Issuu on Google+

Niezależny Miesięcznik

Studentów SGH

W tym numerze przeczytacie m.in.: -Wywiad z panią Dziekan dr Urszulą Ornarowicz.... • -Zycie to nie yeah bajka ..• - odcinek 2; -Opowieści z krypty... . (3) - Sądny dzień. ...

-Warunki przyznawania mieisc w akademikach; -Quo Vadis ... ? - o sytuacji w polskiej piłce nożnej... -Sportowych reminiscencji ciąg dalszy ...

-Filmowe "klymaty", czyli o ścieżkach dźwiękowych; • -Wił;CEJ NIZ GRA (2) -kanciarze i kombinatorzy... -Recenzje... -Całkowite ściemnianie ••• -Kolejne pytanie w KO·NKURSIE NA 90-LECIE SGH; łi.J ''/// lJ ~A~A1°A -1vowosc ... - 110rrory z nory... ~, ~··· -SZWAGIER KOLASKA NA Ż11VO, czyli Połowinki '96 -Jeszcze raz OVFJFlGFlOUl\TI3••• -Niech żYie••• bal? - o balu połowinkowym; -Sale komputerowe SGH -gdzie i kiedy... ? -InformacJe z pierwszeJ ręki .•. -jak zawsze... ..-

0

-PrawicowC2 piqtki w •• ttadC2siC2" ..• -Filmowe ekspresje... -

Gorączka

(The Beat)

Niniejszym numerem przekroczyliśmy punkt krytyczny ... Piąty numer to o jeden wiecej niż wydały do tej pory jakiekolwiek inne znane nam pisma studenckie, które pojawiały się na naszej Uczelni... I nie zamierzy dać satysfakcji co niektórym "życzliwie" nam życzącym ... W s zem i wobec ogłaszam, iż nie padliśmy i nie padniemy, no chyba, że po imprezce, którą zamierzamy wyprawić z tej okazji. I nie wiem jeszcze, czy będą serwowane "sandacze nadziewane na postumencie", jak to było w czasie przyjęcia z okazji 90-lecia SGH w Galerii Porczyńskich, czy być może bardzo polska potrawa (bo tak nam wmawiała jedna z restauracji) pod szumnie brzmiącą nazwą "avocado w sosie różowym naszego Domu z krabami Chatka dalekiej Syberii" (a co jest?) ... Żarty żartami, a tutaj naprawdę wykluła nam się okrągła, piąta "miesięcznica" ... Z tej

okazji życzę Wam wytrwałości w czytaniu, nam -wytrwałości w pisaniu, a drukami wszystkiego najlepszego ... Dziękujemy...

~ MAGIEL Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

~

ot-kotJ~·

strona l


Opowieści z

krypty... (3) #

S~DNYDZIEN zrujnowane. .. Trzy tygodnie nieobecności Szefa stanowiło akurat ty Ie czasu, ile potrzeba było pani Rózi i słodkiej pani Basieńce, aby zamienić biuro w lej po wybuchu atomowym ... W tym okresie odbywało się tu praktycznie wszystko, czego Szef do tej pory zabraniał. "Pożegnanie marca" było jednocześnie imprezą inaugurującą pożegnanie Szefoffice ... Nowy miesiąc przywitano "prima-aprilisówką", następnie przez biuro przetoczyła się balanga świąteczna, która wyleciała oknem pozostawiając w nim ogromną dziurę ... "Powrót z przerwy" okazał się istnym odlotem, w wyniku czego pani Basia zarwała kolejne dwie lekcje języka angielskiego ... Mniejsze i większe przyjęcia oraz posiadówki doSzefoffice

było

pełniły zniszczeń.

Przyszedł

wreszcie długooczekiwany dzień 17 kwietnia - dzień powrotu Szefa, a jednocześnie inauguracji obchodów 150 rocznicy założenia przybytku ... Już od białego rana w Szefoffice trwały wzmożone prace porządkowe. Pan Kierownik szorował posadzkę, próbując usunąć wszelkie ślady ogniska, zaś panie sekretarki zabrały się za sprzątanie gabinetó\v. Jako pierwszą sprzątnęły wcale nikomu nie zawadzającą zawartość butelki koniaku, która raziła w oczy na biurku. Naładowane świeżą energią postanowiły usunąć obfity "sprayowy collage", który upiększał ściany. Malowidła zasłonięte zostały meblami, których jednakże nie udało się postawić na suficie, w związku z czym pani Rózia artystycznie pokryła plamy białą farbą. W efekcie na pożółkłym suficie zaczęły straszyć jasne placki ... -Powiem, że zaczęłam zmywać w niektórych miejscach, ale nie skończyłam ... - kombinowała Rózia. Pan Magister bujał się na krześle połykając szefowskie orzeszki prażone, zaś pani Inżynier wyżerała z szafki ostatnie państwowe ciastka, gdy nagle rozwarły się drzwi biura i stanął w nich nie kto inny jak sam Wielki. .. Pan Magister z wrażenia spadł z krzesła, a pani Inżynier omal się nie udławiła przyłapana na szabrownictwie... Szef popatrzył na nich groźnie i wskazując palcem zakomunikował: -Ty, ty i ty ... . ....? -zapytał a pant. B asten . 'ka. . ? A Ja -A Ja.... -l ty .... -zapadło chwilowe milczenie - Wynocha!!! - wrzasnął tak przeraźliwie, że nikomu ze wskaz~nych nie trzeba było już więcej powtarzać ... Biuro opustoszało w rekordowym tempie. -A z panią to ja sobie później porozmawiam ... - ozięble poinformował przerażoną Rózię, po czym zamknął się w swoim gabinecie. Szef podniósł się z krzesła, ujął w dłoń mikrofon i rozejrzał się po zebranych. Aula świeciła przysłowiowymi pustkami, jeżeli nie liczyć pierwszego i drugiego rzędu, gdzie na umowę-zlecenie posadzono grupkę pracowników uczelni, których jednakże impreza w ogóle nie interesowała i pochłonięci byli oni dyskusją na temat tego, czy wysokość ich wynagrodzenia zależeć będzie od kolejności zajętego rzędu ... Po lewej stronie sali wzrok raziły purpurowe wdzianka zaproszonych gości, którzy najwyraźniej nie należeli do "przyjaciół Animals". .. Szef chrząknął znacząco, aby przywołać zebranych do porządku . Zapadła cisza... -Niniejszym pragnę zainauguro\vać obchody 150-tej rocznicy powstania naszej ukochanej Szkoły Głównej Humorystycznej i na wstępie chciałbym powitać znamienitych gości ... -Przecież nikt nie przyjechał ... - szepnął zdziwiony pan Magister pani Kierowniczce. -Jak to nikt!? - oburzyła się- A te w futrach z przodu to co? Króll.k"? l. -To? To są gronostaje ... - sprostował pan Inżynier. -Musieli chyba całe ZOO wybić ... - spekulował pan Magister. -Pozwolę sobie w kolejności przywitać ... - kontynuował Szef. -To teraz mamy pół dnia z głowy! -przeraził się pan Inżynier.

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

-Kto ma, ten ma - uśmiechnęła się Kierowniczka, po czym wyciągnęła z torby kanapkę oraz zwinięte w rulon "Twoje Imperium", które przez najbliższe pół godziny chłonęła łapczywie strona po stronie. W tym czasie Szef wyrzucał z siebie potok nazwisk, z których większość wymyślał na poczekaniu dodając do nich gdzieniegdzie "von", "zu" lub "de", a gdy już zabrakło mu pomysłów na tytuły szlacheckie, przerzucił się na wszelkie możliwe tytuły naukowe, tworząc obłędne stanowiska i funkcje ... -Pozdrawiam też szefów licznie przybyłych szkół. .. - stwierdził w amoku - To znaczy licznych szefów przybyłych... A także... I wreszcie witam ogromnąreprezentację studentów ... -Ja chyba mam dzisiaj za słabe okulary ... - szepnęła pani Magister. Szef spojrzał na nią przeszywającym wzrokiem, dzięki czemu zamilkła ... -W każdym razie, przekażcie swoim kolegom, że nadal jesteście naszą solą. .. -... w oku. -zakończył wypowiedź Wiceszef. -Udam, że nie słyszałem- syknął do niego przełożony, odwrócił się w kierunku gości, uśmiechnął się i stwierdził - Wyróżnia nas niewątpliwie architektoniczna sylweta... -Co nas wyróżnia? - zaciekawiła się pani Kierowniczka odkładając gazetę.

-Sylweta... ! - burknął do niej Szef. -A co to jest? - dociekała dalej. -Nie zdzierżę! - eksplodował i odpalił do mikrofonu - Wyróżniają nas nasi pracownicy ... Co niektórzy ... A teraz ci pracownicy sami poprowadzą imprezę, a ja to chrz ... - nie dokończył, gdyż został ściągnięty przez panią Magister do poziomu krzesła. -Panie Inżynierze - pani Magister kopnęła pod stołem śpiącego obok mężczyznę - Wykład ... ! -A co?! - zerwał się z siedzenia - A ... - ziewnął sobie - A ... teraz, drodzy goście, wykład o historii uczelni. W tym momencie połowa osób na sali wstała i wyszła. -Wykład uzupełniony będzie slajdami, które będą się tu nieudolnie pokazywać... - palnął nieprzytomnie pan Inżynier, na co pani obsługująca projektor zzieleniała ze złości i wykrzyknęła: -Nieudolnie?!!! - aż kipiała - To w takim razie, jak pan to lepiej potrafi, to niech pan tu sobie sam je wyświetla!!! Ja habilitacji z rzutników nie robiłam!!! - odwróciła się na pięcie, chwyciła swoją torbę i z rykiem wybiegła z sali. -A żeby Cię ... ! - wrzasnął Inżynier i już miał pobiec za współpracownicą, lecz w ostatniej chwili został powstrzymany przez panią Kierowniczkę. Korzystając z zamieszania, kamerzysta filmujący całe zajście podszedł do pocztu sztandarowego i wykonał niedyskretny najazd kamerą na wystające spod odważnie skrojonej spódnicy nogi znajdującej się tam studentki. -Co pan?! - oburzyła się młoda osóbka i z całej siły trzasnęła kamerzystę w policzek. -I tak jest wyłączona... - usprawiedliwiał się, lecz jego słowa wywołały efekt wręcz przeciwny. Oberwał jeszcze raz, lecz mocniej i z drugiej strony. Dziewczyna wybuchnęła płaczem i wybiegła z sali. W tym momencie student dzierżący w dłoniach sztandar zachwiał się pod jego ciężarem i po chwili osunął na ziemię. Sztandar przez chwilę stał nieruchomo, następnie drgnął nieznacznie, po czym runął w kierunku gości. -Chorągiew w niebezpieczeństwie!!! - wrzasnął przerażony wiekowy absolwent, siedzący w pierwszym rzędzie i rzucił się przed siebie, aby ratować zagrożoną relikwię, lecz w efekcie został pod nią pogrzebany, tracąc przytomność ... -Tu patrzyć!!! - ryknął zirytowany pan Inżynier, który przez cały ten czas zmagał się z projektorem. Ostatecznie maszyna ustąpiła i na ekranie wyświetlił się kolorowy obraz. Pan Inżynier zamarł. .. Obraz składał się przede wszystkim z obficie go wypełniającej, otyłej żony pana Inżyniera, która wylewała się ze stroju kąpielowego na uroczej, słonecznej plaży ...

nr 5

Kwiecień

1996

strona 2


Szef, po czym wymknął się niepostrzeżenie, korzystając z zamieszania, jakie wywołała zarówno bohaterska obrona szkolnej świętości , jak i wzbudząjące powszechne zainteresowanie zdjęcie . -A można prosić następną fotkę ...? - domagała się pani Kiero\vniczka. -Ja

wychodzę ...

-

jęknął

Przez najbliższą godzinę Szef opadał z emocji zamknięty w swoim gabinecie w Szefoffice. Gdy już odzyskał tę część władz umysłowych, która rozdmuchała jego myśli o wymordowaniu całego grona swych podwładnych, wstał i udał się do sali taśmo­ czytelni, gdzie miał spotkanie z panem Ambasadorem. Gdy wszedł do pomieszczenia, pan Ambasador oglądał właśnie sprzęt tam się znajdujący . Z zaciekawieniem ujął do ręki słuchawki, przez chwilę przyglądał się im z niedowierzaniem, a następnie z pewną taką obawą założył je sobie na uszy. -Bo to jest najnowocześniejszy sprzęt w tym zakresie ... - dumnie zakomunikowała pani Rózia, na co Ambasador dyskretnie się uśmiechnął. Na twarzy Szefa wymalowało się zdziwienie pomieszane z obłędem. Niepostrzeżenie szturchnął swoją sekretarkę i syknął do niej : -Pst... Co pani bredzi ...? Rózia zbyła to pytanie, wzruszając ramionami, odsunęła się na bok, aby bez przeszkód móc kontynuować wywód: -N o i to się włącza tutaj - wskazała na czarny przycisk na magnetofonie. Wszyscy pracownicy profilaktycznie wykonali jeden krok do tyłu na wypadek ewentualnego uruchomienia... -Ale to chiba jakesz sztare to to ... No co? Ta prawda? "Grundig" stara modela?- dopytywał się pan Ambasador. -Eksponat muzealny .. . - zachichotał z tyłu pan Kierownik - Unikat w skali galaktyki, a u nas na pęczki ... Szef zganił go m i ażdżącym spojrzeniem. -Na pączki .. .? - ożyw ił się wygłodniały pan Ambasador, który usłyszał jedynie koniec wypowiedzi. -Nie! - zamknęła temat pani Rózia - Degustacja później, a teraz posłuchamy ... -Rózia będzie śpiewać ... ? - przeraził się pan Inżynier. -Niech tylko spróbuje .. . -N o to tu się naciska - pani Rózia uruchomiła maszynę, która skrzypnęła, zatrzeszczała i... zadziałała! Wszyscy zamilkli ze zdziwienia, a po trochu w oczekiwaniu na reakcję pana Ambasadora na treść kasety, którą zaledwie pół godziny temu kończono nagrywać z pomocą pani Lektor. -Chińszczyzna jest tu wykładacze? - zaintereso\vał się pan Ambasador. - Co?! - zdziwił się Szef - Można? - odebrał z ręki Ambasadora słuchawki i założył je sobie na uszy. Jego mózg wypełniły psychodeliczne jęki , pomieszane ze zgrzytami, wśród których przebijał się bl iżej niezidentyfikowany językowy bełkot pani Lektor. Następnie dźwięki zamieniły się w przeciągły bulgot i zamilkły ... -Miałem połączenie z inną cywilizacją. .. - szepnął oszołomi ony Szef, ściągając słuchawki. -To był właśnie angielski - dumnie zakomunikowała pani Rózia. -Chyba w wykonaniu Basieńki ... - zarechotał pan Kierownik. -Ja sama tłumaczyłam z polskiego .. . - chwaliła się Rózia. -No i wyszła jednak chińszczyzna- fuknął Szef- A poza tym kaseta się wkręciła ... Pani Rózi na policzki wylał się buraczkowaty rumieniec. -Bo ja już mówiłam- próbowała wyjaśnić sytuację- To jest najnowocześniejszy sprzęt audiowizualny ... -Wizualny?! - ostatnie słowo rozbawiło wszystkich do granic -To i widzenia można mieć? ! -Najnowocześniejszy ... ?! - Szef był wyraźnie zirytowany - A teraz to pewnie chciał przeczyścić tamę i dlatego ją wciągnął?! -.. .i on czasami może nawet odbierać dźwięki z zaświatów... bredziła wybita z tropu pani Rózia. -Z zaświatami to zaraz pani będzie miała bliskie połączenie! - Szef chwycił ją za rękę i odc i ągnął na bok z zamiarem zamordowania '

