Issuu on Google+

Niezależny Miesięcznik

Studentów SGH nr 12

~tO \liEH Vit~JfJ)fl ~~~ Jakże

to miło! Minął okrągły roczek od naszego ostatniego spotkania! My stęskniliśmy się za Wami bardzo, a Wy ...? Kto śledzi "MAGLA" regularnie, z pewnością \Vie, iż w listopadzie mieliśmy jubileuszowy numer dziesiąty, zaś w grudniu obchodziliśmy rocznicę powstania... No, a co w styczniu... ? Teraz pewnie powiecie, że znaleźli sobie kolejną okazję ... Po części macie rację. Bowiem tak nam się spodobały te numery jubileuszowe, że naprawdę żal było wydawać niniejszy numer bez żadnego wyróżnienia, szczególnie że - jak by tu nie liczyć - dwanaście miesięczników stanowi cały równy rocznik! Przydałoby się więc oprawić go w twarde okładki i wystawić w jakiejś gablotce. Nie będę ukrywał, że zagustowaliśmy w nieustających toastach za "nieustające zdrowie MAGLA", przez co stopniowo tracimy zdrowie... A ile jeszcze pociągniemy, czas pokaże ... Wszystkich, których zgorszył, zniesmaczył, oburzył, ewentualnie przeraził ostatni numer, nie będę przepraszał, bo wcale nie zamierzamy się zmieniać. Zresztą znam tylko jedną osobę, której wspomniany numer nie przypadł do gustu. Co do listów od rzekomych prezydentów, to jak dotąd nie utrzymaliśmy żadnych protestów z ambasad i nikt nie zagroził nam interwencją zbrojną. Zresztą, kiedy

CHLORY \V Czy znacie

poniższy

nas student chemii, w taki właśnie sposób reaguje związek o fachowej nazwie podchloran sodu z innym ciekawym związkiem, w którym każde wprawne oko od razu rozpoznało kwas siarkowy ... To, co pozostało po reakcji, a co zgodnie z kierunkiem strzałki ulotniło się w powietrze, znalazło się w środę, 15 stycznia, w atmosferze naszej Uczelni ... O przygodach chlorów na terenie SGH przeczytasz w serwisie informacyjnym na stronie 2.

NOWE SYSTEMY W MAGLU ••• Poniższa

informacja z pewnością zainteresuje tych, którzy nagminnie uczestniczą w naszych jakże ponętnych konkursach. Ponieważ każdemu Nowemu Rokowi towarzyszy dużo zmian (niekoniecznie na lepsze), nasze drogie Ministerstwo Finansów zadbało o to, aby w MAGLU także coś się zmieniło (i nie będzie to z pewnością żaden przypływ gotówki; pewnie jeszcze każą nam do czegoś dopłacić ... ). Oto bowiem począwszy od tego roku weszły nowe zasady prawne "rozdawnictwa" nagród w konkursach. Słowo "LOSOWANIE" (i niewątpliwie metoda z nim się wiążąca) stało się nielegalne, a uży­ wanie tak jego, jak i wspomnianej metody podpada pod paragraf. I aby nie przesiedzieć reszty życia za to, że sprezentowaliśmy Wam kilka kaset czy gadżetów, i my postanowiliśmy zmienić zasady rozdysponowywania naszych nagród. Opracowaliśmy bowiem (w

pocie czoła) skomplikowaną metodę "SYSTEMU NKWNTB®''. szych konkursach

wyłaniać będziemy tą właśnie

~MAGIEL ~

zwycięzców

zobaczyłem,

co Jacek Fedorowicz wyczynia z politykami w swoim "Dzienniku Telewizyjnym", nie miałem najmniejszych wyrzutów ... N o dobrze, ale co z tym jubileuszem ... ? Otóż, kilka zaprzyjaźnio­ nych pism kobiecych stworzyło specjalnie dla naszych czytelników i specjalnie z okazji "dwunastnicy" oddzielny blok tematyczny, który znajdziecie ... No właśnie ... Przewertujcie karteczki .. A na koniec wszem i wobec obiecuję, że nie ogłosimy numeru trzynastego "szczególnie wyjątkową okazją'', w związku z tym, że "pechowa trzynastka", nawet jeżeli dla niektórych jest ona szczę­ śliwa... Czternasty też będzie w miarę normalny (chociaż to określenie ciężko przypasować do jakiegokolwiek numeru). Zaszalejemy dopiero przy piętnastce, a jak dotrwamy, to dwudziestka będzie odlotem!

zKywceml

wzór chemiczny .... ?

od tego numeru,

skiej studentki o pobycie na Słowacji! l l • UALO ALOI - kolorowe magazyny w czarnym świetle... • Park kuźnią sportowych talentów - o tym, jak nasz jajcarz Gołota rozrabiał kiedyś w "Parku"

poinformował

Począwszy więc

HITY NUMERU! • S{.O'ł/ACIA 1996/97 - odlotowa opowieść australij-

e~tt~tkowe Wt~lentynki

SGH. .. !

2 NaCIO + H 2 S04 Cl2 0 t+ H 2 0 + Na2 S04 Jak

Styczeń 1997

we wszystkich nametodą...

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Wieczór 11 lutego. To dopiero będzie finał! To będzie fantastyczny finał! The best! A wszystko zacznie się dużo wcześniej, bo już w okolicach 10:00 w warszawskich pubach, którym patronuje nasz giełdowy pivomaker Żywiec (m.in. w Zielonej Gęsi). Począwszy od tej godziny za każde zakupione piwo (beer, bier, cerveza, birra, nwBo, pivó, itd.) czy to butelkowe, czy też kuflowe, dostaniesz specjalny vałentynkowy banknot Żywca (tzw. bon). Nie wyrzucaj go! !! Przyda się na wspomnianym finale, ale o tym później .... Późnym popołudniem w każdym z tychże pubów Żywca wyłonio­ na zostanie jedna para, a wszystkie one w czasie Grand Fina] będą wałczyć (nie na pięści oczywiście) o bardzo cenne nagrody, takie jak np. sprzęt hi-fi, czy też weekend w luksusowym ośrodku wypoczynkowym. Warto więc uczestniczyć w zabawie! Przejdźmy jednak do rzeczy, która nas najbardziej interesuje, czyli do wielkiego finału w Auli Spadochronowej. A o tym, co się wydarzy w jego trakcie przeczytacie na stronie 11.

KONKURSY MAGLA: KO·NKURS NA 90·-LECIE SG.H- rozstrzygnięcie....... str. 17 Świąteczny Konkurs MAGLA & §()U'Y Mu,i.:........ str. 22

KonkurSidło- nowe pytanie ........................................... str. 22 - coś o Gołocie.... .. str. 17 KONKURS RZECZNIKA!!! - coś nietypowego!..... . str. 11 \Vii:L<i <On<u=t)

ill'ł)(A \ViCinY!

• COMCOORS MAGLA & Zl'WCA .................... ..

. . z. zwyczęzczyn~; . . .," EVITA - rozstrzygnzęcze ................... ..

str. 11 str. 22

Zimowy Konkurs fotograficzny!! f ................................ .

str. 17

~ i~ciR. 8akc~ - konkurs foto na zimę ................. . str. 17

nr 12

Styczeń

1997

strona l


o 1 Wigifia w SfjJ{ Dnia 17 grudnia w klubie profesorskim "Jajko" odbyła się nasza uczelniana Wigilia zorganizowana - tradycyjnie już - przez Akademickie Stowarzyszenie Katolickie "Soli Deo". Swoją obecnością zaszczyciły nas ważne osobistości naszej Szkoły z Panią Rektor na czele. Zaprosiliśmy także dwóch znajomych duszpasterzy z parafii św. Andrzeja Boboli, których obecność pomogła, jak sądzę, zrozumieć, że Święta Bożego Narodzenia to nie tylko czas jedności i dobrej woli, ale przede wszystkim czas przypomnienia sobie, jak wielką miłością obdarzył Bóg człowieka. Nasze wieczorne spotkanie uświetnił również występ Chóru SGH, który "rozruszał" towarzystvvo, zapraszając do wspólnego kolędowania. Po oficjalnych życzeniach Pani Rektor, Wiceprzewodniczącego Samorządu i Prezesa koła terenowego ASK "Soli De o", nadszedł czas dzielenia się między sobą opłatkiem i... konsumpcji. Wszystkich przygotowanych pyszności oczywiście nie zdołaliśmy zjeść (pewnie dlatego, że Ciebie z nami nie było), pomimo ochoczej pomocy ze strony pracowników administracyjnych naszej Szkoły. Cieszymy się bardzo, że udało nam się spotkać w tak licznym gronie profesorskożakowskim i mamy nadzieję powtórzyć to za rok. (Magda Szymań­ ska, ASK "Soli Deo")

Swobodny rynel(gacfżetów... Po kilku latach, w trakcie których przeróżne gadżety z logo Szkoły dostępne były tylko i wyłącznie pracownikom Uczelni, nadszedł czas, gdy będą one mogły dotrzeć także do rąk studentów. Wkrótce bowiem w księgarni uczelnianej w budynku głównym sprzedawane będą różnorodne przedmioty pamiątkowe i reklamowe z logo SGH. Na początku pojawią się eleganckie krawaty w barwach Uczelni (wyprodukowano dwa rodzaje krawatów - jeden z logo Szkoły i drugi ze znaczkiem studenckim), białe koszule garniturowe Wólczanki z wyszytym zielonym napisem "Szkoła Główna Handlowa" na kieszonce (koszule z długim i z krótkim rękawem), papierowe teczki na dokumenty, a także kalendarze akademickie, które obecnie sprzedawane są po obniżonej o połowę cenie (5 zł). W przyszłości powinny pojawić się zielone czapki baseballówki, różnokolorowe T -shirty, portmonetki oraz inne gadżety z logo Uczelni. Miejmy nadzieję, że sprzedawane one będą z niewielką marżą, a ich zakup nie spowoduje dużego uszczerbku w skromnym, studenckim portfelu. W każdym razie, gadżet taki stanowić może pamiątkę do końca życia ...

Wigifijne medafe ... Na kilka dni przed zamknięciem Szkoły na czas Świąt Bożego Narodzenia oraz Sylwestra, w klubie profesorskim "Jajko" odbyło się uroczyste wręczenie medali 90-lecia SGH tym najbardziej zasłu­ żonym i najstarszym stażem pracownikom Uczelni, którzy jeszcze tych medali nie otrzymali. W efekcie, w trakcie imprezy wręczono około 200 pudełeczek z jakże cenną zawartością. Każde z nich bowiem zawierało kwadratowy medal z pieczęcią Szkoły na avversie

pierwsze ploty za ploty••• oraz dwoma datami na rewersie - pierwsza z nich to rok powstania Uczelni, zaś druga- rok, w którym medal został wybity. Z pewnością dla osób, które medal ten otrzymały, stanowi on ogromne wyróżnienie i pozostanie pamiątką do końca życia. Gdy zakończono już wręczanie medali, rozpoczęła się mniej oficjalna część imprezy, w trakcie której Pani Rektor złożyła zebranym życzenia z okazji zbliżających się świąt i Nowego Roku. Następnie wszyscy podzielili się opłatkiem i jeszcze długo prowadzili rozmowy przy suto zastawionym "wigilijnym" stole.

Chlory w SfjJ{. .. To z pewnością była feralna środa dla Uczelni, bo przecież nie dla studentów ... W okolicy godziny 11:30 w środę 15 stycznia przystąpiono nagle do natychmiastowej ewakuacji wszystkich osób, znajdujących się w budynku głównym. Pracownicy administracji, a także niektórzy pracownicy naukowi biegali po budynku, informując vvszystkich napotkanych o konieczności opuszczenia tego terenu. Przerwano wszelkie zajęcia, a także odbywające się akurat w tym dniu posiedzenie Senatu SGH. W ciągu kilkunastu minut budynek został opróżniony i zamknięty, zaś na jego drzwiach pojawiły się ogłoszenia o katastroficznej treści, informujące o wystąpieniu zagrożenia zdrowia. Ziemia nie kręciłaby się dalej wokół swojej osi, gdyby nie pojawiły się wkrótce plotki na temat rzekomej awarii gazociągu, albo o wycieku chloru. Pod wieczór w akademikach SGH w tempie błyskawicy rozchodziła się informacja o śmiertel­ nym skażeniu chlorem ... Co się stało w rzeczywistości? Otóż, jak się pokątnie dowiedzieliśmy, jeden z hydraulików pracujących przy basenie zamiast dopeł­ nić brakującą ilość podchloranu sodu w jednym z pojemników, przez omyłkę dolał do niego k\vasu siarkowego... W wyniku powstałej reakcji wydzielił się żółty gaz - podchloran sodu - będący szkodliwym dla zdrowia. Gaz był wyraźnie wyczuwalny węchem i przede wszystkim to spowodowało natychmiastową reakcję Władz Uczelni. Z tego, co nam wiadomo, panika, jaką momentami wszczynały co bardziej bojaźliwe osoby, była zupełnie zbyteczna. Otóż, przybyły na miejsce zdarzenia ekspert Sanepidu stwierdził, że nie wystąpiło najmniejsze zagrożenie dla życia, a skażenie trującego gazu było znikome ... W każdym razie zajęcia przepadły, a Uczelnia przynajmniej została trochę przewietrzona...

(jdzie ten 6an/(pmat ... !? W numerze listopadowym (nr l O, 1996) pisaliśmy o bankomacie PKO S.A., który miał zostać zainstalowany w SGH ("Bankomat w SGH"). Minęły już prawie dwa miesiące od ukazania się tej informacji, a na Uczelni bankomatu "ani widu, ani słychu". Czyżby więc nasza wiadomość była nieprawdą? Bynajmniej! Bowiem dowiedzieliśmy się, iż Szkoła już dawno podpisała umowę z PKO S.A. o zainstalowaniu na Uczelni bankomatu i to dokładnie w tym miejscu, o którym pisaliśmy, a mianowicie w pokoju lA w budynku głów­ nym.

"MAGIEL" - Nieza l eżny Miesięcznik Studentów SGH, ukazuje się od grudnia 1995 roku,

bezpłatny

Druk: Oficyna Wydawnicza SGH; Nakład: 1500 egzemplarzy, rozprowadzany na terenie SGH Skład redakcji: Redaktor Naczelny: Jacek Polkowski, Dział Muzyczny: Barbara Bielska, Mikołaj Specht, Dział Komentarzy Polityczno-Gospodarczych: Daniel Jasiński, Dział Felietonów i Wywiadów: Bianka Dźwigała, Dział Sportowy: Grzegorz Radzie· jewski, Andrzej Słodki, Dział Promocji i Reklamy: Wojciech Miller, Dział Filmowy: Piotr Bulak, Dział Turystyki i Internetu:

Dariusz Jaworski Adres Redakcji: Aleja Niepodległości 162, pok. 2A, 02-554 Warszawa, telefax: (0-22) 48-72-23 Redakcja zastrzega sobie prawo skracania i przeredagowywania nie zamó\vionych tekstów. Wszelkie uwagi i odpowiedzi na nasze konkursy można przesyłać przez sieć Internet na adres magiel@sgh.waw.pflub music@sgh.waw.pl Przedrukowywanie jakichkolwiek fragmentów bez zgody Redakcji gazety jest zabronione!!! Strona internetowa gazety pod adresem: http://akson.sgh.waw.pl/--magiel

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

nr 12

Styczeń

1997

strona 2


Bank bowiem już w styczniu ubiegłego roku zakupił bankomat dla SGH! Niestety w trakcie realizacji projektu wyniknęły problemy związane z tym, iż okno pokoiku, w którym miał znaj do wać się bankomat, znajduje się wysoko ponad powierzchnią chodnika. Należałoby więc wybudować przy ścianie kilka schodków, które prowadziłyby do urządzenia. Z tym jednak nie zgadza się konserwator zabytków odpowiedzialny za stan budynku głównego. Pojawiła się więc propozycja, aby bankomat umiejscowić w portierni, której okno znajduje się na poziomie tarasu prowadzącego do wejścia do SGH. W obecnej chwili Szkoła z niecierpliwością oczekuje zała­ twienia przez bank PKO S.A. wszelkich formalności i uzyskania zgody konserwatora na instalację bankomatu. Poczekamy, zobaczymy ... Czyżby początekprywatyzacji :J{? Pozostając w temacie związków pomiędzy SGH a bankiem PKO S.A., nie można nie wspomnieć o epokowym pomyśle otwarcia przez ten bank filii na terenie naszej Uczelni. Jak nas poinformowała pani Halina Adamiak, Dyrektor Administracyjny SGH, PKO S.A. ulokuje swoją filię w pomieszczeniach, które obecnie zajmowane są przez kasy SGH. Pokoje te już zostały oddane do dyspozycji przedstawicieli banku, którzy teraz sprawdzają ich wielkość oraz przystosowanie do wyznaczonych im celów. Co Szkoła otrzyma w zamian za wynajęcie tych pomieszczeń? Po pierwsze - czynsz, który bank płacić będzie za użytkowanie powierzchni. Po drugie - bank przejmie operacje kasowe, które do tej pory musiała prowadzić Uczelnia. Jak wiadomo, od pewnego czasu pensje praco\vników przelewane są na konta bankowe, zaś wielu pracowników posiada swoje rachunki właśnie w PKO S.A. Powstanie filii banku umożliwi pracownikom wypłacanie pieniędzy "na miejscu". Po trzecie - bank pragnie wykorzystywać pracowników naszej Szkoły do różnych badań, które będzie finansował, zaś studentom oferować atrakcyjne praktyki. Po czwarte - bank wyraził chęć otwarcia w SGH biura maklerskiego, które przyjmowałoby zlecenia zarówno od pracowników, jak i od studentów naszej Uczelni. Pani Dyrektor twierdzi, iż nie ma chyba w Warszawie banku, który nie złożyłby oferty założenia oddziału na terenie SGH. Oferta PKO S.A. była jednak najkorzystniej sza. Z kolei warunki zaproponowane przez bank PBK S.A., który prowadzi rachunki Uczelni, były nie do

sq

I stało się, bo musiało się to kiedyś stać. Jak pamiętacie, do tej pory wszystkie osoby, które chciały otrzymywać pieniądze ze stypendió\v na konto bankowe, musiały otworzyć sobie akademickie konto osobiste koniecznie w III Oddziale Banku PKO B.P. (Rotundzie). Nie było możliwości przelewania pieniędzy do innych banków, czy nawet do innych oddziałów PKO B.P. Na szczęście sytuacja ta uległa zmianie. A to z tego powodu, iż kilka tygodni temu Kwestura SGH zgodziła się wreszcie dokonywać wpłat studenckich pieniędzy na konta do różnych banków. W związku z tym wszyscy, którym wygodniej będzie odbierać pieniądze z innego banku niż PKO B.P., mogą zamknąć konto w III Oddziale i otworzyć sobie rachunek w dowolnie wybranym przez siebie banku. Po dokonaniu tej czynności należy niezwłocznie poinformować o tym Komisję Stypendialną Samorządu Studentów, podając numer swojego nowego konta.

Stypentfia[ne probfemy... Osoby, które otrzymują swoje stypendia na konta bankowe \V III Oddziale, wiedzą, ile czasu trwa dotarcie pieniędzy na studenckie rachunki. Z tego, co dowiedzieliśmy się od osób pracujących przy stypendiach w Samorządzie Studentó\v wynika, że w styczniu bank PKO B.P. przetrzymywał otrzymane pieniądze przez ponad l O dni .... ! Kwestura SGH zapewniła nas, że przelew został dokonany terminowo, a to, co dzieje się z pieniędzmi, jest winą banku. Nasuwa się tylko pytanie, co bank robi z sumą ponad 200 000 (2 mld starych) zł przez l O dni ... !? Oczywiście nie ma możli\vości zmuszenia tej instytucji do wypłacenia odsetek za ten okres ... Nie jest to jednak jedyny problem, jaki pojawia się przy korzystaniu z usług PKO B.P. Otóż, od dawna już studenci skarżą się na bałagan w banku i na kłopoty z kolejkami, bankomatami "połykającymi" karty, niskimi limitami wypłat, itd. Dlatego też coraz więcej osób rezygnuje z usług tego banku i otwiera rachunki w innych tego typu instytucjach.

2?.pcznica ... i po rocznicy. Czas na podsumowania.

We wspomnianej ofercie banku PKO S.A. znajduje się bardzo atrakcyjna propozycja dotycząca studentów. Oferta ta obejmuje m.in. zakładanie studentom rachunków Eurokonto (oszczędnościowo-rozliczeniowych) z dodatkowym pakietem usług, tzn.: pożyczką w tym rachunku, euroczekami, kartami Euroczekowymi (EC) oraz kartami Mastercard charge (Eurokarta), pełniącymi funkcje kart płatniczych i bankomatowych, ubezpieczeniami Amplico Life, kartami IKM (Identyfikacyjne Karty Magnetyczne), umożliwiającymi dokonywanie natychmiastowych wpłat i wypłat gotówkowych poza miejscem prowadzenia rachunku w 140 placówkach PKO S.A. na terenie całego kraju. Bank proponuje także prowadzenie złotówkowych rachunków bieżących naszych studentów, rachunków walutowych "A" płatnych na żądanie, rachunków wkładów oszczędnościowych, usług kasowych, teleserwisu, polegającego na możliwości telefonicznego sprawdzania stanu posiadanych środków finansowych, kas mieszkaniowych, itd. W momencie otwarcia filii PKO S.A. wszystkie wymienione usługi dostępne będą dla studentów, którzy zdecydują się przenieść swoje

We wtorek 14 stycznia w Sali Senatu SGH odbyło się ostatnie już posiedzenie Komitetu Organizacyjnego Obchodów 90-lecia SGH. W trakcie posiedzenia podsumowano imprezy, które złożyły się na obchody rocznicy. I tak, z okazji 90-lecia SGH odbyło się kilkanaście konferencji i seminariów - większość z nich zorganizowano specjalnie z okazji rocznicy. Oficjalną inauguracją obchodó\v było uroczyste posiedzenie Senatu SGH w auli głównej, a następnie bankiet w Galerii Porczyńskich. Z okazji 90-lecia wybite zostały okolicznościo\ve medale, które w trakcie obchodów wręczono około 300 osobom. W listopadzie odbył się Zjazd Absolwentów SGH. W tym samym czasie, w klubie profesorskim "Jajko" zorganizowana została wystawa pamiątek związanych z 90-leciem Uczelni. W międzyczasie odbyły się dwie konferencje prasowe poświęcone rocznicy. W ramach 90-lecia zorganizowano także kilka imprez typowo studenckich, takich jak Połowinki, czy Piknik Żaków. W trakcie ostatniego posiedzenia Komitetu podkreślono , iż dzięki obchodom 90-lecia Uczelnia w znaczący sposób zaistniała w mediach, które przypomniały, iż jest ona naj starszą, naj\viększą i nąj­ lepszą szkołą ekonomiczną w kraju. Dzięki temu jeszcze bardziej utrwaliła się jej pozycja na rynku · kształcenia ekonomicznomenedżerskiego. Pokreślono, iż dzięki takim imprezom, jak Zjazd Absolwentów, zaczęto budować szkielet pewnych relacji pomiędzy Szkołą, a ludźmi, którzy się z tej Szkoły wywodzą lub są z nią w pewien sposób związani. Już teraz więcej osób zgłasza się do współpracy z Uczelnią. Może nie przyniesie ona wymiernych efektÓ\V finansowych, ale stanowi znaczące "przebudzenie się" absolwentów. Rozma\viano także o finansach związanych z obchodami rocznicy. Pani Halina Adamiak, Dyrektor Administracyjny SGH, stwierdziła, iż przekroczono fundusze otrzymane od sponsorów. W ostateczną sumę wydatków wliczono jednak także te koszty promocji Uczelni, które zostałyby poniesione nawet bez organizacji obchodów 90-

rachunki do tego banku.

lecia.

przyJęcia.

