Page 1


LITERACKI OPIS DZIEŁA MALARSKIEGO X I V E DYC JA KO N KU R S U


OBRAZ A

SŁOWO LIT ER ACK I OPIS DZIEŁ A M A L A RSK IEGO

LAUREACI XIV EDYCJI KONKURSU Z B I G N I E W P R O N A S Z K O, S Z A C H I S T A


Dyrektor i Redaktor Naczelny Wydawnictw Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu Leszek Jodliński Organizacja i prowadzenie konkursu: Anna Rak i Marek Ryś Projekt: Monika Źródłowska Skład: Dariusz Bieniek Korekta: Paulina Bieniek Reprodukcja obrazu: Witalis Szołtys Na okładce: Zbigniew Pronaszko, Szachista, olej, płótno, 60 × 54,7 cm Wydawca: Muzeum Górnośląskie w Bytomiu pl. Jana III Sobieskiego 2, 41-902 Bytom tel. (+ 48 32) 281 34 01, 281 82 94 www.muzeumgornoslaskie.pl ISBN 978-83-65786-13-5 Partner: Prezydent Miasta Bytomia Damian Bartyla

Patronat honorowy: Minister Edukacji Narodowej


5

Słowo od Wydawcy Za nami kolejna – XIV – edycja Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Obraz a słowo. Literacki opis dzieła malarskiego”. To, co tym razem mnie uderza podczas lektury prac konkursowych, to – obok samych tekstów  – entuzjastyczne opinie członków jury. Ich zachwyt i  słowa uznania utwierdzają mnie w przekonaniu, iż inicjatywa Muzeum Górnośląskiego rok po roku zaczyna przynosić coraz bardziej satysfakcjonujące owoce. Nawiązania między innymi do klasyka eseistyki o sztuce, Zbigniewa Herberta, oraz podejmowanie tak krytycznej analizy dzieła sztuki (która w znakomity sposób poszerza pole interpretacji obrazu i dowodzi dojrzałości piszących), musi cieszyć i napawać optymizmem, jeśli myśleć o kolejnych odsłonach konkursu. Uczestnikom zmagań o „Gęsie pióro”, pierwszą nagrodę w konkursie o coraz bardziej rozpoznawalnej marce i nobilitującą jej uczestników, składam wyrazy szczerego uznania, dołączając się do jednomyślnego głosu jurorów. Dziękuję nauczycielom, rodzicom i opiekunom uczestników konkursu. Gratulacje przekazuję również na ręce tych, których praca i słowa zachęty sprawiły, że mieliśmy do czynienia z tekstami o wybitnych walorach literackich i poznawczych. Cieszy mnie dodatkowo to, że w  roku stulecia rocznicy 1918 roku malarstwo jednego z  najznamienitszych przedstawicieli sztuki dwudziestolecia międzywojennego, zrodzone z  tamtych aspiracji


Słowo od Wydawcy

6

artystycznych i kulturowych, tak nowoczesne i europejskie zarazem, tak inspiruje współczesnego młodego odbiorcę. To symboliczne i stanowi bardzo wymowny sukces – Zbigniewa Pronaszki, uczestników konkursu i, co ważne, jego organizatorów. Wszystkim bardzo dziękuję i zapraszam do naprawdę interesującej lektury. Leszek Jodliński Dyrektor Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu


Zbigniew Pronaszko, Szachista, olej, płótno, 60 × 54,7 cm (fragment)


8

Gęsie Pióro

Kategoria Literacka – I nagroda Oliwia Rakoczy I Liceum Ogólnokształcące im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie Nauczyciel prowadzący: Maciej Szmyd

La Campanella Osoby: Pan M Pan P Szczepan Pokój z szarobiałymi ścianami. Z dwóch stron bordowe kurtyny. Po lewej stronie drewniane łóżko, u którego wezgłowia stoi lampa z czerwonym abażurem. Na środku dwa krzesła, stół, a za nim fortepian („in Wien”). Po prawej stronie na podłodze leży sieć rybacka, brązowy garnitur, niebieski krawat. Na łóżku leżą dwie osoby: Pan M w fartuszku i Pan P w marynarce. P: Wie Pan, troszkę tu nudno… M: Jak to – nudno? P: Nudne to leżenie, ta pustka… M: Pustka leżenia czy pustka związana z  leżeniem, czy zleżenie się pustki? Konkretów mi potrzeba. P: Proszę pana, proszę nie zaczynać, nowych pomysłów świat potrzebuje. (P powstaje). Może coś zrobimy? Potrzebna nam rozrywka, która sprostałaby naszym wymaganiom, prosta… M: Może zabawa w „chowanego”?


Gęsie Pióro Kategoria Literacka – I nagroda

P: Może być, ale ja szukam. Raz, dwa, trzy (M chowa się pod siecią rybacką), cztery, pięć, sześć, dziesięć… Szukam!!! (P zaczyna obchodzić cały pokój. Szuka pod fortepianem, w garniturze, aż w końcu schyla się koło łóżka). Ooooo… Szczepan?! To ty jeszcze żyjesz? Szczepan: Taaaaa… Tak, tak mi się przynajmniej zdaje. P: No dobrze, a gdzie jest M? (P rozgląda się dookoła, przewraca lampę). Gdzie jesteś, wychodź… Poddaję… M: …się (M wstaje przykryty siecią). P: Co panu przyszło chować się w  sieci… Ani tam ekspresji, niewidoczne to, puste, dziwne. M: Ale jakie symboliczne w wątłości swej pustki. P: Zagrajmy w coś innego… Może berek? M: Zbyt ruchliwe, za mały pokój. P: Może „żołnierzyki”? (P kręci głową). A  może Szczepan ma jakiś pomysł? Szczepan: Ja to lubię szachy. M: Dobry pomysł… P: Nie, nie, nie… Nie zgadzam się! To absurdalna gra, nie ma mowy. Poza tym i tak nie stać nas… Szczepan: Kiedy to ja mam. (Szczepan schyla się i wyciąga spod łóżka czerwone pudełko. Następnie podchodzi do stołu i kładzie na nim wyjęte już z pudełka szachy). Plansza, a nawet pionki. M: Panie P… Zagramy? P: Pfu… Graj sobie, panie, sam. (P podchodzi do fortepianu i zaczyna grać „La Traviata”). Szczepan: Wie pan, szachy to taka śmieszna gra… M: A to dlaczego? Szczepan: Ta gra jest tak niesprawiedliwa, tak okropnie fałszywa… M: A to dlaczego? Szczepan: W zależności od formy, kształtu pionka oceniana jest jego wartość. Weźmy na przykład pion i  króla. Król może się ruszyć tylko o jedno pole, a pion? M: Też o jedno pole.

9


La Campanella

10

Szczepan: No właśnie. Ale kiedy straci się pionka, gra się nie kończy. A kiedy straci się króla? M: Gra się kończy. Szczepan: A teraz proszę jeszcze wziąć pod uwagę, że te pionki są właściwie z jednego i tego samego materiału. Więc co sprawiło, że jedno jest ważne, a drugie jest dodatkiem? M: Proszę pana, to tylko gra, proszę tego aż tak nie rozpatrywać… P: Nie gracie? (P gra „Taniec wieszczki cukrowej”). M: Zagrajmy Szczepanie, proszę. Szczepan: Pod jednym warunkiem – ja będę grał tylko królową, a pan tylko królem. M: Ale to niesprawiedliwe. Szczepan: A widzi pan, czyli jednak różnice między tymi pionkami nie są panu obojętne. Ale przecież można zmienić reguły gry, można zmienić sens pionków… Tylko wtedy gra straciłaby sens, a ponieważ ludzie kochają rozrywkę… M: Zagrajmy. Życie jest wtedy takie… Szczepan: Barwne?! (P zaczyna grać Prokofiewa – kto to w ogóle jest?!) Chce pan opanować barwy? A gdzie forma, gdzie sens? M: Kształtem człowiek nie może rozporządzać! Szczepan: Barwą też nie. M: Więc co mi pozostaje? Szczepan: Sens! Na fundamencie sensu może pan operować dowolną gamą barw, wachlarzem kształtów. Proszę spojrzeć na planszę. Co pan widzi? M: Pionki… Szczepan: Właśnie. I w tym tkwi pański problem, pan musi zauważyć sens gry bez zbędnych dodatków, problemów, konfliktów teologicznych, filozoficznych zagadnień, namiętnych kłótni. M: Czyli mam się skupić na planszy? (Na czole Szczepana pojawiła się żyłka).Nie? …to sensem gry… Szczepan: Proszę na mnie spojrzeć, na mnie! Niech pan zrozumie prawdziwy sens każdej zagrywki, każdego ruchu. Czy rozumie pan D1, E1, F1?


Gęsie Pióro Kategoria Literacka – I nagroda

M: Przykro mi, ale nie jestem poliglotą. Szczepan: To fonetycznie, do prawdziwej wersji T mi zabrakło… M: Ale co to ma do gry? Szczepan: Do diabła z tą grą! (Żyła na czole pulsuje). Czy Pan nie rozumie prawdziwego sensu? Pokażę panu (Szczepan rozsypuje pionki po podłodze, poczynając od królów). Co Panu zostało? M: Plansza. Szczepan: Iiiiiii…? Dzięki czemu gra jest grą? M: Może dzięki zasadom, może wyobraźni… Szczepan: Ludzie… No tak, powinienem się domyślić, oni nie zrozumieją, że nie dodatki czynią życie życiem. P: Nie gracie? (P podchodzi do Szczepana i  chwyta się jego koszuli). Może jak ubierzesz coś jeszcze, pan M nabierze do ciebie respektu? Szczepan: No dobrze (Szczepan podnosi z podłogi niebieski krawat i brązową marynarkę). Założę to i gramy… (Już ubrany Szczepan, z zawiązanym starannie krawatem, zasiada do stołu. Łokciem opiera się o pustą planszę, bez pionków, wydawałoby się bez życia. A jednak… To spojrzenie: zmęczone – podkrążone oczy – ale prawdziwe; ten uśmiech – codzienny, ale pełen ciepła. Jego czoło przeszywają błękitne niczym toń morza żyłki. I te włosy pachnące drewnem i tak czarne, i tak lśniące, i tak zlewające się z  całą jego osobowością. A  to wszystko blednące na jego wyrazistej, nieco podłużnej twarzy przypominającej mi zwykłego człowieka, nie mędrca, nie filozofa, ale Szczepana. Tylko ta twarz z bródką pokrytą delikatnym zarostem – dojrzałości? – reszta się rozpływała, była jakby niewyraźna. Esy-floresy brązu, granatu, garnituru. Jeszcze tylko biel koszuli i granat krawata. To nie tylko postać, to kwintesencja dotychczasowych starań. Kolor istotniejszy od konstrukcji. A forma? Forma kształtowana kolorem. Akompaniament braku dwuznaczności, za to pełen prostoty. Prostoty, która z dawna wnikała w prawdę. I nie było tu miejsca na żadne symbole).

11


La Campanella

12

P: On już wie… Szczepan: Wiesz? M: Gracz…

Zbigniew Pronaszko wstał wypoczęty, tego dnia odbywało się spotkanie „Zwornika” (jednego z najaktywniejszych ugrupowań dwudziestolecia międzywojennego). Musiał coś namalować. Tak, Zbigniew Pronaszko był malarzem, a także rzeźbiarzem, scenografem. Ale dzisiaj chciał coś namalować. Od kilku dni czuł się wypalony, zaczęły męczyć go barwy, już wcześniej skończył z formizmem, a symbolizm to tak odległa historia… Chwycił za płótno, już wie, co zrobi… Ruch za ruchem, zmęczenie, spostrzegawczość, umysł, mądrość i lekki uśmiech… Z tyłu czerwień i biel, takie bliskie… Teraz pionki (Stój!). Zostawił tak, poprawił oczy i  malował dalej, z  sensem, będącym podstawą esencji kolorów. A w tle ktoś grał… I kolejne ruchy, i pociągnięcia ręki, i nuty zlewające się z prawdziwością i brakiem ornamentów będących jedynie ozdobą… Tylko La Campanella.

Bibliografia: Blum H., Zbigniew Pronaszko, Warszawa 1983. Kossowska I., Zbigniew Pronaszko, http://culture.pl/pl/tworca/zbigniew-pronaszko [dostęp: 16.03.2018]. Zrzeszenie Artystów Plastyków „Zwornik”, https://issuu.com/sladowski/docs/katalog_roboczy_6 [dostęp: 16.03.2018].

OPINIA JURY Praca Oliwii Rakoczy była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Czy za pomocą surrealistycznego dramatu można opisać obraz, zawrzeć w nim całą problematykę dzieła? W  przypadku twórcy awangardowego, a  takim artystą był właśnie Zbigniew Pronaszko, ta forma


Gęsie Pióro Kategoria Literacka – I nagroda

wypowiedzi okazała się najwłaściwsza. Autorka prowadzi dialog z intelektualną przekorą, bawi się słowem, próbuje zgłębić zagadnienia formy, barwy i sensu, czyli odpowiedzieć na pytania, z którymi zmagali się artyści zgrupowani w kręgu Formistów. Oczywiście te pytania pozostają bez ostatecznej odpowiedzi – ważny jest sam proces dochodzenia do prawdy, podważenie pewników. Paradoksalnie dialog porusza głównie problematykę twórczości Zbigniewa Pronaszki, a sam opis jest… w didaskaliach. Takiej pracy – spójnej pod względem językowym z dziełem malarskim – szukałam! Anna Rak

13


14

Kategoria Literacka – II nagroda Aleksandra Błotny Społeczne Gimnazjum nr 4 STO im. A. Wodziczki w Poznaniu Nauczyciele prowadzący: Ewa Bujak, Anna Zujewska

Rozmyślania o czasie z Panem Cogito Czas… Trudno pogodzić się z  jego upływem. Przeraża nas jego nieuchwytność i szybkość, z jaką ucieka. Ludzkie życie jest kruche, dla niektórych nic nieznaczące. Poddajemy się jedynie temu pędowi, jednocześnie nie dostrzegając swego zatracania. Żyjemy w biegu, nie mogąc uchwycić teraźniejszości. Czas mija, a  my nieuchronnie zmierzamy ku śmierci. Śmierć często przedstawiana jest jako bezlitosna Tyranka, która czeka z naostrzonymi nożycami, by przeciąć nić naszego życia. Strach przed śmiercią powoduje, że często rozmyślamy o przeszłości, marzymy o tym, by cofnąć czas, odzyskać utracone chwile. Mimo swojego pozornie beznadziejnego położenia walczymy o przetrwanie i pragniemy żyć jak najdłużej, nawet zdając sobie sprawę z tego, jak niewiele znaczymy… Te rozmyślania rodzą się w mojej głowie, gdy patrzę na obraz Szachista Zbigniewa Pronaszki. Kim jesteś, Panie Cogito z obrazu? Może pod twoim lekko zmarszczonym, myślącym czołem kłębią się odpowiedzi na dręczące mnie pytania? Z kim grasz w szachy, nie używając pionów? Czy gra jest już skończona, a może dopiero się rozpoczyna? Kto wygrał, a kto przegrał? Tego możemy się tylko domyślać…


Kategoria Literacka – II nagroda

A gdyby tak, budując formę obrazu, mieć możliwość wniknięcia w jego głąb…? „Obserwując przedmiot, nie widzę go wyłącznie frontalnie  – przeciwnie – uderzają w moją wyobraźnię przeróżne jego plany – i dopiero reasumując je w obrazie, otrzymuje ten pełny jego wyraz – istotę. Tak uzyskuję trzeci wymiar, który nic wspólnego nie ma z tradycyjną perspektywą”1  – pisał Zbigniew Pronaszko, malarz i  rzeźbiarz, badacz koloru i konstruktor formy, twórca formizmu w sztuce polskiej. Artysta musiał przebyć długą drogę, by dojść do ideologii artystycznej tak przeciwstawnej modernistycznej koncepcji sztuki. Przemiana Pronaszki dotyczyła gruntownego przewartościowania wszystkiego, czym dotychczas żył, zainteresowań i  artystycznych ideałów. Lata przemyśleń, doświadczeń i poszukiwań składały się na stopniowe przełamywanie świadomości artystycznej, pod koniec procesu przekształceń Pronaszko podjął się roli inspiratora i spiritus movens ruchu formistycznego. Istotną cechą prac Pronaszki jest położenie nacisku na konstrukcję formy. Pochłania go studium zwięzłej bryłowatości form i lapidarne ujęcie przestrzeni. Podstawowym założeniem artysty było wyeliminowanie wszelkiego odtwórczego stosunku do rzeczywistości, skoncentrowanie się na zagadnieniach formy w dziele sztuki. Formiści uważali za konieczne pozostawienie w obrazie pewnych elementów świata przedmiotowego, aby dzięki dodatkowym skojarzeniom tym bardziej wzbogacić wzruszenie płynące z przeżywania formy. W okresie formistycznym Pronaszko budował swe obrazy z mniej przestrzennych form, o dość skąpej gamie kolorystycznej, ograniczonej głównie do szarości, przygaszonych brązów, zgaszonej czerwieni. Operował również plamą walorową o bardzo silnie eksponowanej grze świateł i cieni. Działalność formistów, w tym Zbigniewa Pronaszki, była przełomem koniecznym dla dalszego rozwoju polskiej sztuki, była pierwszym krokiem ku sztuce nowoczesnej. „Życie obrazu polega jedynie na jego konstrukcyjności, tematem jego może być tylko zagadnienie formy i barwy, gdyż natura jest źródłem, podłożem, motywem, na którym obraz temat swój buduje. 1  T. Sowińska, Zbigniew Pronaszko, Warszawa 1984, s. 18.

