Eksplozja demograficzna w Trzecim Świecie i zastój w świecie Białych
Zmiany światowego układu sił
Rozdział 5. Utylitarystyczne zyski z rewolucji naukowo-technicznej
zdrowiej
pod dostatkiem żywności
ludzi żyje w niewyobrażalnym do niedawna dostatku
stało się bezpieczniejsze
Mamy wiele czasu wolnego i wielką ofertę rozrywkową
IV. LUDZKOŚĆ NA KURSIE KOLIZYJNYM Z PRZYRODĄ
6. Groźba zagłady atomowej
Wprowadzenie: jak masę zamienić w energię?
wybuchów jądrowych
Wyścig zbrojeń jądrowych i mozolne kroki ku jego powstrzymaniu
Rozdział 7. Niebezpieczeństwo być może zażegnane: dziura ozonowa .
Wprowadzenie: fale elektromagnetyczne czy kwanty energii?
Słoneczny ultrafiolet a atmosfera.
Dziura ozonowa: jak powstała i jak ją odkryto
Protokół montrealski
Rozdział 8. Globalne ocieplenie
Wprowadzenie 1: o promieniowaniu elektromagnetycznym i temperaturach panujących na Ziemi
Wprowadzenie 2: o temperaturach, jakie panowały w przeszłości i o przyczynach ich zmian
Gazy cieplarniane emitowane przez ludzi
Badania naukowe nad wzrostem globalnych temperatur i jego skutkami
Pierwsze próby przeciwdziałania globalnemu ociepleniu
Rozdział 9. Współczesne rolnictwo: szanse i zagrożenia
Wkład produkcji i konsumpcji żywności w
Terytorialna ekspansja rolnictwa
terenów na potrzeby rolnictwa
Nawozy sztuczne i konsekwencje ich stosowania
Monokultury rolnicze a pestycydy
Inżynieria genetyczna w rolnictwie
Rozdział 10. Spadek bioróżnorodności
Wprowadzenie: o powstawaniu i znikaniu gatunków, a także
o obecnym rozkładzie biomasy.
Czy wywołujemy szóste wielkie wymieranie?
Zagłada dziko żyjących ssaków.
Stan populacji ptaków, gadów i płazów
Degradacja lasów
Degradacja wód śródlądowych
Szybka moda
Antybiotyki
Przemysł turystyczny niszczy najpiękniejsze zakątki Ziemi
Część V. DLACZEGO NIE UDAJE SIĘ ZAPOBIEC
ZAGROŻENIOM?
Rozdział 12. Problemy z naukowym obrazem świata
Wiedza naukowa jest trudna do przyswojenia
Wiedza naukowa nie zaspokaja naszych pragnień i nie łagodzi naszych lęków
Rewolucja naukowo-techniczna a liberalna demokracja
Czy naukowcy są autorytetami?
Tendencje antynaukowe w kulturze i polityce
Ostrzeżenia naukowców dla ludzkości
Rozdział 13. Co czeka nas i życie na Ziemi?
Jak zapobiegać groźbie zagłady nuklearnej?
Dziura ozonowa i podobne
Dlaczego nie jesteśmy w stanie zatrzymać globalnego ocieplenia?
Co w związku z globalnym ociepleniem czeka nasze praprawnuki?
Czy i w jaki sposób można ograniczyć emisje gazów cieplarnianych?
Więcej, jeszcze więcej – tyle że ekologicznie.
Czy ilość śmieci przekroczyła granice planetarne?
Co dalej z produkcją żywności?
Perspektywy dalszego spadku bioróżnorodności
Problem rozproszonej odpowiedzialności
Nierówności społeczne
Przeludnienie
Zakończenie
Bibliografia
JAK
DO TEGO DOSZŁO?