Każda

otrzymana przez naszą Uczelnię oferta zawiera propozycję przejęcia przez dany bank rozliczeń Uczelni. Nie musimy chyba podkreślać, iż w grę wchodzą tu ogromne sumy... Jak na razie, jedyną możliwą do rozpatrzenia ofertąjest właśnie oferta PKO S.A. Bowiem wygodniej by było, gdyby bank posiadający na terenie SGH swój bankomat oraz filię, prowadził także rachunki Uczelni.

!lltra{cyjna oferta dfa studentów

Być może

warto

już

teraz

pomyśleć

o

podjęciu

ciąg

takiej decyzji? Wo{ność wy6oru /(pnt ...

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

nr 12

Styczeń

1997

dalszy str. 4

strona 3


W odniesieniu do Zjazdu Absolwentów, pani Dyrektor poinformowała, że całkowite przychody z tego tytułu wyniosły 117 028 zł, podczas gdy koszty zamknęły się sumą 135 996 zł. Tak więc powstał debet 18 968 zł, który został pokryty ze środków \Vłasnych.

5t co w przyszfości? Oprócz podsumowania obchodów 90-lecia członkowie Komitetu rozmawiali na temat wykorzystania pozytywnych apsektów wynikłych w trakcie tych obchodów, a także na temat dalszej promocji Uczelni i stopniowego przygotowyvvania jej do zbliżającej się rocznicy 100-lecia. Pojawiły się propozycje wydania specjalnego, okolicznościowego albumu o Uczelni i jej historii, sporządzenia kompletnej listy nazwisk absolwentów z poszczególnych roczników. Dziekan SD, prof. Marek Rocki, wyraził opinię, iż już dziś należy utrwalać więzy pomiędzy absolwentami a Uczelnią. Zaproponował, aby opuszczającym SGH studentom wręczać informacje o Sto\varzyszeniu Wychowanków SGH, prosząc jednocześnie o przekazywanie Uczelni informacji o ewentualnych zmianach adresu. Pani Rektor, prof. Janina Jóźwiak, wysunęła propozycję corocznej uroczystości wręczania dyplomów osobom kończącym naukę. Propozycja ta rozwinięta została w pomysł organizowania balów dyplomowych. Prof. Janusz Kaliński stwierdził, iż powinno się dołożyć wszelkich starań w celu postawienia nowego budynku SGH, tak aby został on uroczyście otwarty w setną rocznicę zało­ żenia Uczelni. Pani Rektor wyraziła nadzieję, iż nowy budynek postawiony zostanie wcześniej .. . Pieniqdze tf[a kPE nauf(pwycli.. . W trakcie posiedzenia Senatu SGH w dniu 18 grudnia 1996 roku Prorektor ds. Studentów, prof. Adam Noga, przedłożył senatorom projekt zasad finansowania studenckich kół naukowych, podkreśla­ jąc, iż koła te są bardzo aktywne w pozyskiwaniu sponsoróvv i w pełni zasługują na pomoc finansową Uczelni. Po krótkiej dyskusji i wprowadzeniu kilku poprawek do przedstawionego projektu, Senat jednogłośnie przyjął uchwałę dotyczącą Zasad Finansowania Studenckiego Ruchu Naukowego. Dokument zakłada stworzenie w SGH Funduszu Studenckiego Ruchu Naukowego, z którego środ­ ków koła naukowe pokrywać będą koszty bieżącej działalności programowej, a także finansować swoją działalność w zakresie prowadzenia badań, organizowania obozów i seminarió\V naukowych oraz wyjazdów poznawczych. Rozdziałem funduszy zajmować się będzie nie - tak jak poprzednio - Pełnomocnik Rektora ds. Studenckiego Ruchu Naukowego, lecz Rada Naukowa Opiekunów Kół Naukowych w drodze konkursu ofert zgłaszanych przez koła. Jedyną kwestią do załatwienia pozostała wielkość środków, jakie zostaną przeznaczone przez Uczelnię na działalność tych organizaCJI.

Pozostając

w temacie kół naukowych, należy zauważyć, iż począw­ szy od dnia l stycznia 1997 roku funkcję Pełnomocnika Rektora ds. Studenckiego Ruchu Naukowego objęła pani mgr Małgorzata Podgrodzka, zastępując na tym stanowisku dr Dariusza Kalińskiego.

Mniej zwo[nień z egzaminów wstępnycli Na posiedzeniu w dniu 18 grudnia byłego roku Senat SGH przyjął szereg poprawek do obowiązującego obecnie Regulaminu przyjęć kandydatów na I rok studiów w Szkole Głównej Handlowej. Więk­ szość zmian miała charakter wyłącznie kosmetyczny, jak na przykład zamiana słowa "nabór" na "rekrutacja", i nie będzie miała istotnego wpływu na przebieg egzaminów wstępnych. Dopiero po zakończeniu dyskusji nad poprawkami w Regulaminie, Dziekan Studium Podstawowego, pani dr Urszula Omarowicz, zaproponowała \Vprowadzenie znaczących zmian w Załączniku do tego Regulaminu. W wyniku dyskusji, a następnie głosowania przyjęto poprawki dotyczące zasad zwalniania kandydatów ze zdawania poszczególnych egzaminów wstępnych. Otóż, zniesiono zapis mówią­ cy o tym, iż ze sprawdzianu kvvalifikacyjnego z języka obcego zwolnieni są finaliści warszawskiego konkursu języka włoskiego oraz posiadacze matury międzynarodowej ze stopniem co najmniej sześć punktów. Z egzaminu z matematyki od tej pory nie będą zwalniani laureaci Konkursu Matematycznego organizowanego w

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

województwie stołecznym oraz posiadacze matury międzynarodo­ wej ze stopniem co najmniej sześć. Decyzję tę uzasadniano w ten sposób, iż zarówno warszawskie konkursy językowe, stołeczny konkurs matematyczny, jak i matury międzynarodowe są organizovvane tylko i wyłącznie w określonych miejscach, więc nie wszyscy kandydaci mają do nich dostęp. Pozostaje jedynie problem wywią­ zania się z porozumienia zawartego pomiędzy SGH, a wojewódzkim kuratorem oś\viaty, które to porozumienie zapewniało laureatom stołecznych konkursów zwolnienia z egzaminów z przedmiotów konkursowych.

1(psztowne Zarządzenie ... ! W dniu 14 stycznia b.r. weszło w życie "Zarządzenie Rektora SGH w sprawie zasad pobierania opłat za powtarzanie przedmiotów i przedłużanie studiów odbywanych w trybie dziennym". Zarządzenie czyta się jak bajkę, niedowierzając własnym oczom ... Oto bowiem dowiadujemy się, że "student zobowiązany jest uiszczać opłaty za studia w przypadkach: • ponownego - poza terminami regulaminowymi - zaliczenia przedmiotów zadeklarowanych, niezależnie od tego, kiedy ono następuje, ani gdzie je zadeklarowano; • przedłużenia studiów poza okres wynikający z planu studiów, tj. powyżej l Osemestrów; • zaliczania tzw. 'różnic programowych' w przypadku wznowienia studiów lub przenoszenia się z innej uczelni". W zarządzeniu tym ustalone zostały wysokości opłat: • za ponowne zdawanie egzaminu, przeprowadzone w sesji w grupie studentów, płacić będziemy 25 zł za przedmiot; • za ponowne zdawanie egzaminu, lecz indywidualnie, poza terminem sesji, zapłacimy 50 zł za przedmiot; • za powtarzanie przedmiotu: za jeden przedmiot w semestrze 300 zł, za dwa przedmioty w semestrze - 550 zł i za każdy kolejny przedmiot po 200 zł. Maksymalna suma powyższych opłat nie będzie mogła przekroczyć 1550 zł. A co stanie się w przypadku jej przekroczenia, niestety nie napisano. Opłata za przedłużenie studiów poza okres wynikający z planu studiów (l O semestrów) wyniesie 15 50 zł za semestr! I to niezależ­ nie od sumy deklarowanych przedmiotów ... Powyższego nie należy zaopatrywać komentarzem. Każdy sam oceni, czy stać go jeszcze na studia w SGH, gdzie sesja trwa dwa tygodnie, a student ma średnio l O egzaminów i pewnie drugie tyle zaliczeń na głowie ... 'Wybory do Sa11Wrzącfu zakpńczone ... ! Znane są już wyniki wyboróvv do Samorządu Studentów SGH. Z pierwszego roku przeszli: Charaszkiewicz Jakub, Dudek Marcin, Kosiński Daniel, Łukaszewska Agata oraz Olszewski Michał. Z drugiego roku: Dyja Arkadiusz, Dźwigała Bianka, lniarski Łukasz, Lewczuk Michał oraz Marczuk Tomasz. Z trzeciego roku: Kukżelska Karolina, Miller 11'ojciech, Studniarek Marcin, Wigurski Michał oraz Żelazek Marcin. Z czwartego roku: Dąbrowski Ireneusz, Duczek Małgorzata, Laszuk Marek, Wojciechowski Jaromir oraz Wojtyś Tomasz. Z piątego roku: Karpiński Krzysztof Polkowski Jacek, Radziejewski Grzegorz, Szejna Andrzej, Żuchowicz Marcin. Ze studiów zaocznych: Drozd Dorota oraz K wiatosz Marcin. Podsumowując tegoroczne wybory, nie można nie wspomnieć o hucznie przeprowadzonej kampanii wyborczej kandydatów, która z roku na rok jest coraz bardziej profesjonalna i sponsorowana przez coraz większą liczbę firm. Mieliśmy więc liczne imprezy w klubach studenckich, a nawet prezentację samochodu rajdowego w Auli Spadochronowej ... ! Coraz bardziej profesjonalne stają się też ulotki. W tych wyborach można było otrzymać ulotki na papierze kredowym z .kolorowym zdjęciem kandydatów, a nawet kalendarzyki z ich nazwiskami. Jak zawsze, studenci "obłowili się" w trakcie kampanii i przy urnie. Szkoda tylko, że nie można się jeszcze najeść "za

friko" ...

Kwestią kontrowersyjną

pozostaje proceder rozdawania

przez kandydatów "upominków" w trakcie głosowania... SAI-gon (Studencka Agencja Informacyjna)

nr 12

Styczeń

1997

strona 4


PRZECIEKI EGZAMINACYJNE CZĘŚĆ TRZECIA Kontynuuję dziś analizę

ankiety przeprowadzonej przez Komisję Informacyjną Samorządu Studentów SGH wśród studentów pierwszevo roku. Ankieta dotyczyła poziomu trudności egzaminów wstępnych, które przeprowadzone były na początku lipca ubievłevo roku. W ~i­

niejszym i je~n~cz~śnie ostatnim już odcfnku !ego cyklu

omówię opinie studentów na temat poziomu trudności egzattdnó~ językowych i

na temat uta]ntanta prac oraz przedstawtę

rekrutacji.

ogolną ocenę

Na początek mała retrospekcja... W poprzednich odcinkach pisałem o bardzo kontrowersyjnym stwierdzeniu, które pojawiło się w dwóch ankietach, a które dotyczyło rzekomych przeciekó\V z matematyki. Dowiedziałem się, że informacja ta bardzo dotknęła osoby pracujące przy Rekrutacji, a szczególnie matematyków, którzy układali zadania egzaminacyjne. Otóż, jak zapewniła mnie sama Pani Rektor, nie było żadnych przecieków, a do napisania pytań z matematyki zatrudnieni zostali ludzie najbardziej zaufani i uczciwi. Osobiście nigdy nie wątpiłem, że było to tylko gołosłowne posądzenie. łatwe języki ... Z analizy ankiet wynika, iż studenci uważają ubiegłoroczny egzamin z języka pierwszego za "średnio" trudny. Bowiem, w skali trudności od l do l O został on oceniony średnio na 5, 18. Wprowadzając rozgraniczenie na poszczególne języki, można stwierdzić, że najtrudniejszy był język niemiecki (5,38), język angielski nie odbiegał od średniej ( 5, 19), za to łatwiejszy był język rosyjski (4,5). Zdaniem ankietowanych wymagany na egzaminie program z języka pierwszego nie odbiegał zbytnio od programu licealnego. Jedynie 12% osób stwierdziło, że rozbieżność ta była znacząca. Język drugi w opinii ankietowanych otrzymał w zaproponowanej skali trudności średnią ocenę zaledwie 4,65, co sugeruje, iż był on raczej łatwy. Za najłatwiejszy studenci uznali język angielski ( 4,11 ), zaś najtrudniejszym okazał się język niemiecki (aż 4,97!). Język rosyjski utrzymał się "w normie" (4,62). Niewiele ponad 13% ankietowanych stwierdziło, iż program języka drugiego najbardziej odbiegał od programu nauczanego w liceum. Jak więc widać, egzaminy z obu języków należały do raczej prostszych sprawdzianów wiedzy i nie przysparzały kandydatom więk­ szych trudności. W związku z tym w ankietach nie pojawiały się żadne bardziej interesujące, czy nawet bardziej spostrzegawcze opinie na temat obu języków.

Raczej

Utajnienie prac i ogólna ocena egzaminów Blisko 84% ankietowanych uważa, że wynik, jaki otrzymali oni z poszczególnych egzaminów, był sprawiedliwy i odzwierciedlał poziom udzielonych przez nich odpowiedzi. Zaledwie 14,7% przepytanych stwierdziło, że ich ostateczna punktacja została zaniżona, pozostali zaś przyznali się do tego, iż dostali większą ilość punktów niż na to zasługiwali ... Inaczej jednak było w przypadku pytania: "Czy wyniki odzwierciedlają T\voją rzeczywistą wiedzę z poszczególnych przedmiotó\v?". Otóż, prawie 56% ankietowanych udzieliło negatywnej odpowiedzi na to pytanie. Czy świadczy to o tym, że stosovvana obecnie forma egzaminów nie jest w stanie sprawdzić rzeczywistej wiedzy kandydatów? W związku z tym zapytaliśmy studentów, jaką formę egzaminu preferują? I~ o dziwo!, 64,7o/o ankietowanych wybrało obecną formę egzaminu, czy li egzamin pisemny z pytaniami opisowymi. Prawie 15% wybrało egzamin w formie testu, zaś niewiele ponad 5% przepytanych wskazało na egzamin ustny z pytaniami losowymi. Około 7% ankietowanych zaproponowało inną formę egzaminu, przeważnie mieszaną, np. w formie testu i pytań opisowych, czy też testu i odpowiedzi ustnych. Kolejne zadane studentom pytanie dotyczyło oceny stopnia utajnienia prac egzaminacyjnych. I tu należy podkreślić, iż większość studentów bardzo pozytywnie wypowiedziała się o sposobie utajniania danych kandydata, jaki stosowany jest obecnie w SGH. W większości wypowiedzi stwierdza się bowiem, że jest on wystarczający . Jeden ze studentów napisał nawet: "nikt z moich znajomych zdających na inne uczelnie nie zaobserwował aż takiego nacisku na utajnienie i obiektywizm oceny prac". To cieszy. Oczywiście nie

~MAGIEL

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

obyło się

bez głosów sceptycznych. Jednak jeżeli chodzi o metodę utajniania prac, to -jako członek Komisji Rekrutacyjnej - zapewniam Was, że była ona bardzo dokładna i nie przychodzi mi do głowy żaden sposób jej "złamania" przez sprawdzającego. Formuła egzaminów wstępnych została oceniona bardzo wysoko, choć studenci często narzekali na zbyt dużą ilość egzaminów, a co za tym idzie - na niemożność skupienia się na jednym lub dwóch przedmiotach. Pojawiło się wiele opinii mówiących, iż egzaminy nie powinny odbywać się popołudniami - bowiem oczekiwanie zwiększa stres. Studenci jeszcze raz wskazali na za wysoki stopień trudności egzaminu z matematyki. Pojawiły się też uwagi dotyczące komisji, które pilnowały kandydatów. W poprzednim odcinku pisałem już o tym, że w jednej z ankiet skarżono się na to, iż członek komisji pomagał niektórym w rozwiązywaniu zadań. Z kolei w innej ankiecie mowa jest o tym, iż przedstawiciele komisji zbierali prace i zaklejali je dopiero po opuszczeniu sali przez studentów. Wydaje mi się, że kandydat ma prawo widzieć moment utajnianiajego pracy. Było też kilka uwag dotyczących bałaganu przy wejściu do Uczelni, niedoinformowania osób pomagających przy Rekrutacji, braku punktu informacyjnego i trudnościach w dodzwonieniu się do Działu Nauczania lub Dziekanatu SP w celu uzyskania informacji o egzaminach. Jacek Polkowski

Pa11ie Profesorze?! (1) studia zna na wylot obo\viązują­ cą Ustawę o Szkolnictwie Wyższym. Jednym ze skutków tego nieuświadomienia jest to, że studenci często zwracają się do swych nauczycieli w sposób budzący zakłopotanie. Dobrze byłoby zapamiętać, iż nie każdy nauczyciel jest PROFESOREM, jak to Z\vyczajowo mówi się w liceach. Z drugiej strony, co prawda każdy z nauczycieli ma magisterium, ale nazywanie każdego MAGISTREM może odebrać mu zasłużenie zdobyte przez niego wyższe stopnie. Zgodnie z ustawą, MAGISTER to tytuł zawodowy uzyskiwany w wyniku ukończenia studiów magisterskich. PROFESOR, to z kolei tytuł naukowy. Z profesorami sprawa jest nieco bardziej skomplikowana ... Bowiem zarówno PROFESOR ZWYCZAJNY, jak i PROFESOR NADZWYCZAJNY są stanowiskami, na jakich zatrudnieni zostają nauczyciele spełniający określone wymagania. Aby zostać PROFESOREM ZfVYCZAJNYM, trzeba posiadać tytuł profesorski, zaś aby zostać PROFESOREM NADZWYCZAJ1VYM (uwaga: stanowisko profesora nadzwyczajnego jest "niższe" w hierarchii od stanowiska profesora zwyczajnego!) trzeba posiadać stopień naukowy DOKTORA HABILITOWANEGO. Istnieją dwa stopnie naukowe, a mianowicie: DOKTORA i DOKTORA HABILITOWANEGO. Wróćmy jednak do MAGISTRA. Kariera naukowa na uczelni zaczyna się zazwyczaj od tego, iż magister zostaje zatrudniony na stanowisku ASYSTENTA. Po pewnym czasie wytężonej pracy uzyskuje stopień DOKTORA (w naszej Uczelni: stopień doktora nauk ekonomicznych) i teraz może zostać ADIUNKTEM. Po kolejnych kilku latach i obronie pracy habilitacyjnej, doktor może uzyskać kolejny stopień naukowy: DOKTORA HABILITOWANEGO. Po pewnym czasie, a właściwie po spełnieniu przez niego określo­ nych przez Senat SGH warunków, doktor habilitowany może zostać zatrudniony na stanowisku PROFESORA NADZWYCZAJNEGO. Aby zostać PROFESOREM ZWYCZAJNYM trzeba otrzymać wcześniej tytuł naukowy profesora z rąk Prezydenta RP. (C.D.N.) Marek Rocki Niestety nie

nr 12

każdy rozpoczynający

Styczeń

1997

strona 5


Żegnam tzytelnikówl Jest to mój ostatni tekst w "MAGLU". Przynajmniej do zmiany Naczelnego (oby żył wiecznie!). Powód jest prosty- uświadomiłem sobie, że jestem tu tylko piątym kołem u wozu, obniżającym atrakcyjność "MAGLA". Moje teksty dość drastycznie odbijąją się od poziomu pozostałych publikacji "MAGLA". Szczególnie niedościgłym wzorem jest dla mnie Naczelny (oby żył wiecznie!) jego wstępniak wycisnął ze mnie łzy wzruszenia. Nadszedł czas na naświetlenie sytuacji . Otóż właśnie otrzymałem kolejny numer naszej gazetki (z niemałym trudem - świadczy to dobrze o pi ś mie - a jak o Was, drodzy czytelnicy?). I, jako snob, zacząłem lekturę od swojego artykułu. Muszę tu wyjaśnić , że artykuł oddawałem w pośpiechu i nie zdążyłem sprawdzić pisowni poprosiłem o to Naczelnego (oby żył wiecznie!) . Był tak łaskawy, że zamiast sprawdzaniem pisowni (patrz: sympatuzującego) zajął się redakcją tekstu. W efekcie parę zdań zostało lekko zmodyfikowanych- nikt chyba nie ma wątpliwości, że na lepsze ... I to jest powód pierwszy - ponieważ Naczelny (oby żył wiecznie) udowodnił , że wszystko pisze dużo lepiej niż ja, nie widzę powodu, dla którego miałbym Was zanudzać moimi wypocinami - może to miejsce od następnego numeru zostanie zajęte przez jakiś felieton Naczelnego (oby żył wiecznie). Polecam tytuł: "Etyka dziennikarska". A może On wiele na ten temat napisać - ja w tej sprawie nie byłbym obiektywny, ale on, jako geniusz dziennikarski, stoi ponad wszelkimi zasadami obowiązującymi takich pismaków, jak niżej podpisany. Szkoda tylko, że nie poszedł dalej i nie zmienił też ostatniej linijki - przecież dużo lepiej od 'Sigurd'; brzmiałoby np. 'U .p. )' Kolejnym zdziwieniem była dla mnie lektura stopki redakcyjnej. Otóż, przy rozpoczęciu współpracy z naszym wspaniałym i niedościgłym Naczelnym (oby żył wiecznie) zastrzegłem sobie, że będę występował pod pseudonimem 'Sigurd'. Nie znaczyło to, że wstydzę się moich tekstów- ci z Was, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze przyznawałem się do swoich felietonów. No, ale cóż, Naczelny (oby żył wiecznie) ma tyle na głowie - mógł o tym zapomnieć. Tak więc w stopce możecie wyczytać: " Dział Komentarzy Polityczno-Gospodarczych: Daniel Jasiński, Tomasz Brzeziński (Sigurd)". I teraz każdy z Was już wie, jak nazywa się ten idiota Sigurd. A najśmieszniejsze jest to, że podałem moje nazwisko Naczelnemu (oby żył wiecznie), kiedy powiedział, że może być potrzebne do wyrobienia legitymacji dziennikarskiej ... I teraz wszystko stracone, bo ja nie mógłbym nosić takiej wspaniałej legitymacji, jak Naczelny (oby żył wiecznie), czy choćby mój •

