Spis treści
Rozdział 1. Portret Nietzschego
Rozdział 2. Tragedia: narodziny, śmierć, odrodzenie
Rozdział 3. Rozczarowanie i ucieczka
4. Antynomie moralności
Rozdział 5. Rzecz niezbędna
Rozdział 6. Proroctwo
8. Panowie i niewolnicy
9. Filozofowanie
![]()
Rozdział 1. Portret Nietzschego
Rozdział 2. Tragedia: narodziny, śmierć, odrodzenie
Rozdział 3. Rozczarowanie i ucieczka
4. Antynomie moralności
Rozdział 5. Rzecz niezbędna
Rozdział 6. Proroctwo
8. Panowie i niewolnicy
9. Filozofowanie
Friedrich Nietzsche (1844–1900) był filozofem niemieckim. Za życia – w jego „zdrowej” fazie, która dobiegła końca w 1889 roku – prawie w ogóle nie wzbudzał poważania. Postać Nietzschego stała się pewnego rodzaju łącznikiem dla osób o zdumiewająco rozbieżnych poglądach, które właśnie w jego filozofii starały się odnaleźć uzasadnienie i umocowanie swoich stanowisk. Steven E. Aschheim (1900) w znakomitej pracy poświęconej wpływowi, jaki wywarł Nietzsche w Niemczech w latach 1890–1900, wskazuje, że wśród tych, którzy czerpali inspirację z poglądów Nietzschego, byli „anarchiści, feminiści, naziści, członkowie sekt religijnych, socjaliści, marksiści, wegetarianie, artyści awangardowi, miłośnicy kultury fizycznej i ultrakonserwatyści”. A lista ta wcale nie jest zamknięta. Na przedniej okładce książki znajduje się fotografia przedstawiająca Nietzschego w koronie cierniowej. Na tylnej widzimy Nietzschego w Alpach – nagiego i niezwykle umięśnionego. Niemal każdy z przedstawicieli niemieckiej kultury czy sztuki ostatnich dziewięćdziesięciu lat docenił znaczenie Nietzschego, od Thomasa Manna, przez Carla Junga, aż po Martina Heideggera. W tak zwanym świecie anglosaskim – by użyć słowa, które pojawia się w tytule jednej z prac poświęconych oddziaływaniu Nietzschego w zachodnim świecie anglojęzycznym (Nietzsche in Anglosaxony, Bridgwater 1972) – sprawa wyglądała tak samo. Kolejne fale nietzscheanizmu przetaczały się przez tę część świata, choć były też okresy, kiedy Nietzsche nie cieszył się dobrą reputacją: w czasie drugiej wojny światowej uznawano go za inspiratora niemieckiego militaryzmu, a to nie
podobało się aliantom. Dołożyły się do tego problemy z przekładami; na początku minionego stulecia prace Nietzschego były wprawdzie tłumaczone chętnie, ale w sposób pośpieszny i niedokładny, często nawet nie na angielski, ale na język tylko angielski przypominający. Przez blisko pięćdziesiąt lat te archaizujące, groteskowe wręcz przekłady były jedynymi pracami Nietzschego dostępnymi na rynku anglojęzycznym. Być może ich styl odstraszał potencjalnych nowych tłumaczy dzieł Nietzschego. Gdy Nietzsche niemal całkowicie utracił reputację w Anglii i Stanach Zjednoczonych, nastąpił przełom. Walter Kaufmann, emigrant, profesor filozofii na Uniwersytecie w Princeton, zajął się badaniem twórczości Nietzschego i rozpoczął cykl tłumaczeń wielu sztandarowych dzieł niemieckiego filozofa. Książka, która zapoczątkowała to przedsięwzięcie – studium monograficzne o Nietzschem (Kaufmann 1974, pierwsze wydanie opublikowano w roku 1950) – na długie lata ukształtowała sposób postrzegania Nietzschego w świecie anglojęzycznym. Nietzsche zrekonstruowany przez Kauffmana był dużo bardziej tradycyjnym myślicielem niż ten wcześniejszy, który inspirował anarchistów, wegetarian itd. Ku powszechnemu zaskoczeniu, i nieco mniej powszechnej zgodzie, Nietzsche okazał się człowiekiem rozsądnym, wręcz racjonalistą. Kaufmann starał się pokazać, jak daleko było w istocie Nietzschemu do nazistów, zwolenników romantyzmu w sztuce oraz wszystkich ruchów irracjonalistycznych, których przedstawiciele uznawali się za kontynuatorów jego myśli. Przy takiej interpretacji niemieckiego filozofa trudno było zrozumieć, skąd wzięło się całe wcześniejsze zamieszanie. W taki właśnie sposób rozpoczęła się kariera Nietzschego jako filozofa akademickiego: postawionego w jednym szeregu z Baruchem Spinozą, Immanuelem Kantem, Georgiem Heglem i innymi wybitnymi przedstawicielami zachodniej tradycji myślowej, konfrontowanego z najważniejszymi filozofami wszech czasów. Dzięki legitymizującej to całe przedsięwzięcie rozległej wiedzy Kaufmanna
badacze – najpierw amerykańscy, potem stopniowo też angielscy – zaczęli się skłaniać do zgłębiania spuścizny Nietzschego. Jako punkt wyjścia przyjęli ustalenia Kaufmanna i zaczęli badać obecne u Nietzschego problemy obiektywności, istoty prawdy, istoty jaźni, jego nawiązania do myśli greckiej, a także inne niewinne tematy (tak przynajmniej wynikało z treści ich prac).
