Page 1

Aromat MAGAZYN LUBELSKIEJ BLOGOSFERY KULINARNEJ

#2 JESIEŃ 2015


 | Aromat


Drodzy Czytelnicy Jesień to barwny okres, w którym odpoczywamy po szaleństwach lata i przygotowujemy się do zimy. Wykopki, zbiory owoców i warzyw oraz przede wszystkim ­ robienie przetworów to czynności, które nadal wykonuje się w wielu domach. W obecnym numerze znajdziecie między innymi informacje na temat jesiennych darów natury, różnorodne przepisy na przetwory, nalewki oraz słodkie smakołyki. Ponad to w związku z powrotem uczniów do szkoły poruszamy problem właściwego żywienia dzieci. Zapraszamy do lektury.

Redakcja

Aromat | 


Aromat tworzą Justyna Zalewska

Małgorzata Bandzarewicz www.jedzismakuj.blogspot.com

www.moderntasteblog.com

www.przyprawmnie.blogspot.com

redaktor naczelna

z-ca redaktor naczelnej

projekt graficzny i skład

korekta tekstów

Karina Falkiewicz

Edyta Kondrat

www.cookinggoodlooking.blog.pl

Olga Zalewska-Wenarska www.cookinggoodlooking.blog.pl

www.ekscentrycznyparowar.pl

social media, PR

social media

Marta Pyzik

www.kolorowo-torcikowo.blogspot.com

Małgorzata Łaniak

www.pasjasmaku.com

Marlena Lalak-Skałecka www.smerfetka79.blogspot.com

Anna Daniluk

Dorota Soroka-Kapłon

www.sierotkamarysiawkuchni.blogspot.com

Joanna Bronikowska

www.sekretymaleiduze.blogspot.com

Współpraca

Magdalena Zalewska-Pokrzywa www.cookinggoodlooking.blog.pl

Marcin Rzońca

www.popularcoffee.pl

Łukasz Ostrowski

www.pracownianalewek.blogspot.com

Martyna Wiktoria Saczuk

www.breakfastofdreams.blogspot.com

magazyn.aromat@gmail.com www.facebook.com/MagazynAromat www.instagram.com/magazyn_aromat/  | Aromat


W numerze

3 – Wstęp 6 – Kanapkowe love 12 – Mniej znane 18 – Warzywa strączkowe 24 – Kasza 30 – Karmel i orzechy 36 – Dynia 42 – Halloween 50 – Pora na smak 52 – Nalewki 56 – Jesienne plony 60 – Ivo italian 62 – Jabłko kraśnickie 66 – Kuchnia bawarska 70 – Gwiazdorska kuchnia 74 – David Gaboriaud 78 – Stare, ale jare 80 – Jego wysokość rogal świętomarciński 84 – Boska impreza 86 – Pani Jesień 88 – Kokos, który odchudza 90 – Bez batona i bez coli - czy to jeszcze szkoła? 96 – Jesienny ślub 98– Piknik smakoszy 100 – Diy 102 – Jesień na lubelszczyźnie Aromat | 


Kanapkowe love Przepisy i zdjęcia Justyna Zalewska i Olga Zalewska-Wenarska

Wielu z nas z pewnością popełnia ciężki grzech, jakim są zbyt długie odstępy miedzy posiłkami lub co gorsze opuszcza śniadania. Tłumaczymy się nadmiarem obowiązków, brakiem czasu, niechęcią do jedzenia porannych posiłków. Wszystko to prawda, ale niepodważalnym faktem jest, że takie żywienie rujnuje nasze zdrowie i sylwetki. Kolejnym błędem, który obserwuję pracując w szkole jest to, że niektórzy rodzice szykują dzie­ ciom zbyt mało jedzenia. Nawet niejadek, któremu zdarzy się spędzić w szkole czas do godziny 16 będzie głodny. Najprostszym a jednocześnie wartościowym posiłkiem, który możemy przygotować z użyciem zdro­ wych i dobrych jakościowo produktów są nieśmiertelne kanapki. Dziś 3 propozycje. Jedna z nich tradycyjna kanapka z wędliną i dwie nieco przewrotne - alternatywa kebaba - kanapka zawinięta w tortillę oraz kanapka z pieczonym kurczakiem, która z powodzeniem zastąpi nam obiad w pracy.

Kanapka z pieczonym kurczakiem 1 filet z kurczaka 2 łyżki jogurtu ½ łyżeczki ulubionych przypraw - my stosujemy mieszankę do gyrosa - uważajcie, żeby nie miała glutaminianu sodu ew. sól i pieprz do smaku 2 bułki pełnoziarniste 2-3 łyżki serka kremowego naturalnego pomidor

Filet przekroić wzdłuż na pół, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Jogurt wymieszać z przyprawami. Powstałą mieszaniną posmarować filet. Blachę przykryć folią aluminiową i wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 25 minut. Pod koniec pieczenia możemy usunąć folię, żeby przyrumienić nieco kurczaka. Bułkę przekroić, posmarować serkiem i obłożyć pokrojonym na plasterki pomidorem. Ułożyć upieczonego i pokrojonego kurczaka.

 | Aromat


Aromat | 


 | Aromat


Tortilla z pieczonymi kotlecikami 500 g mielonej szynki wieprzowej 50 g startego sera - np. parmezan, cheddar ½ cebuli, drobno posiekanej 1 jajko 1 pęczek szczypiorku, pokrojony 1 łyżeczka musztardy lub ketchupu 3 łyżki oliwy 2 łyżeczki sosu sojowego sól, pieprz Składniki na sos 350 ml jogurtu greckiego 1 ogórek, pokrojony w drobną kostkę 1 pęczek koperku sól, pieprz do smaku kilka kropel soku z limonki 4 tortille Warzywa np. pomidory Mięso wymieszać z resztą składników i uformować niewiel­ kie kulki, które następnie należy spłaszczyć. Położyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć folią aluminiową i piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez około 20 minut. Można odkryć pod koniec pieczenia na 5 minut, żeby kotleciki przypiekły się na wierzchu. Składniki na sos dobrze wymieszać i wstawić do lodówki na kilkanaście minut. Tortille można lekko podpiec w piekarniku lub na grillu, położyć kotleciki, polać sosem. Można dołożyć swoich ulubionych wa­ rzyw, np. pomidorów.

Aromat | 


Kanapka z biedronką

2 kromki chleba żytniego 1 łyżeczka masła lub serka kremowego 2 plasterki szynki 2 plasterki sera żółtego, np. Edamski lub Gouda pomidorki koktajlowe sałata szczypiorek oliwki nasiona czarnuszki (opcjonalnie, do wykonania oczu biedronki) Sałatę, pomidorki i szczypiorek myjemy i osuszamy. Kromki chleba smarujemy masłem lub serkiem naturalnym Następnie kładziemy kolejno: sałatę, szynkę, obok ser żółty, posypujemy posiekanym szczypiorkiem, układamy przekrojone wzdłuż pomidorki Opcjonalnie dekorujemy biedronką z pomidorka, głowę wykonujemy z kawałka oliwki (najlepiej czarnej) a kropki można wykonać z białego serka.

10 | Aromat


Aromat | 11


12 | Aromat


Mniej znane Przepisy i zdjęcia Marlena Lalak-Skałecka

Kruche ciasto ze śliwkami W sezonie jesiennym królują w naszych kuchniach śliwki. Często przy ­okazji wypieków z owocami martwimy się czy nasze owoce „nie oddadzą” zbyt dużo soku. Polecam delikatnie oprószyć je np. w mące z tapioki (może być też ziemniaczana), która sprawi, że nasze owoce pokryją się przyjemną warstwą gęstego sosu powstałego w wyniku połączenia skrobi oraz płynu z owoców. ciasto 3 szklanki mąki (1 szklankę stanowiła u mnie krupczatka, pozostałe pszenna) 5 żółtek 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 220-250 gram schłodzonego masła 1/3 szklanki cukru pudru 2 łyżki cukru waniliowego Z podanych składników na stolnicy wyrabiamy szybko gładkie, kruche ciasto, które dzielimy na dwie części i odstawiamy na minimum godzinę do zamrażarki (ciasto możemy też wyrobić przy użyciu robota). Po tym czasie pierwszą połowę ciasta ścieramy na tarce z grubymi oczkami na blaszkę o boku 20x24 i wstawiamy na około 10 minut do piekar­ nika nagrzanego do 180 stopni - ciasto ma być lekko podpieczone i delikatnie zarumienione. Wyciągamy z piekarnika i przygotowujemy masę śliwkową.

masa 3 łyżki mąki z tapioki ok. 1,5 kg śliwek 3-4 łyżki cukru brązowego Umyte i osuszone śliwki przekrawamy na pół. Następnie mieszamy je dokładnie z mąką z tapioki i cukrem, wykładamy na podpieczone ciasto. Na wierzch ścieramy pozostałą część ciasta i wstawiamy na około 35-40 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po ostudzeniu, przed podaniem upieczone ciasto śliwkowe pudrujemy.

Aromat | 13


”Czekoladowe” ciasto z karobem Nie wiem czy jest ktoś, kto nie kochałby czekolady. Niestety nie wszyscy ze względu na alergię pokarmową jaką wywołuje kakao mogą spokojnie sięgać po produkty z tym składnikiem. Takim osobom, jak i tym, którzy pragną poznać i posmakować czegoś innego polecam spróbowanie jego zamiennika jakim jest karob. Karob to mączka chleba świętojańskiego. Roślina ta zarówno swoim smakiem jak i wyglądem przypomina kakao i z powodzeniem może być stosowana jako jego zamiennik. Jej właściwości zdrowotne są nieocenione: nie zawiera kofeiny oraz teobrominy, jest dobrym źródłem witaminy A, witamin z grupy B a także magnezu, potasu oraz znaczącej ilości błonnika i białka. Dla tych, którzy mogą bez problemu sięgać po kakao ciasto można również przygotować w proporcjach pół na pół kakao - karob. 2 jaja 2 szklanki mąki 3 1/2 łyżki karobu 1 szklanka ciepłego mleka 1 łyżeczka sody 3/4 szklanki cukru trzcinowego 1 łyżka cukru waniliowego 2 łyżki powideł śliwkowych 125 gram miękkiego masła kilka kropel aromatu rumowego Masło wraz cukrem ucieramy do białości. Następnie dodajemy jaja i miksujemy. Dodajemy pozostałe składniki i całość dokładnie miksujemy. Gotowe ciasto przekładamy do formy o średnicy ok. 22-24 a następnie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do ok. 170 stopni na ok. 45-55 minut. Pod koniec pieczenia suchym, drewnianym patyczkiem sprawdzamy czy ciasto jest gotowe. Po przestudzeniu ciasto dekorujemy polewą.

polewa 2 łyżki karobu ½ szklanki mleka 100 gram masła 100 gram cukru pudru Z podanych składników w garnuszku gotujemy polewę do uzyskania odpowiedniej gęstości - ok.10-15 minut na małym ogniu.

14 | Aromat


Aromat | 15


16 | Aromat


Torcik czekoladowy z masą serową W coraz dłuższe jesienne wieczory, nie ma nic lepszego niż porcja pysznego ciasta i filiżanka ulubionej herbaty czy kawy. Do masy dodałam serek typu phi­ ladelphia, który nadał masie niezwykle kremowej konsystencji, a lekko słonawy smak tylko wzmocni walory smakowe tego ciasta. 250 g mąki pszennej 250 g cukru 70 g ciemnego kakao 1 łyżeczka proszku do pieczenia (z czubkiem) 1 łyżeczka sody (z lekkim czubkiem) 2 jajka duże 250 ml mleka 250 g wrzącej wody 125 ml oleju roślinnego 2-3 łyżki rumu albo kilka kropel aromatu rumowego masa 400 ml kremówki 1 opakowanie serka typu philadelphia 3 łyżeczki żelatyny rozpuszczone w minimalnej ilości wrzątku cukier waniliowy do smaku 3 łyżki likieru kokosowego odrobina skórki z otartej limonki dodatkowo 50 g posypki cukierniczej 4-5 łyżek dżemu brzoskwiniowego Do wysokiej misy wkładamy wszystkie produkty (na ciasto) oprócz wody i mieszamy na niskich obrotach tylko do połączenia się składników. Następnie wolnym strumieniem cały czas delikatnie mieszając dolewamy wrzątek. Konsystencja ciasta będzie bardzo płynna, ale taka ma być. Ciasto przelewamy do średniej tortownicy (24-26 cm) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do ok.170 -180 stopni na około 40 minut. Po przestudzeniu ciasto przekrawamy na pół i smarujemy dżemem brzoskwiniowym. Kremówkę ubijamy na sztywno dodając pod koniec stopniowo serek. Dosładzamy do smaku cukrem waniliowym. Pod koniec dodajemy likier oraz przestudzoną, rozpuszczoną dokładnie żelatynę oraz otartą skórkę z limonki (opcjonalnie z cytryny). Wykładamy masę, pozostawiając ok. 1/3 porcji na obłożenie wierzchu i przykrywamy drugim krążkiem. Kremówkę zagotowujemy i gorącą zalewamy połamaną czekoladę dokładnie mieszając rózgą (jeśli masa nie połączy się od razu należy ją jeszcze chwilę ogrzać). Lekko przestudzony ganache wylewamy na torcik ustawio­ ny na kratce (pod spód układamy pergamin, aby czekolada mogła swobodnie spłynąć). Przestudzony tort wstawiamy do lodówki najlepiej na całą noc. Dekorujemy wedle upodobania, ja wykorzystałam do tego owoce jarzębiny. Aromat | 17


Warzywa strączkowe Przepisy i zdjęcia Małgorzata Bandzarewicz

Fasolowa pasta z pietruszką Pasta z fasoli z pietruszką to bardzo smaczna propozycja na kanapkę. Dodatek czosnku i papryczki chili nadaje jej pikanterii. Do tego natka pie­ truszki, siemię lniane oraz sok z cytryny. Po prostu „samo zdrowie”, które szczególnie dobrze smakuje jesienią.

200 g fasoli ząbek czosnku natka pietruszki pieprz, sól sok z cytryny pół papryczki chili siemię lniane oliwa olej lniany Dzień wcześniej wypłucz fasolę pod bieżącą wodą. Następnie zalej ją gorącą wodą i odstaw na noc by namokła. Fasolę odsącz, przepłucz pod bieżącą wodą, przełóż do garnka. Zalej wodą i gotuj przez około godzinę. Odstaw do ostudzenia. Do miski malaksera wrzuć fasolę, natkę pietruszki, czosnek przeciśnięty przez praskę, posiekaną papryczkę chili, siemię lniane, pieprz i sól. Wlej oliwę (3-4 łyżki) i olej lniany (2 łyżki). Wciśnij sok z cytryny (2 łyżki). Zmiksuj na gładką masę. Skosztuj, dopraw do smaku. Przełóż do miseczki/słoiczka. Pastę tą można przechowywać w lodówce.

18 | Aromat


Aromat | 19


20 | Aromat


Grochówka Grochówka to jedna z moich ulubionych jesiennych zup. Pożywna, pełna smaku i aromatu. Lubię wracać do domu, gdy talerz ciepłej grochówki na mnie czeka. Polecam.

30-40 dkg grochu 15 dkg wędzonego boczku 20 dkg kości wieprzowych 1 pęczek włoszczyzny 1 cebula 5 ziemniaków 2-3 listki laurowe 3-4 ziela angielskie majeranek pieprz, sól olej

Groch opłucz i namocz przez 12 godzin w zimnej wodzie. Kości wieprzowe zalej 2 litrami zimnej wody. Całość doprowadź ­do wrzenia. Zdejmij powstałe szumy. Dopraw szczyptą soli i pieprzu. Następnie wrzuć listki laurowe i ziele angielskie. Dodaj włoszczyznę. Wywar gotuj przez godzinę na małym ogniu. Włoszczyznę wyjmij z zupy. Dodaj wypłukany groch. Gdy groch zmięknie, wrzuć ziemniaki. Posiekaną cebulę podsmaż na patelni. Dodaj ją do zupy. Następnie podsmaż pokrojony w kosteczkę boczek, który też dodaj do grochówki. Wymieszaj i dodaj majeranek. Skosztuj i przypraw do smaku. Grochówka gotowa.

Aromat | 21


Pasztet z fasoli z gruszką Fasola, gruszka i orzeszki ziemne to ciekawe i smaczne połączenie. W dodatku wymieszane w pasztecie, który cudownie smakuje jesienią. Podane składniki to porcja na 1 keksówkę. Polecam

200 g fasoli „Jaś” 1 duża cebula 1 gruszka 100 g orzeszków ziemnych niesolonych 2 jajka 3-4 łyżki oleju rzepakowego sól, pieprz kurkuma, suszone zioła: tymianek, rozmaryn Fasolę namocz (przynajmniej na 12 godzin wcześniej). Odcedź, wypłucz i ugotuj (przez około godzinę). Na patelni rozgrzej olej, wrzuć pokrojoną w piórka cebulę. Ze­ szklij ją. Następnie dodaj gruszkę pokrojoną w kostkę (wraz ze skórką). Przypraw tymiankiem i rozmarynem Duś do miękkości przez 5 minut. Przestudź. Fasolę, podduszoną cebulę i gruszkę, rozbełtane jajka i olej dokładnie zmiksuj. Dodaj posiekane orzechy ziemne oraz przyprawy. Wszystko wymieszaj. Przełóż do keksówki wyścielonej papierem do pieczenia. Pasztet piecz w temperaturze 180 °C przez 45 minut.

