Page 1

Numer 139 maj - czerwiec 2013 ISSN 1506-1714 UW

SGH

www.magiel.waw.pl

Niezależny Miesięcznik Studentów

Big Data = big profit?

Niedroga droga

Mała stolica wielkiego sportu

O korzyściach płynących z analizy wirtualnych danych.

Jak podróżować i nie zbankrutować

Stare Jabłonki światowym centrum piłki plażowej.


spis treści / Mamo, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, imienin i Dnia Matki! P

25

44

50

Odrodzony liberalizm

Zagraj to jeszcze raz, dinokrokodylu...

Chodźmy w plener!

Pięc miejsc, które koniecznie musisz zobaczyć

a Uczelnia

e Film

i Człowiek z Pasją

p Czarno na Białym

22

06 08 09 10

U w o l n i ć p o t e n c ja ł U progu zmian M i n is t e r i a l n a l e k c ja p r a w a A przede wszystkim – folk!

b Organizacje 12

K a l e n d a r z w yd a r z e ń

8 Temat Numeru 13

Niedroga droga

c Polityka i Gospodarka 17 18 19 20 22

Nuklearny dylemat kurczaków N ig d y n i e je s t t o t y l k o r u t y n a B ig d a t a = b i g p r o f i t? D y k t a t u r a n e u t r a l n yc h Odrodzony liberalizm

24 25

Recenzje Zagraj to jeszcze raz, dinokrokod y lu . . .

Recenzje Wakacje z książką A m o ż e z a u d i o b o o k i e m?

d Muzyka 30 31 32

Et n o h is t o r i e Recenzje 7. K o n f e r e n c ja M u z y k a a B i z n e s

Wydawca:

Prezes Zarządu:

Dominika Basaj dominika.basaj@magiel.waw.pl Adres Redakcji i Wydawcy:

al. Niepodległości 162, pok.64 02-554 Warszawa tel. (022) 564 97 57

Mała stolica wielkiego sportu

k Po godzinach 42

G o o g l e’o w a c h m u r a

m Turystyka 43

Samba na dnie piekła

j Warszawa 44

33 34

P i ę ć m i e js c , k t ó r e k o n i e c z n i e m us i s z z o b a c z yć

q Felieton 53 54

Elżbieta Nycz Kto jest Kim: Monika Sikorra Rozrywka: Marlena Tępińska, Kamil Osiecki Po godzinach: Szymon Czerwonka Czarno na Białym: Adela Kuczyńska W Subiektywie: Bohdan Ilasz Do Góry Nogami: Redaktor Nieodpowiedzialny Korekta: Urszula Stelmach Dział foto: Ewa Przedpełska Dyrektor Artystyczny: Ewa Widenka Dział Księgowy: Katarzyna Kopycka Dział Promocji i Reklamy: Jakub Warnieło Dział WWW: Aleksander Reszka 3po3:

Współpraca: Robert Bańburski, Bartek Bartosik, Marcin Bator, Tomasz Bielak, Jacek Bisiński, Adam Dąbrowski, Anna Drwięga, Mariusz Dudek, Piotr Dziadosz, Agata Frydrych, Małgorzata Gawlik, Paulina Głogowska, Natalia Góral, Katarzyna Grabos, Jerzy

D e g r a d a c ja Z a c h o d u Tr e n i n g z c o a c h e m

r Kto jest Kim?

55 M a t e us z G u z i k o w s k i / B a r t o s z St e r n a l

t Trzy po Trzy Plenerownie

u Rozrywka 57

Rigoletto – zapowiedź Recenzje

Karolina Pierzchała Z-ca Redaktor Naczelnej: Magdalena Gansel, Aleksandra Wilczak Redaktor Prowadzący: Robert Bańburski, Paulina Żelazowska Organizacje: Michał Wrona Uczelnia: Anna Grochala, Magdalena Kosecka Polityka i Gospodarka: Robert Szklarz Człowiek z pasją: Wojciech Adamczyk Felieton: Karol Serena, Karol Kopańko Film: Emil Marinkow Muzyka: Adrian Szorc Teatr: Dominika Makarewicz Książka: Milena Buszkiewicz Warszawa: Melania Śmigielska Sport: Anastazja Dębowska Turystyka: Marta Maślak

50

56

Chodźmy w plener!

h Teatr

Redaktor Naczelna:

Stowarzyszenie Akademickie Magpress

Chyba nigdy nie zwolnię!

o Sport 41

f Książka 27 28 29

38

Rozrywka

v Do góry nogami 58

Gut-Mostowy, Michał Irmiński, Damian Iwanowski, Maciej Jabłoński, Anna Kalinowska, Piotr Kawczyński, Anastazja Kiryna, Ada Kolczyńska, Kuba Kopryk, Bartosz Kosiński, Wojciech Kuczek, Bartosz Lada, Weronika Łopieńska, Magda Malec, Kasia Matuszek, Piotr Filip Micuła, Oskar Miller, Kamil Mucha, Zuzanna Napiórkowska, Tomasz Nisztuk, Konrad Obidoski, Danisz Okulicz, Kama Olasek, Bartosz Olesiński, Kamil Osiecki, Krzysztof Pawlak, Grzegorz Piasecki, Arleta Piłat, Piotr Piłat, Paula Pogorzelska, Adam Przedpełski, Michał Puchała, Aleksander Pudłowski, Mateusz Radecki, Patrick Radecki, Marika Roda, Paweł Ropiak, Janusz Roszkiewicz, Wojciech Sabat, Agata Serocka, Maciej Simm, Magdalena Skrodzka, Aleksander Stelmaszczyk, Ewa Stempniowska, Mieto Strzelecki, Alicja Sukiennik, Kacper Szyndlarewicz, Mikołaj Tchorzewski, Maria Toczyńska, Kuba Torenc, Michał Wiaderek, Katarzyna Wilk, Rafał Wyszyński, Michał Zajdel, Piotr Zawiślak, Paulina Żelazowska, Andrzej Żurawski Redakcja zastrzega sobie prawo do przeredagowania i skracania niezamówionych tekstów. Tekst niezamówiony może nie zostać opublikowany na łamach NMS MAGIEL.

Do góry nogami

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczonych reklam.

Artykuły, ogłoszenia i inne materiały do wydania październikowego prosimy przesyłać e-mailem lub dostarczyć do siedziby Redakcji do 1 września. Druk pokrywają w całości sponsorzy i reklamdawcy. Nakład: 7000 egzemplarzy Okładka: Ewa Widenka Makieta pisma: Maciej Simm, Olga Świątecka współpraca: Maciej Szczygielski

Kontakt do członków redakcji w formacie: imie.nazwisko@magiel.waw.pl Jesteś zainteresowany współpracą? Napisz na: rekrutacja@magiel.waw.pl

maj-czerwiec 2013


/ wstępniak Ostatni numer w roku – aż się łezka w oku kręci!

Szalona ucieczka K A R O L I N A P I E R ZC H A Ł A REDAK TOR NACZELNA

ak bardzo to szalone spakować się w jeden plecak, założyć najwygodniejsze na świecie trampki i po prostu ruszyć w drogę? Ile razy słyszeliśmy niesamowite historie o nocach pod gołym niebem wśród szumu morskich fal czy o biesiadzie na ślubie jedynej córki dopiero co poznanego gospodarza i mięliśmy uczucie Jej, ja też tak chcę!? Pobieżnie zarysowany cel, trochę wyobraźni oraz otwartość, a wszystko może okazać się dziecinnie proste i na wyciągnięcie ręki. Jedyne czego nam potrzeba, to trochę wiary, że może się udać. Bez dokładnego planu, harmonogramu i wycieczki autokarem z panią Grażynką, która wprowadzi nas w podręcznikową historię zwiedzanego miejsca. Skąd u ludzi bierze się ta ogromna chęć podróżowania i ciągłego przemieszczania się? Co chwila słyszmy, że ktoś gdzieś był, że zaraz znowu wyjeżdża. Czy już nie potrafimy znajdywać przyjemności w spokojnym (albo i nie) siedzeniu w domu? Nie potrzebujemy odrobiny stabilizacji? Poznawanie nowych ludzi, odmiennych kultur i oglądanie nietuzinkowych widoków – fajnie. Wszystko brzmi naprawdę super, ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Poczucie wolności i niezależności są według mnie największą wartością dodaną podróży. Tak zwyczajnie nie zastanawiać się nad codziennością, rozmową rekrutacyjną do super poważnej firmy, krawatami, konwenansami, small-talkami… Rzucić wszyst-

J

Rzucić wszystko i wyruszyć w zupełnie nieznany świat, który ma do zaoferowania codziennie coś innego. Jedyne czego potrzebujemy, to od-

rys. Mateusz Rażniewski

ważyć się zrobić pierwszy krok.

ko i wyruszyć w zupełnie nieznany świat, który ma do zaoferowania codziennie coś innego. Jedyne czego potrzebujemy, to odważyć się zrobić pierwszy krok. Jeżeli podobnie jak ja, właśnie poczuliście ogromną chęć ruszenia w podróż, zachęcam do przeczytania Tematu Numeru. Znajdziecie w nim przydatne informacje, strony, które warto odwiedzić przed, być może, przygodą życia. Nie żadne tam pamiętniki z wakacji! Jednak jeżeli nie jesteście typem homo viatora albo zwyczajnie najbliższą wycieczkę planujecie dopiero po sesji, MAGIEL przygotował coś specjalnie dla Was. Są w Warszawie miejsca, które otwierają swoje podwoje dopiero wraz z pierwszymi promieniami letniego słońca. W nich możecie się zrelaksować i poczuć tzw. lato w mieście. Szczegółowy opis miejscówek w artykule Chodźmy w plener! Co więcej, w klimat absurdu, jaki często towarzyszy spontanicznym eskapadom, wprowadzi was ranking najgorszych filmów świata (Zagraj to jeszcze raz, dinokrokodylu). Kiczowate tytuły to dopiero początek… W tym miejscu nadchodzi czas rozstania. Część z Was pewnie już zaczyna przesiadywać godziny nad książkami, inni szlifują ostatnie zdania pracy dyplomowej, a jeszcze inni zwyczajnie bimbają. W imieniu całej redakcji MAGLA życzę, aby najbliższe tygodnie i miesiące zaowocowały w historie godne opowiadania wnukom. 0

04-05


Media Student 2013 /

AKTUALNOŚCI

Aktualności Z DJ Ę C I A :

a nami kolejny udany projekt Magla – XI Konferencja Mediów Studenckich „Media Student”! W dniach 13-14 kwietnia studenci z Gdańska, Krakowa, Zielonej Góry, Warszawy oraz innych miast mieli okazję wziąć udział w cyklu warsztatów i paneli dyskusyjnych, dotyczących świata mediów. Swoim doświadczeniem zawodowym dzielili się między innymi Paweł Blajer, Beata Tadla, Pa-

Z

A L E K S A N D R A W I LC Z A K I TO M A S Z B I E L A K

weł Lisicki czy Artur Siódmiak. Podczas tej edycji mieliśmy przyjemność współpracować z MiTo, gdzie miał miejsce warsztat fotograficzny, który przyciągnął rzesze słuchaczy. Mamy nadzieję, że uczestnicy wrócili do domów z bagażem nowych wiadomości i cennej wiedzy, którą w przyszłości wykorzystają w praktyce. Następna edycja „Media Studenta” już za rok! 0

maj-czerwiec 2013


/ wywiad z Kanclerzem SGH Dlaczego mężczyźni nie mają cellulitu? Bo jest brzydki! (A tak w ogóle, to bez jaj - ogarnijcie swój licencjat!)

Uwolnić potencjał

SGH nie słynie ani z efektywnej pracy administracji, ani prostudenckich czy propracowniczych procedur. O tym jakie zmiany są konieczne i jak nimi zarządzać, MAGIEL rozmawia z nowym Kanclerzem SGH, dr Bartoszem Gruczą. ROZ M AW I A Ł :

A DA M P R Z E D P E Ł S K I

F OTO G R A F I A :

A RC H I W U M P RY WAT N E

Funkcję Kanclerza pełni Pan już od początku roku, choć oficjalną nominację otrzymał Pan dopiero w kwietniu. Z czego wynikała ta niecodzienna sytuacja? MAGIEL:

Bartosz Grucza: Z chęci kulturalnego rozwiązania umowy z  moim po-

przednikiem. Umowa Kanclerza Włodarczyka obowiązywała do końca pierwszego kwartału tego roku. Przez ten czas wdrażałem się do funkcji jako pełniący obowiązki Kanclerza.

Proszę zatem opowiedzieć o swoich kompetencjach i historii zawodowej. Dlaczego jest Pan odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu? Z  SGH związany jestem już od wielu lat. Przeszedłem tutaj pełną ścieżkę awansu, od studenta, aż do adiunkta w  Katedrze Zarządzania Projektami pod kierownictwem prof. Michała Trockiego. Specjalizuję się w  zarządzaniu projektami. Wielokrotnie występowałem w  roli niezależnego konsultanta w  tej dziedzinie. Na moim stanowisku chcę wykorzystać doświadczenie zdobyte zarówno na rynku komercyjnym, konsultingowym, restrukturyzacyjnym, jak i w jednostkach sektora finansów publicznych. W ciągu kilku ostatnich lat miałem przyjemność doradzania chyba wszystkim resortom centralnym w  zakresie realizacji różnorodnych projektów. Za sobą mam również prawie 3-letni epizod jako kanclerz Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Wydaje mi się, że znam mechanizm finansowania i działania nowoczesnej administracji i potrafię tę wiedzę wykorzystać na rzecz Uczelni.

Hasłem przewodnim kanclerza Wlodarczyka była walka z bieżącym deficytem SGH. Jakie zadanie będzie przyświecało Pana kadencji? Jeśli chodzi o  zaciskanie pasa to tutaj w  ostatnich latach Uczelnia dokonała ogromnego wysiłku i  widać już efekty. Wstępny wynik finansowy za rok 2012, choć wciąż badany przez biegłego rewidenta, będzie dodatni. Wydaje mi się jednak, że dotknęliśmy już ściany jeśli chodzi o cięcie kosztów. Nie znam firmy, która w długim okresie żyje z  ograniczania wydatków, a  nie ze zwiększania przychodów. Zwalczenie bieżącego deficytu nie rozwiązuje także problemu braku płynności finansowej Uczelni. Tak więc dla władz Uczelni i dla mnie osobiście priorytetem będzie ułatwienie życia tym wszystkim pracownikom, którzy mogą rozwinąć Szkołę, naszą ofertę studiów komercyjnych, projektów naukowo-badawczych i usług dla biznesu. Nie wykorzystujemy na-

06-07

szego potencjału, a przyczyną są niesprawna administracja, problemy komunikacyjne, animozje, które od wielu lat dzielą nasze środowisko. Krótko mówiąc, chciałbym odmienić kulturę organizacyjną SGH.

Rozumiem, że w tym projekcie ważną rolę spełni nowy system controllingu finansowego. Jak najbardziej. Problemem naszej Uczelni do tej pory był brak informacji analitycznej, która wspomagałaby procesy zarządcze. Nie wiedzieliśmy, które jednostki generują przychód, ani gdzie znajdują się centra kosztów. Od stycznia się to zmieniło, ponieważ Kwesturze udało się wprowadzić nowy plan kont, który szczegółowo obejmuje analitykę jednostek naukowo-dydaktycznych, aż do poziomu pojedynczych instytutów i katedr. Jednocześnie zrealizowaliśmy poważne wdrożenie informatycznego systemu controllingu finansowego, który pozwoli nam na automatyzację wielu procesów i informatyzację uczelni. To właśnie w informatyzacji widzę szansę ucieczki do przodu, nadrobienia czasu, który gdzieś nam uciekł w  ostatnich latach. Wdrożenie systemu controllingu ułatwi życie naszym klientom, pracownikom i studentom, jak również da nam szczegółową informację o  realizacji budżetów. Dążymy do pełnego budżetowania zadaniowego. Nowy budżet SGH będzie składał się z około tysiąca mniejszych planów finansowych. Zależy mi na tym, aby zawarta w nich informacja była zgodna z zapisami księgowymi. Umożliwi to przejrzystość przepływu informacji oraz wyeliminuje szereg niepotrzebnych zapytań i konfliktów. Wystarczy się zalogować, aby sprawdzić jak mamy przypisane środki, na co zostały one wydane i ile jeszcze zostało do dyspozycji. Znakomicie ułatwia to pracę.

Co jeszcze zmieni się na naszej Uczelni jeśli chodzi o informatyzację? Rozpoczęliśmy od uruchomienia usługi VPN, jako pierwszego kroku w stronę świadomej wirtualizacji aplikacji i zapewnienia zdalnego do nich dostępu. Poza tym czeka nas chyba najważniejsze wdrożenie strategiczne, czyli wprowadzenie zintegrowanego systemu informatycznego klasy ERP (Enterprise Resource Planning - przyp. red.) wartego kilka milionów złotych, dofinansowanego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. To zasługa jeszcze poprzedniej ekipy administracyjnej. Taka platforma pozwoli nam zintegrować systemy kadrowe, płacowe, finansowo-księgowe, logistyczne czy fakturowania. Ten projekt


wywiad z Kanclerzem SGH /

stanowi pewną oś, do której będziemy dołączać kolejne funkcjonalności. Z początkiem kwietnia pojawił się pomysł na wdrożenie systemu elektronicznego obiegu dokumentów, który zastąpi obecny, papierowy. Chcemy stworzyć ujednoliconą procedurę aplikowania o wszelkiego rodzaju zakupy towarów i usług, tak aby w oparciu o jedną aplikację można było pobrać towar z magazynu i np. złożyć wniosek w sprawie organizacji konferencji studenckiej. To wszystko, zintegrowane z systemem controllingu, spowoduje, że nie będzie można uruchomić procesu zakupowego bez statusu dysponenta i zabezpieczonych na ten cel funduszy. Trzecią aplikacją, która komponuje się z tym systemem, jest sklep intranetowy dla pracowników, czyli coś w rodzaju programu magazynowego, w którym można automatycznie uruchomić proces zakupowy. Centralizacja zakupów uczelnianych i standaryzacja asortymentu pozwoli nam na obniżenie kosztów z tym związanych.

Te wszystkie wdrożenia oznaczają ogromne zmiany dla osób zatrudnionych w SGH. Czy zostaną one przez nich zaakceptowane? Jest to istotnie najważniejsze ryzyko związane z  wprowadzaniem każdej zmiany. Dlatego nie skupiamy się na jednym obszarze działania. Sama informatyzacja i suche zarządzenia nie wystarczą do osiągnięcia celu. Potrzebna jest zmiana kultury organizacyjnej. Chciałbym wpisać się w strategię JM Szapiro i postawić na większą przejrzystość komunikatów, partycypacyjny sposób podejmowania decyzji i otwartość na wypracowywanie rozwiązań z różnymi środowiskami. Od momentu objęcia przeze mnie stanowiska kanclerza, wprowadziłem regularne spotkania z całym kierownictwem administracyjnym, na których dyskutujemy o naszych problemach i pomysłach. W momencie, w którym pracownicy uwierzą, że zmiany odbywają się z korzyścią dla nich i dla Szkoły, ich akceptacja będzie większa. Widać to chociażby przy okazji zmiany organizacji obiegu dokumentów fizycznych poprzez zaangażowanie biur kolegiów i kancelarii głównej, która na początku napotkała zdecydowany opór. Po kilku tygodniach okazało się jednak, że te kilkadziesiąt osób, które codziennie biegały z papierami, już nie musi tego robić. Dzięki temu mniej osób musi się martwić o swoje sprawy, bo ich obowiązki przejmuje administracja. Uwalnia to potencjał pracowników naukowych, którzy mogą skupić się na swojej podstawowej działalności.

Dużo mówimy o tym jak poprawi się życie pracownika. Jak bezpośrednio wpłynie to wszystko na studentów? Oprócz VPN, do którego będziemy włączali kolejne aplikacje, chcielibyśmy usprawnić działanie bezprzewodowej sieci SGH. Problemy wynikające z  zaniedbań inwestycyjnych w  tej sferze są ogromne. Pracujemy również nad integracją funkcjonalności programów dziekanatowych, rezerwacji sal, rozliczania pensum, czyli chcielibyśmy zaoferować pakiet rozwiązań dla studentów, łącznie z  systemem umożliwiającym elektroniczne składanie podań i sprawozdań. Dużym ułatwieniem będzie możliwość sprawdzenia stanu rezerwacji sal w ramach interfejsu systemu CELKAT dostępnego przez VPN. Chciałbym, aby wszyscy widzieli wszystko. Ułatwi to pracę kół naukowych, które będą miały konkretną informację o dostępności pomieszczeń. Razem z  Samorządem Studentów, AZS-em i  CWFiS-em udało nam się ustalić regulamin funkcjonowania sekcji sportowych w SGH, co powinno uporządkować ich działalność. Udało się także wypracować nowe, przejrzyste zasady finansowania działalności studenckiej, co powinno rozgonić złe emocje, które potrafiły pojawiać się w związku z podziałem środków dla organizacji studenckich. Chcę, aby wszystkie organizacje były objęte tym systemem, również te, których status był do tej pory nieokreślony, a które wykonują dla Uczelni fantastyczną robotę. Mówię tutaj

o Zespole Pieśni i Tańca, Chórze SGH czy Teatrze SGH. W zasadzie zostało to już zrobione. Brakuje tylko wisienki na torcie w postaci nowych regulacji przygotowywanych przez Samorząd Studentów, sankcjonujących status i różnorodność organizacji działających w SGH. W naszych planach jest również uproszczenie i docelowa automatyzacja procesu składania przez organizacje studenckie wniosków i uzyskiwanie akceptacji władz dla projektów studenckich. Już ujednoliciliśmy zestaw dokumentów, a w perspektywie 2 do 3 miesięcy będzie do tego stworzona aplikacja informatyczna ze ścieżką jednoznacznej akceptacji po stronie władz i administracji.

Kolejną sprawą nurtującą studentów są zasoby infrastrukturalne Uczelni. Co będzie się działo z kampusem i czy w końcu uda się uporać z problemem, jaki stanowi budynek F? Na przestrzeni ostatnich miesięcy podjęliśmy próbę zbliansowania naszych potrzeb remontowo-inwestycyjnych. W  sumie przekraczają one kwotę 70 mln złotych. Największy koszt to remont kapitalny budynku głównego. Infrastruktura elektryczna, wodna i kanalizacyjna budzą poważne zastrzeżenia służb. Instytucje kontrolne, od straży pożarnej po sanepid, zmuszają nas do dostosowania tego budynku do nowoczesnych wymagań. Sam remont budynku G to około 30 mln złotych. Podobnie jeśli chodzi o budynek A i Bibliotekę SGH. Stan wielu elementów tych budynkow jest katastrofalny. Jeśli chodzi o węzły cieplne i instalacje elektryczne to mamy tutaj do czynienia z  rozwiązaniami pochodzącymi jeszcze sprzed II Wojny Światowej. Z kolei jeśli w tym roku nie dokonamy pewnych koniecznych prac modernizacyjnych budynku M, to straż pożarna nam go po prostu zamknie. Te 70 mln złotych to minimum potrzebne do przywrócenia naszej infrastruktury do stanu spełniającego normy i oczekiwania środowiska akademickiego. Mieści się w tym również rozbiórka budynku F. Niestety Uczelni nie stać na tego typu inwestycje. Tegoroczny budżet na remonty sięga 1 mln złotych. Dlatego musimy posiłkować się finansowaniem zewnętrznym, o które zgłaszać się będziemy mogli dopiero na początku przyszłego roku.

Jak widzi Pan swoją rolę przy nadchodzącej reformie SGH i jaki wysiłek będzie musiała podjąć administracja w obliczu zmian organizacyjnych? Największym wyzwaniem jest stworzenie administracji uniwersalnej, czyli takiej która będzie w stanie skutecznie obsłużyć nową strukturę. Temu właśnie służy automatyzacja i  informatyzacja procesów. Swoją rolę widzę w  doprowadzeniu do tego, że administracja będzie mogła pełnić służebną rolę w stosunku do jednostek naukowo-dydaktycznych. Ważne jest także dostarczenie naszym decydentom informacji analitycznych o kosztach dotychczasowych jednostek i symulacji decyzji dotyczących nowego systemu organizacyjnego SGH. W najbliższych tygodniach chciałbym móc odpowiedzieć na pytanie, czy nowe struktury będą miały szansę być rentownymi, zważywszy na mechanizm finansowania uczelni publicznych w Polsce. Tego typu strategiczne decyzje muszą być podjęte w oparciu o czynnik ekonomiczny, a do tej pory nie zawsze tak było. W środowisku akademickim nie ma np. powszechnej świadomości, że głównym źródłem przychodów, poza dotacjami, są studia podyplomowe. Dlatego wszelkie limitowanie i ograniczenia tej działalności odbijają się na zmniejszeniu naszych przychodów. A my potrzebujemy tych przychodów jak kania dżdżu. Podobnie z kształtowaniem naszej polityki narzutów. Nasz system jest niezwykle zagmatwany, jeśli chodzi o konstrukcję owych narzutów, naliczanych od różnych form aktywności. Ujednolicenie tego typu mechanizmów pozwoli nam uwolnić kolejne pokłady potencjału tkwiącego w  naszych pracownikach i  studentach. W  sytuacji, w której mechanizmy finasowania są coraz bardziej precyzyjne i szczelne, nie możemy sobie dalej pozwolić na ignorowanie głównych źródeł kosztów i przychodów. 0

maj-czerwiec 2013


/ zmiany strukturalne SGH

U progu zmian Gdy w ubiegłym roku Rektor obejmował swoje stanowisko, zapowiedział konieczność przeprowadzenia dogłębnej reformy SGH. Nad jej celami i kształtem debatuje właśnie specjalnie powołana komisja, zespoły kolegialne i środowisko studenckie. t ek s t:

mar l ena t ę pi ń ska

owa reforma ma charakter partycypacyjny, jak podkreśla Rektor. Oznacza to, że w jej tworzeniu biorą udział zarówno studenci, jak i pracownicy. Każda z grup jest informowana o przebiegu prac na bieżąco oraz ma prawo do przedstawiania własnych propozycji, które następnie zostają przedyskutowane. Wypracowana koncepcja trafi pod głosowanie Senatu prawdopodobnie już w czerwcu. Wtedy też poznamy ostateczny kształt i zakres reformy, która ma być największą od lat 90.

N

Biorąc również pod uwagę możliwość powstania asymetrii między szkołami oraz zagrożenie polegające na obniżeniu wymagań wobec kandydatów do SPP, Think Tank zaproponował inny podział. Ich zdaniem optymalnym rozwiązaniem byłoby utworzenie Szkół Ekonomii, Finansów oraz Biznesu i Przedsiębiorczości. Pierwsza z nich wzięłaby pod swoje skrzydła ekonomistów i analityków, druga – specjalistów z zakresu inżynierii

Think Tank

Trzy w jednym

Praca w sektorze publicznym?

Jedną z rozważanych opcji jest utworzenie Szkół Biznesu, Ekonomii Stosowanej oraz Polityk Publicznych. Idei utworzenia tej trzeciej sprzeciwia się Studencki Think Tank. Z badań przeprowadzonych przez SKN Analiz Ekonomicznych wynika, że taka szkoła nie cieszyłaby się zainteresowaniem ani studentów, ani kandydatów na studia, gdyż jedynie 3 proc. ankietowanych z obu grup wyraziło chęć podjęcia pracy w sektorze publicznym.

08-09

finansowej, rynków kapitałowych, rachunkowości i audytu, trzecia natomiast miałaby kształcić przyszłych przedsiębiorców i menedżerów. Jednak niezależnie od ostatecznej formy, podział na szkoły może przynieść pozytywne zmiany na studiach drugiego stopnia, na które rekrutacja prowadzona miałaby być nie na uczelnię, a właśnie do konkretnej szkoły. Zdaniem Studenckiego Think Tanku, takie rozwiązanie umożliwi zwiększenie różnorodności kierunków oraz nada studiom magisterskim charakter specjalistyczny.

W odpowiedzi na te problemy Studencki Think Tank przygotował propozycje zmian. Kilka z nich to połączenie przedmiotów w większe bloki w celu uniknięcia powtarzających się treści, zastąpienie części wykładów ćwiczeniami oraz zwiększenie liczby prac zaliczeniowych i projektów. Dzięki temu studenci otrzymywaliby praktyczną i pogłębioną wiedzę w danej dziedzinie. W oparciu o analizy zainteresowania warsztatami informatycznymi, Studencki Think Tank wnioskuje również o wprowadzenie nauki podstaw programowania jako narzędzia wysoce przydatnego w czasach szybkiego rozwoju technologicznego. Ważnym postulatem jest także zmiana sposobu rekrutacji na studia magisterskie. Nowością byłoby automatyczne przyjmowanie na nie absolwentów stacjonarnych studiów licencjackich w SGH, którzy ukończyli studia w przewidywanym terminie, przy jednoczesnym przeprowadzaniu egzaminu rekrutacyjnego dla absolwentów innych uczelni.

Problemy studentów SGH

Krok naprzód

I nie chodzi tu o windę w Budynku C, walkę z Wirtualnym Dziekanatem ani zarzynany do granic możliwości żart o braku drobnych do automatu. Znacznie bardziej niepokojące są niedostosowanie oferty programowej SGH do rynku pracy oraz obniżająca się jakość kształcenia na studiach magisterskich. Problemy te prowadzą nie tylko do spadku pozycji naszej Alma Mater w rankingach uczelni i kierunków ekonomicznych, ale także do dewaluacji dyplomu absolwenta. W miarę obniżania wymagań, studenci opuszczają mury, Uczelni coraz słabiej przygotowani

Pomimo iż wiele obszarów SGH wymaga zmian, niektóre z nich jednak reformy nie potrzebują. Są to przede wszystkim – ogólny pierwszy rok studiów, elastyczny system wyboru przedmiotów oraz ilość godzin języków obcych. Zdaniem studentów cechy te kształtują przewagę konkurencyjną naszej Uczelni i powinny pozostać po reformie w niezmienionym stanie. W połowie maja ruszyć ma druga tura spotkań Komisji ds. Reformy z kolegiami. Wypracowany w tym czasie projekt trafi później pod głosowanie Senatu. Jeśli zostanie przyjęty, Szkoła Główna Handlowa wkroczy w okres zmian. 0

fot. flickr.com (thinkpublic)

Jednym z pomysłów, przedstawionych w programie Rektora, była zmiana obecnej struktury Uczelni. Choć prace nad projektem nadal trwają, wiele wskazuje na to, że czasy Jedynej Scentralizowanej Szkoły Głównej Handlowej powoli dobiegają końca. Ściślej mówiąc, najczęściej omawiana koncepcja zakłada powstanie trzech szkół. Z zasady szkoła ma być jednostką o wyższym poziomie autonomii niż kolegium w obszarach zarządzania własnym budżetem, prowadzenia badań, konstrukcji programów edukacyjnych i zdobywania grantów naukowych. Jednocześnie powinna ona koncentrować naukowców o zbliżonych zainteresowaniach i profilu, a także odpowiadać za własne kierunki studiów. Zdaniem Rektora, taki podział ułatwi zarządzanie finansami i administrowanie, a także przyspieszy proces dostosowywania szkół w badaniach i nauczaniu do zewnętrznych bodźców. Zaproponowane przez Jego Magnificencję trzy silne jednostki pozwolą także na łatwą poprawę wizerunku Uczelni w otoczeniu krajowym i międzynarodowym.

na wyzwania na rynku pracy, posiadając często jedynie powierzchowną wiedzę w danej dziedzinie. Powodów jest wiele. Poszatkowany program nauczania, wymuszający powtarzanie po kilka razy tych samych treści, niejasny charakter studiów magisterskich, a także zbyt mała liczba zajęć prowadzonych w formie interaktywnej, rozwijających kreatywność oraz umiejętności pracy zespołowej i wykorzystywania zdobytej wiedzy w praktyce.