~~?-h-B-~~

8

u;u't-dB- l

Drogi Sigurdzie, pozwolisz, że odpowiem teraz punkt po punkcie na Twoje zarzuty. Z artykułu Twego wynika to, iż postanowiłeś nas porzucić z następujących powodów: Po pierwsze: ponieważ Twoje "teksty dość drastycznie odbijają się od poziomu pozostałych publikacji MAGLA". Zapewniam Cię, że zrozumiałem ironię. Nie wiem tylko, czego spodziewałeś się po gazecie studenckiej redagowanej bąd ź co bąd ź przez ludzi młodych , którzy oprócz "wkuwania" i wertowania ksiąg w bibliotece, mają też ochotę czasami się trochę pośmiać i powygłupiać Ueżeli nie rozumiesz tej idei, to zapraszam do przeczytania arty kułu Tomasza Kluka pt. "Bez serc, bez ducha to szkieletów ludy. .. ", który ukazał się w poprzednim numerze gazety). Jeżeli chciałeś, aby Twoje artykuły sąsiadowały z równie poważnymi tekstami, trzeba było zgłosić się na przykład do redakcji "Businessmana". W każdym razie cały zespół redakcyjny na czele ze mną uważa, że droga, którą obraliśmy, jest właściwa: piszemy o rzeczach poważnych, nie ' zapominając o dobrym humorze i o tym, że JESZCZE JESTESMY MŁODZI. I nie sądzę, abyśmy stanowili ewenement w skali całej społeczności akademickiej... Otóż, kilka dni temu przeczytałem

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

kolega z Działu Komentarzy Polityczno-Gospodarczych. Zagrajmy . reqmem. Ale nie to było najgorsze - wszak nigdy nie mogłem przypuszczać, że Naczelny (oby żył wiecznie) nie pozna s ię na moim beztalenciu. gorsze było to, że nawet mój kolega (podkreślenie moje - TOMASZ BRZEZIŃSKI) z Działu dostrzegł moje wady i zdemaskował mnie bez litośnie, pisząc: " tytuł 'Rookie of the year' dla mojego kolegi z Działu Komentarzy Polityczno-Gospodarczych. Sigurdowi, za jego niezłomny pesymizm, brak poczucia humoru, a także brak ochoty do czegokolwiek. (... ) Myślę, że powinien zostać politykiem, nadaje się idealnie". Tak więc zostałem zdemaskowany - brawo, Jasiek' choć m yś lałem, że jeszcze przez parę numerów nikt się nie zorientuje, że w gruncie rzeczy to nie wiadomo, co taki Sigurd robi w tak wspaniałym towarzystwie. No cóż - do tej pory w żadnej gazecie, w jakiej kiedykolwiek pisałem, nie zdemaskowano mnie tak brutalnie ... Owszem, często krytykowano moje poglądy, ale na tym zazwyczaj poprzestawano. Jak widać, w "MAGLU" przekroczyłem granice, więc i gwałtownie sprowadzono mnie na z iemię. Zabieram więc mój brak poczucia humoru i idę w samotności przygotowywać się do politycznej kariery ... Ty, Jasiek, politykiem na pewno nie zostaniesz - Twoja punktualno ść, uczciwość, poczucie humoru, wysokie poczucie smaku, trafno ść osądu i przenikliwość nie pozwolą Ci s ię zmarnować ... By the way, pamiętasz - mieliśmy kiedy ś prze prowad zić dyskusję polityczną i opublikować jej treść w "MAGLU"... No cóż, pewnie miałeś ważniejsze sprawy (może akurat pisałe ś swoje teksty), ale nie przejmuj się - nie czekałem dłużej ni ż pół godziny ... I jeszcze jedna sprawa - po moim artykule otrzymałem sporo li stów - za wszystkie bardzo dziękuję - zwłaszcza kolegom z NZS-u oraz pewnemu osobnikowi, który dokładnie mnie zdemaskował - otóż, proszę państwa, Sigurd to nikt inny, jak "faszysta, komunista i liberał". No cóż, wyzwisko jak każde inne, ale niech mi ktoś jeszcze powie, że źle oceniłem poziom intelektualny studentów naszej uczelni. Tak więc, panie i panowie, Sigurd schodzi ze sceny. Przy gwizdach. I słu sznie. Żeby było poważnie, na koniec kawałek ze Zbigniewa Herberta: To wcale nie wymagało wielkiego charakteru nasza odmowa niezgoda i upór mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku Żegna Was Sigurd

fragmenty innych pism studenckich, m.in. z Uniwersytetu ... Zapewniam Cię, że nie spodobałyby Ci się. Po drugie: ponieważ zarzucasz mi wprowadzanie zmian w Twoim tekście. W każdym piśmie w trakcie korekty poprawiane są błędy, tak że te wynikające ze złej składni lub bardzo zawiłych i niejasnych sfo rmułowań. Zdania zbyt rozbudowane, w których sens ginie w natłoku wtrąceń, muszą być rozbite w taki sposób, aby stały się dla czytelnika zrozumiałe, a jednocześnie nie utraciły swojego sensu. Tak też robiliśmy z Twoimi artykułami. Robiliśmy - ponieważ korekty nie przeprowadzam sam (po prostu sobie nie ufam), ale zazwyczaj robi ją kilka osób. Ostatni numer był sprawdzony przez sześć osób! Żałuję tylko, że nie zachowali śmy pierwotnej wersji Twojego artykułu , gdyż wtedy mogliby ś my udowodnić Ci, iż nie zmienialiśmy jego treści, ani znaczenia wypowiedzi, chyba że zamiana "też" na "także" sprawia Ci jakąś różnicę. Jeżeli żałujesz, że coś napisałeś, to nie zrzucaj winy na innych. Po trzecie: ponieważ masz sporo zarzutów w stosunku do mnie. Właściwie nie wiem, co tu komentować. Widziałem Cię na własne oczy może cztery, a może pięć razy i zawsze tylko przez chwilę. Nie wiem o Tobie nic, podczas gdy Ty przejrzałeś mnie na wylot. .. ciąg

nr 12

Styczeń

1997

dalszy

-+

strona 6


TPJaH:•E PDi1EJ5[::.E -Lecimy już 60 dni, a luki wciąż sterczą puste, żadnyc h znalezisk! westchnęła Leja. -Rozpuść wici, to coś znajdziesz ... -napomknął Blejd. -Nie bądź taki cwany. To, że tu sobie tak lecisz, jeszcze nie oznacza, że darowali ci na zawsze siedzonko na elektrycznym tabooreciku odparła mu zgryźliwie Leja. Dobrze zapowiadającą się kłótnię przerwał dobywający się z gło­ śników głos Treka: -Na Jowisza! -krzyknął- Co to za iskrzenie przy lewym skrzydle!? Po krótkiej analizie i trochę dłuższej konsternacji z bazą w Chjustonłitnej, Han stwierdził : -Na pokładzie jestjakieś skrzywienie ... B lej d znacząco zerknął na Leję i pomyślał coś o dewiantkach ... -To znaczy- kontynuowałHan-statek za bardzo zakrzywia czasoprzestrzeń. Trzeba naprawić zakrzywiacze. -Będziemy potrzebować mechanika. - zdecydował T rek - Gali! Wejdź na górę i wyłącz zasilanie w lodówce Breda Tora. Po chwili dało się słyszeć przeraźliwe ziewanie i wściekły głos. -0 żesz ty!!! Miałem taaaaki sen!!! - huknął B red. -Jak i? - zainteresował się Gali. -Sen-marzenie - zamyślił się Bred - Jechałem na Jawie. Namacalny grunt, ptaszki ćwierkają, nade mną dmuchawce, latawce, wiatr, mucha nie siada ... -Nieprawda! -podjął myśl Gali- Ostatnio jakaś wleciała do gara... -Robota czeka! - przerwał im rozmyślania Blejd - Wszyscy na stanowiska! Podgotować jajka na twardo i przygotować się do lądowania.

w warunkach względnej stabilności, którą oferowała jedynie pobliska Red Ból Planet. Centralnemu komputerowi statku "Now-ty Lusia", pochodzącemu z najnowszej generacji "Optymusów", po przygodzie z matolorytarni wyskoczył nieznacznie twardy dysk, a i w pliku mu trochę strzykało. Lądowa­ nie nie zapowiadało się więc mięciutkie. Aby złagodzić siłę uderzenia, załoga musiała wyrzucić trochę zbędnego balastu. Gdy więc statek wszedł w fotosferę planety, Leja strzaskała kilka zdjęć rentgenowskich na wypadek istnienia śladów inteligentnego życia. -Najwyższy czas zasiedlić tę planetę ... ! - zaproponował Blejd, po czym brutalnie wypchnął Leję za burtę.

Naprawa

musiała odbyć się

~e~n-~~a~ 8i~u't<d~! c.d. A więc odpowiadam Ci, że nie uważam, abym pisał lepiej od kogokolwiek - w zasadzie mogę w ogóle nie pisać, a jedynie podtrzymywać tę gazetę przy życiu. Niestety są takie tematy, o których nikt nie napisze, np. o stypendiach, czy o funkcjonowani u Uczelni. Nikt mnie nie uczył "etyki dziennikarskiej", ale z pewnością nie polega ona na tym, że ja ślęczę dniami i nocami nad między innymi Twoją gazetą, a następnie Ty ubliżasz mi na jej łamach. Po czwarte: ponieważ Twoje nazwisko pojawiło się w stopce redakcyjnej. Faktycznie ... Popełniliśmy przestępstwo. Może sobie nie zdajesz z tego sprawy, ale czytelników interesuje to, kto napisał dany artykuł . Nie wystarcza im tylko pseudonim "Sigurd", gdyż być może nie wiesz - jest to nazwa jednej z postaci komiksu "Thorgal" (polecam część pod tytułem ,,Nad jeziorem bez dna") . A ponieważ nie jesteś chyba postacią komiksową (a jesteś?), postanowiłem, że umieścimy Cię w stopce. Chciałem, aby pytania czytelników dotyczące Twoich artykułów kierowane były nie do mnie, lecz bezpośrednio do ich autora. I tak też się stało, o czym mowa poniżej.

Po piąte: ponieważ Twój kolega z Działu Komentarzy PolitycznoGospodarczych, Daniel Jasiński, napisał kilka przykrych słów o

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Leja fiknęła w koziołka, kopnęła w kalendarz, wykonała potrójnego aksla i kończąc popis spiralką śmierci, która wypadła jej z kieszeni, pofrunęła w dół, nie przestając jednak pstrykać. -Czy będzie to cywilizacja o wysokim poziomie rozwoju intelektualnego, to ja nie wiem .... - powątpiewał B lej d. -Sztuczna inteligencja to przecież też jakaś tam inteligencja... pocieszył go Luk -Jak dodacie gazu, to jeszcze ją dogonimy! -krzyknął Han. Statek przyspieszył i szybko zanurzył się w gęstsze warstwy bólosfery. Z każdym machem nagrzewał się coraz bardziej, a iskry waliły na oślep , aż Han oślepł. Luk przez cały czas zerkał przez luk, podziwiając wirujący w dole seks dżamping. Właz nadal pozostawał otwarty, więc iskry biły wszystkich po głowach, rękach, nogach i kadłubkach , czyli po całych ciałach z pośladkami włącznie. Teren pod nimi pofałdowany był jak kora mózgowa - ogromne były te wysokości względne i bezwzględne dla zdrowia. Coraz bardziej zbliżali się do powierzchni planety, a prędkość nieustannie rosła. -Help mi Obi Łan Kenobi! -dało się słyszeć za oknem. Blejdowi zrobiło się przykro i postanowił pomóc koleżance. Szybko pobiegł do toalety, a kiedy wrócił, rzucił Lej i podłużny przedmiot. -Masz Leja! Łap się brzytwy. Leja kurczowo chwyciła lecący ku niej przedmiot, w związku z czym jej paluszki, jako lżejsze, pozostały daleko w tyle. Spadała nabierając prędkości. W końcu rozgrzała się do takiej czerwoności, że stała się czerwonym karłem. -Dla ciebie spalam się!!! -wrzasnęła w kierunku Treka. Trek dał po pedałach i już wkrótce prześcignęli pikującą w dół księżniczkę, która teraz rozpłaszczyła się im na masce. -Leja zdejmij ten płaszcz, bo nic nie widzę! -ryknął Trek. Prędkość rosła bezlitośnie. Należało jeszcze coś wyrzucić. Wszakże na statku było dużo worków z piaskiem, lecz był on niezbędny dla pupilka załogi - kadka Puszynka. Dlatego więc w roli zbędnego balastu obsadzony został Blejd, który za tę kreację otrzymał później nominację do Oskara. Niestety było już za późno, bo sporo po północy, i statek przyglebił , a tam, gdzie zetknął się z powierzchnią wyrósł nagle uroczy podgrzybek ... -Mówiłem, że istnieją tu formy życia ... ? - wyjąkał ostatnim tchnieniem Luk. W chwilę potem planeta pogrążyła się w ciszy .. (C.D.N.) (a.s.) Tobie. I obraziłeś się? Przepraszam za ironię, ale zachowujesz się jak naburmuszone dziecko. Każdy inny człowiek na Twoim miejscu odpowiedziałby na zarzuty Daniela na łamach gazety, a wtedy być może wreszcie wywiązałaby się między Wami tak upragniona przez Ciebie dyskusja polityczna. Po szóste: ponieważ otrzymałeś sporo przykrych listów od czytelników. I to Cię zraziło!? Powinieneś był się spodziewać, że nazwani przez Ciebie w poprzednim artykule "bandą idiotów" studenci w jakiś sposób zareagują. Teraz już chyba rozumiesz, dlaczego zamieściliśmy w gazecie Twoje imię i nazwisko, a także e-mail? Chcę Ci jeszcze powiedzieć , że odebraliśmy całą lawinę gratulacji od studentów za ten właśnie numer rocznicowy, który tak bardzo zalazł Ci za skórę . Pewnie będę jedyną osobą w Redakcji, która stwierdzi, iż Twoje odejście jest jednak dużą stratą dla gazety. Bowiem niezależnie od tego, jakie by to Twoje podejście do życia nie było, stanowiło ono cenną i kontrowersyjną opinię, która wywoływała liczne reakcje, a przecież o to właśnie redaktorowi chodzi, aby jego artykuł budził jakieś uczucia i zmuszał do myślenia. Szkoda tylko, że odchodzisz od nas w tak bezmyślny sposób ... Jacek Polkowski P.S. Nikt z Redakcji - oprócz Ciebie oczywiście - nie dostał do tej pory żadnego listu z pogróżkami. To powinno Cię naprawdę zastanowić.

nr 12

Styczeń

1997

strona 7


International week in sweden, czyli trochę o szwedzkiej pomysłowości ... Połowa

grudnia ubiegłego roku. Na zaproszenie grupy studentów z Jonkoping International School przebywaliśmy w Szwecji na pięciodniowym International Week-u (IW, międzynarodowy tydzień). Jest to projekt łączący cechy seminarium z dobrą zabawą w mi ędzynaro dowym gronie. Jego forma j est dość luźna i zależna od pomysłowości organizatorów. W Jonkoping IW zorganizowany został po raz pierwszy na wzór takich imprez, odbywających się już od kilku lat na wielu uczelniach europejskich i światowych. Oprócz aspektu naukowego, IW ma na celu zaprezentowanie kraju z jak najlepszej strony, umożliwienie nawiązania kontaktów towarzyskich pomiędzy uczestnikami. Część naukową stanowiły wykłady i wizyty w firmach, mające jako nadrzędny temat "Entreprenourship & Leadership" . Mimo sporego zaangażowania osób oprowadzających i prelegujących oraz masy gadżetów "na pamiątkę" i doskonałej infrastruktury słu żącej takim pokazom, tylko część spotkań okazała się być na zaawansowanym poziomie i widocznie wykraczać poza prostą pre ze ntacj ę firmy. Do ciekawszych zaliczy liby śmy pokaz urządzonka, b ędącego kartą płatniczą przy korzystaniu z autostrad. Jego przewagą nad klasycznym systemem jest mo ż liwo ść jazdy bez zatrzymywania s ię , gdyż system czujników odnajduje za szy bką Twojego autka urządzonko, odczytuje zeń dane kierowcy i samochodu, przekazuje impuls, który obciąża odpowiednią sumką zakodowany na karcie stan konta. Po godzinnej prezentacji, która obejmowała przedstawienie poruszającej się makiety takiego systemu, wyświetlenie animowanego komputerowo filmiku o wiążącej się z wynalazkiem wygodzie i zastosowaniu jeszcze kilku technik wizualnych, wyszliśmy sceptycznie nastawieni do pokazanego nam pomysłu. Koszty ogromne, a korzyści niewielkie! Jednak jeszcze przed końcem pobytu w Szwecji zmieniliśmy zdanie. W międzyczasie fotokomórki i współpracujące z nimi automaty wielokrotnie wyręczały nas od kłopotliwego wyciągania rąk z kieszeni przy przechodzeniu przez drzwi, ułatwiły otrzymanie informacji. Powszechność stosowania kart płatniczych, a nawet zastosowanie karty magnetycznej jako legitymacji, biletu miesięcznego i nie wiadomo jeszcze czego w jednym, jak również masa innych bzdetów, pokazały nam, że lenistwo człowieka ucieszy się z każde­ go takiego urządzonka. A innowacyjność na tym polega, by takie rzeczy wymyśleć, stworzyć i sprzedawać najlepiej trochę wyprzed zaj ąc zapotrzebowanie. Innym oryginalnym pomysłem b yło stworzenie programów u żytkowych przez firmę SYSTeam, konkurencyjnych względem produktów firmy Microsoft. W obecnej sytuacji rynkowej byłoby je trudno sprzedać w sposób klasyczny. Firma więc wymyśliła oferowanie swego produktu za pośrednictwem sieci Internet. Osoba zainteresowana łączyłaby się z serwerem, korzystałaby ile trzeba, za co pobrano by pewną opłatę. Przeszkodąjednak okazała się jak na razie zbyt mała przepustowość szwedzkiej sieci. Dużą zaletą imprezy był termin. Mimo, że było dość zimowo, a słońce świec iło w tym okresie jedynie między w pół do dziewiątej, a w pół do trzeciej, to atmosferę podgrzewał świąteczny nastrój, który był tam już wszechobecny. Na ulicach ludzie częstowali się ciastkami i Gloegiem - świątecznym , grzanym winem, zaprawianym bakaliami . Udekorowane były oczywiście sklepy, instytucje i prywatne samochody, a każda szwedzka rodzina, nie z obowiązku , lecz z poczucia estetyki, przyozdobiła okna swojego mieszkania charakterystycznymi świecznikami, gwiazdkami i jakimiś rysuneczkami . Jedną z fajniejszych szwedzkich tradycji jest obchodzone 13 grudnia święto Łucji. Ceremonia nawiązuje do sycylijskiej legendy, w której piękna dziewica, zrzekająca się małżeńskiego szczęścia, zostaje zasztyletowana przez okrutnego mężczyznę. Święto jest dosko nał ą okazją do boskiej , grudniowej zabawy. Praktycznie trwa ona dwa dni . W wielu miejscach spotkać można grupy młodych ,

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

ładnych

Szwedek, przebranych w długie białe szaty, ze świeczkami w rękach , które chodząc po ulicach śpiewają, a czasem częstują dodatkowo kawą i piernikami. Miłą niespodzianką była dla nas wizyta, kończąca cały IW, w fabryce polkagris w Granna. Polkagris to bardzo charakterystyczne dla rejonu Jonkoping miętowe cukierki, przy pominające swojskie landrynki . Najw ięk szą frajdę mieli ś my jednak wtedy, gdy mogli śmy stanąć za wielkim stołem i sami kręcić kolorowe polkagrisy z podgrzanej, cukrowej masy. Każdy dzień kończył s i ę wyprawą do pubu lub oficjalnym bankietem. W programie tańce-hulańce wokół szwedzkiego stołu, szczypta oficjalnych przemówi eń i długie rozmowy o tym i o tamtym. Wśród gości można natknąć s i ę na jakiegoś VIP-a, padają pytania o Polskę, reformy ustrojowe i naszą Uczelnię. Nie kłamiemy. Przyjemnie poczuć się ambasadorem. Bywają też jednak kłopotliwe sytuacje, gdy trzeba kogoś wyprowadzić z błędu. Szef wymiany studenckiej, który jak się potem o kazało tego samego dnia emailował do kogoś z naszego DWZ-u w sprawie nawiązania współpracy mi ędzy uczelnianej , sądził - że podobnie do systemu z Jonkoping i wielu innych uczelni ekonomicznych - u nas w SGH odbywają s i ę wykłady po angielsku i tylko wystarczy nawiązać współpracę (i mieć pieniądze) i można wysyłać studentów. Dobrze by było. Tam dodatkowo takie stypendium jest obowiązkowe i staje się częścią toku studiów. Uczelnia zresztą aktywnie pomaga w jego otrzymaniu, jak również późniejszych praktyk. A u nas? P.S. A propos IW in Polen. W SGH też organizuje się takie projekty i jak do tej pory, wszystkie były bardzo udane. Ich przygotowaniem zaj muje się ZSP, ono też otrzymuje zaproszenia od innych uczelni. Po naszym powrocie okazało s i ę, że w SGH przygotowywany jest na następny semestr cykl angiel skojęzyczn y ch wykładów oraz rusza program CEMS. Dobre początki . Magda Polanowska & Dominik Gromek

