Issuu on Google+

MAGAZYN MnB

REDUKCJA SZKOD ZDROWIE POLITYKA NARKOTYKOWA ZIMA 2012/2013 MAGAZYN MNB

ISSN 2082-2588

ZIMA 2012/2013

E KOMU JESZCZK ? D Ó Z S A J C K U RED E G Z E M P L A R Z B E Z P Ł AT N Y

EL Z J A B N E T Y Ł A C

A Ż Ą I C I I K Y T NARKO


63 DZIAŁKOWICZE

MAGAZYN MnB www.magazynmnb.pl

KONTAKT: redakcja@magazynmnb.pl WSKI .... 3 Wuja Sama? WODO ADRES: Kto jest wrogiem P TĘ WS łku .... 5 ul. Św. Katarzyny 3 A MNB Dołecki na do OW ZM RO 31-063 Kraków i narkotyki ... 8 YKI I CIĄŻA Używki OT RK NA REDAKCJA: em ... 15 Leczenie metadon Grzegorz Wodowski NARKOTYKI I CIĄŻA ... 17 Karmienie piersią STALI WSPÓŁPRACOWNICY: NARKOTYKI I CIĄŻA ... 18 Jowita Fraś HIV, ciąża i dzieci NARKOTYKI I CIĄŻA Krzysztof Grabowski ... 19 ły ten bajzel FRAŚ Mateusz Klinowski NARKOKOSMOS Ca Maciej Kubat ykowa COLE ... 25 na polityka narkot yw at rn te Al Adam Nyk III Ą CJ ... 36 KONIEC Z PROHIBI tunku GRABOWSKI Paweł Siłakowski Ostatnia deska ra NA AW PR IA DN RA PO KOWA ... 40 Paweł Szatkowski LEKTURA OBOWIĄZ TŁUMACZENIA I KONSULTACJE AKOWSKI ... 41 o temu w Polsce SIŁ wn Da A JĘZYKOWE: ĄŻ CI I I YK NARKOT WODOWSKI ... 44 Owen Braithwaite Project Prevention NARKOTYKI I CIĄŻA SKA ... 48 KOREKTA JĘZYKOWA: y a prawo SIENIAW ąż ci w a et bi ko a Katarzyna Krzykawska Uzależnion DOWSKI ... 51 NARKOTYKI I CIĄŻA a nie wybuchła WO ór kt , ba m Bo A DRUK: ĄŻ CI NARKOTYKI I Wolę BARTNIK ... 55 Drukmar , czyli wpadnij na -in op Dr CH KA ÓW 60 AC PRZEWODNIK PO PL redukcja szkód? .... WYDANE PRZEZ: MNB Komu jeszcze A OW ZM RO 63 ... Stowarzyszenie JUMP’93 KOŃCÓWKA ZE ŚRODKÓW: Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii PROJEKT OKŁADKI: Jonna Weck

[

Końcówka

]

MATERIAŁY TU ZAWARTE DOTYCZĄ NARKOTYKÓW, PROBLEMÓW ZDROWOTNYCH I SPOŁECZNYCH OSÓB, KTÓRE ICH UŻYWAJĄ. NIE NAKŁANIAMY NIKOGO DO UŻYWANIA NARKOTYKÓW. CELEM NASZYCH PUBLIKACJI JEST UPOWSZECHNIANIE WIEDZY I KSZTALTOWANIE POSTAW, KTÓRE POMOGĄ OSOBOM UŻYWAJĄCYM NARKOTYKÓW I ICH BLISKIM ZACHOWAĆ ZDROWIE I BEZPIECZEŃSTWO.

Tomasz Piątek w „Antypapieżu” przytacza historią leczonego narkomana, który referuje swój plan terapeutyczny. Wymienia w nim udział w mitingach AA i AN, w sesjach terapeutycznych, podążanie zgodnie z 12 krokami, itd. Na koniec terapeuta zadaje retoryczne pytanie: dlaczego na tej twojej długiej liście nie ma nic na temat utrzymywania abstynencji? Działania wymiaru sprawiedliwości w zakresie przeciwdziałania narkomanii są jak ten plan neofity, w którym brakuje najważniejszego – sensu. Letnia akcja poszukiwania makówek na ogródkach działkowych przez policję z Grodziska Mazowieckiego, opisana jakiś czas temu przez Violettę Szostak („Siała baba mak”, Duży Format, Gazeta Wyborcza), jest tego najlepszym przykładem. Najpierw policjanci odnoszą znaczący sukces w walce z narkobiznesem znajdując do kupy kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt roślin maku rozsianych po ogródkach, następnie grodziski sąd przykładnie karze większość „plantatorów”. – U mnie znaleziono dwa pokaźne krzaczki maku – uderza się w piersi jeden z narkobaronów. Dalej już nie ma nic, jest tylko ściana, na której ktoś wymalował jakieś cytaty, głównie z Mrożka.

UGOTOWAĆ JIMMIEGO Janet Cooke, dziennikarka Washington Post, opisała na początku lat 80-tych przypadek ośmioletniego Jimmiego uzależnionego od heroiny. Dziecko 27- letniej dilerki narkotyków „było przedstawicielem trzeciego już pokolenia heroinistów w rodzinie”. Przedstawiony przez dziennikarkę dramat pokazywał spustoszenie, jakie niesie ze sobą uzależnienie od narkotyków. Jedyny mankament był taki, że cała ta historia była wyssana spod grubego palca. Dramat dziecka przedstawiony przez Washington Post, mimo że sfabrykowany, doskonale nadawał się do budowania atmosfery wojny z narkotykami, więc publikacja szybko znalazła poklask wśród polityków. Bezbronne dziecko z pokłutymi ramionami, używające heroiny od piątego roku życia stało się namacalną ofiarą narkotyków, w przeciwieństwie do tych wszystkich dorosłych, którzy ich używają, bo „chcą” używać. Mały Jimm „żył” jeszcze do momentu, gdy władze Waszyngtonu nie uśmierciły go próbując ratować wiarygodność historii chłopca. Skandal z udziałem poważnego dziennikarstwa przypomniał niedawno Robert Siewiorek opisując Gazecie Wyborczej tę i inne dziennikarskie blagi. Janet Cooke odebrano Pulitzera, a jej nazwisko posłużyło do stworzenia nowego terminu – cooking (gotować). Oczywiście zmyślone historie.


3

Wstęp

Kto jest wrogiem Wuja Sama? Grzegorz Wodowski

G DY A MERYKANIE LEGALIZUJĄ MARIHUANĘ , my stawiamy pod pręgierzem Korę Jackowską za posiadanie niecałych 3 jej gramów, publicznie przeczołgujemy dziennikarkę, która rzekomo przyznała się do palenia joitów, a działacza Wolnych Konopi zamykamy na parę miesięcy do aresztu, bo ktoś nałgał prokuratorowi, że Dołecki to diler. Jak tak dalej pójdzie, Amerykanie wycofają się z Afganistanu, a my tam zostaniemy.

FOT.:WWW.CANNABISCULTURE.COM

Co tu dużo mówić, Stany Zjednoczone przez ostatnie kilkadziesiąt lat zrobiły wszystko, żeby skutecznie „wyeksportować” prohibicję narkotykową w świat. Trudno było jakiemukolwiek państwu zostać przyjacielem Wuja Sama bez wypowiedzenia wojny narkotykom. Wróg mojego przyjaciela jest też moim wrogiem. Teraz Amerykanie próbują rozprawić się z prohibicją na własnym podwórku. Mają w tym spore doświadczenie, bo już jedną prohibicję wprowadzili, potem ochoczo się z niej wycofując. Wtedy chodziło o alkohol, tym razem chodzi o marihuanę. Wieść o tym, że w Kolorado i Waszyngtonie (stan na północnym zachodzie USA, nie mylić ze stolicą kraju) zalegalizowano marihuanę przemknęła na początku listopada niczym kometa przez wszystkie światowe media: Barack Obama znowu prezydentem, Amerykanie legalizują marihuanę: black’n ’green. Warto przy okazji zauważyć, że o jednym i drugim zdecydowali obywatele w bezpośrednim głosowaniu, a nie urzędnicy i politycy w imię ich „dobra”. Teraz każdy, kto skończył 21 lat będzie mógł niemalże bez przeszkód posiadać na terenie stanów Kolorado i Waszyngton do ok. 30 gramów marihuany. Celowo piszę „niemalże”, bo prawo federalne nadal traktuje marihuanę po staremu. Federalni będą robić naloty na legalne-nielegalne plantacje, a rząd stanowy będzie tymczasem zarabiał na podatkach od obrotu kanabis, bo regulacje dotyczące produkcji i handlu marihuaną mają przypominać te, które obowiązują przy alkoholu i wyrobach tytoniowych.

Świętowanie nowego prawa w Seattle, największym mieście stanu Waszyngton. Zgodnie z nim, marihuana stała się legalna. Tego dnia, mimo że palenie w miejscach publicznych stanowi wykroczenie, policjanci ograniczali się tylko do upominania obywateli.


Magazyn MNB

4

FOT.: WWW.OPENSOCIETYFOUNDATION.ORG

Wbrew pozorom, zmiany w tych dwóch jak na razie stanach, mogą zapoczątkować reformę narkotykową na dużo większą skalę. Reformę odwrotną do tej, jaką wywołały pierwsze amerykańskie regulacje narkotykowe z początków XX wieku. Już nie jest dziś tajemnicą, że tamto prawo miało swoje źródło nie tyle w faktach naukowych, co brało się z uprzedzeń rasowych i etnicznych. Kontrola obrotu opium związana była z niechęcią do chińskiej mniejszości i miała być ciosem w pracowitych, ciułających ciężko zarobione pieniądze Chińczyków. Krucjata wobec marihuany miała z kolei uprzykrzyć życie masowo napływającym na południe USA obywatelom Meksyku. W rezultacie te lokalne rozstrzygnięcia, jak również działania amerykańskiej polityki zagranicznej, doprowadziły do tego, że uznał je cały świat i przyjął jak swoje. Niektóre kraje poszły znacznie dalej wprowadzając za przestępstwa narkotykowe np. karę śmierci. Organizacja Narodów Zjednoczonych bez większych ceregieli zatwierdziła międzynarodową prohibicję uchwalając konwencje o kontroli narkotyków. Zastanawiam się, czy teraz motywacja Amerykanów do zgoła odwrotnych rozwiązań też ma swoje źródło w obawie przed „innymi”? Na przykład przed zorganizowaną przestępczością narkotykową, w której Latynosi odgrywają wiodącą rolę. Jak do tej pory 19 stanów zalegalizowało marihuanę do celów medycznych. Nietrudno domyślić się, że medyczna marihuana w miażdżącej większości przypadków przepisywana jest osobom zdrowym, które używają jej rekreacyjnie. Teraz, gdy Waszyngton i Kolorado zalegalizowały kanabis nie jako lek, lecz jako używkę – sytuacja wydaje się bardziej jasna i, co tu dużo mówić, po prostu uczciwsza. Nowe przepisy nie mogą być już traktowane jako wybieg palaczy i dlatego stanowią na narkotykowej mapie USA poważny wyłom.

Kasia Malinowska-Sempruch: Z doświadczenia amerykańskiego może płynąć ciekawa lekcja dla Polski. Nowe prawo, choć wejdzie w życie na początku grudnia, już przyczyniło się do zmiany praktyki organów ścigania. Po niecałym tygodniu od jego przegłosowania prokuratura w Seattle umorzyła ponad 200 spraw czekających na rozstrzygnięcie. Interesującym będzie zestawienie tego tygodniowego osiągnięcia w jednym zaledwie okręgu do efektów nowelizacji polskiej ustawy w rok od jej wprowadzenia. Źródło: GAZETA WYBORCZA

Jeszcze głębszy wyłom stanowią dla światowej polityki narkotykowej, ponieważ wymykają się daleko poza obszary określone międzynarodowymi konwencjami ONZ. Idą znacznie dalej niż rozwiązania przyjęte w niektórych krajach europejskich. Holandia czy Portugalia prowadzą „zaledwie” politykę tolerancji, co oznacza dekryminalizację, ale nie rozwiązuje chociażby problemu masowej produkcji konopi (palacze papierosów nie muszą przecież hodować tytoniu). Przykład holenderski pokazuje jednak czarno na białym, że traktowanie marihuany jako średnio groźnej używki nie prowadzi do zagłady młodego pokolenia. Jednak oddziaływanie wewnętrznej polityki Oranje na procesy międzynarodowe jest raczej znikome. Co innego, gdy źródlem reform jest antynarkotykowe mocarstwo, Uncle Sam himself. Raczej trudno jest sobie wyobrazić, że decyzja mieszkańców obu amerykańskich stanów pozostanie tylko lokalną fanaberią podnoszącą ich koloryt i przynoszącą zyski z akcyzy. Tym bardziej, że pozytywne nastawienie Amerykanów do tego, aby wyrzucić marihuanę z worka z napisem NARKOTYKI jest dość powszechne.


5

Rozmowa MNB

Rozmowa Magazynu MNB

Dołecki na dołku

N A STRONIE INTERNETOWEJ W OLNYCH K ONOPI widnieje przesłanie, a zarazem życiowe motto Mahatmy Gandhiego: Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją. Toteż, jeżeli prawo i sprawiedliwość są w konflikcie, musimy wybrać sprawiedliwość i nieposłuszeństwo wobec prawa. O tym jak wygląda rozwiązywanie tego konfliktu w polskiej rzeczywistości rozmawiamy z Andrzejem Dołeckim, aktywistą na rzecz zmiany prawa narkotykowego.

Ameryka zmienia prawo wobec marihuany. Dlaczego twoim zdaniem tak się dzieje? Przecież to oni wymyślili naszą politykę narkotykową.

Biorąc pod uwagę polskie realia, jakie regulacje w zakresie konopi, byłyby optymalne dla ciebie i ludzi, których reprezentujesz? Za realne uważam wprowadzenie wartości granicznych, chociaż uważam, że trzeba kompleksowo, legislacyjnie rozwiązać kwestię uprawy, posiadania

FOT.:WWW.WOLNEKONOPIE.ORG

Obserwuję sytuację w USA od wielu lat. Według mnie to upór i konsekwentne działania kilku osób doprowadziły do tego, że szeroko dyskutowana stała się kwestia zmiany polityki narkotykowej. To m.in. takie osoby, jak Dana Beal przekonały rzesze amerykanów, że prohibicja miała podłoże czysto finansowe, że celowo manipulowano informacją, aby zwiększyć czyjeś zyski. Amerykanie bardzo lubią takie teorie, lekko zabarwione spiskiem. Poza tym, w dobie kryzysu dużym posłuchem cieszy się tam argument kosztów stosowania obecnego prawa – a są one gigantyczne. Andrzej Dołecki, prezes stowarzyszenia Wolne Konopie, od wielu lat aktywista i organizator m.in. corocznego Marszu Wyzwolenia Konopi w Warszawie. Kandydował z list Ruchu Palikota do Sejmu RP VII Kadencji.


Magazyn MNB

6 i wprowadzania do obrotu zarówno konopi, jak i innych substancji odurzających.

Przymknęli cię do aresztu na 3 miesiące. Na podstawie jakich zarzutów cię aresztowano? Czy ta sprawa jest definitywnie zakończona?

Dołecki trafił do aresztu 1 maja 2012 roku, po tym jak policja zatrzymała plantatorów konopi spod Warszawy, którzy zeznali, że Dołecki kupił u nich trzy kilogramy marihuany. Jako że śledczy nie znaleźli narkotyków w domu Andrzeja Dołeckiego, szybko doszli do wniosku, że zdążył towar upłynnić i pod zarzutem obrotu narkotykami umieszczono go w areszcie. Po trzech miesiącach Dołeckiego wypuszczono na wolność. Jego sprawa jednak prawdopodobnie należy do kategorii „spraw rozwojowych” (czytaj obok).

No nie, sprawa się dopiero zaczyna! Prokurator nie przesłał jeszcze nawet finalnego aktu oskarżenia do sądu, choć minęło już ponad 8 miesięcy od wszczęcia postępowania. Zostałem zatrzymany i oskarżony o to, że w nieokreślonym czasie wprowadziłem do obrotu nieokreślone ilości marihuany nieokreślonym osobom. Policja i prokuratura oparła się na zeznaniach dwóch osób. A te są co najmniej osobliwe: plantator, który rzekomo kupił ode mnie nasiona już miesiąc później sprzedał mi z nich plon. Magiczna fasola! I to za cenę poniżej 5 zł za gram. Przy czym kilogram wspaniałym gestem mi podarowuje. Historia tak niesamowita, że aż śmieszna, gdyby nie skutkowała zamknięciem mnie na trzy miesiące w wątpliwej jakości państwowym ośrodku wczasowym na Służewcu.

A czy za kratkami czułeś się jak kryminalista, czy może bardziej jak więzień polityczny? Od początku wiedziałem, że siedzę za swoją działalność w Wolnych Konopiach. Zostało mi to powiedziane wprost. Na miejscu jednak oświadczono mi, że status więźniów politycznych zniknął po 90-tym roku. Informacje w kryminale rozchodzą się jednak z tempem błyskawicy, więc mój przypadek szybko zaczął być tematem szerokiej dyskusji. Stałem się dodatkowo źródłem informacji na temat konopi i wszelkich innych narkotyków. Tak na marginesie, nie świadczy to najlepiej o ogólnej wiedzy na temat środków odurzających i jej propagowaniu w takich miejscach.

Słyszałem od kogoś, że twoje aresztowanie miało związek z Mistrzostwami Europy w piłce nożnej. Co o tym sądzisz? Myślę, że jest w tym sporo racji. W areszcie spotkałem się z częścią kibiców aresztowanych pod bzdurnymi, na szybko sfabrykowanymi dowodami. Pododnie potraktowano złodziei samochodów i członków grup zajmujących się podrabianiem kart kredytowych. Skala i poziom organizacji tych zatrzymań, jak również bezczelność pracy prokuratorów i przymykających na to oko sądów, potwierdza celowość tych działań. Mieliśmy do czynienia z operacją eliminowania na ogromną skalę na czas Euro „elementów niepożądanych”. Dokonywano tego często z brakiem poszanowania litery prawa. Była to sytuacja bez precedensu w historii III RP. Art. 62 Ustawy o Przeciwdziałaniu Narkomanii to idealne narzędzie dla tzw. służb, aby mogły powrócić do praktyk z poprzedniego ustroju.


7

Rozmowa MNB

No właśnie, „państwo powinno chronić obywateli przed dostępem do narkotyków” – stwierdził poseł PiS-u, podczas rozmowy z tobą w TV, po której przeszukała cię policja... Kurioza sięgają zenitu. Znaczna część naszej sceny politycznej buduje swój kapitał na nakręcaniu spirali strachu i niedomówień wokół narkotyków, oczywiście tych nielegalnych, bo już alkohol jest ok. Politycy kreują się na obrońców, którzy z krzyżem i mieczem stoją na straży cnót i mitycznego zdrowia publicznego.

FOT.:WWW.WMATEUSZKLINOWSKI.PL

Moja reakcja w studiu była ciut spontaniczna. Chciałem wykazać absurd słów posła Dery, który sugerował, że zabezpieczona u Kamila Sipowicza ilość marihuany (niecałe 3 gramy) to mogły być ilości znaczne i mógł on je mieć w celu wprowadzenia do obrotu, co legitymizowałoby działania prokuratury. Mamy tu całkowity bezsens i brak zrozumienia intencji ustawy. Naprawdę powstrzymywałem się przed rękoczynami! Poziom merytoryczny argumentacji przedstawianej przez tego pana zasługuje według mnie na zainteresowanie prokuratury. Prohibicjoniści powinni być pociągnięci do odpowiedzialności karnej i pozbawieni możliwości sprawowania funkcji publicznych za konsekwentne działanie na szkodę społeczeństwa.

Niesprawiedliwe represje wywołują opór i pobudzają do działania. Obserwuję to często na własnej skórze. Państwa totalitarne, do których zaliczam również Rzeczpospolitą Polską, nie dostrzegają tej logiki. Zamykając w więzieniach aktywistów, aktywujemy innych, tworzymy efekt śnieżnej kuli. Na marszu byli więc obecni rodzice Andrzeja Dołeckiego, dziś już też aktywiści. Ciągłe aresztowania Andrzeja, gnębienie przez Policję, zmieniły ich świadomość. Polski aparat represji wychował sobie kolejnych wrogów. A takich rodziców przybywa. (fragment blogu Mateusza Klinowskiego) Na zdjęciu rodzice Andrzeja Dołeckiego wraz z Mateuszem Klinowskim.


Magazyn MNB

8

Rozdział NARKOTYKI I CIĄŻA nie jest przeznaczony wyłącznie dla kobiet. Jeśli kobieta zachodzi w ciążę, na ogół jest gdzieś jakiś facet, który jej w tym pomagał i dobrze byłoby, gdyby na tym nie poprzestał. Wszystkich potencjalnych sprawców ciąż także zapraszamy do lektury. Przecież to również wasze dzieci!

UŻYWKI, NARKOTYKI I CIĄŻA W europejskich badaniach stwierdzono, że 4% ciężarnych kobiet używało narkotyków w miesiącu poprzedzającym badanie. Na podobnym poziomie było picie alkoholu. Najwyższy był odsetek w zakresie palenia papierosów, bo wynosił aż 18%. To naprawdę dużo. Pocieszającą obserwacją jest jedynie to, że odsetki te są jednak niższe, niż w grupie kontrolnej, czyli wśród kobiet, które nie były w ciąży. Ogólnym trendem w zakresie używania wszystkich tych substancji było to, że im starsze kobiety, tym różnica w używaniu narkotyków pomiędzy ciężarnymi i nie-ciężarnymi stawała się wyraźniejsza. Wiele spośród kobiet zażywających problemowo narkotyki żyje w ubóstwie, czasem są bezdomne i nie mają wystarczających możliwości i perspektyw w zakresie opieki nad dzieckiem. Ojcowie dzieci to najczęściej także osoby uzależnione, bez większych szans na udzielenie odpowiedniego wsparcia partnerce. W niektórych przypadkach brakuje dostępu do odpowiedniej opieki medycznej, a status bycia osobą uzależnioną od narkotyków w sposób istotny utrudnia właściwą opiekę nad ciążą. Fakt używania narkotyków stanowi piętno i przyczynę do moralnej oceny ze strony przedstawicieli służby zdrowia, co w rezultacie jest przeszkodą w przyznawaniu się przez ciężarną kobietę do używania narkotyków. Jest również powodem strachu o reperkusje prawne: na przykład o to, że dziecko zostanie odebrane po urodzeniu. Są to czynniki wpływające na to, że kobiety używające narkotyków zgłaszają się do lekarza zdecydowanie później, aniżeli inne kobiety będące w ciąży, co z kolei ma wpływ na późne podejmowanie decyzji o leczeniu. Na to wszystko nakłada się niepewność własnej wartości związanej z pełnieniem roli przyszłego rodzica. Ogólny stan zdrowia uzależnionych kobiet może także zdecydowanie odbiegać od norm ich nieuzależnionych rówieśniczek, szczególnie jeśli chodzi o choroby przenoszone drogą płciową.


9

Narkotyki i ciąża

Ciąża to bardzo dobry moment, aby podjąć leczenie i rzucić narkotyki. Trudno wyobrazić sobie lepszą motywację niż zdrowie i przyszłość, a nawet życie własnego dziecka. Jeśli nie zrobisz tego w czasie ciąży, są duże szanse, że zaszkodzisz swojemu dziecku. Trudno też wyobrazić sobie, że zrobisz to po jego urodzeniu. Nie zawsze i nie każda kobieta świadomie planuje dziecko, a więc niekoniecznie musi mieć szansę na rzucenie narkotyków czy używek jeszcze przed ciążą. Trudno, nie jest to dobre, ale to jeszcze nie koniec świata. Jednak im wcześniej to zrobisz, tym lepiej. Będąc narkotyki w ciąży musisz wziąć pod uwagę fakt, że cokolwiek wprowadzasz do swojego organizmu, będzie to miało wpływ również na twoje dziecko. Jeśli więc niekoniecznie dbasz o siebie, to jednak nielegalne narkotyki (heroina, kokaina, marihuana) czy legalne używki (alkohol, papierosy) powinnaś traktować jako substancje potencjalnie zagrażające twojemu dziecku. Środki te, podobnie jak substancje odżywcze z pożywienia, przechodzą przez łożysko i twoje dziecko w mniejszym lub większym stopniu doświadcza ich działania.

Nasz przegląd zaczynamy od legalnych narkotyków, alkoholu i tytoniu. Z powodu legalności i powszechności używania, uważane są one za mniej szkodliwe od nielegalnych narkotyków. Nie jest to prawdą.