Prawo + SGH = opłaty? /

Ministerialna lekcja prawa Ostatnia reforma szkolnictwa wyższego przejdzie do historii legislacyjnej niekompetencji. Po ubiegłorocznych kontrowersjach wokół możliwości rozpoczęcia darmowych studiów na drugim kierunku, pojawił się właśnie kolejny problem, który dotyczyć może pokaźnej grupy studentów SGH studiujących jednocześnie prawo. Choć mogą oni za darmo ukończyć swój drugi kierunek, to będą musieli jednak zapłacić za… kontynuację nauki na pierwszym. t ek s t:

ŁU K A S Z DĄ B R O Ś licencjackich w SGH i jednolitych studiach magisterskich, będą musieli zapłacić za studia II stopnia, będące kontynuacją ich pierwszego kierunku. Zdaniem ministerialnych urzędników studia magisterskie w SGH wcale nie są nieodpłatną (na mocy art. 99 ustawy) kontynuacją pierw-

tów SGH wysłał do MNiSW zapytanie w tej sprawie – uzyskał wówczas odpowiedź podpisaną przez jednego z wyższych rangą pracowników Ministerstwa mówiącą, że na podst. art. 99 studia magisterskie w SGH będą darmowe. Wygląda więc na to, że MNiSW postanowiło nagle, bez jakichkolwiek zmian przepisów, całkowicie zmienić interpretację ustawy. Jeżeli Ministerstwo wciąż pozostanie przy swoim obecnym stanowisku (co jest bardzo prawdopodobne), to studenci SGH, którzy na prawie wyrobili mniej lub równo 30 punktów ECTS, będą mogli je porzucić bez konsekwencji i podjąć studia magisterskie w SGH. W dużo Jaka ustawa jest, gorszej sytuacji znajkażdy widzi? dują się ci, którzy Po tym, jak Mina jednolitych stunisterstwo Nauki diach magisterskich i Szkolnictwa Wyższego wreszcie przyuzyskali więcej niż Czyżby MNiSW chciało zafundować studentom praktyczną lekcję prawa w iście polskim wydaniu...? znało, że rok akade30 ECTS-ów. Oni, szego kierunku, lecz… kolejnym kierunkiem micki 2012/13 jest ostatnim, w którym można nawet w razie rezygnacji z prawa, będą musiestudiów. Tak więc studenci SGH i prawa, któnieodpłatnie rozpocząć studiowanie na drugim li opłacić część wykorzystanych na studiach rzy w tym roku planują zdobyć tytuł licencjata kierunku (planowo miał być to rok 2011/12, II stopnia punktów. i podjąć studia magisterskie, zostali postawiejednakże w ustawie znalazł się błąd, który możMimo wszelkich negatywnych odczuć zwiąni przed trudnym wyborem rezygnacji z prawa na było interpretować na korzyść studentów), zanych z niejasnościami dotyczącymi nowelilub studiów magisterskich w SGH albo zapłaty wyjątkowo dużo studentów pierwszych lat zacji ustawy, nie sposób jednak odmówić całej kilkunastu tysięcy złotych. Mogą też zaryzykow SGH postanowiło dołączyć do grona adepsprawie walorów dydaktycznych. Młodzi prawwać i spróbować zdobyć po I roku SM stypentów prawa i wykorzystać ostatnią szansę na darnicy właśnie dostają bolesną i praktyczną lekdium naukowe – jeżeli im się jednak nie uda, mowe zdobycie dwóch prestiżowych tytułów cję prawa w polskim wydaniu. Wbrew temu, będą musieli zapłacić za cały rok. magisterskich. Niestety informacja, która zoco napisane jest w podręcznikach, ustawodawstała opublikowana w ostatnich tygodniach na ca naprawdę rzadko bywa racjonalny, prawo stronie MNiSW, dość skutecznie zniweczyła te zaś sporadycznie stanowią przejrzyste przepisy. Prawo w praktyce plany. Ministerstwo uznało bowiem, że ci, któOstatecznie o wszystkim i tak decyduje kapryPikanterii całej sprawie dodaje fakt, że podrzy studiują obecnie jednocześnie na studiach śna i zmienna wola urzędnika. 0 czas zeszłorocznych wakacji jeden ze studen-

W

fot. Alan Shin

ielu ambitnym studentom naszej Uczelni nauka „tylko” w Wielkiej Różowej nie pozwala w pełni zaspokoić głodu wiedzy (i kariery). Nic więc dziwnego, że co roku wielu studentów SGH podejmuje decyzję o podjęciu nauki na drugim kierunku poza naszą Uczelnią. Najczęściej wybierają oni prawnicze jednolite studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim – znajomość meandrów prawa stanowi bowiem doskonałe uzupełnienie wiedzy zdobywanej w SGH i przydaje się zarówno w pracy w korporacji czy służbie publicznej, jak i w prowadzeniu własnego biznesu.

maj-czerwiec 2013


/ fascynacje folklorem – Zespół Pieśni i Tańca

A przede wszystkim - folk! Można spodziewać się, że studenci Szkoły Głównej Handlowej interesują się tylko finansami czy też marketingiem. Okazuje się jednak, że mają oni również inne – często zaskakujące i niezwiązane z Uczelnią – pasje, jak chociażby kultura ludowa. t ek s t:

AG ATA S E R O C K A

espół Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej został założony 9 lat temu i od tego czasu uświetnia wiele uczelnianych uroczystości, od Wigilii po Święto SGH. W zespole działa aktywnie około 80 osób, z których dużą część stanowią absolwenci Uczelni, którzy godzą pracę ze swoim nietypowym hobby.

Z

i Tańca SGH część z nich została odziedziczona po zespole ,,Wisła". Koszt jednego stroju sięga nawet 6 000 zł, a warto pamiętać, że do każdego tańca potrzebny jest określony, osobny strój, by zachować profesjonalizm i autentyczność.

znajomych o podobnych zainteresowaniach, ale także innych kultur. Tańce ludowe odzwierciedlają między innymi relacje mię-

Feel the folk!

Wschód vs. Zachód Zagraniczne festiwale to także fantastyczna okazja do poznania nie tylko nowych

10-11

dzy kobietami a mężczyznami. W tańcach krajów wschodnich to mężczyzna wiedzie

fot. Archiwum ZPiT SGH

Można śmiało powiedzieć, że ilu tancerzy, tyle powodów przystąpienia do zespołu. Niektórym zajęcia polecili aktywnie działający znajomi, inni przyszli tu z ciekawości czy przez przypadek, a jeszcze innym spodobały się występy Zespołu. W rzeczywistości niewiele osób faktycznie wywodzi się z regionów, w których folklor jest nadal popularny, jak na przykład Spisz czy rejon łowicki. Tym, co zachęca młodych ludzi do tańca ludowego, jest między innymi możliwość wyjazdów zagranicznych, których jest całkiem sporo. Przynajmniej raz w roku członkowie Zespołu Pieśni i Tańca wyjeżdżają na festiwale od Maroka, Kazachstanu czy na Azory. Mimo że takie wyjazdy łączą się nie tylko z wydatkiem finansowym, ale i dużym wysiłkiem fizycznym, ponieważ występów jest sporo, tancerze przytakują chórem, że jest to niezapomniane przeżycie. Ola, jedna z tancerek, opowiada, jak po pewnym występie zespół zaprosił na spotkanie… król Maroka. Ostatnio występowali nawet w tureckiej telewizji informacyjnej.

fot. Archiwum ZPiT SGH

Tureckie wiadomości

Wyjazdy zagraniczne to przyjemne epizody w życiu tancerzy Zespołu, ale ich codzienna działalność w Polsce jest nie mniej interesująca. 2-3 razy do roku uczestnicy wyjeżdżają na obozy, np. na Spisz, gdzie, poza dobrą zabawą we własnym gronie, mają okazję do porozmawiania z ludźmi, którzy pamiętają jak faktycznie tańczono i śpiewano kilkadziesiąt lat temu. Często też występują na imprezach okolicznościowych. Maj dla Zespołu jest miesiącem dość pracowitym, bowiem 26 maja w Amfiteatrze w Parku Sowińskiego odbędzie się koncert ,,Feel the Folk". 22 maja na Auli Spadochronowej będzie miał miejsce Folk Day, podczas którego zostaną zaprezentowane elementy układów tanecznych oraz pokaz mody inspirowany folklorem i inne atrakcje pr z y g otow a ne we współpracy z Muzeum Etnograficznym. Zespół Pieśni i Tańca daje nie tylko możliwość rozwijania swoich artystycznych zainteresowań, ale jest także odskocznią od uczelnianej czy zawodowej rzeczywistości i dodatkowo okazją do zawarcia wielu długoletnich przyjaźni. 0

prym, a kobieta jest oazą delikatności i subtelności. Z kolei w przypadku państw zachodnich role są odwrócone i nierzadko to kobiety przywdziewają stroje męskie. Dla niektórych pociągająca jest też możliwość występowania w pięknych strojach regionalnych. W przypadku Zespołu Pieśni


LIDL /

Praktycznie od środka, czyli ambasadorem być... Natura powtarza wiecznie w szerszych rozmiarach tę samą myśl: dlatego kropla jest obrazem morza. Lidl Polska rozpoczyna rekrutację na swój flagowy program praktyk letnich – „Rozwiń z nami skrzydła” W maju tego roku Lidl rozpoczyna rekrutację do kolejnej edycji programu praktyk letnich „Rozwiń z nami skrzydła”. Program Praktyk Letnich jest adresowany do studentów wszystkich lat studiów, posługujących się językami obcymi (najlepiej angielskim i niemieckim). Trzymiesięczne płatne praktyki w dużej międzynarodowej firmie odbywają się w Jankowicach k. Poznania, w centrali Lidl Polska. Program cieszy się ogromną popularnością wśród studentów. W ubiegłym roku aż 80 proc. osób biorących udział w programie pozostało w firmie. Rekrutacja składa się z kilku etapów. Pod uwagę będą brane m.in. ocena nadesłanego przez kandydata rozwiązania praktycznego zadania (case study), studium przypadku (assessment centre), a także wyniki z rozmowy kwalifikacyjnej. Przez trzy miesiące praktykanci będą mieli możliwość zapoznania się z funkcjonowaniem sklepu oraz centrum dystrybucyjnego, poznania zadań działu, w którym odbywają staż oraz realizacji własnego projektu pod okiem mentora. Program „Rozwiń z nami skrzydła” stwarza dużą szansę rozwoju. Podczas praktyk letnich miałam możliwość realizacji wielu ciekawych projektów i współpracowałam ze specjalistami branży HR - mówi Bernadeta Reinisch, Referent ds. Personalnych w Dziale Szkoleń i Programów Rozwojowych, Lidl Polska. Szansą na rozpoczęcie przez absolwentów studiów kariery zawodowej jest „International

Management Trainee”. Uczestnikom programu firma oferuje udział w specjalnie przygotowanych szkoleniach i naukę języka niemieckiego. Program jest realizowany w Polsce i zagranicą. Stażyści zapoznają się z trzema działami firmy, gdzie mogą poszerzać swoje kompetencje i sprawdzać się podczas samodzielnej realizacji projektów. Po zakończeniu programu stażyści mają możliwość objęcia stanowiska kierowniczego. Rekrutacja do najbliższej edycji programu odbędzie się w lipcu i sierpniu 2013 roku. Szczegóły można znaleźć na stronie internetowej www.lidl.pl. Przygotowujemy młodych ludzi do płynnego wejścia na rynek pracy. Staramy się zapewnić młodzieży takie przygotowanie zawodowe, które pozwoli im w przyszłości stać się atrakcyjnymi pracownikami nie tylko w Polsce, ale na całym świecie – mówi Jerzy Łoza, dyrektor personalny Lidl Polska.

Aleksandra Juda - Ambasador Marki LIDL Polska - SGH Wielu studentów często pyta mnie, na czym polega program ambasadorski. Odpowiadam – jest kroplą, obrazem morza. Międzynarodowym firmom zależy na budowaniu relacji ze studentami i wejściu w ich środowisko. Ambasador to część firmy, most, pomiędzy firmą, a uczelnią. Sprawowanie tej prestiżowej funkcji jest bardzo ciekawą formą działalności studenckiej, ponieważ ambasador to wizytówka marki. Współpraca opiera się na obustronnych korzyściach - firma troszczy się o ambasadora, ambasador zaś o firmę. LIDL widziany moimi oczami zdecydowanie odbiega od wizerunku dyskontu spożywczego. Profesjonalne szkolenia, kontakt z energicznymi, ambitnymi i przedsiębiorczymi pracownikami, niezapomniane spotkania z rewelacyjnymi studentami - ambasadorami w innych miastach – wszystko na najwyższym poziomie. Ponadto szerokie możliwości rozwoju – kariera na międzynarodowym szczeblu, praktyki letnie, programy menedżerskie, staże, stypendia umożliwiające uzyskanie podwójnego dyplomu, a co najważniejsze, uzyskanie certyfikatu „Top Employers 2013”. Praca w „LIDLU” to nie tylko praca w sklepie. Międzynarodowa firma oferuje również dla nas – finansistów, bardzo ciekawe stanowiska w działach finansów, controllingu, księgowości czy podatków. Zdolni, ambitni, kreatywni i zorientowali na cel z pewnością będą usatysfakcjonowani. W moich oczach wizerunek firmy „LIDL” jako pracodawcy jest zdecydowanie pozytywny. Jako zadowolona klientka sklepu i reprezentant marki na uczelni – z pełnym przekonaniem stwierdzam, że „LIDL to mądry wybór”.

maj-czerwiec 2013


/ kalendarz wydarzeń Quo Vadis, MAGLU?

Kalendarz wydarzeń maj 2013 8 - 12 — Polsko - Niemieckie Forum Gospodarcze S K N Ws p ó ł p r a c y E u r o p e j s k i e j S G H

10 — Deadline na prace oikos CSC o i k o s Wa r s z a w a

12 — Gra Miejska NZS SGH

13 — Akademia Private Equity SKN Konsultingu

Akademia Private Equity

Igrzyska Kół Naukowych

Rusza czwarta edycja nowatorskiego projek-

Jeśli lubisz sport, uwielbiasz dreszczyk emo-

tu SKN Konsultingu – Akademia Private Equity.

cji i kochasz wygrywać, Igrzyska Kół Naukowych

Studenci warszawskich uczelni będą mogli wziąć

są właśnie dla Ciebie! Co roku w szranki staje

udział w projekcie prowadzonym przez liderów

kilkudziesięciu członków kół i organizacji SGH,

branży PE, którego celem jest szerzenie wiedzy

którzy z największym poświęceniem walczą

o rynkach kapitałowych. Akademia składa się

o zwycięstwo. Najlepsi zawodnicy otrzymają medale

z cyklu warsztatów dających możliwość analizy

i dyplomy. Rywalizacja toczyć się będzie w następują-

branży oraz panelu dyskusyjnego na temat przy-

cych kategoriach: pływaniu, biegach, siatkówce, piłce

szłości polskiego rynku private equity. Więcej:

nożnej, koszykówce, ping-pongu oraz szachach.

www.akademiape.pl

Więcej: facebook.com/IgrzyskaKolNaukowych

13 - 17 — Igrzyska Kół Naukowych SKN Zarządzania w Sporcie

13 - 23— Sympatia, Miłość, Małżeństwo ASK Soli Deo

14 - 15— Dni Tańca Ta n g o S G H

Informacja Organizujesz interesującą konferencję? Koordynujesz nowy, ciekawy projekt? Możemy pomóc Ci dotrzeć do społeczności studenckiej SGH i UW. Zapytaj o Patront Medialny Niezależnego Miesięcznika Studentów MAGIEL pisząc na: patronaty@magiel.waw.pl

Polsko-Niemieckie Forum Gospodarcze

Oikos Case Study Competition

To międzynarodowe przedsięwzięcie orga-

Znudzony rozwiązywaniem casów? Stwórz

nizowane wspólnie przez SGH i Uniwersytet

swój własny! Napisz studium przypadku o tema-

w Kolonii. Ideą Forum jest umożliwienie uczest-

tyce związanej z CSR-em o długości do 6 stron A4

nikom zapoznania się z aktualną problematyką

i wypełnij formularz aplikacyjny na naszej stronie.

ekonomiczną i społeczną gospodarek obu kra-

Twoja praca zostanie oceniona przez ekspertów

jów w kontekście integracji europejskiej. Każda

w dziedzinie zrównoważonego rozwoju. Najlepsze

z części wymiany obejmuje stronę merytorycz-

Case Studies zostaną docenione atrakcyjnymi

ną, składającą się z prelekcji w języku angielskim

nagrodami, a zebrane prace udostępnione stu-

i niemieckim oraz część kulturalną, służącą inte-

dentom i internautom na stronie oikos Warszawa.

gracji między studentami.

Termin nadsyłanie prac mija 10 maja. Więcej: war-

saw.oikos-international.org.

Gra Miejska Już 12 maja na terenie SGH i w jej okolicach

Sympatia, Miłość, Małżeństwo

będziecie mieli okazję spędzić trochę czasu na

Co myślisz, kiedy słyszysz kocham? Czego

świeżym powietrzu, wykonać kilka zadań i od-

pragną kobiety? Czego oczekują mężczyźni? To

Każdy projekt zostanie wpisany do Kalendarza Wydarzeń, jeśli zostanie zgłoszony według następującego schematu: – nazwa wydarzenia – kiedy się odbywa – gdzie będzie miał miejsce – organizator projektu – kontakt (mail, strona lub Facebook) – 100 znaków ze spacjami do wykorzystania na dodatkowe informacje na temat projektu.

stresować się przed nadchodzącą sesją. Dobra

tylko jeden z tegorocznych tematów corocznego

zabawa gwarantowana. Dla wszystkich uczest-

cyklu konferencji Sympatia, Miłość, Małżeństwo

ników przewidziane są nagrody! Szukajcie nas na

organizowanego przez ASK Soli Deo. Konferencje

Spadochronie. Więcej informacji oraz zapisy na

odbędą się w dniach 13 - 23 maja na terenie SGH

stronie: www.bekaka.nzssgh.pl

i SGGW. W trakcie projektu zapraszamy na bal.

Najciekawsze projekty zostaną objęte Patronatem Medialnym MAGLA i będą miały szansę zaistnieć na łamach naszego czasopisma w dużo większym wymiarze (do 2000 znaków ze spacjami) razem z materiałami graficznymi. Pomożemy także w promocji na Facebooku. Deadline na zgłoszenia: 1 września 2013

12-13

Dni Tańca

Skill Trade Club SGH

Uwielbiasz tańczyć? Zawsze chciałaś/chciałeś

Przekonaj się, że możliwości Twojego rozwo-

tańczyć, ale nie było okazji? Chcesz spróbować

ju osobistego ograniczone są wyłącznie Twoją

swoich sił w nowych stylach tanecznych? Nie

wyobraźnią i dołącz do nas! Skill Trade Club SGH

może Cię zabraknąć na Dniach Tańca! TANGO SGH

jest nową organizacją w SGH z ciekawą ideą

zaprasza na najbardziej roztańczony projekt na

w tle. Łączy osoby zmotywowane, odczuwające

Uczelni. Dwa dni warsztatów z różnych stylów

przyjemność z dzielenia się swoimi umiejęt-

tańca, prowadzonych przez doświadczonych

nościami z ludźmi zainteresowanymi rozwo-

instruktorów, a także pokazy taneczne i wiele

jem i skłonnych nauczyć się czegoś nowego.

innych atrakcji. Daj się porwać w wir tańca! Więcej

Napisz do nas:

informacji: www.facebook.com/Dni.Tanca

i znajdź na Facebooku!

skillstrade.club@gmail.com


tanie podróżowanie / Czy beton to beton? ...Jo!

Niedr og a dr og a

Wakacje w domu lub w korpo? Niepokornej studenckiej duszy ciężko to sobie wyobrazić. Nieznane kraje kuszą swoimi tajemnicami i sam fakt tego, że istnieją, może skłonić potencjalnego podróżnika do ich odwiedzenia. Ale jak tu podróżować, kiedy w portfelu pusto? Okazuje się, że jedyne czego potrzeba, to odrobina chęci. R O B E R T S Z K L A R Z, M I C H A Ł W R O N A , B A R TO S Z KO S I Ń S K I

A

Elastycznie, czyli oszczędniej Na pewno nie jest to opcja dla osób niecierpliwych i mających mało czasu. Nie dość, że sprawdzanie połączeń na stronach i wklepywanie kodów zabezpieczających zabiera masę czasu, to najcenniejsze perełki wśród biletów zdobędą osoby często przeglądające „lotnicze” strony. A tych, dedykowanych tanim podróżom, powstało ostatnio całkiem sporo. Mlecznepodroze.pl, Loter.pl czy Fly4free.pl wyszukują co ciekawsze oferty z aktualizacją kilka razy dziennie. Przykład? Lot do Limy z Paryża w dwie strony za 624 zł albo roundtrip Wenecja-Pekin za 410 zł! O ile wyszukiwanie na stronach najpopularniejszych przewoźników LCC (ang. low cost carriers), czyli Ryanaira i Wizzaira, nie nastręcza wielu trudności, to codzienne śledzenie najbardziej orientalnych tras obsługiwanych przez często mniej znane linie może być męczące. – Kluczową kwestią taniego podróżowania jest elastyczność. Jeśli umiemy zapakować się w jeden plecak i nie przeraża nas lot do Barcelony przez Oslo Rygge, to jesteśmy w stanie latać za grosze. Przeloty kombinowane potrafią znacząco obniżyć cenę. Większość lubi proste rozwiązania, ale w tym przypadku najprościej nie znaczy najtaniej – twierdzi Wiktor, student transportu i zapalony podróżnik. Warto też przeglądać fora internetowe, oraz pobawić się

programami pozwalającymi optymalizować podróże. Jednym z nich jest Azuon, który wyszukując loty różnych niskokosztowych linii lotniczych prezentuje najtańsze połączenia. Program w wersji pełnej jest niestety płatny, ale korzystanie z niego może bardzo pomóc nałogowym podróżnikom. Zdecydowanie nie warto kupować biletów na stronach internetowych pośredników, którzy narzucają własne prowizje, przez co koszt wyprawy może wzrosnąć nawet dwukrotnie. Gdy wybierzemy już najtańszą ofertę wyjazdu na nasz wymarzony weekend, warto zagłębić się w kruczki w ogólnych warunkach przewozu, które przyszykowały dla nas linie lotnicze. Świetnym przykładem są ostatnie zmiany w warunkach przewozu bagażu Wizzaira, który, jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie, wprowadził innowacyjną politykę bagażową, stając się jedyną linią lotniczą w Europie, która zachęca pasażerów do podróżowania z małym bagażem podręcznym, co wpływa na zwiększenie zarówno wydajności, jak i oszczędności. Mówiąc krótko – jeśli chcesz podróżować z czymś większym niż torba na laptopa – słono zapłacisz. „Innowacyjna polityka” przejawia się między innymi w podwyżce należności za wszystkie rodzaje bagażu oraz wprowadzeniu nowej stawki dla lotów dłuższych niż 2 godziny 40 minut, co ma związek z uruchomieniem tras do Gruzji, Azerbejdżanu i Dubaju. Ryanair oraz Wizzair, liderzy na polskim rynku tanich lotów, narzucają także opłaty za rodzaj dokonywanej płatności. Takie koszty można było zminimalizować korzystając z kart lojalnościowych, ale od kilku miesięcy obowiązuje stała opłata manipulacyjna, niezależnie od rodzaju karty. W przypadku tanich linii lotniczych nie sprawdza się zasada „im wcześniej, tym taniej”. Tak naprawdę najbardziej opłaca się kupować bilety od 3 do 5 tygodni przed planowaną podróżą oraz śledzić bieżące promocje, ponieważ zdarza się, że LCC „rzucają” pule biletów na określoną trasę w dość losowych momentach. 1 wski

więc to prawda? Mogę polecieć do Londynu za 19 zł? Aż mi się w to nie chce wierzyć. Mam nadzieję, że nie będzie to klasa bydlęca... – wpis na forum podróżniczym w 2004 roku. Podróżowanie samolotem nigdy nie było tak łatwe, co więcej – nigdy nie było tak tanie. Nikogo już nie dziwią loty na drugi koniec Europy za osiem złotych i tylko przeglądając stare wątki na forach możemy uświadomić sobie wielką rewolucję, jaką na rynku dokonały tanie linie lotnicze. Latanie stało się powszechną formą podróżowania, a przy odrobinie szczęścia i wysiłku weekendowy wypad do Budapesztu będzie kosztował nas mniej niż PKS z Warszawy do Radomia. Oczywiście, nie ma nic za darmo a taka przyjemność wymaga trochę kombinowania.

fot. Marek Lando

T E K S T:

maj-czerwiec 2013


/ tanie podróżowanie

Podróż dla 2 osób – 10 dni 78zł

lot Warszawa-Londyn Londyn-Paryż-Bruksela Amsterdam-Bruksela - Megabus

10£

noclegi Paryż, Londyn, Bruksela

0zł 30€

wyżywienie

600zł

zwiedzanie

300zł

komunikacja miejska

300zł

rozrywka, pamiątki i inne rozrywki

300zł

lot Bruksela-Warszawa

Wsiadaj bracie, dalej hop... Jeśli jednak nie udało Ci się kupić tanich biletów lub nie masz czasu na wyszukiwanie prmocji, istnieje tania forma podróżowania, która pozwala poznać nowe miejsca i ludzi. Autostop. Przede wszystkim: nie bój się! Bardzo rzadko zdarzają się przykre incydenty na trasie. Wystarczy powiedzieć, że w czasie pięcioletniej historii Auto Stop Race z Wrocławia,

56zł

SUMA

1920zł

01-05-2013

22:22 tuszek

Amsterdam

spodarze chętnie oprowadzają nas po swoich miastach, proponują wycieczki i wspólne spędzanie czasu. Couchsurfing to obopólna korzyść, a przede wszystkim szansa na bliższe poznanie kultury i bezpośrednie spotkanie z mieszkańcami odwiedzanego przez nas miejsca. Wystarczy trochę dobrych chęci i życzliwości, aby początkowa obawa i niezręczność zamieniła się w bliższą znajomość. Niestety, taka forma podróżowania jest przeznaczona głównie dla mniejszych grup – mało który host decyduje się na przyjęcie więcej niż 4 osób. Jadąc na couchsurfing warto pamiętać o małym, choćby symbolicznym podarunku – polskie specjały zawsze budzą uśmiech na twarzy gospodarzy.

 No dobrze, kupiliśmy wymarzony bilet na podróż z ukochaną do Paryża, ale co dalej? Jak przeżyć kilka dni na obczyźnie? Przeżyć, ale też nie wydać majątku, co jest ważne zwłaszcza na Zachodzie, gdzie ceny za hotele mogą przyprawić o ból głowy. Z pomocą przychodzą wyszukiwarki tanich hosteli, gdzie czasem nawet za kilka euro możemy spędzić noc w sympatycznym, międzynarodowym, choć czasami hałaśliwym towarzystwie. Strony takie jak Hostelbookers.com, Hostelworld.com czy też Hostelz.com powinny na stałe zagościć w zakładkach naszych przeglądarek. Ciekawą opcją jest także couchsurfing. Idea powstała na początku wieku, ale przez ostatnie 10 lat rozwinęła się w jedną z najpopularniejszych form darmowego pobytu, głównie w dużych miastach. Couchsurfing opiera się na ponad 6-milionowej społeczności użytkowników oferujących bezpłatny nocleg, otwartych na świat i nowe znajomości. Co istotne, każdy jest w pewien sposób weryfikowany przez innych członków poprzez system komentarzy i ocen. Dzięki temu ryzyko spotkania szaleńca czy obłąkanej dewotki wydaje się być minimalne, a bezpieczeństwo „surfowania po kanapach” jest bardzo duże. Warto jednak pamiętać, żeby lokum goszczących nas osób (ang. host) nie traktować jako darmowego hotelu. Bardzo często zdarza się, że go-

14-15

fot.Kasia Ma

Surfowanie po kanapach

największego w Polsce wyścigu autostopowiczów, w którym udział bierze ponad tysiąc osób, wydarzył się tylko jeden wypadek komunikacyjny. To kierowcy bardziej obawiają się stojących na poboczu ludzi. Zachowując zdrowy rozsądek w trakcie naszych wojaży jesteśmy tak samo bezpieczni, jak w czasie tradycyjnych form podróżowania. Pierwsze promienie wiosennego słońca zwiastują, że tysiące młodych, żądnych przygód studentów wyruszy w podróż za jeden uśmiech, by przejechać Europę wzdłuż i wszerz, nie płacąc ani grosza. Tymczasem wystarczy pamiętać o pewnych podstawach podróżowania na stopa, a cały świat stanie przed nami otworem.


tanie podróżowanie /

pierwszy spotkany patrol policji chętnie zaopiekuje się naszymi pieniędzmi, jeśli staniemy z wyciągniętą ręką na poboczu. Pozostaje szukać kierowcy na stacjach benzynowych. Dzięki autostradom możemy pokonać dużo większe odległości w relatywnie krótkim czasie, jednak nie mamy możliwości odwiedzenia miast po drodze – zjazd z autostrady może nas kosztować utratę kilkunastu godzin, a na taką stratę czasami nie możemy sobie pozwolić. Na Bałkanach rzadziej korzystamy z autostrad, łapiemy stopa tradycyjnie, na poboczu. Pokonujemy jednorazowo krótsze odcinki, co przekłada się na lepsze poznanie państw, przez które przejeżdżamy. Jesteśmy bliżej przepięknych krajobrazów, nie musimy ich obserwować zza dźwiękoszczelnych ekranów. Choć Bałkany wciąż uważa się za miejsce niebezpieczne, nie ma to przełożenia na rzeczywistość – nie grozi nam nic więcej niż w innych częściach Europy. Ten rejon jest wręcz postrzegany przez autostopowiczów jako wyjątkowo przyjazne miejsce – bardzo często można usłyszeć relacje osób, które czekały na stopa zaledwie kilkanaście minut.

fot. Kasia Matuszek

W siną dal

Pamiętajmy, że autostop to przeżycie samo w sobie – to nie tylko sposób na przemieszczanie się z miejsca na miejsce, ale pewna idea łącząca otwartych i uśmiechniętych ludzi. Na swojej drodze spotkamy przeróżnych kierowców, którzy zaprezentują pełne spektrum charakterów i światopoglądów – rozmowy z tak odmiennymi osobami stają się bezcennym doświadczeniem w myśl hasła „podróże kształcą”.

Najtrudniejszy pierwszy krok Planowanie naszej podróży powinniśmy zacząć od określenia czasu i celu. Tydzień to minimum, jeśli chcemy poczuć pewien komfort wolności. Górnej granicy właściwie nie ma, jednak najczęściej nie jest to więcej niż miesiąc. Określenie ram czasowych determinuje nasz zasięg i styl – czy jedziemy do jednego docelowego miejsca, zatrzymujemy się na kilka dni i wracamy do domu, czy też mamy czas na podróżowanie po całym obszarze, który wybraliśmy, z miasta do miasta. Dowód osobisty wystarcza, by wjechać do praktycznie wszystkich europejskich krajów. W państwach zrzeszonych w Europejskim Obszarze Gospodarczym możemy liczyć na opiekę zdrowotną w ramach EKUZ, warto jednak ubezpieczyć się komercyjnie. Najbardziej korzystną opcją jest karta ISIC – gwarantuje nam nie tylko ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków na całym świecie w szerszym zakresie niż EKUZ, ale jest też międzynarodową legitymacją studencką, respektowaną we wszystkich krajach ONZ. Można wyróżnić dwa główne kierunki jazdy stopem – Bałkany i Europę Zachodnią. Różnią się one od siebie charakterem podróżowania. Na Zachodzie prawo jest bardziej restrykcyjne i łatwiej dostać mandat, szczególnie że w 90 proc. przypadków stopa łapiemy na autostradzie, gdzie

Warto podróżować z małym namiotem, dzięki czemu pozostaniemy zupełnie niezależni, mogąc zatrzymać się w dowolnym miejscu i czasie. W bliskiej okolicy dróg rozbijanie namiotów jest zazwyczaj nielegalne, a na pewno niezbyt mądre, dlatego warto oddalić się w poszukiwaniu ustronnego miejsca. Najlepiej postarać się o kontakt z właścicielem pobliskiego terenu prywatnego i po prostu porozmawiać – ludzie są z reguły przyjaźnie nastawieni i chętnie przystaną na naszą prośbę. Poza namiotem jest też kilka innych rzeczy, które koniecznie musimy ze sobą zabrać (patrz ramka). Ogromną zaletą w podróżowaniu autostopem jest nasza pomysłowość, kreatywność, oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku. Każdy podróżnik ma w zanadrzu opowieść inną niż wszystkie, historię, która na długo zapadła w jego pamięć. Można czytać tysiące relacji, spędzić setki godzin na dyskusji, jednak nic nie zastąpi praktyki. Nie ma żadnego problemu z wyruszeniem od razu w długą podróż, możemy też zacząć od 1

za bi er z: W po dr óż au to st op em no je znaleźć!) ud tr ie as tr a (n r ke ar m 1. kartony i

baterie) 2. latarkę (i zapasowe ej laminowaną, 3. mapę Europy (najlepi nzynowymi) be i m ja ac st i m ny zo ac z zazn esz się spodziewać) oż m ż ni , ej ci ęś cz ę si a yd 4. nóż (prz ane chusteczki ilż w na i y od w z be ia 5. żel do myc (niezastąpione!) ko nie zepsuje yb sz ę si e ór kt , ie en 6. jedz maj-czerwiec 2013


/ tanie podróżowanie

wojaży po Polsce, z czasem zwiększając nasz zasięg. Warto też zwrócić uwagę na różnego rodzaju wyścigi autostopowiczów, jak choćby niedawno zakończony Autostop Challenge, zorganizowany przez ZSP SGH, czy wspomniany wcześniej Auto Stop Race z Wrocławia. Takie inicjatywy pozwalają zachować wolność, dając jednocześnie pewne poczucie bezpieczeństwa i przynależności do zorganizowanej grupy.

baczenia dowolnych atrakcji, które akurat wydają się ciekawe po drodze.