1\rYłllił.Nił. Jł.N t;JJ~tS 1\Jł. W dniach 9-19.IV 1997 z inicjatywy Rady Uczelnianej ZSP gościć będziemy w Polsce studentów ekonomii ze Staffordshire University w Stoke-on-Trent (WB). Wi zyta odbędzie się w ramach organizowanej corocznie od 1984 roku wymiany naukowej pomiędzy wy żej wspomnianym uniwersytetem a SGH. Ekonomiczny profil uczelni decyduje o ukierunkowaniu programu imprezy na gospodarcze aspekty przemian, jakie dokonuj ą s ię w Polsce od 1989 r. Studenci brytyj scy wraz z ich polskimi mentorami wezmą udział w licznych wykładach dotyczących bieżących spraw gospodarki Polski, odwiedzą wybrane przedsiębiorstwa oraz Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych w celu poznania funkcjonowania wolnego rynku w naszym kraju. Organizatorzy pozostawiają dużo miejsca na dyskusję oraz wymianę pogladów. Poza naukowymi punktami wizyty program obejmuje także część kulturalną. Zaprezentowana ma być najlepsza strona tradycji polskiej -nagromadzone przez wieki skarby, których Brytyjczycy jeszcze nie mieli okazji zobaczyć , lecz również tradycji studenckiej: radosnej zabawy połączonej z du żą dawką dobrego humoru i muzy ki. By temu sprostać, nasi studenci zabiorą swych gości na 3 dni do Krakowa. Zaplanowane są również wizyty w Wieliczce, Oświęcimiu i Żelazowej Woli. W Warszawie zaś poszalejemy wspólnie w pubach i dyskotekach. Udz iał w imprezie na pewno przyniesie wszystkim wiele korzy ści, w tym także językowych. Kontynuacją natomiast spotkania w Polsce będzie pobyt wybranej Uuż teraz) 15-tki w Stoke-on-Trent. Ży­ czymy im powodzenia i świetnej zabawy! Baresi & Tomczak

nr 12

Styczeń

1997

strona 8


Sł.O'ł/ACIA 1996/97 Po

dłuższym

pobycie w kraju, w którym temperatury nigdy nie przekraczają poniżej l O plus, byłam zbyt zaskoczona tym, co czekało mnie w Krakowie 27 -go Grudnia. Nie do pomyślenia dla mnie temperatury, prawie 30 stopni po niżej zera, były męczące. Do tego czasu nigdy nie miałam wątpliwości o tym czy moje palce u nóg będą tam przez najbliszy czas. Wtedy nie zdałam sobie sprawy z tego ze to tylko był początek naszej przygody z mrozem. Jestem tylko wdzięczna tym że byłam w tym autokarze gdzie ogrzevvanie działało, w tym gdzie nie było również wymagane dojeżdżać do granicy stopem, w tym który dojechał do określonego celu, w czasie krótszym niż 17 godzin, w tym który się nie zepsuł. Myślę że ze względu przejazdu do Słowacji Karol organizator, i Marek organizator mieli wielu "wielbicieli" od samego początku wyjazdu. Następne zaskoczenie było wejście do pokoju w którym pierwszy widok był prysznic z przezroczystą zasłonką. Myślę że wielu osób mile i nie mile przyjęli to nie tylko na pierwszym wzroku, ale przez cały pobyt w internacie. Wszyscy padli szybko po przyjechaniu i wykorzystaniu z prysznic. Następnego dnia nie wielu osób było w stanie ruszyć się z łóżka, więc nie ma dużo o czym pisać. W tym był jeden wyjątek . Wszystkich kolega ostatnio znany jako "ten koleś który lubi po strumykach chodzić, Piotrek \Vstał rano i \vybrał się chodzić po górach. Nie było mu trudno dojść na sam szczyt góry, ale droga z powrotem na dół okazała się zbyt wymagająca. Uznaje że sama szukała jakiegoś strumyka żeby mi pomógł znaleźć drogi do pod niżu górki, ale ja jestem z Australii, i tam nie ma temperatur po niżej zera, ale nie bardzo wiem co Piotrek miał na myśli gdy to zrobił. W każdym razie, znalazł się po kolanach w "bardzo zimnej" wodzie. Jakoś doszedł, żywy do internatu. Siedział przez parę dni na łóżku, opowiadał o jego doświadczeniu wszystkich stan psychicznych i po prostu wariował z nudów. Po tych paru dniach ciągnęło go do dyskoteki która była często zwiedzana przez studentów SGH. Skutek jego przygody było to, że się świecił w ultra fiolecie, bo używał Słowackie zasypki na od mrożenia. Wszyscy tańczy li jak zwykle, ale Piotrek siedział i się świecił. Knajpa ta w której co wieczór bywaliśmy, stała się nie tylko miejscem na taniec i picie, ale również miejsce gdzie Marek organizator mógł się kompletnie wyluzować po ciężkim dniu snu. W pewnym momencie Marek czuł się odpowiedzialny za muzykę. W spinał się na bocianie gniazdo żeby prosić o zmianę muzyki. Takie akcje wykonywał że wylądował na barku w miejscu kilka szklanek, za których musiał później płacić. Ogólnie dobrze się bawiliśmy w tej knąjp ie. W przeciwieństwie do tej zabawy, było doświadczenie w restauracji Ave. Czekaliśmy na stolik przez pół godziny, i następną godzinę na obsługę. Ten fakt że przy naszym stoliku siedzieli czworo osób którzy byli na Germanistyce i zasuwali niemieckim nie zmieniło tego że kelner przeszedł koło nas z dwadziścia razy zanim podał nam menu. Jak oś w końcu dostaliśmy nasze dania, nie naj lepsze, i paczyliśmy jak olacy się kłucily z szefem o to że już nie było naleśników. Szef, który wygiodą jak nauczyciel chemii z liceum z ignorował panią, i poszedł nadwór żeby zmiatać chodnik. Jego biały płaszcz, szare, potargane włosy, małe okólarki i podobieństwo do Einstein za konczyło się przezwi" skiem restauracja Dr Oetker. I jedzenie - povviedzmy że ńazwa restauracji się zmieniła na Afe. Myśle że w szyscy by chcieli wiedzieć jak było na samym Sylwestrze. Częszko jest napisać opowieść o filmie którego się nie do końca pamięta. Jest równiesz cięszko mi opowiedzieć jak było na Sylwestrze, bo go nie do końca pamiętam. Żeby umożliwić stworzenie tego pisma, mósiałam korzystać z pamięci wielu osób których, w przeciwieństwie do mnie, film się nie órywał co pięć minut. A vvięc, nie będę odpowiedzialna za to co dalej piszę. Kiedy zapytani o ich wspomnienia wyjazdu, przeciętne odpowiedzi były piwo i wódka. A może nie tylko mi się film urywał. W niosek tego jest że napewno było nam vvesoło .

~MAGIEL

~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Następnym

dniu, gdy wszyscy próbowali poprawić błędy poprzedniego wieczoru, poznałam jak bardzo dziwne doświadczenie mogła bym przeżyć w Słowacji. Ja chodze na basen prawie co dziennie w Australii, i wiedziałam ze jak przyjade do Europy będę widziała śnieg, ale żeby pujść na basen, popływać sobie i wtedy bawić się prawie naga w śniegu było dla mnie nie do pomyslenia. Kiedy słyszałam jak Iwona wróciła ztakiej przygody, myślałam że nabij al i się ze mnie. Oczywiście prawie co dzień był spędzony na wyciągach. Mój początek był " interesujący" . Mówiłam przed wyjazdem że chciałam na sankach pojeździć i przyznaję się że zjeżdżanie z górki na tyłku była podobna przygoda. Mimo temu mogę powiedzieć że nigdy w życiu nie bawiłam się tak dobrze jak na nartach. W ogóle cały wyjazd był odlotowy. Za tydzień wyjeżdrzam z powrotem do Australii. Nie - naprawcle - te osiem dni były dla mnie w ramach naj lepszych dziesięć dni w życiu. Nigdy nie miałam takiego dobrego końca roku, ani takiego dobrego początku. Myślę że mówię w imieniu wszystkich, którzy byli na Słowacji i dziękuję organizatorom za ich "cięszką'' pracę i dobrą zabawą. Dominika Turel

Wymiana Polsko-Niemiecka Dla tych, którzy lubią zacieśniać kontakty

międzynarodowe

Jak co roku, zaczynamy przygotowania do Wymiany Niemieckiej. Tradycjąjuż stało się, iż do składu ekipy zarówno wyjeżdżającej do sąsiadów, jak i opiekującej się nimi w czasie wakacji poszukujemy " nowych twarzy", dlatego też informację puszczamy w poczytnym naszym piśmie ... Impreza przebiegać będzie w dwóch etapach: pierwszy to pobyt naszej grupy w Pforzheim, który trwać będzie od 11 do 22 kwietnia oraz drugi - od 4 do 15 sierpnia - kiedy to będziemy gościć Niemców u nas. W zarysie znamy już program części pierwszej , która będzie obejmowała: • trzydniowe seminarium międzynarodo\ve w Pforzheim (uczestnicy przybędą z Francji, Hiszpanii, Włoch, Czech, Niemiec i oczywiście z Polski; językiem seminarium jest naturalnie angielski); • zwiedzanie takich miast, jak Stuttgart, Konstancja nad Jeziorem Bodeńskim, Pforzheim. Z doświadczenia wiem, że program przygotowany przez Stadtjugendring w Pforzheim jest zawsze perfekcyjny i zawiera wiele atrakcji. W ubiegłym roku na przykład mieliśmy okazję poznać system szkolnictwa w Niemczech, zobaczyć jak wygląda niemiecka szkoła średnia, wyższa i uniwersytet. Braliśmy nawet udział w prowadzonych tam zajęciach. Poza tym, wielką atrakcją były dla nas spotkania z prasą, liczne wywiady oraz wszystkie inne imprezy, jak na przykład wizyta u burmistrza w Ratuszu, bankiet z DeutschPolnisches Gesellschaft, czy spotkanie z właścicielem ekologicznej piekarni zarządzanej właściwie przez całą załogę. Ale najważniejsi byli organizatorzy, którzy poświęcili nam mnóstwo czasu i zajmowali się nami bardzo serdecznie. Nie muszę podkreślać, że wszyscy byl iśmy bardzo zadowoleni z wyjazdu, gdyż dzięki zakwaterowaniu u rodzin mieliśmy stały kontakt z językiem. Z niecierpliwością także czekaliśmy na przyjazd naszych znajomych w lipcu. Do tej pory większość z nas utrzymuje kontakt korespondencyjny ze swoimi gospodarzami. Myślę że

wyjazd jest sam w sobie bardzo atrakcyjny i nie muszę nikogo o tym dłużej przekonywać. Wszystkich, których zainteresuje, zapraszam do ZSP (pok. 61c3). Można tam zostawić dla mnie kartkę z informacją i kontaktem do siebie na tablicy ogłoszeń. Pod koniec stycznia lub na początku lutego pojawi się informacja w naszej gablocie o spotkaniu organizacyjnym.

Wszystkich zapraszam, Iwona

nr 12

Styczeń

1997

Gardoń

strona 9


Od Rz~cznika Prasow~go SCiH Chciałbym dziś,

u progu Nowego 1997 Roku zaproponować Wam, Drodzy Czytelnicy "MAGLA", chwilę rozrywki i refleksji zarazem. Wyobraźcie sobie taką oto sytuację: siedzicie sobie w auli, za chwilę mają rozpocząć się zajęcia. Wybija godzina 8. 00, drzwi się otwierają i staje w nich wykładowca. Naprzeciw zmierza ku niemu szybkim krokiemjeden z Waszych kolegów, zatrzymuje się dwa metry przed profesorem i gromkim okrzykiem woła do Was: "powstań!"... Co byście wówczas zrobili? Pomyślelibyście zapewne, że ów kolega, albo za długo uczył się w dniu wczorajszym, albo zbyt hucznie balował i dziś poczuł się trochę gorzej... To nie

były żarty!

Kiedy ja byłem studentem IV roku ówczesnej SGPiS, tak właśnie w każdy wtorek punktualnie o 8.00 podrywałem się z ławki. Następnie padała komenda: "baczność!", a dyżurny składał wykładowcy meldunek: "Obywatelu kapitanie! Student Iksiński . melduje II pluton I kompanii gotowy do zajęć. Stan 28, obecnych 26". Tak, tak właśnie się odbywało! Nie myślcie sobie, że nasza Szkoła była wówczas Uczelnią zmilitaryzowaną. Działo się to w roku 1985, a więc Stan Wojenny należał do przeszłości. Odgadliście już zapewne, że opowiadam Wam o zajęciach w Studium Wojskowym, które każdy student musiał odbyć na IV roku. Zostały one zniesione nie tak davvno zresztą, bodajże dopiero w roku 1989. Na II piętrze gmachu głównego, dokładnie nad rektoratern, moim obecnym biurem i Działem Nauczania znajdowała się siedziba Studium Wojskowego. Tam, gdzie dziś mieści się Biuro Programu Polsko-Kanadyjskiego, urzędował sam komendant w randze pułkownika! Przyznam, że te zajęcia na początku nas bardzo przerażały. Przez trzy dotychczasowe lata studiów zażywaliśmy swobody i wszelkich studenckich przywilejów. Na niektóre wykłady się chodziło, w czasie innych grało się w karty w "Hadesie" ... Zdarzały się też nudne ćwiczenia, na których można było poczytać gazetę, zająć się innym przedmiotem lub ... siedzącą obok miłą koleżanką! W Studium Wojskowym od razu wzięto nas w ryzy regulaminów. Nie do pomyślenia było, żeby ktokolwiek spóźnił się na zajęcia! Nikomu na\vet do głowy nie przyszło, by wejść na salę np. o 8.1 O i chyłkiem przemknąć na swoje miejsce, albo powiedzieć: "przepraszam, autobus mi uciekł ...". Za coś takiego delikwent zostałby wyrzucony za drzwi, a ponadto w dzienniku zajęć wykład owca wpisałby specjalną kamą notatkę. JVie warto chorować! Każda nieobecność na zajęciach, nawet usprawiedliwiona zwolnieniem lekarskim, wiązała się z koniecznością indywidualnego zaliczenia wszystkich godzin, na których student nie był! Nieszczęśnik, który zachorował, musiał więc zgłosić się do majora lub kapitana i był przepytywany z parametrów czołgu lub armaty. .. Na zajęciach trzeba było całą swą uwagę poświęcić wykładowi, gdyż zdarzało się, że prowadzący nagle o coś zapytał i to np. o masę RG- 1, którą poznaliśmy dwa miesiące temu (nie wiecie, co to jest RG-1? I bardzo dobrze! Gdybyście studiowali w naszej Szkole parę lat wcześniej , wiedzielibyście na pewno!). "Zarobienie" dwójki w czasie zajęć oznaczało konieczność "poprawienia" jej, a to wiązało się z wnikliwym odpytaniem delikwenta. Nauki było mnóstwo, musieliśmy wkuwać na przykład charakterystyki różnych rodzajów broni (w tym też jakże popularnego dziś w wielu kręgach towarzyskich "Kałasznikowa"!) . Uczono nas także części składowych broni, włącznie z każdą śrubką, haczykiem, bolcem, a nazwy tychże elementów były niezwykle atrakcyjne i łatwe do zapamiętania: "zaczep wyrzutnika, śruba mocująca bolec blokady zaczepu wyrzutnika, napinacz bolca blokady zaczepu ... ", itd. Ochotni cy i prymusi Wkuwaliśmy więc solidnie, bo nie było innego wyjścia. Kilku z nas znalazło jednak pewien sposób na względną swobodę. Otóż na zajęciach funkcjonowała instytucja "ochotnika". Na początku ćwiczeń wykładowca pytał, czy jest ochotnik do odpowiedzi.

Wtedy kilku z nas był

zgłaszało się

i jeśli

udało się

nam

zarobić piątkę,

to już pierwszy krok do sukcesu.

~MAGI EL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Na kolejnych zajęciach wykładowca znów pytał: "kto się zgłasza na ochotnika?". I znowu ci sami podnosili ręce. Byliśmy pytani po raz kolejny i znÓ\V dostawaliśmy piątki, bo ochotnik zawsze był przychylniej traktowany, a wykładowca zachwycał się, jakich ma pilnych studentów. To jednak nie wszystko! Na trzecich zajęciach znów zgłaszamy się my! Wykładowca patrzy na nas i mówi: "No nie, wy już dziś nie będziecie odpowiadać, jesteście przecież prymusami!" i zaczyna odpytywać według listy. Na czwartych zajęciach mieliśmy już święty spokój i nawet nie musieliśmy się zgłaszać. Na kolegów padał blady strach, a my spokojnie siedzieliśmy sobie w ławkach i udawaliśmy , że z zainteresowaniem słuchamy . Najlepsi studenci mieli też szansę na zwolnienie z egzaminu, a więc jeśli komuś się powiodła opisana wyżej taktyka, mógł do końca roku już się praktycznie nie uczyć. W Studium nie zaszło nic ważnego••• Na korytarzu, vis-a-vis gabinetu komendanta, znajdowało się specjalne stanowisko dyżurnego kompanii. Był to otoczony drewnianą barierką zwykły stolik, a przy nim krzesło. Rzadko jedn ak z tego krzesła korzystaliśmy. Dyżurny student kompanii musiał przybyć do Szkoły już o godz. 7.30, by złożyć meldunek przychodzącemu do pracy szefowi Studium. A brzmiał ten meldunek następująco: "Obywatelu komendancie! Student dyżurny I kompanii Jacek Jackowski melduje się na stanowisku. Melduję, że w Studium Wojskowym nie zaszło nic ważnego!". To była taka formułka powitalna. Jeśli komendant miał dobry humor, to uścisnął dłoń spoconemu z wrażenia studentowi, jeśli nie, zaszczycał go jedynie komendą "spocznij!". Zawsze się zastanawiałem nad inną formą meldunku, to znaczy, co mógłbym uznać za ważne wydarzenie w życiu Studium i o tym poinformować komendanta. Przychodziły mi do głowy różne warianty, np. "melduję, że w Studium Wojskowym zaszło coś ważnego - sekretarka obywatela komendanta przed chwilą stłukła wazon w gabinecie! ", albo: "Okno w sali numer dwa nie chce się domknąć!" .. . Nie chciałem jednak urządzać sobie eksperymentów, bo podpadnięcie komendantowi równało się podpisaniu na siebie wyroku. Nie tylko można było mieć wówczas gwarancję odpytywania na każdych zajęciach, lecz także perspektywę odbywania późniejszej (po studiach) służby wojskowej np. \V Marynarce Wojennej! Meldunki należało składać także wszystkim przechodzącym obok stanowiska dyżurnego oficerom. Biedny student dyżurny zrywał się więc co chwilę na przerwie z krzesła i meldował się na służbie. Nie wolno mu było oczywiście zejść ze "stanowiska bojowego" i to pod żadnym pozorem. Dla dziewczyn zastrzyki i sztuczne oddychanie Dziewczyny również miały zajęcia w Studium Wojskowym, chociaż ich program ograniczał się tylko do udzielania pierwszej pomocy rannym żołnierzom. Dla treningu robiły same sobie zastrzyki. Prawdziwe, z soli fizjologicznej! Niestety nie doczekaliśmy się zajęć praktycznych z udziałem koleżanek, choć wielu marzyło o sztucznym oddychaniu metodą usta-usta... "Rannych" ochotników zapewne by wówczas nie brakowało! Nie mieliśmy też okazji przećwiczyć robienia koleżankom zastrzyków domięśniowych, a szkoda! Zafundowano nam ró\vnież wycieczkę do prawdziwej jednostki wojskowej. Nie powiem jakiej, bo być może do dziś jest to tajemnica... ? Mieliśmy zobaczyć, co nas czeka w niedalekiej przyszłości , kiedy to jako absolwenci Uczelni zostaniemy skiero-

wani na

roczną służbę

do tzw. SPR-u czyli

Rezerwy. Tak to wówczas do wojska!

nr 12

było,

Styczeń

po

Szkoły Podchorążych

ukończeniu

studiów

trafiało się

c.d.

1997

-+

strona 10


Od ilzt~cznika Prasowt~go SGH

KONKURS RZECZNIKA!!!

Zimne pulpety i kijem po głowie!

Uwaga! Uwaga! Pan Jerzy Bitner, Rzecznik Prasowy SGH, postanowił ogłosić na łamach MAGLA konkurs dla studentów oraz pracowników naszej Uczelni! I od razu należy zaznaczyć, że będzie to raczej nietypowa forma konkursu, gdyż nie odnajdziecie tu żad­ nego pytania ... Bowiem chodzić będzie o to, abyście w kilku zdaniach przedstawili swoje propozycje dotyczące promocji Uczelni, tzn. ewentualnych metod prezentacji i promowania naszej Szkoły na zewnątrz. Czekamy na wszelkie propozycje, uwagi, projekty, rysunki, itd., itp. Forma całkowicie dowolna! Autorzy najciekawszych pomysłów zostaną nagrodzeni. .. białymi , firmowymi koszulami garniturowymi, wyprodukowanym i przez W ólczankę S.A. (taka koszula właśnie jest formą promocji Uczelni ... ). I dlatego wszystkich uczestników konkursu prosimy o podawanie swojego wzrostu oraz szerokości kołnierzyka... (prawda, że nietypowy ten konkurs ... ?). A z pomysłami prosimy zrobić jedno z poniższych: • przesłać pocztą na adres Redakcji (w stopce na stronie 2); • meilnąć na adres magiel@sgh. waw.pl; • wrzucić do skrzynki kontaktowej na kolumnie przed portiernią; • dostarczyć osobiście do Redakcji w terminie do 28 łutego włącznie. Rozstrzygnięcie konkursu w numerze marcowym.

W jednostce już na początku spotkało nas dziwne zdarzenie. Jeden z oficerów kazał nam ustawić się w szyku marszowym. Mieliśmy bowiem pomaszerować do Izby Pamięci Jednostki i poznać jej chwalebną przeszłość. Nagle podszedł do naszego dowódcy inny oficer, coś mu powiedział i raptem skręciliśmy gdzieś w bok. Pan pułkownik, sapiąc i mrucząc coś pod nosem, przedzierał się wraz z nami przez jakieś krzaki, zarośla, śmietniki i budynki gospodarcze, aż wreszcie dotarliśmy na miejsce. Tu dopiero, z okien budynku dostrzegliśmy dwie czarne wołgi, które zatrzymały się przed s iedzibą dowódcy jednostki. l wtedy zrozumieliśmy! Do jednostki przyjechała jakaś ważna wojskowa osobistość, a więc nie mogliśmy tamtędy przemaszerować. My, cywile w kurteczkach i nieforemnym szyku! To mogło zgorszyć dostojnika! Był też posiłek. Obiecywano nam grochówkę, specjalność armii, lecz o dziwo na stołach ustawionych pod gołym niebem zaserwowano studentom zimne pulpety i do popicia ... ciepłą colę! Mieliśmy próbkę tego, co nas może czekać . Widziałem też jednego z miejscowych oficerów, który długim, drewnianym wskaźnikiem do mapy walił po plecach żołnierza, który mu się naraził ... Po tej wycieczce doprawdy nie marzyliśmy o niczym innym, jak tylko o jak najszybszym odbyciu służby wojskowej! Przeprowadzono też akcję honorowego krwiodawstwa. Każdy student zgłaszał się oczywiście dobrowolnie! Jeśli jednak nie chciał oddać krwi, zostawał na specjalnych zajęciach i był odpytywany z całego materiału! Nic więc dziwnego, że litry krwi płynęły do pojemników w stacji krwiodawstwa ...

Wojsko

szkolą życia/ Pomyślicie

zapewne: po co o tym opowiadam? Dla Was to już zamierzchłe dzieje, mieliście wtedy po 8-9 lat i uczyliście się abecadła i tabliczki mnożenia w szkole podstawowej ... Nie piszę o tym wcale dlatego, że tak bardzo znienawidziłem te zajęcia i teraz daję upust swoim żalom. Nic z tych rzeczy! Owszem, kiedy uczęsz­ czałem na wykłady i kazano mi wkuwać dane różnych rodzajów broni, czołgów i wyrzutni, wściekałem się na cały świat i nie pała­ łem sympatią do wojska. W każdy wtorek wracałem po zajęciach do domu i miałem wszystkiego dosyć ... Dziś zresztą 99% tych wbijanych nam wówczas do głowy wiadomości uleciało bezpowrotnie i nie pamiętam już oczywiście, jaką średnicę lufy ma jakaś tam haubica. Tamte musztry, meldunki wspominam natomiast z rozbawieniem, ale i z pewnym szacunkiem! Wspomniałem już o spóźnianiu się na zajęcia, o dyscyplinie. No właśnie, jakże często wielu studentów spóźnia się na ćwiczenia, na wykłady, wchodzi bezceremonialnie do sali i uważa, że to jest normalne. Tam, w Studium Wojskowym nikt się nie spóźniał! Nie było ani jednego takiego przypadku w ciągu całego roku! Nie oznacza to wcale, że chciałbym powrotu takich zajęć do SGH. Bynajmniej! Nie jestem też zwolennikiem wojskowego drylu i represyjnych metod wychowawczych. Okazuje się jednak, że jak się chce być solidnym, to można! Te zajęcia nauczyły nas z pewnością wielu rzeczy poży ­ tecznych: osobistej dyscypliny, dokładności, punktualności. Dlatego zawsze bardzo mnie denerwuje, jeśli ktoś spóźnia się pół godziny i mówi z rozbrajającym uśmiechem: o rany, nie wyrobiłem się! A kiedy ten sam osobnik spieszy się na dworzec, to zdąży, bo wie, że musi, że pociąg na niego nie poczeka. Myślę, iż powinniście się cieszyć, że dziś już nie ma w programie studiów takich zajęć , że po uzyskaniu dyplomu nie musicie mieć jednego roku wyjętego z życiorysu i poświęcać go na służbę wojskową. Niektóre cechy charakteru warto jednak wypracować - człowiek niezdyscyplinowany, źle zorganizowany, niesolidny nie wzbudza niczyjego szacunku ani na studiach, ani w pracy! I tę właśnie myśl dedykuję Wam w Nowym Roku, wraz z najlepszymi życzeniami! Jerzy Bitner (Rzecznik Prasowy SGH)

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

O~tutkowe

Wulenlynki. ..

