziedzinie neonatologii. Doktor Iwona SadowskaKrawczenko jest przewodniczącą KujawskoPomorskiego Oddziału Regionalnego Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.


219515BDBHA


temat

Gdyby w islamie była składana przysięga małżeńska, to brzmiałaby: „Nie opuszczę cię, dopóki są spełnione warunki umowy”. Z Lidią Chylewską-Barakat* rozmawia Jan Oleksy

Czym jest małżeństwo w kulturze arabskiej? W kręgu kultury arabskiej, a mówiąc precyzyjniej muzułmańskiej, małżeństwo jest kontraktem, umową zawieraną przy minimum dwóch świadkach. Ma moc umowy prawnej, której warunki są dokładnie określone. W islamie zawiera się je nie tylko pomiędzy dwojgiem ludzi, ale w pewnym sensie pomiędzy dwiema rodzinami. Inaczej niż u nas, gdzie najlepiej, by teściowie byli jak najdalej od małżonków… Mało tego - dla nas najbliższa rodzina to rodzice i dzieci, natomiast w rodzinie arabskiej także rodzeństwo i ich rodziny, wujostwo, kuzynostwo itd. I wszyscy mogą mieć wpływ na to, czy małżeństwo zostanie zawarte i czy przetrwa. Jaką pozycję ma kobieta w takiej rodzinie? Kobieta jest zawsze chroniona. Dotyczy to matek, sióstr, żon czy córek. Jeśli muzułmanin ma siostrę, to utrzymuje ją do momentu, aż ona wyjdzie za mąż. Kobieta nie może mieszkać bez męskiego, najlepiej dorosłego członka rodziny. Bywa też tak, że o małżeństwie kobiety decyduje jej dużo młodszy brat, w którego wychowaniu ona sama brała udział. Zatem rola kobiety w samym zawarciu małżeństwa jest bardzo ograniczona. Nie może go zawrzeć samodzielnie, potrzebuje męskiego przedstawiciela swojej rodziny. Słyszałem, że nawet nie może sama podróżować, jeżeli podróż trwa dłużej niż 24 godziny. W Arabii Saudyjskiej kobieta nie podróżuje bez towarzystwa mężczyzny. W innych krajach może

16

miasta kobiet

marzec 2015

to być mniej restrykcyjne, ale i tak musi towarzyszyć jej jakiś krewny. Taki towarzysz-opiekun to mahram (pol. zabroniony) i zwykle jest nim ojciec, mąż, brat, kuzyn, dziadek. I nie ma znaczenia, że kobieta jest już dorosła. Czyli nie bardzo może pozwolić sobie na samodzielność. Mąż będzie ją namawiał, by chodziła do pracy? Raczej nie będzie jej do tego zmuszał. W większości krajów arabskich pracująca kobieta to niemalże poniżenie i wstyd. Bo to znaczy, że mąż jest mało zaradny i nie może zapewnić kobiecie życia na poziomie? On ma zarabiać tyle, żeby ona nie musiała pracować. Jeżeli jednak kobieta podejmie pracę, to nie ma obowiązku dokładania do gospodarstwa domowego. Mężczyzna pracuje też w domu? W tradycyjnych rodzinach kobieta opiekuje się domem. Mężczyzna rzadko pomaga jej w kuchni. Zwykle ma swoje ulubione dania i w piątek - to nasza niedziela - zajmuje się nimi. Robi szaszłyki albo pizzę, swoją specjalność. Kontrakt wyznacza partnerstwo, ale wysoka pozycja mężczyzny w rodzinie musi być zachowana. Faceci mają lepiej… Dwoje dorosłych ludzi może się dogadać na różne sposoby. Normy prawne, obyczajowe i religijne są po to, aby dzieciom zapewnić możliwie najlepsze warunki dojrzewania. Dobrze, gdy

mają przy sobie dwoje ludzi, którzy na dodatek się kochają. To idylla. Wierzymy, że się pokochamy i że tak już zostanie do końca życia. Ale przecież nie zawsze tak jest. Nasze chrześcijańskie obiecywanie sobie, że będę cię kochać do śmierci, dla wielu ludzi stanowi problem, bo po pewnym czasie tej miłości może zabraknąć. Fizjologicznie też to nie może trwać wiecznie. Później już nie jest tak intensywnie, jak w momencie poznania i fascynacji… Mózg się przyzwyczaja… Może przysięga powinna brzmieć „Będę z tobą, dopóki cię będę kochał”? Przysięga, że będę z tobą aż do śmierci chroni nas przed sytuacją, kiedy jedno przestaje kochać, a drugie zaczyna kochać kogoś innego. Służy to też temu, żeby można było do siebie wrócić i kontynuować związek. Ciągle poszukujemy sposobu na to, by miłość małżeńska była czymś trwałym. Jak ma się do wierności posiadanie w kulturze arabskiej kilku żon? Często powtarza się, że każdy Arab muzułmanin może mieć cztery żony. To prawda, ale w kontrakcie małżeńskim kobieta też może sobie zastrzec, że nie chce, by mąż miał kolejną żonę. Ma taką prawną możliwość w większości krajów. Gdy jednak muzułmanin ma już drugą żonę, to musi jej zapewnić taki sam status materialny, jak pierwszej i jest to zagwarantowane przez Koran.


kontrowersje Zresztą nie tylko materialny, ale również emocjonalny, duchowy i… fizyczny. Mówiąc żartem, jego bogactwo uczuciowe musi się przekładać na bogactwo materialne. I wcale nie jest łatwo być tak samo zaangażowanym w dwie różne osoby i w dwie różne rodziny. Myślę, że emocjonalnie to jest bardzo trudne zadanie. W przypadku faceta jest to możliwe. Wierzę, że można kochać równocześnie i tak samo intensywnie dwie kobiety! Być może to dlatego mężczyźni mają cztery żony, a kobiety nie mają czterech mężów! Wynika to już z różnic biologicznych między jedną a drugą płcią. Gdy biznes zaczyna źle się kręcić, to Arab rezygnuje z jednej żony? Nie! (śmiech). Tylko wtedy, gdy następuje naruszenie kontraktu małżeńskiego. Na przykład, kiedy mąż bez zgody żony użyje pieniędzy, które ona wniosła w posagu. I jeżeli rozpad małżeństwa jest z winy męża, to ona te pieniądze otrzymuje z powrotem. Ile ma lat arabska panna młoda? Znam przypadek dziewczyny, która wyszła za mąż mając 13 lat… Dla niej najważniejsze były sukienki, w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, co będzie w noc poślubną. Przeżyła szok! Zdarzają się jeszcze takie śluby religijne w obecności szejka, ale one zyskują moc prawną dopiero w momencie, gdy dziewczyna skończy 18 lat. W tej chwili kobieta wychodzi za mąż najczęściej mając 21 lat, a mężczyzna 28-30 lat, by mieć czas na zdobycie mieszkania i pieniędzy na utrzymanie żony. Stąd też kłopoty młodych chłopaków z życiem seksualnym. Jeżeli małżeństwo zawierają około trzydziestki, to coś muszą robić z popędem płciowym. Rozwijają się różne formy, nieakceptowane społecznie, np. seksturystyka. Europejki chętnie korzystają z usług mężczyzn, którzy są w potrzebie. A chłopcy mają poczucie, że nie robią kobiecie krzywdy. I raczej nie są to dziewice, więc dla nich to przynajmniej jeden grzech mniej. Czy kandydatka na żonę musi być dziewicą? Musi być! Kontrakt to jeszcze nie wszystko. Małżeństwo jest dopiero wtedy zawarte, gdy odbędzie się uroczystość ślubna i konsumpcja małżeństwa. Jest to przestrzegane, co nie znaczy, że młodzi nie wiedzą, co to jest seks. Przed ślubem starają się jednak unikać pełnego kontaktu.

… nie opuszczę cię, dopóki są spełnione warunki kontraktu. Rozwód jest możliwy, ale nie jest aprobowany społecznie, mimo że prawnie i religijnie jest dopuszczalny. Czuć presję społeczną, żeby małżeństwo utrzymać. Głównie ze względu na dzieci. A kwestia zdrady? Arab ma już dwie żony, a chodzi do trzeciej. Czy to zdrada? Psychologicznie tak. Tam jednak zdarzają się nawet takie sytuacje, że żona poszukuje dla męża kolejnej żony. Dla nas to absurdalne. A jeżeli kobieta zdradzi? Czy to grozi zabójstwem honorowym? Każdy seks pozamałżeński jest zagrożony zabójstwem honoru. Mężczyzna może kobietę i jej kochanka zamordować, by oczyścić siebie i rodzinę… Nic mu za to nie grozi? Praktycznie jest to symboliczna kara, bo czasem za zabójstwo żony w tzw. afekcie z powodu zdrady dostaje tylko osiem miesięcy więzienia. Ale zabójstwo pozostawia piętno… Skoro rozwody są dopuszczalne, to nie można po zdradzie po prostu się rozwieść? Można. Ogólnie rozwody to zjawisko cywilizacyjne i również w krajach arabskich czy muzułmańskich mimo wszystko jest ich coraz więcej. Małżeństwa rozpadają się też, bo mężczyzna nie jest w stanie utrzymać żony lub zwyczajnie kończy się więź emocjonalna. Co wtedy dzieje się z dziećmi? Opieka nad dziećmi podlega tam innym regulacjom niż u nas. Mężczyzna jest zobowiązany tak długo łożyć na dzieci i byłą żonę, dopóki dzieci są niepełnoletnie. Natomiast jeżeli kobieta wchodzi w inny układ małżeński, to dzieci automatycznie wracają do ojca. Koran nakazuje abstynencję. Odpada więc alkohol jako przyczyna rozwodu? W większości krajów arabskich bardzo trudno spotkać na ulicy mężczyznę po spożyciu alkoholu. Lepiej już nawet, gdyby był zanieczyszczony fekaliami niż pijany. Za coś takiego czeka go bardzo silny ostracyzm społeczny. Większego wstydu sobie zrobić nie można. Mężczyźni raczej piją w samotności, a jeżeli to wyjdzie na jaw, to w niektórych krajach żona natychmiast dostaje rozwód, wszelkie prawa i mieszkanie. I nawet rodzina takiego mężczyzny go nie wspiera.

Zawarcie kontraktu to nasze USC, a uroczystość ślubna to nasz ślub kościelny? Reprezentant religijny lub prawny może przyjść do domu, gdzie są męscy przedstawiciele obu rodzin i wtedy omawiane są szczegóły. Jeśli państwo młodzi podpiszą akt małżeński, można go zarejestrować w sądzie. Nie składa się sobie przysięgi małżeńskiej, jak u nas w kościele. Umowa jest dokumentem urzędowym.

Inną przyczyną rozwodu bywa przemoc w rodzinie… Kwestia przemocy to temat moich badań naukowych. Pod tym względem małżeństwa polskie i syryjskie są dokładnie takie same, nie ma różnic statystycznych. Arabowie także stosują przemoc fizyczną, psychiczną i ekonomiczną. Nie pozwalają na przykład żonie wychodzić z domu albo nie dają jej pieniędzy. A arabskie kobiety są pokorne.

Gdyby w islamie była składana przysięga, to brzmiałaby…

W krajach arabskich kobieta darzy mężczyznę większym szacunkiem?