15


Rozmyślania o czasie z Panem Cogito

16

Wszystko więc, co nie jest zagadnieniem formy i plamy, nie należy do malarstwa”2. Szachy, stworzone wieki temu, w  2138 roku ponownie zyskały na świetności, jednak już nie jako strategiczna gra planszowa. Każdy pionek, każde pole ma znaczenie, by dobrze wybrać czas, gdzie chcemy się przenieść. Króla ustawiamy w odpowiednim miejscu, na czarnych polach, wybierając wiek. Następnie oznaczamy rok, ustawiając pionki na jasnych polach. Hetman – setki, wieża – dziesiątki, goniec – jedności. I w taki właśnie sposób możemy cofnąć się w czasie. „[…] tak więc/ królewska gra/ przechodzi pod władzę/ automatów”3 W ręce trzymam ostatni pionek. Już tylko on dzieli mnie od spotkania z Panem Cogito na obrazie. Z człowiekiem, który za swojego życia dzielił się z innymi refleksjami na temat życia, śmierci, przemijania i czasu. Teraz to ja mogę osobiście zadać mu nurtujące mnie pytania. Z radia dobiegają słowa piosenki wpisujące się w ten moment. „Niestety nie ma mnie, bo spadam poprzez przestrzeń i czas, w kierunku nieskończoności […] przyszłość zaczyna się kiedyś, gdzieś, jakoś”4. Drżącą ręką ustawiam ostatni, kluczowy, pionek… To niesamowite…! Jestem w mojej upragnionej przestrzeni, a przede mną siedzi mój Pan Cogito. Jednocześnie jestem na obrazie i  na zewnątrz. Jednocześnie obserwuję i  mogę rozmawiać. Kompozycja obrazu Szachista Zbigniewa Pronaszki jest statyczna, jeszcze bardziej każe mi zauważyć to, co dzieje się pomiędzy kolorem, myślą a uczuciem. Czy potrzebny jest kształt na obrazie, aby wyrazić myśl? Czy kolor sam bez kształtu może wyrazić wszystko? Tak mocna kompozycja obrazu, statyczna, oparta na trójkącie i jednocześnie wykorzystująca złoty podział odcinka, świadczyć może o tym, że świat, który namalował Zbigniew Pronaszko, w którym umieszczony został Pan Cogito, jest stabilny, niewzruszony. Jest jak ziemia pod stopami, po której wędruje człowiek. Silnie naznaczony złoty podział, oś pionowa, na której znajdują się 2  Tamże, s. 10. 3  Z. Herbert, Szachy, [w:] tegoż, Epilog burzy, Wrocław 1998. 4  Nena, Irgendwie, Irgendwo, Irgendwann, [b.m.] 1995.


Kategoria Literacka – II nagroda

wszystkie elementy, które przyciągają mój wzrok; wsparta na ręce głowa mężczyzny, czoło, oczy… To skłania mnie do oderwania się od ziemi i sięgnięcia myślami gdzieś w przestrzeń i czas. Chcę odkryć tajemnicze myśli Szachisty. W prawym dolnym narożniku obrazu widać fragment rękawa tajemniczego gracza. Kim jest ten gracz? Czy mogę to być właśnie ja? Z niecierpliwością chcę zadać mu kilka pytań. Moje emocje trochę studzi koloryt dzieła, który jest ascetyczny. Każe skupić się na formie i treści. Dostrzegam również szerokie pociągnięcia pędzla, a plamy koloru obwiedzione są delikatnym konturem. Większą część obrazu zajmuje postać tytułowego Szachisty. Za nim znajduje się ściana, panuje na niej zimny śnieżnobiały kolor, a wielkie okno zakrywa ciężka, bordowa kotara. Oświetlenie wprowadza dynamizm, pada z  górnego prawego narożnika po przekątnej. Skupia moją uwagę na twarzy podkreślonej delikatnym modelunkiem światłocieniowym, na której fioletowe i srebrzyste tony ukazują swoją doskonałość brzmienia. Pan Cogito ubrany jest w białą koszulę, plastron, ciemną kamizelkę i dopasowaną kolorystycznie marynarkę. Włosy ma również ciemne, lekko połyskujące od padającego światła. Siedzi przy stole, opierając głowę na dłoni. Jego wzrok spoczywa na szachownicy. Pustej szachownicy. Pan Cogito ma zmarszczone, zamyślone czoło, siedzi w ciszy, prawdopodobnie myśląc nad tematem rozmowy, która już za chwilę ma się rozpocząć. – „W  wielkim napięciu/ turniej człowieka/ znak szczególny: nóż w zębach/ z potworem maszyny/ znak szczególny: olimpijski spokój/ skończył się zwycięstwem/ smoka/ na nic […]”5  – rozpoczęłam niepewnie. – To niesamowite, że mogę dziś tu z panem być. Nurtuje mnie pytanie zadawane od lat, rozważane nawet w czasach dla mnie współczesnych, kiedy mamy dostęp do tak niezwykłych osiągnięć techniki. Czy można zmienić przeszłość, czy wszystko ma swoje przeznaczenie, a jeśli tak, to kto o tym decyduje? Przypadek? Bóg? A może my sami? Czy jesteśmy wolni w tym, co robimy? Czy może wszystko wiecznie powstaje na nowo we wciąż powtarzającym się cyklu, a my stosujemy się do praw natury i jesteśmy tylko niewolnikami czasu i przestrzeni? 5  Z. Herbert, Szachy, dz. cyt.

17


Rozmyślania o czasie z Panem Cogito

18

– Nic nie dzieje się bez powodu. Żaden oddech, żaden krok, żadne słowo, żaden ból. Wiecznie trwający cud jedności. Żadna z tych ponurych rzeczy, które nam się przydarzają, nie dzieją się bez powodu. To one czynią nas tym, kim jesteśmy. Jednak nie da się odpowiedzieć, kto lub co jest za to odpowiedzialne, kto lub co nad tym wszystkim panuje. Jedno jest pewne, każdy z nas podejmuje decyzje, boryka się z ich konsekwencjami, każdy jest odpowiedzialny za swoje czyny i  powinien pamiętać, że nie tylko przeszłość wpływa na przyszłość, ale także przyszłość wpływa na przeszłość. – A myśli pan, że można zmienić bieg wydarzeń? – Nie wiem, jak jest w XXII wieku, kiedy technika jest tak bardzo rozwinięta, że można podróżować w czasie, ale myślę, że nawet dziś każdy naukowiec odpowie, że nie, gdyż zakazuje tego determinizm przyczynowy. Jednak ludzka natura od zawsze każe nam wierzyć, że nasze życie ma jakiś większy sens, a nasze czyny mogą coś zmienić. – Wspomniał pan o  tym, że przeszłość ma wpływ na przyszłość, a przyszłość wpływa na przeszłość. Co chciał pan przez to powiedzieć? – Pętle czasowe, tunele czasoprzestrzenne, tam wszystko się wzajemnie warunkuje. Jak wspomniałem, nie tylko przeszłość ma wpływ na przyszłość, ale także przyszłość wpływa na przeszłość. To tak jak z pytaniem o jajko i kurę. Nie da się stwierdzić, co było pierwsze. Wszystko jest ze sobą połączone. Dziś już wiem, jak będzie wyglądać przyszłość, ale za swojego życia powiedziałbym, że to wszystko, obojętnie, jak bardzo nienormalne nam się wydaje, nie dzieje się bez przyczyny. Przeszłość to przeszłość, ty żyjesz teraz. Kto wie, co przyniesie przyszłość. Zawsze wyznawałem zasadę: moje miejsce nie jest we wczoraj ani w jutrze, lecz tu i teraz. – Dziś najczęściej zadawanym pytaniem jest „dlaczego”? Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Dlaczego to wszystko tak dziś wygląda? Dlaczego są podejmowane takie decyzje? – „Dlaczego” to bardzo poważne słowo. Dlaczego decydujemy się zrobić coś wbrew czemuś innemu. Czy ma jakieś znaczenie, że nasza decyzja opiera się na konsekwencji wynikającej z łańcucha przyczynowego. A może została podjęta na podstawie mglistego przeczucia, że


Kategoria Literacka – II nagroda

wszystko w moim życiu prowadziło właśnie do tej chwili, że jestem częścią układanki, której nigdy nie zrozumiem i na którą nie mam i nigdy nie będę miał żadnego wpływu. Większość ludzi jest tylko pionkami na szachownicy, które prowadzi obca ręka. Żyją jedynie po to, by stać się ofiarą dla wyższych celów. „Należy zgodzić się/ pochylić łagodnie głowę/ nie załamywać rąk/ posługiwać się cierpieniem w miarę łagodnie/ jak protezą/ bez fałszywego wstydu/ ale także bez pychy”6. To jedynie nieszczęsne, ale konieczne posunięcia na szachownicy w odwiecznej walce dobra ze złem. Czas to niekończące się pole gry. To miliony kół, które się wzajemnie zazębiają. Zwycięży tylko ten, kto ma cierpliwość, ale nasz czas nadejdzie. – Czy chciałby pan jeszcze coś dodać na koniec? – Tak, „idź wyprostowany wśród tych co na kolanach/ wśród odwróconych plecami i obalonych w proch/ ocalałeś nie po to aby żyć/ masz mało czasu trzeba dać świadectwo/ bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny/ w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”7. – Bardzo dziękuję. – Ja również. „Bądź wierny Idź”8.

Bibliografia: Herbert Z., Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu, [w:] tegoż, Wiersze zebrane, Kraków 2008. Herbert Z., Przesłanie Pana Cogito, [w:] tegoż, Wiersze zebrane, Kraków 2008. Herbert Z., Szachy, [w:] tegoż, Epilog burzy, Wrocław 1998. Nena, Irgendwie, Irgendwo, Irgendwann, [b.m.] 1995. Sowińska T., Zbigniew Pronaszko, Warszawa 1984.

6  Tenże, Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu, [w:] tegoż, Wiersze zebrane, Kraków 2008. 7  Tenże, Przesłanie Pana Cogito, [w:] tegoż, Wiersze zebrane, Kraków 2008. 8  Tamże.

19


Rozmyślania o czasie z Panem Cogito

20

OPINIA JURY Rozmyślania o czasie z Panem Cogito to praca, której autorka, patrząc na Szachistę Zbigniewa Pronaszki, zastanawia się nad istotą ludzkiego życia. Aleksandra Błotny zabiera czytającego na wycieczkę w  czasie. Odwołania do twórczości polskiego formisty oraz do wierszy Zbigniewa Herberta przenoszą nas do przeszłości, ale akcja opowiadania, którego bohaterem jest szachista, dzieje się w XXII wieku. Dla ŻYCIA nie ma to jednak znaczenia – ONO zawsze jest tu i teraz, wypływające z przeszłości i podążające w przyszłość. Uwarunkowane splotami przypadków, ale nieprzypadkowe, ciągle otwierające się – dzięki nowym możliwościom. Pozornie wielobarwne i wielorakie, jest jednak wyrazem jedności. Popatrzmy na Szachistę, może uda się nam zobaczyć to w jego spokoju, chłodnych barwach, dystansie. I w pustej szachownicy. Dr hab. Anna Gomóła


Kategoria Literacka – III nagroda

21

Gabriela Polasińska Zespół Szkół Plastycznych im. Józefa Brandta w Radomiu Nauczyciele prowadzący: Tatiana Laskowska-Durlik, Anna Łaszanowska

To nie jest analiza „Sztuka jest narzędziem do pozyskania łatwego i niewinnego szczęścia. […] Sztuka otwiera światy nowe, rozszerza widnokrąg, uczy świata, a gdy Bóg dał choć odrobinę tego, co my zowiemy twórczą siłą, cóż to za zachwyty, gdy myśl potrafi rzucić na płótno lub wyśpiewać tonami”. Józef Ignacy Kraszewski – Przecież wiesz, jak to jest. Masz przed sobą puste pole. Nicość. Tak siedzisz, wpatrujesz się, szukasz podpowiedzi, znaku, inspiracji. Nie wiesz do końca, jak to rozegrać, co z tym zrobić. Cała rozgrywka przecież dopiero przed Tobą, nie wiesz tak naprawdę, co z tego wyjdzie. Czym walczysz? No właśnie, nicością. I po co ci to? Tyle walki z samym sobą, dlaczego? Przecież to gra, w której o nic nie grasz. Więc czy opłaca się w ogóle zaczynać? Tyle trudu, zmagań, niepewności… A możesz przecież tego uniknąć. Pytam się jeszcze raz, po co? – Nie wiem – odpowiedział bezbarwnie i począł dalej wpatrywać się w to puste płótno, jakie miał przed sobą. Nigdy, nawet w najmniejszym stopniu, nie byłem w stanie pojąć, o co im, „artystom”, chodzi. Katują się tą swoją sztuką, zabijają dla niej. A i tak


To nie jest analiza

22

większość nie jest doceniana, nie żyje w glorii. Czasy bycia divinus już dawno odeszły. I gdy patrzę na niego, gdy tworzy – nie poznaję go. Wchodzi w dziwaczny trans, nie widzi nic oprócz swojej pustej planszy, na której przecież nic nie ma! I spędza tak godziny, nierzadko dni, tylko patrzy… Jest to do tego stopnia nieznośne, że szał mnie ogarnia, gdy widzę go w tym stanie. – Chodźmy na spacer. Kiedy ostatni raz wyszedłeś z tej nory? – spytałem, chcąc ukryć irytację, która coraz bardziej mnie ogarniała. Cisza. Westchnąłem tylko. Jestem naukowcem, człowiekiem rozumu. Spędziłam lata na badaniach, a wciąż nie mogę zrozumieć mojego przyjaciela. Przecież rozwój ludzkiej wiedzy jest nieograniczony! A  on? Człowiek oczytany, wykształcony, ponadprzeciętnie inteligentny, siedzi i marnuje potencjał w nim zamknięty. Nie pozwolę na to! – Zbigniewie, mówię do ciebie! – starałem się przykuć jego uwagę tym bezpośrednim zwrotem. Spojrzał na mnie sennym wzrokiem. – Einstein! Fleming! Banting! Best! Przypomina ci to coś? Czy już zupełnie zamknąłeś się na racjonalizm?! Apeluję do ciebie! Obawiam się, że to, co robisz, zamieniło się w swoistą obsesję! Może nawet i chorobę, która zaćmiła twój światły umysł. Spójrz w  lustro, w  te swoje mętne oczy. Nie jesz całymi tygodniami. Czy przez te wszystkie farby, rozpuszczalniki, werniksy i diabeł wie co jeszcze, żeś się nie nabawił ołowicy? Czy gdzieś tam w środku jest jeszcze Zbigniew Pronaszko?! – wyrzucając z siebie te słowa, miotałem się jak opętany po tej jego malutkiej pracowni, która jednocześnie służyła za salon. Zatrzymałem się, ciężko dysząc, próbując pojąć, co właśnie się stało. Spojrzałem na niego. Delikatnie odłożył pędzel, jeszcze niezamoczony w farbie. Wstał powoli, majestatycznie, prostując swą smukłą sylwetkę. Spojrzał na mnie ciemnymi oczami. Jego wzrok już nie był senny. Tym razem przemawiała przez niego czysta ciekawość z nutą serdeczności. Przeszedł parę kroków po pokoju, założył ręce za siebie i rzekł: – Mój drogi przyjacielu, teraz to ja nie poznaję ciebie. Ty, człowiek nauki, rozumu, postępu, tracisz nad sobą kontrolę z powodu jakiegoś podrzędnego artysty?