Autko ciasne, ale własne

W tej sytuacji największą przeszkodą jest fakt, że aby podróżować samochodem, najpierw trzeba go mieć. Jednak także i w tym wypadku da się zminimalizować koszty. – Naszego busa kupiliśmy za 4750 zł. To był gotowy pojazd, wnętrze było już praktycznie dostosowane do na„Kaczką” przez świat szych potrzeb. Do tego nie wymagał remontu „silnikowo i skrzyniowo”, co Podróżując autostopem trzeba być jednak przygotowanym na ciągłą też miało dla nas ogromne znaczenie – tłumaczy właściciel Globtrotimprowizację, częste zmiany trasy i wiele zaskakujących sytuacji. Jest to ter Busa – Do środka dołożyliśmy tylko przetwornicę, na pierwszym wyz pewnością ogromna przygoda, ale też nie każdemu może odpowiajeździe mieliśmy nawet Xbox-a. Z zewnątrz było więcej roboty – „bladać niemożność zaplanowania szczegółów wyprawy. Najlepszym spocharkę” i wymianę dolnego poszycia udało nam się zamknąć w 4 tys. zł. sobem na uwolnienie się od dobrej woli kierowców wydaje się poNie są to pieniądze małe, jednak odpowiednio przygotowany samodróżowanie własnym samochodem, co jednak wiąże się ze sporymi chód może służyć przez lata i być dzielnym towarzyszem niejednej wydatkami na paliwo. wyprawy. Okazuje się jednak, że ten sposób podróżowania wcale nie Właściwe przygotowanie auta jest szczególnie ważne. Nikt nie chce, musi być drogi i przy odrobinie wyobraźni można zwiedzić kaaby w trakcie wycieczki, kilka tysięcy kilometrów od domu, nasz jewał Europy stosunkowo niskim kosztem. – Podczas podróży najwiędyny środek lokomocji się zepsuł. Dlatego szczególnie istotne są przecej musimy zapłacić za nocleg, w zależności od liczby dni spędzonych glądy techniczne przed każdą podróżą. Dotyczy to głównie pojazdów, w trasie. Paliwo też potrafi pochłonąć niemałe kwoty przy dalszych które swoje lata świetności mają już za sobą. wypadach – mówi Marek Landowski, twórca projektu GlobtrotKolejną kwestią jest dobranie odpowiednich osób. W końcu następter Bus. – By zaoszczędzić, najlepiej jest podróżować większą ekine kilka tygodni spędzą ze sobą na zaledwie kilkunastu metrach kwapą, wtedy koszty benzyny rozkładają się na więcej osób. Odpadają takdratowych. Nie zawsze da się zebrać osoby, które mają czas, pieniądze że koszty hoteli i kempingów. Jedziemy autem, śpimy w aucie, jemy i jeszcze wszystkie znają się od wielu lat, dlatego część uczestników w aucie. wyprawy poznaje się dopiero Globtrotter Bus rozpoczął działalność latem 2011 roku w trakcie podróży. Warto przed w Gdyni, a jego założeniem odjazdem zrobić imprezę intejest jak najtańsze podróżowanie po Europie. Wszystko skugracyjną, by wszyscy mieli okapia się wokół czerwono-zielonezję trochę się zaznajomić. www.hostelworld.org go Mercedesa „Kaczki” będącego Nie należy także zaporg jednocześnie środkiem lokomocji www.hostelbookers.o minać o tym, by w załoi noclegownią dla podróżników. dze znalazło się jak najwięwww.hostelz.com Największą jego zaletą jest ładowcej osób z prawem jazdy. g or g. in rf ność, bowiem na jego pokładzie – Wiadomo, że jesteśmy stuwww.couchsu znajdują się wygodne łóżka dla dentami i trochę imprezujemy, www.carpooling.pl 6 osób, i z tego powodu nazywa więc każdy musi mieć swój dysię go czasem „kamperem”, choć żur, kiedy po prostu nie pije. g www.hospitalityclub.or formalnie jest to samochód oso– wyjaśnia podróżnik. pl e. oz dr po bowy. Dzięki temu wyprawy Do tego przed wyjazdem www.mleczne nawet stosunkowo dużej załogi warto wybrać odpowiednią www.fly4free.pl są możliwe. trasę i dobrze ją przygotoWłasne auto wydaje się najwać – przejrzeć przewodl www.loter.p lepszym sposobem na dłuższe, niki i poszukać atrakcyjom .c trwające nawet po kilka tygonych miejsc po drodze. Po www.azuon dni, podróże. – W trakcie ostatpowrocie do Polski może www.hitchwiki.org niej naszej podróży na Gibralsię okazać, że minęło się tar zrobiliśmy w 23 dni ponad wiele naprawdę interesuwww.autostopem.net 9,5 tys. kilometrów – mówi jących punktów, po pros bu er tt ro bt lo /g Marek. – Największym koszstu o nich nie wiedząc. facebook.com tem całej wyprawy było paliAutem można dojechać wo, na które wydaliśmy jakieś w różne ciekawe miejsca, 1400 zł od osoby, potem było na przykład zatrzymać się praktycznie na plaży, tuż około 800 zł na jedzenie, które wzięliśmy z Polski – czyli koszt żywności przy oceanie. Są to przeżycia trochę ekstremalne, ale niezapomniane. w stosunku do benzyny jest raczej mały. Gdy wszystko dopniemy na ostatni guzik, można wyruszać w poTaka forma podróżowania daje także dużą swobodę i możliwość dróż. Przy odpowiednim nastawieniu wszelkie problemy i nieprzewidokładnego zaplanowania trasy z uwzględnieniem wszystkich, nawet dziane zmiany będą dla nas dodatkową atrakcją. Spontaniczny wyjazd trudno dostępnych miejsc, które chce się zobaczyć. z przygodami z pewnością pozostawi więcej wspomnień niż kolejna Równocześnie zostaje możliwość zmiany trasy w każdej chwili i zozorganizowana wycieczka zagranicę. 0

St ro ny kt ór e w ar to od

16-17

w ie dz ić :


teoria gier w Korei / Ta belka ma więcej znaków niż mój licencjat

Nuklearny dylemat kurczaków Kolejne ruchy nowego przywódcy Korei Północnej, Kim Dzong Una, zmierzające do nuklearnej konfrontacji ze światem zachodnim nie są żadną nowością ani dowodem szaleństwa, tylko znaną od czasów zimnej wojny taktyką umyślnego balansowania na krawędzi wojny. W języku teorii gier Kim stanął przed tzw. dylematem kurczaka. P i o t r P i ł at

rzywódca Korei Północnej Kim Dzong Un 8 marca br. ogłosił wycofanie się jego kraju ze wszystkich paktów o nieagresji z południowym sąsiadem. Od tego czasu świat z niepokojem przyjmuje kolejne informacje o przeprowadzonych przez reżim testach broni nuklearnej, wrogim nastawieniu do zachodnich dyplomatów czy w końcu bezpośrednich groźbach użycia broni masowej zagłady, jeżeli Stany Zjednoczone nie wycofają swoich wojsk z Półwyspu i nie zniosą nałożonych na kraj sankcji. Mimo postawienia sprawy na ostrzu noża, część komentatorów groźby Una rozśmieszyły. Pojawiły się liczne głosy, iż taka taktyka to samobójstwo w ewentualnym starciu z amerykańską potęgą militarną. Problem w tym, że, jak pokazuje historia i potwierdza teoria, w tym szaleństwie może być metoda.

P

Zimna wojna… Konfrontacja Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego opierała się przede wszystkim na wzajemnym straszeniu się groźbą wybuchu światowej wojny nuklearnej. Paradoksalnie jednak atmosfera ciągłej konfrontacji sprzyjała rozmowom pokojowym, jako że obie strony doskonale zdawały sobie sprawę z faktu, że naciśnięcie czerwonego guzika w Moskwie bądź Waszyngtonie nie pozostawi drugiej stronie żadnego wyboru, poza równoczesnym wysłaniem głowic w drugą stronę. Taka taktyka nazwana została „brinkmanship” (z ang. brawura) i swą nazwę zawdzięcza amerykańskiemu Sekretarzowi Stanu w latach 1953-59, Johnowi Fosterowi Dullesowi, według którego zdolność do dojścia na krawędź bez wpadnięcia w wojnę jest koniecz-

ną sztuką. Jej rezultatem była doktryna wojskowa Wzajemnego Zagwarantowanego Zniszczenia (MAD) (ang. Mutual Assured Destruction, ale także mad, czyli szalony). Według niej najlepszym sposobem na utrzymanie pokoju było ciągłe prowokowanie partnera, który, by zachować swoją pozycję międzynarodową, musiał odpowiadać tym samym, aż do momentu, gdy w przypadku wywiązania się konfliktu nuklearnego między dwiema stronami, doszłoby do efektywnej zagłady obu przeciwników. Byłby to jednak oczywiście najgorszy scenariusz dla każdej ze stron.

…i cykory Teoretyczny opis zimnowojennej koncepcji zapożyczono z odkryć raczkującej w tym czasie teorii gier. Brytyjski filozof Bertrand Russell porównał nuklearne zmagania do problemu znanego jako „gra w cykora” bądź „dylemat kurczaków” (ang. game of chicken), nakreślając analogię między decyzjami przywódców mocarstw nuklearnych, a popularnym wśród amerykańskich nastolatków zakładem, w którym dwie osoby wsiadają do samochodów i z dużą prędkością jadą naprzeciw siebie. Ten, który pierwszy zjedzie z trasy, zostaje okrzyknięty „cykorem” (ang. „chicken” – pot. tchórz) i przegrywa, bo choć ratuje swoje życie, traci prestiż. Jadący do końca mimo ryzyka zderzenia, wygrywa. Gdyby jednak obydwaj zdecydowali się jechać prosto – najprawdopodobniej zginą. Jest to przykład gry niekooperacyjnej, w której najwięcej można zyskać wybierając strategię konfrontacyjną, niejako zmuszając partnera do ustępstw (zjazd z drogi) w celu uniknię-

rys. Anna Grochala

t e k s t:

cia wzajemnej destrukcji (czołowe zderzenie). Współpraca, mimo iż przynosi pożądany rezultat (brak zderzenia), nie daje równocześnie żadnej ze stron korzyści i powoduje straty wizerunkowe (bycie tchórzem). Dokładnie tego typu manewr wykonał prezydent USA John F. Kennedy, gdy w 1962 r. Sowieci umieścili swoje głowice nuklearne na Kubie. Kennedy świadomie groził otwartą wojną nuklearną i były to groźby na tyle wiarygodne, że ZSRR, w celu uniknięcia wzajemnego zniszczenia, zmuszony był do rozmów pokojowych i wycofania rakiet znad Morza Karaibskiego. Wracając do roku 2013, można dojść do wniosku, że polityka reżimu północnokoreańskiego jest w istocie próbą powtórzenia „blefu Kennedy’ego”.

W co gra Kim? Używając teorii gier można udowodnić, że w rzeczywistych sytuacjach opisywanych przez „grę w cykora” najbardziej opłacalna jest tzw. „strategia szaleńca”. Aby wygrać, należy przekonać przeciwnika, że nie myśli się racjonalnie i jest się w stanie posunąć do ostateczności, co zmusi go do ustępstw. Grając atomową kartą, takim właśnie „szaleńcem” chce być Kim Dzong Un, który pragnie w ten sposób wymóc na Amerykanach przywrócenie pomocy gospodarczej i humanitarnej (zawieszonej w 2005 roku po pierwszej północnokoreańskiej próbie nuklearnej) dla znajdującego się w fatalnej sytuacji kraju. Stawką w grze jest również reputacja nowego lidera reżimu wśród twardogłowych generałów, którzy de facto sprawują władzę w Korei Północnej. Czy jednak obecny kryzys koreański może rzeczywiście przerodzić się w powtórkę tego kubańskiego sprzed pół wieku? Ocenę ryzyka utrudnia przede wszystkim fakt, iż tak naprawdę nie wiadomo, na ile zaawansowany jest nuklearny arsenał Pjongjangu. Z drugiej strony, być może nad rozwiązaniem tej gry należy zastanowić się dopiero po wprowadzeniu do niej trzeciego gracza, czyli Chin. Wtedy może okazać się, że choć młody koreański dyktator bardzo nie chce zostać „cykorem”, to może nie mieć większego wyboru, gdy jego towarzysze z Pekinu uznają, że bardziej cenią sobie jednak amerykańskie dolary niż bratnią przyjaźń Una. 0

maj-czerwiec 2013


/ Neil Coupland

Nigdy nie jest to tylko rutyna

O pracy w międzykulturowej korporacji, trendach w przemyśle tytoniowym oraz roli edukacji wyższej w biznesie opowiada – Neil Coupland, Prezes Zarządu JTI Polska, mający 20-letnie doświadczenie zebrane w dziesięciu krajach. r o z m aw i a ł :

P i o t r Dz i a d o s z

W trakcie swojej kariery w branży tytoniowej pracował Pan przez wiele lat w wielu krajach na 3 różnych kontynentach. Co skłoniło Pana do wyboru takiej życiowej ścieżki? Podróżowanie mam poniekąd we krwi. Urodziłem się w Kalkucie i dorastałem w Indiach. Potem przenieśliśmy się do Afryki i mieszkaliśmy w trzech różnych krajach: Zambii, Zimbabwe i Nigerii. Następnie wyjechaliśmy do Hongkongu na pięć lat. Jedynym punktem stałym była dla mnie moja edukacja w Anglii, gdzie uczęszczałem do szkoły z internatem, a później skończyłem studia.

Tuż po ślubie zdecydowaliśmy się z żoną wyjechać do Ameryki Południowej. Można powiedzieć, że było to typowo angielskie zachowanie – „poszukiwanie zamorskiej przygody” (śmiech). Ponadto chciałem zdobyć solidne doświadczenie marketingowe, a takie możliwości pojawiły się właśnie tam. Naszą pierwszą przystanią była Argentyna, gdzie dostałem pracę w koncernie tytoniowym. Językiem obowiązującym był hiszpański, więc siłą rzeczy musiałem się go nauczyć. W ciągu ośmiu miesięcy zacząłem mówić całkiem płynnie. Po ponad trzech latach przenieśliśmy się do Wenezueli, gdzie byłem odpowiedzialny za dział dystrybucji, a następnie wyjechaliśmy na rok do Bangladeszu, gdzie pracowałem w roli krajowego kierownika sprzedaży. Przed powrotem do Anglii zatrzymaliśmy się w Dubaju na dwóch i pół roku.

Jak radził sobie Pan z ciągłymi zmianami kultury, obyczajów i tak bardzo różnym otoczeniem? Mogłoby się wydawać, że w pewnym momencie przeprowadzki z jednej półkuli na drugą stały się dla Pana rutyną. To nigdy nie jest tylko rutyna. Kiedy wprowadzasz się do nowego kraju, na początku jest to bardzo ekscytujące. Bombardują Cię nowe zapachy, widoki, miejsca. Potem następuje okres dostosowania. Szukasz stabilizacji emocjonalnej. Dom, praca, ludzie – wszystko jest nowe. Powoli zawierasz pierwsze przyjaźnie, co jest niesamowicie istotne, i stopniowo zaczynasz czuć się jak u siebie w domu. Taki cykl zawsze się powtarza, różne jest tylko tempo, w jakim ludzie przez niego przechodzą. Z moich obserwacji wynika, że zajmuje to zazwyczaj trzech miesięcy do pół roku. Największym błędem, jaki prawdopodobnie można popełnić, jest powrót do rodzimego kraju, rodziny i przyjaciół w momencie depresji.

Obserwując branżę tytoniową można dojść do wniosku, że ostre regulacje nakładane przez Komisję Europejską uderzyły w europejskich palaczy. Jaki trend dominuje teraz? Czy więcej osób pali? Generalnie zauważyliśmy, że pali mniej osób niż jeszcze parę lat temu. Aczkolwiek trudno to jednoznacznie stwierdzić z powodu rozwoju nielegalnego handlu, czyli przemytu i podrabiania wyrobów tytoniowych. Staramy się walczyć z tym zjawiskiem poprzez nadzór nad produktem, działania naszych ekspertów od ochrony marki oraz analizowanie podejrzanych produktów. Bądź co bądź, nie jesteśmy jednak policją. Nielegalny handel znacznie zaburza nam również szacunki dotyczące realnej wielkości rynku. Biorąc pod uwagę fakt, że około 20 proc. dorosłych pali, a światowa populacja rośnie, perspektywy branży tytoniowej przedstawiają się jednak wciąż pozytywnie.

18-19

fot. Katarzyna Matuszek

Co skłoniło Pana do opuszczenia Wielkiej Brytanii i wyjazdu za granicę?

Gorącym tematem wśród palaczy są teraz e-papierosy. Jak ocenia Pan rosnącą popularność tego typu produktów? W jaki sposób zmienią oblicze rynku w dłuższej perspektywie? To niezwykle interesujące zjawisko i biorąc pod uwagę aktualne statystyki, trend upowszechniania e-papierosów będzie się raczej umacniał. Wciąż pozostaje pytanie, który z alternatywnych produktów tytoniowych zdobędzie rynek. W Szwecji produkujemy tzw. snus (zażywany doustnie tytoń w torebkach – przyp. red.). Nie jest on jednak dopuszczony do obrotu w żadnym innym europejskim kraju. Bez wątpienia palenie e-papierosów jest bardziej atrakcyjne dla konsumenta niż noszenie plastrów lub żucie nikotynowych gum. Najlepiej symuluje prawdziwe palenie, z czego wynika popularność tego produktu. Interesujące jest to, iż e-papierosy zdobywają czasem medyczną akceptację, czego dowodzą brytyjskie apteki prowadzące kampanie zachęcające ludzi do odstawienia klasycznych papierosów na korzyść ich e-odpowiedników. Podkreśla to wagę tego trendu. Koncerny tytoniowe analizują już ten rynek.

Wielu studentów identyfikuje wyższą edukację jedynie z dyplomem ukończenia studiów. Czy na podstawie Pańskiego doświadczenia akademicka teoria może się przydać w karierze? Akademicki dyplom nazwałbym „zaproszeniem na bal”. Są imprezy, na które bez niego nie wejdziesz. U podstaw problemu tkwi awersja pracodawców do ryzyka. Potrzebują wiarygodnego dowodu, że będziesz solidnym pracownikiem. W świecie biznesu, szczególnie w Wielkiej Brytanii, posiadanie dyplomu nie oznacza jedynie znajomości teorii, lecz jest dowodem dyscypliny młodego człowieka, jego cierpliwości i doświadczenia w ciężkiej pracy ukierunkowanej na osiągnięcie konkretnych rezultatów. Dlatego im cięższy kierunek, tym lepiej. To właśnie na studiach zrozumiałem, że aby coś osiągnąć, muszę po prostu ciężko pracować. Nie ma tu drogi na skróty. 0

Pełna wersja wywiadu na www.magiel.waw.pl


big data /

Big Data = big profit? Poruszanie się w sieci coraz mniej różni się od spaceru w świecie rzeczywistym – każdy nasz krok zostawia po sobie ślad. Z tą różnicą, że ten wirtualny nie zaciera się z czasem i dla niektórych może być bardzo wartościowy. t e k s t:

A n a s ta z ja D ę b ow s k a , Da m i a n Iwa n ow s k i

rzez lata nieustannie tworzyliśmy nowe profile na stronach muzycznych czy serwisach kariery, skrzynki internetowe, spready i chmury. W roku 2012 liczba użytkowników Facebooka na całym świecie przekroczyła miliard, a co miesiąc na serwis wgrywanych jest ponad 1 miliard zdjęć oraz dziesięć milionów filmów. Od momentu pojawienia się pierwszego pliku cyfrowego do 2003 roku zdążyliśmy wytworzyć pięć eksabajtów (miliard gigabajtów) danych. Dzisiaj, żeby powiększyć ich ilość dwukrotnie, potrzebny nam jest jedynie rok. Przez lata informacje obciążały serwery i tym samym stanowiły jedynie źródło kosztów, ale już dzisiaj możemy być świadkami rewolucji w IT, przez którą każdy kilobajt może zacząć przynosić dochód. Informacje o klientach są na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko nauczyć się przetwarzać miliardy bajtów i dobrze je wykorzystać.

P

Przez „fejsa” do bankowości Trop za sobą zostawiamy jednak nie tylko w Internecie, ale również podczas codziennych sytuacji – takich jak np. zakupy w sklepie. Informacje o płatnościach kartą przez terminal czy przy użyciu technologii płatności bezdotykowych nie znikają bez śladu. Historia naszych zakupów przechowywana jest przez bank, który może wykorzystać ją do odtworzenia naszego typowego dnia, tygodnia czy miesiąca, a więc do stworzenia „portretu” klienta. Ponadto niektórzy pożyczkodawcy potrafią nawet sięgnąć do informacji, które publicznie udostępniamy na naszym facebookowym profilu. Czy bank, którego głównym celem jest skuteczna sprzedaż produktów, a więc dostosowanie ich do potrzeb klienta, może marzyć o czymś lepszym. Trzeba jednak przyznać, że polska bankowość nadal nie wykorzystuje w pełni możliwości silników – specjalnego oprogramowania pozwalającego na przetwarzanie dużych zasobów informacji. Tymczasem metoda ta otwiera przed instytucjami finansowymi ogromne możliwości. Przede wszystkim, znacznie ułatwia ona analizę ryzyka kredytowego. Rzeczywisty obraz klienta, bazujący na danych bankowych oraz wpisach w serwisach społecznościowych (a nie tylko na tych informacjach o sobie, którymi kredytobiorca postanowi się z bankiem podzielić), pozwo-

li owe ryzyko znacząco obniżyć. Łatwiej będzie można rozwiązać problem nadużyć pracowniczych czy też badań wiarygodności klienta.

Marketing na każdym kroku Na naszych oczach przedsiębiorstwa uczą się wykorzystywać dane o swoich klientach w sposób pozwalający na ulepszenie modeli biznesowych. Coś, co jeszcze dwie dekady temu mogło wydawać się całkowicie poza zasięgiem dostępnej technologii, zaczyna stawać się częścią codzienności. Dobrym przykładem tego procesu są reklamy. Spersonalizowane, w Internecie nie robią już na nikim wrażenia. Do inteligentnego ustawienia przedmiotów na wirtualnych półkach też zdążyliśmy się przyzwyczaić. Agencje marketingowe posunęły się jednak jeszcze o krok dalej. Wyobraźmy sobie sytuację, w której przechodząca obok drogerii osoba otrzymuje SMS-a ze specjalną ofertą promocyjną. Obejmuje ona wyłącznie jeden produkt, ważna jest zaledwie piętnaście minut, a jedyną osobą uprawnioną do skorzystania z niej jest właściciel telefonu. Geomarketing, bo tak nazywa się owo zjawisko, stał się już faktem na przykład w Wielkiej Brytanii. Prekursorem na tym polu był operator komórkowy O2, z usług którego korzysta m.in. Starbucks czy L’Oreal. Zarówno wybór towaru, jak i momentu wysłania wiadomości nie jest dziełem przypadku. Dzięki analizie informacji o zakupach dokony wa nych przez

r ys

.A

nas

t

aD a zj

ęb

ow

konkretną osobę (poprzez identyfikację kupującego na podstawie danych karty, której użył do płatności), wybierany jest atrakcyjny dla niej produkt, natomiast dane o lokalizacji warunkują czas przesłania wiadomości. Dziś ten typ sprzedaży staje się jeszcze prostszy, odkąd sam telefon pełni funkcję pay-pass. Podczas gdy specjalne aplikacje wygodnie odciążają nasze portfele czy kieszenie, firmy telekomunikacyjne tworzą kolejne pliki z danymi o naszych gustach.

Koniec z prywatnością? Takie rozwiązania rodzą wątpliwości natury etycznej. Firmy posługujące się prywatnymi danymi są często oskarżane o naruszanie naszej prywatności. Nie chcemy się przyznać, że sami przez lata tworzyliśmy w publicznej sferze Internetu encyklopedię wiedzy o naszych upodobaniach. Ten fakt nie budził żadnych obaw, póki nie pojawiło się Big Data. Jednak to jedynie narzędzie umożliwiające operowanie gromadzonymi przez lata danymi, a nie szpiegowanie. Ważne jest, aby rozsądnie wybierać informacje, którymi chcemy się dzielić. Największe zagrożenie dla siebie stanowimy my sami. 0

sk a

maj-czerwiec 2013


/ neutralność światopoglądowa

Dyktatura neutralnych

r ys.

A nn

a G ro

chala

Miała być gwarancją nowoczesnego państwa i symbolem akcesu Polski do tolerancyjnej i wielokulturowej Europy. Stała się prawniczym wytrychem do łamania sumień urzędników, lekarzy, nauczycieli i innych obywateli. Tak działa w praktyce konstytucyjna zasada neutralności światopoglądowej władz publicznych. t e k s t:

Ja n u s z R o s z k i ew i c z

stnieje niebezpieczeństwo pojmowania neutralności religijnej i światopoglądowej państwa w taki sposób, żeby religia w instytucjach publicznych była całkowicie niewidoczna – powiedział Heiner Bielefeldt, specjalny sprawozdawca ds. wolności religii i sumienia przy Radzie Praw Człowieka ONZ, jako przykład przytaczając Francję. W imię tej neutralności lewicowe media, politycy i naukowcy coraz częściej żądają od konserwatystów wyrzekania się swoich poglądów – ankieta przeprowadzona przez MAGLA wśród studentów uczelni warszawskich pokazuje, że w wielu przypadkach robią to z poklaskiem młodzieży akademickiej. Trzech na czterech studentów uważa neutralność światopoglądową za słuszną. Wobec tego warto zadać pytanie, ilu z nich uświadamia sobie jak „mało neutralna” jest neutralność w polskim – i nie tylko – wydaniu?

I

kota komentując postawę 46 posłów PO z ministrem Jarosławem Gowinem na czele, odrzucających ustawę o związkach partnerskich. Nie tylko on żąda „rozdziału ministra od jego sumienia” – również ponad 59 proc. studentów uważa, że osoby sprawujące funkcje publiczne powinny zostawiać poglądy za drzwiami gabinetu. Jednak granice sumienia ministra nie kończą się na krytyce kolegów z rządu, a rozciągają się także na jego podwórko. Pokazuje to przykład Ewy Kopacz: jako minister zdrowia zostawiła swój katolicyzm w przedpokoju urzędu i wskazała szpital, w którym słynna „Agata” mogła usunąć ciążę. Silna kampania medialna na rzecz aborcji 14-latki przyniosła owoce – dziś 72 proc. studentów nie ma wątpliwości, że postąpiła słusznie. Ale czy neutralnie? Czy postąpienie po myśli środowisk lewicowych można uznać za „bezstronne światopoglądowo”?

Rozdział ministra od jego sumienia

Poglądy do skorygowania

Czy się wam to podoba, czy nie, żyjecie w ustroju liberalnej demokracji, a konstytucja, która was obowiązuje, zawiera obietnicę bezstronności państwa w kwestiach religijnych i filozoficznych– powiedział prof. Jan Hartman, etyk i doradca Ruchu Pali-

A co z wolnością sumienia personelu medycznego? Po lewej stronie sporu często słyszy się zarzut, że zwolennicy prawnego zakazu przerywania ciąży działając w interesie Kościoła katolickiego próbują narzucić innym swoje przekonania. Wobec

20-21

braku możliwości ostatecznego rozwiązania problemu przyjęto kompromis – aborcja została dopuszczona w trzech określonych przypadkach, a lekarzom, pielęgniarkom i położnym ustawowo zagwarantowano możliwość odmowy wykonania świadczenia zdrowotnego sprzecznego z ich sumieniem. Mimo to, czasami osoby sięgające po klauzulę sumienia narażają się na szykany i gorsze traktowanie ze strony współpracowników i przełożonych. – Z różnych regionów Polski docierają do nas informacje od położnych, które nie mogły skorzystać z tzw. klauzuli sumienia i zostały zmuszone do rezygnacji z pracy – alarmowała w maju ub. r. Fundacja MaterCare w liście do Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, minister ds. równego traktowania. Co więcej, pojawiają się głosy, że klauzula sumienia jest nie do przyjęcia w państwie bezstronnym światopoglądowo. Niektórzy, jak prof. Paweł Łuków, wykładowca etyki na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, mówią wprost: Lekarze, którzy nie chcą dokonywać aborcji, nie powinni zostawać ginekologami. Choć młodzież studencka nie podziela tego zdania – zdecydowana większość, bo ponad 62 proc. uważa, że ginekolog ma prawo do odmowy aborcji – to pozostaje


neutralność światopoglądowa /

obawa, czy jej wolnościowe przekonania nie ulegną zmianie. Prof. Łuków podkreślał, że na zajęciach ze studentami medycyny część [poglądów studentów] trzeba troszeczkę skorygować, część trzeba rozszerzyć. Można się domyślać, ilu wykładowców prezentuje podobną postawę i usiłuje narzucić młodzieży swoje nastawienie do aborcji i klauzuli sumienia. W przypadku antykoncepcji mają oni ułatwione zadanie – tu aż 71 proc. studentów uważa, że lekarze (w domyśle – również aptekarze) mający problem z przepisywaniem (sprzedażą) środków antykoncepcyjnych powinni zmienić zawód. Od roku trwa spór co do tego, czy klauzula sumienia lekarzy obejmuje antykoncepcję oraz czy należy przyznać ją aptekarzom. Ruch Palikota zorganizował konferencję prasową, na którą zaprosił Zbigniewa Wilczyńskiego, aptekarza z Włocławka. Aptekarze są światopoglądowo neutralni, ani prawicowi ani lewicowi, ani też niezwiązani z żadną religią – stwierdził dobitnie sprzeciwiając się wolności sumienia farmaceutów. W tym miejscu nasuwają się dwa pytania– po pierwsze, dlaczego aptekarze mają być światopoglądowo neutralni, skoro nie wymaga tego od nich Konstytucja? Trudno ich przecież uznać za przedstawicieli „władz publicznych”, o których mówi ustawa zasadnicza. Po drugie, kiedy lekarz przepisuje antykoncepcję, a farmaceuta ją wydaje, żaden z nich nie zajmuje postawy neutralnej, ponieważ obaj postępują w sposób sprzeczny z katolickimi przekonaniami, a w zgodzie z innymi.

Ankieta C z y u wa ż a s z z a s ł u s z n ą z a s a d ę be z s t r o n n o ś c i pa ń s t wa w s p r awa c h ś w i at o p o g l ą d o w yc h , r e l i g i j n yc h i f i l o z o f i c z n yc h ? tak 7 6 p r o c . n i e 24 p r o c . C z y o s o b y s p r aw u j ą ce f u n kcje p u b l i c z n e – j a k o r ep r e z e n ta n c i c a ł eg o n a r o d u – p o w i n n y z o s taw i a ć s w oje p o g l ą dy z a d r z w i a m i g a b i n e t u ? tak 5 9 p r o c . n i e 41 p r o c . C z y l ek a r z g i n ek o l o g p o w i n i e n m i e ć p r aw o d o o dm o w y d o k o n a n i a a b o r cj i , je ś l i u wa ż a t o z a s p r z ec z n e z e s w o i m s u m i e n i em ? tak 62 p r o c . nie 38 proc. C z y w k l a s a c h s z k o l n yc h p o w i n i e n w i s i e ć k r z y ż o b o k g o d ł a pa ń s t w o weg o ? tak 21 proc.

tak , gd y c h ce teg o w i ę ks z o ś ć 3 9 p r o c

nie 26 proc.

i nna o dp. 14 p r o c .

A nk i eta z o sta ł a p r z ep r o wadz o na w ś r ó d 5 8 3 student ó w U W, P W, S G H , S G G W o r a z U c z e l n i V i stu l a . Resp o ndent o m z adan o ł ą c z n i e 15 p y ta ń

„Prawdziwa i niepodważalna nauka” Neutralni światopoglądowo mieszają się nie tylko w sumienia urzędników, lekarzy i aptekarzy – zwalczają też niepoprawne poglądy nauczycieli akademickich. Kiedy ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier, prawnik i bioetyk, udzielił wywiadu, w którym zasugerował medyczne zagrożenia związane z in vitro, spadła na niego lawina oskarżeń o szerzenie „katolickich bredni”. Ale na tym się nie skończyło – Ruch Palikota zwrócił się z apelem do Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego o wpłynięcie na wyrzucenie go z UW i UJ, ponieważ wyraźnie nie potrafi on pogodzić kilku pełnionych funkcji, przedkłada on swoją własną ideologię oraz jakieś zabobony ponad prawdziwą, racjonalną i niepodważalną naukę. Wprawdzie w petycji nie odwoływano się wprost do neutralności światopoglądowej, ale za to wyraźnie odmówiono wykładowcy prawa do wygłaszania w mediach poglądów, które są sprzeczne z „prawdziwą, racjonalną i niepodważalną nauką”. Wśród ankietowanych studentów aż 17,5 proc. uważa, że miejsce katolickich publicystów i księży jest na uczelniach kościelnych. Jednocześnie prawie 35 proc. jest przeciwnego zdania, a 45 proc. nie widzi niczego złego w ich obecności w publicznej szkole wyższej, o ile są kompetentni i nie uzewnętrzniają oni swoich przekonań przed studentami. Antyklerykałowie są więc w mniejszości, co nie przeszkadza im stawiać siebie w roli trybunów pouczających nieoświecony lud – nietrudno się bowiem domyślić, że o tym, co jest taką „prawdziwą, racjonalną i niepodważalną” nauką, a co nie, mają decydować właśnie oni – neutralni światopoglądowo.

