Issuu on Google+

Niezależny Miesięcznik

Studentów SGH nr 10 Listopad 1996

W tym numerze pneczytacle m.In.: -TROCBJII 'lVIUIIUto O PROZIE IIABIN BLIXIN;

-o ankietach rekrutacyjnych: ·PRzEciEKI EGZ.UIINACYJNE; -kilka słów Od Rzecalka Pr-wego SGH- -clziś' o filmie ... ; -o wyprawie: "W osiemdziesiąt dni dookoła galaktyki"; -o kosmicznym Dniu Niepodległości nad SGH.... -o tym, DLACZEGO DEMOKRACJA JEST••• 1 -jak tanio spędzić wakacje - Sposób na wakacje - AUTOSTOP; -horrory z nory... - NA SeN BASeN ...; . ·.· · -o tym, że Ranking pawdf o Twfin ..... a powie.••; -kolejny odcinek PCCIĄCIIM =c HCUYWCC%)... ?; -o polskich podatleach- Pozdrawiam Podatników!; -o Koncercie 'lbe Walka.b outs - wywiad z wokalistą; -o koncercie Pearl Jam - l10~001TO~& ~&~0~0 ()@&~a.; -rozwiązania naszych konkursów; oraz wiele innych interesujących artykułów....

~ MAGIEL

CZEŚĆ WSZVSTKIM MACIELOMANOM!!!

Nie sposób nie zauważyć, że doczłapaliśmy wspólnie do kolejnej . rogatki na naszej trasie - niniejszy numer kończy pierwszą dziesiątkę n~GLI", ale to nie wszystko ... Jeżeli ktoś uważnie przyjrzał się stopce redaktorskiej, to z pewnością zauważył, że ... No właśnie! Następny numer gazety to "numer rocznicowy". Tak, tak. "MAGIEL" będzie wkrótce obchodzić swoje pierwsze urodzinki. Zapewniam Was, że z tej okazji przygotujemy coś very special. .. Być może obrzucamy Was tortem ze szczytów Auli Spadochronowej ...? A na razie oddajemy w Wasze ręce efekt listopadowego.opadu naszych intelektów... (co za bzdura! - miało się niby wiązać z opadem liści). W każdym razie wszem i wobec ogłaszam, że tym razem to już nam naprawdę zabrakło powierzchni - wycięliśmy około pięć stron, wy.. rzucone zostały wszystkie zdjęcia (a miało być ich prawie l O) oraz kilka rysunków. Przepraszamy Wszystkich, ale niestety mamy nieprzekraczalną granicę 22 stron. I tak już staramy się, jak możemy, aby wszystko się mieściło - udaje się to z różnym skutkiem. Nawet ja się dziś nie rozpiszę w tym miejscu. To chyba już wszystko. STOP. Skończyła się strona. Szkoda.

Nlualeiay Mlesltczalk Studene6w SGH

nr 10

Listopad 1996

strona l


OPOWIADANIA PRZEWRO'fNE, CZ\'LI TROCH~ l NIEŚHIAtO O PROZIE KAREN BLIXEN Nazwisko "Błixen" usłyszałem po raz pierwszy mając dziesięć, a może jedenaście lat. A stało się to wtedy, gdy po długich dąsach i przeraźliwych lamentach moi biedni rodzice zgodzili się · · zabrać mnie do kina na "Pożegnanie z Afryką". I choć film był dozwolony od "nastu", to do kina wszedłem . Wyszedłem Zaś oszOłomiony kompletnie. Książkowy pierwowzór przeczytałem już kilka lat później . Mimo, że zachłanny i niemiłosierny -jak to się później wydało - cenzor pociął powieść, to uległem czarowi tej specyficznej prozy. Stan zachwytu trwa zresztą do dziś. Tak się szczęśliwie dzieje, iż po długich latach nieobecno- · ści, bądź istnienia nieadekwatnego do potrzeb, za sprawą poznąń­ skiego wydawnictwa "Rebis" i - w mniejszym stopniu - warszawskiego "Sic!", Blixen wkroczyła do polskich księgarń. Nareszcie mamy jej niesamowite opowiadania i o nich ma tu być mowa. Jest ich sporo - cztery tomiki, a wszystkie urzekają tak bogactwem pomysłów i fantazji autorki (najprawdziwszej duńskiej arystokratki!), jak i jej prostym arcyczytelnym stylem. Skandynawska powściągliwość i wyobraźnia "tysiącnocnej" Szeherezady łączą się w nich w płynny i płodny związek, owocami którego są te skarby sztuki literackiej. Bogactwo wątków, mitów i legend, a także zaskakujących meandrów własnej imaginacji Dunki jest przeogromne. Po trosze opisuje ona samą siebie - kobietę subtelną, wykwintną, wrażliwą i silną, głodną życia i zmysłową. Właśnie to życie, którego jest świadkiem i którego tak pragnie, opisuje z niebywałym artyzmem. Wszystko w jej powiastkach - choć realne i żywe, zdaje się być baśnią, wyrafinowanym pouczeniem bez morału, nauką o wiecznych problemach człowieka. Blixen pisze ciekawie, zajmująco, z wielką siłą pochłania czytelnika. Porywa. Ale równocześnie ofiarowuje mu subtelną ironię i finezyjny dowcip. Choć nieraz kpi ze swoich bohaterów, to daje jednocześnie dowód swojej do nich miłości. Tworzy prozę zrozumiałą dla każdego, mimo jego wieku, bądź wykształcenia. Jej język jest bogaty, różnorodny i arcyprosty, ale wieloznaczny i nasączony erudycją.

Nordycka mitologia, własne doświadczenie, wątki egzotyczne i gawędziarstwo - a wszystko to w małych pakunkach opowiadań. Za najbardziej reprezentatywne z czterech tomów uchodzą "Anegdoty o przeznaczeniu" ("Sic!"). W nich to można znaleźć słynną "Ucztę Babette" - historię paryskiej mistrzyni rondla, która norweskich plebejuszy uraczyła francuską kolacją. Najwięcej uczucia bije z "Zimowych Opowieści'', zbioru przemyconego z okupowanej Danii do Sztokholmu. Ja najbardziej cenię sobie "Siedem niesamowitych opowieści" - kolekcję fantastycmych historii pełnych intrygi, nieposkromionego temperamentu i duchów. Te właśnie uważam za tytułowe "Opowiadania przewrotne". Oto, jakby czytając kryminał, po otrzymaniu odpowiedniej dawki faktów czytelnik jest pewien, że zna zakończenie, układa nawet jego rozliczne warianty. Dziesiątki prognoz. Pudło. Dunka bawi się · - ona zna wyjście najbardziej niesamowite z możliwych, jej umysł znalazł drogę do rozwiązania zaskakująco inną, cudowną i efektowną. Czytelnik odbiera te niespodzianki z miłym zaskoczeniem. Bo zakończenie tych opowiadań to cały ich smaczek. Są to historyjki raczej dłuższe, więc tym, którzy oszczędzają czas, polecam dowcipne i krótsze opowiadanka z tomu "Karnawał", sumujące literackie zalety stylu pisarki. Wypada jeszcze pochwalić wydawnictwa zwłaszcza "Rebis" - za ciekawe i gustowne okładki, a także za pierwszorzędny druk. Bez błędów, a co za tym idzie - walającej się złośliwie między stronami erraty. Miejmy nadzieję, że epoka errat i sprostowań już umarła, śmiertelnie ugodzona prawem rynku mierzonego jakością. A więc, zapracowany wiecznie studencie lub studentko Na.ijaśniejszej Szkółki Komercyjnej! Nie jęcz, że nie masz czasu na beletrystykę i przeczytaj coś innego niż arcymądre skrypty i natchnione podręcmiki. Weź na dobry początek to, co dla Cie~ie napisała paniKaren Blixen, a gwarantuję, że zabawę będziesz mieć przednią. A przy okazji poznasz kawałek naprawdę ,,dużej" literatury i może czegoś się nauczysz. Marcin A wdziej

Wielki·Wakacyjny Konkurs Fotograficzny

Niezależneto Mlesltcmłka Studentów SGH "MAGIEL" oraz

Koclaka ·

~

.___ ___. Nie.. nie... Nie będzie jeszcze rozstrzygnięcia, a to z tego powodu, że dokonanie wyboru zwycięskiej foto- -.--.- -.. grafii przerosło możliwości komisji konkursowej. Powiem szczerze, że po prostu "wysiedliśmy" przy tej ilości i przy tej jakości zdjęć. Do piątku (15 listopada) dotarło do nas- uwaga! -ponad 160 prac od prawie czterdziestu osób! Zdjęcia są przeróżne: zapierające dech w piersi widoki natury z całego świata, przepiękne miasta, wsie, a nawet puby (!), doskonałe ujęcia ludzi i zwierząt - pozowane i z zaskoczenia, trochę kontrolowanej golizny (przeważnie męskiej) i wiele, wiele innych... To, co uderza w wielu fotografiach, to- poza ich urokiem oczywiście- także profesjonalne wykonanie (ma się te aparaty, co nie?). Tak więc, jest "mały" problem z wyłonieniem zwycięzców ... Ale nie ma się co martwić na zapas - komisja spotka się w weekend 29 listopada - l grudnia i na pewno podejmie decyzję. Obecnie głowimy się nad tym, w jaki sposób oceniać nadesłane prace, aby oceny poszczególnych osób zasiadających w komisji były jak najbardziej obiektywne. Z góry zapewniam, że nikt z komisji - oprócz mnie - nie będzie wiedział, kto jest autorem zdjęć. Dlaczego ja wiem? Po pierwsze: ktoś musi przygotować zdjęcia w taki sposób, aby reszta nie mogła przeczytać na ich odwrocie danych uczestnika konkursu; po drugie: niejednokrot- · nie zdjęcia te odbierałem z rąk ich autorów, którzy przynosili swoje prace do pokoju Samorządu. O tym, kto wygrał i w jaki sposób wyłanialiśmy zwycięzców, napiszę w następnym numerze. Na razie! (j.p.)

,,MAGIEL'' - Niezależny Miesięcznik Studentów SGH, ukazuje się od grudnia 1995 roku, bezpłatny Druk: Oficyna Wydawnicza SGH; Nakład: 1500 egzemplarzy, rozprowadzany na terenie SGH Skład redakcji: Redaktor Naczelny: Jacek Polkowski, Dział Muzyczny: Barbara Bielska, Mikołaj Specht, Dział

Daniel Jasiński, Sigurd, Dział Felietonów i Wywiadów: Sianka Dźwigała, Dział Sportowy: Grzegorz Raclziejewski, Andrzej Słodki, Dział Pron1ocji i Reklamy: Wojciech Miller, Dział Filmowy: Piotr Bulak Komentarzy

Poliłyczn9-Gospodarczych:

Adres Redakcji: Aleja Niepodległości 162, pok. 2A, 02-554 Warszawa, telefax: (0-22) 48-72-23 Redakcja zastrzega sobie prawo skracania i przeredagowywania nie zamówionych tekstów. Wszelkie uwagi można przesyłać przez sieć Internet na adres music@sgh.waw.pl.

~ . MAGIEL

Nlualdny Miesiteznik Suaclene6w SGH

nr lO

Listopad.1996

strona 2


J

PRzEcmKI EGZAMINACYJNE czĘśćPIERwszA Dwóch IUJndyd~tów zdających do SGH bartko zawiodło się, że w "Hadesie" nie było... piwa -jeden z nich chętnie by tam widział Varkę Strong lub Heweliusza~ Większość osób prz~raził poziom egzaminu z matematyki, z kolei kilka innych stwierdziło, że " był przeciek" z tego przedmiotu... l choć wątpliwości budził stopień tajności prac. wiele do życzenia pozostawiał system informacji, nie podobały się popołudniowe terminy egzaminów, itd., to ogólnie można powiedzieć, że "wszystko w SGH jest lepiej zorganizowane niż np. na UW". większego wpływu

na to, co dzieje się w Polsce", uznawali, że "SGH jest najlepsza w Polsce", zaś ,jej ukończenie daje bardzo szerokie możliwości- człowiek dużo potrafi i dużo wie" lub było to ich "marzeniem od czasów podstawówkr'.

Na początek • mały koktajl statyst)uny... We wrześniu i w październiku Komisja Informacyjna Samorządu Studentów SGH przeprowadziła wśród studentów I roku anonimową ankietę dotyczącą rekrutacji w 1996 roku. Spośród blisko tysiąca rozprowadzonych formularzy powróciło do nas prawie l Oo/o, co daje w efekcie raczej wiarygodną próbkę badawczą. Wśród osób, które odesłały ankiety nieznacznie przeważali panowie (5 l%). Mniej bystrym wyjaśniamy, że pozostałą część (czyli 49%) stanowiły przedstawicielki płci zwanej piękną... Jak się okazało, jedną dziesiątą ankietowanych stanowiły osoby, które do SGH zdawały po raz drugi (nie było przypadku, aby ktoś próbował więcej niż dwa razy). W gronie "przetestowanych" przez nas studentów tylko JEDNA osoba ukończyła technikum., reszta zaś przyszła do SGH po liceum ogólnokształcącym, z tym zastrzeżeniem, że ponad połowa z nich uczyła się w klasie o profilu matematyczno-fizycznym. Aż 70°A, ankietowanych nieskromnie uznało, iż było w szkole średniej uczniami piątkowymi i celującymi, a tylko jedna osoba oceniła się jako "trójkowa". W związku z powyższym, ciekawostką jest, iż zaledwie S8o/o przepytanych studentów otrzymało świadectwo ~aturalne z wyróżnieniem. Chyba więc nie. wszyscy byli takimi , asami, za jakich chcieliby uchodzić, nieprawdaż? Srednia arytmetyczna z łącznej ilości punktów otrzymanych na egzaminach przez naszych ankietowanych wyniosła 74 punkty- to raczej dużo. Przyszedł

tu, bo "ta szkoła ma fajne logo"...

Jednym z pytań, jakie zadaliśmy naszym drogim studentom, było: "Co spowodowało, że wybrałaśleś tę Uczelnię?". Oczywiście zasugerowaliśmy kilka odpowiedzi, ale pozostawiliśmy też miejsce na własne wypowiedzi. Przeanalizujmy więc powody, dla których młodzi ludzie decydują się zdawać do SGH (uwaga: studenci mogli wybrać więcej niż jedną odpowiedź!). Wydawać

ekonomicznej przychodzi się z zamiłowaniami ekonomicznymi. Tymczasem zainteresowanie tą dziedziną nauki wyraziło zaledwie 57o/o ankietowanych. Okazuje się bowiem, iż nasze społeczeństwo jest wybitnie materialne - aż 70% przymało, że do podjęcia nauki w SGH skłoniła ich m.in. perspektywa wysokich zarobków po studiach! Blisko l S% ankietowanych wyboru uczelni dokonało na podstawie sugestii rodziców. Niespełna S% osób przyszło do SGH "po śladach" swoich znajomych. 37% ankietowanych stwierdziło, że ciężko· było im·się zdecydować, więc dokonali wyboru ze względu na prestiż i opi~ie o SGH krątące "po świecie". Tylko jedna osoba stwierdziła, iż zdecydowała się na naszą Uczelnię, ponieważ nie dostałaby się do wybranej przez siebie by

się mogło, że . do szkoły

wcześniej Szkoły.

Daliśmy

studentom szansę przedstawienia także innych powodów, dla których wybrali SGH. Większość z nich wykazała się .poczuciem humoru, co nas niezmiernie cieszy, gdyż teraz możemy wspólnie pośmiać się z niektórych odpowiedzi. Otóż, jeden ze studentów stwierdził, że "Szkoła 'na oko' ma wy sold współczynnik feminizacji". Widocznie na innych uczelniach sytuacja pod tym względem jest tragiczna, bo zdesperowany pan startował do SGH już po raz drugi- tym razem się mu udało! Podobny problem ("60% studentek to nieprzeciętne dziewczęta") miał też inny pan, także zdający tu po raz drugi ... Jeden z kandydatów przyszedł do SGH po to "aby znaleźć partnera życiowego". Życzymy powodzenia! Kandydat z Wrocławia wybrał SGH, ponieważ ,,Akademia Ekonomiczna we Wrocławiu ma zasłużoną opinię najgorszej w Polsce". Ktoś inny z kolei miał "chęć studiowania w innym mieście", zaś pewnemu koledze spodobało się logo naszej Uczelni ("ta szkoła ma fajne logo"). Odpowiedzi te stanowiły mniejszość _- pozostali wybierali SGH przeważnie dlatego, że wyrażali ,,chęć posiadania możliwości

~ MAGIEL

Matemat)ka ·postrach kotó,v... Poprosiłiśmy

studentów o przypisanie poszczególnym przedmiotom na egzaminach wstępnych określonej ilości punktów ze względu na stopień trudności ( 1-1 O, l-banalny, l O-bardzo trudny). Jak można było oczekiwać, wszelkie rekordy pobiła... matematyka. Otrzymała ona średnią 7,6 pkt., chociaż jedna osoba uznała, iż egzamin ten był wręcz banalny... Jednak ponad 26% ankietowanych wskazało matematykę, jako ten przedmiot, którego program na egzaminie najbardziej odbiegał od materiału licealnego. Większość studentów uznała, że na rozwiązanie S zadań z matematyki nie wystarczały przeznaczone na to 3 godziny. Kilka osób stwierdziło nawet, iż nastąpiło niezdrowe odwrócenie proporcji: "na maturze 3 zadania do wyboru z pięciu w ciągu S godzin, zaś na egzaminie S zadań bez wyboru w ciągu 3 godzin". Student zdający tu po raz drugi napisał nam, iż "z matematyki co rok egzaminy są trudniejsze" i naprawdę wiele osób skarżyło się na "zbyt wysoki poziom zadań matematycznych". O dziwo, jednego kandydata, absolwenta klasy matematyczno-fizycznej, "zaskoczyły tematy z matematyki - przeciętny poziom klasy ogólnej LO". Chyba nie było to jednak prawdą, ponieważ jeden z absolwentów klasy o profilu ogólnym wyraził zdanie, że "poziom zadań z egzaminu z matematyki jest dużo wyższy od po- . ziomu klasy o tym profilu". Padły też zarzuty, iż ,jedynie zadania z matematyki nie były w tym roku trafnie dobrane - testowały nie tyle zdolność do abstrakcyjnego i twórczego rozumowaniu, co umiejęt­ ność rozwiązywania nudnych, sztampowych zadań, w których trudność sprawiać mogły jedynie absurdalnie żmudne rachunki i przesadny formalizm sformułowań". Jedna z kandydatek stwierdziła dodatkowo, że ,,zadania były na 'pomysł', więc nie sprawdzały · rzeczywistej wiedzy z matematyki". Niemacznie ponad 4% ankietowanych stwierdziło, iż wynik, jaki otrzymali z matematyki był zaniżony w stosunku do tego, co napi· sali w swoich pracach. Jeden z kandydatów twierdzi: ,jestem przekonany, bo konsultowałem się z doktorem matematyki, że wszystkie moje rozwiązania były merytorycznie poprawne, a forma - choć może nie wzorcowa w sensie ełegancj i - była dość przejrzysta i poprawna, więc nie rozumiem, dlaczego dostałem tylko 22 punkty". Prawie 21% ankietowanych uważa, że otrzymany przez nich wynik z egzaminu jest nieadekwatny do zasobu ich wiedzy i umiejętności z matematyki. Oto argumenty, jakimi tłumaczą ten stan rzeczy: ,,wymóg przesadnie dokładnych opisów", "matematyka nie była trudna, ale było jej za dużo jak na 3 godziny", "pomimo, iż umiałem . zrobić zadania, nie zdążyłem'', "stres eg~inacyjny, za słaba koncentracja, nieumiejętność wygospodarowania czasu", ,,nie przywiązuję uwagi do szczegółów, a te są wymagane", "nerwy towarzyszące eg~aminom nie pozwalają w pełni przekazać swojej wiedzy", "zwykły błąd rachunkowy praktycznie dyskwalifikował resztę zadania", a ktoś stwierdził, iż "niesprawiedliwe było odejmowanie punktów za źle rozwiązane zadania... ". Czy aby na pewno odejmowano punkty? Sprawdzimy to... Największą sensacją naszych ankiet okazało się stwierdzenie: "był przeciek z matematyki i uważam to za wielką niesprawiedliwość, że niektórzy . mieli zadania z matematyki wcześnief'. Co lepsze, posądzenie to pojawia się także w innej ankiecie ...

Nlualetny Mlesltaalk Scuclentów SGH

C.D.N.

~·~

Paweł

Legawiec Jacek Polkowski

nr l O

Listopad 1996

strona 3 /

/


początku

Stypendia jui tylko dla orl6w•.• Samorząd

Studentów SGH podjął decyzję o podniesieniu progu średniej ocen upra\v~iającej do otrzymywania stypendium naukowego do poziomu 4.5. Obecnie obowiązuje próg 4.3, ale już w roku akademickim 97/98 - oczywiście jeżeli Prorektor ds. Studentów, prof. Adam Noga, zatwierdzi tę decyzję - stypendium naukowe otrzymywać będą tylko ci studenci, którzy w bieżącym roku uzyskają roczną średnią ocen co najmniej 4.5. Teraz trochę danych statystycznych, które otrzymaliśmy z Dziekanatów SP i SD. Otóż w bieżącym roku akademickim stypendia naukowe otrzyma 21 Ol osób (II rok- 444, III rok- 409, IV rok -577, V rok - 671), czyli blisko 43% studentów studiów dziennych... Przy progu średniej, wynoszącym 4.5, stypendia pobierałoby 1532 studentów (II rok- 287, III rok- 258, IV rok- 447, V rok- 540), czyli już tylko 30%.

SKUN-ksy

się mnożą... szczęście nie te śmierdzące.

... ale na Nasze SKUN-ksy to raczej wielcy naukowcy i myśliciele, którzy powołali do życia Studenckie Koło Umiejętności Negocjacyjnych (SKUN). Hasłem nowopowstałej organizacji jest przebojowe: ,,SKUN zapewni Ci Odlot!", które adekwatnie oddaje ceł i charakter zamierzonej działalności Koła. Jego założyciele zapraszają do wspólnej "pracy", a że w obecnej chwili organizację tworząjedynie panowie Gest więc trochę łyso), miłe widziane są panie. Ponieważ bycie SKUN-em stanowi wyjątkową frajdę równą ubawowi po pachy, ustalono opłatę członkowską w wysokości 20 PLN, która podlega negocjacji. Opiekunem Koła został dr Grzegorz Myśliwiec. Dalsze informacje o SKUN znajdziecie w Internecie (www.sgh.waw.pl/skun).

(SEX?)Bomba w akademiku! W niedzielę l O listopada mieszkańcom akademika "Sabinki" drastycznie przerwano rozkoszowanie się wigilią Dnia Niepodległości. W godzinach wieczornych wszyscy oni bowiem otrzymali informację o przewidywanym wkrótce wybuchu bomby (nieatomowej). Wiadomość taką kilkanaście minut wcześniej uzyskała jedna z pań, które w dniu tym pełniły swój dyżur na portierni. Odebrała ona anonimowy telefon od młodej osoby płci żeńskiej, która zagroziła eksplozją bomby o godzinie 21:00. Wszystkim mieszkańcom akademika polecono opuścić budynek do godziny 20:30. Na miejsce· wezwana została policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe oraz wszelkie służby odpowiedzialne za stan miejskiej infrastruktury. Budynek "Sabinek" odgrodzony został linią policyjną, po czym przystąpiono do bardzo dokładnego przeszukiwania terenu. Niczego ~!niestety" nie znaleziono. O krytycznej godzinie 21 :00 coś jednak trzasnęło ... Na szczęście były to tylko szczękające ze strachu zębami panie portierki. .. Studenci wrócili do swoich pokoi pół godziny później. A tak na marginesie, ciekawe, kto za tę akcję zapłacił? Państwo? Szkoła? A może pórtierki. ..?