LEGALNE UŻYWKI ALKOHOL Pewnie niektórym trudno w to uwierzyć, ale dla nienarodzonego dziecka alkohol jest szkodliwszy niż jakakolwiek inna substancja odurzająca. Alkoholowy zespół płodowy, zwany w skrócie FAS (od foetal alcohol syndrome) jest wywołany działaniem alkoholu na dziecko w okresie płodowym. Wśród zaburzeń, których będą doświadczać dzieci nim dotknięte możemy wyróżnić opóźnienie umysłowe, anomalie rozwojowe, zaburzenia psychologiczne (m.in. obniżony iloraz inteligencji, zaburzenia uwagi i zdolności uczenia się). Mogą pojawiać się także deformacje rysów twarzy, wady serca i dysfunkcje ośrodkowego układu nerwowego. Wiele z nich pozostawi swój ślad do końca życia. Dziecko, które przyjdzie na świat, będzie doświadczać objawów odstawienia, które pojawiają się gdzieś w drugiej dobie od narodzin. Kobieta w ciąży powinna odstawić alkohol, a w sytuacji, gdy jest od niego uzależniona skontaktować się z lekarzem. Podawanie większości leków stosowanych w odtruciach alkoholowych (np. bezodiazepin) jest dość ryzykowne ze względu na możliwość wywołania u dziecka wad wrodzonych. Zupełnie nie wchodzi w grę farmakoterapia awersyjna środkami typu Anticol czy Esperal (disulfiram), ponieważ ryzyko wystąpienia wad wrodzonych jest jeszcze wyższe.


Magazyn MNB

10 Na świat przychodzi więcej dzieci z FAS, niż z zespołem Downa (większość przypadków pozostaje niezdiagnozowana). Chociaż alkoholowy zespół płodowy nie rozwija się w każdym przypadku ekspozycji na alkohol podczas ciąży, to nie ustalono dawki, która byłaby bezpieczna. Zalecane jest więc utrzymywanie całkowitej abstynencji. Należy pamiętać, że nie ma bezpiecznej dawki alkoholu dla kobiety w ciąży. Jeśli jesteś leczona metadonem musisz pamiętać także o tym, że alkohol może zmniejszać oddziaływanie metadonu i tym samym narażasz dziecko na objawy odstawienia.

NIKOTYNA Nikotyna, bez względu na produkt, w którym jest zawarta, może powodować problemy zdrowotne dziecka. Zmniejsza przepływ krwi do płodu o prawie 40% i o tyle właśnie zostają pomniejszone dostawy składników odżywczych i tlenu do organizmu dziecka. Tym samym zahamowany zostaje jego rozwój, nie będzie ono rosło odpowiednio szybko, a po przyjściu na świat będzie mniejsze niż powinno. Nikotyna wpływa na układ nerwowy dziecka uzależniając je i powodując wystąpienie objawów odstawienia po urodzeniu. Wiele kobiet powstrzymuje się od palenia w trakcie ciąży, ale zaraz po porodzie znów sięgają po papierosy. Należy wiedzieć, że karmienie piersią jest dużo efektywniejsze u matek niepalących. Palenie hamuje wydzielanie prolaktyny, hormonu wywołującego laktację. Kobieta paląca w okresie karmienia produkuje mniej pokarmu i przez krótszy okres. Rzucenie palenia podczas ciąży z wykorzystaniem środków farmakologicznych wymaga konsultacji lekarskiej. Ciąża to dość specyficzny stan organizmu i nie wszystkie leki i suplementy można stosować w jej trakcie .

NIELEGALNE NARKOTYKI Ogólnie rzecz biorąc, wpływ nielegalnych narkotyków na ciążę i nienarodzone dziecko jest bardzo różny. Nie ma bezpiecznego narkotyku, choć wiele zależy od jego rodzaju, dawki i drogi przyjmowania. Oczywiście od rodzaju zanieczyszczeń, które od zawsze towarzyszą nielegalnym narkotykom jak cień. Nie znane są nam wszystkie możliwe efekty wpływu narkotyków i podobnie jak z alkoholem i nikotyną – najbardziej pożądana jest pełna abstynencja, bo większość z nich z łatwością przenika przez łożysko i przedostaje się do organizmu dziecka. Działanie większości narkotyków prowadzi do zahamowania wzrostu płodu. Przyjrzyjmy się jednak temu, jak wpływają na ciążę i dziecko poszczególne narkotyki.


11

Narkotyki i ciąża

Nie ma co komplikować, rzucenie większości narkotyków niekoniecznie musi być bardziej kłopotliwe niż zerwanie z paleniem, a często jest zdecydowanie łatwiejsze. Ty pewnie nieco inaczej widzisz ten problem – oczywiście, wszystko zależy od rodzaju substancji, którą stosujesz, głębokości uzależnienia i sytuacji, w której jesteś. Ale przede wszystkim zależy to od twojej determinacji. Możesz czuć też na sobie większe piętno, a nawet strach związany z ujawnieniem swoich skłonności. Czasy się jednak zmieniają i lekarze dzisiaj zdecydowanie lepiej rozumieją zachowania swoich pacjentów. Dzieje się też tak dlatego, że używanie narkotyków jest bardziej powszechne niż myślisz. Jeszcze jedno, jeśli znasz osobiście jakieś przypadki używania narkotyków w ciąży i przyjścia na świat zdrowego dziecka – najlepiej o tym zapomnij. Wszystko jest możliwe, ale ryzyko jest zbyt duże, ażeby ignorować oczywiste fakty, o których tu za chwilę przeczytasz. Im więcej będziesz wiedzieć, tym większe szanse na to, że dokonasz właściwych wyborów. Nawet jeśli nie będzie to łatwe.

AMFETAMINA I POCHODNE Jedyne, co może zrobić kobieta, jeśli jest w ciąży i zażywa amfetaminę, to jak najszybciej przestać jej używać. Najlepiej oczywiście gdyby tego dokonała przed tym, jak zajdzie w ciążę. Jeśli zrywa z amfetaminą w trakcie ciąży, to powinna zgłosić się po pomoc lekarską, ponieważ nagłe odstawienie amfetaminy może być również niebezpieczne dla dziecka i zaszkodzić ciąży. Czasem objawy odstawienne amfetaminy mogą być również w ciąży niwelowane małymi dawkami benzodiazepin, przez krótki okres. Ale o tym musi zdecydować lekarz. Podobnie, jak w przypadku większości narkotyków, jeszcze nie wszystko wiemy o szkodliwości działania amfetaminy na nienarodzone dziecko. Wiele jednak już zdołano się dowiedzieć. W wyniku stosowania amfetaminy może dochodzić do niewystarczającego zaopatrzenia płodu w tlen i pożywienie. Oprócz niewydolności łożyska, używanie amfetaminy zwiększa ryzyko jego odklejenia, co z kolei prowdzi do krwotoków i skutkuje zmniejszeniem ilości krwi dostarczanej do płodu. Na skutek działania amfetaminy może dojść do przedwczesnego porodu i dziecko urodzi się z niską wagą. Wśród wad wrodzonych spowodowanych wpływem amfetaminy najczęściej pojawiają się problemy pracy serca oraz ośrodkowego układu nerwowego i związane z tym późniejsze problemy neurologiczne. Zaobserwowano też występowanie z pewną regularnością rozszczepu podniebienia. Jeśli amfetamina nie zostanie odstawiona na czas, dziecko będzie miało duże szanse na to, by doświadczyć po urodzeniu objawów odstawienia.


Magazyn MNB

12 Nie jest do końca jasne, jaki będzie miało wpływ używanie przez ciężarną amfetaminy na późniejszy psychologiczny rozwój dziecka. Badania w tym zakresie różnią się wynikami – niektóre stwierdzają, że takie dzieci miewają poważniejsze zaburzenia zachowania, inne – że wpływ amfetaminy nie odbija się na dalszym rozwoju intelektualnym dziecka i nie będzie ono odbiegało od rówieśników w tym zakresie.

ECSTASY Nie do końca wiemy jakie są długofalowe skutki działania ecstasy na organizm człowieka. Pojawia się wiele kontrowersji na ten temat. Podobnie jest z oddziaływaniem tego narkotyku na nienarodzone dziecko. Nadal jest niewiele badań mówiących jednoznacznie o tym, jak ecstasy wpływa na przebieg ciąży. Sugeruje się jednak, aby kobiety w ciąży podchodziły do tego narkotyku tak, jakby to była amfetamina i starały się zachowywać abstynencję. W końcu MDMA należy do amfetamin metylowych. Niektóre z badań wskazują na to, że dzieci kobiet zażywających MDMA w ciąży są bardziej narażone na to, że przyjdą na świat z wadami kończyn i wadami serca. Nie są to jednak informacje jednoznacznie potwierdzone naukowo. Brak jest także dowodów na to, aby takie dzieci doświadczały zespołu odstawiennego.

KOKAINA Kokaina obkurcza naczynia krwionośne i w zależności od dawki, może ograniczać przepływ łożyskowy. Kobieta używająca kokainy podczas ciąży poważnie naraża się także na ryzyko przedwczesnego porodu, który oznacza niedobór masy ciała i wzrostu dziecka, jak również niedorozwój płuc i możliwość wystąpienia zaburzeń neurologicznych i ogólnorozwojowych. Używanie kokainy może prowadzić w późniejszym okresie ciąży do przedwczesnego odklejenia się łożyska. Niektóre badania wskazują także na możliwość wystąpienia u noworodka wad serca. Intoksykowane kokainą nienarodzone dziecko może (ale nie musi) doświadczać objawów odstawienia. Po porodzie karmienie piersią przez matki zażywające kokainę nie jest wskazane. Niejasny jest do końca wpływ kokainy w okresie prenatalnym na późniejsze problemy dziecka związane z uczeniem się i zachowaniem.


13

Narkotyki i ciąża

HEROINA I INNE OPIATY

Używanie heroiny przez kobiety w ciąży niesie ze sobą wysokie ryzyko powstania szkód zdrowotnych dla dziecka. Jednak ryzyko to jest w mniejszym stopniu związane z samym działaniem narkotyku, co ze sposobem jego przyjmowania, otoczeniem i stylem życia kobiety. Wiele kobiet używających tych heroiny i innych opiatów przestaje miesiączkować i może to stanowić problem w tym, ażeby samemu w porę rozpoznać ciążę. Jako że uzależnienie od heroiny wymaga nieustannego zapewnienia sobie dostępu do narkotyku, wiele kobiet uzależnionych od niej niekoniecznie dba o siebie i fatalnie się odżywia – a to ma poważny wpływ na rozwój płodu. Problemem, w przypadku gdy heroina jest zażywana dożylnie, jest także nieustanne niebezpieczeństwo zakażenia wirusami przenoszonymi przez krew (HIV, HCV i inne). W związku z tym, że przedawkowanie heroiny jest zagrożeniem dla życia matki – jest ono jednocześnie zagrożeniem dla życia dziecka. Należy zdawać sobie sprawę z tego, jak różne może być stężenie heroiny. W dodatku narkotyk przekracza dość łatwo barierę łożyska i, mało tego, okazuje się, że przyjęta dawka heroiny działa na organizm dziecka dłużej niż na organizm matki. Może zdarzyć się tak, że zbyt dużą dawkę heroiny przyjętą w ciąży matka przeżyje, lecz jej nienarodzone dziecko – już nie. Nie stwierdzono, ażeby heroina czy inne opiaty działając na płód, mogły wywołać jakiekolwiek wady wrodzone. Dziecko może jednak urodzić się przedwcześnie, a także mieć problemy z oddychaniem podczas porodu i tuż po nim. Będzie niespokojne, no i oczywiście będzie musiało pozostać dłużej w szpitalu w związku z objawami odstawienia heroiny. Decyzja o zaprzestaniu używania heroiny przez uzależnioną kobietę w ciąży powinna być omówiona z lekarzem i specjalistą terapii uzależnień z kilku powodów. Po pierwsze, odstawienie narkotyku musi odbyć się w sposób bezpieczny dla ciąży, a nie w każdym przypadku natychmiastowe zaprzestanie używania heroiny jest bezpieczne: w pierwszym trymestrze może dojść do poronienia, w trzecim przedwczesnego porodu. Kolejna rzecz, to że nie wszystkie leki wykorzystywane w detoksykacji mają korzystny wpływ na dziecko. Najdogodniejszym okresem do detoksykacji w trakcie ciąży wydaje się być drugi trymestr, ale i tak wszystko musi odbyć się pod ścisłym nadzorem lekarskim, najlepiej w warunkach szpitalnych. Powyższe informacje dotyczą działania nie tylko heroiny, ale w dużej mierze większości opioidów.

Niewydolność łożyska. Wszelkie nieprawidłowości łożyska mogą skutkować nieprawidłowym przebiegiem ciąży, porodu i połogu. Jeśli niewydolność łożyska w okresie okołoporodowym grozi niedotlenieniem płodu i skutkuje zaburzeniami serca płodu, stanowi wskazanie do indukcji porodu. Łożysko rozwija się od początku ciąży, gdy zaczyna kształtować się płód. To ono warunkuje właściwy rozwój i życie płodu, ponieważ reguluje wszystkie procesy związane z wewnątrzmacicznym rozwojem dziecka, dostarcza mu niezbędnych substancji odżywczych i tlenu oraz odprowadza produkty przemiany materii i dwutlenek węgla.


Magazyn MNB

14

Teratogenność (dosłownie potworotwórczość, od teratos – potwór) jest to właściwość teratogenów powodująca wady (potworności) w rozwoju płodu. Taką właściwość mają np. promieniowanie, wirusy, ksenobiotyki, niektóre lekarstwa i narkotyki. Działanie teratogenne to toksyczne działanie substancji na zarodek lub płód mogące wywołać śmierć zarodka, zaburzenia czynnościowe, opóźnienie rozwoju, przedwczesne urodzenie. Przedwczesne odklejenie łożyska jest to powikłanie ciąży, polegające na częściowym lub całkowitym oddzieleniu się prawidłowo usadowionego łożyska od ściany macicy po 20-tym tygodniu ciąży, ale przed przewidywanym terminem porodu. Jest ono najczęstszą przyczyną krwawień pochwowych w II i III trymestrze ciąży. Krwawienie z naczyń maciczno-łożyskowych powoduje dużą utratę krwi, co z kolei skutkuje niedotlenieniem płodu. Wcześniactwo to urodzenie dziecka między 22 a 37 tygodniem ciąży. Wcześniejszy poród uznawany jest za poronienie ze względu na skrajną niedojrzałość organizmu dziecka, uniemożliwiającą samodzielne życie poza organizmem matki. W zależności od stopnia wcześniactwa zachodzi szereg nieprawidłowości (m.in. niedobór masy ciała i wzrostu, niedorozwój płuc, zaburzenia neurologiczne i rozwojowe), które ograniczają możliwości dziecka do przeżycia. Ze względu na niewydolność mechanizmów termoregulacyjnych wcześniak musi przebywać w inkubatorze.

KONOPIE Konopie należą do najczęściej używanych nielegalnych narkotyków wśród kobiet w ciąży. Mimo to, brak jest jednoznacznych danych mówiących o negatywnym wpływie marihuany palonej przez ciężarną na nienarodzone dziecko. Są co prawda badania wykazujące możliwość powstawania u dziecka problemów natury intelektualnej (np. w zakresie rozwiązywania problemów, osłabionej pamięci czy uwagi), ale nie ma co do tego pewności. Poddawanie dziecka w okresie prenatalnym intensywnemu działaniu składników zawartych w marihuanie może powodować wystąpienie u noworodka zaburzeń snu i wzmożonego odruchu Moro. THC przedostaje się przez barierę łożyska, jak również wykrywane jest w mleku palącej marihuanę matki. Szkodliwość palenia marihuany jest najczęściej przywoływana w związku z tym, że większość osób miesza narkotyk z tytoniem, a to może skutkować objawami jak te opisane w przypadku nikotyny.

BENZODIAZEPINY Jak już zostało wcześniej wspomniane, beznodiazepiny mogą być teratogenne i w związku z tym stosowanie ich w ciąży jest odradzane. Szczególnie niebezpieczne jest ich stosowanie na początku ciąży, w pierwszym trymestrze. Dzieci urodzone przez matki używające benzodiazepin w ciąży przeżywają szczególnie nasilony i przewlekły zespół odstawienia po urodzeniu.

Informowanie o negatywnych skutkach używania substancji odurzających na nienarodzone dziecko oraz zachęcanie kobiet w ciąży do zaprzestania używania narkotyków i stwarzanie do tego odpowiednich warunków to jeden z priorytetów służby zdrowia w zakresie oddziaływań wobec kobiet.


15

Narkotyki i ciąża

Czy metadon będzie bezpieczny dla mojego dziecka? To pytanie zadają sobie kobiety, które leczone substytucyjnie metadonem planują dziecko, a nie chcą kończyć terapii, bo ta pomaga zachować im abstynencję. Jednak, gdy widzą zdrowe dzieci matek zażywających metadon, decydują się na kontynuację leczenia. Leczenie kobiet w ciąży metadonem jest badane od ostatnich 40 lat i uważane za „złoty środek” w leczeniu ciężarnych, uzależnionych od opiatów.

LECZENIE METADONEM I CIĄŻA Większość dzieci doświadczających wpływu metadonu w okresie płodowym, rodzi się z zespołem abstynencyjnym, ale należy pamiętać, że szpitale dysponują odpowiednimi metodami leczenia, które pozwalają na utrzymanie ich w stabilnej kondycji i na radzenie sobie z objawami zespołu abstynencyjnego. Kobiety w ciąży są leczone metadonem od dziesiątek już lat i nie zostało jak dotąd zaobserwowane, żeby metadon miał wpływ na powstawanie jakichkolwiek wad wrodzonych. Dziecko, może owszem doświadczyć pewnych skutków ubocznych działania metadonu. Najczęściej z nich spotykane to początkowy rozmiar głowy poniżej normy, niska waga urodzeniowa i wspomniany już zespół abstynencyjny. Jednak deficyty te bardzo szybko zanikają, a dzieci rosną i rozwijają się normalnie. Metadon jest skuteczny tylko wtedy, gdy zażywa się go w stałej dawce. Jednak nie istnieją żadne „magiczne ilości”, których nie powinno się przekraczać. Jeśli ktoś doświadcza symptomów zespołu abstynencyjnego lub silnej pokusy zażycia narkotyku, powinien zgłosić to lekarzowi i porozmawiać z nim o zmianie dawki. Gdy kobieta w ciąży odczuwa symptomy zespołu abstynencyjnego, odczuwa je również jej dziecko, a to może prowadzić do powikłań, a nawet do poronienia. Może wydawać się, że im więcej miligramów zażywa matka, tym gorsze symptomy zespołu abstynencyjnego będzie odczuwać dziecko, ale tak nie jest. Badania niekoniecznie wskazują na zależność pomiędzy dawką zażywaną przez matkę a natężeniem symptomów zespołu abstynencyjnego odczuwanymi przez dziecko po urodzeniu. Dlatego należy skupić się na znalezieniu dawki, która jest odpowiednia dla matki. Niektóre kobiety zastanawiają się nad odstawieniem metadonu podczas ciąży. Z medycznego punktu widzenia nie jest to ani wskazane ani zalecane. Gdy pacjentka w trakcie „zerowania” dowiaduje się, że jest w ciąży,

Udając się na porodówkę musisz być pewna, że położna i opiekujący się tobą lekarze zostali poinformowani o tym, że zażywasz metadon.


Magazyn MNB

16 zazwyczaj lekarz sugeruje zatrzymanie procesu odstawiania metadonu i pozostanie na aktualnej dawce substytutu.

Przestając zażywać opiaty w sposób nagły możesz poronić, dlatego bardzo istotne jest, aby rozpocząć jak najszybciej leczenie substytucyjne lub kontynuować je, jeśli rozpoczęłaś terapię metadonem zanim zaszłaś w ciążę. Odstawianie metadonu nie jest wskazane w czasie ciąży, ale warto porozmawiać na ten temat z lekarzem lub terapeutą uzależnień. Bycie w ciąży może być bardzo ekscytującym i pięknym przeżyciem, ale może też być stresujące i przerażające. Odstawienie metadonu może ten stres potęgować. Pamiętaj też, dlaczego jesteś leczona substytucyjnie. Być może uznasz, iż nie warto podejmować ryzyka powrotu do nałogu, a co za tym idzie ryzyka poronienia. Wszystko wskazuje na to, że odłożenie tej decyzji na czas po porodzie będzie najlepszym wyjściem.

Natomiast jeśli pacjentka nie była gotowa na odstawienie metadonu przed ciążą, jest duże prawdopodobieństwo, że nie jest gotowa go odstawić w ciąży. Istnieją możliwości bezpiecznego odstawiania metadonu przez kobiety w ciąży, ale tylko w warunkach szpitalnych, gdzie płód może być monitorowany na obecność jakichkolwiek niepokojących oznak. Lepiej nie robić tego samemu, bo może okazać się to niebezpieczne dla ciąży i dziecka. Może to też wystawić na szwank dotychczasowy proces leczenia. Zdarza się, że konieczne jest zwiększenie dawki podczas ciąży. Na początku trzeciego trymestru ilość krwi, krążącej organizmie ciężarnej niemal podwaja się w porównaniu ze stanem sprzed ciąży. Dlatego może się okazać, że dawka metadonu musi być zwiększona, aby uchronić pacjentkę i jej dziecko od symptomów zespołu abstynencyjnego. Zwiększenie dawki metadonu w tym okresie – o ile jest taka potrzeba – może wpływać pozytywnie na rozwój dziecka i zminimalizować ryzyko przedwczesnego porodu. Powolny powrót do dawki sprzed ciąży jest możliwy po urodzeniu dziecka. Ktoś może zastanawiać się, czy zażywanie metadonu w czasie ciąży zwiększy szanse na to, że dziecko będzie w przyszłości bardziej podatne na uzależnienie. Nie istnieje zbyt wiele badań, które analizowałyby długotrwałe skutki metadonu u dzieci urodzonych z objawami abstynencyjnymi. Z drugiej strony, istnieje tak wiele przyczyn zażywania narkotyków, że trudno byłoby wskazać metadon jako jednoznaczny powód, nawet jeśli dziecko w przyszłości zacznie zażywać narkotyki. Wiemy, że istnieje genetyczna predyspozycja do uzależnień, więc bez względu na to, czy ktoś jest leczony metadonem, czy nie – gdy rodzice borykają się z problemem nadużywania substancji odurzających, ich dziecko może mieć większe szanse no to, że będzie nadużywało narkotyków.

Jeśli z jakiegoś powodu nie możesz danego dnia dotrzeć do programu pamiętaj, aby zadzwonić i poinformować, że nie dasz rady przyjechać. Najprawdopodobniej nic wielkiego się nie stanie, jeśli nie zażyjesz jednej dawki metadonu, ale postaraj się dotrzeć po metadon jak najwcześniej następnego dnia. Jeśli masz problem z dojazdem, porozmawiaj o tym z lekarzem. Na pewno pomoże ci on rozwiązać problem i znaleźć sposób, aby takie sytuacje zminimalizować.


17

Narkotyki i ciąża

Metadon i karmienie piersią Zasadniczo karmienie piersią podczas leczenia metadonem jest bezpieczne, o ile nie występują inne czynniki, które powodowałyby, że karmienie piersią wiązałoby się z jakimś ryzykiem (np. zażywanie nielegalnych substancji lub niektórych leków na receptę). Metadon przenika do mleka matki, ale tylko niewielka jego ilość trafia do organizmu dziecka. Karmienie piersią ma szereg pozytywnych skutków zarówno dla matki, jak i dla dziecka: • Mleko matki zawiera istotne substancje odżywcze, zapewniające dziecku prawidłowy wzrost i chroniące je przed infekcjami. • Niemowlęta karmione piersią są generalnie zdrowsze i nie muszą być leczene tak często, jak dzieci karmione sztucznie. • Karmienie piersią pozwala na nawiązanie bliższej więzi pomiędzy matką i dzieckiem. • Karmienie piersią może pomóc dziecku łatwiej radzić sobie z objawami zespołu abstynencyjnego. Mimo że nie istnieją żadne oficjalne wytyczne mówiące, że nie można karmić piersią, jeśli zażywa się określone dawki metadonu, to niektóre szpitale i programy substytucyjne mają swoje własne kryteria i rekomendacje. Najlepiej zapytać o to właśnie tam. Jeśli zdecydowałaś się na karmienie piersią, nie przestawaj karmić nagle. Twoje dziecko jest przyzwyczajone do otrzymywania niewielkiej dawki metadonu i może odczuwać symptomy zespołu abstynencyjnego, jeśli nie jest odstawiane od piersi stopniowo. Kiedy odstawisz dziecko od piersi i stopniowo przejdziesz na karmienie sztucznym lub stałym pokarmem, wówczas twoje dziecko również stopniowo zostaje odzwyczajone od metadonu.

Karmienie piersią jest osobistym wyborem. Nie każda kobieta musi uznać, że jest to dla niej właściwa decyzja. Jeśli nie zdecydujesz się karmić naturalnie, zapytaj lekarza lub położnej o inne sposoby karmienia niż karmienie piersią. Zapytaj też inne kobiety leczone metadonem o ich doświadczenia z karmieniem piersią. Niektóre matki, zwłaszcza te które rodzą po raz pierwszy, mogą być zdezorientowane, a rozmowa z innymi kobietami i podzielenie się z nimi swoimi obawami może okazać się pomocna.