Krzyż niezgodny z neutralnością Nie tylko szkolnictwo wyższe budzi obawy rzeczników bezstronności, ale również podstawówki, gimnazja i licea, w których znajduje się przynajmniej jeden krzyż. Po słynnym wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka uznającego krucyfiks we włoskiej szkole za niezgodny z neutralnością światopoglądową państwa, nastąpiła cała lawina zdarzeń. Sejm w uchwale wyraził protest wobec orzeczenia (przy sprzeciwie lewicy), a media do dziś nagłaśniają przypadki bojów pojedynczych uczniów z dyrektorami szkół o usunięcie krzyży z klas. Ostatnio młody działacz Ruchu Palikota zebrał kilkadziesiąt podpisów pod petycją do dyrektora łódzkiej szkoły w tej sprawie. Jak podaje „GW”, zdaniem grupy uczniów krucyfiks faworyzuje jeden światopogląd i łamie zasadę rozdziału państwa od Kościoła. Bez znaczenia pozostawało dla niego zdanie pozostałych

uczniów Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4. Co czwarty student sympatyzuje z takimi akcjami i jest zdania, że krzyż nie powinien wisieć w klasie nawet wtedy, gdy chce tego większość uczniów. 39 proc. uzależnia to od opinii większości uczniów, a niemal 14 proc. uważa, że obok godła powinny znajdować się symbole wszystkich wyznań. Z biegiem czasu neutralność światopoglądowa zatacza coraz szersze kręgi – obejmuje już nie tylko urzędy, szpitale i szkoły, ale nawet instytucje prywatne. Pokazuje to przykład renomowanego hotelu Mercure Warszawa Grand. Jeden z dziennikarzy „Gościa Niedzielnego” ujawnił, że w trakcie pobytu personel odmówił mu informacji o godzinie porannej Mszy Świętej w pobliskim kościele na Placu Trzech Krzyży. Okazało się, że komputery w recepcji mają zablokowane strony internetowe kościołów. Zapytany o powód recepcjonista odparł, że to z powodu neutralności światopoglądowej. Wyjaśnił, że szefem polskiego zarządu jest Francuz, a jego firma zwraca uwagę na neutralność światopoglądową. Warszawski Mercure należy do konsorcjum Accor, który w Polsce ma 70 hoteli, a na świecie – cztery tysiące.

Dyktat neutralnych W tym kontekście rosną obawy o dalsze plany neutralnych światopoglądowo – z wypowiedzi polityków i publicystów lewicy wynika, że wzorem bezstronności jest dla nich Szwecja, Kanada, Francja czy Hiszpania. Tymczasem w tych krajach neutralności wymaga się nie tylko od szeroko pojętych władz publicznych, ale również od podmiotów prywatnych, a nawet przeciętnych obywateli. W Kanadzie urzędnicy zabronili prywatnemu liceum katolickiemu w Montrealu nauczania religii w oparciu o nauczanie Kościoła i zalecili wprowadzenie „neutralnych” kursów religijno-etycznych zgodnych z programem rządu. W Szwecji Urząd Szkolny wydał dyrektywę, aby tradycyjne uroczystości adwentowe organizowane przez szkoły dla chętnych uczniów zostały pozbawione „religijnych elementów” – ze względu na neutralność placówek oświatowych. Kiedy prezydent Sarkozy przeżegnał się i odmówił „Ojcze nasz” w Watykanie w trakcie modlitwy za Francję, lewica zarzuciła mu sprzeniewierzenie się zasadzie laickości państwa. W Hiszpanii zaś pod hasłem budowy świeckiego państwa wolnego od Kościoła przyznano 16-letnim dziewczętom prawo do aborcji bez konieczności uzyskania zgody rodziców. „Neutralni światopoglądowo” jeszcze nie dyktują Polakom moralności w takim stopniu, w jakim robią to za granicą. Ale wkrótce może się to zmienić… 0

maj-czerwiec 2013


/ libertarianizm

Odrodzony liberalizm Główny nurt myśli wolnościowej poniósł w minionym stuleciu wiele porażek, utracił swą wyrazistość i często był wręcz utożsamiany ze swym historycznym przeciwieństwem, socjalizmem. Z sytuacją tą kontrastuje rosnąca w zadziwiającym tempie popularność libertarianizmu. To m a s z D owb a j

d dłuższego czasu jednym z problemów liberalizmu gospodarczego w Polsce jest jego powiązanie z tzw. środowiskiem dawnej Unii Polityki Realnej, którego najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem jest Janusz Korwin-Mikke. Fakt ten od zawsze był przeszkodą dla dalszego rozwoju leseferystycznych (fr. laissez faire – pozwólcie czynić) idei ze względu na kontrowersyjne i ostre wypowiedzi wspomnianego polityka, oraz jego skrajnie konserwatywne, często zniechęcające poglądy, Chęć zagospodarowania elektoratu o poglądach wolnorynkowych, ale nieco mniej tradycjonalistycznych, przyświecała twórcom założonego we wrześniu ubiegłego roku ruchu o nazwie Partia Libertariańska. Był on kierowany głównie do niewielkiego, lecz szybko poszerzającego się, grona polskich libertarian, czyli ludzi o poglądach liberalnych i gospodarczo, i społecznie. Popularność inicjatywy przerosła najśmielsze oczekiwania twórców – liczba fanów organizacji na Facebooku wynosi około cztery i pół tysiąca (podobną popularnością cieszy się parlamentarna Solidarna Polska). – Na razie partię czeka rejestracja, w przyszłym roku planowany jest udział przedstawicieli w wyborach samorządowych i do Parlamentu Europejskiego. W 2015 roku – w wyborach do Sejmu i Senatu – mówi Jacek Sierpiński, najbardziej znany polski libertarianin i koordynator partii ds. programowych.

O

Amerykańskie korzenie Libertarianizm w gruncie rzeczy opiera się na dwóch prostych zasadach. Pierwszą z nich jest tzw. aksjomat nieagresji, czyli nazwana w mało chwytliwy sposób dewiza wolność mojej pięści jest ograniczona bliskością twojego nosa, drugą zaś prawo własności połączone z samoposiadaniem, czyli należeniem do samego siebie. Nazwa i główne założenia nurtu zostały opracowane przez amerykańskiego działacza i publicystę Jay’a Alberta Nocka w latach trzydziestych ubiegłego wieku; popularyzacji uległy zaś w latach powojennych za sprawą między innymi słynnej pisarki Ayn Rand czy ekonomisty i historyka Murray’a Rothbarda. – Libertarianizm popiera każdy krok w kierunku ograniczenia agresji pań-

22-23

stwa oraz taką zmianę prawa, by było ono jak najbardziej zgodne z zasadami nieagresji i samoposiadania – wyjaśnia Sierpiński. – Sprzeciwiamy się ograniczaniu wolności tak w imię wartości konserwatywnych, jak i postępowych. Najlepsze wyniki popularności światopogląd ten osiąga w swojej ojczyźnie, Stanach Zjednoczonych, gdzie, po latach przyszywania mu łatki radykalnego, zaczyna stawać się częścią mainstreamu. Kandydat Partii Libertariańskiej, Gary Johnson, uzyskał trzeci wynik w niedaw-

fot. Cesar CC

t e k s t:

Jestem w pełni libertarianinem – powiedział Jeremy Irons w programie HuffPost Live 3 kwietnia nych wyborach prezydenckich, a poparcie dla idei wyraziło już wielu celebrytów takich jak Jeremy Irons, Vince Vaughn, Drew Carey czy też legendarny aktor i producent filmowy – Clint Eastwood. Coraz poważniej ruch ten jest także traktowany przez amerykańskie media, a określenie libertariański stało się synonimem słowa wolnościowy. Niedawno Rand Paul, senator i syn wolnościowej legendy – Rona Paula – został umieszczony wśród 100 najbardziej wpływowych osób na świecie według prestiżowego tygodnika „Time”. Coraz częściej wymienia się go także w gronie faworytów do reprezentowania Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich w 2016 roku.

Wolnościowcy w Polsce Sytuacja libertarianizmu w Polsce wydaje się nieco mniej różowa. Owszem, powstaje wiele różnych organizacji i inicjatyw o wolnościowym profilu, jednak masową skalę przyjmują one właściwie tylko w Internecie, co skutecznie uniemożliwia uwzględnienie postulatów tego środowiska w głównym nurcie debaty politycznej czy ekonomiczno-społecznej. Generalnie jest to ideologia wciąż na bardzo wczesnym stadium popularyzacji, choć powstanie wyżej wspomnianej Partii Libertariańskiej znacząco zwiększa jej wpływy. Mimo że są one mało rozpowszechnione, nasz kraj tradycje wolnościowe niewątpliwie ma. Pierwsza Rzeczpospolita była państwem, którego obywatele mogli liczyć na zakres swobód niedostępny w żadnym innym kraju. Ponadto, wielu zasłużonych w ruchu wolnościowym ludzi ma mniejsze bądź większe związki z Polską. Warto w tym kontekście wspomnieć choćby pochodzącego z rodziny polskich Żydów Murraya Rothbarda, wychowanego we Lwowie i mówiącego po polsku Ludwiga von Misesa czy urodzonego w Nowym Sączu Karola Mengera. Przed II Wojną Światową bardzo silne było także polskie środowisko wolnorynkowe, skupione głównie w narodowo-liberalnym skrzydle endecji.

Libertarianizm wobec krytyki Libertarianom zarzuca się często nadmierny indywidualizm, brak myślenia o cudzej krzywdzie i ochronie środowiska czy nawet anarchizm. Są to ataki formułowane najczęściej przez ludzi wciąż nie wyobrażających sobie życia gospodarczo-społecznego bez ciągłej ingerencji państwa. Z drugiej strony, nie można przeoczyć faktu, że ustrój pożądany przez libertarian sporadycznie występował w przeszłości, a jeszcze rzadziej był trwały. Nie da się jednak nie zwrócić uwagi na prężny wzrost poparcia tychże idei. W związku z tym dalszy rozwój libertarianizmu w kierunku, w którym ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych, wydaje się co najmniej prawdopodobny. 0

Masz uwagi do autorów? A może chcesz napisać swój tekst? Zapraszamy do kontaktu. pig@magiel.waw.pl


kultura / Redaktor Naczelna Photography

Trochę

Kultury Polecamy: 25 FILM Zagraj to jeszcze raz, dinokrokodylu Najgorsze filmy świata

30 MUZYKA Etnohistorie Poznaj muzykę swoich przodków

Czy niedługo będziemy muzykę nie tylko ogądać, ale też słuchać? Ko n r a d o b i d o s k i op potrafi być tragiczny, pop potrafi być dobry. Należy wiedzieć, że ja mam długie włosy, słucham przeważnie muzyki, którą możnaby skwalifikować jako rock’n’roll, gram na instrumentach i mam w domu Internet. Słowem – wszystko, co potrzebne do hejtowania w sieci każdego kawałka, w którym nie słychać przesterowanej gitary. Mimo to uważam, że ostatnio mainstream zmierza w naprawdę interesującym kierunku. To, co słyszę w telewizji i radiu, zdecydowanie budzi mój szacunek. Sztandarowa gwiazda to oczywiście Adele. Ma rewelacyjny głos i warsztat, śpiewa niebanalne piosenki, które potrafią mnie zainteresować (chociaż Someone Like You jest generyczne do bólu i nudzi mnie po pół minuty). Fakt, że potrafi przychylnie nastroić takiego malkontenta jak ja, mówi sam za siebie. Co więcej, wokalistka nie jest dupeczką wystawianą w błyszczącym od kryształu i golizny stroju na scenie, a mimo to porywa rzesze ludzi. To jest właśnie sygnał, że może faktycznie rodzi się jakiś lepszy rodzaj świadomości muzycznej w społeczeństwie. Przeglądając sieć można trafić na narzekania, jacy to kiedyś byli artyści z przesłaniem, a jaka teraz to nawet nie jest muzyka. Według mnie to zupełne brednie. Takie AC/DC, na przykład – utwóry składają się z dwóch riffów na krzyż i mało ciekawej solówki, a wokalista strasznie na mnie krzyczy.

P

Może faktycznie rodzi się jakiś lepszy rodzaj świadomości muzycznej w społeczeństwie.

To się może podobać, tylko dlaczego to jest sztuka, a dowolny radio-friendly song to już ścierwo? Bo U2 to mężczyźni, a Jonas Brothers to chłopcy? Głupota. Utwór można dosyć obiektywnie określić jako dobry albo słaby – czy jest oryginalny, czy coś się w nim dzieje, czy ma ciekawy tekst, czy klimat współgra z treścią. To, czy się spodoba jednej osobie czy milionom, to zupełnie inna bajka. Dlatego mimo że moją największą miłością jest muzyka progresywna, staram się nie nienawidzić, tylko chwilę się zastanowić, czy aby na pewno to, co słyszę, jest słabe, czy tylko mi nie podchodzi? Nie uważam się tu za wyrocznię dobrego smaku. Szukając wcześniejszymi kryteriami, pewnie jakiś przekomplikowany jazz zostałby uznany za najwartościowszy gatunek na świecie, podczas gdy ja jestem w stanie wysłuchać trzech utworów, bo jest to dla mnie raczej ciekawostką niż dobrą rozrywką, i mnie na dłuższą metę męczy. Dobry pop jest coraz bardziej powszechny. Of Monsters And Men, Lana Del Rey, Adele, Florence + The Machine – to tylko niektóre przykłady. Kto wie, może zmierzamy ku erze, gdzie efekty wizualne i wielkie show zwolnią nieco miejsca dla doznań słuchowych. Nie wierzę, że zupełnie, bo koncerty stałyby się rozrywką znacznie mniejszego kalibru, budzącą mniejsze emocje i zarabiającą mniej pieniędzy. Poza tym, jak śpiewał jeden z „wielkich artystów jakich już nie ma” – show must go on. 0

maj-czerwiec 2013

fot. Karolina Pierzchała

28 KSIĄŻKA Wakacje z książką W poszukiwaniu idealnej lektury na lato


Recenzje Kupa.

Rockowe ojcostwo to doskonale obrazuje Dano grając z takim przekonaniem i talentem, że „ochów” i „achów” nie wystarcza. Wieczny grymas bólu i odrętwienia prezentowany przez Joby’ego odciska piętno także na widzu – obok tej roli po prostu nie da się przejść obojętnie. Jest też Shaylena Mandigo grająca tytułową bohaterkę. Po przyjrzeniu

x x x yz

Ocena:

się jej aktorstwu nie wychodzi się z podziwu, jak dojrzała może być dziecięca gra na ekranie. W tej emocjonalnej i osobistej podróży, jaką prowadzi Joby, towarzyszy mu wszystko, co dzieje się w tle. Zima, surowość i statyczność ujęć. Jeśli do tego dołożymy ogólnie panującą ponurość wszystkich ludzi i miejsc, dostaniemy idealną platformę do rozwoju akcji w f ilmie. Nie da się jednak ukryć, że jest to produkcja zdecydowanie bardziej kontemplacyjna niż wywołująca uczucie wartkości scenariuszowej. Nie znaczy to, że Dla Ellen się nudzi i dłuży. Warto mimo wszystko zaznaczyć, iż mniej wymagający

Dla Ellen (USA 2012) Reż. So Yong Kim

Premiera: 17 maja (Polska)

i niecierpliwy widz może się zawieść i zwyczajnie zasnąć. Relacja pomiędzy Jobym i Ellen jest niezwykle ciekawa i zajmująca między innymi dlatego, że jesteśmy świadkami wyjątkowo misternie naszkicowanych postaci. Joby jest dorosłym a rebours, tylko metryka świadczy o tym fakcie. W spotkaniu

Historie o ojcu i dziecku, w których ów rodziciel próbuje w nim się zrehabilitować

z córką to on zadaje dziecinne pytania, to on nie jest w stanie wyjść z etapu pacho-

i naprawić błędy przeszłości, weszły do kanonu kina dawno i są równie mocno osa-

lęctwa. Dorasta poprzez kontakt z jedyną osobą, na której mu zależy. Konieczność

dzone jak obrazy w stylu „zabili go i uciekł”. Z pozoru Dla Ellen niczym szczególnym

tego uświadamia sobie dopiero, kiedy traci prawo do widywania się z córką, zanim

nie powinno się wyróżniać. Ot, kolejna ckliwa opowiastka powodująca płacz wraż-

ją w ogóle poznał. Ellen w rozmowie wykazuje się przerażającą wręcz dojrzałością.

liwszych i znudzenie gruboskórnych. Zawsze jednak, nawet lichy, temat f ilmu może

Ona naprowadza ojca na istotne problemy jakie stworzył. Dziecko jest zwierciadłem

zostać obroniony przez kilka batalionów istotnych, innych części składowych.

prawdziwego dorosłego zachowania.

Po pierwsze – aktorzy. Joby (w tej roli Paul Dano) jest muzykiem rockowym

Dla Ellen jest historią poprowadzoną bardzo umiejętnie, przez zgrabną i utalento-

o niejasnej obecnie sytuacji i jeszcze bardziej zagmatwanej przyszłości. Prowadzi

waną rękę pani reżyser So Yong Kim. Myślę, że nie tylko wielbiciele północnoamery-

nieustanną walkę – ze sobą, z matką swojego dziecka, o prawo spotykania się

kańskiego art-house’u nie będą zawiedzeni.

z córką - Ellen. Cała ta sytuacja niezmiernie go unieszczęśliwia. I nieszczęście

EMIL MARINKOW

4. Przegląd Nowego Kina Francuskiego Mocne otwarcie przeglądu zapewni polska premiera filmu Kraul w reżyserii Hervé Lasgouttes, który przeniesie nas na bretońską prowincję. To tu mieszka Martin, który żyje z dnia na dzień, aż do czasu, gdy w lokalnym klubie spotyka Gwen – dziewczynę o jasno sprecyzowanych planach na przyszłość. Ta zgrabna kombinacja dramatu rodzinnego i romansu zdobyła nagrodę Europa Cinemas Label podczas 69. Festiwalu Filmowego w Wenecji. Oczywiście na przeglądzie kina francuskiego nie może zabraknąć intrygujących aktorek. I tak, dla wielbicieli Isabelle Carré i Kristin Scott Thomas pozycja obowiązkowa to Szukając

Hortense w reżyserii Pascala Bonitzera. Natomiast Audrey Tautou tym razem będziemy podziwiać w scenerii Francji z lat 20. XX wieku w obrazie Thérèse Desqueyroux, ekranizacji powieści François Mauriaca. Jako nieszczęśliwa mężatka podejmie walkę o własne szczęście, zmagając się przy tym z presją społeczną i prozą podmiejskiego życia. Z kolei Ci, którzy zawsze zastanawiali się, jak wygląda życie dyrektora wielkiego europejskiego banku inwestycyjnego, nie mogą przegapić filmu o jakże sugestywnym tytule -

Miejsce: kino Muranów Data: 8 -15 maja 2013

Żądza bankiera. Czy głównemu bohaterowi uda się ochronić bank przed wrogim przejęciem przez amerykański kapitał? I jak daleko posuną się Amerykanie, by osiągnąć swoje cele? W czasie tegorocznego Przeglądu po raz pierwszy zaprezentowane zostaną również

W serialu Revolution amerykańskiej stacji NBC pewnego dnia ludzkość zostaje kom-

dwa filmy animowane. Dla dzieci przygotowano seans Kota w Paryżu – zabawną komedię

pletnie zaskoczona nagłym wyłączeniem prądu na całej planecie. Naturalnie nie są na to

sugerującą, że niektóre francuskie koty mogą wieść podwójne życie i skrywać własną kry-

przygotowani i ich życie przeradza się w jeden wielki chaos. Drogi studencie, nie pozwól,

minalną przeszłość. Natomiast dorosłym organizatorzy rekomendują animację o poważniej-

by w ten sam sposób zaskoczyła cię sesja! Maj to przecież nie tylko wiosna i długi week-

szej tematyce – Obraz w reżyserii Jeana-Françoisa Laguione.

end, ale też ostatni przystanek przed sesją letnią. Spożytkuj ten czas na relaks i mentalne przygotowanie się na nadchodzącą apokalipsę. Z odsieczą przychodzi ci Instytut Francuski

Pełny program Przeglądu:

w Polsce i Gutek Film, które zapraszają w dniach 8-15 maja do warszawskiego kina Muranów

www.muranow.gutekfilm.pl

na 4. Przegląd Nowego Kina Francuskiego. Widzowie w ciągu 8 dni będą mieli możliwość zapoznania się z aż 10 tytułami zrealizowanymi na przestrzeni ostatnich trzech lat.

24-25

A R L E TA P I Ł AT


Bardzo Złe Filmy

Zagraj to jeszcze raz, Dinokrokodylu... Głośno sapiąc, plując jadem i szczerząc kły, wielkimi krokami zbliża się mityczna bestia, postrach intelektualnej elity społeczeństwa, przyszłych przywódców narodu i fanów zniżek na przejazdy komunikacją miejską – SESJA. Co najgorsze, francy praktycznie nie da się zabić, odpędzona wraca z przerażającą regularnością. Ilu studentów tyle sposobów na radzenie sobie z jej gorącym oddechem na karku, jednak zdecydowanie najpopularniejsze są dwa – rzetelna nauka oraz prokrastynacja. W ramach drugiego podejścia polecam seans najgorszych filmów świata – po pierwsze to doskonała rozrywka, po drugie zaś oglądanie nierównego starcia grupy biednych, biuściastych cheerleaderek z Sharktopusem lub innym Gatoroidem może uzmysłowić, że statystyka to wcale nie najgorsze bagno, w jakie można wdepnąć. T E K S T:

B A R T E K B A R TO S I K

ówiąc o złych filmach nie sposób nie poświęcić miejsca donowi Corleone złego filmu o swojsko brzmiacym nazwisku. Jim Wynorski - The Boss spłodził (wydalił?) przeszło 80 filmów, które podzielić można zasadzniczo na trzy kategorie – złe filmy, złe filmy o potworach oraz złe porno parodie znanych filmów. Do jego najwspanialszych dzieł należą zdecydowanie te, które opowiadają wzruszające historie o spotkaniu nieprzystosowanych stworzeń (w zależności od filmu – genetycznie zmutowane jaszczury lub amerykańska młodzież w różnych konfiguracjach) i ich krwawych waśniach. Filmy takie jak Komodo kontra Kobra , Dinokrokodyl versus Supergator czy najnowsza Piranhoconda wycisną łzę z oka największego nawet twardziela. Ciekawostką w filmach Wynorskiego są gościnne występy prawdziwych aktorów, w różnych epopejach zobaczyć mogliśmy m.in. Michaela Madsena, C. Thomasa Howella czy Davida Carradine’a.

fot. mat. prasowe

M

w niepamięć, gdyby w książce The Golden Turkey Awards nie nadano mu miana Najgorszego reżysera wszechczasów. Za magnum opus Wooda uznano Plan 9 z kosmosu , niemal dokumentalny obraz o inwazji kosmitów, ożywiających zmarłych i owymi zombiakami dążąc do w celu eksterminacji ludzkości. A, tak, i o wampirach. Aktorzy byli, scenografia niekoniecznie, do tego budżet filmu wynosił mniej więcej tyle, ile przeciętny student SGH wydaje tygodniowo na papierosy. Nawet jeśli nie pali. Kult, który narósł wokół Wooda po wydaniu wyżej wymienionej książki sprawił, że stał się on jednym z najmodniejszych tematów rozmów hipsteryzującej młodzieży, zaś Plan 9 z kosmosu zagościł obok Ojca Chrzestnego i Czasu Apokalipsy na liście filmów, które każdy powinien zobaczyć. Być może nie o taką sławę pierwotnie naszemu Edowi chodziło, ale podejrzewam, że nie miałby nic przeciwko.

Troma – skonsultuj się z psychiatrą lub egzorcystą

Dawno temu żył sobie człowiek imieniem Ed Wood. Ed bardzo kochał filmy, niczego nie pragnął bardziej niż stać się wielkim reżyserem, legendą Hollywood. Naszemu bohaterowi brakowało tylko jednego – talentu. Nie przejmował się tym jednak zbytnio i uparcie tworzył gniot za gniotem. I pewnie nasz Ed odszedłby

Jeśli regularnie zażywasz twarde narkotyki, a w wolnych chwilach szyjesz sobie kombinezon narciarski z ludzkiej skóry zasłuchując się w Stachusky’ego, koniecznie zapoznaj się z filmami Tromy! Zwykle kiedy ogląda się film, który z założenia jest zły, widz dobrze się bawi, obserwując celową nieporadność i brak 1

fot. mat. prasowe

Ed Wood – hipsteryzacja złego kina

maj-czerwiec 2013


/ Bardzo Złe Filmy

mów wymienionych w tym wartościowym zestawieniu, często puszczany jako mega hit czy inne superkino. W odróżnieniu od wcześniej wymienionych filmów twórców Komando nie krępował ciasny budżet, a w obsadzie mieli niekwestiowanego gwiazdora. Powstał jednak film zły, co było najlepszym, co mogło mu się przydarzyć. Niesamowite dialogi ( Right? WRONG), setki martwych wrogów Arnolda, poległych w równym stopniu od kul, co od granitowego akcentu przyszłego gubernatora Florydy i niemożliwa do przecenienia możliwość zobaczenia na własne oczy, jak Schwarzenegger po morderczym pojedynku zabija Freddie’go Mercury’ego wyrwaną ze ściany rurą. Wielkie kino.

logiki.W przypadku Tromy widz marzy o zamknięciu twórców w pokojach bez klamek. Tromeo i Julia , Toxic Avenger czy Barbarzyńska Nimfomanka w Piekle Dinozaurów są filmami chorymi, to trzeba powiedzieć już na wstępie. Widać, że twórcy chcieli zrobić filmy złe, niesmaczne i kiczowate, ale ich wizje zdecydowanie wyszły poza granice zwykłego złego kina. Miażdżone głowy (arbuzy), wyrywane jelita (papier toaletowy), ludzie-świnie, toksyczni mściciele i penisy potwory są tam na porządku dziennym. Potężna dawka niesmacznej psychodelii. Jednym słowem: gorąco polecam, Troma jest super.

Martwy mózg Władcy Pierścieni Zanim Peter Jackson zaczął kręcić pięciogodzinne reklamówki Nowej Zelandii uchodził za geniusza niezależnego kina spod znaku makabry i złego smaku. Zły Smak to zresztą tytuł jego debiutanckiego filmu, w którym Obcy przerabiają ludzi na intergalaktyczny fast-food. Najdoskonalszym dokonaniem wczesnego Jacksona był jednak film Martwica Mózgu (de facto jedyny przytoczony tu film, który zyskał faktyczne uznanie krytyki). Chwytająca za serce fabuła (kobieta ugryziona przez małposzczura powoli zamienia się w zombie), pyszne aktorstwo i doskonała psychologiczna konstrukcja postaci świetnie współgrają z wysmakowanymi

26-27

Weź się poucz

scenami delikatnie ukazanej przemocy. Ani jedno słowo w poprzednim zdaniu nie jest prawdą, co powinno być wystarczającą zachętą, by na własne oczy przekonać się, że nieważne, co aktualnie robisz, i tak masz szansę wyreżyserować Władcę Pierścieni .

Komando [czyt. Come (on) Arnold!] Najbardziej dostępny ze wszystkich fil-

Jako się rzekło, najgorsze filmy na świecie mają nie tylko walor rozrywkowy, ale także edukacyjny. Pozwalają przekonać się o przykrych konsekwencjach przebywania zbyt blisko małposzczurów, drażnienia trzydziestometrowych dinokrokodyli czy wskakiwania do toksycznych odpadów, ale poza tym mają tę unikalną właściwość, że zaaplikowane w odpowiedniej dawce potrafią skutecznie zachęcić do nauki, by choć trochę podnieść zgwałcone przez seans IQ. Warto jednak pamiętać, że nadmiar nauki równie dobrze co zupełne lenistwo doprowadzić może do Martwicy Mózgu . 0


recenzje / nowości wydawnicze /

xxxx

ocena:

Droga do dorosłości

Intryga małżeńska

Eugenides Jeffrey Wydawnictwo Znak 39.90 zł

Intryga małżeńska Eugenidesa zaczyna się

wa wersja Absolwenta.

trochę jak typowa powieść „akademicka”.

Eugenides

Koniec studiów, ostatnie imprezy, rozdanie

Wrzuca czytelnika w sam środek historii, a

dyplomów, nieco obciachowi rodzice, którzy

potem ją przewija (bez podglądu) w jedną i

ale jakże treściwe) Każda! To znaczy, że naj-

koniecznie muszą ujrzeć swoje dorosłe już

drugą stronę. Dostajemy rozsypane puzzle,

mniejszy szczegół niedopracowany w prze-

pociechy wchodzące w dorosłość, no i to naj-

które układamy dokładnie w takim tempie i

szłości może wpłynąć na to, kim się staniemy

trudniejsze pytanie: Co dalej? Mamy rok 1982.

kolejności, w jakich zaplanował to autor. Na

w przyszłości. Lektura pozostawia w czy-

Ostatnie podrygi rewolucji seksualnej. Trójka

początku wszystko wydaje się być trochę

telniku wielkie pytanie: Gdzie są granice

z pozoru niemających prawa się zetknąć boha-

chaotyczne, potem zaczyna się układać i

tworzenia siebie? Ten proces nie trwa całe

terów.Madelaine, niepoprawna romantyczka,

okazuje się, że powieść zbudowana jest ge-

życie. W pewnym momencie się zatrzy-

marząca o byciu drugą Emily Dickinson a wokół

nialnie. Pisarz perfekcyjnie operuje zdaniem

muje i już „tacy jesteśmy”. Kiedy to jednak

niej, na bardzo odległych od siebie orbitach,

i słowem. Proza Eugenidesa jest tu dojrzal-

następuje? Czy możemy arbitralnie roz-

krążą oni – Leonard i Mitchell. Ten pierwszy

sza, niż w przypadku Przekleństw niewin-

strzygnąć, kiedy chcemy przestać doj-

jest skrytym inteligentem, miłośnikiem nauk

ności. Autor niezwykle sprawnie zestawił

rzewać, bo podobamy się sobie tacy, jacy

ścisłych. Ten drugi to przykład spóźnionego

wątki

społeczno-kulturowe

w danej chwili jesteśmy? A jacy będziemy, je-

bitnika, który szuka w życiu czegoś dalece

z ewolucją dramatu, jakim jest choroba psy-

śli w bardzo młodym wieku zmierzymy (czy

innego od spełnienia materialnego. Nie spo-

chiczna, a motyw drogi połączył z historią

nawet – zderzymy) się z sytuacjami, na które

dziewajcie się jednak kolejnej dennej powieści

miłosną. To wszystko na niespełna pięciuset

nikt nas nie przygotował? Pójdziemy pod prąd?

o mękach i udrękach dorastania oraz o tym, co

stronach, które kończą się swoistym rozluź-

Tak zrobili Madelaine, Leonard i Mitchell.

zrobić ze sobą po studiach. To nie jest papiero-

nieniem i zrozumieniem dla sytuacji, w której

SEBASTIAN ŻWAN

bawi

się

filozoficzne,

znaleźli się bohaterowie i które dają odpowiedź czasoprzestrzenią.

na pytanie: dlaczego intryga małżeńska? Liczy się każda chwila (banalne stwierdzenie,

Nowości wydawnicze maj/czerwiec 2013 Joyland

Żywina

Drogie życie

Stephen King

Rafał A. Ziemkiewicz

Alice Munro

Wydawnictwo Prószyński i S-ka 35,90 zł

Wydawnistwo Zysk i S-ka 32,90 zł

Wydawnictwo Literackie 39,90 zł


/ Wakacje z książką

Wakacje z książką Książka na wakacje powinna mieć twardą oprawę, najlepiej płócienną, powiedzmy – koloru lawendy. Kwestia obwoluty jest nieistotna. Obwolutę jak sukienkę - można zdjąć. Żeby się nie porwała. Obwoluta. T e k s t:

naleziona na allegro albo na stoisku bukinisty nie ma prawa kosztować więcej, niż bilet studencki na przejazd TLK z Warszawy do Władysławowa. Taka pozycja powinna mieć ponad 400 stron. W końcu to książka na wakacje, nie na wakacyjny weekend. Co więcej, powinna być zbiorem anegdot, żeby można było wrócić w każdej chwili i w dowolnym miejscu do każdej chwili i do dowolnego miejsca. Najlepiej, żeby jej akcja działa się w Paryżu, na przedmieściach, lub w ogóle gdzieś we Francji. Ewentualnie z krótkim wypadem do Hiszpanii lub Włoch. Koniecznie pociągiem! Powinna się wlec, jak pociąg... Ciągnąć się przez ponad 70 lat. Niechronologicznie. Ominąć poczęcie na początku i śmierć na ostatniej stacji, pozostawić intymność, nie zachowując dyskrecji. Skończyć się zaraz po I wojnie światowej, dość okrucieństwa na jedyne trzy miesiące. Warto sięgnąć w wakacje po książkę, której akcja nie toczy się w wielkim amerykańskim mieście i która nie traktuje o seksie. Choćby po to, by przekonać się, że przed Bukowskim istniał świat, w którym kobiety znały urok tajemnicy, że przed Hankiem Moodym żył kobieciarz Sisley, który potrafił zachować godność w pogoni za kieckami, że czasem zamiast pięćdziesięciu twarzy lepiej odkryć jedną. Powinna być osobliwym poradnikiem wakacyjnym. Podpowiadać jak jeździć na rowerze by nie złamać prawej ręki, i dokąd wybrać się na wiosła. A skoro już o wioślarstwie mowa, to niech książka na wakacje wyjaśni chłopcom, dlaczego niektóre dziewczęta przezywa się żabami i skąd się wzięła nazwa podparyskiej restauracji „Grenouillère” (podpowiedź: la grenouille to po francusku żaba). Co do dziewcząt dobrze, gdy-