Kolejny

tytuł

doktora honoris causa SGH... ?

20 listopada Senat SGH jednomyślnie podjął uchwałę o uruchomieniu procedury nadania tytułu doktora honoris causa profesorowi Hansowi J. Paffenhołzowi z Uniwersytetu w Duisburgu. W chwili obecnej mija 25 lat od momentu nawiązania współpracy między SGH, a uczelniami niemieckimi, która opiera się na wspólnych badaniach naukowych, wymianie pracowników, organizowaniu w Warszawie wykładów prowadzonych przez profesorów niemieckich, a także pobycie studentów polskich w RFN. Szczególną rolę w tej współpracy odegrał właśnie profesor Paffenholz. Promotorem w uruchomionej procedurze został prof. W. Wrzosek, zaś recenzentami: prof. T. Kierczyński oraz prof. L. Frąckiewicz.

Uczelnia na bombie ZJlpłonowej... Wykopy, które w połowie listopada straszyły nas przed Uczelnią to bynajmniej nie wykopaliska archeologiczne, lecz roboty służb miejskich, które w tym miejscu wymieniały rurę gazową. Na

MAGIEL

Nlezaletny

Miesięcznik Studentów SGH

listopada okazało się, iż rura biegnąca w sąsiedztwi.e Uczelni jest nieszczelna i ulatnia się z niej gaz, co wyraźnie odczuli przechodnie. Po dokopaniu się do rury okazało się, iż jest ona kompletnie skorodowana, co w przypadku braku natychmiastowej reakcji groziło dużym ,~bum" ... Na szczęście nieszczęścia nie było. Robotnicy wymienili instalację i zagro~enie zniknęło ... do momentu kolejnego przecieku... ..

Nowe stypendia Andersena... Po raz kolejny firma Artbur Andersen przyznała trzy stypendia naukowe dla Studentów SD w wysokości 3000 dolarów każde. Stypendia otrzymali: Agnieszka Gąsowska, Barbara Szulc, Grzegorz Cimochowski. Kryteria uzyskania tego stypendium są nastę­ pujące: ukończenie Studium Podstawowego ze średnią powyżej 5.0, uzyskanie łącznie co najmniej 182 punktów kredytowych, ukoń­ czenie IV roku studiów do 30. VI danego roku akademickiego oraz najwyższa średnia ze wszystkich przedmiotów kierunkowych III poziomu Finansów i Bankowości.

...oraz wyjazdy wgraniczne. Studenci IV roku, którzy uzyskali naj lepsze wyniki w nauce, mogą ubiegać s~ o uczestnictwo w zagranicznych szkoleniach organizowanych dla konsultantów firmy Arthur Andersen w jej ośrodkach szkoleniowych na całym świecie. Firma pokrywa koszty szkolenia, pobytu i przejazdu. Zainteresowani zarówno stypendiami, jak i zagranicznymi szkoleniami, będą na bieżąco infonnowani przez Dziekanat SD o terminach i trybie składania wniosków.

Zakamuflowane

opłaty... młodzieżowym

W dwutygodniku "Cogito" ukazał się wielce interesujący artykuł p.t. "Czy płacić za studia?" autorstwa pana Pawła Fełisa, ale bynajmniej nie asystenta pracującego w SGH (zbieżność jeao imienia i nazwiska jest przypadkiem!). Artykuł traktuje o problemie odpłatności za studia, ale nie tylko. Mowa jest także o tzw. "kosztach dodatkowych" studenta, rozumianych tu, jako: mieszkanie, jedzenie, komunikacja pomoce szkolne oraz "trochę kultury". Wszystko pięknie i ciekawie~ gdyby nie to, iż autor stwierdza, że "miejsce w akademiku kosztuje od 130 do 200 zł w zależności od standardu''. Nieprawda.· Studenci SGH za zakwaterowanie w akademiku płacą 95 zł! Powyższa wpadka to nic w porównaniu z tym, co autor pisze o opłatach za studia. Z artykułu dowiadujemy się bowiem, że "czesne wymagane jest także na studiach dziennych np. w SGH w Warszawie (2400 zł za rok) A to ciekawe. Może w trakcie zbierania informacji autor pomylił Dziekanaty? 11

Pośpieszyli się %1lledwie o... miesiąc. 23 października w "Życiu Warszawy ukazała się

krótka notka, która dotyczyła odbywającego się rzekomo w tym dniu... Zjazdu Absolwentów SGH. Artykuł stwierdzał, iż: ,,z okazji obchodów 90-lecia SGH odbędzie się dziś Zjazd Absolwentów wszystkich roczników". Wyobraźmy sobie przerażenie milionów prezesów finn i prywatnych przedsiębiorców ze "smali businessem", którzy od czasu ukończenia Uczelni marzyli tylko o tym, aby tu wrócić i na zbiorowym spotkaniu pochwalić się swoją posadką (zabawa "kto wyżej, kto więcej brutto, kto w którym przedziale podatkowym, kto jakim samochodem, kto ładniejszą ma żonę, a, kto kobietę na boku, itd.). A tu nagle taki szok: "Zjazd właśnie DZIS się odbędzie, a ja nic o tym nie wiem!". Absolwent zrywa się więc z siedzenia, leci na złamanie karku do SGH. Biegnie tam, gdzie -jak twierdzi gazeta - można zaczerpnąć infonnacji o Zjeździe, czyli do pokoju numer 24 w budynku "A". I co go tu spotyka... ? Nic. Po prostu nic, a to dlatego, że sali o takim numerze w tym budynku nie ma. I właśnie stąd tyle samobójstw wśród wysoko postawionych ... Dzięki szybkiej interwencji Rzecznika Prasowego SGH - pana J. Bitnera - już na drugi dzień w "Życiu Warszawy" ukazało się sprostowanie informacji (na zasadzie "wkradł się błąd" ...).

nr l O

Listopad 1996

strona 4


Bal dla ·wcześniej urodzonych...

Nie przejdziemy do historii..•

W sobotę 23 listopada na Uczelni odbył się jubileuszowy Zjazd Absolwentów SGH, w tym roku nieodłącznie związany z obchodami 90-lecia Uczelni. Ostatni Zjazd Absolwentów. miał miejsce w 1986 roku, czyli równo 10 lat temu! (co za niepowtarzalna okazja do podtrzymywania kontaktów i przyjaźni). W tegorocznym Zjeź­ dzie wzięło udział około 1200 gości, w tym blisko l 000 absolwentów. Wjazd na Zjazd kosztował 100 PLN, za które absolwenci mogli zjeść obiad przygotowany przez restaurację "Wilanów'~ i posłuchać orkiestry w klubie "Jajko". Dzień wcześniej (22 listopada) w Sali Senatu SGH odbyła się konferencja prasowa z okazji Zjazdu Absolwentów. Przyszłość pokaże9 czy poprzez organizację podobnych imprez Szkoła może uzyskać jakieś wymierne korzyści. Nie trzeba chyba nikomu przypominać, iż absolwenci SGH "okupują" stanowiska kierownicze w większości firm i urzędów Warsmwy. Czy są oni na tyle związani ze swoją Szkołą, aby zaoferować jej konkretne propozycje wsparcia finansowego i nie tylko ...?

Z żalem należy stwierdzić, że udział AEGEE w projekcie "Eurobus" nie przejdzie raczej do historii. Poza krótkim nagraniem dla telewizji WOT 51 oraz udziałem nielicznych, organizacja imprezy o tematyce ściśle europejskiej pozostała - wydawać by się mogło obok kalendarium AEGEE... Brak logo tej organizacji na plakacie reklamującym przedsięwzięcie "Eurobus", to niby dobre usprawiedliwienie braku zaangażowania (skoro nas nie chcą - także na plakacie... ). Tylko pytam: dlaczego tego logo tam nie było? Łukasz Stebelski

Kolegium Rektorskie wyjechalo z torbami... ... na tzw. posiedzenie wyjazdowe w Wierzbie, które miało miejsce w dniach od 16 do 18 listopada. Obrady Kolegium Rektorskiego, w którym oprócz Rektorów uczestniczyli Dziekani, Dyrektorzy Administracyjni oraz Przewodniczący Samorządu Studentów, poświę­ cone były przede wszystkim "koncepcji decentralimcji finansów", która objęła takie zagadnienia, jak kryteria podziału środków, zasady tworzenia rezerwy centralnej, kryteria oceny wydatkowania środków, sposób rozliczania, itp. Oprócz tego dyskutowano na temat budżetu Szkoły na 1997 rok, szacując wpływy i wydatki, szukając źródeł pozyskiwania dodatkowych środków i zasad ich podziału. Omawiano także wielkość i pochodzenie .środków na inwestycje. Innymi punktami obrad . były : zmiany w strukturze organizacyjnej Szkoły oraz koncepcja zmian programu studiów. Obecnie czekamy na informacje o wynikach obrad Kolegium.

...a dyplomy dla najlepszych. Dnia 27 listopada, o godzinie 10:00, w klubie profesorskim "Jajko" rozpocznie się uroczystość wręczenia dyplomu Profesora Tytularnego SGH dr hab. Henrykowi Skrobiszowi, a także wręczenia dyplomów z wyróżnieniem najlepszym studentom SGH: około 120 osób otrzyma dyplomy licencjata oraz magistra, trzem osobom wręczone będą stypendia Arthura Andersena, zaś pięciu innym stypendia Ministra Edukacji Narodowej . Studenci, którzy otrzymają dyplom magistra, należą do pierwszego rocznika, który rozpoczął studia już w Szkole Głównej Handlowej, a nie w SGPiS.

Jeszcze o stypendiach... Jak nas poinformowała Komisja ds. Stypendiów Samorządu Studentów SGH, w związku z licznymi protestami dotyczącymi zaproponowanych przedziałów stypendiów naukowych, wprowadzono przedziały obowiązujące w ubiegłym roku akademickim. Zmianie uległy jedynie stawki stypendiów (4.3-4.34~75 zł, 4.35-4.44-+85 zł, 4.45-4 . 54~ 100 zł, 4.55-4.64-+ 120 zł, 4.65-4.74-7150 zł, 4. 754.99~240 zł, 5.0-5.24-7280 zł, 5.25-5.5-7300 zł). W przyszłym roku akademickim obowiązywać będzie 1O przedziałów : od 4.5 do 5.5. co 0.1 (4.5-4.59, 4.6-4.69, itd.).

Gospodarlcll publiczna wzywa ... lub chcą rozpocząć studia na kierunku Gospodarka Publiczna, prosimy o kontakt z Markiem Goleniem (teł. 49-23-02 wew. 313, e·-mail: mgolen@sgh.waw.pl). W ten sposób wspólnie będziecie mieli większą szansę na uruchomienie przedmiotów. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że osób chcących studiować ten kierunek nie jest wiele i że jeżeli nie zbierzecie odpowiedniej liczby studentów, będziec ie mieć problem z uruchomieniem poszczególnych przedmiotów. Wszystkich, którzy

studiują

Balikomat w SGH Niestety nie będzie to bankomat PKO B.P., ale konkurencyjnego PKO S.A., który jest sponsorem obchodów 90-lecia SGH. Bankomat postawiony zostanie w pokoju 1A w budynku głównym, zaś osoby obecnie tam urzędujące przeniesione zostaną do byłej sali dydaktycznej 453 G. Z tego .powodu wszelkie zajęcia, które się tam odbywały, prowadzone będą w sali 228a G (istne wędrówki ludów!). Instalacja bankomatu rozpocznie się za dwa-trzy tygodnie9 a funkcjonować zacznie on prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Czynny będzie przez całą dobę i dostępny od zewnętrznej strony Uczelni (po lewej stronie wejścia do budynku głównego). Jak poi n· fonnował nas Dyrektor Administracyjny SGH - pan Waldemar Głowacki - Szkoła już przymierza się do zainstalowania drugiego bankomatu, tym razem PBK S.A. • banku, który prowadzi rozliczenia finansowe Uczelni i w którym rachunki posiada większość naszych pracowników. Do Szkoły wpłynęła już konkretna oferta od tej instytucji. Problem jest tylko z odpowiednim pomieszczeniem. Ciekawe, czy planuje się jeszcze zainstalowanie bankomatu banku PKO B.P., w którym studenci mają otwarte Akademickie konta osobiste...? W każdym razie mielibyśmy już komplet. ...

Rok akademicki z feriami lub bez...

.

Dziekan SD - prof. Marek Rocki - zaproponował dwie wersje organimcji przyszłego roku akademickiego: z feriami łub bez. Pierwsza wersja - z tygodniowymi feriami zimowymi w lutym - zakłada rozpoczęcie zajęć w dniu 22 wrześni~ zaś druga - bez przerwy pomiędzy semestrami - 29 września 1997 roku. To, co łączy oba tenniny, to założenie, iż każdy semestr składa się z 15 tygodni · roboczych niezbędnych do zrealizowania programu semestralnego (przypomnienie: 2 punkty kredytowe to 30 godzin, czyli l S zajęć). Projekt musi być rozpatrzony przez Senat SGH.

Europejski autobus Zllparkowal pn.ed SGH Kilka dni temu na parkingu przed Uczelnią mieliśmy okazję podziwiać kolorowy autobus "Eurobus'\ podróżujący po krajach Europy i prezentujący ideę integracji europejskiej. W ramach programu przedstawione zostały poszczególne kraje Unii Europejskiej, a także nowe programy edukacyjne UE - "Leonardo", "SokratesErasmus", "Youth for Europe III'~. Odbyły się związane z integracją europejską wykłady, debaty i konferencje, zaś firmy sponsorskie zorganizowały własne warsztaty. Oprócz tego, studenci mieli okazję zobaczyć projekcje kilku filmów, a także wziąć udział w końcowej imprezie "Piwo spaja Europę", która odbyła się w klubie Proxima.

~ MAG l EL

(AEGEE)

NieuleiDy MleslfCDIIk Studentów SGH

Biuro wymiany studentów... Senat SGH pozytywnie zaopiniował projekt powołania do . życia Biura Programów Międzynarodowych i Wymiany Studentów. Zostanie ·ono utworzone z połączenia Centrum Kształcenia Obcokrajowców oraz Europejskiego Centrum Kształcenia Ekonomicznego i Menedżerskiego. Zadaniami Biura będzie m.in. wspieranie studiów zagranicznych studentów SGH oraz doradztwo w sprawie finansowania takich studiów, tworzenie banku danych na temat międzynarodowego rynku kształcenia ekonomicznego i menedżerskiego .

Wreszcie mamy Teatr Akademicki. Pod koniec października grupa miłośników sztuki teatralnej stworzyła chyba pierwszy w historii SGH Teatr Akademicki Jego założyciele zapraszają wszystkich zainteresowanych studentów na cotygodniowe spotkania, które odbywają się w poniedziałki o godz. 19:00 w salach numer l ,2,3 w domu studenta "Grosik". Obecnie pod okiem zawodowego aktora - członkow i e Teatru ćwiczą ciała i głosy, przygotowując się w ten sposób do przyszłej pracy. To, co Teatr będzie robić w przyszłości, zależeć będzie od osób zaangażowanych w jego działalność. Nareszcie nasm Uczelnia będzie reprezentowana na przeglądach i festiwalach teatralnych! SAJ:-gon

nr l

o

.Listopad 1996

strona 5


Telewizję Edukacyjną.

Od Rzecznika .Prasowego SSH

Ale to nie wszystko. Nie jeszcze o tym, że ukaże się t~:2:...

Chciałbym dziś opowiedzieć

...reklama na video•••

Szanownym Czytelniczkom i Czytelnikom "MAGLA" o realizacji filmu telewizyjnego poświęconego SGH. Być może część z Was widziałajuż naszą ekipę zdjęciową na terenie Uczelni, a niektóre osoby miały nawet okazję zaprezentować się przed kamerą... Uwaga! Telewizja przyjechała .••! . . Wszyscy, którzy wpadli w oko (obiektyw) naszeJ kamery, oczywiście od razu pytali: a kiedy to będzie "puszczone", a gdzie? Wyjaśniam więc uprzejmie wszem i wobec, że Szkoła Główna Handlowa zamówiła zrealizowanie kilku filmów, a pracę nad ich wykonaniem zlecono profesjonalnej ekipie telewizyjnej. Mnie zaś powierzon~ obowiązki reżysera. Osobom nie związanym ze światem filmu 1 telewizji reżyser najczęściej kojarzy się z jakimś nawiedzonym, ekstrawaganckim facetem ubranym w kolorowe ciuszki, z rozwichrzoną fryzurą, który z obłędem w oczach lata po planie filmowym .... Albo też z gościem, który siedzi na stołeczku i przez tubę krzyczy: kamera stop! Sądzę, iż nie pasuję do takiego stereotypu, a wybór mojej osoby na reżysera filmu wynika z faktu, że od kilku lat pracuję również jako dziennikarz i reżyser jednego z programów w Warszawskim Ośrodku Telewizyjnym WOT 51. Nie będę zdradzał, jaki program tam robię, aby nie urządzać sobie na łamach "MAGLA" reklamy... Mogę tylko powiedzieć, że jest to program

wspomniałem

Będą

to przygotowane przez nas skrócone wersje filmu w postaci dziesięciominutowego folderu, prezentującego naszą Uczelnię. Folder ten będzie udostępniony Władzom Rektorskim i Dziekań­ skim oraz Samorządowi Studentów SGH w celach reprezentacyjnych. Gdy Uczelnię odwiedzi gość określany mianem VIP-a, będzie można mu taki film zaprezentować, a nawet podarować kasetę. Przewidujemy przygotowanie filmu również w wersji angielskoję. zyczneJ.

Scenariusz, scenopis, dokumentacja...

wydaje się Wam, że wystarczy wziąć kamerę, pochodzić po Uczelni, pofi lm ować to, co się nawinie, a potem jakoś to skleić i dzieło gotowe. Nic z tych rzeczy! Muszę na wstępie wyjaśnić, że wspomniane powyżej filmy będą realizowane w technice telewizyjnej BETACAM. Na takich samych taśmach, z jakich będziemy korzystać, nagrywa się wszystkie prog~y. i film~ telewizyjne. Jest to technika pozwalająca na otrzymanre naJlepszeJ rejestracji obrazu i dźwięku (informacja dla zainteresowanych: kamera BETACAM kosztuje ponad 2 miliardy starych złotych ... ). Zanim jednak ekipa wyruszy na zdjęcia, konieczne jest przygotowanie scenariusza dla każdego z filmów. Jest to zadanie bardzo skomplikowane, gdyż autor scenariusza musi niejako widzieć film, który nie został jeszcze zrealizowany, pogodzić swoje wizje i zamotoryzacyjny. mierzenia z konkretnymi obrazami. Szczegółnie trudne jest prezenfilm zamiast zajęć... towanie historii Uczelni - tutaj można posłużyć się wyłącznie eksPowstaną trzy filmy o Szkole Głównej Handlowej. Pierwszy ponatami archiwalnymi i fotografiami. Muszą one stanowić podkład najdłuższy (około 30 minut) ma prezentować dzieje SGH~ dla czytanego przez narratora tekstu. Bardzo łatwo więc znużyć tym współczesny wizerunek Uczelni, jej strukturę, ofertę dydaktyczną l widza. w filmie nie ma nic gorszego niż nudne, tzw. neutralne bazę socjalną. Film ten przeznaczony będzie dla studentów l roku, a obrazki i czytający monotonny tekst lektor. WówcllłS właśnie widz przestaje film oglądać, bo to, co widzi na ekranie, zaczyna go nujego projekcja planowana jest na zajęciach z Historii Szkoły. Niestety, dotychczas na zajęciach tych Zakład Historii Szkoły mógł zadzić. Sztuka filmowa polega na tym, by do widza przemawiać proponować studentom obejrzenie dość stareg~, ~oc~o zdezak~u: przede wszystkim obrazem, a dopiero potem dźwiękiem i mówionym tekstem. alizowanego filmu, zrealizowanego własnyrot stłamt Uczelni t nakręconego półamatorską techniką Super-VHS. Film ten, szcz~rze Gdy scenariusz jest już gotowy (do naszego filmu opracował go mówiąc, nie grzeszył tempem akcji, wiele do życzenia pozostawtała prof. dr hab. Janusz Kałiński), reżyser musi wyko~ać tak zwany muzyka, tekst lektora, jakość obrazu ... Dlatego te~ właśnie po~st~ł~ scenopis. To jeszcze bardziej skomplikowane zad~te .- każdą filmową sekwencję trzeba rozpisać na poszczególne UJęcia. Przedstakoncepcja stworzenia zupełnie noweg~ filmu, ~tory w atrakcyJ~eJ ~ przystępnej formie mógłby przedstawić młodzteży rozpoczynaJąceJ wię Wam fragment scenopisu, abyście sami zobaczyli, na czym rzecz polega: studia Uczelnię, w której przyjdzie jej spędzić kilka najbliższych lat. Ten film powinien być swoistym przewodnikiem, który pozw ....~a:l:ał:.:b.::.y....L--------~~.....-:--:-:~~~-:-----~~, . . ..Ujęcie 156: Tablica "Sala Senatu im Edwarda Lipińskiego" . 20" początkującemu studentowi pozn~ć nie tylko Szkołę, JCJ historię i wielkość, lecz tak:2:e zawierałby konkretne ws~a- Ujęcie 157: Członkowie Senatu siedzą za stołem konferencyjnym 25" zówki odnośnie przebiegu studiów, oferty ~ydaktyczneJ, _a Ujęcie 158: Zbliżenie- ktoś robi notatki (przebitka) 12" także możliwości, jakie stwarza l!czelma w ~es1e Ujęcie 159: Stół prezydialny- przemawia Pani Rektor . 15" działalności organizacyjnej, sportoweJ, turystyczneJ ... Ujęcie 160: Zakładka- członkowie Senatu patrzą na Pantą Rektor lO" z wyników ankiety przeprowadzonej wśród studentó~ Ujęcie 161: Przebitka - portrety rektorów w Sali Senatu 40'' uczestniczących w tzw. zajęciach z Historii S~oły_ wyna- Ujęcie 162: Zabiera głos jeden z członków Senatu . 15" ka, iż uważacie te zajęcia za potrzebne (~twt~rdztło tak Ujęcie 163: Przejazd po twarzach siedzących za stołem prezydtalnym 40'' ponad 90% ankietowanych). Z Waszą akceptacją spotkała (dubel z nasadką szerokokątną) się też ich forma- film zamiast wykładu. Wyznam otwar~ . Widzicie zatem, że każda sekwencja, każdy temat filmu musi być ci e, że ja również nie wyobrażam sobie przeprowadzenta taktego rozpisany na elementarne cząstki, na każde włączenie kamery. wykładu w formie ~~mówionej" .. Wię~s~ość. słu~haczy zapew~e Scenopis filmu składa się z kilku tysięcy ujęć i każde z nich trzeba czekałaby z utęsknieniem na kon1ec zajęc, a ~a ~1ałb~m wrażenie, zrealizować co najmniej dwukrotnie, na wszelki wypadek, gdyby Jak

się

·

robi film?

