Przez większość dorosłego życia byłam zupełnym przeciwieństwem kobiety zrelaksowanej. Całymi latami moje dni wypełnia ła rozedrgana mieszanka stresu, pośpiechu i wyczerpania. Desperacko próbowałam pogodzić mnóstwo obowiązków, kierowa na potrzebą zadbania o kwestie finansowe, ale także głębokim poczuciem, że nie zasługuję na nic innego. Jako mała dziewczynka nie byłam taka. Byłam wrażliwa, ciekawa świata, wesoła i dzika. Razem z siostrą spędzałyśmy całe dnie na czytaniu bajek, wspinaniu się na drzewa i wyplata niu ze stokrotek wianków, a właściwie kwietnych łańcuchów tak długich, że można było nimi niemal opleść cały ogród. Odpoczynek i zabawa przychodziły nam zupełnie naturalnie. Żyłyśmy chwilą, bez pośpiechu, bez zastanawiania się nad kwestiami takimi jak produktywność czy perfekcja, bez dążenia do jak najlepszych wyników czy zadowalania innych. A potem, w pewnym momencie drogi do kobiecości – gdzieś między ósmym a trzynastym rokiem życia – przestałam odpoczywać i bawić się, a swoje poczucie wartości zaczęłam opierać na tym, czyje oczekiwania zaspokoiłam i ile osiągnęłam. W miarę nasiąkania przekazem społecznym na temat tego, jaka powinna być „dobra dziewczynka” i „kobieta sukcesu” – opanowana, raczej milcząca i poświęcająca się – straciłam kontakt
ze swoją wewnętrzną mądrością, głosem intuicji, autentycznością. Przestałam ufać swoim uczuciom, potrzebom i ciału. Moje zrelaksowane, ciekawe świata i lubiące się bawić ja zostało pogrzebane pod górą „powinności” i „musiejstw”, przyprawionych wszechobecnym patriarchatem. Bycie sobą nie przestało mi dawać poczucia bezpieczeństwa. Podobnie jak wiele kobiet, większość dorosłego życia spędziłam, jakbym była maszyną. Pracowałam zbyt dużo, płaciłam snem za produktywność i ciągle byłam kompulsywnie zajęta –z uśmiechem przyklejonym do twarzy parłam jak wół przez lęk, niepokój i wyczerpanie, cały czas udając, że wszystko jest w porządku. Pewnego dnia poczułam jednak, że nie mogę już dłużej udawać. Niezależnie od tego, czy było to wynikiem wypalenia zawodowego, depresji, czy też tego, co później zdiagnozowano jako stres pourazowy – a może połączenia wszystkich trzech tych czynników – osiągnęłam punkt krytyczny. Musiałam znaleźć inny sposób życia i bycia.
Wędrując przez mrok i chłód wyczerpania i traumy, poczułam, jak subtelnie przyzywa mnie moje bardziej autentyczne, intuicyjne, współodczuwające ja . To byłam ta sama ja, którą pamiętałam z dzieciństwa, archetyp kobiety, którą nazywam dziś kobietą zrelaksowaną. Wołała mnie w snach i w poezji, przyzywała mnie wewnętrznym głosem, który należał do mnie, a jednocześnie był czymś ponad mną. W dni, kiedy wyczerpana zatracałam się w transie zajętości, mówiła do mnie miękkim, jedwabistym i nieco dzikim szeptem: „Zrelaksuj się, kochana. Weź głęboki oddech. Możesz zwolnić. Możesz odpocząć”. Kiedy słuchałam tego pełnego miłości głosu, który mówił do mnie z wewnątrz mnie samej, czułam, jak budzi się we mnie kobieta zrelaksowana. Nie używam tutaj słowa „zrelaksowana” w jego współczesnym, jakże skomercjalizowanym sensie, odnoszącym się do kosztownych wyjazdów do spa i luksusowych produktów wellness, ale do jego pierwotnego znaczenia,
wywodzącego się ze starofrancuskiego słowa relaschier, oznaczającego „uwolnić, wyzwolić, puścić”.
Kobieta zrelaksowana to kobieta, która jest wolna – może odpoczywać, płakać, popełniać błędy i prosić o pomoc, może doświadczać błogości, przyjemności i radości, może odczuwać swoje emocje, wybierać swoje wartości i reagować z wyrozumiałością dla siebie na nieuniknione przecież w życiu sytuacje stresowe, może ufać sobie, dbać o siebie i być sobą.