WydawnictwoNaukowePWN
Dwa miliony lat temu pojawił się, chyba w centralnej Afryce, niezwykły gatunek zwierząt: homo erectus. Osobniki tego gatunku wzrost miały podobny do naszego i – jak sama nazwa wskazuje – chodziły na dwóch nogach. Miały niezwykle duże mózgi, o objętości około 800 cm3, a także zręczne dłonie. Jako bliscy krewni goryli i szympansów, słabo trawiły mięso, nie miały też pazurów i zębów dość silnych na to, aby zabić zwierzę, a potem je zjeść. Spędzały noce na ziemi, co czyniło ich łakomym kąskiem dla drapieżników. Znalazł się na te kłopoty sposób: osobniki homo erectus co najmniej kilkaset tysięcy lat temu zaczęły używać ognia. Drapieżniki ognia się bały, a poddane obróbce termicznej mięso oraz bulwy roślin stawały się łatwo przyswajalne. Mało tego, istoty te zaczęły wytwarzać włócznie i może jeszcze inne narzędzia łowieckie, a ostre krawędzie rozbitych kamieni pozwalały im poćwiartować upolowane zwierzę. Dzięki temu zasiedliły wielkie obszary planety: ich ślady odnajdujemy od Afryki po Daleki Wschód. Uzależnienie przetrwania od wytwarzania narzędzi i używania ognia uruchomiło silne mechanizmy selekcyjne, promujące rozwój mózgu, a także dłoni. Co najmniej 450 tysięcy lat temu z homo erectus powstali neandertalczycy. Ich mózgi miały średnią objętość 1600 cm3 w przypadku mężczyzn i 1300 cm2 w przypadku kobiet. Natomiast jakieś 200 tysięcy lat temu, w centralnej Afryce, pojawili się homo sapiens. Mieli – i nadal mają – mózgi o objętościach około 1350 cm3.
Ludzie więc, od swych przedludzkich form poczynając, byli istotami, których przetrwanie zależało od tego, co wytwarzali: od ognia, broni, szałasów lub chat, ubrań, narzędzi, naczyń itd. Nie były to umiejętności instynktowne (jakie np. sprawiają, że ptaki budują gniazda). Zostały wynalezione, po czym – w procesie socjalizacji – przekazane kolejnym pokoleniom. A kolejne pokolenia umiejętności, których je nauczono, czasem doskonaliły. Nie były to tylko umiejętności. Żyjąc, ludzie zdobywali wiedzę o świecie, a wiedza – ujęta w formy językowe – znajdowała praktyczne zastosowania, często nieprzewidywalne dla odkrywców. Odkrycia i wynalazki, a także sam proces wytwarzania, zmieniły zaś sposoby działania selekcji naturalnej. Trwającej setki tysięcy lat działalności wytwórczej zawdzięczamy nie tylko to, że przetrwaliśmy, ale że w ogóle pojawiliśmy się na tej planecie. Można by powiedzieć, że człowiekowate stworzyły same siebie – nie mając pojęcia o tym, co robią
WydawnictwoNaukowePWN
LUDZKOŚĆ NA KURSIE KOLIZYJNYM
Z PRZYRODĄ I ZE SOBĄ
WydawnictwoNaukowePWN
Titanic możliwościami technicznymi przewyższał wszystkie statki, jakie w pierwszych latach XX wieku pływały po oceanach. Wygody dla podróżnych, zwłaszcza tych z wyższych klas, także były niezrównane. Najnowszy wynalazek – radio – pozwalał utrzymywać kontakt ze światem ze środka Atlantyku. A wreszcie statek miał być praktycznie niezatapialny, w związku z czym drastycznie ograniczono liczbę szalup ratunkowych na jego pokładzie. Mimo ostrzeżeń o obecności gór lodowych w trakcie swego dziewiczego rejsu mknął w środku nocy z pełną prędkością – gdyż zamiarem armatora było przepłynięcie trasy między Southampton a Nowym Jorkiem w rekordowym czasie. Skończyło się katastrofą, w której zginęło dwie trzecie pasażerów i członków załogi. Gdy analizuje się przyczyny nieszczęścia, są to żądza zysku i lekkomyślność.
Z korzyści, jakie przyniosła nam rewolucja naukowo-techniczna, o których była mowa w rozdziale piątym, możemy się tylko cieszyć. Wywody z kart kolejnych rozdziałów i wspominane tu ostrzeżenia naukowców budzą jednak obawy, że długo już cieszyć się nie będziemy. Że może zamieniliśmy Ziemię w Titanica i mkniemy teraz, przez noc, ku zagładzie. Dla obecnych pokoleń z krajów cywilizacyjnego centrum zapewne nagromadzonych bogactw jeszcze wystarczy – choć już dziś rejony te poddane są potężnej presji migracyjnej – ale nasze dzieci
czy wnuki mogą być świadkami lub ofiarami gigantycznych nieszczęść.