22 | Aromat


Aromat | 23


Kasza

Przepisy i zdjęcia Małgorzata Bandzarewicz

Sałatka z kaszą jaglaną z… awokado, ogórkiem kiszonym, suszonymi pomidorami i natką pie­ truszki. Połączenie pełne koloru i smaku w sam raz na jesienne drugie śniadanie lub kolacje. 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej 1 awokado 4 ogórki kiszone kilka suszonych pomidorów cebula natka pietruszki sól pieprz czarny oliwa olej lniany

Cebulę pokrój w drobną kostkę. Posól i wrzuć do salaterki. Awokado przekrój na pół, usuń pestkę. Wydrąż miąższ. Pokrój go w paseczki. Ogórki pokrój w kostkę, a suszone pomidory w pasecz­ ki. Wszystko wrzuć do salaterki. Dodaj kaszę, wymieszaj. Posyp posiekana natką pietruszki i dopraw do smaku.

24 | Aromat


Aromat | 25


26 | Aromat


Szarlotka na spodzie z kaszy jaglanej Pachnącej cynamonem szarlotki nie może zabraknąć na jesiennym stole. Pyszny, domowy deser w nieco odmienionej formie, gdyż upieczony na cieście z kaszy jaglanej. W sam raz do kubka gorącej herbaty lub kawy. Ciasto

2 szklanki suchej kaszy jaglanej 4 szklanki wody 3/4 szklanki mąki kukurydzianej 4 łyżka cukru trzcinowego 1 łyżka mąki ziemniaczanej 100 g margaryny bezmlecznej lub masła cynamon Nadzienie

2 kg jabłek 2 łyżki masła klarowanego 1/3 szklanki brązowego cukru 1 łyżeczka cynamonu (mniej lub więcej) 1/4 łyżeczki mielonego imbiru 2 łyżki mąki ziemniaczanej szczypta soli

Kaszę jaglaną opłucz na sitku pod zimną wodą. Przelej wrzątkiem. Gotuj w lekko osolonej wodzie, na małym ogniu (od zagotowania około 9 minut). Następnie odstaw na 20-25 minut do całkowitego napęcznienia. Połącz ją w misce z obiema mąkami, cukrem i cynamonem. Masa będzie bardzo gęsta. Dobrze się ją miesza drewnianą łyżką. Mieszając dodawaj margarynę pokrojoną na mniejsze kawałeczki. Mieszaj do całkowitego jej roz­ puszczenia. Jabłka obierz i pokrój w 1cm kostkę. Masło rozpuść na patelni. Wsyp cukier i smaż, aż powstanie niezbyt gęsty karmel. Dodaj cynamon, imbir, sól i pokrojone jabłka. Posyp je równomiernie mąką ziemniaczaną pod koniec duszenia. Spód prostokątnej, większej blaszki wyściel pergaminem. Następnie rozłóż równomiernie masę z kaszą jaglaną (około 2/3 całości). Następnie wyłóż podduszone jabłka, a na wierzch resztę kaszy. Całość możesz posypać dodatkowo cynamonem i cukrem. Szarlotkę piecz 55 minut w temperaturze 180 °C. Aromat | 27


Czulent z kaszą gryczaną Czulent to tradycyjna, żydowska potrawa jedzona na obiad w szabat. Danie to przyrządza się po południu poprzedniego dnia i pozostawia w piekarniku na całą noc, gdyż w szabat gotowanie jest zabronione. Poniższy prze­ pis na czulent jest znacznie krótszy w przygotowaniu, ale równie sycący, rozgrzewający i smaczny.

½ szklanki kaszy gryczanej ½ szklanki fasoli „Jaś” 600 ml wrzącej wody 1 kg pręgi lub mostku wołowego 1 cebula 2 roztarte ząbki czosnku 2 łyżki tłuszczu 1 i ½ łyżeczki soli ¼ łyżeczki pieprzu czarnego ½ łyżeczki słodkiej papryki

Fasolę wypłucz i zalej zimną wodą. Odstaw na 15 minut. Odcedź, zalej ponownie zimną wodą i tak ją pozostaw na całą noc. Tłuszcz rozgrzej w szerokim, płaskim garnku. Włóż mięso. Smaż do zarumienienia z każdej stro­ ny. Dodaj pokrojoną w plasterki cebulę. Przypraw solą, pieprzem, papryką oraz czosnkiem. Wszystko zalej wrzącą wodą. Wrzuć odcedzoną fasolę. Przykryj. Gotuj na małym ogniu przez 2 godziny. Następnie dodaj kaszę i zamieszaj. W razie potrze­ by dolej trochę wody. Gotuj dalej przez około pół godziny, aż mięso i fasola będą miękkie. Mięso pokrój na porcje. Ułóż z fasolą i kaszą na półmisku. Podawaj z gotowanymi ziemniakami lub świeżym pieczywem oraz kiszonym ogór­ kiem lub ćwikłą.

28 | Aromat


Aromat | 29


Karmel i orzechy Przepisy i zdjęcia Małgorzata Łaniak

Karmel i orzechy to jeden z tych najbardziej zgranych kulinarnych duetów. Dla mnie to prawdziwy jesienny „must have”. W Polsce największą popularnością cieszą się oczywiście orzechy laskowe i włoskie. Orzechy to nieocenione źródło zdrowych, nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz magnezu. Wpływają korzystnie nie tylko na pamięć i koncentrację. Udowodniono, że regularne spożywanie orzechów pomaga zachować dobry nastrój. Jeśli chodzi o karmel to nie oszukujmy się, zdrowych właściwości raczej się tu nie dopatrzymy. Za to ten bursztynowy sos to cudowny poprawiacz humoru. Może być remedium na coraz krótsze, jesienne dni. Połączmy go więc z orzechami, a otrzymamy receptę na jesienną pluchę.

Domowy sos karmelowy 120 g cukru 3 łyżki masła 200 g śmietanki 30% Cukier wsypujemy na suchą patelnię i potrząsamy nią, żeby równomiernie pokrył powierzchnie. Stawiamy patelnię na średnim ogniu i czekamy 2-3 minuty, aż cukier zacznie się karmelizować. Ważne jest, żeby karmelizującego się cukru absolutnie nie mieszać. Gdy cukier będzie już płynny i uzyska piękny bursztynowy kolor, dodajemy masło i wlewamy ok. 1/3 kremówki. Dokładnie mieszamy, aż wszystko się połączy. Następnie dodajemy resztę śmietanki i gotujemy 1-2 minuty. Karmel będzie nadal dość rzad ki, ale po wystygnięciu mocno zgęstnieje. Zdejmujemy z ognia i zostawiamy do ostygnięcia.

30 | Aromat


Karmelowa jaglanka z orzechową praliną

karmelowa jaglanka 250 ml mleka migdałowego ½ szklanki suchej kaszy jaglanej 2 łyżki karmelu szczypta soli

Kaszę jaglaną płuczemy pod bieżącą wodą. Wkładamy do rondelka, zalewamy mlekiem migdałowym i gotujemy ok. 15 minut, aż kasza będzie miękka. Dodajemy karmel oraz sól i dobrze mieszamy. Przekładamy do miseczek.

orzechowo-karmelowa pralina 3 łyżki posiekanych orzechów laskowych 5 łyżek cukru 1 łyżka masła

Na patelnię wsypujemy cukier i czekamy aż całkowicie się rozpuści. Dodajemy masło i szybko mieszamy aż dobrze połączy się z karmelem. Wsypujemy orzechy, mieszamy i chwilę podgrzewamy. Zdejmujemy patelnie z ognia, orzechy przelewamy na wcześniej przygotowany talerz wyłożony papierem do pieczenia. Zostawiamy do zastygnięcia, a następnie kruszymy np. wałkiem do ciasta. Posypujemy praliną jaglankę.

Aromat | 31


Tarta z karmelem i orzechami włoskimi

kruchy spód 70 g orzechów włoskich 200 g mąki 100 g zimnego masła 1 jajko 50 g cukru nadzienie ok. 200 g gęstego sosu karmelowego domowej roboty

Zaczynamy od przygotowania spodu. Orzechy prażymy na suchej patelni, studzimy i mielimy. Mieszamy z mąką i cukrem. Dodajemy masło i siekamy do połączenia się. Wbijamy jajko i szybko zagniatamy ciasto. Zawijamy je w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 min. Schłodzonym ciastem wykładamy formę do tarty i nakłuwamy widelcem. Przykrywamy folią aluminiową, obciążamy np. suchym ryżem lub fasolą. Pieczemy przez 20 minut. Po tym czasie delikatnie zdejmujemy folię z obciążeniem i pieczemy jeszcze przez 10 minut. Studzimy całkowicie. Sos karmelowy wykładamy na wystudzony spód. Orzech lekko prażymy na patelni. Siekamy na niezbyt małe kawałki i posypujemy tartę. Przed podaniem schładzamy w lodówce.

32 | Aromat


Aromat | 33


Cupcakes orzechowo karmelowe babeczki 150 g mąki tortowej 50 g zmielonych orzechów włoskich 1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia ½ łyżeczki soli 100 g cukru 1 jajko 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 120 g roztopionego masła 120 ml mleka 2 łyżki śmietany 18%

Piekarnik nagrzewamy do 180C i wykładamy papilotkami formę do muffinek.

krem 200 g białej czekolady 150 g śmietanki 30 % 2 łyżki gęstego sosu karmelowego

Przygotowujemy krem. Czekoladę rozpuszczamy ze śmietanką. Przykrywamy folią spożywczą tak, aby dotykała powierzchni czekolady. Ostawiamy do ostygnięcia na 3-4 godziny. Ubijamy wystudzoną czekoladę mikserem, aż będzie jasna i puszysta. Dodajemy karmel i jeszcze chwilę ubijamy. Jeśli krem jest zbyt rzadki wstawiamy na 10-15 minut do lodówki. Gotowym kremem dekorujemy wystudzone babeczki. Możemy je dodatkowo posypać je orzechami i polać karmelem.

dodatkowo orzechy włoskie do dekoracji sos karmelowy

34 | Aromat

Łączymy mąkę ze zmielonymi orzechami oraz z proszkiem i solą. Ucieramy jajko z cukrem i wanilią. Dodajemy roztopione masło oraz mleko i dobrze mieszamy. Wsypujemy suche składniki i mieszamy tylko do połączenia się. Na koniec dodajemy śmietanę. Wypełniamy ciastem przygotowaną formę. Pieczemy przez 20-15 minut lub do suchego patyczka. Wyjmujemy z formy i studzimy.


Aromat | 35


Dynia

Przepisy i zdjęcia Karina Falkiewicz

Z dyni można wyczarować mnóstwo wspaniałych przepisów. Doskonale nadaje się dla koneserów i łasuchów ze względu na mnogość odmian, a co za tym idzie na szereg smaków jakimi jest w stanie nas zaskoczyć. Warto przy tym wykorzystać jej właściwości i poszukać takich połączeń, które będą miały korzystny wpływ na nasze zdrowie. Z łatwością przyrządzimy z niej energetyczne śniadanie, pożywny deser bez cukru, czy doskonały bezmączny makaron z rozgrzewającym sosem w sam raz na jesienną kolację. Dynia nie potrzebuje wielkiej oprawy, mnogości przypraw. Jedynie trochę siły i zaangażowania, które musimy włożyć w jej przekrojenie. Ale przecież ruch to zdrowie - ot, kolejny powód by jeść dynię!

Orkiszowy chlebek dyniowy 2 szklanki mąki orkiszowej chlebowej typ 720 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 łyżeczka sody 3 łyżeczki cynamonu 2 łyżeczki imbiru 4 goździki ½ cytryny 100 g (1 szklanka) orzechów laskowych 1 i ¼ szklanki ksylitolu 1 szklanka oleju rzepakowego 4 jajka 2 szklanki puree z pieczonej dyni *

Suche składniki łączymy ze sobą w misce, w drugiej mokre z ksylitolem. Do mokrych dodajemy suche, mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Ciasto przelewamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 50 min. w 180 C z termoobiegiem. W połowie czasu przełączamy piekarnik na pieczenie tylko od dołu. *Puree z pieczonej dyni Dynia (zwyczajna, gomez lub hokkaido) - ok. 2 kg Dynię należy przekroić, wydrążyć z pestek. Kroimy na małe kawałki, układamy na blasze do pieczenia skórą do dołu. Pieczemy ­50-60 min. w 180 C z termoobiegiem. Zaraz po wyjęciu z piekarnika usuwamy skórę. Miąższ blendujemy po ostygnięciu do uzyskania jednolitej masy. Gotowe puree możemy mrozić lub pasteryzować.

36 | Aromat


Aromat | 37


38 | Aromat


Wegański budyń dyniowy

50g (½ woreczka) ryżu jaśminowego ½ puszki mleka kokosowego ½ dojrzałego owocu mango 1 mały dojrzały banan 2-4 łyżki syropu z agawy ok.15 listków bazylii 1 szklanka puree z pieczonej dyni *

Ryż gotujemy o ok. 2-4min. dłużej niż podaje instrukcja na opakowaniu. Powinien być delikatnie rozgotowany. Kiedy ostygnie dodajemy do niego puree z pieczonej dyni, mleko kokosowe oraz mango, banana. Wszystkie składniki blendujemy. Dosładzamy do smaku syropem z agawy. Na koniec dodajemy bazylię i blendujemy raz jeszcze. Budyń możemy przechowy­ wać w lodówce do 2-3 dni.

Aromat | 39


Dyniowe spaghetti ze słodkim pomidorowym sosem

1 dynia makaronowa (ok. 2 kg) 1 puszka pomidorów krojonych 3 łyżki koncentratu pomidorowego (bez cukru) 1 łyżka oleju rzepakowego 1 średni ząbek czosnku 1/3 łyżeczki cynamonu 1 czubata łyżka ksylitolu ½ łyżeczki ziół prowansalskich sól morska pieprz czarny świeżo mielony parmezan

Dynię przekrawamy wzdłuż na pół. Usuwamy gniazda nasien­ ne. Pieczemy 1 godz. w 200 C. W tym czasie rozgrzewamy na patelni olej, wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek i po chwili dodajemy pomidory z puszki. Mieszamy wszystko dokładnie i dodajemy koncentrat oraz przyprawy. Sos zostawia­ my na małym ogniu na ok. 5min. Kiedy dynia się upiecze oddzie­ lamy od skórki miąższ, który będzie tworzył charakterystyczne nitki - „makaron”. Dodajemy do niego przygotowany sos i posypujemy startym parmezanem.

40 | Aromat


Aromat | 41


Halloween Przepisy i zdjęcia Marlena Lalak-Skałecka

Coraz bardziej w naszym kraju popularne staje się świętowanie ­Halloween. Są jego fani i wielcy zwolennicy, przeciwnicy jak i osoby, którym jest to zupełnie obojętne. Niewątpliwie jednak, jest to okazja do spotkań w klimacie tworzonym przez dynie, lampiony i „straszne wypieki i przekąski”. Dla zwolenników Halloween mam kilka propozycji, które mam nadzieję, że będą inspiracją do stworzenia jeszcze bardziej zaskakujących dań, wypieków czy małego co nieco.

Czekoladowo-ajerkoniakowy tort 6 jaj dużych ¾ szklanki mąki pszennej tortowej 2 duże łyżki kakao 1 czubata łyżka mąki ziemnia­ czanej ¾ szklanki drobnego cukru 2 łyżki oleju

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywno dodając pod koniec cukier. Stopniowo dodajemy po jednym żółtku, cały czas ubijając. Na koniec dodajemy suche składniki oraz olej i delikatnie mieszamy łyżką. Tak przygotowane ciasto przekładamy do okrągłej formy o średnicy 20 (22) cm i pieczemy ok 25-30 minut w temperaturze 170 stopni. Odstawiamy do przestudzenia i po tym czasie przekrawamy na 4 krążki.

masa ajerkoniakowa 120 ml ajerkoniaku 0,75 l mleka 5 łyżek mąki pszennej 2,5 łyżki mąki ziemniaczanej 4 łyżki cukru 3 żółtka 220 gram miękkiego masła 250 ml ubitej śmietany 30/36% 1 łyżeczka żelatyny rozpusz­ czona w minimalnej ilości wody opcjonalnie do smaku cukier waniliowy dżem mirabelkowy opcjonalnie brzoskwiniowy 3 brzoskwinie drobno pokrojone

42 | Aromat

Z mąki, mleka, żółtek oraz cukru sporządzamy gęsty gładki budyń (0/4 l mleka zagotowujemy z cukrem, w pozostałej ilości dokładnie rozrabiamy mąki i jaja i wlewamy do gotującego się mleka). Przestudzony budyń ucieramy z miękkim masłem i wlewamy do smaku ajerkoniak. Następnie stopniowo dodajemy ubitą kremówkę oraz rozpuszczoną żelatynę. Gotowe krążki nasączamy odrobiną naparu z kawy a następnie smarujemy cienką warstwą dżemu i wykładamy masę wymieszaną z brzoskwiniami. Gotowy tort oblewamy lśniącą polewą 1 łyżeczka żelatyny + ok. 60 ml wody 100 g cukru kryształu 1,5 łyżki miodu 60 g ciemnego kakao 70 ml śmietanki 30% Żelatynę łączymy z odrobiną zimnej wody- tak aby napęczniała a następnie rozpuszczamy dokładnie w gorącej wodzie. Do garnka przekładamy cukier, miód, dodajemy kakao, a następnie śmietankę i ciągle mieszając ogrzewamy przez chwilę. Ściągamy z ognia i dodajemy napęczniałą żelatynę i całość dokładnie mieszamy. Tak przygotowaną masę delikatnie studzimy a następnie na środek tortu tortu wylewamy polewę i rozsmarowujemy po całej powierzchni. Boki tortu obłożyłam cukrową posypką. Na wierchu tortu, za pomocą rożka wykonanego z pergaminu przygotowałam czekoladową pajęczynę. Na nim, położyłam pająka przygotowanego z masy do cake popsów (wampirkowych). Tort najlepiej smakuje na drugi dzień.