Z

28-29

pat ry k a n s z yc

by mogły się z takiego poradnika dowiedzieć, komu do twarzy w krótkich włosach i co jest u kobiety sprawą zasadniczą. Ale co najważniejsze, i dla chłopców, i dla dziewcząt - dlaczego nie należy mieszać wina. A gdy już wino (niezmieszane) wyostrzy apetyt, niech poradnik za przerzuceniem kilku stron zmieni się w książkę kucharską! W której znajdzie się kilka rozwiązań na obiad, np. kurczęta smażone na oliwie z oliwek i maśle, z dodatkiem pomidorów, cebuli, czarnych oliwek i wątróbki; która zdradzi jak gotować groszek bez wody, żeby rondel nie popękał; z której co wybredniejsi smakosze dowiedzą się, jak przyrządzić bouillabaiss według oryginalnego XIX-wiecznego przepisu z Estaque, osady rybackiej położonej na zachód od Marsylii, (to właśnie ta odmiana tej zupy rybnej, jakby rzekł Robert Makłowicz, zdobyła sławę na całym świecie i która tak zasmakowała Cezanne’owi w 1895 roku na gościnie u tamtejszego mera, rozjemcy sporu o prawdziwą bouillabaisse). Mówiąc o menu impresjonisty, chyba warto jeszcze wspomnieć o sposobie na zapiekane pomidory, którym Cezanne nie szczędził oliwy... Wszystko to jednak tylko pretekst – nikt przecież nie zajada się w wakacje marsylską zupą rybną czy smażonymi kurczętami pomysłu Aliny Charigot. W prawdziwej książce kucharskiej na wakacje może znaleźć się tylko jeden przepis, byleby opisywał, jak usmażyć befsztyk na węglu drzewnym. Gdyby jednak te aperitify i tłuste potrawy jakimś cudem przyprawiły o niestrawność, nadkwaśność i bóle w żołądku, na ratunek pośpieszy doktor Baudot, do którego nie trzeba stać w kolejce. Wakacje to przecież tylko trzy miesiące. Doktor przyjmując wszystkich naraz i każdego z osobna, na wszelkie niedogodności przepisuje 20-30

gramów magnesium sulfuricum, ot żeby organizm z toksyn oczyścić lub mówiąc ściślej: przeczyścić. Jak widać, książka na wakacje powinna traktować o malarstwie. Temat z pozoru abstrakcyjny, lekki, (już) nie budzący sporów, rozszerzający wiedzę i horyzonty o niezbędne w życiu terminy, jak cynober, kraplak, ochra żółta, ultramaryna; dający pojęcie o różnicy między żółcią chromową a neapolitańską, czernią słoniową a brzoskwiniową, zielenią Veronesa a szmaragdową... W końcu nic tak nie opisze piasku na plaży jak sjena naturalna, nic nie wymaluje lepiej nadmorskiego nieba niż błękit kobaltowy. Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto przeczytać biografię Renoira pióra jego starszegomłodszego syna, Jeana, wydaną blisko 50 lat temu przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Tegoroczne wakacje to być może ostatnie miesiące istnienia zasłużonego wydawnictwa, które jak stwierdził półtora roku temu Zdzisław Gawlik, podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, nie potrafi dostosować się do zmieniających się warunków rynkowych. W kontekście tych słów zlikwidować PIW to jak wylać dziecko z kąpielą. Nawiasem mówiąc, zupełnie niezły temat dla autora Macierzyństwa i Wielkich kąpiących się. 0


wywiad /

A może z audiobookiem? Książka do słuchania, czyli po prostu audiobook, dla większości czytelników wciąż jest czymś nowym. Ze względu na brak czasu i wygodę z dnia na dzień oswajamy się z tą formą lektury coraz bardziej. O alternatywie dla książek drukowanych opowiada Łukasz Kosman, dyrektor zarządzający serwisu Audioteka.pl. R oz m aw i a ł a : M I L E NA

B U SZK I E W I CZ

MAGIEL: Audiobook wciąż jest innowacyjną formą czytelnictwa. Na czym polega jego wyjątkowość? Łukasz Kosman: Audiobook jest to jedna z form, w jakich książka może występować. Tak jak książka może być pretekstem do rozwoju intelektualnego, emocjonalnego, do poznania nowych losów, identyfikowania się z wartościami przekazywanymi w książce, tak samo jest w przypadku audiobooka, spełnia on te same cele. Przy czym audiobook ma jeszcze możliwość zaistnienia w życiu tych spośród nas, którzy nie mają czasu, są bardzo zajęci, dużo podróżują, którzy w codziennej bieganinie mają jednak nadal aspiracje do tego, aby poznać współczesną literaturę, aby odkryć klasykę, na którą nie mogli trafić wcześniej, i aby najzwyczajniej w świecie cieszyć się książką. Właśnie dla tych osób powstał audiobook. Po to, by mogły one wzbogacać swoje życie codzienne.

dzin literatury, które w zakresie audiobooków cieszą się największą popularnością, mowa jest tutaj o fantasy, science fiction. Ten typ literatury jest bardzo dynamiczny, szybki, żywiołowy - to są te cechy, które musi mieć dobry audiobook. Jest ciekawy dla słuchacza wyłącznie wtedy, kiedy fabuła jest bardzo silnie zarysowana. W przeciwnym wypadku można stracić wątek i zwyczajnie odejść od jakiejś książki. Audiobook powinien być interpretowany, odgrywany przez wielu aktorów, wzbogacany muzycznie o efekty specjalne. Poza fantastyką, cechy dynamiki, takiej zaskakującej fabuły, posiadają oczywiście gatunki sensacji, thrilleru, kryminału i jest to drugi wiodący gatunek w naszym serwisie. Mamy bardzo wielu miłośników biografii, literatury faktograficznej, prezentujemy biografie ekonomiczne, muzyków, znakomitych osobistości. Wiodącym typem kontentu są także treści dla dzieci, różnego rodzaju bajki.

Pomysł na Audiotekę powstawał już w roku 2007. Od tego czasu minęło kilka lat... Jak aktualnie przebiega Państwa działalność ?

Czy Audioteka posiada książki obcojęzyczne?

Moda na audiobooki stała się zauważalna? Z perspektywy naszych danych widzimy, że ponad połowa użytkowników, którzy byli na naszej platformie przez cztery lata działalności serwisu (do końca października 2012 roku), są to użytkownicy, którzy dołączyli do Audioteki w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Sam mam okazję coraz częściej słyszeć, że ludzie polecają je sobie nawzajem i wymieniają się opiniami, że tworząc super produkcje czy akcje, jak Książka na podryw, AudioKomunikacja, popularyzujemy czytelnictwo i robimy to konkretnie w formie audiobookowej.

Czego się teraz najlepiej słucha? Czyli co się najlepiej sprzedaje? Rozpoczynali Państwo od książek Sapkowskiego, myśląc głównie o miłośnikach fantastyki... Działów literatury jest bardzo dużo. Można na pewno wyróżnić kilka dzie-

fot. materiały prasowe

Pierwsze uruchomienie projektu rozpoczęło się w 2008 roku. Wtedy serwis rozpoczął swoją działalność i stopniowo budował pozycję rynkową. Audioteka jest liderem rynku, jeżeli chodzi o sprzedaż audiobooków przez Internet. Poza Polską istniejemy w kilku krajach, są to: Czechy, Francja, Hiszpania; niebawem uruchamiamy kolejne filie. Natomiast bezwzględnie obserwujemy modę na audiobooki, mają one tę ciekawą cechę, że wpisują się w bardzo wiele rewolucji społecznych, zmian, które wynikają z nowych technologii, takich, które obejmują smartfony, smart tv, niedługo smart cary, czyli inteligentne samochody z kartami sim. To wszystko sprawia, że jest coraz więcej okazji, by zetknąć się z audiobookiem.

Mamy w zakresie Audioteki dostęp do książek, które są wsparciem dydaktycznym dla osób uczących się języków obcych. Są to serie wydawnicze, interpretacje literatury, można powiedzieć uproszczone wersje różnych dzieł literackich, które służą temu, aby użytkownicy mogli ćwiczyć umiejętność słuchania. Dzięki temu, że Audioteka występuje w różnych krajach, możliwy jest zakup książek, treści, utworów spośród katalogów dostępnych na naszych serwisach w innych krajach. To bardzo interesująca perspektywa, ponieważ na co dzień właściwie nie ma możliwości nabycia w Polsce audiobooków zagranicznych, gdyż często istniejące na rynku serwisy mają w ramach swoich umów obostrzenia, że mogą dystrybuować takie treści wyłącznie na terenie jednego kraju. My natomiast wchodząc z naszą usługą od razu zapowiadamy, że jeżeli ktoś jest mieszkańcem na przykład Cieszyna, to równie dobrze może słuchać Audioteki polskiej, jak i czeskiej. To powinno być dla niego płynne i łatwe do połączenia.

Przyznam, że kiedy sama zaczynałam przygodę z audiobookami, szukałam literatury niemieckojęzycznej i sporo czasu zajęło mi znalezienie takich materiałów, a dzięki Audiotece nie ma problemu, by zdobyć te teksty. Łatwość zdobywania treści jest ideą, która przyświeca Audiotece, jest nawet środkiem w walce z piractwem. Jesteśmy przekonani, że jeżeli produkujemy ciekawe treści, udostępniamy je w sposób interaktywny, wygodny, na telefonie, tu i teraz, to są to wystarczające argumenty przemawiające za tym, żeby użytkownik korzystał z wersji szanujących prawa autorskie, a nie szukał na własną rękę plików w internecie czy po prostu męczył się z ich zakupem. Stawiamy przede wszystkim na wygodę dostępu. 0

maj-czerwiec 2013


/ etnoelektro

Gdy zastanawiacie się, co jeszcze może wydarzyć się w świecie muzyki, pewnie stwierdzicie, że niewiele. Wkońcu wszystko już było. No właśnie, tylko co dokładnie składa się na to „wszystko"? Co odkryjemy cofając sięjak najdalaj na muzycznaj osi czasu? TEKST:

ADRIAN SZOR(, JACEK MAKOWSKI

ak można zacząć taką podróż? Dla mojego rozmówcy-Jacka- zaczęła sic; ona całkiem ciekawie. Daleko pod W=wą, 25 minut na piechotę od ostatniego przystanku linii 710, znajduje się jedyne w Polsce Muzeum Opowiadaczy Historii. Tam, po dostaniu pierwszej pracy, był świadkiem, jak ludzie z całego świata dzielili się tradycją ustną dawnych ludów od Afryki po Skandynawie;. W mic;dzyczasie nadeszła fascynacja didgeridoo, jednym z najstarszych instrumentów dc;tychna świecie. Oryginalnie wytwarzane przez komiki w awcralijskich buszach, teraz cworzone przez młodych entuzjastów z materiałów takich jak rury PCV czy nawet szkło. "Pierdzenie w r~", bo tak Jacek nazywa grę na cym instrumencie, okazało się o tyle fajne, że nadało jego muzycznej fascynacji tor nieco inny niż śledzenie radiowych playlist. Jednak tak naprawdę każdy z nas słyszał kiedy§, gdzieś, coś, co nie przypomina tradycyjnych zachodnich instrumentów. Niech będzie to Didjerama z płyty Traveling Without Moving Jamiroquai czy piosenka Ntw Beginning Tracy Chapman. Niech będzie to 1hey Don't Care About Us Michaela Jacksona. W pierwszych dwóch słyszymy diclgeri.doo, natomiast w trzeciej gościnnie występują bębniarze z Rio. Artyści głównego nurtu czerpią pdnymi gariciami z dziedzictwa kulcurowcgo naszych pmxlków, my jednak przyjrzyjmy się bliżej szufladce netno". Na początek można wspomnieć o nietypowym trio prosto z Węgier. Airtist tworzą swoją muzy~. łącząc wspomniane Wt:ZCŚniej didgcridoo z be-

0

30-31 MAGIEL 30-31

drumlą (mały metaJowy instrument, który po przyłożeniu do ust zmienia naszą czaszkę w pudło rezonansowe!). Efekt robi niesamowite wrażenie, bo choć całość brzmi nowocześnie, jest to również transcendentne doświadczenie przenoszące nas do czasów pierwszych ludzi. Xavier Rudd (najseksowniejszy wegetarianin roku 2007) stwierdził natomiast, że sam zostanie etnoorkiestrą. Podczas koncertów otacza sic; skomplikowaną instalacją instrumencalną, na którą składają się trzy didgcridoo, gitara na kolanach, stompbox przy zwykle bosycli stopach oraz zestaw bębnów, harmonijek i dzwonków na wszelki wypadek. W swoich piosenkach porusza tematy dotykające losów austtalijskich Aborygenów.

atbaxem i

Kręte dragi Niesamowite jest, jak długą drogę przeszła muzyka od rytuałów pierwotnych ludzi do awangardy teraźniejszości. Od ognisk Aborygenów do studia nagraniowego Aphex Twin (kawałek nomen omen Didgeridoo). Mistrzem zabaw z wykorzystywaniem inspiracji muzyką świata jest oczywi~cie Jean Michel Jarre. Miłośnikom elektroniki można również polecić Hilight Tribe czy Aute-

chre. Dobrym miejscem na pogłębienie znajomości omówionych wyżej historii będzie strona Jacka, od rozmowy z którym zaczął się cen tekst- Muzyka z Głębi Ziemi. !Il

~

(/"- .. ..... ·r


recenzje/

Amygdala, czyli po polsku ciało migdałowate (część mózgu

OJl(OZE

Muzyczna

szy od ośmiu lat album Niemca Stefana Kozalla.

zostania rytmicznie

jako techno/dub

byłem

owszem. nie

ZaWilrtość

krążka,

gotowy na to co

parafrazując

moje skarpetki. Stworzl!flie

czegoś

Anglików,

ponadczasowego elektronicznęj

które słyszymy, składają się na mozaikę muzycz-

w jednym z ostatnich wywiadów - na nowym albumie ocze-

jest wciąż duże (Dlm, Our Love Comes Back), ale na szczęście

będą też fani

głos

nie dominuje nad

muzyką,

która okazuje

się

Overgrawn

udowadnia,

świadomym

jak

Iii Iii Iii Iii

arty-

StiJ, pomimo swojego młodego wieku (rocznik '88), ną

syntezę

śniejszych

jak

słuchać

materiał

wyjątkowo

stanowi

uda-

najmocniejszych elementów jego wczeNie pozostaje

nagrań.

i

czekać

na

więc

wrześniowy

nic innego

koncert artysty

nowego materiału. Już zapowiadający płytę Retrqradezwia-

w Warszawie. Niezapomniane doznania gwarantowane -

stowal, że Blake przypomniał sobie, że potrafi nie tylko ładnie

jeśli wierzyć miejskim legendom, to

James Blake Overgrown ATLAS

basy podczas Open'e-

rowego gigu w 2011 roku uruchomiły alarmy w stojących nieopodal sceny namiotowej samochodach.

MA&IALEllA &HSEL Jak z psa stać się lwem? Najpierw trzeba byf tym pierwszym, czyli Snoop Doggy Doggiem.

Człowiek-instytucja

-

raper, gospodarz talk show, komik, a nawet reżyser filmów porno. Co kryje się w jego głowie, wie chyba tylko on sam, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Czasami. Ostatnio Snoop

odkrył, że

jest nowym wcieleniem

Boba Marleya. Po odbyciu duchowej Jamajkę umarł

Dogg,

narodził się

podróży

na, a jakże,

Lion. Wszystko zostało

udokumentowane przez magazyn Vice, a przewodnikiem tej wyprawy

RCAIRED

~

byf mocnym

jest Blake. Nowy

Sap Lion Reincarnated

AIRIAll SZORC

muzyka. ZainteresOWilnie Blake'a kom-

grające płyty za późno.

do tańca Voyeur albo Dleffil Lion - dubowym,

sieczki. ani kitu a sluchalnego

Wilhelms Scream i Lindesfar-

jego nieszczęście robi to o dwa lata.jeden cover i dwie długo­

porywającym

brzmiiJcęj

punktem przemawiającym na korzyść albumu.

Owu-grown utworze śpiewa .I don't Wilnt to be a star" - na

WilC. Czy to najuż wspomnianym, wibrującym Retragrilde, r;zy

projektu. DJ Koze nie wciska ani guzika PLAY

znajomo

i z nim eksperymentuje, prezentując materiał

pozycjami opartymi na rozbudowanych partiach wokalnych

i smutno pogryWilC na pianinie, ale także kompono-

kawałka

utrzymanym w klimaciejego pierwszych EP-ek - James bawi

przesterowany

śpiewac

tego

doprDWildzif nas

dziadostwa.

czegokolwiek.

przyznał

swoimi

Atmosferę

ścią. bez obowiązku bycia fanatykiem

ny na tę okazję gatunek: post-dubstep. Ostatnio swoje trzy

artyście presję

kolaboracja z innym niemieckim artystą, uniwer-

kolęjnęj

grosze wtrąciła

wszystkich tych, którzy wyWilrli na

stępna jest

ryzować całość

tysfakcjonowani

jasno sprecyzDWilnymi oczekiWilniami i życzeniami odnośnie

miksturę

wszystkim jest dobrą muzyką. któręj się sludllo z przyjemno-

ne, w których głównym instrumentem był mniej lub bardziej

zadowolenia

z Caribou tworzy szalofli!

zarówno do lez, jak i na parkiet. To zresztą może scharakte-

pod szyldem .James Blake" czekał nowy, specjalnie wymyślo­

próbę

petardę. We współpracy

delikatnych wokali na tle wibrującej pulsacji muzycznej. Na-

nie gustów muzycznych za chociażby miesiąc. Kozalla, zdając

chłopięcęj buzi?), a na wszystko co miało w przyszłości wxjśc

Trudno nie uznac Overfrown za

Anyone?chwilę po wybrzmieniu początkowego sampla odpala

sobie sprawę z tych niebezpieczeństw, nagrał coś, co przede

znacznie ciekawszy i obogatszym brzmieniu niż debiut Usa-

od niego kolęjnego Limit to Your Love. Nic więc dziw-

Zarówno te

żywsze,jak i te melancholiinefragmenty oferują coś więcej niż

ciężko uchwycić w słowach.jednak może on

w ciągu nocy niemożliwe jest przewidze-

nów (a właściwie fanek - r;zy

kiwała

piguł.

entuzjastami

rodzą się i umierają

się dźwiękiem

nego, że przyparty do muru James Blakejuż w otwierającym

to tu, to tam_

tajemnicę.

salnie elektronicznym Apparatem.

wykonanie piosenki Feist zapewniło mu szerokie grono fa-

wytwórnia, która - jak sam

kiwającymi głoWilmi

utw6r intryguje, skrywajakąś

w szczególności, ociera się ocud. W świecie, gdzie podgatunki

Dźwięki,

także

pędzla,

wyruszamy nie zmusza nas do

mHosne bilnały.

w dzisiejszych realiach muzyki w ogóle, a tej

tej

którą

Na co zatem warto zwrócić uwagę? Już otwierający Trock ID

zwiała

można się nie zakocha(: w

w

glem usłyszeć. Okazało się, że,

przęjmujące

Każdy

podróż,

dance, byłem stosunkowo nieufny do tego, co za chwilę mo-

usłyszałem.

Zanim jego debiut trafił na sklepowe p6/ki,

Zabierając się

przemierzający na

bezdroża, otagowaną

reniferze fioletowe

Pampa Recordings

stworzof1ij delikatnymi pacnięciami

połączona z odczuwaniem strachu i przyjemnoścO. to pierw-

za płytę, któręj okładkę zdobi żołnierz (?)

DJKoze Amygdala

MUZYKA 'Il

był

legendarny w tych kręgach BunnyWailer.

zasięgiem. Ś piewając komunały o miłości i pokoju, nie

udaje mu się wnieść żadnej wartości dodanej w świat muzyczny. Jednak album nie jest wszystkim

kompletną klapą.

zasługa zespołu,

produkcji. Warto

który

został

wspomnieć chociażby

ducentem

większości

wsparcia

udzieliła również

I to przede

zatrudniony do

o fakcie,

że

pro-

utworów jest Major Lazer, a swego Angela Hunte (autorka np_

Empire State of Minc/J. Jeśli natomiast kojarzycie młodą Polkę, Izę

Lach, która

wygrała

konkurs na remix Snoopa

Efekt końcowy wyszedł taki.Jaki mógł, czyli przerysowany

i podpisała z nim kontrakt na pięt albumów, to możemy ją

i niezbyt głęboki. Wailer zaraz po premierze obraził się na

tu usłyszeć w The Good Good, gdzie rzeczywiście podśpie­

Snoopa,jakby nie wiedział, w co się pakuje.

wuje w refrenie.

Reincarnated, bo taki tytuł nosi zarówno film.jak i płyta, t o proj ekt, który

wzbudził

sporo kontrowersji. że

w

całym świeci e

Głównym

Jakgroteskowy rastasnoop by si ę nie wyd awałJa k bardzo

muzycznym

moglibyśmy ma rszczyć brwi na kolaborowanie z Miley Cyrus

zarzut em pozostaje to,

czysamplowanie niezbytpas ują cegotu Beirut u. całości moż­

Snoop nawet Jeśli ma szczere c h ęci, nie stal s ię nagle

rastamanem. Sięga do świata, który pozostaje poza j ego

na d ał szansę. Tylko nie spodziewaj cie się cudów napatyku.

AllllAll SZOlC

maj-czerwiec 2013


/ Konferencja Muzyka a Biznes 2013

7. Konferencja

Muzyka a Biznes T E K S T:

A D R I A N S ZO RC

Z DJ Ę C I A :

A L E K S A N D R A W I LC Z A K

dniach 19-20 kwietnia odbyła się już siódma konferencja „Muzyka a Biznes”. W tym roku organizatorzy postanowili nieco odświeżyć formułę w ydarzenia, przenosząc je do mieszczącej się przy ul. Szpitalnej klubokawiarni Sztuki & Sztuczki. Posunięcie to okazało się być strzałem w dziesiątkę. Panele w nieco mniej oficjalnym klimacie nie straciły nic ze swej merytoryczności, a kameralna atmosfera sprzyjała dyskusji i integracji z słuchaczami. W czasie konferencji zostało poruszonych wiele zagadnień „na czasie”. Byliśmy zatem świadkami ży wiołowej dyskusji na temat projektu ustaw y o otwartych zasobach publicznych i przekony wano nas o tym, jak fajny jest streaming; nie obyło się również bez narzekań na kondycję polskiej prasy muzycznej. Tak w yglądał piątek, którego zwieńczeniem był koncert Kapelanki, czyli MaB-owego Odkrycia Roku. W sobotę zaś zaczęliśmy od panelu o małych w ytwórniach muzycznych, gdzie dowiedzieliśmy się, że nośnik fizyczny wciąż ma duszę, a jego pasjonaci trzymają się dzielnie w walce z cyfryzacją. Następnie przeszliśmy do kwestii organizowania koncertów, kręcenia teledysków, a także nagry wania soundtracków do filmów. W sumie konferencja zebrała prawie czterdziestu prelegentów, których, podczas osmiu paneli, słuchało kilkuset zainteresowanych. Kolejna edycja już za rok, więc nie pozostaje nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać na następną odsłonę najciekawszego w ydarzenia organizowanego przez naszą redakcję wspólnie z SKN Marketingu SGH. 0

W

32-33


zapowiedź – Rigoletto /

fot. Marco Brescia & Rudy Amisano/Teatro alla Scala

– Jeśli jedno jajko będzie gotowało się 3 minuty, to ile będą gotowały się 3 jajka? – Proszę pana, nie jem jajek.

Rigoletto - zapowiedź

Jeśli Quasimodo jest najpopularniejszym garbusem świata, to za jego operowego odpowiednika należy uznać właśnie Rigoletta – nadwornego błazna księcia Mantui. Jego historii nie powstydziłby się żaden z seriali emitowanych przez amerykańskie stacje kablowe. T E K S T:

A R L E TA P I Ł AT

aj 2009 roku, do Warszawy przyjeżdża młoda, ale już znana na świecie, polska śpiewaczka. Dodatkowym smaczkiem dla melomanów jest fakt, iż ma wystąpić tu w partii Gildy w operze Rigoletto Giuseppe Verdiego, którą zaledwie 3 miesiące wcześniej wykonywała na scenie Metropolitan Opera. Wizyta utalentowanej sopranistki przechodzi jednak bez większego echa w polskiej prasie, a w czasie jej pierwszego występu na widowni widoczne są puste miejsca. Niemniej ci, którzy postanowili spędzić ten sobotni wieczór w Operze Narodowej, wychodzą oczarowani głosem młodej Gildy. W nadchodzących latach będzie ona już regularnie występować w Warszawie, podbijając serca polskiej publiczności najpierw w La Traviacie, a później w Łucji z Lammermooru. Bilety na jej występy staną się jednymi z najbardziej pożądanych w sezonie i będą rezerwowane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a na zapełnionej do ostatniego miejsca widowni pojawi się wiele twarzy znanych z pierwszych stron gazet i telewizji. Taką właśnie drogę przeszła przez ostatnie 4 lata w Polsce Aleksandra Kurzak, najsłynniejszy obecnie polski sopran, zanim we własnej ojczyźnie również zyskała należne jej uznanie. Pod koniec obecnego sezonu śpiewaczka będzie miała okazję powrócić do roli Gildy, w którą z takim powodzeniem wcieliła się w Warszawie w 2009 roku. Wszystko to za sprawą wznowienia w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej opery Rigoletto. Jest to kolejny punkt w obchodach Roku Verdiowskiego, w trakcie którego świętujemy 200. rocznicę urodzin tego wybitnego kompozytora. Rigoletto to jedno z jego najlepszych dzieł, wypełnione znanymi melodiami, z których najsłynniejszą jest aria opowiadająca

M

o zmienności kobiecej natury (La donna è mobile). Jeśli Quasimodo jest najpopularniejszym garbusem świata, to za jego operowego odpowiednika należy uznać właśnie Rigoletta – nadwornego błazna księcia Mantui. Głowę tego młodego władcy, cieszącego się wątpliwą reputacją, wypełniają głównie plany podboju kolejnych niewieścich serc. Rigoletto, stając przed trudnym zadaniem rozbawienia lubieżnego księcia, nie zna litości. Na ofiary swoich niewybrednych żartów wybiera arystokratów, których córki i żony zostały zhańbione przez jego rozpustnego pana. W ten sposób staje się osobą powszechnie znienawidzoną na dworze i jest tylko kwestią czasu, gdy wyśmiewani i wyszydzani zjednoczą się w celu pomszczenia własnego honoru. Jednak, ku rozpaczy błazna, plany spiskowców wymkną się spod kontroli, a zemsta okaże się o wiele okrutniejsza w skutkach, niż pierwotnie planowali. Rozwój wypadków będzie obejmował kolejno: klątwę, wykorzystanie seksualne i ciało w worku. W skrócie, fabuła, której nie powstydziłby się żaden z seriali emitowanych przez amerykańskie stacje kablowe. Choć dziś nikt nie kwestionuje pozycji Rigoletta w stałym repertuarze operowym, jego początki były mocno niepewne. I nie chodzi tu o artystyczną niemoc kompozytora, tylko o problemy z cenzurą, której nie podobała się treść libretta. W pierwotnej wersji opera, oparta na sztuce Viktora Hugo Król się bawi, rozgrywała się bowiem na dworze francuskim, a rozpustnym władcą był sam Franciszek I Walezjusz. Z oczywistych względów taka tematyka nie spodobała się austriackiej władzy i ostatecznie to właśnie strażnikom publicznego porządku dzieło zawdzięcza swoją obecną, łagodniejszą wymowę.

W czasie czerwcowych spektakli polscy melomani staną przed wyjątkową szansą zakosztowania odrobiny światowej opery, a to wszystko bez konieczności wizyty w Mediolanie, Londynie czy Nowym Jorku. Jest to możliwe nie tylko dzięki samemu obcowaniu z arcydziełem Verdiego, ale również za sprawą znakomitej obsady. Obok Aleksandry Kurzak w tytułowej partii usłyszymy Andrzeja Dobbera, któremu również nieobce są La Scala, MET czy Opera Królewska w Londynie. Ten najsłynniejszy polski baryton miał okazję występować na jednej scenie z najgorętszymi operowymi nazwiskami takimi jak Jonas Kaufmann czy Anna Netrebko. Muzyka Verdiego, spektakl z La Scali (patrz: Ciekawostki) i znakomita obsada - oto przepis na prawdziwą ucztę dla zmysłów! 0

Rigoletto Reż. Gilbert Def lo D y r. A n d r i y Yu r k e v yc h Te a t r W i e l k i - O p e r a N a r o d o w a S p e k t a k l: 13 , 14, 15 i 1 6 c z e r wc a

Ciekawostki - Polska premiera Rigoletta miała miejsce 8 listopada 1853 roku w Teatrze Wielkim. - W 1901 roku na warszawskiej scenie w roli księcia Mantui wystąpił sam Enrico Caruso. - Obecne warszawskie przedstawienie Rigoletta jest wierną kopią spektaklu z La Scali z dekoracjami odpowiednio dostosowanymi do ogromnej sceny Teatru Wielkiego, która jest o wiele większa od swojego włoskiego odpowiednika.

maj-czerwiec 2013


/ recenzje / repertuar maj-czerwiec

Repertuar

warszawskich teatrów:

Zanurzeni bez pamięci

Maj - Czerwiec 2013

senki opowiadają o dramatycznych historiach miłosnych, rodzinnych i wojennych. Dobrano je nieprzypadkowo - po tytułowej wichurze przeżyć i emocji ostatnie zwrotki

Siła przyzwyczajenia

Ja, Feuerbach

Shitz

Merylin Mongoł

Kolacja dla głupca

Sceny niemalże małżeńskie

Piosennik

ocena:

Pocałunek

TEATR NARODOWY Aktor Natan mędrzec Tartuffe

przyjmują optymistyczny ton i zdystansowanie wobec nie-

xxxxz

TEATR ATENEUM

fortunnych zdarzeń. Napięcie jest stopniowane przez wibrujący głos piosenkarki, dynamicznie zmieniające się oświetlenie oraz materiał filmowy stanowiący tło dla muzyki (np. drugi plan do utworu Orszaki wypełniają fragmenty Polskiej Kroniki Filmowej). Muzyczne huśtawki emocji są doskonale widoczne na twarzy artystki, co nie pozwala nam zapomnieć, że mamy do czynienia z piosenką aktorską. Nie sposób też zignorować

Nawet gdy wichura

wirtuozerii gitarzysty, Andrzeja „e-molla” Kowalczyka,

Recital Ewy B łaszczyk Te a t r St u d i o

Feliciaka. Serca widowni zdobywa, sprawiająca wrażenie

Na ciemną scenę wchodzi kobieta w krwistoczerwonej

Mewa

WARSZAWSKA OPERA KAMERALNA

oraz przenikających salę dźwięków saksofonu Sebastiana odrobinę nieśmiałej, córka pani Ewy, Marianna Janczarska, wykonująca pod koniec recitalu dwa dynamiczne utwory.

sukience i zarzuconym na ramiona skórzanym płaszczu.

Całość sprawia wrażenie bardziej muzykowania niż po-

Bez słowa wstępu zaczyna śpiewać melancholijną piosenkę

ważnego koncertu. Recital ma przez to osobisty charakter.

o utraconej miłości.

Zebrane utwory są kroniką odchodzącego w niepamięć

Tak rozpoczyna się recital Ewy Błaszczyk, wybitnej

pokolenia Agnieszki Osieckiej i wyrazem ekscytacji, trosk

Cosi fan tutte

polskiej aktorki, piosenkarki i działaczki społecznej. Kon-

i dylematów tamtej epoki. Ewa Błaszczyk ze swoim zespo-

Polieukt

cert składa się z muzycznych aranżacji tekstów znanych

łem przypomina widzom, że warto zanurzyć się jeszcze raz

Don Giovanni Le nozze di Figaro

poetów i kompozytorów, m. in. Agnieszki Osieckiej, Natalii

w tych wspomnieniach.

Iwanowej, ks. Jana Twardowskiego oraz Jacka Kleyffa. Pio-

P I O T R DZ I A D O S Z

Samotna, zagubiona, opuszczona

TEATR NA WOLI Exterminator

Koziołek Matołek

Martwa natura w rowie

Amazonia

ma okazję śledzić historię wrażliwej i dumnej artystki od najmłodszych lat życia, przez rodzinne tragedie, po okres politycz-

Kamasutra

nego buntu. Chwilami humorystyczne, a niekiedy przejmujące

TR WARSZAWA Jackson Pollesch Nietoperz

Rozpal mój ogień

ocena:

Miasto snu

Między nami dobrze jest

Och-Teatr i Teatr Polonia zapraszają w wakacje na Plac Konstytucji, na bezpłatne, plenerowe spektakle!

x x x yz

aranżacje ukazują rozterki Niny Simone w przełomowych dla niej momentach życia. Moja Nina pokazała jednak dużo więcej niż tylko barwną biografię piosenkarki. Nieustannie z drugiego planu przebija się dużo poważniejsza kwestia dyskryminacji na tle rasowym. Nina Simone była nie tylko artystką – określała siebie mianem „żołnierza walczącego o sprawę polityczną”. U szczytu kariery związała się z radykalnymi ugrupowaniami politycznymi dążącymi do przyznania Afroamerykanom swo-

Moja Nina Reż. Adam Sajnuk Te a t r K o n s e k we n t n y

W stosunku do całości aranżacji, próba pokazania przez Monikę Mariotti odniesienia historii Niny Simone do współczesnych problemów dyskryminacji rasowej zdaje się być niespójna. Nagła zmiana narratora może wyrwać widza ze zbudowanego wcześniej nastroju. Ponadto niektóre zabiegi artystyczne,

Wydawać by się mogło, że niewiele może łączyć Polkę włoskiego pochodzenia z amerykańską piosenkarką o afrykań-

takie jak wykorzystanie współczesnej muzyki elektronicznej, wydają się nie na miejscu.

skich korzeniach. Jednak to właśnie wielka fascynacja aktorki

Na potrzeby spektaklu piosenki zostały bardzo trafnie prze-

Moniki Mariotti postacią Eunice Kathleen Waymon (pseudonim:

tłumaczone na język polski przez Katarzynę Groniec. Na słowa

Nina Simone) przyczyniła się do powstania sztuki Teatru Kon-

uznania zasłużyli również muzycy obecni na scenie, którzy do-

sekwentnego Moja Nina.

skonale budowali atmosferę spektaklu. To oraz wspaniały głos

Spektakl przyjął formę recitalu, który oparty został na peł-

34-35

bód obywatelskich.