W tym czasie wzrosło zainteresowanie filozofią Nietzschego w Europie (chociaż dla ścisłości: nie można powiedzieć, żeby kiedykolwiek popadła tam w niełaskę). Po drugiej wojnie światowej Nietzschego zawłaszczyli europejscy egzystencjaliści i fenomenolodzy, a w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zwolennicy teorii krytycznej, poststrukturaliści i dekonstrukcjoniści.
W szczególności te dwa ostatnie ruchy, które zaczynały coraz śmielej ogarniać Stany Zjednoczone, ogłosiły Nietzschego swoim głównym źródłem inspiracji. Równolegle Nietzsche zaczął się cieszyć sympatią niektórych filozofów analitycznych, którzy odkryli, że część jego idei nie jest aż tak odległa od ich zainteresowań badawczych. Jak to bywa w środowisku akademickim, poklepali prekursora po plecach, rozpoznając w jego obserwacjach zalążki własnych stanowisk, a jednocześnie do ich ugruntowania wykorzystali autorytet samego Nietzschego. W dzisiejszych czasach nietzscheanizm jest niczym rozwijający się przemysł. Liczba książek poświęconych Nietzschemu lub jego filozofii, powstających każdego roku, przewyższa to, co pisze się o jakimkolwiek innym myślicielu. Wynika to z atrakcyjności tej filozofii –dla najróżniejszych szkół myślenia i antymyślenia.
Nie ma co zakładać, że Nietzsche byłby zupełnie niezadowolony z takiego obrotu spraw. Przez całe życie (jeśli nie zaznaczę inaczej, to pisząc o życiu tego filozofa, będę miał na myśli okres do momentu, gdy ogarnęła go choroba psychiczna, jedenaście lat przed śmiercią) jego idee cieszyły się umiarkowanym zainteresowaniem. Brak popularności nie wprawiał go w zgorzknienie – mało co mogłoby się zresztą do tego przyczynić –
wywoływał jednak pewien dyskomfort. Nietzsche wierzył bowiem, że prawdy, które głosił, miały fundamentalne znaczenie dla jemu współczesnych. A oni je ignorowali, niepomni konsekwencji – zgodnie zresztą z jednym z jego proroctw. Niemniej patrzyłby z pogardą na wszystko, co pisano lub robiono pod jego egidą, a wtłoczenie go w ramy filozofii akademickiej uznałby za ostateczną porażkę (choć trzeba przyznać, że nie były to najgorsze ramy, w których przyszło mu funkcjonować). Za żadną cenę nie chciał być kojarzony ze światem systemowej filozofii, w którym wszystko było przedmiotem dyskusji, a nic –przedmiotem działania.