Aromat | 43


44 | Aromat


Kosteczki truposzki

½ opakowania paluszków dla dzieci bez soli ok. 1 opakowanie pianek mini marshmallows 1 tabliczka białej czekolady, rozpuszczamy w kąpieli wodnej

Paluszki łamiemy na pół i na każdy z brzegów wbijamy po jednej piance. W kąpieli wodnej rozpuszczamy ok. ¾ czekolady. Po zdjęciu naczynia dodajemy pozostałą ilość czekolady i dokładnie mieszamy. Każdą z kosteczek zanurzamy w płynnej czekoladzie i układamy na pergaminie bądź na foli aluminiowej i odstawiamy do przestudzenia. Otaczamy w roztopionej białej czekoladzie, odkładamy na folię aluminiową do zastygnięcia.

Aromat | 45


Cake pops wampirkowe 2 szklanki okruchów z ciast np. biszkoptów, herbatników 150 gram bakalii: pokrojone drobno orzechy, żurawina 3 łyżki mleka 2 łyżki kakao 2-3 łyżki powideł śliwkowych 50 gram miękkiego masła ok.100 ml rumu/wódki kilka kropel aromatu rumowego Z podanych składników wyrabiamy dokładnie jednolitą masę, z której formujemy kuleczki, wszystkie o zbliżonej gramaturze.

dodatkowo do dekoracji 100 gram czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej posypka cukiernicza

Gotowe kuleczki odstawiamy na kilka-kilkanaście minut do lodówki i w tym czasie przygotowujemy czekoladę. W kąpieli wodnej rozpuszczamy ok. ¾ czekolady a po zdjęciu naczynia dodajemy pozostałą część i dokładnie mieszamy. Z części czekolady na papier, pergamin lub blat marmurowy za pomocą rękawa przygotowanego z papieru wyciskamy skrzydła wampi­ rów. Czekoladę odstawiamy do całkowitego stężenia (ma być twarda). Każde z ciasteczek obtaczamy w czekoladzie i dekorujemy posypką. W środek każdego z cake popsów wbijamy patyczek do lizaków. Za pomocą odrobiny lekko rozpuszczonej czekolady doklejamy skrzydełka.

46 | Aromat


Aromat | 47


48 | Aromat


Kapelusze czarownicy

6-8 wafelków rożków do lodów ok. 80-100 gram gorzkiej czekolady kolorowe posypki do dekoracji 6-8 okrągłych ciasteczek W kąpieli wodnej rozpuszczamy ok. ¾ czekolady, a po zdjęciu naczy­ nia dodajemy pozostałą część i dokładnie mieszamy. Każde z ciasteczek smarujemy czekoladą. Wafelki również pokrywamy cienką warstwą czekolady i dekorujemy posypką. Rożki ustawia­ my po środku każdego z ciasteczek. Możemy udekorować również brzegi ciasteczek. Gotowe kapelusze odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

Aromat | 49


Pora na smak Tekst i zdjęcia Marcin Rzońca, PopularCoffee Blog

Każdy z nas coś lubi. A to truskawki, a to morele, tu ryba, tam wołowina, czasami zupa albo gulasz. Jednym słowem gust i preferencje. Jednak są momenty, kiedy konfrontuje się to z porą roku i pogodą. Wówczas okazuje się, że gust wcale nie jest taki stały, jakby mogło się to wydawać.

Jesteśmy w intensywnym okresie pod kątem jedzenia – przełom lata i jesieni. Moment, kiedy wciąż dostępne są owoce lata, jak kwa­ skowate porzeczki, śliwki, morele, maliny też jeszcze czasami uda się znaleźć, a z drugiej str­ ony pojawia się już sycąca dynia czy pachnące grzyby (choć w tym roku, po sierpniowych suszach, pewnie będzie ich dużo mniej...). Pogoda też ulega zmianie. W ciągu dnia może być i upalne trzydzieści stopni, ale to nie stoi na przeszkodzie, by nad ranem było w granicach dziesięciu.

przede wszystkim o kawie. A no właśnie – z dobrą kawą jest jak z dobrym jedzeniem – ma wyborny smak, charakterystyczny, czysty. Natomiast to, co nam smakuje to trochę inna kwestia.

Pogoda wymusza na nas pewne zachowania żywieniowe. Kiedy robi się chłodniej, zdecydowanie chętniej sięgamy po gęste zupy, gulasze, coś rozgrzewającego. Już nie mogę doczekać się kremu z dyni, podbitego chilli, imbirem i oliwą. Jednak gdybym miał dostęp do takich składników w środku upalnego lata Dlaczego poruszam ten wątek? Przecież piszę to z pewnością nie zdecydowałbym się na 50 | Aromat


taki posiłek. Ale już na lekką, mokrą fasolkę czy sałatkę ze szpinaku, truskawek i czosnku do grillowanego antrykotu, a i owszem. Kawy bardzo dobrej jakości i z tzw. segmentu specialty, podobnie jak dobre wina, posiadają swój profil smakowy. Tak, jak w trunkach z winogron doszukuje się bukietu malin czy tytoniu, tak w dobrych kawach bez problemu można wyczuć rabarbar, truskawki, żurawinę, bergamotkę, cytrusy, migdały czy kakao. Kiedy ziarna są dobrze traktowane od samego drzewka, po odpowiednie wypalenie, wówczas przychodzi zaskoczenie – To kawa może TAK smakować?! - dokładnie tak. Inaczej smakuje kawa z Etiopii, a inaczej z Ko­lumbii i jeszcze czegoś innego można spodziewać się po kawach z Kenii. Mało tego, kawy różnią się w smaku pomiędzy po­ szczególnymi regionami w ramach jednego kraju. W zależności o wysokości upraw, od odmiany botanicznej, od gleby, nasłonecznienia czy metody obróbki zebranych wiśni. Do tego dochodzi finalna obróbka czyli wypalanie kawy przez roasterów w palarniach. To właśnie oni muszą odkryć, na co stać dane ziarno, co w sobie zawiera, jakie smaki i niuanse... Jest to bardzo złożona kwestia. Dlatego myli się ten, co twierdzi, że kawa jest po prostu gorzkim, czarnym napojem, który pije się tylko dla pobudzenia. Do czego dążę w tym tekście? A no, do mobilizacji Was – miłośników dobrego jedzenia – skupiacie się na kupowaniu warzyw na targu, wypieku własnego chleba, zdobyciu ekologicznych kurcza­ków i świeżych ryb. Chapeu bas! Też staram się to robić w jak najbardziej roz­ległej skali (acz bez ekstremizmów i fanatyzmów), bo cenię dobry smak, cenię wspieranie lokalnego rynku. Z dobrą jakością jest tak, że z jednej dziedziny chce się ją przenieść na kolejną i następną. Wiem jednak, że

gro osób pasjonujących się dobrym jedzeniem, śmiało sięga po marketowe, mielone kawy, spalone, cierpkie, gorzkie i ratując się litrami mleka oraz tonami cukru. Mało tego, ile razy sięgają takie osoby po chemiczną kawę rozpuszczalną! Nie twierdzę, że trzeba na całej szerokości naszego życia rozciągać pas pt. jakość uber alles!, bo wprowadzilibyśmy się nie tylko w dłu­ gi, ale pewnie też w jakąś chorobę psychiczną i maniactwa. Uważam jednak, że warto zainteresować się dziedzinami przyległymi, trzymając się przykładu jedzenia, jak choćby kawą. Smak jest bardzo ważny. Dobra kawa będzie miała dobry, zróżnicowany smak, co nie tylko pozwoli swobodnie przechodzić od jednego profilu smakowego do drugiego, w zależności od gustu, ochoty czy pogody. To także doskonały trening własnego języka oraz wzbogacenie potraw. Tak samo, jak stosujecie różne alkohole podczas duszenia czy pieczenia, tak można wykorzystać różne kawy. Uwierz­ cie mi, kawy można dobrać tak smakowo, by były kompatybilne z różnego rodzaju daniami. Wyobraźcie sobie świeże ciasto z owocami, choćby najprostsze, ucierane, z jagodami, a do tego filiżankę pachnącej także jagodami i ciężkimi owocami tropikalnymi Etiopii z obróbki naturalnej. Ja mam to szczęście, że nie muszę sobie tego wyobrażać... I Wam także tego życzę!

Aromat | 51


Nalewki

Łukasz Ostrowski pracownianalewek.blogspot.com

Nalewki stają się ostatnio coraz bardziej popularnym alkoholem w Polsce. I nie chodzi tu o tanie „nalewki” mające z prawdziwymi tyle samo wspólnego co z winami owocowymi, lecz autentyczne, tradycyjne nalewki mocno zakorzenione w polskiej tradycji.

S

ztukę wytwarzania nalewek uznaje się często za typową umiejętność staropolską rozwijaną przez kolejne pokolenia szlachty. Rzeczywiście, w tym obrazie jest sporo prawdy. Jednak błędem byłoby mniemanie, że wytwarzanie nalewek to tylko polski (ewentualnie środkowo – wschodnio europejski) zwyczaj. Jego początki sięgają głębokiego średniowiecza, kiedy to w Europie zachod­niej zaczęto prowadzić eksperymenty (zapożyczone z Bliskiego Wschodu) nad destylacją wina i mieszaniem uzyskanej substancji z owocami i ziołami. Efektem tych prac miało być stworzenie uniwersalnych środków medycznych leczących nawet jeśli nie wszystkie przypadłości, to przynajmniej dużą ich część. Skutkiem ubocznym stało się opracowanie metod ulepszania smaku destylatów, ale ponieważ uzyskiwano je przy zastosowaniu stosunkowo prymitywnych metod, walory organoleptyczne pozostawiały wiele do życzenia. Dodanie ziół, przypraw korzennych czy owoców działało bardzo korzystnie i podnosiło walory trunku. Z czasem metoda ta upowszechniła się w całej Europie i szcze­ gólnie dobrze zadomowiła w naszej części kontynentu.

w trakcie wojny o niepodległość zawsze miał przy sobie wypełnioną nim manierkę. Z Ameryki wróćmy jednak do polskich pól malowanych zbożem rozmaitem i szlachec­ kiej etykiety stosowanej przy piciu nalewek. Przede wszystkim nalewką nie wypadało się upijać. Mimo wszystko nadal traktowano ją jak substancję leczniczą (a przynajmniej wspomagającą zdrowie), stąd zalecano konsumpcję umiarkowaną, w niedużych kieliszkach, pozwalającą na delektowanie się smakiem i aromatem. Wlewanie w siebie wielkich ilości byłoby poczytane jako ujma tak dla trunku, jak i jego wytwórcy. W każdym domu stosowano własne receptury traktowane jako element rodzinnej tradycji. Dlatego wypicie kieliszka uznawano za szczególny akt grzeczności wobec gospodarzy. Wypadało wówczas nalewkę pochwalić, spróbować odgadnąć jej skład i wyrazić uznanie dla kunsztu autora. Jednak nie należało prosić o recepturę, zwłaszcza jeśli gospodarze nie byli chętni do jej ujawnienia. Myślę, że przynaj­ mniej część tych reguł warto stosować również dzisiaj, bo nie straciły one na aktualności. Zwłaszcza zasada powolnego delektowania się kieliszkiem nalewki zamiast „strzelania” jednego za drugim na podobieństwo barowych shotów. Można by nawet dodać jeszcze jedno: nalewki nie powinno się (poza nielicznymi wyjątkami) podawać schłodzonej. Temperatura pokojowa jest najlepsza, bo najbardziej sprzyja ujawnieniu się wszystkich zapachów i aromatów.

Nalewki stały się napojem na swój sposób elitarnym, typowym dla szlachty i pijanym zgodnie z przyjętą etykietą. Tym niemniej na zacho­ dzie, aż do połowy XIX wieku praktykowano podobne sposoby wytwarzania alkoholi. Jednym z nich był Cherry Bounce typowy dla brytyjskich kolonii w Ameryce północnej, uzyskiwany poprzez nalanie whiskey na rozgnie­cione wiśnie. Podobno Jerzy Waszyn- Wytwarzanie nalewek daje dużo satysfakcji, gton pijał go pasjami, a według le­gendy, zwłaszcza, że praktycznie każdy przepis można 52 | Aromat


samodzielnie modyfikować i dopasowywać do własnego smaku. Warto przy tym pamiętać o trzech podstawowych zasadach: - składniki powinny być możliwie najwyższej jakości: owoce zdrowe i dojrzale, zioła aromatyczne, przyprawy nie zwietrzałe. - alkohol również powinien być jak najwyższej jakości. Niezależnie, czy zalewamy składniki spirytusem rektyfikowanym, czy hmmm… alkoholem domowej produkcji - aby nalewka osiągnęła pełnię smaku i aromatu potrzebuje czasu. Najpierw alkohol musi

odpowiednio długo „leżeć” na składnikach, później nastaw musi dojrzewać. Trzy miesiące to okres minimalny. Niekiedy mówi się wręcz o latach. Pośpiech to dla nalewkowicza najgorszy z możliwych doradców W Polsce szczególnie popularne są dwie nalewki: wiśniówka i pigwówka. Lista przepisów na nie jest bardzo długa, poniżej prezentuję dwa wypróbowane przeze mnie i cieszące się sporym uznaniem degustatorów.

Pigwówka Przepis Łukasz Ostrowski Zdjęcie Dorota Soroka-Kapłon około 1,5 l nalewki

1 kg owoców pigwowca (niewielkie, wielkością nie przewyższające renklody lub dużego orzecha włoskiego) 0,8 l. wódki czystej (40%) 0,5 l. spirytusu rektyfikowanego 0,4 kg miodu Owoce trzeba pokroić w ćwiartki i pozbawić pestek. Zalać mieszaniną wódki i spirytusu i odstawić na 6 tygodni. Po tym czasie zlewa się nastaw i na owoce wrzuca się miód. Kiedy wyciągnie z nich wilgoć i zmieni się w syrop (a więc po mniej więcej 10 dniach), zlewamy go i łączymy z oczekującym nastawem.

Aromat | 53


Cherry Bounce Przepis Łukasz Ostrowski Zdjęcie Dorota Soroka-Kapłon

na około 1,3 l napoju

1 kg dojrzałych, soczystych wiśni 1 l whisky (lub whiskey, jak kto woli) 250 g cukru

54 | Aromat

Wiśnie należy przebrać, odrzucić nadpsute bądź spleśniałe. Najlepiej wybrać te najciemniejsze i najbardziej dojrzałe. Następnie należy je rozgnieść drewnianym tłuczkiem na jednolitą, mocno soczystą masę. Do miazgi dodajemy cukier, mieszamy i zalewamy whisky. Tak uzyskany nastaw przelewamy do dużego słoja i umieszczamy w ciemnym miejscu na trzy miesiące. Przez pierwszy miesiąc należy często (najlepiej codziennie) wstrząsać słojem. Później można tego zaniechać. Po upływie tego czasu nalewkę cedzimy, filtrujemy i butelkujemy. Nadaje się już do picia, ale jeśli jeszcze trochę postoi, będzie lepsza.


Aroniówka anatolówka Przepis i zdjęcie Edyta Kondrat

1 kg owoców aronii 20 dag zielonych listków aronii 1 kg cukru 500 ml spirytusu rektyfikowanego (95%) 500 ml czystej wódki (45%) sok i skórka z 1 dużej cytryny około 1,5 l niegazowanej wody mineralnej

Cytrynę wyszorować i sparzyć wrzątkiem, cienko obrać skórkę i pokroić w paseczki. Owoce aronii obrać z szypułek, listki przebrać. Przełożyć wszystko razem ze skórką cytrynową do garnka, zalać wodą i gotować na małym ogniu przez ok. godzinę. Przykryć i pozostawić na 24 godziny. Następnego dnia płyn dokładnie przecedzić przez podwójnie złożoną gazę i zagotować. Dodać cukier i mieszać na małym ogniu, aż całkiem się rozpuści. Dodać sok z z cytryny oraz spirytus i wódkę. Wystudzić i przelać do butelek. Odstawić w chłodne miejsce przynajmniej na pół roku.