Kobieta darzy męża szacunkiem, ponieważ to on zapewnia jej i dzieciom warunki do życia. Kocha swoją rodzinę i ją chroni. Stereotyp, że mężczyzna idzie przodem, a kobieta z dziećmi z tyłu za nim, wziął się z tego, że mężczyzna ma sprawdzić, czy kobieta przejdzie bezpiecznie. Ideą jest ochrona, a my to często interpretujemy jako poniżenie. Stosujemy nasze systemy wartości w ocenie zachowania, ale czasem warto się zastanowić, skąd te różnice się biorą. Czy muzułmanin też powinien odnosić się do kobiety z szacunkiem? Muzułmanie przejawiają szacunek przede wszystkim do kobiety matki, a zwłaszcza do Matki Boskiej, która jest wzorem wszelkich cnót. Kobieta nabiera wartości, gdy staje się matką, a z wiekiem zdobywa coraz większy szacunek społeczny. Może się spokojnie starzeć, dzieci i wnuki ją szanują, nie zostanie sama. Ale arabskie kobiety, tak samo jak wszystkie inne, chcą się podobać? Zaskoczyła mnie kiedyś sytuacja w arabskim sklepie. Panie ubrane od stóp do głów na czarno, tylko widać oczy, kupujące… seksowną bieliznę. Robiły to bez skrępowania, mimo, że obsługiwał je mężczyzna. Podobno Arabowie chcący uwieść kobietę, nie szczędzą jej pięknych słówek… Mężczyzna w kulturze muzułmańskiej musi się szczególnie wysilić, chcąc zdobyć kobietę. Dlatego zaloty, uwodzenie, a w konsekwencji seks, to prawdziwy taniec godowy. Nie ma przyzwolenia obyczajowego na sypianie ze sobą przed ślubem, więc, żeby kobieta się zgodziła na seks, mężczyzna musi się mocno postarać. Kobieta arabska niechętnie wchodzi w taki układ z obawy, że później nikt się nią już nie zainteresuje. Ma za dużo do stracenia..CP  napisz do autora j.oleksy@expressmedia.pl

* dr Lidia Chylewska-Barakat Psycholog kliniczny i rodzinny, dr psychologii, zajmuje się m.in. problematyką uchodźców, wspólnie z mężem Moutą Barakatem (Syryjczyk) jest autorką pracy „Interwencja kryzysowa w sytuacji przemocy między małżonkami”, prowadzi w Toruniu gabinet psychologiczny. miasta kobiet

marzec 2015

17


OLIMP

– MEBLE DO ¯YCIA

D

Pewien mądry człowiek powiedział, że „dom to nie jest maszyna do mieszkania”.

119115TRTHA

Dom to najpewniej jedyna, absolutnie nasza przestrzeń w życiu i w świecie. To miejsce, które komponujemy sami tak, by najlepiej świadczyło o naszym guście, marzeniach i charakterze. Do domu zapraszamy ludzi tylko bliskich, ważnych, nigdy przypadkowych. Zawsze też chcemy by czuli się u nas dobrze. Dlatego zapraszamy ich, by usiedli przy stole w spokojnym miejscu, gdyż „stół i wino sprzyjają przyjemnemu spędzeniu czasu” - powtarzali zawsze dawni rzymianie. Wybierając meble do jadalni podświadomie myślimy o gościach, którzy nas odwiedzą, o rodzinnych świętach i zjazdach, gdy nasz dom wypełni się przyjaznym gwarem i śmiechem. Dbamy o to, by siedzieli na wygodnych krzesłach i proponujemy miejsce w szczycie stołu, by czuli, że są dla nas ważni.

Stół i krzesła są więc czymś więcej niż tylko użytkowymi przedmiotami, mającymi zapewnić wygodę i spełnić nasze oczekiwania estetyczne. To są meble z pewną duszą. Sadzając na nich gości podczas przyjęcia, tworzymy określony porządek, etykietę, kulturę i dobry rytuał, odwołując się nieraz do tradycji. Meble z duszą są eleganckie o klasycznej konstrukcji, niepowtarzalnych barwach. Ich wzornictwo jest niesztampowe, czyli zaprojektowane jakby z myślą o tym, że będą ważnym składnikiem naszego życia nie tylko wówczas, gdy chcemy coś świętować, ale także podczas naszych prywatnych wieczorów, albo wtedy, gdy dobrze jest chwilę usiąść przed podróżą. Muszą cieszyć nasze oczy, być wygodne i tworzyć dobry klimat,

ponieważ najwięcej życiowych decyzji podejmujemy rozmawiając przy stole. Warto jednak rozsądnie wybrać kolor i materiał, by radości z korzystania nie przyćmiły problemy z doczyszczeniem zabrudzonej przez dzieci tapicerki lub zarysowane zabawkami nogi. Myśląc o wygodzie gości i pani domu przygotowującej przyjęcie, rozważmy, czy nie wybrać szerokiego stołu z lekkim rozkładaniem? Czy wolimy maksymalną ilość miejsca między nogami stołu tuż pod narożnikami, czy ludwikowski kształt nóg, schowanych bardziej pod blatem? Oferta sprzedawcy daje nam wybór najróżniejszych wariantów; od skandynawskiej prostoty i praktycyzmu po ludwikowski wytworny fason. Z pewnością uda nam się znaleźć coś, co połączy aktualny trend i nasz styl z tym, co praktyczne.


Trzy kroki do piękna z Marią Szpilą Kolejny krok to odpowiedni makijaż? Tak, podczas drugiej wizyty uczę jak się poprawnie malować. Mam tak wyrobione oko, że od razu widzę kształt twarzy i zależnie od tego czy jest to owal, trójkąt czy może typowo okrągła buzia, proponuję odpowiednie zabiegi. Krągłości można pięknie wysmuklić, pociągłą twarz warto nieco zaokrąglić. Proste sztuczki i triki pomogą. Pokazuję między innymi jak wydobyć oczy czy usta bądź optycznie zmniejszyć nos. Podpowiadam jaki kształt nadać brwiom - zależnie od danej twarzy. A co z ubiorem? Jest równie ważny. Styl ubierania wynika z typu sylwetki, ale też naszego charakteru, osobowości. Wąskie biodra można optycznie poszerzyć, a szerokie zmniejszyć odpowiednim strojem, ale ważne jest też to, by w danym ubraniu czuć się po prostu wygodnie. Pomagam więc znaleźć złoty środek dla siebie, odzież, która zadziała korzystnie dla całego wizerunku, ale będzie też pasowała do danej osoby. Wiosną warto o tym pomyśleć, to świetny czas na cudowną przemianę - zapraszam.

WIOSENNA PROPOZYCJA CENOWA: A ANALIZA KOLORYSTYCZNA – 100 PLN L LEKCJA WIZAŻU – 150 PLN AN ANALIZA SYLWETKI – 150 PLN PA PAKIET ANALIZA KOLORYSTYCZNA + WIZAŻ – 200 PLN PAK PAKIET WSZYSTKICH TRZECH USŁUG – 330 PLN

*Maria Szpila, od 11 lat zajmuje się analizą kolorystyczną i stylizacją sylwetki, pomaga kobietom w metamorfozach, przemianach wizualnych.

DANE KONTAKTOWE: Maria Szpila, tel. 664 875 958, e-mail: amaste.rekonektywne@gmail.com Gabinet ‚Amaste’ mieści się przy ul. Uznamskiej 10 w Bydgoszczy

162015BDBHA

Proponuje Pani przede wszystkim określenie typu własnej urody… Owszem. Tak zwana analiza kolorystyczna, którą wykonuję przy pomocy chust, pozwala nam stwierdzić czy dana Pani jest wiosną, latem, jesienią, zimą czy też może jednym z dwóch typów sienią mieszanych. Określenie typu urody to podstawa, miesza pierwszy pierwsz krok do sukcesu. Co z tego teg wynika? to, w jakich kolorach jest nam Przede wszystkim w do twarzy twarz i tu może banał, ale jakże ważny - dowiadujemy wiadujem się na przykład na jaki kolor powinnyśmy farbować włosy, by korzystnie się prezentofarb wać. Panie Pani często latami źle wybierają i są w szoku ile zyskują, gdy wreszcie trafiają w odpowiedzysk nią paletę barw. Jesienie często mylą się z zimami i b wybierają dla d siebie czernie, w których wyglądają bardzo smutno. To nie jest też tak, że dany typ urosmu dy ma określone kilka kolorów, po których musi okr się poruszać. W palecie barw jest wiele propoporus zycji odcieni – każda z Pań wybiera te, które od są jej bliskie. Nie we wszystkich kolorach b czujemy czujem się przecież komfortowo.

229415BDBHA

Przy okazji Dnia Kobiet, warto podarować sobie coś wyjątkowego – na przykład dwudniową metamorfozę i całkiem nowy wizerunek. Tutaj pomocną dłoń oń wyciąga do wszystkich zainteresowanych Pań - Maria Szpila. Zadaliśmy ekspertce kilka pytań.


temat

ŻÓŁTY Sprezentuj sobie dawkę energii! Namawiają do tego chociażby Michael Kors i Balmain. Żółty kolor w tym sezonie nosimy od stóp do głów, żadnych półśrodków! Wszystkie odcienie tej słonecznej barwy wchodzą w grę - kanarkowe, cytrynowe, pastelowe… Mówiąc najprościej - bawmy się słońcem, ile wlezie! Aha, i nie zapominaj, że żółty przyciąga wzrok, więc bądź przygotowana na komplementy.

Oblej kolore i idź w kimon

Czas najwyższy wpuścić wiosenny pow sezonie nas nie zaskoczy. Jeśli wydaje C to uspokajamy - masz rację. Trendy wra na co w zbliżającym się sezonie postaw TEKST: Dominika Kucharska

DENIM Kochamy dżins. Większość z nas nie wyobraża sobie szafy bez choćby jednej pary ulubionych spodni właśnie z tego materiału. Dobrze dobrane mogą sprawić, że nasza pupa i nogi będą wyglądały genialnie. Denim w tym sezonie ma jednak apetyt na trochę więcej. Dżinsowe będą więc także sukienki (królowały na pokazie Stelli McCartney), koszule, marynarki (Gucci) i kombinezony (Chloé).

PRZEZROCZYSTOŚCI Zdążyłyśmy się z nimi oswoić już w zeszłym roku. Przezroczystości, to propozycja dla kobiet pewnych siebie i ceniących elegancję. Zawitały zarówno do kolekcji wieczorowych, jak i tych na co dzień. Co ciekawe, transparentne tkaniny na wybiegach pojawiły się nawet w wydaniu sportowym! W końcu moda nie lubi ograniczeń… Do przezroczystości zachęcają nas John Richmond, Tom Ford, Missoni czy Christopher Raeburn. Trudno ich nie posłuchać.


ej się rem

ono

y powiew do szafy. Moda w tym daje Ci się, że już gdzieś to widziałaś, dy wracają jak bumerang. Sprawdź ostawili światowi kreatorzy mody.

BLACK & WHITE

temat

Kombi śpiewało o tym duecie przed laty i… nic się nie zmieniło. Połączenie olśniewającej bieli z głęboką czernią projektanci mody kochają od dawna. Trudno im się dziwić, bo znalezienie lepiej dopasowanej pary kolorów, które sprawdzą się w każdej sytuacji, graniczy z cudem. Valentino, Cavalli, Victoria Beckham czy Tom Ford właśnie w tym duecie widzą wiosnę i lato 2015. Sukienki, bluzki, spodnie, marynarki - zawsze black and white…

KIMONO Tradycyjny japoński strój już dwa lata temu przeżywał renesans, ale ostatnie słowo jeszcze nie padło. W sezonie wiosna-lato 2015 kimono wkradło się do kolekcji takich projektantów, jak: Céline, Gucci, Dior, Hermès. Te azjatyckie nawiązania są tym razem subtelniejsze, ale zauważycie je bez problemu. Proste tuniki, charakterystycznie szyte marynarki, krój koszul - to wszystko zdradza inspirację klasyczną modą z Kraju Kwitnącej Wiśni.