Kategoria Literacka – III nagroda

Każde słowo wypowiedziane przez niego wydawało się starannie dobrane i idealnie pasujące do reszty. Ponadto zadziałały one jak kojący balsam na moje nerwy. Cała złość odeszła. Wpatrywałem się tylko w jego twarz, która wydawała się promieniować jasnością. Uśmiechnął się pod nosem. – Usiądź – wskazał mi fotel przy niewielkim stoliku do gry w szachy. – Pozwól, że ci coś pokażę. Nieśpiesznie ruszył w kierunku regału, zza którego wyciągnął płótno, ukrywając przede mną jego zawartość. Stanął w  pewnej odległości ode mnie i odwrócił je tak, bym mógł poznać, co się na nim znajduje. Następnie oparł je o ścianę, a sam zszedł na bok. – Mam nadzieję, że poznajesz tego pana, którego masz przed oczyma – powiedział, zapalając fajkę. Siedziałem w bezruchu, czekając na odkrycie celu tej sceny. Wręcz z  instynktowną ciekawością wpatrywałem się we własny portret, wyczarowany pędzlem mojego przyjaciela. Nigdy wcześniej go nie widziałem. Nie ukrywam – było to dla mnie niemałe zaskoczenie. Zbigniew zaczął przechadzać się po pokoju, nie przeszkadzając mi w oglądaniu obrazu. Drewniana podłoga cicho skrzypiała pod jego stopami, jak gdyby chciała coś zakomunikować. Ogarnął mnie całkowity spokój, a rytm kroków pozwolił skupić myśli. – Co widzisz? – zapytał. Chwilę wahałem się z odpowiedzią. – Widzę siebie podczas gry w szachy – odpowiedziałem, uznając tę opcję za najrozsądniejszą. Zbigniew nadal przechadzał się po pokoju. Po krótkiej chwili odezwał się. – Dla ciebie, mój drogi przyjacielu, jest to jedynie postać przy grze w szachy. Patrzysz, lecz nie widzisz. Twój umysł analizuje suche fakty, sam ogół, jak gdyby był do tego zaprogramowany. Pozwól, że poprowadzę cię przez ten obraz, abyś mógł go naprawdę zobaczyć. Przerwał na moment, po czym kontynuował. – Jak słusznie zauważyłeś, jest to mężczyzna przy grze w  szachy. Spójrz na jego twarz. Co wyraża? Spokój? Skupienie? Radość z gry?

23


To nie jest analiza

24

A może wręcz senność? Podejdź bliżej. Jeszcze… Wystarczy. A  teraz spójrz na te barwne plamy. Czy to nie one sugerują te emocje? Konflikt barw ciepłych z zimnymi. To w nie ubrałem twoją naturę. Oranż i róż wnoszą dobroć, życzliwość. Lecz kłujący zarost jest turkusowo-błękitny, podobnie jak wszystkie cienie, które tak jak w naszej rzeczywistości zaglądają ci w serce i nieraz już je zmroziły. Spójrz głębiej. Widzisz to już? Z tej okazji twe włosy, zwykle radośnie biegające w każdym kierunku, zostały podbite okrutnym błękitem. Zastygły pod jego mroźnymi rządami i tylko radośnie koralowe usta widziały ich cierpienie. Nie przybrały jednak żadnego wyrazu. To twój rozum im na to nie pozwolił, uważając za ważniejszą grę w szachy. A twój płaszcz? Z ostrymi impastami, ostrymi jak twe myśli. Z pozoru brązowy, również nakryty bezlitosnymi błękitami i fioletami. I pomyślisz może, że przecież owe połączenia nie współgrają ze sobą. Czy aby na pewno? To one iluzyjnie cię uformowały. Ale mało tego, zdradziły mi, kim jesteś. I oto z pustego płótna powstałeś ty, siedzący w kącie mojego pokoju, na tle czerwonej zasłony, wpatrzony w stolik do szachów. Przyjrzyj się mu. Patrz! Bo nie dostrzegłeś jednego detalu. Przerwał. To milczenie zdawało się trwać całe wieki. Poczułem, jak kropla potu spływa po mojej skroni. Wpatrywałem się w obraz, badałem go, uczyłem się na pamięć. I dzięki temu dostrzegłem to, co wcześniej było dla mnie niedostrzegalne. Instynktownie mój mózg odepchnął wszystko to, co było wokół mnie, a całym zbiorem moich zmysłów począł odbierać obraz. I tylko w głowie dudniły mi kroki Zbigniewa w rytm melodii jego słów. To tak, jakbym wszedł w ten obraz, odczuwał go całym sobą. Słyszałem pociągnięcia pędzla, czułem zapach fioletów i błękitów, grzały mnie ciepłe oranże i żółcienie. Synestezja? A może to coś więcej? Coś głębiej? Coś wyżej? Zaczarowany magią barw, połączeń, kontrastów, osiągałem stan podobny transcendencji. Ta kontemplacja zdawała się nie mieć końca, lecz upływ czasu był niezauważalny. Wręcz zbędny. Zbigniew ponownie zaczął mówić. – „Masz przed sobą puste pole. Nicość. A i tak siedzisz, wpatrujesz się w to, szukasz podpowiedzi, znaku, inspiracji” – zacytował. – Twe


Kategoria Literacka – III nagroda

słowa nie odnoszą się jedynie do mych płócien, nie sądzisz? W takim razie czy nie za mało jest szachów w szachach? Przecież czegoś brakuje. Czym zatem grasz? Czym walczysz? W mej opinii następuje tu logiczne podobieństwo zwane analogią. Co dla ciebie oznacza ów zbiór skontrastowanych wobec siebie kwadratów? Co w nich widzisz? Czy w twej głowie na ubranych w fioletowe i żółtawe koszulki polach stoją różnorakie stwory, którymi sterujesz niczym władca? Rozmyślasz. Analizujesz. Obmyślasz strategię. Nic nie widzisz poza pustym polem. W  tym momencie znajduje się ono w  środku twojego prywatnego wszechświata. Jak myślisz, ile już tak przy nich siedzisz? Godzinę? Dwie? A może całe popołudnie? Zbigniew zamilkł. Dał mi chwilę na poukładanie w mojej głowie otrzymanych informacji. To, z  istnienia czego nawet nie zdawałem sobie sprawy, właśnie zalewa mnie i niesie swym przedziwnym prądem ku krainie, której nazwy jeszcze nie znam. Czy jestem godzien wstąpić na jej ziemię? Czy porwany jej prądem nie zatonę jak ten okręt, który był zbyt słaby, by oprzeć się wściekłym falom, głodnym jego wnętrza? – Ktoś towarzyszy ci podczas tej gry. Widzisz? O tu, w prawym dolnym rogu widać czyjś łokieć. Lecz nie dostrzegasz tej osoby. Jesteś zbyt pochłonięty wpatrywaniem się w planszę – powiedział. Usiadł naprzeciwko mnie przy stoliku do gry w szachy. Nie byłem w  stanie oderwać oczu od obrazu. Zahipnotyzował mnie. Już nie widziałem postaci. Przed oczyma miałem wszystkie zawirowania, o których mówił Zbigniew. Odniosłem wrażenie osiągnięcia wyższego stopnia świadomości. – Ciągle tylko gapisz się w  tę planszę  – rzucił ostro.  – Bijesz się z własnymi myślami, wymyślasz sobie przeciwników. Sprawę mógłbyś skończyć w ośmiu ruchach! Gdybyś tylko chciał! CHCIAŁ! A gdyby wszystkie planety, wszystkie galaktyki stanęły w  jednej linii i  grałbyś z największym na tym świecie pierdołą…! – przystanął na chwilę i ugryzł się w wargę. Zmierzył mnie wzrokiem. – Z wicepierdołą, z nim mógłbyś nawet w  czterech. I  uciąłbyś sprawie łeb. Tyle. Szlus. Więc dlaczego, gdy tylko najdzie cię ochota na słodkie ględzenie o niczym, oskarżasz mnie o  znikanie z  rzeczywistości? Proces twórczy to nie

25


To nie jest analiza

26

jakieś hop-siup i jazda! To proces! A proces to ból! Krew, stal i pożoga! To nie jest tak, jak mówią we wszystkich bajkach, że przychodzi do Artysty zaczarowana muza, która rzuca na niego złoty blask natchnienia, a ten na skrzydłach rwie się, by tworzyć. Przy tej robocie bliższy jesteś kowalowi. Walisz młotem w oporną materię, napinasz raz po raz bolące mięśnie, łamiesz spoconą głowę! Kark! Czujesz kręgosłup jak rozgrzany do białości pręt! Walczysz! Z Materią! Z samym sobą! Ciągle i ciągle! Dzień w dzień! Noc w noc! A po co?! Po to, żeby jakaś nowobogacka paniusia z inteligencją zardzewiałego czajnika pokręciła noskiem i orzekła, że „znośne”. By cię upokorzyć. Bo coś robisz. Bo coś umiesz. A ty co na to? Wyprostowany przyjmujesz te splunięcia gęstą żółcią, z dumą. I z tą plwociną na twarzy, jak z przypiętym orderem, zabierasz się do następnej roboty. I do następnej. A po niej do następnej. I tak ciągle, i ciągle. Wyśpisz to się, chłopie, w grobie. Pod kombinatem! Wiesz dlaczego? Bo tym jesteś. I  tego nie zmienisz. To silniejsze od ciebie! To twoja natura! To ty! Bo jak rzucisz to brzemię w diabły, to co…? To zostanie nicość. Pustka. Dziura w sercu, której nie da się zapchać. Niczym, bo ona ciągle chce więcej! I  więcej! Aż zje i  ciebie samego!… Więc co…? Nic. Do roboty, chłopie.

OPINIA JURY Opowiadanie Gabrieli Polasińskiej To nie jest analiza oparte jest na ciekawym pomyśle. W swojej pracowni malarz spotyka się z naukowcem. To jednocześnie spotkanie twórcy z modelem i nauczyciela z uczniem. Autorka pokazuje, jak można patrzeć na dzieło sztuki, jak interpretować kolor, jak „domalować” wyobraźnią postać sugerowaną szczegółem. To nie jest analiza to nauka widzenia – droga do zrozumienia nie tylko świata uchwyconego pędzlem, ale i – jeśli się poćwiczy – tego jeszcze nienamalowanego. Dr hab. Anna Gomóła


Kategoria Literacka – wyróżnienie

27

Marta Ukleja Państwowa Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I st. im. Stanisława Moniuszki w Katowicach Nauczyciel prowadzący: Aleksandra Franke

Poufna rozmowa Wracałem do domu jak zwykle – zbyt późno. Wracałem, a raczej płynąłem nieśpiesznym nurtem wąskich krakowskich uliczek, rzęsiście oświetlonych odbitym i rozproszonym światłem latarni i gwiazd. Płynąłem i  roztapiałem się w  tym malarskim obrazku znad Wisły, który zlewał się w mojej wyobraźni z Gwiaździstą nocą nad Rodanem Mistrza Światła. Być jak van Gogh… Vincent i Theo… – najsłynniejsi bracia w historii malarstwa. I my – Zbigniew i Andrzej Pronaszko – ich spadkobiercy, a  może prekursorzy czegoś równie ożywczego… Marzenie ściętej głowy… Złudzenie gwieździstej nocy… Przemęczenie… Melancholia starości… Tylko jedno jest w tym wszystkim pewne: włóczę się jak Vincent i  – podobnie jak on  – nie wyobrażam sobie życia bez brata i  malowania. No i  jeszcze ten nasz „wspólny” upór, by iść własną drogą, niezależnie od tego, kogo – i czy w ogóle kogoś – na niej spotkamy. Przed pychą naiwnych porównań uchronił mnie zegar na Rynku, wybijający miarowo i donośnie północ. Czuję, że mój wewnętrzny zegar także dobija już dwunastej. Koniec doby jak koniec życia… Siedemdziesiąt trzy lata… Sporo więcej niż van Gogh… Ale czy moja sztuka będzie choć w  połowie tak dobra? Czy ktoś o  mnie


Poufna rozmowa

28

kiedyś usłyszy? Czy ktoś wspomni braci przy sztalugach – Zbigniewa i Andrzeja? Prawie 40 lat wcześniej, listopad 1917 roku Wracałem do domu jak zwykle – zbyt późno. Krakowskie uliczki były pięknie oświetlone. W rytmie wybijanych miarowo uderzeń przez ratuszowy zegar snułem nieśpieszne myśli. Czy nasza pierwsza wystawa okaże się sukcesem? Co napiszą jutro konserwatywne gazety? Już wyobrażałem sobie odstraszające nagłówki… I Wystawa Ekspresjonistów Polskich – rewolucja bez treści? Pijmy ze źródła, a nie z konewki! Realizm górą! Precz z ekspresjonizmem! Czerpmy z natury! Wróćmy do tradycji! Formalizm bękartem Wielkiej Sztuki! Ponure rozmyślania przerwał zegar wybijający – a jakże – dwunastą. W domu czekał Andrzej z gorączkowymi wypiekami, chcąc „wydrzeć” ze mnie pierwsze opinie krytyków i reakcje publiczności. – Witaj, bracie – powiedziałem cicho, zamykając drzwi. Była jesień. Nie chciałem, żeby wiatr dostał się do środka razem ze mną. Zdołałem tylko osunąć się na fotel i wycedzić zdawkowe: „Jakoś to będzie”. Gorączkowe emocje Andrzeja musiały poczekać na jutrzejsze wydania krakowskich gazet. Było całkiem znośnie… Nie odrzucano nas, choć traktowano „ten nasz cały ekspresjonizm i formizm” ze stateczną rezerwą. Bez entuzjazmu, ale i bez wrogości. Krakowskie umiar i powściągliwość. Usiadłem wygodnie w  fotelu i  rozprostowałem nogi. Po lekturze pierwszych artykułów już kątem oka przyglądałem się płótnu, które przyniosłem przedwczoraj. Miałem już pewien pomysł. Prosta forma, akcent na tajemnicze zamyślenie mężczyzny pochylającego się nad… czymś… geometrycznym… Gazeta? Nie, to zbyt banalne… Książka? Zbyt oczywiste. List? Zbyt sentymentalne. Szachownica…Tak! To będzie nasz formistyczny symbol. Przesilenie geometrii i logiki. Prostota wyrazu, jednolitość barw. Wszystko to, o  co nam chodzi. Nowa sztuka  – sztuka kształtu, linii i podstawowych barw. Sztuczne światło zamiast świetlistego impresjonizmu. Bordowa kotara zamiast błękitu nieba.