Być może

że mówię do ścian sali Trad~cji Sz~oły. Zajęcia tal<1e mogą ?Yć ~,przemycone" tylko w postaci filmu 1 to filmu ży_wego, dyna"'!Jc~nego: mogącego ~interes~wać stu~enta. Czy tal<1. film uda m1 Się zreahzować? To JUż o~en~ą studen~1 przysz~ego pierwszego roku:.. Dodam też, że specJałnie dla n1~h Pana ~ekto_r nagra SWOJe wystąpienie, które umieszczone będz1e w zakonczemu tego filmu. SGH w telewizji... .

powstało jakieś zakłócenie (drop, zagięcie taśmy filmowej). Są ~o właśnie tzw. duble (ujęcia nagrywane kilkakrotnie), które pozwalają też wybrać wersję najlepszą. Nawiasem mówiąc, w fil~ach fabular: nych też kręci się takie duble i np. jeśli aktorowi przych~d~1 całować się kilka razy z filmową partnerką, to jeszcze zazwyczaJ n1e jest to takie przykre, ale gdy trzeba kilkakrotnie spadać ze schodów

zji. Będzie ona miała na celu przede wszystkim ukazani~ Szk~ły ~ roku obchodów jej 90-lecia, prezentację ~orobku SG~ t zanuerz~n Uczelni na przyszłość. Liczymy, że em.isJa t~go matenału odbędzte się na początku roku 1997, a chcemy ntm zainteresować WOT oraz

tację. Najprościej mówiąc, jest to obejrzenie miejsc, w których mają być realizowane zdjęcia. Reżyser musi określić, gdzie jest dobre tło, czy mo:2:e trzeba coś zmienić w scenografii.

Nieco odmienną wersję filmu przygotowuje~y dla po~b te lewi-

~· MAGIEL

Nlezaleiny Miesitunik Stud•t6w SGH

łub z konia, wtedy każdy chce już mieć to za sobą... ·

p 0 sporządzeniu scenopisu, trzeba jeszcze wykonać tzw. dokume~-

c.d. +

nr lO

Listopad 1996

strona 6


Niejednokrotnie należy też umówić się z osobami, które w danym miejscu będą coś robić, np. z pracownikami Katedry, Dziekanatu, itp. Bywa, że np. trudno jest pokazać jakąś placówkę, jednostkę, czy biuro w SGH, bo tuż obok drzwi znajduje się dziura w ścianie, albo też jakiś klub, czy pomieszczenie szczyci się szyldem na drzwiach wykonanym jako wydruk komputerowy na kartce zwykłego papieru. Coś takiego w kadrze będzie wyglądało fatalnie, zwłaszcza jeśli jest pomarszczone lub pogięte. Dokumentacja także zajmuje sporo czasu - trzeba obejść wszystkie miejsca na Uczelni, poumawiać się z ludźmi, ewentualnie zweryfikować scenopis.

Kamera - poszła! Tym właśnie zawołaniem reżyser nakazuje włączenie kamery. Zanim jednak to nastąpi, trzeba ustawić światło, mikrofony, itd. Wielokrotnie, realizując zdjęcia w pomieszczeniach, muszę prosić ich użytkowników: "niech pani będzie łaskawa zdjąć z biurka te szklanki, niech pan schowa gdzieś ten czajnik, proszę czymś zasłonić kaloryfer, zdjąć ze ściany kalendarz", itp. Są to niby drobiazgi, lecz błędne dobranie kadru ujęcia może sprawić, że widz zamiast obserwować pracę osób przedstawionych w filmie, zwróci uwagę na szklankę z niedopitą herbatą, stojącą na czyimś biurku, albo na obrazek na wiszącym za mówcą kalendarzu... Często też muszę prosić osoby .,,występujące" w naszym filmie, by nie patrzyły w kamerę, by zupełnie o niej zapomniały. Zawod9wi aktorzy mają to zakodowane. Zdjęcia wyglądają bardzo nienaturalnie, jeśli np. student pokazywany w pokoju w akademiku (że niby się uczy... ) zerka ukradkiem w obiektyw kamery. Zdj~cia realizowane dotychczas w naszej Uczelni spotykały się zazwyczaj z dużym zainteresowaniem ze strony .pracowników oraz studentów. Czasem tylko przedstawicielki płci pięknej miały wątpliwości: "ojej! Ja jestem dzisiaj nie uczesana .. !''. Odwiedziliśmy .z kamerą już wiele miejsc, rejestrowaliśmy uroczyste posiedzenie Senatu ( 17 kwietnia), Dzień Sportu, pokazy mody, dyskotekę w "Hadesie", a także wiele katedr, instytutów, otwarcie wyremontowanej czytelni w Bibliotece SGH. Zamierzamy zarejestrować jeszcze m.in. Zjazd Absolwentów i "Otrzęsiny". Bardzo ciekawe były zdjęcia w uczelnianej saunie! Rolę studentek oddających . się relaksowi. w wysokiej temperaturze odegrały te same dziewczyny, które w Dniu Sportu ~ pięknie tańczyły. Ope~at~r, mimo że pracował w małym i dusznym pomieszczeniu, namawiał mnie wciąż na nowe duble... Bardzo zaskakujący przebieg akcji miały zdjęcia w akademiku "Grosik" - chciałem pokazać tam nie tylko studentów "wkuwających" w idealnej ciszy, ale także bawiących się, śpie­ wających, tańczących... Gdy nasza ekipa pojawiła się w jednym z pokoi (na pewno nie powiem, w którym!), właśnie odbywała się tam taka mini-impreza. Kiedy towarzystwo ujrzało kamerę, szybko znalazły się dodatkowe akcesoria rozrywkowe (nie wypada mi ·powiedzieć, jakie) i zabawa zaczęła się na dobre. Na początku wszystko wyglądało sztucznie, ale gdy ludzie się rozgrzali, dali nam fantastycmy pokaz życia studenckiego. Pieśń ,,Hej~ Hej! Hej So-

koły! " odśpiewali wręcz

koncertowo, choć bez żadnej orkiestry ... W ogóle muszę po\Yiedzieć, że z tzw. amatorami (przepras~, to język filmowy) pracuje się naprawdę świetnie, jeśli tylko zrozumieją intencje reżysera i pracę z nami potraktują nie jako onieśmie­ lające wystąpienie, lecz jako fajną zabawę. Łącznie nasza ekipa nakręciła już 7,5 godziny materiału zdjęciowe­ go. Przewiduję jeszcze co najmniej 3-4 godziny i potem to wszystko trzeba będzie zmontować . Montaż,

czyli sztuka nożyczek i kleju.••

nazywano sztukę montażu, kiedy filmy realizowano wyłącmie na taśmie celuloidowej. Dziś ani nożyczki, ani klej nie mają już zastosowania. Obraz i dźwięk montowane są elektronicznie na specjalnych zestawach. Filmy o SGH będą montowane w oparciu o najnowocześniejsze urządzenia komputerowe o nazwie FAST-MULTIMEDIA. Cały materiał z kaset BETA zostanie wgrany do komputera, a następnie przy pomocy zwykłej myszy sterowane będą procesy łączenia poszczególnych zdjęć. Montowanie filmu z poszczególnych ujęć jest czynnością niezwykle pracochłonną minutę .filmu składa się mniej więcej w ciągu godziny! Przed przystąpieniem do montażu trzeba każde ujęcie oznaczyć specjalnymi kodami czasowymi, aby potem na zestawie komputerowym można je było szybko odszukać. Kodowanie materiału zdjęciowego zajmuje kilkanaście godzin. Sam montaż wymaga gruntownej wiedzy o sztuce filmowej, gdyż wbrew pozorom nie każdy obraz da się skleić z innym - są tu podstawowe kanony, takie jak trzymanie się osi, unikanie animacji, ale nie będę Was tym zanudzał ... Tak

właśnie

Do studia! Montaż

nie oznacza bynajmniej zakończenia prac nad filmem. Trzeba teraz napisać tekst komentarza, który będzie odczytany przez lektora, opracować muzykę (ilustrator muzyczny bywa nazywany w telewizji po prostu oprawcą...), przygotować napisy na urządzeniu zwanym syntetyzerem. Nie wszyscy wiedzą, że tekst czytany przez lektora musi być zgrany co do sekundy z obrazem.· Lektor czytający komentarz do filmu ma wyświetlany na ekranie monitora tzw. tirne-code i dokładni~ w tym momencie "wchodzi" z czytaniem. Kiedy to wszystko jest już gotowe, w studiu tele~izyj­ nym odbywa się tzw. zgranie filmu, czyli podłożenie ~ektora, napisów, muzyki. I dopiero ten etap pracy wieńczy dzieło .. Film zostaje poddany przeglądowi emisyjnemu, a następnie tzw. kolaudacji, czyli zatwierdzeniu do użytku. Wówczas zostanie skopiowany na kasety VHS i udostępniony Uczelni. Sądzę, że nastąpi to w lutym przyszłego roku. Myślę, że przekonałem Was, iż praca w filmie wcale nie jest taka prosta i łatwa. Wymaga ogromnej cierpliwości, koncentracji, a także \Viedzy fachowej. To, co zazwyczaj oglądamy na ekranie telewizora, czy w kinie, wymagało kilku miesięcy lub lat pracy wielu łudzi. Jerzy Bitner Rzecznik Prasowy SGH Pełnomocnik Reklora ds. Promocji i Informacji

e 0łl'zę~inłlch... - może niewiele więcej. Zlle konkretniej ... Nawiązując

do poprzedniego numerku, Sekcja Baletów (SB) i · Pijaństwa Samonądu Studentów, zwana skrótowo KK SS SGH (to SS w związku z notorycznym męcaniem się nad Wami na łamach "MAGLA"), pragnie zapodać więcej informacji o zbliżającej się bibolce, czyli o sławetnych już O'trzęatnacb.. Jeżeli potraficie czytać, to w poprzednim numerze wyraźnie nabazgraliśmy notkę, że to już l2 listopada wypada ten odjazd. Ale co więcej? Rozpoczniemy o godzinie ZCł:OO, tradycyjnym "O!Bajt" i będzie O.K. Kapelka ta rozgrzeje Was przed występami głównych gwiazd programu, czyli Big Cyea (około godziny 21:0Cł) oraz Lady Pan~ które wytoczy się na wybieg w okolicach Z3:0Ct. Ponieważ program kiwa się, jak cała nasza sekcja, może się trochę bujnąć, czyli przesunąć w czasie... Pomię­ dzy smętnym rzępoleniem rozrywać Was będziemy dynamitem, tudzież konkursami, które naprędce wymyślać będzie Konjo z Lalamido. A nagrody ufundowali nasi hojni sponsorzy: Żywiec, Camel Planet i PepsiCo (pamiętaj: pepsi piją lepsi). Po koncertach, czyli około l :00 przejmą Was didżeje, którzy na Auli Spadochronowej i w ,~Hadesie'' zapodawać będą ostre kawałki. W czasie koncertów -jeżeli będziesz miał ich dosyć- możesz wyjść na dyskotekę do "Hadesu''. No to si ju lejter kotki i inne zwierzaki. Aha! Jeszcze o biletach: dostępne będą one przez cały tydzień poprzedzający imprezę, przy stoliku na Auli Spadochronowej. Cena: 9 i 11 PLN (Pamiętaj! Z ulotkąjak zawsze taniej!). Liczba osób na Auli jest ograniczona- w tym dniu mamy jeszcze Andrzejki! Pośpiesz się! Wróg czuwa! Do zobaczenia! Parułka & Og6reck (Agresywne Warzywko), czyli KK SS SGH

~ MAGIEL

Nlualeiny Miesiteznik Studentów SGH

nr lO

Listopad 1996

strona 7


International Week in Lund '96 Tradycja programu ,International Weeł in. .." sięga już dobrych kilku lat, zaś od trzech lat bierze w nim czynny udział Zrzeszenie Studentów Polskich SGH. Z·wiązana z programem masa wyjazdów na międzynarodowe seminaria organizowane w największych uczelniach europejskich ma na celu integrację studentów z różnych krajów oraz zdobywanie kontaktów i współpracę między uczelniami ekonomicmymi. Pomijając jednak górnolotny styl, można powiedzieć, że chodzi tu przede wszystkim o dobrą zabawę i udowodnienie, iż granice między państwami są tworami sztucmymi, a młodzi ludzie z całego świata mogą spędzać wspólnie czas bez żadnych barier. Rada Uczelniana ZSP SGH utrzymuje kontakty z wieloma uczelniami ekonomicznymi w całej Europie i nie tylko, z których najważniejszymi dla nas są: Helsin/d School of Economics and Business Administration, Erasmus University - Rotterdam, Keio University- Tokio, Ramon L/ul/ University- Barcelona, Hochschule St. Gallen- Szwajcaria, Norwegian Schoo/ ofManagement.

do największych w swojej klasie - mogą zabrać na pokład około dwa i pół kilometra TIR-ów. Prawdziwe atrakcje, z punktu widzenia studenta SGH, przyniosła nam środa, kiedy odwiedziliśmy Malaco (największą skandynawską finnę produkującą słodycze) oraz Ericssona. Malaco nie ma dostępu do polskiego rynku gurniżelków i mordoklejek, który opanowany jest przez Haribo, jakkolwiek jest niekwestionowanym liderem w krajach skandynawskich. Firma zarządzana jest w nowoczesny, bardzo elastyczny sposób, polegający na natychmiastowym reagowaniu na wahania koniunktury i szybkim dostosowywaniu się do wymagań konsumentów. Na deser Szwedzi zaofiarowali nam wizytę w Ericssonie, co zainteresowało nas szczególnie, gdyż firma ta właśnie wkracza na polski rynek usług telekomunikacyjnych. Tutaj także uderzył nas szwedzki perfekcjonizm organizacyjnozaliczane

menedżerski.

"Thursday October 10th- the Bridgebuilding Day"- to hasło zdominowało dzień następny.

Chodzi o wydarzenie, o którym głośno mówi się obecnie w Szwecji i w Danii, mianowicie budowę mostu między Matmo i Kopenhagą. Cała impreza już z technicznego Otrzymaliśmy ostatnio bardzo interesujące zaproszenie do wzięcia punktu widzenia imponuje rozmachem i odwagą, jednak prawdziwy udziału w "International Week" w Lund. ~rzyznam szczerze, te z czad rozpoczyna się przy otoczce kułuralno-towarzysko-ideowej pewną taką nieśmiałością rozważałem wyjazd do Szwecji, jednak tegoż przedsięwzięcia. Zarówno Szwedzi, jak i Duńczycy mają zaskoczony rozmachem i profesjonalizmem organizatorów seminacałkowitego hopla na punkcie budowania tego mostu i nie chodzi tu rium poczułem się zmobilizowany - ba! - zobligowany do napisania bynajmniej o samą budowlę, jak o pewnego rodzaju połączenie krótkiego sprawozdania z tegoż wyjazdu. dwóch kultur i całą związaną z tym aferę. Już nic będę przedstawiał Lund to małe, typowo uniwersyteckie miasteczko niedaleko Matmo, części merytorycznej tegoż dnia, wspomnę tylko o prawdziwej z uczelnią, na której studiuje około 37 tys. studentów. Panujący tu . niespodziance, którą przyniósł nam wieczorny bal - " The Bridgespecyficzny, tzw. "student's friendly", klimat powoduje, że życie i building Cocktail Party", gdzie sto siedemdziesiąt osób wbitych w nauka są czystą przyjemnością (! ). Ruchu samochodowego smokingi i odlotowo wydekoltowane kreacje fetowało w iście skanwłaściwie nie ma - każdy student ma do dyspozycji rower, będący dynawski sposób. Z tematem mostu zetknęliśmy się jeszcze dnia tu najpopularniejszym środkiem transportu. Jazdę ułatwia rewela- następnego podczas prezentacji w SKANSKA, w finnie która mię­ cyjnie· rozplanowana sieć ścieżek rowerowych. Pomiędzy tymi dzy innymi zbudowała warszawskie Atrium Center. SKANSKA gra "mikroarteriami komunikacyjnymi" rozlokowane są kluby stu- pierwsze skrzypce w konsorcjum budującym most. denckie, tzw. "Student's Nations", których tradycje sięgają jeszcze Tydzień zakończył się z hukiem imprezą w Kristianstad Nation, co siedemnastego wieku. nas dopiero obudziło, gdyż te kilka dni minęło jak sen i do końca Studenci School ofEconomics and Management at Lund University, nie byliśmy świadomi, że to już faktycznie po wszystkim. Jednak zgrupowani w organizacji studenckiej Lundekonomerna, przygoto- ostatecmie wezwał nas głos ojczymy, tudzież zew SGH, co wali międzynarodowe seminarium pod tytułem ,,Exporting Sweden skłoniło nas do powrotu. Podsumowując ten "International Week", • Swedish Qua/ity in an International Environment". ·Jakkolwiek nie chciałbym popadać w pustosłowie, jakkolwiek muszę przyznać, osobiście zatytułowałbym tą imprezę "Exporting Sweden- Swedish że organizatorzy naprawdę stanęli na wysokości zadania - imprezę Girls and Interpersona/ Communication", to muszę szczerze przyw stu procentach należy uważać za udaną. To, co podczas podobznać, iż zarówno część merytoryczna, jak i rozrywkowa były zornych spotkań międzynarodowych jest najtrudniejsze, czyli integraganizowan~ perfekcyjnie. cja grupy powiodło się niespodziewanie dobrze i zaowocowało Pierwszy dzień rozpoczął się zwiedzaniem IKEI, a hasło tej wizyty kilkoma dobrymi znajomościami, na razie podtrzymywanymi enawiązywało do specyficznego, typowo szwedzkiego wizerunku tej maiłem. Za najważniejszy sukces uważam jednak zdobycie kontaktu finny. Nieprzyjemnym, przynajmniej dla nas, momentem spotkania z Lund University i możliwość otworzenia w przyszłości wymiany było stwierdzenie prowadzącego, że "w celu ochrony szwedzkiego studenckiej przez ZSP SGH. Zainteresowanych zapraszam do 61 c3. środowiska naturalnego IKEA importuje drewno ze wschodu, .Bartek Vytlacil & Paweł Tomczak szczególnie z Rosji i z Polski". Podobne przykłady tak niekorzystnego dla nas międzynarodowego podziału pracy pojawiały się przy wielu okazjach. Ogólne wrażenie z wizyty w IKEI nie było naj lepsze, jakkolwiek zaskoczył nas faktyczny rozmach i dbałość o jakość Kiedy tuż po rozpoczęciu roku akademickiego dostajesz propozycję produkcji. Jedyną rze~zą, która nas zainteresowała, był niecodzienreprezentowania swojej uczelni oraz Polski na międzynarodowym ny system zarządzania finną, polegający na maksymalnym rozwiseminarium studenckim we Włoszech, Twoja decyzja mote być nięciu tzw. "przyjacielskich" kontaktów między kierownictwem, a szeregowymi pracownikami (np. wszyscy, niezależnie od stanowi- tylko jedna: Jadę! Zwłaszcza, że impreza rozpoczyna się za tydzień i nie masz czasu na odmowę. A nie często - o czym teraz wiem - ma ska, ubierają się w ten sam sposób). Dzień pierwszy uwieńczył się okazję przeżycia trzęsienia ziemi w Parmie, zobaczenia "International Dinner"- w trakcie którego uczestników z dwunastu najgłośniejszego w Europie klubu piłkarskiego AC Milan oraz krajów zaprezentowali swoje narodowe potrawy. Nie muszę dodazapoznania się z gospodarką północnej Italii. Poza tym, warto jest wać, że konsumpcja połączona była z degustacją alkoholi, a polska również zobaczyć, co reprezentuje sobą śmietanka szkół ekonoŻubrówka zdobyła szeroki aplauz wśród gości. Wtorek, ósmy października, miał charakter turystyczno- micznych Europy (oraz Azji -bo byli tam również przedstawiciele Uniwersytetu Keio z Japonii). Ruszam więc do Mediolanu! krajoznawczy - wycieczka po Skanii (kraina geograficma w Program. Dzięki temu, że ZSP SGH od trzech lat uczestniczy w południowej Szwecji) uwieńczona została prezentacją i lunchem w finnie przewozowej TI-Line Ferries. Finna z 35-letnią tradycją podobnych imprezach, wiedziałem, czego się mogę spodziewać i na co być przygotowanym. "łączy" Matmo z Rostockiem. Dysponuje dwoma jedenastopozioc.d. mowymi promami z trzema pokładami samochodowymi. Promy te

International Week in Milano '96

+

(.iJ;:... MAGIEL ~

Niezależny Mlesltcznlk Scudent6w SGH

.

nr l O

Listopad 1996

·strona 8


Podczas tygodniowych spotkań organizatorzy próbują zaprezentować swój kraj z jak najlepszej strony. ;Wśród przyjeżdżających studentów są przecież potencjaln~ menedżerowie i dyrektorzy wielkich firm, pracownicy urzędów zagranicznych oraz prywatni inwestorzy, a w najgorszym wypadku tylko turyści . Ogólnie - ludzie, którzy powinni jeszcze kiedyś tu wrócić z gotówką. Dlatego też obok wizyt w wiodących przedsiębiorstwach- w programie znaleźć można imprezy kulturalne i rozrywkowe, a także zwiedzanie miast, czy poznanie miejscowej tradycji i kultury. Wszystko, czym gospod~ze mogą pochwalić się przed światem. Mediolan. A Włosi mają z czego być dumni - twierdzą organizatorzy, studenci elitarnego Uniwersytetu Ekonomicznego Bocconi w Mediolanie. I faktycmie, Milan robi wrażenie. A co najdziwniejsze, nie zauważany prawie przez polskich turystów i określany jako finansowe centrum północnej Italii, Mediołan jest miastem zabytków, w którym na każdym · kroku czuje się znak przeszłej świetno­ ści. Wielkich banków z nowoczesnym wyposażeniem widziałem zaś więcej . w Gdyni. Zamiast finansowego centrum ulice miasta przypomniały mi urok i tradycję starego Krakowa. Uznanie wzbudziły również wizyty w miejscowych przedsiębiorstwach, a ponieważ przeważa tu produkcja rolnicza, były to firmy korzystające z dóbr dostarczanych przez naturę: Parmalat - spółka produkująca mleko i artykuły mlecmych oraz zespół wytwórni sera ParmigianoReggiano. Moją uwagę zwrócił zwłaszcza Parmalat, który w ciągu trzydziestu lat od założenia finny wszedł już na wiele rynków zagranicznych, także w Ameryce Południowej. Lecz kiedy spytałem dyrektora firmy o Polskę, bąknął coś, że już próbowali, ale na razie lepiej poszło im w Rumunii, po czyin zmienił temat. Chyba więc PSL nie dopuściło ich z włoskim mlekiem! Po tygodniowej sesji przyszedł wreszcie czas na refleksje. I wtedy stwierdziłem, że gospodarczo Włosi to cwaniacy i nieroby!· Najważniejsze u Nich to wino, ser do pizzy i moda. Robią tego mało i mówią: Kupcie, bo dobre i tylko my wiemy, jak to robić. Do wina nic nie mam, ale jeden kilogram śmierdzącego i ostrego sera Parmigiano-Reggiano kosztuje 25$, a za fioletowy żakiecik oraz spodnie pewien G. Versace każe sobie zapłacić przeszło 4 mln lirów (ok. 3000$). Świat bierze i płaci... Z drugiej strony, ta specyfika produkcji pozwala członkowi konsorcjum serowego odpowiadać na nasze pytania w ten sposób: Czy wstąpicie do UE, czy nie, nas to nie obchodzi. Nie będziemy produkować więcej sera, bo nasze najlepsze krowy nie dają więcej mleka, a cena nam odpowiada. I co polskie krowy na to? A no ryczą! Włoska

organizacja

pokazali nam też sporo ze swego śródziemnomorskiego luzu. Typowy więc Włoch myśli tak: Spoko, spoko, mamy czas, co się człowieku przejmujesz? A czasami tak: Tyle piękna wokoło, a ty, zwykły Europejczyku, o takich przyziemnych sprawach jak żarcie?! Ale po kolei. Aby zredukować koszty, zakwaterowani · byliśmy w prywatnych mieszkaniach (dzięki Bogu, mój gospodarz był z Włosi