GINGHAM/VICHY Ten rodzaj kratki detronizuje tę kowbojską, do której przywiązałyśmy się na dobre (świadczy o tym chociażby jedna koszula wisząca w naszej szafie). Kratka gingham, znana także pod francuską nazwą vichy, może kojarzyć się z obrusem i sielskim piknikiem, ale trudno obok niej przejść obojętnie. Dotychczas była głównie urocza, dziewczęca, łącząca róż i biel. W tym sezonie, za sprawą m.in. Oscara de la Renty, zyskała pazur i chyba wyszło jej to na dobre. miasta kobiet zdjęcia: www.polyvore.com

marzec 2015

21


234715BDDWA

196215BDBHA


229715BDBHA


tabu

Seks z fabułą

Spóźnił się pan całe piętnaście minut na ten egzamin. Obawiam się, że będę zmuszona wpisać panu do indeksu brak zaliczenia. No, chyba że zaliczy pan mnie. TEKST: Lucyna Tataruch

Z

acznę od kuchni - raz na jakiś czas nachodzi mnie chęć, by w „Miastach Kobiet” nienachalnie napisać coś o seksie. Dzieje się tak po wszystkich dłuższych babskich rozmowach, w których po raz kolejny dochodzimy do banalnego sedna sprawy - my naprawdę lubimy te sferę życia i wypite podczas rozmów wino nam świadkiem, że najczęściej to dla nas po prostu świetna zabawa. A skoro tak jest, to warto dzielić się doświadczeniami i inspirować wzajemnie. Mając to na uwadze, podczas ostatniego spotkania z moimi współtowarzyszkami niedoli rzuciłam luźno niczym moderator dyskusji: - Szukam tematu… Może macie na tapecie jakieś nowe, godne opisania zabawy? - Czy ja wiem, czy takie nowe… - odezwała się pierwsza z lewej. - Mogę ci opowiedzieć, co od jakiegoś czasu robimy z mężem w tak zwanych wolnych chwilach. Lekarz i pacjentka, policjantka, mechanik… Wiesz, przebieranki, konkretne scenki. Role playing lub jak wolisz fachowo „seks fabularny”. Wszyscy znają to z pornoli, każdy na myśl o tym przed oczami ma wizję kiepskiej aktoreczki w kusym lateksowym wdzianku… Ja widzę to trochę inaczej.

TA SCENA Dziewczyna śmiało kontynuuje opowieść: - Czasem zdarza się np. tak, że ktoś w życiu jest twardy i konkretny, a jednocześnie marzy o tym,

24

miasta kobiet

marzec 2015

żeby w łóżku oddać inicjatywę. Bo to pozwala zrzucić z siebie tę codzienną rolę, daje wolność, wyzwala niezdefiniowane pokłady erotycznej energii. I sposobów na to jest wiele… To co wymieniłam wcześniej to taki standard, jak ze ściany ze strojami w sexshopie, ale my ostatnio poszliśmy w trochę innym kierunku i było super. Pamiętasz tę słynną scenę z „Titanica”? Byliśmy jak Leonardo DiCaprio i Kate Winslet! Pamiętam i już mam w głowie ten moment, gdy Jack i Rose stoją na dziobie statku z rozłożonymi rękoma, słońce zachodzi, a oni rozmarzeni patrzą w dal na horyzont… - Robiliście to na stojąco, wyobrażając sobie rejs statkiem? pytam lekko zbita z tropu. - Oszalałaś? - lokalna Kate Winslet, a po polsku również Kasia, wybucha śmiechem. - Nie o tę scenę mi chodzi. Raczej o: „Jack, namaluj mnie jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn”… Czyli jak jedną ze spotkanych podczas dalekich życiowych podróży prostytutek. W filmie Rose słyszy o nich i chyba nawet lekko się bulwersuje. Pamiętacie przecież tło fabularne „Titanica”: on to niepoprawny biedak, ona zawiązana w gorset dziewczyna z wyższych sfer. Między nimi iskrzy, ale jej nie od razu wypada się do tego przyznać. Kiedy jednak sytuacja staje się rozwojowa, ona odkrywa przed nim karty i w tej jednej chwili chce być dla niego jak ta nieskrępowana pozująca do aktu paryska „modelka”.

- Ta scena z rysowaniem aktu zawsze wywoływała we mnie taki lekki dreszczyk! - tłumaczy Kasia. - Chodziło mi to po głowie już długi czas, ale żeby wszystko poszło gładko, konieczny był wspólny seans. Tylko spróbuj namówić faceta do obejrzenia z tobą „Titanica”, powodzenia… Jakimś cudem puścili ten film w TV na święta. Obejrzał, wzruszył ramionami, a ja nic więcej nie tłumaczyłam. Kilka dni później weszłam naga do sypialni, gdy akurat pracował. Położyłam się na łóżku w pozie filmowej Rose i wygłosiłam przećwiczone milion razy zdanie „namaluj…”. Odwrócił się zaskoczony. Zobaczył mnie taką wystudiowaną i od razu wiedział, jak zagrać to dalej. Nawet nie masz pojęcia, jak to na nas podziałało!

PANI PROFESOR Jestem sobie w stanie to wyobrazić, szczególnie, że znam Kasię długo i wiem, że jest śmiała i pewna siebie. Mam jednak wątpliwości, czy podobne zabawy z taką samą łatwością udałyby się jakiemuś świeżakowi. Komuś, kto całe życie bał się szkolnych teatrzyków, a na dodatek czuje się lekko skrępowany, gdy ma opowiedzieć głośno o swoich fantazjach. - Ja mam jedno doświadczenie w tym temacie - do głosu dochodzi druga współtowarzyszka, Ania. - I mogę opowiedzieć jak to było z perspektywy kogoś, kto wcześniej jedyne co zagrał w łóżku, to klasyczną rolę amazonki „na jeźdźca”.


tabu sposób będzie mógł zaliczyć u mnie egzamin… mnie samej zaczęło się to podobać! Z rozwagą wybrała sobotę. Wiedziała, że obydwoje będą mieli ten wieczór tylko dla siebie. Gdy on wcześniej pojechał załatwić jakieś sprawy, ona starannie przygotowała grunt. Nie potrzebowała wymyślnych rekwizytów, wystarczyło, że wcisnęła się w klasyczną ołówkową spódnicę i jedną ze swoich białych biurowych bluzek, pod którą założyła widoczny czerwony stanik. Nie zapomniała o okularach, notatniku i długopisie, którym miała zamiar od razu wystawić mu ocenę niedostateczną. Idealny wstęp do tego, by mógł poprawić swoje stopnie. Usiadła na krześle w pozie Sharon Stone z „Nagiego instynktu” i czekała. - W ogóle nie byłam zdenerwowana - wspomina. - Przemyślałam wszystko i zanim on wrócił, zdążyłam wejść w swoją rolę na sto procent. Drzwi się otworzyły, on wszedł do pokoju, spojrzał na mnie i usłyszał mój zdecydowany głos: „Spóźnił się pan całe piętnaście minut na ten egzamin. Obawiam się, że będę zmuszona wpisać panu do indeksu brak zaliczenia. No, chyba że zaliczy pan mnie”. Egzamin zdany na piątkę. Kilka kolejnych również. - Do dziś raz na jakiś czas jeszcze się w to bawimy. Ten scenariusz się nigdy nie wyczerpuje. Jak ja się cieszę, że on mi wtedy o tej swojej fantazji powiedział!

EGZAMIN NA PIĄTKĘ Pierwsza myśl Ani: „Chłopie, masz prawie 40 lat!” - Na szczęście zdążyłam ją zdusić w zarodku, zanim dałaby wyraz na mojej twarzy - przyznaje. - Wiedziałam, że wyśmiewanie jego nagłego wyznania nie jest najlepszą drogą do ratowania naszego podupadającego życia intymnego. „OK, pomyślę o tym”, rzuciłam jakby nigdy nic. I tak myślałam przez kolejne kilka dni. Najpierw musiała rozstrzygnąć wewnętrzny dylemat, czy ta niespełniona fantazja jej faceta tak naprawdę może oznaczać coś więcej. Na przykład to, że chciałby być z inną kobietą. - Z automatu włączyły mi się pytania: Czy ja mu już nie wystarczam? - wspomina. - Szybko jednak odrzuciłam te rozterki. Ludzie przecież bawią się w takie scenki… Nie pozostało mi więc nic innego, jak spróbować. Nie tylko dla niego. Gdy zaczęłam wyobrażać sobie, że jestem taką panią profesor i uczę jakiegoś przystojniaka przedmiotu, na którym doskonale się znam, a potem daję mu jasno do zrozumienia, w jaki R

E

świetna wizja z kontrolerem biletów w niby zatłoczonym autobusie. Oczywiście odegrana w naszym pustym mieszkaniu, ale od czego jest wyobraźnia? To taki nasz wentyl bezpieczeństwa, gdzie nieważne, czy to, co się dzieje, jest poprawne politycznie. Kiedy fantazjuję o tym, że jakiś szef składa mi niemoralne propozycje, to przecież wcale nie znaczy, że chcę być molestowana w pracy. To wizja, którą realizuję ze swoim zaufanym partnerem, za obopólną zgodą, w tym miejscu, w tym czasie i nigdzie indziej. Nie mogę oprzeć się chęci zapytania, jaką fantazję męża z tych siedmiu spisanych Kasia odrzuciła. - Nie zaznaczyłam tylko tego, w czym wiedziałam, że się nie odnajdę. Chodziło o scenkę w której mieliśmy odgrywać… postacie ze Star Treka! - wspomina ze śmiechem. - W tych zabawach ważne jest też to, żeby nikt nie robił niczego wbrew sobie. Ja nawet nie lubię tego serialu… no, ale mieliśmy przecież mnóstwo innych propozycji i właśnie o to chodziło.