Kobieta zrelaksowana to matka cierpiąca na depresję poporodową, która ma odwagę poprosić o pomoc. To córka, która stawia oparte na miłości granice w relacjach z rodzicami, aby chronić swoje zdrowie psychiczne. To koleżanka z pracy, która korzysta z przerwy na lunch, a potem wychodzi z pracy o czasie. Partnerka, która otwarcie mówi o obciążeniu psychicznym i potrzebie sprawiedliwego podziału obowiązków w domu. Jest uosobieniem naszego autentycznego, intuicyjnego, dzikiego ja . Zna swoją wartość, akceptuje swoją siłę i ufa swoim wewnętrznym rytmom ciężkiej pracy i głębokiego odpoczynku, zdrowienia wewnątrz i działania na zewnątrz, bycia przy innych i pozwalania na to, by inni byli przy niej. Czuje się bezpieczna i wolna w swoim ciele i w świecie.
Kobieta zrelaksowana żyje w każdej z nas. Stawanie się nią to podróż polegająca na wyswobodzeniu się z kajdan, wyrwaniu z uwięzi, wyzwoleniu z klatki. To podróż ku uwolnieniu siebie – i innych.
Brak czasu na odpoczynek –dlaczego napisałam tę książkę
Pracując jako psycholożka i terapeutka, zauważyłam, że w życiu setek kobiet, które miałam przywilej wspierać, rozgrywa się historia podobna do mojej własnej. Chociaż doświadczenia każdej z nas były inne, w naszych opowieściach wybrzmiewały
wyczerpanie, przytłoczenie, samotność, wina i wstyd, poczucie uwięzienia, zagubienia, bycia zdradzoną przez fałszywe patriarchalne obietnice szczęścia i sukcesu, a jednocześnie dotkliwa tęsknota za powolnością i spokojem, autentycznością i bliskością, pragnienie prawdziwego uzdrowienia i głębokiego odpoczynku.
Słuchając głosów kobiet i słysząc w nich zbiorowy krzyk przytłoczenia i zmęczenia, zaczęłam zadawać sobie pytanie: dlaczego tak wiele kobiet jest aż tak wyczerpanych? Skąd bierze się ów lęk i owo poczucie winy związane z relaksem, których doświadczamy? Jakie są konsekwencje, zarówno osobiste, jak i zbiorowe, braku odpoczynku, którego potrzebują kobiety? Jak możemy uwolnić siebie same i siebie nawzajem?
Pragnąc dowiedzieć się więcej, zagłębiłam się w badania i odkryłam lukę. Przez całe dziesięciolecia nauka milcza ła n a temat spraw ważnych dla kobiet, takich jak menstru ac ja, menopauza, macierzyństwo, to, co cykliczne, rytmiczne, intuicyjne, płynące z głębi duszy, dzikie. Przez wiele wieków nie rozumiano, jak działają kobiece ciało i umysł, a większość teorii psychologicznych odzwierciedlała poglądy białych mężczyzn. Psychologia odpoczynku i relaksu była natomiast w literaturze całkowicie nieobecna. Zaczęłam więc sama zgłębiać ten temat (feministyczne badanie immersyjne poświęcone relacji kobiet z odpoczynkiem)1 , a w 2022 roku założyłam internetową społeczność The Relaxed Woman, zajmującą się wsparciem kobiet w regeneracji po doświadczeniu stresu i wypalenia zawodowego poprzez coaching i warsztaty. Rozmawiałam z setkami kobiet z całego świata o archetypie kobiety zrelaksowanej, a także o barierach, z jakimi borykają się w kwestii korzystania z potrzebnego im odpoczynku, oraz o tym, jak możemy zacząć tworzyć świat, w którym kobiety będą miały szansę poczuć się wystarczająco bezpieczne i wartościowe, aby wreszcie odpocząć. Chociaż wydawało mi się, że moje badanie
dotyczy odpoczynku, przy okazji ujawniły się również historie poczucia winy, wstydu i niskiego poczucia wartości, stresu, traumy i wypalenia zawodowego, a także uzdrowienia, wolności i zachwytu – a każdy z tych wątków był ściśle powiązany z pozostałymi.