Moniki Mariotti stanowią o tym, że Moja Nina jest widowiskiem

nych emocji piosenkach czarnoskórej wokalistki, wykonywa-

wartym polecenia nie tylko fanom jazzowych brzmień.

nych przez Monikę Mariotti. Za pośrednictwem utworów widz

A DA M Ś W I D E R S K I


recenzje / repertuar maj-czerwiec /

Pośmiejmy się trochę

Repertuar

warszawskich teatrów: Maj - Czerwiec 2013

Wszystko, co pochodzi z zagranicy, jest lepsze. Tak uważa większość polskiego społeczeństwa. Walentynki, hamburgery, Coca Cola… Czyżby zagraniczna moda dosięgnęła już nawet naszą rodzimą kulturę? Czy zatem teatr impro to kolejny chwyt marketingowy czy rzeczywiście odpowiedź na oczekiwania współczesnego człowieka? T E K S T:

TEATR WIELKI-OPERA NARODOWA Projekt ‘P’

Latający

Słowik

Rigoletto

Tristan

Święto Wiosny

J U S T Y N A P Ł AW S K A

rzed wejściem do sali panuje ścisk. Ludzie tłoczą się, niektórzy sączą drinki. W końcu tu mogą. To nie teatr, gdzie wypada być elegancko ubranym. Drzwi otwierają się, do małej sali wypełnionej rzędami krzeseł przeciskają się widzowie, zajmują miejsca. Wtedy wychodzą ONI. Czas na show. Tak wyglądają wieczory w wielu klubokawiarniach. Wystarczy przenośny sprzęt nagłaśniający, kilka reflektorów, odrębna sala, chociaż można się bez niej obyć. I oczywiście ONI. Mowa o aktorach – improwizatorach, którzy od razu łapią kontakt z publiką. Nie pozwalają jej się nudzić przez najbliższą godzinę, czasem dłużej.

P

Produkt z importu Wszystko zaczęło się w latach pięćdziesiątych XX wieku. Nowoczesna improwizacja miała swój początek w zajęciach prowadzonych przez Violę Spolin (amerykańska szkoła) oraz Keitha Johnstone’a (angielska szkoła). Schemat jest zwykle ten sam - aktorzy muszą zaangażować publikę, np. pytając się o słowo klucz do spektaklu, który za chwilę stworzą na oczach widzów. Dlatego w teatrze improwizowanym istotną rolę odgrywa charyzma i wyobraźnia. Nie ma żadnego scenariusza (choć i tak około połowa motywów jest wcześniej opracowywana), odtwórcy ról sami kreują bohaterów i rzeczywistość. Są więc jednocześnie aktorami, reżyserami i scenarzystami. Improwizator, wchodząc w scenę z odpowiednią postawą, mimiką, głosem, emocjami i słowami, składa propozycję swojemu partnerowi, a ten po prostu musi zareagować. Jak w fizyce – akcja wywołuje reakcję.

TEATR CAPITOL

Siłą teatru improwizowanego jest fakt, że za każdym razem spektakl zupełnie różni się od poprzedniego. Dlatego wielu wiernych fanów chodzi na jedną sztukę regularnie, za każdym razem widząc coś nowego i zaskakującego.

Saligia

Klimakterium... i już

Sceny dla dorosłych, czyli sztuka kochania

Śmiertelnie poważne uczucie

Czy to rzecziwiście teatr?

Klub mężusiów

Sextet, czyli Roma i Julian

Goło i wesoło

Pewnego dnia rano

Dwie połówki pomarańczy

Ktoś mógłby zarzucić teatrom improwizowanym, że są mało ambitne, a poziom jest niższy niż w tym tradycyjnym, nie wspominając o języku. Fakt, tematyka często krąży wokół pikantnych tematów, nie brakuje wątków seksualnych, homofobicznych, politycznych i religijnych, które są po prostu chwytliwe i wiecznie na czasie. Może właśnie z tego powodu widz nie nudzi się i wraca. Natomiast jeśli chodzi o poziom, to jest on składową wielu czynników. Są aktorzy, którzy zajmują się grą na co dzień, a są i tacy, którzy po prostu mają odwagę wyjść na scenę i użyć swojej wyobraźni, co również nie jest łatwe. Aktor – improwizator nie gra myślenia, lecz naprawdę musi myśleć. Nie gra słuchania, lecz naprawdę musi słuchać. Nie gra w określonym z góry miejscu, sytuacji, tylko sam wraz z partnerem musi stworzyć tę rzeczywistość. To już nie brzmi tak prosto i łatwo, prawda? Dlatego studencie, jeżeli nie masz ochoty na poważne spektakle, których nie rozumiesz, jeśli nie chcesz ubierać się w eleganckie ciuchy, a przy okazji wydać mniej na bilet, teatr improwizowany jest właśnie dla ciebie. W Warszawie jest wiele ciekawych miejsc, gdzie codziennie serwowana jest dawka humoru, wystarczy trochę poszukać. 0

Gwiazda i ja

TEATR DRAMATYCZNY Romantycy

Cudotwórca

Dwoje biednych rumunów mówiących po polsku

Gorki - 10 Uzbek

Młody Stalin Nasza klasa

TEATR SYRENA Jesienne manewry

Trener Życia

Śpiewnik Pana W.

Moja Nina

Klub Hipochondryków

Kot w butach

TEATR STUDIO Krzywicka/Krew

Filozofia po góralsku

Życie jest piękne

Rachatłukum

Wichrowe wzgórza

Sierpień

Anna Karenina

Ożenek

UFO. Kontakt

Czarnobylska modlitwa

Freddie Sąd Ostateczny

Interesujesz się teatrem? Masz uwagi dotyczące tekstów? fot. Aude Vanlathem, cc

Premiera co wieczór Spektakle improwizowane są zwykle komediowe, ponieważ łatwiej coś wyśmiać i przerysować niż stworzyć coś dramatycznego. Przedstawienia są przyjemne i tańsze od standardowego spektaklu teatralnego. Koszt takiego biletu to wydatek jedynie 10 – 15 zł.

Bożyszcze kobiet

Zapraszamy do kontaktu: teatr@magiel.waw.pl

maj-czerwiec 2013


styl życia / That’s my boy!

Styl

życia

Polecamy: 38-40 CZŁOWIEK Z PASJĄ „Chyba nigdy nie zwolnię!”

O kuchni, bieganiu i byciu „żoną swojego męża” w rozmowie z Iwoną Wentą

43 TURYSTYKA Samba na dnie piekła 44 WARSZAWA Chodźmy w plener Lato w mieście? My już wiemy, gdzie je spędzić!

Jedenaste - nie narzekaj R a fa ł w y s z y ń s k i arzekać można na wszystko, a my, Polacy, nie mamy sobie w tym równych. Chyba już taka nasza natura, że zawsze znajdzie się powód, aby pomarudzić. A to, że mamy za mało pieniędzy i nie wystarcza nam do pierwszego albo – w mniej skrajnym przypadku – na nowe najacze. A to, że podatki są za wysokie, że rząd jest zły, a opozycja jeszcze gorsza; że kolejki w przychodni, na poczcie czy w mięsnym są zdecydowanie za długie. Wymieniać przykłady można bez liku, ale chyba najbardziej popularnym i uniwersalnym jest narzekanie na brak czasu. Brak czasu na sen, brak czasu na odpoczynek, na sprzątnięcie pokoju czy nawet na zrobienie sobie porządnego obiadu. Deadline goni deadline, egzamin goni egzamin, a my nie mamy czasu absolutnie na nic. Nieprawda. Jeśliby się dokładnie przyjrzeć, to czasu mamy aż nadto, tylko mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Wystarczy się zastanowić, ile marnujemy go w ciągu jednego tygodnia. Prosty rachunek sumienia. Ile nowych memów znaleźliśmy na 9gagu i 4chanie? Ile nowych kawałków przesłuchaliśmy na Spotify’u? Ile odcinków ulubionych seriali obejrzeliśmy w zeszłym tygodniu? A gdy-

N

Kto z nas nie kierował się kiedyś zasadą: „zaraz to zrobię, tylko jeszcze jeden odcinek/obrazek/piosenka”?

by każdy z nas usiadł i spisał na kartce papieru, co robił nawet tylko przez dwa ostatnie dni, to porządnie by nas zatkało. Wiadomo, że część z tego to odpoczynek, ale kto z nas nie kierował się kiedyś zasadą zaraz to zrobię, tylko jeszcze jeden odcinek/obrazek/piosenka? Bach, wybija druga w nocy, a na ósmą musimy pójść na zajęcia lub do pracy. Rano oczywiście narzekamy, że nie mamy kiedy się wyspać. Serialomaniakom wiele uświadomi strona myepisodes.com. Wystarczy kilkanaście minut, aby zaznaczyć wszystko, co zdążyliśmy już obejrzeć. Wchodzimy potem w zakładkę Time I’ve wasted i niejednemu zagorzałemu widzowi opadnie szczęka. Osobiście naliczyła mi już ponad trzy i pół miesiąca. Zważywszy na fakt, że seriale oglądam od trzech, może czterech lat, to wynik jest dość „imponujący”. Po drodze „nie było czasu” na maturę, kolejne kolokwium czy sesję, jednak prawda, jak się okazuje, jest inna. Wprawdzie refleksja ta nie zmieniła sposobu zarządzania moim czasem i seriale dalej wygrywają z innymi „zajęciami”, ale już przynajmniej nie narzekam na jego brak. I polecam to każdemu. Nie ma się potem aż takich wyrzutów sumienia o ten „zmarnowany” czas. 0

maj-czerwiec 2013

fot. Piotr Zawiślak

Brazylijskie fawele


/ Iwona Wenta Jadę po słoiki.

Chyba nigdy nie zwolnię!

Przez lata mówiono o niej „Pierwsza Dama polskiej piłki ręcznej”. I choć bycia damą odmówić jej nie można, to najbardziej w życiu lubi się zmęczyć. Jak już się zmęczy, odpoczywa w rodzinnym gronie, przy dobrej kolacji, koniecznie własnego autorstwa! O swoim świecie, specjalnie dla MAGLA, opowiada trener fitness i pasjonatka biegania – Iwona Wenta, prywatnie żona trenera piłki ręcznej, Bogdana Wenty. r o z m aw i a ł a :

E WA S T E M P N I OW S K A

Z DJ Ę C IA :

TO M a s z FĄ FA R A

ie było łatwo się na tę rozmowę umówić. Wiecznie zabiegana, wiecznie coś robi, ma tysiąc pomysłów na sekundę i tak wiele spraw, na które ciągle brak czasu. Jest czwartego kwietnia, i, mimo że od przeszło tygodnia mamy kalendarzową wiosnę, to za oknem wciąż szaro i ponuro. Spotykamy się w jej królestwie – domu na kieleckiej Podkarczówce, gdzie już od progu czuć, że to miejsce pełne życia i, że ktoś o to ciepło domowe dba. –Ewa, ale co ja Ci mogę tak naprawdę powiedzieć? Jestem zwykłą kurą domową… Zdecydowanie nie jest. Perfekcjonistka w każdym calu. I choć jest „żoną swojego męża”, to nie pozostaje w jego cieniu. Pokazuje, że bycie żoną znanego sportowca, to nie tylko przysłowiowe „leżeć i pachnieć”. Ma swoje pasje, o które walczy i, mimo częstej zmiany miejsca zamieszkania, zawsze potrafiła zorganizować sobie swój mały świat.

N

M A G I E L : To pochwal się, co dobrego ugotowałaś na święta? IWONA WENTA: Święta zaczęliśmy jedzeniem już w piątek! Oczywiście była

rybka i krewetki, to takie typowo polskie i świąteczne, prawda? (śmiech) Mamy tutaj sporo znajomych, którzy nam podrzucają dziczyznę, więc w sobotę polędwica z sarny, a w niedzielę, też tak typowo wielkanocnie – żeberka, które uwielbiamy! A w poniedziałek miałam wolne, bo odwiedziliśmy znajomych.

38-39

Ale chyba nie od zawsze lubiłaś gotować, mam rację? My się szybko hajtnęliśmy, miałam dziewiętnaście lat i nic wtedy nie potrafiłam… Nawet telefonów jeszcze nie było, także po drodze do domu wpadałam do mamy i dopytywałam co i jak zrobić, a mama tłumaczyła… Nie było książek kucharskich, w telewizji żadnych programów, Internetu też nie było… Później mieszkaliśmy w Hiszpanii, dosłownie na granicy z Francją, i dlatego często we Francji bywaliśmy, korzystając z jej uroków krajobrazowych oraz kulinarnych. Potem, jak mieszkaliśmy w Niemczech, to z kolei byliśmy zaprzyjaźnieni z taką włoską rodziną, poznawaliśmy kuchnię włoską i kuchnię niemiecką. Zawsze jak gdzieś się jeździło, czy na wczasy, czy do znajomych, to lubiłam popróbować wszystkiego! Doświadczenie międzynarodowej kuchni sprawiło, że potem siłą rzeczy musiałam to w domu wypróbować! Poza tym, jeżeli coś sprawia przyjemność, to się temu poświęca czas i eksperymentuje.

A Tobie sprawia… No tak! Lubię gotować, lubię rozpieszczać moich chłopaków i sama też lubię jeść! Wspólne posiłki w gronie kochanych osób, połączone z ciekawą konwersacją, a niekiedy i burzliwą dyskusją, to jedne z piękniejszych momentów mojego codziennego życia! A potem i tak spalimy to, co zjedliśmy. (śmiech)


Iwona Wenta /

Lubicie jeść, ale mówisz, że wszystko to spalacie. Mam rozumieć, że idealna niedziela to nie jest dla Was kanapa i telewizor?

Biegam Bo Muszę. Bo ja go zmuszam do tego biegania! (śmiech)

Nie! Zaczynamy od biegania i jak wracamy do domu, to dopiero wtedy lubimy usiąść, zrobić jakąś dobrą obiadokolację, ewentualnie obejrzeć film.

Naprawdę jesteś taką domową terrorystką?

To skoro już wywołałaś temat, powiedz, jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Kobieta jest szyją, która kręci głową?

Na bieganie mnie wzięło w Lübbecke, był rok 2000. To był dla nas taki ciężki okres, Tomek był malutki, a Bogdan był wtedy po dwóch kontuzjach Achillesa i chyba już mieli go dosyć, nie przedłużyli kontraktu. Byliśmy na rozdrożu, czy wracać do Polski, co dalej robić… Bogdan już miał swoje lata, prawie czterdzieści. Pracowałam tam jako instruktor fitnessu i już było wiadomo, że będziemy się wyprowadzali, także zaplanowali nowy grafik beze mnie. Siedziałam w domu i stwierdziłam, że coś trzeba ze sobą zrobić! No i zaczęłam biegać, spokojnie, od dwudziestu minut. Jeszcze miałam jakieś byle jakie buty, żadnych biegowych, tylko takie, jakie miałam w domu, do fitnessu. To było wiosną, a po jakichś dwóch miesiącach zadzwoniła moja siostra, która mieszkała wtedy w Berlinie i mówi Słuchaj, będę chciała biegać maraton berliński, nie chcesz pobiec ze mną? No i się zgodziłam…

No tak, poddają się, bo im wygodnie… Niby jestem taką terrorystką, ale im z tym dobrze, bo umywają ręce i jakieś obowiązki z nich schodzą, albo coś, nad czym musieliby pomyśleć, co czas by im zabrało, dzięki mnie jest zaplanowane.

Taki maraton to duże wyzwanie… Jak się do niego przygotowywałaś? Na podstawie magazynów o bieganiu oraz forów maratończyków –amatorów. W międzyczasie się przeprowadziliśmy. Zaczęłam biegać w Lübbecke i dalej biegłam we Flensburgu. Tym samym poznawałam okolicę, bo trzeba kilka tych trzygodzinnych biegów zrobić przed maratonem. A te trzygodzinne biegi to dwadzieścia parę-trzydzieści kilometrów, także sobie zwiedzałam Flensburg i Handewitt. Na kilka dni przed startem zaczynałam stosować dietę węglowodanową, czyli duże ilości ryżu i makaronu. Organizowali też bieg dla dzieci, mój Tomek był wtedy malutki, ale pobiegł kółeczko na stadionie. No i przebiegłam ten maraton poniżej czterech godzin! Walczyłam z czasem i zmęczeniem, głównie mięśniowym, ale na mecie czułam się strasznie spełniona, silna i szczęśliwa! Dwa lata później startowałam w maratonie w Hamburgu i wtedy już miałam zdecydowanie lepszy czas! Teraz ta moja grupa, Biegam Bo Muszę, też się przygotowuje do maratonu i nieraz proponują, ale ja mówię Nie, nie, nie! To tyle czasu potrzeba, a mam tak dużo różnych rzeczy, które lubię robić i które też wymagają czasu! (śmiech) Jedyne co na razie zrobiliśmy, to grupą dziewiętnastu osób pojechaliśmy na Bieg Niepodległości do Warszawy. Wszyscy poprawili swoje czasy, a ja przebiegłam trasę w 46.07 minut i byłam 59 na 1775 kobiet. Jestem z siebie zadowolona!

A dlaczego biegacie, bo musicie, a nie lubicie? Pierwsza akcja to było w sobotę Biegam Bo Lubię, ale nie wszystkim pasowało. Kobiety też zawsze coś tam muszą przygotować, zakupy zrobić i tak dalej. A poza tym, utworzyła się druga grupa, w niedzielę, niezależnie od tego Biegam Bo Lubię. Część osób z Symetris (Klub fitness, w którym trenerem jest Iwona – przyp. red.), a później dochodziły do nas te osoby z Biegam Bo Lubię albo znajomi znajomych, dzieci członków Symetris, rodziny członków Symetris… Powstała taka spora, fajna grupa! A Biegam Bo Muszę, ponieważ zachęcałam moich chłopaków do biegania, zawsze dużo robimy wspólnie, i z Tomkiem, i z Bogdanem, no i chciałam, żeby do mnie dołączyli. Tomek jakoś się wdrożył od początku i rzeczywiście, jeżeli może, jest na miejscu, to co niedziela z nami biega, a Bogdan się bronił, bo w niedzielę lubi sobie pospać. Zawsze schodził taki zblazowany z góry − Iwona, zawsze musi być tak, jak Ty chcesz! W niedzielę biegać, cała rodzina musi biegać! I wiesz, rzeczywiście w takim nastroju jechał tam, biegał swoją rundkę, ale jak dobiegł to już z wszystkimi rozmowny, humor mu wrócił, zadowolony. Ale co niedziela taki nadąsany schodzi żeby biegać! Któregoś dnia go nie było, był gdzieś na wyjeździe i miał do nas dojechać. I ja mówię wtedy − Wiecie co, to się nie nazywa Biegam Bo Lubię, to się nazywa

Poddają się, bo w sumie to, co robię, jest logiczne (śmiech), ma sens.

Od zawsze wiedziałaś, że swoje życie zwiążesz ze sportem? Jak trafiłaś na gdański AWF? Trenowałam gimnastykę sportową…

…i nawet zdobyłam Mistrzostwo Polski! A to tak! (śmiech) Ale to takie wiesz, klasa pierwsza… Musiałam przestać ze względu na problemy z kręgosłupem, ale chciałam iść na AWF, rozwijać się w tym kierunku, pracować jako trener gimnastyki. W sumie to dużo się nie pomyliłam. (śmiech) Nie jestem trenerem gimnastyki, sportu wyczynowego powiedzmy, ale jestem trenerem fitnessu! Skończyłam jeszcze fizjoterapię, także trochę masażu liznęłam i będąc w Hiszpanii pracowałam właśnie w takim gabinecie fizjoterapii ze sportowcami, ale też i z ludźmi, którzy na co dzień do czynienia ze sportem nie mieli.

Twoja przygoda z fitnessem rozpoczęła się jeszcze na studiach? Tak, jeszcze studiowałam w Gdańsku i przez przypadek taki Zbyszek z AWF-u, który obstawiał zajęciami różne sale gimnastyczne w Trójmieście, zapytał mnie, czy nie objęłabym takiej posady. No i zaczęło się w Sopocie, od godziny siedemnastej startowały zajęcia, ale było tak dużo chętnych, że zrobili drugą godzinę po tej jednej. Przychodziły następne osoby i znowu sala była tak pełna, że zrobili trzecią grupę. Także spędzałam dwa razy w tygodniu, po trzy godziny na tych salach gimnastycznych! Wtedy to jeszcze nawet bez butów. Wiesz, wchodził w Polsce aerobik Jane Fondy, czyli cały taki look – getry, stringi. (śmiech)

I co dalej z tym Twoim fitnessem się działo? Potem pojechaliśmy do Hiszpanii, do Irunu i tam tak sporadycznie dorabiałam, bo więcej właśnie pracowałam w tym gabinecie fizjoterapii. A ostatni rok to w ogóle zaczęłam pracę w firmie import-eksport. W Barcelonie byliśmy dwa lata i tam też pracowałam w tego typu firmie, ale z kolei uczęszczałam na zajęcia, korzystałam z usług klubu. A tak naprawdę, tak na poważnie, to się zaczęło w Niemczech. Zapisałam się do klubu jako członek, jeszcze wtedy byłam w ciąży i właścicielka klubu mnie zagaiła, czy po urodzeniu dziecka, nie chcę tam zacząć pracować. No to oczywiście urodziłam i cztery tygodnie później zaczęłam pracować. (śmiech) Fajnie, bo była tam opieka dla dzieci, także ja sobie szłam na tę godzinkę zajęć, którą tam dawałam rano, i się tym moim Tomkiem tę godzinę opiekowali. Poświęcałam temu coraz więcej czasu, zaczęłam robić szkolenia, licencje. Głównie w Niemczech szkoliłam się w kierunku fitnessu.

Znalazłaś swój sposób na życie. Z Niemiec trafiliście z powrotem do Polski. Tak i bardzo się po tym powrocie do Polski zdziwiłam, że tutaj faktycznie fitness jest tak do przodu, że fajne konwencje i szkolenia się organizuje. Międzynarodowe szkoły zaczęły działać w Polsce, powstały też polskie szkoły. I tu się zaczęła historia z jogą…

Jak poznawałaś jogę? Wiesz, po tych wszystkich moich mocnych zajęciach dance’owych, stepowych, te moje licencje – Body Combat, czyli boks, Body Pump – 1

maj-czerwiec 2013


/ Iwona Wenta

zajęcia ze sztangami, treningi interwałowe, zaczęłam prowadzić pilates, a po pilatesie Zdrowy Kręgosłup. I tak właśnie liznęłam tych spokojnych zajęć, mentalnych, i po takim doświadczeniu, wypróbowaniu różnych form fitnessu, dostrzegłam zalety tego treningu. Zobaczyłam, jak on fajnie wpływa na samokontrolę i kompensuje wysiłek.

Ale chyba mi nie powiesz, że Ty, z Twoją energią, potrafiłaś od razu tak spokojnie sobie wysiedzieć w tych wszystkich asanach (pozycje jogi – przyp. red.)?

Byłaś zazdrosna o piłkę ręczną, o reprezentację? O to drugie dziecko Twojego męża? Nie tyle zazdrosna, o ile teraz widzę jak jest fajnie, gdy nie ma kadry i Bogdan jest częściej w domu. Wiesz, jakby nie było, to cię terminowo odciąży, czy syna gdzieś zawieźć, czy coś pomóc. Obowiązki domowe były głównie na mojej głowie i jednak odczuwam tę różnicę, że jest go więcej w domu. Też z tego względu jest fajnie, że mamy więcej weekendów wspólnych, możemy gdzieś wyskoczyć.

Wydawało mi się, że nie, ale już uspokoiłam się trochę przez te pilatesy i Zdrowy Kręgosłup. Chociaż oczywiście nie w takim stopniu jak dzięki jodze! Po prostu byłam ciekawa, bo wszędzie się słyszało „joga joga”, no i wyjechałam na pierwsze szkolenie, takie basic, i się zdziwiłam, jak mogę odpłynąć, jak mogę się wyłączyć z całego otoczenia. Dla mnie to było nieprawdopodobne, że potrafię, że to właśnie daje joga!

A Ty w ogóle lubisz piłkę ręczną?

Czyli Ty odpoczywasz w trampkach?

Tak, wtedy tak. Później jak się Tomek urodził, po tylu latach, bo to już było z dwadzieścia lat poza Polską, tak się wahaliśmy, czy tam naszego życia nie poukładać. Tomek tam chodził do szkoły, mieliśmy swój krąg znajomych. Od Polski byłam wtedy zbyt długo oderwana, czy byliśmy... No, Bogdan jeszcze w międzyczasie ze względu na reprezentację tutaj częściej jeździł miał styczność, a ja co? Przez dwadzieścia lat byłam w Polsce dwa tygodnie w roku, przy okazji jakichś świąt… Także miałam obawy wrócić, bo tam mi się dobrze żyło.

Tak, tak! Jak są jakieś święta albo wczasy, gdzieś jedziemy, to zawsze trampki biorę ze sobą i coś tam się zrobi. Dużo nie trzeba! (śmiech)

Ty tak długo możesz o tym sporcie mówić, co? Więc powiedz, jakie sporty są jeszcze w Twoim życiu obecne? Tenis? Narty? Tenis oczywiście liznęliśmy i graliśmy razem z Bogdanem, to się bardzo przydaje, gdy na przykład jedziemy na wczasy. Teraz już Bogdan jest trochę starszy i mniej sprawny, a ja jeszcze jakoś się trzymam, także już powoli zaczynam być dla niego partnerką, bo kiedyś nie miałam szans! (śmiech). A teraz już się bawimy tenisem! No i narty doszły, Bogdan jest zupełnie szalony na punkcie nart! Oczywiście musiałam też spróbować deski.

No i jak wrażenia? Fajnie, ale wróciłam do nart. Właśnie się zastanawiałam, bo przecież nawet tutaj w Kielcach mogłam na tych prostych stokach wrócić do deski i sobie przypomnieć. W tym roku najpierw byliśmy w Austrii, 217 kilometrów tras! Trzy miejscowości połączone – Ladis, Fiss, Serfaus, tak za Innsbruckiem. Bardzo fajnie, bardzo rodzinnie! Później pojechaliśmy do Białki. Sam ośrodek to taki nawet przygotowany, ale minutę jedziesz z góry, a kolejne pół godziny spędzasz w kolejce…

A tak w kontekście tenisa, to co z Waszym układem, że nie gracie razem w żadne gry? Nie, to wiesz, w te gry stołowe – karty, kości i tak dalej. To nie, nie, nie! W narzeczeństwie ostatni raz. (śmiech) Później z naszym synem próbowaliśmy grać w te dziecinne gry, żeby rozwinąć i też się nie dawało, każdy chciał mieć swoje reguły. Ale razem tańczyliśmy! Namówiłam Bogdana na taniec towarzyski tutaj w Kielcach.

No w końcu od tańczenia się u Was zaczęło… No tak! Poznaliśmy się na dyskotece, dobrze się ruszał. (śmiech) I na pewno wrócimy do tego! Może jak, Tomek pójdzie na studia, to będziemy mieli więcej czasu dla siebie, więcej luzu.

40-41

No ze względu na Bogdana musiałam. (śmiech) Wcześniej się nie interesowałam, ale się wciągnęłam! Kibicuję i staram się być na najważniejszych meczach. Wiesz, przecież to tyle lat! Trzydzieści lat!

Jak wyjeżdżaliście do Hiszpanii, to było takie przekonanie, że na pewno wrócicie do Polski, że to jest Wasze miejsce?

Ale pojawiła się oferta z Kielc… Trafiła się oferta z Kielc i równocześnie była też oferta z Hiszpanii, mieliśmy wahanie, czy tam nie wrócić. W końcu zdecydowaliśmy się na Kielce i teraz to już jakbyśmy tutaj dwadzieścia lat byli, tak mi się żyje. (śmiech)

A Ty zawsze grzecznie pakowałaś walizeczki i tam gdzie Bogdan dostał kontakt, tam Ty za nim? Nie, decydowaliśmy wspólnie! Szczególnie ta decyzja powrotu do Polski była bardzo ważna, kwestia, czy zostajemy gdzieś na zachodzie, czy wracamy do Polski. Nie – wspólnie, wspólnie! Zresztą, nie rozumiem, jak mogłoby być inaczej…

Masz takie typowo „babskie” słabości? Buty, torebki, ciuchy? Wygodne buty przede wszystkim! Teraz powiem szczerze, że więcej chodzę na płaskich, ale jak wyjście, to musi być szpila! (śmiech) No i lubię torebki. Oryginalne! Znaczy nie oryginalne pod względem wyglądu, ale lubię jakość. Żeby to było dopracowane, buty wygodne, wykonane tak, że każda niteczka, każde sklejenie to perfekcyjnie, no i to samo z torebkami. Muszą być jakościowo super! Tak samo okulary, dodatki… Żadnych podróbek nie trawię!

Powiedz mi tak na koniec – czy Ty kiedykolwiek zwolnisz tempo i zasiądziesz na tym przysłowiowym fotelu bujanym? Mam nadzieję, że nie będę musiała i że mi zdrowie dopisze! A jeszcze teraz, jak jogę liznęłam, to wiem, że będę mogła ćwiczyć do końca życia. 0


sport? tylko na plaży/

SPORT

Mała stolica wielkiego sportu Rywalizacja najlepszych na świecie par siatkówki plażowej, wypełniający trybuny do ostatniego miejsca spontaniczni i żywiołowo reagujący kibice, pula nagród przekraczająca milion dolarów, a wszystko to w urokliwym otoczeniu mazurskich lasów i jezior. Niemożliwe? Witaj w Starych Jabłonkach na Mistrzostwach Świata w Siatkówce Plażowej. u r s z u l a s t e l m ac h

istoria turniejów w Starych Jabłonkach sięga roku 2004, kiedy to po raz pierwszy zorganizowano imprezę z cyklu World Tour, a już w 2010 roku w tej małej miejscowości położonej na Mazurach rozegrano turniej wielkoszlemowy. Kiedy trzy lata temu dyrektor turnieju, Andrzej Dowgiałło, zapowiedział, że chce zorganizować tam Mistrzostwa Świata, wielu ekspertów przecierało oczy ze zdumienia. Jednak kilka miesięcy później siatkarska Polska została zaskoczona wiadomością, że do grona gospodarzy Mistrzostw Świata, czyli m.in. Los Angeles, Berlina i Rzymu, pokonując po drodze kandydaturę Moskwy, dołączy mazurska wieś licząca 700 mieszkańców – Stare Jabłonki. Jak stało się to możliwe ?

H

FIVB od lat zaliczają turniej do najlepiej zorganizowanych na świecie i tradycyjnie przyznają mu najwyższą ocenę, czyli „nic do poprawy”.

Bo wyniki sportowe Siatkówka plażowa powoli wychodzi z cienia swojej halowej odmiany i podbija serca co-

Bo organizacja Stare Jabłonki na czas mistrzostw zamienią się w około stutysięczne miasto, a liczby dotyczące organizacji turnieju wyjątkowo przemawiają do wyobraźni. Spodziewany jest przyjazd 192 zawodników z całego świata i 250 przedstawicieli mediów, a sygnał telewizyjny z imprezy zostanie nadany przez Telewizję Polską do 1,65 miliarda odbiorców na 5 kontynentach. Mecze będą rozgrywane na pięciu boiskach (na których znajdzie się ponad 2100 ton piasku), w otoczeniu hotelu Anders o powierzchni ponad 100 tys. metrów kwadratowych. Na stadionie głównym przewidziane jest miejsce dla 9 tys. kibiców (czyli tyle, ile w największych halach sportowych w Polsce), zaś druga pod względem wielkości arena mistrzostw pomieści 3 000 kibiców. Na pozostałym terenie znajdą się jeszcze trzy boiska boczne, strefa kibica oraz… pływające boisko z wykwintną restauracją (organizatorzy chwalą się, że będzie tam jadał sam Prezydent RP). Doskonałe zaplecze gastronomiczne jest zresztą od lat wizytówką turnieju w Starych Jabłonkach, a o podniebienia kibiców w tym roku będzie dbał m.in. Karol Okrasa. Supervisorzy

Bo atmosfera Z roku na rok do Starych Jabłonek przybywa coraz więcej sympatyków tej dyscypliny sportu. Turniejowe trybuny to swoisty fenomen – atmosferę podgrzewają nie tylko najlepsi polscy DJ-e, ale również cheerleaderki z Wysp Kanaryjskich. Co roku zawodom towarzyszy bogaty program artystyczny. Najlepiej o szalonej atmosferze w Starych Jabłonkach świadczy fakt, że to właśnie tam powstał układ do piosenki Ona tańczy dla mnie zespołu Weekend (prezentowany nie tylko przez kibiców, ale również zawodników i… sędziów zawodów). Bardzo cieszy również fakt, że klimat wielkiego siatkarskiego święta udziela się również zawodnikom i międzynarodowym obserwatorom, którzy w wywiadach wielokrotnie wychwalają mazurski turniej. Siatkarze mają tak ogromny sentyment do małej miejscowości na Mazurach, że nie odpuścili turnieju nawet po ekstremalnie wymagających Igrzyskach Olimpijskich w ubiegłym roku. Niektórzy przybywają na boiska hotelu Anders z całymi rodzinami. fot. www.worldtour.pl

T E K S T:

raz szerszego grona kibiców. Jeszcze 9 lat temu PZPS przeznaczał na siatkówkę plażową około 50 tys. zł rocznie, obecnie to kwota około 5 milionów złotych. Turnieje w Starych Jabłonkach od lat wspierane są przez takich gigantów jak chociażby Swatch czy Orlen, a Ambasadorką tegorocznych MŚ została m.in. Otylia Jędrzejczak. Bardzo cieszą również wyniki sportowe polskich par. Duet Grzegorz Fijałek/ Mariusz Prudel zajął 5. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, a po piętach depczą im kolejni siatkarze: Michał Kądzioła i Jakub Szałankiewicz oraz Piotr Kantor i Bartosz Łosiak, wśród pań brylują natomiast Monika Brzostek i Kinga Kołosińska. Co ciekawe, w bogatej historii mazurskiego turnieju polska para tylko raz wywalczyła medal (w 2011 roku Fijałek i Prudel stanęli na drugim stopniu podium). Nic w tym jednak dziwnego, gdyż Mazury goszczą siatkarską elitę – fanom siatkówki nazwiska takie jak Rogers i Dallhauser czy Silva i Franca, które to regularnie pojawiają się na Mazurach, mówią wszystko.