OD KUCHNI NA KONIEC - Trzeba być wyluzowanym, nie myśleć o tym, że się wygłupimy - dodaje Ania. - Ja się tą panią profesor trochę przejęłam na początku, ale teraz, gdy jeszcze to powtarzamy, to zdarza się, że któreś z nas powie coś tak absurdalnego, że atmosfera zmienia się w lekką parodię. I wbrew pozorom to też jest fajne. Śmiejemy się sami z siebie, jest swobodnie, tworzy się jakaś taka bliskość… Ja kiedyś się zapędziłam i zaczęłam do niego mówić, że ma przyjść do szkoły z rodzicami, jakby był małym chłopcem. On na to, że nie, tylko nie to, bo ojciec za karę nie pozwoli mu grać w gry na komputerze, a matka mu zrobi pogadankę przy stole podczas kolacji. No, jak po czymś takim przejść do uprawiania seksu? - tłumaczy ze śmiechem. Nagle jednak rozpalają się jej oczy. - Jak tak sobie rozmawiamy, to mnie właśnie naszła zupełnie nowa myśl… À propos kolacji. A gdyby tak wcielić się w Nigelle Lawson… Powiedzieć mu, żeby usiadł przy stole i patrzył, jak przygotowuję jakąś potrawę w jej stylu. Z tymi wszystkimi ruchami, oblizywaniem palców, tonem głosu. On ją uwielbia, ja uważam za esencję kobiecości. I widzę ten finał, na kuchennym stole… To musi się udać!CP  napisz do autora l.tataruch@expressmedia.pl

NIE WSZYSTKO PRZEJDZIE Kasia dodaje, że być może na początku trudno się przełamać, by w ogóle coś takiego zaproponować. I nie tylko kobiety mogą mieć jakieś bariery. - Te przebieranki to moja inicjatywa, bo ja zawsze byłam trochę świrnięta w tych sprawach. Mój mąż wcale nie był taki „do przodu” i mało mówił o tym, co go tak naprawdę podnieca. Zaproponowałam więc, żeby każde z nas na spokojnie zrobiło taką listę siedmiu ról, scenek, konkretnych sytuacji, które wydają się fajne do odegrania. Potem wymieniliśmy się tymi listami. Ustaliliśmy, że pozaznaczamy te atrakcyjne propozycje, ja na jego liście, on na mojej. I tylko o tych będziemy rozmawiać, a te niezaznaczone zostawimy w spokoju i żadne z nas nie będzie się z nich tłumaczyć. Z jego propozycji zaznaczyłam sześć. Była tam i klasyczna scena z panią doktor, która musi dokładnie przebadać pacjenta, i wyuzdany seks za pieniądze, a nawet K

L

A

M

A

220615BDBHA

Ania wspomina początki swojego związku z obecnym facetem. Hormony buzowały, działo się dużo i często, choć raczej w standardowych konfiguracjach. To wystarczało i trwało przez pierwsze miesiące. A później wszystko zaczęło powoli siadać. - Zmęczenie, stres, przyzwyczajenie, codzienne sprawy… Mogę wymienić wiele rzeczy, które oddalały nas w tej sferze od siebie - opowiada dziewczyna. - Przyznam, że zaczęłam się trochę martwić. Nawet urodziła mi się w głowie ta myśl, że jak nic się nie zmieni, to zaczniemy tego szukać gdzie indziej… Myśl nie była zbyt miła, więc Ania zdecydowała się na szczerą rozmowę, choć nie przyszło jej to łatwo: - To się tak wydaje, że wystarczy porozmawiać, bo nikt nie jest pruderyjny, a jeszcze kilka miesięcy temu nic nas w tym temacie nie krępowało. Ale kiedy przychodzi do oznajmienia, że coś jest nie tak, to człowiek zaczyna się bać tego, co usłyszy… Na przykład sugestii, że „już mnie jakoś nie podniecasz”. Że „to coś wygasło i nie mam pojęcia, jak to rozpalić na nowo”. Możliwości jest mnóstwo. Jej partner wybrał jeszcze inną. - Nagle po moim tekście o tym, że martwi mnie ta nasza zmiana w relacjach łóżkowych, wypalił: „Zawsze kręciła mnie wizja, że jestem studentem i uprawiam seks z ostrą, wymagającą panią profesor”.


119015TRTHA


119015TRTHB


Kop, krzycz, uciekaj! HANNA KACZMARCZYK, TRENERKA KRAV MAGI, OBEZWŁADNIA NAPASTNIKÓW PODCZAS TRENINGU

Zamykam oczy, a jedna z dziewczyn ma mnie zaatakować. Nie wiem, jaki uchwyt założy, cierpliwie więc czekam na to, co się wydarzy. Nagle czuję ręce zaciśnięte na mojej szyi… TEKST: Dominika Kucharska ZDJĘCIA: Tomek Czachorowski

U

stawione w równym rzędzie wozy strażackie, gotowe w każdej chwili ruszyć na akcję - widać je całkiem wyraźnie, mimo zgaszonego światła. Przechodzę obok nich i prosto z garażu remizy na Ludwikowie wkraczam do sali gimnastycznej. Wysoki sufit, ścianka wspinaczkowa, siłownia i worek treningowy, bujający się na łańcuchu. Na środku stoją trzy osoby. Ona ma około 150 centymetrów wzrostu i waży 50 kilo. Oni to dwóch rosłych, uzbrojonych facetów. Jeden trzyma w rękach nóż, drugi kij. Kobieta nie ma szans - myślę w pierwszej chwili, ale… Na twarzy ofiary nagle pojawia zacięcie, którego siłę trudno opisać. Samo to wybija atakujących z rytmu, a najlepsze dopiero przed nami. Kobieta skutecznie odpiera ataki. Nóż ląduje na ziemi. Kij trafia w jej ręce. Agresorzy kulą się od kopnięć, a ciosy w oczy, krtań i podbródek dają ofierze kilka sekund na ucieczkę. Pierwszy raz obserwowałam coś takiego i mimo że po wszystkim cała trójka - atakujący i ofiara - serdecznie przybija sobie piątki i dziękuje za trening, ta pozorowana scena robi wrażenie. Hania Kaczmarczyk, przed chwilą udająca ofiarę, od 12 lat trenuje krav magę, czyli izraelski system obrony, któremu przyświeca jedna idea - maksymalna skuteczność.

28

miasta kobiet

marzec 2015

BABSKA KRAV MAGA Jakiś czas temu Hania wpadała na pomysł, aby zorganizować w Bydgoszczy zajęcia samoobrony dla kobiet. Miejsc, gdzie można trenować krav magę, nie brakowało, ale treningów tylko dla pań nikt nie prowadził. - Trening koedukacyjny sprawdza się. Jednak, gdy przychodzi czas na sparingi, to na jaw wychodzi, że nie każda technika dopasowana jest do kobiecych możliwości. Poza tym niektóre panie krępuje to, że mają ćwiczyć z mężczyznami. A nie o to w tym chodzi - opowiada instruktorka. Gdy rozpuściła wici o babskich treningach, rozdzwoniły się telefony. Odzywały się różne kobiety - takie, które chcą poznać krav magę, ale i te, które były napadnięte, lub w ich domu występuje przemoc. Zadzwoniłam i ja, żeby przekonać się na własnej skórze, jak z krav magą poradzi sobie kompletny laik, bo moje doświadczenie w tym temacie wynosi zero. Nigdy się nie biłam, nie licząc dziecinnych przepychanek z siostrą. Nie miałam też brata, trenującego na mnie ciosy, więc pokaz, który zobaczyłam tu na dzień dobry, wzbudził we mnie grozę. Całe szczęście dziewczyny, mające już kilka treningów za sobą, podnoszą mnie na duchu. Mówiąc krótko - dziś pierwszy raz będę „bawić się” w bójkę, a konkretnie w to, jak z niej wyjść obronną ręką.

WTAJEMNICZENIE Razem ze mną trenują Zosia i Paulina. Zosia jest z nas jest najstarsza. Szybko zauważam, że ma najlepiej opanowaną technikę - ćwiczy w domu z mężem i widać, że pewne ruchy weszły jej w nawyk. Paulina to wulkan energii. Kopniaki, jakie serwuje workowi treningowemu, sprawiają, że ćwiczący na siłowni faceci asekuracyjnie odsuwają się dalej. No i ja, absolutnie niewtajemniczona, ale tym bardziej ciekawa tego, co mnie czeka. - Dlaczego krav maga? Jest tyle innych, mniej brutalnych sportów - dopytuję Hanię. - Jak miałam niecałe 15 lat udało mi się uniknąć próby gwałtu z użyciem noża - odpowiada tak jakby powtarzała to już setki razy. - To było traumatyczne. Chodziłam wtedy do szkoły z internatem i jedyną osobą, której mogłam opowiedzieć, co się stało, był wychowawca. To bardzo krępujące dla nastolatki. Liczyłam na pomoc, a zamiast tego nauczyciel zapytał się, czy czasem sobie tego nie wymyśliłam… Po tym wszystkim, delikatnie mówiąc, obraziłam się na szkołę. Jednocześnie postanowiłam, że, zamiast się załamywać, zrobię coś, by umieć się obronić. Od dziecka chciałam trenować boks, ale mój tata szybko wybił mi to z głowy. Padło więc na krav magę.


kobieca perspektywa Trening zaczyna się od rozgrzewki. Porządne rozciągnięcie ma zapobiec późniejszym zakwasom. Na razie nie jest źle, chociaż gdy Hania w dziwnej pozycji potrafi dotknąć głową kolana, ja co najwyżej pochylam się niezdarnie. Ale nie poddaję się. Potem kilka brzuszków, pompek, skłonów… Ta konkretna rozgrzewka jest istotna biorąc pod uwagę to, co będziemy robić za chwilę.

SZARPANINA Dziś mam się dowiedzieć, jak się bronić, gdy ktoś zacząłby mnie dusić albo gdy zaczepka polegałaby na agresywnym złapaniu mnie za kurtkę czy bluzkę. Hania demonstruje wszystko krok po kroku na dziewczynach. Raz ona jest atakującą, innym razem musi się bronić. W zwolnionym tempie wygląda to na niezbyt skomplikowane zadnie. Dopiero gdy zaczynamy ćwiczyć w parach okazuje się, jak bardzo się myliłam. Dziwnie się czuję musząc bezpardonowo szarpać za ubranie kobietę, którą poznałam parę minut temu, ale akurat to skrępowanie mija najszybciej. Po kilku chwiejnych próbach jako tako udaje mi się powtórzyć sekwencję - łapiąc energicznie za kciuki zerwać zaciśnięte na szyi ręce, następnie wyprowadzić z góry cios łokciem prosto w zgięcie ręki napastnika i dokończyć kilkoma uderzeniami z łokcia w twarz. Każdy ruch wykańczam kopnięciem w krocze - a przynajmniej próbuję o tym pamiętać. Oczywiście nie bijemy się naprawdę, choć nieraz któraś przypadkowo delikatnie oberwie. Nikt się jednak tym nie przejmuje. Siniaki są wpisane w trening, a płynne zsynchronizowanie rąk i nóg wymaga wielu prób i powtórzeń, więc powtarzamy. Po kilkunastu minutach treningu dziewczyny dają radę, a mnie łapie już zadyszka. Szczególnie, gdy Hania bierze w ręce tarczę do kopnięć. Mamy sobie wyobrazić, że kopiemy atakującego w krocze. Ta część podobała mi się najbardziej. I choć siniak na stopie towarzyszył mi przez dobry tydzień, to nie spodziewałam się, że aż tak miło jest wyładować w ten sposób wszystkie złe emocje. Kilka rundek z odpieraniem ataku i tarczą, a ja dyszę jeszcze bardziej. - Jak ktoś atakuje cię na ulicy, to stres sprawia, że też brakuje oddechu. Masz dzięki temu większą świadomość, jak to wygląda - mobilizuje mnie instruktorka. Gdy atakujący złapie mnie za ubranie - co zdarza się bardzo często - to próba odciągnięcia jego rąk na wiele się nie zda. - Co najwyżej rozedrzesz materiał - podkreśla Hania. Lepiej chwycić napastnika za jedną rękę, a drugą z całej siły uderzyć go w brodę lub oczy albo od razu uderzyć w krocze czy krtań. Jeśli włożymy w to sporo agresji, to zdezorientujemy nawet osobnika, będącego pod wpływem narkotyków i alkoholu, które sprawiają, że nie odczuwa bólu. - Już po kilku treningach wiesz dobrze, jaki cios wyprowadzić. On nie musi być ładny, najważniejsze, żeby działał - słyszę. I krav maga opiera się właśnie na tym. To prosty system samoobrony, bazujący na naturalnych odruchach. - Nie potrzeba tu wyjątkowych umiejętności. Skupiamy się na uderzeniach,

W chwili zagrożenia musimy wydobyć z zakamarków swojej głowy ogromną dawkę agresji. Mam być jeszcze większym psycholem niż ten, który mnie napadł. DOMINIKA KUCHARSKA

W KRAV MADZE WYKORZYSTUJEMY NATURALNE ODRUCHY (NA ZDJĘCIU AUTORKA TEKSTU W AKCJI)

które pozwolą nam ubezwłasnowolnić przeciwnika i uciec. W sztuce samoobrony 90 procent skuteczności zależy od naszej psychiki. Krav maga uczy więc jeszcze jednego - w chwili zagrożenia musimy wydobyć z zakamarków swojej głowy ogromną dawkę agresji. Mam być jeszcze większym psycholem niż ten, który mnie napadł.

