Spis rzeczy
Wprowad zenie do Dzieł zebranych Barbary Skarg i . . .
Zachęta do czytania rozpraw Barbary Skargi . Przedmowa
do pierwszego wydania
Przekraczając cza s: trzy prze słania Barbary Skargi Przedmowa
do d rug iego wydania
Nota redakcy jna
Wokół f ilozof ii
Kilka słów w obronie meta f izyki
O nadużyciach intelektu
Kilka uwag na temat porz ąd ku
D wie for my czasu
Na marg inesie wsp ółczesnych bad ań nad wyobra ź ni ą społeczną
O f ilozof ię bać się nie musi my
Wokół kultury
Kultura europejska i jej i mperatywy
Tożsa mość i hu manizm
O nieutylitarności hu manistyki
Uczony i polityka
Po śm ierci Emmanuela L év inasa . Odsłonić kiełkujące zło . .
Przestroga przed utopią
Wokół człowieka
Teolog ia negatywna a człowiek .
Pytać o zło
Jak pytać o nad zieję
O wierności
O cynizm ie słów kilka
O bezwstyd zie
Mały traktat o przesądach na Traktacie Jana Baptysty T hiersa zbudowany
O człowieku
Z e starej teki
Czy pozytywizm jest kierunkiem antynarodowy m?
D wa prog ra my
Kated ra i mansarda
Sylwetki
Eseje Elzenberga i ich przesłanie
W rozterce m ięd zy „historią święt ą” a nosem Kleopatry
W C ollège de France
Nota bibliog ra f iczna
Indeks osób
161
171
179
185
203
205
225
Zachęta do czytania rozpraw Barbary Skargi
Przedmowa do pierwszego wydania
Ma my tu dwad zieścia kilka esejów (artykułów? rozpraw? wykładów? referatów? rozmów?), które, jak to zwykle w takich zbiorach bywa, pisane były niezależnie od siebie i nie układają się w og niwa naturalnego łańcucha, tak iż czytelnik może je w dowolnej kolejności pożywać. Rychło jed nak spostrzeże, że są to teksty wyra źnie, bez wąt pliwości nie tylko z jed nego ducha pocz ęte, lecz także wła ściwie, mi mo bogactwa i rozmaitości przedmiotów, wokół jed nej sprawy rozkręcone. Jak tę sprawę nazwać?
O czy m kolwiek mowa w tych rozprawach – a zawsze dotycz ą one czegoś bard zo ważnego d la naszej kultury – autorka dostrzega trud ności, o jakie się potyka my, gdy usiłujemy określić ściśle g ranicę międ zy zjawiska mi, z których jed no jest dobre, a d rug ie złe, a które albo z tego sa mego źród ła wy pływają, albo do tych sa mych motywacji lud zkich się odwołują czy też mogą uchod zić za odmiany tej sa mej natury. A przecież , chociaż trudno te g ranice zdef iniować i czasem, gdy nie chod zi o wy pad ki skrajne, możemy się wahać, jak rzecz daną i doświadczaną osąd zić – od różnienie dobra od zła nie zanika, nie może być nigdy unieważnione. Wiemy, że cnoty mogą przez nadmierną konsekwencję w antycnoty, w zło się obracać. Wierność jest cnotą, a ileż zbrodni w jej i mieniu popełniono. Przywią zanie do własnego narodu nie jest złem, przeciwnie, jest god ziwe i zalecone: jak zdef iniować
miejsce, w który m przeobraża się w nienawistny, złowrog i szowinizm? A czy można twierd zić, gdy wid zi my cod ziennie okropności morderczych nacjonalizmów, że w tych wybrykach demonicznych nic nie zostało już z owego god ziwego przywiązania? Pewnie zostało coś, choć na złe użyte. I cóż jest złego w naturalny m bodaj prag nieniu „jed ności ”? I jak nietrud no wysubli mować to prag nienie do pochwały totalitaryzmu z wszystki mi jego okrucieństwa mi.