~MAGI EL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

lecz w ostatniej chwili zreflektował się - Co pani sobie kpi, czy co? Te teksty o nowoczesności miała pani zapuszczać podczas oglądania komputera, a nie tutaj, przy tym rzęchu ... ! -Ale komputera nie będzie ... -Jak to "nie będzie"? ! -Godzinę temu dzwoniła Politechnika, że komputera nie pożyczą, bo też mają wizytę, więc sobie pomyślałam, że można tak o tych magnetofonach ... -Pani to w ogóle za dużo myśli! Proszę ich stąd zabrać, a porozmawiamy sobie później ... Tak jak pani obiecałem .... Po południu rozpoczęła się konferencja prasovva poświęcona l 50leciu uczelni. Nikt nie spodziewał się przybycia tak licznego przedstawicielstwa wielu uznanych gazetek, czasopism, pisemek i innych szmatławców. Goście usiedli wygodnie na przeciwko stołu, za ~tó~m zasiadły dumnie władze uczelni : Szef oraz jego zastępca, pant Kierownik z mężem i koleżanką, pan Inżynier z synem oraz teściową, pani Magister ze swoim pudelkiem. Jako pierwszy, głos zabrał sam Szef. .. -Wiele się zmieniło w naszej szkole - powiedział - Przede wszystkim jeżeli chodzi o studentów. Oni rzeczywiście studiują inaczej .... Po sali przemknęły subtelne rechoty. -Chcemy zapewnić szkole najwyższy światowy poziom ... Rechoty stały się bardziej doniosłe ... -Niepoślednią rolę odgrywa noł-hał. .. -... hal. - dodał Wiceszef. Przełożony zmiażdżył go wzrokiem. -Jak pan chce, to może pan kontynuować ... -Nie, dziękuję ... -Chcemy nadać szkole określony imadż ... Stworzyć bank kejsów ... -A jakie jest oprocentowanie wkładów ...?- zapytał głos z sali. -A co to panią obchodzi?! - rozdrażnił się Szef- Nie ... Ja nie mogę ... Dosyć ... Oddam głos mojemu Wiceszefowi do spraw ... Zapadło milczenie, w trakcie którego Szef starał sobie przypomnieć, do jakich to wielkich spraw powołany został jego zastępca. -Po prostu Wiceszef- skwitował to sam zainteresowany - Dziękuję za przekazanie mi głosu. Drodzy państwo, na wstępie chciałem powiedzieć, iż przed wojną posiadaliśmy wieloletnią tradycję współpracy zagranicznej z innymi uczelniami. Była to wielka rodzina, z której SGH wypadła z powodu zawirowań, ale już powróciliśmy do tej rodziny ... -Chociaż broniła się rękoma i nogami - szepnął pan Inżynier. -:Vyróżnikiem zmian - kontynuował Wiceszef - jest to, co dzieje się na korytarzach ... -A co się dzieje ... ?r -zapytała się redaktorka "Skandali". -To niech się pani pofatyguje i sprawdzi - zgasił ją. -Mamy sieć Internetu i proszę sobie wyobrazić, że 30% kontaktów to kontakty w czasie nocy ... -To bardzo ciekawe ... - odezwał się "Twój weekend". -Posiadamy rozbudowane lobby przedsiębiorstw. -Prosimy o przykłady. -Przynajmniej dwie instytucje mogę tu wspomnieć ... . . . ... ?. -A mtanowtcte -No, pierwsza to .... - zastanawiał się Wiceszef. -A druga? -Może przejdźmy do następnego punktu .. .. - zaproponował - Bo widzę, że szanowni redaktorzy spragnieni są informacji ... Jak się wkrótce okazało, szanowni redaktorzy spragnieni byli zupełnie czego innego .... Gdy tylko zakończono oficjalną część konferencji, rzucili się wygłodniali na stół, gdzie straszył ogromny "szczupak nadziewany w całości na postumencie" i jeszcze wiele innych okropności nie koniecznie na postumentach ... Redaktorów nie zrażał wygląd potraw. Pochłaniali je w tempie imponującym. I chociaż lunch służyć miał kontynuowaniu rozmów, to ciężko było prowadzić konwersację z pełnymi ustami. .. Na drugi dzień ani prasa, ani telewizja nawet mniały o obchodach ....

słowem

nie wspo-

Jacek Polkowski

nr 5

Kwiecień

1996

strona 3


w sobie dostrzegać pozytywne wartości, bo nawet w na;gorszym z nas ;·est jeszcze ślad Boże;· dobroci." "Każda rzecz wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy mafe i liche są łatwe. " "Wielkie ideały są bfogoslawieństwem dla świata, bo idea/ nawet trudny do osiągnięcia ciągle nęci, ciągle pobudza do nowych prób." "Cala kultura człowieka wolnego zależy od stopnia d o b r z e użyte;· wolności. " "Człowiek u;awnia swoją osobowość w sposobie traktowania bliźnich." S. Kardynał Wyszyński

Na pewno słyszałeś o tym Człowieku! Stał się On symbolem dla wielu Polaków, wzorcem osobowym i autorytetem. Swoim życiem pokazał jak żyć wiarą, jak żyć w Ojczyźnie, jak być Polakiem. W głoszonych naukach podkreślał nierozerwalność pary: Kościół-Naród, jasno określał miejsce rodziny w społeczeństwie i nieustannie nawoływał "ku pokojowi w Ojczyźnie". W życiu, jak sam stwierdził, "wszystko postawił na Maryję" i wygrał; witał Papieża Polaka na Polskiej ziemi. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o człowieku, który stał na czele kampanii o człowieczeństwo i polskość w minionej epoce - przyjdź, posłuchaj i zasypuj prowadzących pytaniami. Wykłady odbywają się w środy (w podanych poniżej terminach) o godz. 17.15 w Gmachu Głównym SGH - sala l 07. Przewidywany czas trwania to ok. 60 min. Po każdym wykładzie ewentualna dyskusja z prowadzącymi.

Akademickie Stowarzyszenie Katolickie "SOLI DEO" zaprasza na cykl wykładów - OSOBOWOŚĆ i

Serdecznie zapraszamy ! ! !

AsK sou oeo

"Należy

NAUCZANIE Stefana Kardynała 8 maja

:Flodzina

Wyszyńskiego.

mgr Anna

~nauczaniu

kardynała

S'te:fana

Sułkowska

w-ce dyrektor Instytutu Prymasowskiego

VVyszy:ńskiego

15 maja 22 maja

Prymas VVyszy:ński jako mąż stanu

ks. B. Piasecki kapelan Prymasa Wyszyńskiego

bp

lv.laryjna koncepcja duszpas'ters't~a Prymasa

Władysław Miziołek

Tysiąclecia

Akademickie Stowarzyszenie Katolickie

oraz

Samorząd Studentów

SGH

:n.'1ają

zaszczyt zaprosić 'W'as :na kolej:ne spotkan.ie z cykl1.1

ASK SOLI DEO

PitfiWICOWE PlfiTKI Naszym Gościem będzie:

Naczelny Kowboj Rzeczypospolitej

WC,JC!!CH C!JnCWSK! PIĄTEK

26 kwietnia, godzina 15.15, Szkoła Główna Handlowa, Klub Studencki "HADES", wstęp wolny

Hliski Wschód

oczt~mi

biblisty

W piątek 12 kwietnia gościem ASK "Soli Deo" był ks. dr Andrzej Bosowski, który wygłosił prelekcję p.t. "Petra - stolica Edomitów i Nabatejczyków". Wiele stracili ci, którzy tej oferty nie wpisali do swoich kalendarzy. Petra- miasto wykute w skałach - swoją świetność przeżywało około V w p.n.e. Fantastyczne walory architektoniczne i widokowe tego miejsca wykorzystano, kręcąc w Petrze jeden z filmów o Indianie Jones. Gdy otworzono granicę izraelsko-jordańską, Petra stała się miejscem licznych pielgrzymek turystów z całego świata. Po wykładzie uzupełnianym slajdami ks. Bosowski odpowiadał na pytania obecnych. Dowiedzieliśmy się interesujących szczegółów z życia codziennego Arabów i Żydów - m.in. o relacjach miedzy tymi nacjami (pozycja kobiety w świecie arabskim, zamiłowanie Arabów do negocjacji handlowych, przyczyny i objawy nienawiści mieszkających w Ziemi Świętej narodów). Serdecznie zapraszam na spotkania organizowane przez "Soli Deo" ( tematem najbliższego cyklu czterech wykładów będzie Prymas Tysiąclecia - Stefan Kardynał Wyszyński).

Piotr Łukasz Wiśniewski

~ MAGIEL Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

strona 4


PrawicowC2

piątki

w •• HADESIE··.

Wystartowaliśmy ...

W piątek 22 marca w klubie Hades, z inicjatywy ASK Soli Deo i przy współpracy NZS zainaugurowany został cykl spotkań pod nazwą "Prawicowe Piątki".

Punktualnie o 15: 15 uwaga wszystkich zgromadzonych skoncentrowała się na problemie lustracji. Czy jest ona w ogóle potrzebna i jeśli tak, to dlaczego nie została w Polsce dokończona. Zdaniem pana Macierewicza, celem zainicjowanego przez niego w 1992 roku procesu była próba zapobieżenia dostania się donosicieli i przestępców byłego Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa z lat 194489 do aparatu władzy III Rzeczpospolitej. Dopóki się tego nie zrobi, będzie istniało zagrożenie ze strony byłych "funkcjonariuszy" PRL. Ludzie ci nie mogliby pełnić wysokich stanowisk w państwie przez l O lat. W ten właśnie sposób rozprawiono się z przeszłością w Czechach i byłej NRD. Trzeba chyba przypomnieć, że lustracja nie jest pomysłem polskim, mieliśmy z nią już do czynienia wcześniej, tak np. po II wojnie światowej we Francji i Niemczech Zachodnich odbyła się weryfikacja polityków związanych z komunizmem i nazizmem. N a szczęście tematyka całego spotkania nie ograniczyła się do tego jednego tematu. Odpowiadając na pytania z sali nasz gość wskazywał na przyczyny rosnącej przestępczości w

NIECH ŻYJE... BAL !? czyli impresje po roku...

połowinkowym

balu trzeciego

W e wtorek, 16 kwietnia, w warszawskim klubie Ground Zero odbył się bal zorganizowany dla studentów trzeciego roku z okazji tzw. połowinek. I już na wstępie pojawiają się pewne wątpliwości : czy aby na pewno imprezę tę, nie popełniając żadnej nieścisłości, można nazwać balem? Chyba zgodzicie się ze mną, że nie bardzo, dlatego od tej chwili bal zamknę w cudzysłów. Organizatorom owego "balu" można pogratulować pomysłu. Zrozumiałym jest bowiem dla mnie fakt, iż nie wszyscy lubią i chcą bawić się na koncertach, przygotowywanych co roku z tej samej okazji przez Samorząd Studentów w Auli Spadochronowej. Tak więc nowa, alternatywna forma zabawy zaproponowana przez grupę studentów trzeciego roku jest jak najbardziej trafna. Niestety wiele do życzenia pozostawia sama organizacja tytułowego "balu", a właściwie warunki lokalowe klubu za ciasno, co Ground Zero. Przede wszystkim było uniemożliwiło wielu paniom pełne zaprezentowanie swoich wieczorowych kreacji, do których, wedle zaproszeń, wszyscy byliśmy zobowiązani. Nie muszę chyba dodawać, że taniec w takich okolicznościach był prawie niemożliwy. Miejsc siedzących (poza kilkoma lożami, zarezerwowanymi dla gości honorowych) było jak na lekarstwo, podobnie jak szampana i przekąsek. Zapomniałabym o występach mistrzów tańca towarzyskiego, które miały być dodatkową atrakcją wieczoru. Te "luksusy" kosztowały studenta 12 zł . Czy było warto? Na to pytanie każdy z uczestników "balu" odpowie sobie sam. Bianka Dźwigała

MAGIEL

Polsce. Jego zdaniem, winy za ten stan rzeczy nie ponosi ani złe prawo, ani brak w kodeksie kary śmierci, ani wreszcie niedofinansowanie policji, lecz inne czynniki. Po pierwsze otwarta granica wschodnia, przez którą co roku wjeżdża do Polski l O mln ludzi z czego kilka procent stanowi element gangstersko-przestępczy. Po drugie fakt iż Komenda Główna Policji czerpie swe kadry z ludzi związanych z nią przed 1989 rokiem i szafowanie karą śmierci oraz umożliwienie policjantom częstszego używania ostrej amunicji niczego tu nie zmienią. Sprawy szeroko rozumianego bezpieczeństwa zdominowały spotkanie, na szczęście jednak poruszono i inną problematykę, np. zjednoczenie prawicy. Macierewicz nie widzi szans na porozumienie "ponad podziałami", jego zdaniem możliwe jest tylko porozumienie programowe na bazie programu ROP-u. Wśród ewentualnych "koalicjantów" nasz gość wymienił jedynie NSZZ "Solidarność".

Równie interesujące było "spotkanie w kuluarach" (w siedzibie ASK Soli Deo ). W kameralnej ·scenerii pokoju 6lc2 jeszcze przez prawie godzinę trwała dyskusja. Pan Macierewicz przypomniał m.in. stwierdzenie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, że "nie byłoby Okrągłego Stołu bez stanu wojennego". Tomasz Kluk, Radosław Grzela

P.S. Pisząc o "balu", nie mogę nie wspomnieć o pewnej notce autorstwa Marcina Wątrobińskiego, która pojawiła się w sieci Internet. Ze względu na szczególne walory językowe pozwolę sobie zacytować ją w całości. Otóż pan Wątrobiński pisze, co następuje: "Proszę

wszystkich kolegów studentów trzeciego roku którzy nie dostali się na hall 3-ciego roku. (Ciekawe dlaczego ???), aby wypowiedzieli się w sprawie niesamowitych zdolności organizacyjnych przedstawicieli naszego Samorządu Studenckiego . BROŃ NAS PANIE BORZE PRZED TAKIMI EKONOMISTAMI I ORGANIZATORAMI. Uwierzcie, że lepiej nie mieć balu, niż czuć się niezaproszonym l Ja osobiście wyślę Internetem swój protest do niektórych oficjeli naszej szkoły aby nieco przybliżyć szanownym kolegom i ww. oficjeli, o metodach (niesamowitych) dystrybucji biletów dla studentów trzeciego roku. Moim zdaniem poszło nas co najwyżej 300 osób z pośród 800." Nie, nie .. . To nie chochlik drukarski zamienił PANA BOGA w PANA BORA (swoją drogą ciekawe odniesienie), nie mówiąc o innych nadużyciach, zarówno ortograficznych, jak i stylistycznych . Mimo wszystko postaram się na ten list odpowiedzieć poważnie, choć przyjdzie mi to z trudem. Po pierwsze tegoroczny "bal" (co już kilkakrotnie podkreślałam) NIE BYŁ organizowany przez Samorząd Studentów SGH. Po wtóre, na Bora!, panie Marcinie, skąd ocena, iż na balu spośród studentów trzeciego roku było tylko 300 osób ?

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

strona 5


Informacje z pierwszej

ręki ...

l(gndydaci wreszcie się ujawnili ... nazwiska kandydatów na stanowisko Rektora Szkoły Głównej Handlowej. Zgłaszanie kandydatów możliwe było w terminie od wtorku 2 do poniedziałku 22 kwietnia do godziny 16:00. W efekcie na karcie wyborczej znajdą się trzy nazwiska, które podajemy w kolejności alfabetycznej (żeby później nie było ... ): prof. Ryszard Gajęcki (Kierownik Katedry Zarządzania Strategicznego), prof. Janina Jóźwiak (obecny Rektor SGH), prof. Krzysztof Rutkowski (obecny Prorektor ds. W spółpracy z Zagranicą). Pierwsza tura wyborów odbędzie się w dniu 16 maja, drugaw przypadku niewyłonienia Rektora w pierwszej turze - zostanie przeprowadzona w dniu wyznaczonym przez Uczelnianą Komisję Wyborczą. W cześniej jednak odbędą się wybory 200 elektorów (wśród których znajdzie się: 90 profesorów tytularnych lub doktorów habilitowanych, 50 pozostałych nauczycieli, l O pracowników administracji oraz 50 studentów). Aby wygrać wybory w I turze, kandydat musi uzyskać poparcie co najmniej 50% elektorów. Jeżeli I tura nie przyniesienie rozstrzygnięcia, przeprowadzona będzie druga tura wyborów, w której udział wezmą dwaj kandydaci, którzy uzyskali największą ilość głosów za pierwszym razem. Także w drugiej turze zwycięzca musi otrzymać co najmniej 50% głosów. Rektor-Elekt zaproponuje kandydatury na stanowiska Prorektorów i Dziekanów, którzy wybierani są przez tych samych elektorów. Samorząd Studentów ma prawo zgłosić weto w stosunku do przedstawionych kandydatur Prorektora ds. Dydaktyki i Studentów oraz Dziekanów. Wszystkim startującym w wyborach życzymy powodzenia!!! Obecne Władze Rektorskie i Dziekańskie pełnić będą swoje funkcje do końca bieżącego roku akademickiego, więc nie należy nastawiać się na jakieś "okresy przejściowe" ...