Wielki Finał ... Rozpocznie się on o godzinie 19:00 na Auli Spadochronowej w SGH, ale wejście do budynku zostanie otwarte już trochę wcześniej, bo równo o 18:30. A co czeka na Was wewnątrz? Otóż, na początku zagra support, który rozgrzewać b ędzie publikę do godziny 20:00. Następnie przywita Was wodzirej, najprawdopodobniej Bartek Brzeskot z Kabaretu Rafala Kmity (no wiecie, ten łysy ... ). On właśnie opowie o wszystkich czekających Was atrakcjach. Około 20:20 zacznie się koncert. Pierwsza zagra URSZULA i od razu zrobi się gorąco! Wokalistka opuści scenę o 22:00, kiedy to Wielki Łysy rozpocznie finałową rozgrywkę pomiędzy wcześniej wyłonionymi parami. Czekają Was więc niezapomniane emocje! Około 22:45 na "stejdż" wjedzie ... PERFECT i pozostanie tam aż do 0:30. Ale nie będzie to koniec świetnej zabawy! Bowiem po zakończeniu koncertów w Auli Spadochronowej rozpocznie się dyskoteka, czyli gorące podrygi w rytmie dżam­ bo ... ! Jak finał dłu gi i szeroki, trwać będzie oczywiście dyskoteka w klubie "HADES". I tak do białego rana!!! W trakcie całej imprezy, czyli od samego rana, zbierajcie i kompletujcie banknoty Żywca, które w trakcie finału w SGH będziecie mogli wymieniać na atrakcyjne gadżety naszego sponsora! Bilety wstępu na finał będą tanie - cena na pewno nie przekroczy 6 zł. A będzie je można kupić w pokoju Samorządu Studentów SGH (budynek główny, pokój 2A przy portierni). Sprzedaż biletów rozpocznie się półtora tygodnia przed imprezą. Parufka & Ogóreck (organizatorzy)

COIICOORS •

MAGLA & ZrWCA Mamy dla Was kilka fantastycznych prezentów od sponsora impre• zy walentynkowej - Zywea. Aby stać się właścicielem jednego z nich, należy tylko odpowiedzieć na jedno pytanie związane z historią MAGLA. A brzmi ono następująco:

Jak

nazywała się

seria satyrycznych rysunków dotyczących ekonomii, która w ciągu kilku ostatnich miesięcy ukazywała się na łamach gazety? Odpowiedzi prosimy dostarczać nam do 15 łutego włącznie (na kartce pocztowej lub na adres internetowy magiel@sgh.waw.pl lub wrzucając kartkę do skrzynki kontaktowej) .

nr 12

Styczeń

1997

strona 11


DYPLOM CEMS'u TWOIM PASZPORTEM W MIE;DZYN ARODOWE1 KARIERZE ... Plakaty z takim h asłem (w wolnym tłumaczeniu) można było zauważyć w ubiegłym roku w kilku miejscach na naszej Uczelni. Jako że SGH jest znaną kolebką międzynarodowych "karierowiczów" (w znaczeniu pozytywnym), znajdzie się zapewne garść zainteresowanych dokładniejszą informacją dotyczącą tego, w jaki sposób wystąpić po ten paszport. Nie wdając się w historycznopolityczne rozważania na temat, jak to bywało z paszportami ... , powiem krótko - nie jest to sprawa trudna. A raczej, takie są plany na niedaleką przyszłość. Ale ab ovo ... l grudnia 1995 roku Szkoła Główna Handlowa w Warszawie została uznana za kandydata do członkostwa w Community of European Management Schools (CEMS). Szacowna ta organizacja, istniejąca od roku 1988, skupia 12 europejskich uczelni (po jednej z danego kraju), będących najlepszymi w danym kraju w dziedzinie zarządzania . Aby nie być gołosłown ą, wymienię te placówki, a ci, co się znają, niech sami osądzą: Copenhagen Business School (Dania), Erasmus Un iversiteit Rotterdam (Holandia), ESADE (Hiszpania - Barcelona), HEC - Haute Etudes Commerciales (Francja - Paryż), Hochschule St. Gallen (Szwajcaria), London School of Economics (Wlk.Brytania), NHH Bergen (Norwegia), Stockholm School of Economics (Szwecja), Universita Bocconi (Włochy - Mediolan), Universitat zu Koln (Niemcy), Universite Catholique de Louvain - Louvain-la-Neuve (Belgia) oraz Wirtschaftsuniversitat Wien (Austria). Studenci powyższych uczelni, po speł nieniu odpowiednich wymogów, otrzymują - obok dyplomu swojej Ałma Mater dyplom CEMS'u, ten międzynarodowy passe-port. Dokument ten jest uznawany i szanowany przez europejskich pracodawców, jako wiarygodny certyfikat jakości " produktu", czyli studenta, którego uczelnia z takim papierem wypuści. Odnosząc się do naszych polskich realiów - nie jest mi wiadome, jak potentaci rynku pracy podchodzą do takiego dyplomu, ale należy mieć nadzieję, że nasza wspaniała Szkoła szybko stworzy odpowiednią strategię marketingową i kolejki się będą po nas ustawiać ... Oprócz uczelni, członkami CEMS ' u są znane i uznane firmy międzynarodowe, takie jak Ericsson, Goldman Sachs, J.P.Morgan, Procter&Gamble i wiele innych. Wspierając finansowo działalność CEMS'u, firmy te zapewn iają sobie dostęp do najlepszych przyszłych międzynarodowych menedżerów. W tym miejscu warto wspomnieć, że - dzięki SGH - polskim "corporate partner" został Bank PKO S.A. Oczywiście , nic za darmo - ta wspomniana renoma CEMS'owska była tworzona na fundamencie solidnej i nowoczesnej jakości kształcenia. Absolwenci z dyplomem CEMS posiadają gruntowną wiedzę z dziedziny zarządzan ia, władają minimum dwoma językami obcymi (ich znajomość jest oceniana na podstawie specjalnych testów), odbyli praktyki w firmach "z branży ', a poza tym spędzili (tzn. studiowali) semestr w jednej z dwunastu zagranicznych uczelni tej Wspólnoty. Czyli z naszego studenckiego punktu widzenia- same plusy i przyjemności. Dlaczego jednak Szkoła nasza jest tylko kandydatem? Zaznaczyć należy, że status ten i tak jest dużym osiągnięciem Władz Uczelni, które po długich staraniach przekonały opornych Europejczyków, że SGH nie sroce spod ogona (choć ma dopiero 90 lat). Pan Rektor Rutkowski wiele miesięcy negocjował, promował i argumentował , a jednym z koronnych i namacalnych argumentów były ponoć zajęcia z marketingu, głównie międzynarodowego.

~MAGIEL

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Dużym

atutem naszej Ucze lni okazały się również prowadzone we współpracy z Kanadyjczykami i Amerykanami programy Daily MBA (USA) i Executive MBA (Kanada). Co jednak to przyszłe członkostwo oznacza dla Ucze lni? CEMS starannie dobiera sobie partnerów, wszak ma to być towarzystwo naprawdę elitarne, jest tylko jedno miejsce dla uczelni z danego kraju. Każdy kandydat na kandydata jest sprawdzany pod kątem możliwości merytorycznych i jakości oferowanej edukacji. Ten etap nasza Szkółka szczęś liwie ma za sobą. Teraz do pełni szczęśc i a, czyli do pełnego członkostwa, brakuje nam tylko stworzenia odpowiedniej ścieżk i studiów w j ęzyku angielskim, które to przedsięwzięcie jest już na etapie bardzo zaawansowanym. Nauka w CEMS'owskich szkolach odbywa się w dwóch etapach. Pierwszy etap - krajowy - to pierwsze 3 lata studiów, w którym to czasie student zdobywa niezbędną wiedzę podstawową z dziedziny ekonomii i zarządzan ia (silny nacisk kładziony jest na znajomo ść metod ilościowych i zdolności analityczne). Następne 2 lata są czasem dla odbycia zagranicznych studiów (semestr na innej uczelni CEMS'u) i praktyk (minimum 3 miesiące) oraz zrealizowania "ścieżki specjalizacji CEMS 'u". A składa s ię ona z następują­ cych pozycji: EU Economic Policies, International Financial Markets, International Corporate Financial Management, International Accounting and Auditing, International Marketing, International Logistics, International Human Resources Management, Organisational Behaviour and Organisational Design, European Strategy and International Business, Business - Government Relations in a European Context, Selected Aspects o f EU Law, In ter- University Course in Advanced Management. W semestrze letnim w SGH uruchomione zostaną następujące wykłady: EU Economic Policies (poprowadzi prof. E. Kawecka-Wyrzykowska), International Financial Markets (prof. K. Lutkowski), International Corporate Financial Management (dr R. Pac ), International Marketing (zespół - prof. E. Duliniec i prof. M. Nowakowski), International Logistics (prof. K. Rutkowski), Organisational Behaviour and Organisational Design (prof. P. Płoszajski), European Strategy and International Business (dr A. Sulejewicz). Będą one dostępne dla zainteresowanych studentów SGH, znających język angielski. Informacji udziela biuro CEMS na XI piętrze w budynku F. Równolegle uruchomiony został program wymiany studentów z partnerami z Zachodu. Pierwsza grupa szczęśliwców (21 osób) została wyłoniona w poniedziałek drugiego grudnia, wszystkie zakwalifikowane osoby w pełni spełniały wymagania programu. Zainteresowani znają już na pewno kryteria kwalifikacji, ale dla porządku warto je tu przytoczyć. l. Wyniki studiowania: -zaliczone 3 lata studiów w SGH (6 semestrów); -średnia ocena za okres 3 lat- minimum 4.5; -rekomendacje 2 pracowników naukowych SGH. 2. Znajomość języków obcych: -kraju przyjmującego (z wyjątkiem Holandii, Norwegii, Szwecji, gdzie angielski jest językiem wykładowym) - średni a ocen minimum 5.0; -jednego z języków Unii Europejskiej (francuski, hiszpański, memiecki, angielski, włoski)- średnia ocen minimum 4.5; 3. Motywacja i międzynarodowe doświadczenie kandydatów: -profil studiów, -udział w krajowych i zagranicznych zjazdach, seminariach, sympozjach, na których kandydat prezentował referat, wystąpienie itp. -czynny udział w pracach kół naukowych w SGH; -udział w kraj owych i zagranicznych stażach naukowych, praktykach zawodowych itp. ; -studia zagraniczne; -praca w CEMS jako "buddy" - studencki opiekun obcokrajowca, pomagający mu przetrwać w polskich warunkach; -zaliczenie wykładów CEMS w SGH (od następnej rekrutacji); -motywacja do studiów za granicą; . -mne. ciąg dalszy -+

nr 12

Styczeń

1997

strona 12


A teraz coś zza granicy. Nie tylko zza granicy SGH (pozdrawia UW), ale również Warszawy. W dniach od 30 listopada do 7 grudnia ubiegłego roku odbywał się \V Toruniu IV Międzyna­ rodowy Festiwal Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage '96. Jest to jeden z dwóch w Europie (obok hiszpańskiego) festiwali poświęconych ludziom odwalającym faktycznie największy kawał roboty przy robieniu filmu - operatorom filmowym. W tym roku na tę stanowczo niedocenioną przez krajową prasę imprezę zjechali najwybitniejsi przedstawiciele wspomnianej profesji. Na ich czele stał siwy, lecz wciąż żwawy, jeden z trzech operatorów posiadających swoją gwiazdę na słynnym hollywoodzkim chodniku - H askell Wexler, autor zdjęć do takich klasyków, jak "Lot Nad Kukułczym Gniazdem" M . Formana, czy "Powrót Do Domu" H . Asby' ego. Innym wielkim, którego autor tego artykułu występujący na Camerimage w roli tłumacza miał okazję poznać osobiście, był Dick Pope, fotograf niemal wszystkich fil mów Mike'a Leigha, w tym ostatniego "Secrets & Lies", tegorocznego laureata Złotej Palmy w Cannes, któremu oszczędzający zazwyczaj miejsce na sprawy polityczne TIME (Sept.30, 1996) poświęcił ponad dwie strony, wykorzystując na nich chyba wszystkie dostępne w słowniku angielskim przymiotniki wyrażające podziw i uwielbienie. Byli również V. Zsigmond ("Łowca Jeleni" M. C i mino), M . Ondricek ("Amadeusz" M. Formana), W. Lassaiły ("Grek Zorba" M . Cacoyanisa) i wielu innych nie mniej utytuło­ wanych mistrzów kamery. Polskę reprezentowali m.in. Andrzej Sekuła, który sfilmował "Pulp Fiction" Q. Tarantino i reżyser Andrzej Żuławski, przewodniczący Jury. Zaledwie na jeden wieczór przyleciał do Torunia, przerywając robione w Rzymie zdjęcia do swojego najnowszego filmu, najsłynniejszy żyjący operator filmowy - Szwed Sven Nykvist. Sven, operator większości filmów l. Bergmana, znalazł się w auli Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, gdzie odbywał się Camerimage '96, dokładnie w wieczór swoich 8 ... urodzin. "Jest on zdobywcą trzech Oskarów i autorem zdjęć do blisko 120 filmów" - mówiła prezenterka, składając Svenowi życzenia urodzinowe po szwedzku. "Nie jestem pewien, ile mam lat" - rzekł w swoim przemówieniu czcigodny jubilat - "ale wiem na pewno, że liczba filmów, które zrobiłem, wynosi 128." Potem było "Happy birthday to you," owacje na stojąco i wielki tort, który częściowo pod \vpływem 8 ... świe­ czek, a częściowo pod wpływem gorącej atmosfery panującej na sali, zaczął się topić i musiał być ewakuowany, razem zresztą ze Svenem, który wrócił do Rzymu i opowiadał wszystkim, jakie to upały w tej Polsce panują na początku grudnia. Camerimage to także szansa dla Polaków zapoznać się z twórczością świetnych artystów u nas nie znanych, co wynika bądź to z powodu odległości, bądź z krótkowzroczności instytucji nastawionych w większości na sprowadzanie do polskich kin amerykańskiej szmiry, gwarantującej sukces kasowy oparty na publiczności, dla której szczytem humoru jest "Głupi i głupszy", a wyżyny gry aktorskiej reprezentuje Ar nold Schwarzenegger, albo pewna blondyna z piersiami wypchanymi silikonem, której nazwiska nawet nie pamiętam, bo i po co. Moim własnym odkryciem, którym chcę się z wami podzielić, bo warto, został operator z Meksyku Guillermo Granillo, autor zdjęć do " Profundo Carmesi" (Głęboka Purpura) A. Ripsteina. Cały film utrzymany jest w tonacji purpury (pamiętacie "Czerwony" Kieślowskiego?), a widz unosi się w realno-nierealnym świecie tak typowym dla latynoamerykańskiej twórczości. Zwolennicy realizmu magicznego G.G. Marqueza, czy "przekazującego nieprzekazywalne" J. Cortazara byliby zachwyceni. Byliby, podkreślam, bowiem film na wejście na polskie ekrany żadnych szans nie ma. Powód jest prosty: za mało nawalanki na torty i odcinania sobie głó\v piłami tarczowymi. Jedynym, co doskwierało mi na Camerimage, był brak snu. Po prostu szkoda było mamować na niego czas. Pokazy zaczynały się z rana, ale naj lepsze filmy szły od południa. Zasada była

~ MAGIEL

~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

prosta: czym później , tym lepszy film. Tym sposobem, nawet po obejrzeniu pięciu filmów niemalże pod rząd (z 15-minutowymi przerwami), nie było siły, która wyciągnęłaby człowieka z kina w momencie, gdy o drugiej w nocy rozpoczynał się szósty, którym okazywał się np. "Fargo" J. Cohena, czy ,,Mechaniczna Pomarańcza" pokolenia lat 90-tych: "Trainspotting" D. Boyle' a. Po pokazach pod aulą ustawiały się autobusy, które wiozły wszystkich na Stare Miasto do uroczej knajpy "Blue Relax" (polecam!), gdzie filmowi fani, do których się zaliczam, pompowali w swe brzuchy toruński browar w celu zyskania energii na następny dzień. Na tym kończę, pozdrawiając wszystkich SGH-owiaków, a szczególnie gorąco tych z Torunia! Byłbym zapomniał... Gdyby ktoś był zainteresowany podaję listę laureatów: l. (Złota Żaba) Dick Pope (,,Secrets & Lies''); 2. (Srebrna Żaba) Eduardo Serra (,,Jude''); 3. (Brązowa Żaba) Geofrey Simpson (,,Shine''); Honorowe Złote Żaby: • dla reżysera: John Schleisinger • za całokształt: Haskell Wexler. Marcin Wyrwał, UW, e-mail: ama72@plearn.edu.pl P.S. Czytałem świątecznego "MAGLA". Świetne "listy'' od Jelcyna i Clintona!

DYPLOM CEMS'u TWOIM PASZPORTEM••• Kwalifikacja kandydatów na wyjazd odbywa s1ę na podstawie informacji zawartych w złożonych przez nich kwestionariuszach CEMS (zwłaszcza średnia ze studiów i oceny z języków obcych) oraz na podstawie rozmowy kandydata z komisją. Pierwsze postępowanie kwalifikacyjne było przygotowywane w dużym pośpiechu, niestety partnerzy zagraniczni zwlekali z ostatecznym potwierdzeniem gotowości przyjęcia naszych studentów. Należy mieć nadzieję, że przy kolejnych emisjach programu wymian wszyscy będą mieli wystarczająco dużo czasu na przygotowania. Docelowo w każdym semestrze wyjeżdżać będą 22-24 osoby. Przy okazji przygotowań do tej wymiany można było zauważyć, jak duża jest różnica w podejściu do studenta u nas i na Zachodzie. Otóż tamtejsze uczelnie nie martwią się o "bytówkę" studenta, zapewniają mu tylko (w ramach stypendium) możliwość studiowania przez semestr za granicą. O resztę, czyli bagatela o kwaterę, jedzenie, kieszonkowe - student musi zadbać sam. Wynika to zapewne z powszechnego w Europie Zachodniej systemu odpłat­ ności za studia połączonego ze stypendiami "socjalnymi", będącymi rodzajem kredytu udzielanego studentowi przez państwo. Poza tym, nie oszukujmy się, łatwiej porównać koszty utrzymania np. w Paryżu i Kopenhadze niż w Warszawie. Nasze Rektorstwo dba jednak o studentów (przynajmniej tych wyjeżdżających) , nie mogło się więc zgodzić na naszą tak dużą samodzielność. Rektor Rutkowski kołatał do różnych drzwi, w tym również ministerialnych, i w końcu wypertraktował wsparcie ze strony MEN-u. Natomiast Dział Współpracy z Zagranicą, kooperując z Uniwersytetem Praskim, przygotował projekt, dzięki któremu na finansowanie wymiany przyznane zostały środki z programu TEMPUS-MONET (czyli MObility NETwork), których wystarczy na 6 semestrów. Należy mieć nadzieję, że układ taki uda się utrzymać przy kolejnych edycjach programu, tzn. znajdą się środki na pokrycie kosztów utrzymania studentów biorących w nim udział. Chciałoby się również, aby takie wyjazdy semestralne wpisały się na stałe w harmonogram studiów na naszej Uczelni. Małgorzata Łachut

nr 12

Styczeń

1997

strona 13


I'CCIĄC ~C

HCl.l.YWCC~

,,Nic dwa razy się nie zdarza" - napi sała poetka Wisława Szymborska. "A walka Gołoty z Bowe?'' - zapy tał ktoś :-) Wszystko, co piękne , kiedyś się kończy. Chcąc, nie chcąc , zaczęliśmy się więc powoli żegnać z piękną Kalifornia. statnim miejscem w Los Angeles, którego osobiście nie mógłbym sobie darować , były ... studia telewizji NBC w Burbank - niby mieście - a w zasadzie kolejnej po Hollywood, Pasadenie, czy Beverly Hills dzielnicy Miasta Aniołów , do której dotarli śmy. Właśnie tam znajdują s ię największe wytwórnie filmowe (np. Warner Bros), sąsiadujące z wieżowcami , należący mi do ogromnych kompanii telewi zyjnych. Dlaczego właśnie NBC? Otóż, od jakiego ś czasu w Europie - w tym w Polsce - nadawany j est program NBC Super Channel. Kanał oczywiście satelitarny, przeznaczony dla widzów na Starym Kontynencie. Utrzymany w dobrym tonie, z mnóstwem programów poświęconych różnej tematyce - od w s paniałych filmów przyrodniczych po programy sportowe -jest warty polecenia. Jedną z moich ulubionych pozycji jest - uważany za najlepszy talk-show na świecie - "The Tonight Show", którego gospodarzem jest wspaniały Jay Leno. To właśnie w Burbank przy 3000 West Alameda Avenue znąjdują s i ę studia, w których program ten jest nagrywany i to właśnie tam pojechaliśmy . Będąc w Polsce i oglądąjąc show Jay-a, nigdy bym nie pomy ś lał, że dotrę już niedłu­ go w miejsce, gdzie powstaje. Cóż ... co by to było za życie bez takich niespodzianek? :-) Gdyby nie fakt, że na miej scu byliśmy w sobotę, być może nawet załapalibyśmy się do programu jako publiczność. Niestety jest on rejestrowany tylko w dni powszednie o godzinie 17.00 czasu lokalnego (w Polsce można go oglądać o 22.00). Nie wszystko można mieć od razu, choć jeśli oglądaliście choć kilka razy "The Tonight Show", to wiecie, że gości on zwykle sławy z tzw. pierwszej ligi, więc jest czego żałować jeś li chodzi o możliwość uczestniczenia w jego nagraniu. Może kiedyś wrócimy i akurat trafimy? Czas pokaże. Tymczasem nadszedł czas, by powiedzieć Kalifornii "do widzenia". Los Angeles opuszc zal i ś my pó źną nocą. Towarzyszyły nam -jak to przystało na dużą amerykańską metropolię - wspaniałe świ atł a, no i żal, bo to naprawdę w spaniałe miejsce, warte tego, by pobyć tam dłużej i zobaczyć wszystko dokładnie. Tymczasem czekała nas całonocna jazda, gdyż już następ­ nego dnia mieliśmy w planie dotarcie do miejsca zupełnie niesamowitego, czyli do Wielkiego Kanionu Rzeki Kolorado. Wybraliś my jego południową część - South Rim - która znajduje się w Arizonie - stanie, którego symbolem jest sło ńce . Stolica tego stanu (tam niestety nie dotarliśmy)- Phoenix- to miasto charaktery zuj ące s ię mi ę d zy innymi tym, że przez 300 dni w roku jest tam słonecznie i praktycznie bezdeszczowo. Podobnie jest zresztą w całej okolicy . A jak to wszystko wygląda? A jak może wyglądać Dziki Zachód, którego Arizona jest prawie centrum? Jadąc autostradą przez bezdro ża tego stanu, co jakiś czas widzi się po którejś ze stron przejeżdżające bardzo, bardzo długie pociągi. To właśnie w tym miejscu zaczy nała kiedyś swą hi sto ri ę kolej i to właśnie tu najdosadniej mo żna sobie wyobrazić , jakie prze raże ni e wśród mieszkają­ cych tam do tej pory Indian mu s iała wywrzeć pierwsza maszyna parowa. O tym, że Indianie mimo wszystko dalej zamieszkują Dziki Zachód św iadczy ... mnóstwo reklam zac h ęcających do kupowani a suwenirów przez nich oferowanych (ot, chociażby różnorakich mokasynów), jakie widzi się jadąc autostradą. Poza tym ... pustki, pustki, pustki i cisza przerywana od czasu do czasu przez przejeż­

O

d żający pociąg.