WydawnictwoNaukowePWN
A z przyrody pozaludzkiej zostać mogą tylko żałosne resztki. Przewidywanie przyszłości jest, o czym trzeba pamiętać, z wielu względów zawodne. Jakie szanse miałby ktoś żyjący np. w 1900 roku na przewidzenie tego, jak będzie wyglądał ludzki i pozaludzki świat po stu latach? Po pierwsze, zjawiska pogodowe, biologiczne czy społeczne są niesłychanie skomplikowane. Między czynnikami wywierającymi wpływ na zdarzenia zachodzą liczne sprzężenia zwrotne, które miewają skutki trudne do przewidzenia, zwłaszcza wtedy, gdy pewne parametry osiągną wartości dziś niespotykane. Po drugie, nie wiemy, jakie naturalne procesy wystąpią, czy np. nie nastąpi wybuch superwulkanu Yellowstone w Stanach Zjednoczonych bądź Toba na Sumatrze (taka eksplozja, przez ograniczenie na kilka lat dostępu światła słonecznego, doprowadziłaby do śmierci głodowej większości ludzi), albo czy na ludzi i inne organizmy nie spadną jakieś straszne choroby. Po trzecie wreszcie, nie wiemy, jak zachowają się nasi potomkowie, szczególnie wtedy, gdy znajdą się w sytuacjach kryzysowych: czy rozpoczną wojny o dostępne jeszcze zasoby, czy „przyjdą do rozumu” i nawiążą globalną współpracę, a może niczego nie zrobią, póki ich świat sam się nie zawali (dotychczasowa historia ludzkości dostarcza przykładów każdego z tych trzech, i jeszcze innych, rodzajów zachowań). Nie wiemy – a to może mieć znaczenie kluczowe – jakie odkrycia naukowe zostaną dokonane i jakie wynalazki techniczne się pojawią. I tak dalej. Z drugiej jednak strony trudno powstrzymać się od myślenia o tym, co nas i naszych potomków czeka.
Rozdział 13. Co czeka nas i życie na Ziemi?
Jak zapobiegać groźbie zagłady nuklearnej?
WydawnictwoNaukowePWN
Ludzkość do końca swego istnienia będzie posiadała broń, która może ją unicestwić. Równowaga lęku jak dotąd uchroniła nas przed jej użyciem, ale czy głupota, brawura, fanatyzm, a może wyjątkowo niefortunny splot czynników nie doprowadzą kiedyś do nuklearnego starcia? Jakie byłyby skutki takiej wojny? Na to pytanie nie sposób odpowiedzieć, nikt bowiem nie przewidzi jej przebiegu: czasu trwania, liczby i rodzaju zdetonowanych bomb, tego, w jakie cele zostaną skierowane. Pomyślmy o jednym z możliwych scenariuszy. Zapewne pierwszy atak dokonany by został za pomocą bomb termojądrowych detonowanych na granicy atmosfery, wytwarzających niezwykle silny impuls elektromagnetyczny. (Taki impuls towarzyszy każdej eksplozji jądrowej, a specjalna konstrukcja bomby może go bardzo wzmocnić). W ułamku sekundy prądy, indukowane przez fale elektromagnetyczne we wszelkiego rodzaju przewodnikach, spaliłyby na olbrzymim obszarze urządzenia elektroniczne: komputery, telefony, radia, telewizory, lodówki, kuchenki mikrofalowe i inne. Zniszczone zostałyby transformatory i sieci przesyłowe, a w elektrowniach wybuchłyby pożary. W kraju pozbawionym elektryczności i cywilnych środków łączności (wojska mają urządzenia chronione przed takimi impulsami) przestałyby działać sieci wodociągowe, podstawowe urządzenia w szpitalach, w sumie niemal cała cywilna infrastruktura.
Paraliż systemów zabezpieczeń mógłby doprowadzić do chemicznych eksplozji reaktorów jądrowych, podobnych do tych znanych z Czarnobyla i Fukushimy – tyle że tym razem nie byłoby ludzi i środków niezbędnych do walki ze skutkami takich katastrof.
Równoległe uderzenie trafiłoby w urządzenia wojskowe, zwłaszcza w wyrzutnie rakiet i lotniska, okręty nawodne i podwodne, a także w największe zgrupowania wojsk – tyle że eksplozje przy okazji unicestwiałyby okoliczne miejscowości. Zapewne uderzono by też w wielkie miasta. Gdyby połowa z istniejących obecnie głowic dotarła nad cel, a każda zabiłaby tylu ludzi, ilu zginęło w Hiroszimie, to ofiar byłoby kilkaset milionów – a przecież dziś większość bomb jest silniejsza, a miasta większe. Innym ponętnym celem byłyby wielkie zapory, których zniszczenie wywołałoby gigantyczne powodzie – a dotknięci nimi nie mogliby liczyć na pomoc z zewnątrz.