Znane

są już

Cisza w temacie doktoratu ... Nic nie zmieniło się w temacie nadania tytułu doktora honoris causa byłemu Prezydentowi RP Lechowi Wałęsie, z wyjątkiem tego, iż podobny tytuł został mu przyznany przez uniwersytet stanowy w Connecticut, gdzie pojechał on z serią wykładów. Nie jest to pierwszy tytuł doktora honoris causa przyznany Lechowi Wałęsie i z pewnością nie ostatni. .. Czy Szkoła Główna Handlowa będzie następna? Czas pokaże ...

Certyfikaty jakości ...? posiedzeniu Senatu SGH dyskutowany będzie pomysł wprowadzenia oprócz dyplomów Szkoły, które świadczą o ukończeniu określonego kierunku, certyfikatów, które stwierdzałyby ukończenie przez studenta danej specjalizacji ... Wiąże się to oczywiście z pogrupowaniem istniejących przedmiotów, tak aby stworzyły one określoną specjalizację. Zakres specjalizacji określać ma Kierownik Katedry lub Instytutu, który chce wydawać certyfikaty. Zgłosi on wniosek do Prorektora ds. Dydaktyki i Studentów, który prześle go Komisji Programowej i po uzyskaniu jej opinii, wyda decyzję. Prorektor nadaje nazwę specjalizacji (aby nie było takich samych naz\v), określa, kto będzie podpisywał certyfikat, itd. Certyfikat będzie mógł dostać każdy student, który zaliczy wszystkie wykłady składające się na daną specjalizację. Dokument ten będzie wydawany razem z dyplomem ukończenia studiów. Taki certyfikat stanie się dodatkowym papierem określającym umiejęt­ ności absolwenta, będzie wskazywał na specyficzne programy nie koniecznie związane z kierunkiem studiów i tematem pracy dyplomowej. Ułatwiłoby to pracodawcom wyszukiwanie absolwentów posiadających najbardziej odpowiedni zakres wiedzy do wykonyvvanego zawodu. Z drugiej strony, wiedza uzyskana przez studenta będzie bardziej "wyszczegółowiona" i w ten sposób wzrośnie jego atrakcyjność na rynku pracy. Drugi certyfikat ma dotyczyć egzaminów, na przykład z języka. Będzie to dodatkowy dokument, mówiący o tym, że jego właściciel zdał przed specjalną komisją egzamin z danego przedmiotu.

Na

najbliższym

Można oczekiwać, że rynkową wynikającą

certyfikaty SGH będą miały swą wartość z wysokich wymagań i gwarantowanej jako-

ści.

Średnie afery ... Oczywiście

to, co napisaliśmy w kwietniowym numerze ,,MAGLA11 o sposobach liczenia średniej na koniec studiów było żartem prima-aprilisowym uzgodnionym z Dziekanatem SD. Żarty były żartami, a przedstawione przez nas zmiany w regulaminie SD są rzeczywistością. I właściwie głównym problemem pozostała ich interpretacja. Prorektor ds. Studentów - prof. Elżbieta Adamowiczw porozumieniu z Samorządem Studentów oraz Centrum Nauczania Języków Obcych ustaliła następujący sposób wliczania do średniej ze studiów ocen uzyskanych z lektoratów: egzamin połówkowy z języka pierwszego (po IV semestrze) liczony będzie z wagą 4 punktów, egzamin końcowy z tego języka - z wagą 6 punktów, egzamin z języka drugiego także będzie miał wagę 6 punktów. Koniec kropka. Dziekanat przystosowuje swój system komputerowy do przedstawionych zmian.

Z[óżnicowanie opłat ... Prorektor ds. Zarządzania, prof. Marek Rocki, ustalił nowe stawki opłat obowiązujących studentów, którzy w terminach nie rozliczyli się z Dziekanatami. Opłata za powtarzanie zajęć z powodu złych wyników w nauce wyniesie w tym semestrze 200 zł. (w wypadku ponownego zadeklarowania przedmiotu). Jednocześnie zmieniono i zdywersyfikowano wysokość opłaty za egzamin lub zaliczenie organizowane dla studentów zdobywających powtórnie ocenę końcową w ramach indywidualnego uczestnictwa w zajęciach (tzw. wpis warunkowy bez powtarzania zajęć) . Wyniesie ona 25 zł w przypadku egzaminu/zaliczenia organizowanego dla grupy studentów, czyli m.in. w sesji, lub 50 zł w pozostałych przypadkach (indywidualne podejścia). Jak można zauważyć łatwo, opłaty za "warunek" uległy znacznemu obniżeniu. I to się chwali!

'Windy ruszyły... i ceny też... (chyba ...?) Godzina 7:30 czasu środkowoeuropejskiego ... Odsypiamy właśnie zarwane noce z tytułu składania gazety, a tu .. . Wiertara udarowa wdziera się bezlitośnie w nasz błogi sen... Znaczy, remont wind 11 ruszył z kopyta (patrz: 11MAGIEL , nr 4/96, "Wywindowali nas na manowce ... "). Jest nam niezmiernie miło i mamy cichą nadzieję, że obie windy w DS "Sabinki" zostaną uruchomione wcześniej niż z okazji obchodów l 00-lecia SGH ... Przykre jest tylko, iż wygląda na to, że inwestycja ta zostanie sfinansowana kosztem opłat studenckich ... Od kilku

miesięcy opłata

za akademik jest

stała, choć

ciągle rośnie ...

Absurd? Nie bardzo ... Na początku roku kalendarzowego opłata za akademik wynosiła 83 zł, zaś dofinansowanie z Funduszu Pornocy Materialnej - 45 zł. W lutym dopłatę podniesiono o l O zł do 55 zł. Teoretycznie więc studenci powinni by li zapłacić 73 zł, a zapłacili ... 79 zł. W marcu cena akademika powróciła do poziomu ze stycznia. W kwietniu ponownie podwyższono dopłatę, tym razem do 70 zł (czyli o 15 zł), a studenci uiścili ... 82 zł. Dziwna kalkulacja ... Podsumowując: realny koszt akademika (równy sumie opłaty i dopłaty) podskoczył ze 128 zł w styczniu do 157 zł w kwietniu. Przez trzy miesiące osiągnęliśmy inflację równą blisko 23%! Strach pomyśleć, co nas jeszcze czeka ....

~e

tylko wybory rektorskie ...

W dniu 23 . kwietnia odbyły się wybory przewodniczących Rad Mieszkańców akademików SGH. W DS nr l "Sabinki" oddano 348 głosów ważnych, z czego 232 głosy na Marcina Dobka, a 116 głosów na Marka Laszuka. W DS nr 2 "Grosik" oddano 241 głosów ważnych, z czego l 00 głosów na Piotra Majchrzaka, 79 głosów na Jacka Wilka i 62 głosy na Daniela Oknińskiego. W DS nr 3 "Hermes" oddano 85 głosów ważnych na Annę Olejarz. Gratulujemy zwycięzcom i życzymy sukcesów w szefowaniu ... co może należeć do nie najłatwiej szych rzeczy.

Studencka Agencja Informacyjna (S.AJ:gon)

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

nr 5

Kwiecień

1996

strona 6


ŻYCIE TO NIE YEAH

BAJKA - ODCINEK 2 Święta, święta i po świętach. Czas wielkiego obżarstwa już za nami i możemy spokojnie wrócić do codzienności. Jak to u nas zwykle bywa, okres świąt to okres charakterystycznego rozluźnienia w sferach politycznych i jakoś mniej się dzieje. Ale w czasie, gdy większość naszych polityków odpuściła sobie" troszeczkę na czas świąt, pan prezydent pra" cował w pocie czoła. Zanim jeszcze doczekaliśmy się Wielkanocy, gościli­ śmy u nas samą królową Elżbietę II . W sumie ciekawie to wypadło , bo królową zaprosił Lechu, a męczyć się z nią mu~iał Ole-Olek. Pan prezydent starał się jak mógł i ugościł dostojną damę z typową polską gościnnością, czyli wódką. Tak, tak, właśnie ten jakże charakterystyczny dla nas trunek dostała w darze od pana prezydenta królowa Elżbieta. Pierwszy raz była w Polsce, to mogła nie wiedzieć, co jest szczególnym symbolem naszego kraju. Terazjuż wie. Pan prezydent zabrał królową także do Krakowa i tam wystawił na działanie wyjątkowo wrednej w tym roku pogody. nieba lało , sypało i Bóg jeden wie, co by się stało z biedną Elżbietą, gdyby nie to, że jest to kobieta wyjątkowo przewidująca i zaradna. Natychmiast wydobyła parasol i zanim zdążyli zareagować ludzie pana prezydenta i ochronić go przed zgubnymi działaniami aury, ona już skryła się pod czarnym kawałkiem płótna. Brawa za refleks. Panom ochroniarzom radzę potrenować , bo jeżeli królowa wyprzedza ich w reakcji to co by było w razie zamachu? A propos pogody. Niestety daje się ona nam w tym roku bardzo we znaki . Najpierw wielomiesięczna zima, a teraz od razu środek lata. Zgodnie z tym, co wiele osób już dawno przewidywało , wiosny tego roku nie będzie w ogóle. A wszystko to przez pana prezydenta, który obiecał na wiosnę mieszkania dla młodych ludzi. A więc żeby nie musiał spełniać tej obietnicy od razu po zimie nadeszło lato . Z drugiej strony, jak on to zrobił, że załatwił tę sprawę? Podobno jest ateistą. Zawsze mnie zastanawia, jak my to zrobiliśmy, że spośród mieszkań­ ców kraju, z których przeszło 90% jest katolikami, prezydente~ wybraliśmy akurat niewierzącego. Żeby tak trafić, to rzeczywiście wyjątkowy pech. Tuż po Wielkanocy pan prezydent wyruszył z wizytą do Rosji. Trzeba przyznać , że termin tej wizyty został wybrany idealnie. Pan prezydent po świętach wypoczęty i uśmiechnięty pojechał na spotkanie z Rosjanami wycieńczonymi już przeszło 40-to dniowym postem. Wydawało się , że jest to idealny czas, aby załatwić najtrudniejsze sprawy na czele z uczestnictwem Polski w NATO. Niestety, okazało się, że nawet wyposzczony prezydent Borys jest nie do ruszenia. Przy okazji sw~jej wizyty pan prezydent spotkał się również z innymi głównymi kandydatami na fotel prezydenta Rosji. Wybory prezydenckie już za 70 dni i wszystko wskazuje na to, że Rosjanie będą chcieli pobić nasz rekord w ilości pretendujących na to stanowisko. Na razie jest ich około 30-stki, a ile będzie naprawdę, w tej chwili nikt nie ma pojęcia. Prowadzącym w sondażach na dzień dzisiejszy jest lider rosyjskich komunistów Giennadij Z. Ty~e tylko, p~­ równując do naszego podwórka, że to jest prawdziwy komum-

z

sta i wcale się tego nie wstydzi, a wręcz przeciwnie. O czym rozmawiali panowie Olek i Giennadij Z. do końca nie wiadomo, ale podobno znają się od lat i nawet popierają. Gospodarze wizyty pana prezydenta głośno wypowiadali swoją dezaprobatę dla tego spotkania i mi się osobiście też to nie podoba. Tymczasem inny znany rosyjski przywódca - Żyrinowski - w ogóle nie został zaproszony na spotkanie z naszym panem prezydentem, które odbyło się w polskiej ambasadzie. Bardzo go to zezłościło i w ramach zemsty przesłał polskiej delegacji oświadczenie na temat Katynia, polskich kłamstw , światowego spisku i dziesiątkach tysięcy Rosjan wymordowanych w 1920 roku przez Piłsudskiego. Trzeba uczciwie przyznać , że Zyrinowski naprawdę umie się pokazać. W czasie, jak pan prezydent bawił w Rosji, nasz były wódz Lechu wybrał się do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Celem tej wizyty było wygłoszenie serii odczytów na najsłynniejszych amerykańskich uczelniach na temat sytuacji w Polsce i Europie Środkowej. Spotkania te cieszyły się ogromnym zainteresowaniem studentów. Podobno nie można było z nich wynieść zbyt dużo nowych wiadomości, ale za to było z czego się pośmiać. Przy okazji tej wizyty Wałęsa otrzymał tytuł doktora honoris causa uniwersytetu w Connecticut. Tymczasem my na SGH sprzeczamy się strasznie, czy to jest honorowo taki tytuł Lechowi przyznawać, czy nie ... A jak widać, inne uczelnie (i to wcale nie te najgorsze) przyznają i żadnej afery z tego nie robią.

W kraju ogłoszono podwyżkę cen paliw. Ministerstwo Finansów zapowiedziało podwyżkę na niedzielę, ale ogłosiło już to we wtorek. I popełniło ogromny błąd. Tak się nie ~obi~ przynajmniej nie w tym kraju. Już od środy przed rafine~1am1 ustawiły się gigantyczne kolejki cystern . Prawdopodobme w Gdańsku i Płocku byliśmy świadkami zlotu wszystkich sprawnych cystern tego państwa. Efekty łatwo było przewidzieć . W Rafinerii Gdańskiej już w piątek zabrakło jakiegokolwiek paliwa. W Płocku ciągnęli na ostatnich nogach, ale jakoś udało im się przetrzymać nawałnicę klientów. Lata mijają, a u nas zwyczaje ciągle te same. Lepiej postać 48 godzin, aby tylko zarobić parę złotych. Biznes jest biznes. I już ostatnia, najświeższa wiadomość. Prokuratura woiskowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie doJ ··11 1 mniemanego szpiegostwa Józefa O. na rzecz ZSRR 1· R OSJI. .. Biorąc pod uwagę panujący wokół tej sprawy klimat, spodziewałem się takiej decyzji. Ale nie ulega wątpliwości, że wielu z nas życzyłoby sobie, aby Oleksy jednak stanął przed niezawisłym sądem i aby tam rozstrzygnął się problem jego winy lub jej braku. Myślę, że byłoby to korzystne dla dobra nas~ego państwa i jego wiarygodności na arenie międzynarodoweJ. . A my, jako mieszkańcy tego kraju powinniśmy przede wszystkim znać całą prawdę w tej sprawie, bo przecież Oleksy jako premier w naszym imieniu występował, a w momencie postawienia mu zarzutów o szpiegostwo, spowodował, że dobre imię naszego państwa zostało nadszarpnięte. Żądajmy ujawnienia materiałów w tej sprawie!!! Tych materiałów, które wykorzystał Milczanowski, aby zarzucić Oleksemu szpiegostwo i tych, które pozwoliły prokuratorowi go z tych zarzutów oczyścić. Trzymajcie się. Daniel "Jasiek"

Jasiński

Kolegium Gospodarki Światowej pilnie poszukuje asystenta do pomo~y przy re~ag?waniu zes~tów ~aukowych. Kandydaci powinni umieć obsługiwać komputer (biegłe pisanie, także w języku ros~JSktm) . Wszy~tktch zamteresowanych prosimy 0 kontakt z panią Prodziekan Janiną Mąkosza-Bogdan (pok. 902, 90-' , 904 bud. "F , teł. 49-50-84) lub pozostawienie swoich numerów telefonów w biurze Kolegium.

~ MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

nr 5

Kwiecień

1996

strona 7


I:n:formacje dotyczące składania podań. o zak~atero~a:nie ~ akademikach:

I. Ostateczny termin składania wniosków o zakwaterowanie w domach studenta SGH na rok akademicki 1996/97 został przesunięty

z 6 na lO maja 1996 roku

(piątek).

II. Główne kryteria przyznawania miejsc w domach studenckich SGH to: l. Dochód netto przypadający na członka rodziny. 2. Odległość miejsca stałego zamieszkania od Warszawy, która nie może być mniejsza niż 100 km.