Kategoria Literacka – wyróżnienie

Pomysł podsunął mi Andrzej, a raczej samo życie, w którym przyjacielskie partie szachów były rytuałem. Z inspiracji Andrzejem powstało wiele moich obrazów. Kilka dni temu namalowałem jego portret w  kapeluszu. Zatytułowałem go, nie zdradzając źródła, Portret mężczyzny. Teraz przyszła pora na Szachistę. Podobnie jak wtedy poczułem, że widok twarzy mojego rodzonego, kochanego brata znów czymś mnie napełnia. Zerwałem się z krzesła po kartkę papieru, żeby naszkicować swój pomysł. Andrzej przyglądał się badawczo. – Na razie mam tylko twarz i pozę – pochwaliłem się półgłosem. Andrzej stał za mną i spoglądał raz po raz przez ramię, krzątając się przy posiłku. – Jeśli nie będziesz się odpowiednio żywił, to i twoje obrazy nie będą nasycone  – mruknął spod wąsa i  natychmiast rozpoczął braterski wykład. – Zresztą nie wiem, czy nie zależy ci przypadkiem tylko na tym, aby wszyscy oprócz obrazów zapamiętali cię jako chudego mężczyznę biegającego tam i z powrotem między wystawami, odczytami i sklepikami z farbą. O ile w ogóle zdążą cię takiego zapamiętać, zanim umrzesz z głodu… – skończył swoje refleksje za moimi plecami. Usłyszałem, jak jeszcze coś mamrocze pod nosem. Dobiegły mnie tylko niektóre słowa: – Trzy lata starszy, a taki nierozsądny. Podrapałem się po głowie końcem pędzla. Nabrałem farby. Miałem zamiar zacząć. Jednak nie zdążyłem ani razu pociągnąć pędzlem, bo do mojej pracowni wszedł Andrzej z Tytusem Czyżewskim. – Brat i przyjaciel nie są najlepszymi recenzentami obrazu, który jeszcze nawet nie jest rozpoczęty – wymamrotałem cicho, niby do siebie. – Umówiliśmy się na partyjkę szachów, pamiętasz? – zapytali mnie niemal jednogłośnie. Nie chcąc zdradzać swojego pomysłu – przecież był nim Szachista – wycedziłem tylko: – Do szachów podobno potrzeba tylko dwóch graczy, więc pozwólcie, że dołączę na drugą partię – z wygranym. Odstawiłem płótno. Jeśli sztuka formisty nie ma czerpać z natury, to malowanie szachisty podczas rozgrywającej się za ścianą partii

29


Poufna rozmowa

30

szachów byłaby jej jawnym zaprzeczeniem. Stwierdziłem, że lepiej będzie, jeśli dokończę jedną z moich rzeźb. Jednak, gdy tylko chwyciłem rylec, poczułem, że to nie to… Jakbym zdradzał coś istotnego. Musiałbym chyba wyrzeźbić szachownicę… Postanowiłem usiąść na chwilę i rozważyć inne pomysły. Słyszałem śmiechy i rozmowy Tytusa z Andrzejem. Wiedziałem, że zbliża się czas wykonania dekoracji plafonów w zamku na Wawelu. Są to dekoracje do sali i sypialni królewskiej. Obowiązywały mnie barokowe złocenia, sztukaterie i ogólny przepych – estetyka tak bardzo odmienna od tej, której teraz chcę się poświęcić… Jak pogodzić barokowe zawijasy z prostotą linii, kapiące zewsząd złoto z monochromatyzmem barw? Czy można być i tu, i tam? A jeśli nasz nowy nurt okaże się porażką? Z czegoś trzeba przecież żyć… coś do garnka włożyć, by – jak mawia mój brat – zdążyć być zapamiętanym, zanim umrze się z głodu… Nie rozstrzygnę tego. Lepiej wrócić do partii szachów rozgrywanej między rozentuzjazmowanym bratem i przyjacielem. Tytus i Andrzej walczyli jak Dawid z Goliatem. Przewaga Andrzeja była znaczna. Partia zbliżała się do końca. Usiadłem w kącie pokoju, wpatrzony w graczy. „Jaki cel właściwie ma ta gra? Ich celem jest wygranie walki, a więc jest to wojna” – rozmyślałem. Zdawałem sobie sprawę, że żyję w dziwnych czasach. Już za progiem czyhały prawdziwa wojna i rozlew krwi. Wszyscy tak mówili. I choć Polska „przed chwilą” odzyskała niepodległość, za granicami znów wrzało. Gdyby miała ją znów stracić… To możliwe… Jak przegrana w partii szachów. Lecz na razie jakiekolwiek dynamizm ruchu, potyczka, bitwa, wojna, ruch wojsk i czołgów, salwy z karabinów czy nadmierna gorliwość były mi obce. Skończyli grę. Za chwilę mieli rozpocząć rewanż. Spoglądałem na brata pochylonego w  skupieniu nad szachownicą. Podtrzymywał twarz dłonią. Był wyraźnie zamyślony. Tylko nad czym? Nad strategią kolejnych posunięć? A może nad ich odbiciem w zwierciadle prawdziwego życia… Łokieć spoczywał w rogu szachownicy. Wpatrzony w jakiś martwy punkt, niewidzącym wzrokiem ogarniał sobie tylko znaną przestrzeń. Choć naprzeciwko siedział Tytus, nie miało to dla niego


Kategoria Literacka – wyróżnienie

żadnego znaczenia. Co dziwniejsze, na szachownicy nie było żadnej figury ani żadnego pionka. Była pusta jak spojrzenie Andrzeja. Musiałem zapisać to w pamięci, by następnego dnia powierzyć płótnu. Ale co powierzyć? To, co widzę, czy to, co skrywa się przed moim wzrokiem? O czym myśli Andrzej pochylony nad szachownicą? Wojna? Wspomnienia? Los życia? Triumf? Klęska? Nadzieja? Zwątpienie? I wszystko to na sześćdziesięciu czterech polach… Niech to, o czym myśli, pozostanie tajemnicą! Ale jak uchwycić na płótnie tę tajemnicę? Jak ją wyrazić? Wybrałem efekt chłodnego cienia. Polega on na pokazaniu kontrastu między bielą a czernią przez niebieskawy cień. Tak więc zacząłem od namalowania białej, chłodnej ściany. Przedstawia i symbolizuje ona przestrzeń jeszcze niezagospodarowaną. Nawiązuje również do symbolicznej szachownicy. Nad szachownicą maluję mężczyznę o bladej cerze, mocno zamyślonego, w czarno-brązowym garniturze. Rozmyśla nad pustą planszą szachów. Brak pionków i figur to zapowiedź czegoś, czego jeszcze nie znamy. Majaczące na pustych polach niepewna przyszłość, nieznany los. Naprzeciwko szachisty siedzi drugi gracz. On też nie ma wystawionych pionków i  figur. Nie ma jeszcze planów na przyszłość, taktyki, strategii. Wszystko jest jeszcze możliwe… To tak jak nasze życie – pomyślałem, wyobrażając sobie pełny aspekt obrazu. Często nie znamy intencji osób, które spotykamy na swojej drodze. Musimy dobrze rozstrzygnąć ruch, nie znając układu pionków i figur. Lecz czy te figury są jedynymi wskazówkami? Czy może czasem należy patrzeć na coś innego? Tu rodzi się pytanie: czy zawsze należy rozmyślać przed każdą czynnością, którą wykonujemy? Może czasem należy kierować się instynktem, spróbować zrobić coś spontanicznie, bez zbędnego filozofowania. Nawet jeśli popełnimy błąd, to… Przecież na błędach człowiek uczy się najlepiej – dumałem, malując z dokładnością postać człowieka. Skończenie go potrwało kolejne dwa dni. Wracałem wieczorami i stawałem oko w oko z grą życia. Tą na szachownicy i tą na płótnie. Do końca nie byłem pewien, czy odpowiednio przedstawiłem postać wzorowaną na moim bracie. Chciałem oddać jego zamyślenie i tę poufną

31


Poufna rozmowa

32

rozmowę bez słów, która toczyła się między nim a Tytusem, między nim a  figurami, które za chwilę miały stanąć na szachownicy, między nim a pustką, którą odczuwał, patrząc zaczerwienionymi oczami w jakiś tajemniczy punkt na skrzyżowaniu linii i pól. Perspektywa była idealna. Choć czasem artyści mają swoje uzasadnione i nieuzasadnione żale, mają również zachwyty, chwile pełne szczęścia. Tak właśnie się czułem, kończąc malować bladą i przezroczystą jak kartka papieru twarz Szachisty. Czułem się jak poeta, który kończy wers zwrotki w wierszu. Zastanawiałem się również, czy i kolory szachownicy nie nawiązują do naszego życia. Biel i czerń – dobro i zło, światło i ciemność, radość i trwoga, pokój i wojna. Usnąłem w fotelu, gdy na chwilę usiadłem, aby odpocząć. Śniły mi się rzeczy nieprawdopodobne. Znajdowałem się w komnacie Zygmunta III. Oprócz mnie był tam ktoś jeszcze. Nie kto inny jak… Szachista. Przyglądał się mojej pracy i rozmyślał. Zabrał nawet z obrazu czerwoną kotarę, która okrywała teraz jego ramiona. Nie zauważył mnie. Wpatrywałem się w niego długo. Nie śpieszył się. Był spokojny. Może to jakiś znak, który należy odczytać i zinterpretować. Na przykład tak, że należy dać sobie na wszystko czas, nie śpieszyć się z decyzjami. Czasem trzeba się tak zamyślić, jakbyśmy grali w szachy, w których każdy ruch może mieć swoje konsekwencje. Obudziłem się. Uświadomiłem sobie, że zasnąłem. Zerwałem się z fotela. Pędzel miałem w ręku. Kończyłem moje dzieło. Skończyłem szachownicę. Wciąż jednak o niej myślałem. – Na pewno i te ruchy, które czasem wydają się niepotrzebne, mogą się przyczynić do zwycięstwa. Ta pusta plansza świadczy również o tym… Ukończona szachownica i szachista dodały mi otuchy. Dopiero zacząłem pierwszy ruch na mojej szachownicy. Dopiero rozpoczynamy wytyczanie nowych kierunków w  malarstwie  – naszą grę między tradycją a  nowatorstwem, realizmem a  awangardą, naturalizmem i  formizmem. Wszystko przed nami, jak na moim obrazie.


Kategoria Literacka – wyróżnienie

Lada chwila miałem decydować o pomalowaniu ścian, które jeszcze wciąż były białe. Nie poddam się w szukaniu sensu moich życiowych białych i czarnych pól… „To, co ma być w  sztuce żywym, wszystko to musi przejść duszę twórcy…”  – mawiał mój przyjaciel Witkacy. Czasem nie trzeba zbyt wielu detali, wielkich tematów, rozmachu… Obraz złożony z  trzech barw – bieli, czerni i czerwieni. Te barwy są prawdziwymi barwami duszy, zdolnymi wyrazić to, co najważniejsze. Prostota i  harmonia, odczucie i zamyślenie. To esencja naszej nowej sztuki, którą wyrazić ma Szachista. Wracałem do domu jak zwykle – zbyt późno. Krakowskie uliczki były pięknie oświetlone. W rytmie wybijanych miarowo uderzeń przez ratuszowy zegar snułem nieśpieszne myśli. Myśli jak partia szachów  – w kolorach bieli i czerni, rozpisane na sześćdziesiąt cztery wątki, jak sześćdziesiąt cztery pola szachownicy. Czy mój Szachista znajdzie uznanie? Gdzie trafi? Jaka będzie przyszłość? Nasza rodzinna – braterska, naszej dopiero co odzyskanej ojczyzny i „naszej” nowej sztuki? Wszystko jest możliwe, dopóki figury i pionki są jeszcze przed ostateczną potyczką.

OPINIA JURY Poufna rozmowa to opowiadanie mocno osadzone w biografii malarza. Autorka nie zarzuca nas zbędnymi szczegółami, wykorzystuje tylko te fakty z życia Zbigniewa Pronaszki, które są dla konstrukcji opowiadania istotne i tworzą aurę autentyczności. Czy takie spotkanie się zdarzyło? Nie wiem, ale mogło się zdarzyć. A o to właśnie w dobrym opowiadaniu chodzi. Anna Rak

33


34

Kategoria Literacka – wyróżnienie Pio Scelina Uniwersyteckie I Liceum im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie Nauczyciel prowadzący: Beata Olech-Harężlak

Szach-mat Pogoda nie zachęcała do żadnej aktywności. Padało od kilku godzin. Z minuty na minutę robiło się coraz senniej. Zbigniew siedział w fotelu i walczył z nachodzącym go zmęczeniem. Który mamy rok? 1914… 1928… 1948… 1954… Czerń i  biel. Jasność i  ciemność. Od tego wszystko się zaczęło. Od tego zawsze wszystko się zaczyna. Jasność i  ciemność. I  tak to właśnie widzę. Jasne i ciemne pola… Jak na szachownicy… A teraz wyraźnie widzę więcej – nie tylko szachownica, ale też postać pochylona nad nią… W zadumie… W zadumie nad czym? Nad sobą? Nad światem? Tu trwa walka. Wieczna walka, którą toczymy. Jak pisał Sęp: o  wojnie naszej z  szatanem… Jego purpurowy płaszcz… Widzę, jak zaczyna spowijać przestrzeń za postacią. Cała lewa strona zakryta jest rąbkiem jego szaty, która wychodzi poza ramy tej wizji, w  górę, jakby nad wszystkim unosił się duch diabelskiej postaci z  obrazu Retzscha. Wchodzi w  tę przestrzeń nie tylko z  kolorem, ale również z  nienazwanym ciężarem egzystencjalnej pustki… A  po przeciwnej stronie głowy widzianej przeze mnie postaci puste ściany, białoszare, czyste… Niewinne, ale bez celu; puste, ale niegotowe na przyjęcie czegokolwiek. Walka jasne i  ciemne, dobro i  zło. Odwieczny konflikt świata, który skupił się w głowie człowieka…


Kategoria Literacka – wyróżnienie

Postać to mężczyzna w średnim wieku, który wygląda na sfrustrowanego. Mimika jego twarzy wskazuje na smutek, a  odległy, pusty wzrok wyraża bezsens i zadumę. Czarne włosy, blada twarz namalowana estetycznie, dokładnie, realistycznie… Mężczyzna podpiera głowę ręką. Spokój. A może tylko pozorny spokój po tym, co było, i przed tym, co będzie. Pozorny spokój, który ukrywa wewnętrzny spór z samym sobą – o kierunek w życiu, o kierunek w sztuce… Odległy cień Myśliciela Rodina… Który mamy rok? 1914… 1928… 1948…1954… Jaki mamy dzień? Wczoraj, dziś i jutro. Jutro. Wielkie Jutro… Zewnętrzny strój okrywający postać, ciemny, prawie czarny jest wyraźnie namalowany z nieregularnym rozmieszczeniem farby. Widzę mocne pociągnięcia pędzla, głębokie faktury każdego śladu nałożenia koloru. Kontrastuje to z twarzą. Nadaje dynamizm – tak odmienny od tego, co wyraża twarz… Patrzę i szukam siebie w tym, co widzę, w tym, co czuję. „Wszystko przez Ducha i dla Ducha stworzone jest, a nic dla cielesnego celu nie istnieje”. Kołacze mi się po głowie. Dochodzi do mnie jak refren każdej minuty, która mija nad pustą szachownicą. Wszystko dla Ducha… Duch – cel sam w sobie. Ucieczka od tego, co teraz. Ucieczka do tego, co zawsze… Sztuka zawsze… Nie awangardowa, nie poszukująca nowości, ale ta istniejącą zawsze… W Duchu… Tak, widzę to teraz wyraźnie – mężczyzna w centrum mojej wizji, zawieszony w  czasie. Kiedy? Między wczoraj, dziś i  jutro. Wczoraj dawno minęło z tym, co nowością jest czasu minionego… Dziś jest jak pusta szachownica – po pojedynku, którego wynik i tak nie ma znaczenia, bo jest jeszcze jutro. Wielkie Jutro. Jutro Ducha… W wiecznej młodości zastanawianie się nad ruchem. Coś już było. I coś będzie… Zbigniew budzi się gwałtownie – za oknem rozbłysnęła błyskawica. Powietrze stało się gęste i ciężkie. Na czole malarza pojawiły się wielkie krople potu… Który mamy rok? 1914… 1928… 1948… 1954… Jaki mamy dzień? Wczoraj, dziś i jutro. Jutro. Wielkie Jutro…

35


Szach-mat

36

Szach. Mat.

OPINIA JURY Krótkie, oniryczne opowiadanie Pio Sceliny jest właściwie monologiem wewnętrznym prowadzonym przez Zbigniewa Pronaszkę, autora konkursowego Szachisty. Malarz został „przyłapany” przez nas w momencie tworzenia. Koncepcja obrazu niejako rodzi się na naszych oczach, wyłania się stopniowo zza mgły (tej spowijającej umysł artysty i  tej związanej z pogodą). Takie postawienie tematu pozwoliło dobrze ukazać sam proces dochodzenia do rozwiązań malarskich, jak i uwypuklić marzenie malarza o znalezieniu własnej, indywidualnej formy. Droga artystyczna i poszukiwanie kierunku w sztuce splotły nam się tu idealnie z sensem istnienia – tak jak to zazwyczaj bywa u artystów. Anna Rak


Kategoria Literacka – wyróżnienie honorowe

37

Anita Róg II Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Mielcu Nauczyciel prowadzący: Jolanta Gołkowska

Zamyślony szachista Życie to nie szachy – myślę, patrząc Na opustoszałą szachownicę. Pozamiatane, rzucam niedbale Próbując odnaleźć sens pośród Czarno-białych pól, z których każde Próbuje wykrzyczeć własne prawa. Opieram się o własne myśli, Słowa chore na niewypowiedzenie, Zapadam się w milczenie pełne kontrastów. Życie to nie szachy! – powtarzam sobie uparcie, Planując, kiedy wprowadzę w życie kolejny ruch. Figury uciekły, wystraszone słowem: w o j n a… Ave frater, ave atque vale! Kalkuluję starannie w myślach, Żegnając króla-przyjaciela, który odszedł Mówiąc, że nie chce umierać. Życie to nie szachy… Mówię po raz kolejny Prawie widząc, jak czarnobieleję.