W badaniach przeprowadzonych przez Centrum ds. Uzależnień i Ciąży przy Johns Hopkins Bayview Medical Center w Bal�more przebadano stężenie metadonu w mleku i plaźmie grupy kobiet leczonych metadonem w okresie następującym bezpośrednio po porodzie. Dwanaście kobiet leczonych metadonem dostarczyło próbki krwi i mleka 1, 2, 3 i 4-go dnia po porodzie. Próbki te zostały pobrane w okresie minimalnego stężenia metadonu (tuż przed przyjęciem dawki) i w okresie maksymalnego stężenia (3 godziny po zażyciu dawki) w organizmie matki. Próbki mleka były pobierane zawsze w parach: przed i po karmieniu. Zauważono znaczny wzrost koncentracji metadonu w próbkach mleka pobieranych po karmieniu w czasie prowadzącym do maksymalnego stężenia metadonu w organizmie matki. Niemniej jednak, nawet te stężenia uznano za stosunkowo niskie, zaledwie od 21 do 314 ng/ml i niezależne od codziennej dawki zażywanej przez matkę. Autorzy tego badania sugerują, że jego wyniki potwierdzają tezę, w myśl której zaleca się matkom leczonym metadonem karmienie piersią, niezależnie od dawki, jaką przyjmują.


Magazyn MNB

18

HIV, ciąża, dzieci W początkach epidemii AIDS odradzano kobietom świadomym swego zakażenia posiadania dzieci, bo ryzyko przeniesienia zakażenia było znaczne, a nie wiedziano, jak je zmniejszyć.

HIV w kontaktach seksualnych przenosi się znacznie łatwiej z mężczyzny na kobietę. W Polsce żyją kobiety, które zostały zakażone HIV przez swojego pierwszego i jedynego w życiu partnera seksualnego.

Ale tak było ponad 30 lat temu, zanim jeszcze stała się dostępna silnie działająca, skuteczna terapia antyretrowirusowa. Potem wykazano, że przyjmowanie przez kobietę w czasie ciąży i porodu niektórych leków ARV, a potem przez 6 tygodni podawanie ich noworodkowi znacząco zmniejsza ryzyko przeniesienia wirusa z matki na dziecko. Udowodniono także, że planowane cesarskie cięcie przed terminem porodu, dodatkowo to ryzyko zmniejsza.

Z tych powodów Polskie Towarzystwo Ginekologiczne od kilku lat zaleca lekarzom, by proponowali pacjentkom planującym lub będącym na początku ciąży wykonanie testu na HIV. Polskie Towarzystwo Naukowe AIDS proponuje, by test na HIV wykonywało oboje przyszłych rodziców.

Przy okazji okazało się też, że mleko kobiety zakażonej może zawierać też wirusa HIV, a przewód pokarmowy noworodka jest wrażliwy na zakażenie, więc nie należy karmić dziecka piersią. Obecnie jest tak, że od wielu lat kobiety świadome swojego zakażenia jeszcze przed zajściem w ciążę lub na jej początku, rodzą zdrowe dzieci! W krajach Europy Zachodniej dzieci zakażone HIV praktycznie się nie rodzą. W Polsce co roku przychodzi na świat kilkoro – kilkanaścioro dzieci z HIV. Są to dzieci, których mamy nie wiedziały o swoim zakażeniu i co tu ukrywać, właśnie ta niewiedza jest źródłem zakażenia.

W czasie ciąży noszonej przez kobietę żyjącą z HIV stosuje się terapię skojarzoną, której celem jest jak największe obniżenie poziomu wiremii (ilości wirusa) we krwi kobiety ciężarnej. Jednak nie wszystkie leki ARV są wskazane podczas ciąży, więc planując ciążę należy skonsultować się z lekarzem prowadzącym. Zakażona HIV kobieta powinna w czasie ciąży pozostawać pod opieką zarówno ginekologa-położnika, jak i specjalisty zajmującego się terapią osób żyjących z HIV, wtedy szanse na urodzenie zdrowego wynoszą praktycznie 100%. A testy na HIV najlepiej robić w punktach konsultacyjno-diagnostycznych – bez skierowania, bezpłatnie i co najważniejsze – anonimowo. Lista tych punktów jest dostępna na stronie internetowej Krajowego Centrum ds. AIDS: www.aids.gov.pl

Wirus HIV: Nie powinnaś karmić piersią. Wirus HIV przenika do mleka matki, więc możesz wystawiać swoje dziecko na ryzyko zakażenia karmiąc piersią. Jeśli jakimś cudem nie robiłaś sobie w ciąży przynajmniej dwóch badań na obecność wirusa HIV szybko zastanów się nad zrobieniem testu. Wirusowe zapalenie wątroby typu B i C: Możesz karmić piersią. Ani wirus zapalenia wątroby typu B, ani C nie przenika do mleka matki. Ale jeśli twoje brodawki staną się podrażnione i popękane, istnieje wówczas ryzyko, że przekażesz wirus poprzez krew. Opracował Grzegorz Wodowski we współpracy z dr Dorotą Szadkowskią-Rogowską na podstawie: Gerry McCarney, Brion Sweeney: „Rozważania dotyczące leczenia młodych ciężarnych kobiet używających narkotyków” w „Młodzież i narkotyki. Terapia i rehabilitacja” Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii, 2007 Jansson LM, Choo RE, Harrow C, Velez M, Schroeder JR, Lowe R, Huestis MA. Concentrations of methadone in breast milk and plasma in the immediate perinatal period. 2007


19

Narkokosmos

Cały ten bajzel Jowita Fraś

Z P LACU W SZYSTKICH Ś WIĘTYCH w kierunku skrzyżowania z Gertrudy tramwaj zjeżdża po niewielkiej pochyłości Plant; z górki na pazurki. Z górki w dołek, jakby powiedział Tarzan R.I.P. Rzeczywiście, mieliśmy tu kiedyś dołek niekiepski, prawdziwe piekiełko, wrzód pulsujący w rytmie przypływów i odpływów bólu. Teoretycznie w takim miejscu serce każdego szanującego się neofity powinno wspinać się do gardła, a żołądek wykonywać jakieś salto-mortale. Bynajmniej nie ze względu na wyjątkową topografię terenu.

Gdy dziś mijam dawne zaklęte rewiry odczuwam specyficzny rodzaj pustki i niedzielnej nudy. Dokładnie w tym miejscu, gdzie zgodnie z moją najlepszą wiedzą powinien znajdować się ból i tęsknota. Być może ta długotrwała awersyjna opera mydlana, na którą z konieczności wędrując po Krakowie eksponowałam się przez szmat czasu, odniosła skutek i odczuliła mnie na pejzaże przeszłości, uparcie pokazując mi kolejne kadry, w których ubywało niepostrzeżenie akcji, zaś narracja zwalniała swój bieg i stawała się coraz to bardziej miałka, oszukańcza i najzwyczajniej w świecie „przeżeniona”.

Posucha Nie wiedzieć czemu, pamiętam letni poranek w Parku, światłocienie na alejkach, drzewa w słonecznej ekstazie i jeden wielki dreszcz, rozszczepiający świat na milion kawałków. Wszyscy na kompletnym głodzie, na zewnątrz upał, a w środku każdego ciała chłód. Lody z gorącym karmelem. Absolutna posucha. – Jest ktoś z grzaniem – pada nagle tekst, niczym tańczący granat, wirujący bączek, który ktoś jak rękawicę cisnął w środek tłumu. – Ale, obczajcie – słyszę od gościa – musicie dać mi kasę, bo mój ziomal to jest ktoś i nie życzy sobie przypału. Żadnych pielgrzymek trędowatych!

Z górki w dołek – Tarzan Michalewski był na Plantach prawie rezydentem, spędził tu kawał swojego życia.


Magazyn MNB

20 Granat jest, kurwa, odbezpieczony. Pośrednik to, mniejsza z tym, powiedzmy Łukasz. Łukasz wiecie, jest trochę „made in USA”; małolat polskiego pochodzenia, którego starzy wsadzili do dżambodżeta, no bo w Polsce przecież „nie ma heroiny i ćpał już nie będzie”, no i Luke stanie się na powrót Łukaszem. Siedemnastoletni bobasek w bejsbolówce, który z coli i frytek przerzucił się na Herę, jak do tej pory, w zbiorowej świadomości Bajzla figuruje jako przekrętowa dziewica z czystą kartoteką. Cóż, a jeżeli wybrał akurat ten dzień, aby z chłopca stać się mężczyzną? Kiwamy głowami przygotowując się mentalnie na chwile ciężkiej próby. Nasza religia nie jest dla ludzi małej wiary: prawie codziennie musimy skakać w otchłań wierząc, że spadochron się otworzy. Pielgrzymujemy więc na drugą stronę ulicy, do poczekalni pod ogromnym kasztanowcem. To pora kwitnienia, magiczny ostatni dzwonek przed maturą, czas, kiedy rzeczywistość urządza sobie party surferów na szczycie fali na krótką chwilę przed jej załamaniem. Wiatr dmie w zielone pięciopalczaste żagle liści, jakby pchając łajbę-wodzireja, a wraz z nią cały ten rozkołysany arkadyjski korowód na sam skraj załamującej się ekstazy, wraz z którą wszyscy osuną się po śliskich powrozach wodospadu – w samo sedno lata.

Poczekalnia Siedzimy w milczeniu, niezdolni do stworzenia najprostszego interfejsu pomiędzy sobą a światem. Otaczającą nas entuzjastyczną totalność natury postrzegamy jako wyraz upierdliwej tyranii obfitości, będąc zarazem świadomym, że z każdą chwilą obmierzłego czekania roztańczony korowód przecieka bezpowrotnie przez nasze opiatowe klepsydry. W latach 90-tych na bajzlu pojawił się HIV. Zaraz potem na Plantach zjawili się streetworkerzy. Na górnej fotografii Jacek Charmast, jeden z pierwszych, którzy przynosili do „poczekalni” czyste igły i strzykawki.

Koncentruję się na jednym ze sprężyście rozkołysanych kwiatostanów kasztanowca i zaczynam liczyć kwiaty ulokowane szeregowo, w dwu rzędach. Ich liczba powinna być nieparzysta, siedem, dziewięć lub jedenaście, tymczasem kwiatki – kiedy tylko nastroić „aparaturę” na właściwą częstotliwość – czasami komponują się w pary, zupełnie jak seryjni nowożeńcy. Liczba, kurwa, parzysta. Wydaje się, że rezultat jest uzależniony od sposobu apriorycznego „udrapowania” percepcji. Zabawa przypomina trochę stary trik z wizerunkiem wiedźmy i młodej laluni zaklętych w jednym obrazku; ćwiczenie z rozciągania umysłu i przełączania go na różne modalności, równouprawnienia percepcji i wymiarów, i tak dalej. Zastanawiam się, dlaczego nie miałaby okazać się możliwa pokojowa koegzystencja dwu różnych rozwiązań tego samego równania, skoro pozwala się mieszkać na jednym obrazku fenomenom tak wzajemnie nieprzysiadalnym, jak wyczesana foczka i stara jędza. Czyżby istotnie liczby podlegały jakiejś specyficznej kartezjańskiej kindersztubie? Rzecznicy poznawczego absolutyzmu z pewnością wykorzystaliby trik na swój użytek, czyniąc


21

Narkokosmos

zeń koronny argument przemawiający za zwodniczą i iluzoryczną naturą ludzkiej percepcji. Patrzcie państwo, mamy tu oto poznawczą hybrydę; monstrum, które próbuje wywieść nas na manowce tego przeklętego relatywizmu. Szczęśliwym jednak dla nas trafem ten potwór ugryzł się właśnie we własny ogon, ponieważ w swym bezgranicznym zuchwalstwie naruszył Święte Świętych; terytorium liczb i wartości bezwzględnych. Oto na naszych oczach bluźniercza teoria zapada się pod swoim własnym ciężarem. Chyba żaden z łaskawie tu obecnych nie zakwestionuje praw arytmetyki i algebry? Czy może sugerujecie, że te kwiatki są jakieś...kwantowe?(facet wyjmuje tablicę z napisem aplauz).

Zwątpienie Odczepiam myśli od kasztanowca i na powrót zakotwiczam się w skostniałej rzeczywistości nałogu, w rynsztokowym świecie gdzie wszystko jest kompilacją zer i jedynek. Towar jest, albo go nie ma. Opcja trzecia żyje w marzeniu, zaklęciu, w międzyzerojedynkowej kurzawie. W tej chwili ewidentnie materiału brakuje, a strzałka czasu wspina się po sinusoidzie: szansa na pojawienie się gościa rośnie wprost proporcjonalnie do upływu czasu. Kiedy przeminie apogeum, prawdopodobieństwo zaczyna spadać na łeb na szyję i wtedy w rozwodnionej mgle na drugim planie pojawia się rosnący wykres cudu. To trochę takie Puchatkowe im więcej pada śnieg-bum bum – tym więcej pada śnieg-bum bum, tylko jakby na odwrót, chociaż wcale nie na odwrót. Cud przejmuje pałeczkę od prawdopodobieństwa. Im bliższy katastrofy cień, tym bliżej strzału jest: bang bang. Gdy ci się wszystko zdaje robić na wspak, podwijaj rękaw: soon you shoot up. Ten paradoks niczym zenistyczny koan przecina stężałą atmosferę i znów siedzimy po uszy w kwantach. Jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest... Wszyscy robią się na maksa niespokojni, ponieważ ich przyrządy miernicze przyzwyczajone do „albo-albo” muszą jakoś uporać się z magią sprzecznych sygnałów. Lecz faceta jak nie było, tak nie ma, solidne wykresy realnego prawdopodobieństwa zostawiliśmy za sobą już jakieś dobre pół godziny temu, a i tak wspinamy się dalej, ślizgając po cienkim lodzie cudu. Większość już węszy po okolicznych zaułkach, postanowiwszy na własną rękę odebrać powierzone pochopnie aktywa wraz z odsetkami, a jak. Chyba zaczynam mieć niejakie wyobrażenie, co czuli ludzie masowo skaczący z okien przy apokaliptycznym akompaniamencie gwałtownej inflacji, wycofującej się wartości pieniądza jak wymuszonego syndromu odstawiennego. Kurwa. Pieprzyć. Te moje kretyńskie amerykańskie sentymenty. Zawierzyłam wszystkie klucze do moich receptorów opiatowych małolacikowi z Jackowa, który akurat dziś postanowił przejść inicjację

To trochę takie Puchatkowe im więcej pada śnieg-bum bum – tym więcej pada śnieg-bum bum, tylko jakby na odwrót, chociaż wcale nie na odwrót. Cud przejmuje pałeczkę od prawdopodobieństwa. Im bliższy katastrofy cień, tym bliżej strzału jest: bang bang.


Magazyn MNB

22 w pospolitego ćpuńskiego skurwysyna. Co, mam teraz złożyć pozew do polonijnego stowarzyszenia ćpunów?

Rozpacz Wlokę się z powrotem do heroinowego matecznika przy kiblach. Obym tylko już wkrótce nie musiała korzystać z toalety zgodnie z jej przeznaczeniem. Nie ma nic gorszego i bardziej przewrotnego jak dosiadać kibla pod dyktando fizjologicznych imperatywów wynikających z braku towaru. Zwłaszcza, jeżeli dookoła są te same dekoracje, w których dotychczas miałeś zwyczaj ujeżdżać swojego „horse’a”; dupczyć helenkę. To ścigana z urzędu behawioralna zbrodnia emitowania sygnałów bez pokrycia i nieuprawnionego wprowadzania receptorów w stan zachłannej gotowości; dywersja ośrodka nagrody i przyjemności. Najsilniejsze Mdłości rodzą się w atmosferze rozczarowania, na styku behawioralnej stymulacji i nagłego zagrożenia deprywacją, pomiędzy dłonią, która karmi a pięścią, która karze. Nie ma nic gorszego i bardziej przewrotnego jak dosiadać kibla pod dyktando fizjologicznych imperatywów wynikających z braku towaru. Toaleta przy wylocie Siennej na Planty pełniła przez wiele lat funkcję pokoju do iniekcji. Niezbyt bezpiecznego, zresztą; kilka osób straciło w niej życie.

Dlatego, jeśli już znajdziesz się w sytuacji przymusu bezpośredniego i zamierzasz popuścić zwieracze tam, gdzie zazwyczaj robiłeś coś dokładnie przeciwnego, zapobiegaj sprzężeniom zwrotnym. Zawczasu ściągnij lejce receptorom i wchodź do kibla niczym asceta do burdelu, świadom tego, co cię czeka (albo tego, co cię nie czeka), z oczyma zamkniętymi, ignorując kafelkowe ikonostasy wszystkich rozkosznych wspomnień. Póki co, jednak wzdragam się na samą myśl o takiej opcji. I czuję, że ta historia jeszcze się nie skończyła. Nie jest to jakaś szczególnie szlachetna odmiana wiary; raczej coś z asortymentu sklepu z akcesoriami dla rozbitków, fryzjerów i gwiazd Hollywood: tratwa ratunkowa – brzytwa wyobrażeń na temat kolesia, plus różowe okulary obowiązkowego happy end’u i myślenia życzeniowego od Wróżki Chrzestnej. A potem ćpali długo i szczęśliwie...

Wściekłość Tak czy inaczej, wiara, czy cokolwiek to jest zajmuje teraz zaledwie jeden procent moich emocji, podczas gdy pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć to wściekłość i frustracja. Stojąc w miodowej poświacie Parku, tam, gdzie biegnie główny nerw miasta, nagle zanurzam swój język w rezerwuarze ulicznego plugastwa. Wokół mnie rozpętuje się prawdziwa retoryczna apokalipsa, jednak najwyraźniej brakuje jej mocy sprawczej. Słowa wirują wokół mnie niczym stado wściekłych os, zderzają się ze sobą, gryzą, żądlą, gwałcą i dławią się sobą nawzajem, ale wszystko pozostaje w rodzinie. Otoczenie wydaje się szczelnie zaimpregnowane przeciwko tej symfonii destrukcji. Nawet policja nie odstępuje od swoich rutynowych czyn-


23

Narkokosmos

ności i leniwie patroluje okolicę. Ludzie przechodzą obojętnie, z rzadka tylko oglądając się i kręcąc z niesmakiem głowami, kiedy muśnie ich fala uderzeniowa bluzgów, jak piąta woda po potopie, zefirek po eksplozji nuklearnej, który zdążono już dziesięciokrotnie oswoić i opatentować jako ekstrawagancki odświeżacz powietrza.

Śpiący Całej scenie natomiast przygląda się z pobliskich zarośli ktoś inny, zatracony po stokroć ćpun, z nogą jak hipopotam, którego zżerają robaki. Wyłazi ze swej nory postukując i szurając gnijącym kopytem. Nie jestem dlań niewidzialna, ponieważ wywołując tornado nienawiści, chwilowo znalazłam się w zasięgu jego uniwersum totalnej negacji. – Co, dałaś Łukaszkowi całą kasę, he, he? – Jego charkotliwy śmiech z trudem przedziera się przez gruźlicze złoża w gardle, brzmi, jakby silnik nie chciał zapalić. Udaje mi się upchnąć potakujące skinienie pomiędzy dwa paskudne przekleństwa. – Pozbierał szmal od ludzi, poszedł sobie i tak dalej, tak? Długo już czekacie, co? Wiem doskonale gdzie zmierza ten przeklęty pociąg i zamierzam go za wszelką cenę wykoleić. – Kurwa, nie wiem „Śpiący”, jakieś czterdzieści minut temu poszedł skurwysyn – wypalam, poczym najwyraźniej kończy mi się amunicja, więc wyrzucam broń – ale Maciek (przypominam sobie imię „Śpiącego”), Ma-ciek, MACIEK – przy pomocy tej magicznej formuły imienia mam nadzieję na krótką chwilę nawiązać kontakt z jego dawno zaprzepaszczoną niewinnością – ten dzieciak, on jeszcze nigdy nikogo nie wychujał, myślisz, że mógłby? W kompletnej desperacji szukam ratunku u kata, zupełnie jak w tych sennych koszmarach, kiedy ściga cię ostateczne zło, a w pobliżu nie ma żadnego sprzymierzeńca, więc uwieszasz się na prześladowcy, ale on ma dla ciebie tylko permanentny uśmiech trupiej czaszki i parę oczodołów z widokiem na otchłań. – Łukaszek? No pewnie, że tak. To skurwysynek. Połakomił się na kasę i wszystko – Diabeł siecze mnie po twarzy metaforycznym ogonem.

Cud Oh, pierdolony defetysta, wrzeszczę i dokładnie w tej samej chwili widzę nadciągający od strony Pijackiej Górki orszak, z Łukaszkiem, niby jakimś

Strumień słownego gówna płynie więc nieprzerwaną strugą, w końcu sięga zdeformowanej nogi, tak że Diablo zarzuca ogon na plecy i powłócząc kopytem pierzcha z powrotem do swojej samotni. „Śpiący” metadonu w Krakowie nie doczekał.


Magazyn MNB

24 starohelleńskim koryfeuszem, na czele. Orszak mieni mi się w oczach, nagle zdaje się rozkołysany, rozśpiewany, rozdzwoniony, pełen pieczeniarzy, bon vivantów, karłów, ladacznic, utrzymanek, chłopców bijących w topory pobłękitniałe od nieba i tak dalej. A Łukasz zręcznie wygrywa na pompce skoczne melodyjki niczym na fletni Pana. Przekleństwa wypadają mi z ręki w chwili, kiedy niespodziewanie spływa na mnie białe światło i przenosi mnie o wektor grubości cienia, prosto do maszynowni Cudu, w samo serce Opowieści z Happy Endem. Przyciągam z powrotem mój samurajski miecz; miotacz złych słów i stojąc pod tym świetlistym wodospadem ponownie otwieram ogień przekleństw, jednocześnie krztusząc się i dławiąc ekstazą, która mnie zalewa. Wielbię gówniarzowate królewiątko; Mistrza Zamieszania i lojalnie rugam Maćka jako poddanego, który zwątpił był w łaskę pańską. Równocześnie delektuję się perwersyjnie rolą upadłej ćpunki, ponieważ chwilowo udało mi się wymigać od konsekwencji równocześnie zachowując bulwersującą tożsamość, zupełnie jakbym znalazła się po drugiej stronie ekranu, nie opuszczając fotela. Taka konstelacja przydarza się raz na sto lat i z tym większym impetem bluzgam „Śpiącemu”. Przy pomocy bluźnierstwa przetykanego złotą nicią entuzjazmu uwalniam się od nieznośnego ciśnienia frustracji i potwornego napięcia ostatnich kilkudziesięciu minut; ta tyleż gwałtowna, co kompletnie nieoczekiwana radosna dekompresja jest żywiołem zbyt potężnym i dwuznacznym, aby dać się zmonopolizować przez jakiś jedyny słuszny sposób ekspresji. Strumień słownego gówna płynie więc nieprzerwaną strugą, w końcu sięga zdeformowanej nogi, tak że Diablo zarzuca ogon na plecy i powłócząc kopytem pierzcha z powrotem do swojej samotni. Nie płoszą go gówniane grówniane pociski, które ciskam w jego kierunku; krowie placki poniżenia, twarda amunicja nienawiści i pociski rozpryskowe, które powracając rykoszetami złych spojrzeń przechodniów rażą w równym stopniu jego, co i resztę towarzystwa. Tym, czego nie potrafi znieść przeczesując psychiczne śmietniki w poszukiwaniu zgniłych resztek cudzych niepowodzeń stanowiących podstawę jego duchowego menu nie są przekleństwa: odstręcza go raczej świetlista kurtyna Happy End’u i laserowe snopki światła spływające z Parkowego niewodu niczym spod sklepienia Teatru. Zupełnie, jak gdyby ktoś tam, na górze urządził sobie niebiańskie dożynki i ogolił aureole świętych do nagich światłowodów.

Czasem w Parku była posucha. A czasem wpadali niezapowiedziani goście: Jowita z Markiem Kotańskim na Plantach w połowie lat 90-tych.

Dryfuję więc w transie pomiędzy plugastwem a ekstatycznym Magnificat w posesyjnej manierze wspólnot gospel, ale po drodze zasoby gówna zaczynają powoli się dewaluować. Aż w końcu pozostaje już tylko pusta figura sceniczna w kolejnej odsłonie spektaklu o Wszechćpunce Christiane, której degradacja jest tak zaawansowana, że biedactwo nie odróżnia nie tylko dobra od zła, ale też przestrzeni prywatnej od publicznej.