Południa, więc był złotym chłopcem). Miałem więc swoją szafę,

łóżko

i wszystko, o co poprosiłem. Znam jednak osobę, która spała w przedpokoju na sofie i rzeczy nie miała gdzie rozpakować, bo ktoś akurat przyjechał do Włocha w gości! Biedak nie jadł też za dużo, bo sam krępował się brać, a kiedy wychodził, Włoch dopiero wstawał. Czasem też miałem wrażenie, że Europejczycy wiele rzeczy biorą zbyt serio. Kiedy cała Europa_czeka spięta na umówionym spotkaniu, rozluźniony Włoch przychodzi dwa kwadranse później. Europa nie zając. , Dlatego dobrze zaplanowany tydzień nie zadowolił nas do końca. Swietnie przygotowane części tej pięknej układanki nie były sprawnie połączone w zwartą całość. Wszędzie spóźnieni, często głodni, klęliśmy pod nosem ... synów Romulusa. Zabawa. Przyznać jedn~ muszę, że bawić się Włosi potrafią. Co wieczór odwiedzaliśmy dyskotekę, pub, bądź inne miejsce uciech cielesnych. Wyjeżdżającym do Mediolanu polecam więc odlotową knajpkę Loolapaloosa, gdzie panie tańczą na stołach, a rozbujane lampy nad kontuarem wnoszą klimat dobrego westernu. Najlepszą i chyba najdroższą dyskoteką w mieście jest Hollywood - lokal na-

MAGIEL

Nleialemy Mleslpdk Studentów SGH

leżący

do asa AC MILAN Maldiniego. Nowością było tzw. Tramparty. Włosi wynajęli tramwaj, w którym urządzono dyskotekę. Tram jeździł od 21 :00 do 24:00 ulicami miasta, ątrzymując -się tylko godzinkę na siusiu (a piwa było w bród). Tradycją stały się też International Dinner, na którym serwuje się narodowe dania oraz festiwal piosenki- tu furorę robi hymn University Keio z Tokio. Elita. Tym, co zapadło mi najgłębiej w serce, był kontakt z kolegami z innych uniwersytetów ekonomicznych. Kontakt z przyszłymi partnerami, ale też i z konkurencją. Byli to najaktywniejsi z najlepszych uczelni swoich krajów. Większość z nich zna płynnie przynajmniej dwa języki obce (plus własny to trzy, zaś Szwajcarzy w ogóle zaprezentowali się jako poligloci), orientuje się w sytuacji polityczno-ekonomicznej świata, a do tego jest wszechstronnie wykształcona (pytano mnie o Szymborską, później o Papieta). Pierwszego dnia seminarium odbyła się prezentacja uczelni, dzięki czemu lepiej poznaliśmy różne możliwości kształcenia. Co rzuca się w oczy: dla studentów Europy Zachodniej naturalną rzeczą jest wyjazd na stypendium za granicę. Niektórzy studiowali nawet na trzech obcych uniwersytetach. Mogliśmy im tylko pozazdrościć. Do zobaczenia. Podsumowując, Włosi obudzili we mnie sprzeczne uczucia a Italia zbladła w moich oczach. Brakowało mi tam polskiej życzliwości i gościnności, a także czystych ulic. Bo w Polsce jednak jest czyściej! I mam wrażenie, że nie tak nam daleko do Włoch, jak się wydaje.

co

Marcin Niewolski

:(gczęliśmy Połowy... Jesteśmy ludźmi,

którzy robią zawsze to, na co mają ochotę. To nie jest hasło reklamowe, tylko pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy. Wprawdzie nie brzmi to zbyt skromnie, ale mam ochotę się za Nas Wszystkich tym pochwalić. Poza tym nie mogę tego przemilczeć, żeby sobie nie przeczyć już na początku. Bo artykuł ten ma być całkiem poważny (!), chociaż może nie o całkiem poważnych rzeczach. To zaznaczam na wstępie dla ty~h, którzy jeszcze nie wiedzą, czy opłaca się go przeczytać. KONKRETY: ·właśnie zaczęliśmy przygotowywać plan działania na następne trzy tygodnie i wymyśliliśmy imprezy dla zupełnie anonimowych ludzi. Z jednej strony jest to trochę śmieszne i dziwne uczucie, gdy autor nie wie, do kogo trafi jego oferta, ale z drugiej strony bardzo podniecające, bo spodziewa się, że przyjdą "odpowiedni ludzie". Odpowiedni .. to trochę brzydkie słowo i może źle się kojarzyć, a wolałabym żeby tak nie było. Dlatego muszę chociaż po części wyjaśnić, co przez nie rozumiem. Otóż, chciałabym, aby przyszli do NAS (kim jesteśmy MY, dowiecie się później) ludzie, których przynajmniej od czasu do czasu coś zachwyca, coś oburza i którzy wydają z siebie wtedy jakiekolwiek odgłosy (tudzież reagują jeszcze bardziej spontanicznie i na przykład wykonują przy tym wymowne gesty). Jest Nas dużo (ale nowe twarze są bardzo mile widziane) i każdy zajmuje się .inną działką (Ty też możesz). Ja obecnie jestem ·._ powiedzmy - head hunter i wykorzystując okazję zapraszam wszystkich, którzy się poczują zaproszeni, do pokoju ZSP (pok. 61 c3). Ktoś z nas na pewno opowie Wam o tym, co robimy na codzień, co od święta, gdzie jeździmy z gośćmi, którzy do nas przyjeżdżają z różnych krajów, a gdzie potem jesteśmy przez nich zapraszani ORAZ - co podkreślam -o kilku imprezach, które są przewidziane dla Was na najbliższą przyszłość, czy o: -Mafii, której towarzyszy klimat włoskiego miasta Palermo, kameralna atmosfera i niepowtarzalne wrażenia; -Koncercie Andrzejkowym, na którym zagra zespół "Bez Pudła", usłyszycie El visa Presley ·a i poczujecie się jak w amerykańskim pubie; -Wyjeździe Mikołajkowym do Poznania (dla najbardziej twórczych i kreatywnych ludzi, dla tych którzy zawsze chcą coś zmienić).

Czekamy na Was! Iwona

nr l O

Listopad 199(>

Gardoń

strona 9


każdy). Rękopisy

NASE-N B:AS6N ... Siedmiomilowymi krokami, nieubłaganie zbliża się ku nam sroga zima. I nie należy liczyć na to, że nie przyjdzie. Zima będzie na pewno, bo pan Prezydent nic nie obiecał w związku z tą porą roku. Wkrótce więc jeziora i stawy kolanowe skuje lód, zaś amatorzy kąpieli wodnych oraz poszukiwacze zaginionej barki zmuszeni będą przerzucić się na może mniej atrakcyjne, ale za to cieplejsze (l) baseny (nie podejrzewamy nikogo o to, że w zimę będzie się płuskał w Wiśle, jeżeli o kąpaniu się w tym (ś)cieku w ogóle można mówić). Baseny zaś mogą być przeróżne: począwszy od ktytych, czyli tych z obstawą, gdzie kąpieli zatywają tzw. VIP-y, poprzez nakryte, gdzie można zostać przyłapanym w dwumacmej sytuacji dawania nurka, .tudzież nurkowi, na ukrytych, czyli takich jak np. basen w podziemiach SGH, kończąc. No dobra! Sami tego .chcieliście ... My wcale nie mieliśmy zamiaru poruszać tego tematu, ale sami się prosicie. No cóż... Więc jeżeli już mówimy o basenach przez duże "0 Boże!", nie można nie wspomnieć o rodzimym basenie ulokowanym w kryptach pod budynkiem głównym SGH. Od razu przychodzą na myśl końcowe sceny z "Ducha" (i nie tego z Pattykiem Swayzie), gdy główną bohaterkę atakuje w basenie horda wyszczerzonych (?) kościotrupów, które szczerzą się do niej i Wyszczerzają, a w międzyczasie ni z tego ni z owego obłapują ją tak bezczelnie i nachalnie, że się biedna pani mało na śmierć nie zawrzeszczy z tych łaskotek nieziemskich ... Na szczęście w naszym basenie trupów jeszcze, czyli jak do tej pory nie wyłowiono (2), zaś obłapiająjedynie natrętni koledzy, a gdzieniegdzie (czyli zarówno w niektórych zaułkach basenu, jak i po niektórych miejscach cielesnych) także nasze drogie koleżanki, . tzw. ,,ciche wody-brzegorwy". Nasz basen nie jest jakiś tam chlorowany, ale już w pełni europejski, bo ZOZonowany. W związku z tym dziura ozonowa kąpiącym się w basenie nie grozi, co wcale nie znaczy, że nie można dostać tam jakiejś podejrzanej wysypki na ciele. Może nas ona dopaść na przykład w trakcie brania pryszcznica, albo podczas zażywania kąpieli słonecznej wessałmnie. Ileż przeróżnych atrakcji czai się na naszym basenie! A przecież na początku w ogóle nie miało być basenu, zamiast którego powstać miała wylęgamia pieczarek. Mało jednak straciliśmy. Trzeba nawet stwierdzić, iż obecnie mamy "dwa w jednym". Jest basen, a i grzyba też można sobie wyhodować, np. w klatce, albo na klatce, tudzież . . na ptęcte... Specjalnie dla tych, którzy marzą o pluskaniu się .w szkolnym baseniku, objaśniamy, co trzeba zrobić i jakie należy złożyć dokumenty, aby móc zrealizować swe najskrytsze pragnienia. Centrum WueFuuuuu co roku ogłasza zapisy na basen. A mogą zapisywać się osoby zdrowe z Uczelni i z "NIE" zdrowe też. Nie trzeba chyba nadmieniać, że podstawowym dokumentem wymaganym w procesie zapisów jest klasyczne podanie. Jak zawsze dołącza się do niego zdjęcia ·np. gipsu. W każdym razie należy załączyć pięć zdjęć własnych: jedno w stroju kąpielowym; drugie - tylko kadłubek z głową w czepku urodzony, inny nie; trzecie - pamiątkowe zdjęcie rentgenowskie z Zakopanego ujęcia, czwarte - pośmiertne z profilu i w końcu panoramiczny widok twarzy własnej na tle Panoramy Racławickiej. Przejdźmy teraz do dokumentów zdrowotnych. Oczywiście mowa tu między innymi o EKG włosa z załączonym przekrojem poprzecmym cebulki, ewentualnie selerka. Niezbędne jest lekarskie poświadczenie płci z dołączonym odpowiednio obciążającym woreczek materiałem dowodowym. W związku z tym, iż istnieje pewne zagrożenie wystąpieniem zawału na widok przerażających głębin basenu (tzw. lęk pierwotny przed utonięciem kompleks eDEEPa), wszyscy kandydaci muszą złożyć wydruk echa serca, koniecmie w postaci maszynopisu lub jako wydruk komputerowy (standardowo dziesięć wierszy po sześćdziesiąt znaków

t€Ji:... MAGIEL . NlualeinJ Mlesltcmlk Student6w SGH \1IfJ

nie

z

reguły ·

przyjmowane. Próbki tkanek organicznych załącza się z reguły do próbek tkanin, z których uszyte zostały stroje kąpielowe. Większą szansę zakwalifikowania· się mają osoby posiadające stroje w kolorach basenu. Niestety rzadko spotyka się tak pstrokate desenie, co leży u źródeł krążącej po kraju plotki, która mówi, iż ciętko jest się tu dostać. Poniewaź nie każdego stać na podobne rozgrywki, do podania załącza się dokumenty poświadczające aktualny stan majątkowy kandydata i akt zgonu wystawiony in blanco. Pomińmy pozostałe kilka tysięcy wymaganych papierków i skupmy naszą uwagę na właściwych eliminacjach wstępnych. Rozpoczynają się one sprawdzeniem znajomości ogólnej sytuacji politycznogospodarczej na świecie, następnie testowana jest umiejętność gry na banjo, taniec flegmenco, masaż klasyczny, rysunek techniczny, zdolności kulinarne i na końcu wreszcie symulacja zgonu w połączeniu z dokonywaniem darowizny na rzecz Centrum WueFuuuuu. Po pomyślnie przebytej eliminacji nie nalezy obawiać się tego, że "skontaktują się z nami telefonicznie w późniejszym terminie". Telefony w Centrum nie mają wyjścia na miasto... Z pewnością tym, co spędza sen z powiek miliardom Polaków na całej planecie, jest ekologia jako problem globalny, ale nie tylko. Wielu z .nas zastanawia się przecież, jaki to profesjonalny i specja· listyczny sprzęt niezbędny jest na basenie. Z powodu nadmiemej wyporności (bo przecież ozon wypiera wszystkie chlory z basenów publicmych) należy zadbać przede wszystkim o osiągnięcie możliwie pełnego zanurzenia. W tym celu najlepiej zaopatrzyć się w cementowe butki (polecamy salony obuwnicze w Pruszkowie). Mogą być to adidaski, sandałki przy-wiązane, ewentualnie tramp Olina. Trzeba jednakże uważać, aby ·w trakcie podwodnych przechadzek nie zarysować obuwiem szlachetnej powierzchni dennych kafelków. Pójdźmy dalej. W związku z tym, iż budowniczowie naszego basenu uczelnianego nie przewidzieli piaszczystych plaż, wiadereczka i foremki możemy sobie ostatecznie odpuścić. Nie dotyczy to łopatek, które należy koniecznie mieć przy sobie wraz z obojczykami. Można sobie także trochę pograbić, ale tylko w szatni, wyłącznie cudze i do tego raczej dyskretnie. Niezbędnym ekwipunkiem na basenie jest oczywiście czepek, czyli coś czym będzie­ my mogli uczepić się krawędzi zbiornika - może to być np. bosak. Przyda się też pogrzebacz, aby pogrzebać sobie po dnie - ludzie gubią tyle przeróżnych rzeczy, np. psy... Zresztą będzie on użyteczny także przy odgarnianiu wodozrostów, czyli całujących się w basenie parek (tzw. bojki), a także aby móc odpędzać się od ropuch i innych tego typu natrętnych koleżanek. ·Zrozumiałe jest, iż . na basen nie wolno przynosić żadnego jedzenia, w związku z czym wykluczone są jakiekolwiek ser-fingery. Jest to szczególnie ściśle przestrzegane ze względu na zakaz kannienia żyjących w basenie rybek i syrenek (patrz: odnośnik nr 2) - w miesiącu styczniu, gdy glupiki przechodzą swój okres głodowy, należy uważać, aby nie przyjść na basen z pełną piersią. A jeśli ktoś z panów ma choć · trochę ikry, niech uważa na to, aby nie został ojcem ... Aby ułatwić pracę obsłudze kostnicy, wprowadzono zasadę, iż każdy kąpiący się posiada przypiętą do dużego palca u nogi prywatną wizytówkę, a u pasa ma przytwierdzony porcelanowy medalion ze zdjęciem trupa własnego. Pozostając

przy nadziei, iż się nie potopicie, lokaty w klasyfikacji finałowej.

życzymy

Wam dobrej

(l) cieplejsze, czyli o wyższej temperaturze wody, co w basenach spowodowane jest przede wszystkim tzw. moczem, czyli: jak ja się moczem i ty się moczysz, to temperatura naszych ciał nagrzewa wodę w zbiorniku zamkniętym, co absolutnie nie jest możliwe w przypadku zbiorników otwartych (wyjaśnienie naukowe w oparciu o dane encyklopedyczne); (2) jednakże badania głębinowe niezbicie wskazują na to, iż na dnie zbiornika spoczywa pewna grupa denatów w Syrence.

KUPA

\.

(Kooperatywne Ugrupowanie Prelegentów Akademickich) . .

'nr 10

Listopad 1996

strona 10


l)za&.N NIE.fOILE.GtO&CI MA ·l Tym razem posiedzenie Komisyjki do spraw obchodów 150-lecia Szkoły Głównej Humorystycmej miało odbyć się w gabinecie pana Dyrektora. Jako że nieubłaganie zbliżał się koniec roku, należało podsumować "chwalebne" dokonania. A było o czym dyskutować ... W powietrzu już od kilkudziesięciu minut unosiło się natrętne " ''b~....

-Niech ktoś wreszcie zabije tego komara! - otworzył dyskusję pan Magister, odganiają nachalnego owada. - · -Czy ktoś ma lusterko? - zapytała się pani Kierowniczka. -A co? Chce go pani zabić metodą Bazyliszka? - ironizował Magister. -Chcę się przejrzeć i poprawić makijaż - wyjaśniła pf;lDi Kierowniczka, aby uprzedzić ewentualne komentarze. -Pst! - szepnął do pana Magistra pan Inżynier - Bez obaw. Własne odbicie jej nie zabije, b~ ona się nie odbija w lustrze.... -Proszę - pani Basia grzecznie podała Kierowniczce wyjęte z torebki okrągłe puzderko. Pani Kierowniczka ujęła je w swoje wypielęgnowane, pulchne paluszki, otworzyła, spojrzała i. .. stało się. Brzdęk! - rozległo się w pomieszczeniu. Lustereczko rozprysło się w ~robny maczek, pani Kierowniczka z wratenia osunęła się z krzesła na podłogę, zaś jej utracona w. locie szczęka przejechała po parkiecie prosto pod szafę z ważnymi dokumentami. Pan Magister z zainteresowaniem przyjrzał się szczątkom damskiego zwierciadełka. -0! Rozpadło się równo na ISO kawałków ... - skomentował - To będzie chyba nasze jedyne osiągnięcie rocznicowe ... Pani Basieńka w tym czasie próbowała ocucić omdlałą Kierowniczkę. Ponieważ skutek był nijaki, podbiegła do tacy z napojami i już miała przystąpić do nalewania herbaty z ·termosu, gdy nagle w całym pomieszczeniu dał się słyszeć charakterystyczny dźwięk obijającego się o siebie szkła. Pan Dyrektor - nie wiadomo zresztą dlaczego - dostał niespodziewanie czerwonych rumieńców na policzkach i ~ przerażeniem popatrzył na szafę z "ważnymi dokumentami", skąd dochodziły wspomniane brzęki. Wszyscy z zainteresowaniem wpatrywali się w tajemniczy mebel. Tymczasem ąkrągły stolik, na którym stała taca z zastawą, nieoczekiwanie zadrżał. Taca przesunęła się niebezpiecmie blisko krawędzi stolika, zaś filiżanki podskakiwały na niej, uderzając jedna o drugą. Pani Basia przystąpiła natychmiast do akcji ratunkowej. Postanowiła przytrzy- · mać wibrujący stolik. W tym celu ujęła go oburącz i z całej siły przycisnęła do podłogi. Niestety z nikłym efektem. Wszakże stolik nie jeździł-już po parkiecie, ale za to filiżanki podskakiwały na nim ze zdwojoną energią. Podskakiwała także pani Basia. Całe towarzystwo, które do tej pory wpatrywało się w nawiedzoną szafę jak sroka w gnat, nagle skupiło swą uwagę na przedziwnej konstelacji, którą tworzyło .podrygujące połączenie pani Basi i stolika. Sytuację wykorzystał skwapliwie pan Magister. -I pewnie będzie nam wmawiać, że nic nie piła? Szef z marsową miną spojrzał na Basieńkę, tej zaś zrobiło się głupio i łzy napłynęły jej do przekrwionych oczek... -No dobrze, piłam - przyznała się, pociągając nosem - Ale piłam mało i ten stolik to nie moja sprawka. Sam skacze... Kilka osób na sali zachichotało. Pan Magister obsunął palcem powiekę swego lewego oka, demonstrując jednocześnie wewnętrzną część prawej dłoni. -Widzi pani. .. ?- zapytał- Jedzie czołg i strzela do kaktusa. W tym momencie wszystko zadrżało i odnosiło się wrażenie, że cały budynek rusza się ze swych posad. Stół konferencyjny przejechał kilkanaście centymetrów po parkiecie, spod ~zafy wyjechała kłapiąca zębiskami szczęka Kierowniczki, zatrzeszczały stare mury uczelni... l stało się najgorsze... Szafa zadrżała niebezpiecznie i nieprzestając brzęczeć gwałtownie otworzyła swoje podwoje. Na oczach zgromadzonych nastąpiło objawienie, na analizę którego nie mogli oni poświęcić zbyt wiele czasu. W kierunku ich rozdziawio-

~ MAGIEL

NieuleiDy Miesiteznik Studentów SGH

nych ze zdziwienia paszczy poszybowały setki pustych i nie całkiem dopitych butelek ze wszystkich półek szafy. Jedynie perfekcyjnie wykonany unik uchronił szacowne grono od czołowego zderzenia z "ważnymi dokumentami" o dużej sile rażenia. Wybuchła klasyczna amerykańska panika, spotęgowana zapadającym stopniowo w pomieszczeniu mrokiem. Pan Profesor dostał drgawek nerwowych, dzięki czemu nie odróżniał się zbytnio od reszty wyposażenia, które zdawało się fruwać we wszystkie strony po całym pokoju. Pani Magister w kącie pokoju ściskała różaniec, szepcząc zdrowaśki, niestety fonię wyłączyła jej doniczka, która niespodziewanie zakończyła swój lot w kukułczym gnieździe, czyli w środku uwitego na głowie pani Magister kokona. Za oknem zapadły egipskie ciemności. Pomieszczenie także tonęło w kompletnych mrokach. -Co jest do czorta!? - wrzasnął wściekle pan Inżynier. -Zapadamy się w czeluście piekieł! - ryknęła przez łzy pani Magister, która właśnie odzyskała przytomność. Szef podczołgał się do okna i wyjrzał na zewnątrz. Pomimo tego, że pomieszczenie znajdowało się na drugim piętrze, dało się słyszeć wyraźny łomot szefowskiej szczęki uderzającej o chodnik przy budynku. Przez chwilę Szef wisiał przewieszony przez parapet, próbując uwierzyć w to, co zobaczył. Nagle zaczął się energicznie klepać po policzkach i szczypać w ramię. Ponieważ drgania ustały, wszyscy skupili swoją uwagę na nienaturalnym zachowaniu przełożonego. Szef tymczasem obsunął się na podłogę, odwrócił się w ich kierunku i ukazał śmiertelnie blade oblicze. Pani Magister wymachując Biblią wrzeszczała:

-1 wtedy P~ powiedział ... ! -Spiepr:Z&jmy stąd!!! - ryknął na całe gardło Szef- Zaatakowały nas ufoludki ... ! Szacowne grono zdębiało. Panią Basię naszła ochota,. aby zaszczekać. Po sali przemknęły przytłumione, nerwowe chich~ty. -Stary sfiksował- skwitował pan Magister, po czym wstał, krokiem luzaka podszedł do okna, wychylił się nieznacmie i... · -Jezus Maria! -pisnął, łapiąc tchnienie- Obcy, E. T. i Gremliny przy , TYM CZYMS wysiadają... ! - zachwycił się - Hej! Wy tam! pogroził im pięścią- A co to do diabła my jesteśmy jakieś gwiezdne wrota!? Zaintrygowane towarzystwo rzuciło się do okien. Zaczęła się brutalna przepychanka, w efekcie której pani Docent wyfrunęła w kierunku chodnika, na co i tak nikt nie zwrócił uwagi. To, co ujrzeli nad budynkiem przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Kilkadziesiąt metrów nad anteną wieńczącą solidny gmach unosił się kiłkukilometrowej średnicy dysk. Statek rzucał na ziemię złowieszczy cień, który obejmował swym zasięgiem najbliższą okolicę szkoły. W centralnej części statku mieścił się okrągły właz, wokół którego pulsowały liczne światełka. Wszystko wyglądało na technikę "wyższego lotu". Pan Dyrektor, będący maniakiem filmów science-fiction, stwierdził z nieukrywanym żalem: -1 znowu kosmici przewyższyli nas technologią... -Dlaczego znowu? - zdziwiła się pani Magister. -Naszą szkołę to nie ciężko przewyższyć pod tym względem - skomentował pan Magister. -A to ciekawe, czego od nas chcą? - zainteresowała się Basieńka. -No ja przecież mówiłem - pośpieszył z odpowiedzią pan Inżynier że się komuś nie spodobają te nowe drzwi wejściowe ... A teraz nas rozwalą za całokształt i już. I cały dorobek szlag trafił. W tym momencie każdemu z tej gromadki zaświtała jedna, jedyna myśl. .. -No to ratuj się, kto może! -krzyknęła pani Kierowniczka- I co kto może też ... ! Poderwała się z ziemi i dopadła do telefonu. Wykręciła swój numer domowy. Słuchawkę podniósł mąż.