Dopiero, gdy zbliżyliśmy s i ę do Wielkiego Kanionu na odległość nie więcej niż 50 km, zjechaliśmy z autostrady do najbliż­ szego miasta, które zabudową przypo minało miasta z filmów zwanych powszechnie "westernami". Same "Indian shopy", a do tego

~ MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

,,

częsc

czwarta

reklamy zachęcające do wzięcia ud ziału w rodeo . Do tego oczywiśc i e kino (kto zgadnie, co grało? :). Przy tym, z jednego końca miasta widać drugi, więc do zwiedzania było tam niewiele. Na stacj i benzy nowej zrobiliśmy sobie zdj ęc ie z ... samochodem, łud ząco przy pominąjącym ten, którym po sł ugują się brodacze z zespołu ZZTop w swoich teledyskach. Potem odwiedziliśmy biuro turystyczne, zao patrzy li ś my się w dokładne mapy okolicy i opuścili śmy owe miasteczko, wyglądające jakby wi ększość jego mieszkańców wyjechała na wakacje. Nad szedł czas, by s ki e ro wać s i ę do Kanionu. Jedno skrzyżowani e i już b y li śmy na drodze b ezpośrednio tam prowadzącej. Kilka kilometrów więcej i zobaczyli ś my niby to bramę wjazdową z napisem "Grand Canyon" i rado s n ą wiadomością, że za nacieszenie oczu j ego urokami przyjdzie nam zap łacić. Jak s ię później okazało , warto było , tym bardziej że pi en iąd ze tam pobierane przeznaczone są na utrzymanie okolicznych parków. Zapłaciwszy "podatek od widoków", otrzymaliśmy w zamian parę ulotek krzyc ząco zac h ęcający ch do różnych atrakcji, ot, choćby do możliwości pooglądania sobie Kanionu z lotu ptaka. Lotnisko helikopterów b y ło blisko, mimo wszystko zgodnie stwierd zili śm y , że to nie na nasze s iły i zaso bno ść portfela. Jak większość, pomkn ę li śmy dalej samochodem. Do samego Kanionu dojechali śmy szybko i już przy pierwszej okazji opuściliśmy samochód (uff... wreszcie!), by dojrzeć przez drzewa jak to w rzeczyw isto ści wyg ląda. Rewelacj a zgodnie stwierdziliśmy . Nasyceni widokami drapaczy chmur w amerykańskich metropoliach, wreszcie mieliśmy okazję podziwiać tamtej szą przyrodę w najlepszym wydaniu. Piękny kanion rzeki Kolorado robi naprawdę niesamowite wrażenie. Przede wszystkim swoj ą wielkością, a także głębokością. Aż strach podchod zić do barierek tuż przy jego krawędziach , choć jest ich w sumie niewiele. Widocznie zdyscyplinowani turyśc i nie podejmują ryzyka "wychylania s ię" w kierunku miejsca, gdzie kiedyś płynęła rzeka. A zw i ed zających , nawet jak na w rzes i eń , była masa. Szczególnie rzucali s ię w oczy (a w zasadzie w uszy :-) turyści z krajów niemieckoj ęzycznych. Nie napiszę "Niemcy", bo skąd ja wiem, czy nie byli to Szwajcarzy, albo Austriacy - do paszportów im nie zag l ąda­ łem, a flagami też nikomu przed nosem nie machali. Poza tym s potkaliśmy wielu Azjatów - chyba jednak nie Chińczyków, choć kto wie? Oprócz zwiedzania samego Kanionu, w pobliskim muzeum mo żna obejrzeć 30-minutowy film mówiący o jego historii. Wokół jest również sporo sklepów z rozmaitymi wyrobami "Made by lndians" :-) Można np. kupić sobie łuk z kompletem strzał wykonanych oczywiście ręczni e z drewna i kamienia. W pobli żu są ponadto hotele - to dla tych, którzy w jeden d zień nie mo gą s i ę n ap atrzeć :-). I wielu pewn ie zostałoby tam dłużej, ot choćby , aby zej ść w dół Kanionu, ale niektórym - j ak np. nam - niestety s i ę s pi eszyło. Po kilku godzinach zwiedzania, fotografowania (szczególnie upodobaliśmy sobie .. . wiewiórkę górską, która bardzo ch ętnie buszowała wśród turystów) i różnego rodzaju leniuchowania, w końcu powróciliśmy na parking i u sz częśliwiając w ten sposó b krążących w jego pobli żu , szukających miejsca (wcześniej oczywiście sami przeży li śmy podobne problemy). Żegnaj pi ękna przyrodo - powiedzieli śmy sobie i ru szy li śmy dalej. O tym, gdzie dotarli ś my , napi szę następny m razem. Z Ari zony udali ś my się do New Mexico i do stolicy tego stanu Albuquerque. Dojeżdżając do tego miasta, wzięliśmy ud z iał w ... pośc igu . Ścigającym okazał się State Trooper, czyli policjant patrolujący autostradę, a uciekaj ącym .... no zgad nijcie, kto? :-) Ro zw i ą­ zan ie za miesiąc w ostatnim ju ż odcinku "P ociągu .. .". Tymczasem powodzenia w czasie sesji i byle do lata:-) (d.j.)

nr 12

Styczeń

1997

strona 14


Trzy po trzy... wraz z nastaniem końca roku cała planeta bawi się w przeróżne podsumowania, konkursy, plebiscyty. Jak wszyscy, to wszyscy. My też, wszak Polacy nie gęsi i swoje plebiscyty też mają. Z tym, że u nas niestety przy takich okazjach nie może obejść się bez tradycyjnego, "polskiego" piekiełka. Taka to już sarmacka specyfika. Co prawda, ostatnio przybywało nam plebiscytów jak grzybów po deszczu, ale takjakoś dziwnie nie miała swego telewizja. Wiadomo, sportowa Polska co roku pasjonowała się wynikami plebiscytu "Przeglądu Sportowego", kończącego się zwykle wystawną biesiadą z udziałem zwycięzców i pokaźnego grona prominentów. Zawsze w styczniu największy sportowy dziennik w Polsce ogłaszał dziesiąt­ kę najlepszych zawodników naszego kraju i było po sprawie. Impreza z braku konkurencji cieszyła się ogromnym zainteresowaniem i trzeba przyznać, że z roku na rok coraz rozleglejszym. Sielanka trwałaby pewno w najlepsze, gdyby nie tajemnicze niesnaski między redaktorami " PS" a telewizją. Ktoś z kimś się pokłócił, ktoś kogoś obsmarował i koniec końców gazeta urządziła wielki bal w komitywie z Polsatem, zaś TVP postanowiła wybrać herosów '96 własnym sumptem, używając do tego celu hołubionego ostatnimi czasy systemu audio-te/e. Wśród dziennikarzy "Przeglądu" pomysł ten wywołał ogromne zgorszenie. A że umieją oni zdrowo "przywalić " (niekoniecznie słusznie), każdy, kto choć trochę orientuje się w realiach polskiego sportu, doskonale wie. Przypuścili więc chłopcy generalny szturm na "telewizorów", posądzając ich o kradzież wielce unikalnego pomysłu. No cóż, wygląda na to, że tylko "PS", pomazaniec Boży, Jak

świat światem,

PIŁKARSKJE

ma wyłączne prawo wyboru tych najwspanialszych O zgrozo, histeria pismaków była wbrew pozorom uzasadniona. Prawda bowiem wygląda tak, że telewizja w ówczesnym świecie to potęga. To właśnie wokół niej kręci się cała ta zabawa, którą pompatycznie określa się mianem rzeczywistości. Wobec tego monopol gazety na elekcję wybitnych sportsmenów wydaje się być, łagodnie mówiąc, zagrozony. Inauguracja telewizyjnego show wypadła niezbyt olśniewająco. Cała impreza, prowadzona bez werwy przez zapowiadaczy Szpakowskiego i Szaranowicza, pozbawiona była niestety głębszego wyrazu, a co gorsza obfitowała w rozliczne paradoksy - bo jak inaczej nazwać zwycięstwo Marka Citki (oj, ten futbol .. .), obecność w pierwszej dziesiątce Waldemara Marszałka (z całym szacunkiem dla jego globalnych osiągnięć), czy wreszcie piąte (sic!) miejsce Andrzeja" Balibreakera " Gołoty. Póki co, Przeglądowa zabawa, ze względu na długoletnią tradycję i bardziej wyważone sądy, popularnością być może przewyższa jeszcze telewizyjne wręczanie herosów, ale pewnikiem sytuacja ta nie potrwa zbyt długo. Na układy nie ma rady. Z telewizją jeszcze nikt nie wygrał i pewno długo jeszcze nie "HJYgra. I tylko z redakcyjnych pokojów "PS" dobiega lament: "po cholerę nam był ten kapitalizm? l Teraz to już nawet plebiscytu nie można spokojnie przeprowadzić.··'". Wszystko przez tą zakichaną konkurencję. I tylko kibice jak Polska długa i szeroka odczuwają lekki niedosyt. Czy naprawdę nawet niewinna zabawa musi u nas przerodzić się w walkę obfitują­ cą w ciosy ó la Gołota? Grzegorz Radziejewski

OPOWIASTKI (CZ.1)

TOWARZYSZOM NlE WOLNO PRZEGRYWAĆ! "Ulegając

nie tylko siebie, ale cały nasz naród. Nie mogło być inaczej, skoro trener Arkadjew uznał taktykę za decydujący czynnik, a zapomniał o wyższości naszej ideologii. Zresztą i w swej ulubionej taktyce popeł­ niał błędy. A przecież tak łatwo ją ustalić. Bierzemy kartkę papieru, dzielimy ją na dwie części. Na jednej wypisujemy nazwiska naszych piłkarzy, na drugiej przeciwników. l przy każdym nazwisku zalety oraz niedostatki. Później wystarczy tylko tę kartkę przeczytać i taktyka gotowa". Tak oto niejaki Konstanty Andrianow, później znany działacz MKOI., podsumował występ futbolistów ZSRR na Igrzyskach XV Olimpiady w Helsinkach. klice Tity,

drużyna

radziecka

skompromitowała

azajutrz po powrocie z Finlandii (6 sierpnia 1952 roku) kierownictwo ekipy zostało w komplecie wezwane na kremlowski dywanik. Co prawda, sportowcy ZSRR popełnili na igrzyskach wiele "przestępstw", np. przegrali w klasyfikacji punktowej z USA, czy też skompromitowali się w ostatniej , prestiżowej konkurencji - jeździeckim Pucharze Narodów, jednak ocena startu sprowadzała się do sądu nad piłkarzami. Nie dość , iż nie zdobyli medalu, to dopuścili się zbrodni wręcz niewybaczalnej . Przegrali oto z Jugosłowianami, czyli "krwawą kliką Tity" . A tego już Stalin darować nie mógł. Posiedzeniem kierował "płomienny Laurenty" jak nazywano Berię, gdyż sam Wielki Josif Wissarionowicz podówczas już raczej rzadko pokazywał się publicznie. Beri a jak to Beri a, darł, wydzierał się na swych gości , nie szczędząc im inwektyw i gróźb. Wielu z nich

N

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

poważnie zwątpiło

możliwość

powrotu do rodzinnych domów, ujrzenia rodzin . Najwięcej oczywiście oberwało się trenerowi Borysowi Arkadjewowi, nazywanemu przez głównego sędziego "parszywym, apolitycznym inteligencikiem" . Zresztą już wcześniej Arkadjew naraził się siłom bezpieczeństwa, gdyż przyznał, że bardziej ceni francuski impresjonizm, niż radziecki socrealizm w malarstwie. Na domiar złego ktoś doniósł, iż trener trzyma w domu książkę Feuchtwangera "Moskwa 1937", wtedy surowo zakazaną ze względu na jeden z rozdziałów, który nosił tytuł "Sto tysięcy portretów człowieka z wąsami". Wszystko wskazywało na to, że właśnie nadeszła odpowiednia chwila, by zorganizować pokazowy proces "sportowców-wrogów ludu". dokończenie na stronie 16

nr 12

w

Styczeń

1997

strona 15


,

sile. Srodowisko, chcąc przypodobać się władzom, prześcigało się w wymyślaniu coraz to nowych zarzutów. Niektóre z nich dopraw-

TOWARZYSZOM...

Zalecenia Berii były następujące: primo- rozwiązać wojskowy klub dy wywołują pobłażliwy uśmiech. Tymi oto słowy okrasił swój CDSA, stanowiący bazę reprezentacji; secundo _ ukarać najbardziej referat na wszechzwiązkowej konferencji metodyczno-naukowej dla winnych, przede wszystkim trenera Arkadjewa. No i posypały się trenerów S. Sokołow, jedna z bardziej wpły\vowych postaci razewsząd gromy. Piłkarz Krylii So\vietow Guliewski: "U Arkadjewa dzieckiego piłkarskiego światka (czy piekiełka raczej): "Trener Arkadjew miał za nic twórczą krytykę, gracze się go bali, a na niczego się nie nauczyłem, traktował mnie jak przedmiot" ; futbolista S partaka Moskwa Timakow: "Arkadjew zgrywał się na filozofa. Nie dodatek często nie wiedzieli, co do nich mówi, bo zapatrzony w ~stneg~wnmfu~~~abow~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~i~er~l~tya~ ~o~e u~w~ n~-

jak

su nrR W

bezmyślne maszyny";

wreszci e jego klubowy kolega Iljin:

"Miałem podawać tylko Bobrawowi, a to był oczywisty absurd".

przechodził

Radziecki futbol ogromny kryzys.

w

ramach

rozliczeń za ,,zhańbienie honoru ojczyzny"

władze

nakazały

przeprowadzenie czystek w dwóch nąjwyższych ligach. Wszystko odbywało się według

ł- t;

li, A ~Ił łf

l

1'11./V

·'·'·'

UWAGA PIŁKAJ?Z~ WSZ~LKI~J PJ?OW~NI~NCJ[f.l! TO J~ST PJLOT IMPJ?~Z'Y...

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż nie dalej jak Dnia Pańskiego...

22 LUTEGO 1997 ROKU odbędą się...

PIERWSZE OFICJALNE

MISTRZOSTWA SGH

zrozumiałych, zachodnich słów ( ..) Rozwijał

abstrakcyjne teoryjki o taktyce, technice, uniwersalizmie, a zapomniał o ideologicznym wychowaniu piłkarzy ( ..) Niestety znalazł wielu naśladowców, tak samo jak i on nie wyrobionych ideologicznie. Weźmy takiego towarzysza Masłowa. Któregoś dnia pytam go - towarzyszu, nad czym teraz pracujecie w dziedzinie marksizmu-leninizmu? A on mi na to - uczę się biografii Towarzysza Stalina. Rozumiecie!? On tego jeszcze się nie nauczył!''.

dobrze znanego scenariusza. Powołano specjalną trójkę rekrutującąsię z NKWD, zaś trenerzy W HALOWEJ PIŁCE NOŻNEJ Śledząc te wynurzenia niewątpliwie mieli dostarczać jej dokładne ponurych postaci, aż trudno uwierzyć, charakterystyki piłkarzy. Kto nie Dalsze INFO uzyskacie z plakatów, które zarutko pokryją całą iż Borys Arkadjew wyszedł z całej przysłał ankiet-donosów, sądzoWaszą ukochaną Szkołę, a także u mgr W. Bujaka z CWFiS sprawy bez uszczerbku (poza moralny był za sabotaż. lub zaglądając na internetową stronę MAGLApod adresem: nym oczywiście)- nie tylko zachował Nie zapominano również o http://akson.sgh.waw.pl/-magiel/sport.htm wolność, ale również otrzymał pracę z Arkadjewie. Atakowano go bez no i oczywiście kontaktując się z Radziejem (pytaj w Samorzą- piłkarzami stołecznego Lokomotiwu. przerwy. Cytowany już Andriadzie Studentów, albo w pokoju 303 w Sabinkach). Nie kajał się, nie obsypywał głowy now mi~ sw~ ~~Y pogl~ na~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~popiołem. Pnyzn~, że nec~wiście sprawę: ,,Nasi tak zwani trenerzy Arkadjew i Butusow okazali się nie osiągnął sukcesu, lecz nie on sam był temu winien. Walczył o ludźmi nieodpowiedzialnymi, nie potrafili przygotować powierzonej honor. Siwiutkiemu szkoleniowcowi ewidentnie sprzyjało szczęście. im drużyny do olimpiady. 0 postawie Arkadjewa wiele mówią jego Epoka Stalina nieuchronnie dobiegała końca i złowrogich pogróżek książki, niezgodne z radzieckim duchem sportu, wredne, pseudonauszczęśliwie nie zdążono spełnić. Piłkarze i ich trener nie ponieśli kowe". Nagonka na osobę trenera z dnia na dzień przybierała na "zasłużonej " kary. Uff... co za czasy! (gr)

,

PARK

KUZNI~

,

SPORTOWYCH TALENTOW

O Gołocie nigdy nie za wiele. Jak się okazuje, sława polskiego boksera już dawno wykroczyła poza ramy środo\viska sportowego, podobnie jak jego zachowanie na ringu, które ze sportem niewiele ma wspólnego. Walka naszego pięściarza z Bowe'm pr~niosła mu taki rozgłos, że w efekcie przebieg jego niedawnego procesu we Włocławku śledziła z zapartym tchem cała, bez przesady, Polska. Gołota (zarówno dzięki swoim pięściom, jak i po części również za sprawą prezydenta RP) stał się w naszym kraju osobą publiczną do tego stopnia, iż tak szanujący się tygodnik, jak "Polityka", podsumowując miniony rok umieszcza fizjonomię naszego "bohatera" tuż obok podobizny szacownej noblistki z kraju nad Wisłą, Wisławy Szymborskiej. Bokser wzbudza emocje wszelkiego rodzaju - począ\vszy od uwielbienia, a skończywszy na nie., . nawiSCl. Zanim jednak Gołota dostał się na szczyty zawodowego boksu i języki wszystkich, mieszkało sobie niebożę w naszej przepięknej stolicy, od czasu do czasu trenując pięściarstwo na ringu, troszkę częściej w warszawskich knajpach. Szczególnie upodobał sobie biedulek lokal zwany też potocznie Parkiem. A działo się to za tak zamierzchłych czasó\v, że przybytek ów pełen był osobników, których nie bez kozery zwie się oprychami, łobuzami, wykolejeńcami, czy też po prostu bandziorami, a przebywanie tam nie należało do najbardziej bezpiecznych zajęć (nie to, co teraz!). Oj często tam bawił, często. Bo od dziecięcia strasznie lubił Andrzejek nie tylko pić piwko. On okropnie przepadał też za swojskim mor-

~MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

dobiciem. Dwa w jednym (Parku)- oto co kochał. Gdzie jak gdzie, ale właśnie w Parku to mógł sobie poużywać do woli, bowiem ludzi jego pokroju były tam takie masy, że - łagodnie rzecz ujmując okiem sokolim nie zmier~sz. No, ale oczywista niewielu wśród nich było takich, co mogli panu G. stawić czoła. Ręczę jednak, że i takich herosów potrafiła wydać nasza Warszawka. Znalazł się więc pewien dżentelmen, co to Jędrka sponiewierał! Jednak nieporównanie częściej Andrzej G. poniewierał niż był poniewierany. Siedział sobie w takich razach z kompanami od szklanki, cichutki, małomównyi-spokojnie popijając nabyty uprzednio napój wyskokowy - rozmyślał pewno o tym, jak by tu godnie reprezentować ojczyznę w zbliżających się mistrzostwach świata/Europy. Rzecz jasna (Polak przecie) zwykł był szybko łapać cug, co kończyło się przeważnie niepr~jemnie dla biesiadujących z nim towarzyszy (a bywało , że niezapomniane chwile spędzał w ówczesnym Parku np. pan Szaranowicz z TVP). Po prostu organizm nie wytrzymywał i musiał komuś przy\valić (a propos: ciekawe, czy już wó\vczas uży­ wał S\vego słynnnego kończącego ciosu?). Sprawy z kielonka na kielonek, z butelki na butelkę pogarszały się i koniec końców, żeby Andrzejka \vynieść, trzeba było go wpierw zabić. Często gęsto siedzący nieopodal kumple zbierali \V łeb - po kiego tam siedzieli? Ale my i tak wiemy, że zło nie tkwiło (tk\vi) w nim samym. Wszystkiemu winni zafajdani dres i arze wiodący go bez ustanku na pokuszenie. Takie to mokotowskie wychowanie! ciąg

nr 12

Styczeń

1997

dalszy ~

strona 16


PARK

• KUZNIĄ. ...

Dalszą drogę

na piedestał wszyscy doskonale znamy. Najpierw był Włocławek i porwana koszula, później brawurowa ucieczka za Wielką Wodę i wytrwały trening ze szczególnym naciskiem na rozwój nowatorskiej, rewelacyjnie efektywnej techniki boksowania. Praclice make perfect - tego abecadła Andrew nauczył się na obczyźnie w mig. Wieszał tedy bokserski worek, przewiązywał go pasem i tłukł zapamiętale . W które miejsce uderzał? Poproszę o następne pytanie ... Radziej PS. Autor w tym miejscu podkreśla, iż opisy tyczące się klienteli Parku zawarte w tekście już bardzo dawno straciły na aktualności. Park dzisiejszy jest miejscem, gdzie można spokojnie i porządnie się zabawić. Co też niżej podpisany stale czyni. (gr) Andrzeja

Gołoty

l(łtNI(III~S l.,ttrnu;I~APił~ZN\'

;:; i~ci~ 8~k~[~ Twoje

zdjęcie

w Kalendarzu Akademickim!!!

Redakcja Kalendarza Akademickiego SGH wraz z Redakcją MAGLA zapraszają wszystkich do udziału w konkursie fotograficznym pod nazwą ,,Z życia Szkoły". Jak wskazuje nazwa konkursu, tematyka zdjęć biorących w nim udział musi w pewien sposób wiązać się z Uczelnią: mogą to więc być ciekawe ujęcia budynków SGH, zabawne zdjęcia z imprez klubowych, obrazki z życia studenckiego w akademikach, itd., itp. Pierwszą nagrodą będzie

opublikowanie zdjęcia w Kalendarzu Akademickim 1997198 oraz honorarium autorskie w wysokości 300 zł!!!

Technika wykonania fotografii: kolor, format co najmniej 18x24 cm lub slajdy. Na Wasze prace czekamy do l marca 1997 roku. Wysyłajcie je na adres Redakcji MAGLA (w stopce na drugiej stronie). Zapraszamy i życzymy udanego pstrykania!!!