25

Policja przeciw prohibicji

Koniec z prohibicją – część III

Alternatywna polityka narkotykowa Jack A. Cole

Chciałbym teraz przedstawić kilka pomysłów, które mam nadzieję, pomogą odpowiedzieć na najbardziej oczywiste pytanie związane z narkotykami, jakie można zadać – Czy można coś zrobić, aby powstrzymać tę plagę ogarniającą nasz kraj i cały świat? Wierzę, że tak. Chciałbym zaproponować model postępowania, nad którym pracuję od bez mała 30 lat. Moja propozycja ma jednak nie tylko przekonać was o swojej wartości, ale przede wszystkim uświadomić wam, że istnieją realne alternatywy dla dotychczasowej, nieudanej polityki antynarkotykowej. Może się zdarzyć, że wizja polityki antynarkotykowej, szczególnie w kwestii sposobu sprzedaży narkotyków po ich legalizacji wyrażana przez innego lektora z LEAP, może się nieco różnić od mojej. Jest tak ponieważ jedynym wymaganiem, jakie LEAP stawia swoim lektorom, jest wiara w nieskuteczność dotychczasowych metod walki z narkomanią i poparcie dla alternatyw, które pozwolą zredukować ilość zgonów w wyniku zażywania narkotyków, zapadalność na choroby, przestępczość i ilość osób uzależnionych poprzez zniesienie prohibicji narkotyków. Podczas naszych prezentacji skierowanych do tysięcy inteligentnych ludzi, takich jak wy, mamy nadzieję, że gdy opinia publiczna zaakceptuje już ist-

FOT.:PAWEŁ SZATKOWSKI

W ZAMIESZCZONYM W POPRZEDNICH DWÓCH numerach Magazynu MNB eseju „Koniec z prohibicją” Jack Cole, były agent policyjny ds. narkotyków, dokonał dogłębnej analizy amerykańskiej polityki narkotykowej, przedstawiając nam skutki, jakie niesie ona dla społeczeństwa i jak prowadzi do nadużyć ze strony policji. Ale przede wszystkim pokazał to, jak jest ona nieskuteczna: niosąc na sztandarach hasła świata bez narkotyków, powoduje jedynie to, że są one nadal łatwo dostępne i niezmiernie szkodliwe. Ich szkodliwość jest tym większa im bardziej represyjny jest system, który z narkotykami „pragnie” się rozprawić. W kolejnym fragmencie eseju Jack prezentuje alternatywne dla prohibicji rozwiązania w zakresie polityki narkotykowej. Nie wyeliminują one narkotyków z naszego życia, ale zdaniem Jacka Cole’a, znacznie ograniczą negatywne skutki ich używania. Tylko tyle i aż tyle.

Jack A. Cole to emerytowany, amerykański policjant, pracujący przez większość swojej kariery jako tajny agent ścigający przestepstwa narkotykowe, dzisiaj otwarcie krytykujący politykę prohibicji narkotykowej.


Magazyn MNB

26 nienie innych możliwych dróg postępowania w sprawie narkotyków, zaczną pojawiać się pomysły znacznie lepsze od naszych. Oto moja propozycja.

FOT.:ARCHIWUM MNB

Alternatywna polityka narkotykowa

Jack A. Cole: Dokonujesz wyboru, płacisz i dostajesz 5 gramów wybranego produktu – za każdym razem, kiedy odwiedzasz lokal. Możesz zapalić na miejscu lub zabrać towar ze sobą – to tylko twoja sprawa.

Na początku musimy przyjąć do wiadomości kilka faktów. Większość wypadków śmierci, chorób, przestępstw czy też uzależnień związanych z narkotykami została w rzeczywistości spowodowana przez ich nielegalność. Delegalizacja w parze z prowadzoną wojną z narkotykami przyczyniła się w USA do znacznego wzrostu liczby osób poniżej 12-tego roku życia zażywających narkotyki – od 4 milionów (2% populacji) w roku 1965 do 112 milionów (46% populacji) w 2005. Kiedy już przyjmiemy te fakty do wiadomości, tak jak to w 2007 roku uczyniła Amerykańska Konferencja Burmistrzów (US Conference of Mayors) możemy wreszcie powstrzymać katastrofalne skutki prohibicji przez zlikwidowanie finansowych motywów rozwoju kultury narkotykowej.

Krok 1 Jak to zrobimy? W bardzo prosty sposób. Zniesiemy prohibicję i zalegalizujemy narkotyki. Zalegalizujemy wszystkie narkotyki, by móc uregulować i kontrolować ich sprzedaż, co pomoże zmniejszyć ich dostępność dla naszych dzieci. Już słyszę pytania moich słuchaczy: „Ale czy legalizacja nie spowoduje, że wszyscy zaczną zażywać narkotyki? Czy nie staniemy się wkrótce narodem wiecznie naćpanych żywych trupów?” Odpowiedź brzmi NIE! Narkotyki nie były w tym kraju zakazane do roku 1914 i jakoś udało się nam przetrwać te lata i nie stać się narodem narkomanów. Jeżeli rozejrzymy się wokół siebie znajdziemy wiele przykładów stosowania metod, które chcemy wypróbować, rozwiązań pokazujących, że wraz z legalizacją nie musi wzrosnąć spożycie narkotyków. W Holandii, gdzie narkotyki są praktycznie legalne od 1976 roku policja nie interesuje się ani kupującymi, ani sprzedawcami, chyba że popełniają oni jakieś wykroczenie. Jeżeli jesteś osobą pełnoletnią, możesz iść do „coffeeshopu” i zamówić któryś z wielu gatunków marihuany lub haszyszu oferowanych w menu. Dokonujesz wyboru, płacisz i dostajesz 5 gramów wybranego produktu – za każdym razem, kiedy odwiedzasz lokal. Możesz zapalić na miejscu lub zabrać towar ze sobą – to tylko twoja sprawa. W Holandii badacze przeprowadzili ankietę, by dowiedzieć się jak wielu spośród uczniów dziesiątych klas próbowało marihuany. Okazało się że kontakt z nią miało 28 procent badanych. Następnie identyczną ankietę przeprowadzono w USA, w kraju gdzie tacy, jak ja nie tylko aresztowali wasze dzieci za posiadanie choćby jednego skręta, ale także odbierali im prawa jazdy, nawet gdy aresztowanie mia-


ło miejsce w ich własnej sypialni. To oznacza, że gdy aresztowany mieszkał na prowincji lub na obrzeżach dużego miasta, gdzie nie ma transportu publicznego, nie miał szans dostać się do szkoły czy też utrzymać dobrej posady. W przypadku, gdy taka osoba mieszkała w mieście, gdzie transport istnieje, ale zajmowała mieszkanie subsydiowane przez rząd, traciła ona prawa do zamieszkiwania w takim lokalu. Nie tylko ona; także cała jej rodzina. Nawet dziadkowie byli eksmitowani, jeśli mieszkali w tym samym domu. Było to możliwe, ponieważ amerykański Sąd Najwyższy uznał w 2003 roku legalność takiej zbiorowej odpowiedzialności całej rodziny, w uzasadnieniu podając, że przecież „prowadzimy wojnę z narkotykami” – a gdy się jest w stanie wojny prawie wszystkie metody są dopuszczalne. Co więcej, dzięki doktrynie „zero tolerancji”, ukutej przez lata trwania prohibicji młody człowiek po wyjściu na wolność, chcący poprawić swoje życiowe szanse przez powrót do szkoły, nie będzie mógł otrzymać państwowego stypendium ani kredytu na opłacenie nauki. Najdziwniejszym paradoksem tej wojny jest fakt, że gdyby ten sam człowiek odbył karę za gwałt lub morderstwo nie miałby takich problemów. Wystarczyłoby złożyć podanie, a pożyczka zostałaby przyznana. W tym kraju 41% uczniów dziesiątych klas próbowało marihuany. Jak to możliwe? W kraju, gdzie marihuana jest legalna wskaźnik ten wynosi 21%, a tam gdzie jest traktowana prawie jak diabelskie ziele - 41%. Oto jeszcze jeden nieprzewidziany skutek wojny z narkotykami. Naukowcy przeprowadzający badania nie mogli zrozumieć tego faktu, więc udali się do Amsterdamu na rozmowę z holenderskim „carem antynarkotykowym”. Okazało się, że tą osobą jest holenderski Minister Zdrowia, ponieważ władze Holandii traktują narkotyki bardziej jako problem zdrowotny niż kryminalny. Panu ministrowi zadano pytanie: Jak to jest możliwe? Minister odpowiedział rzeczowo: „Myślę, że tu, w Holandii naszym sukcesem było sprawienie, iż trawka stała się po prostu nudna”. Młodzież rzadko robi rzeczy, które uzna za nudne. Dzieciaki w Holandii wiedzą, że po osiemnastce będą mogli pójść do „coffeeshopu” i kupić sobie tyle marihuany, ile będą chciały. Oznacza to, że nie zaczną używać narkotyków w wieku lat czternastu. W USA czternaście lat to wiek narkotykowej inicjacji. Gdyby zaczekali z decyzją o używaniu narkotyków te cztery lata do 18-tego roku życia, w ciągu których intensywnie kształtuje się osobowość człowieka, o wiele mniej z nich zdecydowało by się po nie sięgnąć. Oznacza to, iż w przeciwieństwie do swoich amerykańskich rówieśników, dzieci w Holandii nie zaczynają zażywać narkotyków w wieku lat czternastu. W rzeczywistości, jak podkreślił Minister, statystyczne spożycie miękkich narkotyków, takich jak marihuana czy haszysz jest w Holandii o połowę mniejsze niż w Stanach Zjednoczonych. Od czasu, gdy zalegalizowano sprzedaż miękkich narkotyków w wydzielonych sklepach, ich użytkownicy nie muszą już zaopatrywać się u handlarzy ze światka przestępczego, którzy chętniej sprzedali by im twar-

Policja przeciw prohibicji

FOT.:TIMSCOGITORIUM.COM

27

Jack A. Cole: Co więcej, dzięki doktrynie „zero tolerancji”, ukutej przez lata trwania prohibicji młody człowiek po wyjściu na wolność, chcący poprawić swoje życiowe szanse przez powrót do szkoły, nie będzie mógł otrzymać państwowego stypendium ani kredytu na opłacenie nauki.


Magazyn MNB

28

de narkotyki. W rezultacie statystyczne spożycie twardych narkotyków: heroiny, kokainy, metamfetaminy i innych wynosi tylko 25% poziomu spożycia notowanego w USA. Innym pozytywnym aspektem takiej polityki jest niska statystyka dotycząca zabójstw na poziomie jednej czwartej tej notowanej w Stanach. Udało im się to osiągnąć bardzo tanio, wydając mniej niż jedną szóstą kwoty na walkę z narkotykami przypadającą na statystycznego mieszkańca Stanów Zjednoczonych. Jakie zatem skutki może pociągnąć za sobą legalizacja narkotyków? Po pierwsze nie będziemy musieli zamykać 1.9 miliona ludzi każdego roku za przestępstwa narkotykowe bez użycia przemocy. Zaniechanie tej ilości aresztowań będzie miało poważne skutki ekonomiczne dla każdej osoby w tym kraju, ponieważ każdego roku władze lokalne, stanowe i federalne wydają 69 miliardów dolarów na przechwytywanie narkotyków w kraju i poza jego granicami, na aresztowanie handlarzy i użytkowników 90% narkotyków, którym udaje się przecisnąć przez sito kontroli granicznej, na wnoszenie oskarżeń przeciwko aresztowanym i w końcu na opłacenie kosztów odsiadki osób skazanych za przestępstwa narkotykowe bez użycia przemocy – odsiadki często dożywotniej. W skali kraju, średnie roczne koszty utrzymania więźnia wynoszą 25.000 dolarów, a w Massachusetts, moim rodzinnym stanie około 35.000 dolarów. Gdyby narkotyki były legalne, moglibyśmy również złagodzić niektóre Porównanie ważnych wskaźników dotypoważne objawy zinstytucjonalizowanego rasizmu w naszym systemie czących narkotyków oraz przestępczości prawnym. Osobom, które nie wierzą w istnienie takich form rasizmu pow USA i Holandii Źródło: Drug War Facts, Victoria, BC, Canada: wagę problemu niech pokaże fakt, iż żeby znaleźć więcej przepisów o raCommon Sense for Drug Policy, 2004, p. 144, sistowskim wydźwięku należało by się cofnąć do czasów niewolnictwa. Rozumiem, że to bardzo mocne stwierdzenie, ale wierzę również, że statystyki Wskaźnik społeczny Rok USA Holandia potwierdzą jego prawdziwość. Ogólna liczba przypadków użycia 2001 36.9% 17.0% Zgodnie z Federal Household Survey marihuany (wiek 12+) (Federalny Sondaż Gospodarstw DoLiczba przypadków użycia marihu2001 5.4% 3.0% mowych) z 1998 roku: any w ostatnim miesiącu (wiek 12+) • Biali stanowią 72% wszystkich użytOgólna liczba przypadków użycia he2001 1.4% 0.4% kowników narkotyków w USA. roiny (wiek 12+) • Czarni stanowią w naszym kraju 13.5% Wskaźnik uwięzień na 100 tysięcy 2002 704 100 mieszkańców wszystkich użytkowników narkotyków. • 37% aresztowanych za przestępstwa Wydatki per capita na walkę z narko1998 $379 $223 tykami narkotykowe to Afroamerykanie. Ilość zabójstw na 100 tysięcy miesz- 1999-2001 5.56 1.52 • Ponad 42% odbywających wyroki kańców (średnia) w więzieniach federalnych za przestępstwa narkotykowe to Afroamerykanie.


• Afroamerykanie stanowią prawie 60% ogółu osadzonych w więzieniach stanowych za ciężkie przestępstwa narkotykowe. Według statystyk Biura Sprawiedliwości USA: • Spośród oskarżonych białych 33% otrzymało wyroki więzienia, a spośród oskarżonych Afroamerykanów wyroki otrzymało 51%. • W więzieniach stanu Nowy Jork, 9 na 10 spośród 19 tysięcy osób odsiadujących obligatoryjne wyroki za przestępstwa narkotykowe to Czarni lub Kolorowi. • Zgodnie z wydanym przez FBI Uniform Crime Report (Jednolitym Raportem w/s Przestępczości) istnieje ponad trzydziestoprocentowe prawdopodobieństwo, że każde urodzone dziś czarne dziecko płci męskiej zostanie w przyszłości skazane na karę więzienia. • Pozbawienie praw obywatelskich: w związku z tym, iż wiele stanów posiada przepisy mówiące, że skazany za poważne przestępstwo nie ma prawa do głosowania (a większość przestępstw narkotykowych uznawanych jest właśnie za poważne przestępstwa) oraz w świetle faktu, iż statystycznie rzecz ujmując, za przestępstwa narkotykowe aresztuje się siedem razy więcej czarnych niż białych okazuje się, że 14% uprawnionych do głosowania, czarnych obywateli straciło prawo udziału w wyborach – w Teksasie na przykład 31% czarnych mężczyzn zostało pozbawionych prawa do głosowania. Rasizm jest motorem wojny z narkotykami. W roku 1993 w RPA, kraju gdzie obowiązuje najbardziej rasistowskie prawo we współczesnej historii – Ustawa o Segregacji Rasowej (South Africa’s Apartheid Law) – statystycznie na 100 tys. obywateli aresztowano 851 czarnych. W Stanach Zjednoczonych, w wyniku obowiązywania Ustawy Antynarkotykowej (United States’ Drug Prohibition Law) na 100 tysięcy obywateli przypadało 717 aresztowanych białych i 4.919 czarnych mężczyzn. Pamiętajcie, że czarni stanowią tylko 13% użytkowników narkotyków. Choć faktem jest, że w USA aresztuje się statystycznie ponad dwa razy więcej Latynosów niż białych, statystyki te ukrywają jeszcze gorszy problem. Policja jest dziś dokładnie monitorowana, by stwierdzić czy zachodzą przypadki zatrzymań na tle rasowym. Z definicji wynika, że z zatrzymaniem na tle rasowym mamy do czynienia w momencie, gdy policjant dokonuje go, ponieważ kierujący pojazdem jest ciemnoskóry. Jeśli dany funkcjonariusz ma tendencję do zatrzymywania raczej osób o ciemniejszym kolorze skóry, za każdym razem kiedy dokonuje zatrzymania osoby, którą można określić jako „latynoskiego pochodzenia” jest to traktowane jako prezent od losu. Ten „Latynos” jest dodatkową osobą, której nie trzeba zakwalifikować do kategorii rasowych białych lub czarnych. Podejrzewam, że gdyby rozbić grupę zatrzymanych „Latynosów” na białych i czarnych, odkrylibyśmy, że liczba tych drugich znacznie przewyższa liczbę pierwszych.

Policja przeciw prohibicji FOT.:WWW.TUCSENTINEL.COM

29

Jack A. Cole: Rasizm jest motorem wojny z narkotykami


Magazyn MNB

30 Prohibicja narkotykowa jest efektywnym narzędziem, jakie amerykański kompleks przemysłu więziennego wykorzystuje do utrzymania najwyższego w świecie wskaźnika liczby uwięzionych. Dziś w amerykańskich więzieniach przebywa więcej czarnych niż wynosiła liczba niewolników w roku 1840, ale używa się ich do tego samego celu – do pracy dla prywatnych korporacji, za 16 do 20 centów za godzinę. Dla zysku tworzymy prywatne więzienia, które zrzeszają się w celu wynajęcia lobbystów starających się w Waszyngtonie o wydłużenie wymiaru obligatoryjnej kary więzienia. Więzienie ludzi dla zysków nie leży w zakresie demokratycznego społeczeństwa.

FOT.:WWW.TSASNET.LU.SE

Krok 2

Jack A. Cole: Dlaczego nie wspomóc stabilizacji w kraju oraz pozbyć się zarówno problemu cierpienia chorych, jak i problemu przemytu udzielając Afganistanowi licencji International Narcotics Control Board na legalną sprzedaż swojego opium?

To rząd Stanów Zjednoczonych powinien importować lub produkować narkotyki oraz zapewnić ich kontrolę pod kątem jakości, mocy i standaryzacji ilościowej. Taka polityka powinna w zasadzie zlikwidować problem ryzyka przedawkowań narkotyków. Zgony z tego powodu nie muszą się więcej zdarzać, tak jak te, które przypisywano spożyciu samogonu w czasie prohibicji alkoholowej. Te wypadki śmiertelne nie są wynikiem farmakologicznych właściwości narkotyków, ale prohibicji. Legalizacja narkotyków i objęcie ich kontrolą mogłyby położyć kres tej jatce. Jeżeli udałoby się uchronić ludzi od przedawkowania, nawet tych, którzy twierdzą, że muszą zażywać narkotyki, może udałoby się także wyleczyć ich z uzależnienia. A ci ludzie, moi drodzy, to nasze dzieci, nasi rodzice, siostry czy bracia. Powinniśmy starać się im pomóc, przywrócić ich społeczeństwu jako produktywnych obywateli, a nie skazywać ich na śmierć już za życia. Następna ważna kwestia dotycząca kontrolowanej przez rząd produkcji opium została poruszona przez Radę Senlis (Senlis Concil), europejską organizację zajmującą sie opracowaniem sposobów działania w sprawach narkotyków. Jak pisze dziennikarka New York Times Maia Szalavitz, organizacja ta zaproponowała „naprawdę zwycięskie rozwiązanie”. Według Światowej Organizacji Zdrowia kraje rozwijające się cierpią na poważne niedobory opiatopochodnych środków przeciwbólowych. Kraje te zamieszkuje 80% ludności świata, a zużywają one tylko 6% ogólnej ilości leczniczych opiatów. W krajach tych większość spośród cierpiących na AIDS, nowotwory czy inne bolesne choroby żyje i umiera w bolesnej agonii. Stany Zjednoczone żądają, by Afganistan niszczył swoje uprawy (maku – przyp. tłum.), których wielkość od roku 2002 wzrosła siedmiokrotnie i stanowią dziś 60% produktu krajowego brutto. Dlaczego nie wspomóc stabilizacji w kraju oraz pozbyć się zarówno problemu cierpienia chorych, jak i problemu przemytu udzielając Afganistanowi licencji Międzynarodowej Rady Kontroli Narkotyków (International Narcotics Control Board) na legalną sprzedaż swojego opium?


31

Policja przeciw prohibicji

WHO stwierdza, że opiaty są „absolutnie niezbędne” w leczeniu poważnego bólu. Rada Senlis ocenia, że do zaspokojenia światowego zapotrzebowania na środki przeciwbólowe potrzeba 10.000 ton opium rocznie – to dwa razy więcej niż wynosi obecna produkcja Afganistanu. Ponieważ to nie rolnicy czerpią krociowe zyski z nielegalnego handlu narkotykami należałoby umożliwić im sprzedaż plonów po cenach rynkowych. Ale nawet gdybyśmy zapłacili cenę oferowaną przez narkotykowych bossów, całość plonów kosztowałaby około 600 milionów dolarów. To mniej niż 780 milionów, które Stany Zjednoczone planują wydać w tym roku na likwidacje upraw w Afganistanie. Rada Senlis przedstawiła rozsądną politykę pozwalającą na wsparcie krajów produkujących narkotyki w sytuacji spadku dochodów spowodowanego zniesieniem prohibicji, tworząc jednocześnie lepsze warunki dla milionów osób cierpiących na chroniczne bóle.

Krok 3

Rozdawać darmowe dawki narkotyków każdej osobie dorosłej, która wyrazi taką potrzebę. To najważniejszy punkt, ponieważ praktycznie likwiduje motyw zysku w handlu narkotykami. Brzmi to może dość radykalnie, ale w rzeczywistości tak nie jest. Od 25 lat rozdajemy narkotyki osobom uzależnionym w ramach tzw. programów substytucyjnych. Kłopot z programami metadonowymi polega na tym, że metadon jest około dziesięciu razy mocniejszy i bardziej uzależniający niż morfina. Jest to przyczyna, dla której nazywamy ten program „podtrzymaniem metadonowym”. Większość osób, która włączy się do programu, pozostanie w nim już na zawsze. Problemu tego można uniknąć lecząc uzależnienie od heroiny samą heroiną. Perry Kendall, Urzędnik d/s Ochrony Zdrowia kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska ocenia, że heroina używana w nadzorowany sposób, w dawkach farmakologicznych, bez ryzyka przedawkowania lub skażenia, jest w zasadzie bardzo bezpiecznym narkotykiem. North American Opiate Medication Initiative (Północnoamerykańska Inicjatywa ds. Leczenia Opiatami), znana jako NAOMI zaoferowała ostatnio setkom osób uzależnionym od heroiny, „gnieżdżącym się w slumsach Vancouver i Montrealu szansę przyłączenia się do badań, w ramach których, będzie im oferowana darmowa heroina”. Czy rozdawanie uzależnionym darmowych narkotyków może pomóc im zerwaniu z nałogiem? Odpowiedź brzmi TAK! Zarówno w Szwajcarii jak i w Holandii od lat istnieje system leczenia osób uzależnionych w klinikach na terenie całego kraju, w których mogą oni wstrzykiwać sobie oferowaną przez państwo heroinę trzy razy dziennie, używając czystych igieł i pod kontrolą lekarzy. Lecz istnieją również pracownicy społeczni, wychowawcy i doradcy zawodowi, którzy próbują wyrwać swoich klientów z narkotykowego nało-

Jack A. Cole: Większość osób, która włączy się do programu, pozostanie w nim już na zawsze. Problemu tego można uniknąć lecząc uzależnienie od heroiny samą heroiną.


FOT.:WWW.NEWSER.COM

Magazyn MNB

Jack A. Cole: W miejscach, gdzie działa projekt nie ma już ulicznych handlarzy heroiny. Jeśli można ją dostać za darmo, kto by chciał kupować od dilera?

32 gu. Widują się z osobami uzależnionymi regularnie, trzy razy każdego dnia roku i szybko stają się ich zaufanymi przyjaciółmi. Wiemy jaką moc może mieć przyjaciel przy zmianie czyichś zachowań – na pewno dużo większą niż sędzia nakazujący danej osobie rehabilitację. Wraz z programami wykorzystującymi heroinę, oferują oni również udział w programach bazujących na substytutach narkotyków – metadonie i buprenorfinie. Rezultaty stosowania tych metod są zadziwiające. W Szwajcarii, dzięki kontrolowanej jakości produkowanych oficjalnie narkotyków, nie zanotowano ani jednego wypadku śmiertelnego wśród osób objętych programem od początku jego działania w roku 1994. Dzięki używaniu czystych igieł Szwajcaria i Holandia notują najniższy w Europie wskaźnik per capita zachorowań na AIDS i żółtaczkę. Użycie kokainy wśród osób uzależnionych od heroiny spadło z 35 do 5 procent. Przestępczość zmniejszyła się o 60 procent. Użytkownicy narkotyków nie muszą już uprawiać prostytucji ani kraść, by zdobyć pieniądze na swój nałóg. W miejscach, gdzie działa projekt nie ma już ulicznych handlarzy heroiny. Jeśli można ją dostać za darmo, kto by chciał kupować od dilera? To oznacza również, że handlarze nie strzelają już do siebie w obronie swoich rewirów, nie zabijają policjantów oddelegowanych do prowadzenia tej bezużytecznej wojny, dzieci nie giną już od przypadkowych kul. A co najważniejsze, jeżeli nie ma już dilerów na ulicach, nikt nie będzie kusił dzieciaków by spróbowały heroiny. W numerze z 2 czerwca 2002 roku prestiżowy magazyn medyczny “Lancet” opublikował raport dotyczący projektu szwajcarskiego, w którym stwierdza, że na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat w Zurychu „zaobserwowano 82-procentowe obniżenie liczby nowych użytkowników heroiny”. Ten niesamowity spadek w spodziewanej ilości nowych użytkowników heroiny został zamaskowany przez „stabilny wskaźnik ilości uzależnionych”, ponieważ aż do dziś nikt nie uczynił wysiłku by spojrzeć poza grupę już istniejących użytkowników heroiny. Kiedy osoba uzależniona budzi się rano, jej pierwsza myśl to: „gdzie dziś zdobędę działkę?”. Kiedy już wie gdzie, następna myśl to: „jak za nią zapłacę?” Gdy już ma pieniądze zastanawia się czy: „gdy już znajdę dilera, to czy oszuka mnie na kasie i sprzeda mi talk? Czy nie pobije mnie i nie ukradnie mi pieniędzy i narkotyków?” Lub jeszcze gorzej: „Czy nie sprzeda mi trefnego towaru i czy nie umrę?” Przez takie myśli życie osoby uzależnionej jest pogrążone w chaosie każdego dnia. Ale w Szwajcarii i Holandii, dzięki programom redukcji szkód, osoby uzależnione były w stanie ustabilizować swoje życie. Nie są już traktowani jak kryminaliści, ale jak osoby z problemami zdrowotnymi, które można rozwiązać. Ilość bezdomnych wśród narkomanów spadła z 12% do zera, a ilość osób posiadających stałe zatrudnienie na pełny etat wzrosła wśród uczestników programu prawie dwukrotnie – do 42%. Wielu uzależnionych rzuciło branie heroiny.