Zanim przejdziemy do omówienia poglądów Nietzschego, warto zastanowić się nad fenomenem jego idei. Dlaczego były one tak atrakcyjne dla tak wielu – i to bardzo zróżnicowanych – nurtów myślowych? Odpowiem na to pytanie w dalszej części pracy. W ramach wstępnego wyjaśnienia zaryzykuję jednak stwierdzenie, że tym, co najbardziej przyciągało w Nietzschem, była jego oryginalność. Po pierwszych pracach (Narodziny tragedii, 1872 i Niewczesne rozważania, 1873–1876)
Nietzsche zaczął pisać książki składające się z krótkich rozdziałów; liczyły one często mniej niż stronę i wręcz graniczyły z aforyzmami. Zasadniczo jednak różniły się od typowych aforyzmów, czyli zwięzłych, oczywistych kilkuzdaniowych powiedzonek o naturze ludzkiego doświadczenia. Zakres tematów, które porusza Nietzsche, jest ogromny, a wiele z nich może być dla czytelnika zaskakujących, biorąc pod uwagę, że zostały podjęte właśnie przez filozofa – klimat, dieta i odżywianie, ćwiczenia fizyczne lub europejskie miasta, na przykład Wenecja. Ponadto jego uwagi zwykle nie są ściśle uporządkowane. Dzięki temu dużo łatwiej wgłębić się w idee Nietzschego niż innych filozofów, a zważywszy na osobisty wstręt Niemca do systemów filozoficznych, czytelnik może z czystym sumieniem oddać się niesystematycznej lekturze. Wiele z tych
quasi-aforyzmów ma radykalny charakter i choć Nietzsche nie ujawniał wprost, jakie miał sympatie, to bez większego trudu można się domyślić, czego nie znosił (na ten temat pisał zarówno dowcipnie, jak i bardzo stanowczo). Jego antypatie przynoszą czytelnikom powiew świeżości; nie znosił bowiem, w każdym aspekcie, współczesnej cywilizacji, a w szczególności cywilizacji niemieckiej.
Nietzsche uważał, że trawiona zabójczą dekadencją ludzkość egzystuje od ponad dwóch tysięcy lat na kulturowych zgliszczach usypanych z fundamentalnie błędnych poglądów, które dotyczą wszelkich istotnych spraw. Jeśli nie odważymy się na drastyczny zwrot i nie zaczniemy wszystkiego od nowa, niechybnie będziemy skazani na zagładę. Taką postawą dał asumpt do namysłu ludziom, którym w smak było zerwanie z całym dotychczasowym dziedzictwem kulturowym. Nietzsche nie miał jednak złudzeń, że do takiego zerwania nigdy nie dojdzie.
Szerszego komentarza wymaga różnorodność interpretacji twórczości Nietzschego, które rozrastają się na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci (choć duch tych wypowiedzi jest już mniej apokaliptyczny). Postronny odbiorca mógłby odnieść wrażenie, że Nietzsche pisał wyjątkowo niejasno i nieraz popadał w sprzeczność. Oba te zarzuty nie są zupełnie pozbawione podstaw. Ich powaga i surowość słabną jednak, jeśli uwzględni się, że przez szesnaście lat aktywności twórczej Nietzsche w stopniu bezprecedensowym zmieniał i ulepszał własne poglądy i rzadko zadawał sobie trud sygnalizowania tych zmian.
Próbował za to patrzeć na swoje wcześniejsze prace z nowej perspektywy i analizować je – tak jakby sugerował, że nie da się zrozumieć jego późniejszych pism bez znajomości poprzednich i bez uświadomienia sobie, jaki rozwój nastąpił w życiu filozofa. Był to jego zdaniem przykład na to, jak współczesny człowiek –zniewolony przez upadającą kulturę XIX wieku – może dokonać przejścia: od przyzwolenia na taki stan upadku do buntu i próby
przeprowadzenia radykalnego przełomu. W 1886 roku, czyli w schyłkowej fazie swojego życia i twórczości (z czego oczywiście nie zdawał sobie sprawy), Nietzsche poświęcił wiele uwagi swoim już wydanym pracom. W wypadku niektórych ograniczył się do dodania nowych, często surowych i krytycznych, wprowadzeń. W przypadku innych – na przykład Wiedzy radosnej – skończyło się napisaniem książki od nowa. Była to część pewnego programu, zgodnie z którym nie należy z żalem odcinać się od przeszłości i traktować jej jak niebyłej. Wielu komentatorów Nietzschego zostało w ten sposób sprowadzonych na manowce – interpretowali jego dzieła tak, jakby powstały w tym samym momencie, przeoczając ewolucję poglądów autora.