nr lO

Listopad 1996

strona 11


-Zenek! - wrzasnęła - Kombinuj ciężarówkę i przyjeżdżaj do szkoły z Tadkiem! Jest kilka rzeczy do przygarnięcia... W pomieszczeniu zaczęło dziać się co·ś dziwnego. Basieńka doskoczyła do komputera, wyrwała wtyczkę razem z kontaktem i na siłę próbowała wcisnąć klawiaturę do swej torebki. Pan Inżynier też nie tracił czasu. Potruchtał czym prędzej do Szefoffice, gdzie pani Rózia właśnie szabrowała segregatory, wpychając je do swego biznes-neseserka. Pan Inżynier rzucił się do szefowskiej szuflady i począł wyciągać z niej garściami kolorowe flamastry i kredki, upychając je do swych przepastnych kieszeni. Kiedy opuszczał biuro, niezmiernie zadowolony z łupów, spotkał na korytarzu kilka innych osób, które pakowały w torby odkręcone w łazience urządzenia sanitarne, a przede wszystkim piękne krany z importu. Pan Inżynier chciwie łypnął okiem w kierunku otwartych drzwi szefowskiej toalety i zawiesił wzrok na eleganckiej, hiszpańskiej glazurze, o której niegdyś głośno było nawet w prasie. Niestety ktoś go ubiegł, gdyż całe pomieszczenie wypełniały tumany kurzu oraz dźwięki odkuwanych kafelków. W tym momencie pan Inżynier wpadł na inny, równie genialny pomysł. Postanowił zajrzeć na basen, gdzie jeszcze być może znajdowało się dużo pryszniców. Opuścił więc niezwłocznie Szefoffice, które wydawało się być miejscem kompletnie już rozszabrowanym. W głównym holu natknął się na panią Kierowniczkę, która z trudem popychała ku wyjściu zabytkowy kredens zrabowany z pokoju kwestury, gdzie gromadka pracowników nadal toczyła krwawe boje o pokaźnych rozmiarów ~-......._...!.! sejf. W tym czasie Szef wdrapał się na strych, przez który zamierzał dostać się na dach budynku, .gdzie oczekiwał na niego zawsze gotowy do startu helikopter. Gdy już znalazł się na zewnątrz, ku · swemu zdziwieniu ujrzał grupkę swych pracowników. Podskakiwali oni i wyrzucali z siebie przeróżne okrzyki w rozmaitych językach, dzierżąc w dłoniach sklecone naprędce transparenty o treści w stylu "Łelkam Holm", tudzież "Precz z ej c". -Kontrabanda... ! • mruknął pod nosem Szef i pospieszył w kierunku helikoptera. Wesoła gromadka zaczęła właśnie nucić motyw z "Gwiezdnych Wojen", gdy nagle rozległ się donośny huk. Wszyscy spojrzeli w górę i ujrzeli rozwierające się na spodzie statku ogromne stalowe wrota. Z powstałej w ten sposób szpary buchnęła smuga jasnego światła. Towarzystwo ogarnęła nieopisana radość. Szef zamarł w bezruchu, oczekując najgorszego. -A co się tutaj wyprawia!? - coś odezwało się z wnętrza świetlnej smugi - A co to za nielegalna manifestacja... !? Dokumenciki proszę! Wszyscy pracownicy zebrali się w obszernym gabinecie Szefa, czekając z obawą na nadejście przedstawiciela "obcych''. Na· sali brakowało jedynie pana Magistra. Szef przestępował nerwowo z nogi na nogę, zaś pani Kierowniczka wgryzała się w korzenie swoich paznokci. Nagle do pokoju wszedł pan Magister. Towarzystwo dopadło go i obsiadło jak muchy. Posypały się setki pytań.

~ MAGIEL

Nlezaldny Mlesltcmlk Studentów SGH

-1 co!? I co!? - dopytywali się - Kim ONI są!? -Hmm ... - za~zął tajemniczo pan Magister - Nic wielki~go. Ta cała panika w rzeczywistości .ni~ była nikomu potrzebna. To tylko rutynowa kontrola NIK-u .... Coś jeszcze powiedział, ale i tak nikt go już nie słuchał. Zresztą wrzaski towarzyszące powstałej w pomieszczeniu totalnej panice zagłuszyłyby wybuch armatni. Tak właśnie musiał wyglądać chaosna poc~tku świata... Ludzie deptali się nawzajem, zanosili płaczem,

rwali na sobie szaty, w popłochu czołgali się do wyjścia. Pani Księ­ gowa, nie mogąc się dopchać, wyskoczyła przez okno... Nagłe otworzyły się drzwi i zapadła grobowa cisza. Do pokoju majestatycznym krokiem wszedł postawny mężczyzna w garniturze. Opanowanym tonem oznajmił: -Jestem kontrolerem NIK... Szef wydał z siebie okrzyk przerażenia i jak oparzony zerwał się ze swego łóżka. Rozejrzał się z panicznym łękiem \V oczach ·po pokoju. Odetchnął i usiadł na poduszce. -Boże ... - dyszał, rękawem piżamy wycierając spocone czoło - To tylko sen ... Uśmiechnął się, próbując złapać równomierny oddech. -To tylko sen ... -powtórzył- Już nie śpię ... W tej chwili zapragnął przytulić się do swojej żony. Niestety spotkało go małe rozczarowanie. Zamiast spodziewanej kobiety, pod kołdrą chrapał skulony pieseczek, żona zaś - także skulona - leżała... koło łóżka... Dorota Drozd & Jacek Polkowski Warszawa, dnia l l listopada 1997 roku

nr lO

Listopad 1996

strona 12


wicowe

fatki DLACZEGO DEMOKRACJA JEST••• ?

J ż r ~ p . .. p . b d . . b' ·. l d . . d .d . zacytowane przez Janusza Korwin-Mikke słowa kolumbijskiego 1 1 1 0 1 ..p_, e e UJa, .. pan . . k~R ęl z~emy na ez u. neJ ':fksple -. owł zt filozofa: "Wiele więcej łudzi waliłoby się młotkiem w palec, gdyby ból wyst,.pował dopiero po roku" w p akty · b ak rezes nu o1tty 1 ea neJ -to my usta1tmy wtę szośctą g osów, ż · · · · ć c · · . . k Y • r ce oznaczaJą one r umiejętności powiązania skutków z przyczynami. e pant ma z namt na ~tanę sypta: 0 wtęceJ, ma.J~C wtę szość 2/3 . głosów, w . prowadztmy Wśro'd w1e ·· 1u haseł po 11-ty·cznych ,wygłoszonych na sa11. . . ten " zapts do KonstytUCJI. I na tym właśnte polega demokracJa podczas spotkan·ta, zna1az1a stę · ż ref1 ekSja · dotycząca · równte . .· swych. słuchaczy, · p· ·k " .... AbyKprzekonać goŚć. ·"Prawtcowego tąt .u - 1anusz orwtn-Mtkkemtał ukrytych bezpośrednto · częśct· grona pro.esors t'. k"tego SGH, mająca · Je · dnak· - J·ak d . . sądzę - charakter uniwersalny. Mimo swego odmiennego dlarakteru w ~a ~zu. wtele taluch barwnyc~ przykładó~ · Demokracj~ · · " Dzt·ś uczonych JUZ bowtem poglądów pohtyka- synontmem. wolnośct. · · utkwt-1a mt· w panuęct: · . prawte · nte · . wedle . . t . nte Jestnaj"bar·dztej 1 1es ~~ewo.ente~_ tyrantą, przy czym "ty~n · ma ~tele głó~ i ma. Są czynownicy. Nauka upada. Ludzie walczą o granty, posady Je .~ctąć także, że ~ran Jest głup t, a wyrażając rz~dowe a nie 0 prawd,. Komu zależy . d ·· · · · ? zres·ztą, trudntej. mu ł ···L . ·Oznacza . k · · k" . ~ , "(· ztstaJ na prawdzte. to samo s owamt ~ntna. "0. emo _racł.a Jest to ,'a. 1 ustróJ, w ~tórym po co komu prawda, skoro nauka i technika znalazły tyle środków może rządzić kraJem ·. ,Ja zas n1e życzę sobte, aby . · ze . prawda jest · JUŻ · nt·kom u niepotrze · bna,,. N"te na1eży kkażda h kucharka k·· d ·ty k . n b . d . . . na przezyc1e, · ue ar 1 rzą zt raJem - r~m•a1a zasa ntc~ te~ spotkanta, zapominać, że mimo wadliwych ustrojów, zasadnicze źródło wyg~oszon~ przez . Pr~z~sa UPR. . (Posługując stę fachową problemów tkwi w ludzkich dążeniach, które zbyt często są . termtnołogtą, powtedztehbyśmy, że pan Prezes nie jest k' k · tak 'ak ·k· hl k . ") u terun owane nte , J na1ezy... zwo lennt te~ oc. 0 raCJI · . ? • • Spotkanie dobiegło końca. Gość w pośpiechu wypił . Jeśh. nte demokracJ~ to .co· - nas~wa stę oczywtste jeszcze herbatę doprawioną siedmioma kostkami cukru. Dał się też pytante. ,.·My Jesteśmy zwolenntkamt .nomokraCJI (rządów ·, do rezygnaCJI·· z us1ug komunt"kacjt·· mleJS · · k"teJ· na rzecz . . . opartych . namówtc na· poszanowanau chron1 · d utkwt·1. w kor.ku, wysta · dł k ś ." dprawa), · d kt~ra · Wtyran1ą- równteż . . prywatnego. samochodu. K"tedy zaś . poJaz · k ludzt przed wtę szo cJ. - o powte zta1 ptąt · przeptsy · ruchu drogowego przem knął . 1· łamtąc . owy . gość. . tym momencte . na środku u1tcy p~zy.~omntał ta~że ~dę ~emo 1udex (•1,oneus). 1n sua causa <.ntkt pomiędzy samochodami, s iesząc si na nast ne s otkanie. Bo n1e Jest odpowtedntm sędztą we własnej spraw te)~ która skądtnąd a· aż · · · t ść ...p ę ęp p · · · b Ć ł D ~W nleJSZajeS WO 1no wydaJe stę y s uszna. Katarzyna Peryt Jak dotąd, nigdy jeszcze nikomu nie przyszło do głowy, UWAGA! Spotkanie z panem Janem Olszewskim zostało przez pana aby żądać od pilota wprowadzenia na pokładzie samolotu systemu demokratycznego. Katastrofa byłaby nieunikniona. A przecież Premiera odwołane z powodu .nagłego wyjazdu. Organizatorzy Prawicowych Piqtków bardzo przepraszajq i jednocześnie zapraszajq prowadzenie państwa jest rzeczą o wiele trudniejszą. To prawda, ale katastrofa n&Stępuje znacznie później. Słuchaczy zaś rozbawiły w p6źniejszym terminie.

,!

Sposób na wakacje - AUTOSTOP Nieprawdąjest, że

trzeba mieć dużo kasy, by zwiedzić kawał świata (czytaj: Starego Kontynentu). O tym właśnie chcielibyśmy napisać i przekonać Was, że wszystko· znajduje. się w zasięgu ręki. Najgorzej jest odważyć się ten pierwszy raz i na przykład w czasie przerwy 26 kwiecień- S maj 1996 uderzyć w drogę i dobić do Barcelony. Tam spędzić dwie noce i zdążyć wrócić. Albo szybciej niż pociągiem pokonać trasę Zgorzelec - Bazylea, lub jak kto woli zrobić w osiem dni sześć tysięcy kilometrów trasą: Kłodzko - Frankfurt - Lyon Monako - Mediolan - Wenecja - Szczecin - Kłodzko. Szaleństwo? Nie rzutuje. Nie polecamy tego osobom lubiącym ciepłe łóżeczko, trzy posiłki dziennie i. .. innym lalusiom. Kiedy byłem jeszc~e małą dziewczynką, uwielbiałem oglądać atlasy geograficzne, stare mapy. A najbardziej fascynowały mnie te najbardziej odległe państwa Europy, wtedy bowiem, niczym ludzie Średniowiecza, nie wykraczałem jeszcze swoimi myślami poza nią. W latach os~emdziesiątych jedynymi dostępnymi krajami były demokracje ludowe, których zwiedzanie wraz z rodzicami i tak było każdorazowo wielkim przeżyciem. Wciąż nie były to jednak wyczyny na miarę pokolenia amerykańskich beatników. Po otwarciu granic powstały nowe możliwości. W Qlaju 1995 (okres mojej matury) zgadałem się z kumplem z klasy. Padło hasło: autostop do Wielkiej Brytanii!!!. Przygotowania trwały miesiąc. Zakupiliśmy przewodniki, atlas Europy, ciepłe śpiwory i po egzaminach na studia ruszyliśmy - dwaj kompletni laicy. W czasie tego wyjazdu zachorowałem na nieuleczalną chorobę: stopmanię ... Jest l O listopada. Siedząc w domu, powracam do tych wszystkich wypadów w cieplejsze strony, przywołuję wdzięk wakacyjnych cusów. Porządkując myśli, Europę Zachodnią dzielę na dwie strefy: przyjazną i nie. Pierwszą stanowią Niemcy, Holandia, Belgia, północno-wschodnia Francja i południe Anglii. Dobrze rozwinięta sieć dróg, a zwłaszcza usposobienie jej użytkowników powodują, że jazda idzie jak po maśle. W pozostałych krajach nie jest już tak dobrze, momentami wręcz beznadziejnie, z małymi

~ MAGIEL

Nleuletny

MlesłfCIIIIk StaclentcSw SGH

wyjątkami

dwanaście

godzin z granicy francuskiej do Mediolanu, tudzież oszczędzające cenny czas "złapanie" stopa na szlaku w Pirenejach Aragońskich). Na szczęście, używając tenninologii SGH-owej, istnieje tam doskonały substytut autostopu, z którego trzeba jednak korzystać rozumnie. Mam na myśli jazdę pociągiem, błyskawicznie przemieniającą się w znaną miłośnikom Cortazara grę, gdy tylko nie mamy pieniędzy na bilet. .. Polecam to wszystkim o stalowych nerwach, twardzielom łamiącym jednorącz zapałki, i miłośnikom teatru Becketta: przyjdzie ten konduktor, czy też nie przyjdzie ... Wracając do klasycznego autostopu, istotną rzeczą jest to, gdzie stoisz. Na autostradach nic nie zdziałasz (chodzenie, nawet poboczem, może cię wiele kosztować). Najlepsze miejsca to wjazdy na nie i duże stacje benzynowe· (w Niemczech tzw. Rasthofy), które znajdują się co kilkadziesiąt kilometrów. No ·i druga rzecz: problematyczne bywa wydostanie się z dużych metropolii. Klasycznym ku temu przykładem jest Paryż, na wyjeździe skąd wielu już autostopowiczów zjadło swe ostatnie zęby. Najlepszym sposobem na wyjazd ze stolicy. Francji w stronę Połski jest dostanie się metrem do stacji Disneyland, skąd należy przejść piechotą do Peage, czyli miejsca na autostradzie, w którym kierowcy płacą za jej użytkowanie. Tylko kwestią czasu jest złapanie jakiejś okazji. Przed zmrokiem trzeba szukać miejsca, które następnego dnia będzie dogodnym punktem do dalszej eskapady. Poruszyliśmy tutaj kwestię noclegu. Licz się z tym, że możesz być zmuszony spać w każdych warunkach. Sprawdzonych miejsc jest wiele, wszystkie je łączą dwie cechy. Po pierwsze: pewien dyskomfort rekompensuje to, że nic nie kosztują, a po drugie: nie znajdziesz o nich informacji w żadnym przewodniku, czy informatorze ..Na południu Francji, we Włoszech i Hiszpanii najlepsza do kimania jest plaża. W miarę bezpiecme są też dworce kolejowe, lecz pamiętaj, że są one zamykane na noc we Francji, Szwajcarii, Włoszech, bez biletu na pociąg możesz być w każdym kraju z nich wyrzucony. ciąg dalszy str. 14

. nr

lO

(np. w

Listopad 1996

strona 13 .


Sposób na wakacje -AUTOSTOP c. d. Nie zostawiaj bagażu bez opieki, bo zajmą się nim złodzieje lub saperzy {w związku z częstymi zamachami w miejscach publicznych mogą go zdetonować). Dobrym rozwiązaniem wydaje się być korzystanie ze skrytek bagatowych, obecnych na każdym prawie dworcu kolejowym. Do jednej wchodzą spokojnie dwa plecaki, pod warunkiem, 1:e pakujesz minimum rzeczy. A powinieneś mieć nie więcej niż 1S kg. Podstawą jest lekki śpiwór, namiot możesz zostawić w domu, nie zapomnij czegoś przeciwdeszczowego. Co do techniki łapania stopa, ważna jest tabliczka · z napisanym miejscem, do którego chcesz jechać. Liczy się także twój wygląd (trzeba przynajmniej stwarzać pozory). Prawie zawsze większy sukces osiągniesz, pytając bezpośrednio na parkingu, zaczepiając zatrzymujących się kierowców. Wybieraj odpowiednie osoby {nie licz na babcię z dziadkiem w BMW), wykorzystując nabyte w CNJO umiejętności. W przetrwaniu trudnych chwil pomoże Ci osoba, z którą podróżujesz, dlatego· musi być ona sprawdzona i zaufana. Po powrocie dopiero okaże się, ile naprawdę jest warta Wasza przyjaźń. Być może ten sposób spędzania czasu wyda się Wam nieco zakrę­ cony, zwłaszcza w zetknięciu z naszą rzeczywistością eSGieHową,

w którą tak łatwo dajemy się czasem wtłoczyć i bez refleksji jak automaty żyjemy z dnia na dzień. Zapominamy, że s~raconego. czasu mo1:emy później nie nadgonić; młodość bowiem to dla mnie przede wszystkim ciekawość świata, poznawanie odmiennych kultur i języków, a nie tylko bezustanna pogoń za pieniądzem. Tomek Kluk & Bartek Poaoda P.S. Sprawdzone noclegownie typu gratis: Paryż - komfortowo pod wieżą Eiffia (spałem tam trzy dni -przyp. B.P.); Praga -dworzec główny Hlavni Nadrazi {trzy razy - B.P.); San Vincenzo, miasteczko w pobliżu Pizy (niedokończony dom przy plaży); Dover- klify; Wenecja - dworzec; Frankfurt - park koło Messe; Saraaossa dworzec (nie znaleźliśmy pamiętnika... ); Pireneje ~ możesz biwakować wszędzie powyżej 2200 m (im wyżej tym ciekawiej); Finisteres (płn.-zach. Hiszpania)- dwie noce pośród oceaniemych fal i pod gwiazdami na naszej prywatnej plaży; El Escorial i Aranjueznamiot w parku pod osłoną nocy; Kordoba - zaraz koło kempingu, przywiązani do plecaków; El Cborro (wąwóz znany z reklamy batonu LION) - bez ograniczeń; Dijon - stacja benzynowa przy rozjeździe autostrad: Paryż- Lyon- Beasancon; Granada- albo na okolicznych wzgórzach, albo po prostu w zaciszu Albambry, w obrębie jej murów ( atutemjest fontanna czyli jedyna łazienka. .. ).

POWRÓT PSZERURZNyh KtllsuF PSZYgoTOWAFClYH 33 i 115••• Najczarniejsze sny, podobnie jak najgorsze filmy, powracają wielokrotnie, aby dręczyć nas ogromem swego koszmaru. Nie inaczej jest z "pszerurznymi kórsami pszygotowafczymi", które szerokim echem obiły się jut o ściany naszej Uczelni i powróciły na łamy naszej gazety. Sprawa bowiem nie padła, tak jak pewnie niedługo padnie MOPA {"MAGIEL", numer 9). Ciekawostką tą mianowicie zajął się Rzecznik Prasowy SGH - pan Jerzy Bitner. Kwestia ogłoszeń trafiła także bezpośrednio do gabinetu Rektora, gdzie została wnikliwie przedyskutowana, a efektem tejże debaty było zobowiązanie pana Bitnera do wyjaśnienia całej sprawy. W tym celu Rzecznik wystosował do MOPA pismo, którego fragmenty pozwolę sobie tu zacytować: "{... ) W nagłówku Państwa plakatu znajduje się nazwa - cytuję 'Główna Szkoła Handlowa''. Osobiście nie słyszałem nic o istnieniu GSH. Jednocześnie pragnę zauważyć i podkreślić, iż niektóre sformułowania zawarte w tym ogłoszeniu mogą budzić dwuznaczne odczucia i moim zdaniem stanowią mało wyszukaną fonnę reklamy Ośrodka. W szczególności mam na myśli sfonnułowanie - cytuję . Nasz kurs pozwoli Ci(. ..) poznać polityq egzaminacyjną poprzez kontakt z autorami tekstów i egzaminatorami'. Wątpliwości budzi również określenie - cytuję - 'Cenieni wykładowcy akademiccy, członkowie komisji egzaminacyjnych'. Domyślam się, że

chodzi tu ewentualnie o członków komisji egzaminacyjnych i autorów testów przeprowadzonych w poprzednich

Blaszany Bębenek II ? O tym filmie mówiono już rok temu, kiedy to TVP pokazywała blondwłosych polskich nastolatków w mundurach hitlerjugen uwodzonych pięknem faszystowskiego ceremoniału . Dzisiaj .. Król Olch", kolejna po nagrodzonym Oscarem i Złotą Palmą "Blaszanym Bębenku", rozprawa Schłoendorfa z nazizmem, dotarł do Polski. Z jednej strony film pokazuje proces uwodzenia młodzieży przez ideologię narodowego socjalizmu, z drugiej zaś jest dość realistyczną wizją hitlerowskiego szaleństwa. Tytułowy bohater - Abel - postać trochę nierealna, tkwiąca obok rzeczywistości, zawieszona między dobrem a złem, zostaje troskliwym opiekunem hitlerowskiej młodzieży z twierdzy Kaltenbom, do której trafia jako francuski jeniec wojenny. Werbuje on do "szkoły" dzieci z okolicznych wiosek, aż do czasu gdy, zorientuje się, że są oni przeznacz~ni na mięso annatnie ...