III. Do wniosku należy dołączyć następujące dokumenty: l. Potwierdzające liczbę osób w rodzinie: • ksero z dowodu osobistego jednego z rodziców (strona ze zdjęciem i strona dotycząca liczby dzieci); • oryginał zaświadczenia ze szkoły: podstawowej, średniej lub wyższej o uczącym się lub studiującym rodzeństwie; • skrócony odpis aktu urodzenia rodzeństwa w wieku przedszkolnym: do 7 lat (dokument ten można uzyskać w Urzędzie Stanu Cywilnego właściwym dla miejsca urodzenia); wymagany jest oryginał, który będzie zwracany po rozpatrzeniu wniosków przez Komisję; • małżeństwa studenckie: ksero aktu zawarcia małżeństwa. 2. Potwierdzające wysokość dochodów netto członków rodziny. Oryginalne zaświadczenia o zarobkach rodziców: • z miejsca pracy (za 12 miesięcy 1995 r.) wraz z oddzielnym zaświadczeniem, że zakład pracy rozliczył rodzica z podatku dochodowego za 1995 r. • z właściwego urzędu skarbowego (o dochodach uzyskanych w 1995 r.), jeżeli rodzic rozlicza się z podatku dochodowego samodzielnie, • oświadczenie o uzyskanych dochodach w 1995 r., w przypadku osób pozostających na ryczałcie, wraz z zaświadczeniem z urzędu skarbowego o zryczałtowanej formie rozliczania się z podatku i wielkości przychodów osiągniętej przez podatnika (podlegającej ryczałtowi),

• oryginalne odcinki rent, emerytur, alimentów, itp. • oryginalne zaświadczenie z urzędu pracy o pobieraniu (lub niepobieraniu) zasiłku dla bezrobotnych przez osoby bezrobotne pozostające na utrzymaniu rodziny, • oryginalne zaświadczenie z ZUS-u o niepobieraniu świadczeń socjalnych przez osoby starsze (babcia, dziadek) pozostające na utrzymaniu rodziny.

IV.

Przytaczając inne argumenty na poparcie wniosku, np.: choroba, czy kalectwo, należy przedstawić odpowiednie,

oryginalne dokumenty poświadczające stan, na który

się powołujesz.

Marcin Żelazek

UWAGA: WNIOSKI NIEPEŁNE NIE BĘDĄ PRZYJMOWANE ! ! !

UWAGAIII

UWAGAIII

UWAGAIII

UWAGAIII

Samorząd Studentów

SGH organizuje w ramach 90-lecia Szkoły imprezę pod nazwą International Week at Warsaw School of Economics i w związku z tym poszukuje osób, które w terminie od 18 do 25 maja mogłyby przyjąć do swojego domu gości z zagranicy (praktycznie z całej Europy Zachodniej, z USA, Kanady oraz Japonii). Jeżeli ktoś jest zainteresowany naszą propozycj~ prosimy o kontakt lub pozostawienie "namiary" (numeru telefonu lub adresu) w pokoju Samorządu (pokój 2A bud G). W rachubę wchodzą zarówno osoby posiadające własne mieszkania, mieszkające z rodzicami, jak i studenci z akademików. Z góry dziękujemy za pomoc.

Komitet Organizacyjny

Obwieszczenie Przewodniczącego

Okręgowej

Komisji Wyborczej nr VIII

W związku z wyborami do najwyższych organów Szkoły Głównej Handlowej, zarządzam wybory członków Kolegium Elektorów Studenckich. Zgodnie z Regulaminem Wyborczym SGH oraz Terminarzem Wyborów Akademickich z dnia 25 marca 1996 roku ogłaszam, że termin składania kandydatur na członków Kolegium Elektorów Studenckich przypada na okres od 3 kwietnia do 30 kwietnia 1996 roku. Jednocześnie informuję, że bierne prawo wyborcze przysługuje wszystkim studentom studiów dziennych i zaocznych posiadającym pełne prawa studenckie. Każdy student posiadający wspomniane powyżej prawo może zgłosić się lub być zgłoszonym na kandydata. W obydwu wypadkach wymagane jest złożenie pisemnej zgody na kandydowanie wraz z dokładnymi danymi personalnymi. Przewodniczący Okręgowej Komisji Wyborczej nr VIII Jacek Wilk

~ MAGIEL Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

strona 8


Wszvstko, czego nie wiecie, a o co boicie się zapytać, czyli... .

Jak

zostałam

wykładowcy

od kuchni...

elektronikiem ...

Dane osobiste: data i miejsce urodzenia: 11 stycznia 1955 roku, Bełżec; rodzina. mąż (42) , córka ( 12 lat), syn (20 lat); samochód: Łada (9 lat), małżonek ma Mazdę; mieszkanie: połowa "bliźniaka", drugi dom poza Warszawą (w budowie); ulubiony kolor: czarny (bo elegancki); kolor włosów i oczu u mężczyzny: nie ma znaczenia, aparycjajest nieważna, liczy

się

oso-

bowo ść;

ulubiony alkohol: Campari z wodą sodową i cytryną, piwo; muzyka: poważna (Wagner), z muzyki młodzieżowej akceptuje wszystko, czego słucha syn, nawet Kazika .. . gazeta codzienna: Rzeczpospolita; nałóg. lubi się bawić; sport: sporadycznie, narty i pływanie; ulubione miejsce wypoczynku: Innerkrems w Alpach; ulubiony film: rzadko chodzi do kina, "Braveheart"; ostatnio czytana książka: "Analiza matematyczna. Podręcznik dla ekonomistów" - W. Dubnicki, J. Kłopotowski , T. Szapiro rzecz, którą zabrałaby na bezludną wyspę: latarka...

Jacek Polkowski: Zacznijmy może od czasów studenckich. Jak wyglądały Pani studia i życie studenckie? dr Urszula Ornarowicz, Prodziekan Studium Podstawowego: Studia rozpoczęłam na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Fizyki. Nie wiem, jak wyglądały egzaminy wstępne, gdyż ich nie przeżyłam. Przyjęta zostałam na studia bez egzaminu jako tzw. prymus. Zaczęłam od fizyki - były to bardzo ciekawe, ale niezmiernie czasochłonne studia ... Czyli musiały być jakieś wcześniejsze zainteresowania fizyką? Tak mi się wydawało, iż właśnie to potrafię robić najlepiej. W matematyce i fizyce - jak to wtedy ro zumiałam - chodziło przede wszystkim nie o odtwarzanie przyswojonej wiedzy, lecz o poprawny sposób rozumowania. To mi bardzo odpowiadało. Rodzice chcieli, abym została lekarzem. Dla mnie wtedy oznaczało to dorabianie się na cudzej krzywdzie ... Wybrałam więc fizykę: trzy godziny fizyki, trzy godziny analizy, lektorat, a następnego dnia: trzy godziny fizyki, trzy godziny algebry i ewentualnie laboratorium ... I tak codziennie. Wreszcie stwierdziłam , że bycie nauczycielem fizyki nie jest chyba tym, co w życiu chciałabym robić najbardziej. Zresztą nie byłam zbyt zadowolona z wyników w nauce. Przyzwyczajona do tej pory do piątek zaczęłam znacznie odstawać od geniuszy. Czwórki były jednak ocenami, które pozwalały mi podjąć studia równoległe. Za kierunek najbardziej techniczny z nietechnicznych uznałam Ekonomikę Transportu na Wydziale Handlu Wewnętrznego w SGPiS. Tak naprawdę moim marzeniem była Elektronika na Politechnice Warszawskiej. Wybieraliśmy się tam razem z moim kolegą, a obecnym mężem. On zamienił Elektronikę na MEL - ciągle na Politechnice. Ja- jako jeszcze mniej wierna- myśl o Politechnice porzuciłam dla Uniwersytetu, zaś Uniwersytet dla ... SGPiS-u. Jak w Pani czasach wyglądało życie studenckie? Wcześnie wyszłam za mąż, a poza tym mieszkałam na stancji, więc ominęło mnie huczne życie akademików. Był jednak okres - trzy mie s iące - kiedy to mieszkalam w domu studenckim w obecnym "Grosiku", który był wtedy wyłącznie żeńskim akademikiem. Panowie mieszkali w "Hermesie". Je że li w "Grosiku" pojawiali się mężczyżni. .. (śmiech) to oczywiście gościnnie i do 22.00. W akademiku mieszkałam przed samym zamążpójściem . Być może w ostatniej chwili chciałam zasmakować prawdziwego życia studenckiego i dlatego tam się znalazłam. No więc, jaka była młodzież w tamtych czasach? W naszej Uczelni zdecydowanie lepsza niż gdzie indziej. Między innymi dlatego tutaj zostałam. Kiedy byłam na Uniwersytecie,

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

miałam

koleżankę

w grupie s t u d e n c - L - - - - - - - - - - - - - - - - - - ' kiej , której mama pracowała w Wilanowie i złożyła nam propozycję zorganizowanie tam wieczorku. I proszę sobie wyobrazić , że więk­ szość odmówiła z powodu kolokwium, wizyty rodziny ... U nas coś niespotykanego! Pamiętam, że zaraz po tym, jak zaczęłam studiować w SGPiS, w dniu 21 października, (pamiętam, bo to jest dzień moich imienin) przyszła do mnie do domu cała, bez wyjątku, grupa studencka, a znaliśmy się dopiero dwadzieścia dni... Coś nieprawdopodobnego ... Zresztą tutaj życie studenckie zawsze wyglądało interesująco. Mieliśmy już wtedy "Hades", gdzie znajdowały się flipery, ludzie siedzieli przy stolikach, rozmawiali, pili ... kawę najczęściej, palili - niestety - znacznie więcej niż dziś papierosów. Z tego ostatniego powodu nie przesiadywałam tam zbyt często . W jaki sposób poznała Pani męża? O! Wojtka poznałam znacznie wcześniej , gdyż na obozie harcerskim w Ustrzykach Dolnych, na który pojechałam po ukończeniu szkoły podstawowej. Na początku byliśmy po prostu przyjaciółmi, ale los tak chciał, że oboje znaleźliśmy się w tym samym liceum, a nawet... w tej samej klasie. Poza tymWojtek mieszkał blisko mnie, więc mogliśmy się często widywać, razem chodziliśmy do szkoły , razem spędzaliśmy wolny czas. Więc kiedy przyszedł ten przełomowy moment? Nie wiem, czy w ogóle był jakiś przełom ... My po prostu coraz bardziej się lubiliśmy. Minęły cztery lata liceum, później rok studiów i wreszcie rodzina zaczęła nagabywać, że to już pięć lat i najwy ższa pora zdecydować się na takie lub inne rozwiązanie. Czyli presja rodziny... ? Na to wyszło ... My nie mieliśmy nic przeciwko temu ... Studenci pytają, jak Pani to robi, że wygląda tak młodo i atrakcyjnie... .. .W tym wieku ... Tak? Coś w tym rodzaju ... D z iękuję , ale studentom to ja tak naprawde do końca nie wierzę. Ale w tym wypadku mówiąjednak prawdę.... Więc, czy może nam Pani zdradzić swój sekret? Jakieś ćwiczenia, maseczki, kosmetyczka. .. ? Nie, niestety nie ... Uważam, że ćwiczenia, maseczki itp. są bardzo potrzebne w każdym wieku, ale ja nie bardzo mam na to czas. W domu stoi profesjonalne urządzenie - nazywa się chyba "atlas" - na którym ćwiczą wszyscy poza mną. Ja osobiście nawet w połowie sfinansowałam ten zakup, wierząc w jego dla mnie użyteczność . Niestety ... nie mam czasu.

nr 5

Kwiecień

1996

strona 9


Sądzę

- jeżeli już mam być zarozumiała i uwierzyć w to, co pan mówi - że to właśnie dobre samopoczucie powoduje, iż wyglądam pogodniej, a tym samym być może młodziej. Lubię być pogodna, chociaż nie rzadko jestem wewnętrznie "spięta", co wynika właśnie z braku czasu, z pośpiechu. Dbam jednak o to, by nie było to zauważone.

W takim razie, czy są jakieś rzeczy lub sytuacje, które wyprowadzają Panią z równowagi? Tak. Nie znoszę, gdy ktoś próbuje "wcisnąć" mi coś, co jest jawną niepra\vdą i kiedy robi to dosyć natrętnie ... Wynika z tego przestroga dla studentów: w kontaktach z Panią unikać kłamstwa... Chyba tak .. . na pewno tak. Chociaż... czasami tymi drobnymi kłamstewkami dobrze się bawię. Niektóre nawet toleruję, szczególnie jeżeli robione są one z wdziękiem ... Ja naprawdę potrafię wyczuć, kiedy ktoś mnie oszukuje ... W pracy Prodziekana spotyka się więc Pani często z "krętactwem" studentów... ? Oczywiście. Wydaje mi się, iż studenci wychodzą z założenia, że Dziekan jest po to, aby ich strofować i karać. Niejednokrotnie, kiedy usiłuję im pomóc, oni w to nie wierzą. Nie wierzą, że mówiąc prawdę można znacznie więcej zyskać niż stracić. Wpadają na pomysł, że można mnie "obejść" i idą do Dziekana Nogi. Generalnie, studenci wolą załatwiać sprawy z Dziekanem Nogą, gdyż jest dla nich lepszy ... Wiem, że wśród studentów mam opinię "zołzy". Przyczyna mojej "zołzowatości" -jak tłumaczę to sobie - tkwi w tym, iż staram się być obiektywna: porównuję podania, sytuacje, jedną sytuację analizuję na tle innej. Przysparzam sobie tym samym więcej pracy, ale wydaje mi się, że tylko tak jest rzetelnie i sprawiedliwie. I tu wychodzi moja "zołzowatość". Jeżeli ktoś prosi o przedłużenie sesji z jednego przedmiotu, np. ze statystyki, procedura jest następująca: pismo kieruję do pani prowadzącej dany rok, która wypisuje na podaniu, jakie inne jeszcze przedmioty student ten ma do zaliczenia. I często okazuje się, na przykład, że oprócz statystyki musi zdać ... również pięć innych egzaminów ... Jednak zgodnie z życzeniem studenta udzielam zgody na przedłużenie sesji tylko ze statystyki. I przeważnie jest tak, iż wtedy przychodzi do mnie z drugim pismem, w którym prosi o przedłużenie sesji z pozostałych przedmiotów. Ja oczywiście wyrażam zgodę. W tym układzie nie liczba przedmiotów jest najważniej sza. Jak układa się współpraca z Dziekanem Nogą? Przecież to widać ... Wystarczy na nas spojrzeć ... Bardzo dobrze. Czy jest to partnerstwo, czy raczej nie... Z tym jest różnie. Na ogół partnerstwo - bardzo wiele spraw załatwiamy razem, ale zdarzają się też sytuacje, kiedy się sprzeczamy ... Czasami nawet ostro i wtedy uparcie szukamy argumentów, aby od strony mertytorycznej, albo przynajmniej metodycznej rozłożyć przeciwnika. Potrafimy nieraz dyskutować godzinami. Na szczęście ani w moim, ani w Dziekana stylu nie jest obrażanie się. Nawet, kiedy nie możemy dojść do porozumienia, mówimy ostatecznie, że "to i tak ma niewielkie znaczenie" i porzucamy temat ... Jak po studiach potoczyła się pani kariera zawodowa? Czy od razu zdecydowała się Pani pozostać na Uczelni? Sądzę, że moja osobowość predestynowała mnie do tego. Zawsze byłam osobą dość dokładną. Jeżeli coś robiłam, to robiłam rzetelnie - najwyżej nie posuwałam się daleko ... Kiedy "dorwałam" się do jakiejś książki, to wybrane fragmenty potrafiłam czytać kilkakrotnie. Przygotowując się do matury, powtórzyłam całe średniowiecze ... więcej nie zdążyłam ... Kiedy skupiłam się na wybranym zagadnieniu i nie dawałam za wygrane - doceniło to kilku pracowników naukowych i otrzymałam propozycję pracy. W ten sposób zostałam na Uczelni od razu po studiach. A jaki był temat Pani pracy magisterskiej? (śmiech) W swojej pracy magisterskiej próbowałam uruchomić komunikację lotniczą do Suwałk ... Badałam popyt na te przewozy w okresie sezonu.