WydawnictwoNaukowePWN
Trudno powiedzieć, czy powstrzymano by się przed użyciem bomb kobaltowych. Można taką zrobić, otaczając bombę termojądrową płaszczem z kobaltu, pierwiastka o liczbie atomowej 27. W chwili eksplozji olbrzymi strumień neutronów przeobraża kobalt-59 w promieniotwórczy kobalt-60. Ten wyparowuje, a następnie opada na ziemię. Jego czas połowicznego rozpadu wynosi 5,27 lat – dość krótko na to, aby stężenie śmiercionośnego promieniowania było wysokie, a zarazem za długo, aby dało się przeczekać najgorszy czas w schronach (po upływie 10,5 roku wciąż pozostanie jedna czwarta pierwotnej ilości wspomnianego izotopu). Gdyby doszło do skażenia wód gruntowych, to trzeba by zaopatrywać się w wodę przywożoną z terenów nieskażonych – co zapewne byłoby nieosiągalne. W rezultacie wielkie obszary na szereg lat przestałyby się nadawać do zamieszkania, a nawet gdyby wreszcie dało się tam wrócić, to przez jakiś czas nie na stałe.
Opady promieniotwórcze wystąpiłyby tak czy inaczej i zabiły – czasem po wielu latach – kolejne dziesiątki milionów ludzi, zanieczyściły wody, wywołały liczne mutacje u przyszłych pokoleń. Mutowałyby też wszystkie inne organizmy. Mutacje drobne, uzupełnione selekcją naturalną, to czynnik napędowy ewolucji, ale mutacje silne są niemal zawsze szkodliwe. Mało tego, zmutowane bakterie mogłyby się
Rozdział 13. Co czeka nas i życie na Ziemi?
stać źródłem nieznanych dotąd chorób (przy jednoczesnym paraliżu systemów opieki zdrowotnej czy braku środków higieny, a zwłaszcza czystej wody).
WydawnictwoNaukowePWN
Wokół wielu zaatakowanych obszarów powstałyby wielkie pierścienie ognia: płonęłyby lasy, budynki, magazyny paliw itd. Olbrzymie ilości dymów, niesionych wiatrami na wielkie obszary, a zasłaniających Słońce, zatrzymałyby procesy fotosyntezy tam, gdzie jeszcze trwałoby ż ycie, a przede wszystkim wywołałyby, być może, nuklearną zimę. Co do nastania takowej zdania są wśród naukowców podzielone. Na podstawie niektórych modeli obliczono, że średnie temperatury w skali całej planety mogłyby spaść na kilka lat nawet o 8oC – a zatem zrobiłoby się zimniej niż w apogeum ostatniej epoki lodowcowej. Trafność tych modeli jest jednak kwestionowana. Prognozowano załamanie klimatu, gdy Irakijczycy w 1991 roku podpalili kuwejckie instalacje naftowe. Gigantyczne pożary kilkuset szybów, a w wielu miejscach jezior rozlanej ropy, trwały przez kilka miesięcy, a jednak zmiany pogody były tylko lokalne. Globalny efekt zależy od tego, jak wysoko wzniosłyby się dymy, ile z nich zostałoby spłukanych przez deszcze, a przede wszystkim, ile by było pożarów i co by płonęło. Niektóre prognozy są, co ciekawe, wręcz odwrotne: zgodnie z nimi wzrost ilości dwutlenku węgla z pożarów i metanu z rozkładających się zwłok globalne temperatury by podniósł. Problem w tym, ż e dla rolnictwa takiego, jakie jest, każda zmiana średnich temperatur jest szkodliwa. Trudno sobie wyobrazić, aby przez wiele lat możliwe było wytwarzanie ż ywności w ilościach niezbędnych dla wszystkich tych, którzy pozostaliby przy życiu.
Zdesperowani ludzie rzuciliby się do walki – choćby na dzidy i kamienie – o ocalałe resztki, albo o obszary nadające się jeszcze do życia. Tak jak wskutek samych wybuchów zginęłyby, w przypadku wojny światowej, setki milionów ludzi, tak głód, towarzyszące mu choroby i walki o przetrwanie zapewne zabiłyby miliardy. Również lokalna wojna jądrowa, np. między Indiami a Pakistanem, nawet gdyby nie wykroczyła poza granice tych państw, mogłaby – przez swój wpływ na pogodę i opady promieniotwórcze – zabić miliony ludzi w innych krajach.