~ MAGIEL

Nlualetny Mlesltczalk Stucleat6w SGH

latach, albowiem nikt w SGH jeszcze nie wie, kto będzie opracowywał testy i wchodził w skład Komisji Egzaminacyjnych w czasie rekrutacji w roku 1997. Uważam natomiast, że użycie takich sformułowań może wprowadzić w błąd potencjalnych kandydatów na studia, a równocześnie sugeruje możliwość nawiązania niefonnalnych kontaktów z autorem testów. Warto też wiedzieć, iż np. członkowie komisji na egzaminach wstępnych nie mają nic wspólnego ze sprawdzaniem prac kandydatów. Ponadto u~ażam, 1:e przeinaczenie nazwy naszej Szkoły świadczy o wyjątkowym niedbalstwie autora plakatu. Będę wdzięczny za wyjaśnienia w tej sprawie, jak również za informacje, jacy 'autorzy testów i członkowie komisji egzaminacyjnej' będący pracownikami naszej Uczelni, biorą udział w prowadzeniu realizowanego przez Państwa kursu". Osobiście mam nadzieję, że pismo to będzie zaczątkiem lawiny korespondencji pomiędzy naszą Uczelnią, a sympatyczną MOPA. Z pewnością mili pracownicy tej ostatniej główkują teraz, czego to może chcieć od nich jakaś tam Szkoła Główna Handlowa. Przecież na plakatach jak byk napisano, że kursy dotyczą "głównej szkoły handlowej". Tak to jest z tą zazdrością- większa i silniejsza SGH nie dopuści, aby jakaś porządna i znana na rynku (buraczanym) firma organizowała kursy dla konkurencji, jaką niewątpliwie jest GSH, wyrosła nam niedawno w kompostowniku, ... (j.p.)

Koprodukcja czterech kinematografii europejskich {w tym polskiej), wysoki budżet or~ zamek w MaJborku grający twierdzę Kalten- . bom, nadały filmowi imponujący rozmach. Hipnotyczna, bajkowa, nierzeczywista sceneria, mistycyzm mazurskich jezior i lasów, jednym słowem "niepowtarzalne okoliczności przyrody" polskiej zapewniły mu widowiskowość. Nazwisko reżysera zaś {Volker Schloendorf), pierwszoplanowego aktora {John Malkowich), kompozytora (Michael Nyman) oraz głośna powieść Michela Toumiera, na której oparto scenariusz, już w tej chwili zapewniły mu opłacalność. ·czegoś mi tu jednak brakuje... Król Olch: Produkcja: Niemcy-Francja-Wielka Brytania-Polska; Reiyseria: Volker Schloendorf; WystępujJt: John MaJkowich oraz Mariaone Sagebrecht, Gottfried John, Armio Mueller-Stahl jako tło jego aktorskiego popisu. Piotr Bulak

nr lO

Listopad 1996

strona 14


\

W wyniku niedoboru środków do żucia i z braku laku Rada Swiata postanowiła wysłać ekspedycję, której zadaniem była EKSploracja przestrzeni kosmikomicmej i ewentualna EKSploatacja brakujących dóbr. W grafiku przewidziano także EKSplozję statku, jako tę najbardziej rozrywkową pozycję imprezy. Program badawczy nazwano więc ,,3-RAZY-EKS", pomimo ostrego sprze- · ciwu jedynej wśród załogi przedstawicielki płci nie tak całkiem pięknej. Poprzez-wstawienie do nazwy czwartego EKS-a chciała ona zagwarantować sobie realizację pełni praw obywatelskich, rozumianych w kategoriach własnej sEKSmisji. Program sfinansowały schroniska dla bezdomnych zwierząt, które liczyły na to, iż w ten sposób będą miały okazję wysłać kilku swych czworonożnych t podopiecmych na wycieczkę do Psiej Gwiazdy. Tak więc, w skład załogi - oprócz trzech suczek • weszła Parszywa Dwunastka, będąca świeżo po szkoleniu w akademii Kelifamili, oraz mucha, która zdążyła wlecieć do kabiny przed końcowym odliczaniem, odśpie­ wanym uroczyście przez kapelę z Zooropy. Ceremonię pożegnania zakończył występ w skale, który pozbawił scenę równowagi i cała impreza przeniosła się w niższe partie kanionu Kohi-Dorato. Załoga statku, nieświadoma rozgrywających się poniżej zdarzeń, próbowała osiągnąć prędkość l macha. Na początku vyosuami (typu V -5) miał machać stary Trek. Dopingowała go spragniona potu mucha. Jakieś 900 metrów nad Ziemią wszyscy musieli założyć skafandry i kombinerki, bo zrobiło się bardzo zimno. Na dodatek maszyna otarła się o jakiś twister, który kompletnie zawrócił jej w głowie. Zboczony z kursu statek uratował Blejd Raner, który zobac·zył w ·. przednim lusterku zbliujący się \Vierzchołek K-2 i w ostatniej chwili kazał dodać gazu-Trek O"Coorva szybciej machnął. Wszystkim poprawiły się humory, gdy po prawej burcie pojawił się Księżyc. Oznaczało to zbliżającą się ulgę. Pierwszy za potrzebą wyskoczył Laki Luk z Kajłoker. -Panowie na prawo, pani na lewo - oznajmił. -Ale ja chcę z wami! - domagała się Księżniczka Leja, nazwana tak 2 lata wcześniej~ kiedy to patrol penitencjarny znalazł ją dokumentnie bez żadnych dokumentów w leju po bombie zegarynkowej - Tutaj nic nie widać! Statek bowiem wy lądował pechowo po ciemnej stronie Księżyca. Cóż, po aferze "Star Gey", kiedy to ·przez dziewięć i pół tygodnia hormosensualny kierowca cięmówek pruł na oślep sweterki napotkanym w Wilkach czerwonym kapturkom, Centrum Kontroli Na Ziemnej nie koordynowało już tak sprawnie lotów, jak wcześniej. -Powiedziałem: panowie na prawo, a ty na lewo! - obstawał przy swoim Laki Luk. -A to może ktoś ma latarkę? - spytała Księżniczka - Czemu Yasna Hollera zasponsorowała nam tylko baterie? ,

-Blejd! - krzyknął Han Solopan - Daj Lej i kschemyenie i podziel się z nami krakersariti. -Nie są dla was - odrzekł - Mam tu zrobić eksperyment. Kazali -mi wrzucić krakersy w kratersy i zobaczyć, czy wylezą z nich jakieś crittersy. Jak zostaną, to możesz je sobie pozbierać. ·Żeby cię .zżarfx razem z tym pro-viantem! Leja miknęła w ciemnościach. Laki Luk mógł więc w końcu . pobiec, aby odcedzić kartofelki. Niestety nie zdążył - woda kompletnie odparowała i kartofelki zwęgliły się mu na amen. Blejd tymczasem kontynuował swój eksperyment. Po dłuższym zastano~ieniu cisnął w wybrany przez siebie krater garść ciach. Po trzydziestu trzech i jednej trzeciej obrotu Księżyca wokół Zenitu (Louis Annstrong upuścił ten długopis podczas swego ostatniego toume po orbicie bez cukru) z krateru wydobyło się chrupanie. -A co to za świnie w tym kosmosie!? - zapytał Luk. -Crittersy chrupią krakersy! - ucieszył się Blejd - Zaraz je zobaczycie! Wyjdą, aby dostać więcej. Potwome, oślizłe maszkary ... I rzeczywiście coś wylazło z leja, ale była to niestety Leja. -Faktycznie maszkara... - szepnął Luk. -Jesteś głupia! Kratersy. namoczone były critterolepem i jak rzeczywiście są tu te włochate żarłacze, to masz przerąbane. Atmosferę podniecił jeszcze Gali Leush, gdy obnażył swą niewiedzę odnośnie stanu zdrowia reszty załogi. -Eja, eja!- wydarł się -A po co nam te trupy w schowku? -To reszta załogi. Oni są poddani hibernacji kretynie. -A dlaczego krety nie? Czy to maczy, że nasi poddali się tej hibe... coś tam bez wałki, a kretom się upiekło? -Wiesz co Gali, nie chce mi się z tobą ga ... - Trek przerwał, bo dały się odczuć dość silne wstrząsy. _ -To niemożliwe! Trzęsienie Ziemi na Księżycu!? Wspólne rozważania zostały jednak szybko zastąpione przez ma"' sową ucieczkę na stanowiska statku, gdyż jakieś tysiąc crittersów, . które wytoczyło się z norek, z pewnością nie organizowało Mistrzostw Księżyca w sprincie. -Zostawiłam w kraterze klucz~ od domu! -jęknęła Leja -Znów te przechwałki o jakimś mieszkaniu! - zadrwił Trek - Han! Teraz ty. Trzy machy wystarczą. Han machał vyosuami, zaś cała reszta wzięła cztery machy i miała totalny odlot. Po piątym machu wszyscy weszli w czwarty wymiar i osiągnęli hiperodlot, odpadając w kierunki nad przestrzeni. .. Widok niezliczonej ilości gwiazd przypomniał im jednak, że to dopiero początek podróży. Blej d cały czas myślał, jak tu by polecieć na Skrooty, by zaoszczędzić trochę Marsów - pożywnych i dających energię na machanie, ale okazało się, że problemy mają wyleźć z całkiem innej beczki kapusty. ~ CDN '

A.S.

Zycie to nie YEAH! bajka- czyli z żywoTA poliTYków. Cześć

dziewczyny, cześć chłopaki! Dziś postaram się zachować w miarę poważny ton, bo i o poważnych sprawach pogadać zamierzam. Ale na dobry początek zacznę od ciekawostki. Nie wiem, czy wiecie, ale bardzo fajnie jest być w naszym pięknym kraju senatorem. Senator to jest taki pan (najczęściej pan, ale panie też się zdarzają), który zasiada w Senacie. Problem polega na tym, że nie na długo. Najczęściej na cztery lata, bo na drugą kadencję wyborcy już mogą nie wybrać. W związku z tym trzeba korzystać, ile się da i jak najszybciej. Ulubionym _sposobem spędzania czasu przez senatorów są podróże zagraniczne. Nasz miłościwie panujący marszałek Struzik odbył już 26 takich zagranicznych, "służbowych" wycieczek. Ale, jak się okazuje, wcale nie jest w tej dziedzinie rekordzistą. Prawdziwym specem od wojaży jest senator Bartodziej, który już 48 razy opuszczał nasz kraj w celu wizytacji

MAGIEL

Nlualeiny MteslfCZIIIk Studentów SGH

jakiegoś

innego. A tylko 6 senatorów nigdzie poza granicami służbowo nie było. Widocznie jakiś chorobliwy patriotyzm i przywiązanie do kraju, albo żona nie· pozwala. Pewnie jesteście ciekawi, jak działa mechanizm tych wyjazdów. Przeanalizujmy tę sprawę na przykładzie pana Marszałka. A więc najpierw pan Marszałek otwiera sobie atlas geograficzny na obojętnie której stronie i szuka takiego państwa, w którym jeszcze nie był. Gdy już wybierze cel podróży, zleca odpowiednim komórkom MSZ załatwienie wszystkich formalności. Oczywiście możemy sobie wyobrazić przebieg takich wizyt. Według naocmych świadków wygląda to mniej więcej tak: krótkie spotkanie z oficjelami, a dalej zwiedzanie miasta i okolic, zakrapiane przyjęcia (często już od śniadania ), baseny, sauny, nocne kluby, itd. ciąg dalszy_ str. 16

nr lO

Listopad 1996

strona 15


Życie

to ale YEAHI bajka c.d.

senatorem. A najciekawsze jest to, że celami tych podróży są najczęściej państwa, z którymi prowadzimy ,,niezwykłe ożywione życie polityczno-gospodarcze~', czyli np.: Urugwaj, Tajlandia, Laos i inne tego typu. A wszystko to oczywiście · za nasze pieniądze "podatnicze". Pozazdrościć panom senatorom tupetu i fantazji. Ale fantazji nie brakuje również innym, na przykład prezydentowi Łukaszence. Otóż temu panu już przestało wystarczać stanowisko prezydenta niewielkiej i zaściankowej Białorusi i postawił sobie nowy cel ·- zostać prezydentem Rosji. Fajny pomysł, nie? Ciekawe, co jeszcze temu Łukaszence do głowy wpadnie? Może będzie chciał się ogłosić carem, albo zająć następne państwa? W każdym razie jest to niezły szaleniec, którego mają już dość na Białorusi, a pytanie na najbliższe dni to: czy parlament zdymisjonuje prezydenta, czy prezydent rozwiąże parlament. W przeciwień­ stwie do tego, co dzieje się na Białorusi, w innych państwach postkomunistycznych notujemy kolejny zwrot akcji. Porażki komunistycznych kandydatów w wyborach prezydenckich w Bułgarii i Rumunii, to znak ponownej zmiany frontu i niewątpliwa szansa dla · tych państw. Wróćmy tymczasem na nasze podwórko, bo ostatnio ruch w interesie spory. Najpierw Sejm przegłosował ustawę o nowelizacji prawa do aborcji. Spotkało się to z bardzo różnymi głosami, od poparcia aż po skrajne oburzenie. Sam fakt wyraźnego podziału wśród parlamentarzystów świadczy o ogromnej trudności jednoznacznego rozwiązania tej sprawy. Wszyscy teraz oczekujemy ruchu pana Prezydenta. Pani Waniek przekonuje, że Prezydent podpisze ustawę, rzecznik Styrczula mówi, że nie, ale gdyby jednak doszło do podpisania, to on poda się do dymisji. W ostatnich dniach natomiast ekscytowaliśmy się senacką debatą podatkową. Czy trzystopniowa skala podatkowa SLD, czy też czteNic

tjtłko zostą;ć

rostopniowa: PSL. · Przez kilka dni trwało ·gorączkow.c .liczenie głosów. Języczkiem uwagi stało się 8 senatorów "Solidarności", którzy zamiast pracować w Senacie, udali .si~ z pielgrzymką· do Rzymu (patrz: początek artykułu). Na głosy tych senatorów liczyły bardzo kluby senackie PSL i "S",. próbując jak najbardziej przesunąć tennin głosowania. Okazało się, że nawet ich powrót nic by nie dał, bo l O-cioma głosami przewagi przeszedł projekt SLD i prawdopodobnie w przyszłym roku obowiązywać nas będą trzy stawki - 20, 32, 44%. Kolejna afera ma miejsce w TVP. Zawieszony w swoich czynnościach został dyrektor Biura Administracji Jerzy Folcik, który jak się okazało, w latach 70-tych i 80-tych był członkiem SB i zajmował się "praniem" opozycjonistów. Na koncie tego przyjemniaczka znaleźli się m.in. Kuroń~ Michnik, Wujec. Niestety po raz kolejny wyszło na jaw, jakie układy panują w państwowej telewizji, bo przecież zatrudnianie tego typu ludzi na tak wysokich stanowiskach jest po prostu przegięciem . Minister Wiatr, dyrektor Folcik, ciekawe kto następny? Ilu jeszcze komuchów i SB-ków dochrapie się stanowisk na tzw. samej górze? Jakże niewielu jest ludzi naprawdę oddanych sprawie naszego kraju! A właśnie jednego z nich pożegnaliśmy przedwcześnie w zeszłym tygodniu. Minister Andrzej Bączkowski zmarł nagle w wieku zaledwie 41 lat. Jacek Kuroń powiedział nad jego grobem: "Atakowany był przez wszystkie siły zasiadające w Parlamencie. Wierzę, iż wyciągniemy wnioski z tej śmierci i odtąd spory partyjne zamiast, jak dotychczas, niszczyć Polskę, będą jej słutyć". Oj, miejmy nadzieję, że tak się stanie. Wyjątkowo w tym numerze ani słowa o panu Prezydencie, ponieważ niespodziewanie w ostatnim miesiącu nie wygłupił się chyba ani razu. Duże brawa. Do następnego razu. Daniel "Jasiek" Jasiński

wystarczy odpowiednio przepracować przerwę zimową, odrobina higienicznego trybu życia i KS ABC mów bę­ dzie groźny . Póki co jednak, wraz z Sarenkami (poukładana, ale zbyt delikatna ekipa) i Desprados, których połowa punktów to zasługa walkowera, okupują niezbyt eksponowane miejsca. Pozostałe drużyny niestety nie prezentują się szczególnie. Nawet nie śmiem jednak wątpić, iż wcześniej, czy później karta się odwróci i kibice Leszczy, nieszczęsnych Winners6w, Smirnoff Drinkers II (chyba najwyższa pora zerwać z niechlubnym zwyczajem z poprzedniego sezonu), doszukają się pozytywnych aspektów w grze swych ulubieńców. Liczne rzesze obserwatorów czekają na pierwsze zdobycze tyleż ambitnych, co nieskutecznych rookies -Drutyny X i LZS Grom. Możejeszcze przed zimą? Tabela najbardziej aktualna z moiliwych (stan na 18.XI) wiktorię. Chociaż...

W piłkę notną gra się zazwyczaj wtedy, gdy na dworze cieplutko. Jednak kiedy człowiek się uprze, grać motna l w zimnicy. Ale do czasu•.. Kilka kolejek drugiej edycji Akademikowej Ligi Pilkarskiej (ALP) mamy szczęśliwie rozegranych. Właśnie to "kilka", co przymacie, jest dosyć pojemnym określeniem . Niestety - organizowana wg. nowej formuły (Jesień - Wiosna) - liga od samego początku musiała stawiać czoła licznym przeciwnościom losu. Z niejaką przykrością odnotowaliśmy pierwszy w historii przypadek nieprzystąpienia do rozgrywek uprzednio zgłoszonego zespołu - czerwona kartka dla Uragan6w! Później niezły pasztet zafundowali organizatorom Winnersi, których niezdecydowanie i kompletny brak o_rganizacj i wprowadził wiele zupełnie zbędnego zamieszania przekładanie meczów, walkowery itp. Koniec końców warunkowo dopuszczono chłopaków do walki, ale... żółty kartonik od Prezydium Ligi! Dorzucić jeszcze do tego zimno i podejrzanie wcześnie zapadający zmrok i macie wachlarz ligowych kłopotów w pełnej krasie. Nie jest łatwo ogarnąć to wszystko, ale jakoś się toczymy ... Niektórzy rozegrali pięć meczów, inni zaledwie dwa. Tak to właśnie wygląda Jednak, co by nie mówić, emocji nie brakuje. Na szczęście również tych jak najbardziej sportowych, boiskowych. Wnikliwi obserwatorzy z pewnością dostrzegli doskonałą postawę drużyn szerzej już znanych - KS Grosik (a propos: panowie, apel o trochę litości dla kości przeciwnika) i Tańcz.cych z Piłkami. Zespoły rzeczone idą, jak to się ładnie określa, łeb w łeb. Od zwycięstwa do zwycięstwa. Dalej w tabeli kolejni pretendenci do tej ,,większej" gry (czytaj: play-ofl) tj. bramkostrzelne 3-Setki, waleczni ADP Gazebo i debiutujący w zacnym gronie Czarne Żniwo (uwaga: tabela może być myląca- rozegrali dopiero dwa spotkania). Rzut oka w środko­ we rejony i... szok! Mistrzowie z poprzedniego roku cieniują aż miło. Wygląda na to, że ciężko będzie powtórzyć ubiegłoroczną

~ MAGIEL

Nlezaletay Mlesltcznik Stuclent6w SGH

l. TAŃCZĄCY Z PILKAMI

33 : Ił 2. KS GROSIK 18:3 35:7 3. 3- SETKI 4 9 4. ADPGAZEBO 9 17:16 5 2 24:4 s. CZARNE ŻNIWO 6 4 6 18:16 6. KSABC l 0:13 . 4 6 7. DESPERADOS 6 9:13 8. SARENKI 3 7: Ił 3 9. WINNERS 3 12:19 4 3 10. LESZCZE o 9:24 4 li. DRUŻYNA X 3 o 10:26 12. SMIRNOFF DRINKERS II 4 o 13:48 13. LZS GROM P.S. W związku z niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, Prezydium Ligi zdecydowało o przeniesieniu ostatniej - z planowanych pierwotnie na Jesień - kolejek na wczesną Wiosnę. Sprawę dokładnego określenia właściwych tenninów organizatorzy podejmą zimowa porą. Czekajcie na sygnały! Grzesiek Radziejewski

nr lO

4 4

Listopad 1996

12 12

strona 16


f

90

1 la t ~~~!~!!c~~~~?:!!~!!

------

konkursu. Jest to nasze przed-przedostatnie spotkanie - · zostało jeszcze tylko pytanie grudniowe oraz finał konkursu w styczniu. Ale przecież nikt nie ~marł! Więc przestajemy już smęcić - w końcu przed nami jeszcze dwa pytania. Ale wszystko w swoim czasie. Najpierw- jak zawsze- odpowiedź na poprzednie pytanie z numeru październikowego: W SGH

KRÓTKi KURS ~ ~· M l K"'ROEKONOMII

istnieje pięć Kolegiów, a mianowicie Kolegium Analiz Ekonomicznych, Kolegium Ekonomiczno-Społeczne, Kolegium Gospodarki Światowej, Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie oraz Kolegium Zarządzania i Finansów. Nagrody wygraH: Anna

Frei (kalendarz akademicki SGH), Krzysztof Bujak (czapka SGH), Maciek Klimek (kra\vat SGH). Nagrody prosimy odbierać w pokoju Samorządu Studentów SGH w terminie do IS grudnia. Gratulujemy i zapraszamy do dalszego udziału w naszym konkursie. Dziś pytanie do naszego konkursu ułozył dla Was Rzecznik Prasowy SGH, Pełnomocnik Rektora - Jerzy Bitner. Może jest ono nieco trudniejsze, niż zazwyczaj, ale Pan Rzecmik obiecał Wam za to ufundowanie spe~alnęj na&rody ... ! (g+ł ... ???). Trzymamy za

~

słowo!

Co oznaczają następujące sformułowania stosowane w terminologii akademickiej: • magnlflcencja; • bean; • Ałma Mater?