KONKUR~

r

911at l

NA 90~LECił! 1906- 1996 ROZSTRZYGHIĘCIE!!!

1906 -1997

Rok 1996 przeszedł już do historii, a wraz z nim obchody 90-tej rocznicy założenia Szkoły Głównej Handlowej. Czas więc najwyż­ szy ku temu, aby zakończyć nasz trwający nieprzerwanie od stycznia ubiegłego roku Konkurs na 90-lecie SGH, w ramach którego zadaliśmy Wam dziewięć pytań. Dziś odpowiedź na ostatnie pytanie, które brzmiało: Jakie jest imię i nazwisko osoby (można też podać jej ksywkę), która dawniej prowadziła Dział Muzyczny gazety? A odpowiedź brzmi: Piotr Helbich (Jesus). Zaś nagrody otrzymają: Małgorzata Kaczorawska (kalendarz akademicki), Agnieszka Cieplińska (kalendarz akademicki) oraz Rafał Kusto (kalendarz akademicki i krawat z logo SGH). Teraz to, na co najbardziej czekacie, czyli ... FINAŁ KONKURSU!!! Pamiętacie? Jedna z osób, które odpowiedziały na co najmniej trzy z postawionych przez nas pytań , otrzyma NAGRODĘ ' GŁOWNĄ, którą jest... elegancki (i wierzcie, że naprawdę drogi!) długopis firmy PARKER w futerale!!! Zaś trofeum to wygrała ... SŁOMKA której gorąco gratulujemy, a tych, którym się nie zapraszamy do udziału w innych naszych konkursach .

AGNIESZKA

~MAGIEL ~

poszczęściło ,

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

\Vii:L<i <On<U=:f) Jak

:&ŁY){ł\ \ViCinY!

się powiedziało

Każdy mędrkuje,

A, trzeba rzec i B. Gołota to, Gołota tamto. cwaniakuje, a może znajdzie się taki, któ1y wie,

jakim wvrokiem podsumował wvczvnv naszego ulubieńca Sąd we Włocławku? Jeśli ktokolwiek z Was nie jest w ciemię bity i wie cokolwiek w tym temacie, niech nadsyła swe idee:

na adres: gradzi@sgh.waw.pl na adres pocztowy MAGLA na adres internetowy MAGLA: magiel@sgh.waw.pl czeka też skrzynka kontaktowa MAGLA na kolumnie przy portierni w budynku głównym. Deadline 15 luty! A na zwycięzcę czeka wspaniała, sportowa torba CAMELA!!! • • • •

ZA

GRANIC~

Z AIESEC-IEM •••

jak spędzić wakacje, czy może cały czas myślicie, jak upiększyć swoje curriculum vitae? A może połączyć przyjemne z pożytecznym? Każdy student, a także absolwent naszej Szkoły może wyjechać za gran ic ę z AIESEC-iem. To wcale nie jest takie trudne. Macie do wyboru 87 krajów na 6 kontynentach (niestety Antarktydy jeszcze nie możemy zapewnić). Możecie zjeździć cały świat, od Kenii przez Singapur, Nową Zelandię po Urugwaj. Oczywiście jest także do Waszej dyspozycji prawie cała Europa, USA i Japonia. Można tam spędzić od 6 tygodni do 1,5 roku. Sami określacie kraje, do których chcecie jechać , długość swojego pobytu, rodzaj firmy, w której chcecie pracować. AIESEC załatwia wszelkie formalności papierkowe na miejscu, znajduje dla Was mieszkanie i zapewnia rozrywkę (oh yees!) . Praktyka jest oczywiście płatna. Płaca jest negocjowana przez AIESEC i można z niej spokojnie wyżyć (jednak fortuny raczej nie zbijecie). Niestety nie ma róży bez kolców. Trzeba z własnej kieszeni pokryć koszty przejazdu. Wymagane jest także zdanie egzaminu z języków obcych i "przejście" komisji kwalifikacyjnej. Czeka Was także zebranie dwóch praktyk dla obcokrajowców. My możemy podpowiedzieć, do jakich firm warto się udać i co warto im powiedzieć. Zdecydujcie się i to szybko, ponieważ pod koniec lutego odbędzie się egzamin z języków obcych, jedyny w tym roku. Jeżeli więc jesteście zainteresowani i chcecie się więcej dowiedzieć , to zgłoście się do Aleksandry Leśniańskiej lub wyślijcie jej meila na adres: alesni@sgh.waw.pl. Pytajcie o nią w pokoju numer ?? na trzecim piętrze w budynku głównym (kanciapa AIESEC-u). Do zobaczenia w ... Łukasz Antas Czy

już myśleliście,

ZIMOWY KONKURS FOTOGRAFICZNY Wystawa zdjęć z Wielkiego Wakacyjnego Konkursu Fotograficznego trwa (tablica przed portiernią w budynku głównym), my zaś ogłaszamy już nowy konkurs foto, tym razem dla wszystkich wielbicieli zimy. Tematyka oczywiście dowolna, ale w jakiś sposób wiążąca się z tą porą roku. Na Wasze prace czekamy do l kwietnia 1997 roku włącznie. Więcej o konkursie dowiesz się z internetowej strony MAGLA (adres w stopce redakcyjnej). Zdjęcia wysyłajcie na adres Redakcji (także w stopce na drugiej stronie). Czekamy na Wasze prace!!!

Uwaga Zeg\arze!!! Terminy czarterów jachtów kabinowych na Mazurach znajdziecie na stronie WWW Klubu Żeglar­ skiego Zodiak pod adresem: http://kaziu.ise.polsl.gliwice.pl/sobanski/zodiak.html

nr 12

Styczeń

1997

strona 17


HALO ALO! WIELKI ŚWIĄT! y c I A Wy z I J: T]! ' -Q ZZ ~

•!• ludzkie dramaty •!• •!• zwierzenia •!• •!• historie prawdziwe •!•

Opowieści

siadką. Dziś żyję

spokojnie u boku Pawła (lat 60), bo Dariusza udusiłam za to, że przy myciu zębów pryskał pastą po lustrze i na kafelki. Paweł nie ma na razie pracy. Mówił mi, że ma coś na oku, ale lekarze przekonują, że to nic takiego. Eliza M. (lat 50) może

i Ty opowiesz nam o swoich przeżyciach i tragediach życiowych? Ewentualnie możesz podejrzeć sąsiadów lub nazmyślać nam coś strasznego. Czekamy na mrożące krew w żyłach opowieści z życia!

nie z tej ziemi

Byłam porwana przez UFOLU'Dkl Chce szczerze

podzielić się

z Wami moim niezwykłym przeżyciem, które przeżyłam, jak wracałam od pracy z zakupami, obwieszona siatami jak wół (bo ten cham, mój stary, mnie nigdy nie pomaga i jeszcze muszę mu piwsko tachać z szopa!). No i gdy tak se szłam, kaj mnie niosło przez tory pociągowe na skróty, coś łupnęło, hukło, błysło i se trzasło. Światłość sie nade mną otwarła nieziemska, zupełnie taka, co to pleban zapowiadał z ambony, jak mój stary chleć nie przestanie. Klękłam ja więc zbożnie na torze, a siaty mnie z grabisk na glebę polecieli, no i szkło brzę­ kło było. "0 la Boga!" -ja se pomyślała i Panienkę Najświętszą o łaskę żem prosiła. I gdym tak zdrowaśki odpra\viała, coś w krzaczołach i w tern sitowiu, co to było nałokoło zaszemrało. Cosik zielonego wtem wypełzło cichcem zza łopianu i zamregało do mnie świńskim ślipiem. "Łobce jakie to Nostromo!" -zakrzyczałam - "Bieraj siaty, a z życiem puść wolno!". Darłam dziubeczek w niebogłosy, co by

~MAGIEL

łli\l{łJI.J\'I,łJlłY!!!

KOSMETYCZKA RADZI

Marku nie mogłam oczywiście liczyć. Darek szybko usunął awarię i naprawił starego rzęcha. Przy nim zno\VU poczułam się jak prawdziwa kobieta. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że przez 30 lat naszego małżeństwa Marek zawsze traktował mnie jak służącą. Ciągle chciał jeść. Przychodził do domu i mówił "amciu, amciu!". Zawsze tylko to "amciu!". Nigdy nie prosił, bo przecież byłam dla niego niczym. I pewnego dnia nie wytrzymałam. Po kolejnym "amciu" rozwaliłam mu łeb tasakiem, tak jak radziliście w poprzednim numerze (Halo Alo, numer 13, str. 11: "Kiedy on nie ma ochoty"). Obecnie spoczywa w pokoju pod podłogą, zamaryno\vany razem z są­

A

1\ 11.. 1~

Bronie chemiczne XX wieku

ZAWSZE BYMM DLA NIEGO TYLKO SLUŹĄCĄ Krzysztofa S. (lat 54) zapoznałam jeszcze wtedy, gdy byłam w dziesięcioletnim technikum pszczelarskim. Mówił mi, że ładna ze mnie pszczółka. Razem udzielaliśmy się na tym samym obozie harcerskim w W orkach pod Oczami. On był wtedy starszy ode mnie równo o dwa lata i imponował mi swoją męskością oraz tym, w jaki sposób wygrywał biegi na azymut. Bardzo lubiłam te jego podchody. On jako jedyny zapalał ognisko jedną zapałką. I w trakcie nocnych alarmów zawsze był pier\vszy na zbiórce u mnie w namiocie. Był wtedy prawdziwym zuchem! Pokochałam go na pierwszy rzut oka i sama nie wiem, jak to się stało, ale wkrótce powiłam dziecię. I na tym skończy­ ła się nasza przyjaźń. Za Marka (lat 48), bo to właśnie on był podejrzanym ojcem dziecka, wyszłam jeszcze tego samego roku. Marek z początku był miły i kochają­ cy. Szkoda tylko, że nie dla mnie. Otóż koło naszego domku mieszkała młoda i urocza blondynka, która miała samochód i zadbaną suczkę jamniczkę. Marek miał z nią romans i kiedy przyłapałam ich w naszej wannie, wtedy wszystko się popsuło. Kran na początku przeciekał tylko troszkę, więc \Vezwałam hydraulika. A kiedy trysnę­ ło z niego siurkiem zwróciłam się o pomoc do Darka (lat 52) - sąsiada z szafy, bo na

~JI~I)YNI~ Lł5 łłlł()SZY!!!

mnie kumy na wiosce usłyszeli i na ratunek mnie przybieżeli. Co dalej, nie pamiętam, bo pomroczność dziwna mnie ogarnęła. Jak sie obudziłam, to na Anioł Pański już bili w plebanii. I od razu ja se pomyślała, że mnie w ten czas, co nic ja jego nie pomnim, ufoludy na pokoje wzięli. Tera ja chciała iść do chałupy, ale tak we łbie namieszali w tym UFO, że rozumu małpiego jakiego dostała i pobłądziła. W domu stary nie wierzył w takie cuda i tylko mordę obił, że butelki puste do chałupy przyniesłam. Genowefa Gwóźdź z Siedleckiego

Od Redakcji: Tak bardzo zaciekawiła nas opowieść pani Gwóźdź, że sięgnęliśmy po opinię specjalisty, pana prof. dr hab. Leona Akceleratora z Instytutu Badań nad Energią Jądrową i Hiberprzestrzenią. Oto, co nam powiedział: ,,Alkoholizm jest często spotykanym nałogiem na wsi polskiej. Prowadzi on do tzw. 'bliskich spotkań trzeciego stopnia', które często połączone są z porwaniami np. pończoszki. Zanik płynów

Prawdziwie elegancka kreska pod oko ( 1) Karnawał

w pełni, tak więc dziś nauczymy nasze drogie czytelniczki, w jaki sposób wykreować sobie pod okiem bardzo elegancką, ciemną kreskę. Potrzebny nam będzie do tego oczywiście pędzel malarski (najlepiej o przekroju l 00 mm), a także: puszka czarnej farby olejnej, młoteczek, pilniczek, szpachelka, dłuto, rozpuszczalnik do farb olejnych oraz kawałek starej szmaty, no i oczy\viście oko wraz z otaczającymi go płatami skórnymi. Zacznijmy więc od podkładu. Otóż, powierzchnia pod farbę musi być dokładnie oczyszczona z wszelkich cząstek. W tym celu ostrożnie polerujemy pilnikiem obszar dolnej powieki, przecierając ją co pewien czas suchą szmatką. W przypadku odsło­ nięcia się \V trakcie operacji dolnych pokła­ dów zeszłorocznego makijażu, proponujemy warstwę podważyć dłutem i stanowczo oderwać. W razie kłopotów z podważe­ niem, najlepiej jest skruszyć oporną powło­ kę zdecydowanymi uderzeniami młotkiem. Gdy powierzchnia jest już w ten sposób przygoto\vana, możemy przystąpić do właściwego zajęcia, a więc zająć się kreską. O tym oraz o innych sposobach upiększania twarzy kosmetyczka opowie w następnym numerze pisma. Dowiecie się między innymi, w jaki sposób używać wałka do farby w celu przypudrowania policzków, a także o tym, co należy zrobić, aby mieć pawia wokół oczu. Ale o tym już za tydzień. Zuzanna Kiszka emerytowana malarka ścienna

0 REKLAMA 0 REKLAMA 0

Boutique "KLAUDIA" oferuje szeroki wachlarz sex-gadgetó\v dla każdej , nawet najbardziej w(yb )rednej businesswoman! Tylko z nami naprawdę urozmaicisz S\voje życie erotyczne! A \V ofercie styczniowej m.in.: telefax z automatyczną sekretarką (ach! te trójką­ ty!), kserokopiarka z wymiennymi podajnikami papieru (potrzebujesz dokupić jedynie dwie bateryjki R20), poręczny pager dobry na każdą kieszeń (także w wersji wibrującej), telefon komórkowy z wysuwaną antenką (długość regulowana), bogaty zestaw różnorodnych koszulek na dokumenty (ubierz S\vego partnera!) i wreszcie hity miesiąca - zszywacz i dziurkacz za cenę jednego!

tłumaczymy zwykłym opróżnieniem".

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

nr 12

Zapraszamy w dni powszednie!

Styczeń

1997

strona 18


PSYCHOde/ikTEST:

CZV JUŻ ZWARIOWAłA f?

a. wyłączasz partnera z kontaktu, b. nie przestąje sz czytać gazety, c. chowasz szklane przedmioty do szafki, d. stwierdzasz, że nie masz ochoty na to patrzeć i wychodzisz do innego pokoju.

l. Co zrobiłaś z tym numerem? a. z jakim numerem? b. nie umiem czytać, c. przejrzałam obrazki, d. położyłam w toalecie.

2. I jakie są Twoje wrażenia?

Jeśli odpowiedziałaś już

a. dostałam czkawki, b. dostałam obłędu , c. zahaftowałam cały obrus, d. a co to są wrażenia?

tania,

sprawdź

na wszystkie pyteraz, ile punktów w sumie

zebrałaś.

a) Pytanie l Pytanie 2 Pytanie 3 Pytanie 4

3. Gdy spoglądasz w lustro, widzisz: a. biznesłomem, b. nie odbijam się w lustrze, c. kurę domową, d. nie patrzę z powodów zdrowotnych. 4. Gdy pieszczoty Twego partnera

zbyt

o 3 2 l

b) l

o

c) 2 l

3 2

3

o

d) 3 2 l

o

Porównaj otrzymaną przez Ciebie ilość punktów do przedstawionych poniżej prze-

brutalne, wtedy Ty:

ZABA WA·ZDRAPKA dla naszych drogich Panów W trakcie, gdy szanowne małżonki rozwią­ zują swój teścik, zapraszamy żądnych przygód Panów o silnych nerwach do naszej ekscytującej zabawy-zdrapki. Można bawić się całą grupą, ale koniecznie należy dobrać się w pary damsko-męskie. Zabawa polega na delikatnym zdrapaniu zewnętrznej warstwy makijażu z twarzy siedzącej obok partnerki. Do następnego etapu gry przechodzą Ci, którzy z sukcesem zakończy li swoje zdrapywanie i są nadal zdecydowani uc zestniczyć w zabawie. Kolejny etap polega na zdrapaniu następnej warstwy i tak na okrągło aż do gołej skóry. Uwaga! Utrata przytomności lub zawał serca wyklucza z zabawy. Wygrywa ten, kto przeżyje, a jednocześnie "dodrapie się" największej liczby warstw. W przypadku remisu zabawę kontynuujemy na paznokciach partnerki. Życzymy powodzenia!

ZAKU~Y KIWI MARJJRBGJf

TELE

Dziś

pragniemy zaoferować naszym drogim klientom wysokiej jakości płyty kompaktowo-pilśniowe z nagranymi odgłosami próżni w pięciu nowych, fascynujących smakach. Jeżeli zakupicie Państwo 5 i pół kilo płyt, pudełka dostaniecie gratis, a firma dorzuci Wam jeszcze półtora metra ziemniaków okopowych. Zaś jeżeli zamówicie Państwo dwa zestawy z naszej oferty, to wyślemy je Wam faksem. Nasze płyty kompaktowo-pilśniowe wykonane są w oparciu o najnowszy system hajfiu-fiu, który gwarantuje ich wysoką jakoś. Płyty są uniwersalne. Można nimi ocieplać zarówno bloki wielorodzinne, jak i pojedyncze domki. Cena jednego zestawu: 2,99 zł + koszty przesyłki (około 4500 zł za impuls).

~MAGIEL ~

KRÓ,.KI KĄCIK SERIALOMAlilAKA Dziś ,

drogie czytelniczki, przedstawimy streszczenie ostatniego odcinka piątego rzutu czwartej seri i serialu "DYNIASTA u Karringtonów", odcinek 25911997. Krystel i Dżef okazują się córkami Aleksis Krystel z nie prawego łoża i Dżef także z lewego. Wszyscy w Denwer domyśląją się, że Blejk Karrington maczał w tym nie tylko palce. Falon znów została porwana przez UFO (ale to zdarza się chyba każdej z nas), więc ponownie pocznie dziecię - na USG wyraźnie widać już antenki. Falon na razie jednak jest zielona i nic o tym nie wie. Stiwen znowu strac ił twarz, tym razem także na szybie, ale za to przy wejściu na lotnisko. Tak więc szykuje się w tym dniu kolejna już operacja plastyczna kogoś z rodziny. Okazuje s i ę jednak, że Monika wie, gdyż film kończy się tym, iż mówi ona do Blejka: "Wiem o wszystkim". Ale czy na pewno wie wszystko? A jeżeli nie, to ile naprawdę wie? Czekamy na kolejne pasjonujące odcinki. A w następnych tygodniach przedstawimy Wam streszczenia takich hitów, jak "Pogoda dla biegaczy", czy "Morda na sukces".

*************** A teraz plotki ze seriali: świata

Firma dystrybutorska "Aj! Ti! Aj!" już wkrótce wprowadzi na rynek dwumilionowoodcinkowy serial, będący kontynuacją przygód znanej gwiazdy filmów porno Smerfetki, którą widzowie mieli okazję podziwiać w serialu "Smerfy". Nowy film nosić będzie nazwę " Smerfi Brałn", a jego emisja potrwa do czasu zasiedlenia Marsa przez naszą cywilizację.

@

@ Jak podąje niezależna, rodzinna agencja informacyjna "PAP-a lubiana gwiazda Szer,

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

PLOT którą

PRESS", pamiętamy z

nr 12

działów

i prawidłowo odczytaj dla Ciebie diagnozę specjalisty:

po staw ion ą

zdarza Ci się gdaknąć na widok ziarna? Jeśli tak, to zostałaś ju ż rasową kurą domową z gatunku niosek. Poszukaj w pościeli, bo być może zniosłaś gdzieś tam cichcem jakieś jajko. Tylko nie smaż go partnerowi - w końcu nie jest on chyba kanibalem ... 'l 5-9 : Odchyl to Twoje drugie imię. A te kukanie międ zy posiłkami , to nie czkawka, lecz kliniczne objawy kuku na muniu. Właśnie Twojego kuku na muniu. Powinnaś więc dać s ię zbadać - może brakuje Ci piątej klapki ... ? 10-12: Mąż przywiązał Cię do garów. Ale nie martw s ię , nie musi za Tobą do końca życia brzęczeć, jak za nowożeńcami ... Bo przecież zawsze możesz się od tego kompletnie odciąć ...

0-4 : Czy

seriali " Szpital na peryferiach", "Ostry dyżur" , czy też "P lastu ś", na wieść o odejściu od ni ej mę ża, doktora Frankensteina, całkiem s i ę ro zkleiła. Jak donosi agencja, połowiczny okres rozpadu Szer nie został jeszcze obliczony. Gwiazda więc być może zdąży jeszcze zagrać w jakimś serialu.

@ Już za kilka dni telewizja polska wprowadzi na ekrany telewizorów kontynuację znanego serialu "Żer tropików". Nowa seria nazywa s i ę "Niewolnica i żarła!?" i będzie emitowana w godzinach porannych.

***************

plot~~~k.i ~

My~i~ _. ...u i~~d

Udane sklonowanie.

Po wielu latach nieudanych prób i eksperymentów, dzięki zastosowaniu nąjnowszej technologii cybernetyczno-paranoicznej oraz przy zastosowaniu próbek sprowadzonych z Księżyca, znanemu kambodżańskiemu naukowcowi doktorowi Mendele - udało się wreszcie sk iono wać Michaela Jacksona. Michael nigdy więc już nie wyplącze się z gałęzi. Doktor nie zasypuje jednak gruszek w popiele. Już przygotowuje się do następne­ go wyczynu, którym ma być topolizacja Anity Lipnickiej. Życzymy powodzenia!

*************** Agresywna W pałeczka.

buszu

afrykańskim

pojawiła s i ę

nowa odmiana choroby, którą naukowcy nazwali dżuma Ndżi. Chorobę powoduje najprawdopodobniej pałeczka gronkiewicz. Walczy z nią cały zastęp Zuchów. Niestety pałeczka napada zazwyczaj zNienacka raz do roku w Skiroławkach koło Dko - wioski tubylczej zamieszkanej przez autonomicznych autochtonów. Naukowcy jak na razie nie wiedzą, co z tym zrob ić, więc eksperymentują. Tymczasem położyli na to lachę. PAida

Styczeń

1997

strona 19


SERSUOLOG CI PORADZI Nasz dyżurny seksuolog, pani doktor Barabara Ponętny-Piszcz, odpowiada na listy czytelniczek. Marianna L. z bydgoskiego (lat 49): " Terenię poznałam w Chełmie, jak pracowała na budowie. Od razu wydała mi się taka męska. Spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu, dużo rozmawiałyśmy i z każdym dniem stawałyśmy się sobie coraz bliższe. Wydawało się, że nic nie może zakłócić naszej sielanki. Były to jednak moje złudne nadzieje. Terenia coraz częściej zaglądała do kieliszka, unikała przyjaciół i rodziny. W przerwach pomiędzy drapaniem się, zaczę­ łam się zastanawiać, co jest powodem tego załamania. Postanowiłam poważnie porozmawiać z Terenią. Wtedy przyznała mi się do swędząco-piekącej wysypki na ciele. Co . to Jest .. ../!!'?'??" ;.. . . dr Piszcz: Mnie też podobało się w Cheł­ mie, szczególnie w muzeum okręgowym . A tak na marginesie, Terenia to nie jest bardzo właściwe imię dla kobiety, zwłaszcza na budowie. Czy to zdrobnienie od Tereski? Też miałam kiedyś problem z małym biustem, ale odkryłam watę szklaną. Trochę rysuje, ale jest niezła. Co do wysypki, niech się pani nie martwi, ja też mam i żyję, a lekarze dawali mi pół roku rok temu.