Zamyślony szachista

38

OPINIA JURY Widzialne odsyła (lub może odsyłać) do niewidzialnego. Gdy spoglądamy na obraz Zbigniewa Pronaszki Szachista, to nasze spojrzenie – podążając za wzrokiem postaci z płótna – zatrzymuje się na szachownicy. Pierwszą myślą jest gra, skupienie na niej, ale przecież plansza jest pusta. Autorka wiersza Zamyślony szachista odwraca porządek patrzenia – nie tylko człowiek patrzy na przedmioty, ale i one zwracają się ku niemu. Chcą coś przekazać, próbują krzyczeć, a tym samym odwrócić także porządek działania. „Życie to nie szachy” powtarza się jak refren w każdej strofie, to nie gra, nad którą mamy kontrolę. To raczej coś, co gra nami, tworzy nas, określa, narzuca kolor. „Czarnobieleję” (piękny neologizm!) – myśli szachista, a my widzimy to na obrazie. Dr hab. Anna Gomóła


Gęsie Pióro

39

Kategoria Formalna – I nagroda Maja Zdunek Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego w Lublinie Nauczyciel prowadzący: Katarzyna Mikos

Alternatywa Literacki opis dzieła malarskiego Białe i czarne 1 cała gama barw ludzkich uciekła szachiście pochłoniętemu poszukiwaniem alternatywy po co mu te barwy półtonów ma czerń i biel najciemniejsze najjaśniejsze wybiera między skrajnymi opierając łokieć o niewinną planszę pozornie jak i pozorna jest gra to jest rozgrywka bez pionków… 1  Wiersz autorstwa Mai Zdunek.


Alternatywa. Literacki opis dzieła malarskiego

40

Okres powstawania Szachisty (1910–1912) w Polsce i na świecie to czas licznych przemian. Narodził się wtedy postimpresjonizm, skrzydła rozwijał modernizm. W tym samym czasie Zbigniew Pronaszko (1885– 1958) realizował się jako artysta w obrębie rozmaitych dziedzin sztuki: teatru, rzeźby czy właśnie malarstwa. Był jednym z prekursorów formizmu, nurtu rodzącego się u progu międzywojnia. Formiści, do których grona należeli tacy wybitni plastycy, jak na przykład Tytus Czyżewski, Jacek Mierzejewski czy Stanisław Ignacy Witkiewicz, nawiązywali w swoich dziełach do różnych kierunków malarstwa awangardowego, między innymi do kubizmu i ekspresjonizmu, oraz niekiedy do sztuki ludowej. Pronaszko był także jednym z inicjatorów Wystaw Sztuk Niezależnych w Krakowie. Były one wzorowane na tych paryskich, którym dał początek sam Odilon Redon, wybitny francuski symbolista. Właśnie symbolizm, ten nurt w sztuce polskiej miał wielu przedstawicieli, na przykład Jacka Malczewskiego, Józefa Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego oraz Pronaszkę w jego wczesnym okresie twórczości. Kierunek ten powstał w drugiej połowie XIX wieku w odpowiedzi na cieszący się popularnością realizm. Plastycy przeciwstawiali się mimetycznemu pojmowaniu świata, skupiali się na elementach mogących zobrazować złożoną metaforykę dzieła. Obraz Szachista Zbigniewa Pronaszki, znajdujący się w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, ze względu na czas powstania i sposób wykonania może należeć do wspomnianego wcześniej nurtu. Z uwagi na liczne podróże Pronaszki w tamtym czasie mogę przypuszczać, że artysta inspirował się obrazami z okresu niebieskiego samego Picassa. Na tych obrazach prekursor kubizmu ukazywał często wydłużone sylwetki ludzi głównie biednych, chorych, pokrzywdzonych przez los, a kolor niebieski miał oddać potęgujący się u artysty nastrój melancholii, wyciszenia i smutku. Szachy, gra pochodząca z odległej Persji, jako motyw w sztuce pojawia się już od czasów późnego średniowiecza. Z  jednym z  pierwszych przedstawień szachów spotykamy się na obrazie Lucasa van Leydena, normandzkiego malarza, któremu udało się sportretować samego Dürera. Również w 1555 roku renesansowa artystka Sofonisba


Gęsie Pióro Kategoria Formalna – I nagroda

Anguissola uchwyciła rozgrywkę na swoim płótnie w zdumiewający sposób (Muzeum Narodowe w Poznaniu). Na obu wspomnianych obrazach przedstawiono nie tylko graczy, ale także osoby przyglądające się grze. Malarskie przedstawienie szachów stało się okazją do opowiedzenia o  zabawach, strojach, gustach portretowanej grupy ludzi. Każdy artysta interpretował tę grę na swój sposób. Niektórzy po prostu uchwycili moment gry niczym fotograf robiący zdjęcie swoim staromodnym zenitem. Inni starali się poprzez rozmaite zabiegi plastyczne pokazać coś więcej niż tylko marsz pionków po czarno-białej planszy. Jednakże przedstawianie tego tematu przez Pronaszkę jest wyjątkowe. Jest portretem tylko jednej osoby wykonanym techniką olejną na płótnie. W niezwykle burzliwym okresie jego powstawania prekursor formizmu inspirował się sztuką Jacka Malczewskiego znanego z nagromadzenia symboli w swoich dziełach. Podobnie jak autor Hamleta polskiego Pronaszko w tamtych latach skupiał się na symbolice, jednocześnie mieszając style realizmu i modernizmu, które kontrastują ze sobą niczym czarny i biały. Prostokątny portret Szachista składa się z dwóch planów. Przekątna zstępująca oddziela postać mężczyzny od czarno-białej szachowej planszy. Kompozycja obrazu jest otwarta, dzięki temu obserwator może na wiele sposobów interpretować dzieło. Ten zabieg pobudza wyobraźnię widza, zmusza go do dłuższej kontemplacji nad płótnem. Sam obraz wydaje się dość symetryczny, a w szczególności drugi plan składający się z dwóch równoległych względem siebie elementów: czerwonej kurtyny i brudnobiałego kawałka ściany. Dzieło z pewnością jest statyczne, nie możemy zauważyć na nim żadnego ruchu. Paradoksalnie, wrażenie wzmagającej się dynamiki materiału płaszcza daje chaotycznie nałożona na podobrazie warstwa burej farby. Ze względu na wagę, jaką Pronaszko przykładał do kolorów, musimy dokładnie przyjrzeć się ich starannemu dobraniu na tym płótnie. Z pewnością mogę stwierdzić, iż gama jest bardzo różnorodna – ciągnie się od ciepłych barw, takich jak brąz czy czerwień, aż po chłodne błękity i fiolety. Mimo tak bogatego wachlarza odcieni ostra biel kołnierza i pól szachowych przykuwa uwagę widza. Autor dzięki użyciu

41


Alternatywa. Literacki opis dzieła malarskiego

42

barw zestawionych ze sobą na zasadzie kontrastu walorowego (ciemnych i jasnych) oraz na zasadzie kontrastu temperatury kolorów (ciepłych i zimnych) próbuje nam przekazać przysłowiową drugą stronę obrazu. Samo światło, ulubiony temat impresjonistów, wydaje się dość naturalne, pada z góry, mocno oświetlając twarz mężczyzny przedstawionego na płótnie. Nachyla się on nad planszą szachową, opierając głowę o swoją dłoń. Jego skrupulatnie namalowana twarz skupia na sobie całą uwagę widza. Jest to zgodne z zasadą, o której pisał Stanisław Witkiewicz: „Jeżeli z kimś rozmawiam, to zwykle patrzę na jego twarz, której wyraz jest tak prawie potrzebny do zrozumienia człowieka, jak jego mowa”2. Twarz szachisty jest na swój sposób spokojna, zamyślona. Jego włosy są starannie ułożone, lekko połyskują niecodziennym niebieskim odcieniem. Moim zdaniem ten obraz stanowi przykład tego, jak niezwykłe umiejętności posiadał Pronaszko. Z jednej strony potrafił dzięki kilku prostym liniom stworzyć wrażenie przestrzenności tkanin, z  drugiej z  wielką precyzją rzeźbił twarz postaci. Szachista to niezwykle głęboki i niebanalny w przekazie portret, otulony subtelnym wrażeniem potęgującej się melancholii. Plansza szachowa stanowi swego rodzaju alegorię wyboru, przez niektóre środowiska postrzegana jest nawet w prawie tak samo ezoteryczny sposób jak tarot. Mężczyzna – szachista – poszukuje w ciszy brakujących pionków, wodzi wzrokiem po czarno-białych polach. W trakcie swoich daremnych poszukiwań zapomina o przeciwniku, ucieka mu to, co rzeczywiste, to, na co tak naprawdę powinien zwracać uwagę. Jego historia rozpoczyna się w  kawiarni teatralnej vis-à-vis Teatru Miejskiego przy krakowskich Plantach… Był to luty 1912 roku. Za oknem rozciągał się krajobraz otulony białym puchem, który leniwie sypał jeszcze z  nieba, powoli przybierającego odcień granatu. Mężczyzna ubrany w gruby, ciemny płaszcz siedział na skrzypiącym krześle w jednej z sal do gier rozmaitych, zaczynając od tych karcianych: wista, preferansa czy brydża, kończąc na jego ulubionych szachach. Ściany w tym całkiem sporym pomieszczeniu elegancko 2  Cyt. za: P. Kopszak, Nowoczesny portret polski, Warszawa 2006, s. 36.


Gęsie Pióro Kategoria Formalna – I nagroda

i niezwykle równo pokrywała biała farba, na niektórych z nich wisiały czerwone, ciężkie kotary, przypominające te teatralne, a  przy niektórych stały imitujące styl renesansowy komody i szafy, wypełnione różnego rodzaju rupieciami: zabytkowymi sprzętami do parzenia gorzkiej kawy, pustymi butelkami po zagranicznych trunkach, rozjeżdżającymi się na swoich nóżkach ramkami ze zdjęciami dziewiętnastowiecznego Krakowa. W  rogu zatłoczonej sali stała mała, polakierowana komoda stanowiąca podest dla szlachetnego gramofonu, obok którego leżał stos szelakowych płyt. W pomieszczeniu panował gwar. Mężczyzna siedzący samotnie przy małym dębowym stoliku, przykrytym czerwonym obrusem z pomarańczowymi frędzlami po bokach, z braku innych zajęć przysłuchiwał się różnym konwersacjom. Utrudniały mu to tylko co chwila przetaczające się przez sale salwy głośnego śmiechu i oklaski. Sam nie wiedział, dlaczego w zasadzie siedzi przy tym meblu. Nie wiedział także, dlaczego położył na nim planszę szachową. Oparł na niej łokieć, a zaraz potem ułożył wygodnie głowę na otwartej dłoni. Wlepił zmęczony wzrok w pustą planszę z sześćdziesięcioma czterema polami o dwóch tylko kolorach. Ogarnął go melancholijny nastrój, coraz bardziej zagłębiał się we wciągające niczym grząskie bagno myśli i wspomnienia. W jego głowie momentalnie zagościły złote promienie słońca i zapach dojrzałych jabłek, czekających tylko na dotyk jego drobnych rąk. Pamiętał, jak woda w pobliskim jeziorze delikatnie wzburzała się po każdym mocniejszym podmuchu wiatru. I jak jako mały chłopiec z dziecięcą niewinnością i radością budował zamki z piasku z młodszym bratem. Pamiętał swoją matkę gotującą co niedzielę wymyślne, jak mu się wtedy wydawało, potrawy. Pamiętał swojego burego psa przyjaźnie szczekającego na uśmiechniętych gości skromnego rodzinnego domu. Te wszystkie pełne koloru wspomnienia działały na niego jak narkotyk. Ilekroć zanurzał się w nich, chciał więcej i więcej. Chciał zwyczajnie oderwać się od codziennej, szarej rzeczywistości, od tych ludzi otaczających go tak jak pionki otaczają w  szachach samotnego króla, czekając tylko na moment, gdy będą mogły stanąć na tyle blisko, aby mu bezlitośnie zagrozić. Tak mu się przynajmniej wydawało. Mężczyzna nie widział tego, co powinien. Zamykał się coraz bardziej na świat. Na te wszystkie

43


Alternatywa. Literacki opis dzieła malarskiego

44

kolory. Chciał posiadać w sobie tę dziecinną wielobarwną beztroskę, lecz jednocześnie zmieniał wszystko myślami na czarno-białe. Każdego dnia zadawał sobie pytanie: „Dlaczego?”. Może kiedyś dokonał złego wyboru między najjaśniejszym a  najciemniejszym kolorem. Barwy uciekały mu przez rozedrgane palce niczym piasek: zieleń, róż, żółć, lila… Trzymały się go jeszcze tylko te symboliczne: melancholijny granat i niebieski, barwa poszukiwań: fiolet, symbol krwi i życia: czerwień. Szachista bił się z myślami, które zataczały wokół niego kręgi. Dlaczego tu przyszedł? Aby pograć w te czarno-białe szachy? Szach-mat! Stolik dalej ktoś wygrał swoją partię. Głośny okrzyk dotarł do jego uszu, przerywając jego rozmyślania. Przed sobą zobaczył niewyraźny kontur swojego, jak się domyślił, rywala. Z ust przybysza padło proste formalne pytanie. W głowie szachisty odbiło się echem. Czarne czy białe?

Bibliografia: Kopszak P., Nowoczesny portret polski, Warszawa 2006.

OPINIA JURY Przemyślana wypowiedź literacka z wielopłaszczyznową analizą formalną obrazu ujmującą całość budujących go elementów, z niebanalną, ciekawą interpretacją warstwy treściowej dzieła. Trafne usytuowanie dzieła w nurcie współczesnych mu kierunków w sztuce. Iwona Mohl


Kategoria Formalna – II nagroda

45

Wiktoria Goślińska Społeczne Gimnazjum nr 4 STO im. Prof. A. Wodziczki w Poznaniu Nauczyciele prowadzący: Ewa Bujak, Anna Zujewska

Poszukiwanie Kiedy myślimy, że nic nie może nas już zaskoczyć, przytrafiają nam się zdarzenia, które na długo zapadają nam w pamięć. Tak było i w moim przypadku. Nudząc się i włócząc z kąta w kąt, postanowiłam spożytkować swoją energię i uporządkować strych w domu mojej babci. Wielokrotnie już chciałam poszperać w zapomnianych kufrach i walizach, ale zawsze słyszałam, że wszystkie tajemnice i skarby już zostały odkryte, a na mnie czekają jedynie kurz i olbrzymie pająki. Zdecydowałam się jednak i wydobyłam ze starej skrzyni niewielki pakunek przewiązany poszarzałą wstążką. Była tam książka, kilka gazet, stary kalendarz i bardzo zniszczony notes. Rzeczywiście, skarbem tego nazwać nie można. Chciałam już wszystko odłożyć na miejsce, kiedy z notesu wysunęła się uszkodzona, zabrudzona kartka, a na niej dostrzegłam napisany bardzo starannie tekst: „Każdy z nas czasami zastanawia się nad wyborami, których dokonał w swoim życiu. Czym jesteśmy starsi, częściej spoglądamy wstecz i dostrzegamy, doceniamy lub też żałujemy chwil, które miały wpływ na to, co wydarzyło się z naszym udziałem. Lubię słuchać opowiadań o czasach, które już nie wrócą, ożywają wtedy wspomnienia, a myśli i pytania tłoczą się w głowie, skłaniając do refleksji nad własnym życiem. Czy darowany czas wykorzystałem najlepiej, jak mogłem? W trudnych, ale zarazem fascynujących czasach przyszło mi


Poszukiwanie

46

żyć. Wszystko dookoła tak się zmieniało, rzeczywistość z dnia na dzień zaskakiwała i nikt nie wiedział, jak będzie wyglądało jutro. Jednak chęć poznawania, odkrywania, eksperymentowania i decydowania o włas­ nej ścieżce, którą chcę podążać, kształtowała moją przyszłość. Teraz już wiem, jak ważne jest…” Dalsza część pożółkłej kartki była uszkodzona, nie mogłam odczytać reszty, a zapowiadało się tak ciekawie. Co jeszcze kryje tajemniczy notes? – pomyślałam i otworzyłam go. Strzępy przypominające wycinki z  gazet, jakieś zamazane szkice i pojedyncze słowa, które mogę odczytać: „forma”, „barwa”, „poszukiwanie”, „wyrażenie”, „koloryzm”. Przewracałam kartki w poszukiwaniu odpowiedzi, nie mogąc przestać myśleć o tym, co kryje każda następna strona. Znowu tylko fragmenty zdań, które niosą niezrozumiałą dla mnie treść „…lata dwudzieste, czas fascynacji, buntu”, „…świeżość, odkrywczość, niezależność”. Kolejne wypłowiałe kartki, białe plamy uniemożliwiają kontynuację lektury, która staje się coraz bardziej intrygująca. Zaczynam się niecierpliwić, bo niewiele zostało już do przejrzenia. Mapa miasta z zaznaczonymi kółkiem miejscami. Czyżby to plan Krakowa? Nazwy ulic jakby znajome, ale co oznacza „Zwornik” albo „Esplanada”? Nie pamiętam tych miejsc. Kolejna strona, tylko daty i inicjały – nie pomogą mi znaleźć autora. Nareszcie, zachowało się kilka zdań: „…budowanie własnego świata za pomocą symfonii barw, światła i cienia. Widz, reagując na zestawienie kolorów, kontrasty tonów ciepłych i zimnych czy też fakturę obrazu, odczuwa emocje, pobudza swoją wyobraźnię i widzi to, co chce zobaczyć, bez narzucania treści przez autora”. Niestety i w tym miejscu czas odcisnął swój znak – odczytanie całego tekstu było niemożliwe. – Czyżby właściciel notatnika był malarzem? – powiedziałam na głos, sama do siebie. Takie skojarzenie wydawało się bardzo prawdopodobne. Kolejne zachowane fragmenty wskazywały jednak, że autor słów jest miłośnikiem sztuki malarskiej, może nawet swego rodzaju krytykiem, być może znajomym lub przebywającym w kręgu twórców, ale nie artystą.