R zecz więc w ty m, że nie tylko to, co „sa mo w sobie” god ziwe i dobre, może złu służyć, lecz także to, co rozpoznajemy od razu, bez wąt pliwości jako zło, ma cz ęsto (a może zawsze?) jakieś uczestnic two w dobry m, jakieś powinowactwo, jakiś korzeń wspólny, choćby od leg ły. Czyż cynizm nie ma jakiejś strony, co go spokrewnią z wolą prawdy? Czy komunizm z wszystki mi jego okropnościa mi nie nosi jakiegoś zaćmionego śladu swego pochod zenia w prag nieniu powszechnego braterstwa? Tak jest ze wszystki m, co złe i co dobre. A mi mo to z uporem trzeba powtarzać, że różnica międ zy dobrem a złem nie znika, nie może być nigdy unieważniona .
C oś analog icznego wid zi my ta m, gd zie nie chod zi właś ciwie o moralne jakoś ci, o zło i dobro, ale o cnoty i przeciwcnoty intelektualne. Kiedy powiad a my, że nauka ma lud ziom pożytek przy nosić, któż zaprzeczy? A można z tego hasła wydedukować prog ra m takiej wied zy i takiego nauczania , w który m „pożytek ” zredukuje się do użytecznoś ci natych m iastowej i technicznej, gard z ąc ty m wszy stki m, co budowało od zarania kulturę europejsk ą, gard z ąc prawdą jako wartoś cią sa moistną, od pożytku niezależną, gard z ąc większoś cią tego, czy m trud ni się hu manistyka rozu m iejąca (a także istotne połacie nauk ś cisłych), której w prawd zie do garnka nie można włożyć, ale która ducha europejskiego przez stulecia ożywiała S ą jakie ś rac je , by obstawać za ideolog ią nom inaliz mu , ale można z nich przyrz ąd zić g roteskowy bezsens „dekonstrukc joniz mu” i negac ję podm iotu lud zkiego
Przedmowa do pierwszego wydania
Podobnie: któż może krzywić się na pochwałę nauki i „myślenia naukowego”? Można jed nak, jak to wielu robiło, tak „naukowość” określić, żeby zlikwidować, jako zabobon ciemny, całą interesowność meta f izyczną, bez której u mysł lud zki nie tylko nie obywał się nigdy, lecz także bez której, jak za sprawą sztuczki zręcznego prestid ig itatora, tenże u mysł przeciw sobie się zwraca, siebie obezwład nia, przy musza siebie do uwierzenia, że prawdy nie ma, i sa mej nauki – jak ją uczeni pojmują – nie ma, i nie ma tegoż u mysłu; słówko „jest ” to tylko spójka, copula , wygod na, by jakieś cechy rzeczy opisać, ale niemająca sensu, gdy się jej tak używa, jakby opisywała czynność jak ąś („Byt jest ” g łupio rzekł Parmenides, „Bóg jest ” jeszcze g łupiej rzekł Tomasz z A kwinu, „Czas jest ” najg łupiej rzekł Bergson). W takich sprawach pomyślenia Barbary Skarg i, profesor Skarg i, mają całkiem wyra źny kierunek : ona u mie powied zieć, czy m jest ta interesowność meta f izyczna i d laczego jest ważna . Wiemy, oczywiście, że zawsze się znajd zie pewna ilość – coraz mniejsza jed nak, również w świecie ang losaski m – takich, co kiedyś przeczytali stupięćdziesięciostronicową, jasno napisaną ksią żkę A lfreda Ayera z 1936 roku1 , uznali, że teraz już wied z ą wszystko, czego rozu m i lud zkość potrzebuje, i bez końca, nud nie powtarzają w kółko jej treść (zdania sensowne d zielą się na log iczne i empiryczne; matematyka i log ika składają się ze zdań analitycznych, które o rzeczywistości nic nie mówią; to, co sensowne, musi być sprawd zalne; meta f izyka i teolog ia nie są fałszywe, lecz bezsensowne; oceny moralne są wyraza mi emocji itd.); nie myślą zgoła o ty m, jakie założenia trzeba z góry przy jąć, żeby tej ksią żce uwierzyć; słów, takich jak „nauka” i „naukowy ”, używają też jako ideolozaklęć, podobnie jak kiedyś wyznawcy marksizmu-leninizmu. Kultura f ilozof iczna, wied za hu manistyczna idą jed nak dok ąd ind ziej, chociaż różne inne je trapią choroby
1 C ho d zi o ksi ą żk ę: A.J. Ayer, L ang uage , Truth and L og ic , London 1936 [przy p. red. nauk .].