Innym powodem dezinterpretacji i często uderzających zniekształceń myśli Nietzschego jest jego styl pracy. Przynajmniej od roku 1872, ale prawdopodobnie już wcześniej, filozof spędzał większość czasu na pisaniu. Lista tekstów, które opublikował, jest imponująca. Nietzsche jednak równie żarliwie pisał, co sporządzał notatki i – niestety dla niego – większość tych zapisków przetrwała i została opublikowana jako Nachlass. Pisma z lat 1884–1885. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby obowiązywała zasada zdecydowanego oddzielania tego, co Nietzsche sam opublikował (przejrzawszy i przygotowawszy do druku), od tego, co znalazło się w jego nieformalnych notatkach. Praktyka była jednak inna – nawet tym komentatorom, którzy deklarują przestrzeganie wspomnianej zasady, zdarza się powoływać na cytaty z Nachlass (gdy potwierdzają one zajmowane przez nich stanowisko). Ma to szczególne znaczenie w przypadku koncepcji, z których Nietzsche jest najbardziej znany, takich jak wola mocy czy idea wiecznego powrotu. Na ich temat Nietzsche wypowiadał się szczególnie powściągliwie i nie rozwinął tych pomysłów. Być może sądził, że samo podjęcie tych zagadnień było trafieniem na filozoficzną żyłę złota i nie wymagało dokładniejszego opracowania. W konsekwencji jednak jego komentatorzy
mogą snuć hipotezy i interpretować pewne stwierdzenia w zgodzie – jak sądzą – z intencjami Nietzschego. Niektórzy uważają nawet, że prawdziwy Nietzsche to ten z Nachlass, a prace opublikowane stanowią rodzaj misternie – nawet bardzo – skonstruowanej maski. Takie absurdalne stanowisko zajął Martin Heidegger, który dzięki temu mógł promować własny system filozoficzny, jako wywodzący się od Nietzschego i krytyczny wobec dokonań tego filozofa.
Ja sam – podobnie jak inni komentatorzy – będę czasami sięgał do cytatów z Nachlass (jednak z wyraźnym oznaczeniem takich miejsc). Nietzsche przywiązywał ogromną wagę do formy tego, co publikował, i zdecydowanie nie uważał, że styl pracy jest czymś drugorzędnym. Wręcz przeciwnie – nawet jego notatki są bardziej dopracowane niż niejedna ostateczna, oficjalna praca innych filozofów. Kiedy jednak porówna się jego opublikowane dzieła z prywatnymi zapiskami, różnica jest uderzająca. Skłania to do ostrożności w zrównywaniu tych typów prac. Zwracam na to uwagę, ponieważ – jak zobaczymy – pomieszanie tych dwóch rodzajów tekstów wymiernie przyczyniło się do tworzenia różnych mitów na temat Nietzschego.
Nic, co zostało powiedziane wyżej, nie wyjaśnia, dlaczego niekiedy przedstawia się Nietzschego jako Męża Boleści* czy w innych licznych pokrewnych przebraniach. Wziąwszy pod
* Autor nawiązuje do toposu pochodzącego z ikonografii chrześcijańskiej, który przedstawia zmarłego lub zmartwychwstałego Chrystusa, często w koronie cierniowej. Czytelnik, który chciałby zapoznać się z szerszą problematyzacją relacji łączącej filozofię Nietzschego z religią chrześcijańską, może sięgnąć do prac Karla Jaspersa Rozum i egzystencja. Nietzsche a chrześcijaństwo (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1991) oraz Krzysztofa Michalskiego Płomień wieczności. Eseje o myślach Fryderyka Nietzschego (Wydawnictwo Znak, Kraków 2007) [wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczy].
uwagę ogrom wieloznaczności dotyczących jego osoby i myśli oraz ostrożność w kwestii definicji bożka, należałoby przypuszczać, że istnieją granice możliwych dezinterpretacji. Wygląda jednak na to, że takich granic nie ma. Ktoś, kto tak jak Nietzsche zyskał ogromną popularność – a w dodatku taką, której w pewnym momencie nie dało się już zatrzymać – siłą rzeczy zostanie zinstrumentalizowany i używany jako ikona. O ironio, historia ta przypomina więc losy Ukrzyżowanego – jego antypoda. Jedne z ostatnich słów Nietzschego brzmiały: „W tych warunkach obowiązkiem, przeciw któremu burzą się zasadniczo me nawyki, a bardziej jeszcze duma mych instynktów, jest powiedzenie: Słuchajcie mnie! Bo jestem ten a ten. A przede wszystkim nie mylcie mnie z innym!” (EH, 15–16). Minęło przeszło sto lat od napisania tych słów – a niewielu czytelników Nietzschego, a jeszcze mniej tych, którzy o nim słyszeli, nie popełniło tej pomyłki.