33 Dlaczego to zrobili? W LEAP utrzymujemy, że stało się tak ponieważ każdy z nich odzyskał swoje życie i jeszcze raz mógł z nadzieją spojrzeć w przyszłość. Oto jest odpowiedź na amerykański problem z narkotykami. Dajcie ludziom nadzieję na przyszłość a zostawią narkotyki za sobą. Jakie są więc korzyści z darmowej dystrybucji narkotyków organizowanej przez państwo? 1. Brak zyskowności jako motywu dla handlu narkotykami. Czarny rynek narkotyków przestanie istnieć. 2. Brak dilerów na każdym kroku. Nie będą już mogli zarabiać na handlu. 3. Mniej osób zacznie używać narkotyki. Brak dilerów w naszych okolicach i szkołach nakłaniających potencjalnych kupujących do używania narkotyków. 4. Nie będzie przestępstw popełnianych by zdobyć narkotyki. Koniec z kradzieżami i rabunkami, ponieważ osoby uzależnione będą mogły dostać je za darmo. 5. Koniec zagrożenia kryminalizacją osób uzależnionych. Narkomani nie będą musieli się dopuszczać czynów kryminalnych by zdobyć narkotyki, przez co nie trafią do więzień i nie będą sie stykać z prawdziwymi kryminalistami, unikną wykorzystywania i „więziennej edukacji”. 6. Mniejsza ilość zakażeń chorobami na skutek używania wspólnych igieł. AIDS i żółtaczka są poważnymi problemami medycznymi. Zgodnie z danymi National Center for Disease Control (Narodowe Centrum Kontroli Chorób) 50% nowych przypadków tych chorób zaobserwowanych w USA można powiązać z dożylnym przyjmowaniem narkotyków (korzystanie ze wspólnych igieł). 7. Użytkownicy będą mogli zapanować nad swoim uzależnieniem i wrócić do własnego życia. Traktowanie uzależnień i nadużywania narkotyków jako problemu zdrowotnego, a nie jako spraw kryminalnych pozwoli użytkownikom szukać pomocy. 8. Koniec ze strzelaninami pomiędzy handlarzami narkotyków. Kiedy ostatnio słyszeliście, żeby dwóch dystrybutorów piwa strzelało do siebie by ustalić, który będzie zaopatrywał lokalną tawernę? Niedorzeczny pomysł, prawda? Jeden z nich wyciągnąłby pewnie z kieszeni kartkę papieru i powiedział: „Mam kontrakt na zaopatrzenie w tej okolicy, a ciebie pozwę do sądu”. To absolutnie nie może się zdarzyć w przypadku handlujących nielegalnymi narkotykami. Gdyby ktoś chciał zająć terytorium innego dilera, ten wyciągnąłby z kieszeni broń i zastrzelił konkurenta! Albo, gdyby chybił, mógłby trafić dzieciaka stojącego w pobliżu.

Policja przeciw prohibicji

Nadużywanie narkotyków jest złe. Wojna z narkotykami jest czymś gorszym.


Magazyn MNB

Jack A. Cole: Kiedy osoba uzależniona budzi się rano, jej pierwsza myśl to: „gdzie dziś zdobędę działkę?”. Kiedy już wie gdzie, następna myśl to: „jak za nią zapłacę?” Gdy już ma pieniądze zastanawia się czy: „gdy już znajdę dilera, to czy oszuka mnie na kasie i sprzeda mi talk? Czy nie pobije mnie i nie ukradnie mi pieniędzy i narkotyków?”

34 9. Dzieci nie będą przypadkowymi ofiarami strzelanin. Detroit, stan Michigan, Stany Zjednoczone, rok 2002 - jedenaścioro dzieci straciło życie w strzelaninach między dilerami broniącymi swoich rewirów. To nie musi się zdarzać! 10. Policjanci nie będą więcej ginąć prowadząc wojnę z narkotykami. Jest to dla mnie naprawdę ważna kwestia – kiedy pracowałem jako tajny agent, życie straciło trzech moich kolegów z Biura Antynarkotykowego. Każdego dnia na świecie ginie coraz więcej funkcjonariuszy prowadząc nieudaną wojnę z narkotykami. W samym tylko Iranie zginęło w tej walce ponad 3100 policjantów. 11. W wyniku tej wojny nikt już nie zginie z rąk policji. To również jest dla mnie bardzo ważne. Podam tylko dwa przykłady, ale jestem pewien, że każdy z was może znaleźć podobne przypadki w swoim kraju. Boston, marzec 1997 roku. Accelyne Williams, 75-letni emerytowany pastor Kościoła Metodystów, Afroamerykanin, siedział na fotelu w swoim salonie czytając Biblię, gdy nagle drzwi do jego domu wyleciały z framug wybite taranami. Do środka wpadł tuzin policjantów, ubranych na czarno, w hełmach, z twarzami ukrytymi pod maskami i goglami, w ochronnych pancerzach na łokciach i kolanach, w kuloodpornych kamizelkach. Wszyscy uzbrojeni po zęby, każdy z wyposażonym w laserowy celownik pistoletem maszynowym, musieli wyglądać jak imperialni szturmowcy z „Gwiezdnych Wojen”. Z niezrozumiałych powodów staruszek zerwał się z fotela i zaczął uciekać. Nie uszedł jednak daleko; na progu sypialni został pochwycony, rzucony na ziemię twarzą do podłogi z rękami skutymi na plecach. I wtedy jego serce odmówiło posłuszeństwa, a policjanci odkryli coś ważnego. Zorientowali się, że pomylili mieszkania. Nowy Jork, maj 2003 roku. 57-letnia Alberta Spruill, szanowana parafianka i pracownik administracji miejskiej, również czarnoskóra, przygotowywała się właśnie do wyjścia do pracy, gdy drzwi jej mieszkania zostały wyważone przez oddział SWAT nowojorskiej policji antynarkotykowej. Ten incydent jednak był jeszcze gorszy niż opisany wcześniej – jeżeli w ogóle może być coś gorszego. Ponieważ policjantom powiedziano, że lokatorzy mieszkania pani Spurill to nie zwyczajne rzezimieszki, ale uzbrojeni przestępcy, funkcjonariusze, zanim weszli do mieszkania użyli granatu ręcznego. Choć przez policję granat ten jest nazywany pieszczotliwie „błysk-i-bum” to nazwa ta nie oddaje prawdziwej natury tej broni. Użyty granat był bowiem granatem wstrząsowym, używanym na wojnach od prawie sześciu dekad. Również tym razem, już po wtargnięciu do mieszkania, po obezwładnieniu pani Spurill i rzuceniu jej na podłogę, twarzą w dół, z rękami skutymi z tyłu policjanci zorientowali się w pomył-


35 ce. Znowu nie to mieszkanie. Podnieśli wiec panią Spurill z podłogi, oczyścili ją z kurzu i zdjęli kajdanki tłumacząc, że mieli wejść do innego mieszkania w tym samym korytarzu. Jednak pani Spuril czuła łomotanie serca w piersiach i miała problemy z oddychaniem. Policjanci wezwali pogotowie, ale kobieta zmarła zanim dotarła do szpitala. Koroner miasta Nowy Jork orzekł śmierć w wyniku zabójstwa i obciążył winą policję, której działania wywołały tak wielki stres, że spowodował on śmierć pani Spurill. Zdarza się za dużo takich POMYŁEK! Wcale nie musi tak być! 12. Koniec z reklamami przydającymi splendor i romantyczność narkotykom. Lokalny diler nie będzie dłużej pełnił roli wzoru dla młodych ludzi starających się wyrwać z nędzy slumsów wielkich miast. 13. Nikt więcej nie będzie namawiał innych do brania narkotyków! Po co miałby to robić? Przecież nie będzie się dało na tym zarobić. W rzeczywistości dzięki temu modelowi jedynym sposobem zarabiania pieniędzy na kulturze narkotykowej będzie praca w roli pracownika społecznego pomagającego narkomanom wyzwolić się z uzależnienia. 14. Terror yści nie będą więcej zarabiać na nielegalnym handlu narkotykami. W roku 1997 dziesięć kilogramów plutonu typu „reactor-grade” (ilość wystarczająca do zbudowania bomby atomowej) miało wartość 56.000 dolarów. Gdyby sprzedawano pluton na czarnym rynku z przebiciem rzędu dziesięciu tysięcy procent, dziesięć kilogramów plutonu kosztowało by 560.000 dolarów. Jeżeli myślisz: „Cena na tym poziomie zaczyna być poza zasięgiem przeciętnego terrorysty”, pomyśl jeszcze raz. Ten „przeciętny terrorysta” zarabia sprzedając nielegalne narkotyki. Heroina, której kilogram na początku wojny narkotykowej kosztował 400.000 dolarów wciąż kosztuje 70.000 dolarów za kilo, pomimo znacznego spadku ceny spowodowanego nadmiarem podaży wywołanym przez 37 lat nieudanej wojny z narkotykami. Oznacza to, że „przeciętny terrorysta” musiałby sprzedać osiem kilogramów czystej heroiny by nabyć dziesięć kilogramów plutonu zdatnego do budowy broni atomowej. Tak długo jak będziemy kontynuować politykę prohibicji względem narkotyków, takie transakcje nie będą stanowić większego problemu dla terrorystów. Ale gdybyśmy już dziś zrezygnowali z tych beznadziejnych uregulowań prawnych i stworzyli system uregulowań legalizacji kwestii narkotykowych, jutro żaden terrorysta na świecie nie zarobiłby złamanego grosza na handlu nimi. Tłumaczenie i opracowanie: Paweł Szatkowski

Krok czwarty i dokończenie eseju Jacka A. Cola - w nastepnym numerze MNB.


Magazyn MNB

Pomoc prawną osoby uzależnione i używające narkotyków mogą otrzymać umawiając się wcześniej telefonicznie: Warszawa - Biuro Rzecznika Praw Osób Uzaleznionych (517 933 301) Kraków - Poradnia MONAR (12 430 61 35)

36

Ostatnia deska ratunku Krzysztof Grabowski

S PRAWY KARNE TO NIE PRZEZIĘBIENIE , które leczone trwa tydzień, a nieleczone 7 dni. Jeśli nie przyłożymy odpowiednich starań choroba może przeciągnąć się nawet na lata. Zdecydowanie najlepiej zastosować odpowiednią kurację już w trakcie trwania procesu karnego. Jeśli będzie mało skuteczna, wnieść apelację. Jeżeli zignorujemy zupełnie chorobę, która nas trapi pozostają jeszcze leki ostatniej szansy. Są nimi odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności i przerwa w wykonaniu kary pozbawienia wolności.

Trzeba sobie zdać sprawę, że sądy nie orzekają kar po to, żeby ich później nie wykonywać. Jednak z praktyki prawniczej prowadzonej dla pacjentów Poradni Monar w Krakowie wynika, że odroczenie udaje się uzyskać w wielu sprawach. Aby tak się stało i sąd zastosował odroczenie lub przerwę muszą być spełnione przesłanki z kodeksu karnego wykonawczego. Niniejszy artykuł ma na celu przybliżyć je czytelnikom.

ODROCZENIE WYKONANIA KARY Na początku wskażemy na sytuacje, w których sąd rejonowy musi odroczyć wykonanie kary pozbawienia wolności. Sąd musi to uczynić w wypadku choroby psychicznej lub innej ciężkiej choroby uniemożliwiającej wykonywanie kary pozbawienia wolności. Sąd odracza wykonanie kary do czasu ustania tej przeszkody. Uda nam się uzyskać obligatoryjne odroczenie, jeżeli choroba jest naprawdę ciężka. Ciężka choroba to taka, która po umieszczeniu skazanego w zakładzie karnym będzie zagrażać jego życiu lub spowoduje dla jego zdrowia poważne niebezpieczeństwo. Zatem nie ma co liczyć, że sąd obligatoryjnie udzieli odroczenia, jeżeli wskażemy na uciążliwą co prawda, lecz nie zagrażającą bezpośrednio naszemu życiu chorobę, np. depresję lub kalectwo. Dobrodziejstwo odroczenia może być też zastosowane dla innych skazanych. Musi jednak udowodnić on, że natychmiastowe wykonanie kary pozbawienia wolności pociągnie dla niego lub jego rodziny zbyt ciężkie skutki.


37

Poradnia prawna

Można je podzielić na 4 grupy: Zdrowotne (np. dokończenie leczenia na wolności, dokończenie terapii, brak możliwości leczenia w zakładzie karnym).

Rodzinne (np. opieka nad chorym krewnym).

Edukacyjne (np. ważny egzamin, zakończenie roku szkolnego).

Zawodowe

(np. wykonanie zlecenia, dzieła, kontraktu).

Jak napisać wniosek o odroczenie?

Bardzo ważne jest to, żeby te przeszkody w wykonaniu kary miały charakter przejściowy, tak żeby sąd mógł odnieść wrażenie, że po upływie odroczenia kara pozbawienia wolności będzie mogła być wykonana. Inaczej ujmując sprawę, przeszkody nie powinny mieć charakteru trwałego. Jak wspomniano odroczenie jest przywilejem przyznawanym skazanemu ze względu na sytuację, w której natychmiastowe wykonanie kary pociągnie dla niego lub jego krewnych zbyt ciężkie skutki. Stała konieczność przebywania na wolności, np. z powodu zajmowania się domem, raczej takich warunków nie spełnia. Załóżmy, że ktoś jest przewlekle chory. Pisanie do sądu o odroczenie tylko z tego tytułu może nie odnieść oczekiwanego skutku. Lepiej wskazać na jakiś zabieg leczniczy, który ma się odbyć w przyszłości. Sąd przychylniej spojrzy na wniosek, jeżeli będzie wiedział, że po pewnym czasie będzie można skierować wyrok do wykonania. We wniosku umieszczamy wskazanie czasu na jaki chcemy uzyskać odroczenie. Ten czas nie może przekroczyć roku. Dobrą praktyką jest dostosowanie wnioskowanego czasu do czasu trwania przeszkód w natychmiastowym wykonaniu kary. Odroczenie na rok warto uzyskać nie tylko z powodu pragnienia chwilowego przebywania z dala od zakładu karnego. Jeżeli uda się nam odroczyć karę pozbawienia wolności na rok, to otwiera się przed nami jeszcze inna perspektywa. Możemy się starać o warunkowe zawieszenie wykonania kary pozbawienia wolności. Musimy jednak wcześniej sprawdzić, jak długi wymiar kary pozbawienia wolności otrzymaliśmy w wyroku. Jeżeli wymiar kary nie przekroczył dwóch lat pozbawienia wolności, to możemy składać wniosek o warunkowe zawieszenie wykonania kary pozbawienia wolności bez obawy o odmowę z powodów formalnych. Przeszkody w natychmiastowym wykonaniu kary należy udokumentować. Powinno się zadbać o uzyskanie np. zaświadczenia od terapeuty, zaświadczenia ze szkoły lub kserokopii umowy zlecenia. Istotnymi są także informacje

Załóżmy, że ktoś pracuje na podstawie umowy zlecenia i równolegle jest pod opieką lekarza. Jeżeli zlecenie kończy się 30 października 2012 r., a ostatnią wizytę u lekarza mamy mieć 15 listopada tego samego roku, to mało wiarygodny będzie wniosek o odroczenie do 30 marca 2013 r. W jaki sposób wytłumaczymy ostatnie 4,5 miesiąca? Sąd może nabrać podejrzeń, a więc lepiej napisać, że wnosi się o odroczenie do 16 listopada 2012 r. Warto to nawet podkreślić, żeby sąd widział, że wniosek jest przemyślany!

Polski ustawodawca w zakresie udzielenia odroczenia zrobił ukłon w kierunku pań. Wobec kobiet w ciąży lub osoby skazanej samotnie sprawującej opiekę nad dzieckiem odroczenie może być udzielone aż do 3 lat po urodzeniu dziecka.


Magazyn MNB Jeżeli planujemy z głową i chcemy odroczenie wykorzystać do warunkowego zawieszenia wykonania kary pozbawienia wolności powinniśmy złożyć wniosek o drugie i następne odroczenia jeszcze przed upływem wcześniejszych okresów odroczeń. Może się bowiem okazać, że odroczenia będą mogły być udzielone w porcjach. Wtedy warto zadbać, żeby okresy odroczeń nie były przerywane, lecz stanowiły jeden roczny ciąg.

38 o skazanym, które znajdują się w aktach sprawy karnej i opinia o skazanym sformułowana przez kuratora sądowego. Sam skazany może osobiście pomóc podjąć sądowi pozytywną decyzję zjawiając się na posiedzeniu, na którym będzie miał prawo zabrać głos. Jeżeli mimo tych rad dalej nie czujemy się na siłach w napisaniu wniosku o odroczenie lub wniosku o warunkowe zawieszenie wykonania kary pozbawienia wolności zawsze można poradzić się prawnika. Trzeba jednak liczyć się z pewnym niebezpieczeństwem. Sam wniosek o odroczenie nie wstrzymuje wykonania kary pozbawienia wolności. Nie można zatem wykluczyć sytuacji, w której skazany przy odmownej decyzji sądu będzie przetransportowany bezpośrednio z posiedzenia do zakładu karnego. Niestety wniosek o odroczenie podlega opłacie na wynoszącej 80 złotych. Można starać się o zwolnienie z ponoszenia kosztów. Trzeba wtedy udokumentować swoją kiepską sytuację materialną. Pomocnymi w zwolnieniu z opłaty będą: • decyzja o wpisie do rejestru bezrobotnych, • decyzja o odmowie przyznania zasiłku, • pokwitowanie wydatków na lekarstwa, • decyzja o przyznaniu różnych świadczeń przez opiekę społeczną, • dokument wskazujący na dużą liczbę członków rodziny na utrzymaniu. Nawet jeżeli sąd rejonowy nie przychyli się do wniosku o odroczenie, to jeszcze nic straconego. Można wnieść zażalenie od postanowienia sądu rejonowego do sądu okręgowego. Jak w każdym zażaleniu, należy podnieść zarzuty co do błędów w stosowaniu przepisów prawa lub błędów w procedurze. Należy powtórzyć te same argumenty, które podniosło się przed sądem rejonowym, dobrze jest jednak dodać coś nowego, tak żeby sąd okręgowy widział, że wyszły na światło dzienne nowe okoliczności. Wtedy zażalenie będzie miało większe szanse na pozytywne rozpatrzenie.

PRZERWA W ODBYWANIU KARY Jeżeli sąd okręgowy nie pomoże, to jest jeszcze szansa, żeby choć przez chwilę znaleźć się na wolności przed wykonaniem pełni kary pozbawienia wolności. Taką możliwość oferuje przerwa w wykonaniu kary pozbawienia wolności. Sąd penitencjarny (czyli właściwy wydział sądu okręgowego ze względu na położenie zakładu karnego) musi udzielić przerwy w wypadku choroby psychicznej lub innej ciężkiej choroby uniemożliwiającej wykonywanie kary pozbawienia wolności. Sąd może udzielić przerwy także z powodu mniej dramatycznych przeszkód. Tymi przeszkodami są ważne względy rodzinne lub osobiste. Można w pewnym przybliżeniu stwierdzić, że przeszkody dla natychmiastowego wykonania kary pozbawienia wolności przy odroczeniu


39 będą się w dużym stopniu pokrywać z przeszkodami w wykonywaniu kary pozbawienia wolności przemawiającymi za udzieleniem przerwy. Podobnie jak przy odroczeniu przerwa z powodu przeszkód rodzinnych, zdrowotnych lub innych może być udzielona kilkukrotnie. Nie może ona jednak łącznie przekroczyć 1 roku. Nie można także udzielić przerwy przed upływem roku od dnia ukończenia poprzedniej przerwy i powrotu po niej do zakładu karnego. Trzeba więc umiejętnie gospodarować wnioskami o przerwę i używać ich naprawdę wtedy, gdy zachodzą ważne przeszkody w kontynuowaniu kary. Umiejętnie gospodarowanie przerwą ważne jest jeszcze z innego powodu. Można bowiem dzięki przerwie uzyskać zwolnienie z odbycia reszty kary. W tym celu należy: 1. odbyć co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności, 2. przerwa w wykonaniu kary pozbawienia wolności musiała trwać co najmniej rok, 3. kara na jaką zostało się skazanym nie może przekroczyć 3 lat pozbawienia wolności, 4. postawa, właściwości i warunki osobiste, okoliczności popełnienia przestępstwa oraz zachowanie po jego popełnieniu i w czasie odbywania kary uzasadniają przekonanie, że skazany po zwolnieniu będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni ponownie przestępstwa. Jeżeli ktoś wzorowo wykonuje obowiązki skazanego może prosić dyrektora zakładu karnego o sporządzenie wniosku o przerwę. Wniosek sporządzony przez dyrektora będzie znacznie przychylniej traktowany przez sąd. W posiedzeniu w przedmiocie udzielenia przerwy (identycznie zresztą jak w przypadku odroczenia) może wziąć udział skazany. Ale uwaga – takie prawo przysługuje także prokuratorowi. Może się on sprzeciwić udzieleniu przerwy. Jeżeli sąd podzieli jego zdanie, to nie należy jeszcze załamywać rąk. Można bowiem wnieść zażalenie na postanowienie odmawiające udzielenia przerwy. Niestety wniosek o udzielenie przerwy także podlega opłacie, w wysokości 60 zł. Identycznie jak w przypadku odroczenia można wnieść o zwolnienia z tego rodzaju kosztów sądowych, uzasadniając swój wniosek kiepską sytuacją materialną. Nie należy wpadać w błogostan i łudzić się, że po udzieleniu odroczenia lub przerwy wymiar sprawiedliwości o nas chwilowo zapomniał. Zarówno odroczenie jak i przerwa mogą być odwołane w razie ustania przyczyny, dla których zostały udzielone lub w wypadku, gdy skazany nie korzysta z nich w celu, w jakim zostały udzielone. Można je także odwołać, gdy skazany rażąco narusza porządek prawny, jak również z powodu niewykonywania obowiązków nałożonych przez sąd (nie zgłaszamy się na policję, jeżeli taki obowiązek nałożono).

Poradnia prawna


Magazyn MNB Lektura obowiązkowa

40 Leczyć zamiast karać. Brr...!

Piotr Milewski Rok nie wyrok Niebieska Studnia, 2008

Kilka lat temu Piotr Milewski, dziennikarz Radia Zet, został aresztowany podczas obławy nowojorskiej policji na handlarzy narkotyków. Bawił się w jakimś klubie, nie dilował narkotykami, więc spokojnie poddał się kontroli, ale jakimś cudem i tak policja znalazła przy nim kilkanaście działek cracku, które przypieczętowały jego los. Milewski stanął przed sądem. Wybór, którego musiał dokonać był zero-jedynkowy: albo zostanie potraktowany jak gangster i na wiele lat trafi do więzienia, albo jak narkoman i weźmie udział w rocznym programie terapeutycznym. Zdecydował się na terapię. Lecz ta, jak się później okazało, wcale do łatwych nie należała: udział w pięciu sesjach grupowych tygodniowo, etapy w leczeniu kończone egzaminami, prace społeczne i ciągłe kontrole moczu. Drobny błąd, wykryte w organizmie niedozwolone substancje i dziennikarz mógł wylądować w kryminale. W taki oto sposób Milewski zostaje poddany intensywnej „obróbce”, która niekoniecznie okazuje się sensowna, ponieważ nie jest uzależniony od narkotyków. Swoje perypetie Milewski opisał ze szczegółami w książce „Rok nie wyrok”. Są one zaledwie pretekstem do tego, żeby przedstawić historie innych, którzy trafili na „leczenie” i pokazać inną Amerykę niż ta, którą znamy z kina czy telewizji. Gorszą, brudną i bez perspektyw pucybuta. Milewski nie wierzy w skuteczność proponowanych oddziaływań resocjalizacyjnych i daje nam do zrozumienia, że nie trafiają one zupełnie do tych, do których są adresowane. Większość z uczestników terapii traktuje udział w niej, jak kolejną dawkę przemocy ze strony „systemu”. Jedna z przytoczonych w książce Milewskiego sytuacji jest, co prawda miernym, ale pewnym pocieszeniem dla pacjentów programów substytucyjnych użalających się nad tym, że nie mogą zjeść makowca na święta – on mógł z tego powodu, na kilka tygodni przed ukończeniem terapii trafić do więzienia.