Aromat | 55


Jesienne plony Tekst Karina Falkiewicz Zdjęcia Magłorzata Łaniak

56 | Aromat


Orzechy laskowe Owocem leszczyny, której kwitnienie rozpoczyna się wczesną wiosną jest orzech o długości 2 cm, otoczony liściastą okrywą. Orzechy dojrzewają od sierpnia do października. Mają one wysoką zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych, korzystnych dla zdrowia. Są bogate w minerały: żelazo, cynk, miedź, potas-regulujący ciśnienie krwi, fosfor-korzystny dla osób pracujących umysłowo, magnez, który działa kojąco w stanach napięcia nerwowego i ciągłego stresu. Orzechy zawierają witaminę C, która ma wpływ na odporność organizmu oraz witaminy z grupy B wspomagające pracę układu nerwowego. Są również bogactwem witaminy E, która zwalcza wolne rodniki, pomaga w zaburzeniach krążenia oraz zmniejsza ryzyko chorób serca. Mają dużą zawartość kwasu foliowego niezbędnego dla prawidłowego rozwoju ciąży, będącego również niezbędnym w diecie przyszłych mam. Warto pamiętać, że orzechy laskowe są kaloryczne - 628kcal/100g. Jednak jedzone w niedużych ilościach sprzyjają chudnięciu a w szczególności gubieniu tzw.”oponki”, która po­ja­­wia się na brzuchu. Zawdzięczają to jednonienasycone kwasom tłuszczowym i wysokiej zawartości błonnika. Orzechy laskowe należy przechowywać w łupinach, by nie zostały zaatakowane przez niebezpiecz­ ną dla zdrowia pleśń.

Orzechy włoskie Orzechy włoskie to bogactwo minerałów. Znajdziemy w nich m.in. wapń będący nie tylko podstawowym budulcem kości w organiźmie człowieka, ale również biorącym udział w procesach metabolicznych, ponadto potas, magnez, fosfor, cynk mający korzystny wpływ na cerę ze względu na przeciwbakteryjne działanie, czy kwas foliowy. Najważniejszym jednak faktem jest najprowadopodobniej to, że zawierają wielonasycone kwasy tłuszczowe obniżające poziom złego cholesterolu w organizmie, działają również przeciwzakrzepowo i przeciwzapalnie. Orzechy włoskie zawierają kwas fenolowy oraz elagowy. Jeden i drugi mają silne działanie przeciwnowotworowe wobec czego spożywanie orzechów jest jak najbardziej wskazane. Wyciąg z orzechów włoskich niejednokrotnie spo­ tkamy w kosmetykach np. do pielęgnacji włosów, czy cery a wszystko ze względu na właściwości antybakteryjne i ściągające. Orzechy powinniśmy przechowywać w suchym i zacienionym miejscu, by nie wyschły albo nie zjełczały. Unikajmy kupowania już wyłuskanych, szczególnie tych sprzedawanych na wagę. Aromat | 57


Jabłka Niepowtarzalny smak jabłka zawdzięczają kwasowi jabłkowemu i cytrynowemu oraz cukrom prostym. Owoce te obfitują w witaminę C wpływającą na odporność organizmu i chroniącą go przed wolnymi rodnikami, a także odgrywającą ważną rolę w profilaktyce choroby niedokrwiennej serca oraz chorób nowotworowych. Najwięcej witaminy C znajdziemy owocach dojrzałych i kwaśnych. Należy jeść je najlepiej surowe ze skórką- to tuż pod jej powierzchnią kryje się największa ilość witaminy C. Dzięki wysokiej zawartości zasadowych soli mineralnych jabłka mają działanie odkwaszające organizm. Są ponadto bogatym źródłem wapnia i potasu. W dietach odchudzających zaleca się spożywanie jabłek z powodu ich niskiej kaloryczności oraz wysokiej zawartości błonnika. 58 | Aromat


Dynia Królowa jesieni, która od kilku lat znowu coraz częściej widywana jest na na­­­­szych stołach. To prawdziwy skarbiec witamin i składników mineralnych. Znajdziemy w niej witaminę A - ściśle związaną z procesem widzenia oraz biorącą udział w regulacji procesów odpowiedzialnych za prawidłowy przebieg podziałów i różnicowania się komórek organizmu, witaminy B1 i B2, oraz C i PP. Ponadto znajdziemy w dyni potas, magnez, żelazo, fosfor i wapń. Ze względu na wysoką zawartość błonnika i niską kaloryczność polecana jest osobom, które się odchudzają. Warto wspomnieć o pestkach dyni, które zawierają dużą ilość cynku mającego dobroczynny wpływ na cerę - szczególnie tę problemową, trądzikową. Olej z pestek dyni zaś to kombinacja wielonienasyconych kwasów tłuszczowych i fitosteroli, które zapobiegają miażdżycy i chorobom układu sercowo-naczyniowego. Aromat | 59


Ivo Italian Tekst i zdjęcia Edyta Kondrat

O restauracji Ivo Italian było głośno jeszcze przed samym otwarciem. Obstawiam, że wiosną był to najpopularniejszy lokal w Lublinie – nic dziwnego, skoro Ivo Violante akurat brał udział w najnowszej edycji programu TOP CHEF. Skoro była reklama o szerokim zasięgu, można było spodziewać się dużego zainteresowania, z czym niestety (według wielu opinii) niezbyt dobrze poradziła sobie obsługa, jak i sama kuchnia. O stoliki było trudno, więc postanowiono wprowadzić rezerwację internetową, która z uwagi na niejasny regulamin spotkała się z dużym sprzeciwem wśród klientów.

Z

Mężem do lokalu wybraliśmy się kilka miesięcy po otwarciu, aby spojrzeć z dystansem na gorączkowe relacje, które na bieżąco śledziłam w Internecie. Postanowiliś­ my nie korzystać z rezerwacji i spróbować zająć stolik prosto „z ulicy”. Udało się, chociaż restauracja była prawie pełna.

podziwiać zawieszony pod sufitem skuter w narodowych barwach Włoch. Wystrój jest prosty, ale bardzo trafił w mój gust: dużo drewna, w tym piękne, stare blaty i wykończenia z nieheblowanych desek oraz dodatki utrzymane w tonacji biało-czerwono-zielonej.

Krótka karta pozwoliła nam na szybką decyzję. Pierwsze wrażenia to bardzo ciekawa aranżacja Na początek wybrałam zupę pomodoro (6,80 dwukondygnacyjnego wnętrza z otwartą zł), a jako dania główne pasty: z owocami mo­ kuchnią. Wchodząc po schodach możemy rza dla mnie oraz bolognese wołowe dla Męża 60 | Aromat


– obie po 18,80. Do picia zamówiliśmy piwo Ivo jasne i ciemne (po 6,8/0,5l) – tu uwaga od nas: nie idźcie tą drogą. To, że piwo ma nazwę lokalu nie sprawia, że jest dobre. Wolałabym widzieć w karcie popularne włoskie piwo, a nawet dobrze by było, jakby właściciele spróbowali pokusić się o sprowadzenie piw z mniejszych włoskich browarów.

Obsługa była bardzo miła, właściwie nie mam do nich żadnych uwag, bo przy prawie pełnym lokalu radzili sobie świetnie. Czas oczekiwania na potrawy też nie był zbyt długi. Chętnie wrócę tam jeszcze na inne dania i chętnie zabiorę ze sobą znajomych – bo warto. Jeśli jeszcze nie byliście w Ivo Italian szybko to nadróbcie!

Zupa była naprawdę pyszna i mocno pomidorowa, podana z mozzarellą i listkami bazylii. Chętnie zamówiłabym ją jeszcze raz. Obie porcje makaronu były bardzo duże i widać było od razu, że nie żałowano nam ani sosu, ani pysznych owoców morza. W mojej paście znalazły się krewetki, kalmary, małe ośmiorniczki i oczywiście mule. Do tego spora porcja rukoli i sosu. Mąż także był zadowolony ze swojego wyboru. Niestety nie dałam rady zjeść całej porcji, więc poprosiłam o opako­ wanie na wynos – nie było z tym żadnego problemu. Na koniec zamówiliśmy jeszcze lemoniadę (9,8) i kawę (8). Aromat | 61


Jabłko kraśnickie Tekst, zdjęcia i przepisy Marta Pyzik

Mikołajówka to mała wieś w województwie lubelskim, położona na terenie gminy Urzędów. Przejeżdżając przez wieś od razu wiadomo, czym zajmują się tutejsi rolnicy. Sady owocowe, głównie jabłonie rozciągają się jak okiem sięgnąć. To właśnie w Mikołajówce uprawia się słynne jabłka kraśnickie.

H

istoria sadownictwa sięga tu roku 1880, kiedy to Paweł Solis założył pierwszy sad. Sadow­ nictwo zaczęło się rozwijać, a powstające w czasach zaborów, gospodarstwa sa­ downicze były jednymi z pierwszych w Polsce. Sadownictwo rozwijało się tu przez wiele lat. Sady zaczęły przynosić zdecydowanie wię­ ksze korzyści finansowe, aniżeli uprawa zbóż. Sadow­nictwo zwyczajnie stało się opłacalne. Nawiązując do tradycji przodków państwo Solisowie zarejestrowali w 2013 roku jabłko kraśnickie. Produkt został wpisany na Listę ­Produktów Tradycyjnych w ­kategorii wa­rzywa i owoce dokładnie 31 lipca 2013 roku. Żeby produkt mógł zostać wpisany na taką listę, tradycja jego wytwarzania musi wynosić minimum 25 lat. Produkt taki powinien także stanowić ­e l e m e n t tożsamości społeczności lo62 | Aromat

kalnej i należeć do dziedzictwa kulturowego regionu, z którego pochodzi. W ostatnim czasie sadownictwo wzniosło się na wysoki poziom. Polska stała się największym eksporterem jabłek i soku jabłkowego. Producent musi spełnić oczekiwania konsumenta, który to staje się coraz bardziej świadomy i oczekuje coraz to więcej od produktu. Trend na produkt lokalny, regionalny staje się coraz bardziej wyraźny. Ludzie chcą jeść dobrze, ale przede wszystkim zdrowo. Chcą kupować produkty wysokiej jakości, z pewnych źródeł, od sprawdzonych hodowców. Państwo Solisowie w przyszłości chcieliby, żeby jabłko kraśnickie dostało certyfikat Trzech Znaków Smaku i o to będą zabiegać w najbliższych latach.


Państwo Solisowie mają też swoją przydomo­ wą przetwórnię, w której to produkują tłoczone soki jabłkowe, syropy malinowe, powidła śliwkowe, a wkrótce zaczną także wytwarzać cydr z jabłek kraśnickich. Budynek w którym znajduje się przetwórnia to bardzo klimatycz­ ne miejsce. Miejsce do spotkań, miejsce do prowadzenia warsztatów kulinarnych, ale to także siedziba Stowarzyszenia Miłośników Cydru. W miejscu, które odwiedziłam uprawia się jabłko kraśnickie a we wsiach położonych nieopodal, prym wiedzie malina kraśnicka. Historia jej uprawy sięga lat 70 -tych. Pierwsza plantacja powstała tu w latach 1972/73 w Majdanie Bobowskim. Pan Zygmunt Krawiec sprowadził w te rejony sadzonki malin. Uprawa okazała się dochodowa, wkrótce rejon kraśnicki stał się największym producentem maliny. 14 kwietnia 2011 roku malina kraśnicka została wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych w kategorii orzechy, nasiona, zboża, warzywa i owoce (przetworzone i nie). Obecnie malina uprawiana jest głównie jako produkt do przetwórstwa. Jednak coraz częściej hoduje się odmia­ ny typowo deserowe. Malina staję się też produktem wykorzystywanym w kuchni, nie tylko do słodkich deserów, ale także jako dodatek do dań wytrawnych.

Aromat | 63


Kompot jabłkowy z nutą korzenną

1 kg kwaśnych jabłek 1,5 litra wody 1 laska cynamonu 1 gwiazdka anyżu 4-5 ziaren kardamonu cukier lub miód do dosłodzenia kompotu

64 | Aromat

Jabłka umyć, nie obierać ze skórek. Pokroić owoce na ćwiartki, usunąć gniazda nasienne. Ćwiartki jabłek pokroić na drobniejsze kawałki i umieścić w dużym garnku. Do garnka wrzucić cynamon, anyż i kardamon. Całość zalać zimną wodą. Doprowadzić do wrzenia i gotować 5-7 minut. Kompot odcedzić i dosłodzić do smaku miodem lub cukrem. Podawać na ciepło lub zimno.


Parowany syrop malinowy

1,5 kg malin 1 kg cukru

Do produkcji tego soku potrzebny jest sokownik. Owoce przebrać i opłukać. Dodać do malin 1/3 część cukru, wymieszać i odstawić na kilka godzin. Po upływie 4-5 godzin owoce przełożyć do sokownika i parować. Monitorować cały czas poziom wody w sokowniku. Gdy owoce puszczą już cały sok, zlać sok do garn­ ka dodać resztę cukru i zagotować, aby cukier się rozpuścił. Gorący syrop malinowy zlewać do wyparzonych butelek, natychmiast zakręcać.

Aromat | 65


Kuchnia Bawarska

K

Tekst Magdalena Zalewska- Pokrzywa Zdjęcia Olga Zalewska-Wenarska

uchnia południowych Niemiec jest bardzo intersująca zwłaszcza dla osób, które lubią sycące mięsne posiłki. Ze swojej strony polecam Weißwurst, które jest potrawą narodową Bawarii, a szczególnie okolic Monachium, czasami uważany za symbol jej odrębności. Istnieje również żartobliwe pojęcie Weißwurstäquator (równika białej kiełbasy), biegnącego wzdłuż Dunaju i odgraniczającego Starą Bawarię od reszty tego kraju związkowego. Często serwowaną potrawą jest Bayerischer Schweinebraten, czyli pieczona/smażona wiep­ rzowina podawana z ciemnym sosem pieczeniowym i kapusta lub tzw. Semmelknödeln czyli knedle z bułka tartą. Godnymi polecenia są także Spätzle czyli kluseczki, które można podawać z mięsem zamiast ziemniaków lub zapiekać z serem. Potrawa ta nazywa się Kässpätzle. Innymi propozycjami, które każdy chętnie skosztuje są Bratenkartoffel, czyli smażone talarki ziemniaczane z cebulką podawane jako samodzielne danie. Każdy gość na Bawarii musi obowiązkowo spróbować Brez’n czyli precli z solą, które są podawane z wyżej wymienionymi kiełbaskami i słodką musztardą. Najczęściej serwowanymi zupami w restauracjach jest rosół z knedlem Leberknödel lub kluskami podobnymi do polskich lanych klusek tzw. Leberspätzle, które w składzie zawierają wątróbkę i boczek oraz bułkę tarta. Popularnym daniem są tzw. Schweinshaxe, czyli po prostu golonka podawana z kiszoną kapustą. Osobom, które preferują mniej ciężkostrawne dania polecamy Schwäbische Maultaschen czyli prostokątne lub kwadratowe pierożki z różnymi nadzieniami: mięsnymi lub warzyw­ nymi podawane z sosami lub z rosołem. Godnymi wypróbowania są sery bawarskie zarówno żółte dojrzewające takie jak Allgäuer Bergkäse, Emmentaler jak i twarożkowe tzw. Frischkäse. Kuchnia Bawarii słynie z prostych sałatek takie jak makaronowa Nudelsalat i ziemniaczana Kartoffelsalat. Desery bawarskie, jedne z najlepszych jakie jadłyśmy, przypominające polskie faworki to Schneeballen (http://www.bayern.by/schneeballen ). Są dostępne w wersji podstawowej z cukrem pudrem lub cynamonem lub „bogatszej” oblane czekoladą i wypełnione pysznymi kremami, m.in. cytrynowym, kawowym, szampańskim, pistacjowym. Równie pyszny jest krem bawarski przypominający deser pana cotta, a także norymberskie pierniczki Nürnberger Lebkuchen. Popularnymi ciastami są także sernik (Käsekuchen) i jabłecznik zawinięty w delikatne listkowe ciasto zwany Apfelstrudel lub szarlotka( Apfelstreuselkuchen). Opracowano na podstawie: 1.http://www.bayern.by/kulinarisches-abc-1/1 , 2. http://www.bayern.by/milch-und-kaese-aus-bayern-1 , 3.http://www.bayerische-spezialitaeten.net/ , 4. http://www.essen-und-trinken.de/bayern/bayerische-kueche-1013115.html 66 | Aromat


Bratenkartoffel

źródło przepisu: http://www.chefkoch.de/rezepte/857781191239661/Bratkartoffeln.html

świeże lub ugotowane ziemniaki pokrojone w talarki tłuszcz cebula boczek przyprawy

Świeże lub ugotowane ziemniaki wystudzone pokrojone w plasterki, smażymy na rozgrzanym tłuszczu, ziemniaki nie mogą się dusić, lecz muszą się smażyć na rumiano ok. 30 min, nie możemy dodać za dużo ziemniaków na raz, gdyż nie zrumienią się dobrze. Dodajemy cebulkę i boczek (opcjonalnie) smażymy, aż ziemniaki będą złociste ok. 15 min. Dodajemy ulubione przyprawy. Podajemy jako samodzielne danie lub dodatek do mięs lub jajek sadzo­ nych.