~MAGIEL

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Po ilu latach od tamtego czasu napisała Pani pracę doktorską? (chwila zastanowienia) W zasadzie to za obronę tej pracy dostałam samochód (śmiech), więc jeżeli ma on dziewięć lat, to znaczy, że dziewięć lat temu zostałam doktorem ... Samochód kupiła mi rodzina - chyba dlatego go tak lubię i do czasu, kiedy nie ukończę habilitacji, prawdopodobnie nie zmienię samochodu ... (śmiech) Więc kiedy można oczekiwać nowego pojazdu... ? ... No cóż- jeśli chodzi o habilitację - daję sobie jeszcze rok, ale jest to tajemnica, którą ukrywam przed mężem - chciałabym mu zrobić niespodziankę... Chcę mu oznajmić w pewnym momencie: "Kochanie, skończyłam pracę ... " W temacie pracy zawodowej, czy jest prawdą, że na wykłady do Pani zapisuje się więcej panów? Był taki okres, w którym zapisywało się więcej panów... Tak w ogóle, do mnie zapisuje się raczej mało osób. Czy to wynika ze wspomnianej "zołzowatości"? Wydaje mi się, że jestem wymagająca. Jednak nie sposob się oceniać, nie biorąc pod uwagę wymagań innych wykładowców. Nie chciałabym być niesprawiedliwa, ale podejrzewam, że wymagam od studentów trochę więcej niż przeciętnie wymaga się w ramach uprawianej przeze mnie dyscypliny naukowej. Na studiach dziennych przeprowadzam zwykle egzamin ustny i... o zgrozo ... lubię dyskutować ze studentem, "drążyć" temat. .. Interesuje mnie sposób rozumowania studenta. Na studiach zaocznych egzaminy mają na ogół formę testową. Każdy student dostaje inną wersję testu, a jeżeli przychodzi około stu osób, to proszę sobie wyobrazić, jak bardzo muszę się napracować. .. Studenci mogą korzystać ze wszelkich pomocy naukowych, ale nie z pomocy sąsiedzkiej, a przy tym premiuję prace oddane przed czasem. Dzięki temu dobrzy studenci nie zostają na sali po to, by rozwiązywać testy kolegom. Nie ukrywam, iż przykładam się do tworzenia tych testów. Odpowiedzi na pytania mogą być różne, np.: "wariant a", "wariant b", "wariant c", "wariant a i b", "żaden z wariantów"... W tym ostatnim przypadku trzeba podać właściwą odpowiedź. Pytania są podchwytliwe, wymagają zastanowienia i logicznego myślenia. Muszę stwierdzić, że brzmi to groźnie... Czy właśnie dlatego zapisuje się do Pani mniej osób? Być może.

Więc,

czy nie sądzi Pani, że studenci często wybierają tzw. "łatwiznę" i uczęszczają do wykładowców, u których łatwo jest otrzymać zaliczenie? Trudno jest to ocenić ... Wydaje mi się, iż tego kryterium nie da się wykluczyć. W mniejszym lub większym stopniu jest ono brane pod uwagę. Studenci raczej unikają osób, które posiadają opinię "stwarzających problemy przy zaliczeniu". Czym w takim razie powinien charakteryzować się wykładowca? Przede wszystkim odpowiednim zasobem wiedzy i umiejętnością przekazywania jej studentom. Bardzo ważne jest samo podejście do studenta, które - nie powiem nic nowego - powinno być oparte na zasadach partnerstwa i współpracy. Poszłabym dalej, twierdząc, iż studenci w większym stopniu powinni być angażowani w badania naukowe, powinni móc korzystać z zasobów bibliotecznych poszczególnych Katedr, a nawet sprzętu komputerowego i nie tylko ... Powracając do wcześniejszego pytania: dlaczego zapisywało się do Pani więcej mężczyzn niż kobiet... ? (śmiech) Przypadkiem sama wytworzyłam sobie opinię, iż wolę, aby do mnie na wykład przychodziło więcej panów ... Stało się to wtedy, gdy weszłam na wykład do Auli VI, w której znajdowało się więcej panów i chcąc mieć "dobre wejście" powiedziałam: "Prawie sami panowie! Jak ja to lubię!" ... Gdyby siedziały same panie, powiedziałabym, że bardzo lubię panie i byłoby jeszcze śmieszniej . W każdym razie rozeszła się plotka, że "Ornarowiczowa woli na wykładzie mężczyzn" ... (śmiech) Cóż, na zakończenie tego wywiadu życzę Pani spełnienia marzeń, tych o samochodzie przede wszystkim. .. Dziękuję za wywiad. Dziękuję bardzo.

(j.p.)

nr 5

Kwiecień

1996

strona 10


Sport. sport. sport...

PIŁKA

W GRZE!!!

No i ruszyliśmy! Chciałoby się dodać za poetą "powoli jak żółw ociężale", ale nic z tych rzeczy. Trzeba przyznać, że akademikowa Serie A wystartowała z kopyta, pełną parą. Pomimo katastrofalnych wręcz warunków atmosferycznych (w naszej piłkarskiej dużej ekstraklasie przekładano sukcesywnie kolejne mecze !) piłkarze-zapaleńcy z Hermesa, Grosza i Sabinek wybiegli na skute lodem przestrzenie - bo trudno było to nazwać boiskami - by rozegrać pierwsze ligowe kolejki. Ludzie, co tam się działo! Szkoda, naprawdę szkoda, że gazeta to nie telewizja i nie możecie tego, Szanowni Czytelnicy, zobaczyć na własne oczęta. W zależności od kaprysów strasznie zawziętej Pani Zimy Uakie to szczęście, że wreszcie sobie poszła w diabły) nawierzchnia placów przy Wiśniowej lub Narburta jawiła się bądź jako lodowisko z półcentymetrową warstwą wody - to tak, żeby gracko łączyć elementy futbolowe z łyżestwem figumym - bądź jako wodnisto-śniegowa maź o głębokości kilkunastu centymetrów gdy troszkę przygrzało słoneczko. W każdym razie gra na "takim czymś" groziła jeśli nie śmiercią, to już na pewno kalectwem. Nie stanowiło to, jak się okazało, żadnej przeszkody dla wyposzczonych przez zimę, żądnych piłesi amatorów-maniaków. I tak, na polu walki zjawili się wszyscy ci, którzy swą obecność w rozgrywkach uprzednio deklarowali. Jak to w życiu bywa jednym przerwa zimowa posłużyła, innym jakby nie za bardzo (zapomnieliście o "ładowaniu" akumulatorów?!!) Do pierwszej grupy zaliczyć należy przede wszystkim idący jak burza zespół ABC (po siedmiu efektownych zwycię­ stwach wyrósł na zdecydowanego faworyta igrzysk) i w dalszej kolejności drużyny, które nie tracą dystansu: KS Grosik, Winners (uwaga na stranierich!), Tańczący z Piłkami, Biało-Niebiescy. Dzielnie poczyna sobie również 5 Piętro. Ogromnie zawodzą swych wiemych kibiców Drużyna 517 i 3-Setki (trochę samokrytycyzmu nigdy nie zaszkodzi). Porlobnie nie popisują się Smimoff Drinkers i Desperados, raczej nie idzie Bigowi (przeczy to teorii, że duży może więcej), zaś jeśli mowa o Szczytowcach wygląda na to, że szczyt formy mająjuż dawno za sobą (a może przed?) Póki co, pierwsze koty za płoty- a idąc dalej tym tropem - ( ... )przyszła wiosna, będzie trawka lepiej rosła. Zasada jest prosta: lepsza nawierzchnia boiska równa się lepszej grze, również wiosenna aura nastraja jakby bardziej optymistycznie. Nic innego jak grać panowie. No to gramy dalej!

QUO VADIS

zawodników nie grzeszących wzrostem, ani warunkami fizycznymi, choć utrzymuje, że "nie ma nic przeciwko małemu, pod warunkiem, że będzie lepszy od dużego".

••••1

WPROWADZENIE

EFEKTY

Gdy okazało się, że ster nad piłkarską reprezentacją naszego kraju obejmie Władysław I Stachurski, przeróżne dało się słyszeć komentarze. Część kibiców już dawno pogodziła się z bylejakością polskiej piłki, więc przyjęła nominację nowego selekcjonera dokładnie obojętnie . Inni, co bardziej zaangażowani emocjonalnie, żywili gdzieś tam głęboko w duchu niczym nie uzasadnioną nadzieję na przyjście lepszych czasów. Ciosem dla nich okazały się z pewnością wyniki losowania eliminacji do MŚ France '98 - odarcie ze wszelkich złudzeń. Spójrzmy prawdzie w oczy, w konfrontacji z Italią i dumnymi synami Albionu zapowiada się niezły łomot. Ba, ale takie rozstrzygnięcie każdy przyjmie jako normę. Gorzej, że zanosi się takowoż na baty od Gruzji i (niech Bóg będzie z nami. .. ) Mołdawii.

Wydaje mi się, że praca każdego - a już na pewno piastującego cokolwiek publiczną funkcję trenera piłkarskiej reprezentacji kraju - człowieka winna być oceniona (na rozliczanie jeszcze się nie porywam). Mam zatem czelność, jako kibic narodowej jedenastki, której dobro leży mi głęboko na sercu, sformułować kilka uwag dotyczących dotychczasowych dokonań bohatera niniejszego szkicu. Niestety, przykro to stwierdzić, ale cofamy się. Nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu. Obserwując poczynania biało­ czerwonych pod batutą Stachurskiego, odnoszę nieodparte wrażenie, że systematycznie mamuje on dorobek swego poprzednika - Henryka Apostela. Ktoś może zapytać - cóż takiego pozostało po Apostelu? Otóż spieszę donieść, iż wbrew pozorom nie zostawił po sobie spalonej ziemi. Co prawda nie udało nam się awansować do mistrzostw (który to już raz?!!!), ale z pewnością stworzone zostały pewne zręby przyszłej narodowej jedenastki, wyselekcjonowano określoną grupę zawodników, na których powinno się oprzeć dalszą budowę reprezentacji. Myślę tu przede wszystkim o Juskowiaku, Nowaku, Jaskulskim, Wałdochu, Zieliń­ skim. Cała zabawa powinna sprowadzać się do odnalezienia odpowiednich uzupełnień wymienionych pewniaków i zgrywania ich z trzonem kadry. Tymczasem trwająca pół roku kadencja Stachurskiego nie wniosła literalnie nic nowego jeśli chodzi o piłkarzy mogących powalczyć o awans do największej piłkarskiej imprezy świata. Budzi grozę ewidentny brak jakiejkolwiek koncepcji składu - przez reprezentację przewijają się coraz to nowe nazwiska-meteory (Skrzypek, Kaliciak), którym dziękuje się po rozegraniu jednego sparingu. To jednakjeszcze nie powód do zadumy. ciąg dalszy str. 12

SELEKCJONER Jako się rzekło, panuje nam obecnie miłosierny (piłkarze, których trenował mają nieco inne zdanie) Władysław S. Będąc piłkarzem najbardziej barwny rozdział swej kariery zapisał w Legii Warszawa, gdzie grając w obronie dwukrotnie zdobył tytuł Mistrza Polski, a na arenie międzynaro­ dowej osiągnął półfinał Pucharu Europy (dziś znany pod nazwą Ligi Mistrzów). Zanim awansował na niewątpliwie zaszczytną selekcjonerską synekurę dał się poznać jako utalentowany trener drużyn klubowych, że wspomnę awans do ekstraklasy z Zawiszą Bydgoszcz, czy osiągnięcie półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów z nadzwyczaj mierną podówczas warszawską Legią. Selekcjoner Władysław okazał się być człowiekiem bardzo twardym,

krótko

trzymającym

piłkarzy,

bezwzględnie

tępiącym

wszelkie oznaki niesubordynacji ze strony podopiecznych. W "środowisku" znany jest również ze swej niechęci do

~ MAGIEL Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

strona 11


Quo Vadis ... ?

c. d.

Gorzej, że innym, także nie za bardzo sprawdzającym się w potyczkach międzypaństwowych (Węgrzyn, Wyciszkiewicz, Czerwiec), sukcesywnie umożliwia się dalsze kompromitowanie siebie i polskiej piłki. W tym miejscu trzeba uczciwie przyznać, że ostatnimi czasy Władysław S. poszedł po rozum do głowy i troszkę zmienił, odnośnie takich przypadków, taktykę - za, oględnie mówiąc, nie najlepszą postawę zawodnika Czerwca tak go publicznie zbeształ, że nawet żona poszkodowanego oburzyła się na tak brutalne traktowanie wybranka jej serca. No cóż, za brak wyników musi ktoś odpowiadać. Czerwiec miał to wątpliwe szczęście zostać kozłem ofiarnym. Póki co takie numery jeszcze selekcjonerowi przechodzą, bo przegrywa na razie wyłącznie w spotkaniach towarzyskich, ale gdy przyjdą pierwsze mecze o punkty (i pierwsze porażki. .. ), to na nim będą wieszać psy. Skoro wspomniałem o meczach kontrolnych, gwoli ścisłości wypada przypomnieć ich rezultaty (najmocniej przepraszam, że drążę ... ) - Japonia 0:5, Chorwacja l :2, Słowenia 0:0. Przyznacie, że na kolana to one raczej nie powalają. Powie ktoś, nie bez racji zresztą, iż wyniki gier kontrolnych nie są rzeczą najważniejszą, ale na miły Bóg, nie zaprzeczycie przecież, że mimo wszystko o czymś świadczą. O czym mianowicie? Ano na ten przykład o tym, jakie zdolności selekcjonowania posiada szef kadry, jak potrafi umotywować piłkarzy do walki, wreszcie, jak umie opracować taktykę gry pod kątem danego rywala. Nie chciałbym być szczególnie złośliwy, ale według mnie odpowiedzi na te pytania przyniósł nieszczęsny pojedynek ze Słowenią - żeby było śmieszniej - rozgrywany w dniu urodzin Stachurskiego. O

jaki prezent wystarali się dla swego selekcjonera jego wybrańcy? Kto oglądał w TV, ten widział. Po prostu żałość człowieka ogarniała - bez ładu, bez składu, bez myśli. Po takiej farsie (trudno to nazwać meczem piłkarskim) można znienawidzić futbol do cna. Ale jak można wygrać, skoro trener na sparing z nienajsilniejszym skądinąd rywalem powołuje 2 (słownie: dwóch) napastników?!

WNIOSKI Gołym

okiem widać, że tym sposobem daleko nie zajedziemy. Nie ulega wątpliwości, że droga, którą obrał Stachurski nie doprowadzi nas donikąd, a już na pewno nie do mistrzostw świata. Trzeba zmian! Jeśli obecny selekcjoner nie jest w stanie ich dokonać, należy zmienić właśnie jego! Dalsze oczekiwanie na poprawę sytuacji przy panującym Władysławie S. przypomina czekanie na Godota! Uff. .. troszkę się zagalopowałem w tej bezsilnej złości - ostatecznie do rozpoczęcia eliminacji zostało ponad pięć miesięcy (Angole czekają... ), ewentualnie można żywić jeszcze nadzieję, ale chyba każdy pamięta, czyją ona matką...

Kiedyś, podczas pamiętnego spotkania naszych Orłów z dzielnymi fryzjerami (a może to byli kelnerzy - niestety, pamięć już nie ta, co niegdyś) z San Marino, gdy ponad godzinę trwał heroiczny bój chłopców Strejlaua o jedną, jedyną zwycięską bramkę, dał się słyszeć znamienny okrzyk łódzkiej publiczności: "Zmieńcie trenera, a będzie siedem do zera!" Jak tak dalej pójdzie, niedługo adresatem tych słów będzie Władysław Stachurski. Obym się mylił.

P.S.