Marihuana szkodzi wtórnie. Szkody społeczne, związane z używaniem przetworów konopi, wynikają przede wszystkim z kryminalizacji zjawiska, a nie z właściwości THC. Do takich konkluzji dochodzą autorzy pracy „Konsekwencje używania i nadużywania marihuany w świetle współczesnej wiedzy”. Młodzi konsumenci – dowiadujemy się dalej – wchodzą w konflikt z prawem, najczęściej z powodu posiadania niewielkich ilości narkotyku lub udzielania ich innym. Publikacja naukowców z Instytutu Psychiatrii i Neurologii jest ekspertyzą dotyczącą aktualnego stanu wiedzy o konsekwencjach zdrowotnych i społecznych używania marihuany i została zamówiona przez Ministerstwo Zdrowia. Ciekawe, czy posłuży ona kiedykolwiek politykom do kreowania prawa w zakresie przeciwdziałania narkomanii? Katarzyna Dąbrowska, Ewa Miturska, Jacek Moskalewicz, Łukasz Wieczorek Konsekwencje używania i nadużywania marihuany w świetle współczesnej wiedzy. ALKOHOLIZM I NARKOMANIA TOM 25 NR 2, Instytut Psychiatrii i Neurologii, 2012


41

Narkotyki i ciąża

Marta Gaszyńska: W latach 80-tych uzależniłam się od heroiny. Wstrzykiwałam kompot przez wiele lat. Będąc uzależniona od opiatów urodziłam dwoje dzieci. Gdy rodziłam moją pierwszą córkę, leczyłam się w ośrodku dla narkomanów. Byłam zdrowa, ale trzy lata później dowiedziałam się o zakażeniu HIV. Będąc w drugiej ciąży dostałam się do pierwszego w Polsce programu metadonowego. Gdy na świat przychodziła moja druga córka byłam już leczona substytucyjnie. Terapię, z małymi przerwami, kontynuowałam przez 15 lat. Dzisiaj nie biorę nawet metadonu, a moja starsza córka ma 25 lat.

DAWNO TEMU W POLSCE Jest 1996 rok, rusza eksperymentalny program w Instytucie Matki i Dziecka. Prowadzi go dr Niemiec. Do programu przyjmują seropozytywne kobiety w ciąży, również leczone metadonem. Jestem w drugiej ciąży i chcę zapewnić swojemu dziecku maksimum bezpieczeństwa. Zgłaszam się więc do Instytutu.

Miłe złego początki Idę tam i bez problemu zostaję przyjęta, mój mąż również. Prowadzą mnie praktycznie do samego końca ciąży. Ale o tym za chwilę. Personel nie ma jeszcze doświadczenia w prowadzeniu pacjentek leczonych metadonem, więc ja i jeszcze taka jedna dziewczyna przecieramy szlaki. Jako zakażona HIV narkomanka jestem przygotowana na niespodzianki i rozmaite reakcje ze strony personelu, ale przychodząc do Instytutu w trakcie ciąży czuję się komfortowo. Doktor Niemiec uważnie słucha moich uwag i sugestii, a ja mam poczucie, że jestem tu rzeczywiście zaopiekowana. Jego podejście, badania, konsultacje, rozmowy sprawiają, że czuję się normalnie z moją ciążą.

Prawie urodziłam Gdy zbliża się termin porodu, zostaję przyjęta do szpitala. Tu przeżywam szok. Pamiętam jak leżę już na sali operacyjnej i jestem przygotowywana do cesarki, anestezjolog zadaje mi jakieś pytania i nagle pojawia się dr Niemiec i oświadcza, że porodu nie będzie… Jest mu przykro, ale muszę poszukać sobie innego szpitala, i że muszę ich zrozumieć, bo nie dostali jakiegoś grantu.

Marta i jej drugie dziecko niedługo po urodzeniu.


Magazyn MNB

42 Nieoczekiwana zamiana miejsc W tej sytuacji na wysokości zadania staje moja rodzina. Trzeba było działać szybko. Znajdują mi błyskawicznie miejsce w Szpitalu św. Zofii na Żelaznej. Gdy tam trafiam, muszę wytłumaczyć lekarzowi prowadzącemu i położnej, że jestem na metatonie i z czym jest to związane. Zanim urodzę muszę nauczyć ich postępowania ze mną, z rodzącą kobietą podtrzymywaną metadonem. Większość to sprawy techniczne – czy mogę mieć przy sobie metadon, ile mogę go mieć, kiedy wypić.

Więcej metadonu Dodatkowo personel kontaktuje się z Instytutem Psychiatrii i Neurologii na Sobieskiego, ponieważ jestem również ich pacjentką. Co ciekawe, mają przygotowany dla mnie metadon w czopkach; to na wypadek gdybym miała odruch wymiotny po operacji. W tamtym okresie mam wysoką dawkę metadonu, aż 130 mg. Wiem, że w tej chwili jest trochę inaczej, bo lekarze na programach starają się zdejmować dawkę metadonu dziewczynom w ciąży. U mnie było zupełnie odwrotnie – ja tą dawkę miałam zwiększaną do dnia porodu.

Zapomnij o cesarce Personel z Żelaznej cały czas wisi na telefonie, dzwonią bez przerwy, jak nie do dr Chmielewskiej, to do dr Baran. Dzięki czemu czuję, że położna i lekarze wiedzą co robią. Dostają wyraźne instrukcje, jak mają się ze mną obchodzić. W trakcie tych przygotowań okazuje się, że nie będą mi robić cesarskiego cięcia, więc poród odbędzie się siłami natury. Ale wtedy jeszcze tego nie wiem i ciągle jestem przekonana, że zrobią mi cesarkę. Gdy się dowiaduję, że tak nie będzie, jestem w szoku. Tak rodziłam moją pierwszą córkę, tylko że wtedy nie byłam zakażona HIV. Jest to dość wyjątkowe, bo w tamtych czasach raczej nie zdarzało się, że pozwalano zakażonej HIV kobiecie rodzić siłami natury.

Poród Dają mi znieczulenie i oksytocynę na przyspieszenie porodu, bo się coś tam zatrzymało. Podczas porodu towarzyszy mi doświadczona położna, to dzięki jej umiejętnościom i pomocy udaje mi się urodzić. Rodzę piękną i zdrową córkę. Zaraz po przyjściu na świat Asia dostaje Gardenal, to silny lek z grupy barbituranów, ale na tyle bezpieczny, żeby odtruć ją z metadonu.


43

Narkotyki i ciąża

Alergia Asi Nie wszystko jest tak, jakbym chciała. Mimo leku, Asia jest bardzo niespokojna, ma wymioty i biegunkę. Dopiero po dwóch dobach, w trakcie których Asia jest karmiona przez wynajętą mamkę, okazuje się, że to nie są żadne objawy zespołu odstawiennego, ale alergia. Moja córka przejawia nietolerancję na białko odzwierzęce. Zmiana menu z mleka mamki na mleko sojowe, odstawienie leków i dziecko jest spokojne i zadowolone. Wszystkie objawy przechodzą po 3 dniach od przyjścia na świat.

Mogło być gorzej Koniec końców wychodzę zadowolona ze szpitala. Podeszli do mnie bardzo profesjonalnie, nie traktowali gorzej niż inne pacjentki. Chociaż, gdy trafiłam już na salę poporodową okazało się, że salowe dostały pietra przed HIV-em. Chodziły ubrane jak kosmitki – w maskach, rękawiczkach i specjalnych buciorach. Mnie karmiono z wydzielonych naczyń. Tłumaczyłam sobie, że trudno, że panie muszą się jeszcze trochę dowiedzieć na temat zakażenia, trochę z nim obyć. Może następna pacjentka z HIV-em nie będzie się czuć przy nich jak trędowata, i nie będzie się obawiać, że jak kichnie to wszyscy pouciekają. Po porodzie zmniejszono mi dawkę metadonu, ale nie zrobiło mi to różnicy. Samo wydawanie metadonu było udręką i wiem, że do dzisiaj nie wygląda to najlepiej. Z niemowlakiem w łóżeczku co dwa dni zasuwałam na drugi koniec Warszawy, żeby dostać swój lek. Zmęczona, ciągle niewyspana, z pieluchami pod pachą meldowałam się w szpitalu, żeby wypić trochę lekarstwa i drugie tyle dostać na następny dzień. Koszmar. Zastanawiam się, czy różnice pomiędzy usposobieniem moich córek wynikają z tego, że pierwsza przyszła na świat drug-free, a druga – gdy byłam leczona substytucyjnie? Czy to, że pierwsza była cichym i spokojnym dzieckiem (również w brzuchu), a druga całkowitym jej przeciwieństwem – wynika z tego co brała lub nie brała ich matka w czasie ciąży? Jedno jest pewne, obie są i będą dla mnie najkochańszymi istotami. A mój poród „na metatonie”, cóż był... pionierski. Marty Gaszyńskiej wysłuchał Paweł Siłakowski

Marta: dzisiaj nie piję już nawet metadonu, a moja starsza cówrka ma 25 lat.


Magazyn MNB

44

Project Prevention czyli podwiązywanie problemu Grzegorz Wodowski

I CH CELEM, JAK TWIERDZĄ , jest promowanie wiedzy na temat zagrożeń płynących z zażywania narkotyków w czasie ciąży. Znani są jednak głównie z tego, że płacą uzależnionym od narkotyków za dobrowolne poddanie się długotrwałej antykoncepcji, w tym sterylizacji. Działania Project Prevention pozostają kontrowersyjne, niektórzy porównują je wręcz do eugeniki.

300 dolarów dla każdego uzależnionego od narkotyków, kto podda się sterylizacji.

Project Prevention, wcześniej pod nazwą Children Requiring a Caring Community (czyli w skrócie CRACK) jest amerykańską organizacją utworzoną w 1997 roku przez niejaką Barbarę Harris. Doszło do tego po tym, jak wspólnie z mężem zaadoptowała jedno po drugim ostatnie czworo z ośmiorga dzieci uzależnionej od narkotyków matki. Różnica wieku pomiędzy każdym z czworga tych dzieci wynosiła zaledwie rok. Harris zdecydowała się założyć organizację, której celem jest ograniczenie narodzin dzieci rodziców uzależnionych od narkotyków. Harris walczyła swojego czasu także o zmianę prawa w Kalifornii tak, aby umożliwiało przymusową długoterminową antykoncepcję kobiet, które w będąc ciąży używały kokainy. Po porażce tej inicjatywy założyła Project Prevention.

Trzysta dolców Project Prevention każdemu uczestnikowi programu oferuje 300 dolarów amerykańskich (w Wielkiej Brytanii 200 funtów) za poddanie się zabiegowi sterylizacji, bądź długotrwałej antykoncepcji. Początkowo proponowano wyższe stawki kobietom, które wybierały podwiązanie jajowodów i mężczyznom, którzy wybierali podwiązanie nasieniowodów niż tym, którzy decydowali się jedynie na długotrwałą metodę antykoncepcji, stosując np. wkładki wewnątrzmaciczne. Pod wpływem powszechnej krytyki tych praktyk przyjęto tą samą stawkę dla wszystkich.


45

Narkotyki i ciąża

Aby otrzymać pieniądze należy po pierwsze udowodnić, że ma się problem z narkotykami. W tym celu wystarczy przedstawić dokumenty dotyczące zatrzymania przez policję w związku z przestępstwem narkotykowym bądź zaświadczenie od lekarza o zażywaniu narkotyków. To na początek, żeby spełnić kryteria przyjęcia do programu. Zanim otrzyma się pieniądze koniecznie trzeba jeszcze przedstawić dowody na to, że procedura antykoncepcyjna miała miejsce.

Statystyki Prevention Każda osoba biorąca udział w programie wypełnia specjalny formularz zanim procedura antykoncepcyjna zostanie przeprowadzona. Później, na podstawie tych danych prowadzone są statystyki całości działań. Stąd wiadomo np., że od chwili powstania programu w USA do sierpnia 2011 roku, wypłacono pieniądze ponad czterem tysiącom uczestników. W tym prawie dwu tysiącom białym, tysiącu Afroamerykanom, pięciuset Latynosom oraz ponad czterystu innym osobom. Wiadomo też, że ponad połowa wszystkich uczestników wybrało trwałą antykoncepcję, reszta zdecydowała się na długoterminowe środki antykoncepcyjne (zastrzyki, implanty, itp.).

„Nie pozwól ciąży zagrozić swojemu uzależnieniu” Projekt Prevention od samego początku wywołuje spore kontrowersje. Ich przedmiotem jest nie tylko sedno tego, czym organizacja się zajmuje, ale także sposób promowania działań. Krytykowane jest celowe zamieszczanie plakatów reklamujących projekt w biednych dzielnicach, szczególnie zamieszkanych przez ludność kolorową. Plakaty zawierające slogany typu „nie pozwól ciąży zagrozić swojemu uzależnieniu” , albo „oczy ma po tacie, a uzależnienie od heroiny po mamie” demagogicznie spłycają problem. Często pojawiają się także oskarżenia, że działania Project Prevention mają charakter rasowy.

Mało wybredny język Harris Zdarzało się, że Harris mówiła w wywiadach: „Nie pozwalamy psom się rozmnażać. Kastrujemy je, sterylizujemy, staramy się, aby nie miały potomstwa, którego nie chcą. Jednocześnie pozwalamy na to, żeby te kobiety miały dosłownie mioty dzieci”. Kiedyś publicznie powiedziała: „Promujemy sterylizację psów, a jednocześnie pozwalamy tym kobietom mieć 10 lub 12 dzieci, którymi nie są w stanie się opiekować”. Kiedy indziej zwierzała się w programie telewizyjnym: „Mój syn, który uczęszcza do

Wazektomia to podwiązanie nasieniowodów, jedna z metod męskiej antykoncepcji. Jest to zabieg chirurgiczny, w trakcie którego przecina się, a następnie podwiązuje nasieniowody. Ich podwiązanie powoduje całkowitą sterylizację mężczyzny, ale nie wpływa na erekcję i nie zaburza wytrysku. Wazektomia jest dopuszczalna w Polsce jedynie pod warunkiem, że stanowi element leczniczy. W przeciwnym razie podwiązanie nasieniowodów, nawet wykonane za zgodą pacjenta, podlega sankcjom karnym i jest nielegalne. Mężczyzna decydujący się na podwiązanie nasieniowodów musi mieć świadomość, że odwrócenie zabiegu może być niemożliwe. Ponowne udrożnienie nasieniowodów jest niezwykle kosztowne i nie zawsze skuteczne.


Magazyn MNB

46 Stanford powiedział mi mamo, proszę, nie mów tak nigdy więcej, ale to jest po prostu prawda, one nie mają jednego lub dwóch dzieci, ale całe ich pomioty”. Niedawno Harris nieco złagodziła swoje stanowisko wobec krytyki: „Wydaje mi się, że to zależy od sumienia człowieka. Niektórzy są tak bardzo zaangażowani na rzecz praw tych kobiet do zachodzenia w ciążę, że zapominają o prawach ich dzieci. Zachowują się tak, jakby te dzieci nie miały żadnego znaczenia. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że te kobiety nie chcą mieć dzieci, które są im odbierane. A dla kobiety, której odbiera się ósemkę dzieci nie wynika nic pozytywnego”.

Polemika Dla wielu ludzi Barbara Harris jest niebezpieczną kobietą: „Myślę, że jestem bardziej opiekuńcza niż ktoś, kto po prostu ignoruje to, co robią. Te kobiety nie chcą rodzić dzieci, które są potem im zabierane i mają z tym problem przez resztę życia.” Harris najwyraźniej czuje się bardzo pasjonatem ochrony dzieci, ale czy oferowane uzależnionym pieniądze to rozsądny sposób rozwiązywania problemu? Czy współczuje uzależnionym, których płodność ona kupiła?

Krytycy polemizują jednak z tym stanowiskiem twierdząc, że bezwzględne preferowanie tego, żeby dzieci nie rodziły się z uzależnieniem od narkotyków lub w jakiś inny sposób upośledzone, jest manifestacją dominacji osób pełnosprawnych w ocenie wartości życia ludzkiego. Przeciwnicy działań organizacji często postulują, żeby skoncentrowała się ona raczej na leczeniu uzależnień lub lobbowaniu na rzecz poprawy publicznej służby zdrowia. Harris odpowiada, że jej organizacja nie ma odpowiednich środków do rozwiązywania problemów państwa z biedą, mieszkalnictwem, żywieniem, edukacją i rehabilitacją. Środki, którymi dysponują są przeznaczane na zapobieganie problemom w kwocie 300 dolarów na osobę, zamiast milionów, które będą musiały być wydane na opiekę nad potencjalnie upośledzonym dzieckiem, jeśli nie zapobiegnie się jego urodzeniu. Zdaniem Harris odzwyczajanie jednego dziecka, uzależnionego od opiatów, od narkotyków to koszt rzędu pół miliona dolarów.

Prevention na Wyspach Brytyjskich Od 2010 roku Project Prevention działa w Wielkiej Brytanii, gdzie – jak podają statystyki – około miliona dzieci jest wychowywanych przez osoby uzależnione od narkotyków. Pierwszym klientem Prevention na Wyspach był mężczyzna zażywający narkotyki od 12 roku życia. Otrzymał pieniądze za zgodę na podwiązanie nasieniowodów. Twierdzi, że nie powinien nigdy zostać ojcem. Czy jednak byłby tego samego zdania, gdyby nie pieniądze z Prevention? Wielu ośmiela się w to wątpić. Krytyka Project Prevention w Wielkiej Brytanii wydaje się bardziej stanowcza niż w USA. Organizacje zajmujące się uzależnionymi niemal jednogłośnie twierdzą, że praktyki Project Prevention są moralnie naganne


47

Narkotyki i ciąża

i nie mają związku z rozwiązywaniem problemów. Martin Barnes z DrugScope jest zdania, że działania Prevention wykorzystują ludzi, są etycznie niejednoznaczne i moralnie wątpliwe. Brytyjskie Towarzystwo Medyczne nie wyraziło jednak żadnej opinii na ten temat, ale komisja ds. etyki Towarzystwa rekomenduje informowanie przez lekarzy pacjentów o zaletach odwracalnej antykoncepcji, która otwiera im możliwości posiadania potomstwa w przyszłości. Mimo że Harris przyznaje, iż jej metody można porównać do łapówkarstwa, to jednak stoi na stanowisku, że to jedyny sposób w jaki można zapobiec rodzeniu się dzieci z fizycznymi i psychicznymi szkodami, wywołanymi przez zażywanie narkotyków w czasie ciąży.

Gdzie jest granica? Przeglądając wypowiedzi Internautów trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że pomysły Barbary Harris, na to aby oferować sterylizację osobom uzależnionym od narkotyków znajdują zdecydowanie więcej zwolenników niż przeciwników. To poparcie rzeczywiście ma miejsce, sporo ludzi zagrzewa ją do dalszych wysiłków, niektórzy oferują darowizny. Jednak wiele osób wypowiadających się publicznie na temat inicjatywy Harris jest bardziej powściągliwych. Dominuje podejście, że nie ma nic złego w oferowaniu uzależnionym długoterminowej antykoncepcji, ale sterylizacja, zdaniem większości, to krok za daleko. Nieodwracalność zabiegu niesie obawę o tych, którzy wychodząc z uzależnienia chcieliby założyć rodzinę. Poza tym należałoby się zastanowić gdzie leży granica tego, do kogo miałyby być adresowane podobne programy? Co z kobietami, które piją albo palą i w ten sposób mogą szkodzić swojemu potomstwu? Co z osobami mającymi problemy psychiczne? Działalność Harris przypomina zabawę w Pana Boga. Wielu uzależnionych ma niskie poczucie własnej wartości i z tego powodu uważa, że nie nadaje się do posiadania dzieci. Ale czy zawsze będzie to prawda? Harris, dysponując pieniędzmi kusi tych, którzy są w naprawdę kiepskim położeniu i nie planują dzieci, a mimo to poddają się sterylizacji. W przyszłości, gdy uda się im wyjść z uzależnienia, odczują najprawdopodobniej ogromny ciężar tej decyzji. Lecz wtedy będzie już za późno. Na podstawie: Should drug addicts be paid to be sterilised? Jenny Kleeman, The Guardian, Saturday 12 June 2010 Anti-drugs campaigner Barbara Harris brings crusade to sterilise addicts to UK Jamie Doward, The Observer, Sunday 30 May 2010

Nowy Jork, rok 1915: Akcja amerykańskich eugeników na rzecz sterylizacji osób nieprzydatnych społecznie. Rozdawali oni osobom niepiśmiennym transparenty z napisami w rodzaju „Nie potrafię przeczytać tego transparentu. Jakim prawem mam dzieci?” i zlecali im paradowanie po Wall Street.

Podwiązanie jajowodów to zabieg chirurgiczny polegający na trwałym pozbawieniu kobiety płodności, czyli sterylizacji. To najskuteczniejsza z metod zapobiegania ciąży. Zaburza to drożność jajowodów, którymi zapłodnione jajeczko nie może już przejść do macicy. Jest to bowiem, decyzja w większości przypadków nieodwracalna. Skutki podwiązania jajowodów to trwała bezpłodność. Podwiązanie jajowodów nie wywołuje skutków ubocznych. Nie wpływa na poziom libido, nie jest przyczyną zaburzeń seksualnych i nie wywołuje zmian hormonalnych w organizmie. W Polsce jest dopuszczalne w wypadku, gdy stanowi element leczenia np. jeśli kolejna ciąża znaczyłaby dla kobiety poważny uszczerbek na zdrowiu lub zagrożenie dla życia, a także gdy wiadomo, że kolejne potomstwo będzie obciążone ciężką genetyczną chorobą. W innej sytuacji lekarz nie może przeprowadzić zabiegu, nawet na wyraźne życzenie pacjentki.


Magazyn MNB

48

Polskie prawo w żaden sposób nie odnosi się bezpośrednio do kwes�i odpowiedzialności prawnej kobiety zażywającej narkotyki w trakcie ciąży. W przeciwieństwie do posiadania narkotyków, za co grozi kara pozbawienia wolności do lat 3, zażywanie penalizowanych substancji psychoaktywnych nie jest karane. Jednak czy sytuacja zmienia się, gdy użytkownikiem jest kobieta w ciąży?

UZALEŻNIONA KOBIETA W CIĄŻY A PRAWO Agnieszka Sieniawska Z przepisów prawa karnego i prawa cywilnego wynikają prawa i obowiązki nałożone na kobietę w ciąży, które mogą dotyczyć także dbania o stan zdrowia, czyli zaniechania odurzania się szkodliwymi substancjami, czy też zgłoszenia się na leczenie. By przeanalizować zakres tych praw i obowiązków, a także ewentualną odpowiedzialność prawną, należy zbadać w jaki sposób przepisy prawa traktują płód i prawa do jego ochrony. Zgodnie z Konwencją o Prawach Dziecka, którą Polska ratyfikowała w 1991 roku, ochronie prawnej powinno podlegać życie dziecka również w okresie prenatalnym. Zgodnie z brzmieniem art. 10 Konwencji pojęcie dziecka obejmuje również dziecko przed narodzeniem. W polskich przepisach definicja dziecka występuje w ustawie o Rzeczniku Praw Dziecka i jest nim każda istota ludzka od poczęcia aż do pełnoletniości. Nie zagłębiając się w rozważania na temat zasadności przyjęcia takiego rozwiązania, należy również uznać, że art. 38 Konstytucji, który mówi, że Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia, uwzględnia w definicji człowieka także nienarodzone dziecko. Kodeks karny nie zawiera definicji pojęcia „człowiek”, jednak obejmuje ochroną prawną podmioty nazwane jako człowiek, osoba, dziecko poczęte, a stąd wynika, że jeśli przepis kodeksu tak stanowi, życie i zdrowie dziecka poczętego podlega ochronie prawnej.