Aromat | 67


68 | Aromat


Krem Bawarski źródło przepisu: http://www.bayerische-spezialitaeten.net/rezepte/bayrisch-creme.html

250 ml mleka 1 laska wanilii 4 żółtka 50 g cukru 250 ml śmietany 4 blaty żelatyny lub 4 łyżeczki żelatyny w proszku (1 łyżeczka żelatyny w proszku = 1 listek żelatyny (listki mogą mieć różną moc, zawsze należy przeczytać instrukcję z tyłu opako­ wania)

Blaty żelatyny włożyć do zimnej wody lub żelatynę w proszku zalać i zostawić do napęcznienia. Żółtka wymieszać z cukrem, aż do rozpuszczenia cukru. Mleko przelać do garnka, dodać wanilię i podgrzać. Następnie po łyżce mleka dodawać do jajek i mieszać, żeby zahartować masę (ok. 10 łyżek) cały czas mieszając, pozostałe żółtka wlać do mleka i mieszać. Przygotować gorącą kąpiel wodną, zawiesić miskę z masą nad lekko gotująca się woda w garnku i dodać żelatynę, dodawać po łyżeczce (wcześniej można dodać trochę masy jajecznej do żelatyny i wymieszaną wlać do masy). Delikatnie podgrzewać masę, aby się nie ścięła, a żelatyna się rozpuściła. Ostudzić masę poprzez wstawienie naczynia do większej miski z lodem. Ubić śmietanę na sztywno i połączyć z wystudzoną masą jajeczną, a następnie przelać do przygotowanych form i wstawić do lodówki na ok 3h lub całą noc. Krem można ozdobić owocami lub polać musem owocowym przed podaniem (Mus owocowy- świeże lub podgotowane owoce przetarte przez sito z odrobiną cukru do smaku).

Aromat | 69


Gwiazdorska kuchnia Marilyn Monroe Tekst Justyna Zalewska i Olga Zalewska-Wenarska

Marilyn Monroe - jedna z najsłynniejszych kobiet XX w, modelka, aktorka, ikona pop kultury. Kobieta- kameleon, odzwierciedlenie męskich fantazji, bożyszcze tłumów i jednocześnie nieszczęśliwa, depresyjna, wewnętrznie rozdarta i niepewna siebie istota. Człowiek pełen sprzeczności, którego jednym z najważniejszych celów było zostanie sławnym. Jako nielicznej udało jej się spełnić to marzenie i zapisać się trwale w historii kina. Jej nieśmiertelny wizerunek blond bogini, który wciąż pojawia się na setkach reprodukcji począwszy od obrazów po podkładki kuchenne, zna chyba każdy.

A

utorka książki „Skłócona z życiem. Intymna biografia Marilyn Monroe” Louis Banner pisała, że Marilyn była istotą pełną kontrastów -zjawiskową gwiazdą filmową, uduchowioną kobieta czytającą mistyczne teksty oraz buntownikiem rzucającym wyzwanie purytańskiej Ameryce poprzez swoje poglądy dotyczące seksualności człowieka. Marilyn stała się popularna ponieważ lata, w których osiągnęła sławę to okres powracających po wojnie mężczyzn, którzy musieli odnaleźć się w nowych rolach i pojawił się u nich strach przed feminizacją. Niewinny erotyzm, radosna euforia, bezbronna naiwność to wizerunek stworzony przez MM, który był uwielbiany przez mężczyzn, gdyż sprawiał, że czuli się odważni, mądrzy, męscy. Niemniej słynne były jej dwuznaczne wypo­ wiedzi zwane „monroeizmami” typu: „- W czym sypiasz?” „-W Chanel No. 5”

Marilyn Monroe Jock Carroll

Marilyn urodziła się 1 czerwca 1926 roku do Hollywood. Wkrótce po tym jej matka w Los Angeles jako Norma Jane Mortenson. przeszła załamanie nerwowe i została umiesz­ Jej matka była słabo opłacaną montażystką, czona w stanowym szpitalu psychiatrycz­ zaś jej ojciec nie przyznał się do córki. nym. Marilyn natomiast rozpoczęła swoją „wędrówkę” po 11 domach zastępczych W wieku 7 lat wraz z matka przeprowadziły się i sierocińcu. W jednym z wywiadów Mon70 | Aromat


roe zdradziła, że w jednym z domów padła ofiarą molestowania, co według psychiatrów usprawiedliwia fakt, że wiązała się ona ze starszymi od siebie mężczyznami, którzy mieli tendencję do znęcania się nad nią fizycznie lub psychicznie. Początki jej kariery nie należały do łatwych. W okresie dorastania nazywano ją „fasolową tyczką” z racji wzrostu, braku kobiecych krągłości, niemodnych ubrań i krótkiej fryzury. Aby poprawić swój wygląd zaczęła uprawiać sporty. Jednakże do końca życia będzie jej towarzyszyć przeświadczenie, że jest niewystarczająco piękna i doskonała. W wieku 16 lat wyszła po raz pierwszy za mąż za Jima Dougherty, szkolną gwiazdę sportu. Małżeństwo z początku szczęśliwe zakończyło się, ponieważ Maryilyn pragnęła być kimś więcej niż żoną i matką. Jej szczęśliwa gwiazda rozbłysła, gdy pewnego dnia do fabryki, w której pracowała przybyła ekipa filmowców i fotograf pin up, którego zachwyciła pasującą do ów­ czesnych standardów urodą i sylwetką.

w schematycznych rolach naiwnych, słodkich kobietek. Zaszufladkowanie, wyso­ kie wyma­gania reżyserów i fanów, nieudane małżeństwa (z gwiazdą baseballu - Joe DiMaggio i drama­topisarzem - Arturem Millerem) oraz głośne romanse (m.in. z Johnem i Robertem Ke­nnedy) stały się powodami, dla których Monroe nadużywała silnych leków, przeszła uzależnienie, załamanie nerwowe, terapie odwykowe, uczęszczała na sesje psychoanalityczne, a w końcu prawdopodobnie popełniła samobójstwo. Sprawa jej śmierci do dzisiaj pozostaje niejasna i budząca liczne kontrowersje, zaś sama Marilyn jest niedościgłym wzorem, który próbują naśladować różne gwiazdy i rze­ sze fanów. Biografia i pomysł na potrawę na podstawie : Skłócona z życiem. Intymna biografia Marilyn Monroe. Louis Banner

Droga na szczyt nie była jednak usłana różami. W mizoginicz­ nym świecie reżyserów, producentów i scenarzystów, którzy traktowali Marilyn jak kolejną blond gwiazdkę z wydatnym biustem, nie czuła się ona zbyt pewnie. Dlatego zaczęła uczęszczać na zajęcia do jednych z najlepszych nauczy­­ cieli - Michaiła Czechowa i Lee Strasberga. Okazała się świetną aktorką dramatyczną, chociaż ze względów komercyjnych była zatrudniana Marilyn Monroe Sam Shaw

Aromat | 71


Kurczak Marilyn Przepis na podstawie :http://benjeapes.blogspot.de/2009/03/occasional-recipes-marilyn-monroes.html Zdjęcie Justyna Zalewska i Olga Zalewska-Wenarska

4 ćwiartki z kurczaka 2 łyżki oliwy z oliwek 1 żółta papryka 1 mała cebula 2 ząbki czosnku 1 szklanka białego wytrawnego wina 1 szklanka bulionu z kurczaka (my dałyśmy wodę, bo nie miałyśmy bulionu) 2 łyżki winnego octu 1/2 łyżeczki posiekanego oregano sól, pieprz do smaku 2 liście laurowe 1 szklanka drobno pokrojonych pieczarek 2 łyżki posiekanej bazylii 1 puszka pomidorów 1 łyżka pokrojonych czarnych oliwek (my dałyśmy więcej i zielone) 3 filety anchovy świeżo starty parmezan

Posypać kurczaka pieprzem i solą. Rozgrzać oliwę i podsmażyć kurczaka do zbrązowienia. Przełożyć na talerz. Na tej samej patelni (lub szerokim, głębszym rondlu) podsmażyć paprykę, następnie dodać cebulę i czosnek i smażyć przez około 10 minut. Dodać ocet, następnie wino i gotować, aż sos zredukuje się do około 1/4 szklanki. Dodać pieprz, wlać bulion i zredukować ogień do minimum. Następnie dodać pomidory wraz z so­ kiem, oregano, liście laurowe i połowę bazylii i pieczarki. Włożyć do sosu ponownie kurczaka, przykryć pokrywką i dusić przez około 30 minut (u nas 60 minut). Przełożyć kurczaka na talerz. Do sosu dodać oliwki, pozostałą bazylię i fileciki anchovy. Wymierzać i podgrzewać przez około 2 minuty, aż rybki się rozpadną. Kurczaka polać sosem i posypać parmezanem. Serwować z pieczywem lub maślanym spaghetti.

72 | Aromat


Aromat | 73


David Gaboriaud Rozmawiała Marta Pyzik Zdjęcia archiwum prywatne

David Gaboriaud to Francuz z polskimi korzeniami. Jego mama jest Polką. Wychowywał się w Paryżu, jednak od kilku lat mieszka w Polsce. Rodzice od najmłodszych lat zaszczepiali w nim pasję do gotowania. David to kucharz z zamiłowana, propagator idei slow food oraz miłośnik produktu lokalnego i sezonowego. Jego program kulinarny „David w Europie” możecie oglądać na kanale Kuchnia+. Zaraża pozytywną energią i swoją pasją. O tym kilka z nas, blogerek tworzących Aromat, mogło się już przekonać.

Opowiedz nam proszę, jak to się stało, że francuski kucharz gotuje w Polsce ? Po kilku miesiącach prasa i telewizja zaczęła się nami interesować. Wtedy jeszcze gotowanie Siedem lat temu jak trafiłem do Polski nie było modne! (dostałem pracę w korporacji) jeszcze nie gotowałem zawodowo. Rozwinąłem pasję Każdy z nas zaczął prowadzić warsztaty kudopiero po dwóch latach. Stworzyłem kon- linarne w akademiach, później pojawił się cept “After Work” w Warszawie razem z moim program kulinarny w telewizji... Aż w końcu kolegą Włochem – Alfredo. Gotowaliśmy dla w październiku 2014 roku, po siedmiu latach ludzi w rożnych knajpach i kawiarenkach w korporacji i pięciu latach w kuchni rzuciłem w Warszawie. pracę korporacyjną, by poważnie skupić się na 74 | Aromat


gotowaniu. Dlaczego kulinaria? Co w kuchni i gotowaniu Cię fascynuje ? Od najmłodszych lat miałem kontakt z kulinariami. Zarówno moja mama, jak i babcia zaszczepiały we mnie tę fascynację. Teraz lubię gotować dla znajomych, częstować ich różnymi potrawami, pokazywać co fajnego i smacznego można wyczarować we własnej kuchni. W kuchni i gotowaniu fascynuje mnie różnorodność. Podróżując po świecie można poznać ciekawe smaki, zobaczyć ciekawe produkty, poznać trendy kulinarne regio­nów, zobaczyć co i jak jedzą ludzie w różnych zakątkach świata. Interesują mnie też różne techniki kulinarne, stosowane przez szefów kuchni. Ostatnio modne jest sous - vide czyli gotowanie w niskich temperaturach. Dzięki temu produkt zachowujące smak i wartości odżywcze.

Polskie potrawy wywołują u mnie pozytywne Fascynuje mnie także fakt, że coraz więcej wspomnienia z dzieciństwa, są one moim osób interesuje się kulinariami. Jest coraz „comfort food”. więcej blogerów, kucharzy powracających z przeróżnych zakątków świata, którzy po Polska to bogactwo produktów, głównie zdobyciu doświadczenia wracają do swojego owoców, warzyw i ryb. Gotujesz z produktów rodzinnego kraju i otwierają swoje lokale sezonowych czy bardziej cenisz te impori dzielą się swoim doświadczeniem z innymi. towane? Fascynują mnie ludzie z pasją. Polska jest naprawdę bogata pod względem Czy masz swoje ulubione polskie danie? produktów. W całym kraju można posmakować różnych produktów lokalnych, na których podBędąc pół - Polakiem miałem okazję poznawać stawie przyrządza się regionalne potrawy, nie polskie dania od małego. Pamiętam jak bab- rzadko certyfikowane. cia przyjeżdżała z polskimi produktami, m. in. z kabanosami, ogórkami kiszonymi czy słynną Do gotowania używam zarówno produktów wedlowską czekoladą oraz chałwą. Babcia lokalnych, sezonowych, jak i importowanych, robiła pierogi z różnymi farszami oraz krokieciki, takich jak francuskie sery, wina czy masło. Staa dziadek przed bajką serwował mi kanapki. ram się jednak często korzystać z produktów lokalnych, ponieważ wiem, że są wyso­kiej Lubię makowiec i sernik, który moja mama jakości i pochodzą z pewnego źródła. Jeśli przygotowuje na święta. mam zaufanie do producenta/rolnika, to mam pewność, że produkt, którego używam jest Aromat | 75


najlepszy. Mogę także, z czystym sumieniem opowiadać o tym produkcie, podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów kulinarnych. Używam tego, co jest sprawdzone.

Interesuję się także pochodzeniem produktów, stąd moje podróże po Polsce i nie tylko. Lubię odwiedzać rolników i poznawać tajniki ich hodowli oraz upraw.

A czy łączysz kuchnię francuską z kuchnią Spotkania z pasjonatami kulinarnymi, tj. kuchapolską? Eksperymentujesz i tworzysz rzami, dziennikarzami kulinarnymi, blogerami odnowione wersje klasycznych potraw? także przynoszą mi satysfakcję. Podczas tych spotkań nierzadko poznaję wiele ciekawostek, Tak, jak najbardziej łączę kuchnię francuską dzielę sie doświadczeniami. z kuchnią polską. Mógłbym nawet stwierdzić, że robię dania kuchni francuskiej używając Interesują mnie podróże i to nie tylko te polskich produktów np.: suflet z sera podpusz­ związane z moim programem. Prywatczkowego czy pesto z pietruszki i orzechów nie dużo podróżuję, by czerpać inspiracje, włoskich. Przygotowuję także pierogi z farsza- doświadczenia, ale także, aby się resetować mi na nutę typowo francuską. i zwyczajnie odpocząć. Łączę także techniki obu kuchni, nie zapominając, że w dawnej historii polski miały miejsce wymiany pomiędzy kucha­ rzami polskimi i francuskimi. Francuscy kucharze przyjeżdżali do Polski, a kucharze polscy wyjeżdżali szkolić się we Francji.

Zostajesz w Polsce czy masz zamiar wrócić do Francji? A może chcesz zamieszkać w innym zakątku świata? Zakochałem się w Polsce. Czuje sie tu dobrze, komfortowo. Mam przyjaciół, znajomych, rodzinę ze strony mamy.

Co poza kulinariami Cię fascynuje? Co ro­ bisz, gdy nie gotujesz? Ten kraj kojarzy mi się z dzieciństwem. Mam duży sentyment do Polski. Jak byłem dziec­ Gotowanie zajmuje większość mojego cza- kiem to prawie, co roku w lecie przyjeżdżaliśmy su, ale gdy mam już czas uprawiam sporty z mamą i braćmi do dziadków mieszkających i podróżuję. Mój konik to wspinaczka górska, w Warszawie. Po kilku dniach jechaliśmy lubię też biegać. do Witowa koło Zakopanego, do naszych przyjaciół i spędzaliśmy tam 1,5 miesiąca. 76 | Aromat


Polska mi się bardzo podoba, nadal mnie zaskakuje. Wciąż ja odkrywam! Przez te siedem lat widzę jak Polska sie rozwija zmienia się polska kultura oraz jedzenie. Oczywiście ku lepszemu. Coraz więcej osób interesuje sie jedzeniem. Młodzi, starsi, ludzie z miasta i z poza. Polacy wychodzą do restauracji, na wino, chodzą na targi śniadaniowe, na bazary, czytają blogi i dzisiaj ma sie wrażenie, że “Polska gotuje”:) Często wyjeżdżam w świat, chociażby w ramach mojego programu kulinarnego. Uwielbiam odkryć co się je w Europie !

by przygotować proste danie lub sałatkę. Myślę też, że każdy powinien mieć ogólną wiedzę o gotowaniu. W czasach, gdzie ludzie chorują, mają alergie, różne nietolerancje warto mieć wiedzę o produktach i gotowaniu i wybierać świadomie. Podsumuję to jednym zdaniem – jesteśmy tym co jemy !