Rezultatem jest książka, którą trzymasz w ręku. Inspiracją do jej napisania było dla mnie piętnaście lat współpracy z setkami odważnych kobiet, które przybyły do mnie w poszukiwaniu wytchnienia i ukojenia, a ostatnio także z kobietami, które z dużą szczerością podzieliły się swoimi historiami w ramach moich badań. Inspiruje mnie również praca kobiet, które przybyły w to miejsce przede mną – od niesamowitych opowieści Clarissy Pinkoli Estés (które niemal dwie dekady temu obudziły we mnie archetyp kobiety zrelaksowanej)2 , poprzez poezję Mary Oliver przypominającą nam o błogosławieństwie nicnierobienia3 , aż po wykład TED Saundry Dalton-Sm ith na temat różnych rodzajów odpoczynku 4 , książkę -okrzyk bojowy Tricii Hersey, zatytułowaną Rest is Resistance, oraz refleksje Elizabeth Gilbert, która pisze o tym, jak trudno jest być wolną i zrelaksowaną w kobiecym ciele (i która była jedyną osobą, jaką udało mi się znaleźć, mówiącą publicznie o tym, że na świecie potrzebne jest więcej zrelaksowanych kobiet)5 . Książka, którą trzymasz w ręku, jest także o tym, jak możemy stać się kobietami zrelaksowanymi. Razem. Bycie i stawanie się kobietami, które potrafią ufać, poddawać się i cieszyć, to niekończąca się podróż. Jestem z wami w tej podróży. Chociaż czuję, że dziś jestem lata świetlne od tej rozedrganej, wyczerpanej kobiety, którą kiedyś byłam, i zazwyczaj potrafię słuchać swojego ciała, szanować siebie na tyle, by powiedzieć „nie”, i porzucić wciąż tkwiące we mnie pragnienie zadowalania innych, bycia idealną i kontrolowania wszystkiego, nadal czasami czuję się zestresowana, niespokojna, zmartwiona i wyczerpana. Wciąż towarzyszą mi nieuniknione przecież
w życiu obowiązki i stresory. Zniknęły jednak nierealne oczekiwania, zinternalizowane zasady i „powinności”, surowe osądzanie samej siebie, poświęcanie i samouciszanie się, strach przed krytyką, brakiem sympatii i niezrozumieniem. Jestem z natury bardzo wrażliwa i głęboko porusza mnie ból i piękno świata, co oznacza, że niektóre dni są dla mnie spokojne i pogodne, a inne nieco bardziej burzliwe. Piękne w tej podróży jest to, że nawet gdy pojawiają się burze – wstyd, strach, stres, smutek, żal, zmartwienia, bolesne wspomnienia – nie utykam w nich. Potrafię się zrelaksować, zaufać, otworzyć serce. Nadal czuję się wolna.
Co zyskujemy, stając się kobietami zrelaksowanymi
Ta książka nie jest o tym, żeby się bardziej starać, wykonywać „pracę wewnętrzną” czy umieścić zadanie „stań się kobietą zrelaksowaną” na swojej liście rzeczy do zrobienia (jestem przekonana, że ta lista jest już wystarczająco długa!). Bynajmniej! Nie chodzi tu o wysiłek, dążenie, cięższą pracę, tolerowanie stresu czy ciągłe parcie naprzód. Wręcz przeciwnie, chodzi o harmonię, poddanie się, swobodę, akceptację, przyjemność, zaufanie, komfort, radość, nadzieję, spokój i wrażliwość – czyli o pojęcia, które wydają się nieco obce w naszej zorientowanej na cele i obsesyjnie skupionej na produktywności kulturze. A jednak, kiedy je czytamy, możemy poczuć, jak całe nasze ciało wzdycha, dostrzegając, jak piękne i potrzebne są to rzeczy.
Kobieta zrelaksowana umie sobie zaufać, odpuszczać kontrolę i pozwala innym widzieć siebie taką, jaka jest. W dzieciństwie wszystko to przychodziło nam naturalnie – w pewnym sensie zatem nie uczymy się tego, tylko to sobie przypominamy. Relaksacja to instynkt, wrodzony odruch, który u wielu
z nas ucierpiał w wyniku działania stresu, traumy i uwarunkowań kulturowych. Stawanie się kobietą zrelaksowaną oznacza przypomnienie sobie, jak się relaksować, jak się uwolnić, jak przyjmować.
Oto kilka przykładów tego, co zyskujemy, stając się kobietami zrelaksowanymi:
• głębokie poczucie wewnętrznej wolności,
• zdolność do odpoczynku bez lęku i poczucia winy,
• oddzielenie poczucia własnej wartości od produktywności,
• uwolnienie się od kompulsywnej aktywności, bezwzględnego dążenia do celu i nadmiernej potrzeby zadowalania innych,
• wyrozumiałość i łagodność w odniesieniu do siebie samych i wszystkiego, co przeszłyśmy,
• umiejętność odpuszczenia kontroli i poddania się nieznanemu,
• ponowne połączenie się z naszym ciałem jako źródłem mądrości,
• zdolność do słuchania głosu intuicji i życia zgodnie z własnymi wartościami, zamiast dostosowywania się do oczekiwań społecznych,
• akceptacja własnych niedoskonałości, ograniczeń i słabości,
• głębsze poczucie więzi i intymności w związkach,
• umiejętność stworzenia przestrzeni dla bolesnych emocji i docenienia mądrości, jaką ze sobą niosą,
• pewność, że potrafimy radzić sobie z nieuniknionymi stresującymi sytuacjami w życiu,
• chęć dbania o siebie, innych i otaczający nas świat,
• poczucie stawania się autentyczną wersją siebie,
• głębokie poczucie, że nasze potrzeby mają znaczenie, nasze głosy mają znaczenie, nasze marzenia mają znaczenie – że my mamy znaczenie.