PyTANiE NR

8:

1lAKIE1""

KOtJT~OLNY

(»o) AKCJi

Skoro jesteście studentami, warto abyście znali te zwroty, tym bardziej, że jeden z nich może dotyczyć Was osobiście ... ('?)(Ja też chcę być Mr Bean!!!). Odpowiedzi możecie przesyłać do 10 grudnia poprzez sieć Internet na adres: music@sg)l.waw.pl łub wrzucając kartkę do naszej skrzynki kontaktowej zawieszo.nej na kolumnie na przeciwko portierni w budynku głównym. Nie zapomnijcie o podaniu swoich danych (imię i nazwisko, numer albumu, telefon komórkowy, rozmiar buta, plan zajęć). •

ly&&JMY ,"..",."./

Ranking prawdę o Twym liceum Ci powie••• Już

po raz czwarty opracowany został w SGH ranking szkół śred­ nich. FonnaJnie ranking ten obejmuje wszystkie możliwe szkoły średnie, ale w praktyce występują w nim tylko licea ogólnokształcące. Co roku kandydaci na studia dzienne reprezentują około 400 liceów, lecz nasz ranking obejmuje tylko około 200, gdyż oceniane są tylko te szkoły, z których do SG H chciało się dostać co najmniej pięciu kandydatów. Ocena, jaką otrzymuje szkoła, zależy od trzech wskaźników. Pierwszy z nich to udział kandydatów przyjętych na studia w liczbie kandydatów z tej szkoły (z tego powodu nie są brane pod uwagę licea o małej liczbie kandydatów, gdyż mogłaby wystąpić sytuacja: zgłosi się jedna osoba, zostanie ona przyjęta i już jest stuprocentowa skuteczność). Drugi wskaźnik to liczba kandydatów z danego liceum, którzy na egzaminach wstępnych do SGH otrzymali co najmniej 50 punktów, podzielona przez liczbę kandydatów z tego liceum. Ten iloraz wskazuje na jakość przygotowania kandydatów • nawet jeśli nie zostali studentami, ale otrzymali więcej niż połowę punktów, to musieli być dobrze przygotowani (można teoretycznie powiedzieć, że "zdali" egzaminy wstępne, ale nie zostali przyjęci z braku miejsc). Trzeci wskaźnik określa z kolei ~,złe przygotowanie" i równy jest udziałowi liczby kandydatów, którzy na ·egzaminach zdobyli mniej niż 40 punktów, w liczbie kandydatów z danego liceum. Jeśli liceum jest "dobre", to takich kandydatów nie powinno być wśródjego absolwentów. Na podstawie tych trzech wskaźników opracowywane są trzy robocze listy rankingowe, a średnia z numerów na tych listach jest

~ MAGIEL

Nlualeiny MleslfCZIIIk Studelltn sGH

"wskaźnikiem

syntetycznym". Na jego podstawie określana jest pozycja liceum na liście rankingowej. W rekrutacji w 1996 roku na pierwszym miejscu listy znalazło się I Społeczne LO z Warszawy. Na drugim miejscu jest III LO imienia Marynarki Wojennej RP z Gdyni- uznawane za najlepsze liceum w Polsce. Trzecie miejsce zajęło II LO im. Jana Zamojskiego z Lublina Dwa ostatnie wymienione licea mają wręcz rewelacyjną skuteczność, objawiającą się tym, że prawie 90% kandydató\v z tych liceów dostało się do SGH! Regułą już jest, że w rankingu dla jednego roku duże i znane licea warszawskie uzyskują dalsze miejsca. Na przykład ,,Batory'' jest dopiero na 21-ej pozycji, ale na liście "wszechczasów", a właściwie na liście czterolecia (1993-1996) "Batory" jest na miejscu czwartym. Lista wszechczasów opracowywanajest dla liceów, z których do SGH każdego roku dostało się co najmniej pięciu kandydatów. Na pierwszym miejscu na tej liście jest IV LO z Kielc. Kolejne miejsca zajmują LO im. Władysława Jagiełły z Płocka i LO -im. Adama Mickiewicza z Białegostoku . Na następnych miejscach są już licea warszawskie: Batory, Hoffmanowa, Reytan, Kopernik, Górski, Modrzewski i Zamoyski. Nawiasem mówiąc, moje macierzyste liceum im. B. Limanowskiego, uesztą numer l w Warszawie, na naszej czteroletniej liście rankingowej uplasowało się na 41 pozycji. Sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle? W każdym razie wygląda to nieźle na długim wydruku wszystkich branych pod uwagę szkół. Marek Rocki

nr

lO

Listopad 1996

strona 17


pomalowana była w żółt~zerwone paski. Gdy to zobaczyłem, przypomniał<? mi się, że swego czasu .w jakimś .brukowcu czytałem, że w Hollywood, tuż pod słynnym znakiem pewna osoba zakupiła rezydencję i zaszokowała swoich sąsiadów tym, że kazała ją właśnie barwnie wymalować. Tą osobą była oczywiście Madonna. I wiecie co? Najzabawniejsze jest, że tak naprawdę te kolory są zupełnie w porządku (gdzie tam szok jakiś!) . i wyśmieni­ cie komponowały się z blaskiem zachodzącego właśnie słońca. Się nam atrakcja trafiła na początek - pomyśleliśmy - i ruszyliśmy przyjrzeć się rezydencji Madonńy z bliska. Potwierdzen~e, że to właśnie jej dom znaleźliśmy szybko, widząc napisy wyskrobane na wyrastających tuż koło muru kaktusach: "WE LOVE YOU MA· DONNA", itd. mówiło samo za siebie. A rezydencja? Bardzo dawno temu (lata 20-ste) należała do samego Ala Capone, który prał w LA swoje pieniądze (pojęcie prania brudnych pieniędzy wzięło się z tego, że jedynym legalnym biznesem, który ów Capone posiadał była... pralnia). Jego rezydencja zwała się wtedy ,,Castillo del Lago" i tak też zwie się dzisiaj, o czym informuje napis przy bramie wjazdowej. Sam dom ma 9 pięter, lecz z naszej skromnej pozycji mogliśmy zobaczyć jedynie dwa, no może trzy ostatnie. Gdy tak staliśmy, podziwiając rezydencje gwiazdy, akurat wjeżdżał do niej · jakiś osobnik. Wówczas to mogliśmy się przekonać, ·.że podstawową cechą, w jaką należy się zaopatrzyć wybierając s•ę w to miejsce, jest cierpliwość. Zanim ów pan wyspowiadał się przez domofon bodyguardom i został w końcu wpuszczony do środka, minęła naprawdę spora chwila (żartowaliśmy, że był to pewnie fryzjer do. psów i dlatego musiał swoje wystać). Co do psów, to w tej okolicy mogliśmy się poczuć jak na... wystawie. Co chwilę przechodzili koło nas, albo zawodowi "wyprowadzacze" z pupilkami sław, al bo same sławy tyle, że jeszcze nie na tyle popularne, by rzucić nas na kolana. Terenów obok domu Madonny chronił szłaban (no... szlabanik), na którym wisiała niepozorna karteczka. Informowała ona ewentualnych wędrowców, że i owszem można sobie tędy spacerować, ale wyłącznie na własne ryzyko, gdyż bywało już nie raz, że odważni wracali pokąsani przez dziwnego rodzaju węże · (cię~o było nam znaleźć polski odpowiednik angielskiej nazwy). Ostatnim akcentem "wizyty u Madonny" było wyskrobanie przeze mnie na murze jej domu czegoś tam, co ma niby znaczyć, że tu byłem i widziałem. Idąc w stronę samochodu, mogliśmy się dowiedzieć, że tereny, które właśnie nawiedziliśmy chroni· specjalna policja (Hollywoodland Armed Patroł) i że absolutnie nie można tu ... spać. Chcąc zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, poprosiliśmy przypadkowo spotkanych Amerykanów o ppmoc. Oczywiście nie odmówili, a potem było tradycyjne "How are you?", no i wywiązała się gadka. Okazało się, że jeden z trójki był tubylcem i mieszkał w Santa... coś tam (tyle tego w tych okolicach, że zapomniałem). Właśnie przywiózł pod "Hollywood Sign" dwóch znajomych z Denver i wszyscy zgodnie dziwili się, że nam udało się dotrzeć tu tak szybko i to bez mapy. Oni - jak przyznali - gdy jechali tu pierwszy raz, sporo błądzili. Niespodziewanie więc poczuliśmy się z Wojtkiem jak przyszli mistrzowie biegów na orientację. Gdy jeszcze powiedzieliśmy chłopakom, że jesteśmy z Europy, a w Stanach mieszkamy spory kawałek od Kalifornii, staliśmy się bohaterami wieczoru. Tubylec pochwalił się nam, że do .niedawna pracował w słynnym Hollywood Planet (sieć restauracji należących m.in. do A. Schwarzeneggera, S. Stallone i B. Wiłlisa) i to właśnie tu, na miejscu w Hollywood. Zapytał, czy mieliśmy okazję już tam być, jakby Polska była dla niego co najmniej d~gim Sułtanatem Brunei. Ponieważ oczywiścle nigdzie nie byliśmy, podarował nam taką wizytówkę z napisem "S~cial Friend" i obiecał, że z tym nie będziemy musieli stać w kolejce do baru. Aha! Oczywiście karty tej nie wykorzystaliśmy, po prostu dlatego, że nie było czasu, a owa restauracja jakoś nie była nam po drodze. Chłopaków natomiast zapytaliśmy, gdzie znajdziemy downtown Hollywood ze słynnym chińskim kinem Manna (nie tego Manna!)- gdzie sławy moczą ręce i nogi w beto· n1e. c.d. _. by nie fakt,

'

Droga z Las Vegas do Los Angeles do najatrakcyjniejszych raczej nie należy. Pustynne tereny w Nevadzie zachęcają bardziej do zaśnięcia za kierownicą (szczególnie po nocy spędzonej w kasynach!) niż do koncentrowania się na jeździe. Dlatego też na tym odcinku trasy ja i Wojtek zmienialiśmy się "za kółkiem" najczęściej. Kalifornia - główny cel naszej podróży - przywitała nas... kontrolą sanitarn~. Dokładnie wygląda to tak, że wjazdu do tego stanu chroni szlaban, przed którym przejeżdżające samochody muszą się zatrzymać, a kierowca pytany jest, czy wwozi ze sobąjakieś owoce. Gdyby potwierdził, musiałby je wyrzucić. Wszystko działa sprawnie, więc zwolniliśmy tylko na chwilę, by później ruszyć prosto w kierunku Miasta Aniołów. Na miejsce dojechaliśmy nadspodziewanie szybko, aby tuż po wjechaniu do miasta trafić w "traffic" - pech chciał, że były akurat godziny szczytu. Chwilę więc jechaliśmy .sobie z prędkością nie większą od średniej prędkości pieszego idącego chodnikiem. Przynajmniej mieliśmy wtedy okazję, by dokładniej zapoznać się z mapą LA, ponieważ ta, którą posiadaliśmy, do najdokładniejszych nie należała. Na podstawie... położenia słońca udało nam się ustalić, gdzie mniej więcej znajduje się centrum miasta, gdzie powinien majdować się ocean, no i gdzie szukać tego, z czego ten zakątek świata słynie najbardziej, czyli fabryki snów. W międzyczasie ustąpił korek, więc przyśpieszyliśmy, aby w odpowiednim momencie skręcić na północ zgodnie ze znakiem wskazującym na Hollywood. Aż wierzyć się nie chciało, że to słynne miejsce było już tak blisko. W cześniej musieliśmy jednak zatankować benzynę. Szukając stacji, trochę krążyliśmy po LA, za jedną z atrakcji mając znane z wielu filmów kryminalnych - uskoki na drogach (czy jak to zwał). Jedzie się do góry, by nagle ... jump... i zjechać stromo w dół. Naprawdę świetnie! Po zatankowaniu benzyny pozostało nam już tylko uważnie rozglądać się za napisem "HOLLYWOOD", czyli ustawionymi na górze 9 literami oznajmiającymi wszystkim: TO TU! I faktycznie, parę skrzyżowań dalej dostrzegliśmy wśród drzew i pobliskich domów ów napis. Nawet dawało się go przeczytać, ale widać było również, że dotarcie w jego pobliże nie będzie kwestią chwili. Potwierdziło się to w praktyce. Kierując się w stronę słynnego napisu, dotarliśmy w końcu do... obserwatorium astronomicznego położonego na górze... niestety tej, która dokładnie sąsiaduje z poszukiwanym przez nas wzniesieniem. Mimo to, nie żałowaliśmy zahaczenia i o to miejsce, które - sądząc po liczbie napotkanych tu przez nas turystów - było bardzo popularne. Patrząc stamtąd w jedną stronę, podziwiać można było piękną panoramę Los Angeles. Spoglądając w przeciwnym kierunku, widać było ... Hollywood. Sława tego drugiego miejsca nie pozwoliła nam dłużej czekać. Krętymi ·drogami zjechaliśmy z powrotem do LA, by inną, prowadzącą pod górę trasą, spróbować wreszcie dostać się w okolice słynnego ,,Hollywood Sign". Tym razem trafiliśmy w dziesiątkę. Wspinając się "naszą" Corsicą wyżej i wyżej wśród wspaniałych rezydencji, mogliśmy podziwiać coraz to większe dziewięć liter. Wreszcie dotarliśmy w miejsce, gdzie droga osiągała szczyt i wyglądało na to, że jadąc dalej tylko oddalimy się od naszego celu. Zdecydowaliśmy: STOP i wysiedliśmy rozprostować kości. Słynny znak "HOLLYWOOD" mieliśmy w tym momencie przed sobą jak na dłoni, choć mimo to widać było, że jest do niego ciągle spory kawałek drogi. Dalej jednak zbliżyć się nie dało, gdyż teren obok znaku zajmują przeróżne nadajniki i jest on w związku z tym ogrodzony. Co poza tym zoba~zyliśmy w miejscu naszego postoju? No więc tak ... Z jednej strony góry (z widokiem na zaporę - nie powiem, żeby zwalał z nóg) swój warsztat otworzył miejscowy fotograf, a że towarzyszyły mu dwie blond piękności (modelki oczywiście), do tego dosiadające Harleya, więc było na co popatrzeć. Nie długo oczywiście, bo nie była to jedyna atrakcja. W pewnym momencie nasz wzrok utkwił na ogrodzonej wysokim murem, pięknej rezydencji. Dzieliło nas od niej może z 50 m i pewnie osobiście nie przypatrywałbym się jej dłużej (w okolicy było sporo takich), gdy-

i)

MAGIEL

Nlezaldny MleslfCIIIIk Studentów SGH

nr lO

że

i

Listopad 1996

.

strona 18


POC14C tle H:llYWCCl:...?c.d. · W~pominany już

tubylec stwierdził, że tak właściw·ie oni za chwilę tam jadą; więc jak pojedziemy za nimi, to nam pokażą. · Zrobiło się: jut·ciemno, gdy . dotarliśmy pod (chyba) najsłynniejsze kino ~świata . na głównej ulicy Hollywood.. Nie byłoby to miasto filmów, gdyby właśnie ·nie kręcono w tym miejscu jakiegoś filmu i tak też się dz~ało. Niestety nie grał w nim nikt sławny, więc atrakcji ten widok większych n·ie przysparzał. W tłumie pod kinem Manna, chodzącym od płyty do płyty z odciskami sław sprzed lat, a także tymi całkiem "świeżymi", przewijał się krzyczący człowiek zachę­ cający do występu w jakimś show następnego dnia (oczywiście w roli publiki). Poza tym był tam również pewien staruszek, który przekonywał, że za chwilę pod kinem pojawi się Arnold Schwarzenegger. Ponieważ policji akurat zebrało się tam sporo, wyglądało, że coś w tym jest. Powiedzieliśmy naszemu tubylcowi, <że za chwilę będzie tu sam Arnold, a ten na to, że zna go osobiście (z pracy) i że nie raz z nim i jego żoną imprezował. Cóż... tybylec, nie? Wymię­ kliśmy trochę i mniej wiecęj wtedy straciliśmy z nim i z jego kompan.ami kontakt (zginęli w tłumie). My natomiast udaliśmy się na czytanie... gwiazd. Tak, tych na chodniku składających się na słynny Walk Of Farne. Trochę byliśmy zaskoczeni, że strasznie dużo było tam niewiele mówiących nazwisk, ale ostatecznie sławy też dało się zobaczyć (zupełnie w centralnym miejscu, przy kinie Manna swą gwiazdę ma np. Sharon Stone). Oczywiście musieliśmy również przymierzyć dłonie do odcisków zostawionych przez sławy. Osobiście byłem zaskoczony wielkością odcisków dłoni Schwarzeneggera (Wojtek miał większe!), nie mówiąc już o stopach, które sprawiały wrażenie, jakby Arnold wsadził tam nogi swojego dziecka, a nie własne. Podpis brzmiał "1'11 be back" i pewnie miało to znaczyć, że trzeba się bać (hehe),. Zupełnie małe

Pozdrawiam Podatników! Siedzę

i myślę... l dochodzę do wniosku, że wbrew pozorom nasz system podatkowy jest całkiem logiczny. I nie należy słuchać wszelkich malkontentów, co tylko gadać potrafiązamiast w pokorze swe podatki płacić. wszależe naszym słodkim obowiązkiem jest łożyć na Rzeczpospolitej utrzymanie - przecz nie żadna to gamratka, jeno pani cnotliwa i sama na się zarobić niezdolna. A więc płacimy - na wojsko i służbę zdrowi~ na oświatę i policję, na bezrobotnych i emerytów... no i dumni być powinniśmy, bo przecież my to nie jakaś tam szara strefa, nie jacyś hochsztaplerzy ... Nie, my jesteśmy patrioci i powinności swoje mamy. A system podatkowy, jak wiadomo- służyć ma redystrybucji dochodów. No i niech mi ktoś powie, czy polski fiskus nie jest w takim razie idealnym wzorem? Ktoś się nie zgadza? Na przykład państwo zabiera obywatelowi X składkę na ZUS po to, żeby pan Y dostał zasiłek (niezorientowanym wyjaśniam, że zasiłek jest to opłata pobierana od państwa przez obywatela za to, ·że nie podejmuje ·legalnej pracy). Poza tym, przecież istnieją cele tzw. wyższe, społeczne, które można i trzeba z naszej wspólnej kiesy finansować. I tak, na przykład, finansujemy walkę z paleniem (Ministerstwo Zdrowią.) oraz dotujemy rolnictwo (oczywiście uprawy tytoniu także). I nie należy wątpić, że polska gospodarka dawno by się rozsypała, gdyby nie działania naszego rządu. W ogóle niejaki Adam Smith to był ciężki idiota, jeśli myślał, że kraj może się rozwijać bez świetlanego przewodu SLD i innych PSL-ów. Nie można · przecież pozwolić, żeby taki Niemczycki bogacił się wysysając krwawicę tych swoich biednych pracowników, którzy w dodatku utracili zasiłek ... A najstraszniejsze jest to, że ci ludzie sami, z dobrej i nieprzymuszonej woli wpadli w szpony tego krwiopijcy (czy tego już kiedyś nie było?). Pewnie ich jakiś demon opętał, albo po prostu za długo Korwina-Myszkina słuchali (niech mi korekta nie . poprawia!). Ale my jesteśmy lepiej zorientowani i takich . zbrodniarzy na ludzkości (bo tymże wszak jest ten proceder tworzenia nowych miejsc pracy) możemy jeśli nie powstrzymać, to

MAGIEL Nlualełay M1es1tcza1k scuclent6w SGH

ślady pozostawiały po

sobie przedstawicielki

płci pięknej

(np. M. czy beton z

Monroe) tak, · że· można było zacząć się zastan•wiać, cZasem się... nie kurczy. ~, . ,A miasto? Cóż: .. oprócz tego, że kolorowe i_nie da się ukryć; iż żyje z kina, jest miejscem, gdzie zjeżdża się masa bumów (tak Polacy w Chicago mówią na włóczęge), . a· także narkomanów. Na ulicach sporo policji a po chodnikach szwęda się ·wiele pódejrżanych typów. Podobno przestępczość wzrasta tam z roku na rok i to bardzo dynamicznie. Daje się to jak najbardziej zauważyć i należy mieć ~ię na baczności. .,:,·' Ostatnim akcentem tego dnia w naszym wykonaniu było zakupienie mapy Hollywood, na której zaznaczono, gdzie stoją domy gwiazd. Sporo było tego, więc usiedliśmy w McDonaldzie (takiego obleśne­ go, jak w Hollywood, to chyba nigdzie nie ma!) i wybraliśmy miejsce, w które się udamy następnego dnia. Ale miało to nastąpić dopiero rankiem. Tymczasem wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Pasadeny, gdyż spanie na wolnym powietrzu, w centrum fabryki snów do najlepszych pomysłów nie należało. Co zdarzyło się następnego dnia, dowiecie się za miesiąc. Opiszemy m.in. pobyt w Beverly Hiłls, gdzie mimo starań ·nie udało nam się odnaleźć... Breody i Brandona. Mogliśmy jednak zobaczyć parę domków należących m.in. do Prince' a, Eddiego Murphy 'ego i Franka Sinatry. Kogo jeszcze? O tym za miesiąc. Poza tym będzie o plażach nad Pacyfikiem, serialach tam kręconych i pięknych kobietach. Jeśli się uda, opiszemy także nasz pobyt w New Mexico, zwiedzanie pięknego Grand Canyon, a także pobyt w Graceland u Elvisa Presleya. A tymczasem: Bawcie się dobrze na Otrzęsinach! :-)

Dariusz Jaworski

przynajmniej zmniejszyć brzemię ich win o 45% (teraz chyba złagodniejemy nieco). Wbrew pozorom jest w tym logika - zabieramy im dużo, więc mamy dużo pieniędzy (mówię o sytuacji normalnej, nie faktycznej), oni tworzą mało miejsc pracy, więc jest więcej bezrobotnych, no i już nie mamy problemów z tą górą pieniędzy - dajemy je bezrobotnym i wszyscy są zadowoleni (poza krwiopijcami, ale jeden krwiopijca - jeden głos, więc nie ma się . , czym przeJmowac. Ale to tylko podatek dochodowy. Jeszcze piękniej jest z wszelkimi cłami ochronnymi. Weźmy takie masło. I cieszmy się, że je wzięliśmy, bo część ludzi po prostu nie ma wystarczająco dużo pieniędzy (mimo troskliwej opieki państwa), żeby sobie takie masełko kupić. A masełko jest drogie. I musi być drogie, bo polski rolnik tanio go nie wytworzy. Moglibyśmy mieć tańsze masełko (zagraniczne), ale przecież to by godziło w polskiego rolnika. A polski rolnik to ho ho - ładnych parę milionów głosów. A dlaczego polski rolnik tanio masełka nie wytworzy? Musiałby kupić maszyny z zagranicy, a maszyny są przecież obłożone cłem ... Zresztą po co ma produkować taniej, skoro i tak to kupią, a jeszcze dadzą dotację na restrukturyzację? No więc jest tak - rolnik zarabia, bo sprzedaje drogo, a kto traci? Zastanów się, patrząc na cenę swojego masełka... Już wiesz? No oczywiście - tracą zgnili kapitaliści, którzy chcieliby nas wykończyć przez to, że sprzedają nam swoje tanie masło. A tak poważnie, to szlak człowieka trafia, jak słyszy któregoś PSL-owca grzmiącego na Unię Europejską stosującą nieuczciwą konkurencję. No, a teraz zgodnie z tradycją, kawałek piosenki (znowu Jacka Kaczmarskiego - dobrze, że siedzi w Australii, inaczej już bym miał proces o prawa autorskie): Dalej! Piać, ile wl~zie, płać i nastaw ręce! Na plecy bierz, co twoje, wracaj, póki dają! Sprzedaj, co da się sprzedać, a będziesz miał więcej, Bóg inaczej spogląda na tych, którzy mają! Nadszedł czas - następnym razem pogadam trochę o naszej Uczelni. Sigord e-mail: tbrzez@sgh.waw.pl .

.nr

lO

Listopad 1996

strona 19.


z~wsze

25.VI.I996, Pompy, Folanka

Redłowska,

Gdynia.

~espół

T_he Walkabouts to świetnie zapowiadająca się (co prawda JUŻ od w1ełu lat) nowa(?) grupa z Seattle, na dodatek nie grająca muzyki określanej jako grunge (! ). Pod koniec czerwca trafili do Polski, objeżdżając świat w ramach trasy koncertowej przygotowanej przez Virgin Records, w związku z promocją nowego albumu . "Devil's Road''. Koncert tłumów nie zgro.madził, ale mimo to - a może dzięki temu - był świetny (ta klubowa atmosfera, kontakt z ludźmi, itd.). Po koncercie udało się nam porozmawiać z grupą, a ściślej mówiąc z jednym z dwojga liderów (tak, tak, liderów jest w kapeli dwoje: pani Carla Torgerson - wokal i gitara oraz pan Chris Eckman- także wokal i gitara). Obecni byli co prawda wszyscy, ale jakoś nie chciało im się z nami gadać (może dlatego, że bardzo polubili polskie piwo?). Z odrobinę zdziwionym Chrisem (,,Byliśmy trochę

zaskoczeni, że na obu polskich koncertach ktokolwiek znał naszą muzykę. Nigdy grając po raz pierwszy w jakimś miejscu nie wiesz, jaka będzie reakcja na twój występ") porozmawialiśmy o

nowej płycie, niezależności i o Neilu Youngu ... Jakie są Wasze wrat.enia z dzisiejszego koncertu? Chris: Podobało się nam. (a do pozostałej części grupy:) Podobało się nam? (wszyscy naraz:) Yeeeeeah! Świetny koncert! Świetna publiczność!