Radziej

Sportowe reminiseeneje profesorskiego grona••• czyli rentgena szkolnego ciąg dalszy... (2)

Prof. Tadeusz

Stępień:

sport interesuje mnie głównie z punktu widzenia jego użyteczności, w sensie sprawności fizycznej jaką rozwija, mniej pasjonuje mnie gonitwa za jakimiś nadzwyczajnymi wynikami. Osobiście traktują ją, jako sztukę dla sztuki, nie służącą zasadniczemu celowi sportu, który został określony przez twórców greckich olimpiad, aby zainspirować zainteresowanie sportem jako czynnikiem prawidłowego rozwoju i doskonalenia człowieka rozumianego przez związek ciała i duszy, ciała i umysłu. Jeśli chodzi 0 mój kontakt z tą dziedziną życia, muszę przyznać, że w szkole średniej lubiłem grać w siatkę (może nie nadzwyczajnie, ale zawsze), uprawiać gimnastykę i biegać. Był taki okres w moim życiu, kiedy poświęciłem się kolarstwu, przejeżdżając na rowerze sportowym 40-50, a bywało, że nawet ponad 100 kilometrów dziennie. Dlatego też zawsze interesowałem się tą dyscypliną, śledziłem Wyścig Pokoju, a teraz z zaciekawieniem obserwuję odradzający się Tour de Pologne. Po dziś dzień zostały mi pewne sportowe nawyki - codziennie rano biegam Geśli nie mogę na zewnątrz, to w mieszkaniu) i gimnastykuję się. W telewizji oglądam czasami - choć nie znajduję w tym szczegółnej przyjemności - boks. Jako, że lubię jeździć samochodem poświęcam się od czasu do czasu oglądaniu sportów motorowych. Praktycznie staram się nie opuszczać ważniejszych meczów piłkarskich . Tak na marginesie, to ubolewam nad

tym, co dzieje się obecnie z tą dyscypliną, mającą przecież w Polsce taką tradycję. Podziwiam także niesłychanie szlachetny sport, jakim bez wątpienia jest tenis - mógłby być uprawiany w środowisku studenckim. Ostatnio doszedłem do wniosku, iż powinienem podwyższać ocenę studentom zajmującym się sportem i uważam, że wcale nie naruszałoby to zasad sprawiedliwości. Zdecydowanie twierdzę, że ogromna większość studentów nie przywiązuje należytej wagi do aktywności sportowej, wobec tego zajęcia wychowania fizycznego powinny mieć na Uczelni charakter obligatoryjny · Dr Grzegorz Myśliwiec: dzieckiem w kolebce miałem predyspozycje do biegania i bardzo łatwo wygrywałem z kolegami średnie dystanse jednakże na przełomie szkoły podstawowej i średniej pojawił się dylemat, czy pójść drogą rozwoju fizycznego, czy intelektualnego. Nie umiałem wtedy patrzeć na sport jako dziedzinę, która później da mi zawód czy sukces życiowy i wybrałem ten drugi wariant. lednakże nie oznaczało to kompletnego zerwania ze sportem. Grałem wtedy sportowo w szachy w drużynie wielokrotnego mistrza Polski - Marymoncie Warszawa. Użyto nawet wobec mnie słowa "talent". Z szachami się nie rozstałem grałem później w drużynie SGH. Biegałem 400 metrów uczestniczyłem w akademickich mistrzostwach Warszawy (na żużlu "robiłem" 52, zaś na tartanie o sekundę lepiej).

--------------------~ MAGIEL Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

strona 12


Patrząc

na obecne życie studenckie ubolewam, iż brakuje imprez typu masowego, jak na przykład mecze Profesorowie-Studenci. Nie ukrywam, że chętnie wziąłbym udział w tego typu zabawie, więcej nawet, od razu zgłaszam swój akces do uczestniczenia w niej. Tak, jak w każdym rodzaju muzyki mam swoich ulubionych wykonawców, tak i w każdej dyscyplinie sportu są zawodnicy, którym kibicuję. Wśród drużyn piłkarskich lubię Legię, a także zespół z mo-

WlłiCEJ

NIZ GRA (2)

W poprzednim numerze ,,MAGLA'' opowiedziałem, jak wielkie emocje i namiętności wyzwala walka o zakwalifikowanie się do futbolowej elity walczącej o tytuł Mistrza , Swiata. Naturalną koleją rzeczy winien jestem teraz króciutki opis tego, w jaki sposób walczą o zaszczyty reprezentacje, którym udało się do części finałowej mistrzostw awansować. Czasami w ostateczną rozgrywkę zaangażowani byli nie tylko sami piłkarze ...

KANCIARZE I KOMBINATORZY Strzały znikąd , I Mistrzostwa Swiata rozgrywane w 1930 roku w Urugwaju śmiało można określić mianem imprezy kadłubowej - zdominowanej przez kraje latynoamerykańskie. Sama rozgrywka finałowa była wewnętrzną sprawą krajów Ameryki Południowej . Do boju o światowy prymat przystąpiły ekipy gospodarzy turnieju i Argentyny. Już na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego doszło do niesnasek, kiedy okazało się, że l 00 tys. Argentyńczyków zapragnęło obejrzeć widowisko na własne oczy. Niefart polegał na tym, że stadion Centenario mógł pomieścić właśnie tyle kibiców. Gdy sprzedano gościom "zaledwie" 20 tys. biletów w Buenos Aires doszło do masowych demonstracji, a atmosfera z lekka się zagęściła ... W dniu spotkania finałowego na stadionie zgromadził się oczywiście komplet histerycznie reagujących na wydarzenia na murawie widzów. Rozgrzanych do czerwoności, nieprzytomnych z emocji głów nie był w stanie ostudzić nawet widok podwójnego kordonu żołnierzy z osadzonymi na karabinach bagnetami. Po pierwszej połowie mistrzami świata mogli czuć się Argentyń­ czycy, którzy prowadzili 2: l. W przerwie, w szatni gospodarzy miała miejsce ostra wymiana zdań, o mały włos nie zakończona bijatyką. Wtedy do akcji wkroczył jednoręki napastnik Castro: "Dość tego - zakrzyknął - trzeba walczyć na boisku, nie w szatni". Po takim dictum zawodnikom Urugwaju nie pozostało nic innego, niż wyjść na plac i grać jak z nut. Tak też uczynili! Obsłużony przez natchnionego Castro, Pedro Cea doprowadził do wyrównania. Później kaleki reprezentant Urugwaju ściągnął do narożnika pola kamego pół drużyny przeciwnika i zagrał piętą do Iriarte, a ten nie zmarnował okazji. Z jednej strony trybun szał radości, a z drugiej ... strzały rewolwerowe argentyń­ skich kibiców, dla których za ruchomy cel posłużył oczywiście Castro. Zmasowana akcja policji jak zwykle nic nie dała- snajpera nie ujęto, lecz o karę dla "dowcipnisia" wystarał się nie kto inny, jak sam niezawodny Castro. Czwarta bramka dla Urugwaju przesądziła sprawę .

Savoir Vivre,

,

jego miasta - Swit Nowy Dwór, poczynający sobie całkiem dzielnie w drugiej lidze. Szczególną sympatią darzę nasze młode tenisistki- Olę Olszę i Magdę Grzybowską, bo obok znakomitej gry prezentują także nadzwyczajne walory kobiecej urody, na arenach światowych imponują mi Steffi Graf i Pete Sampras. W ogóle, jeśli chodzi o tenis, jest to moja druga (wraz z szachami) ukochana dyscyplina sportowa, którą podziwiam za jej szlachetność i piękno. Możliwość świętowania

sukcesu swej drużyny 70 tys. kibiców zawdzięczało głównie skandalicznie gospodarskiemu sędzio­ waniu angielskiego arbitra Astona. Na dokładkę publika zachowywała się obelżywie wobec piłkarzy gości, zaś po faulu na chilijskim zawodniku Leonelu Sanchezie na boisko wtargnęła grupa fanatycznych kibiców zamierzających własnoręcznie wymierzyć sprawiedliwość sprawcy przewinienia. Po tym incydencie już do końcowego gwizdka na murawie trwało bezwzględne polowanie na kości rywali. Zakończenie spotkania nie oznaczało jednocześnie końca chilijsko-włoskiego konfliktu. Wręcz przeciwnie - narastał z każdą chwilą. Pod oknami oficerskiej szkoły lotniczej w Santiago, gdzie zakwaterowani byli Włosi, urządzono masowe manifestacje okraszane "kocią muzyką", nie brakowało również kamieni. Mury pokryły się nap i, sami w stylu: "Smierć Włochom, niech żyją buty Ramireza" lub ,,Chili 2 - Chacales Italianos O". Kierownictwo Squadra Azzura wystosowało do FIFA oficjalny protest, w którym domagało się wręcz wszczęcia dochodzenia w sprawie feralnego meczu. Władze światowego futbolu zakomunikowały, że na specjalnym seansie zostanie wyświetlony film z tego spotkania. Niezadowolona z takiego werdyktu ekipa włoska, nie czekając na dalsze rozstrzygnięcia w tej sprawie, spakowała manele i wróciła niepyszna do kraju. Media na Półwyspie Apenińskim nie pozostawiły na Chile suchej nitki, nie cofając się nawet przed oskarżeniami, że jest to "kraj ludzi niedożywionych, otwartej prostytucji, alkoholizmu i analfabetyzmu".

Peruwiańskim

targiem ,

W decydującej fazie XII MS odbywających się w 1978 roku w Argentynie gospodarzom (znowu!!!) potrzebne było zwycię­ stwo różnicą czterech bramek nad nie walczącymi już o nic Peruwiańczykami. Na stadionie w Rosario plan wykonany został z nawiązką - wynik 6:0 dał Argentynie upragniony awans. Kilka lat później dziennikarze "Sunday Times" ujawnili kulisy tamtego spotkania. Ustali li, iż mecz został kupiony, zaś rozmowy ustalające szczegóły "transakcji" przeprowadzono na szczeblach rządowych obu krajów. Rządząca wówczas argentyńska junta wojskowa w ramach "podzięki" za współpracę wysłała do peruwiańskiego portu El Calloa dwa okręty z 35 tysiącami ton zboża, a ponadto Centralny Bank Argentyny udzielił Peru kredytu w wysokości 50 milionów dolarów. Piłkarze peruwiańscy bynajmniej nie zamierzali postępować wbrew woli swego rządu . W pierwszych minutach pojedynku zmarnowali dwie świetne okazje do zdobycia gola, a ich trener pokusił się o niekonwencjonalne rozwiązania taktyczne - najlepszemu obrońcy kazał grać w ataku, itp. Żeby tego było mało, wyszło na jaw, że Argentyńczycy stosowali środki dopingujące, co po latach potwierdził ich lekarz Ruben Oliva, stwierdzając, iż "tylko Leopoldo Luque był <czysty>". Peruwiański bramkarz Ramon Quiroga nie mógł się nadziwić, że przeciwnicy biegali jak szaleni, z szybkościąjakiej do tej pory nie widział. ..

VII Mistrzostwa Swiata Chile '62, jak przystało zawodom rozgrywanym w Ameryce Łacińskiej, nie obyły się bez skandali. Do największego doszło podczas i po meczu Chile - Włochy.

~ MAGIEL Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

(g. r.)

strona 13


f

j

90 at

l

KONKURS NA 90-LECIE S6H • KONKURS NA 90-LECIE S6H I od razu na wstępie odpowiedź na pytanie nr 3 z marcowego numeru "MAGLA", które brzmiało następująco: "Jakąfunkcję pełnił

obywatel Bolesław Mik/aszewski do dnia l kwietnia 1925 roku i jaki stopień naukowy wtedy posiadał". Odpowiedź jest bardziej skomplikowana i musimy zaprezentować ją w kilku zdaniach. Otóż dopiero ustawa z dnia 13 lutego 1924 roku przyznała Wyższej Szkole Handlowej prawo nadawania stopni profesorskich. Tak więc do tego momentu Bolesław Miklaszewski posiadał stopień doktora. Jednocześnie wspomniany akt prawny wprowadził stanowisko Rektora WSH. Na posiedzeniu Senatu Uczelni w dniu 2 kwietnia 1925 roku Bolesław Miklaszewski - w tym momencie już jako profesor - został mianowany na to stanowisko. Jednak wcześniej pełnił funkcję Dyrektora WSH. Nagrody wylosowali: Agnieszka Słomka (koszulka z logo, znaczek studencki), Przemek Kałuża (koszulka, _. teczka na dokumenty), Rafał Kusto (krawat SGH, koszulka), Paweł Janowski (torba SGH, znaczek studenta), Paweł Kranzberg (komplet: długopis+pióro w futerale, koszulka, znaczek studenta). Po nagrody proszę zgłosić do pokoju Samorządu Studentów SGH. Znaczki studenta można odebrać w Dziale Nauczania za okazaniem legitymacji. Gratulujemy i zapraszamy do dalszego udziału w naszym konkursie. Mamy prośbę: jeżeli piszecie do nas odpowiedzi, to podawajcie nam swoje następujące dane: imię i nazwisko, nazwę szkoły, numer albumu, rok studiów oraz adres do korespondencji. Z góry dziękujemy .

_____

_ 1906 1996

Pytanie nr 4: Ile tytułów doktora honoris causa nadała w swojej historii Szkoła Główna Handlowa? Odpowiedzi, wyłącznie na kartach pocztowych, prosimy wysyłać do 15 maja włącznie (li'czy się data stempla pocztowego). Finał konkursu zostanie przeprowadzony w miesiącu grudniu. Otóż w numerze grudniowym gazety przedstawimy listę osób, które wy losowały główne nagrody. W losowaniu tym uczestniczyć będą nazwiska tylko tych osób, które w trakcie trwania konkursu odpowiedziały poprawnie na co nąjmniej trzy zadane przez nas pytania. Radzimy więc szybko podjąć decyzję o uczestnictwie w naszej zabawie. To się naprawdę opłaca!

Gdzie można znaleźć informacje na temat historii Uczelni: Zakład Historii Szkoły (pan Jerzy Bitner, pok. 103 A), Archiwum SGH (pok. 58 G, pani Wanda Mróz), Biblioteka SGH.

c z A '(

Życzymy powodzenia!

Recenzje...

CAŁKOWITE ŚCIEMNIANIE. "Czy wiesz, kto to był Artbur Rimbaud?! " - krzyczały już na kilka tygodni przed premierą ogromne litery plakatów, sugerując wielkie kino (a także nieuctwo Polaków). ,, Rimbaud genialnym poetą był" informują początkowe napisy,, Całkowitego Zaćmienia". Po obejrzeniu tego quasi biologicznego filmu, wątpię w to, a zaczynam przypuszczać, że Agnieszka Holland zrobiła film o będącej ostatnio na kinowym topie miłości homoseksualnej ("Dzikie Noce", "Ksiądz"), którego podstawę stanowili dwaj wielcy francuscy poeci epoki symbolizmu. Paul Verlain (w tej roli dość obleśny fizycznie, ale przekonywujący David Thewlis) -uznany i szanowany, żonaty poeta ma 26 lat, kiedy jego mieszczański spokój burzy Artbur Rimbaud - bezkompromisowy, zbuntowany przeciwko naturze i społeczeństwu, 16-letni poeta, którego apetyt homoseksualny dorównuje jego geniuszowi (idealnie predysponowany zewnętrznie do tej roli Leonardo di Caprio ze swoim cherlawym zdechlactwem fizycznym, sugerującym życiową birbantkę, który jednak jej nie udźwignął, zamieniając ją miejscami w błazenadę pretensjonalnego smarkacza inscenizującego obyczajowe skandale). Poeci ci przez dwa lata stymulują i pobudzają się zarówno intelektualnie, jak i fizycznie. Rimbaud jest ogarnięty wściekłym szałem życia, żądny otworzenia wszystkich drzwi, poznania niepoznawalnego, osiągnięcia absolutu, wyrwania światu jego tajemnicy. W rezultacie dla swojego kochanka staje się mężczyzną fatalnym. V erlain cały czas rozdarty pomiędzy małżeńskim łożem, a homoseksualnymi bachanaliami tak naturalistycznymi, że film o 16letnim poecie jest dozwolony od lat 18, kończy związek wystrzałem z rewolweru i ląduje na dwa lata w więzieniu za usiłowanie morderstwa, dezercję i sodomię.

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Czego w filmie nie ma, a być powinno (cała ideologia filmu, czyli to, co autor miał na myśli) zostaje dopowiedziane przez A. Holland w wywiadach i wypowiedziach (udzieliła ich mnóstwo przyjeżdżając na premierę filmu, który stał się wydarzeniem kulturalnym bardziej dzięki nazwisku reżysera, a nie swojej formie i treści).