I ostatnie pytanie - czy sądzisz, że gotować każdy może? Gotować każdy może. To kwestia zainteresowania, czasu i chęci. Często na warsztatach, które prowadzę ludzie mówią, że nie mają czasu na gotowanie. Ja uważam, że bierze się to z braku chęci, bo chęć jest tu najważniejsza. Faktem jest, że ludzie długo pracują, ale gotowanie nie musi być długie, skomplikowane i uciążliwe. Wystarczy pół godziny,

Aromat | 77


Stare, ale jare

Pigwa Tekst Anna Daniluk

Lata ’90 XX wieku to czas, gdy w obszarze telewizyjnych zaintereso­ wań królowały dobranocki. Oglądałam Krecika, Rumcajsa i Muminki. Najczęściej leżałam wtedy pod stołem na miękko wyściełanych poduszkach i chłonęłam obrazy ze szklanego ekranu. Zdecydowanie było to najlepsze miejsce obserwacyjne. Jednak dopiero w weekendy następował szczyt rodzących się rozrywkowych możliwości. Stacja telewizyjna dumnie reprezentująca barwy słoneczka raczyła nas czarnym kotem w worku oraz audycją z disco polo. Właśnie pośród muzycznych nut rodem z wiejskiego wesela swoje humoreski wstawiała postać zwana Genowefą Pigwą. Przyznam, że bardziej bałam się spotkać z tą bohaterką niż z Buką lub Gargamelem. Dopiero będąc nastolatką po raz pierwszy spróbowałam owocu pigwy. Intensywnie kwaśna, orzeźwiająca w smaku, która potrafiła zastąpić nie raz cytrynę w herbacie. Doskonale sprawdzała się jako konfitura dodawana do czarnego czaju lub jako dżem do przełożenia biszkoptu. Póki sezon trwa pobiegnij szybko na targ i kup owoce pigwy, umyj, obierz, pokrój na kawałki i zasyp cukrem. Następnie na gotuj na wolnym ogniu, aż owoce zaczną gęstnieć. Gorącą konfiturę zamknij szybko do wyparzonych słoików i trzymaj na czarną godzinę. Idealne na smaczne prezenty lub na wzmocnienie odporności podczas jesiennych infekcji. Raz spróbujesz, a obraz Genowefy Pigwy odleci hen daleko! 78 | Aromat


Pigwa jest to owoc z rodzaju jabłek, u nas mało znany, lecz bardzo powszechny na południu Rosji. Obrane ze skórki, pokrajane na ćwiartki owoce gotować w źródlanej wodzie, aż zupełnie miękkie będą. Wtedy wyjąć ostrożnie na sito, osączyć z wody, zrobić syrop, biorąc półtora funta cukru na funt owocu; na wrzący i dość gęsty wrzucić pigwy, zasmażyć kilka razy, ale niedługo, żeby nie stwardniały, i wylać na salaterkę do ostudzenia. Łupiny można ugotować na tym samym smaku, w którym się gotowały pigwy, a sklarowawszy i dołożywszy funt cukru na pół kwarty soku, ugotować z tego galaretę, która będzie pąsowego koloru i robi się tak samo jak z jabłek. - podaję za Lucyną Ćwierczakiewiczową z książki „Jedyne praktyczne przepisy”, pisownia oryginalna Pół funta = 0,2 kg ( w przybliżeniu 1 szklanka) Funt = 0,4 kg ( w przybliżeniu 2 szklanki) Kwarta = 1 litr

Galaretka z pigwy 1 kg owoców pigwy 500 g cukru 1 cytryna Owoce pigwy należy umyć, osuszyć i pokroić na kawałki. Zalać 1 l zimnej wody. Następnie gotować 30 minut. Przecedzić przez sito wyłożone gazą. Nie odciskać. Gotować sok z cukrem i sokiem z cytryny, zbierając pianę, do momentu, gdy kropla wylana na talerz nie rozpłynie się. Gorącą galaretkę przełożyć do wyparzonych słoików i zamknąć.

Aromat | 79


Jego Wysokość Rogal Świętomarciński Tekst i zdjęcia Joanna Bronikowska

Od 19 listopada 2008 roku Unia Europejska certyfikuje poznańskie rogale świętomarcińskie jako produkt regionalny Chronionym Oznaczeniem Geograficz­ nym. Poznaniacy i chyba nie tylko Poznaniacy są z tego powodu bardzo dumni. Rogal Świętomarciński stał się bowiem nie tylko symbolem Poznania i jego mieszkańców ale również doskonałym towarem eksportowym rozsyłanym nie tyl­ ko po krajach Unii Europejskiej ale i za ocean. Rogal Świętomarciński to doskonała marka rozpoznawcza dla całego regionu Wielkopolski. Do tego jest pyszny i bar­ dzo słodki – o kaloriach nie będę wspominać, bo przy takich rarytasach jak jego Wysokość Rogal Świętomarciński po prostu nie wypada.

O Świętym Marcinie słów kilka… Jak różne źródła podają urodził się pomiędzy rokiem 316 i 317 w Panomii (dzisiejszy teren za­chodnich Węgier) w rodzinie legionisty rzymskiego. Sam jako piętnastoletni młodzieniec również został legionistą. W podaniach można odszukać, że już jako legionista okazywał wielkie serce, dobroć i szczodrość potrzebującym oddając na przykład swój ciepły płaszcz (rozcinając go na połowę) żebrakowi w pewien zimny poranek, kiedy ów biedak dygotał z zimna. 80 | Aromat


Niedługo po tym wydarzeniu Święty Marcin wystąpił z legionów, nawrócił się na chrześcijaństwo, a w niedalekiej przyszłości został pustelnikiem, zakonnikiem i misjonarzem. Po latach wybrany na biskupa Tours zmarł podczas jednej ze swych duszpasterskich podróży 8 listopada 397 roku w Candes. Święty Marcin jest patronem Poznania, ale jego kult żywy jest również na Lubelszczyźnie. Szcze­ gólnie wśród młynarzy Krasnegostawu, Biłgoraja, Zamościa i na Roztoczu. Co mówią legendy i pogańskie zwyczaje… Jak już się dowiedzieliśmy z przekazów kościelnych Święty Marcin był znany ze swojej dobroci i pomocy biednym. Jedna legenda głosi, że pewnego dnia odwiedzając swych wiernych na białym koniu zgubił podkowę, którą znalazł cukiernik i wzorując się jej kształtem uformował ciasto z pysznym nadzieniem migdałowym. Gdy rogale były upieczone – pamiętając o inten­ cjach świętego i wzorując się na jego dobroci – rozdał je potrzebującym. Inna legenda głosi, że poznańskiemu cukiernikowi przyśnił się Święty Marcin, który zgubił podkowę ze swego pięknego białego rumaka. Ów cukiernik podniósł podkowę i na pamiątkę spotkania ze świętym postanowił wypiekać ciasto w formie podkowy z migdałowo - makowym nadzieniem. Jednakże tradycji święta jesiennego można doszukiwać się już w czasach pogańskich. Otóż tradycyjnie poganie składali w ofiarach swym bogom ofiary z mięsa lub z ciasta zwijanego w wole rogi. Jak narodziła się nowożytna tradycja świętomarcińskich rogali? W nowożytnej historii związanej już z obecną tradycją Poznania było podobnie jak za czasów starożytnych. Chodziło o dobroć i szczodrość na wzór świętego Marcina. W roku 1891 proboszcz parafii św. Marcina, Jan Lewicki, zaapelował do wiernych aby wzorem swego patrona zrobili coś dla biednych. Jeden z cukierników Józef Melzer, namówił swojego szefa, aby upiec rogale na jako odzew na prośbę proboszcza. W ten sposób rogale świętomarcińskie trafiły na poznańskie ulice, gdzie bogatsi poznaniacy mieszczanie mogli kupić ów smakołyk, a biedni otrzymywali rogale za darmo. W 1901 zwyczaj wypieku przejęło Stowarzyszenie Cukierników, po I wojnie światowej do tradycji obdarowywania ubogich powrócił Franciszek Rączyński. Po drugiej wojnie światowej tradycja przetrwała dzięki Zygmuntowi Wasińskiemu. To on uratował rogale i to piękne święto listopadowe od zapomnienia. Tak narodziła się staronowa tradycja. Tak więc tradycyjnie już 11 listopada we wszystkich szanujących się cukierniach poznańskich i okolicznych również ( bo już cała Wielkopolska słynie z tradycyjnych wypieków świętomarciń­ skich rogali) wypieka się około 11 ton tych niesamowicie słodkich i migdałowo-makowych delicji. Do Poznania na Święto Marcińskie zjeżdżają się turyści z całego kraju i za granicy nie bacząc na pogodę i trudy podróży. Warto tam być i rozkoszować się słodką chwilą z rogalikiem w dłoni przechadzając się po ulicy Świętego Marcina, a jeśli ma się tego dnia prawdziwe szczęście można spotkać na ulicy świętego we własnej osobie. Dziękuję https://www.facebook.com/DekoStylGaleria za umożliwienie wykonania sesji zdjęciowej do powyższego artykułu.

Aromat | 81


Przepis na doskonałość czyli z czego są wykonane i jak zrobić oryginalne rogale świętomarcińskie Rogale świętomarcińskie to przepyszne ciasto drożdżowe, masa z białego maku i bakalii oraz lukier z posypką orzechową lub migdałową. A oto oryginalny przepis na takie właśnie rogaliki, który otrzymałam od jednej ze swoich przyjaciółek rodem z Poznania

Masa makowa 25dkg (1 szklanka) białego maku 30dkg (2 szklanki) okruchów biszkoptowych 1 szklanka cukru 12 dag orzechów 12 dag rodzynek 40 dag margaryny 10ml (1 aromat) esencji migdałowej 12dkg skórki pomarańczowej Ciasto 4,5 szklanki mąki pszennej 500 2 jajka ½ kostki drożdży ½ szklanki cukru 1 szklanka ciepłego mleka 3,2 % ½ szklanki oleju 2 płaskie łyżeczki soli 300 g margaryny francuskiej Lukier 200 g cukru pudru kilka łyżek gorącej wody

82 | Aromat


Wypłukany mak zaparzamy i odstawiamy na około godzinę. Po tym czasie bardzo dokładnie odsączamy mak i przepuszczamy dwukrotnie przez maszynkę. Zmielony mak przekładamy do garnka, dodajemy cukier, margarynę i przesmażamy wszystkie składniki na niewielkim ogniu stale mieszając. Ważne by uważać, aby mak się nie przypalił. Następnie do ciepłej masy dodajemy rodzynki, orzechy arachidowe oraz esencję migdałową i całość mieszamy. Gotowa masę przykrywamy i odstawiamy w chłodne miejsce do wystudzenia. Warto taką masę przygotować sobie dzień wcześniej. Do przesianej mąki dodajemy rozpuszczone drożdże w mleku, cukier, jaja i sól. Składniki lekko mieszamy i wyrabiamy na jednolitą, sprężystą masę. Pod koniec wyrabiania dodajemy olej, łączymy z ciastem i jeszcze chwilę wyrabiamy. Nie może to trwać za długo, bo ciasto powinno zostać lekko lepiące i chłodne. Następnie należy uformować je w prostokąt, przykryć folią i schłodzić w lodówce. Schłodzone ciasto powinno się przełożyć na stolnicę i ponownie rozwałkować na prostokąt. Margarynę trzeba rozsmarować równomierne na cieście w 2/3 części, a ciasto złożyć na 3 części. Dobrze jest skleić brzegi i rozwałkować ponownie używając jak najmniejszej ilości mąki do podsypywania. Złożyć tak jak poprzednio na 3 części, proces powtórzyć 3 razy. Po zakończeniu procesu ciasto włożyć do lodówki na co najmniej 5-10 godzin. Przeciąć wzdłuż dłuższego boku na 2 części. Każdy powstały w ten sposób pasek pokroić na trójkąty. Masę przełożyć do rękawa cukierniczego i wycisnąć nadzienie na ciasto. Następnie zwijamy rogaliki - najlepiej zacząć od podstawy. Gotowe rogale rozkładamy na blaszce i zostawiamy do wyrośnięcia aż podwoją swoją objętość. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180ºC. Wyrośnięte rogale smarujemy jajkiem rozrobionym z wodą (1:1) i pieczemy około 20 minut, aż się ładnie zarumienią. Ciepłe jeszcze rogale lukrujemy według uznania i posypujemy orzechami włoskimi lub siekanymi migdałami. Aromat | 83


Boska Impreza Tekst Anna Daniluk Ilustracja Dorota Miskowiec

Wielokrotnie słyszałeś, że jakieś jedzenie może być niebem w gębie. Znajomy może bosko gotować, a jego kuchnia być anielsko dobra, a posiłek spadał jak manna z nieba w czasie największego głodu.

Nie dziwi mnie „boskość” jedzenia – po prostu niebo przepełnione jest świętymi zaangażowany­ mi w sprawy stołu, a sam Jezus lubił dobrze zjeść. To właśnie on odpowiadał na podstawową potrzebę ludzi czyli zaspokojenie głodu. Tak działo się na weselu w Kanie Galilejskiej, gdy przemienił wodę w najlepsze wino oraz gdy rozmnożył chleb i ryby, aby nakarmić tłumy. Jezus jest największym smakoszem świata, który lubi najbardziej niesamowite delicje i potrafi się nimi dzielić ze współbiesiadnikami. Nawet chciano go obrazić nazywając obżartuchem i pijakiem. Takim, który jada z prostytutkami i złodziejami oraz zadaje się z szemranym towarzystwem. A on po prostu nie tracił szansy na spotkanie z człowiekiem tudzież wiedział, że właśnie tam najbardziej potrzebny jest pokarm. 84 | Aromat


Wszyscy święci ucztują w niebie Może dlatego do swojej niebiańskiej świty zapraszał (i nadal to robi) ludzi wrażliwych na sprawy ducha i ciała. Dla których żołądek był równie ważnym organem co serce i wątroba. W boskim ucztowaniu towarzyszy mu między innymi Święta Marta – siostra Marii i Łazarza, patronka kucharzy i piekarzy. Z pewnością zatroszczy się o chochlę zupy dla każdego. Następna w kolejce jest Hildegarda z Bingen – propagatorka diety na wzmocnienie zdrowia, w której prym wiodło piwo i wino jako lek na wszelkie dolegliwości. Z płci męskiej, nie mniej świętej koniecznie należy wymienić Świętego Jacka Odrowąża. Był założycielem zakonu dominikanów w Polsce, który zgodnie z tradycją karmił głodnych krakowian pierogami. Pobożne wezwanie głosi „Święty Jacku z pierogami, módl się za nami”. Święty Hubert, który jest patronem myśliwych z pewnością poczęstuje nas przyrządzoną sarnią giczą. Kolejny dominikanin; Święty Tomasz z Akwinu poza wybitnymi myślami filozoficznymi i doświadczeniem kaznodziejskim zasłynął swoją tuszą. Ponoć był tak otyły, że współbracia mu­ sieli wyciąć dziurę przy stole w refektarzu, aby mógł zmieścić się podczas wspólnych posiłków. Dodatkowo wspomnę, że święta Hildegarda wyznawała zasadę, że jedzenie ma przysparzać radości. Dietę dzieliła na „potrawy smutku” i „potrawy radości” (do tych produktów zaliczała orkisz, owies, pokrzywa zwyczajna, migdał, kasztanowiec jadalny, koper włoski). Zdecydowanie w Niebie powinny gościć te drugie dania. Dla niej jednak najważniejszą przyprawą była MIŁOŚĆ. Uważała, że to ona dodaje unikalnego smaku wszystkim potrawom, a gotować z miłością to ofiarowywać całe swoje serce. Wyrażanie uczuć poprzez serwowaną potrawę jest „jak rosa Hermonu, która spada na górę Syjon” (Ps 133,3), a przy okazji może wzmocnić nasze zdrowie. O niebie wiemy, że jest to miejsce obfitości. Wtedy otrzymamy chleb, który będzie karmił nas do syta. Wraz z aniołami będziemy mogli ucztować i cieszyć się z wzajemnej obecności. Na samą myśl o biesiadowaniu w znakomitym towarzystwie uśmiecham się od ucha do ucha. A także tańczyć będzie trzeba, gdyż jak to powiedział Święty Augustyn: „[…] Człowieku! Ucz się tańczyć. Inaczej, cóż poczną z Tobą aniołowie w niebie...”. Parafrazując piosenkę znanego lubelskiego zespołu „Wszyscy święci ucztują w niebie”. Nie wiem jak Tobie, ale mnie ta perspektywa jest bardzo w smak.