Pierwsze pytanie: Jak się CVljecie będąc wciąż opisywani przez dziennikarzy ~t~~~zycznych jako "najlepsza folkowo-countrowa grupa na świecie"? · Właściwie nagraliśmy tylko jeden album stricte folkowo-countrowy . . "Satisfied Min d" ( 1993 ). I choć tego typu wpływy przenikały do naszej muzyki, to nigdy nie nazwałbym The Walkabouts grupą grającą folk-country. Wasza muzyka penetruje obszary od hard-rocka at po rock nostalgiczny, poetycki••. Rock nostalgiczny... Dobry pomysł. Wiesz, próbowaliśmy robić różne rzeczy, aby każdy kolejny album różnił się chociaż trochę od poprzedniego. Podstawową ideą było The Walkabouts, ale staraliśmy się ją modyfikować i przekształcać na wiele sposobów. Od 12 lat gracie w niellfili niezmienionym składzie. Czy nie cz.ujecie się tym zmęczeni? Czy jeszcze waa to nie znudziło? Raczej nie, zawsze przecież możesz odwiedzać i poznawać nowe miejsca, na przykład Polskę. Także nasza muzyka nie pozostaje taka sama, ale zmienia się z płyty na płytę, dlatego nie mogę powiedzieć, że zmęczyliśmy się sobą, czy znudziliśmy się sobie nawzajem. Pochodzicie z Seattle, miasta grunge 'u, hard-core 'a i innej głośnej muzyki. Dlaczego zdecydowaliście się grać akurat taką muzykę jaką gracie? Nigdy nie podejmowaliśmy decyzji, co będziemy grać. Taką muzykę, jaką gramy obecnie, graliśmy na długo przed zaistnieniem muzyki grunge. Tak naprawdę scena rockowa nie wywierała na nas wpływu w tym sensie, że nigdy nie zmieniliśmy naszej muzyki ze względu na aktualną modę. To byłoby po prostu głupie. Jak głęboki wpływ na Waszą tw6rczość wywarł Neil Young? Zawsze byłem pod wpływem jego muzyki. Myślę, że jest to dość oczywiste. Lubię ten charakterystyczny rodzaj ekspresji, to przechodzenie od akustycznych, poetyckich piosenek do bardzo mocnych, elektrycznych utworów. To szerokie spektrum stylistyczne

~ MAGIEL

Nlezaletny Miesiteznik Studalt6w SGH

mi imponowało. Neił Young nagrał przecież ostatnio wspaniały album akustyczny ("MTV Unplugged", 1993 - przypis autorów), jednocześnie wydając szereg "elektrycznych" płyt z zespołem C~ ~orse (no i "Mirror Ball" z Pearl Jam - przyp. autorzy). Ntgdy nte czuł przymusu trzymania się raz wypracowanego stylu- i taka postawa zawsze mnie inspirowała. Od 1988 roku współpracowaliście z najbardziej znaną wytwórnią z Seanle - Sub Pop. Jak się odn·ajdywaliście w towarzystwie grup g111nge'owych? Kiedy zaczynaliśmy współpracę z Sub Pop, nie była to znana wytwórnia grunge'owa, tylko mała lokalna finna płytowa. Ani my, ani oni nie mieli pojęcia, czym już wkrótce stać się miała scena grunge' owa. My tylko wysłaliśmy im kasetę z płytą "Cataract" ( 1989), a oni po~iedziełi: "OK., wydajmy to!". To było naprawdę proste. Nie było z naszej strony żadnych prób wkomponowania się w scenę grunge' ow.ą za pośrednictwem Su b Pop. Zresztą nie istniała wtedy żadna wielka scena grunge'owa. Sub Pop był po prostu lokalną wytwórnią, która zdecydowała się nas wydać. Wasza poprzednia płyta, "Senlng The Woods On F/re", jest naj· ostrzejszym albumem w Waszej dyskografii... To z założenia miał być album rockowy. Po płycie "Satisfied Mind" chcieliśmy nagrać album, który nie byłby tak bardzo akustyczny i tak bardzo countrowy, dlatego weszliśmy do studia i nagraliśmy tę płytę niemalże w całości na żywo. Nowa płyta, "Devil 's Road", podąża w jeszcze innym kierunku ... Czy mógłbyś spr6bować odpowiedzieć na pytanie, dlaczego największe grupy nagrywające dla Sub Pop, takie jak Afghan Whigs, czy The Walkabouts, opuszczają tę wytw6rnię? Myślę, że jest pewna granica, do której możesz rozwijać się w ramach niezależnej wytwórni. Nigdy nie pokonasz pewnych przeszkód wynikających z niezależności, na przykład co do ilości sprzedawanych płyt... Musisz patrzeć w przyszłość i jeśli chcesz się rozwijać, musisz z czasem przejść do dużej wytwórni. To sprawdziło się także w naszym przypadku: przechodząc do Virgin zwięk­ szyliśmy sprzedaż płyt ponad dwukrotnie \V porównaniu z okresem współpracy z Sub Pop. Jeśli wiesl, co chcesz osiągnąć, przejście do dużej wytwórni jest nieuchronnym krokiem w karierze. Czy wg. Ciebie pozycja wytw6rni niezależnych jest zagrotona? . Nie, nie sądzę. Niezależne wytwórnie stanowią bardzo istotny element całego procesu rozwoju muzyki. A poza tym są przecież grupy, które nigdy nie przekroczą poziomu 30, 40 tysięcy sprzedanych płyt i właśnie dla takiej muzyki istnieją wytwórnie niezależne. "Devil 's Road" nagraliście dla Virgin Records. Dlaczego akurat dla nich i skąd wzięliście tytuł? Szukaliśmy wytwórni będącej w stanie wydać nasz album w każdym kraju, w jakim byśmy chcieli, a Virgin nam to zapewniała A jeśli chodzi o tytuł, to szukaliśmy nazwy łączącej wszystkie utwory na płycie. Wszystkie utwory określiłbym jako "road songs", poza tym większość z nich nie niesie radosnego przekazu. Stąd ten tytuł ... W jednej z recenzji Wasza ostatnia płyta określona została jako "ciąg historii z zycia, opowiadanych gdzieś w bane przy szklaneczce mocniejszego trunku"••• Opowiadanych w barze? To ciekawe, . bo rzeczywiście podczas moich podróży często siadałem w barach i spisywałem historie opowiadane przez ludzi. .. chtg dalszy _.

nr l O

Listopad 1996

strona 20


Koncert The Walkabouts

c.d.

Dlaczego zdecydowaliście sit na 1.11J1rosunie orkiestry Filharmonii Narodowej z Wanzawy? Nagrywaliśmy ten album w Niemczech i -jak zawsze na naszych płytach .- potrzebowaliśmy smyczków, więc musieliśmy maleźć

jakąś europejską orkiestrę.

Nasz menedżer miał akurat kontakt z orkiestrą Filharmonii Warszawskiej, dlatego w końcu nagraliśmy część płyty w Warszawie. Spędziliśmy tam 3 dni- to było naprawdę ciekawe doświadczenie. Dzitk"jemy za rOzmtnł'f. Michał Skotarczak & Mikołaj Spechł

spokojnie i pełną piersią słuchać tego artysty - teksty piosenek. Są one czasem tak infantylne i rozbrajające, że nie można nad nimi przejść do porządku dziennego. Koronnym tego przykładem jest utwór Will You Be There, doskonały skądinąd pod względem muzycznym. Pod koniec tej piosenki Majkei szlochającym głosem szepeze słowa miłości do domyślnej ukochanej. W tym momencie ściszam sprzęt lub idę zrobić sobie herbatę. Kazik Staszewski (Kult ayfi 11t!Jśfi swo6otfne o Sztuce łub solo) powiedział kiedyś, że nauczył się słuchać Jacksona - po Jak on wygląda, każdy widzi. Co się działo i nadaJ dzieje wokół prostu na czas projekcji zapomina o swojej znajomości języka nieao, też można zauważyć. Moim zdaniem, nie stanowi to jednak · angielskiego (jest to jakieś wyjście... ). Doceniają go również Stasiu wcale meritum sprawy. Chciałbym pogaworzyć dzisiaj o czymś Sojka i Muniek Staszczyk (T. Love), którzy popędzili co żyw na innym. Postaram się być obiektywny (od razu informuję .. nie byłem koncert na Bemowie. Oczywiście nasz nadworny tancerz Józek na koncercie, więc nie piszę tego tekstu porażony ogromem spek- J6zefowicz poddał Jacksona totalnej krytyce i stwierdził, iż tańczy . taktu, tudzież nie siadam do klawiatury zdegustowany do szpiku on zupełnie przeciętnie. Ja rozumiem, że nie wszyscy są ideałami kości, ziejąc żądzą zemsty). Porozmawiajmy po prostu o rzemieśl­ takimi, jak Pan Buffo(n), ale trzeba od czasu do czasu przestawać niku Michale bez żadnych podtekstów seksualzazdrośnie pilnować swojego ogródka i brać przykład ze zdolniejno/rasowo/kosmetycznych. szych. Parniętam czasy, kiedy stwierdzenie, iż Jackson to niezły piosenkarz Piotr Helbich popowy było równoznaczne z wykluczeniem z towarzystwa i potę­ pieniem przez wysublimowanych i wysoce uwrażliwionych na Sztuk( kolegów degustatorów. Dziś, gdy trochę podrosłem, patrzę na takich ludzi z politowaniem, gdyż rozumiem, iż każda rzetelna robota musi zostać doceniona. Nie podchodzę więc do takich zja- . Siedzę i czekam. Czekam na relację z koncertu z· Berlina. Próbuję wisk jak MJ z zaściankowym uprzedzeniem i - obok takich klima- go sobie przypomnieć i wskrzesić ducha pewnego jesiennego, tów jak Soundgarden, czy Peter Gabriel - doceniam wyrobnictwo piątkowego wieczoru. Mam wrażenie, że .wydarzyło się to tak daw"króla popu". no. A minęły przecież zaledwie dwa dni. A teraz parę konkretów - aranżacje : są jedną z najmocniejszych Na początku był tłum. Dziki, niezmierzony tłum. Sam nie wiem, stron Jacksona. Prawie całą robotę na tej grządce odwala orł sam. dlaczego w telewizji mówili coś o jedynie siedmiu tysiącach ludzi. Postarajcie się kiedyś wsłuchać we wszystkie dźwięki, które produ- Naprawdę nie wiem, bo miałem bilet z numerem 9230. Przed Torkuje się najego płytach, a najlepiej zróbcie na słuchawkach. I wcale warem byłem wraz ze majomymi już o 17:00. Przez godzinę, zacinie przeszkadza mi fakt, że brzdąkające instrumenty to w większo­ skając w dłoniach bilety, walczyliśmy, aby dostać się do środka. ści dźwięki syntetyczne - w przypadku takiej muzyki jest to jak Potem już tylko oczekiwanie... Równo o 19:30 na scenie pojawił się najbardziej na miejscu. · . tajemniczy zespół "Szybkie Tyłki" (Fastbacks) z Seattle. Po chwili Druga sprawa - kompozycje: pop i to w najlepszym wydaniu. Dokapela. przestała być tajemnicza: zagrała 40 i 4 utwory, które nie wodem niech będzie zachwyt, w który wpadł jeden z moich znajoróżniły się niczym od siebie. Gitarzysta po każdej pioseneczce mych niecierp·iących MJ po usłyszeniu They Don 't Really Care mówił: "Two more songs", a ku naszej rozpaczy grał dziesięć. Poza About Us. Czy można sobie wyobrazić ciekawszy pomysł na sutym ten fatalny dźwięk. Zacząłem się już martwić, że akustycy nic perhicior?! Jeżeli do ciekawych rozwiązań linii melodycznych nie zmienią. Jednak skończyło się tylko na obawach. Parę minut dodamy takie elementy, jak chór gospelowski, czy rytmy afrykań­ przed 21 zgasło światło. Ludzie oszaleli. Na scenie pojawiły się skie, to sosikjest aż palce lizać! świece. Potem powoli wyszli: Jack lrons, Mike McCready, Jeff Następna kwestia - marketing: spójrzmy na teledyski (Scream to Ament, Słone Gossard i Eddie Vedder. Bez słowa wzięli instru-. jeden z najlepszych, jakie widziałem - kaseta video z najlepszymi menty i rozpoczęli. Od Long road -· utworu z singla Merkinba/1, klipami już w sklepach!), na promocję, na cały szum wokół jego towarzyszącego też Dead Man Walking. Spokojny numerek, w sam osoby. Efekt jest taki, że na widok Jacksona na żywo zapiszczał raz na l listopada. · Na sali rozbłysły zapalniczki (co zdarzało się niejeden powamy biznesmen, czekający na swego idola pod Mapotem jeszcze wiele razy). Przez parę pierwszych utworów miałem riottem. Założenie jest takie - jeżeli mamy pomysł, aby kupowały wrażenie, że coś nie gra z dźwiękiem, ale na szczęście z minuty na nas miliony i realizujemy go z sukcesem, to w tym miejscu trzeba minutę było coraz lepiej. Po kilku kawałkach Eddie wreszcie się wyrazić słowa podziwu. Sztuka polega na tym, że po jednej stronie odezwał: "Powiedziano mi, że dziś jest u was ważne święto", ale dla jest artysta, a po drugiej publiczność. Nie można tworzyć dla same- nas wszystkich nie miało to większego znaczenia: trzeba było tutaj go tworzenia (dlatego często nie rozumiem bardzo dziwnie być. Przed koncertem doskonale wiedziałem, , jakie utwory wyglądających muzyków, wydzierających się w bardzo dziwny chciałbym usłyszeć. Nie zawiodłem się ani trochę. Demokratycznie sposób do mikrofonów i oczekujących uwielbienia od niczego zagrali po równo z każdego z albumów. Nie tyczy się to oczywiście nierozumiejącej gawiedzi). Sztuka to komunikowanie się. Na koniec No Code, który.centralnie zabija... tego wielce mądrego \yYWodu powiem jedno: Jackson przemawia w Parniętam jak dorwałem Ten. Paru gostków z gitarami i pracownisposób zrozumiały do milionów. kiem stacji benzynowej z San Diego na wokalu odmieniło mnie raz We wszystkich wyżej wymienionych dziedzinach MJ jest perfek- na zawsze: "Once upon a time I could eontroi myself'! Potem czecyjny. Nie zaniedbuje najmniejszego elementu. Dba o właściwy kałem z niecierpliwością na każdy kolejny album (kupowałem je w kszta~ całego przekazu, jaki niesie ze sobąjego twórczość. Uprawia ciemno, bez przesłuchiwania w sklepie). oczywiście komercję, ale jest ona zdecydowanie bardziej strawna c.d. str.ll niż stająca w gardle. Jest jednak jedna sprawa, która nie pozwala mi

~~

nareszcie w "MAGLU"!!!

MAGIEL

NI...." Mlellttznlk Studeac6w SGH

nr lO

Listopad 1996

strona 21


Szukałem

w gazetach jakichkolwiek wzmianek o zespole - o pięciu kolesiach, którzy ze zwykłych chłopaków stali się z dnia na dzień pijącymi Bruderschaft ze sławą. Oni z dystansem wobec samych siebie koncertowali po całym świecie, wydawali płyty, śpiewali o frapujących mnie rzeczach, wzruszali, b':lwili, powodowali, że szalałem i krzyczałem w niebogłosy... W hołdzie dla Neila Younga akompaniowali mu w trasie, której praski epizod miałem okazję zobaczyć. Pytałem sam siebie: zobaczę i~h w tym życiu ... ? "I'm still alive'' wtórował Eddiemu dziesięciotysięczny spęd fanów z całej Polski, a słowa te - dzięki nad wyraz kulturalnym ochroniarzom - wykrzykiwali ci, co wydostali się spód nóg rozentuzjazmowanego tłumu. Na trybunach pozostały jedynie VIP-y; co się stało z rockowąjazdą bez trzymanki, Jurek? · Eddie uci~kł ~e sceny, a obowiązki wokalisty przejął gitarzysta Stone Gossard. I zaśpiewał Mankind z osta~niego LP. Zaraz potem wrócił Vedder i chłopaki zagrali jeden z moich ulubionych: Even Flow, przy którym odpłynąłem w przenośni i naprawdę (niesiony na . rękach ludu w stronę sceny). W Stanach Polacy nie mają dobrej opinii, co potwierdził Eddie w swoich słowach; po chwili jednak dodał, że to g ... no prawda: "We'll definitely come back, for sure! We wish we could take all of you with us!!!". Następne numery, m.in. }eremy, sprawiły, że pod sceną zrobiło się jeszcze goręcej.

KankurSidło Jakże się

cieszymy, że ożywiło się studenckie towarzystwo i w szale nauki znalazło chwilę na wzięcie udziału w naszym konkursie! Ponieważ jedno z pytań (to dotyczące przedostatniego krążka Maanamu) było niezbyt precyzyjnie przez nas sformułowane, uznawaliśmy obie wersje. A więc odpowiedzi są, jak poniżej: Róża/Kolekcjoner; Foo Fighters; Steaven Tylor z Aerosmith. Oto nagrodzeni kasetami (w kolejności alfabetycznej): Sebastian Bartkowski, Jacek Kuchta, Monika Majewska, Michał Oleszkiewicz, Marek Orłowski, Maxymilian Skolik i Artur Zając. Tym razem troszkę . trudniejsze pytanka, ale cóż to jest wobec krzywych LM, czy innych biznes planów. l. Jaki jest tytuł ostatniego, koncertowego albumu Nirvany, wydanego już po śmierci Curta Cobaina? 2. Album "Mirror bali" to intrygujące uzupełnienie dyskografii Pearl Jam. Z jaką legendą amerykańskiego rocka nagrali tę płytę? 3. Jak nazywa się nasza modelka, udzielająca się niegdyś w teledyskach De Mono, a obecnie podśpiewująca sobie na własnej płycie? Odpowiedzi jak poprzednio: albo do skrzyneczki na przeciwko portierni w budynku głównym, albo via e-mail na adres:

Krople potu z sufitu .spadały na kotłujące się ciał~ "szaleńców ogarniętych szałem życia, chęcią zbawienia, pragnących wszystkiego naraz"(*). W pewnym mo·mencie nastała jasność. Obróciwszy się, spostrzegłem twarze ludzi, znajdujących się w szaleńczym transie, krzyczących, śpiewających, tracących zbędne kilogramy tłuszczu. Jakieś jaja z tym Pearl Jam. Przestali kręcić teledyski, olali promocję, przerwali na jakiś czas działalność koncertową, a ludzie i tak ich kochają... Potem zeszli ze sceny. Torwar domagał się bisów. I tak też się stało . Poleciało Black oraz Present Tense; luz na sam koniec zagrali mój najukochańszy, towarzyszący mi w trudnych momentach utwór, Jndifference. Gdy wychodziłem z hali, podbiegł do mni~ kumpel i spytał: "Jak było?". Niczym automat perkusyjny, z chrypką wyrzuciłem z siebie jedyną możliwą odpowiedź: "Cokolwiek powiesz o Pearl Jam, będzie to jedynie banałem." Bartek Pogoda .& Tomek Kluk

P.S. W nocy ·nie mogłem spać, "bo po dachu jeździło auto pancerne i legitymowało koty"(**). Nad ranem zadzwonił telefon; po drugiej stronie zachrypnięty, pijacki, dobrze many mi głos zadał powalające mnie na· kolana i zarazem retorycme pytanie: "Chcesz bilet na Pearł Jam do Pragi?". Oczekujcie recenzji. (*) Kerouac J, "W drodze"; (**)Mrożek S., "Kronika oblężonego miasta"

c:ONC:lJiłS SP Records & MAGLA Dla prawdziwych fanów polskiego rapu mamy extra prezent od firmy SP· Records!!! (Dla niewtajemniczonych: SP Records to wytwórnia zajmująca się między innymi właśnie polskim rapem Wzgórze Ya-Pa-3, Kazik, składak SP... oraz wydająca płyty Kultu!) Dwie świeżutkie, pachnące jeszcze fabryką kasetki oraz singielek kompaktowy z tfurczością chłopaków z kapeli Kaliber 44 mogą wylosować ci, którzy do 10 grudnia wrzucą prawidłową odpowiedź do skrzyneczki kontaktowej naprzeciwko portierni lub przemejtują ją nam na adres: music@sgh.waw.pl. No i jeszcze pytanie (nie takie łatwe jak zwykle, ale można strzelać): Ilu członków liczy zespół w podstawowym składzie?

a..,[Jam

! ! ! [Pe.a..,[Jam ! ! ! fP e.a..,[Jam!!! [Pe.a..JJ.

Jest nam niezmiernie przykro, że mieliśmy tylko jedną kasetę "No code" i nie mogliśmy nagrodzić wszystkich. Koll)isyjne losow~ie wyłoniło wię~ tegQ jednego szczęśliwca, którym został Dariusz Wieczorek i do którego powędruje "No code". Gratulujemy!!!

music@sgb.waw.pl

Czekamy tym razem krócej, bo do 10 grudnia A.D. 1996.

MUZYCZNY TELEGRAF

Dwa lata temu trzech kolesi ze Śląska połączyła miłość do Marii i postanowili założyć · kapelę. Oczywiste skojarzenia są w tym wypadku oczywiście błędne: to nie zespół częstochowskich pielgrzymów' ani nie fan-club brazylijskiej telenoweli - to intrygujący, psychodelicmy, chory, przejmujący, duszny, ciężki, (... ) hardcore rap z Katowic, Kaliber 44. Chłopcy tłumaczą swoją miłość .do Marii (nazywając nawet swój zespół Zakonem Marii): Maria - to nasza własna nazwa marihuany -jest w pewnym sensie matkq zespołu. Debiutancka płyta z pewnością miła będzie uszom każdego kochającego chore klimaty ·frustrata. Polecam. Naprawdę. • Nowym wokalistą grupy Van Halen został, nie jak głosiły plotki . David Lee Roth (który zresztą zaśpiewał w 2 nowych kawałkach na płyci~ Best Of Vol. l), ale Gary Cherone, wokalista nie istniejącego ju~ Extreme. • Troszkę komercji: Mr Big, amerykańscy producenci landrynek o posmaku rockowym (pamiętacie populamą harcerskoogniskową pieśń To Be Wit h You ... ) wydają nowego długograja: .

~ MAGIEL

Nlezaleiny

Miesięcznik Studentów SGH

Big, Bigger, Best Of 16 super hitów. Do sklepów marsz! • 7 grud· nia na jedyny koncert przybędą do naszego kraju wysłannicy z brazylijskiej dtungłi, promujący tegoroczny, cudownie brutalny LP Roots. Sepultura. 7 grudnia. Spodek. Katowice. • Parniętacie piękny deszczowo-burzowy wieczór 18 czerwca na Stadionie Gwardii w W-wie? Chętnych na przeżycie tej nocy raz jeszcze oraz tych, dla których będzie to ich pierwszy raz ze Stingiem; zapraszam na koncert 13 stycznia przyszłego roku do katowickiego Spodka. • Wiadomość z ostatniej chwili (sprzed miesiąca?)!'!! Piasek rozstaje się z Robertem Chojnackim! Nie motecie w to uwierzyć? To jeszcze . raz: PIASEK ROZSTAJE SIĘ Z ROBERTEM CHOJNAC. KIM!!! I to by było na tyle. • 22 października w warszawskim klubie Tango, w trakcie bankietu Sony Musie odbyło się uroczyste wręczenie Złotej Płyty zespołowi O.N.A za album "Bzzzzz". Największą niespodzianką wieczoru była... wspaniała, a przede wszystkim zaskakująca kreacja Agnieszki Chyłińskiej - oryginalna sukienka z lat 60-tych, a do tego nietypowa dla artystki fryzura kok ... Czyżby nowy image? • STOP

nr lO

Listopad 1996

strona 22 .


Numer 10 (listopad 1996)