W filmie nie ma poezji, gdyż według reżysera jest ona zbyt trudna dla niewyrobionego widza (a i bez niej Amerykanie go nie zrozumieli: "wychowani na kinie akcji nie dorośli do takiego filmu" twierdzi A. H. - i tym tłumaczy finansową klapę w USA). Nie udało się również "przełożyć" poezji na obrazy i sytuacje (świadomy tych braków dystrybutor "Solopan" wydał jako suplement tomik poezji). Niski budżet filmu zubaża też scenografię (a tak chciałoby się zobaczyć dekadencję miast europejskich końca wieku - Paryża, Londynu, Brukseli, po których podróżowali poeci). "Jest tęsknota za utraconą intensywnością młodości" - mówi A. H . "I dozwolone mi będzie posiąść prawdę w duszy i ciele" pisał "syn słońca" i w "wirze istnienia" konsekwentnie przekształcał swoją egzystencję w eksperyment. Błazenada L. di Capria, dość tandetnie przerywającego kręgi obyczajowego tabu, tak się ma do w/w zdań, jak pełnia życia, prawdziwa przygoda i ŻYCIE NA MAXA, którego możemy doświadczyć "konsumpcyjnie" dzisiaj. "Film mówi o ogromnych nadziejach i entuzjazmie młodości. O tym, że obiecujemy sobie bardzo dużo, a czeka nas tylko rozczarowanie" - podsumowuje reżyser. Naprawdę dużo sobie po tym filmie obiecywałem ...

written by @piotr bolak "Całkowite Zaćmienie"

Pro d. F ran ej a - Anglia 199 5 Reż. Agnieszka Holland Wyk. Leonardo di Caprio, David Thewlis.

nr 5

Kwiecień

1996

strona 14


Sale komputerowe SGH Jakie jest pierwsze wrażenie człowieka, który dostał w SGH konto internetowe (*) i chce z niego skorzystać ... ? Zazwyczaj rozczarowanie i frustracja. Głównym powodem jest oczywiście fakt, iż tak naprawdę nie ma miejsca, w którym możnaby z tego konta skorzystać. Brakuje komputerów, a te, które są powszechnie dostępne, non stop są zajęte ... Artykuł ten zawiera wnioski wysunięte z obserwacji lamentów rzesz użytkowników, "żebrzących o kawałek komputera". Wprawdzie sytuacja nie jest dzisiaj już tak tragiczna, jak jeszcze kilka miesięcy temu, ale i tak to, co zrobiono w kierunku jej polepszenia, to moim zdaniem jeszcze sporo za mało. Pojawiły się nowe komputery: na parterze budynku głównego- 5 sztuk i w tym samym gmachu na trzecim piętrze- 12 sztuk. Wreszcie działają też 4 maszyny na parterze budynku "F". Tam każdy cierpliwy może wyczekać swoją kolejkę od 7:00 do 20:30. Sto komputerów z procesorami Pentium, jakie Szkoła zakupiła w zeszłym roku, zaspokoiło tylko najbardziej palące potrzeby. Centrum Informatyczne zdecydowało o ustawieniu części z nich w salach 107c, 107d, 122 i 213 w budynku "F". Jednak odbywają się tam tylko ząjęcia i sale nie są dostępne w żadnych godzinach. Podobnie jest z salami 12b (budynek główny) i l 07b

(budynek "F") oraz z salami przynależącymi do katedr na szóstym i siódmym piętrze budynku "F". Prawie zupełnie niewykorzystana stoi sala 235 G, czyli dawne laboratorium kanadyjskie. Kilka razy w tygodniu odbywają się tam zajęcia i na tym koniec. Jak się dowiedziałem, oficjalnym powodem nieudostępniania sali jest brak pieniędzy na zatrudnienie dodatkowej osoby, która byłaby za nią odpowiedzialna. W sali tej stoi bezczynnie dwanaście komputerów podłączonych do Internetu. Tymczasem sal l 07a/b/c/d pilnują na zmianę aż 4 osoby! Popracować można w salach 127 F (l O komputerów, od 8:15 do 16:00 z wyłączeniem czasu, w którym odbywają się zajęcia) i l 07a F (15 komputerów, od 9:00 do 19:00 z wyłączeniem czasu, w którym odbywają się zajęcia). Przy wejściu do nich trzeba zostawiać legitymację studencką. W sali 127 F można także drukować i jest to jedyne miejsce w całej szkole, gdzie taka usługa jest wykonywana. Strona z drukarki laserowej kosztuje tam 30 gr., czyli grosze! Studenci stanowiący większość z niemalże 2000 użytkowników naszej sieci lokalnej mają do dyspozycji w sumie 42 komputery, a na całą Szkołę przypada jedna ogólnodostępna drukarka ... Paweł

Mamcarz

(*)Jeśli

nie masz jeszcze założonego konta internetowego, zgłoś się do pokoju 113 G po odpowiedni formularz. Tam też otrzymasz wszelkie niezbędne informacje na ten temat.

A w temacie komputerów: do Szkoły docierają liczne podania z różnych mniej zamożnych instytucji z prośbą o przekazanie im nieużytkowanych komputerów, a także innego niewykorzystywanego sprzętu (np. starych mebli). Pisma takie napływają między innymi z komisariatów Policji oraz ze szpitali. Nasza Szkoła w miarę możliwości przekazuje tym podmiotom starsze egzemplarze, takie jak np. 286 DX. Ponieważ w biurze naszej Redakcji znajduje się taki komputer i nie jest on przez nas wykorzystywany, postanowiliśmy przekazać goo ile Szkoła się na to zgodzi -jednemu ze szpitali. Możemy to uczynić, ponieważ właśnie w tym miesiącu otrzymaliśmy na nasze potrzeby lepszy komputer, który wprawdzie nie jest rewelacyjny, ale jest i będzie nam służyć (i tu musimy podziękować pani Sylwii Tmka- Kierownikowi Działu Organizacji i Planowania Centrum Informatycznego oraz panu Prorektorowi ds. Zarządzania - profesorowi Markowi Rockiem u). Pozostając w tym temacie, chcielibyśmy Was powiadomić, iż już wkrótce wydamy obszerny numer specjalny "MAGLA", który poświę­ cony będzie tylko i wyłącznie komputerom oraz sieci Internet. Numer ten został przygotowany przez Centrum Informatyczne SGH oraz Studenckie Naukowe Koło Informatyki. Zapraszamy do czytania!

Co Już

się zdarzyło

w AULI VII...?

za momencik sesja i studenci zaczną się kręcić . I z tego to głównie powodu lada moment przestaną się kręcić szpule w projektorze na auli VII. To wszystko zaś jest wspaniałym pretekstem do podsumowań. Jako studentka wydziału zdecydowanie humanizującego (czyli filozofii), nie mogę odpuścić tej wspaniałej szansy do przygotowania nowego dania z cyklu: "trochę faktów podlanych obficie wodą'', co jest przepisem na wszystkie przekrojówki. Myślę, że najbardziej - wam ekonomiści - przypadną do gustu liczby, niestety dysponuję jedynie pamięcią, stąd zestawienie kasowości filmów w Overgroundzie liczone liczbą widzów (co niekoniecznie pokrywa się z wpływami do kasy, gdyż NZS - organizatorzy oraz współpracujący wchodzimy za darmo). Zabrzmi to trochę jak statystyka Kałego (l, 2, 5 mnóstwo, ogromne mnóstwo ... ). Nowa era OVERGROUNDU zaczęła się 28.02 od "Delicatessen". Ludzi zwaliło się dostatecznie dużo, aby zachęcić do dalszej działalności, no ale do liczenia ludzi w setkach dużo jeszcze brakowało, co potwierdziła publiczność z 6.03 na "Zawieście czerwone latarnie", która z pewnością wskutek męskich ubytków kontemplujących telewizory była jeszcze mniejsza i z ledwością dobijała do 70-tki. Skłoniło nas to do uznania tej liczby za swego rodzaju punkt odniesienia i słowo "mało" zaczęło oznaczać poniżej 70, "przeciętnie" - 70 osób, a "powyżej" - Wielką Niespodziankę lub też ... "Wielki błękit". 13.03 ludzie walili wszystkimi drzwiami (oknami nie mogli, ze zrozumiałych powodów), a z krzeseł trzeba było ogołocić dwie pomniejsze sale wykładowe. A mi wydawało za

chwileczkę, już

~MAGIEL

~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

się, że

wszyscy już to widzieli - czyżby na SGH kultowość Besson'a dotarła dopiero teraz? W takim razie, może też kiedyś dotrze sława chyba jeszcze lepszego reżysera, którego możnaby zresztą zestawić z metką "dobre, bo polskie", czyli Romana Polańskiego. 20.03 nastąpiła bessa - totalny spadek akcji Overgoundu. Publiczność niewiele więcej ponad 40-stkę. Zważywszy na to, że prawie połowę stanowił skład NZS-u, który przyszedł pilnować interesu po poprzednim, ludzie rezygnują z dalszych komentarzy. Postanowiliśmy pójść inną drogą - zamiast spokojnego podróżowania łódką, puściliśmy film, w którym nawet schody są ruchome. Klasyczny film Briana de Palmy "Carlito's Way" (Życie Carlita). Ale epoka twardzieli chyba już się kończy. Więcej niż przeciętny poziom widzów osiągnął dopiero "Arizona Dream" z Johnym Deepem w roli Axela o duszy wiecznego dziecka. Potem , były Swięta, po których ustaliliśmy, że pora zareagować śmierć na Krzysztofa Kieślowskiego. I tak zaczęła się historia naszego przeglądu.

PRZEGLĄD

Do zrozumienia tej przypowiastki trzeba zerwać z założeniem, że w Overgroundzie ktoś czymkolwiek zarządza oraz przypomnieć sobie, że świat powstał z chaosu - formalne spotkania ekipy, która robi OVERGROUND, w zasadzie nie istnieją. Porozumiewamy się często na zasadzie: "Beata mówiła, że Bartek powiedział ... ", co jednak nie przeszkadza w uznaniu naszych decyzji za wspólne. Kiedy ujrzeliśmy, jak bardzo zasypana zostanie wkrótce Warszawa przeglądami filmów Kieślowskiego (np. odbył się taki w "Agrafce"), zapał nasz nieco osłabł. ciąg dalszy str. 16

nr 5

Kwiecień

1996

strona 15


zbluzgała ją

Horrorv z norv... ~

a-

(joście, goście ... My to się naprawdę nie możemy odpędzić od wielbicieli, nawet od tych z zagranicy ... Jak z pewnością wiecie, do Polski przyleciała pod pretekstem jakiejś tam wizyty oficjalnej - nasza stara znajoma z Anglii królowa Elka Zwali. Na lotnisku przywitano ją bułką tartą oraz "Czarem Okęcia". Do SGH królowa przyjechała własnym Rolls-Royce'm, który już na miejscu przejęła przyjazna mafia mokotowska ... Po wchłonięciu oficjalnego obiadu w "Lunie" i zapakowaniu do reklamówek pod stołem resztek niedojedzonej strawy, królowa czem prędzej przedreptała do naszego biura na Uczelni, taszcząc pod pachami przemycone prezenty: zdjęcie pary królewskiej na tle ulubionego kucyka, rolkę królewskiego papieru toaletowego, butelkę samogonu "Royal" oraz czerwoną tackę plastykową ze stołówki. My ze swej strony wygrzebaliśmy dla królowej pudełko po jogurcie, "Łoi Strit Dżurnal Jurop" z listopada, a także białą zastawę stołową z "Hadesu" (w komplecie: pięć widelczyków, trzy mieszadełka do herbaty, cztery nożyki, w tym dwa nadłamane, jedną łyżkę oraz osiem talerzyków wraz z dziesięcioma kubeczkami, w niektórych jeszcze były cytrynki), a do tego czerwony dozownik keczupu bez keczupu. Wrażenie było tak piorunujące, iż królowa nakryła się nogami, ukazując przy tym figi ... Owoce te wypadły jej z kieszeni w trakcie upadku. Oficjalną część wizyty rozpoczęło zwiedzenie tualet w budynku "A", co było następstwem zjedzonego wcześniej obiadu. Kolejnym i trochę przymusowym punktem wizyty było obejrzenie przychodni lekarskiej na ulicy Wiśniowej, gdzie królową reanimowano po wcześniejszej wizycie ... Przywiędła i blada dopełzła do budynku głównego, gdzie omal nie wyzionęła ducha, zaplątując się w wiszące tam zakurzone zasłony, następnie została obustronnie przytrzaśnięta metalowymi skrzydłami zawiasowych drzwi, a na koniec zarobiła w potylicę, co kompletnie zrujnowało jej artystycznie wyklepany toczek, zaś woalka zaplątała się jej między zębami ... W tej chwili postanowiła dorzucić coś jeszcze na ząb i udała się na zorganizowany na jej cześć lancz w bufecie "Chlewik". Choć chrumkała zgłodniała nieprzytomnie, nie dopchała się do środka, gdyż organizatorom sytuacja wymknęła się spod kontroli i do pomieszczenia wdarły się tabuny sępów, depcząc królową niczym wyliniały dywanik ... W ułamku sekundy nieproszeni goście wymietli wszystkie chipsy, owoce i napoje ... Niepocieszona królowa znalazła zapomnienie, zagłębiając się w wy~iągniętej z kubła gazecie uczelnianej, która rozbawiła ją do łez. Załość jej gardło ścisnęła i postanowiła sksero,vać sobie ten grobowy egzemplarz. Jednakże obsługa pracowni kserograficznej

Co się

zdarzyło

w Auli VII ... ? c. d.

A nóż okaże się, że autochtoni będą nielojalni wobec uczelni, uniwerek jak zwykle woli kina studyjne, medycyna na przemian ma kolokwia , a na politechnice nie wiedzą, kto to był Kieślowski? Ale, że podanie o salę już rodziło się w ciężkich męczarniach walki z lenistwem Arka Pająka, zebrałyśmy się (we dwie) przy stoliku łososiowego koloru w ... powiedzmy lokalu z klimatem do swobodnej rozmowy (reklama nie zapłacona nie wchodzi do numeru) i podjęłyśmy wspólną decyzję organizatorów. Po dokładnym rozpatrzeniu dostępnych nam kosztorysów dystrybutorów i zmieceniu pizzy z talerza, uznałyśmy, że możemy zrobić przegląd filmów muzycznych zaczynających się od "Priscilli ... ", kontynentalnych kończących się "Prisciłlą. .. " i podróżniczych pod duchowym przewodnictwem trzech transwestytów w autobusie koloru lawendowego, ładnym na swój ohydny sposób. Taktyka została ustalona, profesjonalne pomysły amatorsko wprowadzone w życie (wydaliśmy katalog) i oto właśnie przegląd ma miejsce. Ale .... Jest taka scena w "Priscilli ... ", kiedy Adam-Felicja w najbardziej szałowej peruce,

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

i odesłała do stu diabłów, podkreślając argumentację setką bolesnych kopniaków ... Zdruzgotana moralnie i fizycznie, królowa postanowiła "dryndnąć" sobie do syna. W tym celu zakupiła kartę telefoniczną -50 impulsów. Puls jej zanikł, gdy aparat bezczelnie, nie patrząc na etykietę dworską, zeżarł całą kartę i na koniec zawiesił jakiekolwiek kontakty dyplomatyczne z królową, czyli padł ... Przeglądu polskiej gospodarki królowa dokonała w klubie "Hades", gdzie przejęła prywatną inicjatywę na fliperach, sporo zainwestowała w piłkarzyki, a na koniec spłukała się na hiperinflacji przy barze ... W efekcie zjadła bułkę z kotletem ze wściekłej wołowiny.