Bo przyjedź i przekonaj się sam Mistrzostwa Świata odbędą się w dniach 1-7 lipca 2013. Atmosfery turnieju w Starych Jabłonkach nie da się opisać słowami. Trzeba przyjechać, poczuć ją i stać się częścią tego niesamowitego widowiska. Bilety na imprezę cieszą się ogromną popularnością, jednak wciąż znajdują się jeszcze w sprzedaży. Co ciekawe, organizatorzy zrobili kolejny ukłon w stronę publiczności – w dniach 1-3 lipca wstęp na imprezę jest bezpłatny, na pozostałe dni obowiązują bilety w cenie 30 zł, a starcia półfinałowe i finałowe obejrzymy po przystępnej, jak na Mistrzostwa Świata, cenie wynoszącej 70 zł. Uważajcie jednak – kto raz odwiedzi tę niepozorną miejscowość nad jeziorem Szeląg, ten wróci tu jeszcze nie raz. 0

maj–czerwiec 2013


PO GODZINACH / Google Drive i pochodne Dział zbierający zamykane działy, a potem i tak puszczający multimedia.

Google’owa chmura Nowoczesne technologie ułatwiają życie wszystkim. Pozwalają na dzielenie gigantycznych zasobów danych, wykonują niekończące się obliczenia w kilka sekund, zbierają informacje. Jednakże dla pojedynczej osoby, a w szczególności dla studenta, ich mniej znaczące możliwości są istotniejsze. A L E K S A N D R A KO S I O R

Google Docs Google Drive to jednak nie tylko dodatkowe miejsce do przechowywania plików. Dysk jest zintegrowany z inną usługą Google – Google Docs. Umożliwia ona użytkownikowi tworzenie dokumentów, prezentacji, formularzy, arkuszy kalkulacyjnych oraz rysunkówzapisywanych bezpośrednio na wirtualnym dysku. Pliki te są obsługiwane przez przeglądarkę i  bazują na standardowym oprogramowaniu Microsoft Office. Pomimo faktu, że nie zawierają one wielu funkcji pakietu Office’a, mają inne zalety. Przede wszystkim jest to możliwość dzielenia plików w czasie rzeczywistym. Oznacza to, iż więcej niż jedna osoba może pracować nad danym dokumentem w tym samym czasie. Ponadto możliwe jest użycie wbudowanego czatu do porozumiewania się z  innymi osobami.

42-43

CC

Google Drive jest integralną częścią konta Google. Dostęp do niego posiada każda osoba mająca konto Gmail. W podstawowym pakiecie oznacza to 5 GB dodatkowego, wolnego miejsca oprócz tego, które jest dostępne w skrzynce mailowej. Za dodatkową opłatą można uzyskać nawet do 16 TB miejsca w googlowej chmurze. Jego budowa bazuje na standardowej strukturze plików Windowsa, a obsługa jest wyjątkowo prosta. Jednakże to nie jedyna zaleta użytkowania Google Drive jako zewnętrznego dysku. Firma udostępnia program, który tworzy folder na dysku twardym komputera. Każdy plik zapisany w tym folderze jest automatycznie wysyłany na dysk w chmurze w momencie nawiązania połączenia z  Internetem. Synchronizacja odbywa się również w drugą stronę. Wszystkie pliki zostają natychmiastowo pobrane na dysk bez konieczności ingerencji użytkownika, dzięki czemu nie występuje problem utraconych plików.

Inc.

Pomysł na chmurę

g le

J

Najistotniejszym ułatwieniem jest jednak autozapisywanie, które również odbywa się w czasie rzeczywistym. Co więcej, użytkownik może otworzyć każdą poprzednią wersję dokumentu od momentu utworzenia, poprzez wszystkie modyfikacje, aż do ostatniego zapisu. Ciekawą funkcją Google Docs jest również możliwość użycia wyszukiwarki Google z  poziomu dokumentu oraz automatycznego tłumaczenia z użyciem Google Translate. Wspomnieć należy także o połączeniu z Google Books czy siecią społecznościową, która pozwala za pomocą jednego kliknięcia udostępnić dokumenty znajomym bądź całemu światu.

Goo

edną z najważniejszych technologii ostatnich lat jest tzw. cloud computing, czyli chmura. Dla większości jest ona jedynie dodatkowym dyskiem, dostępnym z wielu urządzeń. Jej możliwości są jednak znacznie bogatsze. Doskonale wykorzystuje je Google ze swoim produktem Google Drive.

f ot .

T E K S T:

Logo Google Drive Google Drive pozwala także na przeglądanie najpopularniejszych formatów plików, takich jak doc, docx, xls, xlsx i pdf. Dodatkowo wszystkie pliki Office’a  można automatycznie przekonwertować na pliki Google Docs, co pozwala na ich edycję w przypadku nieposiadania odpowiedniego oprogramowania.

Świat aplikacji Google Docs nie jest jednak jedyną aplikacją, których można używać za pomocą Google Drive. Chrome Web Store pozwala na dołączenie do dysku dziesiątek innych aplikacji. Wśród nich są zaawansowane edytory prezentacji, diagramów, tekstu czy rysunków. Uwagę zwracają również aplikacje umożliwiające podpisywanie się na plikach pdf bez konieczności ich drukowania i skanowania, odtwarzacze muzyki, gra-

ficzne kalkulatory czy programy do tworzenia map myśli. Niektóre z nich mogą spokojnie rywalizować swoją kompleksowością z  pakietem Office. Doskonałym przykładem jest aplikacja SlideRocket, która pozwala na tworzenie zaawansowanych prezentacji, posiadająca bogaty wybór kolorów, animacji i krojów czcionki.

Integracja Google Drive jest integralną częścią usługi Google. Jego możliwości znacząco wzrastają w połączeniu z  użyciem Gmaila, przeglądarki Google Chrome, wspomnianych już Google Docs, a także innych dysków operujących w chmurze. Przeglądarka Google pozwala na wgranie rozszerzeń, które automatycznie sprawdzają aktualizacje na Google Drive dokonane przez inne osoby, czy też zapamiętują strony internetowe jako obrazy na dysku. Wyjątkowo wygodną aplikacją jest zapisywanie gmailowych załączników na dysku. Aplikacje, które można dołączyć do Google Drive, dają także możliwość połączenia tego dysku z innymi dyskami w chmurze. Aplikacje jak Hojoki czy BusyFlow mają możliwości tworzenia tzw. workspace i  kooperacji w  grupie. Każdy workspace może być podłączony do jednego lub kilku wirtualnych dysków, a także do m.in. Google Calendar czy wirtualnych dashboardów, takich jak Trello. Ponadto operują one na podobnej zasadzie co Facebook, dając użytkownikom danego workspace’a dostęp do „walla”, na którym oprócz komentarzy pojawiają się także wszystkie nowe pliki oraz aktualizacje przypisane do osób je tworzących. Aplikacje te dają także sposobność przygotowywania wydarzeń lub zadań dla osoby lub grupy osób. Google Drive to jeden z  najciekawszych wirtualnych dysków dostępnych obecnie na rynku. Jest doskonale zintegrowany z innymi usługami Google, a jego możliwości są znacznie większe niż przechowywanie dokumentów. Wykorzystanie tej oferty zależy wyłącznie od użytkownika. Nie jest to skomplikowane narzędzie, a nauka jego obsługi zajmuje chwilę. Znacznie krócej niż napisanie tego artykułu za pomocą Google Docs. 0


niechciane dzielnice /

Samba na dnie piekła Rio de Janeiro głównie kojarzy się z hucznym świętowaniem karnawału, skąpo ubranymi tancerkami poruszającymi się żwawo w rytmie samby oraz z monumentalnym posągiem Jezusa górującym nad metropolią. Jednak podróżnik, który znajdzie czas na oderwanie się od zabawy przekona się, że to miasto skrywa także mniej atrakcyjne i wesołe miejsca – fawele. TEKST i FOTOGRAFIE:

M ag da l e n a Pat e r

awela. Dla niektórych to słowo nie oznacza zupełnie nic, innym kojarzy się tylko z biedą, handlem narkotykami i  przestępczością. Pierwszą próbą zwrócenia uwagi świata na te obszary był klip Michaela Jacksona They don’t care about us, kręcony na terenie osiedla Santa Marta w Rio de Janeiro. Po tym wydarzeniu zaczęli odwiedzać je wpływowi politycy oraz gwiazdy światowego formatu. Rozgrywały się tam także akcje filmów, jak Miasto Boga czy Fast 5.

F

Osiedla Boga Słowo „favela” oznacza roślinę, która rośnie na wzgórzach Rio de Janeiro – miejscach, gdzie osiedla się biedota. Pierwszą fawelą nazwana została osada założona przez żołnierzy w XIX wieku. Następne osiedla tego typu były tworzone przez niewolników, głównie z  Afryki, którzy zostali pozostawieni samym sobie po zniesieniu niewolnictwa oraz przez biedniejszą ludność brazylijską, zepchniętą na obrzeża miasta. Największy ich kompleks, Complexo do Alemão, składa się aż z szesnastu faweli, zajmując powierzchnię około 300 hektarów. Do jego powstania przyczynił się Polak – Leonard Kaczmarkiewicz, który w latach 20. XX wieku, emigrując do Brazylii, zakupił ziemię w tamtym rejonie, zwaną Serra de Misericórdia. Z powodu typowo europejskiej urody mieszkańcy nazywali go Niemcem, alemão, a jego ziemię – Morro do Alemão, czyli niemiecka dzielnica. W latach 50. zaczął sprzedawać ziemię pod zabudowania przemysłowe oraz mieszkania dla robotników fabryk znajdujących się w pobliżu. Od momentu stworzenia do czasów obecnych fawele są postrzegane jako najbardziej niebezpieczne miejsca w Brazylii. To główne ośrodki handlu narkotykami, w których żyje około 6 proc. populacji Brazylii. Egzystencja mieszkańców faweli, zwanych favelados, toczy się jakby

obok życia w innych częściach miasta. Oni sami twierdzą, że tworzą w pewien sposób inny naród. Każdy ruch rządu brazylijskiego nakierowany na normalizację panującej tam sytuacji odbierany jest jako zamach na ich osobowość. W faweli każdy się zna i  troszczy o siebie, żyjąc tam, można czuć się całkowicie bezpiecznym. Wielu emigrantów przyjeżdżających do Brazylii wynajmuje lub kupuje mieszkania właśnie w  biednych częściach miasta ze względu na niskie koszty oraz poczucie niesamowitej bliskości między mieszkańcami.

Nowa odsłona Favelados sami oprowadzają turystów po swoich osiedlach, tworzą akcje turystyczne. Jednym z ich przejawów są malowane domy w Santa Marta. Przy wejściu do faweli znajdują się punkty dla turystów, gdzie można nabyć plany, spis atrakcji się tam znajdujących, a także zasięgnąć informacji dotyczących historii, kultury i sposobu przemieszczania się po ich obszarze. Każda z nich jest siedzibą szkoły samby. Mieszkańcy z dumą reprezentują swoje szkoły, tańcząc na platformach na Sambodromo w okresie karnawału. Starają się zerwać ze stereotypem krążącym po świecie odnośnie ich osiedli. Jednym z powodów ich narodzin są obrazy prezentowane w  filmach, głównie w  nominowanym do Oscara filmie Fernando Meirellesa Miasto Boga, nakręconym na podstawie książki Paulo Linsa o tym samym tytule. Jego akcja rozgrywa się w latach 60. XX wieku i jest oparta na faktach. Można stwierdzić, że hasło promocyjne filmu Samba na dnie piekła to doskonały wybór. Był szeroko krytykowany jako sprowadzający Rio de Janeiro do miejsca walk karteli narkotykowych, z czym dziś próbuje się usilnie walczyć. W opozycji do niego stoi mniej znany film 5 razy fawela. Dzielnica pokazana jest z pięciu punktów widzenia normalnych mieszkańców, nie jak u Fernanda Meirellesa - handlarzy narkotyków.

Rząd kontra fawela W czasach dyktatury Getúlio Vargasa nastąpił wzrost liczby faweli. Dopiero w  2008 roku, prezydent Luiz Lula da Silva zaprezentował czteroletni program inwestycyjny państwa, mający na celu także zagospodarowanie oraz poprawę życia w dzielnicach biedoty. Rząd zapewnił mieszkańcom dostęp do wody, elektryczności, niekiedy nawet Internetu. Z funduszy państwowych powstały systemy komunikacji wewnątrz faweli, najczęściej kolejki liniowe, oraz obiekty sportowe. W tym samym roku zaczęły do niej wkraczać oddziały policji pacyfikacyjnej. Już w  styczniu tego roku na łamach BBC brazylijska policja oświadczyła, iż Rocinha jest najlepiej monitorowanym miejscem świata. Rząd pragnie mieć jak największą kontrolę na obszarze faweli w związku ze zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w piłce nożnej 2014 i Igrzyskami Olimpijskimi w 2016 roku. Teoretycznie sytuacja znacznie się poprawiła, spacerując pomiędzy kolorowymi budynkami dzielnicy slumsów Santa Marta można czuć się całkowicie bezpiecznie. Jednak niektóre rządowe decyzje, mające na celu zagospodarowanie terenu, spotykają się z krytyką. Teren na obrzeżach został ogrodzony murami, a mieszkańcy muszą mieć specjalne zezwolenie na rozbudowywanie swoich mieszkań, dlatego rodzi się przekonanie, iż polityka „ograniczeń” nie pomoże ludności opuścić faweli. Od paru lat biura turystyczne organizują dla zwiedzających specjalne wycieczki po terenach faweli. Dla mieszkańców bogatego kontynentu, jakim jest Europa, istnienie tego typu dzielnic jest niewyobrażalne. Jedno można powiedzieć z  pewnością: fawele są miejscem, które koniecznie trzeba nie tyle zobaczyć, co poczuć. Nie mają walorów estetycznych, ale wychodzi się stamtąd z zupełnie innym podejściem do życia i rzeczy materialnych. Właśnie to sprawia, że tak łatwo można się w nich zakochać.0

maj - czerwiec 2013


Warszawa

Chodźmy w plener!

Po rekordowo długiej zimie każdy z nas ma dość dni spędzonych w domu z kotem wchodzącym nam na głowę. Czas skończyć z powracającymi stanami depresyjnymi i długotrwałym niedoborem światła dziennego. Pora wyjść w plener, poleżeć na leżaczku, pograć w siatkę, pobiegać, zjeść soczystą karkówkę z grilla, popić zimnym piwkiem i w końcu zacząć żyć! MAGIEL wskazuje Wam miejsca, gdzie możecie tego wszystkiego doświadczyć nie wyjeżdżając z Warszawy! T E K S T:

Melania Śmigielska

Warszawa Powiśle (ul. Kruczkowskiego 3b)

−Idziemy na Powiśle? − Nie, nie jestem hipsterem, nie mam używanego roweru bez hamulców i nie przepadam za „fikuśnym” piwem. Często słyszę taki dialog wśród znajomych. Polecam jednak odłożyć wszelkie stereotypy na bok i przejść się do Warszawy Powiśle któregoś słonecznego ranka, przy okazji spaceru o zachodzie słońca czy na wieczorne piwo ze znajomymi lub po prostu na piątkowy „bifor”. Jest to jedno z tych miejsc, które ma swoich zwolenników i przeciwników. Dodatkowo wiele osób zadziwia jego fenomen i sława. To wszystko za sprawą tego, iż jest to jeden z pierwszych lokali o charakterze plenerowym w centrum stolicy. Co więcej, mieści się w idealnej lokalizacji − dwa kroki od sławnej „Palmy”, aczkolwiek już na terenie modnej i eleganckiej dzielnicy Powiśle. Pomysłodawcom klubokawiarni należą się gromkie brawa za oryginalne i efektywne zagospodarowanie ciekawego obiektu architektonicznego. Neonowy napis: Warszawa Powiśle co noc rozświetla ten niegdyś szary zaułek. Skąd więc negatywne opinie o tym miejscu? Na początku klub Warszawa Powiśle nie przypadł wszystkim do gustu, gdyż zwabiał on klientelę z tzw. „Warszawki”. To ci sami, których widać na Placu Zbawiciela zapijających bagietkę z Charlotte piwem z Planu B. Jednak z czasem coraz więcej ludzi dowiadywało się o istnieniu tej atrakcyjnej miejscówki. Na Powiślu zrobiło się tłoczno, znajomi zapraszali swoich znajomych. Aż w końcu kulturalna kawiarnia zaczęła tracić swój niszowy charakter i stała się celem piątkowych wypadów połowy warszawiaków (i nie tylko), którzy szybko zorientowali się, że nie muszą nawet nic kupować na barze, aby przebywać w świetle wspomnia-w

44-45 magiel

nego neonu. Setki ludzi gromadziło się także na sąsiednim parkingu, a dokładnie skrawku ulicy 3-go Maja, gdzie zaczęło się bezmyślne rozbijanie butelek, a niekiedy bójki. Sytuacja źle wpływała na wizerunek klubokawiarni i wywołała niezadowolenie ze strony sąsiadów i straży miejskiej. W tym roku czekają ich zmiany. W celu m.in. uniknięcia zeszłorocznych skandali, Warszawa Powiśle planuje poszerzyć swój zasięg o wspomniany, wzbudzający kontrowersje parking i utworzyć na nim strefę rekreacyjno-sportową. Z wachlarzem nowych atrakcji może zrobić się naprawdę ciekawie, dlatego miejmy nadzieję, że ta koncepcja wejdzie w życie już niebawem.

Plac Zabaw (ul. Myśliwiecka 9)

Po spacerze w Łazienkach można wpaść do Placu Zabaw i naprawdę się zabawić. W zeszłym roku niepozorny barek z desek przyciągnął setki ludzi. Sama klubokawiarnia nie jest zamkniętym budynkiem, dlatego trudno wyznaczyć jej zasięg. Zwłaszcza, że sprowadziła młodych, którzy siadali na ogromej zielonej przestrzeni sącząc leniwie piwo. Czego jeszcze można tu doświadczyć? Na pewno szalonych tańców do białego rana. Latem widno robi się wcześniej, dlatego warto obserwować wschód słońca i uciec przed jego pojawieniem się, gdyż czasem widok tego miejsca w świetle dziennym może stać się dla nas nieprzyjemnym szokiem... Imprezom pod Mostem Łazienkowskim, czyli w miejscu klubokawiarni, zawsze towarzyszy zapach grilla, co potęguje ich wakacyjny charakter i oczywiście apetyt. O plotkach na temat zamknięcia Placu Zabaw na szczęście możemy zapomnieć, gdyż jedyne, co się zmieniło w tym roku, to właściciel terenu. A miejsce najlepszych plenerowych spotkań zostaje.

Na Lato (ul. Rozbrat 44)

Nieopodal Placu Zabaw będziecie mogli odwiedzić odremontowany lokal Na Lato. Ta klubokawiarnia posiada dużą salę, gdzie można wkręcić się w taneczny wir, i spory ogródek, gdzie rozkosznie jest położyć się na leżaku Na Lato, mimo swojej wakacyjnej nazwy, zaprasza już od maja.

Miasto Cypel (ul. Zaruskiego 6)

Jeśli jeszcze nie byliście w Mieście Cypel, to chyba czas odwiedzić je w tym sezonie - tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Trudno to nazwać klubokawiarnią, klubem, kawiarnią czy barem, ponieważ jest to przestrzeń sztuki, animacji kultury i muzyki. Oczywiście dla studentów, którym do szczęścia wystarczy butelka z procentami, też się znajdzie miejsce. Na terenie Cypla znajdują się bary, które polecam takim właśnie tradycjonalistom, a nuż zahaczą przy okazji o odrobinę kultury! Dodatkowo, oprócz źródeł alkoholu i innych napojów, znajdziecie tu różne ciekawe butiki z offowymi markami, ale też pop-up store H&M-u. Poza tym są również sceny, na których zobaczycie i usłyszycie ciekawych artystów i DJ-ów. Już siedemnastego maja odbędzie się huczne otwarcie, w ramach którego wystąpi SBTRKT. Oprócz atrakcyjnych koncertów będzie się działo o wiele więcej: warsztaty, targi, festiwale... Warto przede wszystkim śledzić grafik wydarzeń! A to jeszcze nie koniec, gdyż w tym roku w Mieście Cypel odbędzie się premiera pierwszych w Polsce wielofunkcyjnych instalacji otwartych na kulturę, gdzie każdy aktywista na płaszczyźnie kulturalno-rekreacyjnej będzie mógł zadziałać na rzecz innych i zaprezentować siebie.


Warszawa

Barka

Cud nad Wisłą

Temat Rzeka

Idąc do Barki w ybieramy się nad Wisłę. Barka, jak sama nazwa wskazuje, jest rodzajem łódki pły wającym po wodzie, przymocowanym do brzegu. O zmroku rozświetlona romantycznymi lampeczkami, na tle rzeki i błyszczących, warszawskich mostów, w ygląda jak sceneria z amerykańskiego filmu. Jest to bajeczne miejsce, które może się pochwalić licznymi eventami, przede wszystkim koncertami i imprezami DJ-skimi. Jest świetną odskocznią po nauce w BU W-ie, gdyż mieści się 10 minut spacerkiem od biblioteki. Czyż nie wspaniale jest posiedzieć nad Wisłą ze znajomymi oraz z procentow ymi przyjaciółmi, i to jeszcze bez ryzyka spisania przez policję? W Barce można!

Spokojnie, ogłaszam, iż w tym roku „Cud” też nastapi, tylko trochę bardziej na południu Warszawy. W tym sezonie remont bulwarów wiślanych zmusił klubokawiarnię do zmiany swej lokalizacji, ale na szczęście nie do jej likwidacji. Przed zimą w klubie tym działo się tak wiele, że aż trudno to opisać. Na scenie Cudu można było zobaczyć artystów z wszelkich środowisk muzycznych, od początkujących zespołów po wielkie sławy, do tego prowadzono cykl Jazz nad Wisłą. Poza tym warsztaty taneczne, zajęcia fitness, boisko do siatkówki, wystawy fotografii. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że tego lata jedyną wprowadzoną zmianą w klubokawiarni będzie jej adres, bo rzesze warszawiaków z wielkim sentymentem wspominają to miejsce.

Jak już dotarliśmy nad Wisłę, to może warto odwiedzić zupełnie nowe miejsce? Temat R zeka to świetna inicjaty wa zagospodarowania niegdyś niezw ykle popularnej plaży przy Moście Poniatowskiego- Poniatówki. Przed wojną miejsce to kipiało energią i radością. Ludzie opalali się, uprawiali liczne sporty, a nawet kąpali się w Wiśle. Dzisiaj Temat R zeka chce powrócić do tamtych lat, tworząc centrum sztuki, kultury i rekreacji. Czyżby powstawało kolejne miejsce, gdzie można będzie obcować z kulturą? Dlaczego nie? Oby takich projektów było jak najwięcej!

(na wysokości ul. Wybrzeze Kościuszkowskie 35)

(Wybrzeże Kościuszkowskie)

(Plaża przy Moście Poniatowskiego)

Wizualizacja Tematu Rzeka – otwarcie wkrótce maj-czerwiec 2013


/ theStudentRanking.com

Oceń się na tle całego świata, albo zostań w domu Ktoś w pewnym popularnym magazynie studenckim napisał kiedyś, że „Student SGH bezrobocie co najwyżej zna z wykładu z makroekonomii ”. T e kst:

DIANA OLEKSIUK

ako studentka naszej Alma Mater, mam jednak odmiennie odczucia. Czasy, kiedy student SGH był zalewany ofertami pracy już dawno minęły, mimo, że bez wątpienia sytuacji polskich studentów wciąż jest znacznie lepsza niż ich rówieśników z Hiszpanii, gdzie ponad połowa młodych ludzi jest bezrobotna. Wielu z nas szukając pracy z pewnością może się rozczarować, gdy okaże się, że znalezienie wymarzonych praktyk w jednej z międzynarodowych korporacji reklamujących się jednogłośnie w Szkole Głównej Handlowej pod szyldem: Najlepszy pracodawca nie jest takie proste. Przede wszystkim dlatego, że proces rekrutacji w wielu firmach jest bardzo złożony, a przebicie się przez rzeszę kandydatów o podobnych umiejętnościach często wręcz niemożliwe.

J

Kim jesteśmy? Ale tyle tytułem wstępu, w Polsce pojawił się nowy portal theStudentRanking.com, który może być odpowiedzią na problem przedstawiony na początku tego tekstu. Celem twórców portalu nie jest zlikwidowanie bezrobocia wśród młodych ludzi, jednak z pewnością proponuje on ciekawą alternatywę zwiększenia szans wszystkich studentów na znalezienie pracy, globalnie. Ten niespełna miesięczny start-up to nic innego jak platforma umożliwiająca bezpośrednią interakcję między pracodawcami a studentami z całego świata. Rejestrując się na natSR, portal oblicza pozycję użytkownika w rankingu, opierając się na osiągnięciach, ocenach, doświadczeniu zawodowym, zdobytych stypendiach i innych dodanych aktywnościach. Jeżeli wyrazisz zgodę, możesz porównywać się ze swoimi rówieśnikami, sprawdzić na jakiej pozycji się znajdziesz i pochwalić się swoim wynikiem. Dla tych mniej odważnych istniej opcja ukrycia swojej obecności w rankingu, więc jak w tytule oceń się albo zostań w domu, praca w audycie również może być interesująca.

Socialscore W portalu studenci mogą również polecać siebie nawzajem, przez co dostają dodatkowe punkty za sieć kontaktów, która pokazuje jak kandydat jest postrzegany przez swoich rówieśników, co z kolei jest pomocne przy wyborze idealnego kandydata przez pracodawcę. Poznając sieć kontaktów użytkownika pracodawca może ocenić czy jego umiejętności interpersonalne, szczególnie gdy są one ważnym elementem przyszłej pracy. Studenci mogą porównać swoją pozycję, aby sprawdzić jak efektywnie dalej się rozwijać, jakiego doświadczenie zawodowego warto szukać - co robić, aby być lepiej postrzeganym na rynku pracy.

Ranking uniwersytetów

Już wkrótce theStudentRanking.com opublikuje globalny ranking uniwersytetów, oparty na wynikach osiągniętych w serwisie przez studentów z ocenianych uczelni. Sposób przyznawania punktów jest skonstruowany tak, aby podkreślić rolę studentów w budowaniu prestiżu swojej uczelni. Na koniec dnia nie profil uczelni jest najistotniejszy, a wyniki osiągane przez jej absolwentów, dlatego uważamy, że ranking tSR będzie wiarygodniejszy niż rankingi pokazujące jedynie kadrę, ofertę przedmiotową czy umiędzynarodowienie uczelni. 0

48-49


varia / Pozdrawiam Ewę!

koniec

Polecamy: 50-52 CZARNO NA BIAŁYM Pięć miejsc, które koniecznie musisz zobaczyć Spacer po Pradze

53 FELIETON Degradacja Zachodu Zachód – to brzmi dumnie. Tak sobie prznajmniej wmawiamy. 56 3PO3 Plenerownie Rekonesans przed sezonem letnim

Deadline Dag m a r a r o d e

S Z E F DZ I A Ł U u c ze l n ia u w

ycie składa się właściwie z samych początków i końców. Kiedy coś trwa, jest niezauważalną codziennością. Drobiazgowo za to pamiętamy, jak coś się zaczęło – nasze oczekiwania i postanowienia – a jeszcze dokładniej, jak skończyło – szczególnie rozstania i rozczarowania. Dopiero w świetle nowego startu lub finiszu zaczynamy rozliczać to, co trwało między nimi. Wielokrotnie zbyt prozaiczne, byśmy zdołali zauważyć to wcześniej. Dla wielu z nas studia miały być tym jedynym wyczekiwanym czasem, w którym mamy prawo do zabawy, szaleństwa, ale wciąż także do popełniania błędów i zbierania doświadczeń. Każdy z nas pamięta moment początku, niepewności, często przeprowadzki do obcego miasta i rozpoczęcia życia na własną rękę. Ale czy myśleliśmy kiedykolwiek o tym, jak będzie wyglądało zakończenie tego etapu? W życiu płynnie przechodziliśmy przez różne szkoły i środowiska, szukaliśmy swojego miejsca, by ostatecznie wybrać uczelnię, o której z dumą moglibyśmy powiedzieć Alma Mater. Dziś, ten upragniony czas to często tylko pogoń za karierą. Dopisując kolejne pozycje do naszego CV, nie myślimy o tym, że za kilka lat będziemy robić dokładnie to samo, nie mając już szansy na przerwę. A przecież studia mają swój deadline. Przyszedł maj, a wraz z majem wróciły wspomnienia wiosennych zabaw na podwórku, zapach pierwszej miłości, echa zdawanej, przecież całkiem niedawno, matury. Każdy okres niesie ze

Ż

Nieustannie czujemy się niedoceniani i niezauważani, a przecież każdy z nas ma w sobie olbrzymi potencjał.

sobą pewną naukę i tylko od nas zależy, czy dobrze się nią posłużymy. Nie dla wszystkich chwila otrzymania dyplomu będzie najszczęśliwszym momentem w ich życiu. Jedni pomyślą o niej z ulgą, inni będą żałować utraconej beztroski, jeszcze inni, bez żadnej refleksji, przejdą nad nią do porządku dziennego. Pojawią się pytania. Czy zrealizowałem to, co chciałem? Czy poznałem wartościowych ludzi? Czy byłem szczęśliwy? Dopiero w obliczu końca dostrzeżemy, że pewne najzwyklejsze elementy nie były przez nas doceniane w trakcie tych wszystkich lat. Wtedy można będzie tylko płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba przyznać, że wielu z nas spotkało się z ogromnym zawodem. Nie ten kierunek, nie ta uczelnia, być może nie to miasto. Nieustannie czujemy się niedoceniani i niezauważani, a przecież każdy z nas ma w sobie olbrzymi potencjał. Kiedy jednak idę przez zalaną słońcem Warszawę, myślę sobie, że choć tyle w nas goryczy, warto czasem schować dumę do kieszeni i jak dziecko cieszyć się urokami codzienności. Nie uczestniczyć w wyścigu szczurów, nie szukać dla siebie alternatywnej historii, ale doceniać ludzi, miejsca i zdarzenia, z którymi zderzamy się tu i teraz. Być może wtedy, kiedy już nadejdzie przewidywany koniec, będziemy pamiętali wszystkie pozytywne doświadczenia, które udało nam się zebrać w międzyczasie. A kolejny start okaże się szansą na stworzenie nowej, niesamowitej opowieści. Bez postanowień i rozczarowań. 0

maj-czerwiec 2013

fot. Aleksander Świtkowski

Na


/ Praga

Dziś Kafka może zawdzięczać swojemu przyjacielowi stanie się bardzo rozpoznawalną marką. Drugą, zaraz po kryształach. Ilustracje z jego wizerunkiem zdobią torby, kubki, notesy, które można kupić w każdym kiosku na Starym Mieście.

Pięć m

kon

musisz Czujesz się zagubiony w labiryncie? Nie szukaj wyjścia. Nie zdołasz go znaleźć. Wyjście nie istnieje*. *Koniec wg Krzysztofa Warlikowskiego, na podstawie m.in. Procesu Franza Kafki. TEKST i fotografie:

50-51

M ac i e j S i mm


Praga /

miejsc,

które

niecznie

z zobaczyć iteraturoznawcy mówią, że powieści Kafki nie byłyby takie, jakimi są, gdyby nie atmosfera Pragi z początku XX wieku. Praga ma bardzo specyficzną aurę. Niektórzy mówią, że to miasto magiczne.

L

Na zboczu wąwozu Magia uderza już od pierwszego spotkania. Szosa prowadząca do miasta przecina kolorową równinę. W pewnym momencie linia horyzontu zaczyna się przybliżać. Dojeżdżamy na skraj wąwozu. W dole widać budzące się do życia miasto. Praga położona jest w wąwozie rzeki Wełtawy. Do centrum prowadzą strome ulice rozrzucone po jego zboczach. Pomiędzy nimi zbudowane są

wille, z których każda jest jak strażnica. Dzielnie stoi na zboczu, opiera się wiatrom i burzom, a widok z okien obejmuje całą okolicę.