MASZ TO POD RĘKĄ - Kobiety mają pod ręką wiele rzeczy, które mogą wykorzystać do obrony. Torebka, klucze, pilnik czy buty na obcasie. Do tego długie paznokcie, którymi można zranić napastnika. Sama chodzę do pracy w spódnicy i na obcasach. Trzeba to przekuć na swoją korzyść - zachęca Hania. I dodaje jeszcze jedną ważną rzecz - ochraniamy swoje życie i zdrowie, a nie torebkę, którą ktoś chce nam ukraść. Kupimy sobie nową, za to zdrowie nie ma ceny. Zanim tu przyszłam, obawiałam się, że jestem na to zwyczajnie zbyt słaba, ale tu krav maga kolejny raz okazuje się doskonałym systemem. Hania radzi sobie na sparingach z dwukrotnie cięższymi facetami. Jak? - W krav madze osoba atakowana wykorzystuje siłę i agresję przeciwnika. Jeżeli ktoś mnie ciągnie do tyłu, to nie będę uciekała do przodu. Zamiast tego polecę w tył, przekręcę się i uderzę go w oczy - wyjaśnia. KRZYCZ! Wyćwiczone na sucho ciosy nie zawsze wychodzą, gdy zagrożenie jest realne, dlatego Hania stara się na każdym treningu wprowadzać element stresowy. Przykład? Mam zamknąć oczy, a jedna z dziewczyn ma mnie zaatakować. Nie wiem, jaki uchwyt założy, cierpliwie więc czekam na to, co się wydarzy. Zwykłe zamknięcie oczu odejmuje mi pewność siebie. Nagle czuję ręce zaciśnięte na mojej szyi. Otwieram oczy, łapię za kciuki i zrywam uścisk, jednocześnie oddając cios kolanem w krocze napastniczki, ale idzie mi to znacznie koślawiej niż wtedy, gdy wzrok pozwalał mi lepiej kontrolować sytuację. Boleśnie uświadamiam sobie, że idąc ulicą nigdy nie wiem, kiedy i jak ktoś postanowi mnie zaatakować.

Na innych treningach Hania gasi światło albo zaczyna krzyczeć. Z tym krzykiem bywają problemy, bo Hania nie tylko sama krzyczy, ale każe też krzyczeć trenującym. Rzadko która z nich jest w stanie wydać się z siebie porządny okrzyk na pierwszych zajęciach. Tak też bywa podczas prawdziwych napadów. Strach paraliżuje struny głosowe, a głośne „ratunku!” może nas uratować.

WOREK PARZY Pod koniec idziemy powalić w worek treningowy. To kolejna rzecz, której nigdy wcześniej nie robiłam i przyznaję, że na filmach wygląda to dużo łatwiej. - Nie tańczymy dziewczyny, to nie dyskoteka - śmieje się Hania, gdy odruchowo naśladujemy kroki a’la Rocky Balboa. Ćwiczymy cios zwany młotem, który może powalić napastnika. - Tak jakby worek was parzył. Uderzasz i ręka szybko wraca - demonstruje. Po treningu jestem miło zmęczona i mądrzejsza o parę ciosów. Wciąż nie potrafiłabym się skutecznie obronić, ale pierwsze koty za płoty. - Nauka samoobrony jest nam dziś potrzebna. Wokół jest mnóstwo przemocy, a edukacji na ten temat brakuje. Gdy mówi się o przemocy domowej, to nie chodzi już tylko o agresywnego męża. Coraz częściej rodzice są bici przez własne dzieci. Żyjemy w świecie, który daje nam pozory bezpieczeństwa. Myślimy, że monitoring nas uratuje… Nie traćmy czujności. Zawsze miejmy z tyłu głowy wyjście awaryjne. Po kilku treningach mięśnie zapamiętają ruchy. I jeszcze jedno, krav magę trenujesz nie po to, aby komuś zaimponować. Robisz to po to, aby kiedyś uratowała ci życie - słyszę na do widzenia.CP  napisz do autora d.kucharska@expressmedia.pl

*Hanna Kaczmarczyk Krav magę trenuje od 12 lat, a od roku jest instruktorką. Posiada stopień zaawansowania Graduate 1. Należy do Stowarzyszenia IKM Przeniosło Team. Uczy krav magi w takich miejscach jak autobus, tramwaj czy pub.

Rozmowa o samoobronie dla kobiet w sobotę (28.02) i niedzielę (1.03) o godzinie 7.40 w Radiu ZET Gold 92,8 fm oraz na www.zetgold.pl miasta kobiet

marzec 2015

29


kobieta smakuje

Luksus to... my Można tu spotkać kucharza skubiącego właśnie tymianek, by upiec w nim sandacza z porannego połowu w Jeziorze Chomiąskim. TEKST: Janusz Milanowski

W

1825 r. 70-letni francuski prawnik Anthelme Brillat-Savarin wydał „Fizjologię smaku albo Medytacje o gastronomii doskonałej”, dzieło mogące być Biblią dla miłośników slow food albo ludzi, dla których jedzenie jest czymś więcej niż dostarczaniem energii organizmowi. Brillat-Savairn ujął to najtrafniej: „Zwierzęta wypasają się, a człowiek je. Ale umie jeść tylko człowiek inteligentny”. Im bardziej codzienność demoluje nas swoim tempem, tym bardziej szukamy miejsc i przestrzeni, które zapewnią nam dobre odczucia, w których możemy celebrować spotkanie z bliskimi osobami, tak jak na to zasługują.

JEST TAKIE LEŚNE JEZIORO… W poszukiwaniu miejsc i przestrzeni dalekich od zgiełku, warto zawitać do urokliwej Chomiąży Szlacheckiej na Pałukach, położonej wśród rynnowych jezior i lasów. Obok Szlaku Piastowskiego i niespełna 9 km od legendarnego Biskupina, nad czystym Jeziorem Chomiąskim znajduje się hotel Herbarium z restauracją inną niż wszystkie. Nie można jej opisać kalkami w rodzaju „niepowtarzalna atmosfera sprawi, że poczujesz się wyjątkowo”, bo w tym przypadku

30

miasta kobiet

marzec 2015

to nic nie znaczy. Otoczenie Herbarium działa na wyobraźnię i zmysły zakątkami parku ze starymi drzewami i zapachem ziół, których 20 gatunków uprawianych jest tu z myślą o hotelowej restauracji. Podobnie jak owoce w hotelowym sadzie, które czekają na zerwanie. Podczas spaceru można tu spotkać kucharza, skubiącego właśnie tymianek, by upiec w nim sandacza, albo inną rybę z porannego połowu w Jeziorze Chomiąskim.

W tej restauracji szanowane są odczucia gości, ale nie sprowadza się to do grzecznościowego pytania: - Czy smakowało Państwu? Każdy gość może stać się recenzentem kulinarnym. Może dosłownie dodać więcej pieprzu do potrawy, albo ulepszyć według własnego smaku recepturę sosu lub marynaty. Czyż nie przyjemnie jest zaprosić potem bliską osobę na danie, przyrządzone według własnego pomysłu? Takie, moje danie dla Ciebie…

MOJE DANIE DLA CIEBIE… I tu przechodzimy do sedna filozofii hotelowej restauracji: świeżość dostarczająca dobre odczucia i luksus. Jeśli zamawiamy rybę, to możemy mieć pewność, że właśnie wyłowiono ją z pobliskiego czystego jeziora. Jeśli skusimy się na danie mięsne, to ze zwierzęcia z pobliskiego gospodarstwa. Nie uświadczysz tu półproduktów, ani jakichkolwiek wynalazków szybkiej gastronomii. To nie jest restauracja, gdzie wierzy się na słowo, gdyż nie ma innej możliwości, a markowa porcelana Rosenthala, na której serwowane jest jedzenie, bynajmniej nie podwyższa jego ceny. A jeśli już o to chodzi, to za obiad w tym wyjątkowym miejscu zapłacimy tyle, co w dobrej restauracji w Toruniu bądź Bydgoszczy.

LUKSUS TO NIE BLICHTR Warto też wiedzieć, że wszystkie specjały, którymi uraczy nas kuchnia znad Jeziora Chomiąskiego, oparte są na lokalnych przepisach rodzinnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Gość ma więc niepowtarzalną okazję wzbogacenia miejscowej tradycji własnym smakiem. I to jest właśnie owo poszanowanie odczuć. Luksus w takim wypadku oznacza całą gamę; od zapachu ziół, poprzez rosentalowską porcelanę, smak tradycji i możliwość współpracy z  kucharzem, by wykreować własny smak. Ile restauracji w ten sposób podejmuje gości? Luksus w Herbarium to coś więcej niż blichtr najlepszych materiałów, gustownych wnętrz i uprzejma obsługa. Luksus to… My i gastronomia doskonała.  /promocja


1811414BDBHD 1811414BDBHA

WWW.HERBARIUMHOTEL.PL | CHOMIĄŻA SZLACHECKA T: +48 52 30 77 000 | E: INFO@HERBARIUMHITEL.PL


kultura w sukience NA ZDJĘCIU ZESPÓŁ INDIOS BRAVOS

Czym powieje na wiosnę w kulturze? Energią, radością, nadzieją, miłością w wielu odcieniach… A żeby przy tym nie wiało nudą, wszystko to posypiemy szczyptą inności. Justyna Król

Warszawa nocą

96915BDBHA

HELIOS BYDGOSZCZ - GALERIA POMORSKA

Środowe spotkania z cyklu Kino Kobiet w Heliosie, to każdorazowo znakomita okazja, by zabrać przyjaciółkę, mamę, ciocię czy nawet babcię, na świetny film dla pań. Już 25 lutego o godzinie 18.30 zobaczymy kolejny, wybrany na tę okazję tytuł, tym razem w iście polskim wydaniu. Komedia obyczajowa w reżyserii Natalii Korynckiej-Gruz pt. „Warsaw by Night”, to historia czterech kobiet mieszkających w stolicy - bohaterek, które pod płaszczykiem nocy ukrywają swoje codzienne problemy, oddając się imprezowym szaleństwom. Ich historie splatają się w klubie o symbolicznej nazwie „Warsaw”. Film opowiada o różnych odcieniach miłości i związków, o trudnych rozstaniach i powrotach, walce i zrezygnowaniu, a jednocześnie nadziei w to, że każdy kolejny dzień może odmienić nasze życie. W rolach głównych zobaczymy: Izę Kunę, Romę Gąsiorowską, Martę Mazurek oraz Agatę Kuleszę. Obraz okraszony jest polskim dowcipem i świetnymi zdjęciami Warszawy nocą. Zdecydowanie warto zobaczyć. Zwłaszcza w babskim gronie. Przypominamy także, że tuż przed filmem z cyklu Kino Kobiet w Heliosie, zawsze odbywają się konkursy z atrakcyjnymi nagrodami - przygotowanymi dla płci pięknej.