Kategoria Formalna – II nagroda

W jego notatkach znalazłam informacje o obrazie, który skłonił go do refleksji nad życiem i zapisania kilku ważnych dla niego prawd, które chciał przekazać kolejnym pokoleniom. Byłam ciekawa, jakie dzieło miało wpływ na powstanie czytanych przeze mnie zapisków. Na ostatnich stronach zachowały się szczątkowe informacje, jakby analiza, które mogły pomóc w identyfikacji płótna. Z fragmentów ocalałych od zniszczenia wynikało: „[…] Jest to portret mężczyzny, o którym nie wiadomo zbyt wiele. Może być to postać fikcyjna, literacka lub model. Głowa przecięta krawędzią obrazu prawdopodobnie ma podkreślić wartość literacką dzieła. Kompozycja portretu diagonalna, otwarta. Sylwetka siedzącego bokiem człowieka zajmuje większą powierzchnię obrazu, ponieważ autor zastosował bardzo bliski kadr portretowy, który ogranicza pozostałą przestrzeń widoczną na obrazie”. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie tę postać na obrazie. Elegancko ubrany w białą koszulę oraz ciemny garnitur, zadbany, z modną fryzurą mężczyzna. Zamyślony, sprawiający wrażenie nieobecnego. Niestety, więcej informacji nie było, zapewne część analizy obrazu uległa zniszczeniu. Na ostatniej stronie widniała tylko sentencja: „Szachy są jak życie […]. Każda figura i pion mają swoje zadanie. Niektóre są słabe, inne są mocne. Niektóre ważne są na początku gry, a inne cenniejsze pod koniec. Ale żeby wygrać, potrzebujesz ich wszystkich”. Zamknęłam notes i  postanowiłam odnaleźć dzieło. Miałam kilka wskazówek, które pomogły mi rozwiązać zagadkę. Czas, o którym pisał autor notatek, to lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku. Malarz, który żył i mieszkał w tym czasie w Krakowie, eksperymentował z kolorem. Poszukiwany obraz to portret mężczyzny, który gra w szachy. Wszystkie elementy układanki doprowadziły mnie do obrazu Zbigniewa Pronaszki Szachista. Kiedy go zobaczyłam, zrozumiałam, dlaczego tajemniczy autor notatek tak bardzo fascynował się tym portretem. Obraz tworzy jakby odrębny, własny świat zbudowany z elementów współgrających ze sobą we wzajemnych relacjach barwy, światła i cienia. Nazwałabym to obrazem przemawiającym do widza przez kolor. Jest w  nim coś, co przyciąga wzrok. Może to gra kolorów, zaledwie

47


Poszukiwanie

48

kilku, ale o jakże różnych odcieniach, tworzących harmonię tej malarskiej kompozycji. Każda barwa odgrywa tu swoją rolę. Zbigniew Pronaszko lubił róże, czerwienie i brązy, które łatwo dostrzegamy. Przestrzeń w  obrazie zbudowana jest za pomocą kolorów. Garnitur malowany ciemnymi barwami, jakby niestarannie, sprawia wrażenie, że stworzony jest z pofalowanego, lekko lśniącego materiału. To zasługa faktury uzyskanej przez kładzenie farby szerokimi, szybkimi pociągnięciami pędzla. Odcienie brązu, czerni, granatu i fioletu obecne na ubraniu szachisty uwidaczniają jasną karnację mężczyzny oraz pozę, w  jakiej siedzi. Efekt podkreślenia kształtu twarzy i  dłoni, którą się podpiera, został uzyskany przez modelunek światłocieniowy. Skupienie, może nawet pewien rodzaj melancholii, widoczne na jasnym obliczu, spuszczony wzrok, podkreślają odpowiednio dobrane barwne elementy: czerwone usta, delikatny szary ślad zarostu czy też czarne włosy. Gra kolorów sprawia, że trudno wskazać jednoznacznie kierunek padania światła. Niebiesko-fioletowe refleksy widoczne na włosach i plecach mogą świadczyć o tym, że źródło światła znajduje się u góry, z prawej strony postaci. Elementem płótna, który nadaje mu charakter, mimo że znajduje się na dole obrazu, jest szachownica. Dobrze zbudowana, przemyślana, najbardziej kontrastowa, dzięki czemu wysuwa się na pierwszy plan. Tło obrazu stanowią dwie jasne ściany i czerwona pofałdowana kotara, wypełniające wnętrze znajdujące się za mężczyzną. Brak perspektywy. Szachownica jest pusta, nie ma na niej figur ani pionków. Każdy z nas może na niej zobaczyć to, co chce. Patrząc na pustą szachownicę, przypominam sobie rozważania, które znalazłam w notesie. Teraz rozumiem, dlaczego tak dużą sympatią nieznany mi autor darzy obraz Szachista. Patrzy z  perspektywy swego życia, które jest jak ta szachownica, i w zależności od tego, jakie pionki i figury na niej postawi, tak będzie wyglądała jego przyszłość. Kiedy już przyjdzie czas i będzie trzeba spojrzeć wstecz, szachownica naszego życia powie nam, czy dokonaliśmy słusznych wyborów, bo w  życiu tak jak w  szachach, wszystko zależy od decyzji, którą podejmujemy w danej chwili.


Kategoria Formalna – II nagroda

Zbigniew Pronaszko sam decydował o tym, jak wyglądać będzie szachownica jego życia. Nie zadowalał się mistrzostwem jednej partii. Kończył jedną grę i zaczynał następną, nawet kiedy wprowadzała ona w jego życie rewolucyjne zmiany. Obserwując twórczość malarza i  rzeźbiarza, możemy odkrywać kolejne etapy jego rozwoju, poszukiwania, eksperymenty, nowe pomysły i trendy, za którymi podążał. Widzimy, jak zmieniały się pionki i figury na jego szachownicy. Znalezione na strychu notatki doprowadziły mnie do spotkania z ciekawym artystą, pozwoliły inaczej spojrzeć na moje życie i będą jednym z kilku barwnych pionków w rozpoczętej przeze mnie grze, w której główną rolę odgrywa sztuka. „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj” (Mark Twain).

Bibliografia: Kossowska I., Zbigniew Pronaszko, http://culture.pl/pl/tworca/zbigniew-pronaszko [dostęp: 16.03.2018]. Sowińska T., Zbigniew Pronaszko, Warszawa 1984. Zbigniew Pronaszko, oprac. Ś. Lenartowicz, W. Pluta, J. Holzman, Olszanica 2008.

OPINIA JURY Długo rozważaliśmy, czy rozpatrywać pracę Wiktorii Goślńskiej w kategorii literackiej, czy formalnej. Mamy tu bowiem do czynienia z bardzo dobrym opisem dzieła sztuki zamkniętym w zgrabnym opowiadaniu. Naszą uwagę zwróciła jednak przede wszystkim bezbłędna analiza, co ważne, podana w atrakcyjnej literacko formie. Stąd nasza decyzja. Autorka nie od razu prezentuje nam dzieło  – ujawnia tylko szczegóły, intryguje detalami, pełny obraz tworzy się niejako na naszych oczach. Wraz z bohaterką opowiadania odczytujemy pożółkłe kartki,

49


Poszukiwanie

50

odkrywamy strzępy informacji, które tworzą osnowę dzieła, ukazują dylematy artysty. Dzięki temu zabiegowi najpierw poznajemy formę malarską obrazu, a następnie wypełniamy ją treścią. Dla mnie praca Wiktorii Goślińskiej w sposób idealny odwzorowuje za pomocą języka dzieło Zbigniewa Pronaszki. Anna Rak


Kategoria Formalna – III nagroda

51

Daniela John Szkoła Podstawowa im. 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich w Rydzynie Nauczyciel prowadzący: Justyna Chorowska

Widzieć nieuchwytne Większość obrazów, na których zostały odzwierciedlone szachy, zdecydowanie różni się od obrazu Szachista Zbigniewa Pronaszki. Te, z którymi się zapoznałam, najczęściej stawiają szachy w centrum wydarzeń i mimo postaci znajdujących się dookoła nich, one pozostają bohaterem obrazu. Najwyraźniej panu Pronaszce znudziło się takie podejście i postanowił pokazać tę grę w zupełnie innej odsłonie. Autor obrazu zakochał się w formizmie, kapizmie, koloryzmie, którymi przesiąknięte są jego prace. Malował portrety, akty, sceny rodzajowe, rzadziej pejzaże. Zajmował się również rzeźbą oraz scenografią. Próbował się zmierzyć z różnymi dziedzinami sztuki. Był wszechstronnie uzdolniony. Aby poznać sztukę dawnych mistrzów oraz nauczyć się różnych nurtów sztuki współczesnej, Pronaszko wiele podróżował. Skutki tych podróży możemy zaobserwować w niektórych jego pracach. Ze wszystkich portretów Pronaszki Szachista jest jednym z bardziej interesujących i zwracających na siebie uwagę. Na pierwszy rzut oka obraz wcale nie przedstawia tego, czego można by się spodziewać, znając tytuł dzieła. Słysząc „szachista”, wyobrażamy sobie mężczyznę w kaszmirowym sweterku, o idealnie ułożonych włosach, w okularach i z szachami pod pachą – przynajmniej taki panuje stereotyp dotyczący osób grających w szachy; czy słusznie?


Widzieć nieuchwytne

52

Na pierwszym planie obrazu możemy zauważyć planszę. Nie jest jakaś specjalna, to zwykła, wypłowiała płyta z czarno-białymi polami, otoczona jasną ramką. Leży na małym, jasnobrązowym stoliku, okrytym czerwonym obruskiem ze złoto-pomarańczowymi wstawkami na końcach oraz frędzelkami zwisającymi ze stołu. Gdy przeniesiemy wzrok wyżej, zobaczymy mężczyznę siedzącego przy stoliku. Umiejscowiony jest niby na środku, ale i jego sylwetka zajmuje po lewej stronie sporą część dzieła. Ubrany jest w  brudnobiałą koszulę, ciemnogranatową, prawie czarną apaszkę zawiązaną na szyi w zastępstwie krawata oraz w brązową, czarnawą marynarkę. W zachwyt wprawiają mnie pociągnięcia pędzla, jakimi artysta zbudował fakturę surduta; widać, że jest pomarszczony, sztywny, pomięty, pełen życia. Zupełnie przeciwnie namalował koszulę. Jest gładka, spokojna i bez zarzutów. Mężczyzna ma bladą cerę, zamyśloną twarz ze śladami zarostu, czarne, wpadające w grafit, falowane włosy, które – jak się wydaje – znajdują się w nieładzie, a jednocześnie mam wrażenie, że tak ma być. Taki „artystyczny nieład”. Dżentelmen wspiera głowę na lewej ręce i spogląda na planszę szachów. Gdyby były na niej pionki, zrozumiałe byłoby zadumanie jegomościa i planowanie następnego ruchu w grze, jednak ich tam nie ma. Co to może znaczyć? Czy potyczka szachowa już się skończyła, a  bohater kontempluje swoją przegraną lub wygraną? A może rozgrywka jeszcze nie dobiegła końca, nadal trwa, lecz w jego głowie? Możliwe jest, że nie o szachy tu chodzi, może mężczyzna nie zastanawia się nad kolejnym ruchem w grze, lecz raczej w swoim życiu. Tak czy inaczej, sądzę, że ta partia toczy się po jego myśli, ponieważ na twarzy bohatera obrazu można zauważyć delikatny uśmiech. Czasami mam wrażenie, że on wcale nie pasuje do tej scenerii, a innym razem nie chciałabym go widzieć w żadnym innym miejscu. Osobiście nie nazwałabym go szachistą, raczej myślicielem, filozofem. Myślę, że szachy to tylko przykrywka. Może od nich się zaczęło, taki był zamysł Pronaszki, ponieważ sylwetka mężczyzny mogłaby wskazywać, że gra on w szachy, jednak twarz mówi co innego, nie pasuje do szachisty. On nie kombinuje, nie chce przechytrzyć przeciwnika, raczej stara się znaleźć pozytywne rozwiązanie.


Kategoria Formalna – III nagroda

W tle za jegomościem nie ujrzymy niczego szczególnego, jedynie brudnokremowy kąt z lewej strony trzeciego planu, dzięki któremu artysta pochwalił się swoją umiejętnością przestrzennego widzenia. Możemy zobaczyć również burgundowo-bordową kotarę, lekko pomarszczoną z prawej strony za szachistą. Gdy przyjrzymy się dokładniej dziełu, zauważymy w prawym dolnym rogu czyjeś ramię lub łokieć postaci, która najwyraźniej siedzi naprzeciwko naszego głównego bohatera. Sama nie zauważyłam tego od razu. Jedyne, co możemy powiedzieć o tajemniczej postaci, to że ma ubraną podobną marynarkę jak szachista. Przypuszczalnie to mężczyzna. Czy to przeciwnik w grze? Podejście do tej postaci zależy od tego, co sądzimy o  głównym bohaterze. Moim zdaniem ukryta osoba jest przyjacielem, pocieszającym drugiego lub radzącym mu. Dzieło Zbigniewa Pronaszki zdecydowanie jest portretem. Dla mnie szachy są drugoplanowym elementem dzieła. Budują go emocje ukryte w twarzy, która jest najważniejsza. Obraz ma kompozycję centralną, statyczną, ale zważając na tajemniczy łokieć, także otwartą. Obraz możemy podzielić na dwie części, więc jest to również kompozycja ukośna. Wówczas dolna część obrazu może być odrębnym tematem, ale dzieło straci swoją zagadkowość i tajemniczość. Kolorystyka obrazu jest raczej stonowana, dominują odcienie brązu, czerni i bieli. Całość dopełniają elementy w odcieniach czerwieni, bordo, które znacznie się wyróżniają. Malowidło jest bardzo realistyczne. Mogę uwierzyć, że taka scena miała miejsce. Może odzwierciedla sytuację, w której znalazł się kiedyś autor. Szachista Zbigniewa Pronaszki jest ciekawym, pięknym obrazem. Podoba mi się spokój z niego bijący, jednak nie chciałabym go widywać zbyt często, ponieważ wywołuje mętlik w  mojej głowie, zaczynam się zastanawiać nad sensem powstania tego obrazu i nie znajduję odpowiedzi.