Wino dla serca (zaprawiane pietruszką) przepis zaczerpnięty z książki „Z kuchni Świętej Hildegardy. Potrawy dla zdrowia i radości” Jany Fournier – Rosset, s. 72

8 do 10 świeżych łodyżek zielonej pietruszki razem z liśćmi 1 łyżka stołowa octu winnego 1/3 do 2/3 kubka (80 do 150 g) miodu 1 butelka dobrego naturalnego wina

Gotujemy przez 20 minut wino z zieloną pietruszką i octem winnym. Dodajemy miodu i gotujemy jeszcze przez 5 minut. Przecedzamy i pijemy od jednego do trzech kieliszków do likieru dziennie. Jest to lek zapobiegający wszystkim schorzeniom serca oraz śledziony, bólowi w żebrach i klatce piersiowej. Z powodzeniem stosowany w przypadku bezsenności, zmęczenia i wyczerpania. Aromat | 85


Pani Jesień

Tekst Joanna Bronikowska Zdjęcia Joanna Bronikowska, Olga Zalewska-Wenarska, Edyta Kondrat, Małgorzata Bandzarewicz, Magorzata Łaniak

Wolnymi krokami nadeszła Pani Jesień. Jeszcze złotą ma sukienkę i ciągnie babie lato jak welon po łąkach i ogrodach. Złota polska jesień podobno najpiękniejsza na świecie. Zimne i mgliste poranki oraz wczesne i chłodne wieczory to pierwsze oznaki tej barwnej pory roku. Jesień potrafi być jak paw i pokazać swe piękne, kolorowe oblicze. Liście drzew mienią się wszelkimi odcieniami czerwieni, żółci i brązu. Ku radości dzieci i dorosłych spadają już z drzew dojrzałe kasztany i żołędzie, które zbierają podczas długich jesiennych spacerów, a z których robią potem leśne ludziki podczas długich jesiennych wieczorów. W lesie można znaleźć już tylko grzyby, na które z wielkimi koszami wyruszają o poranku grzybiarze. W lasach, górach i na plażach robi się cicho i pusto. Jesienią wracamy do swoich zajęć i przyzwyczajeń. Dawniej tak jak i zresztą dziś cieszymy się też darami, jakimi obsypuje nas jesień. Magazynujemy plony, przetwarzamy warzywa i owoce, organizujemy ostatnie spotkania w ogrodach przy grillu czy ognisku. Je­sienna aura sprzyja spotkaniom przy ogniu. Nic nie smakuje tak jak ziemniaki pieczone w ognisku, kukury­dza opiekana na ruszcie, kociołek pełen mięsa i warzyw przygo­towywany na ognisku z dużą pieczołowitością przez mistrza ceremonii czy gorąca herbata parzona wraz z rozgrzewającym cynamonem i imbirem. Jesień to pracowita pora w kuchni. Jesienne ciasta i przetwory są doskonałe. Dojrzałe w słońcu owoce, warzywa i jarzyny właśnie teraz smakują najlepiej. Moja mama mawiała, że zamykamy słońce na zimę w słoikach. Ponadto kisiła, marynowała i przetwarzała wszystko, co tylko się nadawało do przetworzenia. Złota polska jesień nie trwa wiecznie … niedługo słońce przestanie nas dobrotliwie ogrzewać i nastanie czas jesiennej słoty, czasem smutku, czasem nostalgii. Zanim to jednak nastąpi cieszmy się ciepłą i kolorową jesienią. Organizujmy wspólne grille i ogniska ciesząc się chwilą i wspólnie przeżywanym czasem. A kiedy nadejdzie pora deszczowej i zimnej jesieni zaglądajmy do naszych spiżarni by otwierać słoneczne przetwory na poprawę humoru. Wspominajmy dobre chwile spędzone przy ogniu i zabawie wraz ze swoimi bliskimi i przyjaciółmi.

86 | Aromat


Aromat | 87


Kokos, który odchudza Tekst i zdjęcia Martyna Wiktoria Saczuk

Olej kokosowy i jego waściwości Olej kokosowy ostatnio stał się bardzo popu­ larny. I nie bez powodu. Ma bardzo dużo właściwości odżywczych. Jest bardzo smacz­ ny i ma piękny, niesamowity aromat, który przechodzi do przyrządzanych potraw. Dodatkowo charakteryzuje się wysoką temperaturę dymienia (oznacza to, że możesz spokojnie na nim smażyć - w przeciwieństwie do masła). Poza tym oprócz używania go w kuchni nadaje się także do celów kosmetycznych. Możesz zmyć nim nawet makijaż (i potem pięknie pachnieć). Można używać go także jako odżywki na suche i zniszczone włosy oraz jako balsam do ciała. Tutaj potwierdza się po­ wiedzenie, że najlepsze kosmetyki to te, które możesz zjeść. Otrzymywanie oleju kokosowego Olej kokosowy jest otrzymywany w wyniku tłoczenia miąższu owoców palmy kokosowej. Jest najwyższej jakości olejem z pierwszego tłoczenia, tłoczonym na zimno i nieoczyszczo­ nym. Posiada naturalną, białą barwę, a w temperaturze powyżej 25° Celsjusza przypomina ścięty tłuszcz. Z uwagi na stałą postać, nadaje się do smarowania pieczywa, zamiast masła lub margaryny. W związku z tym, że olej kokosowy rozpuszcza się w temperaturze ok. 26° Celsjusza może być też dodawany do dressingów i sosów sałatkowych. Olej kokosowy a odchudzanie Dlaczego olej kokosowy jest uważany za najzdrowszy olej? Wszystko dlatego, że ma w swoim składzie wyjątkową grupę cząstek tłuszczu - trójglicerydy średniołańcuchowe (MCT). Mimo, że są to uważane za niezdrowe tłuszcze nasycone (stanowią 90% oleju kokosowego) spożywane w niewielkich lub umiarkowanych ilościach mogą przynieść wiele korzyści. Trójglicerydy średniołańcuchowe (MCT) to wyjątkowa grupa czystek tłuszczu, ponieważ są one metabolizowane inaczej niż pozostałe tłuszcze. Po dostaniu się do organizmu nie zostają zamienione w tkankę tłuszczową, lecz są od razu wykorzystywane do produkcji energii. Co za tym idzie - do przyśpieszenia tempa przemiany materii. Oznacza to, że po zjedzeniu posiłku z dodatkiem oleju kokosowego szybciej spala się zbędne kalorie, co zapobiega nadwadze i otyłości. Potwierdzają to badania brazylijskich naukowców, których wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie medycznym “Lipids”. W ich eksperymencie wzięło udział 40 kobiet w wieku od 88 | Aromat


20 do 40 lat, które cierpiały na otyłość brzuszną. Przez 12 tygodni część z nich spożywała dziennie 30 ml (ok. 2 łyżki stołowe) oleju kokosowego, a część 30ml oleju sojowego. W tym czasie miały odżywiać się tak, jak do tej pory i dodatkowo maszerować codziennie przez 50 minut. Okazało się, że po zakończeniu badań kobiety, które spożywały olej kokosowy, miały znacznie niższe BMI i mniejszy obwód w talii niż kobiety, które spożywały olej sojowy. W związku z tym, że olej kokosowy zmniejsza otyłość brzuszną, zmniejsza również ryzyko rozwoju chorób z nią związanych: cukrzycy, nadciśnienia tętniczego, zawału serca itp. Jaki olej kokosowy wybrać Najzdrowszym olejem kokosowym jest ten tłoczony na zimno. W temperaturze do 26 stopni Celsjusza zachowuje postać stałą. Jest biały jak smalec, ale w odróżnieniu od niego posiada widoczne słoje i bardzo przyjemny koksowy zapach. Należy wystrzegać się oleju kokosowego rafinowanego. Ten rodzaj jest produkowany się w wysokich temperaturach i czasami również przy użyciu chemicznych rozpuszczalników co sprawia, że jest pozbawiony wielu prozdrowotnych właściwości. Taki olej ma dłuższy termin przydatności do spożycia, jest bezbarwny, pozbawiony zapachu, smaku i jest średnio dwa razy tańszy niż olej tłoczony na zimno. Olej kokosowy rafinowany bardziej przyda się do celów kosmetycznych niż jako składnik codziennej diety.

Czekolada z oleju kokosowego

80g oleju kokosowego 40g cukru pudru 50g naturalnego kakao

Olej kokosowy rozpuszczamy (jeśli trzymacie go w szafce i jest płynny nie ma takiej potrzeby). Następnie zdejmujemy garnuszek z palnika i dodajemy partiami cukier puder, dokładnie mieszamy. Po dodaniu całego cukru pudru przesiewamy również partiami kakao i delikatnie, ale dokładnie mieszamy. Tak przygotowaną masę przelewamy do foremki i wkładamy do lodówki na ok. 3h. Przechowujemy w lodówce

Aromat | 89


Bez batona i bez coli - czy to jeszcze szkoła? Tekst i zdjęcia Karina Falkiewicz

Szkolny sklepik czy bar szybkiej obsługi Leniwe nie zdeterminowały mojego szkolnego życia. Do stołówki dreptaliśmy kilka minut piechotką przez zabytkowy park. Dziś nazwalibyśmy to cateringiem bez ­ dowozu. Pamiętam kolejki do okienka, karteczki w dło­niach i lamenty nad talerzem. Szczególnie te moje i jeszcze jednej z koleżanek - chyba też nie przepadała za leniwymi. Pewnego razu bi­ dula zaczęła szlochać, jeszcze w szkole na wieść o tym, że na obiad będzie indyk. Popłakałam się i ja. Dzisiaj już nie pamiętam, czy dlatego że nie lubiłam indyka czy może dlatego, że chciałam solidarnie połączyć się w bólu z koleżanką i tym samym dać do zrozumienia nauczycielce, że w domu nie zwykli nas tak karmić. Potem były już tylko kanapki w woreczkach, takie rozciapciane i w rezultacie niedojedzone. Wracały do domu, po czym często a raczej przeważnie lądowały w śmietniku i to dopiero po tym jak przeszły na drugą stronę mocy mówiąc potocznie spleśniały. W międzyczasie, gdzieś po drodze były jeszcze parówki - bynajmniej nie takie podawane na śniadanie, a jako główny składnik pożywnej zupy w stołówce szkolnej. Nie jadłam. Koleżanka, która miała wykupio­ ne obiady a ja jej wiernie towarzyszyłam również. Wpatrywałyśmy się w talerz obydwie. I tak rozpoczęła się era sklepików szkolnych. Wypełnione po brzegi słodyczami gromadziły u swych progów tłumy uczniów. Nie wiem, czy znowu okazałam się być wybredną istotą czy głód nie był aż tak wielki, ale nie zawsze potrafiłam znaleźć tam to czego szukałam. Dopiero w liceum sytuacja uległa nieco zmia­ nie. Miałam dość notorycznie zapleśniałego i śmierdzącego plecaka - wybierałam kanapki kupowane w sklepiku, który bardziej przypominał bar szybkiej obsługi, w którym to zbierała się śmietanka towarzyska z całego ogólniaka. Ostatnim etapem, dość świeżym 90 | Aromat

Kamila Kuczynski

jest zapach fasolki po bretońsku, która powitała mnie w nowej pracy. Etap świeży, zapach zdecydowanie mniej kuszący. Stołówka wydawała posiłki trzy razy dziennie - za mało jak na placówkę, gdzie młodzież żywiona jest całodziennie. Dzieciaki nie miały sklepiku szkol­nego, biegały do pobliskiego dyskontu - chipsy, lody, bułki takie siakie i owakie. Nie dziwiłam im się. Zdecydowanie mniejsze zło - nie wszyscy biegali tak ochoczo. Ci drudzy czasem nie jadali wcale. Smak amerykańskiej rzeczywistości Minęła dekada a nawet więcej niż dziesięć lat od momentu, kiedy napisałam maturę. Konkretnie jedenaście, czyli tyle ile ma ­Kamila


- Polka urodzona w USA i uczęszczająca na co dzień do amerykańskiej szkoły. Tyle samo czasu potrzebowaliśmy by doczekać się zmian jakie ma dokonać „Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dn.26 sierpnia 2015r w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach”. Kamila bez ogródek mówi o tym, że jedzenie, które dostają dzieci w jej szkole jest niesmaczne, czasem wręcz obrzydliwe, a do tego daleko mu do zdrowego. Nie jada pizzy w szkolnej stołówce. Wie, że musi się dobrze odżywiać, dlatego na drugie śniadanie zabiera przygotowane przez mamę zestawy składające się owoców i warzyw. Obydwie dbają o to, by jedzenie miało również ciekawe, atrakcyjne opakowanie, co nie skusi Kamili do sięgnięcia po słodycze, jak często robią to inne dzieci z jej klasy. Twierdzi, że dzięki temu dużo przyjemniej jest jej przegryzać na przerwach jabłka, winogrona, pomidorki koktajlowe czy mini marchewki. Jedenastolatka nie przepada za nudnymi lekcjami edukacyjnymi na temat żywności. Zdecydowanie bardziej wolałaby ten czas spędzić na zajęciach praktycznych. Twierdzi, że dzieciaki najwięcej nauczyłyby się i zapamiętały poprzez naukę gotowania. Nie­ stety, takich warsztatów w szkole Kamili brak. Za to z ogromną przyjemnością i pełna entuzjazmu miesza w garnkach po powrocie do domu, ale również i w Polsce gdzie spędza już drugie wakacje w swoim życiu. Z wypiekami na twarzy próbuje nowych smaków: jabłek, malin, ogórków, czy pomidorów, które rosną u babci w ogródku - takich prawdziwych, ekologicznych, świeżo zerwanych o poranku. Gdyby tylko mogła zabrałaby je wszystkie ze sobą do Nowego Jorku. Pragnie rozwijać swoją pasję i na założonym przez siebie kanale na Youtube ma zamiar przedstawiać dzieciom swoje przepisy na ulubione i proste dania. Rzeczywistość o imieniu Otyłość

ność polskich uczniów, polskich szkół. Nie różnimy się już niczym od nowojorskiej rzeczywistości. O ile przeważnie zwykło się mawiać, że to co amerykańskie jest lepsze to w przypadku sposobu żywienia - niekoniecznie. Piękny amerykański sen zaczął się spełniać. Moda na fast-food’y, kolorowe słodycze, słone przekąski i gazowane napoje zrobiła swoje. Ulegliśmy wszyscy. Dzisiaj Polacy doganiają takie europejskie kraje jak Grecja, Węgry, czy Wielka Brytania będące w niechlubnej czołówce. W naszym kraju to już prawie połowa kobiet, bo aż 49% i aż ponad połowa mężczyzn- konkretnie 64% cierpi na otyłość. Co się tyczy młodzieży sta­ tystyki nie wyglądają lepiej. Na chwilę obecną już ¼ młodych ludzi cierpi na nadwagę. Najgorzej sytuacja wygląda w województwach mazowiec­kim, łódzkim i lubelskim. Tutaj już aż 1/3 uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych jest otyła. Statystyki rosną a na ile wzrasta nasza świadomość dotycząca tej choroby, tego do końca nie wiadomo. Otyłość niesie za sobą mnóstwo konsekwencji zdrowotnych. Związana jest ona ściśle z chorobami układu sercowo - naczyniowego, nadciśnieniem, cukrzycą, urazami stawów, niealkoholowym stłuszczeniem wątroby, nowotworami, zaburzeniami hormonalnymi, jak też zwyrodnieniami kostno-stawowymi. Jednym słowem rzeczami, o których nie zwykliśmy myśleć podczas zajadania tradycyjnego, obfitego, a przede wszystkim niezdrowego posiłku. Nie zastanawiamy się również nad konsekwencjami psychicznymi, jakie niesie za sobą otyłość. Dzisiejsza kultura często propagująca chudość nie jest przychylnie nastawiona na osoby, których sylwetka odbiega od wyznaczanych trendów. Może to sprzyjać niskiej samoocenie oraz negatywnemu postrzeganiu własnego „Ja” u osób, które nie pasują do stereotypo­ wych wizerunków atrakcyjnej i szczupłej sylwetki. Konsekwencją niestety może być nawet depresja, czy też pogorszenie jakości życia tych ludzi, u których wzrasta również poziom lęku oraz negatywny obraz własnego ciała.