Zgodnie z art. 157a § 1 Kodeksu Karnego osoba powodująca uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Niewątpliwie nadużywanie przez kobietę w ciąży substancji psychoaktywnych, niezależnie od tego czy jest to heroina, tytoń czy alkohol powoduje negatywny wpływ na zdrowie płodu, które może prowadzić do rozstroju zdrowia. Choć w tej kwestii należałoby wziąć poprawkę na szczególne przypadki, takie, jak zażywanie marihuany przez matkę w celach medycznych, bądź w niewielkich ilościach nie mających wpływu na rozwój płodu. O ile istnieją badania potwierdzające, że nawet małe ilości alkoholu mogą mieć negatywny wpływ na płód, o tyle badania na dzieciach nie wykazują żadnych negatywnych konsekwencji w z związku z wystawianiem ich na działanie marihuany w okresie przed urodzeniem. Możemy zatem przyjąć, iż nie każdy przypadek używania narkotyków musi prowadzić do uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia poczętego dziecka. Jednak nawet w przypadku, kiedy kobieta w ciąży umyślnie bądź nieumyślnie nadużywała substancji psychoaktywnych, powodując negatywne konsekwencje zdrowotne poczętego dziecka, to na podstawie art. 157a § 3 Kodeksu Karnego jej odpowiedzialność karna jest wyłączna. Przepis ten stanowi bowiem, że nie podlega karze matka, która dopuszcza się czynu powodującego uszkodzenie ciała lub


49 rozstroju zdrowia dziecka poczętego. Nie oznacza to jednak, że matka, która dopuszcza się tego czynu nie popełnia go bezprawnie. Skoro jest to działanie bezprawne można wysnuć myśl, iż ustawodawca nałożył na kobietę w ciąży szczególny obowiązek dbania o płód poprzez działanie (opiekę lekarką, czy też zgłoszenie się na leczenie odwykowe/terapii zastępczej), jak i w przypadku nadużywania narkotyków – poprzez zaniechanie. Niemniej jednak w świetle przepisów prawa jej karalność w tym zakresie została zupełnie wyłączona. Nie wyklucza to możliwości zastosowania innych mechanizmów prawnych mających na celu ochronę już narodzonego dziecka. Nadużywanie narkotyków w trakcie ciąży może być podstawą do odebrania bądź ograniczenia praw rodzicielskich, ale o tym decyduje już sąd rodzinny. Reasumując, kobieta w ciąży poprzez nadużywanie narkotyków może w określonych przypadkach (determinowanych zarówno rodzajem jak i częstotliwością zażywania narkotyku) spowodować uszkodzenie ciała dziecka lub rozstrój jego zdrowia, lecz nie podlega ona karze za ten czyn. Przyjrzyjmy się teraz jak prawo cywilne odnosi się do odpowiedzialności prawnej kobiety w ciąży za płód. Przepis art. 4461 Kodeksu cywilnego stanowi, że z chwilą urodzenia dziecko może żądać naprawienia szkód doznanych przed urodzeniem. Stanowi on podstawę odpowiedzialność odszkodowawczej za tzw. szkody prenatalne, czyli powstałe w czasie ciąży. Dziecko, które przyjdzie na świat żywe staje się uprawnione do dochodzenia roszczeń z tytułu doznanych szkód od osoby, która je wyrządziła. Według tego przepisu szkodę stanowi uszczerbek majątkowy i niemajątkowy. Czyli przyjmując hipotetycznie sytuację, w której dziecko urodziło się z poważnym uszczerbkiem zdrowotnym (np. z niewydolnością nerek), zaś powodem tego defektu było zażywanie narkotyków przez matkę w czasie ciąży, wówczas wydaje się, że możliwe byłoby roszczenie dziecka wobec matki. Dziecko mogłoby domagać się zadośćuczynienia pieniężnego od matki za doznaną krzywdę, a ponadto żądać przyznania renty lub odszkodowania.

Narkotyki i ciąża

Należałoby wówczas wziąć pod uwagę okoliczności, czy działanie matki było świadome czy nieświadome oraz czy kobieta zdawała sobie sprawę z tego, że jest w ciąży. W pierwszych miesiącach często zdarza się, że kobiety nie potrafią rozpoznać czy spodziewają się dziecka. Kolejna wątpliwość wynika z zagadnienia, czy osoba uzależniona od narkotyków może ponosić konsekwencje prawne z powodu symptomów swojej choroby. Nieodłącznym elementem choroby uzależnienia od narkotyków jest ich systematyczne zażywanie, zaś dodatkowo choroba związana jest z ryzykiem powrotu do nałogu. Przyjmowanie insuliny przez chorą na cukrzycę kobietę w ciąży na pewno nie budziłoby takich kontrowersji jak przyjmowanie morfiny (choćby medycznej) przez chorą na uzależnienie przyszłą mamę. Dlatego wydaje się, że przyjęte w Polsce rozwiązania w zakresie oddziaływania prawa na przypadki nadużywania substancji psychoaktywnych są adekwatne i na szczęście oderwane od stereotypów i ideologii. Skierowane są bowiem na nieprzymusowe leczenie zarówno farmakologiczne (w przypadku kobiet zażywających opiaty), jak i psychologiczno-terapeutyczne. W końcu dla płodu niezdrowe mogą być także inne zachowania przyszłej mamy, takie jak stres czy nadmierne spożycie tłustych produktów, a karanie za nie wydaje się być zupełnym absurdem.

AMERYKAŃSKI KOSZMAR Stany Zjednoczone Ameryki, czyli kraj, który jest pionierem w karaniu za posiadanie narkotyków, równie surowo i restrykcyjnie podchodzi do kwestii karania przyszłych matek zażywających substancje psychoaktywne podczas ciąży. Przykładem tego może być proces 15-letniej Rennie Gibbs, który odbył się w 2006 r. w stanie Missisipi. Dziewczyna została postawiona w stan oskarżenia, zaś proponowaną karą było dożywotnie pozbawienie wolności z powodu „bezwzględnego morderstwa


Magazyn MNB

50

w wyniku nieliczenia się z ludzkim życiem”. W rzeczywistości dziewczyna straciła dziecko w 36 tygodniu ciąży, zaś fakt ten połączono z zażywaniem przez nią kokainy w czasie ciąży, mimo że nie istniały żadne dowody, iż przyjmowanie narkotyku miało wpływ na śmierć dziecka. Przypadek ten nie jest jednak odosobniony i chociaż obecnie żadne prawo stanowe nie traktuje czynu polegającego na nadużywaniu narkotyków w trakcie ciąży wprost jako przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu dziecka, to surowe karanie za używanie narkotyków w czasie ciąży to w USA chleb powszedni. W wielu stanach prawo zakłada, że nadużywanie narkotyków i uzależnienie od nich w trakcie ciąży jest podstawą do odebrania praw rodzicielskich w stosunku do nowonarodzonego dziecka. W niektórych stanach pracownicy służby zdrowia są uprawnieni i zobowiązani do testowania kobiet w ciąży na zawartość narkotyków we krwi, a następnie zgłaszania tego faktu odpowiednim służbom. Tak właśnie dzieje się w Iowa, Minnesocie oraz w Dakocie Północnej. Z kolei w Arizonie, Illinois, Luizjanie, Massachusetts, Michigan, Montanie, Oklahomie, Utah, Rhode Island, Virginii i na Alasce również pracownicy służby zdrowia są zobowiązani do testowania swoich pacjentek w ciąży na zawartość narkotyków we krwi, a w przypadku wykrycia nieprawidłowości – zgłaszania tego faktu odpowiednim służbom. Na podstawie takiego zgłoszenia matce może być odebrane bądź zawieszone prawo do dziecka, zaś testy wykonane w placówce służby zdrowia służą za dowód w sprawie o odebranie prawa do opieki nad dzieckiem. W Arkansas, Kolorado, na Florydzie czy w Wisconsin rozpatrywane są kwes�e zażywania narkotyków przez kobietę w ciąży jako wyraz zaniedbania i łamania praw dziecka, co również prowadzi do odebrania praw do opieki. Natomiast w Ohio czy New Jersey sąd może jeszcze w trakcie ciąży zadecydować o zawieszeniu praw rodzicielskich przyszłej matki, która zażywa narkotyki w trakcie ciąży. Takie rozwiązanie ma na celu mobilizację i zdyscyplinowanie przyszłego rodzica by wykazał,

że stać go na zapewnienie dziecku właściwej opieki, zaś dowodem na to ma być np. rozpoczęcie leczenia. W Minnesocie, Dakocie Południowej i w Wisconsin sprawy posuwają się jeszcze dalej, gdyż w przypadku wykrycia poprzez testowanie, że kobieta w ciąży jest pod wpływem narkotyku, pacjentkę kieruje się na przymusowe leczenie szpitalne dla kobiet w ciąży zażywających narkotyki. To tam sędziowie, a nie lekarze czy terapeuci decydują czy na okres ciąży przymusowo umieścić kobietę w placówce odwykowej. Najbardziej restrykcyjnym stanem pod względem omawianej materii jest niewątpliwie Teksas, gdzie w 2004 roku zostało przyjęte prawo, zgodnie z którym zbrodnią jest palenie marihuany w trakcie ciąży, zaś za czyn ten grozi kara pozbawienia wolności od 2 do 20 lat. W rankingu najsurowszego i tym samym najmniej skutecznego prawa przoduje także Południowa Karolina, gdzie w 2000 r. odbył się słynny proces Ferguson vs. Charleston, w którym 10 kobiet w ciąży pozwało władze Charleston, ponieważ w miejskim szpitalu wykonano bez ich zgody testy na obecność kokainy we krwi. Prawo w Karolinie Południowej stanowi, iż zażywanie kokainy podczas ciąży zagrożone jest karą więzienia. Kontrowersje w tej sprawie wzbudzał fakt, iż do aresztowań z powodu zażywania kokainy w czasie ciąży dochodziło wobec niezamożnych Afroamerykanek, co świadczyć może o rasistowskim i dyskryminującym wymiarze stosowania tego prawa, które ma służyć do wymierzania represji, nie stoi zaś na straży dobra poczętego dziecka i jego matki. W tym samym stanie w 1997 r. po raz pierwszy skazano na karę więzienia kobietę, która w czasie ciąży zażywała narkotyki. Według szacunków Krajowego Stowarzyszenia Badań i Edukacji w Dziedzinie Uzależnienia Perinatalnego od tego czasu liczba ciężarnych kobiet decydujących się na leczenie uzależnienia spadła o 80%, co skutkowało także wzrostem śmiertelności noworodków. Są to najlepsze dowody na to, jak policyjna polityka państwa mocno oddziałuje na politykę prozdrowotną skutkując niemożliwością realizacji tej drugiej.


51

Bomba, która nie wybuchła

Grzegorz Wodowski

P OGLĄDY O WPŁYWIE NIELEGALNYCH SUBSTANCJI na zdrowie mają duże znaczenie również polityczne. Naukowcy i specjaliści zajmujący się narkotykami wiedzą, jak trudno jest rzetelnie interpretować wyniki swoich badań na potrzeby opinii społecznej, bez zawyżania lub zaniżania ich znaczenia. Gdy w grę wchodzi tak delikatny temat, jak wpływ narkotyków na zdrowie dzieci, rzetelna, oparta o dowody naukowe dyskusja jest jeszcze trudniejsza.

Gdy w latach 80-tych i 90-tych ubiegłego stulecia zażywanie kokainy w postaci cracku stało się epidemią w Stanach Zjednoczonych, pojawiły się obawy, że przyjmowanie tego narkotyku przez kobiety w ciąży doprowadzi do wykiełkowania generacji silnie upośledzonych dzieci. Ukuto wtedy termin „dzieci cracku” (crack babies), a nagłówki typu „przewrotny atak na dziecko”, „ofiary cracku wśród niemowląt: niepokojąca perspektywa” czy „czarna przyszłość pokolenia dzieci cracku” stały się powszechne nie tylko w brukowcach.

Crack gorszy od kokainy Przyczynkiem do rozpętania paniki stała się obawa, że crack spowoduje ogromne i trwałe spustoszenie w funkcjonowaniu mózgu dziecka poddanego ekspozycji na ten narkotyk w okresie płodowym. Dzieci miały rodzić się z poważnymi dysfunkcjami mózgu, wśród których ograniczona koncentracja czy zaburzenia maniakalno-depresyjne to mały pikuś, a w przyszłości miały nie panować nad sobą i być agresywne. Wszystkie te dramatyczne skutki to wynik działania cracku, na mniejszą skalę kokainy w proszku, podczas gdy różnica między jednym a drugim jest taka, że crack jest zasadą, a klasyczny biały proszkek – solą tego samego alkaloidu – kokainy.

Kilka pytań do doktora Lestera Do dzisiaj naukowcy uważnie obserwują dzieci wystawione na działanie cracku w okresie prenatalnym, ale wyniki badań długotrwałych efektów

Narkotyki i ciąża


Magazyn MNB

52 działania kokainy na nienarodzone dzieci tylko w bardzo niewielkim stopniu potwierdzają wcześniejsze obawy. Na początek zadajmy kilka fundamentalnych pytań, a odpowiedzi na nie udzieli profesor Barry M. Lester, psychiatra z Uniwersytetu Browna, jednocześnie dyrektor Maternal Lifestyle Study, sporego projektu, zajmującego się m.in. skutkami używania cracku w okresie ciąży. – Czy są jakieś różnice pomiędzy dziećmi, których matki nie zażywały cracku w okresie ciąży i dziećmi, które w tym czasie były wystawione na jego działanie? – Tak. – Czy te różnice są wiarygodne i towarzyszy im jakaś zależność? – Tak. – Czy są one znaczące? – Nie. Kokaina jest bez wątpienia szkodliwa dla płodu, ale jej efekty są mniej szkodliwe niż efekty alkoholu i porównywalne z efektami palenia tytoniu. A więc dwóch legalnych substancji zażywanych przez ciężarne kobiety znacznie częściej, mimo ostrzeżeń przed ich szkodliwością dla zdrowia. Badania zlecone przez amerykański rząd w 2006 i 2007 roku wykazały, że nieco ponad 5% ciężarnych kobiet przyznawało się do zażywania nielegalnych substancji. Dla porównania z 11,6 % ciężarnych piło alkohol i aż 16,4 % paliło papierosy.

Problem moralny Wcale nie chodzi o to, ażeby się pocieszać tym, że alkohol czy tytoń jest bardziej szkodliwy, bo żadna z tych substancji nie przynosi nikomu pożytku, a każda zagraża nienarodzonemu dziecku. Jednak zażywanie kokainy podczas ciąży jest przede wszystkim traktowane jako problem moralny, a dopiero później jako zdrowotny, więc siłą rzeczy skutki jej działania urosły do monstrualnych rozmiarów. Właśnie z tego względu, kobiety ciężarne zażywające nielegalne substancje często mają ograniczane lub wręcz odbierane prawa rodzicielskie. W USA w latach 90-tych zeszłego wieku wiele z nich było sądzonych i skazywanych na kary wieloletniego więzienia. Przypominam sobie jak kilka lat temu na konferencji redukcji szkód w Barcelonie miała wystąpienie dwudziestokilkuletnia Afroamerykanka, która jako dziecko została odebrana rodzicom, a jej matka trafiła do więzienia. Dziewczyna już jako dorosła osoba poczyniła wiele starań, aby pomóc matce wczesniej opuścić więzienie. Po kilku latach przyniosły one skutek i dopiero wtedy obie kobiety mogły być razem.

Problem zdrowotny Ukuto wtedy termin „dzieci cracku” (crack babies, crack kids).

Skupmy się jednak na problemach zdrowotnych. Kokaina spowalnia wzrost płodu, wskutek czego przychodzące na świat niemowlęta zwykle


53 są mniejsze, mają też mniejszy obwód głowy. Trzeba sobie jednak uczciwie powiedzieć, że dość szybko nadrabiają te różnice. Pod koniec 2008 roku dr Lester zaprezentował analizę wyników kompleksowych badań przeprowadzonych na prawie 4,5 tysiącu dzieci w wieku od 4 do 13 lat wystawionych na działanie kokainy w łonie matki. Analiza nie wykazała znaczącego wpływu kokainy na ich iloraz inteligencji czy zdolność wypowiadania się. W najszerszym z badań iloraz inteligencji dzieci wystawionych na działanie kokainy w łonie matki był zaledwie ok. 4 punkty niższy w wieku 7 lat, niż ich rówieśników. Badając konkretne funkcje mózgu testy dowiodły także, że dzieci wystawione na działanie kokainy w okresie płodowym częściej niż inne mają problemy z zadaniami wymagającymi koordynacji wzrokowej oraz umiejętności dokonywania wyboru priorytetów i stosowania uwagi selektywnej pozwalającej dziecku koncentrować się na konkretnym zadaniu. Oprócz tego badania sugerują też, że ekspozycja na kokainę w okresie prenatalnym może zwiększać tendencję do buntowniczego i nieodpowiedniego zachowania, jak również to, że to chłopcy częściej mogą mieć z tym problem niż dziewczęta. Eksperci podkreślają zgodnie, że wyniki te nie są jednoznaczne a na ich podstawie trudno wyciągać generalne wnioski. Przestrzegają przed tym, bo jeśli nawet pojawiają się różnice, to są one naprawdę subtelne i na pewno ot tak, w gabinecie lekarskim lub w szkole nie będą one na pewno do uchwycenia.

Środowisko wychowawcze To co istotnie może wyróżniać dzieci kobiet używających cracku w okresie ciąży to niewłaściwe środowisko, w którym ich pociechy się wychowują. Wiadomo, że warunki wychowawcze mają decydujący wpływ na rozwój dzieci. Crack to forma kokainy rozpowszechniona wśród osób biedniejszych, żyjących często na marginesie społeczeństwa. Wiele z takich osób nie radzi sobie często ze swoim życiem, a co dopiero z odpowiednim wychowywaniem dzieci. Doświadczanie przemocy i stres z tym związany mogą w znacznie większym stopniu negatywnie wpływać na intelektualny i emocjonalny rozwój dziecka niż narkotyk przedostający się przez łożysko matki. Jeszcze kilka lat temu posiadanie kokainy w formie cracku było w USA karane cięższymi wyrokami niż posiadanie kokainy w proszku, pomimo że obie formy są identycznie metabolizowane w organizmie, mają takie same działanie farmakologiczne i w identyczny sposób oddziaływają na płód. Z jednej porcji kokainy można przygotować trzy, odpowiadające jej mniej więcej działki cracku, przez co jest on względnie tańszy. Długo był sprzedawany głównie w czarnych dzielnicach amerykańskich miast,

Bio-underclass (biologiczna podklasa) termin użyty w 1989 roku przez Charlesa Krauthammera, gdy w Washigton Post opisywał perspektywy dla całej generacji dzieci, których matki używały cracku w okresie ciąży. To nie wszystko. Krauthammer twierdzi, że przyszłość jest dla nich zamknięta od pierwszego dnia po przyjściu na świat. Czeka ich życia pełne cierpienia z powodu własnej dewiacji i będzie temu towarzyszyło stałe poczucie niższości, a martwe niemowlęta mogą uchodzić za szczęściarzy (the dead babies may be the lucky ones)


Magazyn MNB

54 a przez to zyskiwał gorszą „sławę” niż kokaina. Jedną z niewielu różnic pomiędzy crackiem a kokainą była znaczna kryminalizacja tych, których złapano z tym pierwszym. Kolejnym kamykiem do tego ogródka jest fakt, że dzieci wystawione na działanie narkotyku w okresie prenatalnym są później często odtrącane, szczególnie przez dorosłych wiedzących o tarapatach ich rodziców. Gdy pojawiają się jakieś problemy z zachowaniem dzieci w szkole, nauczyciele szybko i chętnie dopatrują się wpływu narkotyku, pomijając faktyczne przyczyny np. biedę, niskie wykształcenie rodziców czy przemoc, z którą dzieci spotykają się w domu czy na podwórku. Również większość z dzieci biorących udział badaniu pochodziło z biednych rodzin, także dotkniętych innymi czynnikami, o których wiadomo, że mogą wpływać na ich zachowanie i rozwój funkcji poznawczych: niewystarczająca opieka zdrowotna, słaba edukacja czy niestabilna sytuacja rodzinna.

Predyspozycje genetyczne

Nagłówki typu „przewrotny atak na dziecko”, „ofiary cracku wśród niemowląt: niepokojąca perspektywa” czy „czarna przyszłość pokolenia dzieci cracku” stały się powszechne nie tylko w brukowcach.

Na podstawie: The Epidemic That Wasn’t Susan Okie w New York Times, 27.01.2009 Crack Babies: Twenty Years Later audycja z udziałem Mary Barr aktywistki, która nadużywała narkotyków w ciąży, Nisą Beceriklisoy, jej córką oraz Dr. Carlem Bellem, klinicystą i profesorem psychiatrii w University of Illinois w Chicago w National Public Radio, 3.05.2010 Crackpot Ideas Katharine Greider w Mother Jones Magazine, 1995

Kolejnym zagadnieniem jest ryzyko nabycia w okresie prenatalnym skłonności do używania kokainy. Świat naukowy spekulował przez wiele lat o tym, że wystawienie na działanie narkotyku przed urodzeniem powoduje, że w przyszłości dziecko będzie miało predyspozycje do jego zażywania. Póki co, taka zależność została naukowo potwierdzona tylko w przypadku działania tytoniu. W przypadku kokainy sprawę komplikuje fakt trudności w oddzieleniu efektów jej działania od skutków działania innych substancji, bo niemal wszystkie kobiety biorące udział w badaniu oprócz kokainy zażywały w czasie ciąży również inne substancje. Dowody na problemy z zachowaniem zyskują na znaczeniu w momencie, gdy dzieci, zarówno te, biorące udział w jego badaniu, jak i dzieci z grup kontrolnych osiągają wiek dojrzewania. Naukowcy prowadzący badania ciągle zbierają informacje na temat nastoletnich już dzieci, chcąc potwierdzić bądź wykluczyć, czy istnieje zależność pomiędzy sięganiem przez nie po narkotyki a ekspozycją na działanie kokainy w okresie prenatalnym. Ten i inne rzetelne programy badawcze pozwalają na kontrolowaną pomoc dzieciom uzależnionych od narkotyków rodziców; pomoc, która pozwala zminimalizować ryzyko szkód wywołanych wcześniejszym wystawieniem na działanie kokainy lub innych narkotyków. Nawet jeśli nazwiemy ich grupą ryzyka, to i tak dzieci te mają duże szanse na normalny rozwój, jeśli skoncentruje się odpowiednie środki i działania wokół ich rodzin. Dorastanie w bezpiecznym środowisku domowym, w którym rodzice przestają nadużywać alkoholu i narkotyków, może w znacznym stopniu zniwelować wszelkie szkodliwe skutki wystawienia na działanie narkotyków przed urodzeniem.


55

Przewodnik po placówkach

Drop-in, czyli wpadnij na Wolę Magdalena Bartnik

R OK TEMU ODŁĄCZYLIŚMY SIĘ OD M ONARU . Prowadzone przez nas Centrum Redukcji Szkód na Chrzanowskiego stało się w ostatnich latach swoją własną karykaturą – obmierzłą meliną, rogatkami wielkiego, czystego świata profilaktyki i terapii, miejscem, do którego w pewnym momencie nikt już nie chciał przychodzić, włączając w to samych klientów. Punktem przełomowym był napad na świetlicę, o którym pisaliśmy już na łamach MnB . Tamta świetlica musiała zdechnąć. Podziękujmy trawionym gorzałą karkom za przypieczętowanie jej zgonu; ich brutalna akcją pokazała nam kim jesteśmy jako społeczeństwo.

Poczucie niemożności. To właśnie przychodzi mi do głowy, gdy myślę o tym okresie mojej pracy na Chrzanowskiego. Właśnie to jest najbardziej dominującym wspomnieniem, poczucie niemożności zmiany sytuacji, beznadzieja, brak sił i perspektyw. Chyba sami zaczęliśmy w pewnym momencie traktować swoją pracę jak bezproduktywne cieciowanie, czekanie do końca dyżuru, byleby jak najszybciej spuścić wodę w kiblu, zamknąć drzwi, zostawić za sobą zagrzybiony sufit i wrócić do świata, który jest pod każdym względem lepszy, choć dobry nie jest. Fundacja Redukcji Szkód. Powołując Fundację mieliśmy wszystko, co najważniejsze – oddaną kadrę (z wieloletnim doświadczeniem), klientów i ich (bezcenne) zaufanie, przychylność wielu osób i zapał. To dawało nam nadzieję na zmianę. Kuśtykając finansowo z miesiąca na miesiąc ,po roku działalności wspieranej mizernie tylko z jednego źródła patrzę na projekt i wydaje mi się, że sytuacja przedstawia się nie najgorzej. To jednak ciągle zbyt mało, by było wystarczająco. Choć nasz projekt jest

Znalezienie miejsca na drop-in jest zadaniem karkołomnym. Ola Stańczak-Wiercioch przed wejściem do drop-in Fundacji Redukcji Szkód przy ul. Górczewskiej 15A.


Magazyn MNB

56 bliźniaczo podobny to tego, co robiliśmy wcześniej, jednak warunki pracy, podejście do niej i perspektywy są inne. Jesteśmy partnerem w projekcie unijnym, w drodze są kolejne. Od nowego roku planujemy ruszyć z poszerzoną ofertą.

Świetlica w niczym nie przypomina zatęchłej dziury. To przytulne, miłe i czyste miejsce. Poniżej klienci spędzający czas w świetlicy.