OPINIA JURY Rzeczowe ujęcie całości zagadnień odnoszących się zarówno do analizy formalnej dzieła, jak i jego warstwy treściowej. Krótko, zwięźle i na temat. Iwona Mohl

53


54

Kategoria Formalna – wyróżnienie

Maria Bek Gimnazjum nr 113 z Oddziałami Dwujęzycznymi w Zespole Szkół nr 17 im. Zawiszaków Proporca „Victoria” w Warszawie Nauczyciel prowadzący: Paulina Nowak-Drapińska

Szachownica pamięci „Ale to był chyba taki ład jak na szachownicy pustej, gdzie można zobaczyć albo czarno-białe pasy biegnące wzdłuż, albo w poprzek, albo znów po przekątnej. Wystarczyła odrobina wysiłku, włożonego we wzrok, aby wszystko tak się przestrukturowało, jak zechcemy. Szachownica nadal pozostaje szachownicą i niczego więcej na niej nie widzimy poza tym, co na niej jest naprawdę  – białe i  czarne kwadraty na przemian – a tylko porządek, kierunek, dyrektywa zmienia się znienacka. Chyba coś osobliwie podobnego stało się z otwartą tu szachownicą pamięci”1. Tak Stanisław Lem pisał o swoim lwowskim dzieciństwie w powieści Wysoki zamek. Porównał pamięć ludzką do szachownicy. Średniowieczna gra już dla pierwszych książąt i władców była szkołą strategicznego, analitycznego myślenia. Uczyła precyzji oraz strategicznych, wyważonych zachowań2. Ostrzegała także przed przewrotnością losu. Zachwycała bezwzględną klarownością logiki. 1  S. Lem, Wysoki zamek, Warszawa 1966, s. 8–9. 2  Por. J. Besala, Najważniejsze wydarzenia w historii Polski, Warszawa 2004, s. 10.


Kategoria Formalna – wyróżnienie

Jakie znaczenie dla twórczości artysty nowoczesnego – Zbigniewa Pronaszki – może mieć motyw szachów? Co pozostało z jego dawnego charakteru?

Część I Pronaszko wprowadza nas w kameralną przestrzeń pokoju. Postać znajduje się w rogu pomieszczenia. Ograniczają ją również kotara i szachownica. Wiemy o obecności drugiego gracza, ale pozostaje on dla nas zupełnie anonimowy. Nie wiemy nawet, jak wygląda. Tymczasem to właśnie na ekspresji tytułowego szachisty koncentruje się cała uwaga patrzącego. Jego twarz została przedstawiona przy pomocy subtelnych barw – różu, beżu, żółcieni. Spoczywa na niej błękitne i chłodne światło. Delikatność rysów podkreśla czerń włosów i burgundowa kotara. Włosy gracza są miejscami prawie granatowe, pokryte refleksami światła – błyskiem. Jednocześnie ten fragment obrazu jest najjaśniejszy. To w jego stronę kierujemy nasze spojrzenie na początku. Pronaszko, aby osiągnąć ten efekt, wokół twarzy modela umieścił śnieżnobiały kołnierz jego koszuli oraz jasne mankiety. Linia, jaką namalowano twarz szachisty, zdecydowanie różni się od sposobu ukazania jego stroju. Marynarka i kamizelka przedstawione zostały przy pomocy długich, swobodnych pociągnięć pędzla. Dodaje to dynamizmu dziełu. Kolory ubrań – podobnie jak odcienie karnacji gracza – nie są dosłowne. Brąz garnituru przechodzi w śliwkowy fiolet, a na niebieskim krawacie znajdziemy białe linie. Mimo że w portrecie przeważają ciemne barwy, sprawia on wrażenie pastelowego, jasnego przedstawienia. Żaden kolor nie został potraktowany przez artystę dosłownie. Wszystkie są rozmalowane i przełamane. Swobodnie się przenikają. Paleta kolorów byłaby ograniczona jedynie do bieli, czerni, czerwieni i błękitu, gdyby nie gra światła i cieni.

Część II Nieoczywiste posługiwanie się kolorami oraz fakturami silnie wpływa na odbiór dzieła. Z jednej strony portretowi towarzyszy nastrój spokoju, harmonii i  wyważonej estetyki. Z  drugiej lekki niepokój oraz

55


Szachownica pamięci

56

zainteresowanie w patrzącym budzi kontrast między delikatnością twarzy a dynamiką stroju ukazanej postaci. Przedstawiony przez Pronaszkę gracz zachwyca subtelną urodą oraz elegancją. Bez wątpienia pogrążony jest on w  wewnętrznym, niedostępnym dla nas świecie rozmyślań. Otacza go atmosfera głębokiego namysłu, ale także  – co chyba jeszcze ciekawsze dla odbiorcy  – melancholii i  smutku. Jego twarz wyraża spokój, ale prawdopodobnie jest to jedynie pozorny stan. Maska przeznaczona dla otaczającego go świata. O prawdziwej duchowej walce, sile emocji, jakie towarzyszą mężczyźnie, mogą świadczyć pełne dynamizmu, poprowadzone w różnych płaszczyznach pociągnięcia pędzlem. Co jest przedmiotem rozważań szachisty? Gracz sprawia wrażenie człowieka zrezygnowanego i  przygnębionego. To bohater zmagający się z  prawdziwym wewnętrznym dylematem. Układ jego delikatnie ściągniętych brwi i nieco wykrzywionych ust czy odwrócone w bok spojrzenie niosą ze sobą silny ładunek emocjonalny. Nie jest to jednak wyolbrzymiona lub pełna sztucznego dramatyzmu ekspresja. Pronaszko nie posługuje się skrajnymi środkami wyrazu, a mimo to wprowadza do dzieła nastrój zagadkowości i  napięcia. Kiedy przyjrzymy się układowi rysów twarzy szachisty, odniesiemy wrażenie, że nie może uwierzyć w porażkę, jaką prawdopodobnie poniósł. Wyczytać możemy w nich także odrobinę żalu, zażenowania, a nawet wstydu. Pozostaje nam jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: czy szachownica przedstawiona na tym wymownym portrecie powinna zostać odczytana przez nas dosłownie? Jeśli nie: co innego może oznaczać? I dlaczego jest pusta? Jeśli przypomnimy sobie słowa Lema o „szachownicy pamięci”, łatwo natrafimy na inny, mniej dosłowny trop interpretacji. Rozgoryczenie i zrezygnowanie gracza prawdopodobnie mają swoje źródło nie tylko w zwykłej, przegranej partii szachów. Być może szachowa plansza – podobnie jak w znanym motywie theatrum mundi – oznacza scenę, na której rozegrało się ważne dla naszego bohatera wydarzenie życiowe? Jeśli tak, to niewątpliwie zakończyło się ono niepowodzeniem. Bierki zostały sprzątnięte, a  szachista oddaje się analizowaniu minionych chwil. Mężczyzna, patrząc w  głąb „szachownicy pamięci”, wciąż nie


Kategoria Formalna – wyróżnienie

może uwierzyć w niefortunny obrót wydarzeń. Być może to on jest winien własnemu nieszczęściu, a  malujący się na jego twarzy żal jest następstwem poczucia odpowiedzialności za poniesioną klęskę? Wytworność wnętrza podkreśla jeszcze bardziej pełne smutku zamyślenie oraz osamotnienie bohatera. Choć jego zawód i  rozczarowanie są niepodważalne i  uderzające, być może obraz przyszłości szachisty nie jest tak negatywny, jak moglibyśmy wnosić z wyrażanych przez niego emocji. Szachista jest młodym, prawdopodobnie utalentowanym i  pełnym sił życiowych mężczyzną. Rozegrana przez niego „życiowa partia”, choć tym razem zakończona porażką, jest tylko jednym z  wielu doświadczeń, jakie przyniesie życie. Czy możemy w takim razie pójść o krok dalej i porównać szachistę do każdego człowieka? Tak – każdy z nas przecież stoi w obliczu życiowych wyzwań i wyborów, które niejednokrotnie przypominają złożone, podchwytliwe szachowe ustawienia. Pronaszko zdaje się w ten sposób przypominać także o tym, że rozmiar i sens naszych niepowodzeń często zależy wyłącznie od naszego nastawienia. I choć tym razem młody gracz poniósł klęskę, najważniejsze jest, aby przemógł w sobie żal i próbował lepiej rozegrać kolejne partie.

Część III Historia sztuki daje nam wiele innych przykładów, które potwierdzają metaforyczność gry w szachy. Rozgrywane partie rzadko kiedy oznaczały jedynie beztroską rozrywkę. Historia tego motywu sięga przecież aż do średniowiecza, a  szerszemu gronu odbiorców znana jest także dzięki sztuce filmowej. W swoim głośnym filmie Siódma pieczęć Ingmar Bergman przedstawił pojedynek szachowy między rycerzem a śmiercią, w którym stawką była dusza wojownika. Podobnie do tego popularnego przedstawienia odnieśli się w swoich dziełach flamandzki szesnastowieczny malarz Pieter van Huys czy drezdeński artysta Fryderyk August Maurycy Retzsch. Pojedynki szachowe niemal zawsze rozgrywają się w  atmosferze salonowej wytworności. W historii malarstwa wiele takich partii

57


Szachownica pamięci

58

rozegranych zostało przez dzieci. Na znajdującym się w Muzeum Narodowym w Poznaniu obrazie Sofonisby Anguissoli oraz w dziele Grające w szachy autorstwa irlandzkiego portrecisty Johna Lavery’ego szachy wydają się błahą rozrywką służącą zabiciu czasu i nudy, dziecięcą zabawą. Nie są już, jak w minionych wiekach, grą o najwyższą stawkę. Czy jednak na pewno? Złudnej atmosferze dziecięcej, pogodnej zabawy towarzyszy cień przyszłego współzawodnictwa, a także trudnej sztuki życiowej strategii i – podobnie jak na szachowej planszy – przyjmowania nieuchronnej odpowiedzialności za nieprzemyślane ruchy.

Portretem szachisty Zbigniew Pronaszko wpisał się w bardzo długą artystyczną tradycję. Niezwykle popularny motyw ikonograficzny połączył z  psychologiczną głębią postaci i  subtelną, zachwycającą formalną stroną dzieła. Szachista pozostaje tym bardziej intrygujący, że w odosobnieniu stacza pojedynek z samym sobą i swoim wnętrzem, podczas gdy dla innych artystów punktem odniesienia było otoczenie przedstawianych postaci.

Bibliografia: Autumn Art, www.utw-art.blogspot.com [dostęp: 16.03.2018]. Besala J., Najważniejsze wydarzenia w historii Polski, Warszawa 2004. Lem S., Wysoki zamek, Warszawa 1966. Niezła Sztuka, www.niezlasztuka.pl [dostęp: 16.03.2018]. Tylko szachy, www.szachmaty.blogspot.com [dostęp: 16.03.2018].

OPINIA JURY Maria Bek w swojej pracy sięga po popularny w  literaturze motyw theatrum mundi i używa go jako klucza do odczytania treści obrazu. Dla mnie najmocniejszym punktem tej wypowiedzi, poza ciekawymi


Kategoria Formalna – wyróżnienie

nawiązaniami do innych tekstów kultury, jest sama analiza malarskich elementów obrazu. W szczególności zwraca uwagę duża wrażliwość Autorki na barwy i fakturę. Jedyne, czego mi brakuje w pracy, to wnikliwsze potraktowanie samej kompozycji. Anna Rak

59


60

Kategoria Formalna – wyróżnienie

Miriam Koper I Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Żeromskiego w Jeleniej Górze Nauczyciel prowadzący: Katarzyna Dobrzańska

Pochylony nad szachownicą „Wojnę powiedzieć myśli serce moje, Do której miecza nie trzeba ni zbroje, Ani pancerzów, ani arkabuzów, Ta walka czyście może być bez guzów”. Jan Kochanowski, „Szachy”

Wydawałoby się, że taką samą walką jak w poemacie Jana Kochanowskiego będzie ta prowadzona na obrazie Zbigniewa Pronaszki Szachista. Obraz pozornie emanuje spokojem, dwie osoby, jak co dzień, toczą ze sobą zaciekłą batalię „bez guzów”. Jednak im dłużej wpatrywałam się w twarz młodzieńca pochylonego nad stolikiem, grymas, jaki malarz nadał jego twarzy, wydawał mi się coraz ostrzejszy i pełniejszy udręki. Początkowo dosyć niewinny i niewzbudzający emocji obraz sprawił, że zaczęłam się głowić, co może być przedmiotem zmagań jego bohatera oraz jakie towarzyszą mu odczucia. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to samotność – oto człowiek sam przeciwko całemu światu. Nie od dziś gra w szachy jest znana jako alegoria świata, chociażby ukazana na obrazie Gra w szachy Sofonisby Anguissoli jako świat, w którym


Kategoria Formalna – wyróżnienie

rządzą tylko kobiety. W przypadku Szachisty również pojawia się plansza do gry. Świat gry, nad którym męczy się młodzieniec, jest miejscem, w którym są prowadzone wieczne zmagania o władzę i nagrody. Ktoś wychodzi na prowadzenie, nagle staje się przegranym i traci wszystko. Rozgrywka toczy się z bezwzględnością, a każdy ma z góry wyznaczoną rolę. Fakt, możemy zobaczyć fragment postaci siedzącej naprzeciw młodzieńca, jednak wydaje się on bardziej siłować z planszą niż z przeciwnikiem. Śmiałabym nawet przypuszczać, że osobą, z którą toczy walkę, jest on sam. Chłopak może czuć się stłamszony wewnętrznie przez napierającą rzeczywistość oraz powinność kontynuowania swojego życia – gry pełnej trudu oraz znaczących decyzji. Jego zmarszczone czoło oraz wydęte usta sprawiają, że wygląda na zatopionego w trudnych rozważaniach o sensie kontynuowania tego wysiłku. Gracz przedstawiony na obrazie Zbigniewa Pronaszki niczym Fiedur, bohater utworu Jana Kochanowskiego Szachy, jest w trakcie rozgrywki o  niezwykle wysoką stawkę, jednak na planszy nie znajduje się ani jeden pionek, co może podkreślać jego bezsilność i brak jakiegokolwiek wyjścia z sytuacji, w której się znalazł. W tym przypadku nie istnieje osoba, na którą mógłby liczyć, nie ma nikogo, kto tak jak księżniczka Anna z tekstu Jana Kochanowskiego przybyłaby i pomogła mu uporać się z problemami. Oczywiście założyć też można, że to jedynie dwoje, zwykłych ludzi spotkało się, aby po prostu dla umilenia czasu odbyć partię szachów. Nie wiemy, czy mężczyźni są przed rozgrywką czy tuż po niej, możliwe też jest, że skrawek ramienia jednego z nich zakrywa widzowi pionki, które pozostały w grze, i to powoduje zadumę czarnowłosego bohatera mojej analizy. Został on wykreowany przez Zbigniewa Pronaszkę (1885–1958), założyciela oraz jednego z reprezentantów Formistów Polskich. Spośród wielu artystów tego okresu wyróżniało ich wieczne poszukiwanie i eksperymentowanie. Pronaszko pod wpływem licznych podróży po Europie zaczął łączyć i modyfikować różne kierunki oraz style w sztukach plastycznych. Dzieła tworzone przez niego były sposobem na sprzeciwienie się i oderwanie od artystycznej formacji Młodej Polski. Obraz Szachista należy do malarstwa portretowego (którego znanym

61


Pochylony nad szachownicą

62

przedstawicielem w czasie dwudziestolecia międzywojennego był właśnie Pronaszko), jednak powiedziałabym, że jest to także scena rodzajowa. Tak jak większość prac tego malarza jest on wykonany techniką oleju na płótnie i obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Pole obrazu ma kształt prostokąta. Artysta zastosował tutaj kompozycję otwartą; świadczą o  tym ramy kompozycji, które „przycinają” obiekty przedstawione na płótnie; nie widzimy zakończenia czerwonej kotary za młodzieńcem pochylonym nad planszą, jego marynarkę jesteśmy w  stanie dojrzeć jedynie do połowy ramienia portretowanego, a o obecności przeciwnika szachisty świadczy zaledwie niewielki kawałek jego ubrania. Można by przypuszczać, że istnieje pierwszy plan w postaci kawałka ramienia osoby siedzącej naprzeciw mężczyzny zajmującego większą część obrazu, jednak skłaniam się bardziej do określenia kompozycji Szachisty jako jednoplanowej. Artysta buduje plan swojego obrazu, używając niekiedy umiarkowanie kubizujących, geometrycznych form i jest to pozostałość po jego dawnej działalności w kręgu formistów. Dukt pędzla Pronaszki jest niespokojny, co przejawia się w  pofalowaniu ubrań, delikatnie kreślonej twarzy, modelunku włosów i dłoni gracza. Nawet kwadratowa plansza do gry, która powinna być ostra i kanciasta, robi wrażenie rozmytej ceratki. W malowidle wykorzystane jest światło naturalne, rozproszone, które eksponuje każdy skrawek ukazanej sceny. Daje się zauważyć subtelny modelunek światłocieniowy, a  na płótnie dominują łagodne, wręcz słabo widoczne przejścia między światłem a cieniem. Wyraźny kontrast możemy zauważyć tylko na skrawku włosów młodzieńca. Tutaj dla Pronaszki główną metodą budowania kształtów przedmiotów jest kolor. Paleta barwna jest niezbyt zróżnicowana, ogranicza się do kilku podstawowych kolorów, jednak potrafi w niezwykły sposób wydobyć ogromną liczbę odcieni, tak aby w niemal rzeźbiarski sposób uformować przestrzeń na płótnie. Malarz ten uważał, że malarstwo nie może być powrotem do natury, lecz musi być powrotem do obrazu, gdzie obraz oznacza celowe, logiczne wypełnianie pewnymi określonymi formami danej przestrzeni, która stanowi przez to jednolity organizm.