77615BDBHA

R

E

Koncertowe przedwiośnie

Powitajmy Dorę

BYDGOSZCZ, ESTRADA STAGE BAR, UL. DWORCOWA 51 TORUŃ, OD NOWA, UL. GAGARINA 37

TORUŃ, TEATR IM. W. HORZYCY, PLAC TEATRALNY 1

Od 4 do 8 marca scena na zapleczu toruńskiego teatru znów należeć będzie do oklaskiwanej w minionym sezonie Dory - bohaterki, za której brawurowe zagranie, Julia Sobiesiak otrzymała Nagrodę im. Andrzeja Nardellego w kategorii: najlepszy debiut aktorski 2013/2014 w teatrach dramatycznych. Jak aktorka poradziła sobie z wcieleniem się w jedną z najdziwniejszych postaci scenicznych? Spektakl „Witaj, Dora”, w reżyserii Krzysztofa Rekowskiego, wraca już w marcu. Bilety: od 20 do 30 złotych.

Odliczanie dni do fali niezapomnianych koncertowych wrażeń czas zacząć. Radosne granie rozbrzmiewać będzie wkrótce i w Bydgoszczy, i w Toruniu. Wiosnę poczujemy więc także muzycznie. W bydgoskim klubie Estrada Stage Bar już 28 lutego zagra zespół INDIOS BRAVOS, który porwie publikę swoją energetyczną mieszanką rocka, reggae i bluesa w najnowszym wydaniu (bilety 30-40 złotych). 5 marca zaś w pozytywny nastrój gości bydgoskiej Estrady wprawi występ HAPPYSAD - kapela zagra w ramach swej trasy „Jakby nie było tour” (bilety 45-55 złotych). Na dokładkę - 28 marca - także do bydgoskiej Estrady, wybrać się można na koncert grupy STRACHY NA LACHY, znanej choćby z utworu „Dzień dobry, kocham cię”. Jeśli ktoś woli się bawić w grodzie Kopernika - również 28 marca będzie koncertowo, zagrają ENEJ oraz POPARZENI KAWĄ TRZY - aby ich zobaczyć, trzeba wybrać się do studenckiego klubu OD NOWA (bilety: 40-50 złotych).

K

L

Wariatka czy odmieniec? BYDGOSZCZ, TEATR POLSKI IM. H. KONIECZKI, AL. MICKIEWICZA 2

Od 12 do 15 marca Teatr Polski w Bydgoszczy przypomni postać Marii Komornickiej. Swoiste śledztwo, dotyczące tajemniczej biografii modernistycznej pisarki, przeniósł na teatralne deski Bartek Frąckowiak. W rolę kontrowersyjnej bohaterki po raz kolejny wcieliła się Anita Sokołowska - doceniona za dojrzałe aktorstwo, które prezentuje w tej roli. Bilety od 20 do 35 złotych. Gorąco polecamy.

A

M

A


WIOSNĄ WYRAŹ

swoje szczęście z Personalizowane talizmany najpiękniejszych emocji i wspomnień - taka jest biżuteria marki Lilou, która podbija serca milionów fanów.

B

224315BDBHA

ydgoszcz, Toruń, Paryż, Düsseldorf, Warszawa. Miasta tak bardzo różne, jednak coraz więcej je łączy. Z pewnością jedną z tych rzeczy jest personalizowane szczęście od Lilou. Magdalena Mousson-Lestang stworzyła swoją markę w 2009 roku - dziś to 13 butików w Polsce oraz dwa za granicą. Do tego strona internetowa www.lilou.pl, która dociera w najdalsze zakątki świata - grono największych klientów pochodzi z Anglii, Niemiec, Francji, a zamówienia napływają również z takich miejsc jak Stany Zjednoczone czy Australia. Spełnianie marzeń to dewiza tej marki. Pod nazwą Lilou kryje się cała gama biżuterii. Wszystkie wzory Lilou są autorskie, powstają w pracowni projektowej marki. Wykorzystywane jest srebro (próby 925), pozłocenie (24-karatowym złotem), cztery kolory złota (14K), perły, szafiry i kryształy. Każdy model jest unikatowy i zastrzeżony w urzędzie patentowym. To esencja trendów w modzie, indywidualizmu i najwyższej jakości. Niepodważalną siłą marki jest personalizacja. Daje ona możliwość nie tylko tworzenia własnych kompozycji, ale przede wszystkim nanoszenia osobistego grawerunku. Dzięki temu biżuteria Lilou staję się talizmanami przypominającymi o ważnych dla nas osobach lub wydarzeniach. To biżuteria pełna magii, w której każdy element jest nie tylko ozdobą, ale również symbolem 1 Małgorzata Kożuchowska pokochała subtelne bransoletki Lilou. 2 Agnieszka Radwańska nawet na korcie nie rozstaje się z biżuterią Lilou. 3 Katarzyna Zielińska podkreśla swoje stylizacje dodatkami Lilou. 4 Edyta Herbuś lubi eksperymentować i tworzyć własne kompozycje. 5 Butik Lilou przy ul. Szerokiej 46 w Toruniu.

najpiękniejszych emocji, jakie towarzyszą nam w życiu: szczęścia, miłości, zaufania. Koncept składa się również z Be My Lilou, czyli personalizowanej galanterii skórzanej, oraz Lou Saints - ultrakobiecej kolekcji ubrań. Do grona wiernych fanek i wielbicielek projektów marka ma przyjemność zaliczać takie osobowości jak - aktorki Małgorzatę Kożuchowską i Katarzynę Zielińską, tancerkę Edytę Herbuś oraz światowej sławy tenisistkę Agnieszkę Radwańską. Nasza redakcja też pokochała Lilou! Magdalena Mousson-Lestang w filozofię swojej marki od samego początku wpisała działania charytatywne. Firma jest zaangażowana społecznie i czynnie wspiera liczne akcje i fundacje takie jak Rak’n’roll, DKMS Polska i Niemcy, Stowarzyszenie Piękne Anioły oraz działania PCK. Nosząc biżuterię Lilou każdy z nas może pomagać. Dając szczęście innym, dajemy je również sobie. To wszystko dostępne jest w naszym regionie. Butiki w Bydgoszczy i Toruniu to klimatyczne wnętrza, zlokalizowane w przepięknych zabytkowych kamienicach w samym centrum miast. 1

33

miasta kobiet

Niepowtarzalne atelier, oryginalne sztukaterie oraz pozytywne emocje, które towarzyszą każdej wizycie, świadczą o niezwykłości marki oraz fenomenie, który jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba tam zajrzeć!  /reklama Butik Lilou w Bydgoszczy, ulica Gdańska 14 Butki Lilou w Toruniu, ulica Szeroka 46 5

2

grudzień 2015

3

miasta kobiet

marzec 2015

4

33


ZDJĘCIE: NADESŁANE

kobieta w podróży

Stewardesa nie może mieć tatuaży ani aparatu na zębach. Usta i paznokcie maluje zawsze na czerwono. Musi być stanu wolnego i najlepiej, gdy ma mniej niż trzydzieści lat. TEKST: Jan Oleksy, ZDJĘCIA: Nadesłane

C

zy Beata Opatrzyk tak zupełnie przypadkiem znalazła się w niebie? Chyba nie, bo marzenie o lataniu towarzyszyło jej od dawna. Doskonale pamięta moment, gdy wybierając się z mamą na wakacje do Tajlandii, wsiadła na pokład samolotu. Elegancko ubrana załoga zrobiła na niej ogromne wrażenie. - Pomyślałam wtedy, że fajnie byłoby tak sobie polatać - wspomina. Po kilku miesiącach marzenie zaczęło się spełniać…

TATUAŻE NIEMILE WIDZIANE Najpierw przeczytała w gazecie, że w Warszawie organizowany jest „casting na stewardesę”. Była wtedy studentką prawa na UMK, ale jednak zdecydowała się na wyjazd. - Nie chodziło mi o zdobycie tej pracy za wszelką cenę, chciałam się sprawdzić, zobaczyć, jak wygląda rekruta-

34

miasta kobiet

lipiec 2015

cja - opowiada Beata. - Spotkanie odbyło się w warszawskim „Sheratonie”. Zgłosiło się 200 chętnych. Cała rozmowa trwała 12 godzin. Przedstawiano nam różne scenki i obserwowano, jak reagujemy w określonych sytuacjach życiowych, przeprowadzano badanie osobowości, by sprawdzić, czy nadajemy się do tej pracy. Do tego niezbędna była doskonała znajomość języka angielskiego. Bez szans były kandydatki, które miały tatuaże, kolczyki w nietypowych miejscach czy aparaty na zębach. Wymagany wiek: do 30 lat. Stan wolny. Beata spełniała wszystkie warunki. Tego samego dnia podpisała kontrakt na pracę w kraju, o którym wcześniej niewiele słyszała. Bahrajn, Zatoka Perska, linie lotnicze Gulf Air. Razem z nią przyjęto 10 dziewczyn. - Polki są chętnie zatrudniane. Słyną z zapału do pracy i łatwości,

z jaką nawiązują kontakty - tłumaczy. - Miałam 30 dni na załatwienie formalności, w tym urlopu dziekańskiego na uczelni. Mogłam zabrać ze sobą 100 kg bagażu. Dostałam bilet i… w drogę.

TRUDNE POCZĄTKI - Trafiłyśmy na lotnisko w Manamie, stolicy Bahrajnu. Czekałyśmy tam zdezorientowane, nie wiedząc, co robić. Lotnisko było zupełnie inne niż w krajach europejskich. Malutkie, wyłożone dywanami. Dotarło do mnie: jesteśmy w kraju arabskim! I nikt nic nie wie. Nikt na nas nie czeka. Szok na dzień dobry - wspomina Beata. - Po godzinie spóźnienia, co jak się później okazało, jest zupełnie normalne w tych krajach, odebrano nas. Zostałyśmy zakwaterowane w pięknym domu gościnnym i następnego dnia zaczęło się szkolenie.


ZDJĘCIE: NADESŁANE

Początkującym stewardesom wszystko wydawało się bardzo trudne - techniczne sprawy związane z wyposażeniem różnych typów samolotów, rozmieszczenie przyrządów itd. Część praktyczna szkolenia odbywała się na pokładach samolotów Airbus 320, 330, 340. Kurs ten obejmował wszystkie klasy: ekonomiczną, biznes i pierwszą klasę. Ogrom informacji. Pierwsze loty wybierane były losowo, po miesiącu nauki. Na godzinę przed każdym lotem stewardesy spotykały się w „pokoju pytań”. Odpowiadały na pytania z bezpieczeństwa, pierwszej pomocy. - Sprawdzano także, czy każda z dziewczyn jest odpowiednio pomalowana, zgodnie z wymaganiami - tłumaczy Beata. - Nie można odbiegać od standardów. A standardem są wszystkie odcienie czerwieni, jeżeli chodzi o usta i paznokcie. Oczy pomalowane dowolnie, o ile makijaż nie jest teatralny. Włosy upięte, nie jak w przypadku „rozpuszczonych” amerykańskich stewardes.