Królowa wydała bal na stołówce w domu studenta "Sabinki". Wszyscy goście, łącznie z księżną Jorku, otrzymali bony obiadowe na sumę 30 zł każdy, a Karol zapomogę na operację plastyczną frontu... Wieczorem dwór bawił się na dworze, a konkretnie w kolejce do klubu studenckiego "Park", gdzie królowa wraz ze świtą spędziła ponad trzy godziny w kolejce po bilety. Gdy już się dopchała do kasy, została zmasakrowana przez ochronę klubu za to, że nie miała dresów. Później - w środku lokalu - bawiła się setnie . . ' gniotąc się w tłumie gniotów. Nie zabawiła tu jednak długo, gdyż w okolicy godziny 23:00 znalazła się w samym epicentrum wybuchu bomby, którą podłożyła zaprzyjaźniona z klubem mafia (w ramach żartu prima aprilisowego ) ... N a drugi dzień z trudem kontynuowała zwiedzanie budynku głównego, gdzie zginęła jej kurtka w szatni, z Dziekanatu Studium Zaocznego została wyrzucona za próbę dostania się do środka, w Dziekanacie Studium Dyplomowego nikt nic nie wiedział o wizycie, więc nikogo nie było, zaś w Dziekanacie Studium Podstawowego była impreza zamknięta- niestety z całkiem innej okazji ... N a basenie omal się nie utopiła z wrażenia i aby uregulować należność za korzystanie z tego przybytku sprzedała klejnoty ... Karola... Z ledwością wybito jej z głowy rzucenie się w rozpaczy ze szczytów budynku... Rezygnując ze zjechania na parter windą, królowa zjechała wraz z dywanem po kamiennych schodkach, które wyjątkowo w tym dniu zostały na glanc wylizane przez panie sprzątaczki (ten dywan jeszcze w przeddzień zdarzenia stanowił wspomniane wcześniej zasłony ... ). Opuszczając w popłochu nasz kraj, królowa stwierdziła, iż "musiała tu być w tym dziejowym momencie", po czym wsiadła do swojego samolotu AN-28, aby za chwilę rozbić się na oddalonym zaledwie o kilometr kurniku ... Następnym razem królowa obiecała wystąpić w piórach, ale to już całkiem inna bajka... (b.b. & j.p.)

jaką widziałam,

wchodzi do wypożyczalni kaset wideo i atłasowym głosem pyta: "Czy macie może z <Meksykańskiej masakry piłą>?" . ~rzypominam ją tu dlatego, że właśnie zastukała mi do głowy myśl, IZ przeglądy filmów tego typu cieszyłyby się większym powodzeniem. No cóż, 50-cio osobowa grupka (z nami włącznie) ubawiła się chyba setnie, bo film ten kojarzy w sobie wszystkie kategorie, aktorstwo niebywałe (Ralph jest bardziej kobiecy niż większość niewiast jakie znam), oskarowe i naprawdę odlotowe kostiumy. Ciepło spojrzenia na odmienność równą "Krokodylowi Dundee" bawi, wciąga, rusza i daje się poruszać (genialny zestaw przebojów tanecznych na czele z ABBA) jakoś tak wyjątkowo szlachetnie i nowatorsko. Widzom - gratulacje wyboru formy spędzenia czasu. Ci którzy nie byli, niech żałują i niech na przyszłość nie zwodzi was nasza nazwa - Overground to nie Underground i filmów o transwestytach w typie "Chelsa Hotel" Andy Warhola u nas nie będzie ... A zresztą kto to wie? Rozstrzał mamy bowiem duży - koń­ czyć przegląd na "Homo Faber", gdzie dowcip jest niewątpliwie postacią co najwyżej drugoplano-vvą. .. Agnieszka Kornas

nr 5

Kwiecień

1996

strona 16


Filmowe ekspresje

Gorączka

(The beat)

Od piątku -19 kwietnia - na ekranach kin gości najnowszy obraz Michaela Manna (faceta od "Ostatniego Mohikanina", "Crime story" i "Miami Vice") pod wymownym tytułem "Gorączka". Scenariusz filmu oparty został na faktach autentycznych mających miejsce w Chicago w roku 1963, film przenosi nas jednak nad Pacyfik do Miasta Aniołów- L. A. Twardziel Al Pacino Gako Vincent Hanna) jest tym razem porucznikiem pracującym w wydziale zabójstw- L.A.P.D.'s Robbery/Hornieide Division - ścigającym po wszystkich przecznicach odwalonego w drogie garnitury włamywacza Roberta De Niro Uako Neil McCauley), który nie przyporni-

na już w żadnym calu Frankensteina ... De Niro towarzyszy V al Kilmer Uak o Chris Shiherlis), który nie powinien rozstawać się z maską Batmana, bo bez niej robi się z niego nie dość, że brutalny przestępca, to jeszcze nieudaczny hazardzista. W pozostałych rolach można ujrzeć m. in.: Jon Voight, Tom Sizemore, W es Studi, Kevin Gage. Tych trzech gości biega, strzela i wymachuje spluwami niezłych gabarytów, a wszystko po to, by doprowadzić przeciwnika do białej gorączki właśnie. Ale "The he at" to nie tylko bezmyślna strzelanina (choć te sceny mogą zrobić wrażenie), dużo jest tam kadrów pozwalających na chwilę zadumy i zastanowienia nad mamością tego świata ... Film trwa aż 170 minut, dlatego wybierajcie wygodne kina, żeby Was siedzenie nie bolało.

Barbara Bielska

To jest tylko Rock'n'Roll czyli Ktcilt melomana ,

Scieżka... dźwiękowa,

czyli jak się robi tzw. filmowe "klymaty"... Dzisiaj będzie filmowo-muzycznie. Chciałbym przedstawić wam trzy płyty, które ilustrują swą zawartością trzy ciekawe filmy. Oto one (kolejność zamierzona):

DEAD MAN WALKING (de ad man waZking - żargonowe określenie skazańca przebywającego poza celą) Scenariusz filmu jest adaptacją książki Siostry Helen Prejean opartej na autentycznych wydarzeniach. Siostra Helen (Susan Sarandon) zwróciła się do władz więziennych z pozornie łatwą do zrealizowania prośbą: chce nawiązać korespondencję ze skazanym na śmierć Matthewem Poncelotem (Sean Penn). Kiedy Siostra Jean zaczyna dostrzegać przerażoną ludzką istotę skrytą w skórze mordercy jest coraz bardziej poruszona nie tylko nieludzkimi warunkami panującymi w więzieniu, ale także straszną udręką, którą przeżywa skazany na śmierć Poncelot w trakcie odliczania dni pozostałych do egzekucji. Obserwuje również moralne niezdecydowanie urzędników: naczelnika, dyrektora ośrodka resocjalizacyjnego, strażników, którzy muszą w imię prawa decydować o czyjejś śmierci. Siostra Helen odkrywa również przerażającą prawdę o dysproporcjach między kosztami ponoszonymi przez zakłady karne, a tym jak ten kruchy i czasami chaotyczny może być system sprawiedliwości. Jednocześnie Siostra Helen obserwuje bezsilną wściekłość i smutek rodzin skazańców . Jaj doświadczenia nasuwają pytanie: Jak społeczeństwo może ciągnąć korzyści z replikowania przemocy? Chociaż w filmie słychać tylko cztery utwory ze ścieżki dźwię­ kowej- Bruce Springsteena, Johny Casha i obie piosenki zaśpiewane przez Nusrat Fateh Ali Khana w duecie z Eddie Vedderem, jednak wszystkie były zainspirowane tematyką filmu. Teksty do każdego utworu zostały napisane z punktu widzenia różnych bohaterów filmu: strażników, rodziny skazanego i samego skazańca. Eddie Vedder zainteresowany scenariuszem i możliwością współpracy z podziwianym przez siebie Ali Kha-

nem, jako pierwszy odpowiedział na listowny apel Robbinsa. Podczas sesji nagraniowej zostały zarejestrowane dwa utwory: "Long Road" autorstwa Veddera i "The Face Of Love" z tekstem Tima Robbinsa. Reżyserem filmu jest Tim Robbins. Jest on również autorem . scenanusza.

STRANGE DAYS Los Angeles, 30 grudnia 1999. Wigilia tysiąclecia. Cały świat wstrzymuje oddech przed odometrem, na którym za moment wyskoczy potrójne zero. Czy to koniec, czy początek świata? Najnowszym, zakazanym towarem w tym brutalnym mieście są ludzkie doznania i doświadczenia. Lenny- w tej roli Ralph Fiennes- sprzedaje "clip's", okruchy ludzkich doświadczeń . To, co widzieli, przeżyli i odczuli można kupić zapisane na cyfrowym nośniku. Lenny mówi : "To lepsze niż telewizja, to życie­ kawałek czyjegoś życia prosto z rdzenia kręgowego. Wizja, dźwięk, smak, zapach, dotyk. Przechodzisz przez to wszystko, na żywo-tam i wtedy". Użytkownicy nazywają to "odtwarzaniem", "clip" jest narkotykiem z wyboru. O losach , "Sw. Mikołaja podświadomości" więcej dowiecie się z samego filmu, w którym występują również Angela Bassett, Tom Sizemore oraz Julietle Lewis. Natomiast soundtrack do filmu w reżyserii Kathryn Bigelow obfituje w mnóstwo niespodzianek. Wśród wykonawców pojawiają się m. in.: Deep Forrest+Peter Gabriel, Satchel, Pro ng+ Ray Manzarek, Tricky, Lords o f Acid.

NOW &THEN Jest to pełna ciepła historia o przyjaźni, która przetrwała. Po dwudziestu latach spotykają się cztery kobiety, niegdyś silnie związane, a których drogi się rozeszły. Bohaterki filmu wspominają pewne wakacje, które spędziły razem jako nastolatki i które w pewien sposób je ukształtowały, a także wpłynęły na ich dalsze losy. Głównym tematem opowieści są wczesnonastoletnie, wakacyjne doświadczenia czterech przyjaciółek. Obserwujemy dziewczęta i charakterystyczne dla ich wieku zachowania-począwszy niechęcią

od zainteresowania pomieszanego z

w stosunku do

chłopców,

~ MAGIEL Niezależny Miesięcznik Studentów SGH nr 5 Kwiecień 1996

pierwszych wypraw na ciąg

dalszy str. 18

strona 17


Ścieżka... dźwiękowa, czyli jak się

robi tzw. filmowe "klymaty"...

c.d.

cmentarz o północy, kończąc na odkrywaniu rodzinnych sekretów. Jednym słowem-tego wszystkiego, co składa się na pożegnanie dzieciństwa i brutalne wkroczenie w świat dorosłych. W rolach dziecięcych w filmie występują: Christina Ricci (Rodzina Addamsów I i II, Casper), Thora Birch (Clear and Present Danger), Gaby Hoffman (Bezsenność w Seattle) i Ashleigh Astin Moore. W rolach dorosłych występują: Melanie Griffith, Demi Moore, Rosie

Połowinki

O'Donnel i Rita Wilson. W filmie "Now & Then" Demi Moore debiutuje jako producentka. Ponieważ akcja filmu rozgrywa się w magicznej erze lat siedemdziesiątych, ścieżka dźwiękowa zawiera zbiór znanych i lubianych przez wszystkich piosenek z tego okresu. Któż mógłby się oprzeć takim utworom jak "Sugar Sugar", "Knock Three Times" czy "Daydream Believer"? Film będzie promowany między innymi poprzez videoclip Sophie B. Hawkins do utworu "As I Lay Me Down", w którym pojawiają się sceny z filmu. Piosenkę tę również można usłyszeć w filmie, choć nie ma jej na ścieżce dźwiękowej.

Piotr Helbich się być

'96

Szwagier Kolaska na żywo ... Sądziłem, iż

nic mnie nie będzie mogło zaskoczyć w tę ciepłą kwietniową noc ... Ale jakże się myliłem ... Jeszcze przed imprezą, podążając dziarsko na Uczelnię, zauważyłem dzikie tłumy kłębiące się przed wejściem do budynku głównego - mieszanka firmowa Szwagierkolaska + Kazik na Żywo okazała się być wystarczającym powodem do przyciągnięcia tłumu rozentuzjazmowanych fanów. Na początek mieliśmy występ Schizofrenii -mocne, ostre granie z punktem kulminacyjnym w postaci utworu Bul/et In Your Head zespołu Rage Against The Machine (na pewno zgromadzona publika potraktowała tę część występu jako najciekawszą - po raz pierwszy przed sceną odbyło się rasowe pogo, z wszystkimi jego konsekwencjami. .. ). Po zejściu ze sceny pierwszej grupy występującej na Połowinkach, "wodzirejący" całej imprezie kolega zaproponował wszystkim zabawę "w rozbieranego" - każdy ochotnik (na razie płeć męska) musiał w sposób seksowny zdjąć jedną rzecz, aby wygrać tym uznanie wrzeszczącej publiki i wygrać trofeum ufundowane przez sponsorów. Chętni znaleźli się szybko i rozradowana gawiedź oglądała popisy przyszłych modeli. Zabawa ta miała się okazać pikantnym szczegółem połowinkawego wieczoru, gdyż na scenę miały jeszcze wyjść ochotniczki, aby w podobny sposób konkurować ze sobą o ufundowane nagrody ... Tymczasem na scenie pojawił(a?) się tak długo wyczekiwany(a?) i hucznie zapowiedziany( a?) Szwagierko laska. Muszę przyznać, iż nie spodziewałem się tak entuzjastycznego przyjęcia zespołu przez zgromadzonych melomanów. Jeszcze jedna rzecz, która okazała się być zaskakująca, to reakcje słuchających występu kapeli- wszyscy, od młodocianego licealisty do zaawansowanych wiekiem gości, rozpoczęli radosne pląsanie w takt ludycznych przyśpiewek zespołu. I niech mi teraz ktoś powie, że Szwagierkolaska niesłusznie dostał( a) Fryderyka za muzykę tradycji i korzeni. Jeżeli trafia ona do każdego i powoduje, iż każdemu chce się tańczyć, to jest ona chyba faktycznie muzyką naszych korzeni. Faktem jest, iż pod samą sceną reagowano znacznie bardziej dynamicznie, niż na tyłach, gdzie bardzo szybko pojawiły się tańczące ze sobą pary zakochanych (jak na starych dobrych festynach miejskich). Zespół zagrał również Szarą Młodzież z repertuaru T. Love oraz przeróbkę utworu irlandzkiego zespołu The Pogues, która okazała

równie

"korzenną'' metodą

pobudzania

tłumu

do dzikiego

szaleństwa.

muzyków wypadł całkiem przekonywująco i pomijając kilka problemów technicznych, które muszą przecież wystąpić na każdym "koncercie młodzieżowym", to Szwagierkolaska "wstrzelił( a) się" doskonale w gust i temperament poło\vinkowej publiczności. Jednak w ten kwietniowy wieczór wiele się miało Jeszcze wydarzyć .. . Po zejściu ze sceny Szwagierkolaski, szybko ogłoszono drugą część konkursu na najseksowniejsze zdjęcie z siebie jednej rzeczy, ale tym razem do konkurencji przystąpiły dziewczęta i... I tutaj nastąpiło wejście ostatniego zespołu, który miał wystąpić na Połowinkach, a w zasadzie pierwszego muzyka tej "kamandy" - Litzy znanego również z wiosłowania w zespole A c id Drinkers. W sposób bardzo ... emocjonalny wyraził on swoje oburzenie, iż studencka brać może zabawiać się wykorzystując naiwność i nierozumność swoich koleżanek. Bardzo szybko zaproponował, aby sam prowadzący się rozebrał, co spowodowało lekką konsternację u zainteresowanego oraz zachęcający wrzask u publiczności. " Jeżeli chcecie pooglądać gołe baby, to kupcie sobie Cats'a... ! Co za ludzie?!!!". Po tym incydencie na scenę wkroczył Kazik Staszewski i zaczęło się "czadowanie". Muszę przyznać, iż zestawienie ze sobą takich dwóch zespołów, jak Szwagierkolaska i Kazik na Żywo miało duże szanse okazać się mieszanką wybuchową... W sposób bardzo dosadny Litza i Kazik przetłumaczyli nam, że do muzyki granej na żywo należy podchodzić "z głową'' - mniej więcej w połowie koncertu, po kolejnym "wyciągnięciu i wyprowadzeniu" z tłumu przez ochronę młodzieńca, który przeżywał koncert na swój sposób (czytaj: stage diving) zespół przestał grać i oświadczył, że dopóki delikwent ów nie zostanie ponownie wpuszczony na salę, dopóty zespół nie będzie dalej grał . Tutaj nastąpiła krótka przerwa, podczas której, ku uciesze publiki, salę ostentacyjnie opuściła ochrona. Kazik powrócił na scenę i po odpowiednim skomentowaniu całej sytuacji koncert potoczył się dalej. Do samego końca było ostro: Kalifornia Ponad Wszystko, l 00 Milionów, Celina, Spalam Się. Jednym słowem: totalny czad! I kto teraz powie, że SGH nie jest rock'n'rollowa?! P.S. I jeszcze jedna uwaga - publiczność bawiła się znacznie bardziej żywiołowo i "czadersko" niż w tamtym roku! W naszej polskiej młodzieży drzemie jeszcze dużo ... Oj, dużo ... W sumie

dziewięcioosobowy zespół

Piotr Helbich Redaktor Naczelny: JAcEk Polkowski, Dział Muzyczny: PioTR HElbich, Dział Sportowy: GRZEGORZ RAdziEjEwski & DANiEl MichAłowski, Obróbka fotograficzna: MAciEj GóRski, Dział Promocji i Reklamy: BARbARA BiElskA & WojciEcH MillER, Dział Filmowy: PioTR BulAk Adres redakcji: Aleja Niepodległości 147 pokój 10, 02-555 Warszawa, telefax (0-22) 48-72-23. Druk: Oficyna Wydawnicza SGH; nakład: 1500 egzemplarzy, rozprowadzany bezpłat~ie Redakcja zastrzega sobie możliwość wprowadzania zmian i korekt w dostarczanych materiałach. Za treść tekstu zamieszczonego w gazecie odpowiada jego autor.

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

nr 5

Kwiecień

1996

strona 18


Numer 5 (kwiecieć 1996)