Crystal shops Każde miejsce na świecie ma swoje lokalne specjały. Pieczołowicie budowane marki, rozpoznawalne przez wszystkich turystów. Tak jak Toruń ma pierniki, Kraków smoka, na ulicach Pragi również łatwo można spostrzec, z czego jest słynna. Bohemia Crystal Shops nawet w nocy oślepiają jasnym blaskiem. Szklane wazony, naczynia, ozdoby zwisające z sufitu rozszczepiają światło halogenów na miliony barw. Całe to bogactwo ma dwie ceny. Jedną w koronach, drugą w euro.

Promienie zachodzącego słońca Para młodych Azjatów przystaje przy barierce tarasu. Widok z tego miejsca rozciąga się na całe miasto. W dolinie srebrzysta linia rze-

maj-czerwiec 2013


/ Praga ki poprzecinana jest równomiernie rozłożonymi cieniami mostów. Ceglane dachy muśnięte są ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. W powietrzu czuć spokój kończącego się dnia. On desperacko próbuje im zrobić pamiątkowe zdjęcie, obraca ekran aparatu, wyciąga rękę. Ona nie protestuje. Staje obok, obejmuje go, wzrok zawiesza gdzieś w oddali.

Kafka W testamencie Kafka nakazał spalić swoje prace po śmierci. Znamy je dziś, dzięki jego przyjacielowi, który je ocalił i przyczynił się do wypromowania dorobku pisarza. Dziś Kafka może zawdzięczać swojemu przyjacielowi stanie się bardzo rozpoznawalną marką. Drugą, zaraz po kryształach. Ilustracje z jego wizerunkiem zdobią torby, kubki, notesy, które można kupić w każdym kiosku na Starym Mieście. Kilka lat temu Banksy – brytyjski artysta streetart’owy nakręcił głośny film Wyjście przez Sklep z Pamiątkami. Ten przewrotny tytuł świetnie pokazuje to, co stało się z turystyką. W każdym muzeum na świecie, wychodząc możemy kupić sobie miniaturkę Kamienia z Rosetty, szkielet dinozaura albo szklaną figurkę Wieży Eiffel’a. Forma jest wszędzie ta sama. Czy jesteśmy w Pradze, Londynie, Efezie czy Tokio – wszędzie możemy znaleźć te same

plastikowe figurki, których większość i tak wyprodukowana jest w Chinach. Mało kto zwraca już uwagę na treść. Kafka pisał o tym, że człowiek jest niewolnikiem samego siebie. Konwencja podróżowania nakazuje nam przywieźć z podróży torbę pamiątek i masę zdjęć. Więc chodzimy za żółtym parasolem przewodnika, pochylamy się nad każdą tablicą pamiątkową, wydajemy krocie na świecidełka i lokalne specjały. Bo w przewodniku napisano, że coś trzeba zrobić. Bo polecono nam to w artykule 5 miejsc, które koniecznie musisz zobaczyć na jednym z portali „informacyjnych”. Po tym wszystkim pojawia się niesamowite zmęczenie. Głowa robi się coraz cięższa. Zamykasz oczy, zasypiasz i zostawiasz całą podróż za sobą. Zostaje tylko torba pełna pamiątek i masa zdjęć. 0

52-53


czy powinniśmy być tolerancyjni dla ludzi nietolerancyjnych? / “Gdy ja bluzgam, rumienią się wszystkie kurwy w Berlinie!”

Degradacja Zachodu MICHAŁ WRONA

S z e f Dz i a ł u O r g a n i z a c j e

achód – to brzmi dumnie. Tak sobie przynajmniej wmawiamy. Kraje Zachodu są zwłaszcza w Polsce postrzegane jako niedościgniony wzór do naśladowania, ciągle porównujemy do nich swoją sytuację. Kiedyś musieliśmy czekać kilkadziesiąt lat na przyjście nowości, która do tego czasu zdążyła się już zestarzeć, podczas gdy u nas wciąż była innowacją. Dziś ta granica się zaciera, czujemy się częścią wielkiej globalnej wioski. W dobie masowego przepływu informacji błyskawicznie przyjmujemy nowinki z drugiego końca świata. Wydaje ci się, że coś się zmieniło? Pudło! Dalej spoglądamy łakomym wzrokiem na wszystko, co modne i popularne w USA, Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Czekamy na pojawienie się wzorców, które możemy zaadaptować do rodzimych warunków. Gdzie się podziało przekonanie o własnej wartości, o własnej zdolności do kreowania świata według naszych zasad? Stagnacja dominuje na Starym Kontynencie. Stany Zjednoczone pod rządami Baracka Obamy z roku na rok odchodzą od zasad, które pozwoliły im stać się największą potęgą na świecie. Ten Zachód, który tak długo obserwowaliśmy z zapartym tchem, staje się ofiarą własnych, pozornie słusznych, ideałów. W imię demokracji i równości rozbudował monstrualne państwo opiekuńcze, gdzie obywatel zostaje oficjalnie uznany za idiotę, który bez pomocy państwa nie wiedziałby, co jeść i pić. Jednocześnie ludziom inteligentnym i samodzielnym rzuca się kłody pod nogi i ogranicza zakazami w trosce o ich bezpieczeństwo. I choć wydawać by się mogło, że to najgorsze, spod dna puka większa patologia: polityczna poprawność. To pojęcie reprezentuje nie tylko wypaczenie wolności słowa, lecz szerzenie zatajania i krętactwa jako jedynej drogi do sukcesu. Brak poprawności politycznej to medialne samobójstwo. Lech Wałęsa, prof. Krzysztof Jasiewicz czy Michał Figurski za swoje niepochlebne wypowiedzi na temat mniejszości zapłacili wysoką cenę. Prawdą jest, że przesadzili. Jednak coraz wyraźniej widać, że otacza nas pełno tabu, których – chcąc zachować medialną pozycję – nie można naruszyć. Mniejszości są święte i nie można o nich mówić inaczej niż dobrze. Po prostu nie można. Większość może zostać obrażona, wyśmiana – nie ma problemu, skończy się na krytyce, która ucichnie szybciej, niż się zaczęła. Nikt nie straci pracy, pozycji, wizerunku. Kazimiera Szczuka może szaleć. Ale jak ognia boimy się

Z

oskarżeń o rasizm, ksenofobię, szowinizm, homofobię czy antysemityzm, więc profilaktycznie nie poruszamy drażliwych tematów. Jest zbyt wiele do stracenia. Słownik Języka Polskiego PWN definiuje tolerancję jako poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych. Pojawia się zatem zasadnicze pytanie: czy powinniśmy być tolerancyjni dla ludzi nietolerancyjnych? Spróbujcie zbudować kościół katolicki w Arabii Saudyjskiej. Powodzenia. Funkcjonuje tam nawet muttawa, czyli policja religijna, oficjalnie działająca pod nazwą Komitet Krzewienia Cnót i Zapobiegania Złu. Zajmuje się on ściganiem innowierców nieprzestrzegających prawa szariatu. Posiadanie Biblii jest zakazane przez prawo, które zabrania również oficjalnie praktykować i demonstrować inne wyznanie. Publiczność w Izraelu bezkarnie obraża siostry Radwańskie. Jak to wygląda na Zachodzie? W Belgii zakazuje się używania w szkołach słów takich jak Wielkanoc, Boże Narodzenie, karnawał, w Brukseli rezygnuje się z tradycyjnej choinki na rzecz konstrukcji świetlnej, bo te symbole mogą urazić uczucia religijne. W 2009 roku Finka Soile Lautsi Albertin wygrała przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu sprawę z włoską szkołą publiczną o zdjęcie krzyży wiszących w salach lekcyjnych, co wywołało poruszenie w całej Europie (i zmianę decyzji Trybunału po trzech latach). Absurd tych sytuacji cudownie podkreślił Niko Alm z Wiednia, który wywalczył przed austriackim sądem prawo do wykonania zdjęcia do prawa jazdy z durszlakiem na głowie jako nakrycia głowy wyznawcy Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Zachodnia cywilizacja upada. Zatraciliśmy naszą tożsamość, nasz indywidualizm, co idealnie odpowiada władzy, która potrzebuje cichych i szarych obywateli. Oto piękno demokracji, czyli jak aktywna mniejszość rządzi wycofaną większością. Poprzez polityczną poprawność udało się zbudować naturalny mechanizm obronny – sami się nawzajem ograniczamy, poprawiamy, wyciszamy. Może to doprowadzić do katastrofalnych skutków. Orwellowska wizja roku 1984 była fikcją, jednak z każdym dniem staje się coraz bardziej realna. Przerażać może kierunek, w jakim zmierza otaczający nas świat, bo człowiek publiczne wzywający do przebudzenia zostaje szybko uznany za oszołoma. Kiedy powróci zdrowy rozsądek? 0

Coraz wyraźniej widać, że otacza nas pełno tabu, których (...) nie można naruszyć. Mniejszości są święte i nie można o nich mówić inaczej niż dobrze. (...) Większość może zostać obrażona, wyśmiana - nie ma problemu.

maj-czerwiec 2013


/ na łonie korporacji

Trening z coachem ANNA MARIA GROCHALA S ZEF DZIAŁU U C ZE L NIA S G H

hcesz zostać członkiem Management Teamu tak jak Władek? A może wolisz, tak jak Krysia, po prostu zaangażować się w kilka ciekawych projektów i poznać interesujących ludzi, nim będziesz aplikować na wymarzone stanowisko? Sam rozumiesz, najważniejsze jest to, by znaleźć cel w życiu. Przecież Maciek przekonywał w reklamie Ernsta, że można ekologicznie uprawiać magiczną fasolę i radośnie audytować w tym samym czasie. Nie musisz rezygnować ze swoich pasji – zaznaczyli to przecież bardzo wyraźnie. Wyobraź to sobie. Na początek, co prawda, zostaniesz tylko Trainee, ale Twoje uśmiechnięte zdjęcie od razu zawiśnie w kuchni, by można było podyskutować o Twoim uzębieniu znad plastikowych pojemniczków z sushi lub czymś równie lekkostrawnym. Bo wiesz, Twoja kariera dopiero się zaczyna, ale jeśli tylko masz pomysł na siebie i ładny uśmiech, jesteś na najlepszej drodze, by zostać Chief Executive Officerem. Tak, chodziło mi o CEO! Nie przejmuj się, zajmując nawet tak wysoką pozycję, nie musisz zapominać o swoich marzeniach. W końcu właśnie się spełniają. Pani Basia z HR-u wspomniała, że to tylko bezpłatny okres próbny? No tak, tak… Trzymiesięczna umowa zlecenie? To wszystko, co możemy Ci obecnie zaoferować. Ale masz ogromny potencjał. Widzimy przed Tobą wachlarz możliwości, oczywiście jeśli tylko nie zapomnisz o efektywności. Pamiętaj, że ciągle istnieje szansa na przedłużenie umowy. Bo wiesz, my stawiamy na młodych, zdolnych i kreatywnych. W tych trudnych czasach bezwględnej konkurencji trzeba patrzeć w przyszłość. To bardzo istotne. No i nie zapomnij: nie samą pracą człowiek żyje. Trzeba mieć też czas na rozwijanie własnych zainteresowań. To niezwykle pożądane na… rynku pracy. Babcia jest ze mnie taka dumna. Trochę martwi się, że pracuję po nocach, ale cieszy się, że jakoś radzę sobie w tej Warszawie. Nie do końca rozumie, że jestem Assistant w dziale Logistics z perspektywami na szybki awans do Senior Ma-

C

Na początek, co prawda, zostaniesz tylko Trainee, ale twoje uśmiechnięte zdjęcie od razu zawiśnie w kuchni, by można było podyskutować o Twoim uzębieniu znad plastikowych pojemniczków z sushi.

54-55

nagement Teamu. No, ale ważne, że praca jest. I w końcu własne mieszkanie można kupić. Na kredyt, naturalnie. Ale uczyli mnie, że to napędza koniunkturę. Można więc powiedzieć, że już za 30 lat będę mieć własne lokum i przy okazji wspomogę gospodarkę. Bo wiesz, gdy tak o tym myślę, to czuję się lepiej. No i skorzystam z programu „Singiel na swoim”. Tak się cieszę, że po ostatnich reformach rząd zdecydował się na wprowadzenie właśnie takich ulg. Nawet z tym programem niewiele zostanie na te moje pasje, ale nie mogę przecież przestać się rozwijać. Jeszcze na studiach mówili mi, że rozwój jest bardzo ważny. Osobisty i wszechstronny. Ot, żeby nie pozostać biernym. Już wtedy zacząłem planować moją przyszłą ścieżkę kariery. Brałem udział w licznych warsztatach, panelach, dyskusjach, szkoleniach, eventach, konferencjach, sesjach i domówkach. Dzięki tak wczesnym kontaktom z Deloitte i PwC zdobyłem cenne doświadczenie i zrozumiałem, co chcę w życiu robić. To właśnie Maciek z Ernsta, gdy opowiadał o ekologicznym uprawianiu magicznej fasoli, zachęcił mnie do nierezygnowania z własnych marzeń. Bo wiesz, studia to był bardzo aktywny okres w moim życiu. Wszyscy mówili, że to już się więcej nie powtórzy i nie mogę stracić żadnego dnia. I to podejście mi się opłaciło. Ostatnio spotkałem Jolę, koleżankę ze studiów. Podobała mi sie kiedyś. Powiedziała, że została pracownikiem miesiąca i wygrała podwójne zaproszenie do teatru. Zaprosiła mnie nawet na ten spektakl. Pomyślałem: co mi tam i poszedłem. Było bardzo miło. Jola to fajna babka. A sztuka była też niczego sobie, ale nie do końca mnie przekonała. Bo wiesz, aktorzy to byli sami Polacy – żadnego multi-kulti ani nic… Scenografia była dość… klasyczna. Stroje takie jakby średniowieczne… No pomyśl – zero innowacyjności. Tak sobie myślałem, że ci aktorzy, to jak tak grają, na pewno rozwijają swoje pasje, ale nie jestem do końca przekonany, bo mówili tylko po polsku. Właściwie, to nie zrozumiałem, o co im chodziło. Czy ja zgłupiałem? 0


/Mateusz Guzikowski / Bartosz Sternal/

Kto jest Kim? Mateusz Guzikowski Doktorant w Kolegium Zarządzania i Finansów

W i e k: 26 M i e j s c e U r o dz e n i a : Kołobrzeg T y t u ł N au kow y: ( jeszcze) magister P r o wa dzo n y P r z e d m i o t: Mikroekonomia I, Makroekonomia I i II H o b by: granie na nerwach studentom, a na poważnie - numizmatyka N a j w i ę k s z a z a l e ta : upór w dążeniu do celu N a j w i ę k s z a wa da : jedyna - wzroku O s o b a p o dz i w i a n a : Józef Piłsudski, Jan Paweł II U lu b i o n y f i l m : Ojciec Chrzestny (I) U lu b i o n a K s i ą ż k a : skandynawskie kryminały U lu b i o n a g a z e ta : nie mam, preferuję książki U lu b i o n y a r t y s ta : Coldplay, choć zainteresowania muzyczne mam szersze - Rachmaninow, Szymanowski i Chopin

Ulubiona postać z filmu/ksią żki: Harry Hole (z cyklu powieści Jo Nesbø) N a j w i ę k s z y s u kc e s : wierzę, że jeszcze przede mną N i e s p e ł n i o n e m a r z e n i e : dotychczas wszystkie się spełniają Ż yc i ow e m o tto : Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spo-

Bartosz Sternal

Doktorant w Kolegium Zarządzania i Finansów

W i e k: 25 m i e j s c e u r o dz e n i a : Chrzanów T y t u ł N au kow y: żaden (magister nie jest stopniem naukowym, lecz tytułem zawodowym)

P r owa dzo n y P r z e d m i o t: Makroekonomia I i II H o b by: astronomia, fantastyka naukowa i klasyczna, filozofia i teologia Największa zaleta: inteligencja N a j w i ę k s z a wa da : prokrastynacja Osoba podziwiana: Benedykt XVI U l u b i o n y F i l m : Imperium Kontratakuje U lu b i o n a K s i ą ż k a : cykl Diuny U lu b i o n a g a z e ta : nie czytam gazet U lu b i o n y a r t y s ta : Jaś Depp U lu b i o n a p o s tać z f i l m u /k s i ą ż k i : William Adama (z Battlestar Galactica)

cząć na laurach - to klęska (J.Piłsudski)

N a j w i ę k s z y s u kc e s : finał Olimpiady Matematycznej N i e s p e ł n i o n e m a r z e n i e : lot w kosmos Ż yc i ow e m o tto : nie posiadam

Dlaczego wybrał Pan karierę nauczyciela akademickiego?

Dlaczego wybrał Pan karierę nauczyciela akademickiego?

Lubię pracować z młodymi ludźmi i chyba mi się to udaje, bo dotychczas nie było zamachu na moje życie. Ucząc Was człowiek uczy się sam, udoskonalając przy tym metody prowadzenia zajęć.

Mam potrzebne ku temu cechy, wiedzę i umiejętności, odnajduję się w tym zajęciu i nawet sprawia mi ono frajdę.

Co Pana razi u studentów? Arogancja, opryskliwość, roszczeniowa postawa, ściąganie, wymuszanie, kłamanie i odkładanie nauki na ostatnią chwilę.

Brak uwagi na zajęciach oraz żebranie o zaliczenie na koniec semestru mimo nieopanowania materiału. Na szczęście to drugie jest rzadkością.

Najciekawszy kwiatek z egzaminu?

Najciekawszy kwiatek z egzaminu?

Studenci co rusz mnie zaskakują. W sesji zimowej jeden z nich napisał na egzaminie z makro II, że bardzo mu przykro, że się nie nauczył, bo egzamin jest dość prosty, ale wszystkie modele zlały mu się w jeden.

Ponieważ ΔY>0, produkt w równowadze zmalał

Co należy zmienić w SGH? Powołać jeden Instytut Ekonomii, łączący katedry ekonomiczne ze wszystkich kolegiów, który odpowiadałby za dydaktykę na kierunku ekonomia. Zwiększyć wymiar podstawowych przedmiotów ekonomicznych na studiach I stopnia. Zlikwidować lub dokonać fuzji katedr, których pracownicy nie realizują pensum dydaktycznego. I wiele więcej…

Jaką radę dałby Pan studentom? Wytyczcie sobie cele, do których będziecie dążyć (ale nie po trupach!). Pracujcie na bieżąco – dzięki temu wiedza zostanie w Waszych głowach dłużej niż do końca semestru. Wybierajcie wymagających wykładowców, bo zazwyczaj uczą najlepiej a satysfakcja z uzyskanej oceny jest nieporównywalnie większa. Angażujcie się w życie Uczelni i/lub podejmijcie pracę zawodową, ale nigdy kosztem studiów. Jeszcze w życiu się napracujecie, na pewno w korpo znajdzie się dla Was miejsce.

Co Pana razi u studentów?

Co należy zmienić w SGH? Większość problemów SGH pochodzi z zewnątrz, z systemu edukacji i studiów wyższych. Zmiany wewnątrz Uczelni to leczenie objawowe. Mimo to reformy są konieczne, zwłaszcza w temacie finansów czy nieprzejrzystej struktury. W niektórych kwestiach warto ograniczyć rolę Samorządu Studentów.

Jaką radę dałby Pan studentom? Aby nie tracili czasu na rzeczy zbędne, bo czas jest zasobem nie do odzyskania. A także by byli odpowiedzialni za to, co robią, za siebie i ludzi wokół. By radowali się życiem, i wreszcie by szukali Prawdy, która jest Kimś.

maj-czerwiec 2013


/ miejsca w plenerze Miłość to głupie uczucie, zaczyna się na oczach, a kończy się na dupie.

Plenerownie

Szalony Adi

Lubisz łono natury, zapach świeżej trawy i śpiew ptaków o poranku? Znudziła Ci się wieloosobowa kanapa, kafelkowa łazienka, tudzież zimny parkiet? A może lubisz poczuć dreszczyk emocji podczas nocnej ucieczki przed szczekającymi, agresywnymi psami, gotowymi ukąsić twoje największe skarby? Cokolwiek wybierzesz, znajdziesz to w plenerze!

Pole Mokotowskie

Skarpa

Nad Wisłą

Klasyk. Esgiehowy i nie tylko. Dogodna lokalizacja

Skarpa, jak sama nazwa wskazuje, bierze się z różnicy

Jakoś już tak jest, że piwko nad wodą smakuje lepiej. Po

i wszystko, czego dusza zapragnie – krzaki, drzewa,

poziomów pomiędzy jej górną i dolną częścią. Górna to

prostu. Wie to każdy mieszczuch, dlatego też zarówno

ławki. Przestrzeni całkiem sporo, więc nic dziwnego, że

Śródmieście, zaś dolna Powiśle. Przede wszystkim jest

betonowe schodki na zachodzie, jak i plażohaszcze na

jak już wyjdzie słońce, to nagle można spotkać tam po-

to miejsce dla tych, którzy lubią życie na krawędzi (np.

wschodzie Wisły zmieniają się latem w centrum noc-

łowę znajomych. Wiadomo, każdy ma swoje własne pre-

popularnych tu gimbazjuszy). Ciągłe kontrole smutnych

nego życia stolicy. I wszystko jest piękne i przyjemne

ferencje i ulubione miejscówki, ja polecam duże oczko

panów w niebieskich mundurach dodadzą pikanterii

dopóki nie powieje nam specyficznym rzecznym zapa-

wodne – można poczuć się PRAWIE jak na Mazurach.

najbardziej parszywemu „browarowi” z Biedronki. Od-

chem. A bywa, że powieje. Warto też wspomnieć, że

Trzeba tylko uważać na sportowych entuzjastów, by

ważnych czeka jednak pewna premia za ryzyko. Pano-

w tym sezonie Wisła to nie tylko plener, no ale to już

nie skończyć życia tragiczną śmiercią pod kołami rolek

rama Warszawy, która się stąd rozpościera, jest iście

temat rzeka...

lub njubalansów joggerów.

przednia, zaś klimatu dodają pieśni wzniosłej treści

Melanżowy Kamil

Konrrrrado

dobiegające z okolicznego Uniwersytetu Muzycznego

Miejsce na plener chyba dla matek z dziećmi. Młodzież

To miejsce wygrywa, wygrywa, wygrywa. Nie dość,

Mnóstwo osób idzie pogadać i wypić jednego właśnie

śmiga na rolkach i deskach, dzieci się drą, samochody

że sklepy z zaopatrzeniem są tuż obok, a samotność

nad Wisłą. Błyszcząca woda pięknie pachnie, gorące

jeżdżą, a panowie policjanci zawsze chętnie nam po-

nigdy nie doskwiera ze względu na pobliski budynek

słońce ogrzewa twarz, a chłodny radlerek gasi pra-

machają taką żółtą karteczką z cyferkami. Można za-

BUWu, to jeszcze nikt nie będzie Was tam niepokoić!

gnienie. Ponoć to właśnie jest miejscówa numer jeden

wsze schować się w krzakach, ale tam bywa duszno,

Tylko butelki mogą się stoczyć na sam dół jeszcze

na plener w tym mieście. Najlepszy klimat, tylko opłata

a duszno to ja już mogę mieć w domu, nie muszę po to

przed Wami... Chociaż prostym rozwiązaniem na to

klimatyczna nieco wysoka, bo przy odrobinie nieuwagi

z niego wychodzić...

może okazać się kupienie odpowiednio dużej i przez to

potrafi sięgnąć stu złotych.

kwadratowej paczki.

Chyba nie ma nic lepszego niż położyć się na łonie natury

Hm, Skarpa. Na samą myśl o tym miejscu, przypomi-

Szczerze mówiąc, nigdy nie imprezowałem na zachod-

ze złocistym, lekko spienionym trunkiem w ręku. Jednak

nają mi się dziesiątki dzikich wieczorów, niekontrolo-

nim brzegu Wisły, jakoś widok betonowych schodków

wszystko to ma sens jedynie w dzień, ponieważ w nocy,

wanych szaleństw, ostrej zabawy i… mandatów. Jest

nie przyciągnął mnie na tyle, by ryzykować upadkiem

na naszych ukochanych Polach, jest dość ciemnawo i cały

to z pewnością najczęściej odwiedzane przeze mnie

i stoczeniem się w ciemną otchłań. Natomiast prawy

klimat szybko pryska. Polecam wybrać się na szybkie

miejsce, kiedy mam ochotę na plener, niestety przy

brzeg to już zupełnie inna bajka. Stosunkowo rzadkie

piwko, albo trzy, pomiędzy nudnymi wykładami i jeszcze

tym też najbardziej kosztowne. Pomimo że straży

kontrole przez straż plus dobrze przygotowane plaże

nudniejszymi ćwiczeniami – na czystą raczej nie. Picie

miejskiej jest tam więcej niż mięsa w mięsie, to jednak

( jeśli oczywiście nie są zalane) sprzyjają zorganizowa-

wódki jakoś nie pasuje mi do wizerunku parku, w końcu

duża liczba monopolowych, ławek, ustronnych miejsc

niu alkoholowej degustacji. Jeśli do tego dodamy roz-

nie jesteśmy menelami pijącymi po kryjomu w krzakach.

i dobre oświetlenie wciąż przyciąga masy. Dodajmy

palone ogniska i wesolutkie towarzystwo wokół, robi

Niewątpliwie największą zaletą Pól Mokotowskich jest

do tego jeszcze lokalizację w centrum, dzięki której

się naprawdę przytulnie. Jedyny minus to piasek, który

to, że są one dość obszerne i łatwiej zobaczyć naszych

powrót do domu w stanie niepewnym jest znacznie

włazi wszędzie, oraz niespodzianki, jakie możemy w

kochanych strażników miejskich, zanim oni zobaczą nas.

ułatwiony.

nim spotkać...i nie mam tu na myśli tylko szkła.

56-57 magiel


Bombaj

Czy

wielbłądy rodzą się bez garbów

wiesz

z Titanica ocalono 5 psów i świnię

że?

Adolf Hitler miał tylko jedno jądro

Sudoku

Trudne

Jak się nazywa ulubione miasto terrorystów?

kozaki. 3. Grzyby znalezione w lesie bukowym Kasia sprzedaje taniej niż grzyby znalezione w lesie świerkowym. 4. Grzyby znalezione w lesie świerkowym nie trafią do Biedronki. 5. Ani grzyby trafiające do Lidla, ani grzyby sprzedawane po 45$ to nie borowiki. 6. Kozaki nie zostały znalezione w lesie bukowym. 7. Grzyby znalezione w lesie dębowym Kasia sprzedaje po 10$ taniej niż kurki. 8. Grzyby trafiające do Lidla Kasia sprzedaje po 5$ drożej niż maślaki. 9. Grzyby, które Kasia sprzedaje po 45$, nie zostały znalezione w lesie brzozowym. 10. Grzyby, które Kasia sprzedaje po 25$, to albo grzyby trafiające do Marcpola, albo kurki. 11. Spośród grzybów, które trafiają do Marcpola i tych, które trafiają do Biedronki, jedne Kasia sprzedaje po 45$, a drugie zostały znalezione w lesie dębowym.

1. Borowiki nie trafią do Tesco. 2. Grzyby znalezione w lesie dębowym Kasia sprzedaje po 5$ taniej niż

Kasia znalazła w różnych lasach różne rodzaje grzybów i teraz zamierza sprzedać je do różnych supermarketów. Przyporządkuj każdemu gatunkowi grzybów cenę, las i supermarket, do którego zostały sprzedane.

Łamigłówka

Humor w poziomie

Średnie Szatańskie


i m a g o N y Do Gór

cie c Uczelni, na Sena iu obowiązku wobe uc z cz ra po co w że y , m cc ty en o y stud m, ani o tym, że senatorz tał się z Samorząde y zs m ro ze S pis NZ nie że , ze m er ty W tym num zed czasem, o opuszczaniem go pr Klub Narodowy SGH. zajmują się głównie rejestracją, działa z ów lem ob pr o im sprawniej, m

Z IA R N IE O D P O W IE D O T K A D E R Ł: A W TO PR Z YG O

koja rz y tów Sa mor ząd iększości st uden a w yzut a z poczucia zacj się ja ko orga ni ok azuje mcz asem, Ty u. or hu m łonków cz em sz ych st aż ar st h n óc dw o sie, że y) tocz ył jede pr ze wod nicz ąc ele cz a (n H SG (w ty m by ły rtów w historii dy nk iem F). z dłuż sz ych ża ju ż ża rt z bu kto później ni , je st ki lkulet łożyli się o to ę Mia now icie, za pr ze wod nicz ąc emu sk ładk u odda obecnem orcz ą z pa źd zierni ka ze sz łego yb ię dz y, uż ywali za ka mpa nię w o odda nie pien k on odda roku. Proszeni i, ja y: odda m C nie w yt rz ymał znanej formuł ka sz hu cny w ierc ć pier wsz y. Obe ersowany napisa ł w iadomoś w ę ul zb up i gr a ą ni zn ci śnie ew nętr sy tu ację na w niego w róci ły. opisującą ca łą do tedy pieniądz e Sa mor ządu. W y uważ a, że odpow iedzia ln gdyż obecny ie N Red ak tor a, zj chopna decy by ła to zbyt po e w ziął pod uwagę, że jego y ni pr ze wod nicz ąc se w Goodw illu w iada za finan po na od ik dn ze popr wał pienię dz y . bnie potr zebo C u nk dy bu do i prawdopodo jkę podziemną d zawalił...0 le ko ną zo ar w ym or zą m – znów Sa m Jednym zd anie

W

w ielc e w iada na i zu mnie zapo acja do Goodw illa kr ut yż na oc zekiwana re a się klapą, gd ób. ał az ok os niestety 20 e ni jedy ka niu zjaw iło się pier wsz ym spot pow iedzia lny pr zy pu sz cz a, od ci Red ak tor Nie arki – st uden ze st rategią m e sz wac zy do m le uj iż to prob uk sz Goodw ill po zrozumieli, że . uz bl i produkcj działań tów, w ramach amorząd Studen poprawę wizerunku, lu mających na ce acę z shotbarem ółpr nawiązał wsp cja napojów w ysoko o. Degusta ji Głębokie Gardł w ych w ramach Konferenc to ne en w oc pe pr to był za i nisko Ekonomicznych Polskich Uczelni . dopiero początek rekrutac yjne: suchar y cyklu yś czy cie się kied zerwę „Zasta nawia liś pr ą aj m e ona takż pracownicy Lipt rawdzić sp to by że epsza okazja ajl N ę? w ka na likować.” – w ystarczy zaap łonków dzia ła lności cz enci ziek i pręż nej ud st o eg st bi so O u SK N-u Roz woj ostatnio za sz cz yt mieli SGH ra z ba rd ziej w yk ładzie co w chan ków, uc ze st nicz yć polsk ich ko ra to ą en m o któr zy nie znaj znaneg ego. Dla tych, y Damia na Myśliw Red ak tor Nieodpow iedzia ln , a ci ni oś w cz iso ór (p rad jego tw a w ybra nych umie sz cz a ki lk or yginalna): nie i krew ujesz podniece zystaj to, cz y gd ili w „W ch , w ykor gdzie powinna siebie i zacznij napł ywa ta m do i am dk śla ę po pkę.” odwróć kobiet penisem o jej pu pocierać swoim , ja k na mnie ze mną robisz "Zobacz, co Ty oddzia łujesz.” osobistego. ą wizję rozwoju oj sw a m y żd ka Cóż,

S

S

Z

LNY

666

fot. the onlysun, CC

D


Lubię widzieć rezultaty swoich działań, a w sprzedaży łatwo zmierzyć efekty! Jak wyglądał twój pierwszy dzień w Mondelēz International?

Był bardzo intensywny. Oprócz mnie udział w programie stażowym „Akademia Absolwenta” zaczynały jeszcze dwie osoby. Poznaliśmy swoich mentorów, a także mieliśmy okazję wysłuchać prezentacji przedstawiających różne działy, poprowadzonych przez menadżerów wysokiego szczebla. Było nam miło, że osoby na wysokich stanowiskach znajdują czas dla świeżo upieczonych absolwentów. Pierwszego dnia otrzymałem także samochód służbowy, laptopa i telefon komórkowy, ponieważ mój staż zaczynał się od pracy w charakterze przedstawiciela handlowego.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Brak nudy. To, że nigdy nie da się do końca przewidzieć, co będzie się działo. W dziale sprzedaży nieprzewidywalnych sytuacji jest mnóstwo. Często misternie ułożony plan dnia ulega totalnej zmianie i to jest fajne. Poza tym lubię widzieć rezultaty swoich działań, a w sprzedaży można łatwo zmierzyć efekty np. akcji promocyjnej.

Najprzyjemniejsza część dnia?

Piątek po południu :)

Tomek, uczestnik Akademii Absolwenta

Czym się zajmujesz?

W ramach stażu Akademia Absolwenta realizuję ścieżkę sprzedażową. Moją pierwszą rotacją była praca w charakterze przedstawiciela handlowego w kanale tradycyjnym. Następnie przez pół roku pracowałem w dziale marketingu, gdzie miałem okazję brać udział w tworzeniu kampanii reklamowej nowego produktu, dopiero wprowadzanego na rynek. Obecnie pracuję w dziale Away From Home, który zajmuje się sprzedażą produktów do klientów z kanału HoReCa, stacji benzynowych, firm zaopatrujących biura czy firm działających na rynku vendingu.

www.enJOYmdlz.pl www.PrzetrwajSesje.pl


Praca

dla studentów i absolwentów 13 lat na rynku Międzynarodowe projekty Doradztwo dla sektora finansowego Główne biuro: ul. Wiśniowa 40

Dołącz do nas! www.sollers.pl/career

Numer 139 (SGH) (maj/czerwiec 2013)  

Niezależny Miesięcznik Studentów "MAGIEL"