CODZIENNIE COŚ NOWEGO Niebieska czapka z welonem, którą w pracy nosiła Beata, nazywa się hatlet. Gulf Air mają najdłuższe welony. Marynarka z klapami ze skrzydełkami, do tego spodnie albo spódnica oraz czarne buty na podwyższonym obcasie. - Do najwygodniejszych nie należały. Miałam kilka kompletów ubrań. Firma zapewniała pralnię czynną 24 godziny na dobę. Zakwaterowane byłyśmy w domu należącym do linii, w pokojach z fantastycznym widokiem na błękitne morze. Mieszkałam zwykle z dwoma lub trzema dziewczynami. Z Egipcjanką, Koreanką, Australijką… - wylicza stewardesa. Wielokulturowe towarzystwo i prawdziwe przyjaźnie - na tym też polega piękno tego zawodu. - Dla mnie wielkim plusem tej pracy było to, że co lot to inna załoga. Nie tworzyły się żadne układy - wyjaśnia Beata. W zależności od typu samolotu, obsługę stanowiło 8-13 osób. Jedna z nich musiała mówić po arabsku, reszta po angielsku. - Fajną stroną tego zawodu jest poznawanie ciekawych ludzi, różnic kulturowych, zwyczajów czy szlifowanie arabskiego, którego uczyłam się jeszcze w Toruniu. No i stewardesa nie ma też takiego obciążenia i presji, jak na przykład osoby zatrudnione w biurze. Nie ma stresu związanego z niedokończoną pracą, przekładaną na następny dzień. ŚWIAT ZA DARMO Nieoceniona jest też możliwość zwiedzania świata za darmo. W czasie pracy Beata odwiedziła 55 krajów, od Nowej Zelandii, po Japonię, Mauritius, Seszele, Hongkong, Tajwan… - Kiedy lądowaliśmy w Bangkoku, Londynie czy Kuala Lumpur, czekał na nas autokar, który zawoził nas do hotelu. Tam w kolejności „by seniority”, czyli według starszeństwa od kapitana do nowicjusza, czekaliśmy na klucz do pokoju. I już można było robić, co się chce. Jedni zwiedzali, inni spali, a jeszcze inni imprezowali - opowiada. Beata wiele czasu wolnego wykorzystała na zwiedzanie Bahrajnu. - To bardzo otwarty kraj, bezpieczniejszy niż nasz Toruń, nikt nie boi się

ZDJĘCIE: JACEK SMARZ

kobieta w podróży Wbrew pozorom to ciężka praca. Obojętnie czy jest się zmęczonym czy wypoczętym, zawsze trzeba być superuprzejmym, przygotowanym na wszystko, nawet na odbiór porodu. BEATA OPATRZYK

nocą wyjść na ulicę - opowiada. - Nigdy nawet nie pomyślałam, że ktoś może mi odebrać torebkę albo coś ukraść. Oczywiście mężczyźni zaczepiali blondynki, ale nie było to agresywne. Tam jest inaczej, niż w Dubaju, gdzie za wiele rzeczy można mieć kłopoty, np. gdy ktoś będzie ubrany zbyt wyzywająco w centrum handlowym. W Bahrajnie nic nie może się stać cudzoziemcowi. Choćby nie wiem co, to Bahrajczyk zawsze będzie tym „złym”. Na ulicę ubierałam się po europejsku, ale w Ramadanie szanowałam uczucia religijne i nosiłam długie spódnice. Ile godzin ma się dla siebie? Na początku było pięknie - minimum 24 godziny wolne, zdarzało się 48, a nawet 72, czyli takie miniwakacje. Jednak w ostatnim czasie program oszczędnościowy spowodował, że na wypoczynek zostawało często jedynie 12 godzin. Z tego powodu sporo osób zaczęło rezygnować z latania.

NA OPAK Największym mankamentem tego zawodu jest ciągłe życie na walizkach. Niczego nie można sobie zaplanować. - Rano lądowanie, a wieczorem wylot. Trudne do przezwyciężenia jest zmęczenie, wynikające z przestawienia czasowego. Najdłuższe loty Bahrajn - Singapur, Singapur - Sidney i z powrotem do Bahrajnu, trwały w sumie pięć dni. Potem trochę wolnego i znowu kolejny lot. Jednego dnia do Londynu, a drugiego do Bangkoku. To nie tylko zmiana czasowa, ale także zmiana pór roku - przyznaje Beata. - Kosmetyczkę miałam zawsze spakowaną w walizce i tylko ubrania się zmieniały. Najtrudniej zawsze było się ubrać do Londynu, bo tam pogoda jest najbardziej nieprzewidywalna. Stewardesa tłumaczy, że praca u Arabów to ciągłe lawirowanie między byciem dyplomatycznym a byciem miłym. Wiele rzeczy interpretują na opak. W pracy są przesympatyczni i pomocni. Jednak w czasie lotu robili sobie przerwy na modlitwę. Wtedy reszta załogi musiała pracować podwójnie. Latanie w Ramadanie również było specyficzne. Arabowie są religijni, więc podczas lotu trzeba było pytać każdego z osob-

na czy pości, żeby broń Boże, nie postawić przed nim jedzenia. - Gdy z okien widać już było zachodzące słońce, to wtedy następował atak na jedzenie i wszystkie zasady bezpieczeństwa zostawały naruszone - wspomina dalej Beata. Załoga je to samo co pasażerowie z pierwszej klasy, ale kapitan i oficer muszą dostać co innego, aby uniknąć ewentualnego zatrucia.

POWIETRZNA NIANIA Pasażerom wydaje się, że zadaniem stewardesy jest ładnie wyglądać, być miłym i przechadzać się po samolocie. Wbrew pozorom jest to ciężka praca. Obojętnie, czy jest się zmęczonym czy wypoczętym, zawsze trzeba być superuprzejmym, przygotowanym na wszystko, nawet na odbiór porodu. - Gulf Air jako pierwszy wprowadził opiekę nad dziećmi podczas lotu. Zakładałyśmy specjalny „apron”, czyli fartuszek z napisem „sky nanny”, i zajmowałyśmy się dziećmi. Zdarzały się inne nieprzewidziane historie, np. omdlenia czy ataki padaczki. Kłopoty sprawiali też ci, którzy bali się latać - wspomina Beata. Pomimo plusów, które bez zastanowienia wymienia stewardesa, wraz z końcem urlopu dziekańskiego uznała, że czas pożegnać się z liniami lotniczymi. - To naturalne, chyba że ktoś nigdy nie planuje założenia rodziny, nie chce mieć dzieci… Czy istnieje górna granica wiekowa? Teoretycznie nigdzie nie jest zapisane, że stewardesy mają mieć mniej niż 30 lat, jednak niektóre linie pozbywają się starszych kobiet. Ale w tych amerykańskich latają nawet „babcie”.CP  napisz do autora j.oleksy@expressmedia.pl *Beata Opatrzyk Torunianka, absolwentka prawa UMK, pracowała w czasie urlopu dziekańskiego jako stewardesa w liniach lotniczych Gulf Air w Bahrajnie, a po powrocie napisała pracę magisterską pt. „Odpowiedzialność karna za zamach terrorystyczny w komunikacji lotniczej”. miasta kobiet

marzec 2015

35


męska perspektywa

Niczym dobry kamerdyner ZDJĘCIE: NADESŁANE

Związek to trochę rezygnacja z „ja” na rzecz „my”. Akceptacja faktu, że żyjemy wspólnie. Zaufanie, bliskość, więź - wie pani. Ja uważam, że bardzo ważne jest, by być razem, przede wszystkim we dwoje. Z Leonardem Lutherem* rozmawia Justyna Król Dziś dla odmiany nie będziemy rozmawiać o Pana twórczości artystycznej, ale o kobietach… Dobrze, choć o prywatnym życiu niechętnie opowiadam. Kobiet było w moim życiu wiele, więc pewnie mam łatkę lowelasa, ale tak naprawdę daleko mi do niego. Jestem normalnym mężczyzną, który chce być szczęśliwy. Przyzna Pan, że o artystach krążą różne legendy. Imprezy, kobiety, high life… Tak. Sporo z nich to niestety prawda. To kwestia zdrowego podejścia. Wielu muzyków ucieka w narkotyki czy alkohol, bo śpiewanie po raz kolejny tego samego zestawu piosenek bywa nużące. Pan nigdy nie dał się ponieść? Był taki czas, gdy każdy chciał ze mną pić po koncercie. W pewnym momencie spojrzałem na swoje życie, uciekające przez palce i przestałem być niewolnikiem tych sytuacji. W nałogach zapętlić się łatwo, na dłuższą metę jest to

36

miasta kobiet

marzec 2015

nie do wytrzymania. Praca muzyka to ciężka harówa, dużo czasu za kółkiem, wiecznie trzeba być w formie. Nauczyłem się jak dbać o siebie, odżywiać się, wysypiać. Czasem po prostu migam się od pójścia na bankiet, by następnego dnia mieć energię i uśmiech na twarzy od samego rana. W końcu tego się od nas oczekuje. Przygoda ze sceną zaczęła się w latach 80. Kobiety były inspiracją do tworzenia? Pewnie. Kobieta i w życiu, i w sztuce jest dla mężczyzny muzą. Od zarania dziejów malarze portretowali swoje wybranki, kompozytorzy tworzyli dla nich swoje dzieła, a poeci pisali, natchnięci kobietami. W moich utworach też pojawiają się odniesienia do chwil zauroczenia kobietą lub rozstania z ukochaną. Jak u większości twórców, i u mnie dominującym motorem napędowym były te negatywne odczucia, czas, gdy czułem się nieszczęśliwy. Każdy rodzaj uprawiania sztuki może być doskonałym ujściem dla takich przeżyć, to taka forma uzewnętrznienia emocji, autoterapii.

Nie lepiej zawczasu pójść do psychologa na terapię dla par? To dziś takie modne. Czasem przychodzi taki moment zobojętnienia, gdy już nic nie jest w stanie pomóc, miłość gaśnie. Ale dopóki ludziom na sobie zależy, terapia ma sens, warto walczyć. Bywa tak, że wystarczy przerwa, dobry mediator, psycholog lub przyjaciel, który umie dotrzeć, wyszukać problem, znaleźć płaszczyznę porozumienia. Jestem zwolennikiem oswajania się z lękami, nie uciekania od problemów, a mierzenia się z nimi. Także w związkach. Ma Pan jakieś lęki? Choćby lęk wysokości, którego nawet nie wiem, jak się nabawiłem. Regularnie poskramiam go w parkach linowych. W planach mam też skok spadochronowy. Co jest takiego trudnego w związkach? Trzeba się ich bać? Nie, ale ważne jest to, by znać i spełniać nie tylko własne potrzeby. To musi działać w dwie strony.


ANE

męska perspektywa Aby związek funkcjonował zdrowo, najpierw trzeba znaleźć tę nić porozumienia, nauczyć się robić coś razem, cieszyć się tym czasem we dwoje. Nie tylko seksem, który jest płaszczyzną porozumienia na samym początku. Sztuką jest umieć ze sobą po prostu rozmawiać.

Piaf, ostatnio oglądałem fantastyczny dokument o jej życiu. Wielka artystka, która niestety skończyła fatalnie. Z mojej epoki podziwiam Irenę Santor, Marylę Rodowicz, Zdzisławę Sośnicką. I Ewę Demarczyk - to dla mnie taka polska Edith Piaf.