I,I~CGI~\~(

ilE I.I:\\11Z,J l IFIIILA~\N III~lr

® - programy dekorowane © - programy niedekorowane 6:00 7:00 10:00 II :00 II :30 12:20

15:00 17:00 17:20 17:40 18:00 18:30 18:40 19:00

Pożegnanie

® Powitanie i pierwszy toaścik® Zawsze po 21-tej pierwszej© "Ziarno" - program rolniczy © Żal młodości - magazyn wesołej wdówki© Telewizja koedukacyjna - cykl programów o dzienniczku studenckim: "Muzyczna jedynka", "Akademia zdrowia - dwójki", "W centrum- uwagi"© Długi drugi toaścik ® Kłódko pozwól żyć - magazyn penitencjarny © Chamiliada - teleturniej © 997 - Konkurs audiotele © Tata, a Marcin powiedział - vviadomości z półświatka © Twister-prognoza pogody© Za metą - program sportowy oraz trzeci toaścik ® Bolek i Lolek w lochach Watykanu

-krwawa wieczorynka © 19:90 Poznaj stroje łowickie - program dla niewidomych ©

~MAGIEL ~

SAMA GOTrUJESZ

Ewelina P. (lat 19): "Tomka poznałam na obozie wędrownym i od razu zaproponował mi współżycie. Ja jestem jeszcze dziewicą i nie wiem, czy tampon jest wystarczającym zabezpieczeniem przed niechcianą ciążą. " dr Piszcz: Ależ owszem, kochanie, ale tylko i wyłącznie z aplikatorem. Jeżeli Tomek naprawdę Cię kocha, to jakoś to przecierpi. Być może w przyszłości bę­ dziecie musieli zrezygnować z dzieci, ale czegóż nie robią szaleni zakochani!

Afrodyzjaki - mit czy legenda? Już

nasze babki wierzyły w cudowną moc lubczyka. Dodawany do strawy miał wzmóc wolę Bożą i sprawić, by wybranek pozostawał nieczuły na wdzięki innych niewiast. Dziś sięga się raczej po yohimbinę, róg nosorożca, czy też hiszpańską muchę. Polskie muchy stołowe nie nadają się niestety do tego celu. Z żalem należy stwierdzić, iż ostatnio na rynku pojawiły się chińskie podróby, które działają wręcz odwrotnie. Otóż, hiszpańska mucha posiada kastaniety u nóżek, zaś chińska pałeczki yum-yum. Natomiast polskie muchy chodzą zazwyczaj parami i śpie­ wają "Sto lat", w stadzie spotykane są wyłącznie przy posiłkach. 20:00

Stołeczny

patrol - quasi komediodramat science-fiction © 22 :30 Tele-dyski- program medyczny© 23 :00 Tik-Tak - W pogoni za czasem Program niskokaloryczny © 00:00 Toaścik okolicznościowy® 00:30 Maraton trzewi i ości - makabra w rysunkach polskich surrealistów © 00:40 Jeśli nie Oksford, to co? - o najstarszym zawodzie świata © l :00 Przystanek i laska - program informacyjny dla kierowców TIR-ów © l :30 5x5- różowa seria© 4:00 Czar par - magazyn tradycyjnego kolejarza© 4:30 Jeden z dziesięciu - porady medyczne doktora Frankensteina © 5:00 Chlup w ten głupi dziób - program edukacyjny © 5:20 Bez znieczulenia - Porozmawiajmy o dzieciach - program erotyczny © 5:30 Odlot- Toaścik pożegnalny®

@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)

Animowana afera ••• Burda wyniknęła w trakcie tegorocznego bankietu z okazji rozdania nagród filmowych Oskard. Otóż, gwiazda porno - Miś Kolargol, złożył niemoralną propozycję Syrence Ariel. Stwierdził on, iż bardzo chciałby wyprać w niej brudne pieniądze, które zdobył wraz z Rumcajsem, pobierając na granicy haracz od Wilka i Zająca, którzy

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

nr 12

Dziś - S.4DOll.4lHO, czyli czekoladowy przekładaniec Ilość

porcji: zależy od przerobu i kondycji Ilość kalorii w porcji: przy każdej porcji spalamy około 217,3(3) Kcal Czas wykonania: wersja ekspresowa 5 min., wersja bardziej pracochłonna - cała nocka w pocie czoła Co potrzebujesz: pejczyk, lasso, maskę, skórzane wdzianko przez głowę, kajdanki, sznur od żelazka, smycz i obroża ćwieko­ wane, opaska na oczy, sznurek od bielizny, łatwo drąca się odzież, pułapka na myszy, dziadek do orzeszków, wędka, podbierak, imadło, reszta \Vedług własnej inwencji. Goście: na rozkosze podniebienia zapraszamy około l O znajomych, w tym połowę o ciemniejszej karnacji. Możemy zaprosić więcej, jeżeli mamy wysokie mieszkanie. Sposób wykonania: szybko, mocno ugniatać ciacho, podduszać przez chwilę, siekąc na oślep. Należy zamieszać tak dokładnie, aby wszystkie składniki idealnie się połą­ czyły, następnie wywrócić na drugą stronę, obficie smarując każdą warstwę. Pilnować, aby ciacho nie opadło i aby nie wyszedł zakalec. Zwiększyć ogień w palnikach, gdy ciacho się już zarumieni. Polewać rzęsiście koniakiem jajecznym ( eier cognac' iem). handlowali zaczarowanymi ołówkami na stadionie l O-lecia. O przywództwo w gangu podejrzewane są czarne charaktery o kryptonimach Jaśniepan i Księżnapani. Do wykrycia całej afery przyczynił się szpieg z krainy Dreszczowców - tajemniczy Don Pedro, alias Karr Amba. W zburzona zboczoną sugestią Syrenka, szybko wezwała swego bodyguarda Alla Dyna i Czterdziestu Rozbójników Ltd., którzy energicznie przystąpili do obrony jej czci, powalając Kolargola na latający dywan. Kolargol miał kompletny odlot. Potem rozpoczęła się nawalanka. W ostatniej chwili Kolargola przed śmiertelnym ciosem zasłonił uchem Miś U szatek, ale za to on oberwał w czambo. Wyzwany od pacanów Koziołek Matołek, puścił pawia Feliksa na zebranych. Stojące pod ścianą Muminki za głupiutkie minki oberwały w szminki. Rozlew krwi powstrzymany został dopiero w momencie obwieszczenia komunikatu o tym, że Gumisie znowu podłożyły sexbombę, w związku z czym cała impreza rozpadła się na części pierwsze.

@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)@)@@) w cyklu "Cztery kąty i mąż piąty" opowiemy, w jaki sposób zasłać łoże madejowe, zaś w "Modnym Konciku" Wasz ulubiony Jerzy Koncik napisze o tym, jak elegancko ułożyć kołnierz hiszpański. Zapraszamy do czytania naszego pasjonują­ cego pisma!!! A za

Styczeń

tydzień

1997

strona 20


lFJ.oOr.ói fu uie7!naue 4ffi{h:dr7!u pr.ofuaOi !!! Długo czekałam

na tę wiadomość. Już raz, jeszcze w szkole śred­ niej, rozbudzono moje nadzieje, a skończyło się totalnym niewypałem. Jeden z muzyków złamał nogę, czy coś w tym stylu ... Tym razem sam Król obiecał, że odwiedzi nasze słowiańskie progi, gdzie roi się od jego poddanych. I tak, 25 marca o godz. 18.30 w krakowskiej hali Wisły naszym oczom ukaże się, a uszom da popalić King Diamond Band & Mercyful Fate. A skoro sam Król Karo będzie rozdawać karty, jest szansa, że wszelkie nieprzyjazne nam moce nie zdołają zakłócić tego święta, "unfold your wildest dreams, let the fe as t begin". Ubiegły rok był dla fanów pana Kima Bendrixa Petersena (urodzony przed czterdziestu laty w Kopenhadze) szczególnie przyjazny. We wrześniu ukazała się nowa płyta firmowana przez Mercyful Fate (trzecia od czasu reaktywowania zespołu) o intrygującym tytule ,,Into the Unknown", a już niespełna miesiąc później z uszu polała się krew za sprawą siódmego solowego albumu KD "T he gr aveyard". Materiał nagrany przez MF był pewnym zaskoczeniem dla fanów i tak przyzwyczajonych do eksperymentowania przez Mistrza z głosem i gatunkami. Początek płyty jak za starych dobrych czasów - mroczna inwokacja "Lucifer" (" our Father who are in Hel!"), a zaraz za nią pełen ekspresji utwór "The uninvited gues('. Kolejna kompozycja zaciekawia pasją, z jaką nowy pałkarz wyży\va się na perkusji. Młody jeszcze, więc albo się nauczy, albo go wywalą (to oczywiście żart). I na takim zawziętym pałowaniu mija "Ghost of change ". Później robi się radośnie i rockowo - chociaż sam tekst nie napawa szczególnym optymizmem ("tell me why do the devils ery') - a to za sprawą "Lis ten to the beli" . Potem następuje coś, do czego nie mogę przywyknąć , mimo totalnego otwarcia na wszelkie nowe pomysły Diamonda. Krytycy są zachwyceni, ale do mnie jakoś nie przemawia historia piętnastu marynarzy pogrążonych jedną butelką rumu ... A mówią, że nic nie było w stanie zmóc wikingów (, ,Fifteen men and the bottle of rum"). Ogólne wrażenie jest mniej więcej takie, że nastąpiło pewne niezgranie między tekstem a muzyką (Denner, ty lepiej ogranicz się do samego grania!). Gdyby utwór "Into the unknown" nie był tytułowy, najchętniej bym go ominęła szerokim łukiem Gest jeszcze jeden, który sobie też tak " cenię", ale nie uprzedzajmy faktów). Sam Master mówi, że są to jego własne przemyślenia na temat tego, co TAM jest naprawdę i co dzieję się z naszym duchem po śmierci. Okey, nie kwestionuję tematyki, bo już nie jeden na tym zęby zjadł, ale do cholery, dlaczego Mistrzu tak wyjesz??? Zatraca się gdzieś niesamowity falset, a nad wszystkim powiewa widmo popłakujące­ go kastrata. Poczekąj, już ja Cię dorwę na koncercie (a Andy będzie następny w kolejce - ale to w innej bajce ... ). Chwila na odsapnięcie i lecimy dalej w to nieznane. " Under the speli" nie budzi we mnie żadnych odczuć i na szczęście mija niepostrzeżenie. Zastanawiam się, czy to efekt przepracovvania, czy MF będzie ubocznym produktem? Z odrętwienia wyrywa mnie "Deadtime ", baja dla niegrzecznych dzieci, w której to babcia zjada wilkołaka i Czerwonego Kapturka niosącego jej zatrute żarełko. To właśnie ten drugi utwór, który chciałabym pominąć, ale wrodzone krytykanctwo nie pozwala mi na to i do tego też się muszę przywalić. Już wiem, jak wypraszać niemile widzianych gości -dzięki King! Na szczęście, na otarcie łez końcówka jest bardziej niż okey. "Holy water" może nie jest w

~'MAGIEL ~

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

stylu Mercyfuli, ale powala ekspresją i tekstem ("J don 't need that holy water, it makes me burn"), a całość pieczętuje "Kutulu - Mad Arab part II". Wielbiciele prozy Lovercrafta powinni być zachwyceni, "Zew Cthulhu" doczekał się nie lada aranżacji, jeśli tak to można określić. "Kutulu" przypomina MF z czasów "Melissy", czy "Don't break the oath", gdzie falsety przeplatały się z mrocznym poryki\vaniem, a gitary znały swoje miejsce. Dlatego miesiąc oczekiwania na "The graveyard" dłużył się \V nieskończoność, a w głowie kłębiło się tysiące myśli. Wreszcie w moje łapki wpadła kaseta z fioletową wkładką. Rozpoczął się spacer po cmentarzysku. Pierwszy plus - album tworzy jedną wielką konceptualną całość, czy li ma się to trochę inaczej niż w przypadku poprzedniej solówki " Spider' s lullabye". Drugi plus - ciągle w zespole pozostąje Andy La Rocque i ciągle pisze musie. A więc, go to the crypt! Album rozpoczyna chorobliwy bełkot szaleńca ("The graveyard'), ale nie trwa to długo, bo spod marmuru wychodzi reszta zespołu i rozpoczyna się "B la ck Hill Sanitarium ". I od razu podłapuje klimat - przecież to jest konwencja "Conspiracy"!!! Ten głos, ta muzyka, te przejścia, ta tematyka. Już wiem, że wpadłam do najgłębszego grobu, a kawałek "Waiting" tylko mnie w tym utwierdza, na końcu też mogę śpiewać z Mistrzem "I walk upon the moonlit graves, l 'm home". Zmiana klimatu - gitarowy wstępniak w wykonaniu Andy'ego, narastające szepty Diamonda, a potem ostre wejście poz?stałych. Czy może być coś piękniejszego od "Heads on the wal!"? Smiem \vątpić, choć znając życie, za chwil parę zapłonę gorącym uczuciem do kolejnego utworu. Mijają "Whispers" (do których muzyka nagrywana była \V Europie), a na tapecie "1 'm not a stranger", czyli kolejna super kompozycja. Mimo, że znalazła się na dość nietypowym albumie, dotyka problemów, które mogą spotkać każdego rodzica (sic!), jest to bowiem bardzo sugestywny opis porwania dziecka ("J'm not a stranger, I am a friend, !'m gonna take you home to daddy... later"). W kolejnym kawałku kopiemy wraz z szaleńcem ("Digging graves") bardzo rytmicznie, potem szybki telefon do ojca porwanej dziewczynki ("Meet me at midnight"). Powiedzmy sobie szczerze, nie ma co porównywać tego staffu z poprzednimi "kołysankami pająka". "The graveyard" jest bardziej gotycki, bardziej mroczny, no i z pewnością bardziej przemyślany. Krzycząc "Niech żyje Król", pogrążamy się w dalszym szaleństwie. "Sleep tight little baby" to nic innego jak przepiękna kołysanka w \Vykonaniu papy Diamonda. Takich perełek jest więcej na tym albumie i zaryzykuję st\vierdzenie, że ciągną się już do końca, od "Daddy", "Trick or treat" poprzez "Up from the grave"(swoją drogą zastanawiająca jest łatwość, z jaką King wyśpiewuje tu pijackie la-la-la), ,,1 am", który można odebrać bardzo różnie ("are you guilty or are you GUILTY?") aż po końcowy "Lucy forever" - prawdziwie zdumiewające zakończenie jak na Mistrza tego gatunku przystało. Monumentalne dzieło umilkło, w uszach pobrzmiewa jeszcze echo przeszłości, a ja już podbiegam, żeby zmienić stronę ...

Z mrocznym pozdrowieniem BVB (vampire@sgh.waw.pl) P.S. A tak na marginesie, to wcale nie jest tak, że wolę twórczość solową pana D. od jego produkcji z zespołem Mercyful F . Najlepszym na to przykładem niech będzie fakt, że bardziej cenię sobie przedostatni LP "Time'' niż (również przedostatni) " Spider's lullabye". A za miesiąc spróbuję zarazić Was moją miłością do death metalu ...

nr 12

Styczeń

1997

strona 21


Czyli wszystko to, co właśnie wchodzi na muzyczny rynek doprowadzając nasze kieszenie do kolejnej ruiny : Sony Musie przygotowuje dla nas nowy Aerosmith (20.01), Apollo Four Forty "Elektro Glide in Blue" (3.02), Cindy Lauper "Sister of Avalon" (3.02) oraz ... tak, tak ... nowiutki Offspring "Ixnay on the hombre" (4.02). Warner Musie uraczy nas m.in. Glenn Tipton "Hard Core", Jamie Walters "One way out", Catatonia "Way beyond bue", Darlahood "Darlahood", Schleprock "Schleprock".

Mo Tlutngs nazwa zespołu gotycką czcionką (a może raczej staroangielską) i wielka piącha. Natychmiastowe skojarzenie: hard rock albo w najlepszym wypadku lekki metal. Nic błędniejszego. Staff Mo Things Famiły Scriptures to rodzinny album rapperów z Cleveland. Saga Bane Thugs-N-Harmony rozpoczęła się w roku 1993 od Layzie'go, Krayzie'go, Wish'a i Bizzy'ego, którzy niezrażeni począt­ kowymi odmowami wytwórni Ruthless Recors dopięli swego wydając EP " Creepin' on ah co me up" (sprzedał się w liczbie 2 mln egzemplarzy). Rok później na rynku ukazał się album "E.l999 Eterna/ ", który zdobył aż pięciokrotną platynę i zagościł na pierwszym miejscu listy przebojów. Nauczeni ciężkim doświadczeniem, muzycy postanowili założyć własną wytwórnię, aby pomagać innym w osiąganiu sukcesów. Jak postanowili, tak i uczynili. Nowa płyta nagranajestjuż w wytwórni Mo Thungs Records. Mistrzowskie pomieszanie stylów od rapu i R&B do gospel i soul wykonanie takich talentów, jak Tre, Poetic Hustla'z, Graveyard Shift, Souljah Boy, Ken Dawg i II Tru. Osobiście nie przepadam za takim stylem muzyki, ale ten album ma w sobie coś, co potrafi przyciągnąć nawet takiego rap-ignoranta jak ja. Jeśli nie macie w najbliższej przyszłości żadnych wielkich wydatków proponuję sięgnąć po ten album, a z autopsji wiem, jak trudno jest wybrać coś godnego uwagi w zalewie "czarnej serii". Na

okładce

" Mo Thugs Family Scriptures " - A: Intro, Searching ', Peace, Ghetta Blues, Kil/ing Fields, Mo ' Murder, A in 't No Re as on, Take Your Time, Welcome To My World, Thug Devotion; B: Here With Me, Playa In Me, No Pretender, Rumors & War, !l Tru, Law Down, Famiły Scriptures.

The Ołlspri"i Czwartego lutego ukaże się kolejny album tego amerykańskiego kwartetu (Dexter Holland - vocal, gitara; Noodles-gitara, chórki; Greg K.- gitara basowa; Ron Welty - perkusja). Pod intrygującym tytułem "Ixnay on the hombre" kryje się 15 nowiutkich kompozycji odzwierciedlających niezwykle kreatywne podejście chłopaków do muzyki punk rockowej. Połączenie popu, hardcore'a i hard rocka zadecydowało o zróżnicowanym charakterze tego albumu. Nowy materiał to dalszy ciąg eksperymentowania z gatunkami muzycznymi (no właśnie, najpierw tak wszyscy eksperymentują, a później za cholerę nie można przypasować stylu do nominacji - patrz Grammy!! !). Zanim zespół wspiął się na szczyty list przebojów, jego poczynania przypominały setki innych "american dreams'. Wydali trzy płyty , dali setki koncertów, podróżowali zdezelowanym mikrobusem ... Aż tu nagle trach! i ich singiel Come out and play (you gotta kee 'em separated) okazał się super hitem i poszedł jak burza po wszystkich rockowych listach przebojów. Lato '96 obfitowało w imprezy, gdzie nie mogło zabraknąć Offspring. Pojawili się na Reading Festival w Wielkiej Brytanii, Bizzare Festival w Niemczech, Fukklepop Festival w Belgii i Lowlands Festival w Holandii. Miejmy nadzieję, że trasa '97 zahaczy i o nasz kraj, bo nie lada gradką byłoby zobaczyć chłopaków w akcji. A tymczasem pozostaje nam przystępowanie z nogi na nogę w niemym oczekiwaniu na nowy album. "Ixnay on the hombre"- A: Disclaimer,The meaning oflive, Mota, Me &my old leady, Cool to hate, Leave it behind, Gone away, I choose B: Intermission, Ali I want, Way down the line, Don 't pickit up, Amazed, Change the world.

T

Wielki

Swiąteczny

MAGLA & Suny Mu§it:: Tak bardzo nauczono nas w tej Szkole, że "nie ma nic za darmo", że teraz boimy się nawet prezentów rozdawanych "za friko". A czyż nasze babki nie miały racji, mawiając: "gdy dają, to bierz i uciekaj"? Niestety, każde rozdawnictwo szerzone przez "MAGLA", spotyka się z dziwnymi obawami. Teraz poprawne odpowiedzi: l. Funkdafied; 2. Castillo de! Lago/Al Capone; 3. E. Górniak, J. Steczkowska, K. Kowalska. A nagrody powędrują do tych, którzy się nie bali, czyli do: Agnieszki Maksimowicz, Patryka Szymańskiego i Agnieszki Tarasiuk.

GRAMMY !!! GRAMMY !!! Babyface otrzymał aż 12 nominacji do tej szacownej nagrody. Nominowano go m.in. w kategoriach "Piosenka roku", "Najlepsza piosenka Rhythm & Blues", "Producent roku" . Warto wspomnieć, że ten gość ma już na swoim koncie (bynajmniej nie internetowym) sześć takich nagród. Natomiast Rage against the machin e otrzymał nominację dla "Najlepszego wykonawcy metalowego". I niech ktoś mi teraz powie, że granice między gatunkami nie są płynne .. . Konkurentem "Rejdżów" w tej kategorii jest zespół Korn. Za to z pań na nagrody mogą liczyć Celine Dion ("Najlepszy album roku" "Falling into you") oraz Gloria Estefan ("Najlepsza wokalistka").

~MAGIEL

~

l<onkurSidło

Konkurs

Niezależny Miesięcznik Studentów SGH

Z nowym rokiem nowe KonkurSidło. Nie będzie to żadna drastyczna zmiana, choć dochodzą nas słuchy, że najsensowniejszym rozwiązaniem byłby test wyboru. Pomysłodawcom dziękujemy oraz proponujemy test z MSG u prof. Budnikowskiego albo egzamin na prawo jazdy. Ponieważ KankurSidło było, jest i będzie w formie zdania (zdań) pytającego , jedynym nawurn będzie zamiana trzech dziecinnie prostych pytań na jedno, minimalnie trudniejsze. Mam nadzieję, że spodoba się Wam to udogodnienie. Styczniowe pytanie brzmi następująco:

W ubiegłym roku Nick Cave wydał płytę "Murder Bal/ads", na której swego głosu użyczyło kilka pań. Jak brzmią nazwiska przynajmniej dwóch z nich? Na odpowiedzi czekamy jak zwykle pod stałym adresem music@sgh.waw.pl. Nie-internauci proszeni są o wrzucanie karteczek do skrzyneczki kontaktowej na przeciwko portierni w budynku G. T im e out: 15 luty A.D. 1997. Powodzenia!!!

OKONKURSO Nie

można

powiedzieć,

aby ten konkurs cierpiał na brak popularności ... Dostaliśmy masę odpowiedzi. Najczęściej pojawiały się te, mówiące, iż A. L. Webber oprócz Evity - skomponował muzykę do Jesus Christ Superstar, Cats, Phantom ofthe Opera, czy Joseph and the Amazing Technicolor Dreamcoat. A nagrodę - kasetę z muzyką z filmu "Evita" - otrzyma Julita Proń. Gratulujemy!!!

nr 12

Styczeń

1997

strona 22


Numer 12 (styczeń 1997)