Kategoria Formalna – wyróżnienie

Szachista zalicza się do tej części malarskiego dorobku Pronaszki, która odznacza się bardziej przygaszoną kolorystyką o szerokim zasobie wręcz eksperymentalnych odcieni. W  przeciwieństwie do takich arcydzieł, jak choćby Stary rybak (1910) czy Boża jesień (1912) stopień nasycenia kolorów jest niewielki. Malarz zastosował dosyć wygaszone kolory, dzięki temu zestawienie czerwonych elementów w  tle wraz z wszechobecnym rozmytym niebieskim pasuje do siebie i daje poczucie harmonii. Uwagę przykuwa kontrast temperaturowy między niebieskim a brudnym pomarańczowym, który pojawia się w dolnej partii stroju szachisty. Jasna twarz gracza w pewien sposób łączy się z  szachownicą, która ma podobną różowo-żółtą barwę; sprawia to wrażenie wyraźnego połączenia między nim, jego myślami a tym przedmiotem. Biały kołnierzyk i  ściana za mężczyzną w  połączeniu z czernią jego włosów tworzą mocny akcent kolorystyczny. Obraz ma wyraźną fakturę. Po dłuższej chwili studiowania twarzy ukazanego szachisty da się też zauważyć lekki, wręcz niewidoczny kontur otaczający niektóre fragmenty tej postaci  – w  tym przypadku można by powiedzieć, że to kontur jest podporządkowany plamie barwnej, ponieważ w  naturalny, nieprzerysowany sposób uwydatnia światło lub cień padający na inne elementy znajdujące się na portrecie. Kompozycja przedstawionej sceny jest dobrze zaplanowana. Występują tutaj pionowe linie (takie jak ściana za graczem) oraz przeciwstawiające się im diagonale, tworzące szachownicę, które komponują się bardzo efektownie z niedbale przekrzywionymi ramionami postaci, te dwa komponenty nadają obrazowi większą ekspresyjność. Pronaszko nadał młodzieńcowi lekko kanciasty kształt. Malowidło nie jest specjalnie bogate w szczegóły, jednak styl Zbigniewa Pronaszki: widoczne na ubraniach szybkie, gwałtownie nakreślone linie i jednocześnie dbałość o odwzorowanie faktury każdego frędzelka na obrusie czy promyczka na włosach, przykuwa uwagę oraz skłania do snucia różnych interpretacji, których nie mogłaby wywołać pozornie prosta i prozaiczna scena. Obrazy Pronaszki zawsze będą intrygować i  porywać do rozmyślania nad ich znaczeniem czy też zachwycającym wykonaniem.

63


Pochylony nad szachownicą

64

Po zapoznaniu się z jego twórczością urzekło mnie jego specyficzne i odrębne podejście do przedmiotu i samej formy. Nadaje on niepozornym ludziom pewien temperament, a całość połączona z kolorami, światłem i jego techniką ma zaskakujący, niepowtarzalny wymiar.

Bibliografia: Dobrowolski T., Malarstwo polskie ostatnich dwustu lat, Wrocław 1976. Trzeciak P., 250 razy o sztuce polskiej, Warszawa 1967.

OPINIA JURY Praca Miriam zwróciła moją uwagę zarówno samą formą literacką, jak i dokładnością opisu. Kompozycja dzieła, barwy, faktura obrazu, relacje między postaciami – nic nie zostało pominięte, a nawiązania do literatury i innych dzieł sztuki wzbogacają wypowiedź. Anna Rak


Kategoria Formalna – wyróżnienie honorowe Klaudia Gańczak II Liceum Ogólnokształcące im. Emilii Plater w Sosnowcu Nauczyciel prowadzący: Jacek Bajer

Dopełnianie sensu Oczy zwrócone na pustą szachownicę. Znużony mężczyzna opiera głowę o rękę. To pierwsze, co widzimy, patrząc na obraz Zbigniewa Pronaszki pod tytułem Szachista. Egzystencja człowieka uchwycona jest na obrazie dokładnie w tym momencie. Ta partia szachów to powód, dla którego zaistniał. Postać jest tytułowym szachistą. Niestety nie jest w stanie rozegrać partii. Czy to, co mogłoby wypełniać tylko dla bohatera obrazu Pronaszki dostępny obszar własnego „ja”, można odczytać z obrazu? Czy artysta pociągnięciami pędzla automatycznie zapisał też historię anonimowej postaci? Człowiek na obrazie siedzi, jakby to była jego pierwsza i  ostatnia rozgrywka w życiu. Nie wiadomo, kim jest. Nie potrafię powiedzieć, o czym myśli, co czuje, jednak jego przymrużone oczy nie wskazują raczej na smutek. Usta są ułożone w niewyraźnym grymasie, wzrok ma zmęczony. Jego słowa nie zostaną wydobyte na zewnątrz. Tylko on ma władzę nad otwarciem swojej treści dla innych. Jego usta jednak zawsze będą milczeć. Ten mężczyzna to posłaniec artysty, który ma odbiorcy przekazać pewną wiadomość, ale nie wypowiada jej wprost, nie werbalizuje swojego przesłania.

65


Dopełnianie sensu

66

On nie odgrywa powierzonej mu tytułowej roli dosłownie. Niby nazwano go szachistą, ale nie został zaopatrzony w figury do gry. Wrzucono go w wir rozgrywki bez narzędzia, którym mógłby pełnić powierzoną mu funkcję. Nawet jakby dostał figury, to pól jest za dużo, żeby zapełnić je trzydziestoma dwiema szachowymi figurami, zostałyby puste miejsca. A więc nie ma ani figur, ani plansza nie jest zdatna do gry. Tytułowa postać nie jest szachistą w dosłownym sensie, to metafora, symbol. Dlaczego nie reaguje? Nie postępuje tak, jakby postąpiła większość z nas, nie upomina się o swoje? Dlaczego milczy wobec tak rażących nieprawidłowości, dlaczego wydaje się obojętny na wszystko, co dzieje się dookoła niego? Jego reakcja jest nienaturalna, dziwna – można by powiedzieć, że nawet absurdalna. Może jego zamyślenie to cichy bunt przeciw temu, że zadrwiono z niego, z ironicznym uśmiechem nazwano go szachistą, dając w ręce niepełny zestaw do gry i to z nienaturalnie szeroką szachownicą. Miejsce, w którym zbiegają się wszystkie linie perspektywy, znajduje się poza obrazem. Mężczyzna siedzi w kącie. Ściany zamykają pomieszczenie. Punkt, wokół którego obraca się cały obraz, jest niemożliwy do zobaczenia. Szachownica jest ustawiona dosyć dziwacznie, asymetrycznie w stosunku do ściany. Bliskość ścian sprawia, że nastrój jest przytłaczający, a nawet trochę klaustrofobiczny. Nie ma ostrych przejść kolorystycznych, czysta czarna farba nie występuje w żadnym miejscu na obrazie. Ciemniejsze akcenty są lekko stłumione, przygaszone. Dominuje granatowy i bordowy kolor. Nie ma żadnych nasyconych barw. Postać szachisty jest utrzymana w chłodnych, wręcz bladych kolorach. Czerwona zasłonka, która zgodnie z zasadami perspektywy barwnej powinna być ukazana jak najbliżej, znajduje się w tle, dopiero za mężczyzną. Nie ma konturu, który wyraźnie oddzielałby postać i przestrzeń wokół niej. Pomieszczenie jest odizolowane od reszty świata szarą ścianą. Kolory oddają zamęt „ołowianych myśli” bladego człowieka, ciężką atmosferę obrazu. Przedstawiona realistycznie postać kontrastuje nieco z uproszczonym, niedbale zakreślonym garniturem, chociaż nawet proste maźnięcia farbą olejną wyglądają osobliwie i według mnie nie wymagają artystycznych ulepszeń. Przeciwnika naszego bohatera nie widać, tylko fragment ramienia


Kategoria Formalna – wyróżnienie honorowe

wskazuje na jego obecność. W pierwszej chwili byłabym skłonna raczej myśleć, że obraz Pronaszki został stworzony bardziej po to, żeby nacieszyć oko, niż żeby przekazać odbiorcom jakieś przesłanie, ale po jakimś czasie doszłam do innych wniosków. Jako kontekst moich rozważań przytoczę fragment wiersza Małgorzaty Hillar My z II połowy XX wieku: […] Kiedy cierpimy wykrzywiamy lekceważąco wargi Kiedy przychodzi miłość wzruszamy pogardliwie ramionami Silni cyniczni z ironicznie zmrużonymi oczami […] My, jako ludzie, jesteśmy stworzeni do tego, aby wykorzystywać to, co otrzymaliśmy, przesuwać, często nieumiejętnie, symboliczne figury na płaszczyźnie codziennych zdarzeń. Jeśli, z  pozoru, mielibyśmy wszystko, ale zostalibyśmy pozbawieni jakiegoś fundamentu, na którym budowaliśmy siebie, co by nam pozostało? Co, jeśliby się okazało, że to, co jest dla nas kluczowe, jak figury dla szachisty, zostałoby nam odebrane, a rzeczywistość byłaby inna, niż się tego spodziewaliśmy? Oczy postaci z obrazu błądzą po pustej, nietypowej planszy, może szukają czegoś istotnego? Nasze zadania społeczne też zostają nam ściśle określone. Jesteśmy synami, córkami, uczniami, przyjaciółmi, siostrami, braćmi i tak dalej. Są też role znane tylko nam, bo możemy być też kłamcami, tchórzami, a może bohaterami, którzy nie mają sposobności do pokazania swojego męstwa. Pełnione funkcje definiują to, kim jesteśmy, są głęboko osadzone w  nas, może jeszcze drzemią w  naszym wnętrzu, często są narzucane, rozdawane przez innych, jak ulotki w centrach miast. Wszyscy mamy skłonności do poprawiania swego wizerunku przez fałsz. Podobnie jak wyolbrzymiona jest szachownica na obrazie

67


Dopełnianie sensu

68

Pronaszki. Nie wystarcza nam to, kim naprawdę jesteśmy. Nie znamy siebie, jednak stale wręcz magazynujemy swoje role, czując podskórnie, że to przyniesie nam korzyści. Jednak kiedy chcielibyśmy ułożyć na tej groteskowej szachownicy otrzymane figury, nie bylibyśmy w stanie poukładać wszystkich prawidłowo, a to paraliżuje nasze dalsze działania. Mężczyzna z płótna właśnie znalazł się w takiej sytuacji. Rozmyśla, ale nie potrafi pogodzić się ze sobą – sobą, który nie jest już tylko „szachistą”. Może nie akceptuje tego, że nawet symboliczna szachownica się kiedyś kończy. Każdy ma bariery, których nie powinien przekraczać, bo zatracamy własne „ja”. A my stale chcemy przesuwać nasze granice. Bohater staje się coraz bardziej cyniczny, obojętny. Muszę przyznać, że szczegółowo analizowałam Szachistę prawie codziennie przez ostatnie tygodnie z zamiarem dostrzeżenia jakiegoś nowego szczegółu, poszlaki, dzięki której będę mogła odczytać ten obraz zgodnie z zamysłem Pronaszki. Jednak nie potrafię. Raz w Szachiście widziałam beznadzieję, raz obojętność, raz nawet cynizm. Obraz przez częste zastanawianie się nad nim trochę mi spowszedniał, trudniej mi było dostrzec jego sens. Zaczęło we mnie narastać przekonanie milczenia dzieła, jego jałowości i braku głębszej treści, kryjącej się pod grubą warstwą farby. To jednak nieprawda. Mimo że nigdy nie będę miała możliwości rozmowy z twórcą, nie zapytam, jakie wydarzenia zmotywowały go do stworzenia tego obrazu, jaki był jego cel; sądzę, że dzieło ma być ciekawe i  ma zmotywować odbiorcę do stworzenia własnej historii, refleksji. Nie ma odpowiedzi błędnych, nie ma nierozsądnych pytań, szczególnie gdy obcujemy z  symbolicznym tekstem kultury, dotyczącym zagadnień egzystencjalnych. Nie tylko artysta jest tu twórcą, sens współtworzy też odbiorca dzieła. Obraz może być właśnie pewnym szyfrem, który każdy odczyta w inny sposób. Dodając coś od siebie, myśląc nad dziełem, nadajemy mu trochę różny, właściwy sposobowi naszego widzenia świata, wydźwięk. Czas poświęcony na analizę Szachisty jest godną zapłatą dla Pronaszki, docenienie i  oswojenie się z  obrazem to najlepsza nagroda dla artysty. Niekoniecznie trzeba dotrzeć do idei malarza, możemy przy


Kategoria Formalna – wyróżnienie honorowe

interpretacji pójść własną drogą. Swoimi subiektywnymi myślami można wzbogacić dzieło, sprawić, że stanie się pełniejsze, wciąż żywe.

OPINIA JURY Klaudia Gańczak ujawnia nam swoje zmagania z dziełem sztuki, które są próbą zrozumienia jego sensu. W  te rozważania wplata analizę formy malarskiej dzieła. Jak się okazuje, na jej pytania nie ma prostych odpowiedzi. Autorka szuka uniwersalnego klucza interpretacyjnego, a znajduje stendhalowską prawdę: obraz, jak każde dzieło sztuki, buduje znaczenia dopiero przy zetknięciu z odbiorcą, jego doświadczeniem i wrażliwością. Anna Rak

69


70

Werdykt XIV edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Obraz a słowo. Literacki opis dzieła malarskiego” Jury w składzie: Iwona Mohl – przewodnicząca jury, zastępca dyrektora Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, dr hab. Anna Gomóła – Zakład Teorii i Historii Kultury, Instytut Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego, Anna Rak  – kierownik Działu Edukacji Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, po przeczytaniu 239 prac zdecydowało się przyznać następujące nagrody i wyróżnienia.

Kategoria Literacka: I miejsce – nagroda „Gęsie Pióro” dla Oliwii Rakoczy z I Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie, II miejsce – Aleksandra Błotny ze Stołecznego Gimnazjum nr 4 STO w Poznaniu, III miejsce  – Gabriela Polasińska z  Zespołu Szkół Plastycznych w Radomiu.


Wyróżnienie dla: Marty Uklei z Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej w Katowicach, Pio Sceliny z  Uniwersyteckiego I  Liceum Ogólnokształcącego w Chorzowie. Ze względu na wysoki poziom prac w tej kategorii przyznano dodatkowo wyróżnienie honorowe: Anicie Róg z II Liceum Ogólnokształcącego w Mielcu.

Kategoria Formalna: I miejsce – nagroda „Gęsie Pióro” dla Mai Zdunek z  Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego w Lublinie, II miejsce – Wiktoria Goślińska ze Społecznego Gimnazjum nr 4 STO w Poznaniu, III miejsce – Daniela John ze Szkoły Podstawowej w Rydzynie.

Wyróżnienie dla: Marii Bek – Gimnazjum nr 113 w Warszawie, Miriam Koper – I Liceum Ogólnokształcące w Jeleniej Górze. Ze względu na wysoki poziom prac w tej kategorii przyznano dodatkowo wyróżnienie honorowe: Klaudii Gańczak z II Liceum Ogólnokształcącego w Sosnowcu. Jurorzy i organizatorzy konkursu pragną w szczególny sposób podziękować wszystkim uczestnikom konkursu. Poziom prac był bardzo wysoki, poza werdyktem znalazło się wiele bezbłędnych i ciekawych literacko opisów. Składamy również podziękowania nauczycielom, którzy zachęcili młodzież do odkrywania tajemnic ukrytych w obrazie.

71


Obraz a słowo  
Obraz a słowo  
Advertisement