Grażdanin N.N. Życie codzienne w ZSRR
Marta Panas-Goworska, Andrzej Goworski
Wydawnictwo Naukowe PWN, 2017
SPIS TREŚCI
Trzy zamki s. 7
Rozdział I. Dzieciństwo s. 11
Koniec świata w Apatitach s. 13
Dobranoc, Sowiety s. 21
Rozdział II. Wiek młodzieńczy s. 39
Pociąg wspomnień s. 41
Artek – łagier utopia s. 49
Rozdział III. Studia s. 67
Czerwoniec s. 69
Student powinien znać s. 77
Rozdział IV. Krok w dorosłość – on s. 95
Lekcja Afganu s. 97
Afgańskie Mary s. 105
Rozdział V. Krok w dorosłość – Ona s. 123
Czarne kwiaty s. 125
Szachcioreczki s. 133
Rozdział VI. Wiek średni – On s. 151
Blaszka na trzeźwość s. 153
Kiedy buchary przestawały buchać s. 161
Rozdział VII. Wiek średni – Ona s. 179
Oblubieniec s. 181
Wyznanie pod specjalnym nadzorem s. 189
Rozdział VIII. Czas profesjonalistów s. 209
Likwidatorzy s. 211
Komandirowka s. 219
Rozdział IX. Zmęczeni życiem s. 237
Putiowka dla dwojga s. 239
Okno na drugie życie s. 249
Rozdział X. Starość s. 267
Dni po dniu płaczu s. 269
Sojuz inwalidow i starcow s. 277
Źródła fotografii s. 294
Więcej o książce: https://ksiegarnia.pwn.pl/Grazdanin-N.N.,677303609,p.html
Grażdanin N.N. Życie codzienne
w ZSRR
Marta Panas-Goworska, Andrzej Goworski
Wydawnictwo Naukowe PWN, 2017
FRAGMENT TEKSTU
Szachcioreczki
Dżender-szychta
Jest marzec 1940 roku, dochodzi piąta rano. Na dworze ciemno, na przemian zacina deszcz i śnieg. Do oświetlonego budynku z wysokimi wieżami szybowymi suną sznurem górnicy. Obok nich drepczą kobiety. Każda niesie wałówkę, w której zgodnie z tradycją jest chleb ze słoniną, cebula, którą górnicy zjedzą niczym jabłko, oraz termos z herbatą. Przy bramie do kopalni kłębią się jeszcze inne panie. Kobiety żegnają czule swoich ukochanych, co niektóre czynią znak krzyża, i odchodzą. Nowo przybyli górnicy mijają się z kolegami schodzącymi właśnie ze zmiany. Ci, umorusani i zmęczeni, stają w ciemnościach i czekają, aż podejdą do nich żony. I tak dzień w dzień spod bramy zakładowej jeden po drugim ruszają dwa korowody. W pierwszym idą kobiety, które tylko co pożegnały swych mężczyzn, w drugim par y, które dopiero co się spotkały.
Po przyjściu do domu mężczyźni nie robili nic. Ślubne zapewniały im nie tylko strawę, dbały o czystość czy troszczyły o pozostałych domowników, ale i wykonywały podstawowe naprawy. Oprócz tego obowiązki górniczych żon rozciągły się na sprawy administracyjne, reprezentowały też całą rodzinę na zewnątrz. Zwyczaj ten stał się niepisanym prawem i nawet władze kopalni, chcąc coś wskórać u pracowników, kontaktowały się z ich połówkami. Rejestr trudnych zadań do wykonania, jaki codziennie musiały odfajkować, nie zawierał bodaj jednej tylko pracy. Kobietom nie wolno było zjeżdżać do kopalnianych tuneli i, broń Boże, fedrować węgla. W laickim i wolnym od zabobonów ZSRR uważano, że mężczyzna będzie przeklęty, jeśli jego niewiasta pojawi się w podziemnych korytarzach.
Wielka Wojna Ojczyźniana przyniosła dżenderową rewolucję w radzieckich kopalniach. „Oto nasza rodzina! Wszyscy górnicy. Pradziad Aleksandr był górnikiem. Dziad Aleksandr był górnikiem. Ojciec Aleksandr był górnikiem – przedstawia swoich najbliższych bohater powieści Fiodora Panfiorowa Wielka sztuka. – Syn mój, wskazał na syna, Aleksandr jest górnikiem. A to moi komsomolcy: Sańka będzie górnikiem, odważniak. No i na dodatek Maszeńka – górniczka. I gospodyni, kochana Natasza, też górniczka”. Akcja książki została osadzona na początku lat pięćdziesiątych, nic więc dziwnego, że bohater wymienia tylko dwie najmłodsze kobiety. Matka i babka żyły jeszcze w epoce, gdy zjazd pod ziemię był dla obywatelek ZSRR zakazany. Podobne wyznanie co literacki protagonista czyni robotnik opisany w reportażu opublikowanym w 1947 roku w gazecie „Trud” („Praca”):
Wszyscy członkowie mojej rodziny – górnicy. Dwaj synowie – Wasili i Siemion, trzy córki – Wiera, Maria, Jelena oraz szwagierka tworzą jedną brygadę górników-prochodczików, którą dowodzę ja. I tak już czterdzieści lat, jak pracuję pod ziemią. Mam sześćdziesiąt dwie wiosny, ale wciąż jestem w pełni sił i zapału trudzić się dla dobra ojczyzny. Mój zespół przechodzi wyrobisko szybkim sposobem i wypełnia dwie normy.
Dumne zapewnienia prochodczika, czyli – za słownikiem terminologii branżowej –„górnika mogącego z uśmiechem na ustach nieść dziewięćdziesięciokilową szynę” – ukazują prawdziwe oblicze radzieckich kopalń. Pod koniec lat czterdziestych minionego wieku liczba kobiet zatrudnionych pod ziemią wynosiła około pięćdziesięciu procent. W Donieckim Zagłębiu Węglowym, zwanym Donbasem (od Donieckij Kamiennougolnyj Bassiejn), wartości te b yły jeszcze wyższe i na stu górników przypadało kilkunastu mężczyzn, resztę stanowiły panie. Trudno więc się dziwić, że puszczono w niepamięć zabobon wieszczący nadejście tragedii, gdy tylko kobieta zjedzie po ziemię.
Więcej o książce: https://ksiegarnia.pwn.pl/Grazdanin-N.N.,677303609,p.html