A co z wolnością, dbaniem o autonomię w związku? Nie do końca się z tym zgadzam. Czasem każdy chce mieć czas tylko dla siebie, wiadomo. Związek to jednak trochę rezygnacja z „ja” na rzecz „my”. Akceptacja faktu, że żyjemy wspólnie. Zaufanie, bliskość, więź - wie pani. Ja uważam, że bardzo ważne jest, by być razem, przede wszystkim we dwoje.

Mógłby żyć Pan w cieniu takiej gwiazdy? To nie problem. Ważne jest zaangażowanie obu stron. Nie jestem za tym, by kobiety wchodziły tylko w stereotypowe role, gorzej zarabiały. Mogą zdobywać sławę na scenie, ale też być świetnymi policjantkami, pilotkami, żołnierzami… Nieraz są lepszymi prezesami niż faceci, dzięki swym zdolnościom analitycznym, skrupulatności. Mogą robić wszystko! Są silne, choć kiedyś chyba fizycznie były silniejsze. Dziś z kolei są bardziej odważne, przejmują więcej tych tzw. męskich zawodów. Choć ja akurat kończyłem technikum elektryczne, gdzie już wtedy moje koleżanki zasuwały na tokarkach...

Co Pan myśli o zazdrości? Myślę, że można ją wyeliminować. Szczerością właśnie. Nie zaznaczaniem na siłę swojego terytorium. Wiadomo, że zazdrość jest czymś złym, ale zwykle jest ona skutkiem jakiegoś niepokoju, który partner w nas budzi. Na przykład widzimy, że ma jakieś tajemnice - nie odstępuje telefonu na krok, wszystko blokuje, abyśmy nie mieli dostępu - to daje do myślenia… Tak samo kiedy ukochana osoba zarzuca nam kotrolowanie jej, gdy zadzwonimy bez większego powodu. A może po prostu mieliśmy ochotę usłyszeć jej głos? Własna przestrzeń jest zła? Nie, ale zbytnie akcentowanie, że się chce mieć większą wolność, rodzi u drugiej osoby pytanie: kim ja dla ciebie jestem? Facetem od seksu czy od stawiania drinków? Nie rozumiem nieszczerych układów. Sam nie mam haseł w komputerze i nie daję powodów do braku zaufania. Ludzie, którym zależy, w związku chcą głównie tej wspólnej przestrzeni. Gdy ona jest, reszta układa się sama, bo jest zaufanie między partnerami. Pielęgnowanie tej płaszczyzny dla dwojga jest niezwykle istotne - nawet takiej codziennej - posiedzenia sobie razem przy herbacie, obejrzenia filmu, przytulenia się… Jeśli tego brak, to o czym mu to rozmawiamy? W takim związku można być okropnie samotnym. A z tego rodzą się frustracje, podejrzenia i dziwne zachowania. Trudno się dogadać z kobietami? Kobiety są skomplikowane. Nie lubię tych zmanierowanych, szukających problemów wszędzie. Takich, dla których powietrze jest za gęste, trawa zbyt zielona… Czyli bywamy irytujące… Na pewno trudne. Na przykład kobiety często szukają charakterystycznego mężczyzny, wyróżniającego się z tłumu. Początkowo są nim zafascynowane, zachwycone. A potem, bojąc się o swoją pozycję w związku, starają się gościa urobić, wychować, udomowić. Kiedy już się uda, myślą: kurde, jaki on nudny i szukają dalej… A co z kobietami artystkami? Cóż, są wspaniałe. Bardzo kobiece. Zwracają uwagę głosem, mimiką, gestami, klasą samą w sobie… Mówię tu o takich ikonach jak Edith

Nie czułby się Pan gorszy, jako mąż prezeski dużej firmy? Nie. Mężczyzna powinien być jak dobry kamerdyner, umiejący odnaleźć się każdej sytuacji. Z wyczuciem wyprzedzający myśli swego hrabiego bądź osoby, której służy. Nie bez powodu kamerdynerami często byli bardzo inteligentni, wykształceni ludzie, znający historię, protokół dyplomatyczny. Cechowała ich przebiegłość pomieszana z klasą, bystrością umysłu, umiejętnością obserwowania, panowania nad emocjami. Dobry kamerdyner zawsze będzie wiedział, jak rozładować emocje drugiej strony, choćby po ciężkim dniu. I nigdy nie da się sprowokować do kłótni. Jakich cech Pan szuka u kobiet? Przede wszystkim ciepła, które bije z daleka. Do takiej kobiety zawsze się chce wracać. Utuli, ucałuje, pocieszy dobrym słowem. Ważna jest też zaradność życiowa i odpowiedzialność. Taka była Pana mama? Tak, choć chyba jednak nadopiekuńcza, wszędzie węszyła problemy, nawet gdy ich nie było. Na przykład, gdy chciałem posiedzieć przy aucie, po męsku pobawić się śrubkami, od razu panikowała, że samochód się zepsuł… Doprowadzała mnie tym nieraz do szewskiej pasji, ale jednak muszę przyznać, że byliśmy bardzo blisko. Dbała o mnie, chciała chronić, kochała. Jej nagłą śmierć bardzo odchorowałem emocjonalnie… Relacja z mamą była ważna? Owszem. Ogólnie uważam, że relacje z rodzicami i między rodzicami są czymś, co wpływa na całe nasze życie, przekłada się na nasze rodziny. Jaka powinna być kobieta jako matka? Przede wszystkim konsekwentna, jak każdy rodzic. Powinna umożliwić dziecku poznawanie życia, uczenie się na własnych błędach. Pozwolić czasem się przewrócić, zadrapać, nawet oparzyć - oczywiście pod kontrolą. Wiadomo, że nie jest to łatwe, wśród tylu pokus, na które wystawiane

są dziś dzieci i młodzież, ale to jedyna droga, by wiedziały, jak sobie radzić w różnych sytuacjach. Rola matki i ojca też się zmienia… Ja jestem zwolennikiem tradycji. Do któregoś roku życia jednak matka jest przy dziecku niezastąpiona. Ma ten instynkt, intuicję, której nam facetom czasem brak - choćby w kwestii pielęgnacji, żywienia. Pewnie poradzilibyśmy sobie, ale one robią to najlepiej. Potem przychodzi czas na tatę… Dawniej była to nauka walki mieczem, łowiectwa, robienia sieci, dziś pokazujemy dzieciom, jak jeździć na rowerze…

Kobiety szukają mężczyzny wyróżniającego się z tłumu. Są nim zafascynowane, a potem, bojąc się o swoją pozycję w związku, starają się gościa udomowić. Kiedy już się uda, myślą: kurde, jaki on nudny i szukają dalej… LEONARD LUTHER

A czego Pan uczy swoich synów? Szacunku dla sztuki. Muzycznie się rozmijamy dość mocno, ale mimo to bywa, że razem słuchamy muzyki. Razem chodzimy na strzelnicę, nurkujemy i walczymy z różnymi lękami. Daję swoim synom dużo swobody, ale kontrolowanej. Uczy ich Pan szacunku do kobiet? O, tak. Jedną z rzeczy, których najbardziej się brzydzę jest przedmiotowe traktowanie kobiet… Zawsze też strasznie mnie irytowały tłumaczenia, że to kobiety nas prowokują swoim wyglądem. Wiadomo, że panie starają się nam podobać, ale to nie znaczy, że nam wszystko wolno. .CP  napisz do autora j.krol@expressmedia.pl

*Leonard Luther Bydgoski muzyk, słynący głównie z poezji śpiewanej oraz piosenki turystycznej, wielokrotnie nagradzany na festiwalach muzycznych, m.in. na Yapie w 1989 roku. miasta kobiet

marzec 2015

37


męskim okiem

O sznurku w rzyci

Fantazjujmy na całego, ale pod własną twarzą, a nie jakiegoś Greya. Janusz Milanowski* Jak to się mówi na gminnych uroczystościach… Korzystając z okazji, chciałbym bardzo serdecznie z tego miejsca pozdrowić Kasię i Anię, bohaterki tekstu Lucyny Tataruch o pięknym teatrze akcji dla dorosłych. Warto zwrócić uwagę, że ów krótki tekst bije na głowę największy chłam świata „Piećdziesiąt twarzy Greya”, choćby dlatego, że opisuje prawdziwe fantazje prawdziwych ludzi. To jest krótka opowieść o tym, jak wyobraźnia i fantazja mogą wnieść dobry walor do życia w ogóle. Przełamać gorset kulturowych ograniczeń i zbliżyć się bardziej do siebie. Popularność tego cholernego Greya bierze się pewno stąd, że kobiety żyją w wewnętrznym rozdarciu między swymi potrzebami/fantazjami a możliwością ich uzewnętrzniania, że nie wspomnę już o realizacji. I tyle na temat książki napisanej dla pieniędzy. Nawisem mówiąc dr Andrzej Depko, prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, przyznał, że przebrnął przez to dzieło w toalecie (!), bo musiał jako seksuolog. Z tzw. dziennikarskiego obowiązku i dla rozrywki śledzę ikony popkultury, ale przez to nie zdołałem przebrnąć.

Cierpienie murarza Bodźce seksualne są różne, np. ekonomiczne. Włoszka ponoć musi na zachętę dostać nowy

38

miasta kobiet

marzec 2015

pierścionek albo naszyjnik i wtedy dopiero jest chętna. W fantazjach Kasi i Ani jest czysta zmysłowość. Ich seks nie jest jeszcze jedną transakcją. Jest w nich zdrowa troska o siebie i subtelne diagnozowanie faceta. Taki teatr w ich wykonaniu świetnie załatwia jedną męską potrzebę, wynikającą z naszej poligamiczności. Chodzi o różnorodność. I z tego miejsca Kasię i Anię pozdrawiam w imieniu pewnego murarza, który wyruszył za chlebem do Niemiec. Tam poznał zdrową śląską dziewuchę, wychowaną w górniczej tradycji, w której siłą rzeczy dominuje ciemność. A murarz to człowiek otwartej przestrzeni, witalny kreator i zakapior. Śląska tradycja spowiła ich seks kopalnianą ciemnością i kołdrą. Murarz postanowił coś z tym zrobić. Kupił pończochy i stringi, no to usłyszał, że „nie będę ze sznurkiem w rzyci chodziła”. I murarz dalej pozostał ślepym nietoperzem, w odróżnieniu od czasów kawalerskich, gdy w burdelach czuł się jak orzeł właśnie ze względu na różnorodność - jak to określił.

Pryszczate pragnienia Mój ulubiony Stanisław Grochowiak napisał taki uroczy erotyk „Nauczająca”, traktujący o fantazji i przemianie dziewczyny w „babcinych skarpetach” na „prężną”, „raptowną”, „zapiętą w gorsecik”.

Ani mnie wiodła do cnoty, ni na pokuszenie, Ani jej śmiech wstydliwy, ni słona powaga, Tylko uczniom pryszczatym znajome pragnienie. By właśnie guwernantkę Rozebrać do naga. Cóż… Nie jest to tylko pragnienie pryszczatych uczniów! Fantazjujmy na całego, ale pod własną twarzą, a nie jakiegoś Greya.

* Janusz Milanowski

Dziennikarz, publicysta, fotograf. Miłośnik długodystansowego pływania i jazzu.


186015BDBHA


117915TRTHA

Miasta Kobiet marzec 2015  
Miasta Kobiet marzec 2015  
Advertisement