Problemy żywieniowe Kamili to też codzien­ Aromat | 91


Ścieżka pełna obaw Rozporządzenie Ministra Zdrowia weszło w życie z dniem pierwszego września tego roku i od razu wprowadziło wiele zamieszania. Ajenci sklepików szkolnych do ostatniej chwili czekali na rozporządzenie, które pojawiając się na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego zmieniło diametralnie dotychczasowe realia ich biznesu. W niektórych przypadkach tak bardzo, że zdecydowali się na jego zamknięcie. Zlęknieni możliwością zapłaty kary wynoszącej pięć tysięcy złotych za jego złamanie, wolą niejednokrotnie nie podejmować ryzyka aniżeli spróbować wprowadzić zmiany. To duże wyzwanie, szczególnie w przypadkach, kiedy sklepik przez nich prowadzony przez wiele lat zaopatrywał młodzież tylko i wyłącznie w śmieciowe jedzenie. O zmia­nach wiedzieli, mogli się ich spodziewać i do nich przygotowywać. Prawdopodobnie mieli jednak nadzieję, że dostaną na to po pierwsze

FOOD LAB STUDIO - miejsce spotkań miłośników zdrowego gotowania

92 | Aromat

więcej czasu, ale i że metamorfozy, którym będą musieli poddać swój biznes nie będą tak drastyczne. Nie udało się, rozporządzenie jest i może zamiast dopatrywać się w nim samych minusów, warto zobaczyć te dobre strony. Może jednak warto wdrożyć nowe reguły gry, zamiast stawiać nową regulację, ale również siebie i przede wszystkim uczniów z góry na pozycji przegranej. Nie warto nowej ścieżki wykładać obawami, o których ciągle słyszymy. Skupmy się jednocześnie na tym, co możemy podawać dzieciom i co powinniśmy. Sklepiki mogą sprzedawać kanapki czyli rarytas, który pamiętam z czasów licealnych. Tym razem jednak pieczywo musi być razowe lub pełnoziarniste - również pszenne czy bezglutenowe. Mogą być one podawane z mięsem, czyli uściślając nie z czymś co koło mięsa leżało, a konkretnie- jest nim w 70% procentach i zawiera nie więcej jak 10g tłuszczu w 100g produktu. Kanapka może być również z przetworami rybnymi, wówczas zawartość ryb, skorupiaków, czy mięczaków musi przekraczać 60% w takim produkcie na 100g. Oczywiście dozwolone są również te z jajami, czy serem z wyjątkiem tego topionego, który co wiedzieć powinniśmy- serem nie jest. Możemy jednak sporządzić kanapkę np. z pastą z nasion strączkowych. Jako dodatki powinny się pojawić tu warzywa lub owoce - bez soli. Należy również zrezygnować z kalorycznych sosów np. majonezu, ale na rzecz ketchupu, do którego wyrobu zużyto nie mniej niż 120g pomidorów na 100g produktu. Modne ostatnio sałatki i surówki również powinny znaleźć miejsce w sklepikach. Sprzedawane w opako­ waniach jednostkowych na bazie warzyw i owoców bez dodatku soli zaś z mięsem, czy rybą - takimi jak w kanapkach z pewnością zasmakują każdemu uczniowi. Obostrzenia dotyczą również napoi. Skoro nie można sprzedawać tego, co słodzone i gazowane, pozostaje mleko bez dodatku cukrów i substancji słodzących, oraz napoje: sojowy, ryżowy, owsiany, kukurydziany gryczany, orzechowy, czy też migdałowy o niskiej zawartości soli i cukrów. Wybór spory, nie da się zaprzeczyć.


wolontariusze “Szkoły na Widelcu”

Ponadto dzieci w sklepiku powinny mieć możliwość zakupu produktów mlecznych lub tych, które takie zastępują i również zawierają niską zawartość soli oraz cukrów, a także poniżej 10g tłuszczu na 100g produktu. Nie zapomniano o sokach tak bardzo lubianych przez dzieci. Będą miały możliwość zakupu nie tylko tych stricte owocowych, ale również wa­ rzywnych jak i mieszanych. Porcja takiego soku nie może przekroczyć 330ml i oczywiście nie może zawierać cukru przy niskiej zawartości soli. Ponadto sklepiki będą mogły zaopatrywać młodzież w koktajle owocowe, owocowo-wa­ rzywne, warzywne, wodę mineralną o różnym stopniu zmineralizowania, wodę źródlaną, herbaty i napary owocowe, kawę zbożową jak i inne napoje, które będą przygotowywane na miejscu. Najważniejszą informacją pozostaje bezsprzecznie fakt tego, że wszystkie powyżej wymienione napoje, soki nie mogą zawierać cukru i soli, lub tylko jej znikomą ilość. W nie­ których przypadkach można dodać miód pszczeli do smaku. Znane wszystkim produkty zbożowe, często zbyt pochopnie uważane za zdrowe - również mogą być sprzedawane

młodzieży. By jednak mogło się tak stać i one również muszą wykazywać niską zawartość cukrów i soli. Dzieciaki w sklepikach będą mogły kupić również warzywa i owoce, ot mała przekąska np. czy to w formie świeżego chrupiącego jabłka, czy suszonego owocu. Sytuacja stołówek szkolnych również została ujęta w rozporządzeniu i muszą one się do niego dostosować. Od teraz posiłki będą się składać produktów zbożowych lub ziemniaków, wa­ rzyw lub owoców, mleka lub produktów mlecz­ nych, mięsa, ryb, jaj, orzechów, nasion roślin strączkowych oraz innych nasion i tłuszczy. Zwiększy się też ilość posiłków w miejscach, gdzie młodzież żywiona jest całodziennie. Teraz minimalnie będą otrzymywać cztery, zaś dzieci, które w przedszkolu spędzają do pięciu godzin będą musiały mieć zapewnione śniadanie oraz obiad. Kolejnymi ważnymi usta­ leniami z pewnością jest dodatek warzyw lub owoców do każdego posiłku w żywieniu całodziennym, gdzie jedna z tych porcji może zostać zastąpiona 220ml porcją soku. Dzieci muszą przynajmniej raz w tygodniu zjadać rybę zaś potrawę smażoną mogą otrzymać Aromat | 93


miałyby miejsca, gdyby problem nie przenosił się poza obszar funkcjonowania szkoły. Tutaj tak właśnie jest. Dokładnie rzecz ujmując to być może w przeważającej mierze nawet na odwrót. To dom, rodzina kształtują w dziecku nawyki żywieniowe, które w późniejszym czasie przenosi ono na środowisko w jakim zaczyna funkcjonować. Dlatego właśnie rodzice niejako również zostają poddani tym zmianom, ci sami, którzy przez lata utrwalali w swoich dzieciach konkretne nawyki. Środowisko szkolne robiło to zdecydowanie krócej i teraz właśnie ten czynnik ulega naprawie. Jak na dłoni widać, że mamy tu do czynienia z systemem naczyń połączonych. Żadne z ogniw nie jest w stanie funkcjonować, uzdrowić się bez wsparcia tego drugiego, gdyż funkcjonują wzajemnie w swoim obszarze. Szkoła wywierając wpływ na dzieci i młodzież poprzez wprowadzenie zmian dotyczących żywienia wpływa jednocześnie na rodziców swoich podopiecznych. Ci jednak reagują pewnymi obawami, często dezaprobatą, bo niestety, ale w tym momencie ta sama szkoła o rodzicach zapomniała. Nie wspomaga ich odnośnie Grzegorz Łapanowski nie więcej jak raz w przeciągu tygodnia. edukacji prozdrowotnej jak też nie pomaga im W trakcie przygotowywania posiłków może w zrozumieniu problemu w związku z wprowa­ być wykorzystywana jedynie sól o obniżonej dzaniem zmian. zawartości sodu, zaś wszelkie zupy, sosy muszą być wykonane z naturalnych składników bez Propagowanie idei zdrowego odżywiania użycia koncentratów spożywczych. Skoro sklepiki szkolne nie zdołały przygotować Pomóc w tej sytuacji może optymistyczne się do tej rewolucji, jaką niesie za sobą nowe nastawianie i dawka pozytywnej energii. Taką rozporządzenie to nie ma się co oszukiwać, że z pewnością znajdziemy w „Szkole na Widelcu”, również i stołówki załamują ręce. Panie kuchar- fundacji za którą stoi Grzegorz Łapanowski, ki od lat nie są szkolone, przyzwyczajone do a którego mogliśmy poznać ostatnio jako swojej pracy w konkretnych warunkach. Szkoły prowadzącego program „Topchef”. Projekt ten nie zdołały się przygotować na takie zmiany jak istnieje już od trzech lat a powstał właśnie np. zwiększona ilość posiłków, czy zwyczajny z myślą o poprawie jakości żywienia dzieci brak sprzętu, który umożliwi przygotowanie i młodzieży, rodziców, personelu pracującego większej ilości zdrowych obiadów. Problem w kuchni oraz nauczycieli. Pomysłów im nie nie istnieje jednak tylko w samych szkołach. brakuje, zapału również. Rozporządzenie Obawy mają również rodzice. Boją się zmian. spowodowało, że chcą nadal działać - jeszcze Nic dziwnego. Z pewnością nie wiedzą do więcej i jeszcze mocniej. Poza portalem na, końca, co czeka ich dzieci, które albo dopiero którym znajdziemy sporo przydatnych inco pomaszerowały do szkoły, albo wracają tam formacji z tego zakresu, „Szkoła na Widelcu” już kolejny rok i nagle spotykają się z tak dużymi działa również jak najbardziej realnie. Tworzy zmianami. Warto zauważyć, że lęk ten nie oraz wdraża programy edukacyjno-kulinarne 94 | Aromat


dla dzieci i młodzieży, organizuje szkolenia dla rodziców uczniów, nauczycieli, kucharek, intendentek szkolnych z zakresu żywienia oraz wspierała wdrożenie rozporządzenia, a co za tym idzie popiera jego istnienie. Chce głośno mówić o tym, że da się żyć i co więcej przeżyć bazując na nowym rozporządzeniu. Ma w zamiarze pokazać nie tylko samym ucz­ niom, ale również i ich rodzicom, że kanapka z pełnoziarnistym pieczywem i warzywami może być pyszna, a jeśli tylko posiłki jedzone w szkole będą pełnowartościowe to szybko wszyscy zapomną o tym, że z korytarzy właśnie zniknęły automaty wypchane po brzegi słodyczami. Pomysłów jest wiele, począwszy od tych angażujących samych uczniów i kadrę szkolną jak np. warsztaty kulinarne, albo poszukiwanie rozwiązań pozwalających na uniknięcia wymykania się młodzieży podczas przerw do pobliskich sklepów po zakup niezdrowej żywności. Wolontariusze a wśród nich die­tetycy, psychologowie, psychodie­ tetycy czy nauczyciele zaczynają angażować swoje siły, by „Szkoła na Widelcu” z jeszcze większą mocą mogła szerzyć propagowanie idei zdrowego odżywania wśród polskich

wolontariusze “Szkoły na Widelcu”

uczniów. Nie chcą pozostawiać rodziców samotnych w gąszczu nieczytelnych dla nich etykiet widniejących na produktach oraz pań kucharek przerażonych nowym prawem, które wdrażając zdrową żywność zapomniało o zwiększonych wydatkach na ten cel. Dzieci muszą spożywać pełnowartościowe posiłkinie zaś puste kalorie, którymi po brzegi wypchane są słodkie batony, fit jogurty czy napoje pełne konserwantów. Otyłość to już nie stan, przed którym jesteśmy przestrzegani, a realna choroba, która grozi nam wszystkim. Dzieci, które nie są odpowiednio odżywione- nie zjadają śniadań przed wyjściem do szkoły, czy przedszkola, co niestety nie rzadko ma miejscenie są gotowe do nauki. Bywają osłabione albo rozdrażnione. Konserwanty i inne niena­ turalne środki dodawane do żywności mogą być przyczyną powstawania agresji u młodych ludzi. Argumentów jest wiele i nadal przybywa. Z okresu dzieciństwa pamiętam jedynie, że wpajano mi, iż jedzenie cukru jest nie zdro­ we ze względu na powstawanie próchnicy. O tym również nie zapominajmy, ale zróbmy jeszcze więcej i zadbajmy o szczere, szczęśliwe uśmiechy naszych dzieci.

Aromat | 95


Jesienny ślub Zdjęcia Karolina Foks-Piątek Tekst Justyna Zalewska Para Olga i Grzegorz

Myśląc o ślubie wyobrażamy sobie zazwyczaj wiosenną lub letnią scenerię, z mnóstwem soczystej zieleni i kolorowymi kwiatami w tle. Niewielu z nas utożsamia tą uroczystość z przepiękną jesienną scenerią, ferią ognistych barw i spadającymi liśćmi. Jednak takie jesienne wesele i sesja fotograficz­ na mają w sobie mnóstwo uroku i ciepła. Na przekór nieco opatrzonym i często banalnym letnim stylizacjom przedstawiamy jesienny wrześniowy plener. Zdjęcia wyglądają naturalnie, nie są przestylizowane, a dodatkowego „smaczku” dodają owocowe i ciasteczkowe smakołyki.

96 | Aromat


Aromat | 97


Piknik Smakoszy Tekst Dorota Soroka-Kapłon Zdjęcia Ryszard Kapłon

W niedzielę 9 sierpnia w Lublinie na Moście Kultury już po raz trzeci odbył się Piknik Smakoszy organizowany przez Centrum Kultury oraz Lubelską Blogosferę Kulinarną. W ostatnich latach całe zamieszanie organizowała Magda z bloga Messybeauty.pl jednak w tym roku postanowiła podjąć się tego wyzwania Edyta z bloga Pasja Smaku. Po wielu organizacyjnych perypetiach na Moście pojawiły się Gosia z bloga Jedz i smakuj, Marlena z Kuchnia Marlenity, Edyta z Pasji Smaku, Michał prowadzący bloga Z Kuchni wzięte i ja Dorota z moim Rysiem czyli Sierotka maRysia w kuchni. Towarzyszył nam również Wojtek z Browaru Vis, który przygotował degustację domowej produkcji piwa. Każdy z nas przygotował swoje popisowe potrawy. U Edyty nie mogło zabraknąć mini burgerów z czerwonej fasoli lub pieczarkowo–jajecznych, które rozeszły się w mgnieniu oka. Gosia przygotowała kilka rodzajów wód smakowych (malinowa była przepyszna!), które idealnie orzeźwiały w upalne południe, ale i tak hitem na jej stoisku okazała się mega kanapka z długo pieczoną (6-7h) łopatką i konfiturą z czerwonej cebuli, podawana przez jej męża Roberta. Marlena zachwyciła nas słodkimi wypiekami, chociaż do mnie najbardziej przemówiły bułeczki z wytrawnym nadzieniem z mięsa wołowego, pieczarek i pasty curry. Michał natomiast przygotował wiele rodzajów przystawek do piwa. Na moim stoisku jak co roku królowały tartaletki z nadzieniem z koziego sera, buraka ćwikłowego i orzechów włoskich. Potraw zaprezentowaliśmy oczywiście o wiele, wiele więcej i można o nich przeczytać na naszych blogach! Pogoda wyjątkowo nam dopisała. Po zeszłorocznych ulewach, kiedy musiałyśmy schronić się na korytarzach Centrum Kultury, w tym roku nawiedziła nas fala upałów. Jednak pomimo wielu wątpliwości odwiedzający bardzo nam dopisali i na moim stoisku po ok 40 minutach zostały tylko 3 kawałki tarty i troszkę słodyczy! Bardzo korzystna była godzina rozpoczęcia spotkania (14:00 ) ponieważ wielu gości przyszło do nas po prostu na obiad i mam pewność, że nie wyszli nienajedzeni! Piknik Smakoszy jest napraw­ dę niesamowitą rodzinną imprezą. Przycho­dzi na nią wiele rodzin z dziećmi. Moż­ na porozmawiać, podzielić się inspiracjami, spotkać z przyjaciółmi a wszystko to przy pysznym jedzeniu, dobrej muzyce i w genialnym otoczeniu! Zapraszamy za rok, bo mam nadzieje, że letnie spotkania na Moście Kultury staną się imprezą cyklicz­ ną! 98 | Aromat


Michał i jego przystawki do piwa z bloga Z kuchni wzięte

Degustacja domowej produkcji piwa od Wojtka z Browaru Vis

Amoniaczki - Retro ciasteczka od Sierotki maRysia w kuchni

Mini Burgery z fasoli od Edyty z Pasja Smaku

Łopatka długo duszona do mega kanapki Gosi z bloga Jedz i Smakuj

Pyszne kokosanki od Marleny z Kuchni Marlenity

Aromat | 99


DIY Krzesło

Tekst i zdjęcia Justyna Zalewska i Olga Zalewska-Wenarska

Zbliża się jesień, zaczynamy spędzać więcej czasu w domu, z dobrą książką i kubkiem herbaty w ręku. Czego nam wtedy potrzeba? Oczywiście wygodnego, stylowego krzesła. Wyszukajcie na swoich strychach czy pawlaczach oryginalnie wyglądające, zapomniane krzesło i zabierajcie się do pracy. Przekonacie się, że jest to naprawdę proste, a efekt olśniewający. Potrzebne

100 | Aromat

pędzel o miękkim włosiu, farba kredowa Autentico Vintage kolor ivory, śrubokręt, kombinerki, nożyczki, wybrany materiał, zszywki, taker tapicerski (zszywacz), pistolet do gorącego kleju, wkład do pistoletu, taśma ozdobna do wykończenia


Renowację krzesła zaczynamy od zdjęcia starego obicia. Usuwamy ćwieki za pomocą śrubokrętu i kombinerek lekko je podważając.

Ostrożnie zdejmujemy wierzchnią warstwę materiału.

Części drewniane malujemy farbą kredową do uzyskania jednolitego pokrycia. Nakładamy dwie lub trzy warstwy.

Zdjęty materiał wykorzystujemy jako formę do odrysowania na nowym materiale do tapicerowania.

Wycięty materiał przymocowujemy za pomocą takera (lekko naciągając z każdej strony siedziska) do krzesła.

Obite siedzisko ozdabiamy taśmą lub sznurem za pomocą gorącego kleju.

Aromat | 101


Jesień na Lubelszczyźnie WRZESIEŃ 2-3 - 6. Food & Drink Festival - Lublin (CKW Etiuda) 2-6 - Europejski Festiwal Smaku - Lublin 6 - Święto Pieczonego Ziemniaka - Tomaszów Lubelski 13 - XVII Lubelskie Święto Chleba - Lublin 13 - IV Bialski Festiwal Sękaczy - Roskosz 19 - Lubelskie Święto Młodego Cydru - Lublin 19 - Święto pieczonego ziemniaka - Lubycza Królewska 27 - Dzień Pieczonego Ziemniaka - Horyniec-Zdrój 27 - Wykopki kartoflane - Lublin (Muzeum Wsi Lubelskiej) 27 - XVII Święto Jesieni - Kazimierz Dolny (Muzeum Nadwiślańskie)

PAŹDZIERNIK 4 - Obieraczki kapuściane - Lublin (Muzeum Wsi Lubelskiej) 10-13 - BAKEPOL - Targi Przemysłu Piekarskiego i Cukierniczego - Lublin (Targi Lublin) 11 - Święto Pieczonego Ziemniaka- Puławy (Puławy Marina) 25 - Tarnogórskie smaki z ziemniakiem w roli głównej - Dom Kultury w Tarnogórze

LISTOPAD 28-29 - Lubelskie Targi Piw Rzemieślniczych - Lublin (Targi Lublin)

102 | Aromat


Aromat | 103


104 | Aromat

Aromat #2  

Magazyn Aromat #2 Jesień 2015

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you