Prowadzimy drop-in na warszawskiej Woli. W tym roku był otwarty tylko w dni powszednie, od 2013-go planujemy działać przez cały tydzień. Działamy także metodą out-reach, głównie pod programami substytucyjnymi i w kilku tranzytowych miejscach miasta. Pomagamy załatwiać klientom sprawy administracyjne, socjalne i zdrowotne (dowód tożsamości, ubezpieczenie, detoks, ośrodek, miejsce w szpitalu, program substytucyjny), asystujemy klientom w ogarnianiu niezbędnych rzeczy. Jesteśmy w stałym kontakcie z tymi z naszych klientów, którzy przebywają za kratkami (obecnie ok. 70 osób) i w szpitalach. Przychodzi do nas dziennie po kilkanaście osób. W dużej części są to stali klienci – mieszkańcy noclegowni, także nowi „czynni” oraz pacjenci programów substytucyjnych – w sumie jakieś 60 osób. Scena narkotykowa w Warszawie w ciągu kilku ostatnich lat wykoleiła się. Mówiąc ładnie, uległa znacznym zmianom. Parę lat temu funkcjonowały bajzle i dotarcie do klientów było dziecinnie łatwe. Teraz bajzle przeniosły się pod programy substytucyjne. Generalnie towar załatwia się już tylko na telefon. Po złotych czasach dopalaczy (na które większość klientów się przerzuciła) przyszedł czas na środki preparowane z leków aptecznych (Sudafed, Acatar). Jeśli dopalacze były konsekwencją surowego prawa narkotykowego, to metkatynon stał się odpowiedzią na ustawy dopalaczowi. Pojawił się na szerszą skalę, gdy Tusk „zatroszczył się o nasze dzieci”. Na skalę niespotykaną dotychczas. Na co dzień obserwujemy skutki działania zanieczyszczeń metkatynonu. Są poważne i postępują bardzo szybko: problemy z poruszaniem się, trudności z pisaniem i mówieniem. To symptomatyczne, coraz trudniej jest nam zrozumieć, co mówią do nas klienci, tracimy z nimi kontakt. Pewne sprawy już mnie nie dziwią. Metkatynon pozyskiwany jest z leków aptecznych, możliwych do zakupienia w każdej ilości. Przerabiany jest prostym sposobem, ale z punktu widzenia szkód to moment kluczowy, bo wtedy właśnie staje się on prawdziwą trucizną, pełną neurotoksycznego manganu. Działa krótko a tolerancja wzrasta błyskawicznie. Przyglądamy się temu i trudno


57

Przewodnik po placówkach

nam coś z tym zrobić. To zjawisko powoduje sytuację, w której doświadczamy apogeum bezradności. Czasy heroiny i amfetaminy wspominam dziś z rozrzewnieniem. Wydawałyśmy sprzęt klientom i rozmawiałyśmy z nimi przy kawie. Czasem z kimś, kto przegrzał ostatnie kilkanaście lat. Dziś staje to się niemożliwe – klienci sami mówią (z ledwością), że widzą (z ledwością) postępujące zmiany, wymagają pomocy medycznej - sposób preparowania, przyjmowania substancji jak i jej działanie jest bardziej szkodliwy. Kiedyś w Warszawie była heroina i amfetamina. Dziś jest metadon i Acatar. Warszawa ma wysoki poziom nasycenia metadonem, jego wartość czarnorynkowa jest względnie niska i jest szeroko dostępny. Nasi klienci kupują metadon, a resztę załatwia im apteka. Właśnie na grupie czynnych odbiorców programu (w znacznej części mieszkańców noclegowni, osób bezdomnych) najdobitniej widać skutki polityki narkotykowej. Klientami naszej świetlicy są również pacjenci substytucyjni. Zarówno dobierający jak i ci, którzy nie przyjmują innych środków, ale prócz samego substytutu nie dostają nic w programach. Bajzle z dworców gdzie rozdawaliśmy sprzęt, są teraz bajzlami programów. Ponieważ pacjenci leczenia substytucyjnego to często osoby z uzależnieniem mieszanym, podwójną diagnozą, dobierające – docierają do nas, tak jak kiedyś. Ryzykują wypadnięciem z programu w sytuacji przyznania się do dobierania. Potrzebne jest stworzenie programu oddziaływań, który pozwoliłby poprawić ich funkcjonowanie. System leczenia substytucyjnego wydaje się być zbudowany na tych samych zasadach, na których bazowały (i nadal w pewnym stopniu bazują) represyjne obozy leczenia stacjonarnego. Pacjentów traktuje się jak ćpunów, wobec których jak najbardziej zasadne są metody nacisku, nadmiernej kontroli, straszenia, nadużyć władzy, nierespektowania praw i potrzeb. Znalezienie miejsca na drop-in jest zadaniem karkołomnym. Na swoje nieszczęście Wola pije na potęgę, ale nam to dało możliwość ulokowania projektu w dość naturalnym środowisku. Lokal, wynajmowany od ZGNu, gdzie mieści się siedziba i świetlica Fundacji, znajduje się w malowniczej okolicy: w dwóch sąsiednich budynkach mamy mety alkoholowe, a małolaty na ławkach jarają blanty. Idealnie wpisaliśmy się w tą chorobową tkankę miejską– alkoholizm pokoleniowy to co innego, niż łojące dresy – uszkodzenie przebiega na poziomie genetycznym. Nikt tu nikomu nie chce wchodzić w drogę (sami ledwo znają swoją do domu), wzywać policji czy za bardzo się sobą nawzajem interesować. Nie ma z naszej strony nic, co mogłoby zakłócić spokój osiedla – regulamin świetlicy mówi jasno, że nie można się kręcić po okolicy – klienci przychodzą do nas zaopatrzeni wcześniej we wszystko, czego potrzebują. Zachowujemy stosowną ciszę, zbieramy śmieci wokoło, oddajemy piłki

Czynni użytkownicy są najbardziej dyskryminowaną i marginalizowaną populacją w społeczeństwie.


Magazyn MNB

58 dzieciakom i głaszczemy ich psy. Żyjemy w dobrych relacjach z administracją, płacimy za wszystko na czas. Wpisaliśmy się w otoczenie, bo się nie wyróżniamy. Świetlica w niczym nie przypomina zatęchłej dziury. To przytulne, miłe i czyste miejsce, gdzie jest na czym usiąść, a nawet się położyć, obejrzeć film, skorzystać z pokoju sanitarnego, zrobić sobie coś ciepłego do jedzenia.

Redukcja szkód to nie zepsute dziecko, ani tym bardziej gorsze rodzeństwo. Nie ponosi odpowiedzialności za porażki wychowawcze, nie płaci za niczyje błędy i nie musi odkupywać nieswoich win. Na zdjęciu klient korzystający z pokoju higienicznego w drop-in.

Udało nam się zaliczyć odwiedziny tajniaków. Zostali wpuszczeni z wchodzącymi klientami. Poszłam na komendę, żeby się poznać i zorientować się, jak duży mamy problem. Do dziś nie wiem. Przyjęło mnie dwóch miłych panów, pieprzyli o współpracy: – Może moglibyśmy dorobić sobie klucze do pani lokalu i wpadać raz na jakiś czas, sprawdzać, czy wszystko w porządku? – Powinniśmy się dogadać, bo my i pani chcemy tego samego – zlikwidować ten problem. Traktowali mnie w najlepszy możliwy sposób – jak debila: – Niech pani im powie, żeby oni nie brali. – Czy jest możliwość, że oni tam sobie robią i n i c j a c j ę ? Nie wiedziałam do końca, czy tylko udają czy może są niesprawni intelektualnie. Może zadawali sobie to samo pytanie, jeśli chodzi o mnie. Najważniejsze o czym trzeba pamiętać, to żeby zawsze rżnąć głupa, nie wchodzić w dyskusję o ograniczaniu szkód. Dopóki można zachować pozory porozumienia, należy się tego trzymać. Moment, w którym teraz jesteśmy, traktuję jak punkt wyjścia. Mam wrażenie, że jesteśmy w tym punkcie od lat (może w ogóle od samego początku), ale po raz pierwszy zmiana wydaje się realna, a przede wszystkim nie ma opcji trwania w próżni. Jedynym sposobem na zmianę sytuacji, która trwa od lat, to wyjście poza wąską ramę redukcji szkód jako wymiany sprzętu. To co jest najpotrzebniejsze nie zawiera się w profilaktyce zdrowotnej (choć trudno ją przecenić). Wymiana igieł powinna być przy okazji, jako uboczny element kontaktu. Jeśli nie postaramy się odpowiadać na zróżnicowane i zindywidualizowane potrzeby każdej grupy klientów, będziemy znów trwać w bezruchu i poczuciu beznadziei. Chcemy tworzyć miejsce, do którego przychodzą ludzie. Po sprzęt oraz ci, którzy sprzętu nie potrzebują. Gdzie odbiorca programu otrzymuje materiały do iniekcji (woda utleniona, gaziki, opatrunki), jest prysznic, pralka i możliwość wysuszenia ciuchów, ciepły posiłek, do-


59

Przewodnik po placówkach

stęp do Internetu, lekarz, psychiatra, prawnik, pracownik socjalny, grupy edukacyjne, wsparcia, rozwojowe, akupunktura ucha, masaż, warsztaty i zajęcia, innowacyjne metody pracy. Ważne, by ludzie mogli uczestniczyć w tworzeniu takiego miejsca – mieć poczucie, że mają wpływ na jego kształt, rozwój, że są u siebie. W szerszej perspektywie potrzebne jest tworzenie innych przyjaznych miejsc. Noclegowni i hosteli dla „czynnych” oraz dla pacjentów substytucyjnych, wsparcie osób opuszczających zakłady karne (wcześniej czy później znaczna ich liczba trafia do nas z powrotem). Przez wszystkie lata działalności nie udało nam się dotrzeć do tych wszystkich użytkowników, którzy nie potrzebują czystego sprzętu i miejsca, gdzie mogą posiedzieć. Trudno się dziwić – po co mieliby do nas przyjść, jak mielibyśmy do nich trafić i z czym? Nawet dla osób, które do nas przychodzą, mamy zbyt mało do zaoferowania. Redukcję szkód traktuje się jak jej klientów. Pod tym względem nie zmienia się nic, a jeśli już, zmiany są powierzchowne i niewiążące. Traktuje się ją jak brzydką siostrę profilaktyki i terapii, niechciane dziecko, które najchętniej trzymałoby się w piwnicy. Nie ma przyzwolenia na jego pełnoprawną obecność, gdyż uosabia ono porażkę i problem, z którym nikt nie chce mieć do czynienia, i do którego nie wiadomo jak podejść. Wzbudza lęk i odrazę, nie podlegając wpływom, oddziaływaniom i kontroli, panoszy się na naszym podwórku, siejąc chaos i spustoszenie. Obszar redukcji szkód jest tym miejscem problematyki narkotykowej, gdzie najsilniej splatają się wszystkie możliwe kwestie – zdrowia publicznego, wymiaru sprawiedliwości, polityki społecznej. Czynni użytkownicy są najbardziej dyskryminowaną i marginalizowaną populacją w społeczeństwie i wygodniej dla wszystkich jest trzymanie jej na obrzeżach, w strefie cienia. To co jest trzymane pod powierzchnią, nie ma możliwości domagać się czegokolwiek. Prawda jest inna. Redukcja szkód to nie zepsute dziecko, ani tym bardziej gorsze rodzeństwo. Nie ponosi odpowiedzialności za porażki wychowawcze, nie płaci za niczyje błędy i nie musi odkupywać nieswoich win. Nie jest wzmocnieniem chaosu, ani jego adwokatem. Nie generuje żywiołów, nie podtrzymuje ich i nie karmi. Nie musi się z niczego tłumaczyć i usprawiedliwiać, bo tak naprawdę niczego nie jest sprawcą. To co jest istotą redukcji szkód zawiera się nie w tym, czym ona jest, ale w tym, czego dzięki jej nie ma. Lub co można dzięki niej uczynić bezpieczniejszym, bardziej znośnym, mniej zabójczym, bardziej kontrolowanym, zakładając, że pewne zjawiska są nieodłącznym elementem świata, a najlepszym rozwiązaniem nie jest walka z nimi, lecz znalezienie sposobu, by mieć na nie wpływ.

Wymiana igieł powinna być przy okazji, jako uboczny element kontaktu.

Fundacja Redukcji Szkód posiada stronę internetową (www.redukcjaszod.pl, jest obecna także w na Facebooku.


Magazyn MNB

60

Rozmowa Magazynu MNB

Komu jeszcze redukcja szkód? O tym, w jakim kształcie redukcja szkód ma jeszcze rację bytu rozmawiamy z Alekszandrą Stańczak-Wiercioch i Magdą Bartnik z warszawskiej Fundacji Redukcji Szkód.

Dlaczego zajmujecie się redukcją szkód? Jest przecież tyle bardziej prestiżowych działań, jak np. terapia, itd. Magda: Redukcja szkód jest dziś najbardziej prestiżowym działaniem.. Ola: Każdy powinien wykonywać swoją pracę jak najlepiej.Jeżeli jesteś w czymś dobry, to nie ma powodu, żebyś robił coś innego. My sprawdzamy się właśnie w tym. Czy sądzicie, że „strzykawkowa” redukcja szkód ma jeszcze rację bytu? Ola: Oh, jasne, że klientów iniekcyjnych jest mniej, ale nie możesz patrzeć

Aleksandra Stańczak-Wiercioch – absolwentka resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista terapii uzależnień. W obszarze redukcji szkód pracuje od 9 lat. Współzałożycielka i wiceprezes Fundacji Redukcji Szkód.

na redukcję szkód jedynie jako wymianę sprzętu. Trzeba spojrzeć na to inaczej, szerzej. Nasi klienci potrzebują porad w wielu różnych sprawach, potrzebują motywacji do zmiany i wreszcie bezpośredniej pomocy. Musimy też im pomóc w korzystaniu z różnych instytucji: serwisów socjalnych, zdrowotnych czy prawnych. Bez tego nie mogą podjąć leczenia nawet jeśli są na nie zdecydowani. Nie mają co jeść, w co się ubrać, nie mają za co wykupić recept, boją się iść do lekarza czy do sądu. Nie wiedzą jak wyrobić dowód osobisty, a często też nie mają nawet pieniędzy, żeby zrobić zdjęcie do niego. Nie mają pojęcia jak uzyskać ubezpieczenie czy zasiłek, nie wiedzą, jak poruszać się w systemie leczenia. Osoby osadzone w zakładach karnych nie mają żadnego wsparcia z zewnątrz – ktoś potrzebuje butów, ktoś inny interwencji, bo jest chory i nie może doprosić się o pomoc lekarską, leczenie interferonem. Jeden z naszych klientów pisze do nas z więzienia z czym wiąże się ta kuracja, bo lekarz więzienny zaproponował mu ją, ale niczego już mu nie wyjaśnił. Z tym wszystkim zwracają się do nas, więc zapewniam cię


61

Przewodnik po placówkach

– pracy mamy dużo, nawet jeśli liczba klientów jest mniejsza niż przed laty.

Magda: Jeżeli są klienci używający dożylnie, „strzykawkowa” redukcja szkód ma sens. Nie my ustalamy rację bytu, tylko byt nam ją ustala. Przestałam chcieć, by klienci spełniali moje oczekiwania. To ja mam odpowiadać na ich potrzeby. Nie jestem tu po to, by czekać aż ktoś przyjdzie do mnie z tym, z czym byłoby mi dobrze. Siedzenie na świetlicy i dziwienie się, że nikt nie przychodzi, pokazuje skalę ignorancji i niezrozumienia. To my powinniśmy mieć taką ofertę, która będzie odpowiadała odbiorcom, a nie chcieć mieć odbiorców, odpowiadających naszej ofercie. Dotarcie do ludzi, którzy nigdy do nas nie zajrzeli, a potrzebują jakiejś formy wsparcia i pomocy, jest ważnym zadaniem. Traktuję to jako wyzwanie. A nie macie wrażenia, że pracujecie właściwie dla niedobitków? Scena narkotykowa w Warszawie poważnie zmieniła się na przestrzeni ostatnich lat. Magda: Mam wrażenie, że na bardzo podstawowym poziomie odpowiadamy na aktualne potrzeby w miarę stałej grupy klientów, którzy cały czas są jakoś obecni: znikają, wracają, leczą się, wypadają. Potem znowu do puchy, albo do szpitala i znowu na ulicę. Niedobitki chorego systemu pomocowego. Programy substytucyjne mogłyby zadać sobie pytanie, o to jaką rolę w tym systemie pełnią – bo mam czasem wrażenie, że tolerują swoich pacjentów tylko dlatego, że mogą na nich zarobić. Przy okazji wiem, że tam gdzieś są ludzie, którzy mogliby być odbiorcami redukcji szkód, ale nie są, bo ta oferta jest zbyt uboga. Pacjenci programów substytucyjnych, będący również naszymi klientami to grupa, która potrzebuje innych, poszerzonych oddziaływań, na które nie mamy odpowiedzi. Pacjenci substytucyjni, nie będący naszymi klientami, również potrzebują wsparcia i oddziaływań, których nikt im nie zapewnia. Nie ujmując nic naszym odbiorcom, mamy takiego klienta, na jakiego sobie zasłużyliśmy, jaka jest nasza oferta. Twoje pytanie powinno raczej brzmieć: czy nie mamy wrażenia, że pracując dla niedobitków widzimy tylko wąski horyzont możliwości i potrzeb? Czy uczycie się czegoś od swoich klientów? Ola: Od klientów nauczyłam się, że nie można mierzyć każdego jedną miarą

– że ludzie są różni, mają różne możliwości i nie należy wtłaczać ich w nasze wyobrażenia. Nauczyłam się też tego, by nie moralizować i żeby szanować wybory, z którymi się nie zgadzam. Także tego, że rozumienie sposobu myślenia danego klienta jest kluczem do indywidualizacji oddziaływań wobec niego.Tylko wtedy moja oferta będzie adekwatna do potrzeb klientów.

Magdalena Bartnik – absolwentka judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego i kulturoznawstwa w University College London, specjalista terapii uzależnień. Od sześciu lat pracuje w redukcji szkód, od trzech prowadzi terapię indywidualną w Rodzinnej Poradni Profilaktyki i Terapii Uzależnień w Warszawie. Współzałożycielka i prezes Fundacji Redukcji Szkód.


Magazyn MNB

62 Magda: Uczę się od naszych klientów uporu, konsekwencji, niegasnącej woli życia. Ta praca bardzo skutecznie leczy z naiwności i złudzeń. Uczy wdzięczności i pokory. Daje mi szerszą perspektywę widzenia świata, możliwość bycia bardzo blisko czegoś, do czego zazwyczaj nie ma się dostępu. Poza tym daje satysfakcję, poczucie sprawczości, poczucie sensu. Przeplatanego z poczuciem bezsensu. Czego życzyłybyście sobie w roku 2013? Ola: Przede wszystkim działania jak na-

sze powinny być w końcu lepiej finansowane. Kierujący projektem nie powinien ciągle wybierać pomiędzy tym, czy zapłacić czynsz, czy kupić sprzęt. Powinien być tu prysznic, pralka i suszarnia, punkt wydawania odzieży, psychiatra, pracownik socjalny, prawnik. Jedzenie dla klientów. Powinniśmy mieć możliwość zapewnienia kompleksowej i ciągłej opieki. Również, gdy ktoś idzie do szpitala czy do więzienia i na jakiś czas tracimy go z pola widzenia. Chciałabym, aby nasz drop-in był wyposażony pokój iniekcyjny z prawdziwego zdarzenia. Żeby działały tu grupy edukacyjne czy wsparcia dla klientów zarówno biorących, jak i dla dobierających pacjentów substytucyjnych.

Magda: Ja poproszę o zmianę ustawy

o przeciwdziałaniu narkomanii, niech będzie depenalizacja posiadania nieznacznej (trzeba określić dokładnie co to znaczy) ilości narkotyku i substytut na recepty. Proszę także o pieniądze na redukcję szkód, o integrowanie się systemu pomocowego (m.in. przebudowanie systemu substytucyjnego) i o dynamiczniejszy rozwój współpracy międzynarodowej.


63 DZIAŁKOWICZE

MAGAZYN MnB www.magazynmnb.pl

KONTAKT: redakcja@magazynmnb.pl WSKI .... 3 Wuja Sama? WODO ADRES: Kto jest wrogiem P TĘ WS łku .... 5 ul. Św. Katarzyny 3 A MNB Dołecki na do OW ZM RO 31-063 Kraków i narkotyki ... 8 YKI I CIĄŻA Używki OT RK NA REDAKCJA: em ... 15 Leczenie metadon Grzegorz Wodowski NARKOTYKI I CIĄŻA ... 17 Karmienie piersią STALI WSPÓŁPRACOWNICY: NARKOTYKI I CIĄŻA ... 18 Jowita Fraś HIV, ciąża i dzieci NARKOTYKI I CIĄŻA Krzysztof Grabowski ... 19 ły ten bajzel FRAŚ Mateusz Klinowski NARKOKOSMOS Ca Maciej Kubat ykowa COLE ... 25 na polityka narkot yw at rn te Al Adam Nyk III Ą CJ ... 36 KONIEC Z PROHIBI tunku GRABOWSKI Paweł Siłakowski Ostatnia deska ra NA AW PR IA DN RA PO KOWA ... 40 Paweł Szatkowski LEKTURA OBOWIĄZ TŁUMACZENIA I KONSULTACJE AKOWSKI ... 41 o temu w Polsce SIŁ wn Da A JĘZYKOWE: ĄŻ CI I I YK NARKOT WODOWSKI ... 44 Owen Braithwaite Project Prevention NARKOTYKI I CIĄŻA SKA ... 48 KOREKTA JĘZYKOWA: y a prawo SIENIAW ąż ci w a et bi ko a Katarzyna Krzykawska Uzależnion DOWSKI ... 51 NARKOTYKI I CIĄŻA a nie wybuchła WO ór kt , ba m Bo A DRUK: ĄŻ CI NARKOTYKI I Wolę BARTNIK ... 55 Drukmar , czyli wpadnij na -in op Dr CH KA ÓW 60 AC PRZEWODNIK PO PL redukcja szkód? .... WYDANE PRZEZ: MNB Komu jeszcze A OW ZM RO 63 ... Stowarzyszenie JUMP’93 KOŃCÓWKA ZE ŚRODKÓW: Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii PROJEKT OKŁADKI: Jonna Weck

[

Końcówka

]

MATERIAŁY TU ZAWARTE DOTYCZĄ NARKOTYKÓW, PROBLEMÓW ZDROWOTNYCH I SPOŁECZNYCH OSÓB, KTÓRE ICH UŻYWAJĄ. NIE NAKŁANIAMY NIKOGO DO UŻYWANIA NARKOTYKÓW. CELEM NASZYCH PUBLIKACJI JEST UPOWSZECHNIANIE WIEDZY I KSZTALTOWANIE POSTAW, KTÓRE POMOGĄ OSOBOM UŻYWAJĄCYM NARKOTYKÓW I ICH BLISKIM ZACHOWAĆ ZDROWIE I BEZPIECZEŃSTWO.

Tomasz Piątek w „Antypapieżu” przytacza historią leczonego narkomana, który referuje swój plan terapeutyczny. Wymienia w nim udział w mitingach AA i AN, w sesjach terapeutycznych, podążanie zgodnie z 12 krokami, itd. Na koniec terapeuta zadaje retoryczne pytanie: dlaczego na tej twojej długiej liście nie ma nic na temat utrzymywania abstynencji? Działania wymiaru sprawiedliwości w zakresie przeciwdziałania narkomanii są jak ten plan neofity, w którym brakuje najważniejszego – sensu. Letnia akcja poszukiwania makówek na ogródkach działkowych przez policję z Grodziska Mazowieckiego, opisana jakiś czas temu przez Violettę Szostak („Siała baba mak”, Duży Format, Gazeta Wyborcza), jest tego najlepszym przykładem. Najpierw policjanci odnoszą znaczący sukces w walce z narkobiznesem znajdując do kupy kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt roślin maku rozsianych po ogródkach, następnie grodziski sąd przykładnie karze większość „plantatorów”. – U mnie znaleziono dwa pokaźne krzaczki maku – uderza się w piersi jeden z narkobaronów. Dalej już nie ma nic, jest tylko ściana, na której ktoś wymalował jakieś cytaty, głównie z Mrożka.

UGOTOWAĆ JIMMIEGO Janet Cooke, dziennikarka Washington Post, opisała na początku lat 80-tych przypadek ośmioletniego Jimmiego uzależnionego od heroiny. Dziecko 27- letniej dilerki narkotyków „było przedstawicielem trzeciego już pokolenia heroinistów w rodzinie”. Przedstawiony przez dziennikarkę dramat pokazywał spustoszenie, jakie niesie ze sobą uzależnienie od narkotyków. Jedyny mankament był taki, że cała ta historia była wyssana spod grubego palca. Dramat dziecka przedstawiony przez Washington Post, mimo że sfabrykowany, doskonale nadawał się do budowania atmosfery wojny z narkotykami, więc publikacja szybko znalazła poklask wśród polityków. Bezbronne dziecko z pokłutymi ramionami, używające heroiny od piątego roku życia stało się namacalną ofiarą narkotyków, w przeciwieństwie do tych wszystkich dorosłych, którzy ich używają, bo „chcą” używać. Mały Jimm „żył” jeszcze do momentu, gdy władze Waszyngtonu nie uśmierciły go próbując ratować wiarygodność historii chłopca. Skandal z udziałem poważnego dziennikarstwa przypomniał niedawno Robert Siewiorek opisując Gazecie Wyborczej tę i inne dziennikarskie blagi. Janet Cooke odebrano Pulitzera, a jej nazwisko posłużyło do stworzenia nowego terminu – cooking (gotować). Oczywiście zmyślone historie.


MAGAZYN MnB

REDUKCJA SZKOD ZDROWIE POLITYKA NARKOTYKOWA ZIMA 2012/2013 MAGAZYN MNB

ISSN 2082-2588

ZIMA 2012/2013

E KOMU JESZCZK ? D Ó Z S A J C K U RED E G Z E M P L A R Z B E Z P Ł AT N Y

EL Z J A B N E T Y Ł A C

A Ż Ą I C I I K Y T NARKO


Magazyn MNB Zima 2012/2013